Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
155.486.187 wizyt
Ponad 1062 autorów napisało dla nas 7301 tekstów. Zajęłyby one 28805 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Czy jesteś zadowolony/a z życia?
Tak
Nie
Nie wiem
  

Oddano 249 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Doświadczenie - nazwa jaką nadajemy naszym błędom.
 Nauka » Nauka i religia

Nauka a religia [1]
Autor tekstu:

Spis treści. 1. Wprowadzenie pytania. 2. Nauka współczesna. 3. Religia współczesna — katolicyzm. Wymowna różnica kryteriów wyboru. 4. Czy istnieje wiedza religijna? 5. Nie istnieje wiedza religijna. Co o tym decyduje? 6. Nie ma więc jedności nauki i religii. 7. Rzeczywiste położenie wobec siebie nauki i religii. 8. Paradoks religii. Uchylenie go przez zmianę języka. Koszty tego kroku. 9. Przyszłość nauki i przyszłość religii. Nauka a religia o przyszłości religii. 10. Duch nauki i duch religii — gruntownie sobie obce. 11. Postscriptum z dwoma uwagami: o wierze oświeconych oraz o religianctwie tygodnika „Polityka".

*

1. Wprowadzenie pytania. Oto moje pytanie: Jak mają się do siebie nauka i religia? Nie tylko akademickie, dziś bowiem — gdy w sierpniu roku 2010 piszę te słowa — stajemy w Polsce przed palącymi pytaniami, jak powinny mieć się do siebie państwo i Kościół katolicki, religia i demokratyzujące się społeczeństwo. Pytań tych nie sposób rozstrzygnąć bez rozstrzygnięć na głębszym i ogólniejszym poziomie. Tam zaś trudno o ważniejszą kwestię niż kwestia nauka a religia, nauka bowiem to intelektualny i cywilizacyjny rdzeń świata, w którym żyjemy.

Gdy pytam, jak się ma coś do czegoś — nauka do religii, religia do moralności, moralność do polityki, Mozart do Bacha, euro do złotówki, poranek do wieczoru — pytam o nic, jeśli nie wiem, jak mam rozumieć człony tych stosunków i pod jakim względem je do siebie odnoszę.

O nic nie chodzi w naszym pytaniu, jeśli nie wiemy, co to jest nauka, a co religia, i pod jakim względem je zestawiamy. Była nauka w starożytności, była w średniowieczu, w stuleciach XVI i XVII rozkwitła w Europie nauka nowożytna, od której zwykło się datować naukę w dzisiejszym rozumieniu. W dawnej nauce pracowali na równych prawach matematycy, geografowie, alchemicy i astrologowie, a teologii nic nie mogło się sprzeciwiać. Dziś astrologowie nie mają wstępu do nauki, teologowie i uczeni wyznający różne religie co najwyżej zabiegają o niesprzeczność ich przekonań religijnych z nauką, choć są też rzecznicy podporządkowania nauki religii. Nauka jest więc, jak prawie wszystko w naszym otoczeniu, tworem czasowym, ma swoje losy, czyli dzieje. Osobliwy to skądinąd twór czasowy, nic mu bowiem nie dorównuje w wytwarzaniu dóbr wiecznotrwałych, nic bowiem nie przysparza nam tylu zdań prawdziwych, a te są zawsze prawdziwe. Odkrycia prawd nauki mają daty, datą zaś samych prawd jest wieczność.

2. Nauka współczesna. Kiedy o nauce mowa, trzeba się więc zdecydować, o której nauce mówimy. Nie trzeba by, gdybyśmy uznali, że nauką jest tylko jej postać współczesna. Odmawianie miana nauki jej wcześniejszym fazom byłoby jednak nierozsądne. Archimedes, Galileusz, Maxwell, Bohr mają jako badacze coś z sobą wspólnego, mimo rozliczne dzielące ich różnice.

Moja decyzja co do stadium nauki, które będę konfrontował z religią, zapada bez wahania. Żyję dziś, wśród nauki dzisiejszej, wszystko jedno, gdzie żyję — nauka nie ma granic. Interesuje mnie odniesienie nauki mojego czasu do religii, dawne relacje tych obu to rzecz dla historyka, mnie interesuje stan obecny. Mam więc za sobą pierwszą, naturalną w moim położeniu decyzję — biorę naukę współczesną. Ciągle jednak nie wiem, co właściwie biorę.

Wszystko, całą naukę. Odsuńmy z miejsca od tego oświadczenia znamię niedorzeczności. Nie powołuję rzecz jasna całej dostępnej dziś wiedzy naukowej, tego nikt nie potrafi. Biorę natomiast naukę w jej aspektach fundamentalnych, czyli takich, bez których jej nie ma. Nauka — poświęcona zjawiskom lokalnym, jak historia sztuki, czy uniwersalnym, jak astrofizyka, konkretom, jak glacjologia, czy abstraktom, jak teoria mnogości — cała nauka to od pewnej strony zbiór wytworów, od innej zbiór czynności, a jeszcze od innej zbiór przeżyć. Wytworami nauki są jej zdania uznawane w danej chwili przez uczonych. Ci wiedzą o niektórych, że są prawdziwe, a o większości, że są tylko prawdopodobne. Niejedno z tych ostatnich odpada z nauki, bo obniża się jego stopień prawdopodobieństwa albo wręcz okazuje się fałszywe. Zdania należące do nauki są ruchome, nie mają immunitetu, nic i nikt nie gwarantuje im stałej obecności w zasobach nauki.

Nie ma w tym jednak nic osobliwego, wśród przekonań każdego z nas bowiem, wśród naszych zdroworozsądkowych opinii, przedstawień, stereotypów i zwykłych przesądów jest ciągły ruch. Osobliwością nauki natomiast jest zbiorowe zarządzanie jej zasobem zdań, przebiegające według reguł. O wynalazkach i odkryciach decyduje talent, błysk geniuszu, pomyślny traf, olśnienie jednostki, a o ich wejściu do nauki decyduje kolektyw, zbiorowość uczonych. Kolektyw ten nie jest jednak suwerenem, ma bowiem nad sobą zasób obowiązujących w danej chwili, bo przez siebie samego uznanych reguł kierujących przebiegiem czynności poznawczych. Reguły te, pisane i niepisane, sztywne i luźne, rządzą główną czynnością poznania naukowego - uzasadnianiem zdań.

Jeślibym urwał w tym miejscu opis nauki, byłby za szeroki. Łatwo sobie bowiem wyobrazić uzasadnianie, a więc wskazywanie podstaw zobowiązujących do przyjmowania zdań, którego nie uznalibyśmy za naukowe. Wyobraźmy sobie plemię z głębokiej Amazonii, które dowiaduje się, że najmędrsi są laureaci Nobla. Amazończycy przyjmują zatem następującą regułę: „Bierz każde zdanie noblisty, bo pochodzi od mędrca!" Amazoński obserwator naszej nauki przekazuje więc współplemieńcom dorobek noblistów, a tamci wprowadzają go karnie do zasobu swoich wierzeń, bo mają je za uzasadnione na mocy pochodzenia od mędrców.

Mówię bez wahania, że wprowadzają go do zasobu wierzeń, to zaś wystarczy za odpowiedź na pytanie, czy słusznie postępują. Niesłusznie, otrzymują bowiem w ten sposób od noblistów wierzenia, nie zaś wiedzę. Zdanie staje się natomiast składnikiem wiedzy, gdy potrafimy je sprawdzić, czyli znaleźć gwarancje prawdziwości lub nadzieję na prawdziwość, gwarancje zaś nie płyną z byle czego. Płyną tylko z tych źródeł, które prowadzą nas do rzeczywistości. Z nią zaś, choć wielu obiecuje, styka nas tylko doświadczenie, ze światem zjawisk, oraz rozbiór i wiązanie pojęć — ze światem czystej myśli (logiki i matematyki). Nie wiem bez doświadczenia, że ogień grzeje, a bez tego nie ma teorii kwantów, choć daleka to droga; bez rozumienia pojęć nie wiem, że całość jest większa od swojej części, a część mniejsza od całości, bez tego zaś nie ma algebry zbiorów.

Trzeba więc przedstawić sobie drabinę wiedzy, by odpowiedzieć na pytanie, na czym polega nauka: na uzasadnianiu, to zaś na kierowanym regułami, ale też wyczuciem i gotowością do ryzykowania, docieraniu do źródeł informacji, na przenoszeniu informacji od źródeł do ujścia, od spostrzeżeń do równań Maxwella, od prostego aksjomatu do twierdzenia Cantora, od obserwacji dokonanych przez Darwina na wyspach Galapagos do teorii ewolucji. U źródeł zaś albo, jeśli kto woli, u szczytu, mamy doświadczenie, czyli nasze receptory zmysłowe oraz zdeponowane w języku zasoby pojęciowe, z których wysnuwamy logikę i matematykę. (Korzystam dowolnie z metafory źródeł lub szczytu, z równym powodzeniem bowiem możemy powiedzieć, że nauką jest to, co przenieśliśmy po szczeblach uzasadnienia z dołu na szczyty, bądź to, co sprostało kontroli sprawowanej szczebel po szczeblu przez nadrzędną instancję doświadczenia i pomyślunku.)

Spyta ktoś w tym miejscu, dlaczego ograniczam nasze źródła wiedzy do doświadczenia i języka. Skłania mnie do tego doświadczenie — odpowiadam bez obawy o błędne koło. Wiem z doświadczenia, że nic innego, żadne inne zasilenia nie dają tego wyniku: rosnącego co do zasięgu, co do wiarygodności i ścisłości zasobu zorganizowanej informacji, dzięki której wiemy, co się dzieje, i dlaczego się dzieje, a zatem, co może się dziać. Nauka, jak ktoś trafnie zauważył, to systematyczny związek uzasadnień, dodajmy, umocowanych źródłowo w doświadczeniu zmysłowym i w depozycie pojęciowym. Nasi potomkowie przebudują być może swoje organizmy i wzbogacą narzędzia badawcze tak, że uzyskają niewyobrażalny dla nas poznawczy dostęp do świata. Nie wydaje się jednak, by mogli to osiągnąć bez doświadczenia i matematyki, czyli bez nauki w jej dzisiejszym rozumieniu.

Nauka — odnotujmy tę kolejną jej osobliwość, następstwo wyżej wskazanych — jest najbardziej zbiorowym i najbardziej powszechnym dziełem człowieka. Tworzy ją cała zbiorowość, ale pod kuratelą wymagających założeń i reguł, obowiązujących każdego. Tworzywo, z którego powstaje, jest zasadniczo dostępne każdemu, a sposoby przetwarzania go w wiedzę oraz kryteria prawdy i wiarygodności obowiązują wszystkich. Nauka jest zarazem demokratyczna i autokratyczna, jest bowiem dla wszystkich, nic i nikt jednak nie ma tam wstępu bez zgody bezlitosnego nadzorcy, czyli wymogów definiujących zrozumiałość i uzasadnienie zdań nauki, definiujących tym samym dopuszczalne sposoby postępowania w nauce. Za dopuszczalne uchodzą w każdym razie te, które prowadzą znacznie częściej niż wszystkie inne do wytwarzania zdań uzasadnionych, zdania zaś uzasadnione to w każdym razie te, które osiągnęliśmy metodami prowadzącymi znacznie częściej niż wszystkie inne do prawdy. A tak się osobliwie składa, że tym warunkom wydajności, co do uzasadnienia i co do prawdy, najlepiej czynią zadość metody sprawdzania przez konfrontację z doświadczeniem oraz dowodzenia, przez dedukcyjny wywód z udziałem założeń.

Oto, gdzie dotarliśmy. Do nauki, czyli zbiorowego wytwarzania zdań uzasadnianych w oparciu o doświadczenie oraz aksjomaty logiki i matematyki, zdań uzasadnianych bezpośrednio (widzę pomarańczę i od razu wiem, że jest żółta; znam język polski i od razu wiem, że każdy kwadrat jest czworobokiem) lub uzasadnianych pośrednio, z użyciem niezawodnych i zawodnych reguł rozumowania.

To jednak za mało. Częścią organizmu nauki są bowiem ludzie. Ludzie dokonują czynności poznawczych i osiągają stany wiedzy (dotyczy to również urządzeń o inteligencji nieorganicznej). Czynnościom wiedzotwórczym i stanom wiedzy towarzyszą różne przeżycia. Przeżyć nie da się usunąć z nauki, występują w dwóch jej kluczowych miejscach: badanie naukowe wymaga zaufania do jego narzędzi i procedur, nie sposób co krok sprawdzać; wynikiem badania zaś staje się tylko to, co budzi zaufanie badacza. Przeżycie zaufania, nieodzowne w nauce, a sprzyjające płynności badania i komunikowania jego wyników, jest jednak pod kontrolą twardego wymogu: Niczego nie uznawaj bardziej niż pozwala na to moc legitymującego je uzasadnienia!


1 2 3 4 5 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Nowy punkt obserwacyjny
Jedyna dozwolona nienawiść?

 Zobacz komentarze (12)..   


« Nauka i religia   (Publikacja: 26-08-2010 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Bohdan Chwedeńczuk
Filozof, profesor Uniwersytetu Warszawskiego; tłumacz literatury filozoficznej; publicysta m.in. czasopisma Bez Dogmatu.   Więcej informacji o autorze

 Liczba tekstów na portalu: 9  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Mówienie o Bogu. Po lekturze Feuerbacha
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 543 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365