Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
149.612.241 wizyt
Ponad 1062 autorów napisało dla nas 7287 tekstów. Zajęłyby one 28732 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Co z Brexitem?
będzie drugie referendum
będzie początkiem końca UE
zyska na nim Wielka Brytania
ostatecznie wzmocni UE
dużo hałasu o nic
  

Oddano 590 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Orhan Pamuk - Dom ciszy
Wiktor Trojan - Axis Mundi

Znajdź książkę..
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Nie może być ani wolności, ani równości, ani pełnej ludzkiej godności dla kobiet tam, gdzie nie ma prawa do decydowania o własnym ciele. Kiedy pytamy, czy kobieta urodzi, czy też nie urodzi dziecka, powinniśmy słuchać tylko jednego głosu - głosu sumienia tej kobiety i jej świadomego wyboru."
 Kościół i Katolicyzm » Doktryna, wierzenia, nauczanie » Święci i poświęceni

Andrzej Bobola czyli ekumeniczna schizofrenia
Autor tekstu:

26 maja 2002 r. w bułgarskiej Płowdiwie papież błogosławił kolejnych trzech męczenników komunistycznego dyktatu. Oprawa uroczystości miała charakter ekumeniczny. Jan Paweł II mówił: "Najbardziej przekonujący jest ekumenizm świętych męczenników (...) Męczeństwo świętych miało niewątpliwie charakter i wymowę ekumeniczną". Z drugiej jednak strony, dla zachowania właściwej równowagi w ekumenicznym dialogu, podejmowane są kroki i gesty całkowicie temu przeciwne. Warto przypomnieć manifestacyjne ustanowienie katolickich diecezji w Rosji, które niezwykle poirytowały prawosławną hierarchię. Z jednej strony wyciągają rękę, z drugiej — leją po twarzy. Prawosławni się złoszczą, a Watykan znów może głosić, że oni chcą dobrze, tylko tamci mają złą wolę.

Do tych niedwuznacznych 'ekumenicznie' gestów należy z pewnością ustanowienie kolejnego polskiego patrona. Św. Andrzej Bobola jest kolejnym świętym sprawującym nad naszym chrześcijańskim przedmurzem łaskawy patronat. Jest tych patronów całkiem sporo. W serwisie KAI ktoś słusznie zauważył, że Polska ma się źle, skoro ma nad sobą tylu patronów… A do patronów to wyjątkowo szczęścia nie mamy, by wspomnieć o św. Stanisławie, patronie głównym, który przez Galla Anonima określony został mianem zdrajcy.

Andrzej Bobla uzyskał status tzw. patrona drugorzędnego. Co może zastanawiać w obliczu doniesień katolickiej agencji z grudnia 2001 r.: "Stolica Apostolska zamierza ogłosić w 2002 r. św. Andrzeja Bobolę głównym patronem Polski." W międzyczasie widać nastąpiły zmiany planów, może jakieś wątpliwości, i ostatecznie Bobola jest tzw. patronem drugorzędnym.

Okoliczności wydarzeń

Jak się powiada o męczeństwie świętego, miał on zostać pochwyconym podstępnie przez zagon kozacki w czasie głoszenia ewangelii w roku Pańskim 1657. Po tym jak odmówił wyrzeczenia się Chrystusa, okrutnie go storturowano i z bezprzykładnym wprost okrucieństwem - zamordowano.

Jeśli nimb świętości miałby jaśnieć mocnym światłem, warto byłoby na tym przestać. Niestety — nie możemy. Warto poznać kontekst tych wydarzeń oraz coś więcej o nich samych.

W roku 1596 w polskim katolicyzmie zapoczątkowano proces wcielenia doń prawosławnych, zamieszkałych na terenach Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Była to tzw. unia brzeska, która poprzez stworzenie nowego obrządku greckokatolickiego, dążyła do podporządkowania prawosławnych papieżowi. Od tego czasu rozpoczęła się walka między tzw. unitami oraz dyzunitami. Rozpoczęła się otwarta rywalizacja i walka katolickiej Polski i prawosławnej Moskwy o prawosławnych Rusinów. Jak wiadomo w okresie działalności Boboli na tamtych terenach konflikt ten był szczególnie intensywny.

Sylwetka Andrzeja Boboli

A jaki był sam święty? Z tego co nam donoszą jego hagiografie wnioskujemy, że był prawdziwym i potężnym pogromcą prawosławnych herezji. Pisze się, iż całe wioski zdobywał dla katolicyzmu. KAI pisze, że "sporo uwagi poświęcał prawosławnym." O tak! Niewątpliwie sporo. Za jego działalność na terenach Polesia gdzie tępił prawosławie (katolicki serwis Mateusz pisze, iż "nawracał prawosławnych" - podczas kiedy tam nie było co nawracać, gdyż również Chrystusa czcili, tylko pod innym kierownictwem) i szerzył unicką propagandę (z ewangelią niewiele miało to wspólnego), nazywano go "łowcą dusz", jak pisze Pius XII: "zarówno wierni, jak i schizmatycy nadali mu charakterystyczną nazwę, "duszochwata"". Powiada się też, że "odznaczał się ponoć pewnymi wybujałościami temperamentu" (Z. Mikołejko), a co za tym idzie — gorliwością w prozelityzmie. Godną miana jezuity, gdyż do tej konfraterni św. Andrzej przynależał.

Jak zginął

Nietrudno więc połączyć te fakty w jeden spójny obraz — Andrzej Bobola nie zginął za "gorliwe głoszenie Ewangelii", ani tym bardziej za szerzenie "prawdziwej Miłości" (abp Michalik). Zginął jako jezuicki szermierz kościelny, dążący do osłabienia wpływów prawosławnych. Nie był "wrażliwym synem swoich czasów" (Michalik), lecz katolickim rycerzem wiary, dla prawosławnych symbolem "katolickiej perfidii". Nie jest prawdą, że "Modlił się o jedność" (Michalik), lecz dążył do rozbicia prawosławia, zdobywał dusze dla papieża i dla Kościoła.

Za to zginął, bo tak się złożyło. Na terenach na których działał przewagę zdobyli prawosławni, podjęto więc się odwetu za katolicki prozelityzm, w środkach wcale nie nadzwyczajnych, ale typowych dla tamtej epoki.

Z cała pewnością męczennikiem zostać nie pragnął. Kiedy się dowiedział, że zbliżają się Kozacy, podjął się gorliwego odwrotu. Całkiem racjonalnie. Umknął do Janowa, 30 kilometrów od Pińska. Stamtąd wynajętym wozem zamierzał ewakuować się jak najdalej. Niestety pod wsią Moglino został przydybany, bo prawosławna przewrotność wydała go na pastwę kozackiej czerni (został zdradzony przez — oczywiście — prawosławnego pachołka).

Zginął z rąk prawosławnych Kozaków na usługach Moskwy.

Skomponowano mu niezwykle bogatą opowieść o męce i o torturach, które zadano świętemu. Wszystko trąci typowo hagiograficznym nieprawdopodobieństwem: "Uradowani Kozacy zdarli najpierw ze Świętego suknię kapłańską i na pół obnażonego zaprowadzili go pod płot. Przywiązanego do słupa zaczęli bić nahajami. (...) Namowami i groźbami starali się zmusić o. Andrzeja, by się wyparł wiary katolickiej. Kiedy ten stanowczo odmówił, oprawcy ucięli gałęzie wierzbowe, upletli z nich koronę na wzór Chrystusowej i włożyli ją na głowę kapłana, ściskając ją coraz mocniej, tak jednak, by nie pękła czaszka. Potem zaczęto Świętego policzkować, aż wybito mu zęby. Wyrywano mu paznokcie i zdarto skórę z górnej części jego ręki. Po tych mękach Kozacy odwiązali od płotu ofiarę, okręcili go sznurem, który przywiązali do koni i popędzając zwierzęta wlekli kapłana po drodze, kłując go lancami." W tym stanie święty miał nadal nawoływać Kozaków do nawrócenia, ci jednak okazali się zatwardziali. "Zawleczono Świętego do pobliskiej, miejskiej rzeźni, rozłożono go na stole i zaczęto palić jego ciało ogniem. Oprawcy następnie wycięli kapłanowi tonsurę na głowie do kości, na plecach wycięli mu skórę w formie ornatu. Rany posypywali sieczką. Potem odcięto mu nos i wargi, wykłuto jedno oko. Kiedy zaś z bólu stale wzywał imienia Jezusa, w karku zrobiono otwór nożem i wycięto mu język. Wreszcie Męczennika powieszono nogami do góry i uderzeniem szabli zakończono jego katusze."

Jakkolwiek jest to jedynie śmierć, która zgotowali Boboli jego pobożni piewcy na kartach świętych ksiąg (nie są zgodni w tych 'relacjach', niektórzy podają inne wersje, np. że zginął w błocie), gdzie można sobie pozwolić nie tylko na Kozaków zaplatających korony cierniowe, ale i na Kozaków ze smykałką chirurgiczno-symboliczną. Można sobie pozwolić również na wiele więcej. Na tyle ile sił starczy fantazji.

Z pewnością Bobola zginął z kozackich rąk, nie ma też potrzeby wątpić, że zginął śmiercią okrutną. Choć nie tak wyszukanie i przesadnie, jednak był zapewne przez Kozaków męczony. Czy to jednak wystarczająca legitymacja świętości? Czy któryś z czytelników Sienkiewicza litował się tak samo nad męczonymi przez pobożnego Jeremę Wiśniowieckiego Kozakami wbijanymi na pal i dławiącymi się własnymi wnętrznościami? Śmiem wątpić. A czy gdyby dzisiaj fanatycy przeciwnej wiary umęczyli okrutnie szefa fanatycznej rozgłośni katolickiej, czy byłby to powód, aby jego czcić?

Oczywiście nie, powody są inne, z polityką więcej mające wspólnego niż z religią.

Święty jako instrument kościelnej polityki

Taki piękny przykład męczeństwa nie mógł się wymknąć jezuickiej braci. Czyniono więc starania o rozpowszechnienie kultu Boboli. Przez długie lata władze kościelne nie wykazywały jednak zainteresowania dla tego jezuickiego bohatera. Na domiar złego starania te pokrzyżowała kasata zakonu jezuitów w 1773 r. Na szczęście dzięki ...prawosławnej Rosji uchowała się ich placówka w Połocku (Rosja jako jedyne państwo odmówiła likwidacji jezuitów, kierując się specyficznymi celami politycznymi), dzięki czemu mógł tam kwitnąć kult Boboli (jego trumnę przewieziono tam w 1808). Tam właśnie zaczął się rodzić nowy Bobola - instrument papieskiej polityki.

Pierwszym etapem uświęcenia była beatyfikacja dokonana przez Piusa IX w 1853 r. Oczywiście jako gest o odpowiedniej wymowie politycznej, jak pisze Zygmunt Zieliński: "Pius IX czynił więc wówczas raczej gesty niemile widziane w Petersburgu. Należą tu m.in. manifestacyjna beatyfikacja Andrzeja Boboli..." (Poznań 1986).

Po rewolucji bolszewickiej umieszczono Bobolę w ...moskiewskim muzeum ateizmu. Jednak Lenin, który "skłaniał się pod koniec życia do spokojniejszego traktowania spraw [religii]", kierowany niewątpliwie ręką boską, w roku 1923 ...podarował resztki Boboli Watykanowi, jako "prezent dla papieża". Z zastrzeżeniem jednak, że nie mogą one być przekazane Polsce. Oczywiście papież je Polsce przekazał, bo jakżeby inaczej. W roku 1938, w okresie papieskich encyklik antybolszewickich, Bobola powtórnie został wykorzystany jako polityczne narzędzie i instrument manifestacji. Z pełnym ceremoniałem ogłoszono go świętym. Po tym z wielką pompą przetransportowano go do Polski, niemal całego (w Rzymie, "dla zaspokojenia czyichś dewocyjnych potrzeb", obcięto mu całą rękę — od dłoni po pachę — wkładając tam odpowiedni drut). Jak pisze Stehle: "po trwającej jedenaście dni i przerywanej coraz to nowymi uroczystościami procesji kolejowej przez Włochy, Słowenię i Węgry, przybywa do Polski i jest przedmiotem wspólnej, kościelno-państwowej demonstracji. (...) Jej antyrosyjskich akcentów nie sposób przeoczyć choćby z tego względu, iż równocześnie z uroczystościami ku czci spornego misjonarza Rosji zaczyna się toczyć fala ataków na prawosławnych w Polsce. W oparciu o watykańsko-polską umowę z 20 czerwca 1938 r. (o zwrocie zabranej w czasach carskich katolickiej własności kościelnej) tylko w lipcu i sierpniu 1938 [powitanie huczne Boboli w Polsce odbyło się w czerwcu 1938 — przyp.] w rejonie Chełma spalono 138 cerkwi prawosławnych."

Tak więc nie sposób przeoczyć rzeczywisty podtekst kultu Boboli, co w obliczu gestów ekumenicznych czyni ich kontekst dość dwuznacznym.

Jeszcze później korzystano również z tego symbolu-narzędzia papieskiej polityki. Pisze dalej Stehle: "w dniu audiencji [14 maja 1957] dla Wyszyńskiego Pius XII ogłosił bardzo przemyślaną encyklikę. Poświęcona była (...) Andrzejowi Boboli. 300 rocznica śmierci zabitego przez prawosławnych Kozaków polskiego misjonarza w Rosji (relikwie Lenin przekazał papieżowi pod pewnym warunkiem, którego Rzym nie dotrzymał) skłoniła papieża do ponownego przypomnienia Polsce jej roli 'przedmurza chrześcijaństwa'" Encyklika ta (Invicti athletae Christi) to jedyny taki papieski dokument poświęcony w całości jednemu świętemu. Nawoływał w niej papież, "by każdy wedle swojego stanu i zawodu mógł obrać za przedmiot naśladowania" Andrzeja Bobolę, jako tego, który się podjął, kiedy było trzeba, walki z nawałą ze wschodu: "A że we wschodnich zwłaszcza częściach kraju zagrażało wierze wielkie niebezpieczeństwo od odszczepieńców, którzy usiłowali na wszelki sposób oderwać wiernych od jedności Kościoła i swoimi błędami ich zarazić, na rozkaz swoich przełożonych udał się Andrzej w te właśnie strony i tam po miastach, miasteczkach i wioskach już to przez kazania, już tu przez prywatne rozmowy, a zwłaszcza, przez urok swej świętości i przez płomienny zapał apostolski zachwianą u wielu katolików wiarę od błędnych naleciałości oczyścił, na mocnych podstawach oparł i na powrót doprowadził do jedynej Chrystusowej owczarni." Wezwał też do tego samego w obliczu współczesnych zagrożeń: "Dziś, co jest dla Nas powodem wielkiego bólu, w niejednym kraju wiara katolicka już to omdlewa i podupada, już to prawie zupełnie wygasa. Nauka Ewangelii niemałej liczbie ludzi jest nieznana, u innych zaś, co gorsza, spotyka się z zupełnym odrzuceniem pod pozorem, że jest całkowicie obca tym, którzy idąc z postępem czasu, urabiają sobie przekonanie, że na ziemi bez Boga, tj. przez własny rozum i przez własne siły wszystko, czym żyją i przez co działają, posiąść mogą, swoją mocą podbijając pod swoją wolę i władzę, dla pożytku i rozwoju ludzkości, wszystkie pierwiastki i żywioły tej ziemi."

W roku 1988 z okazji 50. rocznicy kanonizacji przedsięwzięto świętego przebrać w nowe suknie (stare adaptowano na relikwie). Czymś znamiennym jest, że profesor, który miał z tej okazji wygłosić stosowną mowę, otrzymał w przeddzień telefon: "zaniepokojony dygnitarz z ówczesnej ambasady sowieckiej dopytywał się, o czym będzie mowa, i prosił o nieatakowanie prawosławia" (Mikołejko). Wówczas to przy okazji postanowiono pozbawić szczątki żebra, które wyjęto i po rozpiłowaniu na pięćdziesiąt kawałków obdarowano nimi nowo powstające kościoły, dla których koniunktura właśnie miała się rozpocząć.

Jak widzimy, wymowa kultu jest jednoznaczna. Ale czy i dziś służyć będzie tym samym celom? Z całą pewnością nada się do wielu spraw. Jedni, tak jak uczestnicy procesji bobolińskiej w Polsce będą krzyczeć: "Święty Andrzeju Bobola, patronie Polski, przed masońską unią europejską — broń nas!"; inni zaś, jak choćby abp Michalik (na mszy poświęconej Boboli, mówiąc o jego działalności przywoływał zarazem 'prześladowanie' polskich biskupów w Rosji, casus Mazura), uczynią zeń ostrze skierowane na wschód… A wszystko w obronie polskiego zaścianka katolicko-ksenofobicznego.

Posłowie

W Płowdiwie Papież mówił: "Chyba najbardziej przekonujący jest ten ekumenizm męczenników communio sanctorum, który mówi głośniej aniżeli podziały." Dlaczego więc Watykan przydał nam takiego patrona? Patrona całkowicie antyekumenicznego i antyprawosławnego. Cóż znaczą te gesty i słowa...? Albo jest to specyficzny objaw katolickiej schizofrenii, albo — obłudy...


 Zobacz także te strony:
Cud nierozkładającego się ciała
 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Cała prawda o św. Wojciechu
Cud nierozkładającego się ciała

 Dodaj komentarz do strony..   Zobacz komentarze (6)..   


« Święci i poświęceni   (Publikacja: 27-01-2003 Ostatnia zmiana: 14-01-2004)

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Mariusz Agnosiewicz
Redaktor naczelny Racjonalisty, założyciel PSR, prezes Fundacji Wolnej Myśli. Autor książek Kościół a faszyzm (2009), Heretyckie dziedzictwo Europy (2011), trylogii Kryminalne dzieje papiestwa: Tom I (2011), Tom II (2012), Zapomniane dzieje Polski (2014).
 Strona www autora

 Liczba tekstów na portalu: 921  Pokaż inne teksty autora
 Liczba tłumaczeń: 3  Pokaż tłumaczenia autora
 Najnowszy tekst autora: Węgry usunęły gender studies z uniwersytetów jako "formę wojny kulturowej"
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 2216 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365