Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
145.566.718 wizyt
Ponad 1060 autorów napisało dla nas 7275 tekstów. Zajęłyby one 28687 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Korea Północna zaatakuje
w 2018 r.
w ciągu kilku lat
nie zaatakuje
  

Oddano 2828 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Zakaz to najlepsza propaganda
 Tematy różnorodne » Na wesoło

Człowiek zajęty niesłychanie, Odcinek czwarty [2]
Autor tekstu:

Jak twierdził Ryszard, mieszkanie Leszcza składało się z dwóch pokoi, żony i pięcioletniego syna oraz pracowni Leszcza, w której na oknie leżało mnóstwo kamieni z skamielinami różnych ślimaków i małż, bursztyn z muchą w środku, na ścianach wisiały plansze, na biurku był artystyczny bałagan, a na podłodze leżały zeszyty uczniów.

Leszcz miał najdziwaczniejszy sposób poprawiania prac domowych. Na przykład obrysowywał kółkiem jakieś zdanie i pisał drobnymi literami: „chyba tego nie zrozumiałeś, przyjdź, pogadamy”. Albo pisał: „to wygląda troszkę inaczej, masz tu link na stronę Internetu, tam to fajnie tłumaczą”. Czasem umiał napisać: „Dobrze ściągnięte, napisz to jeszcze raz, tak, żebym wiedział, że również zrozumiałeś.”

Leszczyński lubił mówić o ściąganiu ze zrozumieniem. Powtarzał, że dureń nie rozumie co przepisuje, a inteligent korzysta ze źródeł, które rozgryzł. Różnica niewielka, jak między człowiekiem i szympansem.

Siedzieli u niego na podłodze, bo pokój Leszczyńskiego miał tylko jedno krzesło, które w takich sytuacjach służyło jako stolik, na którym jego żona stawiała tackę z ciastkami. Tym razem też siedzieli na podłodze i mówili, że jak Leszczyńskiego wyrzucą ze szkoły, to zorganizują strajk i będą chodzili po ulicach z transparentami.

— A jak będzie zimno i deszcze, to zrobimy okupację Urzędu – powiedział Paweł z nadzieją w głosie.

Dominika zaproponowała, żeby napisać do MEN-u, ale Leszczyński roześmiał się i powiedział, że przecież jeszcze nic się nie stało, że nikt go nie chce wyrzucać z pracy i pewnie wszystko się niebawem wyjaśni. Sięgnął do leżącego przed nim jak zwykle laptopa i podniósł ekran.

— Zastanawialiście się kiedyś, jak coś takiego mogło wyewoluować – nie wiadomo skąd w jego ręku znalazło się nagle gęsie pióro. – Znalazłem wczoraj artykuł, o którym muszę wam opowiedzieć. Boję się jednak, że potrzebny jest wstęp.

Znali te jego wstępy, zawsze zaczynał lekcję i przechodził do wstępu. Nigdy nie spieszył się ze wstępem. Tym, razem też sięgnął po ciasteczko i najwyraźniej szperał w swoich myślach jakby szukał końca nitki na kłębku. Do pokoju zajrzał mały Staś, Dominika kiwnęła na niego głową, więc wszedł odważnie i wpakował się jej na kolana, patrząc głodnym wzrokiem na otwarty laptop.

— Darwin ciągle opóźniał publikację swojej teorii – zaczął Leszczyński. — Nie wiadomo co mu przeszkadzało bardziej, niepokój czy reakcje na książkę nie wzburzą zanadto jego żony Emmy, czy ogon pawia. Emma była osobą głęboko wierzącą, a Darwin wiedział, że po publikacji książki będzie awantura na cztery fajerki; ale ogon pawia też był poważną przeszkodą. Krzyczący ogon pawia informował, że coś się w tej jego teorii mocno nie zgadza. Facet z takim ogonem musiał być łatwiejszym łupem drapieżników, taki ogon w żaden sposób nie mógł ułatwiać przetrwania i ewolucja powinna błyskawicznie wyeliminować tę zbędną i mocno obciążającą ozdobę. – Leszcz sięgnął po ciasteczko, ugryzł je i wyjaśniał dalej. — Emma przetrwała burzę po publikacji książki, ale ogon pawia dręczył Darwina do końca życia. Trzeba było jeszcze ponad stu trzydziestu lat, żeby znaleźć wyjaśnienie tej zagadki i dalszych dziesięciu, żeby zgromadzić dowody na to, że to wyjaśnienie trzyma się kupy. Izraelski biolog Amotz Zahawi doszedł do wniosku, że ten piekielny pawi ogon, to nic innego jak zwykłe świadectwo zdrowia okazywane na żądanie, a raczej na pożądanie. Nasze geny produkują mnóstwo takich świadectw zdrowia, bujne i błyszczące włosy, gładka cera, zgrabna figura, wszystko co przyciąga wzrok chłopaków u dziewczyn i wszystko co przyciąga wzrok dziewczyn w wyglądzie chłopaków. Te bujne włosy, gładka cera i zgrabna figura to taka telewizyjna reklama krzycząca: patrz i podziwiaj, lepszych genów w okolicy nie znajdziesz. – Popatrzył na trzymane w ręku pióro, jakby szukał w nim dalszej inspiracji. — Oczywiście – mówił dalej – Darwin widział te wszystkie ozdoby, kolorowe pióra, narośle na dziobach, piękny głos ptaków i dlatego napisał, że obok doboru naturalnego działa tu jeszcze dobór płciowy. Uważał jednak, i pewnie się z nim zgodzicie, że ten ogon pawia to stanowcza przesada.

Staś wychylił się z kolan Dominiki, zabrał ojcu gęsie pióro z ręki i zaczął nim łaskotać siedzącą obok Beatę, która udawała, że mu daje po łapach. Leszcz przyglądał się z uśmiechem synowi i przez chwilę wyglądał jakby zgubił wątek. Chyba rzeczywiście zgubił, bo zapytał:

— O czym ja miałem mówić? A, Zahavi i jego zasada upośledzenia. No więc ten cholerny ogon pawia dręczył Darwina do śmierci, dręczył również całe pokolenia biologów po nim. Wreszcie Zahavi wymyślił zasadę upośledzenia. Powiada on tak: mamy zwykłe świadectwa zdrowia, długie błyszczące włosy, gładką cerę, piękną figurę, białe zęby, ładny głos, ale są jeszcze nadzwyczajne świadectwa zdrowia, ogłoszenia reklamowe wielkie jak pół chałupy. Jak widzisz taką reklamę, to możesz pomyśleć, że jeśli producenta stać na to, żeby ładować tyle forsy w reklamę, to on chyba ma dobry towar. Z tym ogonem pawia jest podobnie, taki pawi facet pokazując swój wielki ogon powiada: mam taki wielki ogon, bo mnie na to stać, moje geny są tak wspaniałe, że ucieknę drapieżnikowi mimo takiego obciążenia. Byle kto nie zafunduje sobie takiego ogona.

— Tato, czy mogę pożyczyć laptop – przerwał mu Staś.
— Możesz – odpowiedział Leszczyński dodając – ale oddasz bez gadania jak cię poproszę.

Staś wydał z siebie potakujące mrukniecie, zeskoczył z kolan Dominiki, porwał ojcowego laptopa i zniknął.

— No więc – Leszczyński wrócił do przerwanego wątku – Zahavi powiadał, że trzeba mieć znakomite geny, żeby paradować z takim obciążeniem i panienki patrząc na takie świadectwo zdrowia nie mają szans. Inni biolodzy najpierw przyjęli to wyjaśnienie gromkim śmiechem, ale obserwacje różnych utrudniających życie i niczemu nie służących ozdób najwyraźniej potwierdzały tę ideę. W poszukiwaniu dowodów tej teorii najbardziej mi się podobały eksperymenty ludzkich małpiszonów, które doklejały samcom jaskółek piórka wydłużające ich ogony i sprawdzały potem, czy te ze sztucznymi ogonami zapłodniły więcej samic. A jakże, jaskółcze dziewczyny leciały na tych oszukanych pięknisiów jak głupie. – Przerwał na chwilę i sięgnął po porzucone przez Stasia pióro. – No dobrze, wszyscy wiemy, że ptasie pióra nie tylko grzeją, nie tylko służą do latania, ale również zdobią, ale skąd się wzięły pierwsze pióra? Czy najpierw miały służyć, czy najpierw miały zdobić? Ewolucja, a raczej dobór naturalny i dobór płciowy szukają na śmietniku popsutych genów czegoś, co może się przydać. Otóż Staś zabrał mi mój komputer, a chciałem wam pokazać zdjęcie znalezionej niedawno skamieliny dinozaura, która wydaje się wskazywać na to, że pióro na dinozaurzych salonach godowych było najpierw cenione jako ozdoba. Powiecie natychmiast, że długo musiało trwać zanim wykształciło się ładne, kuszące wzrok pióro. Oczywiście, pewnie zaczęło się od jakieś kompletnie neutralnej, nieszkodliwej narośli, która z jakiegoś powodu była atrakcyjna dla pań. (Wiecie jak to z paniami jest, raz podobają im się szerokie nogawki, raz wąskie, a jak wybuchnie moda na mundur, to za mundurem panny sznurem.) Teraz jeśli natrafimy na takie narośle, które mogły być atrakcyjne dla dinozaurzych pań i z których mogły wykształcić się pióra, to będzie nam łatwiej je dostrzec. Tak czy inaczej mamy niemal pewność, że pióra najpierw zdobiły, a potem służyły. Czasem ozdoba może się przydać, piękną szpilką do włosów zręczny złodziej potrafi otworzyć skomplikowany zamek.

— Ksiądz Marek mówi, że ludzie i dinozaury żyły obok siebie – powiedział Ryszard ze śmiechem.
— A pytaliście go jak wytłumaczyć skamieliny dinozaurów znajdowane w głębokich warstwach geologicznych, ukryte w skałach, które powstawały dziesiątki milionów lat temu?
— On się z nas śmieje – powiedziała Beata – twierdzi, że nas oszukano, że nie było żadnych dziesiątków milionów lat, tylko ziemia została stworzona siedem tysięcy lat temu...
— Acha – uśmiechnął się Leszczyński – to jak niby te kości wylądowały głęboko w skałach?
— No były różne trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów i one tam jakoś wylądowały – stwierdził Paweł imitując głos księdza Marka.
— Ja gdzieś czytałam, że Pan Bóg celowo umieścił te kości dinozaurów w takich dziwnych miejscach, żeby nas poddać próbie – dodała Dominika chichocząc.

Leszczyński ponownie sięgnął po ciasteczko i przyglądał im się z nieukrywaną sympatią.

— Hm – mruknął – mogę sobie to wyobrazić. Staruszek lepi z gliny gotowe skamieliny, wciska je głęboko w ziemię, żeby te łobuzy za szybko ich nie znalazły, zaciera ręce i mówi: kości zostały rzucone, a teraz ulepię sobie człowieka.


1 2 

 Zobacz także te strony:
Człowiek zajęty niesłychanie
Człowiek zajęty niesłychanie. Odcinek drugi
Człowiek zajęty niesłychanie
Odcinek trzeci

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Człowiek zajęty niesłychanie
Odcinek piąty

Katolicy za Wolnym Wyborem przeciwko przywilejom Watykanu w ONZ

 Dodaj komentarz do strony..   Zobacz komentarze (10)..   


« Na wesoło   (Publikacja: 15-02-2009 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Marcin Kruk
Nauczyciel, autor książki Człowiek zajęty niesłychanie

 Liczba tekstów na portalu: 63  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Co szatan potrafi zrobić z człowiekiem?
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 6358 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365