 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 25-06-2012 12:23 | AgataRączka (116 punktów) | Problem z "ateistami"
3 na 11 | Moim zdaniem, ostatnio doświadczamy pewnej fali "ateistów" w wieku od 12 do 20 lat, którzy jako leniwi katolicy starają się ukryć własny brak chęci, nazywając samych siebie "ateistami". Problem tkwi w tym, że jest to termin, który zasłyszeli w większości gdzieś na forum szkolnym i nadużywają go, w między czasie uroczo trzymając się zasady: "thank God, I'm an atheist" . właśnie te osoby, które stawia się z prawdziwymi ateistami na jednej szali, sprawiają, że opinia społeczeństwa jest negatywna . | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 Dalej..#211 3 na 3 | Vancalar (1804 punktów) | Odp: Problem z "ateistami" |
Cytat:>Piszesz, że masz też efekty "zbyt częstych dyskusji", które nawarstwiły Ci się i zmieniły Twój styl dyskutowania. Nie potrafię na to nic poradzić. Sam staram się kontrolować w dyskusjach, co nie zawsze wychodzi (miałem dyskusję w wątku o Ukrainie, gdzie podobno byłem zbyt ostry). >Chyba tyle. >Pozdrawiam Widzisz, czasem mnie "ponosi". Wbrew sobie przestaję być chrześcijaninem, usiłując "udowodnić swoją rację". Powinienem zwyczajnie "nadstawiać drugi policzek" a nie potrafię. Szczerze? Mocno mnie "ruszyło" to co napisałeś. Przyznaję, ten wpis był dość ironiczny i złośliwy. Uważam, że "Wasze" oceny są często niesprawiedliwe, stąd bunt. Może zwyczajnie się starzeję ??? (  ) Pozdrawiam
Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję. |
#212 16 na 16 | Fizyk (17637 punktów) | Odp: Problem z "ateistami" | > Przecież jakby nie było Boga nie byłoby religii, więc jak mogę go nie uznawać?Nie przypominam sobie mocniejszego dowodu na istnienie Boga. |
#213 5 na 5 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Odp: Problem z "ateistami" |
> Widzisz, czasem mnie "ponosi". Wbrew sobie przestaję być chrześcijaninem, usiłując "udowodnić swoją rację". Powinienem zwyczajnie "nadstawiać drugi policzek" a nie potrafię.Nie wiem, czy powinieneś nadstawiać drugi policzek. W końcu to dyskusja nie bitwa. Pytanie, czy można walczyć w ramach tematu. Czy da się? Może w pewnym momencie się nie da. A wtedy jest wybór - iść na wymianę ciosów lub zatrzymać się i zaczynać od nowa (często z zarzutami od przeciwnika, że się uciekło). > Szczerze? Mocno mnie "ruszyło" to co napisałeś. Dzięki. To znaczy, że ludzie nawiązują pewną nić porozumienia nawet przez pisanie na forum. > Uważam, że "Wasze" oceny są często niesprawiedliwe, stąd bunt.Widocznie "My" też mamy swój bunt (który ustawia na wstępie dyskusje w wojnę). Pozdrawiam
Hmm. Tak. Jestem pewien. Chyba jestem pewien. Raczej tak. Hmm. |
#214 6 na 6 | maceox (6766 punktów) | Odp: Problem z "ateistami" | > > Cytat:Obecnie nie za bardzo widzę sens w relatywizowaniu wszystkiego > Nawet z wikipedii wynika ze dogmat jest czymś co się używa w filozofii, więc nie wchodząc w religię sama instytucja dogmatu czemuś służy.Zapewne. Pytanie czy każdy jest zobowiązany do tego, żeby się kierować dogmatami. Ja sobie ten obowiązek odpuszczam. Czuję się pod tym względem wolny - choć oczywiście jestem uwarunkowany zarówno genetycznie, jak i kulturowo, a poza tym czuję się związany chociażby normami etycznymi obowiązującymi w społeczeństwie, które w większości uważam za słuszne i chcę ich przestrzegać. > W przedmiotach ścisłych sa aksjomaty czy co tam , asś w filozofiach i religii są dogmaty.To jednak nie to samo. Aksjomaty możesz ustawić inaczej, ewentualnie - jeśli nawet nie - to wynikają one albo z charakteru rzeczywistości (np. matematycznej) jako takiej, albo wręcz z empirycznego doświadczenia (w fizyce). Tymczasem dogmat to po prostu opowieść wyrażona ludzkim językiem, której się nie podważa ze względu na wiarę. > Znosząc wszystkie dogmaty mamy relatywizację wszystkiego,A ustanawiając dogmat mamy relatywizację względem dogmatu. Dogmatycznie określa się co mamy robić i musimy się podporządkować w odniesieniu do dogmatu - czyli również relatywistycznie. > czyli od punktu siedzenia ma się poglady i tyle - porozumienie jest niemożliwe na zasadzie konsensusu tylko na zasadzie siły.Jest dokładnie odwrotnie. Porozumienie między ludźmi jest zawsze możliwe, jeśli tylko wyrażają oni chęć porozumienia - mają np. wspólne cele - np. chcą żyć w bezpieczeństwie. Tymczasem gdy przyjmiesz absolutny dogmat, w który trzeba ślepo wierzyć, że np. tylko "mój Bóg" jest prawdziwy, to prowadzi to co najmniej do negatywnej oceny innych, niewyznających tego samego Boga. To właśnie porównywanie innych przez pryzmat własnych dogmatów wiary wyklucza jakikolwiek konsensus. Zresztą w historii kk. jakże często punkt widzenia zależał od punktu siedzenia właśnie. Inna była koncepcja Boga i dogmatów w XIII wieku, a inna jest dzisiaj. A dzisiaj inną koncepcję Boga i etyki ma Rydzyk, inną ma Heller, jeszcze inną ma papież, a odmienną od niego niektórzy niemieccy biskupi. Tu masz dopiero relatywizację - co teolog, to inna koncepcja. Tymczasem prawda obiektywna odkrywana przez nauki przyrodnicze ulega tylko stałemu doprecyzowaniu. > >A Ty? Uznajesz dogmat, że Bóg istnieje?> Przecież jakby nie było Boga nie byłoby religii, więc jak mogę go nie uznawać ?Nie potrafię odpowiedzieć trafniej od Fizyka: Cytat:Nie przypominam sobie mocniejszego dowodu na istnienie Boga > >Co wiemy o tym Bogu i skąd?> BibliaJak powstała Biblia? > >Tak Ci się to skojarzyło? Ja nie mówiłem o żadnym "bycie", tylko o kulturze, w której każdy z nas wyrasta.> >Jednak skoro tak napisałeś, to co w takim razie Twoim zdaniem określa świadomość?> Ja sam.I sądzisz, że ani trochę nie jesteś uwarunkowany genami i procesem socjalizacji? Sam sobie swojego Boga wymyśliłeś, czy może musiał Ci ktoś o nim opowiedzieć?
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego |
#215 6 na 8 | Artur@R (7115 punktów) | Odp: Problem z "ateistami" | > Wbrew sobie...<Czyżby emanacja "chrześcijańskiego dualizmu" - "ja" to moja dusza, sumienie, a to drugie to upodlające nas ciało, nasze wiezienie i one ze sobą gadają, a najczęściej walczą? To jest problem - a nie "My" - forumowicze Racjonalista.pl > ...usiłując "udowodnić swoją rację".<Rację ma każdy tyle, że racja nie każdego jest prawdziwa. Racja tym jest prawdziwsza, im bliższa jest rzeczywistości i ją odzwierciedla, a im bliższa rzeczywistości tym coraz mniej jest "swoja, twoja, nasza, ich". A "wehikułem", który niesie racje ku rzeczywistości - jest argument, a nie ograniczone specyficzną mentalnoscią (patrz niżej) "pseudoracjonalne wyznanie wiary" . Najlepsze "wehikuły" buduje metodologia naukowa. > ...przestaję być chrześcijaninem<Nie oszukuj się - nie przestajesz, tylko raczej zaklinasz rzeczywistość - nie radząc sobie z hipokryzją nakazów /zakazów/pouczeń własnej (chrześcijańskiej) religii. To jest problem - a nie "My" - forumowicze Racjonalista.pl > Powinienem zwyczajnie "nadstawiać drugi policzek" a nie potrafię.<I ten konflikt przede wszytkim należy sobie rozwiazać. To jest problem - a nie "My" - forumowicze Racjonalista.pl > Uważam, że "Wasze"...<Dla zasady, bo cudzysłowie niewiele zmienia - tutaj każdy wypowiada się na własny rachunek. Dokładnie tak jak sam deklarujesz -"Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię"Czemu przykładasz inna miarę do piszących tu osób? Szukasz "zbiorowych wrógów"? Projekcja psychologiczna wbrew deklaracji? > ....oceny są często niesprawiedliwe, stąd bunt.<Z "poczuciem sprawiedliwości" jest tak samo jak z" racją" i dupą - każdy ma swoje. Twoje uogólniające wrażenia i odczucia może są istotne dla ciebie (może i bolesne), ale w dyskusje niewiele wnoszą , a "zabierając głos" na Forum należy się liczyć z oceną wypowiedzi i prezentowanych pogladów - często krytyczną, miażdżącą, sarkastyczną - przez innych Forumowiczów. To jest cena, która się płaci za pragnienie wiedzy i rozumienia otaczającego nas świata. > Może zwyczajnie się starzeję ??? <Skąd to "może"? Ten proces jest oczywistością  . Starzejesz się (nic w tym peioratywnego) ale....czy "dojrzewasz"? Oto jest pytanie. Dimidium facti, qui bene coepit, habet, sapere aude, incipe
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody." |
#216 8 na 8 | martok (1115 punktów) | Odp: Problem z "ateistami" |
> > Przecież jakby nie było Boga nie byłoby religii, więc jak mogę go nie uznawać?> Nie przypominam sobie mocniejszego dowodu na istnienie Boga.Ściśle biorąc jest to dowód na istnienie wielu bogów - jest tylu różnych bogów, ile jest różnych religii. Ale ten schemat dowodowy ma w rzeczywistości o wiele większy potencjał. Jest to schemat następujący: (1) Gdyby nie było X-a, to przecież nie wierzyłbym w X-a.Zauważmy, ze (1) jest logicznie równoważne innemu schematowi: (2) Skoro wierzę w X-a, to X istnieje.Teraz za X możesz sobie podstawić co chcesz: Boga, UFO, pozaziemską inteligencję, krasnoludki, Świętego Mikołaja. Wzór (2) to naprawdę potężny środek dowodowy. * |
#217 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | Odp: Problem z "ateistami" | . > Prawda, masz rację, kiedyś bylem inny,Gratulacje. Człowiek powinien przez całe życie się uczyć i rozwijać intelektualnie. > Zauważyłem, że nikomu nie zależy na szukaniu wspólnego mianownika i wszyscy siedzą na okopanych pozycjach.Wspólnego mianownika do czego. Zgodzimy się, że aborcje na żądanie będą tylko w piątki wykonywane, albo tylko na "Dwójcę" z "Trójcy"? Żyjemy w jednym kraju i możemy szukać wspólnego mianownika codziennego życia, a takim jest np. państwo świeckie i brak nachalnej fideistycznej indoktrynacji w organizacjach państwowych, do których m.in. należy większość szkolnictwa, publiczna telewizja i urzędy, z sejmem na czele. Tak jak nie umówię się z Panem na półinteligencję, tak Pan ze mną się nie umówi na ograniczonego (choćby tylko do materii) Boga. > "Kiedyś", moja inność była tu tolerowana a nawet szanowana.Możliwe, ale ja w intelektualnych dysputach jestem przeciwko szanowaniu ludzi wymagających specjalnej troski. Albo mam merytoryczne argumenty, które przedstawiam pod publiczny osąd, albo siedzę cicho i modlę się, aby mi Bozia takie argumenty podrzuciła. > Miałem inne poglądy i tyle.Krótko Pana znam, ale w tym co Pan tu wypisuje, nie zmienił Pan swoich poglądów nawet odrobinę. > Teraz Słyszę o "głupocie fideistów", zabobonach itd.Śmiało może Pan też pisać o głupocie racjonalistów, ateistów, naturalistów i o naszych zabobonach. Nikt nas nie może skompromitować bardziej, niż uczynimy to sami.> Ja też żałuję, że nie możemy sobie jak kiedyś "pogdybać".Tak, mniemanologia stosowana, to wspaniała intelektualna zabawa, ale ja wolałbym ponownie całego Lema przeczytać. Ile tam wspaniałych inspiracji. > Może za dużo "nowych" ludzi zarówno z jednej jak i z drugiej strony?Pan zarejestrował się na naszym forum 2009-01-13, a np. ja 2006-09-14.> Po prostu uważam, że mówienie o "faktach",Pan mówi o faktach? Fakt w rozumieniu potocznym jest to wydarzenie, które miało miejsce w określonym miejscu i czasie. W tym sensie faktem nie może być zdarzenie, które nie miało jeszcze miejsca, można jednak mówić o przewidywaniu przyszłych faktów - czyli zdarzeń które najprawdopodobniej się wydarzą. Zdarzenia te jednak stają się faktami dopiero wtedy, gdy się już wydarzą.
W sensie filozoficznym fakt jest to zaistniały stan rzeczy. Fakty to elementy składowe świata rzeczywistego. W dyskursie językowym faktom zachodzącym w świecie odpowiadają zdania syntetyczne prawdziwe. Zdaniom syntetycznym fałszywym nie odpowiadają fakty w rzeczywistości. Takie zdania opisują niezaistniałe stany rzeczy. A gdzie i kiedy? > i wyśmiewanie kogoś za to, że wierzy w coś innego,Proszę Szanownego Pana, na podstawie wszystkich przeczytanych lektur i wieloletniego doświadczenia życiowego, mam mocno ugruntowany pogląd, że każda wiara ogranicza nas intelektualnie i moralnie, a im jest głębsza to tym bardziej. Trudno jest precyzyjnie oddzielać ludzi od ich poziomu intelektualnego i poglądów, ale np. ja mam bardzo duży szacunek dla ludzi i jestem wprost przewrażliwiony na głupotę. Szczególnie w tą wynikającą z wiary. Wyśmiewam głupotę, a nie ludzi, tylko co ja biedny mogę zrobić, gdy ktoś tak bardzo z własną głupotą się utożsamia. Czynię to zresztą zgodnie z linią portalu: Ironia i sarkazm. Jeśli oczekujesz, że pisząc o tych tematach będziemy śmiertelnie poważni, zawiedziesz się. Owszem, często nasz styl jest niezwykle poważny, książkowy lub naukowy, bez cienia uśmieszku na ustach. Jednakże jest to zmieszane z mniej pompatycznymi ujęciami. "Propagowanie racjonalizmu oznacza nie tylko suchy język naukowych monografii (mało zazwyczaj perswazyjnych czy prelekcji, czy też wreszcie jedynie wyrabianie logicznego myślenia w świadomości społecznej. Oznacza ono także sięgnięcie po oręż lekkości i humoru, ironii i drwiny, jako nader groźnych narzędzi do walki z przesądem, nonsensem i bzdurą. Oznacza więc sięgnięcie do świetnych wzorów oświeceniowych pamfletów, tak skutecznie i nieubłaganie, a przy tym wszystkim w tak lekkiej formie, tropiących relikty mentalności pierwotno-irracjonalnej we współczesnych im społeczeństwach" (Zygmunt Poniatowski). Sam Mistrz imię którego nosi Racjonalista, daje nam wytyczne, które ujął w credo Tadeusz Żeleński-Boy: "Igrać z najbardziej uświęconymi pojęciami, z najbardziej czcigodnymi uczuciami, próbować ich siły i szczerości, rozkładać je odczynnikiem śmiechu, prowokować obłudne oburzenia, demaskujące dyskusje, wpuszczać powietrze, ośmielać do myślenia, iżby pośród walących się bałwanów zostało to, co naprawdę jest szanowane - oto zadanie, które chciałbym spełniać wedle sił moich". Oczywiście argumenty nasze są jak najbardziej poważne i jak najmniej śmieszne. Tego jednak umysłom bystrym tłumaczyć nie potrzeba.> kiedy Tobie samemu tych "faktów" brakuje jest niesprawiedliwe.Właśnie o tym zawsze można porozmawiać, ale zauważyłem, iż to fideistom - nawet tym najbardziej wykształconym brakuje racjonalnych argumentów, że faktach już nie wspomnę. Jest tu zasadniczy problem racjonalizm pozwala na przyjęcie tylko tych spośród elementów wiedzy i wierzeń, które dają się uzasadnić na podstawie czysto logicznego myślenia oraz empirycznego poznania. Wierzenia są przedmiotem badań religioznawczych, ale nie nauk przyrodniczych. No chyba, że mówimy o psychiatrii. Pozdrawiam @@@ . |
#218 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | Odp: Problem z "ateistami" | . Ło Boze! Przed chwilą przeczytałem: www.racjonalista.pl/kk.php/s,8171, choć wiadomość już wczorajsza. ------------------------------- > Proszę Cię, mi nie chodzi o "miliardy lat" a o pokazanie procesu:> -"Cząsteczka A łączy się z B pod wpływem atmosfery C i przy użyciu katalizatora D, następnie..."> To, co się wydarzyło w przeszłości jest niemożliwe do "weryfikacji" i wcale tego nie wymagam.> Natomiast od kogoś, kto twierdzi, że posługuje się tylko faktami i tym, co można zweryfikować oczekuję faktów i możliwości przekonania się w laboratorium, że to rzeczywiście fakty.> Nie wspominając już o tym, że skoro opierasz się na empirii i doświadczeniu, to "miliardy lat" to Twój problem, nie mój...A może warto porównać co mówią Święte Księgi, a co nauka. www.nauka-(*)ismo/pdf/download.php?file=210Pozdrawiam. PS. www.racjon(*)m.php/z,0/d,8/s,356812#w358594www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,344734#w346724Miłego dnia. @@@ . |
#219 5 na 5 | Artur@R (7115 punktów) | Odp: Problem z "ateistami" | > Ło Boze!<Panie Andrzeju, raczej Ło Bozonie! albo Ło Higgsie! Pozdrawiam
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody." |
#220 1 na 3 | 17latek (578 punktów) | Odp: Problem z "ateistami" | >Moim zdaniem, ostatnio doświadczamy pewnej fali "ateistów" w wieku od 12 do 20 lat, którzy jako >leniwi katolicy starają się ukryć własny brak chęci, nazywając samych siebie "ateistami". Problem >tkwi w tym, że jest to termin, który zasłyszeli w większości gdzieś na forum szkolnym i nadużywają >go, w między czasie uroczo trzymając się zasady: "thank God, I'm an atheist" . >właśnie te osoby, które stawia się z prawdziwymi ateistami na jednej szali, sprawiają, że opinia >społeczeństwa jest negatywna .
tak Jest to prawda sam mam dopiero 17 lat i chodzę do liceum gdzie spotykam wiele takich osób które stwierdzają że są ateistami a sami nic o ateistach nie wiedzą niewiedzą czego się wyrzekają i w imię czego .Osobiście sam staram się określić swój stosunek do religii który i tak jest niebywale krytyczny. |
#221 1 na 1 | 17latek (578 punktów) | Odp: Problem z "ateistami" | > Weźmy też pod uwagę, że własnie w tej grupie wiekowej (konkretniej mówię o ludziach w wieku 15-20 lat) są również "prawdziwi" ateiści, nie Ci z lenistwa  > To prawda jest takich osób parę mi znanych. Takie osoby szukają naukowych podstaw aby móc swobodnie odrzucić lub potwierdzić istnienie "BOGA" |
#222 9 na 9 | Ania... (14138 punktów) | Odp: Problem z "ateistami" | > A właśnie - czy to oznaczało, że przed Kopernikiem Słońce obracało się wokół Ziemi? Jeśli twierdzenie o niemożliwości istnienia czegoś może paść, należy dopuścić możliwość istnienia tegoż. Podkreślam: przyjąć możliwość, nie uznać za prawdę.Upierasz się, a ja to dość jednoznacznie wyjaśniłam. Nie będę powtarzać po raz tysięczny. > Poza tym, nie zgodzę się z Tobą w twierdzeniu, że dowód nie może być "na wieki". Niezależnie od wiedzy o świecie, nadal pozostają nam dowody logiczne, oparte na wykazaniu sprzeczności w samej definicji słowa.> Można udowodnić na przykład, niezależnie od stanu wiedzy naukowej, że bóstwo nie może działać nadnaturalnie. Jeśli bóstwo działa nadnaturalnie, oznacza to, że prawa natury dopuszczają możliwość takiego działania, a więc nie jest to działanie nadnaturalne. W skrajnym przypadku, jeśli we Wszechświecie istniałaby istota omnipotentna, oznaczałoby to, że wszystko jest możliwe do zrobienia - a więc nie byłoby żadnych czynności nadnaturalnych.Nie można wykazać, bo wymagało by to najpierw wykazania i zbadania natury boga, określenia jej przynależności (lub odrębności) do tego, co określamy jako naturalne, a potem dopiero wyciągania wniosków. > Niezależnie od tego, ile wiemy o fizyce, przyrodzie, biologii - to rozumowanie zawsze będzie tak samo poprawne.W moim światopoglądzie rozumowanie nie dotyczące zweryfikowanych danych jest pustym gdybaniem. Tak, wiem, filozofia. Nadal - puste gdybanie. Dopiero połączenie filozofii nauki i nauki daje nam potężną broń badawczą, ale i logiczną. > >Tak, ale czy w przypadku istnienia boga podasz takie warunki?> Nie może istnieć pojęcie niezdefiniowane choćby przez jedną cechę. Definicja Boga, czy bóstwa, jest definicją w pewnym sensie intuicyjną - taki Mojżesz nie jest bóstwem, za to Zeus jest. Nikomu się jeszcze po prostu nie udało uchwycić, co takiego dokładnie odróżnia Mojżesza od Zeusa, że nazywa jednego bóstwem, a drugiego nie.I nie uda się, dopóki nie wykryjemy choć jednej istoty boskiej. Jako że bogowie są tworami fantazji ludzkiej i powstawali konwergentnie, nie dziw się, że ich cechy są niespójne. Tak samo jak cechy dżina - raz dobrego duszka, a raz koszmarnego demona, w zależności od kultury. Albo karzełka. Albo dowolnej wręcz mitycznej istoty. > >To przerabialiśmy tu milion razy - zaraz pojawi się odpowiedź, że nikt nie mówi, że bóg musi mieć te cechy. Że taki może nie istnieć, ale inny tak. Dowodzenie staje się bezcelowe, bo nikogo nie przekona, kto już nie jest przekonany.> Znów - bóg jest pojęciem definiowanym dość intuicyjnie, ale są jednak jakieś cechy, które pozwalają nam nazwać Boga bogiem, a człowieka wcale nie. Tylko nie potrafimy tego sformalizować - jeszcze.Bo te cechy zależne są od kultury. Np. greccy bogowie byli nieśmiertelni, ale nie wieczni. W dodatku można było nabyć ten status lub go utracić. Można było być też mieszańcem, półbogiem. A u nas inaczej. Wracamy do sedna - oczekujesz porządnej cechy odróżniającej twór powstały w umyśle ludzkim, to zasadniczy błąd. Nie znamy żadnej cechy, która w pewny sposób definiowała by boga, bo nie znamy żadnego boga. Czy nie znając żyrafy podawałbyś cechy ją definiujące? > >To matematyka czyli nauki nazwijmy to memetyczne, a nie przyrodnicze. Bóg nie jest całką ani różniczką, byłby - gdyby był - obiektem realnie istniejącym, czyli podlega naukom przyrodniczym, w tym fizycznym, chemicznym, biologicznym.> Ale podlega też prawom logiki. Jesteś w stanie udowodnić nieistnienie czegoś, co jest logicznie sprzeczne.Nie, mogę tylko wykazać, że przy obecnym stanie wiedzy istnienie tego jest niemożliwe. Ale stan wiedzy może ulec zmianie. > >>Przeczy metodyce badań, ale nie przeczy metodyce dowodzenia. Aby udowodnić nieistnienie obiektu X w obszarze Y, nie należy sprawdzać, czy on tam jest - należy udowodnić, że nie ma się on tam prawa znaleźć.> >W naukach przyrodniczych nie ma takiego dowodzenia.> Ależ jest! Nie musisz przeczesywać wszystkich oceanów, aby stwierdzić, że nie żyje tam istota oddychająca płucami.Ale żyje! W dodatku niejedna. W dodatku płuca powstały na różne sposoby! Widzisz - opierasz się na założeniach wiedzy Tobie dostępnej i już błąd wnioskowania. > >Cały czas obracasz się w naukach matematycznych, logicznych.> Bo to jednak podstawa.Nie, to narzędzie. Tylko narzędzie. Logika nie da Ci wiedzy o rzeczywistości, a jedynie jest narzędziem do jej badania. > >W przyrodniczych pojedynczy czajniczek będzie bardzo podejrzany. Jeśli istnieje jeden, to trzeba będzie go wielokrotnie odnajdywać, aby przekonać się co do poprawności dowodu. A co jeśli ktoś nas okłamał? Wprowadził w błąd? Pojedynczy dowód jest ignorowany, póki nie pojawi się setka innych, spójnych z nim.> Trąci to dość rozmytą logiką. Czyli czajniczek znaleziony raz nie stanowi dowodu, a jeśli zaobserwuje go niezależnie setka naukowców, to już tak. A jeśli kilkudziesięciu? Gdzie jest granica uznania czegoś za dowód?Istnieją metody statystyczne określające coś, co określę jako zaufanie wobec wyniku. Pojedynczy wynik nie cechuje się dużą ufnością. W nauce taki wynik tkwi w zawieszeniu aż będzie zweryfikowany w niezależnych badaniach. |
#223 9 na 9 | Ania... (14138 punktów) | Odp: Problem z "ateistami" | > To moje zdanie, masz prawo się z nim nie zgodzić, ale jak dla mnie w naukach eksperymentalnych nie można orzekać o "dowodach" - jedynie o "wysokim prawdopodobieństwie/nieprawdopodobieństwie".To dotyczy każdej praktycznie nauki ścisłej. Tak, zgadzam się. A w zasadzie to "w oparciu o istniejący stan wiedzy uważa się że xxxxx". Jeśli stan wiedzy się zmieni, jak np. po odkryciu mechaniki kwantowej, to wiele twierdzeń również okazuje się niepełnych lub niekiedy nieprawdziwych. > >Pająk nie jest hipotezą nawet wg Kotarbińskiego - bowiem nie wyjaśnia żadnego istniejącego problemu.> Wyjaśnia - mamy problem "jak powstał wszechświat". Jedną z możliwych odpowiedzi/wyjaśnień jest "stworzył go Wielki Pająk Stworzyciel". > >Obserwacje chyba z definicji miały miejsce, w innym przypadku określa się takie zapiski jako fikcja np. literacka. Albo oszustwo - jak kto woli.> Jeśli ktoś mi mówi, że widział Obcych na swoim podwórku, to nie jest fikcja literacka, a obserwacja (nawet jeśli jednocześnie jest oszustwem). Jeśli ktoś mówi, że opowie mi bajkę o tym, jak widział Obcych na podwórku - to jest fikcja literacka.> Biblia jest przedstawiana jako zapis obserwacji, a więc można ją tak traktować. Ktoś może oprzeć na niej teorię, a ktoś inny zakwestionować jego źródła (chociażby podając te nieścisłości historyczne, o których wspomniałaś).Nie, to nie jest obserwacja. Obserwacja jest to metoda badawcza i musi mieć miejsce, aby była obserwacją. Jeśli ktoś oszukuje, to nie jest to obserwacja. Można mówić bajki, a nie uprzedzać o tym, wtedy nadal są to bajki. Inaczej - z faktu, że ktoś nas nie uprzedza o oszustwie nie wynika, że mówi prawdę a obserwacja musi być faktyczną obserwacją rzeczywistości, a nie fikcją. |
#224 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | Odp: Problem z "ateistami" | . > tak Jest to prawda sam mam dopiero 17 lat i chodzę do liceum gdzie spotykam wiele takich osób które stwierdzają że są ateistami a sami nic o ateistach nie wiedzą niewiedzą czego się wyrzekają i w imię czego .Osobiście sam staram się określić swój stosunek do religii który i tak jest niebywale krytyczny.Panie Kolego, a rozejrzyj się Pan trochę lepiej i zobacz Pan czy nie dostrzeż wokół siebie młodzieży bardzo religijnej, która bardzo niewiele wie o religii, w którą wierzy. Ludzie już tak mają, że jedni mniej, a inni bardziej do wiedzy się przykładają. Dlaczego wymagać więcej od deklarujących ateizm, niż od tych, którzy deklarują teizm? A co najważniejsze, to nie można wysuwać jakichkolwiek twierdzeń uogólniających na podstawie znajomości kilku, czy kilkunastu osób. Znając życie uważam, że ci którzy deklarują ateizm - nawet nic o nim nie wiedząc - są ciekawszymi i bardziej inteligentnymi ludźmi, ponieważ brak w nich pokory, a to już dobry początek do samodzielnego myślenia. Jak byłem w Pańskim wieku, to nawet zadowolony byłem, gdy niektórzy z rodziców moich koleżanek i kolegów twierdzili, że od małpy pochodzę, gdyż do kościoła nie chodzę. Akceptacja społeczna, to potrzebna jest tym grzecznym, którzy słuchają księdza katechety - reszcie raczej potrzebną jest inteligencja, czyli sztuka zdawania egzaminów jak najlepiej, przy jak najmniejszym wysiłku. No, chyba że nas coś interesuje. Pozdrawiam młodego krytycznego myśliciela. @@@ . |
#225 12 na 12 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | Odp: Problem z "ateistami" | > Starzejesz się (nic w tym peioratywnego) ale....czy "dojrzewasz"?> Oto jest pytanie.No właśnie. Siedzi kolega Vancalar trzy lata bodajże na forum, i co? I nic. Ale on sobie lubił tu pogdybać i szukać wspólnego mianownika  . Zdaje się, że ktoś go tutaj zwyczajnie skrzywdził i Racjonalistę.pl zamienił w Strefę Tajemnic. Kolega Vancalar ubolewa, że nauka nie posiada odpowiedzi na kilka kluczowych pytań, więc jest wierzący, bo wiara odpowiedzi "ma". Przygłupie, ale ma. Kolega Vancalar potrzebuje już, tu i teraz, całościowego obrazu rzeczywistości. Ta lipna nauka mu go nie daje. Religia daje. Obraz przygłupi, ale jest. Problemem kolegi Vancalara jest niecierpliwość, więc, spiesząc się z odpowiedziami na wszystko, wybiera Boga zapchajdziurę. Wsadzi go sobie na początek życia, może też wrąbać go na początek wszechświata, a jak będzie trzeba to zainstaluje go przed COŚ, kiedy było jeszcze NIC. Jak zrobi się kiedyś wyrafinowany, to zrobi jak ksiądz Heller i zapchajdziurę ograniczy do twórcy praw fizyki. Bo manipulowanie wewnątrz świata już mało wyrafinowane i nieciekawe będzie. "Pierwotna zupa" jest dla kolegi Vancalara naiwna. Ale rach ciach ciach, niech się stanie Pana Bozi - już ani trochę. To bardzo poważna sprawa ten kreacjonizm. Żeby chociaż jacyś zielono-fioletowi kosmici, ale nie. Koledze Vancalrowi wygląda wiele, jeśli nie wszystko, na zaprojektowane. Np. fotosynteza. Człowiek zapewne też zaprojektowany jest. Z dupiatymi zębami, z wyrostkiem robaczkowym, sutkami u facetów i znakomitym kanałem rodnym u pań, że na tym zakończę. Wszechmogący patałach jest Bogiem kolegi Vancalara. Się postarał Superumysł. Naukowy mit o stworzeniu świata niczym nie różni się od mitu Vancalara (wg niego samego), a że wszystko wygląda mu na zaprojektowane (miażdżący argument, przed którym najtęższe umysły naukowe powinny natychmiast klęknąć), to kolega Vancalar macha na wszystkie strony brzytwą. Ockhama, oczywiście. Bo MU wygląda na zaprojektowane. Mmmmuuuuuu, chciałoby się ryknąć. P.S. No to teraz szukamy wspólnego mianownika. Pogdybajmy bracia i siostry. |
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 Dalej.. Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|