 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 04-11-2014 15:09 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | Pytania do wierzących?
12 na 12 | . Zainspirował mnie pan Jacek Przypadek swoim wątkiem - "Pytania do niewierzących?I pomyślałem, iż dobrze by było też zadać pytania odwrotne: Proponuję, aby fideiści z naszego forum ujawnili się i napisali co mogłoby skłonić ich do odrzucenia swojej wiary i przyjęcia światopoglądu racjonalistycznego opartego na dorobku nauki. Moim zdaniem, u dorosłych ludzi o ukształtowanym światopoglądzie taka możliwość praktycznie prawie nie istnieje. Uważam też, iż nie mogą podjąć tu racjonalnej dyskusji, gdyż wiara już w założeniu jest irracjonalna. Z wiarą nie ma dyskusji, gdyż nikt wierzącego nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej. Prawdziwie i głęboko wierzący w swoje racje (swoją religię) jest całkowicie nieprzemakalny na racjonalne argumenty. Choć odwrotnie wierzący ze wszystkich swoich sił i możliwości chcą aby innowiercy potwierdzili ich wiarę. Chcą nawrócić wykształconego ateistę. A wiec przychodzą na "Ateista.pl" czy "Racjonalista.pl" i próbują nawracać. Ale to przynosi dla nich odwrotny efekt bo ateiści potęgują ich wątpliwości. Człowiek wierzący w rozmowie z ateistą czuje się tak jakby go ateista chciał zabić. Bo kiedy wierzący straci wiarę to straci życie po śmierci. A wiec ludzie którzy chcą wierzyć są bardzo agresywni i wulgarni w rozmowie z ateistami. Oni muszą nas koniecznie nawrócić na ich wiarę, a do tego koniecznym jest im obniżenie poziomu intelektualnego rozmów, gdyż na poziomie racjonalistycznego forum nie dają sobie rady. Sadzę też, że zrozumienie wiary przez niewierzących jest bardzo trudne, aczkolwiek większość z klasyków religioznawstwa była i jest ludźmi wierzącymi, a znaczna ich część wprost kapłanami i już choćby dlatego rozumieli oni przedmiot swojego zainteresowania i teraz na podstawie studiów nad ich dorobkiem zrozumienie postawy fideistycznej jest możliwym. Natomiast odwrotnie na podstawie całej dotychczas poznanej literatury przedmiotu oraz wypowiedzi wierzących - choćby tylko z naszego forum - uważam, że zrozumienie przez wierzących racjonalnych ateistów, "dla których jakakolwiek wiara nie jest do niczego potrzebna" - jest wprost niemożliwym. Wierzący, nawet ci z wyższej intelektualnie półki, nie potrafią - w swoim "rozumieniu" - wyjść poza prymitywne epitety: www.racjon(*)m.php/z,0/d,8/s,618781#w619290www.racjonalista.pl/forum.php/s,578650#w578699Powtarzam: Co mogłoby skłonić Was do odrzucenia swojej wiary i przyjęcia światopoglądu racjonalistycznego opartego na dorobku nauki? Myślę, iż nie muszę Was ośmielać, gdyż jak Sami piszecie, Wy żadnej dyskusji się nie boicie!@@@ . | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
8 na 10 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | Pytanie nie do mnie, ale mały komentarz wtrącę...
> Z wiarą nie ma dyskusji, gdyż nikt wierzącego nie przekona (...) gdy on wierzy inaczej.
Zawsze można próbować przenieść rozmowę o jeden poziom abstrakcji wyżej i nie rozmawiać o tym w co się wierzy, ale o samej wierze - i zasiać wątpliwości, czy droga wiary jest na pewno dobrym źródłem zdobywania wiedzy o świecie (brak możliwości falsyfikacji skutkuje łatwością omyłki/oszustwa).
> Prawdziwie i głęboko wierzący w swoje racje (swoją religię) jest całkowicie nieprzemakalny na racjonalne argumenty.
Istotnie, gorzej gdy wśród przekonań "uzasadnionych" wiarą jest także "wiara w wiarę" - przekonanie o tym, że wiara jest czymś dobrym/pożądanym. Wciąż jednak można próbować wskazać na problem błędnego koła w uzasadnianiu wiary wiarą.
> ludzie którzy chcą wierzyć są bardzo agresywni i wulgarni w rozmowie z ateistami
A tego akurat nie zauważyłem, pewnie mało spostrzegawczy jestem. W każdym razie - "strona niewierząca" też ma swoje za uszami... Nie szukałbym braków w kulturze tylko po jednej stronie "barykady".
Z pozdrowieniami.
|
|
 | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . > Pytanie nie do mnie, ale mały komentarz wtrącę...Uważam też, iż [wierzący] nie mogą podjąć tu racjonalnej dyskusji, gdyż wiara już w założeniu jest irracjonalna. Z wiarą nie ma dyskusji, gdyż nikt wierzącego nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej.> Zawsze można próbować przenieść rozmowę o jeden poziom abstrakcji wyżej i nie rozmawiać o tym w co się wierzy,Jakoś dla mnie przedmiot wiary jest dalece wtórnym, gdyż i religii znamy wiele i każdy z wierzących wierzy - choć trochę - w coś innego oraz ma inny stosunek do wiary. Tak gdzieś - od "raczej skłaniam się ku wierze", po "wierzę głęboko, bez wątpliwości i zastrzeżeń". Dlatego też pytanie w wątku dotyczyło właśnie wiary i wierzących. > ale o samej wierze - i zasiać wątpliwości, czy droga wiary jest na pewno dobrym źródłem zdobywania wiedzy o świecie (brak możliwości falsyfikacji skutkuje łatwością omyłki/oszustwa).Od samego początku zainteresowania religioznawstwem bardzo mnie interesowała właśnie "sama wiara", gdyż właśnie w tej psychologicznej postawie poznania i zrozumienia rzeczywistości dostrzegam najwięcej zła, a nie w religiach/ideologiach. www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,402869#w403345www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,555861#w556535Prawdziwie i głęboko wierzący w swoje racje (swoją religię) jest całkowicie nieprzemakalny na racjonalne argumenty.> Istotnie, gorzej gdy wśród przekonań "uzasadnionych" wiarą jest także "wiara w wiarę" - przekonanie o tym, że wiara jest czymś dobrym/pożądanym.Jakoś wśród wierzących nie napotkałem poglądu, iż wiara jest czymś niepożądanym. Czymś co można, a tym bardziej należy, odrzucić. > Wciąż jednak można próbować wskazać na problem błędnego koła w uzasadnianiu wiary wiarą.Można skutecznie? Gdyż moim zdaniem podejmowane próby są tak nieskuteczne, że aż nieracjonalne, ale może Pan ma inne doświadczenia? [Ludzie wierzący] Chcą nawrócić wykształconego ateistę. A wiec przychodzą na "Ateista.pl" czy "Racjonalista.pl" i próbują nawracać. Ale to przynosi dla nich odwrotny efekt bo ateiści potęgują ich wątpliwości. Człowiek wierzący w rozmowie z ateistą czuje się tak jakby go ateista chciał zabić. Bo kiedy wierzący straci wiarę to straci życie po śmierci. A wiec ludzie którzy chcą wierzyć są bardzo agresywni i wulgarni w rozmowie z ateistami.> A tego akurat nie zauważyłem, pewnie mało spostrzegawczy jestem.Wszyscy jesteśmy subiektywni, mamy własne poglądy i doświadczenia. Moje doświadczenie życiowe mówi mi, iż w większości przypadków brak merytorycznych argumentów przy świętej wierze we własną rację budzi agresję. Podobnie twierdzi psychologia, będąca jakąś tam wiedzą o człowieku, ale Pan może tego nie dostrzegać. > W każdym razie - "strona niewierząca" też ma swoje za uszami...Zupełnie nie rozumiem o czym Pan tu pisze Że wśród ateistów i racjonalistów są też mało kulturalni głupcy? Tak, to przecież oczywiste. Że Bogusławski uniżenie nie nadstawia atakującym go fideistom drugiego policzka, ależ tak, nawet czasem w ramach rewanżu wali wprost na odlew i sprawia mu satysfakcję wykazywanie ich głupoty. Ale tak ma Pan rację - "'strona niewierząca' też ma swoje za uszami...." Lecz już odchodząc od osobistych doświadczeń, to Panu może się podobać: www.racjon(*)m.php/z,0/d,8/s,618781#w619290www.racjonalista.pl/forum.php/s,578650#w578699A mnie nie bardzo się podoba. > Nie szukałbym braków w kulturze tylko po jednej stronie "barykady".Czyżbym kogokolwiek do tego namawiał? Choć ja zdecydowanie większe braki w tolerancji i kulturze dostrzegam wśród wierzących. Jakoś chyba zdecydowanie mniej dręczyli innych ludzi sceptycy w imię swojego zwątpienia. > Z pozdrowieniami.Wzajemnie. @@@ .
|
|
4 na 4 bass (4786 punktów) (zablokowany) | Z osoba wierzącą nie ma co dyskutować, gdyż przeciwko przekonaniu, że "ateista to taki twór podstawiony przez Szatana, aby przetestować wiarę w Boga" - nie ma argumentów. Dlatego nie wymagam od wierzacego, by się tłumaczył, a w końcu porzucił wiarę, tylko jedynie tego, by mnie nie ewangelizował i nie wtrącał się do życia niewiernych. Tylko tyle i aż tyle. A poza tym wydaje mi się, że do dyskusji o Bogu nie nadaja się ani religianci (ci nie maja wątpliwości), ani ateiści (którzy koncepcję Boga uznaja za nieprzydatną i niepotrzebną), tylko agnostycy. Może oni się odezwą?
|
|
 | 1 na 1 | starog (359 punktów) | > Z osoba wierzącą nie ma co dyskutować, gdyż przeciwko przekonaniu, że "ateista to taki twór podstawiony przez Szatana, aby przetestować wiarę w Boga" - nie ma argumentów.Moim zdaniem argumenty są. Wystarczy zadawać odpowiednie pytania w odpowiedniej kolejności... np: - czy wiesz skąd pochodzi słowo "szatan", i czy wiesz, że pierwotnie określało kogoś kto oskarża? ( pl.wikipedia.org/wiki/Szatan ) - czy ktoś, kto kłamie ... jest dobry, czy zły? - czy wiesz, że "szatan" powiedział Ewie prawdę - zjesz owoc i na pewno nie umrzesz. - czy wiesz, że "bóg" okłamał Ewę - zjesz i na pewno umrzesz. (Ewa nie umarła) - ... etc. Oczywiście są to proste, czy wręcz prostackie sposoby ... "dyskutowania", lecz z mojego doświadczenia - najbardziej przekonujące (skuteczne?). Nie umniejszam rzecz jasna wkładu jak i koncepcji prowadzenia tego Forum przez ... [...] Podpowiadam jedynie, że coraz częściej na to Forum zaglądają coraz to nowi i młodzi ludzie. (brutalne wpisy - choć słuszne - mogą przynosić skutek odwrotny) > Dlatego nie wymagam od wierzacego, by się tłumaczył, a w końcu porzucił wiarę, tylko jedynie tego, by mnie nie ewangelizował i nie wtrącał się do życia niewiernych. Tylko tyle i aż tyle.Zwykli - prości ludzie, tzw. "wierzący" nie wtrącają się zazwyczaj do życia ludzi "niewierzących". ( może z wyjątkiem Św.Jehowy) Problem stanowią ludzie inteligentni, wykształceni, którzy dla pieniędzy?, władzy?.. będą propagowali wszystko, co może przynieść wymierną korzyść. A zatem, może już czas aby naciągaczy zacząć nazywać ... naciągaczami?
|
|
 | 3 na 3 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > A poza tym wydaje mi się, że do dyskusji o Bogu nie nadaja się ani religianci (ci nie maja wątpliwości), ani ateiści (którzy koncepcję Boga uznaja za nieprzydatną i niepotrzebną), tylko agnostycy. Może oni się odezwą?
Agnostycy, którzy z definicji nie potrafią się zdecydować i są przekonani o niewystarczalności jakichkolwiek argumentów? Nadają się do luźnej rozmowy, ale raczej nie do dyskusji.
Religie powstały i istnieją, by sprawnie rządzić durniami i czerpać zyski z ich głupoty. W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
|  | 1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | >Agnostycy, którzy z definicji nie potrafią się zdecydować i są przekonani o niewystarczalności jakichkolwiek argumentów?
Myślę, że Twoja uwaga odnosi się do agnostyków, którzy np. wiedzą o tym, co zostało napisane w Piśmie Świętym, znają mniej więcej nauczanie tego czy innego kościoła i uważają, że nie wiadomo, jak to tam naprawdę było. Też uważam taką postawę za intelektualnie ułomną - moim zdaniem doprawdy nie potrzeba żadnych więcej argumentów niż te, których aż nadto dostarczyła historia, by spokojnie i w zgodzie z własnym sumieniem zanegować istnienie Boga w każdej z jego postaci wyobrażonych i opisanych w poszczególnych religiach.
Natomiast jeśli chodzi o to, czy jakiś jeden fundament (niekoniecznie Bóg osobowy) dla całego świata istnieje - nie wiem i nikt tego nie wie, czy jest, czy go nie ma. I fizycy też starają się dociec tego, czy różne teorie dotyczące poszczególnych pól oddziaływań uda się połączyć w jakąś Wielką Unifikację. Mój agnostycyzm wyraża się w tym, że pewne pytania pozostaną najprawdopodobniej na zawsze poza zasięgiem rozumu, i nie jest to wyraz pogardy dla tego najwspanialszego narzędzia, ale raczej chłodnej oceny jego ograniczeń. I nie tyczy się to tylko kwestii Boga. Taki Bóg, który by nas "interesował", niewątpliwie niestety jest już tylko postacią literacką.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
4 na 4 | krisoof (115 punktów) | Pewnie nie o takich wierzących jak ja Panu chodziło, ale uważam się za wierzącego ( choć znacznie lepiej dogadującego się z ateistami) więc powiem co mnie przekonałoby do ateizmu. Jestem panteistą tzn. wierzę że Absolut/Bóg tożsamy jest ze światem. W żadnym punkcie nie neguję światopoglądu naukowego, a nawet często go bronię. Jestem gotów zostać ateistą, jeśli: - nauka dowiedzie ponad wszelką wątpliwość, że świat powstał bez przyczyny lub znajdzie przyczynę, którą nie będzie Bóg - ktoś wytłumaczy mi łopatologicznie w jaki sposób ewolucja działa "sama z siebie" tzn skąd organizm "wie" jak ma ewoluować by dostosować się do zmieniających się warunków ( wiem, głupio to brzmi, ale inaczej niż obrazowo nie umiem tego określić). - jak powstało życie jeśli nikt go nie stworzył - no i w ogóle jak to możliwe że Wszechświat tak ewoluował od najprostszej formy po Big Bangu aż do obecnej postaci - nauka wyjaśni wszystkie niewyjaśnione dotąd zjawiska "paranormalne" ( wiem, jeśli czegoś nie wiemy, nie znaczy że stoi za tym Bóg) Pewnie odniesie Pan wrażenie, że mój Bóg to zapchajdziura jak to mówi Dawkins i ma Pan rację. Jednak jeśli Panu albo innym forumowiczom uda się te dziury zapchać tu w tym wątku, to zostanę ateistą choćby jutro. Mam nadzieję że nie wyszedłem na ignoranta  Pozdrawiam
|
|
 | 5 na 5 | mrgonzo (633 punktów) | ewolucja = zmiana = mutacje DNA - przypadkowość = promil przydatnych - przeżywalność prościej nie potrafię
dookoła nas zachodza skomplikowane procesy i jest ich bardzo wiele... żaden bóg nie trzyma palucha swojego i ich nie kontroluje
czy skoro nauka nie potrafi odpowiedzić na wszystkie pytania to religie potrafią i potrzebny jest do tego bóg? Koncepcja boga by wszystko wokół nas działało jak działa jest po prostu zbędna.
|
|
|  | 1 na 1 | krisoof (115 punktów) |
> dookoła nas zachodza skomplikowane procesy i jest ich bardzo wiele...Ale DLACZEGO zachodzą, co jest ich przyczyną I dlaczego są takie a nie inne? > czy skoro nauka nie potrafi odpowiedzić na wszystkie pytania to religie potrafią i potrzebny jest do tego bóg?Nie są bo religie to wytwór kultury tak jak mity greckie,dlatego żadnej religii nie wyznaję ale w jakąś formę transcendencji wierzę. Wiem że to że nauka nie potrafi to nie znaczy że bóg, ja tylko napisałem co musiałoby się stać, bym z czystym sumieniem został ateistą
|
|
| |  | 1 na 1 | mrgonzo (633 punktów) | mutacje zachodzą bo taka jest zasada życia zapisdana w DNA, przy podziałach komórek lub łączeniach albo przez wirusy DNA się tasuje , powstają zmiany (duuża ilość) w wiekszosci neutralne w wiekszości śmiertelne lub skracające życie nowej komórki, mały promil jest jakoś przydatny w środowisku i ten zmieniony DNA się utrwala w populacji
wiesz ile jest chorób genetycznych u samych tylko ludzi? nowotwory to tez negatywny skutek mutacji DNA ewolucja = zmiana
musisz zrozumieć, kod DNA przekładający się na budowe białek i komórek , a te tkanek
jeżeli miałbym uwierzyć to w Stwórcę Wszechświata to takiego który nie ingeruje w świat albo ingeruje wyjątkowo rzadko i złośliwie... i w ogóle wychodzi na to że jest złośliwy zrobił sobie taki Big Brother z nudów w skali planety a jak się poczyta Święte Pisma to wychodzi tyran, despota schizofrenik i zamordysta
|
|
 | 5 na 5 | Domeru (533 punktów) | >Pewnie odniesie Pan wrażenie, że mój Bóg to zapchajdziura jak to mówi Dawkins i ma Pan rację.
A tak z czystej ciekawości - do czego jest Ci potrzebny brak dziury?
|
|
|  | 1 na 1 | krisoof (115 punktów) |
>A tak z czystej ciekawości - do czego jest Ci potrzebny brak dziury? Cóż, brak dziury przydałby się i mnie, i Wam po to byśmy wiedzieli na czym stoimy. Bo, jeśli dobrze rozumiem, uważacie, że nie macie wystarczających dowodów na istnienie Boga i w porządku, ja to szanuje. Nie powiesz mi jednak że nie byłoby fajnie mieć stuprocentowej pewności że się nie mylicie. Tę pewność da Wam i mnie brak dziur ( o ile taki moment kiedykolwiek nastąpi)
|
|
| |  | 4 na 4 | Domeru (533 punktów) | >>A tak z czystej ciekawości - do czego jest Ci potrzebny brak dziury? >Cóż, brak dziury przydałby się i mnie, i Wam po to byśmy wiedzieli na czym stoimy.
Rozumiem - a zatem wypełnienie dziury w posiadanej wiedzy pierwszymi lepszymi wyssanymi z palca bredniami prowadzi do poszerzenia owej wiedzy... No cóż, to ja jednak wolę proste, uczciwe "nie wiem".
> Bo, jeśli dobrze rozumiem, uważacie, że nie macie wystarczających dowodów na istnienie Boga i w porządku, ja to szanuje.
Wystarczających dowodów? Ja się jak dotąd nie spotkałem nawet z najdrobniejszymi przesłankami.
> Nie powiesz mi jednak że nie byłoby fajnie mieć stuprocentowej pewności że się nie mylicie. Tę pewność da Wam i mnie brak dziur ( o ile taki moment kiedykolwiek nastąpi)
No więc mi by nie było fajnie. Ale mniejsza z tym, ważne jest coś innego - czy każdą dziurę w dowolnej dziedzinie wiedzy zapychasz w ten sposób? Czyli czy tworzysz sobie bezpodstawnie jakieś niestworzone historie za każdym razem, kiedy czegoś nie wiesz? Na przykład "Nie wiem jak zsiada się mleko, więc wymyślę sobie szczające do niego krasnoludki. Co prawda nie ma żadnych podstaw, żeby to miało cokolwiek wspólnego z rzeczywistością, ale fajnie jest wiedzieć, więc...". Czy może jednak ta potrzeba zapychania na siłę dziur czymkolwiek pojawia się tylko czasem, w odniesieniu do niektórych spraw? A jeśli tak, to czy zastanawiałeś się dlaczego akurat w odniesieniu do tych a nie do innych?
|
|
| | |  | 1 na 1 | krisoof (115 punktów) |
>Rozumiem - a zatem wypełnienie dziury w posiadanej wiedzy pierwszymi lepszymi wyssanymi z palca bredniami prowadzi do poszerzenia owej wiedzy... No cóż, to ja jednak wolę proste, uczciwe "nie wiem". Niepotrzebna ta złośliwość. Nie, nie są to brednie wyssane z palca, ja tylko nie wykluczam możliwości, że stoi za tym jakaś transcendencja, ale nie twierdzę, że tak jest i jak tylko nauka wypełni jakąś lukę to ja to przyjmę.
>No więc mi by nie było fajnie. Ale mniejsza z tym, ważne jest coś innego - czy każdą dziurę w dowolnej dziedzinie wiedzy zapychasz w ten sposób? Czyli czy tworzysz sobie bezpodstawnie jakieś niestworzone historie za każdym razem, kiedy czegoś nie wiesz? Na przykład "Nie wiem jak zsiada się mleko, więc wymyślę sobie szczające do niego krasnoludki. Co prawda nie ma żadnych podstaw, żeby to miało cokolwiek wspólnego z rzeczywistością, ale fajnie jest wiedzieć, więc...". Czy może jednak ta potrzeba zapychania na siłę dziur czymkolwiek pojawia się tylko czasem, w odniesieniu do niektórych spraw? A jeśli tak, to czy zastanawiałeś się dlaczego akurat w odniesieniu do tych a nie do innych? Wiem jak zsiada się mleko, więc znów niepotrzebna złośliwość. Nie jestem nawiedzonym frondziarzem, który przyszedł tutaj nawracać ateistów, a tak mnie potraktowałeś. Jeśli czegoś nie wiem, sięgam do nauki,a dopiero kiedy ona nie daje odpowiedzi - tymczasowo i prowizorycznie wstawiam tam transcendencję/Boga/Absolut itp z założeniem że nauka ma pierwszeństwo więc jeśli nauka kiedyś wyjaśni to czego teraz jeszcze nie wyjaśnia to "usunę" stad tego Boga
|
|
| |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . A tak z czystej ciekawości - do czego jest Ci potrzebny brak dziury?> Cóż, brak dziury przydałby się i mnie, i Wam po to byśmy wiedzieli na czym stoimy.Rozumiem, że Pana satysfakcjonuje intelektualnie Bóg-Zapchajdziura. Mnie jakoś nie bardzo i wystarcza mi "999 promili naukowej pewności, że żaden świat nadprzyrodzony nie istnieje, a w tym jednym promilu to jestem agnostykiem. Ten symboliczny promil pozostawiam na cały świat nadprzyrodzony. Łącznie z krasnalami, trollami i św. Mikołajem."www.racjon(*).php/z,0/d,35/s,562660#w567831> Bo, jeśli dobrze rozumiem, uważacie, że nie macie wystarczających dowodów na istnienie Boga i w porządku,To źle Pan rozumie. W nauce (science) nikt nie zaprezentował spójnej definicji Boga oraz nie postawił tezy o jego istnieniu i przedstawił jej pod weryfikację. Gdy Pana to interesuje, to może być Pan pierwszym. Zaś nauka nie zajmuje się dowodami "na nieistnienie" i to czegokolwiek, gdyż jest to działanie pozbawione naukowego sensu. > ja to szanuje.To Pańska sprawa i Pański kłopot. > Nie powiesz mi jednak że nie byłoby fajnie mieć stuprocentowej pewności że się nie mylicie.Na podstawie całego dorobku nauk przyrodniczych mam praktycznie 100% pewność, iż żadna nadrzeczywistość nie istnieje. Teoretycznie, ze względów metodologicznych, pozostawiam promil niepewności.> Tę pewność da Wam i mnie brak dziur ( o ile taki moment kiedykolwiek nastąpi) I to jest najcudowniejsze w nauce. Świat jest za pomocą ludzkich zmysłów - uzbrojonych w narzędzia intelektualne i materialne - poznawalny, aczkolwiek najprawdopodobniej nigdy nie poznany. Nowe odpowiedzi rodzą nowe pytania. @@@ .
|
|
 | 1 na 1 | Episode_2 (3284 punktów) | >Jestem panteistą tzn. wierzę że Absolut/Bóg tożsamy jest ze światem. Jestem gotów zostać ateistą, jeśli: >- nauka dowiedzie ponad wszelką wątpliwość, że świat powstał bez przyczyny lub znajdzie przyczynę, którą nie będzie Bóg Nie bardzo wiem, jak sobie wyobrazić Twój model. Jeśli Bóg jest tożsamy ze światem, to w jaki sposób Bóg stworzył świat, czyli sam siebie? I dlaczego musiał się stworzyć, a nie mógł sam powstać?
|
|
|  | | krisoof (115 punktów) |
>Nie bardzo wiem, jak sobie wyobrazić Twój model. >Jeśli Bóg jest tożsamy ze światem, to w jaki sposób Bóg stworzył świat, czyli sam siebie? I dlaczego musiał się stworzyć, a nie mógł sam powstać? To bardzo dobre pytanie. Otóż to jest tak, że nie jestem ateistą z powodu tych luk w wiedzy (częściowo moich, a częściowo są to po prostu jeszcze nie wyjaśnione przez naukę rzeczy) o których tutaj już pisałem. Nie neguję jednak tego co jest już naukowo dowiedzione. Staram się swój fideizm połączyć ze światopoglądem naukowym a panteizm no i jeszcze ewentualnie pandeizm są jedynym poglądami, które mi na to pozwalają. Gdybym bowiem przyjął istnienie Boga "poza" Wszechświatem, byłoby to sprzeczne ze scjentyzmem zgodnie z którym nie istnieje nic poza materią.
|
|
 | 5 na 5 | Jacholek (5699 punktów) | >- nauka dowiedzie ponad wszelką wątpliwość, że świat powstał bez przyczyny lub znajdzie przyczynę, którą nie będzie Bóg Nauka nie daje absolutnej pewności ale daje najlepsze z możliwych wyjaśnień mechanizmów funkcjonowania świata w którym żyjemy. Dzięki niej filozofujemy poprzez Internet a nie siedząc w jaskini. Pierwszej przyczyny nie musi być, tak jak i faktycznej nieskończoności. Zero w matematyce można rozłożyć na dowolną sumę liczb pozytywnych i negatywnych a w naturze obserwujemy naturalne fluktuacje kwantowe zachodzące bez żadnej przyczyny.. >- ktoś wytłumaczy mi łopatologicznie w jaki sposób ewolucja działa "sama z siebie" tzn skąd organizm "wie" jak ma ewoluować by dostosować się do zmieniających się warunków ( wiem, głupio to brzmi, ale inaczej niż obrazowo nie umiem tego określić). Teoria ewolucji plus teoria systemów złożonych i ich samoorganizacji tłumaczy satysfakcjonująco działanie "samej z siebie" ewolucji. W dodatku te procesy daje się symulować, istnieją algorytmy genetyczne, pouczające są w tym zakresie automaty celularne.. >- jak powstało życie jeśli nikt go nie stworzył Same początki życia są jeszcze mało znane ale w przestrzeni kosmicznej odkrywamy zalążki życia w postaci fundamentalnych składników substancji organicznych. Ostatnio też odkryto w pyle międzygwiezdnym obecność wody a liczba exoplanet mogących posiadać życie rośnie w czasie... >- no i w ogóle jak to możliwe że Wszechświat tak ewoluował od najprostszej formy po Big Bangu aż do obecnej postaci Dynamika rozwoju Wszechświata jest dobrze zrozumiana aczkolwiek natura ciemnej energii odpowiedzialnej za jego ekspansję czeka jeszcze na wyjaśnienie. Ekspansja plus grawitacja plus początkowe fluktuacje tłumaczą główne cechy ewolucji Wszechświata a wyniki symulacji dość wiernie oddają to co obserwujemy bezpośrednio obecnie.. >- nauka wyjaśni wszystkie niewyjaśnione dotąd zjawiska "paranormalne" ( wiem, jeśli czegoś nie wiemy, nie znaczy że stoi za tym Bóg) Zjawiska paranormalne znikają jeden za drugim po poddaniu ich wnikliwej analizie naukowej. Niektórzy magicy potrafią jeszcze oszukać tłum, ale to kwestia ich kunsztu zawodowego i ukrytych trików... To tyle w dużym skrócie, Pozdrawiam
|
|
|  | 1 na 1 | krisoof (115 punktów) | Zero w matematyce można rozłożyć na dowolną sumę liczb pozytywnych i negatywnych a w naturze obserwujemy naturalne fluktuacje kwantowe zachodzące bez żadnej przyczyny.. Tylko widzisz, problem w tym, że jestem humanistą ( ale takim prawdziwym, a nie tylko na zasadzie że nie rozumiem nauk ścisłych - żeby nie było  )Tego co napisałeś nie pojmuję, nie umiem sobie wyobrazić. Mam jednak wielki szacunek do nauki, więc jeśli jest to naukowo potwierdzone, to ja w to WIERZĘ. Wierzę, a wolałbym wiedzieć, zrozumieć, bo nauka nie jest kwestią wiary ani ateizm nie jest wiarą (jak sądzą niektórzy wierzący) a mój ateizm by nią był na dzień dzisiejszy dlatego wolę się wstrzymać. > Teoria ewolucji plus teoria systemów złożonych i ich samoorganizacji tłumaczy satysfakcjonująco działanie "samej z siebie" ewolucji. W dodatku te procesy daje się symulować, istnieją algorytmy genetyczne, pouczające są w tym zakresie automaty celularne..No i tu analogiczna sytuacja. Dziękuję za wyjaśnienie, ale gdybym miał porzucić swoją wiarę ( bo o to chodzi autorowi wątku) musiałbym to zrozumieć. Trzymaj kciuki to może mi się uda  > Same początki życia są jeszcze mało znane ale w przestrzeni kosmicznej odkrywamy zalążki życia w postaci fundamentalnych składników substancji organicznych. Ostatnio też odkryto w pyle międzygwiezdnym obecność wody a liczba exoplanet mogących posiadać życie rośnie w czasie...No i widzisz, to jest jedna z tych dziur,na której załatanie będę czekał i mam nadzieję że naukowcom się to uda, skoro są już pierwsze efekty > >- no i w ogóle jak to możliwe że Wszechświat tak ewoluował od najprostszej formy po Big Bangu aż do obecnej postaci> aczkolwiek natura ciemnej energii odpowiedzialnej za jego ekspansję czeka jeszcze na wyjaśnienie.I tu druga z tych dziur, ale mam nadzieję że nie będzie wieczna Ekspansja plus grawitacja plus początkowe fluktuacje tłumaczą główne cechy ewolucji Wszechświata a wyniki symulacji dość wiernie oddają to co obserwujemy bezpośrednio obecnie.. I znów nie rozumiem, ale dzięki i wierzę na słowo że tak jest  > To tyle w dużym skrócie,> Pozdrawiam Dziękuję,właśnie o coś takiego mi chodziło, choć będę musiał duuuzo poczytać, żeby to ogarnąć.
|
|
| |  | 4 na 4 | Jacholek (5699 punktów) | > Mam jednak wielki szacunek do nauki, więc jeśli jest to naukowo potwierdzone, to ja w to WIERZĘ. Wierzę, a wolałbym wiedzieć, zrozumieć, bo nauka nie jest kwestią wiary ani ateizm nie jest wiarą (jak sądzą niektórzy wierzący) a mój ateizm by nią był na dzień dzisiejszy dlatego wolę się wstrzymać.Problem semantyczny ze słowem WIERZĘ, które jest nadużywane w różnych kontekstach. Sam zwalczam używania tego skrótu myślowego w dyskursach naukowych. Powinno się je zastępować słowami typu "mam podstawy sądzić" czy "na podstawie znanych mi faktów jestem przekonany" tyle że to długie i niewygodne. Efekt jest taki że teiści argumentują iż ludzie nauki także "wierzą". Nie ma to natomiast nic wspólnego z "czystą" wiarą uprawianą przez ludzi religii. Mówiąc nieco bardziej uczenie, ludzie nauki praktykują twierdzenie Bayes'a ( pl.wikipedia.org/wiki/Twierdzenie_Bayesa) które pozwala oszacowywać prawdziwość twierdzeń w oparciu o istniejący materiał doświadczalny i wiedzę indywidualną. Powodzenia w lekturach popularno-naukowych.
|
|
| | |  | 3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) | > Sam zwalczam używania tego skrótu myślowego w dyskursach naukowych.Toś mi brat! A żem stary, przyjm moje błogosławieństwo!  > Powinno się je zastępować słowami typu "mam podstawy sądzić" czy "na podstawie znanych mi faktów jestem przekonany" tyle że to długie i niewygodne.W normalnej rozmowie z normalnymi ludźmi na normalne tematy sprawdza się w zupełności najprostsze "uważam, "myślę", "sądzę". Z przebiegu rozmowy najczęściej jasno wynika na jakiej podstawie owo "sądzenie" się zrodziło i jak mu daleko do pewności. W przekazie jednostronnym natomiast (opracowanie, esej) rozbudowane wyjaśnienie dotyczące wieloznacznych pojęć jest konieczne bez względu na niewygody z tym związane. > Efekt jest taki że teiści argumentują iż ludzie nauki także "wierzą".Odkrycie problemu pedofilii pod egidą Watykanu, a zaraz potem postępująca klerykalizacja Polski spowodowały, że ja ze swojego słownictwa wyrugowałem całkowicie słowo "wiara" odnoszące się do czego innego, niż to zjawisko na którym budowane są religie, i dla którego nie istnieje synonim.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . > >>> Sam zwalczam używania tego skrótu myślowego w dyskursach naukowych.> Toś mi brat! A żem stary, przyjm moje błogosławieństwo!  Co to znaczy autorytet uczonego! Bogusławski od ośmiu lat, jak tylko może i potrafi, tak wykazuje tu wykorzystywanie przez fideistów wieloznaczności terminu wiara w ideologicznych sporach oraz wykazuje jak światopogląd oparty na wierze ogranicza nasze możliwości poznawcze, a pan Astrotaurus dopiero taką postawę u pana Jacholka zauważa.  Odwołuję się tu wielokrotnie, co moi oponenci mi wytykają, do np. tego cytatu - całkowicie zgodnego z moim poglądem: Czy koniecznie trzeba wierzyć? Sam nie uważam wiary za rzecz człowiekowi konieczną, a całkowitą niewiarę za rzecz możliwą. Nie będę się tu odwoływać do klasyki, choć oczywiście warto tam sięgać, aż po starożytność, nie mówiąc już o współczesnych, powiem tylko, że właśnie jestem takiej postawy przykładem. Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".
Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym.PS. Jeden z wielu wątków: www.racjon(*)m.php/s,474426/z,0/d,1#w474882www.racjon(*)m.php/s,474426/z,0/d,1#w474887www.racjon(*)m.php/s,474426/z,0/d,1#w474890Pozdrawiam serdecznie obu Panów! @@@ .
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | astrotaurus (12445 punktów) |
> Co to znaczy autorytet uczonego! Bogusławski od ośmiu lat, jak tylko może i potrafi, tak wykazuje tu wykorzystywanie przez fideistów wieloznaczności terminu wiara w ideologicznych sporach oraz wykazuje jak światopogląd oparty na wierze ogranicza nasze możliwości poznawcze, a pan Astrotaurus dopiero taką postawę u pana Jacholka zauważa.  Hmmm.... Pan to już w tej kwestii jest oczywisty jak - nie przymierzając - powietrze, którym się oddycha. I mam wrażenie, że z Pańską postawą solidaryzowałem się niejednokrotnie pisemnie, a gdyby to było niejasne to wszem wobec głoszę: Bogusławski wymiata!  Co do pewnych niuansów mam jednak także i z Panem na pieńku (nie uznaję na przykład takich pojęć jak "głębokość wiary"), może więc w końcu zmobilizuję się by założyć wątek dla pełnego rozpracowania definicji wiary, bo pokrewnych, nawiązujących było wiele, a ciągle w kwestii elementarnego definiowania są niedomówienia i niejasności. Cieszy w każdym razie bardzo każdy kto wyraża się w tej sprawie zdecydowanie, wszak wielu racjonalistycznych użytkowników forum nie zajmuje tak jednoznacznego stanowiska, a wielu nawet wręcz pielęgnuje tę wieloznaczność, co zwłaszcza przy sporach o wiarę nie powinno mieć miejsca.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . > I mam wrażenie, że z Pańską postawą solidaryzowałem się niejednokrotnie pisemnie,Ma Pan dobre wrażenie, które zauważam i jak mogę tak się rewanżuję. To był tylko żart pozwalający mi na wrzucenie tu istotnego cytatu. > Co do pewnych niuansów mam jednak także i z Panem na pieńku (nie uznaję na przykład takich pojęć jak "głębokość wiary"),Może nie dokładnie ze mną. Proszę o zauważenie używania tego pojęcia przez socjologów i psychologów religii. > może więc w końcu zmobilizuję się by założyć wątek dla pełnego rozpracowania definicji wiary, bo pokrewnych, nawiązujących było wiele, a ciągle w kwestii elementarnego definiowania są niedomówienia i niejasności. Wątek założyłem i takiej próby dokonałem, wrzucając tam parę ciekawych definicji, ale to wcale dyskusji na ten temat nie zamyka. Szczególnie, gdy nie wyjaśnił Pan tam swoich "kwestii elementarnego definiowania są niedomówienia i niejasności".> Cieszy w każdym razie bardzo każdy kto wyraża się w tej sprawie zdecydowanie, wszak wielu racjonalistycznych użytkowników forum nie zajmuje tak jednoznacznego stanowiska, a wielu nawet wręcz pielęgnuje tę wieloznaczność, co zwłaszcza przy sporach o wiarę nie powinno mieć miejsca.Położenie znacznie większego nacisku na wiarę niż jest przedmiot jest nawet moją idée fixe i staram się w miarę swoich możliwości pokazać racjonalność właśnie takiej postawy. Proszę więc wybaczyć, iż się powtórzę: Tak, każda wiara niezależnie od jej przedmiotu/podmiotu ogranicza nas intelektualnie, a także moralnie - usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu. Im jest głębszą - bardziej fundamentalistyczną - tym jest społecznie groźniejszą.Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Appenzeller (3118 punktów) | >Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym. Ja w tej sytuacji mówię raczej o tym, ze czyni świat nieprzewidywalnym. Fizyk musiałby zgadywać wynik następnego rzutu piłeczką, hodowca wynik krzyżówki dwu ras. Dlatego zresztą podziwiam ludzki umysł, a osobliwie na przykład umysł wierzącego fizyka lub wierzącego hodowcy, że przeżywa na co dzień z taką wewnętrzną sprzecznością. Komputer by padł, bo funkcjonuje logicznie.
Są bakterie, które zabija się światłem (Boy)
|
|
| |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . > Tylko widzisz, problem w tym, że jestem humanistą ( ale takim prawdziwym, a nie tylko na zasadzie że nie rozumiem nauk ścisłych - żeby nie było )Tego co napisałeś nie pojmuję, nie umiem sobie wyobrazić.Zdecydowanie nie warto być ścisłowcem bez humanistycznego rozeznania ani ścisłym humanistą, gdyż to ogranicza zrozumienie. Są książki i to na wysokim poziomie popularyzujące wiedzę i trzeba po nie sięgać. > Mam jednak wielki szacunek do nauki, więc jeśli jest to naukowo potwierdzone, to ja w to WIERZĘ.www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,557342#w558190www.racjon(*)m.php/s,573743/z,0/d,8#w575884> Wierzę, a wolałbym wiedzieć, zrozumieć,Tylko intelektualną pracą można dość do racjonalnej postawy w poznaniu i rozumieniu istniejącej obiektywnie rzeczywistości. > bo nauka nie jest kwestią wiarywww.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,458667#w460383> ani ateizm nie jest wiarą (jak sądzą niektórzy wierzący)Wierzyć można we wszystko, ale każda wiara nas ogranicza intelektualnie. > a mój ateizm by nią był na dzień dzisiejszy dlatego wolę się wstrzymać.www.racjonalista.pl/forum.php/s,621512#w621575www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,635645#w636121Pozdrawiam i życzę sukcesów w poszukiwaniach własnej odpowiedzi. @@@ .
|
|
 | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . > Pewnie nie o takich wierzących jak ja Panu chodziło, ale uważam się za wierzącego (choć znacznie lepiej dogadującego się z ateistami) więc powiem co mnie przekonałoby do ateizmu.Ależ ja nie pytam tu o ateizm. Zapytałem o to co mogłoby skłonić fideistów do odrzucenia swojej wiary i przyjęcia światopoglądu racjonalistycznego opartego na dorobku nauki?> Jednak jeśli Panu albo innym forumowiczom uda się te dziury zapchać tu w tym wątku, to zostanę ateistą choćby jutro.Moim zdaniem jest to właśnie niemożliwym i przecież to w poście inicjującym wątek napisałem: Prawdziwie i głęboko wierzący w swoje racje (swoją religię) jest całkowicie nieprzemakalny na racjonalne argumenty. A o naukowym zapychaniu dziur ciekawie pisze Piotr Bylica: Przy realistycznej interpretacji teorii naukowych, według której twierdzeniom teorii naukowych miałyby przysługiwać wartości logiczne prawdy i fałszu, należałoby uznać naukowy czyli naturalistyczny obraz rzeczywistości za prawdziwy. Sam naturalizm metodologiczny prowadzi wtedy do naturalizmu ontologicznego, jeśli przyjmiemy realistyczną interpretację nauki, uznając, że jej twierdzenia odnoszą się do obiektywnej rzeczywistości i trafnie opisują, jak się rzeczy mają.
Obraz nauki, jaki promuje się we współczesnej kulturze Zachodu, to właśnie nauka, która wszystko wie, lub będzie wiedziała, dla której nie ma granic. Jeśli naturalistyczna nauka wyjaśnia lub może wyjaśnić wszystko, w takim razie cała rzeczywistość musi mieć charakter wyłącznie przyrodniczy. Skoro to nauka decyduje dziś o tym, co istnieje, a co nie, to warto pamiętać, że to z jej założeń wynika, iż nie istnieją luki ani w porządku przyrodniczym, ani w naszej wiedzy, w których byłoby miejsce dla jakiegoś nadnaturalnego bóstwa działającego w materialnym świecie. > Mam nadzieję że nie wyszedłem na ignoranta  Nie mnie to oceniać, choć według mnie wyszedł Pan na obrońcę postawy fideistycznej. > PozdrawiamWzajemnie. @@@ .
|
|
|  | 4 na 4 | krisoof (115 punktów) |
> Moim zdaniem jest to właśnie niemożliwym i przecież to w poście inicjującym wątek napisałem: [color=indigo]Prawdziwie i głęboko wierzący w swoje racje (swoją religię) jest całkowicie nieprzemakalny na racjonalne argumentyPewnie tak, ale to nie mój przypadek. Byłem katolikiem, bo tak mnie wychowano, potem zgłębiając chrześcijaństwo zostałem baptystą, a potem dzięki portalowi Racjonalista.pl dowiedziałem się że religie pochodzą wzajemnie od siebie i są wytworem kultury stąd WIEM ( a nie "wierzę", czy nawet "myślę") że nie istnieje Jahwe, Allach, Jezus i inni bogowie wszelakich religii. Przebyłem bardzo długą i ciężką drogę by dojść do punktu w którym jestem, czyli do mnie jako liberalnego bezwyznaniowca radykalnie antyklerykalnego panteisty, który jest już blisko agnostycyzmu a może nawet ateizmu. I nie wykluczam, że swoją obecną wiarę porzucę, jeśli będę wiedział że nie istnieje ŻADEN Bóg, tak jak wiem że nie istnieją ci bogowie, o których mówią religie. Proszę więc nie tracić nadziei bo ja jestem przykładem tego, że wierzący jednak nie są nieprzemakalni na racjonalne argumenty. Gdyby tak było, nadal byłbym katolikiem  Pozdrawiam.
|
|
| |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . Moim zdaniem jest to właśnie niemożliwym i przecież to w poście inicjującym wątek napisałem: Prawdziwie i głęboko wierzący w swoje racje (swoją religię) jest całkowicie nieprzemakalny na racjonalne argumenty.> Pewnie tak, ale to nie mój przypadek.Bardzo mnie to cieszy i witam w klubie racjonalistów. > Byłem katolikiem, bo tak mnie wychowano, potem zgłębiając chrześcijaństwo zostałem baptystą, a potem dzięki portalowi Racjonalista.pl dowiedziałem się że religie pochodzą wzajemnie od siebie i są wytworem kultury stąd WIEM ( a nie "wierzę", czy nawet "myślę") że nie istnieje Jahwe, Allach, Jezus i inni bogowie wszelakich religii. Przebyłem bardzo długą i ciężką drogę by dojść do punktu w którym jestem, czyli do mnie jako liberalnego bezwyznaniowca radykalnie antyklerykalnego panteisty, który jest już blisko agnostycyzmu a może nawet ateizmu.www.racjonalista.pl/forum.php/s,545016#w545045> I nie wykluczam, że swoją obecną wiarę porzucę, jeśli będę wiedział że nie istnieje ŻADEN Bóg, tak jak wiem że nie istnieją ci bogowie, o których mówią religie.Ależ to Pański problem, choć dodam, że moim zdaniem, dla racjonalisty najważniejszym jest właśnie samodzielne kształtowanie światopoglądu. > Proszę więc nie tracić nadziei bo ja jestem przykładem tego, że wierzący jednak nie są nieprzemakalni na racjonalne argumenty.Nie tracę żadnej nadziei i doskonale wiem, iż pomiędzy sceptycyzmem a fideistycznym fundamentalizmem jest ogromne spektrum postaw. Natomiast jestem pewien, iż każda wiara ogranicza nas intelektualnie, oczywiście niewielka wiara w niewielkim stopniu. @@@ .
|
|
 | 3 na 3 | KORUND (4922 punktów) | > - ktoś wytłumaczy mi łopatologicznie w jaki sposób ewolucja działa "sama z siebie" tzn skąd organizm "wie" jak ma ewoluować by dostosować się do zmieniających się warunków ( wiem, głupio to brzmi, ale inaczej niż obrazowo nie umiem tego określić).-Żaden organizm nie "wie" jak ma ewoluować i żaden organizm sam nie ewoluuje. Ewolucja to proces zmian zachodzący i zauważalny pomiędzy poszczególnymi pokoleniami. Sekret w tym, że każdy osobnik ma choćby odrobinę inny zestaw genów od pozostałych przedstawicieli danego gatunku. Osobniki nieprzystosowanie się nie zmieniają, tylko umierają wraz ze swoim zestawem genów, a jeśli nie zdążyły go przekazać, to ten pakiet już nie wraca do gry. Zostają te, które mają jakiś gen, zestaw genów, pozwalający im przeżyć co najmniej do wieku rozrodczego i znaleźć partnera. Większość gatunków kiedykolwiek żyjących na Ziemi już wymarła, bo w pewnym momencie ich zestawy genów nie zapewniały im takich możliwości. > - nauka wyjaśni wszystkie niewyjaśnione dotąd zjawiska "paranormalne" ( wiem, jeśli czegoś nie wiemy, nie znaczy że stoi za tym Bóg)-Nie ma żadnych zjawisk paranormalnych. Są kłamstwa, triki i zwykłe oszustwa. W każdym razie James Randi wciąż czeka z milionem dolarów, na każdego kto potrafi takie zjawisko udowodnić przed jego komisją. pl.wikipedia.org/wiki/James_Randi
|
|
 | 1 na 1 | ziemiojad (338 punktów) | >- ktoś wytłumaczy mi łopatologicznie w jaki sposób ewolucja działa "sama z siebie" Polecam Ci książkę "Dziób zięby" J. Weinera. Czytałam ją wieki temu, ale pamiętam, że świetnie pokazuje jak to działa.
|
|
 | 1 na 1 | Drobner (19539 punktów) | >...nauka dowiedzie ponad wszelką wątpliwość, że świat powstał bez przyczyny lub znajdzie przyczynę, którą nie będzie Bóg >...nauka wyjaśni wszystkie niewyjaśnione dotąd zjawiska "paranormalne" ( wiem, >jeśli czegoś nie wiemy, nie znaczy że stoi za tym Bóg) OK. Challenge accepted! Pod warunkiem, że: - Ty dowiedziesz ponad wszelką wątpliwość, że Bóg powstał bez przyczyny lub znajdziesz przyczynę, którą nie będzie Bóg; - Ty wyjaśnisz (nie:wszystkie niewyjaśnione dotąd zjawiska "paranormalne", ale: ) tylko jedno zjawisko "paranormalne", jakim jest 'Bóg'. Albo wykażesz, że takim zjawiskiem nie jest.
Drobner, epimeteusz...
|
|
|  | 1 na 1 | krisoof (115 punktów) |
> OK. Challenge accepted!> Pod warunkiem, że:> - Ty dowiedziesz ponad wszelką wątpliwość, że Bóg powstał bez przyczyny lub znajdziesz przyczynę, którą nie będzie Bóg;> - Ty wyjaśnisz (nie:wszystkie niewyjaśnione dotąd zjawiska "paranormalne", ale: ) tylko jedno zjawisko "paranormalne", jakim jest 'Bóg'. Albo wykażesz, że takim zjawiskiem nie jest.> Drobner, epimeteusz...Chyba mnie źle zrozumiałeś. Wiem, że udowadnia się istnienie czegoś, a nie nieistnienie i nie jestem jednym z tych co surfują po ateistycznych stronach żądając od forumowiczów dowodu nieistnienia Boga. Nic takiego nie napisałem i się nie domagałem.Nie mam też odpowiedzi na Twoje pytania, ja tylko odpowiadam na pytanie autora wątku, czyli co skłoniłoby mnie do porzucenia postawy fideistycznej, choć nie ukrywam, że miałem nadzieję na wyjaśnienie przynajmniej części moich wątpliwości i przynajmniej częściowego obalenia mojego poglądu. I nie zawiodłem się
|
|
| |  | 5 na 5 | Drobner (19539 punktów) | > ... co skłoniłoby mnie do porzucenia postawy fideistycznej...Ponieważ 'uwiera' Cię brak wiedzy o pochodzeniu wszechświata i brak wiedzy o pochodzeniu życia, dopuszczasz 'wyjaśnienie' tych fenomenów za pomocą obiektu pod nazwą 'Bóg' (poprawna nazwa: "ewentualna przyczyna"). Nikt nic nie wie o takim obiekcie. Zwłaszcza nie wiadomo, czy istnieje. Ale niech tam! Załóżmy (chwilowo), że istnieje. Czy 'uwiera' Cię brak wiedzy o pochodzeniu obiektu 'Bóg"? a. NIE..........b. TAK. Jeśli a. NIE: Mozliwe jest zatem istnienie bytów bez przyczyny! Co w takim razie 'uwierało' Cię w niewiedzy o pochodzeniu świata? Przecież można założyć, że to on jest tym obiektem bez początku i bez przyczyny. (Big Bang to tylko jedna z hipotez...). "Brzytwą Ockhama" odcinamy zbędne byty. Jeśli b. TAK: Nie ma bytów bez przyczyny. Wtedy szukanie "przyczyny" 'Boga' nieuchronnie prowadzi do nieskończonego 'ciągu' przyczyn nieskończonego 'ciągu' 'Bogów'. Hmmm... Niewiele tak wyjaśnimy. Mało tego: to beznadziejnie oddala nas od punktu wyjściowego: wyjaśnienia pochodzenia świata. Oczywiście, niewiedza powoduje pewien dyskomfort. Fałszywa 'wiedza' zaś jest bolesnym oszustwem. Zwróć uwagę, że wszyscy 'misjonarze' poruszają się wyłącznie w obszarze niewiedzy, twierdząc, jakoby mieli 'wiedzę' w tym temacie (pochodzenie świata, życia,koniec świata, zaświaty pośmiertne, nieba, piekła, dusze, duchy etc.). Nijak nie można jednak sprawdzić takich 'prawd'. Żerują tylko i wyłącznie na ludzkiej 'potrzebie' wytłumienia dyskomfortu spowodowanego niewiedzą. (Z tej potrzeby wynika też Twoje domaganie się odpowiedzi na pytania.) Ludzie sami w sobie wytwarzają tę potrzebę. Do tego stopnia, że fałszywe, niesprawdzalne 'prawdy' chętnie przyjmują za 'wiedzę'. Sukces! Dyskomfort stłumiony! A co 'wiedzą'? Nic! Bo wyjaśnienie typu 'Bóg' nadal nic nie wyjaśnia. Czy wiedza o świecie powiększa się? Czy wiemy JAK powstał? Konkludując: 1. zamiast (teo)fideizmu, prostszym stanowiskiem jest (universe)fideizm: zamiast przyjmować 'bezprzyczynową przyczynę świata', przyjąć 'bezprzyczynowy świat'. Nie wprowadza się bytów wymagających dodatkowych wyjaśnień (i uwierzeń). 2. jeszcze lepiej zaś, jest przyzwyczajać się do owego dyskomfortu spowodowanego niewiedzą i pokornie przyznać: "nie wiem", bo zapewne żadnych odpowiedzi nie ma. I wiedzieć, że nikt inny nic "nie wie". Świadomość niemożliwości posiadania wiedzy w tych tematach pozwala wygonić precz oszustów i manipulantów (wiesz, o kim mówię) ale pozwala też na wyrzucenie z umysłu nieudolnej protezy wyjaśnień pod nazwą 'Bóg'. Tyle w kwestiach wiedzy. A jeśli chodzi o wiarę, to niech tam sobie każdy, w co chce, to wierzy. Dobrze byłoby, gdyby wiedział, co wie, a w co wierzy. Ale tu nie mam nadziei...  Drobner, wiedzący, że nie będzie wiedział.
|
|
 | | Wenancjusz (16441 punktów) | Podzielę się moimi spostrzeżeniami na wywołane tematy. Rzeczywiście współczesna nauka nie odpowie przekonująco na wiele tematów. Wynika to z niedoskonałości narzędzi przedłużającymi lub poszerzającymi zdolności poznawcze człowieka. Bez narzędzi ułatwiających proces poznawczy obserwacje i wnioskowanie otaczającej rzeczywistości oparte było tylko na zmysłach człowieka. Wraz z postępem wiedzy, techniki i technologii, moc poznawcza rosła. Elementy jak wiedza, nauka, technika, technologia oraz nieustająca ciekawość świata (można to zobaczyć u innych ssaków naczelnych) inspirują do nieustannego rozwoju. To jakby cybernetyczne dodatnie sprzężenia zwrotne. Narzędzia były perfidnym wytworem pozwalającym ujrzeć to, czego "gołym" okiem nigdy byśmy nie zobaczyli. Obecne narzędzia, jakkolwiek wyrafinowane i wspaniałe nie są krańcem możliwości ludzkich. Za kilkanaście lat nowoczesne obecnie urządzenie będzie przestarzałe (wybitnie to widać po rozwoju techniki komputerowej). To w pewnym sensie przypomina samokształcenie się istoty do formy doskonalszej.
>- nauka dowiedzie ponad wszelką wątpliwość, że świat powstał bez przyczyny lub znajdzie przyczynę, którą nie będzie Bóg > Właśnie. Nauka szuka przyczyny. W chwili nam obecnej np. szuka się hipotetycznego bozonu Higgs'a mogącego być sprawcą Wielkiego Wybuchu. Ale to jest jeszcze kwestia doświadczeń i równoczesnego poszukiwania innych metod poznawczych. A hipoteza WW powstała, gdy obserwacje astronomów stwierdziły ponad wszelką wątpliwość rozszerzanie się Wszechświata. Więc logika podpowiada, że jak się rozszerza, to musiał kiedyś być mniejszy. W spekulacjach doszło się do wniosku, że Wszechświat mógł być punktem, w pojęciu ludzkim bezwymiarowy (symulacje komputerowe). Czy w końcu człowiek znajdzie odpowiedź? Wierzę, że tak.
>- ktoś wytłumaczy mi łopatologicznie w jaki sposób ewolucja działa "sama z siebie" tzn skąd organizm "wie" jak ma ewoluować by dostosować się do zmieniających się warunków ( wiem, głupio to brzmi, ale inaczej niż obrazowo nie umiem tego określić). > Tu wnikamy już nie w komórki, ale w konstrukcje tych komórek. Cząstki DNA każdego osobnika różnią się choćby minimalnie. To jak dowód osobisty każdego. Twojej żony także. Zakładasz rodzinę i tworzysz potomstwo. Zauważ, że dzieci Twoje niby są podobne do rodziców, ale nie takie same (identyczne). To jest tajemnica mutacji. Są to oczywiście mutacje niegroźne (nieszkodliwe) ale mutacje. Natura będąca nieokiełznanym twórcą mutacji, tworzy i osobników niezdolnych do samodzielnego istnienia i tacy szybko giną. Tworzy i także osobników dostosowawczo lepszych jak ich przodek. Zwróć uwagę na geologiczny okres powstawania planety Ziemia. Jaki to przedział czasowy? 4,5 mld lat? Jak wygląda przy tym przeciętna długość życia ludzkiego? Trudno zauważyć za życia jakieś rzucające się w oczy zmiany. Sprawy mutacji i tworzenia gatunków działy się na przestrzeni setek milionów lat. Np. mieszkasz w okolicy lasu. Chodzisz do lasu na spacery i stale go widzisz takim samym, mimo tego że wszyscy wiemy, że las rośnie. A gdybyś wszedł raz i wrócił do niego w to samo miejsce za 50 lat? Zauważysz już zmiany. To jest powolny proces ewolucji (w stosunku do ludzkiego życia). W skali "życia" Wszechświata to jest pikuś.
>- jak powstało życie jeśli nikt go nie stworzył > Są różne hipotezy. Po prostu człowiek nie był bezpośrednim świadkiem tych procesów. Na razie wraca, w oparciu o wiedzę tak jak dla WW opartą już na geologii, do początków istnienia planety. Dziwne kopalne zwierzęta są ścieżką prowadzącą do czasu, gdy formy życia miały coraz prostszą budowę. Uwaga badaczy jednak zwraca się ku wodzie jako środowisku przyjaznym powstaniu najprymitywniejszych form życia- jednokomórkowców. No ale jak jednokomórkowce to i bakterie. Niestety nie ma jeszcze takich metod poznawczych by znaleźć choćby odciski archaicznych bakterii. Są tylko domniemania opierające się na logice porządku rozwoju. Istnieje też teoria panspermii mówiąca, że życie przyniósł Kosmos w meteorytach i szczątkach komet. Mam tu na myśli związki chemiczne ułatwiające, w skrócie mówiąc, tworzenie RNA później DNA. Jak już mamy DNA, to droga do tworzenia pojedynczej komórki jest prosta i szybka.
>- no i w ogóle jak to możliwe że Wszechświat tak ewoluował od najprostszej formy po Big Bangu aż do obecnej postaci > To tak jak na filmach wojennych. Bomba trafia w latrynę polową i co? Odejmij tylko grawitację Ziemi i zobaczysz jak się zawartość latryny rozprzestrzenia. Trochę naiwny przykład, ale obrazujący sytuację. Dlatego WW określono w skojarzeniu z wybuchem. W sumie zaistniał czynnik (energia) powodujący jak gdyby efekt wybuchu (wypychania tworzącej się materii na zewnątrz).
To na tyle co można w telegraficznym skrócie. Czy człowiek to wszystko wyjaśni? Myślę, że jak sam się nie wyniszczy przez głupie wojny, to nie stoi nic na przeszkodzie by zgłębiać tajemnice naszego świata w dalszych pokoleniach. I tu kościół nigdy nie nadąży, ba będzie coraz bardziej odstawał od postępu nauki i wiedzy. Dogmaty religijne będą coraz bardziej śmieszne i będą miały coraz mniej wyznawców. Kościół jest instytucją niereformowalną z natury rzeczy i dlatego tak oponuje i wręcz stara się wszelkimi metodami wpłynąć na hamowanie postępu wiedzy. Nie da rady.
Ich bin besser als mein Ruf
|
|
1 na 1 | gibgibgibon (180 punktów) | Mam pytanie ja: Co to jest bóg ?
through blissful ignorance and terrifying awareness..
|
|
 | 2 na 2 | mrgonzo (633 punktów) | Moja definicja bóg/bogowie wytwór ludzkiej wyobraźni pomagający "zrozumieć" zjawiska we Wszechświecie pomagający pogodzić się ze śmiercią i zjawiskiem znikania oraz z bólem życia gatunkowi Homo sapiens sapiens
aaaa i dający miejsca pracy dla kapłanów
|
|
 | 3 na 3 | Wenancjusz (16441 punktów) | >Mam pytanie ja: Co to jest bóg ? > through blissful ignorance and terrifying awareness..
Odpowiedź już dał Elasp lub ewentualnie janek77. Oni wiedzą wszystko na ten temat i mają tyle dowodów, że przekonają Ciebie zdecydowanie. Elasp np. dał mi wyjaśnienie tak jasne, że poszedłem się upić by zrozumieć. Niemniej przynajmniej udawał, że się stara.
Ich bin besser als mein Ruf
|
|
| worek kości (2937 punktów) | No więc mnie do ateizmu przekonałby twardy naukowy dowód, że Bóg nie istnieje. Póki takiego dowodu nie ma, to ateizm pozostaje najłatwiejszą do strollowania religią.
bembergiem w berg
|
|
 | 9 na 9 | Drobner (19539 punktów) | >No więc mnie do ateizmu przekonałby twardy naukowy dowód, że Bóg nie istnieje. Że 'co' nie istnieje?
Drobner, bergiem w bemberga...
PS.1 Jedynymi(!!!) sposobami 'wykazania nieistnienia' są: a. wskazanie wewnętrznej sprzeczności w definicji postulowanego pojęcia. Dopóki nie podasz takiej definicji, dyskusja będzie niemerytoryczna i jałowa. Podpowiem jeszcze, że definicja taka musi być od początku jednoznaczna (byśmy się dobrze rozumieli) i zupełna (wykluczając ew. późniejsze uzupełnianie ad hoc); b. wykazanie sprzeczności między konsekwencjami definicji postulowanego pojęcia a doświadczeniem (znów więc definicja jest wymagana).
Wydaje mi się, że Epikur robił już takie rzeczy na przełomie IV/III w. pne.
PS.2 Można też próbować wykazać zbędność wprowadzania nowych jakościowo pojęć, przez przyjęcie innych, prostszych wyjaśnień. Nie orzeka to jednakże o istnieniu czy nieistnieniu. Wnioskować będzie można o niezależności od tego pojęcia.
|
|
 | 3 na 3 | galvani (1345 punktów) | > No więc mnie do ateizmu przekonałby twardy naukowy dowód, że Bóg nie istnieje. Póki takiego dowodu nie ma, to ateizm pozostaje najłatwiejszą do strollowania religią.> bembergiem w bergWorek, to co napisales jest tak zalosne, ze az mnie korci zeby Ci z litosci dac plusa
|
|
 | 8 na 8 | Fizyk (17637 punktów) | > No więc mnie do ateizmu przekonałby twardy naukowy dowód, że Bóg nie istnieje.Aż twardy? A pluszowy nie wystarczy?
|
|
 | 4 na 4 | Jacholek (5699 punktów) | > No więc mnie do ateizmu przekonałby twardy naukowy dowód, że Bóg nie istnieje. Póki takiego dowodu nie ma, to ateizm pozostaje najłatwiejszą do strollowania religią.> bembergiem w bergA ja chciałbym mieć twardy dowód tego że tzw. bóg nie miał żadnego stwórcy (to znaczy powstał bez żadnej przyczyny, ot tak sam z siebie)i jest wobec tego naczelnym wodzem Wszechświata a nie tylko podrzędnym bożkiem. Bo wtedy modlenie się do niego, pod złym adresem, jest stratą czasu
|
|
 | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . >No więc mnie do ateizmu przekonałby twardy naukowy dowód, że Bóg nie istnieje. A może warto najpierw nauczyć się czytania tekstów oponentów ze zrozumieniem? Nie pytałem ani o teizm, ani o ateizm. Moje pytanie to: Proponuję, aby fideiści z naszego forum ujawnili się i napisali co mogłoby skłonić ich do odrzucenia swojej wiary i przyjęcia światopoglądu racjonalistycznego opartego na dorobku nauki.
>Póki takiego dowodu nie ma, to ateizm pozostaje najłatwiejszą do strollowania religią. Jest Pan na naszym forum jednym z najinteligentniejszych o dużej wiedzy fideistą-teistą, trolluje Pan tu ile Panu intelektu starcza i jakoś kiepsko to Panu wychodzi. Ale powtarzam mnie tu wcale nie chodzi o żaden ateizm, a jeżeli dorobek nauk przyrodniczych uważa Pan za łatwy do strollowania, to chyba mój komentarz jest zbytecznym.
@@@ .
|
|
|  | 3 na 3 bass (4786 punktów) (zablokowany) | >Jest Pan na naszym forum jednym z najinteligentniejszych o dużej wiedzy fideistą ...
Prawdopodobnie pomylił Pan Worka z Arminiusem.
Jak można powiedzieć "inteligentny" o komentatorze, który pomimo obecności na tym forum od kilku lat, ciągle nie może pojąć (lub choćby przyjąć do wiadomości), że nie da się dowieść nieistnienia jakiegokolwiek bytu, z bogiem stwórcą na czele i krasnoludkami czy aniołami w jego orszaku...
|
|
| |  | 1 na 3 | worek kości (2937 punktów) | >nie da się dowieść nieistnienia jakiegokolwiek bytu
Serio? Wydaje mi się, że całkiem łatwo można udowodnić, że coś nie istnieje. Nie sądzę, abyś miał problem w udowodnieniu, że nie istnieje liczba większa od 7 i jednocześnie mniejsza od 3, lub że nie istnieje Chińczyk, który jest prezydentem Polski.
bembergiem w berg
|
|
| | |  | 1 na 1 bass (4786 punktów) (zablokowany) | >>nie da się dowieść nieistnienia jakiegokolwiek bytu
Sprawdź w jakimś Słowniku Filozofii (lub choćby w Wikipedi), co znaczy "byt". Serio.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | > >>nie da się dowieść nieistnienia jakiegokolwiek bytuSprawdź w jakimś Słowniku Filozofii (lub choćby w Wikipedi), co znaczy "byt". Serio.
"Byt, podstawowy termin filozoficzny - w znaczeniu szerokim ogół wszystkiego, co w jakikolwiek lub w jakiś określony sposób istnieje"
Liczba jest bytem, prezydent Polski jest bytem - w czym więc problem?
bembergiem w berg
|
|
| | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . nie da się dowieść nieistnienia jakiegokolwiek bytuSprawdź w jakimś Słowniku Filozofii (lub choćby w Wikipedi), co znaczy "byt". Serio.> "Byt, podstawowy termin filozoficzny - w znaczeniu szerokim ogół wszystkiego, co w jakikolwiek lub w jakiś określony sposób istnieje"> Liczba jest bytem, prezydent Polski jest bytem - w czym więc problem?Tak, mamy byty: absolutne, czysto intencjonalne i intencjonalne, idealne, konieczne, myślne, realne i najbardziej realny od-byt. _____________ Byt jest pojęciem najogólniejszym, bo wszystko, co jest, jest bytem.Czyli cała istniejąca obiektywnie rzeczywistość. Nie istnieje nic, co nie wchodziłoby w zakres tego pojęcia.Czyli aby pojęcie bytu miało jakiś sens nie wchodzą weń stwory ludzkiej wyobraźni, ale w kontekście dorobku nauki ten filozoficzny termin stracił już sens. @@@ .
|
|
| | |  | 2 na 2 | Drobner (19539 punktów) | > ... nie istnieje liczba większa od 7 i jednocześnie mniejsza od 3...Tudzież nie istnieje obiekt opisywany liczbami 1 i 3 jednocześnie . Drobner, Drobner, Drobner... PS. Muszę Cię zmartwić: liczby większe od 3 i jednocześnie mniejsze od 7 także nie istnieją  . (Wszelako te, które Ty opisałeś bardziej nie istnieją!)
|
|
| |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . Jest Pan [Worek kości] na naszym forum jednym z najinteligentniejszych o dużej wiedzy fideistą ...> Prawdopodobnie pomylił Pan Worka z Arminiusem.> Jak można powiedzieć "inteligentny" o komentatorze, który pomimo obecności na tym forum od kilku lat, ciągle nie może pojąć (lub choćby przyjąć do wiadomości), że nie da się dowieść nieistnienia jakiegokolwiek bytu, z bogiem stwórcą na czele i krasnoludkami czy aniołami w jego orszaku...I już miedzy nami jest problem. Dla mnie bytem jest wszystko co istnieje, a więc z mojego punktu widzenia - naturalisty ontologicznego - nie ma sensu mówienia o innych bytach. Nie, nie mylę ludzi. Pan Piotr (Worek kości) jest bardzo inteligentnym o dużej wiedzy fideistą, a każda wiara ogranicza nas intelektualnie. Głęboka, fundamentalistyczna wiara potrafi nas ograniczyć prawie absolutnie i wtedy jest jak rozmowa ślepego z głuchym, ale to nie przeszkadza w posiadaniu wiedzy, którą - moim zdaniem - Pan Piotr posiada. @@@ .
|
|
| | |  | 2 na 2 bass (4786 punktów) (zablokowany) |
>> >Nie, nie mylę ludzi. Pan Piotr (Worek kości) ...Kilka (chyba) lat wstecz, na łamach Racjonalisty polemizował ktoś o nicku "Worek Kości", przy czym styl pisania oraz wykazywana erudycja dawała asumpt do uznania go za osobę bardzo inteligentną i kompetentną. "Nowy" Worek Kości pisze inaczej i w ogóle prezentuje inny poziom niż poprzednik. Tym niemniej, ma Pan oczywiście pełne prawo do widzenia go w inny sposób niż ja, tym bardziej, że jak wynika z pana wpisu, zna go pan osobiście. Przepraszam, że wtrąciłem się w pana wpis, ale zrobiłem to w dobrej wierze. Co do problemów ontologicznych, to między filozofami zgody nie było, nie ma i nie będzie i to jest chyba jedyny pewnik filozofii.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . Z poprzedniej wypowiedzi:Nie, nie mylę ludzi. Pan Piotr (Worek kości) jest bardzo inteligentnym o dużej wiedzy fideistą, a każda wiara ogranicza nas intelektualnie. Głęboka, fundamentalistyczna wiara potrafi nas ograniczyć prawie absolutnie i wtedy jest jak rozmowa ślepego z głuchym, ale to nie przeszkadza w posiadaniu wiedzy, którą - moim zdaniem - Pan Piotr posiada. > Kilka (chyba) lat wstecz, na łamach Racjonalisty polemizował ktoś o nicku "Worek Kości", przy czym styl pisania oraz wykazywana erudycja dawała asumpt do uznania go za osobę bardzo inteligentną i kompetentną. "Nowy" Worek Kości pisze inaczej i w ogóle prezentuje inny poziom niż poprzednik.Ja odnoszę się do pana "worek kości" poprzedni pseudonim: "PiotrB" (nazwijmy go sobie np. " pan Piotr z Białegostoku lub z Biłgoraja), który został zarejestrowany 17 lutego 2010 roku i od tego czasu wypowiedział się tu 3762 razy. Oceniono go 7007 razy, a w tym trzymał 2827 minusów.> Tym niemniej, ma Pan oczywiście pełne prawo do widzenia go w inny sposób niż ja,Dziękuję za pozwolenie, choć to chyba zupełnie oczywiste. > tym bardziej, że jak wynika z pana wpisu, zna go pan osobiście.Jeżeli tak wynika, to przepraszam za wprowadzenie w błąd, natomiast rzeczywiście staram się w miarę możliwości poznać i zrozumieć poglądy ludzi, z którymi polemizuję. > Przepraszam, że wtrąciłem się w pana wpis, ale zrobiłem to w dobrej wierze.Ależ tu należy się wtrącać, to otwarte forum. > Co do problemów ontologicznych, to między filozofami zgody nie było, nie ma i nie będzie i to jest chyba jedyny pewnik filozofii.  Jest gorzej, gdyż nie tylko spór dotyczy problemów ontologicznych, ale wprost wszystkiego, czym się zajmują. Filozof A. J. Ayer napisał: Filozofia różni się od innych dziedzin humanistyki czy nauk ścisłych nie tyle swoim przedmiotem, ile metodą. Filozofowie formułują twierdzenia, w swoim mniemaniu prawdziwe, i zawsze wysuwają argumenty służące do obrony własnych teorii i do obalenia teorii innych filozofów. A nawet jest jeszcze gorzej, gdyż filozofowie nie tylko nie mogą uzgodnić odpowiedzi, ale nawet pytań (tzw. "filozoficznych). Dlatego np. ja uważam, że można jako tako racjonalnie filozofować tylko w kontekście aktualnego dorobku nauki (science). @@@ .
|
|
| | | |  | 2 na 2 | worek kości (2937 punktów) | >"Nowy" Worek Kości pisze inaczej i w ogóle prezentuje inny poziom niż poprzednik.
Lubię grać w ping ponga. Myślę, że jestem w to całkiem niezły. Kiedyś kolega zapytał czemu z nim gram tak niemrawo, a gdy gram z kimś lepszym, to moje zagrania są bardziej widowiskowe. Miałem mu powiedzieć, że im lepszy zawodnik, tym bardziej się człowiek stara? No więc masz swoją odpowiedź.
bembergiem w berg
|
|
| | |  | -1 na 3 | janek77 (172 punktów) | Moim zdaniem ogranicza intelektualnie brak wiary w Boga.
Przecież wiara w Boga poparta jest dowodami. Materialnymi dowodami, które są dla tych co ich potrzebują. Więc ograniczenia intelektualne mają Ci co nie poszukując Boga zakładają, że Go nie ma. Sami się szufladkują i zawężają sobie horyzont.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . > Przecież wiara w Boga poparta jest dowodami. Materialnymi dowodami, które są dla tych co ich potrzebują. Więc ograniczenia intelektualne mają Ci co nie poszukując Boga zakładają, że Go nie ma. Sami się szufladkują i zawężają sobie horyzont.Tak, zdecydowanie ma Pan rację! Tyle, że tu na nieodpowiedni portal Pan trafił!@@@ .
|
|
| | | | |  | -1 na 3 | janek77 (172 punktów) | Nie uwiera nas ten portal. Życie na ziemi to próba więc są i różne ludzkie ścieżki życia. I tylko Bóg może sprawiedliwie je ocenić. A my jesteśmy tu dla poszukujących i wielu się Nawraca. Czasem ktoś z nas odpadnie z tego portalu nie mogąc sprostać tubylczemu traktowaniu.
|
|
| | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . > Nie uwiera nas ten portal.Łoj uwiera jak cholera i pchają się tu przeróżne ewangelizatory aby na własną wiarę nas nawracać, a im taki głupszym tym bardziej pewnym swego. Czyż nie - Panie Kolego? > Życie na ziemi to próba więc są i różne ludzkie ścieżki życia. I tylko Bóg może sprawiedliwie je ocenić.To Pańska wiara, gratuluję, ale zapewniam Pana, że mało jest takich bzdur w jakie ludzie nie mogą uwierzyć. www.racjon(*)hp/s,4873/q,Bog.bogowie.bostwa> A my jesteśmy tu dla poszukujących i wielu się Nawraca.Tak, z tego forum to nawet strrrrasznie wielu się nawraca. www.racjonalista.pl/forum.php/s,543327#w543401www.racjon(*).php/z,0/d,14/s,551020#w553208www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,625811#w627484www.racjon(*)m.php/z,0/d,8/s,573743#w575801> Czasem ktoś z nas odpadnie z tego portalu nie mogąc sprostać tubylczemu traktowaniu.I nic w tym dziwnego zanim wejdzie się do jakiegoś domu warto poznać panujące w nim zwyczaje. www.racjonalista.pl/kk.php/d,67pl.wikiped(*)lizm_światopoglądowyJesteśmy forum skierowanym do samodzielnie myślącej inteligencji i gdy komuś brakuje jednego i drugiego, to oczywistym jest, iż tu się źle czuje. @@@ .
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | janek77 (172 punktów) | Zatem chętnie pooglądam tutejszych mędrców. A jako człek prosty będę też pytał owych inteligentnych mędrców. Niech linkują mądre wywody, chyba że stać ich na własne przemyślenia to i takich posłucham i nawiążę może polemikę jak znajdziemy dla niej pole.
|
|
| | | |  | 3 na 3 | szarley (54911 punktów) | >Moim zdaniem ogranicza intelektualnie brak wiary w Boga. >Przecież wiara w Boga poparta jest dowodami. Materialnymi dowodami, które są dla tych co ich potrzebują. Na szczęście ja ich ne potrzebuję, ale z ciekawości o te materialne dowody zapytam
|
|
| | | | |  | -2 na 4 | janek77 (172 punktów) | A nie pokazywał nikt Wam Cudów Bożych na tym forum? Jest ich sporo.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | szarley (54911 punktów) | >A nie pokazywał nikt Wam Cudów Bożych na tym forum? Jest ich sporo. >
Masz szanse być pierwszym
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . > A nie pokazywał nikt Wam Cudów Bożych na tym forum? Jest ich sporo.Łoj, przeróżne pokazywali, a myśmy się dziwowali głupocie ludzi w takie bzdury wierzących. @@@ .
|
|
| | | | | | |  | | janek77 (172 punktów) | Chętnie poprowadzę jakieś tematy o Cudach Bożych. Jedyny problem to taki, że mogę ograniczoną ilość czasu Wam poświęcić, ale w funkcji czasu jakoś poradzę. Co prawda Pena Bogusławskiego pewnie nic nie przekona, gdyż z góry jak przypuszczam ma już wyrobione zdanie o takich typach jak ja i przypuszczalnie ma do nich awersję. Ale jak się jacyś kulturalni rozmówcy trafią to miło spędzę czas.
|
|
| | | | | | | |  | 4 na 4 tom36 (229 punktów) (zablokowany) | >Chętnie poprowadzę jakieś tematy o Cudach Bożych. Jedyny problem to taki, że mogę >ograniczoną ilość czasu Wam poświęcić, ale w funkcji czasu jakoś poradzę.
Alez my bardzo chetnie poczytamy o 'cudach'. Ale dopiero jak juz do jakiegos 'dojdzie'
|
|
 | 4 na 4 | Hodża (11172 punktów) | >No więc mnie do ateizmu przekonałby twardy naukowy dowód, że Bóg nie istnieje.
Oczywiście bez podania choćby w najogólniejszych zarysach cech owego Boga, którego szukamy a którego nie znajdujemy, Twoje pytanie jest dokładnie równoważne zdaniu "mnie do atwonkizmu przekonałby twardy dowód, że Twonk nie istnieje". Cóż powiedzieć o takim podejściu epistemologicznym.
Ale, na szczęście dla nas, którym wciąż grozi widmo jakiejś nowej inkwizycji, i na nieszczęście dla ludzi uzależnionych psychicznie od narkotyku Pisma Świętego i jego dilerów, jakieś właściwości owi szafarze Bezmiernej Pustki temu Bogu przypisać jednak musieli, aby interes mógł się jakoś kręcić i wkręcać kolejnych frajerów. Otóż jedną z bardziej podkreślanych istotowych cech Boga jest "bycie Miłością".
Żeby tylko tyle. Mówi się nawet, że Bóg jest "nieskończoną Miłością" (!) - co by to miało znaczyć, chyba tylko Bóg byłby wiedział, gdyby był. Mniejsza z tym.
Otóż przyjmując za dobrą monetę owo dość dobrze dające się zrozumieć stwierdzenie, możemy już dziś udowodnić nieistnienie Boga dokładnie na tych samych zasadach, na których udowadnia się nieistnienie lwów na Grenlandii. Wszystkie występujące w milionach wielkie nieszczęścia połączone z niezawinionym cierpieniem ludzi oraz niepowodzenia tych, którzy szczerze, motywowani miłością lub tylko współczuciem próbowali ratować cierpiących bądź jakkolwiek im w tym cierpieniu ulżyć stanowią, szczególnie w kontekście masowych zjawisk, jak wojny czy terror światopoglądowy lub katastrofy naturalne, równie twardy dowód na nieistnienie Miłosiernego Boga jak jakikolwiek dowód, który może dostarczyć współczesna nauka, nieistnienia lwów na Grenlandii albo zarazka dżumy w dzisiejszej Europie. Tak - to jest dowód o mocy co najmniej równie rozstrzygającej, co tego rodzaju naukowe twierdzenia.
Rzecz jasna, jeśli tylko słowo "miłość" rozumiemy w sposób zwykły a nie wypatroszony przez intelektualnych zwyrodnialców.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
|  | 3 na 3 | worek kości (2937 punktów) | >>No więc mnie do ateizmu przekonałby twardy naukowy dowód, że Bóg nie istnieje. >Oczywiście bez podania choćby w najogólniejszych zarysach cech owego Boga
Cechy minimum: Bóg to byt, który stworzył świat i istnieje samoistnie.
Argument za uznaniem takiego bytu:
1. Wszystko, co materialne posiada rację swojego istnienia poza sobą. 2. Łańcuch materialnych przyczyn nie może ciągnąć się w nieskończoność, ponieważ wymagałoby to istnienia nieskończonej ilości materii. 3. Musi istnieć coś, co przerwie ten łańcuch (pierwsza przyczyna - stwórca świata), czyli coś, co istnieje samoistnie. 4. To coś nazywamy Bogiem.
Oczywiście można utrzymywać, że świat jako całość może mieć boskie cechy (panteizm), że istnieje sam z siebie itd, ale wtedy świat jako całość musiałby mieć inną naturę, niż jego poszczególne, materialne części, które są uwikłane w badane przez naukę relacje przyczynowo-skutkowe.
bembergiem w berg
|
|
| |  | 4 na 4 | farmer (22440 punktów) |
>3. Musi istnieć coś, co przerwie ten łańcuch (pierwsza przyczyna - stwórca świata), czyli coś, co istnieje samoistnie.
pkt.3 MUSI.
Im dalej od wiedzy tym bardziej MUSI. Tu się już nic nie zmieni.
Im mniej wiedzy tym bardziej MUSI.
MUSI ma ciekawą tendencję. Jego złożoność jest proporcjonalna do nauki.
Pierwsze formy MUSI miały charakter Kotobogów, Wielkich Gęgaczy, Swarogów.
Obecnie MUSI jest strasznie industrialny. MUSI przerywa łańcuch materialnych przyczyn ponieważ wymagałoby to istnienia nieskończonej ilości materii.
Kurde, jak to brzmi na przeciw
Wierzę w Boga Ojca Wszechmogącego, * Stworzyciela nieba i ziemi, * i w Jezusa Chrystusa, * Syna Jego Jedynego, Pana naszego, * który się począł z Ducha Świętego, * narodził się z Maryi Panny, * umęczon pod Ponckim Piłatem, * ukrzyżowan, umarł i pogrzebion, * zstąpił do piekieł, * trzeciego dnia zmartwychwstał, * wstąpił na niebiosa, * siedzi po prawicy Boga Ojca Wszechmogącego, * stamtąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych. * Wierzę w Ducha Świętego, * święty Kościół powszechny, * Świętych obcowanie, * grzechów odpuszczenie, * ciała zmartwychwstanie, * żywot wieczny. * Amen
Aż przyjemnie się czyta. Konkretnie i na temat. Od razu wiadomo kto jest kim co robi i gdzie.
|
|
| | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Im mniej wiedzy tym bardziej MUSI.
Mówiłem o konieczności logicznej. Jak dużo potrzebujesz wiedzy, aby uznać, że z 2+2 MUSI wynikać 4?
Jeśli zgadzamy się, że łańcuch materialnych przyczyn NIE MOŻE biec w nieskończoność, to MUSI być coś, co ten łańcuch przerwie. Tak czy nie?
bembergiem w berg
|
|
| | | |  | 3 na 3 | farmer (22440 punktów) | >>Im mniej wiedzy tym bardziej MUSI. >Mówiłem o konieczności logicznej. Jak dużo potrzebujesz wiedzy, aby uznać, że z 2+2 MUSI wynikać 4?
Ale Tobie wyszedł był BÓG a nie 4.
Twoje równanie wygląda tak. MUSI=BÓG Jedno warte drugiego. Równie dobrze można napisać Łaska pańska na pstrym koniu jeździ
>Jeśli zgadzamy się, że łańcuch materialnych przyczyn NIE MOŻE biec w nieskończoność, to MUSI być coś, co ten łańcuch przerwie. Tak czy nie?
Ja się nie zgadzam. Masz taka wiedzę? Bo ja nie.
Ludzki mózg wiesza się już w okolicy rubieży kosmosu. Co jest niczym wobec całości. A Ty przerywasz ciągi.....
Aha. Pisałem już o złożoności MUSI?
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | worek kości (2937 punktów) | >Twoje równanie wygląda tak. MUSI=BÓG Jedno warte drugiego.
Masz chyba jakieś religijne skojarzenia z terminem "Bóg", a przecież ja zaproponowałem definicję bardzo skromną, zupełnie niereligijną.
>>Jeśli zgadzamy się, że łańcuch materialnych przyczyn NIE MOŻE biec w nieskończoność, to MUSI być coś, co ten łańcuch przerwie. Tak czy nie? >Ja się nie zgadzam. Masz taka wiedzę? Bo ja nie.
Wydaje mi się to wyłącznie kwestią logiki, analizy pojęciowej. Jeśli łańcuch przyczyn nie może biec w nieskończoność, to coś go musi przerwać. Jeśli łańcuch przyczyn może biec w nieskończoność, to nic go nie musi przerywać. Jeśli materii nie może być nieskończenie wiele, to musi być jej skończona ilość. I tak dalej. Dość proste.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | farmer (22440 punktów) | >>Twoje równanie wygląda tak. MUSI=BÓG Jedno warte drugiego. >Masz chyba jakieś religijne skojarzenia z terminem "Bóg", a przecież ja zaproponowałem definicję bardzo skromną, zupełnie niereligijną.
MUSI ma ciekawą tendencję. Jego złożoność jest proporcjonalna do nauki stanu wiedzy.
Propozycja terminu MUSI przez lata odpowiada tym samym czynnikom. Czy to będzie MUSI gromowładny czy MUSI rwący łańcuchy materialne to nie zmienia niczego.
U pierwotnego człowieka i u współczesnego pojawia się nieśmiertelne MUSI.
Twój MUSI zależny jest od wiedzy jaką posiadasz tak samo jak MUSI kolesia tłukącego kamienie.
"ON" wyjaśnił sobie gromy na ten sam sposób na jaki TY wyjaśniasz ciąg. Efekt jest taki sam. "ON" podrzucił może jeszcze jakieś Jagnię na wszelki wypadek.
Nie widzę różnicy. Różnicę widzę gdy zastosowanie logika objawia się np. Sondą lecąca w kierunku "kozy" znaczy się gwiazdozbioru Żyrafy.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 3 | worek kości (2937 punktów) | Nawet w logice masz problem z koniecznością?
Dwa pytania:
1. Dwa plus dwa musi się równać cztery czy nie musi? Innymi słowy - czy wynik zależy od stanu naszej wiedzy, czy jest taki a nie inny z logicznej konieczności?
2. Jeżeli nie jest prawdą, że jakiś zbiór zawiera nieskończenie wiele elementów, to czy wynika z tego - z konieczności - że zbiór ten zawiera skończoną ilość elementów?
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | farmer (22440 punktów) | >Nawet w logice masz problem z koniecznością?
Ty malujesz obraz realnym pędzlem. Ale ten świat istnieje tylko w Twojej głowie.
Mogę Ci tylko pogratulować że przebijasz Hawkinga.
Wyobraź sobie że mam teraz dwa teksty przed sobą. Jeden napisany przez Ciebie drugi napisany przez Hawkinga.
Kogo wersję mam wybrać? Nieznanego gościa? Czy tego trochę bardziej znanego. Z konieczności wybiorę tego który zajmował się tym kilkadziesiąt lat.
Jak sam wyżej tam komuś napisałeś. Wybiera się lepszych zawodników.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >Wyobraź sobie że mam teraz dwa teksty przed sobą. Jeden napisany przez Ciebie drugi napisany przez Hawkinga. >Kogo wersję mam wybrać? Nieznanego gościa? Czy tego trochę bardziej znanego.
Ejże, to strasznie słabe jest. Moje argumenty odwołują się do logiki. Nie twierdzę, że są poprawne - mogę się mylić, piszę te posty dość szybko - ale każdy może prześledzić tok mojego rozumowania, bo nie odwołuję się tutaj do żadnej wiedzy tajemnej. No i jeśli Ty nagle mówisz - sorry, ale Hawking twierdzi coś innego - to wygląda to tak, jakbyś swój światopogląd opierał nie na własnym rozumie, ale na zdaniu jakiegoś (nawet genialnego) guru.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | farmer (22440 punktów) | >>Wyobraź sobie że mam teraz dwa teksty przed sobą. Jeden napisany przez Ciebie drugi napisany przez Hawkinga. >>Kogo wersję mam wybrać? Nieznanego gościa? Czy tego trochę bardziej znanego. >Ejże, to strasznie słabe jest. Moje argumenty odwołują się do logiki.
? No a jego nie?
>Nie twierdzę, że są poprawne - mogę się mylić, piszę te posty dość szybko - ale każdy może prześledzić tok mojego rozumowania, bo nie odwołuję się tutaj do żadnej wiedzy tajemnej. No i jeśli Ty nagle mówisz - sorry, ale Hawking twierdzi coś innego - to wygląda to tak, jakbyś swój światopogląd opierał nie na własnym rozumie, ale na zdaniu jakiegoś (nawet genialnego) guru.
Jak to nagle? Hawking jest dostępny dla wszystkich. Ja tylko nie mam tyle wiedzy by wyjść przed szereg. Staram się czytać.
Czytam Ciebie czytam "jego" słuchałem co ma do powiedzenia Feynman
....Jeśli chcesz jako fizyk zrobić kawałek naprawdę dobrej roboty, to musisz ją robić nieprzerwanie. A to dlatego, że jeśli układa się w całość pomysły mgliste i trudne do zapamiętania, to tak jakby budowało się domek z kart, bardzo chwiejny, a zapomnienie choćby jednej z nich powoduje rozsypanie się całej konstrukcji. Nie wiesz, jak doszedłeś do tego, co już miałeś i musisz zaczynać budowę od początku. a jeśli masz obowiązki administracyjne lub coś w tym rodzaju, to zawsze coś ci przerywa.
Staram się czytać różnych gości. I nawet zastanawiałem się co miał na myśli Heisenberg
Pierwszy łyk z kielicha nauk przyrodniczych czyni ateistą - ale na dnie kielicha czeka Bóg
"FUCK" wszyscy mają rację? I Ty też? To chyba coś jest nie tak. I skoro piszesz o światopoglądzie bazowanym na jakimś guru to ja właśnie jestem daleki od tego.
Ale jak sobie wyrobić ów światopogląd? Parać się całe życie fizyką jak mówił Feynman bo coś po drodze zgubię?
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | |
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | >Wydaje mi się to wyłącznie kwestią logiki, analizy pojęciowej. Jeśli łańcuch przyczyn nie może biec w nieskończoność, to coś go musi przerwać. Jeśli łańcuch przyczyn może biec w nieskończoność, to nic go nie musi przerywać. Jeśli materii nie może być nieskończenie wiele, to musi być jej skończona ilość. I tak dalej. Dość proste.
Dość. Ale nie ma w tym niczego, co by musiało zostać uznane za pewnik.
Dlaczego niby łańcuch przyczyn nie może biec w nieskończoność (rozumie się, że chodzi o nieskończoność "wsteczną", bo, o dziwo, "do przodu" może)? Dla mnie - może - i nie widzę tu żadnej niemożliwości. Ba, widzę taką możliwość i jest ona dużo większa od prawdopodobieństwa jakiegoś Boga, który zmuszony jest niejako przez nasz umysł do objawienia się i ustawienia w określonym momencie, podporządkowany naszej idei czasu.
Dlaczego niby materii nie może być nieskończenie wiele?
To wszystko jest tylko przygotowywaniem założeń pod zamierzony cel rozumowania. Powiem więcej - poznawczo są to konstrukty zupełnie bezwartościowe, już choćby z tego prostego powodu, że Bóg w jakimkolwiek swoim aspekcie poznawalny przedmiotowo (a nie podmiotowo z własnej woli) nie jest tym Bogiem, o którego wam chodzi.
Są to ponadto konstrukty bezwartościowe również z tego powodu, że są obliczone na "zadziwienie" umysłów nieobytych z logiką i różnorodnością możliwych koncepcji dotyczących ontologii. Żaden filozof dziś już nie może bezkrytycznie przyjąć argumentów tomistycznych, gdyż łatwo jest zauważyć, że opierają się tylko i wyłącznie na intuicjach wywodzących się z doświadczeń naszego codziennego życia i żadną miarą nie mogą stanowić wiarygodnego narzędzia do orzekania w kwestiach przyczyn Wszechświata.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | worek kości (2937 punktów) | >Dlaczego niby materii nie może być nieskończenie wiele?
Zdaje się, że fizyka mniej więcej potrafi dzisiaj oszacować rozmiary wszechświata i ten rozmiar - chociaż się ponoć powiększa - to jednak jest skończony. No i wydaje mi się nieco problematyczne, by nieskończoną ilość materii upchnąć w pojemniku o skończonej objętości.
>nie jest tym Bogiem, o którego wam chodzi.
Jakieś nieżyczliwe założenie tutaj robisz - tak coś czuję - że filozofom chodzi o Boga jakiejś określonej religii.
>Żaden filozof dziś już nie może bezkrytycznie przyjąć argumentów tomistycznych, gdyż łatwo jest zauważyć, że opierają się tylko i wyłącznie na intuicjach wywodzących się z doświadczeń naszego codziennego życia i żadną miarą nie mogą stanowić wiarygodnego narzędzia do orzekania w kwestiach przyczyn Wszechświata.
Tego nie wiesz. W ogóle nasze narzędzia poznawcze zostały ukształtowane w procesie ewolucji - i chyba nikt temu tutaj nie przeczy - ale ciężko powiedzieć, by ewolucja promowała posiadanie prawdziwych przekonań o świecie. W ewolucji chodzi raczej o skuteczność w przetrwaniu. W tym kontekście mówienie o jakimś narzędziu, że jest mniej lub bardziej wiarygodne nie ma sensu. W kontekście ewolucjonizmu należałoby raczej mówić o narzędziach mniej lub bardziej skutecznych w ramach pewnego arbitralnego modelu rzeczywistości.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Hodża (11172 punktów) | > >Dlaczego niby materii nie może być nieskończenie wiele?> Zdaje się, że fizyka mniej więcej potrafi dzisiaj oszacować rozmiary wszechświata i ten rozmiarZdaje się.  > >nie jest tym Bogiem, o którego wam chodzi.> Jakieś nieżyczliwe założenie tutaj robisz - tak coś czuję - że filozofom chodzi o Boga jakiejś określonej religii.A mnie kiedyś się wydawało, że w tych różnych "dowodach" na istnienie Boga, to rzeczywiście chodziło o Boga a nie o np. Pierwszą Przyczynę. Ciekaw jestem, co w tym arystotelesowskim rozumowaniu jest takiego, co by wskazywało na istnienie jakiejś Super-Mega-Osoby. Teraz już mi się nie wydaje. We wszystkich tych rozumowaniach próbowano dociec "niewystarczalności" tego świata. Jak można było oczekiwać, te zadziwiające pokazy sztukmistrzów w dziedzinie ekwilibrystyki filozoficzno-semantyczno-logicznej polegały w każdym przypadku na umiejętnym schowaniu królika w kapeluszu, z którego go później z wielkim hałasem wyciągano. > >Żaden filozof dziś już nie może bezkrytycznie przyjąć argumentów tomistycznych, gdyż łatwo jest zauważyć, że opierają się tylko i wyłącznie na intuicjach wywodzących się z doświadczeń naszego codziennego życia i żadną miarą nie mogą stanowić wiarygodnego narzędzia do orzekania w kwestiach przyczyn Wszechświata.> Tego nie wiesz. W ogóle nasze narzędzia poznawcze zostały ukształtowane w procesie ewolucji - i chyba nikt temu tutaj nie przeczy - ale ciężko powiedzieć, by ewolucja promowała posiadanie prawdziwych przekonań o świecie. W ewolucji chodzi raczej o skuteczność w przetrwaniu. W tym kontekście mówienie o jakimś narzędziu, że jest mniej lub bardziej wiarygodne nie ma sensu.W ostatnim zdaniu zaprzeczyłeś temu, co mądrze do tego momentu udało ci się napisać. Właśnie dlatego, że ewolucja dostroiła nasze intuicje do wymogów sawanny i potrzeby umiejętności unikania spotkań z lwem, nie należy po niej spodziewać się tego, że pomoże nam odnaleźć Boga w płomieniach gorejącego krzaka.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 5 | worek kości (2937 punktów) | >Właśnie dlatego, że ewolucja dostroiła nasze intuicje do wymogów sawanny i potrzeby umiejętności unikania spotkań z lwem, nie należy po niej spodziewać się tego, że pomoże nam odnaleźć Boga w płomieniach gorejącego krzaka.
Ta sama ewolucja przy pomocy tych samych narzędzi od samego początku kierowała ludzi ku jakiejś transcendencji (gorejącym krzakom) i z faktu rozpowszechnienia religii wynika, że jednak ludzie tego Boga w różnych miejscach odnajdywali.
Ale istnieje ciekawy argument, który wychodząc od ewolucji podważa prawdziwościowe roszczenia naturalistów:
1. Ludzkie narzędzia poznawcze wykształciły się w procesie ewolucji. 2. Proces ewolucji promuje skuteczne, a nie prawdziwe przekonania o świecie (można być skutecznym nie posiadając prawdziwych przekonań o świecie). 3. Naturalizm jest poglądem wytworzonym przez ludzkie narzędzia poznawcze. 4. Naturalizm głosi, że istnieje tylko to, co mogą badać nauki przyrodnicze. 5. Naturaliści nie mogą twierdzić, że ich pogląd jest prawdziwy, ponieważ jest on wytworem narzędzi, które mają zapewniać przede wszystkim skuteczne, a nie prawdziwe przekonania o świecie.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . Dla Pana zapewne ten wywód to takie "Eksperymenty myślowe jako narzędzie badawcze w filozofii", ale dla mnie to tylko próbka tego jak sobie Piotruś z KUL-u naturalizm wyobraża: > Ale istnieje ciekawy argument, który wychodząc od ewolucji podważa prawdziwościowe roszczenia naturalistów:> 1. Ludzkie narzędzia poznawcze wykształciły się w procesie ewolucji.Jeżeli nie stworzył nas Bóg, to chyba wykształciły się w procesie ewolucji. > 2. Proces ewolucji promuje skuteczne, a nie prawdziwe przekonania o świecie (można być skutecznym nie posiadając prawdziwych przekonań o świecie).Darwinowska teoria ewolucji nie mówi o żadnej "skuteczności przekonań", a o skuteczności reprodukcji. Najskuteczniej reprodukują się osobniki najlepiej przystosowane. Nauka pokazuje, że w przypadku hominidów najlepiej reprodukowały się osobniki przekazujące sobie, coraz bardziej złożone, informacje i tworzące dzięki temu lepiej zorganizowane wspólnoty społeczne. Aby zdobywać (najlepsze, gdyż weryfikowalne) informacje o otaczającej rzeczywistości i je przekazywać potrzebne są zmysły, uzbrojone w jakieś narzędzia (materialne i intelektualne) oraz przetwarzający je umysł. Początkowo narzędzia mogą być bardzo prymitywne, ale stają coraz lepsze, gdy okazują się przydatne udanej reprodukcji. Nie można być skutecznym nie posiadając prawdziwych weryfikowalnych przez praktykę informacji o świecie. www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,577088#w577333Czy prawdziwe przekonania o świecie to jest to co "napruci winem i palący zioła" przed wiekami wymyślili, a następnie chrześcijańscy kapłani i myśliciele dokumentnie przemłócili? > 3. Naturalizm jest poglądem wytworzonym przez ludzkie narzędzia poznawcze.Bzdura, jeżeli już, to naturalizm metodologiczny jest paradygmatem współczesnych nauk przyrodniczych wytworzonych przez ludzką umysłowość i weryfikację doświadczalną. Nauka nie przyjęła żadnych metafizycznych założeń. Do fizykalizmu, monizmu, naturalizmu, materializmu i jak jeszcze by tego nie nazywał nauka doszła przez praktykę, stale potwierdzaną w doświadczeniach. W nauce dogmaty są nie możliwe, gdyż niczego nie przyjmuje się "na wiarę" wszystko (już z założenia) poddawane jest krytycznej weryfikacji. Naturalizm metodologiczny jako konieczny warunek naukowości Zgodnie z postulatem naturalizmu metodologicznego świat przyrody, włączając ludzi, wyjaśnia się w nauce jedynie przy pomocy pojęć odnoszących się do przedmiotów i procesów występujących w przyrodniczym porządku przyczynowym. Nie stosuje się żadnych odwołań do czynników nadnaturalnych czy transcendentnych wobec przyrody.
Naturalizm metodologiczny z założenia jest więc warunkiem koniecznym uprawiania nauki. Jest częścią jej definicji. Na mocy tej definicji wszelkie wyjaśnienia odwołujące się do jakichś bytów nieprzyrodniczych muszą być nienaukowe.> 4. Naturalizm głosi, że istnieje tylko to, co mogą badać nauki przyrodnicze.Tak, włazi na ambony i głosi, że Naturalizm ontologiczny jest związany z naturalizmem metodologicznym i głosi, że za realnie istniejące wolno nam uznać wyłącznie te byty, które mogą być poznane przy uwzględnieniu naturalistycznych zasad metodologicznych. Naturalizm ontologiczny nie wyklucza więc a priori istnienia jakichkolwiek bytów, przyjmuje natomiast, że istnienie to możemy prawomocnie stwierdzić o tyle tylko, o ile byty te są nam bezpośrednio lub pośrednio dostępne w jakimś doświadczeniu poddającym się intersubiektywnie zrozumiałemu opisowi oraz o ile twierdzenia składające się na taki opis zostaną sprawdzone w sposób intersubiektywnie dostępny. Ponieważ współczesne nauki empiryczne, a zwłaszcza nauki przyrodnicze w największym stopniu czynią zadość wymogom naturalizmu metodologicznego, więc naturalizm ontologiczny przyjmuje, że nauki te dostarczają nam najbardziej wiarygodnej i adekwatnej wiedzy na temat rzeczywistości - tego, co istnieje.
>5. Naturaliści nie mogą twierdzić, że ich pogląd jest prawdziwy, Naturalizm jest tylko postawą poznawczą (paradygmatem) [url=http://www.racjonalista.pl/forum.php/z,0/d,1/s,562465#w563250] nauk przyrodniczych, a tam nie ma żadnych twierdzeń "na wiarę". Podstawą nauki jest doświadczalna weryfikacja> ponieważ jest on wytworem narzędzi,W jakiej głowie może powstać tak dziwny wytwór jak "wytwór narzędzi". Przecież to od razu jest bzdura pozbawiona sensu. Tak, człowiek przy pomocy umysłu powiązanego ze zmysłami i uzbrojony w różnorodne narzędzia tworzy przeróżne stwory. Intelektualne narzędzie jakim jest naturalizm metodologiczny domaga się na każde twierdzenie praktycznej weryfikacji i dlatego tak się doskonale w praktyce sprawdza. > które mają zapewniać przede wszystkim skuteczne, a nie prawdziwe przekonania o świecie.Następna bzdura, a czymże u Szanownego Pana miałyby być "prawdziwe przekonania o świecie"? To te wymyślone w Rzymie, a przetrawione na KUL-u? Przecież to bzdura! Zbliża nas do prawd o istniejącej obiektywnie rzeczywistości tylko nauka, w badaniach prowadzonych zgodnie z jej metodologią. Pan uważa, że reprezentowane tu przez Pana środowisko posiada jakiś patent na PRAWDĘ o świecie, którą należy przyjąć na WIARĘ, gdyż przy pomocy ludzkiego umysłu uzbrojonego nawet w najbardziej precyzyjne narzędzia jest ona ludziom niedostępną. Powiedz tylko Pan, a na cholerę nam taki wymysł (Bóg), którego w jakikolwiek sposób doświadczyć nie można. Panu może i potrzebny, gdyż daje na chlebek, ale mnie po co? @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >>1. Ludzkie narzędzia poznawcze wykształciły się w procesie ewolucji. >Jeżeli nie stworzył nas Bóg, to chyba wykształciły się w procesie ewolucji.
No o tym piszę właśnie.
>>2. Proces ewolucji promuje skuteczne, a nie prawdziwe przekonania o świecie
>Początkowo narzędzia mogą być bardzo prymitywne, ale stają coraz lepsze, gdy okazują się przydatne udanej reprodukcji. Nie można być skutecznym nie posiadając prawdziwych weryfikowalnych przez praktykę informacji o świecie.
To, że jedne narzędzia są skuteczniejsze od innych, wcale nie oznacza, że są one prawdziwe. Chyba że skuteczność utożsamimy z prawdą, że prawdziwe jest to, co skuteczne, ale takie pragmatyczne ujęcie prawdy znacznie odbiega od klasycznego, w którym prawda jest czymś niezmiennym, absolutnym.
>>3. Naturalizm jest poglądem wytworzonym przez ludzkie narzędzia poznawcze. >Bzdura, jeżeli już, to naturalizm metodologiczny jest paradygmatem współczesnych nauk przyrodniczych wytworzonych przez ludzką umysłowość i weryfikację doświadczalną.
"Ludzka umysłowość" i "weryfikacja doświadczalna" to wciąż ludzkie narzędzia poznawcze.
>>4. Naturalizm głosi, że istnieje tylko to, co mogą badać nauki przyrodnicze. >Tak, włazi na ambony i głosi,
Z jednej strony się czepia, a z drugiej pisze to samo:
"naturalizmem metodologicznym głosi, że za realnie istniejące wolno nam uznać wyłącznie te byty, które mogą być poznane przy uwzględnieniu naturalistycznych zasad metodologicznych".
"naturalizm ontologiczny przyjmuje, że nauki te (przyrodnicze) dostarczają nam najbardziej wiarygodnej i adekwatnej wiedzy na temat rzeczywistości - tego, co istnieje".
"wszelkie wyjaśnienia odwołujące się do jakichś bytów nieprzyrodniczych muszą być nienaukowe".
Czyli w skrócie: istnieje tylko to, co mogą badać nauki przyrodnicze.
>>5. Naturaliści nie mogą twierdzić, że ich pogląd jest prawdziwy, >Podstawą nauki jest doświadczalna weryfikacja
No i to jest założenie naturalizmu. Ale czy można je zweryfikować? Czy teza, że podstawą nauki powinna być weryfikacja empiryczna jest możliwa do empirycznego zweryfikowania? Jeśli teza "podstawą nauki jest doświadczalna weryfikacja" jest tezą naukową, to musi się poddawać doświadczalnej weryfikacji - jak wszystko w nauce.
>W jakiej głowie może powstać tak dziwny wytwór jak "wytwór narzędzi (poznawczych)". >Intelektualne narzędzie jakim jest naturalizm metodologiczny
Najpierw krytykujesz mój termin a potem sam go używasz. Dziwne.
>czymże u Szanownego Pana miałyby być "prawdziwe przekonania o świecie"?
Są to zdania w sensie logicznym - czyli takie zdania, o których można powiedzieć, że są prawdziwe lub fałszywe - które zawierają prawdziwe sądy na temat świata.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . Gdy dwóch mówi to samo, to wcale nie znaczy to samo, a my zupełnie tego samego nie mówimy, przypisujemy słowom, zdaniom, terminom, pojęciom inne (czasem zupełnie) znaczenie. Tyle, iż ja starałem się poznać filozofię chrześcijańską oraz teologię i w miarę mogę zrozumieć Pańskie ścieżki myślenia, a Pan odrzuca moje poglądy a priori przed wszelką próbą ich zrozumienia.Ot - ping-pong. > 1. Ludzkie narzędzia poznawcze wykształciły się w procesie ewolucji.Jeżeli nie stworzył nas Bóg, to chyba wykształciły się w procesie ewolucji.> No o tym piszę właśnie.O czym" O tym, iż stworzył nas Bóg, czy o tym, że jesteśmy wynikiem procesów ewolucyjnych? > 2. Proces ewolucji promuje skuteczne, a nie prawdziwe przekonania o świecie (można być skutecznym nie posiadając prawdziwych przekonań o świecie). Darwinowska teoria ewolucji nie mówi o żadnej "skuteczności przekonań", a o skuteczności reprodukcji. Najskuteczniej reprodukują się osobniki najlepiej przystosowane. Nauka pokazuje, że w przypadku hominidów najlepiej reprodukowały się osobniki przekazujące sobie, coraz bardziej złożone, informacje i tworzące dzięki temu lepiej zorganizowane wspólnoty społeczne. Aby zdobywać (najlepsze, gdyż weryfikowalne) informacje o otaczającej rzeczywistości i je przekazywać potrzebne są zmysły, uzbrojone w jakieś narzędzia (materialne i intelektualne) oraz przetwarzający je umysł.
Początkowo narzędzia mogą być bardzo prymitywne, ale stają coraz lepsze, gdy okazują się przydatne udanej reprodukcji. Nie można być skutecznym nie posiadając prawdziwych weryfikowalnych przez praktykę informacji o świecie.> To, że jedne narzędzia są skuteczniejsze od innych, wcale nie oznacza, że są one prawdziwe.Ja w ogóle nie rozumiem co znaczy prawdziwość narzędzi? Bardziej prawdziwy jest język, czy logika? Młotek, czy komputer?> Chyba że skuteczność utożsamimy z prawdą,Zupełnie nie rozumiem co Pan pisze? Jaką prawdą? Prawdy doświadczalnej o istniejącej obiektywnie rzeczywistości, czy Prawdy transcendentnej? > że prawdziwe jest to, co skuteczne,Czego ta skuteczność ma dotyczyć? Praktycznego poznania rzeczywistości, magii, czy też skuteczności darów bogom i kiedy tą skuteczność uznamy za prawdziwość? > ale takie pragmatyczne ujęcie prawdy znacznie odbiega od klasycznego, w którym prawda jest czymś niezmiennym, absolutnym. Według mnie prawd jest wiele, a najwyższym jej weryfikatorem jest doświadczalna powtarzalność - czyli praktyka. Uważam, że istnieje tylko jedna prawda i jest nią obiektywnie istniejąca rzeczywistość, a ponieważ jest bardzo złożona i do jej poznania prowadzi wiele przeróżnych dróg, to żadna z filozoficznie zdefiniowanych prawd nie jest tu wystarczającą. > 3. Naturalizm jest poglądem wytworzonym przez ludzkie narzędzia poznawcze. Bzdura, jeżeli już, to naturalizm metodologiczny jest paradygmatem współczesnych nauk przyrodniczych wytworzonych przez ludzką umysłowość i weryfikację doświadczalną.> "Ludzka umysłowość" i "weryfikacja doświadczalna" to wciążTyle, że ja nie rozumiem co to znaczy "ludzkie narzędzia poznawcze"? Rozumiem termin "procesy poznawcze", ale nie rozumiem Pańskiego teologicznego języka. Ale powiedzmy, że mózg wraz ze zmysłami stanowią "ludzkie narzędzia poznawcze". Jeżeli Pan się na takie rozumienie godzi, to ja też. Tyle tylko, iż wówczas naturalizm jest wytworem umysłu, a nie żadnych narzędzi poznawczych. > 4. Naturalizm głosi, że istnieje tylko to, co mogą badać nauki przyrodnicze. Tak, włazi na ambony i głosi,> Z jednej strony się czepia,Tak, ten wstęp to była drobna złośliwość dotycząca możliwości upowszechniania poglądów. > a z drugiej pisze to samo:Jeżeli piszę to samo, to cytuj Pan reprezentantów naturalizmu, zamiast wstawiania Pańskich pokręconych opisów, służących deprecjacji tego stanowiska. Tego wymaga naukowa rzetelność, do której wszak Pan aspiruje. > Czyli w skrócie: istnieje tylko to, co mogą badać nauki przyrodnicze.Właśnie o to chodzi - istnieje tylko to, co Piotruś zrozumieć potrafi. Może jednak stać Pana aby odnieść się do definicji bez Pańskich skrótów i matactw. Jeżeli zaś Pan czegoś nie potrafi zrozumieć, to wystarczy napisać i wyjaśnię. > 5. Naturaliści nie mogą twierdzić, że ich pogląd jest prawdziwy, Podstawą nauki jest doświadczalna weryfikacja> No i to jest założenie naturalizmu.Tak, ważny kawałek z jego założeń. > Ale czy można je zweryfikować?> Czy teza, że podstawą nauki powinna być weryfikacja empiryczna jest możliwa do empirycznego zweryfikowania? Jeśli teza "podstawą nauki jest doświadczalna weryfikacja" jest tezą naukową, to musi się poddawać doświadczalnej weryfikacji - jak wszystko w nauce.Weryfikowana jest permanentnie od wieków. Dzięki takiej postawie poznawczej jeździ Pan samochodem, czy pisze na komputerze. > Najpierw krytykujesz mój termin a potem sam go używasz. Dziwne.Dla mnie bardziej dziwnym jest, że im bliżej Pańskiej obrony tym bardziej zbliża się Pan poziomem do doktora Hejtibeats, a ja piszę z sympatii do Pana, gdyż choć zdecydowanie wiem, iż moje alternatywne do Pańskich poglądy są zupełnie nie przyjęcia przez Pana, to chciałbym, aby przed ich odrzuceniem zrozumiał Pan z nich wszystko, co tylko dla Pana jest intelektualnie możliwym. Dalszy ciąg w następnym poście.@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Episode_2 (3284 punktów) | Ale co proponujesz w zamian? Mamy wybierać między modelem skutecznym a prawdziwym? Ale jeśli nie mamy narzędzi do poznania prawdy obiektywnej to nie możemy poznać, który model jest prawdziwy. Możemy tylko wybierać między skutecznym a nieskutecznym. To co byś wybrał?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >Ale co proponujesz w zamian?
A czy ja każę coś odrzucać? Po prostu wskazuję za różne trudności.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . Ciąg dalszy: Cytat z mojego posta:> 5. Naturaliści nie mogą twierdzić, że ich pogląd jest prawdziwy, Naturalizm jest tylko postawą poznawczą (paradygmatem) nauk przyrodniczych , a tam nie ma żadnych twierdzeń "na wiarę". Podstawą nauki jest doświadczalna weryfikacja> ponieważ jest on wytworem narzędzi, W jakiej głowie może powstać tak dziwny wytwór jak "wytwór narzędzi". Przecież to od razu jest bzdura pozbawiona sensu. Tak, człowiek przy pomocy umysłu powiązanego ze zmysłami i uzbrojony w różnorodne narzędzia tworzy przeróżne stwory. Intelektualne narzędzie jakim jest naturalizm metodologiczny domaga się na każde twierdzenie praktycznej weryfikacji i dlatego tak się doskonale w praktyce sprawdza.> które mają zapewniać przede wszystkim skuteczne, a nie prawdziwe przekonania o świecie. Następna bzdura, a czymże u Szanownego Pana miałyby być "prawdziwe przekonania o świecie"? To te wymyślone w Rzymie, a przetrawione na KUL-u? Przecież to bzdura! Zbliża nas do prawd o istniejącej obiektywnie rzeczywistości tylko nauka, w badaniach prowadzonych zgodnie z jej metodologią.> No i to jest założenie naturalizmu. Ale czy można je zweryfikować?Czy pracownik Wydziału Filozofii KUL-u z Instytutu Filozofii Teoretycznej Katedry Metodologii Nauk nie zna, bądź nie rozumie terminu paradygmat? > Czy teza, że podstawą nauki powinna być weryfikacja empiryczna jest możliwa do empirycznego zweryfikowania?Tak, jest permanentnie weryfikowaną, gdy przestanie być weryfikowalną trzeba będzie zmienić paradygmat nauk przyrodniczych, a jak na razie różni fideiści tylko marzą o tym i podejmują żenująco intelektualnie próby podważenia tego paradygmatu. > Naturaliści nie mogą twierdzić, że ich pogląd jest prawdziwy, ponieważ jest on wytworem narzędzi, które mają zapewniać przede wszystkim skuteczne, a nie prawdziwe przekonania o świecie.W jakiej głowie może powstać tak dziwny wytwór jak "wytwór narzędzi". Przecież to od razu jest bzdura pozbawiona sensu. Tak, człowiek przy pomocy umysłu powiązanego ze zmysłami i uzbrojony w różnorodne narzędzia tworzy przeróżne stwory. Intelektualne narzędzie jakim jest naturalizm metodologiczny domaga się na każde twierdzenie praktycznej weryfikacji i dlatego tak się doskonale w praktyce sprawdza.> Najpierw krytykujesz mój termin a potem sam go używasz. Dziwne.Ja też się dziwię? Widocznie znacznie przeceniałem Pańskie możliwości intelektualne. Naprawdę nie dostrzega Pan różnicy pomiędzy umysłem, a używanymi przez umysł narzędziami. Tak, język, logika, matematyka, paradygmaty poznawcze, to są narzędzia poznawcze rzeczywistości, ale one są wytworzone przez umysł, a nie przez żaden "wytwór narzędzi". czymże u Szanownego Pana miałyby być "prawdziwe przekonania o świecie"? (...) Zbliża nas do prawd o istniejącej obiektywnie rzeczywistości tylko nauka, w badaniach prowadzonych zgodnie z jej metodologią.> Są to zdania w sensie logicznym - czyli takie zdania, o których można powiedzieć, że są prawdziwe lub fałszywe - które zawierają prawdziwe sądy na temat świata.Pan sobie raczy żartować, to wprost jakaś deifikacja ludzkich narzędzi poznawczych. Nie, Szanowny Panie - wszelkie "wytwory narzędzi" (czyli uzyskane odpowiedzi po użyciu narzędzia) są zależne od ich użycia przez nasz umysł, a tu zarówno gdy użyje się niewłaściwego narzędzia, czy użyje się go w niewłaściwy sposób "żadnych prawdziwych przekonań o świecie" nie otrzymamy. Na przykład bzdurą jest stosowanie logiki dwuwartościowej, do której Pan się tu odwołuje do zrozumienia mechaniki kwantowej. Logika jest aż i tylko jednym z wielu narzędzi intelektualnych człowieka. Logika może dać nam jakieś prawdziwe odpowiedzi, ale wcale nie musi, czego dobrym przykładem są próby używania logiki przez naszych forumowych fideistów. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Hodża (11172 punktów) | >Ale istnieje ciekawy argument, który wychodząc od ewolucji podważa prawdziwościowe roszczenia naturalistów
"Podważa" jest słowem zbyt mocnym - powiedziałbym, że nakazuje szczególną ostrożność.
Ale metodologia nauk w dużej mierze swoją skuteczność zawdzięcza temu właśnie, że powstała z uwzględnieniem całej ułomności ludzkiego poznania, włączając w tę sferę nawet dość powszechną skłonność człowieka do oszustwa i przeinaczania na swoją korzyść rozmaitych faktów. W ten sposób narodził się postulat intersubiektywności obserwacji naukowych.
Gdyby nie sceptycyzm i niewiara, które stały się tworzywem metody naukowej (niewiara również w świadectwo ludzkich zmysłów czy jakąś przyrodzoną uczciwość człowieka), wszystkie nauki skończyłyby tam, gdzie wylądowała chiromancja i astrologia - na śmietniku historii. Tak się nie stało. Ta klawiatura, którą teraz czuję pod palcami jest tego świadectwem - i jednocześnie dowodem na to, że takie, a nie inne podejście do poznania nawet, jeśli cały czas obarczone jest ryzykiem, że jest "tylko" skuteczne, zbliża nas do prawdy, bo przecież koniec końców nie mamy innego probierza prawdy, niż zgodność teorii z praktyką - w tym przypadku (nauki) jak się wydaje, owa zgodność występuje.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| |  | 3 na 3 | Elasp (6859 punktów) |
>Cechy minimum: Bóg to byt, który stworzył świat i istnieje samoistnie. >Argument za uznaniem takiego bytu: >1. Wszystko, co materialne posiada rację swojego istnienia poza sobą. >2. Łańcuch materialnych przyczyn nie może ciągnąć się w nieskończoność, ponieważ wymagałoby to istnienia nieskończonej ilości materii. >3. Musi istnieć coś, co przerwie ten łańcuch (pierwsza przyczyna - stwórca świata), czyli coś, co istnieje samoistnie. >4. To coś nazywamy Bogiem.
Jest to drugi dowód Tomasza, z pewnym dodatkiem zawartym w założeniu 2. Ściśle biorąc, ze zdań 1-3 wynika alternatywa:
5) Istnieje jedna przyczyna niematerialna stwarzająca świat materialny, lub 6) Istnieje n niematerialnych przyczyn, które wprawdzie nie są w stanie samodzielnie stworzyć świata, ale stwarzają ten świat wspólnie.
Dlaczego miałoby więc wynikać akurat zdanie 4 (równe zdaniu 5)? Intuicja podpowiada, że im bardziej złożony jest przedmiot, tym większej liczby przyczyn potrzebuje. A świat materialny jest chyba czymś złożonym (nawet jego pierwszy stan jest czymś złożonym, przynajmniej potencjalnie, tzn. biorąc pod uwagę następstwa). Jeżeli powie się, że mnogość bytów, o której mówi alternatywa 5 może być traktowana jako jeden byt, można odpowiedzieć, że w takim razie wszystkie elementy świata materialnego mogą być traktowane jako jeden byt. Nie jest wtedy jasne, dlaczego ten jeden Byt miałby podporządkowywać się zasadzie 1. To, co charakterystyczne dla części, nie musi być charakterystyczne dla całości (vide zawodność rozumowania indukcyjnego).
Poza tym dowód byłby konkluzywny jedynie przy założeniu, że pojęcie bytu, który jest niematerialny i samodzielny zarazem nie zawiera sprzeczności. Można jednakże twierdzić, że wszystkie przykłady bytów niematerialnych, jakie możemy ewentualnie podać, to przykłady bytów jakoś zależnych od przedmiotów materialnych.
Trudności te pozostają nawet jeżeli przyjmiemy, że jest to argument, a nie dowód sensu stricto.
|
|
| |  | 6 na 6 | Fizyk (17637 punktów) | > ... pierwsza przyczyna - stwórca świata ... To coś nazywamy Bogiem.Czyli Bóg jako fluktuacja kwantowa. Tylko tyle?
|
|
| |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . No więc mnie do ateizmu przekonałby twardy naukowy dowód, że Bóg nie istnieje. Oczywiście bez podania choćby w najogólniejszych zarysach cech owego Boga, którego szukamy a którego nie znajdujemy, Twoje pytanie jest dokładnie równoważne zdaniu "mnie do atwonkizmu przekonałby twardy dowód, że Twonk nie istnieje". Cóż powiedzieć o takim podejściu epistemologicznym.> Cechy minimum: Bóg to byt, który stworzył świat i istnieje samoistnie.Jakieś weryfikowalne przez ludzkie zmysły minimum, które przemawia za samoistnym istnieniem istnienia (bytu)? Jakieś weryfikowalne przez ludzkie zmysły minimum, które przemawia z tym, iż świat został stworzony? > Argument za uznaniem takiego bytu:"Argumenty" wydumane przez filozofów chrześcijańskich i oparte na autorytecie Kościoła, bez najmniejszej możliwości praktycznej naukowej weryfikacji. > 1. Wszystko, co materialne posiada rację swojego istnienia poza sobą.Co to znaczy "racja istnienia"? To coś takiego jak prawo do uprawiania "fideistycznej logiki", czyli pieprzenia bezsensownych głupot, przez wierzących w różne bajdy.> 2. Łańcuch materialnych przyczyn nie może ciągnąć się w nieskończoność, ponieważ wymagałoby to istnienia nieskończonej ilości materii.Dlaczego nie może istnieć nieskończony łańcuch materialnych przyczyn i nieskończona ilość materii. Nauka ma weryfikowalne dowody powstawania materii z "niczego". www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,160562#w163134www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,160562#w163183www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,635198#w638045> 3. Musi istnieć coś, co przerwie ten łańcuch (pierwsza przyczyna - stwórca świata), czyli coś, co istnieje samoistnie.Proszę udowodnić naukowo te "muszenie". > 4. To coś nazywamy Bogiem. A co to jest "Bóg"? Przerwa w łańcuchu? To po co te całe bajdy, począwszy od stworzenia po chodzenie piechotą po jeziorze Genezaret? > Oczywiście można utrzymywać, że świat jako całość może mieć boskie cechy (panteizm), że istnieje sam z siebie itd, ale wtedy świat jako całość musiałby mieć inną naturę, niż jego poszczególne, materialne części, które są uwikłane w badane przez naukę relacje przyczynowo-skutkowe.Tak, fantazja ludzka - jak i głupota - są nieograniczone i spekulować (pieprzyć) można nieskończenie, tylko to jest forum racjonalistyczne z aspiracjami do naukowego rozumienia istniejącej obiektywnie rzeczywistości, a nie np. seminarium doktoranckie na KUL-u. @@@ .
|
|
| |  | | Drobner (19539 punktów) | Pytam, a następnie dostosuję się do Twojej odpowiedzi: Czy chcesz żebym dołączył do dyskusji i analizował Twoją propozycję definicji?
Drobner, ?
|
|
 | 3 na 3 | Jan Res (4015 punktów) | >No więc mnie do ateizmu przekonałby twardy naukowy dowód, że Bóg nie istnieje.
Niech Pan więc udowodni, że NIE istnieją: Latający Potwór Spaghetti, biały jednorożec, krasnoludki lub czajniczek Russela - do wyboru. Nie chce się Panu, czy nie potrafi Pan tego zrobić? Dlaczego?
|
|
 | 2 na 2 | pawel_wr (4297 punktów) | > No więc mnie do ateizmu przekonałbyHm, a nie przekonuje Ciebie zachowanie polskich hierarchów katolickich ?  Nie przekonuje Ciebie do ateizmu życie i działalność JP II ? 
Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
|
|
|  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | > >No więc mnie do ateizmu przekonałby> Hm, a nie przekonuje Ciebie zachowanie polskich hierarchów katolickich ?Kościół jest wspólnotą grzeszników. > Nie przekonuje Ciebie do ateizmu życie> i działalność JP II ?  Co masz do JP2?
bembergiem w berg
|
|
6 na 6 | KORUND (4922 punktów) | >Powtarzam: Co mogłoby skłonić Was do odrzucenia swojej wiary i przyjęcia światopoglądu >racjonalistycznego opartego na dorobku nauki?
-Problem polega na tym, że wierzący bardzo chętnie podłączają się pod dorobek nauki. Zaadaptują do swych wierzeń nawet proces ewolucji i teorię wielkiego wybuchu. Więcej, niektórzy są przekonani, że wszystko co nauka odkrywa, dzieje się zgodnie z wolą bożą, że właśnie po to Bóg obdarzył człowieka rozumem, by mógł świat przez niego stworzony odkrywać. Posłużą się "argumentami", że większość naukowców była wierząca i nie zatrzymają się na Koperniku, czy Newtonie, z Einsteina też zrobią wierzącego. Ale to, że ich odkrycia podważają lub przeczą "mądrościom" ze świętych ksiąg, już argumentem dla nich nie będzie. Dzisiaj nawet trudno powiedzieć jaki był stosunek niektórych naukowców do religii i wiary w boga, w czasach, gdy religia dzieliła i rządziła. Obecnie z kolei mamy księży profesorów z tytułami naukowymi, którzy próbują zawłaszczać poszczególne dziedziny nauki na potrzeby propagowania starożytnego zabobonu. Tak więc, czegokolwiek, kiedykolwiek nauka by nie odkryła, wierzący zawsze będą się pocieszać istnieniem jakiegoś marginesu niesprawdzalności, braku dowodów na nieistnienie, innych wymiarów, nieznanych energii, wszelkich dziurek w kosmosie, czy mikroświecie, gdzie będą upychać swojego boga.
|
|
2 na 2 | Shenandoah Androktones (5 punktów) | Panie Andrzeju! Czy słyszał Pan o czymś takim jak gen VMAT2? Taki gen posiada każdy człowiek i popularnie nazywany jest Bożym genem. Jest on odpowiedzialny za to, na ile silna jest czyjaś wiara a więc człowiek z silnym genem VMAT2, nie jest w stanie zmienić wiary czy wyznania, nawet jak grożono by mu śmiercią. Natomiast ateista, jak stwierdzili naukowcy, nie wierzy w Boga bo nie umie gdyż jego Boży gen jest zbyt słaby. Nie umie wierzyć w Boga i nie jest w stanie tego pojąć.
Pozdrawiam
|
|
 | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . > Panie Andrzeju!> Czy słyszał Pan o czymś takim jak gen VMAT2?Nie słyszałem. Bioteologia
Historia naszej cywilizacji jest pełna opisów walk, prób podporządkowania i prób pogodzenia religii z nauką. Historia emancypacji nauki posiada swoich ciemiężycieli i swoje ofiary. Nie warto nawet przypominać, po której stronie była brutalna siła, a po której bohaterowie. Gdy struktury religijne utraciły środki bezpośredniego przymusu nauka przemówiła pełnym głosem.
Teologowie, od czasów Darwina znajdujący się w defensywie, w naukowym dyskursie stawiają tezę, że nauka zajmuje się tak wieloma sprawami, iż nie można mówić o spójnym światopoglądzie naukowym i przedstawiają kolejne zagadnienia, na które dzisiejsza nauka nie zna jeszcze odpowiedzi. Nie godzą się na "Boga białych plam", (trafnego określenia Isaaca Newtona), ale powołują się na Boga wszędzie tam, gdzie jeszcze w naukowym zrozumieniu świata pozostają luki. Agresywni publicyści zajmujący się popularyzacją nauki ośmieszają ten pogląd używając określenia "Bóg-zapchajdziura". Bardziej stonowany młody filozof Piotr Bylica W 1(20) numerze "Forum Klubowego" stawia tezę, "że współczesna nauka nie pozostawia żadnych luk ani w naszej wiedzy (...), ani w porządku świata, których wyjaśnienie wymagałoby odwołania do jakiejś nadnaturalnej, transcendentnej sfery postulowanej przez religie teistyczne. I kończy wywody stwierdzeniem: Skoro to nauka decyduje dziś o tym, co istnieje, a co nie, to warto pamiętać, że to co z jej założeń wynika, iż nie istnieją luki ani w porządku przyrodniczym, ani w naszej wiedzy, w którym byłoby miejsce dla jakiegoś bóstwa działającego w materialnym świecie".
Pstryk i wszystko jasne! No, może jednak nie tak bardzo, gdyż do dziś nie ma teorii w sposób przekonujący wyjaśniającej dlaczego ludzie wierzą w Boga. Dlaczego jest ich tak wielu, a wśród nich osoby wysoko wykształcone. Prawdopodobnie ten fenomen jest splotem wielu przyczyn, z których najważniejsze to proces socjalizacji i chyba jakieś uwarunkowania genetyczne.
Społeczne formatowanie ludzi, rozpoczynające się od samego momentu narodzenia, zostało już dosyć dobrze opisane i wiemy, jak bardzo trudno się z niego wyzwolić. Wraz z rozwojem wiedzy o mózgu zaczęto się zastanawiać, na ile nasze doświadczenia duchowe są odbiciem procesów neurologicznych. Niektórzy uczeni twierdzą, że nawet nasze poglądy polityczne w 30% uwarunkowane są genetycznie. Nic też dziwnego, że powstała nowa dziedzina nauki - neuroteologia. Polski "Newsweek" poświęca temu zagadnieniu sporo miejsca w dwóch numerach: z 2.12.2001 roku z okładkowymi tytułami: Bóg i mózg. Neuroteologia, Zrozumieć wiarę oraz z 20.2.2005 roku: Bóg i geny, Uczeni odnaleźli kod wiary w naszym DNA. Oczywiście medialnej sensacji w tych artykułach jest dużo, ale jest w nich sporo ciekawych informacji, czym zajmują się amerykańscy uczeni. Dean Hamer w książce The God Gene stawia tezę, że "gdyby człowiek nie został wyposażony przez naturę w biologiczną zdolność do przeżyć pozazmysłowych, nie mógłby ich odczuwać".
Tak naprawdę istnieje wiele różnych genów tworzących neurologiczną strukturę, a także substancji sygnałowych w mózgu pośredniczących w skomplikowanych procesach umysłowych. Niewątpliwie wpływają one na skłonność ludzi do przeżyć duchowych (aż po mistykę) i wiary w zjawiska nadprzyrodzone. Ale są to procesy dalece skomplikowane i nigdy nie znajdą prostych rozwiązań. Dlatego też, według "Newsweeka", "odpowiedź na pytanie, czy nasz mózg stworzył Boga, czy też Bóg stworzył mózg, wciąż pozostanie jedynie kwestią wiary". A moc ludzkiej wiary jest nie do przecenienia! /A.B.Izdebski/ www.racjon(*)hp/s,4873/q,Bog.bogowie.bostwa@@@ .
|
|
|  | 5 na 5 tom36 (229 punktów) (zablokowany) | >Pstryk i wszystko jasne! No, może jednak nie tak bardzo, gdyż do dziś nie ma teorii w >sposób przekonujący wyjaśniającej dlaczego ludzie wierzą w Boga. Dlaczego jest ich >tak wielu, a wśród nich osoby wysoko wykształcone. Prawdopodobnie ten fenomen jest >splotem wielu przyczyn, z których najważniejsze to proces socjalizacji i chyba jakieś >uwarunkowania genetyczne.
Trochę moim zdaniem w tych wywodach zapomina się o bardzo 'sprytnym' wynalazku religii monoteistycznych sprzed około 2tys lat (czy było to rzeczywiście cos nowego czy tylko odpowiednie akcentowanie i 'sprzedanie' nie ma tutaj znaczenia - ja takiej wiedzy nie mam wiec może ktoś uzupełni), które czyniło z nich wprost idealne narzędzie do skutecznego utrzymywania relacji pan i władca / poddany/niewolnik (w skrócie feudalnych). Wcześniejsze religie (zostanę przy Bliskim Wschodzie) zapewniały w zasadzie pomoc i ew. życie wieczne tylko ludziom zamożnym (ofiary za pomoc tu i teraz, dobra konieczne do zgromadzenia i 'zabrania') Czyli jakiś tam znikomy procent czy promil społeczeństwa. Reszcie poza ciężkim życiem w znoju, zależnym całkowicie od swojego pana/władcy nie oferowała praktycznie nic. I nagle pojawia się 'religia/wiara/bóg' który oferuje 'ludkom' sprawiedliwość i szczęśliwość - wprawdzie dopiero na tamtym świecie - ale to zawsze lepsze niż nic. Ale równocześnie jakież to wspaniale narzędzie dla 'rasy panów' o ileż więcej/skuteczniej można wycisnąć z ludka któremu się od urodzenia wpaja ze ma pracować w trudzie i znoju - znosić wszelkie nieprawości i niesprawiedliwość - a dostanie nagrodę 'po śmierci' Do tego bat w postaci 'ekskomuniki' - kasownik biletu do raju - i mamy idealne narzędzie wyzysku! A tutaj już leci z górki... genotypy osobników o umysłach nie potrafiących/chcących 'wierzyć' wystarczająco 'głęboko i bezmyślnie' przy pomocy ognia i miecza zostają skutecznie wyeliminowane z puli....
Cóż, w tym kontekście można się wiec raczej tylko dziwić 'dziwiącym' się; jak to się dzieje ze czasami osoba po 3 Uniwersytetach nie potrafi się wyzwolić z narkotyku religii...lub ze az tylu 'bezmyslnie wierzacych' mamy.... przy takiej presji na zdolności do 'wiary'.....
Nie wiele mniejsze znaczenie ma zapewne również ukonstytuowanie władzy mężczyzny nad kobieta w prawach "boskich". Jaka moc ma to 'boskie prawo' do dzisiaj wśród biedoty islamskiej nie trzeba chyba nikogo przekonywać. A jego cień czy echo dałoby się znaleźć, w co drugiej polskiej rodzinie.
PS.Na szczęście istnieje taka księga jak ST i podanie jej do przeczytania (z naciskiem na zrozumienie) nastolatkowi w wieku ca. 12-14 lat prawie gwarantuje powstanie takiego dysonansu w umyśle ze leczy z tego narkotyku religii - ze skutecznością prawie 100%
|
|
| |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | |
|
 | 7 na 7 | KORUND (4922 punktów) | > Panie Andrzeju!> Czy słyszał Pan o czymś takim jak gen VMAT2?> Taki gen posiada każdy człowiek i popularnie nazywany jest Bożym genem.> Jest on odpowiedzialny za to, na ile silna jest czyjaś wiara a więc człowiek z silnym> genem VMAT2, nie jest w stanie zmienić wiary czy wyznania, nawet jak grożono by mu śmiercią. Natomiast ateista, jak stwierdzili naukowcy, nie wierzy w Boga bo nie umie gdyż jego Boży gen jest zbyt słaby. Nie umie wierzyć w Boga i nie jest w stanie tego pojąć.> Pozdrawiam> -Rewelacje Dra Deana Hamera? www.kosciol.pl/article.php?story=20041117122010301 Cytat:Odkrycie to oznaczałoby, że wiara w Boga zdeterminowana jest przez kod genetyczny. Podważa ono również przekonanie, że wychowanie w środowisku religijnym ma duży wpływ na naszą wiarę. -Geny mają wpływ na budowę mózgu, jak zresztą na budowę wszystkich układów i tkanek, a budowa mózgu i aktywność poszczególnych obszarów sprawia, że istotnie podatność na wiarę jest u ludzi różna. Jednak podważanie roli indoktrynacji jest jawnie sprzeczne z obserwowaną rzeczywistością. Wojujący islamiści np. nie zachowują się ja obłąkani psychopaci ze względu na wyjątkowo silny "gen Allaha", ale dlatego że od dzieciństwa byli regularnie i intensywnie indoktrynowani. Im intensywniej ludzie są poddawani indoktrynacji religijnej oraz im bardziej izolowani od konkurencyjnych idei, tym częściej stają się fanatykami. Taka zależność jest faktem nie do podważenia.
|
|
|  | 2 na 2 | Appenzeller (3118 punktów) | > Cytat:Odkrycie to oznaczałoby, że wiara w Boga zdeterminowana jest przez kod genetyczny. Podważa ono również przekonanie, że wychowanie w środowisku religijnym ma duży wpływ na naszą wiarę. > Im intensywniej ludzie są poddawani indoktrynacji religijnej oraz im bardziej izolowani od konkurencyjnych idei, tym częściej stają się fanatykami. Taka zależność jest faktem nie do podważenia.Masz rację, ale te obie rzeczy nie wykluczają się przecież. Przyjąwszy istnienie genu, można spokojnie założyć jego większą częstość w środowisku religijnym. Osoba z takim bagażem genetycznym ma zwiększone szanse na skuteczną indoktrynację.
Są bakterie, które zabija się światłem (Boy)
|
|
| |  | 2 na 2 | KORUND (4922 punktów) | > Masz rację, ale te obie rzeczy nie wykluczają się przecież. Przyjąwszy istnienie genu, można spokojnie założyć jego większą częstość w środowisku religijnym. Osoba z takim bagażem genetycznym ma zwiększone szanse na skuteczną indoktrynację.-Oczywiście fenotyp to geny plus interakcje ze środowiskiem, ale odkrywca tego genu zdecydowanie przesadza, jeśli nie myli się całkowicie, że wychowanie w środowisku religijnym ma mały wpływ na naszą wiarę. Jeżeli faktycznie istnieje taki gen lub ich zestaw, to jest to przecież do udowodnienia. Raz, że istnieje, a dwa, można by wówczas zbadać grupę osób z różnych środowisk i sprawdzić, czy rzeczywiście częściej występuje w tym religijnym. Co i tak nie zmienia faktu, że dziecko obdarzone taki genem wychowane np. wśród ateistów i naukowców, miałoby małe szanse zostać fanatykiem religijnym, a to bez "boskiego genu", jak najbardziej mogłoby się nim stać, gdyby zajęli się nim różni mułłowie, odcinając mu kontakt z realnym światem i poddając permanentnej indoktrynacji. -Odnosząc sprawę do siebie. Nie wiem czy mam taki gen, ale byłem wierzącym gdzieś do ok. 17 roku życia, bo w taki środowisku byłem wychowany. Przestałem być wierzący, bo zacząłem myśleć indywidualnie, potem spotykać innych ludzi, czytać inne książki, co utwierdzało mnie w niewierze, ale geny mi się przecież nie zmieniły. Chyba, że moja podatność na wiarę była zaprogramowana genetycznie na ok. 17 lat
|
|
| | |  | 1 na 1 | Appenzeller (3118 punktów) | >Chyba, że moja podatność na wiarę była zaprogramowana genetycznie na ok. 17 lat % Po prostu próbowałeś, ale chrzest Ci się nie przyjął. Ze szczepieniami też tak bywa.
Są bakterie, które zabija się światłem (Boy)
|
|
4 na 4 | kogut59 (3090 punktów) | > Powtarzam: Co mogłoby skłonić Was do odrzucenia swojej wiary i przyjęcia światopoglądu> racjonalistycznego opartego na dorobku nauki?Napisze co skłoniło mnie do odrzucenia wiary moich rodziców i dziadków.Wiara ta nigdy do mnie nie dotarła realnie. Powody były zupełnie prozaiczne i banalne ale z dzisiejszej perspektywy były racjonalne. Otóż w wieku ośmiu lat wysłano mnie na naukę religii. Musiałem jak wszyscy iść do komunii tzw. świętej. Ksiądz złapał nas na kradzieży jabłek z jego ogrodu (z nudów w oczekiwaniu na lekcje religii)i wyzwał nas, bil po głowie mnie pociągnął boleśnie za uszy. Sam miał już ucho z tworzywa sztucznego, dlaczego nie wiem ? Po tej historii miąłem stracha ze urwie moje uszy i będę podobnie jak on wyglądał co wywołało moje przerażenie  Cala nauka religii była sucha nie rozumiałem o co chodzi jakiś wewnętrzny opór nie pozwolił mi nawet nauczenia się 10 przykazań  Zaliczyłem "komunie" po interwencji mojej matki i tak skończyła się moja przygoda z wiara. Kilkakrotnie jeszcze matka próbowała zmusić mnie do pójścia na msze ale sama będąc niepraktykującym katolikiem nie miała argumentów  Myślę ze takie i podobne doświadczenia wielu dzisiejszych uczniów nauk religii w szkołach Polski pozwoli na pierwszy krok zostania ateista. Cala teoretyczna podbudowa ateizmu przychodzi z wiekiem i poznaniem świata (część biblii przeczytałem w wieku 25 lat szukając argumentów w dyskusjach z wierzącymi) KK w swojej katolickiej "pedagogice" się niewiele zmienił do dzisiaj generalnie a to wynika z moich obserwacji. Dzieci i młodzież doskonale czuje intuicyjnie obłudę społeczności, rodziców oraz księży co jest dobrym zaczątkiem ateizmu. Na tym forum życzę dalszej owocnej pracy "pedagogicznej" kościołowi katolickiemu w Polsce i na świecie.
|
|
1 na 1 | Heremis (587 punktów) |
> Powtarzam: Co mogłoby skłonić Was do odrzucenia swojej wiary i przyjęcia światopoglądu> racjonalistycznego opartego na dorobku nauki? Myślę, iż nie muszę Was ośmielać, gdyż jak Sami> piszecie, Wy żadnej dyskusji się nie boicie!@@@Chyba jedynie niepodważalny dowód na to, że to co proponuje nauka jest w 100% pewne, tyle że takiej gwarancji choćby w odniesieniu do powstania Wszechświata, wielu spraw minionych nie ma, ponieważ nikogo z nas tam wtedy nie było. To że dziś coś wyjaśnia się sensownie nie gwarantuje temu automatycznie prawdziwości. Za jakiś czas wszystko może być postrzegane zupełnie inaczej. Poza tym uważam, że nauka i rozum nie są w stanie pojąć wszystkiego. Mój światopogląd (najbliższy w zasadzie neognozie na bazie gnostycyzmu chrześcijańskiego) opiera się na połączeniu: rozumu, wiary, intuicji oraz własnych doświadczeń. Dla mnie jako jednostki ma to jak najbardziej sens i to mi wystarczy. W świetle tego co napisałem dalsza dyskusja pozostaje bez sensu, chyba że w formie rozrywki dla zabicia czasu. 
"Com napisał, napisałem" J 19, 22
|
|
 | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . Powtarzam: Co mogłoby skłonić Was do odrzucenia swojej wiary i przyjęcia światopoglądu racjonalistycznego opartego na dorobku nauki?> Chyba jedynie niepodważalny dowód na to, że to co proponuje nauka jest w 100% pewne,Jak można przedstawić jakikolwiek dowód człowiekowi, który uważa, że jego wiara daje mu 100% pewność, gdyż gdyby tak nie uważał, to wystarczyłaby podobna pewność jaką daje swej wierze. > tyle że takiej gwarancji choćby w odniesieniu do powstania Wszechświata, wielu spraw minionych nie ma, ponieważ nikogo z nas tam wtedy nie było.Za to był Pan świadkiem tworzenia świata przez Boga. Trudno dyskutować ze świadkami. > To że dziś coś wyjaśnia się sensownie nie gwarantuje temu automatycznie prawdziwości.A po co mi dziś jutrzejsza prawdziwość. Taką niezmienną od wieków prawdziwość gwarantują tylko religie, wraz z wiarą w to co one proponują. > Za jakiś czas wszystko może być postrzegane zupełnie inaczej.O tym uczy historia oraz to, że już dziś są różnice w postrzeganiu w zależności od kultury, wykształcenia, a nawet poziomu życia. Mam tylko wątpliwości co do tej "zupełności". > Poza tym uważam, że nauka i rozum nie są w stanie pojąć wszystkiego.A co to znaczy "wszystko"? Ja tego nie pojmuję. Nauka permanentnie prowadzi nas do poznania i zrozumienia obiektywnie istniejącej rzeczywistości, czyli do poznania prawd jej dotyczących. > Mój światopogląd (najbliższy w zasadzie neognozie na bazie gnostycyzmu chrześcijańskiego) opiera się na połączeniu: rozumu, wiary, intuicji oraz własnych doświadczeń.Tak sobie Pan wybrał, a to co sobie Pan wybrał, to sobie Pan wybrał. www.racjon(*)q,Gnoza..chrzescijanstwa.grozawww.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,479754#w480449> Dla mnie jako jednostki ma to jak najbardziej sens i to mi wystarczy.Gdy już znajdzie się PRAWDĘ, to czego jeszcze szukać? > W świetle tego co napisałem dalsza dyskusja pozostaje bez sensu, chyba że w formie rozrywki dla zabicia czasu.Cały czas tu powtarzam, że z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda, tylko po co Pan tu do nas przyszedł? Tak tylko dla "rozrywki dla zabicia czasu"? To mnie byłoby szkoda czasu. Jest tyle wspaniałych rzeczy na tym boskim świecie poza pustymi bezkonkluzywnymi sporami. @@@ .
|
|
|  | 3 na 3 | Heremis (587 punktów) |
> Jak można przedstawić jakikolwiek dowód człowiekowi, który uważa, że jego wiara daje mu 100% pewność, gdyż gdyby> tak nie uważał, to wystarczyłaby podobna pewność jaką daje swej wierze.Nie twierdzę, że Bóstwo istnieje, wierzę, że istnieje, to spora różnica. Dowodu nie mam, stąd moja wiara. > A po co mi dziś jutrzejsza prawdziwość. Taką niezmienną od wieków prawdziwość gwarantują tylko religie, wraz z wiarą> w to co one proponują.Do religii zinstytucjonalizowanych odnoszę się z dystansem, bliższa jest mi religijność ponad religiami. > O tym uczy historia oraz to, że już dziś są różnice w postrzeganiu w zależności od kultury, wykształcenia, a nawet poziomu życia. Mam tylko wątpliwości co do tej "zupełności".Tu się zgodzę, też miewam wątpliwości. > A co to znaczy "wszystko"? Ja tego nie pojmuję. Nauka permanentnie prowadzi nas do poznania i zrozumienia obiektywnie istniejącej rzeczywistości, czyli do poznania prawd jej dotyczących.Po prostu uważam, że są pewne sfery do których nauka może nie dotrzeć, albo zabiera się za nie w sposób do nich nieprzystający. > >Mój światopogląd (najbliższy w zasadzie neognozie na bazie gnostycyzmu chrześcijańskiego) opiera się na połączeniu: rozumu, wiary, intuicji oraz własnych doświadczeń.> Tak sobie Pan wybrał, a to co sobie Pan wybrał, to sobie Pan wybrał.> www.racjon(*)q,Gnoza..chrzescijanstwa.groza> www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,479754#w480449Czytałem te teksty, mam też opracowania K. Rudolpha, kilka książek E. Pagels,artykuły z Gnosis oraz teksty źródłowe, które zgłębiam w wolnym czasie i szukam inspiracji. > Gdy już znajdzie się PRAWDĘ, to czego jeszcze szukać?Każdy ma swoją prawdę, prawdziwie dobrze będzie jeśli każdy będzie żył po swojemu bez szkodzenia innym. > Cały czas tu powtarzam, że z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda, tylko po co Pan tu do nas przyszedł? Tak tylko dla "rozrywki dla zabicia czasu"? To mnie byłoby szkoda czasu. Jest tyle wspaniałych rzeczy na tym boskim świecie poza pustymi bezkonkluzywnymi sporami.Taka rozrywkowa rozmowa nie musi być bezowocna, można lepiej poznać racje innych, nieco lepiej zrozumieć mimo, że obie strony pozostają przy swoich stanowiskach. Zastanawiam się na co Pan liczył zadając swoje pytanie skoro sam podał konkluzję, że z wiarą nie ma dyskusji. Pozdrawiam
"Com napisał, napisałem" J 19, 22
|
|
| |  | | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . Jak można przedstawić jakikolwiek dowód człowiekowi, który uważa, że jego wiara daje mu 100% pewność, gdyż gdyby tak nie uważał, to wystarczyłaby podobna pewność jaką daje swej wierze.> Nie twierdzę, że Bóstwo istnieje, wierzę, że istnieje, to spora różnica. Dowodu nie mam, stąd moja wiara.O co innego pytam, a Pan na coś innego odpowiada. A po co mi dziś jutrzejsza prawdziwość. Taką niezmienną od wieków prawdziwość gwarantują tylko religie, wraz z wiarą w to co one proponują.> Do religii zinstytucjonalizowanych odnoszę się z dystansem, bliższa jest mi religijność ponad religiami.Czy to w najmniejszym stopniu podważa sens mojej wypowiedzi? A co to znaczy "wszystko"? Ja tego nie pojmuję. Nauka permanentnie prowadzi nas do poznania i zrozumienia obiektywnie istniejącej rzeczywistości, czyli do poznania prawd jej dotyczących.> Po prostu uważam, że są pewne sfery do których nauka może nie dotrzeć, albo zabiera się za nie w sposób do nich nieprzystający.Taka jest Pańska wiara, a wiara nie podlega dyskusji. Zaś mój pogląd jest bliski do poglądu przedstawionego w referacie Piotra Bylicy. Przeczytał go Pan? Gdy już znajdzie się PRAWDĘ, to czego jeszcze szukać?> Każdy ma swoją prawdę, prawdziwie dobrze będzie jeśli każdy będzie żył po swojemu bez szkodzenia innym.Całkowicie się z Panem zgadzam, ale nasza wolność jest ograniczona wolnością innych ludzi i gdy się ewangelizuje innych na własną religię, to zachodzi naturalny konflikt. > Taka rozrywkowa rozmowa nie musi być bezowocna, można lepiej poznać racje innych, nieco lepiej zrozumieć mimo, że obie strony pozostają przy swoich stanowiskach.Całkowicie się tu z Panem zgadzam. > Zastanawiam się na co Pan liczył zadając swoje pytanie skoro sam podał konkluzję, że z wiarą nie ma dyskusji.Na ciekawe racjonalne refleksje. Uważam, iż głębokość wiary jest stopniowalną i o ile fideistyczny fundamentalizm zaślepia intelektualnie całkowicie, uniemożliwiając dyskusję, to wiara wierzących sceptyków (czyli wątpiących), a takich też jest sporo może być bardzo ciekawą. Zresztą ja tylko głupców nie znoszę, a poszukiwaczy (heretyków) cenię sobie bardzo. Pozdrawiam @@@ .
|
|
| | |  | 5 na 5 | Elasp (6859 punktów) |
>Taka jest Pańska wiara, a wiara nie podlega dyskusji.
Czyli spory teologiczne Pana zdaniem nigdy nie istniały, chociażby wewnątrz samego chrześcijaństwa? A może nie były rzetelnymi dyskusjami, gdyż żadna ze stron nie wychodziła z założeń, w których znajduje upodobanie akurat p. Bogusławski?
Naprawdę, kto zapozna się z Pańskimi wywodami (jak również z językiem nagminnie używanym przez Pana na forum publicznym) musi dojść do wniosku, że "pieprzy Pan jak ciężko potłuczony". Nie wiem jakie ma Pan problemy życiowe (w moim odczuciu sprawia Pan wrażenie człowieka nie tyle niepokornego, co nieszczęśliwego), ale naprawdę nie odpowiadają za nie Pańscy rozmówcy. Niech się więc Pan na nich nie wyżywa i postara się dawać dobry przykład, chociażby z uwagi na fakt, że jest Pan chyba jednym z najstarszych (obiektywnie i pod względem stażu) użytkowników tego forum.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . Taka jest Pańska wiara, a wiara nie podlega dyskusji.> Czyli spory teologiczne Pana zdaniem nigdy nie istniały, chociażby wewnątrz samego chrześcijaństwa? (Może jakiś kursik czytania ze zrozumieniem by się przydał, a co ma jedno z drugim wspólnego.)Naprawdę były jakieś spory? Ja nic o tym nie słyszałem. Dobrze, że Pan taki mądry i dzieli się z nami swoją erudycją. www.racjonalista.pl/forum.php/s,531808> A może nie były rzetelnymi dyskusjami, gdyż żadna ze stron nie wychodziła z założeń, w których znajduje upodobanie akurat p. Bogusławski?Ależ były! Nawet specjalne rzetelne procedury w Kościele wymyślono. www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,523045#w523188www.racjon(*)m.php/s,523045/z,0/d,3#w523285> Naprawdę, kto zapozna się z Pańskimi wywodami (jak również z językiem nagminnie używanym przez Pana na forum publicznym) musi dojść do wniosku, że "pieprzy Pan jak ciężko potłuczony". Nie wiem jakie ma Pan problemy życiowe (w moim odczuciu sprawia Pan wrażenie człowieka nie tyle niepokornego, co nieszczęśliwego), ale naprawdę nie odpowiadają za nie Pańscy rozmówcy. Niech się więc Pan na nich nie wyżywa i postara się dawać dobry przykład, chociażby z uwagi na fakt, że jest Pan chyba jednym z najstarszych (obiektywnie i pod względem stażu) użytkowników tego forum.Nic nowego - Pański poziom dyskusji jest tu już znakomicie znanym. Wiemy dobrze, iż deprecjonowanie i epitetowanie poglądów, których fideista nie jest w stanie pojąć, to stara katolicka metoda i jakkolwiek w merytorycznych dyskusjach najczęściej brak Panu nawet podstawowej wiedzy, ale za to we wszelkich pyskówkach jest Pan wprost niedościgłym lecz Pańskie epitety są tylko wyrazem Pańskiej merytorycznej bezsilności. Nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami.@@@ .
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Elasp (6859 punktów) | > .> Taka jest Pańska wiara, a wiara nie podlega dyskusji.> > Czyli spory teologiczne Pana zdaniem nigdy nie istniały, chociażby wewnątrz samego chrześcijaństwa?> (Może jakiś kursik czytania ze zrozumieniem by się przydał, a co ma jedno z drugim wspólnego.)> Naprawdę były jakieś spory? Ja nic o tym nie słyszałem. Dobrze, że Pan taki mądry i dzieli się z nami swoją erudycją. www.racjonalista.pl/forum.php/s,531808 No to skoro Pan wie, to dlaczego Pan bezmyślnie powtarza, że "z wiarą nie ma dyskusji"? Wali Pan tym zdaniem jak chłop cepem. Oczywiście że "z wiarą jest dyskusja", tylko 1) trzeba umieć dyskutować, 2) trzeba mieć argumenty w ręku. Pańskie idiotyczne hasło "z wiarą nie ma dyskusji" jest co najwyżej dowodem, że nie spełnia Pan żadnego z tych warunków. Niech Pan się nie zabiera za coś, czego Pan po prostu nie potrafi.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . Taka jest Pańska wiara, a wiara nie podlega dyskusji.> Czyli spory teologiczne Pana zdaniem nigdy nie istniały, chociażby wewnątrz samego chrześcijaństwa?(Może jakiś kursik czytania ze zrozumieniem by się przydał, a co ma jedno z drugim wspólnego.)Naprawdę były jakieś spory? Ja nic o tym nie słyszałem. Dobrze, że Pan taki mądry i dzieli się z nami swoją erudycją.> No to skoro Pan wie, to dlaczego Pan bezmyślnie powtarza, że "z wiarą nie ma dyskusji"? Wali Pan tym zdaniem jak chłop cepem.Tu, niektórzy "dyskutanci" typu Pan Elasp powtarzanie wprost wymuszają, choć dla ludzi inteligentnych jest wprost oczywistym, że sporów teologicznych pomiędzy wierzącymi nie można zaliczyć do "dyskusji z wiarą". Staram się tu pisać o tym co wiem, rozumiem i co mam w miarę dobrze przemyślane. Wydaje mi się, że stad wypływa zrozumienie oraz akceptacja moich wypowiedzi przez racjonalistów i wprost nienawiść do mnie różnych fideistów, z Panem Elaspem na czele. > Oczywiście że "z wiarą jest dyskusja", tylko 1) trzeba umieć dyskutować, Tak, Pan przez cały okres uczestnictwa w naszym forum to udowadnia. > 2) trzeba mieć argumenty w ręku.Nikt nie ma dostatecznych argumentów aby naruszyć Pańską pewność w jedynosłuszność własnej wiary. Wszystkie argumenty - nawet ludzi o wprost ogromnej wiedzy w poruszanym temacie - spływają po Panu jak woda po kaczce. Po raz enty ewidentnie wykazałem Panu, że Pan tu głupoty wypisuje. No i co z tego, gdy Pan jest teflonowy, a przecież mógłby Pan choć w jednym z podejmowanych przez siebie tematów wykazać się odrobiną poważniejszej wiedzy. To, iż Pan ma wszystkich z Panem się nie zgadzających za głupków, świadczy tylko o Pańskim poziomie, a nie o poziomie tych ludzi.> Pańskie idiotyczne hasło "z wiarą nie ma dyskusji" jest co najwyżej dowodem, że nie spełnia Pan żadnego z tych warunków. Niech Pan się nie zabiera za coś, czego Pan po prostu nie potrafi.W mojej ocenie, sam Pan się ośmiesza wydając tak prymitywne, a nawet wprost chamskie oceny wszystkim ludziom, którzy się z Panem nie zgadzają. Oczywiście, że ja ewidentnie wykazując oraz wykpiwając Pańską i Pańskich ideowych przyjaciół zadufaną głupotę mam u Was specjalne preferencje. Jakoś mnie to nie dziwi ani nie zraża do kontynuacji udziału w naszym forum. A najlepszym dla mnie dowodem sensowności udziału jest właśnie Wasza wprost wściekła nienawiść do mnie. Tylko niech Szanowny Pan uważa, gdyż tym jadem co go Pan w nadmiarze używa to Pan jeszcze sam siebie zapluje. Na mnie on zupełnie nie działa, gdyż to ciągle jeszcze racjonalistyczne forum. @@@ .
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Elasp (6859 punktów) |
>Tu, niektórzy "dyskutanci" typu Pan Elasp powtarzanie wprost wymuszają, choć dla ludzi inteligentnych jest wprost oczywistym, że sporów teologicznych pomiędzy wierzącymi nie można zaliczyć do "dyskusji z wiarą". Staram się tu pisać >o tym co wiem, rozumiem i co mam w miarę dobrze przemyślane. Wydaje mi się, że stad wypływa zrozumienie oraz akceptacja moich wypowiedzi przez racjonalistów i wprost nienawiść do mnie różnych fideistów, z Panem Elaspem na czele.
Nie rozumiem dlaczego "sporów teologicznych nie można zaliczyć do dyskusji z wiarą". Np. katolicyzm może być krytykowany zarówno przez ateistę, jak i przez protestanta. Jeżeli protestant wykaże, że np. katolik w danym fragmencie nadinterpretuje Nowy Testament niewłaściwie odczytując znaczenie jakiegoś słowa lub sformułowania, to argument taki może być przejęty przez ateistę i użyty przeciwko katolikowi. Czy chce Pan powiedzieć, że jeden i ten sam argument w ręku ateisty będzie mądry i silny, a w ręku protestanta - głupi i słaby, albo wręcz nie będzie w ogóle argumentem? To jest ta "racjonalność", za którą Pan się opowiada?
Powtarzam raz jeszcze - nie żywię do Pana żadnych negatywnych uczuć. Nawet Pana lubię, jakkolwiek uważam, że bardzo pobłądził Pan w swoim "światopoglądzie", który w całości nadaje się niestety do wyrzucenia.
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . Cytat:> A może nie były rzetelnymi dyskusjami, gdyż żadna ze stron nie wychodziła z założeń, w których znajduje upodobanie akurat p. Bogusławski? Ależ były! Nawet specjalne rzetelne procedury w Kościele wymyślono.www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,523045#w523188www.racjon(*)m.php/s,523045/z,0/d,3#w523285Tu, niektórzy "dyskutanci" typu Pan Elasp powtarzanie wprost wymuszają, choć dla ludzi inteligentnych jest wprost oczywistym, że sporów teologicznych pomiędzy wierzącymi nie można zaliczyć do "dyskusji z wiarą". Staram się tu pisać o tym co wiem, rozumiem i co mam w miarę dobrze przemyślane. Wydaje mi się, że stad wypływa zrozumienie oraz akceptacja moich wypowiedzi przez racjonalistów i wprost nienawiść do mnie różnych fideistów, z Panem Elaspem na czele.> Nie rozumiem dlaczego "sporów teologicznych nie można zaliczyć do dyskusji z wiarą".Wiem, że Pan tego nie rozumie, ale próbowałem Panu to wyjaśnić już na różnorodne sposoby bez żadnego efektu. Jest to dla mnie całkowicie zrozumiałe. Pan świecie wierzy w swoje racje, a wierzącego nikt nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej. Dlatego właśnie z wiarą nie ma dyskusji, a Pan jest ty tego doskonałą egzemplifikacją. > Np. katolicyzm może być krytykowany zarówno przez ateistę, jak i przez protestanta.Tak może być! Katolicyzm (tak jak i inne ideologie) zawsze był oraz jest, mniej lub bardziej, krytykowany i to nie tylko z zewnątrz, ale także od wewnątrz. Ale warto tu historycznie prześledzić co działo się, a nawet co się dzieje teraz z krytykującymi? > Jeżeli protestant wykaże, że np. katolik w danym fragmencie nadinterpretuje Nowy Testament niewłaściwie odczytując znaczenie jakiegoś słowa lub sformułowania, to argument taki może być przejęty przez ateistęMoże być i często jest. Na przykład ja cenię sobie protestancką biblistykę. > i użyty przeciwko katolikowi.To znaczy jak użyty? Pan Andrzej.51 ma wprost ogromną wiedzę na temat nowotestamentowej biblistyki. Próbował z Panem porozmawiać i jak mu się to udało? www.racjon(*).php/s,638616/z,0/d,13#w640057www.racjon(*).php/s,638616/z,0/d,16#w641697Nijak nie może być użyty, gdyż z wiarą nie ma dyskusji. > Czy chce Pan powiedzieć,To co chcę powiedzieć, to po prostu piszę, starając się przy tym o maksymalną komunikatywność. Jakoś mi się to udaje i znakomita większość forumowej inteligencji rozumie mnie bez trudu. > że jeden i ten sam argument w ręku ateisty będzie mądry i silny, a w ręku protestanta - głupi i słaby, albo wręcz nie będzie w ogóle argumentem?Nie, natomiast mogę powiedzieć, że dla głęboko wierzącego w swoje racje, tak jak na przykład Pan Elasp, żadne argumenty przeczące jego wierze się nie liczą. Jedyne poza swoimi argumentami argumenty innych, które dla niego mają jakieś tam znaczenie, to argumenty jego autorytetów. Zaś siła oraz mądrość argumentów oponentów dla wierzącego nie ma żadnego znaczenia. Chyba na potwierdzenie tej Pańskiej przypadłości przedstawił Pan forumowiczom aż nadmiar dowodów. > To jest ta "racjonalność", za którą Pan się opowiada?Racjonalizm za jakim się opowiadam przedstawiłem tu. > Powtarzam raz jeszcze - nie żywię do Pana żadnych negatywnych uczuć.Wiele rzeczy Pan tu powtarza, tyle iż są one bez żadnego pokrycia. > Nawet Pana lubię,Tak, taka deklaracja, to też nic nowego, a te lubienie to takie chrześcijańskie. Inkwizytorzy też skazywali na stos dla dobra ofiar, gdyż ogień oczyszcza. Tak jestem zdecydowanym antyklerykałem, a to co mnie zawsze najbardziej od Kościoła odstręczało to pazerność na dobra doczesne oraz wszechpotężna obłuda kleru. Tak według hierarchii - im wyżej tym gorzej. Ja nie lubię pustych deklaracji i staram się przedstawiać na to co mówię mocne argumenty, a tu najlepszym jest odwołanie się do Pańskich postów: - Pański poziom dyskusji jest tu już znakomicie znanym. Wiemy dobrze, iż deprecjonowanie i epitetowanie poglądów, których fideista nie jest w stanie pojąć, to stara katolicka metoda i jakkolwiek w merytorycznych dyskusjach najczęściej brak Panu nawet podstawowej wiedzy, ale za to we wszelkich pyskówkach jest Pan wprost niedościgłym lecz Pańskie epitety są tylko wyrazem Pańskiej merytorycznej bezsilności.> jakkolwiek uważam, że bardzo pobłądził Pan w swoim "światopoglądzie",Ludzie inteligentni bez trudu zauważają jego spójność, oparcie na sporej wiedzy oraz merytoryczne argumenty używane w jego obronie. Mało mnie interesuje ocena ludzi, którzy choć uważają, że wszystkie rozumy pozjadali, to mają kłopoty często z podstawową wiedzą w tematach, na które się autorytatywnie wypowiadają i kiepską sprawność umysłową. Na przykład czytanie ze zrozumieniem tekstów oponentów przychodzi im z trudnością. > który w całości nadaje się niestety do wyrzucenia.Gdybym nie wiem jak się starał, to i tak nie jestem w stanie Pana tak bardzo skompromitować, jak to sam tu czyni. Oczywiście Pan tego nie dostrzega, gdyż z wiarą nie ma dyskusji, a czasu szkoda. @@@ .
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>> Nie rozumiem dlaczego " sporów teologicznych nie można zaliczyć do dyskusji z wiarą".
>Wiem, że Pan tego nie rozumie, ale próbowałem Panu to wyjaśnić już na różnorodne sposoby bez żadnego efektu. Jest to dla mnie całkowicie zrozumiałe.
>> Jeżeli protestant wykaże, że np. katolik w danym fragmencie nadinterpretuje Nowy Testament niewłaściwie odczytując znaczenie jakiegoś słowa lub sformułowania, to argument taki może być przejęty przez ateistę i użyty przeciwko katolikowi.
> Może być i często jest Na przykład ja cenię sobie protestancką biblistykę. >>i użyty przeciwko katolikowi.
No to jest spór teologiczny dyskusją z wiarą (a więc i dyskusją między wierzącymi), czy nie jest? Naprawdę, Pan ma chyba sklerozę i nie pamięta, co napisał zadnie wcześniej. Jeżeli Pan pisze do mnie, niech Pan pisze logicznie, albo w ogóle.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . > Nie rozumiem dlaczego " sporów teologicznych nie można zaliczyć do dyskusji z wiarą". Wiem, że Pan tego nie rozumie, ale próbowałem Panu to wyjaśnić już na różnorodne sposoby bez żadnego efektu. Jest to dla mnie całkowicie zrozumiałe.> Jeżeli protestant wykaże, że np. katolik w danym fragmencie nadinterpretuje Nowy Testament niewłaściwie odczytując znaczenie jakiegoś słowa lub sformułowania, to argument taki może być przejęty przez ateistę i użyty przeciwko katolikowi.Może być i często jest Na przykład ja cenię sobie protestancką biblistykę.> No to jest spór teologiczny dyskusją z wiarą (a więc i dyskusją między wierzącymi), czy nie jest?Czy można wyraźniej i bardziej jednoznacznie napisać, iż dyskusją z wiarą jest niemożliwą właśnie dlatego, iż jest całkowicie bezsensowną (nie prowadzącą do żadnych konkluzji), tak jak wszystkie dotyczące wiary spory na naszym forum, a już szczególnie z Panem. Nikt wierzącego nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej. Historia fideistycznych sporów, to historia zbrodni.> Naprawdę, Pan ma chyba sklerozę i nie pamięta, co napisał zadnie wcześniej. Nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami.> Jeżeli Pan pisze do mnie, niech Pan pisze logicznie, albo w ogóle.To nie jest forum skierowane do ludzi ograniczonych intelektualnie przez wiarę, tylko do inteligencji myślącej samodzielnie. Wszystkie swoje wypowiedzi kieruję tylko tych, którzy potrafią je zrozumieć. Pan już setki - o ile nie tysiące - razy udowodnił, że do nich nie należy. Uznaję i używam logiki praktycznej, kpię sobie z "logiki fideistycznej", której Pan jest tu znakomitym przedstawicielem. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
> Czy można wyraźniej i bardziej jednoznacznie napisać, iż dyskusją z wiarą jest niemożliwą właśnie dlatego, iż jest całkowicie bezsensowną (nie prowadzącą do żadnych konkluzji), tak jak wszystkie dotyczące wiary spory na naszym forum, a już szczególnie z Panem. Nikt wierzącego nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej. A spory naukowe zawsze prowadzą do konkluzji? Spory w historii, ekonomii, czy psychologii są rozstrzygalne? Tak jak istnieją rozmaite wyznania, tak istnieją rozmaite szkoły historyczne, psychologiczne, czy ekonomiczne. Konia z rzędem temu, kto przekona przedstawiciela jednej szkoły do idei drugiej szkoły (np. liberała do interwencjonizmu państwowego lub odwrotnie, freudystę do behawioryzmu lub na odwrót)! W sposób niedorzeczny kładzie Pan znak równości między fizyką (i jej metodami) a nauką (i jej metodami). Wynika to albo z kłamstwa (czego nie przypuszczam), albo z ignorancji (zapewne). Nazywa Pan to "naturalizmem ontologicznym". Wychodzi stąd, że wszystko, co jest nauką, jest racjonalne, ścisłe i logiczne, zupełnie jak fizyka. Tymczasem tak po prostu nie jest i powinien Pan to wreszcie zrozumieć. Można powiedzieć, że ten absurdalny i sprzeczny z faktami znak równości między fizyką (i jej metodami) a nauką (i jej metodami) jest artykułem Pańskiej wiary (oczywiście w naukę). Gdybym miał trochę więcej czasu, opracowałbym dekalog Pańskiej wiary, albowiem można wyłowić takie artykuły z Pańskich nader licznych wypowiedzi. Jest Pan wierzącym, tylko, że wierzącym w naukę, stąd agresja, z jaką spotykają się przedstawiciele (tradycyjnej, staroświeckiej) wiary. Wszystko, co mówi Pan o wierzących, można odnieść bez przeszkód bezpośrednio do Pana. To także powinien Pan w końcu pojąć. Oczywiście będzie Pan zaprzeczać ("ja w nic nie wierzę!"), ale i psychologiczny "mechanizm zaprzeczania" jest dobrze znany, a w Panu działa on wprost modelowo. > Historia fideistycznych sporów, to historia zbrodni. A historia sporów politycznych, czy ekonomicznych? Ileż krwi przelano, ale czy to oznacza, że są bezsensowne albo nieracjonalne?
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . Czy można wyraźniej i bardziej jednoznacznie napisać, iż dyskusją z wiarą jest niemożliwą właśnie dlatego, iż jest całkowicie bezsensowną (nie prowadzącą do żadnych konkluzji), tak jak wszystkie dotyczące wiary spory na naszym forum, a już szczególnie z Panem. Nikt wierzącego nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej.Zanim zacznie się poważną rozmowę na jakikolwiek temat warto się do takiej rozmowy przygotować aby się nie kompromitować. Warto odejść od zaślepionego wiarą wybiórczego rozumienia tekstów, tylko nauczyć się czytania ze zrozumieniem. Inteligentny na minimalnym poziomie intelektualnym człowiek może po zrozumieniu, każdy pogląd odrzucić, ale tylko człowiek ograniczony wiarą odrzuca poglądy przed ich zrozumieniem. Pan tu cały czas się kompromituje i wcale tego nie zauważa, gdyż zdecydowanie łatwiej dostrzec głupszych od siebie niż mądrzejszych. A już czystą żenadą jest Pańskie deprecjonowanie ludzi o uznanym dorobku, którym Pan nawet pięt nie sięga. Wiem, iż Pań święcie wierzy, iż wszystkie rozumy pozjadał i tylko czasem nie potrafi Pan komunikatywnie swoich poglądów wyartykułować i dlatego uważa Pan, iż pod nickiem to może Pan ludzi znacznie mądrzejszych od Pana ściągać do własnego poziomu intelektualnego i etycznego, a przynajmniej poszarpać za nogawkę i obrazić. We wszystkim co robię lubię rzetelnym. Wybrałem więc Pańskie wypowiedzi i ewidentnie wykazałem Pański sposób prowadzenia sporów. www.racjon(*).php/z,0/d,40/s,635357#w639433Moim zdaniem, to tworzenie w Pańskim umyśle niesamowitych bajd na temat Pańskich oponentów oraz ich poglądów świadczy o trapiącej Pana chorobie, a przynajmniej o potężnej frustracji. Nie jestem w stanie tu Panu pomóc. > A spory naukowe zawsze prowadzą do konkluzji?Jak wyżej napisałem: ► Spór, to brak zgody w pewnej sprawie; też: kłótnia, awantura.Z czego wynika, że spory bardzo rzadko prowadzą do konkluzji. > Spory w historii, ekonomii, czy psychologii są rozstrzygalne?W historii bardzo rzadko, w filozofii, ekonomii, psychologi itd. prawie nigdy. > Tak jak istnieją rozmaite wyznania, tak istnieją rozmaite szkoły historyczne, psychologiczne, czy ekonomiczne.Tak istnieją. > Konia z rzędem temu, kto przekona przedstawiciela jednej szkoły do idei drugiej szkoły (np. liberała do interwencjonizmu państwowego lub odwrotnie, freudystę do behawioryzmu lub na odwrót)!Dołożę osła! > W sposób niedorzeczny kładzie Pan znak równości między fizyką (i jej metodami) a nauką (i jej metodami).Zupełnie nie ponoszę odpowiedzialności za to co różni niedouczeni fideiści się w moich wypowiedziach doczytują. Ponieważ zależy mi na precyzji i sensowności moich wypowiedzi dla zaznaczenia, że rozróżniam nauki społeczne (humanistyczne) od przyrodniczych dodaję często w nawiasie angielskie słowo ograniczające rozumienie nauki - science> Wynika to albo z kłamstwa (czego nie przypuszczam), albo z ignorancji (zapewne).Z czego wynika z tego wynika, ale proszę o jeden link - na moje osiem lat wypowiadania się na tym forum, że stawiam znak równości i nie rozróżniam metodologii nauk, gdyż inaczej, to dowiódł Pan tylko po raz enty, że Pan tylko baje co mu się zdaje, czyli uprawia tu tylko trollowskie pieprzenie o Szopenie. > Nazywa Pan to "naturalizmem ontologicznym".Ogromnie żałuję, ale to nie mój pomysł. Największą zasługę miał w tym Darwin i moim zdaniem paradygmat naturalizmu metodologicznego ma chyba nawet większe niż jego wielka koncepcja "teorii ewolucji". > Wychodzi stąd, że wszystko, co jest nauką, jest racjonalne, ścisłe i logiczne, zupełnie jak fizyka.www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,641034#w641586www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,641034#w641711Naturalizm jest tylko postawą poznawczą (paradygmatem) nauk przyrodniczych , a tam nie ma żadnych twierdzeń "na wiarę". Podstawą nauki jest doświadczalna weryfikacja> Tymczasem tak po prostu nie jestGdyż tak z ambony naucza Wielebny Elasp. > i powinien Pan to wreszcie zrozumieć.Tu nie ma żadnego "powinien"! Ludzie ograniczeni wiarą nie mogą zrozumieć niczego co mogłoby przeczyć ich wierze. Czego Pan jest najlepszym przykładem. > Można powiedzieć, że ten absurdalny znak równości między fizyką (i jej metodami) a nauką (i jej metodami) jest artykułem Pańskiej wiary (oczywiście w naukę).Tyle, iż nigdy i nigdzie Pan nie udowodnił, że bzdury, które o ludziach i ich poglądach Pan wypisuje zawierają choć trochę prawdy. > Gdybym miał trochę więcej czasu, opracowałbym dekalog Pańskiej wiary, albowiem można wyłowić takie artykuły z Pańskich nader licznych wypowiedzi. Jest Pan wierzącym, tylko, że wierzącym w naukę, stąd agresja, z jaką spotykają się przedstawiciele (tradycyjnej, staroświeckiej) wiary. Wszystko, co mówi Pan o wierzących, można odnieść bez przeszkód bezpośrednio do Pana. To także powinien Pan w końcu pojąć. Oczywiście będzie Pan zaprzeczać ("ja w nic nie wierzę!"), ale i psychologiczny "mechanizm zaprzeczania" jest dobrze znany, a w Panu działa on wprost modelowo.Jeszcze jedna Pańska chora projekcja. Nikt nas bardziej nie skompromituje niż uczynimy to sami.@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Elasp (6859 punktów) |
>We wszystkim co robię lubię rzetelnym.
Proszę więc poprawić to zdanie, p. Rzetelnosławski.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . >>>>We wszystkim co robię lubię rzetelnym. > Proszę więc poprawić to zdanie, p. Rzetelnosławski. Już się robi p. Elaspuś: We wszystkim co robię lubię być rzetelnym. Dlatego w redakcji zatrudniałem korektora, a sam zwracałem uwagę na poziom merytoryczny i sensowność wywodów. Tyle, iż w przeciwieństwie do Szanownego Pana nie ma zwyczaju chwalić się czymkolwiek, co mam opanowane tylko w stopniu średnim lub słabo. Tak, zdarza mi się tu "z rozpędu" popełniać literówki, "zjadać" słowa, często robię błędy interpunkcyjne, nawet z rzadka jakieś tam błędy ortograficzne się przydarzają, ale piszę dosyć komunikatywnie i bzdur tu na żaden temat nie wypisuję, a Pan nagminnie to robi.
Źle gdy się popełnia jakiekolwiek błędy i za nie przepraszam, ale na tym forum chyba łatwiej rozgrzeszyć błąd językowy od wypisywania głupot?
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) |
Historia fideistycznych sporów, to historia zbrodni.> A historia sporów politycznych, czy ekonomicznych? Ileż krwi przelano, ale czy to oznacza, że są bezsensowne albo nieracjonalne?Cytat:> Faktem jest to, ze zarowno religie jak i ateizm byly w przeszlosci powodem zadawania cierpienia, wojen, morderstw. Żadne tam religie i żaden ateizm. Same ideologie/religie zła jeszcze nie czynią, aby zaistniało zło konieczną jest wiara w nie. Każda wiara ogranicza nas intelektualnie i moralnie, a im jest głębszą to tym bardziej. Religia jest obrazą ludzkiej godności. W każdym społeczeństwie, religijnym czy też nie, będą ludzie postępujący dobrze, bo są z natury dobrzy, i ludzie postępujący źle, bo są z natury źli. Ale żeby dobrzy ludzie czynili zło, do tego potrzebna jest religia./Steven Weinberg/ Komunistyczna religia - z dogmatem, że Boga nie ma - walczyła z chrześcijańską religią - z dogmatem, że Bóg jest. Obie siebie równo warte - z tym, że to komuniści, tego co najgorsze, od chrześcijan się nauczyli - a nie odwrotnie.www.racjonalista.pl/forum.php/s,520765#w521042 www.racjon(*).php/z,0/d,34/s,608495#w611513@@@ .
|
|
| | |  | 2 na 2 | Heremis (587 punktów) |
> O co innego pytam, a Pan na coś innego odpowiada.Najwidoczniej nie rozumiemy się w tym temacie. > Taka jest Pańska wiara, a wiara nie podlega dyskusji. Zaś mój pogląd jest bliski do poglądu przedstawionego w referacie Piotra Bylicy. Przeczytał go Pan?Szanowny Panie nie mam ochoty przerabiania masy odsyłaczy jakie mi Pan podaje, zauważam to od dłuższego już czasu. Pański pogląd znam, nieraz ze sobą rozmawialiśmy już. > Na ciekawe racjonalne refleksje. Uważam, iż głębokość wiary jest stopniowalną i o ile fideistyczny fundamentalizm zaślepia intelektualnie całkowicie, uniemożliwiając dyskusję, to wiara wierzących sceptyków (czyli wątpiących), a takich też jest sporo może być bardzo ciekawą. Zresztą ja tylko głupców nie znoszę, a poszukiwaczy (heretyków) cenię sobie bardzo.Dla mnie poglądy racjonalistów takich jak Pan i innych również są ciekawe. Pozdrawiam
"Com napisał, napisałem" J 19, 22
|
|
| |  | 2 na 2 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >Każdy ma swoją prawdę, prawdziwie dobrze będzie jeśli każdy będzie żył po swojemu bez szkodzenia innym. Problem w tym, że taka prawda może znacząco wpływać na życie innych. Nie chodzi tylko o ewangelizację, ale o religijnie motywowany sprzeciw wobec wolności, że choćby stosunek do aborcji wspomnę. Jasnym jest więc, iż część prawd zwyczajnie nie pozwala na życie bez narzucania swoich opinii innym i tu nijakiego miejsca na kompromis nie ma. Generalnie nie widzę możliwości współżycia religii z wolnością, przynajmniej w Polsce.
The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
|
|
| | |  | 2 na 2 | Heremis (587 punktów) | >Problem w tym, że taka prawda może znacząco wpływać na życie innych. Nie chodzi tylko o ewangelizację, ale o religijnie motywowany sprzeciw wobec wolności, że choćby stosunek do aborcji wspomnę. Tu się zgodzę, religie nie powinny mieć prawa wpływu na życie tych, którzy jej nie wyznają. Warto jednak pamiętać, że wielu wierzących wcale nie podziela narzucania tych prawd innym, gorliwcy są w mniejszości, niestety krzyczą najgłośniej. > Jasnym jest więc, iż część prawd zwyczajnie nie pozwala na życie bez narzucania swoich opinii innym i tu nijakiego miejsca na kompromis nie ma. Generalnie nie widzę możliwości współżycia religii z wolnością, przynajmniej w Polsce. I tak jest lepiej niż było, przykładowo moja heretycka wiara nie cieszy się uznaniem w rodzinie, ale żadnych opresji z tego tytułu nie zaznałem. Przynajmniej czasy stosów i prześladowania za odmienną wiarę bądź jej brak mamy za sobą.
"Com napisał, napisałem" J 19, 22
|
|
| | | |  | 3 na 3 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >Tu się zgodzę, religie nie powinny mieć prawa wpływu na życie tych, którzy jej nie wyznają. Warto jednak pamiętać, że wielu wierzących wcale nie podziela narzucania tych prawd innym, gorliwcy są w mniejszości, niestety krzyczą najgłośniej. Co do aborcji to jest zdaje się 50/50 ciężko więc mówić o mniejszości, sprzeciw wobec małżeństw homoseksualnych czy eutanazji to również nie jest garstka. Nadto mamy stosunek do ateistów i przerzucanie kosztów uprawiania swojego hobby na wszystkich. Należy też zauważyć, że nawet jeśli większość wierzących nie popiera rozwrzeszczanej mniejszości to tak samo nie wypowiada się za neutralnością światopoglądową. >I tak jest lepiej niż było, przykładowo moja heretycka wiara nie cieszy się uznaniem w rodzinie, ale żadnych opresji z tego tytułu nie zaznałem. Przynajmniej czasy stosów i prześladowania za odmienną wiarę bądź jej brak mamy za sobą. Co nie jest zasługą religii, nadto zaś obecnie brzmi po prostu absurdalnie. Cieszmy się, że nie ma stosów, pal licho ograniczanie wolności religijnymi tabu i obowiązek płacenia za spotkania katolickiego fanklubu. Spójrzmy prawdzie w oczy - Polska jest krajem wolności przeciwnym, gdzie zakaz jest receptą na wszystko.
The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Heremis (587 punktów) | Pewnie zabrzmi to egoistycznie, ale mnie kontrowersje etyczne póki co nie dotyczą. Stąd brak większego zainteresowania. Pewnie stąd moje ograniczone spojrzenie na omawianą sprawę.
>Spójrzmy prawdzie w oczy - Polska jest krajem wolności przeciwnym, gdzie zakaz jest receptą na wszystko. Myślę, że z czasem będzie lepiej, Kościół i tak stopniowo traci poparcie, paradoksalnie poczucie wspólnoty choć słabe jednak daje mu siłę. Jednak u osób z mojego pokolenia i młodszych widzę coraz większy dystans, krytykę bądź obojętność na katolicyzm. Kościół przez działania swoich hierarchów najbardziej sobie szkodzi i zraża ludzi, co mnie osobiście cieszy. Z czasem, mam nadzieję Kościół straci swoje wpływy. Pozdrawiam
"Com napisał, napisałem" J 19, 22
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | > Pewnie zabrzmi to egoistycznie, ale mnie kontrowersje etyczne póki co nie dotyczą. Stąd brak większego zainteresowania. Pewnie stąd moje ograniczone spojrzenie na omawianą sprawę.Zabrzmiało. Egoizm jednakowoż nie jest dla mnie czymś negatywnym i jakkolwiek kontrowersje etyczne mogą Cię nie dotyczyć to warto jednak stanąć w obronię wolności innych (choćby werbalnie) aby później nie zostać samemu w walce o swoją wolność. > Myślę, że z czasem będzie lepiej, Kościół i tak stopniowo traci poparcie, paradoksalnie poczucie wspólnoty choć słabe jednak daje mu siłę.Z kolei ja uważam, iż będzie tylko gorzej, bo nie widzę tej utraty poparcia dla kościoła, pamiętam zaś o jego sporym majątku i wpływie na rządzących. Skłonny nadto jestem uważać, że pogorszenie sytuacji ekonomicznej pchnie masy ku kościołowi i radykalizmowi, a cóż wtedy łatwiejszego niż kozioł ofiarny w postaci tych co się prawdziwie polsko-katolickiej tłuszczy nie będzie podobać? > Jednak u osób z mojego pokolenia i młodszych widzę coraz większy dystans, krytykę bądź obojętność na katolicyzm.Ja nie, ale to nie tyle o katolicyzm chodzi co o stosunek do wolności. Jak długo katolik nie uważa za stosowne narzucania innym swoich szamańskich tabu tak długo problemu nie ma. W Polsce jednak narzucanie i wszelkie zakazy to chleb powszedni. Przecież na mateńkę partię nawet do szkolnych sklepików się szeryfy dobierają - www.racjonalista.pl/forum.php/s,639610> Kościół przez działania swoich hierarchów najbardziej sobie szkodzi i zraża ludzi, co mnie osobiście cieszy.Jakichś wielkich szkód nie widzę. Poburczy sobie taki Polak-katolik a potem znów do kościółka pójdzie bo ojce chodziły, na tacę kasę rzuci najwyżej narzekając jaki ten księżulo zdzierca, później zaś wzniesie się na szczyty erudycji i wybełkoce jak to złe ateisty-komunisty i liberały aferały niszczo Kraj Prawdziwych Wartości. Względnie popieprzy coś o tym, że lepiej katolicyzm niż islam albo jakowaś homo Holandia gdzie te geje obmierzłe wstrzykują sobie marichuaninę i w ogóle on nie o take Polskę walczył a tylko pod krzyżem będzie Polak Polakiem (i biedakiem - ale to już poza zasięgiem refleksji owieczek) > Z czasem, mam nadzieję Kościół straci swoje wpływy.Nadzieja umiera ostatnia. > PozdrawiamWzajemnie.
The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
|
|
4 na 4 | ślusarski (750 punktów) | Wiara w boga powstała w filogenezie człowieka i pełniła rolę cementująca plemię, społeczność. Dzisiaj również to działa, lecz u nie wszystkich osób. Często myślę co motywuje wierzących we współczesnym naukowym świecie do przekonań religijnych. To jest zjawisko złożone i wydaje mi się, że jeden element jest decydujący. Jest nim potrzeba bycia kochanym w sensie miłości rodzicielskiej. Czyżby wierzący mieli braki w tym zakresie? A może ich rozwój emocjonalny zatrzymał się na etapie dziecięcym?
|
|
 | | Brzostowski (7067 punktów) | Moja wiara wynika z obserwacji świata i wyciągania z tych obserwacji wniosków. Każde wnioskowanie na temat powstania świata i jego istnienia prowadzi do tego, że bóg prawdopodobnie istnieje.
|
|
|  | 4 na 4 | ślusarski (750 punktów) | >Moja wiara wynika z obserwacji świata i wyciągania z tych obserwacji wniosków. Każde wnioskowanie na temat powstania świata i jego istnienia prowadzi do tego, że bóg prawdopodobnie istnieje.
Istnienie boga jest jedną z wielu koncepcji filozoficznych. We współczesnym świecie wszelkie wnioskowanie należy przeprowadzać metodami naukowymi, a tam prawdopodobieństwo istnienia boga jest bliskie zeru, lub nawet zerowe. Oczywiście mówię o bogu osobowym zdefiniowanym przez Pismo Święte.
|
|
| |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . Moja wiara wynika z obserwacji świata i wyciągania z tych obserwacji wniosków. Każde wnioskowanie na temat powstania świata i jego istnienia prowadzi do tego, że bóg prawdopodobnie istnieje. >Istnienie boga jest jedną z wielu koncepcji filozoficznych. We współczesnym świecie wszelkie wnioskowanie należy przeprowadzać metodami naukowymi, a tam prawdopodobieństwo istnienia boga jest bliskie zeru, lub nawet zerowe. Tak.
>Oczywiście mówię o bogu osobowym zdefiniowanym przez Pismo Święte. A ja myślę tu nawet znacznie szerzej, gdyż nie znam żadnej broniącej się w naukach przyrodniczych definicji Boga/bogów lub rzeczywistości nadprzyrodzonej.
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | |  | 2 na 2 | ślusarski (750 punktów) |
>A ja myślę tu nawet znacznie szerzej, gdyż nie znam żadnej broniącej się w naukach przyrodniczych definicji Boga/bogów lub rzeczywistości nadprzyrodzonej. >Pozdrawiam. >@@@ Idea boga z samej swej natury nie może być przedmiotem badań naukowych z powodu choćby niefalsyfikowlności. Natomiast rzeczywistość nadprzyrodzona może być fizyczną rzeczywistością jeszcze niepoznaną. Na przykład w czasach powstawania teorii względności dla wielu uczonych była fantazją.
Pozdrawiam.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . A ja myślę tu nawet znacznie szerzej, gdyż nie znam żadnej broniącej się w naukach przyrodniczych definicji Boga/bogów lub rzeczywistości nadprzyrodzonej. >Idea boga z samej swej natury nie może być przedmiotem badań naukowych z powodu choćby niefalsyfikowlności. Jakich badań naukowych? Jak nie może, gdy jest.
>Natomiast rzeczywistość nadprzyrodzona może być fizyczną rzeczywistością jeszcze niepoznaną. Najpierw potrzeba w języku nauk przyrodniczych, to "coś" zdefiniować, a później można to "coś" weryfikować.
>Na przykład w czasach powstawania teorii względności dla wielu uczonych była fantazją. Właśnie dobry przykład. Proszę sobie poczytać historię wprowadzenia teorii względności do nauki. A więc jeszcze raz powtórzę - nie znam żadnej broniącej się w naukach przyrodniczych definicji Boga/bogów lub rzeczywistości nadprzyrodzonej, gdy Pan zna, to proszę ją przedstawić.
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | | | |  | 1 na 3 | ślusarski (750 punktów) |
>>Idea boga z samej swej natury nie może być przedmiotem badań naukowych z powodu choćby niefalsyfikowlności. >Jakich badań naukowych? Jak nie może, gdy jest. Pierwsze słyszę, żeby idea boga była przedmiotem badań naukowych. Oczywiście chodzi mi o osobę boga szeroko rozumianą, badaną na płaszczyźnie nauk przyrodniczych.
>>Natomiast rzeczywistość nadprzyrodzona może być fizyczną rzeczywistością jeszcze niepoznaną. >Najpierw potrzeba w języku nauk przyrodniczych, to "coś" zdefiniować, a później można to "coś" weryfikować. Na przykład ciemna energia jest hipotetyczna, tajemnicza i przypisuje się jej oddziaływania grawitacyjne. Nawet uwzględnia się ją w bilansie masy wszechświata nie wiedząc czym ona jest. Przypomina to teologiczne rozważania przyjmowane za prawdę.
>Właśnie dobry przykład. Proszę sobie poczytać historię wprowadzenia teorii względności do nauki. Czytałem.
>A więc jeszcze raz powtórzę - nie znam żadnej broniącej się w naukach przyrodniczych definicji Boga/bogów.
Wcześniej napisałem - zdefiniowany przez Pismo Święte. Nie było więc mowy o definicji naukowej.
>lub rzeczywistości nadprzyrodzonej, gdy Pan zna, to proszę ją przedstawić. Do rzeczywistości nadprzyrodzonej możemy zaliczyć mechanikę kwantową, bo tam się dzieją istne "cuda". Nie chodzi o ogarnięcie rozumem zjawisk relatywistycznych, lecz opisywanie cząstek elementarnych i klasyfikowanie ich. Przypomina to czasy Mendelejewa, lecz zadanie znacznie trudniejsze i nie wiadomo czy możliwe do wyjaśnienia.
Pozdrawiam.
PS Zdanie - wcześniej napisałem... jest moje, ale wyskakuje na zielono.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . Idea boga z samej swej natury nie może być przedmiotem badań naukowych z powodu choćby niefalsyfikowlności.> >>>Jakich badań naukowych? Jak nie może, gdy jest.> Pierwsze słyszę, żeby idea boga była przedmiotem badań naukowych.Nigdy nie słyszał Pan choćby o religioznawstwie? www.racjon(*)hp/s,4873/q,Bog.bogowie.bostwa> Oczywiście chodzi mi o osobę boga szeroko rozumianą,Nie rozumiem co to znaczy "osoba boga szeroko rozumiana"? > badaną na płaszczyźnie nauk przyrodniczych.Zaraz, zaraz uściślenie po fakcie o to, o co Panu rzeczywiście chodzi? Ja staram się prowadzić tu poważne rozmowy z odpowiedzialnością za słowo. Nauka to nie tylko nauki przyrodnicze, ale także nauki społeczne. > Natomiast rzeczywistość nadprzyrodzona może być fizyczną rzeczywistością jeszcze niepoznaną.> >>>Najpierw potrzeba w języku nauk przyrodniczych, to "coś" zdefiniować, a później można to "coś" weryfikować.> Na przykład ciemna energia jest hipotetyczna, tajemnicza i przypisuje się jej oddziaływania grawitacyjne. Nawet uwzględnia się ją w bilansie masy wszechświata nie wiedząc czym ona jest. Ciemna materia - hipotetyczna materia nieemitująca i nieodbijająca promieniowania elektromagnetycznego. Jej istnienie zdradzają jedynie wywierane przez nią efekty grawitacyjne. Według danych zebranych na podstawie obserwacji dużych struktur kosmicznych, interpretowanych w kategoriach równań Friedmana i metryki Friedmana-Lemaître'a-Robertsona-Walkera, ciemna materia to ok. 27% bilansu masy-energii Wszechświata, obok materii zwykłej (widzialnej) i dominującej ciemnej energii.
Postulat istnienia ciemnej materii jest obecnie dominującym wytłumaczeniem obserwowanych anomalii w rotacji galaktyk oraz ruchu galaktyk w gromadach, ale nadal materia ta nie została odkryta eksperymentalnie, a jej natura pozostaje nieznana. Proponowane są także inne, obecnie mniej popularne teorie starające się wyjaśniać fakty obserwacyjne, takie jak zmodyfikowana dynamika newtonowska i inne teorie zmodyfikowanej grawitacji, między innymi grawitacja kwantowa. Jest to naukowa hipoteza, a najprościej mówiąc hipotezy naukowe, to nie mity religijne i podaje się ich do wiary tylko pod krytyczną ocenę innych kompetentnych uczonych. Hipotezy naukowe są pewnymi intelektualnymi spekulacjami, ale powinny być budowane na dotychczasowych osiągnięciach nauki, a nie na czystej fantazji uczonych.> Przypomina to teologiczne rozważania przyjmowane za prawdę.Panu to teologięprzypomina? Teologię lepiej znam i rozumiem niż fizykę, ale jedno drugiego ni cholery mi nie przypomina. > >>>Właśnie dobry przykład. Proszę sobie poczytać historię wprowadzenia teorii względności do nauki.> Czytałem.Wszystko możliwe, ale same czytanie to za mało, trzeba z tego wyciągać wnioski. Cytat:>Oczywiście mówię o bogu osobowym zdefiniowanym przez Pismo Święte. A ja myślę tu nawet znacznie szerzej, gdyż nie znam żadnej broniącej się w naukach przyrodniczych definicji Boga/bogów lub rzeczywistości nadprzyrodzonej. > Wcześniej napisałem - zdefiniowany przez Pismo Święte. Nie było więc mowy o definicji naukowej.To o czym była mowa? Zdaje się, że napisał Pan cosik takiego: Idea boga z samej swej natury nie może być przedmiotem badań naukowych z powodu choćby niefalsyfikowlności. Natomiast rzeczywistość nadprzyrodzona może być fizyczną rzeczywistością jeszcze niepoznaną. Na przykład w czasach powstawania teorii względności dla wielu uczonych była fantazją.I do tego się odniosłem, choć trochę żartobliwie, to jednak serio. Pan Fizyk: Wielokrotnie na tym forum pokazywałem, że szanse na istnienie Boga opisanego w Biblii są praktycznie zerowe.www.racjon(*).php/z,0/d,32/s,640660#w642948> >>>lub rzeczywistości nadprzyrodzonej[/color], gdy Pan zna, to proszę ją przedstawić.> Do rzeczywistości nadprzyrodzonej możemy zaliczyć mechanikę kwantową, bo tam się dzieją istne "cuda".Wielokrotnie już tu pisałem, że z wiarą nie ma dyskusji, jak Pan w to wierzy, to mnie nic do tego, ale nie znam żadnego poważnego uczonego (a i niepoważnego chyba też nie, choć tu kto wie), który by zaliczał mechanikę kwantową do rzeczywistości nadprzyrodzonej, ale może panowie Fizyk lub Jacholek takich znają. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | |  | | ślusarski (750 punktów) | > >Pierwsze słyszę, żeby idea boga była przedmiotem badań naukowych.> Nigdy nie słyszał Pan choćby o religioznawstwie?Idąc tą drogą, to i teologię zalicza się do nauki. Ale chyba nie o to nam chodzi? > >Oczywiście chodzi mi o osobę boga szeroko rozumianą,> Nie rozumiem co to znaczy "osoba boga szeroko rozumiana"?Cechy Boga judeochrześcijańskiego można wymienić w paru punktach i najczęściej są z sobą sprzeczne. Osoba boga szeroko rozumiana, to osobowy bóg występujący pismach świętych różnych religii. Żeby było śmieszniej, Bóg katolicki jest trój osobowy. > Zaraz, zaraz uściślenie po fakcie o to, o co Panu rzeczywiście chodzi? Ja staram się prowadzić tu poważne rozmowy.Jeśli występują jakieś nieścisłości w tekście, to w następnym poście je uzupełniam i moje rozumowanie odnosi się do tego uzupełnionego. Nie mam zamiaru nikogo wprowadzać w błąd, ani zmieniać tekst w celu wycofania się z wcześniejszych myśli. Również mi chodzi o poważną rozmowę, lecz nie w celu stricte naukowym, lecz jako rozrywkę intelektualno poznawczą. > >Na przykład ciemna energia...> Ja pisałem o ciemniej energii, a Pan o ciemnej materii! Celowo dałem przykład ciemnej energii, gdyż jest bardziej tajemnicza i całkowicie hipotetyczna. W przypadku ciemniej materii niektórzy fizycy zaliczają do niej 3 rodzaje neutrin. A więc jest możliwość jej obserwacji. > Hipotezy naukowe są pewnymi intelektualnymi spekulacjami, ale powinny być budowane na dotychczasowych osiągnięciach nauki, a nie na czystej fantazji uczonych.[/color]Uważam, że hipotezy mogą być najbardziej zwariowane z punktu widzenia naukowego i dopiero na drodze weryfikacji i falsyfikacji są odrzucane, lub uznawane. Gdyby nie fantazja twórczych umysłów tkwilibyśmy nadal w jaskiniach. > >Teologię lepiej znam i rozumiem niż fizykę.Wierzę, gdyż Pan pomylił ciemną energię z ciemną materią. Zakładam, że to zwykła nieuwaga. > >>>>Właśnie dobry przykład. Proszę sobie poczytać historię wprowadzenia teorii względności do nauki.> >Czytałem.> Wszystko możliwe, ale same czytanie to za mało, trzeba z tego wyciągać wnioski.Wyciągnąłem. Leopold Infeld, współpracownik Einsteina, w swojej książce(nie pamiętam tytułu) świetnie opisał klimat panujący podczas wprowadzania OTW. W owym czasie tylko trzy osoby ją zrozumiały. > >Wcześniej napisałem - zdefiniowany przez Pismo Święte. Nie było więc mowy o definicji naukowej.> To o czym była mowa?Odsyłam do Biblii. > Wielokrotnie już tu pisałem, że z wiarą nie ma dyskusji.Należy rozróżnić wiarę religijną o ściśle ukształtowanym toku rozumowania, z wiarą człowieka w rzeczywistość fizyczną z następującymi po sobie wydarzeniami. Tą drugą wiarę zapewne posiadają i ludzie nauki. W przeciwnym przypadku sztywne ramy nauki nie pozwoliłyby im tworzyć i odkrywać. Uważam, ze wiara drugiego typu i nauka są integralnym elementem postępu. > jak Pan w to wierzy, to mnie nic do tego, ale nie znam żadnego poważnego uczonego (a i niepoważnego chyba też nie, choć tu kto wie), który by zaliczał mechanikę kwantową do rzeczywistości nadprzyrodzonej, ale może panowie Fizyk lub Jacholek takich znają.> Pozdrawiam.Jestem ciekaw zdania p. Fizyka i Jachołka w omawianych nas kwestiach. Możliwość zaliczania mechaniki kwantowej do rzeczywistości nadprzyrodzonej jest moim osobistym zdaniem. Uściślę jeszcze jak rozumiem nadprzyrodzoność w moim poście. Otóż odcinam się od konfabulacji religijnych i skłaniam się ku występującym zjawiskom w niepoznawalnej rzeczywistości. A co do poważnego uczonego, który dopuszczał możliwości nadprzyrodzonej był sam Einstein. W jego słynnym powiedzeniu " Bóg nie gra w kości" wyrażał sprzeciw przypadkowości w mechanice kwantowej. A więc musiał zakładać istnienie Boga kierującego fizyką. Inni historycy zaprzeczają jakoby był wierzący i było to jego takie powiedzenie. Jednak wykluczyć się nie da, że był wierzący. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . > Pierwsze słyszę, żeby idea boga była przedmiotem badań naukowych.Nigdy nie słyszał Pan choćby o religioznawstwie?> Idąc tą drogą, to i teologię zalicza się do nauki.To - moim zdaniem - złą drogę Pan wybiera, ale rzeczywiście nasza nauka w "wolnej Polsce" dokonała takiego postępu, iż teologię do nauk zalicza!Wikipedia: Klasyfikacja dziedzin i dyscyplin naukowych w Polsce> Ale chyba nie o to nam chodzi?Ale chodzi o to, iż ja jeszcze niezbyt dobrze rozumiem o co Panu chodzi? > Oczywiście chodzi mi o osobę boga szeroko rozumianą,Nie rozumiem co to znaczy "osoba boga szeroko rozumiana"? > Cechy Boga judeochrześcijańskiego można wymienić w paru punktach i najczęściej są z sobą sprzeczne. Osoba boga szeroko rozumiana, to osobowy bóg występujący pismach świętych różnych religii. Żeby było śmieszniej, Bóg katolicki jest trój osobowy.Żadnej śmieszności w tym nie widzę, ale przy poważnej rozmowie nie należy się spieszyć, tylko trzeba starać się zrozumieć wywód interlokutora, a do tego koniecznym jest przeczytania jego wypowiedzi, wraz z podanymi linkami, ze zrozumieniem. Pan jak widać nie przeczytał, gdyż znalazł by tam Pan dosyć dokładną chrześcijańska, a nawet judeochrześcijańską, definicję Bogawww.racjon(*).php/z,0/d,31/s,635357#w638359Zaraz, zaraz uściślenie po fakcie o to, o co Panu rzeczywiście chodzi? Ja staram się prowadzić tu poważne rozmowy.> Jeśli występują jakieś nieścisłości w tekście, to w następnym poście je uzupełniam i moje rozumowanie odnosi się do tego uzupełnionego.Tyle, iż ja nie jestem ani Bogiem, ani nawet duchem świętym i mogę odnosić się tylko do tego co Pan napisał, a nie do tego co Pan sobie pomyślał. > Nie mam zamiaru nikogo wprowadzać w błąd, ani zmieniać tekst w celu wycofania się z wcześniejszych myśli. Również mi chodzi o poważną rozmowę, lecz nie w celu stricte naukowym, lecz jako rozrywkę intelektualno poznawczą.Wszystkie swoje tu rozmowy traktuję "jako rozrywkę intelektualno poznawczą", ale chciałbym aby one były poważne i prowadzone na najwyższym - z możliwych na takim forum - poziomie intelektualnym, a więc prawie naukowym. Teologię lepiej znam i rozumiem niż fizykę.> Wierzę, gdyż Pan pomylił ciemną energię z ciemną materią. Zakładam, że to zwykła nieuwaga.Proszę, tu mamy ciemną energię i bardzo proszę o wykazanie mi co to zmienia w moim wywodzie? (Jest Pan pewien, iż Pańska wiedza o fizyce jest większa od mojej?)Właśnie dobry przykład. Proszę sobie poczytać historię wprowadzenia teorii względności do nauki.> Czytałem.Wszystko możliwe, ale same czytanie to za mało, trzeba z tego wyciągać wnioski.> Wyciągnąłem.> Leopold Infeld, współpracownik Einsteina, w swojej książce(nie pamiętam tytułu) świetnie opisał klimat panujący podczas wprowadzania OTW. W owym czasie tylko trzy osoby ją zrozumiały.Znowu nie doczytał Pan wypowiedzi do której się odnosi. Mnie nie chodziło o atmosferę tylko o metody obowiązujące w nauce: Najprościej mówiąc hipotezy naukowe, to nie mity religijne i podaje się ich do wiary tylko pod krytyczną ocenę innych kompetentnych uczonych. Hipotezy naukowe są pewnymi intelektualnymi spekulacjami, ale powinny być budowane na dotychczasowych osiągnięciach nauki, a nie na czystej fantazji uczonych. www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,617075#w617370> Wcześniej napisałem - zdefiniowany przez Pismo Święte. Nie było więc mowy o definicji naukowej. To o czym była mowa?> Odsyłam do Biblii.Będę lepszy i odeślę do biblioteki. www.racjon(*).php/z,0/d,31/s,635357#w638359Wielokrotnie już tu pisałem, że z wiarą nie ma dyskusji.> Należy rozróżnić wiarę religijną o ściśle ukształtowanym toku rozumowania, z wiarą człowieka w rzeczywistość fizyczną z następującymi po sobie wydarzeniami. Tą drugą wiarę zapewne posiadają i ludzie nauki. W przeciwnym przypadku sztywne ramy nauki nie pozwoliłyby im tworzyć i odkrywać. Uważam, ze wiara drugiego typu i nauka są integralnym elementem postępu.To pańskie zdanie. Ja swoje dosyć szeroko wyłożyłem tu www.racjonalista.pl/forum.php/s,545469 oraz w setkach wypowiedzi na naszym forum. > Możliwość zaliczania mechaniki kwantowej do rzeczywistości nadprzyrodzonej jest moim osobistym zdaniem. Uściślę jeszcze jak rozumiem nadprzyrodzoność w moim poście. Otóż odcinam się od konfabulacji religijnych i skłaniam się ku występującym zjawiskom w niepoznawalnej rzeczywistości.Może Pan się odcinać, gdyż wierzyć można we wszystko, ale termin "rzeczywistość nadprzyrodzona" jest terminem religijno/teologicznym www.ultramontes.pl/dogma_gratiae_2.htm i na tym gruncie powszechnie używanym. > A co do poważnego uczonego, który dopuszczał możliwości nadprzyrodzonej był sam Einstein. W jego słynnym powiedzeniu " Bóg nie gra w kości" wyrażał sprzeciw przypadkowości w mechanice kwantowej. A więc musiał zakładać istnienie Boga kierującego fizyką. Inni historycy zaprzeczają jakoby był wierzący i było to jego takie powiedzenie. Jednak wykluczyć się nie da, że był wierzący.www.racjon(*)m.php/s,640997/z,0/d,2#w642867Jeżeli Pan jeszcze chce się jakoś odnieść do moich wypowiedzi, to bardzo proszę się nie spieszyć. Niech Pan przeczyta wszystko - wraz z linkami - za tydzień odpisze, to wystarczy. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | |  | 4 na 4 | ślusarski (750 punktów) | > >Wierzę, gdyż Pan pomylił ciemną energię z ciemną materią. Zakładam, że to zwykła nieuwaga.> Proszę, tu mamy ciemną energię i bardzo proszę o wykazanie mi co to zmienia w moim wywodzie?Zmienia i to bardzo. Pomimo że jest to temat poboczny, powinien być prowadzony również na wysokim poziomie. Nie można opierać się na nieprawdziwych danych w jakiejkolwiek argumentacji, bo rzuca cieniem na cały Pański wywód. Wymaga Pan ode mnie precyzji w wyrażaniu myśli, więc i ja od Pana wymagam tego samego. Proszę przeczytać jeszcze raz w cytowanej Wikipedii i zwrócić uwagę jaka jest różnica między ciemną energią a ciemną materią. Jest zasadnicza! Jeśli mogę radzić, to nie wystarczy ślizgnąć oczami po Wiki, lecz wgłębić się bardziej w temat. Polecam "Feynmana wykłady z fizyki" - jest to pięć książek, które z łatwością Pan przyswoi. Poza tym polecam czytanie miesięcznika "Świat Nauki", gdzie są publikowane najnowsze osiągnięcia światowej nauki. Po tej literaturze możemy kontynuować naszą dyskusję. Proszę dać znać, kiedy będzie Pan gotowy. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . Z poprzedniej wypowiedzi:> Wierzę, gdyż Pan pomylił ciemną energię z ciemną materią. Zakładam, że to zwykła nieuwaga.Proszę, tu mamy ciemną energię i bardzo proszę o wykazanie mi co to zmienia w moim wywodzie?> Zmienia i to bardzo.Na nic mi Pańskie zapewnienia, gdyż nie o Pańską wiarę pytałem. Pytanie było konkretne - co to zmienia w moim wywodzie? A więc cokolwiek zmienia, czy nic nie zmienia? > Polecam "Feynmana wykłady z fizyki" - jest to pięć książek, które z łatwością Pan przyswoi. Poza tym polecam czytanie miesięcznika "Świat Nauki", gdzie są publikowane najnowsze osiągnięcia światowej nauki.Szanowny Panie do popisania się prościutka bibliografią w jakimś temacie, to wielka wiedza nie jest potrzebną, a nasze oczytanie w problematyce, to bardzo szybciutko jest weryfikowane w naszych wypowiedziach. Po kilku już dobrze widać co za nimi stoi. > Po tej literaturze możemy kontynuować naszą dyskusję. Proszę dać znać, kiedy będzie Pan gotowy.Gdy brak siły argumentów, to jeszcze można spróbować argumentu siły. Może Pan jeszcze spróbować opluć klawiaturę. Proszę jednak zawsze pamiętać, iż nikt nas bardziej nie skompromituje niż uczynimy to sami. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | ślusarski (750 punktów) |
>co to zmienia w moim wywodzie? A więc cokolwiek zmienia, czy nic nie zmienia? Napisałem w poprzednim poście, proszę przeczytać jeszcze raz.
>>Polecam "Feynmana wykłady z fizyki" - jest to pięć książek, które z łatwością Pan przyswoi. Poza tym polecam czytanie miesięcznika "Świat Nauki", gdzie są publikowane najnowsze osiągnięcia światowej nauki. >Szanowny Panie do popisania się prościutka bibliografią w jakimś temacie, to wielka wiedza nie jest potrzebną, a nasze oczytanie w problematyce, to bardzo szybciutko jest weryfikowane w naszych wypowiedziach. Właśnie z tego powodu poleciłem Panu literaturę popularno naukową właściwą do poziomu naszej dyskusji. Niestety nie zawinionego przeze mnie.
>>Po tej literaturze możemy kontynuować naszą dyskusję. Proszę dać znać, kiedy będzie Pan gotowy. >Gdy brak siły argumentów, to jeszcze można spróbować argumentu siły. Może Pan jeszcze spróbować opluć klawiaturę.
Uważałem Pana za za człowieka elokwentnego i erudytę z przerostem własnego ego. Teraz dodaję do tego rynsztok wypełniony plwociną.
Pomimo wszystkiego życzę miłego dnia.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . Metafora Telesfora: Wiara "widząca" i wiara "ślepa" to bardzo proste metafory do zrozumienia, ale może nie dla wszystkich.I jak tu pojąć niepojęte, gdy takie nadęte. _____________ > Uważałem Pana za za człowieka elokwentnego i erudytę z przerostem własnego ego. Gdy brak siły argumentów, to jeszcze można spróbować argumentu siły. Może Pan jeszcze spróbować opluć klawiaturę. Proszę jednak zawsze pamiętać, iż nikt nas bardziej nie skompromituje niż uczynimy to sami. > Teraz dodaję do tego rynsztok wypełniony plwociną.Z Pańskiej klawiatury? Erudyta Pan Ślusarski poucza: Właśnie z tego powodu poleciłem Panu literaturę popularno naukową właściwą do poziomu naszej dyskusji. Niestety nie zawinionego przeze mnie. Po tej literaturze możemy kontynuować naszą dyskusję. Proszę dać znać, kiedy będzie Pan gotowy. A może najpierw warto się dowiedzieć jaki jest stan naukowej wiedzy w jakimś temacie, a dopiero później spekulować?> Pomimo wszystkiego życzę miłego dnia.Wzajemnie. _________ Fizyka to bardzo ciekawa dziedzina wiedzy. www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,511985#w513249www.google(*)CNF5BigW5SsGEpyVLNhJu_wORhXj1wTyle, iż trzeba ją znać, a nie mówić, że się zna. .
|
|
|  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . > Moja wiara wynika z obserwacji świata i wyciągania z tych obserwacji wniosków.www.racjon(*).php/z,0/d,28/s,511985#w517041www.racjon(*).php/z,0/d,32/s,577720#w585173> Każde wnioskowanie na temat powstania świata i jego istnienia prowadzi do tego, że bóg prawdopodobnie istnieje.www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,573743#w576082www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,618781#w618946@@@ .
|
|
1 na 1 | Hejtibeats (210 punktów) | >Proponuję, aby fideiści z naszego forum ujawnili się i napisali co mogłoby skłonić ich do odrzuceniab swojej wiary
Jeżeli człowiek będzie kiedykolwiek w stanie robić to, co przypisuje się dzisiaj sile stwórczej, to ok, przyjmuję.
Mam na myśli takie sprawy: - materia - skąd, jak, dlaczego, jej początek, koniec, wszystko, jak nią operować, przekształcać, zarządzać, czynić posłuszną, tworzyć własne światy
(to co niżej jest napisane jest przy założeniu, że moja świadomość, to jedynie oddziaływania, a skoro tak, to rozumiem, że można będzie to zrobić)
- np. sklonować mój aktualny stan cząstek i za rok odtworzyć go jak kopię, aby powstał drugi człowiek, o poglądach, stanie zdrowia, emocji jak przed kopią - zaprogramować nowego człowieka, żeby jego organizm regenerował się w nieskończoność, życie wieczne - przeglądnąć czyjś kod DNA czy coś tam, przeprogramować, wy programować biologicznie choroby
- dodatkowo odpowiedź na pytanie skąd jesteśmy, jak powstaliśmy, co tu w ogóle się dzieje
Znając te odpowiedzi i posiadając takie umiejętności chyba można już jednoznacznie sprawdzić obecność / nieobecność potencjalnego stwórcy.
Te odpowiedzi pozwoliłyby zapewne także wskrzeszać ludzi z przeszłości, bo być może krąży gdzieś w świecie zakodowana pamięć ich lub o nich. Zaspokojenie pewnych pytań sprawi, że żyłbym sobie wiecznie, poznawał ludzi, cieszył się życiem bez chorób, ogólnie dla mnie bomba, mieć nieograniczony czas na naukę, szukanie, tworzenie.
Dopuszczam istnienie czegoś inteligentniejszego niż nasza obecna i przyszła wiedza, ponieważ przytłacza mnie ogrom tej wiedzy i poczucie bycia małym pyłkiem.
Podsumowanie.
Nieracjonalnym uważam przy tak małej wiedzy stwierdzenia "Bóg nie istnieje na 100%" - to świadczy o braku pokory i wybujałym ego. Stwierdzenie, że "Bóg istnieje na 100%" również nie jest racjonalne - i to muszę uczciwie przyznać. Pozostaje nam jedynie wiara lub niewiara (zbędność wiary), ale jednych i drugich obowiązuje konieczność nauki, poszukiwania i rozwoju. Natomiast jestem przeciwnikiem wszelkich organizacji, czy to na tle religijnym czy politycznym, które zmuszają ludzi do bezmyślnych zachowań. Należy ludzi "zmuszać" do rozwoju, zastanawiania się, zadawania pytań i poszukiwania odpowiedzi.
|
|
 | 5 na 5 | grzmot (741 punktów) |
>Mam na myśli takie sprawy: >- materia - skąd, jak, dlaczego, jej początek, koniec, wszystko, jak nią operować, przekształcać, zarządzać, czynić posłuszną, tworzyć własne światy Mój 3-letni siostrzeniec tworzy własne światy, z klocków Duplo, materię też przemieniać potrafi (i pieluch już nie potrzebuje),
>- przeglądnąć czyjś kod DNA czy coś tam, przeprogramować, wy programować biologicznie choroby wdrażane w medycynie, blokowane przez religiantów,
>- dodatkowo odpowiedź na pytanie skąd jesteśmy, jak powstaliśmy, co tu w ogóle się dzieje uczą w podstawówce.
>Znając te odpowiedzi i posiadając takie umiejętności chyba można już jednoznacznie sprawdzić obecność / nieobecność potencjalnego stwórcy. Bzdura, bogowie staną się po prostu bardzie transcendentalni i efemeryczni. Fideiści byli, są i będą.
>Dopuszczam istnienie czegoś inteligentniejszego niż nasza obecna i przyszła wiedza, ponieważ przytłacza mnie ogrom tej wiedzy i poczucie bycia małym pyłkiem. Czyli: nie ogarniasz współczesnej wiedzy i dlatego zakładasz, że muszą być osoby sprytniejsze? To logiczny wniosek.
>Nieracjonalnym uważam przy tak małej wiedzy stwierdzenia "Bóg nie istnieje na 100%" To doczytaj (wystarczy na tym portalu). Ta wiedza już jest, po prostu ty jej nie posiadasz. Wiadomo, jak i kiedy ludzie wymyślili tego konkretnego "Boga" i z tej wiedzy wprost wynika niemożliwość jego istnienia.
|
|
|  | 1 na 1 | Hejtibeats (210 punktów) |
Po wyjątkowo ignoranckim tonie wypowiedzi stwierdzam co następuje stosownie do poziomu rozmówcy:
- odpowiedź na pytanie Pana Andrzeja dotyczyło mnie, a nie fideistów szeroko przez Pana rozumianych, nie obchodzi mnie czy będą czy nie będą, jeżeli Pan tego nie pojąłeś zawołaj Pan tego młodego co nie robi w pieluchy, może on więcej rozumie
- zapoznaj się Pan z poglądami rozmówcy przed pieprzeniem, bo ostatnie 30 wątków poruszam kwestie definicji i słowo Bóg, to również słowo, a nie konkretny Bóg, ale to żeś Pan już sam ze sobą pogadał
>uczą w podstawówce
i potem tacy jak Pan te bzdury powielają, bo do własnych przemyśleń nieskorzy. W podstawówce też uczą przekłamanej historii w zależności od kraju czy też narzucają religię.
>nie ogarniasz współczesnej wiedzy i dlatego zakładasz, że muszą być osoby sprytniejsze?
zastąp Pan słowo "nie ogarniasz" słowem "pokora" lub też "cierpliwość, nauka, poszukiwanie" i nie strzelaj Pan na oślep tezami.
Gratuluję tej PWENEJ wiedzy i tej jej PEWNOŚCI. Wybaczy Pan, ale ja pozostanę pokorny, choć nie obojętny na pieprzenie Panu podobnych.
|
|
-2 na 2 | Duch Prawdy (14787 punktów) | > Uważam też, iż nie mogą podjąć tu racjonalnej dyskusji, gdyż> wiara już w założeniu> jest irracjonalna. Z wiarą nie ma dyskusji, gdyż nikt wierzącego nie przekona, że białe jest białe,> a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej.> Prawdziwie i głęboko wierzący w swoje racje (swoją religię) jest całkowicie nieprzemakalny na> racjonalne argumenty.Nie rozumie Pan wiary, ślepa wiara jest irracjonalna, wiara widząca jest racjonalna. Jestem wierzący i przyznaję, że białe jest białe, a czarne czarne, ale to jest wiedza dotycząca świata materii, który możemy naukowo badać, a wiara dotyczy potencjalnego świata ducha, tutaj żadne narzędzia badawcze nie sięgają. Proszę oddzielać świat ducha, od świata materii, świat ducha bada się inaczej.
|
|
 | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . > Nie rozumie Pan wiary (...) Proszę oddzielać świat ducha, od świata materii, świat ducha bada się inaczej. Najlepiej byłoby przeczytać ze zrozumiem parę mądrych książek, ale gdy już nie można było, to warto skorzystać z wyszukiwarki w pasku menu i zajrzeć do archiwum, aby zobaczyć o czym tu już rozmawialiśmy i jakie poglądy reprezentowaliśmy, a nie wyrywać się tu ze swoimi mądrościami jak troll z konopi. (Nie zrozumiał Pan nawet sensu wypowiedzi, do której się Pan tu odniósł, więc o czym mielibyśmy rozmawiać?)
@@@ .
|
|
|  | -1 na 1 | Duch Prawdy (14787 punktów) | >. >> Nie rozumie Pan wiary (...) Proszę oddzielać świat ducha, od świata materii, świat ducha bada się inaczej. >Najlepiej byłoby przeczytać ze zrozumiem parę mądrych książek, ale gdy już nie można było, to warto skorzystać >z wyszukiwarki w pasku menu i zajrzeć do archiwum, aby zobaczyć o czym tu już rozmawialiśmy i jakie poglądy reprezentowaliśmy, a nie wyrywać się tu ze swoimi mądrościami jak troll z konopi. (Nie zrozumiał Pan nawet sensu wypowiedzi, do której się Pan tu odniósł, więc o czym mielibyśmy rozmawiać?) > >@@@ >. napisał Pan, że wiara jest irracjonalna, z czym się nie zgadzam. ślepa wiara jest irracjonalna, wiara widząca jest racjonalna
|
|
| |  | 1 na 1 | Hejtibeats (210 punktów) |
>napisał Pan, że wiara jest irracjonalna, z czym się nie zgadzam. ślepa wiara jest irracjonalna, wiara widząca jest racjonalna
czym jest wiara wiedząca ? pytam całkowicie poważnie jako człowiek w sumie wierzący, choć wątpiący czasem
|
|
| | |  | | Duch Prawdy (14787 punktów) | >>napisał Pan, że wiara jest irracjonalna, z czym się nie zgadzam. ślepa wiara jest irracjonalna, wiara widząca jest racjonalna >czym jest wiara wiedząca ? pytam całkowicie poważnie jako człowiek w sumie wierzący, choć wątpiący czasem Napisałem widząca, a Pan pyta o wiedzącą?
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Hejtibeats (210 punktów) |
>Napisałem widząca, a Pan pyta o wiedzącą?
Przepraszam, widać moje widzenie zawiodło, zatem czym jest wiara widząca ?
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Duch Prawdy (14787 punktów) | >>Napisałem widząca, a Pan pyta o wiedzącą? >Przepraszam, widać moje widzenie zawiodło, zatem czym jest wiara widząca ? > Wiara ślepa wie, że Bóg jest, wiara widząca wierzy, że Bóg jest. Zatem wiara widząca jest wiarą czystą, nie skażoną wiedzą, ponieważ żadnej wiedzy czy Bóg istnieje nikt nie posiada. Wiara widząca nie opiera się na wiedzy, lecz na Nadziei.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Domeru (533 punktów) | > Wiara widząca nie opiera się na wiedzy, lecz na Nadziei.Podałeś właśnie definicję myślenia życzeniowego, czyli inaczej mówiąc - chciejstwa. Z tym, że Twoja nazwa jest myląca, bo to jest dokładne przeciwieństwo "widzenia". Natomiast stwierdzenie, że dla religiantów jakakolwiek wiedza stanowi źródło skażenia jest całkiem trafne.
|
|
| | | | | | |  | -1 na 1 | Duch Prawdy (14787 punktów) | > > Wiara widząca nie opiera się na wiedzy, lecz na Nadziei.> Podałeś właśnie definicję myślenia życzeniowego, czyli inaczej mówiąc - chciejstwa. Z tym, że Twoja nazwa jest myląca, bo to jest dokładne przeciwieństwo "widzenia".> Natomiast stwierdzenie, że dla religiantów jakakolwiek wiedza stanowi źródło skażenia jest całkiem trafne.  Wiara "widząca" i wiara "ślepa" to bardzo proste metafory do zrozumienia, ale może nie dla wszystkich.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|