Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
159.586.406 wizyt
Ponad 1063 autorów napisało dla nas 7309 tekstów. Zajęłyby one 28835 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Czy jesteś zadowolony/a z życia?
Tak
Nie
Nie wiem
  

Oddano 1308 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Mnie Bóg, w życiu moim, nigdy nie był potrzebny - od najwcześniejszego dzieciństwa, ani przez pięć minut - byłem zawsze samowystarczalny."
 Felietony i eseje » Felietony, bieżące komentarze

Moje wrażenia z wizyty Sanala [1]
Autor tekstu:

Zachęcony przez artykuły publikowane na Racjonaliście, przez program Guru Busters, oraz przez Małgorzatę Koraszewską zdecydowałem się zaprosić do Polski przewodniczącego Stowarzyszenia Indyjskich Racjonalistów Sanala Edamaruku. Mój pomysł został szczęśliwie poparty przez moich kolegów i koleżankę z zarządu. W międzyczasie okazało się, że Sanal został oskarżony o bluźnierstwo przez indyjskich katolików. Nie byliśmy pewni, czy w związku z tym odwoła swoją chęć zawitania w nasze skromne progi, czy też wręcz przeciwnie — przyspieszy termin swojej wizyty, aby nie zostać aresztowanym za to, że krzyż chrystusowy jest obiektem materialnym (co Sanal nieopatrznie ośmielił się zauważyć). Zagrożony poważnie aresztowaniem Sanal zdecydował się wizytę u nas przyspieszyć, co utrudniło całe przedsięwzięcie, gdyż zostało mniej czasu na zebranie pieniędzy i ochotników dla tego projektu. Do tego przyjazd wypadał w pierwszych trzech tygodniach lipca...

Na szczęście nasi członkowie i sympatycy odpowiedzieli hojnie i życzliwie na moje wezwania o pomoc publikowane w Internecie (a nawet mówione w moich „Bezbożnych pogadankach") i wreszcie w hallu lotniska ujrzeliśmy uśmiechniętą twarz naszego gościa. My, czyli — w tym momencie — licznie przybyli członkowie warszawskiego oddziału PSR i Kaja Bryx, przewodnicząca oddziału dolnośląskiego PSR, która wzięła z moich bark większość spraw organizacyjnych dotyczących wizyty Sanala. Takie poświęcenie ułatwiał fakt, iż jesteśmy, podobnie jak państwo Koraszewscy, szczęśliwą parą racjonalistów.

Moja radość była tym większa, że od dawna marzyłem o tym, aby racjonaliści z Indii i z naszego kraju zawiązali nić współpracy i porozumienia. Do dziś większość z nas, Europejczyków, uważa, iż Indie to kraj latających joginów i palonych wdów, niejako zupełnie niezgodny tematycznie z racjonalizmem, czy też ateizmem. Chciałem pokazać, że jest inaczej. Do tego pojawił się pomiędzy mną a Sanalem pomysł na zawiązanie realnej współpracy. Jakkolwiek by bowiem nie patrzeć, nasza przyszłość w skali globalnej w dużej mierze zależy od ogromnego narodu indyjskiego!

Warszawscy racjonaliści przywitali Sanala nie tylko transparentem, przytaszczonym przez Wiesława i licznymi uściskami dłoni, ale też kolacją w uroczej restauracji nieopodal stołecznego barbakanu. Honory gospodarza pełnił prezes warszawskiego oddziału Andrzej Wendrychowicz. Koordynacją wizyty naszego gościa w Warszawie zajęła się Nina Sankari, która też gościła u siebieSanala w trakcie jego dwóch pobytów w Warszawie.

Nina opracowała bardzo ciekawy plan zwiedzania, z którego skorzystał nie tylko nasz gość, ale również ja wraz z Kają. Na starcie zobaczyliśmy dwa kompleksy pałacowe — Wilanów i Łazienki. W pierwszym z nich nasz gość miał okazję zafascynować się postacią Jana III Sobieskiego. Spodobały mu się stylizacje naszego króla na rzymskiego imperatora, licznie obecne w programie rzeźbiarskim pałacu. Sanal bardzo lubi mitologią i chciałby, aby również hinduizm stał się kiedyś z opresyjnej religii inspirującą mitologią. W dawnych ogrodach Sobieskiego dowiedziałem się też, że Sanal jest nie tylko sławnym racjonalistą i aktywnym wydawcą książek, ale też artystą. Tańczy on klasyczny taniec indyjski kathakali i w związku z tym zna znakomicie tradycyjną indyjską kulturę i jej mity.

W Parku Łazienkowskim z kolei mieliśmy okazję pochwalić się polskimi pawiami. Ten piękny ptak licznie występuje w Indiach, jest wręcz jednym z symboli tego kraju, jednakże w Polsce nawet Sanalowi wydawał się on egzotycznym gościem. Gdy już nacieszyliśmy się trochę zabawnymi nawoływaniami pawi, które Hindusom najczęściej kojarzą się z bogiem Kriszną, zasiedliśmy na spalonej słońcem ławce, aby wysłuchać koncertu chopinowskiego pod sławnym pomnikiem wierzby i Chopina. Pianista grał tak sobie, jego fortepian był rozstrojony przez nietypowo wysoką jak na nasz kraj temperaturę, tym niemniej muzyka i tak się obroniła, zaś wątek Chopina stał się jednym z ważniejszych w trakcie naszej wizyty.

Chopin i kathakali zainaugurowały nasz długi wątek dyskusyjny na temat „racjonalizmu plus", czyli odchodzenia od czystej li tylko negacji wszelakich zabobonów. Obok negacji potrzebna jest też afirmacja, jak zgodnie orzekliśmy z naszym gościem. Jedna z międzynarodowych konferencji zwołanych przez Sanala w Indiach miała właśnie taki wymiar — Racjonalizm plus. Artystyczny wymiar naszej wizyty spełnił się oczywiście w warszawskim Muzeum Narodowym, gdzie Jan Reszko z warszawskiego PSR wygłosił ciekawy wykład o perspektywie malarskiej, jako elemencie odróżniającym w widomy sposób sztukę europejską od sztuk azjatyckich. Przechadzając się później po Krakowskim Przedmieściu i Starówce zauważyłem, że nasz gość polubił naszą stolicę. Świetnym przewodnikiem okazał się nasz zaprzyjaźniony, warszawski tłumacz Jacek Kursa. Oczywiście prześladowanemu przez Kościół Sanalowi nie omieszkaliśmy pokazać katedry warszawskiej, skromnej, ale i tak zbyt wielkiej jak na gotyk mazowiecki.

Następnego dnia Sanal brał udział w naszym panelu o bluźniercach i wolności słowa, jaki odbył się w Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Druga bluźnierczyni, Doda, nie przybyła, przestraszona zapewne nieżyczliwymi komentarzami nagle przebudzonych krytyków muzycznych na naszych stronach. Jej menadżerowie zorientowali się też, jak znaną i zasłużoną postacią jest Sanal i wiedzieli, iż występując u jego boku Doda zadeklaruje się mocno jako sympatyczka ateistów. Tymczasem ateiści na naszych stronach zarzekali się, jak to nie cierpią Dody. Byli za to profesorowie Woleński, Hartman i Krysztofiak. Wojciech Krysztofiak ogromnie pomógł mi zresztą w organizacji panelu. Wypowiedzi profesorów spotkały się z ogromnym entuzjazmem słuchaczy, nie spotkały się natomiast z nim wypowiedzi przewodniczącego Towarzystwa Humanistycznego Andrzeja Dominiczaka, który promuje real politik i kompromisowe rozwiązanie. Kto wie jednak, czy nie ma w tym wiele racji? Sanal świetnie odniósł się do tematu spotkania i jego wypowiedzi były naprawdę znakomite. Doszliśmy do wniosku, że elity indyjskie są znacznie bardziej świadome od naszych roli świeckości w państwie, natomiast praktyka społeczna jest niekiedy znacznie bardziej naganna niż w Europie, choć oczywiście nie ludziom religijnym zawdzięczamy jej u nas złagodzenie.

Po panelu Sanal wybierał się do państwa Koraszewskich, których teksty i tłumaczenia na Racjonaliście są niejako ikoną naszego racjonalistycznego ruchu. Sanal, podobnie jak ja, nigdy jeszcze nie spotkał ich na żywo, za to za sprawą internetu stał się ich cennym współpracownikiem i przyjacielem. Skorzystaliśmy z Kają z tej okazji, aby ich poznać osobiście  i zasiedliśmy wraz z naszym gościem w samochodzie Andrzeja Wendrychowicza, będącego nie tylko prezesem warszawskim, ale też wiceprezesem ogólnopolskim i szefem przynoszącego wiele sukcesów projektu „Etyka w Szkole". Po drodze zatrzymaliśmy się na obiad w Żelazowej Woli, dodając kolejny ważny punkt na chopinowskim szlaku Sanala. Ogród i dom Chopina napełniły nas niezwykłym nastrojem — ja się rozmarzyłem, zaś Sanal zasnął, co jak się okazało było dla niego typowe z paru względów, o których wspomnę później.

Do Karaszewskich jechaliśmy długo, bowiem najwyraźniej Ministerstwo Dróg i Transportu postanowiło odciąć od świata tych krnąbrnych dziennikarzy i publicystów. Gdy jednak wreszcie dotarliśmy, radości i rozmowom nie było końca i obiecałem sobie wraz z Kają, iż z pewnością niebawem ich znów odwiedzę. Póki co został tam Sanal, aby przez pięć dni omawiać współpracę z naszym partnerskim portalem publikacyjnym, wdawać się w ciekawe dyskusje ze znakomitymi gospodarzami i przechadzać się po sławnym wiśniowym sadzie. Następnego dnia rano miałem pracę i co za tym idzie samolot do Wrocławia. Zdążyłem na niego tylko dzięki poświęceniu Andrzeja, który wrócił do siebie o szóstej nad ranem!

Kilka dni później wyruszyłem do Torunia, aby odebrać tam Sanala i przy okazji zwiedzić to interesujące miasto. Po drodze otrzymałem telefon od Małgorzaty — okazało się, że Sanal zostawił insulinę. Dopiero w ten oto sposób dowiedzieliśmy się, że jest cukrzykiem. Na szczęście miał receptę, więc postanowiliśmy kupić brakujące lekarstwo we Wrocławiu. Sanal, choć miał jeszcze dawkę na dwa dni, zasłabł na długim toruńskim moście, więc pospiesznie musiałem nabyć czekoladę, aby zapewnić mu w ten sposób potrzebny zastrzyk energii. Po Toruniu nie chodziliśmy zatem zbyt długo, udało nam się jednak zobaczyć Dom Kopernika, którym nasz gość był wyraźnie zachwycony. Mniejszą przyjemność wzbudził w nim gotycki kościół św. Jakuba, znany ze swej nowatorskiej i nietypowej konstrukcji. Na dworzec wróciliśmy taksówką.

W pociągu zorientowałem się, że mój przenośny internet przyda się ogromnie. Sanal był tylko w połowie w Polsce, drugą nogą został w Indiach, zajmując się dalej swoim wydawnictwem, bliskimi, i stowarzyszeniem. Do tego dbał, aby nadać rozgłos swej sprawie o bluźnierstwo, zarówno w kraju, jak i zagranicą. Choć było to ze wszech miar zrozumiałe, odniosłem wrażenie, że w niektórych sytuacjach Sanal trochę przesadza z zatapianiem się w sieci. 

Zorientowałem się, że choć Sanal odwiedził wszystkie zamieszkałe kontynenty i niemal wszystkie państwa Europy (nawet w Polsce już był, choć tylko na chwilę), to nie miał on jeszcze okazji wejść głębiej w europejską kulturę, życie codzienne etc. W Finlandii dostał po prostu mieszkanie, osoby goszczące go za państwowe fundusze wzywały go do wspólnych działań tylko co jakiś czas. Pomyślałem sobie, że choć coraz więcej się mówi o Indiach w niektórych europejskich krajach, choć coraz więcej jest w nich emigrantów z Indii, to prawdziwe zbliżenie się naszych światów jest ciągle jeszcze w fazie dość wczesnej.

We Wrocławiu wysiedliśmy nie na pięknie odnowionym Dworcu Głównym, lecz na Mikołajowie, z uwagi na to, że było już późno i Sanal musiał się udać do Roberta Śliwy, który pół na pół z Wojtkiem Peisertem gościł go w naszym mieście. Wraz z Robertem zjedliśmy wspólnie kolację, omawiając możliwości zakupienia insuliny w niedzielę, na wydaną w Indiach, na szczęście w języku angielskim, a nie malajalam, receptę.

Dlaczego piszę o malajalam? Otóż Sanal przyszedł na świat w stanie Kerala, gdzie tego drawidyjskiego języka się używa. Stan Kerala, podobnie jak sąsiedzki Tamilnadu, słyną z silnych ruchów wolnomyślicielskich. Ludność drawidyjska nigdy nie dała się do końca podporządkować naszym kuzynom, Ariom, propagującym w trakcie swych podbojów hinduizm i system kastowy… Hinduizm dla Drawidów to często symbol opresji, a również chrześcijaństwo i islam próbowano im narzucić w dość brutalny sposób. Obecnie Sanal mieszka i urzęduje ponad 3000 kilometrów na północ od swojego domu rodzinnego. Z Trivandrum ulokowanego niemal na czubku indyjskiego buta nasz gość przeniósł się do stolicy Indii — Delhi. A teraz jest na wygnaniu...


1 2 3 4 Dalej..
 Zobacz komentarze (31)..   


« Felietony, bieżące komentarze   (Publikacja: 24-07-2012 Ostatnia zmiana: 25-07-2012)

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Jacek Tabisz
Prezes Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów. Historyk sztuki, poeta i muzyk, nieco samozwańczy indolog, muzykolog i orientalista. Publikuje w gazetach „Akant”, „Duniya” etc., współtworzy portal studiów indyjskich Hanuman, jest zaangażowany w organizowanie takich wydarzeń, jak Dni Indyjskie we Wrocławiu.

 Liczba tekstów na portalu: 118  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Klerykalizacja, czy sekularyzacja?
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 8213 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365