Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
162.479.472 wizyty
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7324 tekstów. Zajęłyby one 28895 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Czy jesteś zadowolony/a z życia?
Tak
Nie
Nie wiem
  

Oddano 2577 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Karl Heinz Bohrer - Absolutna teraźniejszość
Emerich Coreth, Peter Ehlen, Josef Schmidt - Filozofia XIX wieku

Znajdź książkę..
Sklepik "Racjonalisty"
Mariusz Agnosiewicz - Heretyckie dziedzictwo Europy
Mariusz Agnosiewicz - Kryminalne dzieje papiestwa tom II

Złota myśl Racjonalisty:
Ze wszystkich zboczeń seksualnych czystość jest najosobliwszym.
« Czytelnia i książki  
Opowieść o umieraniu [4]
Autor tekstu:

„O Panie, który stworzyłeś niebiosa i ziemię, i wszystko, co w powietrzu i na ziemi żyje, i mnie stworzyłeś, a ze mnie niewiastę, spraw, o Panie, wszechmogący Panie, spraw, abyśmy nie zginęli, odwróć od nas zagładę, niechaj spadnie życiodajny deszcz…" (T.N., s. 42.)

Mówi to po wcześniejszym pojawieniu się błyskawic i grzmotów [ 40 ]. Czyż w takiej sytuacji nie było do przypuszczenia, iż może spaść deszcz? Prośba Adama zostaje wysłuchana albo po prostu dzieje się to, co stać się miało… Adam wyolbrzymia owo zjawisko, dopatrując się w nim odpowiedzi na swe wołania, jednocześnie rozpościerając drogę do zbawienia dla grzeszników, wypędzonych z Raju [ 41 ]. Jego nagły zwrot w stronę religii, ukazuje Adama jako osobę szaloną, wielokrotnie rozmawiającą z samym sobą bądź z wyimaginowanymi (dla jego otoczenia) postaciami takimi, jak: Bóg czy Piękny. Adam traci kontrolę nad własnymi wizjami, wielokrotnie nie potrafiąc odnaleźć granicy między snem a jawą [ 42 ]. W bardzo emocjonalny sposób podchodzi do wszystkich swoich wyobrażeń, podnosząc je do rangi objawień. Jego przepowiednie katastroficzne nie mają na celu zastraszenia, a jedynie przybliżenia świata chorego, który wraz z postępem jego choroby, przekształca się. Jak zauważa A. Kępiński:

„Wraz z chorym zmienia się jego świat. Zmiana jest stopniowa lub gwałtowna, zależnie od charakteru procesu chorobowego, ale w każdym wypadku jest ta zmiana ostateczna. Po niej już nic nie może nastąpić. Jest to kres wszystkiego, koniec świata" [ 43 ].

W jego postępowaniu łatwo dopatrzyć się licznych urojeń odnoszenia (ksobnych) i wielkościowych (posłanniczych). Adam stawia siebie jako przewodnika tłumu, łączącego ludzkość z tajemniczym Bogiem. Wykorzystuje swą patriarchalną pozycję do otwierania przed jego najbliższymi świata całkowicie dla nich niezwykłego, jednocześnie z mściwym Bogiem i jego okrutnymi sługami [ 44 ]. Wszyscy zdają się go słuchać, jednakże mało kogo przekonuje ta niejako apostolska służba Stwórcy. Adam zniekształca dotychczasowy obraz świata, stawiając nad sobą Boga, który niejako powołał go do pewnej misji. Tym samym wyolbrzymia on swą rolę, stając się posłańcem własnych wizji. Dla Chawy i Kaina te opowieści zdają się być fantastycznymi, wykreowanymi przez Adama, który co najgorsze sam zaczął w nie wierzyć [ 45 ]. Owo głoszenie słów Boga całkowicie pochłania go, izolując od rzeczywistości, wręcz powodując, iż realizm przestaje dla niego istnieć. Na jego miejsce pojawia się nieograniczony świat, w którym każdy element może urastać do rangi symbolu, a każde słowo może mieć moc kreacji… Czy jest zatem możliwe, że cała ta wizja, która swym ogromem doprowadziła do śmierci niewinnych ludzi, była tylko wymysłem chorego mężczyzny nieświadomego rangi wypowiadanych przez siebie słów??? Czy ten złudny świat chorego mężczyzny mógł jednocześnie okazać się piekłem dla jego najbliższych? Kim zatem był ów Adam: apostołem, mordercą czy może kolejną z ofiar swej okrutnej choroby?!

Ciche przyzwolenie Chawy

Jakie życie czekało na kobietę, uwikłaną w świat mężczyzn? Czy była ona bachantką miłosnej ekstazy czy też pozbawioną własnej woli niewolnicą? Jak egzystowała w tymże pierwotnym systemie patriarchalnym? Jaki los zgotowali jej mężczyźni? I ostatecznie — ofiarą jakiej zagłady miała stać się ta pierwsza kobieta, opisana nota bene przez reprezentanta tych samych mężczyzn, którzy wykreowali ją tylko po to, by zaspokoić głód władzy, a następnie zniweczyć wszystko, co pokochała?!

Świat, w którym żyła Chawa z całą pewnością nie był światem kobiet. Nazywana jedynie „Adamową niewiastą" (T. N., s. 9.), od zarania swych dziejów uczyła się, że została stworzona jedynie po to, by umilać czas mężczyźnie, by być jego oblubienicą i „gorszą" towarzyszką. Już w etymologii jej imienia odnaleźć możemy rolę, jaką miała spełniać w owych czasach. W „Słowniku Nowego Testamentu" można wyczytać:

hebr. Hawwa, imię pierwszej niewiasty. Etymologicznie imię to wiążą niektórzy z czasownikiem „żyć" (hebr. haya): „żyjąca, matka żyjących" [ 46 ]

Potwierdzenie tychże słów bez problemu odnaleźć można w opowieści J. Andrzejewskiego, gdzie kobieta zostaje sprowadzona do roli: „matki wszystkiego, co żyje" (T. N., s. 9.). Sam Adam, uwierzywszy, iż Chawa została zrodzona jedynie z części jego ciała, wpaja sobie, że tym samym musiała ona tylko w drobnym zalążku pojąć jego intelekt i siłę duchową, jednocześnie umieszczając ją na ostatnim szczeblu społecznej hierarchii. [ 47 ] Uznając jej niższość, sprowadził ją do roli niemej towarzyszki, której wraz z wiekiem słowa tracić miały na znaczeniu. Zgodnie bowiem z wolą Boga, istota jej działania została sprowadzona jedynie do aktu porodu, który miał być nie tyle spełnieniem wielkiej roli społecznej, co karą dla jednostki gorszej, obarczonej grzechem. Jak napisał E. Fromm: „Jedyną realnością, którą — przynajmniej na płaszczyźnie świadomości — dostrzega mężczyzna, nie jest szczęście rodzenia, lecz związany z porodem ból" [ 48 ]. Chawie odbiera się jakąkolwiek możliwość rozwijania więzi matka - dziecko, od razu niejako wprowadzając na plan zasadę ojcowskiego prawa, porządku i sumienności. Wychowanie dzieci, w tym szczególnie synów należeć miało bowiem do ojca, który jako pierwszy człowiek miał posiadać największą wiedzę, stając się niejako ziemskim odpowiednikiem Boga Ojca. To Adam bowiem zarazić miał swe potomstwo siłą walki, by w przyszłości rządzili oni twardą ręką, pamiętając o istocie roli mężczyzn w świecie. Kobieta w ówczesnej wizji (należy dodać, iż w pełni męskiej) miała być rodzicielką, zapewniającą przedłużenie gatunku, to nie do niej bowiem przychodzili synowie po radę, to nie jej słów słuchano. Z wiekiem nabrali takiego dystansu do matki — kobiety, iż bez wahania potrafili ją okłamywać, tuszować rzeczywistość, uznając ją po prostu za głupszą:

„Może i widziałaś nas, dobra matko. Ale chyba tylko w sennym majaku, który za dnia nawiedza starych ludzi, skoro zmorzy ich skwar południowych godzin. Zaprawdę, matko, ani ja dziecięcia przez cały dzień nie widziałem, ani dziecię, zajęte biedą swojej trzody, mnie nie szukało". (T.N., s. 34.)

Okłamywana nie tylko przez dzieci, ale także i przez Adama, skazana została na całkowitą alienację. Odrzucona przez społeczność, w której przyszło jej żyć, została cichym obserwatorem wydarzeń, tłumiąc w sobie wszelkiego rodzaju emocje. Stała się bierną towarzyszką swych dzieci i ich ojca. Jej stłamszenie było tak silne, iż nie potrafiła dawać wiary własnym oczom, uszom, ani co gorsze myślom. Marzyła o buncie przeciwko takiej egzystencji, jednakże głęboko zakorzenione w niej poczucie poddania Adamowi, nie pozwalało jej na całkowite odgrodzenie się od władzy partnera. Chawa nie umie bowiem być egoistką, nie chce prestiżu ani posłuchu, pragnie jedynie zaspokoić swój głód samotności, nawet jeśli ma to oznaczać, iż wszyscy będą uważali ją za starą, głupią kobietę. I tak na przykład przyprowadza do swych towarzyszy martwego ptaka, bowiem nie umie i nie chce być jak Adam odtrącający rodzinę. To Chawa czuje się odtrącona. Być może czyni to wszystko jedynie po to, by przekupić Adamową rodzinę? Najbardziej prawdopodobnym wydaje się jednak, że nie chce ona, by ktokolwiek odczuwał ten sam ogrom samotności, w który ona niejako została wrzucona. Ze wzruszeniem wspomina swą młodość, kiedy dane jej było odczuwać bliskość Adama. Dziś jednak po owych namiętnych nocach pozostał jedynie przeraźliwy krzyk opuszczonej kobiety, która daremnie woła partnera:

„Puste były noce Chawy. Zrazu, gdy spoczywała samotna w głębi ciemnej jaskini, przyzywała częstokroć Adama. Skoro jednak nie zjawiał — zamilkła. Nieraz, nie mogąc zasnąć, rozmyślała leniwie i trochę jakby śniła sen, że skoro stanie świt, opuści Jaskinię Wiatrów i powędruje na północ, aby odnaleźć plemię, które porzucili byli niegdyś z Adamem… Ogarniała ją wówczas tajemnicza za nimi tęsknota, wydawało się jej niekiedy, że łagodnym zboczem z bujnymi winnicami zbiega ku tamtym ludziom, ale w tym momencie otwierała oczy, jakby w obawie, że skoro dobiegnie do stojących nieruchomo — obraz zatrze się i zniknie". (T.N., s. 22.)

Samotność Chawy tak bardzo ją przytłoczyła, iż w wizji prapoczątków ludzkiej egzystencji, nie dostrzega ona samotnej jednostki, a jedynie wielką, szanującą się wspólnotę. Interesującym wydaje się fakt, iż opuszczona niewiasta kreuje tłum ludzi, którzy zapobiegają samotności, tworząc kochającą się rodzinę. Jak pisze J. Andrzejewski: „Nie przeżywamy przeszłości zastygniętej, oddalamy się od niej i wraz z naszym oddalaniem — przeszłość objawia się nam w coraz to nowych wymiarach" [ 49 ]. Wrzucona w otchłań pustki i lęku przed samotnym bytowaniem, marzy o ludziach, którzy ochroniliby ją przed złem, wsparli i pomogli w trudnych chwilach. Wierząc, że to, co robi jest złe, nierealne, zaprzestaje wiary swym myślom, szukając ratunku gdzie indziej. Starość wzmaga w niej poczucie bezużyteczności, którą mogłoby ukoić jedynie zrodzenie istoty w pełni uzależnionej od matki. Owo dziecię kochałoby ją najmocniej, wykazując potrzebę matczynego głosu, dotyku, obecności. Taka istota mogłaby odbudować raj, który został zniweczony przez męską pychę i egoizm. Chawa, usłyszawszy od stojącego na czele społeczności Adama, iż to ona skazała swą rodzinę na życie w wiecznym grzechu, zdaje sobie bowiem sprawę, że jej samotność została już przesądzona [ 50 ]. Jednocześnie uznaje, że nie jest w stanie pokonać owego schematycznego myślenia swych towarzyszy, biernie się mu poddając. Oto w jaki sposób ujmuje tą kwestię E. Fromm:


1 2 3 4 5 6 7 8 9 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Fikcja prawdziwsza od prawdy
Spowiedź

 Zobacz komentarze (2)..   


 Przypisy:
[ 40 ] Owe grzmoty i błyskawice zdają się jeszcze bardziej upewniać Adama, iż jego słowa są prawdziwe. To potwierdzenie słuszności jego wiary wywołuje w nim wzruszenie, ukazując całkowicie nową odsłonę charakteru Adama: „Podniósł się natomiast ze swego siedziska Adam i ramiona wyciągnął ku niebu rozdzieranemu gwałtownymi poblaskami. Łzy ciekły po jego obliczu. (T. N., s. 42.)"
[ 41 ] "W urojeniach odnoszenia dwa normalne zjawiska ulegają patologicznemu wyolbrzymieniu: egocentryczna struktura świata i społeczne zwierciadło." (A. Kępiński, op. cit., s. 92.)
[ 42 ] "Ceną, którą płaci się za niezwykłą swobodę konstrukcji marzeń sennych, jest utrata władzy nad nimi i zwiększenie przepuszczalności granicy między światem własnym a otaczającym." (Ibidem, s. 172.)
[ 43 ] Ibidem, s. 120.
[ 44 ] Ściśle łączy się to z urojeniami odnoszenia: „Oczy wszystkich są na niego zwrócone, wszyscy o nim mówią, wszystko do niego się odnosi, nie ma faktu, który by w jakiś sposób go nie dotyczył." (Ibidem, s. 91-92.)
[ 45 ] Jak ukazuje A. Kępiński: „Patologia zaczyna się wtedy, gdy skryte marzenia ambicjonalne znajdują ujście w ich realizacji, która oczywiście nie odpowiada sytuacji rzeczywistej i wzbudza tylko śmiech otoczenia." (Ibidem, s. 94.)
[ 46 ] X. Léon-Dufour, op. cit., s. 254.
[ 47 ] Skoro bowiem Bóg wykreował ją jedynie z żebra, musiała zatem być gorsza i słabsza: „Pan głębokim snem i podczas gdy spałem, wyjął ze mnie żebro. I z owego żebra, które ze mnie Pan wyjął, ukształtował Pan niewiastę. I przyprowadził ją do mnie, i rzekł oto jest kość z twojej kości, ciało jej z twojego ciała, i dał jej Pan imię Chawa, co oznacza tę, która daje życie." (T. N., s. 37.)
[ 48 ] E. Fromm, Miłość..., op. cit., s. 66.
[ 49 ] J. Andrzejewski, op. cit., s. 342.
[ 50 ] "A któż ci powiedział, że jesteś nagi? Czyżbyś jadł owoc z drzewa, z którego jeść ci zakazałem? Odpowiedziałem, jak było: Niewiasta, którąś mi przydał za towarzyszkę, ona zerwała owoc i do jedzenia mi dała, więc jadłem..." (T. N., s. 39.)

« Czytelnia i książki   (Publikacja: 25-08-2007 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Klaudia Bączyk
Studentka filologii polskiej Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu
 Numer GG: 6031480

 Liczba tekstów na portalu: 2  Pokaż inne teksty autora
 Poprzedni tekst autora: Stając się pewnymi własnego człowieczeństwa...
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 5522 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365