Racjonalista - Strona głównaDo treści
Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
15-04-2015 18:21Andrzej Bogusławski (52265 punktów)Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa?
Ocena 4 na 4
.
Pan Klaio za kościelnymi ideologami pyta: chciałbym usłyszeć jaka jest ocena Autora [Mariusza Agnosiewicza] (...) anty-nietzscheańskiego eseju Kołakowskiego "Jezus ośmieszony", upatrujący klęskę w tym, w czym Autor wiąże nadzieje
na nowy początek. Za Nietzschem widzi przyszłość w dekonstrukcji, która odsłoni zdrowy fundament, Kołakowski natomiast uważa, że nic się nie wyłoni, zostaną tylko ruiny. Przekonanie Autora to czysta wiara, której na racjonalista.pl do tej pory nie było. To Kołakowski ma jakieś przesłanki racjonalne - do niedawna wszystko co Nietzsche niszczy działało. Na rzecz Nietzschego nie przemawiają żadne pozytywne dowody, a jedynie więdnięcie poprzedniego porządku rzeczy.


Kołakowski broni chrześcijaństwa nie jako Prawdy, a jako pożytecznego "porządku rzeczy". Nie jestem więc jego obrońcą, ale szukając Prawdy biorę pod uwagę różne kierunki - dlatego nie przesądzając rezultatu byłoby ciekawe skonfrontowanie przez M.Agnosiewicza swoich poglądów o Nietzschem z tym, co napisał L.K.

Zaproponowany przez Pana [Andrzeja Bogusławskiego] tekst razi mnie szukaniem drugiego dna u L.K, ukrytych motywacji jego poglądów że to jakieś "polityczne" uwikłania każą mu uważać, co uważa. Ja mógłbym zarzucić autorowi,
że nie szuka prawdy tylko broni swojej wiary w postępowy liberalizm, któremu solą w oku jest zwrot L.K. Takie metody prowadzą tylko do wzajemnego niezrozumienia, a czasem wrogości. Mędrzec powiedział: oczyść poglądy adwersarza
z emocji, popraw błędy, które potrafisz poprawić i uzupełnij o te elementy, które ten pogląd wzmacniają i dopiero wtedy polemizuj. Tego o zaproponowanej krytyce L.K nie da się powiedzieć. Stawianie znaku zapytania przy nim jako filozofie jest bardzo "młodzieńcze". A co, jeżeli L.K. widzi dalej, już rozumie, że filozofia nie daje na wszystko odpowiedzi, że trzeba
ją przekroczyć? Brak respektu dla doświadczeń i porażek L.K. obniża wagę tekstu. Lepsza krytyka L.K. jest tu
www.krytyk(*)zapiski-czlowieka-spod-podlogi

AGATA BIELIK-ROBSON
"Nie wstydzę się Jezusa", czyli Kołakowski spod podłogi
Wbrew pozorom, ten niedokończony esej Leszka Kołakowskiego o Jezusie wcale nie zaskakuje. Tę samą strategię apologetyczną wobec chrześcijaństwa da się już wyczytać w jego poprzedniej książce poświęconej tematyce religijnej, której polski tytuł brzmiał Jeżeli Boga nie ma. Kołakowski, sam z temperamentu raczej sceptyk i pozytywistyczny racjonalista, broni wiary na sposób bliski Blaise'owi Pascalowi, religii instytucjonalnej natomiast na sposób bliski Josephowi de Maistre'owi. Wiara jest tym, co wyciąga jednostkę ze stanu rozumowych sprzeczności, dając jednoznaczne rozpoznanie dobra i zła. Religia zaś wspiera cywilizację, osadzając ją na mocnych etycznych fundamentach. Wedle Kołakowskiego nienaruszalność tej podstawowej orientacji moralnej, gwarantowana transcendentnym objawieniem, jest największym osiągnięciem myśli chrześcijańskiej, bez którego nie powstałaby kultura Zachodu; dlatego też obrona chrześcijaństwa ma
tu głównie charakter kulturalistyczny. Kołakowski obawia się, że tracąc te solidne podwaliny, cywilizacja zachodnia podcina swoje własne korzenie, rozpływając się w nijakości
. Na sposób typowy dla swojej formacji, jaką należy nazwać neokonserwatywną, Kołakowski, idąc tropem jej założyciela, Leo Straussa, na głównego "szkodnika", od którego zaczyna się proces cywilizacyjnej autodestrukcji, desygnuje Nietzschego. Zdekonstruował on bowiem nienaruszalność objawienia, twierdząc, że wszelkie ideały i wartości tworzymy my sami, łącznie z wyobrażeniem boskiej transcendencji: "Nietzsche powiedział wszystko - i tym samym naprawdę położył koncepcyjny fundament pod nową cywilizację; tym fundamentem była otchłań" (s. 55).
Warto zajrzeć też do Wyborczej: wyborcza.p(*)16861186,Jezus_osmieszony.html

Doceniam udział ideologii judeochrześcijańskiej w cywilizacji europejskiej i nie chciałbym wcale się tego udziału pozbywać, ale mam duże wątpliwości co do konieczności jego znaczącego dalszego udziału. Podkreślam, że chodzi mi tylko o "konieczność", gdyż wcale nie uważam, że możliwe jest pozbycie się wpływów tej ideologii w możliwej do przewidzenia przyszłości: [Załącznik]

Oczywiście warto się zastanawiać - tak nad przyszłością Unii, jak to np. Adam Krzemiński: www.polity(*),jeszcze-unia-nie-zginela.read oraz całego świata, jak to czynią inni myśliciele: www.racjonalista.pl/forum.php/s,661496
Ale czy konieczną jest nam do tego religia i Chrystus, to ja już mam spore wątpliwości?

PS. Nie jestem też wielkim zwolennikiem poglądów Nietzschego, choć poznać go warto. Tu głównie "Z genealogii moralności" i "Antychrysta".

@@@
.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Duch Prawdy (14789 punktów)
Nie tylko Europa, ale Świat możliwy jest bez Chrystusa i taki świat obecnie mamy, świat zakłamany we wszystkich dziedzinach życia, a religia nie jest tu wyjątkiem. Czy Świat możliwy jest z Chrystusem? Tak, jeśli ludzie kłamstwo, które tak sobie upodobali, które daje im egoistyczne korzyści kosztem oszukania innych, zastąpią Prawdą = Miłością, Solidarnością, Troską, gdy ludzie autentycznie zrozumieją, że stanowią Jedną Rodzinę Ludzką i przestaną się nawzajem oszukiwać..., do tego potrzebne jest zrozumienie, że błąd, który nasze wspólne życie czyni piekłem jest w nas, w naszych umysłach i bez zmiany Mentalności, obudzenia w sobie Chrystusa nasze życie się nie zmieni na lepsze.
Trzeba wyraźnie oddzielić "Jezusa" od Chrystusa. "Jezus" to literacki nośnik duchowej treści, którą Autor Ewangelii zawarł w postawie, którą nazwał CHRYSTUS = człowiek duchowy wzór dla innych, naznaczony, namaszczony przez ludzi ( Boga? ); pl.wikipedia.org/wiki/Pomazaniec
Żeby w Ludzkości obudził się CHRYSTUS musi umrzeć "Jezus", w którego obecnie wierzą tzw. chrześcijanie. Kościół od wieków uczy, że na Ziemi był "Jezus" Chrystus..., poza kartkami Ewangelii nie było człowieka chodzącego po wodzie, religia chrześcijańska jest grubymi nićmi zszytym mitem, kłamstwo, w które wierzono setki lat umiera na naszych oczach, ślepcy jeszcze tego nie widzą i wielu umrze nie poznawszy, ale przyszłość będzie taka jak innych mitycznych "bogów", "Jezus" odejdzie do lamusa historii religii..., a czy zapanuje w SERCACH i Umysłach ludzi CHRYSTUS......, oby się tak stało, dla dobra Ludzkości i Świata.
www.oczko.xtreemhost.com/oczko/19/chrystus/

( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
15-04-2015 22:37 
 Ocena 4 na 4
-jad- (18783 punktów)
>gdy ludzie autentycznie zrozumieją, że stanowią Jedną Rodzinę Ludzką i przestaną się nawzajem oszukiwać...,

Każdy, kto to "zrozumie" zacznie być oszukiwany przez innych.

Jaskinia Trolli team
16-04-2015 08:45 
 Ocena 2 na 2
Duch Prawdy (14789 punktów)
>>gdy ludzie autentycznie zrozumieją, że stanowią Jedną Rodzinę Ludzką i przestaną się nawzajem oszukiwać...,
>Każdy, kto to "zrozumie" zacznie być oszukiwany przez innych.
Obecnie żyjemy w świecie oszustów.
Każdy ma swój Rozum, może dać się oszukać, lub nie, wyrzucenie kłamstwa ze swego Umysłu nie oznacza odrzucenia Rozumu. Ludzie w głębi Serca i Umysłu są moralni, to władcy tego świata uchwalili niemoralne prawa, które pozwalają im w białych rękawiczkach kraść, zmiana musi się dokonać na górze, do władzy muszą dojść ludzie moralni, którzy uchwalą Solidarne Prawo, które zlikwiduje skrajne nierówności, że jeden człowiek ma 1000 razy więcej niż inny, że jeden ma prywatne odrzutowce, jachty, wyspy, a inny umiera z głodu..., taki świat to zbrodnia i za tą zbrodnię odpowiadają politycy, kapitaliści, biskupi, finansiści ..., bo księgowość to są działy i przedziały, żeby doły nie wiedziały, gdzie się pieniądze podziały...

W naszym kraju od okrągłego stołu trwa okradanie Narodu, Wałęsa oszukał, obecnie wydaje się, że jest szansa na zapoczątkowanie by ten złodziejski system wysadzić od środka... Paweł Kukiz......?


( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
16-04-2015 08:52 
 Ocena 2 na 2
-jad- (18783 punktów)
>obecnie wydaje się, że jest szansa na zapoczątkowanie by ten złodziejski system wysadzić od środka... Paweł Kukiz......?

Gdyby się ludziom tak nie wydawało za każdym razem, to by jeszcze rzadziej do urn chodzili.


Jaskinia Trolli team
16-04-2015 11:32 
 Ocena 7 na 7
diogenes (42753 punktów)
>Ludzie w głębi Serca i Umysłu są moralni,...

Jacy ludzie? W jakim sensie moralny jest noworodek, niemowle, dziecko, człowiek dojrzały czy starzec w hospicjum? Nie da się moralności oderwać od wieku, od kontekstu, od reguł i przypadku. A ta ograna metafora - głębia Serca - czym jest? Wielu fascynuje coś przeciwnego, głębia obojętności, cudzego cierpienia, okrucieństwa. Reguły etyki nie muszą być radykalnie inne od reguł innych systemów zachowania: dlaczego nie włączyć do kodeksu moralnego reguły zmniejszonego zaufania do bliźniego? Czy masz judasza w drzwiach? Dlaczego zamykasz drzwi na klucz? Katabasy potepiają relatywizm, ale to tylko frazesy: w płot okalający kościelny ogród widziałem wmurowane rozbite butelki. To z miłości do bliźniego...

>to władcy tego świata uchwalili niemoralne prawa...

To też, ale nawet w państwach totlitarnych dużo zalezy od nas. "Władcy tego świata" to również pożyteczne kozły ofiarne naszej moralnej mizerii.




Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Duch Prawdy (14789 punktów)
>>Ludzie w głębi Serca i Umysłu są moralni,...
>Jacy ludzie? W jakim sensie moralny jest noworodek, niemowle, dziecko, człowiek dojrzały czy starzec w hospicjum? Nie da się moralności oderwać od wieku, od kontekstu, od reguł i przypadku. A ta ograna metafora - głębia Serca - czym jest?
" Jeśli reguł moralności nie nosisz w sercu, nie znajdziesz ich w książkach."
Monteskiusz
www.psycho(*)pl/artykuly/909-moralnosc.html
>Wielu fascynuje coś przeciwnego, głębia obojętności, cudzego cierpienia, okrucieństwa.
To są ludzie "bez serca", niemoralni.
>Reguły etyki nie muszą być radykalnie inne od reguł innych systemów zachowania: dlaczego nie włączyć do kodeksu moralnego reguły zmniejszonego zaufania do bliźniego? Czy masz judasza w drzwiach?
Oczywiście, na świecie są także ludzie niemoralni - "bez serca".
>Dlaczego zamykasz drzwi na klucz?
jw.
>Katabasy potepiają relatywizm, ale to tylko frazesy: w płot okalający kościelny ogród widziałem wmurowane rozbite butelki. To z miłości do bliźniego...
"święte krowy" pasożytują na innych, w słowach moralni, w czynach niemoralni...
>>to władcy tego świata uchwalili niemoralne prawa...
>To też, ale nawet w państwach totlitarnych dużo zalezy od nas. "Władcy tego świata" to również pożyteczne kozły ofiarne naszej moralnej mizerii.
Jakie wychowanie, jaki wzór dają dorośli, takie rosną nowe pokolenia ludzi.

( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
16-04-2015 14:38 
 Ocena 5 na 5
diogenes (42753 punktów)
>>Jeśli reguł moralności nie nosisz w sercu, nie znajdziesz ich w książkach.

A w "sercu" (dokładniej: w mózgu) to się biorą skąd? Tu nie widzę możliwości ominięcia dyskusji na temat etyki, którą wywołały nauki o mózgu i biologia ewolucyjna.Tak więc odwołanie się tylko do "serca", to stanowczo za mało.

>To są ludzie "bez serca", niemoralni.

I co, znowu zwykła konstatacja ma wystarczyć? A co z nimi zrobić? Jakie koncepty pedagogiczne i terapeutyczne rozwijać, aby minimalizowąc niemoralne zachowania? Jak wprowadzać je do programów politycznych, do szeroko rozumianej pedagogiki społecznej i medialnej aby nie były tylko czczą gadaniną?

>Jakie wychowanie, jaki wzór dają dorośli, takie rosną nowe pokolenia ludzi.

To również zbyt prosty model: człowiek uczy sie poprzez wzory, ale (np. dzieci w grupach rówieśniczych) rozwija twórczo nie tylko kognitywne zdolności (postęp wiedzy), ale i swe behawioralne dyspozycje (rozwój kultury). Gdyby pokolenia wiązał tylko wzór starszego pokolenia, nie byłoby zmian, postępu. Zauważ, że teraz w wielu dziedzinach wnuki uczą dziadków.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Duch Prawdy (14789 punktów)
>>>Jeśli reguł moralności nie nosisz w sercu, nie znajdziesz ich w książkach.
>A w "sercu" (dokładniej: w mózgu) to się biorą skąd?
www.youtube.com/watch?v=Hn559bvUzRE

( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
16-04-2015 15:56 
 Ocena 6 na 6
diogenes (42753 punktów)
>>A w "sercu" (dokładniej: w mózgu) to się biorą skąd?
>www.youtube.com/watch?v=Hn559bvUzRE

Jak mam rozumieć ten link?
Dyskutujemy, a Ty odsyłasz mnie do godzinnego wykładu...
Wyobraź sobie, że rewanżuje się tym samym.
Zaczynamy wymieniać się linkami...I co?

Tego rodzaju dyskusja to "spławienie" linkiem.
Nie lepiej od razu powiedzieć - Spływaj!?


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Duch Prawdy (14789 punktów)
>>>A w "sercu" (dokładniej: w mózgu) to się biorą skąd?
>>www.youtube.com/watch?v=Hn559bvUzRE
>Jak mam rozumieć ten link?
Pytałeś skąd się bierze moralność, neurobiolog to wyjaśnia.


( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
16-04-2015 20:50 
 Ocena 4 na 4
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Pytałeś skąd się bierze moralność, neurobiolog to wyjaśnia.

Po co uciekać się do wykładów trwających godzinę skoro wystarczy trochę pomyśleć? Łączenie się w grupy jest skuteczniejsze niż działanie samodzielne i dlatego człowiek tworzy społeczeństwo złożone z jednostek, które z założenia będą przestrzegały ogólnie ustalonych zasad a jeśli ktoś tego nie robi zostaje ukarany. Ten model społeczeństwa zawierający moralność okazał się skuteczniejszy niż jednostki walczące ze sobą, które nie przestrzegają żadnych zasad. Tacy ludzie szybko by wyginęli. Dla ochrony jednostki powstał system wartości, który zakłada, że inne jednostki nie będą robić pozostałym tego czego sami nie chcieliby doświadczyć. Nawet ci, którzy nie przestrzegają zasad muszą je poznać i udawać, że przestrzegają żeby przetrwać.
Duch Prawdy (14789 punktów)
Nie zrozumiałeś, diogenes pytał o to, skąd moralność bierze się w mózgu.


( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
16-04-2015 20:59 
 Ocena 2 na 2
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Nie zrozumiałeś, diogenes pytał o to, skąd moralność bierze się w mózgu.

No właśnie stąd - człowiek zaczął ustalać pewne zasady dla ułatwienia co jest naturalną konsekwencją logicznego myślenia, które powstało w procesie ewolucji.
I jednostki, które rozumiały te zasady przetrwały czyli były lepiej dostosowane do środowiska. To chyba jasne.
Duch Prawdy (14789 punktów)
>>Nie zrozumiałeś, diogenes pytał o to, skąd moralność bierze się w mózgu.
>No właśnie stąd - człowiek zaczął ustalać pewne zasady dla ułatwienia co jest naturalną konsekwencją logicznego myślenia, które powstało w procesie ewolucji.
>I jednostki, które rozumiały te zasady przetrwały czyli były lepiej dostosowane do środowiska. To chyba jasne.
Neurobiolog wyjaśnia to inaczej.

( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
16-04-2015 21:08 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Mógłbyś streścić? Wiesz - to, że neurobiolog coś mówi to nie znaczy, że to prawda. Oni też mają z tego kasę i lubią czasem głosić kontrowersyjne poglądy żeby zarobić na książkach. Inny neurobiolog powie co innego
Duch Prawdy (14789 punktów)
>Mógłbyś streścić?
Nie czuję się kompetentny, to wybitny neurobiolog.
>Wiesz - to, że neurobiolog coś mówi to nie znaczy, że to prawda. Oni też mają z tego kasę i lubią czasem głosić kontrowersyjne poglądy żeby zarobić na książkach. Inny neurobiolog powie co innego
Np. który mówi coś innego?

( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
16-04-2015 21:26 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Mógłbyś streścić?
>Nie czuję się kompetentny, to wybitny neurobiolog.

A co ma jego wybitność pana Vetulani do Twojej zdolności wyciągnięcia sedna z wypowiedzi i przedstawienia tego na forum? Jeśli tego nie potrafisz to nie wiem po co w ogóle dyskutujesz i wklejasz ten wykład.

>Np. który mówi coś innego?

Nie wiem co mówi ten konkretny bo nie mam czasu na oglądanie tak długiego wykładu. Gdybyś to streścił to bym może odpisał
Duch Prawdy (14789 punktów)
>>>Mógłbyś streścić?
>>Nie czuję się kompetentny, to wybitny neurobiolog.
>A co ma jego wybitność pana Vetulani do Twojej zdolności wyciągnięcia sedna z wypowiedzi i przedstawienia tego na forum? Jeśli tego nie potrafisz to nie wiem po co w ogóle dyskutujesz i wklejasz ten wykład.
Materia jest bardzo skomplikowana, streszczenie zajęłoby kilkanaście stron i nawet to nie wyczerpałoby sedna, a taki długi tekst nie mieści się w kategorii; wypowiedź na forum
>>Np. który mówi coś innego?
>Nie wiem co mówi ten konkretny bo nie mam czasu na oglądanie tak długiego wykładu. Gdybyś to streścił to bym może odpisał
No trudno, może kiedyś znajdziesz czas.


( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Materia jest bardzo skomplikowana, streszczenie zajęłoby kilkanaście stron i nawet to nie wyczerpałoby sedna, a taki długi tekst nie mieści się w kategorii; wypowiedź na forum

Dlatego mówię o streszczeniu a nie o przepisaniu całego wykładu
16-04-2015 22:00 
 Ocena 1 na 1
Duch Prawdy (14789 punktów)
>>Materia jest bardzo skomplikowana, streszczenie zajęłoby kilkanaście stron i nawet to nie wyczerpałoby sedna, a taki długi tekst nie mieści się w kategorii; wypowiedź na forum
>Dlatego mówię o streszczeniu a nie o przepisaniu całego wykładu
No właśnie, cały wykład to więcej niż streszczenie.

( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
16-04-2015 22:13 
 Ocena 2 na 2
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Aż to obejrzę i streszczę meritum w kilku zdaniach żeby pokazać Ci jak to się robi
Duch Prawdy (14789 punktów)
>Aż to obejrzę i streszczę meritum w kilku zdaniach żeby pokazać Ci jak to się robi
Tylko znowu czegoś nie spieprz, żebym nie musiał prostować.

( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
18-04-2015 02:01 
 Ocena 3 na 3
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Z wykładu wynika, że:
- Neandertalczycy byli silniejsi i być może mądrzejsi od ludzi ale wybiliśmy ich bo nie byli kreatywni
- Ok 2/3 ludzi jest religijnych a pozostali zastępują religię/boga filozofią/światopoglądem (uważam, że ten wniosek jest trochę nie na miejscu bo światopoglądu opartego na nauce i filozofii opartej na przemyśleniach czyli logice i znajomości nauki nie sposób porównywać z irracjonalną wiarą).
- religijność pełni ważną rolę - pogląd oparty jest o powszechność i trwałość religii (moim zdaniem wniosek jest pochopny a rola jaką pełni religia to mechanizm władzy, kontroli tłumów a więc ważna jest jedynie dla wąskiej grupy osób, które narzucają religię pozostałym)
- padaczka daje objawy związane z przeżyciami religijnymi/opętaniami
- medytacja powoduje zmiany w mózgu (ponoć pozytywne)
- wierzenia powstają w lewej półkuli, zawsze idą w parze z emocjami, łatwo tym manipulować
- przeciwnicy marihuany mają głębokie irracjonalne wierzenia, że to zło, z którym trzeba walczyć i krzyczą zamiast argumentować, zwolennicy argumentują spokojnie (spokój pewnie pochodzi z jarania -:D )
- wierzenia tworzą się z rzeczy, o których świadomie nie wiemy a świadomie zawsze znajdujemy inne wytłumaczenie - takie które wydaje nam się logiczne.
- w lewej półkuli jest tzw interpretator świata, kóry odpowiada za to, że zachowujemy się tak a nie inaczej a następnie interpretaror tworzy teorie na temat tego dlaczego tak się zachowujemy
- interpretator robi spójny obraz z fragmentarycznych, niespójnych i niepoukładanych danych. Dzięki temu halucynacje po PCP (pewnie po innych dysocjantach też) są takie spójne.
- cuda i objawienia to tzw paraidolie - mózg dopasuje znane nam wyobrażenia obrazów do widzianych realnie obiekrów a świadomość postrzega to jak widziany obraz w realu a jest to halucynacja.
- empatia nie jest cechą rozwiniętego myślenia - mają ją także zwierzęta. Niektóre pomagają sobie nawzajem oraz nawet ludziom.
- u ludzi moralność bierze się z empatii i rozumu
- religia/filozofia wynika z istnienia moralności (jest to raczej oczywisty wniosek- jako najbardziej pierwotna reakcja powstały instynkty, emocje. Następnie powstało myślenie, kojarzenie przyczyn i skutków. Potem ich ocena (stąd wzięła się moralność) a ponad oceną jest pytanie o sens i wynika to z czystej logiki)
- potrafimy wczuć się w uczucia innych dzięki neuronom lustrzanym - dzięki temu umiemy naśladować, wchodzić w czyjś nastrój. Ma to małe znaczenie dla rozwoju ludzkości w przeciwieńśtwie do empatii, która jest wcuzciem się w czyjąś sytuację.
- stada moralne miały większe szanse na sukces w walce o byt (czyli to co pisałem i na tym moim zdaniem opiera się właśnie moralność i wartości).
- przy rozwiązywaniu dylematów moralnych często emocje i rozumowanie są w konflikcie
- podejmujemy automatycznie decyzje moralne a potem często tłumaczymy to w racjonalny sposób mimo, że decyzja była podjęta przez nieracjonalną część móżgu tylko tą automatyczną
- małpy nie mają dylematów moralnych - mają tylko empatię a my dodatkowo umiemy wczuć się w tok myślenia drugiej osoby, przewidywać myśli wynikające z postawienia się w czyjejś sytuacji.
- dylematy osobowe - dotyczące konkretnej osoby rozwiązujemy przez stary ewolucyjnie obszar mózgu (taki jak u małp) a dylematy nieosobowe - ogólne rozwiązujemy w nowej części mózgu.
- mamy wbudowaną gramatykę moralności podobnie jak mamy wgraną gramatykę języka i logikę. Ale decyzje już różnią się w różnych kulturach i mędzy poszczególnymi ludźmi - niektóre zależą od genów a niektóre od wychowania, nakazów, zakazów - różne religie narzucają różne sprzeczne między różnymi religiami zasady
- błędne jest myślenie, że moralność wykształciła religia. Jest odwrotnie - my byliśmy moralni (religia mogła to jedynie zniekształcić) i stworzyliśmy religię żeby usprawiedliwić moralność, wytłumaczyć początek i koniec i dać pożądane poczucie nieśmiertelności - czyli religia to halucynacje i racjonalne usprawiedliwienie a moralność już była wcześniej (ja na odpowiedź po co mam być moralny odpowiadam: bo mi się nie opłaca być niemoralnym i nie opłaca mi się żyć z ludźmi niemoralnymi bo żyjemy w społeczeństwie a ja uważam życie w społeczeństwie za ważne).
- religia spełnia rolę społeczną - scala społeczeństwa i powoduje, że wierzący przestrzegają tych samych zasad (u żydów to jest najbardziej korzystne dla nich kosztem innych )

Wykład jest ogólnie ciekawy. Widziałem kiedyś profesora Vetulaniego jak fajnie mówił o marihuanie i właśnie to mnie skusiło do oglądnięcia. Pierwsza połowa wykładu była ciekawa i trochę się z niej dowiedziałem ale w tej drugiej części kiedy zaczął mówić o moralności było to czego się spodziewałem
Duch Prawdy (14789 punktów)
>Wykład jest ogólnie ciekawy.
Ciekawe jest też to, że wybitny naukowiec jest jednocześnie ślepcem religijnym wierzącym w cuda ( chyba, że jaja sobie robił o czym może świadczyć inny jego wykład ):
www.youtube.com/watch?v=ODiIbx6oL2I

( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
18-04-2015 11:02 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
To nie jest wątek ani o cudach, ani o projekcjach umysłowych.

>Ciekawe jest też to, że wybitny naukowiec [Jerzy Vetulani] jest jednocześnie ślepcem religijnym wierzącym w cuda (chyba, że jaja sobie robił o czym może świadczyć inny jego wykład)
Jak widać profesor Vetulani jest nie tylko tym, jak sam o sobie myśli, ale także tym jak sobie inni go wyobrażają, a ludzkie projekcje bywają przebogate.

* * * * *

"...Jak pan przyjmował niedawne doniesienia o tym, że w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie-Prokocimiu zdarzył się cud, bo lekarze wyprowadzili z głębokiej hiopotermii 2-letnie dziecko? (pyta dziennikarz)

- Wie pan, ja jestem już tak stary, że gdyby głupota ludzka mnie irytowała, to całe życie bym spędził
w nieustannej pasji (śmiech).


Wygląda pan profesor na dość rozluźnionego.

- Z cudami religijnymi jest tak, że one są zawsze funkcjonalne. To znaczy ktoś odzyskuje wzrok czy słuch, albo wstaje z wózka inwalidzkiego czy nawet z martwych. Natomiast nie zdarzyło sie jeszcze, żeby komuś odrosły ucięta ręka czy noga. A więc nawet cuda mają swoje granice. Co jest sprzeczne z zasadą, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych..."


* * * * *

Bóg rodzi się w mózgu.
Prof. Vetulani: Nie mogę ani potwierdzić, ani zaprzeczyć, że Bóg istnieje


Jako neurobiolog nie mogę stwierdzić, czy Bóg istnieje. Ale badanie religii w mózgu jest fascynujące - mówi w rozmowie z Wprost prof. Jerzy Vetulani.

Te wszystkie szalone przygotowania do świąt, obżarstwo, prezenty i szał konsumpcji odbywają się przecież w imię narodzin Jezusa.

Teoretycznie tak. Pamiętajmy jednak, że świętowanie w okresie przesilenia zimowego było typowe dla ludzi na długo przed chrześcijaństwem. U wielu ludów najważniejsze święta wypadają właśnie w tym okresie. Choć nie u wszystkich. W strefie zwrotnikowej w Afryce, gdzie zmiana związana z przesileniem zimowym jest nieodczuwalna, nikt się nim nie przejmował.


Sugeruje pan, że Boga ludzie sobie wymyślili?

Na to pytanie inaczej odpowie teolog, inaczej neurobiolog. Jedno jest pewne: ludzie wierzyli w zasadzie od zawsze. Religie monoteistyczne mają po 4-5 tys. lat, ale przez poprzednie 35 tys. lat istnienia człowieka ludzie też byli religijni. Zresztą nie tylko ludzie. Już nasz kuzyn neandertalczyk chował zmarłych w ziemi i budował groby.


@@@
.
Duch Prawdy (14789 punktów)
>.
>To nie jest wątek ani o cudach, ani o projekcjach umysłowych.>Ciekawe jest też to, że wybitny naukowiec [Jerzy Vetulani] jest jednocześnie ślepcem religijnym wierzącym w cuda (chyba, że jaja sobie robił o czym może świadczyć inny jego wykład)
>Jak widać profesor Vetulani jest nie tylko tym, jak sam o sobie myśli, ale także tym jak sobie inni go wyobrażają, a ludzkie projekcje bywają przebogate.
> * * * * * "...Jak pan przyjmował niedawne doniesienia o tym, że w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie-Prokocimiu zdarzył się cud, bo lekarze wyprowadzili z głębokiej hiopotermii 2-letnie dziecko? (pyta dziennikarz)
> - Wie pan, ja jestem już tak stary, że gdyby głupota ludzka mnie irytowała, to całe życie bym spędził
>w nieustannej pasji (śmiech).
Wygląda pan profesor na dość rozluźnionego. - Z cudami religijnymi jest tak, że one są zawsze funkcjonalne. To znaczy ktoś odzyskuje wzrok czy słuch, albo wstaje z wózka inwalidzkiego czy nawet z martwych. Natomiast nie zdarzyło sie jeszcze, żeby komuś odrosły ucięta ręka czy noga. A więc nawet cuda mają swoje granice. Co jest sprzeczne z zasadą, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych..."

>* * * * *
> Bóg rodzi się w mózgu. Prof. Vetulani: Nie mogę ani potwierdzić, ani zaprzeczyć, że Bóg istnieje
> Jako neurobiolog nie mogę stwierdzić, czy Bóg istnieje. Ale badanie religii w mózgu jest fascynujące - mówi w rozmowie z Wprost prof. Jerzy Vetulani. Te wszystkie szalone przygotowania do świąt, obżarstwo, prezenty i szał konsumpcji odbywają się przecież w imię narodzin Jezusa. Teoretycznie tak. Pamiętajmy jednak, że świętowanie w okresie przesilenia zimowego było typowe dla ludzi na długo przed chrześcijaństwem. U wielu ludów najważniejsze święta wypadają właśnie w tym okresie. Choć nie u wszystkich. W strefie zwrotnikowej w Afryce, gdzie zmiana związana z przesileniem zimowym jest nieodczuwalna, nikt się nim nie przejmował.
>
Sugeruje pan, że Boga ludzie sobie wymyślili? Na to pytanie inaczej odpowie teolog, inaczej neurobiolog. Jedno jest pewne: ludzie wierzyli w zasadzie od zawsze. Religie monoteistyczne mają po 4-5 tys. lat, ale przez poprzednie 35 tys. lat istnienia człowieka ludzie też byli religijni. Zresztą nie tylko ludzie. Już nasz kuzyn neandertalczyk chował zmarłych w ziemi i budował groby.

>@@@
>.
Jak pisanie o cudach i projekcjach umysłowych ma się do tego, że to nie jest wątek ani o cudach, ani o projekcjach umysłowych?

( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
19-04-2015 11:38 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Regulamin Forum dyskusyjnego
c) cytować wyłącznie te fragmenty wypowiedzi rozmówcy, na które bezpośrednio udziela się odpowiedzi.
Należy wycinać cytaty, do których wypowiedź się nie odnosi,

____________

Ciekawe jest też to, że wybitny naukowiec jest jednocześnie ślepcem religijnym wierzącym w cuda
To nie jest wątek ani o cudach, ani o projekcjach umysłowych.

>Jak pisanie o cudach i projekcjach umysłowych ma się do tego, że to nie jest wątek ani o cudach, ani o projekcjach umysłowych?
Jest zarazem odpowiedzią i zamknięciem wtrąconego tematu, ale dla inteligentnych rozumie się to samo przez się.
To była już powtórna prośba o trzymanie się tematu wątku; www.racjon(*)m.php/s,662307/z,0/d,3#w662538
Ale do zacietrzewionych ewangelizatorów nic poza własną misją nie dociera. Tu przydałaby się reakcja moderacji.

@@@
.
19-04-2015 18:58 
 0 na 4
Duch Prawdy (14789 punktów)
>To nie jest wątek ani o cudach, ani o projekcjach umysłowych.
>>Jak pisanie o cudach i projekcjach umysłowych ma się do tego, że to nie jest wątek ani o cudach, ani o projekcjach umysłowych?
>Jest zarazem odpowiedzią i zamknięciem wtrąconego tematu, ale dla inteligentnych rozumie się to samo przez się.
Jest to szczególnie ciekawy przypadek, piszesz: "To nie jest wątek ani o cudach, ani o projekcjach umysłowych." i rozpisujesz się w tej samej wypowiedzi: "o cudach i projekcjach umysłowych". Bardzo mnie ciekawiło: "Jak pisanie o cudach i projekcjach umysłowych ma się do tego, że to nie jest wątek ani o cudach, ani o projekcjach umysłowych?". Twoje tłumaczenie swojego rozpisywania się o cudach i projekcjach umysłowych, że jest to odpowiedź, jest dla mnie kolejną próbą zamotania, co jest charakterystyczne dla Twoich wypowiedzi.
>To była już powtórna prośba o trzymanie się tematu wątku
Na Forum jest taka opcja, wypowiedzi nie na temat można oflagować.
>Ale do zacietrzewionych ewangelizatorów nic poza własną misją nie dociera. Tu przydałaby się reakcja moderacji.
Zdecydowanie przydałaby się tutaj reakcja moderacji, nie jest to pierwszy raz, gdy w swoim zacietrzewieniu Użytkowników Forum obrzucasz epitetami.

( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
19-04-2015 19:59 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Do zacietrzewionych ewangelizatorów nic poza własną misją nie dociera.
Tu przydałaby się reakcja moderacji.

>Zdecydowanie przydałaby się tutaj reakcja moderacji, nie jest to pierwszy raz, gdy w swoim zacietrzewieniu Użytkowników Forum obrzucasz epitetami.
Wielce Szanowny Panie - zacietrzewiony proroku jedynej słusznej i prawdziwej religii na świecie. Forum Racjonalisty założono dla myślącej samodzielnie inteligencji: www.racjonalista.pl/kk.php/d,67 i pl.wikiped(*)lizm_światopoglądowy
a nie dla zaślepionych misją nawracania różnych ewangelizatorów. www.racjon(*).php/z,0/d,20/s,622763#w624217

Stwierdzenie oczywistego faktu nie jest żadnym obrzucaniem epitetami, każdy tu swój poziom sam prezentuje i nikt nas bardziej nie skompromituje niż uczynimy to sami, choć czasem choroba przeszkadza nam w widzeniu tak bardzo, że i żadne okulary nie pomogą.

Po prostu grzecznie proszę, aby kolegów to sobie Szanowny Pan gdzie indziej poszukał, nie musi Pan w moim wątku, gdzie już zupełnie nic mądrego w tym temacie nie Pan do powiedzenia. Czy wszędzie musi Pan popsuć atmosferę?

@@@
.
17-04-2015 11:13 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Czy musi Pan zaśmiecać swoimi projekcjami nasze forum? Po to inicjuje się wątek aby porozmawiać na jakiś temat,
a nie po to aby różni ewangelizatorzy ciągle to samo klepali i na własną religię nas nawracali.

>Pytałeś skąd się bierze moralność, neurobiolog to wyjaśnia.
Co wyjaśnia? Jako kto i kiedy? Można być wierzącym uczonym, ale gdy się miesza religię z nauką,
to przestaje się być uczonym.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,589214#w589475

>Pytałeś skąd się bierze moralność,
www.polity(*)1526245,1,moralne-zwierze.read
www.wiw.pl(*)imal/Esej.asp?base=r&cp=1&ce=0
www.racjon(*)m.php/s,519113/z,0/d,3#w519307

Aby się na jakiś temat wypowiadać na racjonalnym forum - jeszcze tak niedawno - konieczną była jakaś minimalna wiedza dotycząca tej problematyki. Teraz można pieprzyć przeróżne irracjonalne, a chyba wręcz chore głupoty - co się komu zdaje.

O tym kim jesteśmy decyduje w 90% nasz mózg wraz ze zmysłami, a tylko w 10% nasze ciało, też przez mózg sterowane. Poniżej taka właśnie minimalna wiedza na ten temat:
www.racjon(*)/q,Na.poczatku.jest.mozg.gadzi
www.racjon(*)raba.slonia.a.posilkiem.zachwy
www.racjon(*),Czlowiek..fenomenalne.zwierze

>Ślepa wiara Vetulaniego to jedno, a jego wiedza naukowa to drugie...,
Ani on, ani Pan tego nie udowodnił. Mnie się wydaje, że im jest starszym tym bardziej się to mu miesza.

> ciekawie mówi o moralności w drugiej części wykładu.
Jako kto i dla kogo?

@@@
.
17-04-2015 09:22 
 Ocena 8 na 8
Fizyk (17637 punktów)
> www.youtube.com/watch?v=Hn559bvUzRE

Na korzystanie z internetowych wykładów mam sposób: przestaję je oglądać po usłyszeniu piewszej bzdury. Ten zakończyłem w 5:32.
Duch Prawdy (14789 punktów)
>> www.youtube.com/watch?v=Hn559bvUzRE
>Na korzystanie z internetowych wykładów mam sposób: przestaję je oglądać po usłyszeniu piewszej bzdury. Ten zakończyłem w 5:32.
Ślepa wiara Vetulaniego to jedno, a jego wiedza naukowa to drugie..., ciekawie mówi o moralności w drugiej części wykładu.
pl.wikipedia.org/wiki/Jerzy_Vetulani

( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
16-04-2015 17:45 
 Ocena 4 na 4
setarkos (10757 punktów)
> wyrzucenie kłamstwa ze swego Umysłu nie oznacza odrzucenia Rozumu.
Umysł stać na odrzucenie kłamstwa bez szkody dla rozumu, który może pozostać zakłamany?
> Ludzie w głębi Serca i Umysłu są moralni
Serce me małpie, a jego głębia chyba gadzia. Umysłu nie szukałbym w 'bebechach' lecz w komunikacji między ludźmi, z której dopiero buduje się etykę.
> uchwalą Solidarne Prawo, które zlikwiduje skrajne nierówności, że jeden człowiek ma 1000 razy więcej niż inny
10 razy więcej byłoby dopuszczalne?

> ( Bezinteresowna ) Miłość.
Tzn, że miłujący chce mieć mniej niż obiekt jego miłości?
Duch Prawdy (14789 punktów)
>> wyrzucenie kłamstwa ze swego Umysłu nie oznacza odrzucenia Rozumu.
>Umysł stać na odrzucenie kłamstwa bez szkody dla rozumu, który może pozostać zakłamany?
Wyrywając z kontekstu przekłamujesz i sprowadzasz wypowiedź do absurdu, cały dialog jest taki:
>" Każdy, kto to "zrozumie" zacznie być oszukiwany przez innych.
Obecnie żyjemy w świecie oszustów.
Każdy ma swój Rozum, może dać się oszukać, lub nie, wyrzucenie kłamstwa ze swego Umysłu nie oznacza odrzucenia Rozumu.
"
>> Ludzie w głębi Serca i Umysłu są moralni
>Serce me małpie, a jego głębia chyba gadzia.
Chyba?
>Umysłu nie szukałbym w 'bebechach' lecz w komunikacji między ludźmi, z której dopiero buduje się etykę.
Ja Umysł umiejscawiam w mózgu, a najnowsze badania wykazały, że serce też myśli.
>> uchwalą Solidarne Prawo, które zlikwiduje skrajne nierówności, że jeden człowiek ma 1000 razy więcej niż inny
>10 razy więcej byłoby dopuszczalne?
To zależy od tego, czy Ci co mieliby 10 razy mniej umieraliby z głodu, czy nie, a szerzej jest to większy problem do uregulowania, żyjemy w czasach przeludnienia Ziemi i koniecznością stało się ograniczenie rozmnażania:
www.geogra(*)acowania/geo300re/dynam_03.jpg
>> ( Bezinteresowna ) Miłość.
>Tzn, że miłujący chce mieć mniej niż obiekt jego miłości?
Tzn, że miłujący w miarę swoich możliwości pomaga potrzebującym, którzy mają mniej, a szerzej chodzi o to, żeby uchwalić Solidarne Prawo, żeby nie było takich zbrodniczych nierówności, które są dzisiaj, że jeden ma miliardy, a drugi umiera z głodu.

( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
17-04-2015 12:35 
 Ocena 3 na 3
setarkos (10757 punktów)
> sprowadzasz wypowiedź do absurdu
Nie było to moim zamiarem. Przypuszczałem, że chcesz odróżnić ksobno-odsobny rozum od szerzej patrzącego umysłu.
>Chyba?
Chyba u gadów zaczyna się kształtować serce dwukomorowe.
> że serce też myśli.
Pytanie czy 'myśli' egoistycznie, czy pro publico bono?
> miłujący w miarę swoich możliwości pomaga potrzebującym, którzy mają mniej
Żeby pomagać, powinien mieć zatem niemało?
Duch Prawdy (14789 punktów)
>Żeby pomagać, powinien mieć zatem niemało?
Niemało czego, czasu, chęci, zapału, Miłości w Sercu, pieniędzy? O co pytasz?


( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
29-05-2015 14:16 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>>Żeby pomagać, powinien mieć zatem niemało?
>Niemało czego, czasu, chęci, zapału, Miłości w Sercu, pieniędzy? O co pytasz?

To była zapewne sugestia. Powinien, w szczególnosci wszystkiego po trochu. A więc w konsekwencji powinien się również o to troszczyć.
Tu ciekawa zasada: na dłuższą metę efektywne jest nie tyle ślepe pomaganie innym, co pomaganie sobie i równoległe propagowanie zalecenia "pomóż sobie" wśród innych.
Każdy indywidualnie najlepiej wie, co mu potrzeba.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
15-04-2015 22:39 
 Ocena 4 na 4
Dur Aglar (200 punktów)
Aha. Świat będzie piękny jak wszyscy będą się kochać, szanować i staną się jedną wielką rodziną.
Tyle że coś takiego nigdy nie nastanie, więc daruj sobie te do cna utopijne wizje.
_

Wracając do meritum, zauważyłem naiwną tendencję w myśleniu wielu Europejczyków, że to ich cywilizacja/kultura jest najlepsza i chrześcijaństwo jest z nią nierozłącznie związane, na tej zasadzie, że wszystkie inne cywilizacje są gorsze. Kwestia subiektywna, ale nawet gdyby tak (dla nas) było, czego mamy uważać, że taka cywilizacja musi istnieć w niezmienionej formie na zawsze? Że nie można stworzyć z biegiem czasu czegoś lepszego, innego? I właściwie tak to z wolna przebiega, ewoluuje.
Duch Prawdy (14789 punktów)
>Aha. Świat będzie piękny jak wszyscy będą się kochać, szanować i staną się jedną wielką rodziną.
Wszyscy to utopia, ale wystarczy gdy większość.
>Tyle że coś takiego nigdy nie nastanie, więc daruj sobie te do cna utopijne wizje.
"Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić. I wtedy pojawia się ten jeden, który nie wie, że się nie da, i on właśnie to coś robi."
( cytat przypisywany Albertowi E. )


( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
16-04-2015 17:07 
 Ocena 1 na 1
Dur Aglar (200 punktów)
>>Aha. Świat będzie piękny jak wszyscy będą się kochać, szanować i staną się jedną wielką rodziną.
>Wszyscy to utopia, ale wystarczy gdy większość.
Wówczas mniejszość wykorzystałaby wspaniałomyślność większości, ich naiwność. Tak czy inaczej, rzecz niemożliwa.
>>Tyle że coś takiego nigdy nie nastanie, więc daruj sobie te do cna utopijne wizje.
>"Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić. I wtedy pojawia się ten jeden, który nie wie, że się nie da, i on właśnie to coś robi."
>( cytat przypisywany Albertowi E. )
W kontekście chodziłoby o dokonanie/odkrycie jednego człowieka, a tu mowa o współpracy całej (a teraz już "tylko" większości) ludzkości, więc cytat jak najbardziej nietrafiony.
Duch Prawdy (14789 punktów)
>Wówczas mniejszość wykorzystałaby wspaniałomyślność większości, ich naiwność. Tak czy inaczej, rzecz niemożliwa.
Dlaczego założenie, że większość jest naiwna?
>W kontekście chodziłoby o dokonanie/odkrycie jednego człowieka, a tu mowa o współpracy całej (a teraz już "tylko" większości) ludzkości, więc cytat jak najbardziej nietrafiony.
Warunkujesz, że większość musi coś odkryć, żeby większość to przyjęła?


( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
16-04-2015 11:12 
 Ocena 7 na 7
diogenes (42753 punktów)
>Czy Świat możliwy jest z Chrystusem? Tak, jeśli ludzie kłamstwo, które tak sobie upodobali, które daje im egoistyczne korzyści kosztem oszukania innych, zastąpią Prawdą = Miłością, Solidarnością, Troską,... do tego potrzebne jest ...obudzenia w sobie Chrystusa...

Prawda, miłość, solidarność, troska...te kategorie wcale nie muszą odwoływać się do mitu Chrystusa. Co więcej, dlatego, że przypisuje się im mitologiczne uzasadnienie (reglamentowane przez kler), są ignorowane. Nie ma potrzeby budowania, jak chciał tego Buber, teologii uśmiechu czy życzliwości.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Duch Prawdy (14789 punktów)
>>Czy Świat możliwy jest z Chrystusem? Tak, jeśli ludzie kłamstwo, które tak sobie upodobali, które daje im egoistyczne korzyści kosztem oszukania innych, zastąpią Prawdą = Miłością, Solidarnością, Troską,... do tego potrzebne jest ...obudzenia w sobie Chrystusa...
>Prawda, miłość, solidarność, troska...te kategorie wcale nie muszą odwoływać się do mitu Chrystusa. Co więcej, dlatego, że przypisuje się im mitologiczne uzasadnienie (reglamentowane przez kler), są ignorowane. Nie ma potrzeby budowania, jak chciał tego Buber, teologii uśmiechu czy życzliwości.
Nie tylko nie muszą, ale nie powinny odwoływać się do mitu. Obudzenie w sobie Chrystusa to obudzenie w sobie Świadomości Miłości, a Chrystus jest tylko metaforycznym nazwaniem tej Świadomości..., można ją nazwać inaczej, np. Bodhisattwa.


( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
16-04-2015 20:43 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Nie tylko nie muszą, ale nie powinny odwoływać się do mitu. Obudzenie w sobie Chrystusa to obudzenie w sobie Świadomości Miłości, a Chrystus jest tylko metaforycznym nazwaniem tej Świadomości..., można ją nazwać inaczej, np. Bodhisattwa.

A czemu nie np tapczan albo konewka?
Duch Prawdy (14789 punktów)
>A czemu nie np tapczan albo konewka?
Bo tapczan i konewka to słowa określające przedmioty, a Chrystus i Bodhisattwa to słowa oznaczające ludzi Oświeconych, uduchowionych.

( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
16-04-2015 20:57 
 Ocena 2 na 2
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Bo tapczan i konewka to słowa określające przedmioty, a Chrystus i Bodhisattwa to słowa oznaczające ludzi Oświeconych, uduchowionych.

Których ludzi? Czemu akurat Chrystus? Bo Bodhisattwa jestem jeszcze w stanie zrozumieć - nie oznacza to konkretnej postaci tylko jest to określenie na wszystkie postaci uduchowione. Swoją drogą określenie "uduchowiony", "oświecony" to wg mnie bełkot.
Duch Prawdy (14789 punktów)
>>Bo tapczan i konewka to słowa określające przedmioty, a Chrystus i Bodhisattwa to słowa oznaczające ludzi Oświeconych, uduchowionych.
>Których ludzi? Czemu akurat Chrystus? Bo Bodhisattwa jestem jeszcze w stanie zrozumieć - nie oznacza to konkretnej postaci tylko jest to określenie na wszystkie postaci uduchowione. Swoją drogą określenie "uduchowiony", "oświecony" to wg mnie bełkot.
Chrystus też nie oznacza konkretnej postaci:
pl.wikipedia.org/wiki/Pomazaniec

( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
16-04-2015 21:05 
 Ocena 2 na 2
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
"Wybraniec - w judaizmie i chrześcijaństwie pierwotnie religijny tytuł królów, kapłanów-lewitów i proroków - osób namaszczonych (pomazanych) olejem."

Akurat mam zatkane ucho i płuczę je olejem (parafiną), którą się pomazałem. Wygląda na to, że jestem Chrystusem A może jak w filmie Koterskiego wszyscy jesteśmy Chrystusami. Wg mnie to jest bełkot
Duch Prawdy (14789 punktów)
>"Wybraniec - w judaizmie i chrześcijaństwie pierwotnie religijny tytuł królów, kapłanów-lewitów i proroków - osób namaszczonych (pomazanych) olejem."
>Akurat mam zatkane ucho i płuczę je olejem (parafiną), którą się pomazałem. Wygląda na to, że jestem Chrystusem A może jak w filmie Koterskiego wszyscy jesteśmy Chrystusami. Wg mnie to jest bełkot
Wg mnie też, ... płukanie zatkanego ucha wskazuje, że jesteś Chrystusem ..., a moczenie nóg w wodzie z octem próbowałeś?


( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
16-04-2015 21:33 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Nie ale kiedy byłem nad morzem unosiłem się na wodzie. Może nie chodziłem po niej ale leżałem i nie zatonąłem bo sól mnie wypychała. Może być?
Duch Prawdy (14789 punktów)
>Nie ale kiedy byłem nad morzem unosiłem się na wodzie. Może nie chodziłem po niej ale leżałem i nie zatonąłem bo sól mnie wypychała. Może być?
Może być, taki sam bełkot jak tapczan i konewka.

( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
16-04-2015 21:45 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Może być, taki sam bełkot jak tapczan i konewka.

Tapczan i konewka nie są bełkotem
A już na pewno nie są takie same jak leżenie na wodzie
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
Zapytałbym inaczej:
Po co Europie Chrystus?
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Zapytałbym inaczej:
>Po co Europie Chrystus?
Zapewne tak, ale to pytanie Leszka Kołakowskiego, choć tak naprawdę pytają o to kościelni ideolodzy oraz tu pan Klaio.

@@@
.
16-04-2015 11:40 
 Ocena 8 na 8
diogenes (42753 punktów)
>Po co Europie Chrystus?

Myślę, że pytanie zbyt ogólne. Katabasy dobrze wiedzą, po co im Jezus, Maryja, itd. Podobnie wszsyscy ci, którzy swoje psychiczne (i ekonomiczne) ekwilibrium zbudowali na religii.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
diogenes (42753 punktów)
>Wiara jest tym, co wyciąga jednostkę ze stanu rozumowych sprzeczności, dając jednoznaczne rozpoznanie dobra i zła.

To typowe kantowskie podejście: klasyczna metafizyka wikła się w sprzeczności, próbuje się więc jej apodyktyczność rekonstruować w porzadku praktycznym. Uważam to za nonsens: historia świata raczej kompromituje ideę praktycznej metafizyki moralności. Ludziom wciąż się marzy jak nie ten, to inny katechizm, ale to iluzja. Właśnie potrzeba technik życia poza iluzorycznymi jednoznacznościami.

>Religia zaś wspiera cywilizację, osadzając ją na mocnych etycznych fundamentach.

Równie dobrze można argumentować za przeciwną tezą: to właśnie religia podkopuje fundamenty cywilizacji. Czymże jest np. zawierzenie państwa "matce boskiej"? Takie konstrukty ciągną kraj na dno.

>Wedle Kołakowskiego nienaruszalność tej podstawowej orientacji moralnej, gwarantowana transcendentnym objawieniem, jest największym osiągnięciem myśli chrześcijańskiej, bez którego nie powstałaby kultura Zachodu;

Nie sposób potępić chrześcijaństwo w czambuł: jego wkład w kulturę ma analogiczny wzór jak wkład alchemii w chemię. Owa transcendencja nie należy już do osiągnięć, które rozwijałyby cywilizację. Podobnie jak wykorzystywanie struktur religijnych do panowania nad umysłami i sumieniami ludzi: objawienie i jego koślawy wariant zwany powołaniem kapłańskim to relikt przeszłości.

>Nietzsche powiedział wszystko...

Nieporozumienie. Jest filzofem, z którym warto prowadzić dialog, a dialog jest/ powinien być otwarty. Nie tworzy zamkniętego systemu, zawsze pozwala nawiązać do aktualnego stanu historii. Te kwestia koncepcji dialogu z przeszłością, którego początkiem jest zienne dzisiaj. Oczywiście Nietzsche powiedział wszystko ale - tylko w tym sensie, że nie powie już nic więcej.

> duże wątpliwości co do konieczności jego znaczącego dalszego udziału.

Dokładnie. Więcej rozumu, mniej historii.

>nie uważam, że możliwe jest pozbycie się wpływów tej ideologii w możliwej do przewidzenia przyszłości...

Bóg nie tylko jest kategorią historyczną, ale pewną wygodną opcją ludzkiego umysłu, jest wciąż na nowo wymyślany przez kolejne pokolenia ludzi (to zdaje się Voltaire) i ozdabiany w historyczne rekwizyty. Racjonalizm powinien uparcie ukazywać ten proces (proceder) i kompromitować podstawianie iluzji (życzeniowego myślenia) w miejsce prawdy (jako zgodności przekonań z rzeczywistością, a nie pragnieniami czy subiektywnymi fikcjami). W tym sensie nie myślałbym o pozbyciu się wpływów religijnych ideologii, ale ich ciągłej (w historii) korekcie.

>Ale czy konieczną jest nam do tego religia i Chrystus, to ja już mam spore wątpliwości?

Co najwyżej jako historyczną i aktualną dewiację umysłu i religijnej praktyki, z której należy wyciągnąć lekcję. Mówiąc językiem tradycyjnej teologii: bóg kusi podobnie jak diabeł.

>Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa?

To jedna z jej wielkich szans. O znaczeniu Europy decydowały okresy oświecenia.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
16-04-2015 15:01 
 Ocena 3 na 3
Hodża (11172 punktów)
>Nie sposób potępić chrześcijaństwo w czambuł: jego wkład w kulturę ma analogiczny wzór jak wkład alchemii w chemię.

Tu się nie zgodzę: alchemia była poszukiwaniem, otwartym na nowe; dogmatyka religii ex definitione taką drogę do poznania zamyka. Jak to wielokrotnie i do znudzenia powtarza p. Andrzej - każda wiara ogranicza intelektualnie, zaś to ograniczenie w przypadku chrześcijaństwa było pieczętowane krwawą kaźnią milionów niewinnych ofiar.

Prawda jest taka, że okres wszechwładzy chrześcijaństwa był okresem moralnego niszczenia Europy i regresem wobec tych osiągnięć etyki, które poprzedzały czasy Jezusa z Nazaretu. W tego rodzaju dyskusjach cały czas brakuje mi odwołań do rzetelnych analiz treści Biblii, w szczególności Nowego Testamentu, pod kątem wartości etycznej zaleceń tam podanych. Czy dziecko uderzone w twarz powinno być uczone nadstawienia drugiego policzka? A czyż ta brednia o "oddaniu płaszcza" zaborcy nie jest jawną kpiną z logiki i etyki właśnie, zielonym światłem dla wszelkiej maści bandytów? Trzeba być mocno oczadziałym konsumentem tego trującego zioła, aby nie dostrzegać demoralizującego potencjału tych psychopatycznych propozycji, zrodzonych w chorym umyśle masochisty.

Na marginesie - polecam ciekawy tekst z Racjonalisty dokonujący oceny wartości etyki biblijnej w porównaniu z myślą starożytnych na konkretnym przykładzie dziesięciu przykazań Mojżesza i Solona, w kontekście inspiracji, które posłużyły przy redakcji Konstytucji USA. Możemy mieć nawet bardzo krytyczne opinie na temat działań USA na świecie i imperialnych cech tego państwa, ale nie można zaprzeczyć, że projekt polityczny który legł u podstaw tego państwa zasługuje na uwagę, gdyż zapewnił przynajmniej na pewnym etapie rozwój społeczny i ekonomiczny oraz względną polityczną stabilność wielkiego państwa (do czasu kryzysu Wojny Secesyjnej).

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
16-04-2015 15:52 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Prawda jest taka, że okres wszechwładzy chrześcijaństwa był okresem moralnego niszczenia Europy i regresem wobec tych osiągnięć etyki, które poprzedzały czasy Jezusa z Nazaretu.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,523045/z,0

>W tego rodzaju dyskusjach cały czas brakuje mi odwołań do rzetelnych analiz treści Biblii, w szczególności Nowego Testamentu, pod kątem wartości etycznej zaleceń tam podanych.
Sporo można znaleźć u pana Andrzeja.51 Jak i w innych wątkach - np.: www.racjonalista.pl/forum.php/s,447659/z,0
A może warto przypominać katolikom "Kazanie na górze": www.racjon(*).php/z,0/d,12/s,556927#w557306

>Czy dziecko uderzone w twarz powinno być uczone nadstawienia drugiego policzka? A czyż ta brednia o "oddaniu płaszcza" zaborcy nie jest jawną kpiną z logiki i etyki właśnie, zielonym światłem dla wszelkiej maści bandytów?
>Trzeba być mocno oczadziałym konsumentem tego trującego zioła, aby nie dostrzegać demoralizującego potencjału tych psychopatycznych propozycji, zrodzonych w chorym umyśle masochisty.
Tak, tu mają szerokie pole do refleksji nasi obrońcy chrześcijańskiej ideologii.

>Na marginesie - polecam ciekawy tekst z Racjonalisty dokonujący oceny wartości etyki biblijnej w porównaniu z myślą starożytnych na konkretnym przykładzie dziesięciu przykazań Mojżesza i Solona, w kontekście inspiracji, które posłużyły przy redakcji Konstytucji USA.
A ja tu polecę znakomitą książkę Heleny Eilstein "Biblia w ręku ateisty"
www.racjonalista.pl/kk.php/s,6966
www.lewica.pl/?id=16037 i szczególnie rozdział Dekalogowi poświęcony.

PS. tu jeszcze podrzucam artykuł w dwóch częściach poświęcony stosunkowi Leszka Kołakowskiego do religii
oraz społeczno-kulturowej roli chrześcijaństwa:
wyborcza.p(*)ski_wobec_chrzescijanstwa.html
wyborcza.p(*)ski_wobec_chrzescijanstwa.html

@@@
.
16-04-2015 20:20 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>alchemia była poszukiwaniem, otwartym na nowe;

Zgoda, ale chemia odrzuciła z alchemii to, co nie było naukową chemią: np. fazy księżyca nie zmieniały składu chemicznego substancji.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
16-04-2015 23:51 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>>alchemia była poszukiwaniem, otwartym na nowe;
>Zgoda, ale chemia odrzuciła z alchemii to, co nie było naukową chemią: np. fazy księżyca nie zmieniały składu chemicznego substancji.

Też zgoda - tyle, że to nie było tak, że chemia pojawiła się nagle. Wyłoniła się z alchemii właśnie przez to, że alchemicy poszukiwali skutecznych i miarodajnych sposobów uzyskiwania informacji o właściwościach różnych substancji. Niektórzy popadali w obłęd szukając jakiegoś lapis philosophorum i studiując teksty pełne niezrozumiałych i bzdurnych symboli, inni, cwańsi - zazwyczaj oszuści, którzy np. potrafili pokryć cienką warstewką złota metal nieszlachetny - stwarzali podstawy do rozwoju nauki i metody eksperymentalnej. Tak że to "odrzucanie" i kształtowanie się właściwej, obiektywnej metody było dziełem samych alchemików, oni też pierwsi byli w stanie (niektórzy) dostrzec granicę między prawdą a fantazmatem.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Mi tam wystarczy, jak porównam sobie te "zdekonstruowane" społeczeństwa zachodniej Europy z katolickim polskim i już mam swoją odpowiedź, co do owego, "pożytecznego porządku rzeczy". Zwłaszcza, że Kołakowski chce to nadal opierać na idiotyzmie Sądu i wiecznych gróźb ze strony Wielkiego Transcendentnego Sądzącego, a nie na łagodnej promocji praktyki "życia braterskiego", choć zupełnie nie wiem, dlaczego by to chcieć opierać na anachronicznym, dalece powierzchownym i dziurawym wobec dzisiejszej wiedzy i doświadczenia, przesłaniu etycznym Jezusa.

Zachodni liberalizm jest czymś, czego polskie peryferia jeszcze się nie dotknęły (bo do tego nie dojrzały) i wielu ludzi, czasami skupionych w jakieś grupy, muszą budować swoje "gorące", często jedynie słuszne idealizmy, które chcą narzucać innym (episkopat, RM, skrajna prawica). Muszą wszystkim wciskać swoja wizję świata albo chociaż konstruować i polecać, jeśli jest to mocno indywidualne i nie ma siły przebicia. I tak sobie niektórzy działają, kombinują po swojemu, czy to M.Agnosiewicz, czy to Duch Prawdy albo chociażby cytowana Bielik-Robson, która to w moim odbiorze robi efektownie w swoim "Errosie". Z drugiej strony pamiętam jej spór z Andrzejem Szahajem ma łamach "Europy" na płaszczyźnie praktyki liberalnej, czyli proponowanej przez nią jej "gorącej" wersji (dla mnie ona nie jest gorąca, a spokojnie afirmująca i witalizująca) a Szahaja "chłodnej", czyli tej generalnie zachodniej, gdzie każdy sobie rzepkę skrobię i spokój leniwego, wygodnego bytowania mu wystarcza (słynna ciepła woda w kranie). Bez żadnych Wielkich Znaczących. No, tylko że z nietzscheańskiego punktu widzenia byłby to ostatni człowiek, którego żywot to życie naturalne, gdzie rodzi się, żyje i umiera po drodze cierpiąc i czasami się czymś radując, co Bielik Robson określa krótko: "wykluwasz się, kopulujesz a potem giniesz". No i niektórym to nie wystarcza, jak antynaturalistycznym a prokulturowym Agnosiewiczowi, Bielik-Robson czy niektórym przedstawicielom chrześcijaństwa. Jeżeli miałbym się tutaj do kogoś uśmiechnąć, to oczywiście do Bielik Robson, mając swoje jedno zastrzeżenie (a tych ostatnich szkodników, kłamców, cwaniaków i oszustów najchętniej wysłałbym do diabła - przynajmniej tych polskich, dziko dążących do pełnej władzy).
16-04-2015 11:55 
 Ocena 9 na 9
diogenes (42753 punktów)
>Zachodni liberalizm jest czymś, czego polskie peryferia jeszcze się nie dotknęły...

Widać to świetnie na przykładzie historii idei XIX wieku. Polskiemu ziemiaństwu marzył się postęp we wszelkich dziedzinach (przemysł, rolnictwo, pedagogika, medycyna...), ale bóg i klecha były zawsze apriorycznymi formami myślenia o świecie (i zaświatach). Pokutuje to do dzisiaj: Polak kończy uniwersytet, ale jego światopogląd ma poziom jak nie czasów saskich, to umiarkowanego oświecenia (jakiś mętny deizm lub równie zamglony agnostycyzm). Ma to konkretne przełożenie na religijne lub pseudoreligijne formy życia, w tym wybory polityczne).

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
16-04-2015 13:35 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Mi tam wystarczy, jak porównam sobie te "zdekonstruowane" społeczeństwa zachodniej Europy z katolickim polskim i już mam swoją odpowiedź, co do owego, "pożytecznego porządku rzeczy".
Ciekawa refleksja, z którą w dużej części się zgadzam. Podobnie jak z dalszą, iż brak w chwili obecnej w Polsce forum,
na którym można by prowadzić poważny dyskurs nad istniejącą obecnie rzeczywistością społeczną i jej przyszłością. Dużo mówią ludzie, którzy mają niewiele intelektualnie do powiedzenia, a zupełnie nie mogą się przebić ze swoim stanowiskiem umysły niepokorne i niezależne. Cenzura właścicielska jest tu bardziej bezwzględną od instytucjonalnej cenzury w PRL-u, kiedy jednak sporo udawało się przepchnąć przez jej sito. Brak jest periodyków niezależnych ideologicznie, gdyż na ich wydawanie konieczne są pieniądze, a ci którzy pieniądze dają to popierania swojej opcji wymagają. A więc módl się
i pracuj, a zbawienie wieczne będzie ci dane.

@@@
.
oportunista (1711 punktów)
Powiem tak, bez Chrystusa rzeczywiście moglibyśmy się obejść, jednak co do religii, to jestem przekonany, że nie. podstawową rzeczą jest to, że cywilizacji nie tworzą myśliciele lecz zwykli szarzy ludzie. Oni muszą mieć kogo obarczać swą niedolą, niepowodzeniami. Muszą nazwać rzeczy po imieniu, bez Boga tego zrobić się nie da. jesteśmy istotami społecznymi, nasza społeczność potrzebuje przywództwa, tego człowieczego, ziemskiego no i oczywiście tego nadprzyrodzonego, niepodważalnego i nieomylnego, gdy ono upada, upada wszystko inne. Trochę historii Panowie i Panie. Jeszcze jesteśmy tym samym gatunkiem co tysiąc, czy kilka tysięcy lat temu.
16-04-2015 19:02 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>cywilizacji nie tworzą myśliciele lecz zwykli szarzy ludzie.

Czy geometria analityczna to produkt "szarego człowieka"? A czy szary człowiek nie jest w stanie jej pojąć? Albo mechanika Newtona? "Szary człowiek" posługiwał się naturalną techniką, ale nauka i oparta na niej cywilizacja to już nie jest produkt "szarego człowieka". Problem polega na tym, że "szary człowiek" akceptuje zdobycze cywilizacji, ale nie stosuje metod myślenia, które je tworzą, w kwestiach światopoglądowych, moralnych czy politycznych. Ma po prostu podwójną moralność (i logikę): moralność bezkrytycznego konsumenta dóbr cywilizacji (np. medycyna, informatyka, komunikacja), i moralność religijnego naiwniaka. Tak się składa, że z owym dysonansem ma coraz większe problemy, bo postęp nauki eliminuje religijne fantazje (np. dylemat z in vitro: czy wybrać rozwiązanie nauki, czy sugestię kolesia w sutannie, specjalistę od Tomasza z Akwinu lub Jana Pawła II).

>Muszą nazwać rzeczy po imieniu, bez Boga tego zrobić się nie da.

Nie rzeczy, ale fikcje. "Stół" to całkowicie inna kategoria niż "anioł".

>nasza społeczność potrzebuje przywództwa, tego człowieczego, ziemskiego no i oczywiście tego nadprzyrodzonego, niepodważalnego i nieomylnego...

Farmazony.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
17-04-2015 14:50 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Powiem tak, bez Chrystusa rzeczywiście moglibyśmy się obejść, jednak co do religii, to jestem przekonany, że nie.
A skąd Pan to wie. Jedni się doskonale bez niej obywają, a inni rzeczywiście nie.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,639085#w640597

Postawa wobec rzeczywistości zależną jest od uwarunkowań genetycznych oraz prowadzonego - od najwcześniejszego dzieciństwa - procesu socjalizacji. Gdy mamy już mocno zagruntowaną wiarę, to możemy zmienić wyznanie, ale odrzucić fideistyczną postawę jest prawie niemożliwym i udaje się to tylko umysłom wybitnym.
www.racjon(*).php/z,0/d,28/s,511985#w517041

>podstawową rzeczą jest to, że cywilizacji nie tworzą myśliciele lecz zwykli szarzy ludzie. Oni muszą mieć kogo obarczać swą niedolą, niepowodzeniami. Muszą nazwać rzeczy po imieniu, bez Boga tego zrobić się nie da. jesteśmy istotami społecznymi, nasza społeczność potrzebuje przywództwa, tego człowieczego, ziemskiego no i oczywiście tego nadprzyrodzonego, niepodważalnego i nieomylnego, gdy ono upada, upada wszystko inne.
Stare hipotezy.
Najbardziej znanym jest powiedzenie Voltaire'a - Gdyby Bóg nie istniał, koniecznością stałoby się wynalezienie go.
[(Si Dieu n'existait pas, il faudrait l'inventer.) Inne tłumaczenie: Gdyby Boga nie było, należałoby Go wymyślić.]
W aspekcie nakazów moralnych obrońcy religii odwołują się też do przypisywanej Dostojewskiemu myśli:
- Jeżeli Boga nie ma, wszystko jest dozwolone.

Takie lapidarnie tu wyłożone poglądy dostarczają argumentów i wzbogacają autorytet tych, dla których istnienie Boga jest aksjomatem i zarazem jedynym źródłem moralności, oraz jedynym powodem, dla którego pewnych rzeczy robić nie wolno. Do takich poglądów odwołuje się Kołakowski i inni obrońcy konieczności religii - przynajmniej dla tych ubogich duchem. Baranków Bożych, których muszą wodzić pasterze.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,607128/z,0

>Trochę historii Panowie i Panie. Jeszcze jesteśmy tym samym gatunkiem co tysiąc, czy kilka tysięcy lat temu.
Zdecydowanie warto odwoływać się do historii. Wtedy łatwo skonstatować, że są dwie główne przyczyny ludzkiego zła - wiara i chciwość.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,0/s,656589#w656639

Zachodnioeuropejski demokratyczny lewicowy liberalizm pozwala największej części społeczeństwa na samorealizację
w ramach wyznawanych przez konkretnego człowieka wartości. Potrzebny ci Bóg, to nam to nie przeszkadza, chcesz żyć bez Boga, to też twoja sprawa. Chrześcijaństwo i Chrystus jest tam obecne, gdyż stanowią element naszej kultury, ale mają tam właściwe sobie miejsce i nie narzuca się ich tym, którym nie są do niczego potrzebne. Chciałbym aby tak było w Polsce, choć zdaję sobie sprawę z tego, iż to próżne marzenie.

@@@
.
17-04-2015 14:48 
 Ocena 6 na 6
KORUND (4922 punktów)
>Powiem tak, bez Chrystusa rzeczywiście moglibyśmy się obejść, jednak co do religii, to jestem przekonany, że nie.
-Jestem przekonany, że tak, jak również o tym, że działo by się wówczas o wiele lepiej.
-Jest gotowiec Rupsona:
Cytat:
>Religia jest społecznie potrzebna,
-Gówno prawda. Mi nie jest potrzebna. Masz ludzi za hołotę, która bez religijnego kagańca się pozabija? To religijna hołota zabija się o wiele chętniej. Zachód Europy, Skandynawia jakoś lepiej funkcjonuje od społeczeństw bardziej religijnych. Masz zielone pojęcie o przestępczości w takim katolickim Meksyku? Co się wyrabia w krajach afrykańskich? O islamie szkoda gadać. Porównasz to z niemal ateistyczną Szwecją, gdzie nie ma kogo trzymać w więzieniach?

www.racjon(*)m.php/s,662140/z,0/d,3#w662427

>podstawową rzeczą jest to, że cywilizacji nie tworzą myśliciele lecz zwykli szarzy ludzie.
-Teraz ja powiem g. prawda. Cywilizację tworzą wybitne jednostki, wynalazcy, odkrywcy, badacze, konstruktorzy. Szarzy często nawet nie mają pojęcia jak działają urządzenia codziennego użytku.

>Oni muszą mieć kogo obarczać swą niedolą, niepowodzeniami.
-Oj brzydkie masz o nich mniemanie. I zawsze będą takimi niedojdami? A czy przypadkiem to nie religia takimi ich właśnie czyni?
>Muszą nazwać rzeczy po imieniu, bez Boga tego zrobić się nie da.
-Wręcz przeciwnie, nie nazywają rzeczy po imieniu, bo religie tego unikają, nie są w stanie konkurować z faktami. Nazwanie czegoś wolą boża, palcem bożym, mocą bożą, nie jest nazwaniem rzeczy po imieniu. I niczego nie robią z pomocą boga, bo takowy nie istnieje, a jego rzekomej pomocy nie widać i nie czuć. To tylko złudzenie. Placebo.
>jesteśmy istotami społecznymi, nasza społeczność potrzebuje przywództwa, tego człowieczego, ziemskiego no i oczywiście tego nadprzyrodzonego, niepodważalnego i nieomylnego,
-Ty też tego potrzebujesz? Czy jesteś wyjątkiem i sobie radzisz bez religii, ale hołocie jest potrzebna?
>gdy ono upada, upada wszystko inne. Trochę historii Panowie i Panie. Jeszcze jesteśmy tym samym gatunkiem co tysiąc, czy kilka tysięcy lat temu.
-I nie wolno nam zmądrzeć? I nawet ci, co sobie doskonale radzą bez religii, a nawet widzą jej szkodliwość, maja gadać, że jest potrzebna? Po diabła?
17-04-2015 18:28 
 Ocena 4 na 4
szarley (54913 punktów)
>-Jest gotowiec Rupsona:
>Cytat:
>Religia jest społecznie potrzebna,
> -Gówno prawda. Mi nie jest potrzebna. Masz ludzi za hołotę, która bez religijnego kagańca się pozabija? To religijna hołota zabija się o wiele chętniej. Zachód Europy, Skandynawia jakoś lepiej funkcjonuje od społeczeństw bardziej religijnych. Masz zielone pojęcie o przestępczości w takim katolickim Meksyku? Co się wyrabia w krajach afrykańskich? O islamie szkoda gadać. Porównasz to z niemal ateistyczną Szwecją, gdzie nie ma kogo trzymać w więzieniach?


Bezrefleksyjne czytanie statystyk jest równie głupie jak podważanie stosowania statystyki jako narzędzia
(niedawno pojawiła się wypowiedź porównująca liczbę wypadków w polskich szkołach z wypadkami w polskich kopalniach)

Porównanie przestępczości w Szwecji i Meksyku jako porównanie przestępczości w kraju laickim i katolickim?
A gdzie wpływ pozostałych czynników?
Każdy kto był w Szwecji przyzna mi rację, że dzieci bezrobotnych rodziców mają tam staranniejszą(!) opiekę w szkołach i przedszkolach niż dzieci robotnych. Mogą w przedszkolu czy szkolnej świetlicy zostać tak samo długo jak dzieci robotnych i nikt nie każe im dopłacać jak jest to w Polsce (4 godziny bezpłatnego przedszkola , potem płać.) ale mają też prawo korzystać bezpłatnie z wielu możliwości spędzania wolnego czasu. W szkole baczniej przygląda im się psycholog - pedagog. Każdy, kto był w Szwecji przyzna mi rację, że sprzedaż alkoholu jest bardzo utrudniona: cenami, dostępnością, kontrolą pijących.
Znaczenie dla ilości osadzonych ma też zapobieganie przestępczości (np narkomanii) i sprawniejsza praca policji.
Porównując Szwecję i Meksyk nie sposób też pominąć faktu, że porównujemy kraj od pokoleń demokratyczny, od pokoleń niepodległy z krajem w którym demokracja polega co najwyżej na "wolnych" wyborach potomków podbitych narodów. Szwedzi nawet w czasach Wielkiego Kryzysu szukali własnej drogi wyjścia, Meksyk, do dziś jest w politycznych promieniach USA

A gdzie wpływ pozostałych czynników? Np najistotniejszego: poziomu zamożności?
Gdzie porównanie wysokiego poziomu opieki społecznej - nie tylko rozdawania zasiłków?
Może przyczyny niskiej przestępczości w Szwecji/wysokiej w Meksyku nie należy szukać wyłącznie na osi katolicyzm - laicyzm ale liberalizm - socjalizm?

Wreszcie treść prawa karnego. W jednym roku w Czeskiej republice o 85% spadła liczba skazanych świadków Jehowy. Cud?
Ilu skazanych ubyło w Polsce odkąd przestano skazywać jadących po piwie rowerzystów?
------
Jeśli zaś cytat miałby być zasadny to jak wytłumaczyć fakt że więcej przestępstw popełnia się wielkich miastach niż na wsiach skoro to na wsiach jest więcej wierzących? Wpływ na niższą przestępczość ma nie tylko religijność/brak religijności, ale też istnienie silniejszych na wsi więzów społecznych
Czy czasem nie jest tak, że ateistami częściej bywają ludzie lepiej wykształceni a co za tym idzie zamożniejsi mniej zmotywowani do popełniania przestępstw, (ale też jak już kradną to inteligentniej i mają lepszych adwokatów)

Jak wytłumaczyć stosunkowo wysoką przestępczość i tragiczny poziom korupcji w Czeskiej republice, skoro w wielu powiatach do kościołów chodzi poniżej 1% mieszkańców? Jak wytłumaczyć o wiele wyższy niż w katolickiej Polsce poziom przestępstw na tle rasowym?

Nie ma prostej zależności między przestępczością a religijnością, raczej widzę wpływ stopnia zorganizowania państwa w kierunku socjalnym

Są jedynie rydzykopodobni uważający, że są lepsi, bo są katolikami i rupsonopodobni, uważający się za lepszych z racji swojego ateizmu
17-04-2015 20:11 
 Ocena 2 na 2
KORUND (4922 punktów)
>Bezrefleksyjne czytanie statystyk jest równie głupie jak podważanie stosowania statystyki jako narzędzia
-Refleksja jest prosta. Religia niczego nie poprawia, a wiele pogarsza. Ludzie nie stają się lepsi dzięki niej. Czyli wcale nie jest potrzebna, jak raz po raz, ktoś usiłuje nam to wmawiać.

>Porównanie przestępczości w Szwecji i Meksyku jako porównanie przestępczości w kraju laickim i katolickim?
>A gdzie wpływ pozostałych czynników?
>Każdy kto był w Szwecji przyzna mi rację, że dzieci bezrobotnych rodziców mają tam staranniejszą(!) opiekę w szkołach i przedszkolach niż dzieci robotnych.
-To, że kraje bardzo religijne są ogólnie biedniejsze, też nie jest przypadkiem. Religia to hamulec postępu, edukacji, zmian na korzyść równości praw człowieka. Zbyt wiele do załatwienia pozostawia się bogu i taką mentalność się wpaja od dziecka.

>A gdzie wpływ pozostałych czynników? Np najistotniejszego: poziomu zamożności?
j.w.
>Gdzie porównanie wysokiego poziomu opieki społecznej - nie tylko rozdawania zasiłków?
j.w Czemuś biedny boś głupi, czemuś głupi boś biedny.....

>Może przyczyny niskiej przestępczości w Szwecji/wysokiej w Meksyku nie należy szukać wyłącznie na osi katolicyzm - laicyzm ale liberalizm - socjalizm?

-Może, ale religia niczego nie zmienia na lepsze. Chodzi o odpowiedź na kolejny wpis bezpodstawnie stwierdzajacy, że religia jest ludziom i światu potrzebna i strasznie by się działo gdyby jej nie było. To bzdura i kłamstwo. Ostanio kilkunastu emigrantów z Afryki zostało wyrzyconych z pontonu w drodze na na Sycylię. Muzułmanie wyrzycili chrześcijan (kilkunasnie pamiętam ilu dokładnie). Religia zatruwa wszystko.

>Jeśli zaś cytat miałby być zasadny to jak wytłumaczyć fakt że więcej przestępstw popełnia się wielkich miastach niż na wsiach skoro to na wsiach jest więcej wierzących? Wpływ na niższą przestępczość ma nie tylko religijność/brak religijności, ale też istnienie silniejszych na wsi więzów społecznych
-Mniej okazji, mniej ludzi, luźniej i mniej obiektów do okradzenia. (Banków,jubilerów, kantorów)
>Czy czasem nie jest tak, że ateistami częściej bywają ludzie lepiej wykształceni a co za tym idzie zamożniejsi mniej zmotywowani do popełniania przestępstw, (ale też jak już kradną to inteligentniej i mają lepszych adwokatów)
-Wracamy do czmuś biedny...

>Jak wytłumaczyć stosunkowo wysoką przestępczość i tragiczny poziom korupcji w Czeskiej republice, skoro w wielu powiatach do kościołów chodzi poniżej 1% mieszkańców? Jak wytłumaczyć o wiele wyższy niż w katolickiej Polsce poziom przestępstw na tle rasowym?
-Że katolicy to rasiści?
>Nie ma prostej zależności między przestępczością a religijnością, raczej widzę wpływ stopnia zorganizowania państwa w kierunku socjalnym
>Są jedynie rydzykopodobni uważający, że są lepsi, bo są katolikami i rupsonopodobni, uważający się za lepszych z racji swojego ateizmu
-Ale cały czas słuszny jest wniosk, że religia nie jest światu niezbedna, bo nawet jeśli czegoś nie zepsuje to i nie poprawi.
17-04-2015 20:33 
 Ocena 4 na 4
szarley (54913 punktów)
>>Bezrefleksyjne czytanie statystyk jest równie głupie jak podważanie stosowania statystyki jako narzędzia
>-Refleksja jest prosta. Religia niczego nie poprawia, a wiele pogarsza. Ludzie nie stają się lepsi dzięki niej. Czyli wcale nie jest potrzebna, jak raz po raz, ktoś usiłuje nam to wmawiać.
Jeśli chcesz z taką opinią polemizować, polemizuj z tym kto ją głosi
Ja nie twierdzę, że poprawia, ale podważam podane dowody, że pogarsza

>-To, że kraje bardzo religijne są ogólnie biedniejsze, też nie jest przypadkiem. Religia to hamulec postępu, edukacji, zmian na korzyść równości praw człowieka. Zbyt wiele do załatwienia pozostawia się bogu i taką mentalność się wpaja od dziecka.
1 co znaczy biedniejsze? Biedniejsze państwa czy biedniejsi obywatele? Zakładam że chodzi o bogactwo obywateli. Szwajcaria jest krajem ludzi dość religijnych...

>>A gdzie wpływ pozostałych czynników? Np najistotniejszego: poziomu zamożności?
>j.w.
Kiedy Czesi byli narodem dość religijnym, Czechy były jednym z gospodarczych centrów Europy. Dziś nie są. Stanowczo nie są.

>>Gdzie porównanie wysokiego poziomu opieki społecznej - nie tylko rozdawania zasiłków?
>j.w Czemuś biedny boś głupi, czemuś głupi boś biedny.....
czemuś biedny, boś głosował na liberałów?
Zauważ, że w Polsce (niechętnie komentuję Waszą politykę) ludzie religijni głosują raczej na gospodarczą lewicę... To zamożny elektorat wielkich miast (statystycznie częściej ludzie religijnie obojętni) głosują na liberalny system pchający do nierówności i w konsekwencji do biedy.

>>Może przyczyny niskiej przestępczości w Szwecji/wysokiej w Meksyku nie należy szukać wyłącznie na osi katolicyzm - laicyzm ale liberalizm - socjalizm?
>-Może, ale religia niczego nie zmienia na lepsze.
Przecież tego nie twierdzę! Twierdzę jedynie, że nie zmienia na gorsze, a jeśli nawet, w co wątpię, to jest wiele innych czynników mających główniejszy wpływ na przestępczość

>Chodzi o odpowiedź na kolejny wpis bezpodstawnie stwierdzajacy, że religia jest ludziom i światu potrzebna i strasznie by się działo gdyby jej nie było.
Polemizuj z tym, kto go głosi

>To bzdura i kłamstwo. Ostanio kilkunastu emigrantów z Afryki zostało wyrzyconych z pontonu w drodze na na Sycylię. Muzułmanie wyrzycili chrześcijan (kilkunasnie pamiętam ilu dokładnie). Religia zatruwa wszystko.
Religia czy bieda?

>>Jak wytłumaczyć stosunkowo wysoką przestępczość i tragiczny poziom korupcji w Czeskiej republice, skoro w wielu powiatach do kościołów chodzi poniżej 1% mieszkańców? Jak wytłumaczyć o wiele wyższy niż w katolickiej Polsce poziom przestępstw na tle rasowym?
>-Że katolicy to rasiści?
Czyżby?
Przeczytaj jeszcze raz to co napisałem. To w Czeskiej republice ilość przestępstw na tle rasowym jest większa!

>>Nie ma prostej zależności między przestępczością a religijnością, raczej widzę wpływ stopnia zorganizowania państwa w kierunku socjalnym
>>Są jedynie rydzykopodobni uważający, że są lepsi, bo są katolikami i rupsonopodobni, uważający się za lepszych z racji swojego ateizmu
>-Ale cały czas słuszny jest wniosk, że religia nie jest światu niezbedna, bo nawet jeśli czegoś nie zepsuje to i nie poprawi.
Ale cały czas powtarzam: Na temat niezbędności religii w społeczeństwie polemizuj z kimś, kto taki pogląd głosi.
Ja widzę moc innych czynników odpowiadających za przestępczość w większym stopniu niż religijność

W Polsce religijność rośnie czy spada?
a przestępczość?

Nadal uważam, że porównanie katolicki Meksyk - laicka Szwecja jest znacząco uproszczonym "odczytywaniem " statystyk
Klopton (519 punktów)
Jeśli miałbym się włączyć do dyskusji...
Moim zdaniem źle postawione pytanie nigdy nie da poprawnej odpowiedzi. Oczywiście podyskutować można dla przyjemności o wszystkim ale taki ogólnik - Europa z Chrystusem czy bez? Religia potrzeba czy nie? Przecież mowa jest o bardzo złożonych zjawiskach pod którymi kryje się bardzo wiele. Nie można dać jednoznacznej odpowiedzi na pytanie - czym jest drzewo? Jest rośliną, jest zielone na wiosnę, brązowe w ziemie, czasami daje cień, czasami niepotrzebnie zasłania słońce itd itd. Wydaje mi się, że ten odwieczny spór pomija bardzo prostą zależność - każda odpowiedź prosta na pytanie o zjawisko złożone będzie uogólnieniem i wyciągnięciem jednego wniosku z możliwych wniosków. Dlatego warto pamiętać, że cokolwiek się nie powie, będzie to tylko jeden z wielu aspektów problemu a nie całkowite i definitywne wyjaśnienie.
Europa bez religii jest możliwa teoretycznie, pytanie tylko czym zastąpić dziury po niej, czyli odpowiedzi na zagadnienia moralne, potrzeby natury duchowej, pytania o śmierć itd itd? Ważne w tym wszystkim jest pojęcie zdrowia i pojęcie ewolucji. Można powiedzieć, że nie wszyscy jesteśmy na tym samym poziomie ewolucyjnym i dla jednostek u których głód poznania, czy zdolność do kontrolowania emocji, analitycznego oceniania sytuacji nie została rozwinięta w dostateczny sposób, pójście co-niedzielne do Kościoła na modlitwę przynosi pozytywny skutek z perspektywy zdrowia psychicznego. Każdy kto przystępuje do teoretyzowania na temat inżynierii społecznej powinien sobie zadać pytanie o ludzi którzy operują na poziomie tzw plebsu czy mas. Ci ludzie charakteryzują się syndromem myślenia grupowego i niewielką zdolnością do samooceny i analizy własnego zachowania, już nie mówiąc o otoczeniu. Można wychować/indoktrynować ludzi tak aby wszyscy chodzili co Niedzielę do muzeum, ale jeśli tylko sobie to wyobrazimy to muzea albo zamienią się w ogromne centra handlowe/stadiony albo w sposób bardziej zdyscyplinowany w starożytne świątynie na wzór tych z czasów cywilizacji Majów czy Egiptu, więc wracamy do punktu wyjścia. Z profanum robi nam się sacrum, albo też mamy kiczowate targowisko.
Jeśli mielibyśmy podzielić rozwój indywidualny jednostki na kilka etapów, to przyśpieszając proces i przenosząc ludzi z dolnego szczebla na górne zbyt szybko stajemy nagle przed problemami które zarysował materializm dialektyczny, czyli inaczej, jak zagospodarować materię, co zrobić z pracownikami niskiego szczebla którzy na tym poziomie rozwoju technologicznego są nadal niezbędni, problem w tym że zniknęli bo nasza inżynieria społeczna uczyniła z nich rozwinięte jednostki pod względem intelektualnym i kulturalnym, które już nie zaakceptują losu proletariatu i prostej odmóżdżającej pracy, czy uprawy roli?
Religia więc z pewnej perspektywy może być mechanizmem ewolucyjnym, który zlikwidowany zbyt szybko i zbyt nagle przyniósłby destrukcyjne skutki. Co więcej, jednostki będące na tym "wyższym" poziomie rozwoju, projektujące nowe społeczeństwo zakładają, że ich postawa światopoglądowa, życiowa jak i podejście do religii daje szczęście, zadowolenie i jest najzdrowsza. Czytając biografie naukowców, polityków, artystów czy filozofów można dojść do wręcz przeciwnych wniosków. Życie praktyczne, codzienne, genialnego teoretyka, czy nawet empirysty to jeden z największych horrorów przed którym wystrzega się każde społeczeństwo. Nikt by nie chciał skończyć jak Nietzsche, jak Kant, Marie Curie Skłodowska czy też Van Gogh, Gauguin itp.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Jeśli miałbym się włączyć do dyskusji...
Gdy ze zrozumieniem przeczytało się wcześniejsze wypowiedzi, a szczególnie tą inicjującą wątek i ma się coś ciekawego
w tym temacie do powiedzenia, to zawsze warto.

>Moim zdaniem źle postawione pytanie nigdy nie da poprawnej odpowiedzi.
Które pytanie? Tytułowe? Przecież ono jest dalece wtórne do pytań z posta inicjującego wątek, nad którymi warto się zastanowić. Przeczytał Pan cały post ze zrozumieniem? A inne wypowiedzi w tym wątku też Pan przeczytał?

>Oczywiście podyskutować można dla przyjemności o wszystkim
Tak, popieprzyć to sobie o wszystkim można, ale aby dyskutować konieczne jest zrozumienie tematu dyskusji i jakaś
- choćby tylko minimalna - wiedza w jej problematyce.

>ale taki ogólnik - Europa z Chrystusem czy bez?
A kto tu Panu każe ograniczyć się tylko do tytułu? Zresztą jak z dalszych Pańskich wypowiedzi wynika wychodzi Pan poza tytuł i przedstawia własne refleksje.
_______________

> Europa bez religii
No właśnie. Bez Chrystusa, bez chrześcijaństwa, czy bez religii?

>Europa bez religii jest możliwa teoretycznie,
Dlaczego tylko teoretycznie? Istniała bardzo długo bez chrześcijaństwa i najprawdopodobniej będzie istniała jeszcze długo po tym jak chrześcijaństwo przejdzie do historii. Dotyczy to wszelkich religii. W poście inicjującym temat opisane są europejskie procesy sekularyzacyjne: Doceniam udział ideologii judeochrześcijańskiej w cywilizacji europejskiej i nie chciałbym wcale się tego udziału pozbywać, ale mam duże wątpliwości co do konieczności jego znaczącego dalszego udziału. Podkreślam, że chodzi mi tylko o "konieczność", gdyż wcale nie uważam, że możliwe jest pozbycie się wpływów tej ideologii w możliwej do przewidzenia przyszłości: [Załącznik]

>pytanie tylko czym zastąpić dziury po niej, czyli odpowiedzi na zagadnienia moralne, potrzeby natury duchowej, pytania o śmierć itd itd?
Przeczytał Pan referaty w załączniku, czy za długie były? Dla sporej grupy ludzi nie są potrzebne religijne odpowiedzi na zagadnienia moralne, duchowe, pytania o śmierć itp. Dla mnie najważniejszym jest aby żadna grupa nie narzucała innym swoich jedynie słusznych poglądów. www.racjonalista.pl/forum.php/s,457816

>Ważne w tym wszystkim jest pojęcie zdrowia i pojęcie ewolucji. Można powiedzieć, że nie wszyscy jesteśmy na tym samym poziomie ewolucyjnym i dla jednostek u których głód poznania, czy zdolność do kontrolowania emocji, analitycznego oceniania sytuacji nie została rozwinięta w dostateczny sposób, pójście co-niedzielne do Kościoła na modlitwę przynosi pozytywny skutek z perspektywy zdrowia psychicznego.
Nie bardzo rozumiem tego opisu Pańskiej wiary, ale ona wcale mi nie przeszkadza - dopóki nie chce Pan jej narzucać innym.

>Każdy kto przystępuje do teoretyzowania na temat inżynierii społecznej powinien sobie zadać pytanie o ludzi którzy operują na poziomie tzw plebsu czy mas. Ci ludzie charakteryzują się syndromem myślenia grupowego i niewielką zdolnością do samooceny i analizy własnego zachowania, już nie mówiąc o otoczeniu. Można wychować/indoktrynować ludzi tak aby wszyscy chodzili co Niedzielę do muzeum, ale jeśli tylko sobie to wyobrazimy to muzea albo zamienią się w ogromne centra handlowe/stadiony albo w sposób bardziej zdyscyplinowany w starożytne świątynie na wzór tych z czasów cywilizacji Majów czy Egiptu, więc wracamy do punktu wyjścia. Z profanum robi nam się sacrum, albo też mamy kiczowate targowisko.
Poteoretyzować, jak i popieprzyć to sobie każdy może. Tu istotniejszą jest praktyka, a dzisiejszą praktyką w Polsce jest cofanie przeciętnego poziomu intelektualnego i klerykalizacja społecznych poglądów. [Załącznik] Ot i cała dzisiejsza inżynieria społeczna.

>stajemy nagle przed problemami które zarysował materializm dialektyczny, czyli inaczej, jak zagospodarować materię,
O Święty Boże, cóżeś przez ten internet uczynił. Teraz to już każdy, na każdy temat, popieprzyć głupoty sobie może nawet przy braku elementarnej wiedzy w problematyce, w której daje głos.

Np.: www.racjonalista.pl/forum.php/z,6/t,71852
www.racjonalista.pl/forum.php/z,6/t,66272
www.racjonalista.pl/forum.php/z,6/t,65484 Itd.

Zdecydowanie sądzę, iż Europa bez określonej religii, chrześcijaństwa i Chrystusa jest możliwą, ale wyobrazić sobie ludzkiej rzeczywistości bez głupców (nawet bardzo utytułowanych, na najwyższych stanowiskach) nie potrafię.

Natomiast nie sądzę aby Pan się odniósł do problemów postawionych w tym wątku - co najwyżej napisał tu Pan co Pan myśli, że autor wątku myśli, a to się ma nijak do rzeczywistości.

@@@
.
20-04-2015 14:57 
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)
@Andrzej Bogusławski
Hold your horses Odnoszę się tylko i wyłącznie do wątku głównego, dyskusji nie czytałem. Dodaje swoje uwagi z zastrzeżeniem, że na tak złożony temat można wnioskować wiele, a ostateczne podsumowanie może być tylko bardzo ogólnym i mało wnoszącym wnioskiem. Problem jest zbyt wielowymiarowy.

Co do Europy bez chrześcijaństwa to w sensie geograficznym istniała na długo przed, w sensie kultury i cywilizacji europejskiej, to nigdy takiej nie było, bez chrześcijaństwa i raczej trudno sobie wyobrazić jakby miała wyglądać laicka Europa i czym niby się wyróżniać od reszty świata? Jeśli odejmiemy religie to jedyne co zacznie odróżniać kultury od siebie, to ustrój polityczny, język i kuchnia. Nie ma ani europejskiego ustroju politycznego, ani języka, ani europejskiej kuchni, są tylko narodowe. Jedyne co wspólne, pomijając geografię i decydujące dla zaistnienia pojęcia -Europa- jako całość, to chrześcijaństwo. Jeśli powstałaby świecka Europa to co miało by być czynnikiem łączącym wszystkie ludy i krainy europejskie? Jedna kosmologia? Jeden naukowy pogląd na świat? Naukowcy spierają się między sobą nieustannie i takowy nie istnieje. Więc co? Wartości humanizmu? Przecież są identyczne z chrześcijańskimi z tym że dużo bardziej okrojone w trudnych sprawach i zbyt rozdrobnione w szczegółach. Zresztą jakby Europejczycy zaczęli wspólnie budować kulturę w oparciu o tzw humanizm to by musieli ją budować na dogmatach i okropnych trywialnościach które słabo nadają się na budowanie czegoś takiego jak kultura czy cywilizacje. Te potrzebują stałej i zdecydowanej postawy aby miały sens.

Co do reszty to chyba mnie Pan źle zrozumiał.
20-04-2015 18:46 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Hold your horses
Należy mieć szacunek dla zwierząt, ale już bicie konia na postoju jest nie tylko złe, ale wprost głupie.

>Odnoszę się tylko i wyłącznie do wątku głównego, dyskusji nie czytałem.
Wątek główny składa się z postu inicjującego oraz wypowiedzi w dyskusji na jego temat. Post inicjujący zainicjował kilka powiązanych ze sobą tematów.

>Dodaje swoje uwagi z zastrzeżeniem, że na tak złożony temat można wnioskować wiele, a ostateczne podsumowanie może być tylko bardzo ogólnym i mało wnoszącym wnioskiem.
Zawsze można wiele, a chodzi o to aby mądrze. Nie sądzę też aby ktoś oczekiwał od Pana jakiegoś podsumowania.
Tu od wszystkich raczej oczekujemy merytorycznej wypowiedzi w otwartej rozmowie.

>Problem jest zbyt wielowymiarowy.
Taka jest Pańska ocena, ale nikt nikogo nie zmusza do wypowiedzi we wszystkich wymiarach. Zawsze warto się ograniczyć do tych wymiarów, o których ma się pojęcie.

>Co do Europy bez chrześcijaństwa to w sensie geograficznym istniała na długo przed, w sensie kultury i cywilizacji europejskiej, to nigdy takiej nie było, bez chrześcijaństwa
A może warto coś na ten temat poczytać? Tu znajdzie Pan inspiracje:
www.racjon(*).php/s,532005/z,0/d,20#w536313
www.racjonalista.pl/forum.php/s,307044/z,0
www.racjonalista.pl/forum.php/s,384723/z,0
www.racjonalista.pl/forum.php/s,550990/z,0

> i raczej trudno sobie wyobrazić jakby miała wyglądać laicka Europa i czym niby się wyróżniać od reszty świata?
To już kwestia Pańskiej wyobraźni. Zalinkowałem ciekawe referaty ludzi mających sporą wiedzę na ten temat. Może warto je przeczytać?

>Jeśli odejmiemy religie to jedyne co zacznie odróżniać kultury od siebie, to ustrój polityczny, język i kuchnia.
Zupełnie nie ponoszę odpowiedzialności ani za Pańską wiedzę, ani za poziom wyobraźni. Nikt nie może i już choćby dlatego nikt inteligentny nie chce mechanicznie odejmować religię od kultury, a różnice kulturowe narodów europejskich są znacznie bogatsze od Pańskich o nich wyobrażeń.

>Nie ma ani europejskiego ustroju politycznego, ani języka, ani europejskiej kuchni, są tylko narodowe.
Nie ma! A po co miałby być? Odwrotnie, teraz są tendencje do zaznaczenia odrębności kulturowej nawet małych regionów. Pokój i polityka Unii im na to pozwala. Ja też jestem tu za.

>Jedyne co wspólne, pomijając geografię i decydujące dla zaistnienia pojęcia -Europa- jako całość, to chrześcijaństwo.
Takie bajeczki opowiadają chrześcijańscy ideolodzy, ale zupełnie nie potrafią tego poglądu racjonalnie obronić. Warto poznać zalinkowane wyżej wątki.

>Jeśli powstałaby świecka Europa to co miało by być czynnikiem łączącym wszystkie ludy i krainy europejskie?
Jeśli by powstała, to by sobie czynniki znalazła. Na razie czynnikiem łączącym Europę jest ideologia Unii i na dziś to wystarczy.

>Jedna kosmologia?
A po co?

>Jeden naukowy pogląd na świat?
A po co?

>Naukowcy spierają się między sobą nieustannie i takowy nie istnieje.
Może warto się zainteresować czym jest nauka i jak się ją uprawia? Tak istnieje jeden naukowy pogląd na świat od czasów Darwina i nazywa się on naturalizmem.

>Więc co? Wartości humanizmu? Przecież są identyczne z chrześcijańskimi z tym że dużo bardziej okrojone w trudnych sprawach i zbyt rozdrobnione w szczegółach.
A skąd Pan taką wiedzę zaczerpnął? Przecież to bzdura.
www.racjonalista.pl/kk.php/s,4301
www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,550990#w551561
www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,550990#w551660
www.racjon(*).php/z,0/d,12/s,492101#w503754

> Zresztą jakby Europejczycy zaczęli wspólnie budować kulturę w oparciu o tzw humanizm to by musieli ją budować na dogmatach i okropnych trywialnościach które słabo nadają się na budowanie czegoś takiego jak kultura czy cywilizacje.
Zupełnie nie rozumiem konieczności budowy jakieś całkowicie zintegrowanej kultury? Wystarczają nam złe doświadczenia różnych budów opartych na wierze w przeróżne religijno/ideologiczne dogmaty:
www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,579693#w579921
www.racjonalista.pl/forum.php/s,656589#w656639
Humanizm lewicowo-liberalnej demokracji (realizowany nawet przez prawicowe rządy) jako ważny element ideowej spójności krajów Unii Europejskiej mnie całkowicie zadawala i nie widzę konieczności żadnej innej integracji kulturowej.

>Te potrzebują stałej i zdecydowanej postawy aby miały sens.
Jestem wprost wrogiem stałej i zdecydowanej postawy wszędzie tam, gdzie nie jest to konieczne. Ludziom należy w miarę praktycznych możliwości pozostawić jak największą możliwość wyboru. Dotyczy to także wyborów światopoglądowych.

>Co do reszty to chyba mnie Pan źle zrozumiał.
Wszystko jest możliwe, ale najważniejsze aby sam Pan się rozumiał i rozumiało Pana jak najwięcej naszych czytelników.

@@@
.
20-04-2015 20:03 
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)
Zdecydowanie mówimy o czym innym i rozmywamy temat. Mowa nie o Europie jako kontynencie ale o pewnej cywilizacji.
Aby mówić o cywilizacji i kulturze jakiejś... musimy mówić o czymś wspólnym dla wszystkich członków tej jakiejś cywilizacji. Cywilizacja Grecji, czy Rzymu to nie cywilizacja europejska, gdyż w tamtych czasach na terenie Europy istniały ludy żyjące poza tymi kulturami. Tak jak nie ma cywilizacji azjatyckiej, jest tylko chińska, japońska, hinduska, muzułmańska czy też perska, arabska, osmańska itp. tak nie będzie cywilizacji europejskiej bez czegoś charakterystycznego łączącego kulturę każdego europejczyka. Idea wspólna odbijająca się na życiu praktycznym i obyczaju każdego europejczyka to do XIX wieku to monoteistyczny Bóg chrześcijan, w pozostałych kwestiach się różniliśmy. Im więcej różnic pomiędzy Francuzem, Polakiem i Norwegiem tym mniej można powiedzieć, że żyjemy w jednym kręgu cywilizacyjnym i kulturowym. Odcinając od Europy chrześcijanizm odcinamy wspólną tradycję historyczną, wspólną dla każdego europejczyka i jedyne co nas łączy to podejście do praw człowieka, co i tak jest zbyt elastyczne aby wystarczało na zbudowanie cywilizacji. Pluralizm światopoglądowy który ma Pan na myśli, i który wynika z liberalnej-demokracji to nic innego jak zrobienie z Europy drugiej Azji, gdzie życie i obyczaj obywateli jest zdeterminowany przez dowolność różnych opcji. Ja tutaj oczywiście niczego nie postuluje, bo takie rzeczy nakręcają się same, właściwie to już się odbywają. Zauważam jednak, że nie będzie już czegoś takiego jak Europa, jako szczyt cywilizacji i kultury jeśli tolerancja, relatywizm i egalitaryzm zadomowią się na dobre. Przecież o tym własnie pisał Nietzsche. Będziemy mieli rejony Europy bardziej lub mniej rozwinięte, ale wspólnoty o wyraźnej właściwości charakterystycznej, jaką było chrześcijaństwo do tej pory, już nie będzie. Słowo europejczyk przestanie mieć jakiekolwiek znaczenie, bo za nim będzie szedł tylko rejon geograficzny, ewentualnie westchnienie za starymi czasami, nic więcej z tym pojęciem się nie będzie kojarzyć. Liberalna-demokracja sprawi, że każda postawa będzie mogła być nazwana europejską. Tak się kultury i cywilizacji nie buduje, tak się ją niestety rozkłada.
Nie chcę tutaj dokonywać osądu, prawdopodobnie wszyscy tego chcemy. Należy jednak pamiętać że tym sposobem niczego nie budujemy na stary wzór. Rozkładamy a nowe jest kompletną zagadką. Prawdopodobnie nowym będzie tendencja globalistyczna, która jeszcze bardziej pojęcie Europa przeniesie do lamusa.

Co do..
Naturalizm to może się przydawać przy rozwoju technologii i tworzeniu modeli teoretycznych do tego rozwoju, o poznaniu rzeczywistości to za wiele mądrego powiedzieć nie może. Materia w swej istocie lub esencji jest niematerialna, sterowana przez niematerialne siły których nie da się poznać racjonalnie. Nauka, ta oficjalna, w tych sprawach ma praktycznie zerowe sukcesy. Dlatego budowanie światopoglądu w oparciu tylko o naturalizm jest tożsame z wyjęciem sobie połowy (tej prawej) mózgu i wyrzuceniem do kosza. Obraźliwe pojęcie >pół-mózg< oznacza nic innego jak człowieka chorującego na przerost jednej półkuli nad drugą, w nauce scjentyzm objawia się przerostem lewej nad prawą, który można porównać do naturalizmu w skrajnej postaci. W psychologi jest to określone neurozą, w gorszych przypadkach psychozą.
W pierwszym wpisie zauważyłem, że żadne społeczeństwo nie chce powielać w praktyce stylu życia jednostek wybitnych, bo ci ludzie zostawiają może i światu różne cuda, ale sami są okropnie chorzy, zaniedbują albo prawą albo lewą półkulę mózgu, przez co eksperymentując na samym sobie, cierpią niemiłosiernie. Tak działa ewolucja. To co dobre dla rozwoju technologii, sztuki, filozofii czyli teorii politycznych nigdy nie będzie dobre i zdrowe dla żadnego przeciętnego zjadacza chleba. Radziłbym więc zostawić naturalizm w laboratorium bo poza nim szkodzi, co widać po "sukcesach" medycyny konwencjonalnej (która swoją drogą jest zwykłą inżynierią i nie powinna nawet się nazywać medycyną), sytuacji ekologicznej naszej planety czy też odwiecznie niezmiennym ubóstwem połowy naszej populacji.
21-04-2015 11:30 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Zdecydowanie mówimy o czym innym i rozmywamy temat.
To już nie moja wina, iż nie trzyma się Pan zainicjowanego przeze mnie wątku i rozmywa temat.

>Mowa nie o Europie jako kontynencie ale o pewnej cywilizacji.
Ponownie proponuję czytanie ze zrozumieniem zanim Pan się do jakiejkolwiek wypowiedzi odnosi. Ja tu pisałem właśnie bardziej o cywilizacji niż o kontynencie, o tzw. cywilizacji zachodniej, choć Europa jest gdzieś tam geograficznie umiejscowiona.

> Aby mówić o cywilizacji i kulturze jakiejś... musimy mówić o czymś wspólnym dla wszystkich członków tej jakiejś cywilizacji.
Czymś wspólnym, a czym? Cywilizacja - poziom rozwoju społeczeństwa w danym okresie historycznym, który charakteryzuje się określonym poziomem kultury materialnej, stopniem opanowania środowiska naturalnego i nagromadzeniem instytucji społecznych. Stanowi ona najwyższy poziom organizacji społeczeństw, z którymi jednostki identyfikują się. W skład cywilizacji wchodzą mniejsze jednostki np.: narody, wspólnoty pierwotne czy inne zbiorowości. Jeszcze się tak nie zdarzyło, aby dla wszystkich jedno było.

>Cywilizacja Grecji, czy Rzymu to nie cywilizacja europejska, gdyż w tamtych czasach na terenie Europy istniały ludy żyjące poza tymi kulturami.
Cywilizacje nie są przyznawane przez Boga tylko skądś się biorą: Kultura śródziemnomorska - kultura powstała w basenie Morza Śródziemnego w pierwszym tysiącleciu przed naszą erą. Współtworzyli ją starożytni Żydzi, Grecy i Rzymianie. Jest podstawą tożsamości narodów współczesnej Europy, a powstałe w latach jej świetności dzieła stanowią dziedzictwo kulturowe dzisiejszej cywilizacji Zachodu. W szerszym znaczeniu kultura śródziemnomorska rozumiana jest także jako kultura wyrosła z tradycji starożytnej Grecji, Rzymu i Izraela,, a starożytne cywilizacje czerpały z dorobku wcześniejszych.

>tak nie będzie cywilizacji europejskiej bez czegoś charakterystycznego łączącego kulturę każdego europejczyka.
Coś charakterystycznego łączącego kulturę każdego Europejczyka nigdy nie istniało.

>Idea wspólna odbijająca się na życiu praktycznym i obyczaju każdego europejczyka to do XIX wieku to monoteistyczny Bóg chrześcijan,
Bzdura - nigdy nie było okresu aby jakakolwiek religia łączyła wszystkich, aczkolwiek były okresy dominacji chrześcijaństwa - często określane jako "mroki".

>w pozostałych kwestiach się różniliśmy. Im więcej różnic pomiędzy Francuzem, Polakiem i Norwegiem tym mniej można powiedzieć, że żyjemy w jednym kręgu cywilizacyjnym i kulturowym.
Jakich różnic? W budowie ciała, w inteligencji i wykształceniu, czy w przyjmowanym światopoglądzie?

>Odcinając od Europy chrześcijanizm odcinamy wspólną tradycję historyczną,
A kto i gdzie chce odcinać? Rozmawia Pan tu ze mną, a ja nie mam takiego zamiaru. Tyle tylko, że ja oddaję religii odpowiednią jej miarę - zgodną z historycznymi faktami, a Pan propagandowe bzdury tu opowiada.

>wspólną dla każdego europejczyka i jedyne co nas łączy to podejście do praw człowieka, co i tak jest zbyt elastyczne aby wystarczało na zbudowanie cywilizacji.
Dziwa na dziwy, ot cud prawdziwy nie wystarcza laicka ideologia Cywilizacji Zachodniej, a cywilizacja trzyma się mocno.

> Pluralizm światopoglądowy który ma Pan na myśli, i który wynika z liberalnej-demokracji to nic innego jak zrobienie z Europy drugiej Azji, gdzie życie i obyczaj obywateli jest zdeterminowany przez dowolność różnych opcji.
To Pańska wiara, a z wiarą nie można dyskutować. Moim zdaniem, znowu Pan tu ideologiczne bzdury wypisuje. Pluralizm światopoglądowy w większości krajów Europejskich jest faktem, a o Azji to ma Pan takie samo pojęcie, jak mieli przeciętni średniowieczni Azjaci o Europie.

> Ja tutaj oczywiście niczego nie postuluje, bo takie rzeczy nakręcają się same, właściwie to już się odbywają. Zauważam jednak, że nie będzie już czegoś takiego jak Europa, jako szczyt cywilizacji i kultury jeśli tolerancja, relatywizm i egalitaryzm zadomowią się na dobre. Przecież o tym własnie pisał Nietzsche. Będziemy mieli rejony Europy bardziej lub mniej rozwinięte, ale wspólnoty o wyraźnej właściwości charakterystycznej, jaką było chrześcijaństwo do tej pory, już nie będzie. Słowo europejczyk przestanie mieć jakiekolwiek znaczenie, bo za nim będzie szedł tylko rejon geograficzny, ewentualnie westchnienie za starymi czasami, nic więcej z tym pojęciem się nie będzie kojarzyć. Liberalna-demokracja sprawi, że każda postawa będzie mogła być nazwana europejską. Tak się kultury i cywilizacji nie buduje, tak się ją niestety rozkłada.
Tak, Pan nie postuluje. Pan wprost nawraca, próbując zawrócić Wisłę kijem. Nie zgadzam się całkowicie z tą religijną propagandą antyunijną. Jestem zdecydowanym zwolennikiem Zachodniej Cywilizacji i wpisującej się w nią ideologii Unii Europejskiej. Jestem za maksymalną (w miarę praktycznych możliwości) wolnością wszystkich ludzi niezależnie od światopoglądu, narodowości, koloru skóry, płci i orientacji seksualnej.

>Nie chcę tutaj dokonywać osądu, prawdopodobnie wszyscy tego chcemy. Należy jednak pamiętać że tym sposobem niczego nie budujemy na stary wzór. Rozkładamy a nowe jest kompletną zagadką. Prawdopodobnie nowym będzie tendencja globalistyczna, która jeszcze bardziej pojęcie Europa przeniesie do lamusa.
A ja chcę zdecydowanie wyrazić swoje zdanie, że jestem całkowicie przeciwnym jakiejkolwiek dominacji religijnej, czy też światopoglądowej i w tym zakresie nawet się wstydzę, iż jestem Polakiem, w niby "wolnej ojczyźnie". Cieszę się zaś, iż Unia wymusza na nas choć minimalne ucywilizowanie światopoglądowe.

@@@
.
21-04-2015 12:29 
 Ocena 2 na 2
Klopton (519 punktów)
Spieramy się o terminologie warto zaznaczyć.
Zagrożenie z zewnątrz, muzułmańskie, tatarskie itp. wniosło do publicznego obiegu taką nazwę jak Europa (w sensie ogólnym a nie dosłownym). Ludzie na tym kontynencie poczuli jedną więź, poczuli się Europejczykami w momencie zagrożenia ze strony głównie Islamu (choć na początku czuli się chrześcijaninami, dopiero potem europejczykami). Tak zapoczątkowała się cywilizacja europejska, która czerpała nie tylko z Grecji, Rzymu ale i ze świata arabskiego jak i z innych kontynentów. Grecja i Rzym dzieliły Europę na kraje należące do ich cywilizacji i kraje OBCE, więc nie ma mowy o tym aby zapoczątkowały tworzenie się jednej wspólnoty europejskiej zgodnie z zacytowaną przez Pana definicją cywilizacji. Po reformacji powoli zaczął się etap dzielenia Europy na 3 części, choć było to co innego bo mowa o 3 częściach wewnątrz jednego chrześcijańskiego tworu cywilizacji europejskiej.
Europa zaczęła się mniej więcej po upadku Rzymu, swój szczyt rozwoju może przepisać okresowi Renesansu, a początek etapu rozpadu gdzieś na koniec Oświecenia. Dlaczego tak? Ano no dla tego, że to Europa zasiała swoją kulturę na innych kontynentach, aby potem oddać im miejsca na arenie międzynarodowej, co dało nam początek cywilizacji i kultury amerykańskiej (i nie tylko), która to zepchnęła Europę na drugi plan. Aby więc mówić o cywilizacji, tej silnej i zdrowej, to ta cywilizacja musi mieć jakąś siłę działania i siłę zarażania swoją kulturą. Unia Europejska to sztuczny twór kapitalistyczny oparty o interes wymiany handlowej, (dodatkowo zbudowany na przekrętach i wyzysku słabszego). Nigdy niczym nie zarazi cywilizacji krajów Bricks, nie zaraża nawet słabych kultur zacofanego świata muzułmańskiego, wręcz przeciwnie, to oni chcą zdominować nas. Cywilizacja to napięcie, to siła, to magnes i rywalizacja. Afryka ucieka do Europy przed biedą, ale nie chcą naszej kultury, zamykają się w gettach, izolują się, dlatego że kultura Europejska jest w stadium upadku i rozkładu.

Oczywiście można spojrzeć na sprawy z Pańskiej perspektywy, nie przeczę tutaj niczemu. Europa bez religii, czy wspólnego światopoglądu wykraczającego ponad jałowy i pusty naturalizm to jednak sztuczny papierowy twór, ludzie będą się czuli jedną grupą tylko do tego stopnia do którego będą mogli wspólnie zarabiać pieniądze. Nie stworzą niczego co by pociągało całe narody za sobą, a co do samych pieniędzy to już w wielu miejscach poza Europą zarabia się je lepiej.
21-04-2015 19:02 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Spieramy się o terminologie warto zaznaczyć.
Nie spieram się z Panem na żaden temat, gdyż to wprost niemożliwe. Pan przedstawia tu swoje poglądy, a ja swoje. Terminologię, to ja stosuję zgodną ze słownikami i encyklopediami, a jeżeli się z ich definicjami nie zgadzam, to wyraźnie to zaznaczam. Tego mnie w moich szkołach nauczono.

>Zagrożenie z zewnątrz, muzułmańskie, tatarskie itp. wniosło do publicznego obiegu taką nazwę jak Europa (w sensie ogólnym a nie dosłownym)
Można i tak powiedzieć, gdyż po raz pierwszy mieszkańcy naszego kontynentu nazwali się bowiem Europejczykami w 732 r., w kronice opisującej chrześcijan zagrożonych ekspansją muzułmańską.
Pochodzenie nazwy Europa nie jest jednoznacznie wyjaśnione. Najczęściej wiąże się je z semickim słowem ereb - ciemność, mrok. Europa oznaczała krainę ciemności, gdzie chowa się słońce (część lądu położoną na zachód od zamieszkanych ziem). Słowo Europa pojawiło się również w języku greckim. Było to również imię żeńskie, którym obdarzono kilka mitycznych postaci. Najsłynniejszą z nich była córka króla Tyru. Z mitem o porwaniu Europy wiąże się również podanie o powstaniu pisma greckiego. Miał się do tego przyczynić jej brat Kadmos, który poszukując Europy dotarł do Grecji i przekazał jej mieszkańcom alfabet fenicki.

Historyk brytyjski Norman Davies dostrzega tutaj kilka skojarzeń ważnych dla kształtowania się kontynentu: porwanie księżniczki jest jakby przeniesieniem dorobku starszej kultury (fenickiej) do dopiero powstającej cywilizacji kreteńskiej, później helleńskiej.W VIII w. p.n.e. nazwa Europa używana była już do określenia pewnego obszaru. Najpierw prawdopodobnie nazywano tak pół- nocną Grecję, później nieznane wówczas bliżej ziemie na północ od Hellady. Następnie opatrzono tą nazwą tereny od Morza Czarnego po Gibraltar. Żyjący na przełomie V i IV w. p.n.e. słynny lekarz Hipokrates oraz filozof Izokrates wyraźnie oddzielali Europę od Azji, podkreślając różnice w stylu życia między niezależnymi i wolnymi Grekami, a żyjącymi pod despotycznymi rządami Persami. Sformułowanie Europa wiązali więc z różnicami politycznymi.
Nie było one jednak często używane w starożytności. Popularniejszy był podział świata na terytoria barbarzyńskie i na ziemie zamieszkane przez Greków, a później należące do wielkiego imperium rzymskiego. Za początek właściwych dziejów Europy jako odrębnej całości przyjmuje się schyłek antyku i wyłanianie się nowego świata, nazwanego później średniowiecznym.


>Ludzie na tym kontynencie poczuli jedną więź, poczuli się Europejczykami
Jacy ludzie i kiedy? Na podstawie jakich źródeł tak Pan twierdzi. Według mnie poczucie odrębności narodowej, nie mówiąc już o cywilizacyjnej, to bardzo późne dzieje i dotyczące tylko elity. Jeszcze w początkach dwudziestego wieku najczęstszą odpowiedzią na pytanie o narodowość było "tutejszy". Pogląd cuius regio eius religio wcale nie został zaczął być praktykowany od XVI wieku, tylko z różnym natężeniem od początku ludzkich dziejów. Co wcale nie przeszkadzało aby ludzie na własny użytek nie tworzyli sobie swojej własnej indywidualnej religii.
www.znak.c(*)a,ksiazka,2126,Odrzucony-obraz
www.racjonalista.pl/kk.php/s,3310
historia.o(*)’a-n-z-davis-recenzja/
www.staff.amu.edu.pl
pl.wikipedia.org/wiki/Mikrohistoria

> w momencie zagrożenia ze strony głównie Islamu (choć na początku czuli się chrześcijaninami, dopiero potem europejczykami).
Tak Pan sądzi, a co z europejskimi muzułmanami. Przecież sporo Europejczyków przyjęło islam, gdy pewnych okresach historii niektóre regiony europejskie znajdowały się pod władzą muzułmanów. Dotyczy to znacznej części Półwyspu Iberyjskiego (między VIII-XV w.), Sycylii (IX-XI w.), południowych Włoch (IX-X w.) czy później Półwyspu Bałkańskiego (XIII-XIX w.). Należy też pamiętać o podbitych przez Rosję (XVI-XIX w.) zislamizowanych obszarach na wschodzie i południu (Krym, Tatarstan, Kaukaz). Muzułmanie walcząc w obronie chrześcijańskiego króla czuli się chrześcijanami?

> Tak zapoczątkowała się cywilizacja europejska, która czerpała nie tylko z Grecji, Rzymu ale i ze świata arabskiego jak i z innych kontynentów.
Przecież to wyżej napisałem. Nie przeczytał Pan czy nie zrozumiał?

>Grecja i Rzym dzieliły Europę na kraje należące do ich cywilizacji i kraje OBCE,
Tak czynią zawsze ideolodzy wszelkich cywilizacji. Pan też tak tu czyni.

>więc nie ma mowy o tym aby zapoczątkowały tworzenie się jednej wspólnoty europejskiej zgodnie z zacytowaną przez Pana definicją cywilizacji.
Początków cywilizacji europejskiej należy zdecydowanie szukać poza Europą. Początków należy szukać gdzieś na zachód od Morza Kaspijskiego, stamtąd przejście "żyznym półksiężycem" nad "Morze Śródziemne". Po drodze czerpanie pełnym garściami od Persów, Hetytów, Sumerów, Babilończyków, Egipcjan i kto jeszcze po drodze się trafił. Na cywilizację śródziemnomorską, którą współtworzyli starożytni Żydzi, Grecy i Rzymianie miały też wpływ wszystkie kultury, z którymi ten nurt zetknął się po drodze. Później dołączyli Arabowie. Z tych zlepków powstała Cywilizacja Zachodnia, czy w mniejszym zakresie Cywilizacja Europejska.

O czym można z Panem dyskutować, czy też się spierać, gdy brak Panu podstawowej wiedzy w przedmiocie, w którym Pan się wypowiada, a ponadto ani Pan nie czyta moich wypowiedzi, ani się do nich merytorycznie nie odnosi, tylko usiłuje tu swój ideologiczny kit wcisnąć.

@@@
.
21-04-2015 20:16 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>Jacy ludzie i kiedy? Na podstawie jakich źródeł tak Pan twierdzi. Według mnie poczucie odrębności narodowej, nie mówiąc już o cywilizacyjnej, to bardzo późne dzieje i dotyczące tylko elity. Jeszcze w początkach dwudziestego wieku najczęstszą odpowiedzią na pytanie o narodowość było "tutejszy".

... , a nawet jeśli ktoś jakieś poczucie przynależności narodowej miał, to wcale nie oznaczało jego automatycznego dziedziczenia przez potomnych. I nie mam tu na myśli żydowskiego księdza, którego losy Pan opisywał, ale żywoty całych narodów.
Obserwując otaczający świat dochodzę do wniosku, że proces kształtowania narodów wcale się nie zakończył, a niektóre narody powstały niemal na naszych oczach
Do 1914 nie istniał naród austriacki, byli jedynie austriaccy Niemcy. Po Wielkiej Wojnie, proces tworzenia tego narodu przebiegał z różnym natężeniem, w 1938 został całkiem przerwany i masę krytyczną przekroczył dopiero w 1945.

Do dziś trwają spory na temat istnienia narodu ukraińskiego. Czy Gogol był Ukraińcem, który pisząc po rosyjsku odszedł od małorosyjskiej gwary? Na pewno czuł się Rosjaninem jak Kurp Polakiem. Łukasz Adamski pisze w niezbędniku historycznym Polityki o tym, że naród ukraiński jest efektem rosyjskich błędów

W czasie Wielkiej Wojny powstała w USA koncepcja czechosłowackiego narodu. Bardzo nośna i bardzo chętnie widziana przez Słowaków. Słowaccy katolicy rozumieli czeski jako pobliski język, dla słowackich lutrów biblická čeątina była liturgicznym językiem. Dlaczego powstała "niepodległa" Słowacja Tisy? Dlatego, że po Wielkiej Wojnie Czesi przysłali na Słowację nie tylko akademickich nauczycieli ale nawet listonoszów. 200 000 intratnych stanowisk objęli "obcy" Tiso, potem aksamitny rozwód były wynikiem błędów Czechów, ale naród słowacki wykrystalizował się tak na dobre dopiero po rozwodzie.
(po polsku temat świetnie opisany przez L. Kościelaka i wydany w Ossolineum)

Co dalej?
Morawianie....
Katalończycy...
Białorusini....
Kaszëbi...
?
22-04-2015 09:40 
 Ocena 2 na 2
Klopton (519 punktów)
Niech Pan czyta odrobinę ze zrozumieniem i nie zmienia kontekstu wyrywając zdania i analizując je same w sobie. Po co te wywody na temat pochodzenia nazwy Europa? Przecież nie o tym mówimy, dyskutujemy o idei cywilizacji europejskiej, pytanie dotyczy Europy bez Chrystusa czy z Nim. To, że na kontynencie mieszka jakiś muzułmanin nie oznacza, że nie mieszka on na terenie opanowanym przez kulturę europejską.
To co wspólne dla ludów Europy, to co ukształtowało ich kultury i cywilizacje to chrześcijaństwo. Co nie oznacza, że nie było różnic i podziałów. Różnice jednak nie tworzą wspólnoty.
Dla każdego prostego chłopa od urodzenia było wiadome że żyje on w państwie Chrystusa nad którym ziemską władzę sprawuje Papiestwo i na tej płaszczyźnie ludzie mogli się utożsamić ze sobą i rozpoznać jako jedność, jako jedna cywilizacja. Świeckie poczucie Europejskości charakterystyczne dla elit pojawiło się w momencie rozpadania się cywilizacji europejskiej, moment upadku religii, moment kreowania się tożsamości narodowych itp. To był proces rozkładu który trwa do dziś, on niczego nie scalał. Elity snobistycznie na siłę doszukiwały się wspólnej tożsamości, ale było to westchnienie za brakiem, a nie budowa czegoś wielkiego.

Zna Pan masę detali ale kompletnie nie potrafi wyciągać wniosków. Nie pojmuje Pan co oznacza nazwa Europa w kontekście problemu zarysowanego w głównym temacie dyskusji. Bo Pańska egalitarna, pluralistyczna, humanistyczna i świecka Europa bez Chrystusa będzie istnieć, ludzie przecież nie zapadną się pod ziemie, a ziemi nie zaleje woda. Rzecz tylko w tym, że nie będzie to już żadna wielka cywilizacja europejska, będzie to polityczny twór niczym nie różniący się od innych politycznych tworów.Zlejemy się z resztą świata. Ja tego nie oceniam, zauważam proces i konsekwencje wyborów.

Dziś Europy już prawie nie ma, a jeśli jest to jako proces, na etapie rozkładu, oczywiście w kontekście spojrzenia z perspektywy naszego problemu. jesteśmy 51 stanem USA, bo to właśnie ten kraj kształtuje naszą kulturę i cywilizacje w większym stopniu niż nasza własna tradycja. Polska jest doskonałym tego przykładem.
22-04-2015 10:38 
 Ocena 2 na 2
Klopton (519 punktów)
>Niech Pan czyta odrobinę ze zrozumieniem i nie zmienia kontekstu wyrywając zdania i analizując je same w sobie. Po co te wywody na temat pochodzenia nazwy Europa? Przecież nie o tym mówimy, dyskutujemy o idei cywilizacji europejskiej, pytanie dotyczy Europy bez Chrystusa czy z Nim. To, że na kontynencie mieszka jakiś muzułmanin nie oznacza, że nie mieszka on na terenie opanowanym przez kulturę europejską.
>To co wspólne dla ludów Europy, to co ukształtowało ich kultury i cywilizacje to chrześcijaństwo. Co nie oznacza, że nie było różnic i podziałów. Różnice jednak nie tworzą wspólnoty.
>Dla każdego prostego chłopa od urodzenia było wiadome że żyje on w państwie Chrystusa nad którym ziemską władzę sprawuje Papiestwo i na tej płaszczyźnie ludzie mogli się utożsamić ze sobą i rozpoznać jako jedność, jako jedna cywilizacja. Świeckie poczucie Europejskości charakterystyczne dla elit pojawiło się w momencie rozpadania się cywilizacji europejskiej, moment upadku religii, moment kreowania się tożsamości narodowych itp. To był proces rozkładu który trwa do dziś, on niczego nie scalał. Elity snobistycznie na siłę doszukiwały się wspólnej tożsamości, ale było to westchnienie za brakiem, a nie budowa czegoś wielkiego.
>Zna Pan masę detali ale kompletnie nie potrafi wyciągać wniosków. Nie pojmuje Pan co oznacza nazwa Europa w kontekście problemu zarysowanego w głównym temacie dyskusji. Bo Pańska egalitarna, pluralistyczna, humanistyczna i świecka Europa bez Chrystusa będzie istnieć, ludzie przecież nie zapadną się pod ziemie, a ziemi nie zaleje woda. Rzecz tylko w tym, że nie będzie to już żadna wielka cywilizacja europejska, będzie to polityczny twór niczym nie różniący się od innych politycznych tworów.Zlejemy się z resztą świata. Ja tego nie oceniam, zauważam proces i konsekwencje wyborów.
> Dziś Europy już prawie nie ma, a jeśli jest to jako proces, na etapie rozkładu, oczywiście w kontekście spojrzenia z perspektywy naszego problemu. jesteśmy 51 stanem USA, bo to właśnie ten kraj kształtuje naszą kulturę i cywilizacje w większym stopniu niż nasza własna tradycja. Polska jest doskonałym tego przykładem.
>
Dodatkowo:
Koncepcja Europy proponowana przez UE jest oparta o pieniądze i obietnice szybkiego zysku. To nigdy nie buduje kultury ani cywilizacji, chciwość pobudza rzeczy przeciwne. Ludzie wolą zająć się czymś opłacalnym a nie sztuką/kulturą, dodatkowo wolą kontrolować postęp aby zbyt szybko nie rozwiązał ludzkich problemów, bo na tym się nie zarabia. Dlatego korporacje i państwa nie dotują nauki która rozwiązuje problemy definitywnie nie tworząc przy tym nowych problemów.

Dawniej jakby ktoś miał opisać co łączy ludy Europy to jedyne co to mógł napisać -Chrystus. Ludzie mogli się zabijać między sobą w praktyce, ale na płaszczyźnie kultury w jakiej operowali, Chrześcijaństwo było tożsame wszystkim, nawet muzułmanom mieszkającym w Europie, bo byli wewnątrz czegoś większego. Z chwilą nadejścia Oświecenia modna zrobiła się filozofia naturalna, nauki przyrodnicze, pozytywizm itd itd. Metafizyka, scholastyki itp przechodziły do lamusa. Od tamtej pory ani jedna mądra głowa, ani jeden filozof czy genialny naukowiec nie stworzył koncepcji która by rzeczywiście zaraziła wszystkich europejczyków i zbudowała jedną wspólną kulturę. Mieliśmy różne podziały na marksistów i kapitalistów (oba destrukcyjne) a potem w utylitarnej, pragmatycznej liberalnej demokracji wytworzył nam się podział na lewicę i prawicę który dzieli ludzi do dziś. Niezależnie ile pieniędzy wpompuje UE na promocje swojej lewicowej ideologi, to i tak natrafia na opór. Ostatnie wybory do europarlamentu pokazują, że już nie tyle jest opór, pojawia się kontr-siła. Nie ma więc do dziś ani jednego geniusza który by powiedział do wszystkich europejczyków takie słowa, że "każdy" (nie dosłownie) by mógł odpowiedzieć - Tak, zgadzam się. Kiedyś jedynym takim słowem był Chrystus (nawet muzułmanie go uznawali).
Ludzi scala, kultury i cywilizacje buduje tylko wyższa idea, która obiecuje coś więcej niż dobrobyt. Gdyby nie Bóg, amerykański patriotyzm nie mógłby być możliwy i nie miałby takiej siły. Ludzie mają potrzebę metafizyki wpisaną w geny, bez tego się rozpadają.
Dzisiaj odpowiedzią na ten problem jest tylko New Age, obojętnie jaką miałby przybrać formę. Ten ruch jako jedyny nie neguje "wyższego świata" który istnieje "poza" tym naturalnym badanym przez naukę.
22-04-2015 12:02 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>I tyle się Pan spisał żeby powiedzieć, że nie mam o niczym żadnego pojęcia, choć nie poparł Pan tego żadnym argumentem i ani razu nie odniósł się Pan do tego czym ja motywowałem swoje zdanie?
Swoje wypowiedzi kieruję tylko do tych, którzy je zrozumieć potrafią. To, że ma Pan niewielkie pojęcie o czym Pan tu pisał, to sam Pan pokazał i próżne moje trudy przed inteligentnym czytelnikiem, gdyby było inaczej.

> Nie szkoda czasu?.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,616397#w616429

>Bardzo mi to przypomina współczesny żargon naukowców, widać że jest Pan pod wpływem tych myśli. Tam także na każdą krytykę jest jedna reakcja - bzdury - ale już żaden nie potrafi wykazać dlaczego miałyby to być bzdury.
Zdecydowanie jestem pod wpływem nauki i zdecydowanie wiem, że istnieje duża grupa ludzi, którym się nic wytłumaczyć nie da. (Np. zwolennicy "zamachu smoleńskiego".)

>Takim właśnie sposobem mądry sam siebie nazywa mądrym,
Ten, kto nazywa sam siebie mądrym najczęściej nim nie jest, ale też jest zrozumiałe, iż większość z ludzi czuje się mądrzejszymi od innych, a inni są mądrzejsi naprawdę.

> O tym zresztą jest cała filozofia Nietzschego,
O czym jest "cała filozofia Nietzschego"? O tym, że mądry nazywa się mądrym, czy o bezskutecznym tworzeniu oświecających teorii? Jakoś trochę inaczej go zrozumiałem.

>od którego rozpoczęła się też ta dyskusja,
Wydawało mi się, że jednak od Kołakowskiego.

> w pewnym sensie przynajmniej.
W jakim sensie?

>Widać, że jest Pan typowym naturalistą.
A jaki to taki "typowy naturalista"? Taki co ma maturę, czy tytuł magistra?

>Nauki przyrodnicze nauczyły Pana rozkładać wszystko na części więc i tak Pan prowadzi dyskusję, wyrywając zdania z kontekstu i analizując każde oddzielnie z innej perspektywy (stąd też tyle Pan linkuje do innych dyskusji i każe mi je czytać poza kontekstem naszej dyskusji, co jest bezsensem, chyba Pan nie liczy na to, że ktokolwiek to robi, nie po to się wchodzi na fora). Problem jednak się pojawia, kiedy te części trzeba złożyć w jedną całość, tak aby to wszystko miało sens. Tak jak Pan tego nie potrafi, tak i przyrodnicy nie potrafią sensownie wyjaśniać świata w którym żyjemy, potrafią tylko odsyłać do badań szczegółowych za każdym razem kiedy ktoś postawi im kłopotliwe pytanie.
Pan to chyba za profesora psychologii tu robić się stara i opisuje mój niecny charakter, a tu raczej należy racjonalne argumenty przedstawiać.

>Być może kiedyś i Pan, a nauka z pewnością zrozumie, że do zebrania wszystkich części i faktów w jedną całość i przeczytania ich w taki sposób aby dały się pojąć, nie przeczyły sobie wzajemnie i miały dla każdego sens, jest potrzebny inny język niż ten "naturalny" nauk przyrodniczych. Jest to język symboli, bo symbol pomaga w rozumieniu złożonego zjawiska bez potrzeby czytania całych książek o nim. Wtedy się okaże, że wszystkie religie mówią językiem symboli od dawna i do tego mówią o tym co nauka obecnie odkrywa, z tą różnicą, że człowiek mądry wie, że wszystko jest już odkryte od dawna, trzeba tylko wyrobić w sobie zdolność odpowiedniego postrzegania i rozumienia symboliki.
Być może, iż kiedyś tam pójdę Pańską drogą? Każdy może zachorować, ale na dzień dzisiejszy nawet sobie wyobrazić nie mogę abym tak bardzo mógł zgłupieć. Mam tu za małą wyobraźnię

>Dawniej jakby ktoś miał opisać co łączy ludy Europy to jedyne co to mógł napisać -Chrystus.
Może i mógł, a może nie mógł. Nie jest znane ani jedno zdanie pochodzące od Jezusa, a mit Chrystusa pochodzi z pism Nowego Testamentu napisanego dużo później i przez innych ludzi.

>Ludzie mogli się zabijać między sobą w praktyce, ale na płaszczyźnie kultury w jakiej operowali, Chrześcijaństwo było tożsame wszystkim,
Mnie najbardziej od wiary odstręcza właśnie ta praktyka:
www.racjon(*)ymskie.oczyszczenie.z.czystych
www.racjonalista.pl/forum.php/s,523045/z,0
Najwięcej zbiorowych zbrodni popełniono w imię różnych wiar, a rzymskie chrześcijaństwo dzierży w tym prymat.

>nawet muzułmanom mieszkającym w Europie, bo byli wewnątrz czegoś większego.
Tak, jak islam jest tożsamy współczesnym chrześcijanom mordowanym w muzułmańskich krajach.

>Z chwilą nadejścia Oświecenia modna zrobiła się filozofia naturalna, nauki przyrodnicze, pozytywizm itd itd. Metafizyka, scholastyki itp przechodziły do lamusa. Od tamtej pory ani jedna mądra głowa, ani jeden filozof czy genialny naukowiec nie stworzył koncepcji która by rzeczywiście zaraziła wszystkich europejczyków i zbudowała jedną wspólną kulturę. Mieliśmy różne podziały na marksistów i kapitalistów (oba destrukcyjne) a potem w utylitarnej, pragmatycznej liberalnej demokracji wytworzył nam się podział na lewicę i prawicę który dzieli ludzi do dziś. (...) Nie ma więc do dziś ani jednego geniusza który by powiedział do wszystkich europejczyków takie słowa, że "każdy" (nie dosłownie) by mógł odpowiedzieć - Tak, zgadzam się. Kiedyś jedynym takim słowem był Chrystus (nawet muzułmanie go uznawali).
Wchodzi Pan w następne tematy o których znowu nie ma Pan zielonego pojęcia, a mnie nie chce się każdej rzeczy odrębnie Panu wyjaśniać. Są książki i biblioteki.

>Ludzi scala, kultury i cywilizacje buduje tylko wyższa idea, która obiecuje coś więcej niż dobrobyt. Gdyby nie Bóg, amerykański patriotyzm nie mógłby być możliwy i nie miałby takiej siły. Ludzie mają potrzebę metafizyki wpisaną w geny, bez tego się rozpadają.

>Dzisiaj odpowiedzią na ten problem jest tylko New Age, obojętnie jaką miałby przybrać formę. Ten ruch jako jedyny nie neguje "wyższego świata" który istnieje "poza" tym naturalnym badanym przez naukę.
To niech Pan sobie newaguje. Ja tego zestawu bzdur nie kupuję. Wydaje też mi się, że źle Pan z forum trafił, ale mogę się mylić.

@@@
.
22-04-2015 12:40 
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)

>Zdecydowanie jestem pod wpływem nauki i zdecydowanie wiem, że istnieje duża grupa ludzi, którym się nic wytłumaczyć nie da. (Np. zwolennicy "zamachu smoleńskiego".)

I tutaj pan się zalicza do których? Do tych którym się da cokolwiek wytłumaczyć? To co pan zrozumiał do tej pory? Potrafi pan w skrócie zaprezentować jakie ja przyjmuje stanowisko? Ja w to wątpię.
Jak dla mnie to nie ma pan pojęcia o czym ja piszę, więc jedyną reakcją jaka pozostaje jest stwierdzenie, że na pewno piszę jakieś bzdury i na pewno nie mam wiedzy i przygotowania. Ja się wiedzą i przygotowaniem nigdzie nie chwaliłem, do niczego nie odsyłałem. Piszę tylko o Europie jako cywilizacji europejskiej w kontekście pytania głównego, więc tutaj pozostaje albo się zgodzić, że Chrześcijaństwo było łącznikiem albo wykazać inny łącznik który zbudował tożsamość całej Europy. Dodatkowo jako temat poboczny wyrażam swoją ogólną opinie co do słabości tzw. naturalizmu lub metod poznania którymi posługuje się współczesna nauka, przy budowaniu nowej, świeckiej tożsamości Europy. Zdecydowanie lepiej tutaj sprawdza się tzw transcendentalizm, gdyż tylko wtedy cywilizacje osiągały najlepszą formę.
22-04-2015 13:23 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
> Piszę tylko o Europie jako cywilizacji europejskiej w kontekście pytania głównego, więc tutaj pozostaje albo się zgodzić, że Chrześcijaństwo było łącznikiem albo wykazać inny łącznik który zbudował tożsamość całej Europy.

Czy jest coś takiego jak tożsamość całej Europy?
22-04-2015 14:07 
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)
>> Piszę tylko o Europie jako cywilizacji europejskiej w kontekście pytania głównego, więc tutaj pozostaje albo się zgodzić, że Chrześcijaństwo było łącznikiem albo wykazać inny łącznik który zbudował tożsamość całej Europy.
>Czy jest coś takiego jak tożsamość całej Europy?

Było coś takiego, w drugiej połowie średniowiecza wszystkie ludy naszego kontynentu budowały swoją kulturę w oparciu o jedną prawdę, czyli tą wynikającą z chrześcijaństwa. Kościoły stały niemalże wszędzie.

Aby mówić o wspólnocie to musi być jakaś idea która charakteryzuję całą wspólnotę. Polaków dzisiaj łączy tylko język i i formalna narodowość. Trudno sobie wyobrazić aby konserwatysta budujący swój światopogląd o tradycję katolicką mógł się utożsamiać z postępowaniem nowoczesnego liberała-ateisty który odwołuje się do postulatów humanizmu z europy zach. i naturalizmu czy innych pochodnych nauk przyrodniczych. To są dwa różne światy, dwie różne perspektywy oceniania pewnych dylematów moralnych itd. Podobnie ma cała Europa, jedyne co wspólne to projekt UE i NATO, czyli twór polityczny który się dopiero buduje ale strasznie słabo to wygląda i kto wie czy uda się to utrzymać. To wszystko jest wystarczające do życia, ale nie wystarczające do budowania czegoś wielkiego i wspaniałego. Kontynenty przed kolonizacją europejczyków, też posiadały kulturę wystarczającą do życia, ale nie oparły się sile czegoś większego, czyli cywilizacji europejskiej. Z Perspektywy ewolucji świat się ujednolica, robi spokojniejszy i bardziej przewidywalny, podobnie z kulturą i cywilizacją. Jest to jednak stan typowy dla starości i wymierania, żaden organizm się tak nie zachowuje w kwiecie wieku. Nihilizm to nuuudaaa. Wystarczy sobie wyobrazić świat całkowicie "naturalny" jak tego pragną lewicowi humaniści. W takim świecie nie ma nawet o czym pogadać, są tylko kalkulacje, prawdopodobieństwa, analizy. Zero miejsca na poezje, spontaniczność, imaginacje, głupoty i dramaty bo to wszystko są domeny abstrakcji, a w nauce miejsce abstrakcji jest w koszu na śmieci.
22-04-2015 15:30 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

Czy jest coś takiego jak tożsamość całej Europy?
>Było coś takiego, w drugiej połowie średniowiecza wszystkie ludy naszego kontynentu budowały swoją kulturę w oparciu o jedną prawdę, czyli tą wynikającą z chrześcijaństwa.
www.bryk.p(*)iowiecza_józef_putek.html

> Kościoły stały niemalże wszędzie.
W PRL-u postawiono na tym samym terenie więcej kościołów niż poprzednim tysiącleciu.

>Aby mówić o wspólnocie to musi być jakaś idea która charakteryzuję całą wspólnotę.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,361070/z,0
www.niedzi(*)ul/83188/nd/Szkola-patriotyzmu

>Polaków dzisiaj łączy tylko język i i formalna narodowość.
Cholera i to ma być Polak, który nie zna dorobku naszej kultury.

> Trudno sobie wyobrazić aby konserwatysta budujący swój światopogląd o tradycję katolicką mógł się utożsamiać z postępowaniem nowoczesnego liberała-ateisty który odwołuje się do postulatów humanizmu z europy zach. i naturalizmu czy innych pochodnych nauk przyrodniczych.
Tak, to sobie zdecydowanie trudno wyobrazić, ale jakże łatwo, iż religianci zatruwają wszystko i całą państwowość i nawet niszowe portale myśli wolnej.

>To są dwa różne światy, dwie różne perspektywy oceniania pewnych dylematów moralnych itd.
Dokładnie tak - ludzie używający tego samego języka, a jakby z dwóch różnych planet byli. Dlatego nigdy nie miałem poczucia misji i nie narzucałem się ze swoimi poglądami na fideistycznych portalach, ale nawiedzony wierzący nawracać musi, gdyż inaczej się udusi. Pieprzy trzy po trzy para piętnaście, ale on musi, gdyż on jest jedynym depozytariuszem prawdy otrzymanej wprost od samego Boga.

>Nihilizm to nuuudaaa.
A kto tu i kiedy bronił nihilizmu?

>Wystarczy sobie wyobrazić świat całkowicie "naturalny" jak tego pragną lewicowi humaniści.
Najpierw to wypadałoby go poznać, zamiast pieprzyć co się komu na ten temat wydaje.
Nie bardzo też wiem, kogo opisuje określenie "lewicowi humaniści"? Znowu Pan tu bzdury wypisuje, aby tylko sobie popieprzyć głupot trochę.

>W takim świecie nie ma nawet o czym pogadać, są tylko kalkulacje, prawdopodobieństwa, analizy. Zero miejsca na poezje, spontaniczność, imaginacje, głupoty i dramaty bo to wszystko są domeny abstrakcji, a w nauce miejsce abstrakcji jest w koszu na śmieci.
W jakim świecie? W bajdzie, którą Pan sobie wyobraża? Szanowny Panie, za nic w świecie nie chciałbym się znaleźć w Pańskim ograniczonym świecie, a o mój to niech się Pan zupełnie nie martwi, gdyż zupełnie nic o nim Pan nie wie.

@@@
.
22-04-2015 14:56 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Piszę tylko o Europie jako cywilizacji europejskiej w kontekście pytania głównego, więc tutaj pozostaje albo się zgodzić,
że Chrześcijaństwo było łącznikiem albo wykazać inny łącznik, który zbudował tożsamość całej Europy.

>Czy jest coś takiego jak tożsamość całej Europy?
Moim zdaniem wśród elity intelektualnej "niby coś takiego" już od wieków istnieje, ale jest to tak płynne i zróżnicowane,
że przedstawiciele jednych poglądów mogą całkowicie odrzucać poglądy innych. Wartością kultury europejskiej jest jej ogromna złożoność. Zbudowana została na ideach bardzo wielu kultur o źródłach czasem zanikających w zamierzchłej przeszłości, jak i na dorobku własnych europejskich myślicieli. Samo judeochrześcijaństwo przecież ani nie jest europejskim wymysłem, ani z europejskich tradycji się nie wywodzi i zostało tu przeszczepione z cywilizacji śródziemnomorskiej.

Zupełnie nie można się zgodzić, że Chrześcijaństwo było [jedynym, a nawet tylko najważniejszym] łącznikiem i wcale nie istnieje żadna konieczna alternatywa wykazania innego łącznika, który zbudował tożsamość całej Europy. Cywilizacja europejska składa się bardzo wielu elementów - co stanowi jej wielką wartość - i koniecznym byłoby tu przedstawienie poważnej bibliografii przedstawiającej wagę poszczególnych elementów składowych. Trzeba być ogromnie zaślepionym religijnym fanatykiem, aby w ideologii cywilizacji europejskiej narzucać nadrzędność chrześcijaństwa nad innymi składowymi o czym wyżej napisałem i mocno uargumentowałem.

PS. Znowu w sprawach tworzenia narodowości z Panem się zgadzam, za podrzucenie artykułu dziękuję.

@@@
.
22-04-2015 15:59 
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)
>.
>Piszę tylko o Europie jako cywilizacji europejskiej w kontekście pytania głównego, więc tutaj pozostaje albo się zgodzić,
>że Chrześcijaństwo było łącznikiem albo wykazać inny łącznik, który zbudował tożsamość całej Europy.

>>Czy jest coś takiego jak tożsamość całej Europy?
>Moim zdaniem wśród elity intelektualnej "niby coś takiego" już od wieków istnieje, ale jest to tak płynne i zróżnicowane,
>że przedstawiciele jednych poglądów mogą całkowicie odrzucać poglądy innych. Wartością kultury europejskiej jest jej ogromna złożoność. Zbudowana została na ideach bardzo wielu kultur o źródłach czasem zanikających w zamierzchłej przeszłości, jak i na dorobku własnych europejskich myślicieli. Samo judeochrześcijaństwo przecież ani nie jest europejskim wymysłem, ani z europejskich tradycji się nie wywodzi i zostało tu przeszczepione z cywilizacji śródziemnomorskiej.
>Zupełnie nie można się zgodzić, że Chrześcijaństwo było [jedynym, a nawet tylko najważniejszym] łącznikiem i wcale nie istnieje żadna konieczna alternatywa wykazania innego łącznika, który zbudował tożsamość całej Europy. Cywilizacja europejska składa się bardzo wielu elementów - co stanowi jej wielką wartość - i koniecznym byłoby tu przedstawienie poważnej bibliografii przedstawiającej wagę poszczególnych elementów składowych. Trzeba być ogromnie zaślepionym religijnym fanatykiem, aby w ideologii cywilizacji europejskiej narzucać nadrzędność chrześcijaństwa nad innymi składowymi o czym wyżej napisałem i mocno uargumentowałem.
>PS. Znowu w sprawach tworzenia narodowości z Panem się zgadzam, za podrzucenie artykułu dziękuję.
>@@@
>.

Jeśli mamy grupę składającą się z różnych elementów, to co decyduje o tym, że tą grupę określamy jedną nazwą? Wedle Pana sposobu patrzenia na sprawy, tylko wspólne położenie geograficzne. Nie jest to błędem, jest to jednak jałowe gdyż kontynent geograficzny Europa istniał od zawsze i od zawsze istniała na nim mnogość różnych tradycji i kultur, przynajmniej od momentu zaludnienia. Nie oznacza to jednak że od zawsze istniała jedna wspólna kultura europejska. Pańskie patrzenie na sprawy się nie potrafi samo obronić, bo co się działo na tym kontynencie zanim pojęcie Europa, Europejczyk pojawiło się w świadomości ludzi? Działo się to co zawsze, mieszkali tu ludzie. Co się będzie działo dalej? Dalej będą mieszkać ludzie. Dlatego też dyskusja podjęta z pańskiej perspektywy jest bezsensowna, bo po co odpowiadać na postawione w wątku pytanie, skoro cokolwiek sobie nie odpowiemy Europa i tak będzie na mapie ze swoją "mnogością kultur"? Nawet jeśli w 100% zasiedlą ją muzułmanie, to dalej będzie Europą. Po co więc cały problem? Mnogość A B C i D nie daje nam E, to jest nic innego jak ABCD. Aby ten zbiór można określić jako całość E, musimy mieć coś wspólnego. Pan jako łącznik ma tylko kontynent, który nawet nie jest samodzielny i idąc dalej za pana wywodem, skoro czerpaliśmy z kultur śródziemnomorskich a te czerpały z Azj i Afryki, to nawet nie ma Europy w sensie geograficznym, bo wszystko wywodzi się z Afryki i Azji. Takie rozumowanie prowadzi do nieskończonego i jałowego dyskursu. Niczego sobie nie ustalimy w ten sposób.
22-04-2015 17:29 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>>Czy jest coś takiego jak tożsamość całej Europy?
>Moim zdaniem wśród elity intelektualnej "niby coś takiego" już od wieków istnieje, ale jest to tak płynne i zróżnicowane,

"Niby coś takiego" i raczej trudne do zdefiniowania. Definicja intuicyjna?
Spróbujmy zdefiniować choć trochę tego ?.?.?
Europa - pojęcie geograficzne - niezbyt zresztą precyzyjne (Wg czeskich podręczników najwyższym szczytem Europy jest Elbrus), ale tożsamość Europy obejmuje przecież także nie przez wszystkich do Europy zaliczanych Gruzinów i Ormian. Na pewno olbrzymi wpływ na tę tożsamość mieli pochodzący przecież z Azji Żydzi. O wiele mniejszy Cyganie, zresztą, czy przodkowie większości Europejczyków nie przyszli z Azji a wprzódzi z Afryki? z drugiej strony czy zaliczymy dziś do europejskiej tożsamości Nieńców? Komiaków? Ale już Finów z pewnością tak, a czy Lapończyków?
Czy nie manifestowali przez wielki całe swojej europejskości koloniści w Indiach, Australii, Amerykach, nad Amurem? Przecież mając w sobie europejską tożsamość dźwigali "brzemię białego człowieka" Do dziś w wielu afrykańskich rezerwatach uczą Afrykanów jak dbać o przyrodę walcząc z kłusownikami. Do dziś w wielu amazońskich rezerwatach wypalają dżunglę skazując Indian na śmierć.

Geografia okazuje się więc słabo przydatna.

Historia?
Gdyby przyjąć jako źródło europejskie tożsamości granice Imperium, Europa byłaby na trzech kontynentach, ale Słowianie, Germanie byliby poza jej granicami
Późniejsze granice cesarstwa wykluczyłyby Skandynawię, Rosję
Granice chrześcijaństwa? W Hiszpanii i na Bałkanach było w głębokim odwrocie na rzecz islamu.

Język? kuchnia? tradycja? (to już byłyby żarty)

>Wartością kultury europejskiej jest jej ogromna złożoność.
Tak. Dzisiejsza Europa ma szerokie korzenie, to chyba jej największe bogactwo. Ma je wśród starogreckich filozofów, w Starym Testamencie, w rzymskim prawie i rzymskim przekonaniu o wyjątkowości obywatelstwa, w chrześcijaństwie, ale też bibliotekach Kordowy, w myśli Lutra, Zwingliego, ale też w pogańskich tradycjach świąt letniego przesilenia. U Smitha i u Marksa, ale też u Torquemaqdy i Hitlera.
Holenderska pracowitość, szwajcarska precyzja, czeski humor, polska improwizacja... Europa

Europa wykorzystała swoją przewagę (i wizję chrześcijańskiego misjonarstwa) do narzucenia światu swojego kalendarza, alfabetu, (choć sama jednego nie ma) zapisu chemicznego, nutowego i paru jeszcze praktycznych rzeczy. To jednak, co w mojej całkowicie subiektywnej (!) ocenie nadaje ton europejskiej tożsamości to myśl oświecenia, skutkująca zarówno gilotyną jak i amerykańską konstytucją, ale w sumarycznej ocenie jest tym co stara ciotka Europa dała światu najlepszego. Dzisiaj określenie "jestem Europejczykiem" niesie w sobie trochę tej samej nuty co "Ich bin ein Berliner" i mimo, że nie podejmuję się ( i nie widzę celowości ) precyzyjnego definiowania europskiej tożsamości, to ta duma z tradycji wolnościowych zakorzenionych w Oświeceniu jest chyba najbliższa wspólności Europejczyków

> Cywilizacja europejska składa się bardzo wielu elementów - co stanowi jej wielką wartość - i koniecznym byłoby tu przedstawienie poważnej bibliografii przedstawiającej wagę poszczególnych elementów składowych.
Sama taka bibliografia liczyłaby kilkadziesiąt stron

Pozdrawiam
22-04-2015 19:04 
 Ocena 2 na 2
Klopton (519 punktów)
Przedstawię sprawę inaczej aby lepiej wyrazić mój punkt widzenia. Ja nie postuluję powrotu do chrześcijaństwa, doceniam tylko jego wagę i decydującą rolę.

Henri Bergson najlepiej wyjaśnił problem ewolucji społeczeństwa. Czyta się go trudno dlatego mało znany. Racjonalne myślenie, stan mentalny nie wyjdzie po za biegunowość, dialektykę, dualizm, dlatego każde próby ujednolicenia i sprowadzenia poznania do jednego czynnika kończą się szaleństwem (tak skończył Nietzsche zapominając, że jest prócz materii i duch). Bergson zauważył dwie tendencje w ewolucji społeczeństwa, jedna oddolna, naturalna, wynikająca z przyrody, materii charakteryzująca się tendencją stadną, powrotem do stanu zwierzęcego, zamknięciem się, oddzieleniem gromadzeniem zapasów, obroną itp. Druga tendencja wynika z abstrakcyjnego myślenia, jest to pociąg metafizyczny do nowych horyzontów, do wykroczenia poza naturę, poznania czegoś wyższego, boskiego, otwarcia się itp. Dzięki tej drugiej świadomość przeszła ze stanu zwierzęcego do stanu ludzkiego, a że człowiek nie jest istotą skończoną, ciągle się tworzy, obie nadal odgrywają rolę w ewolucji. Ta druga stworzyła pojęcie ludzkości jako całości.

Teraz patrząc na problem kultury/cywilizacji to pojęcia naturalizmu i transcendentalizmu nabierają trochę innego znaczenia, mieszają i nakładają się na siebie. Uproszczając, bez wchodzenia w detale w które niepotrzebnie się w tej dyskusji wchodzi: Świat antyczny Grecji i Rzymu najpierw łączył i scalał ludy wobec idei transcendentalnej którą była potęga imperium, polityczna jak i kulturalna ale też się naturalizował odcinając się od reszty świata. Chrystus z Sokratesem to pierwsze "lewaki" w Europie.
Tak jak Grecja dochodząc do szczytu swojego potencjału wydaje Polis i filozofie co owocuje narodzinami Rzymu który potem dojdzie do swojego szczytu w postaci Republiki, tak Państwo Boże dochodzi do swojego szczytu w momencie Renesansu który owocuje narodzinami humanizmu, kolonii i daje początek pojęciom państw narodowych (oczywiście to wszystko są mocne uogólnienia). Tak jak Sokrates "zniszczył" Grecję, tak jak Chrystus "zniszczył" Rzym, tak Leonardo Da Vinci, Kopernik i Galileusz "zniszczyli" Państwo Kościelne, czyli chrześcijańską Europę aby potem mógł ją dobić Darwin (niszcząc dają w zamian coś nowego). Co się dzieje dalej? Rozpada się chrześcijańska Europa, przez pół wieku, tak jak Grecja i Rzym rozpadały się pół wieku. Rzym się podzielił na 2 części, Europa po reformacji na 3. Tak jak okres do V-VI wieku n.e. dawał początek imperium Wschodu owocujące następnie Osmańskim, tak od Renesansu i Oświecenia zaczęło nam się tworzyć imperium Amerykańskie. Rzym upadł brutalnie, zdziesiątkowany przez najazdy barbarzyńców. Tak samo brutalnie upadła Europa zdziesiątkowana przez 2 wojny światowe. Od tamtego momentu Europy już nie ma, mamy tzw Zachód, na który składa się część Europy i Ameryka północna która odgrywa tu rolę dominującą.

Jaka będzie przyszłość, jeśli popatrzymy z tej perspektywy? To zależy jakie będzie zagrożenie i jakie będą nasze marzenia. Zagrożenie zdecyduje o tym jak zadziała naturalizm, i jak nas ujednolici. Może to być zagrożenie natury ekologicznej, co przyśpieszy globalizacje i powstanie rządu światowego. W mojej opinii miną stulecia zanim ono nadejdzie. Bardziej realne jest potworzenie sie ostatnich kultur i cywilizacji w klasycznym sensie znaczenia tych pojęć. Zagrożeniem może być cywilizacja Azjatycka, i to ta Azja dalsza a nie bliższa, i to zagrożenie może mieć charakter gospodarczy a nie militarny (zabiorą nam pałeczkę postępu i pracy) co zaowocuje powstaniem Zjednoczonych Stanów Świata Zachodu, a nie samej Europy. Analogicznie porównując, jesteśmy w chwili wieków ciemnych (stawiałbym na to, że tak określi historia naszą epokę), można to porównać do V-X wieku n.e. Renesans dopiero nadejdzie, chwilowo jesteśmy jeszcze pod działaniem tendencji transcendentalnej, czyli pod wpływem Renesansu i Oświecenia z przeszłości, tak jak pierwsze średniowiecze było pod wpływem Chrystusa i Judaizmu. Humanizmu nowego nie widać (oprócz New Age), króluje i zadomawia się nihilizm, który ma postać min naturalizmu. Pytanie tylko czy nowa Zjednoczona cywilizacja świata Zachodu, do którego można wliczyć nawet Australię a może i Indie i Brazylię, będzie cywilizacją dominującą? Europa w wiekach ciemnych oddała pola Arabom, to oni byli najwyżej rozwinięci, można powiedzieć aż do końca średniowiecza. Moim zdaniem historia się powtórzy i Zachód przegra z Chinami, i całą "żółtą" Azją. Moim zdaniem będzie to też ostatni podział między ludzki, następny renesans będzie dotyczył całej planety i zaowocuje cywilizacją planetarną wobec zagrożeń natury ekologicznej, żywnościowej itp.

Postawiłby więc tezę, że Europy już nie ma, mamy Zachód który łączy kilka kontynentów. Postawiłbym tezę, że Europa tak jak Rzym, czy Grecja istniała około tysiące lat, z momentem szczytowym w Renesansie który bym porównał do Polis i Republiki. Postawiłbym tezę, że zachód wszedł w okres wieków ciemnych i przez kilka stuleci będzie przegrywał z "żółtą" Azją. Postawił bym tezę, że zachód już się nie odrodzi, a bardziej społeczeństwo całej planety. Postawiłbym tezę że tendencja naturalistyczna zamyka społeczeństwa na rozwój, potem konsoliduje dzięki idei transcendentalnej aby potem przez tą idee upaść i zniknąć. Postawiłbym tezę, że właśnie tak działa ewolucja.

Oczywiście wszystko jest tylko moim abstrahowaniem, dość swobodnym, dlatego nie ma sensu aby Pan Andrzej mnie łapał za słówka i poprawiał w detalach, bo to nie o to chodzi Filozofujemy, nie badamy w laboratorium.
23-04-2015 12:02 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Czy jest coś takiego jak tożsamość całej Europy?
Moim zdaniem wśród elity intelektualnej "niby coś takiego" już od wieków istnieje, ale jest to tak płynne i zróżnicowane,
że przedstawiciele jednych poglądów mogą całkowicie odrzucać poglądy innych. Wartością kultury europejskiej jest jej ogromna złożoność. Zbudowana została na ideach bardzo wielu kultur o źródłach czasem zanikających w zamierzchłej przeszłości, jak i na dorobku własnych europejskich myślicieli. Samo judeochrześcijaństwo przecież ani nie jest europejskim wymysłem, ani z europejskich tradycji się nie wywodzi i zostało tu przeszczepione z cywilizacji śródziemnomorskiej.

>"Niby coś takiego" i raczej trudne do zdefiniowania. Definicja intuicyjna?
Gorzej to takie "ni pies ni wydra coś na kształt świdra".

Warto tu też zaznaczyć trudności pojęciowe, gdyż czy np. każdego mieszkańca Europy mamy nazywać Europejczykiem, czy Europejczykiem jest ktoś, kto nigdy nie przekroczył granic swojego powiatu i nie przeczytał żadnej książki? A jak był raz w województwie i przeczytał książek 10 lub 100, to wtedy co?

Mnie się wydaje, iż do poczucia się Europejczykiem - jako minimum - przydałaby jakaś tam znajomość Mądrości (filozofii) Zachodu, począwszy od starożytnej, religii i kultur śródziemnomorskich (choćby tylko takie małe omówienie) skończywszy na aktualiach: www.racjonalista.pl/forum.php/s,661496 Koniecznym jest poznanie historii państwa i prawa, też zaczynając od starożytnych Greków i Rzymian. Znajomość europejskich kultur: Średniowiecza, Odrodzenia, Oświecenia, a także Romantyzmu i Pozytywizmu. Rewolucyjnych prób wyzwolenia człowieka przez zorganizowanie państwa od Rewolucji Francuskiej.

Gdzie szukać opisów "cywilizacji europejskiej" i prób jej zrozumienia.
W u księdza katechety, czy w internecie, gdzie każdy kto chce to swoje głupoty plecie. Według mojego skrzywienia szukać go należy u intelektualistów - umysłów wybitnych, a nie wśród własnego otoczenia - grupy społecznej, czy wyznaniowej. Np. - "konserwatystów budujących swój światopogląd o tradycję katolicką". Polaków - Katolików - Prawdziwych Patriotów itp.)
_______________

>Spróbujmy zdefiniować choć trochę tego ?.?.?
>Europa - pojęcie geograficzne - niezbyt zresztą precyzyjne (Wg czeskich podręczników najwyższym szczytem Europy jest Elbrus), ale tożsamość Europy obejmuje przecież także nie przez wszystkich do Europy zaliczanych Gruzinów i Ormian. Na pewno olbrzymi wpływ na tę tożsamość mieli pochodzący przecież z Azji Żydzi. O wiele mniejszy Cyganie, zresztą, czy przodkowie większości Europejczyków nie przyszli z Azji a wprzódzi z Afryki? z drugiej strony czy zaliczymy dziś do europejskiej tożsamości Nieńców? Komiaków? Ale już Finów z pewnością tak, a czy Lapończyków?
No właśnie i co nam z tej próby definicji wynika?

>Czy nie manifestowali przez wielki całe swojej europejskości koloniści w Indiach, Australii, Amerykach, nad Amurem?
I to jeszcze jak.

>Przecież mając w sobie europejską tożsamość dźwigali "brzemię białego człowieka" Do dziś w wielu afrykańskich rezerwatach uczą Afrykanów jak dbać o przyrodę walcząc z kłusownikami.
A najpierw sami wybili większość tego co wybić się dało.

>Do dziś w wielu amazońskich rezerwatach wypalają dżunglę skazując Indian na śmierć.
Od początku tępili tubylców, nawet przez wybijanie bizonów.

>Geografia okazuje się więc słabo przydatna.
Zdecydowanie słabo przydatna.

>Historia?
>Gdyby przyjąć jako źródło europejskie tożsamości granice Imperium, Europa byłaby na trzech kontynentach, ale Słowianie, Germanie byliby poza jej granicami
>Późniejsze granice cesarstwa wykluczyłyby Skandynawię, Rosję
Jakiego Imperium? Było kilka prób ich tworzenia - na szczęście wszystkie prawie wszystkie upadły, choć tworzą się wciąż nowe.

>Granice chrześcijaństwa? W Hiszpanii i na Bałkanach było w głębokim odwrocie na rzecz islamu.
Były i wcale to nie był upadek tych regionów ani kulturowy, ani kulturalny.

Wartością kultury europejskiej jest jej ogromna złożoność.
>Tak. Dzisiejsza Europa ma szerokie korzenie, to chyba jej największe bogactwo. Ma je wśród starogreckich filozofów, w Starym Testamencie, w rzymskim prawie i rzymskim przekonaniu o wyjątkowości obywatelstwa, w chrześcijaństwie, ale też bibliotekach Kordowy, w myśli Lutra, Zwingliego, ale też w pogańskich tradycjach świąt letniego przesilenia. U Smitha i u Marksa, ale też u Torquemaqdy i Hitlera.
Całkowita zgoda.

>Holenderska pracowitość, szwajcarska precyzja, czeski humor, polska improwizacja... Europa
Zgoda.

>Europa wykorzystała swoją przewagę (i wizję chrześcijańskiego misjonarstwa) do narzucenia światu swojego kalendarza, alfabetu, (choć sama jednego nie ma) zapisu chemicznego, nutowego i paru jeszcze praktycznych rzeczy. To jednak, co w mojej całkowicie subiektywnej (!) ocenie nadaje ton europejskiej tożsamości to myśl oświecenia, skutkująca zarówno gilotyną jak i amerykańską konstytucją, ale w sumarycznej ocenie jest tym co stara ciotka Europa dała światu najlepszego. Dzisiaj określenie "jestem Europejczykiem" niesie w sobie trochę tej samej nuty co "Ich bin ein Berliner" i mimo, że nie podejmuję się ( i nie widzę celowości ) precyzyjnego definiowania europskiej tożsamości, to ta duma z tradycji wolnościowych zakorzenionych w Oświeceniu jest chyba najbliższa wspólności Europejczyków
Znowu zgoda.

Cywilizacja europejska składa się bardzo wielu elementów - co stanowi jej wielką wartość - i koniecznym byłoby tu przedstawienie poważnej bibliografii przedstawiającej wagę poszczególnych elementów składowych.
>Sama taka bibliografia liczyłaby kilkadziesiąt stron
Nie wiem ile, ale sam mogę podać kilkadziesiąt wartościowych pozycji.

@@@
.
23-04-2015 14:39 
 Ocena 2 na 2
Klopton (519 punktów)

>Mnie się wydaje, iż do poczucia się Europejczykiem - jako minimum - przydałaby jakaś tam znajomość Mądrości (filozofii) Zachodu, począwszy od starożytnej, religii i kultur śródziemnomorskich (choćby tylko takie małe omówienie) skończywszy na aktualiach: www.racjonalista.pl/forum.php/s,661496 Koniecznym jest poznanie historii państwa i prawa, też zaczynając od starożytnych Greków i Rzymian. Znajomość europejskich kultur: Średniowiecza, Odrodzenia, Oświecenia, a także Romantyzmu i Pozytywizmu. Rewolucyjnych prób wyzwolenia człowieka przez zorganizowanie państwa od Rewolucji Francuskiej.

Co pan tutaj nawymyślał? Jakim się pan poczuje europejczykiem jeśli utożsami się pan z Pozytywizmem, Romantyzmem, Intuicjonizmem, chrześcijańską scholastyką i np Gnozą? Wszystko wyrosło w Europie, jeśli teraz ktoś panu zada pytanie - Panie Andrzeju, co dla Pana oznacza bycie Europejczykiem? To odwoła się pan do wszystkich tradycji, choć się zwalczają i sobie przeczą? Będzie pan twierdził, że jest dziedzicem Nietzschego i Sokratesa, choć ten pierwszy poświęcił życie na krytykowanie dorobku tego drugiego? Będzie się pan utożsamiał z geocentryzmem i heliocentryzmem? Europa ma tożsamość geocentryczno-heliocentryczną? Wrocławianin znając historię miasta i wiedząc, że należało kiedyś do Monarchii Habsburskiej poczuje większą polską tożsamość? Ślązacy też?
To, że widzi pan budulec nie oznacza, że widzi pan budowlę. Wychodzi panu drzewo które owocuje i jabłkiem i gruszką i bananem i szyszką.
Kołakowski miał racje, miał ją i Nietzsche, gdyż on nie postulował, on przewidział rozpad i przewidział, że na zgliszczach powstanie coś nowego. Obydwaj panowie zgadzają się, że bez Chrystusa Europa zmierza ku ruinie, Nietzsche jednak idzie dalej twierdząc, że idea nadczłowieka może wyłonić alternatywę i rozpad był/jest koniecznością. Kołakowski tej alternatywy nie dostrzega.

p.s.
Dodatkowo postępowo-liberalna edukacja robi wszystko aby nie wychowywać ludzi w duchu, jaki pan postuluje. Doskonale opisał to Alan Bloom w książce "Umysł zamknięty".
23-04-2015 15:15 
 Ocena 2 na 2
szarley (54913 punktów)
>Co pan tutaj nawymyślał? Jakim się pan poczuje europejczykiem jeśli utożsami się pan z Pozytywizmem, Romantyzmem, Intuicjonizmem, chrześcijańską scholastyką i np Gnozą? Wszystko wyrosło w Europie, jeśli teraz ktoś panu zada pytanie - Panie Andrzeju, co dla Pana oznacza bycie Europejczykiem? To odwoła się pan do wszystkich tradycji, choć się zwalczają i sobie przeczą?

Pytanie nie do mnie, ale odpowiem.
TAK! Bo Europa to właśnie wolność sporu
To jedna z tych najcenniejszych rzeczy, które ta stara ciotka, dała światu, choć heretyków paliła na stosach lub wysyłała do Gułagów
To w Europie, z wielkim trudem wolność sporu stała się wartością dla siebie.
23-04-2015 15:45 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Co pan tutaj nawymyślał? Jakim się pan poczuje europejczykiem jeśli utożsami się pan z Pozytywizmem, Romantyzmem, Intuicjonizmem, chrześcijańską scholastyką i np Gnozą? Wszystko wyrosło w Europie, jeśli teraz ktoś panu zada pytanie - Panie Andrzeju, co dla Pana oznacza bycie Europejczykiem? To odwoła się pan do wszystkich tradycji, choć się zwalczają i sobie przeczą? Będzie pan twierdził, że jest dziedzicem Nietzschego i Sokratesa, choć ten pierwszy poświęcił życie na krytykowanie dorobku tego drugiego? Będzie się pan utożsamiał z geocentryzmem i heliocentryzmem? Europa ma tożsamość geocentryczno-heliocentryczną? Wrocławianin znając historię miasta i wiedząc, że należało kiedyś do Monarchii Habsburskiej poczuje większą polską tożsamość? Ślązacy też?
Moim zdaniem wśród elity intelektualnej "niby coś takiego" już od wieków istnieje, ale jest to tak płynne i zróżnicowane,
że przedstawiciele jednych poglądów mogą całkowicie odrzucać poglądy innych. Wartością kultury europejskiej jest jej ogromna złożoność
.

Zbudowana została na ideach bardzo wielu kultur o źródłach czasem zanikających w zamierzchłej przeszłości, jak i na dorobku własnych europejskich myślicieli. Samo judeochrześcijaństwo przecież ani nie jest europejskim wymysłem, ani z europejskich tradycji się nie wywodzi i zostało tu przeszczepione z cywilizacji śródziemnomorskiej.

Dorobkiem "cywilizacji europejskiej" jest wolność słowa i permanentny spór na merytoryczne argumenty, a nie zamykanie ust krytykom/heretykom (np. minusowanie i banowanie niepokornych). Jej dorobkiem jest liberalna demokracja szanująca poglądy i głos wszelkich mniejszości.

Tak, właśnie dlatego czuję się Europejczykiem, iż wszelkie tu wymienione (oraz inne nie wymienione) krytycznie przemyślałem. Część ich zaakceptowałem jako własne, a część z nich odrzuciłem, ale o każdym z nich coś tam powiedzieć mogę lub przynajmniej wiem, gdzie szukać na ich temat informacji. Jestem ich wszystkich dziedzicem pomimo tego, iż tylko z niektórymi się utożsamiam, a nawet są takie, które całkowicie odrzucam. Na naszym forum też tylko przedstawiam własną opcję pod refleksję tych, którzy mnie zrozumieć potrafią, których moje poglądy mogą zainspirować do samodzielnych przemyśleń, tak jak mnie zainspirowały myśli innych.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,587356#w588248

@@@
.
23-04-2015 16:00 
 Ocena 2 na 2
Klopton (519 punktów)
Wolność słowa i wolność sporu? Czyli Polacy dzielący się na konserwatystów i liberałów, plujący na siebie przez to na ulicach i kłócący się nieustannie, swoją tożsamość wiążą właśnie z tym, ze swobodą sporu?
Powiem tak, wolność sporu istnieje wszędzie, są tylko miejsca gdzie za powiedzenie nie tego co trzeba albo dostaje się kulę w łeb, albo wyrok w więzieniu, albo jest się wyśmianym oplutym. Tylko w tym różnica, bo dzisiaj Europejczyk nie może się swobodnie odwoływać do swojej tożsamości faszystowskiej, do tradycji palenia czarownic, do greckiego czy rzymskiego niewolnictwa, a to wszystko Europa. Nie przekonuje mnie taka opinia zupełnie. Panowie piszą o budulcu, o cegłach ale nie wskazują na zaprawę która te cegły miałaby połączyć.
23-04-2015 16:18 
 Ocena 2 na 2
szarley (54913 punktów)
>Wolność słowa i wolność sporu? Czyli Polacy dzielący się na konserwatystów i liberałów, plujący na siebie przez to na ulicach i kłócący się nieustannie, swoją tożsamość wiążą właśnie z tym, ze swobodą sporu?
Ależ mowa jest nie o Polakach ale o Europejczykach

>Powiem tak, wolność sporu istnieje wszędzie, są tylko miejsca gdzie za powiedzenie nie tego co trzeba albo dostaje się kulę w łeb, albo wyrok w więzieniu, albo jest się wyśmianym oplutym. Tylko w tym różnica, bo dzisiaj Europejczyk nie może się swobodnie odwoływać do swojej tożsamości faszystowskiej, do tradycji palenia czarownic, do greckiego czy rzymskiego niewolnictwa, a to wszystko Europa. Nie przekonuje mnie taka opinia zupełnie. Panowie piszą o budulcu, o cegłach ale nie wskazują na zaprawę która te cegły miałaby połączyć.

Twoja zaprawa (chrześcijaństwo*) jakoś mnie nie przekonuje, to już bardziej uważam, za spoiwo europejskości tradycję oświecenia, o czym już napisałem

*Żebyś nie miał wątpliwości, ja jestem chrześcijaninem.
23-04-2015 19:05 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Wolność słowa i wolność sporu?
A gdzie taka jest? W Polsce to im mniejszy placyk, to większy kacyk i albo będzie się Pan wypowiadał zgodnie z oczekiwaniami właściciela danego medium, albo będzie Pan mógł tylko sobie swobodnie u siebie w domu pogadać. Praktycznie cenzura właścicielska jest bardziej restrykcyjna niż były PRL-owskie urzędy cenzury. Mogę więc za Janem Chrzcicielem powiedzieć - "Jam jest głos wołającego na pustyni", gdyż staram się dotrzeć do racjonalnych umysłów, w czasach gdy dostęp do nich zostaje dla mnie praktycznie zamkniętym.

>Powiem tak, wolność sporu istnieje wszędzie, są tylko miejsca gdzie za powiedzenie nie tego co trzeba albo dostaje się kulę w łeb, albo wyrok w więzieniu, albo jest się wyśmianym oplutym.
To Pańskie rozumienie wolności, dla mnie wolnością jest możliwość swobodnego głoszenia własnych poglądów i merytorycznego przekonywania do nich, ale bez prawa narzucania komukolwiek jakichkolwiek własnych - nawet tych jedynie słusznych. Żenującymi są dla mnie wszyscy - nawet na najwyższych stanowiskach i/lub mocno utytułowani, którzy uważają, że jakiś tam patent na wieczną rację mają, a tak naprawdę to tylko pałę w garści trzymają i kto nie posłuszny tego w łeb.

>Tylko w tym różnica, bo dzisiaj Europejczyk nie może się swobodnie odwoływać do swojej tożsamości faszystowskiej, do tradycji palenia czarownic, do greckiego czy rzymskiego niewolnictwa, a to wszystko Europa.
Znowu to tylko Pańska opinia, dla mnie nikt kto nie potrafi krytycznie przemyśleć całości europejskich dziejów i wybrać z nich to co najcenniejsze (według mnie właśnie np. liberalna demokracja oraz wolność wypowiedzi) nie jest Europejczykiem, tylko jest mieszkańcem Europy. (Najczęściej skołtuniałego europejskiego zaścianka) Megalomania tylko nas ośmiesza.

>Nie przekonuje mnie taka opinia zupełnie.
Tak jak mnie Pańska.

>Panowie piszą o budulcu, o cegłach ale nie wskazują na zaprawę która te cegły miałaby połączyć.
Budulec, to cały materiał budowlany i zaprawa do niego też należy. Choć trudno budować domy bez zaprawy, to takie istnieją, ale domów z samej zaprawy to ludzie nie budują. Zresztą my odwoływaliśmy się głównie tu do fundamentów, a one choć składają się z różnorodnych elementów, to stanowią mocny fundament i wszystkie razem są właśnie swoistymi dla cywilizacji europejskiej. Są tak mocne, że wznoszą się w górę i stanowią zarazem lepiszcze dla całej konstrukcji.

Różne projekty ludzie tworzą, ale po pewnym czasie one wszystkie umierają, choć na szczęście pozostają po nich idee, które trwają i do których mogą odwoływać się ich następcy.
www.racjon(*).php/z,0/d,18/s,600722#w602092
www.racjon(*).php/z,0/d,14/s,609206#w610486
www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,600722#w601145

@@@
.
24-04-2015 07:25 
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)
Pisze pan, że to tylko moja opinia i że powinno się wybrać co najcenniejsze. To teraz pytanie, czy Nietzsche był cenny? On za liberalną-demokracją nie był, krytykował cnoty zaprezentowane przez Sokratesa, które były budulcem tzw humanizmu, krytykował naturalizm Rousseau który dziś wprowadza w życie zachodnia lewica.
Okazuje się, że tzw światopogląd liberalno-demokratyczny jest także kwestią opinii, dodatkowo jest różnie rozumiany. Np. w Polsce mamy liberałów z PO i SLD i liberałów konserwatywnych np od Korwina.

Deklaracja praw człowieka zaczęła naradzać się a Europie ale wprowadzili ją Amerykanie i to pod wpływem Afrykańczyków. Dlatego też pisałem, że należymy już do cywilizacji amerykańskiej a nie europejskiej. Można powiedzieć, że nie liberalizm a deklaracja praw człowieka scala nas w jedną całość, niemalże każda klasa społeczna świata zachodu utożsamia się z tymi wartościami. Problem jednak w tym, że już się pozbawia praw człowieka inne narody bombardując ludność cywilną np. na Bliskim Wschodzie. Problem ten się powiększy i nasze "wartości" praw człowieka zostaną wystawione na próbę, bo masowe emigracje na zachód biedoty z całego świata, będą zmieniać naszą kulturę, co już widać w Europie na przykładzie muzułmanów. Jak teraz postąpić z muzułmaninem, który sie urodził w Europie, ma europejski paszport, nigdzie poza Europą nie był i chce wraz z kolegami założyć partię polityczną proponującą wprowadzenie Szariatu? Odmówimy mu praw do swobodnego głoszenia i wprowadzania w życie swoich poglądów religijnych? Jeśli tak to złamiemy własne zasady ( porównywałem to już z Kościołem, który głosił miłość bliźniego równocześnie paląc czarownice)i się okaże, że swobodnie nie można głosić żadnej religii anie wprowadzać jej w życie, bo religie zabraniają niektórych postaw, a to godzi w pojęcie wolności rozumiane w sposób skrajnie liberalny.

Deklaracja praw człowieka to za mało, to jest za słabe, warto się tego trzymać ale tutaj potrzeba jeszcze wyższej idei, czegoś bardziej metafizycznego, bo ludzie pragną czegoś więcej niż natury. Ja tu nie jestem optymistą, wydaje mi się, że zrobimy z prawami człowieka to samo co Kościół z Chrystusem i miłością bliźniego, użyjemy tego jako miecza. Zresztą to już się dzieje.
24-04-2015 08:57 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Pisze pan, że to tylko moja opinia i że powinno się wybrać co najcenniejsze.
A Pan dalej - ecie pecie coś tam plecie. Zrobi mieszankę komunałów z paroma znanymi nazwiskami i chce na tę kaszankę poważnych odpowiedzi. Pouczając do tego, czego Pan oczekuje, aby łaskawie wypowiedź zaaprobował. Prawie w każdym zdaniu coś tam Pan pokręcił - co przed odpowiedzią wymaga sprostowania i wyjaśnień, a to przy takim interlokutorze jest już naprawdę nudne. Pieprz Pan dalej swoje androny ku chwale ojczyzny.

>Deklaracja praw człowieka to za mało, to jest za słabe, warto się tego trzymać ale tutaj potrzeba jeszcze wyższej idei, czegoś bardziej metafizycznego, bo ludzie pragną czegoś więcej niż natury.
Ma Pan poczucie misji i czuje upoważnienie aby mówić w imieniu ludzkości. Ja piszę tylko to co sam myślę i do czego doszedłem po przemyśleniu dorobku wielu bardzo mądrych ludzi.

@@@
.
Klopton (519 punktów)
>.
>>Pisze pan, że to tylko moja opinia i że powinno się wybrać co najcenniejsze.
>A Pan dalej - ecie pecie coś tam plecie. Zrobi mieszankę komunałów z paroma znanymi nazwiskami i chce na tę kaszankę poważnych odpowiedzi. Pouczając do tego, czego Pan oczekuje, aby łaskawie wypowiedź zaaprobował. Prawie w każdym zdaniu coś tam Pan pokręcił - co przed odpowiedzią wymaga sprostowania i wyjaśnień, a to przy takim interlokutorze jest już naprawdę nudne. Pieprz Pan dalej swoje androny ku chwale ojczyzny.
>>Deklaracja praw człowieka to za mało, to jest za słabe, warto się tego trzymać ale tutaj potrzeba jeszcze wyższej idei, czegoś bardziej metafizycznego, bo ludzie pragną czegoś więcej niż natury.
>Ma Pan poczucie misji i w czuje upoważnienie, aby mówić w imieniu ludzkości. Ja piszę tylko to co sam myślę i do czego doszedłem po przemyśleniu dorobku wielu bardzo mądrych ludzi.
>@@@
>.

Deklaracja praw człowieka, to nie deklaracja liberała. To dotyczy ludzkości. Kultura jest przezwyciężaniem natury więc sama w sobie ma coś z poczucia misji. Kapuściński opisywał jak Afrykańczycy oddawali stolec na ulicy, tam gdzie stali. Ktoś wreszcie przyszedł z poczuciem misji i im postawił toalety, tak aby ulica nie była w stanie natury, ale w stanie kultury (choć zachodnia lewica chce wrócić do stanu natury, np Gender).

Ja też pisze co myślę, problem w tym, że myślenie musi być poprawne. Prawo do głoszenia swoich poglądów i opinii bez względu na ich treść i formę, przy równoczesnym zakazywaniu muzułmanom np głoszenia prawa szariatu jest przykładem błędu w myśleniu. Tak samo jak i prawo szariatu ograniczające to wcześniejsze prawo z deklaracji praw człowieka (dzięki któremu np mogli by je w europie wprowadzić) jest przykładem błędu w myśleniu. Tutaj jedyną misją jaka mi przyświeca, to próba poprawnego rozumowania. W moim poczuciu, starałem się tutaj wykazać, że do poprawnego myślenia i tworzenia kultury potrzebna jest zawsze jakaś jedna, nadrzędna i silna idea scalająca. Kiedyś to było chrześcijaństwo, co będzie zastępstwem? Tego nie wiem, można tylko snuć domysły. Stawiam na New Age.
Klopton (519 punktów)

>Deklaracja praw człowieka, to nie deklaracja liberała. To dotyczy ludzkości. Kultura jest przezwyciężaniem natury więc sama w sobie ma coś z poczucia misji. Kapuściński opisywał jak Afrykańczycy oddawali stolec na ulicy, tam gdzie stali. Ktoś wreszcie przyszedł z poczuciem misji i im postawił toalety, tak aby ulica nie była w stanie natury, ale w stanie kultury (choć zachodnia lewica chce wrócić do stanu natury, np Gender).
>Ja też pisze co myślę, problem w tym, że myślenie musi być poprawne. Prawo do głoszenia swoich poglądów i opinii bez względu na ich treść i formę, przy równoczesnym zakazywaniu muzułmanom np głoszenia prawa szariatu jest przykładem błędu w myśleniu. Tak samo jak i prawo szariatu ograniczające to wcześniejsze prawo z deklaracji praw człowieka (dzięki któremu np mogli by je w europie wprowadzić) jest przykładem błędu w myśleniu. Tutaj jedyną misją jaka mi przyświeca, to próba poprawnego rozumowania. W moim poczuciu, starałem się tutaj wykazać, że do poprawnego myślenia i tworzenia kultury potrzebna jest zawsze jakaś jedna, nadrzędna i silna idea scalająca. Kiedyś to było chrześcijaństwo, co będzie zastępstwem? Tego nie wiem, można tylko snuć domysły. Stawiam na New Age.

Tutaj jeszcze warto dodać.
Wolność mogłaby być taką ideą scalającą. Problem w tym, że w naszym języku słowo Wolność jest tak samo pojęciem abstrakcyjnym jak kiedyś był Bóg. Dla Boga kiedyś robiono wszystko, dziś dla Wolności warto zrobić wszystko. Można więc zauważyć że nie do końca mam racje, że Wolność jest już ideą scalającą np całą ludzkość wobec jednego celu - uwolnić się z łańcuchów ( a może nawet zawsze była tylko inaczej się nazywała). Pytanie tylko z jakich łańcuchów? Freud pisał, że kultura tłumi popędy. Wychodzi więc na to, że chcemy się uwolnić z łańcuchów...kultury. Co nam daje rozkład cywilizacji a nie jej budowę. Wolność tak realizowana to slumsy, to wyjście Afrykańczyka z toalety z powrotem na ulicę.
24-04-2015 10:08 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Tutaj jeszcze warto dodać.
A dużo jeszcze? Ćwiartka wystarczy?

@@@
.
Episode_2 (3284 punktów)
>>Jeśli tak to złamiemy własne zasady ( porównywałem to już z Kościołem, który głosił miłość bliźniego równocześnie paląc czarownice)
Ale, jak pisałeś, mimo to chrześcijaństwo scalało Europę...

>>a to godzi w pojęcie wolności rozumiane w sposób skrajnie liberalny.
Dlaczego zakładasz, że wolność powinna przybrać jakąś skrajną formę?
To może nie zamykać morderców w więzieniu?

>Prawo do głoszenia swoich poglądów i opinii bez względu na ich treść i formę, przy równoczesnym zakazywaniu muzułmanom np głoszenia prawa szariatu jest przykładem błędu w myśleniu.
To nikt Ci jeszcze nie mówił, że od każdej reguły muszą być wyjątki?
Choćby taka, że wolność jednej osoby musi być ograniczona prawami innej osoby?

>Stawiam na New Age.
Jak sobie to wyobrażasz?

>Wychodzi więc na to, że chcemy się uwolnić z łańcuchów...kultury. Co nam daje rozkład cywilizacji a nie jej budowę. Wolność tak realizowana to slumsy, to wyjście Afrykańczyka z toalety z powrotem na ulicę.
Tu bym się nie martwił. Jeśli uwolnimy się z łańcuchów jednej kultury, utworzymy inną kulturę i będziemy żyć w innej.
Klopton (519 punktów)
>>>Jeśli tak to złamiemy własne zasady ( porównywałem to już z Kościołem, który głosił miłość bliźniego równocześnie paląc czarownice)
>Ale, jak pisałeś, mimo to chrześcijaństwo scalało Europę...

Wydaje mi się, że dość jasno to opisałem (zwłaszcza, że dużo pisałem ). To, że coś scala, nie oznacza że jest dobre, mądre i wieczne. Życie na ziemi tylko i wyłącznie dla Boga/Chrystusa było IDEĄ scalającą ludzi w sensie kulturowym a nie naturalnym, praktycznym, politycznym itd. Oni mogli się wzajemnie zabijać o różne rozumienie tej idei ale było to COŚ co sprawiało, że Europa żyła wokoło jednej nadrzędnej myśli. Pozostałe idee obojętnie jakie już nie nie maiły takiego zasięgu.

>>>a to godzi w pojęcie wolności rozumiane w sposób skrajnie liberalny.
>Dlaczego zakładasz, że wolność powinna przybrać jakąś skrajną formę?
>To może nie zamykać morderców w więzieniu?

Cały czas dyskutujemy o kulturze i cywilizacji. Tego nie tworzą zachowania naturalne ale idee które przezwyciężają naturę. Wolność jest obecnie Ideą wokoło której toczą się nasze spory, nasze życie i nasza kultura i można powiedzieć, że jest to idee która scala zachód i odróżnia go od reszty świata. Wolność rozumiana jako byt, obiekt, cel absolutny jest tym samy czym kiedyś był Bóg (coś do czego dążymy ale spieramy się o właściwości tego czegoś i o drogi którymi do tego mamy dojść).
Nie zakładam więc, że wolność powinna przyjąć skrajną formę, zakładam że istnieje poważne ryzyko, że przyjmie skrajną formę. Freud, Sartre. Foucault, Reich, Fromm, Horkheimer i inni piszą o wyzwalaniu się z więzów, a Freud je zdefiniował jako Kultura. Trudno powiedzieć jak będzie, ale może nam wyjść, że wracając do natury i do stanu wolności dążymy do destrukcji i człowiek nie jest zwierzęciem przystosowanym do życia bez kultury, bez norm, zakazów i nakazów. Jeśli tak, to nie mówimy wolności, mówimy o naszej opinii na temat wolności, ewentualnie o dogmacie wolności. Ja tutaj cały czas krążę wokoło pojęcia - budowy kultury vs rozkładu kultury. Zastanawiam się które zachowania są czym.


>>Stawiam na New Age.
>Jak sobie to wyobrażasz?

New Age to dopiero zalążek pomysłu i różnie to się może potoczyć, ale w tej koncepcji Wolność jest rozumiana pełniej. Jest oparta o ezoterykę, o akceptację człowieka poszukującego rozwiązań metafizycznych, kontaktu z istotą wszechświata i próbą definicji, czyli o IDEE transcendentalną, wykraczającą poza naturę. Tymczasem wolność rozumiana przez współczesną naukę, przez naturalizm, przez zachodnią lewicę, odrzuca metafizykę, odrzuca transcendentalizm, przyjmuje tylko materie i swoją racjonalną dialektykę. Przy takiej postawie nie osiąga się Wolności, kreuje się dogmat wolności który zakłada - masz swobodę robienia tylko tego co pasuje do naszego rozumienia pojęcia Wolność, nic innego ci nie wolno. Czytasz historie tak jak my każemy, odbierasz materię tylko po naszemu itp.
Ja jestem człowiekiem który odrzuca częściowo naukę, tzn sposób wyjaśniania świata, nie technologie. Uważam że nauka poznaje tylko fakty dotyczące oddziaływań materii na obserwatora, a nie prawdy dotyczące rzeczywistości i człowieka, dlatego że prawdy nie da się sprowadzić do pojęcia pojedynczego faktu. Uważam, że nauka w takiej kondycji jak obecnie jest najprymitywniejszą formą poznania i nie jestem sam. Wychowałem się na filozofach i myślicielach którzy ukształtowali mi właśnie taki pogląd, jest ich od groma i to nie są ludzie głupi (musielibyśmy do nich zaliczyć połowę intelektualistów tego świata, w tym Nietzschego). Dlatego dla mnie i nie tylko, istnieje ryzyko ograniczenia wolności. Tak jak prof. Chazan nie zgadzał się z poglądem współczesnej nauki na pewne pojęcia dotyczące medycyny, tak bardzo wielu ludzi się nie zgadza. Jeśli Wolność dalej będzie dogmatem tak rozumianym jak to się dzieje obecnie na zachodzie, to istnieje poważne ryzyko, że ja i inni będziemy "wrogami wolności, tolerancji, równości itd." To jest powrót inkwizycji, pojęcia herezji i prześladowań. A przemoc przybiera różna formę, czasami można kogoś "spalić" nie na stosie, a na przestrzeni społecznej całkowicie go wykluczając.
25-04-2015 12:11 
 Ocena 1 na 1
farmer (22440 punktów)

>Ja jestem człowiekiem który odrzuca częściowo naukę, tzn sposób wyjaśniania świata, nie technologie. Uważam że nauka poznaje tylko fakty dotyczące oddziaływań materii na obserwatora, a nie prawdy dotyczące rzeczywistości i człowieka, dlatego że prawdy nie da się sprowadzić do pojęcia pojedynczego faktu

Jaki piękny młotek.....
25-04-2015 12:12 
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)
Jeszcze dodając:
Wolność jako idee może służyć do dekonstrukcji, czyli to o czym pisał trochę Nietzsche. Możemy się uwalniać dzięki tej idee. Ale jak już wszystko rozbierzemy do zera, to być może "wytworzy się samoczynnie inne kultura" ale jeśli nie będzie ona intelektualna, tylko naturalna, to właściwie będziemy tylko mapetami biologi/ewolucji, a nie współtwórcami naszego życia. Dlatego Nietzsche sobie wstawił idee Nadczłowieka, bo to jest idea inteligentna i transcendentalna wokoło której, człowiek świadomie może zbudować sobie nowe zasady. Tylko New Age jak na razie poszukuje definicji Nadczłowieka (przez swoje zainteresowanie ezoteryką i starożytną nauką). Nauka współczesna jak na razie nie buduje a tylko rozkłada.
25-04-2015 23:08 
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)
> To, że coś scala, nie oznacza że jest dobre, mądre
Raczej oznacza. Każda kultura skupia się wokół tego, co uważa za dobre i mądre.

>i wieczne
A czy coś jest wieczne?

>Cały czas dyskutujemy o kulturze i cywilizacji. Tego nie tworzą zachowania naturalne ale idee które przezwyciężają naturę.
Ale zaraz. Przecież przyznawanie praw innym ludziom, troska o obcych
(niespokrewnionych) to wyjście poza naturalne prawo dżungli,
przezwyciężenie naturalnego egoizmu.

>Wolność jest obecnie Ideą wokoło której toczą się nasze spory, nasze życie i nasza kultura i można powiedzieć, że jest to idee która scala zachód i odróżnia go od reszty świata. Wolność rozumiana jako byt, obiekt, cel absolutny jest tym samy czym kiedyś był Bóg (coś do czego dążymy ale spieramy się o właściwości tego czegoś i o drogi którymi do tego mamy dojść).
Czy jakiś problem z tym się wiąże?

> Nie zakładam więc, że wolność powinna przyjąć skrajną formę, zakładam że istnieje poważne ryzyko, że przyjmie skrajną formę. Freud, Sartre. Foucault, Reich, Fromm, Horkheimer i inni piszą o wyzwalaniu się z więzów, a Freud je zdefiniował jako Kultura. Trudno powiedzieć jak będzie, ale może nam wyjść, że wracając do natury i do stanu wolności dążymy do destrukcji i człowiek nie jest zwierzęciem przystosowanym do życia bez kultury, bez norm, zakazów i nakazów.
Ogólnie nie podzielam Twoich katastroficznych wizji na temat upadku
cywilizacji.
Nie sądzę, żeby ludzkość dążyła do jakiejś całkowitej samowolki,
zezwierzęcenia i otępienia. Nie uważam też, że ludzka natura to samo zło.

>Jeśli tak, to nie mówimy wolności, mówimy o naszej opinii na temat wolności, ewentualnie o dogmacie wolności.
Ale wolność to nie jest coś, co występuje w przyrodzie. To pewien ideał. Mówiąc o
wolności zawsze mówimy o naszej opinii na temat, na czym polega
wolność.

>Ja tutaj cały czas krążę wokoło pojęcia - budowy kultury vs rozkładu kultury. Zastanawiam się które zachowania są czym.
Moim zdaniem tego się nie da jednoznacznie określić.
Może tylko zachodzi przemiana kulturowa?

> >>Stawiam na New Age.
> >Jak sobie to wyobrażasz?
>
> New Age to dopiero zalążek pomysłu i różnie to się może potoczyć, ale w tej koncepcji Wolność jest rozumiana pełniej. Jest oparta o ezoterykę, o akceptację człowieka poszukującego rozwiązań metafizycznych, kontaktu z istotą wszechświata i próbą definicji, czyli o IDEE transcendentalną, wykraczającą poza naturę.
New Age ma spore szanse, żeby wzbogacić współczesne rozumienie wolności, ale żeby stać się jakąś nadrzędną idea, raczej nie. Za mało popularne, ale też według mnie New age kładzie duży nacisk na indywidualizm, co nie sprzyja jednoczeniu.

>Tymczasem wolność rozumiana przez współczesną naukę, przez naturalizm, przez zachodnią lewicę, odrzuca metafizykę, odrzuca transcendentalizm, przyjmuje tylko materie i swoją racjonalną dialektykę. Przy takiej postawie nie osiąga się Wolności, kreuje się dogmat wolności który zakłada - masz swobodę robienia tylko tego co pasuje do naszego rozumienia pojęcia Wolność, nic innego ci nie wolno. Czytasz historie tak jak my każemy, odbierasz materię tylko po naszemu itp.
> Ja jestem człowiekiem który odrzuca częściowo naukę, tzn sposób wyjaśniania świata, nie technologie. Uważam że nauka poznaje tylko fakty dotyczące oddziaływań materii na obserwatora, a nie prawdy dotyczące rzeczywistości i człowieka, dlatego że prawdy nie da się sprowadzić do pojęcia pojedynczego faktu. Uważam, że nauka w takiej kondycji jak obecnie jest najprymitywniejszą formą poznania i nie jestem sam. >Wychowałem się na filozofach i myślicielach którzy ukształtowali mi właśnie taki pogląd, jest ich od groma i to nie są ludzie głupi (musielibyśmy do nich zaliczyć połowę intelektualistów tego świata, w tym Nietzschego). Dlatego dla mnie i nie tylko, istnieje ryzyko ograniczenia wolności. Tak jak prof. Chazan nie zgadzał się z poglądem współczesnej nauki na pewne pojęcia dotyczące medycyny, tak bardzo wielu ludzi się nie zgadza. Jeśli Wolność dalej będzie dogmatem tak rozumianym jak to się dzieje obecnie na zachodzie, to istnieje poważne ryzyko, że ja i inni będziemy "wrogami
> wolności, tolerancji, równości itd." To jest powrót inkwizycji, pojęcia herezji i prześladowań. A przemoc przybiera różna formę, czasami można kogoś "spalić" nie na stosie, a na przestrzeni społecznej całkowicie go wykluczając.
Rozumiem.

W każdej kulturze istnieje jakieś prawo i jeszcze chyba tak nie było,
żeby prawo każdemu się podobało. Coś wolno, a czegoś nie wolno.
Zawsze są osoby, które mają z tym problem, łamią prawo albo z nim
walczą, kwestionują założenia. Nic na to nie poradzimy.
26-04-2015 09:13 
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)
Pisząc dobre, mądre, wieczne miałem na myśli znaczenie bardziej uniwersalne. Muzułmanie np. współcześnie jednoczą się wokoło nienawiści do zachodu. Ani to dobre, ani mądre, ale państwo i kulturę mogą wkoło tego zbudować. Zresztą jak coś JEST dobre i mądre to jest i zarazem wieczne, dlatego częściej rzeczy/idee tylko BYWAJĄ dobre i mądre w określonym czasie stając się chwilowym narzędziem ewolucji aby pchać ludzkość do przodu. Być a bywać jest dla mnie różnicą. W moim przekonaniu tym bywała religia monoteistyczna dla Europy w ostatnim tysiącleciu. Jej zadanie powoli się wyczerpało.

Co do zagrożeń z wolnością, to tutaj polecam sobie przeprowadzić eksperyment myślowy z 10 osobami na bezludnej wyspie. Albo będą wolni od kultury i wrócą do stanu zwierzęcego, będą jak małpki bonobo, albo ustalą jakieś normy i obyczaje i stworzą kulturę Jakąś. Ta Jakaś kultura zbudowana na ideach wolności, równości i pokoju to nic innego jak Utopia. Nikt nie lubi postulować utopii dlatego robi się tutaj unik taki jaki zrobił Max Horheimer, który postulował pracę ludzkości na rzecz postępu/dobrobytu i na rzecz wolności, równości, pokoju przy równoczesnym naiwnym zaznaczeniu, że ten cel nie może zostać nigdy osiągnięty. Innymi słowy remontujemy dom ale nigdy remontu nam nie wolno zakończyć bo to zaowocuje Utopią, a każdy zdaje sobie sprawę z tego, że Utopia jest destrukcyjną nudą, sprzeczna z tym czym jest człowiek. Zalążek takiego życia miała elita w XVIII i XIX wieku. Ci ludzie z nudów szukali problemów, można tak powiedzieć.

Ja tutaj nie wieszcze apokalipsy, zauważam tylko że grozi nam dominacja, albo wchłonięcie przez inne kultury/cywilizacje które będą miały lepsze idee. New Age stawia na indywidualizm ale właśnie tym jest Nadczłowiek Nietzschego. Czyli budowa kultury takiej, która będzie salą porodową i matką zarazem dla jednostek wybitnych. O tym marzył Nietzsche, współcześnie liberałowie konserwatywni (np Republikanie, czy w Polsce Korwin Mikke) także plus-minus o tym marzą. Nie chce tutaj rozstrzygać czy to mądre czy głupie, bo to osobny temat. Zastanawiam się tylko czy jest możliwe społeczeństwo bez elitaryzmu, wyłącznie egalitarne? Jeśli nie, to podbiją nas elity z innej kultury.
26-04-2015 12:01 
 Ocena 2 na 2
Episode_2 (3284 punktów)
> Pisząc dobre, mądre, wieczne miałem na myśli znaczenie bardziej uniwersalne.
Domyślam się, że to miałeś na myśli. Tylko że pojęcie dobra i zła jest uwarunkowane kulturowo. Pochodzisz z danej kultury i stąd czerpiesz przekonanie, co jest dobre.
Jeśli są 2 kultury zwalczające się to jedna jest dobra a druga zła i na odwrót.

Cóż to takiego jest według Ciebie uniwersalne dobro? Musiałoby to być coś niezależnego od kultury.
Chyba że masz na myśli dobro naturalne, np. dobre jest to, co pomaga przetrwać, złe co utrudnia. Jednak z Twoich poprzednich wypowiedzi
wnioskuję, że nie o to Ci chodzi.

> Zresztą jak coś JEST dobre i mądre to jest i zarazem wieczne,
Tu bym prosił o przykład czegoś takiego.

> Co do zagrożeń z wolnością, to tutaj polecam sobie przeprowadzić eksperyment myślowy z 10 osobami na bezludnej wyspie. Albo będą wolni od kultury i wrócą do stanu zwierzęcego, będą jak małpki bonobo, albo ustalą jakieś normy i obyczaje i stworzą kulturę Jakąś.
To zależy w dużym stopniu od tego, na ile dostępne byłoby pożywienie.
Na tym należy się skupić, na warunkach do życia. Walka o byt może być brutalna. Jeszcze gorzej byłoby, gdyby nastąpiła jakaś katastrofa naturalna, która zniszczyłaby zasoby.

>Ta Jakaś kultura zbudowana na ideach wolności, równości i pokoju to nic innego jak Utopia. Nikt nie lubi postulować utopii dlatego robi się tutaj unik taki jaki zrobił Max Horheimer, który postulował pracę ludzkości na rzecz postępu/dobrobytu i na rzecz wolności, równości, pokoju przy równoczesnym naiwnym zaznaczeniu, że ten cel nie może zostać nigdy osiągnięty.
Ideały zwykle mają to do siebie, że nie da się ich osiągnąć, można tylko do nich dążyć. Według mnie to ma sens, bo wspólne ideały, wartości łączą ludzi. Sprawiają, że ludzie lepiej się dogadują, mają jakąś podstawę, żeby razem coś budować. Poza tym zawsze lepiej, jak trochę większy dobrobyt niż trochę mniejszy.

>Ci ludzie z nudów szukali problemów, można tak powiedzieć.
Dziś jest internet, trudno się nudzić


>Ja tutaj nie wieszcze apokalipsy, zauważam tylko że grozi nam dominacja, albo wchłonięcie przez inne kultury/cywilizacje które będą miały lepsze idee. New Age stawia na indywidualizm ale właśnie tym jest Nadczłowiek Nietzschego. Czyli budowa kultury takiej, która będzie salą porodową i matką zarazem dla jednostek wybitnych. O tym marzył Nietzsche, współcześnie liberałowie konserwatywni (np Republikanie, czy w Polsce Korwin Mikke) także plus-minus o tym marzą.
Co ma według Ciebie wspólnego elitaryzm z wybitnymi jednostkami? Według mnie wybitne jednostki to takie, które mają wybitny umysł. Z kurczaka nie zrobisz orła, choćbyś nie wiem ile pakował w niego, a z orła zrobisz kurczaka, jeśli nie dasz mu możliwości rozwoju. Ludzie wybitni zwykle nie mają wybitnych rodziców, więc nigdy nie wiadomo, kto się wybije ze stada i nagle zacznie latać. Dlatego jak najwięcej ludzi powinno mieć szansę rozwoju. Korwinizm ograniczy te szanse dla osób z biedniejszych rodzin. Nie wpłynie to dodatnia na liczbę wybitnych jednostek, tylko wręcz przeciwnie.

>Zastanawiam się tylko czy jest możliwe społeczeństwo bez elitaryzmu, wyłącznie egalitarne? Jeśli nie, to podbiją nas elity z innej kultury.
Chyba niemożliwe, a to dlatego, że elity zawsze będą się tworzyć, ludzie dobierają się w grupy według podobieństw. Nie można tego zabraniać, ale też nie widzę potrzeby, by to zjawisko sztucznie wspierać.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Ideały zwykle mają to do siebie, że nie da się ich osiągnąć, można tylko do nich dążyć. Według mnie to ma sens, bo wspólne ideały, wartości łączą ludzi. Sprawiają, że ludzie lepiej się dogadują, mają jakąś podstawę, żeby razem coś budować. Poza tym zawsze lepiej, jak trochę większy dobrobyt niż trochę mniejszy.

>Co ma według Ciebie wspólnego elitaryzm z wybitnymi jednostkami? Według mnie wybitne jednostki to takie, które mają wybitny umysł. Z kurczaka nie zrobisz orła, choćbyś nie wiem ile pakował w niego, a z orła zrobisz kurczaka, jeśli nie dasz mu możliwości rozwoju. Ludzie wybitni zwykle nie mają wybitnych rodziców, więc nigdy nie wiadomo, kto się wybije ze stada i nagle zacznie latać. Dlatego jak najwięcej ludzi powinno mieć szansę rozwoju.

>Chyba niemożliwe, a to dlatego, że elity zawsze będą się tworzyć, ludzie dobierają się w grupy według podobieństw. Nie można tego zabraniać, ale też nie widzę potrzeby, by to zjawisko sztucznie wspierać.
Kliknąłem Panu plusa szczególnie za powyższą część wypowiedzi, gdzie lapidarnie ujął Pan rzeczy sedno.

@@@
.
Klopton (519 punktów)
Pokusiłby się o stwierdzenie, że uniwersalnym dobrem jest pragnienie dawania tego co samemu chciałoby się otrzymać. Nikt nie chce być niszczony więc niszczenie jest złe, nawet jeśli niszczymy coś pozornie złego, dla "większego dobra". To trochę tak jakbyśmy chcieli uzyskać czystą biel przy pomocy czarnego. Teoretycznie można uzyskać biel z kolorów, ale dopóki widać inne kolory albo nie osiągamy barw prostych, to cel nie jest zrealizowany. To tak w uproszczeniu, aby to lepiej uzasadnić musiałbym się dużo rozpisać. Pragnienie, intencja akceptacji wszystkiego takim jakie jest, nazwałbym czystym dobrem, albo drogą ku dobru. Czy da się zbudować taką kulturę? Jeśli miałaby budować nadczłowieka który wszystkiemu mówi Tak, czyli pragnie uniwersalnego dobra, to być może nazwałbym taką kulturę dobrą. Z drugiej strony wszystkie kultury tego chcą, a jednak żadna tego chyba poprawnie nie jest w stanie zdefiniować. Muzułmanie chcąc zniszczyć zachód stawiają na to, że ich interpretacja jest zgodna z wolą boga/natury i kosmicznego porządku rzeczy. Dla mnie to strzał na oślep, bo jak już zniszczą każdego niewiernego, to co im dalej zostanie? Czyste dobro? Dla mnie niszczenie jest dolewaniem czarnego koloru, nawet jak niszczymy bakterie i wirusy to z szerszej perspektywy zakłócamy "proces uzyskiwania bieli". Choć człowiek mówiący wszystkiemu Tak, powiedziałby, że dolewanie czarnego jest także częścią procesu, dlatego taki człowiek to już Nadczłowiek, bo jego muzułmanin opasany bombą nie przerazi, On w tym zobaczy kosmiczny proces dochodzenia do doskonałości i to zaakceptuje.

Nie przekonuje mnie dążenie do postępu dla samego postępu(choć w pewnym sensie jest to mistyczna prawa - życie dla samego przeżywania). To jednak stwierdzenie faktu a nie postulat. Ewolucja, proces zmian albo jest procesem "uzyskiwania bieli" czyli dążeniem do uniwersalnego dobra, albo jest totalnym bezsensem i lepiej iść się napić niż bredzić na tym forum Nihilizm jest chyba dostrzeżeniem tego bezsensu, i myślę, że z psychologicznej perspektywy człowieka wyniszcza. Dlatego chyba lepsze są kultury które stawiają na uniwersalne dobro jako cel (obojętnie jak go nazwą, i obojętnie jak złudny by nie był) niż te kultury które stawiają na sam proces. Bo aby proces był celem, to trzeba być trochę Buddą, normalnego człowieka taka myśl może doprowadzić do depresji.
Klopton (519 punktów)
Co do nie osiągania ideału, to rozumiem, że on może być tylko marchewką na kiju, do tego taką która nie powinna być nigdy zjedzona. Problem w tym, że jak się go źle zdefiniuje, to może zaprowadzić w przepaść.
Np słyszy się głosy nawołujące do akceptowania swoich popędów seksualnych takich jakie są. Pytanie tylko, czy swobodne zaspokajanie swojego chcenia, daje szczęście? Czasami sprowadzenie seksualności do samej cielesności może wyjałowić człowieka z uczuć i zasponsorować mu stałe uczucie pustki. Tutaj znowu można przywołać Nietzschego, który twierdził że psychologia jest wyższą nauką niż filozofia. Może się więc okazać, że wstrzemięźliwość seksualna, pewne tabu o ile jest w odpowiednich proporcjach, działa uleczająco tworząc z seksu nie pornografie a akt miłosny, czyli z kiczu sztukę. Kultura trzymająca seks w odpowiednich ryzach wyciąga z tego zjawiska to co najlepsze. Kultura wypuszczająca seks "na wolność" może czasami "zerwać kwiatek" sprawiając że szybko uschnie. Oczywiście ja tego problemu tutaj nie chce poddawać analizie, to tylko taki przykład ryzyka w którym "ideał" źle zdefiniowany szkodzi.
26-04-2015 13:47 
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)
>Pokusiłby się o stwierdzenie, że uniwersalnym dobrem jest pragnienie dawania tego co samemu chciałoby się otrzymać.
1. Nie do końca się zgodzę, bo nie wszyscy chcą tego samego. Bez sensu jest obdarowywać kogoś tym, co ja bym chciał dostać, a nie on.
2. Nie wiem czy nad tym myślałeś - czy z Twojej zasady przypadkiem nie wynika, że dobre jest to, czego chcemy? Jeśli tak, to jestem w stanie zgodzić się, że jest to uniwersalna definicja dobra.
Tylko teraz spróbujmy na tym zbudować kulturę...
Byłoby to możliwe, gdyby społeczność jako całość chciała tego samego. Tylko że wtedy znów dochodzimy do kulturowych uwarunkowań pojęcia dobra.

>To trochę tak jakbyśmy chcieli uzyskać czystą biel przy pomocy czarnego.
Tak z ciekawości - wiesz, jakiego koloru jest Księżyc?

>Pragnienie, intencja akceptacji wszystkiego takim jakie jest, nazwałbym czystym dobrem, albo drogą ku dobru.
Ja tu widzę 2 możliwości.
1. Proces niszczenia (ogólnie zmian) też jest tym, czym jest. Więc jest akceptowany jako normalny element rzeczywistości. Czyli w zasadzie jest jak jest, tylko ludzie wyluzowani, bo wszystko według nich jest tak, jak powinno być.
2. Ludzie akceptują to, co jest w taki sposób, że niczego nie chcą zmieniać, bo już jest takie, jakie ma być. Tylko co wtedy robiliby?

>Muzułmanie chcąc zniszczyć zachód stawiają na to, że ich interpretacja jest zgodna z wolą boga/natury i kosmicznego porządku rzeczy. Dla mnie to strzał na oślep, bo jak już zniszczą każdego niewiernego, to co im dalej zostanie?
To chyba oczywiste - zaczną niszczyć się nawzajem za każde drobne odstępstwo od doktryny.

>Choć człowiek mówiący wszystkiemu Tak, powiedziałby, że dolewanie czarnego jest także częścią procesu,
Ja tak mówię, więc nie przesadzaj z tym Nadczłowiekiem

>Ewolucja, proces zmian albo jest procesem "uzyskiwania bieli" czyli dążeniem do uniwersalnego dobra, albo jest totalnym bezsensem
Prędzej to drugie. Choć w sumie można mieć nadzieję, bo nigdy nie wiadomo, co z tej ewolucji wyjdzie.

>pewnym sensie jest to mistyczna prawa - życie dla samego przeżywania
Zgoda

>Co do nie osiągania ideału, to rozumiem, że on może być tylko marchewką na kiju, do tego taką która nie powinna być nigdy zjedzona.
Czyżby Twój ideał był możliwy do spełnienia? Według mnie ludzie zawsze będą mieli problemy z akceptacją rzeczywistości.

>Problem w tym, że jak się go źle zdefiniuje, to może zaprowadzić w przepaść.
To oczywiste.

>Np słyszy się głosy nawołujące do akceptowania swoich popędów seksualnych takich jakie są. Pytanie tylko, czy swobodne zaspokajanie swojego chcenia, daje szczęście?
1. Akceptacja popędów to nie to samo co bezwarunkowe ich zaspokajanie.
2. Pisałeś:
>Pragnienie, intencja akceptacji wszystkiego takim jakie jest, nazwałbym czystym dobrem, albo drogą ku dobru.
26-04-2015 22:28 
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)
Wiesz co, my tutaj sobie dyskutujemy na poważne tematy, tak z definicji. Czym innym jest osiągnięcie porozumienia, aby dojść do czegoś tam praktycznego, co wydaje mi się chciałbyś postulować, czym innym jest wyczerpanie tematu do granic możliwości, czyli do maksimum zgodności logicznej. Może dlatego często brzmię jakbym "grubo popłyną z tematem", jak to się czasem powszechnie mówi. Nie jestem doskonały, nie twierdzę, że tutaj na forum stworzymy doskonałą teorię, dlatego moje pisanie z pewnością, z perspektywy praktycznego codziennego życia może wydawać się przesadą, zbyt dosadnym obrazowaniem sytuacji itp. Ale z drugiej strony niedoskonała praktyka jest tym bardziej doskonała im lepsza jest teoria (tutaj moglibyśmy naprawdę długo dyskutować). Dlatego wyginam logikę do maksimum, a jak nie do maksimum, to na tyle na ile mnie stać.

>1. Nie do końca się zgodzę, bo nie wszyscy chcą tego samego. Bez sensu jest obdarowywać kogoś tym, co ja bym chciał dostać, a nie on.

Czy nie wszyscy chcą tego samego? Czy może "TO SAMO" nazywamy inaczej?
Tutaj warto się temu przyglądnąć z bliska. Czym jest język i jak wpływa na chcenie? Ja zainteresowałem się ostatnio Gnozą, Alchemią, Kabałą, Buddyzmem Zen. Powiem szczerze, że ten problem rozwiązany jest dogłębnie w tych naukach i to tak jakby miało się nim zająć małe dziecko. Tzw rozum praktyczny jest narzędziem ewolucji, nie jest absolutny i patrzenie ze swojej perspektywy czasowo-przestrzennej jest względne. Minie czas i po rozumie praktycznym może pozostać taki ślad jaki dziś został po mitach i magii.

Nie przesadzam z Nadczłowiekiem, wiem co to są kolory i to mi służy tylko za przykład w dyskusji. "Kolor" księżyca nie unieważnia istnienia koloru, ani księżyca. To temat na inną dyskusję.

To, że TY "tak mówisz" czyli jak Nadczłowiek nie oznacza, że znalazłeś sposób na stworzenie dobrej kultury dla wszystkich. Może Twój intelekt tylko pojął pewne zasady. Nie wszyscy jesteśmy tacy sami. Czym innym jest stworzeniem teorii dla siebie, czym innym jest upublicznienie jej dla innych. Moim zdaniem dawanie "swoich owoców" światu to już pewna odpowiedzialność. Często mistycy nauczają - aby nauczyć się mówić, najpierw potrzeba nauczyć się milczeć.
Można powiedzieć, że gdybym osiągnął stan doskonały, to bym pisał w innym tonie, albo milczał. Na chwilę obecną jako filozof z zamiłowania, hobbystycznie staram się osiągać "prawdy" za pomocą surowej dyscypliny logicznej. Nic więcej.
Episode_2 (3284 punktów)
>Wiesz co, my tutaj sobie dyskutujemy na poważne tematy, tak z definicji. Czym innym jest osiągnięcie porozumienia, aby dojść do czegoś tam praktycznego, co wydaje mi się chciałbyś postulować, czym innym jest wyczerpanie tematu do granic możliwości, czyli do maksimum zgodności logicznej. Może dlatego często brzmię jakbym "grubo popłyną z tematem", jak to się czasem powszechnie mówi. Nie jestem doskonały, nie twierdzę, że tutaj na forum stworzymy doskonałą teorię, dlatego moje pisanie z pewnością, z perspektywy praktycznego codziennego życia może wydawać się przesadą, zbyt dosadnym obrazowaniem sytuacji itp. Ale z drugiej strony niedoskonała praktyka jest tym bardziej doskonała im lepsza jest teoria (tutaj moglibyśmy naprawdę długo dyskutować). Dlatego wyginam logikę do maksimum, a jak nie do maksimum, to na tyle na ile mnie stać.

No dobrze.
Tylko krytykujesz utopijność ideałów, a sam nie proponujesz nic bardziej możliwego do osiągnięcia. Trudno było to przemilczeć.

>>1. Nie do końca się zgodzę, bo nie wszyscy chcą tego samego. Bez sensu jest obdarowywać kogoś tym, co ja bym chciał dostać, a nie on.
>Czy nie wszyscy chcą tego samego? Czy może "TO SAMO" nazywamy inaczej?
Czyli co? Co to jest to, czego wszyscy chcą?

>Tutaj warto się temu przyglądnąć z bliska. Czym jest język i jak wpływa na chcenie? Ja zainteresowałem się ostatnio Gnozą, Alchemią, Kabałą, Buddyzmem Zen. Powiem szczerze, że ten problem rozwiązany jest dogłębnie w tych naukach i to tak jakby miało się nim zająć małe dziecko. Tzw rozum praktyczny jest narzędziem ewolucji, nie jest absolutny i patrzenie ze swojej perspektywy czasowo-przestrzennej jest względne. Minie czas i po rozumie praktycznym może pozostać taki ślad jaki dziś został po mitach i magii.
No zgoda.
Ale właśnie - pisałeś wyżej coś o uniwersalnym i wiecznym dobru. Skąd wiesz, że ono jest uniwersalne i że będzie wieczne?

>wiem co to są kolory i to mi służy tylko za przykład w dyskusji.
A myślisz, że po co chciałem ciągnąć ten temat? To przykładów nie można analizować?

>...nie oznacza, że znalazłeś sposób na stworzenie dobrej kultury dla wszystkich.
Żadna kultura nie jest dla wszystkich, tylko dla ludzi tworzących tą kulturę a także dla tych, którym się podoba bardziej niż ich własna.
Świat zachodni stawia na prawa człowieka i umiłowanie wolności. Wystarczy porównać się z innymi, choćby kulturą islamską, żeby przekonać się, że wcale tak być nie musi.
Być może budujemy coś unikalnego na skalę całego wszechświata.
Może dałoby się zrobić coś lepszego. Tylko po co? Bądźmy sobą - to jest najlepsze.

>Moim zdaniem dawanie "swoich owoców" światu to już pewna odpowiedzialność. Często mistycy nauczają - aby nauczyć się mówić, najpierw potrzeba nauczyć się milczeć.
No niestety racja. Trzeba liczyć się z odbiorcą i z tym, do czego wykorzysta wiedzę i pomysły. Spróbować wyobrazić sobie: "Jak zrozumie moje słowa ktoś, kto nie wie tego, co ja wiem?"
Tylko, że czasem wyobraźni brakuje.

>Na chwilę obecną jako filozof z zamiłowania, hobbystycznie staram się osiągać "prawdy" za pomocą surowej dyscypliny logicznej. Nic więcej.
No ale napisałeś swoje przemyślenia na forum a ja uznałem je za interesujące i zacząłem analizować. A tymczasem mam wrażenie, że zaskoczyła Cię moja ostatnia wypowiedź.
Klopton (519 punktów)
No nie tyle zaskoczyło, co wydaje mi się chciałbyś przeczytać o propozycjach a nie tylko krytyce. Ja się skupiłem na krytyce. Co do alternatywnej propozycji to uważam, że należy zacząć od założenia, iż człowiek nie jest istotą skończoną, że może, musi albo nawet będzie ewoluował dalej i to nie w tym sensie, że wyrośnie nam nowa kończyna, akurat tutaj na poziomie materii jest rozpad. Może za to wyrobić w sobie nowy zmysł poznania i może to być zmysł duchowy czyli połączenie rozumu i intuicji w jedno, albo coś w stylu zmysłu wirtualnego. Ja mam w domu prawie wszystkie książki Nietzschego, nie we wszystkim się zgadzamy ale uważam, że coś a la Nadczłowiek jest możliwe (niekoniecznie w wersji jaką sugerował Nietzsche) i być może ci co tego nie pojmą, nie zmutują się i wymrą. Trochę więcej napisałem o tym w odp. poniżej ale to i tak nowy spory temat.
Episode_2 (3284 punktów)
>No nie tyle zaskoczyło, co wydaje mi się chciałbyś przeczytać o propozycjach a nie tylko krytyce. Ja się skupiłem na krytyce.
Aha. Próbujesz ludziom obrzydzić naturalizm, uwolnić od niego kulturę. Ale krytyka, która nic pozytywnego nie wnosi, niczego nie proponuje, żadnych ulepszeń to krytyka destruktywna.
A pisałeś, że niszczenie jest złe.

>Co do alternatywnej propozycji to uważam, że należy zacząć od założenia, iż człowiek nie jest istotą skończoną, że może, musi albo nawet będzie ewoluował dalej i to nie w tym sensie, że wyrośnie nam nowa kończyna, akurat tutaj na poziomie materii jest rozpad. Może za to wyrobić w sobie nowy zmysł poznania i może to być zmysł duchowy czyli połączenie rozumu i intuicji w jedno, albo coś w stylu zmysłu wirtualnego.
Bardzo możliwe, ale co w związku z tym? Chcesz kierować tą ewolucją czy przewidywać kierunek zmian, by tworzyć już dziś zasady dla nowego człowieka, czy co?
Nie sądzisz, że zmutowani ludzie sami sobie poradzą, gdy już będą?
28-04-2015 07:38 
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)
Znalazłem jeszcze coś co mnie uzupełnia. Kultura twórcza z celem vs kultura nihilistyczna, bezcelowa.

wolnemedia(*)ludzkosci-ze-czas-sie-obudzic/
28-04-2015 10:31 
 Ocena 1 na 1
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Za bardzo to wszystko upraszczasz i podciągasz wszystkich pod ten sam wzór. Nie wszyscy potrzebujemy jakiejś teorii jako spoiwa. A jak już ktoś potrzebuje, to moc ich działania dla osiągnięcia satysfakcji może być bardzo rozbieżna. Jeden musi być radiomaryjnym kibolem i tylko w takiej grupie będzie czuł się wystarczająco zaspokojony, innemu wystarczy chodzić na mszę raz w miesiącu, raz w roku z barankiem i po popiół, do tego dobrze się poczuje, bo ktoś go tam upewni, że "coś tam jest" i tyle teorii mu wystarczy. Silniejsze spoiowo będzie go drażnić i odrzucać. A jeszcze innemu nic takiego nie jest potrzebne, ani w religijnym, ani w niereligijnym wydaniu, wystarczy codzienny kierat, trochę banalnych przyjemności, czasami seks i stabilne życie rodzinne dajmy na to. Tylko część ludzi potrzebuje jakiejś mocniejszej narracji, innym wystarczy coś bardzo ogólnego, jeszcze inni spoiwo sprowadzą do swoich najbliższych albo do swojej pracy czy hobby, a jeszcze inni będą tylko skakać po kolejnych rozlicznych obiektach, czyli przyjemnościach. Zazwyczaj banalnych. I będzie im dobrze. Najważniejsze, by każdy znalazł swój wzór, ale najtrudniej jest tym potrzebującym silnego spoiwa, zwłaszcza we współczesnej cywilizacji zachodniej, bo tacy ludzie często potrzebują mocniej i w większym wymiarze opanować rzeczywistość, próbując narzucić innym swój wzorzec.
Klopton (519 punktów)
>Za bardzo to wszystko upraszczasz i podciągasz wszystkich pod ten sam wzór. Nie wszyscy potrzebujemy jakiejś teorii jako spoiwa. A jak już ktoś potrzebuje, to moc ich działania dla osiągnięcia satysfakcji może być bardzo rozbieżna. Jeden musi być radiomaryjnym kibolem i tylko w takiej grupie będzie czuł się wystarczająco zaspokojony, innemu wystarczy chodzić na mszę raz w miesiącu, raz w roku z barankiem i po popiół, do tego dobrze się poczuje, bo ktoś go tam upewni, że "coś tam jest" i tyle teorii mu wystarczy. Silniejsze spoiowo będzie go drażnić i odrzucać. A jeszcze innemu nic takiego nie jest potrzebne, ani w religijnym, ani w niereligijnym wydaniu, wystarczy codzienny kierat, trochę banalnych przyjemności, czasami seks i stabilne życie rodzinne dajmy na to. Tylko część ludzi potrzebuje jakiejś mocniejszej narracji, innym wystarczy coś bardzo ogólnego, jeszcze inni spoiwo sprowadzą do swoich najbliższych albo do swojej pracy czy hobby, a jeszcze inni będą tylko skakać po kolejnych rozlicznych obiektach, czyli przyjemnościach. Zazwyczaj banalnych. I będzie im dobrze. Najważniejsze, by każdy znalazł swój wzór, ale najtrudniej jest tym potrzebującym silnego spoiwa, zwłaszcza we współczesnej cywilizacji zachodniej, bo tacy ludzie często potrzebują mocniej i w większym wymiarze opanować rzeczywistość, próbując narzucić innym swój wzorzec.
>
Można tak popatrzeć na sprawy, ale:
-Zaczęło się od Nietzschego i inżynierii społecznej, a potem od problemu postawionego przez Kołakowskiego, czyli jaka Europa? Aby się trzymać tego wątku, to już potrzeba teorii.
-Po drugie, popatrzmy na Polskę, niby każdy sobie może być kim chce, ale wiemy że nasze pseudo-elity rozbijają jedność w narodzie, przez to kreatywni i ambitni Polacy mogą stawać się jednostkami wybitnymi głównie poza granicami naszego kraju, gdzie reszta zostająca u siebie odczuwa frustracje. Jednak elity i paradygmat jaki sobie przyjmie dana kultura jest znacząco powiązany z tym, czym społeczeństwo będzie owocować. To brak mądrego spoiwa sprawia, że Polska jest tylko teoretycznie. Pracujemy dłużej i ciężej niż reszta w Europie otrzymując o połowę mniej. Czy bez "mocniejszej narracji scalającej" możemy się utożsamiać z innymi Europejczykami, dzieląc tą samą przestrzeń cywilizacyjną i kulturową, a pracując na nią dwa razy ciężej? Amerykański etos pracy potrafił uzasadnić rozwarstwienie, czyniąc je sprawiedliwym ale tylko do tego stopnia, do którego czar nie prysł i ten etos nie stał się mitem. Dziś, brak ogniwa scalającego pozwala na rozrost rozwarstwienia, ale zarazem frustruje i prowadzi do depresji. Ludzie nie potrafią zrozumieć tak ogromnych dysproporcji wewnątrz jednej przestrzeni cywilizacyjnej. Sprzątaczka w banku nie potrafi utożsamić się w żadnym procencie z właścicielem tego banku. Czuje się obcą i przegraną i czuje, że cywilizacja i kultura jest jej uciemiężeniem, tak jak i człowiek dający jej prace. Tymczasem w kulturze z jakąś ideą scalającą sprzątaczka wie, że pracuje na ten sam cel. Kiedyś w Europie było to Królestwo Niebieskie i biedak nie czuł frustracji widząc dobrobyt kapłana, do czasu aż stało się to mitem, tak jak mitem stał się etos pracy w USA, który też chwile działał i sprawiał, że sprzątaczka potrafiła w banku pracować z jakąś względną ludzką godnością, czuli że wspólnie pracują na amerykański sen. Celowość życia i ewolucji zawsze ze ścisłej perspektywy będzie mitem, zresztą mitem są też wszystkie teorie naukowe. Rzecz w tym, że mit działa i daje energie człowiekowi do kreatywnego i twórczego działania. Brak takiego mitu scalającego sprawia, że ludzie jedyne o czym myślą to o oddzieleniu i zabezpieczeniu się przed resztą ludzi. To jest nihilizm i dekadencja.
28-04-2015 14:14 
 Ocena 2 na 2
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
   Czyli Tobie nie tyle chodzi o sensowne, racjonale spoiwo, jak myślałem i co wydawało mi się karkołomnym postulatem, ale raczej o kit. Mit - kit. Chodzi o to, żeby tak zgłuptaczyć przywołaną polską sprzątaczkę albo amerykańskiego bezdomnego, żeby byli zadowoleni ze swojego stanu, bo im się nadzwyczajny kit-mit wcisnęło, czyli np. jakąś neoliberalną bajeczkę o tym, że co prawda są aktualnie w dupie, ale dobrobyt bogaczy też ich kiedyś siłą rzeczy wyniesie albo jakiś religijny cyrk o rekompensacie w zaświatach. A może Chińczycy stworzą i podrzucą swój kit, a może Klopton coś wymyśli, choć chyba pisałeś, że nie wiesz, co by to mogło być.

   To ja zaproponuję coś innego. Jeżeli chciałbym, żeby ludzie u nas byli zadowoleni, to patrzę sobie, jak są zadowoleni gdzie indziej. Gdzie jest awangarda i centrum zadowolenia. I wychodzi mi tak jakoś, że najszczęśliwsi są generalnie Skandynawowie (cała piątka w w pierwszej dziesiątce, a nawet dziewiątce). Ciekawe jakie oni mają spoiwo, bo chyba nie kit-mit? A może to nie jest patologicznie rozwarstwiona sfera społeczno-ekonomiczna-gospodarcza, a raczej dbałość o najgorzej uposażone grupy społeczne? Może ograniczone obszary biedy i wykluczenia, może przyjazne państwo i upowszechniona kultura wysoka, może dbałość o środowisko i BARDZO wysoki kapitał społeczny? Może tam nie ma zbyt nierównego traktowania przez państwo różnych grup społecznych, podporządkowywania aparatów państwa interesom korporacyjnym, odtwarzania różnic klasowych przez system edukacji? I nawet wieczne ciemności, pół roku zimy i depresyjne kryminały nic z ich zadowoleniem z życia nie robią złego? To może tą drogą pójść, spajać, zamiast drogą kitumitu? Taka mimikra najlepszych? Może czas na więcej Rawlsa, a mniej Friedmana i rodzimych pajaców neoliberalnych?

   Jasne, może produkować i pociskać kolejne spoiwa-kity, ale najlepiej robić to z szybkością karabinu maszynowego, bo dzisiaj ludzie już jakoś słabo podatni i cholernie nieufni. Swoją drogą nie sądziłem, że chodzi Ci o społeczne zdepresjonowanie poprzez płaszczyznę ekonomiczną, ale raczej światopoglądowo-egzystencjalną, że tak to ujmę.
Klopton (519 punktów)
Chyba nie jesteś tak naiwny aby myśleć, że mit (kit) się wymyśla przy biurku, że tworzy to jakiś tam filozof, publikuje i nagle miliardy ludzi to kupuje. Jeśli tak, to spróbuj, zobaczymy ile osób to kupi.
Mity tworzą się same, to znaczy jako wypadkowa wielu zjawisk w kulturze i tzw. świadomości zbiorowej (stają się mitami z perspektywy historycznej, chyba również nie jesteś tak naiwny aby sądzić, że np. Grecy widzieli, że Zeus to postać mitologiczna, dla nich był tak realny jak dla nas kod DNA) i mogą być budujące dla społeczeństwa szukającego sensu w życiu (to właśnie postuluję, aby nie skreślać w kulturze prób poszukiwań sensu życia), albo destrukcyjne dla społeczeństwa (czyli mity naturalistycznej nauki) koncentrującego się tylko i wyłącznie na zabezpieczeniu swoich dóbr, usprawnieniu ich pozyskiwania i jakimś przebidowaniu do śmierci, bo w naturalistycznym bezsensie nic prócz tego przebidowania się nie liczy. Depresja jest chorobą cywilizacyjną, w moim przekonaniu będzie groźniejsza niż rak, i dotyczy tych, których przebidowanie do śmierci i pogoń za dobrami konsumpcji nie pociąga. Jak sama nazwa wskazuje, zapadają się bo nic ich nie wynosi poza to błędne cywilizacyjne koło. Mit się więc tak czy siak buduje, pytanie tylko jaki?

Co do Skandynawii to sam jesteś pod wpływem kitu (mitu). Znam wiele osób którzy twierdzą, że to wybitnie depresyjne miejsce, wolą wrócić do Polski i wracają. Dodatkowo tam nie ma obopólnego szczęścia (idea scalająca ma to do siebie, że daje nadzieję i motywuje każdego bez wyjątku). Żyje tam mało ludzi, statystycznie mają "lżejszą" i łatwiejszą historię jak i syt. geopolityczną, statystycznie mają surowce, dobrą gospodarkę więc statystycznie więcej osób łatwiej się dorabia, co nie oznacza, że każdy jest happy-skandynawem dzięki polityce społecznej, a już na pewno nie emigranci. Ciekawe ile z tego by im wyszło jakby mieli po 40mln obywateli i żyli w kleszczach między Niemcami a Rosją?
Tam brak jakiegokolwiek scalającego ogniwa jak i wszędzie. Odrobina lepsza polityka państwa owocuje odrobinę lepszymi statystykami, nic więcej. Skandynawowie cierpią na jałową cywilizacje jak każdy.
28-04-2015 17:36 
 Ocena 2 na 2
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Najpierw jedziesz po depresji wynikającej z sytuacji ekonomicznej, teraz po tej wynikającej z kulturowej apatii i braku silnych obsadzeń dla psyche. Myślę, że pierwotnie chodziło Ci o ten drugi przypadek, a ekonomia wyszła przypadkiem. Na marginesie tego, nie obchodzą mnie osobiste mniemania jakiegoś Polaka na temat Skandynawii, ale poważne badania i statystyki, które są jednoznaczne. Choć oczywiście nic nie jest doskonałe. Nie będę się zagłębiał, żeby się temat nie rozjechał, ale się rozczuliłem tą geopolityką, która nas jak zwykle rozgrzesza i z wszystkiego usprawiedliwia. Inni są głównie winni, my jak zwykle prawie święci i biedna ofiara. I jeszcze mamy wiecznego pecha, jak nie z historia i położeniem, to z wielkością, to z ilością i jeszcze z surowcami.
Wracając do spoiwa, to właściwie nie ma o czym dyskutować skoro mity tworzą się same, trzeba tylko czekać i obserwować, czy co wyskoczy. Ale skoro są wypadkową jakichś zjawisk w kulturze, to może ludzie mają jednak jakiś wpływ na to? Ciężko podążyć za tymi sprzecznościami. Mnie nikt jakiegoś mocnego kitu o zasięgu globalnym nie wciśnie. Obawiam się, że coraz mniej jest ludzi, których można czymś takim uwieść. Ale gdyby to była jakaś witalna, racjonalna opowieść o rzeczywistości, dotykająca kliku (nie więcej, bo im więcej, tym więcej rozbieżności) fundamentalnych kwestii, z jakimś fajnie postawionym celem/ami, pewnie z przepracowaniem kwestii śmierci, mądrze ułożonymi relacjami międzyludzkimi, bez bajek, głupiej indoktrynacji, kitu, naiwnych "nauk" jak we wspominanym już tutaj new age, to kto wie. Ale jeżeli chcesz, żeby to była idea scalająca, dająca nadzieję i motywująca każdego bez wyjątku, to trzeba zadać pytanie, na co to ma być nadzieja i trzeba sobie wyobrazić, co i do czego miałoby ludzi motywować. Obawiam się, że to jest niewykonalne w takim zasięgu. Chyba, że jakimś praniem mózgu od kołyski jak w północnej Korei.
Klopton (519 punktów)
Spraw ekonomicznych nie da się oddzielić od kultury, tak jak politycznych. Wystarczy sobie przypomnieć komunizm. Dlatego tutaj mi nic nie wyszło przypadkiem, dołożyłem kolejny przykład. Nie ma systemu gospodarczego który by nie generował biednych i wykluczonych, są jednak kultury które ułatwiają ludziom biedną egzystencje, sprawiając, że czują iż uczestniczą w czymś większym niż babranie się w ich własnym korycie.

Z tą statystyką to chyba przesada. Statystycznie to żyjesz w raju na ziemi z perspektywy np obywatela Somalii i nikogo nie obchodzą twoje mniemania na temat Polski - pomyśl jak to brzmi. Statystyka to tylko pewne narzędzie, bardzo ułomne, a nie cel i liczy się to co ludzie czują, mniemają, myślą a nie dane.

Co do mitu to rozumujesz wszystko strasznie potocznie, można powiedzieć skojarzeniowo. Mit niekoniecznie oznacza bóstwo religijne.
Jesteśmy jak komórki w organizmie, niby da się obejść bez jednej ale w pewnym sensie każda ważna i każda kształtuje organizm. Codziennie więc tworzymy nowe mity w każdej sekundzie, bo kultura zawsze oparta jest na mitach a nie rzeczach stałych. Gdyby tak nie było to byśmy tutaj nie dyskutowali, wszystko byłoby już rozwiązane. Jeśli ludzie poszukują sensu, to każdy robi to na własny sposób, jeden więcej, drugi mniej ale z czasem coś się z tego wyłania. Jeśli natomiast ludzie przyjmują, że żadnego sensu nie ma, że jest tylko przypadkowy ruch atomów, że wszystko jest tylko tym i jedyne co warto to się nachapać jakimś chwilowym samozadowoleniem zanim się rozsypiemy w pył, to tacy ludzie nie stworzą już nic innego, to jest ich ostatni etap przed śmiercią, jedyne czego szukają to jak najszybszej przyjemności zanim umrą (muzułmanie czasami nazywają nas cywilizacją śmierci, i z tej perspektywy mają racje). Przestają dbać o innych, przestają czuć więź, zaczynają wszystko traktować instrumentalnie bo wiedzą, że zegar tyka, że potem nie ma już nic, więc zanim nadejdzie to nic, ja też coś tam chce mieć. Taka kultura nie stworzy już innego mitu, nie stworzy już niczego, bo to jest chwila przed śmiercią. Całe szczęście ludzie indywidualnie poszukują sobie jakiegoś osobistego sensu, przez co nadal są kreatywni i nadal marzą o budowaniu rzeczy wielkich i wspaniałych, nadal się poświęcają dla spraw wyższych. Przeszkadza im jednak kultura naturalistyczna. Prosty przykład z t. ewolucji. Jest śmiesznie głupia, praktycznie słabo prawdopodobna, same truizmy, nadaje się tylko do luźnych opisów ogólnych i niczego więcej, ale wszyscy chórem zwalczają tych, którzy poszukują innych prób wyjaśnienia pochodzenia życia na ziemi, człowieka itp. Ideologia, czyli mit-kit pozytywistyczny, jakoby nie było nic prócz materii (choć materii nie ma, jest tylko jej wrażenie) dominuje świat intelektualny i przeszkadza w próbach zdefiniowania czegokolwiek alternatywnego, niekoniecznie kreacjonistycznego. Ta alternatywa może być zalążkiem mitu który pociągnie ludzkość na nowe wyżyny. Dobrze, że jeszcze kosmologia zakłada życie na obcych planetach, nie lepsze to od t. ewolucji ale sprawia, że ludzie się starają i poświęcają dla poszukiwań.

Podkreślam cały czas kontekst dyskusji. Rozumiem, że ludzie sobie jakoś tam w życiu radzą i nie ma tragedii, zawsze będą sobie radzić i zawsze będzie jakoś tam. Dyskutujemy jednak o kulturze/cywilizacji w sensie teoretycznym a nie praktycznym. Albo się dąży do rzeczy wielkich, przekraczających ludzkie horyzonty (tj. jak odkrycie Ameryki) czyli daje ludziom motywacje, sens, nadzieje i ułatwia znoszenie trudów i cierpienia, a potem jest się na ustach historii. Albo się osłabia i poddaje się dominacji silniejszemu przez co jest się tylko przelotnym epizodem historii.
Polska jest dziś takim przykładem wymierania, zero idei wspólnej wszystkim Polakom, tylko małpowanie i nieudolne naśladowanie innych, jesteśmy tylko jako parodia Zachodu, kopiując przejmujemy tylko to co powierzchowne i głupie, i to nie od wczoraj, już Dostojewski 100 lat temu tak właśnie o nas pisał. Trend stały od kilku stuleci i albo się odrodzimy albo znikniemy tak jak Aragonia, Burgundia i inni. To "zniknięcie" nie musi oznaczać tragedii, być może takie jest prawo natury, że wspólnota już nic więcej z siebie nie wyciśnie i musi wejść w strukturę szerszej wspólnoty, może to i nawet lepiej od strony praktycznej. Nie jest to jednak dobre z perspektywy teoretycznej, bo w teorii, kultura jest dobra jak kreuje rzeczy wielkie a nie spokojnie ustępuje innym.
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Spraw ekonomicznych nie da się oddzielić od kultury, tak jak politycznych. Wystarczy sobie przypomnieć komunizm. Dlatego tutaj mi nic nie wyszło przypadkiem, dołożyłem kolejny przykład. Nie ma systemu gospodarczego który by nie generował biednych i wykluczonych, są jednak kultury które ułatwiają ludziom biedną egzystencje, sprawiając, że czują iż uczestniczą w czymś większym niż babranie się w ich własnym korycie.

Ale w różnych miejscach na świecie są różne możliwości poprawy swych warunków ekonomicznych i to, co Ciebie mogłoby przyprawić o depresję, bo np. straciłeś pracę, niewiele jeszcze znaczy, bo żyjesz gdzie żyjesz i za chwilę możesz się podnieść w odróżnieniu od kogoś, kto ma znacznie większe problemy w głowie, niekoniecznie ekonomiczne. To jest znacząca różnica w kwestii kiepskiego stanu psychicznego i dlatego takie połączenie mi się nie podoba.

>Z tą statystyką to chyba przesada. Statystycznie to żyjesz w raju na ziemi z perspektywy np obywatela Somalii i nikogo nie obchodzą twoje mniemania na temat Polski - pomyśl jak to brzmi. Statystyka to tylko pewne narzędzie, bardzo ułomne, a nie cel i liczy się to co ludzie czują, mniemają, myślą a nie dane.

Poczytaj dokładnie o World Happiness Report przygotowany przez ONZ, jak to jest robione, na ilu płaszczyznach i ilu dziedzin dotyczy i przestań kręcić.

>Co do mitu to rozumujesz wszystko strasznie potocznie, można powiedzieć skojarzeniowo. Mit niekoniecznie oznacza bóstwo religijne.

No popatrz, w życiu bym na to nie wpadł.

>Jeśli ludzie poszukują sensu, to każdy robi to na własny sposób, jeden więcej, drugi mniej ale z czasem coś się z tego wyłania. Jeśli natomiast ludzie przyjmują, że żadnego sensu nie ma, że jest tylko przypadkowy ruch atomów, że wszystko jest tylko tym i jedyne co warto to się nachapać jakimś chwilowym samozadowoleniem zanim się rozsypiemy w pył, to tacy ludzie nie stworzą już nic innego, to jest ich ostatni etap przed śmiercią, jedyne czego szukają to jak najszybszej przyjemności zanim umrą (muzułmanie czasami nazywają nas cywilizacją śmierci, i z tej perspektywy mają racje).

E tam, to są wszystko Twoje projekcje. Takich nihilistów jak tu opisałeś jest niewielu. Człowiek przeważnie ma jakiś cel i sens, choćby działanie dla dobra najbliższych. Mój ojciec nigdy się sensem życia i celem nie zajmował. Wisiało mu to i powiewało, skupiał się głównie na na tych strasznych przyjemnościach i jeszcze dzisiaj mnie zdecydowanie tutaj przebija, chociaż jest po 70-tce. Taki jest i tak mu zawsze było dobrze. Jednak był zawsze pomocny i życzliwy dla wszystkich. Zna tysiące osób. Stworzył sobie całą sieć rozmaitych relacji. Bo lubi kontakty z ludźmi, ma z tego przyjemność. To, że jakiś przygłupi muzułmanin wierzy w Allacha, ma jakiś swój zmyślony, wielki mit i coś tam bredzi, nie oznacza, że jego życie jest wartościowsze. Pierdoły wypisujesz. Dla mnie to ten muzułmanin jest wyrzuconym z życia nihilistą-zaświatowcem, pozbawionym kontaktu z rzeczywistością, kimś oszukanym, zdradzonym, wkręconym w brednie. Życie poza życiem. Nigdy nie dotknie go w sposób realny, a to że nakręca go ta głupia idea i stek bajek może mu daje psychiczna stabilizację, ale to mój ojciec żyje życiem prawdziwym. Realnym. I jeszcze ma mnóstwo przyjemności z życia.

>Przestają dbać o innych, przestają czuć więź, zaczynają wszystko traktować instrumentalnie bo wiedzą, że zegar tyka, że potem nie ma już nic, więc zanim nadejdzie to nic, ja też coś tam chce mieć.

Wychodzi z Ciebie religiancka natura i beznadziejne stereotypy.

>Taka kultura nie stworzy już innego mitu, nie stworzy już niczego, bo to jest chwila przed śmiercią.

Taaa lepiej tworzyć coś, czyli baje. I robić z ludzi wariatów. Pociskać im kity o Bogach, zaświatach, Kim Ir Senach, Wielkich Wojnach Ojczyźnianych, amerykańskim śnie czy sukcesie, narodowym przeznaczeniu, czyli wmawiać jakieś bzdury o uczestnictwie w czymś większym, zamiast tworzyć realnie - dobre warunki życia, wysoki kapitał społeczny, wprowadzać ludzi w wysoką kulturę i dawać im nowoczesną edukację, odpowiednią opiekę społeczną, służbę zdrowia i dobry start w życie.

>Całe szczęście ludzie indywidualnie poszukują sobie jakiegoś osobistego sensu, przez co nadal są kreatywni i nadal marzą o budowaniu rzeczy wielkich i wspaniałych, nadal się poświęcają dla spraw wyższych.

Przykład tych spraw wyższych poproszę, tylko bez bajek. Rzeczy wielkie i wspaniałe można chcieć budować bez takiego zadęcia, codzienną, spokojną pracą, choćby nad swoim najbliższym otoczeniem, w tym nad sobą. I opierając się na realnych rzeczach. Żadnych Wielkich Znaczących Mitycznych tutaj wcale nie potrzeba, ale niektórzy muszą, bo inaczej się uduszą.

>Przeszkadza im jednak kultura naturalistyczna. Prosty przykład z t. ewolucji. Jest śmiesznie głupia, praktycznie słabo prawdopodobna, same truizmy, nadaje się tylko do luźnych opisów ogólnych i niczego więcej, ale wszyscy chórem zwalczają tych, którzy poszukują innych prób wyjaśnienia pochodzenia życia na ziemi, człowieka itp. Ideologia, czyli mit-kit pozytywistyczny, jakoby nie było nic prócz materii (choć materii nie ma, jest tylko jej wrażenie) dominuje świat intelektualny i przeszkadza w próbach zdefiniowania czegokolwiek alternatywnego, niekoniecznie kreacjonistycznego. Ta alternatywa może być zalążkiem mitu który pociągnie ludzkość na nowe wyżyny. Dobrze, że jeszcze kosmologia zakłada życie na obcych planetach, nie lepsze to od t. ewolucji ale sprawia, że ludzie się starają i poświęcają dla poszukiwań.

No to ujawnij to coś alternatywnego, niekoniecznie kreacjonistycznego. Resztę przemilczę.
Klopton (519 punktów)
Jednak jesteś mocno naiwny i potwierdzasz wszystko to co piszę. znasz takie powiedzenie jak - mierzyć swoją miarą? To, ze Twój tata jest happy (ciekawe dlaczego już nie Ty?) nie oznacza, że tak samo happy jest sprzątaczka w banku. Dla Ciebie satysfakcja z życia (którą sprowadzasz tylko do pojęcia możliwości pracowania dla dóbr materialnych) zanim umrzesz to maksimum jakie osiągasz, dobrze że przodkowie myśleli inaczej, bo by nas tu pewnie nie było teraz. Po wiem tak, już teraz możesz to wszystko mieć, wystarczy:
1. Brać kredyt w banku a spłatę zostawić następnym pokoleniom, kiedyś na kogoś wypadnie i to spłaci.
2. Ciężko pracować od rana do wieczora aby za zarobione pieniądze odpocząć od tej pracy aby móc dalej ciężko pracować jeszcze lepiej. Coś a la pójść do więzienia na 50 lat aby 30 lat móc być na wolności.
3. Wyzyskać i ograbić biedaków niszcząc przy tym niemalże doszczętnie swoją planetę.
Akurat cywilizacja zachodu jest zbudowana na tych 3 filarach i dzięki temu Skandynawia jest taka happy, statystycznie, bo w rzeczywistości większość osób wegetuje tam jak warzywa gapiąc się w zachód słońca w TV.

Problem w tym, że rosnące rozwarstwienie, umierająca klasa średnia, wzrost chorób cywilizacyjnych, bezrobocie wśród młodych, 100% deficyty budżetowe, zniszczone środowisko naturalne i żywność jakoś nie przemawiają za tym aby Twoja Utopia chciała się zrealizować. Powiem więcej, większa połowa ludzi zachodu nigdy jej nie doświadczyła i nie doświadczy, i tak jak murzyn z afrykańskiego plemienia lub Indianin z Amazonii pracują zaledwie 1/3 dnia a resztę czasu sobie leża pod drzewem i do tego dożywają starości w zadowoleniu (o ile nie spotkają "szczęśliwego" białego), tak biały "szczęśliwy" aby sobie poleżeć musi pracować 2/3 dnia albo i więcej, a żeby dożyć starości musi część jej oddać na wizyty u lekarzy. Jakoś ta twoja propozycja się nie trzyma niczego logicznego i to zadowolenie z życia o jakim piszesz może wynikać tylko i wyłącznie z jednego - z ignorancji. Ale spokojnie, przyjdzie powoli za to zapłacić cenę, jak nie dziś to zrobią to nasze dzieci, które niby dla człowieka zachodu są takim budującym sensem życia.

Nie pojmujesz roli kultury w cywilizacji, cywilizacja sieje zniszczenie natury, kultura musi być rekompensatą, musi uzasadniać to zniszczenie. Bez tego nie ma sensu robić niczego, ziemia jest wystarczająco bogata aby dało się żyć happy leżąc 2/3 dnia pod drzewem. Tylko idiota lub niewolnik dla zwykłej satysfakcji z życia bierze kredyty, pracuję po 8-10 godzin dziennie i stoi pół starości w kolejkach do lekarza.

Nihilizm jest dziś wszędzie, nawet nie pojmujesz jak wylewa się z Twojego pisania.

Co do alternatywnych teorii to proponuję poszerzyć wiedzę, świat to nie tylko zachodnia tradycja, jest też drugie tyle na Wschodzie. Przeczytaj pierwszą lepszą książkę np o buddyzmie, ze zrozumieniem, a szybko pojmiesz że czas jest takim samym złudzeniem jak materia.
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Jednak jesteś mocno naiwny i potwierdzasz wszystko to co piszę. znasz takie powiedzenie jak - mierzyć swoją miarą? To, ze Twój tata jest happy (ciekawe dlaczego już nie Ty?)

   Ha. No to teraz Cię zaskoczę odpowiadając na pytanie w nawiasie. Bo jestem bardziej podobny do Ciebie, niż do niego. Problem leży w tym, że Tobie się wydaje, że coś rozumiesz, ale nie rozumiesz tak naprawdę nic. Bo to Ty (tak jak ja) potrzebujesz mitu (zapewne nieco innego niż ja), spoiwa, nie widząc tego, że innym ludziom nie jest to specjalnie, albo i wcale potrzebne i za wielkimi znaczeniami i mitami po prostu nie pójdą. Bo mają zwyczajnie inną konstrukcję, co kształtuje się w bardzo wczesnym dzieciństwie (oczywiście możesz ich zmusić albo pozabijać, co już wielokrotnie przerabialiśmy dzięki wielu jedynie słusznym mitomanom). Do tego to strasznie mocno tu wartościujesz, odmawiając tym innym od siebie właściwie jakiejkolwiek wartości, w tym zdolności do pozytywnego kreowania rzeczywistości. A ja Ci tylko pokazuje, że ludzie, którymi wiedzie zwyczajna przyjemność potrafią robić sympatyczne albo i fantastyczne rzeczy, wcale nie wiedzeni wielkim mitami, wiekopomnymi prawdami, ani nie rozbuchaną chciwością, ale zwyczajną satysfakcją. Wystarczy, że lubią ludzi, świat, życie i robią fajne, dobre rzeczy dla innych. Jak właśnie mój ojciec, który był całe życie przyjaznym innym i uczynnym społecznikiem. A wielkich mitów, prawd i wartości nigdy przed sobą nie stawiał. Nie interesowało go to. Takich ludzi jest wokół nas mnóstwo, tylko trzeba ich zobaczyć zza swoich Wielkich Opłotków.

   Ja też potrzebuję nadać swojemu światu mocnego znaczenia i zorganizować go w swój kosmos, ale nie sądzę, że bez tego nie da się tworzyć pozytywnego świata. To jest przede wszystkim moja potrzeba, z którą mogę się dzielić, ale nie będę tego schematu funkcjonowania uznawał za jedyny właściwy, bo widzę, że ten inny typ ludzi może fajnie organizować rzeczywistość wokół nas. Żadnych wielkich znaczeń tu nie potrzeba, choć wszelkie inspiracje, podpowiedzi zawsze się mogą przydać. Sądzę też, że pewna łagodna, spokojna, ogólna narracja mogłaby być pożyteczna, nakreślać jakieś ogólne kierunki, które spora grupa ludzi by zaakceptowała. Coś takiego jest o.k., nic więcej. Europa obywa się już bez heroicznych i kosmicznych czy też niekosmicznych znaczeń i jest w niej dziś najlepiej, niż kiedykolwiek. Wystarczy codzienna, sumienna praca i mądrość w systematycznym poprawianiu warunków życia jak największej ilości ludzi i będzie z grubsza dobrze. To dobry kierunek i strategia. Dla mnie niesatysfakcjonująca w pełni, bo muszę sobie poukładać większy obszar, więc próbuję sobie poogarniać jeszcze inne rzeczy na swój własny użytek. Bo tak mam i tak muszę (owo wczesne dzieciństwo). Zupełnie inaczej, niż mój ojciec i cała masa ludzi. Ty chcesz koniecznie totalności, wielkiego spoiwa dla wszystkich. Ja się takich radykalnych totalistów i mitomanów boję.

29-04-2015 14:11 
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)
Dalej nie rozumiesz - ludzie kupując Mit nie wiedzą że to jest Mit, nikt też nie tworzy go jako Mit. Dziś wszyscy biegną za swoim mitem ale nie ma mitu scalającego daną kulturę razem. Maklerzy z Wall Street okradają ludzkość bo uwierzyli w mit bezsensu wszechświata, uwierzyli że prócz tego życia tu i teraz nic nie ma i moralność jest domeną słabych. Z ich perspektywy patrzenia jest to mądre a nie głupie, jakbym to podzielał, to sam bym kradł i wyzyskiwał ile wlezie. Mit scalający nie wyklucza ani nie zabrania nikomu czerpania przyjemności z realizacji własnych celów, mit scalający ma taką siłę, że daje nadzieje i motywacje dla tych którzy nie widzą celu i sensu w życiu, dla biedaków, ludzi zagubionych, poetów, artystów ale też szaleńców i zdobywców. Ci ludzie cierpią najwięcej ale dzięki pozytywnej sile mitu, przezwyciężają to cierpienie robiąc z niego pożytek. Jesteś uprzedzony i pojęcie scalania wyobrażasz sobie tylko na wzór narzuconego od góry dogmatu który wiąże ludziom ręce. To czy ten dogmat będzie ograniczał czy motywował zależy już od jego treści i zastosowania, scalanie nie oznacza z zasady brak wolności. Kolumb nie odkryłby Ameryki gdyby nie wierzył, że Bóg go poprowadzi, nie dostałby na to środków gdyby nie przekonał, że rozniesie Słowo Boskie na inne światy. Sama racjonalna kalkulacja i pragnienie zysku, samo analityczne przemyślenie sytuacji jest niewystarczające od odkrycia nieznanego, bo rozum racjonalny każe bardziej dbać o własny tyłek, niż podejmować ryzyko. To pierwiastek abstrakcyjny, mityczny, metafizyczny popycha ludzi do działań z pozoru szalonych a w efekcie wybitnych.

Jak podzielisz chleb po równo to każdy dostanie równy kawałek. Nie ma biednego i bogatego. Dlatego w tym świecie przy takim podziale dóbr (czyli na fragmenty) nigdy nie stworzysz warunków aby każdy mógł spokojnie realizować swoje marzenia i osiągać to "mądrą" pracą. Na chwilę obecną nadmiar 20% ludzi generuje niedobór pozostałych 80% i ta tendencja jest można powiedzieć zamrożona od wieków. Nawet socjalizmem i powszechną komuną tego nie rozwiążesz, bo jej właśnie brak dobrego mitu który by motywował ludzi do pracy w zamian za równe wynagrodzenia.

Nie twierdzę, że powinniśmy się zająć kreowaniem jakiegoś mitu. Mity nie wyłaniają się z racjonalnego rozumu. Powinniśmy jednak umożliwiać i wspierać ludzi szukających sensu naszej egzystencji. Współczesna liberalna edukacja, takich ludzi zwalcza, właśnie z powodu tego uprzedzenia które Ty posiadasz, w ich wyobraźni od razu pojawia się straszny zniewalający dogmat. Szkoda, że nie wiedzą jak są zniewalani przez współczesne dogmaty, które codziennie dokarmiają.
30-04-2015 07:11 
 Ocena 1 na 1
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
   Ty po prostu chcesz leczyć syfilis pudrem. Jak komu źle, to nie promujesz racjonalnych działań dla niego, ale chcesz mu wsunąć kit. Jak biedakowi źle, to nie proponujesz działań, żeby nie był biedakiem i mógł żyć na chociaż przyzwoitym poziomie, jak poecie źle, to nie podsuwasz mu pomysłu i nie pomagasz znaleźć innego miejsca w życiu, jak komuś w związku źle, to nie robisz niczego, żeby pomóc mu to rzetelnie przepracować albo zmienić sytuację i zacząć od nowa, jak komuś styl egzystencji nie odpowiada i się dołuje, to nie pokazujesz i nie chcesz stwarzać dla niego nowych możliwości tylko proponujesz im wszystkim puder na ich syfilis. Żeby łyknęli jakąś baję jak do dzisiaj wielu łyka, a to wyjście z kręgu samsary za pokorne życie, a to krzyż na plecach jak Jezus, a to 72 dziewice w raju, a to praca dla dobra ojczyzny i chwalebny patriotyzm, a to wielkie miejsce w historii jego kraju i narodu. Amerykańce są najlepsze z tym swoim patriotyzmem i umiejętnością przekonania tych co są na dole, że to tylko ich wina, że im się nie powodzi i nikogo, niczego więcej. Coś takiego chcesz wymyślić. Nie dość, że to głupie, to jeszcze mrzonka. Bo ilu ludzi da sobie taki kit wcisnąć, kiedy to nie średniowiecze i coraz lepiej rozumieją mechanizmy, przyczyny, skutki i ewentualne sposoby zmiany swojego położenia. Polacy nie niosą krzyża tylko ładują cztery litery w troki i robią pa pa. Jakoś krzyża nie niosą, choć w większości katolicy. Ale ty byś im chętnie pocisnął jakiś zmodyfikowany, nowoczesny i skuteczny kit. Nie zrobisz nic, żeby ktoś zarabiał nie 1000 czegoś tam a 2000 żeby się nie dołował, nie wyślesz kogoś do psychoterapuety, nie zbudujesz i nie wskażesz możliwości zmiany dla nikogo, tylko dasz im wszystkim zbawienny, złoty puder.
   Dopóki miałoby to być coś tylko wzmacniającego, scalającego i inspirującego do nowych, lepszych rzeczy w sposób delikatny, to mógłbym się zastanawiać, ale jak Ty to chcesz stosować jako puder i kit na bolączki czyjejś egzystencji zamiast podjąć racjonalne działania, to ja za takich lekarzy i nauczycieli dziękuję.
30-04-2015 08:13 
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)
Puder to widzisz przez swoje okulary, czyli uprzedzenia. Tymczasem Twoje "realne działanie" jest właśnie pudrem, tylko tego nie dostrzegasz. Chcesz naprawiać symptomy a nie przyczynę, tymczasem przyczyna znajduje się w naszej wyznawanej mitologi, w naszej kondycji duchowej, czyli psychologicznej.
Poczytaj C.G. Junga, J. Campbella albo coś z Buddyzmu Zen, wtedy lepiej mnie zrozumiesz. Nie ma sensu abym Ci to tutaj wyjaśniał dalej bo masz tak grubo uformowane postrzeganie tylko na jedne, określone tory, że musiałbym zakładać nowy wątek aby to wyjaśnić.
30-04-2015 10:07 
 Ocena 2 na 2
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Denerwujesz mnie, bo widzę w Tobie siebie sprzed iluś tam lat. Idziesz bardzo podobną ścieżką, lektury masz te same i podobne. I tak samo tracisz czas na uniwersalizacje swojego problemu, rzutowanie go na wszystkich, bo Ci się wydaję, że masz globalna receptę. Spoiwo. Przykro mi, ale to jest ślepa uliczka. Do niczego nie dojdziesz, co najwyżej do rozrostu ego. Oczywiście sam dla siebie możesz być skutecznym albo chociaż przydatnym lekarzem. Im szybciej zrozumiesz, że nie ma globalnego rozwiązania, tylko najwyżej jakieś grupowe dla podobnych sobie ludzi, tym mniej czasu stracisz. Ja straciłem za dużo. Ludzie są bardzo różni, mają bardzo różne potrzeby, bo to, co w ich głowie (a może i w genach - nie wiem) w różnych kierunkach ich popycha. I to, co dla Ciebie i dla mnie bardzo ważne, dla innych jest zupełnie nieistotne, choć by się nam wydawało fundamentalne i kluczowe. I za nic ich do tego nie przekonasz. Bo oni mają inaczej. Inaczej są ukształtowani na bardzo podstawowym, psychicznym, neuronalnym poziomie. Dlatego to Twoje globalne spoiwo nie zadziała, choć może zadziałać na podobnych Tobie, ale o uniwersalizmie zapomnij. To, że ja lubię i potrzebuję pewnych rzeczy dotyczących funkcjonowania ludzkiej psychiki i mam jakiś swój sentyment z tym związany z buddyzmem, choć wolę współczesną literaturę dotyczącą bezpośrednio tego tematu, to nie znaczy, że to komuś innemu jest do czegokolwiek potrzebne. Tak samo z ogarnianiem całości, kosmosu. Nie każdy będzie lubił czytać czy słuchać Alana Wattsa jak ja, bo w ogóle czegoś takiego nie potrzebuje. Większość ludzi ma inaczej i realizuje się inaczej. Te bajki, że ludzie potrzebują jakichś eschatologicznych rozważań, a jak ich nie ma to mają deprechę, to są właśnie mity. To jest rzutowanie swojego problemu na innych. Większość ludzi wcale nie musi rozkminiać tego, co po śmierci (np. ja zupełnie nie). Wcale ich to nie interesuje. Nawet większości katolików to generalnie zwisa. Chodzą do kościoła bo lubią, czasami sobie myślą, że lepiej chodzić, bo a nuż to wszystko prawda i po śmierci może być cienko, ale generalnie żyją zupełnie innymi, zazwyczaj błahymi sprawami. Żadnej wielkiej duchowości ani tego typu znaczących rozważań nie potrzebują. A podstawą ludzkich problemów nie jest brak poczucia kosmicznej jedności (co może być fajne i przydatne), ale relacja ich psychiki z zewnętrzem. To jest najbardziej pierwotne i podstawowe. A jak to sobie zrobią (bardzo różnorodnie) i jak sobie z tym radzą i na ile utrudnia im to cywilizacja, to już inny temat. Nie podciągniesz wszystkich pod jedno spoiwo, nie masz szans zastosowania jednej, uniwersalnej recepty. Im szybciej to zrozumiesz, tym mniej czasu stracisz. I dlatego Ci piszę, że coś bardzo ogólnego, sensownie i fajnie poukładanego, to i owszem, może i mogłoby się udać, pozytywnie inspirować, przynajmniej w ramach jakiejś szerszej grupy. Ale uniwersalnego, globalnego rozwiązania nie ma. Bo się bardzo różnimy na najbardziej podstawowym poziomie. A tym jest nasza głowa, być może nawet geny.
Klopton (519 punktów)
Globalne rozwiązanie? Rozwiązanie czego? Ja szukam kultury która będzie owocowała rzeczami wielkimi, pchała ludzi ku lepszemu w sensie estetycznym i etycznym, a nie raju na ziemi. Oczywiście, że można to osiągać indywidualnie, ale jeśli bym się skupiał na indywidualności to bym tutaj nie pisał, Ty także. A jednak jesteśmy na forum i interesujemy się kształtem naszej kultury, więc chcemy aby była jakaś. Skoro teoretyzujemy, to ja tutaj przedstawiam swój pogląd na sprawę. Znam Alan Wattsa - lepiej nic nie robić. Jest w tym sporo racji, nawet pięknej racji, ale jak sobie wyobrażasz jeśli każdy by przyjął taką postawę? Dla zwykłej zabawy, gry, zabicia nudy (zresztą to kosmologia Alana - świat powstał dla zabawy) wymyślilibyśmy sobie mit, kulturę aby jednak robić Coś, a to coś może być albo piękne albo brzydkie. Nie wiem dlaczego czytasz u mnie wszystko, jako próby znalezienia recepty na bolączki świata. Ja tego nie szukam, szukam kultury która będzie pchała ludzi do czegoś lepszego niż pogoni za pieniędzmi przy destrukcji planety.
30-04-2015 12:10 
 Ocena 2 na 2
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Ja tego nie szukam, szukam kultury która będzie pchała ludzi do czegoś lepszego niż pogoni za pieniędzmi przy destrukcji planety.

Ale co robisz? Szukasz spoiwa, mitu, narracji. I im więcej w ramach tego napiszesz, a piszesz sporo i to bardzo indywidualnych i ryzykownych rzeczy (to samo jest pod linkami) to tym bardziej ludzi do siebie zniechęcasz. Zdanie za zdaniem, idea za ideą, kolejny pomysł za kolejnym pomysłem w ramach tego i ludzie będą ci stopniowo odpadać. Tak to działa, bo jesteśmy ogromnie zróżnicowani i nasze ścieżki rozjeżdżają się przy byle szczególe, a uwarunkowane jest to bardzo głęboko, jak już pisałem. Jak Mariusz założył ostatni wątek www.racjonalista.pl/forum.php/s,663936, to się z nim w całości zgadzam, ale jak pociska opowiastkę o wielkiej Polsce sarmackiej to spadam w siną dal i nie chcę mieć z tym nic wspólnego. Rozumiesz już jak to działa? A Ty chcesz aż całej kultury? Judaizm stworzył coś, co powinno Ci się spodobać. Idea Tikkun Olam brzmi wspaniale, doskonalenie świata, witalizm, afirmacja i etyka przed wszystkim. Sens życia człowieka poddanego tej idei, to nieustanne poprawianie świata (swoją drogą judaizm ma w głębokim poważaniu kwestie życia po śmierci). Przypuszczam, że mamy obaj podobnie z tą chęcią polepszania, tylko że Ty chcesz kultury z mocny spoiwem i opowiadasz przy tym całą masę różnych, ryzykownych rzeczy. Jak wierzący Żydzi, którzy muszą w to wplątać oczywiście postać Boga, narzucą jeszcze od razu halachę i 613 przykazań, Torę, Talmud, Midrasze i opinię rabina. To niech spadają. To jest ta droga donikąd. To wszystko musi być dużo bardziej oszczędne, biorące pod uwagę ogromne zróżnicowanie ludzi, którego się nie przeskoczy. Coś delikatnie może ich spoić, jak bardzo ogólna zasada tikkun olam bez Boga i często dziwacznych, religijnych opowieści, absurdalnie szczegółowo rozbuchanej etyki, a i tak kierunki ewentualnego działania muszą być poddane nieustannym negocjacjom i otwartemu dyskursowi. Bo Ci ludzie zaczną błyskawicznie odpadać, chyba że ich czymś sterroryzujesz. Bogiem, śmiercią, więzieniem, czymkolwiek skutecznym. Co z tego, że mi się Twój kierunek polepszania czy idea tikkun olam podobają, jak za chwilę są szczegóły i odpadam? Totalnie. Pewne rzeczy muszą być schowane w sferę indywidualną, bo na większości pól się nie pogodzimy, nawet w ramach jednej idei i w jednym środowisku kulturowym ludzie się wadzą, że hej. I nie ma na to bata. Ja to kiedyś zrozumiałem, Ty jeszcze najwyraźniej nie.
Klopton (519 punktów)
Aby już nie przeciągać to krótko:

Ja nie podałem skonkretyzowanej propozycji mitu który miałby nas scalać, więc nie wiem dlaczego tak mnie czytasz? Podaje tylko przykłady pozwalające rozróżnić co scala a co rozkłada.
Zrozum, że człowiek nie jest wszechwiedzący i nigdy nie stworzy "prawdy" bezwzględnie obiektywnej i stałej na amen. Dlatego piszę - mit - aby mieć świadomość, że nasze pomysły jak urządzić ten świat zawsze będą tylko naszym pomysłem i nie ma co się wczuwać w pojęcie - prawdziwości. To uznanie względności i niedoskonałości człowieka może być budulcem kultury, jeśli uznamy to nie za błąd ewolucji, za przeszkodę tak jak to się robi współcześnie ale za niezbędną część naszej natury. Wtedy przestaniemy walczyć z wiarą, dla jakiejś niby "wiedzy" a zaczniemy korzystać z wiary i fantazji aby tworzyć rzeczy piękne. Proponuję inżynierie społeczną która nie robi z ludzi tylko "naukowców", ludzi racjonalnych ale tworzy i inspiruje poetów i artystów. dlatego krytykuje naturalizm i obecną tendencje do unikania mitu za wszelką cenę.
04-05-2015 09:23 
 Ocena 1 na 1
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
No to ja się na to nie załapię, skoro pojęcie prawdziwości nie ma tu znaczenia. Fałsze, kłamstwa i czyjeś urojenia mnie nie interesują.
Klopton (519 punktów)
>No to ja się na to nie załapię, skoro pojęcie prawdziwości nie ma tu znaczenia. Fałsze, kłamstwa i czyjeś urojenia mnie nie interesują.
>
Wyobraź sobie, że nie wiesz wszystkiego, albo że nie jesteś wszechwiedzący, podobnie jak i ja - czy to oznacza, że żyjesz w fałszu i kłamstwie?
04-05-2015 11:07 
 Ocena 1 na 1
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Wyobraź sobie, że nie wiesz wszystkiego, albo że nie jesteś wszechwiedzący, podobnie jak i ja - czy to oznacza, że żyjesz w fałszu i kłamstwie?

Nie, ale nie wymyślam sobie spoiwa, byleby pięknie spajało, ale najpierw konfrontuję to z rzeczywistością. Musi się jej jakoś trzymać, a najlepiej dobrze, bo inaczej moja głowa po prostu to odrzuci. Jakieś tam hipotezy czy podejrzenia mogą to podpierać, ale nie mogą one być ni z gruchy ni z pietruchy, ani dominujące. Najpierw coś dobrze potwierdzonego i sprawdzalnego, a później dopiero ewentualnie spoiwo. Nigdy odwrotnie. Tak mam i amen.
04-05-2015 11:15 
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)
>>Wyobraź sobie, że nie wiesz wszystkiego, albo że nie jesteś wszechwiedzący, podobnie jak i ja - czy to oznacza, że żyjesz w fałszu i kłamstwie?
>Nie, ale nie wymyślam sobie spoiwa, byleby pięknie spajało, ale najpierw konfrontuję to z rzeczywistością. Musi się jej jakoś trzymać, a najlepiej dobrze, bo inaczej moja głowa po prostu to odrzuci. Jakieś tam hipotezy czy podejrzenia mogą to podpierać, ale nie mogą one być ni z gruchy ni z pietruchy, ani dominujące. Najpierw coś dobrze potwierdzonego i sprawdzalnego, a później dopiero ewentualnie spoiwo. Nigdy odwrotnie. Tak mam i amen.

Wszyscy tak robią od zawsze ale nikt w pełni i do końca. Jakbyś tak szczerze i zawsze tylko w ten sposób postępował, to byś się nigdy nie zakochał. Nie trzymasz się rzeczywistości aby jutro móc się trzymać rzeczywistości dalej, robisz to tylko po to, aby dożyć dnia kiedy się przestaniesz jej trzymać i dasz się porwać przez miłość lub jej pochodne. Życie nie może być tylko naturalne, musi być też piękne.
04-05-2015 11:30 
 Ocena 1 na 1
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Jak się pięknie zakochiwałem, to szybko się okazywało, że to bez sensu. Jak podszedłem do tej kwestii zdecydowanie bardziej na trzeźwo, to efekt był od razu zdecydowanie lepszy. Pozwalam sobie na różnorakie uniesienia, ale nie używam już do tego od dawna romantycznych i uniesionych terminów, bo dość dobrze wiem, co się we mnie wtedy dzieje i jak to działa. Nie koloryzuję. Dla mnie jest coś piękne głównie wtedy, kiedy jest poznane i zrozumiałe, a nie uszminkowane.
04-05-2015 11:41 
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)
>Jak się pięknie zakochiwałem, to szybko się okazywało, że to bez sensu.

Jak piękne zakochiwanie może być bez sensu? Zakochałeś się i było to piękne, co nie oznaczą że stałe i
niezmienne, bo niezmienne to są tylko rzeczy martwe, kamienie, i to też z pozoru. Najpiękniejsze rzeczy są zawsze platoniczne.

>Jak podszedłem do tej kwestii zdecydowanie bardziej na trzeźwo, to efekt był od razu zdecydowanie lepszy. Pozwalam sobie na różnorakie uniesienia, ale nie używam już do tego od dawna romantycznych i uniesionych terminów, bo dość dobrze wiem, co się we mnie wtedy dzieje i jak to działa. Nie koloryzuję. Dla mnie jest coś piękne głównie wtedy, kiedy jest poznane i zrozumiałe, a nie uszminkowane.

A może najpierw trzeba coś uszminkować aby potem chcieć to poznać i zrozumieć? Aby czar prysł, musi pierwsze zaczarować. Bez tego wiedziałbyś wszystko od dawna i nie robił w życiu.
04-05-2015 12:22 
 Ocena 1 na 1
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Jak piękne zakochiwanie może być bez sensu? Zakochałeś się i było to piękne, co nie oznaczą że stałe i
>niezmienne, bo niezmienne to są tylko rzeczy martwe, kamienie, i to też z pozoru. Najpiękniejsze rzeczy są zawsze platoniczne.

Bo to nie było piękne, tylko "piękne". Naiwne i głupie. I efekty były takie, jakie były. Jeżeli dla Ciebie to coś pięknego, jak cię hormony zalewają, mózg ląduje w spodniach i bazujesz wyłącznie na emocjach, a rozum i rozsądek się wyłączają, to już rozumiem, dlaczego uważasz, że to dobra baza do zbudowania społecznego spoiwa. Powodzenia. Beze mnie.

>A może najpierw trzeba coś uszminkować aby potem chcieć to poznać i zrozumieć? Aby czar prysł, musi pierwsze zaczarować. Bez tego wiedziałbyś wszystko od dawna i nie robił w życiu.

A czy ja jestem nastolatkiem, żebym dostawał oczarowującego mnie zajoba? Jak mnie coś zainteresuje, to sprawdzam i tyle. Nie rzucam się jak mucha na lep, bo nie jestem dzieckiem. Ty naprawdę uważasz, że wymyślisz jakąś historię albo i narrację w ramach tej całej inżynierii społecznej i ludzie jak te jełopy się na to rzucą, bo będzie ich trzepało coś fajnego i miłego po mózgownicy?
Klopton (519 punktów)
Jakbym uważał, że wymyślę coś co sprawi, że ludzie oszaleją na tym punkcie to bym się tym zajął a nie pisał po forach. Ja chce szukać takich ludzi, sam do nich nie należę. Piękne rzeczy nie powstają w wyniku pragmatycznej rozumowej analizy. Tak się nie tworzy arcydzieł. Kultura to nie poprawne wylewanie asfaltu, to sama cywilizacja bez kultury. Ta z kulturą daje ludziom piękno i inspirację jako rekompensatę za to, że się zniszczyło piękno natury i poprawnie wylało asfalt. Nie doceniasz roli iluzji, naiwności i czaru w kreowaniu rzeczywistości. Jak możesz dzielić uczucie zakochania na mądre i głupie? Tak to się analizuje w biznesie, nie zakochujesz się po to aby osiągać praktyczne, "mądre" cele życiowe. Partnera do spłodzenia potomstwa i robienia prania to możesz znaleźć nawet z ogłoszenia w gazecie. Chciałbyś oglądać film o bohaterze który postępuje roztropnie, mądrze i wszystko mu się udaje poprawnie? Bo mi się wydaje, że taka historia to się zaczyna dopiero w momencie pojawienia się napisów końcowych i jest tak nudna, że nikt jej już dalej nie puszcza.

Spróbuj zrozumieć, że najmądrzejsze są kamienie. Nic nie muszą, nic nie czują, wszystko akceptują w cierpliwości i spokoju. Ja nie szukam i nie postuluje "mądrego" świata w tym sensie.
04-05-2015 12:49 
 Ocena 1 na 1
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
No to szukaj innego. Powodzenia.
Klopton (519 punktów)
>No to szukaj innego. Powodzenia.
>
Wyjaśnię to poniżej bo tutaj nie ma miejsca.
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Polska jest dziś takim przykładem wymierania, zero idei wspólnej wszystkim Polakom, tylko małpowanie i nieudolne naśladowanie innych, jesteśmy tylko jako parodia Zachodu, kopiując przejmujemy tylko to co powierzchowne i głupie, i to nie od wczoraj, już Dostojewski 100 lat temu tak właśnie o nas pisał.

Problem w tym, że my nawet zmałpować porządnie niczego nie umiemy. A już pouczanie od Ruskich, którzy nie małpują, tylko tworzą swoje mity i tę dla mnie najbardziej naturalistyczną, nihilistyczną, antywitalną kulturę i "wspaniałą" wręcz gospodarkę, jest nie na miejscu. Dostojewski jest w tym popapraniu dobry, Czechow też, ale najlepiej oddaje to Tołstoj. Od razu przypomina mi się jego opis duszy rosyjskiej w liście do Anny Andriejewny:
"Chłop rosyjski umiera spokojnie - jego religia to natura, z którą żył. Ścinał drzewa, siał żyto, kosił żyto, zabijał barany i barany rodziły się w jego zagrodzie, a dzieci przychodziły na świat, podczas gdy starcy umierali; zna dokładnie to prawo i nigdy nie będzie próbował mu się wymknąć... będzie patrzył mu w oczy prosto i naiwnie... Drzewo umiera spokojnie, po prostu i pięknie. Tak, pięknie, ponieważ nie kłamie, nie kaprysi, niczego się nie obawia i niczego nie żałuje."

Całkowita abnegacja, poddanie rytmowi natury i losowi. Totalna nicość istnienia, brak pretensji do czegoś większego od życia, jedynie rekompensata po śmierci z totalnie nihilistycznego prawosławia czerpana, przy którym nasz przygłupi katolicyzm jest kaskadą witalizmu i życiowych aspiracji. I jeszcze oczywiście tworzenie mitów. Kompletna głupota i beznadzieja.

>Trend stały od kilku stuleci i albo się odrodzimy albo znikniemy tak jak Aragonia, Burgundia i inni. To "zniknięcie" nie musi oznaczać tragedii, być może takie jest prawo natury, że wspólnota już nic więcej z siebie nie wyciśnie i musi wejść w strukturę szerszej wspólnoty, może to i nawet lepiej od strony praktycznej. Nie jest to jednak dobre z perspektywy teoretycznej, bo w teorii, kultura jest dobra jak kreuje rzeczy wielkie a nie spokojnie ustępuje innym.

No to dawaj. Konkretnie. Co proponujesz. Pokaż tę swoją, "niekoniecznie kreacjonistyczną alternatywę", bo to mnie w sumie najbardziej zaciekawiło.
04-05-2015 13:53 
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)
Wyobraź sobie, że masz drzewo, ścinasz je i tworzysz z tego stół. Jeśli jednak na świecie miałaby zostać tylko jedna rzecz, to co byś wybrał, drzewo czy stół?
Człowiek jest zwierzęciem rozumnym, tworzy cywilizacje po to aby się uporać z tą cechą, czyli z rozumem bo to rozum sprawił, że utracił on raj na ziemi, przestał cieszyć się samym drzewem, zaczął budować stoły licząc na to, że odzyska tą naturalną satysfakcje i szczęście. Cywilizacja jest więc niczym innym jak odbudową utraconego raju, jest samo-dążeniem do utopi. Rzecz w tym, że jest to iluzja którą sobie można uświadomić tylko wtedy jak się ją w pełni przeżyje, czyli jak się zbuduje tą Utopię, niszcząc całą planetę i tworząc wirtualny system, matrix który sprawi, że będziesz musiał szukać sposobów na podtrzymanie tej iluzji aby nie oszaleć. Mądry i idealny system to mają mrówki w mrowisku, wszystko tam jest zorganizowane i człowiek chce cywilizacją osiągnąć tą samą perfekcje organizacji życia, problem w tym  że mrówką nie jest i oszalałby jakby sobie uświadomił, że właśnie tak żyje. Cywilizacja i kultura jest niczym innym jak budowaniem super iluzji, super kłamstwa, super matrixa bo życie jest warte życia tylko wtedy kiedy jest spontaniczne, głupie i nieprzewidywalne.

Teraz, dlaczego cywilizacja zbudowana o chrześcijaństwo była zdrowsza od obecnej, która jest zbudowana o humanizm i rozum? Z tego samego powodu z którego Grecka i Rzymska była zdrowsza od chrześcijańskiej.
Grecy i Rzymianie akceptowali wszystko takie jakie jest, nie chcieli poprawiać świata, szukali raju w teraźniejszości, czyli w wydobywaniu wszystkich swoich popędów na wyżyny. Chrześcijaństwo już wiele popędów zaczęło zwalczać tworząc tabu, więc potrzebowali przerysować i uwydatnić do przesady stronę metafizyczną, przenosząc raj na zaświaty. Od Renesansu, raj powraca z zaświatów na ziemię, problem tylko w tym, że za mocno się tej ziemi trzyma, twierdząc że nic więcej nie istnieje i tylko rozum układając każdy klocek poprawnie może odbudować raj utracony. Grecy byli i romantykami i realistami, średniowiecze było zbyt romantyczne ale za to piękne, współczesność zbyt realistyczna i piękna pozbawiana. Brak tutaj harmonii i wyczucia rytmu. Matrix jest nieunikniony, ja sobie nie robię nadziei na to, że ludzie dostrzegą przepaść w którą zmierzają, zresztą musiałbym być ponad naturą, ewolucją, Bogiem aby wiedzieć i ocenić przepaść jako coś tylko negatywnego, może tak właśnie cyklicznie ma trwać życie. Nie chce więc naprawiać, zbawiać, rozwiązywać problemów naszego świata. Chciałbym tylko odzyskać pierwiastek romantyczny w naszej rzeczywistości, budować kulturę na wzór Grecji i Rzymu, bo jak przepaść i matrix są nieuniknione, to lepiej zmierzać w tym kierunku z głową pełną marzeń, niż z realizmem stwierdzającym wyłącznie nieunikniony koniec wszystkiego.

Ludzie więc żyją ciągle iluzjami, zakochują się, są naiwni i przesądni. Im szybciej im się to wybije z głowy, tym gorzej dla nas wszystkich. Ty także żyjesz iluzją mądrego, spokojnego i systematycznego pracowania które prowadzi do określonych celów. Rozejrzyj się dookoła, to są tylko epizody, w większości żywiołem dominującym jest chaos.
05-05-2015 10:19 
 Ocena 2 na 2
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
   W łonie nowoczesności toczy się cicha wojna dwóch typów narracji. Mitu i jego odczarowania/wyjścia z niego. Dwie najlepsze lektury, które to opisują, to "Dialektyka Oświecenia" i "Ulisses".
   W tej pierwszej wojna tych narracji prowadzi do tego, że obie znoszą się nawzajem. Tutaj starcie prowadzi do totalnego odczarowania i człowiek nie wierzy już w żadną z tych narracji. Wzrusza ramionami, macha ręką na próby wywiedzenia z tychże jakichkolwiek budujących opowieści. Co prowadzi do odczarowanej kondycji ostatniego człowieka.
   U Joyce'a sprawy mają się tylko nieco lepiej, bo obie narracje zawierają kruchy rozejm. Harold może sobie zaszaleć (wyjście/odczarowanie) ale i tak wróci do Molly, która zawiaduje Mitem, codziennym, monotonnym, poukładanym w jakąś opowieść, koliskiem bytu. Oczywiście nie dochodzi tutaj do żadnego pojednania obu sposobów uczestnictwa, więc Haroldowi nie pozostaje nic innego, jak oscylować pomiędzy jednym a drugim, co w końcu odbiera powagę im obu, prowadząc do znużenia i otępienia. Mit i jego odczarowanie koegzystują, ale już bardzo słabo. U Horkheimera i Adorno w ogóle. W sumie daleko od siebie te oba przewidywania nie są, w każdym razie perspektywy, co do ludzkiej kondycji są nieciekawe. Autorów tych lektur łączy niewiara w wyższe pojednanie Mitu i Odczarowania. Wierzy w to za to Hegel i wszystkie postheglowskie filozofie. Czyli będzie spójna opowieść, ale odczarowana (nie tak szybko). W ponowny triumf samego czarującego mitu nikt już nie wierzy, bo oczywistym jest, że odczarowanie będzie go gryzło po kostkach i cały czas szczekało :"nie pociskaj kitu". Przywrócenie dawnej władzy mitu nigdy więc już się trwale nie uda, w to może wierzyć Eliade, Kołakowski czy nasz kler, ale to bez sensu. Oczywiście każdy z nas może tworzyć (i najczęściej to robi) swoje małe mitomanie dnia codziennego, tak to ujmijmy. Tacy ludzie mogą zbierać się w jakieś grupy, czy raczej grupki. Ale kultury się na tym już nie zbuduje. Never. Co ciekawe, ciągoty takie świadczą o nieustannym triumfie natury w takich ludziach, gdyż tak naprawdę nie chodzi im o nic innego, tylko o zaspokojenie swoich popędów, a więc powody są naturalne. Chcę sobie ulżyć, zrobić dobrze, wierząc że robię dobrze innym. Natura. Ba. Tak naprawdę, tworząc kulturę, nigdy z tej natury nie wyszliśmy, bo w jej ramach i tak triumfują nasze żądze, popędy, hormony, pragnienia. To jest nadal stan triumfu natury, tylko w zmodyfikowanych warunkach (po wyjściu z tego raju natury, o którym wspominasz, ona i tak nas dopada, choć raj już to nie jest, raczej piekło rozdarcia i niepojednania). Ale mniejsza o to.

   Co można zrobić, kiedy powrót do mitu jest już niemożliwy, odczarowanie wraca pod warunki natury i działa na jej warunkach, a wyższe pojednanie tego jest iluzją prowadzącą donikąd? Można dalej kombinować po heglowsku, czyli odczarowywać świat i życie, człowieka w ramach jakiejś ogólnej narracji stopniowo wydzierając otaczającej nas rzeczywistości kolejne tajemnice i przepracowywać je po to, żeby lepiej rozumieć dane kwestie, czyniąc tym nasze życie lepszym i piękniejszym. Ja zdecydowanie wolę pracować na wyjściu/odczarowaniu. Tutaj widzę potencjał wzrostu, piękna, witalności i afirmacji. Ty nie. No to taki przykład z życia, na którym dobrze widać o co mi chodzi: Syn mojej koleżanki zginął w wieku 23 lat na budowie. Oczywiście w pierwszym okresie nic się nie dało jej pomóc, funkcjonowała wyłącznie na zastrzykach. Zastrzyk-sen i tak na okrągło. Kiedy ten pierwszy okres minął, można coś było zacząć przepracowywać, rodzina zaprowadziła ją do miejscowego księdza, który snuł jej te swoje zaczarowujące opowieści/mity, oczywiście, wiadomo, głównie o zaświatach. W jej przypadku nie zadziałało, chociaż katoliczka (raczej letnia). Znalazła się więc u psychologa, co było strzałem w dziesiątkę. Bardzo często opowiadała mi, co oni tam robią (znalazła sobie we mnie ulubionego słuchacza). Spacerowali sobie po jego ogrodzie i generalnie on jej tłumaczył, co się w niej dzieje, jakie procesy w niej zachodzą, jakie mechanizmy tutaj działają, co się będzie działo za chwilę, co po kilku tygodniach, miesiącach, jak to się będzie zmieniać, co będzie w dłuższej perspektywie czasu. Kiedy zauważyła, że to dokładnie tak to wszystko przebiega, zdecydowanie jej popuściło, zaczęła stawać na nogi. Nieustannie chciała o tym rozmawiać. A więc nie mit, a rzetelna wiedza tutaj lepiej zadziałała. Szczerze mówiąc to aż zdziwiony byłem, z jakim zacięciem o tym wszystkim mówiła. Była pod wielkim wrażeniem. Ulgi nie przyniosło jej więc bajanie, a głębokie przepracowanie i zrozumienie swojego stanu. To samo masz ze mną, choćby zz tym wpsominanym podejściem do relacji międzyludzkich, w tym tzw. miłości. Szminkę mam gdzieś. Piękno widzę w rzetelnym zrozumieniu, czego Ty nie dostrzegasz. Wolisz zaczarowanie. Mnie fascynuje prawda, bo ona tak naprawdę posuwa mnie naprzód. Pozwala rzetelnie przepracowywać ten czy inny problem, rozwiązać go prawidłowo dzięki fascynującej wiedzy i wchodzić na wyższy, piękniejszy, mądrzejszy pułap wzajemnego funkcjonowania. Co nie przeszkadza czułości, subtelności czy romantycznym chwilom. Przepracowuję to - i nie tylko to, przynajmniej się staram, bo nie wszystko do ogarnięcia i błędy po drodze - jak ta moja koleżanka. I mam tak właściwie od zawsze. Gdyby ona uległa mitowi księdza, też byłaby zapewne jakoś ustabilizowana (albo i nie), ale raz - nie poznała by "wyższej" prawdy o funkcjonowaniu rzeczywistości, w tym jej samej, dwa - nie poznałaby piękna rozwoju ludzkiej wiedzy i fascynującego działania tego w praktyce. Dla mnie wartościowy jest tylko ten kierunek i w dłuższej perspektywie, tylko on - moim zdaniem - daje szansę na coś większego i piękniejszego. Witalnego i afirmującego. Ty proponujesz cofnięcie się. Niemożliwe zresztą do przeprowadzenia, czy raczej utrzymania, bo tacy jak ja będą cię kąsać po kostkach. A nawet tacy jak ty, tylko pochodzący z innej parafii.
05-05-2015 12:03 
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)
A ty dalej mnie źle czytasz. Pewnie dlatego, że wyobraziłeś sobie to "odczarowanie" i mit jako coś zupełnie przeciwnego. Tymczasem to jest jeden i ten sam stan/zjawisko różniące się tylko natężeniem.

Nigdzie nie opowiadałem się przeciw poznaniu. Nigdzie nie postawiłem dylematu typu: kojąca serce bajeczka vs rzetelne zbadanie sprawy. Nigdzie nie chciałem zawracać rzeki i rezygnować z "osiągnięć" współczesnego rozumu. Siła kultur wcześniejszych polegała nie na tym, że ludzie kupowali kity wciskane przez kapłanów. Siła kultur wcześniejszych polegała na tym, że ktoś tracąc syna w tamtych czasach był na tyle silny i zdrowy, że nie potrzebował ani zastrzyków, ani leków, ani kuracji u psychoterapeuty aby sobie poradzić z różnymi naturalnymi tragediami. Taka jest właśnie siła dobrego mitu. Mit tłumaczy życie jako całość (nie pojedyncze zjawisko) w ten sposób, że ludzie wobec tego życia dysponują określoną postawą i siłą. Chrześcijaństwo się wyczerpało dlatego dzisiaj lepszy jest psychiatra, kiedyś nie miałby żadnych szans z kapłanem, bo to on leczył i ocierał łzy słowem. Nietzsche wywróżył naszym czasom nihilizm, dekadencje, upadek właśnie dlatego, że dziś człowiek jest tak kruchy i słaby, że bez narzędzi i pomocy innych sobie nie poradzi z niczym. Dodatkowo trawi wypadki życiowe bardzo długo, zamiast dalej żyć. Twoje odczarowanie nie istnieje, psychiatra wali takie same kity jak kapłan, język ma inny, lepiej działający i czytelniejszy co nie oznacza, że odkrywa jakieś prawdy. Zgadzam się z tym, że poznanie i zrozumienie pcha do przodu. Nie zgadzam się tylko z tym, że można poznawać i rozumieć tylko na jeden racjonalny, naukowy sposób. Język jest symbolicznym, czasami piękny poemat ujmie w kilku słowach więcej znaczeń niż cała książka. Dlatego piszę o mitach, bo nie ma żadnej prawdy, jest tylko język i sposób opisu danego zjawiska. Prawda to życie w w skład życia wchodzi wszystko. Nie ma języka który wyrazi wszystko w jednej myśli. Zredukowanie języka to żargonu materialistycznego, racjonalnego to jego zubożanie i osłabianie. Dlatego psychiatrów potrzeba coraz to więcej, bo oni lecząc symptomy dokarmiają przyczynę. Nauka dokłada nam problemów, tworzy choroby, maskując prawdziwą rzeczywistość bezpośrednio daną, poprzez zamienienie jej tylko na rzeczywistość praktyczną, czyli użyteczną. Nie dlatego, że jest zła, ale dlatego że jest takim samym sianiem kitów jak wszystko inne. Sukcesy ma w praktycznym gospodarowaniu materii bo dziś tą praktykę się ceni. Kiedyś ceniono bardziej inne rzeczy dlatego Grecy znając technologie pozwalającą stworzyć silnik parowy, nigdy z niej nie skorzystali. Nie było im to do szczęścia potrzebne. Ludzie skoncentrowani na pragmatycznym, utylitarnym patrzeniu na sprawy nie dostrzegają szerszej perspektywy, nie dostrzegają istoty, jedynie powierzchowność. Twoje odczarowanie nie istnieje, zamiast harmonii z naturą tworzy nam się kakofonia, dlatego że nie można tak redukować prawdy/życia czyli wszystkiego do pojedynczych materialnych zdarzeń. Sukcesy "rzetelnego badania sprawy" w Twoim rozumieniu to epizody, skuteczność postępu, rozumu i nauki to również epizody.

Ludzkość i tak zmierza do śmierci, jako gatunek poumieramy, słońce wiecznie świecić nie będzie. Można jednak przeżyć ten czas świadomie, z dumą i w dostojeństwie pijąc życie do dna, albo można mieć tylko epizody świadomości - od tragedii do tragedii. Z perspektywy mitu t.ewolucji, gatunek od początku swego istnienia jest w najsłabszej kondycji. Niszczenie wychodzi mu najłatwiej, uleczanie i samoregeneracja najtrudniej. Postęp jest mitem, zbyt szkodliwym.
05-05-2015 17:11 
 Ocena 2 na 2
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Ale ty sobie baję stworzyłeś.

>Siła kultur wcześniejszych polegała na tym, że ktoś tracąc syna w tamtych czasach był na tyle silny i zdrowy, że nie potrzebował ani zastrzyków, ani leków, ani kuracji u psychoterapeuty aby sobie poradzić z różnymi naturalnymi tragediami. Taka jest właśnie siła dobrego mitu.

   To jest ta główna baja (bo jest ich więcej, ale to już raczej pochodnych od tej). Siła dobrego mitu. Nasza równowaga psychiczna zupełnie nie od tego zależy. To właściwie nie ma żadnego większego znaczenia, a jeżeli czasami ma, to raczej odwrotne, niż postulujesz. Oczywiście problemy psychiczne mają różne pochodzenie i podłoże, no i najczęściej są mocno złożone. Depresja spowodowana wpływami środowiskowymi, o którą najbardziej Ci tutaj chodzi, również. Każdy z nas snuje sobie jakąś opowieść o świecie i życiu, ale to nie ma większego znaczenia, co do naszego stanu psychicznego. Gdzieś to prawdopodobnie podłapałeś i w to głęboko uwierzyłeś. Nie ma też większego znaczenia czy ta nasza opowieść jest słaba czy mocna, rozległa czy pobieżna, taka czy siaka. Znaczenie ma tylko to, co my z tym robimy. Ważne jest tylko to, jak się tym posługujemy. Jeżeli ktoś coś sobie przyjmie i generalnie ma to w perdeli, będzie zazwyczaj znacznie stabilniejszy, niż ten, który coś cały czas na tym terenie kombinuje. Tu się często rodzi cały ambaras w głowie. Nieumiejętność odpuszczenia, ciągłe czegoś rozważanie, poszukiwanie, ocenianie, moralizowanie itd. Nieustanne budowanie napięcia popędowego, które nie potrafi się skanalizować. Bo to, bo tamto, bo tak, a może inaczej, a to jest prawda, a może nie...i tak sobie leci kabarecik. Tak można sobie rozwalić prawidłową pracę neuroprzekaźników, choć, jak sądzę, to uporczywe rozkminianie, to już jest raczej efekt jakiejś nieprawidłowej ich pracy. Możesz więc mieć znakomicie i imponująco rozbudowany i poukładany kosmos, ale jak nie będziesz miał do tego dystansu, nie będziesz umiał odpuszczać, tylko będziesz cały czas kombinować, to będziesz cały czas budował napięcie i cię dopadnie. Melancholia. Znana bardzo dobrze starożytnym, których tak wychwalasz (bo mieli dobry mit). Tak zbudowałeś swój własny. Albo się na jakąś łatwą bajkę załapałeś. Oczywiście nie masz, bo nie możesz mieć nic na tego potwierdzenie, oprócz własnej, głębokiej wiary, żadnych oczywiście badań ani nawet mocnych przesłanek, choć raczej sporo można wyczytać w ówczesnej literaturze o owej melancholii, a i w tragediach sporo się dzieje, więc raczej widać, że problem był chyba poważny. Słyszałem też coś takiego u katolików, oni też twierdzą że mają lepiej, bo mają coś tam poukładane od a do zet. Jaaasne. Prawdopodobnie starożytni, średniowieczni i ci sprzed stu lat nieco lepiej wytrzymywali śmierć bliskiej osoby, ale to raczej dlatego, że w tamtym świecie śmierć była czymś wszechobecnym, codziennym i bezpośrednio namacalnym. Byli z tym obyci od urodzenia. Nam jest trudniej, ale bez przesady. Odchorowujemy to zazwyczaj podobnie i nasza biologia, neurobiologia mniej więcej wraca do normy. Ale absolutnie nie sądzę, byśmy się tutaj jakoś znacząco od tamtych ludzi różnili.
   Natomiast faktem jest, że środowisko zewnętrzne potrafi nas totalnie rozpieprzyć, ale mity nie są tu żadnym, cudownym lekarstwem. Życie człowieka na poziomie psyche, to nic innego, tylko przymus instynktownego radzenia sobie z rosnącym, wewnętrznym, energetycznym, popędowym nadmiarem. Jeżeli z zewnątrz (z wewnątrz też) napływa zbyt dużo bodźców, to głowa tego nie przepracuje i będziesz miał kłopot z powrotem do równowagi. Nadmiar zadań, obowiązków, wymagań, problemów, relacji, pragnień, dążeń itd. Równie dobrze możesz to sobie zrobić mitem, jakąś życiową narracją. Zdestabilizujesz się i problem gotowy. Najlepiej radzą sobie ci, którzy zbytnio nie kombinują, coś tam wymyślą, czyli z grubsza - rodzisz się, żyjesz, kopulujesz, umierasz, a później coś jest albo i ni ma. I tyle. Mają to gdzieś. Łatwiej mają się więc zazwyczaj hedoniści - przyjemnościowcy, którzy sobie używają, w sposób stabilny robią dobrze i się niczym (albo prawie niczym, a już na pewno nie długo i nie trwale) nie przejmują. Swobodnie prześlizgują się przez życie bez zawracania sobie gitary tym czy tamtym. Wcale więc nie ci, co mają mit i wiele rozmyślają. Jakaś opowieść w tylko niektórych przypadkach może oczywiście pomóc stanąć na nogi po jakimś ciężkim doświadczeniu życiowym i pewnie dla niektórych to jest dobre rozwiązanie, ale ja np. wolę zrozumieć o co chodzi i to przepracować, bo i tak w baje nie uwierzę (dla ciebie wszystko jest bają, ale tego już mi się nie chce rozkminiać). Oczywiście frywolni hedoniści też mogą sobie wszystko w głowie rozwalić, jeżeli nie będą umieli przystopować, tylko będą gnać nieustannie, całymi dniami, za kolejna dawką koktajlu potrzebnego do walnięcia sobie w układ nagrody.

   To już Freud pisał, że w innych gatunkach zwierząt doszło do równowagi pomiędzy środowiskiem a popędami. U człowieka nowy, kulturowy impuls libido spowodował wzrost popędu niszczycielskiego. Mamy większy kłopot z równoważeniem się po wyjściu z czystego stanu natury. A nadmiar nierozładowanej, nieustannie odbudowującej się energii grozi stresem, depresją, destrukcją. Łapać równowagę możemy na różne sposoby, większości wystarczy stabilna sytuacja życiowa, trochę ruchu, sportu, jakichś relacji, pracy, rozrywki, seksu i jest mniej więcej git. Inni mają większe problemy, a jeszcze inni muszą iść do specjalisty, bo bez leków się nie obędzie. Oczywiście świat zewnętrzny znakomicie potrafi nas zdestabilizować, ale wielka rola mitu w powrocie do równowagi, to jest właśnie mit. A raczej baja. Bo cały problem jest zdecydowanie bardziej złożony. Wiele rzeczy jest tutaj prawdopodobnie wrodzonych, wiele też wypracowanych w bardzo wczesnym dzieciństwie, ale to już sobie daruję.

.
Klopton (519 punktów)
A jesteś pewien, że sam sobie nie tworzysz bajki?
Potrzebujesz jakiś konkretniejszych badań niż zapisy historyczne? Bo mi się wydaje, że wojna kiedyś to co innego niż wojna dziś i dziś nikt nie idzie na 15 letnią służbę wojskową aby podbijać, gwałcić, rabować i odrąbywać łby mieczem by budować wielkie imperium, gdzie kiedyś było to dla wielu marzeniem. Ludzie jednak byli trochę inni. Sam napisałeś o tym, że ludzie byli obyci, przyzwyczajeni, a ja ci mówię, że właśnie o to chodzi aby się do życia przyzwyczaić i je akceptować zamiast tworzyć jakieś sztuczne stany wegetatywne, Matrix w którym wszystko idzie zgodnie z planem. Popraw mnie jeśli się mylę, ale czytam u Ciebie zachwyt nad tymi którzy mają "najlepiej", czyli jakoś przegniją do śmierci w jakimś tam plus-minus przyzwoitym samozadowoleniu i wygodzie - to właśnie postulujesz, idealne, wygodne, wegetatywne mieszczaństwo. Niestety ja się z tym nie zgodzę, jakbym miał być rośliną to pewnie bym nią był. Tymczasem tutaj nie chodzi o to aby mieć "najlepiej" tylko aby tworzyć rzeczy WIELKIE nawet jeśli konczysz na stosie. Wszystko co masz, dzięki czemu dziś możesz snuć swój super plan jak to mieć "najlepiej" masz dzięki odkryciom i zasługom ludzi, którzy gonili jakiś głupi mit, albo płynąc w nieznane albo dając sobie odrąbać głowę za budowę imperium, lub odmrażając stopy studiując latami w zamkach z zimnego kamienia. Nikt nie obierał sobie za cel samej wygody, poukładanego spokojnego czekania na śmierć.

Nie wykluczam twojego podejścia, uzupełniam je bo jest niewystarczające i nikogo nam nie wyda prócz inżynierów robiących nowy make-up na opryszczkę. Tymczasem przydałby nam się nowy Kolumb.

Dodatkowo:
Nie ma czegoś takiego jak indywidualność. Ja, Ego i wszystko co wybadał Freud to iluzja, praktyczna, przydatna ale jednak iluzja. Nie ma czegoś takiego jak JA. Jesteś tym co zjesz, spamiętasz, przetworzysz i wydalisz. Jesteś pusty w oryginalne, masz tylko pewne genetyczne tendencje po przodkach ale to od otoczenia, czyli głównie od kultury zależy które i jak się zrealizują, czyli uaktywnią. Im gorsza kultura, im gorsze mity tym jednostki mniej wybitne a bardziej przeciętne a potem w konsekwencji bardziej mizerne. Nic nie zależy od indywidualnej pracy i wysiłku włożonego w rozwiązanie problemu, bo masz w głowie tylko to co zdołałeś poznać i tylko z tego budujesz rozwiązania więc każdy daje maximum z siebie codziennie i każdy codziennie współtworzy wszystkich innych. Nie jesteś w stanie do wszystkich głów powsadzać wszystkich informacji potrzebnych do zmierzenia się z każdą możliwą sytuacją. Zresztą nie tak działa pamięć jak to obecnie sobie zmyśla nauka, w głowie nic się nie gromadzi. Dlatego szukasz języka bardziej uniwersalnego, czyli symbolicznego czyli mitologicznego. Twoja redukcja do zdroworozsądkowego analizowania wszystko sprowadza do utylitaryzmu, który rozlany na cały świat uczyniłby go nudnym owocującym tylko nową nudą, już o tym wcześniej pisałem.
05-05-2015 23:30 
 Ocena 3 na 3
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
To, co piszesz jest zwyczajnie niebezpieczne. Ale o tym za chwilę.

Zaczniemy od tych WIELKICH rzeczy. Oczywiście nie dochodzi to do Twojej głowy, że żyjemy w świecie, w którym dzieją się i tworzą nieustannie WIELKIE rzeczy. Codziennie. Na taką skalę, że starożytnym czy średniowiecznym czachy by porozrywało. Dzisiaj nie śledziłem mediów, ale tylko to, co pamiętam z wczoraj:

1.Pierwsze zdjęcia z Plutona.
2.Szczepionka na malarię.
3.Nawet w groteskowym kraju nad Wisłą też coś było, a mianowicie przeszczep większej części szyi i karku z tarczycą, węzłami chłonnymi i jeszcze różnymi narządami, nie pamiętam.

Cienko, nie? A tylko tyle zauważyłem. Wczoraj. Ale dla Ciebie to lipa. Wzdychasz za Kolumbem. I za bandą wyszkolonych psychopatów, morderców, wiedzionych nie mitem, który może był tu jakimś pretekstem, ale rozbuchanym testosteronem. Bo szli kraść, palić, mordować, zdobywać, burzyć, gwałcić. Nawet dzisiaj możesz namiastkę takich testosteronowych mitomanów znaleźć, ostatni popis był w Knurowie w niedzielę. Jedna ofiara wprawdzie tylko, jaj nie urywa, ale chłopaki mają przecież swoje mity i swoje wielkie rzeczy: barwy, klub, braterstwo krwi. Fajne masz wzorce. A takich Kolumbów to mamy dziś na pęczki, tylko trzeba ich widzieć. No i niestety nie produkuje ich gorący mit, a chłodna, metodyczna nauka, choć czasami pomysł jest "gorący". Ta niedobra, nudna nauka. Nie to co mit. Ale Ciebie to nie interesuje, bo Ciebie interesuje gorąca idea porywająca masy. Mit. Problem tylko w tym, że Ty tego potrzebujesz, a inni jakoś tak nie bardzo. Bo oni wegetują, a Ty żyjesz. Jak woje w starożytności i współcześni kibole. Ale wiesz, powiem Ci na pocieszenie, że wtedy też żyło mnóstwo zwyczajnych ludzi, którzy ani specjalnie nie nakręcali się mitami, tylko żyli swoim prostym, codziennym życiem, ze swoimi błahymi problemami, choć ich życie było zapewne cięższe i straszniejsze, krótkie, zmaltretowane chorobami i do dupy. Tych co rzeczywiście żyją i żyli mitami jest garstka. Właściwie trudno powiedzieć, że oni nimi żyją, zazwyczaj czasami się do nich odnoszą, czasami w czymś z tym związanym uczestniczą, a żyją czymś innym, zwyczajnym, codziennym. Tzn.wegetują. Każdy mit oczywiście ma swoich gorliwych kiboli, jak nasz kościół część nakręconych radiomaryjowców, ale to tylko niezrównoważone popędy i hormony. Jest jeszcze jakiś ułamek procenta tych kombinujących, budujących, rozkminiających, konstruujących. Myślałem, że do nich należysz, ale teraz to już nie jestem pewien.

Ja widzę w naszym świecie nieustannie ujawniające się rzeczy wielkie i piękne. Atakują mnie zewsząd. Teraz pracuję na komputerze pisząc do człowieka, którego nie znam, oddalonego ode mnie o ileś tam kilometrów. Spójrz na swój telefon, telewizor, samochód. Rozejrzyj się. Ja wiem, że ten świat ma wiele wad i ogrom rzeczy jest jeszcze do zrobienia, a my jesteśmy irytujący chciwi, często głupi i podli. I z tym trzeba coś zrobić. Ale mit tu nie jest specjalnie potrzebny, a raczej ten "beznadziejny" rozum.

Oczywiście rozumiem Cię, że chcesz lepszego świata, chciałbyś go poprawić, naprawić, udoskonalić. Ale ja takich mitów, jak Ty proponujesz nie chcę. To jest już niepotrzebne w dzisiejszym świecie, a zdecydowana większość ludzi wcale ich nie potrzebuje, a już na pewno nie wykorzystają ich do do rzeczy wielkich i pięknych. Szybciej użyją ich do czynów podłych. Już Ci pisałem, że jakaś z grubsza ogólna, afirmująca, witalizująca inspiracja mogłaby być fajna i pożyteczna. Ale Ty chcesz ognia. To się zazwyczaj źle w historii kończyło. A zastanawiałeś się kiedyś nad tym, dlaczego właściwie tak masz, że nad tym kombinujesz, kiedy inni żyją sobie zwyczajnym, niewiele znaczącym życiem, bez wielkich i znaczących idei? Zadałeś sobie kiedyś takie pytanie? Co Cię tak naprawdę do tego pcha?

>
Klopton (519 punktów)
To porównanie z kibicami z Knurowa świadczy albo o Twojej słabości, o braku argumentu albo o kompletnym niezrozumieniu.

Chcesz powiedzieć, że ludzkość żyje teraz odkryciem leku na malarie, lub zdjęciem Plutona? Bo ja myślę, że 99,9% ludzi ma to daleko gdzieś. Tak samo jakby mieli daleko gdzieś odkrycie leku na dżumę w średniowieczu, lub malunek nowego świata, czyli Ameryki. Skorzystaliby utylitarnie, podtarli tyłki i wyrzucili do kosza. Tym są i takie jest miejsce rzeczy "wielkich" w Twoim rozumieniu. Platon był wielki bo zmienił świat, Rzym był wielki, Chrystus był wielki, wielki był Kolumb, Napoleon a nawet Hitler (choć ten to desperat i ofiara głupiego mitu naturalistów), wielkie było stworzenie kolei, kina, internetu, wielki był Goethe, Szekspir, Da Vinci, Monet, Mozart, Beethoven. To są rzeczy Wielkie, rzeczy które sprawiają że nic już nigdy nie będzie takie same i musi zmienić się całe twoje życie jeżeli się z nimi stykasz.

Ty teraz sam szminkujesz, wielkimi nazywasz urozmaicenia nudnej i jałowej codzienności, za chwile nowy Iphone będzie czymś wielkim i wspaniałym. Szminkujesz i nic więcej.

Nie twierdzę, że wszyscy tego pragnęli z taką samą siłą jak ja i że powinni. Twierdze, że w zdrowej kulturze nie przeszkadzali. Dziś przeszkadzają bo cały wysiłek, cała praca, cała uwaga ludzkości idzie w jednym kierunku - jak zrobić delikatniejszy papier do podcierania tyłka. Chcą szminkować, urozmaicać i upiększać sobie wygodne trwanie i unikać ryzyka. Dlatego każdy kto pragnie czegoś innego jest odbierany jako zagrożenie, co potwierdziłeś sam pierwszym zdaniem.

Gdyby nie wojny pewnie nie mielibyśmy internetu, więc tutaj się potwierdza moja teza, że mit coraz to słabszy. Gdyby nie dogorywający XIX wieczny mit rozumu, postępu technologicznego (który teraz przez skrajne sprowadzenie do utylitaryzmu się wypala, i podpali go tylko kolejna wojna) to nie mielibyśmy kolei, żarówki i kina. Taka jest siła mitu, sprawia że Maria Curie Skłodowska nabawia się raka goniąc swoją wizje. Dziś takiej nie znajdziesz, zabroni jej tego bhp. Możesz się karmić swoim szminkowaniem i zdjęciem kolejnej planety, ale przełomowe odkrycie wobec tak słabej kultury, dokona się tylko przy tragicznym zagrożeniu lub niechcący. Innej motywacji w utylitarnej kulturze nie znajdziesz.
06-05-2015 12:08 
 Ocena 1 na 1
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
No tak to jest, że wolę spokojnych ewolucjonistów od rozgorączkowanych rewolucjonistów. Dlatego cały czas powtarzam, że lekka, afirmująca, rozsądna, pracująca na rzeczywistości, ale nie bojąca się też różnych hipotez narracja, mogłaby być pożyteczna. Ogólnie witalizujący kierunek. Bez szalonego żaru i Wielkich Znaczących Celów, często bezmyślnych i niebezpiecznych, gdzie namiętności panują nad rozumem, a nie odwrotnie (prędzej czy później - raczej prędzej). Taka fajna, sympatyczna, bardzo otwarta, nieortodoksyjna, nie jedynie słuszna (często w drobnych szczegółach) inspiracja ku pięknemu doskonaleniu świata jako powszechna narracja, to i owszem. Najbardziej twórcze jednostki i tak będą pchały świat do przodu. Masy niech lepiej się zbytnio nie gorączkują i rozgorączkowaniu nie poddają. Niech ich i unosi jakaś ogólna, afirmująca narracja pozwalająca na powiększenie w sobie radości z życia, dumy z człowieczeństwa i naszych osiągnięć, choć i tak głównym celem i szczęściem takich ludzi, będą sprawy ulokowane na zdecydowanie bardziej przyziemnym poziomie. Tak było, jest i będzie. Takie osoby jak Ty, to margines. O ile rzeczywiście jesteś bardziej twórczy, niż kibolski. Bo rozgorączkowanych kiboli, tych zawsze aktywnych albo chociaż potencjalnych, jest już znacznie więcej. Oczywiście można połączyć jedno z drugim i wtedy też nie jest za ciekawie.
Klopton (519 punktów)
Nie opowiadam się przeciwko lekkiej i rozważnej narracji. Uważam, że jest niewystarczająca w świecie w którym istnieje takie pojęcie jak - siła. Umieranie to długi proces, w przypadku kultury to całe pokolenia, więc łatwo go przeoczyć.

Raspail'a nigdy nie czytałem, ale jak widać z poniższych recenzji, myśli podobnie:

wnas.pl/ar(*)o-nie-wierzymy-w-cuda-recenzja
wnas.pl/ar(*)francja-nieistniejaca-recenzja
Klopton (519 punktów)
>Nie opowiadam się przeciwko lekkiej i rozważnej narracji. Uważam, że jest niewystarczająca w świecie w którym istnieje takie pojęcie jak - siła. Umieranie to długi proces, w przypadku kultury to całe pokolenia, więc łatwo go przeoczyć.
>Raspail'a nigdy nie czytałem, ale jak widać z poniższych recenzji, myśli podobnie:
>wnas.pl/ar(*)o-nie-wierzymy-w-cuda-recenzja
>wnas.pl/ar(*)francja-nieistniejaca-recenzja

Jeszcze jeden kolega w opinii:
wnas.pl/ar(*)kracja-zabija-intelektualistow
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Nie opowiadam się przeciwko lekkiej i rozważnej narracji. Uważam, że jest niewystarczająca w świecie w którym istnieje takie pojęcie jak - siła.

A ja twierdzę, że tylko taka ścieżka jest sensowna. Mądra, spokojna praca systemowa. Cudów nie będzie, ale zawsze może być lepiej. Szkoda tylko, że jest masa dobrych publikacji, artykułów i książek krytycznych (moja ulubiona - uniaeuropejska.org/benjamin-r-barber-skonsumowani/), a właściwie nie ma niczego, co by pokazywało jak mądrze sobie z tym poradzić, jaki precyzyjnie, a nie ogólnikowo kierunek obrać i jak go wdrożyć. Za to głupich i czasami dodatkowo gorących, populistycznych pomysłów albo anachronicznych i dawno skompromitowanych/zużytych (patrz polski katolicyzm) jest bez liku. Dlatego odrzucam rozgorączkowanie. No ale wiadomo, krytykować, opluwać, kontestować i mamić głupstwami jest łatwiej, niż coś sensownego zbudować.
Klopton (519 punktów)
Nadal mnie w pełni nie zrozumiałeś. Rozgorączkowanie wynikające z intelektu jest oczywiście destrukcyjne. Pokazał nam to wiek XX. Dlatego ja nie proponuję planowania, teorii, sztucznego wykreowania mitu jak to sobie odczytywałeś, bo teorie są tylko dobre jeżeli są przeprowadzane w sposób jaki sam proponujesz, racjonalny. Staram się jednak zauważyć, że rzeczywistość to coś więcej niż świat postrzegany racjonalnie i rozgorączkowanie wynikające z serca nie może być tłumione i zwalczane w imię planu. Przynajmniej nie zawsze i bezwzględnie, tutaj musi być równowaga. Niezależnie jak rozsądnie podejdziesz do sytuacji, to jeśli nie zostawisz sobie miejsca na element zaskoczenia, zauroczenia, oczarowania to pozbawiasz się tego co najpiękniejsze. Maszyna działa zawsze zgodnie z planem, człowiek nie chce matrixa, nie chce być maszyną.

Kończąc naszą dyskusję mogę powiedzieć, że nie przeczę Twojej postawie, uważam ją tylko za niekompletną. Naszą współczesność uważam za niekompletną. To co warte życia nam się poukrywało, porozlewało i porozpraszało na drobne kawałeczki.
Episode_2 (3284 punktów)
>Platon był wielki bo zmienił świat, Rzym był wielki, Chrystus był wielki, wielki był Kolumb, Napoleon a nawet Hitler (choć ten to desperat i ofiara głupiego mitu naturalistów), wielkie było stworzenie kolei, kina, internetu, wielki był Goethe, Szekspir, Da Vinci, Monet, Mozart, Beethoven. To są rzeczy Wielkie, rzeczy które sprawiają że nic już nigdy nie będzie takie same i musi zmienić się całe twoje życie jeżeli się z nimi stykasz.
>... Taka jest siła mitu, sprawia że Maria Curie Skłodowska nabawia się raka goniąc swoją wizje. Dziś takiej nie znajdziesz, zabroni jej tego bhp. Możesz się karmić swoim szminkowaniem i zdjęciem kolejnej planety, ale przełomowe odkrycie wobec tak słabej kultury, dokona się tylko przy tragicznym zagrożeniu lub niechcący. Innej motywacji w utylitarnej kulturze nie znajdziesz.

Widziałeś to: pl.wikipedia.org/wiki/Mars_One
202 586 zgłoszonych kandydatur. Spora części pochodzi z kultury według Ciebie umierającej. Ty ciągle o jakimś Kolumbie, a oni walczą i bilet w jedną stronę, żeby zdobyć dla ludzkości nową planetę.

A jeśli chodzi o Marię Skłodowską to...
Jej "mitem" była miłość do wiedzy, do nauki, która tak Ci się nie podoba.
Klopton (519 punktów)
Miłość do wiedzy i poznania mi się podoba, nie podawałbym Skłodowskiej za przykład gdyby było inaczej. Nie podoba mi się miłość do przekonania, że się to wiedzę już posiada z samej zasady jej pragnienia (co jest obecnie normą wśród intelektualistów) bo to nie jest miłość tylko ignorancja i pycha. Mądrość nauki naturalistycznej nie zaowocuje lepszym cudem niż..."dynamit Nobla". To cudo tyle pomogło co i zniszczyło. To jest błędne koło i skutek zawężania mądrości wyłącznie do racjonalnego myślenia. Za to Nietzsche krytykował Sokratesa (i nasze czasy), moim zdaniem trochę błędnie, bo ten miał raczej na myśli mądrość w szerszym znaczeniu, kiedy wypowiedział sławne słowa - wiem, że nic nie wiem. Technologia (materia) urozmaica, szminkuje ale nie uszczęśliwia. Dlatego samo umiłowanie poznania racjonalnego nie zaspokaja w pełni, bo to owocuje tylko przedmiotem lub systemem. Trudno kochać w pełni przedmiot lub system czy teorie. Kocha się idee (mit), czyli platonicznie bo tylko wtedy się kocha bez pychy. Ludzie kochając tylko to co osiągalne i realne stają się egoistami. O tym pisał Schopenhauer.
28-04-2015 13:40 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Za bardzo to wszystko upraszczasz i podciągasz wszystkich pod ten sam wzór.
"To taki typ, a ten typ już tak ma."
www.racjon(*).php/z,0/d,32/s,577720#w585173
www.racjonalista.pl/forum.php/s,656589#w656639

>Nie wszyscy potrzebujemy jakiejś teorii jako spoiwa. A jak już ktoś potrzebuje, to moc ich działania dla osiągnięcia satysfakcji może być bardzo rozbieżna.
Nawet nie odrzucający jakąś tam wiarę są najgorszymi wrogami. Najgorsi wrogowie, to wątpiący i heretycy.

>Tylko część ludzi potrzebuje jakiejś mocniejszej narracji, innym wystarczy coś bardzo ogólnego, jeszcze inni spoiwo sprowadzą do swoich najbliższych albo do swojej pracy czy hobby, a jeszcze inni będą tylko skakać po kolejnych rozlicznych obiektach, czyli przyjemnościach. Zazwyczaj banalnych. I będzie im dobrze.
[Załącznik]
www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,415005#w416165
Kondycja moralna społeczeństwa polskiego

>Najważniejsze, by każdy znalazł swój wzór, ale najtrudniej jest tym potrzebującym silnego spoiwa, zwłaszcza we współczesnej cywilizacji zachodniej, bo tacy ludzie często potrzebują mocniej i w większym wymiarze opanować rzeczywistość, próbując narzucić innym swój wzorzec.
Czyli - jak można z Pańskiej wypowiedzi wywnioskować - jest Pan, podobnie jak ja, zwolennikiem europejskiej liberalnej demokracji, a już z tego powodu jest Pan wrogą alternatywą dla polskich katolickich konserwatystów:
Trudno sobie wyobrazić aby konserwatysta budujący swój światopogląd o tradycję katolicką mógł się utożsamiać z postępowaniem nowoczesnego liberała-ateisty który odwołuje się do postulatów humanizmu z europy zach. i naturalizmu czy innych pochodnych nauk przyrodniczych. To są dwa różne światy, dwie różne perspektywy oceniania pewnych dylematów moralnych itd.

Podobnie ma cała Europa, jedyne co wspólne to projekt UE i NATO, czyli twór polityczny który się dopiero buduje ale strasznie słabo to wygląda i kto wie czy uda się to utrzymać. To wszystko jest wystarczające do życia, ale nie wystarczające do budowania czegoś wielkiego i wspaniałego. Kontynenty przed kolonizacją europejczyków, też posiadały kulturę wystarczającą do życia, ale nie oparły się sile czegoś większego, czyli cywilizacji europejskiej.

Z Perspektywy ewolucji świat się ujednolica, robi spokojniejszy i bardziej przewidywalny, podobnie z kulturą i cywilizacją. Jest to jednak stan typowy dla starości i wymierania, żaden organizm się tak nie zachowuje w kwiecie wieku. Nihilizm to nuuudaaa. Wystarczy sobie wyobrazić świat całkowicie "naturalny" jak tego pragną lewicowi humaniści. W takim świecie nie ma nawet o czym pogadać, są tylko kalkulacje, prawdopodobieństwa, analizy. Zero miejsca na poezje, spontaniczność, imaginacje, głupoty i dramaty bo to wszystko są domeny abstrakcji, a w nauce miejsce abstrakcji jest w koszu na śmieci.

Robi mi się smutno, gdy podobne poglądy dominują w głównym nurcie dyskursu o przyszłości Polski i Europy. www.racjonalista.pl/forum.php/s,661496

@@@
.
28-04-2015 15:18 
 Ocena 4 na 4
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
   Polskimi, katolickim konserwatystami to ciężko mi się przejmować (choć w tym kraju żyję) bo oni tylko przekonują samych siebie, a poza rodzimymi opłatkami nikogo ich wynurzenia nie obchodzą. Ich myślenie jest bez znaczenia. Ja też już to zupełnie zlewam (jako zwolennik europejskiej liberalnej demokracji), bo życie jest jedno i nie ma sensu zajmować się czymś, co w sumie nie ma znaczenia.

   Poczytałem te teksty pod linkami i tak od innej strony opowiem coś o tej naszej, polskiej moralności (która mnie coraz bardziej przeraża). Od ponad 20 lat mogę się przyglądać wielu firmom (od kilku do kilkuset osobowych). Dziś przyglądam się już tylko z boku, bo uznałem, że mam już dość tej coraz większej patologii. Mam spokój. Ale młodzi prowadzą interes. W tej chwili jest to obsługa dokładnie 28 firm z takim dość dokładnym wglądem w ludzkie relacje i zachowania, od prezesa czy właściciela do robotnika i sprzątaczki. To jest chyba najlepsze pole do takiego podglądu, bo na ulicy, a i często po sąsiadach czy nawet znajomych, różnych rzeczy nie widać. Tutaj wyłazi z ludzi dużo więcej. Powiem Panu, że to co teraz się dzieje, to jest jakieś pandemonium zbydlęcenia. Nieustanna wojna wszystkich ze wszystkimi. Ci przyzwoitsi i spokojniejsi chowają się gdzieś po kątach, żeby się nie angażować czy nie oberwać, ale i to nie zawsze jest możliwe, żeby przetrwać. Jak ja to sobie oceniam, totalny odlot zaczął się niedługo po wybuchu światowego kryzysu. Dziś to jest już chyba jakiś ogólnonarodowy dramat. Kiedy człowiek patrzy na własne oczy, co wyprawia się w firmach, słyszy co się dzieje w korporacjach, sieciach handlowych czy w rozmaitych strukturach władzy publicznej, a chyba już zresztą wszędzie, to ma ochotę tym wszystkim strzelić i zwiać na drugi koniec świata. I ja zrezygnowałem, na szczęście mogłem sobie na to pozwolić. Dziki, socjopatyczny socjaldarwinizm, gdzie zwycięża sprytniejszy, silniejszy, cwańszy, chciwszy i bardziej bezwzględny. Przepiękny system, a tyle opowiada się o moralności, świętości, solidarności, braterstwie, równości. Kościół też już przypomina tutaj wojowniczą i bezwzględną partię władzy, a jego społeczna nauka, personalistyczny prąd myślowy, to tylko mydlenie oczu maluczkim i jakiś pokarm dla realizowania się części swoich społeczników.
   Ostatnio młodzi liczyli normalnych jeszcze szefów i jednego określili jako dobrego, pięknego człowieka (zgadzam się jak najbardziej - niesamowity gość), pięciu gdzieś tam zmieścili w jakichś normach przyzwoitości, a reszta to jest po prostu totalny odlot. Władza, pieniądze, sukces, odpał, megalomania, szaleństwo, brak hamulców, wstydu i podstawowej moralności. Totalny wyzysk oczywiście i jakaś nieustannie narastająca kultura upokarzania innych. Z roku na rok wygląda to coraz gorzej. Jakby powracała sarmacka, folwarczna forma zarządzania włościami, gdzie pracodawca uważa, że jest panem życia i śmierci oraz łaskawcą dla swoich pracowników, którzy się go często śmiertelnie boją i przełkną każde poniżenie, byleby zachować pracę, choćby ta była oparta o umowę śmieciową, czego jest w Polsce dzisiaj coś chyba 27%. Ale niech Pan sobie wyobrazi (co zapewne nie będzie trudne, bo to przecież święta Polska jest), że z drugiej strony, ten jeden dobry szef, który płaci super, co chwilę daje ludziom jakieś premie i cały czas o nich myśli, nadskakuje im i dba o ich rodziny, bo sam nie ma już chyba jakichś większych potrzeb i jest sam, był przez tych swoich pracowników permanentnie i bezczelnie okradany. Ostatnio nie miał już wyjścia, kiedy złapał trójkę złodziei na gorącym uczynku i ich zwolnił. Z ciężkim sercem. Do końca się wahał, chociaż opitolili go za tym jednym razem na 20 000. Ale generalnie wygląda to tak, że pracodawca gardzi pracownikami, traktuje ich mniej więcej jak szlachcic kiedyś traktował chłopa, czyli jak żywy inwentarz, z którym może zrobić prawie wszystko, pracownicy nienawidzą pracodawcy i dozoru, dozór pomiata pracownikami, ale też nienawidzi swoich przełożonych i robi koło pióra osobom ze swojemu poziomu. Tak w razie czego. Ręce człowiekowi opadają, jak na to wszystko patrzy.Niektóre historie są tak niesamowite, że to aż się wierzyć nie chce, a jest ich multum i codziennie pojawiają się kolejne.

>
29-04-2015 22:18 
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)
>Znalazłem jeszcze coś co mnie uzupełnia. Kultura twórcza z celem vs kultura nihilistyczna, bezcelowa.
wolnemedia(*)ludzkosci-ze-czas-sie-obudzic/
Trochę enigmatyczne. O jaki cel autorowi chodzi? O jakikolwiek?
A jaki cel Ty proponujesz? I czy metoda osiągania celu musi być skuteczna, czy może to być cel na zasadzie marchewki nie do złapania?

wolnemedia(*)ludzkosci-ze-czas-sie-obudzic/
Zaciekawiło mnie coś:

Cytat:
Po przeprowadzeniu wielu prób dowiedziono, że myślenie intencjonalne bezsprzecznie wpływa na wyniki eksperymentu, jednakże wpływ ten jest nieznaczny. Na przykład rzucając kostkami do gry, przyjmuje się, że prawdopodobieństwo wyrzucenia liczby z przedziału 1-3, i analogicznie z przedziału 4-6, wynosi 50%. Gdy jednak uczestniczy próbowali świadomie wpłynąć na wynik rzutu w określonym kierunku, prawdopodobieństwo wzrosło do około 51,2%. Na pierwszy rzut oka zmiana ta może wydawać się statystycznie nieistotna, ale ma ona znaczenie, biorąc pod uwagę, że jest to metawynik z 2,6 miliona rzutów kostką, pochodzących ze 148 niezależnych doświadczeń, przeprowadzonych przez 52 różnych badaczy. Dalsze eksperymenty wykazały, że efekt jest silniejszy, gdy jednocześnie wiele osób usiłuje intencjonalnie wpłynąć na wynik rzutu, a zwłaszcza jeśli się znają.

Jeśli to byłaby prawda to byłoby coś. Tylko dlaczego nie ma źródeł, metody, nazwisk badaczy?
30-04-2015 07:13 
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)
>>Znalazłem jeszcze coś co mnie uzupełnia. Kultura twórcza z celem vs kultura nihilistyczna, bezcelowa.
>wolnemedia(*)ludzkosci-ze-czas-sie-obudzic/
>Trochę enigmatyczne. O jaki cel autorowi chodzi? O jakikolwiek?
>A jaki cel Ty proponujesz? I czy metoda osiągania celu musi być skuteczna, czy może to być cel na zasadzie marchewki nie do złapania?
>wolnemedia(*)ludzkosci-ze-czas-sie-obudzic/
>Zaciekawiło mnie coś:
> Cytat:
Po przeprowadzeniu wielu prób dowiedziono, że myślenie intencjonalne bezsprzecznie wpływa na wyniki eksperymentu, jednakże wpływ ten jest nieznaczny. Na przykład rzucając kostkami do gry, przyjmuje się, że prawdopodobieństwo wyrzucenia liczby z przedziału 1-3, i analogicznie z przedziału 4-6, wynosi 50%. Gdy jednak uczestniczy próbowali świadomie wpłynąć na wynik rzutu w określonym kierunku, prawdopodobieństwo wzrosło do około 51,2%. Na pierwszy rzut oka zmiana ta może wydawać się statystycznie nieistotna, ale ma ona znaczenie, biorąc pod uwagę, że jest to metawynik z 2,6 miliona rzutów kostką, pochodzących ze 148 niezależnych doświadczeń, przeprowadzonych przez 52 różnych badaczy. Dalsze eksperymenty wykazały, że efekt jest silniejszy, gdy jednocześnie wiele osób usiłuje intencjonalnie wpłynąć na wynik rzutu, a zwłaszcza jeśli się znają.

>Jeśli to byłaby prawda to byłoby coś. Tylko dlaczego nie ma źródeł, metody, nazwisk badaczy?
>

Nie proponuję jasnych odpowiedzi na temat alternatywy, oscyluje wokoło problemu - dobra kultura vs zła kultura, budowanie i rozpad. Zasugerowałem New Age bo to jedyny ruch który może coś wyłonić. Moim zdaniem w kulturze współczesnej zachodu wszystko łącznie z deklaracją praw człowieka i wolnościami zbudowane jest na przesadnej analizie racjonalnej i przesadnym trzymaniu się materii, czyli świata który ograniczony jest tylko do 5 zmysłów. Linkowany artykuł sugeruje, że brak dyskusji nad sensem życia i prób zdefiniowania tego co po śmierci prowadzi ludzkość do depresji i wyjałowienia. Ja bym do tego dodał jeszcze - usprawiedliwia złodziejstwo i kłamstwo. Samo naukowe postrzeganie ewolucji, jako przypadkowe mutowanie się materii aż do stanu równowagi termicznej jest grubą półprawdą, czymś niekompletnym a dodatkowo destrukcyjnym dla wielu umysłów. Dlatego też pisałem o odpowiedzialności, bo upieranie się przy tym jakoby teorie naukowe wyczerpująco i prawdziwie odpowiadały na główne pytania dotyczące rzeczywistości jest po pierwsze mitem, po drugie czymś destrukcyjnym. Ja z tego mogę wyciągnąć każdy wniosek, równie taki, że zacznę strzelać i ci których zabiłem nie zdążyli się zmutować, przystosować do nowych warunków, losowanie się odbyło. Człowiek nie żyje wyłącznie w naturze, nie jest wyłącznie materia i tutaj losuje się coś więcej, sfera ducha, czyli kultura, sfera myśli i intelektu, która (w odpowiedzi na zacytowany fragment) prawem rezonansu może wpływać na zachowanie materii. Myśli, intencje wprawiają cząsteczki w drgania i te drgania szukają podobnych częstotliwości. Nie ma na ten temat wielu badań bo współczesna nauka mocno walczy ze takimi teoriami. Jedyne co jest to nauki ezoteryczne (z którymi New Age nie chce walczyć i to jest główny plus). Nauki ezoteryczne są oparte o doświadczenia indywidualne różnych mistyków jak i o surową dyscyplinę logiczną. Tam poznając całość trudno znaleźć jakąkolwiek nieścisłość. Widzę w tym nadzieję, bo są to początki próby zdefiniowania sensu życia, nie jako dogmatu bądź jednej teorii, jest to uzupełnienie ewolucji o eschatologie, czyli odpowiedź na pytanie - co po śmierci. Nie jest to odpowiedź wyłaniająca się z tradycji monoteistycznych, jakoby miało na nasz czekać jakieś bóstwo. W ezoteryce Bóg jest tylko pojęciem, czymś co pochodzi z języka, jest za to jaźń, jako symbol, czyli pewne inne niż materialne spojrzenie na świadomość, która tutaj nie jest ulokowana w mózgu a rozlewa się na wszystko, mózg jest tylko radioodbiornikiem. Z tego punktu zmienia się nam cała kognitywistyka, cała biologia a co najważniejsze cała medycyna i psychologia. Jest to wyniesienie nauki na nowy poziom, który nie tworzy obrazu przypadkowego i bezsensownego świata i równocześnie nie tworzy dogmatu bóstwa przed którym mielibyśmy się pochylać. Tworzy się "dogmat" PRAW kosmicznych, czyli praw które nie dotyczą samej materii ale i ducha i łączą te dwa przeciwstawne pierwiastki. Musiałbym założyć osobny temat aby to lepiej wyjaśnić. Polecam zapoznać się z Kabałą albo Gnozą/Alchemią to są Nauki, zajmują się ustalaniem praw, ale materie traktują w przeciwieństwie do współczesnej nauki, jako najmniej istotną i wartą zainteresowania, jako podległą myśli a nie nadrzędną dla myśli. Wprawdzie posługują się pojęciem Stwórcy ale nie w sensie monoteistycznym a panteistycznym.
Prawa dotyczące ducha są ważniejsze, duch to nic innego jak nasza psychika, czyli są to prawa psychologiczne które wiążą się nierozerwalnie z prawami materialnymi. Naukowcy są od dawna na tropie tych praw (np efekt placebo). Z racji jednak tego, że dominuje nad nimi ideologia, XIXwieczny dogmat pozytywizmu nie potrafią z tego wyciągać właściwych wniosków.

Jedyne co proponuję, to uwolnić kulturę od dogmatu naturalizmu. Pozwolić ludziom wynosić naukę na wyższy szczebel. To jednak wymaga akceptacji nowej teorii ewolucji, tej która głosi, że śmierć jest końcem materii ale nie ducha, a duch jest niczym innym jak 6 ukrytym zmysłem człowieka do odbierania którego można się zmutować, przystosować albo i nie, przez co umiera się ostatecznie. Niestety aby tego dokonać współczesna filozofia umysłu jak i biologia musiałaby się poddać nowemu przewrotowi kopernikańskiemu, czyli stwierdzić, że świadomość nie wyłania się z mózgu (co jest idiotyczne i błędne z perspektywy logicznej) a to mózg i materia wyłania się ze świadomości. Dzięki takim zmianom, wytworzy nam się kultura w której istnienie ma wyższy niż indywidualny/egoistyczny cel.
03-05-2015 21:52 
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)
Zaraz, ale przecież takie nauki kwitły przez tysiące lat. I nadal kwitną, są przecież uczelnie psychotroniczne, kursy czy choćby podlinkowane przez Ciebie badania... A raju i nadczłowieka jak nie było tak nie ma.

Jeśli coś budować, to nie na kłamstwie tylko na aktualnej wiedzy.
A tymczasem dowody na telekinezę są równie tajemnicze jak samo zjawisko.

Pisałeś o micie scalającym. Współczesne mity nie muszą kolidować z naturalizmem. To oddzielne magisteria (Istnienie kultury czy psychiki nie oznacza istnienia świata nadprzyrodzonego.)
04-05-2015 08:59 
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)
>Zaraz, ale przecież takie nauki kwitły przez tysiące lat. I nadal kwitną, są przecież uczelnie psychotroniczne, kursy czy choćby podlinkowane przez Ciebie badania... A raju i nadczłowieka jak nie było tak nie ma.
>Jeśli coś budować, to nie na kłamstwie tylko na aktualnej wiedzy.
>A tymczasem dowody na telekinezę są równie tajemnicze jak samo zjawisko.
Są nauki które nie potrzebują "dowodów" w racjonalnym sensie. W racjonalnym sensie nie ma dowodu na to, że ja myślę, bo mój mózg może to robić za mnie. Pojęcie dowodu jest umowne.
>Pisałeś o micie scalającym. Współczesne mity nie muszą kolidować z naturalizmem. To oddzielne magisteria (Istnienie kultury czy psychiki nie oznacza istnienia świata nadprzyrodzonego.)
>
A czy Europa zbudowana na chrześcijaństwie była zbudowana w oparciu o wiedzę i stworzyła raj dla człowieka? To nie o to chodzi, proszę zauważyć - my poznajemy świat/rzeczywistość ale go jeszcze nie poznaliśmy (moim zdaniem tutaj nie ma progresu, każde poznanie to i zarazem zapominanie ale to osobny temat). Dlatego nigdy nie stworzymy teorii wyjaśniającej kompletnie rzeczywistość i w oparciu o nią kultury, bo to by oznaczało koniec poznania, wolności, historii jak i świata + plus to by oznaczało wszechwiedzę i boskość. W dyskusji z @darkside podkreślam, że cokolwiek się nie stworzy będzie zawsze miało charakter mitu bo na mitach a nie na wiedzy buduje się cywilizacje i kulturę. Samo pojęcie wiedzy odnosi się tylko do określonego wycinka rzeczywistości. Aby już ująć ją całościowo potrzeba mitu, albo ew. boskiej wszechwiedzy. Takze ja to świata nie chce zbawiać ani naprawiać, chce mieć mit który wyciąga z naszej potencji (naszej czyli europejczyków) to co najlepsze, a nie to co najprostsze i najłatwiejsze. Naturalizm jest jałowy, ja nie go nie wykluczam, stwierdzam tylko że nie może być podstawą budowania kultury, ew. tylko dodatkiem, bo nie posiada wiedzy, posiada zbiór pojęć, faktów z których potrzeba dopiero wyciągać wnioski. To wnioskowanie powinno odbywać się już wedle innej metodologi niż samo badanie pojedynczych faktów. Jak mamy tęczę to naturalizm nie zauważy w niej piękna, tylko iluzję którą rozłoży na części składowe i składając wyjdzie mu znowu tylko złudzenie, nic więcej. Tymczasem tęcza to nie tylko złudzenie, to inspiracja, piękno, natchnienie, im więcej będzie miała w sobie z magii, z "boskiego znaku" tym lepiej inspiruje ludzi. Język jest budulcem kultury i piękne niebieskie oczy nie są i nie mogą być zaburzeniem, błędem, złą mutacją, brakiem "poprawnego barwnika" itp. Nauka nie ma nic do powiedzenia na temat koloru oczu co by mogło naszą kulturę uczynić lepszą, właściwie nie powinni tego co poznają wygłaszać poza ośrodki badawcze bo dla nich miłość to tylko proces chemiczny, myślenie i świadomość to tylko efekt pobudzeń nerwowych itd itd. Język to nie tylko komunikacja, to również pobudzanie i inspiracja i język nauki niszczy kulturę, osłabia jej potencję. Im więcej w kulturze "wiedzy" na temat tego czym "na prawdę" jest tęcza, tym gorzej dla samej kultury.

Obecnie głupim mitem "scalającym" kulturę zachodu i odróżniającym ją od reszty świata jest mit WIEDZY. Poznanie racjonalne, naukowe, naturalistycznie nie zdobywa żadnej wiedzy, dlatego że atom jest pojęciem umownym/względnym, cząsteczka jest pojęciem umownym, materia jest pojęciem umownym więc tym samym są prawa fizyki i chemii. Tak jak do zobaczenia tęczy, należy ustawić się w określonym miejscu o określonym czasie, inaczej jej nie widać, tak samo aby badać cząsteczki materii należy przyjąć wcześniej pewne założenia które stworzą z nas, poznających, obserwatora a z rzeczy obserwowanej, przedmiot badania. Współczesne fizyka kwantowa, a wcześniej t. względności zauważają, że jest to względne a nie obiektywnie bezwzględne. Do racjonalnej wiedzy można dojść tylko poprzez zaprzeczenia, a nie poprzez zdania twierdzące, bo te mają charakter półprawd, cokolwiek się powie (łączne z tym co ja tu piszę) jest słuszne tylko z określonej perspektywy. Kultury na zaprzeczeniach nie zbudujemy, bo wyjdzie nam to co mówił Freud, że nam hamuje popędy więc lepiej nie mieć żadnej.
05-05-2015 22:11 
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)
>>Jeśli coś budować, to nie na kłamstwie tylko na aktualnej wiedzy.
>>A tymczasem dowody na telekinezę są równie tajemnicze jak samo zjawisko.
>Są nauki które nie potrzebują "dowodów" w racjonalnym sensie. W racjonalnym sensie nie ma dowodu na to, że ja myślę, bo mój mózg może to robić za mnie. Pojęcie dowodu jest umowne.
Trudno to nazwać nauką. Powiedzmy, że są rzeczy, które nie potrzebują dowodów.
Podam taki przykład:
Większość ludzi nie potrzebuje dowodu na to, że lepiej mieszkać w ładnym, przyjemnym mieszkaniu. Tak wolą i już.
Powiedzmy, że nie czujesz się w swoim mieszkaniu zbyt dobrze, jakoś przygnębia Cię, stajesz się znużony.
Nasz do wyboru:
1. Pomalować ściany na jakiś przyjemny kolor, posprzątać, przewietrzyć, na stole postawić kwiaty.
2. Wezwać bioterapeutę, który pomacha rękami, zrobi jakieś tajemne znaki, coś tam odmówi żeby poprawić energetykę mieszkania.

Drugi przykład masz w Twoim linku.

> chce mieć mit który wyciąga z naszej potencji (naszej czyli europejczyków) to co najlepsze, a nie to co najprostsze i najłatwiejsze.
Z tym się zgodzę.
Tylko tu zapytam - co według Ciebie jest najlepsze, co chciałbyś z ludzi wyciągnąć?
Jaki potencjał zrealizować?

>Tymczasem tęcza to nie tylko złudzenie, to inspiracja, piękno, natchnienie, im więcej będzie miała w sobie z magii, z "boskiego znaku" tym lepiej inspiruje ludzi.
Ale czy Ty chcesz, żeby wszyscy byli poetami?
A może kogoś tęcza inspiruje do poznawania świata a nie do pisania wierszy? To źle?
Czy dla Ciebie tęcza przestaje być piękna, gdy dowiesz się, z czego jest "zrobiona"?

Widzę, że naturalizm jakoś źle na Ciebie wpływa. Tu nawet na forum zauważyłem parę osób, którym wiedza szkodzi. Ale to nieliczne jednostki.
Każdy system ma swoje ofiary.

>Tak jak do zobaczenia tęczy, należy ustawić się w określonym miejscu o określonym czasie, inaczej jej nie widać,
No więc sam widzisz, że wiedza przydaje się nawet do obserwacji tęczy
Klopton (519 punktów)
- Mogę powiedzieć, że jest nauka która poznaje niekoniecznie zewnętrzne zależności przyczynowo skutkowe. Dlatego też dowód nie musi być eksperymentalnie powtarzalny i weryfikowalny. Kabała to podobno nauka, w tym sensie, że bada i tłumaczy ale nie daje możliwości weryfikowania bez osobistego zaangażowania. To wymaga zlania się obserwatora z przedmiotem obserwacji, tymczasem klasyczna nauka stara się ustawiać obserwatora tylko w pozycji obserwatora, kogoś biernego na zewnątrz. To są dwa rodzaje poznania, dwa rodzaje dowodu wykluczające się wzajemnie - zaobserwowany i przeżyty od wewnątrz. Fizyka kwantowa dochodzi do punktu w którym albo będzie musiała te przeciwieństwa pogodzić albo zacznie popełniać błędy średniowiecznych scholastyków i rozprawiać nad chimerami.

- Nie znam skonkretyzowanych odpowiedzi, potrafię (w swoim mniemaniu które tutaj staram się uzasadniać) jedynie wskazać na mechanizmy które taką odpowiedź budują samoczynnie. Czyli mechanizmy budujące kulturę. Nie jestem przeciwnikiem racjonalnego, analitycznego poznania, wiedzy, nie chcę tworzyć wszystkich ani poetami, ani naukowcami, nie chcę właśnie tworzyć wszystkich, uważam tylko, że dominuje współcześnie groźny redukcjonizm języka, właściwie na jedno kopyto, na jeden sposób postrzegania zjawiska. To nie jest język budujący ale redukujący, ograniczający, zawężający. Jest niekompletny, brak mu drugiego pierwiastka, mózg ma dwie połówki a nie jedną analityczną, ta druga abstrakcyjna jest równie przydatna, potężna i wartościowa. Naturalizm jest o tyle groźny, że zagarnia całe miejsce na podium dla siebie, zagarnia sobie pojęcie wiedzy i prawdy w kulturze. Nie dosyć, że większość teorii jest zbudowana na atomizmie który dzięki f. kwantowej jest już nieaktualny i czyni je wewnętrznie sprzecznymi, zresztą od zawsze takie były, to jeszcze zwalczają wszystko i wszystkich którzy próbują na materię patrzeć inaczej niż się przyjęło. Naturaliści za to potrafią patrzeć na "prawą połowę mózgu" z perspektywy "lewej połowy" czyli analitycznie, ale odmawiają takich praw tym, którzy patrzą na lewą z perspektywy prawej, czyli symbolicznie, nazywając to iluzją i nieważna igraszką wyobraźni. Poeci/artyści/metafizycy odkrywają tyle samo prawd o życiu co naukowiec empirysta, ani grama mniej i ich miejsce jest przy tym samym stole przy którym siedzą tzw eksperci. W naszej rzeczywistości jest za mało kultury, a za dużo technokracji, pojęcia wiedzy, planu i analizy. Sam utylitaryzm czyni życie wygodnym ale wygoda nie tworzy wspaniałych ludzi, a leniwych i słabych. To jest istna kakofonia, nie rozwiązujemy problemów, plączemy się jak kot we włóczce (patrz system finansowy, który jest już właściwie samopiszącym się wirusem poza ludzką kontrolą).
Episode_2 (3284 punktów)
>- Mogę powiedzieć, że jest nauka która poznaje niekoniecznie zewnętrzne zależności przyczynowo skutkowe. Dlatego też dowód nie musi być eksperymentalnie powtarzalny i weryfikowalny. Kabała to podobno nauka, w tym sensie, że bada i tłumaczy ale nie daje możliwości weryfikowania bez osobistego zaangażowania.
Bardzo wygodne. To nawet wróżka czy uzdrowiciel robią coś, co można zweryfikować.
Mnisi buddyjscy przychodzą na badania aktywności mózgu.
A takim kabalistą może być każdy, bo kto mu udowodni, że on nic nie robi?
A teraz - jakich osiągnięć spodziewasz się po kulturze kabalistów?

>- Nie znam skonkretyzowanych odpowiedzi, potrafię (w swoim mniemaniu które tutaj staram się uzasadniać) jedynie wskazać na mechanizmy które taką odpowiedź budują samoczynnie. Czyli mechanizmy budujące kulturę.
Wskazujesz. Chociaż masz problem z akceptacją np. naturalizmu, więc nie ograniczasz się do wskazywania.
Ale pytałem, co Ty chciałbyś z ludzi wyciągnąć?
Jaki potencjał zrealizować? Taka odpowiedź może powstać tylko w Twojej głowie, żadne mechanizmy jej nie zbudują. Jeśli sam nie wiesz, czego oczekujesz to może być tak, że nigdy nie będziesz zadowolony. No, chyba że zgodnie ze swoim ideałem chcesz zaakceptować, cokolwiek wyjdzie. Ale na to się nie zanosi.

>że dominuje współcześnie groźny redukcjonizm języka, właściwie na jedno kopyto, na jeden sposób postrzegania zjawiska.
Nie bardzo wiem, co masz na myśli.

Co do reszty - artyści mają sporo miejsca w kulturze, wywierają wpływ na ludzi, są poważani i często bardziej znani i podziwiani niż naukowcy. No i jest ich więcej. Tak że nie widzę tu jakiegoś braku równowagi, zwłaszcza takiego, jak sugerujesz.
Klopton (519 punktów)
Co chciałbym osiągnąć? To tak jak oglądać utalentowanego młodego piłkarza na treningu i smucić się wiedząc, że ma problem z alkoholem i nigdy wielki nie będzie. Nie mam w głowie jego konkretnej wizji wielkości, ale z samego potencjału widać, że może coś z tego wyjść pięknego. Dziś ludzkość pije do bólu, pije wygodę i konformizm i marnuje swój naturalny potencjał. Widzę to na pojedynczych przykładach z mojego otoczenia, widzę to np po kondycji kina i literatury, widzę to u naszych, zachodnich polityków szczególnie, widzę to po chorobach psychicznych.

Co Ty byś chciał osiągać dowodem? Po co chciałbyś innym coś udowadniać? Tylko w jednym celu, aby stworzyć narzędzie lub mechanizm do powielania, który każdy kupi i sobie wciśnie przycisk aby działał. U wróżki to tak nie działa, u kabalistów także. Idziesz i dostajesz sugestie, podpowiedź jak się uczyć, potem się uczysz i sprawdzasz samemu doświadczając i nie osiągasz mechanizmu, systemu, narzędzia, transformujesz się w coś innego bez tego. Narzędzi używa się do tych samych celów, jeśli Kabała twierdzi, że leczy, to robi to pomijając proces narzędzia, czyli lekarstwa materialnego, bo słowo i idea są silniejsze niż materia. Kabała oszczędza czas i pomija stronę materialną, daje ci natychmiastowy efekt. Po co badać całe ciało, komórki, tworzyć różne leki, skoro można się uzdrowić samodzielnie? Tysiące lat temu ludzie medytując odkryli to samo co odkrywa dziś nauka. Bo wiedza nie jest ukryta, nie odnajduje jej się gdzieś tam, ją sobie człowiek przypomina, ma ją kompletną w sobie od zawsze. Chyba Cyceron pisał, że człowiek nie wiedzący nic o tym co się działo przed jego urodzeniem, pozostaje zawsze dzieckiem. Poznanie to przypominanie.

Owszem, ktoś może zawsze powiedzieć - nie ma dowodów, więc to sobie można zmyślić. To ja na to łatwo odpowiem - proszę zmyślić coś co od tysięcy lat jest przekazywane z pokolenia na pokolenie i wciąga na całego miliony ludzi. Dla mnie jak komputer nie działa, to nie siedzą latami przy nim ludzie i nie wmawiają sobie, że ten komputer działa. Nikt nie jest aż tak głupi i tradycja która nie wymiera, jest wieczna, mądra i prawdziwa. Nauka się tym nie pochwali, teorie naukowe wymierają szybko, technologia także.
Ja kabałę dopiero poznaje a już skutków doświadczyłem na sobie. Jeśli ktoś mi powie, że to placebo, że to tylko takie triki psychiki, to ja proszę o więcej, bo są za darmo i do osiągania samodzielnie. Zresztą we współczesnej psychologii też nie ma za wiele dowodów, są tylko teorie.

Tym jest właśnie redukcjonizm języka. Sprowadzenie pojęcia prawdy i dowodu do przedmiotu. Coś jest prawdzie i udowodnione jeśli owocuje mechanizmem lub narzędziem realnym, bezpośrednio namacalnym przez nasze 5 zmysłów. Zmysłów jest więcej niż 5 i można podróżować w czasie i przestrzeni bez problemu, można chodzić po wodzie, można leczyć dłonią, można przesuwać góry, trzeba tylko umieć uciszyć tą podstawową piątkę. Kabaliści są pewni, że fizyka prędzej czy później na to wpadnie. Pytanie tylko która, bo świat zachodu jest skostniały i ja stawiam na to, że będzie to fizyka Azjatów. Mają bogatszy język, niech się jeszcze tylko trochę od nas poduczą podstaw i będziemy robić na nich. W tym właśnie ja upatrywałbym też i przyszłość. W połączeniu nauki naturalistycznej z naukami o duchu i psychice ale rozumianej inaczej niż jako przedłużenie materie, odwrotnie, psychice która tworzy materię. To jest przewrót kopernikański, ktoś tego dokona prędzej czy później bo już o tym mówi f. kwantowa, a zrobi to cywilizacja najsilniejsza.
06-05-2015 21:18 
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)
>Co Ty byś chciał osiągać dowodem? Po co chciałbyś innym coś udowadniać? Tylko w jednym celu, aby stworzyć narzędzie lub mechanizm do powielania,
Oczywiście.
>który każdy kupi i sobie wciśnie przycisk aby działał.
Niekoniecznie od razu wcisnąć guzik. Można się napracować z narzędziem, ważne, żeby w ogóle działało.

>Kabała twierdzi, że leczy, to robi to pomijając proces narzędzia,
Sądziłem, że Kabała jest takim narzędziem. Narzędzie przecież nie musi być namacalnym przedmiotem.
Jeśli leczy ciało, to już coś, można to sprawdzić.

>Ja kabałę dopiero poznaje a już skutków doświadczyłem na sobie. Jeśli ktoś mi powie, że to placebo, że to tylko takie triki psychiki, to ja proszę o więcej, bo są za darmo i do osiągania samodzielnie. Zresztą we współczesnej psychologii też nie ma za wiele dowodów, są tylko teorie.
Nie wątpię. Ale teraz wyobraź sobie, że kabała staje się oficjalną nauką, wszyscy ją poznają. Co takie społeczeństwo osiągnie? Jakich wielkich rzeczy dokona? Czy samo zgłębianie kabały nie daje wystarczającego komfortu psychicznego?

>Zmysłów jest więcej niż 5 i można podróżować w czasie i przestrzeni bez problemu, można chodzić po wodzie, można leczyć dłonią, można przesuwać góry,
Jakoś od czasów Jezusa krucho z tym. Podobno św. Paweł to odwołał.

>W tym właśnie ja upatrywałbym też i przyszłość. W połączeniu nauki naturalistycznej z naukami o duchu i psychice
Ja też w tym upatruję przyszłość.

>ale rozumianej inaczej niż jako przedłużenie materie, odwrotnie, psychice która tworzy materię. To jest przewrót kopernikański,
Ale po co ten przewrót? Co on wniesie?
06-05-2015 23:26 
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)
Oczywiście kabała jest tutaj przykładem, nie warto tylko do niej wszystkiego zawężać.

Oczywiście też, że w pewnym sensie jest narzędziem, skoro działa, rzecz w tym, że przygotowuje do życia po śmierci więc nie da się jej ani weryfikować ani używać częściowo tak jak się używa narzędzi stworzonych przez naukę. Nauka empiryczna więc nie może stać się kabałą, nie mogą też badać tego co po śmierci, ani nawet o tym rozprawiać bo to już robiono i temat wybitnie wyczerpany, jak już to dla poetów i mistyków. Rzecz tylko w tym aby się z takiej kabały czegoś uczyć i uzupełniać swoje badania + aby znaleźć w kulturze odpowiednie dla niej miejsca. Do czasu internetu była w podziemiach. Dziś jeszcze długo czasu minie zanim będzie na uniwersytetach, o ile będzie kiedyś. Jej przydatność to lepsze poznanie samego siebie a to sprawia, że jesteśmy lepszym obserwatorem zjawiska a z czasem jego współtwórcą. Nauka nie widzi nas, widzi tylko nasze ciała. To niekompletne.

Jeśli człowiek będzie chciał użyć góry do celów praktycznych to na pewno jej nie przesunie. Odkrycie w sobie nowych zmysłów to wyzbycie się uwarunkowania. Uwarunkowanie tworzy pamięć inaczej genetyka. Współcześnie jesteśmy uwarunkowani praktycznie, na działanie krótkie, gwałtowne i skuteczne, bo w głowie mamy labirynt celów które mają nas niby gdzieś doprowadzić. Wynika to z kondycji świadomości i sposobu postrzegania czasu. Gdyby człowiek zapomniał o praktyce i przyjrzał się tak z góry tym wszystkim celom które realizuje praktyką, to zobaczyłbym że zdecydowana większość prowadzi z powrotem na linie startu a nie do żadnej mety. Wystarczy jednego dnia pytać siebie szczerze i wyczerpująco - po co robię to co właśnie robię? I tak dręczyć tym pytaniem kolejną odpowiedź, czar wtedy pryska i wychodzi - dzień się skończył, więc jutro zapytam dalej. Pytając dalej człowiek dochodzi do swej istoty, czyli eteru, pustki, czarnej materii albo próżni, różnie to się nazywa. Ta istota to duch i nie może być pusty skoro pustkę dostrzega, więc się przestawia z praktyki na kogoś kto szuka odpowiedzi o naturę ducha. Przestaje go obchodzić zewnętrzny świat, teraz się liczy zagadka własnego wnętrza i zaczyna przesuwanie gór.
07-05-2015 09:35 
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)
Wczoraj było późno, a wypada mi wyjaśnić wątek Kabały wyczerpująco. Jak ja to widzę:

Człowiek jest skutkiem, nie przyczyną. W tym sensie, że za jego pojedynczego życia wszystko co robi, to wypełnianie przyczyn z przeszłości jako skutek i zarazem tworzenie kolejnych przyczyn dla następnego pokolenia. Niezależnie od tego, co filozof stworzy w teorii, jaką da receptę na rozwiązanie problemów świata, to: po pierwsze wypełni tylko to do czego zostaje zmuszony przez pamięć, inaczej genetykę, uwarunkowania, inaczej materię. Po drugie zasieje nowe ziarno ale na nieokreślonym jeszcze polu, które wytworzy się dopiero w kolejnym pokoleniu, przez co jego plan nigdy nie zrealizuje się tak jak sobie to wyobraził, jest przecież tworzony na gruncie współczesnym a nie przyszłym. Tak działa ewolucja i historia w sposób liniowy, czyli materialny. Kognitywistyka przewidując determinizm, brak wolnej woli i pełną mechaniczność procesów myślowo-czuciowych dostrzega półprawdę, czyli tą liniowość. Istnieje jednak druga oś, która przesuwa się w kierunkach przyszłość-przyszłość, przód-tył, ale jest to oś prostopadła góra-dół. Jest to linia rozwoju świadomości, nie ilościowa a jakościowa która jest właściwą wolnością. Człowiek będąc przysłowiową kostką domina, rzucony w wir determinizmu świata materialnego nie potrafi się z tych więzów uwolnić za pomocą narzędzi myślowo-czuciowych, gdyż ich działanie i kondycja to skutek determinizmu. Potrafi jednak sobie to uświadamiać, przez co unosi się coraz to wyżej, do tzw szerszej perspektywy patrzenia, uwalniając się z pod więzów skutku. To uwalnianie przybiera postać zwalniania czasu materialnego przy równoczesnym przyśpieszaniu czasu kosmicznego (bo czasy są dwa, postrzegany zmysłowo i realny). Im szersza perspektywa tym lepiej widać jakim skutkiem jest nasze ciało a co za tym idzie jak działają procesy myślowo-czuciowe, tym pełniejsze poznanie. Podobno, można unieść się tak wysoko, czyli dostąpić takiej samoświadomości, że osiąga się całkowitą wolność od praw rządzących ciałem (Chrystus nazwał to Królestwo Niebieskie, Budda Nirvaną). Wtedy zaczyna się przesuwanie gór i chodzenie po wodzie, bo wtedy jest się kreatorem materii a nie jej ofiarą/skutkiem. Tworzy się cuda tylko z miłości do ludzi, czyli tylko po to aby ich zachęcić do dostąpienia prawdziwej wolności.
Tego uczą religie ezoteryczne, nie te z poziomu egzoterycznego.

Jak ja widzę teraz np Kabałę na uniwersytetach? Nie w ten sposób, że się ją wykłada jako naukę, bo to bez sensu. Widzę rozbudowane religioznawstwo jako podstawowy przedmiot wykształcenia, ponad antropologią, ponad filozofią, ponad psychologią. Człowiek wykształcony powinien zapoznać się z koncepcjami wolności i rozwoju świadomości zanim zacznie tworzyć teorie filozoficzne czy antropologiczne i badać naturę. Człowiek musi się zmierzyć osobiście z twierdzeniem, jakoby był skutkiem a nie przyczyną. Nie oznacza to, że powinien się zgadzać z tym wszystkim, powinien mieć świadomość takiej perspektywy patrzenia, perspektywy która mówi - nie myślisz samodzielnie, tobie się tylko zdarzają spontaniczne przebłyski myślenia kiedy sam uświadamiasz sobie siebie (obecnie jakoś dziwnie kognitywistyka chce nauczać, że nie myślimy samodzielnie w sposób totalny, co przecież przeczy pojęciu - nauczania. To mam właśnie na myśli, jak piszę o jałowości naturalizmu).
To czy ludzie kupią np Kabałę, czy ją odrzucą, to już jest ich sprawa osobista. Dobra kultura powinna jednak im umożliwić zapoznanie się z tymi naukami, bo to często odmienia całe życie szybciej i lepiej niż niejeden wynalazek technologii.
09-05-2015 22:46 
 Ocena 2 na 2
Episode_2 (3284 punktów)
>Oczywiście kabała jest tutaj przykładem
Wiem, tym bardziej, że wcześniej wymieniłeś również inne systemy.

>Oczywiście też, że w pewnym sensie jest narzędziem, skoro działa, rzecz w tym, że przygotowuje do życia po śmierci więc nie da się jej ani weryfikować ani używać częściowo tak jak się używa narzędzi stworzonych przez naukę.
To oczywiste, że nie da się weryfikować tego, czy jesteśmy przygotowani do życia po śmierci. Wcześniej jednak pisałeś o uzdrawianiu albo leczeniu.
Znam przepadek, kiedy komuś po ciężkich przeżyciach ujawniła się wada serca. Zniknęła po kilku miesiącach brania leków psychiatrycznych.
Jak widzisz po tym przykładzie, nie próbuję na siłę tu udowadniać, że piszesz bzdury. Psychika czasem czyni cuda i dlatego warto sprawdzić, jak działają na ludzi konkretne sposoby rozwoju duchowego.

>Nauka empiryczna więc nie może stać się kabałą, nie mogą też badać tego co po śmierci, ani nawet o tym rozprawiać bo to już robiono i temat wybitnie wyczerpany,
Nauka może badać wszystko, chyba, że czegoś nie ma, wtedy rzeczywiście jest trudno.

>Rzecz tylko w tym aby się z takiej kabały czegoś uczyć i uzupełniać swoje badania + aby znaleźć w kulturze odpowiednie dla niej miejsca. Do czasu internetu była w podziemiach. Dziś jeszcze długo czasu minie zanim będzie na uniwersytetach, o ile będzie kiedyś. Jej przydatność to lepsze poznanie samego siebie a to sprawia, że jesteśmy lepszym obserwatorem zjawiska a z czasem jego współtwórcą.
Właściwie zgoda.

>Odkrycie w sobie nowych zmysłów to wyzbycie się uwarunkowania.
Jakie nowe zmysły? Raczej powiedziałbym, że inne przetwarzanie informacji, ale zmysły te same.

>Wystarczy jednego dnia pytać siebie szczerze i wyczerpująco - po co robię to co właśnie robię?
OK. Ale rozmawiamy o tworzeniu kultury. Ty chcesz, żeby dokonywać rzeczy wielkich. A przecież jak ludzie nad każdą rzeczą będą się zastanawiać - po co to robią, to mogą dojść do wniosku, że nie warto.
>Przestaje go obchodzić zewnętrzny świat, teraz się liczy zagadka własnego wnętrza
O to właśnie pytałem. To co z tymi wielkimi rzeczami?
>Podobno, można unieść się tak wysoko, czyli dostąpić takiej samoświadomości, że osiąga się całkowitą wolność od praw rządzących ciałem (Chrystus nazwał to Królestwo Niebieskie, Budda Nirvaną). Wtedy zaczyna się przesuwanie gór i chodzenie po wodzie, bo wtedy jest się kreatorem materii a nie jej ofiarą/skutkiem.
Podobno
Są takie legendy. We wpływ umysłu/świadomości na materię nie wierzę. Nie mniej jednak ciekawi mnie, jaki poziom samoświadomości można maksymalnie osiągnąć.

>Człowiek musi się zmierzyć osobiście z twierdzeniem, jakoby był skutkiem a nie przyczyną.
Jest skutkiem, ale przyczyną też. Ja mówię, że człowiek jest produktem, swoich rodziców, epoki, środowiska, historii życiowej...
Ale przecież to my ludzie budujemy rzeczywistość. Każdy dokłada cegiełkę, dokłada siebie.

>...nie myślisz samodzielnie, tobie się tylko zdarzają spontaniczne przebłyski myślenia kiedy sam uświadamiasz sobie siebie (obecnie jakoś dziwnie kognitywistyka chce nauczać, że nie myślimy samodzielnie w sposób totalny
Trudno tu powiedzieć ostatnie słowo. Weź jednak pod uwagę to, że nie każdy ma te przebłyski a jak już ma, to są one spontaniczne. Pewnie nie każdy ma predyspozycje, potrzebę, zainteresowanie... Więc te przebłyski też są czymś uwarunkowane. Gdzie jest granica między tym, co samodzielne co a niesamodzielne?

>To czy ludzie kupią np Kabałę, czy ją odrzucą, to już jest ich sprawa osobista. Dobra kultura powinna jednak im umożliwić zapoznanie się z tymi naukami, bo to często odmienia całe życie szybciej i lepiej niż niejeden wynalazek technologii.
Zgoda. Ale przecież dziś właśnie kultura umożliwia realizowanie takich zainteresowań. Właśnie teraz nauki ezoteryczne przestały być wiedzą tajemną dostępną wybranym.
Zastanowić się można nad upowszechnianiem tej wiedzy, a raczej jakiejś nowoczesnej wersji, połączenia wiedzy starej i najnowszej, by ludzie mogli jak najlepiej realizować swój potencjał.
Klopton (519 punktów)
Z tym zaglądaniem wewnątrz siebie to refleksja dodatkowa, niedotycząca budowania kultury. Chciałem uzasadnić drogę jaką można odkryć w sobie większy potencjał niż 5 zmysłowy. Wszystko jest jednak o wiele bardziej skomplikowane i zaglądanie wewnątrz siebie tak samo wpływa na kulturę, jak i nie zaglądanie.
Z tym nowym zmysłem to tak, nie mam na myśli nowego w sensie biologicznym, a bardziej syntezy tych 5 i wyniesienie ich na wyższy poziom. Zwierzęta mają pojedyncze zmysły na wyższym poziomie, człowiek może wynieść wszystkie.

Najlepiej przyjąć sobie umownie podział na poznanie egzoteryczne i ezoteryczne. To pierwsze bada rzeczywistość dostępną każdemu, więc zewnętrzną, to drugie bada to co wewnątrz nas i działa to tak, że najpierw ktoś coś doświadcza (pierwszy mistyk/prorok) opowiada to innym, inny próbuje i jeśli doświadcza podobnie, to przyznaje racje i z czasem wytwarza się system i tradycja. To można weryfikować w pewnym sensie, bo można powiedzieć -spróbuj zmienić swoje postępowanie a zobaczysz, że zmieni się to i tamto. Ale to tylko taka marchewka na kiju. Tutaj mamy uzupełnienie ewolucji o jej cel, i jeśli tego celu nie zaakceptujemy to wyniki doświadczeń są zupełnie przypadkowe, nawet jeśli ktoś się czasami sam uleczy to i tak nie da się tego zastosować uniwersalnie na wszystkich, jeśli wszyscy nie przyjmą celu i nauk w sposób kompletny. Cel jest tutaj metafizyczny, czyli zjednać się z Absolutem który jest czystą Miłością, czyli przetransformować się z egoisty w altruistę. Nie da się go osiągnąć kierując się potrzebą praktyczną bo ta jest skierowana na zachowanie życia, a tutaj chodzi o to aby się życia pozbyć i dostąpić życia prawdziwego, wolnego od uwarunkowań. Osiąga się to wspinając się na osi świadomości w górę. Uświadamianie to nic innego jak uwalnianie, a uwalnia się człowiek od uwarunkowań czyli od życia. Uwarunkowania to prawa przyczyny i skutku materii które są budulcem egoizmu. Człowiek nie jest przyczyną, jemu się wydaje że jego działanie inicjuje kolejne, ale pobudka, bodziec do myśli i działania pochodzi z zewnątrz w 99%, niekoniecznie bezpośrednio, więc to co on tworzy jest zawsze wypadkową przeszłości, nigdy jego, bo nie ma czegoś takiego jak JA w oryginale. JA jest kosmiczne, wspólne, panteistyczne i takie samo dla każdego, Ja jest próżnią a nie czymś indywidualnym. Indywidualizm to tylko funkcja, to unikatowe perspektywa postrzegania tego co wszyscy. Uświadamianie to nic innego jak odczarowywanie, uwolnienie się od tej perspektywy. Ono nie kreuje niczego nowego, ono tylko uwalnia, to tak jak obieranie się ze skóry aż się dojdzie do poziomu eteru/próżni. Eter/próżnia ma swoją właściwość czystego altruizmu ale o tym nie chce się rozpisywać. Rzecz tylko w tym, że nie można weryfikować na próbę uświadamiania bo tutaj mamy pobudkę egoistyczną, tymczasem prawdziwe uświadamianie to zauważanie swojego egoizmu, to oświetlanie go, przez co się spala i znika, pobudka tutaj wychodzi nie z myślenia, praktyki, potrzeby działania ale z serca czyli intuicji o charakterze panteistycznym.

Nie piszę tego aby przekonywać, bo to jest moja kosmologia zbieżna tylko z naukami Kabały i podobnymi. Chcę zauważyć, że nauk ezoterycznych nie można chcieć weryfikować tak jak przyrodniczych. Ktoś chce, niech testuje fragment, zachowa sceptycyzm ale efekt będzie czysto przypadkowy. Tutaj nie można się kierować praktyką, użytecznością, być "obiektywnym", a jedynie potrzebą serca aby nadać swojemu istnieniu wyższy sens. Doskonale temat rozgryzł Henri Bergson, polecam tego filozofa.

Jak więc nauki ezoteryczne pogodzić z egzoterycznymi? Dokładnie nie wiem. To się okaże w praktyce dopiero wtedy jeśli te pierwsze będą dominowały nad tymi drugimi a nie odwrotnie jak obecnie. Kowalski odpalając TV nie będzie widział reklamy leku, tylko będzie widział panią/pana tłumaczących jak jego codzienne postępowanie wpływa na rozwój danej choroby i ile on sam ma w sobie mocy aby ją pokonać. Niestety wielu osobom może się to nie podobać, ale taka kultura będzie przypominała bardzo kulturę współczesnych muzułmanów. Tan w Tv ogląda się dyskursy teologiczne. Zresztą ja myślę, że świat się zaczął na Bliskim Wschodzie i tam się też skończy, lepiej ich poznawać niż z nimi walczyć, ale to osobny temat.

Tutaj jest przykład przymiarki do nowego spojrzenia na naukę i kulturę. Nie ręczę za ten portal, nie znam go jeszcze dobrze, ale jest to projekt którego forma za kilka albo kilkanaście dekad może przybrać miano codzienności:
hiperia.org/
Klopton (519 punktów)
Mogę tutaj jeszcze dopisać jedno ważne prawo wszechświata, uzasadniające wagę ezoteryki.

Człowiek mierzy na podstawie swoich doświadczeń. To co osiągną/doświadczył najlepszego w życiu jest dla niego punktem od którego zaczyna ocenę całej reszty. Im "lepszej" rzeczy się doświadczy, tym mniejszą wartość ma cała reszta. Tak działa każdy z nas. Teraz, na czym może też polegać uświadamianie, na pytaniu - czy to już wszystko? Np dla 35 latka? Czy to już max co przeżyłem, i teraz pasuje mi się zabezpieczyć materialnie aby w spokoju doczekać starości i śmierci? Większość osób analizuje racjonalnie, kalkuluje i uważa, że w połowie życia, lepsze jest zabezpieczenie niż szukanie dalej, wyżej, dochodzenie do nowych granic. Są jednak tacy którzy odrzucają tzw mieszczaństwo i szukają dalej. Dużo osób uważa, że dziecko to max, to punkt najwyższy i poświęca się dla swoich dzieci. Są jednak ludzie, którzy doświadczają czegoś tak silnego, że cała reszta wydaje się być bzdurą. Wszyscy więc szukamy sposobu na umieranie, i każdy chce umierać jakoś i dla czegoś. Większość z nas chce dla swoich dzieci i dla wygody, bo w wygodzie i dziecku upatrują maksymalnie pozytywne doświadczenie.
Od czego więc zależy kto jest kim? Od tego jak silny w nas jest bodziec każący nam szukać dalej i wyżej (tutaj genetyka i przeszłość odkrywają decydującą rolę), oraz od tego czego doświadczmy za życia, bo doświadczenia życiowe mogą albo osłabiać ten bodziec (nazwijmy go metafizycznym) albo go nakręcać.
Jaką rolę tutaj może odegrać kultura? Będzie to rola nie bezpośrednia ale pośrednia.
Kultura zbudowana np. na Chrystusie mówiącym - ten co kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swojego życia na tym świecie, zachowa je.
Taka kultura człowiekowi nieustannie dostarcza bodźca do refleksji i do pytania - czy to już wszystko, co ja właściwie kocham i po co żyję? Taka kultura sprawia, że populacja jest wyregulowana nie przez naturę, czyli żywność, pracę, eugenikę, politykę itd. tylko przez prawo ewolucji ale w sensie ezoterycznym, czyli celem jest samo-świadomość. Człowiek w takiej kulturze jest zmuszany do refleksji a przez to jest zmuszany do uświadamiania sobie własnego postępowania i zadawania sobie pytania - czy ja chcę dziecko z miłości, z altruizmu, czy to tylko materia, moje ego chce dalej trwać i chce mieć dziecko aby załatać pustkę, aby miał kto pracować na moją emeryturę, abym się nie nudził itp. Ziemia wszystkich nie pomieści i nie ma co się wczuwać w dogmat - każdy ma mieć rodzinę i w zdrowiu i dobrobycie każdy ma dożyć do starości. To jest przepis na kataklizm. U ludzie konserwatywnych, u katolików w Polsce w wielu przypadkach dzieci się rodzi z zasady, koniecznie przed 30'. Kreuje to więc sam obyczaj a nie świadome działanie. Mamy więc inżynierię. Możemy albo ją zostawić naturze, i katastrofy ekologiczne lub wojny same sprawę rozwiążą, albo tradycji co wyjdzie na to samo bo tradycja zmieniać się nie chce a przyroda jest wieczną zmianą, albo możemy sami ŚWIADOMIE wpływać na swoje życie.
Z tym Chrystusem to taki przykład/propozycja, nie ma sensu się w to wczuwać bo sprawa aż tak prosta nie jest. Świadomość jednak jest elementarnym pojęciem związanym z wolnością, jeśli chcemy być wolni musimy się skupiać na takich właśnie treściach a nie na tworzeniu mechanizmów i systemów bo to kiedy przestaje być tylko narzędziem do celu, a staje się celem/absolutem, niszczy i szkodzi.
13-05-2015 21:32 
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)
>Z tym zaglądaniem wewnątrz siebie to refleksja dodatkowa, niedotycząca budowania kultury. Chciałem uzasadnić drogę jaką można odkryć w sobie większy potencjał niż 5 zmysłowy. Wszystko jest jednak o wiele bardziej skomplikowane i zaglądanie wewnątrz siebie tak samo wpływa na kulturę, jak i nie zaglądanie.
Oczywiście, wszystko wpływa. (przy założeniu, że dotyczy znacznej części społeczeństwa)
Zastanawiam się właśnie, w jaki sposób wpływa. Bo może wyjść z tego eksperyment na żywym organizmie.

> Z tym nowym zmysłem to tak, nie mam na myśli nowego w sensie biologicznym,
O, właśnie. Myślę, że dobrze byłoby przetłumaczyć nauki ezoteryczne na język współczesny. Powstały one, gdy nauka jeszcze nie słyszała o psychice, więc siłą rzeczy trzeba było wymyślić jakieś terminy, żeby nazwać to, o czym się mówi. Dziś używanie przestarzałych terminów nie ma sensu. Większość ludzi popuka się w głowę na wstępie, gdy usłyszy o dodatkowych zmysłach.

>Jak więc nauki ezoteryczne pogodzić z egzoterycznymi?
W ezoteryce funkcjonuje powiedzenie "Jak w górze, tak na dole, Jak wewnątrz, tak na zewnątrz." Trzeba sobie uświadomić, że nie ma podziału. To co robimy w świecie zewnętrznym wynika z naszego wnętrza. Ewentualnie, tak jak piszesz, my też jesteśmy częścią świata zewnętrznego. Pozostaje kwestia, jak to przetłumaczyć dla młodych, którzy zamiast filozofować mogliby zająć się zdobywaniem świata.

>Kowalski odpalając TV nie będzie widział reklamy leku, tylko będzie widział panią/pana tłumaczących jak jego codzienne postępowanie wpływa na rozwój danej choroby i ile on sam ma w sobie mocy aby ją pokonać.
Popierałbyś takie przekazy, gdyby nie było żadnych empirycznych dowodów na to, że jakieś postępowanie rzeczywiście wpływa na rozwój jakiejś choroby?

>Niestety wielu osobom może się to nie podobać,
Jeśli zamiast rzetelnej informacji będą nakazy, zakazy i obwinianie ludzi za ich np. chorobę, to na pewno wielu ludziom to się nie będzie podobać.

>ale taka kultura będzie przypominała bardzo kulturę współczesnych muzułmanów. Tan w Tv ogląda się dyskursy teologiczne. Zresztą ja myślę, że świat się zaczął na Bliskim Wschodzie i tam się też skończy, lepiej ich poznawać niż z nimi walczyć,
Co kto lubi. Zawsze można do nich wyjechać, żeby ich lepiej poznać, a nie czekać.

>Tutaj jest przykład przymiarki do nowego spojrzenia na naukę i kulturę. Nie ręczę za ten portal, nie znam go jeszcze dobrze, ale jest to projekt którego forma za kilka albo kilkanaście dekad może przybrać miano codzienności:
>hiperia.org/
Jeśli chodzi o kulturę, to byłoby całkiem spoko. Ale węszę jakieś totalitarne zapędy...
14-05-2015 08:36 
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)
>Zastanawiam się właśnie, w jaki sposób wpływa. Bo może wyjść z tego eksperyment na żywym organizmie.

Wszystko co robimy jest już takim eksperymentem. Ważna jest uczciwość, a do tego trzeba mieć przygotowanie filozoficzne bo ono uczy gramatyki myślenia. Współczesnym przyrodnikom bardzo tego brakuje, dlatego tyle sprzeczności.

>O, właśnie. Myślę, że dobrze byłoby przetłumaczyć nauki ezoteryczne na język współczesny. Powstały one, gdy nauka jeszcze nie słyszała o psychice, więc siłą rzeczy trzeba było wymyślić jakieś terminy, żeby nazwać to, o czym się mówi. Dziś używanie przestarzałych terminów nie ma sensu. Większość ludzi popuka się w głowę na wstępie, gdy usłyszy o dodatkowych zmysłach.

To już jest, przykładem jest ten portal hiperia. Zamiast Boga mamy pojęcie Rdzenia, mamy siatki świadomości, gęstości świadomości jako etapy ewolucji pokrywające się z 7 procesami transmutacji jakie mamy np w alchemii, matryce zamiast materii, matrix zamiast praw przyrody, studnie energetyczne itd. itd. Nie obędzie się też i bez politeizmu, który współcześnie jest tłumaczony pojęciami istot pozaziemskich i innych cywilizacji zamiast bogów czy tytanów. Anioły też istnieją, są to istoty bez natury posiadające tylko funkcje, czyli pewne zdarzenia ewolucyjne które wpychają człowieka w określone okoliczności owocujące określonym stanem emocjonalnym (sam tego doświadczyłem, pokryło się z definicją działania anioła co do joty). Można też wszystko tłumaczyć dosłownie językiem informatyki i zamiast bóstw i aniołów wstawić sobie funkcje programu. Pytanie tylko czy chcielibyśmy np. miłość tłumaczyć sobie językiem programisty? To się sprawdza doskonale w laboratorium bo naleciałości kulturalne są minimalizowane. W życiu codziennym ludzie jednak chcą czuć pewną magię (i to też nie bez powodu, tzw magia to 2 poziom rozwoju świadomości odpowiadający za wywoływanie emocji, psychologia umieściła to w podświadomości) i dlatego efekty odkryć nauk przyrodniczych powinny być tłumaczone światu nie przez samych przyrodników, ale przez humanistów/poetów, wtedy kultura jest kompletna. To się odbywa ale w coraz to mniejszym stopniu, co w mojej ocenie jest niebezpieczną radykalizacją języka, wyjałowieniem. (Co ciekawe potrzeba mitu jest wpisana w 3 etap rozwoju świadomości, który jest potrzebny aby poprawnie wdrożyć 4 etap, czyli rozum analityczny. Czyli mamy 1 instynktowne zdarzenie bezpośrednie tzw odczucie z poziomu ciała/zwierzęcia, potem 2, emocje jaka się z niego wyłania, 3 próba zrozumienia jej z perspektywy światopoglądowej, czyli wytłumaczenie sobie emocji językiem mitu a nie faktu, potem dopiero 4 analiza racjonalna, czyli wyodrębnienie faktów i przejście do działania praktycznego. Jest też 5,6 i 7 ale to już odległa przyszłość. Każdy kto chce wpływać na innych musi dać coś albo z poziomu 1 czyli rzecz realną, namacalną albo zaczarować czyli dotrzeć do poziomu 2 psychiki/świadomości w którym rodzą się emocje. Docieranie tylko do 3 lub 4 poziomu owocuje niepełnym skutkiem co widać po współczesnej polityce. Ludzi sam argument potrafi przekonać tylko częściowo, aby ich przekonać całościowo trzeba ich oczarować, czyli wywołać silną emocje. Sprawę doskonale opisuje Jean Gebser w "The Ever-Present Origin" - moim zdaniem książka "musisz mieć" dla każdego kto się interesuje pojęciem ewolucji świadomości)

>Popierałbyś takie przekazy, gdyby nie było żadnych empirycznych dowodów na to, że jakieś postępowanie rzeczywiście wpływa na rozwój jakiejś choroby?

Zależy co mamy na myśli mówiąc - dowód? Nie ma dowodu na to, że jedzenie soli koniecznie podwyższa ciśnienie, tak jak i na to, że jedzenie chrupek powoduje raka a wszyscy to kupują. Podobnie kupują magiczne recepty z reklam na to i tamto choć nie ma dowodów, są tylko prawdopodobieństwa. Czas już wiele razy pokazał, że to prawdopodobieństwo się waha jeśli dojdzie do tego nowa informacja i popatrzymy na sprawy z innej perspektywy.
Episode_2 (3284 punktów)
>To już jest, przykładem jest ten portal hiperia. Zamiast Boga mamy pojęcie Rdzenia, (...)
Rzeczywiście, w pewnym sensie. Ale nie o to mi chodziło. Tylko o to żeby przetłumaczyć to język obecnie używany, a tymczasem strona tworzy nowy słownik. To nic nie wnosi, chyba tylko tyle, że sprawia wrażenie nowoczesności.

>efekty odkryć nauk przyrodniczych powinny być tłumaczone światu nie przez samych przyrodników, ale przez humanistów/poetów, wtedy kultura jest kompletna.
Nie mam nic przeciwko, pod warunkiem, że dobrze rozumieją zagadnienie, które tłumaczą.
Sporo książek popularnonaukowych pisanych jest z polotem, czasem też z poczuciem humoru. Nie każdy przyrodnik jest popularyzatorem nauki, tylko ci, którzy mają talent do tego. Natura nic nie traci na tym, że zostaje opisana i wytłumaczona w interesujący sposób. Owszem, można tłumaczyć, zwłaszcza młodym, że ludzie dziś nie muszą przestrzegać prawa dżungli i tym podobne rzeczy.

>Zależy co mamy na myśli mówiąc - dowód? Nie ma dowodu na to, że jedzenie soli koniecznie podwyższa ciśnienie, tak jak i na to, że jedzenie chrupek powoduje raka a wszyscy to kupują. Podobnie kupują magiczne recepty z reklam na to i tamto choć nie ma dowodów, są tylko prawdopodobieństwa. Czas już wiele razy pokazał, że to prawdopodobieństwo się waha jeśli dojdzie do tego nowa informacja i popatrzymy na sprawy z innej perspektywy.
Rozumiem
Ja nie popieram straszenia ludzi solą, cholesterolem, cukrem, kawą. Co innego rzeczowe i konkretne informacje, żeby każdy mógł sam ocenić, czy chce podjąć jakieś ryzyko.
Klopton (519 punktów)
Aby podsumować mój punkt widzenia.
Oczywiście trzeba trzymać się faktów ale jeszcze bardziej trzeba trzymać się logiki która nierzadko oświetla fakty innym światłem. Poprawnego myślenia logicznego można się nauczyć dzięki filozofii i niepotrzebnie ta dziedzina ostatnio tak traci na wartości, właśnie przez utylitaryzm który jest przecież tylko jedną z postaw filozoficznych, nie jedyną. Nie zależy mi nawet na samym upowszechnianiu ezoteryki. Chodzi bardziej o to aby tzw intelektualiści ją znali i się z nią zmierzyli, bo ona uczy nas jednego - pokory, tego że poznanie naturalistyczne, poznanie świata materii nie jest pełne i wyczerpujące, jest mocno uwarunkowane potrzebą natury pragmatycznej a nie potrzebą czysto poznawczą. W ten sposób unika się, przynajmniej do pewnego stopnia, błędnego tworzenia mitu. Mit musi wynikać z natury, czyli z ludzkiej głębi bo jego rolą jest uzupełnienie i oświetlenie rzeczywistości jeszcze nie zdobytej i nie odkrytej. I tak mit Humanizmu jest pozytywnym mitem, nie da się na chwilę obecną udowodnić godności ludzkiej, ale w głębi duszy jej pragniemy, pragniemy świata pokoju i równości choć nie pojmujemy dlaczego i jak niby miałby ten świat funkcjonować. Jest to więc popęd wewnętrzny człowieka z którego coś się kiedyś zbuduje. Tymczasem mit Darwinizmu już jest wytworzony przez sam intelekt, nie ma w nim tego pierwiastka komplementarnego z podświadomości, jest to zwykłe wnioskowanie oparte na przesadnym uwydatnianiu pewnych aspektów przy równoczesnym ignorowaniu innych. Intelekt zawsze tak będzie działał, bo potrafi ogarniać tylko fragmenty, nie ma zdolności wyobrażania sobie i pojmowania całości. Dlatego też unikałem podawania konkretnych odpowiedzi, bo nie mogą one wypływać wyłącznie z rozumowania. Jestem za tym aby nasza natura, ewolucja sama załatwiła sprawę, czyli w naszych sercach automatycznie wytworzy się pragnienie czegoś jeszcze nie pojętego, czegoś transcendentalnego, o ile nie będziemy tego serca blokować i zagłuszać przesadną intelektualizacją naszego codziennego życia.

Perspektywa makrokosmosu jest perspektywą wyjściową dla pojmowania pozostałych aspektów naszego życia. Intelekt wytworzył nam perspektywę bezkresnej czarnej pustki w której dominuje przypadek czyli chaos. Nie jest to nieprawdą jakby np chcieli ludzie religijni, nie jest to też prawdą jakby chciała nauka. To tylko perspektywa patrzenia, bo skoro jest Świadek, który stwierdza pustkę i stwierdza chaos, to znaczy że to nie wszystko. Ten świadek ma serce, czyli czuje Coś patrząc na tą pustkę. Co intelekt ma do powiedzenia na temat tego Czegoś? Nic, bo jak rozłoży to na fragmenty to znowu zobaczy chaos i pustkę ale nie usłyszy ani nie zobaczy Tego uczucia. Tutaj jedyna opcja aby zrozumieć to Coś co do spostrzeżenia dodaje też i czucie, to zamknąć się i słuchać. Tak właśnie tworzą się dowody bezpośrednie i czyste wynikające z potrzeby poznania, a nie z potrzeby zużytkowania.
Klopton (519 punktów)
Daniel Dennett jest najlepszym przykładem kondycji współczesnej kultury zmieszanej z nauką. Mamy klasycznego mitomana który swoje mity po prostu wymyśla w głowie, nie ma w sobie nic z naukowca. Jego książki sprzedają się w milionach, zapisuje się więc w historii, tymczasem problemy wolnej woli i świadomości jakie porusza i stwierdzenia do jakich dochodzi nie dotyczą świadomości i wolnej woli. Ten człowiek nie zadał sobie pytania co pojęcie świadomości i wolnej woli właściwie oznacza. Nie przeanalizował tego z czysto logicznej perspektywy, rozprawia się z POTOCZNYM rozumieniem tych pojęć przez masy, czyli rozprawia się z MITEM o wolności i świadomości, a nie ze zjawiskiem. Mity bardzo łatwo się obala patrząc na nie z perspektywy analitycznej, czysto rozumowej i o ile można dokonać ich dekonstrukcji, to już nie można w ich miejsce skonstruować czegoś prawdziwszego, można je zastąpić tylko kolejnym mitem. Mit jest tam gdzie jeszcze nie doszliśmy, to jest jak pochodnia w jaskini, dotyczy rzeczywistości której jesteśmy już świadomi ale jej jeszcze nie poznaliśmy. Dennett nie wie więc, że niszcząc jeden mit, tworzy następny i nie wie także, że tworząc go w oparciu o zwykły intelekt zubaża go, bo człowiek idąc po ciemku w jaskini, mając tylko pochodnie, widzi same cienie na ścianie. Jeśli będzie wnioskował tylko w oparciu o intelekt o tym co jest dalej w jaskini to robi to niekompletnie, bo nasza natura nadal w pewnym stopniu jest zwierzęca, mamy więc jeszcze instynkt, intuicje, możemy też wyczuwać co się kryje za rogiem.
Episode_2 (3284 punktów)
W większości zgoda.

>Tymczasem mit Darwinizmu już jest wytworzony przez sam intelekt, nie ma w nim tego pierwiastka komplementarnego z podświadomości,
Nic dziwnego, że nie ma, bo darwinizm nie ma być mitem, tylko teorią opisującą, jak jest.
Ale nie chcę tu wnikać, co jest mitem, a co nie jest. Chodzi o to, że teorie naukowe mówią o zastanym świecie, opisują go. Natomiast np. humanizm mówi, jak powinno być, do czego mamy dążyć.
To jest podstawowa różnica. I teraz można się zastanawiać, czy chcemy, żeby popularyzowanie nauki było opatrzone jakimiś komentarzami filozoficznymi, czy raczej żeby prezentowano same fakty w oddzieleniu od świata idei.

>Jestem za tym aby nasza natura, ewolucja sama załatwiła sprawę, czyli w naszych sercach automatycznie wytworzy się pragnienie czegoś jeszcze nie pojętego, czegoś transcendentalnego, o ile nie będziemy tego serca blokować i zagłuszać przesadną intelektualizacją naszego codziennego życia.
No racja, ale nie martwiłbym się tą przesadną intelektualizacją, to dotyczy mniejszości.
Poza tym uważam, że nie jest tak, że jedna osoba coś napisze i narzuci swój mit społeczeństwu. Może być najwyżej katalizatorem, ale jeśli nie trafi w oczekiwania większości to nic nie zrobi, zostanie odrzucona.

>(...)Tutaj jedyna opcja aby zrozumieć to Coś co do spostrzeżenia dodaje też i czucie, to zamknąć się i słuchać. Tak właśnie tworzą się dowody bezpośrednie i czyste
To jest bezpośrednie doświadczenie czegoś, swojej reakcji, swojego odbioru. Jeśli to jest dowód, to na co?

Piszesz o potrzebie nauczenia się pokory. Po co? Czy nie sądzisz, że wielkich rzeczy dokonują ludzie zuchwali?
Klopton (519 punktów)
Wydaje się, że nie dostrzegasz mojej głównej myśli. Teorie mają mówić o tym co jest, Darwinizm tego nie mówi, współczesna nauka nie mówi jak jest, bo połowę bardzo istotnych rzeczy i problemów przemilcza tak jakby nie istniały. Pozytywizm jest ideologią i na podstawie tej ideologi stworzono dogmat mówiący, że zajmować się można tylko tym co empirycznie dostrzegalne. Tymczasem atom czy elektron to już nie byty dostrzegalne przez zmysły, podobnie jak DNA więc przeczą tej teorii. Nauka obecnie jest przesadnie intelektualizowana a przez to nasza kultura, z tego powodu, że uznaje rzeczywistość tylko postrzeganą zmysłowo i materialną. Pola magnetyczne to nie materia, grawitacja też nie, świadomość także. To wszystko rozbija obecne teorie w pył. Aby to lepiej zobrazować polecam obadać te dwa linki:
Nowa Fizyka:
imaginariu(*)catid=45:po-pierwsze&Itemid=53
Nowa Biologia (tutaj jest 6 części, polecam oglądnąć całość):
www.youtube.com/watch?v=BBh0u7fcSwY
23-05-2015 00:58 
 Ocena 2 na 2
Episode_2 (3284 punktów)
>Wydaje się, że nie dostrzegasz mojej głównej myśli.
Dostrzegam.

>Teorie mają mówić o tym co jest, Darwinizm tego nie mówi, współczesna nauka nie mówi jak jest, bo połowę bardzo istotnych rzeczy i problemów przemilcza tak jakby nie istniały.
Teorie naukowe właśnie mówią, jak jest. Chyba, że się mylą, wtedy nie mówią jak jest. Ale to chyba oczywiste.
Może to dziwnie zabrzmi, ale każda teoria mówi o tym, o czym mówi, a nie mówi o tym, o czym nie mówi. Czyli pomija to, czym się nie zajmuje. Jak dotąd nie istnieje "Teoria Wszystkiego", chociaż wielu naukowców usilnie nad nią pracuje. Póki co musimy zadowolić się teoriami cząstkowymi, z różnych obszarów wiedzy.

>Pozytywizm jest ideologią i na podstawie tej ideologi stworzono dogmat mówiący, że zajmować się można tylko tym co empirycznie dostrzegalne.
Nikt Ci nie zabrania zajmować się tym, co niedostrzegalne.
Ale w jaki sposób nauka miałaby badać to, co empirycznie niedostrzegalne? Masz jakiś pomysł?

>Tymczasem atom czy elektron to już nie byty dostrzegalne przez zmysły, podobnie jak DNA więc przeczą tej teorii.
To tak, jakbyś powiedział, że ktoś, kto kopie rowy nie utrzymuje się z pracy rąk, bowiem kopie łopatą a nie rękami.

>Nauka obecnie jest przesadnie intelektualizowana a przez to nasza kultura, z tego powodu, że uznaje rzeczywistość tylko postrzeganą zmysłowo i materialną.
Sporo piszesz o tym przeintelektualizowaniu. Mnie się to kojarzy z akademickimi dyskusjami, ale obawiam się, że masz na myśli coś innego.
W każdym razie pytałem już o to, czy chcesz, aby wiedza naukowa była mieszana ze sztuką i filozofią.

>Pola magnetyczne to nie materia, grawitacja też nie, świadomość także. To wszystko rozbija obecne teorie w pył.
Aż mnie oczy zaszczypały od tego pyłu.
Ale to tylko siła sugestii, bo żadnego pyłu nie ma.
Według najszerszej definicji materia to wszystko
co ma niezerową energię.

>imaginariu(*)catid=45:po-pierwsze&Itemid=53
Jeśli zostanie udowodniony związek świadomości z fizyką kwantową lub istnienie szamańskich wibracji to w porządku. Byle tylko badania były rzetelne bez wciskania kitu.
Sporo można osiągnąć działając na podświadomość, ale to nie dowodzi istnienia zjawisk nadprzyrodzonych, dopóki takie oddziaływanie odbywa się w sposób naturalny (za pośrednictwem zmysłów)
23-05-2015 08:17 
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)
Czy grawitacja lub pole magnetyczne są dostrzegalne empirycznie (albo proton i elektron)? Nie, bo to nie rzeczowniki a czasowniki. Takim samym czasownikiem jest świadomość i dusza. Teorie dlatego przemilczają bo nie dostrzegają niektórych czasowników, czyli procesów, tak jakby ich nie było. To tak jak tworzyć teorie o lataniu ptaków pomijając grawitacje. Tak jak kiedyś używano antropomorfizacji nadając zjawiskom przyrody ludzkie cechy, tak dziś mamy automatyzacje, czyli przypisujemy procesom i rzeczom cechy maszyn. To się sprawdzało w XIX wieku ale już się sprawdzać nie będzie dzięki odkryciom fizyki i biologii z XX wieku, tymczasem teorie, takie jak np t. ewolucji są nadal oparte o myślenie XIX wieczne, czyli atomistyczne. TO mam właśnie na myśli. Istnienia duszy nie można weryfikować empirycznie bo to tak jak weryfikować grawitacje. Dusza i świadomość są żywe czyli w wiecznym ruchu i zmienne i są to tylko nazwy oddające unikatowość i indywidualność pewnych algorytmów zdarzeń odbywających się na płaszczyźnie subatomowej. Dusza to tylko nazwa kulminacji energii w pewnym zakresie zdarzeniowym. Teorie naukowe przemilczają więc własne odkrycia a nie zjawiska nadprzyrodzone. Z perspektywy subatomowej żywy byt przestaje być maszyną, zaczyna być twórczy, potencjalny o danej liczbie możliwości, tak jak potencjalne jest położenie neutronów czy protonów itp. To wymaga nowego zrozumienia ewolucji, pracy organizmu, pojęcia postrzegania i pamięci, pojęcia woli i świadomości. Nauka jest w tyle, jest trupem bo podtrzymuje XIX wieczny sposób myślenia, dziś to nawet podtrzymuje sztucznie bo kapitalizm i chęć zysku blokuje rozwój i uniemożliwia badania nad technikami np samouzdrawiania bo to niszczy przemysł farmaceutyczny warty miliardy. Blokować się jednak nie da, bo energia i tak znajdzie ujście, a wracając do tematu kultury, to odblokowanie może nadjeść ze strony innej cywilizacji jeśli nasza nadal pozostanie cywilizacją śmierci.

Pisałem wcześniej o tym, że jesteśmy skutkiem a nie przyczyną ale mamy też wolną wolę. O tym samym mówi II zasada termodynamiki. Jako całość nie mamy wolności, musimy dążyć jak i wszechświat do wyzerowania entropii, do wiecznej harmonii i spokoju, do krainy Boga. To skala makroskopowa, nieodwracalna. Ale w skali mikroskopowej zjawiska mogą być odwracalne. Dzięki temu mamy potencjalne możliwości dróg którymi będziemy dążyć do wspólnego celu, czyli do równowagi termodynamicznej bo tylko w tym stanie nie ma tarcia i oporu czyli nie występuje uczucie bólu i niedostatku. Współczesna fizyka już ma możliwości aby udowadniać że wszystkie religie ezoteryczne w swych dogmatach są poprawne i zgodne z nauką. Nikt tego nie robi, bo rządzi dziś pieniądz a nie pragnienie poznania. To się kiedyś zmieni. Od fizyki kwantowej wypadałoby też zacząć tworzyć nową t. ewolucji, bo życie nie polega na przetrwaniu tylko na rozwoju. Jest niczym innym jak wzrostem entropii do stanu maksymalnego aby potem powrócić do zera. Wszechświat jest jednym wielkim oddychaniem, rodzi się i umiera i tak w koło.
23-05-2015 17:16 
 Ocena 2 na 2
Episode_2 (3284 punktów)
>Czy grawitacja lub pole magnetyczne są dostrzegalne empirycznie (albo proton i elektron)?
Eh...
Zmysły to nie tylko wzrok.
Nie czujesz tego, że Ziemia Cię przyciąga? Zwłaszcza, gdy jesteś zmęczony masz potrzebę usiąść albo położyć się. Nie wiesz dlaczego?
Jeśli chodzi o elektrony - dotknij przewodu pod napięciem, to doświadczysz empirycznie istnienia elektronów. Kiedyś ludzie lizali baterie, żeby sprawdzić, czy elektrony są na swoim miejscu. Da się?

>Nie, bo to nie rzeczowniki a czasowniki. Takim samym czasownikiem jest świadomość i dusza. Teorie dlatego przemilczają bo nie dostrzegają niektórych czasowników, czyli procesów, tak jakby ich nie było.
Które teorie pomijają świadomość? Konkretnie.

Nikt chyba nie przeczy, że ewolucja jest procesem.
Ja uważam, że może nawet wszystko jest procesem, a rzeczy to widziana przez nas chwilowa stagnacja. Ale nauka przecież bada procesy.

Obawiam się jednak, że większość tego, co piszesz to pseudonauka. (Według Ciebie nowa nauka) Jak pisałem wcześniej, będą dowody, będzie OK.

>Teorie naukowe przemilczają więc własne odkrycia
Ale zaraz. Skąd wiesz o takich odkryciach, które są przemilczane?
I skąd wiesz, że wnioski z nich są słuszne?

>życie nie polega na przetrwaniu tylko na rozwoju
Skąd wiesz?

>Wszechświat jest jednym wielkim oddychaniem, rodzi się i umiera i tak w koło.
Skąd wiesz?

Edit.
Przeczytałem właśnie ciekawy artykuł:
www.racjon(*)wiadomosc.bez.religijnej.wiary
Możesz się tu przekonać, że nauka jednak bada świadomość.
24-05-2015 20:27 
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)
No skoro coś przyciąga i nazywamy to grawitacją, to tak samo coś sprawia że żyjesz i nazywamy to duszą. Dusza jest tak samo "empiryczna" jak i grawitacja, to nie obiekt do badania/obserwacji to wnioskowanie o procesie na podstawie badania obiektów podległych tym procesom. Która nauka niby zajmuje się duszą tak jak grawitacją? Która teoria? Wszystkie przemilczają tak jakbyś mieli być żywi dzięki... no właśnie czemu? Co ożywia materię i sprawia, że np oddycha?

T.Ewolucji mówi nam, że osobnik stara się dostosować do warunków w tym celu aby jak najdłużej przetrwać i przekazać swoje cechy potomstwu. Teraz pytanie za 100? Czy ktoś widział i stwierdził istnienie bytu stałego i niepodlegającego zmianom? Z tego co ja wiem istnieje tylko proces rozwoju i proces umierania, nie ma stanu bycia. Kto/Co więc stara się przetrwać i dostosować? Komu się to udało kiedykolwiek? Nawet liście zielenią się po to aby uschnąć, nawet kamienie się tworzą po to aby ulec erozji? Kto/Co więc pragnie przetrwać i się dostosować? Czy ciało człowieka w procesie starzenia się uczestniczy w rozwoju o którym mówi ewolucja? Kto/Co więc się rozwija? Czy atom, komórka, tkanka lub kończyna wie, że jest częścią gatunku i chce przetrwać za wszelką cenę? Dlaczego obumierają? Dlaczego nie naśladują komórek rakowych które się mnożą bez przerwy? Dlaczego nic na przestrzeni biologicznej nie chce być nieśmiertelne tylko w pewnym momencie zaprzestaje rozwoju i spokojnie obumiera? T. ewolucji mówi więc o duchach, bo ten tzw osobnik, byt, gatunek itp nie istnieje materialnie. Nie ma psa, jest tylko społeczność atomów, komórek, tkanek, kończyn i zachowań które dają nam twór natury duchowej, albo intelektualnej, czyli psa i to tylko pies chce żyć jak najdłużej, jego ciało wcale tego nie chce i nie ma ani jednej obserwacji potwierdzającej aby miało być inaczej. Wszystko się rozwija do swojego maksimum i potem obumiera dobrowolnie. Można powiedzieć więcej, nie ma nawet komórek itp. bo to też procesy rozwoju i obumierania a nie byty stałe i niezmienne. To się właśnie przemilcza i ja nie widzę tutaj nigdzie pseudonauki, to zwykłe logiczne rozumowanie które samo dla siebie jest dowodem, a jak nie, to proszę obalać.

Co do tekstu Sam'a Harrisa to przekładanie na inny język prawd dawno już odkrytych i trywialnych nie nazwałbym nauką tylko sztuką propagandy. Zresztą On i jego koledzy ateiści to analfabeci intelektualni. Nie rozumieją słów których używają, bo o ile ego jest iluzją to Jaźń nie może być iluzją, bo jest tym Świadkiem który iluzje stwierdza. Bezosobowa świadomość która stwierdza OSOBOWO swoje własne istnienie/przejawianie się to przykład zdania nielogicznego, bo jak może być bezosobowa i być świadoma? To by oznaczało, że pojęcie świadomości nie jest związane z osobowością, więc co oznacza? Harris sam zaprzecza temu, że Jest i świadomie do nas mówi/pisze i podobnie jak jego koledzy nie rozumie pojęć którymi się posługuje, dlatego uznaje go za analfabetę.
Tymczasem religie uczą nas, że człowiek tylko bywa, czyli to czasownik, a bycie, czyli stanie się rzeczownikiem to cel istnienia i koniec rozwoju, są po prostu mądrzejsze od naukowców, bo lepiej potrafią wyrażać to co chcą. Nie tworzą konstrukcji językowych typu - osobnik chce przetrwać, choć wszyscy wiemy że osobnika z perspektywy materialnej nie ma i być nie może, są tylko procesy i tylko to jest obserwowane.
25-05-2015 04:22 
 Ocena 1 na 1
Duch Prawdy (14789 punktów)
"Koncept wiecznej świadomości oznacza, że nasz mózg prawdopodobnie spełnia funkcję odbiornika i przekaźnika, a nie "producenta" naszej świadomości. Ta nielokalna świadomość istnieje poza czasem i przestrzenią. To miejsce, z którego wracają ludzie po doświadczeniu NDE, jest miejscem, w którym wszystko jest ze sobą połączone -teraźniejszość, przeszłość i przyszłość. W trakcie NDE pacjenci, którzych akcja serca się zatrzymała, mieli dostęp do własnych wspomnień i myśli, ale też do doświadczeń innych ludzi, do szerszej świadomości. Mózg pełni funkcję interfesju. To tak, jak z radiem czy telewizorem - kiedy wyłączasz odbiornik, audycja czy program telewizycjny nadal trwają, choć ty już ich nie słyszysz i nie widzisz. Tak samo jest ze świadomością."
natemat.pl(*)sci-mowi-holenderski-kardiolog

( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
25-05-2015 07:57 
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)
@Duch Prawdy
Proste że tak i tego nie trzeba udowadniać, choć można. To jest logiczniejsze i poprawniejsze wyciąganie wniosków z obserwowalnych faktów. Mózg nie może być twórcą świadomości, bo co by miało się z nią dziać podczas głębokiej fazy snu? Materia nawet jakby miała włączać i wyłączać jakiś proces, jak to robią maszyny, to ten proces musiałby przejawiać się jakoś materialnie, czyli dawać np jakieś ciepło do zaobserwowania. bo to robi każda maszyna i podczas wyłączenia, to ciepło musiałoby ulegać prawom termodynamicznym i jakoś się rozejść po przestrzeni. Nic takiego się nie dzieje podczas snu, świadomość to nie hologram który pojawia się lub znika, nie można zmierzyć żadnym urządzeniem jej obecności cieplnej lub braku. Już nie mówiąc o tym, że trzeba by było ją umiejscowić w jakimś zakresie przestrzennym, co także nie jest przez nikogo obserwowane.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Proste że tak i tego nie trzeba udowadniać, choć można. To jest logiczniejsze i poprawniejsze wyciąganie wniosków z obserwowalnych faktów. Mózg nie może być twórcą świadomości, bo co by miało się z nią dziać podczas głębokiej fazy snu? Materia nawet jakby miała włączać i wyłączać jakiś proces, jak to robią maszyny, to ten proces musiałby przejawiać się jakoś materialnie, czyli dawać np jakieś ciepło do zaobserwowania. bo to robi każda maszyna i podczas wyłączenia, to ciepło musiałoby ulegać prawom termodynamicznym i jakoś się rozejść po przestrzeni. Nic takiego się nie dzieje podczas snu, świadomość to nie hologram który pojawia się lub znika, nie można zmierzyć żadnym urządzeniem jej obecności cieplnej lub braku. Już nie mówiąc o tym, że trzeba by było ją umiejscowić w jakimś zakresie przestrzennym, co także nie jest przez nikogo obserwowane.
Tu uzupełnienie:
www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,665367#w666459

@@@
.
25-05-2015 12:29 
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)

>Tu uzupełnienie:
>www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,665367#w666459
>@@@
>.

Nie do końca rozumiem ocb w tym wątku? Jakie dowody na istnienie niewidzialnego świata? Skoro coś jest niewidzialne to przecież nie może być dostrzeżone bo staje się widzialne.
Wyjaśnie to inaczej: Czy widać próżnię? Nie, a jednak jest bo na niej osadzone są zjawiska materialne, jest tj. płaszczyzną. Taką samą właściwość ma świadomość/duch i tego nie można udowadniać w sposób dosłowny, empiryczny, można o tym tylko wywnioskować tak jak się wnioskuje o istnieniu próżni. Tak samo grawitacji zdjęcia nie zrobimy ale istnieje i wiemy o niej tylko dzięki temu, że inne ciała są poddane jej działaniu. Dusza, czyli Świadomość lub Jaźń ma właściwości podobne do próżni i grawitacji. Można o niej wnioskować tylko na podstawie obserwacji skutków działania ale nie można dostrzec samej w sobie. Tak jak próżnia jest nadrzędna dla materii, tak jak grawitacja jest nadrzędna dla materii, tak samo dusza/świadomość to coś nadrzędnego i nie może być odwrotnie. Materia nie tworzy życia, czyli ciepła, masy nie jest inicjatorem siły/ruchu/zmiany. Może jedynie podawać, rozdzielać, ograniczać siły ale nie tworzyć z siebie bo pierwsza informacja, masa, ciepło czy cokolwiek wyłania się z próżni a nie z jakiejś materii.

Jeśli miałby pokusić się o jakąś definicję duszy czy też świadomości to powiedziałbym że jest ona pierwszą informacją 0 a drugą informacją 1 jest jej żywotność czyli ruch. 0 = jestem 1= żywa, potem idzie cała reszta. Człowiek tracąc poczucie świadomości w czasie głębokiego snu bez marzeń utożsamia się ze swoją właściwą istotą, czyli z byciem 0 - kompletny brak informacji przy równoczesnym istnieniu. To jest moment w którym Próżnia wie że Jest, to właśnie uczucie bycia próżnią, uczucie kompletnej nieświadomości. Racjonalnie, czyli posługując się naszym językiem który jest dualistyczny, nie można tego inaczej wyjaśnić. Tylko paradoks bycia niebyciem wyczerpuje problem, dlatego że życie/proces/czasownik jest niebytem i jedyny byt który nie jest procesem to próżnia. Dlatego próżnia-0 + życie-1 daje nam przepis na Absolut, bo z tego można albo tworzyć kolejne wielkości jak 2,3,4 albo dzielić do wewnątrz na ułamki. Nie można tego zrobić odwrotnie i przypisać próżni 1 a życiu 0 bo tylko 1 może być modyfikowane, czyli dzielone, mnożone itp czyli może być życiem.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Tu uzupełnienie:
www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,665367#w666459
>Nie do końca rozumiem ocb w tym wątku?
Proszę dopytać pana Zbyszka z Warszawy? Ja rozumiem go podobnie jak i Pana, czyli w bardzo niewielkim stopniu i może tylko przez to niezrozumienie dojrzałem pewną zbieżność w koncepcjach oraz sposobie myślenia.

@@@
.
25-05-2015 14:16 
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)
>.
>Tu uzupełnienie:
>www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,665367#w666459
>>Nie do końca rozumiem ocb w tym wątku?
>Proszę dopytać pana Zbyszka z Warszawy? Ja rozumiem go podobnie jak i Pana, czyli w bardzo niewielkim stopniu i może tylko przez to niezrozumienie dojrzałem pewną zbieżność w koncepcjach oraz sposobie myślenia.
>@@@
>.
>
Wypowiedź Zbyszka z Warszawy jest trochę wycięta z kontekstu, nie chcę mi się przegrzebywać całej dyskusji aby zrozumieć co miał na myśli. Wiem tylko, że szukanie jakiś dowodów materialnych lub fotografii duszy/świadomości jest bezsensowne.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Wypowiedź Zbyszka z Warszawy jest trochę wycięta z kontekstu, nie chcę mi się przegrzebywać całej dyskusji aby zrozumieć co miał na myśli.
Ten wątek ma tytułowe pytanie: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa? I jego inicjator w wątku wprowadzającym napisał: Doceniam udział ideologii judeochrześcijańskiej w cywilizacji europejskiej i nie chciałbym wcale się tego udziału pozbywać, ale mam duże wątpliwości co do konieczności jego znaczącego dalszego udziału. Podkreślam, że chodzi mi tylko o "konieczność", gdyż wcale nie uważam, że możliwe jest pozbycie się wpływów tej ideologii w możliwej do przewidzenia przyszłości: [Załącznik]

A o czym tu już od dłuższego czasu Pan pisze? I co to ma wspólnego z tematem tego wątku? W moim odbiorze odleciał Pan od tematu już w pierwszej swojej tu wypowiedzi: www.racjon(*)m.php/s,662307/z,0/d,4#w662846
Zaś teraz to już szybuje w wydumanych przez siebie przestworzach z wątkiem nie mających zupełnie nic wspólnego.

@@@
.
25-05-2015 16:15 
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)
To że pojawiają się wątki poboczne nie oznacza, że na główny temat dyskusji nie było.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>To że pojawiają się wątki poboczne nie oznacza, że na główny temat dyskusji nie było.
Była. Póki dałem radę i znajdywałem rozmówców mających jakąś tam wiedzę w temacie i jakieś przemyślenia to ją prowadziłem, ale jak bardzo często się zdarza w wiele rozmów na dowolny temat włączają się jacyś ewangelizatorzy
z misją nawrócenia ogółu na swoje jedynosłuszne poglądy i merytoryczne rozmowy się kończą, gdyż z wiarą (w cokolwiek) nie ma dyskusji, a i czasu szkoda. Tak też z tym wątkiem było.

@@@
.
25-05-2015 15:36 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
> jak się wnioskuje o istnieniu próżni.
A wnioskuje się? Po co postulować próżnię, skoro da się "ją" zmierzyć tylko ze skończoną dokładnością? Jeśli ciśnienie czy gęstość jakiegoś obszaru jest poniżej progu wykrywalności, to i tak nie mus wnioskować, że ma wartość absolutnie zerową.
> grawitacji zdjęcia nie zrobimy ale istnieje i wiemy o niej tylko dzięki temu, że inne ciała są poddane jej działaniu.
Tak, o grawitacji wnioskujemy z zachowania ciał. Bez przynajmniej dwu obiektów nie ma mowy o grawitacji. To abstrakcyjne (opisowe) pojęcie jest próbą wytłumaczenia zachodzących zjawisk (ruchu), wyjaśnienia efektu.
> próżnia jest nadrzędna dla materii
A w ogóle jest? Jeśli to tylko pusty pomysł, to jak ma być nadrzędny?
> grawitacja jest nadrzędna dla materii
Chyba wtórna, skoro nie istnieje bez ciał. Gdyby nie fizyczne obiekty, to co z czym miałoby grawitować?

> tak samo dusza/świadomość to coś nadrzędnego i nie może być odwrotnie.
A to już inna sprawa, bo dotyczy osób a nie rzeczy. Owszem, potrafimy zbudować coś trwalszego niż jednostki (społeczność) i jeśli trwałość uznać za wartość wyższą, to 'dusza grupy' byłaby nadrzędna wobec elementów grupy. Świadomość 'przebywa' w wielu osobach i pozostaje także wtedy, gdy ktoś akurat śpi (albo zmarł). Owa ciągłość przekazu społecznego, dzięki rozwiniętej komunikacji słownej, pozwoliła rodzajowi ludzkiemu na skok kulturowy. Bez 'dogadania się' naszych przodków, nikt nie nauczyłby nas języka i niechybnie pozostalibyśmy w nieświadomości.
_________________________________________
Klopton (519 punktów)
Z racjonalnej perspektywy, nadrzędność wynika z tego, że aby pomyśleć o wielkim wybuchu musimy wcześniej założyć nicość z której on się wyłania. Tak jak chcąc myśleć o początku linii musimy założyć miejsce w którym tej linii jeszcze nie ma. Dlatego mamy 0 i 1. Oczywiście można przemilczeć 0 tak jak można przemilczeć pustą przestrzeń po której poruszą się elektrony ale chcąc wyczerpać temat musimy ją zauważyć, czyli nazwać i przypisać istnienie. 0 i 1 jest nierozłączne, oddzielność jest pozorna dlatego dualizm jest ograniczonym sposobem rozumowania, no ale taki już nasz język. Nadrzędność wynika też z liniowego sposobu wyobrażania sobie stosunków, czyli zawsze przed rozpoczęciem musimy implikować stan kompletnego braku czy nicości. Tutaj jednak trzeba pamiętać, że mówimy o ideach czyli tworach wyobraźni bo w rzeczywistości to 0 jest tak samo potencjalne jak i próżnia czyli na 99,99%. 0 totalne nie może istnieć bo by nie mogło istnieć i 1, tak jak nieskończoność nie może zrodzić skończoności. Takie rzeczy się dzieją tylko w świecie platonicznym czyli idealnym. Rzeczywistość jest zawsze na 99,99% dlatego gęstość obszaru nie musi a nawet nie może mieć absolutnie zerowej wartości.

Świadomość zbiorowa to co innego niż dusza, gdyż jak stwierdzić czy jest ona świadoma, czy czasem śpi i jest jeszcze nieświadoma? Tutaj wnioskować za wiele się nie da.
25-05-2015 20:58 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
> aby pomyśleć o wielkim wybuchu musimy wcześniej założyć nicość z której on się wyłania.
Chyba równie dobrze można założyć 'wszystkość' redukującą się do lokalności. Nazwa "wielki wybuch" bierze się tylko z naszej relatywnej małości - w skali wszechświatowej "wielkość" traci sens, bo nie ma się z czym porównać.
> można przemilczeć pustą przestrzeń po której poruszają się elektrony ale chcąc wyczerpać temat musimy ją zauważyć, czyli nazwać i przypisać istnienie.
Przypisanie nazwy nie świadczy o stojącym za nią istnieniu - mało to zmyślonych "bytów"?
> przed rozpoczęciem musimy implikować stan kompletnego braku czy nicości.
Skąd taki przymus, skoro zwykle wychodzi się od (niezerowego) stanu obecnego?
> nieskończoność nie może zrodzić skończoności.
Czy nie za to spłonął Giordano Bruno (za nieznajomość szeregów zbieżnych)?
> Rzeczywistość jest zawsze na 99,99%
Jest jaka jest - to teoria (opis) nie jest stuprocentowo przystająca.
> dlatego gęstość obszaru nie musi a nawet nie może mieć absolutnie zerowej wartości.
Bo "zero absolutne" to tylko idealizacja.

>Świadomość zbiorowa to co innego niż dusza
Ale czy dusza może zaistnieć bez choćby kilku podmiotów?

__________________________________________________
Klopton (519 punktów)
Wszystkość redukująca się do lokalności? Chyba można i tak to ująć.

Jak powiem lewo to z automatu implikuje też i prawo. Można mówić o lewym kierunku bez prawego? Tak samo jak się mówi byt to się implikuje niebyt. To jest dualizm który nie jest idealny bo idealny jest non-dualizm ale język współczesny i racjonalizm lepiej działa w dualizmie.

Przypisywanie nazwy świadczy o istnieniu... na początku było Słowo. Od nazwy zaczyna się istnienie, a jakie ono już jest, czy realne materialnie czy tylko jakiś twór intelektualny lub wyrób fantazji to już inna sprawa. Moim zdaniem wszystko zaczyna się od intuicji która rodzi uczucie i fantazję, a ta następnie szuka jakiejś formy materializacji. Życie jest twórcze a każdy artysta musi mieć wpierw chęć woli czyli intuicje rodzącą idee, czyli to biblijne Słowo/Logos, wtedy wchodzi dopiero w stan świadomości, jeśli ma już nazwy i potem rozpoznaje płótno czyli próżnie/eter na której maluje świat form. Pierwszy obraz to delikatna zmarszczka na idealnie naciągniętym płótnie, czyli pierwsza gęstość, która zainspirowała do stworzenia kolejnej zmarszczki itd. itd. Można nazwać to wielkim wybuchem jeśli sobie to wyobrazimy jako proces w krótkim czasie.

Jeśli dusza jest społecznością to tylko obok innych dusz. Jeśli więc świadomość zbiorowa miała by być duszą, to tylko wtedy kiedy istniałyby inne dusze, a to wymaga istnienia Obcych czyli innych cywilizacji. To jest wszystko na etapie fantazjowania, jeszcze chyba za wcześnie aby się nad tym zastanawiać ściśle.
setarkos (10757 punktów)
> Przypisywanie nazwy świadczy o istnieniu... na początku było Słowo.
Na początku epistemologii zapewne tak. Ale przecież niekoniecznie w sensie ontologicznym - małoż to bytów.. analfabetycznych (przed-słownych)?
>Jeśli dusza jest społecznością to tylko obok innych dusz.
Nie twierdzę, że jest tożsama ze społecznością, lecz przypuszczam, że z niej wynika (np. język nie obywa się bez rozmówców).
> to wymaga istnienia Obcych czyli innych cywilizacji.
Po co aż tak obce - może wystarczy kilka małpoludów przy ognisku, które ponazywały rzeczy wokół siebie i siebie nawzajem.
____________________________________________
Klopton (519 punktów)
Właśnie, że w sensie ontologicznym. Być to znaczy mieć nazwę. Od idei zaczyna się akt twórczy. Nawet jeśli tworzymy coś przypadkiem to aby sobie uświadomić tego istnienie musimy to określić nazwą, czyli np plamą rozlanego mleka. Jeśli nie można określić bytu żadną nazwą, kolorem, kształtem, poprzez podobieństwo czy odniesienie do czegoś innego, to jak uświadomić sobie jego istnienie w sensie ontologicznym? W sensie epistemologicznym można doświadczać obecności bez nazywania, ale jest to akt na granicy świadomości i nieświadomości bo podmiot poznający zlewa się z poznawanym przedmiotem i zaciera się różnica. Status ontologiczny jednak powstaje w chwili rozdzielenia na podmiot i przedmiot.

Ja poprzez duszę rozumiem pewnego świadka/agenta który ma funkcję, a jest nią dokonywanie wyborów moralnych. Świadomość zbiorowa mając być duszą całej ludzkości jaką miałaby mieć funkcję? Można co najwyżej powiedzieć, że społeczności o charakterze narodowych mają duszę, wtedy Polacy podejmują decyzję, tj. Niemcy, Anglicy itd. Ale cała ludzkość jeszcze świadoma siebie nie jest, to jest stan noworodka jak już.
26-05-2015 12:30 
 Ocena-1 na 1
ZbyszekzWarszawy (299 punktów)Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa? -świadomość zbirowa

>... Świadomość zbiorowa mając być duszą całej ludzkości jaką miałaby mieć funkcję? Można co najwyżej powiedzieć, że społeczności o charakterze narodowych mają duszę ... ludzkość jeszcze świadoma siebie nie jest, to jest stan noworodka jak już.

Dla świadomości zbiorowej nie ma znaczenia narodowość ... podobnie jak woda z różnie nazwanych rzek i mórz łączy się w oceanie tak i świadomość zbiorowa funkcjonuje dzięki współpracy świadomości poszczególnych bytów.

Jej funkcją jest przechowywanie zbiorowej wiedzy, funkcjonuje podobnie do "Biblioteki". W tym miejscu możesz pozyskać niezbędną tobie wiedzę, instrukcje postępowania oraz duchowe wsparcie.

Możesz myślami przywołać do siebie dowolną, znaną tobie (współcześnie i z przeszłości) osobę aby pomogła tobie w rozwiązaniu napotkanego problemu ... dzięki takiej możliwości możesz komuś uratować życie i nic nie szkodzi że nie będziesz nawet wiedział na czym polega to co właśnie zrobiłeś.

W ten sposób powracając do wątku, można wnioskować że nie jest ważne czy będziesz przywoływał do pomocy Chrystusa, czy sprawa dotyczy jedynie Europy. Świadomość zbiorowa jako "Biblioteka" funkcjonuje na całym globie ziemskim i skorzystać z niej mogą wszystkie żywe istoty, nawet nie będąc tego świadomym.

(26maj2015-ZbyszekzWarszawy)
Klopton (519 punktów)
Ja mam na myśli coś innego pisząc świadomość zbiorowa. Czy jest ona np świadoma tego, że jest biblioteką wiedzy? Bo mi się wydaje, że w tym co opisałeś tylko jej podzespoły, czyli my jesteśmy świadomi, że z niej korzystamy, ona świadoma tego że nam coś udostępnia, nie jest. Nie zapominajmy że posługujemy się pojęciem - świadomość. Dlatego ja wole pisać - nieświadomość zbiorowa czyli organizm którego komórki wiedzą, że są jego częścią ale on sam jeszcze nie wie że jest czymkolwiek, coś jak noworodek.
26-05-2015 16:40 
 Ocena-1 na 1
ZbyszekzWarszawy (299 punktów)
>Ja mam na myśli coś innego pisząc świadomość zbiorowa. Czy jest ona np świadoma tego, że jest biblioteką wiedzy? Bo mi się wydaje, że w tym co opisałeś tylko jej podzespoły, czyli my jesteśmy świadomi, że z niej korzystamy, ona świadoma tego że nam coś udostępnia, nie jest. ...

Z moich obserwacji wynika, że pomiędzy świadomością zbiorową a indywidualną zachodzą relacje dwustronne. Zbiorowa świadomość może z własnej inicjatywy informować nas na różne sposoby o istniejącym zagrożeniu ... może też podpowiadać poszukiwane rozwiązania, nazywane później wynalazkiem. Ona upowszechnia pozyskaną wiedzę i znalezione przez innych rozwiązania, również pomiędzy osobnikami świata zwierząt.

Tak dla przykładu, niektóre miejsca nazywamy "nawiedzonymi" nie wiedząc nawet o zaistniałym tam wcześniej nieszczęściu. W tym przypadku świadomość zbiorowa, a może jej składnik (świadomość indywidualna ofiary) ostrzega przed istniejącym zagrożeniem. Każdego dnia obserwuję (obok domu) zachowanie się zwierząt w takim miejscu "nawiedzonym", one nie wiedzą co wcześniej tam wydarzyło się.

(26maj2015-ZbyszekzWarszawy)
Klopton (519 punktów)
Zachowanie mojego ciała też informuje moje komórki o różnych rzeczach, co nie oznacza że ja robię to świadomie i potrzebuje być świadomym. Komórki noworodka otrzymują rożne bodźce pomimo tego, że ten noworodek jeszcze świadomy siebie nie jest. My jako indywidualności jesteśmy tj. komórkami nie/świadomości zbiorowej zwanej ludzkością. Moje komórki nigdy nie będą mogły zweryfikować czy ja jestem świadomy, gdyż operują na niższych częstotliwościach świadomości, tak samo my indywidualne nie zweryfikujemy czy zbiorowość posiada świadomość siebie. Ludzkość jako całość wejdzie w stan świadomości zbiorowej tylko wtedy, kiedy jako całość będzie miała określoną funkcję i punkty odniesienia. To wymaga wyzbycia się poczucia indywidualności, odrębności i wyewoluowania do częstotliwości na której odbieramy siebie wszystkich bardziej kolektywnie. Dopiero wtedy stajemy się istotą kosmiczną pochodzącą z ziemskiej cywilizacji. Za wcześnie aby o tym dyskutować w profesjonalny sposób.
25-05-2015 15:56 
 Ocena-1 na 1
ZbyszekzWarszawy (299 punktów)Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa?

>>www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,665367#w666459
>Nie do końca rozumiem ocb w tym wątku? Jakie dowody na istnienie niewidzialnego świata? Skoro coś jest niewidzialne to przecież nie może być dostrzeżone bo staje się widzialne.

a.Zapytaj niewidomego on tobie wytłumaczy ...
b.Spojrzyj na zdjęcia we wskazanym wątku ...
c. ... jeśli wciąż nie widzisz wróć do pkt a.

(25maj2015-ZbyszekzWarszawy)
25-05-2015 15:31 
 Ocena-1 na 1
ZbyszekzWarszawy (299 punktów)Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa? ... i nie tylko
>... Mózg nie może być twórcą świadomości ... Materia nawet jakby miała włączać i wyłączać jakiś proces, jak to robią maszyny, to ten proces musiałby przejawiać się jakoś materialnie ...

Aby odbierać myśli świadomości z otoczenia powinniśmy mieć również możliwość ich nadawania a takim organem przetwarzającym myśli jest właśnie mózg, za jego pomocą zachodzi łączność ciała materialnego ze światem niematerialnym. Mam jedynie niepewność co do tego z jaką świadomością my kontaktujemy się.

>... świadomość to nie hologram który pojawia się lub znika, nie można zmierzyć żadnym urządzeniem jej obecności cieplnej lub braku. Już nie mówiąc o tym, że trzeba by było ją umiejscowić w jakimś zakresie przestrzennym, co także nie jest przez nikogo obserwowane.

Owszem można świadomość i myśl obserwować w przestrzennym obszarze zewnętrznym poza ciałem jako śladowy zarys materialny ... to nie jest hipoteza ani teoria , widać to na zdjęciach.

(25maj2015-ZbyszekzWarszawy)
Klopton (519 punktów)
Na zdjęciach można zobaczyć kolory, kształty itp którym przypisuje się nazwy. Nie widać świadomości tak jak czarny cień kota nie jest kotem, jest tylko kształtem przypominającym kota o czarnym kolorze.
Obłok o jakimś kolorze będzie tylko obłokiem o jakimś kolorze. Aby mógł być świadomością musiałby widzieć i słyszeć na odległość, po co nam więc oczy i uszy skoro to obłok widzi i słyszy? Świadomość jest tym co jest w zakresie naszej uwagi. Jeśli myślimy o księżycu to jest ona i na księżycu.
25-05-2015 18:14 
 Ocena-1 na 1
ZbyszekzWarszawy (299 punktów)Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa? ... ślady
>Na zdjęciach można zobaczyć kolory, kształty itp którym przypisuje się nazwy. Nie widać świadomości tak jak czarny cień kota nie jest kotem, jest tylko kształtem przypominającym kota o czarnym kolorze.

To całkiem tak jak ze zdjęciem na którym widać ciebie, taki obraz to nie to samo co ty lecz jakieś wyobrażenie o tobie daje.

>Obłok ... Aby mógł być świadomością musiałby widzieć i słyszeć na odległość, po co nam więc oczy i uszy skoro to obłok widzi i słyszy? Świadomość jest tym co jest w zakresie naszej uwagi. Jeśli myślimy o księżycu to jest ona i na księżycu.

Kiedy wejdziesz w ten obłok świadomości, zobaczysz i usłyszysz tą informację jaką on zawiera, podobny "obłok" możesz wysłać w dowolne miejsce ... również na Księżyc. Ten rodzaj zmysłu jest nam przydatny aby zobaczyć i wyczuć to czego nie widzimy innymi zmysłami ... ewolucyjnie niezbędny był do przetrwania.

(25maj2015-ZbyszekzWarszawy)
Klopton (519 punktów)
Ja, czyli moja świadomość to właśnie mój widok między innymi, moje ciało. Po co do tego jeszcze jakiś obłok? Jaką funkcję dodatkową miałby ten obłok spełniać? Przemieszczać się? to dlaczego nie może się przemieścić z tyłu mojej głowy tylko potrzebuje do tego lustra? Świadomość czy duch może wykorzystywać materię do przejawiania się pod różną postacią ale nie można tego utożsamić z tą formą materialną, bo to tylko narzędzie komunikacji zawężone do kontekstu. Świadomość to siła woli, ona sama w sobie nie zawiera informacji, jest tylko mocą skupiającą uwagę na jakiś informacjach a nie informacją. Tak samo jak siła może poruszać ciała materialne ale nie może sama być materią. Pojęcia takie jak siła, moc, wola, duch, dusza, grawitacja, czas, oddychanie, fotosynteza, życie, chód, ruch, smak, fala, kolor itd itd. to są pojęcia związane z ruchem, jakąś akcją działania która przejawia się wykorzystując ciała materialne ale same w sobie nimi być nie mogą. Nasz język posługuje się rzeczownikami i czasownikami, nie ma sensu robić z jednych drugie.

Jeśli obłok zawiera jakieś informacje to jest jakimś nowym zjawiskiem w rzeczywistości ale nie jest świadomością samą w sobie, bo ona jest tylko aktem uwagi.
25-05-2015 20:45 
 Ocena-1 na 1
ZbyszekzWarszawy (299 punktów)Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa? ... świadomość
>Ja, czyli moja świadomość to właśnie mój widok między innymi, moje ciało.

Twoja świadomość to nie jest twoje ciało, ona obserwuje i dogląda twoje ciało.

>... Świadomość to siła woli, ona sama w sobie nie zawiera informacji, jest tylko mocą skupiającą uwagę na jakiś informacjach a nie informacją.

Świadomość jest wynikiem analizy myśli, a więc informacją.

>Jeśli obłok zawiera jakieś informacje to jest jakimś nowym zjawiskiem w rzeczywistości ale nie jest świadomością samą w sobie, bo ona jest tylko aktem uwagi.

Ten obłok jest świadomie zorganizowaną myślą (myślokształtem) ... jest wędrującą częścią świadomości w poszukiwaniu informacji.

(25maj2015-ZbyszekzWarszawy)
Klopton (519 punktów)
Fala nie jest wynikiem ruchu wody tak jak świadomość nie jest wynikiem myślenia. Jest odwrotnie, to woda nabiera swoich właściwości dzięki temu, że faluje. Fala musi być pierwsza jako idea. Świadomość wyłania materię i jest nadrzędna wobec myślenia. To łatwo sprawdzić, wystarczy być obecnym bez analizowania i układania w myśli tego stanu. Podstawy medytacji.
www.bernar(*)at-of-panpsychism-warning.html
Episode_2 (3284 punktów)Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa?
>No skoro coś przyciąga i nazywamy to grawitacją, to tak samo coś sprawia że żyjesz i nazywamy to duszą. Dusza jest tak samo "empiryczna" jak i grawitacja, to nie obiekt do badania/obserwacji to wnioskowanie o procesie na podstawie badania obiektów podległych tym procesom. Która nauka niby zajmuje się duszą tak jak grawitacją? Która teoria? Wszystkie przemilczają tak jakbyś mieli być żywi dzięki... no właśnie czemu? Co ożywia materię i sprawia, że np oddycha?
W tym samym wątku niedawno napisałeś:
"Ja poprzez duszę rozumiem pewnego świadka/agenta który ma funkcję, a jest nią dokonywanie wyborów moralnych."
Zanim odpowiem, chciałbym, żebyś się zdecydował, czym ta dusza jest. A jeśli tym i tym, to na jakiej podstawie uważasz, że to samo co nas ożywia, dokonuje też wyborów moralnych.

>T.Ewolucji mówi nam, że osobnik stara się dostosować do warunków w tym celu aby jak najdłużej przetrwać i przekazać swoje cechy potomstwu. Teraz pytanie za 100? Czy ktoś widział i stwierdził istnienie bytu stałego i niepodlegającego zmianom? Z tego co ja wiem istnieje tylko proces rozwoju i proces umierania, nie ma stanu bycia. Kto/Co więc stara się przetrwać i dostosować? Komu się to udało kiedykolwiek? Nawet liście zielenią się po to aby uschnąć, nawet kamienie się tworzą po to aby ulec erozji? Kto/Co więc pragnie przetrwać i się dostosować? Czy ciało człowieka w procesie starzenia się uczestniczy w rozwoju o którym mówi ewolucja? Kto/Co więc się rozwija? Czy atom, komórka, tkanka lub kończyna wie, że jest częścią gatunku i chce przetrwać za wszelką cenę? Dlaczego obumierają? Dlaczego nie naśladują komórek rakowych które się mnożą bez przerwy? Dlaczego nic na przestrzeni biologicznej nie chce być nieśmiertelne tylko w pewnym momencie zaprzestaje rozwoju i spokojnie obumiera? T. ewolucji mówi więc o duchach, bo ten tzw osobnik, byt, gatunek itp nie istnieje materialnie. Nie ma psa, jest tylko społeczność atomów, komórek, tkanek, kończyn i zachowań które dają nam twór natury duchowej, albo intelektualnej, czyli psa i to tylko pies chce żyć jak najdłużej, jego ciało wcale tego nie chce i nie ma ani jednej obserwacji potwierdzającej aby miało być inaczej. Wszystko się rozwija do swojego maksimum i potem obumiera dobrowolnie. Można powiedzieć więcej, nie ma nawet komórek itp. bo to też procesy rozwoju i obumierania a nie byty stałe i niezmienne. To się właśnie przemilcza i ja nie widzę tutaj nigdzie pseudonauki, to zwykłe logiczne rozumowanie które samo dla siebie jest dowodem, a jak nie, to proszę obalać.
1. To, że coś jest zmienne albo nietrwałe, nie znaczy, że nie istnieje. Czy według Ciebie cokolwiek istnieje, czy nic?
2. Tym czymś, co trwa, są geny.
3. Proponuję, żebyś przeczytał "Samolubny Gen", bo zbytnie uproszczenia prowadzą do błędnych wniosków. A widzę, że próbujesz zgłębić temat.

>Kto/Co więc się rozwija? Czy atom, komórka, tkanka lub kończyna wie, że jest częścią gatunku i chce przetrwać za wszelką cenę? Dlaczego obumierają? Dlaczego nie naśladują komórek rakowych które się mnożą bez przerwy?
??
Przecież "naśladują", a właściwie nie naśladują tylko stają się komórkami rakowymi.
Tyle, że to nie jest najlepsza strategia przetrwania, sam chyba wiesz.

>Co do tekstu Sam'a Harrisa(...) Nie rozumieją słów których używają,
Może używają innego słownika pojęć?
>bo o ile ego jest iluzją to Jaźń nie może być iluzją, bo jest tym Świadkiem który iluzje stwierdza. Bezosobowa świadomość która stwierdza OSOBOWO swoje własne istnienie/przejawianie się to przykład zdania nielogicznego, bo jak może być bezosobowa i być świadoma? To by oznaczało, że pojęcie świadomości nie jest związane z osobowością, więc co oznacza?
Obawiam się, że aby zrozumieć, co to znaczy, trzeba by tego doświadczyć. Pewnych rzeczy nie da się opisać, bo język nie jest przystosowany do opisu niecodziennych doświadczeń.

>Tymczasem religie uczą nas, że człowiek tylko bywa, czyli to czasownik, a bycie, czyli stanie się rzeczownikiem to cel istnienia i koniec rozwoju, są po prostu mądrzejsze od naukowców, bo lepiej potrafią wyrażać to co chcą. Nie tworzą konstrukcji językowych typu - osobnik chce przetrwać, choć wszyscy wiemy że osobnika z perspektywy materialnej nie ma i być nie może, są tylko procesy i tylko to jest obserwowane.
To jest kwestia interpretacji. Pisałeś, że dualizm jest ograniczonym sposobem rozumowania, no ale taki już nasz język. Dokładnie tak jest. Podział na rzeczowniki i czasowniki, podmiot i orzeczenie wynika z budowy języka. Nie patrz na słowa, tylko zastanów się, na co wskazują. Mam wrażenie, że za bardzo dosłownie wszystko rozumiesz.
PS. W jaki sposób człowiek miałby zacząć być?
Klopton (519 punktów)
- Być może źle się wyraziłem. Dusza nie jest siłą sprawczą powodującą życie, to jest funkcja ducha. Dusza jest warunkiem istnienia życia istoty indywidualnej, wolnej, czyli moralnej. Dusza wyłania się ducha i to sprawia, że żyjemy. Zwierzęta nie mają duszy, tylko Ducha bo nie są indywidualnościami, tylko z naszej perspektywy tak wyglądają. Duch to siła w rozumieniu panteistycznym, dusza to dysocjacja z Ducha. To mam ja na myśli, nie chcę tutaj spierać się o te definicje bo chodzi tylko o sam fakt zauważenia takich sił, można je nazwać inaczej jeśli ktoś chce.

- Geny nie trwają, trwa tylko informacja. Czyli to co niezmienne i trwałe jest tylko w świecie idei, w wyobrażeniowym, bo stałe są tylko nazwy i informacje. O tym pisał Platon a także Biblia - "na początku było Słowo". Gen nie jest jakimś małym ludzikiem złożonym z czegokolwiek, jest zjawiskiem z którego wyłania się pierwsza informacja i to ona jest samolubna bo aby być wolnym trzeba mieć pulę możliwości do wyboru. Te możliwości muszą trwać w swoim potencjale niezmienne, bez możliwości nie ma wyborów. Fizyka kwantowa też pierwsze co widzi to informacje, ale idzie o krok dalej, bo dostrzega, że ta informacja jest zależna od położenia obserwatora. W ten właśnie sposób można zmieniać nasze geny, wystarczy nie chcieć powielać idei i ona sama kiedyś ulegnie zapomnieniu, czyli gen "umrze".
Duch jest nośnikiem czystych idei, dlatego nic nie rodzi się ani nie umiera dosłownie, tylko jest we wiecznym bezczasowym trwaniu. Dusza jest wędrowcem który przemierza się po polach Ducha odkrywając nowe informacje a zapominając o tych które znikają za horyzontem. Duchem jest próżnia i to z niej wyłaniają się pierwsze informacje fizyczne. Próżnia jest żywa, nie jest zerem absolutnym choć ma z pozoru właściwości zera. To jest kosmologia wszystkich religii wyrażana tylko za pomocą innych metafor i symboli. Tutaj nie ma sprzeczności z nauką, jest tylko język wyczerpujący temat, albo przemilczający pewne aspekty i ten drugi to język nauki.

- Ludzie tacy jak Harris, Dennett czy Dawkins to nie badacze, a celebryci. Poświęcają swój czas aby "obalać" stare koncepcje i interpretacje, ale w zamian nie potrafią podać nic lepszego. Dlatego wymyślają różne twory typu -bezosobowa świadomość- choć to pierwsze słowo jest synonimem nieświadomości, a to drugie synonimem osobowości. Koło o kształcie kwadrata to wcale nie jest inny słownik pojęć, tylko bzdurą. Są niedouczeni, dlatego im wychodzi, że jesteśmy nieświadomą osobowością, czyli maszynami. Sami siebie za maszynę uznać nie chcą bo by wyszło, że np książka "Samolubny Gen" jest bzdurą - po co gen miałby dążyć do przetrwania i być samolubny skoro wszystko jest w pełni zdeterminowane? Czy tranzystor można nazwać samolubnym? A procesor? Dysk twardy? Biologia staje się dyscypliną bezużyteczną, i jedyną która ma sens pozostaje fizyka jako nauka o budowie komputera zwanego Wszechświatem. Już pisałem wcześniej - kiedyś była antropomorfizacja, dziś mamy automatyzacje. To są wszystko twory podmiotu obserwującego a nie właściwości przedmiotu obserwowanego. Zresztą tak szczerze, to nie ma przedmiotów obserwacji, to są tylko przedłużenia albo odbicia podmiotu. Napisano o tym wiele.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
www.racjon(*).php/z,0/d,19/s,660262#w667067
> Dusza nie jest siłą sprawczą powodującą życie, to jest funkcja ducha. Dusza jest warunkiem istnienia życia istoty indywidualnej, wolnej, czyli moralnej. Dusza wyłania się ducha i to sprawia, że żyjemy. Zwierzęta nie mają duszy, tylko Ducha bo nie są indywidualnościami, tylko z naszej perspektywy tak wyglądają. Duch to siła w rozumieniu panteistycznym, dusza to dysocjacja z Ducha. To mam ja na myśli, nie chcę tutaj spierać się o te definicje bo chodzi tylko o sam fakt zauważenia takich sił, można je nazwać inaczej jeśli ktoś chce.
www.racjon(*).php/z,0/d,11/s,665367#w666947

> O tym pisał Platon a także Biblia - "na początku było Słowo".
pl.wikipedia.org/wiki/Święte_księgi
pl.wikipedia.org/wiki/Ezoteryka

> Ludzie tacy jak Harris, Dennett czy Dawkins to nie badacze, a celebryci. Poświęcają swój czas aby "obalać" stare koncepcje i interpretacje, ale w zamian nie potrafią podać nic lepszego. Napisano o tym wiele.
I jak tu nie powtarzać, iż nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami.

@@@
.
Klopton (519 punktów)
Zjawisko emergencji nie jest kompletnym wyjaśnieniem takiego zjawiska jak - dylemat np. moralny. W przyrodzie nie obserwujemy zjawisk zastanawiania się materii nad drogą którą ma wybrać, dlatego koncepcje religijne są nadal potrzebne i tylko do tego służą.
30-05-2015 10:41 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> W sumie to doszliśmy do podsumowania.
> Materia jest Duchem, jest sposobem manifestacji, dualizm jest pozorny.

Zanim zacznie się pisać, warto nauczyć się czytać ze zrozumieniem. Pisać to Pan tu sporo pisze, ale warto brać udział
w rozmowie i odnosić się do wypowiedzi interlokutorów, a nie tylko głosić wszem własną ewangelię.

>Zjawisko emergencji nie jest kompletnym wyjaśnieniem takiego zjawiska jak - dylemat np. moralny.
A dlaczego miałoby być?
Nie uważam żeby trzeba było wychodzić z redukcjonizmem ponad jego wyjaśniającą rolę, ale tam gdzie coś wyjaśnia należy z niego korzystać i w tym zakresie uważam to za proste. Uważam też, iż nie należy używać do wyjaśniania emergencji, tam gdzie nie jest to koniecznym.

Zgadzam się tu z Panem, ale zupełnie nie zgadzam się aby obciążyć za to winą naszą, w miarę aktualną, wiedzę o mózgu. Ponadto wcale nie zgadzam aby ta wiedza w jakimkolwiek stopniu unieważniała naszą refleksję filozoficzną, tu z etyką na czele, czy też postawy humanistyczne.


>W przyrodzie nie obserwujemy zjawisk zastanawiania się materii nad drogą którą ma wybrać, dlatego koncepcje religijne są nadal potrzebne i tylko do tego służą.
W przyrodzie następuje sprzężenie zwrotne i zrozumienie zjawisk w niej się dziejących zależy tak od istniejącej obiektywnie rzeczywistości, jaki i od poznającego ją podmiotu. Cała dostępna ludzkiemu umysłowi rzeczywistość jest materialna, a jej funkcje zależą od stopnia złożoności oraz procesów w niej zachodzących.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,648854#w648934

>dlatego koncepcje religijne są nadal potrzebne i tylko do tego służą.
Jednym są wprost konieczne, a inni spokojnie się bez nich obywają. Wybór w niewielkim stopniu zależy od człowieka.
W znacznie większym od uwarunkowań genetycznych i procesu socjalizacji.
www.racjon(*).php/z,0/d,28/s,511985#w517041
Tylko najbardziej inteligentne i niepokorne jednostki potrafią się z tego religijnego chomąta wyzwolić.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,635357#w635452

Akceptuję Pańską wiarę i nic mi do niej - tylko dlaczego Pan musi wszystkich nawracać?
www.racjon(*).php/z,0/d,32/s,577720#w585173
To racjonalistyczne forum.

@@@
.
Klopton (519 punktów)
Ja nie chcę nikogo nawracać. Rzeczywistość potrzebuje materii do przejawiania się, co nie oznacza, że wszystko w rzeczywistości jest podległe znanym nam i już odkrytym prawom jakie dotyczą tejże materii. Tutaj jest podstawowa różnica. Jeśli materia niczego nie tworzy (bo jak by mogła skoro t. strun czy fal pokazują że także jest tworem podległym zasadzie emergencji?), jest tylko narzędziem, anteną, lub sposobem przejawiania się idei, to oznacza, że mamy nad nią władzę taka samą jaką mamy nad ideą, czyli możemy sobie po prostu przyszłą rzeczywistość WYMYŚLAĆ. Dlatego, że Idea tutaj może być pierwszą siłą napędzającą emergencje. Jeśli tak, to zmienia to bardzo dużo w naszym rozumieniu biologii, chemii, fizyki itp już nie mówiąc o medycynie. Stajemy się twórcami rzeczywistości w stopniu pośrednim (nie bezpośrednim bo to takie proste nie jest), czyli już nie potrzebujemy tak bardzo uzależniać się od praw rządzących materią, możemy je plastycznie kreować wedle własnych potrzeb.
Jak Pan poczyta Rudolfa Steinera i jego interpretacje naszej przeszłości to tam pada teza, że pierwsi ludzie należący do zaginionych już cywilizacji byli bardziej..."plastyczni" i materia była bardziej plastyczna dzięki czemu mogli np stawiać piramidy bez większych przeszkód bo kamień i żelazo nie było tak twarde jak dziś. Współczesna fizyka kwantowa już plus-minus jest na tropie podobnych myśli zauważając, że relacje podmiot-przedmiot mogą być relacją postrzeganie-działanie (Bergson pisał o tym już na początku XX wieku). Czyli to od naszego sposobu PATRZENIA może zależeć DZIAŁANIE na poziomie subatomowym a w konsekwencji i reszta. To jest nowy przewrót kopernikański, prawdziwa rewolucja która może zmienić wszystko. To warto weryfikować bo redukcjonizm już się wyczerpał, już nam nic ciekawego i przełomowego prawdopodobnie nie przyniesie i kompletnie nie nadaje się do tworzenia teorii całościowych tj. np t. ewolucji. Dochodzi do punktu w którym dalsze redukowanie przestaje mieć jakikolwiek sens.

Tutaj nie chodzi o wprowadzanie bytów i dogmatów religijnych, a o wprowadzanie pojęć, czyli języka jakim posługuje się religia z tego względu, że jest to bardziej komplementarne dla teorii całościowych.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Zanim zacznie się pisać, warto nauczyć się czytać ze zrozumieniem. Pisać to Pan tu sporo pisze, ale warto brać udział
w rozmowie i odnosić się do wypowiedzi interlokutorów, a nie tylko głosić wszem własną ewangelię.

Jak z powyższego posta widać, nie czyta Pan lub nie rozumie (co na jedno wychodzi) wypowiedzi swoich oponentów,
z którymi Pan niby tu polemizuje. Większość z tego co Pan wyżej napisał ma się nijak do tego co ja napisałem i dalej Pan tylko w zacietrzewieniu tokuje.

>Ja nie chcę nikogo nawracać.
No to czemu Pan to uparcie tu czyni: www.racjonalista.pl/forum.php/z,6/t,51184

> Rzeczywistość potrzebuje materii do przejawiania się, co nie oznacza, że wszystko w rzeczywistości jest podległe znanym nam i już odkrytym prawom jakie dotyczą tejże materii.
Jakiej rzeczywistości? Gdy dwóch mówi to samo, to jeszcze wcale nie musi tego samego znaczyć. Ja pisałem o istniejącej obiektywnie (niezależnie od poznającego ją podmiotu) rzeczywistości. Cała ta dostępna ludzkiemu umysłowi rzeczywistość jest materialna.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,648854#w648878

>Tutaj jest podstawowa różnica.
Właśnie! Ja staram się czytać ze zrozumieniem, a Pan swoje rozumienie narzuca czytanym przez siebie tekstom.

>Jak Pan poczyta Rudolfa Steinera
Czytałem. Może Pan jeszcze Bławatskąi Ossowieckiego tu poleci? Powtarzam to racjonalistyczne forum. pl.wikiped(*)lizm_światopoglądowy

>Tutaj nie chodzi o wprowadzanie bytów i dogmatów religijnych, a o wprowadzanie pojęć, czyli języka jakim posługuje się religia z tego względu, że jest to bardziej komplementarne dla teorii całościowych.
Na naszym forum zdecydowanie chodzi o odrzucenie pseudonaukowego języka, jakiegoś tam zbioru enigmatycznych, nic nie znaczących, logicznie pustych, niby ezoterycznych pojęć na rzecz komunikatywnych i precyzyjnych pojęć wywodzących się z nauki.
Racjonalizm jest raczej bliższy sceptycyzmowi - odrzucając wszelkie dogmaty ideologiczne, oprócz wiary w potęgę nieskrępowanego, logicznego myślenia oraz możliwości rozumnego poznawania świata. Światopogląd ten bazuje na jak najbardziej konsekwentnym stosowaniu logicznego i racjonalnego myślenia w każdej dziedzinie powiązanej z poznawaniem i opisywaniem świata (kiedy poznanie jest celem lub środkiem) - bazuje na przekonaniu, że takowe poznanie jest jedynym sposobem mogącym prowadzić do pozyskania rzetelnej wiedzy o rzeczywistości. (...)

Racjonalizm ostro sprzeciwia się akceptowaniu pseudonauki, a także paranauki oraz wszelkim dogmatom ustanawianym bez potwierdzenia (naukowego lub empirycznego). Nie uznaje także pozbawionego wątpliwości i bezkrytycznego akceptowania autorytetów.

W racjonalizmie nie ma ani autorytetów, ani dogmatów mówiących z góry o tym, co należy uznawać za racjonalne. O tym, co racjonalne, decyduje własna ocena racjonalisty na podstawie zebranego i całego "materiału dowodowego", czyli posiadanej wiedzy, a także merytoryczna ocena innych ludzi - racjonalną jest najbardziej "prawdopodobna" (w sensie jak najmniejszego rozmijania się z prawdą i stanem rzeczywistym) hipoteza lub teoria, a najbardziej zbliżony do prawdy jest pogląd najlepiej logicznie uzasadniony oraz sprawdzony empirycznie lub przy pomocy naukowej metodologii.


Zanim zacznie się Pan odnosić do moich wypowiedzi niech Pan je powolutku przeczyta i postara się zrozumieć to co napisałem: www.racjon(*).php/z,0/d,17/s,662307#w667332 gdyż ja Pańskie wypowiedzi dosyć dokładnie przejrzałem i nie znajduję w nich podstaw do jakiejkolwiek polemiki z Panem. Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda. Ludzie w przeróżne bzdury wierzą. Wolno im - żyjemy w wolnym kraju.

@@@
.
Klopton (519 punktów)
A co tu u pana można niby rozumieć? Ilość opinii i skostniałych XIX wiecznych uprzedzeń jest wprost proporcjonalna do braku argumentów które mogły by je potwierdzić. To, że sobie pan napisze że to forum naukowe, że tamto i owamto nie czyni takiego pisania sensownym ani nawet racjonalnym. Nauka jest pełna dogmatów, ma ich więcej niż mniej, pseudonauka to nie zjawisko w kulturze, tylko zwrot propagandowy dla każdego kto właśnie nie potrafi odpowiadać na krytykę argumentem. Panu racjonalne myślenie jest nieznane, powtarza pan jak papuga to co powtarzają wszyscy z tzw mainstreamu a jak pojawia się krytyka to pozostają tylko słowa obraźliwe typu - pseudonauka, bzdury, niska inteligencja itp. itp. Mogę powiedzieć tylko tyle, że powoli WAS widać i coraz więcej osób dostrzega, że wykorzystuje się pojęcie Nauka, Racjonalizm, Wiedza do kamuflowania swojego intelektualnego analfabetyzmu. Rzeczowa dyskusja nie jest ani racjonalistyczna ani naukowa czy nienaukowa, jest zwykłą wymianą argumentów.
31-05-2015 14:13 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>A co tu u pana można niby rozumieć?
Jak widać nic.

>Ilość opinii i skostniałych XIX wiecznych uprzedzeń jest wprost proporcjonalna do braku argumentów które mogły by je potwierdzić.
Tak, moje odwołania to dla Pana XIX wiek. Odwołania do Rudolfa Steinera, teozofii, czy New Age, to XXI wieczna awangarda.

> To, że sobie pan napisze że to forum naukowe, że tamto i owamto nie czyni takiego pisania sensownym ani nawet racjonalnym.
Oczywiście popieprzyć głupoty to sobie każdy może. Ważne jakie racjonalne argumenty potrafimy dla obrony naszych poglądów przedstawić.

> Nauka jest pełna dogmatów, ma ich więcej niż mniej,
www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,617075#w617370
www.racjon(*)m.php/s,573743/z,0/d,8#w575884

>pseudonauka to nie zjawisko w kulturze, tylko zwrot propagandowy dla każdego kto właśnie nie potrafi odpowiadać na krytykę argumentem.
Tak jak wyżej napisałem: "nie znajduję tu podstaw do jakiejkolwiek polemiki z Panem. Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda. Ludzie w przeróżne bzdury wierzą. Wolno im - żyjemy w wolnym kraju."
pl.wikipedia.org/wiki/Pseudonauka *
Mam już sporo lat i dlatego odwołam się tu do książki, która od 50 lat stoi w mojej biblioteczce i nadal jest nader aktualną. Jest to "Pseudonauka i pseudouczeni" Martina Gardnera, która pokazuje, że wciąż walczymy z podobnym zestawem bzdur i z podobnymi pseudoteoriami.

>Panu racjonalne myślenie jest nieznane, powtarza pan jak papuga to co powtarzają wszyscy z tzw mainstreamu a jak pojawia się krytyka to pozostają tylko słowa obraźliwe typu - pseudonauka, bzdury, niska inteligencja itp. itp.
Dlaczego Pan obraża naszych inteligentnych czytelników? Czy nie posądza Pan ich o to, że większość z nich potrafi samodzielnie zrozumieć przedstawiane tu teksty i dokonać ich ocen? Moim zdaniem, oni w znakomitej większości bez kłopotu poznają merytoryczne argumenty oraz racjonalne myślenie, a nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami. To oczywiste stwierdzenie doprowadza do wściekłości, niektórych uczestników forum sprawnych intelektualnie inaczej.

>Mogę powiedzieć tylko tyle, że powoli WAS widać
Jest Pan optymistą. Bardzo bym się cieszył, gdyby choć powoli zaczęto racjonalistów dostrzegać. Mam odmienne wrażenie, że średni poziom intelektualny społeczeństwie się obniża i racjonaliści są coraz mniejszą elitą. [Załącznik]
A tu wypis Polski dotyczący: [Załącznik]

>i coraz więcej osób dostrzega, że wykorzystuje się pojęcie Nauka, Racjonalizm, Wiedza do kamuflowania swojego intelektualnego analfabetyzmu.
I co tu jeszcze dodawać, gdy Pańska "intelektualna awangarda" twierdzi, że Nauka, Racjonalizm, Wiedza, to "intelektualny analfabetyzm"? Pan sądzi, iż jeszcze ktokolwiek jest w stanie bardziej tu skompromitować?

>Rzeczowa dyskusja nie jest ani racjonalistyczna ani naukowa czy nienaukowa, jest zwykłą wymianą argumentów.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,664981#w665147
______________

* "Kryteriami pozwalającymi odróżnić prace pseudonaukowe od innych są:

Mania wielkości autora, który uważa, że jako jedyny zna prawdę, odnosi się pogardliwie do wszystkich uczonych z prawdziwego zdarzenia, zarzucając im w niewybrednych słowach konserwatyzm lub wręcz nieuctwo.

Tekst pracy pseudonaukowej jest zwykle bełkotem polegającym albo na wprowadzaniu nowej terminologii znanej tylko autorowi, albo na posługiwaniu się słowami wprawdzie znanymi, ale przemieszanymi na zasadzie doboru przypadkowego (np.zmarszczki czasoprzestrzeni, ginekologia międzyplanetarna), co świadczy o ich niezrozumieniu przez autora.

Ignorancja objawiająca się zarówno w nieznajomości dobrze ustalonych faktów, jak również w bezpodstawnym zaprzeczaniu a priori wszystkiemu co nie zgadza się z poglądami autora.

Kompletne niezrozumienie ducha nauki objawiające się w stawianiu "nauce oficjalnej" zarzutu, że nie potrafi na wszystko odpowiedzieć. Pseudonaukowiec nie rozumie, że nauka rozwija się właśnie dlatego, iż musi szukać odpowiedzi na wciąż nowe pytania.
Pseudonaukowiec lubi podpierać się wymyślonymi przez siebie autorytetami (kierownik kawiarni u podnóża obserwatorium staje się wówczas "profesorem")."

"Prawda i mity w fizyce" Andrzej K. Wróblewski; Wydawnictwo Iskry; Warszawa 1987.


@@@
.
31-05-2015 14:33 
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)
Ja już panu wcześniej napisałem - kakofonia. cały ogrom dźwięków a zero melodii. Jedna wielka encyklopedia co tylko gromadzi ale niczego nie rozumie.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Ja już panu wcześniej napisałem - kakofonia.
Ja już Panu wcześniej napisałem:
Dlaczego Pan obraża naszych inteligentnych czytelników? Czy nie posądza Pan ich o to, że większość z nich potrafi samodzielnie zrozumieć przedstawiane tu teksty i dokonać ich ocen? Moim zdaniem, oni w znakomitej większości bez kłopotu poznają merytoryczne argumenty oraz racjonalne myślenie, a nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami. To oczywiste stwierdzenie doprowadza do wściekłości, niektórych uczestników forum sprawnych intelektualnie inaczej.

>Ja już panu wcześniej napisałem
Ja już Panu wcześniej napisałem.

Ping pong!
Pieprzyć głupoty można bez końca.

@@@
.
Episode_2 (3284 punktów)
>chodzi tylko o sam fakt zauważenia takich sił,
OK.
Co nas ożywia? Chyba nic. Rodzimy się od razu żywi, przejmujemy tą cechę od rodziców.
Później zachodzą w nas procesy biochemiczne, które podtrzymują życie. Można się zastanawiać, jak i dlaczego to się zaczęło. Czy życie to jakiś kosmiczny przypadek czy jest jakieś prawo przyrody, które powoduje powstawanie życia? Sądzisz, że nauka nie zajmuje się tymi zagadnieniami, nie próbuje tego dociekać?
Albo tego, jak podejmowane są decyzje moralne czy inne decyzje?

>Zwierzęta nie mają duszy, tylko Ducha bo nie są indywidualnościami,
Wystarczy mieć 2 koty, żeby wiedzieć, że są różne, mają swój indywidualny charakter czy jak to nazwać.
>tylko z naszej perspektywy tak wyglądają
Czyli ignorowanie obserwacji, bo nie zgadzają się z założeniem, że zwierzęta nie mają duszy.

>- Geny nie trwają, trwa tylko informacja. Czyli to co niezmienne i trwałe jest tylko w świecie idei, w wyobrażeniowym, bo stałe są tylko nazwy i informacje. O tym pisał Platon
Kwestia interpretacji, spojrzenia na sprawę. Tworzymy różne koncepcje a potem się dziwimy.
Informacja to sposób uporządkowania materii.

>Duch jest nośnikiem czystych idei, dlatego nic nie rodzi się ani nie umiera dosłownie, tylko jest we wiecznym bezczasowym trwaniu.
A ktoś wykrył ten nośnik, czy istnieje on w tylko w wyobraźni? W jaki sposób przenosi te idee?
Nośnikiem wszelkiej informacji, idei jest materia. Można ją nazwać duchem.

>po co gen miałby dążyć do przetrwania i być samolubny skoro wszystko jest w pełni zdeterminowane?
A czytałeś "Samolubny Gen"?

Już pisałem, za bardzo dosłownie to potraktowałeś.
Geny jedyne co robią to zawierają informację, jak zbudować sprawny organizm.

Ogólnie - Jak naukowcy czymś się nie zajmują - źle, bo nie widzą problemów. Jak się zgadzają z Tobą - to powtarzają to, co już dawno zostało odkryte. Jak się nie zgadzają - analfabeci.
Jeszcze jakieś zastrzeżenia?
Klopton (519 punktów)
Próbowałeś kiedyś poddać pod wątpliwość swój sposób rozumowania? To jak język konstruuje Twoje myśli?Wszystko sprowadzasz do namacalnego przedmiotu który można zawrzeć w jakieś ramy. To jest ograniczenie. Jak niby chcesz zobaczyć "nośnik Idei" ? Co to jest idea? To ma mieć kształt, substancję, ramy, właściwości? Idee można tylko opisać symbolicznie inną ideą i tym jest idea ducha i duszy.

Podział na materię ożywioną i nieożywioną jest umowny. Która nauka bada więc życie? Biologia, Chemia czy Fizyka? Sama definicja materii się zmienia nieustannie. Życie to nie zjawisko w czasoprzestrzeni, życie jest czasoprzestrzenią, wszystko jest żywe i nie powstało nigdy, jest wieczne, zmienia się tylko sposób przejawiania się. Tego nie można dociekać za pomocą specjalizacji tj chemia czy fizyka bo to ograniczenie. Kompletne ujęcie tematu to ujęcie "teozoficzne", czyli filozoficzno-religijne. To ujęcie poprzez alegorie sprowadza się do świata fizyki, potem chemii i biologi i tak się konstruuje poprawnie teorie. Współcześnie fizyka jest już na tym etapie, że można śmiało takie teorie konstruować jako naukowe.

Chcesz dać kotu duszę? A co miałaby robić? Ożywiać? Można ale od tego lepsze jest pojęcie ducha, dlatego że zwierzęta żyją w mocniejszych więzach z otoczeniem, są nim bardziej przeniknięte. Duch i dusza to to samo, różnią się tylko pewnym napięciem, dusza jest czymś w rodzaju wiru wodnego, czyli jest z wody tak jak i duch, tylko koncentruje się w pewnym miejscu (tak samo z materią, próżnia koncentruje się jak wir w określonych miejscach tworząc świat form, także materia i duch to jedno, ale nasz język musi rozdzielać bo inaczej trudno się dyskutuje). Jeśli kot ma duszę, to tylko w zalążku tak jak i liść. Zresztą to mało istotne, bo dusza jest potrzebna tylko do wyjaśniania takich funkcji jak moralność. Nauka tego nie bada, bada tylko zachowania które przypominają nasze zachowania moralne, i to NASZE warto podkreślić bo są różne moralności. Moralność jest domeną świata idei i o tym można tylko filozofować. Spotkałem się z biologami badającymi "moralne zachowania zwierząt" co jest kpiną i szczytem głupoty. Jak można u zwierząt zaobserwować zachowania moralne, skoro to zależne od kultury i są moralności które gloryfikują zabijanie i są takie które tego nie robią? Jak zwierze zabija to postępuje wtedy moralnie czy niemoralnie? To jest wybitny przykład analfabetyzmu, tego jest więcej niż mniej. The blind leading the blind - tak działa nauka współcześnie i to właśnie krytykuję, nie całość a część, a zwłaszcza tą teoretyczną która nie potrafi poprawnie konstruować budowli z odkryć dziedzin praktycznych.
Klopton (519 punktów)
W sumie to doszliśmy do podsumowania. Materia jest Duchem, jest sposobem manifestacji, dualizm jest pozorny.
Badanie samej materii i zaprzeczanie aspektu duchowego jest błędnym ograniczeniem, podobnie ma się z religiami które nie uznają praw materii a tylko ducha. Tylko połączenie jednego z drugim daje nam kompletne wyjaśnienie. Dlaczego należy to połączyć? Bo Duch posiada inne właściwości niż materia, co pokazuje fizyka kwantowa gdzie rozdział na podmiot-przedmiot się zlewa w jeden akt postrzeganie-działanie. Kluczowe tutaj jest pojęcie - wolności - bo wolność jest aktem totalnej spontaniczności i twórczości, aktem który potrzebuje do swojej manifestacji zniewolenia czyli materii ograniczonej prawami (prawo=ograniczenie). Odpowiedź na pytanie - jak być wolnym od praw przy jednoczesnym zachowaniu statusu ontologicznego, czyli przy jednoczesnym Byciu? - jest odpowiedzią od której zależą wszystkie inne odpowiedzi. Ta odpowiedź została już udzielona przez nauki ezoteryczne, więc jako jedyne są kompletne. Oczywiście w tym sensie, że wyczerpują nasz dualistyczny język do granic logicznych możliwości, nie w sensie absolutnym.
31-05-2015 17:20 
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)
>W sumie to doszliśmy do podsumowania. Materia jest Duchem, jest sposobem manifestacji, dualizm jest pozorny.
Tak.
Ale mam wrażenie, że nie do końca rozumiesz konsekwencje odrzucenia dualizmu.
Uznanie, że duch jest materią i na odwrót oznacza, że istnieje tylko jeden byt, jedna rzeczywistość. Można to coś nazwać światem, duchomaterią, albo tylko materią.
I nauka zajmuje się tylko tym bytem.
Tzw aspekt duchowy dotyczy istot świadomych, to one w swoim umyśle tworzą świat idei.

>Bo Duch posiada inne właściwości niż materia, co pokazuje fizyka kwantowa gdzie rozdział na podmiot-przedmiot się zlewa w jeden akt postrzeganie-działanie.
Ale co to ma wspólnego z duchem?

>Kluczowe tutaj jest pojęcie - wolności - bo wolność jest aktem totalnej spontaniczności i twórczości, aktem który potrzebuje do swojej manifestacji zniewolenia czyli materii ograniczonej prawami (prawo=ograniczenie).
Wiele już słyszałem definicji wolności, ale żeby wolność potrzebowała zniewolenia?

>Odpowiedź na pytanie - jak być wolnym od praw przy jednoczesnym zachowaniu statusu ontologicznego, czyli przy jednoczesnym Byciu? - jest odpowiedzią od której zależą wszystkie inne odpowiedzi. Ta odpowiedź została już udzielona przez nauki ezoteryczne, więc jako jedyne są kompletne.
Więc jak brzmi ta odpowiedź?

>Oczywiście w tym sensie, że wyczerpują nasz dualistyczny język do granic logicznych możliwości, nie w sensie absolutnym.
No to trochę słabo, ale nie narzekajmy.
Klopton (519 punktów)
Nie odrzucam dualizmu, staram się tylko nie być jego ofiarą, czyli nie liczyć że w ten sposób można wyjaśnić wszystko bezwzględnie. Jeśli duch jest nośnikiem idei i jest połączony z materią, to idea ma na nią wpływ. Pokazuje to fizyka kwantowa, bo skoro akt obserwacji zmienia zachowanie się cząsteczek elementarnych to oznacza, że dużo uzależnione jest od świadomości, czyli od tego na co skupiamy promień własnej uwagi. Wiemy jak pozytywne lub negatywne myślenie wpływa na temperaturę naszego ciała. Wiemy też, że aby dostrzec obiekt oddalony od nas na pewną odległość to musi zaistnieć połączenie z tym obiektem na poziomie subatomowym, czyli musi dostrzec do nas odbite światło, jakaś fala. Skoro myśleniem wpływamy na temperaturę naszego ciała to dlaczego nie mielibyśmy móc myślą wpłynąć na oddalony od nas obiekt? Był już jeden co chodził po wodzie 2tyś lat temu. Jaka pewność, że jego świadomość nie weszła w wyższą częstotliwość i myślą nie wykreował zachowania się materii wody? Na tym polega pójście na przód nauki. Ja nie twierdzę, że chodzenie po wodzie jest możliwe, twierdzę że tzw zjawiska paranormalne są do weryfikacji i już to umożliwia fizyka kwantowa. To jest dopiero trop, początek ale niby dlaczego mielibyśmy odrzucić taki kierunek? W imię czego, podtrzymywania starego dogmatu a pełnej automatyzacji martwej materii? Przecież już dziś wiemy, że materia na poziomie subatomowym wykazuje więcej cech żywego i świadomego organizmu, niż cech maszyny.

Czy możesz dokonać wolnego wyboru pomiędzy bananem a jabłkiem jeśli banan i jabłko nie są zmuszone do tego aby trzymać się swojego bycia? Byt w sensie ontologicznym jest niewolnikiem właściwości które czynią go bytem. A że byt jest złudzeniem, bo wszystko jest w ruchu, to zniewolenie jest pozorne, jest tylko ideą. Brak idei to brak informacji, brak informacji to właściwości próżni. Drugą właściwością próżni jest też to, że wyłaniają się z niej informacje i zwiemy to materią, rzeczywistością. Próżnia jest jedynym bytem wolnym, bo jako jedyny byt niczego nie musi aby móc być próżnią - i tutaj jest ta odpowiedź. Próżnia jest wolna od praw i celem każdego istnienia jest wolność, czyli powrót do nicości. Jak Chrześcijanie mówią, że dusza idzie do nieba, to mówią że nasza indywidualność, nasze ego wraca do świata ducha, czyli znika a wraz z nią znika pamięć, staje się znowu próżnia. To samo mówią buddyści jak mówią o nirwanie czyli o stanie nicości. Próżnia jednak jest żywa, nie jest nicością dosłowną, ale aby to dostrzec to trzeba patrzeć z perspektywy filozoficzno-religijnej czyli używać pojęć typu duch. Bez tego próżnia jawi się nam jako śmierć w negatywnym sensie i nic więcej.
Episode_2 (3284 punktów)
>Nie odrzucam dualizmu,
Mimo, że jest pozorny?
Więc świadomie chcesz żyć w świecie opisu?

>Skoro myśleniem wpływamy na temperaturę naszego ciała to dlaczego nie mielibyśmy móc myślą wpłynąć na oddalony od nas obiekt?
Z tego samego powodu, dla którego możesz podnieść do góry własną rękę, a nie możesz podnieść patyka, który leży kilometr od Ciebie.

>Był już jeden co chodził po wodzie 2tyś lat temu.
Ale św. Paweł ogłosił koniec cudów.

>twierdzę że tzw zjawiska paranormalne są do weryfikacji
I tu Cię muszę zmartwić - wiele razy były już weryfikowane. Nic podobnego nie wykryto.

>Próżnia jest jedynym bytem wolnym, bo jako jedyny byt niczego nie musi aby móc być próżnią - i tutaj jest ta odpowiedź.
Chyba musi - być pusta. Jak za dużo się z niej wyłoni to przestanie być próżnią.
W tym sensie kamień też nic nie musi, żeby być kamieniem, bo on już jest kamieniem.

>Próżnia jest wolna od praw i celem każdego istnienia jest wolność, czyli powrót do nicości. Jak Chrześcijanie mówią, że dusza idzie do nieba, to mówią że nasza indywidualność, nasze ego wraca do świata ducha, czyli znika a wraz z nią znika pamięć, staje się znowu próżnia. To samo mówią buddyści jak mówią o nirwanie czyli o stanie nicości. Próżnia jednak jest żywa, nie jest nicością dosłowną, ale aby to dostrzec to trzeba patrzeć z perspektywy filozoficzno-religijnej czyli używać pojęć typu duch. Bez tego próżnia jawi się nam jako śmierć w negatywnym sensie i nic więcej.
Ja tu widzę myślenie życzeniowe - nie będziemy martwi, jeśli rozpuścimy się w żywym niebycie. Nawet jeśli - co z tego? Jak zjedzą Cię wilki to też rozpuścisz się w czymś żywym, staniesz się częścią żywego organizmu.
05-06-2015 08:41 
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)

>Więc świadomie chcesz żyć w świecie opisu?
Chyba się zgodzisz, że byt stały jest pozorny, istnieją tylko procesy wiecznego ruchu, a jednak jakoś można żyć w świecie opisu i wszyscy sobie radzą bez problemu. Wiadomo, że przedmioty się nie stykają dosłownie atom do atomu, a jednak nie przeszkadza nam ta iluzja w niczym.

>Z tego samego powodu, dla którego możesz podnieść do góry własną rękę, a nie możesz podnieść patyka, który leży kilometr od Ciebie.
A jesteś pewien, że to jest już dane i nie można? Wiele osób nie może podkręcić swoich możliwości elektromagnetycznych ale zdarzają się tacy co łyżeczkę do czoła przyczepią. Przyzwyczaiłeś się do stanu obecnego i rościsz pretensje do tego aby był stały i niezmienny, choć wiemy, że stałych i niezmiennych stanów nie ma. Masz czas, przeczytaj - "Materia i Pamięć" Bergsona, albo nawet opracowanie w internecie.

>Ale św. Paweł ogłosił koniec cudów.
Ale jeśli masz wiedzę, to już o cudzie nie ma mowy a o zwykłym zjawisku. Na tym polega różnica pomiędzy uczeniem się od religii/mistyki a wierzeniem w nie.

>I tu Cię muszę zmartwić - wiele razy były już weryfikowane. Nic podobnego nie wykryto.
Skoro fakt obserwacji wpływa na wynik pomiaru to może tutaj leży przyczyna? Na tym polega nowy przewrót kopernikański który tutaj postuluję, na zmianie podejścia i metod weryfikacji, gdyż współcześnie jest ono mocno ograniczone myśleniem atomistycznym. Fizycy już to zaczynają robić, bo myślenie w kategoriach bytu stałego nigdzie dalej ich już nie prowadzi.

>Chyba musi - być pusta. Jak za dużo się z niej wyłoni to przestanie być próżnią.
>W tym sensie kamień też nic nie musi, żeby być kamieniem, bo on już jest kamieniem.
Warunkiem istnienia bytu jest pusta przestrzeń wokoło. Warunków istnienia próżnie nie ma, dlatego że jej alternatywą jest tylko byt, który potrzebuje jej do swojego istnienia. Niebyt to jedyne nieuwarunkowane bycie, czyli taki które wynika z samej siebie z nazwy i żadnej innej właściwości nie potrzebuje. Byt już potrzebuje przynajmniej jednej właściwości bo musi być jakiś.

>Ja tu widzę myślenie życzeniowe - nie będziemy martwi, jeśli rozpuścimy się w żywym niebycie. Nawet jeśli - co z tego? Jak zjedzą Cię wilki to też rozpuścisz się w czymś żywym, staniesz się częścią żywego organizmu.
Byłeś w łonie matki żywy czy martwy? Jeśli odpowiesz - żywy - to myślisz życzeniowo?
Freud został psychoanalitykiem po tym jak obserwował eksperymenty w których to pacjenci w stanie hipnozy otrzymywali informacje/sugestie o chorobie i budzili się z objawami choroby choć ciało mieli zdrowe. Freud a potem C.G. Jung zauważyli, że ludzka psychika ma warstwy jak cebula i na tych dolnych warstwach istnieje bardzo bogate życie wedle różnych praw. Te dolne warstwy rządzą nami, dlatego często dziwimy się dlaczego postąpiliśmy tak a nie inaczej i walczymy ze sobą, np z pokusą. Mamy do tych dolnych warstw dostęp w czasie snu, pod hipnozą, po mocnych narkotykach typu LSD czy DMT albo dzięki praktykom medytacyjnym. Im większa świadomość siebie, czyli oświetlenie i zrozumienie warstw ukrytych tym wolniejszy, zdrowszy i szczęśliwszy człowiek. Antyczni wierzyli, że świat Hadesu do którego idziesz po śmierci to świat snu, i uznawali to za piekło, bo we śnie jest się bardziej ofiarą zdarzeń niż przyczyną, ma się ograniczone możliwości sprawcze. Bardzo ponura perspektywa bycia uwięzionym we śnie i przeżywanie w różny dziwaczny sposób swoich życiowych doświadczeń bez możliwości ich zmiany. Ponura perspektywa która dla wielu może okazać się przeznaczeniem. Na szczęście są "odtrutki" ale tylko dla tych którzy wierzą w życie po śmierci, inni mogą zaryzykować, że się nic nie dzieje, ich sprawa. Życie jest o wiele, wiele bogatszym doświadczeniem niż ten jego pojedynczy materialny przejaw który trwa średnio 70-80 lat. Badań na ten temat jest pełno i wnioskuje się o tym tak samo jak nauczyciel wnioskuje o wiedzy swoich uczniów.
Klopton (519 punktów)
Opracowanie myśli Bergsona:

www.portal(*)ateria-i-pamiec?print=pdf-page
Episode_2 (3284 punktów)
>>Ale św. Paweł ogłosił koniec cudów.
>Ale jeśli masz wiedzę, to już o cudzie nie ma mowy a o zwykłym zjawisku.
To dlaczego św. Paweł ogłosił koniec tych normalnych zjawisk?

>>I tu Cię muszę zmartwić - wiele razy były już weryfikowane. Nic podobnego nie wykryto.
>Skoro fakt obserwacji wpływa na wynik pomiaru to może tutaj leży przyczyna? Na tym polega nowy przewrót kopernikański który tutaj postuluję, na zmianie podejścia i metod weryfikacji,
To na pewno rozwiązałoby problem wykrywalności zjawisk paranormalnych.
Ale zaraz - fakt obserwacji wpływa na wynik? To jak chcesz je badać?

>Niebyt to jedyne nieuwarunkowane bycie,
Ale niebyt nie jest byciem, tylko niebyciem. Owszem, do niebycia nic nie jest potrzebne, tyle że wtedy niczego nie ma.

>Byłeś w łonie matki żywy czy martwy? Jeśli odpowiesz - żywy - to myślisz życzeniowo?
Dobry przykład. Byłem żywy, oczywiście. Ale co za życie?
Gdybym miał cofnąć się na zawsze do takiego etapu, byłoby to dla mnie równoważne ze śmiercią.
Niektórzy ludzie chcą, żeby na ich grobie posadzono drzewo, żeby być częścią żywego drzewa, żyć w tym drzewie. Inni chcą, żeby ich dzieci wspominały ich, oglądały zdjęcia i nagrania, by żyć w ich pamięci. To wszystko powoduje, że człowiek lepiej się czuje przed śmiercią, ale po śmierci zmarłemu to kompletnie nie daje nic. To miałem na myśli, podejrzewam, że tak samo jest z Twoją teorią.
Słowo "życie" ma bardzo szerokie znaczenie i łatwo o nieporozumienia.
06-06-2015 18:59 
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)
-Cud to interpretacja zjawiska nietypowego, lub sprzecznego z powszechną wiedzą. Dla ludzi antycznych okrągła ziemia mogła być cudem a dziś jest czymś normalnym. Raczej tak należy to czytać, mniej dosłownie, zwłaszcza Biblie.

-Zauważ jakiego języka używasz - wykrywalność. Na czym ona polega? Nie czasem na tym, że się przyjmuje pewne wcześniejsze założenia? Wystarczy zmienić założenia (okulary) a już coś może stać się bardziej wykrywalne - patrz, przykład z płaską i okrągłą ziemią, Kopernik nie poleciał w kosmos, popatrzył na dane z innej perspektywy.

-Na początku było Słowo. Jeśli piszesz, że jest niebyt, to sugerujesz, że coś jest. Jeśli napiszesz, że nie ma niebytu bo wtedy sugerujesz, że jest tylko bycie a próżni nie ma. Na tym polega pogodzenie paradoksu, na wykorzystaniu języka. Już wcześniej pisałem, że dualistyczny język potrafi dojść do prawdy tylko poprzez zaprzeczenia. Pisząc, próżnia jest, dajesz jej status ontologiczny, pisząc, że jej nie ma, dajesz status ontologiczny wszech-byciu. Obie odpowiedzi są poprawne, z tym, że ta pierwsza, dualistyczna jest lepsza dla współczesnej nauki bo wszech-bycia na razie nie potrafimy odebrać i odczytać.

-Byłeś żywy w łonie matki. A co to za życie było 12 Października 1997 roku o 11.45 i 16 sekund? Pamiętasz? Jeśli nie to znaczy, że było to równoznaczne ze śmiercią, bezsensu życie? To, że zapomniałeś nie oznacza, że było głupio. To tylko pamięć i wszystkiego nie pamiętasz a jednak żyłeś i niekoniecznie głupio. Masz dostęp do każdego podłoża pamięci, są techniki, również do tego stanu w którym jesteś w łonie matki, podobno. Niektórzy kabaliści twierdzą, że światło w tunelu przy śmierci klinicznej to stan narodzin niemowlęcia, za tym tunelem i światłem budzisz się w szpitalu na porodówce jako dziecko. Ja w to nie wierzę, bo uważam że dla sprawiedliwości musi człowiek trochę pobujać się w świecie snu, tak dla odkupienia win
07-06-2015 22:25 
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)
>-Zauważ jakiego języka używasz - wykrywalność. Na czym ona polega? Nie czasem na tym, że się przyjmuje pewne wcześniejsze założenia? Wystarczy zmienić założenia (okulary) a już coś może stać się bardziej wykrywalne - patrz, przykład z płaską i okrągłą ziemią, Kopernik nie poleciał w kosmos, popatrzył na dane z innej perspektywy.
Tak. Więc jakie założenia i jaką metodologię użyłbyś, żeby wykryć telepatię?

>-Na początku było Słowo.
Na początku czego i kto wypowiedział to słowo? Bo nie wiem, co masz na myśli.

>Jeśli piszesz, że jest niebyt, to sugerujesz, że coś jest. Jeśli napiszesz, że nie ma niebytu bo wtedy sugerujesz, że jest tylko bycie a próżni nie ma.
>Na tym polega pogodzenie paradoksu, na wykorzystaniu języka.
Używasz naprzemiennie słów pustka, niebyt i próżnia. Stąd niezrozumienie, bo próżnia istnieje jako pusta przestrzeń, jakieś miejsce w dodatku nie całkiem puste tylko względnie puste.

>Pisząc, próżnia jest, dajesz jej status ontologiczny, pisząc, że jej nie ma, dajesz status ontologiczny wszech-byciu. Obie odpowiedzi są poprawne, z tym, że ta pierwsza, dualistyczna jest lepsza dla współczesnej nauki bo wszech-bycia na razie nie potrafimy odebrać i odczytać.
OK, rozumiem, ale myślę, że jest na odwrót, to niebytu nikt nie zaobserwował. Wszystko, co obserwujemy - istnieje. Wszech-bycie - cóż to takiego? Czy nie cały Wszechświat? Jeden wielki byt.

>-Byłeś żywy w łonie matki. A co to za życie było 12 Października 1997 roku o 11.45 i 16 sekund? Pamiętasz? Jeśli nie to znaczy, że było to równoznaczne ze śmiercią, bezsensu życie? To, że zapomniałeś nie oznacza, że było głupio. To tylko pamięć i wszystkiego nie pamiętasz a jednak żyłeś i niekoniecznie głupio. Masz dostęp do każdego podłoża pamięci, są techniki, również do tego stanu w którym jesteś w łonie matki, podobno.
Tu rozmawiamy o rzeczach względnych, uznaniowych. Dla jednego życie za 2000 zł. na miesiąc to nie życie a wegetacja. Dla innego wstawanie rano o 5.00 do roboty to nie życie tylko katorga. Dla Ciebie życie płodowe to życie. Dla kogoś innego, jak go zjedzą robaki w grobie, wyrośnie na nim drzewo to on staje się częścią życia. Kończy się jedno życie, ludzkie, zaczyna się następne życie. Prawie wieczne, bo tylko zmieniają się formy.

>Niektórzy kabaliści twierdzą, że światło w tunelu przy śmierci klinicznej to stan narodzin niemowlęcia, za tym tunelem i światłem budzisz się w szpitalu na porodówce jako dziecko. Ja w to nie wierzę, bo uważam że dla sprawiedliwości musi człowiek trochę pobujać się w świecie snu, tak dla odkupienia win
Trochę czy na zawsze?
Być może źle zinterpretowałem Twoje słowa:
>>>>celem każdego istnienia jest wolność, czyli powrót do nicości. Jak Chrześcijanie mówią, że dusza idzie do nieba, to mówią że nasza indywidualność, nasze ego wraca do świata ducha, czyli znika a wraz z nią znika pamięć, staje się znowu próżnia. To samo mówią buddyści jak mówią o nirwanie czyli o stanie nicości.
Sądziłem, że chodzi o wieczność. Gdyby ten czas snu był przejściowy, a po jakimś czasie budzilibyśmy się świadomi, to byłoby całkiem co innego. Wtedy to miałoby sens.
08-06-2015 08:17 
 Ocena 2 na 2
Klopton (519 punktów)
Tutaj wypadałoby zagłębić się w szczegóły aby porozmawiać o telepatii a za dużo o tym nie wiem. Warto jednak zacząć od zauważenia, że każdy akt postrzegania wymaga jakiejś komunikacji na poziomie kwantowym. Teraz pytanie, czy mieszkając w Polsce a myśląc o Nowym Jorku moje cząsteczki elementarne nie łączą się jakoś z Nowym Jorkiem? Przewrót kopernikański polegałby tutaj na przyjęciu założenia, że pamięć nie znajduje się w nas, to my znajdujemy się w pamięci, dzięki czemu mamy dostęp do każdych możliwych doświadczeń o ile znamy sposoby. To oczywiście jest dopiero do weryfikowania, ale założenie warte przyjęcia z tego względu, że jest zgodniejsze z tym co obserwują fizycy kwantowi (kwantowe splątanie fotonów) jak i ze zwykłą logiką - dlatego odsyłam do Bergsona bo wyłożył sprawę od strony czysto logicznej.

Na początku było Słowo, dlatego że każde myślenie sprowadza się do nazywania i nie możemy postulować zjawisk, bytów bez odniesienia do sposobu w jaki je nazywamy i definiujemy. Mówiąc o próżni, czy nicości (fakt tutaj niepotrzebnie plątam tymi pojęciami) nie możemy zapominać, że zawsze przypisujemy czemuś status ontologiczny. Problem wyczerpany to też problem zgodnie wypowiedziany za pomocą języka. Dlatego albo nicość jest, albo nie ma nicości, albo nic nie mówimy. Innych opcji nie ma. Dlatego próżnia to niby brak, ale z drugiej strony czym jest bycie skoro obserwujemy tylko procesy? Z naszego języka, czyli ze Słowa wynika, że tylko niebyt jest jedynym bytem który się nie zmienia, wszechbyt jest wieczną zmianą, więc czy poprawnie powiemy jak zauważymy, że jest? Dlatego tutaj chodzi o maksymalnie poprawne wykorzystanie naszego języka. Buddyści mówią że rzeczywistość jest nicością i to nicość jest wszechbytem. To może być poprawniejsze od strony logicznej, niż mówienie czegoś odwrotnego.

Rozmawiamy o rzeczach uznaniowych ale zauważ od czego się zaczęło - co jeśli jest życie po śmierci i wcale nie musi być ono przyjemne? Brak pamięć ze stanu płodu nie świadczy o tym, że byłeś martwy, tak samo brak dostępu do świata poza formą cielesną nie musi świadczyć o tym, że będziesz martwy. Jeśli założymy, że pamięć nie jest w nas a to my jesteśmy w pamięci i jeśli uznamy, że ma ona charakter próżni, czyli idee nie są procesami/zmianą a rzeczywistymi bytami, (dlatego tyle pisania o tej próżni)to po śmierci przedostajemy się w świat snu, czyli świat idei, nazw, obrazów, uczuć bez ciała materialnego, bo nasze ciała we śnie nie są tak samo rzeczywiste. Adam Mickiewicz w to wierzył, uważał że życie ducha jest okropną męczarnią, bo musi on załatwiać niepozałatwiane sprawy (Dziady) ale jego wpływ na materie jest minimalny, do tego ciąg przyczynowo skutkowy jest zaburzony tak jak we śnie. I tutaj odpowiedź na Twoje ostanie pytanie - trochę, nie wiecznie i tego nie da się wyjaśnić jeśli nie uznamy czegoś takiego jak reinkarnacja. Jest to przechodzenie naszego ALGORYTMU działania, (a ten algorytm cały czas kształtujemy za życia wytwarzając nawyki) do następnego wcielenia materialnego. Im człowiek większą ma świadomość i staje się doskonalszy, mądrzejszy i bliższy naturze wolnego absolutu, tym okres oczekiwania na reinkarnację krótszy. Im więcej nabrudzimy za życia, tym więcej czasu musimy spędzić w stanie snu aby to oczyścić i się reinkarnować do następnej formy. Oczywiście to można tłumaczyć na różne sposoby, każda tradycja ma swój język symboliczny, ale wszystko oddaje ten sam proces, czyli proces indywiduacji w fizyce określany jako zrównywanie entropii do zera.
10-06-2015 23:25 
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)
>Tutaj wypadałoby zagłębić się w szczegóły aby porozmawiać o telepatii a za dużo o tym nie wiem.
Wystarczy wiedzieć, na czym telepatia polega. Przekazywanie myśli na odległość bez kontaktu fizycznego.
>Przewrót kopernikański polegałby tutaj na przyjęciu założenia, że pamięć nie znajduje się w nas, to my znajdujemy się w pamięci, dzięki czemu mamy dostęp do każdych możliwych doświadczeń o ile znamy sposoby.
To byłby naprawdę przewrót. O ile znalibyśmy sposoby.

>Na początku było Słowo, dlatego że każde myślenie sprowadza się do nazywania i nie możemy postulować zjawisk, bytów bez odniesienia do sposobu w jaki je nazywamy i definiujemy.
Czyli słowo było na początku myślenia, stworzyło świat opisu.

>Mówiąc o próżni, czy nicości (fakt tutaj niepotrzebnie plątam tymi pojęciami) nie możemy zapominać, że zawsze przypisujemy czemuś status ontologiczny. Problem wyczerpany to też problem zgodnie wypowiedziany za pomocą języka. Dlatego albo nicość jest, albo nie ma nicości, albo nic nie mówimy. Innych opcji nie ma.
Jeśli chcemy coś wyrazić jednym zdaniem, to faktycznie jest ciężko. Ale można użyć rozbudowanego opisu, żeby coś lepiej określić, opisać złożoność sytuacji.

>Dlatego próżnia to niby brak, ale z drugiej strony czym jest bycie skoro obserwujemy tylko procesy? Z naszego języka, czyli ze Słowa wynika, że tylko niebyt jest jedynym bytem który się nie zmienia, wszechbyt jest wieczną zmianą, więc czy poprawnie powiemy jak zauważymy, że jest?
Z naszego języka wynika, że jest to, co obserwujemy w teraźniejszości. Czas teraźniejszy. Nie ma znaczenia, że później tego nie będzie.
Wszechbyt jest zmianą, zmienia się, ale jest coś co nie zmienia się w czasie - jego istnienie.

>Buddyści mówią że rzeczywistość jest nicością i to nicość jest wszechbytem.
Czyli istnienie jest względne? Ja tak to interpretuję.

>I tutaj odpowiedź na Twoje ostanie pytanie - trochę, nie wiecznie i tego nie da się wyjaśnić jeśli nie uznamy czegoś takiego jak reinkarnacja. Jest to przechodzenie naszego ALGORYTMU działania, (a ten algorytm cały czas kształtujemy za życia wytwarzając nawyki) do następnego wcielenia materialnego. Im człowiek większą ma świadomość i staje się doskonalszy, mądrzejszy i bliższy naturze wolnego absolutu, tym okres oczekiwania na reinkarnację krótszy. Im więcej nabrudzimy za życia, tym więcej czasu musimy spędzić w stanie snu aby to oczyścić i się reinkarnować do następnej formy. Oczywiście to można tłumaczyć na różne sposoby, każda tradycja ma swój język symboliczny, ale wszystko oddaje ten sam proces, czyli proces indywiduacji w fizyce określany jako zrównywanie entropii do zera.
Fajnie by było. Ale ta reinkarnacja i tak niczego nie rozwiązuje, tylko przesuwa w czasie. Chyba, że przed nami byłaby nieskończona liczba wcieleń. W przeciwnym razie, jeśli entropia dąży do jakiejś stałej wartości, oznacza to, że wszelkie procesy ustaną, więc i proces naszego życia. Nie ma znaczenia, czy to się stanie po jednym życiu, czy po tysiącu.
Pisałem, że to jest uznaniowe z tego względu, że większość ludzi identyfikuje się ze swoją świadomością, swoim ego, osobowością, indywidualnością. I jeśli to rozpuści się w pustce, nawet w żywej, oznacza to dla nich koniec istnienia. Coś będzie istniało, może nawet żyło, ale to już nie będą oni. Dla mnie to jest równoważne ze śmiercią. Mam nadzieję, że dokładnie to wyjaśniłem.
11-06-2015 05:29 
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)
To co zauważam u ciebie to uparcie trzymanie się dualizmu. Ja poruszam kwestie Słowa, języka właśnie dlatego, że tworzy on dualizm być albo nie być, istnieć lub nie. Dla teorii można więc tylko posługiwać się językiem lepiej lub gorzej, czyli można mieć lepszą lub gorszą historię opisującą. Dla praktyki istnienie i nieistnienie nie stanowi różnicy, bo wszyscy śpimy i wtedy przestajemy czuć własne istnienie pomimo tego że jesteśmy. To nie jest problem natury praktycznej, bo nikt nie boi się i nie widzi problemu w zasypianiu, problem pojawia się dopiero wyniku myślenia i to dualistycznego, bo ono tworzy myśl przeciwną - a co jeśli się nigdy nie obudzę i już mnie nie będzie? Tymczasem my codziennie umieramy i przestajemy być.
Co do reinkarnacji to różnicą jest jakość egzystencji a nie jej długość. Wszyscy umrzemy, czyli zaśniemy jako gatunek i to jest tak samo straszne jak pójście spać (co się stanie dalej to już metafizyka), rzecz w tym, że zanim to zrobimy możemy przeżywać egzystencję w pełnej potencjalności (wola mocy Nietzschego) czyli dumnie i szczęśliwie lub w ciągłym osłabieniu czyli desperacko i strachliwie. Jeśli zakładamy, tak jak to postulowałem, że pamięć nie jest w nas a my w niej, to wraz ze śmiercią ciała ona nie znika, i cała tożsamość związana z ego nadal trwa, traci jednak moc działania, zaczyna być tak rozmyta jak rozmyty jest świat snu,można powiedzieć staje się rozrzedzonym gazem, a że za życia zaciągamy długi energetyczne, czyli często więcej energii pobieramy niż oddajemy (mam nam myśli ujęcie psychologiczne) to po śmierci błąkając się w śnie musimy pospłacać te długi aby mieć następne wcielenie i zrodzić się jako ktoś doskonalszy. W rzeczywistości istnieje tylko rozwój albo obumieranie i rozwój obiecuje lepsze i doskonalsze doświadczenia egzystencjalne. Także chodzi tu o jakość życia a nie długość. Piszesz, że to bez znaczenia bo i tak nie pamiętamy swoich poprzednich wcieleń - zgoda. Ma to jednak inne znaczenie pozytywne dla pojęcia ewolucji, dla twojej teraźniejszej egzystencji, bo zaczynasz wierzyć w sens rozwoju, w sens pokonywania własnego iluzorycznego ego, zaczynasz nie tyle wierzyć co to rozumieć i dzięki temu nie skupiasz się na swoim pojedynczym teraźniejszym wcieleniu jak nad czymś ostatecznym co owocuje tym, że rozwijając się poprawnie doświadczasz lepszej formy jakościowej egzystencji (to tak jak wylądować na obcej planecie i oddychać przez maskę tlenową, nie wiedząc że po ściągnięciu tej maski trochę się podusimy ale potem oddychamy czymś o wiele lepszym niż tlen. To wymaga ryzyka, nie tyle co dosłownie bo istnieją ludzie którzy już oddychają "nowym" powietrzem i żyją, wystarczy ich posłuchać uważnie). Reinkarnacja jest iluzoryczna tak samo jak ego i dualizm, ale dla teorii warto ją zakładać tak jak warto zakładać przeciwieństwa bycia i niebycia. Należy jednak pamiętać, że to tylko narzędzie praktyki a nie sama praktyka. To narzędzie (wracając do naszego głównego tematu i zarazem kończąc) buduje inną kulturę ludzi. Jest to kultura ludzi którzy nie koncentrują się na generowaniu i powiększaniu WŁASNOŚCI i EGO co jest samobójstwem i Planeta nam to wkrótce zademonstruje dosyć konkretnie, a skupiają się na rozwoju świadomości zaniedbując delikatnie (co z perspektywy planety będzie oznaczało powrót do stanu równowagi) własność i dobra a koncentrując się na wnętrzu i na dochodzeniu do wyższych jakościowo stanów egzystencjalnych. Mówimy o kulturze ludzi którzy nie pracują tak dużo, nie tworzą tyle, nie śpieszą się i nie budują tak wiele, o ludziach którzy spowolnili i zaniedbali postęp i to im wyjdzie na dobre bo planeta nie znosi naszej współczesnej niszczycielskiej egzystencji, nasza psychika też tego nie chce, bo EGO jest niezaspokojone i nie można zaspokoić EGO, więc po co powiększać tą iluzoryczną tożsamość, aby kreować większe niezaspokojenie? Ta pogoń się skończy, pytanie tylko w jaki sposób, bolesny, wymuszony przez naturę, czy jako świadomy postęp i wyciągnięcie wniosku? Pytanie jest retoryczne.
11-06-2015 05:53 
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)
Nie chcę ciągnąć tej dyskusji w nieskończoność dlatego zwięźle podsumuję, ewentualnie ostatni raz podpiszę na uwagi jeśli masz:
- Uważam, że współczesna cywilizacja jest w stanie rozkładu i to już jest nieodwracalne. Patrzę z perspektywy ewolucyjnej, człowiek podzielił redukcjonizmem Planetę na kawałki, byty same w sobie, które zagarnia i eksploatuje do maksimum. Tymczasem kawałki są częścią całości i mają wpływa na całość.
- Planeta jest po to aby jej używać, ale kluczowy jest tutaj czas i proporcje na takiej za sadzie na jakiej nic nie jest trucizną do czasu kiedy jest spożywane w odpowiedniej ilości i odstępach czasowych. To zostało zachwiane, a przyczyną jest zaniedbanie procesu rozwoju świadomości i dogmatyczność nauk empirycznych.
- Stawiam na New Age i nauki ezoteryczne, bo jako jedyne mogą naprawić współczesną naukę, posunąć ją do przodu i zauważyć jak wielki wpływ rozwój świadomości ma na kondycje naszej rzeczywistości i jakość egzystencji.
- Warunkiem dalszego postępu jest odrzucenie podziału na naukę i pseudonaukę, zjawiska normalne i paranormalne. Podział ten wywodzi się dualistycznego myślenia oraz z mechanistycznej teorii bytu, którą podważa już współczesna fizyka kwantowa i dalej trzymać się tego nie można w tak uparty sposób jak to tam miejsce obecnie.
- Świadomość, życie, pamięć i rzeczywistość to są inne nazwy na wyrażenie wszechbytu, różnią się tylko stopniami natężenia i nie są odrębnymi zjawiskami w martwej czasoprzestrzeni, są żywą i inteligentną czasoprzestrzenią. Na tym musi polegać przewrót w nauce i posunięcie kultury do przodu jeśli nie chcemy egzystować w strachu i aktach desperacji.

Dzięki za dyskusję.
Pozdrawiam.
13-06-2015 13:19 
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)
>Dla praktyki istnienie i nieistnienie nie stanowi różnicy, bo wszyscy śpimy i wtedy przestajemy czuć własne istnienie pomimo tego że jesteśmy.
No przecież cały czas to mówię, że nie ma różnicy, czy nie istniejemy, czy istniejemy, ale nie wiemy o tym, nie jesteśmy świadomi tego istnienia.
Po co więc zajmować się takim niby istnieniem? Nic dziwnego, że kończysz temat, bo naprawdę nie ma o czym mówić.
Co gorsze, z jakiegoś powodu większosć ludzi wierzy w świadome istnienie po śmierci i nikt ich nie wyprowadza z błędu.

>po śmierci błąkając się w śnie musimy pospłacać te długi
Ale jeśli nie jesteśmy świadomi tego, że spłacamy, śpimy sobie błogo, to o czym my tu w ogóle mówimy?
Znowu jakieś teoretyzowanie, a w praktyce nic się nie dzieje.

>W rzeczywistości istnieje tylko rozwój albo obumieranie
I kto się uparcie trzyma dualizmu?

Do całości:
Więc tak - reinkarnacja nie istnieje, ale dobrze w nią wierzyć, bo dzięki temu ludzie lepiej się rozwijają i zbudują lepsze społeczeństwo.
Być może ludzie faktycznie nie dojrzeli do tego, żeby troszczyć się o planetę i innych ludzi, o przyszłe pokolenia. Egoizm - prędzej będą troszczyć się o własne przyszłe wcielenia niż o cudze, niż o życie nieznanych, obcych ludzi. Ale czy na tym polega rozwój duchowy? To jest wykorzystanie egoizmu. Ludzie nadal będą świadomie troszczyć się o siebie, o to żeby mieć lepsze przyszłe życie. Będą troszczyć się o planetę, bo będą liczyć na to, że urodzą się na niej jeszcze raz.
Ale jeśli chodzi o rozwój świadomości - bez wiary w zaświaty też można czuć się częścią oceanu życia, być świadomym iluzoryczności ego, czuć pokrewieństwo z wszelkim życiem. Wtedy troska o przyszłe pokolenia i Ziemię będzie szczera.

>Mówimy o kulturze ludzi którzy nie pracują tak dużo, nie tworzą tyle, nie śpieszą się
Logiczne - po co mają się spieszyć, skoro mają przed sobą wiele żyć. Tylko czy na tym nie ucierpi jakość życia, mogą przecież odkładać na później swoje marzenia, wierząc, że im to nie ucieknie.

>i nie budują tak wiele, o ludziach którzy spowolnili i zaniedbali postęp i to im wyjdzie na dobre
Tu chyba doszliśmy do sedna Twoich przemyśleń.
Kultura, osiąganie rzeczy wielkich, egzystencja w pełnej potencjalności, a jak przychodzi co do czego, to wychodzi z tego wegetacja, żeby Ziemia wystarczyła na jak najdłużej. Skąd wiesz, jaka jest najlepsze droga do przedłużenia istnienia gatunku? Może właśnie ekspansja na inne planety? Szukanie nowych źródeł energii?
Ekspansja leży w ludzkiej naturze.

>Ta pogoń się skończy, pytanie tylko w jaki sposób, bolesny, wymuszony przez naturę, czy jako świadomy postęp i wyciągnięcie wniosku?
Oj tam oj tam. Wszystko się skończy. Czy to ważne, jak? Ważne, żeby żyć w pełni swoich możliwości.
W końcu mamy tylko jedno życie.

>Stawiam na New Age i nauki ezoteryczne, bo jako jedyne mogą naprawić współczesną naukę
Raczej zniszczyć, taki mój wniosek po przejrzeniu tej stronki, którą kiedyś podlinkowałeś.

>Warunkiem dalszego postępu jest odrzucenie podziału na naukę i pseudonaukę, zjawiska normalne i paranormalne. Podział ten wywodzi się dualistycznego myślenia
W nauce obowiązuje monizm. Nie ma podziału na rzeczy naturalne i paranormalne. Wszystko jest naturalne, ewentualnie jest podział na rzeczy istniejące i nieistniejące i nauka zajmuje się rzeczami istniejącymi. Co będzie dalej, co jeszcze odkryjemy, nie wiadomo.

Również dziękuję za dyskusję. Już chyba wszystko omówiliśmy i więcej nie wyciśniemy z tego tematu.
14-06-2015 09:06 
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)
Gwoli wyjaśnienia ostatnich różnic:

>No przecież cały czas to mówię, że nie ma różnicy, czy nie istniejemy, czy istniejemy, ale nie wiemy o tym, nie jesteśmy świadomi tego istnienia.

Gorzej, jeśli jest etap pośredni spłacania długów zanim przejdziemy do stanu nieistnienia. Stan nieistnienia to etap końcowy, tam się już długów nie spłaca, tam się idzie jak już są pospłacane.
Nie potrzebujemy pamiętać o swojej całej tożsamości z życia aby np w "zaświatach" odczuwać czysty lęk, tak samo jak nie potrzebujemy pamiętać o błędach swojego dorosłego okresu aby na starość odczuwać wielki głód. Koncepcja zaświatów i reinkarnacji ma taką samą funkcję jak fundusz emerytalny. Możemy nie dożyć, możemy stracić wspomnienia ale jeśli jednak będziemy żyli długo, obojętnie w jakiej kondycji naszej pamięci to jednak nie odkładanie na emeryturę daje nam prawdopodobieństwo ubogiej i bolesnej egzystencji, tak samo jak rodzić nie dbając o postawę dziecka zapewnia mu życie z garbem na plecach.

Podobnie jest w stosunku do kultury i planety. Wiadomo, że jakoś to będzie i zawsze można obracać nieszczęście w szczęście, ale to trochę tak jak obracać swojego garba na plecach w coś pozytywnego, np w kampanie walki o prostą postawę. A co jeśli nie ma garbatych i taka kampania nie jest już potrzebna? Ludzkość może dokonać ekspansji ale przecież są zawsze minimum 2 prawdopodobieństwa, jedno takie, że susze i głód nas do tego zmuszą, a drugie takie, ze zrobimy to z nadmiaru dobrobytu i energii tak dla ciekawości i zabawy. Są dwie drogi, droga natury i droga tzw gnozy czyli wiedzy, w stopniu doskonałym określana stanem łaski. O tym dyskutujemy, czyli o tym aby żyć świadomie w łasce a nie z nożem na gardle w strachu i lękach. Egoizm jest podstawą naszej natury, całkowita walka z egoizmem jest nonsensem bo jest stopień w którym musimy dbać o swoje życie, jak umrzemy to żadnymi altruistami nie będziemy, po prostu nas nie ma. Nie da się więc zwalczać egoizmu jeśli grozi nam śmierć i głód bo wtedy już się nie ma wyborów. Mądrość polega na tym aby sobie stworzyć warunki do doskonalenia np tego altruizmu, jeśli sobie stworzymy warunki walki o przetrwanie, to już na nic więcej nam czasu nie starcza. Tym jest właśnie życie w pełni swoich możliwości, i tym jest troszczenie się o swoje przyszłe wcielenia, na tym polega rozwój. Jest to stan w którym tak mało musisz a tak wiele możesz. Rozwój świadomości jest tutaj niezbędny, bo świadomość to wiedza o konsekwencjach.
Klopton (519 punktów)
Tutaj mogę jeszcze dopowiedzieć:
Nawet jeśli odrzucimy terminologię religijną, i pozostaniemy przy naukowej i tej współczesnej relatywistyczno-hedonistycznej, to rozwój świadomości nadal jest potrzebny, bo jest to przekazywanie lepszych genów przyszłym pokoleniom, tak że nie muszą już one zmagać się z błędami rodziców, mają większą świadomość i mogą poświęcać swoją energię na coś innego niż dalsza prymitywna walka o przetrwanie. Jest to jednak o tyle głupie i niepełne, że każde pokolenie staje się niewolnikiem i zakładnikiem pokoleń przyszłych i nic z tego nie ma dla siebie. Terminologia religijna o wiele lepiej i pełniej wyczerpuje ten problem, po prostu nadaje naszym działaniom sens, bo perspektywa naukowa to perspektywa głupoty i bezsensu.
Episode_2 (3284 punktów)
>Tutaj mogę jeszcze dopowiedzieć:
>Nawet jeśli odrzucimy terminologię religijną, i pozostaniemy przy naukowej i tej współczesnej relatywistyczno-hedonistycznej, to rozwój świadomości nadal jest potrzebny, bo jest to przekazywanie lepszych genów przyszłym pokoleniom, tak że nie muszą już one zmagać się z błędami rodziców, mają większą świadomość i mogą poświęcać swoją energię na coś innego niż dalsza prymitywna walka o przetrwanie. Jest to jednak o tyle głupie i niepełne, że każde pokolenie staje się niewolnikiem i zakładnikiem pokoleń przyszłych i nic z tego nie ma dla siebie. Terminologia religijna o wiele lepiej i pełniej wyczerpuje ten problem, po prostu nadaje naszym działaniom sens, bo perspektywa naukowa to perspektywa głupoty i bezsensu.
Obawiam się, że raczej ta wypowiedź jest bez sensu.
Hedonizm, rozwój świadomości a Ty piszesz, że ludzie nic nie będą z tego mieli dla siebie?
To tak, jakbyś powiedział, że rodzice nic nie mają z tego, że wychowują dzieci.
Z punktu widzenia osób bezdzietnych tak to może wyglądać, bo dla nich gaworzenie cudzego dziecka nie jest czymś cudownym. Zresztą niektórzy rodzice też tak uważają - że wychowanie dziecka to strata życia. Ale nie uogólniajmy tego. Większość rodziców jest szczęśliwa i dumna z tego, że może wnieść coś do przyszłości.
Na tym między innymi polega rozwój - na świadomości wartości swojego wkładu dla świata.
Kluczem do rozwiązania Twojego dylematu jest właściwa proporcja między tym, co dajemy o co zachowujemy dla siebie.
Klopton (519 punktów)
To teraz uzasadnij dlaczego nie mam kraść na giełdzie, aby zapewnić lepszy byt swoim dzieciom, dzięki czemu są zdrowsi i mogą więcej wnieść do świata? To tak nie działa - instynkt to nie to samo co świadomość. Świadome rodzicielstwo to nie potrzeba zaspokojenia instynktu rodzicielstwa, to nie potrzeba posiadania obiektu do kochania i trosk. Świadome rodzicielstwo to oddawanie energii światu i to się dzieje tylko wtedy kiedy patrzymy z szerszej perspektywy, czyli wiemy dlaczego się rozmnażamy z perspektywy środowiska a nie tylko naszego ego. Jeśli robimy to dla lepszego jutra to pozostaje pytanie, a dlaczego nie dziś? I wtedy człowiek przestaje kraść, przestaje się rozmnażać, przestaje tworzyć technologie a zaczyna pracować nad sobą aby jutro stało się już dziś. Obecnie nie odbywa się to w pełni świadomie bo staramy się ulepszyć otoczenie przy jednoczesnej degradacji naszej sfery duchowej (do tego się kultura zalicza). Trzeba rzeczywiście coś ulepszyć i przyjęcie metafizyki zaświatów, czyli koncepcji, że prędzej czy później i tak oddasz to co zabrałeś, pozwala lepiej sobie uzmysłowić, że nie ma potrzeby oddawać kiedyś, lepiej robić to na bieżąco i wtedy ulepszanie jest prawdziwym ulepszaniem, bo nie kumulujemy w sobie przesadnie energii, ona płynie naturalnie z duchem czasu. Mógłbym to nazwać etyką sprawiedliwości, czyli moralnością która nie obiecuje piekła lub nieba ani żadnego bóstwa, bo to sobie każdy indywidualnie powstawia. Obietnica to tylko uczciwość i to z perspektywy także fizycznej, czyli II prawa termodynamiki.
Episode_2 (3284 punktów)
Dokładnie o to mi chodziło. Przecież mówimy o rozwoju świadomości.
Porównałem troskę o ludzkość do troski o rodzinę. Nie wiem, jakim ludzie mieliby nic z tego nie mieć.
Skupię się tylko na kwestii spornej:
>przyjęcie metafizyki zaświatów, czyli koncepcji, że prędzej czy później i tak oddasz to co zabrałeś, pozwala lepiej sobie uzmysłowić, że nie ma potrzeby oddawać kiedyś, lepiej robić to na bieżąco i wtedy ulepszanie jest prawdziwym ulepszaniem, bo nie kumulujemy w sobie przesadnie energii, ona płynie naturalnie z duchem czasu.
Odrzucenie zaświatów pozwala lepiej sobie uzmysłowić, że nie tylko nie ma potrzeby oddawać kiedyś, ale nawet nie ma możliwości, zatem trzeba robić to na bieżąco i wtedy ulepszanie jest prawdziwym ulepszaniem.
Nie są potrzebne zaświaty, żeby wiedzieć, że oddamy wszystko, co wzięliśmy, do ostatniego atomu z naszych ciał.
Pytanie, co zrobić, żeby ludzie chcieli "oddawać" za życia. Tym czymś jest wdzięczność, docenianie tego co sami otrzymali. Budzenie poczucia wdzięczności od najmłodszych lat.
14-06-2015 18:05 
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)
>Gorzej, jeśli jest etap pośredni spłacania długów zanim przejdziemy do stanu nieistnienia. Stan nieistnienia to etap końcowy, tam się już długów nie spłaca, tam się idzie jak już są pospłacane.
>Nie potrzebujemy pamiętać o swojej całej tożsamości z życia aby np w "zaświatach" odczuwać czysty lęk, tak samo jak nie potrzebujemy pamiętać o błędach swojego dorosłego okresu aby na starość odczuwać wielki głód.
Rzeczywiście, o wiele gorzej. Takie wierzenie dopiero spowoduje, że ludzie będą odczuwali bezsens życia, beznadzieję i strach. Przecież to horror. Nie lepiej od razu przejść do nieistnienia?
(zauważyłem już jakiś czas temu, że takie coś Ci chodzi po głowie, dlatego dopytywałem i tłumaczyłem, że ta koncepcja jest bez sensu)

>Koncepcja zaświatów i reinkarnacji ma taką samą funkcję jak fundusz emerytalny. Możemy nie dożyć, możemy stracić wspomnienia ale jeśli jednak będziemy żyli długo, obojętnie w jakiej kondycji naszej pamięci to jednak nie odkładanie na emeryturę daje nam prawdopodobieństwo ubogiej i bolesnej egzystencji,
Pod warunkiem, że te zaświaty istnieją, w przeciwnym razie koncepcja zaświatów będzie pełniła taką rolę jak piramida finansowa - będzie ciągnąć kasę a na koniec bum i nic nie ma.

>O tym dyskutujemy, czyli o tym aby żyć świadomie w łasce a nie z nożem na gardle w strachu i lękach.
Dyskutujemy o tym, jak to osiągnąć.
Ustaliliśmy, że dobre byłoby połączenie nauki z wiedzą duchową. Ale ja to inaczej widzę - nie na zasadzie negowania metody naukowej, tylko uzupełnienia.
Czyli nie religia + filozofia tylko nauka + filozofia.
Dlaczego - nauka bardzo dobrze weryfikuje, co działa a co nie działa. W przeciwnym razie nie mielibyśmy komputerów i innych cudów techniki. Nie ma sensu niszczyć dobrego narzędzia, tylko trzeba myśleć, żeby dobrze go wykorzystać.
A właśnie - co do cudów techniki - one właśnie powodują, że człowiek coraz mniej musi (bo oszczędzają czas) a coraz więcej może.
Niektórzy ludzie podnoszą problem uzależnienia od techniki.
Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że człowiek zawsze jest uzależniony od środowiska, w którym żyje. Nawet jeśli ktoś żyje na bezludnej wyspie, gdzie je korzonki i krewetki, to też jest uzależniony od tej wyspy, a w końcu ta wyspa może zatonąć.

>Rozwój świadomości jest tutaj niezbędny, bo świadomość to wiedza o konsekwencjach.
Nie tylko.
Rozwój świadomości też uważam za ważny. Żeby człowiek zauważył, że żyje, i żeby osiągnął jak najwięcej wolności wewnętrznej, wiedział, po co żyje.
Wiedza o konsekwencjach to wiedza z zakresu wiedzy o świecie materialnym. A, zapomniałem - wierzysz we wpływ samych myśli na materię. Na to nie ma dowodów, a zatem szkoda czasu i energii na tak niepewną metodę, kiedy można działać w realnym świecie i widzieć realne skutki. Wyznawcy pozytywnego myślenia i prawa przyciągania ciągle boleśnie przekonują się o tym, kiedy po latach praktyki wszystko nagle wali im się na głowę. Jestem za tym, żeby poszukiwać nowych rozwiązań, ale dopóki ich nie mamy - używać tego, co mamy.

Wiarę w zaświaty uważam za zbędną, bez tego też można rozwijać się duchowo.
Po co? Żeby dobrze żyć tu i teraz. Przy czym rozwój duchowy społeczeństwa widzę na takiej zasadzie jak dzisiejsza edukacja - minimum dla każdego jako oddzielny przedmiot w szkole, bardziej zaawansowany poziom dla chętnych i predysponowanych.

Myślę, że rozmowa została podsumowana.
Klopton (519 punktów)
A dlaczego zaświaty uważasz za horror? Przecież tutaj chodzi o sprawiedliwość, jeśli się więcej energii wzięło niż oddało to trzeba to wyrównać. Zaświaty to przedłużenie perspektywy, piramidą finansową stają się wtedy kiedy ludzie oczekują nagrody czyli dążą do raju. Zupełnie inaczej sprawa wygląda jeśli oczekuje się jedynie sprawiedliwości, a ona jest niezbędna aby uzasadnić każde nasze działanie. Odrzucając sprawiedliwość odrzucamy grę z zasadami i dopuszczamy swawole, a to sprawia że każda, dosłownie, filozofia i myśl społeczna czy myśl o kulturze i człowieku przestaje mieć sens. Sprawiedliwości nie da się dostrzec obserwując jedynie życie w przejawie materialnym i tutaj pojęcie reinkarnacji jest niezbędne.
Nie wiem też dlaczego dostrzegasz u mnie próbę odrzucenia nauki? Technologia może się rozwijać swoją drogą, ale nauka nie ma lepszych metod na poznanie sfery ducha, czyli tej psychicznej, niż metody proponowane przez religie ezoteryczne. Nie chcę odrzucać technologii, chcę poświęcać więcej uwagi wnętrzu człowieka. Nasze próby okiełznania natury, czyli próby dostosowania do siebie warunków zewnętrznych przy jednoczesnej, dziecinnej ignorancji co do sfery wewnętrznej, kończą się tak jak widać - kończą się zachwianiem równowagi biologicznej i kryzysami ekologicznymi. Człowiek nie chce nic zmieniać w sobie, chce pod siebie podporządkować otoczenie i tutaj poniesie porażkę. Harmonia z przyrodą, czyli z przestrzenią to zmiany wewnętrzne i zewnętrzne. W średniowieczu zaniedbywano to co na zewnątrz i przesadnie traktowano wnętrze, co owocowało epidemią z epidemią i skrajnościami typu palenie czarownic. Dziś mamy powtórkę tylko odwróconą do góry nogami.
Episode_2 (3284 punktów)
>A dlaczego zaświaty uważasz za horror?
Nie zaświaty, tylko takie zaświaty, jakie opisałeś. Będzie kara, pokuta a nie będzie żadnej nagrody.
Dowodów na to nie ma, więc ktoś sobie wymyślił taką teorię. Tylko po co? Co ona ma na celu? To chyba wymyślił ktoś, kto nie lubi ludzi i uważa, że na nic dobrego nie zasługują.
Mówisz o sprawiedliwości. Jeśli chcemy sprawiedliwości, musimy sami o nią walczyć - pomagać pokrzywdzonym, karać przestępców... Niczego nie rozwiązuje czekanie na sprawiedliwość po śmierci.

>Nie wiem też dlaczego dostrzegasz u mnie próbę odrzucenia nauki?
Nie odrzucenia, tylko zniszczenia. Pisałeś o przewrocie kopernikańskim, zmianie metodologii badań, odrzuceniu podziału na naukę i pseudonaukę. Czyli zastąpienie działających metod innymi.
>Technologia może się rozwijać swoją drogą,
Jeśli podetniesz korzenie, nie będzie owoców.

>ale nauka nie ma lepszych metod na poznanie sfery ducha, czyli tej psychicznej, niż metody proponowane przez religie ezoteryczne. Nie chcę odrzucać technologii, chcę poświęcać więcej uwagi wnętrzu człowieka.
Jak najbardziej, ale bez ingerencji w nauki przyrodnicze, niech to będzie oddzielny przedmiot zamiast religii. I bez bajania o zaświatach, bo mamy XXI wiek.

>Nasze próby okiełznania natury, czyli próby dostosowania do siebie warunków zewnętrznych przy jednoczesnej, dziecinnej ignorancji co do sfery wewnętrznej, kończą się tak jak widać - kończą się zachwianiem równowagi biologicznej i kryzysami ekologicznymi. Człowiek nie chce nic zmieniać w sobie, chce pod siebie podporządkować otoczenie
To co proponujesz, skoro nie chcesz odrzucać technologii? Sorry, ale to wszystko żre prąd, a prąd nie spada z nieba.
Klopton (519 punktów)
Nie kara, nie pokuta a spłacanie długów. "Zaświaty" są w cudzysłowie dlatego, że nie są poza naturą i rzeczywistością w jakiejś innej sferze, są tutaj naokoło nas jako część rzeczywistości. Podążasz złym tropem bo wplątujesz wartościowanie, pojęcie dobra i zła, tymczasem to są rzeczy względne zależne od kultury i dogmatów. Ujęcie naukowe to ujęcie naturalne a w naturze wszechświat dąży do równowagi termodynamicznej i jeśli świadomość zamieszkuje postać cielesną która służy działaniu, to nie tylko po to aby zaspokajać swoje potrzeby, bo potrzeby to skutek wcześniejszych przyczyn, a proces zaspokajania generuje entropie, czyli kolejne potrzeby. Świadomość musi uczestniczyć w transcendencji czyli wiecznie się rozwijać i przekraczać swoje uwarunkowania. Jeśli tego nie zrobi to gromadzi nadmiar stłumionej energii, następuje zwiększony opór, tarcie i podwyższona temperatura co owocuje bólem. Człowiek świadomy musi wyczuć czas albo tempo w jakim ewoluuje natura aby powodować jak najmniejsze tracie i płynąć z nurtem środowiska, a nie pod nurt, bo to prowadzi do blokad, czyli katastrof (np ekologicznych lub chorób). Śmierć ciała to przejście świadomości w stan większego rozproszenia, tj stan gazowy ale nawet i mniejszy i tam spłacanie długów musi być trudniejsze, jeśli było by takie same jak za życia ciała, to po co umierać? Każdy by sobie odkładał to spłacanie na potem a tutaj gromadziłby ile wlezie. Zaświaty to nie bujanie, mamy XIX wiek i wypada wreszcie zrozumieć, że cała energia jaką posiadają organizmy za życia cielesnego nie może nagle gdzieś zniknąć. A jest to energia ogromna potrafiąca wprawiać 80 a nawet 200 kilogramowe ciała w ruch.
Spłacanie długów i sprawiedliwość dotyczy energii, mocy, a nie moralności. Moralność to pochodna, rzecz względna i narzędzie kultury.
Co do nauki to pojawienie się heliocentryzmu i Kopernika nie spowodowało tego, że ludzie nagle zaczęli spadać z ziemi i się przewracać jakby byli na kuli. Zmiana metodologi nauk nie musi odrzucać tego co już osiągnięte, tylko ma pchać naukę do przodu czyli ją uzupełniać o nowy progres. Chodzi tylko o to aby być blisko niej, czyli używać terminologii naukowej do wyjaśniania sfer opisywanych przez religie jako uzupełnienie i vice versa, używać terminologii religijnej do wyjaśniania praw przyrody ale też tylko jako uzupełnienie a nie całkowite przyjęcie jednego a odrzucenie drugiego.
Episode_2 (3284 punktów)
>Nie kara, nie pokuta a spłacanie długów.
Pisałem już - nie ma dowodów na te zaświaty, nie możemy więc rozmawiać o faktach, bo faktów nikt nie zna. Możemy tylko rozmawiać, jaki wpływ dana teoria miałaby na ludzi. Ja tak ją odbieram. Nie czułbym się dobrze, gdybym w takie coś wierzył. Dla mnie to jest bez sensu. Mówisz, że wiara w zaświaty coś ludziom daje, jakiś sens nadaje życiu. Ja w tym nie widzę żadnego sensu, w tych teozoficznych zaświatach.
Chciałbyś, żeby to, co piszesz, było prawdą?

>Podążasz złym tropem bo wplątujesz wartościowanie, pojęcie dobra i zła, tymczasem to są rzeczy względne zależne od kultury i dogmatów.
A Ty wplątujesz celowość.

>Chodzi tylko o to aby być blisko niej, czyli używać terminologii naukowej do wyjaśniania sfer opisywanych przez religie jako uzupełnienie i vice versa, używać terminologii religijnej do wyjaśniania praw przyrody
Próbkę tego dałeś wyżej.
Tylko czemu służą takie sztuczki lingwistyczne, takie mieszanie terminologii?
Czy wiedza staje się bardziej zrozumiała, czy raczej bardziej niejasna? To, że Ty wiesz, co piszesz, nie znaczy, że inni też wiedzą, co masz na myśli. A może o to chodzi, żeby namieszać i ogłupić ludzi, żeby chętniej pracowali dla przyszłych pokoleń?
Piszesz np:
>Śmierć ciała to przejście świadomości w stan większego rozproszenia, tj stan gazowy ale nawet i mniejszy
Czy słowa "stan gazowy" są tu do czegoś potrzebne?? Przecież to absurd.
I jaki stan miała ta świadomość przed śmiercią?

>Zaświaty to nie bujanie, mamy XIX wiek i wypada wreszcie zrozumieć, że cała energia jaką posiadają organizmy za życia cielesnego nie może nagle gdzieś zniknąć.
Nie posiadają zbyt wiele. Całą energię wytwarzają na bieżąco oddychając i spalając pożywienie. Gdy przestają oddychać, za parę minut kończy im się energia.
Klopton (519 punktów)
Dla mnie sens jest bardzo prosty: nie da się uzasadnić żadnej moralności ani nawet miłości bliźniego bez przedłużenia perspektywy w coś dalszego. Jeśli życie jest tylko jedno i takie jak obecnie to idiotyczne jest przestrzeganie zasad moralnych, więcej sensu ma dwulicowość, oszustwa i knucie, bo można więcej zyskać a dlaczego ma mnie obchodzić co będzie się działo na świecie jak umrę skoro mnie już nie będzie? Tak samo jak nikogo dziś nie obchodzi życie po śmierci w tym tkwi bezsens i najbogatsi ludzi to dostrzegają, dlatego bogacą się dzięki oszustwom.
Aby nie postulować dogmatów i bóstw, mamy koncepcję która stara się godzić z nauką, czyli odwoływać do pojęć energii i jej przemieszczania się. Aby to nabrało sensu i dla ciebie, musisz przyjąć założenie że świadomość i pamięć nie mieści się w ciele istoty a odwrotnie tak jak pisałem, choćby na potrzeby tej dyskusji musisz to uznać za założenie wyjściowe aby zrozumieć całą resztę.

Istota żywa nie czerpie energii tylko z przemiany materii. Spróbuj oddychać przez 5 dni bez snu, zobaczysz że to na nic, musisz iść spać, wyłączyć się i się naładować i to ładowanie nie ma nic wspólnego ze zjawiskami w świecie materii, od żadnej strony fizycznej nie da się wyjaśnić tego, że organizm po śnie otrzymuje dawkę energii, bo ona nie pochodzi z ciągu przyczynowo skutkowego w rzeczywistości materialnej, pochodzi z ciągu przyczynowo skutkowego z rzeczywistości pamięci i świadomości.
19-06-2015 16:23 
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)
>Dla mnie sens jest bardzo prosty: nie da się uzasadnić żadnej moralności ani nawet miłości bliźniego bez przedłużenia perspektywy w coś dalszego.
Życie nie kończy się z naszą śmiercią. Tylko to już nie będzie nasze życie. Jeśli ktoś kocha i ceni tylko siebie, to jest tak, jak mówisz - po trupach do celu. Tylko takiej osoby Twoja teoria zaświatów i tak nie zmotywuje do niczego, bo oznacza ona koniec osoby. No ale Tobie chyba chodzi o to, żeby postraszyć ludzi niby nieistniejącą karą.

>Aby to nabrało sensu i dla ciebie, musisz przyjąć założenie że świadomość i pamięć nie mieści się w ciele istoty a odwrotnie tak jak pisałem, choćby na potrzeby tej dyskusji musisz to uznać za założenie wyjściowe aby zrozumieć całą resztę.
Przyjąłem założenia, przecież rozmawiamy o Twojej teorii takiej, jaka ona jest. Dla mnie jest zbędna, kompletnie niczego pozytywnego nie wnosi.

Większość osób identyfikuje się ze swoją indywidualną świadomością, osobowością, jaźnią. Dla nich koniec indywidualnej świadomości oznacza koniec życia.
Jeśli jednak ktoś identyfikuje się z rodziną, ludzkością, jakąś ideą, misją - będzie działał dla ich dobra i nie będzie miał poczucia, że wszystko się kończy z jego śmiercią. Jeśli ktoś przejmie jego dzieło będzie to odebrane jako kontynuacja życia tej osoby.
A teoria zaświatów jak nie była potrzebna, tak nie jest. Bardziej przyda się budowanie więzi między ludźmi.

>Istota żywa nie czerpie energii tylko z przemiany materii. Spróbuj oddychać przez 5 dni bez snu, zobaczysz że to na nic, musisz iść spać, wyłączyć się i się naładować i to ładowanie nie ma nic wspólnego ze zjawiskami w świecie materii, od żadnej strony fizycznej nie da się wyjaśnić tego
Muszę Cię zmartwić. Ma i da się wyjaśnić. Według najnowszych odkryć mózg oczyszcza się we śnie. Komórki trochę się kurczą w czasie snu i dzięki temu łatwiej zostaną wypłukane z toksyn. A wiadomo przecież, że toksyny powodują, że człowiek się czuje, jakby się czymś zatruł.
Klopton (519 punktów)
Nadal nie do końca rozumiesz co piszę. Co to znaczy - "nie będzie już nasze życie"?
Jakby ktoś zaproponował eksperyment wykasowania 90% obecnych wspomnień i nowy start, to czy ten start będzie obojętny? Co to znaczy utrata indywidualności? 80 letni człowiek ile zachował indywidualności z okresu kiedy był 10 letnim dzieckiem? Z ciała praktycznie nic nie zostało, wspomnienia jedynie. Rzeczy w którymi utożsamia się ego są iluzoryczne i przelotne, zawsze giną ale uczucie ciągłości jestestwa pozostaje. Kontynuacja czyjegoś dzieła liczy się teraz, jako wyobrażenie obecne tego co będzie kiedyś (też iluzja ego) ale z perspektywy trupa jest obojętne.

Utożsamiasz bycie z pamięcią choć pisałem, że w mojej teorii pamięć jest całością a nie zjawiskiem w mózgu, więc skoro bycie utożsamiłeś z pamięcią to prosty wniosek, że to bycie trwa nadal. Pamięć nie ginie wraz ze śmiercią mózgu - to jest tutaj ta główna rewolucyjna myśl.
Nie chodzi tutaj też o żadną karę. Skoro mamy inne postrzeganie materii, jako zjawisko wirtualne i inne postrzeganie pamięci jako cały software po którym świadomość tylko się tj przemieszcza, to naturalny wniosek jaki tutaj się pojawia - warto inwestować w dalszą egzystencję z tych samych powodów z jakich inwestujemy w emeryturę czy nawet jutro. Zmiana jest czymś naturalnym, nie zatrzymamy niczego na stałe ale kondycja egzystencji robi już nam wielką różnicę. Śmierć kompletna nie istnieje, umieramy codziennie bo codziennie coś tracimy ale pojawia się nowe i tym nowym będą również "zaświaty" czyli kontynuacja podróży ale już bez ciała ssaka.

Z mózgiem to oczywiste że się oczyszcza, całe ciało się nieustannie oczyszcza i podczas snu jest łatwiej bo nie dochodzą nowe bodźce. Pytanie tylko, skąd ta energia? Ona nie może być uzależniona od procesu "oczyszczania" bo to by oznaczało, że im dłużej śpimy tym silniejsi się budzimy. Podobnie z jedzeniem i oddychaniem czy słońcem. Nadmiar nie owocuje nadmiarem energii ale trening na siłowni sprawia, że jesteśmy silniejsi. Tutaj ogląd materii tej sprawy nie wyjaśni.
21-06-2015 17:57 
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)
>Nadal nie do końca rozumiesz co piszę.
Jak najbardziej nie rozumiem.
Napisałeś:
>>>Próżnia jest wolna od praw i celem każdego istnienia jest wolność, czyli powrót do nicości. Jak Chrześcijanie mówią, że dusza idzie do nieba, to mówią że nasza indywidualność, nasze ego wraca do świata ducha, czyli znika a wraz z nią znika pamięć, staje się znowu próżnia. To samo mówią buddyści jak mówią o nirwanie czyli o stanie nicości.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,662307#w667423
Ta próżnia niby jest żywa, ale co z nas zostaje w tej nicości?

>Jakby ktoś zaproponował eksperyment wykasowania 90% obecnych wspomnień i nowy start, to czy ten start będzie obojętny?
Pamiętasz 10 % ze swojego poprzedniego wcielenia?

>Utożsamiasz bycie z pamięcią
Nie utożsamiam, pamięć to nie wszystko tylko jeden z elementów. Przecież wystarczyłoby spisać czyjeś wspomnienia, żeby żył wiecznie. Zawsze coś, ale kogo zadowala takie bycie?

Pora kończyć dyskusję, bo już się powtarzamy.
Wątpię, żebyś kogoś przekonał do takich zaświatów.
Ludzie mogą sporo zaczerpnąć z New Age, ale na pewno nie to.
Powtarzam - ta koncepcja nic ludziom nie oferuje.
Klopton (519 punktów)
Próżnia czyli królestwo niebieskie czyli koniec to ostatni etap reinkarnacji. Skąd teraz wiesz, czy w swoim wcieleniu jesteś na ostatnim etapie? Musiałbyś żyć jak Chrystus albo Budda, czyli żyć chwilą, nie przywiązywać się do niczego i nie być nośnikiem wspomnień. Ich ilość świadczy o stopniu uwikłania w cykl karmiczny, czyli w blokady strumienia energii, im więcej wspomnień tym więcej niezrozumianych i niepozałatwianych spraw które się gnieżdżą w przestrzeni psychologiczno-energetyczne, jeśli mogę tak to określić. Najłatwiej wyjaśnił to Mickiewicz w "Dziadach". Reinkarnacja to spłata długów, ale nie tych moralnych a energetycznych, choć u Mickiewicza jest odwrotnie ale naukowcem nie był a poetą.
Człowiek będący nośnikiem jakiejś traumy, jeśli jej nie zrozumie i nie rozwiąże definitywnie, zachowuje ją w "zaświatach" i potem w następnym wcieleniu, bo jest to energia która nie znalazła ujścia, blokada w nurcie strumienia. To tak jak mieć problem z zagadką matematyczną, to sprawia że "nie śpimy po nocach" cały czas o tym pamiętamy ale jak już ją rozwiążemy to zagadka umiera, przestaje się kotłować w naszej pamięci, może pozostać tylko jako wspomnienie wysiłku i trudu, ale to już wspomnienie naszego stanu emocjonalnego (którego dobrze nie pojmujemy) a nie wspomnie treści zagadki. Poznanie, czyli Gnoza jest drogą do oczyszczania strumienia energetycznego, im lepiej znamy życie i siebie tym mniej wspomnień a więcej życia chwilą teraźniejszą.Na tym to polega, Hitler ma tyle niepozałatwianych spraw, dodatkowo naładował ludzi tak mocna negatywną energią i różnymi traumami, że będzie się pewnie męczył dłużej w "zaświatach" zanim pospłaca długi, niż np Matka Teresa, choć tu sędzią być nie można, bo nie o moralność chodzi ale o zwykłe prawa przyrody, więc oceniać może tylko ten, kto poznał wszystkie prawa, a tego my jako ludzie jeszcze nie wiemy. Z tego wszystkiego wynika o wiele więcej ale już nie chce przedłużać dyskusji.

Pamiętam swoje 10%. Materiał genetyczny nie jest przekazywany tylko i wyłącznie poprzez pokrewieństwo krwi. Bo skoro umieszczam pamięć poza ciałem, a genetyka to przecież zapis informacji czyli pamięć, to pewne algorytmy podróżują sobie innymi drogami, np przez kulturę itd. To 10% to mogą być np gusta i upodobania do koloru, do muzyki, do pewnych miejsc lub pewnych zawodów. To niekoniecznie dziedziczymy po ojcu lub dziadku, to może pochodzić od przodka (czyli wcielenia) z okresu np średniowiecza. "I Origins" - jest taki film, obrazuje to w ciekawy sposób, podobnie "Cloud Atlas" braci Wachowskich.

Jak ktoś napisze na kartce, że w wieku 10 lat chodziłeś po podwórku i zjadałeś psie kupy, a ty tego nie pamiętasz, to będzie to tylko kwestia wiary, uwierzysz mu lub nie. Jeśli nie, to nie będzie to częścią twojego bycia, jeśli tak, to w pamięci nosisz tą informacje i ona kształtuje twoje jestestwo. Bycie bez pamięci czyli informacji to bycie w stanie próżni, czyli koniec podróży.
Episode_2 (3284 punktów)
>Próżnia czyli królestwo niebieskie czyli koniec to ostatni etap reinkarnacji. Skąd teraz wiesz, czy w swoim wcieleniu jesteś na ostatnim etapie?
No masz
Przecież pisałem, że nie ma znaczenia, czy przestaniemy istnieć po jednym wcieleniu
czy po tysiącu. Można potraktować te wszystkie wcielenia jak jedno długie życie przerywane snem. Namęczymy się i znikamy, i po co to wszystko?

Co do oczyszczania, to zgoda, ale to działa tak samo w bieżącym życiu, dlatego warto.

>Pamiętam swoje 10%.
Napisałeś swoje uzasadnienie, ale z tego nie wynika, że to co pamiętasz, ale nie wiesz skąd, to akurat Twoje poprzednie wcielenia.
Klopton (519 punktów)
Po co to wszystko? To już pytanie natury religijnej, niech każdy sam sobie odpowiada. Z perspektywy naukowej jesteśmy uwikłani w procesy termodynamiczne na poziomie materii i koniec jest naturalnym wnioskiem wynikającym z założenia, że był początek. Słońce nie jest wieczne, to głosi nauka, ja tu tylko staram się poprawnie wnioskować.
Możesz zinterpretować życie jako męczarnie, ale jeśli patrzysz szerzej, czyli nie przez pryzmat jednego wcielenia ale całościowo to może wyjść, że życie jest naznaczone równą ilością szczęścia i nieszczęścia, taki plus i minus jak w ładunku elektrycznym. Wtedy nie można powiedzieć, że jest jakieś bo jest i dobre i złe.

Każda istota rozumna i żywa musi mieć jakieś właściwości wyjściowe, bo musi jakoś rozróżnić który np kolor woli. Nie da się więc wykasować całej pamięci, bo ta operacyjna jest podstawą działania (choć w rzeczywistości jest odwrotnie, bo pamięć operacyjna to 90-95% a ta uświadomiona to 5-10%). Z racji tego, że nie wszystko co operacyjne dziedziczymy bezpośrednio po przodkach, wymaga to uznania szerszej koncepcji i do tego służy reinkarnacja. Kocham góry bardziej niż wodę i to może być zakodowane w mojej genetyce jeszcze z czasów np antyku. Tak się też leczy różne traumy w psychoanalizie metodą hipnozy, w tym stanie dostajemy się do naszej pamięci nieuświadomionej a czasami i do wcześniejszych wcieleń (ludzie np mówią językami z sanskrytu których nigdy nie znali). Zakładam więc, że wszystko czego nie potrafię przypisać moim bezpośrednim przodkom, pochodzi z okresów o wiele bardziej odległych.

Reinkarnacja to uzasadnienie sprawiedliwości, jest bardzo pozytywistyczna. Człowiek rodzący się kaleką np. przestaje czuć się ofiarą natury, kimś pokrzywdzonym i zaczyna dostrzegać winę w sobie, w swoich zaniedbaniach z poprzednich wcieleń, zaczyna więc żyć pozytywnie, zaczyna kontemplować swoje kalectwo starając się je zrozumieć, bo każda choroba to krzyk ciała które chce nam coś powiedzieć. Może dzięki temu uzdrowić swoją duszę, odpokutować swoje i w następnym wcieleniu urodzić się w bardzo sprzyjających warunkach. To daje każdemu sens egzystencji i sens działania, pozytywnego działania w przeciwieństwie do typowego dla np. chrześcijan użalania się nad sobą, bierności i oczekiwania że nagroda kiedyś sama przyjdzie, wystarczy tylko dawać co mszę na tacę i wylać odpowiednią ilość łez i żalu za "grzechy". Tymczasem tutaj nie ma miejsca na pojęcie grzech i wina, jest tylko pojęcie konsekwencji.
Episode_2 (3284 punktów)
>Po co to wszystko? To już pytanie natury religijnej, niech każdy sam sobie odpowiada.
To po co ta cała teozofia, skoro nie odpowiada na tak podstawowe pytanie?

>(ludzie np mówią językami z sanskrytu których nigdy nie znali)
Tak, słyszałem, że ludzie pod hipnoza przypominają sobie wcześniejsze wcielenia. Pytanie, czy kiedykolwiek uczciwie zweryfikowano te wspomnienia?
Czy faktycznie mówili w nieznanym ale istniejącym języku a nie bełkotali coś niezrozumiałego?

>Reinkarnacja to uzasadnienie sprawiedliwości, jest bardzo pozytywistyczna. Człowiek rodzący się kaleką np. przestaje czuć się ofiarą natury, kimś pokrzywdzonym i zaczyna dostrzegać winę w sobie, w swoich zaniedbaniach z poprzednich wcieleń, zaczyna więc żyć pozytywnie, zaczyna kontemplować swoje kalectwo starając się je zrozumieć, bo każda choroba to krzyk ciała które chce nam coś powiedzieć. Może dzięki temu uzdrowić swoją duszę, odpokutować swoje i w następnym wcieleniu urodzić się w bardzo sprzyjających warunkach. To daje każdemu sens egzystencji i sens działania, pozytywnego działania w przeciwieństwie do typowego dla np. chrześcijan użalania się nad sobą, bierności i oczekiwania że nagroda kiedyś sama przyjdzie, wystarczy tylko dawać co mszę na tacę i wylać odpowiednią ilość łez i żalu za "grzechy". Tymczasem tutaj nie ma miejsca na pojęcie grzech i wina, jest tylko pojęcie konsekwencji.
W przypadku takich osób faktycznie wiara może się przydać, nadzieja na nowe życie w zdrowym ciele, przekonanie, że wszystko zależy od nas. To są jakieś pozytywy.
Klopton (519 punktów)
Teozofia czy ezoteryka sobie może odpowiadać na wszystkie pytania ale wtedy jest koniec nauki. Ja tego tutaj postulować nie chciałem, zresztą nie wyobrażam sobie jakby miała wyglądać kultura zgodna w pełni np z nauką Kabały? Można czerpać i o to czerpanie z tych mądrości chodzi, sceptyczne i rozumne czyli takie które da się jakoś pogodzić z nauką, tak jak dla mnie reinkarnacje da się pogodzić z fizyką. Jeśli czegoś się nie da podpiąć pod obecną wiedzę lub coś zakłada byty i zjawiska obecnie dla nas niedostępne w żaden sposób (jak bogowie czy kosmici) to niech się tym zajmują poeci lub każdy prywatnie, ja piszę o tym co może się przydać nauce w postępach nad pracą np dotyczącą świadomości, pamięci itd.

Nie chciałem więc powiedzieć, że gdzieś jest cała prawda, chciałem powiedzieć że gdzieś może być dużo prawd z których można się wiele nauczyć. Pytasz nieustannie o weryfikacje, ale pamiętaj że współczesne metody weryfikacyjne nie są rzeczą świętą, to metodologia która może mieć swoje granice i często ma swoje granice, czasami trzeba popatrzeć na rzeczy trochę inaczej, wyjść ponad racjonalizm aby potem do niego wrócić i tylko go użyć do konstruowania teorii. Naiwnością jest sądzić, że racjonalny stan mentalny, operujący w dualizmie przeciwieństw, gdzie większość pojęć pochodzi od iluzorycznych wrażeń zmysłowych, jest jedynym obiektywnym narzędziem poznawczym. A co jeśli można poznawać coś czego ściśle się nie da wyrazić językiem, ale równocześnie temu zaprzeczyć? Przecież to połowa naszych doświadczeń. Przecież też na tym patrzeniu inaczej polegał każdy poważny przewrót w historii poznania. Obecnie studiuje sobie hobbystycznie C.G. Junga i zaczynam tłumaczyć swoje sny tak jak on odczytywał ich symbolikę. Praktycznie wszystko się sprawdza, sny mówią, uzupełniają nas o ważne informacje, to są lekcje o nas samych, ale aby do tego dojść to trzeba wpierw założyć te wszystkie nieracjonalne z pozoru mity i wierzenia na temat świata snu, które wynikają ze starszych tradycji. Dochodzenie do tego w laboratorium, obserwując samą materię i ją redukując do przesady zajmie naukowcom całe stulecia... aby dojść do tego co już od dawna jest odkryte, wystarczy tylko założyć, że człowiek wcześniejszy nie był głupszy od nas i swych mitów i religii tak po prostu nie zmyślał, one mają ukryty sens i swoje prawdy, jedyne czego nie mają to tzw racjonalizmu, bo on jest tylko epizodem w rozwoju naszej świadomości, nie rzeczą świętą.
Episode_2 (3284 punktów)
>Teozofia czy ezoteryka sobie może odpowiadać na wszystkie pytania ale wtedy jest koniec nauki. Ja tego tutaj postulować nie chciałem, zresztą nie wyobrażam sobie jakby miała wyglądać kultura zgodna w pełni np z nauką Kabały? Można czerpać i o to czerpanie z tych mądrości chodzi, sceptyczne i rozumne czyli takie które da się jakoś pogodzić z nauką,
To byłoby w porządku, też tak to widzę.
>tak jak dla mnie reinkarnacje da się pogodzić z fizyką.
Dla mnie nie da się. Ale jeśli każdy będzie czerpał to, co według niego da się pogodzić z nauką, to w porządku. Tyle, że jeśli kultura ma czerpać, a nie każdy indywidualnie, to kto ma decydować, co jest zgodne z nauką?

>Jeśli czegoś się nie da podpiąć pod obecną wiedzę lub coś zakłada byty i zjawiska obecnie dla nas niedostępne w żaden sposób (jak bogowie czy kosmici) to niech się tym zajmują poeci lub każdy prywatnie, ja piszę o tym co może się przydać nauce w postępach nad pracą np dotyczącą świadomości, pamięci itd.
Znowu zgoda.

>Nie chciałem więc powiedzieć, że gdzieś jest cała prawda, chciałem powiedzieć że gdzieś może być dużo prawd z których można się wiele nauczyć. Pytasz nieustannie o weryfikacje, ale pamiętaj że współczesne metody weryfikacyjne nie są rzeczą świętą, to metodologia która może mieć swoje granice i często ma swoje granice, czasami trzeba popatrzeć na rzeczy trochę inaczej, wyjść ponad racjonalizm aby potem do niego wrócić i tylko go użyć do konstruowania teorii. Naiwnością jest sądzić, że racjonalny stan mentalny, operujący w dualizmie przeciwieństw, gdzie większość pojęć pochodzi od iluzorycznych wrażeń zmysłowych, jest jedynym obiektywnym narzędziem poznawczym. A co jeśli można poznawać coś czego ściśle się nie da wyrazić językiem, ale równocześnie temu zaprzeczyć? Przecież to połowa naszych doświadczeń. Przecież też na tym patrzeniu inaczej polegał każdy poważny przewrót w historii poznania. Obecnie studiuje sobie hobbystycznie C.G. Junga i zaczynam tłumaczyć swoje sny tak jak on odczytywał ich symbolikę. Praktycznie wszystko się sprawdza, sny mówią, uzupełniają nas o ważne informacje, to są lekcje o nas samych, ale aby do tego dojść to trzeba wpierw założyć te wszystkie nieracjonalne z pozoru mity i wierzenia na temat świata snu, które wynikają ze starszych tradycji. Dochodzenie do tego w laboratorium, obserwując samą materię i ją redukując do przesady zajmie naukowcom całe stulecia... aby dojść do tego co już od dawna jest odkryte, wystarczy tylko założyć, że człowiek wcześniejszy nie był głupszy od nas i swych mitów i religii tak po prostu nie zmyślał, one mają ukryty sens i swoje prawdy, jedyne czego nie mają to tzw racjonalizmu, bo on jest tylko epizodem w rozwoju naszej świadomości, nie rzeczą świętą.
Sporo rzeczy można wyrazić symbolem lub przy pomocy języka matematyki.

Coś w tym wszystkim jest.
Nasze mózgi są dobrym środowiskiem, gdzie różne memy wiodą swoje życie. Nie wszystko wymyślamy. Tyle, że mity powinny mieć swoje miejsce. Tak jak pisałeś - w poezji, sztuce i w prywatnym życiu, nie w nauce ani w życiu publicznym.
Klopton (519 punktów)
Nauka jest pełna mitów dlatego ja to widzę trochę inaczej. Problemem jest sam fakt istnienia nauki jako zjawiska w kulturze. Co to znaczy wiedza naukowa albo nienaukowa czy pseudonaukowa? Wiedza jest wiedzą i ten podział, samo istnienie hasła - nauka - stwarza wiele problemów i ogranicza ludzkie poznanie.
Dlatego tutaj nikt nie ma o niczym decydować, każdy robi co chce i jeśli ktoś zajmuje się poznaniem tzw nienaukowym, czyli błędnym i nieprawdziwym to przecież nie będzie miał żadnych efektów i zmarnuje najzwyczajniej czas. Bada się rzeczywistość aby móc z niej korzystać więc jaki problem w tzw pseudonauce skoro znajduje dla siebie zastosowanie? To mam na myśli mówiąc o czerpaniu, nauka prawdziwa zaczyna się wtedy kiedy przestaje być nauką, czyli badacz zajmuje się badaniem a nie badaniem jakimś, naukowym czy nienaukowym. Nie przeszkadza mu wtedy poruszanie się po terenie religijnym, gdyż on tylko bada i szuka takich ujęć z których da się coś zrobić. Reinkarnacja w takim przypadku staje się tylko możliwością interpretacji która może pokrywać się z fizyką. Znika problem prawdy czy nieprawdy, pojawia się tylko propozycja, znika też problem wplątania się mitu w nieswoje miejsce, bo mitem jest przekonanie jakoby nauka poznawała prawdę, ona tylko poznaje tyle ile da się zastosować w praktyce, prawda to zbyt szerokie pojęcie aby je zawęzić do określonej metodologi poznawania.
Episode_2 (3284 punktów)
>Dlatego tutaj nikt nie ma o niczym decydować, każdy robi co chce i jeśli ktoś zajmuje się poznaniem tzw nienaukowym, czyli błędnym i nieprawdziwym to przecież nie będzie miał żadnych efektów i zmarnuje najzwyczajniej czas.
To jest właśnie sedno problemu.
Zwykle ludzie, jeśli korzystają z jakiejś metody, z jakiejś informacji, to po, żeby mieć jakieś efekty, a nie dla zabicia czasu. Gdyby każdy robił, co chce, nie byłoby problemu. (na przykład na własne ryzyko testował jakąś metodę, takie coś popieram) Ale jeśli "sprzedajemy" komuś niedziałającą metodę, narażając go na stratę czasu lub innych środków, to już trochę inna sprawa. Oszustwo powinno być zwalczane.

>Bada się rzeczywistość aby móc z niej korzystać więc jaki problem w tzw pseudonauce skoro znajduje dla siebie zastosowanie?
Jw. Jeśli pseudonauka uczciwie informuje o swoich osiągnięciach, to niech sobie ma zastosowanie.

>Znika problem prawdy czy nieprawdy, pojawia się tylko propozycja, znika też problem wplątania się mitu w nieswoje miejsce, bo mitem jest przekonanie jakoby nauka poznawała prawdę, ona tylko poznaje tyle ile da się zastosować w praktyce, prawda to zbyt szerokie pojęcie aby je zawęzić do określonej metodologi poznawania.
Tu się będę czepiać.
Skoro prawda to takie szerokie pojęcie, to dlaczego odkrycia naukowe się w nim nie mieszczą?
Co rozumiesz przez mit?
Klopton (519 punktów)

>Tu się będę czepiać.
>Skoro prawda to takie szerokie pojęcie, to dlaczego odkrycia naukowe się w nim nie mieszczą?
>Co rozumiesz przez mit?
O tym pisałem na początku moich komentarzy w tym wątku. Ludzie tworzący/wyznający jakiś mit, nie wiedzą że to jest mit, uznają to za prawdę (np. s. Grecy) ale nie jest to nic negatywnego dosłownie, bo mity są podstawą tworzenia kultury. Sprowadzenie pojęcia prawdy do kategorii logiki i rozumu racjonalnego jest dogmatem i nadużyciem. Myślę, wcale nie oznacza że jestem (Nietzsche - Wola Mocy) Myślenie jest procesem więc nie dowodzi bycia a jedynie procesu (ponadto można myśleć tylko o fragmencie tego co jest a reszta zostaje niezauważana rozumnie), więc każda prawda jest zarazem pozorem i zmienną ("Prawda, to kraina bez dróg" - Jiddu Krishnamurti) - to jest ujęcie szerokie, metafizyczne i pozwala ono obalić każdą prawdę. Są jednak prawdy konwencjonalne, czyli taki które dotyczą tylko fragmentów rzeczywistości. Tym zajmuje się nauka, poznawaniem takich prawd i na ich podstawie tworzy teorie np wielkiego wybuchu czy ewolucji które są właśnie mitami. Są mitami dlatego, że opisują rzeczywistość najlepiej jak potrafią (uważam, że można lepiej) wedle kategorii pojęciowych dostępnych w danej epoce. Tym samym były mity greckie. Za tyś. lat po t. wielkiego wybuchu czy t. ewolucji pozostanie taki ślad jak po greckich mitach. Zmieni się kultura, zmieni się język i kategorie rozumowania (czyli struktura świadomości). Pojęcie prawdy, jeśli jest użyte publicznie, ma mocne zabarwienie polityczne, a nauka do polityki nie powinna być wykorzystywana. Dlatego teorie nie powinny być określane mianem prawdziwych, to są lepsze lub gorsze propozycje interpretacji tego co dostrzegamy. Newton przecież nie odkrył praw fizyki które były gdzieś schowane, one były dostępne cały czas, on je tylko lepiej zdefiniował za pomocą kategorii rozumowych, czyli języka. Mogą minąć stulecia i ktoś może to zrobić jeszcze lepiej, bo pojęcia wymyślamy sami, czyli sami tworzymy granice bytów dla naszej użyteczności.
Episode_2 (3284 punktów)
Trochę to zagmatwane.
To co jest prawdą i co nie jest mitem?

>Pojęcie prawdy, jeśli jest użyte publicznie, ma mocne zabarwienie polityczne, a nauka do polityki nie powinna być wykorzystywana.
O co tu chodzi?
Klopton (519 punktów)
Mit jest wtedy kiedy się opis zjawiska, jego interpretacje uznaje za konieczność poza konwencją. Opis dotyczy tylko momentu obserwacji i nic więcej. Trawa wcale nie musi być zielona, trawa jest zielona wtedy jak dostrzegam u niej ten kolor. Z moich doświadczeń i ich powtarzalności nie wynika absolutna i niezmienna konieczność trwania czegokolwiek. Dziś nie sprawia, że jutro jest koniecznością. Tutaj więc ważne jest to jakiego języka się używa, jeśli insynuuje się konieczność bezwzględną to się tworzy mit. Teorie naukowe są interpretacją w pewnej konwencji a nie koniecznością, więc jeśli się uważa, że nie może być inaczej i musi być tak jak głosi teoria, to się tworzy mit. Konieczności mogą być tylko wewnątrz konwencji, czyli - jeśli A to B. Nie można tworzyć tego odwrotnie, czyli konwencji zbudowanej na koniecznościach, to nawet nie jest wtedy konwencja, to jest dogmat wiary.
Prawdy jako absolutnej konieczności nie ma, bo nie mamy możliwości czegoś takiego doświadczyć (no może z wyjątkiem TERAZ i to może być uznane z Prawdę- teraźniejszość dosłowna).

Prawdę używa się politycznie wtedy jeśli używa się jej jak dogmatu, jeśli twierdzi się, że ona jest poza naszą konwencją dyskusji, czyli poza umową, poza regułami gry, jest koniecznością niezależnie od tego co się powie. Naukowiec nie może powiedzieć, że bada konieczności, może tylko powiedzieć, że bada konieczności przy pewnych założeniach. Tak samo jak duchowny nie może powiedzieć że Bóg jest, może powiedzieć, że Bóg jest możliwy przy pewnych założeniach. Jeśli się nie wyrażają w taki sposób, to głoszą dogmaty a to koniec dyskusji.
Episode_2 (3284 punktów)
Tu przyznam, nie bardzo wiem, o co Ci chodzi.
Jak wyskoczą z okna to niekoniecznie spadnę?
Jak wrzucę cukier do herbaty to niekoniecznie się rozpuści?
Jaka konwencja tu jest potrzebna?
Jak powiem, że cukier rozpuszcza się w wodzie to uprawiam politykę??
Klopton (519 punktów)
Zależy co postulujesz tym twierdzeniem, od tego zależy kiedy uprawiasz politykę. Nie ma konieczności, że skacząc z okna spadniesz i się zabijesz, jest tylko wysokie prawdopodobieństwo. Równie dobrze świat może zniknąć zanim spadniesz, np może dojść do rozszczepienia atomów z których jesteś złożony, każdy atom nosi w sobie taką potencję przecież. Im zdarzenie bliższe naszym zmysłom i powszechnym doświadczeniom, tym prawdopodobieństwo powtórzenia większe. Im bardziej się oddalamy (czyli musimy stosować przedłużenia zmysłów w postaci maszyn i wyliczeń, obojętnie czy skala marko czy mikro) tym prawdopodobieństwo bardziej zbliża się do stanu 50na50. Dlatego teorie całościowe tj wielki wybuch czy t. ewolucji to bardziej możliwości a mniej konieczności. Z racji tego, że rozmawiamy o kulturze a nie o teorii bytu, to tutaj ważny jest sposób wysławiania się. Wystarczy zamiast prawda, powiedzieć możliwość/prawdopodobieństwo i już problem mitologi znika.

Weź za przykład proste zdarzenie: przekuwasz igłą balon i słyszysz huk, balon znika - co to jest za zdarzenie? Dla ciebie jest to zdarzenie w teraźniejszości, nagłe i bezpośrednie, jednak dla super czułej kamery to zdarzenie można rozłożyć na wiele etapów następujących po sobie w czasie i mamy bardzo wiele chwil teraźniejszych. Dla fizyków odpowiednie narzędzia mogą to rozłożyć na jeszcze większe odstępy i oglądać zachowania się atomów, mamy więc zdarzenie które można opisać w całych książkach, zdarzenie które dla ciebie było momentem teraźniejszym. Jaka jest więc prawda o tym zdarzeniu? Jest wiele prawd? Jeśli tak to ten który stwierdzi, że takiego zdarzenia nie było także mówi prawdę, bo był w innej pozycji i go nie zaobserwował. Każde więc zdanie (o ile intencja szczera) jest prawdziwe i ja mogę nie dostrzegać ewolucji, mogę dostrzegać akt stworzenia przez jakiegoś boga. Stajemy przed dylematem zaakceptowania wszystkich prawd, albo przed opcją pozbycia się pojęcia prawdy. Ja się opowiadam za tą drugą opcją, bo wtedy mamy jasne kryterium weryfikacji twierdzeń i jest to kryterium prawdopodobieństwa.
Klopton (519 punktów)
Tutaj jeszcze warto zauważyć, że kryterium prawdopodobieństwa jest tym trudniejsze do określenia im większa liczba założeń czy też przesłanek. Żyjemy zawsze w stanie 50/50 bo w każdej chwili świat może ulec zagładzie, bo atomy noszą tą możliwość. Przyjmujemy jednak założenie, że świat będzie istniał wedle praw jak dotychczas i wtedy prawdopodobieństwo tego, że skacząc z okna spadniesz jest możliwie najwyższe. Oczywiście w mowie potocznej nie ma sensu aby wysławiać się w taki sposób, można śmiało mówić i prawdach i pomijać wyszczególnianie przesłanek. W poważnych i publicznych dyskursach naukowych już jest inaczej, bo jeśli chcemy aby nauka była czymś co posiada autorytet sprawiedliwości, to już niestety uczeni muszą mówić jak maszyny a nie jak ludzie, a zwłaszcza wtedy kiedy się spierają i są problemy.
Episode_2 (3284 punktów)
>Oczywiście w mowie potocznej nie ma sensu aby wysławiać się w taki sposób, można śmiało mówić i prawdach i pomijać wyszczególnianie przesłanek.
>W poważnych i publicznych dyskursach naukowych już jest inaczej, bo jeśli chcemy aby nauka była czymś co posiada autorytet sprawiedliwości, to już niestety uczeni muszą mówić jak maszyny a nie jak ludzie, a zwłaszcza wtedy kiedy się spierają i są problemy.
Zgoda, ale czy naukowcy jakoś szczególnie szafują pojęciem prawdy? Nie zauważyłem.
Poza tym nauka to nie sądownictwo, nie musi mieć autorytety sprawiedliwości.
Ma dysponować wiedzą.
Klopton (519 punktów)
No toczą się spory o ewolucje, o definicje świadomości,o pojęcie duszy, o in-vitro, eutanazje czy nawet globalne ocieplenie, gdzie jako argument używa się pojęcia - wiedza naukowa, czyli ta jakoś lepsza i prawdziwsza od tej innej wiedzy.
20-07-2015 22:39 
 Ocena 2 na 2
mayolina (2278 punktów)
>No toczą się spory o ewolucje, o definicje świadomości,o pojęcie duszy, o in-vitro, eutanazje czy nawet globalne ocieplenie, gdzie jako argument używa się pojęcia - wiedza naukowa, czyli ta jakoś lepsza i prawdziwsza od tej innej wiedzy.

W dyskusji o etyczny aspekt eutanazji, invitro czy też badań nad komórkami macierzystymi osoby partycypujące używają argumentów dostarczonych im przez medycynę, fizykę, chemię i tak dalej. Jest o jednak inna kategoria dyskusji niż spory o ewolucję. Te na ogół prowadzą jedynie badacze pisma świętego. A w przypadku globalnego ocieplenia różni tacy z argumentami typu 'w lipcu było zimno więc gdzie to globalne ocieplenie', co ani jednych ani drugich nie kwalifikuje jako naukowców. Załapałeś już o co chodzi?
Klopton (519 punktów)
Spory to można toczyć wymieniając się argumentami a nie tytułami naukowiec bądź nienaukowiec. To jest mało istotne kto przedstawia argument, może to być tysiąc naukowców kontra mały Jasio z piaskownicy i może on mieć rację (historia teorii naukowych to jest głownie historia pomyłek większości przy racji mniejszości). Akurat t.ewolucji krytykuje nie tylko religia, robią też naukowcy bo jest to niepoprawnie skonstruowana teoria zaprzeczająca wielu powszechnym doświadczeniom, nieweryfikowalna empirycznie czyli nawet nienaukowa i przeciwnicy mają w wielu punktach rację, co nie oznacza że wysuwają lepszą teorie postulując jakiegoś boga czy kosmitów.
Globalne ocieplenie jest wnioskiem zbyt pochopnie wysuniętym, nikt nie zaprzecza danym, zaprzecza się wnioskom jakie są z tych danych wyciągane (np to, że jest ono spowodowane głównie przez człowieka i klimat nie powinien się tak zmieniać, niby dlaczego nie powinien?).
Co do eutanazji, invitro itd to co ma fizyka, chemia, medycyna do etyki? Etyka to dziedzina humanistyczna i dane z badań nauki ścisłej posiadają tutaj zerową wartość a biolodzy, czy chemicy zerowe kompetencje do tego aby się w tym temacie wypowiadać. Mogą to robić jako osoby prywatne, posiadające własne poglądy etyczne ale nie jako naukowcy bo przecież nie zajmują się tymi sprawami, są ściśli, badają tylko ciało a nie całą jakość egzystencjalną człowieka. Przecież jak biolog mi powie, że jestem tylko zbiorem komórek i połączeń nerwowych zarządzanych przez mózg to wyczerpał już definicję człowieka? Dostrzegł już wszystko? Nie, bo by sam musiał przyznać że mówi to zbiór komórek zarządzany przez mózg - o sobie i swoich twierdzeniach już żaden naukowiec nie powie, że pochodzą tylko od mechanistycznego ciała. Fizyk widzi tylko ciała i siły pomiędzy nimi, chemik tylko procesy chemiczne a współczesna medycyna jest kpiną i oszustwem, właśnie dlatego że traktują ludzi jako zbiór ślepych flaków i nie potrafią spojrzeć na niego całościowo, bo może to zrobić tylko filozofia medycyny, czyli coś czego współcześnie nie ma.
21-07-2015 16:00 
 Ocena 4 na 4
tom36 (229 punktów)
(zablokowany)
>Akurat t.ewolucji krytykuje nie tylko religia, robią też naukowcy

chyba raczej nukofcy

>bo jest to niepoprawnie skonstruowana teoria zaprzeczająca wielu powszechnym >doświadczeniom, nieweryfikowalna empirycznie czyli nawet nienaukowa

bzdura bzdura bzdure pogania.... a wypisywac/glosic takie bzdury moze tylko i wylacznie ktos kto poprostu jej nie rozumie. A zrozumienie t.ewolucji to fascynujace przezycie - nagle tyle roznych 'trybikow' wskakuje na swoje miejsce i wszystko zaczyna wreszcie do siebie pasowac. Zaczyna sie rozumiec tyle roznych spraw/praw etc... Ech..szkola podstawowa... to byly czasy...
Klopton (519 punktów)
Ja jeszcze nie przeczytałem nigdy wypowiedzi, ani nie usłyszałem/zobaczyłem kogoś kto by t. ewolucji rozumiał i potrafił w zrozumiały sposób przekazać innym. Jest za to bardzo duży wypowiedzi w takim właśnie tonie - krytyka to bzdura, bzdura, kiedyś wykopiemy te zmyślone przez nas gatunki przejściowe, dajcie nam tylko jakieś 5-10tyś lat, kiedy będziemy mieli te roboty co kopio tak głęboko, a t. ewolucji jest faktem, bo tak ładnie wszystko brzmi.
21-07-2015 21:23 
 Ocena 2 na 2
szarley (54913 punktów)
Polecałem Zbyszkowi polecam i Tobie
Mt 7.7
26-07-2015 22:03 
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)
>Ja jeszcze nie przeczytałem nigdy wypowiedzi, ani nie usłyszałem/zobaczyłem kogoś kto by t. ewolucji rozumiał i potrafił w zrozumiały sposób przekazać innym.
Znaczy... tak bez bicia przyznajesz się, że nie rozumiesz?
Klopton (519 punktów)

Zawsze na słowo krytyki t.ewolucji jest jedna odpowiedź - bzdura lub nic nie rozumiesz. Jak się pytam (albo ktoś się pyta) - wytłumacz, to tutaj zaczynają się największe problemy bo okazuje się, że nikt jej nie rozumie. Wystarczy zadać odpowiednie pytania: np wyciągnąć wniosek z tego co głosi genetyka czy mikrobiologia i przełożyć to na tą fantastyczną historię powstania nowej kończyny drogą doboru naturalnego przez setki czy tysiące lat. Wtedy okazuje się, że albo ktoś nie rozumie albo to co mówi genetyka jest nieprawdą. Innymi słowy, od pazura do ludzkiego palca jest bardzo długa droga a z perspektywy genów i komórek jest to droga wymagająca tysiąca różnych "przydatnych" pół-kończyn przejściowych, czyli czegoś czego nikt nigdy nie widział, nie zobaczy i nawet nie potrafi sobie wyobrazić. Nauka chyba tym powinna się różnić od fantastyki, że głosi rzeczy które sobie można wyobrazić i można przeprowadzić jakąś sztuczną symulacje. W t. ewolucji jest to niemożliwe bo byśmy musieli zaprzeczać mikrobiologi i temu co wiemy o genach lub o środowisku i klimacie. Tego kto nie rozumie bardzo łatwo poznać - nie odpowie na trudne pytania, bo myśli, że skoro ktoś krytykuje t. ewolucji to krytykuje sam fakt istnienia zjawiska ewolucji, a to co innego bo ewolucja i rozwój od prostego do złożonego jest bardzo prawdopodobna i to sensowne wyjaśnienie. Za to już same mechanizmy doboru naturalnego tak łatwo się nie da przenieść na wszystko i niektóre zjawiska potrzebują innych wyjaśnień niż losowa selekcja przez tysiące czy miliony lat - to są wewnętrznie sprzeczne nonsensy, bo my obserwujemy tylko i wyłącznie cykliczne kręcenie się wokoło własnej osi i czas od czasu nagłe REWOLUCJE, a ewolucja jest tylko czymś co wynika z faktu liniowego przeskakiwania tych cykli na coraz to wyższe poziomy złożoności.
27-07-2015 12:01 
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)
>Innymi słowy, od pazura do ludzkiego palca jest bardzo długa droga a z perspektywy genów i komórek jest to droga wymagająca tysiąca różnych "przydatnych" pół-kończyn przejściowych, czyli czegoś czego nikt nigdy nie widział, nie zobaczy i nawet nie potrafi sobie wyobrazić.
Jakiś deficyt wyobraźni tu widzę.
Proszę, forma przejściowa między łapą a skrzydłem:
www.encyklopedia.dinozaury.com/index.php/Yi
A tu współczesny ptak z pazurami na skrzydłach:
pl.wikipedia.org/wiki/Hoacyn

>Nauka chyba tym powinna się różnić od fantastyki, że głosi rzeczy które sobie można wyobrazić i można przeprowadzić jakąś sztuczną symulacje.
www.framsticks.com/p/al_wstep.html

No już nie marudź.
27-07-2015 13:35 
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)
Cóż, dla mnie zalatuje bardzo grubą fantastyką, bo ja tutaj widzę gotową i w pełni rozwiniętą kończynę, bardzo skomplikowaną, żadnej formy przejściowej. Na tym przykładzie Yi - z perspektywy mikro, czyli komórek i genetyki wytworzenie takiej błony łączącej kończynę to bardzo zaawansowany proces. Forma przejściowa to ta, w której ta błona etap po etapie przybiera setki jak nie tysiące różnych postaci co z czasem owocuje tym co na obrazku. Komórki ani geny nie wytworzą takiej błony nagle bo to oznacza dodatkowe tkanki, dodatkowe zarządzanie energią, dodatkowe unerwienie, zgranie z całym metabolizmem, dodatkowe duże ilości komórek itd. Osobnik który ma zwykłą kończynę nie płodzi nagle osobnika z rozwiniętą błoną. Wedle t.ewolucji ta błona musiała się przez tysiące lat powiększać aż stała się tak rozwinięta jak na obrazku. To nam daje jakieś setki gatunków przejściowych a nie jeden, namalowany.

Proszę sobie wyobrazić jakieś sztuczne warunki środowiskowe które "zmuszają nas" (to jest nonsens, zwierzęta nie żyją w musie tylko w symbiozie) do tego aby nasze palce były dłuższe o 5cm i posiadały jeszcze dodatkowe zgięcie na kości. Tego sobie nie sposób inaczej wyobrazić jak gotowy dłuższy palec z gotowym zgięciem. Nie ma możliwości aby co 100-500lat rosło nam po 0,5cm (kości, tkanek, nerwów, komórek itd) bo albo środowisko "zmusza nas" do czegoś już teraz, za pojedynczego życia, albo się nie dostosowujemy i giniemy. To są wszystko życzeniowe bajki o zerowym prawdopodobieństwie. Ewolucja może być faktem, ale powstawanie wszystkiego drogą selekcji naturalnej przez tysiące albo setki tysięcy lat... to już grubymi nićmi szyta ściema.
27-07-2015 14:14 
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)
>Forma przejściowa to ta, w której ta błona etap po etapie przybiera setki jak nie tysiące różnych postaci co z czasem owocuje tym co na obrazku.
Zaraz, przecież pisałeś, że to coś, czego nawet nie można sobie wyobrazić.
To skąd nagle to wyobrażenie?

OK. Ta kwestia była tu kiedyś dokładnie tłumaczona, nie chce mi się szukać, może ktoś ma pod ręką?
Ale zdajesz sobie sprawę z tego, że ogromna większość organizmów po śmierci ulega całkowitemu rozkładowi i trudno znaleźć każdy etap przejściowy?
Przecież nawet gdybym pokazał Ci 2 takie znaleziska różniące 2 centymetrami błony, to pytałbyś, gdzie forma pośrednia między nimi.
Klopton (519 punktów)
Nie da się wyobrazić powstawania okoliczności do zaistnienia tak długiego i ciągłego procesu jakim jest rozwój czegoś nowego, np kończyny w sposób "naturalny" czy też losowy/przypadkowy (zresztą przypadek to zjawisko nie do zaobserwowania tylko subiektywna forma wyrażania swojej niewiedzy). Środowisko nigdy nie wywiera tak precyzyjnych presji abyśmy byli zmuszani przez setki czy tysiące lat do przykładowo wydłużenia sobie palca, milimetr po milimetrze. Musiałby chyba być wkładany przez całe życie do jakiejś dziur, pokolenie za pokoleniem itd. itd. Nie ma możliwości wyobrażenia sobie okoliczności powodujących tak długi rozwój czegoś nowego, nie ma nawet podstaw empirycznych aby sobie to wyobrażać. Jest jednak inne prawdopodobieństwo np. nagłe mutacje. Nagły kataklizm, wybuch wulkanu skaża wodę, organizmy piją tą wodę, chorują i chodzą zapładniać jako chore organizmy zdrowe. W następnym pokoleniu rodzi się zmutowane dziwactwo które jest odpychane przez "normalnych" osobników, a więc zmuszone do zmiany środowiska i szukania nowych sposobów przetrwania (z gotową już zmutowaną kończyną spowodowaną skażeniem radioaktywnym). Jeśli mu się udaje, to się rozmnaża, z czasem mutacja okazuje się korzystniejsza i dziwactwo zaczyna wyjadać "normalnym" jedzonko lub przyciągać do siebie innych powodując zagładę starych itd. itd. Mutacje, nagłe skażenia środowiska, zmiany w przeciągu kilku pokoleń a nie tysiące lat, to wszystko jest do wyobrażenia i da się pogodzić ze skalą mikro. Ale to tysiącletnie losowanie lotto o którym bredzą biolodzy jest nie do pomyślenia nawet w grach komputerowych. Zresztą to wszystko widzimy na własnym przykładzie - kataklizmy, wojny i zagrożenia zmuszają nas do nagłych zmian, do rewolucji a nie ewolucji, bo ewolucja to tylko wynik ciągłych rewolucji na jednej osi czasu, czyli ku zaawansowaniu i złożoności. Każda rewolucja natomiast jest zapoczątkowana przez dziwactwa, czyli tych odrzucanych, potępianych, tych "gorszych". Tak powstał i upadł Rzym, tak powstało i upadło chrześcijaństwo, tak emancypują się kobiety, geje i kolorowi przejmując obecnie władzę i dominację nad człowiekiem klasycznym, wychowanym na patriarchalnym modelu władzy i na przemocy. Podobną rewolucje gatunek człowieka będzie musiał przeprowadzić, jeśli planeta zacznie się sypać, nie będzie wyjścia będziemy musieli zmienić swoją mentalność nagle, w kilka dekad jeśli będziemy chcieli przetrwać.
27-07-2015 21:29 
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)
>Musiałby chyba być wkładany przez całe życie do jakiejś dziur, pokolenie za pokoleniem itd. itd.
??
Piszesz, że nie można sobie wyobrazić okoliczności, a zaraz piszesz, jak sobie wyobrażasz takie okoliczności.
W taki sposób wydłużyły się dzioby kolibrów, im dłuższy dziób tym więcej koliber wyjadł nektaru z kwiatów, bo głębiej sięgnął, dzięki czemu dochował się liczniejszego potomstwa i w kolejnych pokoleniach rosła przewaga liczebna tych z długimi dziobami. Tak samo szyje żyraf.

>Jest jednak inne prawdopodobieństwo np. nagłe mutacje. Nagły kataklizm,
Nagłe zmiany środowiska powodują szybkie zmiany organizmów, stopniowe zmiany powodują wolniejsze zmiany, ale mechanizm jest ten sam.

>Podobną rewolucje gatunek człowieka będzie musiał przeprowadzić, jeśli planeta zacznie się sypać, nie będzie wyjścia będziemy musieli zmienić swoją mentalność nagle, w kilka dekad jeśli będziemy chcieli przetrwać.
Bardzo możliwe - samo życie.
28-07-2015 07:17 
 Ocena-1 na 1
Klopton (519 punktów)
Nie potrafię sobie wyobrazić okoliczności w jakich to dziób kolibra miałby się wydłużać milimetr po milimetrze przez setki czy tysiące lat. Organizm albo jest przystosowany tu i teraz albo umiera. Oczywiste, że ten kto ma lepsze predyspozycje do zdobywania pożywienia jest tym z kim wszyscy pozostali chcą się rozmnażać i tutaj reszta jest łatwa do zobrazowania. Pytanie jednak dotyczy tego, jak to się stało, że ma lepsze predyspozycje? Małe odstępy od normy nie robią żadnej różnicy na większą skale, to można zaobserwować nawet dzisiaj, bo środowisko wcale nie faworyzuje żyrafy z dłuższym językiem czy słona z dłuższą trąbą i nie sposób sobie wyobrazić jak mogło by faworyzować, z bardzo prostego względu: zwierzęta żyją w harmonii ze środowiskiem, każde odstępstwo od normy powoduje powiększenie ilości osobników, które wyjadają swoje pożywienie a potem giną w całości z głodu. Nie ma żadnej opcji na to aby ktoś ciut lepiej dostosowany zapoczątkował linię pokoleniową lepiej dostosowanych, bo to się kończy samobójstwem całego gatunku. To jest nieempiryczne i nieweryfikowalne stwierdzenie, a więc nienaukowe (nawet mało poważne od strony filozoficznej). Jedyna możliwa opcja którą dostrzegamy i rozumiemy, to dziwak, mutant czyli ktoś kto odłącza się od danego łańcucha pokarmowego po to aby zapoczątkować zupełnie nową linię, co może owocować albo uszczupleniem wielkości swojego starego gatunku, albo całkowitym wyparciem starego gatunku, nigdy nie może jednak wystąpić sytuacja polepszenia skuteczności i wydajności na danym punkcie w łańcuchu pokarmowym bo to zawsze się kończy wyjedzeniem zasobów i zagładą.
Nawet gdy pojawia się sytuacja, że gatunek staje się "zbyt doskonały" to i tak ci "najlepsi" giną pierwsi (ale nigdy nie stanie się doskonały dzięki zmianom w budowie ciała, jak już to bardzo delikatnym zmianom, bo te bardziej złożone nie mogą powstawać drogą doboru naturalnego). Człowiek jeśli miał zejść z drzewa, to tylko w tej sytuacji, kiedy jako małpa stał się tak doskonały, że wszystko wyjadł, i ten który pierwszy zszedł z drzewa to nie ten który najlepiej wyjadał na drzewie, tylko ten najbardziej dziwaczny i najgorzej przystosowany dla którego nic już nie zostało. To nie trwało tysiące lat, bo nie mogło.
01-08-2015 21:05 
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)
>Nie potrafię sobie wyobrazić okoliczności w jakich to dziób kolibra miałby się wydłużać milimetr po milimetrze przez setki czy tysiące lat.
A ja potrafię. I co Ty na to?

Pytałem 2 razy, czy czytałeś "Samolubny Gen". Nie odpowiedziałeś, więc nie wiem, czy masz jakiś deficyt wyobraźni, czy nie wiesz, co trzeba sobie wyobrazić.

W każdym razie dziękuję za dyskusję i pozdrawiam.

PS. Twój scenariusz też jest możliwy, tylko to nie jest jedyna możliwość.
Klopton (519 punktów)
W sumie to doszliśmy do podsumowania. Materia jest Duchem, jest sposobem manifestacji, dualizm jest pozorny.
Badanie samej materii i zaprzeczanie aspektu duchowego jest błędnym ograniczeniem, podobnie ma się z religiami które nie uznają praw materii a tylko ducha. Tylko połączenie jednego z drugim daje nam kompletne wyjaśnienie. Dlaczego należy to połączyć? Bo Duch posiada inne właściwości niż materia, co pokazuje fizyka kwantowa gdzie rozdział na podmiot-przedmiot się zlewa w jeden akt postrzeganie-działanie. Kluczowe tutaj jest pojęcie - wolności - bo wolność jest aktem totalnej spontaniczności i twórczości, aktem który potrzebuje do swojej manifestacji zniewolenia czyli materii ograniczonej prawami (prawo=ograniczenie). Odpowiedź na pytanie - jak być wolnym od praw przy jednoczesnym zachowaniu statusu ontologicznego, czyli przy jednoczesnym Byciu? - jest odpowiedzią od której zależą wszystkie inne odpowiedzi. Ta odpowiedź została już udzielona przez nauki ezoteryczne, więc jako jedyne są kompletne. Oczywiście w tym sensie, że wyczerpują nasz dualistyczny język do granic logicznych możliwości, nie w sensie absolutnym.
31-05-2015 17:03 
 Ocena 2 na 2
Episode_2 (3284 punktów)
>Próbowałeś kiedyś poddać pod wątpliwość swój sposób rozumowania?
O to samo mógłbym spytać Ciebie.

>Jak niby chcesz zobaczyć "nośnik Idei" ? Co to jest idea? To ma mieć kształt, substancję, ramy, właściwości?
To ja Ciebie pytam. Przecież to Ty pisałeś, że "Duch jest nośnikiem czystych idei".
No więc w jaki sposób duch przenosi idee? Jeśli nie przenosi, to dlaczego nazywasz go nośnikiem?
Wiedza też też nie ma kształtu, substancji, a można ją przenosić choćby za pomocą słów, fal radiowych, książek. Wtedy słowa (drgania powietrza) są nośnikiem wiedzy i w ten sposób wiedza przechodzi od osoby do osoby.

>Życie to nie zjawisko w czasoprzestrzeni, życie jest czasoprzestrzenią, wszystko jest żywe
Ale sam przyznajesz, że definicja życia jest umowna. Jest wiele takich definicji, można mieć wątpliwości co do wielu obiektów, czy są żywe.
W tej sytuacji zdanie "wszystko jest żywe" niewiele znaczy.
To może napisz, co masz na myśli, na czym polega to życie, czym się przejawia.

>To ujęcie poprzez alegorie sprowadza się do świata fizyki, potem chemii i biologi i tak się konstruuje poprawnie teorie.
Z tymi alegoriami to trochę ryzykowna sprawa, bo ludzie nie odróżniają alegorii i innych środków artystycznych od faktów, mieszają to wszystko i wychodzi masakra.

>Chcesz dać kotu duszę?
Skądże. Chcę tylko podważyć Twoją teorię.
To dlaczego zwierzęta wyglądają, jakby miały swoją indywidualność?

>Zresztą to mało istotne, bo dusza jest potrzebna tylko do wyjaśniania takich funkcji jak moralność.
No właśnie. Dusza to idea, która służy do wyjaśniania czegoś. Inna sprawa, czy ta idea jest potrzebna.
Klopton (519 punktów)
Skoro porównujesz ducha do pojęcia wiedzy to wróć się do swojej wcześniejszej uwagi. Pytałeś czy ktoś wykrył ten nośnik? A czy ktoś wykrył coś takiego jak wiedza? Tak samo jak wiedzy nie zobaczysz pod mikroskopem, tak samo nie zobaczysz ducha, ale obydwa pojęcia służą do określania pewnych zjawisk.
Chciałem abyś poddał pod wątpliwość własny sposób rozumowania właśnie dlatego, że narzuca ci skojarzenia i chciałbyś przypisywać wszystkiemu jakiś status ontologiczny, dlatego dopytujesz się o dowody na "istnienie" ducha, duszy itp. Jaki jest dowód na istnienie wiedzy? Jak ona przechodzi z osoby na osobę? Drogą powietrzną? Takie właśnie pytania zadaje człowiek przyzwyczajony do atomistycznego myślenia. Sam chyba możesz dostrzec że to do niczego nie prowadzi, bo wiedza nie jest zjawiskiem do "zaobserwowania" dosłownie, o wiedzy można tylko wnioskować z obserwacji innych rzeczy. Podobnie jest z duchem i życiem i jest to ważne dlatego, że w przypadku odrzucenia tych pojęć tworzy nam się obraz martwego świata, maszyny która odbija i przestawia martwe punkty. Tymczasem próżnia, grawitacja, elektromagnetyzm, atom, proton, neutron to są zjawiska życia, żywe i aby uwolnić się od automatyzacji potrzebne są pojęcia takie jak duch i dusza. Wtedy patrzy się na materię jak na coś żywego a nie jak na zbiór martwych punktów w których czasami zamieszkuje dziwne zjawisko zwane życiem, a czasami sobie znika i jest gdzieś indziej. Życie to nośnik informacji czyli idei i jeśli dostrzegamy je wszędzie to zaczynamy rozumieć, że idea czyli zwykłe wymyślanie, zwykły umysł ma większą moc niż to sobie wyobrażaliśmy. Możemy kształtować idee a więc i życie.
05-06-2015 01:22 
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)
> A czy ktoś wykrył coś takiego jak wiedza?
W każdej szkole nauczyciele wykrywają wiedzę u uczniów, a to klasówka, a to test..

>Jaki jest dowód na istnienie wiedzy? Jak ona przechodzi z osoby na osobę? Drogą powietrzną?
W szkole najczęściej tak.

Ogólnie wnioskuję z tej wypowiedzi, że nie ma podstaw do nazwania świata żywym, jest tylko cel - aby świat nie wydawał się martwy, czyli żeby lepiej wyglądał i był bardziej podatny na nasze wpływy.
Klopton (519 punktów)

>Ogólnie wnioskuję z tej wypowiedzi, że nie ma podstaw do nazwania świata żywym, jest tylko cel - aby świat nie wydawał się martwy, czyli żeby lepiej wyglądał i był bardziej podatny na nasze wpływy.
>
A jakie masz podstawy aby siebie nazwać żywym skoro wyłaniasz się z martwej podstawy i jesteś zbudowany z rzeczy martwych?
Klopton (519 punktów)
Jeszcze do indywidualności zwierząt. Indywidualność to poczucie własnego Ja, czyli egocentryzmu, czyli utożsamianie się z czymś. Pszczoła jest częścią ula, bez niego nie istnieje i nie potrzebuje żadnej innej tożsamości, zakłócałaby tylko jej pracę, dlatego posiada jedynie tożsamość całego ula. Pozostałe zwierzęta także, jak nie ze swoim stadem do ze swoim terytorium ale się utożsamiają całościowo z czymś szerszym niż swoje ciało. Psy np biorą cechy swojego właściciela, potrafią na bardzo dużą odległość wyczuć, że właściciel jest zagrożony lub odczuć jego śmierć, wiele osób to obserwuje. Zwierzęta nie potrzebują indywidualności bo nie posiadają tak rozwiniętej pamięci aby móc wytworzyć sobie poczucie własnego ego. Ego zakłóca instynkty i każde zwierze nie dało by sobie rady nawet jednego dnia, musiało by mieć rozum który nam pomaga odzyskać to co straciliśmy obniżając siłę naszych instynktów. Ja nie tworzę teorii, chcę tylko zauważyć pewne fakty. Rzeczywistości nie można zawężać do samej materii, zamykać ją w ciałach jak to np by chciał pan Andrzej Bogusławski. Ja na dysku komputera posiadam cały ogrom plików, one nie znajdują się w środku w żadnej postaci materialnej, tak samo jak moje wyobrażenia nie materializują się pod moją czaszką, jak myślę o słoniu to słoń nie pojawia się materialnie w mojej głowie. Pamięć nie przechowuje obrazów zmaterializowanych zapisanych gdzieś na mózgu, tak jak dysk twardy tego nie robi. Jedyne co, to materia jest nośnikiem algorytmów informacji i mózg ma tyle wspólnego z myślami co dysk twardy z plikami na komputerze. Ani jedno ani drugie nie istnieje materialnie ale jednak istnieje i tym jest Idea, jest czymś wirtualnym. Umysł zwierzęcia to nie umysł samego ciała ale całego otoczenia.
27-07-2015 13:56 
 Ocena 1 na 1
Lilly Amina (4723 punktów)
Powiedz mojemu kotu, że nie posiada indywidualności... Ale raczej z daleka, a potem już nigdy mu się nie pokazuj na oczy, bo pamiętliwy jest.
Klopton (519 punktów)
Zwierzęta domowe mieszają się na poziomie energetycznym, czyli kwantowym (psychologicznym) informacjami od człowieka i otoczenia w jakim żyją (wymiana budulca). Przejmują zachowania ludzi, są często lustrzanym odbiciem właściciela. Dzikie zachowują się zupełnie inaczej.
24-04-2015 10:06 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> Stawiam na New Age.
A ja na pół litra.

@@@
.
23-04-2015 16:15 
 Ocena 3 na 3
szarley (54913 punktów)
>Dorobkiem "cywilizacji europejskiej" jest wolność słowa i permanentny spór na merytoryczne argumenty, a nie zamykanie ust krytykom/heretykom (np. minusowanie i banowanie niepokornych). Jej dorobkiem jest liberalna demokracja szanująca poglądy i głos wszelkich mniejszości.

Przy okazji takich tematów tak bardzo brakuje mądrych wypowiedzi pewnego pana z Kielc....
23-04-2015 16:22 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>To, że widzi pan budulec nie oznacza, że widzi pan budowlę.
Zdecydowanie nie, ale może być jeszcze gorzej:
A patrząc - widzą wszystko oddzielnie
Że dom... że Stasiek... że koń... że drzewo...

Że cegła, że kamień, że cement, że papa.
Że chrześcijanin, że muzułmanin, że żyd, że ateista lub co najgorsze, iż komunista.

>Wychodzi panu drzewo które owocuje i jabłkiem i gruszką i bananem i szyszką.
To nie kwestia drzewa, tylko kwestia zrozumienia. Banan nie jest drzewem, a jedno drzewo nigdy nie będzie ogrodem (czy też sadem). Tylko dla prostaków wszystko jest proste.

Straszne mieszkania. W strasznych mieszkaniach
Strasznie mieszkają straszni mieszczanie.
Pleśnią i kopciem pełznie po ścianach
Zgroza zimowa, ciemne konanie.

Od rana bełkot. Bełkocą, bredzą,
Że deszcz, że drogo, że to, że tamto.
Trochę pochodzą, trochę posiedzą,
I wszystko widmo. I wszystko fantom.

Sprawdzą godzinę, sprawdzą kieszenie,
Krawacik musną, klapy obciągną
I godnym krokiem z mieszkań - na ziemię,
Taką wiadomą, taką okrągłą.

I oto idą, zapięci szczelnie,
Patrzą na prawo, patrzą na lewo.
A patrząc - widzą wszystko oddzielnie
Że dom... że Stasiek... że koń... że drzewo...

Jak ciasto biorą gazety w palce
I żują, żują na papkę pulchną,
Aż papierowym wzdęte zakalcem,
Wypchane głowy grubo im puchną.

I znowu mówią, że Ford... że kino...
Że Bóg... że Rosja... radio, sport, wojna...
Warstwami rośnie brednia potworna,
I w dżungli zdarzeń widmami płyną.

Głowę rozdętą i coraz cięższą
Ku wieczorowi ślepo zwieszają.
Pod łóżka włażą, złodzieja węszą,
Łbem o nocniki chłodne trącając.

I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki,
Spodnie na tyłkach zacerowane,
Własność wielebną, święte nabytki,
Swoje, wyłączne, zapracowane.

Potem się modlą: "od nagłej śmierci...
...od wojny... głodu... odpoczywanie"
I zasypiają z mordą na piersi
W strasznych mieszkaniach straszni mieszczanie.


Jaka budowla w Europie odda nam całą Europejskość. Jakie miasto, a nawet kraj jaki. Miałem szczęście i widziałem ich sporo. Wszystkie są europejskie, choć różnice pomiędzy nimi ogromne. To nasze wspólne europejskie dziedzictwo i aby być Europejczykiem trzeba je w swom umyśle zapisać.

@@@
.
23-04-2015 16:07 
 Ocena 2 na 2
szarley (54913 punktów)
>>"Niby coś takiego" i raczej trudne do zdefiniowania. Definicja intuicyjna?
>Gorzej to takie "ni pies ni wydra coś na kształt świdra".
>Warto tu też zaznaczyć trudności pojęciowe, gdyż czy np. każdego mieszkańca Europy mamy nazywać Europejczykiem, czy Europejczykiem jest ktoś, kto nigdy nie przekroczył granic swojego powiatu i nie przeczytał żadnej książki? A jak był raz w województwie i przeczytał książek 10 lub 100, to wtedy co?
Spór o definicję to raczej słowna zabawa (równie rozwijająca!), niż pole śmiertelnie poważnej dyskusji
"Definicja" Berlińczyka wg Kennedy'ego, czy też słowa "Ślązakiem jest każdy, kto posadził na Śląsku choć jedno drzewo" (cyt z pamięci, tłum moje)
Też mogłyby kandydować do miana składników jakiejś-tam definicji.

>Mnie się wydaje, iż do poczucia się Europejczykiem - jako minimum - przydałaby jakaś tam znajomość Mądrości (filozofii) Zachodu, począwszy od starożytnej, religii i kultur śródziemnomorskich (choćby tylko takie małe omówienie) skończywszy na aktualiach: www.racjonalista.pl/forum.php/s,661496 Koniecznym jest poznanie historii państwa i prawa, też zaczynając od starożytnych Greków i Rzymian. Znajomość europejskich kultur: Średniowiecza, Odrodzenia, Oświecenia, a także Romantyzmu i Pozytywizmu. Rewolucyjnych prób wyzwolenia człowieka przez zorganizowanie państwa od Rewolucji Francuskiej.
Sporo Pan wymaga.
A ja może jeszcze więcej. Sama znajomość Mądrości Zachodu to za mało.(Grecja to wschód czy zachód?) Europa byłaby bardzo uboga, bez XIX-wiecznej (i późniejszej trochę też) rosyjskiej literatury, a bez rosyjskiej nauki to chyba do dziś loty w kosmos byłyby fantastyką.

Jednak budując definicję na takich wymaganiach, doprowadzamy do sytuacji, w której Europejczycy w Europie stanowią zdecydowaną mniejszość. Każdemu z nas można znaleźć książkę, której nie przeczytał, a sporo jest takich, którzy nie czytają wcale.
Powiedzą o sobie "jesteśmy Europejczykami" ale nie będzie w tym tej mądrej dumy ze swoich korzeni. (Głupa duma to zwykła pycha)

Ale budując definicję na takich wymaganiach, odcinamy tę mniej godną chwały część korzeni. Europa to także inkwizycja, Опричнина i Dachau.

>Gdzie szukać opisów "cywilizacji europejskiej" i prób jej zrozumienia.
>u księdza katechety,
Znalazłbym i takich: krakow.dominikanie.pl/

>Według mojego skrzywienia szukać go należy u intelektualistów - umysłów wybitnych, a nie wśród własnego otoczenia - grupy społecznej, czy wyznaniowej.
Tak. Na Stolarskiej to raczej wyjątek Pan znajdzie, ale wart uwagi.

>Cywilizacja europejska składa się bardzo wielu elementów - co stanowi jej wielką wartość - i koniecznym byłoby tu przedstawienie poważnej bibliografii przedstawiającej wagę poszczególnych elementów składowych.
>>Sama taka bibliografia liczyłaby kilkadziesiąt stron
>Nie wiem ile, ale sam mogę podać kilkadziesiąt wartościowych pozycji.

Zaczynamy?
cs.wikipedia.org/wiki/Arno_Anzenbacher

Żartuję oczywiście.
Jednorazowe tworzenie takiego wykazu jest bez sensu, a przerzucanie nazwiskami poradzi pachnieć bufonadą, ale... kiedyś obiecałem Panu odwzajemnić za rekomendację Ehrmana, Jedna powieść (!), która o Ślązakach powie więcej niż kilka naukowych publikacji. Tylko czy temat Pana zainteresuje?
23-04-2015 17:59 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Spór o definicję to raczej słowna zabawa (równie rozwijająca!), niż pole śmiertelnie poważnej dyskusji
Tu zdecydowanie tak, ale definicje to poważna sprawa, godna najtęższych umysłów.

>"Definicja" Berlińczyka wg Kennedy'ego, czy też słowa "Ślązakiem jest każdy, kto posadził na Śląsku choć jedno drzewo" (cyt z pamięci, tłum moje) Też mogłyby kandydować do miana składników jakiejś-tam definicji.
Dobra, ale zbyt szeroka - nawet przy moim poczuciu tolerancji.

>Sporo Pan wymaga.
Mam od kogo.

>A ja może jeszcze więcej.
Zdaje się, iż obaj lubimy poszukiwać własnych odpowiedzi i inspiracje nas cieszą.

>Sama znajomość Mądrości Zachodu to za mało.
Zdecydowanie za mało.

>(Grecja to wschód czy zachód?)
www.racjonalista.pl/ks.php/k,405
i przy okazji tego samego pana: lubimyczyt(*)22/dzieje-zachodniej-filozofii

>Europa byłaby bardzo uboga, bez XIX-wiecznej (i późniejszej trochę też) rosyjskiej literatury, a bez rosyjskiej nauki to chyba do dziś loty w kosmos byłyby fantastyką.
Tego bzu to całe krocie. Nie wymienimy ich tu choćbyśmy i bardzo tego chcieli.

>Jednak budując definicję na takich wymaganiach, doprowadzamy do sytuacji, w której Europejczycy w Europie stanowią zdecydowaną mniejszość.
Nie bardzo się tu z Panem zgadzam, gdyż dla mnie podstawową cechą europejskości jest otwartość na świat i jego złożoność, a nie zamykanie się w jakimkolwiek - choćby i religijnym - zaścianku. Mam i miałem przyjaciół wśród profesorów o sporym dorobku - często po osiemdziesiątce. Często opowiadają jakie mają jeszcze naukowe plany - czego chcą się jeszcze nauczyć i co jeszcze zrozumieć. Ten, któremu się wydaje, iż wie wszystko, to powinien już umierać.

>Każdemu z nas można znaleźć książkę, której nie przeczytał,
Książki? Są tysiące wartościowych książek których ani nie przeczytałem, ani nigdy nie przeczytam. Tyle, iż ja nie znam żadnej, której nie przeczytanie by nas intelektualnie dyskwalifikowało. Natomiast dyskwalifikuje nas ogólny brak oczytania.

>a sporo jest takich, którzy nie czytają wcale.
I daj im Boże dużo zdrowia, ale jest gorzej - oni publicznie zabierają głos, a nawet nami rządzą.

>Powiedzą o sobie "jesteśmy Europejczykami"
I będą mieli rację, gdyż urodzili się w Europie.

>Powiedzą o sobie "jesteśmy Europejczykami", ale nie będzie w tym tej mądrej dumy ze swoich korzeni. (Głupa duma to zwykła pycha).
Można takie wypowiedzi poczytać w mediach i naprawdę nie jestem uprzedzony, gdy napiszę, że głównie z kościelno-prawicowej strony.

>Ale budując definicję na takich wymaganiach, odcinamy tę mniej godną chwały część korzeni. Europa to także inkwizycja, Опричнина i Dachau.
W moich wymaganiach nie można być Europejczykiem odcinając się od masowych zbrodni na terenie Europy, a nawet w całym świecie przez ludzi reprezentujących "europejską cywilizację. Trzeba je wziąć do siebie i poważnie przemyśleć swój stosunek do tych, którzy byli za nie odpowiedzialni. Jestem gotów dużo wybaczyć tym, którzy zbrodnie własnego narodu (religii/ideologii) dostrzegają, z nich się rozliczają i potrafią potępić. Oczywiście ludzkich bestii nigdy i nic usprawiedliwić nie może.

Gdzie szukać opisów "cywilizacji europejskiej" i prób jej zrozumienia.
W u księdza katechety, czy w internecie, gdzie każdy kto chce to swoje głupoty plecie. Według mojego skrzywienia szukać go należy u intelektualistów - umysłów wybitnych, a nie wśród własnego otoczenia - grupy społecznej, czy wyznaniowej.

u księdza katechety,
>Znalazłbym i takich: krakow.dominikanie.pl/
Mam węższe pojęcie tego określenia. Nie myślałem tu o intelektualistach chrześcijańskich potrafiących się zdobyć na szerszą refleksję.

Cywilizacja europejska składa się bardzo wielu elementów - co stanowi jej wielką wartość - i koniecznym byłoby tu przedstawienie poważnej bibliografii przedstawiającej wagę poszczególnych elementów składowych.
>Sama taka bibliografia liczyłaby kilkadziesiąt stron
Nie wiem ile, ale sam mogę podać kilkadziesiąt wartościowych pozycji.
>Zaczynamy?
Raczej nie. Wolę bardziej wąsko do tematu aktualnej rozmowy.

cs.wikipedia.org/wiki/Arno_Anzenbacher:)
Pierwsze słyszę. Należy on najprawdopodobniej właśnie do tej grupy wartościowych myślicieli, z których dorobkiem nie zapoznam się nigdy. Wczoraj kupiłem: Marcina K. Zwierżdżyńskiego "Gdzie jest religia" oraz Jürgena Habermasa "Miedzy naturalizmem a religią". Nawet poważne przejrzenie zajmie mi sporo czasu.

>Żartuję oczywiście.
>Jednorazowe tworzenie takiego wykazu jest bez sensu, a przerzucanie nazwiskami poradzi pachnieć bufonadą,
Bardzo rzadko polecam książki, których jeszcze nie przeczytałem i znam je tylko z recenzji lub poprzez opinię o innych publikacjach tego samego autora. Najczęściej pozycje, do których się odwołuję mam nie tylko przeczytane, ale nawet przemyślane.

>ale... kiedyś obiecałem Panu odwzajemnić za rekomendację Ehrmana, Jedna powieść (!), która o Ślązakach powie więcej niż kilka naukowych publikacji. Tylko czy temat Pana zainteresuje?
Mam taką wadę, iż zupełnie nie jestem odpornym na nową wiedzę. Ślązacy interesują mnie średnio, ale jeżeli trafi się do mnie polecana przez Pana książka, to prawie na pewno ją przeczytam. Tak, iż o tytuł proszę.

@@@
.
24-04-2015 08:19 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>Mam taką wadę, iż zupełnie nie jestem odpornym na nową wiedzę. Ślązacy interesują mnie średnio, ale jeżeli trafi się do mnie polecana przez Pana książka, to prawie na pewno ją przeczytam. Tak, iż o tytuł proszę.

W dyskusji o europejskości, o europejskiej otwartości warto tego autora wpomnieć
Pogranicza - Śląsk, Łódź, Gdańsk, Lwów, Podlasie - to wielkie Europy cenności

Horst Bienek. Ślązak piszący po niemiecku, gliwiczanin z pochodzenia. Przyjaciel polskojęzycznego śląskiego pisarza Wilhelma Szewczyka, wielki wielbiciel Korfantego
Polecam przede wszystkim "Die erste Polka" - "Pierwsza Polka" Niestety wydawnictwo Wokół nas wynajęło bardzo kiepskiego przekładcę.

Książka jest pisana po niemiecku, ale z wieloma wstawkami schläsche Sproache, polskimi, śląskimi i to w przekładzie ginie.
Najpięniejsza w tej książce jest wypowiedź niemieckojęzycznego śląskiego księdza w obronie ślasko - niemieckich nazw miejscowości przeciwko ich germanizowaniu przez urzędników "z Rzeszy" - niestety także i to zostało źle przełożone. Na szczęście wydanie Wokół nas jest dwujęzyczne i pewne fragmenty (np owe nazwy geograficzne) nawet przy bardzo skromnej znajomosci niemieckiego można zrozumieć z oryginału

Polecam
24-04-2015 09:21 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Horst Bienek. Ślązak piszący po niemiecku, gliwiczanin z pochodzenia. Przyjaciel polskojęzycznego śląskiego pisarza Wilhelma Szewczyka, wielki wielbiciel Korfantego
>Polecam przede wszystkim "Die erste Polka" - "Pierwsza Polka".
Dziękuję, tak jak wyżej napisałem: Jeżeli trafi się do mnie polecana przez Pana książka, to prawie na pewno ją przeczytam. Na razie mam to: www.diva-p(*)et/diva2:197269/FULLTEXT01.pdf

@@@
.
szarley (54913 punktów)
>Na razie mam to: www.diva-p(*)et/diva2:197269/FULLTEXT01.pdf

Znam. Zawsze mam pewne opory, czytając tekst w którym ktoś mój kraj przesadnie idealizuje
(A przy tym spooooooro musiałbym polemizować z autorką)

Pod jednym cytatem z pracy się podpisuję

Cytat:
Swoją twórczością próbował doprowadzić do zrozumienia i porozumienia polsko-niemieckiego

chooć robił to w opozycji zarówno wobec Polaków jak i Niemców

Pozdrawiam
24-04-2015 10:17 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>A przy tym spooooooro musiałbym polemizować z autorką.
Mam zwyczaj podchodzenia do tekstów dopóki to możliwe życzliwie, ale zawsze już od samego początku lektury krytycznie. Przecież to tylko ludzie piszą teksty i przedstawiają swoją argumentację, a tylko durnie uważają, że mają jakiś tam patent na racje. Sprawność intelektualna to też sztuka wyboru tego co wartościowe - tego co nas inspiruje do samodzielnego myślenia.

@@@
.
24-04-2015 11:51 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>tylko durnie uważają, że mają jakiś tam patent na racje
Nie masz racji.

Kiedy każdy mój argument zacznie ci się wydawać genialny, możesz rzucić we mnie zgniłym pomidorem.
24-04-2015 12:34 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Przecież to tylko ludzie piszą teksty i przedstawiają swoją argumentację,
a tylko durnie uważają, że mają jakiś tam patent na racje.

>Nie masz racji.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,646691#w646869

@@@
.
23-04-2015 18:40 
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)
Jestem źle rozumiany. Chrześcijaństwa już nie ma i nie będzie, ono nie wróci.

Panowie proponujecie budowę domu w którym każdy mieszkaniec przesuwa sobie ściany, okna i drzwi tak jak mu się podoba, wedle opinii. Tak rozumiecie wolność. Nie twierdzę, że to głupie, nie twierdzę, że nierealne ale nie dostrzega się tutaj jednej trudności. Bez inteligentnego projektu, bez idei transcendentalnej zamiast domu wyjdą nam slumsy. Bo slumsy właśnie tak wyglądają, totalna samowolka. Kiedyś inteligentną ideą scalającą było Chrześcijaństwo, to ono było zaprawą (Przecież chrześcijańska Rzeczpospolita potrafiła być ostoją tolerancji). Dziś idąc za Nietzschem nasza kultura rozkłada się i przypomina właśnie slumsy ze swoją komercjalizacją i trywializacją. Idee tolerancji, wolności, równości i braterstwa są materiałem na zaprawę ale nie samą zaprawą, to na chwilę obecną wyprzedza trochę swoją epokę, nie ma wiedzy czyli inteligencji jak to zmieszać razem. Moim zdaniem taki świat jest możliwy tylko jako świat globalny z rządem światowym, bo jak człowiek tolerancyjny ma tolerować tego nietolerancyjnego? Bez globalizacji to się nie uda. Zanim jednak dojdzie do globalizacji należy pokonać inne trudności.
Po pierwsze
-materie i naturę, czyli sposoby produkcji, nasza praca, nasza technologia itp, to wszystko jest za młode na świat globalny, ludzie ciągle się biją ze sobą o chleb, pracę i zasoby i mają różne usposobienia.
Dwa
- brak idei scalającej, przekraczającej naturę. Samo hasło tolerancja nie wystarcza do zaistnienia tolerancji. Europejczycy nie tolerują całej masy zachowań, które są tolerowane poza Europą. Język racjonalny i rozum praktyczny tej trudności nie pokona. Operujemy w dialektyce, w dualizmie przeciwieństwa i aby tolerować musimy być nietolerancyjni wobec zachowań innych niż nasze. Jedynym sposobem jest tutaj zmiana języka, zmutowanie się do nadczłowieka i uda się to tylko dzięki Azji, bo tam jest inny język, nie zdań a znaków i symboli, który lepiej sobie radzi z dualizmem. Zresztą widać tu już w komunikacji internetowej i smsowej, coraz mniej zdań, coraz więcej znaczków, jak w Chinach. Dlatego uważam, że Azja musi nas pokonać i zdominować, abyśmy mogli wkroczyć w nowy etap rozwoju jednego równego świata.Proszę zobaczyć jak łączą przeciwieństwa - kapitalizm z komunizmem.( Polecam lektury Jean Gebser, doskonale pokazują ewolucja świadomości od stanu magicznego, przez mityczny do dzisiejszego mentalnego/dualnego który po rozpadzie zrodzi a-perspektywiczny stan świadomości. to jest zawsze związane z ewolucją i mutacją języka. Greka i Łacina musiały ustąpić językom racjonalnym i umrzeć, tak i nasze będą musiały ustąpić językowi znaków i symboli a nie zdań.)

Ja staram się patrzeć na historię jako liniowo-cykliczną i dostrzegam duże podobieństwa i powtórzenia. Kiedyś chrześcijaństwo rozpoczęło się od Gnozy, Manicheizmu, Alchemii, Magii, Neoplatonizmu po to aby natura wybrała z tego co łatwe i szybkie tworząc Kościół Rzymskokatolicki i scholastykę. Kościół w rzeczywistości zwalczając herezje, zwalczał swoje dziedzictwo. To co robi współczesna postępowa lewica jest powtórką z rozrywki. Czerpią z dokonań humanizmu i rozumu praktycznego ale jednocześnie chcą zwalczać całą tradycje, właściwie to ją wymazać bo to im przeszkadza w wprowadzaniu haseł tolerancji i równości. Czasy herezji są już nam bliskie, wykorzystuje się dogmat naukowości, "wiedzy eksperckiej" aby zagarniać dla siebie wyłączność prawdy. Resztę się nazywa pseudo-nauką, albo oszołomstwem, Tymczasem wszyscy twórcy humanizmu i racjonalnej nauki czerpali z dziedzin ezoterycznych i metafizyki. Tak jak Kościół palił książki i osądzał heretyków, tak dziś krytyków naturalizmu, krytyków GMO, t. ewolucji, globalnego ocieplenia, materializmu, eutanazji i aborcji będzie się wykluczać z kultury i przestrzeni publicznej ( patrz prof. Chazan), nazywać pseudonaukowcami albo innymi określeniami. Tak jak Kościół tolerował wyznawców Boga i zabijał wyznawców Szatana, tak nauka toleruje wyznawców Rozumu, a dyskredytuje wyznawców Głupoty, gdzie wszystkie 4 pojęcia to czyste abstrakcje z którymi można sobie robić wszystko. Kościół stworzył chrześcijaństwo egzoteryczne aby wydało owoce i upadło. To samo zrobi postępowa nauka, czy lewica liberalna. Stworzy świat postępu, rozumu i równości aby wydać owoce i samemu się potem unicestwić. Dlatego powtarzam swoją tezę - jesteśmy w wiekach ciemnych, początek kolejnego średniowiecza. Azja nas dominuje, podsunie nam pomysły i umożliwi zbudowanie domu z ruchomymi ścianami dla każdego, czyli równy i tolerancyjny ale najpierw jednak trzeba przeżyć etap rozkładu.

Egalitaryzm, relatywizm, tolerancja nie są złe. Wyznawał to Chrystus, wyznawał Budda. Rzecz w tym ,że nie można z tego zrobić absolutu tak jak się zrobiło absolut z wyobrażenia monistycznego Boga Ojca. Aby wartości mogły być relatywne, to muszą najpierw stać się wartością. Aby można było tolerować postawy, to najpierw trzeba przyjąć postawę. Postawa z samej definicji jest nietolerancyjna wobec wszystkiego co tą postawę rozkłada i niszczy. Także nie róbmy z haseł Absolutu bo będziemy mieli powtórkę z inkwizycji. Lewica dziś do tego zmierza.
23-04-2015 19:31 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Przecież chrześcijańska Rzeczpospolita potrafiła być ostoją tolerancji
pl.wikiped(*)zpospolita_Obojga_Narodów
Jaka chrześcijańska Rzeczypospolita? Co najwyżej państwo, w którym większość stanowili chrześcijanie różnych wyznań.
Jaka ostoja tolerancji? Co najwyżej społeczeństwo trochę bardziej tolerancyjne - choćby właśnie przez wewnętrzne zróżnicowanie - od innych, ale bez przesady. Wszystkie elementy nietolerancji występujące w innych krajach europejskich występowały też w Polsce.

@@@
.
23-04-2015 19:56 
 Ocena 2 na 2
Klopton (519 punktów)
>>Przecież chrześcijańska Rzeczpospolita potrafiła być ostoją tolerancji
>pl.wikiped(*)zpospolita_Obojga_Narodów
>Jaka chrześcijańska Rzeczypospolita? Co najwyżej państwo, w którym większość stanowili chrześcijanie różnych wyznań.
>Jaka ostoja tolerancji? Co najwyżej społeczeństwo trochę bardziej tolerancyjne - choćby właśnie przez wewnętrzne zróżnicowanie - od innych, ale bez przesady. Wszystkie elementy nietolerancji występujące w innych krajach europejskich występowały też w Polsce.
>@@@
>.
>

Chce pan powiedzieć że oficjalna władza, życie kulturalne elit itd. itd. nie było chrześcijańskie? Mieliśmy żydów i muzułmanów czy buddystów wśród króli, magnatów i szlachty?
W zacytowanym przez pana linku jest nawet napisane - religia panująca. Czyli coś p a n o w a ł o. Tolerancja też na tle tamtego okresu i miejsca była największa z możliwych. Nie można analizować okresu historycznego mierząc wszystko wyłącznie kategoriami z własnej epoki. To błąd metodologiczny. Na dany okres patrzy się tak, jakby tendencje wtedy dominujące miały tą samą wartość co tendencje dominujące w naszej teraźniejszości. Tylko tak można zrozumieć epokę. A proszę mi wierzyć, zrozumieć można nawet palenie czarownic, co nie oznacza że musimy się zgadzać.
Niepotrzebnie pan łapie za słówka i doszukuje się nie wiadomo czego.
24-04-2015 08:41 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Chce pan powiedzieć że oficjalna władza, życie kulturalne elit itd. itd. nie było chrześcijańskie?
To co chciałem, to napisałem, gdybym chciał więcej powiedzieć, to bym więcej napisał. Ale co to znaczy "było chrześcijańskie"? Że oficjalna władza, elity znały Biblię i kierowały się wartościami chrześcijańskimi i przestrzegały ewangelicznych nakazów

>Mieliśmy żydów i muzułmanów czy buddystów wśród króli, magnatów i szlachty?
Nie mieliśmy i czy chce Pan tu powiedzieć, iż "Czyje panowanie, tego religia". Przecież wyżej napisałem: Pogląd cuius regio eius religio wcale nie został zaczął być praktykowany od XVI wieku, tylko z różnym natężeniem od początku ludzkich dziejów.

>W zacytowanym przez pana linku jest nawet napisane - religia panująca.
A co to ma, tak w ogóle, znaczyć?
sjp.pl/panować
portalwied(*)anowanie_polityczne,haslo.html
pl.wikipedia.org/wiki/Panowanie_charyzmatyczne
www.dwutyg(*)-nie-ma-zostaje-panowanie.html
Jakimi środkami ta ideologia dysponowała, że panowała? Czy chce Pan powiedzieć, że władza świecka podlegała religijnej. Zapewne kler różnych wyznań o to się starał, ale możnowładcy o tyle do nadzoru kleru się stosowali na ile było to zgodne z ich interesami, a dla nieszlacheckiej większości te religie miały mniejsze znaczenie od magii.
pl.wikipedia.org/wiki/Biblia_Pauperum
www.czarym(*)urze_ludowej_magdalena_zowczak
Z historii wiemy, że:
- aż po XII/XIII stulecie żywe były tradycje wywodzące sie wprost z praktyk pogańskich (pochówki, niehonorowanie obowiązków chrześcijańskich takich jak spowiedź, uczestnictwo w nabożeństwach itp.),
- do XIV wieku mogły istnieć enklawy pogaństwa na północnym Mazowszu,
- aż po XVI stulecie dzisiejsze Podlasie zamieszkiwały - być może!- grupy pielęgnujące tradycje przedchrześcijańskie.
Już po "Potopie" jezuici prowadzili intensywną akcję rechrystianizacji nawet na niektórych obszarach wchodzących w skład dzisiejszej Polski.

Jaka to więc też była ówczesna religia panująca?

Większość przedstawicieli szlachty polskiej i spolonizowanej była katolikami lub protestantami, natomiast ludność chłopska na wschodnich ziemiach Rzeczypospolitej wyznawała prawosławie. Konflikty dodatkowo narosły po zawiązaniu unii brzeskiej. W dużym stopniu to właśnie z kwestiami religijnymi wiązały się powstania kozackie, w tym najważniejsze powstanie Chmielnickiego.

Pod wpływem reformacji duża część szlachty przyjęła wyznania protestanckie (luteranizm, kalwinizm i arianizm). W okresie zawiązywania unii lubelskiej pojawiały się nawet propozycje utworzenia kościoła narodowego. Wprawdzie w efekcie kontrreformacji większość szlachty powróciła do Kościoła katolickiego, ale proces ten przebiegał pokojowo, głównie poprzez propagandę i szkolnictwo jezuickie. Dopiero po potopie szwedzkim doszło do prześladowań braci polskich i ich wygnania z kraju.


> Czyli coś p a n o w a ł o.
Tak, panowali panowie szlachta: Charakterystyczna dla Rzeczypospolitej była bardzo duża (8-10% społeczeństwa) liczebność stanu szlacheckiego i jego wysokie uprzywilejowanie. Choć polityką zajmował się tylko niewielki procent szlachty, przede wszystkim jej bogatsza część.

Złota wolność wytworzyła ustrój nietypowy w skali ówczesnej Europy. Podczas gdy w innych krajach następowała centralizacja władzy i wzrost pozycji monarchów zmierzających do absolutyzmu, w Rzeczypospolitej władza była zdecentralizowana, a szlachta dominowała nad królem pod względem kompetencji.
I to szlachta była zasadniczym lepiszczem Rzeczypospolitej, a nie chrześcijaństwo, choć oczywistym jest, że prawie cała ludność do chrześcijaństwa się przyznawała.

>Tolerancja też na tle tamtego okresu i miejsca była największa z możliwych.
Tak, 28 stycznia 1573 r. uchwalono wielki dokument, z którego możemy być dumni po dzień dzisiejszy, ale bardzo szybko został on zaatakowany przez zwolenników dominacji Kościoła nad państwem. Możemy o tym poczytać w pismach Skargi, Bembusa, Berkowskiego i innych uważający, że władza ma obowiązek popierania religii jedynie prawdziwej.

Znamy w Rzeczypospolitej przypadki palenia innowierców na stosach na skutek wyroków sądów biskupich przeciwko "heretykom" i "apostatom". Choć było ich mniej w porównaniu z masowymi zabójstwami w Europie Zachodniej.

Należy także pamiętać, spora liczba innowierców musiała opuścić swoje miejsce zamieszkania na skutek zagrożenia wyrokami ze strony sądów biskupich.

Opisane także są przypadki napaści, zabójstw, niszczenia mienia i pogromów przeciwko innowiercom. Najczęściej takich czynów dopuszczał się tłum, podburzony przez miejscowy kler katolicki lub zakonników. Tak, było lepiej niż w krajach Zachodu, ale czy było dobrze?


>Nie można analizować okresu historycznego mierząc wszystko wyłącznie kategoriami z własnej epoki. To błąd metodologiczny. Na dany okres patrzy się tak, jakby tendencje wtedy dominujące miały tą samą wartość co tendencje dominujące w naszej teraźniejszości. Tylko tak można zrozumieć epokę. A proszę mi wierzyć, zrozumieć można nawet palenie czarownic, co nie oznacza że musimy się zgadzać.
Jest taka tendencja, że im się mniej wie samemu, to tym bardziej poucza się innych - co jest ewidentnym dowodem głupoty. Zamiast pouczeń lepiej przedstawiać argumenty. Przecież inteligentni ludzie nas czytają, którzy umieją zrozumieć stojące za naszymi argumentami racje.

@@@
.
24-04-2015 15:07 
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)
Jak piszę, że tygrys jest zwierzęciem, bo chcę mówić o świecie zwierząt na przykładzie tygrysa, to pan mi odpisuje - ale przecież tygrys to jest ssak z rodziny kotowatych. Tak pan prowadzi ze mną dyskusję
Po co tyle tych detali kierujących dyskusje na inne tory?
24-04-2015 18:13 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

> Po co tyle tych detali kierujących dyskusje na inne tory?
Nie wiem: Życie praktyczne, codzienne, genialnego teoretyka, czy nawet empirysty to jeden z największych horrorów przed którym wystrzega się każde społeczeństwo. Nikt by nie chciał skończyć jak Nietzsche, jak Kant, Marie Curie Skłodowska czy też Van Gogh, Gauguin itp.

Co do Europy bez chrześcijaństwa to w sensie geograficznym istniała na długo przed, w sensie kultury i cywilizacji europejskiej, to nigdy takiej nie było, bez chrześcijaństwa i raczej trudno sobie wyobrazić jakby miała wyglądać laicka Europa.

Naturalizm to może się przydawać przy rozwoju technologii i tworzeniu modeli teoretycznych do tego rozwoju, o poznaniu rzeczywistości to za wiele mądrego powiedzieć nie może. Materia w swej istocie lub esencji jest niematerialna, sterowana przez niematerialne siły których nie da się poznać racjonalnie. Nauka, ta oficjalna, w tych sprawach ma praktycznie zerowe sukcesy. Dlatego budowanie światopoglądu w oparciu tylko o naturalizm jest tożsame z wyjęciem sobie połowy (tej prawej) mózgu i wyrzuceniem do kosza. Obraźliwe pojęcie >pół-mózg< oznacza nic innego jak człowieka chorującego na przerost jednej półkuli nad drugą, w nauce scjentyzm objawia się przerostem lewej nad prawą, który można porównać do naturalizmu w skrajnej postaci.

Jeśli miałbym być dzikusem w buszu i dać się podbić i zdominować danej cywilizacji to Egipt, lub Majowie czy Inkowie oczarowaliby mnie swoją magią, zdolnością do wyzwalania nieznajomych mi mocy. Cywilizacja grecka zauroczyła by mnie swoją kulturą, dostojnością, wysublimowaniem i pięknem. Rzym podbiłby mnie swoją sztuką uprawiania polityki, sztuką podbijania i powiększania władzy (do Rzymu najlepiej pasuje pojęcie cywilizacja). Chiny zdominowały by mnie podobnie jak i Indie i Persja, swym orientalnym, niezwykle oryginalnym podejściem do życia i kontaktu z materią, swym spokojem i wytrwałością, innym stanem mentalnym. Europa natomiast wszczepiłaby mi miłość do jedynego Boga, do Chrystusa Zbawiciela i pojęcie pobożności obyczaju, pojęcie przykładnej rodziny i wychowania, oraz w przypadku brytyjskim, czyli Empire of the Sun, nowoczesnością i postępem (ewentualnie to samo mogło by zrobić imperium Osmańskie i Arabowie).

Dlatego wszystko co dziś głosi nauka ze swoim naturalizmem (mam na myśli teorie wyjaśniające świat), po następnym tzw przewrocie kopernikańskim zostanie wyśmiane. Ja się śmieje już teraz i bzdur nie czytam.

Być może kiedyś i Pan, a nauka z pewnością zrozumie, że do zebrania wszystkich części i faktów w jedną całość i przeczytania ich w taki sposób aby dały się pojąć, nie przeczyły sobie wzajemnie i miały dla każdego sens, jest potrzebny inny język niż ten "naturalny" nauk przyrodniczych. Jest to język symboli, bo symbol pomaga w rozumieniu złożonego zjawiska bez potrzeby czytania całych książek o nim.

Widać, że jest Pan typowym naturalistą. Nauki przyrodnicze nauczyły Pana rozkładać wszystko na części więc i tak Pan prowadzi dyskusję, wyrywając zdania z kontekstu i analizując każde oddzielnie z innej perspektywy (stąd też tyle Pan linkuje do innych dyskusji i każe mi je czytać poza kontekstem naszej dyskusji, co jest bezsensem, chyba Pan nie liczy na to, że ktokolwiek to robi, nie po to się wchodzi na fora).

Dla każdego prostego chłopa od urodzenia było wiadome że żyje on w państwie Chrystusa nad którym ziemską władzę sprawuje Papiestwo i na tej płaszczyźnie ludzie mogli się utożsamić ze sobą i rozpoznać jako jedność, jako jedna cywilizacja.

Dawniej jakby ktoś miał opisać co łączy ludy Europy to jedyne co to mógł napisać -Chrystus. Ludzie mogli się zabijać między sobą w praktyce, ale na płaszczyźnie kultury w jakiej operowali, Chrześcijaństwo było tożsame wszystkim, nawet muzułmanom mieszkającym w Europie, bo byli wewnątrz czegoś większego. (...) Nie ma więc do dziś ani jednego geniusza który by powiedział do wszystkich europejczyków takie słowa, że "każdy" (nie dosłownie) by mógł odpowiedzieć - Tak, zgadzam się. Kiedyś jedynym takim słowem był Chrystus (nawet muzułmanie go uznawali).

Podobnie ma cała Europa, jedyne co wspólne to projekt UE i NATO, czyli twór polityczny który się dopiero buduje ale strasznie słabo to wygląda i kto wie czy uda się to utrzymać.

Henri Bergson najlepiej wyjaśnił problem ewolucji społeczeństwa. Czyta się go trudno dlatego mało znany. Racjonalne myślenie, stan mentalny nie wyjdzie po za biegunowość, dialektykę, dualizm, dlatego każde próby ujednolicenia i sprowadzenia poznania do jednego czynnika kończą się szaleństwem (tak skończył Nietzsche zapominając, że jest prócz materii i duch).

Tak jak Sokrates "zniszczył" Grecję, tak jak Chrystus "zniszczył" Rzym, tak Leonardo Da Vinci, Kopernik i Galileusz "zniszczyli" Państwo Kościelne, czyli chrześcijańską Europę aby potem mógł ją dobić Darwin (niszcząc dają w zamian coś nowego).

Ja staram się patrzeć na historię jako liniowo-cykliczną i dostrzegam duże podobieństwa i powtórzenia. Kiedyś chrześcijaństwo rozpoczęło się od Gnozy, Manicheizmu, Alchemii, Magii, Neoplatonizmu po to aby natura wybrała z tego co łatwe i szybkie tworząc Kościół Rzymskokatolicki i scholastykę.

Kiedyś inteligentną ideą scalającą było Chrześcijaństwo, to ono było zaprawą (Przecież chrześcijańska Rzeczpospolita potrafiła być ostoją tolerancji). Dziś idąc za Nietzschem nasza kultura rozkłada się i przypomina właśnie slumsy ze swoją komercjalizacją i trywializacją.

Okazuje się, że tzw światopogląd liberalno-demokratyczny jest także kwestią opinii, dodatkowo jest różnie rozumiany. Np. w Polsce mamy liberałów z PO i SLD i liberałów konserwatywnych np od Korwina.


To tylko mały wybór "detali", które Pan tu poruszył. Wiem, że wystarczy poczytać i nie komentować: - No bo co z tym inteligentni ludzie mogą zrobić - co najwyżej mogą Pana w monitor pocałować.

@@@
.
25-04-2015 08:36 
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)
Takie "detale" służą do uzasadnienia głównego wątku dyskusji. Pana detale są analizowane same w sobie poza kontekstem. Pan rozkłada pojęcie panować na części pierwsze aby wykazać, że nie ma religii panującej bo panuje król i szlachta. Gdzie ja mogę napisać, że nie panuje król i szlachta bo to tylko ssaki człekokształtne i panuje biologia i procesy geopolityczne itd itd.
Chciał pan mieć dobry poziom forum, to niech pan sobie samemu zada pytanie - po co to? Albo analizujemy kontekst posługując się zawartością, albo wykorzystujemy kontekst do analizy zawartości - która dyskusja owocniejsza?
25-04-2015 12:12 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Takie "detale" służą do uzasadnienia głównego wątku dyskusji.
Ależ oczywiście, iż Pańskie głupoty są mądre już z definicji, dlatego, że są Pańskie.

>Pana detale są analizowane same w sobie poza kontekstem.
Przecież to zrozumiałe, iż moje argumenty są brane z sufitu, gdy Pańskie oparte są na głębokiej erudycji.

>Pan rozkłada pojęcie panować na części pierwsze aby wykazać, że nie ma religii panującej
Ależ, gdzie ja napisałem, że nie ma religii panującej, gdy znamy dziesiątki (a może w historii i setki) takich przykładów.
Były państwa, w których władzę bezpośrednio sprawowali kapłani, jak też państwa wyznaniowe.

>bo panuje król i szlachta.
W Rzeczypospolitej rzeczywiście panowali "panowie szlachta" i to było zasadniczym wyróżnikiem tego ustroju. Król miał znacznie mniej do powiedzenia niż wynikało to z jego siedzenia (tronu).

>Gdzie ja mogę napisać,
Panu wolno wszystko pisać.

>że nie panuje król i szlachta bo to tylko ssaki człekokształtne i panuje biologia i procesy geopolityczne itd itd.
Bardzo dobre porównanie z panowaniem religii w Rzeczypospolitej. Przecież ja nie zaprzeczyłem, że do chrześcijaństwa przyznawała się znakomita większość ludności, a więc one tam istniało i jego elementy - w większym lub mniejszym stopniu - stanowiły element ówczesnego światopoglądu, ale do panowania to jeszcze daleka droga - co uargumentowałem. Oczywiście rola kleru katolickiego stale w Rzeczypospolitej rosła i od 3 maja 1791 Katolicyzm (nie chrześcijaństwo) stał się religią panującą, ale jak wiemy już nie na długo.

> Chciał pan mieć dobry poziom forum,
To nie jest moje forum, choć uważałem je kiedyś za nasze (racjonalistyczne) i wtedy tu był bardzo dobry poziom.

>to niech pan sobie samemu zada pytanie - po co to?
Żeby sobie pogadać z mądrymi ludźmi, czegoś się od nich nauczyć i/lub zostać zainspirowanym do pogłębienia swojej wiedzy. Forum pełniło ważną rolę w mojej codzienności.

>Albo analizujemy kontekst posługując się zawartością, albo wykorzystujemy kontekst do analizy zawartości - która dyskusja owocniejsza?
Zawsze owocniejsza jest dyskusja z interlokutorami o dużej sprawności intelektualnej i wiedzy. Im tego mają więcej, to tym bardziej. Najmniej owocną jest z wierzącymi, iż mają jakikolwiek w czymkolwiek patent na rację.

Racja w naukach przyrodniczych to doświadczalna powtarzalność, a w humanistycznych dyskusjach to argumenty przekonywujące czytelnika (dlatego ja swoje wypowiedzi kieruję tylko do tych, którzy je zrozumieć potrafią).

Wszelkie dyskusje z wiarą są niemożliwe, gdyż wierzącego nikt nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej. Więc dyskusje z wierzącymi są zawsze bezowocne, choć ich wypowiedzi mogą służyć jako inspiracje do przedstawienia racjonalnych argumentów.

@@@
.
25-04-2015 18:50 
 Ocena 3 na 3
Klopton (519 punktów)
Panie Andrzeju, z całym szacuneczkiem ale nie chce mi się już z panem rozmawiać. Okropna strata czasu, musiałby go gospodarować tak jak pan i pisać codziennie ze to bzdury, bzdury, bzdury a potem ponarzekać na "poziom intelektualny" forum. Pan nie posiada zdolności do indukcyjnego i dedukcyjnego myślenia, jedynie encyklopedyczne. Chrześcijaństwo dalekie od panowania w Polsce? Serio? To trzeba zgłosić w Wikipedii i napisać, że nie było religii panującej a jedynie wyznawana. Dzięki tej grze językowej, wszystko się nagle zmieni i będziemy dziedzicami humanizmu a nie chrześcijaństwa. Bo to właśnie pan uprawia, gierki słowne. Dla mnie pański styl to jest umiejętność wydawania dzięków przy zerowej umiejętności grania melodii. Może właśnie dlatego forum się zmieniło, bo już tego " racjonalnego" hałasu nie dało się znieść?
25-04-2015 23:57 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Panie Andrzeju, z całym szacuneczkiem ale nie chce mi się już z panem rozmawiać.
Ale, gdyby jednak zechciał Pan znaleźć merytoryczną odpowiedź, to proszę zajrzeć na "Oślą ławkę".
Tam też utwierdzi się Pan także we własnej racji.

@@@
.
23-04-2015 19:13 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Tylko czy temat Pana zainteresuje?
Jako wolnomyśliciel nieustająco polecam "Oślą ławkę" i do strony ciekawostek ludzkich osobowości i od strony merytorycznej. Wypowiedzi źle widziane, czasem są o wiele ciekawsze i mądrzejsze od tych dobrze widzianych,
czy nawet wprost preferowanych.

@@@
.
22-04-2015 14:26 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Niech Pan czyta odrobinę ze zrozumieniem
Zawsze się o to staram, choć nie zawsze jest to możliwe.

>i nie zmienia kontekstu wyrywając zdania
Odnoszę się do konkretnej części wypowiedzi, którą cytuję i która jest zaznaczona kolorem. Zachowuję też kolejność odpowiadania i łatwo sobie kontekst sprawdzić.

> i analizując je same w sobie.
Gdybym tego nie robił, to musiałbym napisać, że same bzdury Pan tu wypisuje, a Pan zażądałby argumentów i wrócilibyśmy do tego samego.

>Po co te wywody na temat pochodzenia nazwy Europa? Przecież nie o tym mówimy, dyskutujemy o idei cywilizacji europejskiej, pytanie dotyczy Europy bez Chrystusa czy z Nim.
Napisał Pan: Co do Europy bez chrześcijaństwa to w sensie geograficznym istniała na długo przed, w sensie kultury i cywilizacji europejskiej, to nigdy takiej nie było, bez chrześcijaństwa i raczej trudno sobie wyobrazić jakby miała wyglądać laicka Europa i czym niby się wyróżniać od reszty świata? (...) Jedyne co wspólne, pomijając geografię i decydujące dla zaistnienia pojęcia -Europa- jako całość, to chrześcijaństwo. Jeśli powstałaby świecka Europa to co miało by być czynnikiem łączącym wszystkie ludy i krainy europejskie? To wypada też wyjaśnić czym jest "cywilizacja", "Europa" i "cywilizacja europejska".

>To, że na kontynencie mieszka jakiś muzułmanin nie oznacza, że nie mieszka on na terenie opanowanym przez kulturę europejską.
Zdecydowanie oznacza, ale oznacza także to, że jego kultura i religia są częściami składowymi kultury europejskiej.

>To co wspólne dla ludów Europy, to co ukształtowało ich kultury i cywilizacje to chrześcijaństwo.
Całkowita bzdura. Judeo-chrześcijaństwo było tylko jedną z części składowych naszej kultury. Ważną częścią, ale choć nawet dominującą w średniowieczu, to później - dzięki Bogu - systematycznie umniejszaną.

>Dla każdego prostego chłopa od urodzenia było wiadome że żyje on w państwie Chrystusa nad którym ziemską władzę sprawuje Papiestwo i na tej płaszczyźnie ludzie mogli się utożsamić ze sobą i rozpoznać jako jedność, jako jedna cywilizacja.
Podałem poważne argumenty oparte na źródłach temu przeczące, ale Pan jest teflonowy i wszystko co jest sprzeczne
z Pańską wiarą spływa po Panu jak woda po kaczce.

>Zna Pan masę detali ale kompletnie nie potrafi wyciągać wniosków.
Zostawiam tą ocenę naszym czytelnikom.

>Nie pojmuje Pan co oznacza nazwa Europa
Wyżej napisał Pan: Po co te wywody na temat pochodzenia nazwy Europa?

>w kontekście problemu zarysowanego w głównym temacie dyskusji.
Wszystko możliwe, że nie wiedziałem co rysowałem, ale przecież mógł Pan to wyjaśnić.

>Bo Pańska egalitarna, pluralistyczna, humanistyczna i świecka Europa bez Chrystusa będzie istnieć, ludzie przecież nie zapadną się pod ziemie, a ziemi nie zaleje woda.
Europa bez Chrystusa, to tak daleka przyszłość, że nie warto się nad nią w ogóle zastanawiać. Natomiast laicka Europa,
w której światopoglądy obywateli są ich prywatną sprawą, a obywatele z powodu ich reprezentowania nie są ani faworyzowani, ani dyskryminowani, to już realna przyszłość. Szanowny Panie ja już tu wielokrotnie pisałem, że trudno być Europejczykiem, czy Polakiem bez znajomości Biblii, gdyż to ważna część naszej kultury. Rzecz tylko w tym, że w mojej wizji Europy każdy będzie miał prawo przekonywać innych do własnych poglądów, ale nikt nie będzie miał prawa swoich poglądów narzucać innym.

>Rzecz tylko w tym, że nie będzie to już żadna wielka cywilizacja europejska, będzie to polityczny twór niczym nie różniący się od innych politycznych tworów. Zlejemy się z resztą świata.
To, w dającej się przewidzieć przyszłości - nie nastąpi, ale jakoś mi nie przeszkadza.

> Dziś Europy już prawie nie ma, a jeśli jest to jako proces, na etapie rozkładu, oczywiście w kontekście spojrzenia z perspektywy naszego problemu.
To Pańska ocena. W mojej spójność ideologiczna krajów Unii jest bardzo duża.

> jesteśmy 51 stanem USA, bo to właśnie ten kraj kształtuje naszą kulturę i cywilizacje w większym stopniu niż nasza własna tradycja.
Kto Europa, czy Polska. Stany Zjednoczone są bardzo chrześcijańskim krajem.

>Polska jest doskonałym tego przykładem.
Czego? Zdominowania państwa przez światopogląd katolicki? Tak, jest doskonałym przykładem.

>Zdecydowanie jestem pod wpływem nauki i zdecydowanie wiem, że istnieje duża grupa ludzi, którym się nic wytłumaczyć nie da. (Np. zwolennicy "zamachu smoleńskiego".)

>I tutaj pan się zalicza do których?
Niech Pan zgadnie?

>To co pan zrozumiał do tej pory?
Jestem jednym z wielu czytelników. Ważnym jest co zrozumieli inni.

>Potrafi pan w skrócie zaprezentować jakie ja przyjmuje stanowisko? Ja w to wątpię.
A sądzi Pan, iż chciałbym?

>Jak dla mnie to nie ma pan pojęcia o czym ja piszę,
To oczywiste. Dobrze, gdy sam siebie Pan rozumie.

>więc jedyną reakcją jaka pozostaje jest stwierdzenie, że na pewno piszę jakieś bzdury i na pewno nie mam wiedzy i przygotowania.
Staram się o komunikatywność i argumenty, dla potrafiących zrozumieć mnie czytelników.

>Ja się wiedzą i przygotowaniem nigdzie nie chwaliłem, do niczego nie odsyłałem.
Chwalenie się jest zbyteczne - nasz poziom, gdy się publicznie wypowiadamy, to sam wyłazi. Aby odsyłać, to trzeba mieć do czego.

>Piszę tylko o Europie jako cywilizacji europejskiej w kontekście pytania głównego, więc tutaj pozostaje albo się zgodzić, że Chrześcijaństwo było łącznikiem albo wykazać inny łącznik który zbudował tożsamość całej Europy. Dodatkowo jako temat poboczny wyrażam swoją ogólną opinie co do słabości tzw. naturalizmu lub metod poznania którymi posługuje się współczesna nauka, przy budowaniu nowej, świeckiej tożsamości Europy. Zdecydowanie lepiej tutaj sprawdza się tzw transcendentalizm, gdyż tylko wtedy cywilizacje osiągały najlepszą formę.
No i sam się Pan podsumował. Resztę pozostawmy czytelnikom.

@@@
.
22-04-2015 11:02 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
W uzupełnieniu (wreszcie znalazłem):

Polityka nr 8/2015
Dr Studenna - Skrukwa ciekawie opowiada o procesach narodowych na Ukrainie
21-04-2015 13:41 
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)
Mogę to przedstawić jeszcze inaczej, abyśmy się zrozumieli, gdyż ja się nie spieram w detalach, a bardziej w definicji pojęcia -cywilizacja- rozumuje to trochę inaczej.

Jeśli miałbym być dzikusem w buszu i dać się podbić i zdominować danej cywilizacji to Egipt, lub Majowie czy Inkowie oczarowaliby mnie swoją magią, zdolnością do wyzwalania nieznajomych mi mocy. Cywilizacja grecka zauroczyła by mnie swoją kulturą, dostojnością, wysublimowaniem i pięknem. Rzym podbiłby mnie swoją sztuką uprawiania polityki, sztuką podbijania i powiększania władzy (do Rzymu najlepiej pasuje pojęcie cywilizacja). Chiny zdominowały by mnie podobnie jak i Indie i Persja, swym orientalnym, niezwykle oryginalnym podejściem do życia i kontaktu z materią, swym spokojem i wytrwałością, innym stanem mentalnym. Europa natomiast wszczepiłaby mi miłość do jedynego Boga, do Chrystusa Zbawiciela i pojęcie pobożności obyczaju, pojęcie przykładnej rodziny i wychowania, oraz w przypadku brytyjskim, czyli Empire of the Sun, nowoczesnością i postępem (ewentualnie to samo mogło by zrobić imperium Osmańskie i Arabowie). Ameryka wciągnęłaby mnie swym snem o dobrobycie dla każdego, swymi swobodami obywatelskimi i etosem pracy (powtarzając częściowo sukcesy Rzymu). Czym miałaby mnie zauroczyć Australia? Brazylia, Argentyna, Kazachstan, Libia, Algieria, Kanada, Rosja? Mógłbym się czegoś nauczyć, coś zaadoptować z kultury, ale nigdy na tyle abym chciał się scalić z tymi tworami. Dlatego też Australia, Brazylia i inni to nie cywilizacje. Książkowo może i można je tak nazwać, ale to bezwartościowe.

Wracając do tematu. Europa bez Chrystusa niczym nie świeci, niczym nie pociąga, właściwie jej nie ma, jest to tylko kolejny europejski stan USA, bo to ten kraj kreuje dziś w największym stopniu naszą kulturę jak i ideologi. Nie ma pomysłu na dzień dzisiejszy, jak zapełnić dziurę po chrześcijaństwie. Europa bez tej religii jest jak Australia, jak Kanada, jak Brazylia. Da się żyć, ale jak się tam nie żyje to też i żadna strata.
Globalizacja wymazuje dzisiaj pojęcie cywilizacji z naszych umysłów. Jeśli Chiny osiągną przewagę technologiczną i dzięki temu wpadną na trop jakiegoś przełomu to staną się ostatnią cywilizacją tego świata, przed globalizacją spełnioną, czyli rządem światowym. Będą cywilizacją neo-technologii, nowoczesności...może. Europa w tym czasie może się zdegradować do prowincji nękanej konfliktami wewnętrznymi spowodowanymi degradacją czyli wyjałowieniem kultury (egalitaryzm) i brakiem wydolności ekonomicznej do jakiej prowadzi nas obecnie UE. Moim zdaniem u nas jest regres a nie progres.
21-04-2015 13:57 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>Jeśli miałbym być dzikusem w buszu i dać się podbić i zdominować danej cywilizacji to Egipt, lub Majowie czy Inkowie oczarowaliby mnie swoją magią, zdolnością do wyzwalania nieznajomych mi mocy. Cywilizacja grecka zauroczyła by mnie swoją kulturą, dostojnością, wysublimowaniem i pięknem. Rzym podbiłby mnie swoją sztuką uprawiania polityki, sztuką podbijania i powiększania władzy (do Rzymu najlepiej pasuje pojęcie cywilizacja). Chiny zdominowały by mnie podobnie jak i Indie i Persja, ....

Człowiek mądry pije z wielu źródeł
Głupiec w jednym tonie
21-04-2015 14:20 
 Ocena 2 na 2
Klopton (519 punktów)
>>Jeśli miałbym być dzikusem w buszu i dać się podbić i zdominować danej cywilizacji to Egipt, lub Majowie czy Inkowie oczarowaliby mnie swoją magią, zdolnością do wyzwalania nieznajomych mi mocy. Cywilizacja grecka zauroczyła by mnie swoją kulturą, dostojnością, wysublimowaniem i pięknem. Rzym podbiłby mnie swoją sztuką uprawiania polityki, sztuką podbijania i powiększania władzy (do Rzymu najlepiej pasuje pojęcie cywilizacja). Chiny zdominowały by mnie podobnie jak i Indie i Persja, ....
>Człowiek mądry pije z wielu źródeł
>Głupiec w jednym tonie

Społeczeństwa nie składają się z jednostek mądrych i nigdy nie będą. Większość jest głupich i dlatego mamy kulturę i światopogląd który układa im życie.
A samą wielokulturowość można tworzyć na dwa sposoby:
>albo na wzór Rzeczypospolitej z przed rozbiorów czy też Imperium Osmańskiego (jak to podkreślono na tym portalu w niedawnym artykule), czyli jedna kultura matka, dominująca przy prawie mniejszości do zachowania niezależnych autonomii.
>albo na wzór dzisiejszej Europy, czyli równanie do dołu. Destrukcja i rozkład kultury dominującej w imię prawa mniejszości do zachowania pozorów niezależności.
W pierwszym przypadku budujemy ciała stałe, w drugim rozpuszczamy wszystko wodą.
21-04-2015 15:44 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Społeczeństwa nie składają się z jednostek mądrych i nigdy nie będą. Większość jest głupich i dlatego mamy kulturę i światopogląd który układa im życie.
Dlatego Pan promuje chrześcijańską kulturę głupich, a ja laicką (areligijną nie antyreligijną) kulturę mądrych.

Trzeba inwestować w oświatę i kulturę, aby intelektualnych prymitywów jak najmniej było. (Na szczęście ani głupi światopogląd, ani prymitywna kultura nie są dominującymi w ucywilizowanych państwach Europy - choć wszędzie istnieją.)

@@@
.
21-04-2015 16:31 
 Ocena 2 na 2
Klopton (519 punktów)
>>Społeczeństwa nie składają się z jednostek mądrych i nigdy nie będą. Większość jest głupich i dlatego mamy kulturę i światopogląd który układa im życie.
>Dlatego Pan promuje chrześcijańską kulturę głupich, a ja laicką (areligijną nie antyreligijną) kulturę mądrych.
>Trzeba inwestować w oświatę i kulturę, aby intelektualnych prymitywów jak najmniej było. (Na szczęście ani głupi światopogląd, ani prymitywna kultura nie są dominującymi w ucywilizowanych państwach Europy - choć wszędzie istnieją.)
>@@@

A jak już będą sami inteligentni to kto wtedy będzie mądry? Wszyscy? To może niech ci co teraz się zaliczają do mądrych, stworzą jakiś koncept teoretyczny, jakąś symulacje świata bez głupoty, chętnie się pośmieję. W takim świecie Kolumba by raczej nie było, bo ani sam by nie popłyną w nieznany, bo to głupie ani by nie znalazł na tyle głupich marynarzy.
21-04-2015 19:11 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

> A jak już będą sami inteligentni to kto wtedy będzie mądry?
Inteligencja wcale nie gwarantuje mądrości. Do mądrości potrzebną jest sprawność intelektualna i wiedza, ale nawet one, na najwyższym poziomie, jeszcze nie gwarantują mądrości.

>Wszyscy?
To zupełnie niemożliwe, ale mnie nie przeszkadzałoby to w najmniejszym stopniu.

>To może niech ci co teraz się zaliczają do mądrych, stworzą jakiś koncept teoretyczny, jakąś symulacje świata bez głupoty, chętnie się pośmieję.
No właśnie - co mądry by nie powiedział, to głupek i tak wyśmieje. Dlatego jeszcze się tak nie zdarzyło aby sami mędrcy jakimś społeczeństwem zarządzali, a głupcy to nawet dosyć często.

>W takim świecie Kolumba by raczej nie było, bo ani sam by nie popłyną w nieznany, bo to głupie ani by nie znalazł na tyle głupich marynarzy.
Czy ta mądrość wymaga jakichkolwiek komentarzy?

@@@
.
21-04-2015 15:35 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Jeśli powstałaby świecka Europa to co miało by być czynnikiem łączącym wszystkie ludy i krainy europejskie? Jedna kosmologia? Jeden naukowy pogląd na świat? Naukowcy spierają się między sobą nieustannie i takowy nie istnieje.
Może warto się zainteresować czym jest nauka i jak się ją uprawia? Tak istnieje jeden naukowy pogląd na świat od czasów Darwina i nazywa się on naturalizmem.
Jak widać z Pańskiej poniższej wypowiedzi nie zainteresował się Pan i nie ma nawet pojęcia na tematy, na które się Pan wypowiada na poziomie przyzwoitego gimnazjum. Wiem, że każda wiara ogranicza nas intelektualnie, a im głębsza, bardziej fundamentalistyczna to tym bardziej, ale aż nie chce się wierzyć aby Polak z XXI wieku takie bzdury wypisywał:
_____________

>Naturalizm to może się przydawać przy rozwoju technologii i tworzeniu modeli teoretycznych do tego rozwoju, o poznaniu rzeczywistości to za wiele mądrego powiedzieć nie może.
www.racjon(*)m.php/s,474426/z,0/d,3#w475843
www.racjon(*).php/z,0/d,13/s,618781#w619812

>Materia w swej istocie lub esencji jest niematerialna, sterowana przez niematerialne siły których nie da się poznać racjonalnie.
Ecie pecie i się plecie. Jak może Europejczyk w XXI wieku takie bzdury wypisywać?
www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,573743#w574913
www.racjonalista.pl/forum.php/s,648854#w648878
www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,573743#w576082

> Nauka, ta oficjalna, w tych sprawach ma praktycznie zerowe sukcesy.
Nie wiem, co prawda co to znaczy "nauka oficjalna", ale nauka odnosi prawie same sukcesy, czego jednym z dowodów jest to,
iż teraz to prawie każdy dureń może publikować swoje wypociny w internecie.
www.racjon(*).php/z,0/d,11/s,574467#w576701
www.racjon(*).php/z,0/d,18/s,562660#w565198

>Dlatego budowanie światopoglądu w oparciu tylko o naturalizm jest tożsame z wyjęciem sobie połowy (tej prawej) mózgu i wyrzuceniem do kosza.
Ale proponuję coś jednak na ten temat poczytać o kognitywistyce, choć wcześniej warto przyswoić sobie choćby tylko minimalną, podstawową wiedzę o mózgu i umyśle:
www.racjon(*)/q,Na.poczatku.jest.mozg.gadzi
www.racjon(*)raba.slonia.a.posilkiem.zachwy
www.racjon(*),Czlowiek..fenomenalne.zwierze

Po pewnym przygotowaniu intelektualnym można sięgnąć do dorobku prof. Daniela Dennetta:
cyfroteka.(*)_myslenia-ebook/p91228i139908, czy do dorobku Patricii S. Churchland.

>Obraźliwe pojęcie pół-mózg< oznacza nic innego jak człowieka chorującego na przerost jednej półkuli nad drugą, w nauce scjentyzm objawia się przerostem lewej nad prawą, który można porównać do naturalizmu w skrajnej postaci.
Choćby i nie wiem jak nasi interlokutorzy się starali, to nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami. Na pewno nasi czytelnicy ocenią kto tu jest półgłówkiem i jestem pewien, iż część uzna, iż to ja - czego najlepszym dowodem było ewidentne wykazanie głupoty ich wypowiedzi.

> W psychologi jest to określone neurozą, w gorszych przypadkach psychozą.
Tak, psychologia i psychiatria zna psychozy wywołane nerwicami eklezjogennymi
www.racjonalista.pl/kk.php/t,8417

> W pierwszym wpisie zauważyłem, że żadne społeczeństwo nie chce powielać w praktyce stylu życia jednostek wybitnych, bo ci ludzie zostawiają może i światu różne cuda, ale sami są okropnie chorzy, zaniedbują albo prawą albo lewą półkulę mózgu, przez co eksperymentując na samym sobie, cierpią niemiłosiernie.
Zdecydowanie trzeba osobowości psychopatycznej, aby się w imieniu mas wypowiadać. Społeczeństwo jest złożoną strukturą znajdującą się pod różnymi wpływami. Jak pokazuje historia - czasem pod wpływem chorych ludzi głoszących chore ideologie. Dlatego zróżnicowanie poglądów w każdym społeczeństwie jest dla niego zdecydowanie korzystne. Jedna jedyniesłuszna religia/ideologia zawsze tylko do złego prowadzi.

>Tak działa ewolucja.
Jaka ewolucja, jak na razie nie wykazał się Pan tu nawet minimalną wiedzą o żadnej. Znowu używa Pan terminów, o których znaczeniu nie ma Pan pojęcia.

>To co dobre dla rozwoju technologii, sztuki, filozofii czyli teorii politycznych nigdy nie będzie dobre i zdrowe dla żadnego przeciętnego zjadacza chleba.
Rozumiem barany potrzebują pastuchów, ale ja chciałbym, aby barany stanowiły mniejszość, a nie większość społeczeństwa i stawiam na podniesienie przeciętnego poziomu intelektualnego każdego człowieka.

>Radziłbym więc zostawić naturalizm w laboratorium bo poza nim szkodzi, co widać po "sukcesach" medycyny konwencjonalnej (która swoją drogą jest zwykłą inżynierią i nie powinna nawet się nazywać medycyną), sytuacji ekologicznej naszej planety czy też odwiecznie niezmiennym ubóstwem połowy naszej populacji.
Prawdopodobnie ma Pan w tym samym miejscu moje rady co ja Pańskie, ale ja radziłbym trochę poczytać ze zrozumieniem i trochę przemyśleć zanim się zacznie Pan publicznie wypowiadać, gdyż wypisuje Pan tu teraz takie bzdury, że aż czytać trudno. Ciekawym jest kto Panu takich głupot do głowy nawkładał? Czy to ma być ten łącznik cywilizacyjny, który tu Pan nam proponuje? To ja serdecznie za to dziękuję. Musiałby mi się skurczyć mózg o połowę, a może i o trzy czwarte.

@@@
.
21-04-2015 16:52 
 Ocena 3 na 3
Klopton (519 punktów)
Tutaj się o naturalizm z Panem nie zamierzam spierać, bo z wiarą się nie dyskutuje i stracimy czas. Nie wiem jak prawa przyrody miałby by niby kształtować światopogląd i rozwiązywać problemy ducha. Społeczeństwo rozwinięte, to najbardziej "oświecone", jako jedyne chodzi do psychiatrów. To chyba o zdrowiu nie świadczy. A sam naturalizm nie wie co to rzeczywistość, realność i prawdy obiektywnie, on tylko wszystko zakłada jako dogmat.

A Skoro Pan taki oczytany i mądry, polecam zapoznać się z krytyką naturalizmu, współczesnej kognitywistyki jak i krytyką bzdur śmiesznego Daniela Dennetta (ten człowiek ma podstawowe braki w wykształceniu, Wittgenstain i Derrida by mu się przydali, nie potrafi zastosować na sobie samym tego co głosi bo by mu wyszło, że to nie on bada i pisze książki tylko jego mózg, a to czy ktokolwiek się z nim zgodzi i tak jest już od dawna zdeterminowane i cały wysiłek na marne).
Na początku jednak polecam historię filozofii i historię nauki. Bardzo łatwo się przekonać, że większość (czyli to co ja mam na myśli pisząc oficjalna nauka lub mainstream) zawsze była w błędzie i zawsze będzie w błędzie. Inaczej być nie może i bez tego postęp nie jest możliwy. Prawdziwa wiedza i prawda jest "między słowami". Większość prawd nie rozumie, potrafi tylko z nich korzystać pośrednio tworząc technologie. Dlatego też większość mądra nigdy nie będzie, bo mądrość jest w pewnym sensie połączona z energią i albo ją kumulujemy w jednym skupisku(jednostce), albo rozpraszamy obniżając natężenie(lud). Jako naturalista powinien Pan wiedzieć, że nie ma nic prócz natury i mądrość nie istnieje oddzielnie poza fizyką.
Dlatego wszystko co dziś głosi nauka ze swoim naturalizmem (mam na myśli teorie wyjaśniające świat), po następnym tzw przewrocie kopernikańskim zostanie wyśmiane. Ja się śmieje już teraz i bzdur nie czytam.
21-04-2015 19:43 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Tutaj się o naturalizm z Panem nie zamierzam spierać,
A miałby Pan ku temu jakieś merytoryczne podstawy.

>bo z wiarą się nie dyskutuje
Tak, z wiarą się nie dyskutuje, ale napisanie, że ktoś jest głupi jeszcze go głupcem nie czyni. Każdy sam się kompromituje.

> i stracimy czas.
Ja tyle o ile, gdyż zawsze swoje wypowiedzi kieruję tylko do tych, którzy potrafią je zrozumieć i z nich skorzystać.

>Nie wiem jak prawa przyrody miałby by niby kształtować światopogląd i rozwiązywać problemy ducha.
Ja też nie.

>Społeczeństwo rozwinięte, to najbardziej "oświecone", jako jedyne chodzi do psychiatrów. To chyba o zdrowiu nie świadczy.
Strach przed psychiatrami odczuwają najmocniej ludzie z psychiatrycznymi dolegliwościami. Gdyby wyczuwał taką potrzebę ani chwili bym się nie zastanawiał ze zwróceniem o pomoc.

>A sam naturalizm nie wie co to rzeczywistość, realność i prawdy obiektywnie, on tylko wszystko zakłada jako dogmat.
Znowu opowiada Pan o tym co się Panu zdaje. Dalej pomimo tego, że to komunikatywnie napisałem nie wie Pan czym jest naturalizm.

>A Skoro Pan taki oczytany i mądry,
Anim taki mądry, anim taki oczytany i dlatego zastanawia mnie jak można być poniżej tego poziomu minimum wiedzy, który nas upoważnia do publicznego zabrania głosu, w jakimś temacie.

>polecam zapoznać się z krytyką naturalizmu, współczesnej kognitywistyki jak i krytyką bzdur śmiesznego Daniela Dennetta (ten człowiek ma podstawowe braki w wykształceniu,
Zapoznałem się i większość jest właśnie na tym poziomie, który Pan tu wyżej zaprezentował. Trochę jest poważniejszych, ale inteligentnego czytelnika zdecydowanie nie przekonywujących

>Wittgenstain i Derrida by mu się przydali,
Gdyby Pan poznał jego dorobek, to wiedziałby Pan, że dobrze przemyślał to co oni napisali.

> nie potrafi zastosować na sobie samym tego co głosi bo by mu wyszło, że to nie on bada i pisze książki tylko jego mózg, a to czy ktokolwiek się z nim zgodzi i tak jest już od dawna zdeterminowane i cały wysiłek na marne).
Nawet gdyby ktoś się starał o maksymalną komunikatywność i pisanie dla mniej sprawnych intelektualnie, to gdy ktoś idzie w zaparte i Święty Boże nie pomoże. Wystarczy poczytać to co Pan tu wypisuje.

>Na początku jednak polecam historię filozofii i historię nauki.
Polecenia warto zacząć od siebie. Tu Pan pokazał, że nie ma Pan pojęcia ani o jednym, ani o drugim.

>Bardzo łatwo się przekonać, że większość (czyli to co ja mam na myśli pisząc oficjalna nauka lub mainstream) zawsze była w błędzie i zawsze będzie w błędzie.
No i co z tym inteligentni ludzie mogą zrobić - co najwyżej mogą Pana w monitor pocałować.
www.racjonalista.pl/forum.php/z,6/t,71852
www.racjonalista.pl/forum.php/z,6/t,66272
www.racjonalista.pl/forum.php/z,6/t,65484
www.racjon(*).php/z,0/d,20/s,622763#w624217

>Dlatego wszystko co dziś głosi nauka ze swoim naturalizmem (mam na myśli teorie wyjaśniające świat), po następnym tzw przewrocie kopernikańskim zostanie wyśmiane.

>Ja się śmieje już teraz i bzdur nie czytam.
No właśnie! Chyba do tego niczego już dodawać nie trzeba.

@@@
.
22-04-2015 07:17 
 Ocena 2 na 2
Klopton (519 punktów)
I tyle się Pan spisał żeby powiedzieć, że nie mam o niczym żadnego pojęcia, choć nie poparł Pan tego żadnym argumentem i ani razu nie odniósł się Pan do tego czym ja motywowałem swoje zdanie? Nie szkoda czasu?.
Bardzo mi to przypomina współczesny żargon naukowców, widać że jest Pan pod wpływem tych myśli. Tam także na każdą krytykę jest jedna reakcja - bzdury - ale już żaden nie potrafi wykazać dlaczego miałyby to być bzdury. Takim właśnie sposobem mądry sam siebie nazywa mądrym, tworzy teorie które mają niby "oświecać" społeczeństwo i nigdy mu się to nie udaje. O tym zresztą jest cała filozofia Nietzschego, od którego rozpoczęła się też ta dyskusja, w pewnym sensie przynajmniej.
Widać, że jest Pan typowym naturalistą. Nauki przyrodnicze nauczyły Pana rozkładać wszystko na części więc i tak Pan prowadzi dyskusję, wyrywając zdania z kontekstu i analizując każde oddzielnie z innej perspektywy (stąd też tyle Pan linkuje do innych dyskusji i każe mi je czytać poza kontekstem naszej dyskusji, co jest bezsensem, chyba Pan nie liczy na to, że ktokolwiek to robi, nie po to się wchodzi na fora). Problem jednak się pojawia, kiedy te części trzeba złożyć w jedną całość, tak aby to wszystko miało sens. Tak jak Pan tego nie potrafi, tak i przyrodnicy nie potrafią sensownie wyjaśniać świata w którym żyjemy, potrafią tylko odsyłać do badań szczegółowych za każdym razem kiedy ktoś postawi im kłopotliwe pytanie.

Być może kiedyś i Pan, a nauka z pewnością zrozumie, że do zebrania wszystkich części i faktów w jedną całość i przeczytania ich w taki sposób aby dały się pojąć, nie przeczyły sobie wzajemnie i miały dla każdego sens, jest potrzebny inny język niż ten "naturalny" nauk przyrodniczych. Jest to język symboli, bo symbol pomaga w rozumieniu złożonego zjawiska bez potrzeby czytania całych książek o nim. Wtedy się okaże, że wszystkie religie mówią językiem symboli od dawna i do tego mówią o tym co nauka obecnie odkrywa, z tą różnicą, że człowiek mądry wie, że wszystko jest już odkryte od dawna, trzeba tylko wyrobić w sobie zdolność odpowiedniego postrzegania i rozumienia symboliki. Naturalizm dowie się o tym ostatni.
21-04-2015 23:28 
 Ocena 2 na 2
niestadny (2492 punktów)

Wygląda na to, że właśnie "heretycy" są siłą napędową postępu. Ktoś napisał, że ceni sobie natury heretyckie...


stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
Duch Prawdy (14789 punktów)
>Europa bez religii jest możliwa teoretycznie, pytanie tylko czym zastąpić dziury po niej
Dziury po ślepych religiach zasypała Religia Prawdy:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,660262
>Nikt by nie chciał skończyć jak ... Gauguin itp.
Ja był chciał, ostatnie lata życia Gauguin mieszkał w "Domu Rozkoszy" na słonecznej wyspie u boku 14 letniej "żony", z którą miał córkę..., zmarł w wieku 55 lat, co nie jest najgorszym wynikiem w tamtych czasach.


( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
20-04-2015 11:57 
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)
>>Europa bez religii jest możliwa teoretycznie, pytanie tylko czym zastąpić dziury po niej
>Dziury po ślepych religiach zasypała Religia Prawdy:
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,660262
>>Nikt by nie chciał skończyć jak ... Gauguin itp.
>Ja był chciał, ostatnie lata życia Gauguin mieszkał w "Domu Rozkoszy" na słonecznej wyspie u boku 14 letniej "żony", z którą miał córkę..., zmarł w wieku 55 lat, co nie jest najgorszym wynikiem w tamtych czasach.
>
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.


To teraz pytanie czy Religia Prawdy zaspokaja potrzeby i koi bule oraz lęki duchowe przeciętnej kasjerki z Biedronki? Bo jeśli zmusza do samodzielnego myślenia i poszukiwania bardziej autentycznych prawd, to sprawia, że kasjerka też zacznie myśleć o swojej pracy i ją zmieni. Jeśli teraz zrobią to wszystkie kasjerki to nie ma kto sprzedawać, jest potrzeba przyśpieszenia rozwoju technologicznego aby zastąpić dziurę. Problem w tym że ten rozwój technologiczny działa podobnie jak ruch drogowy, nie da się jechać za szybko, bo się wszyscy pozabijają. W zmienianiu świata najważniejsze jest więc wyczucie czasu, materia nie na wszystko jest gotowa od razu, czasami coś musi dojrzewać długo w teorii. Moim zdaniem o religii, jej życiu lub śmierci decyduje biologia bardziej niż filozofia.
Klopton (519 punktów)
Można spojrzeć na to jeszcze inaczej. Ludzkość jako jeden organizm. Nowe idee jako nowa substancja w organizmie. Każdy organizm napotykając na nową substancję sprawdza ją, filtruje, oczyszcza to co toksyczne. Z drugiej strony adaptuje się do niej, dzięki temu mamy mutacje i progres w ewolucji. Jeśli więc społeczeństwu nową idee narzuca się zbyt szybko i mocno, może ono nie dać rady z adaptacją i nie przetrwać. Wojna jest matką wszystkich rzeczy tylko do tego momentu w którym jest jeszcze jakiś przeciwnik. Pokonanie wszystkich to koniec historii, a to może zaowocować stagnacją prowadzącą do samozagłady, zgnicia, zeschnięcia, zamarcia. Może to miał Nietzsche na myśli przestrzegając przed nihilizmem.
>
Duch Prawdy (14789 punktów)
Nauczyciel duchowy pokazuje swoim przykładem i mówi ludziom jak mają żyć, nie zmusza do samodzielnego myślenia, jedni myślą nad tym co mówi, inni przechodzą obojętnie, a los kasjerki zmieni się wtedy, gdy decydenci zrozumieją, że chciwy drapieżny kapitalizm jest ustrojem niewolniczym, nieludzkim, niesprawiedliwym, niemoralnym, gdy przypomną sobie co to jest braterstwo, solidarność, moralność.


( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
dzentelmen (2000 punktów)

>Podkreślam, że chodzi mi tylko o "konieczność", gdyż wcale nie uważam, że możliwe jest pozbycie się wpływów tej ideologii w możliwej do przewidzenia przyszłości.
>Oczywiście warto się zastanawiać - tak nad przyszłością Unii, jak to np. Adam Krzemiński:
>www.polity(*),jeszcze-unia-nie-zginela.read oraz całego
>świata, jak to czynią inni myśliciele: www.racjonalista.pl/forum.php/s,661496
>Ale czy konieczną jest nam do tego religia i Chrystus, to ja już mam spore wątpliwości?
>PS. Nie jestem też wielkim zwolennikiem poglądów Nietzschego, choć poznać go warto. Tu głównie "Z
>genealogii moralności" i "Antychrysta".
>@@@

Czy możliwa jest Europa bez - kapitalizmu - ?
Bismillah_to_ jest_W imię Boga_Jedynego (-4 punktów)
(zablokowany)
Nie jest możliwa Europa bez Isa ibn Marjam nazywany przez was chrześcijan Jezus.

"Do należy królestwo niebios i ziemi. On stwarza to, co chce. On daje córki, komu chce, i On daje synów, komu chce, albo też łączy je parami, synów i córki; i On czyni bezpłodnym, kogo chce. Zaprawdę, On jest wszechwiedzący, wszechwładny!"
(Al-Qur'ān, 59: 22-4)


Kolakowski ma rację - religia to jest Prawda i porządek.

Ja bardzo chcę wiedzieć co proponują przeciwnicy i krytycy religii?

Może syntezę religii i ideologia dla nowoczesny Islam?
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)

>Ja bardzo chcę wiedzieć co proponują przeciwnicy i krytycy religii?
>Może syntezę religii i ideologia dla nowoczesny Islam?

Stary, jak chcesz udawac greka to przestan uzywac znakow diakrytycznych

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365