Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
158.784.583 wizyty
Ponad 1063 autorów napisało dla nas 7305 tekstów. Zajęłyby one 28821 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Czy jesteś zadowolony/a z życia?
Tak
Nie
Nie wiem
  

Oddano 964 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"
Friedrich Nietzsche - Antychryst
Mariusz Agnosiewicz - Kryminalne dzieje papiestwa tom II

Złota myśl Racjonalisty:
"Polski katolicyzm. Katolicyzm taki, jak urobił się historycznie w Polsce, rozumiem jako przerzucenie na kogoś innego - Boga - ciężarów nad siły. Jest to zupełnie stosunek dzieci do ojca. Dziecko jest pod opieką ojca. Ma go słuchać, szanować i kochać. Wypełniać jego przykazania. Więc dziecko może pozostać dzieckiem, ponieważ wszystka 'ostateczność' przekazana jest Bogu-Ojcu i jego ziemskiej ambasadzie,..
 Tematy różnorodne » Turystyka i krajoznawstwo

Karakorum Highway [1]
Autor tekstu:

Lecimy. Biały kożuch chmur oświetlają promienie wschodzącego słońca. Końce obu skrzydeł samolotu są jakby wygięte w górę. Czy to możliwe? Już w trakcie kołowania okazuje się, że wylądowaliśmy na wielkiej sięgającej po horyzont równinie. Gdzie góry? Gdzie Himalaje? Upał. Po odprawie pasażerów wsiadam w rykszę. Co chwilą grzęźniemy w strumieniu pojazdów. Wyraz zdumienia na twarzy policjanta zapytanego o Oriental Guest Haus, którego adres figuruje w przewodniku, budzi moje podejrzenia. Wróciliśmy do Delhi! Pasażerów uprzedzono. W języku hindi. Nieporozumienie ma załagodzić luksusowy wielogwiazdkowy hotel Ashoka. Koszta pokrywają linie India Jet. Wrażenie postkolonialnego luksusu psuje hałaśliwa chmara „nowych ruskich" biesiadujących w "bojarskim" szyldbarze Z dobowym opóźnieniem docieramy do Leh. Końcówki skrzydeł były jednak podgięte do góry. Aby nie zaczepiały o skalne granie, gdy samolot schodził do lądowania.

Powitanie niezwykle serdeczne. Brunatnolica para odziana w regionalne stroje z uśmiechami okręca szyje przybyszów białymi szarfami chatyków. Na pasażerów, z których większość stanowiły niewiasty w wieku dojrzałym z paszportami krajów europejskich, oczekiwały małe busiki. Przysłały je buddyjskie klasztory. Panie przyfrunęły na medytacje. Spędzą na nich parę najbliższych tygodni. Medytacje są bezpłatne, ale za dach nad głową w wieloosobowych oświetlanych tylko świecami celach i miseczkę ryżu płacą „co łaska". Od 10-20 USD dziennie. Przy okazji nabierają linii. Co roku ilość takich klientów się zwiększa. Administracje klasztornych przybytków konkurencyjnych religii coraz bardziej krzywo patrzą na strzyżenie własnych owieczek przez kogoś innego. Jest też inna grupa. Kilkunastu „napakowanych" młodzieńców. Ładują ich do ciemnozielonych trójosiowych ciężarówek. Udają się na obozy szkoleniowe przygotowujące kandydatów do działań w wysokich górach. Między sobą rozmawiają po niemiecku.

Czterdzieści kilometrów na południe od Leh, nad skalną doliną strumienia wpadającego do Indusu panuje gompa Hemis. Gompa to klasztor. Uchodzi za jeden z najbogatszych i najsłynniejszych. Zbudowano go w pierwszej połowie XVII wieku. Należy do buddyjskiej sekty czerwonych czapek. Popularność zawdzięcza corocznemu festiwalowi na cześć guru Padma Sambhavy i prezentacją tanki, świętego malowidła tybetańskiego buddyzmu z jego wyobrażeniem, ponoć największym na świecie. W klasztornym skarbcu zgromadzono wiele srebrnych relikwiarzy-czortemów ozdobionych szlachetnymi i półszlachetnymi kamieniami, wizerunki Buddy, tanki z Kołem bhawaczakra — kołowrotem życia i śmierci. Hemis Gompa dysponuje też biblioteką. Zbiorem kopii dzieł w języku tybetańskim. Oryginały przechowywane są rzekomo w Lhassie. Podłużne, prostokątne pakiety, owinięte w jedwabne chusty, przewiązane sznurami z wełny jaka, nie przypominają naszych książek. Zawierają pliki kart z czerpanego brunatnego papieru pokrytych pionowymi rzędami pisma. Z góry i od spodu ochraniają je starannie dopasowane deszczułki.

Prawie sto lat temu w 1906 r. obywatel rosyjski Mikołaj Notowicz (1858- -1916) podpisał z szachem Iranu kontrakt na budowę rurociągu naftowego. Już wówczas funkcjonował rurociąg Baku-Supsa, dzieło inż. Rozwadowskiego. Żeliwnymi rurami, łączonymi poprzez wsunięcie końca jednej w kielich drugiej, który następnie uszczelniano konopiami i sztamowano uderzeniami młotka w wąskie wałeczki z ołowiu wsuniętego pomiędzy ścianki, przetłaczano ropę na brzeg Morza Czarnego.

Nowy rurociąg biegnący przez terytorium nadkaspijskich prowincji Persji umożliwiłby eksport ropy via Baku do Europy. Urodzony w Kerczu na Krymie syn rabina-frankisty, żydowskiego odszczepieńca, absolwent historii uniwersytetu w Petersburgu, musiał się cieszyć dużym zaufaniem władz carskiej Rosji. Byle komu z pewnością nie powierzono by tak ważnej misji.

Blisko dwadzieścia lat wcześniej, od 14 października do 26 listopada 1887 roku Notowicz, młody dziennikarz, wysłannik petersburskiej gazety "Nowoje Wremia"podróżuje po Ladakhu i Kaszmirze. Zima wówczas musiała być wyjątkowo łagodna, bo do Leh, stolicy Ladakhu, samochodem można dojechać tylko przez parę miesięcy w roku. Dostępu bronią sięgające czterech tysięcy metrów, zasypane śniegiem przełęcze, do których prowadzą wąskie, wykute w skałach drogi. Redakcja rosyjskiej gazety musiała mieć ważne powody, aby taką eskapadę sfinansować: opłacić karawanę jucznych zwierząt, tragarzy, przewodników, tłumaczy i kosztowne prezenty dla miejscowych notabli. Przypadek zrządził, że po nieszczęśliwym upadku z konia dziennikarza ze złamaną nogą przetransportowano do gompy Hemis. Klasztor leży sześć kilometrów od traktu prowadzącego wzdłuż doliny świętej rzeki Indus do stolicy. Notowicz miał tu spędzić parę tygodni. Dlaczego nie przetransportowano go od razu do Leh, gdzie miałby zapewnioną fachową opiekę lekarza z otwartej dwa lata wcześnie niemieckiej misji braci morawskich, lecz ryzykowano przeprawę brodem przez zamarzającą o tej porze roku rzekę? Rzekomo w klasztorze rekonwalescentowi umilano czas, tłumacząc na francuski zapisane w liturgicznym języku pali fragmenty świętych ksiąg, zawierających przekaz o tym, że Jezus z Nazaretu dotarł Jedwabnym Szlakiem do podnóża Himalajów, gdzie studiował nauki Buddy i został uznany za mędrca. Po zdjęciu z krzyża cudownie uratowany miał wraz z rodziną powrócić do Indii, gdzie miał dożyć późnego wieku i w aureoli świętości zostać pochowanym w Srinagarze,. obecnej stolicy stanu Dżammu i głównym centrum turystycznym Kaszmiru.

Czterej ewangeliści niezbyt chętnie przyjęliby do wiadomości, że są tacy, którzy dają wiarę przekazom zawartym w ewangeliach Wodnika, Izraelczyków, Barnaby i paru innych. Bowiem łącznie ewangelii jest ponoć dwadzieścia trzy. Czy i w jakim stopniu prawdopodobne są wędrówki Jezusa na wschód, nie jest przedmiotem niniejszych rozważań.

Do rewelacji rosyjskiego dziennikarza ujawnionych po odbyciu przez niego służbowej delegacji do północnych Indii należy podchodzić z dystansem. Warto odnotować, że pod koniec XIX wieku Big Game -rozgrywka imperiów rosyjskiego i brytyjskiego o panowanie nad indyjskim subkontynentem — rozkręcała się na dobre.

Warto też zwrócić szczególną uwagę na fascynację francuskich autorów końca XIX wieku religiami Indii i wiedzą tajemną, jaką mieli posiadać magowie i kapłani różnych kultów w tej części Azji. Opowieści o Agharcie — podziemnej krainie istniejącej gdzie pod Himalajami czy pod pustynią Gobi i jej stolicy Szambali do dziś znajdują czytelników. Podobnie jak rewelacje o kodach Leonarda da Vinci, Hitlera czy Mao Tse Tunga.

Joseph Alexandre Saint-Yves d'Alveydre (1842-1909) -ekscentryczny okultysta i, jak go dzisiaj określają niektórzy, megaloman, był nie tylko kabalistą i martynistą, ale zupełnie serio przez ówczesne elity traktowanym autorytetem moralnym, twórcą pojęcia synarchii, utopii zakładającej trójpodział władzy, zjednoczenie wszystkich religii, a także prawicy i lewicy pod wspólnym sztandarem. W 1886 ukazuje się tego autora Misja Indii w Europie. Z tego działa dowiedzieć się można, nie tylko tego, że słowo „Agharta" znaczy „niedostępny dla gwałtu i nieosiągalny dla anarchii" oraz że ludzkość miała do czynienia z „celtyckim geniuszem Ramy". Nie wszyscy zgadzali się z opiniami w rodzaju:

Narody centralnej Azji żywią ogromną sympatię do Rosji i jej cara.....

Głębokie uczucie religijne Rosjan, ich pociąg do okultyzmu, ich język, legendy, proroctwa, hermetyczne tłumaczenie Pisma Świętego zachowanego u pewnych sekt wskazują na intelektualny i socjalny ich związek z Azją.......

Ileż to krwi, płaczu i szlochania, nieutulonego żalu i rozbratu usunięto by, gdyby Rosjanie dzięki temu Zakonowi połączywszy się z Anglią i Europą, wszyscy wspólnie pomogli narodom Azji stworzyć z nami wielki święty Związek, który drzemie w głębiach wszystkich ich wspomnień, ich Nauki i wiary tak samo jak i naszych!........ (opr. Karola Chobota, Katowice 1921)

W 1894 roku ukazuje się w Paryżu książka Mikołaja Notowicza zatytułowana La Vie Inconnue de Jesus Christ („Nieznane życie Jezusa"), rok później wydano ją w Nowego Jorku, a nawet w Lizbonie. Tam gdzie się ukazała natychmiast znikała z półek. Zawarte w niej treści dla mieszkańców Europy były wręcz szokujące. Uderzały w fundamenty wiary. W fundamenty cywilizacji, do której należeli. Autora tego dzieła w kraju rodzinnym natychmiast po powrocie zesłano na… Syberię, aby nie rozsiewał zarazy. Należy podkreślić, że w carskiej Rosji ogromna większość w gruncie rzeczy wiejskiego społeczeństwa na pytanie, czy są chrześcijanami odpowiadała, że są… prawosławnymi. Jak wyglądałyby taka odpowiedź dzisiaj, nie wiemy. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że jeżeli idzie o naszych słowiańskich braci ze wschodu, to zawsze więcej nas od nich dzieliło niż z nimi łączyło. Tak jest i będzie chyba nadal. Po prostu należymy do innych cywilizacji. Mieszkańcy kraju nad Wisłą uważając, że ich korzenie sięgają nie tylko północno-irańskich Sarmatów, ale przede wszystkim grecko rzymskiej, judeochrześcijańskiej cywilizacji basenu Morza Śródziemnego, chyba się nie mylą. Cywilizacji, której fundament stanowiło prawo. Szczególnie prawo własności do ziemi. Zaś na wschód od granic dawnej Rzeczypospolitej przez wiele wieków obowiązywały prawa własności odziedziczone po ludach Wielkiego Stepu. związane z własnością posiadanego konia, baranów i kobiet.

W latach gdy Saint Yves d'Alveydre odnosił sukcesy — zresztą nie tylko literackie, w Paryżu przebywała szeroko wśród towarzyskich elit znana okultystka i teozofka Julia Glinka (1844-1918), córka rosyjskiego generała i dyplomaty, wnuczka masona Fiodora Nikołajewicza Glinki, zdaniem Tołstoja, „lojalnego oficera imperium". Młody i przystojny dziennikarz-podróżnik musiał bywać w jej salonie. Bywał tam też, co jeszcze bardziej prawdopodobne, Piotr Raczkowski kierujący we Francji tajnymi poczynaniami carskiej ochrany. Najprawdopodobniej więc właśnie z nim Mikołaj Notowicz uzgadniał tezy opracowania poświęconego idei francusko-rosyjskiego przymierza. Question de l'Alliance Franco-Russe opublikowano jeszcze w 1880. Parę lat przed podróżą Notowicza do Indii.

Będącego już na emeryturze profesora F.M. Hassnaina w Srinagarze odnalazłem bez kłopotu. W rozmowie wspomina, że jedną z jego książek przetłumaczono na język polski. Jest muzułmaninem, wyznawca sufizmu. Profesor zna biegle wiele języków. Z farsi, urdu, tybetańskim i tureckim włącznie. Przez przeszło ćwierć wieku był dyrektorem państwowego archiwum w Kaszmirze, brał udział w poszukiwaniu dokumentów niezbędnych do ostatecznego ustalenia przebiegu granic Indii, Chin i Pakistanu. Twierdzi, że w dziejach powszechnych nikt dotychczas nie zawojował na trwałe terytoriów Afganistanu. Są tam przecież tylko kamienie i piaski. Nie to, co w jego mlekiem i miodem płynącym, ukochanym Kaszmirze, którego jest gorącym patriotą, chociaż sytuacja może się zmienić na przestrzeni najbliższej dekady. We wschodnim Afganistanie w pobliżu granicy z pakistańską prowincją Chitral niedawno odkryto duże złoża ropy naftowej. Może właśnie dlatego tak komuś zależy, aby jak najszybciej wprowadzić tam demokrację Made in USA.


1 2 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Kierunek Amur
Skąd nasz ród


« Turystyka i krajoznawstwo   (Publikacja: 05-12-2007 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Witold Stanisław Michałowski
Pisarz, podróżnik, niezależny publicysta, inżynier pracujący przez wiele lat w Kanadzie przy budowie rurociągów, b. doradca Sejmowej Komisji Gospodarki, b. Pełnomocnik Ministra Ochrony Środowiska ZNiL ds. Międzynarodowego Rezerwatu Biosfery Karpat Wschodnich; p.o. Prezes Polskiego Stowarzyszenia Budowniczych Rurociągów; członek Polskiego Komitetu FSNT NOT ds.Gospodarki Energetycznej; Redaktor Naczelny Kwartalnika "Rurociągi". Globtrotter wyróżniony (wraz z P. Malczewskim) w "Kolosach 2000" za dotarcie do kraju Urianchajskiego w środkowej Azji i powtórzenie trasy wyprawy Ossendowskiego. Warto też odnotować, że W.S.M. w roku 1959 na Politechnice Warszawskiej założył Koło Stowarzyszenia Ateistów i Wolnomyślicieli.   Więcej informacji o autorze

 Liczba tekstów na portalu: 49  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Kaukaz w płomieniach
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 5640 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365