 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 25-06-2012 12:23 | AgataRączka (116 punktów) | Problem z "ateistami"
3 na 11 | Moim zdaniem, ostatnio doświadczamy pewnej fali "ateistów" w wieku od 12 do 20 lat, którzy jako leniwi katolicy starają się ukryć własny brak chęci, nazywając samych siebie "ateistami". Problem tkwi w tym, że jest to termin, który zasłyszeli w większości gdzieś na forum szkolnym i nadużywają go, w między czasie uroczo trzymając się zasady: "thank God, I'm an atheist" . właśnie te osoby, które stawia się z prawdziwymi ateistami na jednej szali, sprawiają, że opinia społeczeństwa jest negatywna . | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 Dalej..#166 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | Odp: Problem z "ateistami" |
. > >>>>A wydawałoby się, że to racjonalistyczne forum, że ludzie, którzy się tu wypowiadają, mają choć trochę kultury racjonalnego myślenia. Bogusławski działa na fideistów jak czerwona płachta. Tak mocno, że przestają już zupełnie myśleć i plotą androny.> Kto to napisał:> >>>"Ateizm daje nam człowieczeństwo, już choćby próbę wyrwania się się z bezmyślnego stada"?> Pan.Może warto przeczytać trochę więcej z tego co napisałem: www.racjon(*).php/s,506302/z,0/d,10#w507631> Cóż w tym dziwnego, że zacytowałem Pana, i chciałem aby Pan tę myśl rozwinął lub udowodnił swoje twierdzenie.Bogusławski:już choćby próbę wyrwania się się z bezmyślnego stada"? > Otóż Szanowny Panie, najpierw trzeba by było to człowieczeństwo zdefiniować, a definicje są różne. Może wikipedia?Może i Wikipedia. Dlatego Pana tam odesłałem, ale nie warto ograniczać się tylko do Wikipedii i odwołałem się tutrochę szerzej. Ja nie uznaję żadnych katechizmów. > Jeśli ateizm daje człowieczeństwo to proszę wyjaśnić w jakim zakresie odnosi się do tego zbioru cech i w jaki sposób jest to charakterystyczne dla gatunku ludzkiego.Nigdy nie chciałem pracować z ludźmi mało sprawnymi intelektualnie. Nawet dzieci nie chciałem uczyć. To forum racjonalnej inteligencji i ja wielokrotnie nawet w tym wątku pisałem, że rozróżniam różne formy ateistycznego przekonania. Nie chce mi się dla każdego głąba powtarzać osobno, że myślę o racjonalnym ateizmie - najczęściej na tym forum występującym. Panu powtarzałem to już na różne sposoby wiele razy. Nie zrozumiał Pan, to już nigdy nie zrozumie. > Innymi słowy, co ateizm wnosi do tych cech i dlaczego wg Pana jest to charakterystyczne dla gatunku ludzkiego.Tak, charakterystyczną cechą gatunku ludzkiego jest stadność. Kiedyś była to bardzo pożyteczna cecha. Już od dawna znacznie bardziej sobie cenimy indywidualizm i wolność myślenia. Powstają intelektualne elity. > Czy ateiści mają inny sposób formułowania myśli, język, uczucia i zachowanie niż teiści i dlaczego to właśnie daje im człowieczeństwo?Nie można ze ślepym rozprawiać o kolorach, a z głuchym o muzyce. Tak, racjonalne myślenie daje nam zupełnie inny sposób widzenia i rozumienia rzeczywistości, formułowania myśli, język, uczucia i zachowanie. Przecież to widać nawet na tym forum, ludzie tej samej narodowości, mówiący tym samym językiem, a jakby z dwóch planet byli. Oczywiście o dupie Maryni, to zawsze pogaworzyć można. Czy cokolwiek Pan potrafi zrozumieć z tego co piszę? Moim zdaniem - bardzo niewiele. > To co Pan napisał wcześniej to tylko jeden element (sceptyczne myślenie), który jest istotą człowieczeństwa, ale czy je daje (tworzy)?I Pan tu parę lat, a ja jeszcze dłużej i pisałem o wielu sprawach. Nie będę - a nie mogę praktycznie, choćbym i bardzo chciał - za każdym razem przedstawiać całej argumentacji. www.racjonalista.pl/forum.php/z,6/t,15061Zresztą i po co? Pan nawet z tego wątku nieprzeczytał lub zupełnie nie zrozumiał moich (a nie tylko moich) wypowiedzi. "Człowieczeństwo nie jest stanem, w którym przychodzimy na świat. To godność, którą trzeba zdobyć." -- Jean BrullerI katolicki autor z internetu komentując ten cytat. Autor cytatu wyraźnie wskazuje, że pochodzeniem człowieczeństwa nie jest samo bycie człowiekiem - w sensie gatunkowym - jest to miano, na które trzeba sobie zasłużyć.Trudno się z nim nie zgodzić. Nie każdy fideista i nie w każdym zakresie musi być tak do cna głąbem. Znam publikacje wielu chrześcijańskich mędrców, a i sam się przyjaźnię z kilkoma kapłanami. Natomiast każda wiara (niekoniecznie religijna) ogranicza nas i moralnie i intelektualnie. Stadne myślenie - miedzy innymi - opisane niżej. Dogmat - twierdzenie w religii lub szkole filozoficznej przyjęte bezwarunkowo i niepodlegające dyskusji. W starożytności również ustalenie prawne zgromadzenia ludu, senatu lub postanowienie władzy zwierzchniej miasta-państwa. Na gruncie bardziej ogólnym, jest to po prostu każde twierdzenie (świadomie lub nieświadomie), sens którego jest praktykowany. Doktryna - ogół założeń, twierdzeń, przekonań z określonej dziedziny filozofii, teologii, polityki itd., właściwy danemu myślicielowi, danej szkole; teoria, nauka, system; polit. program. Doktrynerstwo - kurczowe trzymanie się formułek doktryny. Doktryner - gorliwy zwolennik, krzewiciel ciasnych, skostniałych formuł i prawideł jakiejś doktryny.Takie myślenie nie tylko ogranicza nasze człowieczeństwo, ale potrafi nawet wyzwolić w nas bestie, które nazwać zwierzętami byłoby obrazą dla zwierząt. Tylko świat nie jest czarno biały i ekstrema rzadko występują, choć zawsze są bardzo groźne. Myślę, że inteligentni ludzie już dawno mnie zrozumieli, tym bardziej, że już parę lat się tu wypowiadam i tak ogólnie to swoich poglądów nie zmieniłem, co najwyżej trochę wiedzy mi przybyło. @@@ . |
| maceox (6766 punktów) | Odp: Problem z "ateistami" | > >>jak to jest z dogmatami - mogą być, powinny być czy nie powinny być ??> >A jak Ty uważasz?> Ciężka sprawa. Ambiwalentne mam w stosunku do nich uczucia.Dlaczego?
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego |
#168 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | Odp: Problem z "ateistami" | > >Jeśli teista idzie do sklepu kupić marchewkę i musi policzyć, czy mu starczy pieniędzy, to ma w tym zakresie miejsce na myślenie i akurat wiara mu w tym nie przeszkadza. Dlatego napisałem parę postów wcześniej, że wówczas, gdy teista (sceptycznie) myśli, to w tym momencie staje się ateistą. Przy kupowaniu marchewki wiara nie odgrywa bowiem żadnej roli.> No jak to nie - przecież wierzymy że marchewka tyle kosztuje choć gdzie indziej może kosztować inaczej.Może chodzi Ci o to, że sprzedawca może nas oszukiwać i stąd nie możemy wiedzieć na pewno, ile ta marchewka tak naprawdę - bez oszustwa - by kosztowała? Potocznie możemy tu powiedzieć "wierzymy". Jednak w rzeczywistości opierając się na wskazaniu sprzedawcy mamy racjonalne przesłanki, by sądzić, że cena jest właśnie taka, jaką podał. Możemy też z racjonalnych względów założyć, że nas nie oszukuje (bo np. na dłuższą metę takie postępowanie nie jest w jego interesie, gdy ludzie się dowiedzą, że zawyża cenę). Tak więc wierzymy, ale mamy jakieś uzasadnienie, a ponadto możemy nasze założenie sprawdzić chociażby u konkurencyjnych handlarzy. Tymczasem w przypadku Boga brak jest możliwości weryfikacji. Niektórzy twierdzą, że samo istnienie i możliwość zastanawiania się nad tą kwestią stanowią właśnie dowód na istnienie Boga. Tylko, że jak będziesz równie sceptyczny, jak wobec handlarza marchewką, to musisz przyznać, że to tylko ludzie sobie taką ideę Boga wymyślili rozwiązując (między innymi) pewien problem filozoficzny. Tylko co to za rozwiązanie, jeśli ostatecznie składa się z trzech liter i pewnego stojącego za nimi pojęcia, czyli idei, czyli wyobrażenia, a w praktyce stykamy się tylko i zawsze z przyrodą?
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego |
#169 12 na 12 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | Odp: Problem z "ateistami" | > No właśnie jak to jest z dogmatami - mogą być, powinny być czy nie powinny być ??Nie jest dla mnie jasne, jak rozumiesz dogmat - podeprę się więc tym, jak definiuje go wiki tj. jako twierdzenie w religii lub szkole filozoficznej przyjęte bezwarunkowo i niepodlegające dyskusji. Odpowiadam: nie powinno być dogmatów. Stałe fizyczne dogmatami nie są, przyjęto je bowiem nie-bezwarunkowo, a jako wynik obserwacji i oczywiście podlegają dyskusji. Warunkiem wstępnym otwarcia dyskusji jest jednak w tym momencie przedłożenie jakichś wyników obserwacji wynikom obserwacji wcześniejszych przeczących. Rzecz dobrze ilustruje niedawne zamieszanie przy okazji eksperymentu OPERA, który - jak się zdawało - wskazywał, że neutrina mogą podróżować z szybkością większą od c. Póki nie wyszło, że to kabel był obluzowany. Żadnym dogmatem nie jest też tabliczka mnożenia - wolno ją kwestionować, jednak każden se może kontrolnie przeliczyć na paluchach, że 2 x 2 to uparcie 4 i za cholerę nie chce być inaczej. Nie widzę żadnego pożytku z twierdzeń przyjętych bezwarunkowo i niepodlegających dyskusji. No, ale punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Nie jestem dla nikogo żadną Władzą, więc nie muszę się martwić jak tą Władzą pozostać. Gdybym był, może bym i pożytki z dogmatów zobaczył  .
Wszystkie te kolacje, przyjęcia, bale to ciężka praca. (z raportu przedstawiciela brytyjskiego na Konferencji Antyniewolniczej w Brukseli 1889-1890) |
darkside (7775 punktów) (zablokowany) | Odp: Problem z "ateistami" | > Gorzej z tym sposobem: jakiś akapicik..... choć czasem.... pliiiisssss....Zapamiętam. Dzięki za zwrócenie uwagi. |
#171 1 na 1 | Maciej Stachowski (255 punktów) | Odp: Problem z "ateistami" | > Owszem, ale taki dowód nigdy nie będzie "na wieki" bowiem opiera się na aktualnych założeniach, czyli "w oparciu o dzisiejszy stan wiedzy i o prawa fizyczne jakie znamy, o założenia teorii naukowych dziś obowiązujących stwierdzamy że... jest niemożliwe". Kiedyś argumentowano tak że Ziemia musi być płaska (bo byśmy pospadali) a nie tak dawno, że maszyna zrobiona z ciężkiej stali nie będzie latać (bo jest cięższa od powietrza).> Jak widać nie potrzeba było dużo aby założenia się zmieniły i stwierdzenia o niemożliwości padły.A właśnie - czy to oznaczało, że przed Kopernikiem Słońce obracało się wokół Ziemi? Jeśli twierdzenie o niemożliwości istnienia czegoś może paść, należy dopuścić możliwość istnienia tegoż. Podkreślam: przyjąć możliwość, nie uznać za prawdę. Poza tym, nie zgodzę się z Tobą w twierdzeniu, że dowód nie może być "na wieki". Niezależnie od wiedzy o świecie, nadal pozostają nam dowody logiczne, oparte na wykazaniu sprzeczności w samej definicji słowa. Można udowodnić na przykład, niezależnie od stanu wiedzy naukowej, że bóstwo nie może działać nadnaturalnie. Jeśli bóstwo działa nadnaturalnie, oznacza to, że prawa natury dopuszczają możliwość takiego działania, a więc nie jest to działanie nadnaturalne. W skrajnym przypadku, jeśli we Wszechświecie istniałaby istota omnipotentna, oznaczałoby to, że wszystko jest możliwe do zrobienia - a więc nie byłoby żadnych czynności nadnaturalnych. Niezależnie od tego, ile wiemy o fizyce, przyrodzie, biologii - to rozumowanie zawsze będzie tak samo poprawne. > Tak, ale czy w przypadku istnienia boga podasz takie warunki?Nie może istnieć pojęcie niezdefiniowane choćby przez jedną cechę. Definicja Boga, czy bóstwa, jest definicją w pewnym sensie intuicyjną - taki Mojżesz nie jest bóstwem, za to Zeus jest. Nikomu się jeszcze po prostu nie udało uchwycić, co takiego dokładnie odróżnia Mojżesza od Zeusa, że nazywa jednego bóstwem, a drugiego nie. > To przerabialiśmy tu milion razy - zaraz pojawi się odpowiedź, że nikt nie mówi, że bóg musi mieć te cechy. Że taki może nie istnieć, ale inny tak. Dowodzenie staje się bezcelowe, bo nikogo nie przekona, kto już nie jest przekonany.Znów - bóg jest pojęciem definiowanym dość intuicyjnie, ale są jednak jakieś cechy, które pozwalają nam nazwać Boga bogiem, a człowieka wcale nie. Tylko nie potrafimy tego sformalizować - jeszcze. > >A co, jeśli kiedyś będziemy w stanie przewidzieć zachowanie każdego możliwego układu? Co, jeśli znajdziemy Wielką Teorię Wszystkiego?> Jeśli, to zmienimy naszą metodykę naukową. Ale póki co - niemożliwe.Ale to oznacza, że istnienie Boga (i zresztą każdego bóstwa) jest potencjalne możliwe do udowodnienia lub obalenia pod warunkiem istnienia WTW. > To matematyka czyli nauki nazwijmy to memetyczne, a nie przyrodnicze. Bóg nie jest całką ani różniczką, byłby - gdyby był - obiektem realnie istniejącym, czyli podlega naukom przyrodniczym, w tym fizycznym, chemicznym, biologicznym.Ale podlega też prawom logiki. Jesteś w stanie udowodnić nieistnienie czegoś, co jest logicznie sprzeczne. > >Przeczy metodyce badań, ale nie przeczy metodyce dowodzenia. Aby udowodnić nieistnienie obiektu X w obszarze Y, nie należy sprawdzać, czy on tam jest - należy udowodnić, że nie ma się on tam prawa znaleźć.> W naukach przyrodniczych nie ma takiego dowodzenia.Ależ jest! Nie musisz przeczesywać wszystkich oceanów, aby stwierdzić, że nie żyje tam istota oddychająca płucami. > Cały czas obracasz się w naukach matematycznych, logicznych.Bo to jednak podstawa. > W przyrodniczych pojedynczy czajniczek będzie bardzo podejrzany. Jeśli istnieje jeden, to trzeba będzie go wielokrotnie odnajdywać, aby przekonać się co do poprawności dowodu. A co jeśli ktoś nas okłamał? Wprowadził w błąd? Pojedynczy dowód jest ignorowany, póki nie pojawi się setka innych, spójnych z nim.Trąci to dość rozmytą logiką. Czyli czajniczek znaleziony raz nie stanowi dowodu, a jeśli zaobserwuje go niezależnie setka naukowców, to już tak. A jeśli kilkudziesięciu? Gdzie jest granica uznania czegoś za dowód?
I may disapprove of what you say, But I will defend to the death your right to say it. |
#172 1 na 1 | Maciej Stachowski (255 punktów) | Odp: Problem z "ateistami" | To moje zdanie, masz prawo się z nim nie zgodzić, ale jak dla mnie w naukach eksperymentalnych nie można orzekać o "dowodach" - jedynie o "wysokim prawdopodobieństwie/nieprawdopodobieństwie". Dryfujący czajniczek jedynie "z bardzo wysokim prawdopodobieństwem nie istnieje" - ani fizyka, ani astronomia nie są w stanie powiedzieć "czajniczka nie ma i być nie może". Tak samo przed Kopernikiem nie można było twierdzić "Słońce na pewno obraca się wokół Ziemi", choć Ptolemeusz miał całkiem niezłą teorię. Tak samo przed Einsteinem "v=s/t" nie było poprawne. Nawet jeśli dana teoria w kontekście nauk przyrodniczych wyjaśnia każdą jak dotąd obserwację, nie wiadomo, czy kiedyś nie znajdziemy innej. Wszyscy twierdzili, że prędkość jest wprost proporcjonalna do drogi, i odwrotnie do czasu, a ewentualne niezgodności to błędy pomiaru - a potem przyszedł Einstein i powiedział, że to tylko uproszczenie i przy dużych prędkościach wcale tak nie będzie. A i pan Einstein mógł się mylić - jedyną zaletą jego teorii jest to, że to najlepsza teoria, jaką mamy. > Pająk nie jest hipotezą nawet wg Kotarbińskiego - bowiem nie wyjaśnia żadnego istniejącego problemu.Wyjaśnia - mamy problem "jak powstał wszechświat". Jedną z możliwych odpowiedzi/wyjaśnień jest "stworzył go Wielki Pająk Stworzyciel". > Teoria nie poparta weryfikacją nie zaistnieje.Semantyka - ale masz w sumie rację. > Obserwacje chyba z definicji miały miejsce, w innym przypadku określa się takie zapiski jako fikcja np. literacka. Albo oszustwo - jak kto woli.Jeśli ktoś mi mówi, że widział Obcych na swoim podwórku, to nie jest fikcja literacka, a obserwacja (nawet jeśli jednocześnie jest oszustwem). Jeśli ktoś mówi, że opowie mi bajkę o tym, jak widział Obcych na podwórku - to jest fikcja literacka. Biblia jest przedstawiana jako zapis obserwacji, a więc można ją tak traktować. Ktoś może oprzeć na niej teorię, a ktoś inny zakwestionować jego źródła (chociażby podając te nieścisłości historyczne, o których wspomniałaś).
I may disapprove of what you say, But I will defend to the death your right to say it. |
#173 1 na 1 | Maciej Stachowski (255 punktów) | Odp: Problem z "ateistami" | > >.. nawet wierzący rozwiązując zadania z fizyki nie wliczają w nie boskiej interwencji.> Zatem także wierzący potrafią w kontakcie z realiami pójść po rozum do głowy.> Dlaczego jednak wolą pozostawać w sprzeczności, gdy "nie wliczają boskiej interwencji" a jednocześnie wierzą w to, czego w obliczeniach wcale nie uwzględniają?> A Ty wierzysz w to, że pociąg może się wykoleić na drodze z miasta A do miasta B, jadąc z prędkością 60 km/h? Oczywiście - takie rzeczy się zdarzają. A jednak nie uwzględnisz tego w obliczeniach, prawda?
I may disapprove of what you say, But I will defend to the death your right to say it. |
| Maciej Stachowski (255 punktów) | Odp: Problem z "ateistami" | > No to masz problem i widać dobrze Ci z nim.Pierwszy krok radzenia sobie z problemami to uświadomienie sobie, że ma się problem. > Nie istnieje twierdzenie "Bóg istnieje"!! I to jako "podstawa" czegokolwiek.Takie twierdzenie istnieje, bo ktoś tak kiedyś stwierdził. Tak jak istnieje twierdzenie "księżyc jest zrobiony z sera". To drugie obalono, tego pierwszego jeszcze nie do końca. A twierdzenie to jest podstawą - podstawą religii. Podetnij korzeń, całe drzewo się zawali. > Nie istnieje w rozumnej dyspucie o świecie, bo nikt nigdy nie wprowadził tego pojęcia do takiej dysputy. Mimo tysięcy lat religii z różnymi bogami, mimo milionów ksiąg, mimo miliardów wierzących.No, no... Dziś może nikt tak nie robi, ale kiedyś niewprowadzanie tego twierdzenia do dysputy (choćby nie wiadomo jak rozumnej i uczonej) mogło Cię posłać na stos. Można powiedzieć, że prawdopodobieństwo prawdziwości tego stwierdzenia jest śmiesznie małe, ale dopóki nie jest zerowe, nikt nie zabroni go przyjmować. > Funkcjonuje ono na skutek tradycji, powszechnej głupoty. Funkcjonuje dorobiwszy się milionów definicji sprzecznych wewnętrznie, sprzecznych ze sobą wzajemnie, sprzecznych z elementarną wiedzą naukową. Chcesz międlić je w zębach, bo Ci podbija Twoje pseudointelektualne ego - Twoje prawo.> Jeśli chcesz jednak być traktowany choć odrobinę poważnie to powiedz o czym w ogóle mówisz. Zacznij od Twojej definicji tego czegoś czego prawdopodobieństwo istnienia postulujesz, inaczej zostaniesz jedynie bełkotliwym nieukiem. Choćbyś nie wiem jak tępo był z siebie zadowolony.Gdybyśmy mieli nieintuicyjną definicję Boga, to już dawno by się ją pewnie dało obalić. Jak pisałem niżej - pojęcie "bóstwa" jest intuicyjne, tak jak pojęcie "miłości", czy "piękna". Sporo jest takich pojęć - człowiek potrafi skategoryzować dany podmiot jako "bóstwo" lub "nie bóstwo", ale wciąż nie znalazł formalnej definicji (czyli żadnej cechy jednoznacznie definiującej). Uznasz, że to bełkot - OK, ale w takim razie wyrwij ze słownika parę kartek. > >Przecież można przyjąć, że Bóg nie istnieje - nawet wierzący rozwiązując zadania z fizyki nie wliczają w nie boskiej interwencji.> Blade masz pojęcie o wierze! A człowiek nie jest w stanie się sprzeniewierzyć jej - to ona kontroluje umysł. Większość ludzi po prostu wierzy w takiego boga, który nie kłóci się z nauką, ale jednak takiego, który fizyką może manipulować do woli. Wierzący rozwiązując zadanie z fizyki dodaje do odpowiedzi "chyba że Bóg zechce inaczej".Ok. Więc rozwiąż zadanie: Idziesz z prędkością 5km/h, masz do przejścia 10km. Po jakim czasie dotrzesz do celu? Jeśli odpowiedziałeś "2 godziny" - brawo. Ale nie wziąłeś pod uwagę tego, że możesz np. złamać nogę, choć zdajesz sobie sprawę, że to w rzeczywistości możliwe. > Fideista nie jest w stanie przyjąć, że bóg nie istnieje. Np. fideista wierzący w Kreacjonizm Młodej Ziemi nie będzie stanie zostać paleontologiem.Fideista nie. Ale ktoś, kto jedynie dopuszcza możliwość, że świat mógł powstać z niczego, w 7 dni, 6500 lat temu, a wszystkie zwierzęta rozwijały się oddzielnie - może, dopóki nie będzie przyjmować tego jako założenia. > >Nikt za mrzonkami nie goni,> Na pewno wiesz co mówisz? Na pewno uwzględniasz w tym miliardy wierzących?Nas=dyskutantów. > >ale jeśli będziemy zamykać się na wszystkie hipotezy, których nie dowiedziono, to nauka stanie w miejscu.> Nie ma hipotezy "istnienia Boga" - Twój bełkot i bełkot różnych religii to tylko bełkot, nic więcej.Hipotezę ktoś postawił, nikt jej nie obalił, a więc hipoteza jest. "Bełkot" to raczej nienaukowe pojęcie - sam fakt, że istnieją hipotezy sensowniejsze, nie czyni hipotezy błędną. > Użalanie się nieuka nad marną przyszłością nauki bez uwzględniania religijnych idiotyzmów jest lekkim przegięciem.Nic takiego nie powiedziałem - twierdzę jedynie, że odrzucanie hipotezy tylko dlatego, że nie ma na nią jeszcze dowodów, jest niepoprawne. Nie oznacza to, że należy ją przyjąć jako fakt - a jedynie, że trzeba takie rzeczy sprawdzać. Co by było, gdyby twierdzenie, że Ziemia jest kulą, również uznano za "bełkot" - no bo przecież widać, że jest płaska? Gdyby nikt tego nie dopuścił i nie przeprowadził dowodu? > Pomyśl na tym co się do Ciebie mówi i nie ośmieszaj się więcej.Miłego dnia również.
I may disapprove of what you say, But I will defend to the death your right to say it. |
#175 2 na 2 | Maciej Stachowski (255 punktów) | Odp: Problem z "ateistami" | > >Czy mam prawo twierdzić, że jedna osoba nie może trafić szóstki w totka 3 razy pod rząd, bo nikomu się to jeszcze nie udało?> Może, matematycy wyliczą nawet prawdopodobieństwo takiego zdarzenia.Ale przecież ostateczną weryfikacją jest według Pana praktyka. Ja to stwierdzenie mogę Panu za marne 9 złotych (bo tyle 3 zakłady kosztują) zweryfikować - i jeśli się mylę, przyznam to z wielką szczęśliwością. > Niech Pan nie przesadza, ździebko tam o narzędziach Pan znajdzie. Tylko trzeba trzeba czytać z umiejętnością zrozumienia.Przejrzę je jeszcze później, pobieżne przeczytanie nic mi tam nie dało. > >>>>Straśnie i roboty huk i głowa boli od myślenia.> >No testowanie nieskończonej ilości potencjalnych układów to nie takie hop siup.> Nawet w naukach doświadczalnych bez myślenia się nie obejdzie.No i właśnie o to się rozchodzi. Że jeśli coś sobie wymyślimy i ma to sens, a nie uda nam się tego wysmażyć w laboratorium, to jeszcze nie znaczy, że zupełnie źle wymyśliliśmy. > >A to Ci dopiero, wszystkie poglądy są dobre, byle nie komunizm i nazizm. Wolter mądry człowiek, historię starożytną pewnie znał, wiedział jak się dyktatury kończyły, a mimo to twierdził jak twierdził.> I nawet Pan nie czuje jak się kompromituje.A Pan mi nie pomaga. > Steven Weinberg powiedział:> • Z religią czy bez, dobrzy ludzie będą postępować dobrze, a źli - źle, ale złe postępowanie dobrych ludzi, to zasługa religii. Gdyby nie chore ideologie nie byłoby wojen, nie było by inkwizycji, Gestapo, NKWD itd. Gdyby nie chora psychika Breivik by nie mordował, a współcześni księża polscy nie nawoływali by do stosów. (tak to tylko jednostkowy znany publicznie przypadek).Gdyby nie chorzy ludzie, którzy obracają te ideologie w czyn, żyłyby one wyłącznie w ludzkich umysłach. > Tak pięknie to Pan wyraził, że aż musiałem zareagować, a każda następna Pańska wypowiedź utwierdza mnie, że słusznie zrobiłem. Gdyż na ślepo broni Pan tu fideistycznych poglądów i działalności Kościoła, a ja jestem właśnie antyklerykałem.Taka mi przypadła rola "adwokata diabła"  A dlaczego? Proszę zerknąć w moją sygnaturkę i trochę to uogólnić. > Cieniusieńka ta skóreczka na Panu, ledwie musnąć i złazi nawet tam gdzie nie dotykana. Pięknie Pan teraz tu dowodzi, że całe Pańskie dotychczasowe wywody były tylko udawaniem i próbą mataczenia.Taki "dowód przez sugestię". Państwo widzicie...> Mnie interesują tu tylko teorie naukowe, które stanowią całość logicznie spoistych uogólnień, wywnioskowanych na podstawie ustalonych faktów naukowych i powiązanych z dotychczasowym stanem nauki.Więc wszelakie hipotezy uznaje Pan za niewarte zainteresowania, póki nie staną się teoriami. A kto ma z nich zrobić teorie, skoro nikt się nimi nie zamierza interesować? > Szanowny Panie, ja pytałem o wymyślony przez Pana "dowód ścisły", a nie o "dowód formalny", którego definicję z Wiki sam podałem.Użyłem tego pojęcia jako synonimu. > Nikt nie ma możliwości znać wszystkich mędrców, a ja studiowałem na świeckiej uczelni. ALEKSANDER z HALES, ur. ok. 1180 w Hales...Jak się tylko teologów szuka, żeby udowodnić mi powiązania z tymi przeklętymi fideistami, to i do takich absurdów się dochodzi. pl.wikipedia.org/wiki/Thomas_Hales i www.ams.org/notices/200811/tx081101370p.pdf - wkleję nawet definicję. > A formal proof is a proof in which every logical inference has been checked all the way back to the fundamental axioms of mathematics"Of mathematics" dlatego, że artykuł jest z dziedziny matematyki, ale nietrudno tą definicję rozszerzyć na inne dziedziny, szczególnie logikę. > gdy w jej ramach przyjmiemy aksjomat np. o istnieniu Boga, to w następstwie i dalsze rozważania teologicznie mogą zachować walor logicznej racjonalności.No tak, tak, oczywiście. Ale jeśli miałbym przyjmować istnienie Boga jako aksjomat, to tej dyskusji by nie było. Aksjomat jest to bowiem zdanie niewymagające dowodu - a właśnie o dowód istnienia/nieistnienia Boga się rozchodzi.
I may disapprove of what you say, But I will defend to the death your right to say it. |
#176 2 na 4 | Maciej Stachowski (255 punktów) | Odp: Problem z "ateistami" | > Gdyż na tym polega ostateczna weryfikacja prawdziwości teoretycznych założeń i właśnie dlatego trwa zwycięski pochód nauk przyrodniczych nad mniemanologią stosowaną. (W Polsce z lekka przyhamowany).Bez mniemanologii nie byłoby nawet co weryfikować. Trzeba bowiem najpierw tą hipotezę wymniemać, a potem dopiero brać się za udowadnianie. Te Pańskie nauki przyrodnicze nadają się jedynie do udowodnienia istnienia. W kwestii nieistnienia mogą tylko stwierdzić, że nic takiego jeszcze nie znalazły. > Jakiego boga?Jakiegokolwiek. > Co próbuję Szanownemu Panu przypisać? To, że twierdzi Pan, że ateizm jest wiarą?Wiarą religijną, wedle Pańskich definicji. > Ja mówię, że jest przekonaniem, które może być różnie intelektualnie umotywowane. Poprzez wiarę też, ale nie przypominam sobie z Panem sporu na ten temat.Owszem. Ale ateista nie jest przekonany, że Bóg nie istnieje. Ateista jest przekonany o tym, że wie, że Bóg nie istnieje. W pierwszym przypadku mógłby mieć rację, w drugim jej nie ma. > Mówię także, że na naszym forum najczęściej jest reprezentowany racjonalistyczny ateizm, czyli taki, do którego dochodzi się drogą rozumową. Sam zaś jestem naturalistą ontologicznym, a nie ateistą. Zgodnie z logiką nie chcę przeczyć istnienia nieistniejącego.Rączki umyte, zapraszam do stołu. Sam jestem naturalistą, i to dość skrajnym - uważam, że wszystko jest jednym procesem fizykochemicznym, że człowiek jest jedynie zamkniętym w ciele obserwatorem, a wolna wola jest iluzją wynikającą z procesów mózgowych. Ale mogę się mylić, i Pan również może się w swoich poglądach mylić. O to mi tylko chodzi - nie o przekonanie Pana, że Bóg istnieje, czy też że nie istnieje. Jedynie o to, żeby przyznać przed sobą możliwość, że nasze przekonania są błędne - co sam czynię, a i Panu radzę. > Można, ale to nie nie jest ich "warunkiem koniecznym".Gdyby było, to każdy byłby ograniczony umysłowo. [quote]Nielogiczna wprost irracjonalna bzdura. Inteligentny człowiek uznaje tylko zmienne prawdy nauki, choć i do nich powinien podchodzić sceptycznie. Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym.[/quote] Brawo, brawo, brawo, BRAWO! Załapał Pan, o co mi chodzi. Aż Pana nie poznaję. Bo przecież tylko o tym cała ta dyskusja - aby zdawać sobie sprawę, że nasze przekonania mogą okazać się błędne, i być gotowym je zmienić. Aby być sceptycznym w podchodzeniu do każdej prawdy nauki, nawet takiej, która wydaje się najbardziej ustalona. I prawdą jest też, że absolut nie jest nam do niczego potrzebny - dopóki on sam nie staje się przedmiotem sporu. Wiem, że nic nie wiem, jak mawiał Sokrates. Odłam ateizmu, o którym mówię, neguje tą zasadę - tacy ludzie "wiedzą, że wiedzą", czy Bóg istnieje, i nie są gotowi do weryfikacji tego poglądu. Jedynym, co do czego nie ma wątpliwości, są prawa logiki - a to tylko dlatego, że wynikają one z definicji pojęć, którymi się posługujemy. A naruszenie definicji sprawia, że tracimy zdolność komunikacji. > Jak, długo trzeba Wam tłumaczyć, że na naszym forum na ideologiczną indoktrynację, to już o wiele za późno. Takich "zawracaczy" do bezmyślnego stada, to większość z nas już setki razy spotkała. Na przykład: interia360.pl/artykul/filozofia-ateizmu,24602 - co jeden to mądrzejszy. Dajcie sobie już z nami spokój i pilnujcie własnych owieczek, gdyż Wam się rozłażą.Nie pamiętam, czy Pan to wrzucał, ale: www.racjonalista.pl/kk.php/s,4150 i www.racjonalista.pl/kk.php/s,4163 - i niech to wystarczy za jakikolwiek komentarz. > Nie, proszę Wielce Szanownego Pana, nie wysuwam niepotwierdzonych insynuacji, ja Panu te wszystkie brzydkie chwyty (i nie tylko to) wykazałem. Obrona przed nieuzasadnionymi atakami na mnie i moje środowisko nie jest chwytem argumentum ad personam. Choć mądrzy ludzie rzadziej głupoty piszą.Kto atakuje? Czy wytykanie Panu Pańskich cynicznych osądów na mój temat i doszukiwania się we mnie zagorzałego fideisty, który próbuje podburzyć lud przeciwko Pańskim jedynie słusznym poglądom nazywa Pan atakiem? Ja to nazwę "obroną konieczną". Czy to, że wypisuje Pan bzdury na mój temat jest według Pana uzasadnione? Czy to, że jako argumentów używa Pan stwierdzeń: > Cieniusieńka ta skóreczka na Panu, ledwie musnąć i złazi nawet tam gdzie nie dotykana.> Dajcie sobie już z nami spokój i pilnujcie własnych owieczek, gdyż Wam się rozłażą.> Ot pieprzy się się Panu i jak stary dobry katolik używa Pan brzydkich chwytów erystycznych. Musiał się Pan z tym otrzaskać w jakimś seminarium.> To po co Pan tu żale wylewa. Lepiej z proboszczem pogadać aby lepiej pilnował owczarni, bo mu się rozłazi.i jeszcze paru innych, uważa Pan za właściwe? Skoro tak, to Panu przydałoby się powtórzenie zasad sztuki dyskusji. Skoro Pan rości sobie prawa do pouczania mnie - to i ja również. A artykuł Lewandowskiego - cóż, i ateiści popełniają błędy w swoim rozumowaniu i dyskusji. Nie tylko fideiści 
I may disapprove of what you say, But I will defend to the death your right to say it. |
#177 3 na 3 | setarkos (10757 punktów) | Odp: Problem z "ateistami" | > - takie rzeczy się zdarzają. A jednak nie uwzględnisz tego w obliczeniach, prawda?Prawda. Tory lub koła mogą być niesprawne, ktoś mógł ukraść szynę, itd.. - ale czy byłoby sensowne dopatrywanie się wtedy boskiej interwencji? |
#178 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | Odp: Problem z "ateistami" |
> Bez mniemanologii nie byłoby nawet co weryfikować. Trzeba bowiem najpierw tą hipotezę wymniemać, a potem dopiero brać się za udowadnianie.Ile razy w jednym wątku, to można powtarzać?! Teoria naukowa to całość logicznie spoistych uogólnień, wywnioskowanych na podstawie ustalonych faktów naukowych i powiązanych z dotychczasowym stanem nauki. Ma na celu wyjaśnienie przyczyny lub układu przyczyn, warunków, okoliczności powstawania i określonego przebiegu danego zjawiska. > Te Pańskie nauki przyrodnicze nadają się jedynie do udowodnienia istnienia.Tak, zajmują się obiektywnie (niezależnie od poznającego ją podmiotu) istniejącą rzeczywistością. > W kwestii nieistnienia mogą tylko stwierdzić, że nic takiego jeszcze nie znalazły.Nawet tego nie mogą stwierdzić, gdyż zajmują się tylko tym co istnieje. > >>>Jakiego boga?> Jakiegokolwiek.Zabawny Pan jest. Nauki musiałyby zajmować się tylko bzdurami, na inne rzeczy zupełnie nie starczyłoby czasu. Parędziesiąt tysięcy koncepcji i dziesiątki tysięcy bogów, boginek, demonów? A żadna z tych koncepcji nie posiada spójnej logicznie definicji nie mówiąc już o jakimkolwiek naukowym opisie. Ot, każdy baje co mu się zdaje i trwa to już parę tysięcy lat. > >>>Co próbuję Szanownemu Panu przypisać? To, że twierdzi Pan, że ateizm jest wiarą?> Wiarą religijną, wedle Pańskich definicji.Moich definicji. Nie opracowałem i nie podałem żadnej. Jest - jak dla mnie - ich wystarczająca ilość. Żadna z naukowych nie mówi, że jest ateizm jest wiarą religijną. Natomiast zdarza, że ludzie odrzucając jednego boga i przyjmując wiarę w drugiego nazywają to ateizmem. Zdarza się, że ludzie wierzą, że bóg nie istnieje i nazywają to ateizmem. Ludzie różne rzeczy różnie nazywają. > >>>Ja mówię, że [ateizm] jest przekonaniem, które może być różnie intelektualnie umotywowane.> Owszem. Ale ateista nie jest przekonany, że Bóg nie istnieje. Ateista jest przekonany o tym, że wie, że Bóg nie istnieje. W pierwszym przypadku mógłby mieć rację, w drugim jej nie ma.Warto tu się zastanowić co rozumiemy pod słowem "wie". Cytuje Pan w tym poście mojego przyjaciela red. Izdebskiego, a tam jest m.in. napisane: "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Gdy to się weźmie pod uwagę, to śmiało mogę powiedzieć: Tak wiem, że żaden świat nadprzyrodzony nie istnieje. > >>>Mówię także, że na naszym forum najczęściej jest reprezentowany racjonalistyczny ateizm, czyli taki, do którego dochodzi się drogą rozumową. Sam zaś jestem naturalistą ontologicznym, a nie ateistą. Zgodnie z logiką nie chcę przeczyć istnienia nieistniejącego.> Rączki umyte, zapraszam do stołu. Sam jestem naturalistą, i to dość skrajnym - uważam, że wszystko jest jednym procesem fizykochemicznym, że człowiek jest jedynie zamkniętym w ciele obserwatorem, a wolna wola jest iluzją wynikającą z procesów mózgowych.Czy to ma jakikolwiek związek z kulturą dyskusji. Gdzie Pana takich manier nauczono. Od samego początku w tym wątku jest Pan napastliwy. Manipuluje Pan wypowiedziami i swoimi i innych. Agresywnie prowokuje Pan do pyskówek zamiast merytorycznej rozmowy. Źle Pan trafił. Daję sobie radę i takimi interlokutorami. Proszę konkretnie podać, gdzie coś takiego powiedziałem: Sam jestem naturalistą, i to dość skrajnym - uważam, że wszystko jest jednym procesem fizykochemicznym, że człowiek jest jedynie zamkniętym w ciele obserwatorem, a wolna wola jest iluzją wynikającą z procesów mózgowych.> Ale mogę się mylić, i Pan również może się w swoich poglądach mylić. O to mi tylko chodzi - nie o przekonanie Pana, że Bóg istnieje, czy też że nie istnieje. Jedynie o to, żeby przyznać przed sobą możliwość, że nasze przekonania są błędne - co sam czynię, a i Panu radzę.Nie, tylko mówię, że ja mogę się mylić, również mówię, że nauka może się mylić. Więcej moje doświadczenie życiowe i przeczytane książki świadczą, że pomyłek i błędów w nauce zdarzyło się już niesłychanie wiele, ale prawdopodobieństwo istnienia jakiegoś świata nadprzyrodzonego ograniczam do promila z promila. Czyli w ludzkich kategoriach twierdzę (na podstawie dorobku nauki) z całkowitą pewnością, że żaden bóg nie istnieje. Jak dla mnie to wystarcza i nie będę się bawił w wyliczanie ilości diabłów na łebku szpilki. No cóż, Pańskie wykształcenie, erudycja i kultura całkowicie upoważnia Pana do udzielania mi rad. > Brawo, brawo, brawo, BRAWO! Załapał Pan, o co mi chodzi. Aż Pana nie poznaję.A ja odwrotnie nabieram coraz większej pewności, że nie tylko Pan nie rozumie tego co piszę, ale gorzej - nie jest Pan w stanie zrozumieć. > Bo przecież tylko o tym cała ta dyskusja - aby zdawać sobie sprawę, że nasze przekonania mogą okazać się błędne, i być gotowym je zmienić. Aby być sceptycznym w podchodzeniu do każdej prawdy nauki, nawet takiej, która wydaje się najbardziej ustalona.Wielce Szanowny Panie, takie same poglądy w tym zakresie mam od pół wieku i nigdy nie musiałem ich korygować. Takie same poglądy prezentuję na naszym forum od prawie ośmiu lat. Na podstawie tych poglądów stwierdzam, że udowodnianie nieistnienia nieistniejącego jest całkowitą bzdurą. Natomiast nie jest bzdurą intelektualny opór wobec upowszechniania tej bzdury jaką jest istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności. Religie/ideologie oddziaływają społecznie i to jest bardzo złe oddziaływanie. > Wiem, że nic nie wiem, jak mawiał Sokrates.Ani Pan tego dobrze nie cytuje, ani Pan tego nie zrozumiał. jego sławne słowa "wiem, że nic nie wiem" oznaczają świadomość, że jeśli czegoś nie wiem, to znaczy, że posiadam wiedzę o własnej niewiedzy.Sokrates wychodził z założenia, że wiedza jest największą i najcenniejszą cnotą. CDN@@@ . |
#179 8 na 8 | Fizyk (17637 punktów) | Odp: Problem z "ateistami" | > >> Ależ czy nauka nie jest myśleniem dogmatycznym?> > Nie, nie jest.> A co z metodą naukową? Czy zajmowanie się tylko tym, co jest falsyfikowalne, a pomijanie tego co w świetle posiadanej wiedzy nie jest falsyfikowalne nie jest rodzajem myślenia dogmatycznego? A aksjomaty w logice, matematyce?Z pozoru teista może pocieszać się, że teologia jest podobna do matematyki, bo prawdziwości aksjomatów nie dowodzi się, więc są one jak dogmaty. Jednak takie porównanie ujawnia całą miernotę intelektualną teologii. Po pierwsze, teorie matematyczne muszą być wewnętrznie niesprzeczne. Na przykład, jeżeli jakiś wybór aksjomatów prowadziłby do wniosku, że 1 + 1 + 1 = 1, to taki zestaw aksjomatów byłby odrzucony. Natomiast teologia nadal ciągnie nonsensowny dogmat Trójcy Świętej. Po drugie, wewnętrznie niesprzeczna teoria, to dopiero początek metody naukowej. Trzeba jeszcze sprawdzić, czy dana teoria jest zgodna z doświadczeniem, na przykład, czy przesunięcie się obrazów gwiazd w pobliżu zaćmionego Słońca nie wymaga odrzucenia piątego aksjomatu Euklidesa. Natomiast teologia utrzymuje dogmaty o transsubstancjacji czy dziewictwie matki Jezusa, pomimo że urągają one obecnej wiedzy o świecie. A po trzecie, matematycy nie mają ciągotek aby spalić na stosie kolegę za herezję nieeuklidesową. |
#180 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | Odp: Problem z "ateistami" | > Czy mam prawo twierdzić, że jedna osoba nie może trafić szóstki w totka 3 razy pod rząd, bo nikomu się to jeszcze nie udało?> >>>Może, matematycy wyliczą nawet prawdopodobieństwo takiego zdarzenia.> Ale przecież ostateczną weryfikacją jest według Pana praktyka.Nie według mnie. Cała moją mądrość oparta jest na dorobku nauki. Po prostu przeczytałem ze zrozumieniem parę książek. Teoria naukowa to całość logicznie spoistych uogólnień, wywnioskowanych na podstawie ustalonych faktów naukowych i powiązanych z dotychczasowym stanem nauki.W przestrzeni nauki (dobra) teoria "mówi jak jest" w praktyce. Jeśli praktyka dowodzi czegoś innego, wtedy teoria upada albo jej stosowanie zawęża się do określonych warunków. Na przykład teoria Newtona może być stosowana jedynie do opisu ciał poruszających się z prędkością dużo mniejszą od prędkości światła.Powtarzam, to już kilkakrotnie i odsyłam do różnych publikacji, a przecież tematem wątku jest problem z ateistami, a nie z inteligencją. > Ja to stwierdzenie mogę Panu za marne 9 złotych (bo tyle 3 zakłady kosztują) zweryfikować - i jeśli się mylę, przyznam to z wielką szczęśliwością.Aż tak bardzo jest Pan ograniczonym? Przecież tu wypada nawet kłócić się na jakimś minimalnym poziomie intelektualnym. O probabilistyce to Pan nie słyszał? > >>>Niech Pan nie przesadza, ździebko tam o narzędziach Pan znajdzie. Tylko trzeba trzeba czytać z umiejętnością zrozumienia.> Przejrzę je jeszcze później, pobieżne przeczytanie nic mi tam nie dało.Tak, daje się to zauważyć i te zauważenie nie dotyczy tych artykułów. > No i właśnie o to się rozchodzi. Że jeśli coś sobie wymyślimy i ma to sens, a nie uda nam się tego wysmażyć w laboratorium, to jeszcze nie znaczy, że zupełnie źle wymyśliliśmy.Nie, proszę Szanownego Pana, weryfikują sensu jest właśnie doświadczenie. Wymyślać, to możemy sobie do woli. Zresztą bardzo sobie takie wymyślanie cenię. Jako młody człowiek zaczytywałem się literaturą science fiction. Lubię dobre filmy o "siłach nadprzyrodzonych". > A to Ci dopiero, wszystkie poglądy są dobre, byle nie komunizm i nazizm.A dlaczego? Ja akurat mam dużo sympatii do chrześcijaństwa z "Kazania na górze i do komunizmu/socjalizmu, ale wiem też ile zła przyniosła ich pseudorealizacja. Tak, nazizmu nie akceptuję począwszy już od teorii. > Wolter mądry człowiek, historię starożytną pewnie znał, wiedział jak się dyktatury kończyły, a mimo to twierdził jak twierdził.Wolter był bardzo mądrym człowiekiem, ale jak napisałem w XVIII wieku, tylko idiota próbuje go przenieść "żywcem" do XXI wieku. Z resztą ja nie uznaję żadnych autorytetów. Ani Woltera, ani Naszego Papieża, ani setek mądrych ludzi, których myśli sobie przyswoiłem. > >>>I nawet Pan nie czuje jak się kompromituje.> A Pan mi nie pomaga.Tak, nie pomagam Panu, jak ktoś lubi, to po co mu przeszkadzać. > Taka mi przypadła rola "adwokata diabła"  Rola jest czymś do wyboru. Wolę grać samego Mefisto, niż jego adwokatów. > A dlaczego? Proszę zerknąć w moją sygnaturkę Płeć: Mężczyzna Wiek: 18 lat Liczba punktów: 86 Miejscowość: Poznań/Konin nauki ścisłe, technologie Zarejestrowany: 2012-05-23
> i trochę to uogólnić.Nie rozumiem? Ale niech Pan uogólnia. Płeć: Mężczyzna Wiek: 99 lat Liczba punktów: 16265 Zainteresowania: religioznawstwo, historia, humanistyka, filozofia, polityka, nauka, biologia ewolucyjna, antropologia, Zarejestrowany: 2006-09-14> >Cieniusieńka ta skóreczka na Panu, ledwie musnąć i złazi nawet tam gdzie nie dotykana. Pięknie Pan teraz tu dowodzi, że całe Pańskie dotychczasowe wywody były tylko udawaniem i próbą mataczenia.> Taki "dowód przez sugestię". Państwo widzicie...Wielce Szanowny Panie, to nie jest nasza prywatna korespondencja. Mamy tu także innych czytelników. Moim zdaniem w większości bardzo inteligentnych. Każdą swoją wypowiedź podajemy pod ich osąd, a nikt nie może nas bardziej skompromitować, niż uczynimy to sami. Czy przedstawiamy tu racjonalne wnioskowanie, czy też nie - to tego nie mogą osądzić sprawiedliwie zainteresowane strony (czyli my). Mogą to uczynić tylko postronni czytelnicy i im pozostawiam ten osąd. > >>>Mnie interesują tu tylko teorie naukowe, które stanowią całość logicznie spoistych uogólnień, wywnioskowanych na podstawie ustalonych faktów naukowych i powiązanych z dotychczasowym stanem nauki.> Więc wszelakie hipotezy uznaje Pan za niewarte zainteresowania, póki nie staną się teoriami. A kto ma z nich zrobić teorie, skoro nikt się nimi nie zamierza interesować?A na jakiej podstawie Pan tak wywnioskował? Proszę przeczytać tylko moje wypowiedzi w tym wątku. Gdzie Pan taki wniosek znajdzie? Według Babbiego hipoteza jest szczegółowym, sprawdzalnym oczekiwaniem wobec rzeczywistości, które wynika z ogólniejszej tezy. [...]
Jednak nie każda hipoteza jest przydatna w badaniach. Przydatną dla badań jest hipoteza naukowa, czyli spełniająca pewne wymogi metodologiczne. Stąd postulaty, aby hipotezy naukowe były (por. Sztumski 2005: 53):
na tyle nowe, że wskazywałyby jakieś nieznane aspekty faktów, procesów itp.;
ogólne, czyli obejmujące swoim zakresem wszelkie fakty, procesy czy zjawiska, jakich dotyczą;
pojęciowo jasne, tzn. wyrażone w ostrych, jednoznacznych terminach;
niesprzeczne wewnętrznie, zatem nie zawierające zdań sprzecznych ze sobą;
empirycznie sprawdzalne;
nie powinny być tautologią, ani banałem. CDN@@@ . |
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 Dalej.. Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|