>
W postach Twoich i JTS w ogóle nie widać postrzegania tego aspektu.>
Piszecie z punktu widzenia zainteresowań seksualnych dorosłego, całkowicie przedmiotowo traktując dziecko.Trudno mi się wypowiadać za kolegę JTS, ale ja w ogóle nie zajmuję się "zainteresowaniami" jakiegokolwiek dorosłego.
Dla mnie to jest po prostu interesujący i kontrowersyjny temat do dyskusji i okazja do krytyki poglądów tradycjonalistycznych.
Patrzę na zagadnienie z punktu widzenia relatywizmu kulturowego.
Zarówno dorosły, jak i dziecko są niejako "zanurzeni" w danej kulturze, która wyznacza, co należy rozumieć przez np. "potrzeby", "dojrzałość" i "odpowiedzialność".
Nasza kultura wywodzi się niestety z tradycji "abrahamicznej", tradycji pewnego małego, pustynnego plemienia, skrajnie nietolerancyjnego wobec wszelkiej odmienności.
Oporni jesteśmy zwłaszcza wobec relatywizacji obyczajów seksualnych.
Kolega JTS prezentuje punkt widzenia zupełnie innej kultury, permisywnej i chyba skrajnie hedonistycznej.
Próbowałem z nim polemizować, wskazując na pewne zagrożenia (dla dzieci) wynikające z takiego permisywizmu.
Nie mogę się zgodzić bym pomijał punkt widzenia dziecka.
Przecież to właśnie dla dziecka każde działanie (a więc też seks) może być spontaniczną zabawą, to właśnie dziecko kieruje się zasadą przyjemności.
Natomiast to rolą dorosłego jest wskazanie, że seks wymaga też odpowiedzialności.
Co prawda pani Wisłocka określiła seks jako "radosną zabawę", ale (przynajmniej w naszej kulturze) nie sprowadza się on jedynie do tego.
Kolega JTS prezentuje wiele poglądów nie mających umocowania w nauce (np o istnieniu rzekomo "dziecięcej teleiofilii").
Inne jego poglądy mogą być poparte wypowiedziami naukowców (np. ten o podobieństwie pedofilii do orientacji seksualnej).
Nad tym czy parafilie to schorzenia też się dyskutuje w nauce, co znalazło wyraz w artykule w Wikipedii.
Kolejne ciekawe zagadnienia, to: "Czy pedofile zdolni są do związków emocjonalnych z dziećmi?" i "Jak pedofil ma żyć w społeczeństwie?".
To są sprawy, o których racjonalista powinien umieć myśleć właśnie racjonalnie i bez tabu.
A w moich wypowiedziach do Ciebie, ponieważ uważałem Cię za racjonalistę dużego formatu, poruszyłem sprawy poziomu wyższego, postawiłem pytania kwestionujące same podstawy naszej kultury i próbowałem odwołać się do antropologii.
Dla mnie, jak dla Kinseya, obyczaje seksualne różnych kultur naszego gatunku są warte obserwacji i badania racjonalnego, bez etykietowania i stygmatyzacji.
>
>Można by natomiast sięgnąć do antropologii (kulturowej, ewolucyjnej), by spróbować to wyjaśnić.>
Oczywiście.>
Dojrzałość psychiczna bowiem zależy od poziomu złożoności kulturowej społeczności (cywilizacji).O ile dobrze Cię rozumiem, istotna dla Ciebie jest "złożoność" danej kultury, więc pewnie "naszą" jako "złożoną" cenisz wyżej, a więc i "dojrzałość" jaką w niej można osiągnąć.
Ja cenię bardziej różnorodność i potencjalny wkład różnych kultur w dziedzictwo ludzkie.
Niestety (jak pisałem) o ile nasza kultura bez problemu akceptuje egzotyczne potrawy, to odrzuca "egzotyczne" obyczajowości.
>
Wiele rozjaśni przyjęcie przez Was punktu widzenia ojca (rodzica) takiego dziecka, mającego być przedmiotem seksualnym.>
Empatia wzrasta gwałtownie...W racjonalnej dyskusji argumentacja emocjonalna przez empatię, nie powinna mieć miejsca.
Przeczytaj też, proszę moją odpowiedź koledze olsonowi, w której przytoczyłem postawę ojca ze starożytnej Grecji.
Mogę na koniec zauważyć, że już pojawiły się głosy proponujące zbanowanie kolegi JTS za "obrzydliwe" poglądy.
Bardzo mi przykro, że nawet tutaj, na forum racjonalistów, zastępuje się rzeczową dyskusję epitetami i chęcią cenzurowania.
Czy umysły nasze są wolne, czy też spętane tym, co nam do wierzenia podano?
Pozdrawiam.
Niepoprawny i niestabuizowany Belfer00