Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
150.426.914 wizyt
Ponad 1062 autorów napisało dla nas 7289 tekstów. Zajęłyby one 28737 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Co z Brexitem?
będzie drugie referendum
będzie początkiem końca UE
zyska na nim Wielka Brytania
ostatecznie wzmocni UE
dużo hałasu o nic
  

Oddano 946 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Gdy nie wolno wieszać fallusa na krzyżu, to czy wolno wieszać krzyże na fallusach?"
 Kultura » Historia

Tragedii września 1939 nie dało się uniknąć. Rozmowa z prof. Markiem Kornatem [1]
Autor tekstu:

Bartosz Bolesławski: „Dlaczego II wojna światowa zaczęła się w Polsce? Ład wersalski a pokój w Europie" — tak brzmi tytuł cyklu pana wykładów. Skąd pomysł na taką właśnie tematykę?

Marek Kornat: Ośrodek zaproponował mi przeprowadzenie autorskich wykładów, ale oczywiście ich tytuł i cała koncepcja są moje. Polityka międzynarodowa okresu międzywojennego była już przedmiotem niezliczonych rozważań i opracowań, jednak ja chciałbym zaprezentować nowe spojrzenie na nią — z zamysłem świadomej polemiki z poglądami, które z punktu widzenia polskiego historyka są nie do przyjęcia. Konkretnie chciałbym zakwestionować tezę o „winie" traktatu wersalskiego, który rzekomo zaprogramował drugą wojnę światową lub przynajmniej uczynił ją nieuchronną.

Będzie to też dyskusja polemiczna z tymi autorami, którzy twierdzą, że pierwsza wojna światowa właściwie się nie skończyła i była wielką katastrofą dla Europy. Chciałbym poruszyć tę kwestię, dlatego że dla jednych może i była ona katastrofą, natomiast dla mniejszych narodów, pozbawionych wcześniej własnej państwowości, był to wielki sukces. Pojawia się oczywiście wielkie pytanie o wartości w polityce międzynarodowej. Co jest większą wartością — niesprawiedliwy pokój mający cechy trwałości czy danie szans rozmaitym narodom w ich samorealizacji? Nie wiem, czy ono jest rozstrzygalne.

Postaram się też przeprowadzić tezę o doniosłości wojny polsko-sowieckiej dla ocalenia pokoju w Europie Środkowo-Wschodniej. Dlatego w tej części kontynentu powinno się mówić nie tyle o ładzie wersalskim, co wersalsko-ryskim.

Czym było Locarno? Czy to było „okrojenie" pokoju, czy może spóźniony, lecz prawdziwy pokój kompromisowy? Głosów za i przeciw jest chyba w tej sprawie po równo. Tego typu pytania także będę rozważał podczas moich wykładów.



Możemy więc uznać, że motyw przewodni pana wykładów jest następujący: to nie traktat wersalski był przyczyną wybuchu drugiej wojny światowej, lecz następujące po nim wydarzenia?

Tak, choć traktatowi wersalskiemu i innym traktatom pokojowym planuję poświęcić tylko pierwszy wykład. Każdy kolejny z nich ma swój osobny tytuł, wszystkie zaś będą zorientowane problemowo i polemicznie.

Czy wspomniany traktat ryski był czynnikiem stabilizacji czy raczej destabilizacji naszej części Europy?

Traktat ryski, kończący wojnę polsko-sowiecką, stanowił logiczne i znaczące uzupełnienie europejskiego ładu pokojowego, o czym nie pamiętają historycy na Zachodzie. Gdyby nie było zwycięskiej dla Polaków wojny 1920 roku i traktatu ryskiego, niepodległość licznych narodów naszego regionu — krajów bałtyckich, a także Rumunii i nieżyczliwej nam Czechosłowacji — zostałaby zniweczona, a ład wersalski uległby tutaj załamaniu. To jedna z istotnych tez, których należy się trzymać. Byłoby dobrze, gdyby narody Międzymorza wykazały dzisiaj większe zrozumienie dla tej tezy, byłby to bowiem znaczący punkt poszukiwania wspólnej polityki pamięci.

"Poczwarny bękart traktatu wersalskiego" — tak o odrodzonej Polsce wypowiadał się Wiaczesław Mołotow. Czy ta wypowiedź dobrze oddaje stosunek „starych" europejskich mocarstw wobec nowopowstałych państw? Może właśnie nieuznawanie prawa narodów do samostanowienia było przyczyną kruchości ładu wersalskiego?

Przede wszystkich trzeba zaznaczyć, że dwa spośród trzech wielkich mocarstw, które koegzystowały i zapewniały pokój w Europie Środkowo-Wschodniej przed pierwszą wojną światową, zostały zdegradowane. Przejściowo utraciły one rangę mocarstw. Niemcy i Rosja na pewien czas przestały być mocarstwami. Rosja powróciła jako mocarstwo na scenę europejską w 1939 roku w wyniku paktu Ribbentrop-Mołotow. Niemcy trochę wcześniej, bo już w 1925 roku, ale tak naprawdę mocarstwową rangę nadał im z powrotem Adolf Hitler po przeprowadzeniu forsownych zbrojeń. Austro-Węgry natomiast zniknęły całkowicie.

Wracając do pańskiego pytania — mocarstwa zdegradowane, Niemcy i Rosja, nie mogły się pogodzić ze swoim statusem wynikającym z ładu wersalskiego. Nikt nie chce się pogodzić ze statusem zdegradowanego mocarstwa. Kontrowersyjny i zarazem konserwatywny niemiecki historyk Ernst Nolte twierdził, że każde mocarstwo, które przegra wojnę, szuka rewanżu. Dopiero jak przegra dwa razy, stara się już trzeci raz nie ryzykować. Nie wiem, czy jest to teza bezwzględnie słuszna, ale na pewno godna uwagi. Ta chęć rewanżu była widoczna w 20-leciu międzywojennym. Państwa małe czy średnie (jak Polska), które skorzystały z rewolucji geopolitycznej, były obwiniane o wszelkie zło.

Należy tutaj rozróżniać dyskursy niemiecki i sowiecki na temat ładu wersalskiego, które były mu otwarcie wrogie, od anglosaskiego dyskursu niechęci do nowych państw. Brytyjczycy traktowali je jako uboczny i zbędny produkt historii. Obie postawy były dla nas bardzo niekorzystne, choć to były dwa różne dyskursy.

Być może druga wojna światowa wybuchła tak szybko nie dlatego, że traktat wersalski był zły, tylko dlatego, że większość państw go nie przestrzegała? Rapallo i Locarno miały miejsce zaledwie kilka lat po konferencji w Wersalu.

Traktat wersalski najpierw osłabiła szkodliwa i krótkowzroczna polityka appeasementu, a definitywnie zniweczyło go przymierze dwóch mocarstw totalitarnych.

Nie doszukiwałbym się związków między ładem wersalskim a totalitaryzmami. Zanim bowiem ten ład zaistniał, zanim sporządzono traktaty kształtujące nową geopolitykę Europy, był już bolszewizm, prawzór totalitaryzmów. Wspominam o tym, bo porządek wersalski i totalitaryzmy są łączone na zasadzie przyczynowo-skutkowej w niektórych publikacjach historycznych.

Podsumowując — ład wersalski został zburzony przez sojusz dwóch potężnych państw totalitarnych i były to właśnie te zdegradowane po pierwszej wojnie światowej mocarstwa. Ci, którzy ten ład stworzyli, nie bronili go skutecznie.

Pozostańmy chwilę przy Związku Sowieckim. Podczas wojny domowej w Rosji mocarstwa zachodnie popierały stronnictwo białych — bolszewizm to było zjawisko nowe, nie ufano jego przedstawicielom. Natomiast po ich zwycięstwie ZSRS zostało szybko uznane na arenie międzynarodowej. Czy akceptacja komunistycznej Rosji nie była przejawem krótkowzroczności państw europejskich?

Skoro ustrój sowiecki okazał się trwalszy niż przypuszczano i rząd tego państwa objął kontrolę nad tak rozległym terytorium, to nieuznawanie Związku Sowieckiego i nieutrzymywanie z nim żadnych stosunków nie było możliwe z punktu widzenia pragmatyzmu, jaki nadaje zazwyczaj ton międzynarodowej dyplomacji. Nawet jeśli większość zdawała sobie sprawę, że jest to rząd zbrodniczy i nieobliczalny.

Natomiast ja co innego uważam za błąd — nie to, że rząd sowiecki został w 1924 roku uznany przez Francję, Włochy i inne zachodnie państwa. Największym błędem było to, że w latach trzydziestych zrodziła się błędna i szkodliwa koncepcja pozyskania Sowietów do koalicji przeciwko Niemcom. To rozumowanie opierało się na błędnym założeniu, że ZSRS może być zainteresowany obroną pokoju. Tak nie było, co Józef Stalin powiedział przynajmniej dwukrotnie — w 1939 roku do Georgija Dymitrowa i w 1942 roku do Anthony’ego Edena. Taka polityka wobec Moskwy była dużym błędem.

Uznanie ZSRS i nawiązanie z nim normalnych stosunków dyplomatycznych wydaje mi się natomiast wymuszoną okolicznościami koniecznością i tutaj nie miałbym do nikogo pretensji.

Historycy polscy muszą wszakże mówić o jednym bardzo doniosłym fakcie. Otóż bolszewickie państwo to nie był organizm pokojowy. Wkład Sowietów w burzenie pokoju stał się wybitnie duży. Pakt z Hitlerem, uczynił wojnę światową nieuchronną, co nie znaczy, że wódz III Rzeszy by jej nie rozpoczął, nie pozyskawszy ZSRR. Ale istota tkwi w czymś innym. Otóż Stalin zapewnił Hitlerowi najlepsze warunki uderzenia na Polskę, a potem rozprawienia się z Francją. Umożliwił taki scenariusz jak w 1870 r., kiedy życzliwa dla Prus neutralność Rosji pozwoliła rozgromić Francję i stworzyć II Rzeszę „krwią i żelazem".

Tytuł pana szóstego wykładu to: „Czy Niemcy Hitlera można było powstrzymać?". Tutaj przypomina mi się polska koncepcja wojny prewencyjnej przeciwko Hitlerowi z 1933 roku. Czy mógłby pan powiedzieć coś więcej na ten temat?

Rzeczywiście była taka koncepcja. Przypisuje się ją marszałkowi Piłsudskiemu. Została ona jednak odrzucona przez Francję.

Nie mogę nie przyznać, że zagadnienie wojny prewencyjnej jest sprawą zagadkową, wzbudzającą wciąż nowe pytania i ostatecznie niewyjaśnioną. Najprawdopodobniej nie istniał żaden konkretny plan, były jednak sondaże polityczne i wojskowe, prowadzone w 1933 roku z rozporządzenia Józefa Piłsudskiego. Wojna prewencyjna przeciwko Hitlerowi była istotnie jakimś pomysłem na zatrzymanie go, lecz wymagała większej wyobraźni liderów mocarstw Zachodu.

Nawet jeśli w 1933 roku, kiedy to Hitler dopiero zaczynał demontaż demokracji weimarskiej i budowę dyktatury totalitarnej, pomysł wojny prewencyjnej nie przeszedł, w 1936 roku zaistniała na to jeszcze jedna wielka szansa. Właśnie remilitaryzacja Nadrenii była moim zdaniem ostatnią możliwością na zatrzymanie wodza III Rzeszy. Konieczne było jednak uderzenie Francji. Ta jednak nie potrafiła podjąć żadnej decyzji. Teza o ostatniej utraconej szansie wiosną 1936 r. jest jedną z moich ważniejszych.

Polska złożyła wówczas w tajnym oświadczeniu wyraźne deklaracje wierności sojuszniczej wobec Paryża. Nie zostało to niestety wykorzystane. Zmarnowano ostatnią szansę na ocalenie Europy przed wojną na wielką skalę.

Rok 1938 i sprawa Czechosłowacji jest już momentem bardzo problematycznym. Jednoznaczna ocena, jak potoczyłyby się wypadki, gdyby Czechosłowacja zaczęła się bronić, a Francja przyszła jej z pomocą, nie jest łatwa do rozstrzygnięcia przez historyka. Rząd Czechosłowacji nie zdobył się na odrzucenie dyktatu mocarstw. Jedno jest pewne — gdyby państwo to okazało się na to gotowe — to i Polska zapewne nie zdecydowałaby się na antyczechosłowacką politykę, bowiem kanonem polityki Becka była teza, iż do wojny europejskiej Polska nie może wejść jako sojusznik Niemiec. Warto o tym pamiętać oraz przypomnieć słowa prof. Zbigniewa Brzezińskiego sprzed lat. Tłumaczył on, że nawet w tak beznadziejnej sytuacji jak ta, która była udziałem Czechów, możliwe było zmodyfikowanie scenariusza wypadków jaki doszedł do skutku. Benesz nie był jednak pewny pomocy Francji. Wiedział, że Sowieci nie mogą jej udzielić, bo wymagałoby to przemarszu przez Polskę. Nie był pewien lojalności Słowaków. Obawiał się wreszcie uderzenia Węgier. I już 21 września przyjął tzw. plan londyński dopuszczający cesję terytorialną Sudetów. Z tej drogi nie było odwrotu.


1 2 3 Dalej..
 Zobacz komentarze (36)..   


« Historia   (Publikacja: 29-05-2018 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    MS Word

Bartosz Bolesławski
Pracownik Ośrodka Badań nad Totalitaryzmami im. Witolda Pileckiego w Warszawie
 Strona www autora

 Liczba tekstów na portalu: 3  Pokaż inne teksty autora
 Poprzedni tekst autora: Zapomniane dzieci – wywiad z Władysławem Grodeckim
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 10219 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365