Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
166.411.691 wizyt
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7332 tekstów. Zajęłyby one 28943 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Kiedy będzie dostępna szczepionka na SARS-CoV-2 ?
Za miesiąc
Za pół roku
Za rok
Nie będzie możliwa
  

Oddano 542 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Elisabeth Keller (red.) - Ssaki. Leksykon Zwierząt. Tom 3
Anna Bojarska - Kozzmoss!

Znajdź książkę..
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Paweł zdawał sobie sprawę z tego, że próba przełamania tej kultury uniżoności nie ma sensu, że jej złamanie wymagałoby pogwałcenia tabu, że ten język to świat, z którego nie daje się uciec, świat czapki miętoszonej w ręku w obliczu proboszcza, policjanta, urzędnika, świat niewiary w partnerstwo, w którym idea społeczeństwa obywatelskiego jest groteską."
 Nauka » Nauka i religia

Dlaczego (niemal wszyscy) kosmologowie są ateistami [2]
Autor tekstu:

Tłumaczenie: Ziemowit Ciuraj

Subtelność naszych rozważań sprowadzona została wobec tego do zadania zdefiniowania słowa „Bóg". Będę je stosował na oznaczenie pewnej istoty, nie ograniczonej tymi samymi prawidłowościami, które dostrzegamy we Wszechświecie, która jest według naszych standardów niezmiernie potężna (niekoniecznie wszechmocna, chociaż to by się liczyło), i w jakiś sposób pełni kluczową rolę we wszechświecie (tworząc go lub podtrzymując go w działaniu, itp.). Poprzez „istotę" chcę zasugerować byt, który byśmy rozpoznawali jako posiadający świadomość - „osobę" w pewnym odpowiednio rozszerzonym sensie (w przeciwieństwie do cechy rzeczywistości albo jakiegoś rodzaju odczucia). Innymi słowy raczej konkretny Bóg, nie wyłącznie jakiś aspekt natury. Takie wyobrażenie Boga nie musi oznaczać, że jest interweniujący czy łatwy do zauważenia, ale ma przynajmniej potencjalnie możność dokonywania interwencji w naszym świecie. Nawet jeśli niekoniecznie wszechmocny, posiadający cechę analogiczną, polegającą na tym, że Bóg nie jest ograniczony prawami fizyki. W szczególności, do swoich rozważań nie włączam jakiegoś rodzaju Boga-superbohatera który takimi prawami jest ograniczony ale opanował umiejętność ich wykorzystywania w taki sposób, który daje wrażenie niebywałej siły (nawet, jeśli jest to trudne do wyobrażenia, jak by można ostatecznie rozróżnić pomiędzy tymi dwiema możliwościami). Kiedy mówię, że Bóg nie jest związany prawami fizyki, mam na myśli to, że na przykład Bóg nie jest ograniczony w prędkości podróży do prędkości światła albo, że Bóg mógłby stworzyć elektron nie tworząc jednocześnie odpowiadającej mu dodatnio naładowanej cząsteczki. (Nie wyobrażamy sobie że Bóg mógłby czynić rzeczy logicznie niemożliwe, a jedynie łamać wszelakie reguły rzeczywistości, które moglibyśmy sobie wyobrazić jako inne.) To oczywiście są pomniejsze moce w porównaniu do większości koncepcji Boga, ale przyjmuję je za kryterium minimalne. Są rozmaite typy wierzeń, którym tradycyjnie przyznaje się miano religijnych, ale są niespójne z moją definicją Boga; na ich temat nie mam nic do powiedzenia w tym opracowaniu.

Powinno być jasne, że według tych definicji, materializm i teizm są ze sobą niezgodne, z samej natury tych definicji. (Pierwsza głosi, że wszystko jest zgodne z regułami, druga twierdzi, że Bóg jest wyjątkiem). Nie pociąga to za sobą natychmiastowego wniosku, że „nauka" i „religia" są niezgodne; moglibyśmy stosując metodę naukową dojść do wniosku, że materialistyczny opis świata nie jest równie sensowny, co opis teistyczny. Z drugiej strony jednak pociąga to za sobą uznanie, że sfery zainteresowań nauki i religii nakładają się. Religia posiada wiele aspektów, wliczając społeczne i moralne, poza jej rolą opisywania mechanizmów świata; jednak ta rola ma kluczowe znaczenie i z konieczności porusza niektóre z tych samych zagadnień co nauka. Sugestie, że nauka i religia są po prostu oddzielnymi sferami aktywności  [ 2 ] w ogólności opierają się na redefinicji religii jako czegoś bliższego „filozofii moralnej". Taka definicja ignoruje kluczowe aspekty wiary religijnej.

Próbując rozsądzić między materializmem a teizmem, jesteśmy postawieni wobec dwóch możliwości. Pierwsza to ta, że albo jeden, albo drugi system jest logicznie niemożliwy; w drugiej musimy zadecydować, który z tych dwóch wyobrażalnych systemów lepiej tłumaczy świat, którego doświadczamy. Mój pogląd jest taki, że ani materializm, ani teizm nie są logicznie niemożliwe, i będę trzymał się koncepcji, że musimy zobaczyć, który z nich lepiej odpowiada rzeczywistości. Oczywiście argumenty wysuwane przeciw materializmowi nie odnosiły się do konkretnych obserwowanych cech naszego świata, ale przeciwnie albo do czystego rozumu albo objawienia; nie będę tu usiłował zajmować się tymi argumentami.

3. Wybór teorii

Biorąc pod uwagę tak rozumiany materializm i teizm, jak mamy zdecydować w co wierzyć? Nie ma dobrej odpowiedzi na to pytanie, a sensowne argumenty można przedstawić po tym, jak uzgodnimy kilka zasadniczych punktów, w jaki sposób mamy się zabrać do wyboru teorii objaśniającej świat. Na przykład, ktoś mógłby nalegać na pierwszeństwo objawienia w rozumieniu głębokich prawd; wobec takiego postawienia sprawy nie ma logicznych argumentów, które by mogły wykazać, że ta osoba jest w błędzie. Zamiast tego, chciałbym zapytać, do jakiej konkluzji powinniśmy dojść przez zastosowanie bardziej empirycznej techniki decydowania o wyborze między tymi teoriami. Innymi słowy, wybór między materializmem a teizmem traktujemy tak samo jak naukowiec traktuje wybór między dowolnymi dwiema konkurującymi teoriami.

Fundamentalnym założeniem naukowym jest to, że istnieje kompletny i spójny opis tego, jak działa świat. (Nie musi to być czysto materialistyczny opis mówiąc językiem poprzedniej części; po prostu sensowny opis pokrywający całość fenomenów.) Chociaż z pewnością jeszcze nie wiemy, jak miałby ten opis wyglądać, nauka okazała się być niezwykle skuteczna w konstruowaniu prowizorycznych teorii, dokładnie modelujących pewne aspekty rzeczywistości; ta skala sukcesu jak dotąd przekonuje większość uczonych, że można znaleźć naprawdę istniejący wszechstronny opis. To leżące u podstaw przypuszczenie gra kluczową rolę w określeniu sposobu, w jaki naukowcy wybierają między konkurującymi teoriami, które są skromniejsze w swoich zamysłach, usiłując modelować tylko pewne specyficzne typy fenomenów. W największym skrócie, naukowcy wybierają te teorie, które ich zdaniem z większym prawdopodobieństwem są zgodne z prawdziwym leżącym u podstaw zunifikowanym opisem.

Możemy poczynić tak bezkompromisowe stwierdzenie z pewnym przekonaniem tylko dlatego, że unika ono wszelkich trudnych pytań. W szczególności, jak mamy zadecydować, czy teoria jest bardziej czy mniej logicznie zgodna z jedynym spójnym opisem natury? To właśnie w tym miejscu indywidualny osąd naukowca nieuchronnie gra kluczową rolę; proces ten jest w sposób nieredukowalny niealgorytmiczny. Wykorzystywana tu jest pewna liczba kryteriów, w tym zgodność z wynikami eksperymentów, prostota i wszechstronność. Żadne z tych kryteriów nie jest absolutne, nawet zgodność z eksperymentami; mimo wszystko, eksperymenty czasem są obarczone błędami.

Proszę mi pozwolić podać przykład ilustrujący różnorodne kryteria wykorzystywane przez naukowców do oceniania teorii. Kiedy obserwujemy dynamikę galaktyk, dowiadujemy się, że widoczna siła grawitacyjna wywierana przez galaktykę na cząstki orbitujące w dużej odległości jest niewątpliwie dużo większa niż ta, jakiej byśmy się spodziewali biorąc pod uwagę łączną masę całego widocznego materiału w galaktyce. Narzucającą się i popularną hipotezą dla wyjaśnienia tej obserwacji jest pomysł „ciemnej materii", ogólnie ujmujący pogląd, że większość masy w galaktyce nie jest zawarta w gwiazdach lub gazie, ale raczej w jakimś nowym rodzaju cząsteczek, których jak dotąd bezpośrednio nie zaobserwowano, i których średnia gęstość we wszechświecie jest około pięciokrotnie większa niż tej złożonej ze zwykłej materii. Jest wszelako i konkurencyjna idea: że nasze rozumienie grawitacji (poprzez ogólną teorię względności Einsteina) załamuje się na obrzeżach galaktyk i powinno zostać zastąpione jakimś nowym prawem grawitacji. Takie prawo zostało zaproponowane przez Milgroma, pod mianem „Zmodyfikowanej Dynamiki Newtonowskiej", albo MOND  [ 3 ]. Na tym etapie nie wiemy na pewno czy hipoteza ciemnej materii, czy hipoteza MOND jest poprawna, ale możemy z dużą dozą pewności powiedzieć, że zdecydowana większość ekspertów nauki przychyla się do koncepcji ciemnej materii. Czemu tak jest? Z jednej strony są aspekty, w których MOND jest bardziej zwięzły i wydajny: zademonstrowano, że dokładnie opisuje obserwacje licznego zbioru galaktyk, z tylko jednym niezależnym parametrem, podczas gdy koncepcja ciemnej materii w tym zakresie daje cokolwiek mniejsze możliwości predykcyjne. Ale są dwie cechy silnie działające zdecydowanie na korzyść ciemnej materii. Po pierwsze, daje ona dokładne przewidywania dla szerokiej klasy fenomenów, dalece wykraczającej poza domenę poszczególnych galaktyk: gromady galaktyk, soczewki grawitacyjne, struktury wielkoskalowe, mikrofalowe kosmiczne promieniowanie tła, i tak dalej, podczas gdy MOND zupełnie milczy na te tematy (nie czyni żadnych przewidywań, które mogłyby być potwierdzone lub obalone). Drugą (silnie z tą powiązaną) sprawą jest to, że MOND nie jest w rzeczywistości kompletną teorią lub w ogóle nie jest teorią, lecz po prostu sugerowaną domniemaną fenomenologiczną relacją stosującą się do galaktyk. Nikt nie ma pomysłu, jak uczynić ją częścią większego spójnego modelu. Dlatego też, pomimo większej siły predykcyjnej MOND w obrębie swojego zakresu stosowalności, większość uczonych uważa go za krok wstecz, jako że wydaje się być mniej prawdopodobne, by ostatecznie miał być częścią całościowego opisu. (Nikt nie może powiedzieć tego na pewno, więc sprawa wciąż jest otwarta, ale większość posiada określoną preferencję).

Powinno być jasne, dlaczego wybór pośród konkurencyjnych teorii jest trudny — to sprawa przewidywania przyszłości, nie zastosowania zbioru jednoznacznych kryteriów. Niemniej jednak nie jest to również decyzja całkiem dowolna; to po prostu sprawa zastosowania zbioru cokolwiek nieokreślonych standardów. Na szczęście przypadki, w których jedna z teorii byłaby bardziej obiecująca przez zastosowanie jednego rozsądnego kryterium i jednocześnie inna teoria byłaby równie obiecująca przez zastosowanie innego rozsądnego kryterium są zarówno rzadkie jak i zwykle krótkotrwałe; pozyskanie dodatkowego materiału eksperymentalnego lub zwiększenie teoretycznego zrozumienia zagadnienia ostatecznie dość wyraźnie przechylają szalę na korzyść jednego wybranego modelu.

Według tego opisu, ocena wartości teorii naukowej angażuje zarówno osąd samej teorii jak i bardziej ogólnej teorii, która ostatecznie miałaby opisywać naturę. Podczas, gdy do poszczególnych teorii stosuje się pewną liczbę zmiennych niezależnych, kryteria mające wpływ na ocenę konkurencyjnych całościowych teorii są dużo prostsze: wśród wszelkich możliwych modeli zgodnych z wszystkimi danymi, wybieramy ten możliwie najprostszy. „Prostota" jest tu pokrewna pojęciu „algorytmicznej kompresowalności": prostotę modelu oceniamy według objętości informacji koniecznej do pełnej specyfikacji systemu. Nie ma żadnego apriorycznego powodu, dla którego natura miałaby być rządzona ogólnym modelem który byłby choćby w niewielkim stopniu prosty; jednak nasze doświadczenie jako uczonych przekonuje nas, że tak właśnie jest.


1 2 3 4 5 Dalej..
 Zobacz komentarze (31)..   


 Przypisy:
[ 2 ] Zobacz, na przykład, Stephen J. Gould, Rocks of Ages: Science and Religion in the Fullness of Life (New York: Ballantine Publishing Group, 2002).
[ 3 ] Mordehai Milgrom, „A Modification of the Newtonian Dynamics as a Possible Alternative to the Hidden Mass Hypothesis." Astrophysical Journal 270 (July 15, 1983), pp. 365-370.

« Nauka i religia   (Publikacja: 10-12-2012 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Sean M. Carroll
Fizyk teoretyk z California Institute of Technology w Pasadenie. W swoich badaniach zajmuje się teoretycznymi aspektami kosmologii, teorią pola, grawitacją I mechaniką kwantową. Napisał kilka książek popularno-naukowych, m.in. “Stąd do wieczności i z powrotem”, “The Particle at the End of the Universe: How the Hunt for the Higgs Boson Leads Us to the Edge of a New World”. Napisał także podręcznik dla studentów fizyki “Spacetime and Geometry: An Introduction to General Relatvity”, a także nagrał wykłady dla Teching Company “Dark Matter and Dark Energy” i “Mysteries of Time”.
 Strona www autora

 Liczba tekstów na portalu: 2  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Bozon Higgsa kontra Mózgi Boltzmanna
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 8557 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365