Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
158.672.243 wizyty
Ponad 1063 autorów napisało dla nas 7305 tekstów. Zajęłyby one 28821 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Czy jesteś zadowolony/a z życia?
Tak
Nie
Nie wiem
  

Oddano 925 głosów.
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
(..) nie sposób, opierając się na hipotezie religijnej, wywieść jakiegokolwiek nowego faktu ani przewidzieć i przeprowadzić dowolnego zdarzenia, ani też oczekiwać nagrody czy lękać się kary.
 Nauka » Pseudonauka, paranauka

Najazd duchów na Polskę 1853 [1]
Autor tekstu: Stanisław Wasylewski

Kiedy zaś przy tym czarnoksięstwie niewinne dziewice widzę, wydają mi się one, jak owe wiosenne kwiaty, z których czarny owad słodycze wysysa.

Walery Wielogłowski

Nowożytny spirytyzm, jak wiadomo, przyszedł na świat w kraju, zdawałoby się najmniej odpowiednim na jego ojczyznę — w Ameryce.

Trzecią wielką postacią Nowego Świata po Kolumbie i Franklinie jest, zdaniem spirytystów, p. Małgorzata Foxowa, żona pastora w miasteczku Hydesville w stanie nowojorskim. Ona to pierwsza na świecie uzyskała kontakt z duchami przy wirującym stoliku, a to dzięki swej pedanterii i zmysłowi porządku. Jakieś dziwne zjawiska hałasowały ciągle w jej domu i przesuwały meble z miejsca na miejsce. To pierwsze połączenie z zaświatem pozostawiało jeszcze wiele do życzenia, a komunikacja wymagała wielkiej pracy i cierpliwości. Duch u pani pastorowej dawał odpowiedzi tylko na pytania błahe i pospolite, i to monosylabami „tak" albo „nie", trzykrotnym stuknięciem potwierdzał pytanie, jednorazowym zaprzeczał. Atoli dzięki usilnej pracy pani pastorowej i jej trzech córeczek, cała rodzina weszła z czasem w stały stosunek ze światem duchów, co przynosiło jej dość znaczne dochody (wstęp na seans wynosił 5 gwinei od osoby) i znalazło wkrótce chętnych naśladowców w całej Ameryce.

W jednym tylko stanie Ohio znalazło się w ciągu kilku miesięcy w domu obłąkanych 26 osób, którym od wirowania stolików zaczęło wirować w głowie.

Spirytualista Harris (tak się to wtedy nazywało) spisał na 22 seansach całą epopeję, złożoną z czterech tysięcy wierszy. Zapewnił uroczyście, że epos owe dyktowali mu wszyscy geniusze świata z Dantem na czele, mimo to jednak książka, pisana dość banalnym wierszem angielskim, znalazła niewielu amatorów. W ciągu lat późniejszych spirytyści amerykańscy związali się w liczne kluby i stowarzyszenia, zyskując coraz szersze koła zwolenników.

W r. 1852 wpłynęła do senatu amerykańskiego petycja, opatrzona 15 tysiącami podpisów, z żądaniem zbadania następujących jakoby powszechnych w całej Ameryce zjawisk:

1. zjawiska ruchu, który udziela się meblom wbrew prawu przyrody,

2. światełek ukazujących się w miejscach, gdzie się żadna siła chemiczna nie rozwija,

3. dźwięków podobnych raz do szumu wiatru, to znowu do huku grzmotów, a nawet przypominających znane instrumenty muzyczne,

4. faktów wyleczenia chorób, które dotąd miano za nieuleczalne.

Wszelako referent komisji senackiej był zdania, że „łatwowierność głupców jest równie niewyczerpana, jak przebiegłość oszustów" i tę petycję wrzucono do kosza.

Tymczasem praktyki spirytystyczne przenikały zwolna do Europy, z wiosną roku 1853 Ameryka obwieściła z całą stanowczością Staremu Światu, że udało się jej odkryć nową i tajemną siłę natury, która wytryskuje z rąk ludzkich, a działa tak potężnie, że potrafi nawet wprawić w ruch przyspieszony nieruchomą masę drzewa.

Trzeba tylko, aby pewna liczba osób usiadła do stołu i położyła na nim ręce tak, aby mały palec prawej ręki dotykał lewego małego palca u sąsiada.

Zazwyczaj — głosiły dalsze wieści amerykańskie — mamy u nas alfabet ponumerowany, a kto chce wejść w styczność ze zmarłym krewnym albo przyjacielem, niech tylko pomyśli jego imię, a zaraz usłyszy stukanie. Można także ułożyć alfabet pisany na stole, a na nim indeks, czyli ekierkę, którą duch będzie przesuwał po literach.

Nie ze wszystkimi jednak ludźmi wdaje się w rozmowę świat nadprzyrodzony. Osoby wybrane nazywamy mediami.

Stara ziemia spoczywała właśnie po wielkich wstrząśnieniach i zawiedzionych nadziejach roku 1848, który obiecywał wiosnę ludom Europy, a sprawił tylko wiele zamieszania i nieco zmian na kartach geograficznych. Zmęczony i rozczarowany kontynent chwycił się chętnie ciekawej nowości.

Dziwiono się wprawdzie, dlaczego to aż z Ameryki przychodzi i czemu właśnie nie kto inny, a pani Fox, ale ostatecznie utrwaliło się przekonanie, iż „Pan Bóg dlatego dopuścił tę próbę najpierw na amerykański naród, aby go oderwać od czci złotego cielca, w którym duszę topi".

Z wiosną r. 1853 pukać zaczęły stoliki w Anglii, Francji i Niemczech. Z całym zapałem oddał się nowej rozrywce Paryż. Dawna miłość lorda Byrona, marchesa Guicciolli, o której już zaczęto zapominać, z miłą chęcią przyjęła obowiązki protektorki. W Paryżu zbudowano też pierwsze i zgrabne psychografy, czyli stoliki, których czwarta noga była wielkim ołówkiem.

Do stolików zasiadała wiecznie ruchliwa p. Georges Sand z Teofilem Gautierem; młody komediopisarz Wiktoryn Sardou okazał się nadspodziewanie dobrym medium, a znakomity filolog Nisard tak długo nie spoczął, dopóki nie udało mu się wywołać ducha Horacego. Odczytał on Horacemu spis końcówek, prosząc gorąco znakomitego mistrza o napisanie nowej ody.

Horacy istotnie wypukał odę, ale cóż, było w niej więcej błędów, niż w zadaniu przeciętnego gimnazjasty. Zrozpaczony i zbolały Nisard zapytał o powód tego skandalu. Na to Horacy: Non ille ego, qui quondam. Nie jestem już tym samym, którym byłem kiedyś.

Inne duchy kompromitowały się jeszcze dosadniej. Odpowiedzi ich zaczęły budzić coraz większe rozczarowanie. Często były stekiem nonsensów, często przypominały do złudzenia styl kartek wróżbiarskich, które białe myszki wyciągają z katarynek na bulwarach, czasem mówiły prawdę.

Indziej znowu duchy odpowiadały kłamliwie i dwuznacznie, a też z wściekłością tłukły stolikami. Spirytyści wytłumaczyli rychło to zjawisko. Duchy dobre mówią zawsze do rzeczy i odsłaniają przyszłość niezawodnie prawdziwą. Duchy złe plotą nonsensy. Im gorszy duch, tym większy nonsens, uważajcie! Diabeł odgrywa tu rolę niepospolitą, „łże i tumani, ale w końcu da wam naukę zdrową, przeciwną interesom piekła".

Publiczność Europy podzieliła się teraz na kilka obozów: Diabeł, Belzebub! wołali jedni. Palec Boży przed końcem świata — szydzili inni. Głupstwo jest nieśmiertelne — wyrokowali racjonaliści.

Do podtrzymania zamętu przyczyniło się, co trzeba podkreślić, stanowisko nauki.

Fizyka w szóstym dziesiątku XIX stulecia stała pod urokiem nowo odkrytych zjawisk elektrycznych i spodziewała się lada chwila nowych wyników w badaniach Maxwella i Faradaya. Dlatego wielu uczonych traktowało zjawę stolików z rezerwą, przypuszczając, że jest ona być może przejawem nieznanego działania elektryczności, łączono je też z magnetyzmem zwierzęcym i mesmeryzmem. Kościół czekał również nie chcąc bezwzględnie ogłaszać rzeczy za dzieło szatana.

Już w tych pierwszych miesiącach stoliki wirujące roztoczyły całą swoją wiedzę, a więc były objawy lewitacji i echolalii, psychografii, typtologii i telepatii, z wyjątkiem jednej tylko materializacji zjaw, która miała się stać zdobyczą czasów późniejszych. Płyty fotograficzne Daguerre’a nie reagowały jeszcze wcale na wizje z zaświatów. A one więcej miały do powiedzenia prababkom w krynolinach z roku 1853, niż ich dzisiejszym prawnuczkom w dżemperach, bo pierworodne dzieci romantyzmu wykarmione wizjami Tomasza Moore’a i Alfreda de Vigny, odznaczały się łatwowiernością w stopniu bardzo wysokim.

Usłyszawszy o niesamowitym zjawisku Polska znalazła się w położeniu specjalnie przykrym i kłopotliwym. W kraju tym nogi stołowe uchodziły z dawien dawna za rzecz bezwzględnie pozbawioną rozumu, czemu też dano wyraz w dosadnym o nich przysłowiu. Teraz zaś głosiły wieści zza morza, że właśnie owe niemądre kawałki drzewa są najlepszym i jedynym przewodnikiem w komunikacji ze światem zmarłych. Cóż było robić? Zapomniano na chwilę o niepięknym przysłowiu, a wielu szanujących się ludzi wykreśliło go natychmiast z oburzeniem ze swego słownika.

Pierwsze seanse odbywały się, rzecz dziwna, w mieście, które nigdy nie lubiło się spieszyć, a jedno z ostatnich na świecie uznało teorię wychowanka, Kopernika — w Krakowie. Podwoje salonów arystokratycznych i urzędniczych oraz łamy „Czasu" otwarły się na ścieżaj przed amerykańską nowością.

„Przedmiot ten dostarczy obfitego materiału zarówno dla ludzi mądrych jak wesołych, dla akademiów jak i żartobliwych pisemek. Każdy dzień przynosi coś nowego" — pisał „Czas" krakowski przed 70 laty [tekst pisany ok. 1923 r. — przyp.red.]. Zielony karnawał r. 1853 stał się karnawałem magnetycznym. Pomimo psich stosunków politycznych i ciężko gniotącej łapy reakcji ludzie chodzili rozczuleni i zachwyceni, a stolarze zacierali ręce, widząc niepomierną ilość znoszonych do naprawy stołów.

Wirowały ciężkie empiry na złoconych nogach i malutkie biedermeiery z wykrętasami. Stoliki robiły wszystko, co im rozkazano — zeznaje uroczyście świadek współczesny — skakały z nogi na nogę, grały na klawikordzie, wywracały się blatem do góry, kładły się na ziemi i na sofie, podnosiły się do sufitu, a nawet pękały z trzaskiem pod naporem nieznanej mocy...

— Czy to tylko prawda, mój Robaku, czy to tylko prawda?
Czy ty nie zwodzisz sam siebie?
Prawda, zawołał Robak, jak Pan Bóg na niebie!

Robakiem z Pana Tadeusza stał się w tym wypadku Uniwersytet Jagielloński. Na pierwszą wieść o odkryciu udał się na naradę sanhedrion mędrców podwawelskich. Profesorowie Czyrniański, Fierich i Kuczyński, chemik, fizyk i jurysta zasiedli wraz z trzema paniami do stolika. Protokół, ogłoszony nazajutrz w „Czasie", stał się sensacją dnia. Czytano w nim co następuje:

„Pobudzając w sobie silną wiarę, iż mogą być w naturze siły, których nie znamy, zasiedliśmy do stolika, przestrzegając najściślej dopełnienia wszystkich warunków. Była godzina 5 minut 30 po południu. Po dziesięciu minutach uczuliśmy najpierw lekki wiatr, idący od palców do łokcia w ręce lewej, potem drżenie w rękach i rodzaj prądu wewnętrznego, który przypominał wstrząśnienia sprawiane przez słabe prądy magneto-elektryczne... Po 25 minutach południowo-zachodnia noga stołu posunęła się z trzaskiem o 1,5 cala na wschód… Po 40 minutach stół skręcił się gwałtownie obok nogi północno-zachodniej… O godzinie 6.45, w pięć kwadransów od rozpoczęcia posiedzenia, stół zaczął dość nagle formalny obrót od zachodu do północy... Myśmy powstali — dodaje od siebie romantyczny fizyk, prof. Kuczyński — usunięto krzesła. Uczucie, które przejęło mnie wówczas, było nadzwyczaj przyjemne. Jakieś błogie ciepło od stołu przez ręce rozchodziło się po całym ciele. Wesołość nie do opisania. Rodzaj uniesienia. Stół porywał za sobą do ochoczego krążenia, jakby do tańca... Po następnych obrotach stolik uszkodził się, a koło przerwano… Siedzieliśmy na krzesłach drewnianych, niewysłanych. Stół stał na posadzce woskowanej. Był o czterech nogach bez kółek, do obrotu niestosowny".


1 2 3 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Neuronauka, neurobiznes czy neurobzdury?
Paranauka i uczeni


« Pseudonauka, paranauka   (Publikacja: 20-12-2004 Ostatnia zmiana: 25-01-2005)

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 3835 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365