Racjonalista - Strona głównaDo treści
Racjonalizm Edyty Stein

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
09-08-2012 11:47Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Racjonalizm Edyty Stein
Ocena 3 na 3
Dokładnie 70 lat temu, 9 sierpnia 1942 roku, w komorze gazowej w Auschwitz została zamordowana Edyta Stein.

Urodziła się we Wrocławiu w rodzinie żydowskiej. W 14 roku życia odrzuciła judaizm i uznała się za ateistkę. Studiowała filozofię u twórcy fenomenologii Edmunda Husserla i została jego asystentką. Sam Husserl w opinii wystawionej po obronie przez nią doktoratu napisał:
"Pani doktor filozofii Edyta Stein (...) zdobyła (...) doktorat z filozofii summa cum laude, a to w oparciu o znakomitą rozprawę (...), która natychmiast po ukazaniu się wzbudziła zainteresowanie specjalistów. (...) Doktor Stein zdobyła rozległe i głębokie wykształcenie filozoficzne, a jej kwalifikacje do samodzielnych badań naukowych i prowadzenia wykładów nie ulegają kwestii. Jeżeli droga kariery uniwersyteckiej miałaby zostać otwarta dla kobiet, to mógłbym na bezwzględnie pierwszym miejscu i jak najgoręcej polecić ją jako kandydatkę do habilitacji."

W trakcie badań fenomenologicznych Edyta Stein poznała filozofię Maxa Schelera: "Było to moje pierwsze zetknięcie z nieznanym mi dotąd światem. Nie doprowadziło mnie jeszcze do wiary, ale otwarło pewien zakres fenomenu, obok którego nie mogłam przejść jak ślepiec. Nie na darmo wpajano nam stale zasadę, abyśmy do każdej rzeczy podchodzili bez uprzedzeń, odrzucając wszelkie "obawy". Jedne po drugich, opadały ze mnie więzy racjonalistycznych przesądów, w jakich wzrastałam nie wiedząc o tym, i nagle stanął przede mną świat wiary." (E. Stein, Dzieje pewnej rodziny żydowskiej, w: Pisma, t. I, Kraków 2000, s. 207)

Przełomowym momentem w jej życiu było przypadkowe natrafienie na Księgę życia Teresy z Avila. Po latach Edyta Stein relacjonowała, że przeczytała to dzieło w ciągu jednej nocy, a gdy skończyła, powiedziała do siebie: "To jest prawda!"

W 1922 roku Edyta Stein przyjęła chrzest. W 1933 roku wstąpiła do zakonu karmelitańskiego.

W lipcu 1942 roku w kościołach Holandii został odczytany list arcybiskupa Jonga z Utrechtu, który zawierał protest Kościoła przeciwko deportacji Żydów. W odpowiedzi niemieccy okupanci wywieźli do obozów koncentracyjnych ochrzczonych Żydów oraz kapłanów i zakonnice pochodzenia żydowskiego. W grupie deportowanych znalazły się także Edyta Stein i jej siostra Róża - dwa tygodnie później zostały zamordowane w Auschwitz-Birkenau.

W jednym z listów Edyty Stein do Romana Ingardena czytamy: "Wydaje mi się, że aby znaleźć się u bram Tajemnicy, musiałby Pan na drodze intelektu dotrzeć najpierw do granic samej ratio. (...) Być może w opisie mej drogi zbyt małą sprawiedliwość oddałam motywowi intelektualnemu. W ciągnącej się latami fazie przygotowawczej jego współudział był zapewne dość znaczny. Decydujące było jednak to, co działo się realnie we mnie samej (proszę: realne dzianie się, nie "uczucie") wespół z konkretnym obrazem życia chrześcijańskiego przekazanego mi w wyrazistych świadectwach (Augustyn, Franciszek, Teresa). Ale w jaki sposób miałabym w paru słowach nakreślić Panu portret owego "realnego dziania się"? To nieskończony świat, który otwiera się całkiem na nowo, gdy zamiast na zewnątrz, zaczyna się wreszcie żyć do wewnątrz. Wszystkie realne rzeczy, z którymi przedtem miało się do czynienia, stają się przezroczyste i zaznacza się odczuwalna obecność sił, które wprawiają je w ruch i stanowią właściwy ich fundament." (Spór o prawdę istnienia. Listy Edith Stein do Romana Ingardena, Kraków 1994, s. 196)
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 Dalej..
#811
04-10-2012 21:25
 Ocena 3 na 3
Artur@R (7115 punktów)Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi darkside
>Dlatego ja mam gdzieś te piękne poezje. Wolę te "brzydkie, ale dobre". I prawdziwe <
Przykład trafny i dobrze odczytane przesłanie.
Dobrze Cię rozumiem, sam też skłaniam się, raczej, do stwierdzenia, że "lepiej jest wiedzieć, a na pewno lepiej jest rozumieć".
Tylko w miejscu gdzie Ty stawiasz "mam gdzieś" u mnie jest jeszcze...ciągle "ale i lecz".
I żal mi, że może "jutro zabraknąć poezji", że mądrzy zazwyczaj są bardziej samotni(choć samotni od urodzenia po kres jesteśmy), że kolory mogą wyblaknąć choć przecież...
lubię jasność czerni
bez łez po sobie płaczę
umarłem chwil parę temu
bo ujrzałem świat inaczej
pustkowie nocy oswajam
wyrzutu z ciszy nie czynię
przestrzelony tym co tak ważne
w dziurawej płynę łupinie
lubię bezkres czerni
luster odbiciem się mamię
żałości wszelakie się snują
czarne mi plotą ubranie


I już wiem, że Dr. House miał znowu rację i wiedza bywa (jest?) przekleństwem. I im bliżej nam do rozumienia rzeczywistości tym zazwyczaj dalej do innych bliskości, bo choć my (ufam) rozumiemy lepiej (a przynajmnie się staramy) innych to niekoniecznie ze wzajemnoscią...i to jest "ten chłód co mrozi". No chyba, ze się ma szczęście - no dobrze, już dobrze ...no chyba, że jest się wprawnym w rachunku prawdopodobieństwa.
Ale to wysztko daleko od tematu....
Pozdrawiam

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."

#812
04-10-2012 21:35
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)Odp: Racjonalizm Edyty Stein
Ja nadal uważam, że mocny zaświatyzm chrześcijaństwa jest dużo groźniejszy do rządzy pieniądza i władzy kleru. Ktoś cynicznie się bogacący nie jest tak morderczy jak religijny fanatyk w drodze do raju. Historia Kościoła (i kościołów protestanckich, oraz prawosławnych) zna wiele momentów, kiedy fanatyczna wiara prowadziła do całkowitego zniszczenia i ludobójstwa, które ktoś kierujący się tylko cyniczną rządzą zysku szybciej by powstrzymał (bo niewolnicy przynoszą więcej zysków niż spopielone, martwe szczątki).

Jacek Tabisz (30006 punktów)Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi darkside
Mnie chodziło o Jezusa z Ewangelii, a nie o jakąś jego realistyczną konstrukcję, która wcale nie musi być prawdziwsza, bo przecież Jezus mógł być postacią w pełni mityczną. Ja jestem sceptyczny wobec rozdzielania "Jezusa prawdziwego" od "Jezusa Pawłowego", zwłaszcza, że Paweł był przed Ewangelistami, a przynajmniej przed skrajną redakcją opowiastek o Jezusie i to nie tylko redakcją polegającą na dopisaniu kawałków końcowych. Kazanie na Górze nie zawiera oryginalnych myśli zdaniem Macobiego. Jest odbiciem nurtów myśli faryzejskiej.

#814
04-10-2012 22:20
 Ocena 2 na 2
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi Artur@R
No, chyba rozumiem. Można wrócić do tekstu "Listopada" i coś takiego tam jest. Takie rozszczepienie potrzeb. Z jednej strony wiedzy i prawdy, z drugiej bezpieczeństwa, identyfikacji, przynależności. Ten bohater już jest poza, już wie, że nie ma odwrotu, że stracone, ale pomimo świadomości wzorców, jest zagubienie. Tam było bezpiecznie, pewnie, wszystko poukładane. To jeszcze jest świeże, jeszcze się miesza, jeszcze kotłuje, jeszcze jest niepewnie, jeszcze by się wróciło. "Lśnienie" jest chyba dobre na takie wahania (może trochę i na poczucie osamotnienia):

"Trzeba będzie tworzyć supernowy prześwietlony kształt, by rzeczom nadać treść.
Prześwietlony świat, niedorzecznie idealny plan - już nic nie znaczy."

i

"Ja wiem, nosiliśmy w sercach misterne projekty, bezpiecznej hodowli dusz.
Ja wiem, ile zostało w nas ufności, gdy formy zniosła treść.

Nie mniej było pytań, kiedy legły w gruzach konstrukcje sprawiedliwych.
Nie mniej smakowało uleganie szaleństwu, naginanie wieczności.

Ja wiem, teraz nam trzeba z entropii, z wolności, i z głodu - odnowić moc.
Ja wiem, ile zostało w nas ufności, choć formy zniosła treść.

Trzeba będzie na własność odbudować nam kosmos.
Niemniej dobrze mi wiedzieć, że rozumiesz, że jesteś (to też wiele)

Mnie już ten chłód odległości/oddalenia/odmienności nie "mrozi". Jakiś czas temu rzeczywiście to we mnie było, ale z czasem, gdzieś uleciało. Teraz Ty mi przypomniałeś. Sam nie wiem, kiedy to się skończyło, ale dość dawno (jutro pomyślę nad tym, co mogło tu zadziałać, może zwyczajnie czas). Ale dziś wiem, że kiedyś nie będę żałował, że zmarnowałem siebie w codziennej, banalnej hodowli dusz, tylko poszedłem na przekór, po więcej siebie. Tego nie można żałować. Nie wolno.

#815
04-10-2012 23:20
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52277 punktów)Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi Jacek Tabisz
.
>Ja nadal uważam, że mocny zaświatyzm chrześcijaństwa jest dużo groźniejszy do rządzy pieniądza i władzy kleru.
Wolno Panu, żyje Pan w wolnym kraju i może mieć własne poglądy. Jest Pan uparty, ale z uporem, to i tak Pan pana Bieleckiego nie przebije. Mnie tylko się marzy, aby Pan najpierw próbował w miarę dobrze zrozumieć to co piszę, a dopiero później się do tego odnosił. Według mojego odbioru - możliwe, że nie potrafię zrozumieć Pana - to pokręcił Pan tak wszystko, iż ma to się nijak do rzeczywistości. Religia niezależnie od definicji którą by Pan nie zastosował, jest systemem wierzeń i praktyk, określających relację pomiędzy różnie pojmowaną sferą sacrum (świętością) i sferą boską, a określonym społeczeństwem, grupą lub jednostką. Manifestuje się ona w wymiarze doktrynalnym (doktryna, wiara), w czynnościach religijnych (np. kult czy rytuały), w sferze społeczno-organizacyjnej (wspólnota religijna, np. Kościół) i w sferze duchowości indywidualnej (m.in. mistyka).
"Zaświatyzm" należy do wymiaru doktrynalnego, a gromadzenie dóbr doczesnych do sfery społeczno-organizacyjnej. Sama doktryna bez wierzących w nią nie stanowi żadnej groźby. Dopiero wiara nadaje jej znaczenie. W każdym systemie religijnym występują "wierzący i "prawdziwie wierzący" oraz przewodnicy-kapłani i pełnią w tym systemie różne funkcje i różne role. Panu wszystko jedno, bo Panu się "zaświatyzm" wydaje najgroźniejszym.

Wprost się zastanawiam jaki inteligentny oczytany człowiek mógł napisać taką bzdurę:
Mnie chodziło o Jezusa z Ewangelii, a nie o jakąś jego realistyczną konstrukcję, która wcale nie musi być prawdziwsza, bo przecież Jezus mógł być postacią w pełni mityczną. Ja jestem sceptyczny wobec rozdzielania "Jezusa prawdziwego" od "Jezusa Pawłowego", zwłaszcza, że Paweł był przed Ewangelistami, a przynajmniej przed skrajną redakcją opowiastek o Jezusie i to nie tylko redakcją polegającą na dopisaniu kawałków końcowych.
Tylko z Ewangelii, a z której? Z wszystkich czterech, to już się kupy nie trzyma. Pan jest sceptyczny wobec rozdzielania Jezusa. Znowu wolno Panu wierzyć we wszystko, ale jeszcze nigdzie Pan swojej tezy nie obronił, co najwyżej pozłościł się Pan trochę na Andrzejów. Nie, Panie Jacku, mitów Jezusa jest - co najmniej - kilka, a moim zdaniem nawet kilkanaście i różnią się od siebie - od niuansów po wprost alternatywność.

Tylko głęboka wiara w "Nowy testament" pozwala połączyć te mity w jakąś dziwną "sklejkę", ale trudno o niej mówić od naukowej (religioznawczej) strony, bez rozdzielania tych mitów. Dziwię się Panu, że chce Pan ten chrześcijański mit jednego Jezusa podtrzymywać.

>Ktoś cynicznie się bogacący nie jest tak morderczy jak religijny fanatyk w drodze do raju.
Banałem jest stwierdzenie, że ludzie są różni, ale biedny fanatyk ma znacznie mniejsze środki i albo szybko się wzbogaci, albo zmarginalizuje. Zawsze musi być "umysł" i "narzędzia". Zresztą jakoś dziwnie mi tłumaczyć Panu procesy historyczne.
Ostatnio pokazywano w telewizjach trochę filmów historycznych, a nich rolę religii, wiary oraz instytucji wyznaniowych i ich wpływu na politykę. Dla myślących obserwatorów nawet refleksja związana z tymi filmami wystarczy.

>Historia Kościoła (i kościołów protestanckich, oraz prawosławnych) zna wiele momentów, kiedy fanatyczna wiara prowadziła do całkowitego zniszczenia i ludobójstwa, które ktoś kierujący się tylko cyniczną rządzą zysku szybciej by powstrzymał (bo niewolnicy przynoszą więcej zysków niż spopielone, martwe szczątki).
Jeszcze raz powtórzę, znamy zupełnie inne historie chrześcijaństwa i inaczej oceniamy jego kulturową rolę.

Pozdrawiam.

@@@
.

#816
04-10-2012 23:10
 Ocena 2 na 2
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi Jacek Tabisz
No właśnie o to chodzi, że ja nie mam pewności, na ile Jezus z Ewangelii jest zaświatowy. Czy jego zbawienie jest zbawieniem pośmiertnym, czy bardziej zbawieniem w świecie (jak oczekiwali Mesjasza Żydzi)? Wcale nie mam takiej pewności. Mam swoje wątpliwości, których nie potrafię rozwiać (i też małe to ma dla mnie dziś znaczenie), ale to długa i grząska historia, której wolę nie ruszać. Powiedzmy, że interesuje mnie przede wszystkim propagowana przez kościół wersja postaci Jezus, co jest dla mnie zrozumiałe i mogę próbować ocenić tegoż konsekwencje.

Z tym "Kazaniem na górze" piękne jest jeszcze to, że tylko jeden ewangelista to napisał. Takie to strasznie wielkie i ważne, a trzech pozostałych ani mru mru. Nie słyszeli o tym, czy może uznali, że nie warto?

#817
04-10-2012 23:28
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52277 punktów)Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi darkside
.
>Z tym "Kazaniem na górze" piękne jest jeszcze to, że tylko jeden ewangelista to napisał. Takie to strasznie wielkie i ważne, a trzech pozostałych ani mru mru. Nie słyszeli o tym, czy może uznali, że nie warto?
Ciekawostek w "Nowym testamencie" jest więcej. Na przykład: jak ma się Jezus z ewangelii synoptycznych do ewangelii Janowej, czy też Jezus ewangeliczny do Pawłowego. Przecież to zupełnie inne koncepcje, opisujące inny mit. Wystarczy trochę pomyśleć aby dostrzec jak bardzo to się kupy nie trzyma.

Pozdrawiam.

@@@
.

#818
05-10-2012 00:19
 Ocena 4 na 4
Artur@R (7115 punktów)Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi darkside
>...nie będę żałował, że zmarnowałem siebie w codziennej, banalnej hodowli dusz, tylko poszedłem na przekór, po więcej siebie. Tego nie można żałować. Nie wolno.<

Tak, nie wolno żałować i nie żałuje tego, co wiedza i nauka "mrozi" we mnie i najbliższym otoczeniu.
Ja tylko czasami patrzę jak pustoszeje, niestety, ta droga, którą podróżuje "po więcej siebie" i tylko czasem główkuje sobie nad tym ile znaczymy... bez innych .
Tak, wiem, zawsze jest "coś za coś" ale...
czasami zachodzę w głowę
siedzę tu chwil parę
i zapadam w trwogę
bo nie umiem wrócić
by się nie smucić


A może słusznośc ma J.Kaczmarski, że:
"Będziemy , jacy zechcemy
byle wiedzieć nam, czego chcieć
lecz nie wiemy, czego nie wiemy
więc nie mamy , co chcemy mieć"

...?
A może jednak Coma ( Transfuzja):
Na pewno mogę, na pewno chcę, wiem,
Na pewno pragnę, na pewno wiem, że
na pewno teraz nie zeżre mnie nie
jałowe życie, jałowa śmierć.
Poukładana z niepełnych zdań
prosta formuła głębokich zmian
.
Nim zdecydujesz pamiętaj, że
jałowe życie, jałowa śmierć

...?
A zaraz swą szarością naznaczy nas, "oksymoroniczny" racjonalny M.Bielecki


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."

#819
05-10-2012 00:38
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)Odp: Racjonalizm Edyty Stein
Wiem doskonale, że można wydzielać różne warstwy opowieści o Jezusie. Lecz ja odniosłem się do tego, "co jest wierzone". Naprawdę, wbrew pewności prezentowanej tu przez pana Andrzeja.51 nie można powiedzieć z całą pewnością, iż jakikolwiek historyczny Jezus kiedykolwiek istniał. Nie można też zupełnie odrzucić przypuszczenia, że zupełnie baśniowy Jezus - klucz do zaświatów został uziemiony wtórnie zapożyczonym realizmem. Z pewnością na pewno tak było, jeśli weźmie się hellenistyczne kulty misteryjne, z których to, co najważniejsze w chrześcijaństwie jest zaczerpnięte. Czyli - syn boży, cierpienie, zmartwychwstanie (albo wrócenie z Hadesu) i możliwość prowadzenia innych przez takie "przetarcie ścieżki". Maccoby ma bardzo mocną teorię, że Kazanie na Górze jest banałem w świetle ówczesnych dysput pomiędzy faryzeuszami.

W tym świetle nie ma żadnego Jezusa, którego by późniejsza praktyka Kościoła zniekształciła. Jest tylko kontynuacja kultów misteryjnych i zniekształconych herezji judaizmu. Mało przemawia za tym, że za jakąkolwiek wersją Ewangelii kryje się łagodny, niefanatyczny Jezus, którego później zniekształcono. Ja osobiście szanuję bardziej inne hipotezy.

Dlatego Kościół nie jest abberacją pierwotnego chrześcijaństwa. Pierwotne chrześcijaństwo nie było, moim zdaniem, bardziej etyczne od chrześcijaństwa XVII wieku. A zachłanność to najmniejszy problem w tej zaświatowej ideologii...

#820
05-10-2012 15:37
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52277 punktów)Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi Jacek Tabisz
.
>Wiem doskonale, że można wydzielać różne warstwy opowieści o Jezusie.
I co z tego, że Pan wie?

>Lecz ja odniosłem się do tego, "co jest wierzone". Naprawdę, wbrew pewności prezentowanej tu przez pana Andrzeja.51 nie można powiedzieć z całą pewnością, iż jakikolwiek historyczny Jezus kiedykolwiek istniał.
Nie, nie można mieć pewności, że jacyś ludzie przypominający biogram Jezusa istnieli, ale można przyjąć to z ogromnym prawdopodobieństwem. Współczesna nauka zdecydowanie opowiada się za historycznością tej postaci, co wykazał w oparciu o swoją ogromną wiedzę pan Andrzej.51.

>Nie można też zupełnie odrzucić przypuszczenia, że zupełnie baśniowy Jezus - klucz do zaświatów został uziemiony wtórnie zapożyczonym realizmem. Z pewnością na pewno tak było, jeśli weźmie się hellenistyczne kulty misteryjne, z których to, co najważniejsze w chrześcijaństwie jest zaczerpnięte. Czyli - syn boży, cierpienie, zmartwychwstanie (albo wrócenie z Hadesu) i możliwość prowadzenia innych przez takie "przetarcie ścieżki".
Znam różne teologiczne i filozoficzne spekulacje. Jak ktoś lubi sobie pospekulować, to można jeszcze sporo powymyślać. Tak, wszystkie religijne mity zapożyczają z mitów już istniejących i tak było i w tym przypadku.

>Maccoby ma bardzo mocną teorię, że Kazanie na Górze jest banałem w świetle ówczesnych dysput pomiędzy faryzeuszami.
"Hyam Maccoby (1924-2004) był jednym z najbardziej poważanych filologów-talmudystów, wyśmienitym znawcą historii starożytnej oraz profesorem katedry judaistyki na Uniwersytecie Leeds. "Jezus i żydowska walka wyzwoleńcza" jest jedną z jego licznych pozycji książkowych zajmujących się powstaniem i dalszym rozwojem centralnych mitów Świata Zachodu... Maccoby jest także autorem sztuki krytykującej chrześcijaństwo pt. >>Disputation<<.
No tak, filolog-talmudysta ma "bardzo mocną teorię". Ale nawet gdyby była prawdziwą, to co to zmienia?

>W tym świetle nie ma żadnego Jezusa, którego by późniejsza praktyka Kościoła zniekształciła.
Koncepcji Jezusów Chrystusów jest wiele, a nawet ta w linii głównej zmieniała się historycznie. Wszystkie religie ulegają stałym przemianom w historycznym procesie, dostosowując doktrynę do społecznej rzeczywistości.

>Jest tylko kontynuacja kultów misteryjnych i zniekształconych herezji judaizmu.
Gucio prawda. Prawie każda religia poczyna się z jakiejś herezji, a chrześcijaństwo jest wyłaniającą się judaizmu nową religią. Nie jest żadną kontynuacją kultów misteryjnych, choć sporo elementów z tamtej kultury zawłaszczyła (wchłonęła).

>Mało przemawia za tym, że za jakąkolwiek wersją Ewangelii kryje się łagodny, niefanatyczny Jezus, którego później zniekształcono.
Tak mało - tylko znakomita większość współczesnych uczonych opowiada się za historycznością tej postaci, ale jeżeli Pan Jacek jej przeczy, to rzeczywiście mało za nią przemawia. (Nie wiem co znaczą w kontekście naszej rozmowy określenia kryje się łagodny, niefanatyczny Jezus, ale rozumiem, że to ważki argument merytoryczny)

>Ja osobiście szanuję bardziej inne hipotezy.
Już pisałem. Wolno Panu, ale mnie Pan tu zupełnie nie przekonuje.

>Dlatego Kościół nie jest abberacją pierwotnego chrześcijaństwa.
Aberracja piękne słowo, gdzieś tak zaraz koło herezji. Nie, Kościół nie jest żadną abberacją, tylko ma już niewiele wspólnego z pierwotnym chrześcijaństwem. Po prostu i zwyczajnie w procesie historycznym uległ ogromnym przekształceniom, tak organizacyjnym, jak i ideowym. Dzisiejsze wyznania chrześcijańskie, to zupełnie inna religia niż chrześcijaństwo pierwotne, choć powstało na jego bazie ideowej.

>Pierwotne chrześcijaństwo nie było, moim zdaniem, bardziej etyczne od chrześcijaństwa XVII wieku.
A co ma piernik do wiatraka, gdy nawet systemy etyczne były różne.
Może warto sięgnąć do prac dotyczących historii światopoglądu?

>A zachłanność to najmniejszy problem w tej zaświatowej ideologii...
To Pańskie niczym nie uzasadnione zdanie. Kościół soteriologiczny, w którym pośmiertne zbawienie odgrywało zasadniczą rolę zanikał wraz z ideą millenaryzmu , choć oczywistym jest, że mit pośmiertnego istnienia jest ( i zawsze był) ważnym elementem doktryny chrześcijaństwa: Historia zbawienia była częstym tematem refleksji Ojców Kościoła w ich konfrontacji z doktrynami judaizmu, jak również gnostycyzmu i filozofii pogańskich. Przykładem może być dzieło Państwo Boże Augustyna z Hippony. W średniowieczu została wyparta przez scholastyczną teologię spekulatywną, którą interesowały metafizyczne prawdy powszechne i konieczne. Powrót dokonał się w XIX i XX w., poprzez zwrot ku egzystencjalnym i historycznym zagadnieniom ludzkiego życia i samego zbawienia. W Kościele katolickim temat historii zbawienia zajął ważne miejsce w czasie obrad Soboru watykańskiego II (1962-1965), zwłaszcza w konstytucji dogmatycznej Dei Verbum - o Objawieniu Bożym.
Wykorzystuje on psychologicznie znany strach przed śmiercią.
I tu wróćmy do rzeczy.

Wartość ideologiczna "zaświatowości" musi być połączona z bogobojnością. Liczeniem się z karą/nagrodą wymierzoną przez Boga po śmierci. Dlatego "zaświatowość" wykorzystywana jest jako dyscyplinujące narzędzie wobec wiernych, ale cała historia Kościoła po "edykcie mediolańskim", pokazuje na zdecydowaną "ziemskość" poczynań hierarchów i kleru. Pazerność na dobra doczesne i zachłanność użycia materialnego świata, jest podstawowym motywem ich działań.
Kościół wszelakimi dostępnymi mu metodami (nie powstrzymując się prze dokonywaniem najgorszych zbrodni) stara się budować swoją ziemską potęgę. Żaden raj "potem" - nie ma większego znaczenia - liczy się tu i teraz.

Pozdrawiam.

@@@
.

#821
05-10-2012 15:59
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)Odp: Racjonalizm Edyty Stein
Kulty dionizyjskie są to kulty misteryjne i w innych miejscach naszych dyskusji bronił pan ich wpływu na chrześcijaństwo, w który ja także nie wątpię. Podobne zdanie ma Andrzej.51. W chrześcijaństwie jest znacznie silniejszy element kultów misteryjnych niż judaizmu. Judaizm to nazwy i pojęcia. Sednem chrześcijaństwa jest rytuał przejścia - nieśmiertelność zyskiwana poprzez kult i dewocję. Sednem chrześcijaństwa nie jest przejmowanie się charakterem Jahwe.

Pisząc tu z Andrzejem.51 nie zostałem przekonany co do pewności historyczności Jezusa. Raczej do tego, że większość biblioznawców specjalizujących się w nowym testamencie jest w tym względzie nieobiektywna. Zarówno ja, jak i Ignorancja przedstawiliśmy sporo wątpliwości co do przebiegu procesu ukrzyżowania, którego realizm jest jedynym mocnym argumentem zwolenników historyczności Jezusa. Również Maccoby uważa, iż opis procesu ukrzyżowania musi być skrajnie przekłamany, choć go nie odrzuca. Mam pełne prawo powątpiewać w historyczność Jezusa i nie jest to nieracjonalne, choć nie oznacza to też, że na pewno mam rację. Z pewnością mówienie o tym, że ma się PEWNOŚĆ co do historyczności Jezusa jest mocno nieracjonalne. Uznaję tylko - "Jezus być może istniał", "Jezus raczej istniał, niż nie istniał".

Jednocześnie, niezależnie od historyczności Jezusa, uważam go (jeśli jednak był historyczny) w 90% za konstrukt literacki i ten konstrukt jest zawarty w Ewangeliach. Nie uważam, że ten konstrukt literacki jest bardziej etyczny od biskupów z XVII wieku. Uważam, że fanatyzm oparty na szczerej wierze jest groźniejszy, niż cyniczna żądza władzy i pieniędzy wykorzystująca wierzenia. Takie mam zdanie. Nie jest ono nieracjonalne, pan może mieć inne w tej kwestii, ale aby dojść do pełnego rozwiązania tego dylematu - co jest groźniejsze (cynizm, czy szczera wiara) trzeba by przeprowadzić bardzo rzetelne badania społeczne wymagające poparcia i sporych nakładów.

Gadanie Jezusa literackiego o drugim policzku i karmieniu wiernych, a nawet o prywatności wiary tonie w kontekście, gdzie ta wiara przesądza wogóle o tym, że jest się ZASŁUGUJĄCYM NA ŻYCIE CZŁOWIEKIEM, gdzie za drugim policzkiem ukrywa się wezwanie do anihalacji inaczej myślących (PALENIE USCHŁYCH GAŁĘZI), gdzie za prywatnością jest najsilniejsza misyjność.

#822
05-10-2012 18:17
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52277 punktów)Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi Jacek Tabisz
.
>Kulty dionizyjskie są to kulty misteryjne i w innych miejscach naszych dyskusji bronił pan ich wpływu na chrześcijaństwo, w który ja także nie wątpię. Podobne zdanie ma Andrzej.51.
Największy problem jest to, iż nie czyta Pan tego co inni piszą. Nigdzie tym wpływom nie zaprzeczam.

>W chrześcijaństwie jest znacznie silniejszy element kultów misteryjnych niż judaizmu.
A to już Pańskie zdanie. Chrześcijaństwo "rzymskie" na pewno różniło się od chrześcijaństwa judeistycznego i zupełnie inne idee na jego doktrynę wpływały. Oczywiście rozważając rzymskie chrześcijaństwo warto mieć tę książkę w głowie.

>Judaizm to nazwy i pojęcia.
Tak Pan myśli?
YHWH, ten czteroliterowy hebrajski skrót, który należałoby wymawiać jako Jahwe, "Ten który jest", ale wymawianie tego skrótu, tak jak i przedstawianie jego wizerunku jest w judaizmie zabronione i dlatego w modlitwach, pieśniach itp. wyznawcy judaizmu stosują określenia zastępcze takie jak Adonai - znaczące po hebrajsku "Mój wielki Pan" lub Ha-Szem - "Święty". "Jest Bogiem najwyższym i jedynym, surowym, miłosiernym, sprawiedliwym, stwórcą świata, panem przyrody, opiekunem ludu izraelskiego, który jest ostoją wszystkich praw i całego porządku społecznego". Choć Bóg w judaizmie jest jednoosobowy i niepodzielny, to jednak znane są też "emanacje Boga" takie jak "Duch Święty", czy "Szechina", czyli Boża Obecność. Żydzi uważają, że Słowo - Logos jest pratworzywem świata. Bóg tworzy świat słowem. Słowo jest pośrednikiem między Bogiem a światem. "Tora" uznana jest za największy dar Boga dla narodu wybranego i dlatego całe życie żyda jest uporządkowane zgodnie z jej duchem i literą.
Oczywiście w oczach chrześcijan kabała, która zrodziła się z samego jądra judaizmu, to już ściśle tylko litery, liczby, nazwy i pojęcia.

>Sednem chrześcijaństwa jest rytuał przejścia - nieśmiertelność zyskiwana poprzez kult i dewocję.
Widocznie ma Pan znacznie większą wiedzę od mojej. Według religioznawców w religiach występuje wiele rytuałów przejścia, ale jakoś nie przypominam sobie aby któryś z uznał, że nieśmiertelność jest rytuałem? Pogrzeb owszem - jako przejście z jednego świata do drugiego. Moim zdaniem sednem ideologii chrześcijańskiej jest możliwość zbawienia (życia wiecznego) ludzi, którzy popełniają jak najmniej grzechów, a czynią jak najwięcej dobra. Z tym, że uwarunkowana co jest czynem złym (grzesznym), a co jest czynem dobrym są dosyć złożone. Tu trzeba jednak sięgnąć do prac poświęconych etyce chrześcijańskiej. Kult i dewocja - obecne w różnym stopniu we wszystkich religiach - nie jest jakimś specjalnym wyróżnikiem chrześcijaństwa.

>Sednem chrześcijaństwa nie jest przejmowanie się charakterem Jahwe.
Nie, nie jest i nikt tak nie twierdził.

>Uważam, że fanatyzm oparty na szczerej wierze jest groźniejszy, niż cyniczna żądza władzy i pieniędzy wykorzystująca wierzenia. Takie mam zdanie. Nie jest ono nieracjonalne, pan może mieć inne w tej kwestii, ale aby dojść do pełnego rozwiązania tego dylematu - co jest groźniejsze (cynizm, czy szczera wiara) trzeba by przeprowadzić bardzo rzetelne badania społeczne wymagające poparcia i sporych nakładów.
Bardzo rzetelne w swojej masie są opisy historyczne, ale na Pańskie stwierdzenie "Raczej do tego, że większość biblioznawców specjalizujących się w nowym testamencie jest w tym względzie nieobiektywna" nie mam żadnych kontrargumentów. Racjonalne przedstawiłem i tych których można argumentami przekonać, to przekonałem lub przekonam.

Pozdrawiam.

@@@
.

#823
05-10-2012 17:41
 Ocena 2 na 2
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi Artur@R
No to pomyślałem sobie. Myślę, że ja już nie mam takiego problemu, bo mam od jakiegoś czasu poczucie, że całkiem nieźle rozumiem otaczającą rzeczywistość na płaszczyznach, które są dla mnie istotne. I dzięki temu całkiem dobrze rozpoznaję siebie, swoje potrzeby, zachowania itp. Dobrze i pewnie się czuję sam ze sobą. Lubię to miejsce, w którym jestem dzisiaj, jestem ze sobą poukładany i pogodzony ze światem, a rozmaite zastrzeżenia, zwłaszcza do polskiej rzeczywistości, nie powodują u mnie jakiegoś zachwiania względem siebie.

Kiedy więcej już, jak ćwierć wieku temu połapałem się, że mam inaczej i nie pójdę w jałowym stadzie, tylko pod prąd - wszyscy tacy sami, wszyscy tak samo ubrani, nie wiedzą sami, kogo stali się klonami - bo chciałem coś więcej zrozumieć, to był to tak niepewny, a przede wszystkim ograniczony we mnie intelektualnie grunt, że to odszczepienie faktycznie mocno uwierało i potrzeba kogoś podobnego była we mnie spora. Kiedy złapałem grunt, a zwłaszcza, jak z latami naprawdę dobrze i pewnie poczułem się na tym swoim lądzie, to już chyba nie było mi to potrzebne (choć na pewno mile widziane, jakby co). Tym bardziej, kiedy rzeczywistość wokół przeobraziła się na tyle, że zmieniła nawet tych codziennych zjadaczy chleba, którzy powoli oswajają się z tym, czego kiedyś nie znali i czego sią bali. Dziś często już można z nimi pogadać, pokłócić się, coś im powiedzieć. Jest inaczej, niż ćwierć wieku temu, nawet 10 lat temu. Ludziom otworzyły się już powieki na rózne kwestie, wobec których byli jeszcze niedawno zupełnie zamknięci, chociaż dzieje się to powoli. Oni są inni, mnie jest łatwiej. Ale to moja droga i nie musi to tak działać u innych. Nie mam przy sobie osoby, z którą rozumiałbym się (w tego typu sprawach przynajmniej) tak całkowice bez słów, w ciemno, ale nie mam z tym od dość dawna żadnego problemu.

Moje popędy i ego też są już inne, niż kiedyś, co może mieć spore znaczenie. Żyjemy w cywilizacji, gdzie i jedno i drugie są bardzo rozbudzone, przez co szukają rozładowania i zaspokojenia. Jesteśmy na różnych głodach i mamy różne chcenia, potrzeby. Do ich zaspokojenia służą nam często inni ludzie, a kiedy jest się młodym, to wszystko mocniej buzuje, później też znacząco na nas wpływa. Chciałoby się mieć wiele, zaspokajać wiele, doznawać wiele i opanować wiele. Ja to w sobie znacznie wyciszyłem, moje ego nie produkuje już kalejdoskopu zbędnych podniet, nie jestem już popędową machiną. Jestem umiarkowany, mniej więcej rozumiem, co się we mnie dzieje i nie szaleję za zaspokojeniem napędzających mnie potrzeb, bo je wyciszyłem, ograniczyłem, czasami zamknąłem. Stałem się wybredny, rzekłbym zdystansowany i wysublimowany, a wiele kwestii okazało się zbędnych. Między innymi projekcja siebie i swoich zapatrywań na świat zewnętrzny i kreacja tegoż wedle siebie. Już się tutaj nie spinam. Chętnie podzielę się czymś z siebie, jak jest taka okazja, coś od kogoś zaczerpnę, pospieram się, ale zapędów rewolucyjnych i silnych potrzeb zmieniania już w sobie nie odnajduję. Chcę się już spokojnie delektować, a nie frustrować tym, że to czy tamto nie po mojej myśli. Bo mi szkoda swojego życia.

Dzisiaj nie muszę szukać kogoś, w kim mógłbym się przejrzeć. Choćby tutaj, na Racjonaliście, nic mnie tak nie cieszy, jak to, kiedy przeczytam jakąś wypowiedź, komentarz, artykuł, czy choćby wyłowię z tego wszystkiego jakieś zdanie powodujące we mnie wcale nie identyfikację, ale przemianę, ubogacenie, wytropienie własnej niewiedzy, głupoty, przesądu. Takie "lśnienia" są jak epifanie, mistyka normalnie . Piękna sprawa. Czuję jak rodzi się moc, jak się przemieniam, jak rośnie wola istnienia w tym otrzymanym nadmiarze, dzięki poszerzonemu horyzontowi.
Nie znajduję już w sobie potrzeby szukania identyfikacji (choć cieszy mnie każde "zbliżenie dusz"), bo sam w sobie i ze swoim światem czuję się mocno i pewnie. Ale zawsze szukam u innych czegoś, co mnie samego wzbogaci względem rzeczywistości. Czasami tylko denerwuję się na siebie, że za dużo się rozpisuję, kosztem czytania.

#824
05-10-2012 18:12
 Ocena 1 na 1
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi Artur@R
No i zapomniałem zapytać.
Droga pustoszeje bo? Ludzie się odsuwają, czy są jak byli, tylko z innej bajki? A może jeszcze inaczej?

Artur@R (7115 punktów)Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi darkside
Wiele z tych obrazów, które nakreśliłeś rozumiem dobrze - mam bardzo podobnie. Mnie jeszcze tylko trochę, troszeczkę "mrozi" właśnie to - "...jakby co".
Może dlatego, że wyobraźnie mam sporą, a może dlatego, że słowa zlewają się w fałszywy ton, gdy nadwrażliwość jest jak bilet w jedna stronę stąd...

>Czasami tylko denerwuję się na siebie, że za dużo się rozpisuję...<
Widocznie taką masz potrzebę (i dobrze)...jak widać trochę ukrytą, a ... może to odprysk tego "jakby co" lub garstka ziemi, która jednak się osuwa spod stóp "własnego lądu" .
Pozdrawiam.

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 Dalej..

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365