Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
182.556.165 wizyt
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7342 tekstów. Zajęłyby one 28978 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Zamierzasz się zaszczepić na SARS-CoV-2?
Tak
Raczej tak
Raczej nie
Nie
Poczekam jeszcze z decyzją
  

Oddano 3259 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Nie wierzymy mediom. Media "zakręcają się na prawo". Prezenterzy i dziennikarze widocznie mają jeszcze usta pełne wadowickich kremówek, dlatego nie stać ich na obiektywizm i prawdę."
 Nauka » Astronomia

Tak zwany podbój Kosmosu [3]
Autor tekstu:

Ogólnie reguła jest taka, że im większy obiekt, tym mniejsze jest prawdopodobieństwo wystąpienia kolizji w losowo wybranym odcinku czasu. Naukowcom udało się wyznaczyć na podstawie dostarczonych przez satelity wojskowe USA danych zależność między energią rozbłysku bolidu a częstością ich spadku. Profesor Peter Brown (University of Western Ontario) uzyskał dostęp do częściowo odtajnionych danych wojskowych dotyczących 300 dużych bolidów zarejestrowanych przez satelity w latach 1994-2002 i na tej podstawie opracował poniższy diagram:


Oś pozioma: energia uderzenia (w kilotonach TNT) / odpowiadający jej rozmiar ciała (w metrach)
Oś pionowa: uśredniona liczba ciał o danej energii uderzających w ciągu roku
W skrócie opracowanie to mówi, że:
10-centymetrowe obiekty uderzają co kilka minut;
1-metrowe co kilka miesięcy;
10-metrowe co kilka — kilkadziesiąt lat;
100-metrowe co kilkaset. [8]

Rzecz jasna, zbiór danych, na podstawie którego są czynione tego rodzaju estymacje, jest zdecydowanie zbyt mały, by móc z dużą pewnością polegać na takich szacunkach; odpowiednie prawdopodobieństwa mogą być kilkakrotnie mniejsze lub większe, ponadto nie ma też pewności, czy nie ulegają one okresowym zmianom. Natomiast zależność jakościowa ryzyka od rozmiaru ciała nie ulega wątpliwości.

Opierając się tylko na zaobserwowanych bolidach należy jednakowoż uznać, że wydarzenia w rodzaju incydentu czelabińskiego bynajmniej nie są rzadkością. Biorąc pod uwagę fakt, że większość naszej planety pokrywają oceany i obszary niezamieszkałe lub słabo zaludnione a także i to, że obserwacje prowadzone przez satelity dostarczają danych dopiero od niedawna (z których duża część nadal pozostaje tajna) należy podejrzewać, że upadki obiektów o energii większej niż ten z Czelabińska i mniejszej od meteorytu tunguskiego zdarzyły się w ciągu minionego stulecia kilkakrotnie, przeważnie tam, gdzie świadków nie było lub byli nieliczni [9].

Wniosek stąd płynie taki, że kosmiczne zagrożenie dla obszarów gęsto zaludnionych jest realne i nie może zostać zbagatelizowane. Ponieważ zaś pochodzi ono ze strony obiektów relatywnie małych, trudnych do wczesnego wykrywania, oznacza to, że koszty budowy efektywnych systemów obserwacyjnych umożliwiających odpowiednio wczesne przewidzenie tego rodzaju zdarzeń byłyby bardzo duże. Pytanie, które w tym miejscu się pojawia jest takie: czy sama wiedza o tym niebezpieczeństwie wystarczy, by zmobilizować rządy i społeczeństwa do ponoszenia odpowiednich nakładów, czy też dopiero następna podobna katastrofa będzie, jak to zwykle bywa, dostatecznym bodźcem do tego, by podjąć konkretne, strategiczne decyzje i działania.

Niewielkie rozmiary niebezpiecznych kamieni nie są jedynym powodem, dla którego koszty budowy odpowiednich zabezpieczeń byłyby ogromne. Otóż oprócz dość „przewidywalnych" meteoroidów i planetoid, które, obserwowane przez odpowiednio długi czas pozwalają przewidywać ich trajektorie z wyprzedzeniem dziesiątków a nawet setek lat, istnieje jeszcze inna klasa obiektów, nie mniej groźnych a dużo mniej skłonnych do „współpracy" z astronomami i przez to bardziej nieobliczalnych. Tymi obiektami są komety.


Pięć komet, które zostały z bliska sfotografowane przez próbniki kosmiczne

Są to ciała o wielkościach podobnych, jak planetoidy, obiegające Słońce po bardzo wydłużonych orbitach eliptycznych lub też przelatujące po trajektorii parabolicznej albo hiperbolicznej. W tym pierwszym przypadku mamy do czynienia z kometami okresowymi; w drugim zaś przypuszcza się, że komety te pochodzą z hipotetycznego obłoku Oorta, chmury miliardów podobnych ciał znajdujących się daleko poza granicami Układu Słonecznego, które zostają wytrącone ze swoich dotychczasowych orbit na skutek zderzeń z innymi obiektami lub oddziaływania grawitacyjnego. Wtedy to znienacka nawiedzają okolice Słońca. W przypadku takich niezapowiedzianych odwiedzin astronomowie dowiadują się o nowej komecie dopiero wtedy, kiedy pod wpływem promieniowania słonecznego kometa się nagrzewa i zaczyna wyrzucać ze swojego wnętrza chmury gazów i pyłów, formujące dobrze odbijający światło warkocz kometarny. Ma to zwykle miejsce dopiero kilka — kilkanaście miesięcy przed przelotem w pobliżu Ziemi. To zdecydowanie za mało czasu by w przypadku pojawienia się groźby kolizji z dużą kometą móc przedsięwziąć jakiekolwiek działania. Ale to nie wszystkie groźby, jakie komety ze sobą niosą.

Niektóre z nich należą do tzw. komet muskających Słońce. Przelatują one tak blisko Słońca, że część z nich ulega zniszczeniu w koronie słonecznej. Jednak nie to stanowi źródło potencjalnego niebezpieczeństwa. Otóż niektóre z tych komet pomyślnie wychodzą ze „strefy ognia", ale — zwłaszcza te o mniejszej masie — na skutek potężnych gejzerów wydobywającej się z nich pod wpływem ciepła materii, działających jak ogromne silniki odrzutowe, zmieniają swoją trajektorię w sposób zupełnie nieprzewidywalny. Rzecz jasna, można oszacować, jak wielka może być taka „korekta" kursu, ale jeśli kometa tego typu w drodze powrotnej mija Ziemię w dostatecznie małej odległości, będzie obiektem niebezpiecznym a ryzyko impaktu będzie bardzo trudne lub niemożliwe do oszacowania. Inne takie komety pod wpływem słonecznego żaru eksplodują, rozsiewając tysiące mniejszych fragmentów, które dalej lecą podobnie do ładunku śrutu wystrzelonego z dubeltówki.

Komety, z racji swych silnie rozciągniętych orbit, w chwili swojego zbliżenia do naszej planety posiadają też kilkakrotnie większą prędkość względem Ziemi niż asteroidy NEO. To oznacza, że potencjalny impakt komety może być o wiele bardziej niszczycielski niż upadek ciała z grupy NEO o tej samej masie.

Jakby tego było mało, komety, paradoksalnie, okazują się być najciemniejszymi ciałami w Układzie Słonecznym. Nie chodzi tu, rzecz jasna, o doskonale widoczny „ogon" komety podczas jej przelotu w pobliżu naszej Gwiazdy Dziennej, ale o powierzchnię „zimnych" komet, znajdujących się daleko od Słońca. Badania komet przeprowadzone w ostatnich latach przez sondy ujawniły, że ich powierzchnia jest pokryta skorupą czarnego materiału organicznego o nieznanym składzie, który odbija tylko 2 — 4% padającego nań światła (dla porównania asfalt odbija ok. 7% [10]). Oznacza to, że dalekie komety są praktycznie niedostępne obecnie stosowanym technikom obserwacji. Jak się wydaje nie ma też na razie pomysłu, jak by można takie obiekty wyśledzić na tyle wcześnie, by w razie potrzeby istniała realna możliwość zapobieżenia kolizji.


Kometa C/2012 S1, 09.10.2013, zdjęcie z teleskopu Hubble’a

W listopadzie 2013 na niebie pojawiła się kometa C/2012 S1, będąca właśnie takim muskającym Słońce gwiezdnym włóczęgą. Minęła Ziemię w odległości ponad 64 milionów kilometrów. Nie stanowiła zagrożenia, ale widok komety na niebie kultura słusznie uznała za groźny znak.

Przygotowania do obrony

O tym, że niebezpieczeństwa pochodzące z Kosmosu należy traktować poważnie, wiedziano przynajmniej od roku 1908, kiedy to nad rzeką Podkamienna Tunguska na Syberii doszło do największej w pisanej historii kolizji z ciałem niebieskim, która położyła dwa tysiące kilometrów kwadratowych tajgi. Już w roku 1947 powstało Minor Planet Center, ośrodek katalogujący małe ciała Układu Słonecznego, działający pod patronatem Międzynarodowej Unii Astronomicznej. Po zakończeniu zimnej wojny w Stanach Zjednoczonych podjęto pierwsze konkretne działania na rzecz stworzenia odpowiednich systemów ostrzegawczych. Studium wykonane na polecenie Kongresu w roku 1992 zalecało zlokalizowanie przez NASA w przeciągu 10 lat 90% obiektów o średnicy powyżej 1 kilometra. W roku 2005 rozszerzono cele tego programu o skatalogowanie 90% obiektów o średnicy powyżej 140 metrów. Niestety, ciągły brak funduszy a zwłaszcza ostatnie cięcia budżetowe spowodowały, że nie udało się zrealizować tego ostatniego zamierzenia.

Większość obserwacji, których celem jest „polowanie" na planetoidy jest skoordynowanych w ramach programu Spaceguard, prowadzonego przez narodową agencję kosmiczną USA. Obserwacje w ramach tego projektu są prowadzone przez Catalina Sky Survey (University of Arizona), U.K. Spaceguard Centre (Wielka Brytania) i Japanese Spaceguard Association (Japonia). W Europie działa Space Situational Awareness Program, który skupia astronomów — amatorów monitorujących niebo w poszukiwaniu zagrożeń. Unia Europejska finansuje też program NEOShield, analizujący możliwości obrony, którego zadaniem jest przygotowanie i przeprowadzenie pierwszej testowej misji zepchnięcia planetoidy z kursu kolizyjnego. Jest też wiele innych obserwatoriów i projektów zajmujących się tym tematem (m.in. obserwatorium Kitt Peak w Arizonie, programy NEAT, LONEOS, CINEOS i in.). W roku 2015 planowane jest uruchomienie teleskopu naziemnego ATLAS (Asteroid Terrestrial-impact Last Alert System Project, planowana lokalizacja — Hawaje lub Arizona) stanowiącego w zamierzeniu „ostatni dzwonek ostrzegawczy" przed zbliżającymi się kosmicznymi agresorami (tydzień przed upadkiem 50-metrowego, 3 tygodnie w przypadku 140-metrowego), umożliwiający przeprowadzenie szybkiej ewakuacji strefy uderzenia. [11]

Na szczególną uwagę zasługuje prywatna inicjatywa podjęta w roku 2001 przez kilku pracowników NASA znana jako B612 Foundation. Jej celem jest zebranie prywatnych funduszy na budowę i wysłanie na orbitę wokółsłoneczną bliższą Słońcu, niż orbita ziemska, satelity obserwacyjnego mającego za zadanie określenie orbit 90% planetoid o rozmiarach przekraczających 140 metrów, zagrażających Ziemi (z pewnych przyczyn technicznych obserwacja takich ciał niebieskich krążących bliżej Słońca niż Ziemia z naszej planety jest bardzo trudna lub wręcz niemożliwa). Po wydarzeniu czelabińskim fundacja odnotowała znaczący wzrost donacji i jest nadzieja, że teleskop zostanie wystrzelony do końca 2016 roku.

O ile program Spaceguard realizowany pod auspicjami NASA doprowadził do odkrycia ok. 10000 nowych planetoid, założyciele fundacji B612 przewidują, że misja teleskopu Sentinel w przeciągu kilku pierwszych miesięcy liczbę tę zwielokrotni.[12]

Można też przypuszczać, że zarówno obserwacja przestrzeni kosmicznej jak i przygotowania ewentualnych działań obronnych nie są domeną wyłącznie cywilnych ośrodków badawczych. Zagrożenie, o którym mówimy, posiada cechy sytuujące je w zakresie problemów podobnych do tych, które stanowią tradycyjny przedmiot zainteresowania największych armii. W związku z tym zasadne jest domniemanie i nadzieja, że doskonalenie metod niszczenia rodzaju ludzkiego nie jest jedynym zatrudnieniem panów w mundurach.


1 2 3 4 5 Dalej..
 Zobacz komentarze (27)..   


« Astronomia   (Publikacja: 19-01-2014 Ostatnia zmiana: 17-09-2015)

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Ziemowit Ciuraj
Publicysta.

 Liczba tekstów na portalu: 16  Pokaż inne teksty autora
 Liczba tłumaczeń: 5  Pokaż tłumaczenia autora
 Najnowszy tekst autora: W hołdzie pamięci ofiar Hiroszimy i Nagasaki
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 9547 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365