Racjonalista - Strona głównaDo treści
między słowami a wiarą

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
27-02-2011 07:40maceox (6766 punktów)między słowami a wiarą
Ocena -1 na 7
Jest jedna rzecz, która nie ułatwia dyskusji - są nią słowa. Najczęściej o nie właśnie się spieramy, a nie o samą istotę problemu. Kłócimy się najczęściej nie dlatego, że inaczej widzimy rzeczywistość, lecz dlatego, że inaczej rozumiemy słowa, które ją opisują. Moim ulubionym sporem o słowa jest spór ateistów z wierzącymi, o którym pisałem już ostatnio. Zarówno ateista, jak i wierzący stoją dokładnie w taki sam sposób wobec zagadki istnienia, kłócą się natomiast wciąż tylko o jedno słowo.

Nie przeczę, że w praktyce - w wymiarze psychologicznym - podejście wierzącego będzie się mogło różnić od podejścia ateisty. Mówi się, że wiara przenosi góry, tak więc wierzący będzie miał pewnie nieco inną motywację do działania od ateisty. Jednak, nawet w tym aspekcie możemy szybko popaść w pułapkę słów – czy ta wiara, o której mówimy, że przenosi góry staje się nią tylko dlatego, że ktoś przyjął jakieś określone intelektualne stanowisko wobec absolutu? Czy tak naprawdę ateista nie jest przypadkiem również osobą wierzącą, poprzez sam fakt istnienia i poprzez świadomość? Czy wiara, która przenosi góry nie jest po prostu wiarą w siebie, dostępną bez wyjątku każdemu człowiekowi? Kto ma wreszcie większą wiarę – wierzący z przyzwyczajenia i bez refleksji, czy poszukujący ateista?

Niezależnie od różnic psychologicznych i przyjmowanych systemów, wobec zagadki istnienia wszyscy jesteśmy identyczni. Jeśli nie podzielam stanowiska ateistów, czynię to z prostej przyczyny. Uważam mianowicie, że choć słowa mogą stanowić przeszkodę w porozumieniu, to jednak właśnie są one tym kodem, którym ludzie się posługują. I skoro słowo „Bóg” istnieje w języku, to ma ono swoje znaczenie. Na zakres owego znaczenia wskazują te wszystkie myśli ludzkie, które skupiały się nad tym zagadnieniem na przestrzeni wieków. Trudno to wszystko przekreślić jedną prostą negacją. Przede wszystkim jednak – przy pomocy tego słowa i stojących za nim systemów słów – ludzie próbują w jakiś sposób zmierzyć się z zagadką istnienia. Jeśli ateista nie zamierza w ogóle na tym skupiać swej uwagi – to jego prawo – nie oznacza to jednak, że ta zagadka go nie dotyczy. Ten jego brak chęci do zastanowienia się nad tym tematem w żaden sposób nie umniejsza też znaczenia któregokolwiek ze słów.

Jeśli używamy słowa „Bóg”, to musimy się pogodzić z wszystkim, co ma ono oznaczać, a mianowicie przede wszystkim z tym, że wykracza poza ludzki rozum. A skoro tak, to nie możemy odbierać temu słowu znaczenia akurat z tego względu, że nie w pełni się w tym ludzkim rozumie mieści (że np. nie jest weryfikowalne naukowo).

Bóg nie jest zresztą jedynym pojęciem, którego nie da się w pełni wyjaśnić. Już samo istnienie, pomimo że w zasadzie bezsporne, jest nieweryfikowalne, ponieważ nie mamy instrumentów, by wyjść poza nie i się mu dokładniej przyjrzeć.

Istnieją pojęcia, z którymi ludzie mają kłopot, bo nie mieszczą się w pełni w ich naukowo-rozumowej wizji świata, co nie zmienia faktu, że są to pojęcia należące do ich języka. Kto wie, czy właśnie te kłopotliwe pojęcia nie czynią z ludzi tymi, kim są, tzn. zdolnymi do głębszej refleksji.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 Dalej..
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)Odp: między słowami a wiarą
W odpowiedzi rhotax7
"Boska cząstka" Ledermana jest dobra.
Podane prace (wykłady) Einsteina i Infelda pokręcone, w znaczeniu użytego stylu, i ciężko się czyta przez to.

Przy czym nie wiem, jak "Boska cząstka" ma się do dyskusji. Chyba jako porządne przeglądowe wprowadzenie do fizyki zagadnień cząstek elementarnych. Tak czy inaczej, warto przeczytać.

Pozdrawiam

1 + e^(i * Pi) = 0

#167
04-03-2011 08:47
 Ocena 4 na 4
astrotaurus (12445 punktów)Odp: między słowami a wiarą
W odpowiedzi Vancalar
>Jak na razie każdy z nas musi wyrobić sobie własny pogląd i sam zdecydować, w chce wierzyć i co do niego bardziej przemawia.
Poglądy można sobie wyrabiać do woli (tu roboczo pomijam kwestię determinizmu) , ale wiary na pewno się nie wybiera - tej religijnej. Gdyby wiarę można było wybrać, to byłoby wśród religijnych więcej zainteresowania innymi religiami, dociekaniami, dyskusją...
Taki np. zakład Pascala to tylko intelektualna sztuczka. Wiara powstaje poza świadomością/rozumem i podporządkowuje sobie ogromne obszary umysłu.

>Niektórzy mówią o starotestamentowych obrzędach, inkwizycji, kłamstwach i kradzieżach KRK; to wszystko prawda.
...ale wygodnie jest przyjąć w spadku dobra, a odrzucić długi...

>Tylko nikt nikomu nie każe uczestniczyć w obrzędach ani utożsamiać się z o. Rydzykiem.
Miałbyś prawo tak mówić, gdyby nauczano dzieci religioznawstwa i pozostawiano im wybór na wiek dojrzalszy. W istniejącym realnie świecie to po prostu nieprawda.

>Niby wszyscy się zgadzają ale wielu szuka wymówek, jak ominąć te "nieżyciowe nakazy nie do spełnienia".
Bo religie oparte są na fałszu. Wiara miesza się z systemem władzy, tradycją, no i bezmyślnością. Jeśli człowiek w coś naprawdę wierzy nie jest w stanie się temu sprzeniewierzyć. Jeśli coś uważa za rzeczywiście dobre jest konsekwentny w dążeniu do dobra. Nie zapomni wtedy o wymarzonym nowym telefonie komórkowym, choć w szufladzie leżą 4 inne. A o Bogu i jego przykazaniach jakże często gapcie zapominają.
Gdyby wierzyli nie zapomnieliby. Oczywiście może być też inna wersja - wierząc w Dobroć i Miłosierdzie Boże przestrzeganie przykazań można spoko mieć za mniej ważne.
Popatrz, skoro mowa o Dekalogu, ile jest samych religii odbiblijnych i coraz więcej niejasności i podziałów. Tysiąclecia "pracy umysłowej" rzesz ludzi i zamiast wyjaśnień tylko coraz głębsze podziały. Bo religie to fałsz. Nie ma żadnej dążności do wyjaśnień, tylko do wymyślania uzasadnień swojej wiary..

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.

#168
04-03-2011 09:10
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)Odp: między słowami a wiarą
W odpowiedzi Jacek Tabisz
.
Oj, Panie Jacku,
bardzo trudno mi się z Panem dyskutuje. Czasem Pan "przegina". Czyli mówiąc ładniej wyraża Pan zbyt ekstremalnie swoje poglądy. Czasem nie dostrzega Pan całej złożoności zagadnień. Ale ja się z Panem generalnie zgadzam. Mamy bardzo bliskie sobie poglądy i bardzo bliskie spostrzeżenia.


>[Dawkins] Raczej pokazuje iż mamy złe, nacechowane fideizmem i mistyką idee człowieczeństwa. Dawkins zajmuje się również tym - pokazaniem, iż rzeczywiście, w 100% jesteśmy częścią materialnego wszechświata. Dziećmi gwiazdy.

Tak, ale doprecyzujmy:
Dla mnie idea "samolubnego genu" nie stanowi zaprzeczenia samoświadomości, a nawet nie umniejsza (możliwej do realizacji ) "wolnej woli" człowieka.
Dla Dawkisa też nie.
Sprawdziłem.

"Maszyna genowa", "czy biologiczny robot" mają, co prawda, zakodowane od poczęcia swoje hartware i software, ale to wcale nie oznacza, że mają całkowicie zdeterminowaną swoją przyszłość. Ona zależy jeszcze od wielu czynników, a także od własnych decyzji.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.

astrotaurus (12445 punktów)Odp: między słowami a wiarą
W odpowiedzi prof. Grabowska
>Ja to porównuję do wiary w tzw. bociana. Dużo łatwiej i prościej jest wyjaśnić dziecku skąd się biorą dzieci gdy wystarczy mu powiedzieć, że przynosi je bocian.
Tyle że to po prostu kłamstwo i na krótko wystarcza. Jeśli już masz kłamać to polecam skuteczne na dłużej: "z nadmanganianu potasu".

>Załóżmy ,że przyjmujemy, iż Bóg stworzył świat, z tymi jego prawami fizyki, stałymi Plancka etc. No i co z tego? Co dalej? Przecież ludziom nie o takiego Boga chodzi, ale o takiego co ich do nieba weźmie i życie wieczne zapewni, a złych do piekieł strąci. I tutaj dopiero zaczynają się schody. Jak pisał Kołakowski ,jak będzie mogła być w niebie szczęśliwa matka, której syn na wieki wieków będzie smażył się w piekle.
Ale spoko! Bóg stworzył świat w pakiecie z niebem do zabrania ludzi.
I niech jakiś Kołakowski nie wybrzydza jak nie rozumie. Dopiero po Przebóstwieniu człowiek pojmie w pełni całą Mądrość, Dobroć i Sprawiedliwość Boga i ta matka będzie spokojna i szczęśliwa.

Mnie to zawsze gryzło, że w sumie pracujemy na wieczność kogoś innego, skoro nam się zrobi w głowach klik i przestaniemy być sobą... ale poważnych odpowiedzi oczekiwałem od księży i religijnego otoczenia może gdzieś do bierzmowania, choć już od Pierwszej Komunii byłem raczej zdeklarowanym ateistą.
Teraz mi tylko śmieszno i straszno kiedy słyszę np. "Religia musi mieć Tajemnicę" w wykonaniu guru Hellera. Naukowiec mówi, że nawet gdyby mógł wiedzieć to on nie chce wiedzieć... ale on jest naukowcem od kosmosu, od religii jest nieukiem.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.

astrotaurus (12445 punktów)Odp: między słowami a wiarą
W odpowiedzi maceox
>Niekoniecznie, zależy kto co dostrzega. Ja tam dostrzegałem Tischnera, chociaż katolikiem nie jestem.
Ja tam jestem fanem Tischnera, ale przecież nie za jego księdzostwo katolickie. A fundamenty religii wszelakich tworzy postawa Rydzyków, a nie myślicielstwo Tischnerów.

>no - prawie to komplement, aczkolwiek mamy inne definicje rzeczywistości. Dla mnie religie, mity, literatura, poezja, sztuka (każda z tych dziedzin z osobnym oczywiście zakresem) są ważnym elementem rzeczywistości i można je studiować,
Gdzie widzisz inność naszych definicji rzeczywistości? Dopóki Twój Bóg jest metaforą - wytworem ludzkiego umysłu (tak jak religie, mity, literatura, poezja, sztuka) w odróżnieniu od wielu Bogów co podobno istnieli, zanim zostali wymyśleni to nie ma problemu!
Różnimy się nieco w widzeniu skrzeczącej pospolitości, ale wszystko można uzgodnić jeśli jest taka wola.

>nie mówiąc o tym, że można czuć mistyczne sacrum - ale tego to jużnikomu nie narzucam
A czemu nie? Spróbuj chociaż, bom ciekaw.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.

#171
04-03-2011 09:51
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)Odp: między słowami a wiarą
W odpowiedzi maceox
>Czasem przechodzi (przechodziła) mi przez głowę taka myśl, że osoby niewierzące tym tylko różnią się od wierzących, że ci pierwsi prostu milczą wobec zagadki istnienia, a zatem są skromniejsi.
Ja też (jak Jacek Tabisz) ponowię wołanie w tej kwestii: Skąd bierzesz takie myśli?! Wierzący opowiadają o istnieniu, nawet wiecznym! mnóstwo przeróżnych historii, które w głowie niewierzącej nie mają jak się zalęgnąć (poza celami np. czysto literackimi).

>Jednak jak czytam Wasze wypowiedzi, gdzie z jednej strony powołujecie się na naukę - a więc przedmiot z natury skłaniający do zimnej, bezemocjonalnej oceny - a zdrugiej strony miotacie nieuzasadnione epitety wobec bliźnich, tylko ze względu na ich wiarę, to wygląda mi na to, że wcale tak być nie musi.
To może daruj sobie ogólnikowe, emocjonalne oceny i skup się na jakimś konkrecie miotania nieuzasadnionych epitetów wobec bliźnich, tylko ze względu na ich wiarę.

>Człowiek niewierzący opierający swe sądy na nauce - gdyby chciał rozmawiać - powiedziałby tylko: ja nie wierzę, bo nie mam do tego podstaw, opieram się tylko na przesłankach racjonalnych, a religie można ewentualnie badać jak literaturę.
Tylko że wtedy Glempy i inne Gowiny by nam całkiem na głowę weszły...
Musimy mówić duuuużooo więcej!

>Jednak Wasza pogarda dla religii i ludzi religijnych nie jest w żadnym razie oparta na nauce.
Ależ oczywiście że jest! Jeśli ktoś butnie plecie androny odrzucając z założenia metodę naukową ...?!

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.

#172
04-03-2011 09:56
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)Odp: między słowami a wiarą
Cytat:
>Tak, ale doprecyzujmy:Dla mnie idea "samolubnego genu" nie stanowi zaprzeczenia samoświadomości, a nawet nie umniejsza (możliwej do realizacji ) "wolnej woli" człowieka.
>Dla Dawkisa też nie.
>Sprawdziłem.


Oczywiście, że idea samolubnego genu nie stanowi zaprzeczenia świadomości u istot świadomych. Wskazuje natomiast jak mogą funkcjonować też organizmy nieświadome. NIgdy nie twierdziłem, iż owa idea przeczy świadomości u człowieka na przykład.

Cytat:
>"Maszyna genowa", "czy biologiczny robot" mają, co prawda, zakodowane od poczęcia swoje hartware i software, ale to wcale nie oznacza, że mają całkowicie zdeterminowaną swoją przyszłość. Ona zależy jeszcze od wielu czynników, a także od własnych decyzji.


Możliwość podjęcia decyzji zachodzi u zwierząt z rozwiniętym mózgiem. Oczywiście można nazwać też "decyzją" na przykład prosty algorytm oparty o (na przykład) przesuwanie się w stronę światła (słonecznik, wiele roślin, wiele zwierząt). Ale moim zdaniem decyzyjnym nazwiemy mózg podejmujący ocenę działania w oparciu o model otoczenia i model "ja". Tu można się zacząć pytać o świadomość.

Ja nie mam ekstremalnych poglądów. Być może czasem wyrażam je w dość wypunktowany sposób, to wszystko. Tak naprawdę materialistyczny model rzeczywistości (jedyny, który działa) nie cieszy się nadal zbytnią popularnością, a już z pewnością nie sprzyja mu intuicyjne rozumienie. Dlatego ekstremalnymi mogą się wydawać zupełnie zwyczajne i dość bliskie naszemu stanowi wiedzy wypowiedzi.

maceox (6766 punktów)Odp: między słowami a wiarą
W odpowiedzi Jacek Tabisz
>Drogi Maceoxie! Ile razy mam ci powtarzać, iż teiści nie milczą wobec zagadki istnienia? Oni WIEDZA, bo mają zmurszałą książeczkę i czują się ważniejsi niż cały wszechświat.

To ja przed chwilą powiedziałem - że ateiści są w tym aspekcie skromniejsi (powinni być). Ale nie zmienia to w żaden sposób faktu, że względem rzeczywistości wszyscy są równi. Co nie upoważnia ateistów do naśmiewania się z kogokolwiek.

Natomiast wierzący NIE WIEDZĄ, tylko WIERZĄ (zwłaszcza najczęściej w to, że Boga nie da się poznać - to już wprost ze Starego Testamentu).
Podobnie zresztą, jak naukowcy muszą wierzyć we wstępne założenia - aksjomatu nie da się wykazać. Przestrzeni nie da się wykazać. Istnienia nie da się wykazać. Przestrzeń i istnienie można jedynie odczuć (założyć) - tak jak wierzący może odczuć Boga.
Zgodzę się z Tobą o tyle tylko, że o ile o ateiście można powiedzieć, że zaklada istnienie warunków wstępnych,
o tyle trudno o wierzącym powiedzieć, że tylko "zakłada" istnienie Boga.
Jednak ta różnica jest kulturowa - chodzi o styl i słowa, a nie o istotę.

Poza tym, moim zdaniem nauka wie wciąż tak niewiele o świecie, że jej rozbieżności z religiami są wobec zagadki istnienia tak nieistotne, że mieszczą się w granicach błędu. Ale to już tylko taka moja trochę refleksja.

#174
04-03-2011 11:29
 Ocena 6 na 6
astrotaurus (12445 punktów)Odp: między słowami a wiarą
W odpowiedzi maceox

>Natomiast wierzący NIE WIEDZĄ, tylko WIERZĄ (zwłaszcza najczęściej w to, że Boga nie da się poznać - to już wprost ze Starego Testamentu).
Ale wiara to jest wiedza. Nie naukowa - taka dziwaczna wiedza a priori

>Podobnie zresztą, jak naukowcy muszą wierzyć we wstępne założenia - aksjomatu nie da się wykazać.
Aksjomat w nauce to nie jest to samo co dogmat w religii!!
Aksjomat przyjmuje się na potrzeby konkretnego zagadnienia i tylko w obrębie tego zagadnienia jest on nienaruszalny. Ale za chwilę na potrzeby tego samego zagadnienia można przyjąć aksjomat będący przeciwieństwem poprzedniego...
I każde twierdzenie używane gdziekolwiek jako aksjomat można dowolnie badać, podważać, kwestionować.

>Przestrzeni nie da się wykazać. Istnienia nie da się wykazać. Przestrzeń i istnienie można jedynie odczuć (założyć) - tak jak wierzący może odczuć Boga.
A to znowu poezja.
Chyba że potrafisz powiedzieć konkretnie jak wierzący może odczuć Boga. Tylko naprawdę konkretnie, wszak takie mamy śledzie jakie nam przywieźli. Ty i ja takie same.
Wiem, że ludzie w szatach czarodziejów wmawiają barankom posiadanie nadprzyrodniczych odbiorników nadprzyrodniczych informacji. Czy Ty masz coś więcej ponad gołosłowne fantasmagorie?

>Poza tym, moim zdaniem nauka wie wciąż tak niewiele o świecie, że jej rozbieżności z religiami są wobec zagadki istnienia tak nieistotne, że mieszczą się w granicach błędu. Ale to już tylko taka moja trochę refleksja.
Ty ciągle o jakiejś odległej, uduchowionej zagadce istnienia... a tu pospolitość skrzeczy konkretami. Milionami konkretów!:
- "Tylko Bóg jest panem życia"
- Bóg nie lubi prezerwatyw
- Matka Boska Fatimska rzuciła się zmienić tor lotu pocisku
- Etc., etc.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.

maceox (6766 punktów)Odp: między słowami a wiarą
W odpowiedzi astrotaurus
Skąd bierzesz takie myśli?! Wierzący opowiadają o istnieniu, nawet wiecznym! mnóstwo przeróżnych historii, które w głowie niewierzącej nie mają jak się zalęgnąć (poza celami np. czysto literackimi).
nie no, ja właśnie to powiedziałem - na pewno dobrze zrozumiałeś moją wypowiedź? Napisałem, że czasem mam refleksję, że ateiści są skromniejsi, bo milczą wobec zagadki istnienia. To co napisałeś jest co do zasady tą samą myślą.
skup się na jakimś konkrecie miotania nieuzasadnionych epitetów wobec bliźnich, tylko ze względu na ich wiarę.> chodzi mi konkretnie np. o mówienie o "głupocie", "bzdurach" i "chorobie psychicznej" - dla mnie to jest emocjonalne i obraźliwe
>Tylko że wtedy Glempy i inne Gowiny by nam całkiem na głowę weszły...
czy rozmawiamy o Glempach, czy o religiach? Takie już miałem wrażenie od początku, że poglądy ateistów są wprost zależne od lokalnego folkloru i ich poziom zależy od poziomu przedstawicieli wiary. I to w szczególności - poziom ateistów dopasowywuje się na ogół do najniższego poziomu przedstawicieli religii. Najczęściej więc argumentem ateisty jest zachowanie Rydzyka, a nie prace Tischnera
>Musimy mówić duuuużooo więcej!
Po co? Czy cokolwiek to zmieni? Skoro świat jest jeden i jedna rzeczywistość. Jeśli macie rację, to powinno Wam to wystarczyć. Zresztą wierzący nie mogą mieć racji i prawdziwi wierzący wcale jej sobie nie uzurpują. Ja jestem wierzący, ale jeżeli przeżywam doświadczenie mistyczne, to nie uważam, że mam wtedy rację i że cokolwiek wiem lepiej od naukowców.
>>Jednak Wasza pogarda dla religii i ludzi religijnych nie jest w żadnym razie oparta na nauce.
>Ależ oczywiście że jest!
Pogarda nie może być oparta na nauce. Na nauce może być tylko oparty dowód. To człowiek wykorzystuje stwierdzenia naukowe, by gardzić drugim.

maceox (6766 punktów)Odp: między słowami a wiarą
W odpowiedzi astrotaurus
>>nie mówiąc o tym, że można czuć mistyczne sacrum - ale tego to jużnikomu nie narzucam
>A czemu nie? Spróbuj chociaż, bom ciekaw.

nie uważam się wcale za eksperta, jestem zaledwie uczniem i mało wiem, mogę się tylko podzielić takim moim doświadczeniem, jak lektura książek o zen i tao i ćwiczenie medytacji.
Albo też po prostu głęboka refleksja
W moim pojęciu sacrum jest rodzajem DOŚWIADCZENIA, tak jak wszystko.

#177
04-03-2011 12:13
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)Odp: między słowami a wiarą
W odpowiedzi maceox
> mogę się tylko podzielić takim moim doświadczeniem, jak lektura książek o zen i tao i ćwiczenie medytacji.
To mnie zaciekawiłeś powołaniem się na zen. Powinieneś porozmawiać z diogenesem.
Wspomnienie tao zbiło mi zaciekawienie, bo to tak, jakbyś po wykwintnym daniu wspomniał hamburgera.
Jakbyś mi jeszcze napisał, które haiku się Ci najbardziej podoba?

>W moim pojęciu sacrum jest rodzajem DOŚWIADCZENIA, tak jak wszystko.
W zen nie ma sakrum.

Pozdrawiam

1 + e^(i * Pi) = 0

#178
04-03-2011 13:02
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)Odp: między słowami a wiarą
W odpowiedzi maceox
>na pewno dobrze zrozumiałeś moją wypowiedź?
Na opak...
Ale się poprawię!

>chodzi mi konkretnie np. o mówienie o "głupocie", "bzdurach" i "chorobie psychicznej" - dla mnie to jest emocjonalne i obraźliwe
Możemy wrócić do szczegółów. Język może niewybredny, ale oddający rzeczywistość, a o prawdę nie należy się obrażać.
Zresztą ja w ogóle nie wiem jak można czuć się obrażonym. Jeśli rozmówca nawet mięsnem słowem ciska w towarzystwie merytorycznej treści, podkreślając znaczenie to jest ok. Jeśli natomiast używa brzydactw w celu obrażania to ... nie ma zdolności honorowej do obrażania.
Jak to swego czasu powiedział W. Bartoszewski: "mnie można obrzygać, ale nie można obrazić".
I ja się z tym całkowicie zgadzam. Człowiek godny, prawy, mądry nigdy się nie obraża. Obrażalstwo jest dowodem niedostatków intelektualnych i komunikacyjnych.

>czy rozmawiamy o Glempach, czy o religiach? Takie już miałem wrażenie od początku, że poglądy ateistów są wprost zależne od lokalnego folkloru i ich poziom zależy od poziomu przedstawicieli wiary. I to w szczególności - poziom ateistów dopasowywuje się na ogół do najniższego poziomu przedstawicieli religii. Najczęściej więc argumentem ateisty jest zachowanie Rydzyka, a nie prace Tischnera
Cóż... byt kształtuje świadomość, a akcja wywołuje reakcję.
Możemy rozmawiać o filozofii religii i o przekrętach sutannowych, tylko trzeba by określić cel i zakres rozmowy. Przeprowadzałem wiele rozmów, w których było założenie istnienia Boga i to nawet tego biblijnego (aksjomat na potrzeby danego tematu: Bóg istnieje), ale niedopuszczalne były przecież próby wmawiania mi, że on istnieje naprawdę, bo tak powstałaby inna rozmowa.

Tutaj ciągle nawiązuję do skrzeczącej pospolitości, bo wygląda mi na to, jakbyś nie chciał przyjmować do wiadomości całości kwestii religii na świecie i marginalności w tej całości jakichkolwiek rozmyślań.

>Po co? Czy cokolwiek to zmieni? Skoro świat jest jeden i jedna rzeczywistość. Jeśli macie rację, to powinno Wam to wystarczyć.
A ja bym jeszcze chciał, żeby Glemp nie wyciągał brudnych łap po wspólną kasę na pomnik swojej pychy, żeby w moim kraju było szanowane moje prawo do wolności od religii. itp.
Sama racja to trochę mało, dobrze jest mieć bejsbola na podorędziu, jakby się kto z krzyżem czaił.

>Zresztą wierzący nie mogą mieć racji i prawdziwi wierzący wcale jej sobie nie uzurpują.
Wierzący mogą mieć rację. Raczej w drobiazgach i fuksem, ale formalnych przeciwwskazań nie ma.
I prawdziwa wiara polega właśnie na uzurpacji.

>Ja jestem wierzący, ale jeżeli przeżywam doświadczenie mistyczne, to nie uważam, że mam wtedy rację i że cokolwiek wiem lepiej od naukowców.
Bo Ty nie jesteś wierzący w religijnym sensie.

>Pogarda nie może być oparta na nauce. Na nauce może być tylko oparty dowód. To człowiek wykorzystuje stwierdzenia naukowe, by gardzić drugim.
Oj, nie żeby w sensie celowości, tylko to jest obiektywny powód, kiedy człowiek uparcie odrzuca naukę i opisuje świat na podstawie starożytnych bajań.

W dodatku forum ma swoje prawa: tu jest nick i pogląd. Czyściej i ostrzej, niż w realu. Łatwiej wyodrębnić myśli z otoczki emocji, uwarunkowań społecznych itp.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.

prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
Odp: między słowami a wiarą
W odpowiedzi astrotaurus
> "z nadmanganianu potasu".
A właściwie z "nadmagnezjanu chlorku potasu".
> ale on jest naukowcem od kosmosu, od religii jest nieukiem.
Jak to nieukiem! Ukończył tarnowskie seminarium duchowne.

Polaku wzywam Cię jak do apelu - walcz z szatańskimi ufonautami! dr Jan Pająk

Vancalar (1804 punktów)Odp: między słowami a wiarą
W odpowiedzi prof. Grabowska
Cytat:
>> albo po prostu ktoś to zapoczątkował i zrobił...
>Ja to porównuję do wiary w tzw. bociana. Dużo łatwiej i prościej jest wyjaśnić dziecku skąd się biorą dzieci gdy wystarczy mu powiedzieć, że przynosi je bocian. I tyle. Tak po prostu.

   A ja mam problem z Twoim porównaniem. Przecież można łatwo udowodnić, że dzieci biorą się z innego miejsca niż dziób bociana Gdyby równie łatwo można było udowodnić, że wszechświata który wygląda jakby był zaprojektowany NA PEWNO nikt nie zaprojektował i pokazać skąd się takie wszechświaty biorą bez "bociana" (Boga), Twoje porównanie byłoby prawidłowe.
Poza tym nie zgadzam się z Twoją ukrytą tezą, że powiedzenie "Bóg to zrobił" oznacza lenistwo i koniec nauki... Zostaje mnóstwo pola do popisu dla każdego, kto chce się uczyć, żeby dowiedzieć się JAK to zrobił. Tym właśnie nauka się zajmuje i nie powinna wysnuwać wniosków stwierdzających: "to na pewno powstało samo" bo nie może tego wiedzieć.

Cytat:
Lecz jest jedna rzecz bardziej skomplikowana. Załóżmy ,że przyjmujemy, iż Bóg stworzył świat, z tymi jego prawami fizyki, stałymi Plancka etc. No i co z tego? Co dalej?

   Uważam, że uprawiając naukę nie powinniśmy tego przyjmować, chyba, że jako jedną z możliwych hipotez. Nie powinniśmy też przyjmować, że to musiało powstać "samo", bo tak nam się podoba. Każdy musi i powinien rozsądzić indywidualnie, w co wierzy aż do momentu pojawienia się jednoznacznych dowodów ale pracując w laboratorium, czy przy stole warsztatowym powinien te założenia zostawiać w domu i traktować to jako kwestię, na którą jeszcze nie ma odpowiedzi. Tylko wtedy nauka pozostaje nauką a nie migruje w stronę fantastyki.

Cytat:
Przecież ludziom nie o takiego Boga chodzi, ale o takiego co ich do nieba weźmie i życie wieczne zapewni, a złych do piekieł strąci.

   A mnie jakoś niezbyt interesuje, o jakiego Boga ludziom chodzi a jaka jest prawda.
Od tego, żeby dawać ludziom takiego Boga jakiego chcą to jest New Age a i Katolicyzm.

Cytat:
A takich sprzeczności na poziomie już wiary, a nie kosmologii biblijnej, jest całe mnóstwo, z naczelnym problemem istnienia dobrego Boga i zła na świecie.

   Już o tym pisałem ale chyba Ci umknęło. Pamiętasz?
"Jest drzewo, na nim jabłko, jak zjecie, wybierzecie świat w którym panują huragany, trzęsienia ziemi, choroby, nędza, głód i śmierć, więc nie jedzcie."
Jak Bóg mógłby być dobry, gdyby zdecydował za nas i uczynił nas "radosnymi automatami do cieszenia się życiem" pozbawiając nas możliwości poznania WSZYSTKICH doświadczeń, nie tylko tych dobrych. Powiesz: "ja wolałabym nie wiedzieć co to ból". Ok. tylko zaraz znalazłby się taki, który by stwierdził: "a ja chciałbym mieć prawo jednak się dowiedzieć" a zaraz potem zarzuciłby (i słusznie!) Bogu niesprawiedliwość i "ukrywanie faktów". Widzisz, tak źle i tak niedobrze.


Cytat:
>Ale bycie wiernym nie polega na dotrzymywaniu obietnicy. Chyba, że małżeństwo traktujemy jak kontrakt handlowy. Ale umowę zawsze można rozwiązać. Wierność mamy w zasadzie rozwiązaną.


"Współcześnie ślub to uroczystość, podczas której przyszli małżonkowie obiecują sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że nie opuszczą siebie aż do śmierci."
pl.wikiped(*)ub_wsp.C3.B3.C5.82cze.C5.9Bnie
Jak chcesz "rozwiązać" taką umowę Umrzeć? Gdyby moja małżonka "poszła w tango" to nie miałbym do niej pretensji o to, że lubi seks z modnym ostatnio "hydraulikiem z Polski" a o to, że złamała dane mi słowo i obietnicę i odwrotnie, gdybym ja tak zrobił, to mogłaby mieć właśnie o to słuszne pretensje.

Cytat:
Jeśli kogoś autentycznie kocham, to nie muszę się rozglądać za innymi. Jak nie jestem głodna, to nie szukam, co by tu zjeść. Jestem nasycona. I tak samo jest z wiernością. Nie dlatego nie zdradzam, że coś komuś obiecałam, ale dlatego, że nie mam takiej potrzeby, bo jestem nasycona.

   Czyli jeśli stwierdzisz, że już ci przeszło uczucie albo pojawi się "nienasycenie" i zaczniesz odczuwać "potrzebę sprawdzenia jak to jest z innym", to będzie znaczyło, że możesz zignorować obietnicę wierności którą kiedyś tam złożyłaś swojemu partnerowi?

...

pozdrawiam


Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 Dalej..

Wróć do listy wątków działu Religie
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365