Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
182.608.272 wizyty
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7346 tekstów. Zajęłyby one 28991 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Zamierzasz się zaszczepić na SARS-CoV-2?
Tak
Raczej tak
Raczej nie
Nie
Poczekam jeszcze z decyzją
  

Oddano 3293 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Jeśli musisz oszukiwać swoje dzieci (..) po to, by mieć pewność, że potwierdzą one wiarę, którą im wpajasz, gdy dorosną, to twoja wiara powinna wygasnąć.
 Nauka » Astronomia

Tak zwany podbój Kosmosu [4]
Autor tekstu:

Oprócz rozwijania technik obserwacyjnych poszukujących tego, czym niebiosa mogą w nas ciskać, astronomia i kosmonautyka mają już na swoim koncie znaczące sukcesy w bardziej bezpośredniej eksploracji małych ciał niebieskich. Poczynając od lat 80-tych w kosmos startują rakiety, niosące sondy, których zadaniem jest badanie komet i planetoid.

Od czasu misji sondy Giotto wystrzelonej przez Europejską Agencję Kosmiczną oraz sond Wega-1 i Wega-2 wysłanych przez ZSRR w celu zbadania komety Halleya w roku 1986 ludzkość wystrzeliła kilkanaście próbników, których celem było zbadanie fizycznych właściwości komet i planetoid. Sondy NEAR Shoemaker oraz Hayabusa dokonały nawet lądowań na powierzchni planetoid Eros oraz Itokawa. W roku 2005 sonda Deep Impast „zaatakowała" kometę Tempel-1 370-kilogramowym pociskiem w celu obserwacji skutków uderzenia oraz analizy materiału wybitego z powierzchni. Trwają misje sond Dawn i New Horizons.

Start rakiety Boeing Delta II z próbnikiem Deep Impact. Cape Canaveral Air Force Station, Floryda, styczeń 2005
4. Start rakiety Boeing Delta II z próbnikiem Deep Impact. Cape Canaveral Air Force Station, Floryda, styczeń 2005

Wszystkie te ekspedycje zgromadziły bezcenny materiał badawczy, który poza wiedzą czysto naukową pozwoli planować przyszłe misje mające za zadanie pomyślną zmianę trajektorii obiektów grożących zderzeniem.

Ciąg dalszy nastąpi

Astronomowie i fizycy, zajmujący się kwestią obrony Ziemi przed planetoidami i kometami, rozważają wiele różnych koncepcji pozwalających na modyfikację kursu niebezpiecznego obiektu tak, by ominął Ziemię. Metody te są różne w zależności od masy ciała, na które mają zadziałać oraz czasu, jaki ludzie będą mieć do dyspozycji. Poczynając od najbardziej oczywistych, jak detonacja ładunku jądrowego pod, na czy ponad powierzchnią celu, uderzenie masywnego impaktora, po mniej bezpośrednie, w rodzaju „ciągnika grawitacyjnego", które działają wolniej i przez to miałyby zastosowanie wtedy, kiedy czasu do dyspozycji byłoby odpowiednio dużo.

Niewątpliwie dyskusja na temat przydatności i realnych możliwości zastosowania poszczególnych metod należy do naukowców i specjalistów z dziedziny techniki kosmicznej. Tu chciałbym zwrócić uwagę na inny nieco aspekt zagadnienia, który był już wielokrotnie poruszany przez wielu publicystów a który stanowi nie mniej istotny komponent przyszłych działań zapobiegawczych, niż konkretne fizyczne uwarunkowania.

Chodzi tu o szeroko rozumiane kwestie logistyki takiej operacji. O ile stworzenie międzynarodowego, skoordynowanego systemu obserwacyjno — ostrzegawczego wydaje się być zadaniem dość prostym w realizacji a jedyną przeszkodą byłoby wydzielenie odpowiednich funduszy i ustalenie podziału kosztów jego obsługi pomiędzy poszczególne państwa uczestniczące w takim przedsięwzięciu, o tyle kwestia planowania i przeprowadzenia misji obronnej już nie jest tak prosta, jak by to mogło wynikać ze stwierdzenia faktu, że odpowiednie techniki są dostępne i możliwe do użycia.

Trudno bowiem na przykład wyobrazić sobie, że — w przypadku konieczności użycia ładunku jądrowego państwo A dostarczałoby rakiety nośnej, państwo B urządzenia atomowego zaś łańcuch decyzyjny całej operacji składałby się z przedstawicieli państw A, B i C. Tego rodzaju „kombinowane" misje byłyby wielce ryzykowne z politycznego punktu widzenia, gdyż — w przypadku niepowodzenia misji — mogło by to wywołać ożywioną dyskusję na temat odpowiedzialności za poszczególne składniki całego systemu i, zamiast budować poczucie wspólnoty stać by się mogło okazją do wzajemnych oskarżeń i gry urażonych ambicji. Wydaje się rozsądne założenie, że każde z państw posiadających zdolność technologiczną do przeprowadzania takich misji powinno prowadzić przygotowania do niej całkowicie we własnym zakresie (ale posiadając mandat społeczności międzynarodowej) zaś współdziałanie z innymi państwami najprawdopodobniej ograniczałoby się wyłącznie do pełnej transparentności prowadzonych działań, aby uniknąć podejrzeń o realizację w tajemnicy jakichkolwiek militarnych celów. Ponieważ specyfika takiej misji obronnej posiadałaby wiele cech operacji wojskowej, nieuniknione jest też i to, że nie byłoby już w niej miejsca na typowe dla nauki niekończące się dyskusje i konieczne byłoby wprowadzenie procedur typowych dla działań wojennych, w których odpowiedzialność spoczywałaby na wąskiej grupie osób odpowiedzialnych za sprawną realizację założeń przyjętego wcześniej planu działań kryzysowych. Ale aby to było możliwe, pewne elementy wyposażenia konieczne do przeprowadzenia przeciwuderzenia muszą być gotowe zanim niebezpieczeństwo pojawi się na horyzoncie.

To zaś nas prowadzi nieuchronnie do kilku paradoksalnych na pozór wniosków.

Pierwszy jest taki, że technologie, które powstały jako narzędzia masowego zabijania, z biegiem czasu okazują się być niezbędną gwarancją przetrwania gatunku ludzkiego. Nie tylko więc istnieje konieczność zachowania i rozwijania technologii rakietowej, ale ludzkość nie może sobie pozwolić na całkowite atomowe rozbrojenie. Technologia konstrukcji ładunków termojądrowych wielkiej mocy stała się jedną z gwarancji przetrwania cywilizacji. Również zmiana traktatów zakazujących przeprowadzania testów jądrowych w przestrzeni kosmicznej jest niezbędna, jeśli zadanie przygotowania przyszłych działań obronnych ma być traktowane poważnie a nie być tylko przedmiotem czczych deklaracji.

Drugim jest ten, że „Gwiezdne wojny", w których wrogiem są nie ludzie, lecz martwa materia, stały się koniecznością a nie możliwym wyborem i społeczeństwa będą zmuszone do tego, by uzbroić Ziemię do obrony przed kosmicznym niebezpieczeństwem. A nastąpić to musi wcześniej, niż pojawienie się realnej groźby: dopóty, dopóki nie zostaną przeprowadzone ćwiczebne modyfikacje trajektorii planetoid, ludzie nie będą wiedzieć, czy teoretyczne scenariusze mają szanse realizacji. Praktyka bowiem dowodzi, że dopiero przetestowanie poszczególnych koncepcji w warunkach rzeczywistych stwarza szansę modyfikacji założeń teoretycznych i że zwykle przy realizacji tego rodzaju wielkich projektów okazuje się, jak wiele szczegółów, nieuwzględnionych wcześniej, wymaga dopracowania i jakie nieprzewidziane trudności się pojawiają. Dotyczy to również kwestii zdolności wspólnoty międzynarodowej do skutecznego współdziałania. Specyfika tych misji wymagać też będzie przypuszczalnie rozwinięcia technologii, które jeszcze nie istnieją lub nie były testowane w warunkach lotu kosmicznego (jak na przykład komputerowego obrazowania widoku celu w czasie rzeczywistym na podstawie zdjęć powierzchni obiektu, korygowanego co pewien czas obrazem z kamer próbnika) oraz opracowania procedur, które powinny być sprawdzone w misjach ćwiczebnych. Celem takich testów musi być przede wszystkim zdobycie wiedzy, jakie są realne (a nie tylko obliczone teoretycznie) możliwości oddziaływania na planetoidy.

Trzeci zaś jest taki, a widać już to dziś wyraźnie, że nie istnieje polityczna wola wspólnego działania na rzecz realizacji programów obrony kosmicznej.[13] Ambicje poszczególnych państw są tu wyraźnie widoczne a propagandowe korzyści wynikające z ogłoszenia budowy systemu obrony planetarnej wydają się być zasadniczym wyznacznikiem gotowości do podejmowania jakichkolwiek konkretnych decyzji. Jeśli taka wątpliwa taktyka przyczyni się do szybkiego rozwoju odpowiednich technik, to dobrze; gorzej, gdyby wielkie państwa, czując zaciskającą się pętlę budżetowych restrykcji, grały w kosmiczną odmianę „rosyjskiej ruletki": na kogo wypadnie, na tego bęc.

Czas pokaże, czy rozum zdoła okiełznać leżące w naturze człowieka dążenie do dominacji nad swoimi pobratymcami. Jest wszak nadzieja, że ambicja, to paliwo ludzi chętnie pnących się na szczyty decyzyjnych piramid, tym razem będzie raczej skłaniać do działań, które pozwolą zachować ich we wdzięcznej pamięci przyszłych pokoleń.

Perspektywy na przyszłość

Zwrot „podbój Kosmosu", który był powszechny w publicystyce lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, dziś już trąci myszką i zdradza swoją propagandową proweniencję. Przestrzeń otaczająca Ziemię jest obszarem z ludzkiej perspektywy nieskończonym i dęte frazesy o „kolonizacji" czy „podboju" każdemu, kto ogarnia swoją wyobraźnią ogrom Wszechświata wydają się śmiesznie nieadekwatne. Dziś już wiemy, że relacja między człowiekiem a tym wciąż tajemniczym obszarem nie może być ujmowana w tych kategoriach. Wiedza, którą na tym polu ludzkość zdobywa, jest nieodłączna od pokory, która wszelako nie jest i nie może być uległością.

Zdajemy sobie dziś doskonale sprawę z tego, że kwestia ekspansji kosmicznej nie może być sprowadzona do kwestii czysto ekonomicznych czy politycznych, nie mówiąc już o militarnych. Oprócz wiedzy wypełniającej podręczniki astronomii oraz pozwalającej doskonalić technikę aeronautyczną owa ekspansja niesie ze sobą nadzieję na korzyść największą, jaka jest możliwa: oddalenie wizji Apokalipsy i totalnej zagłady, która, o ironio, nie jest kwestią wiary w boskie Objawienie, lecz stała się powszechną i banalną niemal wiedzą o naturalnej historii naszej planety. Nauka wszakże, w przeciwieństwie do religii, sytuuje zbawicieli nie w ogniu kosmicznej katastrofy, ale pośród tych, którzy chcą i potrafią jej zapobiec.

Ani ekonomiczne, ani polityczne mechanizmy obecnie funkcjonujące w globalnej społeczności nie są w stanie objąć wielkości zadania, które Kosmos przed ludzkością postawił. Nic w tym dziwnego; cywilizacja nasza w skali kosmicznej jest tworem bardzo młodym, trwa zaledwie krótką chwilę w geologicznej skali czasu i nie miała czasu na to, by wykształcić zdolność percypowania obiektywnych a nie tylko uświadomionych w obrębie ludzkiej kultury, materialnych determinant istnienia życia na Ziemi. Życia, a więc również istnienia człowieka.

Globalna, zdeformowana religijnie świadomość jest w swej istocie siłą odzwierciedlającą bezwład martwej materii, której działanie polega na podporządkowaniu rozumu i woli człowieka prawom natury, całkowicie obojętnym wobec jakiegokolwiek świadomego istnienia. Tym samym prawom, które człowieka stworzyły i które — wedle naszej wiedzy — mogą unicestwić gatunek w niekończącej się ewolucyjnej ruletce. Łatwo wykazać, że siła religii wynika właśnie ze swoistego przetworzenia wiedzy o mechanizmach natury, które podane w spersonifikowanej postaci tym silniej oddziałują na wyobraźnię, paraliżując intelekt i pozbawiając ludzi zdolności rozumienia tego, jak bardzo ich los zależy od ich własnych decyzji i dążeń. Nie można zatem wykluczyć i tego, że takie pełne rezygnacji podejście obecne w potocznej świadomości ogółu , które niebo pozostawia do wyłącznej dyspozycji wyobrażonych, iluzorycznych istot rzekomo opiekujących się naszym światem, będzie jedną z przyczyn utrudniających polityczne i ekonomiczne działania konieczne do sprostania tym wielkim wyzwaniom.


1 2 3 4 5 Dalej..
 Zobacz komentarze (27)..   


« Astronomia   (Publikacja: 19-01-2014 Ostatnia zmiana: 17-09-2015)

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Ziemowit Ciuraj
Publicysta.

 Liczba tekstów na portalu: 16  Pokaż inne teksty autora
 Liczba tłumaczeń: 5  Pokaż tłumaczenia autora
 Najnowszy tekst autora: W hołdzie pamięci ofiar Hiroszimy i Nagasaki
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 9547 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365