Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
187.920.683 wizyty
Ponad 1065 autorów napisało dla nas 7363 tekstów. Zajęłyby one 29029 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Zamierzasz się zaszczepić na SARS-CoV-2?
Tak
Raczej tak
Raczej nie
Nie
Poczekam jeszcze z decyzją
  

Oddano 5492 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Słowo Bóg nie jest dla mnie niczym więcej, niż wytworem ludzkiej słabości, a Biblia - zbiorem wspaniałych, pierwotnych legend, które są jednak dość dziecinne.
« Czytelnia i książki  
Oium ludu rzymskiego [4]
Autor tekstu:

— Dokonałem wyboru już jakiś czas temu — powiedział Kommodus spoglądając na mnie z ukosa. - Ale consilium principis ma też swoje prawa. Musiałem dać im wybrać między namiestnikiem Sarmacji a namiestnikiem Markomanii.

Wzdrygnąłem się na samą myśl, że ktoś inny mógłby tu teraz stać z Kommodusem.. I rozmawiać… O czym?.. O mnie?.. O nas?.. Jakże cienka granica dzieliła moje wyobrażenia od rzeczywistości!

— Septymiusz Basjan. Co o nim sądzisz, namiestniku?

— To zły człowiek, cezarze.

— Nie lubisz go?

— Nie.

— Jego ojciec, Septymiusz Sewer, był wielkim wodzem. To on mianował cię prefektem jazdy?

— Tak.

— Dotarła do ciebie wiadomość, że nie żyje?

— Kto? Sewer? Nie...

— Zmarł latem ubiegłego roku w swoim rodzinnym Leptis Magna.

— Nie wiedziałem.

— Złośliwi twierdzą, że jego śmierć ośmieliła mnie.

Nie odpowiedziałem.

— Wiesz jaką kiedyś dał mi radę? „Dbaj o pieniądze i o żołnierzy, o resztę się nie martw". Proste, prawda?

— Basjan najwidoczniej stosuje się do jego zaleceń.

— Nic dziwnego. Jest jego synem.

Nad naszymi głowami odezwały się dzikie gęsi, których klucze od kilku dni ciągnęły na południe. Kommodus zadarł głowę ku górze, ale w zapadających ciemnościach nic nie można było dostrzec.

— Co z nim zrobisz, cezarze? — zapytałem.

— Znajdę dla niego miejsce w sztabie Klodiusza Albina… Wiesz, że ma brata?

— Wiem.

— Geta studiował w Aleksandrii u Ammoniusza Sakkasa. Jest zupełnie inny niż Basjan. Zaopiekujesz się nim. Weźmiesz go do swojego sztabu.

— Dlaczego?

— Dlatego, że to dobry pomysł. Podobnie jak przydzielenie ci Oklatyniusza Adwenta i Herenniusza Modestusa.

— Hmm… Będą mnie pilnować, cezarze?

— A trzeba cię pilnować? Nauczysz ich jak przekształcać Barbaricum w Imperium. To poważne wyzwanie. Jesteś zdolny udzielić im tej lekcji. Pomyślę też o twoim duchowym rozwoju. Chcę, żeby filozofowie i kapłani służyli ci radą, a przy okazji otoczyli opieką także żołnierzy. Kapłanów traktuj tak, jakby delegowało ich moje osobiste kolegium fecjałów. Wiem, że może to wzbudzi twoje zdziwienie, ale skoro poradziłeś sobie z barbarzyńcami, to poradzisz sobie również z wyznawcami Kybele, Mitry czy Christosa.

— Oni też tam będą? Wyznawcy Christosa? Na wojnie?

— Masz coś przeciwko nim? Wiara zakazuje im noszenia broni, więc unikają służby wojskowej, co poniekąd jest mi na rękę. Służą głównie jako woźnice i poganiacze. Czy to Sakkas wyrobił ci o nich złą opinię?

— Już nie są uważani za wichrzycieli?

— Był tylko jeden prawdziwy wichrzyciel — cezar zmarszczył czoło.

Kwintus Tertulian. To jego nazwisko od razu przyszło mi do głowy. Wyrok śmierci na Tertuliana — efekt niespodziewanej interwencji Kommodusa w fundamenty Nowego Porządku, wstrząsnął Rzymem przed kilku laty. Naruszał dotychczas tolerancyjny stosunek do wyznań, które zwolnione były z oddawania czci boskiej poprzednikom cezara. Był sygnałem dla tych, którzy ośmielali się zgłębiać tajemnice świata za pomocą innych narzędzi niż rozum, ostrzeżeniem dla licznych zwolenników - głównie azjatyckich — kultów, którzy porzucając logos wybierali jego przeciwieństwo, morię, czyli szaleństwo. To właśnie wtedy ostatecznie zakazano pod groźbą śmierci pozyskiwania nowych wyznawców wiary w Christosa wśród Rzymian i odrzucono trajańską zasadę conquirendi non sunt, która nie włączała Imperium do ich ścigania, lecz surową karą groziła jedynie tym, którzy zostali zadenuncjowani. Postanowiono tępić wszelkie przejawy wrogości wymierzonej w akceptowany oficjalnie cultus deorum, a Tertuliana stracono nie tylko za głoszenie radykalnych poglądów, lecz również za niegodny rzymskiego retora sprzeciw wobec nowych praw, do których odwoływał się sam cezar.

— To fanatyzm i zaślepienie doprowadziły go przed trybunał — powiedział Kommodus patrząc przed siebie. — Po stokroć zasłużył na to, co otrzymał. Czy wiesz, że namawiał żołnierzy do porzucania służby? Że prowokował do burzenia świątyń? Że wzywał przy tym do śmierci za wiarę? A wiesz, jak się bronił ten bezrozumny szaleniec? Nie był w stanie logicznie odeprzeć żadnego z zarzutów oskarżycieli. Dowodził, że musi wierzyć, gdyż wiara to absurd. Twierdził, że powstanie z grobu jest pewne, ponieważ niemożliwe. Że od chwili poznania nowych żydowskich nauk nie odczuwa już żadnej ciekawości. Sakkas prawie zemdlał słysząc te głupstwa. Po tym wszystkim nawet współwyznawcy Tertuliana odwrócili się od niego.

— Ale nie spuszczasz z nich wzroku, cezarze?

— Nie spuszczam. Wiem, że mają teraz dwóch skłóconych przywódców i toczą dysputy godnych ubogiego rozumu, czy Christos był bogiem, czy tylko synem boga. Zaś w wolnych chwilach zajmują się tym, na co jeszcze łaskawie im pozwalam - zbawianiem swoich dusz.

— To chyba ostatnio najczęściej używane słowo w Imperium — zauważyłem.

— Zbawienie — powtórzył. — Jak myślisz dlaczego nie schodzi z ust tych wszystkich wyznawców nauk Szymona, Christosa, Apoloniusza, Peregrinosa i innych?

— Bo ludzi pociąga przykład oparty na wierze w nieśmiertelność i boskie posłannictwo.

— Oraz na ofierze z życia… To właśnie niepokoi mnie najbardziej. Czy nasz świat jest aż tak zepsuty? Czy jesteśmy aż tacy grzeszni? Może faktycznie tylko śmierć świętych mężów może odkupić nasze winy?

— A jakież to winy mamy na sumieniu, żebyśmy nie mogli odkupić ich sami? — zapytałem.

Cezar uniósł brwi z zainteresowaniem, ale nie odpowiedział.

— Cezarze, swego czasu zapragnąłem kary, wiesz o tym dobrze — ciągnąłem. — Tymczasem, choć w myślach krzyczałem wniebogłosy, Bóg nie przyszedł do mnie, co może poddawać w wątpliwość samo jego istnienie, bo gdyby istniał, nie miałby dla mnie innej kary niż ta, o którą go prosiłem.

- Przeceniasz się, namiestniku. Myślisz, że Bóg nie ma nic innego do roboty, jak tylko spełniać czyjeś życzenia? Oczekujesz od niego zwykłej, ludzkiej logiki? Bóg tworzy oceany, a nie fale na oceanach. Poza tym, nie słyszałeś o apokastazie? Bóg okazuje miłosierdzie wszystkim, nawet zbrodniarzom. Może okazane ci miłosierdzie było właśnie dowodem na jego istnienie?

- Miłosierdzie okazali mi ludzie, a nie Bóg.

— Podobno Christos był jednym i drugim.

— Sam przed chwilą powiedziałeś, że nawet jego wyznawcy nie wiedzą, jak było naprawdę.

- Rzeczywiście czasem o tym zapominam. — Cezar przygładził rozwichrzoną brodę. - Niedawno poprosiłem Sakkasa, żeby streścił mi przyczyny ich obecnych, wewnętrznych sporów. Ale nie tych codziennych, dotyczących przywództwa i pieniędzy. Kłócą się o wzajemny stosunek natur Christosa, boskiej i ludzkiej. Jeśli, rzecz jasna, nie był on tylko zwykłym żydowskim spiskowcem, szaleńcem czy natchnionym mówcą.

— Więc jeśli nie był?

— Niektórzy z jego wyznawców uważają, że Christos był obdarzonym nadzwyczajną mocą, lecz jedynie przybranym, a nie prawdziwym synem bożym. Inni twierdzą, że stał się jego synem, gdyż bóg, choć ma tylko jedną postać, po prostu wcielił się w niego. Ale wielki spór wśród jego wyznawców niebawem rozegra się o coś zupełnie innego. Na razie oni sami jeszcze nie wiedzą, o co mogą się fundamentalnie posprzeczać.

— A o co?

— Posłuchaj tylko — w głosie cezara wyczułem ekscytację. — Jeśli Christos został stworzony przez Boga, to nie był z nim tożsamy, czyli identyczny, pojmujesz? Ale jeśli został przez niego zrodzony, to musiał być z nim tożsamy, czyli identyczny. Jedno i drugie powoduje konsekwencje, sięgające samych fundamentów ich wiary. Wyobrażasz sobie za pomocą jakich mętnych wywodów zaczną niebawem objaśniać jedno lub drugie? Wiesz o czym mówię? Zastanawialiśmy się z Sakkasem, jak oni sobie z tym wszystkim poradzą?

— Nie poradzą sobie, cezarze. Język prawdy musi być prosty. Jeśli taki nie jest, otwiera drogę do kłamstwa.

— Miłe dla ucha kłamstwa powtarzane po wielokroć już nie raz zdobywały uznanie.

— Czy to oznacza, że przez to stały się prawdą?

Oczy Kommodusa zalśniły w ciemnościach. Chwycił mnie za ramię.

— Podobno Bóg posłał Christosa, żeby zbawił ludzkość. Może posłał też kogoś do ciebie?

— Do mnie? Niby kogo? Asdingów?

— Asdingów? Zaraz wszystkich? Jeden by nie wystarczył? Albo jedna? Przy okazji… Kogo poślesz z moim posłaniem do ludów północy? Syna Ildy?

Potwierdziłem bez słowa, z ponurą miną.

— Nie będzie zadowolona, co?

— Jak każda matka. Ale jako córka Rapta nie sprzeciwi się.

— Jesteś człowiekiem nowej ery, Marku Lentiwiuszu Katello — oświadczył nieoczekiwanie cezar. — Czytasz „Krytykę naszej historii" Diona?

— Czytam.

— To dobrze. Wiesz dlaczego ciebie wybrałem?

— Hmm… Bo jestem człowiekiem nowej ery?

Roześmiał się.

— Bo nie potrzebuję legatów, którzy odnoszą zwycięstwa, tylko takich, którzy potrafią je wykorzystać. Poza tym należysz do ludzi, których przed występkiem powstrzymuje samorodna cnota, a nie strach przez bogami.

Nie miałem odwagi, by skomentować to, co powiedział.

— Ja już chyba wiem, jak to wszystko działa — ciągnął. — Wiesz, te zmiany… ten ciągły ruch… ten pęd do przodu… Wiesz o czym mówię?

— Nie.

— Wiesz dlaczego nasze Imperium trwa od tysiąca lat? Odpowiem ci — bo potrafi rozwiązywać sprzeczności. Kiedyś po prostu przenosiło je na zewnątrz. Bogaciło się kosztem innych. Nędzę leczyło podbojami. Teraz jednak wszystko zaczyna wyglądać inaczej. Zauważyłeś, że gdy narasta niepokój, to są tylko dwa sposoby utrzymania porządku? Krew albo prawo. Nie ma innego sposobu. Szukałem i nie znalazłem. Dlatego zawsze musi istnieć ktoś, komu zależy na zmianach i zawsze musi być ktoś, kto zapanuje nad chaosem, jaki zmiany wywołują. I najlepiej, jeśli będzie to ta sama osoba. A już w ogóle najlepiej by było, gdyby to nie był człowiek. Dlatego w sumie dobrze, że senat i lud rzymski uważają cezarów za bogów, ha, ha, ha!… Słuchasz mnie?


1 2 3 4 5 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Wolni trzej królowie
Pytanie ile jest gatunków słoni (oraz porcja krytyki na dokładkę)

 Zobacz komentarze (22)..   


« Czytelnia i książki   (Publikacja: 06-01-2011 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Jarosław Błotny
Ur. 1964, absolwent dziennikarstwa UAM w Poznaniu (pracy w zawodzie nigdy nie podjął), studia podyplomowe z marketingu oraz organizacji i zarządzania. Pracował jako asystent na jednej z poznańskich wyższych uczelni, a później jako rzecznik prasowy oraz szef marketingu i public relations w dużej firmie z branży energetycznej. Obecnie zarządza jedną z jej spółek zależnych. Debiutował w 1986 roku na łamach almanachu młodej poezji wielkopolskiej „Przedpole”. Powrócił do pisania, gdy stwierdził, że z trudem znajduje w księgarniach światy, o których chciałby czytać. W efekcie w 2006 roku opublikował dobrze przyjętą powieść science – fiction pt. „Plan wymierania”.
 Strona www autora
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 808 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365