 |
Chcesz wiedzieć więcej? Zamów dobrą książkę. Propozycje Racjonalisty: | | |
   |  |
 Złota myśl Racjonalisty: "Jeszcze Polska, jeszcze raz Polska. Co zrobimy z odzyskaną wolnością? Chwilowo przykościelni spierają się, czy nadal prosić Boga, żeby zwrócił ojczyznę wolną, czy żeby ją już teraz wolną zachował. Pan Bóg czeka na dalsze instrukcje. Zatroskani chcą, żebyśmy byli podobni do największej demokracji świata, czyli do Indii, Kaliszan nie widać, ci, którzy wczoraj handlowali dolarami pod kinem, budują.. |  |
 |  |
 |
|
|
 |
Nauka » Nauka i religia
Nauka a religia [5] Autor tekstu: Bohdan Chwedeńczuk
Trudno oprzeć się w tym
kontekście pytaniu o przyszłość religii. Czy ludzkość bez religii jest równie
niewyobrażalna, jak bez nauki? Zdradliwe to pytanie, bo dwoiste co do treści i co do adresu. Może bowiem chodzić o fakt — czy będzie ludzkość bez religii? A może chodzić o
ocenę — czy byłoby to dobre, czy złe,
ludzkość bez religii? Pytanie o fakt
musimy kierować do nauki, bo tylko ona ustala, wyjaśnia i prognozuje fakty.
Pytanie o ocenę możemy kierować do
religii, jest ona bowiem siedliskiem ocen (przywołajmy znany dokument -
Dekalog), i rzecz jasna możemy je
kierować pod wieloma innymi adresami. Nie możemy natomiast oczekiwać od religii
odpowiedzi w kwestii faktu, bo w tej materii jest bezsilna, skoro nie przynosi
wiedzy. A spotykamy tymczasem kategoryczne wypowiedzi kryptoreligijne o zespoleniu po wsze czasy religii z człowiekiem albo otwarcie religijne o religii
zesłanej przez Boga, a więc nieusuwalnej, chyba że przez Boga. Nie są to
wypowiedzi o faktach, lecz ich karykatury, nie odznaczają się bowiem takim
poziomem jasności, by było wiadomo, jak je sprawdzać.
Co natomiast otrzymamy, gdy
skierujemy do nauki pytanie o przyszłość religii? Moim zdaniem, nic. Nie znam
odpowiedzi i wedle mojego rozeznania nikt w nauce jej nie zna. Ważenie
prawdopodobieństw korzystające z gigantycznego zresztą zasobu świadectw nauk o człowieku nie pozwala przechylić szali wyraźnie na korzyść żadnej hipotezy.
Istnieje natomiast ciekawy pogląd, że mamy tu zasadniczą nieprzewidywalność -
ahistoryzm, odrzucający wiarę w prawa historii. Węzłowy argument na rzecz tego
poglądu przebiega następująco. Przyszły stan ludzkości zależy od przyszłego
stanu nauki, a ten jest nieprzewidziany,
gdybyśmy bowiem wiedzieli dziś, w jakim stanie nauka będzie jutro, już by w nim
była.
Mamy tu, skupione w jednym
miejscu, dwie przeciwstawne osobliwości nauki, jej moc i niemoc. Mamy
hegemonię
nauki — oddziałuje na całą nienaukę, z religią włącznie. Ale mamy też granice
nauki — rezultatu oddziaływania przewidzieć się nie da, jest zasadniczo
nieprzewidywalny. Mglistych
przypuszczeń czy malowniczych wizji (jak w literaturze sf) nie utożsamiamy rzecz
jasna z prognozami naukowymi. Zostawmy zatem intrygującą kwestię, czy nasi
potomkowie będą religijni. Że będą wytwarzać naukę
albo ich nie będzie — nie mam
wątpliwości. Żywotnej natomiast lub, jeśli kto woli, śmiertelnej zależności
między religią a istnieniem człowieka nie potrafię się dopatrzyć, zaś argument
ahistoryzmu zdaje się wskazywać, że mam rację.
10. Duch nauki i duch religii — gruntownie sobie obce.
Różnice w podejściu do
pytania o przyszłość religii, różnice między nauką a religią, ułatwiają syntezę
tego, co tu padło w kwestii stosunków między nimi. Da się to przedstawić
następująco. Załóżmy wbrew faktom, że mamy bezstronnego obserwatora, który
wie, iż pewna religia (niech nią
będzie współczesny katolicyzm) składa się z samych zdań prawdziwych — wszystko,
co podają do wierzenia autorytatywne teksty i instytucje tej religii, cała jej
„nauka wiary" jest prawdziwa. Nie ma rzecz jasna wśród nas takiego obserwatora,
ale skoro mowa o religii, wyobraźni idzie w sukurs religijna idea wszechwiedzy
Boga. Wyobrażamy sobie więc bez trudu, że Bóg wie, iż stworzył religię samych
prawd. Załóżmy ponadto, i na tym koniec założeniom, że Bóg
wie, na czym polegają nauka oraz
religia, które mamy tu na Ziemi. Wykluczone, by nie wiedział, skoro my to wiemy, a tę skądinąd niewyszukaną wiedzę przynosi rozprawa, którą czytasz. (Nasz
eksperyment myślowy ma odpowiednik bez Boga. Załóżmy, że śnimy samą prawdę. Nie
skłoniłoby nas to do zrównania snu z jawą, chyba że pod surową kontrolą nauki,
czyli jawy.)
Nasz bezstronny obserwator, a co dopiero sprawiedliwy Bóg, nie miałby wyboru, jak tylko przyznać, że choć
religia mówi prawdę, tylko prawdę i całą prawdę, jest
przeciwstawna nauce, stanowi
diametralnie inny sposób życia w świecie przekonań.
Co wolno w religii tego żadną miarą nie wolno w nauce.
Każdą dyrektywę postępowania z przekonaniami w religii trzeba poprzedzić słowem
„nie", by obowiązywała w nauce: „Uznawaj bez uzasadnienia!" — „Nie uznawaj bez
uzasadnienia!"; „Ufaj bezgranicznie!" — „Nie ufaj bezgranicznie!" itp.
Dostarczyłem przed chwilą przykładu tego rozkładu dyrektyw — religia wie bez
wahania i bez uzasadnienia, czyli „wie", że
jest nieodłączna od człowieka, nauka tego nie wie.
O żadnej zatem jedności nauki i religii, o ich zgodności, niesprzeczności, o żadnej zależności, którą opisują
liczne przymiotniki koncyliacyjne, harmonizujące religię z nauką, obiegowe dziś w propagandzie religijnej, w prawicowej publicystyce, wreszcie w bezinteresownych wypowiedziach religijnych i religianckich naukowców, szczerze
lub nieszczerze pragnących, by zapanowało „kochajmy się!", a egzaltacja
religijna, by sąsiadowała bezkolizyjnie z sumieniem uczonego — o niczym takim
nie może być mowy.
Duch nauki i duch religii są
sobie gruntownie obce: w postawie naukowej nie da się uznać żadnego zdania
religii, a w postawie religijnej żadnego zdania nauki. Każde zdanie religii jest
bezsilne wobec prostego pytania nauki: „Skąd to wiesz?" Każde zdanie nauki
wypada z nauki, gdy ma za oparcie wiarę i nic więcej.
Istnieją w przyrodzie, w społeczeństwie, w kulturze liczne pary obszarów zjawisk o przeciwstawnej
charakterystyce. Zimno i gorąco, czerń i biel, rywalizacja i kooperacja, piękno i brzydota, i tak w nieskończoność, ile zapragniesz. I nikt nie stara się ich
jednać. Naukę i religię tymczasem jednają, od niedawna wprawdzie, w każdym
razie, gdy za religię bierzemy katolicyzm. Przedtem potępiali i gromili
(oszczędzę Ci czytelniku długiej listy nazwisk, choćby w przedziale od Kopernika
do Darwina), dziś jednają.
Ciekawe, dlaczego tak czynią?
Nie miejsce tu, bym tego dociekał. Poprzestanę więc na z gruba ciosanym domyśle.
Działa tu nierzadko spotykany mechanizm:
Gdy nie możesz zdominować, spróbuj
oswoić! Oswajanie przebiega jednak,
bo inaczej nie może, wbrew faktom i logice.
Postscriptum.
Towarzyszącej mi od dawna
myśli, by zastanowić się nad stosunkami wiążącymi
religię i naukę, by rozjaśnić
nieporozumienia, wytwarzane i po stronie ludzi religii, i po stronie ludzi nauki — myśli tej nie mogłem się oprzeć po lekturze
Niezbędnika inteligenta tygodnika
„Polityka", wydanie specjalne 6/2010, a w nim, w dziale „O Bogu", rozmowy z polskim duchownym, teologiem, fizykiem,
kosmologiem Michałem Hellerem oraz rozmowy z brytyjskim fizykiem Johnem
Polkinghornem. Polecam czytelnikowi lekturę tych rozmów. Rzetelne ich
rozpatrzenie wymaga osobnego wysiłku.
Mając natomiast za sobą wynik
tej rozprawy — nauka i religia to światy
osobne, nie ma między nimi żadnych
rzeczowych, logicznych, metodologicznych, semantycznych przejść — mogę
powiedzieć następująco. Wysiłki uczonych rozmówców „Polityki", by osiągnąć
syntezę ich wiedzy z ich wiarą religijną, są bezowocne. Ryzykując nietakt,
dołączę wyznanie: gdy widzę takie wysiłki, trudno mi się oprzeć poczuciu, że
widzę ludzi małej wiary.
Jest tu natomiast miejsce dla
nauki, mianowicie dla psychologii — tu,
gdzie ludzie starają się zapobiec dysonansowi przekonań, dysonansowi wiary w Boga oraz wierności wymogom nauki i uznawaniu jej wyników. Fenomen „wiary
oświeconych" jest zaiste interesujący i godny uwagi. Sporo na ten temat wiadomo
nauce, a na polecenie ciągle zasługuje pionierska ongiś praca Władysława
Witwickiego Wiara oświeconych,
Państwowe Wydawnictwo „Iskry", Warszawa 1980 (praca ukończona w roku 1935 i po
bezskutecznych próbach opublikowania w ówczesnej Polscewydana po raz pierwszy po francusku w roku 1939). Witwicki wystąpił z hipotezą — jak utrzymywał, eksperymentalnie przez siebie potwierdzoną — że wiara
prowadzi do „paraliżu logicznego" i do „paraliżu etycznego".
Przyszły zaś historyk
polskiej kultury zwróci może uwagę na fakt, że (nazwijmy prowizorycznie)
liberalny tygodnik „Polityka" daje w intelektualnym dodatku zatytułowanym „Czego
szuka nauka?" dział „O Bogu", gdzie raczej nie chodzi o naukowe pokazanie postaw
uczonych do religii, lecz o ideologiczną sugestię, że nauce z religią jest po
drodze. Ten dział to produkt i zarazem dokument panującego dziś w Polsce
religianctwa albo, co na jedno wychodzi, konformizmu dyktującego redaktorom
poważnego tygodnika opinii postawę uniżoności wobec religii. Nauka nie szuka
przecież Boga, nie szuka bowiem obiektów niedostatecznie zdefiniowanych, a więc
leżących poza zasięgiem środków właściwych jej do szukania czegokolwiek.
1 2 3 4 5
« Nauka i religia (Publikacja: 26-08-2010 )
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl.
Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie,
bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w
kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.str. 543 |
 |