Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
167.692.839 wizyt
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7335 tekstów. Zajęłyby one 28952 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Kiedy będzie dostępna szczepionka na SARS-CoV-2 ?
Za miesiąc
Za pół roku
Za rok
Nie będzie możliwa
  

Oddano 786 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"
Agnieszka Zakrzewicz - Papież i kobieta
Mariusz Agnosiewicz - Heretyckie dziedzictwo Europy

Złota myśl Racjonalisty:
Najważniejsze, to przeżyć życie pogodnie, korzystając z racjonalnej lewej półkuli mózgu, a nie tej prawej, instynktownej, która sprowadza cierpienie i tragedie.
 Czytelnia i książki » Powiastki fantastyczno-teolog.

Operacja Wieża Babel [3]
Autor tekstu:

Na początku nic nie zakłócało celebrowanej przez paru kapłanów mszy. Lecz gdzieś tak po kwadransie może, wierni zauważyli ze zdziwieniem, że nie stoją na mozaikowej posadzce,… lecz na piasku, który pokrywał ją równą warstwą, chrzęszcząc pod ich stopami. Skąd on się tu mógł wziąć?! Zachodzili w głowę w milczeniu, starając się nie przerywać odprawianego z powagą rytuału. Wpierw patrzyli po sobie niemym wzrokiem, potem zaczęli rozglądać się na boki z niepokojem, w ślad za innymi i po chwili już wszyscy przyglądali się w zdumieniu temu co się działo,… ze ścianami świątyni.

Otóż od samego dołu, tam gdzie stykają się potężne mury ścian z fundamentami i posadzką, zaczął robić się,… prześwit, który powiększał się wolno, ale wyraźnie. Kamień, beton i cegły z których wybudowano Bazylikę zamieniały się teraz w drobny piasek i obsypywały na dół, tworząc z niego kopczyki rosnące w miarę obsypywania się murów. Prześwit między litą ścianą a piaskiem, którym jeszcze niedawno była, powiększał się i teraz pochylając się nisko można było widzieć przez niego co jest na zewnątrz świątyni.

Ludzie zgromadzeni w jej wnętrzu, byli coraz bardziej niespokojni, lecz stali i siedzieli nieporuszeni, dopóki nie zorientowali się, że ów powiększający się przez cały czas prześwit, obiega całą świątynię, a ona sama stoi,… w powietrzu! Kiedy dotarł do nich ten przerażający fakt, urągający fizyce i zdrowemu rozsądkowi, rzucili się hurmem do ucieczki, nie dbając już o to, że swoim niewłaściwym zachowaniem zakłócają powagę tego miejsca.

A nie było to wcale łatwe, bowiem cienka zrazu warstwa piachu, pokrywająca to co było piękną posadzką świątyni, teraz była już tak gruba, że nogi uciekających zapadały się w nią po kostki, a nawet i głębiej. Ludzie brnęli w panice do wyjść, zadzierając głowy do góry, i rozglądając się trwożliwie dookoła, czy aby sklepienie i ściany świątyni nie walą się na nich znienacka. Ale nic takiego się nie działo; Bazylika stała nadal stabilnie, jakby ten stale rosnący prześwit pomiędzy nią a jej fundamentami, był tylko przewidzeniem, lub doskonałym trickiem filmowym jakie można oglądać na filmach Spielberga albo innego Lucasa.

Kiedy tłum spanikowanych wiernych wydostał się już na zewnątrz i dołączył do innych ludzi, którzy oglądali to niesamowite zjawisko z bezpiecznej odległości, oczom ich ukazał się niewiarygodny widok: cała gigantyczna bryła Bazyliki unosiła się już dobry metr nad ziemią, a jej mury nadal zamieniały się w piach, który obsypywał się z cichym chrzęstem, tworząc coraz wyższy wał w miejscu gdzie znajdowały się fundamenty budowli.

To wszystko działo się zrazu nieomal w kompletnej ciszy, w pełnym słońcu pięknego wiosennego dnia. Dopiero za jakiś czas zaczął bić na trwogę dzwon świątynny — nazywany „Maryją Bogurodzicą" — i bił do samego swojego końca. Ludzie będąc na otwartej przestrzeni i w bezpiecznej odległości od kompleksu świątynnego, przestali się już bać i teraz z wielką ciekawością oglądali to tajemnicze zjawisko. Wielu z nich robiło zdjęcia, a inni mając ze sobą kamery filmowali z przejęciem, widząc już swój film w najważniejszych newsach dnia, zakupiony przez renomowane stacje telewizyjne. A było rzeczywiście co filmować.

Gigantyczna Bazylika zniknęła już od połowy w dół,… a mimo to jej pozostałość stała nieruchomo w powietrzu, jakby łączyły ją z podłożem jakieś niewidzialne lecz trwałe więzi. Jednak prócz stróżek piachu, w który zamieniały się mury świątyni i który tworzył coraz większy kopiec u jej podstawy,… nie było nic co mogłoby ją utrzymywać w tej nieporuszonej pozycji! A więc jak to się działo?! Jak to było możliwe w ogóle?!

Tłumy wiernych stały w niemym podziwie, uświadomiwszy sobie, że są świadkami niewiarygodnego wręcz wydarzenia. Gdyby nie rodzaj i przeznaczenie obiektu, pomyśleliby nawet, że cudu! Podnosili tymczasem głowy coraz wyżej, bo mury Bazyliki zamieniły się już całkowicie w wielki kopiec piachu /musiało go całe tony spadać w ciągu minuty/, lecz w całości pozostały jeszcze pięknie zdobione rzeźbami sklepienia środkowej części świątyni, na których opierała się olbrzymia kopuła, zwieńczona wieżyczką z krzyżem. Stożkowy dach dzwonnicy, który unosił się w powietrzu odłączony od reszty, kilkadziesiąt metrów z prawej strony i górna część strzelistej wieży, która stała także samotnie w powietrzu z lewej strony, odłączona od całości świątynnego kompleksu.

Minęło niewiele czasu i dach dzwonnicy podzielił los bryły budynku, a wraz z nim zamilkł podniosły dźwięk dzwonu, który miał być dzwonem trzeciego tysiąclecia. Teraz już tylko kopuła świątyni unosiła się hen, wysoko w powietrzu i kilkadziesiąt metrów od niej górna część wysokiej wieży, niedawno ukończonej. Zamieniając się nieubłaganie w dwie strugi piachu, tworzące na dole wielkie kopce, jak olbrzymie jedynej w swoim rodzaju klepsydry odmierzające czas.

Minął jeszcze dobry kwadrans i one zniknęły, zamieniając się w zwyczajny piasek. I tak oto na oczach setek ludzi z gigantycznej Bazyliki, sanktuarium Matki Bożej Bolesnej, Królowej Polski — pozostała wielka sterta piachu, wysoka na parę pięter. Żaden większy kawałek kamienia, betonu, metalu, szkła, drewna czy czegokolwiek innego, nie ostał się! Tylko gruboziarnisty sypki piach, którego wielki kopiec leżał teraz w miejscu olbrzymiej bryły budynku. Choć swoją kubaturą daleko mu było do przestrzennej i pustej w środku Bazyliki, to jednak wrażenie wizualne wywoływał niesamowite!

A jednak wbrew pozorom ta wielka kupa piachu, która pozostała z jeszcze większej świątyni — nie była wszystkim co przerażeni, obecni tu ludzie mogli obejrzeć na własne oczy. A przybywało ich coraz więcej, gdyż pogoda była znakomita na takie „pożyteczne" wycieczki. Bowiem wiatr, który dmuchał zadziwiająco silnie jak na tę porę roku, zaczął powoli odsłaniać coś, co tkwiło pod piachem w środku tego wielkiego kopca. Coś, co okazało się być bardzo znamienną i wyrafinowaną zarazem „kropką nad i", tego co się wydarzyło. Jakby komuś specjalnie zależało, aby nie pomylić lub błędnie odczytać intencji jego wykonawcy.

Otóż nim minęła następna godzina, dla wszystkich zgromadzonych tu ludzi, było już oczywiste co kryło się w tej olbrzymiej hałdzie piachu. Nie było zaś oczywiste skąd się to tam wzięło, lecz jedna więcej czy jedna mniej nie wyjaśniona zagadka, to już nie miało znaczenia.

Kawałek po kawałku, obsypujący się pod wpływem wiatru piach odsłaniał ruiny jakiejś ceglanej i na oko chyba starej budowli. Minął jeszcze jakiś czas, nim oglądający, filmujący i fotografujący ten niemy spektakl nabrali całkowitej pewności. Tak! Nie mogło być mowy o żadnej pomyłce; ci co oglądali obrazy Pietera Bruegela albo Lucasa van Valckenborcha od razu dostrzegli podobieństwo: spod piachu wyłaniała się pomniejszona replika,… wieży Babel! I to nie w kształcie zikkuratu Etemenanki, którą musiał być jej pierwowzór, lecz w kształcie, który dzięki tym artystom utrwalił się w świadomości współczesnych ludzi, stając się zarazem nieprzemijającym symbolem pychy człowieka, wykorzystującym nawet ideę Boga do realizacji swych brudnych, ziemskich interesów.

Ale jest także ona — o czym kapłani chyba zapomnieli — symbolem kary boskiej, za oddalenie się od niego, dążąc w swej pysze i zakłamaniu do przekraczania granic im zakreślonych i odwiecznych praw. Te gigantyczne budowle są ucieleśnieniem tych niezdrowych dążeń, tych niby „sług bożych" i zaprzeczeniem porządku panującego w relacjach między Stwórcą a jego stworzeniem.

Lecz to nie był jeszcze koniec „atrakcji" przeznaczonych na ten wyjątkowy dzień w historii ludzkości. Było wczesne popołudnie tego samego, pięknego wiosennego dnia i nic nie wskazywało na to co miało się jeszcze wydarzyć. Ale nie uprzedzajmy faktów.

Oddanie do użytku nowej świątyni Opatrzności Bożej, zapowiadało się nadzwyczaj uroczyście z wszelkimi możliwymi honorami dla tak ważnego obiektu wyższej użyteczności publicznej. Gubernator rządzącego w tym państwie Kościoła, zadbał aby stawiły się wszelkie możliwe władze, niezależnie od swojej ideologii i rodowodu. Począwszy od prezydenta wszystkich Polaków, „lewicowego" premiera i równie „lewicową" jego rządową świtę /a w niej pewnego „lewicowego" ministra, który kiedyś tak pięknie się modlił do obrazu Czarnej Madonny/, obowiązkowo cały parlament, aż po lokalne władze stolicy, pękające z dumy, że to ich miasto zostało obdarzone takim niesamowitym wręcz zaszczytem. Były też — jakże by inaczej — delegacje władz samorządowych z całego kraju, nie mówiąc oczywiście o przedstawicielach Kościoła, których czerwone paradne stroje, wyjątkowo pięknie komponowały się z czernią sutann i garniturów „świeckiej" władzy i olśniewających bielą koszul. Byli też zakonnicy i zakonnice w swych szarych i czarno
-białych ubiorach, wyraźnie odcinających się od reszty uczestników.

Dopisała jak zwykle w takich okolicznościach młodzież i to od tej przedszkolnej, przez licealną, aż po niezawodną brać studencką, nie mówiąc już o tej wszechpolskiej i innych im podobnych. Były także orkiestry dęte; strażacka, kolejowa i wojskowa, bez udziału których żadna co bardziej uroczysta impreza nie może się odbyć w tym kraju. Jego władze uwielbiają wprost takie pompatyczno-patriotyczno-religijne widowiska plenerowe. Była też — co oczywiste — procesja z pozłacaną monstrancją, baldachimem, sztandarami oraz krzyżem i obrazami. Nie mówiąc już o różnych wotach niesionych w nabożnym namaszczeniu, jak i transparentach z adekwatnymi w tych okolicznościach napisami.

Były także małe dziewczynki odświętnie ubrane w białe sukieneczki z wiankami na główkach, sypiące kwieciem pod stopy wielmożów kościelnych idących na przedzie procesji. Wespół z wyróżnionymi zaszczytem niesienia baldachimu, panem prezydentem, premierem i dwoma liderami chłopskich partii.

Było też mnóstwo innych atrakcji, które nie sposób tu wyliczyć, a które miały za zadanie uświetnić to jedyne w swoim rodzaju wydarzenie. Jednym słowem było wszystko co mogło przydać splendoru temu obiektowi jak i samemu Kościołowi. Do tego wszystkiego brakowało jedynie papieża, który również miał uświetnić swoją obecnością tę uroczystość, ale niestety zdrowie — a raczej jego brak — nie pozwoliło mu na to, więc jedynie zostały odczytane jego życzenia i zapewnienie o żarliwej modlitwie do Matki Bożej o pomyślność świątyni i jej użytkowników.

Pogoda dopisała również; był piękny słoneczny dzień, choć nie upalny. Leciutki wiaterek nadymał i marszczył biały materiał, którym pokryty był cały budynek świątyni i który miał zostać w kulminacyjnym momencie uroczystości ściągnięty przez dwóch najwyższych dostojników; Kościoła i Państwa.


1 2 3 4 5 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
List otwarty do kreacjonistów
Polak-ateista

 Zobacz komentarze (7)..   


« Powiastki fantastyczno-teolog.   (Publikacja: 13-03-2004 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Lucjan Ferus
Autor opowiadań fantastyczno-teologicznych. Na stałe mieszka w małej podłódzkiej miejscowości. Zawód: artysta rękodzielnik w zakresie rzeźbiarstwa w drewnie (snycerstwo).

 Liczba tekstów na portalu: 130  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Słabość ateizmu
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 3277 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365