W Kancelarii Prezydenta RP pracuje ponad 50 osób więcej niż za prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego. Żeby pomieścić urzędników, na biura zaadaptowano korytarz, galerię sztuki i domek ogrodnika.
- Do pracy przyjmujemy tak dużo ludzi, że nie ma gdzie ich posadzić. Dlatego na biura adaptowane są nowe pomieszczenia - mówią "Rz" pracownicy kancelarii.
Wakacyjny remont, podczas którego odnowiono elewację Pałacu Prezydenckiego przy Krakowskim Przedmieściu, kosztował trzy miliony złotych. - Podkreśliliśmy walory pałacu jako zabytku, konserwując elementy sztukatorskie, rzeźby i metaloplastykę. Naprawiliśmy też pęknięcia murów - mówi zastępca szefa Biura Prasowego Marcin Rosołowski.
Zmiany nie ominęły wnętrza gmachu, bo kancelaria zwiększyła zatrudnienie i dla nowych urzędników trzeba było znaleźć miejsce. Marcin Rosołowski: - Od grudnia 2005 r. pracownicy Kancelarii Prezydenta RP oprócz dotychczasowych biur zajmują też galerię sztuki i tzw. domek ogrodnika w pałacowym parku. Wyremontowano go dla funkcjonariuszy BOR i pracowników Biura Bezpieczeństwa Narodowego. W skrzydle południowym pałacu wydzielono i zaaranżowano część korytarza dla dyrektora Biura Kultury, Nauki i Dziedzictwa Narodowego.
Ilu nowych pracowników zatrudniła Kancelaria Prezydenta RP? Szef kancelarii Aleksander Szczygło: - Sytuacja jest skomplikowana, bo 12 pracowników ze starej ekipy, którzy nie chcą odejść z kancelarii, uciekło na długotrwałe zwolnienia lekarskie. Mamy też dziennikarza "Trybuny" i syna esbeckiego generała (w ostatnich dniach został zwolniony, bo wrócił ze 180-dniowego zwolnienia - red.). Takie osoby nie powinny tu pracować.
Według wicedyrektora Biura Kadr i Odznaczeń Macieja Myszki w kancelarii pracuje 330 osób. To o 51 więcej niż za prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego. - PiS mówiło o odchudzeniu administracji, a zatrudnia coraz więcej urzędników. Widać, trzeba dać zatrudnienie ludziom, którzy są całkowicie lojalni wobec PiS - komentuje Jolanta Szymanek-Deresz, posłanka SLD, szefowa Kancelarii Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego.
Co na ten zarzut autorzy programu "Tanie państwo", z którym PiS szło do wyborów? - Nie mamy wiele wspólnego z liczbą etatów w kancelarii. Jej budżet ustala Sejm, a co za tym idzie, liczbę etatów - odpowiada Wojciech Stępień, dyrektor sekretariatu szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Mariusza Błaszczaka. Za rządów premiera Marcinkiewicza to właśnie Błaszczak odpowiadał za program "Tanie państwo". Wyliczył w nim, że można zwolnić 10 proc. urzędników całej administracji, co przyniesie budżetowi 550 mln zł oszczędności w ciągu roku.
[Źródło: Rzeczpospolita/liberator.lbl.pl] Dodał(a): jarekland |