Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
164.081.331 wizyt
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7324 tekstów. Zajęłyby one 28895 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Koronawirus z Wuhan to
wiele hałasu o nic
sezonowy problem
lokala epidemia
globalna epidemia
  

Oddano 747 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Jeżeli ktoś żyje z tego, że zwalcza wroga, jest zainteresowany tym, aby wróg pozostał przy życiu.
« Społeczeństwo  
Wojna i pokój [2]
Autor tekstu:

Nie o Blaira chodziło jednak w tłumie przed teatrem. Ważniejsze było zobaczenie na własne oczy nowego prezydenta Rosji, swojego prezydenta, którego znali tylko z telewizji. Dobrze, że był ten angielski premier z żoną, ale ludziom nie o to chodziło. Wciśnięty w tłum ojciec sam nie mógł nic widzieć, ale instruował chłopca na swoich barkach, że ten wujek Wołodja, musi być prawie łysy i niewysoki, a chłopaczek niestety nie był pewien, czy widział, czy też nie widział wujka Wołodję wśród panów, którzy tak szybko znikli w głębi teatru.

Przed wejściem wielki plakat zapraszał na premierę opery „Wojna i pokój" Sergieja Prokofiewa". Jaka premiera — szydził stojący w tłumie staruszek, po prostu odgrzebana stalinowszczyna. Premiera była w 1944 roku, a potem druga premiera 1946 roku, a potem jeszcze jedna, i teraz znowu premiera. Ostatnia premiera była w 1991 roku.

Staruszek miał rację. Mógł jednak mieć więcej respektu dla skomplikowanej historii zmian libretta i muzyki, dla tej walki Prokofiewa i jego przyjaciółki lub drugiej żony - Miry Mendelssohn, która pisała i przepisywała tekst, wykreśliła i dodawała, a Sergiej Prokofiew skreślił i dodawał muzykę, żeby z jednej strony dostosować dzieło do zachcianek Stalina, a z drugiej strony, być jakoś w zgodzie ze swoim twórczym sumieniem. Chcieli jak najwierniej przerobić powieść Lwa Tołstoja na nowoczesną operę dla rosyjskiego narodu, który walczył przeciwko Hitlerowi tak, jak w powieści Tołstoja walczył przeciwko Napoleonowi, i bohatersko, po wielu cierpieniach i zniszczeniach, zwyciężył wszystkich wrogów.

Pierwsza premiera tej opery też była w Petersburgu, który wtedy był jeszcze Leningradem. Sam Prokofiew nie miał już okazji na kolejne zmiany swego dzieła w okresie „odwilży" po śmierci Stalina, umarł tego samego dnia co Wielki Wódz, w marcu 1953 roku. Potem inni zmieniali jego opus.

W ogromnej balkonowej loży carskiej pojawili się Ludmiła Putin, Tony Blair, Cherrie Blair i Władimir Putin. Za ścianką po stronie Putina usiadł minister Czubajs, chyba odpowiedzialny za bezpiekę. Mogą ze sobą wypukiwać sygnały, zażartował ktoś w tłumie gości, a dziennikarz zanotował ten dowcip i użył go potem w swoim artykule. Towarzystwo w carskiej loży był niczym „tableau vivant" nowego sojuszu Rosji z Zachodem. Państwo Blair reprezentowali stronę zachodnią, a Putin (z Czubajsem za ścianką) przedstawili niezmienny rosyjski Wschód. Wizyta była przyjacielska, ale nie oficjalna, więc nie odegrano hymnów narodowych. Kiedy państwo Putin pojawili się z gośćmi w loży, publiczność powitała ich stojącą owacją. Oczywiście przez cały czas przedstawienia ludzie odwracali się, żeby spojrzeć na carską lożę. Specjalną uwagą cieszyła się Ludmiła Putin, dla której wizyta w teatrze była swoistą publiczną premierą pierwszej damy. W swojej długiej czarnej sukni z białym palatynem zrobiła dobre wrażenie. Cherrie Blair wyglądała sympatycznie w białym kostiumie. Blair również zrobił dobre wrażenie z tą swoją żywa twarzą, raz bardzo poważną raz uśmiechniętą, jakby świadczącą o bystrym umyśle. Ale przede wszystkim patrzono na nieruchomą twarz Putina, tak jak patrzyło się na postawę i twarz cara Mikołaja czy Aleksandra, jakby można by było czytać i wróżyć przyszłość swoją i kraju z wyrazu jego oczu.

Naiwni są ludzie. Czy ten szeroki uśmiech Tony Blaira i ten niemal uśmiech Władimira znaczy, że Rosja szykuje się na przemianę we współczesne państwo? Czy raczej ta chuda, w teatralnym świetle prawie woskowa twarz zapowiada nowe kłopoty? Ja widziałem w carskiej loży kolejny akt zdrady. Najpierw Bill Clinton na szczycie prezydentów i rządów w Istambule klepał „my friend Boris" po ramieniu, a teraz ten premier Anglii podlizuje się nowemu imperatorowi, który fetuje swój okrutny triumf na Kaukazie.

Zaczęło się przedstawienie. Spektakl przedstawiający patriotyczny triumf generała Kutuzowa i rosyjskiego narodu nad francuskimi napastnikami na ojczyznę w 1812 roku. Oczywiście opera jest długa, bo wielkie patriotyczne utwory mają być długie i wymagać od widzów długiego siedzenia. Przedstawienie przygotowano we współpracy z Metropolitan Opera z Nowego Jorku. Współczesna inscenizacja i obrazy video łączyły starą Rosję cara Aleksandra I z nową Rosją Władimira Putina. Dużo pieniędzy to kosztowało, tak że już podczas przerwy ktoś krytykował, że za takie pieniądze można było z dziesięć pięknych imprez zrealizować, a ktoś inny zauważył, że to wspaniale, iż Rosjanie mogą teraz pokazać Zachodowi coś tak współczesnego. Wygłaszający tę uwagę miał nadzieję, że publiczność w Nowym Yorku będzie zachwycona, kiedy w przyszłym sezonie opera będzie wykonana w Metropolitan Opera. "Wojna i pokój" naszego wielkiego Sergieja Prokofiewa, według powieści naszego wielkiego pisarza Lwa Tołstoja, ma przybliżyć Sankt Petersburg do Nowego Jorku, i do Londynu oczywiście.

Współczesna inscenizacja ciężkiego muzycznie utworu musiała mieć trochę seksu. Dlatego widzowie widzieli przez chwilę kilka roznegliżowanych dziewcząt, wirujących po scenie, uciekających od prześladujących je francuskich oficerów, którzy próbowali je chwytać i gwałcić, ale babki się wyrywały i po kolei fruwały za kulisy.

W pewnej chwili, w imponującej scenie ze stosem trupów, pojawił się Napoleon, ten straszny potwór, który miał być pokonany. Nawet nie znając rosyjskiego i nie czytając pojawiających się na ekranie nad podium tłumaczeń, można było zrozumieć, że to Napoleon, bo miał taki sam kapelusz i trzymał rękę za guzikiem białego surduta, a że leżący to trupy, to też było jasne. Program wyjaśnił, że dokonano w operze skróty, by się liczyć z „ograniczeniami ludzkich możliwości". W jednej z recenzji wyczytałem, że nawet pewne partie zostały przesunięte, i że chyba dlatego aria „sokół nie rozumie że jest uratowany" Platona Karatajewa (w powieści Tołstoja jest prekursorem rosyjskich rewolucjonistów) śpiewana jest podczas rozstrzeliwania moskiewskich podpalaczy. Może w pośpiechu przygotowań premiery na wizytę Blairów popełniono pomyłkę, którą mogli zauważyć tylko ci, którzy jeszcze pamiętali poprzednią „premierę" z 1991 roku. W Nowym Yorku w ogóle nie będzie to miało znaczenia, czy to była pomyłka, że Platon Karatajew ma śpiewać przy podczas rozstrzeliwania moskiewskich podpalaczy, bo tam nikt nie połapie się w takich niuansach.

Bardzo lubię muzykę Prokofiewa, bo pełna jest jakiejś głębokiej nostalgii do romantyzmu i nowych form muzycznych, jakby uciekających od banalności szarego stalinowskiego otoczenia, poprzez bardzo swoisty język muzyczny. Wierzył Prokofiew w swoja Muzę, ale wierzył niesłusznie, że potrafi tę wielką „burżuazyjną" powieść Lwa Tołstoja, o przeżyciach ludzi z środowisk rosyjskiej arystokracji przerobić na politycznie poprawną kulturę sowiecką. Musiał opowieść o głównych bohaterach, nawet o centralnej postaci całej powieści: o księciu Bezuchowie, mocno skrócić, a niektóre całkiem opuścić. Miał za to wysunąć na pierwszy plan postać generała Kutuzowa i gloryfikować go jako nieomylnego narodowego wodza podobnego do Stalina. Kutuzow, stary generał w peruce i z przepaską na jednym oku, stał w operze jako Zbawiciel Ojczyzny w pierwszej Wojnie Ojczyźnianej, tak jak Stalin był Zbawicielem Ojczyzny w drugiej Wojnie Ojczyźnianej.

Tony Blair wytrzymał przedstawienie nie gorzej niż angielski premier Chamberlain w 1938 roku, kiedy to będąc gościem Hitlera, wytrzymał operę Wagnera. Dla Putina nie było to trudne, bo komuniści umieli bez zaśnięcia wytrzymać nawet pięciogodzinne przemówienia Breżniewa. Pani Blair natomiast miała widocznie kłopoty z wytrzymaniem trzygodzinnego spektaklu w trzynastu aktach. Widać było, że nie potrafiła powstrzymać ziewania. Ziewała! To straszne. Ale dyplomatyczna plotka ją uratowała. Podobno pani Blair była w ciąży! Można ją było pochwalić, że w takim stanie, tak dobrze się trzymała.

Zbliża się nareszcie koniec, ostatni akt, ostatnie sceny. Jednak wzruszająca końcowa aria Kutuzowa, o spalonej Moskwie, która odrodzi się z popiołów, wymyślana przez kompozytora i autorkę libretta z myślą o zniszczonym Leningradzie, oklaskiwana jeszcze podczas premiery w 1991 roku, została usunięta. Finał miał być nowy. Kutuzow obejmował po ojcowsku jakiegoś wielkoluda, prostaka z grubą pałą, przy pomocy której samodzielnie zmiażdżył francuską armię, a przybiegający obok żołnierzy rosyjscy rzucają pod nogi generała sztandary francuskich regimentów, i podnoszą rosyjskie sztandary w górę. A na tę okazję reżyser przygotował niespodziankę. Żołnierze przychylili podniesione sztandary tak, że wszystkie wskazały na lożę carską. Tak z końcowymi tonami orkiestry, mieszały się huczne oklaski dla nowego cara Władimira.

Dwa lata później, w czerwcu 2003r., w chwili oficjalnej wizyty prezydenta Putina w Londynie, Blair napisze w „Izvestiach", że chce zapewnić czytelników tej gazety, iż nigdy stosunki między Anglią i Rosją nie były tak dobre jak teraz i że osobiście bardzo się cieszy z odwiedzin rosyjskiego prezydenta. "Nie jest dla nikogo tajemnicą, że od czasu jak objęliśmy nasze funkcje, między prezydentem Putinem i mną rozwijały się ciepłe osobiste stosunki. Oczywiście, to nie znaczy, że zawsze się we wszystkim zgadzamy. Były w przeszłości różnice zdań i będą niewątpliwie różnice zdań w przyszłości. Ale te różnice zdań, chociaż realne, nie zaciemniają naszej jednomyślności w wielu ważnych sprawach. Nie przeszkadzają one, ani prezydentowi Putinowi, ani mnie, żeby kontynuować naszą pracę, która zmierza do realizowania naszych wspólnych wartości dla dobra naszych krajów i całego świata".

W roku 2000 Putin potrzebował poparcia Blaira w sprawie Czeczenii, a w roku 2003 Blair potrzebował przyjaźni z Putinem, bo oficjalnie Rosja mogła być tylko przeciwko wojnie w Iraku. Putin chce uratować Rosje od terroryzmu jedną radykalną wojną, Blair, Bush i inni chcą uratować resztę świata od terroryzmu kilkoma wojnami. W roku 2002 Putin mógł już zaprosić do siebie wielu światowych przywódców, z okazji trzystulecia Sankt Petersburga. (Teraz w Teatrze Maryjskim siedzieli z Putinem Schröder, Chirac, Balkenende i inne osobistości rządów europejskich, a w programie był potpourri rosyjskiej kultury, trochę Chajkowskiego, Borodina, trochę ludowych tańców, itd. W carskiej loży siedziała ochrona). Wielu ludzi sądzi, że Rosja byłaby szczęśliwsza bez Putina, a Wielka Brytania bez Blaira, jest również zrozumiałe, że się przyjaźnią. Publiczność opery „Wojna i Pokój" była świadkiem ich zbliżenia.

Nie przesadzajmy jednak. Ta przyjaźń dwóch wierzących w powodzenie wojny, to był taki sam kicz jak ten operowy spektakl. Żeby przerobić powieść Tołstoja na fabułę zwykłego filmu, trzeba by go zatytułować „Pokój i wojna". Pokój jest w niej zaledwie tłem wojny. Władcy rosyjscy zawsze się bali słów Tołstoja o pokoju. Nie starczył zakaz publikacji w Rosji, nie starczyło, że Synod kościoła rosyjskiego potępił go jako Antychrysta, by unieszkodliwić jego sprzeciw przeciw wojnom „za Boga, Cara i Ojczyznę". Ludzie nazwali go „sumieniem Rosji". Lenin nazwał Tołstoja „lustrem rewolucji", ale szybko dodał, że lustro samo nie wie co odbija. Mimo wszystko, Lenin też musiał walczyć z zarazą „tołstojewszczyzny" w szeregach bolszewików.


1 2 3 4 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Wojna
Wolni najmici


« Społeczeństwo   (Publikacja: 30-04-2007 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Jacobus Cornelis Houtappel
Ur. 1938 w Amsterdamie. Po ukończeniu gimnazjum, studiów prawa i slawistyki w Utrechcie był przez wiele lat adwokatem i docentem na wydziale prawa cywilnego uniwersytetu w Lejdzie, gdzie wykładał postępowanie cywilne. Jest autorem wielu publikacji prawniczych, w zakresie (niderlandzkiego) prawa cywilnego i procesowego. Jego praca habilitacyjna (Amsterdam, 1996) dotyczy teorii pieniędzy i roszczen pieniężnych. Żonaty z Polką, ojciec dwójki dzieci. Jest tłumaczem polsko–niderlandzkim. Po osiągnięciu wieku emerytalnego (2003) przebywa często w Polsce i zajmuje sie m.in. studiami lingwistycznymi jezykow europejskich i przygotowaniem do publikacji swoich rozwazań na tematy związane z krytycznym porównaniem kultur europejskich, w dziedzinie polityki i prawa, z punktu widzenia przekonanego pacifisty.

 Liczba tekstów na portalu: 2  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Uwagi krytyczne o projekcie Konstytucji dla Europy
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 5363 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365