Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
183.282.232 wizyty
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7351 tekstów. Zajęłyby one 29006 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Zamierzasz się zaszczepić na SARS-CoV-2?
Tak
Raczej tak
Raczej nie
Nie
Poczekam jeszcze z decyzją
  

Oddano 3656 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Uważam religię za dziecinną zabawkę, i twierdzę, że jedynym grzechem jest ignorancja".
 Czytelnia i książki » Powiastki fantastyczno-teolog.

Testament demiurga [2]
Autor tekstu:

Zanim do ludzi w pełni dotarł sens owego przesłania, błyskawicznie (jak na tego rodzaju instytucje) zareagowały główne Kościoły, wydając dość podobnie brzmiące oświadczenia:

„Kościół (taki i taki) zdecydowanie potępia i sprzeciwia się ordynarnej manipulacji, której dopuściły się światowe media, nagłaśniając tzw. "odkrycie arki przymierza", będące niewybredną mistyfikacją, lub głupim żartem, dokonanym przez nieodpowiedzialnych osobników, pozbawionych wrażliwości społecznej i zasad moralnych.

Nie ma najmniejszych podstaw aby przypuszczać, iż treść tzw. „testamentu demiurga" oddaje rzeczywistą Prawdę i jest ona w jakimkolwiek stopniu wiarygodna. Nie ma on bowiem nic wspólnego z Opatrznością Bożą, ani Prawdą Objawioną, której jesteśmy jedynymi, prawowitymi spadkobiercami i depozytariuszami, co ma pełne potwierdzenie w historii naszej kultury.

Wierni naszego Kościoła już zapowiadają, iż będą wnosić masowe pozwy o obrazę uczuć religijnych, a Kościoły — jako instytucje użyteczności publicznej — będą domagać się ukarania sprawców tego fałszerstwa, oraz wysokich odszkodowań za poniesione straty moralne, odbijające się na wizerunku, tych poszanowania godnych instytucji religijnych. Nie wykluczamy też innych form naszego protestu. Podpisano (najwyższe władze tychże Kościołów)".

Nie muszę chyba dodawać, iż religie co bardziej ortodoksyjne, a już szczególnie te, którym przewodzą gotowi na wszystko fundamentaliści, zapowiedziały ze swej strony daleko idące represje, wymierzone w tych, którzy w jakikolwiek sposób będą przejawiać aprobatę, dla tej — jak to określili ich przywódcy — niebezpiecznej herezji. Przez następne dwa tygodnie spekulowano w mediach, do czego może doprowadzić ów „testament demiurga" jeśliby się okazał prawdziwym dokumentem, a owa pozłacana i bogato rzeźbiona skrzynia z akacjowego drewna - oryginalną Arką Przymierza, zaginioną w tajemniczych okolicznościach 26 wieków temu.

Tak było do czasu, aż w Internecie pojawił się komunikat zredagowany przez grupę studentów jednego ze znanych Uniwersytetów, którzy przyznali się do tej mistyfikacji i na dowód jej autorstwa dołączyli nagranie, pokazujące proces tworzenia wiernej kopii Arki Przymierza i umieszczania jej pod osłoną nocy we wnętrzu muru, pod głazem obluzowanym podczas prac konserwatorskich. Przeprosili też wszystkich, którzy poczuli się obrażeni ich pomysłem.

Ze wszystkich stron „posypały się gromy" na ich głowy za ten niewybredny żart, mogący przerodzić się w tragiczne w skutkach wydarzenia. Ale też odetchnięto z ulgą, iż mimo wszystko, to był tyko — głupi, bo głupi — lecz tylko żart, ludzi pozbawionych najwidoczniej wyobraźni i instynktu samozachowawczego. Do niedawna groźny ton wypowiedzi rzeczników i hierarchów kościelnych, zamienił się teraz w apele o darowanie winy sprawcom (chociaż jak dotąd, nikt nie wiedział kim oni są) i potraktowanie tego wydarzenia jako testu dla wiernych, którzy mieli jedyną w swoim rodzaju okazję, by się przekonać o sile swej wiary, ewentualnie o swojej łatwowierności.

Zatem — jak głosi ludowa mądrość — wszystko dobre, co się dobrze kończy. I rzeczywiście, wszystko na to wskazywało, iż w taki oto banalny sposób zakończy się ta z pozoru sensacyjna historia. Jak się później okazało, nie dla mnie jednak. Pewnego dnia dostałem przesyłkę od żony znajomego, dla którego czasami zbierałem informacje, przy okazji jakiejś większej sprawy. W dołączonym krótkim liście zawiadamiała mnie, iż Maniek (czyli jej mąż) powiedział niedawno niby w żartach, że gdyby mu się przytrafiło coś niespodziewanego, aby wysłała do mnie to, co jest w wiadomej skrytce. Ponieważ zginął w wypadku samochodowym, spełniła jego prośbę, nie mając ochoty nawet zainteresować się, co takiego zawiera owa przesyłka. List zakończyła tradycyjnymi pozdrowieniami.

Ciekawe, nad czym on ostatnio pracował? — starałem się przypomnieć sobie, rozrywając mocną kopertę, zawierającą jak się okazało profesjonalny, dziennikarski dyktafon. Nieco drżącymi z wrażenia rękoma podłączyłem doń słuchawki i wcisnąłem „start". Była to rozmowa między dwoma mężczyznami. Cofnąłem do początku nagrania i już po paru pierwszych zdaniach zorientowałem się, iż dotyczy ona,.. Arki Przymierza, a znajomy rozmawia z jednym z członków zespołu, który miał za zadanie zbadać Arkę. Usiadłem z wrażenia w fotelu i zacząłem słuchać nagrania.

Dziennikarz: Panie profesorze proszę mi powiedzieć jak to było z tą studencką mistyfikacją?

Profesor: Mistyfikacją było przeprowadzenie tej „mistyfikacji" przez rzekomych studentów.

D: Jak to?! Nie było żadnej mistyfikacji? A zdjęcia na których było widać jak ją przygotowywano? Włącznie z umieszczeniem artefaktu w wiadomym miejscu?

P: A jakiż to problem było zrobić je post factum? Przecież czasu było wystarczająco dużo, aby wykonać taką rzeźbioną skrzynię, prawda? Dla zdolnych artystów-rzemieślników to żaden wyczyn! Podobnie jak z umieszczeniem jej w owym wyłomie muru. Proszę zwrócić uwagę, iż robotnicy zaraz po usunięciu kamienia odkryli to znalezisko, a nie jakiś czas później, co wynikałoby z tej niby „mistyfikacji". To chyba o czymś świadczy, prawda?

D: Więc pan jest absolutnie pewien, iż ta jakoby „mistyfikacja" była mistyfikacją? Czyli podróbką?

P: Oczywiście! Kto jak kto, lecz ja mam uzasadnione powody, by mieć pewność w tej kwestii. Byłem przecież uczestnikiem zespołu badawczego i wiem jak to naprawdę wyglądało.

D: Może mi pan powiedzieć parę słów o samym zespole?

P: Nie podam panu personaliów członków, bo to stanowi z różnych względów tajemnicę. Było nas 12; sześciu z ramienia różnych instytutów naukowych, które sponsorowały te badania i sześciu z ramienia największych religii. W końcu ten unikatowy artefakt należy do dziedzictwa trzech, a może i czterech monoteistycznych religii. Nie dziwne więc, iż chcieli mieć swoich przedstawicieli w tym zespole.

D: Jak zatem przebiegała procedura otwarcia arki?

P: Kiedy się upewniliśmy, że srebrne pieczęcie zabezpieczeń są całe, przystąpiliśmy do ich rozcinania.

D: Nie baliście się przerażających opisów działania arki w stosunku do intruzów, których przykłady podano na stronach Starego Testamentu?

P: Może nie aż tak, lecz faktem jest, iż mimo, że byliśmy podnieceni odkryciem, czuliśmy się nieswojo. Na szczęście obecny przy tym rabin, przedstawiciel judaizmu, wyjaśnił nam, iż nie należy tych opisów brać dosłownie. Celowo wyolbrzymiano te rzekome zagrożenia, aby odstraszyć potencjalnych złodziei, dla których nigdy nie było żadnych świętości. Byliśmy więc dobrej myśli.

D: Co było dalej?

P: Kiedy usunęliśmy wszystkie pieczęcie i otworzyliśmy pięknie rzeźbione wieko, naszym oczom ukazało się puste, czarne wnętrze. Ta czerń była tak głęboka, iż ta skrzynia wydawała się nie mieć dna. Spoglądaliśmy to w głąb arki, to na siebie i nie wiedzieliśmy co powiedzieć. Trwało to może z pół minuty, a może więcej, nie umiem dokładnie określić. Nagle — jak to się mówi: jak grom z jasnego nieba — rozległ się syczący trzask i w sam środek skrzyni uderzyła błyskawica, odrzucając nas na wszystkie strony. Na szczęście nikomu nic się nie stało. A kiedy spojrzeliśmy ponownie ku arce, świeciło z niej białe światło o tak intensywnym blasku, iż trzeba było osłaniać oczy dłonią. Powiem panu, iż dużo później wpadłem na to, iż ten piorun nie był przypadkowy. Ona się musiała naładować energią w ten sposób, aby móc działać w przewidziany przez jej twórcę czy też twórców sposób.

D: Co pan ma na myśli profesorze?

P: Wydaje mi się, iż jest ona szczególnego rodzaju przekaźnikiem, potem to panu wytłumaczę, teraz opowiem co było dalej. Otóż staliśmy wokół arki w odległości ok. 3 m może, zasłaniając i mrużąc oczy staraliśmy się cokolwiek dojrzeć w tym oślepiającym świetle. W pewnym momencie wydało mi się, że zrobiło się przeraźliwie zimno, ale tylko przez chwilę. I nagle zobaczyłem,.. poczułem, iż znalazłem się wewnątrz kuli światła, a moje ciało stało się tak lekkie, że zacząłem się unosić w powietrzu. Zaraz potem w ogóle przestałem odczuwać swą cielesną powłokę i miałem wrażenie, iż jestem samą świadomością, która z wielką szybkością podąża gdzieś w niewiadome… Od tego momentu całkowicie straciłem poczucie rzeczywistości, czyli wrażenie istnienia w konkretnym miejscu trójwymiarowej przestrzeni, w określonym czasie. Czytał pan może takie świetne opowiadanie Stanisława Lema pt. „Przyjaciel"?

D: Przykro mi, ale nie.

P: A to szkoda! Byłoby łatwiej panu zrozumieć co takiego mnie i pozostałym się tam przydarzyło. Wydaje mi się, iż doświadczyliśmy możliwości zajrzenia do wnętrza umysłu, tego, kto tę arkę skonstruował, aby móc komunikować się z nami poprzez przestrzeń i czas. Lub inaczej: mogliśmy spojrzeć jego umysłem na pewien wycinek rzeczywistości, który to obraz zinterpretowaliśmy po swojemu, dopasowując go do swych ograniczonych możliwości postrzegania i rozumienia świata.

D: Proszę mi wybaczyć,.. ale nie rozumiem co ma pan na myśli...

P: Nie będę więc zanudzał pana swoimi domysłami i teoriami na temat epokowego odkrycia, którym bez wątpienia jest Arka Przymierza, lecz opiszę w miarę swych możliwości czego wtedy doświadczyłem, ograniczając się tylko do tych wspomnień, które najgłębiej zapadły mi w pamięć:

W jednej chwili znalazłem się w samym środku jakiejś zaciętej bitwy, którą staczali wojownicy w lekkich zbrojach, walcząc na białą broń konno i pieszo, pośród wzgórz pustynnego terenu, a z góry prażyło oślepiające słońce. Szczęk broni, głośne okrzyki walczących i rżenie koni, mieszało się z przejmującymi jękami rannych i zabijanych. Trwało to tylko chwilę, by zmienić się zaraz w obraz innej bitwy z inaczej uzbrojonymi wojownikami, z udziałem rydwanów i słoni i innym krajobrazem w tle. Nie nadążałem śledzić szczegółów, tak szybko to się zmieniało. Krew się lała obficie, przerażający wrzask i głośny harmider tych bitew świdrował mi w uszach, a ostry zapach końskiego potu i krwi przyprawiał mnie o mdłości.

Czyżby tak miała wyglądać cała historia arki?! To o nią walczono tak zawzięcie, czy tylko wykorzystywano ją w bitwach, jako siejący postrach tajemniczy przedmiot? Gdzie też ona nie była? Już faraoni korzystali z jej straszliwej legendy, ale też Babilończycy, Sumerowie, Etruskowie, Olmekowie i wiele innych ludów, którzy zapewne siłą ją zdobywali, nie podejrzewając jej prawdziwego przeznaczenia i możliwości. Nie mogłem już patrzeć na ten krwawy i bezlitosny aspekt historii arki; wszyscy ją chcieli mieć dla siebie, aby wykorzystywać ją przeciwko innym. Zamknąłem oczy, starając się nie słyszeć i czuć tego, co się wokół mnie działo.


1 2 3 Dalej..
 Zobacz komentarze (4)..   


« Powiastki fantastyczno-teolog.   (Publikacja: 14-08-2013 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Lucjan Ferus
Autor opowiadań fantastyczno-teologicznych. Na stałe mieszka w małej podłódzkiej miejscowości. Zawód: artysta rękodzielnik w zakresie rzeźbiarstwa w drewnie (snycerstwo).

 Liczba tekstów na portalu: 130  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Słabość ateizmu
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 9188 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365