 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
| Napisano | Autor | Tytuł | | 31-03-2013 22:54 | Małyska (6054 punktów) | Maska opadła
22 na 22 | Polscy biskupi rozpoczęli kolejną ofensywę. Tym razem z niezwykłą żarliwością starają się tłumaczyć, niewygodne dla siebie, wypowiedzi nowego papieża. Nie wiedzą jak wybrnąć ze stwierdzenia o "biednym kościele dla biednych". Wiją się jak piskorze i kombinują jak przetłumaczyć papieski język na ten zrozumiały dla wiernych. Tej "mission impossible" podjął się sekretarz Episkopatu bp Wojciech Polak. "Nauczanie papieskie zawsze stanowi drogowskaz i linię przewodnią dla pracy duszpasterskiej Kościoła w Polsce. Tak było w czasie pontyfikatów poprzednich papieży. Czytamy encykliki papieskie i inne dokumenty, słuchamy homilii, są one inspiracją do podejmowanych działań" - powiedział PAP bp Polak. Dodał także: "Kościół zawsze i w każdym czasie jest wzywany do tego, by być solidarnym z ludźmi ubogimi. Trzeba jednak pamiętać, że Kościół nie jest jedną z wielu organizacji charytatywnych, ale to wspólnota, która przede wszystkim głosi zbawienie ludziom ubogim. Oczywiście, Kościół jest wezwany do niesienia konkretnej pomocy, ale przede wszystkim do głoszenia Ewangelii. Tak więc nie chodzi tylko o zaspokajanie materialnych potrzeb człowieka, bo to robią różne organizacje, niejednokrotnie lepiej niż Kościół".wyborcza.p(*)Polski_Episkopat__Kosciol.htmlBardzo dziękuję panu biskupowi za to oświadczenie. Zrozumiałem , że w zasadzie biskupom wystarczy lektura papieskich homilii i encyklik. Życzę więc miłej lektury. Skoro kościół nie jest organizacją charytatywną to czas go opodatkować jak każdego zwykłego obywatela. Podatnicy też nie są organizacją charytatywną i nie powinni ze swoich podatków fundować biskupom pałaców, limuzyn, wykwintnych trunków i służby. Czcigodni kapłani i kościół są po to by tylko brać i utrzymywać w posłuszeństwie naiwne owieczki, w zamian za obietnice zbawienia! Maska opadła. Polscy biskupi po raz kolejny pokazali hipokryzję i prawdziwą twarz kościoła. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 Dalej..#166 6 na 6 | MarcinK (9189 punktów) | Odp: Maska opadła |
> Nikt nie powiedział, że trzeba brać całość przekazu biblijnego dosłownie. Stary Testament jest dostosowany do poziomu starożytnych Żydów. To także dyktuje mi rozum.Jak niedosłownie go interpretujesz? Biblia jest dość jednoznaczna w tej materii - był w końcu ten potop czy go nie było? Niejaki Jezus zmarł na krzyżu czy nie? Też kwestia interpretacji? > Mieszasz katolicyzm z fanatycznym protestantyzmem (Ussher), z którym nie mam nic wspólnego. Nie odpowiadam za pomysłowe obliczenia bpa Usshera.Całkiem logicznie do tego doszedł. Jaki, wg Ciebie, jest wiek Ziemi/wszechświata? |
| Elasp (6859 punktów) | Odp: Maska opadła |
> Jak niedosłownie go interpretujesz? Biblia jest dość jednoznaczna w tej materii - był w końcu ten potop czy go nie było? Niejaki Jezus zmarł na krzyżu czy nie? Też kwestia interpretacji? Starożytne opisy świata są bardzo nieprecyzyjne i trzeba to wziąć pod uwagę. > > Mieszasz katolicyzm z fanatycznym protestantyzmem (Ussher), z którym nie mam nic wspólnego. Nie odpowiadam za pomysłowe obliczenia bpa Usshera. >Całkiem logicznie do tego doszedł. Jaki, wg Ciebie, jest wiek Ziemi/wszechświata? Jak każdy katolik jestem zwolennikiem poznania naukowego i zdaję się w tym względzie na naukę. Natomiast błąd, jaki popełniasz, polega na anachronizmie, na przykładaniu współczesnej miary do głosów z przeszłości. Równie dobrze można by powiedzieć, że jesteśmy geniuszami, skoro mamy komputery, a Rzymianie byli idiotami, skoro mieli tylko liczydła. Nie chcę nikogo urazić, ale liczba zupełnie wypaczonych i niedorzecznych argumentów pojawiających się na "Racjonaliście" sugerowałaby zmianę nazwy tego portalu na "Irracjonalista". |
#168 9 na 9 | MarcinK (9189 punktów) | Odp: Maska opadła |
> Starożytne opisy świata są bardzo nieprecyzyjne i trzeba to wziąć pod uwagę.Czyli tą biblię tak w całości do kosza wyrzucić można? Jakie są kryteria interpretacji? Czy tego dzieła aby ponadczasowy bóg nie podyktował czy tam natchnął pisarzy? > Jak każdy katolik jestem zwolennikiem poznania naukowego i zdaję się w tym względzie na naukę.Nawet jak Ci to poznanie wykazuje ewidentne bzdety składowych Twoich wierzeń? > Natomiast błąd, jaki popełniasz, polega na anachronizmie, na przykładaniu współczesnej miary do głosów z przeszłości. Równie dobrze można by powiedzieć, że jesteśmy geniuszami, skoro mamy komputery, a Rzymianie byli idiotami, skoro mieli tylko liczydła.Biblia jest anachronizmem? > Nie chcę nikogo urazić, ale liczba zupełnie wypaczonych i niedorzecznych argumentów pojawiających się na "Racjonaliście" sugerowałaby zmianę nazwy tego portalu na "Irracjonalista".Domaganie się poważnego traktowania "słowa bożego" przez jego wyznawców jest irracjonalizmem? |
#169 2 na 2 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) | Odp: Maska opadła |
> Nikt nie powiedział, że trzeba brać całość przekazu biblijnego dosłownie.A jest gdzies instrukcja, ktora jasno wyznacza gdzie jest doslownosc a gdzie metafora? > Stary Testament jest dostosowany do poziomu starożytnych Żydów.A Nowy? |
#170 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | Odp: Maska opadła | . > >>>A modyfikuj Pan sobie do woli (ta podana przeze mnie to cytat), choć może najpierw warto przyjrzeć się próbom zdefiniowania przez innych uczonych. Na przykład może być taka: Hipoteza (gr. hypóthesis - przypuszczenie) - osąd, który podlega weryfikacji lub falsyfikacji. Zdanie, które stwierdza spodziewaną relację między jakimiś zjawiskami, propozycja twierdzenia naukowego, które zakłada możliwą lub oczekiwaną w danym kontekście sytuacyjnym naturę związku. Stawianie i testowanie hipotez to jeden z podstawowych procesów twórczego myślenia oraz fundamentalny element procesu tworzenia nauki.pl.wikipedia.org/wiki/Hipoteza> Na przykład może być też uzupełniona następującym zdaniem:> Hipoteza, która nie daje możliwości swojej weryfikacji (hipoteza niepodważalna) jest naukowo bezwartościowa> cs.wikipedia.org/wiki/HypotĂŠzaMoże, znam różne próby zdefiniowania czym jest hipoteza. W haśle Wikipedii, do którego Pan się odwołuje jest napisane (po polsku, czeskiego nie znam): Testowanie (weryfikacja lub falsyfikacja) hipotezy polega na wykonaniu doświadczeń sprawdzających efekty przewidywane przez tę hipotezę. Weryfikacja lub falsyfikacja nie jest jednoznacznie możliwa dla zjawisk: w przypadku braku odzwierciedlenia przewidywania w mierzalnym parametrze zjawiska; testowanie (weryfikacja lub falsyfikacja) hipotez empirycznych, sformułowanych jako zdanie ogólne nie jest jednoznacznie możliwa (wynika to z istoty dowodu indukcyjnego)W problemie falsyfikacjipolecam rozważania Poppera, choć warto sięgnąć i do jego krytyków. PS. Mnie się podoba co napisał na ten temat pan Marcinlet: 1. Falsyfikacja jakiejś tezy jest tym samym, co weryfikacja tezy jej przeczącej. Np. sfalsyfikowanie tezy "wszystkie kruki są czarne" to pozytywna weryfikacja tezy "istnieje conajmniej jeden kruk nieczarny". Nigdy też nie mamy pewności czy nie wyczerpaliśmy wszystkich sposobów falsyfikacji i czy same jej procedury zostały wykonane prawidłowo. Tym samym żadna teoria nie może zostać w 100 % sfalsyfikowana. W nauce nie ma próżni, jeśli nie ma widoków na nową dobrą teorię to nie ma sensu bawić się w falsyfikowanie starej i marnować czas oraz pieniądze ale trzeba ją rozwijać. Żadna teoria, bez względu na to, ile faktów by jej przeczyło - nie zostaje odrzucona, dopóki nie ma lepszej; w nauce nie ma nigdy "bezkrólewia". Falsyfikacja teorii A nie oznacza wymyślenia teorii B ale tylko pozbycie się teorii A i pozostanie z ręką w nocniku. Do wymyślenia teorii B trzeba pomysłu, inwencji, intuicji, odmiennego spojrzenia na jakiś problem.
Nie można sfalsyfikować wszystkich hipotez bo jest ich za dużo. Nie ma też sensu oczywiście falsyfikowanie takich tez jak np. "Księżyc jest zbudowany z sera". Hipotezy nie są testowane w izolacji. Są też tzw. "warunki towarzyszące": szeroki kontekst teoretyczny, warunki w jakich się przeprowadza badanie, działanie przyrządów pomiarowych, które samo się opiera na jakiejś teorii itd. Nie wiemy więc czy jeśli hipoteza została obalona to rzeczywiście tak się zdarzyło czy też może był jakiś problem z czynnikami pozametodologicznymi.
2. Nauka doskonale sobie radzi bez żadnych odgórnych, sztucznych zasad. Oczywiście jakieś procedury badawcze muszą być, ale tworzą się one spontanicznie w społeczności naukowej. Ale zawsze będą istniały jakieś czynniki pozametodologiczne.Mnie zdecydowanie bardziej przekonywuje nauka niż filozofia. Nawet filozofia nauki. Pozdrawiam. @@@ . |
#171 2 na 4 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | Odp: Maska opadła | . > Jak każdy katolik jestem zwolennikiem poznania naukowego i zdaję się w tym względzie na naukę.Jak to zauważył już w XVII wieku wspaniały chrześcijanin i wielki uczony Blaise Pascal: "Papież nienawidzi uczonych i lęka się ich, albowiem nie podlegają mu na mocy ślubowania"www.racjon(*).php/z,0/d,12/s,508046#w513625Warto tu zapoznać się z historią stosunku Kościoła do nauki napisaną przez katolickiego historyka: Georges Minois - KOŚCIÓŁ I NAUKA. DZIEJE PEWNEGO NIEPOROZUMIENIA. OD AUGUSTYNA DO GALILEUSZA
Pierwszy tom omawianej pracy obejmuje, jak wspomniano, okres od czasów św. Pawła do Galileusza. Okres ten został podzielony przez Autora na trzy części. Pierwsza obejmuje pięć pierwszych stuleci, druga - czas od piątego do końca trzynastego wieku, wreszcie trzecia - od czternastego do siedemnastego stulecia. Cechą charakterystyczną pierwszego wymienionego tu okresu była konfrontacja chrześcijaństwa z nauką greckorzymską. Spektakularnym wydarzeniem, wyraźnie pokazującym tę konfrontację, była wspomniana już mowa św. Pawła na Areopagu, zakończona uwagą słuchaczy: "posłuchamy cię innym razem". Okres ten można określić jako stopniowe przechodzenie Kościoła od postawy nieufności wobec nauki greckorzymskiej, poprzez ostrożny z nią dialog, aż do sięgnięcia po elementy tej nauki w celu wyrażenia własnej doktryny, co się dokonało np. na soborze w Nicei. Chrześcijaństwo ostatecznie otwarło się na świat kultury greckorzymskiej a nie na rozmaite religie mitologiczne. Pierwsze pokolenia chrześcijan wykazywały znaczną predylekcję do platonizmu, co zostało mocno potwierdzone autorytetem św. Augustyna. Ten Ojciec Kościoła, zdaniem Minois, najbardziej przyczynił się do pojednania Kościoła z nauką, aczkolwiek dokonało się to w okresie (V w.), w którym nauka starożytna utraciła już wiele ze swej świetności (t. 1, s. 114). Drugi wymieniony okres obejmuje stulecia od piątego do trzynastego (w tytule tej części chyba omyłkowo zaznaczono jako datę graniczną wiek dwunasty - zob. t. 1, s. 117). Jest to, zdaniem Autora, czas poszukiwania syntezy wiedzy i wiary przez takich myślicieli, jak: Boecjusz, Beda Czcigodny, Izydor z Sewilli, Jan Szkot Eriugena. Około dziesiątego wieku Minois rejestruje narastąjące pragnienie nauki w Kościele, do czego przyczynił się z znacznej mierze pontyfikat papieża Sylwestra II, matematyka i astronoma, dobrze zorientowanego w ówczesnym stanie wiedzy. W jedenastym i dwunastym wieku, zdaniem Autora, możemy zauważyć swego rodzaju przymierze Kościoła z nauką, czego przykładem mogła być słynna szkoła z Chartres, ale i narastający prąd antynaukowy, na czele którego stanął św. Bernard (t. 1, s. 177-179). Wreszcie, w trzynastym wieku nastąpiła recepcja myśli Arystotelesa i innych filozofów starożytnych. Działalność Roberta Grosseteste'a, Rogera Bacona, Alberta Wielkiego, Tomasza z Akwinu i innych świadczy o tym, że Kościół przywiązywał dużą wagę do nauki, choć zdarzyła się (w 1277 r.) ingerencja, w której po raz pierwszy Kościół (nieskutecznie zresztą) usiłował zagrodzić drogę rozwojowi konkretnego systemu myślowego (arystotelizmowi). Ostatni okres omówiony przez Autora w pierwszym tomie to stulecia: od czternastego do siedemnastego. Był to okres bardzo brzemienny w wydarzenia zarówno dla nauki, jak i dla chrześcijaństwa. W dziedzinie kosmologii dojrzewały bowiem idee, które zaowocowały rewolucją heliocentryczną Kopernika. Okres renesansu sprzyjał prowadzeniu działań naukowych. Naukę popierali, a nawet patronowali jej rozwojowi, papieże humaniści, np. Mikołaj V (1447- -1455), Kalikst III (1455-1458) czy Paweł II (1464- -1471) i inni. Czas reformacji i kontrreformacji wpłynął "dramatycznie" na zmianę postawy Kościoła wobec nauki. Symbolem tej nowej postawy było spalenie Giordana Bruna (t. 1, s. 303-304). Zbliżał się czas konfrontacji rodzących się nauk empirycznych i doktryny chrześcijańskiej bazującej na dosłownym rozumieniu Pisma Świętego. Konfrontacja ta znalazła finał w przysłowiowej już "sprawie Galileusza". Autor poświęcił jej omówieniu sporo miejsca (t. 1, s. 335-374) nie tylko przedstawiając fakty i komentarze, ale echa "sprawy" sięgające aż naszych czasów. Istotą tej sprawy, zdaniem Minois, było potępienie aktem władzy kościelnej nie herezji teologicznej, lecz prawdy naukowej, której oczywistość wkrótce została uznana przez wszystkich (t. 1, s. 336). W ten sposób, jak ocenił Autor, doszło do rozłamu między Kościołem a nauką, którego skutki trwają do dnia dzisiejszego (t. 1, s. 371). CDN@@@ . |
#172 3 na 5 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | Odp: Maska opadła | . Ciąg dalszy:> Jak każdy katolik jestem zwolennikiem poznania naukowego i zdaję się w tym względzie na naukę. Georges Minois - KOŚCIÓŁ I NAUKA. DZIEJE PEWNEGO NIEPOROZUMIENIA. OD GALILEUSZA DO JANA PAWŁA II
Drugi tom dzieła Minois poświęcony jest omówieniu relacji Kościoła i nauki w czasach "od Galileusza do Jana Pawła II". Nawiązując do zakończenia pierwszego tomu, Autor już we wstępie do tomu drugiego wyraził przekonanie, że "nad całym tym okresem unosi się duch Galileusza" (t. 2, s. 9). Omawiany okres i tym razem został podzielony na trzy części, które Autor zatytułował, używając metaforyki wojennej, kolejno: Pierwsze potyczki: XVII-XVIII wiek (t. 2, s. 13-166), Wojna: XIX wiek - początek XX (t. 2, s. 167-314), Ku dialogowi? Od Piusa XI do Jana Pawła II (t. 2, s. 315-432). W siedmenastym wieku wystąpiły dwa główne kryzysy, które zaciążyły na relacji Kościoła do nauki: był to kryzys nauki arystotelesowskiej wywołany powstaniem nowożytnej fizyki i kryzys dosłownego rozumienia Pisma Świętego, wywołany rozwojem egzegezy (t. 2, s. 17). Zdaniem Minois, Kościół w obu przypadkach (nauki nowożytnej i egzegezy) zastosował potępienia, co miało spowodować, że dziedziny te zaczęły się rozwijać poza Kościołem katolickim, a nawet w opozycji do niego. Autor na wielu stronach dowodzi, że środowiska protestanckie wytwarzały dla obu dziedzin znacznie korzystniejszy klimat niż środowiska katolickie (t. 2, s. 65-107). Wiek osiemnasty został określony w omawianej pracy jako wiek narastającej defensywy Kościoła, związanej z nowymi odkryciami naukowymi. Najbardziej dramatycznie przestawione zostały dzieje relacji Kościoła i nauki w części drugiej, obejmującej swym zakresem wiek dziewiętnasty i początek dwudziestego. Autor rozpoczął tę część od krytycznych uwag skierowanych pod adresem szkolnictwa kościelnego z początku dziewiętnastego wieku, mówiąc nawet o "wygnaniu nauki z seminariów" (t. 2, s. 175). Apologetyka kościelna była wówczas nadbudowana na krytyce nauki. Wielki kryzys w środowiskach kościelnych wywołała rewolucja darwinowska. Reakcje Kościoła na darwinizm były bądź dyscyplinarne (zakazy), bądź emocjonalne, co z kolei wzmagało wystąpienia antykościelne i antyklerykalne (t. 2, s. 208-213). Nauka kościelna koncentrowała się na apologetyce. Znamiennymi dokumentami, ilustrującymi nieufność Kościoła do nauki, były: encyklika Quanta cura i Syllabus z 1864 r. Lata 1880-1914, według oceny Minois, były najtrudniejsze w relacjach Kościoła i nauki. Kościół z jednej strony (zwłaszcza po Soborze Watykańskim I) deklarował zgodność wiary z rozumem, z drugiej - nie ufał nowym odkryciom naukowym i technicznym, nie mogąc się wyzwolić z arystotelesowskiej koncepcji nauki i literalnego rozumienia Pisma Świętego (t. 2, s. 275-277). Zmiany tego stanowiska obserwuje Minois w Kościele począwszy od pontyfikatu Benedykta XV (1914-1922) i Piusa XI (1922-1939), założyciela Papieskiej Akademii Nauk (1926). Duże zainteresowania dla nauk przyrodniczych okazywał papież Pius XII (1939-1957). Wydana w 1950 r. jego encyklika Humani generis umożliwiała, przynajmniej częściową, recepcję darwinizmu. Wielkie zasługi dla pojednania świata nauki i Kościoła miał P. Teilhard de Chardin (t, 2, s. 341-349). Otwarcie Kościoła posoborowego na świat kultury, konstytucja Gaudium et spes, inicjatywy i częste spotkania Jana Pawła II z naukowcami, wyrażenie przez niego ubolewania z powodu sprawy Galileusza, itd. - to niektóre tylko inicjatywy Kościoła, które pozwoliły Autorowi w zakończeniu pracy wyrazić nadzieję, że Kościół podejmie w przyszłości owocniejszą współpracę z nauką (t. 2, s. 432).> Natomiast błąd, jaki popełniasz, polega na anachronizmie, na przykładaniu współczesnej miary do głosów z przeszłości.Twierdzi to ten, który przez cały czas bezkrytycznie do głosów z przeszłości się odwołuje. > Równie dobrze można by powiedzieć, że jesteśmy geniuszami, skoro mamy komputery, a Rzymianie byli idiotami, skoro mieli tylko liczydła.Równie dobrze można by powiedzieć, że jesteśmy idiotami, skoro mamy ogromny dorobek gigantów myśli i różne technologiczne ułatwienia jak informatyka i nie potrafimy z nich krytycznie korzystać. > Nie chcę nikogo urazić, ale liczba zupełnie wypaczonych i niedorzecznych argumentów pojawiających się na "Racjonaliście" sugerowałaby zmianę nazwy tego portalu na "Irracjonalista".Każdy idiota ma osobiste prawo do wydawania sądów, tylko czy ze zdaniem każdego idioty należy się zaraz liczyć? Szanujemy tu wolność wypowiedzi i różnorodność poglądów, a do poglądów należą i osądy, ale aby poważnie można było liczyć się z forumowiczem, to musi on się jakimś minimalnym poziomem intelektualnym i kulturalnym tu jednak wykazać. Cóż tego, że jakiś mocno ograniczony intelektualnie w stanie psychozy fideista tu wpadnie i zacznie bzdury wypisywać, to otwarte forum narażone na takie wejścia. Czy on jest w stanie kogokolwiek urazić? Moim zdaniem - nie! Natomiast osobiście byłoby mi bardzo przykro, gdyby kompetentny interlokutor wykazał mi moją głupotę, przy której "szedłbym w zaparte", a najbardziej, gdyby wykazano mi kłamstwo manipulacje, nierzetelność. Pan zgodnie z katolicką moralnością oskarża (a wręcz opluwa) wszystkich "innych" - nie podzielających z nim jego głupich poglądów. Natomiast nie stosuje podobnej miary do siebie. Panu wolno wyrywać zdania z kontekstu, nie podawać źródeł, manipulować tekstami innych, kręcić, mataczyć, w żywe oczy kłamać. Wiem, że właśnie taka jest większość katolików, a szczególnie wśród kleru taka mentalność występuje, ale na szczęście nie wszystkich ona dotyczy. Byli i są wśród nich ludzie mądrzy i przyzwoici. Mniejszość, ale są. @@@ . |
| Elasp (6859 punktów) | Odp: Maska opadła |
Proszę zwrócić się z tymi pytaniami do teologów. Od tego jest właśnie teologia. Nie mam nic wspólnego z teologią. > Nawet jak Ci to poznanie wykazuje ewidentne bzdety składowych Twoich wierzeń? Nauka mówi, że zwierzęta zabijają się dla przetrwania, w walce o byt. Tak jest zbudowana przyroda, której cząstkę stanowimy i my, ludzie. Dlaczego więc uznajesz jako regułę "nie zabijaj", ba, nawet kładziesz ją u podstaw kodeksu karnego? Czy nauka nie "wykazuje ewidentne bzdety składowych Twoich wierzeń"? Proszę o konkretną odpowiedz. |
#174 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | Odp: Maska opadła | |
#175 3 na 3 | MarcinK (9189 punktów) | Odp: Maska opadła | > Proszę zwrócić się z tymi pytaniami do teologów. Od tego jest właśnie teologia. Nie mam nic wspólnego z teologią.Teologia jest od odpowiedzi na pytania, które może sobie zadać średnio rozgarnięty gimnazjalista? Wiesz Ty w ogóle w co wierzysz? Ta biblia to podstawa doktryny katolickiej czy też mitologia hebrajskich pasterzy kóz? Potrafisz na to pytanie odpowiedzieć czy potrzebujesz teologa? > Nauka mówi, że zwierzęta zabijają się dla przetrwania, w walce o byt. Tak jest zbudowana przyroda, której cząstkę stanowimy i my, ludzie. Dlaczego więc uznajesz jako regułę "nie zabijaj", ba, nawet kładziesz ją u podstaw kodeksu karnego? Czy nauka nie "wykazuje ewidentne bzdety składowych Twoich wierzeń"?> Proszę o konkretną odpowiedz.Nauka nic nie nakazuje, a tylko opisuje rzeczywistość jako taką. Podstawą prawa zachowania gatunku jest, wg Ciebie, zabijanie osobników należących do niego? |
rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) | Odp: Maska opadła |
> NDlaczego więc uznajesz jako regułę "nie zabijaj", ba, nawet kładziesz ją u podstaw kodeksu karnego?Najprostszy na swiecie rachunek zyskow i strat i prawdopodobientwa - jesli ja zabije to istnieje bardzo duze prawdopodobienstwo, ze mnie rowniez ktos zabije. Jesli jednak nie bede robil drugiemu co mi niemile to moze pozyje dluzej (tak samo z kradzieza). Po prostu czlowiek po uplywie parunastu tysiecy lat ewolucji doszedl do wniosku, ze nie oplaca sie (z roznorakich powodow) ot tak sobie zabic drugiego czlowieka. Zaden normalnie funkcjonujacy czlowiek nie bedzie sie zastanawial co i kto nie pozwala mu zabic sasiada. Ten odruch (odruch niezabijania) jest odruchem bezwarunkowym. Tylko jednostki chore (czy to z powodow indoktrynacyjnych czy tez czysto materialnych) nie maja tego naturalnego hamulca. |
Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | Odp: Maska opadła | > Nauka mówi, że zwierzęta zabijają się dla przetrwania, w walce o byt. Tak jest zbudowana przyroda, której cząstkę stanowimy i my, ludzie. Dlaczego więc uznajesz jako regułę "nie zabijaj", ba, nawet kładziesz ją u podstaw kodeksu karnego? Czy nauka nie "wykazuje ewidentne bzdety składowych Twoich wierzeń"?Owszem, ale nie wszystkie zwierzęta, nie brakuje przecież roślinożernych. Ponadto nauka raczej to opisuje niż mówi; absurdalnym byłoby stwierdzenie, że zwierzęta zabijają tylko dlatego, że nauka o tym "mówi". Powiedziałbym, iż u podstaw kodeksu karnego to stoją raczej inne zasady, jak choćby prawo takie samo dla wszystkich, czy też domniemanie niewinności. Sankcja karna za pozbawianie życia jest po prostu częścią składową kk. Ponadto kodeks to nie dekalog, nie mówi nie zabijaj, wymienia tylko konsekwencje takiego czynu. |
| Elasp (6859 punktów) | Odp: Maska opadła | > . Z cytowanego przez Pana źródła: > Zmiany tego stanowiska obserwuje Minois w Kościele począwszy od pontyfikatu Benedykta XV (1914-1922) i Piusa XI (1922-1939), założyciela Papieskiej Akademii Nauk (1926). Duże zainteresowania dla nauk przyrodniczych okazywał papież Pius XII (1939-1957). Wydana w 1950 r. jego encyklika Humani generis umożliwiała, przynajmniej częściową, recepcję darwinizmu. Wielkie zasługi dla pojednania świata nauki i Kościoła miał P. Teilhard de Chardin (t, 2, s. 341-349). Otwarcie Kościoła posoborowego na świat kultury, konstytucja Gaudium et spes, inicjatywy i częste spotkania Jana Pawła II z naukowcami, wyrażenie przez niego ubolewania z powodu sprawy Galileusza, itd. - to niektóre tylko inicjatywy Kościoła, które pozwoliły Autorowi w zakończeniu pracy wyrazić nadzieję, że Kościół podejmie w przyszłości owocniejszą współpracę z nauką (t. 2, s. 432).[/color]A więc wszystko się zgadza. Jakie ma znaczenie, co Kościół kiedyś sądził o nauce? Ważne jest to, co sądzi dzisiaj. Stosunek do czegoś takiego jak nauka (sama nauka zresztą zmieniała się, np. w czasach Renesansu obejmowała astrologię i alchemię - obydwie wykładano w uniwersytetach) nie jest bezpośrednio określony przez Jezusa, toteż stanowisko Kościoła mogło ulegać zmianie. Gdyby Kościół całym swoim autorytetem popierał wówczas astrologię i alchemię, dziś śmiałby się Pan dzisiaj z tego. Niemniej, każdy katolik żyjący współcześnie powinien być zwolennikiem (współczesnego) poznania naukowego. |
| Elasp (6859 punktów) | Odp: Maska opadła |
> Nauka nic nie nakazuje, a tylko opisuje rzeczywistość jako taką. Podstawą prawa zachowania gatunku jest, wg Ciebie, zabijanie osobników należących do niego?Nie odpowiada się pytaniem na pytanie. No więc na jakiej postawie sądzisz, że nie należy zabijać drugiego człowieka? |
#180 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | Odp: Maska opadła |
> Najprostszy na swiecie rachunek zyskow i strat i prawdopodobientwa - jesli ja zabije to istnieje bardzo duze prawdopodobienstwo, ze mnie rowniez ktos zabije. Przypuśćmy jednak, że jestem w sytuacji, w której nie grozi mi odwet ze strony innych (np. jestem rodzicem paroletniego dziecka, o którym nikt nie wie). Dlaczego nie powinienem tego dziecka zabić (jeżeli faktycznie nie powinienem)? Nie istnieje żaden taki "naturalny hamulec", a nawet jeżeli istnieje, dlaczego mam go traktować jako coś pozytywnego i ulegać mu? Staramy się przecież powstrzymywać niektóre naturalne odruchy. |
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 Dalej.. Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|