Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
147.264.115 wizyt
Ponad 1061 autorów napisało dla nas 7284 tekstów. Zajęłyby one 28740 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Korea Północna zaatakuje
w 2018 r.
w ciągu kilku lat
nie zaatakuje
  

Oddano 3447 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Nagminną słabością przekonań pozanaukowych jest jawna dysproporcja między stopniem ich uzasadnienia a stopniem pewności, z jaką są żywione.
 Czytelnia i książki » Recenzje i krytyki

Czechy według Mariusza Szczygła [1]
Autor tekstu:

Godną polecenia lekturą dla wszystkich zainteresowanych sekularyzacją i życiem w nieco bardziej cywilizowanym kraju niż nasz, a jednocześnie do naszego podobnym, jest książka Mariusza Szczygła: „Zrób sobie raj". We wstępie autor pisze:

"Marzyła mi się książka o moim ulubionym kraju bez napinania się. Żeby nie musiała odzwierciedlać, obiektywizować, syntetyzować.
Jestem niechlujnym czechofilem, ta książka nie jest ani kompetentnym przewodnikiem po kulturze czeskiej, ani po Czechach.
Nie jest obiektywna.
Nie rości sobie pretensji do niczego.
Jest wyłącznie o tym, co mnie zafascynowało przez ostatnich 10 lat, od kiedy pierwszy raz przyjechałem do tego kraju. Jest wielką notatką z lektur i ze spotkań z ludźmi, których chciałem tam spotkać.
Słowem, jest o miłości przedstawiciela jednego kraju do innego kraju.
Może jest jeszcze o czymś, ale to już zostawiam Państwu".

O ciekawej różnicy między Polakami a Czechami dowiadujemy się już na stronie 10, gdzie Mariusz Szczygieł pisze o rozmawiającej głośno przez komórkę czeskiej sprzedawczyni, i o cierpliwie znoszącym to ogonku klientów (jedyny komentarz to życzliwa uwaga: „musiała Pani wydać chyba z 200 koron"). Potem robi się jeszcze ciekawiej, autor pisze o swej znajomości i fascynacji poetą Egonem Bondym, postaci iście hrabalowskiej, który urodził się w 1930 roku jako Zbyněk Fiąer, a w wieku 13 lat przyjął z ulgą zgon jego niezrównoważonej matki. Od dzieciństwa w zasadzie Bondy był marksistą, bo uznawał, ze marksizm „daje ludziom nadzieję, by nie wpadli zupełnie w rozpacz". W czasach antyżydowskiej obsesji (1948), Fiąer w wyrazie solidarności z Żydami, zmienia nazwisko na Bondy (każdy dostojniejszy Żyd z powieści Karela Čapka ponoć nosi to nazwisko — nie wiem nie czytałem). W tym samym roku 1948 ten młody marksista przestał chodzić do liceum, bo czuł, że marnuje czas w komunistycznej szkole. Jego ojcu (przedwojennemu generałowi) czerwoni zabrali emeryturę (s. 17), więc Egon i jego koledzy i koleżanki, by mieć co jeść okradali rodzinę i znajomych. Dla mieszkańca Polski, przyzwyczajonego wrzucać całą lewicę do jednego wora, może być ciekawe, że Bondy odrzucał komunizm bolszewicki importowany z ZSSR w imię marksizmu. Pisał, że ZSRR to reżym faszystowski. Gdy inni poeci pisali o Stalinie jako słońcu narodu, on na złość wymyślił nurt zwany fekalizmem („z delikatną ostrożnością pierdzę, żebym się nie zesrał", „dzisiaj wypiłem dużo piw, więc mnie nie chwyci żaden syf", oraz opisanie stanu monarchii jako „sranie jednego na wszystkich, a rewolucji jako "sranie wszystkich na jednego", współczesności zaś jako „sranie wszystkich na wszystko" — s. 19). W 1968 po inwazji Układu Warszawskiego na Czechosłowację stworzył grupę poetów, znów zafiksowanych na punkcie fizjologii, którą próbowali wyrównać patos oficjalnej poezji („wczoraj rano przy niedzieli, jajca strasznie mnie swędzieli"). Bondy był zadeklarowanym ateistą, który w religii najbardziej nie cierpiał tego, że była źródłem i usprawiedliwieniem ludzkiej słabości:

„...Mam dość tego nieustannego poniżania, którym Bóg podobno raczy nas uszczęśliwiać. Gdyby tak Bóg mógł być wyklęty — nie tylko przeklęty, co niczemu nie służy, ale konsekwentnie usunięty, anihilowany, zabity — gdzie bym wtedy był! Bowiem nie tylko mi niszczy już 13 lat każdą prostą biologiczną przyjemność z życia, lecz także dla wszystkich byłaby to ulga, ściągnięcie jarzma, które waży tyle, że nie mamy sił wstać z kolan. Truizmem jest już powtarzanie, jak to dla takiej, stworzonej przez ludzką głupotę kreatury przelało się więcej krwi i było zamęczonych więcej ludzi, niż umarło śmiercią naturalną (s. 29)…".

W latach 90. Bondy’ego zaczął działać na nerwy kapitalizm i żądza zysku, oraz uciszanie pisarzy krytykujących to, jako cholernych komunistów, dlatego stał się alterglobalistą (plotki głosiły, że nawet przeszukiwał śmietniki, by odzyskać choć część tego co ludzkość marnowała).

Ze Szczygłem stary poeta rozmawiał o tolerancji czy może też wszechogarniającym luzie Czechów, którzy pozwalają by Bondy kpił z ich kraju (pisał m.in., ze Czechy zdają mu się wielkim nocnikiem, które mieszkańcy tego kraju uważają za lepszy od innych, bo „moczem Masaryka był często zlewany"). Obaj zgodnie stwierdzili, że za to polskiego poetę w Polsce powieszono by za jaja. Bondy natomiast wspominał jak udało mu się wreszcie zaniepokoić i wkurzyć Czechów, jak spalił na konferencji banknot 1000 koron (35). Bondy mówił też o tym, że nie chciał uciekać na Zachód, by opluwać za sute pieniądze komunistów czeskich z Monachium, bo to nie byłoby dlań autentyczne, i o swym niezłomnym marksizmie, który we współczesnej Europie oznaczał dlań cierpliwe czekanie na nowe technologie produkcji i sprawiedliwsze urządzenia społeczne (s. 36). Żeby nie donosić za komuny (pod presją władz), Bondy przestał kontaktować się ze znajomymi, i ciągle zgłaszał się do klinik psychiatrycznych udając świra. Bondy zmarł w 2007 roku (jego piżama zapaliła się od papierosa, gdy usnął)

Pociąg Polaków do Hrabala, Szczygieł tłumaczy uwielbieniem mitów. Hrabal zaczarowywał rzeczywistość, co Polakom którym („w jednym oku siedzi etos, a w drugim patos"), bardzo odpowiada (np. opowieść o tym jak zakrywał starą maszynę do pisania by nie była zazdrosna o nową — s. 43). Z drugiej strony Polacy mają Czechów za oszustów. Co zresztą Szczygieł potwierdza, pisząc o wielkim biznesie czeskich kelnerów-naciągaczy turystów. Uważa, że robienie turystów w bambuko jest jedyną formą agresji, jaka Czechom pozostała, swoistym wentylem bezpieczeństwa narodu o gołębich sercach. Z drugiej strony Czesi są ufni — zostawiają swe telefony i adresy w książkach telefonicznych i powierzają swe klucze miłym nieznajomym (s. 51). Oto kolejny przykład barwnego Czecha — rozmówcą Szczygła jest pewien nauczyciel wychowania obywatelskiego, o typowo czeskich nieco lewicowych poglądach:

„..."Kiedyś zostałem z Jasonem na tydzień sam, był czerwiec, i musiałem codziennie wyciągać mu kleszcze, które przynosił z ogrodu. Z jednym trudnym kleszczem poszliśmy do weterynarza, dwa domy dalej. Pan Josef Míka, tęgawy i zażywny, dobrze po sześćdziesiątce, kleszcza wyjął jednym ruchem. Dzięki Bogu, powiedziałem, na co pan doktor odparł, że Bóg nie ma z tym nic wspólnego, ważna jest specjalna pęseta. Jak już tak miło nam się rozmawia o religii, dodałem, to może powiedziałby mi pan doktor, co się mówi po czesku, kiedy człowiek robi znak krzyża. Przyjeżdżam tu tyle lat, a jeszcze tego nie ustaliłem. Weterynarz otworzył szeroko usta, jakbym mu wyssał całe powietrze z gabinetu. Nie mam pojęcia, odparł po chwili, nigdy nie wykonywałem takiej czynności. Ale czeka tu jeszcze jedna pani, może ona wie, jak się po czesku przeżegnać. Zapytaliśmy, pani zadzwoniła nawet do koleżanki na Smíchov, niestety — też nie wiedziała. Ja to dla pana ustalę, obiecał doktor, tylko proszę mi dać kilka dni" (s. 55).

Kolejny oryginał, z jakim rozmawia Szczygieł to Jan Saudek — „fotograf czeski", jak sam siebie handlowo nazywa. Artysta miał podczas wywiadu ufarbowane włosy, czerwoną koszulę i okulary słoneczne, co zdroworozsądkowo tłumaczył chęcią uniknięcia wyglądu człowieka starego brzydkiego i nudnego (s. 64) — odważne zdanie w epoce mającej fioła na punkcie „naturalności". Saudek opowiada o tym, jak przez lata śmierdział „kryptą" (od wilgotnego poddasza na którym mieszkał), o tym jak znudzeni brakiem wrogów ludu tajniacy konfiskowali jego zdjęcia nagich kobiet by potem zapewne się przy nich onanizować. Saudek opowiadał też, że jego najsurowszymi krytykami są jego była kochanka i jej córka — również była kochanka (s. 70). Saudek, choć już starzec, głosi wszem i wobec afirmację życia, które jego zdaniem jest długie i słodkie. Pisuje np. o tym, że purytańskim rodzicom bicie dzieci zastępuje seks, i opowiada o tym jak świętoszek Havel uciekał przed podaniem mu ręki.

Idąc dalej tropem freudyzmów Saudka, Szczygieł porównuje polski i czeski patriotyzm. Wspomina o tym, że pierwszoplanowym problemem jednego z bohaterów „Pociągu pod specjalnym nadzorem" jest walka z przedwczesnym wytryskiem. Czytając to pomyślałem o Polsce gdzie tabu, jest nawet udokumentowane historycznie sikanie na portret Rydza-Śmigłego, która to scenę wycięto z filmu o Westerplatte. Rozmawiając z czeskim taksówkarzem, Szczygieł wychwala bohaterstwo czeskich cichociemnych, którzy zabili Reinharda Heydricha, na co tamten odpowiada, że Heydrich nawet się nie bronił i jechał otwartym autem bez eskorty (s. 80-82). Jakże ten chłodny racjonalizm kontrastuje z naszym kreowaniem wszystkich na świętych bohaterów! Długo się zastanawiano, czy postawić pomnik trzem śmiałkom, i w końcu to zrobiono, co pokazuje, że nawet Czesi są podatni na głupi patos, bo zapomnieli o niemieckim odwecie - zabiciu setek cywili za tego jednego nazistowskiego bubka. Na co komu takie bohaterstwo?

Dalej mowa o praskiej wiośnie 1968 roku. Podczas której Czesi wskrzesili wolną prasę, Polacy zasypywali ich ulotkami z bredniami o wspólnym interesie obu narodów niczym na polach Grunwaldu, podczas gdy Czesi w innych ulotkach zapytywali po co Polacy pchają się do Czechosłowacji. Jak wiadomo ZSRR straszył wszystkich bajką o wojnie z RFN… (s. 88). Czesi wykazali się niezłomnością w roku 1968 i pamiętają naszą lokajską wobec ZSRR postawę, choć pewna czeska nauczycielka powiedziała autorowi, że Czesi w podobnej sytuacji postąpiliby tak samo, a więc Polska nie jest im nic winna. Wspaniałomyślne, prawda? Patos dzisiejsi Czesi rezerwują dla hokeja, szczególnie ich rajcuje gdy pogrążą w meczu Rosję.

Polska jest, jak wiadomo, wierząca i sklerykalizowana do szpiku kości, Czechy przeciwnie. Szczygieł wspomina rozmowę dwóch dziewczyn w praskim tramwaju. Jedna patrząc na krzyż z Jezusem na szyi drugiej spytała" „zamierzasz tego trupa nosić ?", na co tamta twierdziła, że tak, bo pasuje jej do bluzki, koleżanka jednak nie ustępowała, twierdząc, że lepiej nosić figurkę kogoś żywego np. uśmiechniętego Buddy (s. 105). Szczygieł dość arbitralnie liczy ateistów w „najbardziej ateizowanym narodzie świata", jak Czesi sami siebie lubią nazywać (zapominając chyba o Szwedach i Chińczykach), pisząc że 2/3 Czechów uważa się za ateistów, choć wielu z nich zastępuje wiarę w Boga wiarą w różne inne głupoty, typu energia drzew. Rodzice w Czechach zwykle opowiadają dzieciom o Jezusie w konwencji bajki, w którą wierzą także niektórzy dorośli (s. 107). Wielu uważa, że Czesi są zbytnimi indywidualistami, by oddać się religii. Zniesmaczają ich polskie pielgrzymki na Jasną Górę, i polskie próby ewangelizowania czeskich znajomych. Czesi nie uznają zwykle religijnych tabu, czołowe tygodniki pisały po śmieci Jana Pawła „wielkiego", że teraz na papieża trzeba mianować kardynała Pedofilliniego. Czesi często oburzają się na katolickie przekonanie, że tylko wierzący może być dobry i często cieszą się, że habsburska germanizacja zatrzymała zakorzenianie się katolicyzmu w ich kraju. Przyzwoitość, pracowitość i samodzielność zwyciężają w czeskich rankingach (także tych oficjalnych, np. prasowych) cnót, podczas gdy wiara i posłuszeństwo są na szarym końcu (s. 112). Wielu Czechów uważa, że religia sprowadza się do niepotrzebnego straszenia dzieci. Niektórym jednak religii brakuje, ponieważ opinia innych (Boga zastępują sąsiedzi i przyjaciele) jest tym co mniej indywidualistycznym Czechom potrzebna do odzyskania błogostanu (pohoda — czeska skłonność do wyssania z każdego drobiazgu czegoś pozytywnego). 


1 2 Dalej..
 Zobacz komentarze (26)..   


« Recenzje i krytyki   (Publikacja: 24-12-2012 Ostatnia zmiana: 25-12-2012)

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Piotr Napierała
Urodzony w 1982r. w Poznaniu - historyk; zajmuje się myślą polityczną oświecenia i jego przeciwników i dyplomacją Francji i Anglii XVIII wieku, a także kwestiami związanymi z ustrojem państw (Niemcy, Szwecja, W. Brytania, Francja) w tej epoce.
 Strona www autora

 Liczba tekstów na portalu: 74  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Bernard-Henri Lévy American Vertigo
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 8595 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365