Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
157.095.688 wizyt
Ponad 1063 autorów napisało dla nas 7302 tekstów. Zajęłyby one 28805 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Czy jesteś zadowolony/a z życia?
Tak
Nie
Nie wiem
  

Oddano 595 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Chrystus jest tym, co najpiękniejsze w naszym życiu, wszystkie marzenia, które chcielibyśmy realizować z ukochaną osobą na życiowej drodze. Jeśli ktoś mówi: ja chcę ślub humanistyczny, to oznacza - mnie jest Chrystus niepotrzebny"
 Nauka » Nauka i religia

Nauka a religia [4]
Autor tekstu:

Idźmy po kolei, konfrontując człon po członie naukę z religią i pamiętając, że nie istnieje wiedza religijna. Zdania religii mają nieoznaczoną wartość logiczną, to zaś znaczy, że niezależnie, czy są prawdziwe, czy fałszywe — jakie są, nie wiemy. Sytuacja ta jest bezpośrednim następstwem nieistnienia wiedzy religijnej: tam, gdzie nie ma wiedzy, nie ma w każdym razie uzasadnień, a gdzie nie ma uzasadnień, nie ma przejścia od wydaje się (że jest prawdziwe) do jest (prawdziwe). Uzasadnienia, rzec można, to szlaki tego przejścia. W nauce pozwalamy sobie na podnoszenie pewnych zdań do rangi prawd, bo są końcowymi produktami łańcuchów uzasadnieniowych, które nas nie zawodzą lub prawie nie zawodzą (dokładniej, łańcuchów uzasadnieniowych, które pozwoliliśmy sobie uznać za niezawodne lub prawie niezawodne). W nauce mówimy więc, pomijając trywialnie prawdziwe tautologie, o zdaniach prawdziwych ponad rozsądną wątpliwość, i nic więcej. Innymi słowy, istnieje w nauce każdorazowo rodzina sytuacji uzasadniania (tym samym, rodzina zdań), gdzie pozwalamy sobie lekceważyć stale obecną różnicę między wydaje się (że jest prawdziwe) a jest (prawdziwe). W nauce współczesnej są to fragmenty logiki, matematyki, centralne teorie przyrodoznawstwa, i nic więcej. Nie mają one rzecz jasna żadnego immunitetu - dziś są, jutro ich nie ma.

W religii natomiast nie ma przejścia od pozoru prawdy do prawdy, wszystko jest co najwyżej pozorem prawdy, nie ma tam bowiem środków, by pójść dalej. Nie stoi to jednak na przeszkodzie przeżywaniu wyobrażeń religijnych jako prawd. Przeżycia te mają za podstawę wiarę. Wiara niczego jednak nie uzasadnia, jest swoistym stanem organizmu, popychającym nas do przekonań, a pozbawionym wpływu na ich wartość logiczną. Uzasadnienie to działanie wiążące metodycznie, bo pod nadzorem logiki, nasze przekonania ze stanami świata, stąd związek uzasadnienia z prawdą — uzasadnienie to nadzieja na prawdę. Wiara natomiast jest niezależna od prawdy, i na odwrót - prawda od wiary. Jeśli się tak zdarza, a zdarzyć się może, że wierzymy w prawdę, koincydencja jest czysto przypadkowa. Trudno, żeby było inaczej, skoro wiara to splot dwóch sił psychicznych, fantazjowania i chcenia, nienastawionych na kontakt z rzeczywistością. U podstaw wiary jest mechanizm tak sobie przedstawiam, do którego dołącza drugi — tego chcę.

Zbierzmy wyniki tej konfrontacji. Religia jest poza prawdą i fałszem, bo poza uzasadnieniem. W nauce występują prawdy, bo nic nie ma tam wstępu bez uzasadnienia. W religii nie ma miejsca na wątpliwości, wiara z rozterkami to niewiara, w nauce, mimo jej arsenału uzasadnień, nie ma miejsca na pewność inną niż w granicach uzasadnienia; pewność bezwarunkowa to błąd.

Roszczeń religii wcale jednak nie ogranicza ta sytuacja. Występuje z prawdami, z samą Prawdą, wierze przyznaje bez porównania wyższą wartość uzasadnieniową niż uzasadnieniu, a domaga się bezgranicznego zaufania, zawierzenia.

8. Paradoks religii. Uchylenie go przez zmianę języka. Koszty tego kroku. Sytuacja ta zakrawa na paradoks. Jak można tyle żądać stojąc na tak słabym, jeśli mierzyć niereligijną miarą, gruncie? Trudno więc dziwić się próbom uniknięcia paradoksu. Było ich wiele, ale da się je sprowadzić do dwóch rodzajów. Mamy tu reakcję oświeceniową: podtrzymywanie mitów religijnych niczym bezspornych prawd to głupota wiernych, a interes kapłanów wspomaganych przez intelektualistów, dostarczycieli racjonalizacji. A po drugiej stronie mamy reakcję mistyczną:wiara ma swoje racje, których rozum nie zna (parafrazując Pascala); „umarł Syn Boży — jest to tym bardziej wiarygodne, ponieważ niedorzeczne; i pochowany zmartwychwstał; jest to pewne, ponieważ niemożliwe" (Tertulian).

Zawiedzie się Czytelnik, jeśli oczekuje, że będę pracowicie rozważał, która ze spierających się od stuleci stron ma rację. Nie muszę, jest bowiem sposób, by spojrzeć na sytuację, omijając pytanie, co może wskazać katolik (powołany tu na reprezentanta dowolnej religii) na poparcie przekonania, że istnieje Bóg, do którego się modli.

A powołać może wszystko, całe bogactwo religii. I powołuje: objawienie (nie bacząc na błędne koło, które wskazywał Kartezjusz, że wierzymy w objawienie, bo pochodzi od Boga, a w Boga, bo jest objawiony), dowody, nauczanie Kościoła. Może powołać wszystko, bo nie podlega wyrokom — jak zwykli mawiać dawni pisarze religijni — naturalnego rozumu. Nie podlega kryteriom prawdy, normom poprawności logicznej, wymogom dotyczącym jasności i składności języka, zwyczajom sankcjonującym poznawcze ryzyko i ostrożność, prawidłom wsparcia, jakiego hipotezom udzielają świadectwa, i tak dalej, i dalej — nie podlega prawodawstwu obowiązującemu w świecie wiedzy. Znalazł się zaś poza zasięgiem tego prawodawstwa, bo mówi w innym języku. W tym języku wyrażenia kluczowe dla oceny słuszności przekonań — „prawda", „uzasadnienie", „przekonanie", „świadectwo" itp. — zmieniły znaczenia w stosunku do ich znaczeń w nauce, w poznawaniu przez praktykę, w życiu codziennym. Łatwo to opisać, korzystając z obiegowego dziś rozróżnienia: wyrażenia służące ocenie i krytyce przekonań, gdy występują na obszarze sacrum, mają inny sens niż na obszarze profanum, choć mają na ogół ten sam kształt.

Różnice między znaczeniami tych wyrażeń można w przybliżeniu przedstawić następująco. Prawda zwyczajna to zgodność zdania ze stanem rzeczy, o którym mówi; prawda religijna to zgodność zdania z instytucjonalnie strzeżonym depozytem wiary (o strzeżeniu trafna uwaga G. W. F. Hegla w Wykładach z filozofii religii, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2006, tom I, s. 222 [wydanie oryg., 1832]: "kontrola nad doktryną i nabożeństwami może być przeznaczeniem jakiejś kasty albo pewnej szczególnej rodziny"). Uzasadnienie zwyczajne to wymuszenie zdania na nas przez doświadczenie i przez logikę lub tylko przez logikę; uzasadnienie religijne to wymuszenie zdania przez wiarę lub przez inne zdania z depozytu wiary. Przekonanie zwyczajne jest stopniowalne, idzie w ślad za uzasadnieniem; przekonanie religijne ma jeden stopień, bo wiara ma tylko jeden — gdy schodzi niżej, znika. (Kto zaledwie przypuszcza, że ma nieśmiertelną duszę, nie jest katolikiem.)

Sytuacji tej — że ludzie mówią w innym języku, niż się zdaje — nie sposób nic zarzucić. Można wprawdzie utyskiwać, że powinni zmienić kształt słów, gdy zmienili znaczenia, ale trudno przeoczyć przyczyny przywiązania do dawnego kostiumu, choć zmienił sens. Religia przychodzi na gotowe, gdy toczy się już cała reszta ludzkiego życia, czerpie więc z zasobów kultury zastanej, w szczególności z środków służących nabywaniu, utrwalaniu i propagowaniu społecznie ważnych przekonań. „Prawda" i okalające ją słowa to rdzeń środowiska komunikowania wierzeń. Słowa te opisują wierzenia pod istotnym względem wartości informacyjnej, ale też wyrażają i polecają postawy wobec wierzeń: gdy słyszymy, że coś jest prawdziwe, słyszymy, że mamy się tego trzymać.

I oto dokonuje się „cud" nad słowem prawda. Prawda wiary to bynajmniej nie prawda w zwykłym sensie, można by więc odstąpić od samego słowa w imię unikania nieporozumień. Słowo jednak pozostaje, niesie bowiem z sobą szacunek, czyli kult tego, co prawdziwe.

Powiedziałem, że praktyce odstąpienia od pewnego języka (tu, języka społecznej konwersacji o poznawczej wartości przekonań) przy zachowaniu kształtu jego wyrażeń — praktyce tej, choć bywa źródłem konfuzji, nie sposób nic zarzucić. Wskazałem też na istotną, jak mi się wydaje, przyczynę tej religijnej apostazji językowej. Kto by natomiast chciał ganić religię, niech uwzględni, że słownik, o którym mowa — słownik opisu i oceny przekonań oraz wytworów przekonaniom pokrewnych pod względem ich zasługiwania na aprobatę — ulega analogicznym przeobrażeniom w innych niż religia obszarach kultury. W literaturze pięknej, w ideologii, w polityce, gdy mówi się tam o prawdzie, uzasadnieniu itp., nie mówi się tego, co w fizyce, biologii, historiografii, czy w codziennym użyciu słowa „prawda". Tam też na starych słowach narosły nowe sensy, pasożytujące na dawnych.

Nie sposób więc nic rzeczowo zarzucić zmianie języka, przebiegającej od języka powszechnego do lokalnego, od języka powszechnej naukowej i potocznej praktyki poznawczej do języka religii - wolność Tomku w twoim języku. Mało co jednak jest za darmo. Język prawdy, uzasadnienia itp. po przeniesieniu do religii, gdzie przeistacza się w język „prawdy", „uzasadnienia" itp., zamyka swojego użytkownika w getcie lub go dyskwalifikuje. W getcie, gdy ten chce mówić po swojemu ze społecznością języka powszechnego, przekonywać ją, a co dopiero narzucić jej religijny obraz świata. Wszystko jedno, czy do współpracy, czy do walki trzeba mówić wspólnym językiem - ta prosta zależność ma kluczowe znaczenie dla kwestii stosunku nauki do religii.

Do dyskwalifikacji zaś dochodzi, gdy mamy ruch z języka religii do niereligijnego. Ruchem tym kieruje zazwyczaj poważny interes — pokazać, że „prawdy" religii są prawdami, że są uzasadnione, nie zaś „uzasadnione". Ale nie są, o ile rzecz jasna wynik przeprowadzonych wyżej rozważań- pogląd, że nie ma wiedzy religijnej, a język religii to język po przejściach, w szczególności po zmianie znaczeń słów, maskującej ów deficyt wiedzy — jest w zwykłym sensie prawdziwy. Powrót do dawnego wspólnego języka jest więc niemożliwy, chyba że wraz z powrotem do wspólnych sposobów uzyskiwania i kontroli przekonań, opisywanych za pomocą słów prawda, uzasadnienie, dowód itp. w ich niereligijnym sensie. To zaś znaczyłoby zrównanie religii z fizyką czy czymś takim, zatem jej śmierć.

9. Przyszłość nauki i przyszłość religii. Nauka a religia o przyszłości religii. Sytuacja ta — nauka i religia, dwa języki, dwa światy, dwa rodzaje sposobów osiągania przekonań, dwa zespoły kryteriów ich oceny — nasuwa pytanie. Dlaczego żadnemu z nich nie udało się zapanować nad drugim? Wiadomo skądinąd, że imperialne próby podejmowano po obu stronach.

Wypchnięcie nauki z zakresu zainteresowań ludzkości nikomu się nie powiodło, bo powieść się nie może, albo — co na jedno wychodzi — może się powieść wraz z wypchnięciem ludzkości ze świata, jako jej wyczyn ostatni. Usuwanie nauki musiałoby skądinąd przebiegać pod dyktando nauki, trzeba by bowiem wiedzieć, jak to zrobić. Nietykalność nauki prostą ma przyczynę — nauka jest nieodzowna do zaspokajania ciekawości oraz potrzeb pozostałych. Nieodzowność nauki demonstruje zresztą sama religia, mamy tam bowiem na każdym kroku rozumowania i pseudorozumowania, mamy niczym w nauce sięganie do przeżyć, oznaczanych mianem doświadczeń — doświadczeń religijnych. Mamy zapewnienia: veritati fidei christianae non contrariatur veritas rationis (Tomasz z Akwinu [prawdy wiary chrześcijańskiejnie przeczą prawdom rozumu]; "nauki pozytywnej religii nie są wbrew rozumowi" (Hegel). Zapewnienia analogiczne — wyniki pozytywnej nauki nie są wbrew religii — słyszy się też dziś z ust niektórych naukowców (o tym niżej). W historii Kościoła katolickiego występuje natomiast osobliwy dwufazowy cykl: najpierw sprzeciw wobec sztandarowego w danym czasie osiągnięcia nauki, potem zapewnianie, że Bóg nic przeciw niemu nie ma. Nikt nie składałby tych zapewnień, nikt nie podejmowałby prób uzgodnienia wiary religijnej z nauką, jeśli nie traktowałby nauki jako miarodajnego układu odniesienia.


1 2 3 4 5 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Nowy punkt obserwacyjny
Jedyna dozwolona nienawiść?

 Zobacz komentarze (12)..   


« Nauka i religia   (Publikacja: 26-08-2010 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Bohdan Chwedeńczuk
Filozof, profesor Uniwersytetu Warszawskiego; tłumacz literatury filozoficznej; publicysta m.in. czasopisma Bez Dogmatu.   Więcej informacji o autorze

 Liczba tekstów na portalu: 9  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Mówienie o Bogu. Po lekturze Feuerbacha
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 543 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365