Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
154.045.566 wizyt
Ponad 1061 autorów napisało dla nas 7298 tekstów. Zajęłyby one 28799 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Co z Brexitem?
będzie drugie referendum
będzie początkiem końca UE
zyska na nim Wielka Brytania
ostatecznie wzmocni UE
dużo hałasu o nic
  

Oddano 2727 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Wiedza nie ma właściciela.
 Kościół i Katolicyzm » Doktryna, wierzenia, nauczanie

Lekcja historii – lekcją religioznawstwa
Autor tekstu:

Zdarzyło się krakowskiemu księdzu wmieszać się publicznie do spraw wierności małżeńskiej polskiego króla, zdarzyło się więc, że król księdza utopił w Wiśle. W ramach pokuty postawił kościół w Wiślicy, a w nim umieścił największe cudo: Matkę Boską Uśmiechniętą: Maryję z cynicznym uśmieszkiem, nie mniej zagadkowym niż u Mona Lisy.  

Historia Polski daje świetną lekcję religioznawstwa: zawiera instrukcję obsługi religii. W Polsce za Kazimierza Wielkiego zaczęto skutecznie kontrolować wpływy religii. Jeszcze w XIII w. otwarcie walczono z kościołem — zarówno Piastowie, jak i Piastówny. Konrad Mazowiecki skazał na śmierć ks. Jana Czaplę w 1239 i nakazał powiesić go naprzeciw katedry płockiej. Kiedy dominikanie samowolnie pochowali księdza, księżna Agafia osobiście miała nakazać wykopanie go z powrotem i zawieszenie tym razem w katedrze. Klątwą i krzyżakami książę został jednak zmuszony do pokuty.

Kazimierz Wielki zaakceptował hymn Polski nawiązujący do zabicia biskupa Stanisława przez króla, lecz kiedy kaznodzieja katedry krakowskiej Marcin Baryczka postanowił pouczać go o moralności — na drugi dzień został utopiony w Wiśle (13 grudnia 1349). Kościół nie odważył się iść na wojnę i wynosić topielca na ołtarze. Kiedy postawiono mu w następnym wieku pomnik przy kościele — został zburzony. Dopiero w XVII w., gdy podjęto próbę rozkręcenia kultu, pojawiły się opowieści o cudach. Mimo to kult nie chwycił. Zbyt mocny kult otaczał Kazimierza.

Nepomuk z LubawkiKościół jednak nie odpuścił i wprowadził go bez odniesień do Kazimierza Wielkiego: wymyślono Jana z Pomuka, urodzonego około roku śmierci Baryczki. Wymyślony święty dostał podretuszowaną legendę Baryczki: za nieujawnienie tajemnicy spowiedzi królowej Zofii Bawarskiej, kapłan miał być torturowany i utopiony w Wełtawie przez króla czeskiego Wacława.

Konflikt Kazimierza Wielkiego z krakowskim klerem był wówczas nieco inny: to królowi kler wytykał nierząd zarzucając niewierność Adelajdzie Heskiej, która nie dała królowi potomstwa. Próba rozegrania króla sprawami małżeńskimi była pomysłem nowego biskupa krakowskiego Jana Bodzanty, którego z kolei król nie uznawał, ponieważ wyhandlował sobie biskupstwo krakowskie w Awinionie ignorując prawa wyborcze kapituły krakowskiej. Jednym z głównych problemów Kazimierza Wielkiego byli dwaj biskupi krakowscy: Jan Grot i Jan Bodzanty. Ten pierwszy torpedujac pokojową politykę króla wobec Krzyżaków. Ten drugi bezprawnym objęciem posady biskupa z pominięciem głoku kapituły i króla. Kiedy krakowski ksiądz Baryczka ogłosił nierząd króla, odpowiedź na taką bezczelność była ostra i wielebny wylądował w Wiśle. Biskup wyklął króla, lecz zdjęcie klątwy załatwił w Awinionie arcybiskup gnieźnieński, Jarosław Bogoria.

W rekompensacie król zobowiązał się ufundować kościół w Wiślicy, co też uczynił w 1350. Jednocześnie zakpił sobie z krakowskiego kleru, umieszczając w nim tzw. Matkę Bożą Uśmiechniętą, zwaną Madonną Łokietkową: Maryję z cynicznym uśmieszkiem, nie mniej zagadkowym niż u Mona Lisy (mona to w dialekcie toskańskim odpowiednik madonny). Maryja jakby łechtała nóżkę Jezusa, a ten paluszkami zdaje się sugerować victorię. Według legendy przy Madonnie miał modlić się Łokietek o zwycięstwo, słowami: Monstra te esse Matrem (Okaż się Matką), na co Maryja miała mu odpowiedzieć: Idź i zwyciężaj.

Dzieciątko z Jabłkiem to zapewne alegoryczne przedstawienie Kazimierza Wielkiego. W jego lewej ręce to symbol jabłka królewskiego. Nienaturalna pozycja prawej ręki przypomina z jednej strony znak zwycięstwa, a z drugiej — berła królewskiego. Madonna to prawdopodobnie metafora Matki Kościoła. Cały zaś spór z biskupem przedstawia łaskotanie stopy Dzieciątka. Podobne przedstawienie Kazimierza znajdujemy na jego pieczęci majestatycznej: król w podobnych szatach siedzi na budynku kościoła, trzymając jabłko i berło.



Źródło: kresowastajnia.pl


Dalszy ciąg tragikomicznej historii dopisał Jan Długosz. Ponieważ Uśmiechnięta Madonna przypisana została Łokietkowi, więc w Dziejach Polski przypisał temu królowi, że: „uciskał kościoły Boże i jego sługi (...), bezcześcił niewiasty i szlachetnie urodzone dziewczęta". Z oskarżenia o zdradę królewską zrobił farsę, tyle że przypisaną Jagielle, za którym nie przepadał. Wymyślił otóż proces wytoczony w Wiślicy podstolemu krakowskiemu Gniewoszowi z Dalewic przez królową Jadwigę w 1389. Proces zakończył się szczęśliwie: „Zaraz więc Gniewosz musiał schyliwszy grzbiet, wleźć pod ławę, a po jawnym zeznaniu, iż fałszem było i niegodziwą potwarzą, co przeciwko królowej Jadwidze nakłamał, głośno zaszczekał. Tak surowym wyrokiem ocalono sławę i niewinność królowej Jadwigi". Do dziś powtarza się naiwnie tę historyjkę biorąc ją za prawdziwy opis wydarzeń, forsując przy okazji pogląd istnienia „kary odszczekania" w staropolskim prawie karnym. Inni z kolei wytykają Długoszowi konfabulacje. Jest to tymczasem wyrafinowane nawiązanie do historii Bodzanty i Baryczki, ale Gniewosz, Jagiełło i Jadwiga nie są tutaj przypadkowi. Gniewosz był bowiem bohaterem historii pokazującej jednocześnie diametralnie odmienne od Kazimierza Wielkiego podejście Jagiełły do kwestii kontroli państwa nad Kościołem. Gniewosz może popadł w jakiś spór z Kościołem, w każdym razie w 1414 Jagiełło odkupił od niego Dalewice za 1200 grzywien wraz z prawem patronatu dla lokalnego kościoła, po czym przekazał to psałterzystom katedry wawelskiej ustanowionym przez Jadwigę. Jagiełło tutaj nie tylko przekazuje rycerskie ziemie kościołowi, ale i pozbywa się wpływu na obsadę personalną kościoła, co za czasów Kazimierza było fundamentem kontroli nad Kościołem.

Długosz zbyt pochopnie bywa krytykowany. Wszystko wskazuje na to, że był to duchowy potomek czasów kazimierzowskich. Część grzeszków Kaimierza przerzuca na Jagiełłę, część na Łokietka, Kazimierza darzy największym szacunkiem. Sam stawia na gospodarkę, jak i wielki król. Długosz był podówczas jednym z najbardziej innowacyjnych przedsiębiorców, tworzył też inwestycje użyteczności publicznej, fundując zwłaszcza internaty dla biednych studentów. W 1464 nad wejściem do kolegiaty wiślickiej dodał płaskorzeźbę przedstawiającą klęczącego przed Maryją Kazimierza Wielkiego, którego od tyłu posuwa na Maryję bp Bodzanta.

Kościół nie wypromował Baryczki na świętego. Za to tłumy waliły od początku do Sanktuarium Madonny Łokietkowej. Wykorzystano tę popularność. To zapewne od Madonny Uśmiechnietej, która trzyma równie kłopotliwe Dziecię z Jabłkiem, wziął się późniejszy zwyczaj kościelny koronowania obrazów i figur maryjnych. Od XVII wieku powstają w całym kraju sanktuaria z obrazami Maryi i Dzieciątka wzorowanymi na Uśmiechniętej, lecz bez uśmiechu. Motyw łechtania Dzieciątka w stopę przewija się często w polskich sanktuariach maryjnych, podobnie jak ręka Dziaciątka z literą V. Od czasów Oświecenia dochodzi do tego koronowanie obrazów. Nawiązując do tego, że Dzieciątku Uśmiechniętej brak trzeciego insygnia królewskiego: uruchomiono ów zwyczaj — przy czym korony otrzymują zarówno Dzieciątko, jak i Maryja: państwo i kościół. Uśmiechnięta Madonna została uroczyście ukoronowana prze Karola Wojtyłę w Tysiąclecie Państwa  Polskiego. Ciekawy przykład to Pani Gniezna — Dzieciątko jest dziewczynką, a Matka zasmucona, również ma palce złożone w literę V, lecz skierowane w dół. Tutaj jednak następuje zamiana ról: to Matka wydaje się reprezentować Polskę (państwowy emblemat w koronie), podczas gdy zwycięskie Dziecko — Kościół (psałterz).

Kanonizacja Nepomucena okazała się w Polsce triumfem kpiarstwa z religii. Szybko przyjęło się bowiem, że tajemnicą nepomuceńską był romans królowej. A jego postać stała się sacrohitem: nepomuki, jak zwie się u nas figurki świętego, zawojowały polskie kapliczki. Są one często śmiesznymi świątkami ludowymi, często też z palcem przyłożonym do ust, podkreślając tym samym doniosłość trzymania języka za zębami: ku pouczeniu innych Baryczków.


Fontanna z Nepomukiem przy kościele św. Kantego na Słowenii, 1911-1913

Nepomuk z Tokaju
1. Nepomuk z Tokaju

W XVIII wieku pojawiła się opowieść o tym jak dokonano ekshumacji trumny świętego i okazało się, że dumnie prężył się tylko jęzor świętego, który stracił. Organizowano Święta Pokazywania Języka, nie tylko z eksponowaniem wielkiego jęzora, ale i z zawodami w pokazywaniu języka.

Nie warto więc zbyt poważnie brać wszystkich wierzeń. Trawestując: w Polsce od średniowiecza potrafiono zdrowo kpić z dewocji religijnej i mieć wobec religii taki dystans, jaki nie bardzo się śnił francuskim filozofom[ 1 ]

O tym, że dystans był ugruntowany świadczą wojny husyckie. Dziś oczywiście opowiada się krzepiące historyjki o tym, jak Polacy zaangażowali się w wojnę po stronie uciskanych przeciwko papistom. Rzeczywistość była mniej wzniosła, ale pokazała, że religii nie traktuje się wówczas nazbyt poważnie. Po 1427 pojawiło się przy południowych granicach całe rzesze zainteresowanych misjonarstwem husyckim: tyle że nie Czechów a Polaków, którzy w imię Husa urządzali rajdy na cesarskie ośrodki handlowe wybudowane blisko polskiej granicy. Jagielle wypady się spodobały, gdyż w 1432 zawarł układ z radykalnym skrzydłem husytów o zorganizowanie wspólnego ataku „przeciwko całej nacji niemieckiej" i pociągnął ich aż na Gdańsk.

Mitem jest rzekomo ciemne polskie średniowiecze. Polacy byli jednymi z pierwszych, którzy na poziomie społecznym dali instrukcję obsługi religii: maksymalna tolerancja nie miała nic wspólnego z ukochaniem różnorodności religii, lecz z dystansem do wszystkich. I była Polska generalnie państwem bez stosów. Niemcy podają, że wygubiono na Śląsku kilkadziesiąt tysięcy czarownic. W historii Legnicy udało się tymczasem odnaleźć procesy przeciwko trzem czarownicom, lecz żadnej nie spalono. Na jednej z rozpraw: dwie panie i jeden pan, czarownice przyznały nawet, że czasami wylecą gdzieś na miotle, lecz nie mają złych zamiarów, w końcu zaczęły się kłócić o swoje zdolności, aż się pobiły. Sąd orzekł wygnanie jednej z miasta. Druga widać była niegroźna.

 Dodaj komentarz do strony..   Zobacz komentarze (25)..   


 Przypisy:
[ 1 ] Od XVII i XVIII w. kult maryjny w Polsce i nepomukowy w Czechach przyoblekają się w nowe quasirelijgne role.

« Doktryna, wierzenia, nauczanie   (Publikacja: 29-09-2013 Ostatnia zmiana: 02-10-2013)

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Mariusz Agnosiewicz
Redaktor naczelny Racjonalisty, założyciel PSR, prezes Fundacji Wolnej Myśli. Autor książek Kościół a faszyzm (2009), Heretyckie dziedzictwo Europy (2011), trylogii Kryminalne dzieje papiestwa: Tom I (2011), Tom II (2012), Zapomniane dzieje Polski (2014).
 Strona www autora

 Liczba tekstów na portalu: 932  Pokaż inne teksty autora
 Liczba tłumaczeń: 3  Pokaż tłumaczenia autora
 Najnowszy tekst autora: 50 ciekawostek o Europie
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 9307 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365