Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
146.319.928 wizyt
Ponad 1060 autorów napisało dla nas 7276 tekstów. Zajęłyby one 28689 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Korea Północna zaatakuje
w 2018 r.
w ciągu kilku lat
nie zaatakuje
  

Oddano 3098 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Państwo i kościół uprawiały miłość, jak koty w czasie nocy i na dachach"
« Kultura  
Pogoda dla eunuchów
Autor tekstu:

Z literaturą, sztuką, to jest trochę tak, jak z lotami na księżyc: gdy sąsiad pakuje walizki, od razu się pytamy, gdzie się te loty załatwia. I polecimy, a jakże, choćby po jasną cholerę. Żaden durny sąsiad nie ma prawa powiedzieć, żeśmy się zlękli księżyca. Bo my na księżycu jesteśmy jak u siebie. Tylko czasami spadamy.

O tej całej sztuce też przecież wszystko wiemy. Jakby się kto pytał, proszę, można opowiedzieć. To i owo, po rzymsku znaczy: od kury. Od kury biorą się jajka. A kury skąd się biorą? One się biorą ze wsi. Na wsi pełno jest kur.

No, sztuka to nic trudnego.

Podobno pierwszym utworem był obrazek w jaskini. Jakiś misio czy coś. Musiało być tak, że jeden pan jaskiniowiec, może tym misiem obżarty ponad zwyczajną miarę, leżał sobie w jaskini i kombinował (bo oni, ci jaskiniowcy, to jeszcze nie myśleli). Załóżmy, tak kombinował:

- Duży i dzielny był misiek. Okropnie smacznisty. Futro też się przydało. No to by może jakoś uhonorować misia.

Nie wiadomo dokładnie, czy właśnie tak kombinował, bo przecież wszyscy wiedzą, że niesposób odgadnąć, co się we łbie jaskiniowca lęgnie. Takiego choćby, jak sąsiad. Ale się wtedy stało, że ten pan jaskiniowiec wziął w łapę krzemienny kamyczek — nieduży, z dziesięć kilo — i tym kamyczkiem wydrapał obrazek misia. Jaskiniowego, rzecz prosta. Wtedy wszystko było jaskiniowe: twórca, misiek i galeria też.

Przyszli pewnie inni państwo jaskiniowcy, cmokali z podziwu, podobało im się. Zaraz prosić zaczęli — o misie, nosorożce, o słonie, o jakieś bawoły. O żyrafy także. Z żyrafami nie mieli kłopotu. Ci jaskiniowcy, to im wyrastały bardzo długie ręce i mogli malować żyrafy nawet z tymi szyjami.

Ale gdzie im tam do nas, jaskiniowcom! Prymitywni byli, kudłaci jak nietoperze. Wszy po nich łaziły niby bydlęta po owsie. Tysiąc lat przeminęło, albo dwa tysiące, nim wymyślili mycie, co do dzisiaj szkodzi. Mieli małe czółka i te ręce długie, dlatego.

Jaskiniowe galerie nieźle funkcjonowały. Tłum jaskiniowców bez przerwy do tych galerii walił.

Możliwe, że pan jaskiniowiec kombinował dalej. Kiedy ten tłum tak walił, całkiem niewykluczone, że pierwszemu twórcy zaczęło świtać coś niecoś. W tej jego wielkiej ciemnocie pierwszy promyczek zabłysnął. Promyczek oświaty, rzecz jasna. Kagańców jeszcze nie znali.

- Słuchajcie, jaskiniowcy — powiedział natchniony twórca. — Jeżeli moje drapanie jest rzeczywiście świetne, to ja wam będę odtąd dużo obrazków drapał. Ale za to drapanie każdy pan jaskiniowiec, po każdym polowaniu, przyniesie mi połeć mięsa. Taki, żebym się obżarł pięknie, bo bez obżarcia twórczość może być wątła.

Nie da się też wykluczyć, że to nie ten powiedział, tylko inny, po jakimś czasie, bo przecież genialne pomysły nie rodzą się ot, tak sobie. Dwóch genialnych pomysłów żaden łeb nie wymyśli (nie licząc pana Ajnsztajna, którego pomysł drugi dopiero będzie genialnym).

My już zupełnie nie wiemy, kto był najpierwszym twórcą na pełnym etacie, czyli zawodowym. Bo szkół, dających patenty artystom, oni w jaskiniach nie mieli. Żadnych nie mieli tam szkół. W ogóle.

(O tych szkołach informacja jest tajna, za nic nie może się rozejść, że szkół nie mieli, a żyli).

Nic dziwnego, że o tamtych czasach myśli się ze zgrozą. Jak to, bez szkół tworzyli? Od razu dla odbiorców? Pytajcie, kogo chcecie, właśnie tak u nich było: bez szkół i od razu. Nie znali pośredników, zupełnie nikogo, kto by pospólstwu tłumaczył, co twórca miał na myśli. Bo co mógł mieć na myśli, kiedy myśleć nie umiał? Ci jaskiniowcy myślenie wymyślili później.

Co prawda, nie zawsze misio to misio. Bo są takie galerie jaskiniowe, że jeszcze nawet dzisiaj najtęższe patentowe głowy nie potrafią objaśnić, o co chodziło jaskiniowemu twórcy. Czy misia wydrapał, czy kosmitę. Nieodgadnione na wieki zostanie, czy oni tam, w tych jaskiniach, faktycznie na księżyc latali.

Nie jest pewne, czy te trudniejsze obrazki nie pojawiły się wtedy, gdy się pojawił alkohol. Może kobyle mleko, może z tych żyraf. Możliwe, że po raz pierwszy wygwizdali swoją galerię. My wiemy jedynie tyle, że zgniłe jaja to oni raczej zjadali, natomiast gwizdali wspaniale.

Do dzisiaj tak zostało, że jaskiniowcy na wszystko sobie gwiżdżą.

Z tego się zaczęło tłumaczenie pospólstwu. Ryzyko i nadmiar mięsa zrodziły wyjaśniaczy. Pan twórca stał się zbyt ważny, może zbyt obżarty, by samemu gadać. Po tym mleku miał problem, który należy zrozumieć: im głupszy obrazek wydrapał, tym mądrzej musiał go tłumaczyć. Więc on się podzielił swoją misiowiną i spoko, jął się byczyć.

Ci nowi, wyjaśniacze, też nie musieli polować.

Odtąd pospólstwo, jaskiniowa hołota nie mogła się włóczyć po tych galeriach, kiedy i jak chciała. W razie święta albo z innej okazji, wyjaśniacze ich prowadzili i wyjaśniali. Najpierw te połcie zbierali, mięso oczywiście. Dla panów artystów szanownych i także dla siebie. Wiadomo.

Wyjaśniacze wtedy szybko się spostrzegli, że ten, kto dzieli mięchem, ważniejszy jest od wszystkich. Szybciutko to spostrzegli. Oni w swojej ciemnocie niekiepski rozumek mieli.

Dalej łatwo poszło, nim horda się połapała: teoretycy-magicy, wizjonerowie, mecenasowie-organizatorowie, wszyscy natchnieni misją, arcyhordowym posłaniem. Zrobił się taki ścisk dokoła tego mięcha, że twórcom coraz trudniej było się tam dopchać. W końcu doszło do tego, że łazili głodni, na głodniaka tworzyli, nawet z tego głodu niektórzy umierali. To ich umieranie wcale nie było ważne, bo wszyscy już wiedzieli, że stworzyć dzieło byle kto potrafi, ale je wytłumaczyć — to jest dopiero sztuka!

Ile na jednego twórcę przypada wyjaśniaczy? Bardzo uczeni rachmistrze chyba nawet wiedzą, jak liczyć wielkości urojone. My się boimy wiatraków i je szanujemy. Nie bez powodu przygody głupawego rycerza przeszły do wiekopomności.

Stworzyć dzieło byle kto może, ale je wyjaśnić!

Tak się porobiło, że eunuch poucza sułtana. Nie ma się z czego śmiać. To nic, że eunuch nie może, ale jakąż ma o tym wiedzę! To on zajmuje się haremem. Sułtan przyjdzie na pół godziny, zrobi swoje i pójdzie, a kłopot na głowie eunucha. Kto lepiej zna się na haremie, co?

Tak się porobiło, koło tego haremu, koło tej wiedzy eunucha, jakby nikt nie pamiętał, czy tabakierę wpycha się do nosa, czy nos do tabakiery. Czy harem jest po to, by sułtan miał pół godziny, o której eunuch wie, lecz jej nie pojmuje — czy po to, by eunuch miał skąd czerpać wiedzę i rozpacz, którą sułtan dostrzega, która sułtana bawi?

To bardzo straszna rzecz, rozpacz eunucha. Czy ktoś się zastanowił, jak jego zemsta wygląda?

Roztropny sułtan snuje myśli po cichu. Że ten cholerny eunuch może wiedzieć o haremie co chce, nawet więcej. Bo o tej pół godzinie to nigdy nic, niczego dowiedzieć się nie może.

W ludzkiej pamięci raczej imiona sułtanów zostają.

Wyjaśniacz twórczości, magik, eunuch sztuki — więcej wie o sztuce, niż wszyscy twórcy na kupę wrzuceni. I o tej pół godzinie też pojęcia nie ma. Niezdolny jest — i tyle.

Czytacz, ogladacz, słuchacz — każdy szuka swojej pół godziny i świetnie wie, na czym ona polega. Jest prosta jak picie wody. Bez tej pół godziny cały harem i całą sztukę można by potrzaskać o bardzo wonne kanty.

Ale ten eunuch swoją zmyślność ma. Już nie trzeba wiele, niebawem, za czas krótki, eunuch przekona sułtana, że harem najwspanialej działa właściwie bez niego. Na czort mu te pół godziny? Po diabła coś takiego, czego objaśnić się nie da? Czy nie dość sułtanowi, jeśli się pochwali, że ma tak piękny harem?

Kiedy sułtan zaczyna bać się eunucha, robi się straszny burdel.


 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Postmodernizm: intelektualna czkawka Zachodu
Zderzenie ignorancji? Rzecz o odczarowaniu kultur

 Dodaj komentarz do strony..   Zobacz komentarze (9)..   


« Kultura   (Publikacja: 18-02-2007 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Zbysław Śmigielski
Powieściopisarz, nowelista, aforysta, najrzadziej poeta. Laureat konkursów i nagród literackich. Uznany za marynistę. Był kapitanem jachtowym, instruktorem żeglarstwa, nieco powłóczył się po morzach, co ma wpływ na twórczość. Zajmuje się propagowaniem spraw morza na spotkaniach autorskich, szczególnie z młodzieżą. Interesują go także inne sprawy: historia współczesna, problemy społeczne, konflikty moralne - to, czym żyjemy na codzień. Ostatnia książka: Sarmaty i scyty (2007). Zmarł w 2014.
 Strona www autora
 Numer GG: 3401579

 Liczba tekstów na portalu: 22  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Nostalgia
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 5274 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365