Racjonalista - Strona głównaDo treści
Racjonalizm Edyty Stein

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
09-08-2012 11:47Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Racjonalizm Edyty Stein
Ocena 3 na 3
Dokładnie 70 lat temu, 9 sierpnia 1942 roku, w komorze gazowej w Auschwitz została zamordowana Edyta Stein.

Urodziła się we Wrocławiu w rodzinie żydowskiej. W 14 roku życia odrzuciła judaizm i uznała się za ateistkę. Studiowała filozofię u twórcy fenomenologii Edmunda Husserla i została jego asystentką. Sam Husserl w opinii wystawionej po obronie przez nią doktoratu napisał:
"Pani doktor filozofii Edyta Stein (...) zdobyła (...) doktorat z filozofii summa cum laude, a to w oparciu o znakomitą rozprawę (...), która natychmiast po ukazaniu się wzbudziła zainteresowanie specjalistów. (...) Doktor Stein zdobyła rozległe i głębokie wykształcenie filozoficzne, a jej kwalifikacje do samodzielnych badań naukowych i prowadzenia wykładów nie ulegają kwestii. Jeżeli droga kariery uniwersyteckiej miałaby zostać otwarta dla kobiet, to mógłbym na bezwzględnie pierwszym miejscu i jak najgoręcej polecić ją jako kandydatkę do habilitacji."

W trakcie badań fenomenologicznych Edyta Stein poznała filozofię Maxa Schelera: "Było to moje pierwsze zetknięcie z nieznanym mi dotąd światem. Nie doprowadziło mnie jeszcze do wiary, ale otwarło pewien zakres fenomenu, obok którego nie mogłam przejść jak ślepiec. Nie na darmo wpajano nam stale zasadę, abyśmy do każdej rzeczy podchodzili bez uprzedzeń, odrzucając wszelkie "obawy". Jedne po drugich, opadały ze mnie więzy racjonalistycznych przesądów, w jakich wzrastałam nie wiedząc o tym, i nagle stanął przede mną świat wiary." (E. Stein, Dzieje pewnej rodziny żydowskiej, w: Pisma, t. I, Kraków 2000, s. 207)

Przełomowym momentem w jej życiu było przypadkowe natrafienie na Księgę życia Teresy z Avila. Po latach Edyta Stein relacjonowała, że przeczytała to dzieło w ciągu jednej nocy, a gdy skończyła, powiedziała do siebie: "To jest prawda!"

W 1922 roku Edyta Stein przyjęła chrzest. W 1933 roku wstąpiła do zakonu karmelitańskiego.

W lipcu 1942 roku w kościołach Holandii został odczytany list arcybiskupa Jonga z Utrechtu, który zawierał protest Kościoła przeciwko deportacji Żydów. W odpowiedzi niemieccy okupanci wywieźli do obozów koncentracyjnych ochrzczonych Żydów oraz kapłanów i zakonnice pochodzenia żydowskiego. W grupie deportowanych znalazły się także Edyta Stein i jej siostra Róża - dwa tygodnie później zostały zamordowane w Auschwitz-Birkenau.

W jednym z listów Edyty Stein do Romana Ingardena czytamy: "Wydaje mi się, że aby znaleźć się u bram Tajemnicy, musiałby Pan na drodze intelektu dotrzeć najpierw do granic samej ratio. (...) Być może w opisie mej drogi zbyt małą sprawiedliwość oddałam motywowi intelektualnemu. W ciągnącej się latami fazie przygotowawczej jego współudział był zapewne dość znaczny. Decydujące było jednak to, co działo się realnie we mnie samej (proszę: realne dzianie się, nie "uczucie") wespół z konkretnym obrazem życia chrześcijańskiego przekazanego mi w wyrazistych świadectwach (Augustyn, Franciszek, Teresa). Ale w jaki sposób miałabym w paru słowach nakreślić Panu portret owego "realnego dziania się"? To nieskończony świat, który otwiera się całkiem na nowo, gdy zamiast na zewnątrz, zaczyna się wreszcie żyć do wewnątrz. Wszystkie realne rzeczy, z którymi przedtem miało się do czynienia, stają się przezroczyste i zaznacza się odczuwalna obecność sił, które wprawiają je w ruch i stanowią właściwy ich fundament." (Spór o prawdę istnienia. Listy Edith Stein do Romana Ingardena, Kraków 1994, s. 196)
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 Dalej..
#241
18-08-2012 09:39
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi maceox
>Z punktu widzenia umysłu racjonalnie postrzegającego świat o żadnym sacrum niczego nie wiemy, czyli inaczej mówiąc - czegoś takiego nie ma.
Dla racjonalisty jest to oczywiste, dla omawianego Iksińskiego oczywistym jest realne istnienie sacrum.

>Tak, ale nie chodziło mi o różnicę pomiędzy Zeusem a Panem Wołodyjowskim, tylko o to, jak jednego i drugiego odbiera czytelnik.
Ja też o tym. Czytelnik wierzący odbiera rzeczy swej religii inaczej, niż wszystkie inne.

>Ale tu znów: Na jakie całe życie, jeśli większość tego życia odbywa się również w przypadku osób wierzących w zwykłej codzienności - w sferze "profanum", w której religia nie ma znaczenia?
Znów to samo: ma. Niezbywalne, niepodważalne, ale uzależnione od rodzajów obiektów objętych wiarą. Nie próbuj utożsamiać doktryny organizacji z wiarą pojedynczego człowieka - wystarczy, że na tym rozdźwięku jak na smyczy kapłani trzymają wiernych w poczuciu winy.

>Znów tylko od wewnątrz religii patrząc. Tak naprawdę to jest właśnie fikcja vs fikcja, tylko temat nieco inny.
Wierzący nie jest w stanie uznać, że treść jego religii to też fikcja.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.

#242
18-08-2012 10:59
 Ocena 10 na 10
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi Marek Bielecki
.
>>>>Zmienię nieco pytanie, czy jest prawdą że człowiek składa się z ciała i duszy.
>Tak, jest to prawdą.
Jak na razie jest to tylko Pańska wiara w istnienie "duszy", którą dzieli Pan z wieloma ludźmi. Prawdą to będzie, gdy ktoś przedstawi naukowy dowód na jej istnienie. Warto by to zacząć od przedstawienia definicji. Bardzo proszę o przedstawienie definicji tego co kryje się pod tym terminem.

Miłego dnia.

@@@
.

#243
18-08-2012 11:19
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi Marek Bielecki
.
>Są takie osoby, których wiara w jakiejś mierze podpiera się emocjami, ale ja do nich nie należę.
Tu - jak we wszelakich poważnych dyskusjach - opieramy się na powszechnym rozumieniu terminów. pl.wikipedia.org/wiki/Wiara_religijna , bardziej szczegółowo pl.wikiped(*)28chrześcijaństwo)
Gdy ma się jakiś specjalny stosunek do "wiary", to trzeba to opisać:
Do wszelakiej działalności społeczno-politycznej oraz wszystkich idei podchodzę dosyć krytycznie, uważając, że w praktyce życia nie jest możliwe pełne osiągnięcie jakiegokolwiek ideału. Czy mając tak krytyczne podejście do rzeczywistości mogę nazwać się sceptykiem? Chyba nie, gdyż - na przykład - mocno wierzę (lub jestem głęboko przekonanym), że poprawa bytu ludzi społecznie dyskryminowanych jest możliwa. Zgodnie z tym poglądem znajomi "pragmatycy" nazywają mnie wierzącym idealistą. Znowu, z tym określeniem nie zgadzają się ci, którzy wierzą w Boga i nazywają mnie niewierzącym, I już wydawałoby się, że zostałem sklasyfikowany, ale po chwili otrzymuję od nich pytanie: - "Nie wierzysz w Boga? No to trudno, niektórzy już tak mają, ale powiedz - w co wierzysz? Bo wierzyć w "coś" koniecznie trzeba".

Czy koniecznie trzeba wierzyć? Sam nie uważam wiary za rzecz człowiekowi konieczną, a całkowitą niewiarę za rzecz możliwą. Nie będę się tu odwoływać do klasyki, choć oczywiście warto tam sięgać, aż po starożytność, nie mówiąc już o współczesnych, powiem tylko, że właśnie jestem takiej postawy przykładem. Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".

Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym.


Miłego dnia.

@@@
.

#244
18-08-2012 12:55
 Ocena 8 na 8
maruda (5550 punktów)Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi Marek Bielecki
Kolejny raz dałem się nabrać, bo w temacie jest niby informacja o racjonalizmie, a wypowiedziach panuje teologia. Kiedyś już prosiłem by te dziwne terminy które mają wartość tylko teologiczną specjalnie oznaczać, to zmniejszy ilość nieporozumień.

Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Odp: Racjonalizm Edyty Stein

>Jak na razie jest to tylko Pańska wiara w istnienie "duszy", którą dzieli Pan z wieloma ludźmi. Prawdą to będzie, gdy ktoś przedstawi naukowy dowód na jej istnienie. Warto by to zacząć od przedstawienia definicji. Bardzo proszę o przedstawienie definicji tego co kryje się pod tym terminem.

Różni filozofowie w różny sposób określali, czym jest dusza ludzka. Ponieważ ten wątek jest o Edycie Stein, oddajmy jej głos (wszystkie cytaty pochodzą z jej dzieła pt. Byt skończony a byt wieczny); dla analizy antropologicznej przeprowadzonej przez Edytę Stein kluczowe są pojęcia: Ja, dusza, duch i osoba:

"Ja, dusza, duch, osoba - wszystko to łączy się ze sobą wewnętrznie, a przecież każde słowo ma tu swoje wewnętrzne znaczenie nie pokrywające się ze znaczeniem drugiego". Analiza Edyty Stein nie ogranicza się zatem do duszy i ciała jako dwóch składników bytu ludzkiego - idzie dalej i wskazuje na różne wymiary ludzkiego bytu. "Przez Ja rozumiem byt, którego istnieniem jest życie (mianowicie życie nie w znaczeniu kształtowania materii, lecz jako rozwój Ja w istnieniu z niego samego wypływającym) i który w tym istnieniu uświadamia sobie sam siebie.... Ja nie jest równoznaczne z duszą ani z ciałem. «Mieszka» ono w ciele i w duszy, obecne w każdym punkcie, niejako obecne i żywe coś odczuwa... Ponieważ do Ja przynależą, «jego» ciało i «jego» dusza, przeto określenie Ja rozciąga się także na całego człowieka... Czuwające i świadome Ja jest drogą do duszy i jej ukrytego życia, podobnie jak do ciała i jego ukrytego życia wiedzie życie zmysłowe...". "Gdy Ja wyjdzie z pierwotnego przeżycia i uczyni je obiektem (przedmiotem), pierwotna świadomość staje się spostrzeganiem siebie albo spostrzeganiem wewnętrznym... Przez osobę rozumieliśmy Ja świadome i wolne". "Jako forma ciała zajmuje dusza pośrednie stanowisko między duchem a materią, właściwe dla formy rzeczy materialnych. Jako «duch» ma dusza swój byt «w sobie» i może się w osobistej wolności wznieść ponad siebie i przyjąć w siebie życie wyższe. Wypromieniowuje ona swą istotę nie tylko nieświadomie i mimowolnie - w każdym istnieniu duchowym, które przysługuje także niższym stworzeniom - lecz w swej działalności duchowej z całą wolnością osobistą wychodzi z siebie. Jak już podkreśliliśmy, nic chcemy przez to powiedzieć, jakoby w człowieku istniał duch obok duszy. Jedna dusza duchowa (Geistseele) rozwija w wieloraki sposób swe istnienie. Podziału na ciało, duszę i ducha nie należy też brać w sensie podziału na ducha (mens) i zmysłowość, czyli na wyższą i niższą «część» duszy, ani - biorąc pod uwagę samą «część» wyższą - na ducha (rozum, intellectus) jako władzę poznawczą i na wolę. Dusza jest duchem (spiritus) według swej najbardziej wewnętrznej istoty, będącej podstawą jej wszystkich sił".

Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi astrotaurus
Akurat z Tobą o Bogu nie rozmawiałem - byłaby to rozmowa ze ślepym o kolorach. Zapętliłeś się - pytasz o świadectwa, a kilka wpisów wcześniej zacytowałem Edytę Stein, która wskazuje na dwa konkretne nazwiska. Ale dla Ciebie to i tak nie ma znaczenia - tych autorów i tak nie jesteś w stanie zrozumieć.

maceox (6766 punktów)Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi darkside
>Doświadczenie religijne, które religijne sacrum umożliwia, jest uzależnione od stworzenia w człowieku odpowiedniej wyobraźni religijnej. [...]
>Oczywiście, żeby religijność nie została na poziomie potencjału, ale zaczęła żyć, musi nastąpić formacja, dokonywana zwykle przez rodziców. W związku z tym wszystkim, w wielu przypadkach dana jednostka nie jest w stanie zintegrować w pełni wyobrażeń o sobie i świecie bez wyobrażenia Boga. Po prostu, reprezentacja własna musi pozostać w stałej interakcji z reprezentacją Boga, bo ona jest tutaj zwyczajnie konieczna dla podtrzymania tej pierwszej. To nieunikniony mechanizm obronny hamujacy rozpad self i takich osób właściwie nie da się wydobyć z wiary. Wyciągnąć można tylko tych, których self może się wybronić - czyli stworzyć taką swoją reprezentację, która bez reprezentacji Boga się obędzie. Dlatego bój o obronę człowieka musi zacząć się już na poziomie owej wczesnej formacji (blokada, przeniesienie, czy rozwarstwienie poprzez podsuwanie alternatyw), bo potencjał ku religijności ma właściwie każdy. Tworzy go nasza konstrukcja biologiczno - chemiczna (w tym nawet seksualność, preedypalna sytuacja psychiczna dziecka), relacja uczuciowo-emocjonalna z rodzicami, a nawet takie zadziwiające rzeczy, jak okoliczności pierwszych opowieści religijnych czy doświadczeń kościelnych.
Prezentujesz bardzo wnikliwą analizę tego procesu. Na tym tle musze przyznać, że moja teza (jakoby przeżycie religijne było w zasadzie wciągnięciem się w treści religijne, takim jak wciągnięcie w przypadku lektury kryminału) jest zupełnie powierzchowna i nie oddaje należycie wagi problemu. Jakkolwiek mamy w istocie do czynienia z jakąś formą "wciągnięcia", to jednak biorąc pod uwagę cały proces, który w przypadku religii do niego prowadzi - jest to jednak dość różne od chwilowych emocji związanych z byle lekturą. Wygląda na to, że w przypadku religii osoba indoktrynowana uczy się wręcz - niejako - dodatkowego, religijnego języka (i w ogóle postępowania), który wiąże się z jej sposobem myślenia i jej sposobem wyrazu, stając się częścią jej osobowości.

Oczywiście wszystko zależy od intensywności indoktrynacji, a też trochę od własnej podatności. Ja miałem akurat dość otwartych na świat rodziców, dość racjonalnych i bardzo umiarkowanie praktykujących, a samemu nigdy nie chciało mi się chodzić do kościoła i potwornie się w nim nudziłem. Pewne moje zainteresowanie religią nastąpiło dopiero w wieku dorosłym, kiedy wrażenie zrobiły na mnie koncepcje Junga. Przez pewien czas wydawało mi się zatem, że intelektualnie możliwa jest obrona religii, ale w sumie dzięki owemu braku indoktrynacji w dzieciństwie - dość szybko mi to przeszło. I to chyba ta moja własna perspektywa doprowadziła mnie do owej tezy o porównywalności przeżycia religijnego ze zwykłym odbiorem sztuki. Moja zdolność religijna na tyle tylko starcza i najwyraźniej przez chwilę zapomniałem, że te stany mogą być dużo bardziej intensywne lub w każdym razie głębiej zakorzenione.

Wracając do Twojego posta - generalnie jest bardzo przekonujący. Mam jednak pewne wątpliwości co do użytych w nim terminów - i że tak powiem - ich aktualnego naukowego poparcia. Chodzi mi o "self", reprezentację "self", a także o "preedypalną sytuację psychiczną dziecka". Czy na gruncie aktualnej nauki użycie tych pojęć jest uprawnione? Czy przynajmniej obserwacje potwierdzają sensowność wyróżniania tych kategorii przy opisie umysłowości człowieka?

I ogólniej: do jakiego stopnia tezy szkoły psychoanalitycznej (jeśli dobrze dostrzegam źródło owych terminów) mogą się dziś jeszcze utrzymać?


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego

#248
19-08-2012 01:32
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi Marek Bielecki
>Zupełnie nie rozumiem, co masz na myśli, mówiąc o "poddawaniu się nastrojowi" w kontekście wiary. Wiara ma dla mnie tyle samo wspólnego z "nastrojem", co np. siadanie na krześle bez zastanawiania się, czy owo krzesło istnieje lub czy nie rozsypie się ono w proch, kiedy na nim usiądę.
Otóż fakt, że krzesło istnieje potwierdzają nasze zmysły i w szczególności np. praktyka siadania na nim.
Natomiast brak konieczności zastanowienia, czy owo krzesło się nie załamie, wynika z powtarzalności owego empirycznego doświadczenia, które uprawdopodabnia w praktyce tezę, że przy kolejnej okazji krzesło znów wytrzyma.

Tak więc to na podstawie empirycznego doświadczenia i (w związku z jego powtarzalnością) bazującego na nim racjonalnego założenia (że krzesło się nie załamie) siadamy na owym krześle na ogół bezproblemowo.

Tymczasem wiara to jest właśnie przyjmowanie czegoś za prawdę bez empirycznego lub chociażby racjonalnego uzasadnienia.

>Są takie osoby, których wiara w jakiejś mierze podpiera się emocjami, ale ja do nich nie należę.
Ja mam wrażenie, że to już jest naukowo dowiedzione, że człowiek nie jest w stanie myśleć racjonalnie bez emocji ... i czyżby Twoje powyższe świadectwo było tego dowodem?
Antonio Damasio napisał:
"Błąd Kartezjusza" - to fascynująca podróż do wnętrz ludzkiego mózgu, w trakcie której czytelnik odkrywa ten niewidzialny świat tak, jakby widział go własnymi oczami. Książka ta wyrosła z przekonania autora, iż tradycyjne poglądy na naturę umysłu nie mogą być słuszne - Damasio kwestionuje więc dogmat sprzeczności między emocjami i racjonalnymi decyzjami i określa właściwą rolę uczuć w funkcjonowaniu człowieka.

>> I jeśli cokolwiek jest transcendentalne - to właśnie ta niewiedza.
>To ciekawe - wyjąłem to Twoje zdanie z kontekstu (co być może zmieniło trochę jego znaczenie) i w tej formie wydaje mi się ono bliskie prawdy...
Tak, tylko że to zdanie było poetyckie, a autor zdaje sobie sprawę z jego absurdalności. Jeśli mamy do czynienia z brakiem wiedzy, to żadne przymiotniki nie są w stanie owego braku wiedzy zamienić w jakąkolwiek formę prawdy, poza tą, że niczego się w tym aspekcie po prostu nie wie. Istotnie - wszystkie religie bazują na niewiedzy - gdybyśmy wszystko wiedzieli - byłyby zupełnie niepotrzebne.

Tak przy okazji: prawda to tylko zgodność idei ze światem materialnym, natomiast Prawda przez duże "P" to idea absolutna. W jaki sposób jakakolwiek idea może być absolutna, skoro powstaje tylko w ludzkiej głowie?


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego

darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi maceox
>Wracając do Twojego posta - generalnie jest bardzo przekonujący. Mam jednak pewne wątpliwości co do użytych w nim terminów - i że tak powiem - ich aktualnego naukowego poparcia. Chodzi mi o "self", reprezentację "self", a także o "preedypalną sytuację psychiczną dziecka". Czy na gruncie aktualnej nauki użycie tych pojęć jest uprawnione?

Na gruncie psychologii religii Psychologia jak psychologia, ale..

>Czy przynajmniej obserwacje potwierdzają sensowność wyróżniania tych kategorii przy opisie umysłowości człowieka?

No np. dwudziestoletnie Rizzutto. Kobieta religijna, ale tym się proszę nie zrażać.

>I ogólniej: do jakiego stopnia tezy szkoły psychoanalitycznej (jeśli dobrze dostrzegam źródło owych terminów) mogą się dziś jeszcze utrzymać?

Jak widzisz z linków, mogą, ale wiadomo jaki to jest grunt, dla wielu śliski, dla mnie też, więc pewien dystans jest konieczny, ale temat ciekawy. Co do self.

#250
19-08-2012 12:46
 Ocena 5 na 5
astrotaurus (12445 punktów)Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi Marek Bielecki
>Akurat z Tobą o Bogu nie rozmawiałem - byłaby to rozmowa ze ślepym o kolorach.
Ech, byle ciura z Armii Rydzyka jest nauczony tego sloganu, a zamiłowanie religijnych do powtarzania głupstw znane jest od dawna. Nie rozmawiasz ze ślepym o kolorach tyko z przytomnie patrzącym na świat o Twoich urojeniach - problem w tym, że Twoje upośledzenie poznawcze nie pozawala Ci dostrzec, że to urojenia.

>Zapętliłeś się - pytasz o świadectwa, a kilka wpisów wcześniej zacytowałem Edytę Stein, która wskazuje na dwa konkretne nazwiska. Ale dla Ciebie to i tak nie ma znaczenia - tych autorów i tak nie jesteś w stanie zrozumieć.
Nie wykręcaj się sianem. Tylko chęć wymigania się od jakichkolwiek wyjaśnień może pozwalać Ci sądzić, że wyznanie wiary Stein czy Bieleckiego jest odpowiedzią na moje nagabywania. Z wiarą dyskusji nie ma, a i czasu skoda (skąd my to znamy?) zatem fakt Twojej wiary nie jest argumentem ani nawet przedmiotem rozmowy. Pytam o wyjaśnienie, o uzasadnienie jak czyjeś nawiedzenie awansuje w Twoich oczach do roli opisu świata rzeczywistego.
Wiem, że KRK dysponuje ogromną ilością świadectw i objawień, ale nawet jego hierarchia nie nakazuje wiary w prywatne objawienia katolików. I wiem, że wszystkie religie podobną masą rozporządzają. I wiem, że nic z tych poronionych historyjek nie funkcjonuje w nauce czy w innych religiach jako przyczynek nawet do tworzenia poprawnego opisu świata.

Możesz przedstawić jedno, czyjekolwiek, najbardziej wartościowe świadectwo doświadczenia religijnego z uzasadnieniem jego aspiracji do roli opisu świata rzeczywistego, a nie tylko opisu przeżyć delikwenta.
I masz przedstawić wyjaśnienia w kwestii uwzględniania przez racjonalistkę Stein i racjonalistę Bieleckiego doświadczeń ludzi innych religii, doświadczeń związanych z innymi Bogami świata, niż Bóg katolicki.

Gdybyście potrafili opatrywać uczciwie i po prostu swe wszystkie bzdety przymiotnikiem "katolicki"... ech...


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.

#251
19-08-2012 13:09
 Ocena-1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi maceox
>>Zupełnie nie rozumiem, co masz na myśli, mówiąc o "poddawaniu się nastrojowi" w kontekście wiary. Wiara ma dla mnie tyle samo wspólnego z "nastrojem", co np. siadanie na krześle bez zastanawiania się, czy owo krzesło istnieje lub czy nie rozsypie się ono w proch, kiedy na nim usiądę.
>Otóż fakt, że krzesło istnieje potwierdzają nasze zmysły i w szczególności np. praktyka siadania na nim.
>Natomiast brak konieczności zastanowienia, czy owo krzesło się nie załamie, wynika z powtarzalności owego empirycznego doświadczenia, które uprawdopodabnia w praktyce tezę, że przy kolejnej okazji krzesło znów wytrzyma.
>Tak więc to na podstawie empirycznego doświadczenia i (w związku z jego powtarzalnością) bazującego na nim racjonalnego założenia (że krzesło się nie załamie) siadamy na owym krześle na ogół bezproblemowo.
>Tymczasem wiara to jest właśnie przyjmowanie czegoś za prawdę bez empirycznego lub chociażby racjonalnego uzasadnienia.

Jak dla mnie, materiału empirycznego i racjonalnych uzasadnień dla wiary jest aż nadto. Przy czym wiara nie jest prostym skutkiem empirycznych lub racjonalnych uzasadnień - empiria i rozum podprowadzają nas na odległość jednego kroku od wiary, a wtedy pozostaje jeszcze zrobienie "jednego kroku nad przepaścią", który jest aktem czystej wiary.

Kwestia wiary i kwestia krzesła mają jeden element wspólny - tym elementem jest subiektywna PEWNOŚĆ (a nie prawdopodobieństwo).

Mod:
Kasuj zbędne cytowania.


#252
19-08-2012 13:34
 Ocena 7 na 7
astrotaurus (12445 punktów)Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi Marek Bielecki

>Jak dla mnie, materiału empirycznego i racjonalnych uzasadnień dla wiary jest aż nadto.
No ba! Dla katolika katolickiego materiału i katolickich uzasadnień, dla ... etc.

>Przy czym wiara nie jest prostym skutkiem empirycznych lub racjonalnych uzasadnień
No ba! Wiara jest prostym skutkiem indoktrynacji. Lokalnej.

>empiria i rozum podprowadzają nas na odległość jednego kroku od wiary,
Bełkot. Was na pewno nie, wy jesteście utopieni i was nie idzie odprowadzić nawet na krok od waszego upośledzenia.

>a wtedy pozostaje jeszcze zrobienie "jednego kroku nad przepaścią", który jest aktem czystej wiary.
O to to, można pieprzyć do woli o materiale empirycznym, uzasadnieniach ale chodzi tylko o wiarę.

Ale może ja się mylę, może potrafisz coś bliżej powiedzieć jak to robić, jak wziąć pod uwagę rozumową całą wiedzę o świecie z jego wszystkimi religiami aby stwierdzić, że się jest krok od wiary i że/czy jest się gotowym do kroku w przepaść głupoty?

Miły Marku Bielecki, produkujesz bełkot, nic więcej. Tak samo jak Stein i inni - bełkot mający zamaskować upodlenie waszych umysłów, usprawiedliwić głupotę wiary w jedną z bezliku idiotycznych bajek. Produkujesz bełkot by uśpić czujność fizyka Bieleckiego, który zduszony w ciemnych czeluściach Twego umysłu skomle: "Nie rób mi tyle obciachu!"

>Kwestia wiary i kwestia krzesła mają jeden element wspólny - tym elementem jest subiektywna PEWNOŚĆ (a nie prawdopodobieństwo).
Tyle że w przypadku krzesła zawsze jest szansa, że się pierdutnie na glebę, a w przypadku wary takiej szansy być nie może - z defincji wiary


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.

Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi maceox

> Jeśli mamy do czynienia z brakiem wiedzy, to żadne przymiotniki nie są w stanie owego braku wiedzy zamienić w jakąkolwiek formę prawdy, poza tą, że niczego się w tym aspekcie po prostu nie wie.

To, co napisałeś, kojarzy mi się polecanym przez Edytę Stein Janem od Krzyża:

"Gdyby więc komuś opowiadano o rzeczach, których nigdy nie znał i nie widział im podobnych, nie więcej będzie o nich wiedział niż gdyby o nich mu nic nie mówiono. (...) Taką rolę spełnia wiara wobec duszy, mówiąc nam o rzeczach, których nigdy nie widzieliśmy i nie zrozumieliśmy ani w samych sobie, ani w podobieństwie, bo ich nie mają. Nie mamy więc w wierze światła poznania naturalnego, bo jej prawdy nie są współmierne do żadnego zmysłu. (...) Wszelką wiedzę zdobywa się przez światło rozumu, lecz wiedzę wiary zdobywa się bez światła rozumu (...)" (Jan od Krzyża, Droga na Górę Karmel, II, 3)

#254
19-08-2012 15:33
 Ocena 8 na 8
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi Marek Bielecki
>wiedzę wiary zdobywa się bez światła rozumu (...)" (Jan od Krzyża, Droga na Górę Karmel, II, 3)

O, widzisz - tak trzeba było od razu .


Zdenerwowałam się, że prowadzę. (Natalia Pacierpnik, kajakarka górska)

#255
19-08-2012 18:42
 Ocena 3 na 3
MarcinK (9189 punktów)Odp: Racjonalizm Edyty Stein
W odpowiedzi big_zyd
>>wiedzę wiary zdobywa się bez światła rozumu (...)" (Jan od Krzyża, Droga na Górę Karmel, II, 3)
>O, widzisz - tak trzeba było od razu .

I jeszcze potwierdzenie:

Cytat:
"Gdyby więc komuś opowiadano o rzeczach, których nigdy nie znał i nie widział im podobnych, nie więcej będzie o nich wiedział niż gdyby o nich mu nic nie mówiono.


Ibidem.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 Dalej..

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365