Racjonalista - Strona głównaDo treści
między słowami a wiarą

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
27-02-2011 07:40maceox (6766 punktów)między słowami a wiarą
Ocena -1 na 7
Jest jedna rzecz, która nie ułatwia dyskusji - są nią słowa. Najczęściej o nie właśnie się spieramy, a nie o samą istotę problemu. Kłócimy się najczęściej nie dlatego, że inaczej widzimy rzeczywistość, lecz dlatego, że inaczej rozumiemy słowa, które ją opisują. Moim ulubionym sporem o słowa jest spór ateistów z wierzącymi, o którym pisałem już ostatnio. Zarówno ateista, jak i wierzący stoją dokładnie w taki sam sposób wobec zagadki istnienia, kłócą się natomiast wciąż tylko o jedno słowo.

Nie przeczę, że w praktyce - w wymiarze psychologicznym - podejście wierzącego będzie się mogło różnić od podejścia ateisty. Mówi się, że wiara przenosi góry, tak więc wierzący będzie miał pewnie nieco inną motywację do działania od ateisty. Jednak, nawet w tym aspekcie możemy szybko popaść w pułapkę słów – czy ta wiara, o której mówimy, że przenosi góry staje się nią tylko dlatego, że ktoś przyjął jakieś określone intelektualne stanowisko wobec absolutu? Czy tak naprawdę ateista nie jest przypadkiem również osobą wierzącą, poprzez sam fakt istnienia i poprzez świadomość? Czy wiara, która przenosi góry nie jest po prostu wiarą w siebie, dostępną bez wyjątku każdemu człowiekowi? Kto ma wreszcie większą wiarę – wierzący z przyzwyczajenia i bez refleksji, czy poszukujący ateista?

Niezależnie od różnic psychologicznych i przyjmowanych systemów, wobec zagadki istnienia wszyscy jesteśmy identyczni. Jeśli nie podzielam stanowiska ateistów, czynię to z prostej przyczyny. Uważam mianowicie, że choć słowa mogą stanowić przeszkodę w porozumieniu, to jednak właśnie są one tym kodem, którym ludzie się posługują. I skoro słowo „Bóg” istnieje w języku, to ma ono swoje znaczenie. Na zakres owego znaczenia wskazują te wszystkie myśli ludzkie, które skupiały się nad tym zagadnieniem na przestrzeni wieków. Trudno to wszystko przekreślić jedną prostą negacją. Przede wszystkim jednak – przy pomocy tego słowa i stojących za nim systemów słów – ludzie próbują w jakiś sposób zmierzyć się z zagadką istnienia. Jeśli ateista nie zamierza w ogóle na tym skupiać swej uwagi – to jego prawo – nie oznacza to jednak, że ta zagadka go nie dotyczy. Ten jego brak chęci do zastanowienia się nad tym tematem w żaden sposób nie umniejsza też znaczenia któregokolwiek ze słów.

Jeśli używamy słowa „Bóg”, to musimy się pogodzić z wszystkim, co ma ono oznaczać, a mianowicie przede wszystkim z tym, że wykracza poza ludzki rozum. A skoro tak, to nie możemy odbierać temu słowu znaczenia akurat z tego względu, że nie w pełni się w tym ludzkim rozumie mieści (że np. nie jest weryfikowalne naukowo).

Bóg nie jest zresztą jedynym pojęciem, którego nie da się w pełni wyjaśnić. Już samo istnienie, pomimo że w zasadzie bezsporne, jest nieweryfikowalne, ponieważ nie mamy instrumentów, by wyjść poza nie i się mu dokładniej przyjrzeć.

Istnieją pojęcia, z którymi ludzie mają kłopot, bo nie mieszczą się w pełni w ich naukowo-rozumowej wizji świata, co nie zmienia faktu, że są to pojęcia należące do ich języka. Kto wie, czy właśnie te kłopotliwe pojęcia nie czynią z ludzi tymi, kim są, tzn. zdolnymi do głębszej refleksji.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 Dalej..
maceox (6766 punktów)Odp: między słowami a wiarą
W odpowiedzi Jacek Tabisz
>Moje ptaszki są specjalne i jedyne w swoim nieistnieniu. Są solipsystami.
>Solipsystyczne Nieistniejące Żórawie. W skrócie SNŻó

Jakimi odczuciami żywi się poezja Twego cytowanego wpisu i jaką treść/odczucia przenosi? Nie jestem pewien, jak mam ją interpretować.
Dlaczego mi się nie podoba? Jesteś w stanie mi to wytłumaczyć? Jeśli nie podoba mi się tylko ze względów estetycznych, to przepraszam.

#212
05-03-2011 09:24
 Ocena 4 na 4
Jacek Tabisz (30006 punktów)Odp: między słowami a wiarą
W odpowiedzi maceox
Nie masz za co przepraszać. Po prostu ja nie mogę postawić równości pomiędzy czymś obrzydliwym, jak wiara religijna, i czymś potencjalnie pięknym, jak bezinteresowna ludzka chęć zrozumienia rzeczywistości wyrażająca się poprzez naukę. To tak jakbyś powiedział, iż "kobieta to wór łajna" (cytat z jednego z filarów religii chrześcijańskiej).

maceox (6766 punktów)Odp: między słowami a wiarą
W odpowiedzi Jacek Tabisz
>Ja walczę głównie z tymi teistami, którzy wierzą, bo odczuwają chuć wiecznego istnienia. Tak naprawdę nie obchodzą ich brody boga, czy inne takie. Wierzą w zmartwychwstanie. Swoje zmartwychwstanie.
Chuć wiecznego istnienia? Ja bym powiedział, że napędza ją nauka, bo to ona zakłada, że wszystko musi mieć przyczynę i skutek. A skoro tak, to nie unikniesz pytania "co było przedtem", które możnaby powtarzać w nieskończoność, na zasadzie "co było przed wielkim wybuchem" - "Fluktuacja próżni?" - a przed nią? co było? Już zawsze tylko to? Zawsze?
Odpowiednio działa to w przyszłość.
Wieczność jest od zawsze problemem człowieka. Oczywiście jest też tylko wyidealizowanym, zintelektualizowanym pojęciem, którego wcale nie musimy używać, jeśli skupimy się wyłącznie na tym, co teraz robimy. Jednak człowiek taki nie jest wyłącznie. Człowiek potrafi myśleć abstrakcyjnie (pytanie, czy warto?), ale gdy to robi, pojawia się również chuć wieczności.
A zmartwychwstanie? Nie wiadomo jak jest. Mi jest bardzo trudno przyjąc wyobrażenie, że już w ogóle mnie by miało nie być, choć przecież są momenty, w których mam wyłączoną świadomość. Być może, że jest to chuć wieczności. Jednak naukowo nie wiemy nic o tym na pewno. Nie wiemy, co będzie po śmierci, więc nie widzę potrzeby, żeby walczyć z ludźmi, którzy wierzą, że coś tam będzie, bo ONI MAJĄ DO TEGO PRAWO w ramach wolności swych poglądów. Jednak oni tego nie wiedzą w sensie naukowym. Wierzący naukowcy wiedzą, że nie wiedzą nic o zmartwychwstaniu w sensie naukowym.

>A ty? Wierzysz? A jeśli wierzysz to wierzyłbyś bez obietnicy życia po śmierci?
Nie wiem, co będzie po śmierci. Kiedyś byłem tego ciekawy, a teraz czasem się tego boję [bo zdarza się, że we śnie/pół-śnie mam cholernie ostre, niemiłe koszmary takiego jakby rażenia prądem i boję się tego, że co by było, gdyby po śmierci taki stan miał trwać wiecznie ]. Jedyną moją pociechą jest wiara w dobrego Boga, który nie skaże mnie na takie wieczne męki. [najlepsze jest to, że jak przytrafi mi się taki koszmar - to jest we śnie - ale w takim pół-śnie, w którym mogę reagować myślą - czynię przed tą ogarniającą mnie złą energią znak krzyża - i wtedy przechodzi. Tak więc w moim przypadku sprawdza się w praktyce (przepraszam za osobiste i dość intymne wrażenia, ale skoro o tym rozmawiamy, to mówię o moim doświadczeniu - być może jest to tylko jakaś choroba, aczkolwiek ja bym tak tego nie nazwał koniecznie. W życiu funkcjonuję dość normalnie, w każdym razie ludzie się na mnie nie skarżą szczególnie, zresztą jest takie zjawisko opisane, są ludzie, którzy takie coś odczuwają podczas snu)].
Przyznaję, że wniosek, jakoby takie moje osobiste doświadczenie podczas snu mogło oznaczać, że to złe odczucie będę miał po śmierci nie opiera się na żadnych naukowych podstawach. Ponieważ wierzę w dobrego Boga - to mam rzeczywiście nadzieję, że tak nie będzie. Wiem również, że w sensie naukowym wcale nie musiałbym w tego Boga wierzyć, żeby się nie bać i że moje doświadczenie nie uprawnia mnie do jakichkolwiek wniosków co do ewentualnego życia po śmierci. Wszystko prawda.
Wychodzi na to, że moja wiara opiera się na strachu ze względu na doznawane czasem złe przeżycie, czyli jest to nieuprawniony wniosek z jakichś tam aktualnych niemiłych przeżyć. Cieszyłbym się, gdyby to była prawda, to znaczy, gdyby moja niekiedy trwoga się nie sprawdziła. Wierzę, że się nie sprawdzi.
To tyle na temat moich poglądów na temat relacji mojej wiary do tego, co będzie po śmierci.
Ale abstrahując od tego, moja wiara (bo nie sprowadzam jej tylko do zmartwychwstania) opiera się uświadomeniu sobie głębokiego, psychologicznego znaczenia mitologicznego przekazu biblijnego, wspartego w moim przypadku lekturą książek o zen i ćwiczeniem medytacji.
Jedno przeczy drugiemu, a drugie nauce?
Dla mnie nie. Dla mnie liczy się tylko doświadczenie.

maceox (6766 punktów)Odp: między słowami a wiarą
W odpowiedzi MarcinK
Żadna uzurpacja nie ma uzasadnienia, gdyż, zgodnie ze słownikiem, jest właśnie uzurpacją.
A zgodnie ze słownikiem masło jest masłem. Tak mógłbym z Tobą rozmawiać, gdybym rozmawiał tak, jak Ty ze mną. Autor wpisu, wedle którego "prawdziwa wiara jest uzurpacją" tak sobie zdefiniował wiarę. Jeśli przyjąć Twoje rozumowanie, to w takim razie wiara wedle słownika jest wiarą, a uzurpacja wedle słownika jes uzurpacją. A uzasadnienie uzasadnieniem.
Chodzi natomiast o pewną kategoryzację. Sam postawiłem pytanie, czy nie ma bardziej neutralnego określenia, niż uzurpacja? A potem dla uproszczenia nawiązałem jednak do tego słowa autora poprzedniego wpisu, by wytłumaczyć, że ta "uzurpacja" ma swoje uzasadnienie - czyli, wedle Twej słownikowej definicji - wcale nie jest uzurpacją. Mój pogląd uzasadniłem.
>>psychologiczne, etnologiczne, filozoficzne - tak w skrócie. Inaczej mówiąc, jeśli religie są rzeczywiście w zbiorowej nadświadomości, jak twierdził Jung, to walka z nimi jest walką z wiatrakami.
>Wysoce dyskusyjny pogląd - przykład Czech czy Szwecji mówi co innego.

To że w tych krajach jest aktualnie dużo ludzi, którzy nie chodzą do kościoła i deklarują, że w nic nie wierzą (W Szwecji tak jest? Już się całkiem pożegnali z protestantyzmem?), to nie znaczy, że religie nie są mitoligycznym przekazem wpływającym na psychikę człowieka.
Chodzi tylko o to żeby kościół finansował się z środków wiernych, a nie publicznych i nie uzurpował sobie funkcji quasi ustawodawczej - dodatkowo jeszcze z pozycji jakiegoś "ałtorytetu" moralnego, gdzie, bardzo eufemistycznie mówiąc, ma dość wątłe ku temu podstawy.
nie no, jak tylko o to chodzi, to się zgadzam

maceox (6766 punktów)Odp: między słowami a wiarą
W odpowiedzi Jacek Tabisz
>Tak poza tym mało nas jest, chociaż zbliżamy się do prawd o rzeczywistości bardziej, niż przytłaczająca, rozmodlona większość (nie mam na myśli tylko członków różnych religii, lecz wszystkich nie myślących "zbyt mocno" gdy baśń się od tego rozwiewa (wiecie kogo mam na myśli? ).
ale można modlić się, a potem uprawiać naukę. Jedno drugiego nie musi spowalniać.
>Potrzeba zatem trochę rewolucjonizmu, choć faktem jest, iż maleńka mniejszość ryzykuje wiele uprawiając guerillę.
Po co walczyć z religią, jeśli jest zjawiskiem, które istnieje? Nie lepiej to zjawisko po prostu zbadać?

maceox (6766 punktów)Odp: między słowami a wiarą
W odpowiedzi Jacek Tabisz
Po prostu ja nie mogę postawić równości pomiędzy czymś obrzydliwym, jak wiara religijna, i czymś potencjalnie pięknym, jak bezinteresowna ludzka chęć zrozumienia rzeczywistości wyrażająca się poprzez naukę.
To są Twoje wrażenia estetyczne, nie powinny przesądzać o wartościach. Poza tym wiesz, że przesadzasz. Uprawiasz guerillę tak? Tak nikogo nie przekonasz. Najwyżej zrazisz do siebie.

To tak jakbyś powiedział, iż "kobieta to wór łajna" (cytat z jednego z filarów religii chrześcijańskiej).
wyrwane z kontekstu. Ale nawet - o co mogło chodzić? Może o to, co mężczyzna może myśleć o kobiecie, choć nie powinien. Podaj dokładne żródło, to się będzie można zastanowić nad kontekstem i jego interpretacją.

Poza tym nauka ma jeden zasadniczy problem - jej przedmiotem jest FORMA materii. A człowiek potrzebuje TREŚCI pojęciowej - słownej. Jeśli nauka kiedyś poprzez formę energii będzie w stanie dotrzeć do TREŚCI MYŚLI, wówczas dopiero runie mur między religią, literaturą, mitami a nauką. Do tego czasu nauka i religia są skazane na współistnienie.

maceox (6766 punktów)Odp: między słowami a wiarą
W odpowiedzi MarcinK
>> Sprawa polega na tym, że do tej pory Ty oceniałeś i podważałeś moje wypowiedzi, a ja się broniłem.
>Eee tam, nadinterpretujesz. Dyskutowałem tylko.

nie no, ja wiem, nie oceniam tego negatywnie - mówię tylko, że w tej dyskusji do tej pory to ja zacząłem z jakąś tezą, którą ty analizowałeś i według swoich kryteriów dochodziłeś do wniosku, że się ze mną nie zgadzasz, jak na przykład z tym, że guz powstały w wyniku uderzenia cegłówką jest odczuciem i opisem. W tym konkretnym przypadku nie zgodziłeś się z moim zaszeregowaniem tego zjawiska, z jego kategoryzacją. Na podobnej zasadzie toczyła się ta dyskusja od początku, do momentu, w którym Ty sam powiedziałeś, czym dla Ciebie jest ten przykładowy guz, a ja się z tym akurat zgodziłem, bo Twoje zaszeregowanie tego zjawiska jako informacja przekazana przez system nerwowy mi nie przeszkadza, ani nawet nie przeczy moim poglądom. Nie przeczy również mojemu zaszeregowaniu jako odczucie i opis.

A ponieważ nagle się z Tobą zgodziłem, to wydaje Ci siem, że zmieniłem zdanie.

>>To Ty też wyznajesz solipsyzm? (jak umrzesz, to cały świat się skończy?)
>No takim egocentrykiem to raczej nie jestem.

I mimo to dalej podtrzymujesz zdanie, że istnienie kończy się w chwili śmierci mózgowej?
Czyli istnienie kończy się z chwilą śmierci człowieka? Tak czy nie?

maceox (6766 punktów)Odp: między słowami a wiarą
W odpowiedzi Jacek Tabisz
>Sądząc po twoich wpisach wręcz przeciwnie...
dziękuję za komplement.

#219
05-03-2011 11:20
 Ocena 1 na 1
MarcinK (9189 punktów)Odp: między słowami a wiarą
W odpowiedzi maceox
>"uzurpacja" ma swoje uzasadnienie - czyli, wedle Twej słownikowej definicji - wcale nie jest uzurpacją.

Czyli jak tą uzurpację uzasadnisz to nią być przestaje? Interesujący fikołek umysłowy.

> Mój pogląd uzasadniłem.

Uzasadniłeś, a jakże.

Na tezę Astrotaurusa:
Cytat:

>I prawdziwa wiara polega właśnie na uzurpacji.


odpowiedziałeś:

Cytat:
co do zasady tak


a później próbowałeś ją racjonalizować poprzez wykazanie jakoby:

Cytat:
Ta uzurpacja ma bowiem swoje uzasadnienie psychologiczne, etnologiczne, filozoficzne


Egzemplifikacją takiej postawy jest np. religia w szkołach i indoktrynowanie ludzi od maleńkości. Dalej jeszcze można wskazać, to co słusznie wskazał Dawkins (sorry Kowalska), te określenia o chrześcijańskich czy muzułmańskich dzieciach.

W moim odczuciu taka uzurpacja jest formą totalitaryzmu i jestem jej zdecydowanie przeciwny.

>To że w tych krajach jest aktualnie dużo ludzi, którzy nie chodzą do kościoła i deklarują, że w nic nie wierzą (W Szwecji tak jest? Już się całkiem pożegnali z protestantyzmem?), to nie znaczy, że religie nie są mitoligycznym przekazem wpływającym na psychikę człowieka.

Czyli jednak to nie walka z wiatrakami?

#220
05-03-2011 11:45
 Ocena 1 na 1
MarcinK (9189 punktów)Odp: między słowami a wiarą
W odpowiedzi maceox

>Czyli istnienie kończy się z chwilą śmierci człowieka? Tak czy nie?

Jeśli odpowiem "tak" to jestem solipsystą bo wszystko jest wytworem mojej wyobraźni?

Odpowiem "tak" ale z powyższym się nie zgadzam. Nie jestem zwolennikiem antropocentryzmu. To ja jestem częścią rzeczywistości, a nie rzeczywistość jest częścią mnie. To, że mi wysiada instrument do jej odbioru znaczenia dla tej rzeczywistości większego nie ma.

#221
05-03-2011 12:35
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)Odp: między słowami a wiarą
>Zarówno ateista, jak i
>wierzący stoją dokładnie w taki sam sposób wobec zagadki istnienia, kłócą się natomiast wciąż tylko
>o jedno słowo.

Z tym tylko, że zagadnienie filozoficzne - zagadka bytu, jest usilnie personifikowane przez teologów różnych wiar poprzez stawianie znaku równości między tym problemem a Bogiem, zdefiniowanym jako "początek wszystkiego". To się chyba nazywa "zawłaszczanie tematu".

> Kto
>ma wreszcie większą wiarę - wierzący z przyzwyczajenia i bez refleksji, czy poszukujący
>ateista?

Zaprawdę, powiadam wam, jeślibyście mieli wiarę jak ziarnko fasoli ... Ewangelie mówią wyraźnie, że wiary nie można "przymnożyć", o co prosili Jezusa uczniowie - tu potrzebna jest mądrość: chociaż można powiedzieć, że ktoś ma większą wiarę od kogoś innego, to wiara ta nie podlega działaniom arytmetycznym

>Niezależnie od różnic psychologicznych i przyjmowanych systemów, wobec zagadki istnienia wszyscy
>jesteśmy identyczni.

A nie. Znam kilku ludzi, często ich widuję pod spożywczym, dla których zagadka bytu znaczy mniej niż błoto przy krawężniku i to wydaje się właśnie czynić ich szczęśliwszymi niż zdecydowana większość społeczeństwa.

>I skoro słowo "Bóg" istnieje w języku, to ma ono
>swoje znaczenie. Na zakres owego znaczenia wskazują te wszystkie myśli ludzkie, które skupiały się
>nad tym zagadnieniem na przestrzeni wieków.

Po pierwsze, to chyba było opracowane w dalszej części tego wątku, ale nimfy , elfy, gobliny mają dużo lepiej określony zakres swojego znaczenia; pamiętaj, że podnosząc tego rodzaju argumenty będziesz się musiał zmierzyć z całą armią nimf, elfów, goblinów, a nawet krasnoludków, do których osobiście mam bardzo życzliwy stosunek, bo milionom dzieci na świecie dały choć trochę uśmiechu i pozwoliły im zaznać szczęśliwszego świata wyobraźni. Niestety, Bóg w tej konkurencji zdecydowanie przegrywa z krasnoludkami.
Po drugie, czynisz założenie, które mogło wypaczyć dalszą dyskusję (nie przeczytałem jeszcze wszystkich wypowiedzi) - otóż słowo Bóg nie ma jednego znaczenia i nie ma sensu mówić o tym, że przez wieki ludzkość "dopracowała" jakiś jego zakres, te zakresy często się nawzajem wykluczają, to, co jest dla nich wspólne, to to, że Bóg jest dobry i niewidzialny. Tak jak krasnoludki.

>Trudno to wszystko przekreślić jedną prostą negacją.

Ale co? To, że miliony ludzi trwały w jakimś błędzie, czy to, że kilku filozofów miało czas i pieniądze na to, żeby zajmować się opracowywaniem ksiąg dla kilku innych filozofów?

>Przede wszystkim jednak - przy pomocy tego słowa i stojących za nim systemów słów -
>ludzie próbują w jakiś sposób zmierzyć się z zagadką istnienia.

Warto więc - jeszcze raz na to zwracam uwagę - pamiętać o tym, że to zagadka istnienia jest źródłem ludzkiej filozoficznej ciekawości i nie był nią Bóg. Boga dopisano później. Gdyby zaś człowiek, jak tego chcą teologowie, miał w swój byt wpisane poszukiwanie Boga ("człowiek szuka Boga" itp.), gdyby Bóg był w jakimś ukrytym kodzie wpisany w jego indywidualny byt, to zapewne już Tales z Miletu nie zastanawiałby się nad tym, co jest pierwotnym źródłem bytu - woda, ogień, powietrze czy apeiron, tylko pytałby się o to, jaki jest ten Bóg - stwórca wszechrzeczy.

>Jeśli ateista nie zamierza w ogóle
>na tym skupiać swej uwagi - to jego prawo - nie oznacza to jednak, że ta zagadka go nie
>dotyczy. Ten jego brak chęci do zastanowienia się nad tym tematem w żaden sposób nie umniejsza też
>znaczenia któregokolwiek ze słów.

Jestem pewien, że dla ateisty kwestia istnienia świadomych niebiologicznych bytów byłaby najbardziej fascynującym tematem rozważań, gdyby tylko miał jakiekolwiek przesłanki po temu, żeby się nimi zajmować.

>Jeśli używamy słowa "Bóg", to musimy się pogodzić z wszystkim, co ma ono oznaczać, a
>mianowicie przede wszystkim z tym, że wykracza poza ludzki rozum. A skoro tak, to nie możemy

...do tego używać rozumu.

>Już samo istnienie,
>pomimo że w zasadzie bezsporne, jest nieweryfikowalne,

Jest weryfikowalne, wszyscy znajomi zgadzają się, że coś w ogóle istnieje, więc nie potrzeba mi prosić o weryfikację fizyków, skądinąd wiem, że też zasadniczo zgadzają się ze mną w tej kwestii

>ponieważ nie mamy instrumentów, by wyjść poza
>nie i się mu dokładniej przyjrzeć.

Ależ istnieje metodologia, o której zdaje się bardzo ogólnikowo pisał Heraklit z Efezu. Opiszę to na przykładzie. Musiałem kiedyś wstać bardzo wcześnie i okazało się, że nie mam kawy. Półprzytomny powędrowałem do sklepu, kupiłem kawę, tę, którą najchętniej piję, zaparzyłem pod przykryciem, osłodziłem do smaku, dodałem odrobinę mleka (2%) i po chwili delektowałem się cudownym, metafizycznym wręcz faktem istnienia kawy, której lokalne nieistnienie było dla mnie tak dotkliwym doświadczeniem, że skierowało moją uwagę na fundamentalne zagadnienia ontologii.

>Kto wie, czy właśnie te
>kłopotliwe pojęcia nie czynią z ludzi tymi, kim są, tzn. zdolnymi do głębszej refleksji.

Chyba dopiero potrzeba refleksji powoduje, że szuka się odpowiednich słów... ale - kto wie, może masz rację?
Pozdrawiam

#222
05-03-2011 14:46
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)Odp: między słowami a wiarą
W odpowiedzi maceox

>choć w sumie to ja pierwszy powiedziałem,
Cholera, a ja tyle lat już żyję i chyba nie znalazłbym zdania, o którym mógłbym powiedzieć: to ja pierwszy powiedziałem! Gratuluję!

>że słowa tylko przeszkadzają.
Tyle, że ja nigdzie nie powiedziałem, iż przeszkadzają.

>Cieszę się, że w tym aspekcie się zgadzamy.
Jak wyżej widać zupełnie się nie zgadzamy.

>Dla mnie to jest już jednak bardzo skomplikowane.
Właśnie o to chodzi. Tylko jak można z czymś się zgodzić - czego się nie rozumie.
Moim zdaniem, to nawet nie zgodzić się w takim przypadku trudno.

>Więc musi być i język i matematyka i logika,
Tak, człowiek ma tylko określone zmysły, które udaje mu się poszerzyć i wzmocnić za pomocą zbudowanych przez niego narzędzi. Język i matematyka i logika do tych narzędzi należą.

>a do tego wiedza, ale tylko pewnego, konkretnego rodzaju.
A dlaczego?
Naprawdę nie wiem ile razy muszę powtarzać, że język nie jest zbyt precyzyjnym. Wiedza w języku polskim udziela nam wszelakich odpowiedzi i tylko od nas zależy wybór wiedzy jego satysfakcjonującej:

NAUKA to wiedza gromadzona przez pokolenia, wiedza o rzeczywistości, poddana ustalonym wymaganiom treściowym i metodologicznym, spełniająca warunki prawdziwości. Tym samym terminem określa się też zbiór metod poznawczych i umiejętności praktycznych, którymi posługują się badacze przy zdobywaniu rzetelnej wiedzy, a także jej przekazywaniu.
Uczeni przez wieki wypracowali stale doskonalące się metody eliminacji wiadomości fałszywych i teorii fantastycznych. Nauka dociera do prawdy obiektywnej. Już z założenia dokonuje się przez kompetentne gremia zespołowej kontroli nie tylko eksperymentów, lecz także poprawności metodologicznej i prawdopodobieństwa wyników wszelkich badań empirycznych, a w naukach abstrakcyjnych - akceptowalności systemów dedukcyjnych. W nauce krytyka wpisana jest już w sam proces rodzenia się wiedzy i nie istnieje żadna krytyka naukowa dokonywana poza nauką. Bardzo utrudnione są dzisiaj oszustwa naukowe, praca naukowa bez odpowiednich kwalifikacji, plagiaty, ale z drugiej strony następuje wzrost ilościowy i wpływy na opinię publiczną różnych paranauk i pseudonauk, czy - występujących pod trudną do zrozumienia maską - nauk alternatywnych. Dla mnie alternatywą dla nauki jest tylko nieuctwo, ale zapewne się mylę.

Trudno o definicję nauki, ale wcale nie łatwiej z definicją wiedzy. Przymiotników do słowa wiedza istnieje wiele: np. tajemna, religijna, spekulatywna, praktyczna, potoczna, naukowa - że nie sposób wymienić nawet najważniejszych. Jaki miedzy nimi zachodzi związek? Weźmy na przykład wiedzę religijną, która wzmacnia wiarę, ale czy tak samo dzieje się z wiedzą o religiach? Wiara nie musi brać się z niewiedzy. Może być innym rodzajem wiedzy, czasem bardzo głębokiej, powiązanej z obszarami zagadnień dotyczącymi bytu i człowieka, a czasem połączonej też z gruntowną wiedzą naukową w jakiejś świeckiej specjalności.
Wiedza naukowa tym różni się od wszystkich innych, że uczony - przynajmniej w zakresie własnej specjalności - nie może niczego przyjmować na wiarę. Jego obowiązkiem jest krytyczna analiza - wraz z oceną metodyki i metodologii - dotychczasowego dorobku. Wiedza, w której zawarte są dogmaty nie poddające się naukowej (rozumowo-empirycznej) weryfikacji i falsyfikacji - nie jest nauką.

Można powiedzieć, że o ile nauka jest drogą człowieczych pytań - na której dzisiejsze aksjomaty mogą rozpaść się po poddaniu ich nowszym, bardziej wyrafinowanym formom krytyki - to wiedza jest zbiorem powiązanych systemowo odpowiedzi. Gdy udzielają satysfakcjonującej (wyjaśniającej) dla pytającego odpowiedzi nazywanie wiedzą: magii, mitów, religii, doktryn politycznych, a nawet zespołów przesądów czy ezoteryk (np. astrologii, spirytyzmu ) staje się językowo uprawomocnione, choć zawsze należy dodawać przymiotnik określający o jakiego rodzaju wiedzy myślimy.
Takich logicznych zbiorów zdań, powiązanych systemowo (tworzących jakąś strukturę), przynoszących społecznościom prawdziwe dla nich (ale wcale niekoniecznie obiektywnie prawdziwe) odpowiedzi, jest wiele. Weźmy pod uwagę przedmiot mojego zainteresowania jakim jest religioznawstwo. Na tym gruncie rozróżniamy wiedzę o religiach (dostępną wierzącym i niewierzącym), będącą przedmiotem nauki i wiedzę religijną (dostępną tylko wierzącym), będącą np. przedmiotem teologii. Warto tu zauważyć, że znajomość całej doktryny religijnej (przedmiotu wiary), kultu, organizacji (w tym np. prawa kanonicznego), a także rozumowego uzasadnienia własnych przekonań wymaga dużej - czasem wprost ogromnej wiedzy religijnej.


>I jak tego wszystkiego użyjemy to już będziemy mogli odkryć zagadkę istnienia bez słów (bo o to przecież pytałem).
Nic z odkrycia bez opisu, chyba że interesują nas subiektywne odczucia mistyczne, ale one są nieprzekazywalne. Więc dla ogółu nieistotne.
Wiem, że to może być trudne, co chciałbym przekazać, ale jest alternatywa:

Cytat artykułu sprzed 80 lat - "Homo Neanderthalensis" H. L. Menckena. Nietrudno zrozumieć, dlaczego człowiek z gminu nienawidzi nauki. Nienawidzi jej, ponieważ jest złożona, ponieważ w sposób niemożliwy do zniesienia obciąża jego ograniczoną zdolność pojmowania. Szuka więc zawsze drogi na skróty. Takimi skrótami są wszelkie przesądy, które mają uprościć, a nawet uczynić oczywistym to, co niezrozumiałe. Podobnie dzieje na pozornie wyższym poziomie. (...) Kosmogonie, jakimi zabawiają się ludzie wykształceni, są niezmiernie złożone. Zrozumienie nawet ich zarysu wymaga ogromnej wiedzy oraz nawyków myślowych.(... )Kosmogonia zawarta w Księdze Rodzaju jest wszędzie tak prosta, że pojmie ją każdy kmiot. Jest wyłożona w kilku zdaniach. Ignorantowi oferuje nieodpartą sensowność nonsensu. Akceptuje on więc on ją z entuzjazmem, i ma jeszcze jeden powód, by nienawidzić mądrzejszych od siebie.

Wybór jak zawsze jest sprawą osobistą. Ja wybieram tak, a Pan i

Jacek Tabisz (30006 punktów)Odp: między słowami a wiarą
W odpowiedzi maceox
Przeprowadź taki eksperyment myślowy - czy gdybyś nie miał żadnych obietnic wieczności, wierzyłbyś w Jezusa (w inspirację przekazem biblijnym)?

A jeśli chodzi o mieszanie zen z przekazem biblijnym, to masz problem. Pamiętasz taki kawałek - "ja jestem bogiem zazdrosnym..."? Poza tym zmyślony koleś miał rację - jedno z drugim nie ma nic wspólnego.

#224
05-03-2011 16:35
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)Odp: między słowami a wiarą
W odpowiedzi maceox
Cytat:
ale można modlić się, a potem uprawiać naukę. Jedno drugiego nie musi spowalniać.


Nauka dotyczyć ma rzeczywistości, rzeczywistość nie następuję po modlitwie, jest cały czas.

Cytat:
Nie lepiej to zjawisko po prostu zbadać?


Ateizm jest wynikiem badań nad religią.

#225
05-03-2011 17:19
 Ocena 4 na 4
Jacek Tabisz (30006 punktów)Odp: między słowami a wiarą
W odpowiedzi maceox
Jaki mur? Jeśli ktoś uważa, że dostanie lody, bo bóg mu kazał walić głową w drzewo, to myślisz, że tworzy jakiś wspaniały mur, który trzeba z patosem i toną studiów obalać? Nie, taki ktoś powinien się udać do psychologa. Nie do murarza. lub specjalisty od rozbiórki zabudowań.

Czemu koniecznie chcesz nawracać innych? Raczej pójdź w drugą stronę. Skoro czujesz, że potrzebujesz towarzystwa, by wzmacniało twoje poglądy, to może z poglądami jest coś nie tak? Dobrze wiesz, że nazywanie kobiety worem łajna aby uchronić mężczyznę przed pożądaniem jest chore i uwłacza człowieczeństwu. Zostaw to, zostaw te poglądy.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 Dalej..

Wróć do listy wątków działu Religie
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365