Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
182.540.226 wizyt
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7342 tekstów. Zajęłyby one 28978 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Zamierzasz się zaszczepić na SARS-CoV-2?
Tak
Raczej tak
Raczej nie
Nie
Poczekam jeszcze z decyzją
  

Oddano 3254 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Ostrożny uczony nie twierdzi, że jego przekonania są całkiem prawdziwe. Pociesza się jedynie nędzną myślą, że poprzednie nie były do końca fałszywe.
 Państwo i polityka » Stosunki międzynarodowe

Kaukaz w płomieniach [2]
Autor tekstu:

„Moskowskij Komsomolec" postawił kropkę nad "i", powołując się na opinię Asłana Maschadowa, wybranego pół roku wcześniej na Prezydenta Czeczenii, stwierdził, że wojnę sprowokował Bieriezowski. W 1997 roku zrobiony został poważny krok ku rosyjsko-czeczeńskiemu pojednaniu. Bliskie było zawarcie umowy o współpracy gospodarczej. Kiedy przyszło do jej podpisania, rozpoczęły się zagrywki Bieriezowskiego. Brał w nich udział klan rodziny jego żony, Czeczenki z pochodzenia, który pośredniczył w wymianie zakładników, więźniów wojennych i porwanych dla okupu. Po latach to samo nazwisko pojawia się w dość tajemniczym kontekście związanym z otruciem Litwinienki. Jego nosiciel zszedł z tego świata prawie równocześnie z byłym szefem GAZPROMU, Wiachiriewem i pewnym polskim multimiliarderem, również znakomicie zorientowanym w rurociągowo geopolitycznych łamigłówkach. Zapewne przypadek.

Większość Czeczenów nie żałuje Groznego. Od półtora wieku było to centrum rusyfikacji północnego Kaukazu. Niszcząc je, zamieniając w miazgę zgliszcz i ruin, w miazgę, przy której kurczą się ruiny Warszawy, Rosjanie przyznali się przed całym światem do klęski. Nie potrafią koegzystować z narodami Kaukazu w jednym państwie. Zmarnowali największą szansę, jaką dał im los i historia. Szkoda wielkiego kraju -.to tytuł książki Lebiedzia. Żal autora można zrozumieć.



Petroglify w Qubustanie (Azerbejdżan) datowane na ok. 10 tys. p.n.e. (1 r. e.c.), znajdują się przy głównej drodze z Baku biegnącej wzdłuż Morza Kaspijskiego. Wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Fot. Wikimedia

Kaukaz — kolebka europejskiej cywilizacji — zostanie opanowany przez wyznawców islamu chyba jeszcze za życia tego pokolenia. Doktor nauk historycznych, Jakub Bekszin, reprezentuje podobne poglądy na łamach czasopisma „Wersija". Fakt przejścia na islam tłumaczki Koranu Walerii Prochowej i Wiaczesława Połosina, ongiś delegata do Rady Najwyższej ZSRR, nie budziły sensacji, mimo że ten ostatni był... prawosławnym duchownym.

Nie dane mi już było spotkać generała spadochroniarzy. Przez ostatnie lata swego życia twardą ręką rządził w Kraju Krasnojarskim, na terytorium blisko dziesięciokrotnie większym niż obszar Polski. Jego zmagania z korupcją, wszechogarniającą obszar byłego Związku Radzieckiego, budziły szczerą nienawiść zgrai oligarchów, przy których szefowie sycylijskiej mafii to łagodne pluszowe niedźwiadki. Nienawidzili go wyżsi funkcjonariusze aparatu partyjnego, KGB i moskiewscy biurokraci. Szanowali zwykli ludzie, mający coraz mniej szans na poprawę swego losu. Oni właśnie zaczęli domagać się przyłączenia do Kraju Krasnojarskiego obwodów autonomicznych Ewenkijskiego i Tajmyrskiego. Cząsteczki gazu paszportów nie potrzebują. Zasoby w rejonie półwyspu Jamał, uważane do niedawna za największe na świecie, powoli się wyczerpują. Zalegają na obszarze tysięcy kilometrów kwadratowych pod Obską Gubą, lodowym limanem rzeki Ob i wieczną zmarzliną pokrywającą bagniste dorzecze wpadających do niego rzek Taz i Pug. Możliwość utraty całkowitej kontroli nad złożami na rzecz niebojaźliwego generała spadochroniarzy, była nie do zaakceptowania dla przedstawicieli elity władzy w Moskwie, związanych z byłymi szefami GAZPROMU, Czernomyrdinem i Wiachiriewem, posiadającym udziały tego koncernu warte miliardy dolarów.. Generał nie rozumiał biznesowych zawiłości i nie chciał się bogacić. Do przeprowadzenia obiecanego wywiadu dla „Rurociągów" nie doszło. Mieliśmy się spotkać w górskim schronisku Barsowo Uszczelie w Sajanach na granicy Tuwy. Lecąc już helikopterem z Kyzył do Torachem dowiedziałem się, że kilkadziesiąt kilometrów dalej na północ miała miejsce katastrofa. Na łamach dziennika „Komsomolskaja Prawda" ukazał się artykuł obwiniający pośrednio za śmierć generała — GAZPROM i spec służby, które oskarżał o prowokacje związane z wysadzeniami w Moskwie i Wołgodońsku domów wraz z mieszkańcami. Psychoza strachu, jaka zapanowała wówczas w Rosji, miała ułatwić Putinowi dojście do władzy. Przełęcz, na której służbowy MI-8 gen. Lebiedzia zaczepił we mgle swoją belką ogonową o linię wysokiego napięcia, odwiedziłem parę dni później. Zachowałem do dziś japoński zegarek marki „Orient" z oberwanym paskiem, który znalazłem wdeptany w śnieg. Rzekomo należał do generała.

Miałem zaszczyt parokrotnie rozmawiać z prezydentem Maschadowem. Wyjątkowo inteligentny, zrównoważony, spokojny. Zdający sobie sprawę z tego, co robi. W trakcie zwiedzania Warszawy pokazałem mu stojący w sąsiedztwie murów Starego Miasta pomnik Małego Powstańca — chłopca z butelką benzyny przygotowaną do ataku na niemiecki czołg. Zaprotestował, gdy któraś z osób nam towarzyszących nazwała go terrorystą. Stwierdził krótko: to nie terrorysta, to bojownik o wolność.

Najlepszy miód, to taki, który ściekając utworzy najwyżej trzy krople. Raz, dwa i ta ostatnia zatrzymuje się na przedniej powierzchni łyżeczki. I jeszcze raz. Szamil Basajew osobiście demonstrował zalety produktu swoich pasiek. Zebrał z nich przeszło dwie tony miodu i przekazał go na potrzeby walczących oddziałów. Siedzieliśmy przy kuchennym stole, nieopodal krzątających się kobiet. Szamil był dumny z najnowszego osiągnięcia. Chciał go zaprezentować przed obiadem. W fabryce „Czerwony Młot", gdzie za sowieckich czasów produkowano zawory do instalacji naftowych, pod jego osobistym nadzorem wykonano dzieło sztuki. Snajperski karabin przeciwpancerny dalekiego zasięgu, kaliber 12,7 mm. Al Battar, co należy przetłumaczyć na „Miecz Proroka", Wyposażony w optyczny celownik, ma zasięg do 3 km. Wracamy z podwórza parę stopni w dół do kuchni. Demonstracja karabinu odbywała się na podwórku.

Rozmowa schodzi na polskie tematy. Szamil słyszał o blokowaniu budowy Gazociągu Jamalskiego przez Samoobronę. Miał dużo sympatii do tej organizacji za to, że dzięki jej działaniom budżet Rosji stracił miliardy dolarów. Mniej miał na zbrojenia. Pamiętał, że wysłał swojego człowieka do Leppera. Na pytanie, czy zamierza przeszkodzić Rosji w eksporcie gazu, odpowiedział jednak, że nie zamierza wysadzać gazociągów, bo nie jest terrorystą. Dopiero na krótko przed śmiercią zmienił zdanie. Polskich ochotników obiecał przyjąć do oddziału, którym dowodził. Ci, którzy już w nim byli, mieli wkrótce dostać nowoczesną broń. Adiutant przerwał rozmowę, podając satelitarny telefon. Chattabowi udało się FAGOTEM podbit tank T 80, który od paru dni ostrzeliwał pozycje obrońców. Szamil zgodził się na wywiad dla polskiej prasy. Ukaże się miesiąc później w Australii. Redakcja „Gazety Wyborczej" uznała go za mało interesujący. Z ręki do ręki kursuje egzemplarz „Kaukaskij Konfederacji", gazety narodowowyzwoleńczych sił Kaukazu. Datowanie jest zgodne z kalendarzem islamu. Radżab 1420 tj. październik 1999. Wersalikami przez całą szerokość wydrukowano apel: WSTAWAJ KAUKAZIE! WSTAWAJ NA GAZAWAT. Gazawat to Święta Wojna. Apel skierowany był do narodów wymienionych w porządku rosyjskiego alfabetu. ABCHAZJI, ADYGEI, AZERBEJDŻANU, ALANII, ARMENII, BAŁKARII, GRUZJI, DAGESTANU, INGUSZETI, ICZKERII, KABARDY, KAŁMUCJII, KARACZAJU, KRASNODARU, STAWROPOLA i CZERKIESJI.

Na pytanie, kiedy przewiduje ostateczny rozkład ostatniego kolonialnego imperium — uśmiecha się: Napisałem dwa listy do premiera Chin. Na oba nie odpowiedział. Prosiłem o pomoc przypominając, że dzięki nam, Czeczenom, Chiny były w stanie odzyskać 88 tys. km2 na Dalekim Wschodzie. Teraz niech sami odwojowują. Na 25 mln mieszkańców Syberii 7 milionów już stanowią Chińczycy. Liczba ich stale się zwiększa. Wobec pełzajuszczoj kolonizacji los Rosji wydaje się być przesądzony. Nawet jeśli Allah nie pozwoli nam przeżyć, zwyciężymy na pewno.

Schyleni, wkładamy pozostawione na stopniach buty. Szirwani ma nas zawieść do rodzinnego domu Szamila w Wiedieno. Jest bardzo podobny do sławnego brata. Nerwowy, energiczny. Gorąco wierzący. W georgijewskiej paradnej sali Kremla, idąc na spotkanie z Jelcynem, wzniósł okrzyk Allah Akbar. Uderzył rosyjskiego generała, który zbyt wolno podawał mu teczkę. Znakomicie prowadził Toyotę Hilux, którą wiózł nas do Wiedieno, gdzie był ich rodzinny dom. Łomotał rzucony z tyłu pickupa ciężki karabin maszynowy. Jak wicher przelecieliśmy Argun. Straszyły dymiące rury elektrociepłowni. W Serżeń-Jurt zatrzymał nas pogrzeb 27 ofiar ostatniego ataku powietrznych szturmowców. Strzelały do wszystkiego, co się rusza. Pozostały świeże dziury w jezdni obok brunatnych plam. Szeregi bojowników zasilił nowy oddział złożony z krewnych ofiar. Wąska szosa wiła się wzdłuż kamienistego, na pół wyschniętego koryta rzeki Chułchułaj. Jej dolinę wypełniały wszystkie barwy jesieni. Otulały mgły, a gęsty, bujny las schodził aż do rzeki. W tym rejonie Arabowie Al Chattaba jeszcze za poprzedniej wojny urządzili zasadzkę na pancerną kolumnę. W nasłuchu radiowym zarejestrowano histeryczne nawoływania o pomoc jej rannego dowódcy, który dostał się w kindżalnyj ogoń, oraz przedśmiertne wycia rosyjskich najemników. Kasetę można było kupić na rynku w Groznym.

Chutor Binoj, Ca-Wiedieno i Wiedieno. Szeroki płaskowyż u stóp wysokich gór. Na auł parę godzin temu spadły rakiety. Szirweni milczał. Ogrzewał smukłe dłonie w promieniach słońca padającego przez przednią szybę samochodu. Skupiony słuchał śpiewnych recytacji Koranu. Milczała ochrona. Nie wiedzieli, czy rakiety nie uderzyły w dom jego ojca. Auł był rozrzucony po obu stronach wysokiego parowu. Liczył blisko 8 tysięcy mieszkańców. Wylegli przed bramy swoich zagród. Ruiny domów dymiły. Bezradnie wierzgał trafiony odłamkami koń z wyprutymi wnętrznościami. Trupy ludzkie zdołano już uprzątnąć. Dzieciaki wskazują łąkę, na którą spadła jedna z rakiet. Nie wybuchła. Pomagali dorosłym zaciągnąć ją do parowu. Miała blisko 11 metrów długości. Rosjanie informowali cały świat, że atakami rakietowymi na bazary i gęsto zaludnione osady ludzkie kierują sami Czeczeni, aby ich potem oskarżać o zbrodnie ludobójstwa. Dlatego będą usiłowali niewypał zniszczyć. Usiłowali. Wcześniej jednak udało się nam do niego dotrzeć. Zapisałem fabryczny numer 9B151N850245 i zrobiłem zdjęcia precyzyjnie wykonanych podzespołów oraz ich cyfrowych i literowych oznaczeń. Jedwabnymi nićmi wiązane płytki obwodów scalonych. Odporne na promieniowanie radioaktywne. Data produkcji 1985. Redaktor naczelny popularnej w Polsce gazety nie zezwolił na publikację tej informacji. Z Rosją, jego zdaniem, należy utrzymywać poprawne stosunki.

Ci w Moskwie terror i śmierć rozdzielali sprawiedliwie. Przeklęte plemię niepokornych czurków stało im kością w gardle. Centrum, najwyższe miejsce Wiedieno, opasuje wysoki kamienny mur ze strzelnicami. Sięga na skraj parowu. Tu w XIX w. bronił się przed carskimi wojskami Imam Szamil. W jego oddziałach służyli Polacy. Dowodzili artylerią. Przerwano restaurację starych murów i kamiennego tunelu, którym schodziło się w dół po wodę. Na dziedzińcu fortu rozbite czołgi i BTR-y z wojny 1995 roku. Tu było miejsce zgrupowania oddziału ochotników, którzy przez pobliską przełęcz Charana (2177 m.) wyruszyli na Bottich w Dagestanie. To zaledwie kilkadziesiąt kilometrów. Dogorywający niedźwiedź pokazał gnijące kły. Zbyt wcześnie zapomniano o słowach Włodzimierza Ilicza: Jeśli nam, bolszewikom, przyjdzie odejść z Dagestanu, to tak trzaśniemy drzwiami, że wszystko zadrży. I drży. Moskwa przeszła do kontrofensywy. Realizuje starannie zaplanowany scenariusz. Należało pozbawić Czeczenów sympatii cywilizowanego świata. Uczynić z nich terrorystów, bandytów, porywaczy ludzi. Uczyniono. W tym scenariuszu znalazły się cztery głowy odcięte Anglikom, film reżysera Mamonia o „ojcu chrzestnym" Nuchajewie i Besłan. Ofiarą prowokacji rosyjskich spec służb padł nawet znany na całym świecie pisarz Forsyth i dwie porwane Polki.


1 2 3 4 5 6 7 Dalej..
 Zobacz komentarze (2)..   


« Stosunki międzynarodowe   (Publikacja: 16-01-2017 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Witold Stanisław Michałowski
Pisarz, podróżnik, niezależny publicysta, inżynier pracujący przez wiele lat w Kanadzie przy budowie rurociągów, b. doradca Sejmowej Komisji Gospodarki, b. Pełnomocnik Ministra Ochrony Środowiska ZNiL ds. Międzynarodowego Rezerwatu Biosfery Karpat Wschodnich; p.o. Prezes Polskiego Stowarzyszenia Budowniczych Rurociągów; członek Polskiego Komitetu FSNT NOT ds.Gospodarki Energetycznej; Redaktor Naczelny Kwartalnika "Rurociągi". Globtrotter wyróżniony (wraz z P. Malczewskim) w "Kolosach 2000" za dotarcie do kraju Urianchajskiego w środkowej Azji i powtórzenie trasy wyprawy Ossendowskiego. Warto też odnotować, że W.S.M. w roku 1959 na Politechnice Warszawskiej założył Koło Stowarzyszenia Ateistów i Wolnomyślicieli.   Więcej informacji o autorze

 Liczba tekstów na portalu: 49  Pokaż inne teksty autora
 Poprzedni tekst autora: Hej ty ojcze atamanie
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 10081 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365