Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
183.087.311 wizyt
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7351 tekstów. Zajęłyby one 29006 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Zamierzasz się zaszczepić na SARS-CoV-2?
Tak
Raczej tak
Raczej nie
Nie
Poczekam jeszcze z decyzją
  

Oddano 3570 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Wspólnie żywione wątpliwe domniemania bywają podtrzymywane przez całe lata lub nawet stulecia tylko dlatego, że każdy zakłada, iż ktoś inny zna jakieś dobre powody, aby ich nie kwestionować, więc nikt nie ośmiela się tego uczynić.
 Kościół i Katolicyzm » Kościół i polityka

Kościół a wybory prezydenckie A.D. 2010 [1]
Autor tekstu:

W okresie ostatnich wyborów prezydenckich w Polsce, a także bezpośrednio po aktach elekcji — 20 czerwca i 4 lipca 2010 r. — polska opinia publiczna była świadkiem wyraźnego politycznego zaangażowania znaczącej części duchowieństwa katolickiego, w tym również szeregu biskupów na czele z przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski abp. Józefem Michalikiem, po stronie Jarosława Kaczyńskiego oraz Prawa i Sprawiedliwości. Pięciu duchownych katolickich weszło w skład honorowego komitetu wyborczego prezes PiS. Również episkopat polski kolegialnie, jak można sądzić, wyraził preferencję na rzecz J. Kaczyńskiego. W komunikacie z 352. Zebrania Plenarnego Konferencji Episkopatu Polski, przyjętego 18 czerwca 2010 r. apel o udział w wyborach poprzedzał negację zabiegów in vitro przez biskupów. Bronisław Komorowski był tym kandydatem, który w przeciwieństwie do Jarosława Kaczyńskiego opowiedział się otwarcie za finansowaniem tego typu zabiegów z budżetu państwa. Takie zestawienie musi dawać do myślenia...

Otwarte zaangażowanie części kleru po stronie Kaczyńskiego przeciwko Komorowskiemu może budzić u niektórych obserwatorów zdziwienie. Zarówno bowiem były Marszałek Sejmu jak i były premier to kandydaci, których konfesja katolicka nie budzi wątpliwości. Żaden z nich nie głosił postulatów godzących w interesy Kościoła instytucjonalnego, obaj uznawali pierwszoplanową rolę katolicyzmu w polskim życiu publicznym. Natomiast Jarosław Kaczyński, o czym zdawali się zapominać popierający go hierarchowie, w 2007 r. nie miał oporów, aby wraz z bratem — Prezydentem Lechem Kaczyńskim — otwarcie ingerować w proces nominacji ordynariusza warszawskiego. Pozwolił sobie nawet na formułowanie postulatów wobec papieża Benedykta XVI, dotyczących organizacji Kościoła w Polsce tzn. kwestii lokalizacji stolicy prymasowskiej. Kaczyńscy zatem otwarcie naruszyli konstytucyjną i konkordatową zasadę niezależności Kościoła w swoim zakresie, w szczególności pogwałcony został art. 7 Konkordatu z 1993 r. Na coś podobnego zapewne nie poważyłby się Bronisław Komorowski, nieśmiało wspominający w kampanii o konieczności przestrzegania zasady wzajemnej autonomii Kościoła i państwa w swoim zakresie.

Naturalnie rodzi się zatem pytanie o przyczyny wyraźnego poparcia części hierarchii, duchowieństwa i tej głośniejszej części laikatu katolickiego dla Prezesa PiS. W warunkach zachowywania milczenia przez pozostałą część Kościoła, to oni stali się jego ikoną.

Przede wszystkim J. Kaczyński oferuje swoim kościelnym aliantom w istocie rzeczy model Państwa Polskiego jako państwa katolickiego, opartego na fałszywym już dziś z punktu widzenia socjologicznego stereotypie Polaka-Katolika. Lider PiS dawał temu wyraz jeszcze jako przywódca Porozumienia Centrum. W szczególności w 1996 r. z charakterystyczna dla siebie stanowczością konstatował: Kto usiłuje wypchnąć Kościół z życia publicznego, pozbawić go historycznie ukształtowanej roli, ten podnosi rękę na Polskę [...]. [ 1 ] Podczas swojego exposé w Sejmie w 19 lipca 2006 r. Jarosław Kaczyński stwierdził m.in.: Kościół jest depozytariuszem jedynego, powszechnienie znanego i na ogół przynajmniej deklaratywnie przestrzeganego systemu wartości. Polska jest pod tym względem krajem niemalże jednolitym. Godzić w tę instytucję, to godzić w fundamenty polskiego życia narodowego. Nie mówię tutaj niczego nowego, mówię rzeczy oczywiste, ale sądzę, że warto je przypomnieć. Polski rząd, rząd pod moim kierownictwem będzie tym pamiętał. (źródło: Sprawozdanie stenograficzne z 22. posiedzenia Sejmu RP, V kadencja, Warszawa 2006, s. 169-170). W sumie z wystąpienia nowego premiera wyłaniała się wówczas jakże miła sercu wielu duchownych endecka wizja Wielkiej Polski Katolickiej, w której katolicyzm miałby zapewniony faktycznie status religii oficjalnej i dominującej. Warto jednak zaznaczyć, że ceną realizacji tego ideału byłaby zapewne wolność Kościoła w relacjach z państwem i jego wiarygodność wobec wiernych.

Jarosławowi Kaczyńskiemu obce są nie tylko liberalne ale także soborowe zasady relacji między Państwem a Kościołem. Tych zasad nie rozumie, a być może nawet w pełni ich nie zna. Będąc premierem dał on wyraz optowania za rozwiązaniami nawiązującymi do dziewiętnastowiecznego systemu zwierzchnictwa Państwa nad wyznaniami. Kaczyński religię i instytucje kościelne traktuje instrumentalnie, jako czynniki służące mobilizacji elektoratu, ewentualnie legitymizacji swej władzy. Lapidarnie rzecz ujmując stanowią one dla prezesa PiS przede wszystkim „instrumenty rządzenia". Episkopat Polski niestety nie jest w stanie pojąć, że najlepszą gwarancją ochrony religii i Kościoła przed politycznym uprzedmiotowieniem jest rozdział Kościoła i państwa. To on zapewnia, że Kościół nie jest zmuszony żyrować przedsięwzięć swoich rzekomych politycznych sojuszników, dzielić z nimi ich porażek i upadków.

Liczna część duchowieństwa i laikatu mogła poprzeć J. Kaczyńskiego także z innych, głębszych przyczyn. Prezes PiS uosabia autorytarną, by nie rzec absolutystyczną, koncepcję sprawowania władzy. Dowodem tego jest przede wszystkim sposób kierowania przez niego jego własną partią — najpierw Porozumieniem Centrum, a współcześnie Prawem i Sprawiedliwością. Owa koncepcja jest immanentnie bliższa duchowieństwu katolickiemu niż model kierownictwa demokratycznego. Wszak Kościół Katolicki jest instytucją na wskroś autorytarną. Szczególnie wspomniane zjawisko jest dostrzegalne w Polsce, gdzie rola laikatu jest wciąż bardzo ograniczona. Kościół jest dalece sklerykalizowany, a masy wiernych przeważnie bierne. Ideałami autorytaryzmu katoliccy duchowni nasiąkają już od najwcześniejszych lat formacji w seminarium. Następnie ów autorytaryzm jest realizowany w praktyce duszpasterskiej i kościelnej. W tych warunkach ustrój demokratyczny może bardzo łatwo jawić się nie tylko jako coś gorszego, nieefektywnego, nie w pełni zrozumiałego, wręcz jako zagrożenie. Zachowania części polskiego kleru na tle historii Kościoła nie są czymś szczególnym. Kościół katolicki w XIX i w I poł. XX niejednokrotnie popierał reżimy autorytarne, czy totalitarne przeciwko ustrojom demokratycznym, by wymienić tylko Salazara w Portugalii, Franko w Hiszpanii, czy Dollfusa w Austrii.

Kościół polski wybory prezydenckie A.D. 2010 przegrał w wielu wymiarach. Przegrał je w wymiarze wizerunkowym, ponieważ wybory dowiodły, że Kościół hierarchiczny jest dziś politycznie podzielony, że Episkopat nie jest zgodną całością. Definitywnie rozwiany został mit hierarchii jako monolitu, mit stanowiący jeden z filarów pozycji Episkopatu, jego autorytetu, w okresie Polski Ludowej. Twarzą polskiego katolicyzmu stali się hierarchowie o proweniencji integrystycznej — abp J. Michalik, bp Dydycz, bp K. Ryczan oraz Radio Maryja. Przekaz medialny ten obraz utrwalił, ukazując tygodniami grupę sfanatyzowanych katolików okupujących część Krakowskiego Przedmieścia w Warszawie wokół tzw. krzyża smoleńskiego przy Pałacu Prezydenckim. Dla wielu, zwłaszcza młodych odbiorców, Kościół i katolicyzm stały się synonimami obskurantyzmu, fanatyzmu, czy mówiąc językiem młodzieżowym — „obciachu".

Wybory w 2010 r. dowiodły jak dalece jest obce polskiej hierarchii nauczanie Jana Pawła II w sprawach relacji państwo-Kościół, czy na temat zaangażowania duchowieństwa w działalność polityczną. Stanowisko papieża wyraźnie potwierdza rozróżnienie kompetencji duchowieństwa i wiernych świeckich w tej dziedzinie. Katechizm Kościoła Katolickiego głosi, że do pasterzy Kościoła nie należy bezpośrednie interweniowanie w układy polityczne i organizację życia społecznego. Zadanie to wchodzi w zakres powołania wiernych świeckich, którzy działają z własnej inicjatywy wraz z innymi współobywatelami. Toteż według Jana Pawła II: Kapłan [...] powinien zrezygnować z włączania się w aktywne uprawianie polityki — zwłaszcza wtedy, gdy wyraża ona interesy jednej grupy, co jest niemal nieuchronne [...]. Tym bardziej powinien unikać ukazywania swego wyboru jako jedynie słusznego, a w obrębie wspólnoty chrześcijańskiej powinien szanować dojrzałość ludzi świeckich, co więcej, musi pomagać im w jej osiąganiu poprzez formacje sumień. W opinii papieża [...] partii politycznej nie można nigdy utożsamiać z prawdą Ewangelii, dlatego też żadna partia, w odróżnieniu od Ewangelii, nie może stać się nigdy przedmiotem absolutnego wyboru. [ 2 ] Innymi słowy Kościół nie powinien i nie zamierza dać się wplątać w wybór jakiegokolwiek bloku politycznego czy partyjnego, jak zresztą nie wyraża poparcia dla takiego czy innego rozwiązania instytucjonalnego czy konstytucyjnego, byle szanowało ono prawdziwą demokrację. Zgodnie ze stanowiskiem Synodu Biskupów w 1971 r. potwierdzonym następnie przez Jana Pawła II przejęcie przez Kościół „zastępstwa politycznego" jest dopuszczalne tylko w sytuacji wyższej konieczności, gdy instytucje publiczne są dysfunkcjonalne lub nieukierunkowane i istnieje poważne zagrożenie dla sprawiedliwości, pokoju i zachowania praw człowieka. „Zastępstwo polityczne" Kościoła winno mieć zarazem charakter przejściowy i ograniczony w czasie.Skądinąd nasuwa się refleksja, jak bardzo zaledwie 5 lat po śmierci Jana Pawła II w praktyce debaty publicznej w Polsce oraz w życiu kościelnym wyciszeniu uległo jego nauczanie i odległa stała się jego postać.

Postawę części duchowieństwa oraz episkopatu podczas wyborów prezydenckich w 2010 r. należy oceniać w kategoriach bardzo wyraźnego regresu nie tylko na tle rozwoju nauczania społecznego Kościoła powszechnego, ale także w kontekście doświadczeń obecności Kościoła w polskim życiu publicznym po roku 1989. Stopień zaangażowania w kampanię wyborczą w 2010 r. można porównać jedynie do kampanii przed wyborami parlamentarnymi jesienią 1991 r. oraz przed wyborami prezydenckimi w 1995 r. Wówczas episkopat wskazywał wręcz na religijny wymiar głosowania. W 1991 r. aż czterokrotnie biskupi zabrali publicznie i zbiorowo głos w sprawie wyborów udzielając poparcia Wyborczej Akcji Katolickiej. Po przegranych wyborach w 1995 r. Lech Wałęsa został przez Prymasa kard. Józefa Glempa zakwalifikowany jako przedstawiciel chrześcijaństwa. W 1997 r. na polski episkopat oddziaływał jeszcze tonująco Jan Paweł II. W Orędziu do Konferencji Episkopatu Polski wręczonym hierarchom podczas pielgrzymki papieskiej życie polityczne, gospodarcze oraz kulturalne zostały uznane za sferę aktywności świeckich, podejmowanej przez nich jako wiernych członków Kościoła zgodnie z zasadami Ewangelii, ale w imieniu własnym. Niewątpliwie należy im w tym pomagać ale też nie trzeba wyręczać - stwierdził papież. Współcześnie nauczanie papieskie zostało przez szereg hierarchów zwyczajnie zapomniane. Tym bardziej jeszcze raz stało się jasne, że Kościół w Polsce jedynie połowicznie przyjął nauczanie Soboru Watykańskiego II, zwłaszcza tę jego część, która dotyczy relacji między Kościołem a wspólnotą polityczną. W debacie publicznej, w wypowiedziach hierarchów nie występuje obecnie wyrażona w konstytucji Gaudium et spes zasada: Wspólnota polityczna i Kościół są w swoich dziedzinach od siebie niezależne i autonomiczne. Natomiast stwierdzenia zawarte w soborowym Dekrecie o działalności misyjnej Kościoła, że w żadnym wypadku [Kościół — przyp. P. B.] nie chce wtrącać się w rządy ziemskiego państwa. Nie żąda dla siebie żadnej prerogatywy prócz tej, aby pomocą Bożą mógł służyć ludziom miłością i wiernym posługiwaniem, to we współczesnych realiach naszego kraju zupełna mrzonka. Dzisiejszy Kościół w Polsce jawi się zatem nawet na tle konserwatywnego Kościoła powszechnego jako anachroniczny.


1 2 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Chrześcijański e-mail: o nieredukowalnej złożoności
Spisek Iluminatów

 Zobacz komentarze (13)..   


 Przypisy:
[ 1 ] J. Kaczyński, Tożsamość Porozumienia Centrum i jego miejsce w szerokim bloku prawicowo - solidarnościowym, „Biuletyn Zarządu Głównego Porozumienia Centrum", 1996, nr 21, s. 2
[ 2 ] Jan Paweł II, Katecheza o Kościele, nr 67 [28.07.1993], [w:] Ojciec Święty Jan Paweł II. O polityce, oprac. P. Słabek, Kraków 2001, s. 56 — 58.

« Kościół i polityka   (Publikacja: 17-09-2010 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Paweł Borecki
Doktor habilitowany, pracownik Katedry Prawa Wyznaniowego Uniwersytetu Warszawskiego. Specjalność naukowa: prawo wyznaniowe. Autor artykułów i książek z zakresu prawa wyznaniowego.

 Liczba tekstów na portalu: 47  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Państwo laickie w świetle dorobku współczesnego konstytucjonalizmu europejskiego
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 612 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365