Racjonalista - Strona głównaDo treści
"Wiara oświeconych". Pytania do p. Szarley'a

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
22-11-2014 22:02Andrzej Bogusławski (52265 punktów)"Wiara oświeconych". Pytania do p. Szarley'a
Ocena 9 na 9
.
Mamy na naszym forum wierzącego racjonalistę pana Szarley'a, człowieka inteligentnego, wykształconego, kulturalnego. Oczytanego erudytę przyznającego się do katolicyzmu, ale takiego oświeconego w wersji soft, czy też wersji "Tygodnika Powszechnego" z jego najlepszych czasów.

Na początku lat trzydziestych ubiegłego wieku znakomity uczony Władysław Witwicki napisał na temat wiary inteligencji bardzo ciekawą i bardzo niepokorną książkę zatytułowaną "Wiara oświeconych". Jak bardzo niepokorną, świadczy niemożliwość jej wydania w Polsce aż do 1959 roku. Odważniejsi Francuzi wydali jej tłumaczenie dwadzieścia lat wcześniej.

Pan Szarley jest właśnie takim oświeconym wierzącym i korzystając z okazji chciałbym go zapytać - co mogłoby go skłonić do odrzucenia jego postawy - wiary. Czy dopuszcza, czy też całkowicie odrzuca taką możliwość?

Znamy opisy odrzucenia wiary przez intelektualistów. Np. ten. Przyznaje się do odrzucenia wiary wielu naszych forumowiczy, jak m.in. pan Maceox i ich refleksje mogą tu być bardzo ciekawe, ale jeszcze ciekawszą - moim zdaniem - jest refleksyjna, przemyślana wypowiedź czy możliwym jest założenie przez wierzącego utraty wiary oraz określenia przyczyn, które mogłyby to spowodować? Zupełnie nie chodzi mi tu o szybkie odpowiedzi, odwrotnie - mamy czas -
i dlatego chodzi mi tu o mądre, w miarę szczere wypowiedzi.

Osobiście uważam, iż nasza osobowość jest kształtowana we wczesnym dzieciństwie, jako dzieci przeżywamy okres ciekawości, jako nastolatkowe okres protestu, ale później, to już nikt - oprócz nas samych - naszych poglądów na świat zmienić nie może.

PS.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,615932#w618479
www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,615932#w618480
www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,615932#w618481

@@@
.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

22-11-2014 23:56
 Ocena 20 na 20
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)
O ile wiem sluzbowy szarley wie, ze zmartwychwstanie nie jest mozliwe (o ile dobrze pamietam wyklada(l) fizyke) a prywatny szarley wierzy, ze takowe jest mozliwe.
Czy jest cos lepszego/wiekszego/bardziej przekonujacego niz fizyczny/biologiczny/chemiczny dowod? Jesli do tego wezmiemy codzienne, empiryczne poznanie otaczajacego nas swiata, w ktorym jeszcze nigdy trup nie powstal po trzech dniach to chyba nie ma takiej mocy w niebie czy na ziemi, ktora by sklonila takiego "racjonalnego wierzacego" jak szarley do porzucenia wiary

Dopoki tacy wierzacy jak szarley nie sa Elaspami, Paniami z Rybnika czy o stochastyce belkoczacymi Brzostowskimi to jest wszystko o.k.

Takie nienarzucajace sie twierdzenie, ze Jezus zmartwychwstal nie jest bardziej uciazliwe niz twierdzenie, ze porcelanowa swinka przynosi szczescie. Problem zaczyna sie wtedy, gdy na mocy zmartwychwstalego Jezusa jego fani wymagaja od wszystkich innych ludzi dostosowania sie do ich zadan, zyczen i potrzeb.
23-11-2014 07:27 
 Ocena 17 na 17
Wojciech Siarkiewicz (2892 punktów)
(zablokowany)
Szarley wbrew pozorom nie jest wyjątkiem. Właściwie wszyscy tzw wierzący (z wyjątkiem zupełnie nawiedzonych pustelników czy im podobnych) zachowują się tak jak pan Szarley. W tygodniu 2+2=4. A w niedzielę 2+2=7. I nic a nic im to nie przeszkadza. Żyją w dwu światach. Roboczym i niedzielnym. Przecież np nikt normalny nie akceptuje zabijania dzieci za winy ich rodziców czy pradziadów. Ale to w tygodniu. Potem jest niedziela, idzie się do kościoła i nagle fakt, że miłosierny Bóg, który jest miłością np wytopił w potopie wsiech jest w porządku. A wystarczy tylko sekundę pomyśleć - wyobrazić sobie na przykład młodą matkę walczącą rozpaczliwie do ostatniej milisekundy o życie swego płaczącego dzieciątka by obraz miłosiernego boga, który jest miłością rozleciał się z trzaskiem. Ale nie. Ponoć Bertrand Russell powiedział "Większość ludzi raczej umrze niż pomyśli. Wielu umiera".
Jasne - każdy ma prawo wierzyć w co chce. Ale wciskać innym... Jezus królem Polski...Jedyne co mnie pociesza to to, że gdybym się urodził kilkaset lat temu to musiałbym siedzieć bardzo cicho ze swoimi wątpliwościami. Z drugiej strony - na horyzoncie nadciągający islam. Może i dobrze, że nie urodziłem się później.
Szczęściarz jestem.
A - jeszcze jedno. Nigdy nie słyszałem akceptowalnego wytłumaczenia dlaczego Jezus MUSIAŁ dla nas umrzeć na krzyżu. Ja na miejscu MIŁOSIERNEGO boga po prostu bym powiedział "wybaczam". I już. Ktoś tam jest nad Wszechmocnym czy co?
23-11-2014 09:26 
 Ocena 6 na 6
Heremis (587 punktów)
>A - jeszcze jedno. Nigdy nie słyszałem akceptowalnego wytłumaczenia dlaczego Jezus MUSIAŁ dla nas umrzeć na krzyżu. Ja na miejscu MIŁOSIERNEGO boga po prostu bym powiedział "wybaczam". I już. Ktoś tam jest nad Wszechmocnym czy co?

Mnie też nic nie przekonuje w tym temacie, nie wierzę w sens ofiary Jezus na krzyżu, zginął, ponieważ naraził się Rzymianom i żydowskich elitom. Nikt za nas niczego nie zrobi.

"Com napisał, napisałem" J 19, 22
23-11-2014 12:02 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Czy jest cos lepszego/wiekszego/bardziej przekonujacego niz fizyczny/biologiczny/chemiczny dowod?
Dla Pana oczywiście tak, ale ja nie pytałem ateistów nie posiadających żadnych wątpliwości - pytałem ludzi stale wątpiących i poszukujących odpowiedzi, tak jak pan Szarley, czy ja. (Jakie ostatnio Pan doświadczenie przeprowadził z zakresu mechaniki kwantowej?)

>Dopoki tacy wierzacy jak szarley nie sa Elaspami, Paniami z Rybnika czy o stochastyce belkoczacymi Brzostowskimi to jest wszystko o.k.
Dokładnie tak, gdyż warto się różnić i poszukiwać odpowiedzi. Zresztą ja walczę z głupotą, a nie z odmiennymi od moich poglądami. Na przykład już na naszym forum spotkałem mądrych wśród teistów i głupców wśród ateistów, a więc ma Pan rację dopóki wierzący nie są całkowicie zaślepieni swoją wiarą (nawet w słuszność ateizmu) i chcą rozmawiać, a nie nawracać, to wszystko w porządku. To nie przedmiot wiary powoduje ograniczenia intelektualne, a sama wiara. Im jest głębszą bardziej fundamentalistyczną tym groźniejszą. Czasem wystarczy tzw. "woda sodowa", powodująca świętą wiarę we własną rację.

>Takie nienarzucajace sie twierdzenie, ze Jezus zmartwychwstal nie jest bardziej uciazliwe niz twierdzenie, ze porcelanowa swinka przynosi szczescie. Problem zaczyna sie wtedy, gdy na mocy zmartwychwstalego Jezusa jego fani wymagaja od wszystkich innych ludzi dostosowania sie do ich zadan, zyczen i potrzeb.
No właśnie!

@@@
.
24-11-2014 13:03 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)
>O ile wiem sluzbowy szarley wie, ze zmartwychwstanie nie jest mozliwe (o ile dobrze pamietam wyklada(l) fizyke) a prywatny szarley wierzy, ze takowe jest mozliwe.
   Cóż.... ludzki umysł jest tak elastyczny, że mieści się w nim i dr. Jeckyll nauki i mr. Hyde religii dopóki te dwie domeny nie zachodzą na siebie zbyt ściśle, a już wiara dominująca, podporządkowująca umysł do ochrony siebie dokłada starań, żeby jakiekolwiek tego typu związki pomijać.
   A taki ksiądz Heller nie wierzy w ogóle we wcielenie Boga i tego typu katolickie bzdety, a pozostaje księdzem katolickim

>Czy jest cos lepszego/wiekszego/bardziej przekonujacego niz fizyczny/biologiczny/chemiczny dowod?
   Dla wiary?! Toż to jest właśnie bardzo specyficzne zjawisko pewności mimo braku dowodów, albo i wbrew nim.

>Problem zaczyna sie wtedy, gdy na mocy zmartwychwstalego Jezusa jego fani wymagaja od wszystkich innych ludzi dostosowania sie do ich zadan, zyczen i potrzeb.
   Zaiste, podkreślania tego nigdy dość!


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
setarkos (10757 punktów)
> co mogłoby go skłonić do odrzucenia jego postawy - wiary. Czy dopuszcza, czy też całkowicie odrzuca taką możliwość?
Czy to nie nazbyt.. intymne pytania Panie Andrzeju?
> nikt - oprócz nas samych - naszych poglądów na świat zmienić nie może.
Oprócz "nas samych" dodałbym jednak przyjaciół - sami to się raczej zapętlamy.

P.S.
Proszę obiecać, że nie będzie Pan (jeśli wątek się rozwinie) przesadnie dokuczać panu Szarley'owi, lecz kierować rozmowy na tory merytoryczne.
23-11-2014 10:49 
 Ocena 5 na 5
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Proszę obiecać, że nie będzie Pan (...) przesadnie dokuczać panu Szarley'owi
A komu dokuczać i to przesadnie pozwalasz, setarkosie?

Wątek w istocie narusza zasadę nieinicjowania wypowiedzi na temat innego forumowicza, więc branie w obronę AKURAT nagabniętego tylko pogłębia popełnioną niestosowność.
.
23-11-2014 13:13 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Wątek w istocie narusza zasadę nieinicjowania wypowiedzi na temat innego forumowicza, więc branie w obronę AKURAT nagabniętego tylko pogłębia popełnioną niestosowność.
Nie człowiek to kto/co?dyskusja z Panem Andrzejem Bogusławsk

@@@
.
23-11-2014 13:46 
 Ocena 4 na 4
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>Wątek w istocie narusza zasadę nieinicjowania wypowiedzi na temat innego forumowicza, więc branie w obronę AKURAT nagabniętego tylko pogłębia popełnioną niestosowność.
> Nie człowiek to kto/co?dyskusja z Panem Andrzejem Bogusławsk
Chodzi mi o par. 27 podpunkt g).

Na marginesie (jako że właściwie nie ma to nic do rzeczy) dodam, że ten wątek Władysławy Rybnik choć dedykowany, to jednak broni się tu uogólnieniem tematu i zaproszeniem do dyskusji każdego chętnego (ostatnie zdanie), tutaj natomiast mamy próbę rozprawienia się z postawą konkretnego uczestnika.
.
23-11-2014 14:05 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Na marginesie (jako że właściwie nie ma to nic do rzeczy) dodam, że ten wątek Władysławy Rybnik choć dedykowany, to jednak broni się tu uogólnieniem tematu i zaproszeniem do dyskusji każdego chętnego (ostatnie zdanie), tutaj natomiast mamy próbę rozprawienia się z postawą konkretnego uczestnika.
Zgodnie z paragrafem 00 moralności Kalego, to wszystko się broni. Pani wypowiedzi w oczach Pani i jej przyjaciół też
się bronią, ale chroń Panie Boże pana Szarley przed takimi przyjaciółmi, to z takimi wrogami jak Bogusławski sam sobie poradzi.

@@@
.
23-11-2014 15:01 
 Ocena 2 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>chroń Panie Boże pana Szarley przed takimi przyjaciółmi
Pudło, nie działam na rzecz szarleya, idzie mi o zasady.
.
23-11-2014 15:26 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Zgodnie z paragrafem 00 moralności Kalego, to wszystko się broni. Pani wypowiedzi w oczach Pani i jej przyjaciół też
się bronią, ale chroń Panie Boże pana Szarley przed takimi przyjaciółmi, to z takimi wrogami jak Bogusławski sam sobie poradzi.

>Pudło, nie działam na rzecz szarleya, idzie mi o zasady.
Ależ ja doskonale rozumiem Pani zasady i dlatego właśnie wspomniałem o Kalim?
Ja z Szanowną Panią niewiele podzielam. W zasadzie, to zdecydowanie więcej nas różni niż łączy. Pani uwielbia pyskówki
i ostatnie zdanie, a chciałbym tu sobie mądrze porozmawiać z mądrymi ludźmi, do jakich właśnie zaliczam pana Szarleya,
o którego jednak mi chodzi.

@@@
.
23-11-2014 20:35Nie na temat 
 Ocena 5 na 5
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Pani uwielbia pyskówki
Od kulturalnego rozmówcy oczekiwałabym uzasadnienia takiego pomówienia. Lub przeprosin.

>chciałbym tu sobie mądrze porozmawiać
Stąd powyżej zacytowana opinia o mnie?
.
23-11-2014 22:41 
 Ocena 3 na 3
setarkos (10757 punktów)
> komu dokuczać i to przesadnie pozwalasz
Prośba miała być tylko delikatną sugestią, nie wymogiem (sądzisz, że ktoś tu powinien wydawać pozwolenia i zakazy? )).
[Dlaczego pytasz "komu" a nie "na jaki temat"?]
> Wątek w istocie narusza zasadę nieinicjowania wypowiedzi na temat innego forumowicza
Po trosze tak, mogło jednak chodzić o dyskusję poglądową a niekoniecznie personalną.
> pogłębia popełnioną niestosowność.
Może i racja (sądząc po milczeniu Szarley'a) - jeśli moje wtrącenie uraża Twoje poczucie dobrego obyczaju, to przepraszam.
>.
24-11-2014 07:18Nie na temat 
 Ocena 2 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Prośba miała być tylko delikatną sugestią
A wylazł problem ukłonu oglądanego od tyłu.

>Dlaczego pytasz "komu" a nie "na jaki temat"?
Gdyż tylko takie pytanie pokazuje problem.

>jeśli moje wtrącenie uraża Twoje poczucie dobrego obyczaju...
By Twej wielkoduszności nie strwonić, przyznaję, że poczułam się pominięta.
.
23-11-2014 12:27 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>> co mogłoby go skłonić do odrzucenia jego postawy - wiary. Czy dopuszcza, czy też całkowicie odrzuca taką możliwość?
>Czy to nie nazbyt.. intymne pytania Panie Andrzeju?
Może i tak, a może i nie. Moje pytanie można zbyć jednym zdaniem, a na naszym forum zostały już przekroczone
wszelkie granice grzebania ludziom w poglądach i biografiach.

>>>> nikt - oprócz nas samych - naszych poglądów na świat zmienić nie może.
>Oprócz "nas samych" dodałbym jednak przyjaciół - sami to się raczej zapętlamy.
Każdy z nas się różni i szedł inną drogą. Czytałem wspaniałe książki i takich miałem nauczycieli i przyjaciół,
ale do własnego światopoglądu doszedłem sam.

>Proszę obiecać, że nie będzie Pan (jeśli wątek się rozwinie) przesadnie dokuczać panu Szarley'owi, lecz kierować rozmowy na tory merytoryczne.
A proszę o jeden przykład, gdy przekroczyłem nie sprowokowany granice merytoryczności? Rzeczywiście nie lubię głupoty
i nie pozwalam się głupcom ślizgać po mnie. Potrafię, a przynajmniej tak mi się wydawało dopóki na naprawdę zaciętego psychola nie trafiłem, zawsze utrzymywać się w "granicach merytoryczności" - co przecież wcale nie znaczy konieczności "owijania bawełny jedwabiem". Zresztą najbardziej szanuję ludzi poszukujących, a najbardziej kpię sobie z ludzi już wszystko wiedzących. Pewnych własnych poglądów i podejmowanych decyzji.

Pozdrawiam.

@@@
.
23-11-2014 22:54 
 Ocena 3 na 3
setarkos (10757 punktów)
> proszę o jeden przykład, gdy przekroczyłem nie sprowokowany granice merytoryczności?
Proszę wybaczyć, lecz nie spełnię Pańskiej prośby.
[Jeśli Pan nie przekracza, to OK - w innym wypadku nie zamierzam w tym grzebać.]

>Pozdrawiam.
Wzajemnie.
24-11-2014 13:25 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>> co mogłoby go skłonić do odrzucenia jego postawy - wiary. Czy dopuszcza, czy też całkowicie odrzuca taką możliwość?
> Czy to nie nazbyt.. intymne pytania Panie Andrzeju?

Nazbyt.. intymne, czy nie intymne - kol. Szarley radzi sobie doskonale z jednym i drugim

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Brzostowski (7067 punktów)
>czy możliwym jest założenie przez wierzącego utraty wiary oraz określenia przyczyn, które mogłyby to spowodować?

Najpierw powinien Pan zdefiniować czym/kim jest bóg. Bez takiej definicji nie ma co sobie języka strzępić, określanie przyczyn odejścia od wiary w takie niewiadomo co, jest bez sensu... przecież, bez definicji boga w którego się wierzy nie można przecie określić przyczyn utraty wiary w niewiadomo co...

Czy w przypadku jednak gdy Pan zakłada wątek, to może się obejść bez definicji? To nawet sensowne.

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
23-11-2014 07:26 
 Ocena 8 na 8
maceox (6766 punktów)
>>czy możliwym jest założenie przez wierzącego utraty wiary oraz określenia przyczyn, które mogłyby to spowodować?
>Najpierw powinien Pan zdefiniować czym/kim jest bóg. Bez takiej definicji nie ma co sobie języka strzępić, określanie przyczyn odejścia od wiary w takie niewiadomo co, jest bez sensu... przecież, bez definicji boga w którego się wierzy nie można przecie określić przyczyn utraty wiary w niewiadomo co...
Przepraszam, ale gdzie we wpisie inicjującym wątek jest mowa o Bogu? Po co go definiować, jeśli nie o nim mowa?
23-11-2014 14:07 
 Ocena-1 na 5
Brzostowski (7067 punktów)
>Przepraszam, ale gdzie we wpisie inicjującym wątek jest mowa o Bogu? Po co go definiować, jeśli nie o nim mowa?

Mowa jest o wierze w boga, to chyba wystarczający powód aby definiować boga, bez tego nie wiemy o wierze w co/kogo rozmawiamy.

Bez takiej definicji:

1. Można rozmawiać o wierze w niewiadomoco.
2. Określać kryteria utraty wiary w niewadomoco.
3. Jesli niewiadomoco objawi się niewiadomogdzie, albo nieobjawi się niewiadomogdzie to wtedy z powodu niewadomoczego można stracić wiarę.
4. Jesli niewaidomoco zrobi niewiadomoco albo nie zapobiegnie niewiadomoczemu to już wystatczy aby utracić wiarę w niewaidomoco.
...


Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
23-11-2014 14:18 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Mowa jest o wierze w boga, to chyba wystarczający powód aby definiować boga, bez tego nie wiemy o wierze w co/kogo rozmawiamy.
Najpierw niech Pan sobie powolutku ze dwa razy wypowiedź przeczyta i postara się zrozumieć o czym ten ktoś pisze
i dopiero później na ten temat się wypowiada, gdyż bez tego to Pańskie wypowiedzi, oparte tylko na wierze i nienawiści
do niewierzących, są wprost żałosne: www.racjonalista.pl/forum.php/s,643658/z,0#w643814

@@@


Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
I tak trzymać. Szkoda dalej się kompromitować.
.
23-11-2014 13:57 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

Najpierw powinien Pan zdefiniować czym/kim jest bóg. Bez takiej definicji nie ma co sobie języka strzępić, określanie przyczyn odejścia od wiary w takie niewiadomo co, jest bez sensu... przecież, bez definicji boga w którego się wierzy
nie można przecie określić przyczyn utraty wiary w niewiadomo co...

Wielokrotnie tu pisałem, iż wierzyć można we wszystko, że chyba nie istnieje taka bzdura, w którą nie mogliby jacyś ludzie wierzyć. Wierzą w przeróżne mity i przeróżnych bożków. W to, że Bóg istnieje i w to, że nie istnieje. Trzeba poznać poglądy ludzi, z którymi się polemizuje.

Czy w przypadku jednak gdy Pan zakłada wątek, to może się obejść bez definicji? To nawet sensowne.

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73


Znowu, jak zwykle, Pan nie zrozumiał o co chodzi. Ja tu nie o Boga/bogów, religie/ideologie pytałem, a o wiarę, ale gdy Pan mojej definicji Boga poszukuje to tu Pan ją znajdzie. 19 listopada 2014 roku, a więc cztery dni temu w wypowiedzi
do Pana skierowanej. I znowu wypisuje Pan swoje mądrości bez przeczytania i zrozumienia tego co inni piszą. Dlatego interesuje mnie tu "wiara oświeconych", a nie jak leci, wszystkich wierzących - niezależnie od tego w co wierzą i jak wierzą.

Tak, daje się to zauważyć, iż Pan ignoruje wiedzę naukową i wszystko co Pańskiej wierze przeczy i trafił Pan tu w samo sedno, gdyż taka postawa właśnie do ignorancji prowadzi.

@@@
.
23-11-2014 14:53 
 Ocena 2 na 2
Rupson (1793 punktów)
>>czy możliwym jest założenie przez wierzącego utraty wiary oraz określenia przyczyn, które mogłyby to spowodować?
>Najpierw powinien Pan zdefiniować czym/kim jest bóg. Bez takiej definicji nie ma co sobie języka strzępić, określanie przyczyn odejścia od wiary w takie niewiadomo co, jest bez sensu...

-To przeczytaj uważniej. Mowa jest o wierzącym katoliku, czyli chodzi o Boga w wersji katolickiej, chrześcijańskiej. Ewentualnie zapytaj wierzących katolików jak sobie definiują boga, czy potrzebują konkretnej definicji, aby w niego wierzyć.
23-11-2014 15:15 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Najpierw powinien Pan zdefiniować czym/kim jest bóg. Bez takiej definicji nie ma co sobie języka strzępić, określanie przyczyn odejścia od wiary w takie niewiadomo co, jest bez sensu...
>-To przeczytaj uważniej. Mowa jest o wierzącym katoliku, czyli chodzi o Boga w wersji katolickiej, chrześcijańskiej. Ewentualnie zapytaj wierzących katolików jak sobie definiują boga, czy potrzebują konkretnej definicji, aby w niego wierzyć.
Może być i Bóg w wersji katolickiej W tym artykule został dobrze opisany wystarczy przeczytać go ze zrozumieniem, choć wyprowadzić z tego jakąś spójną definicję jest - moim zdaniem - wprost niemożliwością.

Pozdrawiam.

@@@
.
Brzostowski (7067 punktów)
>>Najpierw powinien Pan zdefiniować czym/kim jest bóg. Bez takiej definicji nie ma co sobie języka strzępić, określanie przyczyn odejścia od wiary w takie niewiadomo co, jest bez sensu...
>-To przeczytaj uważniej. Mowa jest o wierzącym katoliku, czyli chodzi o Boga w wersji katolickiej, chrześcijańskiej. Ewentualnie zapytaj wierzących katolików jak sobie definiują boga, czy potrzebują konkretnej definicji, aby w niego wierzyć.

To dość dziwne. Sam autor wątku wielokrotnie pisał na fR, że tego Boga dobrze zdefiniować nie można i że w ogóle ten Bóg to postać literacka.

Zatem cały wątek to podpucha aby dokopać Szarleyowi, bo gdy ten będzie sensownie coś starał się pisać wówczas włączy się z dziesięciu "zacnych" antyklerykałów którzy wyśmieją go że wierzy w postać literacką, niespójną, która jest niewiadomoczym (bo jest przecież sprzeczna wewnętrznie).

Gdydby zatem autor wątku chciał uczciwej dyskusji to zdefiniowałby Boga najpierw, ewentualnie razem z Szarleyem, aby każdy wiedział o kim pisze. Każdy bowiem wierzący wierzy w trochę innego boga, Szarley też zapewne ma swojego (w ramach zapewne jego religii, chociaż to on powinien się wypowiedzieć).


Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
23-11-2014 19:15 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Jesteśmy forum skierowanym do samodzielnie myślącej inteligencji:
www.racjonalista.pl/kk.php/d,67
pl.wikiped(*)lizm_światopoglądowy
www.racjonalista.pl/forum.php/s,558739

>To dość dziwne. Sam autor wątku wielokrotnie pisał na fR, że tego Boga dobrze zdefiniować nie można i że w ogóle ten Bóg to postać literacka.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,643658/z,0#w643814
www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,643658#w643838
www.racjonalista.pl/forum.php/s,627315#w628114

>Zatem cały wątek to podpucha aby dokopać Szarleyowi,
Tylko w Pańskich mocno ograniczonych przez wiarę poglądach.

>bo gdy ten będzie sensownie coś starał się pisać wówczas włączy się z dziesięciu "zacnych" antyklerykałów którzy wyśmieją go że wierzy w postać literacką, niespójną, która jest niewiadomoczym (bo jest przecież sprzeczna wewnętrznie).
Za innych nie ponoszę zupełnie odpowiedzialności, w wywody tu wszystkich włączają się tu sprawni intelektualnie inaczej. To otwarte forum. Ponadto nikt siebie nie przeskoczy i albo ma się jakieś racjonalne argumenty na obronę własnych poglądów, albo zacietrzewia się i atakuje cały świat, tak jak czyni to tu Pan, czy pan Elasp.

>Gdydby zatem autor wątku chciał uczciwej dyskusji to zdefiniowałby Boga najpierw, ewentualnie razem z Szarleyem, aby każdy wiedział o kim pisze.
Inteligentny czytelnik mógł sobie przeczytać, że taką próbę zdefiniowania problemu podjąłem w wątku inicjującym.

>Każdy bowiem wierzący wierzy w trochę innego boga,
Tak, każdy baje, tak jak mu się zdaje. Liczba mitów i bogów, w które ludzie wierzyli i wierzą jest ogromna i wprost niepoliczalna. Dlatego tu nie o mity pytam, a o wiarę.

>Szarley też zapewne ma swojego (w ramach zapewne jego religii, chociaż to on powinien się wypowiedzieć).
Pan Szarley jest bardzo inteligentnym człowiekiem o dużej wiedzy i żadne protezy tu przez Pana mu podsuwane nie są mu do niczego potrzebne.

@@@
.
23-11-2014 19:53 
 Ocena 4 na 4
Rupson (1793 punktów)
>Gdydby zatem autor wątku chciał uczciwej dyskusji to zdefiniowałby Boga najpierw,
-I dyskusja trwałaby w nieskończoność na temat definicji boga, bo nikt nie może go zdefiniować tak, by każdemu pasowało. Więc można ogłosić koniec wszelkich dyskusji o bogu? A przecież wierzący wciąż o nim dyskutują, rozpowszechniają swoją wiarę, modlą się do niego. Brak definicji im nie przeszkadza. Tylko ateiści powinni zamilknąć? Może jednak nie udawajmy wariatów, dla katolika sprawa jest oczywista, chodzi o boga z biblii, Jezusa jako mesjasza, który rzekomo umarł za jakieś tam grzechy ludzkości i zmartwychwstał. Może wyznanie wiary sobie przypomnij, które katolicy co najmniej raz na tydzień powtarzają na mszy; "Wierzę w jednego Boga, stworzyciela nieba i Ziemi..." www.iwonic(*)nik/wyznanie wiary-credo.htm
I pytanie, czy w takiego boga nasz katolik wierzy?
23-11-2014 20:13 
 0 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
>>Gdydby zatem autor wątku chciał uczciwej dyskusji to zdefiniowałby Boga najpierw,
>-I dyskusja trwałaby w nieskończoność na temat definicji boga, bo nikt nie może go zdefiniować tak, by każdemu pasowało. Więc można ogłosić koniec wszelkich dyskusji o bogu? A przecież wierzący wciąż o nim dyskutują...
Pan Bogusławski wielokrotnie zarzucał mi osobiście, że o bogu nie ma sensu dyskutować, gdy nie ma definicji. Teraz okazuje się, że brak definicji nie przeszkadza! OK. Przyjmuje to jako dobrą monetę, gdy jakiś wątek kiedyś zacznę o bogu, to niewypominajcie mi wówczas kochani ateiści, abym podał definicję, bo inaczej to nie ma sensu dysktować!

Wg mojej oceny to tylko zwykła hipokryzja z Waszej strony: tam gdzie dyskusja Wam pasuje, to brak definicji nie przeszkadza, a tam gdzie nie pasuje, to musi być definicja i już!

Pożyjemy, zobaczymy...


Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
23-11-2014 20:25 
 Ocena 7 na 7
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)

>Pan Bogusławski wielokrotnie zarzucał mi osobiście, że o bogu nie ma sensu dyskutować, gdy nie ma definicji. Teraz okazuje się, że brak definicji nie przeszkadza!

Bo to nie dyskusja o bogu a o wierze. O tym, ze w jednym zdaniu mozg, umysl, doswiadczenie oraz wykonywany zawod kaze powiedziec "nie, po wodzie chodzic nie mozna" a w drugim zdaniu wiara (obojetnie jak objekt tej wiary jest (nie)zdefiniowany) kaze powiedziec "tak, pomimo wiedzy, ze chodzenie po wodzie nie jest mozliwe wierze, ze objekt mojej wiary po wodzie chodzic umial"

Definicja boga jest potrzebna tam, gdzie wierzacy w tego swojego boga cos od niewierzacych wymaga.
Ty belkoczac o stochastyce twierdzac, ze Twoj bog jest na 100% realnie egzystujacy musisz najpierw zdefiniowac co/kto ma niby realnie egzystowac.

Ja natomiast bez definicji moge Cie zapytac, co by Cie sklonilo abys wiare w tego Cosa/ktosa porzucil (obijetnie czy jest milosierny/niemilosierny, wszechmogacy/nicniemogacy, wszechwiedziacy/nicniewiedzacy).
23-11-2014 21:10 
 Ocena 3 na 3
Rupson (1793 punktów)
>Wg mojej oceny to tylko zwykła hipokryzja z Waszej strony: tam gdzie dyskusja Wam pasuje, to brak definicji nie przeszkadza, a tam gdzie nie pasuje, to musi być definicja i już!

-Nie żadnych NAS, każdy mówi za siebie, może bardziej dotyczy to tzw. ignostyków. Jednak gdy mamy do czynienia z konkretnym wyznaniem, a nie jakimś nieokreślonym deizmem, to nie widzę potrzeby tworzenia dodatkowych definicji.
23-11-2014 23:47 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Pan Bogusławski wielokrotnie zarzucał mi osobiście, że o bogu nie ma sensu dyskutować, gdy nie ma definicji.
Bogusławski jest religioznawcą, a tam dyskusję o mitach i bogach są podstawą. Dlatego często odwoływał się do tego artykułu: "Bóg, bogowie, bóstwa" tyle, iż inteligentni ludzie wiedzą, że nie wolno mieszać porządków (naukowej metodologii poszczególnych nauk) i wytworami ludzkiej wyobraźni zajmują się inne nauki, a przyrodoznawstwem inne.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,643658/z,0#w643814
www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,643658#w643838
www.racjonalista.pl/forum.php/s,627315#w628114

>Teraz okazuje się, że brak definicji nie przeszkadza!
Tu, nie rozmawiamy o żadnych bogach, a Bogusławski pomimo tego podał w tym wątku definicji bogów do licha i trochę - tyle, iż to forum skierowane do inteligencji, a nie do ludzi ograniczonych intelektualnie przez wiarę.

> OK. Przyjmuje to jako dobrą monetę, gdy jakiś wątek kiedyś zacznę o bogu, to niewypominajcie mi wówczas kochani ateiści, abym podał definicję, bo inaczej to nie ma sensu dysktować!
Nie ma sensu dyskutować o tym czego nie można zdefiniować, choć fideiści o przedmiocie swej wiary mogą pieprzyć
bez końca, tyle tylko, iż to jest pozbawione naukowego i logicznego sensu.

>Wg mojej oceny to tylko zwykła hipokryzja z Waszej strony: tam gdzie dyskusja Wam pasuje, to brak definicji nie przeszkadza, a tam gdzie nie pasuje, to musi być definicja i już!
A według mojej, to ogromne ograniczenie przez wiarę uniemożliwiające zrozumienie dość prostych spraw.

@@@

>
Ignoruję Bogusławskiego i rafała73

Normalne, jak to ignorant.
.
23-11-2014 20:32 
 Ocena 3 na 3
farmer (22440 punktów)

> Każdy bowiem wierzący wierzy w trochę innego boga....

Podobnie jest z piekłem, w które wierzy 31 procent, ale w samego diabła już tylko 28 procent z Polaków. W czyściec wierzy co trzeci z nas....znaczy was

Zasada jest prosta. Każda kombinacja jest "logiczna" jeśli występuje w niej BÓG lub jakikolwiek inny element z katalogu wiary.

Dla wierzącego natomiast totalnym bezsensem jest układ słońce ziemia człowiek.

Zupełnie inaczej brzmi w głowie

Stworzyciela nieba i ziemi,
wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych


Natomiast gdy zaczniesz mówić że ciągle nie wiadomo dokładnie jak to było wyrastasz na ignoranta.

Zupełnie normalne będzie za miesiąc obchodzenie narodzin Jezusa i ubieranie choinki ale zupełnie dziwne byłoby wspominanie o Marduku.
23-11-2014 23:23 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Każdy bowiem wierzący wierzy w trochę innego boga....
>Podobnie jest z piekłem, w które wierzy 31 procent, ale w samego diabła już tylko 28 procent z Polaków. W czyściec wierzy co trzeci z nas....znaczy was
[Załącznik]

@@@
.
24-11-2014 08:48 
 Ocena 3 na 3
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>cały wątek to podpucha aby dokopać Szarleyowi
Ale jaka podpucha, przecież to otwarte wyzwanie.

>Gdydby zatem autor wątku chciał uczciwej dyskusji to zdefiniowałby Boga
Gdyby ów Bóg chciał uczciwych wyznawców, to by się sam zdefiniował.

>Ignoruję Bogusławskiego...
Przecież Andrzej Bogusławski jest autorem tego wątku!

Ale co do zasady, to przyznam, że podoba mi się określanie w stopce komu nie będzie się odpowiadało, bo ignorowany uczestnik ma możliwość dostosowania retoryki. No i nie trzeba korzystać z poniekąd kontrowersyjnej funkcji ignorowania.
.
24-11-2014 10:29 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
cały wątek to podpucha aby dokopać Szarleyowi
>Ale jaka podpucha, przecież to otwarte wyzwanie.
Żadne wyzwanie, a po prostu zwyczajne pytanie. Odpowiedź p. Szarley'a jest na tyle ciekawa oraz inspirująca do refleksji, iż będę musiał dobrze pomyśleć nad odpowiedzią i to pomimo tego, że podobnej się spodziewałem, ale warto z mądrymi ludźmi rozmawiać na każdy temat.

@@@
.
24-11-2014 10:43 
 Ocena 3 na 3
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>>cały wątek to podpucha aby dokopać Szarleyowi
>>Ale jaka podpucha, przecież to otwarte wyzwanie.
>Żadne wyzwanie, a po prostu zwyczajne pytanie.
Nie zwyczajne pytanie, tylko wątek z rzeczonym w tytule. Jeśli to nie jest wyzwanie, to co nim jest?

>warto z mądrymi ludźmi rozmawiać
Dziękuję.
.
24-11-2014 19:57 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>> warto z mądrymi ludźmi rozmawiać
> Dziękuję.

Egocentryczna narcyzka

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
24-11-2014 22:00 
 Ocena 2 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Egocentryczna narcyzka
Zdystansowana realistka.
.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
A ile jest 2+2?

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
24-11-2014 12:12 
 Ocena 4 na 4
Elasp (6859 punktów)

>Żadne wyzwanie, a po prostu zwyczajne pytanie. Odpowiedź p. Szarley'a jest na tyle ciekawa oraz inspirująca do refleksji, iż będę musiał dobrze pomyśleć nad odpowiedzią i to pomimo tego, że podobnej się spodziewałem, ale warto z mądrymi ludźmi rozmawiać na każdy temat.

Skoro p. Szarley tak obszernie odpowiedział na Pana pytania, to może Pan teraz wyjaśni, na czym właściwie polegają ograniczenia intelektualne i moralne p. Szarleya? Przecież musi takowym podlegać skoro, jak Pan niezmiennie utrzymuje, że "Każda wiara - niezależnie od jej przedmiotu - ogranicza nas intelektualnie, a także moralnie - usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu." (www.racjon(*).php/z,0/d,34/s,608495#w611513). Każda, a więc siłą rzeczy także wiara p. Szarleya.

Proszę zatem o wskazanie, na czym konkretnie polegają ograniczenia, którym podlega p. Szarley. Jeżeli Pan nie będzie w stanie wskazać takich ograniczeń, to będzie trzeba uznać, ze nie każda wiara ogranicza w powyższy sposób.
24-11-2014 13:34 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Skoro p. Szarley tak obszernie odpowiedział na Pana pytania, to może
> Pan teraz wyjaśni, na czym właściwie polegają ograniczenia
> intelektualne i moralne p. Szarleya? (..)
> Proszę zatem o wskazanie, na czym konkretnie polegają ograniczenia

Na tym, że Czesi nie są narodem?

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
24-11-2014 15:03 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> Proszę zatem o wskazanie, na czym konkretnie polegają ograniczenia, którym podlega p. Szarley.
Przedstawię to obrazowo. Pan Szarley powinien założyć "jedynki", a Pan Elasp, czy pan Brzostowski nosić białą laskę.
Tyle, iż tłumaczenie obrazowo ślepemu jest nieracjonalne. Dlatego z panem Szarley'em dyskusja na temat wiary jest możliwą i wskazaną, zaś z Panem i jego ideowymi przyjaciółmi całkowicie bezsensowną, ot możecie Państwo, co najwyżej, stanowić inspirację dla racjonalnej interpretacji jakiegoś problemu.

www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,618781#w619063
www.racjon(*).php/z,0/d,23/s,622763#w625036
www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,624150#w624723

Pan Elasp nie odpowiada, gdyż po przeprowadzeniu postępowania lustracyjnego, które tu wywołał honor mu na to nie pozwala. On ma inne problemy - radzi innym, jak rozwiązać problem z zasilaczem, prowadzi dalsze uczone rozmowy
(fakt notoryczny, więc nie linkuję), a także orzeka - przy zachowaniu - A JAKŻE! - dystansu wobec siebie i swych koncepcji kto tu jest mądrym człowiekiem.


@@@
.
24-11-2014 16:25 
 Ocena 5 na 5
Elasp (6859 punktów)
>.
>> Proszę zatem o wskazanie, na czym konkretnie polegają ograniczenia, którym podlega p. Szarley.
>Przedstawię to obrazowo. Pan Szarley powinien założyć "jedynki", a Pan Elasp, czy pan Brzostowski nosić białą laskę.
>Tyle, iż tłumaczenie obrazowo ślepemu jest nieracjonalne.

Dobrze, ale racjonalistyczna inteligencja, która czyta Pana wypowiedzi, na pewno zrozumie Pana wyjaśnienie, na czym konkretnie polegają ograniczenia intelektualne i moralne p. Szarleya. Z uwagi na to, że czytają Pana inni, a nie tylko ja, proszę o udzielenie konkretnej odpowiedzi dotyczącej ograniczeń intelektualnych i moralnych p. Szarleya, którym - Pana zdaniem - podlega on jako osoba wierząca.
24-11-2014 19:07 
 Ocena 3 na 3
Brzostowski (7067 punktów)
>>Przedstawię to obrazowo. Pan Szarley powinien założyć "jedynki", a Pan Elasp, czy pan Brzostowski nosić białą laskę.
>>Tyle, iż tłumaczenie obrazowo ślepemu jest nieracjonalne.
> Dobrze, ale racjonalistyczna inteligencja, która czyta Pana wypowiedzi, na pewno zrozumie Pana wyjaśnienie, na czym konkretnie polegają ograniczenia intelektualne i moralne p. Szarleya. Z uwagi na to, że czytają Pana inni, a nie tylko ja, proszę o udzielenie konkretnej odpowiedzi dotyczącej ograniczeń intelektualnych i moralnych p. Szarleya, którym - Pana zdaniem - podlega on jako osoba wierząca.

Z Bogusławskim, wg mnie, nie ma sensu dyskutować. Człowiek jest uprzedzony do teistów i już sam się gubi w tym swoim jadzie. Ja Go wyłączyłem (ignoruję) i nie mam zamiaru z nim debatować. JEdynie przez te dyskusje z Nim, moje posty robią się takie jak jego: chamskie i zauważyłem iż przez to też źle postrzegam innych ateistów (często ludzi kulturalnych). Dlatego ja sobie odpuściłem.

Podziwiam jednak Ciebie, masz zdrowie i siły.

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
24-11-2014 19:42 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Podziwiam jednak Ciebie, masz zdrowie i siły.

Zauważyłem, że p. Bogusławski bardzo Cię ostatnio zirytował i zdenerwował (a przecież właśnie o to mu chodzi). Chętnie podzielę się z Tobą swoją metodą - może zadziała i w Twoim przypadku. Otóż, gdy wchodzę na "Racjonalistę", wyobrażam sobie, że jestem lekarzem, który przestępuje próg szpitala psychiatrycznego. Oczywiście są mniej lub bardziej ciężkie i dramatyczne przypadki, ale generalnie lekarz nie powinien przejmować się tym, co mówią pensjonariusze, a zwłaszcza brać tego do siebie. Kiedyś niejeden człowiek uważał się np. za Napoleona, teraz niejeden uważa się za "racjonalistę" i "samodzielnie myślącego" (skrzywienia psychiczne są odbiciem swoich czasów, a że żyjemy w czasach nauki, więc i pojawiają się "naukowe" skrzywienia). W takim wyobrażeniu jest zresztą bardzo wiele prawdy, wszak ateizm jest de facto pewnego rodzaju intelektualną (analfabetyzm logiczny) i duchową (frustracja) ułomnością. Ta nieprzypadkowość porównania sprawia, że jest ono przydatne (przynajmniej w moim przypadku) i pozwala mi zachować zimną krew.
24-11-2014 20:21 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

> Zauważyłem, że p. Bogusławski bardzo Cię ostatnio zirytował i zdenerwował (a przecież właśnie o to mu chodzi).
Tylko zirytował i zdenerwował? Nieprawda Bogusławski tu wszelakich fideistycznych głupców wprost do szału doprowadza. Wprost zapluwają się jadem nienawiści przy atakowaniu go.

>Chętnie podzielę się z Tobą swoją metodą - może zadziała i w Twoim przypadku.
Jest to metoda wszelkich prymitywów, którzy nie posiadają inteligencji, wiedzy, przekonanych o swojej racji oraz misji,
a nie potrafiących sformułować racjonalnych argumentów, które mogłoby przekonać samodzielnie myślącego czytelnika. Metoda chamskiej, złośliwej dyskredytacji, obrzucania oponentów gównem wszelakim. Zawsze się coś tam przyklei.

>Otóż, gdy wchodzę na "Racjonalistę", wyobrażam sobie, że jestem lekarzem, który przestępuje próg szpitala psychiatrycznego.
Gratuluję założycielom naszego forum i jego redaktorom i moderatorom!

>Oczywiście są mniej lub bardziej ciężkie i dramatyczne przypadki, ale generalnie lekarz nie powinien przejmować się tym, co mówią pensjonariusze, a zwłaszcza brać tego do siebie. Kiedyś niejeden człowiek uważał się np. za Napoleona, teraz niejeden uważa się za "racjonalistę" i "samodzielnie myślącego" (skrzywienia psychiczne są odbiciem swoich czasów, a że żyjemy w czasach nauki, więc i pojawiają się "naukowe" skrzywienia).
Na przykład chwali się tu, iż ma pojęcie o filozofii, teologii, fizyce, biologii itp. itd. większe od profesjonalistów o uznanym dorobku, ponadto jest poliglotą oczytanym w literaturze obcojęzycznej.
"Jam jest Alfa i Omega, początek i koniec, mówi Pan Elasp-onimbus" i każdego potrafię zmieszać z błotem i/lub mu "udowodnić", że jest co najmniej stalinowskim pociotem. www.racjon(*).php/s,640660/z,0/d,38#w643842

>W takim wyobrażeniu jest zresztą bardzo wiele prawdy,
Tak, przy takiej wyobraźni jest tylko jedna jedyna prawda, ta która jest w Pańskim posiadaniu.

>wszak ateizm jest de facto pewnego rodzaju intelektualną (analfabetyzm logiczny) i duchową (frustracja) ułomnością. Ta nieprzypadkowość porównania sprawia, że jest ono przydatne (przynajmniej w moim przypadku) i pozwala mi zachować zimną krew.
Wypowiadać największe głupoty i najpodlejsze plugastwa przy całkowitym spokoju i to jest nieodpartym dowodem zdrowia psychicznego pacjenta tak postępującego.

@@@
.
24-11-2014 21:03Nie na temat 
 Ocena 4 na 4
Elasp (6859 punktów)

>Tylko zirytował i zdenerwował? Nieprawda Bogusławski tu wszelakich fideistycznych głupców wprost do szału doprowadza. Wprost zapluwają się jadem nienawiści przy atakowaniu go...

Tak, tak, oczywiście. Przemęczeni jesteśmy wszyscy, zresztą wypowiada się Pan w sposób bardzo logiczny. Spokojnie, spokojnie...
25-11-2014 11:54 
 Ocena 4 na 4
astrotaurus (12445 punktów)

>>Otóż, gdy wchodzę na "Racjonalistę", wyobrażam sobie, że jestem lekarzem, który przestępuje próg szpitala psychiatrycznego.
>Gratuluję założycielom naszego forum i jego redaktorom i moderatorom!
   Uderzmy się jednak też w piersi własne - użytkowników. Elasp jest trollem ochoczo przez wielu z nas pasionym ponad jakąkolwiek rozsądną miarę.
   Takiemu jak on można pomóc wyłącznie precyzyjnym punktowaniem głoszonych bzdur osaczając go w jakimś zakątku jego głupoty. Pozwalanie mu na brylowanie w wielu wątkach na tysiące różnych tematów naraz tylko pogarsza jego stan.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
25-11-2014 14:29 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Otóż, gdy wchodzę na "Racjonalistę", wyobrażam sobie, że jestem lekarzem, który przestępuje próg szpitala psychiatrycznego.
Gratuluję założycielom naszego forum i jego redaktorom i moderatorom!
>   Uderzmy się jednak też w piersi własne - użytkowników. Elasp jest trollem ochoczo przez wielu z nas pasionym ponad jakąkolwiek rozsądną miarę.
I to najbardziej upierdliwym, o minimalnej wiedzy na każdy z poruszanych tematów, jaki się tu trafił od ponad ośmiu lat.
Ale warto też zobaczyć jak bez mądrych ingerencji moderacji coraz bardziej się zacietrzewia i coraz większe tu głupoty wypisuje pan Brzostowski.

>   Takiemu jak on można pomóc wyłącznie precyzyjnym punktowaniem głoszonych bzdur osaczając go w jakimś zakątku jego głupoty. Pozwalanie mu na brylowanie w wielu wątkach na tysiące różnych tematów naraz tylko pogarsza jego stan.
Merytorycznie zgadzam się całkowicie, ale emocjonalnie czasem zdzierżyć nie mogę. Dlatego chciałbym aby tu dyskurs był jednak na trochę wyższym poziomie - jak na portal racjonalistów przystało.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
24-11-2014 19:51 
 Ocena 4 na 4
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Ta nieprzypadkowość porównania sprawia, że jest
> ono przydatne (przynajmniej w moim przypadku) i pozwala
> mi zachować zimną krew.


Czy aby?
Dobrze, jesteśmy tu bardziej, czy mniej skrzywieni psychicznie, a może i nawet chorzy. Wszyscy z wyjątkiem Pana.
Z tym bywa różnie - na kogo wypadnie na tego bęc i zazwyczaj najbardziej zainteresowany dowiaduje się o tym ostatni, jak pokazuje film "Piękny umysł". Kiedyś może wypaść na mnie, może na maceoxa, to może i na Bogusławskiego, kulkę, rafala73, meretseger itd. Może i już wypadło. Czemu nie?

Mam kolegę - psychiatrę, pracuje w jednym z krakowskich szpitali.
Wie Pan, co do mnie kiedyś ogólnie powiedział

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
24-11-2014 21:23Nie na temat 
 Ocena 2 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
Daję plusa i dziękuję za metodę oraz posta, poprawiłeś mi znacznie humor tym wpisem.

Narazie jednak pozostanę przy ignorowaniu Bogusławskiego i będę się starał powoli "wgryźć" w Twoją metodę, może się uda, widzę bowiem w niej duży potencjał.

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
24-11-2014 23:18Nie na temat 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>Daję plusa i dziękuję za metodę oraz posta, poprawiłeś mi znacznie humor tym wpisem.
>Narazie jednak pozostanę przy ignorowaniu Bogusławskiego i będę się starał powoli "wgryźć" w Twoją metodę, może się uda, widzę bowiem w niej duży potencjał.
>
Ignoruję Bogusławskiego i rafała73

Oho! Bogusłąwski cieniuje posty! Ciekawe czy swoje nie na temat też wycieniuje, czy to już przekracza jego możliwości.

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
24-11-2014 22:37 
 Ocena 5 na 5
farmer (22440 punktów)

> Otóż, gdy wchodzę na "Racjonalistę", wyobrażam sobie, że jestem lekarzem, który przestępuje próg szpitala psychiatrycznego.

Otóż zapewniam że nie tylko to sobie wyobrażasz....

Kiedyś nawet pamiętam wyobraziłeś sobie że udowadniasz boga.
25-11-2014 00:47 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
>gdy wchodzę na "Racjonalistę", wyobrażam sobie, że jestem lekarzem, który przestępuje próg szpitala psychiatrycznego.
Ma Pan piękne wizje i ciekawe hobby. A co Panu na to dają koledzy po fachu?

No, Panie Elasp wykaż się Pan teraz jakaś wiedzą i dystansem do siebie. Jaki lek mógłby pomóc przy takiej przypadłości? Potrafi Pan powiedzieć, czy nie potrafi?

Widzi Pan, na racjonaliście, to nawet żeby sobie coś wyobrazić, to najpierw trzeba coś wiedzieć.

A skoro Pan tu u nas nie jest lekarzem, a jest Pan tu, to kim Pan jest?

>Ta nieprzypadkowość porównania sprawia, że jest ono przydatne (przynajmniej w moim przypadku) i pozwala mi zachować zimną krew.
Czyli jest Pan szczęśliwy w tym stanie. No to w czym właściwie problem?
Niech Pan zatem zostanie jeszcze z nami (tak tylko mówię, żeby Pana nie zdenerwować. Oczywiscie, wiem, że Pan opcji wyjścia nie ma - dla Pana Racjonalista to dom bez klamek i dlatego nigdy Pan tego forum nie opuści)

A ja np. lubię się bawić w "Bazyliszka". Pogra Pan jeszcze?
25-11-2014 12:17 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

> Ma Pan piękne wizje i ciekawe hobby. A co Panu na to dają koledzy po fachu?No, Panie Elasp wykaż się Pan... itd.

Nie fikaj.
25-11-2014 12:38 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
> Nie fikaj.
Bo co?
25-11-2014 13:02 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Nie fikaj.
>Bo co?
Bo przynajmniej zostanie Pan tu tak załatwiony przez szanownego pana Elaspa jak Bogusławski. Wielki katolicki moralista i intelektualista pogrzebie z bazach danych i wyjdzie Panu, że jeden dziadek był w Wermachcie, a drugi w Armii Czerwonej, ojciec był aktywistą PZPR, a rodzona matka do ORMO się zapisała. Już on to wszystko potrafi spleść w odpowiednie "logiczne" wiązanki.

@@@
.
25-11-2014 10:56 
 Ocena 7 na 7
diogenes (42753 punktów)
>gdy wchodzę na "Racjonalistę", wyobrażam sobie, że jestem lekarzem, ...

Zdaje się, że wyobrażasz sobie, że wchodzisz...Racjonalizm to - choć nie tylko - stan umysłu.

Czy wchodząc do kościoła zdejmujesz biały kitel?


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
26-11-2014 00:04 
 Ocena 1 na 1
hamp (3461 punktów)
>Czy wchodząc do kościoła zdejmujesz biały kitel?
Tak, i zakłada kaftan bezpieczeństwa


"When I feed the hungry, they call me a saint. When I ask why people are hungry, they call me a Communist."
Hélder Câmara
25-11-2014 11:42 
 Ocena 4 na 4
astrotaurus (12445 punktów)
>Otóż, gdy wchodzę na "Racjonalistę", wyobrażam sobie, że jestem lekarzem, który przestępuje próg szpitala psychiatrycznego.
   I to usilne wyobrażenie powoduje, że jesteś pacjentem tak odpornym na kurację.

>ateizm jest de facto pewnego rodzaju intelektualną (analfabetyzm logiczny) i duchową (frustracja) ułomnością.
   Nie jest to pierwsza Elaspowa opinia w tym duchu, nie mogę jakoś doliczyć nawet do 1 Elaspowych uzasadnień owej.
   Żeby trolla nie męczyć nadmiernie domagam się wyjaśnień paszkwili rzuconych w jednym tylko wątku: jeśli nie odpowiesz na moje pytania zawarte w tym podwójnym poscie będąc gdzie indziej aktywnym zgłoszę wniosek o usunięcie Cię z forum.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
25-11-2014 19:49 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>   I to usilne wyobrażenie powoduje, że jesteś pacjentem tak odpornym na kurację.

Jeżeli ateizm jest zdrowiem, ludzkość jest chora w 99,9%. Mam po prostu trochę lepsze mniemanie o ludzkości niż Ty. I pomyśleć, ze ateiści częstokroć uważają się za humanistów!

>   Żeby trolla nie męczyć nadmiernie domagam się wyjaśnień paszkwili rzuconych w jednym tylko wątku: jeśli nie odpowiesz na moje pytania zawarte w tym podwójnym poscie będąc gdzie indziej aktywnym zgłoszę wniosek o usunięcie Cię z forum.

Po pierwsze, nie szantażuj mnie. Po drugie - zgłaszaj, jeżeli tylko masz ochotę. Po trzecie, odpowiem (jeżeli można, jutro) na Twój podwójny post, chociaż nie zawiera on żadnej istotnej treści. Ty ze swej strony przemyśl post na który tym podwójnym p. odpowiadałeś, bo jest tam wszystko b. wyraźnie powiedziane.
25-11-2014 19:53 
 Ocena 1 na 1
-jad- (18783 punktów)
>Chętnie podzielę się z Tobą swoją metodą - może zadziała i w Twoim przypadku. Otóż, gdy wchodzę na "Racjonalistę", wyobrażam sobie, że jestem lekarzem, który przestępuje próg szpitala psychiatrycznego. Oczywiście są mniej lub bardziej ciężkie i dramatyczne przypadki, ale generalnie lekarz nie powinien przejmować się tym, co mówią pensjonariusze, a zwłaszcza brać tego do siebie.

A tam, szpitala, bez przesady. Metoda może być bardziej ogólna (obowiązywać wszędzie) czyli akceptujesz każdego takim jakim jest, bo nie ma wyboru i musi takim być a czegokolwiek wymagasz tylko od siebie, bo Cię na to stać.
Czemu jej nie stosuję pozostawiam pod rozwagę Pana Doktora
24-11-2014 20:27 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> Dobrze, ale racjonalistyczna inteligencja, która czyta Pana wypowiedzi, na pewno zrozumie Pana wyjaśnienie,
I taka komunikatywność całkowicie mi wystarcza oraz całkowicie intelektualnie na naszym forum mnie satysfakcjonuje.

@@@
.
24-11-2014 19:18 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Pan Elasp nie odpowiada, gdyż po przeprowadzeniu postępowania
> lustracyjnego, które tu wywołał honor mu na to nie pozwala.
> On ma inne problemy - radzi innym, jak rozwiązać problem z zasilaczem,

Zasilacza elektrycznego.. już tam idę.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
24-11-2014 22:14Nie na temat 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>Ale jaka podpucha, przecież to otwarte wyzwanie.
Tak uważam, a wynik tej dyskusji to wg mnie pokaże.
>>Gdydby zatem autor wątku chciał uczciwej dyskusji to zdefiniowałby Boga
>Gdyby ów Bóg chciał uczciwych wyznawców, to by się sam zdefiniował.
A co to ma do rzeczy?
>>Ignoruję Bogusławskiego...
>Przecież Andrzej Bogusławski jest autorem tego wątku!
No tak, ignorowanie Bogusławskiego nie dotyczy watków (widać je) dlatego w wątku biorę udział, ale Bogusławskiemu poza odpowiedzią na post inicjujący nie zamierzam odpowiadać.
>Ale co do zasady, to przyznam, że podoba mi się określanie w stopce komu nie będzie się odpowiadało, bo ignorowany uczestnik ma możliwość dostosowania retoryki. No i nie trzeba korzystać z poniekąd kontrowersyjnej funkcji ignorowania.

Funkcję ignorowania mam włączoną, pokazuja się jednak wątki, stad na wątek odpowiadam. W stopce zamieściłem informację kogo ignoruję, aby inni forumowicze wiedzieli, iż nie odpowiadam nie dlatego, że brakuje mi wiedzy lub odwagi, tylko dlatego, że nie widzę tych postów i ignoruję. A przyczyny ignorowania są takie, że z Bogusławskim prawie zawsze kończy się to pyskówką, z Jego winy. Dla mnie to strata czasu, niech się piekli sam ze sobą...

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
24-11-2014 23:32 
 Ocena 5 na 5
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>wynik tej dyskusji
"Wynik dyskusji" to prawie oksymoron

>Funkcję ignorowania mam włączoną, pokazuja się jednak wątki, stad na wątek odpowiadam.
Webmaster zapomniał do ignorowanych dodać posty inicjujące wątki, a Ty zapomniałeś włączyć ignorowanie w swojej głowie.
.
kogut59 (3090 punktów)
>Mamy na naszym forum wierzącego racjonalistę pana Szarley'a,
Scharley is O.K.
Heremis (587 punktów)

>Pan Szarley jest właśnie takim oświeconym wierzącym i korzystając z okazji chciałbym go zapytać - co
>mogłoby go skłonić do odrzucenia jego postawy - wiary. Czy dopuszcza, czy też całkowicie odrzuca
>taką możliwość?
Przepraszam, że się wtrącę, ale dlaczego tak Pana interesuje możliwość porzucenia wiary przez wierzących, jeśli wierzą tak jak Szarley w czym problem? Otoczenia nie napastują, nie są pretensjonalni. Każdy ma swoją drogę, jeśli mu z tym dobrze niech żyje tak jak chce.

"Com napisał, napisałem" J 19, 22
23-11-2014 13:40 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Przepraszam, że się wtrącę, ale dlaczego tak Pana interesuje możliwość porzucenia wiary przez wierzących, jeśli wierzą tak jak Szarley w czym problem?
Od dziecka jestem ciekawym ludzi i świata. (W sposób bliższy Martynie Wojciechowskiej niż Wojciechowi Cejrowskiemu.) Taka jest moja postawa wobec istniejącej obiektywnie rzeczywistości, tak przyrodniczej jak społecznej.

>Otoczenia nie napastują, nie są pretensjonalni. Każdy ma swoją drogę, jeśli mu z tym dobrze niech żyje tak jak chce.
Są inteligentni myślący samodzielnie, wykształceni i dlatego pytam, gdyż takich pytać warto. Ludzie ograniczeni intelektualnie wiarą, którzy mówią, iż "wierzę - bo tak" nie są warci takich pytań, gdyż nie są zdolni do przedstawienia ciekawych argumentów na obroną własnej postawy. Pytam Pana Szarley'a, gdyż uważam, że to jest tak mądry człowiek,
iż można go o to zapytać!

Moim zdaniem pytać można - "Ateiści, co przekonałoby Was do katolicyzmu?" "Jakie dowody mogłyby przekonać racjonalistę, że Bóg istnieje?", a nawet należy.

@@@
.
23-11-2014 18:15 
 Ocena 1 na 1
Heremis (587 punktów)
Pytam Pana Szarley'a, gdyż uważam, że to jest tak mądry człowiek,
>iż można go o to zapytać!
>Moim zdaniem pytać można - "Ateiści, co przekonałoby Was do katolicyzmu?" "Jakie dowody mogłyby przekonać racjonalistę, że Bóg istnieje?", a nawet należy.
>@@@
Dziękuję za odpowiedź, istotnie spytać można, zwłaszcza z czystej ciekawości, gorzej jeśli ktoś stawia sobie w domyśle cel, aby usilnie przekonać drugą stronę do swojej opcji.
Pozdrawiam

"Com napisał, napisałem" J 19, 22
23-11-2014 18:48 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Dziękuję za odpowiedź, istotnie spytać można, zwłaszcza z czystej ciekawości, gorzej jeśli ktoś stawia sobie w domyśle cel, aby usilnie przekonać drugą stronę do swojej opcji.
Osobiście uważam, iż nasza osobowość jest kształtowana we wczesnym dzieciństwie, jako dzieci przeżywamy okres ciekawości, jako nastolatkowe okres protestu, ale później, to już nikt - oprócz nas samych - naszych poglądów na świat zmienić nie może.

@@@
.
23-11-2014 21:26 
 Ocena 3 na 3
Heremis (587 punktów)

> Osobiście uważam, iż nasza osobowość jest kształtowana we wczesnym dzieciństwie, jako dzieci przeżywamy okres ciekawości, jako nastolatkowe okres protestu, ale później, to już nikt - oprócz nas samych - naszych poglądów na świat zmienić nie może.
>@@@
>.
Istotnie, do 20 roku byłem gorliwym dość katolikiem, ale potem zacząłem własne duchowe poszukiwania, sporo mi to dało i wiele zmieniło w życiu, uczyniło bogatszym, choćby przez zrozumienie dla odmiennych poglądów innych. Ogólny światopogląd ukształtował się i teraz skupiam się na realizacji tego, w co wierzę i w czym widzę sens.

"Com napisał, napisałem" J 19, 22
23-11-2014 23:20 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Istotnie, do 20 roku byłem gorliwym dość katolikiem, ale potem zacząłem własne duchowe poszukiwania, sporo mi to dało i wiele zmieniło w życiu, uczyniło bogatszym, choćby przez zrozumienie dla odmiennych poglądów innych.
Przyjmuję Pańską deklarację wraz całym jej dobrodziejstwem, ale pytanie było inne: (...) jeszcze ciekawszą - moim zdaniem - jest refleksyjna, przemyślana wypowiedź czy możliwym jest założenie przez wierzącego utraty wiary oraz określenia przyczyn, które mogłyby to spowodować? Zupełnie nie chodzi mi tu o szybkie odpowiedzi, odwrotnie - mamy czas - i dlatego chodzi mi tu o mądre, w miarę szczere wypowiedzi.
Oczywiście odpowiedzi są tylko wynikiem dobrej woli i chęci na nie odpowiedzenia. Żadnego przymusu tu nie ma i być nie może.

>Ogólny światopogląd ukształtował się i teraz skupiam się na realizacji tego, w co wierzę i w czym widzę sens.
Myślę, iż uwzględniając wieloznaczność słowa "wierzę", pod tą deklaracją podpisałaby się większość z nas.

Pozdrawiam.

@@@
24-11-2014 08:33 
 Ocena 6 na 6
Heremis (587 punktów)

> jeszcze ciekawszą - moim zdaniem - jest refleksyjna, przemyślana wypowiedź czy możliwym jest założenie przez wierzącego utraty wiary oraz określenia przyczyn, które mogłyby to spowodować? Zupełnie nie chodzi mi tu o szybkie odpowiedzi, odwrotnie - mamy czas - i dlatego chodzi mi tu o mądre, w miarę szczere wypowiedzi.

Zabrzmi to dość płytko, ale różne sytuacje życiowe wystawiają wiarę na próby. Dla niektórych osobista tragedia może być powodem utraty wiary, bądź zwrócenia się ku niej. Gdy zacząłem swoje poszukiwania, początkowo zwątpiłem zupełnie w katolicyzm i także samą ideę Boga, można powiedzieć, że był to stan pewnej niewiary. Potem jednak uświadomiłem sobie, że katolicyzm nie ma wyłączności na mówienie o Bóstwie. Gdy zacząłem swoje poszukiwania wyszedłem z pozycji agnostyka, nie wiem jak jest, ale postanowiłem zainteresować się innymi religiami, szerzej pojętą duchowością ponad religiami, mistycyzmem, także ateizmem i innymi -izmami. W efekcie to, co mnie przekonuje i w czym widzę sens już myślę znalazłem. Wspominałem Panu o gnostycyzmie, z tekstów starożytnych oraz obecnych czerpię inspirację, nie traktuję ich jako prawdy objawione, wiele z tych nauk można sprawdzać na drodze praktyki oraz własnej refleksji. Co bardzo istotnie widzę w tym sens i jest mi z tym dobrze. Dlatego nie wiem, co mogłoby mnie skłonić do ateizmu. Tutaj nie śmiem oceniać ateistów i samego ateizmu w wydaniu naturalistycznym. Ten światopogląd nie jest po prostu dla mnie, nie ma w nim nic, co w jakimś stopniu by mnie pociągało, wierzę, że jest coś więcej, co wykracza poza nas. Nie wiem czy tak jest, ale na drodze wiary, samopoznania i praktyki mam możliwość zgłębiania swojej drogi. Chcę tego i widzę w tym sens. Mam to życie i szansę by je przeżyć tak jak chcę, wybrałem to, co wybrałem. Każdy człowiek dąży do szczęścia, a widzi je we właściwy sobie sposób. Można powiedzieć, używając terminów gnostyckich, że moja droga duchowa daje mi "pełnię", tymczasem innym tego brak, przy czym jak wielokrotnie już pisałem niech każdy żyje w zgodzie z sobą i swoimi dążeniami bez narzucania swoich "prawd" innym.
Pozdrawiam

"Com napisał, napisałem" J 19, 22
29-11-2014 14:08 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Zabrzmi to dość płytko, ale różne sytuacje życiowe wystawiają wiarę na próby. Dla niektórych osobista tragedia może być powodem utraty wiary, bądź zwrócenia się ku niej.
Tak, moja babcia (ta, która poza rodzicami najbardziej wpłynęła na moją osobowość) osoba wykształcona pochodząca
z katolickiej inteligenckiej rodziny, do wojny nie tylko była osobą wierzącą, ale także zaprzyjaźnioną z proboszczem. Doświadczenia i wiedza o wojnie spowodowały u niej odrzucenie Boga i religii. Stwierdzała: "ja nie chcę znać takiego Boga, który dopuszcza do takich potworności - nawet na niewinnych dzieciach."
Odrzucenie to było tak silne, że nie tylko zostało połączone z przyswajaną później wiedzą religioznawczą, ale także nie skłaniające ją do samej śmierci (przeżyła 90 lat) do powrotu do wiary.

Po wojnie wielu mędrców pytało: "Gdzie był wtedy Bóg?" I odpowiedzi były rożne. Jest to zresztą stary problem teologiczny
>Gdy zacząłem swoje poszukiwania, początkowo zwątpiłem zupełnie w katolicyzm i także samą ideę Boga, można powiedzieć, że był to stan pewnej niewiary.
Zwątpienie, to nie odrzucenie wiary, to tylko refleksja nad nią.

>Potem jednak uświadomiłem sobie, że katolicyzm nie ma wyłączności na mówienie o Bóstwie.
Zdecydowanie nie ma, choć w naszej kulturze jego głos najbardziej jest głośny i ma największe znaczenie.

>Gdy zacząłem swoje poszukiwania wyszedłem z pozycji agnostyka, nie wiem jak jest, ale postanowiłem zainteresować się innymi religiami, szerzej pojętą duchowością ponad religiami, mistycyzmem, także ateizmem i innymi -izmami.
Agnostyk, to jest człowiek, który nie wie lub sąd zawiesza, a nie człowiek, który poszukuje optymalnej odpowiedzi na tak.

>W efekcie to, co mnie przekonuje i w czym widzę sens już myślę znalazłem.
Gratuluję, ja opierając swoje poglądy na dorobku nauki ciągle mam jakieś wątpliwości.

>Wspominałem Panu o gnostycyzmie, z tekstów starożytnych oraz obecnych czerpię inspirację, nie traktuję ich jako prawdy objawione, wiele z tych nauk można sprawdzać na drodze praktyki oraz własnej refleksji. Co bardzo istotnie widzę w tym sens i jest mi z tym dobrze.
Coś tam niecoś o gnostycyzmie słyszałem.

A historia religii, to także historia (najczęściej krwawych) sporów o jedynosłuszność własnej koncepcji:
www.racjon(*)q,Gnoza..chrzescijanstwa.groza
www.racjon(*)iniona.katolickosc.manicheizmu
www.racjon(*)ymskie.oczyszczenie.z.czystych

>Dlatego nie wiem, co mogłoby mnie skłonić do ateizmu.
Sądzę, iż nic!

>Tutaj nie śmiem oceniać ateistów i samego ateizmu w wydaniu naturalistycznym.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,8/s,365851#w367674
www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,620829#w621021
www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,624150#w624704

>Ten światopogląd nie jest po prostu dla mnie, nie ma w nim nic, co w jakimś stopniu by mnie pociągało, wierzę, że jest coś więcej, co wykracza poza nas.
Jestem o tym głęboko przekonanym. Trzeba tu być bardzo przez Boga wybranym, gdyż ateizm wynikający z racjonalnych przemyśleń, opierający swoje przekonanie na dorobku nauki dotyczy mniej niż 1% społeczeństwa.

>Nie wiem czy tak jest, ale na drodze wiary, samopoznania i praktyki mam możliwość zgłębiania swojej drogi. Chcę tego i widzę w tym sens.
I dalej! Ma Pan pełne prawo do takiego wyboru, a z wiarą nie ma dyskusji, gdyż nikt wierzącego nie przekona, iż białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej.

>Mam to życie i szansę by je przeżyć tak jak chcę, wybrałem to, co wybrałem.
Jestem zdecydowanym demokratą i zwolennikiem wolności myśli oraz wypowiedzi.

>Każdy człowiek dąży do szczęścia, a widzi je we właściwy sobie sposób.
Dokładnie tak!

>Można powiedzieć, używając terminów gnostyckich, że moja droga duchowa daje mi "pełnię", tymczasem innym tego brak, przy czym jak wielokrotnie już pisałem
Gratuluję Panu! Ja mam tylko satysfakcję poznawczą na bezkresnej drodze próby zrozumienia obiektywnie istniejącej rzeczywistości.

>niech każdy żyje w zgodzie z sobą i swoimi dążeniami bez narzucania swoich "prawd" innym.
I tu jest "największy pies pogrzebany". Wiara niesłychanie rzadko łączy się z tolerancją dla innych poglądów. W wiarę wprost wpisany jest przymus nawracania. W całej Polsce przeżywamy teraz proces nawracania wszystkich na siłę.
Mamy teraz nową siłę przewodnią, w eleganckim czarnym kolorze
www.racjon(*).php/s,538650/z,0/d,10#w543648

To samo dzieje się na naszym forum, a ostatnio przybrało to wprost formy nachalne i bardzo prymitywne. Oczywiście zarzut chamskiej ewangelizacji Pana zupełnie nie dotyczy. Pan jest tu kulturalnym i tolerancyjnym człowiekiem.

Pozdrawiam.

@@@
.
30-11-2014 09:34 
 Ocena 1 na 1
Heremis (587 punktów)
>Po wojnie wielu mędrców pytało: "Gdzie był wtedy Bóg?"
Moje wyobrażenie Bóstwa już przedstawiałem, nie przystaje do tego, co mówi wiele religii, zwłaszcza chrześcijaństwo. Tutaj mamy bardzo pretensjonalne podejście do Bóstwa. Ludzie ludziom zgotowali ten los, a Bóstwo w moim przekonaniu nie jest od spełniania naszych pragnień i życzeń. Wiara, modlitwa, religia są najwyżej dla ludzi, Bóstwo ich nie potrzebuje, jeśli ma na głowie cały wszechświat dlaczego ma się przejmować specjalnie ludźmi, jesteśmy jednym z nieskończenie wielu jego przejawów, po nas będą inne.

>Zwątpienie, to nie odrzucenie wiary, to tylko refleksja nad nią.
Odrzuciłem w zasadzie wiarę katolicką i skłoniłem się ku odmiennej postawie wiary.

>Agnostyk, to jest człowiek, który nie wie lub sąd zawiesza, a nie człowiek, który poszukuje optymalnej odpowiedzi na tak.
Jak nieraz pisałem, nie wiem, może nawet nikt nigdy się nie dowie, nie mam pojęcia.

>Gratuluję, ja opierając swoje poglądy na dorobku nauki ciągle mam jakieś wątpliwości.
To nie znaczy że nie mam żadnych dalszych wątpliwości czy refleksji, indywidualna duchowość to ciągła droga, widzę kierunek, ale nie wiem gdzie zajdę.

>Coś tam niecoś o....
Szanowny Panie teksty o gnostycyzmie na racjonaliście czytałem już dawno, nie ma potrzeby wklejać mi odnośników. Są warte uwagi, ale chętniej sięgam do ksiązki K. Rudolpha, opracowań E. Pagels oraz tłumaczeń tekstów źródłowych takich jak Ewangelia Tomasza, Ewangelia Marii Magdaleny czy Dialog Zbawcy.

>Sądzę, iż nic!
Nie widzę w tym żadnego problemu.

>Jestem o tym głęboko przekonanym. Trzeba tu być bardzo przez Boga wybranym, gdyż ateizm wynikający z racjonalnych przemyśleń, opierający swoje przekonanie na dorobku nauki dotyczy mniej niż 1% społeczeństwa.
Istotnie, dla mnie jak już nieraz pisałem, to jedna z wielu postaw, jestem zwolennikiem pluralizmu światopoglądowego.

>I dalej! Ma Pan pełne prawo do takiego wyboru, a z wiarą nie ma dyskusji, gdyż nikt wierzącego nie przekona, iż białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej.
To Pana zdanie, przyjmuję do wiadomości.

>Jestem zdecydowanym demokratą i zwolennikiem wolności myśli oraz wypowiedzi.
Ja również

>Gratuluję Panu! Ja mam tylko satysfakcję poznawczą na bezkresnej drodze próby zrozumienia obiektywnie istniejącej rzeczywistości.
Każdy znajdzie coś dla siebie, dla mnie satysfakcję przynosi medytacja, własna twórczość i praca nad sobą.

>I tu jest "największy pies pogrzebany". Wiara niesłychanie rzadko łączy się z tolerancją dla innych poglądów. W wiarę wprost wpisany jest [color=blue]przymus nawracania. W całej Polsce przeżywamy teraz proces nawracania wszystkich na siłę.

Wiem o tym i nic na to nie poradzę, piszę za siebie. Nie mam najmniejszego zamiaru przekonywać kogokolwiek do swojej wiary, najwyżej przedstawić swój punkt widzenia.

>Pozdrawiam.
>@@@
Również Pozdrawiam


"Com napisał, napisałem" J 19, 22
01-12-2014 10:35 
 0 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Przepraszam, ale ujawnię tu prywatną korespondencję.

Niech Pan poprawi tego swojego posta.
www.racjon(*).php/z,0/d,21/s,643658#w644897
Cały zzieleniał. Czyżby ze złości?
Pozdrawiam.


>Witam,
>Źle powycinałem tekst, zawsze ucinam, żeby nie wydłużać i moje wyszło na zielono, czysta nieuwaga, żadna złość.
>Pozdrawiam

Nie odebrałem tego jako złośliwość, ale dopóki nikt nań nie odpowiedział można poprawić. Trzeba kliknąć w "edytuj"
i poprawiać. Dlatego właśnie wysłałem posta, a nie odpowiedź na forum.
Pozdrawiam.


>Rozumiem, ja zaś uznałem, że najważniejsza jest treść wypowiedzi, kolor zignorowałem
>Pozdrawiam

Przykro mi, ale teraz to już odbieram Pańską wypowiedź jako złośliwe lekceważenie czytelników. Treść jest ważną,
ale forma też ma znaczenie. Pan Brzostowski ignoruje Bogusławskiego, pan Elasp kulturę, a Pan kolory. Chyba dalszy komentarz nie jest potrzebnym.

Pozdrawiam.

@@@
.
01-12-2014 11:02 
 Ocena 2 na 2
Heremis (587 punktów)
>Przepraszam, ale ujawnię tu prywatną korespondencję.
To już drugi raz gdy Pan ujawnia prywatną korespondencję, niech ocenią to inni i sam Pan.
Co do postu uważam, że czepia się Pan mało istotnych spraw. Treść jest ważniejsza od koloru wypowiedzi, który pojawił się zupełnie przez nieuwagę.

"Com napisał, napisałem" J 19, 22
01-12-2014 11:57 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Przepraszam, ale ujawnię tu prywatną korespondencję.
>To już drugi raz gdy Pan ujawnia prywatną korespondencję,
(Ale teraz wysyłając na mojego e-maila groźbę, że gdy się nie zamknę to ujawnieni jakieś niby moje dane z IPN-u oraz publicznie zarzucając mi pracę w służbie bezpieczeństwa przekroczył wszelką miarę, nawet tą z Onetu.)
Ujawnię ją i po raz enty, gdy będzie istotna dla sprawy, o której tu dyskutujemy.

> niech ocenią to inni i sam Pan.
To powtarzam tu do znudzenia. Nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami.

>Co do postu uważam, że czepia się Pan mało istotnych spraw.
Ignorowanie i brak szacunku dla czytelnika, to mają być mało istotne sprawy na forum dyskusyjnym? Chyba tylko dla trolli?

>Treść jest ważniejsza od koloru wypowiedzi,
A jaka to wielka treść w Pańskim poście była zawarta, chyba że chciał Pan podkreślić wagę mojej pozostawiając zielony, który jest kolorem naszego odniesienia.

>który pojawił się zupełnie przez nieuwagę.
Początkowo też tak myślałem i dałem Panu szansę poprawy, ale Pan ma czytelników w stosownym miejscu i uważałem,
że należy to pokazać.
_______________

Instrukcja obsługi i netykieta Forum:
Swoją wypowiedź można dodać zarówno do początkowej wypowiedzi wątku (używając funkcji Odpowiedz bezpośrednio
w dziale) jak i do jakiejkolwiek z dalszych: pod każdą wypowiedzią w wątku znajduje się opcja: Odpowiedz - jej kliknięcie powoduje przejście do strony redagowania odpowiedzi. W oknie edycyjnym zostanie wyświetlony cytowany tekst danej wypowiedzi. Cytowanie oznaczane jest przez znak
">" na początku linii - powoduje on pokolorowanie całej niełamanej linii tekstu na zielono. Należy uważać, aby nie wstawić takiego znaku przed swoją odpowiedzią. Należy odpowiadać tylko pod tym fragmentem, do którego nasza odpowiedź się odnosi - resztę wypowiedzi poprzednika kasujemy. Pozwala to czytelnikom Forum zorientować się dokładnie do czego odnosi się nasz komentarz, co przy większej ilości wypowiedzi byłoby inaczej kłopotliwe.

Czytelnik 'Heremis' oddał na Ciebie głos negatywny głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: "Wiara oświeconych". Pytania do p. Szarley'a' Adres wypowiedzi: www.racjon(*).php/s,643658/z,0/d,21#w645083

@@@

>
"Com napisał, napisałem" J 19, 22

Bzdury Pan tu napisał i ot tyle. A 9776
Ale u ignorantów, to już zwyczaj.
.
01-12-2014 17:29 
 Ocena 4 na 4
Heremis (587 punktów)
>(Ale teraz wysyłając na mojego e-maila groźbę, że gdy się nie zamknę to ujawnieni >jakieś niby moje dane z IPN-u oraz publicznie zarzucając mi pracę w służbie >bezpieczeństwa przekroczył wszelką miarę, nawet tą z Onetu.)[/color][/url]
>Ujawnię ją i po raz enty, gdy będzie istotna dla sprawy, o której tu dyskutujemy.
Jaka groźba, dane z IPN, służba bezpieczeństwa? Czy jest Pan poważny?

>To powtarzam tu do znudzenia. Nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami.
Nie inaczej

>Ignorowanie i brak szacunku dla czytelnika, to mają być mało istotne sprawy na forum dyskusyjnym? Chyba tylko dla trolli?
Sugeruje Pan, że jestem trollem, ponieważ przez nieuwagę (przeoczenie) moja odpowiedź wyszła w kolorze zielonym?

>A jaka to wielka treść w Pańskim poście była zawarta, chyba że chciał Pan podkreślić wagę mojej pozostawiając zielony, który jest kolorem naszego odniesienia.
Nadal szuka Pan dziury w całym.

>Początkowo też tak myślałem i dałem Panu szansę poprawy, ale Pan ma czytelników w stosownym miejscu i uważałem,
>że należy to pokazać.
Czyli mówi Pan w imieniu wszystkich czytelników mam rozumieć?

>Bzdury Pan tu napisał i ot tyle. A 9776
>Ale u ignorantów, to już zwyczaj.
Odnosi Pan to do kwestii zielonego koloru czy mojej wypowiedzi na temat wiary (treść)?

"Com napisał, napisałem" J 19, 22
02-12-2014 11:13 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Jaka groźba, dane z IPN, służba bezpieczeństwa?
Do rozmowy na dyskusyjnym forum konieczna jest umiejętność czytania ze zrozumieniem.

>Czy jest Pan poważny?
Ja? Ja nie grożę ludziom ujawnieniem jakiś ubzduranych sobie tajemnic. Potrafię posługiwać się komputerem aby sprostać wymaganiom "Regulaminu i instrukcji obsługi Forum". Czy ja jestem poważnym? Ocenę pozostawiam czytelnikom.

>>>>Ignorowanie i brak szacunku dla czytelnika, to mają być mało istotne sprawy na forum dyskusyjnym? Chyba tylko dla trolli?
>Sugeruje Pan, że jestem trollem,
Nie sugeruję tylko wprost piszę, że ignorowanie regulaminu i brak szacunku dla czytelnika, charakteryzuje właśnie trolli.

>ponieważ przez nieuwagę (przeoczenie) moja odpowiedź wyszła w kolorze zielonym?
To mogło być traktowane jako przeoczenie tylko do czasu, gdy Pana o tym grzecznie poinformowałem i dałem mu szansę na poprawę tego "przeoczenia". Dalej to już tylko było Pańskie wyrażenie, gdzie Pan ma czytelników.

A jaka to wielka treść w Pańskim poście była zawarta, chyba że chciał Pan podkreślić wagę mojej pozostawiając zielony, który jest kolorem naszego odniesienia.
>Nadal szuka Pan dziury w całym.
Nie! Szukam sensu w Pańskiej "zieleninie"?

>Początkowo też tak myślałem i dałem Panu szansę poprawy, ale Pan ma czytelników w stosownym miejscu i uważałem, że należy to pokazać.
>Czyli mówi Pan w imieniu wszystkich czytelników mam rozumieć?
Tu tak! Ktoś jednak "Regulamin" obowiązujący nas wszystkich przygotował i należy go szanować. Nawet, gdy moderacja mocno nadzór poluzowała, zostawiając go nam samym.

Bzdury Pan tu napisał i ot tyle. A 9776
Ale u ignorantów, to już zwyczaj.

>Odnosi Pan to do kwestii zielonego koloru czy mojej wypowiedzi na temat wiary (treść)?
Znowu czytanie ze zrozumieniem się kłania. Do wszystkiego od "zielonego".

@@@
.
02-12-2014 12:19 
 Ocena 2 na 2
Heremis (587 punktów)
>Do rozmowy na dyskusyjnym forum konieczna jest umiejętność czytania ze zrozumieniem.
Czytałem nieraz i nie widzę nic z tego, o czym Pan wspomina.

>Ja? Ja nie grożę ludziom ujawnieniem jakiś ubzduranych sobie tajemnic. Potrafię posługiwać się komputerem aby sprostać wymaganiom "Regulaminu i instrukcji obsługi Forum". Czy ja jestem poważnym? Ocenę pozostawiam czytelnikom.
Nie groziłem Panu, to absurd.

>Nie sugeruję tylko wprost piszę, że ignorowanie regulaminu i brak szacunku dla czytelnika, charakteryzuje właśnie trolli.
Dobrze wiedzieć.

>To mogło być traktowane jako przeoczenie tylko do czasu, gdy Pana o tym grzecznie poinformowałem i dałem mu szansę na poprawę tego "przeoczenia". Dalej to już tylko było Pańskie wyrażenie, gdzie Pan ma czytelników.
Wyolbrzymia Pan to wszystko, jakieś przewrażliwienie na własnym punkcie?

>Nie! Szukam sensu w Pańskiej "zieleninie"?
>Znowu czytanie ze zrozumieniem się kłania. Do wszystkiego od "zielonego".
Cała ta dyskusja zeszła na poziom absurdu.
Niemniej jednak Pozdrowienia od "trolla" i "ignoranta"


"Com napisał, napisałem" J 19, 22
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Cała ta dyskusja zeszła na poziom absurdu.
Już dawno!

>Niemniej jednak Pozdrowienia od "trolla" i "ignoranta"
Przez wrodzoną mi grzeczność nie zaprzeczę.

@@@
.
finerbijk (17282 punktów)
Wiara to nie jest coś co się przyjmuje i odrzuca jak stare portki. Albo się wierzy, albo nie. Można wątpić, ale to nie jest stan stały, szala się zawsze przechyla w którąś stronę, bo decyduje nie sama siła wiary, ale stosunek do niej. Jeśli ktoś uznaje wiarę za wartość samą w sobie pozytywną, to nie ma dowodu i siły na ziemi żeby go przekonać.

Jak dla mnie wiara na użytek prywatny nie musi być szkodliwa ani dla samego delikwenta ani dla otoczenia. Czasem może nawet pomagać. Jednak, kiedy się próbuje wpychać tę swoją wiarę gdzie się da i wymaga od innych stosowania do jej zaleceń, to wtedy tolerancja się powinna kończyć. Amen.
A oświecony wierzący to ten, który myślącego inaczej nie postrzega jako błądzącą owcę albo tego, który nie dostąpił łaski wiary, ale jako niezależną jednostkę, która ma prawo do samodzielnego myślenia. Problem w tym, że większość religii chce nawracać. Zatem, raczej nie wiara jest problemem, ale właśnie religie.
Christos (2696 punktów)
Wnioskuję towarzysze, aby wysłuchać tow. Szarley'a, zanim egzekutywa nakaże mu złożenie samokrytyki.

No gods, no masters...I am who I am.
24-11-2014 07:22
 Ocena 13 na 13
szarley (54913 punktów)
... a szarlej spokojnie, a nieświadom niczego, wczoraj pielgrzymował na odpust ku czci św. Cecylii. Co prawda do odpustów, jako i do kultu świętych podchodzi raczej z cieszyńska-lutersko czyli z życzliwym uśmiechem, (choć wielu świętych uważam!) aleć przecie nie zapominajmy, że sporo ateistow życzenia w dniu swoich patronów przyjmuje, a przede wszystkim, nie zapominajmy, że św. Cecylia jest patronką muzyki wszelakiej, a zwłaszcza sakralnej i dlatego na Morawie grana była Missa Solemnis Ludwiga van Beethovena, a na taki odpust to i wielu heretyków pojedzie.

Zaskoczył mnie Pan swoim pytaniem, tak bardzo, że postanowiłem usprawiedliwić brak odpowiedzi, a przyzna Pan, że jest dość zabawnym, w jego kontekście tłumaczenie nieprzytomności odpustem
Człowiek inteligentny wyczuwa ironię na milę, ale albo moja inteligencja na starość tępieje, albo w Panskim pytaniu ironii nie ma, co dalsze Pańskie wpisy potwierdzają, a skoro tak, to Pańska opinia o mnie (choć na wyrost) bardzo mnie cieszy.

Pańskie pytania komuś bezmyślnemu wydadzą się proste, ale gdyby nie były wymagały pomyślunku, sam by sobie Pan na nie odpowiedział. Z pozoru prosta odpowiedź wcale nie musi być nieprzemyślana
Cytat:
co mogłoby go skłonić do odrzucenia jego postawy - wiary.

Odpowiedź uczciwa (a przemyślana) brzmi: Nie wiem.

Cytat:
Czy dopuszcza, czy też całkowicie odrzuca taką możliwość?


Tu odpowiedź równie uczciwa i z dawna przemyślana brzmi : Tak, dopuszczam taką możliwość, ale wyczuwam, że wcale nie stałbym się od tego szczęśliwszym człowiekiem.

Z całą pewnością nie wystarcza do odrzucenia wiary, jej odrzucenie przez innych, ani ateistów, ani tych, którzy sami siebie przykładem dla wiernych się głoszą. Gdyby tak było, starania dziesiątek księży i biskupów i wiele czarnych kart w historii chrześcijaństwa dawno by mnie z wiary uleczyły. Gdyby tak było, to wychowując się w środowisku, w którym ateizm był światopoglądem większości a przy tym światopoglądem opłacalnym dawno przestałbym wierzyć. Tak więc odrzucenie wiary przez ateistów i sprzeniewierzenie się jej przez kler ku ateismowi mnie nie zaprowadziły.

Nie zaprowadziły mnie do ateizmu odkrycia współczesnych nauk przyrodniczych, bo one się istnieniem Boga w zupełności nie interesują, więc ani Go potwierdzają, ani Mu przeczą.

Nie przekonały mnie do ateismu pseudoracjonalistyczne złośliwości zadufków znających trzy cytaty z biblii i popisujących sie biblijną wiedzą na poziomie Jehowitów.
(zapewne nie uważa Pan za paradoks, że fR częściej zmusza do sięgnięcia do Pisma niż kazania, ale to nie jest zasługa zadufków, ale Andrzeja51 i innych znających Biblię) Tym bardziej nie przekonają mnie do ateizmu "wafelki" "zabobony" "Mzimu" i tym podobne dowody szacunku.

---

Fakt spóźnionego włączenia się do dyskusji dał mi możliwość najpierw przeczytania tego co piszą inni a to daje czasem do myślenia
Rafał73 pisze
Cytat:
O ile wiem sluzbowy szarley wie, ze zmartwychwstanie nie jest mozliwe (o ile dobrze pamietam wyklada(l) fizyke) a prywatny szarley wierzy, ze takowe jest mozliwe.

widząc w tym myśleniu sprzeczność. Przecież gdyby Zmartwychwstanie było wytłumaczalne prawami przyrody nie byłoby przedmiotem wiary, byłoby po prostu naukowo uzasadnialnym faktem. Przecież wiara z definicji swojej opisuje rzeczy... niemożliwe lub niewytłumaczalne, dlatego jedni wierzą, inni nie. Mnie ta pozorna rozbieżność wcale kamieniem w bucie nie uwiera.

Kilka wpisów zawiera myśl, że nieważne w co wierzę, ważne, abym nie narzucał swojej wiary i tu chyba nie muszę ani Panu ani innym udowadniać że nie jestem "wielbłądem" Nikogo nie nawracam, choć czasem staram się przekonywać, do tego jednak potrzebne są nie słowa (ci, którzy tylko słów tu próbują mnie wkurzają) ale postępowanie.

Setrakos, Heremis, jak i chętnie_racjonalista (choć zapewne z różnych motywacji) bronią mnie przed Pańskimi pytaniami, odpowiedział Pan
Cytat:
ale chroń Panie Boże pana Szarley przed takimi przyjaciółmi, to z takimi wrogami jak Bogusławski sam sobie poradzi

Nie widzę w Panu wroga, a czasem jeno przeciwnika w dyskusji. a gdybym widział wroga w dyskusji to jest na Pana sposób niezawodny : przekonać!
Polecam też w rozmowie ze mną, ale uprzedzam, że w sprawach wiary jestem nieprzekonywalny i czasu szkoda

Nie dostrzegam także konieczności podniesionej przez Brostowskiego, aby Boga definiować. Nikt definicji podać nie jest w stanie. Jeśli teista Boga definiuje to jest to pycha, jeśli ateista definicji żąda jest to złośliwość. Człowiek inteligentny wie, że nie wszystko można zdefiniować, człowiek życzliwy innym rozumie, że definiowanie bywa nie tylko trudnym, ale czasem zbędnym , czasem wystarczają definicje (jakby to po polsku nazwać) intuicyjne. W odpowiedzi na pańskie pytania intuicyjna definicja wystarcza

Na pewno nie ma sensu (zwłaszcza netowa) dyskusja między ludźmi o różnych światopoglądach jeśli choć jeden z nich jest absolutnie pewien swojej racji a w dyskusji używa wyłącznie narządu mowy nigdy zaś słuchu. I choć z Jankiem77 można się spierać, ponieważ nie przekroczył granic kultury, o tyle w rozmowach z Elaspem czy Lumbago można już tylko nie dopuszczać do dominacji chamstwa.

---

Gdyby prostak pytał odpowiedż byłaby prosta
Cytat:
co mogłoby go skłonić do odrzucenia jego postawy - wiary.

Nie wiem.

Cytat:
Czy dopuszcza, czy też całkowicie odrzuca taką możliwość?
Tak, dopuszczam taką możliwość

Jak Pan widzi odpowiedź na "proste" pytania jednak się rozudowała , ale skoro pyta człowiek skomplikowany...
Nie spodziewam się, żeby w mojej odpowiedzi coś Pana szczególnie zaskoczyło.

Pozdrawiam z uśmiechem
24-11-2014 08:52 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> widząc w tym myśleniu sprzeczność. Przecież gdyby Zmartwychwstanie
> było wytłumaczalne prawami przyrody nie byłoby przedmiotem wiary,
> byłoby po prostu naukowo uzasadnialnym faktem. Przecież wiara z
> definicji swojej opisuje rzeczy... niemożliwe lub niewytłumaczalne, dlatego
> jedni wierzą, inni nie. Mnie ta pozorna rozbieżność wcale kamieniem w bucie nie uwiera.

Szarleyu, skoro wziąłeś pytania p. Andrzeja do siebie tak poważnie i ciepło, to czy mógłbyś również napisać, co Ci właściwie daje Twoja wiara?
Co do zmartwychwstania - ta historia ma wiele znaków zapytania, o których pisał m.in. wspomniany przez Ciebie Andrzej.51 (trauma Apostołów po stracie Przyjaciela itp.)

Mnie 'męczy' w związku z tym jeszcze jedna rzecz i jestem ciekaw Twojego zdania, które zawsze począwszy od mojej bytności na tym forum bardzo sobie cenię.
W związku z tymi historiami z przed 2 tysięcy lat, oraz tworzonymi na ich bazie coraz to nowymi interpretacjami wydaje mi się, że dzieje się z Jezusem Chrystusem coś niedobrego.

Czy nie byłoby lepiej po prostu pozwolić mu umrzeć i odejść w zwykłe ludzkie wspomnienia, jak innym?
Odnalezienie spokoju w wiecznym spoczynku jest przecież nagrodą za prawe i moralne życie.
Tak po ludzku: może to dla niego (jakoś żyjącego w nas) i innych będzie lepsze - zrobi m.in. pole dla kolejnych pokoleń, już całkiem uwolnionych od przeszłości vide "łańcuchy" Einsteina, o których pisze kol. Fizyk i Elasp w innym wątku.
Miłego dnia!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
24-11-2014 12:12 
 Ocena 2 na 2
szarley (54913 punktów)
>Szarleyu, skoro wziąłeś pytania p. Andrzeja do siebie tak poważnie
Wziąłem poważnie , bo czułem, że zostało poważnie zadane

>to czy mógłbyś również napisać, co Ci właściwie daje Twoja wiara?
Nie mógłbym. Po prostu, są rzeczy, które można spróbować powiedzieć mając przed sobą do przegadania całą noc, ale napisać na publiczym forum jest niemożliwym. Dotyczy to nie tylko wiary (!), ale bardzo wielu bardzo osobistych przeżyć.

>Co do zmartwychwstania - ta historia ma wiele znaków zapytania, o których pisał m.in. wspomniany przez Ciebie Andrzej.51 (trauma Apostołów po stracie Przyjaciela itp.)
>Mnie 'męczy' w związku z tym jeszcze jedna rzecz (...)
>Czy nie byłoby lepiej po prostu pozwolić mu umrzeć i odejść w zwykłe ludzkie wspomnienia, jak innym?
>Odnalezienie spokoju w wiecznym spoczynku jest przecież nagrodą za prawe i moralne życie.
Przyznaję, że nie bardzo rozumiem Twoje pytanie. Jeśli wierzysz w Zmartwychwstanie, rozumiesz sens tego "braku spokoju" Jeśli w nie nie wierzysz, znaczy, że ma ten spokój.
24-11-2014 12:33 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Nie mógłbym. Po prostu, są rzeczy, które można spróbować powiedzieć mając
> przed sobą do przegadania całą noc, ale napisać na publiczym forum jest niemożliwym.
> Dotyczy to nie tylko wiary (!), ale bardzo wielu bardzo osobistych przeżyć.

Jasne. I ja to szanuję.

> Przyznaję, że nie bardzo rozumiem Twoje pytanie. Jeśli wierzysz
> w Zmartwychwstanie, rozumiesz sens tego "braku spokoju" Jeśli
> w nie nie wierzysz, znaczy, że ma ten spokój.

Nie całkiem. Nie jesteśmy przecież tak do końca od siebie hermetycznie oddzieleni.
Patrzę na te sprawy typowo ziemskim, zwykłym okiem. Bo kimże innym jestem? I czuję niekiedy pewien dysonans, może nawet i smutek, gdy widzę np. ulotkę leżącą w sklepiej obok kasy "Jezus Cię kocha / Jezus żyje" (albo wyskakuje mi to na ekran komputera np. jak byłem w Rosji - również ze stron Racjonalisty). Zawsze wtedy zachodzę w głowę komu i po co w swej ziemskiej istocie jest to potrzebne. Jezus przecie był człowiekiem i w takiej postaci w umysłach ludzkich też pozostaje.
Wiąże się z tym również nieustanne reklamowane jego "cierpienia za grzechy ludzkości online" .Tego przyznam najbardziej nie rozumiem. Ludzie, którzy to wmawiają inym odruchowo wzbudzają we mnie niechęć i dystans. Zupełnie nie pojmuję, jak można myśleć, że wzbudzanie w kimś poczucia winy uchroni kogoś od złych uczynków i ich konsekwencji.

No nic, to tylko takie moje nieśmiałe przemyślenia

Serdecznie Cię pozdrawiam!
24-11-2014 10:37 
 Ocena 3 na 3
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Cytat:
co mogłoby go skłonić do odrzucenia jego postawy - wiary.

>Odpowiedź uczciwa (a przemyślana) brzmi: Nie wiem.
Ja zaś wiem, co by to mogło być, a odpowiedź moja, choć mało przemyślana (ach, ta lekkość umysłu), jest za to całkiem głęboka. Otóż do odrzucenia wiary wystarczyłoby boskie objawienie, że boga nie ma. Mylę się?

>Nie przekonały mnie do ateismu pseudoracjonalistyczne złośliwości zadufków znających trzy cytaty z biblii...
Z czego wnoszę, że poznałeś gruntownie dogmaty wszelkich niewyznawanych religii?

>wiara z definicji swojej opisuje rzeczy... niemożliwe lub niewytłumaczalne [...] Mnie ta pozorna rozbieżność wcale kamieniem w bucie nie uwiera.
Tylko dlaczego nazywasz ją pozorną?

>Nie widzę w Panu wroga, a czasem jeno przeciwnika w dyskusji.
Czy więc "ja twierdząca, że wiara ogranicza" także będę jedynie przeciwniczką, nie wrogiem?

>uprzedzam, że w sprawach wiary jestem nieprzekonywalny i czasu szkoda
Ja wobec religijności jestem mocno sceptyczna i może nawet czas znajdę.

>Na pewno nie ma sensu (zwłaszcza netowa) dyskusja między ludźmi o różnych światopoglądach jeśli choć jeden z nich jest absolutnie pewien swojej racji
Pisujemy więc na "forum bezsensownych dyskusji".
.
szarley (54913 punktów)
>Otóż do odrzucenia wiary wystarczyłoby boskie objawienie, że boga nie ma. Mylę się?
Nie.
Kpisz

>>Nie przekonały mnie do ateismu pseudoracjonalistyczne złośliwości zadufków znających trzy cytaty z biblii...
>Z czego wnoszę, że poznałeś gruntownie dogmaty wszelkich niewyznawanych religii?
Z czego to wnosisz???

>>wiara z definicji swojej opisuje rzeczy... niemożliwe lub niewytłumaczalne [...] Mnie ta pozorna rozbieżność wcale kamieniem w bucie nie uwiera.
>Tylko dlaczego nazywasz ją pozorną?
Ponieważ nie ma konfliktu między wiedzą a wiarą. Te pojęcia bytują na nieprzecinających się płaszczyznach.

>>Nie widzę w Panu wroga, a czasem jeno przeciwnika w dyskusji.
>Czy więc "ja twierdząca, że wiara ogranicza" także będę jedynie przeciwniczką, nie wrogiem?
Przeciwniczką a nie wrogiem. Nie szukam wrogów, choć przyznaję nie lubię kiedy jakieś lumbago bezzasadnie wypomina mi rzeczy których nie napisałem

>>Na pewno nie ma sensu (zwłaszcza netowa) dyskusja między ludźmi o różnych światopoglądach jeśli choć jeden z nich jest absolutnie pewien swojej racji
>Pisujemy więc na "forum bezsensownych dyskusji".
Nie. Całkiem sporo jest tematów, w których można nabyć wiedzę, zapoznać sie z ciekawymi opiniami, przekonać kogoś, zachęcić do myślenia lub samemu zmienić zdanie.
24-11-2014 15:22 
 Ocena 4 na 4
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>Otóż do odrzucenia wiary wystarczyłoby boskie objawienie, że boga nie ma. Mylę się?
>Nie.
>Kpisz
To samo twierdzę o wierzących, że nie wierzą, lecz kpią. A dokładniej, że deklarują wiarę, by wykpić się od karkołomnej nierzadko samodzielności światopoglądowej.

>>>Nie przekonały mnie do ateismu pseudoracjonalistyczne złośliwości zadufków znających trzy cytaty z biblii...
>>Z czego wnoszę, że poznałeś gruntownie dogmaty wszelkich niewyznawanych religii?
>Z czego to wnosisz???
Wnoszę to z Twojej wzmianki o "znawcach trzech cytatów" sugerującej, że słaba znajomość danej teologii czyni odrzucenie religii, którą ta teologia opisuje słabo uzasadnionym.

>>>wiara z definicji swojej opisuje rzeczy... niemożliwe lub niewytłumaczalne [...] Mnie ta pozorna rozbieżność wcale kamieniem w bucie nie uwiera.
>>Tylko dlaczego nazywasz ją pozorną?
>Ponieważ nie ma konfliktu między wiedzą a wiarą.
Jeśli nie ma konfliktu, to może właśnie dzięki rozbieżności, która w takim razie wcale nie jest pozorną?

>>Czy więc "ja twierdząca, że wiara ogranicza" także będę jedynie przeciwniczką, nie wrogiem?
>Przeciwniczką a nie wrogiem.
Wiara Cię ogranicza, szarley'u.

>nie lubię kiedy [...] wypomina mi rzeczy których nie napisałem
Ja lubię wypominać rozmówcom to, co napisali, to bywa gorsze.
.
24-11-2014 17:01 
 Ocena 4 na 6
szarley (54913 punktów)
>To samo twierdzę o wierzących, że nie wierzą, lecz kpią. A dokładniej, że deklarują wiarę, by wykpić się od karkołomnej nierzadko samodzielności światopoglądowej.
Polska język, trudna język, ale zawsze myślałem że co innego kpić, a co innego wykpić się
Muszę sie jeszcze sporo nauczyć

>>>>Nie przekonały mnie do ateismu pseudoracjonalistyczne złośliwości zadufków znających trzy cytaty z biblii...
>>>Z czego wnoszę, że poznałeś gruntownie dogmaty wszelkich niewyznawanych religii?
>>Z czego to wnosisz???
>Wnoszę to z Twojej wzmianki o "znawcach trzech cytatów" sugerującej, że słaba znajomość danej teologii czyni odrzucenie religii, którą ta teologia opisuje słabo uzasadnionym.
Polska język, jeszcze trudniejsza język.

>>>>wiara z definicji swojej opisuje rzeczy... niemożliwe lub niewytłumaczalne [...] Mnie ta pozorna rozbieżność wcale kamieniem w bucie nie uwiera.
>>>Tylko dlaczego nazywasz ją pozorną?
>>Ponieważ nie ma konfliktu między wiedzą a wiarą.
>Jeśli nie ma konfliktu, to może właśnie dzięki rozbieżności, która w takim razie wcale nie jest pozorną?
Polska język, bardzo trudna język, tym razem ja źle słów dobrałem

>>>Czy więc "ja twierdząca, że wiara ogranicza" także będę jedynie przeciwniczką, nie wrogiem?
>>Przeciwniczką a nie wrogiem.
>Wiara Cię ogranicza, szarley'u.
Mój pech
>>nie lubię kiedy [...] wypomina mi rzeczy których nie napisałem
>Ja lubię wypominać rozmówcom to, co napisali, to bywa gorsze.
Wolę przeprosić jeśli ktoś znajdzie coś co napisałem głupiego, niż udowadniać , że nie jestem wielbłądem
24-11-2014 21:49Nie na temat 
 Ocena 2 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>co innego kpić, a co innego wykpić się
Jedno drugiego nie wyklucza, w czym więc problem?

>Polska język, trudna język
>Polska język, jeszcze trudniejsza język.
>Polska język, bardzo trudna język
Język to element kultury, warto się douczyć.

>Wolę przeprosić jeśli ktoś znajdzie coś co napisałem głupiego...
Ja znalazłam, ale nie poczułam się obrażona, raczej rozbawiona. A już najbardziej tym, że nie uwierzyłbyś własnemu bogu, gdyby ten Ci się objawił.
.
24-11-2014 22:31 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
Czy warto prowadzić taki dialog? Prowadzi to do czegoś? Daj już spokój...

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
25-11-2014 07:18 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Czy warto prowadzić taki dialog? Prowadzi to do czegoś? Daj już spokój...
A bo ja to każdego orła biorę za dobrą monetę. I dopiero jak go trochę obrócę, to się pokazuje co za wartość widnieje na rewersie.
.
25-11-2014 13:53 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>>co innego kpić, a co innego wykpić się
>Jedno drugiego nie wyklucza, w czym więc problem?
G.Błoto nie wyklucza miodu, a jednak zastępować jednego drugim nie warto, bo ani piernik nie wyjdzie ani nawóz

>>Polska język, trudna język
>>Polska język, jeszcze trudniejsza język.
>>Polska język, bardzo trudna język
>Język to element kultury, warto się douczyć.
Przyjmuję do wiadomości. Niestety w moim wieku nauka obcych języków przychodzi z wielkim trudem, a biorąc pod uwagę, że polski jednak opanowałem w stopniu wystarczającym nawet do czytania literatury, dalej uczyć mi się nie chce. Wolę pośwęcić czas na szlifowanie rosyjskiegi i języków ludów Rosji

>>Wolę przeprosić jeśli ktoś znajdzie coś co napisałem głupiego...
>Ja znalazłam, ale nie poczułam się obrażona, raczej rozbawiona. A już najbardziej tym, że nie uwierzyłbyś własnemu bogu, gdyby ten Ci się objawił.
Rozbawiła Cię raczej gra słowna (dla mnie po polsku zbyt trudna)
25-11-2014 16:22 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>G.Błoto nie wyklucza miodu, a jednak zastępować jednego drugim nie warto
Niczego nie zastępowałam, Twoje rzucanie tym jakimś "g.błotem" chybione.

>Rozbawiła Cię raczej gra słowna
Ależ zwątpiłeś w swojego boga bez żadnej gry.
.
25-11-2014 16:36 
 Ocena 2 na 2
szarley (54913 punktów)
>>G.Błoto nie wyklucza miodu, a jednak zastępować jednego drugim nie warto
>Niczego nie zastępowałam, Twoje rzucanie tym jakimś "g.błotem" chybione.
>>Rozbawiła Cię raczej gra słowna
>Ależ zwątpiłeś w swojego boga bez żadnej gry.
>.
Pięknie bawisz się słowami.
Naprawdę opanowałem polski język w stopniu dla mnie, subiektywnie, satysfakcjonującym i nie zamierzam doskonalić go na taki poziom, żeby być dla Ciebie partnerem w dyskusji
25-11-2014 19:45 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>Ależ zwątpiłeś w swojego boga bez żadnej gry.
>Pięknie bawisz się słowami.
Polska język, trudna język?
.
szarley (54913 punktów)
>>>Ależ zwątpiłeś w swojego boga bez żadnej gry.
>>Pięknie bawisz się słowami.
>Polska język, trudna język?

Nauczyłaś się go w domu?
25-11-2014 19:55 
 Ocena 2 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>Polska język, trudna język?
>Nauczyłaś się go w domu?
Powyższa próbka to Twoja szkoła.
.
szarley (54913 punktów)
>>>Polska język, trudna język?
>>Nauczyłaś się go w domu?
>Powyższa próbka to Twoja szkoła.
>.
>
Raczej Tadeusz Ross
www.youtube.com/watch?v=CX5VyB4TTS8
25-11-2014 20:24Nie na temat 
 Ocena 2 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

Wiadomo, że Zulu-Gula*, ale ja czerpałam z Twojego wpisu.

____
* Z Twojego linka "Nie będzie Czech dzieci nam knedliczył."
.
26-11-2014 09:38 
 Ocena 6 na 6
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Ponieważ nie ma konfliktu między wiedzą a wiarą. Te pojęcia bytują na nieprzecinających się płaszczyznach.
NOMA kontratakuje. Niestety jednak istnieje konflikt między wiarą a religią - stworzenie świata, żeby nie szukać dalej. Ma też nauka co nieco do powiedzenia na temat moralności: Sam Harris "Pejzaż moralny. W jaki sposób nauka może określać wartości".
   Nadto warto się zapoznać z tym artykułem - webcache.g(*)7805+&cd=1&hl=pl&ct=clnk&gl=pl


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
24-11-2014 13:20 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)

>Odpowiedź uczciwa (a przemyślana) brzmi: Nie wiem.
   Dość oczywiste. Ja twierdzę w dodatku, że najczęściej ludzie religijni nie sądzą by coś takiego mogło w ogóle być. I słusznie, ważniejszy od treści możliwej informacji jest sposób jej podania. Tyle oczywistych bredni jest powolutku rozmiękczanych (systemowo i osobiście), że kiedy z niewzruszonych Prawd Wiary zmienią się w galaretę to nikt się temu już nie dziwi: "Alegoria? Jasne! Jak ja mogłem myśleć, że jakiś Jezus rzeczywiście żywy po śmierci poleciał w kosmos?! Po co by to było mądremu przecież niesłychanie Bogu?!" A im bardziej będzie wszystko alegoryczne tym bardziej będzie potwierdzać mądrość Boga itp.

>Tu odpowiedź równie uczciwa i z dawna przemyślana brzmi : Tak, dopuszczam taką możliwość,
   Ale mgliste to, odległe, bez żadnego określonego kształtu (patrz poprzedni akapit).

>ale wyczuwam, że wcale nie stałbym się od tego szczęśliwszym człowiekiem.
   Wiara się broni choćby szantażem strachu. A konwersja wte czy wewte zawsze jest zwycięstwem: teista neofita napawa się nowymi relacjami z sacrum, ateista neofita łapie świeże powietrze wolności po dotychczasowym zaduchu. Nie lękaj się zatem.

>Tym bardziej nie przekonają mnie do ateizmu "wafelki" "zabobony" "Mzimu" i tym podobne dowody szacunku.
   A takich rzeczy ciągle nie możesz wiedzieć. Często szpila wbita w mózg daje lepsze efekty, niż długotrwałe dyskusje zwłaszcza komuś komu nie brak wiedzy i inteligencji.
   Ja kilka osób w życiu z wiary wyleczyłem, u wielu przyczyniłem się do ograniczenia jej zasięgu, kilkoro do wiary nie dopuściłem. A tu przykład opisywany przeze mnie wiele razy, także na tym forum, ale znalazłem link z innego.

>Nie dostrzegam także konieczności podniesionej przez Brostowskiego, aby Boga definiować. Nikt definicji podać nie jest w stanie. Jeśli teista Boga definiuje to jest to pycha, jeśli ateista definicji żąda jest to złośliwość. Człowiek inteligentny wie, że nie wszystko można zdefiniować, człowiek życzliwy innym rozumie, że definiowanie bywa nie tylko trudnym, ale czasem zbędnym , czasem wystarczają definicje (jakby to po polsku nazwać) intuicyjne.
   Nie rozumiesz w pełni zasad i celów definiowania, a człowiek poznaje świat (realny a także fantazji) w każdym wymiarze wyłącznie na mocy definicji. W dyskusjach na ten temat posługuję się nawet sformułowaniem, że co nie ma definicji nie istnieje.
   Nieważne na ile w pełni definicja opisuje definiowany obiekt - to skrzywienie poznania jest szczególnie często wysuwane przez teistów usiłujących patrzeć niby z perspektywy swego nieogarnialnego wymysłu kiedy jedyną dostępną perspektywą poznawczą jest perspektywa ludzka. I tylko to człowiek może umieścić w swoim modelu, swoim opisie świata co ma zdefiniowane w sposób dla niego dostępny.
   Przykłąd:
Bóg ma definicję jako postać z opowieści religijnych.
Bóg nie ma definicji jako element czy cecha świata realnego (poza umysłami ludzi).

   Żądanie Brzostowskiego też uważam za nie na miejscu w tym kontekście.

>Ponieważ nie ma konfliktu między wiedzą a wiarą. Te pojęcia bytują na nieprzecinających się płaszczyznach.
   Pusty wybieg, szarleyu, świat jest jeden.
   Z Bogiem czy bez.
   Jezus umarł zmartwychwstał (po co?!) albo nie

etc.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
24-11-2014 14:54 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>   Żądanie Brzostowskiego też uważam za nie na miejscu w tym kontekście.

To dość jasne. Ty oraz Bogusławski żądacie definicji wtedy gdy jej brak (a wiadomo, że dobrej definicji nie ma) stanowi dla Was argument w dyskusji. W tym przypadku nie żądacie, bo jest wątek w którym można "dokopać" teistom, to po co się ograniczać?

Jeśli jednak definicja intuicyjna, może doprowadzić do prawdopodobieństwa istnienia boga, to już nie może być intuicyjna i żądacie spójnej, naukowej definicji.

To zwykła hipokryzja intelektualna.

Szarley odpowiedział: nie wiem. Dlaczego? Bo wg mnie, bez definicji boga, nie da się na to odpowiedzieć. Bóg katolicki jest sprzeczny i to jest duża trudność w określeniu takich kryteriów.

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
24-11-2014 16:36 
 Ocena 5 na 5
astrotaurus (12445 punktów)

>To dość jasne. Ty oraz Bogusławski żądacie definicji wtedy gdy jej brak (a wiadomo, że dobrej definicji nie ma) stanowi dla Was argument w dyskusji.
   Czyli nic nie dotarło... Tu pytanie jest o wiarę i to wezwany na dywanik (szarley czy kto inny) musiałby ewentualnie zdefiniować Boga w którego wierzy przedstawiając czynniki mogące (ewentualnie) tę wiarę zniwelować.

>W tym przypadku nie żądacie, bo jest wątek w którym można "dokopać" teistom, to po co się ograniczać?
   Nie żądamy (gdyby było uprawnione to "my") bo gdyby padło pytanie o możliwości utraty wiary w Boga takiego-i-takiego mógłby się żaden teista nie zgłosić. Nie śledzę forum nazbyt szczegółowo, ale z dostępnych mi obserwacji nie wynika by ktokolwiek mógł wiedzieć w jakiego Boga wierzy szarley.

>Jeśli jednak definicja intuicyjna, może doprowadzić do prawdopodobieństwa istnienia boga, to już nie może być intuicyjna i żądacie spójnej, naukowej definicji.
>To zwykła hipokryzja intelektualna.
   Czy ja tu znowu widzę bełkot fideisty wyciągającego boskiego królika z kapelusza byle go wyciągnąć? Proponowałem Ci założenie specjalnego wątku z wykazywaniem prawdopodobieństwa Twoich wydziwiań ze wskazaniem rozumnego celu, w kontekście realnego stanu myśli ludzkiej na ten temat. Bojąc się pełnego zbłaźnienia wolisz dziamać byle dziamać.

>Szarley odpowiedział: nie wiem. Dlaczego? Bo wg mnie, bez definicji boga, nie da się na to odpowiedzieć.
   Szarley odpowiedział tak jak odpowiedział chociaż on zna swoją definicję Boga. Nawet jednak w świetle tej znajomości odpowiedź na pytanie brzmi "nie wiem". Gdyby miał świadomość, że takie coś może w ogóle istnieć poszedłby dawno tym tropem, rozstrzygnął sprawę i znów wylądował w punkcie "nie wiem".

> Bóg katolicki jest sprzeczny i to jest duża trudność w określeniu takich kryteriów.
   Zapewne Brzostowski coś rozumie pod pojęciem "Bóg katolicki", nie wiadomo tylko czy szarley rozumie to tak samo. Bóg szarleya zaś to jest Bóg szarleya i na razie tylko szarley rozumie () to pojęcie i nikt nie ma podstaw by mówić, że koncepcja Boga szarleya jest sprzeczna.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
24-11-2014 18:54 
 Ocena 2 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
Pytanie o utratę wiary w boga (przez człowieka inteligentnego i nawet przez Bogusławskiego nazywanego racjonalistą), jest podobne do pytania o możliwe do pomyśkenia dowody na istnienie boga, które przekonałyby ateistę, że ten istnieje.

Jednego i drugiego nie rozstrzygniesz bez definicji, uzgodnionej przez obie strony. Pytanie o dowód na "coś" lub pytanie o określenie kryteriów utraty wiary w "coś" wg mnie wymaga definicji tego czegoś.

Jeśli tego nie rozumiesz, nic na to nie poradzę.

Zauważ, że duża część ateistów którzy tutaj piszą, stali się ateistami dlatego że: bóg niby miłosierny miał być, a jest zło, niby dobry, a prawie wszystkich potopił, niby w 3 osobach, ale to przecież niemożliwe, itd...

Utrata wiary wiąże się z negacją boskich cech czy to poprzez logiczne wywody czy też przez obserwację świata.

A boskie cechy to właśnie to, co definiuje boga.

Zatem skoro Szarley jest inteligentny i racjonalny (a przynajmniej tak uważa autor watku), jego bóg musi być inny niż katolicki (bo ten jest sprzeczny) lub trochę inny, Szarley ma jakieś nieznane nam wyjaśnienie w tej sprawie (jego bóg jest katolicki, ale byc może przy tym trochę "Szarleyowy").

Jedynie uzgodniona definicja (nawet ogólna) boga może tę dyskusję uczynić merytoryczną. Bez tego, w mojej ocenie Szarley nie udzieli odpowiedzi, a ateiści będą zachodzić w głowę, jak to racjonalista wierzy w Jahwe... dziewice - matki i inne takie.

Inaczej pisząc: bez definicji w mojej ocenie dyskusja jest pozbawiona sensu.


Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
szarley (54913 punktów)
>Jednego i drugiego nie rozstrzygniesz bez definicji, uzgodnionej przez obie strony. Pytanie o dowód na "coś" lub pytanie o określenie kryteriów utraty wiary w "coś" wg mnie wymaga definicji tego czegoś.

Każdy z nas ma swoją definicję. I Ty i ja. Ja tylko twierdzę, że mam prawo nie poradzić ubrać jej w słowa.

>Zatem skoro Szarley jest inteligentny i racjonalny (a przynajmniej tak uważa autor watku), jego bóg musi być inny niż katolicki (bo ten jest sprzeczny) lub trochę inny, Szarley ma jakieś nieznane nam wyjaśnienie w tej sprawie (jego bóg jest katolicki, ale byc może przy tym trochę "Szarleyowy").
Każdy teista inaczej pojmuje Boga. Jedynie Wehrmacht stał w karnym szeregu.
Poczytaj Janka77, też dojdziesz do wniosku, że się nie ze wszytskim z nim zgadzasz.
Posłuchaj krakowskich dominikanów, też nie ze wszystkim sie zgodzisz...

>Inaczej pisząc: bez definicji w mojej ocenie dyskusja jest pozbawiona sensu.
Bez definicji czy raczej z "intuicyjną" definicją.

Dyskusja jest pozbawiona sensu kiedy napotykasz na zatkane uszy Tylko wtedy!
Brzostowski (7067 punktów)
>Każdy z nas ma swoją definicję. I Ty i ja. Ja tylko twierdzę, że mam prawo nie poradzić ubrać jej w słowa.
OK, rozumiem to bardzo dobrze.
>>Zatem skoro Szarley jest inteligentny i racjonalny (a przynajmniej tak uważa autor watku), jego bóg musi być inny niż katolicki (bo ten jest sprzeczny) lub trochę inny, Szarley ma jakieś nieznane nam wyjaśnienie w tej sprawie (jego bóg jest katolicki, ale byc może przy tym trochę "Szarleyowy").
>Każdy teista inaczej pojmuje Boga. Jedynie Wehrmacht stał w karnym szeregu.
>Poczytaj Janka77, też dojdziesz do wniosku, że się nie ze wszytskim z nim zgadzasz.
>Posłuchaj krakowskich dominikanów, też nie ze wszystkim sie zgodzisz...
Mi nie musisz tego tłumaczyć. Ja jestem wierzacy, rozmawiam z wierzacymi i wiem że kazdy wierzy w trochę innego boga, mimo że większość w pewnych ramach chrześcijaństwa.
>>Inaczej pisząc: bez definicji w mojej ocenie dyskusja jest pozbawiona sensu.
>Bez definicji czy raczej z "intuicyjną" definicją.
>Dyskusja jest pozbawiona sensu kiedy napotykasz na zatkane uszy Tylko wtedy!

Intuicyjna definicja powoduje, że nie odpowiesz na pytanie autora wątku, nie dasz rady. Wziąłem to pytanie także do siebie i bez chociazby ogólnej definicji boga mogę napisać uczciwie tyle co Ty: nie wiem. Ale to żadna odpowiedź.


Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
24-11-2014 22:30 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>
Ignoruję Bogusławskiego i rafała73

Cholera jak widać ci panowie ignoranci straszni tu poziom zawyżają i tylko "merytorycznie" sami ze sobą gadają.
Szkoda, iż nie na temat wątku tylko cały czas na temat wstrętnego Bogusławskiego.

@@@
.
25-11-2014 11:03 
 Ocena 5 na 5
astrotaurus (12445 punktów)

>Każdy z nas ma swoją definicję. I Ty i ja. Ja tylko twierdzę, że mam prawo nie poradzić ubrać jej w słowa.
   To tylko taki unik, sztuczka mająca na celu zasugerować nieogarnialność Boga. Sztuczka wykonywana przede wszystkim na własny użytek wierzącego. Sztuczka mająca za nic rolę definiowania w procesie poznania.
"Kto umie jasno myśleć umie również jasno mówić".
"Chodzi mi o to aby język giętki powiedział wszystko co pomyśli głowa".
Te cytaty w połączeniu z moim stwierdzeniem, że "co nie ma definicji nie istnieje" dość wyraźnie obrazują rolę definiowania.
   Każda informacja jaka dociera do naszego umysłu z zewnątrz lub w nim samym powstaje jest wedle naszych możliwości interpretowana, definiowana i na podstawie tej definicji umieszczana w odpowiednim miejscu modelu/opisu świata. Nie musi i nawet nie może być to definicja opisująca wszystkie cechy wszystkich definiowanych obiektów (za mała głowa ), ale zawsze jest to definicja tak pełna na jaką nas stać, wykorzystująca cały zasób naszej wiedzy.
   W przypadku Boga zdefiniowanie go wedle stanu swego umysłu jest proste - definicja obejmuje całą rzekomą wiedze o nim. Że stworzył świat; że umarł, ale ma się dobrze; że czaruje po mistrzowsku; że jest kochający etc., etc. I tak po prostu wygląda mniej czy bardziej szczegółowa definicja Boga. Tu jednak wierzący wciskają sztuczkę o której wspomniałem: Bóg musi być jeszcze lepszy, jeszcze wspanialszy, zatem należy mu przypisać coś czego na pewno nie wiemy bo i nie możemy wiedzieć. Takie przypuszczenie wykracza jednak poza definicję Boga, to jest tylko opis stanu umysłu: jego pragnień i oczekiwań, a nie opis zewnętrznego obiektu o nazwie "Bóg"

>spróbuj siebie samego zdefiniować na 1000 stronach A4. Państwowe urzędy definiują Cię kilkoma cyferkami, ściśle ?
Cóż kwestia potrzeb i celów wymagających różnych poziomów szczegółowości definicji... Dla wielu celów państwa definiowanie kilkoma cyferkami jest zupełnie wystarczające. Innych szczegółów pełnej definicji człowieka będzie się domagał psycholog, innych chirurg, jeszcze innych krawiec...

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
szarley (54913 punktów)
>Tu pytanie jest o wiarę i to wezwany na dywanik
...poproszony o wypowiedź

>Nie śledzę forum nazbyt szczegółowo, ale z dostępnych mi obserwacji nie wynika by ktokolwiek mógł wiedzieć w jakiego Boga wierzy szarley.
W tego samego Boga, w którego wierzy bp Nossol, bp Lobkowicz, ks Lemański, ks Boniecki, ks prof Kłoczowski, ks Wiśniewski, ale też bp Izdebski, bp Anweiler, ks Urbanová, M. Balabán...

Odpowiadam "nie wiem" bo nie zamierzam kłamać, ale nigdy się swojej religijności nie wypieram (czasem tylko uważam, że zaprzają się jej niektórzy księża)
25-11-2014 00:37 
 Ocena 3 na 3
Hodża (11172 punktów)
>W tego samego Boga, w którego wierzy bp Nossol, bp Lobkowicz, ks Lemański, ks Boniecki, ks prof Kłoczowski, ks Wiśniewski, ale też bp Izdebski, bp Anweiler, ks Urbanová, M. Balabán...

W Boga, dla którego składa się ofiary z ludzi? W takiego Boga wiara, moim zdaniem, nie jest tylko sprawą prywatną i raczej nie nadaje się na przedmiot poważnego dyskursu ludzi inteligentnych i podzielających najbardziej podstawowe humanistyczne wartości z naczelną zasadą poszanowania ludzkiego życia. Osobnik obarczony bagażem takiego światopoglądu, w mojej opinii, staje się jednostką przynajmniej potencjalnie niebezpieczną dlatego też - skoro deklarujesz swoje przywiązanie do Boga w wersji biblijnej, to śpieszę Cię poinformować, że są księża, którzy pochwalają składanie ofiar z ludzi, ba, ta nauka weszła wręcz do oficjalnego nauczania KK.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
25-11-2014 01:07 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)
>skoro deklarujesz swoje przywiązanie do Boga w wersji biblijnej,
   Hmmm..., sądząc po nazwiskach wymienionych przez szarleya nie chodzi mu wcale o Boga w wersji biblijnej, a o pokrewieństwo duchowe z nosicielami tych nazwisk. Nie wymienił wszak Rydzyka, Michalika, Degollado...


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
25-11-2014 06:49 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>>W tego samego Boga, w którego wierzy bp Nossol, bp Lobkowicz, ks Lemański, ks Boniecki, ks prof Kłoczowski, ks Wiśniewski, ale też bp Izdebski, bp Anweiler, ks Urbanová, M. Balabán...
>W Boga, dla którego składa się ofiary z ludzi?

Trzeba mieć dużą wyobraźnię, żeby jej oczyma widzieć ks. Bonieckiego jak składa ofiarę z ludzi

>W takiego Boga wiara, moim zdaniem, nie jest tylko sprawą prywatną (...) i raczej nie nadaje się na przedmiot poważnego dyskursu ludzi inteligentnych
Nigdy nie twierdzilem, że jestem inteligentny

>Osobnik obarczony bagażem takiego światopoglądu, w mojej opinii, staje się jednostką przynajmniej potencjalnie niebezpieczną
Nie lękaj się. Może mieszkasz daleko ode mnie

>dlatego też - skoro deklarujesz swoje przywiązanie do Boga w wersji biblijnej, to śpieszę Cię poinformować, że są księża, którzy pochwalają składanie ofiar z ludzi,
Cóż, w przeciwieństwie do wielu Lumbagopodobnych antyklerykałów, mam ciekawsze zainteresowania, niż życie duchownych, ale ciekaw jestem nazwisk tych księży

>ba, ta nauka weszła wręcz do oficjalnego nauczania KK.
?

Wybacz złośliwość, ale do tej pory o wiele ciekawiej mi się z Tobą rozmawiało i zawsze z zainteresowaniem czytywałwoje wpisy (możesz sprawdzić plusy ode mnie) Proponuję , wróć do swojego poziomu.
25-11-2014 09:17 
 Ocena 5 na 5
Hodża (11172 punktów)
>Cóż, w przeciwieństwie do wielu Lumbagopodobnych antyklerykałów, mam ciekawsze zainteresowania, niż życie duchownych, ale ciekaw jestem nazwisk tych księży

A ja nie bardzo, bo są ich tysiące. Ba, właściwie wszyscy księża, posługujący się Biblią w wersji katolickiego imprimatur.

>>ba, ta nauka weszła wręcz do oficjalnego nauczania KK.
>?
>Wybacz złośliwość, ale do tej pory o wiele ciekawiej mi się z Tobą rozmawiało i zawsze z zainteresowaniem czytywałwoje wpisy (możesz sprawdzić plusy ode mnie) Proponuję , wróć do swojego poziomu.

Odsyłam do swojego tekstu: www.racjonalista.pl/kk.php/s,9006

Wydaje mi się, że cały czas pozostaję na tym samym poziomie.

Natomiast Ty zdajesz się potwierdzać obiegową opinię o katolikach, którzy nie znają Biblii - w przeciwnym razie zapewne chyba zetknąłbyś się prędzej czy później z wątpliwością natury etycznej czytając wstęp do Księgi Sędziów, w którym czyn Jeftego, który zarżnął jak prosię swoją córkę w ofierze Bogu, nazywany jest heroizmem.

To nie jest tylko apologia religijnych mordów. To jest klucz do zrozumienia, że te wszystkie religijne bestialstwa na przestrzeni wieków nękające Europę nie są jakimiś "wypaczeniami" wiary ale właśnie odzwierciedleniem jej istoty, zapisanej w fundamencie religii judeochrześcijańskich. Potwierdzeniem tego jest komentarz redaktorów, który jest częścią najważniejszego dokumentu Kościoła, Pisma Świętego i który musi kształtować wiedzę i pojmowanie treści zawartych w Biblii zarówno przez wiernych jak i kapłanów, którzy, nota bene, składają codziennie "ofiarę bezkrwawą" jako substytut tej, przed którą Twój Bóg się nie wzbraniał.

Dlatego - rozumiesz mnie? - jeśli nie ma pewnego minimum porozumienia odnośnie wspólnych wartości, np. takich, że składanie ofiar z ludzi jest zbrodnią i w żadnym przypadku nie ma usprawiedliwienia, nie ma pewnego punktu oparcia, który by umożliwiał nam pchnięcie dyskusji naprzód. Chętnie bowiem bym zobaczył - może Ty znasz takie teksty, bo ja nie - gdzie w pismach Kościoła jest napisane, że składanie ofiar z ludzi jest zbrodnią i haniebnym naruszeniem zasad moralnych.

Obawiam się, że trudno będzie przytoczyć Ci takie teksty. A moje zapytanie ma sens, przyznasz to chyba, w kontekście tego, co przedstawia Biblia i jak to zostaje wyeksplikowane przez tych, którzy stoją na straży "czystości wiary".

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
25-11-2014 11:56 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>>Cóż, w przeciwieństwie do wielu Lumbagopodobnych antyklerykałów, mam ciekawsze zainteresowania, niż życie duchownych, ale ciekaw jestem nazwisk tych księży
>A ja nie bardzo, bo są ich tysiące. Ba, właściwie wszyscy księża, posługujący się Biblią w wersji katolickiego imprimatur.
Mimo wszystko daleko temu jednak do stwierdzenia, że ktoś pochwala ofiary z ludzi. A ja już byłem bliski przerażeniu, że ktoś takie ofiary pochwalając, taki sposób sprawowania kultu nadal propaguje. Cóż, nieporozumienie.
Zauważ, że chrześcijaństwo jednak ofiar z ludzi nie wymaga, choć nikt nie twierdzi, że ich w ST nie było. Nikt też nie nazwie niektórych chrześcijańskich kościołów bezkrwawymi Fakt, kościół nie zdobywa się na ich potępienie. Pytanie dlaczego nie jest do mnie.

> Natomiast Ty zdajesz się potwierdzać obiegową opinię o katolikach, którzy nie znają Biblii - w przeciwnym razie zapewne chyba zetknąłbyś się prędzej czy później z wątpliwością natury etycznej czytając wstęp do Księgi Sędziów, w którym czyn Jeftego, który zarżnął jak prosię swoją córkę w ofierze Bogu, nazywany jest heroizmem.

Nie znam Biblii. Nie znam, ponieważ, aby ją znać trzeba ją nie tylko kilkakroć przeczytać, ale mieć bardzo wielką wiedzę z zakresu starożytnej historii i wielu innych nauk, której to wiedzy, z pokorą przyznaję, mocno mi brakuje. Jednak nawet moja skromna znajomość Biblii nieraz wywołuje opór i poważne wątpliwości także "natury etycznej". Nigdy nie twierdziłem, że nie mam wątpliwości, choć z całą pewnością, także moja religijność utrudnia mi racjonalne odczytywanie biblijnych treści. (Czy jednak, nawet ogrom czasu poświęconego na studiowanie Biblii nabywanie historycznej wiedzy gwarantuje racjonalne i obiektywne odczytanie Biblii komuś, wychowanemu w europejskim kręku kulturowym? Znów mam wątpliwości)

>To nie jest tylko apologia religijnych mordów. To jest klucz do zrozumienia, że te wszystkie religijne bestialstwa na przestrzeni wieków nękające Europę nie są jakimiś "wypaczeniami" wiary ale właśnie odzwierciedleniem jej istoty, zapisanej w fundamencie religii judeochrześcijańskich.
Co do tego też mam wątpliości

>... pojmowanie treści zawartych w Biblii zarówno przez wiernych jak i kapłanów, którzy, nota bene, składają codziennie "ofiarę bezkrwawą" jako substytut tej, przed którą Twój Bóg się nie wzbraniał.
Tu już moje wątpliwości są sporo mniejsze

>Dlatego - rozumiesz mnie? - jeśli nie ma pewnego minimum porozumienia odnośnie wspólnych wartości, np. takich, że składanie ofiar z ludzi jest zbrodnią i w żadnym przypadku nie ma usprawiedliwienia, nie ma pewnego punktu oparcia, który by umożliwiał nam pchnięcie dyskusji naprzód. Chętnie bowiem bym zobaczył - może Ty znasz takie teksty, bo ja nie - gdzie w pismach Kościoła jest napisane, że składanie ofiar z ludzi jest zbrodnią i haniebnym naruszeniem zasad moralnych.
>Obawiam się, że trudno będzie przytoczyć Ci takie teksty.
Bardzo trudne, nawet gdyby były, a kościołoznawstwo nie jest moim hobby.
Rozmawiasz jednak ze mną, a nie z kościołem. Odpowiadam za swoje przekonania i mogę podpisać się pod stwierdzeniem "że składanie ofiar z ludzi jest zbrodnią i haniebnym naruszeniem zasad moralnych" Tyle, że znów mam pewne wątpliwości... czy zdanie nie poowinno brzmieć
"składanie ofiar z ludzi jest zbrodnią i haniebnym naruszeniem nam wspóczesnych zasad moralnych"
Czy nie mając możliwości wejścia w buty historycznych postaci, jesteśmy zdolni do dokonywania jednoznacznej i obiektywnej ich oceny? Nie wiem. Mam wątpliwości

>A moje zapytanie ma sens, przyznasz to chyba, w kontekście tego, co przedstawia Biblia i jak to zostaje wyeksplikowane przez tych, którzy stoją na straży "czystości wiary".
Tym, którzy zajmują się czystością wiary, a zwłaszcza, którzy twierdzą, że do czystości wiary są powołani, tak jakby odrobinę nie ufam. Ale może ta odrobina jest za mała? A może za duża?
26-11-2014 09:16 
 Ocena 6 na 6
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Nie znam Biblii. Nie znam, ponieważ, aby ją znać trzeba ją nie tylko kilkakroć przeczytać, ale mieć bardzo wielką wiedzę z zakresu starożytnej historii i wielu innych nauk, której to wiedzy, z pokorą przyznaję, mocno mi brakuje.
Skąd to ustawianie Biblii na takim piedestale? Czyżby ten leciwy zbiór krwawych mitów i sprzeczności naprawdę był tak ciężki do pojęcia, że aż kilkakrotnie trzeba go przeczytać? Nie jest to przypisywanie tej książce cech jakich nie ma, ucieczka w niewytłumaczalność, zakamuflowane twierdzenie, że tylko kasta kapłańska ma prawo interpretacji słowa bożego?
>(Czy jednak, nawet ogrom czasu poświęconego na studiowanie Biblii nabywanie historycznej wiedzy gwarantuje racjonalne i obiektywne odczytanie Biblii komuś, wychowanemu w europejskim kręku kulturowym? Znów mam wątpliwości)
I znów te przecenianie Biblii, która jakoby jest tak wyjątkowa, że właściwie nie sposób jej odczytać racjonalnie i obiektywnie. Taka wielka tajemnica wiary tylko, że w wersji książkowej.
>Czy nie mając możliwości wejścia w buty historycznych postaci, jesteśmy zdolni do dokonywania jednoznacznej i obiektywnej ich oceny? Nie wiem. Mam wątpliwości
A takie wątpliwości masz tylko w przypadku Biblii czy do Pol Pota też się odnoszą? Kiedyś były inne czasy i inna moralność ale czy to oznacza, że można usprawiedliwić właścicieli niewolników na przykład, którzy to w tamtych czasach niby nic złego nie robili?


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
26-11-2014 10:52 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>>Nie znam Biblii. Nie znam, ponieważ, aby ją znać trzeba ją nie tylko kilkakroć przeczytać, ale mieć bardzo wielką wiedzę z zakresu starożytnej historii i wielu innych nauk, której to wiedzy, z pokorą przyznaję, mocno mi brakuje.
>Skąd to ustawianie Biblii na takim piedestale? Czyżby ten leciwy zbiór krwawych mitów i sprzeczności naprawdę był tak ciężki do pojęcia, że aż kilkakrotnie trzeba go przeczytać? Nie jest to przypisywanie tej książce cech jakich nie ma, ucieczka w niewytłumaczalność, zakamuflowane twierdzenie, że tylko kasta kapłańska ma prawo interpretacji słowa bożego?

Odpowiedziałem na sugestię dotyczącą nieznajomości Biblii.
Można nazwać ją "leciwym zbiorem krwawych mitów i sprzeczności" ale to nie zmieni faktu bardzo poważnego oddziaływania tej księgi na historię świata

>>Czy nie mając możliwości wejścia w buty historycznych postaci, jesteśmy zdolni do dokonywania jednoznacznej i obiektywnej ich oceny? Nie wiem. Mam wątpliwości
>A takie wątpliwości masz tylko w przypadku Biblii czy do Pol Pota też się odnoszą?
Wątpliwości mam bardzo często i w wielu sprawach
>Kiedyś były inne czasy i inna moralność ale czy to oznacza, że można usprawiedliwić właścicieli niewolników na przykład, którzy to w tamtych czasach niby nic złego nie robili?
Nie wiem czy można usprawiedliwić właścicieli niewolników, ja ich nie usprawiedliwiam, ale też daleki jestem od potępiania za sam fakt posiadania niewolników!
Poczytaj wypowiedzi Krystkona, jeśli okaże sie ża ma rację, może sie okazać, że za lat 20, 50, 100 Twoje liberalne podejście do struktury społecznej, będzie równie potępiane jak posiadanie niewolników. Ja już uważam za niemoralne marnowanie talentu Janka Muzykanta, dla Ciebie to nic strasznego. Za dwa pokolenia powszechnym może być pogląd że jeden z nas był równy kanibalom, a my dziś patrzymy na to tak samo jak posiadający niewolników 1000 lat temu
26-11-2014 11:12 
 Ocena 4 na 4
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Odpowiedziałem na sugestię dotyczącą nieznajomości Biblii.
>Można nazwać ją "leciwym zbiorem krwawych mitów i sprzeczności" ale to nie zmieni faktu bardzo poważnego oddziaływania tej księgi na historię świata
Można ją tak nazwać bo tym właśnie jest. Niestety jednak nie zmieni to jej wpływu na historię, ale być może da bodziec to zmniejszenia wpływu owej książki w przyszłości.
>Nie wiem czy można usprawiedliwić właścicieli niewolników, ja ich nie usprawiedliwiam, ale też daleki jestem od potępiania za sam fakt posiadania niewolników!
Ja tam jakichś okoliczności łagodzących nie widzę, bo wymówka, że takie były czasy to tylko wymówka - zło pozostaje złem niezależnie od tego kiedy miało miejsce.
>Poczytaj wypowiedzi Krystkona, jeśli okaże sie ża ma rację, może sie okazać, że za lat 20, 50, 100 Twoje liberalne podejście do struktury społecznej, będzie równie potępiane jak posiadanie niewolników.
Krystykon i racja to coś takiego jak Kaczyński i takt oraz uczciwość, zjawiska wspólnie nie występujące. Jeśli jednak nastanie kiedyś era, w której liberalizm będzie uznawany za zło, to będzie to oznaczało, iż ze światem jest coś stanowczo nie tak. Zresztą jedno państwo sprzeciwiało się już liberalizmowi, promując w zamian zdrowe niemieckie wartości. Rezultat jak mniemam jest Ci znany.
   Błędem jest stawianie w jednym rzędzie poglądu, iż ludzie nie mają obowiązku pomagać innym oraz niewolnictwa. Pierwsze to wolność i brak nakazu, drugie to owej wolności brak.
>Ja już uważam za niemoralne marnowanie talentu Janka Muzykanta, dla Ciebie to nic strasznego.
Owszem.
>Za dwa pokolenia powszechnym może być pogląd że jeden z nas był równy kanibalom, a my dziś patrzymy na to tak samo jak posiadający niewolników 1000 lat temu
Taki pogląd może być powszechny ale nie oznacza to, iż będzie prawdziwy. Sprzeciwianie się liberalizmowi i prawu jednostek do decydowania o sobie i swoich pieniądzach (w rozsądnym zakresie, raczej niewiele osób chciałoby anarchii) to jeden z wyznaczników totalitaryzmu.
   Uważam, że popełniasz błąd zrównując niewolnictwo i brak zgody na obowiązkową pomoc mniemanym talentom. W drugim nijakiego zła dopatrzeć się nie mogę, szczególnie, że nie postuluje zakazu a brak obowiązku.

The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
26-11-2014 13:24 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>   Błędem jest stawianie w jednym rzędzie poglądu, iż ludzie nie mają obowiązku pomagać innym oraz niewolnictwa. Pierwsze to wolność i brak nakazu, drugie to owej wolności brak.
1000 lat temu wolność nie była prawem jednostki, dziś jest, zapewne tak pozostanie w przyszłości, ale jaki będzie zakres tej wolności nikt z nas nie wie. Ja jedynie przypuszczam (!) że że za kilka pokoleń ultraliberalizm będzie traktowany tak smo jak niewolnictwo czy kanibalizm. To jednak tylko moje przypuszczenie

>   Uważam, że popełniasz błąd zrównując niewolnictwo i brak zgody na obowiązkową pomoc mniemanym talentom. W drugim nijakiego zła dopatrzeć się nie mogę, szczególnie, że nie postuluje zakazu a brak obowiązku.
Być może popełniam błąd, taki sam jak ci, którzy w czasach niewolnictwa przewidywali powszechną wolność

(czy ultraliberalizm nie prowadzi do niewolnictwa, należałoby zapytać w Bangladeszu)
26-11-2014 16:44 
 Ocena 1 na 1
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>1000 lat temu wolność nie była prawem jednostki, dziś jest, zapewne tak pozostanie w przyszłości, ale jaki będzie zakres tej wolności nikt z nas nie wie.
No nie wie, co nie zmienia faktu, iż (nadmierne) ograniczenia wolność zasadniczo są i pozostaną złe.
>Ja jedynie przypuszczam (!) że że za kilka pokoleń ultraliberalizm będzie traktowany tak smo jak niewolnictwo czy kanibalizm. To jednak tylko moje przypuszczenie
Ja mam nadzieję, że tak będzie traktowane indoktrynowanie dzieci i wykorzystywanie ich naiwności i zaufania do wciskania im religijnych bajek. Ciekawi mnie też co to jest ten ultraliberalizm i dlaczego jest taki zły? Czyżby np. prawo jednostki do dysponowania własnymi pieniędzmi było zagrożeniem dla "zdrowych wartości"?
   Powtórzę się - miejsce i czas gdzie liberalizm będzie potępiany to początek skoku w krainę totalitaryzmu.
>Być może popełniam błąd, taki sam jak ci, którzy w czasach niewolnictwa przewidywali powszechną wolność
>(czy ultraliberalizm nie prowadzi do niewolnictwa, należałoby zapytać w Bangladeszu)
Czy brak liberalizmu i skupienie na wyimaginowanym kolektywie nie prowadzi do niewolnictwa, zbrodni i zbydlęcenia należałoby zapytać w (szczęśliwe padłym) ZSRR. Tamto państwo pozwoliło więźniom odkryć w sobie niesłychane wprost talenta do umierania.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
27-11-2014 09:58 
 Ocena 4 na 4
astrotaurus (12445 punktów)

>Kiedyś były inne czasy i inna moralność ale czy to oznacza, że można usprawiedliwić właścicieli niewolników na przykład, którzy to w tamtych czasach niby nic złego nie robili?
   A ile dobrego! Jak ładnie i dobrze przekłuwali uszy niewolników szydłem! Wedle instrukcji ponadczasowego przecież Boga - Czystej Miłości. Instrukcji opartej na Prawie Naturalnym skierowanym wprost na Niebo.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
25-11-2014 11:10 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>W tego samego Boga, w którego wierzy bp Nossol, bp Lobkowicz, ks Lemański, ks Boniecki, ks prof Kłoczowski, ks Wiśniewski, ...

Dla kontrastu można by wspomnieć boga wielu katolickich kanalii...

Czy katolicyzm jest religią monoteistyczną?

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
25-11-2014 12:13 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>>W tego samego Boga, w którego wierzy bp Nossol, bp Lobkowicz, ks Lemański, ks Boniecki, ks prof Kłoczowski, ks Wiśniewski, ...
>Dla kontrastu można by wspomnieć boga wielu katolickich kanalii...
>Czy katolicyzm jest religią monoteistyczną?

Patrząc na wielu duchownych mam wątpliwości
25-11-2014 14:39 
 Ocena 7 na 7
Domeru (533 punktów)
>Czy katolicyzm jest religią monoteistyczną?

Z moich obserwacji wynika, że mamonoteistyczną.
25-11-2014 21:42 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>>Odpowiedź uczciwa (a przemyślana) brzmi: Nie wiem.
>   Dość oczywiste. Ja twierdzę w dodatku, że najczęściej ludzie religijni nie sądzą by coś takiego mogło w ogóle być.
Ja twierdzę, że może być, ale jakoś do tych pór nie znalazłem

>>Tu odpowiedź równie uczciwa i z dawna przemyślana brzmi : Tak, dopuszczam taką możliwość,
>   Ale mgliste to, odległe, bez żadnego określonego kształtu (patrz poprzedni akapit).
Czy mnie ten kształt jest do czegoś potrzebny?
Wejdź w moje buty!

>>ale wyczuwam, że wcale nie stałbym się od tego szczęśliwszym człowiekiem.
>   Wiara się broni choćby szantażem strachu.
Nie, to stanowczo nie jest strach, tym bardziej że:
>neofita łapie świeże powietrze wolności po dotychczasowym zaduchu. Nie lękaj się zatem.
nie boję się nawet tego

>>Tym bardziej nie przekonają mnie do ateizmu "wafelki" "zabobony" "Mzimu" i tym podobne dowody szacunku.
>   A takich rzeczy ciągle nie możesz wiedzieć. Często szpila wbita w mózg daje lepsze efekty, niż długotrwałe dyskusje zwłaszcza komuś komu nie brak wiedzy i inteligencji.
To raczej osobnicza niż gatunkowa cecha (nie wiem czy dobrze po polsku piszę) Na mnie szpile nie działają.

>   Ja kilka osób w życiu z wiary wyleczyłem,
Ubawisz się. Ja też !!!

>>Nie dostrzegam także konieczności podniesionej przez Brostowskiego, aby Boga definiować. Nikt definicji podać nie jest w stanie. Jeśli teista Boga definiuje to jest to pycha, jeśli ateista definicji żąda jest to złośliwość. Człowiek inteligentny wie, że nie wszystko można zdefiniować, człowiek życzliwy innym rozumie, że definiowanie bywa nie tylko trudnym, ale czasem zbędnym , czasem wystarczają definicje (jakby to po polsku nazwać) intuicyjne.
>   Nie rozumiesz w pełni zasad i celów definiowania,
Rozumiem, w naukach przyrodniczych, Bóg to strefa emocji. Tu nic nie jest precizyjnie zdefinowane.

>   Pusty wybieg, szarleyu, świat jest jeden.
>   Z Bogiem czy bez.
>   Jezus umarł zmartwychwstał (po co?!) albo nie
Zmartwychwstał !
W wielu rzeczach mam wątpliwości, w tej jakoś nie. Wiem że to racjonalistyczne forum i to co piszę nie jest żadnym argumentum , ale, do diabła, nie mam wątpliwości , choć wiem, że na fR to jakbym to pisał w paszczy lwa
26-11-2014 08:14 
 Ocena 4 na 4
astrotaurus (12445 punktów)

>Wejdź w moje buty!
   Myślę, że trochę w nich jestem... rozumiem co tam kłuje i uwiera, ale dopóki nie próbujesz mnie nimi kopać jestem nastawiony przyjaźnie.

>Na mnie szpile nie działają.
   Możliwe. Na wielu ludzi nic w ogóle nie działa. Dobrze że na Ciebie podziałało coś co sprawia, że wiara nie zmusza Cię do agresji wobec inaczej myślących.

>Ubawisz się. Ja też !!!
   Rzeczywiście zaskakujące.

>Rozumiem, w naukach przyrodniczych,
   Wszędzie gdzie pożądane jest wyjście poza sferę mętnych wrażeń.

>Bóg to strefa emocji.
   I to mocno odjechanych poza świat. Gdyby był w strefie realiów dążenie do lepszego jego opisu byłoby naturalne.

>Tu nic nie jest precizyjnie zdefinowane.
   To tylko kwestia szczegółowości. Wierzący na ogół dążą do tego by pseudointelektualnie zagadać co się da. Dążenie do precyzji jest im obce.

>Zmartwychwstał !
   Zatem w tym punkcie gdzie fakt pokrywa się z Faktem Wiary nauka i wiara nie "bytują na nieprzecinających się płaszczyznach".

>to co piszę nie jest żadnym argumentum , ale, do diabła, nie mam wątpliwości
   Tak to po prostu działa.

>Można zdefiniować gatunek. Nie ma definicji pojedynczej osoby
   Aleś się uparł! Musi być definicja pojedynczej osoby, żeby pojedyncza osoba nie dość że istniała to jeszcze była odróżnialna od wszystkich innych osób i w ogóle wszystkich innych obiektów wszechświata. Takie są zasady i cele definiowania.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
szarley (54913 punktów)
>>Wejdź w moje buty!
>   Myślę, że trochę w nich jestem... rozumiem co tam kłuje i uwiera, ale dopóki nie próbujesz mnie nimi kopać jestem nastawiony przyjaźnie.
Zauważyłem, przez co rozmowa jest nie tylko ciekawa, ale też sympatyczniejsza, mimo znaczącej różnicy poglądów


>>Bóg to strefa emocji.
>   I to mocno odjechanych poza świat. Gdyby był w strefie realiów dążenie do lepszego jego opisu byłoby naturalne.
Niektórzy próbują opisywać, definiować, malować... dla mnie jest to niecelowe.

>>Zmartwychwstał !
>   Zatem w tym punkcie gdzie fakt pokrywa się z Faktem Wiary nauka i wiara nie "bytują na nieprzecinających się płaszczyznach".
Tak

>>Można zdefiniować gatunek. Nie ma definicji pojedynczej osoby
>   Aleś się uparł! Musi być definicja pojedynczej osoby, żeby pojedyncza osoba nie dość że istniała to jeszcze była odróżnialna od wszystkich innych osób i w ogóle wszystkich innych obiektów wszechświata. Takie są zasady i cele definiowania.
Jeśli musi być definicja pojedynczej osoby, to jej pisanie w przypadku mojej osoby zajmuje prawie 60 lat, a znam ludzi o sporo poważniejszych przeżyciach, o wiele bardziej skompliowanych i o wiele badziej interesujących niż ja.

Rozmowa na temat definicji pojedynczego człowieka jest odpryskiem rozmowy o próbie zdefiniowania Boga, czego przypominam nie podejmuję się.
27-11-2014 10:54 
 Ocena 7 na 7
astrotaurus (12445 punktów)

>Niektórzy próbują opisywać, definiować, malować... dla mnie jest to niecelowe.
   Jakąś definicję Boga musisz mieć. Wystarczającą by odróżnić go choćby od pary butów i malarstwa na przykład.
   Większość znanych mi wierzących nienarzucających się otoczeniu ze swą wiarą tak jak Ty wzbrania się przed uszczegółowianiem swej definicji Boga, wolą trzymać się z dala od swych pastuchów, bo KK w wydaniu hierarchicznym takich oporów nie ma za grosz - przypisano już Bogu tyle cech detalicznych, wynikających z dogłębnej niewątpliwie znajomości że aż trudno się w tym połapać, a próba rzeczowego zgłębienia i dopasowania wszystkich grozi ateizmem.
   Osobniki prostackie, ekspansywne za to lubią żonglować religijnymi zaklęciami, bo każde w ich mniemaniu legitymizuje treść owych zaklęć.

>>   Zatem w tym punkcie gdzie fakt pokrywa się z Faktem Wiary nauka i wiara nie "bytują na nieprzecinających się płaszczyznach".
>Tak
   To znaczy jak? Bytują czy nie bytują? Świat nauki i religii jest wspólny tylko różnie opisywany, czy nie jest wspólny?

>Jeśli musi być definicja pojedynczej osoby, to jej pisanie w przypadku mojej osoby zajmuje prawie 60 lat, a znam ludzi o sporo poważniejszych przeżyciach, o wiele bardziej skomplikowanych i o wiele bardziej interesujących niż ja.
   Definicja nie musi - w przeciwieństwie do matematycznych ujmujących w sobie całość zagadnienia - i siłą rzeczy nie może (głowa za mała jak już mówiłem) zawierać wszystkich cech definiowanego obiektu.

>Stąd właśnie wzbraniam się przez przyjęciem poglądu, że można zdefiniować człowieka jako jednostkę. Ta jednostka jest zbyt skomplikowana.
>Nie oznacza to jednak całkowitego braku definicji ( mowa o Bogu - astrotaurus), oznacza to niemożność nadania precyzyjnej definicji,
   Te dwa zdania dowodzą że się jeszcze nieco miotasz i motasz.

   Generalnie definicja zawsze musi określić obiekt definiowany w stopniu pozwalającym odróżnić go od wszystkiego innego, a poziom szczegółowości zależy od rodzaju i zakresu porównań.
   Np dla odróżnienia człowieka od świni wystarczą bardzo ogólnikowe definicje tych ssaków. Gdy zejdziemy na poziom, powiedzmy, tkanek mięśniowych już trzeba definicje mocno uszczegółowić by powiedzieć która tkanka czyja. Na poziomie cząstek elementarnych można porównywać już tylko cząstki elementarne, a żeby odróżnić czy to cząstka "ludzka" czy "świńska" trzeba zejść na niższy poziom szczegółowości definicji.

>To dobrze! to znaczy, że wiara ( o ile się ostanie) będzie mówić jedynie o tym o czym nauka mówić nie zamiaruje.
   Tyle że nauka zamiaruje mówić o wszystkim! I mówi. O Bogach także!
   Wielokroć zalecam przyswojenie jedynej rozumnej definicji Boga: "postać z opowieści religijnych". A już opowieści religijne i w ogóle religijność w różnych aspektach są badane jak najbardziej naukowo.

>Powtórzę : nauka i wiara bytują na nieprzecinających sie płaszczyznach
   Czyli jednak bytują...?
   Czyli zmartwychwstanie Jezusa nie jest punktem wspólnym tych dwóch opisów świata? A skoro funkcjonuje w świecie Twej wiary to znaczy, że nie miało miejsca w rzeczywistości? Badanej wszak jak najbardziej naukowo. To przyznajesz? No przecież chyba nie?

>nie odmawiam nauce prawa wchodzenia na płaszczyznę wiary (choć w powodzenie nie wierzę),
   Nie wiem co masz na myśli konkretnie mówiąc o "wchodzeniu nauki na płaszczyznę wiary" - gdyby zaczęła argumentować wiarą przestałaby być nauką, a badanie spraw z wiary wynikających, z wiarą związanych wychodzi jej całkiem dobrze.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
27-11-2014 13:26 
 Ocena 7 na 7
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
U wielu (większości) moich katolików funkcjonuje to tak:
Ktoś musiał stworzyć ten świat, coś tam po śmierci chyba jest, a już na pewno powinna być jakaś sprawiedliwość, bo jak to by inaczej? Więc jakiś Bóg jest. Jezus to ta figurka z krzyża, któremu Żydzi dopieprzyli i który to biedaczek tak wycierpiał. Bez specjalnego wnikania czy to Bóg, Syn czy cuś innego. Po co to komu? Biedaczek się poświęcił, wycierpiał, ale właściwie nie wiadomo po co i dlaczego, a mógł mieć rodzinę i długo żyć. Biedny taki. Więc jest jakiś Bóg, bo ktoś to musiał stworzyć, jest Jezus, który cierpiał, jest kochająca go mamusia. I jest najlepszy papież wszechczasów. I coś po śmierci, z tą całą sprawiedliwością na czele. Ot, cała ich religia (czasami ktoś sobie dołoży jakiegoś aniołka, świętego). Reszta to już przyjemne emocje. Cała paleta, dla każdego coś miłego.

Podstawą ich wiary są emocje wypracowane w dzieciństwie. Skojarzenia, zachowania, obrazy, wspomnienia, myśli, obrządki, zobowiązania, czynności, noszenie koszyczka, odpusty, strojenie choinki, wigilia, prezenty, obrazek z Maryjką karmiącą Jezuska, piękny krzyżyk na szyi, pierwsza komunia, przebywanie we wspólnocie, dzwoneczki, kadzidła, organy, witraże, kolęda, aniołki, święty Krzysztof i Antoni, uroczy ksiądz, dobry proboszcz, najwspanialszy papież wszechczasów, modlitwa, kontemplacja, mistyczne uniesienia, a nuż życie po śmierci, ze swoją całą rodziną najlepiej. I takie fajne chodzenie z rodzinką do kościoła i takie fajne wspólne śpiewanie, i klękanie, i ich dzieci już tak ładnie się modlą, rączki składają i się cieszą. I wnusie na koniec też. Nawet coniedzielny rosołek i schabowy z kapustą się tutaj zmieszczą. To wszystko napędza ich popędy, syci hormonami i rozładowuje tak powstałą energię prowadząc umysł do przyjemnej strefy. Niektórzy, co bardziej popaprani i nadpobudliwi wyżyją się na jehowych, ateistach czy lewakach, na in vitro, gender czy umalowanej kuzynce z wyzywającym dekoltem. Albo na sąsiedzie, który ma więcej i lepiej mu się powodzi. Byle pretekst jest dobry, by poniżyć innego, dowartościowując tym siebie. Bo JA katolik. To też skutecznie rozprasza popędowe napięcie.

Emocje, uczucia, cała ich popędowa konstrukcja - to jest tutaj najważniejsze, bo zapewnia im psychiczną równowagę i przyjemność, czasami rozkosz, szczęście czy ekstazę. I z tego nie zrezygnują, bo to podstawowy element konstrukcji ich świata. Samo pomyślenie o utracie tego, wywołuje panikę, bo energia popędowa skutecznie rozlokowana po tylu obiektach, a tu nagle czarna dziura przed oczami i jak bez tego świata żyć? Tu chodzi o emocje, a nie o definicje i argumenty. Definicja może być taka byle jaka, z grubsza i powierzchowna. Wystarczy. Że coś tam musi być. Takie ogólne nie wiadomo co, ale na pewno Coś. To żaden problem, bo nie to jest tutaj sednem i celem.

.
szarley (54913 punktów)
>   Jakąś definicję Boga musisz mieć. Wystarczającą by odróżnić go ...
Owszem i o tym już pisałem.

>   Większość znanych mi wierzących nienarzucających się otoczeniu ze swą wiarą tak jak Ty wzbrania się przed uszczegółowianiem swej definicji Boga,
Brak przecinka powoduje, że zdanie jest niezbyt precyzyjne
Żartuję oczywiście, wiem co chciałeś napisać!
Tak, masz rację, nie jestem jedynym, który nie chce podać precyzyjnej definicji. Powody są różne i nie warto chyba się nad nimi zastanawiać (a przynajmniej dla mnie nie są w zakresie zainteresowań) Masz też rację, że proboszczowie wszeklich stopni hierachii tej definicji usilnie poszukują, ale choć niektórych duchownych lubię i uważam, to jednak żaden dla mnie autoryteytem na tyle nie jest, żebym jego oczyma świat oglądał.

>>To dobrze! to znaczy, że wiara ( o ile się ostanie) będzie mówić jedynie o tym o czym nauka mówić nie zamiaruje.
>   Tyle że nauka zamiaruje mówić o wszystkim! I mówi. O Bogach także!
Nie. Nauka nie mówi o bogach, nauka mówi o obrazach bogów. Nauka mówi o tym co ludzie o bogach mówią, jak ludzie bogów sobie wyobrażają. O bogach nauka milczy.

>>Powtórzę : nauka i wiara bytują na nieprzecinających sie płaszczyznach
>   Czyli jednak bytują...?
... na różnych płaszczyznach

>   Czyli zmartwychwstanie Jezusa nie jest punktem wspólnym tych dwóch opisów świata? A skoro funkcjonuje w świecie Twej wiary to znaczy, że nie miało miejsca w rzeczywistości? Badanej wszak jak najbardziej naukowo. To przyznajesz? No przecież chyba nie?

Nauka możliwości zmartwychwstania przeczy, wiara ją potwierdza.
24-11-2014 15:04 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>Nie zaprowadziły mnie do ateizmu odkrycia współczesnych nauk przyrodniczych,...

Bo nie mogły zaprowadzić. Odkrycie naukowe jest pochodną metody naukowej i ewentualne przyjęcie jej lub odrzucenie jej niektórych teoriopoznawczych założeń może mieć wpływ na światopogląd. Tak uczynił to Tales (świat wyjaśnia świat) i w tej materii nic się nie zmieniło. Reszta to baje o Olimpie, zwidach Mojżesza, Jezusie, itd., itp.

>...bo one się istnieniem Boga w zupełności nie interesują, więc ani Go potwierdzają, ani Mu przeczą.

Właśnie w tym dezinteresie wobec wielu wątków tradycji, w tym boga i religii, leży sedno naukowego podejścia do świata i - rzadziej - własnego życia. A jeśli chodzi o boga: nie tylko tego bytu nie potrzeba ani potwierdzać, ani zaprzeczać . Świadczy to - wbrew tradycyjnej metafizyce - o jego przypadkowości.

> wiara z definicji swojej opisuje rzeczy... niemożliwe lub niewytłumaczalne,...

To, że język religii jest opisowy, nie jest kwestią oczywistą. Wiele "rzeczy" istnieje wyłącznie w medium języka, znaku.

> Człowiek inteligentny wie, że nie wszystko można zdefiniować,...

Definicje są konwencjami. A umówić się można na wszystko, byle nie negowało to naszego praktycznego istnienia. Innym nie będzie to być może odpowiadać, ale to już jest ich sprawa. De gustibus non est disputandum...

> dopuszczam taką możliwość [odrzucenia wiary], ale wyczuwam, że wcale nie stałbym się od tego szczęśliwszym człowiekiem.

I to sedno problemu: szczęście versus świadomość, wiedza. Tu drogi wydają się rozchodzić definitywnie. Jest bowiem pełnia szczęścia, które obywa się bez wiedzy: to religia. Ale jest świadomość, której wystarczy odrobina szczęścia, na tle tradycji - dość cierpkiego, sceptycznego: to nauka.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
24-11-2014 23:27 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Człowiek inteligentny wyczuwa ironię na milę, ale albo moja inteligencja na starość tępieje, albo w Pańskim pytaniu ironii nie ma, co dalsze Pańskie wpisy potwierdzają, a skoro tak, to Pańska opinia o mnie (choć na wyrost) bardzo mnie cieszy.
Zdecydowanie żadne złe myśli pod Pańskim kierunkiem do głowy mi nie przyszły Po prostu od dziecka jestem ciekawym ludzi i świata. (W sposób bliższy Martynie Wojciechowskiej niż Wojciechowi Cejrowskiemu.) Taka jest moja postawa wobec istniejącej obiektywnie rzeczywistości, tak przyrodniczej jak społecznej.

Są inteligentni myślący samodzielnie, wykształceni i dlatego pytam, gdyż takich pytać warto. Ludzie ograniczeni intelektualnie wiarą, którzy mówią, iż "wierzę - bo tak" nie są warci takich pytań, gdyż nie są zdolni do przedstawienia ciekawych argumentów na obroną własnej postawy. Pytam Pana Szarley'a, gdyż uważam, że to jest tak mądry człowiek,
iż można go o to zapytać!


Świadczy o tym moim zdaniem, tak post wprowadzający, jak i treści linków tam zamieszczonych. Tylko trzeba było to przeczytać - co niewielu się udało.
_________________

>Pańskie pytania komuś bezmyślnemu wydadzą się proste, ale gdyby nie były wymagały pomyślunku, sam by sobie Pan na nie odpowiedział.
Co nie co na ten temat czytałem i trochę przemyślałem. Pytania jak zawsze są znacznie prostsze do zadania niż do odpowiedzi. Sam sobie odpowiedziałem, gdy czytałem Witwickiego, ale Pańska wypowiedź wydaje mi się też poznawczo ciekawą.

>Z pozoru prosta odpowiedź wcale nie musi być nieprzemyślana.
Nie musi.

Cytat:
co mogłoby go skłonić do odrzucenia jego postawy - wiary.

>Odpowiedź uczciwa (a przemyślana) brzmi: Nie wiem.
Cytat:
Czy dopuszcza, czy też całkowicie odrzuca taką możliwość?

>Tu odpowiedź równie uczciwa i z dawna przemyślana brzmi : Tak, dopuszczam taką możliwość, ale wyczuwam, że wcale nie stałbym się od tego szczęśliwszym człowiekiem.
Nie wiem, ale sądzę, iż racjonalny ateizm, choć - moim zdaniem - więcej prawdy o istniejącej obiektywnie rzeczywistości nam przynosi, to do poczucia szczęścia, bądź nie, ma się nijak i to raczej ze wskazaniem na zmniejszenie poczucia szczęścia, a nie jego zwiększenie.

>Z całą pewnością nie wystarcza do odrzucenia wiary, jej odrzucenie przez innych, ani ateistów, ani tych, którzy sami siebie przykładem dla wiernych się głoszą. (...)
Wszystkie wymienione tu przez Pana "niewystarczajności" są dla mnie całkowicie zrozumiałe.

>Kilka wpisów zawiera myśl, że nieważne w co wierzę, ważne, abym nie narzucał swojej wiary i tu chyba nie muszę ani Panu ani innym udowadniać że nie jestem "wielbłądem" Nikogo nie nawracam, choć czasem staram się przekonywać, do tego jednak potrzebne są nie słowa (ci, którzy tylko słów tu próbują mnie wkurzają) ale postępowanie.
Nie wiem, dla mnie Pan nie musi. Choć czasem Pana ponosi, ale mnie jeszcze bardziej, a więc wytykać Panu niczego nie mogę.

>Setrakos, Heremis, jak i chętnie_racjonalista (choć zapewne z różnych motywacji) bronią mnie przed Pańskimi pytaniami, odpowiedział Pan
Cytat:
ale chroń Panie Boże pana Szarley przed takimi przyjaciółmi, to z takimi wrogami jak Bogusławski sam sobie poradzi

>Nie widzę w Panu wroga, a czasem jeno przeciwnika w dyskusji. a gdybym widział wroga w dyskusji to jest na Pana sposób niezawodny : przekonać!
Na podstawie życiowych doświadczeń nie zgadzam się z powiedzeniem, iż z każdym warto rozmawiać. Uważam zdecydowanie, że nie z każdym. Z Panem warto i to wcale nie dlatego abym uważał, iż Pana można do czegokolwiek przekonać. Pan myśli samodzielnie.

>Polecam też w rozmowie ze mną, ale uprzedzam, że w sprawach wiary jestem nieprzekonywalny i czasu szkoda
To szkoda, gdyż ja we wszystkich sprawach mogę się dać przekonać poprzez racjonalne argumenty i naukowe dowody.

>Nie dostrzegam także konieczności podniesionej przez Brzostowskiego, aby Boga definiować. Nikt definicji podać nie jest w stanie. Jeśli teista Boga definiuje to jest to pycha, jeśli ateista definicji żąda jest to złośliwość. Człowiek inteligentny wie, że nie wszystko można zdefiniować, człowiek życzliwy innym rozumie, że definiowanie bywa nie tylko trudnym, ale czasem zbędnym , czasem wystarczają definicje (jakby to po polsku nazwać) intuicyjne. W odpowiedzi na pańskie pytania intuicyjna definicja wystarcza.
Tu mamy pewną rozbieżność. Nie o Boga tu pytałem tylko o wiarę, ale przymuszony przez Pana Brzostowskiego różne definicje Boga/bogów podałem i tu niezbyt zgadzam się Panem. Religie, teologia, religioznawstwo, filozofia (szczególnie chrześcijańska) psychologia, kulturoznawstwo jakoś tam lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej spójnie Boga definiują i to nawet wtedy, gdy dodają, że próba zdefiniowania Boga jest pychą. Gorzej, gdy wejdziemy na grunt nauk przyrodniczych, tam takiej definicji podającej się naukowej weryfikacji brak. Zresztą to można dobrze wyczytać w moich i nie tylko moich wypowiedziach na naszym forum.

>Na pewno nie ma sensu (zwłaszcza netowa) dyskusja między ludźmi o różnych światopoglądach jeśli choć jeden z nich jest absolutnie pewien swojej racji a w dyskusji używa wyłącznie narządu mowy nigdy zaś słuchu. I choć z Jankiem77 można się spierać, ponieważ nie przekroczył granic kultury, o tyle w rozmowach z Elaspem czy Lumbago można już tylko nie dopuszczać do dominacji chamstwa.
Całkowicie się tu z Panem zgadzam i dodam jeszcze jedno: Tak uważam, że jest Pan przez swoją wiarę intelektualnie ograniczony, tyle iż moim zdaniem w stopniu niewielkim i na pewno nie większym niż ja sam mam podobny stopień ograniczeń, choć w większości przez inne czynniki niż wiara spowodowane. Doskonały we wszechświecie to jest Bóg,
a w internecie to pan Elasp. Normalni ludzie ze swej natury jakieś tam ograniczenia mają.

@@@
.
25-11-2014 15:29 
 Ocena 5 na 5
Episode_2 (3284 punktów)
>Zdecydowanie żadne złe myśli pod Pańskim kierunkiem do głowy mi nie przyszły Po prostu od dziecka jestem ciekawym ludzi i świata. (W sposób bliższy Martynie Wojciechowskiej niż Wojciechowi Cejrowskiemu.) Taka jest moja postawa wobec istniejącej obiektywnie rzeczywistości, tak przyrodniczej jak społecznej.
>Są inteligentni myślący samodzielnie, wykształceni i dlatego pytam, gdyż takich pytać warto. Ludzie ograniczeni intelektualnie wiarą, którzy mówią, iż "wierzę - bo tak" nie są warci takich pytań, gdyż nie są zdolni do przedstawienia ciekawych argumentów na obroną własnej postawy. Pytam Pana Szarley'a, gdyż uważam, że to jest tak mądry człowiek,
>iż można go o to zapytać!

>Świadczy o tym moim zdaniem, tak post wprowadzający, jak i treści linków tam zamieszczonych. Tylko trzeba było to przeczytać - co niewielu się udało.

Być może ci, którym "nie udało się" przeczytać, wzięli pod uwagę szerszy kontekst.
A szerszy kontekst jest taki, że jest Pan tu znanym antyfideistą. I z tego powodu Pańskie pytania na temat wiary mogą być nieco podejrzane, bez względu jak niewinnie by brzmiały.
25-11-2014 11:30 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Zadałem w poście inicjującym post pytanie: Co mogłoby wierzącego skłonić do odrzucenia jego postawy - wiary.
Czy dopuszcza, czy też całkowicie odrzuca taką możliwość? Ale postarałem się to pytanie uzasadnić i rozszerzyć odwołując się do książki Witwickiego oraz opisów odrzucenia wiary przez intelektualistów. Np. tego.

Odwołałem się też do tekstów pogłębiających postawiony problem.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,615932#w618479
www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,615932#w618480
www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,615932#w618481
Część forumowiczy wcale nie zrozumiała pytania - jak np. tak jak zwykle panowie Brzostowski i Elasp - co nie przeszkadzało im wcale w zaśmiecaniu wątku wypowiedziami nie na jego temat, tylko na temat własnych frustracji.

Napisał Pan:
Jak Pan widzi odpowiedź na \"proste\" pytania jednak się rozudowała,
ale skoro pyta człowiek skomplikowany...:
>Pańskie pytania komuś bezmyślnemu wydadzą się proste, ale gdyby nie były wymagały pomyślunku, sam by sobie Pan na nie odpowiedział.
Co nie co na ten temat czytałem i trochę przemyślałem. Pytania jak zawsze są znacznie prostsze do zadania niż do odpowiedzi. Sam sobie odpowiedziałem, gdy czytałem Witwickiego, ale Pańska wypowiedź wydaje mi się też poznawczo ciekawą.

>Z pozoru prosta odpowiedź wcale nie musi być nieprzemyślana.
Nie musi.

co mogłoby go skłonić do odrzucenia jego postawy - wiary.
>Odpowiedź uczciwa (a przemyślana) brzmi: Nie wiem.

Czy dopuszcza, czy też całkowicie odrzuca taką możliwość?
>Tu odpowiedź równie uczciwa i z dawna przemyślana brzmi : Tak, dopuszczam taką możliwość, ale wyczuwam, że wcale nie stałbym się od tego szczęśliwszym człowiekiem.
Nie wiem, ale sądzę, iż racjonalny ateizm, choć - moim zdaniem - więcej prawdy o istniejącej obiektywnie rzeczywistości nam przynosi, to do poczucia szczęścia, bądź nie, ma się nijak i to raczej ze wskazaniem na zmniejszenie poczucia szczęścia, a nie jego zwiększenie.

>Z całą pewnością nie wystarcza do odrzucenia wiary, jej odrzucenie przez innych, ani ateistów, ani tych, którzy sami siebie przykładem dla wiernych się głoszą. (...)
Wszystkie wymienione tu przez Pana "niewystarczajności" są dla mnie całkowicie zrozumiałe.
Ale są zdecydowanie niewystarczające, gdyby chcieć potraktować jako wypowiedź inteligentnego o sporej wiedzy człowieka, który ma swój światopogląd jako tako przemyślany.
______________

Poniżej podaję swój stosunek do wiary - zamieszczony na forum już kilkukrotnie - miedzy innymi w wątku "Pochodzenie wiary",
do którego tu się odwołałem.
(...) z tym określeniem nie zgadzają się ci, którzy wierzą w Boga i nazywają mnie niewierzącym, I już wydawałoby się, że zostałem sklasyfikowany, ale po chwili otrzymuję od nich pytanie: - "Nie wierzysz w Boga? No to trudno, niektórzy już tak mają, ale powiedz - w co wierzysz? Bo wierzyć w "coś" koniecznie trzeba".

Czy koniecznie trzeba wierzyć? Sam nie uważam wiary za rzecz człowiekowi konieczną, a całkowitą niewiarę za rzecz możliwą. Nie będę się tu odwoływać do klasyki, choć oczywiście warto tam sięgać, aż po starożytność, nie mówiąc już o współczesnych, powiem tylko, że właśnie jestem takiej postawy przykładem. Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".

Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym.


@@@
.
25-11-2014 14:40 
 Ocena 3 na 3
Jan Rylew (3965 punktów)
A.Bogusławski:
>>"Pan Szarley jest właśnie takim oświeconym wierzącym i korzystając z okazji chciałbym go zapytać - co mogłoby go skłonić do odrzucenia jego postawy - wiary. Czy dopuszcza, czy też całkowicie odrzuca taką możliwość?"

Odpowiedź Szarleya na pierwsze pytanie:
>Odpowiedź uczciwa (a przemyślana) brzmi: Nie wiem.
Takiej odpowiedzi można było oczekiwać, chociaż myślałem najpierw, że Pan wcale nie odpowie.
Odpowiedź konkretna na pierwsze pytanie wymagałaby poza pogłębioną analizą stanu własnych uczuć wymyślenia swoistego "bata" na własny światopogląd na co się Pan nie złapał .

Na drugie pytanie:
>Tu odpowiedź równie uczciwa i z dawna przemyślana brzmi : Tak, dopuszczam taką możliwość, ale wyczuwam, że wcale nie stałbym się od tego szczęśliwszym człowiekiem.
Odpowiedź na drugie pytanie jest moim zdaniem nieco przewrotna, bo kawałek dalej następuje stwierdzenie zaprzeczające:
>uprzedzam, że w sprawach wiary jestem nieprzekonywalny i czasu szkoda.

Jest na szczęście poruszony aspekt szczęśliwości, ale bez rozwinięcia więc o jego roli można się tylko domyślać.
Roztropnie jednak, że Pan nie rozwinął tego tematu, bo mogłoby to być poczytane za religijną indoktrynację na forum Racjonalisty .

>Nie dostrzegam także konieczności podniesionej przez Brostowskiego, aby Boga definiować. Nikt definicji podać nie jest w stanie. Jeśli teista Boga definiuje to jest to pycha, jeśli ateista definicji żąda jest to złośliwość.
>Człowiek inteligentny wie, że nie wszystko można zdefiniować, człowiek życzliwy innym rozumie, że definiowanie bywa nie tylko trudnym, ale czasem zbędnym , czasem wystarczają definicje (jakby to po polsku nazwać) intuicyjne. W odpowiedzi na pańskie pytania intuicyjna definicja wystarcza
Ma Pan rację, ale być może Brzostowskiemu chodziło właśnie o taką definicję intuicyjną, własną, bo każdy wierzący ma ma chyba jakieś własne pojęcie, uzasadnienie Boga.
Taka definicja intuicyjna mogłaby także wiele wyjaśnić, nieraz rozmawiam z ludźmi wierzącymi, pytam o to właśnie i otrzymuję ciekawe, zawsze trochę różne od różnych osób odpowiedzi. Jeśli rozmowa jest szczera, a to można wyczuć, to na ogół można zrozumieć motywy wiary danej osoby.

Ktoś powiedział nie bez racji: Powiedz mi jaki jest twój Bóg (dlaczego wierzysz) a powiem ci kim jesteś.
Ale to wymagałoby intymnych wyznań i wcale się nie dziwię, że Pan do tej spowiedzi nie przystąpił .
Dlatego i rozgrzeszenia od tych którzy wiarą nie grzeszą być nie może .
Będą nadal zastanawiać się jak to możliwe, żeby wierzyć w coś czego nie można zdefiniować.
25-11-2014 15:54 
 Ocena 3 na 3
szarley (54913 punktów)
>Odpowiedź Szarleya na pierwsze pytanie:
>>Odpowiedź uczciwa (a przemyślana) brzmi: Nie wiem.
>Takiej odpowiedzi można było oczekiwać, chociaż myślałem najpierw, że Pan wcale nie odpowie.
Skorzystałbym z prawa do odmowy zeznań
Spodziewając się podobnych oczekiwań usprawiedliwiłem swoją nieobecność, choć ubawiło mnie, że przyczyną był udział we mszy daleko od domu

>Na drugie pytanie:
>>Tu odpowiedź równie uczciwa i z dawna przemyślana brzmi : Tak, dopuszczam taką możliwość, ale wyczuwam, że wcale nie stałbym się od tego szczęśliwszym człowiekiem.
>Odpowiedź na drugie pytanie jest moim zdaniem nieco przewrotna, bo kawałek dalej następuje stwierdzenie zaprzeczające:
>>uprzedzam, że w sprawach wiary jestem nieprzekonywalny i czasu szkoda.

Nieprecyzyjne wyrażenia sprawiają (i słusznie) wrażenie sprzeczności. Wyjaśniam więc :
Dopuszczam możliwość utraty wiary, ale ponieważ jak dotąd podane przeze mnie przyczyny tego nie spowodowały, ponieważ jak dotąd nie zrezygnowałem z niej pomimo usilnych starań zarówno ateistów jak i księży, przyjmuję za bardzo wysoce prawdobodobne , że nie stanę sie ateistą po rozmowach na netowym forum.

>Jest na szczęście poruszony aspekt szczęśliwości, ale bez rozwinięcia więc o jego roli można się tylko domyślać.
>Roztropnie jednak, że Pan nie rozwinął tego tematu, bo mogłoby to być poczytane za religijną indoktrynację na forum Racjonalisty .
Indoktrynacja? Uchowaj Boże!

>Ma Pan rację, ale być może Brzostowskiemu chodziło właśnie o taką definicję intuicyjną, własną, bo każdy wierzący ma ma chyba jakieś własne pojęcie, uzasadnienie Boga.
>Taka definicja intuicyjna mogłaby także wiele wyjaśnić, nieraz rozmawiam z ludźmi wierzącymi, pytam o to właśnie i otrzymuję ciekawe, zawsze trochę różne od różnych osób odpowiedzi. Jeśli rozmowa jest szczera, a to można wyczuć, to na ogół można zrozumieć motywy wiary danej osoby.

Chyba tak. I trudno sobie wyobrazić każdą z tych osobistych definicji ubraną w słowa. Może dlatego credo jest raczej kompromisem między osobistym wyznaniem wiary a poczuciem potrzeby bytowania we wspólnocie?
Zauważył Pan zapewne, że te definicje nie padały w trzyminutowej rozmowie z nieznanymi ludźmi w pociągu.

>Ktoś powiedział nie bez racji: Powiedz mi jaki jest twój Bóg (dlaczego wierzysz) a powiem ci kim jesteś.
Ciekawe słowa. Zastanowiłbym się nad ich parafrázą
Powiedz mi na ile sam szukasz definicji Boga a powiem Ci kim jesteś

>Ale to wymagałoby intymnych wyznań i wcale się nie dziwię, że Pan do tej spowiedzi nie przystąpił .
>Dlatego i rozgrzeszenia od tych którzy wiarą nie grzeszą być nie może .
Nie rozgrzeszenia się spodziewam

>Będą nadal zastanawiać się jak to możliwe, żeby wierzyć w coś czego nie można zdefiniować.
Dlatego p. Bogusławski zainicjował ten wątek, a ja trochę dziwnie się czuję jako "bohater dnia"
26-11-2014 09:27 
 Ocena 4 na 4
Jan Rylew (3965 punktów)
>>Jest na szczęście poruszony aspekt szczęśliwości, ale bez rozwinięcia więc o jego roli można się tylko domyślać.
>>Roztropnie jednak, że Pan nie rozwinął tego tematu, bo mogłoby to być poczytane za religijną indoktrynację na forum Racjonalisty .
>Indoktrynacja? Uchowaj Boże!
Indoktrynacja religijna to hasło ze słownika ateisty, w słowniku katolickim może się to nazywać inaczej. Słyszałem coś o pomnażaniu talentów, krzewieniu dobra, którym jest wiara jako warunek sine qua non zbawienia. Doprawdy, wierzącemu katolikowi chyba nietrudno domyślić się co może być miłe Panu Bogu .

>Chyba tak. I trudno sobie wyobrazić każdą z tych osobistych definicji ubraną w słowa. Może dlatego credo jest raczej kompromisem między osobistym wyznaniem wiary a poczuciem potrzeby bytowania we wspólnocie?
>Zauważył Pan zapewne, że te definicje nie padały w trzyminutowej rozmowie z nieznanymi ludźmi w pociągu.
Potrzebę bytowania we wspólnocie można zaspokoić w różny sposób, dlaczego akurat w tej chrześcijańskiej ?
Nie padały, ale kiedyś rozmawiałem w pociągu z zakonnicą, starsza pani, chętna do rozmowy, a ja byłem zaciekawiony co robi, jak żyje. Emanowało od niej szczęście i spokój. Nie pytałem o definicje ani sprawy zasadnicze, ale i tak sporo się dowiedziałem co dało mi do myślenia i trochę zmieniło moje widzenie ludzi wierzących.

>>Ktoś powiedział nie bez racji: Powiedz mi jaki jest twój Bóg (dlaczego wierzysz) a powiem ci kim jesteś.
>Ciekawe słowa. Zastanowiłbym się nad ich parafrázą
>Powiedz mi na ile sam szukasz definicji Boga a powiem Ci kim jesteś
Ta parafraza także działać może, ateista odpowie, że poszukuje definicji wartości, której(ym) warto poświęcić dużą część swojej energii życiowej. No i tutaj widzę pewne podobieństwo do tej zakonnicy w pociągu.

>Nie rozgrzeszenia się spodziewam
Domyślam się .

>>Będą nadal zastanawiać się jak to możliwe, żeby wierzyć w coś czego nie można zdefiniować.
>Dlatego p. Bogusławski zainicjował ten wątek, a ja trochę dziwnie się czuję jako "bohater dnia"
To chyba zaszczyt być bohaterem pozytywnym(?) wątku p. Bogusławskiego. Rozmawialiśmy już kiedyś na podobny temat. Moim zdaniem była to dość ciekawa rozmowa.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,373243#w373531
szarley (54913 punktów)
>>Indoktrynacja? Uchowaj Boże!
>Indoktrynacja religijna to hasło ze słownika ateisty, w słowniku katolickim może się to nazywać inaczej. Słyszałem coś o pomnażaniu talentów, krzewieniu dobra, którym jest wiara jako warunek sine qua non zbawienia. Doprawdy, wierzącemu katolikowi chyba nietrudno domyślić się co może być miłe Panu Bogu .

Chyba nietrudno... z przewagą "chyba" Ja jednak wzbraniam się przed słownym ewangelizowaniem, ponieważ przypuszczam, z pewną dozą wąpliwości, że Bogu chyba nie byłoby to miłe.

>>Chyba tak. I trudno sobie wyobrazić każdą z tych osobistych definicji ubraną w słowa. Może dlatego credo jest raczej kompromisem między osobistym wyznaniem wiary a poczuciem potrzeby bytowania we wspólnocie?
>>Zauważył Pan zapewne, że te definicje nie padały w trzyminutowej rozmowie z nieznanymi ludźmi w pociągu.
>Potrzebę bytowania we wspólnocie można zaspokoić w różny sposób, dlaczego akurat w tej chrześcijańskiej ?
Można, ale zdecydowana większość ludzi wierzących poszukuje religijnej wspólnoty.

>Nie padały, ale kiedyś rozmawiałem w pociągu z zakonnicą, starsza pani, chętna do rozmowy, a ja byłem zaciekawiony co robi, jak żyje. Emanowało od niej szczęście i spokój. Nie pytałem o definicje ani sprawy zasadnicze, ale i tak sporo się dowiedziałem co dało mi do myślenia i trochę zmieniło moje widzenie ludzi wierzących.
Jedni potrafią otworzyć się w takiej sytuacji przed obcymi, inni nie. Widocznie wzbudza Pan swoim zachowaniem zaufanie. To wielka zaleta!

>>>Ktoś powiedział nie bez racji: Powiedz mi jaki jest twój Bóg (dlaczego wierzysz) a powiem ci kim jesteś.
>>Ciekawe słowa. Zastanowiłbym się nad ich parafrázą
>>Powiedz mi na ile sam szukasz definicji Boga a powiem Ci kim jesteś
>Ta parafraza także działać może, ateista odpowie, że poszukuje definicji wartości, której(ym) warto poświęcić dużą część swojej energii życiowej. No i tutaj widzę pewne podobieństwo do tej zakonnicy w pociągu.
Lubię się zgadzać

>>>Będą nadal zastanawiać się jak to możliwe, żeby wierzyć w coś czego nie można zdefiniować.
>>Dlatego p. Bogusławski zainicjował ten wątek, a ja trochę dziwnie się czuję jako "bohater dnia"
>To chyba zaszczyt być bohaterem pozytywnym(?) wątku p. Bogusławskiego. Rozmawialiśmy już kiedyś na podobny temat. Moim zdaniem była to dość ciekawa rozmowa.
Szanuję p. Bogusłwskiego i to co mnie napisał jest bardzo miłe, ale to nie chroni mnie przed poczuciem, że jestem w nieswoich butach
25-11-2014 15:32 
 Ocena 3 na 3
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
szarley:
Lumbago

No proszę, wystarczy połechtać, poczochrać pod włos i dziwowisko gotowe. Ludzkim głosem przemawia, zdania okrągłe kreśli, pręży muskuły, uczy jak postępować z prostakami i sam siebie nachwalić nie może.

Wyobraź sobie lecącą w twoją stronę pięćdziesięciogroszówkę, w zwolnionym tempie, moneta błyszczy przy każdym obrocie odbijając światło lamp zawieszonych u kopuły namiotu.

Może u was wywlekanie osobistych pretensji u osób trzecich jest przejawem kultury osobistej. Co kraj, to obyczaj.
25-11-2014 15:56 
 Ocena 3 na 3
szarley (54913 punktów)
>szarley:
Lumbago

>No proszę, wystarczy połechtać, poczochrać pod włos i dziwowisko gotowe. Ludzkim głosem przemawia, zdania okrągłe kreśli, pręży muskuły, uczy jak postępować z prostakami i sam siebie nachwalić nie może.
>Wyobraź sobie lecącą w twoją stronę pięćdziesięciogroszówkę, w zwolnionym tempie, moneta błyszczy przy każdym obrocie odbijając światło lamp zawieszonych u kopuły namiotu.
>Może u was wywlekanie osobistych pretensji u osób trzecich jest przejawem kultury osobistej. Co kraj, to obyczaj.
>
W moim kręgu kulturowym, jest przejawem kultury osobistej nie obrażać ludzi, a jeśli komuś czynisz zarzut - udowodnij lub przeproś.
Napisałeś , że bronię ciemnych spraw kościoła.
CYTAT PROSZĘ.
Mialeś sporo czasu na znalezienie tego cytatu
25-11-2014 23:41 
 Ocena 2 na 2
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>W moim kręgu kulturowym, jest przejawem kultury osobistej nie obrażać ludzi, a jeśli komuś czynisz zarzut - udowodnij lub przeproś.

Twój krąg kulturowy jest obecnie otoczony tłumem gapiów, podziwiających twoje akrobacje literackie.

Czy w twoim jasno oświeconym kręgu kulturowym zarzucanie rozmówcy nieumiejętności samodzielnego myślenia czy bycia pod wpływem bliżej nie sprecyzowanej propagandy nie uważa się za obrażanie ludzi?
Uniknąłbyś śmieszności, gdybyś teraz nie jęczał o przeprosiny za postępowanie, które sam praktykujesz.

Widzisz, ja wcale nie mam ci tego za złe, nie żądam dowodów ani przeprosin, przecież widzę, że to wynikało tylko z twoich ułomności.

Przestałbyś w końcu bredzić o tych cytatach, wróć do tamtego wątku, czytaj tekst, wysil szarą komórkę i próbuj zrozumieć.
26-11-2014 12:30 
 Ocena 2 na 2
Heremis (587 punktów)

>Nie dostrzegam także konieczności podniesionej przez Brostowskiego, aby Boga definiować. Nikt definicji podać nie jest w stanie. Jeśli teista Boga definiuje to jest to pycha, jeśli ateista definicji żąda jest to złośliwość. Człowiek inteligentny wie, że nie wszystko można zdefiniować, człowiek życzliwy innym rozumie, że definiowanie bywa nie tylko trudnym, ale czasem zbędnym , czasem wystarczają definicje (jakby to po polsku nazwać) intuicyjne. W odpowiedzi na pańskie pytania intuicyjna definicja wystarcza
W pełni się z tym zgadzam, jeśli mogę się wtrącić. Jeśli ktoś pyta mnie o Bóstwo mogę mu podać jak je postrzegam na podstawie swojej wiary. Definicja jest czysto intuicyjna, przy czym to moje wyobrażenie o Bóstwie. Wierzę, ale nie wiem jakie w istocie jest. Mogę powiedzieć, jak to u mnie wygląda, ale nie muszę nikomu niczego udowadniać, bo niby dlaczego. Nikomu nie mam zamiaru mącić w życiu swoją wiarą (najwyżej sobie). Jeśli komuś nie odpowiada moje postrzeganie Bóstwa to już nie mój problem
Wtedy pozostaje mi tylko nieśmiertelna kwestia Piłata podania w podpisie

"Com napisał, napisałem" J 19, 22
grzmot (741 punktów)
>Osobiście uważam, iż nasza osobowość jest kształtowana we
>wczesnym dzieciństwie, jako dzieci przeżywamy okres ciekawości, jako nastolatkowe
>okres protestu, ale później, to już nikt - oprócz nas samych - naszych poglądów na świat
>zmienić nie może.
Proponowałbym podejść do tematu czysto fizykalnie i racjonalnie. Możemy stwierdzić, że:
- światopogląd to cecha/element składowy umysłu,
- umysł jest produktem mózgu i gruczołów, bazującym na pozyskanych w przeszłości oraz na bieżąco informacjach (bodźcach) zewnętrznych (wzrok, słuch...) i wewnętrznych (receptory wewnętrzne), zakodowanych w postaci połączeń nerwowych i impulsów elektrycznych,
- mózg pozostaje plastyczny do późnej starości, co oznacza, że może na skutek przetwarzania informacji tworzyć nowe połączenia, uczyć się - a więc modyfikować umysł, chociaż z wiekiem ta plastyczność maleje.

W związku z tym, czysto fizykalnie, można powiedzieć, że odpowiednia dawka odpowiednich bodźców modyfikuje jakoś nasz umysł. Jedyne, co trzeba rozważyć, to jak duża dawka i jakich bodźców jest potrzebna, aby zmodyfikować ten kawałek, który odpowiada za światopogląd?
24-11-2014 17:05 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>W związku z tym, czysto fizykalnie,...

Czysto fizykalnie...ale niestety człowiek nie odbiera siebie subiektywnie jako mózg (na podobnej zasadzie oko które patrzy nie widzi siebie). Subiektywnie jest nakręcany na inne sposoby, np. wychowaniem, indoktrynacją, itp.

>Jedyne, co trzeba rozważyć, to jak duża dawka i jakich bodźców jest potrzebna, aby zmodyfikować ten kawałek, który odpowiada za światopogląd?

Jednym z takich bodźców są ostatnio sondaże i oświadczenia celebrytów, np. prezydenta, które mają zmienić matematyczną świadomość Polaków.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
astrotaurus (12445 punktów)

>Mamy na naszym forum wierzącego racjonalistę pana Szarley'a,
   Wprawdzie nie zdążyłem zanim szarley sie odezwał, ale trudno...
   Lubię i cenię szarleya. Na tę sympatię i szacunek składa się także jego traktowanie swej wiary jak sprawy osobistej. Jak coraz większa rzesza ludzi nawet w naszej nieszczęsnej Polsce nie próbuje nią epatować, nie próbuje nią argumentować, ograniczając się do ogólnikowych deklaracji o charakterze informacyjnym. Jako człowiek mądry nie przyłącza się nigdy np. do pyskatego chóru odgrzewającego zjełczałe kotlety tzw. argumentu kosmologicznego, zapewne po prostu wie, że nie ma tu nic istotnego do powiedzenia choć może by i chciał.
   Jak wspominałem wielokroć wśród mojej rodziny, przyjaciół, współpracowników dominują ludzie wierzący (głównie jakoś tam katolicko) a ja na płaszczyźnie poglądów religijnych traktuję ich adekwatnie do ich zachowania. I - choć to może wydać się dziwne u zdeklarowanego ateisty, zawziętego antyklerykała dysponującego w dodatku wysokim poziomem asertywności i niewyparzoną gębą - wobec ludzi typu szarleya, którzy jeśli przywołują zasady religijne to tylko dla wyjaśnienia swych uprawnionych postaw i jako dyrektywy dla siebie wyłącznie, zachowuję się tak jak szarley tutaj: informuję o swoich poglądach, ale nigdy nie nagabuję.
   To wszystko w ramach rozumienia cywilizowanych relacji międzyludzkich i rozumienia zjawiska wiary - tu dochodzę do sedna, czyli czemu odpowiadam na Pański tytułowy post zamiast zakasać rękawy i brać się od razu za szarleya. Otóż mam uwagi do treści tego akapitu:
>Osobiście uważam, iż nasza osobowość jest
> kształtowana we wczesnym dzieciństwie, jako dzieci przeżywamy okres ciekawości, jako nastolatkowe okres protestu, ale później, to już nikt - oprócz nas samych - naszych poglądów na świat zmienić nie może.
   To zdanie mitologizuje wolę i nie uwzględnia istoty zjawiska wiary, która powstaje bez udziału świadomości i tylko bez udziału świadomości może być z umysłu wyrugowana. Człowiek wierzący nigdy nie podejmie starań mogących zagrozić jego wierze choć predyspozycje umysłu mogą mu spłatać niezłego figla i tak się dzieje dość często kiedy ktoś dla utwierdzenia się w wierze, zdobycia bardziej gruntownej wiedzy zaczyna np. czytać zbyt wiele by w jego akurat umyśle nie zazgrzytało w końcu. A sygnał wywoławczy takiego zgrzytu najczęściej przychodzi z zewnątrz wymuszając zmiany jakie by się nam nawet nie śniły.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Wojciech Siarkiewicz (2892 punktów)
(zablokowany)
Jeszcze moje trzy grosze. Własnie ludzie typu pana Szarleya budzą me najgłębsze zdumienie i nie potrafię ich zrozumieć. Nawet jeśli się przyjmie,że wiara i wiedza to dwie różne nieprzecinające się płaszczyzny więc nie ma konfliktu (ja się z tym nie zgadzam ale teraz na potrzeby dyskusji...) to wciąż powinno być składnie i niesprzecznie na każdej płąszczyźnie z osobna. A tu sprzeczność pogania sprzeczność. Bóg dwa razy stworzył kobietę. W bibli jedna strona różnicy. Bóg nie jest miłosierny skoro za pierwsze, bardzo zresztą dyskusyjne przewinienie ucieka się do srogiej kary. Przecież nawet firmy ubezpieczeniowe (przynamniej tu gdzie mieszkam, w Ontario) nie podnoszą stawki po pierwszym wypadku. (Mojej żonie nie podnieśli). Czyli czytam i co wiedzę: ani miłosierdzia ani sprawiedliwości ani i miłości (przypadek Hioba...) Jest tego dużo więcej ale książki tu nie będę pisał. Dorzucę tylko jeszcze jeden fakt. Bóg objawił się ludziom w taki sposób, że po 2000 lat do połowy objawienie w ogóle nie doszło a ci, do których doszło od grubo ponad tysiąca lat walczą, modrują się wzajemnie bo nie są w stanie uzgodnić o co dokładnie w owym przekazie chodziło. To jest twardy fakt. Biorąc pod uwagę JAK objawienie zostało przekazane to nie ma w tym nic zaskakującego. Zapadły kątek wielkiego imperium, język, który większości ludzi nie jest znany, na domiar złego napisane to wszystko ezopowo.
Ja rozumiem, że nie można wykluczyć jakiś tam bytów wyższych, że można mieć bogatsze niż na przykłąd moje życie duchowe. Ale dalczego, DLACZEGO jest to sprzedaż wiązana? Dlaczego muszę (jako wierzący) wykombinowywać niestworzone, pokrętne wyjaśnienia, że Adam i Ewa słusznie zostli ukarani (żaden normalny sąd by ich nie skazał - brak rozeznania czynu), że potop nie był ludobójstwem, że Hiobowi Bóg zrobił dobrze, że od Abrahama niczego takiego (tylko poderżnięcia gardłą swemu synowi) nie wymagał?
Ja jako istota myśląca nie mogę uwierzyć, że ta istota wyższa jest i głupsza niż ja (rozpowszechnienie objawienia - ja bym zrobił to lepiej) i okrutna i mściwa. Tu jest stop. Tak - ma pan Szarley pełne prawo by sobie wierzyć w co chce. Ale jednak i odrobina uczciwości wobec siebie by się przydała. Istota czczona przez chrześcijan, żydów i muzułmanów jest (przepraszam ale tak to wygląda) głupia, małostkowa i mściwa. Na szczęście sądząc po ogólnym obrazie świata to w ogóle jej nie ma.
Kiedyś Młynarski śpiewał piosenkę (czego innego to dotyczyło ale i tu pasuje jak ulał) o dzieciach układjących klocki puzzle. Nic nie pasuje, dzieci się pocą aż w końcu któreś z nich mówi (cytat z pamięci):
"Proszę mamy proszę taty
dajcie wytchnąć, dajcie pożyć
po co my to ukłądamy
jak to nie da się ułożyć"
Jak można z jednej strony mieć porządną wiedzę o Wszechświecie (jaką z pewnoscią ma pan Szarley), o tym jak potężnej matematyki musimy używać by to czy tamto opisać i częściowo zrozumieć. Jednocześnia ta sam istota, mądra, jej twór Kosmos jest opisywalny matematycznie, robi tak głupie i okrutne rzeczy? Czy wielki i mądry stworzyciel istnieje/istniał nie wiadomo. Ale przecież nie może być na poziomie podwórkowego osiłka-przygłupa!
24-11-2014 20:22 
 Ocena 5 na 5
szarley (54913 punktów)
>Jeszcze moje trzy grosze. Własnie ludzie typu pana Szarleya budzą me najgłębsze zdumienie i nie potrafię ich zrozumieć.
без водки не разбереш
24-11-2014 21:01 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>без водки не разбереш
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać

Hej, bo ostrzeżenie jakie jeszcze dostaniesz za ruskie bukwy
Pan Wojciech Siarkiewicz się opisał i to całkiem sensownie, a Ty go zbywasz.
Oj niedobrze Szarley'u niedobrze. Lenistwo duchowo-intelektualne, a co gorsza: domyślam się braku czasu lub braku weny, a z sympatii przypuszczam to pierwsze
szarley (54913 punktów)
>Hej, bo ostrzeżenie jakie jeszcze dostaniesz za ruskie bukwy
Kiedy to rosyjski tekst

>Pan Wojciech Siarkiewicz się opisał i to całkiem sensownie, a Ty go zbywasz.
>Oj niedobrze Szarley'u niedobrze. Lenistwo duchowo-intelektualne, a co gorsza: domyślam się braku czasu lub braku weny, a z sympatii przypuszczam to pierwsze
OK. przyjmuję krytykę i choć pod Twoim wpisem, odpowiem z grubsza p. Siarkiewiczowi... wyjaśniając dlaczego nie odpowiadam

>Jeszcze moje trzy grosze. Własnie ludzie typu pana Szarleya budzą me najgłębsze zdumienie i nie potrafię ich zrozumieć.
Tego ja nie rozumiem, jak można nie rozumieć chochoła, którego się samemu utworzyło.
>Bóg dwa razy stworzył kobietę. W bibli jedna strona różnicy.
itd...
Toż właśnie pisałem w pierwszej mojej odpowiedzi p. Andrzejowi pisząc o zadufkach, którzy zanją trzy cytaty z biblii

Napisałem też o intuicyjności definicji, co zresztą dotyczy nie tylko Boga, ale też każdego człowieka (!) ; spróbuj siebie samego zdefiniować na 1000 stronach A4. Państwowe urzędy definiują Cię kilkoma cyferkami, ściśle ?
A tu, proszę: pełna definicja, pełen opis... Trudno bez wódki polemizować z prawdą objawoną.
25-11-2014 10:22 
 Ocena 7 na 7
Fizyk (17637 punktów)
> A tu, proszę: pełna definicja, pełen opis...

Nie chodzi o pełną definicję. Wystarczyłby krótki opis, słownikowy, ale taki pod którym mógłbyś się podpisać.

Popatrz na Brzostowskiego - od lat nie potrafi o Bogu sklecić jednego zdania niesprzecznego ze współczesną wiedzą, a teraz już tylko perroruje, że definicja jest niepotrzebna. No ale co ma począć biedny ateista, któremu żadna intuicja Boga nie jest dana?
25-11-2014 12:05 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>> A tu, proszę: pełna definicja, pełen opis...
>Nie chodzi o pełną definicję. Wystarczyłby krótki opis, słownikowy, ale taki pod którym mógłbyś się podpisać.
>Popatrz na Brzostowskiego - od lat nie potrafi o Bogu sklecić jednego zdania niesprzecznego ze współczesną wiedzą, a teraz już tylko perroruje, że definicja jest niepotrzebna.

Nie znam nikogo, kto powszechnie akceptowalną definicję mógłby podać.

>No ale co ma począć biedny ateista, któremu żadna intuicja Boga nie jest dana?
Nie wiem, zapewne gdybym był ateistą, nie zawracałbym sobie głowy definicjami bóstw.
25-11-2014 12:18 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)

>Nie znam nikogo, kto powszechnie akceptowalną definicję mógłby podać.
   Nie bez przyczyny religie się dzielą i dzielą, i dzielą...
   Nie chodzi jednak tyle o definicję powszechnie akceptowalną co o spójną wewnętrznie i zgodną z faktami. Niezgodność takiej definicji z innymi nie byłaby wadą.

>Nie wiem, zapewne gdybym był ateistą, nie zawracałbym sobie głowy definicjami bóstw.
   Ja chętnie!! Niestety jest tak wielu wierzących, którzy nie dadzą zapomnieć....


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
25-11-2014 12:28 
 Ocena 2 na 2
szarley (54913 punktów)
>>Nie znam nikogo, kto powszechnie akceptowalną definicję mógłby podać.
>   Nie bez przyczyny religie się dzielą i dzielą, i dzielą...
Zapewne. Dlatego skłonny jestem nazywać próby ścisłego a nieomylnego definiowania pychą.

>   Nie chodzi jednak tyle o definicję powszechnie akceptowalną co o spójną wewnętrznie i zgodną z faktami. Niezgodność takiej definicji z innymi nie byłaby wadą.
Pytaj lepszych ode mnie

>>Nie wiem, zapewne gdybym był ateistą, nie zawracałbym sobie głowy definicjami bóstw.
>   Ja chętnie!! Niestety jest tak wielu wierzących, którzy nie dadzą zapomnieć....
A to już nie do mnie zarzut! W tym wątku przecież zostałem poproszony o odpowiedź, gdyby nie ta okoiczność, nie zawracałbym nikomu głowy swoją religijnością.
(kiepsko się czuję w rolku "celebryty" )
25-11-2014 12:55 
 Ocena 4 na 4
astrotaurus (12445 punktów)

>>   Nie bez przyczyny religie się dzielą i dzielą, i dzielą...
>Zapewne. Dlatego skłonny jestem nazywać próby ścisłego a nieomylnego definiowania pychą.
   Hmmmm... nie byłoby takiego problemu z uzgadnianiem definicji Boga gdyby wierzący nie wciskali do niej fantasmagorii... ale tez nie byłoby wtedy wiary, a co za tym idzie i Boga.

>Pytaj lepszych ode mnie
   Czyżbyś dostrzegał,z e Twoja definicja jest niespójna wewnętrznie i niezgodna z rzeczywistością?

>A to już nie do mnie zarzut! W tym wątku przecież zostałem poproszony o odpowiedź, gdyby nie ta okoiczność, nie zawracałbym nikomu głowy swoją religijnością.
>(kiepsko się czuję w rolku "celebryty" )
   A gdzieżeś tu wyczytał zarzut pod swoim adresem?! I czy w ogóle nie dostrzegłeś jak bardzo jestem łagodny, dyskretny, uważający? Nawet nie próbuję i nie zamierzam próbować poddawać Cię wiwisekcji, bo rozumiem sytuację.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
25-11-2014 13:18 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>>Pytaj lepszych ode mnie
>   Czyżbyś dostrzegał,z e Twoja definicja jest niespójna wewnętrznie i niezgodna z rzeczywistością?
Czyżbyś nie dostrzegał, że cały czas nie podejmuję sie sporządzenia definicji? Upieram się przy definicji intuicyjnej, tym bardziej, że na potrzeby tej dyskusji precyzyjna definicja jest niepotrzebna

>>A to już nie do mnie zarzut! W tym wątku przecież zostałem poproszony o odpowiedź, gdyby nie ta okoiczność, nie zawracałbym nikomu głowy swoją religijnością.
>>(kiepsko się czuję w rolku "celebryty" )
>I czy w ogóle nie dostrzegłeś jak bardzo jestem łagodny, dyskretny, uważający? Nawet nie próbuję i nie zamierzam próbować poddawać Cię wiwisekcji, bo rozumiem sytuację.

A i owszem, zauważyłem Świadom jestem tego, że podejmując rozmowę na publicznym forum w towarzystwie głównie jednak ateistów, a przy tym ludzi w więszości inteligentnych i oczytanych, stąpam po kruchym lodzie.
25-11-2014 12:27 
 Ocena 4 na 4
Fizyk (17637 punktów)
>> Nie chodzi o pełną definicję. Wystarczyłby krótki opis, słownikowy, ale taki pod którym mógłbyś się podpisać.
> Nie znam nikogo, kto powszechnie akceptowalną definicję mógłby podać.

Nie chodzi o powszechnie akceptowalną - wystarczy tę Twoją.

>> No ale co ma począć biedny ateista, któremu żadna intuicja Boga nie jest dana?
> Nie wiem, zapewne gdybym był ateistą, nie zawracałbym sobie głowy definicjami bóstw.

No ale to uniemożliwia zrozumienie teistów. Może w to jest sedno sprawy? Cała tajemnica wiary?
25-11-2014 12:43 
 Ocena 2 na 2
szarley (54913 punktów)
>>> Nie chodzi o pełną definicję. Wystarczyłby krótki opis, słownikowy, ale taki pod którym mógłbyś się podpisać.
>> Nie znam nikogo, kto powszechnie akceptowalną definicję mógłby podać.
>Nie chodzi o powszechnie akceptowalną - wystarczy tę Twoją.

Już napisałem, nie podejmuję się podać słownej, definicji. Nie jesteśmy prawnikami wadzącymi się przed sądem o słowa, intuicyjna definicja może być wystarczająca

>>> No ale co ma począć biedny ateista, któremu żadna intuicja Boga nie jest dana?
>> Nie wiem, zapewne gdybym był ateistą, nie zawracałbym sobie głowy definicjami bóstw.
>No ale to uniemożliwia zrozumienie teistów. Może w to jest sedno sprawy? Cała tajemnica wiary?

Może. Znów napiszę: nie wiem.
Czy każdego człowieka trzeba zrozumieć? Czy to możliwe?
Czy warto sie starać rozumieć kogoś takiego jak ja? Nie jestem na tyle ważnym
Nie dopisuję się na listę tych, którzy Cię chcą nawracać, ale wiem, że gdybym chciał musiałbym zacząć od definicji

Pass
25-11-2014 13:12 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
>>>> No ale co ma począć biedny ateista, któremu żadna intuicja Boga nie jest dana?
>>> Nie wiem, zapewne gdybym był ateistą, nie zawracałbym sobie głowy definicjami bóstw.
>> No ale to uniemożliwia zrozumienie teistów. Może to jest sedno sprawy? Cała tajemnica wiary?
> Pass

Taka odpowiedź też coś wyjaśnia - z braku połówek cały plus.
25-11-2014 13:58 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Nie wiem, zapewne gdybym był ateistą, nie zawracałbym sobie głowy definicjami bóstw.
Na szczęście ja ateistą nie jestem tylko naturalistą zainteresowanym od dziecka religioznawstwem i zawracanie sobie głowy bogami i religiami było częścią mojego zawodu. Jak nie interesować się tym co ma znakomita większość ludzi w głowach
i co zdecydowanie wpływało i wpływa na społeczną rzeczywistość. Przecież prawie co dzień słyszymy, że wyznawcy jednego Boga zamordowali wyznawców drugiego Boga. Przecież w naszym kraju kapłani i wyznawcy Boga mieszają się prawie do całokształtu naszego życia. Żądając przy tym abyśmy wszyscy żyli zgodnie z ich wiarą i jeszcze na nich łożyli.

Ma Pan trudności z wyartykułowaniem definicji Boga, a pan Brzostowski wprost jej tu żąda (pomimo tego, iż ją na forum wielokrotnie podawałem), ale nie ma żadnego problemu podam ją jeszcze raz Nie widzę też problemu - w razie wątpliwości - z weryfikacją źródeł, gdyż są ogólnie dostępne i np. panu Brzostowskiemu powinny być na wyrywki znane.

Definicję znamy. Przyjęcie jej na wiarę nie stanowi też żadnego problemu, gdyż z wiarą nie ma dyskusji. Nikt wierzącego nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej. Tyle tylko, że ta definicja nijak się racjonalnie nie broni, gdy ktoś uważa inaczej, to niech jej obronę przedstawi.

Znany tu ignorant napisał: Gdydby zatem autor wątku chciał uczciwej dyskusji to zdefiniowałby Boga najpierw, Tyle tylko,
iż Bogusławskim jest taki problem, że Boga tu zdefiniował sam lub korzystając z definicji innych, wielokrotnie. Do tych definicji odwołał się także w tym wątku i dlatego ignoranci ograniczeni intelektualnie głęboką wiarą o niewielkiej wiedzy
i umiejętności samodzielnego myślenia, mogą go tylko po chamsku prymitywnie atakować, wyciągając z mroków własnych chorych projekcji jakieś konstrukcje - jak np. pan Elasp lub pisać:
Z Bogusławskim, wg mnie, nie ma sensu dyskutować. Człowiek jest uprzedzony do teistów i już sam się gubi w tym swoim jadzie. Ja Go wyłączyłem (ignoruję) i nie mam zamiaru z nim debatować. JEdynie przez te dyskusje z Nim, moje posty robią się takie jak jego: chamskie i zauważyłem iż przez to też źle postrzegam innych ateistów (często ludzi kulturalnych). Dlatego ja sobie odpuściłem.

@@@
.
25-11-2014 15:22 
 Ocena 3 na 3
szarley (54913 punktów)
>>Nie wiem, zapewne gdybym był ateistą, nie zawracałbym sobie głowy definicjami bóstw.
>Na szczęście ja ateistą nie jestem tylko naturalistą zainteresowanym od dziecka religioznawstwem i zawracanie sobie głowy bogami i religiami było częścią mojego zawodu. Jak nie interesować się tym co ma znakomita większość ludzi w głowach
Pan, posługując się naukową metodą nie poznaje żadnego boga. Pan poznaje wyobrażenia ludzi o bogach. Przy czym może Pan poznawać te wyobrażenia wierząc w ich prawdziwość lub nie wierząc. Zgadzam się z Panem, że w tym przypadku wiara znacząco ogranicza możliwości poznawcze obrazu bogów

>i co zdecydowanie wpływało i wpływa na społeczną rzeczywistość. Przecież prawie co dzień słyszymy, że wyznawcy jednego Boga zamordowali wyznawców drugiego Boga.
To, przyznaję, jest dla mnie niezrozumiałe. Trudno zresztą zrozumieć religijne zabójstwa człowiekowi wychowanemu w wielowyznaniowym kraju w wielowyznaniowej rodzinie.
Fakt, że czegoś nie rozumiem, nie jestem w stanie usprawiedliwić, nie powoduje, że nie przyjmuję tego do wiadomości!

>Przecież w naszym kraju kapłani i wyznawcy Boga mieszają się prawie do całokształtu naszego życia. Żądając przy tym abyśmy wszyscy żyli zgodnie z ich wiarą i jeszcze na nich łożyli.
Zna Pan mój (jak dotąd nieznieniający się) pogląd w tej materii

>Ma Pan trudności z wyartykułowaniem definicji Boga,
Tak. I może powinien to być powód do wstydu, że posługuję się intuicyjną definicją, zamiast ustaloną na soborach, ale ta intuicyjna jest... moja, ta soborowa jest innych. Wg jakiej definicji Bóg definiuje sam siebie?
Wolę się przyznać do nieumiejętności wyartikułowania definicji bez bicia niż po biciu.

>Definicję znamy. Przyjęcie jej na wiarę nie stanowi też żadnego problemu, gdyż z wiarą nie ma dyskusji. Nikt wierzącego nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej. Tyle tylko, że ta definicja nijak się racjonalnie nie broni
Racjonalnie nijak.

>Znany tu ignorant napisał: ...
A. Bogusławski:
Cytat:
Choć czasem Pana ponosi, ale mnie jeszcze bardziej, a więc wytykać Panu niczego nie mogę.

szarley:
Choć czasem Pana ponosi, ale mnie jeszcze bardziej, a więc wytykać Panu niczego nie mogę.

Przy różnych ignorantach nas ponosi co nie zmienia faktu, że ja się bardzo często ignorantem czuję.

Pozdrawiam
25-11-2014 19:41 
 Ocena 2 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
>Popatrz na Brzostowskiego - od lat nie potrafi o Bogu sklecić jednego zdania niesprzecznego ze współczesną wiedzą, a teraz już tylko perroruje, że definicja jest niepotrzebna. No ale co ma począć biedny ateista, któremu żadna intuicja Boga nie jest dana?

Zabawny jesteś. Moje doświadczenia z ateistami co do definicji boga, są takie:

1. Gdy zdefiniowałem Go tak jak potrafiłem, przyznaję dość ogólnie, ale niesprzecznie z wiedzą współczesną, to ateiści krzyczą: zbyt ogólnie, nie liczy się! Tak nie można! A feee!

2. Zmuszają zatem definiować boga bardziej szzcegółowo, tak, aby był sprzeczny z wiedzą współczesną. Wtedy krzyczą: ha ha ha! Sprzeczny! Pfrrr!

3. Ateiści mówią też, że tak faktycznie to nie ma dobrej definicji.

4. Gdy jednak ktoś stara się wykazać możliwość istnienia boga żądają od niego definicji.

5. Ale gdy sami chcą pogadać o bogu, to uważają, że definicja nie jest im potrzebna.

Coraz bardziej patrzę na Was oczami Elaspa... czyli lekarza zakładu psychiatrycznego...


Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
farmer (22440 punktów)

>1. Gdy zdefiniowałem Go tak jak potrafiłem, przyznaję dość ogólnie, ale niesprzecznie z wiedzą współczesną



Gdzie? Pytam się gdzie ten bóg?
Brzostowski (7067 punktów)
>>1. Gdy zdefiniowałem Go tak jak potrafiłem, przyznaję dość ogólnie, ale niesprzecznie z wiedzą współczesną
>Gdzie? Pytam się gdzie ten bóg?
A Ty rozróżniasz definicję od obecnosci gdzieś?


Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
25-11-2014 21:39 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Coraz bardziej patrzę na Was oczami Elaspa... czyli lekarza zakładu psychiatrycznego...
Tak, coraz mocniejsi są na naszym forum różni trolle-ignoranci, a Panowie to czołówka o miedzianych czołach.

@@@
.
25-11-2014 10:23 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Kiedy to rosyjski tekst

Ale nie cytat! Nie przetłumaczyłeś

> OK. przyjmuję krytykę i choć pod Twoim wpisem, odpowiem z grubsza
> p. Siarkiewiczowi... wyjaśniając dlaczego nie odpowiadam

P. Siarkiewicz z pewnością to doceni.. jak również moja skromna osoba

>Toż właśnie pisałem w pierwszej mojej odpowiedzi p. Andrzejowi
> pisząc o zadufkach, którzy zanją trzy cytaty z biblii.

Poczekaj poczekaj. Beczkę soli już z nim zjadłeś?

> Napisałem też o intuicyjności definicji, co zresztą dotyczy
> nie tylko Boga, ale też każdego człowieka (!) ; spróbuj siebie
> samego zdefiniować na 1000 stronach A4. Państwowe urzędy definiują
> Cię kilkoma cyferkami, ściśle ?
> A tu, proszę: pełna definicja, pełen opis... Trudno bez
> wódki polemizować z prawdą objawoną.

Tu przyznaję Ci rację. Sam jestem zwolennikiem po prostu rozmawiania, niekoniecznie definiowania czegoś a priori obsesyjnie w detalach.
Z rozmowy powinno wyjśc jak Ty, ja, czy imć Siarkiewicz rozumie tego, a tą.
Serdecznie pozdrawiam!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
25-11-2014 12:02 
 Ocena 4 na 4
Fizyk (17637 punktów)
> Sam jestem zwolennikiem po prostu rozmawiania, niekoniecznie definiowania czegoś a priori obsesyjnie w detalach. Z rozmowy powinno wyjśc jak Ty, ja, czy imć Siarkiewicz rozumie tego, a tą.

Też taką kiedyś żywiłem nadzieję. Ale po latach przelewania z pustego w próżne mało co więcej z tego wychodzi.
25-11-2014 12:53 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>> pisząc o zadufkach, którzy zanją trzy cytaty z biblii.
>Poczekaj poczekaj. Beczkę soli już z nim zjadłeś?

Nie i nawet niewiele znam jego wpisów. Pisząc o zadufkach w kontekście jego wpisu...
Cóż. Mogę dodać tylko jedno słowo:

Przepraszam
farmer (22440 punktów)

>Napisałem też o intuicyjności definicji, co zresztą dotyczy nie tylko Boga, ale też każdego człowieka (!) ; spróbuj siebie samego zdefiniować na 1000 stronach A4. Państwowe urzędy definiują Cię kilkoma cyferkami, ściśle ?
>A tu, proszę: pełna definicja, pełen opis... Trudno bez wódki polemizować z prawdą objawoną.


Oj trudno. Dlatego "śle" się takie bez wódkowe opisy hen daleko.
szarley (54913 punktów)
>Oj trudno. Dlatego "śle" się takie bez wódkowe opisy hen daleko.

Jakoś trudno mi to uznać za definicję.
Można zdefiniować gatunek, ale czy człowieka?
25-11-2014 13:37 
 Ocena 1 na 1
farmer (22440 punktów)
>>Oj trudno. Dlatego "śle" się takie bez wódkowe opisy hen daleko.
>Jakoś trudno mi to uznać za definicję.
>Można zdefiniować gatunek, ale czy człowieka?

Nie....ja tu szukam....boga? Może być Twój.
25-11-2014 21:24 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>>>Oj trudno. Dlatego "śle" się takie bez wódkowe opisy hen daleko.
>>Jakoś trudno mi to uznać za definicję.
>>Można zdefiniować gatunek, ale czy człowieka?
>Nie....ja tu szukam....boga?
Powodzenia

ja tu staram się znaleźć definicję Człowieka
Bez skutku. To chyba nie jest tak prymitiwna istota, żeby dało się ją zdefiniować prostym rysunkiem
farmer (22440 punktów)
>>>>Oj trudno. Dlatego "śle" się takie bez wódkowe opisy hen daleko.
>>>Jakoś trudno mi to uznać za definicję.
>>>Można zdefiniować gatunek, ale czy człowieka?
>>Nie....ja tu szukam....boga?
>Powodzenia
>ja tu staram się znaleźć definicję Człowieka
>Bez skutku. To chyba nie jest tak prymitiwna istota, żeby dało się ją zdefiniować prostym rysunkiem


? A to dziwne. Bo na podstawie tego co oglądasz wierzysz w boga. A na podstawie płytki Pioniera już nie? A to przecież odwzorowanie tego samego.
szarley (54913 punktów)
>>ja tu staram się znaleźć definicję Człowieka
>>Bez skutku. To chyba nie jest tak prymitiwna istota, żeby dało się ją zdefiniować prostym rysunkiem
>? A to dziwne. Bo na podstawie tego co oglądasz wierzysz w boga. A na podstawie płytki Pioniera już nie? A to przecież odwzorowanie tego samego.
???

Zdefiniuj siebie. Daję Ci na to 20 lat.
Powodzenia!
25-11-2014 21:49 
 Ocena 3 na 3
farmer (22440 punktów)
>>>ja tu staram się znaleźć definicję Człowieka
>>>Bez skutku. To chyba nie jest tak prymitiwna istota, żeby dało się ją zdefiniować prostym rysunkiem
>>? A to dziwne. Bo na podstawie tego co oglądasz wierzysz w boga. A na podstawie płytki Pioniera już nie? A to przecież odwzorowanie tego samego.
>???

Gdzie na tej płytce widzisz boga?

>Zdefiniuj siebie. Daję Ci na to 20 lat.
>Powodzenia!

Zacznę pomału. Głowa.

Teraz TY o bogu. Masz milion lat.
szarley (54913 punktów)
>>>>ja tu staram się znaleźć definicję Człowieka
>>>>Bez skutku. To chyba nie jest tak prymitiwna istota, żeby dało się ją zdefiniować prostym rysunkiem
>>>? A to dziwne. Bo na podstawie tego co oglądasz wierzysz w boga. A na podstawie płytki Pioniera już nie? A to przecież odwzorowanie tego samego.
>>???
>Gdzie na tej płytce widzisz boga?
Napisałem że tam cokolwiek widzę?

>>Zdefiniuj siebie. Daję Ci na to 20 lat.
>>Powodzenia!
>Zacznę pomału. Głowa.
Dokoncz: Dupa

Można zdefiniować gatunek. Nie ma definicji pojedynczej osoby
26-11-2014 08:12 
 Ocena 2 na 2
grzmot (741 punktów)
>>Zacznę pomału. Głowa.
>Dokoncz: Dupa
>Można zdefiniować gatunek. Nie ma definicji pojedynczej osoby
Dlaczego miałoby nie być. Wystarczy wskazać cechę unikalną w obrębie grupy i już. Powszechnie stosowane w administracji oraz systemach informatycznych.

Tylko, że to nie jest chyba sedno problemu, który wskazał farmer .
szarley (54913 punktów)
>>Można zdefiniować gatunek. Nie ma definicji pojedynczej osoby
>Dlaczego miałoby nie być. Wystarczy wskazać cechę unikalną w obrębie grupy i już. Powszechnie stosowane w administracji oraz systemach informatycznych.

Owszem w administracji PESEL jest definicją ... czego? kogo?
Lekarz może mnie zdefiniować na sekcji zwłok, póki żyję, definicja w stylu Imię , imię ojca, nazwisko, pesel nie jest żadną definicją. Marian Turski opisywał, jak kiedyś definiowano go numerem.

>Tylko, że to nie jest chyba sedno problemu, który wskazał farmer .
Nie jest
26-11-2014 08:20 
 Ocena 2 na 2
farmer (22440 punktów)

>Można zdefiniować gatunek. Nie ma definicji pojedynczej osoby

Więc zanim zaczniesz opisywać wnętrze opisz z wierzchu.
Zacznijmy od elementarnej wiedzy. Tak jak to robią ludzie od tysięcy lat.

Ja mam głowę i dupę(dzięki za pomoc). Teraz Ty. O bogu.

Ale bez zbędnych opisów wnętrza tak jak Brzostowski który już wie że bóg jest dobry albo że coś tam zrobił.

Najpierw opiszmy słońce jak Kopernik.


szarley (54913 punktów)
>Zacznijmy od elementarnej wiedzy. Tak jak to robią ludzie od tysięcy lat.
>Ja mam głowę i dupę(dzięki za pomoc).
I to wszytsko? Prosty jesteś

>Teraz Ty. O bogu.
Pisałem już, nie podejmuję się
26-11-2014 11:58 
 Ocena 1 na 1
farmer (22440 punktów)
>>Zacznijmy od elementarnej wiedzy. Tak jak to robią ludzie od tysięcy lat.
>>Ja mam głowę i dupę(dzięki za pomoc).
>I to wszytsko? Prosty jesteś

Już? Nie szarp się Szarley w tą stronę.

>>Teraz Ty. O bogu.
>Pisałem już, nie podejmuję się

Otóż czego brak? Skoro podejmujesz w swoim umyśle to wyzwanie to na podstawie czego?

Dlaczego nie interesuje Cię (i innych) rozwiązanie zagadnienia a raczej okopanie się za "czymśkolwiek"

I nie traktuj tego jako "dosrywanie" bo myślę że tą sprawę mamy rozwiązaną.
26-11-2014 09:36 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Można zdefiniować gatunek. Nie ma definicji pojedynczej osoby
Nie wiem, czy nie ma? Wiem, że bez większego merytorycznego problemy można taką zrobić.
Wychodząc właśnie od definicji gatunku. Gorzej z gatunkiem bogów - tu mamy próbę zdefiniowania tego gatunku
- ale jakoś logicznie nie bardzo się to kupy trzyma.

(Definiowanie pojedyńczych osób, to wyróżnianie ich cech osobowych wyróżniających ich z gatunku. Np. wysoki blondyn,
z niższym wykształceniem, chory na paranoję, z jedną nogą krótszą itd.)


@@@
.
26-11-2014 10:56 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>.
>>Można zdefiniować gatunek. Nie ma definicji pojedynczej osoby
>Nie wiem, czy nie ma? Wiem, że bez większego merytorycznego problemy można taką zrobić.
Odpowiedziałem pod innym wpisem, od jak dawna tworzy Pan definicję Andrzeja Bogusławskiego?
Łatwo jest człowiekowi nadać numer, przed definicją jednak bym się wzbraniał, tyle, że to odprysk dyskusji o definicji Boga, której to słownej definicji nadal odmawiam, proponując pozostanie przy definicji intuicyjnej
26-11-2014 11:47 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Wikipedia:
Definicja (z łac. definitio; od czas. definire: de + finire, "do końca, granicy"; od finis: granica, koniec) - wypowiedź
o określonej budowie, w której informuje się o znaczeniu pewnego wyrażenia przez wskazanie innego wyrażenia należącego do danego języka i posiadającego to samo znaczenie.

Za zakres nazwy "definicja" uważa się sumę zakresów wszystkich nazw, które można utworzyć ze słowa "definicja" wzbogaconego następującym po nim przymiotnikiem (np. kontekstowa, równościowa, cząstkowa, w stylizacji przedmiotowej, w stylizacji językowej itp.)

Definicja jest narzędziem, które:

wzbogaca język o nowe zwroty
chroni wypowiedzi przed wieloznacznością
uściśla znaczenia wyrazów i zwrotów
pogłębia rozumienie wyrazów i zwrotów


(Jak tu widać nie tu żadnej "definicji intuicyjnej", choć rozumiem, że ludziom mniej sprawnym intelektualnie, o mniejszej wiedzy trudno definicję zbudować i wyartykułować. Nie mówiąc już o jej racjonalnej obronie.)
_________________

>Można zdefiniować gatunek. Nie ma definicji pojedynczej osoby
>>>>Nie wiem, czy nie ma? Wiem, że bez większego merytorycznego problemy można taką zrobić.
>Odpowiedziałem pod innym wpisem,
Łatwo jest podać link.

> od jak dawna tworzy Pan definicję Andrzeja Bogusławskiego?
A jaką? Dla jakich potrzeb? Jednym wystarcza numer - np pesel, a inni np. współmałżonek próbują cię zdefiniować przez całe życie. Definicja życiowo wystarczająca jest opisem wyróżniającym podmiot/przedmiot od innych. Definicja naukowa musi być weryfikowalna, sprawdzalna.

>Łatwo jest człowiekowi nadać numer, przed definicją jednak bym się wzbraniał,
A ja nie, choć są różnice, które łatwo tu zestawić np. definiowanie Bogusławskiego przez panów Elaspa i Brzostowskiego oraz definiowanie Szarley'a przez Bogusławskiego.

>tyle, że to odprysk dyskusji o definicji Boga, której to słownej definicji nadal odmawiam,
Ma Pan do tego pełne prawo. Zresztą przepraszam, jeżeli Pan czuje się tym dotkniętym, iż swoje wątkowe pytanie,
w dobrej wierze, skierowałem do Pana.

>proponując pozostanie przy definicji intuicyjnej
Tu jest tak jak z Bogiem. Natura nie zna takiego przypadku. Dobrze to ujął pan Brzostowski:
Mowa jest o wierze w boga, to chyba wystarczający powód aby definiować boga,
bez tego nie wiemy o wierze w co/kogo rozmawiamy.

Bez takiej definicji:

1. Można rozmawiać o wierze w niewiadomoco.
2. Określać kryteria utraty wiary w niewadomoco.
3. Jesli niewiadomoco objawi się niewiadomogdzie, albo nieobjawi się niewiadomogdzie to wtedy z powodu niewadomoczego można stracić wiarę.
4. Jesli niewaidomoco zrobi niewiadomoco albo nie zapobiegnie niewiadomoczemu to już wystatczy aby utracić
wiarę w niewaidomoco.
...
www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,643658#w643828

Gdy rozmowa jest z "nieoświeconym" spokojnie można mu darować, że w "niewiadomoco" on wierzy, gorzej
z inteligentnymi oświeconymi. Tu chciałoby się wymagać więcej, ale może rzeczywiście jest to niemożliwe?

@@@
.
szarley (54913 punktów)
>> od jak dawna tworzy Pan definicję Andrzeja Bogusławskiego?
>A jaką? Dla jakich potrzeb? Jednym wystarcza numer - np pesel, a inni np. współmałżonek próbują cię zdefiniować przez całe życie.
Stąd właśnie wzbraniam się przez przyjęciem poglądu, że można zdefiniować człowieka jako jednostkę. Ta jednostka jest zbyt skomplikowana.

>Definicja życiowo wystarczająca jest opisem wyróżniającym podmiot/przedmiot od innych. Definicja naukowa musi być weryfikowalna, sprawdzalna.
Dlatego może istnieć definicja obrazu Boga, do celów naukowych, religioznawczych niezbędna i o niezbędnej precyzyjności, a nie może istnieć precyzyjna naukowa definicja Boga dla potrzeb wiary. Nie oznacza to jednak całkowitego braku definicji, oznacza to niemożność nadania precyzyjnej definicji, nazwałem tę nieprecyzyjną definicję intuicyjną, sądząc, że dla potrzeb naszej rozmowy ściślejsze definiowanie jest zbędne. Nauka nie zajmuje się istnieniem bóstw.

>>tyle, że to odprysk dyskusji o definicji Boga, której to słownej definicji nadal odmawiam,
>Ma Pan do tego pełne prawo. Zresztą przepraszam, jeżeli Pan czuje się tym dotkniętym, iż swoje wątkowe pytanie,
>w dobrej wierze, skierowałem do Pana.
Nie czuję się dotkniętym, choć zaczynają się pojawiać w tym wątku uczestnicy, którzy "dotykając" zarówno Pana jak i mnie próbują atmosferę dyskusji uczynić... mniej życzliwą.

>Gdy rozmowa jest z "nieoświeconym" spokojnie można mu darować, że w "niewiadomoco" on wierzy, gorzej
>z inteligentnymi oświeconymi. Tu chciałoby się wymagać więcej, ale może rzeczywiście jest to niemożliwe?
Sądzę iż jest to niemożliwe, chyba przecenił Pan moje możliwości
Sądzę jednak, że w toku dyskusji wyjaśniłem dlaczego precyzyjnej definicji Boga nie podejmuję się ubrać w słowa, pozostawiając ją w sferze intuicyjności.
26-11-2014 13:00 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>Gdy rozmowa jest z "nieoświeconym" spokojnie można mu darować, że w "niewiadomoco" on wierzy, gorzej
>>z inteligentnymi oświeconymi. Tu chciałoby się wymagać więcej, ale może rzeczywiście jest to niemożliwe?
>Sądzę iż jest to niemożliwe, chyba przecenił Pan moje możliwości
>Sądzę jednak, że w toku dyskusji wyjaśniłem dlaczego precyzyjnej definicji Boga nie podejmuję się ubrać w słowa, pozostawiając ją w sferze intuicyjności.
To może zamiast koniecznie definiować Boga wrócimy do tematu wątku?
Czy istnialaby szansa, aby Pan opisał na czym polega Pańska wiara w Boga?
szarley (54913 punktów)
>To może zamiast koniecznie definiować Boga wrócimy do tematu wątku?
>Czy istnialaby szansa, aby Pan opisał na czym polega Pańska wiara w Boga?

To nie było tematem wątku
06-12-2014 23:17 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>> Czy istnialaby szansa, aby Pan opisał na czym polega Pańska wiara w Boga?
> To nie było tematem wątku

Czyli nie istniałaby

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
26-11-2014 13:33 
 Ocena 6 na 6
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Czy istnialaby szansa, aby Pan opisał na czym polega Pańska wiara w Boga?

Wtrącę się bezczelnie. Na emocjach wypracowanych najprawdopodobniej w dzieciństwie? Mnie wypracowano chodzenie na stadion. I niech mi ktoś to spróbuje zabrać. Że 22 chłopa goni za balonem to tak samo mądre jak Maryja zawsze Dziewica i zmartwychwstały trup? Co z tego, jak lubię i mi z tym dobrze? Że płacę za canal plus i bilety na stadion jak za wspominki czy inne głupoty? Że poczucie wspólnoty z wąsatymi januszami i ogolonymi kibolami? Ale ja to lubię, mój ojciec lubił, mój brat lubi, moi koledzy lubią. Oglądamy, chodzimy. Tak było, jest i będzie. Że to przepłacane obiboki i naciągacze? Że pijaki i balangowicze? Że coś ustawione i cała impreza to fikcja? Że na pięć metrów nie potrafią celnie podać i generalnie kopią się po czołach? A co mnie to, jak mi i tak tam dobrze? I takie ładne stadiony teraz pobudowali i takie kolorowe krzesełka jak witraże w kościele i pośpiewać można razem jak tamci kolędy, albo powywijać szalikiem jak palmą wielkanocną. Zamiast "Ojcze nasz" jest co prawda "Sędzia hói" ale to też fajne, jak tak razem się zadeklamuje albo i ryknie. Tu zrobisz falę albo rakietę, tam klękniesz, przeżegnasz się. Tam zjesz Jezusa, ale w sumie kiełbasa z grilla smaczniejsza. I mam z tego zrezygnować? Tam w perspektywie raj, tu Liga Mistrzów. Czy coś by mnie mogło przekonać, żeby dać sobie spokój z tym ponoć bezsensem? Może i tak, ale właściwie to nie wiem, co by to mogłoby być. Te argumenty, które widzę jakoś mnie nie przekonują.
26-11-2014 13:44 
 Ocena 3 na 3
Rupson (1793 punktów)
>Stąd właśnie wzbraniam się przez przyjęciem poglądu, że można zdefiniować człowieka jako jednostkę. Ta jednostka jest zbyt skomplikowana.
-Jest taka jedna definicja, dość konkretna i dotycząca wszystkich żywych organizmów, w tym człowieka. To kolejność aminokwasów w łańcuchu DNA, czyli posiadanie przez każdego z nas własnego, niepowtarzalnego kodu.
26-11-2014 14:49 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
A jaką? Dla jakich potrzeb? Jednym wystarcza numer - np pesel, a inni np. współmałżonek próbują cię zdefiniować przez całe życie.
>Stąd właśnie wzbraniam się przez przyjęciem poglądu, że można zdefiniować człowieka jako jednostkę.
Spokojnie! można i wszyscy bezustannie to robimy.

>Ta jednostka jest zbyt skomplikowana.
Jest, ale definiowanie robione jest pod konkretną potrzebę i wcale nie musi zawierać wszelkich parametrów. Jest zupełnie odwrotnie definicja powinna być ograniczona do tych najważniejszych. Istotnych dla wyróżnienia i opisania definiowanego podmiotu/przedmiotu.

Definicja życiowo wystarczająca jest opisem wyróżniającym podmiot/przedmiot od innych. Definicja naukowa musi być weryfikowalna, sprawdzalna.
>Dlatego może istnieć definicja obrazu Boga, do celów naukowych, religioznawczych niezbędna i o niezbędnej precyzyjności, a nie może istnieć precyzyjna naukowa definicja Boga dla potrzeb wiary.
Tak, dokładnie tak. Właśnie taki jest problem wiary oraz zastępowanie wiarą wiedzy naukowej.

>Nie oznacza to jednak całkowitego braku definicji, oznacza to niemożność nadania precyzyjnej definicji, nazwałem tę nieprecyzyjną definicję intuicyjną, sądząc, że dla potrzeb naszej rozmowy ściślejsze definiowanie jest zbędne. Nauka nie zajmuje się istnieniem bóstw.
Ja tak w ogóle nie wiem co tu miałaby oznaczać "precyzyjna", tak jak nie wiem co to znaczy "intuicyjna". Definicja powinna raczej być w miarę zwięzłą, sensowną i spójną logicznie, a definicja naukowa jeszcze się bronić, po zastosowaniu do jej weryfikacji naukowych metod.

>Nie czuję się dotkniętym, choć zaczynają się pojawiać w tym wątku uczestnicy, którzy "dotykając" zarówno Pana jak i mnie próbują atmosferę dyskusji uczynić... mniej życzliwą.
Tak, ale to normalne, choć teraz zdecydowanie bardziej dotkliwe. Merytoryczny poziom rozmów spadł tu "na łeb, na szyję". Byłem i jestem jak najdalszy od prób urażenia Pana, choć właśnie z szacunku do Pana (i zdefiniowaniu go jako oświeconego racjonalistę) stawiam Panu "trudne pytania"

>Sądzę iż jest to niemożliwe, chyba przecenił Pan moje możliwości.
Pozwoli Pan, iż dalej pozostanę niewierzącym. Może to dziwne, ale ja naprawdę Pana i rozmowy z nim bardzo sobie cenię.

>Sądzę jednak, że w toku dyskusji wyjaśniłem dlaczego precyzyjnej definicji Boga nie podejmuję się ubrać w słowa, pozostawiając ją w sferze intuicyjności.
Nie, nie wyjaśnił Pan, a zwyczajnie uciekł, ale przecież wolno było tak Panu zrobić.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
26-11-2014 20:25 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>>Stąd właśnie wzbraniam się przez przyjęciem poglądu, że można zdefiniować człowieka jako jednostkę.
>Spokojnie! można i wszyscy bezustannie to robimy.
Z jakim skutkiem? Jedna z moich ulubionych polskich poetek napisała "tyle wiemy o sobie ile na sprawdzono" (cyt. z pamięci) ale tak naprawdę nawet tego nie wiemy!
A czyż to właśnie nie jest w Człowieku piękne???

>>Dlatego może istnieć definicja obrazu Boga, do celów naukowych, religioznawczych niezbędna i o niezbędnej precyzyjności, a nie może istnieć precyzyjna naukowa definicja Boga dla potrzeb wiary.
>Tak, dokładnie tak. Właśnie taki jest problem wiary oraz zastępowanie wiarą wiedzy naukowej.
Raczej można obserwować zastępowanie wiary naukową wiedzą, nad czym zresztą najmniej ubolewam. Pole wiary sie stanowczo kurczy. Kamień milowy postawił tu już Kopernik, a po nim wielu, wielu...
To dobrze! to znaczy, że wiara ( o ile sie ostanie) będzie mówić jedynie o tym o czym nauka mówić nie zamiaruje.
Wiara nie powinna zastępować nauki, a wiara zastępująca naukę przy wsparciu siły to już jeno na stosy prowadzi.
Powtórzę : nauka i wiara bytują na nieprzecinających sie płaszczyznach i o ile nie odmawiam nauce prawa wchodzenia na płaszczyznę wiary (choć w powodzenie nie wierzę), o tyle kategorycznie zabroniłbym wierze wchodzenia na płaszczyznę nauki.

>>Nie czuję się dotkniętym, choć zaczynają się pojawiać w tym wątku uczestnicy, którzy "dotykając" zarówno Pana jak i mnie próbują atmosferę dyskusji uczynić... mniej życzliwą.
>Tak, ale to normalne, choć teraz zdecydowanie bardziej dotkliwe. Merytoryczny poziom rozmów spadł tu "na łeb, na szyję". Byłem i jestem jak najdalszy od prób urażenia Pana, choć właśnie z szacunku do Pana (i zdefiniowaniu go jako oświeconego racjonalistę) stawiam Panu "trudne pytania"
Powtórzę: nie znalazłem w Pańskich wpisach próby dokuczenia mi, ani nie znalazłem braku szacunku!
Wątek jest bardzo delikatny i zauważyłem także życzliwość i delikatność we wpisach Astrotaurusa, Heremisa, Setrakosa, Koguta59, Finerbijka, Jana Rylewa, Fizyka i oczywiście Jacka Głodzika (którego z dawna polubiłem) a nawet Rafal73, z którym nieraz miałem okazję się powadzić tym razem rozmawiał z delikatnością należną emocjom. prawie wszyscy to zdeklarowani ateiści, w których wpisach znalazem polemikę, ale nieznalazłem braku szacunku dla mnie ani cienia złośliwości, choć domyślam się, że niektórzy na łagodny ton musieli sie wysilić, bo są go niezwyczajni

Winien im jestem wielkie podziękowania za poziom rozmowy!

>>Sądzę iż jest to niemożliwe, chyba przecenił Pan moje możliwości.
>Pozwoli Pan, iż dalej pozostanę niewierzącym. Może to dziwne, ale ja naprawdę Pana i rozmowy z nim bardzo sobie cenię.
Ze wzajemnością

>>Sądzę jednak, że w toku dyskusji wyjaśniłem dlaczego precyzyjnej definicji Boga nie podejmuję się ubrać w słowa, pozostawiając ją w sferze intuicyjności.
>Nie, nie wyjaśnił Pan, a zwyczajnie uciekł, ale przecież wolno było tak Panu zrobić.
Wolno mi było to zrobić od samego początku rozmowy, przyznaję obawiałem się odpowiedzi na Pański wątek, ale nie żałuję, że w dyskusję wszedlem. Mimo to jednak nie czuję sie winien ucieczki. Pozostanę przy swoim zdaniu, że pewne definicje lepiej pozostawić emocjom niż słowom

>Pozdrawiam serdecznie.
Wzajemnie.
26-11-2014 20:48 
 0 na 4
Elasp (6859 punktów)

Argument, który głosi, że o czymś nie można lub nie warto dyskutować, bo nie zostało to coś dobrze (lub w ogóle) zdefiniowane, lub wręcz że należy odrzucić istnienie takiego czegoś z powodu braku definicji, jest niedorzeczny. Dobrym tego przykładem brak definicji bycia (tego, że coś jest).

Gdyby miało się podać definicję bycia, musiałaby ona wyglądać mniej więcej tak:

X jest wtedy i tylko wtedy gdy X ma własności W1,..., Wn, dla pewnych własności W1,..., Wn.

Oczywiście, powiedzenie, że X ma własności W1,..., Wn jest równoważne powiedzeniu, że X jest W1,..., Wn,

co oznacza, że w takiej definicji (bez względu na to, jakie byłyby owe cechy W1,..., Wn i ile by ich nie było) poruszamy się po błędnym kole, w najlepszym wypadku definiowalibyśmy ignotum per ignotum.

Można w podobny sposób pokazać analogiczną trudność dotyczącą zdefiniowania bycia jakimś lub czymś (X jest A wtw., itd.).

Z faktu, że nie potrafimy zdefiniować bycia nie wynika chyba, że nie warto mówić o tym, co jest, ani tym bardziej że niczego nie ma (skoro nie ma definicji bycia). Wtedy bowiem nie byłoby niczego, jak powiedział kiedyś Kononowicz.

Zarzut z "braku definicji Boga", braku rzekomo przesądzającym albo o tym, że nie istnieje Bóg, albo nie warto o nim mówić (albo że nie wiadomo, o czym mówimy) może być nazwany argumentem Kononowiczowskim.
26-11-2014 22:37 
 Ocena 2 na 2
farmer (22440 punktów)
> Argument, który głosi, że o czymś nie można lub nie warto dyskutować, bo nie zostało to coś dobrze (lub w ogóle) zdefiniowane, lub wręcz że należy odrzucić istnienie takiego czegoś z powodu braku definicji, jest niedorzeczny. Dobrym tego przykładem brak definicji bycia (tego, że coś jest).

Mówisz o pieniądzach?

Nie, chyba nie. Bo tak konkretnie to wiesz czy są czy nie. A może nie? A już wiem tylko tak udajesz że są bo przecież nie możesz wiedzieć że są.

I tak z tego udawania to łatwo już sobie powiedzieć że bóg jest nie ma jest nie ma.

Eureka. masłomasłmałsmasłomasło........słoma.....bóg. Zgadłem?

Wiem powinien napisać coś w stylu

Stół i kielich widzę, stołowości i kielichowości natomiast w żaden sposób nie mogę dojrzeć.

bla bla bla wiara i tak nie zrozumiesz
26-11-2014 23:14 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Kononowicz, to Pańskie nazwisko?.
Czy tylko jego "logikę" Pan sobie przyswoił?

@@@
.
27-11-2014 14:15 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
28-11-2014 07:51 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)
>definiowalibyśmy ignotum per ignotum.
   cały nasz aparat pojęciowy wychodzi od pewnego zakresu pojęć podstawowych definiujących jakby siebie wzajemnie i trzeba być idiotą by robić z tego problem. Można to na siłę tyleż złośliwie co nierozsądnie określić ignotum per ignotum, choć termin ten pojęć podstawowych nie dotyczy.
   Na pewno do pojęć podstawowych nie zalicza się "Bóg", a uzgodnienie miejsca jego bytowania (w świecie realnym czy w świecie fantazji fideistów) napotyka na przeszkody bynajmniej nie z powodu trudności w definiowaniu pojęcia "byt" czy jego pochodnych.

> Zarzut z "braku definicji Boga", braku rzekomo przesądzającym albo o tym, że nie istnieje Bóg, albo nie warto o nim mówić (albo że nie wiadomo, o czym mówimy) może być nazwany argumentem Kononowiczowskim.
   Nie istnieje definicja Boga jako elementu czy cechy świata poza umysłami wierzących, poza literaturą, więc siłą rzeczy nie istnieje desygnat nieistniejącego pojęcia.    Istnieje definicja Boga jako postaci z opowieści religijnych, więc Bóg istnieje wyłącznie w tej formie.

    Dla ćwiczenia zrozumienia zasad i roli definiowania proszę o wskazanie czegoś co istnieje nie mając definicji.

   Przypominam, że mówimy ciągle o ludzkim aparacie poznawczym o ludzkiej perspektywie poznawania.

   I przypominam Elaspowi jeszcze to


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
28-11-2014 10:13 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>>definiowalibyśmy ignotum per ignotum.
>   cały nasz aparat pojęciowy wychodzi od pewnego zakresu pojęć podstawowych definiujących jakby siebie wzajemnie i trzeba być idiotą by robić z tego problem. Można to na siłę tyleż złośliwie co nierozsądnie określić ignotum per ignotum, choć termin ten pojęć podstawowych nie dotyczy.

Tak, ja to rozumiem, ale zdaje się, ze racjonaliści tego nie pojmują.

>   Na pewno do pojęć podstawowych nie zalicza się "Bóg", a uzgodnienie miejsca jego bytowania (w świecie realnym czy w świecie fantazji fideistów) napotyka na przeszkody bynajmniej nie z powodu trudności w definiowaniu pojęcia "byt" czy jego pochodnych.

To jest sprawa kluczowa. Skąd pewność, że pojecie Boga nie jest podstawowe (więc i niedefiniowalne)?

>   Nie istnieje definicja Boga jako elementu czy cechy świata poza umysłami wierzących, poza literaturą, więc siłą rzeczy nie istnieje desygnat nieistniejącego pojęcia.    Istnieje definicja Boga jako postaci z opowieści religijnych, więc Bóg istnieje wyłącznie w tej formie.

Skąd pewność, że za 50 lat nikt Boga właściwie i obiektywnie nie zdefiniuje? Może na razie nie mamy adekwatnych pojęć?

>   I przypominam Elaspowi jeszcze to

Wczoraj odpowiedziałem na Twój podwójny post.
28-11-2014 12:41 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
> Skąd pewność, że pojecie Boga nie jest podstawowe (więc i niedefiniowalne)?
Chyba wystarczy wątpliwość, by nie budować na niepewnych fundamentach?
30-11-2014 15:37 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Skąd pewność, że pojecie Boga nie jest podstawowe (więc i niedefiniowalne)?
Niezależnie jak daleko pojęcie jakiegoś tam sacrum przesuniemy w głębię ludzkich dziejów oraz proces powstawania pojęć rzeczywistych i intuicyjnych, to nazwy wszelakich sił nadprzyrodzonych zawsze będą pojęciami pustymi, nie posiadającymi desygnatów w istniejącej obiektywnie rzeczywistości.

Pojęcie Boga to jedna z wielu hipostaz, czyli powoływania do życia bytów urojonych. Wyabstrahowanych * z różnych intuicji, czyli z irracjonalnych emocji, nie weryfikowalnych w praktyce. Dlatego też wszelkie religijne próby zdefiniowania świata nadprzyrodzonego wyczerpują błąd logiczny: "ignotum per ignotum" popełniany podczas jego definiowania.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,8/s,643658#w644116
www.racjon(*).php/z,0/d,15/s,562660#w564917
www.racjon(*).php/s,640660/z,0/d,33#w643122
www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,639085#w639899
________________

*Abstrahowanie, to proces tworzenia pojęć, w którym wychodząc od rzeczy jednostkowych (najczęściej konkretnych) dochodzi się
do pojęcia bardziej ogólnego poprzez konstatowanie tego, co dla tych rzeczy wspólne (zazwyczaj właściwości).

Ostatecznie drogą tego procesu dochodzi się do pojęć najuboższych w treść, ale o najszerszym zakresie, takich jak rzecz, przedmiot, substancja czy Byt lub Bóg. Pojęcie powstałe w wyniku procesu abstrakcji nazywamy abstraktem.


@@@
.
28-11-2014 10:43 
 Ocena 2 na 2
grzmot (741 punktów)
>cały nasz aparat pojęciowy wychodzi od pewnego zakresu pojęć podstawowych definiujących jakby siebie wzajemnie i trzeba być idiotą by robić z tego problem.
Czy mógłbym prosić o wskazanie jakiś materiałów na ten temat? Bo do tej pory wydawało mi się, że nasz aparat pojęciowy wywodzi się z języka, którego uczymy się w dzieciństwie (i później) - a kolejność nauki jest następująca:
- ja / nie-ja
- mama, tata, jedzenie
- więcej rzeczowników łatwo definiowalnych,
- czasowniki i przymiotniki,
- kilka lat później pojęcia abstrakcyjne.
I w takim modelu rozwoju osobowości, wszystkie podstawowe pojęcia są definiowalne dość łatwo.
28-11-2014 11:15 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Pojęcie - abstrakcyjny, myślowy odpowiednik przedmiotu. Po zdefiniowaniu pojęcie staje się terminem.
Przy braku desygnatu i niemożliwości zdefiniowania Bóg jest pojęciem pustym, pozbawionym sensownej treści.

>   Na pewno do pojęć podstawowych nie zalicza się "Bóg", a uzgodnienie miejsca jego bytowania (w świecie realnym czy w świecie fantazji fideistów) napotyka na przeszkody bynajmniej nie z powodu trudności w definiowaniu pojęcia "byt" czy jego pochodnych.
Jest Pan tego pewien. Matka nosi dzieciaka na rękach i podchodząc do świętych obrazów mówi: "Zobacz to Bóg-Ojciec,
a to Matka-Boska - oni są w niebie i dbają o ciebie"
. www.racjon(*).php/z,0/d,28/s,511985#w517041

Nie jestem językoznawcą ani historykiem języka, ale moim zdaniem bóg należy do pojęć podstawowych. Tu należy zgodzić się wierzącymi, że wiara w jakąś tam nadprzyrodzoność jest światopoglądem znakomitej większości ludzkości (nawet, gdy jest to wiara w to, iż bogowie nie istnieją) zaś racjonalna niewiara zjawiskiem wyjątkowym - najwyżej kilkuprocentowym.

www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,579693#w579921
www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,610192#w610555
www.racjonalista.pl/forum.php/s,625608#w625830

Każda wiara nas ogranicza i jest chomątem (także pojęciowym) wciśniętym na większość nas we wczesnym dzieciństwie (osobistym, czy nawet ludzkości), z którego tylko nielicznym udaje się wyzwolić.
________________

PS. Nie warto dawać zwieść się tu różnym projekcjom pana Elaspa, jego wiedza na tematy, na które się tu wypowiada,
jest ogromnie ograniczona i odwrotnie proporcjonalna do jego mniemania o sobie.

Pozdrawiam.

@@@
.
28-11-2014 14:26 
 Ocena 1 na 1
grzmot (741 punktów)
>Nie jestem językoznawcą ani historykiem języka, ale moim zdaniem bóg należy do pojęć podstawowych. Tu należy zgodzić się wierzącymi, że wiara w jakąś tam nadprzyrodzoność jest światopoglądem znakomitej większości ludzkości (nawet, gdy jest to wiara w to, iż bogowie nie istnieją) zaś racjonalna niewiara zjawiskiem wyjątkowym - najwyżej kilkuprocentowym.
Trochę się jednak nie zgodzę. Nawet, jeśli wierzących jest większość, to oznacza tylko, że pojęcie bóstwa jest powszechne. Ale jednocześnie jest abstrakcyjne (bo inaczej nie mielibyśmy tej dyskusji ) - a jako takie, w języku naturalnym nie może być podstawowe.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Nie jestem językoznawcą ani historykiem języka, ale moim zdaniem bóg należy do pojęć podstawowych. Tu należy zgodzić się wierzącymi, że wiara w jakąś tam nadprzyrodzoność jest światopoglądem znakomitej większości ludzkości (nawet, gdy jest to wiara w to, iż bogowie nie istnieją) zaś racjonalna niewiara zjawiskiem wyjątkowym - najwyżej kilkuprocentowym.
>Trochę się jednak nie zgodzę.
Z czym?

>Nawet, jeśli wierzących jest większość, to oznacza tylko, że pojęcie bóstwa jest powszechne. Ale jednocześnie jest abstrakcyjne (bo inaczej nie mielibyśmy tej dyskusji ) - a jako takie, w języku naturalnym nie może być podstawowe.
pl.wikipedia.org/wiki/Język_naturalny
pl.wikipedia.org/wiki/Abstrakcja_(filozofia)
pl.wikipedia.org/wiki/Abstrakcja_(psychologia)
Pojęcie abstrakcji pochodzi od łacińskiego Abstractio, co tłumaczy się oderwanie. Abstrakcja zatem to rzecz oderwana od konkretnej rzeczy inaczej przeciwieństwo konkretu. W Filozofii abstrahowanie to proces tworzenia pojęcia abstrakcyjnego poprzez uogólnienie. Z rzeczy konkretnych lub bardziej konkretnych konstatuje się to co dla tych rzeczy jest wspólne. Dzięki abstrahowaniu dochodzi się do rzeczy ubogich w treść ale o najszerszym znaczeniu. Dochodzi się wtedy do pojęć takich jak: byt, substancja, podmiot, przedmiot. Pojęcie roślina jest bardziej abstrakcyjne niż pojęcie trawa. Chce Pan powiedzieć, iż "trawa" i "roślina" nie mogą należeć do pojęć podstawowych? A nawet "radość" i "smutek", to też nie są pojęcia podstawowe?

@@@
.
28-11-2014 15:13 
 Ocena 2 na 2
grzmot (741 punktów)
>Z czym?
Z tym, że bóg jest pojęciem podstawowym.
>Chce Pan powiedzieć, iż "trawa" i "roślina" nie mogą należeć do pojęć podstawowych? A nawet "radość" i "smutek", to też nie są pojęcia podstawowe?
Zależy, jaki system oceniania "podstawowości" przyjmiemy. Ja przyjąłem poznawczo-rozwojowy - człowiek poznaje określenia na obserwowalne rzeczy, potem relacje między nimi, a potem uogólnienia i koncepcje. Więc trawa - jak najbardziej (konkretna, obserwowalna, powtarzalna). Smutek i radość - zależnie od rozwoju osobniczego (modelu umysłu) - osobnik musi domyślić się, że inni mają analogiczne jak on, określone stany emocjonalne i jakoś je uzewnętrzniają. Ale roślina - zdecydowanie nie.

Dziękuję za definicję abstrakcji, proponuję definicję SJP PWN (bo miałem na myśli znaczenie potoczne):
abstrakcja
1. «pogląd lub twierdzenie oderwane od rzeczywistości»
2. «coś niekonkretnego, trudnego do zrozumienia lub pomysł nie do zrealizowania»
3. «pojęcie ogólne, niemające odpowiednika w żadnym konkretnym przedmiocie; też: proces tworzenia takich pojęć»
28-11-2014 18:11 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
"W pracach Tarskiego można napotkać tematykę związaną z prawdziwością zdań języka naturalnego, której nie sposób zdefiniować. Dzięki Tarskiemu wiadomo, dlaczego jest to niemożliwe - wiąże on tę niemożliwość zarówno z brakiem wyraźnej struktury języka naturalnego, jak i wyraźnych reguł posługiwania się predykatem prawdziwy oraz brakiem ustalonego leksykonu dla tego języka. Ponadto język naturalny pozwala mówić o wszystkim, nawet o nim samym."
____________________

Z czym?
>Z tym, że bóg jest pojęciem podstawowym.
Chce Pan powiedzieć, iż "trawa" i "roślina" nie mogą należeć do pojęć podstawowych? A nawet "radość" i "smutek",
to też nie są pojęcia podstawowe?

>Zależy, jaki system oceniania "podstawowości" przyjmiemy.
Tak, ja myślę tu o abstrakcyjnych pojęciach rudymentarnych, które do pewnego stopnia posiadają już zwierzęta o wyżej zorganizowanych mózgach, nie mówiąc już o homo sapiens, u którego na podstawie poznanych artefaktów możemy przypuszczać, że jakieś tam abstrakcyjne pojęcia np. "siły wyższej" pojawiają się u samych początków istnienia gatunku.
(Prof. Piłat, to nie moje poglądy, ale niegłupi facet i warto tą pracę przejrzeć.)
www.samowiedza.net/robertpilatcv.pdf
rcin.org.p(*)2_P81561_Pilat-O-istocie_o.pdf

>Ja przyjąłem poznawczo-rozwojowy - człowiek poznaje określenia na obserwowalne rzeczy, potem relacje między nimi, a potem uogólnienia i koncepcje.
Może być i tak. Czy przeczytał Pan tego linka? www.racjon(*).php/z,0/d,28/s,511985#w517041

>Więc trawa - jak najbardziej (konkretna, obserwowalna, powtarzalna). Smutek i radość
Czyżby mama była mniej obserwowalna od trawy? A stosunek do niej oraz wzajemne relacje mniej ważnymi
np. od grzechotki?

>(modelu umysłu)
To już późniejsze spekulacje.

> - zależnie od rozwoju osobniczego - osobnik musi domyślić się, że inni mają analogiczne jak on, określone stany emocjonalne i jakoś je uzewnętrzniają.
Zależy od wielu rzeczy, ale możemy też powiedzieć, iż od "neuronów lustrzanych".

>Dziękuję za definicję abstrakcji, proponuję definicję SJP PWN (bo miałem na myśli znaczenie potoczne):
>abstrakcja
>1. «pogląd lub twierdzenie oderwane od rzeczywistości»
>2. «coś niekonkretnego, trudnego do zrozumienia lub pomysł nie do zrealizowania»
>3. «pojęcie ogólne, niemające odpowiednika w żadnym konkretnym przedmiocie; też: proces tworzenia takich pojęć»
Proszę, ale definicje z Wikipedii mieszczą się SJP, tyle, że pojęcie rozszerzają i precyzują.

Pozdrawiam.

@@@
.
27-11-2014 14:38 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Stąd właśnie wzbraniam się przez przyjęciem poglądu, że można zdefiniować człowieka jako jednostkę.
Spokojnie! można i wszyscy bezustannie to robimy.
>Z jakim skutkiem?
Z różnym, a zależy to tak od ocenianego, jak i oceniającego. Podałem przykłady.

>Jedna z moich ulubionych polskich poetek napisała "Tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono", ale tak naprawdę nawet tego nie wiemy!
Tak, ale co z tego?

>A czyż to właśnie nie jest w Człowieku piękne?
Najpiękniejsze zawsze są czyny, a dopiero później słowa. Choć słowa nas i do nieba porywają i w szambo wciskają.

>Dlatego może istnieć definicja obrazu Boga, do celów naukowych, religioznawczych niezbędna i o niezbędnej precyzyjności, a nie może istnieć precyzyjna naukowa definicja Boga dla potrzeb wiary.
Tak, dokładnie tak. Właśnie taki jest problem wiary oraz zastępowanie wiarą wiedzy naukowej.
(Teiści filozoficzni też nie zdołali osiągnąć porozumienia w sprawie sposobów rozumowego wyprowadzenia lub chociażby postulowania istnienia Boga), a więc, jak dotychczas nie istnieje żadna spójna i zgodna dla np. chrześcijaństwa definicja Boga dla celów religijnych (chrześcijańskich).
>Raczej można obserwować zastępowanie wiary naukową wiedzą, nad czym zresztą najmniej ubolewam. Pole wiary się stanowczo kurczy.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,559928#w559937
www.racjon(*).php/s,559928/z,0/d,10#w561166

>Kamień milowy postawił tu już Kopernik, a po nim wielu, wielu...
www.racjon(*).php/s,559928/z,0/d,11#w561239

>To dobrze! to znaczy, że wiara (o ile się ostanie)
Zdecydowanie się ostanie: [Załącznik]

>będzie mówić jedynie o tym o czym nauka mówić nie zamiaruje.
Nie ma takich tematów.

>Wiara nie powinna zastępować nauki, a wiara zastępująca naukę przy wsparciu siły to już jeno na stosy prowadzi.
Znam zasadę NOMA, tyle iż nie ma ona nic wspólnego z praktyką.

>Powtórzę : nauka i wiara bytują na nieprzecinających się płaszczyznach i o ile nie odmawiam nauce prawa wchodzenia na płaszczyznę wiary (choć w powodzenie nie wierzę), o tyle kategorycznie zabroniłbym wierze wchodzenia na płaszczyznę nauki.
Przecinają się i to jak jasna cholera, ciągle się przecinają.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,387559#w387992

>Sądzę jednak, że w toku dyskusji wyjaśniłem dlaczego precyzyjnej definicji Boga nie podejmuję się ubrać w słowa, pozostawiając ją w sferze intuicyjności.
Nie, nie wyjaśnił Pan, a zwyczajnie uciekł, ale przecież wolno było tak Panu zrobić.
>Wolno mi było to zrobić od samego początku rozmowy, przyznaję obawiałem się odpowiedzi na Pański wątek, ale nie żałuję, że w dyskusję wszedłem. Mimo to jednak nie czuję się winien ucieczki. Pozostanę przy swoim zdaniu, że pewne definicje lepiej pozostawić emocjom niż słowom
Tak wolno Panu, a konsekwencje tego najbardziej zależą od własnej satysfakcji intelektualnej, gdy w kimś nie tkwi niepokorna (heretycka) natura poszukiwacza własnych odpowiedzi, to zadowala się tym co mu dano.

Ja zaś w najmniejszym stopniu nie oczekiwałem od Pana zmiany poglądów. Natomiast przyznaję się tu bez bicia,
iż chciałem zasiać odrobinę wątpliwości we własne racje i zachęcić Pana do dalszych własnych poszukiwań. Tak,
jak to jest z racjonalistami - oni ciągle lepszych odpowiedzi szukają.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
28-11-2014 13:54 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Z jakim skutkiem? Jedna z moich ulubionych polskich poetek napisała
> "tyle wiemy o sobie ile na sprawdzono" (cyt. z pamięci) ale tak naprawdę
> nawet tego nie wiemy! A czyż to właśnie nie jest w Człowieku piękne???

A inny polski bard śpiewał "że ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy, ważnych jest kilka tych chwil - tych na które czekamy". I coś w tym jest
Tak, tajemnica - zwłaszcza taka, której ona sama nie zna, lub jeszcze nie zna - jest piękna.
W ogóle poetka i tajemnica - czyż to nie jest piękne podwójnie?

> Raczej można obserwować zastępowanie wiary naukową wiedzą, nad
> czym zresztą najmniej ubolewam. Pole wiary sie stanowczo kurczy.
> Kamień milowy postawił tu już Kopernik, a po nim wielu, wielu...

Zgadzam się. Choć są też głosy na tym forum, ze jest pewna przestrzeń, której nauka nigdy nie wejdzie, bo nie przynależy ona do świata fizycznego.

>To dobrze! to znaczy, że wiara ( o ile sie ostanie) będzie mówić jedynie o tym o czym nauka mówić nie zamiaruje.

Myślę podobnie.

> Powtórzę : nauka i wiara bytują na nieprzecinających sie płaszczyznach i o ile
> nie odmawiam nauce prawa wchodzenia na płaszczyznę wiary (choć w powodzenie nie wierzę),
> o tyle kategorycznie zabroniłbym wierze wchodzenia na płaszczyznę nauki.

.. co w historii działo się niezmiernie często. Ale jak chcesz to zrobić z uwagi np. na obowiązujące przesądy wśród wierzących na temat seksualnosci, tudzież poglądy wiary jeszcze przez naukę nie zweryfikowane?
Czasem po prostu się chyba nie da

> Wątek jest bardzo delikatny i zauważyłem także życzliwość i delikatność
> we wpisach Astrotaurusa, Heremisa, Setrakosa, Koguta59, Finerbijka,
> Jana Rylewa, Fizyka i oczywiście Jacka Głodzika (którego z dawna polubiłem)

I ja Ciebie też. Cenię sobie bardzo rozmowy z Tobą.

> a nawet Rafal73, z którym nieraz miałem okazję się powadzić tym razem
> rozmawiał z delikatnością należną emocjom. prawie wszyscy to zdeklarowani
> ateiści, w których wpisach znalazem polemikę, ale nieznalazłem braku
> szacunku dla mnie ani cienia złośliwości, choć domyślam się, że niektórzy
> na łagodny ton musieli sie wysilić, bo są go niezwyczajni

Myśllę, że to Twoja wrodzona kultura osobista sprawiła. I brak parcia na prymitywną ewangelizację na siłę, co jest bardzo istotną różnicą w stosunku właściwie calej plejady aktywnych teistów, jakich znam.

>Winien im jestem wielkie podziękowania za poziom rozmowy!

Ja osobiscie również Ci dziękuję, że jesteś tutaj i piszesz do innych oraz czasem odpisujesz na moje posty.

>>Nie, nie wyjaśnił Pan, a zwyczajnie uciekł, ale przecież wolno było tak Panu zrobić.
> Wolno mi było to zrobić od samego początku rozmowy, przyznaję obawiałem
> się odpowiedzi na Pański wątek

.. i m.in. dlatego było ciekawe ją póżniej obserwować w całej okazałości. Było / jest specyficzne napięcie.
A do odważnych rzecz jasna świat należy

> Pozostanę przy swoim zdaniu, że pewne definicje lepiej pozostawić emocjom niż słowom

Jestem podobnego zdania. Nieśmiało dodałbym tu jeszcze "i uczuciom"
Serdeczne pozdrowienia!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
02-12-2014 03:02 
 Ocena 1 na 1
dajmonion (3663 punktów)
>Powtórzę : nauka i wiara bytują na nieprzecinających sie płaszczyznach

I mogłoby się wydawać, że sprawa załatwiona. Mechanika kwantowa na jednej płaszczyźnie, rodzące dziwice na drugiej. Pewne narracje implikują jednak określoną wizje człowieka i mogą wpływać na stosunek do siebie i innych. Tak jak w przypadku poglądu, że ktoś mógłby świadomie i dobrowolnie skazać się na piekło. 'Wiesz synku, o ile możesz szukaj w sobie przyczyn naturalnych swojego złego zachowania, nie można jednak wykluczyć, tak nam podpowiada nasza religia i należy to brać serio, że być może czasami generujesz zło, bo masz po prostu złą wolę'.
Można sie zasłaniać brakiem definicji boga, to nie zmieni jednak faktu, że ma on pewne cechy i ze względu na nie to on musiał wygrać, a człowiek mosiał zostać poniżony. W tym sensie, że ma w sobie możność jako istota niedoskonała trafienie do piekła. Nie ma tu miejsca na żadną schizofrenię światopoglądową: albo traktuje się poważnie tezę, że ma się taką możność albo nie.
Niektórzy księżą sugerują, że piekło jest być może puste. Ale tacy księża są już tylko w połowie wierzący, bo ono oczywiście puste nie jest. Są już tam pewne istoty, które znalazły się tam na własne życzenie.
Takie podejście nie jest na pewno odmianą humanizmu, bo okazuje się, że ta druga płaszczyzna tak naprawdę jest ważniejsza. Tak jak ważniejsze jest życie pozagrobowe od doczesnego.
Tak więc ostatecznie płaszczyzny te nie przecinają się jedynie w umysłach wierzącej inteligencji, bo w życiu jak najbardziej.


dajmonion
26-11-2014 12:03 
 Ocena 6 na 6
grzmot (741 punktów)
>>.
>>>Można zdefiniować gatunek. Nie ma definicji pojedynczej osoby
>>Nie wiem, czy nie ma? Wiem, że bez większego merytorycznego problemy można taką zrobić.
>Odpowiedziałem pod innym wpisem, od jak dawna tworzy Pan definicję Andrzeja Bogusławskiego?
>Łatwo jest człowiekowi nadać numer, przed definicją jednak bym się wzbraniał, tyle, że to odprysk dyskusji o definicji Boga, której to słownej definicji nadal odmawiam, proponując pozostanie przy definicji intuicyjnej
A więc intuicyjnie: Bóg jest trochę jak makrobździągwa kwadratowobłekitna, to znaczy w lewo ukośnie, trochę wypukłości i powyżej 43 cali. Ale, wykazano statystycznie, że takie bździągwy akurat nie istnieją, przy p<10-9.

Wydaje mi się, że większość intuicyjnych definicji to pochodne treści przyswojonych w młodym wieku, lub rozmyte ekstrapolacje na podstawie podobieństwa fonetycznego. Innymi słowy, w poważnej dyskusji czy próbie logicznego wnioskowania takie definicje są niewiele warte.
26-11-2014 14:07 
 Ocena 4 na 4
setarkos (10757 punktów)
> Łatwo jest człowiekowi nadać numer, przed definicją jednak bym się wzbraniał, tyle że to odprysk dyskusji o definicji Boga, której to słownej definicji nadal odmawiam, proponując pozostanie przy definicji intuicyjnej.

Trudno się nie zgodzić z tajemniczością człowieka i niemożnością podania pełnej definicji. Jeśli tę nieobliczalność jednostki uznać za iskrę bożą, to obszar boskości byłby podzielony na odpryski (monady), czy łączyłyby się one w jakiś płomień, zbiór relacji między poszczególnymi osobami?

Przy okazji inne pytanie na intuicję :
Czy wg Twojego rozeznania ateiści są ubożsi intelektualnie (jakby brakowało im piątej klepki) lub niedorośli emocjonalnie?
Innymi słowy: czy wiele się traci porzucając wiarę lub się od niej dystansując?
>
26-11-2014 15:47 
 Ocena 1 na 1
farmer (22440 punktów)
>> Łatwo jest człowiekowi nadać numer, przed definicją jednak bym się wzbraniał, tyle że to odprysk dyskusji o definicji Boga, której to słownej definicji nadal odmawiam, proponując pozostanie przy definicji intuicyjnej.
>Trudno się nie zgodzić z tajemniczością człowieka i niemożnością podania pełnej definicji.

A nie jesteś ciekaw czym jest odbicie tej intuicji jeśli chodzi o boga?

Bo okazuje się że 7 miliardów ludzi jest równie tajemniczych jak co no właśnie co?

I jak by co to ze spokojem można wybrać jednego z tych 7 miliardów i zestawić z... mówiąc że ani jedno ani drugie nie jest definiowalne.



na zamieszczonym obrazku widać niedefiniowalnych ludzi i niedefiniowalnego intuicyjnego boga.

Jak w tym rysunku bez tysięcy lat miksowania o bogu dostrzec boga, dostrzec w nim Jezusa?

Bo to przecież z takiej analizy "wychodzi" bóg "IM"



26-11-2014 18:03 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
> nie jesteś ciekaw czym jest odbicie tej intuicji jeśli chodzi o boga?
Niespecjalnie - zaraz bym dociekał ile tych bogów jest (bo dlaczego jeden), albo próbował coś ustalić, oddalając się tym samym od intuicji, która chyba z kolei polega na ciągłym wymykaniu się ustaleniom .

>Bo okazuje się że 7 miliardów ludzi jest równie tajemniczych jak co no właśnie co?
Moim zdaniem są tajemniczy w sensie: nieobliczalni. Jeśli nawet policzą/przewidzą wszystko wokół, to nie mogą jednocześnie mieć pełnej kontroli nad samym procesem własnych kalkulacji. To trochę tak, jakby liczydłem przestawiali własne neurony lub badając smak móżdżku podjadali w trakcie degustacji własne ośrodki odczuwania smaku.

> Jak w tym rysunku bez tysięcy lat miksowania o bogu dostrzec boga, dostrzec w nim Jezusa?
Nie wiem, ja nie dostrzegam (i nie tęsknię do takiej (nad)spostrzegawczości) - zresztą rysunek człowieka nie jest człowiekiem (ba, nawet rysunek rzeczy nie jest rzeczą)).
>
farmer (22440 punktów)
>> nie jesteś ciekaw czym jest odbicie tej intuicji jeśli chodzi o boga?
>Niespecjalnie - zaraz bym dociekał ile tych bogów jest (bo dlaczego jeden), albo próbował coś ustalić, oddalając się tym samym od intuicji, która chyba z kolei polega na ciągłym wymykaniu się ustaleniom .

To o czym rozmawiasz z nimi?

>>Bo okazuje się że 7 miliardów ludzi jest równie tajemniczych jak co no właśnie co?
>Moim zdaniem są tajemniczy w sensie: nieobliczalni. Jeśli nawet policzą/przewidzą wszystko wokół, to nie mogą jednocześnie mieć pełnej kontroli nad samym procesem własnych kalkulacji. To trochę tak, jakby liczydłem przestawiali własne neurony lub badając smak móżdżku podjadali w trakcie degustacji własne ośrodki odczuwania smaku.

O ludziach wiem całkiem sporo nawet jeśli to całkiem mało. Problem jest zestawienie ludzi z...?



>> Jak w tym rysunku bez tysięcy lat miksowania o bogu dostrzec boga, dostrzec w nim Jezusa?
>Nie wiem, ja nie dostrzegam (i nie tęsknię do takiej (nad)spostrzegawczości) - zresztą rysunek człowieka nie jest człowiekiem (ba, nawet rysunek rzeczy nie jest rzeczą)).


A Twoje słowa które piszesz nie są Twoją myślą ale do komunikacji to wystarcza......Tak samo jak ma wystarczyć ten obrazek

Co wyrażają ich myśli? Bo po poza myślami jeszcze nikt niczego tu nie za reprezentował w kwestii boga.

A myśli te pochodzą z informacji. Tyle że poza przekazem ustnym od innych ludzi nie widzę innej informacji.

Co powoduje intuicyjne wyobrażenie boga. To tylko mechanika myśli.
27-11-2014 00:26 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
> Problem jest zestawienie ludzi z...?
Ano nie wiem (a Szarley nie chce powiedzieć) czy ma to być obiekt o konkretnych właściwościach wewnętrznych, czy też rodzaj cybernetycznej czarnej skrzynki, określonej tylko przez relacje zewnętrzne (w tym z innymi czarnymi skrzynkami).
[Sądząc po tym, że lubi Szymborską, może chodzić o to drugie - a skoro ceni dobry rum, to i pewnie wyczuwa słowiańską duszę.]

> słowa które piszesz nie są Twoją myślą ale do komunikacji to wystarcza......Tak samo jak ma wystarczyć ten obrazek
Chyba nie tak samo - może bardziej tak, jak na dobrej imprezie towarzyskiej (nie biznesowej i nie na naradzie), po której się nie pamięta* jakie padły słowa, ale czuje jakie zostają klimaty. To prawdopodobnie efekt komunikacji między słowami.

(*) Z tą niepamięcią nie chodzi o nadmiar trunków, tylko o to, że nikt potem nikomu nic nie wypomina - po tym (moim zdaniem) poznaje się dobrą imprezę.
>
27-11-2014 08:28 
 Ocena 2 na 2
farmer (22440 punktów)
>> słowa które piszesz nie są Twoją myślą ale do komunikacji to wystarcza......Tak samo jak ma wystarczyć ten obrazek
>Chyba nie tak samo - może bardziej tak, jak na dobrej imprezie towarzyskiej (nie biznesowej i nie na naradzie), po której się nie pamięta* jakie padły słowa, ale czuje jakie zostają klimaty. To prawdopodobnie efekt komunikacji między słowami.

Taaa. I to dlatego jedni zostali w okopach i wciąż analizują stare zapiski rozpamiętując co to mogło by znaczyć.(te ciągłe analizy Biblii, tego jakim jest ponoć bóg i który to...)
A inni się od tego odcięli.

"Tamci" zobaczyli że jest nowa impreza to weszli na nią na krzywy ryj ochlali się tą wiedzą wymieszali to ze swoimi zapiskami. I teraz mają nowsze kolorowe sny.

Wow.

szarley (54913 punktów)
>Trudno się nie zgodzić z tajemniczością człowieka i niemożnością podania pełnej definicji. Jeśli tę nieobliczalność jednostki uznać za iskrę bożą, to obszar boskości byłby podzielony na odpryski (monady), czy łączyłyby się one w jakiś płomień, zbiór relacji między poszczególnymi osobami?
Poetycko to ująłeś
(Co nie znaczy że trafnie )
(Co nie znaczy że nietrafnie! )

>Przy okazji inne pytanie na intuicję :
>Czy wg Twojego rozeznania ateiści są ubożsi intelektualnie (jakby brakowało im piątej klepki) lub niedorośli emocjonalnie?
W pierwszej chwili nie zrozumiałem pytania, w drugiej uznałem je za żart

>Innymi słowy: czy wiele się traci porzucając wiarę lub się od niej dystansując?
Skąd mam to wiedzieć?!?
26-11-2014 11:45 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Zdefiniuj siebie.
Osobnika definiują jego personalia.
.
26-11-2014 14:09 
 Ocena 3 na 3
setarkos (10757 punktów)
> Osobnika definiują jego personalia.
Zatem jednostka jest wtórna względem określającej ją grupy?
>
26-11-2014 15:13 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>> Osobnika definiują jego personalia.
>Zatem jednostka jest wtórna względem określającej ją grupy?
Jak z posiadania unikanych personaliów miałaby wynikać wtórność jednostki względem grupy?
.
26-11-2014 16:54 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
> Jak z posiadania unikanych personaliów miałaby wynikać wtórność jednostki względem grupy?
Jeśli mowa o personaliach w znaczeniu słownikowym, to raczej oczywiste, że są nadane przez innych (rodzinę, urząd). Chyba że masz na myśli pseudonimy artystyczne lub nicki na forach, ale czy one definiują człowieka?
>
26-11-2014 17:53 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>> Jak z posiadania unikanych personaliów miałaby wynikać wtórność jednostki względem grupy?
>Jeśli mowa o personaliach w znaczeniu słownikowym, to raczej oczywiste, że są nadane przez innych (rodzinę, urząd).
Definicja to inaczej tożsamość: jabłko to owoc jabłoni, wodór to pierwiastek o liczbie atomowej 1, ja to Janina Maliniak z Pułtuska.
.
Brzostowski (7067 punktów)
>... A tu sprzeczność pogania sprzeczność.
Zobaczymy... mam nadzieję tylko, że podejdziesz do mojej wypowiedzi spokojnie i uczciwie, to ważne w dysksuji.
>Bóg dwa razy stworzył kobietę.
Nic o tym nie wiem, możesz to wyjaśnić?

>Bóg nie jest miłosierny skoro za pierwsze, bardzo zresztą dyskusyjne przewinienie ucieka się do srogiej kary...
>ani miłosierdzia ani sprawiedliwości ani i miłości...

W Twojej i mojej percepcji tak to wygląda, bo my mamy ludzkie podejście, w XXI wieku, cywilizacja europejska, dla ktróej zycie ludzkie, szczęscie człowieka jest najważniejsze... no mniej więcej...

Bóg może mieć i wg mnie ma inną percepcję (tak wierzę), niektóre jej elementy łatwo wyjaśnić.

Dla człowieka (zwłaszcza ateisty) śmierć lub morderstwo jest czymś strasznym, dla Boga nie, poniewaz On wie, że to nie koniec życia. Dla niego to tylko doświadczenie jakie przeżywa człowiek, być może nie bardziej straszne niż dla dziecka pierwszy dzień w żłobku.

>Bóg objawił się ludziom w taki sposób, że po 2000 lat do połowy objawienie w ogóle nie doszło a ci, do których doszło od grubo ponad tysiąca lat walczą, modrują się wzajemnie bo nie są w stanie uzgodnić o co dokładnie w owym przekazie chodziło...
To żaden dowód. Ja, teista wierzę, iż Bóg objawił się i pozwolił nam (ludziom) i nałożył na nas obowiązek rzpowszechniania tego objawienia. To w jaki sposób się z tego wywiążemy będzie oceniał i stanowi to wyzwanie dla nas, jako ludzi i jako chrześcijan. To mordowanie świadczy o nas, ale też służy nam dochodzeniu do wyższego poziomu człowieka.

Dramatycznie brzmi? Owszem, ale tylko dla ateisty. Wierzacy bowiem wie, że życie tu, to tylko etap (wstęp) do życia wiecznego, a celem jest dochodzenie do boga.

>Ja rozumiem, że nie można wykluczyć jakiś tam bytów wyższych, że można mieć bogatsze niż na przykłąd moje życie duchowe. Ale dalczego, DLACZEGO jest to sprzedaż wiązana? Dlaczego muszę (jako wierzący) wykombinowywać niestworzone, pokrętne wyjaśnienia, że Adam i Ewa słusznie zostli ukarani (żaden normalny sąd by ich nie skazał - brak rozeznania czynu), że potop nie był ludobójstwem, że Hiobowi Bóg zrobił dobrze, że od Abrahama niczego takiego (tylko poderżnięcia gardłą swemu synowi) nie wymagał?
Zwracasz uwagę na szczegóły, a nie na istotę sprawy. Przekaz biblijny jest spójny: będziesz dobry - pójdziesz do nieba, reszta to pewne alegorie lub nie, interpretacje lub nie, itd...
>Ja jako istota myśląca nie mogę uwierzyć, że ta istota wyższa jest i głupsza niż ja...
Nie wiesz bowiem jaki jest cel boga. Ja wierzę, iż Bóg dał nam wskazówki i każe nam działać, podejmować decyzje, pozwala na błędy abyśmy się uczyli i doszli do boga... ale sami.
Czyż nie podobnie robi dobry rodzic? Daje wskazówki, czasami coś podpowie, obiecuje nagrodę za wg niego dobre postępowanie, ale nie robi za dziecko wszystkiego. Pozwala mu decydować, rozwijać się, popełniać błędy. Ja wierzę, iż dotyczy to człowieka indywidualnie oraz ludzkości jako całości.

Perspektywa teisty bywa wbrew pozorom spójna i Bóg pozostaje cały czas dobry i miłosierny.

A skąd jest wiara? U mnie bierze się z silnego przekonania o istnieniu jakiejś poteżnej inteligencji, świadomości, kulturowo odbieram to przez religię chrześcijańską. To przekonanie jest niezwykle silne.

Wiarę uprawdopodabnia obserwacja świata i logiczne myślenie oraz aktualna wiedza o świecie, które to czynniki wg mnie uprawdopodabniaja istnienie takiej właśnie inteligencji. Nie, nie dają jej szansę istnienia, ale wysokie prowdopodobieństwo. O czym już tutaj na fR wielokrotnie pisałem.

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
25-11-2014 06:59 
 Ocena 9 na 9
Wojciech Siarkiewicz (2892 punktów)
(zablokowany)
Wjaśniam. Oto stopka strony tytułowej:
Brytyjskie i Zagraniczne Towarzystwo Biblijne
Warszawa
Pod notką "Od Wydawnictwa" jest czerwiec 1975
Tą dokładnie książką się posługuję.
I tamże na stronie 8 (Pierwsza Księga Mojżeszowa, 27) : "I stworzył Bóg człowieka na obraz swój. Na obraz Boga stworzył go. Jako mężczyznę i kobietę stworzył ich".
A na stronie 9 (wciąż ta sama księga, 22): "A z żebra, które wyjął z człowieka, ukształtował Pan Bóg kobietę i przyprowadził ją do człowieka".

<W Twojej i mojej percepcji......... ..... pierwszy dzień w żłobku.>
Jestem tylko człowiekiem i tylko ludzka percepcja jest mi dana. Nie mam innej. Zgodnie zaś z Twymi poglądami mam ją, tę percepcję, wprost od Boga. Bóg wie jaką mam percepcje czemu więc oczekuje ode mnie innej percepcji? Przecież Pismo jest dla ludzi a nie dla Boga.
To co piszesz o morderstwie jeży nieco włos na głowie. Albowiem wierzący może również to powiedzieć mordując innego. W ogóle, jeżeli poważnie to wszystko traktować, to taki np zwyrodnialec zatorturowujący na śmierć swe ofiary poświęca się okropnie. On sam swymi czynami skazuje się na wieczne potępienie i męki ale jego ofiary, gdy już w końcu od tortur umrą idą wprost do nieba. On im zapewnia swą ofiarą zbawienie wieczne.
Ale może masz i rację. Sądząc po potopie, różnych trzęsieniach ziemi, tsunami itp Bóg chyba rzeczywiście nic złego w zabijaniu nie widzi.
Ja widzę.

<To żaden dowód. Ja, teista........... jest dochodzenie do boga.>
Ja, inżynier i praktyk widzę, że Twój Bóg wybrał sposób upowszechnienia swego Słowa taki, który GWARANTUJE brak sukcesu. Nawet ludzie najlepsi pod słońcem, obdarzeni najlepszymi chęciami też by się z tego zadania (rozpowszechniania) nie wywiązali. Po prostu tak jak jest jest to niewykonalne. Niezależnie od tego - czy Bóg pytał się ludzi, czy mają ochotę rozpowszechniać jego słowo? Może nie wszyscy (na przykład ja)? A tu od razu OBOWIĄZEK.
Wiesz... aż się boję pisać dalej. Czy Ty poważnie: "To mordowanie .... służy nam do dochodzenia do wyższego poziomu człowieka"? Wystawiasz moją dyscyplinę w dyskusji na ciężką próbę.
Nie będę się wypowiadał na temat celu życia ("dojście do boga") bo Ty w to wierzysz a ja ni w ząb. Jedyne czego jako ateista mogę Ci życzyć to oby Twa podróż trwała jak najdłużej.
<Zwracasz uwagę na szczegóły, a nie na istotę sprawy. Przekaz biblijny jest spójny: będziesz dobry - pójdziesz do nieba, reszta to pewne alegorie lub nie, interpretacje lub nie, itd...>
Mam poważne kłopoty z przyjęciem, że piszesz serio. Pomyśl tylko czy z punktu widzenia wierzącego jest coś ważniejszego niż zbawienie wieczne? Wszystko, literalnie wszystko, blednie w porównaniu do WZ. Coś jednak jest nie tak. Na przykład WZ jest ważniejsze od ugaszenia pożaru. Ale kiedy chwytasz gaśnicę spodziewasz się jasnej, krótkiej, zrozumiałej i jednoznacznej instrukcji. Co byś powiedział o producencie gaśnicy gdyby okazało się, że instrukcja jest w języku starohebrajskim? A to nie koniec. Udało Ci się z pożaru uciec z nieużywaną gaśnicą w ręku, znalazłeś tłumacza, on Ci przełożył, czytasz, czytasz - nie rozumiesz wciąż jak gaśnicy użyć. Idziesz do innego tłumacza. Przetłumaczył, a jakże, tylko dał Ci tekst bardzo różny od pierwszego tłumaczenia.
A dokładnie taką instrukcję w sprawie nieskończenie ważniejszej dał ludziom Twój Bóg. Uważasz to za rozumne posunięcie, świadczące o trosce autora o czytelników? Ja nie.
Oczywiście, że nie znam celu Twego Boga.
Uraczę Cię na koniec autentyczną historią z mego własnego doświadczenia. Miałem wtedy może 13, może 14 lat. Moja mama była osobą bardzo, bardzo wierzącą. Mimo, że było to za strasznego PRLu chodziłem regularnie na lekcje religi. Druga wojna światowa była wciąż bardzo żywym tematem rozmów w tamtych latach. Moi rodzice to pokolenie Kolumbów. Mama moja postanowiła ukazać mi na czym polegało straszliwe, nieludzkie bestialstwo hitlerowców. Otóż, jak opowiadała, każdy nowo przyjmowany do Hitlerjugend miał zaopiekować się zwierzątkiem. Najczęściej był to pies lub kot. Przez pół roku dbał o zwierzę, karmił, bawił się z nim. Potem dostawał rozkaz własnoręcznego zabicia psa czy kota. Miał w ten sposób pokazać, że jest gotów do wykonania każdego rozkazu wodza. Nie wiem czy coś takiego miało miejsce. Nie jest to ważne. Ważne jest, że moja mama wierzyła w to gdy mi to opowiadała. Jakiś tydzień, dwa poźniej (mam obecnie 66 lat więc dokładnie nie pamiętam) na lekcji religii ksiądz omawiał przypadek Abrahama i Izaaka. Doznałem wstrząsu. Nie mogłem bowiem dopatrzeć się zasadniczej różnicy między historyjką wyżej przytoczoną a tym biblijnym epizodem. Do dziś nie mogę. Fakt, że dobrotliwy Bóg w ostatniej chwili powstrzymał wzniesioną rękę nic jeśli chodzi o zasadę nie zmienia. A jak już raz zacząłem myśleć i nazywać rzeczy po imieniu...
Bóg NIE ZACHOWUJE się jak rodzic. W każdym razie nie tak jak ja to rozumiem. Ja przez cały czas miałem na moje dzieci oko i starałem się przewidzieć i uprzedzić różne zagrożenia. Ja bym dziecku nie dał instrukcji, której to dziecko nie może zrozumieć bo "ma inną percepcję". Nie patrzyłbym spokojnie jak się szykuje do dotknięcia gołego przewodu pod napięciem. Twój Bóg jest złym rodzicem.

Gdyby cały znany Wszechświat zmniejszyć do rozmiarów kuli ziemskiej to sama Ziemia w tej skali byłaby tysiące razy mniejsza niż jeden atom wodoru. Czyli nawet pod mikroskopem elektronowym nie byłoby jej widać. Jest dla mnie gigantycznym nonsensem, że komukolwiek zdolnemu do stworzenia takiego ogromu zależałoby co my o nim/jej/tym myślimy. Czy Ty martwisz się tym czy bakterie na Twej stopie (okolo 10 000 000 000 - więcej niż ludzi) oddają Ci cześć? Pęknę a w coś takiego nie uwierzę.
Może i jakieś wyższe istoty istnieją/istniały. Ale Twój gniewny, mściwy i - przepraszam ale co robić - głupi bóg nie ma z nim/nią nic wspólnego.
Wiara nie jest cnotą. Staliśmy się tym czym jesteśmy dzięki "dlaczego" a nie "wierzę".
Sapere aude....
25-11-2014 09:29 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>każdy nowo przyjmowany do Hitlerjugend miał zaopiekować się zwierzątkiem. Najczęściej był to pies lub kot. Przez pół roku dbał o zwierzę, karmił, bawił się z nim. Potem dostawał rozkaz własnoręcznego zabicia psa czy kota. Miał w ten sposób pokazać, że jest gotów do wykonania każdego rozkazu wodza.

Tu, gdzie mieszkam (lubelskie), jest szkoła założona jeszcze przez filantropa Kajetana Kickiego. W czasie wojny były to koszary Hitlerjugend. Opowiadał mi znajomy, świadek tamtych czasów, że wtedy ptaki należały tu do rzadkości, bo ta hołota co jakiś czas miała w ramach "hartowania ducha", o jakim piszesz, wystrzelać je. Przeglądając internet nie udało mi się znaleźć potwierdzenia tego rodzaju praktyk, ale mieszczą się one w ramach tzw. "czarnej pedagogiki" stosowanej w systemie faszystowskiej oświaty. Ciekawe, że równie brutalne metody stosowane były w niemieckich sierocińcach do lat 70 XX w; w 80%ach były one w rękach kościelnych (katolickich i ewangelickich).

de.wikipedia.org/wiki/Schwarze_Pädagogik

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
26-11-2014 18:44 
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)
>Tu, gdzie mieszkam (lubelskie), jest szkoła założona jeszcze przez filantropa Kajetana Kickiego. W czasie wojny były to koszary Hitlerjugend. Opowiadał mi znajomy, świadek tamtych czasów, że wtedy ptaki należały tu do rzadkości, bo ta hołota co jakiś czas miała w ramach "hartowania ducha", o jakim piszesz, wystrzelać je. Przeglądając internet nie udało mi się znaleźć potwierdzenia tego rodzaju praktyk, ale mieszczą się one w ramach tzw. "czarnej pedagogiki" stosowanej w systemie faszystowskiej oświaty.

Wzmiankę na ten temat zamieścił Cezary Michalski w swoim ciekawym, aczkolwiek napisanym w duchu apologetyki chrześcijaństwa tekście "Podróż na Wschód jako Drang nach Osten" (dostępny w sieci), będącej częścią książki "Ezoteryczne źródła nazizmu". Pisze tam m.in. o "próbie kota", której poddawani byli adepci "zakonu SS", t.j. ci funkcjonariusze Sztafet, którzy aspirowali do wyższych stanowisk dowódczych. Miała ona polegać na wyjęciu kotu oczu bez zabijania go.

Zapewne autor posiłkował się jakimiś źródłami. Nie wątpię osobiście jednakowoż, a raczej może powinienem rzec iż mam przekonanie graniczące z pewnością, że podobne praktyki mają miejsce również obecnie we wszystkich liczących się jednostkach do zadań specjalnych wszystkich państw świata. Skąd takie moje przypuszczenie?...

Otóż jak wiadomo (popraw mnie, diogenesie, jeśli się mylę, Ty tu raczej wydajesz mi się być lepiej zaznajomiony z przedmiotem) problemem wielu armii była niska skuteczność bojowa żołnierzy wynikająca z ich niechęci do zabijania. Okazało się, że większość normalnych ludzi posiada pewien mechanizm (nie wiem, na ile warunkowany genetycznie a na ile wdrukowany w dzieciństwie), który powoduje, że zabicie drugiego człowieka, zwłaszcza w kontakcie bezpośrednim - za pomocą broni białej czy gołymi rękami, wywołuje potężny psychiczny opór, który może spowodować, że taki osobnik odstąpi od zabicia drugiego bądź zawaha się, co w warunkach bojowych może oznaczać śmierć.

Ten problem do jakiegoś stopnia rozwiązuje szkolenie, np. strzeleckie, w którym strzela się do tarczy z zaznaczonym konturem sylwetki człowieka. Chodzi o zaprogramowanie pewnego automatyzmu i oswojenie z "formą" zabójczej aktywności. Ale w przypadku specjalsów zadanie jest o tyle trudniejsze, że w skład ich umiejętności wchodzi m.in. umiejętność zabijania gołymi rękami. Tej umiejętności nie nabywa się wysysając z mlekiem matki i chociaż zapewne są stosowane podczas przyjęć do tego rodzaju formacji odpowiednie psychologiczne testy pozwalające na wstępną kwalifikację kandydata pod względem poziomu agresji czy wrażliwości oraz empatii, to przecież błędem byłoby chyba sądzić, że selekcja taka ma na celu wyłowienie psychopatów i stworzenie z takiego materiału oddziałów profesjonalnych, bezwzględnych zabójców (choć na pewno i tego rodzaju próby były podejmowane).

Szkolenie teoretyczne dotyczące sposobów zabijania nie może zastąpić niezbędnej w tym fachu praktyki. Trudno sobie wyobrazić, aby takową mogli ci żołnierze nabywać w społeczeństwach demokratycznych ćwicząc na żywych ludziach. Jednak bliskie doświadczenie śmierci jest doznaniem na tyle silnym i krytycznym dla kondycji psychiki ludzkiej, że bez tego rodzaju zahartowania oddział wysłany do akcji byłby z góry skazany na porażkę. Ci ludzie muszą nauczyć się zabijania dużo wcześniej.

Jak? Ano na podobnej zasadzie, na której naukowcy cały czas np. łamią kręgosłupy świnkom, badając wpływ różnych sił działających na organizmy żywe. Najprawdopodobniej odbywa się to na jakichś zwierzętach, które również są poświęcane "na ołtarzu" bezpieczeństwa narodowego. Może ukręcają karki baranom, a może "wykręcają" koty.

Jak powiedział bodajże Churchill, społeczeństwu nie wolno wyjawić dwu rzeczy: jak się robi parówki oraz wielką politykę.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
26-11-2014 20:45 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>mam przekonanie graniczące z pewnością, że podobne praktyki mają miejsce również obecnie we wszystkich liczących się jednostkach do zadań specjalnych

To fragment ćwiczeń specnazu....

(...)Później do programu można włączyć takie śmieszne ćwiczenie: złapać ciężarną kotkę, brzytwą rozciąć jej brzuch i policzyć ile miała kociąt. Żołnierz nie ma rękawiczek, kotka drapie, a jemu nikt nie pomaga. Jako "instrument chirurgiczny" pozwalają mu tylko wykorzystać tępe i na dodatek połamane ostrze do golenia.

www.sadist(*)lementy-szkolenia-vt168752.htm

>Jak powiedział bodajże Churchill, społeczeństwu nie wolno wyjawić dwu rzeczy: jak się robi parówki oraz wielką politykę.

Jasne. Wielka polityka robi parówki ze społeczeństw.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Brzostowski (7067 punktów)
>Wyjaśniam...

Są dwa opisy stworzenia świata (a nie opisy dwóch stworzeń), i jest to w każdej chyba wersji Biblii napisane wprost.

>Jestem tylko człowiekiem...
Wyjaśniam Ci tylko, jak mozna bez problemu wytłumaczyć tę rzekomą niespójność.

>To co piszesz o morderstwie jeży nieco włos na głowie...
Owszem. Ale gdy zakładasz roboczo że bóg istnieje, to właśnie musisz też założyć, że śmierć, nie jest końcem życia. Dla mnie wtedy to jest spójne. A Ty raz przykładasz bogu cechy boskie, a po chwili już nie, stąd brak spójności.
>Ale może masz i rację. Sądząc po potopie, różnych trzęsieniach ziemi, tsunami itp Bóg chyba rzeczywiście nic złego w zabijaniu nie widzi.
>Ja widzę.
Musisz zrozumieć, że Bóg wie, iż oni nie umierają. Popełniasz znów, wg mnie błąd logiczny. W jednym zdaniu piszesz - Bóg (tak jakby istniał) a po chwili piszesz o zabijaniu ludzi (przcież śmierć dla Boga to tylko "zmiana").
>Ja, inżynier i praktyk widzę, że Twój Bóg wybrał sposób upowszechnienia swego Słowa taki, który GWARANTUJE brak sukcesu...
Dlaczego tak myslisz? Chrześcijan jest ponad 2 mld i stanwią ok. 1/3 mieszkańców globu, a zaczęło się od kilku ludzi...
Nie każdy musi rozpowszechniać, nie musisz w ogóle nic robić. Bóg daje pewną ofertę - możesz ją przyjąć lub nie.

>Wiesz... aż się boję pisać dalej. Czy Ty poważnie: "To mordowanie .... służy nam do dochodzenia do wyższego poziomu człowieka"? Wystawiasz moją dyscyplinę w dyskusji na ciężką próbę.
A Ty znowu... to samo. Mordowanie jest zabijaniem, a dla Boga to nie jest zabijanie. Zrozum to, że jesli rozpatrujesz Boga, oceniasz Go, to weź pod uwagę to, że On nie zabija, On wie, że to jest tylko "zmiana", przejście z jednego życia w inne.

Cały czas popełniasz ten sam błąd logiczny: mówisz o bogu tak jak by istniał, ale nie chcesz uznać, że istnieje życie nie z tego świata, o którym ten bóg mówi.

>Mam poważne kłopoty z przyjęciem, że piszesz serio...
>A dokładnie taką instrukcję w sprawie nieskończenie ważniejszej dał ludziom Twój Bóg. Uważasz to za rozumne posunięcie, świadczące o trosce autora o czytelników? Ja nie.
Bóg dał ludziom wskazówki, ale nie instrukcje szczegółowe. To Ty sam na podstawie wskazówek masz używając własnego rozumu i wolnej woli dojść do Boga. To z Ciebie samego ma wyjść przekonanie, że zbawienie ma być Twoim celem. To Ty masz o tym zdecydować.

Gdyby Bóg dał szczegółowe instrukcje nie bylibyśmy rozumni, tylko bylibyśmy jak roboty, a bóg stworzył nas na swoje podobieństwo.

>Oczywiście, że nie znam celu Twego Boga.
Ja też nie znam, ale domyślam się, dekalog i przekaz Biblii jest dla mnie jasny. Wierzę w to i staram się tak żyć.
>Uraczę Cię na koniec autentyczną historią .... Do dziś nie mogę. Fakt, że dobrotliwy Bóg w ostatniej chwili powstrzymał wzniesioną rękę nic jeśli chodzi o zasadę nie zmienia. A jak już raz zacząłem myśleć i nazywać rzeczy po imieniu...
Ta historia, podobnie jak wiele innych zapisów w Biblii ma prawo oburzać człwoieka - Europejczyka XXI wieku. Doskonale to rozumiem. Mnie to też oburza, dziwi. Zwróć jednak uwagę, iż Biblia była pisana wieki temu (do innego czytelnika, z inną wrażliwoscią, kulturą) wielokrotnie tłumaczona, zawiera mnóstwo alegorii, niektóre rzeczy są tam naopisane wprost, niektóre nie i nie zawsze wiadomo, które to są które. Gdydby się skupiać tylko na szczegółach to można znaleźć mnóstwo sprzeczności i dziwności. Natomiast gdy skupiam się na istocie przekazu biblijnego, to jest cały czas spójny i prosty. Ja mam taki charakter, że mnie zaawsze interesowały rzeczy kluczowe, ważne, a nie szczegóły. I dla mnie wszystko jest jasne, spójne. A szczegóły znam, ale nie są dla mnie kluczowe i rozpatruje je w konteksćie czasu powstania Biblii, alegorii, itd...
>Bóg NIE ZACHOWUJE się jak rodzic...
To jest tylko pewna przenośnia. Wg mnie jest uzasadniona. Rodzic chce aby dziecko wyrosło na samodzielnego człowieka, który da sobie w życiu radę sam, do pewnego stopnia pomaga, ale nei robi za dziecko wyszystkiego. Bóg postępuje podobnie, tylko na zupełnie innym poziomie: bogu chodzi o zbawienie (życie wieczne) dlatego i doswiadczenia sa inne.
>Gdyby cały znany Wszechświat zmniejszyć...
To jest wyłącznie kwestia wiary...
>Może i jakieś wyższe istoty istnieją/istniały. Ale Twój gniewny, mściwy i - przepraszam ale co robić - głupi bóg nie ma z nim/nią nic wspólnego.
Mój Bóg nie jest głupi: dał mi prosty przekaz (dekalog + przykazanie miłości) i obietnicę, że uzyskam zbawienie gdy będę się kierował tymi wartościami, ale postawił też przede mną wyzwania (zło, niedobrych ludzi, głupich ludzi, itd...) dał rozum i wolną wolę i poweidział, że jestem trochę taki jak On (Bóg) i że mogę być zbawiony. Nie widze tu żadnej głupoty, mściwości.
Boga postrzegasz przez pryzmat wybranych fragmentów z Biblii, a nie patrzysz na całość przekazu. Jesteś jak facet, który ma przed sobą świetną kobietę (inteligentną, piękną i seksowną), ale z lupą szuka pryszczów, rozstępów, zmarszczek, które nie mają żadnego znaczenia.
>Wiara nie jest cnotą. Staliśmy się tym czym jesteśmy dzięki "dlaczego" a nie "wierzę".
To jest tylko Twoja opinia, wg mnie fałszywa, oparta na fałszywych przesłankach.

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
26-11-2014 00:49 
 Ocena 6 na 6
Wojciech Siarkiewicz (2892 punktów)
(zablokowany)
No dobra. Nie wiem co prawda po co dwa różne opisy jeden po drugim ale staram się jak mogę...
Niektóre fragmenty mego tekstu rzeczywiście pisane są przy założeniu, że Twój bóg istnieje i ma cechy, które mu przypisujesz. Robię to (może i słabo skoro nie zauważyłeś) by pokazać, że prowadzi to do sprzeczności. Bardzo popularna metoda dowodzenia, znana i stosowana od czasów starożytnych, setki lat przed Jezusem.
O "rzekomej niespójności" - ja Twego wyjaśnienia nie rozumiem. Nie pojmuję gdzie Ty widzisz logikę i konsekwencję. Raz jest mowa, że "na obraz i podobieństwo" a za chwilę, że percepcja ludzka nie jest dobra dla zrozumienia pisma. Albo - albo. Jeżeli nasza percepcja różni się od boskiej to w czym jesteśmy podobni do boga? Przecież nie fizycznie. Twój Bóg chyba nie musi jeść, wypróżniać się itd. Pozostaje tylko podobieństwo umysłowe. A tu - "inna percepcja". Tylko nie pisz mi o tym, że mamy z Bogiem (znaczy z Twoim Bogiem) wspólne pojęcie miłości. NIE MAMY. Pisałem już, że ja tak swych dzieci nie mógłbym traktować jak - według Ciebie - Twój Bóg traktuje swoje dzieci (ludzi). Co więcej - z mych obserwacji wynika, że miażdżąca większość ludzi rozumie miłość tak jak ja a nie tak jak Twój Bóg.
Co do sukcesu. Przykro mi ale Twe wyjaśnienia nie są poważne albo nie są pisane w dobrej wierze. 2000 lat i tylko 1/3 ? A w dodatku przez większość tych 2000 lat ci chrześcijanie mordowali się WZAJEMNIE, co zupełnie pomijasz. To jest sukces? Jakby moje dzieci się pożarły między sobą to bym popadł w otchłań rozpaczy i czas bym spędzał na próbach pogodzenia i zrozumienia co w przeszłości zrobiłem źle. Jak wspominałem - albo sobie żarty stroisz albo nie piszesz w dobrej wierze.
Co do Twych wywodów na temat zabijania. Ja chciałem (znów - zapewne nieudolnie) pokazać Ci, że Twe poglądy bardzo łatwo mogą prowadzić (i prowadzą...) do strasznych rzeczy. Ja bym na miejscu Twego boga do tego nie dopuścił. Dołuje mnie to szczególnie z tego powodu, że NIJAKIEGO BOGA NIE MA. Ci ludzie więc - w moich oczach - mordują sie w imię - przepraszam ale tak to czuję - bzdur.
Po co Bóg dał wskazówki (pomijam już fakt, że dość późno, tylko 2000 lat temu) jeśli trudno je zrozumieć? Dla mnie to jest działanie GŁUPIE. Czy używanie Internetu czyni z Ciebie robota? A przecież Internet działa tylko dlatego, że bardzo dużo ludzi włożyło bardzo dużo pracy by "wskazówki" (protokoły internetowe jak TCP, UDP i mnóstwo innych) były wszędzie rozumiane TAK SAMO. Twój Bóg sobie tego trudu nie zadał. To znaczy gdyby istniał...
Wciąż szermujesz słowem "podobieństwo". Przecież to nonsens w świetle wspołczesnej wiedzy. W czym niby my, istoty żyjące w świecie trójwymiarowym możemy mieć wspólnego z umysłem, który np jest sobie w stanie (jeśli istnieje co jak wiadomo jest wątpliwe - zmuszasz mnie do przytaczania wciąż tej klauzuli) wyobrazić n-wymiarowy świat (skoro go stworzył). Spróbuj sobie wyobrazić dla przykładu czterowymiarowy odpowiednik sześcianu. Jest to twór, który ma osiem ścian a każda z nich jest normalnym trójwymiarowym sześcianem. Z mego osobistego doświadczenia wynika, że ludzie pod tym względem dzielą się na dwie klasy. Ci, którzy nie są w stanie sobie tego wyobrazić i ci, którzy w ogóle nie rozumieją o co chodzi. Jeśli Ty nie zaliczasz się do żadnej z tych klas to szczere gratulacje.
A dalej mamy więcej wymiarów przestrzennych. Gdzieś z zakątków pamięci wyczesuje mi się tekst, w którym rozważany był model "sposobu istnienia" cząstek elementarnych, który miał 24 wymiary przestrzenne. Nie myl tylko tego, że rozumiesz formalizmy matematyczne, którymi się posługujemy. To nie to samo co "zobaczenie".

O sposobie okazywania miłości już pisałem. Mój (i większości znanym mi ludzi) jest zupełnie różny od sposobu Twego Boga (o ile by istniał, szczęśliwie nie).

<Bóg dał ludziom wskazówki, ale nie instrukcje szczegółowe. To Ty sam na podstawie wskazówek masz używając własnego rozumu i wolnej woli dojść do Boga.>. No właśnie! Ludzie używają swego rozumu, który otrzymali od Twego Boga (o ile istnieje) i dochodzą do bardzo różnych wniosków co widać i w historii i współcześnie. Widać Twój Bóg (o ile istnieje) nie przewidział możliwości tak różnych interpretacji.
Cieszę się, że dla Ciebie przekaz jest jasny. Ale czemu dla mnie nie? Dlaczego Twój Bóg (o ile istnieje) dał mi taki krytyczny umysł? Bo dla mnie przekaz daleki jest od jasności , delikatnie mówiąc.

< >Gdyby cały znany Wszechświat zmniejszyć...
To jest wyłącznie kwestia wiary...>
Jeśli powyższe potraktować serio to znaczy, że podważasz całą wspólczesną naukę. Kwestia istnienia miliardów galaktyk z miliardami gwiazd NIE JEST KWESTIĄ WIARY. Na istnienie tego wszystkiego wskazuje TA SAMA nauka dzięki, której możemy dzielić się swymi przemyśleniami.
Dzięki czemu i komu latamy dziś nad oceanami, możemy sobie pogadać, ja tu Ty tam itd? Dzięki wierze czy wątpliwościom? Np kiedyś ktoś zadał sobie pytanie: "dlaczego niby magnes przyciąga żelazo a miedzi nie?" Co tu daje wiara? Naprawdę tego nie widzisz? Czy z Bibli da się wywnioskować jak zrobić MRI? Na przykład?
Nie spodziewałem się, że możesz podważać rzeczy tak oczywiste, dotykalne, z których i Ty i twoi bliscy korzystają na codzień.
No nic. Pogadali.
Pozdrowienia
Wojtek
26-11-2014 19:49 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>No dobra. Nie wiem co prawda po co dwa różne opisy jeden po drugim ale staram się jak mogę...
Dwa różne opisy tego samego zdarzenia bywają... nic to takiego szczególnego
>Niektóre fragmenty mego tekstu rzeczywiście pisane są przy założeniu, że Twój bóg istnieje i ma cechy, które mu przypisujesz. Robię to (może i słabo skoro nie zauważyłeś) by pokazać, że prowadzi to do sprzeczności. Bardzo popularna metoda dowodzenia, znana i stosowana od czasów starożytnych, setki lat przed Jezusem.
Metoda owszem znana, ale Ty jej nie stosujesz. Metoda ta polega bowiem na przyjęciu określonych założeń i wnioskowaniu na ich podstawie (ale spójnym i logicznym) i dopiero gdy wnioski są przeciwne założeniom metoda "działa", wykazując sprzeczność założeń. Ty tymczasem czynisz założenia i się ich nie trzymasz już na początku wnioskowania, tak jak byś już wiedział z góry, że są fałszywe.
To jest właśnie ten błąd, który popełniasz, z resztą nie tylko Ty.

Na naszym przykładzie:

1. Jeśli zakładasz na wstępie, że istnieje bóg, to też musisz założyć jakieś jego cechy: np miłosierdzie i to że istnieje życie niefizyczne, itd... lub co tam chcesz założyć.
2. Z tych założeń teraz wyprowadzaj wnioski, jakie chcesz, ale spójnie, a nie wybiórczo.
3. I Ty z nich oraz zapisów w Biblii wyciągasz wniosek o tym, że bóg nie widzi nic złego w zabijaniu ludzi.
I jest to właśnie błąd który popełniasz, ponieważ wniosek jest nieuprawniony - bo istnieje życie pozaziemskie (z założeń), a więc nie ma mowy o zabijaniu, ewentualnie tylko o "zabijaniu" (przejściu z tego świata do innego).

Prowadzisz takie wnioskowanie:

1. Zakładasz na wstępie, że istnieje bóg, miłosierny, istnieje życie niefizyczne, itd...
2. Z tych założeń od razu eliminujesz że istnieje życie niefizyczne i wnioskujesz, że
3. Bóg nie widzi nic złego w zabijaniu ludzi.

>O "rzekomej niespójności" - ja Twego wyjaśnienia nie rozumiem. Nie pojmuję gdzie Ty widzisz logikę i konsekwencję. Raz jest mowa, że "na obraz i podobieństwo" a za chwilę, że percepcja ludzka nie jest dobra dla zrozumienia pisma. Albo - albo...
Na obraz i podobieństwo oznacza że są też różnice, nie tylko podobieństwa, to chyba logiczne. Nie ma żadnego albo - albo, dlaczego ma być? Przecież zakres podobieństwa nie dotyczy tylko percepcji. Skąd wiesz że zakres podobieństwa musi dotyczyć percepcji? Poza tym podobieństwo nie oznacza że daną cechę musimy mieć dokładnie taką jak bóg (np pojęcie miłości). Podobne nie oznacza takie same.Poza tym to tzw. podobieństwo jest dość dobrze znane w teologii i nie trzeba tutaj abyś tworzył nowe swoje wyobrażenia na ten temat (możesz oczywiście, ale wtedy dyskusja jest o czymś innym).

Podobieństwo to dotyczy: posiadania nieśmiertelnej duszy, zdolności poznawczych i zdolności do miłości, dążenia do prawdy i miłości oraz posiadania wolnej woli.

Nie oznacza to, że którąkolwiek z tych cech posiadamy w stopniu takim samym jak bóg.

>Co do sukcesu. Przykro mi ale Twe wyjaśnienia nie są poważne albo nie są pisane w dobrej wierze...
Ocena, co jest sukcesem a co nie, jest subiektywna. Nie wiem dlaczego przypisujesz mi złą wolę. Ja uważam, że to jest sukces, mimo wielu problemów.

>Co do Twych wywodów na temat zabijania. Ja chciałem (znów - zapewne nieudolnie) pokazać Ci, że Twe poglądy bardzo łatwo mogą prowadzić (i prowadzą...) do strasznych rzeczy...
No i znowu, ten sam błąd logiczny. Zabijanie dla wierzących nie jest zabijaniem, tylko przejściem do innego świata. Rozumiem jednak Twoje stanowisko, dla ateisty tak to wygląda. Posatraj się przynajmniej zrozumieć stanowisko moje, które tutaj prezentowałem. Dla wierzacego "śmierć" fizyczna nie jest śmiercią (końcem) tylko elementem życia. Co prawda sam moment tego "przejścia" jest z pewnością dramatyczny, bo fizyczności ciała nie oszukasz łatwo, ale to jednak tylko przejście.

Nie oznacza to, że ja nie potępiam przemocy, zabijania itd...

>Po co Bóg dał wskazówki (pomijam już fakt, że dość późno, tylko 2000 lat temu) jeśli trudno je zrozumieć? Dla mnie to jest działanie GŁUPIE. Czy używanie Internetu czyni z Ciebie robota? A przecież Internet działa tylko dlatego, że bardzo dużo ludzi włożyło bardzo dużo pracy by "wskazówki" (protokoły internetowe jak TCP, UDP i mnóstwo innych) były wszędzie rozumiane TAK SAMO. Twój Bóg sobie tego trudu nie zadał. To znaczy gdyby istniał...
Trochę to jednak inne wskazówki niż protokół internetowy. Człowiek ma wolną wolę, szczególłowe instrukcje dla człowieka pozbawiałyby go wolnej woli, a tego bóg, jak widać nie chce.
>Wciąż szermujesz słowem "podobieństwo".
Wyjaśniłem co w teologii rozumiane jest przez podobieństwo, Ty tworzysz jakieś własne podobieństwa.
>Cieszę się, że dla Ciebie przekaz jest jasny. Ale czemu dla mnie nie? Dlaczego Twój Bóg (o ile istnieje) dał mi taki krytyczny umysł? Bo dla mnie przekaz daleki jest od jasności , delikatnie mówiąc.
Są ludzie dla których jest jasny, sa tacy dla których nie. Krytyczny umysł nie ma tutaj nic do rzeczy, mój też jest krytyczny.
Trzeba się starać rozumieć, nie każdy jest w stanie to zrozumieć. Gdy skupiasz się na szczegółach może tak być, ja skupiam się na generaliach i u mnie jest OK.
>< >Gdyby cały znany Wszechświat zmniejszyć...
>To jest wyłącznie kwestia wiary...>Jeśli powyższe potraktować serio to znaczy, że podważasz całą wspólczesną naukę...
Nie wiem teraz o czym w ogóle piszesz. Przecież to Ty napisałeś, że:

>Gdyby cały znany Wszechświat... Pęknę a w coś takiego nie uwierzę.
Właśnie, to kwestia wiary... odniosleś się przecież tutaj do boga.
Ja nie neguję żadnych odkryć naukowych.

>Nie spodziewałem się, że możesz podważać rzeczy tak oczywiste, dotykalne, z których i Ty i twoi bliscy korzystają na codzień.
Ja tego nie podważam, mam wrażenie, że nie zrozumiałeś wypowiedzi.Moje "kwestia wiary" odnosiło się do Twego "w coś takiego nie uwierzę".
>No nic. Pogadali.
Mam wrażenie, że to ja powinienem użyć takiego właśnie zwrotu.
pozdrawiam

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
27-11-2014 06:51 
 Ocena 3 na 3
Wojciech Siarkiewicz (2892 punktów)
(zablokowany)
Wygląda na to, że będę musiał napisać solidny tekst, który tu się nie zmieści. Mój adres do dyskusji: moc.liamtoh@123ytnelaw.
Tu tylko krótko wyjaśnię, że wydaje mi się trochę naiwne przekonanie, że stwórcy (ewentualnemu) tak gigantycznego Kosmosu może zależeć na hołdach, modłach czy pieniach pod swym adresem. My, w skali kosmicznej jesteśmy mniejsi niż kwarki dla nas a nasz czas życia w najlepszym razie mierzony jest w sekundach a nie minutach nawet. W to nie mogę uwierzyć, w ten wymóg (nie będziesz miał bogów cudzych itd). Tego dotyczyło "pęknę a nie uwierzę...".
Wszytkiego.
Wojtek
27-11-2014 16:17 
 Ocena 10 na 10
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Są dwa opisy stworzenia świata (a nie opisy dwóch stworzeń), i jest to w każdej chyba wersji Biblii napisane wprost.

Nieprawda. To nie są dwa opisy tego samego aktu stworzenia świata.
W Starym Testamencie są dwa opisy dwóch różnych aktów stwarzania świata. Wyraźnie widoczne jest, że mamy do czynienia z dwoma początkami świata, z dwiema odmiennymi kosmogoniami.
W żadnym miejscu Biblii nie jest również napisane ani wprost, ani nie-wprost - jak to bezpodstawnie sugerujesz - że na pierwszych dwóch stronicach znajdują się dwa opisy tego samego wydarzenia.

Z pierwszych dwóch rozdziałów Księgi Rodzaju wynika jednoznacznie, że Bóg stwarzał świat dwa razy - nie jeden raz, lecz dwa razy. Ledwo dokończył pierwszy akt stwarzania świata - trwającego łącznie z odpoczynkiem jedynie siedem dni - natychmiast przystąpił do drugiego aktu twórczego.
To, co napisałem powyżej jest oczywiste dla każdego, kto czytając Biblię kieruje się zdrowym rozsądkiem, ma odwagę rozumieć to, co jest w niej napisane, a na dodatek potrafi odtrącić narzucone przez Kościół ograniczenia (o ile takowe posiada). Jak rozumiem, Ty do takich osób się nie zaliczasz.

Wojciech Siarkiewicz miał zatem rację pisząc, że "bóg dwa razy stworzył kobietę", na potwierdzenie czego w kolejnej wypowiedzi przytoczył odpowiednie fragmenty z Księgi Rodzaju.
Jemu wmówiłeś, że mamy do czynienia z dwoma opisami tego samego aktu twórczego, a on to uznał. Mnie tego nie wmówisz.

Każdy z dwóch opisów stworzenia świata ma innego autora. Są to oczywiście autorzy anonimowi. Autora pierwszego opisu (od Rdz 1, 1 do 2, 4a) określa się mianem Kapłana (P od angielskiego słowa priest = kapłan). Autorem drugiego opisu (od Rdz 2, 4b do 2, 25) jest natomiast Jahwista (J).
Żeby było ciekawiej, Jahwista tworzył kilka wieków wcześniej od Kapłana - odpowiednio tworzyli oni w X i VI wieku p.n.e. W jedną całość ich opowiadania zostały połączone w V w. p.n.e. i wtedy tekst późniejszy, czyli tekst Kapłana znalazł się przed chronologicznie wcześniejszym tekstem Jahwisty.

Przeczytaj jeszcze raz dwa pierwsze rozdziały Genesis i staraj się zrozumieć to, co napisałem powyżej. Aby Ci to ułatwić, wypiszę w największym skrócie podstawowe różnice (czyli niezgodności) pomiędzy tymi opisami.

(1). Różnica podstawowa: kolejność aktów twórczych Boga.
Odnosząc to wyłącznie do kolejności stwarzania roślin i istot żywych należy stwierdzić, iż w pierwszym akcie tworzenia Bóg stworzył najpierw trawy i drzewa, później istoty żywe w wodach, później ptaki, następnie bydło, płazy i dzikie zwierzęta, na koniec zaś jednocześnie stworzył parę ludzi: mężczyznę i kobietę.
Natomiast w drugim akcie tworzenia Pan Bóg ulepił najpierw mężczyznę, później zasadził ogród w Edenie, a w nim drzewa, później ulepił dzikie zwierzęta i ptaki, a dopiero na końcu uśpił mężczyznę i z jego żebra stworzył kobietę.

Tych różnic jest oczywiście znacznie więcej. Ja przytoczyłem tylko pewną ich część.
Trudno ich nie dostrzegać. Świadczą niezbicie, że mamy do czynienia z dwoma różnymi aktami twórczymi, a nie z dwoma opisami tego samego wydarzenia.

(2). Różnice w imionach Boga.
Kapłan, autor pierwszej opowieści o stworzeniu świata, nazywa boga-stwórcę imieniem "Elohim", natomiast Jahwista, autor drugiej opowieści, nadaje mu imię "Jahweh" ("Jahwe"). W polskich wydaniach Księgi Rodzaju słowo "Elohim" tłumaczone jest jako "Bóg", zaś słowo "Jahwe" - jako "Pan Bóg".
Widać wyraźnie, w którym miejscu Pan Bóg zastępuje Boga. To werset Rdz 2, 4brozpoczynqjący opowieść Jahwisty. Od tej chwili aż do Rdz 2, 25 będzie już tylko Pan Bóg, a jeszcze w Rdz 2, 3 i w wersetach wcześniejszych był Bóg.

(3). Różnice w sposobie tworzenia.
W pierwszym akcie tworzenia Bóg (Elohim) postępuje następująco: najpierw wyraża swoje życzenie ("Niech się stanie..."), a następnie tworzy ("I stworzył Bóg..."). Autor (Kapłan) używa słowa bara = tworzyć z niczego.
W drugim akcie tworzenia Pan Bóg (Jahweh) "lepi" człowieka i zwierzęta, tak jak garncarz, który lepi garnki z gliny. Autor (Jahwista) używa słowa jacar = lepić (nie używa słowa bara - pojęcie tworzenia z niczego jest mu obce).


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
27-11-2014 17:33 
 Ocena-1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)

Niemożliwe jest dwukrotne stworzenie świata, bez unicestwienia pomiędzy (a o tym nic nie piszą). Skoro kto inny je faktycznie pisał, to dość logiczne jest, że napisał je inaczej, mogą być zatem one różniące się.

Twój cały wywód jest zupełnie nielogiczny. W Biblii są też różne opisy działalności Jezusa, czy to znaczy, że skoro różnią się, było dwóch Jezusów?

Dla mnie jest oczywiste, że świat został stworzony 1 raz i są 2 tego opisy. Jest to rzecz jasna w badaniach nad Biblią, nie wiem skąd przszło Ci do głowy że mogłyby być dwa stworzenia świata.

Wszędzie, także w Biblii posługujemy się zwrotem: drugi opis stworzenia świata, a nie "drugie stworzenie świata".

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
27-11-2014 17:46 
 Ocena 5 na 5
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)
>Niemożliwe jest dwukrotne stworzenie świata, bez unicestwienia pomiędzy (a o tym nic nie piszą). Skoro kto inny je faktycznie pisał, to dość logiczne jest, że napisał je inaczej, mogą być zatem one różniące się.

A ja myslalem, ze duch swiety dyktowal. Czyli co? Raz podyktowal z zebrem a raz bez zebra? Rozumiem, ze mozna zapomniec o jednym czy drugim detalu (duch swiety mial wtedy duzo meetingow - wszak musial wielu ludziom dyktowac przekaz szefa). Ale zeby raz o glinie a drugi bez gliny? Bog widzi, ze ja onanizuje sie pod koldra a nie widzial, ze jego podwladny (a tak w sumie to on sam) odpierdziela fuszerke podczas wykonywania najwazniejszego zadania swiata?????
28-11-2014 20:14 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Dla mnie jest oczywiste, że świat został stworzony 1 raz i są 2 tego opisy.
> Jest to rzecz jasna w badaniach nad Biblią, nie wiem skąd przszło
> Ci do głowy że mogłyby być dwa stworzenia świata.

Hm. A mnie bardziej interesuje postulowane przez religię chrześcijańską pochodzenie wszystkich ludzi od pierwszych rodziców.
Zastanawiałeś się, czy tak jest faktycznie?

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
28-11-2014 22:41 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
28-11-2014 21:04 
 Ocena 2 na 2
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
> W Biblii są też różne opisy działalności Jezusa, czy to znaczy, że skoro różnią się, było dwóch Jezusów?

Wręcz przeciwnie, to znaczy że nie było ani jednego.
29-11-2014 17:41 
 Ocena 11 na 11
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Niemożliwe jest dwukrotne stworzenie świata, bez unicestwienia pomiędzy (a o tym nic nie piszą).

Zapewniam Cię, że możliwe jest dwukrotne stworzenie świata bez unicestwiania i z unicestwianiem. Jak sobie tylko zażyczysz. W bajkach wszystko jest przecież możliwe.
Te dwa opisy, o których dyskutujemy, są wyłącznie bajkami - i niczym więcej.
Ty możesz je oczywiście traktować jako opis wydarzenia, które rzeczywiście zaistniało. Bo taka jest Twoja wiara. Ty traktujesz to poważnie, ja się uśmiecham.

Pisząc o dwóch różnych aktach twórczych (dwóch kosmogoniach, dwóch początkach świata) miałem na celu wykazanie kolosalnych różnic, które między nimi występują. Te różnice - a tak naprawdę sprzeczności - w dość dużym skrócie przedstawiłem w swojej wypowiedzi. Ty pominąłeś to milczeniem, a moją wypowiedź - i jeden z użytych w niej terminów - potraktowałeś zbyt dosłownie.
Wskazując te różnice w dwóch pierwszych rozdziałach Genesis zasygnalizowałem problem ogromu różnic i sprzeczności występujących w całej Biblii, zarówno w Starym jak i w Nowym Testamencie.

Przedstawiając różnice w opisie stworzenia świata chciałem również zwrócić Twoją uwagę na rzecz następującą.
Muszę teraz przyjąć, że świat został stworzony przez Boga. Ty nic przyjmować nie musisz - dla Ciebie to pewnik. Jednakże znajdujące się w dwóch pierwszych rozdziałach Księgi Rodzaju dwa opisy stworzenia świata przez Boga znacznie się miedzy sobą różnią. W poprzedniej wypowiedzi wykazałem, że różnice te są bardzo duże, wręcz fundamentalne. "Biblijny świat" mógł zostać stworzony albo tak, jak w pierwszym opisie, albo tak, jak w drugim. Innej możliwości nie ma. Dwa różne opisy równocześnie prawdziwe być nie mogą. A zatem tylko jeden z tych opisów jest prawdziwy, a drugi fałszywy. Albo też oba są fałszywe.
Skoro mamy dwa znacznie różniące się między sobą opisy, to widocznie przedstawiają one nie jeden, lecz dwa różne początki świata, dwa boskie akty twórcze. Nie ja pierwszy, nie ja ostatni tak napisałem. Ty takie stwierdzenie negujesz, ja uważam, że to tylko niewielkie, celowe przejaskrawienie.

Skoro różnice w opisie jednego wydarzenia - i to tak duże - można znaleźć już na początku Biblii, to przecież mogą się one znajdować w wielu innych jej miejscach. I być może są jeszcze większe niż te, o których piszemy.
Ten wniosek jest prawidłowy. Doskonale o tym wiesz, że takich różnic i sprzeczności jest w Biblii dużo, bardzo dużo. I większych, i mniejszych. Pewnej ich części nie da się ze sobą pogodzić.
Czy wobec tego można z absolutną pewnością odpowiedzieć, który z dwóch (trzech) sprzecznych ze sobą opisów tego samego wydarzenia jest prawdziwy, a który na to miano nie zasługuje, gdyż jest fikcją, nieprawdą, zafałszowaniem? To pytanie można w Biblii stawiać wiele razy. I co bardzo ważne - dotyczy ono również Nowego Testamentu.

A przecież Biblia jest określana mianem Pisma Świętego. Uważana jest za dzieło natchnione, zawierające objawione i nieomylne słowo Boże.
Które jest to nieomylne słowo Boże? Czy to przedstawiające faktyczny przebieg wydarzeń, czy też to, które jest wyłącznie literacką fikcją, bajką?
Dlaczego Bóg, który spowodował powstanie Biblii, nie potrafił zadbać o to, by była ona wolna od fikcji literackich? Miał z tym kłopoty, nie potrafił tego uczynić?
I ostatnie pytanie: czy wobec powyższego Biblia jest Pismem Świętym, czy zawiera nieomylne objawione słowo Boże?

Mam nadzieję, że teraz rozumiesz, dlaczego użyłem zwrotów: "dwa różne akty twórcze" i "dwa początki świata".


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
29-11-2014 17:44 
 Ocena 10 na 10
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Twój cały wywód jest zupełnie nielogiczny. W Biblii są też różne opisy działalności Jezusa, czy to znaczy, że skoro różnią się, było dwóch Jezusów?

Porównujesz dwie rzeczy, których porównywać nie należy.
Z jednej strony stawiasz sprzeczne z sobą dwa bajkowe opisy stworzenia świata przez Boga, z drugiej zaś różnice, niejednokrotnie bardzo duże, występujące pomiędzy czterema ewangeliami (m.in.) w opisie wydarzeń dotyczących Jezusa.

Nie potrafię tych drugich różnic scharakteryzować w kilku zdaniach. Wydaje mi się to niewykonalne. Moim zdaniem nie świadczą jednak o tym, że dwa tysiące lat temu istniało dwóch lub więcej Jezusów, którzy łącznie stanowili pierwowzór dla Jezusa biblijnego. Bez wątpienia świadczą jednak o tym, że historycznemu Jezusowi przypisano w Nowym Testamencie kilka różniących się wzajemnie twarzy. Ta pierwsza, to twarz Jezusa z Ewangelii Jana - twarz najmniej zgodna z twarzą historycznego Jezusa. Na przeciwległym biegunie jest twarz Jezusa z ewangelii synoptycznych - to twarz bliska tej autentycznej. W środku zaś mamy jeszcze dwie twarze Jezusa - twarz z listów Pawła i twarz z Dziejów Apostolskich.
Według Ciebie w Nowym Testamencie jest tylko Jeden Jezus. Według mnie tych Jezusów jest pięciu. Bo oprócz tych czterech, o których wspomniałem wyżej, jest jeszcze ten piąty. To Jezus prawdziwy. Jego też można znaleźć w Nowym Testamencie. Ale trzeba umieć szukać.
Ale to już jest temat na odrębną dyskusję.

>Wszędzie, także w Biblii posługujemy się zwrotem: drugi opis stworzenia świata, a nie "drugie stworzenie świata".

(1) Wziąłem do ręki dwie książki.
Pierwsza z nich to wspaniała Biblia w reku ateisty autorstwa Heleny Eilstein. Autorka w kilku miejscach na wielu stronicach porusza temat biblijnego stworzenia świata, rozróżnia teksty Kapłana i Jahwisty oraz zauważa, iż pomiędzy nimi "zachodzi jaskrawa sprzeczność, zarówno na poziomie opisywanych «faktów», jak i co do ogólnej koncepcji natury Człowieka, jego relacji do bóstwa i do przyrody" (s. 69).
Druga to równie znakomita praca Artura Sandauera zatytułowana Bóg, Szatan, Mesjasz i .... Starotestamentowym opisom stworzenia świata autor poświęca odrębny rozdział zatytułowany "Dwa początki świata" (s. 219-223). W treści rozdziału autor pisze o dwóch niezależnych kosmogoniach Kapłana i Jahwisty oraz wskazuje szereg różnic między nimi.
Jak widzisz pisząc o "dwóch różnych aktach twórczych" nie odbiegłem od tego, co piszą wymienieni powyżej autorzy.

(2) Wskaz miejsce w Biblii, w którym występuje zwrot "drugi opis stworzenia świata".


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
27-11-2014 16:18 
 Ocena 10 na 10
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>Wiesz... aż się boję pisać dalej. Czy Ty poważnie: "To mordowanie .... służy nam do dochodzenia do wyższego poziomu człowieka"? Wystawiasz moją dyscyplinę w dyskusji na ciężką próbę.
>A Ty znowu... to samo. Mordowanie jest zabijaniem, a dla Boga to nie jest zabijanie. Zrozum to, że jeśli rozpatrujesz Boga, oceniasz Go, to weź pod uwagę to, że On nie zabija, On wie, że to jest tylko "zmiana", przejście z jednego życia w inne.

A cóż Ty tu wypisujesz. Jesteś niekonsekwentny. Sam sobie przeczysz, wypisujesz to, co w danej chwili Ci odpowiada. Przecież w innych wypowiedziach, np. w tej, pisałeś, że "Bóg jest dla nas niezrozumiały". A skoro jest dla nas niezrozumiały, to my nie wiemy, co on myśli i nie rozumiemy jego słów i czynów. Co najwyżej możemy próbować jakoś je interpretować. Możemy się tylko domyślać znaczenia jego słów i czynów, ale pewności, czy dobrze go rozumiemy, nigdy mieć nie będziemy. Przecież "bóg jest dla nas niezrozumiały". Nie mamy więc najmniejszych szans na zrozumienie go.

A teraz nagle wiesz, czym dla Boga jest zabijanie. Wiesz, że zabijanie nie jest dla niego zabijaniem. Że to dla niego tylko jakaś drobna "zmiana" (to Twoje słowo), jakiś być może nic nie znaczący incydent, drobiazg jakiś.

A zatem, gdy Bóg sprowadził ziemię potop, w wyniku którego wyginęła cała ludzkość, za wyjątkiem Noego i jego rodziny, to nie należy tego nazwać zabijaniem. Bo to tylko taka "zmiana" była, przejście do lepszego świata wszystkich tych ludzi, którzy się potopili. Nigdy bym nawet nie przypuszczał, że potop był tak wspaniałym dziełem Boga.

Nie można również nazwać zabijaniem tego, jak dobry Bóg "zesłał na Izrael zarazę, od której padło z Izraela siedemdziesiąt tysięcy mężów" (1 Krn 21, 14), a to tylko dlatego, że król Dawid odważył się sporządzić spis ludności. To też nie było zabijanie, to tylko taka "zmiana" była.
Zresztą Bóg nie sam zadecydował o rodzaju kary, jaka za ten czyn Dawida (jakże podły!) miała spaść na ludność Izraela. Bóg dał Dawidowi możliwość wyboru. Mógł na przykład Dawid wybrać trzy lata głodu. I Dawid zadecydował - "w wielkiej rozterce" (1 Krn 21, 13) wybrał zarazę. Męska decyzja!

Księga Izajasza też opisuje taką drobną "zmianę". W rozdziale 37. jest mowa o tym, jak anioł Pański - zgodnie z decyzją Boga - "pozbawił życia w obozie asyryjskim sto osiemdziesiąt pięć tysięcy mężów" (Iz 37, 36). A uczyni to tak wspaniale, że "następnego dnia rano wszyscy byli nieżywi, same trupy" (jw.). To też tylko taka "zmiana" była, żadne zabijanie.

Podobnych przykładów jest w ST dużo, nawet bardzo dużo. Ale szkoda czasu na dalsze ich wymienianie. To przecież tylko takie "zmiany" były.

Jedno tylko nie daje mi spokoju. To mianowicie, że w opisach tych wszystkich wydarzeń, o których piszę (tych trzech powyżej i wielu, wielu innych), nie znalazłem żadnej informacji, że nie chodzi tu o jakieś zabijanie, że to tylko takie zmiany, drobne nic nie znaczące zmiany. Czyżby bóg zapomniał o tym poinformować? Raczej nie, bo z opisu wydarzeń wynika, że nie chodziło mu o jakieś zmiany.

>Cały czas popełniasz ten sam błąd logiczny: mówisz o bogu tak jak by istniał,

No właśnie. Piszemy o Bogu tak, jakby rzeczywiście istniał.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
27-11-2014 17:18 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> w opisach tych wszystkich wydarzeń, o których piszę (tych
> trzech powyżej i wielu, wielu innych), nie znalazłem żadnej
> informacji, że nie chodzi tu o jakieś zabijanie,
> że to tylko takie zmiany, drobne nic nie znaczące zmiany.
> Czyżby bóg zapomniał o tym poinformować?

Nie zapomniał. Tak miało być z założenia, że ludzie mieli bać się Boga i przez to żywić szacunek do jego kapłanów. Kapłani całkiem dobrze na tym korzystali.
Po latach Brzostowski jedynie rozpaczliwie szuka wytłumaczeń, bo trudno mu spojrzeć prawdzie w oczy: zamordyzm był w tamtych czasach narzędziem tak władzy doczesnej, jak i religijnej i nikt nie cackał się z jakimś miłosierdziem, "przejściem z jednego życia w inne".
Tonący brzydko się chwyta pewnie dlatego, że nie jest gotowy na poznanie prawdy.

Dlatego musi ją całe życie upiększać o woalki.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Brzostowski (7067 punktów)
>A cóż Ty tu wypisujesz. Jesteś niekonsekwentny. Sam sobie przeczysz, wypisujesz to, co w danej chwili Ci odpowiada. Przecież w innych wypowiedziach, np. w tej, pisałeś, że "Bóg jest dla nas niezrozumiały". A skoro jest dla nas niezrozumiały, to my nie wiemy, co on myśli i nie rozumiemy jego słów i czynów...
Andrzeju... wyjaśniam:

to że Bóg nie jest dla nas zrozumiały (jest niepojęty), nie oznacza, iż nie możemy NICZEGO zrozumieć z tego co On rozumie.

Ale w jednym masz rację, tylko się domyślam.

>A teraz nagle wiesz, czym dla Boga jest zabijanie. Wiesz, że zabijanie nie jest dla niego zabijaniem. Że to dla niego tylko jakaś drobna "zmiana" (to Twoje słowo), jakiś być może nic nie znaczący incydent, drobiazg jakiś.

To akurat wynika z prostej logiki: skoro bóg WIE (bo to przecie nam objawione), że istnieje życie pozafizyczne, to zabicie człowieka na Ziemi nie jest końcem jego faktycznego życia. Czego Ty tutaj nie rozumiesz?

>A zatem, gdy Bóg sprowadził ziemię potop, w wyniku którego wyginęła cała ludzkość, za wyjątkiem Noego i jego rodziny, to nie należy tego nazwać zabijaniem. Bo to tylko taka "zmiana" była, przejście do lepszego świata wszystkich tych ludzi, którzy się potopili. Nigdy bym nawet nie przypuszczał, że potop był tak wspaniałym dziełem Boga.
Cholera wie czy poszli do lepszego świata, ale gdzieś poszli... w Biblii znajdziesz odpowiedź.

>Nie można również nazwać zabijaniem tego...

Możesz z Biblii wyjąć każdy zapis, który Ci nie odpowiada i się nad nim znęcać... Twoje prawo.
Biblia raz jest dosłowna, a raz nie, pisana w innym momencie rozwoju cywlizacji, ale Ty możesz wyciągać to co Ci pasuje to obrazu świata i oceniać wg dzisiejszych standardów. Pomijajac zupełnie to co dla mnie jest kluczowe: glówny przekaz Biblii.

A ja mam prawo skupiać się na tym głównym przekazie.

Nie ignoruję tego co piszesz, ale mnie to zupełnie nie wzrusza, zrzucam to na karb niezrozumienia Boga i innej kultury ówczesnej, oraz wielu lat przekładów, itd..

>>Cały czas popełniasz ten sam błąd logiczny: mówisz o bogu tak jak by istniał,
>No właśnie. Piszemy o Bogu tak, jakby rzeczywiście istniał.

Skoro tak, musisz przyjąć wszyskie jego cechy, a nie wybrane.


Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
29-11-2014 17:47 
 Ocena 14 na 14
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>A cóż Ty tu wypisujesz. Jesteś niekonsekwentny. Sam sobie przeczysz, wypisujesz to, co w danej chwili Ci odpowiada. Przecież w innych wypowiedziach, np. w tej, pisałeś, że "Bóg jest dla nas niezrozumiały". A skoro jest dla nas niezrozumiały, to my nie wiemy, co on myśli i nie rozumiemy jego słów i czynów...
>Andrzeju... wyjaśniam: to że Bóg nie jest dla nas zrozumiały (jest niepojęty), nie oznacza, iż nie możemy NICZEGO zrozumieć z tego co On rozumie.

Piszemy do siebie w języku polskim. A w tym języku słowo "niezrozumiały" oznacza:
1. taki, którego nie można zrozumieć;
2. niedający się wytłumaczyć.

>Ale w jednym masz rację, tylko się domyślam.

Miło mi, że przyznajesz mi rację. Dziwię się tylko, że czynisz to tak rzadko.
Twoje domyślanie się jest jednak nieskuteczne, daremne. Nie jesteś w stanie Boga zrozumieć, choćbyś nie wiem jak się starał, przecież - jak sam twierdzisz - on jest dla nas niezrozumiały.

>>A teraz nagle wiesz, czym dla Boga jest zabijanie. Wiesz, że zabijanie nie jest dla niego zabijaniem. Że to dla niego tylko jakaś drobna "zmiana" (to Twoje słowo), jakiś być może nic nie znaczący incydent, drobiazg jakiś.
>To akurat wynika z prostej logiki: skoro bóg WIE (bo to przecie nam objawione), że istnieje życie pozafizyczne, to zabicie człowieka na Ziemi nie jest końcem jego faktycznego życia. Czego Ty tutaj nie rozumiesz?

Nie wydaje mi się, bym tu czegoś nie rozumiał. Rozumiem na przykład, że rozpoczynasz właśnie wykonywanie przeróżnych ekwilibrystycznych wygibasów, byle tylko usprawiedliwić swojego Boga.
Wiem również, że i Ty doskonale rozumiesz to, co piszę.
Dano Ci do ręki Biblię, Stary i Nowy Testament, w którym m.in. opisane są przeróżne czyny Twojego Boga. Ty doskonale wiesz, że znaczna część tych boskich dokonań, to czyny okrutne, to ludobójstwa ociekające krwią tysięcy ludzi, w tym krwią dzieci, kobiet i starców.
Ale Ty w tego Boga wierzysz i ufasz mu, bo wiarę w niego Ci przekazano, a Ty ją przyjąłeś. Jedyne co w takiej sytuacji możesz zrobić, to podjąć bezradne próby usprawiedliwienia go w każdy możliwy do pomyślenia sposób.
Wymyślasz więc coś o niezręcznych tłumaczeniach Biblii, o opisach wprost czy też nie wprost, o alegoriach i czymś jeszcze w tym rodzaju. Uzupełniasz te swoje złote myśli stwierdzeniami o boskim objawieniu, o tym, że zabijanie nie jest zabijaniem, lecz tylko jakąś drobną zmianą, przejściem z jednego świata w drugi, itp., itd.

Te wygibasy sukcesu Ci jednak nie zapewnią. Nikomu oczu nie zamydlisz i swojego Boga nie usprawiedliwisz. Przekaz Starego Testamentu jest wystarczająco czytelny.
Jakiego sobie Boga wybrałeś, takiego masz. Miej odwagę to przyznać.

Twierdzisz, że skoro Bóg wie, że istnieje życie pozafizyczne, "to zabicie człowieka na Ziemi nie jest końcem jego faktycznego życia", jest tylko pewną zmianą, przejściem z jednego życia do drugiego. W ten sposób usprawiedliwiasz swojego Boga za dziesiątki tysięcy ludzi, których on samodzielnie do tego innego świata skierował.
Jeśli w takim razie jakiś dajmy na to chrześcijanin, ufający swojemu Bogu i wierzący w to drugie życie, również dopuści się zabójstw, to czy też nic złego się nie stanie. Czy to też taka drobna zmiana będzie.

I jeszcze uwaga na marginesie.
Panuje powszechnie przyjęty zwyczaj, że przy powoływaniu się na Biblię należy powołać odpowiednie jej fragmenty i wersety. Ty piszesz o boskim objawieniu, lecz nie czynisz żadnych odniesień do treści Biblii. Nie potrafię się do tego, co piszesz, w sposób jednoznaczny ustosunkować.

>Możesz z Biblii wyjąć każdy zapis, który Ci nie odpowiada i się nad nim znęcać... Twoje prawo.

Ale ja nie znęcam się nad Biblią. Nie znęcam się również nad Toba. Ja tylko czytam Biblię, myślę i wyciągam wnioski. I coś mi się wydaje, że są to poprawne wnioski.

>Biblia raz jest dosłowna, a raz nie,

Czy w związku z tym chrześcijanie mają jakiekolwiek podstawy, by nazywać ją Pismem Świętym zawierającym nieomylne i objawione słowo Boże?

>>>Cały czas popełniasz ten sam błąd logiczny: mówisz o bogu tak jak by istniał,
>>No właśnie. Piszemy o Bogu tak, jakby rzeczywiście istniał.
>Skoro tak, musisz przyjąć wszystkie jego cechy, a nie wybrane.

No to popuść wodze fantazji i wymień te wszystkie jego cechy.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
27-11-2014 16:20 
 Ocena 11 na 11
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>Uraczę Cię na koniec autentyczną historią (...) Jakiś tydzień, dwa później (...) na lekcji religii ksiądz omawiał przypadek Abrahama i Izaaka. Doznałem wstrząsu. Nie mogłem bowiem dopatrzeć się zasadniczej różnicy między historyjką wyżej przytoczoną a tym biblijnym epizodem. Do dziś nie mogę. Fakt, że dobrotliwy Bóg w ostatniej chwili powstrzymał wzniesioną rękę nic jeśli chodzi o zasadę nie zmienia. A jak już raz zacząłem myśleć i nazywać rzeczy po imieniu... Bóg NIE ZACHOWUJE się jak rodzic. W każdym razie nie tak jak ja to rozumiem.
>Ta historia, podobnie jak wiele innych zapisów w Biblii ma prawo oburzać człowieka - Europejczyka XXI wieku. Doskonale to rozumiem. Mnie to też oburza, dziwi. Zwróć jednak uwagę, iż Biblia była pisana wieki temu (do innego czytelnika, z inną wrażliwością, kulturą) wielokrotnie tłumaczona, zawiera mnóstwo alegorii, niektóre rzeczy są tam napisane wprost, niektóre nie i nie zawsze wiadomo, które to są które.

Chociaż raz się zgadzamy. Bo mnie ta opowieść też oburza. Zapomniałeś tylko przyznać rację W. Siarkiewiczowi, że w opowieści tej (i nie tylko tej) Bóg rzeczywiście nie zachowuje się jak rodzic, jak dobry rodzic. Zapomniałeś również napisać, ze to nie Bóg powstrzymał Abrahama przed zarżnięciem własnego syna i złożeniem jego zwłok na ołtarzu całopalnym, jak mylnie napisał W. Siarkiewicz. Zrobił to bowiem anioł Pański (zob. Rdz 22, 11-12), a z Biblii nie wynika, że odbyło się to z polecenia Boga.

Nie mam jednak pewności, czy dobrze rozumiem to, co jeszcze w tej kwestii napisałeś.
Wyjaśnij przykładowo, jak rozumieć Twoje sugestie o wielokrotnych tłumaczeniach. Czy te tłumaczenia nie były wierne, czy dzięki nim wkradły się do Biblii jakieś nieścisłości, błędy, zafałszowania.
Wyjaśnij również, czy według Ciebie opowieść o Abrahamie i Izaaku przedstawia wiernie zaistniałe wydarzenia, czy tez wkradły się do niej pewne nieścisłości i zafałszowania? A może jest ona li tylko opowieścią fikcyjną powstałą wyłącznie w celu przekazania jakiegoś przesłania.
Czy podobnie należy zakwalifikować inne znane Ci zapewne biblijne opowieści o równie przerażającej treści, jak np. opowieść o Jefcie i jego córce lub opowieść o Hiobie?
A może sceny, które przypomniałem w poprzedniej wypowiedzi należy tak również zakwalifikować?


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
27-11-2014 17:12 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Jesteś jak facet, który ma przed sobą świetną kobietę
> (inteligentną, piękną i seksowną), ale z lupą szuka pryszczów,
> rozstępów, zmarszczek, które nie mają żadnego znaczenia.

Jak może zauważyłeś, ateiści też szukają prawdziwego znaczenia słów Bili, niekoniecznie defektów.

Pozwól że zapytam, bo w związku z Twoim zdaniem powyżej rodzą się u mnie pewne wątpliwości.
Wiesz po co zostało stworzone to Stowarzyszenie?
pl.wikiped(*)warzyszenie_Biblistów_Polskich
Czytałeś chociaż kiedyś prace ks. prof. dr hab. Waldemara Chrostowskiego, czy ks. prof. dr hab. Henryka Witczyka? Wiesz na czym opiera się warsztat ich pracy? Masz informacje, co oni robią i jak robią?
Dlaczego ich lupa ma być akurat cacy, a ateistów akurat be?
Pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Brzostowski (7067 punktów)
Nie idzie o lupę, tylko o to szczegóły lub generalia oraz interpretacje. Jak siada wierzący to widzi co innego, a ateista co innego. Gorzej gdy siada antyklerykał i już wie zanim zoabczył.

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
27-11-2014 17:54 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Gorzej gdy siada antyklerykał i już wie zanim zoabczył.

Skąd wiesz, że nie patrzył ewent. ile patrzył i jak długo? I że czegoś nie zobaczył?
Abstrahując od kol. Darkside - popatrz, jak Andrzej.51 patrzy. Zna biblię na wyrywki. A Ty?

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Brzostowski (7067 punktów)
>Skąd wiesz, że nie patrzył ewent. ile patrzył i jak długo? I że czegoś nie zobaczył?
>Abstrahując od kol. Darkside - popatrz, jak Andrzej.51 patrzy. Zna biblię na wyrywki. A Ty?

Jedni znają lepiej inni gorzej, ja znam trochę.

Problem polega na tym, że Ci którzy się nazywaja ateistami, uczciwymi racjonalistami, prawie zawsze widzą w Biblii tylko te "złe" strony. Stąd uzasadnione przypuszczenie, że tak po prostu mają. Nawet w dyskusji ze mną, chętniej atakują to co ma im przynieść korzystny skutek (przeciwko Bogu), niż komentują to, co stawia boga także w dobrym świetle.

Nie skarżę się, wiem co to za portal i jakich ludzi jest tutaj więcej. Nie mawiaj mi jednak że to uczciwi do cna intelektualiści, co ciężką pracą doszli do przekonania, że w Biblii są tylko same złe rzeczy...

Po prostu nie wierzą i wybierają to co ich utwierdza że bóg jest do niczego.

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
27-11-2014 18:19 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Ja nie twierdzę, że w biblii są same dobre, czy złe rzeczy.
Np. podoba mi się opis zdarzenia z jawnogrzesznicą. Jezus wykazał tu zimną krew
Jak widzisz również, Biblia spełniła swoją funkcję: jednoczenia ludzi wokół siebie w trudnych czasach.
Jednak czasy się zmieniają - co kiedyś było najlepsze czy dobre, dziś już takie być nie musi.
Pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
28-11-2014 00:07 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Problem polega na tym, że Ci którzy się nazywaja ateistami, uczciwymi racjonalistami, prawie zawsze widzą w Biblii tylko te "złe" strony.
www.racjon(*)p/s,4937/q,Ksiega.nad.ksiegami

>Stąd uzasadnione przypuszczenie, że tak po prostu mają.
To tylko projekcja umysłowa człowieka ograniczonego wiarą. Niektórzy sceptycy, jak choćby Andrzej.51, czy Bogusławski, wprost Biblią się zachwycają.

> Nawet w dyskusji ze mną, chętniej atakują to co ma im przynieść korzystny skutek (przeciwko Bogu), niż komentują to, co stawia boga także w dobrym świetle.
Jakoś nie dostrzegam dyskusji z Panem i uważam, że są wprost niemożliwe, gdyż z wiarą nie ma dyskusji, ale w tych sporach i pyskówkach z Panem starają się zachować spokój racjonalnego wywodu.

>Nie skarżę się, wiem co to za portal i jakich ludzi jest tutaj więcej.
A ja tam się skarżę, że ludzi o podobnej Panu wiedzy (a nawet sporo niższej) i mentalności jest tu teraz zbyt dużo: www.racjon(*).php/z,0/d,20/s,622763#w624217

>Nie mawiaj mi jednak że to uczciwi do cna intelektualiści,
www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,643658#w644004
www.racjon(*)m.php/s,643658/z,0/d,5#w644019

>co ciężką pracą doszli do przekonania, że w Biblii są tylko same złe rzeczy...
Czasem ciężką pracą (Andrzej.51), a czasem tylko empatia i wyobraźnia pozwala na zwątpienie w tą samą dobroć, którą niby Pismo święte nam niesie. Biblia, to ciekawe świadectwo minionych kultur i nie mogą być w niej tylko złe rzeczy. Pieśń nad pieśniami jest przykładem dobrej poezji erotycznej. Polecam.

>Po prostu nie wierzą i wybierają to co ich utwierdza że bóg jest do niczego.
Wiara to jest tak po prostu. Kościół twierdzi, że jest to dar od Boga
Ja zaś uważam, iż jest to kwestia ukształtowania w dzieciństwie plus pewne uwarunkowania genetyczne.

@@@

>
Ignoruję Bogusławskiego

Normalnie, jak to ignorant

.
28-11-2014 06:44 
 Ocena 7 na 7
Fizyk (17637 punktów)
> Problem polega na tym, że Ci którzy się nazywaja ateistami, uczciwymi racjonalistami, prawie zawsze widzą w Biblii tylko te "złe" strony. Stąd uzasadnione przypuszczenie, że tak po prostu mają.

Zgadza się, racjonaliści tak po prostu mają. Racjonalistom wystarcza jedna sprzeczność, jedna niezgodność w hipotezie mówiącej coś o świecie aby uznać ją za fałszywą. Tylko w bajkach racjonaliści dopuszczają dużo... bajkowości.
28-11-2014 08:04 
 Ocena 5 na 5
astrotaurus (12445 punktów)

>Problem polega na tym, że Ci którzy się nazywaja ateistami, uczciwymi racjonalistami, prawie zawsze widzą w Biblii tylko te "złe" strony. Stąd uzasadnione przypuszczenie, że tak po prostu mają.
   Zaiste szokujące! Brzostowski po latach forumowania, po morzu wylanego przez siebie bełkotu zaczyna odkrywać sedno racjonalizmu! Jeno nijak na razie nie jest w stanie go docenić, bo i jak skoro wtedy trzeba by było patrzeć krytyczne na głoszone przez siebie bzdety..



Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
25-11-2014 09:59 
 Ocena 9 na 9
diogenes (42753 punktów)
>Bóg może mieć i wg mnie ma inną percepcję (tak wierzę), niektóre jej elementy łatwo wyjaśnić.

Ileż trzeba czasu, pracy, aby opisać, zbadać percepcję człowieka. Badania mózgu, studia psychologów, antropologów, lekarzy... wieki całe...a tu siup...i mamy informacje z pierwszej ręki na temat boskiej percepcji, którą ... łatwo wyjaśnić. Nie odnosisz wrażenia, że grzebiesz się jak dziecko w piaskownicy jedynie w swojej wierze?

>Dla człowieka (zwłaszcza ateisty) śmierć lub morderstwo jest czymś strasznym, dla Boga nie, poniewaz On wie, że to nie koniec życia.

Okropne i okrutne bywa to, że właśnie w takim kontekście śmierć i mord przestaje być straszna dla paranoidów, którym się wydaje, że działają w imieniu boga.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Brzostowski (7067 punktów)
>Ileż trzeba czasu, pracy, aby opisać, zbadać percepcję człowieka. Badania mózgu, studia psychologów, antropologów, lekarzy... wieki całe...a tu siup...i mamy informacje z pierwszej ręki na temat boskiej percepcji, którą ... łatwo wyjaśnić. Nie odnosisz wrażenia, że grzebiesz się jak dziecko w piaskownicy jedynie w swojej wierze?
Piszę to jako opcję zrozumienia przekazu boga, a nie jako pewnik.
>>Dla człowieka (zwłaszcza ateisty) śmierć lub morderstwo jest czymś strasznym, dla Boga nie, poniewaz On wie, że to nie koniec życia.
>Okropne i okrutne bywa to, że właśnie w takim kontekście śmierć i mord przestaje być straszna dla paranoidów, którym się wydaje, że działają w imieniu boga.
Bóg przykazał: nie zabijaj. Nikt nie ma prawa zabijać w imieniu boga, i w ogóle zabijać. Jezus mówi o tym wyraźnie. A to że niektórzy tak czynią jest ich winą.

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
26-11-2014 11:01 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>Bóg przykazał: nie zabijaj.

Słowa, słowa, słowa.
Moralizowanie jest daremne.
Nie motywuje człowieka, nie doskonali go.
Centrum moralnych decyzji umieszcza poza nim, poza jego wglądem.

A kiedy trzeba, człowiek powołuje się na obraz i podobieństwo boga:

"Z woli Bożej opanowali miasto i urządzili nieopisaną rzeź do tego stopnia, że leżące obok jezioro, szerokie na dwa stadia, wydawało się pełne krwi, która tam spłynęła. " (2 Mch 12, 16), itd.,itp., poprzez dzieje.

Trzeba przyznać, że sprytnie to pomyślane.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Brzostowski (7067 punktów)
>>Bóg przykazał: nie zabijaj.
>Słowa, słowa, słowa.
>Moralizowanie jest daremne.
>Nie motywuje człowieka, nie doskonali go.
>Centrum moralnych decyzji umieszcza poza nim, poza jego wglądem.
>A kiedy trzeba, człowiek powołuje się na obraz i podobieństwo boga:
>"Z woli Bożej opanowali miasto i urządzili nieopisaną rzeź do tego stopnia, że leżące obok jezioro, szerokie na dwa stadia, wydawało się pełne krwi, która tam spłynęła. " (2 Mch 12, 16), itd.,itp., poprzez dzieje.

Oj diogenes, diogenes... nie ładnie tak manipulować.

"Z woli bożej" to zwrot taki jest, który się stosuje.

Poza tym, jak już cytujesz to przynajmniej napisz, że całe 2 Mch12 to opis bitew Żydów, w tym takich w których też Oni byli atakowani i mordowani. I po prostu broniąc się, a czasem atakujac wzywali na pomoc ich boga.

Posługując się Twoją logiką diogenes:

Mówi wnuczek to dziadka: do zobaczenia za tydzień.
Dziadek na to: jak bóg pozwoli.
I umarł dziadek.

Wniosek: bóg go załatwił...

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
26-11-2014 20:25 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>"Z woli bożej" to zwrot taki jest, który się stosuje.

"Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż wszystko się spełni" [Mt 5:18].

Twoja Biblia bez retorycznych ozdobników wyglądałaby jak oskubana kura.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
26-11-2014 23:32 
 Ocena-1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>>"Z woli bożej" to zwrot taki jest, który się stosuje.
>"Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż wszystko się spełni" [Mt 5:18].
Brniesz diogenes ... brniesz... znowu wycinek, co? A może tak całość:

"Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. 18 Zaprawdę. bowiem powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni. 19 Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim. 20 Bo powiadam wam: Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego."

Komentarz zbędny...

>Twoja Biblia bez retorycznych ozdobników wyglądałaby jak oskubana kura.
Biblia jest jaka jest, przekaz który z niej wynika jest dla mnie osobiście prosty jak budowa cepa, mimo wielu szczegółowych znaków zapytania.


Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
27-11-2014 01:47 
 Ocena 6 na 6
diogenes (42753 punktów)
>Biblia jest jaka jest, przekaz który z niej wynika jest dla mnie osobiście prosty jak budowa cepa, mimo wielu szczegółowych znaków zapytania.

Jeśli dobrze zrozumiałem, Twoje rozumienie Biblii wygląda więc z grubsza tak:




Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Brzostowski (7067 punktów)
>>Biblia jest jaka jest, przekaz który z niej wynika jest dla mnie osobiście prosty jak budowa cepa, mimo wielu szczegółowych znaków zapytania.
>Jeśli dobrze zrozumiałem, Twoje rozumienie Biblii wygląda więc z grubsza tak:
>
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.


To jest doskonały przykład percepcji ateistów w przypadku Biblii. Doskonały. Ja piszę komunikat w przenośni, że "przekaz jest dla mnie prosty", a Wy to rozumiecie jak na rysunku.

Doskonałe diogenes! Doskonałe!

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
27-11-2014 18:24 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
> Ja piszę komunikat w przenośni, że "przekaz jest dla mnie prosty", a Wy to rozumiecie jak na rysunku.

Bo diabeł tkwi w szczegółach.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>> Biblia jest jaka jest, przekaz który z niej wynika
>> jest dla mnie osobiście prosty jak budowa cepa, mimo wielu
> szczegółowych znaków zapytania.

Dla mnie również stał się w miarę prosty, ale trzeba było setek lat i mozolnych studiów Biblii ST np. takich osób, jak ta:
pl.wikipedia.org/wiki/Baruch_Spinoza
Wiele mu zawdzięczamy. Rozumiem, że jego twórczość znasz choćby skrótowo.
A jak nie znasz - warto poznać, polecam.
Pozdrawiając

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
27-11-2014 18:12 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>>> Biblia jest jaka jest, przekaz który z niej wynika
>>> jest dla mnie osobiście prosty...

>Dla mnie również stał się w miarę prosty,...

Lubimy sobie upraszczać życie. Niestety interpretacja tekstów przeszłości ma istotny mankament. Polega on na historycznej otwartości interpretacji (kolejne pokolenia konstruują przeszłość wedle własnych doświadczeń dziejowych) oraz na językowej otwartości: zbiór zdań języka jest nieskończony, w tym zdań interpretujących jakiś tekst. Kantowi logika Arystotelesa czy geometria Euklidesa wydawała się dziełem skończonym, zamkniętym. Okazało się to iluzją (logiki wielowartościowe, geometrie nieeuklidesowe). Tekst Biblii napotyka na dodatkowe kłopoty. Można go interpretować w nieskończoność, ale z chwilą, kiedy rości sobie pretensje do bycia podstawą światopoglądu, "testowany" jest przez wielu pod kątem prawdziwości, porównywany ze zdobyczami nauki - z opłakanym dla Biblii skutkiem.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
27-11-2014 18:01 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> opis bitew Żydów, w tym takich w których też Oni byli atakowani
> i mordowani. I po prostu broniąc się, a czasem atakujac wzywali
> na pomoc ich boga.

Dokładnie tak. Bóg miał dla nich funkcję jednoczącą ich. A w kupie większa szansa na przetrwanie.
Osobiście nie przykładałbym większego nacisku do treści, a już zupełnie do wartości, które Ty tak akcentujesz. Ani nie są one jakieś głębokie (już głębsze i trafniejsze są u Konfucjusza) ani szczególnie przysparzające tej społeczności siły, ekspansywności i żywotności.
Ot po prostu są, trzymały ich w kupie przez całe wieki nawet w rozproszeniu - te treści ze swoimi wadami i zaletami.

Kiedy Spinoza zabrał się za te treści - dużo zaczęło się sypać. Niektóre klapki niektórym opadły.

Pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
27-11-2014 19:08 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Nikt nie ma prawa zabijać w imieniu boga, i w ogóle zabijać.
> Jezus mówi o tym wyraźnie. A to że niektórzy tak czynią
> jest ich winą.

Obecni tu ateiści nie zabijają. Nie wierzysz? A w średniowieczu sądom Inkwizycji składającym się z samych owieczek bożych stanowiących Ciało, zarzucić można niejedno.

> Nikt nie ma prawa (..) w ogóle zabijać.

Wg prawa polskiego masz prawo zabić w adekwatnej obronie własnej, warto o tym kol. Brzostowski pamiętać gdyż może się Twojej rodzinie nie opłacić (Tobie będzie już obojętne).

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
25-11-2014 11:01 
 Ocena 2 na 2
Christos (2696 punktów)

>W Twojej i mojej percepcji tak to wygląda, bo my mamy ludzkie podejście, w XXI wieku, cywilizacja europejska, dla ktróej zycie ludzkie, szczęscie człowieka jest najważniejsze... no mniej więcej...

>Bóg może mieć i wg mnie ma inną percepcję (tak wierzę), niektóre jej elementy łatwo wyjaśnić.

>Dla człowieka (zwłaszcza ateisty) śmierć lub morderstwo jest czymś strasznym, dla Boga nie, poniewaz On wie, że to nie koniec życia.

Wobec tego każdy morderca jest jedynie narzędziem w rękach boga. Ciekawi mnie jedynie, jak pogodzi Pan swoje słowa ze słowami, które ten sam bóg ustami swojego syna miał przekazać ludziom: "Będziesz miłował Pana Boga twego całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy."Mt 22,37-40
A kilkaset lat wcześniej ustami proroka: "Nie będziesz szukał pomsty, nie będziesz żywił urazy do synów twego ludu, ale będziesz miłował bliźniego jak siebie samego"Kpł 19,18
I z piątym przykazaniem Dekalogu.


No gods, no masters...I am who I am.
Brzostowski (7067 punktów)
>Wobec tego każdy morderca jest jedynie narzędziem w rękach boga...
Z tego co napisałem nie wynika wniosek który Ty napisałeś. To że Bóg wie, iż śmierć fizyczna człowieka na Ziemi nie jest końcem życia, nie oznacza że Bóg traktuje morderców jako swoje narzędzie.


Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
26-11-2014 09:47 
 Ocena 7 na 7
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>nie oznacza że Bóg traktuje morderców jako swoje narzędzie.

Nie, no wcale.

1 Wtedy Pan rzekł do Jozuego: «Nie bój się i nie trać odwagi! Weź ze sobą wszystkich wojowników, powstań i wyrusz przeciw Aj. Patrz: oto wydaję w twoje ręce króla Aj, jego lud, miasto i kraj[...]25 Ogółem poległych tego dnia, mężczyzn i kobiet, było dwanaście tysięcy, czyli wszyscy mieszkańcy Aj.

1 Rzekł Pan do Mojżesza: 2 «Pomścij Izraelitów na Madianitach. Potem zostaniesz przyłączony do twoich przodków».[...]7 Według rozkazu, jaki otrzymał Mojżesz od Pana, wyruszyli przeciw Madianitom i pozabijali wszystkich mężczyzn.[...]8 Zabili również królów madianickich. Oprócz tych, którzy zginęli [w walce]: Ewi, Rekem, Sur, Chur i Reba - razem pięciu królów madianickich. Mieczem zabili również Balaama, syna Beora.[...] 14 I rozgniewał się Mojżesz na dowódców wojska, na tysiączników i setników, którzy wracali z wyprawy wojennej. 15 Rzekł do nich: «Jakże mogliście zostawić przy życiu wszystkie kobiety? 16 One to za radą Balaama spowodowały, że Izraelici ze względu na Peora dopuścili się niewierności wobec Pana. 17 Zabijecie więc spośród dzieci wszystkich chłopców, a spośród kobiet te, które już obcowały z mężczyzną.18 Jedynie wszystkie dziewczęta, które jeszcze nie obcowały z mężczyzną, zostawicie dla siebie przy życiu.

Posłuchaj więc teraz słów Pana. 2 Tak mówi Pan Zastępów: Ukarzę Amaleka za to, co uczynił Izraelitom, jak stanął przeciw nim na drodze, gdy szli z Egiptu. 3 Dlatego teraz idź, pobijesz Amaleka i obłożysz klątwą wszystko, co jest jego własnością; nie lituj się nad nim, lecz zabijaj tak mężczyzn, jak i kobiety, młodzież i dzieci, woły i owce, wielbłądy i osły».

Czasami Bozia morduje wraz z podwładnymi, bo do wymordowania cały milion, więc roboty dla samych śmiertelników za dużo:

Asa miał trzysta tysięcy wojska z Judy, noszących tarcze i dzidy. Z pokolenia Beniamina, uzbrojonych w tarcze i łuk dwieście osiemdziesiąt tysięcy a wszyscy byli dzielnymi wojownikami. 8 Powstał przeciw nim Zerach Kuszyta w sile miliona żołnierzy i trzystu rydwanów i doszedł aż do Mareszy. 9 Przeciwko niemu wystąpił Asa. Stanęli do walki w Dolinie Sefaty w pobliżu Mareszy. 10 Wtedy to wezwał Asa Pana, Boga swego, i rzekł: «Panie, nie ma Tobie równego2, by przyjść z pomocą [w walce] między potężnym a pozbawionym siły. Wesprzyj nas, Panie, Boże nasz, bo Tobie ufamy i w Twoim imieniu wystąpiliśmy przeciwko temu mnóstwu. Panie, Ty jesteś naszym Bogiem. Nie daj się zwyciężyć nikomu!» 11 Pobił więc Pan Kuszytów wobec Asy i wobec Judy, wskutek czego Kuszyci uciekli. 12 Asa zaś i lud, który z nim był, ścigali ich aż do Geraru. Kuszytów padło wtedy tylu, że nie ostał się nikt przy życiu, albowiem zostali starci przed Panem i Jego wojskiem.

Jeśli okaże się prawdą, że taką ohydę popełniono w Izraelu, 5 zaprowadzisz tego mężczyznę lub kobietę - którzy tej złej rzeczy się dopuścili - do bramy miasta i będziesz tego mężczyznę lub tę kobietę kamienował, aż śmierć nastąpi.

Nie pozwolisz żyć czarownicy

Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią, sami tę śmierć na siebie ściągnęli.

Ktokolwiek złorzeczy ojcu albo matce, będzie ukarany śmiercią: złorzeczył ojcu lub matce, ściągnął śmierć na siebie.

13 Jeśli usłyszysz w jednym z miast, które Pan, Bóg twój, daje ci na mieszkanie, 14 że wyszli spośród ciebie ludzie przewrotni i uwodzą mieszkańców swego miasta mówiąc: «Chodźmy, służmy obcym bogom!», których nie znacie - 15 przeprowadzisz dochodzenia, zbadasz, spytasz, czy to prawda. Jeśli okaże się prawdą, że taką obrzydliwość popełniono pośród ciebie, 16 mieszkańców tego miasta wybijesz ostrzem miecza, a samo miasto razem ze zwierzętami obłożysz klątwą.

Pan rzekł do niego: "Przejdź przez środek miasta, przez środek Jerozolimy i nakreśl ten znak TAW na czołach mężów, którzy wzdychają i biadają nad wszystkimi obrzydliwościami w niej popełnianymi". 5 Do innych zaś rzekł, tak iż słyszałem: "Idźcie za nim po mieście i zabijajcie! Niech oczy wasze nie znają współczucia ni litości! 6 Starca, młodzieńca, pannę, niemowlę i kobietę wybijajcie do szczętu! Nie dotykajcie jednak żadnego męża, na którym będzie ów znak. Zacznijcie od mojej świątyni!" I tak zaczęli od owych starców, którzy stali przed świątynią. 7 Następnie rzekł do nich: "Zbezcześćcie również świątynię, dziedzińce napełnijcie trupami!" Wyszli oni i zabijali w mieście.
8 A podczas gdy oni zabijali, ja pozostałem sam, upadłem na twarz i tak wołałem: "Ach, Panie, Boże! Czy chcesz wyniszczyć całą Resztę Izraela, dając upust swemu gniewowi przeciw Jerozolimie?" 9 Rzekł do mnie: "Nieprawość pokolenia Izraela i Judy jest wielka, niezmierna; kraj jest pełen krwi, a miasto pełne przewrotności. Mówią bowiem: "Pan opuścił ten kraj, Pan nie widzi". 10 A więc także i moje oko nie okaże litości ani współczucia. Odpowiedzialność za ich postępowanie składam na ich głowy". 11 I oto ów mąż, odziany w lnianą szatę, z kałamarzem pisarskim u boku, oznajmił: "Uczyniłem, jak mi rozkazałeś".

15 Każdy odszukany będzie przebity,
każdy złapany polegnie od miecza.
16 Dzieci ich będą roztrzaskane w ich oczach,
ich domy będą splądrowane,
a żony - zgwałcone.
17 Oto Ja pobudzam przeciw nim Medów,
którzy nie cenią sobie srebra
ani w złocie się nie kochają.
18 Wszyscy chłopcy będą roztrzaskani, dziewczynki zmiażdżone.
Nad noworodkami się nie ulitują,
ich oko nie przepuści także niemowlętom.

itd. itd. itd. niekończąca się opowieść.

.
26-11-2014 23:49 
 Ocena-1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>itd. itd. itd. niekończąca się opowieść.

Owszem są to, zwłaszcza niektóre dość straszne opisy. Nie będę się w szczególach odnosił do każdego bo nie mam tyle czasu. Napiszę tylko, że duża cześć tych strasznych opisów przekazuje w sposób, dla współczesnego Europejczyka trudny do przyjęcia, pewne głębsze prawdy, chociaż są i takie fragmenty które pokazują boga jakby "przyglądał się" strasznym rzeczom lub działy się za jego zgodą/nakazem zupełnie bez powodu. Są też jednak takie w którym bóg mówi iż nie wytraci miasta gdy tylko sprawiedliwy tam się ostanie (1 Mojż. 18:24,32), a nawet przrbaczy całemu miastu gdy zbajdzie sie 1 sprawiedliwy (Jer 5:1). Są więc sprzeczności w postawie boga.

To zupełnie nic nie zmienia w odczycie całości przekazu biblijnego. Wiadomo, że Biblia była pisana z perspektywy wrażlkiwości tamtych czasów, takie były opisy i aby coś wyjaśnić trzeba było używać takich a nie innych opisów. Cześć z nich to są zapewne rzeczy nieprawdziwe: przenośnie, alegorie i cholera wie które są które. Tak, jest to niemały problem w interpretacji Biblii.

Jednak przekaz Biblii jest dość spójny, prosty jak budowa cepa ... dla mnie oczywisty. Zwróć też uwagę, że NT i nauka Jezusa odnawia Prawo, i daje już zupełnie jasny przekaz.



Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
27-11-2014 01:29 
 Ocena 4 na 4
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)

>Jednak przekaz Biblii jest dość spójny, prosty jak budowa cepa ... dla mnie oczywisty. Zwróć też uwagę, że NT i nauka Jezusa odnawia Prawo, i daje już zupełnie jasny przekaz.

Jest tak spojny, ze chrzescijanie do dzis sie zabijaja bo te spojnosc inaczej interpretuja

>Wiadomo, że Biblia była pisana z perspektywy wrażlkiwości tamtych czasów, takie były opisy i aby coś wyjaśnić trzeba było używać takich a nie innych opisów

Wiec wzmy na poczatek jeden opis:

Cytat:
1 Rzekł Pan do Mojżesza: 2 «Pomścij Izraelitów na Madianitach. Potem zostaniesz przyłączony do twoich przodków».[...]7 Według rozkazu, jaki otrzymał Mojżesz od Pana, wyruszyli przeciw Madianitom i pozabijali wszystkich mężczyzn.[...]8 Zabili również królów madianickich. Oprócz tych, którzy zginęli [w walce]: Ewi, Rekem, Sur, Chur i Reba - razem pięciu królów madianickich. Mieczem zabili również Balaama, syna Beora.[...] 14 I rozgniewał się Mojżesz na dowódców wojska, na tysiączników i setników, którzy wracali z wyprawy wojennej. 15 Rzekł do nich: «Jakże mogliście zostawić przy życiu wszystkie kobiety? 16 One to za radą Balaama spowodowały, że Izraelici ze względu na Peora dopuścili się niewierności wobec Pana. 17 Zabijecie więc spośród dzieci wszystkich chłopców, a spośród kobiet te, które już obcowały z mężczyzną.18 Jedynie wszystkie dziewczęta, które jeszcze nie obcowały z mężczyzną, zostawicie dla siebie przy życiu.


Co mial wyjasnic wyzej wymieniony opis?
27-11-2014 08:35 
 Ocena 6 na 6
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>To zupełnie nic nie zmienia w odczycie całości przekazu biblijnego.

Nie wątpię.

>Wiadomo, że Biblia była pisana z perspektywy wrażlkiwości tamtych czasów, takie były opisy i aby coś wyjaśnić trzeba było używać takich a nie innych opisów. Cześć z nich to są zapewne rzeczy nieprawdziwe: przenośnie, alegorie i cholera wie które są które. Tak, jest to niemały problem w interpretacji Biblii.

Nie mam żadnego problemu z interpretacją żydowskiej Biblii. Żydowskiej. Chrześcijańska to pieśń wariata. Dwa, zupełnie inne przekazy. Żydowski jest spójny (co nie znaczy, że fajny), chrześcijański to pokrętny bełkot na resorach, który musi w sobie pogodzić dwie różne bajki, czyli dopasować stare brednie do nowych. I wychodzi z tego cyrkowa pokraka.

> Zwróć też uwagę, że NT i nauka Jezusa odnawia Prawo, i daje już zupełnie jasny przekaz.

A pewnie, że daje. W Starym, w najgorszym przypadku pomylony, ubabrany po łokcie ludzką krwią Bóg, tylko zabija. I już. W Nowym wymyśla coś lepszego, efektowniejszego, bo zabicie jest słabe. Za cienkie. Kara pod postacią krwawej rzeźni już mu nie wystarcza. Namordował się odwieczny psychol do bólu, to już go to nie rusza. Kara musi być teraz wieczna. Żeby chociaż unicestwił grzeszników i po ptokach. Starczy. Ale nie. Potępieni muszą się męczyć i cierpieć katusze po śmierci. Przez całą wieczność. To musi być wieczny, masakryczny wpieerdoool, mówiąc prosto z mostu. W odróżnieniu od starego, prostolinijnego, narwanego i niecierpliwego Tatusia, Syn czyli jakoś tam nadal Tatuś, jest więc bardziej pomysłowy i wysublimowany. Głosi nowe rozwiązania wobec niepoprawnych. Wieczna masakra, wieczne cierpienia, wieczny płacz i zgrzytanie zębów. I taka kara syci wreszcie Pańskie poczucie sprawiedliwości. Dopiero teraz jest odpowiednia i doskonała. Bo Stwórca jest doskonały, a jego miłosierdzie i miłość nieskończone.

.
27-11-2014 09:37 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Ale nie. Potępieni muszą się męczyć i cierpieć katusze po śmierci.

I dlatego czasem baranek odchodzi od swojego pasterza -> łączy się z innym stadem, lub zgoła żyje autonomicznie choć nie sam. Takie ci to Panie czasy
Miłego dnia!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
27-11-2014 10:04 
 Ocena 3 na 3
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>> Ale nie. Potępieni muszą się męczyć i cierpieć katusze po śmierci.
>I dlatego czasem baranek odchodzi od swojego pasterza -> łączy się z innym stadem, lub zgoła żyje autonomicznie choć nie sam.

Powody pewnie są rozmaite. Skuteczniejsze i mądrzejsze jest bardziej kompleksowe odrzucenie. Niemniej ten szantaż pośmiercią jest w tej religii wyjątkowo obrzydliwy. Wszystko dla władzy i pieniędzy. Piękna manipulacja poniżająca maluczkich cyklicznym rzucaniem ich na kolana. Relacja pana i jego zawsze niepoprawnego kundla. Na przykład taka komunia, kiedy owieczka dostępuje łaski tylko na chwilę, dopóki nie wyjdzie poza kościół, gdzie po chwilowym podniesieniu zło ją jak zwykle zdominuje, za co za tydzień znów będzie rzucona jak szmata na podłogę, zmuszona przepraszać. Na komendę panującego nad nią pasterza. Żeby nie zapomniała, że jest grzeszna i żeby czuła, kto jest jej osądzającym i ferującym wyroki panem. Tutaj najistotniejsza jest gorliwa i nieustanna kontrola przestrzegania doktryny. Dla władzy. Ten nikczemny mechanizm przejmowania kontroli nad drugim człowiekiem, napawanie się jego uniżonością i podległością, własną przy tym wyjątkowością ze względu na pełnioną funkcję, jest czymś przerażającym dla kogoś patrzącego z boku. Oczywiście nikt by sobie na takie poniżanie, odarcie z godności i nikczemną dominację nie pozwolił, gdyby nie zazwyczaj od dziecka wbita brutalnie w głowę wieczna obietnica i szantaż makabryczną pośmiercią.

>Takie ci to Panie czasy

Nie wszędzie.

Kraje, w których za ewakuację dostaje się czapę.


Brzostowski (7067 punktów)
Z zaciekłością antyklerykalną nie ma sensu walczyć, skoro wybierasz z moich postów oraz z Biblii tylko to co jest kontrowersyjne, co pokazuje boga jako złego, interpretujesz to i oceniasz z punktu widzenia współczesnego czlowieka i to stanowi dla Ciebie podstawę do opinii, to ja nic nie poradzę. Mogę tylko stwierdzić, że jest to interpretacja pod z góry upatrzone cele.

Nie każdy musi wierzyć, nie każdy musi być zbawiony, każdy ma wolną wolę i decyduje sam za siebie.

Bóg daje dość prosty, ogólny, no mniej wiecej taki, przekaz:

dekalog+przykazanie miłosci+wiara = zbawienie

A kto nie chce taki być czeka go kara. No tak to Bóg wymyślił.

Nie podoba Ci się? To trudno.

Nie rozumiesz w ogóle na czym polega boskie miłosierdzie, z tego co piszesz wynika, że zupełnie NIC z tego nie kapujesz, NIC, ZERO.

Ale nie przejmujcie się, Wy i tak nie wierzycie, zatem nie ma to dla Was zupełnie żadnego znaczenia.

Do czasu oczywiście.

Ale gdy nawet mówisz o bogu tak: "Namordował się odwieczny psychol", to On jest w stanie Ci to wybaczyć, niewykluczone że nawrócisz się i osiągniesz zbawienie, ale nie będzie Ci chyba łatwo to uzyskać.

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
27-11-2014 17:39 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> każdy ma wolną wolę i decyduje sam za siebie.

Niestety nie każdy. Polecam nadrobić swoje zaległości i zaznajomić się z twórczością Sigmunda Freuda i jego następców.

> Bóg daje dość prosty, ogólny, no mniej wiecej taki, przekaz:
> dekalog+przykazanie miłosci+wiara = zbawienie

Człowiek kocha i wypełnia przykazania niezależnie od ich istnienia, czy nieistnienia.
Skłonności w człowieku społecznym np. do niemordowania są źródłowe. Dopiero później zostały skodyfikowane w ramach danych zasad.

> Nie rozumiesz w ogóle na czym polega boskie miłosierdzie,
> z tego co piszesz wynika, że zupełnie NIC z tego nie kapujesz, NIC, ZERO.

Miłosierdzie występuje również w zwierzętach nie znających dekalogu. Jak to wytłumaczysz?
Co gorsza - mają ją również ateiści, czy osoby wierzące, które nigdy o religii chrześcijańskiej i jej o dekalogu (notabene nieco różnym w ST i NT) nie słyszeli.

> Ale nie przejmujcie się, Wy i tak nie wierzycie, zatem
> nie ma to dla Was zupełnie żadnego znaczenia.

Ma o tyle znaczenie, że czasem dekalog, czy inne nakazy / zakazy religii nieudolnie odbijają to, co już w duszy ludzkiej jest od dawna.

>Do czasu oczywiście.

Oczywiście. Bo jakżeby mogło być dla kol. Brzostwoskiego inaczej?

> Ale gdy nawet mówisz o bogu tak: "Namordował się odwieczny psychol"
> to On jest w stanie Ci to wybaczyć, niewykluczone że nawrócisz się
> i osiągniesz zbawienie, ale nie będzie Ci chyba łatwo to uzyskać.

Ale po co kol. Darkside miałby to wszystko robić? Sądzisz, ze jest złym człowiekiem tylko dlatego, że śmiał napisać coś, co się z zasadami Twojej religii nie zgadza? Co jej przeczy? Śmiał zauważyć coś trudnego w odbiorze, a co niestety z faktami się zgadza?
Bo wyciągnął drobny kamyczek z fundamentów Twojej wspólnoty i przez to ona minimalnie jest mniej stabilna?

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Brzostowski (7067 punktów)
>Bo wyciągnął drobny kamyczek z fundamentów Twojej wspólnoty i przez to ona minimalnie jest mniej stabilna?

Uwierz mi, że aby ten fundament mógł się zatrząść potrzebne jest coś w rodzaju BB.

Mojej wiary nie da się podważyć jakimiś informacjami o sprzecznościach z Biblii, czy innymi. Wiara pochodzi zupełnie z innego źródła, to rodzaj olśnienia, jak szósty zmysł. Nie ma też nic wspólnego z głupotą czy moherowymi beretami, jak duza część ateistów chciałaby to widzieć.

Jest to coś, co niestety jest przed Wami ukryte: jest to wspaniałe, lepsze niż orgazm, silniejsze niż miłość do kobiety, do dziecka nawet. Mogę to porównać tylko z momentem narodzenia moich dzieci, tak to jest jakoś porównywalne (głębokość emocji, doznania).

Przekonanie o istnieniu boga jest tak silne, tak oczywiste.

Nauka niczego w tym względzie nie podważa, NICZEGO, raczej uzupełnia.

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Przekonanie o istnieniu boga jest tak silne, tak oczywiste.
>Nauka niczego w tym względzie nie podważa, NICZEGO, raczej uzupełnia.

Nareszcie mogę się z Tobą w czymś zgodzić. Oczywiste przekonanie, dobrze powiedziane
Serdecznie pozdrawiam!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
27-11-2014 18:54 
 Ocena 4 na 4
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Wiara pochodzi zupełnie z innego źródła, to rodzaj
> olśnienia, jak szósty zmysł. Nie ma też nic wspólnego
> z głupotą czy moherowymi beretami, jak duza część ateistów
> chciałaby to widzieć.

Może Cię to zdziwi, może zaskoczy. Ale pisałem to już kilka razy na stronach Racjonalisty
Ja też mam Boga w sercu, drogi kol. Brzostowski. Tak tak.. wiem co mówisz i czujesz
Serdecznie pozdrawiam!
PS czy moherowe berety maja Boga w sercu to rzecz wielce wątpliwa. Raczej jak na nich parzę to nie, ale wyłączności na prawdę nie mam, jak co poniektórzy wierzący tutaj

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
27-11-2014 19:02 
 Ocena 7 na 7
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Mojej wiary nie da się podważyć jakimiś informacjami o sprzecznościach z Biblii, czy innymi. Wiara pochodzi zupełnie z innego źródła, to rodzaj olśnienia, jak szósty zmysł. Nie ma też nic wspólnego z głupotą czy moherowymi beretami, jak duza część ateistów chciałaby to widzieć.
>Jest to coś, co niestety jest przed Wami ukryte: jest to wspaniałe, lepsze niż orgazm, silniejsze niż miłość do kobiety, do dziecka nawet. Mogę to porównać tylko z momentem narodzenia moich dzieci, tak to jest jakoś porównywalne (głębokość emocji, doznania).

   No wreszcie to wydukałeś z siebie. Na czym polega/opiera się Twoja żenująca wiara. Olśnienie. Silniejsze niż miłość do kobiety. Niż orgazm. Mistyczny samogwałt. Masz bezpośrednią łączność z Bozią? Spływa na ciebie jej bezgraniczna miłość wprawiająca cię w euforyczne stany i w poczucie arcymiłosnej jedności z Nim? A czy zdajesz sobie sprawę z tego, ze są też tacy ateiści, którzy również trenowali tego samooszukańczego zajoba?
   O Dżizas. Naprawdę w to wierzysz? Nie widzisz, że to automanipulacja? Że sam siebie robisz w bambuko? Znam cały ten mistycyzm, różne formy medytacji, ale i łyknąłem różne substancje. Z ciekawości. Też powinieneś. Tam dopiero możesz mieć niezwykłe kontakty. A czy wiesz, że niektóre formy zaburzeń funkcjonowania płata skroniowego lub padaczki są związane z religijnością? Najnowsze skanowania mózgu u wierzących pochłoniętych modlitwą lub transcendentalną medytacją wykazują większą aktywność tych boskich, od siedmiu boleści, obszarów. Psylocybina z grzybków powoduje większą aktywność tych i innych obszarów mózgu dając poczucie kosmicznej jedności, transcendentalnego doświadczenia i ekstazy religijnej. A pewne rytuały i zachowania mogą powodować podobne odczucia odpowiadające aktywności serotogenicznej. Wystarczy się tego wyuczyć i jedziesz. Twoja własna, osobista Bozia zjawia się na komendę, w zależności od potrzeby.
   Ale odpowiednio zmanipulowany, oszukany, uwiedziony i zaćpany interpretujesz to tak, jak ci pasuje do twojego postrzegania, rozumienia życia i jak ci przyjemnie. Wdrukowano ci tą absurdalną narrację, utopiłeś się później w tych inspirowanych fikcją, ale za to jak przyjemnych stanach i uważasz, że jesteś widzący. Wybrany, dotknięty i prawie zbawiony. Ale robisz tylko to samo, co infantylna nastolatka odurzona romantycznym uczuciem do jakiegoś nażelowanego pop idola z plakatu i upajająca się swoją wielką "miłością". Czyli nakręcasz się względem miłego w wyobraźni obiektu, produkujesz emocje, uczucia, wyobrażenia, wizje i grzęźniesz w hormonalnej zupie. Tylko program masz bardziej rozbudowany i niby to dotykający poważnych spraw egzystencjalnych, duchowych i eschatologicznych. I obiekt Najwyższy przed nosem. Tak sobie produkujesz doświadczenia szczytowe, ale rżniesz głupa przed sobą, że to ON. A ty lepszy i bogatszy od innych. Taki dotknięty Palcem Bożym, wybrany, namaszczony i ulubiony. Już prawie po Jego prawicy. Ta wspomniana nastolatka ma jednak przewagę nad tobą. Ona dojrzy fikcję, bezsens swoich projekcji, pragnień, uczuć i emocji. Bo zrozumie w końcu, że obiekt nieosiągalny i cokolwiek infantylne to jest. Twój będzie zawsze pod ręką, bo jest tylko wyobrażeniem w twojej głowie, nad którym całkowicie panujesz. Możesz go sobie przywołać, kiedy tylko zechcesz, a nawet sterować nim wedle zachcianek, nadawać temu obiektowi cechy i właściwości, jakich będziesz potrzebował, żeby się dobrze, czy nawet pięknie poczuć. Będziesz zawsze kreatorem tej relacji, no chyba że wreszcie pojmiesz, że to tylko wyrafinowana sztuka samooszustwa, mistycznego i duchowego samogwałtu. Czyli takiego pobudzania własnego mózgu i gruczołów, a do tego wyobraźni, by produkowały się rozkoszujące cię projekcje, a za nimi hormony. Taka tam narkomania. Oczywiście podsunięta przez podobnie zarażonych, zawirusowanych albo i świadomych oszustów i uwodzicieli. Wyprodukowana przez siebie miłość do nieistniejących obiektów, a prawdziwym fundamentem chrześcijaństwa jak była, tak jest, nienawiść. Nienawiść do rzeczywistości, którą wymienia się na doskonałą, pośmiertną, transcendentną alternatywę. Życie w kłamstwie, bredniach, dla życia w po-śmierci. To jest dopiero ubóstwo ducha i życia. Całkowita klęska, porażka i zdrada rzeczywistości.

P.S. I nie myl antyklerykalizmu z antyreligijnością, czy antychrześcijaństwem.
Brzostowski (7067 punktów)
Napisałeś tak dużo, z takim przekonaniem, pewnością wręcz. Wiesz więcej "pewnych" rzeczy o wierze niż ja. Pewnie miałeś lepsze objawienia.

Wszystko to co piszesz o mózgu, w którym zachodzą pewne zmiany w czasie uniesienia religijnego jest to rzecz dość oczywista. Człowiek bowiem w tym czasie pozostaje absolutnie nadal w swoim ciele, jest "fizyczny", nic zatem dziwnego w tym, że takie stany religijne można jakoś badać naukowo pooprzez aktywność mózgu.

To dość oczywiste.

Podobnie jest prawdopodobne, że i sztucznie (za pomocą pola el. lub środków odurzających) podobne stany można wywołać.

Określone rytuały i zachowania jak piszesz, mogą i wywołują lub pomagają wywołać określone stany, to jasne.

I co?

Myślisz że przeprowadziłeś właśnie dowód na to, że bóg jest TYLKO wymysłem mózgu?

Otóż informuję Cię, odkrywco sensacyjnych dla mnie rzeczy, że sposób rozumowania który tutaj przeprowadziłeś udało mi się mniej więcej przeprowadzić w wieku ok. 14 lat (tak to była 8 klasa SP).

Wtedy to również doszedłem to przeciwnego wniosku niż Ty. Otóż, mądralo, potwierdza to tylko:

- że jesteśmy, mimo swej fizycznosci jako ludzie, zdolni do jakiejś formy łączności z bogiem,
- że sprzyjają temu określone zachowania (rytuały, itd...),
- że różni ludzie mają różną zdolność do osiągania takich stanów,
- że "te stany" mają wpływ na nasze ciało.

To co nasz mózg "wyprodukuje" często istnieje w rzeczywistości i możemy tego doświadczyć fizycznie.

Cały dorobek nauki, to w dużej mierze koncepcje i myśli, które rodziły się często w głowach pojedynczych ludzi, a potem okazywało się że to prawda (sprawdza się doświadczalnie). Jest zatem również prawdopodobne (pomijajac już sam fakt Objawienia Bożego) że te miliardy ludzi, też mogą mieć rację.

Nasz mózg zatem nie tyle "wymyśla", ile "odbiera" i właściwie "odczytuje" to co istnieje.

Skoro pojedynczy ludzie lub grupy ludzi (naukowcy) są w stanie "odczytać" jak dla nas dzisiaj różne wielkie rzecz (odkrycia naukowe), tym bardziej jest prawdopodobne że miliardy ludzi też to "odczytują".

Tyle tylko, że odkryć i opisać prawo ciążenia jest o wiele łatwiej niż Absolut, zwłazcza, że ten nie musi chcieć się łatwo "odkryć".

No tak! ACH METODA!

Tysiące lat temu metoda naukowa nie była znana i jakoś cywilizacje się rozwijały na tyle, że do dziś je podziwiamy, wniosek - metoda naukowa nie jest niezbędna do "odczytywania" świata.

>Wyprodukowana przez siebie miłość do nieistniejących obiektów, a prawdziwym fundamentem chrześcijaństwa jak była, tak jest, nienawiść. Nienawiść do rzeczywistości, którą wymienia się na doskonałą, pośmiertną, transcendentną alternatywę. Życie w kłamstwie, bredniach, dla życia w po-śmierci. To jest dopiero ubóstwo ducha i życia. Całkowita klęska, porażka i zdrada rzeczywistości.

Ja widzę to zupełnie inaczej, dla wierzacego to rzeczwstość ziemska jest istotna jako przygotowanie do życia wiecznego, tak ważniejszego. Z mojej perspektywy przywiązywanie zbyt dużej wagi do życia tutaj kosztem życia wiecznego jest nierozsądne. I tylko tyle, przy tym nie obrażam innych, nie rzucam się jak pryszcz przed wycisnięciem, tylko spokojnie tłumaczę...

>P.S. I nie myl antyklerykalizmu z antyreligijnością, czy antychrześcijaństwem.

Rozróżniam pojęcia, wiem jednak że mają one także duże obszary wspólne, a jak ktoś się wypowiada w duchu tej wspólnej cześci to skąd zgadnąć, kto On jest.

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
27-11-2014 22:16 
 Ocena 7 na 7
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Nie narzekaj, że dużo napisałem, bo dużo to będzie teraz

>- że jesteśmy, mimo swej fizycznosci jako ludzie, zdolni do jakiejś formy łączności z bogiem,

Nie z bogiem, tylko z jego własnym wyobrażeniem. Obiekt jest bez znaczenia. Może to być jakiś Bóg, może być postać literacka, może być Naomi Campbell albo i suczka sąsiada. Przywołujesz i przeżywasz. Z Bogów oczywiście najtrudniej zrezygnować.

>- że sprzyjają temu określone zachowania (rytuały, itd...),

tak, rozmaite, określone zachowania (tak własne, jak i innych) potrafią nas oszukiwać

>- że różni ludzie mają różną zdolność do osiągania takich stanów,

być może, ale jak by tak to potrenować, to zdecydowana większość da radę

>- że "te stany" mają wpływ na nasze ciało.

Niesamowite. Zwłaszcza, że mają jeszcze wpływ na kieszeń i przeżycie swojego życia w kłamliwej, bzdurnej narracji.

>Nasz mózg zatem nie tyle "wymyśla", ile "odbiera" i właściwie "odczytuje" to co istnieje.

No tak. Fantastyczne złudzenia, ułudy, mistyczne wizje istnieją. W głowie zarażonego.

>Tyle tylko, że odkryć i opisać prawo ciążenia jest o wiele łatwiej niż Absolut, zwłazcza, że ten nie musi chcieć się łatwo "odkryć".

Ale już wyprodukować go w swojej głowie, przynajmniej cząstkowo, intuicyjnie albo chociaż uruchomić wi-fi w Jego stronę jest banalnie łatwe. Wystarczy tylko chcieć i trochę potrenować. "Boskie" fale szybciutko złapią się na chętną antenę.

>Tysiące lat temu metoda naukowa nie była znana i jakoś cywilizacje się rozwijały na tyle, że do dziś je podziwiamy, wniosek - metoda naukowa nie jest niezbędna do "odczytywania" świata.

<P>Zmanipulowanym, uwiedzionym mistyczną łącznością biedakom zupełnie nauka nie jest potrzebna. Oni już mają wszystko, czego potrzebują. Potrafią w swojej głowie wyprodukować wszystko, co im potrzeba do "odczytania" świata. Nauka jest dla jajogłowych, strasznie męczy i nie daje wszystkich odpowiedzi. A religia daje. Bóg, raj, piekło, niebo, dusza, anioły, diabły, demony, opętania, święci, grzech, w tym pierworodny, pośmiertna wieczność, zbawienie, rodzące dziewice, zmartwychwstanie trupów, cuda, sąd ostateczny, wieczne potępienie, męki, cierpienie. Kult życia po śmierci, czyli zbawienie w wiecznych i doskonałych zaświatach. Żyjesz człowieku w cyrku. Widzisz to? To obłęd. Szaleństwo, oszustwo, kłamstwo. Ale uważasz się za wiedzącego i zdrowego. Pośród takich obiektów, pojęć i zmyślonych postaci człowiek spędza swoje życie. Nigdzie nie spotyka się z rzeczywistością, nie dotyka jej piękna, fascynujących, naukowych, czyli najczęściej rzetelnych wyjaśnień. Tej genialnej i niezwykłej obfitości i złożoności. Czasami gdzieś tak tylko przypadkiem coś mu przed oczami stanie, ale najczęściej tkwi się tu tylko w tych żenujących bzdurach, zazwyczaj na poziomie dziecięcego katechizmu, przez co nauką delikwent taki będzie najczęściej wzgardzał, bo ona nie daje właśnie wszystkich odpowiedzi, nie mogąc, jak religia, zmyślać i ustanawiać niepodważalnych prawd.
   Tak to już jest, że prostak gardzi nauką, bo jest niekompletna w odpowiedziach, dla niego zazwyczaj zbyt złożona i przez to niezrozumiała. W sposób niemożliwy do zniesienia obciąża jego ograniczoną zdolność pojmowania. Delikwent taki szuka więc zawsze drogi na skróty. Takimi skrótami są urojenia/wizje/"duchowe" przeżycia i wszelkie przesądy, które mają uprościć, a nawet uczynić oczywistym to, co niezrozumiałe. Kwestie, jakimi zajmują się ludzie wykształceni w poważnych naukowo dziedzinach są niezmiernie złożone, więc zrozumienie nawet ich zarysu wymaga obszerniejszej wiedzy i jakichś nawyków myślowych. A opowieści serwowane przez religie są na tyle proste, że pojmie ją każdy kmiot. W prostackim, kościelnym albo babcinym wydaniu podstawa jest wyłożona w kilku zdaniach i w takiej formie zazwyczaj zaimplementowana pod czaszkę. Ignorantowi oferuje prostacki, ale pojmowalny dla niego obraz rzeczywistości, przy którym zupełnie nie musi się wysilać. Wbija mu pod czaszkę kilka idiotycznych prawd wiary, zmyślonych obiektów, przyczyn i skutków, emocjonalnie od tego uzależnia i kmiot gotowy. A nauka? Nauka w odróżnieniu od religii nie oferuje przecież absolutnej pewności, daje jedynie najlepsze aktualnie wyjaśnienia dotyczące funkcjonowania świata, a to dla jego infantylnych potrzeb za mało. Akceptujesz więc te prostackie, religijne przesądy i opowiastki z entuzjazmem i masz jeszcze jeden powód, by zdezawuować mądrzejszych od siebie. Jajogłowych intelektualistów, jakichś tam błądzących, w sumie pomylonych naukowców, którzy nie maja pełnego, ostatecznego obrazu rzeczywistości i wielkiej prawdy. A ty masz. Bo twoja wiara udziela odpowiedzi na najgłębsze pytania, przedstawia całą właściwie potrzebną do życia prawdę. Czego nauka jajogłowego nie ma szans posiąść. Taki oszukany delikwent prawie nigdy nie styka się więc z rzeczywistością, a jak już, to najczęściej bezmyślnie i powierzchownie. Całe życie przeżyje w idiotycznej narracji. Nie będzie mu dane zaznać piękna życia i świata. Tylko te religijne głupoty. I takim umrze. To straszne, co takiemu człowiekowi się wyrządza. To haniebne.
   Religie każą się zadowolić odpowiedziami, które wcale nimi nie są. Te pozorne, absurdalne wyjaśnienia, które czasami wiją się jak piskorz, żeby dopasować się pod piękne sukcesy nauki, mają często charakter ostateczny, robią za prawdy z boskiego nadania, więc ktoś, kto je sobie przyswoił, niewiele więcej w zakresie poznawania i rozumienia świata potrzebuje. Ma przecież wszystko. Słowo Boga. I swoje wi-fi. Na jakąś ciekawość względem rzeczywistości nie ma już w tak ukierunkowanym umyśle miejsca, a już na pewno na nic, co stało by w sprzeczności lub tylko wzbudzałoby niepewność względem religijnej narracji. Człowiek taki w swoim najgłębszym odczuciu jest już wiedzącym, istotne odpowiedzi dotyczące świata są w jego posiadaniu. W tej sytuacji zachwyt prawdziwym, naukowym, rzetelnym poznawaniem jest więc najczęściej niemożliwy. Religijne brednie na żenującym poziomie są tu wystarczające.

.
27-11-2014 22:17 
 Ocena 6 na 6
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
W ten sposób religie blokują oszukanym i zmanipulowanym ludziom dotarcie do rzetelnych odpowiedzi, czy sensownie stawianych hipotez, nie pozwalając przez to dostrzec rzeczywistej wspaniałości naszego świata. Kiedy nauka w zachwycający sposób nam go opowiada. I tylko ona jest wstanie robić to rzetelnie. Religie tylko wciskają swój żenujący kit zarówno o otaczającym nas świecie, jak i o tym przez siebie wymyślonym, lepszym, doskonałym i ostatecznym. Zazwyczaj pośmiertnym. Czym deprecjonują świat prawdziwy. Bo inny stawiają ponad nim, na piedestale wartości, ludzkich dążeń i pragnień. To szaleństwo. Potwarz i zdrada. Człowiek opierający swoją wiedzę o świecie wyłącznie na religii, niczego o tym świecie nie wie, bo religia niczego prawdziwego o tym świecie nie mówi.
A świat prawdziwy aż krzyczy do nas, żeby się nim zainteresować. Atakuje nas z każdej strony, żeby go poznawać, zadawać pytania, badać. Jednak oszukanym, zdradzonym i z niego wytrąconym jest to już niepotrzebne. Bo oni już swoją wiedzę i prawdę mają. Dostali ją od swojego Boga albo od jakichś jego ziemskich pośredników. Czyli od oszustów i uzurpatorów. Religia daje im swoje łatwe, głupie i kłamliwe odpowiedzi, a oni taplają się w tych żenujących, bajkowych opowieściach.
Nauka szuka prawdziwych wyjaśnień, odkrywa niezwykłe piękno i urzekającą złożoność rzeczywistości. Ta droga jest najwyższą możliwą afirmacją życia i świata. Zupełnie niedostępna religiom, które zapamiętale rzeczywistość deprecjonują i poniżają ją kosztem tak światowych, jak i zaświatowych bredni.

>Ja widzę to zupełnie inaczej, dla wierzacego to rzeczwstość ziemska jest istotna jako przygotowanie do życia wiecznego, tak ważniejszego. Z mojej perspektywy przywiązywanie zbyt dużej wagi do życia tutaj kosztem życia wiecznego jest nierozsądne.

   Chrześcijaństwo przenosi cel i sens istnienia swoich podopiecznych w zaświaty. Zbawienie w zaświatach jest dla zindoktrynowanych od dziecka ludzi głównym i podstawowym dążeniem, a świat i życie prawdziwe z automatu sprowadzone są do roli podrzędnej, tylko pomocniczej. Rundka kwalifikacyjna de facto. Rzeczywistość nie jest celem nadrzędnym, jest właściwie tylko środkiem, narzędziem, bytem i byciem, z którego należy chcieć się wyzwolić. Zmyślona alternatywa staje na piedestale, a życie prawdziwe jest najczęściej odczuwane jako mniej więcej ułomne, upośledzone, jeszcze nie zasadnicze i nie jako jedyne. Na zewnątrz jest doskonałość. Poza światem. W bycie pośmiertnym. Kumasz nikczemność? Wątpię. Nie żyjesz dla życia i świata prawdziwego, ale dla życia i świata zmyślonego. Tam zezujesz. Jesteś generalnie poza życiem, choć zapewne różne namiętności, plany, oczekiwania i pozytywne uczucia względem rzeczywistości ci towarzyszą. Oczywiście będziesz też gorliwie zapewniał, że to życie jest dla ciebie ogromnie ważne i chcesz je pięknie budować. Jednak zostałeś pozbawiony możliwości kształtowania najgłębszej, najsilniejszej więzi z rzeczywistością, bo wmontowano ci w głowę zaświaty. Zostałeś z wydmuszką, siedzisz kurna dopiero w poczekalni. Nie możesz myśleć z pełnym szacunkiem i najwyższymi wartościami o tym życiu i tym świecie, bo masz na oku nieporównywalnie lepsze. Doskonałe i wieczne. Zdradzasz to prawdziwe i jedyne. Nie możesz więc równać się z kimś, kto jest w pełni oddany tej rzeczywistości, bo zostałeś pozbawiony największych i najświętszych względem niej odczuć i myśli. Te obsadzasz na pośmiertnej, zaświatowej fikcji, bo twój zbawiciel na krzyżu wskazuje ewakuację z rzeczywistości za nadrzędny cel. Nie ten świat i to życie. Tutaj masz tylko wypełnić polecenia, a skarby znajdują się poza. W fikcji. Po śmierci. To tam jest życie przez duże żet. Tu mól, nędza i rdza.
   Nie jesteś zatem całkowicie, bezwzględnie, w pełni i całym sobą oddany prawdziwemu światu i życiu. Nigdy tego nie zaznasz, nie odczujesz, nie pojmiesz. Ukrzyżowany Bóg w katolicyzmie jest zdradą rzeczywistości. Wiem, że to trudne, że bolesne, że cię obraża i że nie do przyjęcia. Ale co zrobić, kiedy tak jest? Ty zdradzasz, a ja wierny do końca i na zawsze. Zawsze dla życia. Tego życia. Żadnej skandalicznej alternatywy, żadnego zamiast, żadnej, nawet najbardziej ponętnej fikcji. Tylko praca, doskonalenie tego świata i tego życia. I siebie wobec nich i tylko wobec nich. Na zawsze. Do końca. Moim celem jest to życie. I stwarzanie w nim możliwie najpiękniejszej (na miarę własnych możliwości i dzięki inspiracji mądrzejszych ode mnie) najmądrzejszej, realnej i racjonalnej, najgodniejszej wersji siebie. Ty tylko grasz w piekło-niebo, zmierzasz w zmyślone, fałszywe, zewnętrzne, pozaświatowe pojęcia i przestrzenie, a aktualne życie, to tylko obóz przejściowy i przygotowawczy do tego haniebnego celu. To życie, jedyne jakie mamy na pewno, jest upodlone wieczną, zmyśloną alternatywą i nie wybaczy wam tego żadne niebo. Zdradziliście i zwodzicie innych. Oszukujecie innych, bo sami zostaliście skutecznie oszukani. Tutaj trzeba być oddanym całkowicie i bezwzględnie zasadzie rzeczywistości. Bez takiego oddania i wierności pozostaniesz ślepy, kulawy, właściwie martwy. Zmyślona alternatywa staje się obiektem nadrzędnym. I ostatecznie jedynym godnym pragnienia, oczekiwania, pożądania. Rzeczywistość traci swój majestat, wielkość, piękno. Nagle, jak królik z kapelusza, wyskakuje pośmiertna perfekcja i dyskredytuje świat prawdziwy. Ten jedyny, jaki mamy! Czyste szaleństwo. Obłęd. Jakie to poniżenie rzeczywistości jest! Jaka zdrada! Jaka obraza życia i świata.

.
27-11-2014 22:17 
 Ocena 7 na 7
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
   Nadrzędność świata zmyślonego, zewnętrznego, alternatywnego i doskonałego ma fatalne konsekwencje dla przeżywania świata rzeczywistego. Zamiast skupienia się z pasją na życiu, poświęca się uwagę problemom śmierci i po-śmierci, co automatycznie prowadzić musi do mniejszego lub większego zlekceważenia życia, a to ma zawsze swoje złe konsekwencje. Myślenie o tym, co dzieje się z człowiekiem po śmierci jest stratą czasu, czyli stratą życia. Natomiast świat, który wart jest tego, aby go doskonalić, jest zawsze w zasięgu ręki. To najpiękniejsze zadanie i wyzwanie. Najpiękniejszy cel i sens. Najwyższa miłość i największe dobro.
   Pomysł doskonałych zaświatów, to najhaniebniejsze założenie względem rzeczywistości, jakie tylko można sobie wyobrazić. Zamiast pełni oddania, całkowitego poświecenia się jedynemu ze światów, mamy jego zdradę na rzecz fikcji, świata zmyślonego, pośmiertnego. To najnikczemniejsza postawa względem tego świata i życia. Względem człowieka. I później się dziwić, że ludzie się nie szanują nawzajem, bo nie szanują odpowiednio świata i życia. Gotowi skoczyć sobie do gardeł z byle powodu. Nie ma pełnego szacunku i najwyższych wartości wobec rzeczywistości, to świat można podpalić. W imię własnych korzyści, wygód, zaszczytów, wartości, emocji, uczuć, idei, wizji, pragnień pośmiertnych i wiecznych, czy Bogów z doskonałych zaświatów. Byleby stało na moim. Bo jestem dzierżycielem najprawdziwszej prawdy i najwyższego dobra. Mam wi-fi, łaskę i Prawdę.
27-11-2014 19:35 
 Ocena 4 na 4
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
> Wiara pochodzi zupełnie z innego źródła, to rodzaj olśnienia, jak szósty zmysł. Nie ma też nic wspólnego z głupotą.

Kiedyś tym źródłem była powszechna ignorancja, dziś jest nim proces kretynizacji, któremu poddaje się dzieci w wieku przedszkolnym.
Korelacja statystyczna między wiarą a obniżoną inteligencją jest wyraźna i nieprzypadkowa.

> jest to wspaniałe, lepsze niż orgazm, silniejsze niż miłość do kobiety, do dziecka nawet

No właśnie, silniejsze niż miłość do dziecka. To żeś zareklamował.
Zauważ, że taki opis pasuje także np. do uzależnienia od narkotyków.
27-11-2014 20:29 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> jest to wspaniałe, lepsze niż orgazm, silniejsze niż
> miłość do kobiety, do dziecka nawet.

Jak relacja Abrahama do jego syna Izaaka i do Boga?
I wtedy kur zapiał raz trzeci..

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Brzostowski (7067 punktów)
>> jest to wspaniałe, lepsze niż orgazm, silniejsze niż
>> miłość do kobiety, do dziecka nawet.Jak relacja Abrahama do jego syna Izaaka i do Boga?

Jak zwykle przyczepić się lubicie do tego, co pasuje do z góry ustalonej tezy...

Gdybym ja tak czynił w przypadku ateistów...

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
27-11-2014 21:02 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Jak zwykle przyczepić się lubicie do tego, co pasuje do z góry ustalonej tezy...

Nie, nie czepiamy się. To nie może być przypadkowe i z pewnością nie jest. Warto, byś nad tym dłużej pomyślał.

>Gdybym ja tak czynił w przypadku ateistów...

Śmiało. Myślę, że są tu osoby na krytykę gotowe.
Krytyka wzmacnia, jeśli coś w danym podejściu jest. A jeśli nie ma, tylko słabość obnaża.
Chętnie poddam się Twojemu czepialstwu, może nawet słowom krytyki.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
27-11-2014 22:01 
 Ocena 3 na 3
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>Jak zwykle przyczepić się lubicie do tego, co pasuje do z góry ustalonej tezy...

Eureka!
Na tym to polega. Nie ma sensu czepiać się tego, co nie pasuje.

Oczywiście nawet nie przyszło ci do głowy zastanowić się o czym to świadczy, że w ogóle cokolwiek pasuje do takich tez.
28-11-2014 06:57 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Oczywiście nawet nie przyszło ci do głowy zastanowić się o czym to
> świadczy, że w ogóle cokolwiek pasuje do takich tez.

Niestety nie przyszło. Wiary w swojego Jedynego, Wszechmocnego i Nieśmiertelnego Osobowogo Boga jakby mało troszku.
Więc trzeba ją wzmocnić nie zastanawiamiem się, nie czytaniem, brakiem wolnej refleksji i krępowaniem siebie samego tam, gdzie czcigodna natura ku dobru wiedzie. A czasem w nieznane.
Trzeba ją (wiarę) wzmocnić na każdym kroku - ot, choćby iluzją adekwatnego odpowiada racjonalistom "nie ustępując pola".

Bo gdyby była mocna.. to można by dopuscić zastanawianie się, że cokolwiek jednak do takich innych tez pasuje?
Pozdrawiam!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
27-11-2014 21:25 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>> Bo wyciągnął drobny kamyczek z fundamentów Twojej
>> wspólnoty i przez to ona minimalnie jest mniej stabilna?
> Uwierz mi, że aby ten fundament mógł się zatrząść potrzebne jest coś w rodzaju BB.

Wierzę, uwierz teraz z kolei mnie. Albo ziarnko do ziarnka, kamyczek do kamyczka, Obirek do Bartosia, Węcławski do Witolda Bocka, czasem nieudolna wypowiedź Michalika, albo świadectwo dawane przez biskupa Głodzia pijącego pospołu z Leszkiem Milerem (na którego biskupa donoszą jego klerycy).
I zbierze się miarka.
Nie od razu Kraków zbudowano.
Wiara musi się unowocześniać a fundament przekształcać. Nie ma innego wyjścia. Minie kilkaset lat i ludzie wiary będą patrzeć na ten dzisiejszy fundament ze zdziwieniem, będą zadawać sobie pytanie jak można było tak myśleć, działać i nauczać w sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem np. w dziedzinie seksualności, czy nierozerwalności małżeństwa.
Koncepcja grzechu całkowicie się zrewolucjonizuje, a po dzisiejszej nie będzie śladu.
Tak będzie panie Kolego, tak będzie..
I wcale żaden BB nie będzie potrzebny. Zapamiętaj: wszystko płynie.
Serdecznie pozdrawiam!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
27-11-2014 22:41 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Wiara musi się unowocześniać a fundament przekształcać. Nie ma innego wyjścia. Minie kilkaset lat i ludzie wiary będą patrzeć na ten dzisiejszy fundament ze zdziwieniem, będą zadawać sobie pytanie jak można było tak myśleć, działać i nauczać w sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem np. w dziedzinie seksualności, czy nierozerwalności małżeństwa.

A co zdaniem kol. Głodzika nie może i nie powinno się przekształcać? Czy jest coś takiego? Zapytam przez ciekawość.

Może nasze zapatrywania np. na równość wszystkich ludzi względem prawa, na prawa człowieka, na wierność małżeńską, na pedofilię też muszą się unowocześniać? Czy kol. Głodzik będzie się starać przyspieszyć taki proces unowocześniania (jeżeli proces taki będzie mieć miejsce), czy też raczej będzie mu się przeciwstawiać w imię obrony "tradycyjnych wartości" i "zasad"? Może "małżeństwo" jest anachronizmem nie wytrzymującym próby czasu i powinno być zastąpione umową cywilno-prawną, o której kształcie decydowałyby obie strony? Czy taka umowa koniecznie musiałaby być zawierana między dwiema osobami (co to za zabobon?)? Czy gdyby miał Pan możliwość decydowania, zastąpiłby Pan instytucję małżeństwa chyba bardziej dopasowaną do rzeczywistości i potrzeb instytucją umowy cywilno-prawnej, którą na przykład można by zawierać na czas określony? Może wyzwolimy nasz system prawny z anachronizmów rodem ze średniowiecza? Dlaczego ani słowa o tym nie uświadczy się na "Racjonaliście", tylko trwa nieustanna młócka kwestii Boga i wiary religijnej?

Czy przyznawanie np. profesorowi ekonomii i człowiekowi lekko upośledzonemu po jednym głosie w wyborach parlamentarnych (w imię "równości") nie jest sprzeczne z rozumem w nie mniejszym stopniu aniżeli powiedzenie, że jest jeden Bóg, ale w Trzech Osobach? Czy bezpośrednie bądź pośrednie decydowanie o czymś, o czym nie ma się zielonego pojęcia, nie jest sprzeczne z rozumem i czy w konsekwencji nie wymaga jakiejś rewizji? Dlaczego tym nie zajmą się racjonaliści, tylko uczepili się wiary religijnej jak rzep psiego ogona? Dogmat demokracji jest nam narzucany w nie mniejszym stopniu, jak kiedyś wiara katolicka. Jest współczesną religią, a politycy są jej hierarchami. Należy walczyć z zabobonami demokracji, gdyż są one żywsze i silniejsze aniżeli np. dogmat o transsubstancjacji czy o niepokalanym poczęciu. Te pierwsze są w nie mniejszym stopniu sprzeczne z rozumem, jak drugie.
27-11-2014 23:54 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Uf, naliczyłem 13 pytań. Nieźle się Pan postarał.
Proszę najpierw odpowiedzieć na moje wątki i pytania, które tak łaskawie i nagminnie Pan dotąd opuszczał. A później się zobaczy, co z Pańskimi.
PS1 powiało Korwinem-Mikke. Nawet trochę do Pana pasuje
PS2 Pyta Pan "Czy kol. Głodzik będzie się starać przyspieszyć taki proces unowocześniania" a już powinien dawno sam dojść, ze jestem egzystencjalistą i jakiekolwiek przyśpieszanie jest mojej naturze obce, niczym poglądy ks. Lemańskiego bp Hoserowi

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
28-11-2014 18:13 
 Ocena 2 na 2
Episode_2 (3284 punktów)
Ja z kolei potraktuję to jako jedno pytanie.

>Może nasze zapatrywania np. na równość wszystkich ludzi względem prawa, na prawa człowieka, na wierność małżeńską, na pedofilię też muszą się unowocześniać?
Skoro się unowocześniają, to widocznie muszą. I jak najbardziej powinny być nowoczesne. (Ale Ty to pewnie opacznie zrozumiesz, bo masz złe zdanie o nowoczesności, więc spróbuję dokładniej.)
Trzeba dbać o to, żeby zmiany były korzystne. Więc nie każda zmiana jest pożądana.
Mając większą wiedzę lepiej można ocenić, co jest korzystne, a co niebezpieczne. Co warto zachować, a co warto zmienić.
Stąd nie ma sensu uciekać przed nowoczesnością.

Zmiany dla samych zmian są równie bezsensowne jak tradycja dla tradycji.
Można kultywować tradycje dla tradycji, np. stroje i tańce ludowe, hejnał mariacki, bractwo kurkowe itp. Ale tylko, jeśli to nikomu nie szkodzi.

Skąd u Ciebie przekonanie, że albo zmieniamy wszystko, albo nic?
28-11-2014 22:25 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>> Może nasze zapatrywania np. na równość wszystkich ludzi
>> względem prawa, na prawa człowieka, na wierność małżeńską,
>> na pedofilię też muszą się unowocześniać?
> Skoro się unowocześniają, to widocznie muszą.

Elasp pytał, czy muszą. A ja mówię: zobaczymy. Nie wszystko jest sterowane taktycznie i świadomie przez człowieka. Przybiera się czasem różne kierunki nieświadome, w międzyczasie odkrywane są rzeczy, które kierunek zmian nieznacznie zmieniają.

> I jak najbardziej powinny być nowoczesne. (Ale Ty to pewnie
> opacznie zrozumiesz, bo masz złe zdanie o nowoczesności, więc
> spróbuję dokładniej.)

Oczywiście, że tak to zrozumie.
Ale z demokracji korzysta. Z powszechności nauki, służby zdrowia, tego że nikt już nieomal na ulicach, czy głównych mediach nie indoktrynuje rasizmem itp. - też. Z kapitalizmu z w miarę ludzką twarzą również garściami weźmie.
A z praw człowieka i obywatela jakoś tam zawartych w Konstytucji i prawie ustawowym, to przede wszystkim.
A skąd to wszystko? Z nauki religii?

> Trzeba dbać o to, żeby zmiany były korzystne. Więc
> nie każda zmiana jest pożądana.
> Mając większą wiedzę lepiej można ocenić, co jest korzystne, a
> co niebezpieczne. Co warto zachować, a co warto zmienić.

I tak to się mniej więcej toczy. Czasem z błędami, ale jak głosi słynne przysłowie "ten tylko nie robi błędów, kto.."

> Stąd nie ma sensu uciekać przed nowoczesnością.

Ano nie ma. Można oczywiście ją kontestować, względnie oflagować się i zamknąć w mieszkaniu. Ale świat ucieknie.

>Skąd u Ciebie przekonanie, że albo zmieniamy wszystko, albo nic?

Kolega Elasp ma receptę na większość rzeczy i wie "co i jakie powinno być, a nie jest". Szkoda tylko, że w politykę nie poszedł. Chyba, że czegoś jeszcze o naszym Koledze nie wiemy

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
27-11-2014 18:27 
 Ocena 4 na 4
Wojciech Siarkiewicz (2892 punktów)
(zablokowany)
Muszę się wtrącić bo już nie mogę. Jak długo można znosić nazywanie białego czarnym a kwadratu trójkątem? Przecież WIDAĆ, że nazwa nijak się nie ma do nazywanej rzeczy/zjawiska. Na przykład tzw "wolna wola". Obracana jest na okrągło. Nic to, że ani Adam ani Ewa nie mieli rozeznania czynu DOPÓKI nie zjedli owocu. Nic to. "Ale mieli wolną wole!". To ja się pytam - na czym polega owa wolność woli skoro za PIERWSZE W HISTORII faktyczne użycie tej woli natychmiast mamy srogą karę spadającą na pokolenia i pokolenia. To się nazywa "WOLNA wola"??? Możesz wybrać A lub B ale jak wybierzesz B to dostaniesz natychmiast po mordzie. Rzeczywiście - wolna wola.
Dać komuś wolną wolę to znaczy być gotowym na zaakceptowanie KAŻDEGO wyboru. Inaczej jest Orwell.
Ceterum censeo, że jest oznaką GŁUPOTY przekazywać dzisiejszym ludziom objawienie w postaci dostosowanej do świata prymitywnych koczowników sprzed 3000 lat. JA, ja, mały, głupi człowiek widziałbym PRZED przekazem, że to nie ma prawa zadziałać.
PO CO BÓG PRZEKAZUJE COŚ TAM CZEGO SIĘ NIE DA ZROZUMIEĆ?????
Tylko nie piszcie, że zadziałało bo znów to czysty Orwell. Jak zadziałało? Skąd wojny w ogóle a religijne w szczególności?
Wciąż ten stary dowcip. Co należy zmienić jeśli teoria nie zgadza się z faktami? Teorii nie można. Fakty, to fakty. Trzeba zmienić "nie zgadza się" na zgadza się". Wszystko to byłoby bardzo śmieszne gdyby ludzie nie ginęli.
Brzostowski (7067 punktów)
>Muszę się wtrącić bo już nie mogę. Jak długo można znosić nazywanie białego czarnym a kwadratu trójkątem? Przecież WIDAĆ, że nazwa nijak się nie ma do nazywanej rzeczy/zjawiska. Na przykład tzw "wolna wola". Obracana jest na okrągło. Nic to, że ani Adam ani Ewa nie mieli rozeznania czynu DOPÓKI nie zjedli owocu. Nic to. "Ale mieli wolną wole!". To ja się pytam - na czym polega owa wolność woli skoro za PIERWSZE W HISTORII faktyczne użycie tej woli natychmiast mamy srogą karę spadającą na pokolenia i pokolenia. To się nazywa "WOLNA wola"??? Możesz wybrać A lub B ale jak wybierzesz B to dostaniesz natychmiast po mordzie. Rzeczywiście - wolna wola.

Ludzie wg Biblii mieli wolną wolę i robili co tam chcieli, przy czym bóg dał im zakaz jedzenia jabłek z drzewa. O innym zakazie nie było mowy. Toż to wolność na całego!

Zobacz dzisiaj ile masz zakazów?! Pod groźbą kary! I co nie masz wolnosci? Nie decyduejsz za siebie?

A u boga był tylko JEDEN zakaz. Nie słyszzałem o większej wolności nawet w skraje liberalnych krajach!

>Dać komuś wolną wolę to znaczy być gotowym na zaakceptowanie KAŻDEGO wyboru. Inaczej jest Orwell.
Co Ty pleceisz? Jakieś zasady chyba powinny być.

>Ceterum censeo, że jest oznaką GŁUPOTY przekazywać dzisiejszym ludziom objawienie w postaci dostosowanej do świata prymitywnych koczowników sprzed 3000 lat. JA, ja, mały, głupi człowiek widziałbym PRZED przekazem, że to nie ma prawa zadziałać.
Oznaką GŁUPOTY jest nieumiejętność zrozumienia wlaśnie tego, że przekaz był dostosowany dla ludzi sprzed 3 tys. lat i interpretowanie Biblii wg dzisiejszych standardów.

>PO CO BÓG PRZEKAZUJE COŚ TAM CZEGO SIĘ NIE DA ZROZUMIEĆ?????
Ja rozumiem.
>Tylko nie piszcie, że zadziałało bo znów to czysty Orwell. Jak zadziałało? Skąd wojny w ogóle a religijne w szczególności?
Skąd wojny? A z chciwości...
>Wciąż ten stary dowcip. Co należy zmienić jeśli teoria nie zgadza się z faktami? Teorii nie można. Fakty, to fakty. Trzeba zmienić "nie zgadza się" na zgadza się". Wszystko to byłoby bardzo śmieszne gdyby ludzie nie ginęli.
A ten dalej swoje o "ginięciu"...


Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
27-11-2014 18:57 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Ludzie wg Biblii mieli wolną wolę i robili co tam chcieli,
> przy czym bóg dał im zakaz jedzenia jabłek z drzewa.
> O innym zakazie nie było mowy.

Nie? A o zakazie poznania dobra i zła, to kol. Brzostowski nie słyszał? No tak, po co te cholerne japka wtrąchali, nieusłuchane głodomory jedne..
Brawo

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
27-11-2014 20:17 
 Ocena 6 na 6
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Dyskusja z chrześcijanami o jabłku nie ma żadnego sensu. Ich historia, to kompletny kretynizm, który zresztą zdemaskowany unieważnia tą poronioną religię. Jak ktoś chce wiedzieć o co w historii z jabłkiem chodzi, to idzie do źródła (gdzie w ogóle nie istnieje pojęcie grzechu pierworodnego), a nie do mutantów. Prawdziwa historia wygląda tak:
the614thcs.com/40.1440.0.0.1.0.phtml

A ja od siebie napiszę szerzej tak:

   Spożycie owocu z drzewa poznania dobra i zła jest tylko symbolicznym ujęciem wyjścia człowieka ze stanu naturalnego, zwierzęcego, instynktownego i przejścia w stan ludzki, intelektualny, refleksyjny i problematyczny. Oświecony. Nikt z powodu zerwania jabłka nie jest wedle judaizmu obciążony grzechem, który wymaga nadzwyczajnej, boskiej interwencji. Sam Bóg nie czuje się urażony złamaniem zakazu, a spożycie jabłka sprawia tylko, że od tego momentu wszyscy już żyją inaczej, popełniając błędy, grzechy wynikające z nowej, świadomej już, ludzkiej natury. Bo pojawiają się nowe myśli, które rodzą nowe pragnienia, potrzeby, żądze, egoistyczne zachcianki. Rodzi się świadome, przemyślane działanie, w tym wykorzystywanie innych, tak poprzez stosowanie naturalnej, fizycznej siły, jak i psychologiczne, intelektualne oddziaływanie i przejmowanie nad nimi często okrutnej, opresyjnej władzy. Jest też rozbudowana chciwość, pycha, materializm, wielostronne wykorzystywanie i krzywdzenie. I cała masa innych, złych rzeczy. Na poziomie zwierzęcych instynktów tak wielu możliwości ujawniania się zła nie było. Ale nie było też wszechstronnych, wielopłaszczyznowych i zupełnie nadzwyczajnych możliwości pięknego przekształcania świata. Zdobywania niezwykłej, głębokiej, szczegółowej wiedzy i rozwijania się ludzi. Tak więc Bóg w tej opowieści nie straszy, ale ostrzega Adama i Ewę, że po spożyciu owocu z drzewa wiadomości dobra i zła otworzą się im oczy i będą jak Elokim, którzy to dobro i zło znają. I będą wygnani, a raczej, siłą rzeczy, opuszczą dotychczasowy, naturalistyczny, nieświadomy Eden, gdzie nie znali pojęcia śmierci, nie rozumieli, że umrą, gdzie żyli w naturalnej równowadze ze środowiskiem i nie cierpieli. Nie zabiegali o to, czy o tamto, niczego nie gromadzili, nie martwili się na zapas. Żyli na bieżąco, chwilą, zupełnie bezproblemowo. Jak to zwierzęta. Natura dostarczała im wszystkiego, czego potrzebowali, a potrzebowali niewiele. Teraz wszystko się zmieniło, poszerzył się wgląd, dynamicznie zwiększyła się wiedza, pojawiła się możliwość niezwykłego przekształcania właściwie wszystkiego i powrotu do Pierwotnego Raju już nie mogło być. Człowiek wypadł z błogiej ciemnoty życia rajskiego, tylko naturalnego i wszedł na wyższą ścieżkę uczestnictwa, w pogłębiony wgląd w rzeczywistość. W jej wielopłaszczyznowe rozumienie.
    Bóg tutaj wcale się więc nie obraża, choć siłą rzeczy zamyka bramy Ogrodu, bo człowiek nabył wyższą świadomość i zobaczył pogłębiony obraz rzeczywistości. Choćby teraz chciał, to nie może wrócić, bo zobaczył, poznał, wie i nie zapomni. Wyszedł ze świata naturalnego, zwierzęcego. Myśli, rozważa, problematyzuje. Jest już inną istota. Powrotu nie ma i ukrył się w pierwszej chwili przerażony ogromem nowego spojrzenia. A Bóg oczekuje teraz, że ludzie będą się rozwijać, doskonalić, upiększać świat, życie i samych siebie. Staną się dobrzy, sprawiedliwi, mądrzy i piękni. Teraz, dzięki świadomości, refleksji, myśli i kreatywnej woli człowiek może próbować kontrolować instynkty, przeciwstawiać się swojej zwierzęcej, krzywdzącej często innych naturze. Teraz zostało mu umożliwione twórcze przeobrażanie świata, stanie się istotą wyższą. Teraz może spróbować okiełznać swe pierwotne, egoistyczne i naturalne instynkty i dążyć do tego, by świat stawał się piękniejszy i szczęśliwszy. Teraz może już przeobrażać siebie i świat i wprowadzać to na coraz wyższe poziomy. To jest trudne, bo egoizm jest naszą trwałą, naturalną specyfiką, mamy go niejako za darmo i jest zawsze pod ręką, dostępny natychmiast, a te pozytywne rzeczy trzeba dopiero w trudzie wypracowywać. Co zaczyna się już we wczesnym dzieciństwie, kiedy musimy małego człowieka socjalizować i stawiać granice jego zwierzęcej naturze, popędom i żądzom.
    Tak więc, cała ta historia, to zwyczajnie tylko opis przejścia człowieka z nieświadomego stanu zwierzęcego w stan przebudzony, ludzki. Na żaden grzech pierworodny spadający na kolejne pokolenia, od którego trzeba ludzkość zbawiać, nie ma tutaj miejsca. To absurdalny wymysł mający służyć obarczeniu, upokorzeniu każdego człowieka i przejęcia nad nim władzy przez biblijnych heretyków. Karność osiągnięta strachem przed wiecznymi konsekwencjami. Interpretacja katolicka, to czysta głupota i herezja. Fałszywa i kompletnie chora, barbarzyńska historia.
    Koncepcja zbawienia, czyli wyzwolenia od grzechu i jego konsekwencji jest więc obecna w chrześcijaństwie i nie ma odpowiednika w judaizmie. Zbawienie od grzechu jest zbędne w judaizmie, ponieważ ta religia nie twierdzi, że ludzkość jest napiętnowana grzechem pierworodnym i nie uważa, że ludziom potrzebna jest boska interwencja, aby uniknąć wiecznego potępienia, co jest wymysłem chrześcijańskim. Historia odkupienia ludzkości przez Jezusa z ukrzyżowaniem i zmartwychwstaniem na czele jest więc absurdem, kłamstwem, manipulacją, sposobem panowania nad zastraszonymi pośmiertnymi konsekwencjami, ludźmi. Ta pierwotna, żydowska historia ma jakąś logikę w odróżnieniu od tego chrześcijańskiego cyrku. Na pierwszy rzut oka widać, która wersja ma jakieś ręce i nogi, a która jest kompletnie porąbana i bez sensu. Ta żydowska zupełnie nieźle oddaje sytuację i kondycję człowieka.
    Tą są dwie, zupełnie różne historie i nie wiem, jakim cudem można brać pod uwagę interpretację katolicką za prawidłową.
Brzostowski (7067 punktów)
>Dyskusja z chrześcijanami o jabłku nie ma żadnego sensu. Ich historia, to kompletny kretynizm, który zresztą zdemaskowany unieważnia tą poronioną religię.

I kolega teraz unieważnił religię!

Przecież cała ta interpretacja judaistyczna nie jest geenralnie sprzeczna z chrześcijańską. Chreścijańska jedynie je uzupełnia. Nie jest to też żadne odkrycie, tylko takie jest stanowisko KK.

Oczywiście Ty możesz swój jad wylać...

Bóg chciał aby czlowiek żył sobie miło w raju, ale nie jak "zwierzę" tylko aby się rozwijał, panował nad światem, miał wolną wolę, itd...

Bóg chronił czlowieka.

Człowiek zjadł jabłko i poznał dobro i zło, przez ten grzech (nieposłuszeństwa) wlaśnie nabył skłonność do czynienia zła.

I tak sobie żył... i żyje...

Bóg uznał iż człowiek nie poradzi sobie bez pomocy, dlatego za grzechy Jezus wysłał...

I dlatego mimo że jesteśmy skłonni do zła, możemy być zbawieni, dzieki JEzusowi i jego ofierze...

A już Twoje wypisy o ludzkim rozwoju to tylko twoje wizje... ciekawe które płaty Ci się uaktywniły w mózgu...

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
27-11-2014 22:34 
 Ocena 2 na 2
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Dobra. To odpuszczamy, bo nie rozumiesz tak jednej, jak i drugiej religii.
06-12-2014 23:36 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Przecież cała ta interpretacja judaistyczna nie jest geenralnie
> sprzeczna z chrześcijańską. Chreścijańska jedynie je uzupełnia.

Uzupełnia.. tak właściwie kładąc akcent na czymś innym.

>Bóg chciał aby czlowiek żył sobie miło w raju

Czy aby? Skąd wiadomo, że chciał? Jeśli naprawdę chciał, to mógł tego drzewa ze smakowitymi jabłkami im przed oczami nie stawiać. Przecież wiadomo, że skoro ktoś, kogo uznajesz za autorytet czegoś zabroni - to i tak spróbujesz, choćby to była zwykła beznamiętna rzecz.

> ale nie jak "zwierzę" tylko aby się rozwijał

Rozwijał na jakim polu i gdzie? W raju? Po co? Człowiek się rozwija, bo czegoś nie ma, bo zaspokaja swoje aspiracje, bo ewoluuje, bo czuje głód, chęć wyglądania, znalezienia partnerki, partnera, wychowania dzieci w dobie wyzwań itp.
"Rozwijać się w raju" - tu mam wątpliwość, czy rozumiesz co to raj.
Tam przecież ma się wszystko co potrzebne, o czym się nawet zamarzy. Od razu.
Gdyby było inaczej wcale nie byłby to raj.

> panował nad światem, miał wolną wolę, itd...

"Panował nad światem" Ale miał tam przecież cały świat, zupełnie kompletny, który potrzebował i chciał poznać.

> Bóg chronił czlowieka.

Ale przed czym? Tam jeszcze nie chronił. Ponoć niebezpieczeństw j e s z c z e w t e d y n i e b y ł o.

> Człowiek zjadł jabłko i poznał dobro i zło, przez ten grzech
> (nieposłuszeństwa) wlaśnie nabył skłonność do czynienia zła.

No właśnie, w żydowskiej wierze nie ma o tym ani słowa. Popatrz: Według opowieści z "Księgi Rodzaju", przekroczenie zakazu sięgania po owoc z Drzewa Znajomości Dobrego i Złego ustaliło sytuację człowieka: pomiędzy istotą fizyczną (podlegającą prawom natury, a więc przede wszystkim seksualną i śmiertelną), a duchową (czyli posiadająca "boską" zdolność odróżniania dobra od zła i mającego świadomość przede wszystkim własnej seksualności i nieuchronności własnej śmierci, co nie jest dostępne innym istotom żywym), ale nie obciążyło grzechem całej ludzkości.

"Nie obciążyło grzechem całej ludzkości"
Panimajesz?

Nie można uzupełnić danej interpretacji jakiejś opowieść o coś, co już dany aspekt - czyli grzech pierworodny - ujmuje, tylko intencja jest odwrotna.
Możesz nie tyle ją uzupełnić, co jej zaprzeczyć - i tak się z interpretacją chrześcijańską stało.
Problem wskazywany przez chrześcijaństwo jest całkowicie obcy judaizmowi z dwóch przyczyn. Po pierwsze według judaizmu nikt nie jest automatycznie obciążony grzechem pierworodnym. Po drugie: ludzie są rozliczani wyłącznie za swoje postępowanie, więc działając etycznie i zgodnie z Prawem sami stawiają się w sytuacji, w której odkupienie jest zbędne. Jednocześnie Tora stwierdza jednoznacznie, że tylko Żydów obowiązują prawa dotyczące relacji człowiek-Bóg. Nieżydowska część ludzkości zobowiązana jest - według Tory - wyłącznie do przestrzegania etycznych praw w relacji człowiek-człowiek (z wyjątkiem dwóch, które obowiązują całą ludzkość: zakaz złorzeczenia Bogu i zakaz bałwochwalstwa.
the614thcs.com/40.1440.0.0.1.0.phtml

> Bóg uznał iż człowiek nie poradzi sobie bez pomocy, dlatego za grzechy Jezus wysłał...

Tu już klepiesz doktrynę chrześcijańską, która z wpisem Darkside, ani żydowskim rozumieniem Księgi Rodzaju nie ma absolutnie nic wspólnego.

>I dlatego mimo że jesteśmy skłonni do zła, możemy być
> zbawieni, dzieki JEzusowi i jego ofierze...

Itd.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

Bóg chciał aby czlowiek żył sobie miło w raju
>Czy aby? Skąd wiadomo, że chciał? Jeśli naprawdę chciał, to mógł tego drzewa ze smakowitymi jabłkami im przed oczami nie stawiać. Przecież wiadomo, że skoro ktoś, kogo uznajesz za autorytet czegoś zabroni - to i tak spróbujesz, choćby to była zwykła beznamiętna rzecz.
Władysław Witwicki: I dziś też wiara religijna może polegać albo na przekonaniach, albo na supozycjach.
"To, czego od ludzi oświeconych teologowie wymagają, to wygląda na supozycje. Przekonania oparte na rzeczywistości nieodpartej, obiecują im dopiero w życiu przyszłym. Za życia mają tylko wierzyć - po śmierci zobaczą. Nie mają żadnego obowiązku pozbywać się swoich wiadomości, spostrzeżeń, wniosków, zasady sprzeczności, czyli swoich przekonań - mają tylko to wszystko poddać powadze Kościoła i nie - 'wiedzieć że', nie - 'spostrzegać' ani 'myśleć że', tylko 'uznawać za prawdę', tzn. wierzyć w to, co im Kościół do wierzenia podaje - wbrew temu, co widzą, wiedzą, myślą - drogą naturalną. Psychologicznie jest to możliwe. W supozycjach, w uczuciach, w aktach woli i w zachowaniu się, w działaniu".

Myślę, że w zakończeniu trafną będzie poniższa anegdotka: "Pełna wiara to przecież specjalna cnota. Nie ma grzechu w tym, że się w to lub w owo wątpi, że się krytycznie zapatruje na niejedno. Tak mi powiedział
jeden bardzo poważny spowiednik. To jest tak jak u mnie, jak u człowieka zakochanego, który wie, że jego ukochana jest idiotką, ale wierzy najgłębiej, że ona jest mądra, bo jest mu z tym dobrze
".


@@@
.
27-11-2014 21:04 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>> Ludzie wg Biblii mieli wolną wolę i robili co tam chcieli,
>> przy czym bóg dał im zakaz jedzenia jabłek z drzewa.
>> O innym zakazie nie było mowy.
>Nie? A o zakazie poznania dobra i zła, to kol. Brzostowski nie słyszał?

O kurdę słyszał, słyszał, myślał też że co bystrzejszy forumowicz wie, że to się do tego samego sprowadza. Ale nie każdy wie.

Nie da się z Wami rozmawiać...


Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Też liczyłem, że wiele spraw skumasz szybciej, a niektóre w ogóle zatrybisz (niekoniecznie szybko)

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
27-11-2014 20:20 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Oznaką GŁUPOTY jest nieumiejętność zrozumienia wlaśnie tego, że przekaz był dostosowany dla ludzi sprzed 3 tys. lat i interpretowanie Biblii wg dzisiejszych standardów.
Oznaką absolutnej ignorancji jest nieumiejętność zrozumienia, że biblijny przekaz nie był przekazem wszystkowiedzącego Boga, tylko piszących go inteligentnych ludzi na tamtym poziomie intelektualnym i możliwym dla nich światopoglądzie.
Wtedy to były mądrości, ale dziś szczytem ograniczenia intelektualnego spowodowanego wiarą jest wiara, w ten - z punktu widzenia dzisiejszego - zestaw bzdur i mitów. www.racjon(*)p/s,4937/q,Ksiega.nad.ksiegami

@@@

>
Ignoruję Bogusławskiego

Normalne, jak to ignorant.

.
27-11-2014 20:45 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Ale nie przejmujcie się, Wy i tak nie wierzycie, zatem nie
> ma to dla Was zupełnie żadnego znaczenia.
> Do czasu oczywiście.

Chciałeś powiedzieć do Sądu Ostatecznego, tylko nie dokończyłeś?
*
Ateista umiera i po śmierci trafia na rzęsiście oświetlone schody.
Delikatna siła pcha go do góry, po chwili natyka się na bramę. Nieco onieśmielony stuka, ale odpowiada mu głucha cisza.
Po dłuższej chwili z bramy wychodzi rosły mężczyzna z pękiem kluczy.
- Cześć, jestem św. Piotr, w końcu do nas trafiłeś. Czekaliśmy na ciebie.
- Niemożliwe, przecież nieba nie ma.. - wyrywa się Ateiście.
- Jak to nie ma? Ślepy jesteś? - odpowiada pobłażliwie święty - Nic na to nie poradzę. Niebo jest i my jesteśmy a po Sądzie już jakiś czas. Ciesz się że trafiłeś do nas a nie tam niżej.
Po chwili takiej luźnej rozmowy św. Piotr robi zafrasowaną minę:
- Wiesz, mam z tobą pewien problem. Jesteś ateistą i nie wiem gdzie cię umieścić. Hm.. najlepiej będzie, jak pokażę ci to i owo, a ty zdecydujesz gdzie chcesz w tym naszym raju być. Co ty na to?
- Ok - odpowiada ateista głosem nieco chwiejnym.
Jak uzgodnili, tak zrobili. Św. Piotr idzie pierwszy, otwiera pierwsze drzwi. Wchodzą a tam indianie na ognistych rumakach ścigają się z bizonami, niedźwiedziami i resztą zwierzyny łownej. W oczach błyski, z ust co rusz wyrywa im się krzyk tryumfu. Ateista patrzy na św. Piotra, a ten kiwa potakująco głową:
- Tak tak, Kraina Wiecznych Łowów..
Wchodzą do następnego pomieszczenia, gdzie zgromadzone osoby żywo i z pasją tańczą wokół siedzącego na środku Buddy. W tle słychać śmiech, z za kotary dobywają się tłumione westchnienia rozkoszy oraz miarowa, łagodna muzyka.
- Ech Ci od nirwany.. wiecznie w ekstazie - wyrywa się św. Piotrowi.
Wkrótce wychodzą i jakiś czas zmierzają do kolejnych drzwi. W pewnym momencie ateista zauważa wzdłuż ich drogi wysoki, kamienny mur.
- Co to za mur??
- Ciii...... - syczy święty i przykłada palec do ust - To chrześcijanie. Oni myślą, że są tu sami.


Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Brzostowski (7067 punktów)
Znam taki:

Umarł ateista. Staje przed świętym Piotrem i czeka na decyzję.
- Piekło - decyduje św. Piotr.
- Ale jak to piekło?
- No tak, piekło.
- Chcę rozmawiać z Panem Bogiem.
- Dobrze, zaraz wracam.
Św. Piotr idzie do Boga i mówi.
- Umarł ateista, ja zdecydowałem, że idzie do piekła, a on chciał rozmawiać z Tobą.
- Teraz nie mam czasu, powiedz mu że mnie nie ma.


Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
Brzostowski (7067 punktów)
Ale ten jest lepszy:

Zjazd ateistów:
Po p%rzywitaniu wszyscy ateiści poszli pogrozić Bogu, pokazać jak sobie świetnie radzą bez niego.
Wszyscy skaczą jak najwyżej krzycząc "Boże, Ty hó..., Nic nam nie zrobisz" itp. Tylko jeden facet siedzi na kamieniu i czyta gazetę.
Podchodzi do niego przewodniczący zjazdu i pyta:
-A czemu Pan nie ruga na Boga?
-Bo w niego po prostu nie wierzę.

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
27-11-2014 23:40 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Zjazd ateistów:
(..)
>Podchodzi do niego przewodniczący zjazdu i pyta:
>-A czemu Pan nie ruga na Boga?
>-Bo w niego po prostu nie wierzę.

Ja nie jestem ateistą, ale ten jest znacznie lepszy od poprzedniego.
To teraz coś dla odmiany na xxx (tu pada profesja). Doczytaj do końca
*
Zakochana para ma mieć za kilka tygodni ślub. Wszystko już dopięte na ostatni guzik: sala załatwiona, kurs odbębniony, proboszcz, goście - wszystko w najlepszym porządku. Załatwiają ostatnie sprawy ze spowiedziami, cała rodzina czeka, ale najbardziej oni sami.
Wielki dzień zbliża się wielkimi krokami. W końcu nadchodzi upragniona sobota, a oni już nie mogą się doczekać stanięcia na ślubnym kobiercu.
Błogosławieństwo rodziców, rach-ciach, wsiadają do białej limuzyny, jadą do kościoła.. a tu bęc, wypadek: wszyscy giną.
Ocknęli się na schodach rzęsiście oświetlonych białym światłem. Wchodzą po nich i napotykają na Bramę (klasyka). Otwiera święty Piotr i mówi:
- Byliście wzorowymi chrześcijanami, będziecie mieli apartament blisko Boga ze wszelkimi wygodami.
- Super! - krzyczą zgodnie niedoszli małżonkowie.
Mija kilka dni, szał szczęścia w niebie idzie im w najlepsze (z małymi wyjątkami ) Wtem dziewczyna zagaduje do chłopaka:
- Mietek, wiesz, w sumie to może byśmy wzięli ślub w tym raju? Co o tym myślisz?
- To nie jest głupi pomysł.
Idą do Św. Piotra. Na prośbę o udzielenie ślubu Piotr mruczy coś niezadowolony:
- No dobra, spróbuję coś załatwić.
Znika. Mija tydzień, mija dwa. Mija miesiąc. Para zaczyna się niecierpliwić. Po 1.5 miesiąca św. Piotr wraca zmęczony z niepozornie wyglądającym człowiekiem:
- Wreszcie znalazłem wam księdza. Udzieli sakramentu za 3 dni.
Rozchodzą się. 2 dni do ślubu, para jest szczęśliwa jak nigdy dotąd, ale w ostatni dzień zaczynają pojawiać się wątpliwości:
- Mietek, ślub tutaj to nawet nie na całe życie, ale na wieczność! Może się jeszcze zastanowimy?
Mietek odszukuje św. Piotra i pyta: a co się stanie, jeśli będziemy chcieli rozwodu? Pytam czysto teoretycznie.
Święty Piotr poszarzał na twarzy i mówi wściekły:
- Poszukiwania księdza zajęły mi 1.5 miesiąca. Wiecie ile zajmie mi znalezienie prawnika???


> Ignoruję Bogusławskiego i rafała73

Jak to ignorant

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
27-11-2014 23:15 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>- Piekło - decyduje św. Piotr.

Kto jak kto, ale chyba Ty powinieneś wiedzieć, kto o takich sprawach decyduje na Sądzie Ostatecznym

Kilka tygodni przed tym, jak Ateista miał wejść do Nieba przez Bramę Niebios, Pan Bóg i Św. Piotr ogłosili przetarg na budowę tej Bramy (stara się posypała). Pierwszy zgłosił się Arab.
- Masz projekt? - pyta Bóg.
- Mam - odpowiada Arab.
- Masz kosztorys?
- Mam.
- To ile Ci wyszło?
- 900 milionów.
- A dlaczego aż tyle?
- No cóż, 300 mln na materiały, 300 mln na robociznę, 300 mln zysku.
- Dobra, dziękujemy, odezwiemy się jak podejmiemy decyzję - mówi św. Piotr.
Następny wchodzi Niemiec.
- Masz projekt? - pyta Bóg.
- Mam - odpowiada Niemiec.
- Masz kosztorys?
- Mam.
- To ile Ci wyszło?
- 1,5 miliarda.
- A dlaczego aż tyle?
- No cóż, 500 mln na solidne niemieckie materiały, 500 mln na rzetelną niemiecką robociznę no i 500 mln zysku.
- Dobra, dziękujemy, odezwiemy się jak podejmiemy decyzję - mówi św. Piotr.
Następny wchodzi polski Katolik.
- Masz projekt? - pyta Bóg.
- Nie - odpowiada Katolik.
- Masz kosztorys?
- Nie.
- A ile chcesz za robotę?
- 3 miliardy 900 milionów.
- Skąd Ty wziąłeś taką kwotę?!
- No cóż, miliard dla Pana Boga, miliard dla Św. Piotra, miliard dla mnie, a za 900 mln arab zrobi bramę

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
27-11-2014 10:18 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> duża cześć tych strasznych opisów przekazuje (..) pewne głębsze prawdy(..)
> Są też jednak takie w którym bóg mówi iż nie wytraci miasta gdy tylko sprawiedliwy
> tam się ostanie (..) przekaz Biblii jest dość spójny, prosty jak budowa cepa ... dla mnie oczywisty.
> Zwróć też uwagę, że NT i nauka Jezusa odnawia Prawo, i daje już zupełnie jasny przekaz.

A nie zwróciłeś uwagi, że przekaz ksiąg żydowskich i NT w jednym aspekcie jest zbieżny?
Owszem, forma jest inna, narzędzia, treść, postawy itp. Ale suma sumarum chodzi o to samo.
Pomyśl.
To jest właśnie sprawa kluczowa. Ale, czy głębsza - sprawa dyskusyjna.
Przynajmniej dla mnie jest to sprawa dość dobrze widoczna.

Pozdrawiam i życzę miłego dnia!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Brzostowski (7067 punktów)
>A nie zwróciłeś uwagi, że przekaz ksiąg żydowskich i NT w jednym aspekcie jest zbieżny?
...
>Przynajmniej dla mnie jest to sprawa dość dobrze widoczna.

Nie wiem niestety co Ci tam po głowie chodzi, możesz się jednak podzielić ze mną tą sensacją.

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Żadna to sensacja, po prostu zwykła konkluzja. Nie mniej Twoją sardoniczną ironię doceniam.
Chodziło tam i tu przede wszystkim o utrzymanie spójności i tożsamości grupy.
Wcześniej Izraelitów, teraz Chrześcijan. A metody jak metody - są lepsze, są i gorsze.
Pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Brzostowski (7067 punktów)
>Żadna to sensacja, po prostu zwykła konkluzja. Nie mniej Twoją sardoniczną ironię doceniam.
>Chodziło tam i tu przede wszystkim o utrzymanie spójności i tożsamości grupy.
>Wcześniej Izraelitów, teraz Chrześcijan. A metody jak metody - są lepsze, są i gorsze.

Tak, znany jest mi ten pogląd.

Dlatego Jezus dał się zabić, a potem chrześcijan wieszali, krzyżowali i dyskryminowali z powodu wiary w JEzusa... tak, tak chodziło o spójność grupy... To super metoda...

I JEzus ją wymyślił, aby utrzymać spójność i tożsamość grupy. To ma sens.

PS. Sorry ale ironii ciąg dalszy...

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
27-11-2014 18:47 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Dlatego Jezus dał się zabić, a potem chrześcijan wieszali,
> krzyżowali i dyskryminowali z powodu wiary w JEzusa... tak, tak
> chodziło o spójność grupy... To super metoda...

Dokładnie tak. A później w IVw. weszli na rzymskie salony, bo ich siłę i masę ktoś docenił. I stała się rzecz ciekawa: ci sami chrześcijanie jakiś czas później eksterminowali pomimo słów Mistrza i dyskryminowali inne narody / nacje / wierzenia / grupy dokładnie tak samo, jak robiono to wcześniej z nimi. I dokładnie z tego samego powodu: bo im zagrażały.

>I JEzus ją wymyślił, aby utrzymać spójność i tożsamość grupy. To ma sens.
>PS. Sorry ale ironii ciąg dalszy...

Nie ma za co przepraszać, ironia ludzka rzecz. A kontynuując: to nie tak. Jezus - ekscentryk to jedno. Św. Paweł i jego adaptacja - drugie.
Serdecznie pozdrawiam!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Brzostowski (7067 punktów)
>> Dlatego Jezus dał się zabić, a potem chrześcijan wieszali,
>> krzyżowali i dyskryminowali z powodu wiary w JEzusa... tak, tak
>> chodziło o spójność grupy... To super metoda...
>Dokładnie tak.

Ale logika JAcek, logika! Sam wierzysz w to co piszesz?

Oto Jezus obmyśił plan: dam się zabić, oszukam żem MEsjasz, i zbuduje spójność grupy, potem za IV wieki przejmiemy władzę...

A co na to świstak?

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
27-11-2014 23:07 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Ale logika JAcek, logika! Sam wierzysz w to co piszesz?

Zaraz zaraz, ślepa wiara to przecież Twoja domena
No tak: logika, a nie teologia. Nie mam do niej emocjonalnego stosunku, jak Ty do swojej wiary.
Przede wszystkim Jezus nie chciał założyć Kościoła w sensie jaki znamy, IV wiek ani mu był w głowie. On nie patrzył na to z perspektywy przeszłości w przyszłość. Był tylko człowiekiem niezależnie od tego, w co wierzysz. Twoją negację mojej konkluzji można wytłumaczyć tylko uwiedzeniem Cię przez ideę cudów. Szkoda mi tylko, że na argumenty Andrzeja.51 jesteś całkowicie nieprzepuszczalny jak płaszcz pokryty teflonem:Cytat:

1) Wszyscy badacze są zgodni, że Jezus nigdy nie zamierzał zakładać Kościoła powszechnego, instytucjonalnego.
(2) Obietnica złożona Szymonowi-Piotrowi jest jedynym fragmentem w czterech ewangeliach w którym Jezus mówi o ustanowieniu Kościoła, a Szymona-Piotra mianuje kamieniem węgielnym przyszłej wspólnoty. Oto te słowa: "A ja ci powiadam, że ty jesteś Piotr [aram. kefas, gr. petros] i na tej opoce [=skale; aram. kefa, gr. petra] zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą" (Mt 16, 18).
(3) Słowa te występują wyłącznie u Mateusza. Brak ich u Marka, tj. w najstarszej ewangelii, pomimo że scena, której fragmentem są owe słowa znajduje się również Marka, a także pomimo tego, że to Mateusz ściągał od Marka, a nie odwrotnie.
Brak tych słów u Marka jest tym bardziej znamienny, że - według Kościoła - Marek był towarzyszem Piotra i spisał ewangelie w oparciu o to, co o Jezusie od niego usłyszał. Trudno sobie wyobrazić, by Piotr nie opowiedział Markowi, że Jezus uczyni go przywódcą przyszłego Koscioła.
(4) Jak wynika z punktu (3) słów tych brak również w dwóch pozostałych ewangeliach, tzn. u Łukasza i u Jana, pomimo że Łukasz również przedstawia scenę, do której Mateusz włożył rzekome słowa Jezusa.
(5) Argument przedstawiony w punktach od (2) do (4), tj, fakt, ze mianowanie Piotra na opokę przyszłego Kościoła występuje wyłącznie u Mateusza, a brak jest go u pozostałych synoptyków i u Jana, świadczy dobitnie o tym, że te rzekome słowa Jezusa, tj. Mt 16, 18 a szerzej wersety od 17 do 19 są późniejszym, wtórnym nawarstwieniem, tzn. że są nieautentyczne.
(6) W Ewangelii Mateusza - i znowu tylko w niej - znajduje się jeszcze jeden werset, a mianowicie Mt 18, 17, w którym w usta Jezusa dwukrotnie włożono w usta słowo "Kościół". W tym przypadku chodzi jednak nie o Kościół powszechny, lecz o lokalny "zbór" i to właśnie słowo znajduje się w tym wersecie w wielu polskich tłumaczeniach Ewangelii Mateusza.
Oczywiście werset ten również uważany jest przez badaczy za nieautentyczny.
Podam jeszcze kilka bardzo mocnych argumentów na rzecz tezy, że Jezus nie zamierzał zakładać żadnego Kościoła:
(7) Podstawowym przesłaniem nauczania Jezusa było głoszenie królestwa Bożego (niebieskiego), królewskiej władzy (basileia) Boga. Koncepcja ta występuje u synoptyków ponad sto razy, a sam termin "królestwo Boże" - około osiemdziesiąt razy.
Jak w związku z tym wytłumaczyć fakt, że słowo "Kościół" - w znaczeniu Kościoła powszechnego - pojawia się wyłącznie u Mateusza i to tylko jeden raz, a ponadto jeszcze dwa razy w znaczeniu lokalnego zboru?
(8) Jezus nigdy nie uzależniał wstępu do królestwa Bożego od przynależności do jakiejś zinstytucjonalizowanej organizacji.
(9) Jezus nie zamierzał tworzyć Kościoła o zasięgu światowym (powszechnym), gdyż swoje przesłanie głosił tylko Żydom (Mt 15, 24), swoim apostołom zabronił działać wśród pogan i Samarytan (Mt 10, 5), tylko Żydom nadał tytuł "synów królestwa" (Mt 8, 12), a także uznawał, że nie-Żydzi są niegodni jego nauczania i określał ich pogardliwie mianem "wieprzów" i "psów" ("szczeniąt") (Mk 7, 27; Mt 6, 6; Mt 15, 26).
Mam nadzieję, że tyle argumentów wystarczy i jeśli nawet nie uznasz od razu, że Jezus naprawdę nie zamierzał stwarzać żadnego Kościoła, oraz nie uczynił Piotra jego opoką, to przynajmniej zastanowisz się nad tym, co napisałem.

Jezus był człowiekiem. To my możemy na to popatrzeć wstecz. On nie. Chrześcijaństwo wykształcało się z dnia na dzień bez perspektywicznego planu. I nie ma co dorabiać teorii, chyba że mamy wierzyć w Twoje, czy innych objawienia

Pozdrowienia dla kol. Kreacjonisty

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Brzostowski (7067 punktów)
>> Ale logika JAcek, logika! Sam wierzysz w to co piszesz?
>Zaraz zaraz, ślepa wiara to przecież Twoja domena
>Przede wszystkim Jezus nie chciał założyć Kościoła w sensie jaki znamy...
A co to ma wspólnego z tym o czym ttuaj rozmawiamy? To przecież Ty tworzysz jakąś spiskową teorię, że chrześcijaństwo jest na potrzeby wspólnoty i jej obrony. Ja wskazałem że to mało rozsądne, a Ty teraz coś wyjeżdżasz z innymi rzeczami. Po co takie skakanie po tematach.

>Jezus był człowiekiem. To my możemy na to popatrzeć wstecz. On nie. Chrześcijaństwo wykształcało się z dnia na dzień bez perspektywicznego planu.
To przecież Ty pisałeś że to tak dla wspólnoty dla jej obrony.

>I nie ma co dorabiać teorii, chyba że mamy wierzyć w Twoje, czy innych objawienia
Mam wrażenie, ze to Ty coś dorabiasz.

>Pozdrowienia dla kol. Kreacjonisty
A skąd żeś to wziął? Nie wiem chłopie kto tu ma objawienia. Czy ja dałem chociaż raz powody do tego aby sadzić iż jestem kreacjonistą?

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
28-11-2014 07:16 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>>Przede wszystkim Jezus nie chciał założyć Kościoła w sensie jaki znamy...
>A co to ma wspólnego z tym o czym ttuaj rozmawiamy?

Napisałeś ironicznie "Oto Jezus obmyśił plan: dam się zabić, oszukam żem Mesjasz, i zbuduje spójność grupy, potem za IV wieki przejmiemy władzę...".
Nie obmyślał. W Biblii, którą widać rzadko czytujesz tego nie ma. Ty to wiesz i ja to wiem.
Jezus głosił swoją ekscentryczną naukę i filozofię, chodził z braćmi i przygodnymi ludźmi, lansował swoje przesłanie o przyjściu miłosiernego Pana. Ale żadnego planu nie obmyślał. Nawet spójności grupy nie budował. Wybudowano ją dopiero po nim. Ile razy mam jeszcze powtarzać oczywiste dla ludzi bez aberracji konkluzje?

> To przecież Ty tworzysz jakąś spiskową teorię, że chrześcijaństwo
> jest na potrzeby wspólnoty i jej obrony.

Panie Brzostwoski. Chodzisz do Kościoła? Uważasz na kazaniach? Uczestniczyłeś w życiu jakiejkolwiek wspólnoty chrześcijańskiej? Powiedz, jak Twoja wiara ma się bez wspólnoty ludzi żywiących podobne poglądy?

> Ja wskazałem że to mało rozsądne,

Gdzie? Jakoś nie widzę.

> a Ty teraz coś wyjeżdżasz z innymi rzeczami.

Których od początku nie jesteś w stanie dopuscić, a co dopiero pojąć.
I tak w koło Macieju. Boże.. i ty na to patrzysz, a nie grzmisz.

>>Jezus był człowiekiem. To my możemy na to popatrzeć wstecz. On nie.
>> Chrześcijaństwo wykształcało się z dnia na dzień bez perspektywicznego planu.
> To przecież Ty pisałeś że to tak dla wspólnoty dla jej obrony.

Wiele razy zarzucano Ci nieumiejętnośc czytania cudzego tekstu ze zrozumieniem.
Nawet kol. Elasp wykazuje w tym pewne postępy. A Ty nadal stoisz w miejscu.
Chłopie: Jezus był liderem a grupa ludzi (nie wiecej niż kilkadziesiąt osób) poszła za nim z przyjaźni, dla przygody, dla cudów, dla bycia rybakami ludzi i z ciekawości, bo ich skusił swoją nauką jak na owe czasy nowatorską. I zaskakiwał. Później urmarł, a św. Paweł założył na bazie tych wszystkich zdarzeń i ukształtował wspólnotę, z której wykształciła się religia.
Zwykłemu człowiekowi o bogatym wnętrzu zaczęto oddawać cześc, niczym Bogu. Później coś dopisano, im dalej tym wiecej i zrobiono w swoich głowach z niego faktycznie Boga. Wspólnota jak malowana - zwłaszcza, że przyszło zagrożenie, które ją tylko wzmocniło.
Dalej nie rozumiesz?

>> I nie ma co dorabiać teorii, chyba że mamy wierzyć w Twoje, czy innych objawienia
> Mam wrażenie, ze to Ty coś dorabiasz.

Mnie nic do Twoich wrażeń.

>> Pozdrowienia dla kol. Kreacjonisty
> A skąd żeś to wziął? Nie wiem chłopie kto tu ma objawienia. Czy ja dałem
> chociaż raz powody do tego aby sadzić iż jestem kreacjonistą?

Niestety dałeś.

> Ignoruję Bogusławskiego i rafała73

Wiemy. Tak się od początku jakoś zapowiadało...

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
27-11-2014 20:57 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>> Wobec tego każdy morderca jest jedynie narzędziem w rękach boga...
> Z tego co napisałem nie wynika wniosek który Ty napisałeś.
> To że Bóg wie, iż śmierć fizyczna człowieka na Ziemi nie jest
> końcem życia, nie oznacza że Bóg traktuje morderców jako swoje
> narzędzie

Hm.. zastanówmy się. Kompletnie nie odniosłeś się do przebogatego wpisu Darkside a propos narzędzia, a przecież jasno to wynika z jego cytatów, że Bóg posyła swoich wiernych tam, gdzie chce, by się Go bano. I tam gdzie chce coś zrobić: coś bardzo konkretnego.

I co jeszcze dodam: jest taka interpretacja Ewangelii, w której Judasz jest najukochańszym apostołem Jezusa. I dlatego Jezus powierza mu najtrudniejszą misję.
Tak bywa w życiu, chyba nie zaprzeczysz.
Dla mnie ta interpretacja jest bardzo przekonująca. W odróżnieniu od innych ta pasuje do opisywanej rzeczywistości, w której uczniowie swojego Pana tak wielbili.
Wersja z Judaszem pazernym na srebrniki jest po prostu słaba.

Serdecznie pozdrawiam!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Szarley [...] co mogłoby go skłonić do odrzucenia jego postawy - wiary.
Ustaliłam, że do odrzucenia wiary skłoniłby szarley'a odpowiedni donos na jego boga.

Proszę:
>Otóż do odrzucenia wiary wystarczyłoby boskie objawienie, że boga nie ma. Mylę się?
Nie.


Czyli hiperateista szarley nie uwierzy swemu bogu nawet gdyby ten się objawił.

Że kpię?
Niech zatem szarley zmieni odpowiedź na twierdzącą...
.
26-11-2014 20:40 
 Ocena 2 na 2
szarley (54913 punktów)
>>Szarley [...] co mogłoby go skłonić do odrzucenia jego postawy - wiary.
>Ustaliłam, że do odrzucenia wiary skłoniłby szarley'a odpowiedni donos na jego boga.
>Proszę:
>[url=http://www.racjonalista.pl/forum.php/s,643658#w643972]>Otóż do odrzucenia wiary wystarczyłoby boskie objawienie, że boga nie ma. Mylę się?

Boskie objawienie, że Boga nie ma
Hmmmmm
Ja Tobie mówię że nie istnieję i Ty mi wierzysz?
cs.wikipedia.org/wiki/Paradox

>Że kpię?
>Niech zatem szarley zmieni odpowiedź na twierdzącą...

Twój pomysł zaczyna mi się wydawać genialny - dopiję tuzemský i idę spać
26-11-2014 22:46 
 Ocena 2 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Boskie objawienie, że Boga nie ma
>Hmmmmm
Pewnie. Bo niby skąd by się wzięli ateiści?

>Ja Tobie mówię że nie istnieję i Ty mi wierzysz?
Ty mówisz? Chcesz z ateistki aszarleykę zrobić?

>cs.wikipedia.org/wiki/Paradox
Właśnie tak, religia jest paradoksalna.
A paradoks ma to do siebie, że zawiera błąd logiczny...

>Twój pomysł zaczyna mi się wydawać genialny...
Ateistka potrafi.
.
27-11-2014 10:44 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>>Boskie objawienie, że Boga nie ma
>>Hmmmmm
>Pewnie. Bo niby skąd by się wzięli ateiści?

Szarley: "Ja Tobie mówię że nie istnieję i Ty mi wierzysz?" Czyli zbłądzili, gdyż oczy ich są jakoby na uwięzi.
Można jeszcze inaczej: "Nie jest im dana łaska wiary" - słowa księdza chodzącego po kolędzie do Meretseger.
W domyśle nie dbają o nią, nie pielęgnują, nie proszą, nie zależy im.
Duchowe lenie, miłujące się w sprawach cielesnych i zmysłowych do rozpasania włącznie (to już kol. Elasp)

Miłego dnia! (o ile po czymś takim może być miły )

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
27-11-2014 18:08 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>Pewnie. Bo niby skąd by się wzięli ateiści?
>...zbłądzili...
Słuchając boga zbłądzili?
.
27-11-2014 18:36 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Jakby do nich powiedział sam On w pierwszej osobie, to z pewnością by nie zbłądzili.
Ale okazuje się, że ciągle mówią do nich osoby, które uzurpują sobie tytuł być Jego przekaźnikami, orędownikami, rzecznikami itp.
No mówią i mówią

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
27-11-2014 22:08 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Jakby do nich powiedział sam On w pierwszej osobie...
Zaraz tam "powiedział", objawiłby bezgramatycznie.
.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Zaraz tam "powiedział", objawiłby bezgramatycznie.

Mnie to się wydaje Chętna, że nawet gdyby tak bezgramatyczny transfer jakisik nastąpił.. i tak nie pomogłoby.
Jak w tym dowcipie, gdy obolały Jezus zstąpił z krzyża na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie w lipcu 2010r. indukując w stojącym do niego plecami obrońcy krzyża myśl:
- Jezus jest tu z nami. Nam - dobrym ludziom - przydałoby się oddać Mu krzyż..
Naraz obrońca obraca się twarzą do Jezusa, patrzy mu głęboko w oczy i krzyczy:
- Sp** ty żydzie!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
28-11-2014 09:33 
 Ocena 3 na 3
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>- Sp** ty żydzie!
Raczej "Żydzie".

Bo tu o wygląd idzie.

-Powiedz mi Jojne, czy ja wyglądam jak Żyd?
-Nie - mówi Jojne - ty wyglądasz jak czech.
-Jak Czech?
-Jak czech Żydów naraz!

.

28-11-2014 09:39 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Może być żydzie, może i Żydzie.
Gramatyka jest tu jasna. Żyd jako mieszkaniec Izraela (kraju) i żyd jako wyznawca religii żydowskiej.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Sugar Man (131 punktów)
Z tą wiarą to trochę jak ze sprawami damsko-męskimi. Ciężko powiedzieć czemu się kochało i ciężko powiedzieć co w którymś momencie się popsuło. Można znać w każdej chwili wszystkie argumenty (jeśli kogoś to interesuje) ale one przeważnie nie mają wpływu na decyzje jeśli się jeszcze kocha...

W moim przypadku zrywanie z religią to był proces zarówno intelektualny, jak i emocjonalny. Ciężko się uwolnić od introjekcji religijnej i w dodatku wyjść z tego bez szwanku. Ja widzę, że lepiej się żyje osobom, które nie przeszły prania mózgu w dzieciństwie, albo których ominęła religijna wersja syndromu sztokhomskiego.
Duch Prawdy (14787 punktów)
>przyznającego się do katolicyzmu, ale takiego oświeconego
dwa wzajemnie wykluczające się pojęcia, oświecony człowiek nie może być jednocześnie katolikiem
>jest właśnie takim oświeconym wierzącym
Błąd rozumowania. Katolik to nie człowiek oświecony wierzący, lecz ślepiec wiedzący, posiadający wiedzę, której w żaden sposób nie można potwierdzić, udowodnić. Człowiek wierzy w coś\kogoś właśnie dlatego, że nie wie, czy to coś\ten ktoś ISTNIEJE, a gdy już wie, że coś\ktoś ISTNIEJE, wówczas nie możemy tego nazwać wiarą, lecz WIEDZĄ - np. katolicy wiedzą jak ma na imię anioł, kto siedzi po prawicy boga (nota bene bóg sam siedzi po swojej prawicy tylko w wersji żydowskiego wędrowca), jak ma na imię matka boga, jej kuzynka, która urodziła kuzyna boga, który go później ochrzcił, ale twierdził, że się nie znają ... itd......, to jest konkretna kopalnia wiedzy o bogu..., z Oświeconą Wiarą nie ma to nic wspólnego. Tak więc proszę nie mylić Oświeconej Wiary z wiarą ślepą.
01-12-2014 07:47 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> (...) itd......, to jest konkretna kopalnia wiedzy o bogu..., z
> Oświeconą Wiarą nie ma to nic wspólnego. Tak więc proszę
> nie mylić Oświeconej Wiary z wiarą ślepą.

A jaka jest między nimi różnica? (prócz tego że spora, diametrala, wielka, znacząca itp. ogólniki)
Bo nie wiemy.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
01-12-2014 08:20 
 Ocena-2 na 4
Duch Prawdy (14787 punktów)
>> nie mylić Oświeconej Wiary z wiarą ślepą.
>A jaka jest między nimi różnica? (prócz tego że spora, diametrala, wielka, znacząca itp. ogólniki)
Wiara oświecona wierzy bo nie wie, że bóg istnieje, wiara ślepa wie, że bóg istnieje..., podobnie jest z agnostycyzmem i ateizmem, agnostycyzm jest "widzący", ateizm "ślepy"... ateiści i teiści posiadają pustą wiedzę.
>Bo nie wiemy.
Jest Cię więcej, że nie wiecie?
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Wiara oświecona wierzy bo nie wie, że bóg istnieje, wiara ślepa wie, że bóg istnieje...,

Chcąc być bardziej precyzyjnym, na Twoim miejscu napisałbym "wiara ślepa myśli że wie, że bóg istnieje..."

> podobnie jest z agnostycyzmem i ateizmem, agnostycyzm jest
> "widzący", ateizm "ślepy"... ateiści i teiści posiadają pustą wiedzę.

Co rozumiesz pod pojęciem "pusta"?
Bo to, że nie ma znaczenia dla "widzącego agnostyka" rozumiem. Dla niego w zasadzie mało rzeczy ma znaczenie, a najmniej już to, co robi, wie i mówi np. taki ateista:
natemat.pl(*)z-profesorem-zbigniewem-religa
Agnostyk wierzy bez dowodów i to mu wystarcza.
A mnie wystarcza, że są tacy ludzie i mogę z tym żyć Duchu

>>Bo nie wiemy.
>Jest Cię więcej, że nie wiecie?

Bingo. Przecież sam wiesz, że nie przyszedłeś tylko do mnie.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Duch Prawdy (14787 punktów)
>napisałbym "wiara ślepa myśli że wie
nie piszę oczywistości, tak się składa, że ludzie myślą...
>>ateiści i teiści posiadają pustą wiedzę.
>Co rozumiesz pod pojęciem "pusta"?
wyssana z palca
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>>napisałbym "wiara ślepa myśli że wie"
>nie piszę oczywistości, tak się składa, że ludzie myślą...

Wbrew pozorom to jest ważne Duchu. Jak piszesz, że ślepa wiara wie, to jakby sam przyjmujesz jej punkt widzenia. A przecież za Chinly Ludwe nie chcesz.
Jeśli piszesz natomiast, że "myśli że wie" - zaznaczasz wtedy swój dystans. Uwierz, to pomaga w byciu bardziej kontaktowym.

>>> ateiści i teiści posiadają pustą wiedzę.
>> Co rozumiesz pod pojęciem "pusta"?
> wyssana z palca

Ale wiedza Zbigniewa Religi, czy Marka Edelmana przecież nie była pusta. Była szeroka

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
01-12-2014 12:28 
 Ocena 1 na 1
Duch Prawdy (14787 punktów)
>Jeśli piszesz natomiast, że "myśli że wie" - zaznaczasz wtedy swój dystans. Uwierz, to pomaga w byciu bardziej kontaktowym.
Mój dystans to rzecz nieistotna, a jeśli chcesz uczyć precyzyjnego wysławiania to najpierw pomyśl, a potem napisz "twierdzi, że wie"..., bo myśli każdy, a są nawet tacy, którzy myślą, że myślą.
>Ale wiedza Zbigniewa Religi, czy Marka Edelmana przecież nie była pusta. Była szeroka
Szeroka nie znaczy pełna.
01-12-2014 12:41 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Mój dystans to rzecz nieistotna,

Ano tak właśnie mówią ludzie wiary. Dla nich w zasadzie niewiele rzeczy jest istotnych, oprócz ich wiary i krzewienia jej.

> a jeśli chcesz uczyć precyzyjnego wysławiania to najpierw pomyśl,
> a potem napisz "twierdzi, że wie"..., bo myśli każdy, a są nawet
> tacy, którzy myślą, że myślą.

"Twierdzi", czy "myśli" w tym kontekście to nieomal jedno i to samo. Przecież żeby coś twierdzić trzeba najpierw pomyśleć. Prawda Duchu?

>>Ale wiedza Zbigniewa Religi, czy Marka Edelmana przecież nie była pusta. Była szeroka
>Szeroka nie znaczy pełna.

Przede wszystkim szeroka nie znaczy pusta /b>, to po pierwsze.
Po drugie tak to już jest, że nikt nie ma pełnej wiedzy.
I po trzecie jeden ma pełniejszą, drugi węższą. A z kontekstu rozmów z Tobą widzę, że Religa czy Edelman mieli znacznie szerszę wiedzę od Twojej.
Pozdrowienia


Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
01-12-2014 13:21 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Czy długo jeszcze Pan będzie wykonywał ruchy frykcyjne z trollem? Warto tu przypomnieć zawołanie Andrzeja Mleczki - "Obywatelu nie pieprz bez sensu!"
__________________

Szeroka nie znaczy pełna.
>Przede wszystkim szeroka nie znaczy pusta, to po pierwsze. Po drugie tak to już jest, że nikt nie ma pełnej wiedzy.
>I po trzecie jeden ma pełniejszą, drugi węższą.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,635357#w635452

Akt wiary nie wymaga uzasadnień naukowych, a człowiek, który podczas przeżycia mistycznego spotkał Boga, wierzy
weń bezkrytycznie i żadne naukowe uzasadnienia nie są mu potrzebne. Twierdzenia naukowe wymagają uzasadnień empirycznych wraz z koniecznością przeprowadzenia żmudnej i trudnej procedury falsyfikacji z późniejszym dokładnym opisem całego procesu, w celu jego zweryfikowania. (...)

Przy światopoglądzie krytycznym - sama empiria nie wystarcza i do akceptacji jakiegoś poglądu, warunkiem koniecznym, jest jeszcze jego racjonalna zgodność. Przy światopoglądzie fideistycznym - można wierzyć, że Bóg istnieje, a można wierzyć, iż go nie ma. Jego istotą jest wiara i irracjonalne odczucie, które wcale nie muszą być religijnymi.
Trzeba pamiętać, że oprócz religii istniały i istnieją parareligie. Kult bogów żywych bywał nie mniejszy od kultu bogów transcendentnych. W ich imieniu dokonywano zarówno wielkich czynów jak i pospolitych i ludobójczych zbrodni.

___________

Metafora Telesfora:
Wiara "widząca" i wiara "ślepa" to bardzo proste metafory do zrozumienia, ale może nie dla wszystkich.
I jak tu pojąć niepojęte, gdy takie nadęte.

@@@
.
01-12-2014 14:29 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Metafora Telesfora:
> Wiara "widząca" i wiara "ślepa" to bardzo proste metafory do zrozumienia, ale może nie dla wszystkich.
>I jak tu pojąć niepojęte, gdy takie nadęte.

Przeczytałem artykuł. Ciekawe, że ta niby "wiara widząca" właściwie zawsze sprowadza się do objawień, lub tajemniczych przekonań wynikajacych z różnych przeżyć, a ubogość intelektualna, oraz tematyczna kol. Ducha zdaje się to potwierdzać.
On "wierzy widząc i dowody będące definicami da" i zdaje się nic ponad to nie jest w stanie z siebie wydukać.

Jakie to cholerne życiowe napiętnowanie.. a człowiek jeszcze żyje w iluzji, że został dotknięty Palcem Bożym.


Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Duch Prawdy (14787 punktów)
>> a jeśli chcesz uczyć precyzyjnego wysławiania to najpierw pomyśl,
>> a potem napisz "twierdzi, że wie"..., bo myśli każdy, a są nawet
>> tacy, którzy myślą, że myślą.
>to nieomal jedno i to samo.
Nieomal robi wielką różnicę.
01-12-2014 13:45 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Nieomal robi wielką różnicę.

Tu w czym?

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
01-12-2014 12:42 
 Ocena 2 na 2
szarley (54913 punktów)
>>Ale wiedza Zbigniewa Religi, czy Marka Edelmana przecież nie była pusta. Była szeroka
>Szeroka nie znaczy pełna.

Jak rozumiem, Ty masz pełną wiedzę...
Gratuluję!
01-12-2014 13:06 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Jak rozumiem, Ty masz pełną wiedzę...
> Gratuluję!

No, w każdym razie mierzy wysoko (zauważ, że przyjmuję znacznie bardziej korzystny dla niego wariant )
No co, w końcu ambitnym w życiu trza być

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
01-12-2014 13:29 
 Ocena 1 na 1
Duch Prawdy (14787 punktów)
>Jak rozumiem, Ty masz pełną wiedzę...
Źle rozumiesz.
>Gratuluję!
Gratulacje nieuzasadnione, nikt nie ma pełnej wiedzy.
01-12-2014 13:31 
 Ocena 2 na 2
szarley (54913 punktów)
>>Gratuluję!
>Gratulacje nieuzasadnione, nikt nie ma pełnej wiedzy.

Ufff już się bałem
Michał Sędziwoj (23 punktów)
Nie można pominąć kwestii naturalizmu, weźmy na przykład religię solarną. Przykładem świątyni tej religii jest rzymski Pantenon. W istocie jest to bardzo racjonalistyczna teoria religijna.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365