 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Nauka
| Napisano | Autor | Tytuł | | 24-10-2012 13:16 | Hodża (11172 punktów) | Dzieci za wszelką cenę
3 na 13 | Na marginesie wywiadu w RMF z rzecznikiem Konferencji Episkopatu Polski, ks. J. Klochem fakty.inte(*)iec-posiadac-dzieci-za,1855829Sprawa in vitro wałkuje się w naszym kraju od dwudziestu lat i Polska ponoć jest jedynym krajem europejskim, w którym ta technologia nie jest uregulowana prawnie. To skandal, ale nie o tym chcę tu powiedzieć. Również nie chcę się skupiać na kwestii aborcji, którą Kościół wykorzystuje jako najważniejszy powód swojego sprzeciwu dla tej metody leczenia niepłodności (czy też, jak to przedstawia Kościół, "obchodzenia" problemu). Chcę mianowicie zwrócić tu uwagę na jedno zdanie księdza, z którym muszę się zgodzić, jakkolwiek w całym tym wywiadzie nie znalazłem dla niego tych uzasadnień, które ja dostrzegam w kontekście rozwoju technologii: "Nie jest etyczne chcieć posiadać dzieci za wszelką cenę" . Otóż, moim zdaniem, rozwijanie technologii pozaustrojowego zapłodnienia jest drogą, która prędzej czy później zaprowadzi ludzkość w ślepy zaułek. Uważam, że posiłkowanie się technologią, aby zrekompensować niepłodność, która być może również ma jakiś związek z genetycznymi uwarunkowaniami osób, które nie posiadają dzieci, stanowić będzie jeszcze jeden sposób na utrwalanie w populacji materiału genetycznego, który nie został poddany selekcji naturalnej. Kiedyś rolę takiego selektora stanowiły choroby wieku dziecięcego; dziś, wraz z postępem medycyny, z masowymi szczepieniami, nie spełniają one tej roli. Jakkolwiek nikt nie robił chyba badań tego procesu (byłoby to chyba "niepoprawne politycznie") można domniemywać, że przynajmniej część z nieuleczalnych genetycznych chorób, które pojawiają się ostatnio wśród dzieci częściej, niż np. 100 lat temu może mieć związek z osłabieniem przez postęp cywilizacyjny (nie tylko medyczny) procesów naturalnej selekcji. Wiem, że to brzmi dość brutalnie, ale biologia jest brutalna. Kiedy uzna się za normę pośrednictwo pozaustrojowych technik zapłodnienia, nie będzie już w przyszłości żadnych oporów przed tym, by np. leczyć genetycznie niektóre choroby, wtedy, kiedy takie techniki zostaną opracowane. Pojawi się kwestia granicy - kiedy dopuszczalne etycznie będzie ingerowanie w genom zarodka? Czy usunięcie genu odpowiedzialnego za zwiększone ryzyko nowotworu jest etyczne, ale genu odpowiedzialnego np. za ryzyko wystąpienia wad wzroku już nie? Nawet powiem, że dziwi mnie, iż Kościół nie dostrzega tego zagrożenia ukrytego w zaakceptowaniu pośrednictwa technologii w procesie prokreacji człowieka. Jakkolwiek nie polega on na obecnym etapie ludzkiej wiedzy na bezpośrednim ingerowaniu w genom, to pośrednio już jest (poprzez powoływanie do życia dzieci, spośród których część będzie obdarzona genami, które z jakichś powodów wywołują niepłodność, zatem "powinny" ulec usunięciu z puli genowej) a co więcej - stanowi precedens i otwarcie drogi, na której horyzoncie rysuje się tworzenie hybrydy człowieka i urządzeń technologii medycznej, o eugenice nie wspominając. Chyba mogę mieć rację, że taka perspektywa jest niepokojąca. Kościół natomiast, nie dopuszczając aborcji w żadnym przypadku, sprowadza postulat ochrony życia do absurdu. Wiadomo bowiem, że są przypadki tak uszkodzonych płodów o praktycznie nie rozwiniętym mózgu (może tu medycy powinni raczej zabrać głos, jak bardzo zdegenerowany może być płód), żądanie urodzenia których jest, moim zdaniem, aktem nieludzkim wobec kobiety, która by chciała poddać się aborcji w takim przypadku. (Tutaj zamieszczam link do strony, której wiarygodności nie potrafię ocenić, jednak podejrzewam, że są to zdjęcia prawdziwe: www.wykop.(*)rzadkich-wad-wrodzonych-plodu/ UWAGA, tylko dla osób o bardzo silnych nerwach). | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 Dalej..#151 2 na 2 | Irracja (4721 punktów) | Odp: Dzieci za wszelką cenę | > Ale ale, co na tą argumentację Twoja mama?!?... w sumie to nic wielkiego. Od bardzo dawna jestem jej powiernikiem i często (jak się spotkamy, bo nie mieszkam z nią) dyskutujemy na różne tematy, w tym i religijne. Mama, choć wierząca w Boga, to dość mocno sceptyczna do całej otoczki jaką serwują księża. Czasami, w ramach "obawy o moją duszę" podsunie jakiś cytat z Biblii, modlitwy czy innej książeczki. Trochę podyskutujemy na ten temat. Ona przedstawi swoje argumenty, ja swoje i jest dobrze. Może nie tyle akceptuje moje poglądy, co je toleruje. Owszem chciałaby bym był religijny, ale bardziej ją interesuje to jaki jestem w stosunku do innych ludzi. Kwestia mszy i inne są na dalszym planie. A teraz ciekawostka. Mama, od kilku ładnych lat chodzi na spotkania grupy - chyba maryjnej, albo coś takiego. Podejrzewam że bardziej szuka towarzystwa. Rodzina ojca, bliższa nie żyje a o dalszej szkoda gadać. Jest jedynaczką, jej siostra cioteczna też. Zresztą są pokłócone, mimo że mieszkają przez płot. Choć ciotka to niezła plotkara, to wina leży po stronie ojca i wuja. Mieszka z moją siostrą ale wiesz jak to jest. A i siostrzeńcy już dorosłe, "studenty" w domu nie siedzą. Ale wróćmy do meritum. Kiedyś, jakieś 5-6 lata temu, miała wielkie pretensje, że nie chodzę do kościoła. Kłócić się nie chciałem, więc podsunąłem jej cytat z Biblii (ew.Mat.6:5-7). Sprawa przycichła, już nie wraca do tego tematu, przynajmniej nie z taką zaciętością. Ale ciekawie zrobiło się z rok temu. Na spotkaniu rozmawiali o modlitwie, mszach itp. I ktoś zarzucił jej, że słabo się udziela w tych "wątpliwych ekstazach" odprawianych dla grupy. Acha, na te spotkania musi dojeżdżać przez całe miasto, bo grupa nie w jej parafii. Zresztą z proboszczem swojej parafii prędzej by się pobiła, niż dyskutowała. Nieźle zalazł parafii za skórę. Na tym spotkaniu broniła się jak umiała, ale sprawa została odłożona do następnego spotkania, za tydzień. I wtedy zaserwowała im ten cytat, z oskarżeniem, że to oni są obłudnikami. Podobno "niezła jazda" była. Ksiądz - z opowieści mamy wychodzi, że też niezły oszołom - ale okazał więcej rozumu niż część wiernych. Taka jest moja mama. Cicha, spokojna i tolerancyjna. ale "żądło" pokazać potrafi...  ... no cóż, dobranoc...
... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje... |
| Jacek Głodzik (35558 punktów) | Odp: Dzieci za wszelką cenę | No ciekawe  Kiedyś kolega kilka razy zaciągał mnie na podobne grupy na studiach. Trzeba przyznać, że sam też byłem ciekaw, chciałem to zobaczyć - tzn. jak tam jest. W jakimś nie do końca dla mnie wtedy zrozumiałem aspekcie odczuwałem osamotnienie, pomimo że na moim roku kumpli i koleżanki miałem fajnych, a na sekcji sportowej w którą też się angażowałem podobnie. Oprócz tego co tam zobaczyłem ciekawostką jest to, że ten kolega zwany przez zdystansowanych do niego współlokatorów akademika "prawdziwym chrześcijaninem" (co go notabene b. wkurzało) trochę się opuszczał w nauce, zaniedbywał rówież swoją higienę. A co do grupy - generalnie wrażenie że ludzie tam znaleźli towarzystwo i z kimś jakoś tam się dogadują, wspierają, spędzają czas odprawiając również takie i inne rytuały, normalnie nieobecne w Kościele. Jedna z grup była charyzmatyczna, ale to już opowieść na inny czas. > Podobno "niezła jazda" była. Ksiądz - z opowieści mamy wychodzi,> że też niezły oszołom - ale okazał więcej rozumu niż część wiernych.> Taka jest moja mama. Cicha, spokojna i tolerancyjna. ale "żądło"> pokazać potrafi...I takie to właśnie w praktyce nadstawianie drugiego policzka  Mam ciocię chyba trochę podobną do Twojej mamy. Jest emerytką trochę przed 70ką, też uczęszcza na takie grupy, słucha RM, czyta intensywnie katolickie gazetki itp. Dyskusje z nią są niemożliwe, nikt ich już dziś z resztą nie próbuje, również z powodu iż jest ponad nas, przyziemnych racjonalistów - do tego z niższego pokolenia. Żeby było ciekawiej, jeden z jej zięciów robi karierę na jednym z polskich uniwersytetów (wydział humanistyczny). Gościu jest obeznany w historii ale nie tylko, do tego b. inteligentny i sympatyczny, b. go lubię. Przez te wszystkie lata styczności co jakiś czas z teściową (mieszkają w innych miastach) szkoła dyplomacji nieoceniona  miłego dnia |
| Jacek Głodzik (35558 punktów) | Odp: Dzieci za wszelką cenę | > Czy jesteś zdania, że osobniki genetycznie podatne na dżumę> powinny nie mieć dzieci w imię dobra populacji?> Albo nietolerujące laktozy?> OK. Jestem przekonany (..) a wtedy będę walczył jak lew. Ale na razie pass.Tak, obyś walczył jak lew i nie zginął jak mucha  miłego dnia |
#154 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Odp: Dzieci za wszelką cenę | > Większość moich koleżanek (o kolegach mniej wiem) też była wychowywana> - rodzicom zawsze starczało czasu dla dzieci.Czytajac Danuję Wałęsę "Marzenia i Tajemnice", ale i wspomnienia autobiograficzne np. Jerzego Stuhra (wraz w stawkami jego dwójki dzieci z mojego pokolenia) odnajduję tam i te treści, o których piszę. Ojciec w wychowaniu syna jest b. często w Polsce nieobecny. * Miałaś dużo szczęścia ze wzięłaś tylke uwagi i wrażliwości od swoich rodziców. Zazdroszczę. > Co do kontroli np. sposobu odżywiania, to może lepiej, żeby współcześni> rodzice przejawiali jej więcej, zamiast zostawiać pole reklamie. Wystarczy> zachować kilka zasad, żeby dziecko nie miało nadwagi - naprawdę.Zagdzam się w 100%. A drugie to troska o ilość (nie za dużo, nie za mało) Też jestem zdania, że dziecko z reguły wie, jak dużo jeść. Na marginesie - słodkie jest u nas uwarunkowane kulturowo. Wiedziałaś, że np. Chińczycy specjalnie słodkiego nie cenią? Pamiętam jak kiedyś spędziłem kilka miesiący na rozmowach z koleżanką (niech jej będzie Agnieszka) która panikowała że jej syn to niejadek (nie miała najmnieszych podstaw) Później nagle to zrozumiała że przenosi na niego lęki własnej matki z jej dzieciństwa i.. lęk minął. A najwiekszą statysfakcję miałem wtedy, gdy jakiś czas później opisała mi wyprawę nad Morze Bałtyckie z jej dobrą koleżanką (oraz dziećmi i mężami) których również znam. Taki familijny urlop. No więc ona obserwuje (ta Agnieszka) swoją koleżankę na plaży, jak ta gania za swoją córką z wielką drożdżówą w ręku, a ta jej ucieka ze zwinnością dziecka. Agnieszka na ten kabatertowy obrazek wybucha niepohamowanym śmiechem, koleżanka trochę sie na nią naburmusza. Później wywiązała się ponoć zacięta dysusja  > Natomiast wczesne wpojenie pewnych zasad pozwala ograniczyć> późniejszą kontrolę zachowań - moi rodzice nigdy nie musieli> nadzorować czy odrabiamy lekcje, mogli mieć pewność, że w> przypadku skargi o pobicie koleżanki, nie ja byłam stroną prowokującą.Jak to zrobili? Chyba jednak główną rolę gra charakter, obserwacja zachowania rodziców itp. Jeśli oni są lojalni względem swoich obowiązków, wykonują je sumiennie i tak też dbają o właśnie dzieci, to i one takie będą. Przykład z góry to podstawa. Ale faktycznie, zaraz w pierwszych latach dziecka trzeba mu to i owo mechanicznie pokazywac, tego się nie uniknie. > Uświadomienie nie przedstawiało trudności, bo były książeczki dla dzieci> i młodzieży w różnym wieku - w pewnym momencie pokazały się> nawet dla 3-latków (jakaś seria francuska)Mam wątpliwości czy same książeczki załatwiaja sprawę, ale z pewnością częściowo tak. > Szkoła (moja, bo to inicjatywa nauczycieli) przygotowywała> do tematu, zapraszając specjalistów w różnych dziedzinach> oraz puszczając filmy dokumentalne. Z tego, co teraz do mnie dociera> chyba nastąpił regres, a książeczek z serii jw. nie widziałam od lat w> żadnej księgarni. SzkodaNiestety tak. W dobie internetu i upadku autorytetów (szczególnie w szkołach) dzieci się edukują same od siebie, patrząc na to co znajdą w komputerze czasem zupełnie bezkrytycznie. > - to był mniej krępujący wstęp do rozmowy dla dorosłych.No właśnie. Czyli coś z tego skrępowania w temacie seksu pozostaje nadal. A jak pozostaje, to i z pewnością zostanie przekazane dalej.. > Wiedziałeś, że jeszcze na początku XIX w. najlepszą partią wśród góralek była> ... panna z dzieckiem? Kilkoro też mogło być. Po prostu udowodniła, że może> mieć dzieci. Jakoś cudze ojcostwo kawalerom nie przeszkadzało.Nie wiedziałem. Panna z dzieckiem, no kto to widział!?  > obecna pruderia jest wynikiem przeszczepienia zachodniej> kultury mieszczańskiej, która przez wieki stanowiła margines> na naszych ziemiach. Pięknie oddaje to co mowisz Agnieszka Holland w filmie "Janosik. Prawdziwa historia"  miłego dnia |
#155 1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | Odp: Dzieci za wszelką cenę | > Tak, obyś walczył jak lew i nie zginął jak mucha  > miłego dniaTo było do Ani.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony. |
| Jacek Głodzik (35558 punktów) | Odp: Dzieci za wszelką cenę | Przecież widzę, to taki żarcik był. I ja tu czasem zmieniam poglądy, miłego dnia |
#157 5 na 5 | Anna Salman (16360 punktów) | Odp: Dzieci za wszelką cenę | > Czytajac Danutę Wałęsę ... > Ojciec w wychowaniu syna jest b. często w Polsce nieobecny.W wychowaniu ... dzieci. Pokutuje niestety takie przekonanie, że synów się wychowuje, a córki wystarczy nauczyć gotować, sprzątać i odmawiać pacierze  . > Miałaś dużo szczęścia ...Pewnie tak. Jednak większość moich rówieśników była tak wychowywana, duża część rozpieszczana, niestety. Pokłosie wojny i biedy czasów powojennych - rodzice chcieli, żeby ich dzieci miały jak najlepiej. Potem wiele z tych dzieci nie zdołało dojrzeć i wychować własnych dzieci. Obecnie to te dzieci zaczynają mieć dzieci. > Na marginesie - słodkie jest u nas uwarunkowane kulturowo. Wiedziałaś, że np. Chińczycy specjalnie słodkiego nie cenią?Nie lubię słodyczy, ale w przypadku Chińczyków to może być uwarunkowane genetycznie. Np. większość Azjatów nie przyswaja mleka krowiego, a Europejczycy z reguły nie mają z tym problemu. > ...Chyba jednak główną rolę gra charakter, obserwacja zachowania rodziców itp. ...Prawda - najwięcej można się nauczyć, obserwując starszych. Przy tym ja wychowałam się jeszcze w tzw. wielkiej rodzinie (babcie, ciocie i wujkowie oraz ich dzieci, niekiedy już dość odległe pod względem pokrewieństwa), więc wzorów miałam pod dostatkiem i zdecydowana większość była pozytywna. Również wspomnienia o nieżyjących - żałuję, że nie poznałam dziadków. Teraz mamy głównie rodziny tzw. nuklearne - rodzice i dzieci. Jeżeli coś nawala, to alternatywą jest TV, czyli lukrowane obrazeczki z seriali. Zderzenie realu z wydumanym światem może wywołać traumę. > Mam wątpliwości czy same książeczki załatwiaja sprawę, ale z pewnością częściowo tak.Ułatwiają wstęp do rozmowy i zawierają informacje, których rodzice też mogą nie znać. Oglądałeś ten odcinek "Wojny domowej", gdy ojciec Pawła chce go uświadomić?  Wiekszość rodziców faktycznie nie dysponowała wiedzą fachową i sami "dokształcali się" z tych książeczek. Myśmy mieli w szkole Naukę o człowieku, oni ... obowiązkową religię. A teraz znowu ... zmiana pokoleniowa  > ... W dobie internetu i upadku autorytetów (szczególnie w szkołach) dzieci się edukują same od siebie ...Tak zawsze było i będzie. Z rówieśnikami rozmawia się swobodniej. Powinna być tylko zachowana równowaga pomiędzy sensacyjkami (często wulgaryzmami lub wręcz pornografią), a wiedzą istotną dla młodego człowieka. |
| Jacek Głodzik (35558 punktów) | Odp: Dzieci za wszelką cenę | > >Czytajac Danutę Wałęsę ...>   To spojrzenie jest pełne przerażenia, czy zdziwienia?  > >Ojciec w wychowaniu syna jest b. często w Polsce nieobecny.> W wychowaniu ... dzieci. Pokutuje niestety takie przekonanie,> że synów się wychowuje, a córki wystarczy nauczyć gotować, sprzątać> i odmawiać pacierze .Ano pokutuje. Z tym wychowywaniem synów jednak bym nie przesadzał. To głównie ojcu się tak zdaje, szczerze mówiąc jest to też moja pewna życiowa obawa.. > > Miałaś dużo szczęścia ...> Pewnie tak. Jednak większość moich rówieśników była tak wychowywana,> duża część rozpieszczana, niestety. Pokłosie wojny i biedy czasów> powojennych - rodzice chcieli, żeby ich dzieci miały jak najlepiej.> Potem wiele z tych dzieci nie zdołało dojrzeć i wychować własnych> dzieci. Obecnie to te dzieci zaczynają mieć dzieci.Otóż to. To tak trochę jak Wiara i wiara (jak sama gdzieś wczesniej komuś tą różnicę wyklarowałaś) Wychowywać kogoś, a wychowywać to czasem całkiem dwie różne rzeczy. > Nie lubię słodyczy, ale w przypadku Chińczyków to może być> uwarunkowane genetycznie. Np. większość Azjatów nie przyswaja> mleka krowiego, a Europejczycy z reguły nie mają z tym problemu.A ciekawe, może też tak być. Mimo wszystko z tego co zaobserwowałem nie odrzuca ich. Po prostu tam nie można kupić dobrych słodyczy, są takie jakieś mdławe. Ale jak Chinczyk jedzie do Europy to spokojnie podje sobie tej i innej czekolady np. Milka (i wie dobrze, że u nas dostanie ją taniej, niż u siebie) > wzorów miałam pod dostatkiem i zdecydowana większość> była pozytywna. Również wspomnienia o nieżyjących - żałuję, że> nie poznałam dziadkówBardzo fajnie. Nie powiem żeby u mnie było jakoś straszno, ale b. podobają mi się takie rodziny wielopokoleniowe jakie opisujesz, w których panuje szacunek i jest bez liku pozytywnych wzorców. > Teraz mamy głównie rodziny tzw. nuklearne - rodzice i dzieci.Hehe dobre! Tego określenia wcześniej nie znałem > Oglądałeś ten odcinek "Wojny domowej", gdy ojciec Pawła chce go uświadomić?  Coś mi się kojarzy. Przy okazji odświeżę pamięć na youtube > Wiekszość rodziców faktycznie nie dysponowała wiedzą fachową i> sami "dokształcali się" z tych książeczek. Myśmy mieli w szkole Naukę> o człowieku, oni ... obowiązkową religię.> A teraz znowu ... zmiana pokoleniowa  > Tak zawsze było i będzie. Z rówieśnikami rozmawia się> swobodniej. Powinna być tylko zachowana równowaga pomiędzy> sensacyjkami (często wulgaryzmami lub wręcz pornografią), a wiedzą> istotną dla młodego człowieka.Bardzo rozsądne spostrzeżenie. W podsumowaniu: myślę, że z Tobą te dzieciaki miałyby całkiem całkiem..  miłego dnia PS tak trochę piszę o prof. Lwie Statrowiczu w innym wątku, również dlatego że facet zaimponował mi poza suchą naukową wiedzą badawczą: kiedyś w jakims programie w TV ubolewał, że w seksie katolików w Polsce przeważnie nie ma ciepła, nawet w samych rozmowach o nim (o ile takowe nie są w ogóle okryte tabu). To było b. fajne widzeć, jak profesor się tym autentycznie martwi  |
#159 10 na 10 | Meretseger (61860 punktów) | Odp: Dzieci za wszelką cenę |
> Ojciec w wychowaniu syna jest b. często w Polsce nieobecny.W ogóle jest nieobecny w wychowaniu dzieci. Córki też mógłby wychowywać, niekoniecznie tylko syna. Dziećmi powinni się zajmować wszyscy rodzice, jakich te dzieci posiadają. Bez względu na płeć. |
#160 3 na 3 | Anna Salman (16360 punktów) | Odp: Dzieci za wszelką cenę | > To spojrzenie jest pełne przerażenia, czy zdziwienia?  Both > ... Ale jak Chinczyk jedzie do Europy to spokojnie podje sobie tej i innej czekolady np. MilkaAle oryginalnego "Wedla" już nie dostanie, ha!  > ...Tego określenia wcześniej nie znałemBo to z obszaru socjologii wychowania / rodziny (teraz wszystko musi mieć swoją socjologię) > W podsumowaniu: myślę, że z Tobą te dzieciaki miałyby całkiem całkiem..  Ale ja ... nie przepadam  > ... tak trochę piszę o prof. Lwie Starowiczu ... kiedyś w jakimś programie w TV ubolewał, że w seksie katolików w Polsce przeważnie nie ma ciepła, ...A w innych dziedzinach życia jest? Seks to tylko wycinek (niewielki) całości. Poza tym ten profesor tetryczeje. Nadal promuje patriarchalny model życia. Kiedyś wydawał się bardziej nowoczesny, przynajmniej w porównaniu z dr. M. Wisłocką z jej radami: Co kobieta powinna zrobić, żeby małżeństwo było udane?  (Miałam dopiero 17 czy 18 lat i walnęłam książką o podłogę) |
#161 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Odp: Dzieci za wszelką cenę | > Ale ja ... nie przepadam  Leo, why?? > >... tak trochę piszę o prof. Lwie Starowiczu ... kiedyś w jakimś programie> > w TV ubolewał, że w seksie katolików w Polsce przeważnie nie ma ciepła, ...> A w innych dziedzinach życia jest? Seks to tylko wycinek (niewielki) całości.Zależy gdzie, zależy z kim. "U nas chodzi się z ksieżycem w butonierce"  > Poza tym ten profesor tetryczeje. Nadal promuje patriarchalny> model życia.Wiesz co mi wczoraj powiedział pewien Serb /trener couchingu/, jak był w Posce i co zauważył w kwestii modelu rodziny, w góle realcji między płaciami? "U was kobieta dominuje" > Miałam dopiero 17 czy 18 lat i walnęłam książką o podłogę)Chyba tylko raz przerzuciłem, równie dawno. Utkwiło mi w pamięci o opalaniu nago + miłosci w plenerze  A co tam złego wg Ciebie wysmażyła? łącząc pozdrowienia |
| Jacek Głodzik (35558 punktów) | Odp: Dzieci za wszelką cenę | A gdyby byli dwoma tatusiami, albo dwiema mamusiami? |
#163 5 na 5 | Meretseger (61860 punktów) | Odp: Dzieci za wszelką cenę | > A gdyby byli dwoma tatusiami, albo dwiema mamusiami?Napisałam: "Bez względu na płeć". |
| Jacek Głodzik (35558 punktów) | Odp: Dzieci za wszelką cenę | Szczerze mówiąc trochę się tego obawiam, ale zobaczymy co z tego wyniknie (na szczęście już nie dla mnie) |
#165 3 na 3 | Anna Salman (16360 punktów) | Odp: Dzieci za wszelką cenę | > Leo, why??Tak jakby zapytać - dlaczego nie lubisz szpinaku (ja lubię) - nie lubię i już. > ... "U nas chodzi się z księżycem w butonierce"  Nie zrozumiałam ... Że to niby tacy romantyczni jesteśmy? Bzdura. To samo, co w innych dziedzinach - wiele wzniosłych haseł (pustosłowia), a na co dzień przemoc, pijaństwo i korupcja. > Wiesz co mi wczoraj powiedział pewien Serb ... co zauważył w kwestii modelu rodziny, w ogóle relacji między płciami?> "U was kobieta dominuje"Bo system patriarchalny degeneruje mężczyzn. Pewna pani psycholog wyjaśniła genialnie mechanizm kształtowania się tego zjawiska. Niestety, chyba wyrzuciałam ten artykuł (papierowy - nie z netu). W skrócie polega to na tym, że w społeczeństwie, gdzie kobiety nie mogą się otwarcie realizować, czynią to za pośrednictwem synów, od dzieciństwa uzależniając ich od siebie. W ten sposób powstają zupełnie chore konstrukcje - symbiozy nadopiekuńczych matek i wiecznie niedojrzałych synów, związki toksyczne, niekiedy ocierające się o psychiczne kazirodztwo. Tacy mężczyźni nie potrafią być samodzielni, przez całe życie poszukują kobiet "matkujących", których jest coraz mniej. Z kolei kobiety, które mają o wiele więcej barier do pokonania i nie mogą liczyć na pomoc otoczenia (tak - to właśnie kobiety muszą być bardziej samodzielne), szybciej dojrzewają emocjonalnie, uczą się odporności i tzw. zaradności życiowej. W efekcie mamy taki obraz społeczny ... ("tu przerwał, lecz róg trzymał"  ... wykasowałam, bo uświadomiłam sobie, że czasem ktoś jeszcze czytuje stare wątki, a po co mam sobie dokładać nowych wrogów), jaki dominuje również w krajobrazie społecznym Włoch, czy Hiszpanii. W islamie wygląda to trochę inaczej, ale wcale nie lepiej. Tamte baby są jeszcze bardziej agresywne, a mężczyźni jeszcze ... (autocenzura  ). > A co tam złego wg Ciebie wysmażyła?No przecież podkreśliłam, czy tam pogrubiłam wcześniej - o sferze seksu pisała bezpruderyjnie, a o relacjach w związku, jakby to był XIX w. - że tylko "do kobiety należy dbałość o ciepło domowego ogniska". I te rady chyba średnioskuteczne, bo była trzykrotną rozwódką, o ile pamiętam.  |
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 Dalej.. Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|