Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
188.708.012 wizyt
Ponad 1065 autorów napisało dla nas 7364 tekstów. Zajęłyby one 29036 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Zamierzasz się zaszczepić na SARS-CoV-2?
Tak
Raczej tak
Raczej nie
Nie
Poczekam jeszcze z decyzją
  

Oddano 5703 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Jestem przeciw religii, ale za religijnością. [...] Chodzi o to, że jestem przeciwny kultom zinstytucjonalizowanym oraz ich kapłanom. To siłą rzeczy musi się wyrodzić w biurokrację. Natomiast jestem zwolennikiem religijności, to znaczy uczucia religijnego, które jest bardzo bliskie, jeżeli nie identyczne, uczuciu artystycznemu. [...] Wiadomo zresztą z nauki, z historii, że u początków religii..
 Kultura » Antropologia kulturowa

Religia i polityka w fabrykach atrakcji [6]
Autor tekstu:

Panującym wtedy siłom politycznym zdawało się zatem, że Jan Paweł II spadł specjalnie dla nich z (medialnego) nieba, jako ktoś, kto swymi widowiskami dodatkowo scementuje społeczeństwo wokół nich i tę ideologię uświetni. On zaś, zachowując teatralny dystans, nie tylko nie wyprowadzał ich z błędu, lecz rozsnuwał miraże pełni narodowego zjednoczenia. Jednocześnie budował drogę dla uprzywilejowanej pozycji Kościoła w państwie. A ten z kolei skupiał wokół siebie wszystkich niezadowolonych z ustroju.

To pozwoliło, by pod jego protekcyjnymi skrzydłami przygotować, organizować i szkolić kadry, zdolne w odpowiednim momencie do kształtowania społecznej świadomości i przejęcia władzy. Kiedy więc ten moment się wydarzył, poprzednie siły wyrzucone zostały z aparatów państwa. Te zaś, które w nich (i nad nimi) zapanowały, stanowiły już jedność z Kościołem. Natomiast „Syna Tej Ziemi" uznano już za życia nie tylko za świętego ojca założyciela i patrona nowego państwa, lecz i wzór skutecznej obecności Kościoła w życiu społecznym i w mediach.

Jak sądzę — nazbyt pośpiesznie. Budowniczowie bowiem wolnorynkowej szczęśliwości na polskiej ziemi przeoczyli coś, co staram się tu ukazać: potęga Kościoła nie była i nie jest samoistna. Jako instytucja religijnego aparatu ideologicznego państwa, znaczy on mniej lub więcej, gdy stoją za nią, wspierające je potęgi i układy polityczne. Dowodzi tego nie tylko naszkicowany tu na początku eseju obraz obecności polskiego Kościoła w mediach, ale i przede wszystkim funkcjonowanie w nich „naszego" papieża.

Na jego bowiem spektakularne sukcesy wpływ miały przede wszystkim trzy czynniki:

Po pierwsze — trwająca Zimna Wojna, która w jego osobie dawała Zachodowi szansę na rozmiękczenie od wewnątrz Bloku Wschodniego, choćby poprzez bezpośrednie oddziaływania na (w większości religijnych) Polaków. Dlatego nazwałem go tu Kapelanem Zimnej Wojny. Dodać też trzeba, że był on i aktywnym neokonserwatywnym politykiem. Jak bowiem trafnie zauważył J. Klebaniuk: nieprzypadkowo w latach osiemdziesiątych zaprzyjaźnił się z „antyegalitarnym pionierem neoliberalizmu, prezydentem Ronaldem Reaganem, i to prawdopodobnie umożliwiło uruchomienie amerykańskiej tajnej pomocy dla opozycji w Polsce, a kilka lat później — zaprowadzenie korzystnych dla zagranicznego kapitału, a niekorzystnych dla większości ludzi w naszym kraju zmian ustrojowych" [ 14 ].

Po drugie — nadzieja na ideologiczną pacyfikację radykalnych ruchów lewicowych na obszarach biednego Południa. Po trzecie wreszcie — szansa na osłabienie wpływów lewicy na Zachodzie, gdzie kończył się powojenny boom gospodarczy, pojawiły się kryzysy i zaczynał rozkwitać ekonomiczny neoliberalizm. Trzy te czynniki sprawiły (choć wystarczyłby tylko jeden z nich), żeby uczynić zeń supergwiazdę i zapewnić niewyobrażalne wsparcie logistyczne i finansowe kierowanej przezeń watykańskiej fabryce Atrakcji Medialnych.

Gdyby wszakże przyszło mu działać w innej koniunkturze społeczno-politycznej, niż ta, jaka panowała od początku jego pontyfikatu, byłby zaledwie zjawiskiem kultury popularnej i dostarczycielem Atrakcji Medialnych na miarę bohaterów seriali czy spektakli gwiazd piosenkarskich. Szybko jednak by zauważono, że dostarcza on produktów jeno na miarę mentalności konserwatywnego, wiejskiego proboszcza. I na niewiele by się zdała nawet jego intelektualna błyskotliwość. Nie pomógłby antykomunizm. Kreowanym przezeń widowiskom towarzyszyłby pewnie entuzjazm wielu rodaków, ale również doniosły śmiech, szyderstwo i obojętność. Byłby lokalną — z perspektywy świata i mediów - ciekawostką.

Nie zauważyli tego ani rządzący ani polski Kościół, jako ideologiczny aparat państwowy. Rządzącym bowiem zdało się, że jest on zbiorowym ucieleśnieniem tej supergwiazdy. Kościołowi zaś, że posiada takie same, jak Jan Paweł Superstar przymioty i możliwości skutecznego działania. I tak obie te strony wzajemnie wprowadzały się (i nadal wprowadzają) w błąd. Świadomość bowiem i jednych i drugich jest świadomością ideologiczną. Sytuuje się wszak tylko na poziomie płynnych strumieni Medialnych Atrakcji, powołanych do istnienia przez wszechobejmujące oko Elektronicznego Boga. I sama przez się nie zmieni się. Dopiero sprzeczności społeczne i dotkliwość ekonomicznych kryzysów, zmuszających do opuszczenia iluzji wytwarzanych w obrębie tego ideologicznego aparatu, może rozluźnić ich wzajemny splot. Niekoniecznie na długo.

9. Pokusa fundamentalistycznej utopii

Kościół w Polsce wie jednak, jak wyżej mówiłem, że mimo sprzyjających okoliczności politycznych nie osiąga jednoznacznych rezultatów. Zyskał medialną wszechobecność, lecz nie zwycięstwo. Posługując się zaś na swój sposób masą upadłościową odczarowanych po średniowieczu symboli, figur, rytuałów, mitów i wyobrażeń nie ukonstytuował ładu teokratycznego, choćby tylko w porządku medialnym. Nie pomogła pozycja polityczna w państwie, która — przewrotnie - przyczyniła się jeno do pośpiesznego przeobrażenia jego duchowej materii w prozaiczne Atrakcje Medialne. Ale — z drugiej strony — aksjologicznie wielobarwna obecność jego funkcjonariuszy i ich działań stała się pożądanym surowcem (wątpliwych dlań prestiżowo) takich Atrakcji, które odbierają mu dobry nastrój. Co rusz więc objawia swe niezadowolenie i grymasi.

W istocie bowiem, jak powiedziałem, sam w sobie charakter mediów odczarowuje Kościół. Odsłania zarazem, jako li tylko nagi, materialny ideologiczny aparat, dowartościowujący się dzięki codziennemu nieomal medialnemu marketingowi religijnemu. Aparat, który posługuje się tym marketingiem dla reprodukcji swej pozycji politycznej, ale — zarazem — duchowej reprodukcji stosunków i zależności kapitalistycznego bytu. To zaś sprawia, że, chcąc nie chcąc, staje się nie tyle pojemnikiem idei zbawienia, miłości, odpuszczania grzechów, sensu życia, nadstawiania policzka itp., co hierarchicznie zorganizowanym tworem, utkanym z materii społecznej, zmierzającym wraz z innymi ideologicznymi aparatami państwowymi do wszechwładzy nad życiem umysłowym i emocjonalnym ludzi. Niezależnie więc od intencji nawet tych mediów, które najbardziej chcą mu nieba przychylić, religijna świętość wycieka zeń, jak z dziurawej beczki wino.

Może oczywiście próbować zmienić ten stan rzeczy. Podjąć działania, które doprowadzą do pełnej i zupełnej jego wszechwładzy nad państwem i w mediach. Być może wtedy możliwe byłoby uczynienie z nich służki religii, jak w średniowieczu była nią filozofia dla teologii, czy szkoła oraz kultura w jego ramach, jako aparatu ideologicznego państwa. Wymagałoby to wszakże zrobienia w Polsce tego, co chciał uczynić w Iranie Imam Chomeini w latach siedemdziesiątych.

Jego intencje zwięźle i trafnie przedstawił Salman Ruhsdi w swych „Szatańskich wersetach": „Zrobimy rewolucję (...) która jest buntem nie tylko przeciwko tyranowi (szachowi — J.K.), lecz przeciwko historii. (...) Historia jest zejściem ze Ścieżki, wiedza jest ułudą, ponieważ skarbiec wiedzy zapełnił się do końca w dniu, w którym Al-Lah zakończył przekazywanie swych objawień Mahoundowi. (...) Śmierć tyranii cesarzowej Aiszy, kalendarza, Ameryki, czasu. My poszukujemy wieczności, Boga. Jego niezmąconych wód, a nie wina. Palcie książki, a zawierzcie Księdze, targajcie papiery na strzępy, a słuchajcie Słowa, tego które zostało objawione przez Anioła Gibrila Posłańcowi Mahaundowi i rozwinięte przez waszego poprzednika i Imama" [ 15 ].

Patrząc więc z punktu widzenia tego ideału — nic nie miałaby przeciwko eliminacji lub przynajmniej maksymalnemu ograniczeniu obecności tego, co im obce: np. programów rozrywkowych (zwłaszcza „niegodziwych"), filmów nie odpowiadających ich perspektywie aksjologicznej, różnych postaci publicystyki społecznej, obyczajowej, kulturalnej, reklam, wątpliwych z punktu widzenia ich norm itp. To wszystko musiałoby zostać z nich wyrzucone lub zmarginalizowane, choćby przez przeniesione w czas słabej oglądalności.


1 2 3 4 5 6 7 8 Dalej..
 Zobacz komentarze (7)..   


 Przypisy:
[ 14 ] Zob., wywiad z nim (w:) P. Szumilewicz — "Ojciec nieświęty. Krytyczne głosy o Janie Pawle II", Warszawa, 2014 r.
[ 15 ] S. Ruhsdie — „Szatańskie wersety", (polski przekład nie wskazuje miejsca wydania), 1992 r. s. 224 — 225..

Podstawową tedy intencją jego religijnej rewolucji było — po pierwsze - zakwestionowanie podstawowego założenia mentalności nowożytnej i współczesnej: odczarowania świata i oddzielenia porządku religijnego od świeckiego; scalenie obu w religijnym ładzie islamu. Po drugie — przywrócenie właściwego mitologii religijnej bez-czasu, poprzez uśmiercenia zegara i kalendarza, które są formalnym wyrazem czasu historii; czasu nieodwracalnego, czyniącego wszystko czymś tylko doraźnym, przemijającym i prozaicznym. Po trzecie wreszcie — śmierci Aiszy, która miałaby być sygnałem do wyeliminowania i zabicia historii, kwestionującej ów bez-czas, gdzie wszystko, co jest, dane zostało raz na zawsze przez Al-laha, a potem objawione w Słowie przez Anioła Gibrila Mahaundowi, które objaśnił wiarygodnie Imam.

W naszym kręgu kulturowym także pojawiają się takie fundamentalistyczne aspiracje i marzenia. W ich obrębie zjawia się też potrzeba (choć nie ma o tym nigdzie bezpośrednio mowy) radykalnej przemiany funkcjonowania przedsiębiorstw medialnych. Zniszczenia Atrakcji, jako fundamentalnej dla nich wartości.

Z punktu widzenia religijnego fundamentalizmu bowiem, całokształt mediów stanowi li tylko zbiór środków, pozwalających na rozszerzenie pola społecznego działania Kościoła. Byłoby więc ideałem uzyskanie stanu, w którym media stanowią jakby dodatkową świątynię, bezpośrednio emanującą religijne treści, formy wizualne, sposoby nakazanych przez niego zachowań, nabożeństwa i rytuały, wprost do domostw i ludzkich nisz prywatności, nie eliminując wszakże udziału w tradycyjnych obrzędach. Chętnie zatem pozbyłby się on wszystkiego, co rozprasza uwagę, wybija z rytmu modłów i namysłu nad tym, co dlań najważniejsze.

A wiadomo, że dla Kościoła i religii, z całym jej materialnym „oprzyrządowaniem", infrastrukturą i funkcjonariuszami jej kultów, najistotniejsze są one same w sobie. Religia bowiem, jak niekiedy patetycznie mówią, „potrzebuje ludzi mediów, którzy ją reprezentują, rzecz jasna, nie tylko do przedstawiania i tłumaczenia skandali czy konfliktów w religii, ale również i przede wszystkim do przedstawienia i tłumaczenia dobra, jakie jest obecne i wydarza się w religii. Religia oferuje ludziom ogromne pokłady dobra, nieskończenie wielkie i głębokie: sens życia, nadzieję, wspólnotę, pomoc i oparcie w cierpieniu, głęboką radość i świętowanie w "szarej" codzienności, klucz do fundamentalnych egzystencjalnych pytań, obecność Boga i Jego „dotyk" (łaska), autentyczna i najgłębsza tajemniczość, godność, moce do (dobrego) przemieniania świata" {P:16|J. Majewski — „Media a religia — czwarte kuszenie Chrystusa?", „Homo Dei", 2009 r. t. IV.


« Antropologia kulturowa   (Publikacja: 07-06-2012 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Jan Kurowicki
Profesor zwyczajny, kierownik katedry nauk społecznych na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu. Autor ponad trzydziestu książek z filozofii kultury, literatury i filozofii społecznej. Ostatnio wydana: "Estetyczność środowiska naturalnego" (Książka i Prasa, 2010)

 Liczba tekstów na portalu: 3  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Pod okiem demona przekory
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 8096 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365