Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
159.350.487 wizyt
Ponad 1063 autorów napisało dla nas 7306 tekstów. Zajęłyby one 28828 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Czy jesteś zadowolony/a z życia?
Tak
Nie
Nie wiem
  

Oddano 1202 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"
Mariusz Agnosiewicz - Zapomniane dzieje Polski
Agnieszka Zakrzewicz - Papież i kobieta

Złota myśl Racjonalisty:
"Im więcej mamy czasu na wykonanie jakiejś pracy, tym więcej czasu nam ona zabiera."
 Kościół i Katolicyzm » Doktryna, wierzenia, nauczanie

Agnostyk o duszy [2]
Autor tekstu:

Trzeba przyznać, że zdroworozsądkowe próby wyjaśnienia ubytku masy ciała, takie jak ujście gazów jelitowych, czy wydanie „ostatniego tchnienia" nie są w pełni satysfakcjonujące, biorąc pod uwagę fakt, że gramocząsteczka każdego gazu w tzw. warunkach normalnych (1 atm., 0ºC). przyjmuje objętość 22,4 litra [ 3 ], a w przypadku azotu, głównego składnika powietrza, jej masa wynosi 28 g. Ponieważ objętość płuc rzadko przekracza 3 litry, a różnica miedzy wdechem i wydechem to zazwyczaj ok. 0,5 litra, „ostatnie tchnienie" ważyłoby zaledwie 0,6 grama. Podobnie gramocząsteczka metanu, głównego składnika gazów jelitowych waży 16 gramów, a więc umierający musiałby w krótkim czasie wydalić ponad 30 litrów tego gazu aby stracić na wadze 21 g. Bardziej prawdopodobne wydaje się odparowanie potu z powierzchni ciała, co zdaje się potwierdzać ujemny wynik analogicznego eksperymentu z psami, o których wiadomo, że nie posiadają w skórze gruczołów potowych.

Nieco podobny eksperyment przeprowadził w latach trzydziestych XX wieku inny amerykański lekarz dr Harry Twinning praktykujący w Los Angeles. Tym razem obiektem badawczym były myszy uśmiercane cyjankiem potasu. Spadek wagi po, prawie natychmiastowej śmierci w wyniku podania cyjanku, wynosił kilka miligramów. Szczególnie ciekawa jest druga część eksperymentu, kiedy myszy umieszczane były w ciasnych, szczelnie zamkniętych szklanych rurkach, gdzie szybko ginęły wskutek uduszenia. Tym razem nie stwierdzano najmniejszego ubytku masy ciała. Najwyraźniej mysia duszyczka lub cokolwiek innego lotnego, co opuszczało ciało gryzonia w momencie śmierci, nie miało zdolności przechodzenia przez szkło.

Pod badania eksperymentalne, choć z pewnym trudem, można podciągnąć kategorię badań duchowej materii w ramach paranauki zwanej spirytyzmem. Próby kontaktów z duchami musiały mieć miejsce od dawna, czego dowodem jest zakaz tego typu praktyk zamieszczony w Księdze Prawa Powtórzonego (ok. VI wiek p.n.e.) pod rygorem ukamienowania. Później Kościół Katolicki wielokrotnie przestrzegał przed „zabawą" w wywoływanie duchów, począwszy od potępiającego edyktu papieża Aleksandra IV w 1285 r. a skończywszy na wydanym w 1917 r. przez Święte Oficjum zakazie uczestnictwa katolików w seansach. Spirytyzm współczesny jest rozwinięciem tych dawnych praktyk w formie doktryny stworzonej przez francuskiego fizyka Hipolita Rivaila, który na początku XIX wieku spopularyzował seanse spirytystyczne, mające na celu kontakt z duchami, potwierdzenie istnienia świata duchów i wydobycie od nich pożytecznych informacji. Spirytyzm osiągnął apogeum popularności pod koniec XIX i na początku XX wieku, by prawie całkowicie zaniknąć po II Wojnie Światowej, choć i obecnie ma swoje grono zwolenników. Powstaje pytanie, na ile można się zgodzić z przeważającą większością współczesnych ocen, które głoszą, że uczestnicy seansów spirytystycznych dzielą się na szalbierzy kreujących i kontrolujących zjawiska towarzyszące seansom, oraz na naiwnych i łatwo poddających się sugestiom. Istotnie, ruch spirytystyczny został skompromitowany przez wykrycie licznych oszustw i prymitywnych kuglarskich sztuczek, mających uwiarygodnić kontakt z duchami, co dało asumpt do wypchnięcia spirytyzmu poza obszar poważnego traktowania. Czy jednak nie wylano dziecka z kąpielą odrzucając myśl, że wśród powodzi sztucznie wykreowanych zjawisk były i takie, które zasługiwałyby na refleksje i dalsze badania? Zatem, odnotowując istnienie takiego nurtu jak spirytyzm, może należałoby zachować pewną ostrożność i obiektywizm powstrzymując się od jego całkowitego zdeprecjonowania. Określając swoje osobiste stanowisko w odniesieniu do spirytyzmu, przy braku możliwości rzetelnej merytorycznej oceny jego osiągnięć, pozostawiam uchyloną furtkę na wypadek gdyby odnalazły się tam ziarenka prawdy, i porzucam, jakże łatwą w tym wypadku, postawę całkowitej negacji na rzecz umiarkowanego sceptycyzmu.

Do tej samej grupy empirycznych prób wykazania obecności w osobie ludzkiej trwałego duchowego czynnika należą tak zwane regresje uzyskiwane drogą hipnozy lub technik oddechowo-medytacyjnych. Pierwotnym celem tych zabiegów, prowadzonych przez zawodowych psychologów lub odpowiednio przeszkolonych specjalistów, było uzyskanie efektu terapeutycznego przez imaginacyjne cofnięcie pacjenta do okresu dzieciństwa, co w efekcie dawało pozbycie się psychicznej traumy pochodzącej z dziecinnych lat. Ten typ zabiegu pozwalał również na cofnięcie pacjenta aż do momentu urodzenia i ponowne jakby przeżycie procesu przychodzenia na świat (rebirthing) z efektem pozbycia się skutków okołoporodowego szoku. Najciekawsze jednak było to, że w wielu przypadkach pamięć pacjenta udało się cofnąć w jeszcze dalszą przeszłość, do określonego punktu czasowego sprzed jego urodzenia i uzyskać relację jak gdyby bezpośredniego uczestnika wydarzeń z tego okresu. Pojawiły się wówczas spekulacje, że w trakcie procedury regresyjnej z pamięci pacjenta wydobyto wspomnienia z jego poprzednich wcieleń, co potwierdzałoby wiarę w możliwość reinkarnacji. Rzecz jasna, istnieje także naukowe wyjaśnienie tego zjawiska, a opiera się ono na fakcie, że w mózgu pozostają zapisane wszelkie informacje i obrazy, które do niego dotarły w trakcie aktualnego życia i choć świadoma pamięć ma dostęp do niewielu z nich, to podczas hipnozy pacjent poddany odpowiedniej sugestii może korzystać z tych wszystkich informacji, tworząc niesłychane historie wychodzące naprzeciw oczekiwaniom terapeuty. Tyle „szkiełko i oko" — a jednak w pewnej niewielkiej liczbie przypadków udało się zweryfikować zdumiewająco szczegółowe opisy wydarzeń z odległej przeszłości, co prowadziło do nieodpartego wniosku, że poddany regresji pacjent rzeczywiście w tych wydarzeniach uczestniczył, przy czym wykluczono możliwość jego kontaktu z jakimikolwiek historycznymi materiałami na ten temat. I znowu pogardliwy uśmiech niedowiarka i sceptyka zamiera na wargach...

W sumie jednak, więcej niż skromne rezultaty dotychczasowych nieśmiałych prób wkroczenia empirii w świat ezoteryki nie zachęcają do dalszego eksperymentowania. Tym bardziej otwiera się pole do popisu dla nauk humanistycznych, a zwłaszcza filozofii, teologii, psychologii, których rozwój w każdej kolejnej epoce stwarza nowe perspektywy i podstawy do kolejnej analizy i reinterpretacji uznanych uprzednio przekonań.

Dawne poglądy na istotę duszy.

Bodaj najsilniejszym katalizatorem w powstaniu idei „duszy" w znakomitej większości społeczeństw i kultur było tzw. myślenie życzeniowe, podyktowane z jednej strony smutną perspektywą zakończenia ziemskiej egzystencji, a z drugiej strony pragnieniem zachowania w jakiejś formie własnej osobowości ukształtowanej w ciągu życia, wraz z jej wspomnieniami, przeżyciami, doświadczeniami i uczuciami. Mimo podobnej motywacji, w różnych kulturach, a nawet w ramach jednej kultury, lecz badanej na przestrzeni wielu wieków, pojęcie duszy ewoluowało, zmieniały się przypisywane jej atrybuty, jej rola i ostateczne przeznaczenie.

Poniższy krótki przegląd różnych koncepcji duszy dalece nie wyczerpuje bogactwa i różnorodności tych koncepcji pojawiających się na przestrzeni dziejów, a stanowi jedynie mój subiektywny wybór dający pewne pole do dyskusji. Zresztą historyczne spojrzenie na to zagadnienie o tyle tylko może być niezbędne dla dalszej dyskusji i ostatecznych konkluzji o ile znajduje swoje odbicie we współczesnych próbach oswojenia tego pasjonującego, a jednocześnie szalenie trudnego i niepokornego tematu. Pominę zatem szereg, skądinąd może interesujących wyobrażeń dotyczących natury duszy, jak na przykład powszechnie występujący u ludów pierwotnych animizm przyjmujący obecność duszy we wszystkich przedmiotach i istotach. Nie będę też analizował chińskich pomysłów na podwójną duszę, jak również nie zaprezentuję innych dalekowschodnich systemów w obrębie takich religii jak hinduizm czy buddyzm.

Wędrówkę, która miałaby doprowadzić do współczesnych zachodnio-europejskich wyobrażeń, sporów i dyskusji wokół problemu duszy wypada zacząć od naszych starszych w wierze braci. Problem w tym, że judaizm nie wypracował jednolitego poglądu na duszę. W ramach 46 ksiąg Starego Testamentu z trudem można odnaleźć teksty dotyczące duszy i jej losów .Najstarsza część — tzw. Pięcioksiąg powstały ok. VIII — V w p.n.e. nie ustosunkowuje się do życia po śmierci i do zmartwychwstania. Późniejsze starotestamentowe pisma pojęcie „dusza", „duch" wyrażają kilkoma różnymi słowami o bardzo szerokim zakresie znaczeniowym, które są różnie tłumaczone w zależności od kontekstu. Dusza jest przede wszystkim czynnikiem ożywiającym i poruszającym ciało. Nieśmiertelność jest mało interesująca, bowiem cienie (nie dusze) zmarłych przebywają w szeolu (otchłani) w stanie braku pamięci, myśli i działania ale też i wyzwolone od doczesnych mąk. Między IV a III w p.n.e. kiedy do świata hebrajskiego przeniknęły helleńskie koncepcje nieśmiertelnej duszy, można odnaleźć ich ślady w pisanych wówczas księgach. Np. w jednym z Midraszy (rodzaj komentarza do Księgi Prawa Powtórzonego) można znaleźć opis cierpień grzesznika po śmierci, a zatem dusza byłaby nieśmiertelna i poddawana osądowi i karze. Dwa najsilniejsze ugrupowania religijne działające w Judei w czasach okołochrystusowych — Saduceusze i Faryzeusze, zasadniczo różniły się w swych przekonaniach. Saduceusze byli materialistami i wykluczali istnienie duszy, natomiast Faryzeusze przyjmowali nieśmiertelność duszy, a także możliwość reinkarnacji. We współczesnym Judaizmie dość powszechny jest pogląd o nieśmiertelności duszy i o sądzie nad nią, jednak są też rabini o odmiennych przekonaniach.

Najbardziej prawdopodobnym źródłem koncepcji duszy w starotestamentowych pismach były idee orfickie. Ten niezwykle ciekawy ruch religijny o nazwie orfizm powstał w starożytnej Grecji, dokładniej w Tracji ok. VIII wieku p.n.e., lub nawet wcześniej, a nazwa pochodzi od jej mitycznego założyciela - Orfeusza. Orficy wierzyli w preegzystencję dusz oraz ich wielokrotną reinkarnację, która miała być karą za grzechy i sposobem na oczyszczenie. Kolejne ciała były zatem więzieniem dla duszy i dopiero po jego definitywnym opuszczeniu przechodziła ona w stan szczęśliwości dzieląc się swoją cząstką z Dionizosem. Ruch ten wywarł ogromny wpływ na poglądy Pitagorasa (572-479 p.n.e.), który był nie tylko znakomitym matematykiem, lecz także filozofem i twórcą szkoły pitagorejczyków. Później znaczną część poglądów orfickich przejął Sokrates (469-399 p.n.e.) a wreszcie jego uczeń Platon (427-347 p.n.e.) Mimo zmieniających się szczegółów i twórczego rozwijania orfickiej myśli przez jej kolejnych admiratorów, a zwłaszcza Platona, zasadnicza idea tego nurtu sprowadza się do uznania dualizmu duszy i ciała, do przyznania duszy roli więźnia w ciele, ale jednocześnie uznania jej za bezcielesną esencję decydującą o wszystkich tak wzniosłych jak i podłych działaniach. Ważne jest też że dusza platońska istniała przed zasiedleniem ciała (preegzystencja) i dopiero za przewinienia została zesłana do ludzkiej powłoki celem pokuty. Proces ten mógł być zresztą powtarzany wielokrotnie.


1 2 3 4 5 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Czy nauka jest oparta na wierze?
Apostoł Piotr o celibacie

 Zobacz komentarze (14)..   


 Przypisy:
[ 3 ] W temperaturze pokojowej objętość 1 gramocząsteczki gazu byłaby jeszcze o ok. 10% większa, zgodnie z równaniem Clapeyrona:pV=nRT

« Doktryna, wierzenia, nauczanie   (Publikacja: 11-02-2010 Ostatnia zmiana: 12-02-2010)

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Janusz Popowski
Biolog, specjalność biologia molekularna i genetyka. Od dwóch lat na emeryturze, poprzednio - wieloletni pracownik Uniwersytetu Warszawskiego.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 7136 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365