Racjonalista - Strona głównaDo treści
Racjonalizm Edyty Stein

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
09-08-2012 11:47Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Racjonalizm Edyty Stein
Ocena 3 na 3
Dokładnie 70 lat temu, 9 sierpnia 1942 roku, w komorze gazowej w Auschwitz została zamordowana Edyta Stein.

Urodziła się we Wrocławiu w rodzinie żydowskiej. W 14 roku życia odrzuciła judaizm i uznała się za ateistkę. Studiowała filozofię u twórcy fenomenologii Edmunda Husserla i została jego asystentką. Sam Husserl w opinii wystawionej po obronie przez nią doktoratu napisał:
"Pani doktor filozofii Edyta Stein (...) zdobyła (...) doktorat z filozofii summa cum laude, a to w oparciu o znakomitą rozprawę (...), która natychmiast po ukazaniu się wzbudziła zainteresowanie specjalistów. (...) Doktor Stein zdobyła rozległe i głębokie wykształcenie filozoficzne, a jej kwalifikacje do samodzielnych badań naukowych i prowadzenia wykładów nie ulegają kwestii. Jeżeli droga kariery uniwersyteckiej miałaby zostać otwarta dla kobiet, to mógłbym na bezwzględnie pierwszym miejscu i jak najgoręcej polecić ją jako kandydatkę do habilitacji."

W trakcie badań fenomenologicznych Edyta Stein poznała filozofię Maxa Schelera: "Było to moje pierwsze zetknięcie z nieznanym mi dotąd światem. Nie doprowadziło mnie jeszcze do wiary, ale otwarło pewien zakres fenomenu, obok którego nie mogłam przejść jak ślepiec. Nie na darmo wpajano nam stale zasadę, abyśmy do każdej rzeczy podchodzili bez uprzedzeń, odrzucając wszelkie "obawy". Jedne po drugich, opadały ze mnie więzy racjonalistycznych przesądów, w jakich wzrastałam nie wiedząc o tym, i nagle stanął przede mną świat wiary." (E. Stein, Dzieje pewnej rodziny żydowskiej, w: Pisma, t. I, Kraków 2000, s. 207)

Przełomowym momentem w jej życiu było przypadkowe natrafienie na Księgę życia Teresy z Avila. Po latach Edyta Stein relacjonowała, że przeczytała to dzieło w ciągu jednej nocy, a gdy skończyła, powiedziała do siebie: "To jest prawda!"

W 1922 roku Edyta Stein przyjęła chrzest. W 1933 roku wstąpiła do zakonu karmelitańskiego.

W lipcu 1942 roku w kościołach Holandii został odczytany list arcybiskupa Jonga z Utrechtu, który zawierał protest Kościoła przeciwko deportacji Żydów. W odpowiedzi niemieccy okupanci wywieźli do obozów koncentracyjnych ochrzczonych Żydów oraz kapłanów i zakonnice pochodzenia żydowskiego. W grupie deportowanych znalazły się także Edyta Stein i jej siostra Róża - dwa tygodnie później zostały zamordowane w Auschwitz-Birkenau.

W jednym z listów Edyty Stein do Romana Ingardena czytamy: "Wydaje mi się, że aby znaleźć się u bram Tajemnicy, musiałby Pan na drodze intelektu dotrzeć najpierw do granic samej ratio. (...) Być może w opisie mej drogi zbyt małą sprawiedliwość oddałam motywowi intelektualnemu. W ciągnącej się latami fazie przygotowawczej jego współudział był zapewne dość znaczny. Decydujące było jednak to, co działo się realnie we mnie samej (proszę: realne dzianie się, nie "uczucie") wespół z konkretnym obrazem życia chrześcijańskiego przekazanego mi w wyrazistych świadectwach (Augustyn, Franciszek, Teresa). Ale w jaki sposób miałabym w paru słowach nakreślić Panu portret owego "realnego dziania się"? To nieskończony świat, który otwiera się całkiem na nowo, gdy zamiast na zewnątrz, zaczyna się wreszcie żyć do wewnątrz. Wszystkie realne rzeczy, z którymi przedtem miało się do czynienia, stają się przezroczyste i zaznacza się odczuwalna obecność sił, które wprawiają je w ruch i stanowią właściwy ich fundament." (Spór o prawdę istnienia. Listy Edith Stein do Romana Ingardena, Kraków 1994, s. 196)
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 Dalej..
#841
09-10-2012 10:13
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi setarkos
>Ładne porównanie.
>Czy ten świat byłby lepszy, który obywa się bez słów?

Słowa są w obu przypadkach. Ale tylko w jednym jest Obecność - twarzą w twarz...
W drugim przypadku widzimy "jakby w zwierciadle, niejasno"...

#842
09-10-2012 10:19
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi Jacek_G

>Swoją drogą jeśli Alphons Ratisbonne doznał pewności że "wszystko już jasno widzi" to nurtuje mnie pytanie czy potrafiłby wyjaśnić pewną trudność z którą borykam się od lat, tzn. zachętę Jezusa do nadstawiania drugiego policzka.

Dlaczego akurat to postrzega Pan jako trudność?

afloditka (4 punktów)Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi darkside
>Mnie to nawet pedofilia chyba mniej brzydzi od słowa "Prawda" w ustach religiantów. Pokaż te instrumenty, za pomocą których dochodzi się do tego typu prawdy (gdzie wiara, religia i yogi-bogi są owocem tych dążeń). Może być na przykładzie owej pani.

Są 3 rodzaje prawdy: cała prawda, prawda i g***o prawda. Może w wypadku owych poszukiwań, pani Stein potraktowała to jako przejście etapów.
Niemniej jednak to odniesienie do pedofilii zabrzmiało dla mnie niesmacznie.

#844
09-10-2012 11:29
 Ocena 9 na 9
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi Marek Bielecki
>Właśnie mają dokładnie taką samą perspektywę!

No, ale nie patrz ze swojej perspektywy, czyli wierzącego w wieczne zaświaty oferowane potencjalnie do wszystkich, tylko popatrz z perspektywy kogoś, dla kogo to życie jest jedyne i w razie śmierci, traci on wszystko. On nie ma Twojej, lukratywnej obietnicy. Ty tracisz tylko rundę kwalifikacyjną, a perspektywa wiecznego pobytu w zaświatach kasuje istotność tej rzeczywistości i samej śmierci. Ty właściwie niczego nie poświęcasz, tak jak niczego nie poświęcił Jezus (jedynie naraził się na kilkugodzinne cierpienie). Osoba bez wiary w zaświaty, a poświęcajca swe życie dla Drugiego poświęca WSZYSTKO, co posiada. Jezus i zaświatowcy, właściwie nie poświęcają NICZEGO. Jakieś tam emocje i powiązania z TĄ rzeczywistoscią, ale w końcu o to wam ostatecznie chodzi, żeby to poszło sobie i znikło, bo sens i cel leżą POZA.

>Generalnie chodzi o to, że Bóg kocha każdego z nas w stopniu dla nas niewyobrażalnym. Przejawem tej miłości jest męka, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa, czyli Boga, który stał się człowiekiem. Centralnym problemem nie jest zatem cierpienie i śmierć, lecz miłość, a ekstremalne cierpienie i oddanie życia za nas to przejaw tej miłości - w ten sposób Bóg pokazuje, jak bardzo nas kocha, a jednocześnie dokonuje Odkupienia.

No to akurat mogłeś sobie darować. Waszą perspektywę/interpretację znam akurat doskonale. Jest dla mnie naciągana, wątpliwa, ale nie będę się w tym rozwijał, bo to nie ma dla mnie znaczenia. Ja faceta i jego alegorii nie łapię (ba, żeby tylko ja - wystarczy poczytać fachowców), mogę sie tego czy tamtego domyślać, ale Twoje wyjaśnienia mnie nie przekonują. Zreszta, bez urazy, wynikająca z takiego tłumaczenia wizja jest dla mnie po prostu głupia i infantylna.

>"Mierzenie" cierpienia Jezusa i porównywanie z cierpieniami innych ludzi jest zatem nieporozumieniem. Zresztą - czy cierpienie jest w ogóle "mierzalne"?... Jak zmierzyć np. cierpienie w Ogrójcu, którego przejawem był "krwawy pot"?...

No to jak już przyjdą Islamiści, a Ty odmówisz w imię Jezusa przejścia na allacha, to wolałbyś strzał w potylicę, czy odkrajanie głowy tępym nożem przez pół godziny? (analogicznie - Jezus w porównaniu do innych krzyżowanych, ułatwił sobie i wybrał sobię wersję poważnie krótszą, takie demo).

>>Ale to i tak małoistotne wobec konsekwencji dla życia człowieka, jakie ta historia czy legenda ze sobą niesie, które trochę opisałem. Czyli życie prawdziwe staje się życiem drugorzędnym/pomocniczym. Spełnia rolę tylko kwalifikacji do wiecznego i genialnego finału. TO życie, jest tylko za karę, za grzech, ubarane rozbuchaną histerią wobec perspektywy umierania i ewentualnej, wiecznej masakry po śmierci. Upośledzone, marne, właściwie beznadziejne wobec zmyślonej, doskonałej, perfekcyjnej, ekstatycznej i wiecznej obietnicy. Na takim oszpeconym, zdradzieckim i haniebnym fundamencie niczego sensownego wobec TEGO świata nie zbudujesz. Nie wspominając już kolejnych inspiracji (choćby dogmatycznego kodeksu moralnego) i ich konsekwecji.
>Jedynie istotne jest w tej kwestii to, jaka jest prawda.

Twoja prawda jest dla mnie nikczemnym (bo degradującym Rzeczywistość) kłamstwem wynikającym raz - z tchórzostwa (potrzeba pośmiertnego zabezpieczenia się), dwa - z fałszywej egzaltacji (wewnętrzne przeświadczenie o miłosno/mistyczno/medytacyjnym kontakcie ze Stwórcą - co jest dość żałosne i egocentryczne). Jeżeli robi to na mnie jakieś wrażenie, to wyłącznie negatywne. Sam obraz potencjalnego Stwórcy (co mnie mało obchodzi) jest również infantylny i zwyczajnie beznadziejny (ta chorobliwa potrzeba dowartościowania się człowiekiem, jego miłością i uwagą). Perspektywa waszych wiecznych wakacji w zaświatach, również jest dla mnie beznadziejna, prostacka.

>Jeżeli życie wieczne istnieje, to Twoje wyobrażenia na temat relacji pomiędzy życiem doczesnym a wiecznym stają się po prostu nieistotne.

Jasne. Tak jak i to doczesne życie staje sie nieistotne, choć musicie udawać że jest inaczej, bo zwyczajnie kłóci się wam ta zaświatowa głupota z ludzkimi emocjami i instynktami. Ale zezując zdradzacie. Zdradzacie Rzeczywistość, adorując Zaświat. Zwyczajnie się puszczacie. Przepraszam za mocny język, ale dokładnie tak to widzę i oceniam.
Zadziwiające jest to, że tak daleko odeszliście od korzeni:

Cytat:
Judaizm skupiał się więc z pasją na życiu, obawiając się, że poświęcanie uwagi problemom śmierci musi automatycznie prowadzić do lekceważenia życia, a to ma zawsze katastrofalne konsekwencje dla ludzi. To, jak bardzo judaizm ma rację, pokazuje i współczesność i historia: ludzie skupieni na problemie "życia po życiu" i gardzący życiem doczesnym potrafią lekceważyć życie tak, jak terroryści islamscy, którzy mordują niewinnych ludzi pod wpływem wizji pośmiertnej nagrody za dżihad. Skupienie na "życiu po życiu" było także motywem działań np. hiszpańskiej inkwizycji, której funkcjonariusze - w imię właśnie życia wiecznego - potrafili torturować ludzi, aby - przymuszając ich do wyznania wiary w Chrystusa - "uratować" ich od wiecznego skazania na piekło.


I wcale nie jestem przekonany, czy ewangeliczny (również dotyczy to tych gnostycznych) Jezus nie jest bliższy tradycji swoich przodków, niż twórcą zaświatowej fiksacji. Co ma dla mnie i tak znikome znaczenie.

#845
09-10-2012 12:33
 Ocena 2 na 2
Jacek_G (35558 punktów)Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi Marek Bielecki
Postrzegam to jako trudność gdyż wyczuwam, że jest to sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem, a nawet nieraz szkodliwe. Jeśli nadstawia się drugi policzek to często zamiast dobra mamy wzmożoną arogancję u bijącego weń (vide "to teraz wszystko mi już wolno") Intuicyjnie zło bardzo często wymaga czynnego przeciwstawienia się,
pozdrowienia

#846
09-10-2012 12:37
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi darkside

>No, ale nie patrz ze swojej perspektywy, czyli wierzącego w wieczne zaświaty oferowane potencjalnie do wszystkich, tylko popatrz z perspektywy kogoś, dla kogo to życie jest jedyne i w razie śmierci, traci on wszystko. On nie ma Twojej, lukratywnej obietnicy. Ty tracisz tylko rundę kwalifikacyjną, a perspektywa wiecznego pobytu w zaświatach kasuje istotność tej rzeczywistości i samej śmierci. Ty właściwie niczego nie poświęcasz, tak jak niczego nie poświęcił Jezus (jedynie naraził się na kilkugodzinne cierpienie). Osoba bez wiary w zaświaty, a poświęcajca swe życie dla Drugiego poświęca WSZYSTKO, co posiada. Jezus i zaświatowcy, właściwie nie poświęcają NICZEGO. Jakieś tam emocje i powiązania z TĄ rzeczywistoscią, ale w końcu o to wam ostatecznie chodzi, żeby to poszło sobie i znikło, bo sens i cel leżą POZA.

Z mojej perspektywy także niewierzący może osiągnąć życie wieczne, jeśli szczerze dąży do prawdy. Dotyczy to w szczególności niewierzącego, który poświęca swoje życie dla Drugiego - ten poziom poświęcenia jest przecież ekstremalnym przejawem Miłości.

A co do "porównywania poświęceń" - w tym zakresie po prostu nie czuję się kompetentny. Trzeba by chyba mieć jakiś nadzwyczajny wgląd do życia wewnętrznego danej osoby, żeby cokolwiek sensownego o jego intencjach i poświęceniu powiedzieć...

#847
09-10-2012 12:54
 Ocena 6 na 6
astrotaurus (12445 punktów)Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi Marek Bielecki

>Z mojej perspektywy także niewierzący może osiągnąć życie wieczne, jeśli szczerze dąży do prawdy.
Hmmmm... znasz kogoś kto nieszczerze dąży do prawdy? Przecie nawet Bielecki dąży szczerze ino jego upośledzenie mu drogę blokuje i wpuszcza w chaszcze bajek. Ateista i racjonalista mimo najszczerszych dążeń nie dotrze natomiast do "prawdy" Bieleckiego choćby skały s.rały. Innowierca też nie wydoli.

>Dotyczy to w szczególności niewierzącego, który poświęca swoje życie dla Drugiego - ten poziom poświęcenia jest przecież ekstremalnym przejawem Miłości.
Sami odbiblijni nie mogą się pogodzić co do roli Łaski Wiary i uczynków w Zbawieniu.

>A co do "porównywania poświęceń" - w tym zakresie po prostu nie czuję się kompetentny. Trzeba by chyba mieć jakiś nadzwyczajny wgląd do życia wewnętrznego danej osoby, żeby cokolwiek sensownego o jego intencjach i poświęceniu powiedzieć...
Ejże! Zobacz co za tytuł ma wątek i kto jego Autorem!
Wczuj się po prostu!
Zresztą chyba jesteś nieźle wczuty skoro z takim przekonaniem paplałeś o ekstremalnym cierpieniu Twojego idola (a po ki czort to było to inna rzecz). Intencje też masz obcykane, choć dla myślących to się kupy nie trzyma.
Ech...


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.

#848
09-10-2012 14:06
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi Marek Bielecki
>W drugim przypadku widzimy "jakby w zwierciadle, niejasno"...
W małej platońskiej jaskini
ich mały szary świat
ludzie jak cienie osób
w niewoli własnych ciał.
Tam jasność wyrazista
tu mgliście, wtórnie, źle
Tam pełnia i swoboda
a tutaj - szkoda słów.
Nijak im dbać o jaskinię
bo mierna ona jak padół
uboga z bliźnimi rozmowa
bo żaden z nich nie "Pan Bóg".

Tylko niektórzy pomyślą
A co, jeśli "Tam" nic nie ma
i czy nam świata nie psują
niejasne o "jasnych" wrażenia?

#849
09-10-2012 15:31Nie na temat
 Ocena 3 na 3
Artur@R (7115 punktów)Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi astrotaurus
> Intencje też masz obcykane, choć dla myślących to się kupy nie trzyma.<
A ja odnoszę wrazenie, że dokładnie i dosłownie tego się "to" trzyma i z daleka cuchnie.

edit:
A do tego jeszcze, Szanowny Bielecki, moje wypowiedzi uwydatnia "szarością" - cieszy mnie to, doskonale je widać i zwracają uwagę.


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."

#850
09-10-2012 16:07
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi setarkos

Ale Platon to nie moja bajka.

Nawiązałem tu do Pawła z Tarsu:

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał. Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje, [nie jest] jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie. Po części bowiem tylko poznajemy, po części prorokujemy. Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe. Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce. Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany. Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy: z nich zaś największa jest miłość. (1 Kor 13)

#851
09-10-2012 16:18
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi Jacek_G
>Postrzegam to jako trudność gdyż wyczuwam, że jest to sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem, a nawet nieraz szkodliwe. Jeśli nadstawia się drugi policzek to często zamiast dobra mamy wzmożoną arogancję u bijącego weń (vide "to teraz wszystko mi już wolno") Intuicyjnie zło bardzo często wymaga czynnego przeciwstawienia się,

Też uważam, że złu w wielu przypadkach należy przeciwstawiać się w sposób czynny, ale zgodnie z zasadą św. Pawła, tak często powtarzaną przez ks. Jerzego Popiełuszkę: "Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobro zwyciężaj".
"Nadstawianie drugiego policzka" rozumiem jako pewną postawę wobec zła, która zakłada, że nie mścimy się i nie żywimy urazy wobec agresora, nie odpowiadamy agresją na agresję, np. pozostawiamy taki oto wpis: www.racjonalista.pl/forum.php/s,511985#w523660 bez reakcji i bez złych myśli.

#852
09-10-2012 21:07
 Ocena 1 na 1
Jacek_G (35558 punktów)Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi Marek Bielecki
Tak, widzę to w Pana tekstach - bywa pan bardzo cierpliwy, nie zniża się do retoryki wyśmiewania a to bardzo cenna rzecz. Sam funkcjonuję podobnie, choć pewnie niektórych pana poglądów jak i ks.Popiełuszki nie podzielam, ale o co kruszyć kopię względnie porównywać bliźnich do upośledzonych? Szukanie sobie wrogów zostawmy tym, którzy odnajdują w tym przyjemność. Lepiej zająć się czymś bardziej pożytecznym: rozmową z ukochaną osobą, zabawą z dzieckiem albo przejażdżką rowerem

>"Nadstawianie drugiego policzka" rozumiem jako pewną
> postawę wobec zła, która zakłada, że nie mścimy się
> i nie żywimy urazy wobec agresora, nie odpowiadamy
> agresją na agresję, np. pozostawiamy taki oto wpis:
> (..)

Tak, opisana przez pana postawa jest dla mnie zrozumiała.
Tu pewne moje spostrzeżenie: w pana przykładzie zamiast nadstawiać drugi policzek po prostu go pan chowa, brak odpowiedzi prozaicznie nie jest nadstawieniem go, Jezus nie do końca namawiał do odejścia lub przemilczania.
Kontynuując wątek - proszę powiedzieć, ma pan lub miał małe dzieci? Oczywiscie nie musi pan odpowiadać jeśli nie chce,
pozdrawiam

#853
09-10-2012 21:32
 Ocena 5 na 7
astrotaurus (12445 punktów)Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi Marek Bielecki

>"Nadstawianie drugiego policzka" rozumiem jako pewną postawę wobec zła, która zakłada, że nie mścimy się i nie żywimy urazy wobec agresora, nie odpowiadamy agresją na agresję, np. pozostawiamy taki oto wpis: www.racjonalista.pl/forum.php/s,511985#w523660 bez reakcji i bez złych myśli.
Ach, Boziu! Jaki miłosierny Bielecki!
Ja myślałem, że on nie odpowiada na proste kwestie, bo jego upośledzony umysł broni się przed porażką (zrozumieniem), a tu się okazuje że to z katolickiej Miłości Bliźniego. Chyba się , k..., popłaczę...

Marku Bielecki, jest tu wielu ludzi, którzy próbami rozmowy z Tobą napaśli trolla ponad wszelką miarę, którzy pozwalali Ci rozwijać krasomówstwo legitymizując niejako Twoje brednie. U mnie miałeś szanse dawno temu, bo nie jestem niewyleczalny. Owszem, kiedy widzę przedstawiciela gatunku homo sapiens domniemywam, że to homo sapiens i tak go traktuję. Kiedy jednak inkryminowany osobnik usilnie odżegnuje się (jakże pasujący zwrot!) od sapiens staje się wyłącznie obiektem specjalnej troski. Możesz nie chcieć być uznany za cywilizowanego rozmówcę, ale gdyby ni z gruchy ni z pietruchy nagle Ci się zachciało masz odpowiedzieć na pytania na które odpowiedzi unikasz zamiast próbować mydlić oczy wyrozumiałością. Sobie może wodę z mózgu zrobisz jeszcze bardziej wodnistą, ale zrobienie wody z mózgu mnie to nie jest zadanie na Twoje siły. Pojmij to dla swego dobra, dla dobra swego (i fizyka Bieleckiego) umęczonego głupotą umysłu.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.

#854
10-10-2012 10:02
 Ocena 10 na 10
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi Marek Bielecki
>Z mojej perspektywy także niewierzący może osiągnąć życie wieczne

Tylko nie to. Wystarczy mi kilkadziesiąt lat w tak niechlujnym towarzystwie. A tutaj cała wieczność. Tak bym urządził piekło, gdybym był bogiem. Straszne. To najgorsza z możliwych perspektyw.

>jeśli szczerze dąży do prawdy.

czyli za pomocą szczerej, rzetelnej, naukowej metodologii? Powinieneś zacząć się bać.

>Dotyczy to w szczególności niewierzącego, który poświęca swoje życie dla Drugiego - ten poziom poświęcenia jest przecież ekstremalnym przejawem Miłości.

Aaa, takie kwiatki. To u was lubię. Jako niewierzący, nie zezuję na Boga czy w wieczne zaświaty przy poświęcaniu się, czy choćby tylko drobnym działaniu na rzecz drugiego. I o miłości chrześcijańskiej/katolickiej, to szkoda gadać. Napiszę Ci w zaufaniu, że nie ma czegoś takiego. Chrześcijaństwo nie jest w stanie tego wyprodukować, to zawsze będzie fałszywe, choć czasami korzystne dla drugiego. Wasze sztandarowe przykazanie miłości. PRZYKAZANIE. Oczywiście, nie łapiesz. Zachowanie przykazane, czyli wymuszone, czyli nieautentycznie zrodzone. Czyli z zezowaniem w zaświaty i na wszystko i wszędzie podglądającego Big Fatera. Bo przykazał kochać. "Kochacie" ze względu na niego i na niepewny los pośmiertny. Żenada kolejna. Możesz sobie wyobrazić ludzi, którzy kochają bez takich powodów, tylko z miłości do rzeczywistości? Spróbuj, to nie boli. Tak kochasz świat i życie, pomimo nieszczęść i cierpień, ktore ze sobą niosą i w sobie mieszczą, że nic nie jest w stanie tego zachwiać. I z tej własnej pełni, z tego nadmiaru obdzielasz i emanujesz życzliwością, ciepłem, własną słonecznością, czy tam miłością. Nie ze wzgęldu na coś, nie z powodu korzyści, tylko ze swej natury i mądrej, pięknej i całkowicie wiernej relacji z RZECZYWISTOŚCIĄ. Wszelkich religiantów, tych na wpół zgiętych, zakłamanych pięknoduchów, którzy ze swoja zakłamaną pseudomiłością czasami do mnie podchodzą, przeganiam na cztery wiatry, bo z daleko czuć od takich przede wszystkim ich własny, wieczysty interes w takim "dobrym" działaniu. Przykazana miłość, żenada. Wy nigdy nie nauczycie się życia, bo żyjecie jedną nogą w zaświatach. Nie macie pojęcia o miłości, bo TA wypływa z naturalnej i niczym nie warunkowanej relacji z RZECZYWISTOŚCIĄ. Tylko taka relacja może stworzyć autentycznie piękną relację. Ale nawet u was zdarzają się takie osoby, tylko nie wypływa to z ich religijej formacji, tylko z innych wpływów - wychowania, naturalnych predyspozycji itp. Chrześcijańska formacja w kierunku miłości musi wynikać z błędu złożycielskiego, czyli z PRZYKAZANIA miłości. Tylko wolna, nieprzykazana, nieprzymuszona miłość jest miłością prawdziwą, ale co wy o tym możecie wiedzieć. Bóg, który przykazuje kochać, tutaj nawet siebie, wymuszając i nawet strasząc, jest żałosny jak jakiś niechciany dupek dobijający się po pijaku do drzwi panny, która go ignoruje.

#855
10-10-2012 10:24
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi Jacek_G
>Tak, widzę to w Pana tekstach - bywa pan bardzo cierpliwy, nie zniża się do retoryki wyśmiewania a to bardzo cenna rzecz. Sam funkcjonuję podobnie, choć pewnie niektórych pana poglądów jak i ks.Popiełuszki nie podzielam, ale o co kruszyć kopię względnie porównywać bliźnich do upośledzonych? Szukanie sobie wrogów zostawmy tym, którzy odnajdują w tym przyjemność. Lepiej zająć się czymś bardziej pożytecznym: rozmową z ukochaną osobą, zabawą z dzieckiem albo przejażdżką rowerem

Zdecydowanie tak!

>Kontynuując wątek - proszę powiedzieć, ma pan lub miał małe dzieci?

Tak, mam jedno małe dziecko i kilkoro dużych.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 Dalej..

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365