Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
147.243.933 wizyty
Ponad 1061 autorów napisało dla nas 7284 tekstów. Zajęłyby one 28740 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Korea Północna zaatakuje
w 2018 r.
w ciągu kilku lat
nie zaatakuje
  

Oddano 3433 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Sądząc po zróżnicowaniu jakie obserwujemy dzisiaj, jest rzeczą prawie pewną, że tylko niewielka mniejszość naszych przodków, miała kiedykolwiek czas lub skłonność do pytania o sens działań, w których sami uczestniczyli u boku swoich krewnych i sąsiadów.
 Kultura » Sztuka » Muzyka

Afirmacja szumu w muzyce jako alternatywa dla systemu tonalnego [1]
Autor tekstu:

W ostatnich latach, gdy wielu ludzi stawia znak równości pomiędzy światem wirtualnym i rzeczywistością, gust muzyczny stał się przedmiotem wyraźnej (kto wie czy nie najwyraźniejszej w dziejach) stratyfikacji społecznej, a nawet radykalnych mechanizmów wykluczenia. Łatwo się o tym przekonać, przeglądając fora internetowe, chociażby na stronie last.fm, gdzie, w tym przypadku w shoutboxach, trwa nieustanna walka o dominację i próbę udowodnienia oponentom, że sympatyzują z wykonawcami, którzy w prywatnym mniemaniu agresorów, prezentują beznadziejny poziom. 

Pretensja do subiektywnej powszechności, o której pisał w swoich filozoficznych rozważaniach Immanuel Kant, mając na myśli fakt, że jeśli coś nam się spodoba, to oczekujemy, że spodoba się wszystkim, próbując z subiektywnej impresji uczynić obiektywną ocenę, odciska tu szczególnie silne, utwierdzone przekonaniem o anonimowości, piętno. 

I tak, zwolennicy licznych eksperymentalnych projektów, obecnych co roku w line-upie Off Festivalu, jawnie marginalizują audialne sympatie konwencjonalnych słuchaczy, szczególnie piętnując uczestników Przystanku Woodstock. Ci z kolei notorycznie krytykują publiczność gdyńskiego Heineken Open'er Festival, która, swoją drogą, nie pozostaje im dłużna, wchodząc w symetryczną, konfliktową relację. Wspomniane problemy, pozornie nowe i związane z ekspansją Internetu, wydają mi się być obiektem teoretycznej dyskusji już od dokładnie stu lat, a mianowicie od futurystycznego manifestu Luigiego Russolo z 1913 roku, w którym podważa on dalszy sens, przewidywalnej według niego, muzyki tonalnej i proponuje zastąpienie instrumentów, składających się na typową orkiestrę, elementami generującymi hałas. Wypada jednak podkreślić, że fakturalne eksperymenty obalające tonalność były już obecne w muzyce na przełomie XIX i XX w. w postaci twórczości Debussy’ego, Schoenberga i Strawińskiego. [ 1 ] Czy nie jest bowiem tak, że tolerancja, a nawet sympatia, dla muzyki noise w tak drastycznej formie jak ta, prezentowana przez Masamiego Akitę, znanego szerzej jako Merzbow, wiąże się z poczuciem bliźniaczego doświadczeniom Russola znudzenia schematycznymi i odtwórczymi projektami, zalewającymi współczesny rynek? Jak traktować przyznawanie zespołom eksponującym szum i ściany dźwięku (w stylistyce Swans i My Bloody Valentine) rangi headlinerów na Off Festivalu? Jak w tym wszystkim odnajduje się teza Raymonda Murraya Schafera o zanieczyszczeniu współczesnego środowiska konglomeratem dźwięków, które sprawiają, że znalezienie cichego zakątka osiąga rangę błogosławieństwa? Czy można wreszcie zaryzykować najistotniejsze dla tej pracy twierdzenie, że za muzycznymi upodobaniami, konstytuującymi świadomość setek podgrup fanowskich, będących absolutnie przekonanych o swojej alternatywności względem głównego nurtu, stoi tak naprawdę indywidualny popyt na konkretną dawkę szumu w percypowanej przez nich muzyce? Takie założenie potwierdzają m.in. post-futurystyczne eksperymenty Pierre’a Schaffera, zamienne eksponowanie ciszy i hałasu w kompozycjach Johna Cage’a, czy, z świeższych przykładów, fascynacja sceną lo-fi, głównie w amerykańskim rocku lat dziewięćdziesiątych. Warto zacząć jednak od początku i zarysować przybliżoną genezę dzisiejszego odbioru muzyki.

Luigi Russolo rewolucję wykonawczej konwencji usystematyzował w następujące szeregi wydawanych dźwięków : ,,1) ryki, grzmoty, wybuchy, trzaski, huki, łoskoty 2) gwizdy, syki, prychnięcia 3) szepty, mruczenia, mamrotania, chrząknięcia, bulgotania 4) zgrzyty, skrzypienia, szelesty, brzęczenia, dzwonienia, szurania 5) bębnienie w metal, drewno, skórę, kamienie, ceramikę 6) głosy ludzi i zwierząt, krzyski, wrzaski, jęki, zawodzenia, wycie, śmiechy, łkania". [ 2 ] W swoich poszukiwaniach nie był jedyny, jego dzieło kontynuował choćby Edgar Varese, zafascynowany możliwością nakładania dźwięków na siebie, którego subiektywnie uznałbym za protoplastę współczesnych drone'ów, czyli utworów z nieustannie wżynającymi się w recepcję, rozedrganymi lub statycznymi falami dźwięków, ubarwiającymi tło kompozycji lub wręcz zagłuszającymi tonalny materiał dźwiękowy. Wspomniany już John Cage wygłosił niezwykle trafne i nieustannie aktualne zdanie : ,,O ile w przeszłości spór dotyczył dysonansów i konsonansów, o tyle wkrótce nowa linia podziału oddzielać będzie szum i tak zwane dźwięki muzyczne". [ 3 ]

Murray Schafer dokonał bardziej przejrzystej (z perspektywy analizy nawyków dzisiejszych słuchaczy) syntezy tego poglądu, eksponując podział na brzmienia lo-fi i hi-fi, z którymi nieodłączne są pojęcia sygnału (który ująć można jako brzmienie, które chcemy słyszeć) i szumu (brzmienia, które zagłusza odbiór lub w nim przeszkadza). I tak, hi-fi bazuje na korzystnym stosunku sygnału do zakłóceń, a najmniejsze zakłócenie stanowi zazwyczaj jakiś komunikat, od razu rzucający się w oczy ze względu na łagodną i przejrzystą strukturę. W przeciwieństwie stoi lo-fi, gdzie określony dźwięk jest ściśle powiązany z warstwą szumu (nawet w stosunku 50/50), a głosy krzyżują się we wszystkich kanałach i trzeba wprawnego ucha, żeby je wychwycić. [ 4 ] Istotnym spostrzeżeniem jest tu też fakt, że tak naprawdę wszystkie tonalne brzmienia składają się w jakiejś części z szumów, inaczej nie dałoby się odróżnić dźwięku c1 granego na pianinie i skrzypcach. Brak istotnej ingerencji tego elementu w naszą recepcję sprawia jednak, że nie będę brał go pod uwagę.

Ostatnią z kluczowych dla moich rozważań refleksji Murraya jest ta związana ze słuchowymi zmianami związanymi z rewolucją przemysłową. Zauważa on, że w momencie, gdy hałas maszyn zadomowił się w odgłosach codzienności, ludzka tolerancja dla różnorodnych szumów coraz bardziej się poszerzała, a zblazowane odbiorcze ucho na początku XX wieku zaakceptowało je całkowicie. Stąd też (swoją drogą) wypływa manifest Russola. Czarę goryczy przelała I wojna światowa, w trakcie której na szeroką skalę użyto niezwykle głośnych pojazdów i uzbrojenia. [ 5 ] We wszystkich tych procesach dopatrywałbym się zalążka późniejszych, bliższych naszym czasom, ruchów muzycznych, od psychodelii i elektronicznych eksperymentów, przez punk i brzmienia industrialne, po death metal i wspomniany już indie-rock z elementami lo-fi. Wszystkie cechują się okazjonalnym lub nieodłącznym wręcz jazgotem, spiętrzeniami dźwięku, dysonansami, noise’owymi wstawkami i przesterowanym brzmieniem, wzbudzając tą lawiną hałasu paradoksalną przyjemność związaną z przeżyciem estetycznym (w rozumieniu Stanisława Ossowskiego [ 6 ]). u słuchacza. Możemy tylko wyobrażać sobie, jak negatywnie zapatrywano by się na takie brzmienie (zakładając możliwość wytworzenia wtedy tego typu muzyki) jakieś sto lat przed rewolucją przemysłową — ówczesne uszy nie zrozumiałyby raczej tego fenomenu. Klarowną i łatwo zauważalną opozycją wydają się brzmienia przewidywalne i przyjemne, przystępny pop, house, a nawet łagodniejsze odmiany rocka, które, co nie powinno być nadużyciem, można zaszeregować w szufladce hi-fi. Wydaje się być to też niezłą odpowiedzią na to, czemu popyt na często wtórne i melodyjne granie jest tak ogromny. Przy choćby powierzchownej komparatystyce z dawnymi dziełami, np. Bacha i Beethovena — i nie mam tu na myśli, co oczywiste, porównania jakościowego, a dotyczącego stężenia szumu w brzmieniu — okazuje się jednak, że nasz delikatny pop również charakteryzuje się wyraźnym zaszumieniem, oszukując pozornie banalną recepcję. Czy linia demarkacyjna gustu współczesnych słuchaczy przebiega więc tam, gdzie zaczyna się szum, a konflikty i próby wywyższania się są powiązane tylko i wyłącznie z tolerancją szumu jaki jest w stanie przyswoić jednostka?

Jest to z pewnością jeden z najistotniejszych aspektów. Wystarczy rzut oka na line-upy zeszłorocznych festiwali muzycznych w Polsce, żeby pokazać coroczne (zapewne podświadome) zróżnicowanie składu dostosowane do zapotrzebowania konkretnych uczestników na oczekiwaną przez nich dawkę szumu. Dla przykładu postaram się zarysować subiektywny i przypadkowy wybór skrajnie wyselekcjonowanych zespołów lub wykonawców z pięciu losowych i względnie przekrojowych dla gustu Polaków eventów, zestawione w subiektywnej opozycji zakłóceń: najwięcej — najmniej. I tak :

1)Heineken Open'er Festival 2012 : Krzysztof Penderecki i AUKSO Orchestra - Mumford & Sons
2)Off Festival 2012 : Swans — Mazzy Star
3)Jarocin Festival 2012: Against Me! — Within Temptation
4)Woodstock 2012: Ministry — Elektryczne Gitary
5)Opole 2012: Kult — Łukasz Zagrobelny

Koncert Krzysztofa Pendereckiego był co prawda specyficzną aberracją w gdyńskim składzie, ale, tym samym, w jego trakcie można było poczynić sporo socjologicznych obserwacji, związanych z reakcjami przyzwyczajonej do przystępniejszego w odbiorze indie-rocka i rozrywkowej elektroniki publiczności (po wybitnym kompozytorze przewidziane były m.in. koncerty Bon Ivera, Jessie Ware czy Justice, innymi słowy w miarę konwencjonalne i łatwe w odbiorze). Świszczące, sonorystyczne kompozycje w estetyce Threnody for the Victims of Hiroshima [ 7 ]czy Polymorphia dla wielu z uczestników były czymś kompletnie nowym, jakby kolejnym studium hałasu, którego wielu z wymienionych nie było w stanie znieść lub zrozumieć. Ludzie wychodzący po kilku minutach, robiący to często z dość przewrotnym uśmiechem, spoglądając na zainteresowanych lub wręcz zafascynowanych słuchaczy z zadziwieniem i litością (zapewne vice versa), wykazywali po prostu nieprzystosowanie do nadmiernych zakłóceń. Z ponad dziewięćdziesięcioprocentową pewnością te same osoby w popłochu opuszczałyby przestrzeń zdominowaną przez dźwięki headlinera katowickiego Off-a, zespołu Swans, o którym teraz.

Już w materiałach promocyjnych z dumą podkreślano, że na koncercie będzie bardzo głośno i warto nawet zaopatrzyć się w zatyczki do uszu — zwłaszcza jeśli planuje się podejść bliżej sceny. Prawie cała studyjna dyskografia grupy oscyluje wokół eksperymentalnej zabawy dźwiękiem, zanurzonej w quasi-sekciarskim, misterialnym klimacie wypełnionym potężnymi brzmieniami, zapętlaniem riffów i doskonale odnajdującym się w tej konwencji niskim wokalem Michaela Giry — mózgu kapeli. Fani i zwolennicy dopatrują się w ich twórczości muzycznej erudycji, żonglerki stylistycznej i przełamywania kolejnych barier (według mnie bardzo słusznie), natomiast dla słuchaczy próbujących udomowić dźwięki z którymi się zderzają, muzyka Swans zdaje się w większości przypadków być niesłuchalna i nie można ich za to winić. Problem nie tkwi bowiem w braku gustu, a we wspomnianej już wielokrotnie tolerancji na niespójność, szum i dysonanse.


1 2 Dalej..
 Zobacz komentarze (6)..   


 Przypisy:
[ 1 ] C. Cox, D. Warner, Muzyka i jej inni: szum, dźwięk, cisza, [w:] Kultura dźwięku. Teksty o muzyce nowoczesnej, pod red. Christopha Coxa, Daniela Warnera, Gdańsk 2010, s. 25.
[ 2 ] L. Russolo, Sztuka hałasów: Manifest Futurystyczny, [w:] Kultura dźwięku, s. 35.
[ 3 ] J. Cage, Przyszłość muzyki: Credo, [w:] Kultura dźwięku, s. 48.
[ 4 ] R. Murray Schafer, Muzyka środowiska, [w:] Kultura dźwięku, s. 56.
[ 5 ] R. Murray Schafer, Ibidem, s. 57.
[ 6 ] Przeżycie estetyczne definiowane jako swoista idealizacja pewnych cech realnego przedmiotu pod kątem subiektywnej przyjemności.

« Muzyka   (Publikacja: 23-06-2013 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Wojciech Michalski
Student IV roku kulturoznawstwa na UAM w Poznaniu.

 Liczba tekstów na portalu: 3  Pokaż inne teksty autora
 Poprzedni tekst autora: Performans – terminologiczne niedopowiedzenie w dobie wspólnotowej integra
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 9054 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365