Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
200.610.352 wizyty
Ponad 1065 autorów napisało dla nas 7364 tekstów. Zajęłyby one 29017 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Czy konflikt w Gazie skończy się w 2024?
Raczej tak
Chyba tak
Nie wiem
Chyba nie
Raczej nie
  

Oddano 350 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Sądzę, że religia, ogólnie mówiąc, była przekleństwem ludzkości".
 Nauka » Pseudonauka, paranauka

O psychobiznesie, tolerancji i odpowiedzialności [4]
Autor tekstu: Tomasz Witkowski, Paweł Fortuna

Przedstawiciele nauk dysponujących „twardszym" aparatem metodologicznym, jak np. fizycy czy chemicy potraktowali w większości fakt ukazania się prowokacyjnego artykułu, jako dowód na metodologiczną słabość psychologii. Część z nich dostrzegała i oceniała pozytywnie główny cel prowokacji — walkę z pseudonauką. Reakcje tej części świata nauki były dużo mniej emocjonalne i skrajne niż przedstawicieli psychologii. Wynikało to z oczywistego faktu, że wnioski wynikające z prowokacji nie godziły w żaden sposób w ich dyscyplinę, a przez to nie były zagrażającymi dla samooceny. Trudno jednak mówić o jakimkolwiek wpływie prowokacji na te dziedziny wiedzy. Jeśli w ogóle wiedza o prowokacji dotarła do przedstawicieli tych nauk, to potraktowana została raczej jako ciekawostka.

Prowokacja wywołała silne negatywne reakcje wśród terapeutów, a szczególnie terapeutów pracujących w ramach modalności nie mających podłoża empirycznego. Reakcja ta jest najbardziej zrozumiała, ponieważ prowokacja została wymierzona w takie właśnie praktyki.

Najbardziej jednak interesujące nas są reakcje psychologów akademickich, uczonych zajmujących się „czystą" nauką, jako że ich głos i postawa w tej sprawie są decydujące dla „być albo nie być" psychobiznesu. Nie przetrwa on w warunkach aktywnej krytyki środowiska naukowego i w sytuacji braku tolerancji dla pseudoterapii, czy jak je nazywają O'Donohue i Ferguson (2006) — terapii eksperymentalnych. Strategie, jakie przyjęli psychologowie naukowcy nazwaliśmy „strategiami czystych uczonych", nie przez przypadek nawiązując do znamiennego i znakomitego tekstu Józefa Kozieleckiego (1984). O ile jednak Kozielecki, a kilka lat później również Łukaszewski (1986), krytykowali strategie polskich psychologów naukowców wybierane spośród różnych sposobów uprawiania nauki, o tyle naszym celem było krytyczne spojrzenie na strategie zachowań polskich naukowców w sytuacji konfrontacji z nieprawidłowościami występującymi na rynku usług psychologicznych.

Rzecz jest o tyle istotna, o ile nowy jest problem. Brak wolnego rynku był kiedyś naturalną barierą, która powstrzymywała rozprzestrzenianie się psychobiznesu na taką skalę, z jaką mamy do czynienia dzisiaj. Wówczas uczeni nie stawali przed koniecznością zajęcia stanowiska w tej sprawie. Łukaszewski spostrzegał ten problem w następujący sposób: „Wielu psychologów mając za złe "uczonym" (jak ich nazywają) epidemiczny i efemeryczny charakter psychologii naukowej odwraca się od nauki i poza nią poszukuje użytecznych społecznie ważkich idei. Alternatywą najczęściej wybieraną jest psychologia humanistyczna w jej różnych mutacjach. Jej właśnie hołdują ludzie rozczarowani do psychologii naukowej. Badacze — nie bez pewnego lekceważenia — nazywają zwolenników tej psychologii szamanami. Dawniej, przed kilku czy kilkunastu laty, można było dostrzec przejawy rywalizacji i licytacji idei 'uczeni versus szamani', obecnie przeszło to raczej w stan trwałej izolacji." (Łukaszewski, 1989). O ile jednak w tamtym czasie „szamani", ze względów ekonomiczno-prawnych nie byli w stanie działać na taką skalę jak dzisiaj, a stan izolacji mógł być zadowalający, o tyle dzisiaj takie podejście może jedynie sprzyjać nieskrępowanemu rozwojowi szarlatanerii.

Co prawda, opisywana prowokacja stanowiła jedynie pretekst do obserwacji zachowań w sytuacji nietypowej dla naukowca, ale wiele wniosków z nich płynących możemy również uogólnić na stosunek naukowców do pseudonauki w ogóle. Wyróżniliśmy następujące strategie zachowań w obliczu prowokacji i konfrontacji z pseudonauką.

Strategia przemilczenia

To bardzo powszechna strategia, ale najbardziej charakterystyczna dla naukowców, na których w jakiś sposób spadł ciężar lub tylko cień odpowiedzialności za nieprawidłowości zaistniałe w redakcji „Charakterów", a które prowokacja ujawniła. Niepodejmowanie tematu, o ile to tylko możliwe ma na celu ograniczenie skutków wydarzeń. Wynika ono z prostych kalkulacji — zasięg prowokacji rozpowszechnianej głównie poprzez Internet, to w sumie ok. 20 tys. odbiorców, podczas gdy czytelników miesięcznika jest ponad 60 tys. Strategii tej często towarzyszy silne przekonanie, że: „nie należy kalać własnego gniazda", a solidarność zawodowa jest wartością samą w sobie, bez względu na konsekwencje, które owa solidarność powoduje. Strategia przemilczenia jest strategią bierną, niewymagającą wysiłku. W przypadku prowokacji współgra ona ze strategią Redakcji, która starała się ograniczyć do minimum informacje publikowane na łamach pisma. Złożyły się na nią m. in. dwukrotna odmowa opublikowania sprostowania przesłanego przez autora prowokacji, niezamieszczenie sprostowania merytorycznego artykułu zawierającego nieprawdę, pomimo wymogów prawa prasowego w tym względzie, umieszczenie listu od redakcji komentującego zaistniałą sytuację w innym, mniej widocznym miejscu niż prowokacyjny artykuł, co również było niezgodne z prawem prasowym.

W tym miejscu warto zadać pytanie o konsekwencje zastosowania tej strategii. Redakcja „Charakterów" wyjaśniając przed czytelnikami kwestię popełnionego przez siebie plagiatu nazwała to zdarzenie „oczywistym błędem technicznym". Czy pozostawienie tego określenia bez jakiegokolwiek komentarza ze strony autorytetów współtworzących miesięcznik nie zachęca do podobnie „lekkiego" traktowania własności intelektualnej w pracach studentów i początkujących naukowców? A jeśli nie, to gdzie jest granica tolerancji dla takiej kradzieży? Czy naukowcy przyzwalają w czasopismach popularnonaukowych na to, co jest jednym z cięższych grzechów w pracy naukowej? Czy obojętna postawa w stosunku do takich wydarzeń nie świadczy przypadkiem o bardzo słabej kondycji etosu uczciwości naukowej?

Podobne pytania można zadać w stosunku do innych, tolerowanych przez środowisko, reakcji redaktorów pisma. Np. zdaniem redakcji opublikowanie prowokacji było wynikiem nadmiernego zaufania do ludzi, w tym wypadku nikomu nieznanej autorki prowokacyjnego tekstu. Czy rolą redakcji, prezentującej czytelnikom treści mogące w istotny sposób wpływać na ich życie, jest okazywanie zaufania każdemu autorowi nadsyłającemu teksty, czy też rzetelność w sprawdzaniu źródeł i odpowiedzialność za drukowane słowo? I znowu pojawia się pytanie, czy milcząca tolerancja dla takiego rozumienia roli redakcji nie jest przyzwoleniem na podobne praktyki i wynikiem wątpliwego etosu uczciwości naukowej?

Analizując strategię przemilczenia odnosimy nieodparte wrażenie, że nauczyciele akademiccy niezwykle często wyjaśniający zjawisko konformizmu na spektakularnych przykładach obojętności świadków w stosunku do popełnianych publicznie zbrodni (np. przypadek Kitty Genovese opisywany w wielu podręcznikach: Aronson, Wilson, Akert, 1997 ss. 34-35, 478; Zimbardo, Ruch, 1994 s. 598) nie dostrzegają, że sami postępują dokładnie tak samo w sytuacji, kiedy na ich oczach popełniana jest zbrodnia przeciwko wartościom stanowiącym istotę nauki. Czy strategia przemilczania nie jest powszechną strategią stosowaną przez „czystych" uczonych w odniesieniu do nadużyć mających miejsce w części dziedziny zwanej psychologią stosowaną? Biorąc pod uwagę brak prac krytycznych dotyczących tej sfery odpowiedź na to pytanie wydaje się być niestety pozytywna.

Potwierdzają to niestety również wypowiedzi studentów, którzy po zdemaskowaniu prowokacji oczekiwali od swoich nauczycieli jakiegoś komentarza lub wyjaśnienia zaistniałej sytuacji. Niżej cytowana wypowiedź jest tylko jedną z wielu podobnych: „u mnie na psychologii, na Uniwersytecie Wrocławskim, do dzisiejszego dnia nikt nawet słowem nie zająknął się na temat afery związanej z 'Charakterami', co też o czymś świadczy…"

Strategia pomniejszania

Podobna do poprzedniej, osiąga podobne cele, ale w odróżnieniu od niej, jest strategią aktywną. Pozwala zracjonalizować bierność. W odniesieniu do prowokacji przejawiała się w dwóch kierunkach. Pierwszy polegał na minimalizowaniu znaczenia prowokacji, poprzez umniejszenie wagi pisma, w którym została opublikowana. Kilka wypowiedzi najlepiej zilustruje tę strategię:

„Niczego Pan też nie udowodnił: nie takie pisma dawały się nabrać na dobrze przygotowane oszustwa. Oczywiste jest, że w takim popularnym piśmie nie każdy tekst przechodzi przez sito poważnych recenzji, nie każdy też jest dogłębnie analizowany przez radę naukową. Proszę spróbować zrobić to samo w "Studiach Psychologicznych" albo w „Psychologii Społecznej" — zobaczymy wtedy, jaki będzie wynik."

„(...) większość profesorów psychologii z mojego uniwersytetu uważa 'Charaktery' za psychologiczny harlequin i kilkakrotnie (na wykładach) dawało temu wyraz. Harlequin (czy też w skrajniejszej opinii — tabloid psychologiczny), który dosyć dobrze przysługuje się popularyzacji PODSTAW wiedzy psychologicznej dostosowanych do możliwości masowego odbiorcy oraz prezentacji swoistych ciekawostek okołopsychologicznych."

„Pierwsza sprawa moim zdaniem to batalia jaką toczysz z pismem popularnonaukowym i wykazanie, że jest nierzetelne i niewiarygodne. Oczywiście karygodne i godne potępienia są wskazane przez Ciebie zaniedbania redakcji: na przykład nie posłanie tekstu do recenzji, plagiaty, sugestie zmian itp. Ale to tylko walka z nieuczciwym lub niekompetentnym wydawcą. Nic więcej."

Krytycy zarzucający wybór pisma popularnonaukowego do przeprowadzenia prowokacji sugerują, że wprowadzenie w błąd redakcji czasopisma naukowego byłoby dużo trudniejsze.

Wybór został dokonany świadomie i rzeczywiście chodziło o wprowadzenie w błąd redakcji pisma popularnonaukowego. Należy podkreślić w tym miejscu, że pseudonauka czy paranauka w psychologii nie rozprzestrzenia się poprzez czasopisma naukowe, podobnie jak wszelkiego rodzaju pseudoterapie i inne rodzaje szarlatanerii. Swój żywot zaczynają one od książek, poradników, czasopism popularnych czy popularnonaukowych. Ich strategia najczęściej polega na imitacji nauki lub funkcjonowaniu na obrzeżu głównego nurtu naukowego, gdzie jeszcze działa magia tytułów naukowych i widać blask bijący od instytucji naukowych. Ukazanie się drukiem artykułu w powszechnie czytanym czasopiśmie, z dobrym naukowym szyldem, przyjęcie do druku drugiego artykułu (jeszcze zanim ukazała się drukiem Wiedza prosto z pola, redakcja wstępnie zaakceptowała do druku kolejny tekst oparty na tej samej koncepcji teoretycznej) sugerują, że możliwe było swobodne rozpowszechnianie tej wiedzy. Co więcej, możliwe wydaje się również zamieszczenie w tym samym piśmie ogłoszenia promującego pseudoterapię, co jednak wykraczałoby już zbyt daleko poza prowokację intelektualną. Chyba żadne czasopismo naukowe takich możliwości nie stwarza. Systematyczne publikowanie przez czasopisma naukowe doniesień o skuteczności terapii behawioralnej i poznawczej wcale nie skutkuje gwałtownym wzrostem osób zajmujących się tymi terapiami. Wprowadzenie w błąd redakcji pisma naukowego mogłoby realizować takie cele, jakie przyjął Sokal lub podobne. Celem analizowanej prowokacji było jednak uświadomienie problemu szerszej grupie ludzi niż tylko naukowcy.


1 2 3 4 5 6 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Neuronauka, neurobiznes czy neurobzdury?
Kinezjologia edukacyjna czyli nasz pierwszy kontakt z pseudonauką w szkole

 Zobacz komentarze (10)..   


« Pseudonauka, paranauka   (Publikacja: 30-03-2008 )

 Wyślij mailem..   
Wersja do druku    PDF    MS Word

Paweł Fortuna
Doktor, asystent w Katedrze Psychologii Eksperymentalnej KUL. Realizuje badania eksperymentalne z zakresu procesów poznawczych leżących u podłoża obrony przed manipulacją i perswazji. Uczestniczy w projektach badawczych realizowanych w ramach Katedry i Ośrodka Psychologicznych Analiz Komunikowania Społecznego. Prowadzi zajęcia dydaktyczne z psychologii zachowań konsumenckich, psychologii reklamy oraz psychologii komunikacji perswazyjnej. Zainteresowania naukowe: psychologia zmiany postaw, perswazja narracyjna, obrona przed manipulacją (bias correction), komunikacja audio-wizualna.

Tomasz Witkowski
Psycholog, pisarz, nauczyciel akademicki, doktor. Pracował przez wiele lat w Instytucie Psychologii Uniwersytetu Wrocławskiego, następnie przez rok - w Instytucie Psychologii w Bielefeld w Niemczech. Prowadził badania na Uniwersytecie w Hildesheim w Niemczech, a ostatnio pracował kilka lat w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej, na Wydziale Zamiejscowym we Wrocławiu.
 Strona www autora

 Liczba tekstów na portalu: 4  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Kinezjologia edukacyjna czyli nasz pierwszy kontakt z pseudonauką w szkole
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 5808 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365