Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
188.581.150 wizyt
Ponad 1065 autorów napisało dla nas 7364 tekstów. Zajęłyby one 29036 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Zamierzasz się zaszczepić na SARS-CoV-2?
Tak
Raczej tak
Raczej nie
Nie
Poczekam jeszcze z decyzją
  

Oddano 5658 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
(..) do jakiego stopnia [ludzie] gotowi są usprawiedliwiać zło ze względu na jakiekolwiek wartości ideologiczne? Ci, co sądzą, że granic takich nie da się określić, lub którzy po prostu nie godzą się na ich określenie, są - we właściwym sensie tego słowa - duchowymi spadkobiercami Hitlera.
 Kultura » Antropologia kulturowa

Religia i polityka w fabrykach atrakcji [3]
Autor tekstu:

Pisze wreszcie, że dla określenia siebie i swej niszy prywatności, także sięga człowiek do tego, co ma za sobą, aby jednak podążać własną drogą, i by odgrodzić się od prozy codzienności, itd. Boć, jak czytamy, dawny święty, gdy dążył ku rzeczom, wychodził od boskiego punktu widzenia i wraz z nim do Boga powracał. „Ową podróżą tam i z powrotem do Boga zakreśla przeto koło. Ta kolista droga życia świętego jedynie styczna jest z rzeczami: dotyka ich w jakimś punkcie, lecz nie łączy sie z nimi, nie zatraca się w nich. My zaś, nawet jeżeli nadal żyjemy od Boga, zwróceni jesteśmy twarzą do tego świata i nie podejmujemy podróży powrotnej. Przychodzimy od Boga, lecz pozostaje On poza naszymi plecami niczym zwyczajowe tło pejzażu: tym bardziej, że uwagę naszą przykuwa to, co ziemskie" [ 8 ].

Krótko rzecz ujmując: po odczarowaniu świata pozostała ogromna, kulturowa masa spadkowa, która wciąż dostarcza ważnych środków do identyfikacji i spajania człowieka z innymi; do budowania zgody na samego siebie oraz własnej tożsamości i otaczającego nas kokonu niszy prywatności. A przede wszystkim — stanowi ona zbiór narzędzi i materiałów dla powstających od nowożytności, suwerennych wobec Kościoła, wielu autonomicznych ideologicznych aparatów państwa.

Wraz zaś z upadkiem teokratycznego porządku średniowiecza, Kościół (czy raczej — kościoły) nie ma już monopolu ani na zarządzanie tą masą, ani na formy korzystania z niej. Jest jednym z wielu jej użytkowników, który za pośrednictwem swych licznych funkcjonariuszy uświęca i naturalizuje codzienne podporządkowanie ludzi panującym stosunkom społecznym. Zachował wprawdzie swe formy instytucjonalne, rytuały i obrzędy, lecz świętość, na którą zdawał się mieć monopol, złuszczyła się z niego jak stara skóra z jaszczurki.

Ona zaś sama nie jawi się już jako harmonijna całość, lecz rozrzucona się zdaje w różnych obszarach kultury i społecznego bytu poniekąd bez ładu i składu. Jakby była tylko zbiorem resztek i szczątków, z których człowiek (i Kościół oraz inne aparaty ideologiczne państwa), jak bricaleaur (majsterkowicz) z „Myśli nieoswojonej" C. Levi-Straussa, buduje swe znaczące dla siebie całostki.

Tak więc np. elementy ewangeliczne trwają w obrębie potocznych metafor poznawczych i aksjologicznych. Gdy dla przykładu mówimy, że ktoś nosi krzyż pański, posługujemy się właśnie metaforą zarazem poznawczą, jak i aksjologiczną. Bo poprzez z męką Chrystusa związane treści ewangeliczne wyjaśniamy (i wysoko moralnie oceniamy) trudy i męki czyjejś ziemskiej egzystencji. Treści te są dane również (choć nie wyłącznie!) w sferze tzw. „martwych" metafor językowych, okrzykach („Jezus-Maryja!"), czy w wołaniach proszących i zaklinających (np. „na mękę Chrystusa!").

Rzecz przy tym nie dotyczy tylko języka. Fragmenty i szczątki fabuł ewangelicznych weszły do narodowej wyobraźni i obyczajowości, współtworząc i utrwalając pewien ideologiczny wyraz nacjonalizmu (np. „Polska — Chrystusem narodów"). Konstytuują też zresztą one także treści obrzędów „patriotycznych", nawiązujących do tych fragmentów i szczątków, chociaż bardzo często mają one tylko wartość folklorystyczną i widowiskową. Ważne są jednak, jako samopotwierdzenie się wspólnoty narodowej, współorganizowanej przez Kościół. Nic więc dziwnego, że np. proboszcz gdańskiej św. Brygidy wystawił w 1989 r. obraz Matki Boskiej w koszulce z napisem „Solidarność", trzymającej dzieciątko w jednej ręce, by w drugiej dawać znak zwycięstwa „V" [ 9 ]. Tym bowiem sposobem sakralizował (i mistyfikował) sprzeciw wobec mijającego ustroju politycznego i nadzieję na nadchodzenie nowego. Przykłady można mnożyć w nieskończoność.

Ponadto: jednoznacznie brzmiące, jak sentencje moralne, wypowiedzi Chrystusa, są wygodną ozdobą esejów i kazań. Nie mówię już o bogatej — dawnej i współczesnej — ikonografii. W niej — Syn Człowieczy i jego dzieje stanowiły i stanowią obrazkowy elementarz. Ukazuje on człowieczą małość wobec stwórcy i drogi nauczycielsko-życiowej jego syna, który, panem pozostając, zrównał wszystkich w swym odkupicielskim pochodzie przez świat.

I wszystko to utrwaliło się na setki tysięcy sposobów, zeskorupiało zarówno w wielkiej literaturze i sztuce, nabożeństwach, filmach, jak i w świąteczno-jarmarcznej, odpustowej mierzwie.

I to jest odpowiedź na postawione tu wyżej pytania. Kościół oto i religia oferuje ludziom coś, co kulturowo już mamy za sobą. Ale selektywnie. Wybiera z niego tylko takie fragmenty i szczątki wierzeń, rytuałów i obrzędów, jakie dzisiaj stały się swoistymi, ideologicznymi formami określonych praktyk politycznych, więzi wspólnotowych, czy sposobów uzyskiwania ładu w obrębie jednostkowych nisz prywatności. Reszta trwa na zapleczu kulturowym jako muzeum intelektu i wyobraźni. Nigdy nie jest martwa, boć w odpowiedniej koniunkturze, może zmartwychwstawać.

5. Autoobraz i fotogenia

Powyższy obraz odczarowania świata jest jednak niepełny. I taki być musi. Szło mi bowiem tylko o zarysowanie ogólnej, duchowej tendencji, której skutkiem chrześcijaństwo znalazło się poza naszymi plecami. Coś tu wszakże zostało pominięte, co wprawdzie dla ukazania tej tendencji nie ma istotnego znaczenia, ale — z kolei — ma fundamentalne dla zrozumienia zdolności elektronicznych mediów do sakralizacji swych produktów. Jest nim zaś autoobraz. Stanowi on swoistą właściwość dawnej sztuki religijnej, która zniknęła wprawdzie w nowożytności, ale — za sprawą właśnie mediów współczesnych — odrodziła się i ma fundamentalne znaczenie dla obecności telewizji.

Otwórzmy teraz nawias, by się jej bliżej przyjrzeć.

Kwestia autoobrazu wiąże się oto z pierwotną funkcją dzieła sztuki, które utożsamiało przedstawienie jakiegoś obiektu z wcieleniem jego istoty. I to podwójnie. Zarówno w podobieństwie do niego, jak i egzystencji. Tak więc, dla przykładu, drewniana rzeźba ptaszka nie mówiła: "taki jest ptaszek", lecz "to jest ptaszek", choć ma kilka felerów: nie śpiewa, nie fruwa, nie je i nie pije; nie ma też ptasiego ciała itp. W autoobrazie zatem rzeźbiarskie lub malarskie uobecnienie obiektu staje się tym obiektem. Dlatego, gdy w średniowiecznych świątyniach i pałacach obrazy lub rzeźby boskich postaci i świętych umieszczano w częściowym lub całkowitym ukryciu, to czyniono tak, bo były one nie tylko ich przedstawieniem, lecz, na swój sposób, tymi postaciami.

W czasach nowożytnych natomiast autoobrazy znikają. Zastępują je po prostu obrazy, jako zwykłe przedstawienia. I ich to historia wyznacza drogi dziejów sztuki po chwilę obecną. Do czasu jednak. Oto w XIX wieku pojawia się fotografia, a z nią fotogenia, która stanowi właśnie współczesną postać autoobrazu. Edgar Morin, starając się przed laty wyjaśnić jej specyfikę, wskazywał na pewną uniwersalną funkcję ludzkiej świadomości, której rola polega na swoistym podwajaniu świata. Ale nie tak, jak to ukazują naiwne teorie odbicia, w których jeden świat, to ten, dany w postrzeżeniach zmysłowych, tożsamy z realnością. Drugi zaś to ów obecny tylko w umyśle. Morinowi chodziło o coś innego: o to, że człowiecza świadomość wytwarza w procesie życiowym określone obrazy myślowe; one zaś same dla siebie stanowią pewien świat i - zarazem — poprzez nie tworzy się drugi, zewnętrzny, ale tylko jako substancjalne dopełnienie tych obrazów.

Obrazy te więc ani nie tkwią biernie w świadomości, jako odwzorowanie realności, ani ich rola nie ogranicza się do funkcji materiału dla intelektualnych operacji umysłu. Tak, jak cień jest widmem postaci, rzucanym na ziemię pod wpływem światła słonecznego, tak też te obrazy, tworzące pierwszy świat, wyrzucają swe treści na zewnątrz, jak widma, i się wcielają w realia. Dokonuje się to natomiast na zasadzie specyficznego powidoku: nasza uwaga oto przesuwa się po tych obrazach, przenosząc ich formy i jakości na te realia. Dzięki temu powstaje ów drugi świat. Fotografie, uobecniające owe wcielone w realia formy i jakości, zawierają właśnie fotogenię; zdjęcia natomiast, ograniczone tylko do realiów, są jej pozbawione. Mówi się o nich, że „nie wyszły". Brak w nich bowiem powidoków owych obrazów.

Właśnie za sprawą fotogenii ziściły się, jak powiada Arnheim, dwa „cuda". Pierwszy polegał na powrocie autoobrazu. Sfotografowane obiekty bowiem zdają się w sobie zawierać autentyzm obiektów rzeczywistych. Sprawia to, że np. obecna na zdjęciu osoba, nawet gdy jest od nas daleko, czy też dawno już zmarła, zdaje się fizycznie obecna między nami. „Cud" drugi natomiast dokonuje się za sprawą procesu fotograficznej transformacji. Dematerializuje on przedstawiony na zdjęciu obiekt, czyniąc go nieobecnym i nieuchwytnym; czymś, co sprowadza się do czarno-białych lub kolorowych plam zdjęciowych. Można w związku z tym powiedzieć, że fotogenia jest właśnie autoobrazową obecnością obiektu, daną z całą siłą aktualnej chwili w nieobecności, na którą — na zasadzie specyficznego powidoku — nakłada się strukturę obrazów myślowych [ 10 ].

Zamknijmy nawias.

6. Bóg Elektroniczny

Otóż: film i telewizja to swoiste dzieci fotografii. Dziedziczą one po niej zdolność tworzenia fotogenii, czyli właśnie odczarowanej wersji średniowiecznych autoobrazów. Nie oznacza to, że każdy ich produkt jest w nią automatycznie wyposażony, jak nie na każdej fotografii dobrze wychodzi ukochany kotek, piesek czy my sami. Jej uzyskanie wymaga starannej reżyserii, technik operatorskich i montażowych.

W punkcie wyjścia są obiektywy telewizyjnych kamer. A, jak już wyżej powiedziałem, od kiedy media (a zwłaszcza telewizja) zajęły tę pozycję, której doświadczamy każdego dnia, zdaje się istnieć to jeno, co jest przez nie postrzegane. Reszta nie posiada realnego bytu, o ile jest nieobecna w polu widzenia owych kamer. To zaś, co się w nim znajduje, posiada byt podwójny. Po pierwsze — ma charakter równy pozycji dawnych obiektów świętych czy boskich. Po drugie — swoiście uświęca (lub odbiera znaczenie) rejestrowanym osobom, rzeczom czy zdarzeniom. Jak zaś jedno i drugie funkcjonuje — opowiem nieco dalej na przykładzie medialnej obecności i aktywności Jana Pawła II.

Można rzec, oczywiście, że daleko tej pozycji mediów choćby do zajmowanej przez Boga, opisywanego jeszcze przez biskupa Berkeleya, który dzierżył wszystko w swym polu widzenia, i powoływał do egzystencji przedmioty naszych doznań i myśli. Ale on był tylko osiemnastowieczną, filozoficzną fikcją. Media natomiast, poprzez wielość kamer, realnie współkonstytuują bezpośrednie treści i aksjologiczne jakości rejestrowanego świata. I na tym polega ich przewaga nad nim.


1 2 3 4 5 6 7 8 Dalej..
 Zobacz komentarze (7)..   


 Przypisy:
[ 8 ] J. Ortega y Gasset — „Wokół Galileusza", Warszawa, 1993 r. s. 134.
[ 9 ] S. Kubiak — "Kolebka "Solidarności" (Magia upadku i wskrzeszenia)", Dziś, nr 8, 2007.
[ 10 ] Zob. szerzej: J. Kurowicki — „Piękno jako fotogenia" (w:) „Zerowość estetyczna", Warszawa 2008.

« Antropologia kulturowa   (Publikacja: 07-06-2012 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Jan Kurowicki
Profesor zwyczajny, kierownik katedry nauk społecznych na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu. Autor ponad trzydziestu książek z filozofii kultury, literatury i filozofii społecznej. Ostatnio wydana: "Estetyczność środowiska naturalnego" (Książka i Prasa, 2010)

 Liczba tekstów na portalu: 3  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Pod okiem demona przekory
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 8096 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365