Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
183.112.516 wizyt
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7351 tekstów. Zajęłyby one 29006 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Zamierzasz się zaszczepić na SARS-CoV-2?
Tak
Raczej tak
Raczej nie
Nie
Poczekam jeszcze z decyzją
  

Oddano 3578 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Wszystkim, którzy przyjdą po mnie, oznajmiam na piśmie, że nie mam w co wierzyć na tym świecie i jedynym wyjściem jest absolutne zapomnienie. Chciałbym zapomnieć o wszystkim, całkowicie, zupełnie, nic już nie wiedzieć o sobie ani o tym świecie. Prawdziwą spowiedź można pisać tylko łzami. Ale moje łzy zatopiłyby świat, tak jak mój wewnętrzny ogień podpaliłby go. Nie potrzebuję żadnej podpory,..
« Państwo i polityka  
Jednomandatowe okręgi w świetle doświadczeń demokracji szlacheckiej [3]
Autor tekstu:

Wszystkie słabości demokracji II RP i III RP, jak i pomysły na ich naprawianie polegały na zrywaniu z demokracją szlachecką, ruch JOW to pierwsza poważna próba rekonstrukcji dawnej polskiej demokracji.



Ruch JOW pojawił się także na wczesnych etapach III RP, z czasem jednak zamarł, dopiero dzięki ekspansji internetu i wzrostu jego roli w demokracji, wchodzi on do głównego nurtu polityki

Tym niemniej jestem daleki od tezy, by JOWy mogły naprawić naszą demokrację. Byłyby krokiem w dobrą stronę jedynie wówczas, gdyby zostały potraktowane jako pierwszy krok. Drugim atutem demokracji szlacheckiej był konsensualny tryb pracy, co likwiduje partyjniackie spory i wymusza szukanie porozumień. Nie chodzi o wprowadzenie liberum veto, które jak wskazałem było jedynie lekarstwem na kumulację patologii. Idzie jednak o zorganizowanie pracy parlamentu z wymuszeniem możliwie dużej konsensualności. W efekcie praw będzie znacznie mniej, lecz byłyby o wiele sensowniejsze i powszechniej szanowane (mogłyby się wówczas nazywać tak samo jak w dawnej Rzeczypospolitej: konstytucjami sejmowymi). Trzecim elementem, który stanowił o wyższości dawnej demokracji, byłoby wprowadzenie umów publicznoprawnych władz, czyli odejście od polegania tylko na obietnicach.

Demokracja ta praktykowała związanie władzy sejmowej, jak i wykonawczej ze swoimi wyborcami za pomocą umów publicznoprawnych (instrukcje wobec posłów, pacta conventa wobec królów). Fenomenalnie klarowało to kwestię odpowiedzialności politycznej ośrodków władzy.

Dopiero te trzy podstawowe zmiany sprawiłyby, że nasza demokracja skorzystałaby ze wszystkich atutów demokracji szlacheckiej.

Brakujący element: nieformalny charakter tzw. IV władzy

By jednak pójść jeszcze dalej trzeba umieć naprawić jedyną słabość tejże demokracji: nieunormowanie roli politycznej mediów. To jest czynnik głównej słabości wszystkich współczesnych demokracji. Co więcej są one już półświadome tej słabości. Powszechnie mówi się dziś, że współczesne demokracje są de facto mediokracjami. Już w XIX wieku wczesne demokracje innych krajów zauważały, że media pełnią rolę czwartej władzy. Przy czym jest to jedyna nieformalna władza, czyli pozostawiona sama sobie. Uważano bowiem, że owa nieformalna władza może pełnić kontrolę społeczną nad trzema pozostałymi.

Było to jednak założenie skrajnie naiwne, zależne od dobrej woli właścicieli mediów. W XX wieku, wraz z eksplozją form i masowości mediów, ich właściciele coraz chętniej przechodzili od kontroli społecznej do kształtowania władzy, czyli rządu dusz. W ten sposób doszło do narodzin mediokracji, czyli sytuacji w której władza nieformalna staje się silniejsza niż wszystkie władze formalne.


Demokracja nie ma żadnego sensu, jeśli nie zagwarantuje dostępu do informacji politycznych. Otóż nasza scena polityczna jest odbiciem głównonurtowych mediów. W efekcie ten kto dysponuje masowym przekazem informacji — rządzi. W okresie demokracji szlacheckiej środkami masowego przekazu były kazalnice. W ten sposób urosła potęga jezuitów w Polsce (była to ta część kościoła, która przyległa do ówczesnej władzy centralnej, dlatego decentralizacja władzy, ogromnie osłabiła wpływ kościoła — gdy Sobieski kończył panowanie, wojska królewskie blokowały siedzibę nuncjatury, i wszystko szło ku temu, by przeprowadzić wówczas rozdział kościoła od państwa).

Dziś nasza patologiczna scena polityczna jest dość wiernym odbiciem patologicznych mediów. By naprawić naszą demokrację trzeba naprawić nasze media i obłożyć je konkretnymi obowiązkami w zakresie gwarantowania dostępu do informacji politycznych.

Jeśli ktoś bierze się dziś za naprawianie demokracji, pomijając to, że najmocniej deformują ją złe media, jego efekty muszą być niewielkie. Bez względu na ordynację, i tak dominujący wpływ polityczny w kraju zachowują media masowe, tym bardziej, że jesteśmy dziś do nich znacznie mocniej przykuci aniżeli dawna szlachta do kościołów. Wciąż więc preferowane byłyby osoby posiadające media lub pieniądze na zakup dostępu do nich. Nawet w lokalnych społecznościach poglądy kształtują lokalne media. JOW nie zmieniają także i tego, że media masowe mogą w dużym stopniu nadal kształtować wybory, eliminując zwłaszcza z różnych względów niepożądanych kandydatów.

Mamy skłonność do lekceważenia mediów nie doceniając jak przemożny jest to wpływ.

Weźmy przykład: ostatnie gesty przerywania kampanii w związku ze śmiercią trójki Polaków w Tunezji. Były to niedorzeczne gesty, pozbawione jakiegokolwiek sensu czy przesłania. Ilu z nas obwiniło za to kandydatów na prezydenta a ilu media? Generując poruszające emocjami idiotyzmy media wywierają automatyczną presję, by nie pozostawać obojętnym. Gest nie tylko pozbawiony sensu to na dodatek kosztowny dla kandydatów walczących z faworytem, dla których prowadzenie kampanii daje szansę na przekonywanie wyborców, którzy siłą rzeczy mają skłonność psychologiczną do wybierania tego, kogo znają lepiej. Jeśli zatem media mogą tak jaskrawo determinować zachowania polityków, to czyż nie media odpowiadają za to, że politycy zajmują się pseudoproblemami, że nie są rozliczani z merytorycznej pracy, że debata publiczna nie rozwija wiedzy niezbędnej do tego, by podjąć miarodajny wybór?



Jedno z narzędzi wspólnych dla mediokracji i partiokracji

Czy ukształtowanie mediów realizujących minimum w zakresie informacji obywatelskiej jest czymś ogromnie trudnym? W żadnym razie. Problem jest na poziomie świadomości społecznej i presji na zmiany.

W dzisiejszej demokracji nie widzi się problemu w sytuacji, że w wyborach biorą osoby, które wiedzą prawie wszystko o wpadkach polityków a prawie nic o problemach państwa. Media nie muszą dziś informować, mogą tylko wykpiwać upatrzonych polityków.

Obecna demokracja jest w gestii garstki właścicieli mediów, tak jak demokracja szlachecka zawisła w pewnym momencie na kazalnicach. W demokracji media powinny być traktowane jako infrastruktura systemu, a nie dostarczyciele rozrywki. Rozrywkę publiczną zapewniają monarchie, demokracje powinny dostarczać informacji niezbędnych dla podejmowania decyzji wyborczych, a najlepiej także i umożliwiających kształtowanie poglądów społecznych.

Rzeczpospolita szlachecka poległa przez mediokrację, którą wykorzystały państwa ościenne. Obecnie nieformalna władza mediów jest o wiele silniejsza niż władza Kościoła w XVII w. w Polsce. Zmiany ordynacji pozostaną siłą rzeczy pewną korektą systemu, którego głównym problemem pozostaje niesformalizowany wpływ polityczny mediów. Można to gruntownie naprawić.

Traktuję ruch JOW jako krok w dobrym kierunku, jako pierwszy krok z kilku potrzebnych do urealnienia współczesnej demokracji. Sądzę, że Polska ma wszelkie prawa do tego, by mieć ambicję rewolucyjnych zmian współczesnej demokracji. Dzięki swej historii, w której to u nas demokracja miała charakter najbardziej progresywny i awangardowy.



Nie tylko przez dopuszczenie do władzy takiego odsetka ludności, jaki inne demokracje dopuściły dopiero w XX wieku. Ale i przez to, że to u nas podejmowano pierwsze rozwiązania, które dążyły do przezwyciężania słabości mediokracji.

W ten właśnie sposób można traktować wynalazek liberum veto, który całkowicie sparaliżował ten element systemu politycznego, który został sztucznie wzmocniony nieformalnym wsparciem ówczesnych mediów (sojusz króla z kościołem przeciwko demokracji szlacheckiej).

Właściwa naprawa tej słabości polegać musi jednak na tym, by uznać, że media są realną władzą w demokracji, która zachowuje charakter niesformalizowany, co prowadzi do deformacji każdej demokracji. Zaradzić temu można jedynie poprzez formalne określenie sposobu udziału mediów w grze demokratycznej, która zagwarantuje mediom nie tylko prawa, ale i wprowadzi określone obowiązki co do przekazu politycznego.

Jest to nie tylko i możliwe, ale i niezbędne. Naturalnie chodzi tutaj o gwarancję tzw. miarodajnej informacji dla odbiorców, pozwalającej na podejmowanie świadomych decyzji politycznych. Nie chodzi natomiast o podporządkowanie mediów aktualnemu rządowi. Ta ostatnia forma zapobiegania mediokracji była właściwa dla tzw. demokracji ludowych. Chodzi o to, by nie dochodziło do takich sytuacji, że dominujące w kraju media grają na określone partie i polityków. W efekcie, by dziś zdobyć władzę trzeba posiadać jakieś media. Rządzą w Polsce ci, którzy posiadają media. Jedynym wyjątkiem jest tutaj PSL, który rządzi dzięki rekordowej rozbudowie lokalnych struktur.

Gdyby udało się w Polsce odtworzyć idee dawnej polskiej demokracji, a następnie zminimalizować zjawisko mediokracji, znów znajdziemy się w awangardzie cywilizacyjnej, która prędzej lub później musiałaby zyskać uznanie na całym świecie. Nie ma bowiem dziś ratunku dla demokracji bez likwidacji nieformalnej władzy mediów. Inne demokracje prawdopodobnie pójdą ku próbom zamachów i rewolucji, czyli de facto kasowania demokracji, która całkowicie zatraciła związek ze społeczeństwem czyli z wyborcami. My natomiast powinniśmy skorzystać z własnych doświadczeń, by zaproponować naprawienie demokracji, zamiast jej likwidowania.


1 2 3 
 Dodaj komentarz do strony..   Zobacz komentarze (21)..   


« Państwo i polityka   (Publikacja: 25-03-2015 Ostatnia zmiana: 02-05-2015)

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Mariusz Agnosiewicz
Redaktor naczelny Racjonalisty, założyciel PSR, prezes Fundacji Wolnej Myśli. Autor książek Kościół a faszyzm (2009), Heretyckie dziedzictwo Europy (2011), trylogii Kryminalne dzieje papiestwa: Tom I (2011), Tom II (2012), Zapomniane dzieje Polski (2014).
 Strona www autora

 Liczba tekstów na portalu: 953  Pokaż inne teksty autora
 Liczba tłumaczeń: 4  Pokaż tłumaczenia autora
 Najnowszy tekst autora: Mleczne korzenie Europy
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 9817 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365