Racjonalista - Strona głównaDo treści
Pytania do niewierzących

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
02-11-2014 10:44Jacek Przypadek (1069 punktów)Pytania do niewierzących
0 na 2
Proponuję, aby teiści z tego forum ujawnili się i zadawali pytania ateistom. Odpowiem na wszystkie mądre pytania i namawiam forumowych ateuszy do tego samego. Pytajcie o to, co chcielibyście wiedzieć na temat niewiary, prowokujcie, inteligentnie zagajajcie.

Żeby Was ośmielić, zadam pierwsze pytanie.

1. Ateiści, co przekonałoby Was do katolicyzmu?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

02-11-2014 10:56
 Ocena 10 na 10
astrotaurus (12445 punktów)

>1. Ateiści, co przekonałoby Was do katolicyzmu?

Ha! Z ateistą i racjonalistą sprawa jest prosta jak konstrukcja cepa: jeden argument. Taki z gatunku wystarczających.
Taki co by wykazał, że tony bełkotu tworzonego przez katolików przez wieki zawierają choć jeden łącznik z rzeczywistością

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
02-11-2014 11:02 
 Ocena-1 na 1
Jacek Przypadek (1069 punktów)
>>1. Ateiści, co przekonałoby Was do katolicyzmu?
>Ha! Z ateistą i racjonalistą sprawa jest prosta jak konstrukcja cepa: jeden argument. Taki z gatunku wystarczających.
>Taki co by wykazał, że tony bełkotu tworzonego przez katolików przez wieki zawierają choć jeden łącznik z rzeczywistością
>
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.

>

Musiałby to być więc dowód niezbity, bo wtedy wystarczyłby jeden. Jeśli podaje się masę dowodów - to pewnie dlatego, że nie są niezbite. Ale jak wyobrażasz sobie taki dowód? Jeśli by ktoś wykazał, że opłatek naprawdę zamienił się w kawałek serca ludzkiego - to by wystarczyło? Nie dałoby się tego wyjaśnić inaczej niż prawdziwością katolicyzmu?
02-11-2014 11:58 
 Ocena 2 na 2
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Jeśli by ktoś wykazał, że opłatek naprawdę zamienił się w kawałek serca ludzkiego - to by wystarczyło? Nie dałoby się tego wyjaśnić inaczej niż prawdziwością katolicyzmu?
Już coś takiego "wykazano" - Cud w Sokółce.
Ciekawe że Watykan nie okazał się tak szybki w "wykazaniu" cudu jak dwoje naukowców z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku i do dziś tego zdarzenia nie skomentował.

starog (359 punktów)
>[color=#330000]Już coś takiego "wykazano" - Cud w Sokółce.

link nie działa... 4wymiar nie domaga...
O dziwo ... bezpieczniej linkować z Radia Maryja
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>link nie działa
Działa.
02-11-2014 22:00 
 Ocena 2 na 2
Jan Res (4015 punktów)
>>Jeśli by ktoś wykazał, że opłatek naprawdę zamienił się w kawałek serca ludzkiego - to by wystarczyło?

Wykazali to już profesorowie z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku.

Czekam teraz na sklonowanie naszego, polskiego Jezusa numer 2.

Dla naszych naukowców takie sklonowanie, to małe piwo. Wreszcie będziemy mieć własnego Jezusa - Króla Polski, a nie jakiegoś Żyda. A On wskrzesi wszystkich polskich świętych. Watykan przeniesie się do Sokółki, a Polska stanie się najbogatszym krajem świata, bo będą tu przyjeżdżać zewsząd, aby się nawracać na katolicyzm, chrzcić, modlić i zostawiać nam forsę.

Gdy Jezus będze mieć 33 lata, to Go uroczyście ukrzyżujemy. Ale najpierw pobierzemy Jego tkanki, aby mieć z czego zrobić Jezusa numer 3.
A później 4, 5, 6...
Brzostowski (7067 punktów)
>>>Jeśli by ktoś wykazał, że opłatek naprawdę zamienił się w kawałek serca ludzkiego - to by wystarczyło?
>Wykazali to już profesorowie z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku.

Niczego takiego nie wykazali, czerpiesz wiedzę z "przerobionego" przez media stanowiska tychże profesorów. Tymczasem oni pisali:

"przysłany do oceny materiał (...) w ocenie dwóch niezależnych patomorfologów (...) wskazuje na tkankę mięśnia sercowego, a przynajmniej, ze wszystkich tkanek żywych organizmu najbardziej ją przypomina"

i tyle.


20-11-2014 14:50 
 Ocena 1 na 1
logout (171 punktów)
(zablokowany)

>"przysłany do oceny materiał (...) w ocenie dwóch niezależnych patomorfologów (...) wskazuje na tkankę mięśnia sercowego, a przynajmniej, ze wszystkich tkanek żywych organizmu najbardziej ją przypomina"
>i tyle.
>

Jak to tyle? Nie przypominam żeby ktoś w trakcie ogólnej debaty przekazał informacje w takiej formie. Za to gadania o cudzie było co nie miara. Po prostu mamy XXI i potwierdzenie cudu wymaga czegoś więcej niż używanie autorytetu kościoła. Wtopa w Sokółce jest tego świetnym przykładem. Teraz cuda będą się zdarzać tylko w krajach 3-go świata i w zamierzchłej przeszłości gdzie są nikłe szanse na uczciwa weryfikację lub jej w ogóle nie ma.

logout
02-11-2014 16:29 
 Ocena 10 na 10
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
> Jeśli by ktoś wykazał, że opłatek naprawdę zamienił się w kawałek serca ludzkiego - to by wystarczyło? Nie dałoby się tego wyjaśnić inaczej niż prawdziwością katolicyzmu?

Załóżmy, że istniałyby przekonujące dowody na przeistoczenie kawałka pieczywa w grupę komórek mięśniowych.

Skąd pomysł, że miałaby to być przesłanka na prawdziwość bajek o wędrownym rabinie?
To byłby tylko dowód na istnienie nieznanych dotąd właściwości pieczywa.
03-11-2014 11:47 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)

>Jeśli podaje się masę dowodów - to pewnie dlatego, że nie są niezbite.
Masa zbitych dowodów - mniamniuśne!
Weź może pod uwagę, że ta masa zbitych dowodów jest najlepszym dowodem na to, że katolicki bełkot to tylko bełkot właśnie.
Oczywiście w ramach haka jaki mają na racjonalistów przeróżne worki kości czy inni Brzostowscy nie da się wykluczyć że któreś z rozlicznych twierdzeń katolicyzmu może się z prawdą nie mijać. Oczywiście poniżej godności pyskatych fideistów jest wziąć odpowiedzialność za swoje słowa i choć próbować uzasadnić swoje bajędy, cały czas kot odwrócony ogonem usiłuje nakładać obowiązki na mnie bym uzasadniał dlaczego się pukam w głowę na kolejne wytryski religijnych bzdur. Ech, losie....

>Ale jak wyobrażasz sobie taki dowód?
To wasz problem!
I już od dawna nawet nie jestem w stanie takiego dowodu sobie wyobrazić. Przynajmniej w wykonaniu ludzi.

>Jeśli by ktoś wykazał, że opłatek naprawdę zamienił się w kawałek serca ludzkiego - to by wystarczyło? Nie dałoby się tego wyjaśnić inaczej niż prawdziwością katolicyzmu?
Czary-mary wafelkowo-sercowe są głoszone przez katolicyzm i prawosławie jedynie, więc może byłoby blisko. Niech zatem ktoś wykaże to co mówisz - pomyślimy, zobaczymy!


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
02-11-2014 11:20
 Ocena 19 na 19
KORUND (4922 punktów)
>Proponuję, aby teiści z tego forum ujawnili się i zadawali pytania ateistom. Odpowiem na wszystkie
>mądre pytania i namawiam forumowych ateuszy do tego samego. Pytajcie o to, co chcielibyście wiedzieć
>na temat niewiary, prowokujcie, inteligentnie zagajajcie.
>Żeby Was ośmielić, zadam pierwsze pytanie.

-Ośmielanie nie jest potrzebne.

>1. Ateiści, co przekonałoby Was do katolicyzmu?
-Nic. To 100% bzdura. I może po kolei. Najpierw trzeba by mnie przekonać, że istnieje coś takiego jak Bóg, a tylko On sam mógłby to uczynić. Do chrześcijanstwa musiałby mnie przekonać osobiście sam Jezus. A do katolicyzmu? Najlepiej JPII. Jednak jest absolutnie niemożliwe, aby ewentualny bóg, stworzył tak durne religie i wymagał od ludzi tak irracjonalnych zestawów zachowań. Po co wówczas dawałby ludziom mózg?
02-11-2014 11:31 
 Ocena-1 na 1
Jacek Przypadek (1069 punktów)
>-Ośmielanie nie jest potrzebne.

Skąd wiesz, że wierzącym nie jest potrzebne?

>-Nic. To 100% bzdura. I może po kolei. Najpierw trzeba by mnie przekonać, że istnieje coś takiego jak Bóg, a tylko On sam mógłby to uczynić. Do chrześcijanstwa musiałby mnie przekonać osobiście sam Jezus. A do katolicyzmu? Najlepiej JPII. Jednak jest absolutnie niemożliwe, aby ewentualny bóg, stworzył tak durne religie i wymagał od ludzi tak irracjonalnych zestawów zachowań. Po co wówczas dawałby ludziom mózg?

Masz nierealne oczekiwania.
02-11-2014 11:36 
 Ocena 7 na 7
KORUND (4922 punktów)
>>-Nic. To 100% bzdura. I może po kolei. Najpierw trzeba by mnie przekonać, że istnieje coś takiego jak Bóg, a tylko On sam mógłby to uczynić. Do chrześcijanstwa musiałby mnie przekonać osobiście sam Jezus. A do katolicyzmu? Najlepiej JPII. Jednak jest absolutnie niemożliwe, aby ewentualny bóg, stworzył tak durne religie i wymagał od ludzi tak irracjonalnych zestawów zachowań. Po co wówczas dawałby ludziom mózg?
>Masz nierealne oczekiwania.
>
-Czyli sam potwierdzasz nierealność religii.
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

Ja akurat jestem typowym przedstawicielem ateizmu teistycznego. Wynika stąd, że do ateizmu nie trzeba mnie już przekonywać. Co? Powiedziałem do ateizmu? Pomyłka! Oczywiście, chodziło mi o islamistyczny anarchojudaizm. To chyba już wszystko jasne? Ja w każdym razie nie mam już nic więcej do powiedzenia. Merry Christmas!


"Sardoniczne pociski autorów straciły już władzę ranienia czytelnika - mianowicie od czasu, w którym przekonano się, że każdy mający pióro w ręku i dostateczną ilość papieru potrafi nawymyślać publiczności". - Aleksander Niewiarowski
Domeru (533 punktów)
>1. Ateiści, co przekonałoby Was do katolicyzmu?

Nie wiem jak innych, ale mnie nie trzeba dodatkowo przekonywać. Dowodów jest wokół na tyle dużo, że jak dotąd nie przyszło mi do głowy aby wątpić w istnienie katolicyzmu.
farmer (22440 punktów)

>1. Ateiści, co przekonałoby Was do katolicyzmu?

A coś się zmieniło przez ostatnie kilka lat? Ja się nie obrażałem na kościół jak chce lub myśli większość wierzących.

Tam się nic kupy nie trzyma i sami wierzący jadą wedle swojego widzimisię w wielu sprawach. A że strachem przed śmiercią i presją otoczenia potrafią sobie wytłumaczyć boga.

No cóż.
Sygnał (4252 punktów)
>1. Ateiści, co przekonałoby Was do katolicyzmu?

Obiektywny, pomiarowy dowód istnienia bóstwa opisywanego w tej religii. A jako, że jest ono fizycznie niemożliwe, to wychodzi na to, że nic.
02-11-2014 14:11 
 0 na 2
worek kości (2937 punktów)
>>1. Ateiści, co przekonałoby Was do katolicyzmu?
>Obiektywny, pomiarowy dowód

A co przekonuje Cię, że inni ludzie mają świadomość?

bembergiem w berg
02-11-2014 14:27 
 Ocena 4 na 4
Sygnał (4252 punktów)
>A co przekonuje Cię, że inni ludzie mają świadomość?

Istnienie zdolności do w miarę niezależnego od otoczenia formułowania odpowiedzi na bodźce z zewnątrz.

Analogia do świadomości jest trochę nietrafiona, bo wprowadzenie tego terminu jest inne niż terminu bóstwa. W przypadku świadomości proces jest następujący: obserwując autonomię jednostek (tutaj: ludzi) i niezależność reakcji zbieramy te zjawiska w jedno pudełko i temu pudełku nadajemy nazwę "świadomość". W przypadku boga nie ma obserwowanego obiektu, tylko żonglerka pojęciami bez fizycznego obiektu, do którego jest to przypisane.
02-11-2014 14:33 
 Ocena 1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>obserwując autonomię jednostek (tutaj: ludzi) i niezależność reakcji zbieramy te zjawiska w jedno pudełko i temu pudełku nadajemy nazwę "świadomość".

Ewentualnie - po wittgensteinowsku - to nie pudełko nazywamy świadomością (pudełko nazywamy "mózgiem"), ale raczej tego tajemniczego żuczka w środku (wewnątrz pudełka), o którym - bez bezpośredniej znajomości go - możemy całkiem sensownie mówić. Ale równie dobrze obserwując autonomię jednostek (tutaj: ludzi) i niezależność reakcji zbieramy te zjawiska w jedno pudełko i temu pudełku nadajemy nazwę "religia". A zawartość pudełka nazywamy Bogiem.

bembergiem w berg
02-11-2014 14:43 
 Ocena 1 na 1
Sygnał (4252 punktów)
>Ewentualnie - po wittgensteinowsku - to nie pudełko nazywamy świadomością (pudełko nazywamy "mózgiem"), ale raczej tego tajemniczego żuczka w środku (wewnątrz pudełka), o którym - bez bezpośredniej znajomości go - możemy całkiem sensownie mówić.

Pudełko jest stricte pojęciowe, a u Ciebie jest fizycznym obiektem. To dwie różne abstrakcje opisu.

>Ale równie dobrze obserwując autonomię jednostek (tutaj: ludzi) i niezależność reakcji zbieramy te zjawiska w jedno pudełko i temu pudełku nadajemy nazwę "religia". A zawartość pudełka nazywamy Bogiem.

Znów nie trafione, a przynajmniej nieuzasadnione stwierdzenie, bo nie sposób porównać zależności między działaniem mózgu i świadomości do działania religii i Boga (chociażby dlatego, że mózg można pomierzyć, a z Boga nie specjalnie).
02-11-2014 15:13 
 0 na 2
worek kości (2937 punktów)
>>Ewentualnie - po wittgensteinowsku - to nie pudełko nazywamy świadomością (pudełko nazywamy "mózgiem"), ale raczej tego tajemniczego żuczka w środku (wewnątrz pudełka), o którym - bez bezpośredniej znajomości go - możemy całkiem sensownie mówić.
>Pudełko jest stricte pojęciowe, a u Ciebie jest fizycznym obiektem. To dwie różne abstrakcje opisu.

Jak było u Ciebie: "obserwując autonomię jednostek (tutaj: ludzi) i niezależność reakcji zbieramy te zjawiska w jedno pudełko i temu pudełku nadajemy nazwę <<świadomość>>"

Jeśli będziesz upierał się nazwać pudełko świadomością, to moim zdaniem popadniesz w błędne koło. Nie da się zaobserwować "autonomii" i "niezależności", jeśli wcześniej nie uznasz, że obiekty, które wykazują autonomię i niezależność są świadome. Innymi słowy z obserwacji zachowań świadomych wnioskujesz o istnieniu świadomości. Co to jest świadomość? To zachowania świadome. A co to są zachowania świadome? To to, co robią świadome jednostki. Skąd wiemy, że jednostki są świadome? Bo zachowują się świadomie. Skąd wiemy, że jednostka zachowuje się świadomie? Bo ma świadomość.

Inna trudność to przykład komputerów. Niektóre zaawansowane urządzenia dla osób postronnych mogą wydawać się autonomiczne i niezależne, czyli używając Twojego kryterium, należałoby uznać, że posiadają świadomość.

W moim przykładzie pudełko odpowiada temu wszystkiemu, co można zaobserwować, ale sama świadomość - czymkolwiek jest - znajduje się w środku i nikt nie ma do niej dostępu. Czyli nie ważne, czym jest świadomość, ważne, że można o niej mówić. Nie wiem, czym jest umysł i myślenie, ale wiem, o co Ci chodzi, gdy np. mówisz, że myślisz o tym, co zrobić na obiad.

>>Ale równie dobrze obserwując autonomię jednostek (tutaj: ludzi) i niezależność reakcji zbieramy te zjawiska w jedno pudełko i temu pudełku nadajemy nazwę "religia". A zawartość pudełka nazywamy Bogiem.
>Znów nie trafione, a przynajmniej nieuzasadnione stwierdzenie, bo nie sposób porównać zależności między działaniem mózgu i świadomości do działania religii i Boga (chociażby dlatego, że mózg można pomierzyć, a z Boga nie specjalnie).

Mózg i zachowanie jednostek można zmierzyć, ale nie można zmierzyć tego, do czego one się odnoszą, czyli świadomości. Analogicznie - zachowania kojarzone z religią można obserwować i mierzyć, ale nie można zbadać przedmiotu, do którego się odnoszą (Boga). Jeśli na podstawie zachowań (tak-jakby)świadomych można wnioskować o istnieniu świadomości, to czemu na podstawie zachowań religijnych (tak-jakby-nakierowanych na Boga) nie można wnioskować o istnieniu Boga?


bembergiem w berg
02-11-2014 15:29 
 Ocena 1 na 1
Sygnał (4252 punktów)
>Jeśli będziesz upierał się nazwać pudełko świadomością, to moim zdaniem popadniesz w błędne koło. Nie da się zaobserwować "autonomii" i "niezależności", jeśli wcześniej nie uznasz, że obiekty, które wykazują autonomię i niezależność są świadome. Innymi słowy z obserwacji zachowań świadomych wnioskujesz o istnieniu świadomości. Co to jest świadomość? To zachowania świadome. A co to są zachowania świadome? To to, co robią świadome jednostki. Skąd wiemy, że jednostki są świadome? Bo zachowują się świadomie. Skąd wiemy, że jednostka zachowuje się świadomie? Bo ma świadomość.

Mylisz, nie ma tu żadnego błędnego koła. Mówię jedynie o niezależności zdarzeń, która może mieć miejsce między dwoma odizolowanymi systemami.

>Inna trudność to przykład komputerów. Niektóre zaawansowane urządzenia dla osób postronnych mogą wydawać się autonomiczne i niezależne, czyli używając Twojego kryterium, należałoby uznać, że posiadają świadomość.

Kryterium, od którego układ jest świadomy jest już oddzielną kwestią.

>Mózg i zachowanie jednostek można zmierzyć, ale nie można zmierzyć tego, do czego one się odnoszą, czyli świadomości. Analogicznie - zachowania kojarzone z religią można obserwować i mierzyć, ale nie można zbadać przedmiotu, do którego się odnoszą (Boga). Jeśli na podstawie zachowań (tak-jakby)świadomych można wnioskować o istnieniu świadomości, to czemu na podstawie zachowań religijnych (tak-jakby-nakierowanych na Boga) nie można wnioskować o istnieniu Boga?

Jesteśmy w stanie mierzyć wpływ generatora świadomości (mózgu) na świadomość, chociażby obserwując jej zmiany czy też wyłączenie przy uszkodzeniu tegoż. W przypadku religii i Boga nie jesteśmy w stanie wykonać nawet tak prostych czynności. Innymi słowy, masz zerowe możliwości wnioskowania na ten temat.
02-11-2014 16:40 
 Ocena 1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>Mówię jedynie o niezależności zdarzeń, która może mieć miejsce między dwoma odizolowanymi systemami.

Ok, trochę nie kumam. Mówisz, że odizolowane systemy MOGĄ być od siebie niezależne. To tak jakbyś powiedział, że samochód cofając może się poruszać do tyłu. Przecież to pleonazm, masło maślane. Możesz trochę jaśniej?

>Kryterium, od którego układ jest świadomy jest już oddzielną kwestią.

W ogóle przyjmujesz jakieś kryterium?

>Jesteśmy w stanie mierzyć wpływ generatora świadomości (mózgu) na świadomość, chociażby obserwując jej zmiany czy też wyłączenie przy uszkodzeniu tegoż.

Możemy mierzyć wpływ mózgu na różne zewnętrzne reakcje organizmu, a nie na świadomość. Jeśli włożymy palec w określone miejsce w mózgu, a pacjent powie, że nagle doświadcza Boga, to z tego nie wynika, że doświadcza Boga, ani że w ogóle ma jakieś doświadczenia - my obserwujemy tylko zmianę w jego zachowaniu.

>W przypadku religii i Boga nie jesteśmy w stanie wykonać nawet tak prostych czynności.

Myślę, że możemy obserwować zmiany w mózgu np. pod wpływem modlitwy. Możemy obserwować zmiany w życiu człowieka, który się nawrócił itp.


bembergiem w berg
02-11-2014 20:54 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Myślę, że możemy obserwować zmiany w mózgu np. pod wpływem modlitwy.
> Możemy obserwować zmiany w życiu człowieka, który się nawrócił itp.

Możemy. Podobnie, jak można obserwować zmiany w mózgu np. pod wpływem poezji, muzyki, długotrwałego stresu, choroby, satysfakcjonującego zbliżenia, wydłużenia snu etc.
Nawet niekiedy długofalowe zmiany w życiu właściciela.
Pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
04-11-2014 14:28 
 Ocena 4 na 4
Hodża (11172 punktów)
>Jeśli na podstawie zachowań (tak-jakby)świadomych można wnioskować o istnieniu świadomości, to czemu na podstawie zachowań religijnych (tak-jakby-nakierowanych na Boga) nie można wnioskować o istnieniu Boga?

Z tego samego powodu, dla którego z nerwowego zachowania dzieci i ich rozkojarzenia w pewnej znanej mi podstawówce nie należało wnioskować epidemii ADHD. Ponieważ były to tylko wszy.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
keram aktsu (1211 punktów)
>Proponuję, aby teiści z tego forum ujawnili się i zadawali pytania ateistom. Odpowiem na wszystkie
>mądre pytania i namawiam forumowych ateuszy do tego samego. Pytajcie o to, co chcielibyście wiedzieć
>na temat niewiary, prowokujcie, inteligentnie zagajajcie.
>Żeby Was ośmielić, zadam pierwsze pytanie.
>1. Ateiści, co przekonałoby Was do katolicyzmu?

Bóg w/g teistów żyje od od zawsze i będzie żył wiecznie. Mam kilka pytań:

1. dlaczego stworzył świat tak późno, to znaczy (-) nieskończoność (+) 4mld lat i co robił przez ten czas niebytu świata.

2. zanim stworzył otaczający nas kosmos i życie na naszej planecie (co jest gdzie indziej nie wiadomo), żył On, Duch Święty i aniołowie. Czy istniało wtedy niebo, piekło, w jakiej przestrzeni żyli, skoro żadnej nie było, jak liczyli czas, skoro nie istniał.
3. zanim powstał monoteizm z wiarą w jednego boga (chrześcijaństwo z jego odłamami- min katolicyzmem czy prawosławiem, judaizm, islam...), świat stworzyło i rządziło nim setki bogów rzymskich, greckich, wcześniej sumeryjskich... W Indiach, Chinach, Ameryce Południowej i Północnej. Gdzie oni wszyscy są? Katolicy twierdzą, że tamci bogowie to mit,że ten ich bóg jest tym jedynym prawdziwym. A może jest tak, że bóg umiera wraz ze śmiercią ostatniego wyznawcy? Katolik nie wierzy więc w setki, a może w tysiące poprzednich bogów, ja nie wierzą tylko w jednego więcej.

Odpowiedz na te pytania i przekonaj mnie, że nie mam racji.
Jacek Przypadek (1069 punktów)
Nie zrozumiałeś wątku. To wierzący mają zadawać pytania ateistom.
keram aktsu (1211 punktów)
>Nie zrozumiałeś wątku. To wierzący mają zadawać pytania ateistom.

To ty nie zrozumiałeś mojej wypowiedzi. Zadałeś pytanie, co przekonałoby mnie do katolicyzmu. No to co odpowiedziałem. Jak znajdziesz odpowiedzi na moje pytanie, to mnie przekonasz do tegoż katolicyzmu.
pawel_wr (4297 punktów)
>1. dlaczego stworzył świat tak późno, to znaczy (-) nieskończoność (+) 4mld lat i co robił przez ten czas niebytu świata.

Inne wersje tego samego pytania :
1)Gdzie był Bóg, gdy go nie było ?
2)Dzięki Bogu, Boga nie ma.

Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
04-11-2014 12:26 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)
>>1. dlaczego stworzył świat tak późno, to znaczy (-) nieskończoność (+) 4mld lat i co robił przez ten czas niebytu świata.
>Inne wersje tego samego pytania :
To nie są inne wersje tego samego i nie rób sobie podśmiechujek z poważnych spraw.

Ja sam, przy pewnym zaawansowaniu rozmów z wierzącymi bardzo lubię wypytywać o te prawdy wiary interlokutora (chrześcijańskiego, trynitarnego):
Jeśli Bóg jest od zawsze to czy od zawsze ma roztrojenie jaźni (a Słowo było u Boga od zawsze) - jeśli tak to czy w ogóle mógł robić co innego skoro tylko do tego istnieje i do tego jest zdeterminowany takim a nie innym roztrojeniem?
Jeśli to roztrojenie i idące za tym stworzenie aniołów, diabłów, potem reszty świata jest nie od początku Boga to ile z tym czekał? Wieczność? - to głupie. Jeśli pomysł na ludzkość miał od zawsze w swojej boskiej łepetynie, to realizacja też była natychmiastowa (bo po cholerę zwlekać wieczność z gotowym projektem?), zatem świat i ludzie są jakby od początku i jak się ma ten początek do tej odwieczności?
Jeśli wieczności potrzebował na dopracowanie pomysłu to stawia pod znakiem zapytania jego boskość i jego zdolności kontrolowania wszystkiego na bieżąco.

Co wyczyniają z takimi pytaniami wierzący jest - jak to zwykle z nimi - i śmieszne, i straszne.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
szarley (54911 punktów)
>Proponuję, aby teiści z tego forum ujawnili się i zadawali pytania ateistom. Odpowiem na wszystkie
>mądre pytania

Sporo teistów się, jak widać ujawniło
worek kości (2937 punktów)
Moje pytanie do ateistów:

Jaki masz dowód na prawdziwość swojego przekonania, że Bóg nie istnieje?

bembergiem w berg
02-11-2014 14:49 
 Ocena 6 na 6
Grash (52 punktów)
>Jaki masz dowód na prawdziwość swojego przekonania, że Bóg nie istnieje?
A czy potrzebuje dowodu? To raczej wierzący powinni udowodnić istnienie Boga; nie na odwrót. Ale dobrze, postaram się odpowiedzieć. Większość niesamowitych zjawisk (powstanie gatunków, zmartwychwstanie) zostało całkiem zwyczajnie albo obalone, albo wytłumaczone naukowo. Po prostu sam Bóg jest w całej tej układance niepotrzebny. Oczywiście pozostają jakieś pytania bez odpowiedzi (mam tu na myśli - dlaczego istnieje raczej coś niż nic), ale to nie stanowi powodu aby potwierdzić istnienie inteligentnego projektu (już o Bogu nawet nie mówię). Oczywiście kolejnym powodem jest niespójność tego wszystkiego. Po co ludzie się modlą? Skoro Bóg stworzył świat i jest wszechwiedzący to wiedział, że coś się stanie. Wiedział też, że ludzie będą się modlili i...ehh wiadomo co mam na myśli.
To taki zarys tego wszystkiego.
02-11-2014 15:18 
 0 na 2
worek kości (2937 punktów)
>Oczywiście pozostają jakieś pytania bez odpowiedzi (mam tu na myśli - dlaczego istnieje raczej coś niż nic), ale to nie stanowi powodu aby potwierdzić istnienie inteligentnego projektu

Pytanie, o to, czemu świat w ogóle istnieje, jest jednym z ulubionych pytań teistów. Czemu uważasz, że nie stanowi ono powodu by uznać istnienie np. inteligentnego projektanta?

>Oczywiście kolejnym powodem jest niespójność tego wszystkiego.

Są różne religie, jedne mają bardziej spójną doktrynę, inne mniej. Myślę jednak, że można rozmawiać o teizmie bez mówienia o religii.

bembergiem w berg
Grash (52 punktów)
>Pytanie, o to, czemu świat w ogóle istnieje, jest jednym z ulubionych pytań teistów. Czemu >uważasz, że nie stanowi ono powodu by uznać istnienie np. inteligentnego projektanta?
Ponieważ wizja projektu stanowi w tym wszystkim problem. Rodzi to więcej pytań niż odpowiedzi. Właściwie co w tym złego? Niby często zdarza się właśnie tak, że odpowiedź rodzi pytania. Ale jest to według mnie zapychanie dziur. Należy szukać dowodów i odpowiadać na pytania. Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie - czemu świat w ogóle istnieje, ale według mnie, powoływanie się na projektanta nie jest odpowiedzią. Jestem w trakcie czytania książki Lawrence Kraussa 'Wszechświat z niczego', mam nadzieje, że będę mógł w przyszłości się na ten temat lepiej wypowiedzieć, dzięki wiedzy wyciągniętej z tej książki.
02-11-2014 16:48 
 Ocena 1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie - czemu świat w ogóle istnieje, ale według mnie, powoływanie się na projektanta nie jest odpowiedzią.

Możesz tak uważać. Zastanawiam się tylko, co może być przyczyną takiego oporu:
1. Metodologiczne i ontologiczne założenie, że akceptowanym wyjaśnieniem będzie wyłącznie wyjaśnienie materialistyczne? No ale jeśli ktoś z góry określa naturę świata i nie jest skłonny zmieniać swoich filozoficznych założeń, to raczej nie ma co liczyć na rewolucję w nauce - tak przynajmniej wynika z historii nauki.
2. Kwestie światopoglądowe? Że ewentualny projektant może dowartościować np. religię?

bembergiem w berg
Elasp (6859 punktów)
>>Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie - czemu świat w ogóle istnieje, ale według mnie, powoływanie się na projektanta nie jest odpowiedzią.
>Możesz tak uważać. Zastanawiam się tylko, co może być przyczyną takiego oporu...

Odpowiedzi dotaczają (moim przynajmniej zdaniem) "Dialogi o religii naturalnej" Hume'a. Tam argument z celowości poddany jest - jak uważam - druzgocącej krytyce. Czy znasz jakiś sposób na jej odparcie?

Nie wiem, czy jest w ogóle sens mówić o Bogu jako o przyczynie świata. Ze swej strony byłbym skłonny powiedzieć, że jest racją świata (czyli że można dowodzić istnienia Boga korzystając nie tyle z filozofii Tomasza z Akwinu, co Leibniza).
02-11-2014 17:53 
 Ocena 1 na 1
worek kości (2937 punktów)
> Nie wiem, czy jest w ogóle sens mówić o Bogu jako o przyczynie świata. Ze swej strony byłbym skłonny powiedzieć, że jest racją świata

Pomijając fakt, jaka byłaby natura tego ewentualnego nadnaturalnego czynnika (racja, przyczyna), chodziło mi raczej o powód odrzucenia pewnej klasy wyjaśnień - a nawet więcej - o zakaz zajmowania się samą możliwością jakiegoś wyjaśnienia w sytuacji, gdy nie mamy zielonego pojęcia, skąd się coś wzięło.

bembergiem w berg
04-11-2014 10:49 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
>Pomijając fakt, jaka byłaby natura tego ewentualnego nadnaturalnego czynnika (racja, przyczyna),
Racja i przyczyna, to nie jest natura (przyroda), tylko ludzkie, ideowe pojęcia.

>chodziło mi raczej o powód odrzucenia pewnej klasy wyjaśnień - a nawet więcej - o zakaz zajmowania się samą możliwością jakiegoś wyjaśnienia w sytuacji, gdy nie mamy zielonego pojęcia, skąd się coś wzięło.
Zakazu nie ma i wyobraźnia ludzka jest nieskończona, ale dzięki, że przyznaleś, że nie mamy zielonego pojęcia.

Właśnie dokładnie o to chodzi, że pommo iż nie mamy zielonego pojęcia* skąd się wziął wszechświat, fideiści ładują w tą niewiedzę BOGA.

I to Boga nie bylejakiego, tylko zazwyczaj bardzo konkretnego. takiego, który np., chodzi po wodzie, wskrzesza zmarłych, zsyła potopy, jest wszechmocny i miłosierny.

Tymczasem, jeśli Boga potrzebujemy tylko do wytłumaczenia powstania wszechświata (tak Ciebie rozumiem - że tylko do tego go potrzebujemy), to zupełnie nie wiem, po co on miałby być wszechmocny. Przecież wystarczyłby tylko wystarczająco mocny, po co od razu wszechmocny? To marnotrawstwo energii by było - tak jak i całe teologiczne chrzanienie.

Nijak też nie mogę pojąć, jakim cudem taki stworzyciel miałby być miłosierny biorąc pod uwagę na przykład holocaust. Oczywiście rozumiem, że w kwestii istnienia cierpienia my Boga nie rozumiemy. Jednak skoro go nie rozumiemy, to jakim prawem możemy COKOLWIEK o nim powiedzieć - skąd możemy wiedzieć, że jest miłosierny, gdy zwykłe fakty temu przeczą?


* z tym brakiem zielonego pojęcia, to też nie jest tak do końca. Fizycy mają tu jednak różne teorie.
04-11-2014 13:18 
 Ocena 1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>nie mamy zielonego pojęcia skąd się wziął wszechświat, fideiści ładują w tą niewiedzę BOGA.

Chodziło mi raczej o to, że chociaż naukowcy nie wiedzą, skąd się wziął świat, to wiedzą, że na pewno nie został stworzony przez Boga.

bembergiem w berg
04-11-2014 14:41 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>nie mamy zielonego pojęcia skąd się wziął wszechświat, fideiści ładują w tą niewiedzę BOGA.
>Chodziło mi raczej o to, że chociaż naukowcy nie wiedzą, skąd się wziął świat, to wiedzą, że na pewno nie został stworzony przez Boga.
Piszesz "naukowcy", ale czy sądziszi, że wszyscy naukowcy są co do tego właśnie zgodni? O którego naukowca konkretnie Ci tu chodzi? O Hellera? Zacytuj proszę jakąś konkrteną wypowiedź.

Naukowcy również miewają bardzo różne światopoglądy i choćby dlatego trudno tu uogólniać ich sądy w tym aspekcie.

Moim zdaniem również naukowcy ateiści raczej by tego nie ujęli DOKŁADNIE w taki sposób.

Tak więc jest to raczej Twoje wyobrażenie, o tym, co twierdzą naukowcy - i to wyobrażenie błędne.

Kiepsko znam się na metodologii naukowej, ale już choćby tylko na podstawie tego co wiem mogę spokojnie stwierdzić, że nauka badając całą rzeczywistość niczego nie wyklucza, weryfikuje natomiast przeróżne hipotezy w drodze powtarzalnych doświadczeń.

Nauka nie zajmuje się Bogiem choćby dlatego, że brak jest przedmiotu, na którym można by w tym względzie przeprowadzić doświadczenia. Ponadto hipoteza ta nie jest nauce do niczego potrzebna.

Jednocześnie nauka potwierdziłaby istnienie każdego Boga, gdyby tylko raczył on się w sposób jakkolwiek namacalny objawić. A tak - poza ludzkimi ideami - to zupełnie nie wiadomo gdzie go szukać.
worek kości (2937 punktów)
>to raczej Twoje wyobrażenie, o tym, co twierdzą naukowcy - i to wyobrażenie błędne.

Utożsamiam poglądy tutejszych ateistów z poglądami Dawkinsa, więc mówiąc o "naukowcach-naturalistach" mam na myśli np. autora Boga urojonego.

No i mój post był odpowiedzią na tekst, że "nie wiadomo, co było na początku, ale na pewno nie Bóg".

bembergiem w berg
05-11-2014 12:54 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
worek kości:
Chodziło mi raczej o to, że chociaż naukowcy nie wiedzą, skąd się wziął świat, to wiedzą, że na pewno nie został stworzony przez Boga.


>>to raczej Twoje wyobrażenie, o tym, co twierdzą naukowcy - i to wyobrażenie błędne.
>Utożsamiam poglądy tutejszych ateistów z poglądami Dawkinsa, więc mówiąc o "naukowcach-naturalistach" mam na myśli np. autora Boga urojonego.

Oddajmy zatem głos Dawkinsowi cytując fragment "Boga urojonego":

Uporządkujmy zatem przekonania o istnieniu Boga wzdłuż continuum, którego końce wyznaczają dwa skrajnie przeciwstawne poglądy. Oczywiście, jak przy każdym continuum, mamy w tu do czynienia z pełną stopniowalnością przekonań, niemniej jednak możemy je przedstawić za pomocą siedmiu "punktów krytycznych":

1. Silny teizm. Stuprocentowa pewność istnienia Boga. Odwołując się do słów Carla Gustawa Junga: "Ja nie wierzę. Ja wiem".

2. Bardzo wysokie prawdopodobieństwo, ale nie absolutna pewność. De facto teista. "Nie jestem bezgranicznie przekonany, ale głęboko wierzę w Boga, a moje życie opiera się na przekonaniu, że On tu jest".

3. Nieco powyżej pięćdziesięciu procent. W zasadzie agnostyk, acz skłaniający się ku teizmowi. "Nie mam pewności, ale raczej wierzę".

4. Dokładnie 50%. Pełna indyferentność. "Istnienie i nieistnienie Boga to równorzędne możliwości".

5. Nieco poniżej pięćdziesięciu procent. W zasadzie agnostyk, ale skłaniający się ku ateizmowi. "Nie mam pewności, ale raczej jestem sceptyczny".

6. Bardzo niskie prawdopodobieństwo (ale jednak nie pewność). De facto ateista. "Nie mam pewności, ale istnienie Boga uważam za mało prawdopodobne i na tym założeniu opiera się moje życie".

7. Silny ateizm. "Wiem, że nie ma Boga, z taką samą pewnością, z jaką Jung 'wie', że On jest".

Byłbym zaskoczony, gdyby wielu ludzi zaliczyło się do kategorii 7., włączyłem tu ją jednak dla symetrii z kategorią 1., która jest całkiem licznie zasiedlona, gdyż natura wiary po prostu jest taka, że ludzie potrafią bezgranicznie akceptować jakieś przekonanie, nie mając ku temu żadnych racjonalnych przesłanek (Jung na przykład wierzył również, że niektóre książki z jego księgozbioru mogą spontanicznie eksplodować z głośnym hukiem). Ateiści natomiast nie żywią "wiary", choćby z tego powodu, że nie sposób wyłącznie rozumowo zdobyć pewność, że coś definitywnie nie istnieje. Dlatego właśnie kategoria 7. jest raczej pusta w przeciwieństwie do 1., która ma wielu zagorzałych zwolenników. Osobiście zaliczyłbym się do kategorii 6. (choć blisko mi do 7.) - w kwestii Boga jestem agnostykiem w takim samym stopniu, w jakim pozostaję agnostykiem w odniesieniu do istnienia wróżek.


Jak dla mnie - i chyba obiektywnie również - te słowa Dawkinsa całkowicie przeczą temu, co ty sobie wyobrażasz na temat jego stanowiska, a w konsekwencji na temat stanowiska - jak piszesz - "tutejszych ateistów". Zwyczajnie ateistów nie rozumiesz, chociaż działasz na racjonalistycznym forum ładnych parę lat.

Działasz jak typowy fideista - na podstawie własnych skojarzeń wymyślasz sobie stanowisko drugiej strony i to wyimaginowane stanowisko atakujesz.

>No i mój post był odpowiedzią na tekst, że "nie wiadomo, co było na początku, ale na pewno nie Bóg".
Mógłbyś zacytować ten tekst? Gdzie on się pojawił? Jakoś nie potrafię znaleźć.

>nie wiadomo, co było na początku, ale na pewno nie Bóg
Polemizowałbym z takim twierdzeniem już choćby ze względu na wątpliwość co do rozumienia słowa "początek" w kontekście - o ile coś tam mi się o uszy obiło - kwantowej genezy czasoprzestrzeni. Natomiast Bóg to jakiś chyba wyimaginowany problem.

Sztuką jest wyjaśniać to, co jest. Tymczasem upieranie się przy tym, że zawsze przecież może być jeszcze coś, czego nie widać wydaje mi się być mało owocne wobec braku doświadczenia tego czegoś.
05-11-2014 21:48 
 Ocena 1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>Jak dla mnie - i chyba obiektywnie również - te słowa Dawkinsa całkowicie przeczą temu, co ty sobie wyobrażasz na temat jego stanowiska

A te potwierdzają:

"Twierdzić, iż owa pierwsza przyczyna, wielkie nieznane, odpowiedzialne za to, że istnieje raczej coś niż nic, to istota, która potrafiła zaprojektować Wszechświat i przemawiać do miliardów ludzi równoczesne, to nic więcej niż ucieczka od odpowiedzialności, od odpowiedzialności za znalezienie prawdziwego wyjaśnienia. To przeraźliwa demonstracja samozadowolenia i oportunizmu, przeczące nie tylko zdrowemu rozsądkowi poszukiwanie haka zwisającego z nieba."

>>No i mój post był odpowiedzią na tekst, że "nie wiadomo, co było na początku, ale na pewno nie Bóg".
>Mógłbyś zacytować ten tekst? Gdzie on się pojawił? Jakoś nie potrafię znaleźć.

Dokładnie: "Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie - czemu świat w ogóle istnieje, ale według mnie, powoływanie się na projektanta nie jest odpowiedzią."


bembergiem w berg
06-11-2014 10:50 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
worek kości:
Chodziło mi raczej o to, że chociaż naukowcy nie wiedzą, skąd się wziął świat, to wiedzą, że na pewno nie został stworzony przez Boga.


Dawkins:
Ateiści natomiast nie żywią "wiary", choćby z tego powodu, że nie sposób wyłącznie rozumowo zdobyć pewność, że coś definitywnie nie istnieje. [...] W kwestii Boga jestem agnostykiem w takim samym stopniu, w jakim pozostaję agnostykiem w odniesieniu do istnienia wróżek.

>>Jak dla mnie - i chyba obiektywnie również - te słowa Dawkinsa całkowicie przeczą temu, co Ty sobie wyobrażasz na temat jego stanowiska
>A te potwierdzają:
"Twierdzić, iż owa pierwsza przyczyna, wielkie nieznane, odpowiedzialne za to, że istnieje raczej coś niż nic, to istota, która potrafiła zaprojektować Wszechświat i przemawiać do miliardów ludzi równoczesne, to nic więcej niż ucieczka od odpowiedzialności, od odpowiedzialności za znalezienie prawdziwego wyjaśnienia. To przeraźliwa demonstracja samozadowolenia i oportunizmu, przeczące nie tylko zdrowemu rozsądkowi poszukiwanie haka zwisającego z nieba."
A dlaczego?
Całkowicie zgadzam się w tym względzie z Dawkinsem - tyle, że ja to ujmę prościej: pieprzenie o Bogu, gdy zupełnie nic sprawdzonego o nim nie wiadomo jest guzik warte.

Zupełnie nie dostrzegam natomiast, w jaki sposób te jego słowa miałyby potwierdzać to, co Ty mu próbujesz wcisnąć w usta.

Niczego o istnieniu Boga nie wiemy i wszelkie spekulacje na ten temat są produktami ludzkiej wyobraźni, ale to wcale nie znaczy, że możnaby stwierdzić, że Boga NA PEWNO nie ma, lub że NA PEWNO jakoś tam nie stworzył on wszechświata. Chyba rozumiem w tym względzie Dawkinsa i dlatego zgadzam się z obydwoma jego cytatami.

Zastanawiam się, jakby Ci to jeszcze wytłumaczyć... Przy czym mam wątpliwości, czy Ty tego naprawdę nie rozumiesz, czy tylko nie chcesz zrozumieć...

Myślę, że większość fideistów - twierdzących, że Bóg istnieje i silnie w to wierzących - sądzi, że ich nie wierzący adwersarze mają podobną postawę psychologiczną do nich, tyle że jej przedmiotem jest - odwrotnie niż u fideistów - nieistnienie Boga. "My wiemy, że Bóg istnieje, a zatem ci niewierzący z drugiej strony barykady twierdzą, że On nie istnieje".
Nic bardziej błędnego. Tak ateizm wyobrażać sobie może - przepraszam - mały Jasiu, ale po wieloletnim uczestniku forum racjonalisty o wysokim poziomie wiedzy bym się tego raczej nie spodziewał.

Racjonalni ateiści wcale nie uważają, że Bóg NA PEWNO nie istnieje, ani też nie uważają, że NA PEWNO nie stworzył On świata. Racjonalni ateiści mają diametralnie inną postawę - całkowicie niezrozumiałą dla fideistów - oni w to tylko bardzo wątpią.
Wątpienie, a więc postawa sceptyczna (przy okazji jeden z fundamentów metodologii naukowej) jest dla fideistów czymś całkowicie niezrozumiałym. Można tylko coś wiedzieć NA PEWNO. Tak działają umysły poddane dogmatycznemu spraniu mózgu. "JEST TAK, A NIE INACZEJ KONIEC KROPKA" - i sądzą, że racjonalni ateiści muszą mieć podobną postawę, bo postawa inna jest dla nich zupełnie niewyobrażalna.

Tymczasem, racjonalni ateiści właśnie w nic nie wierzą - są sceptyczni i z tego dokładnie powodu starają się nie wyrażać sądów ABSOLUTNYCH - np. że czegoś NA PEWNO NIGDZIE nie ma. Są jednocześnie - z tego właśnie względu - przeciwnikami przyjmowania za prawdę wszelkich twierdzeń opartych jedynie na wierze, bez jakiegokolwiek poparcia w empirii i to na tym właśnie opiera się ich (czasem i ostra) krytyka religii i wiary.

O Bogu niczego empirycznie weryfikowalnego nie wiemy i to dlatego pieprzenie o nim jest bezsensowne, a nie dlatego, że mielibyśmy uważać, że NA PEWNO go NIGDZIE nie ma. W nic nie wierzymy, a to wyklucza sądy absolutne.

Gdy Bóg się wreszcie sam ujawni, chętnie go powitam, ale dopóki się nie ujawnia, to nie mam podstaw by słuchać PIEPRZENIA ludzi twierdzących, że go znają. Nie twierdzę, że Go w ogóle nigdzie nie ma, ani że być może - jakoś tam - nie stworzył świata. Nie - jego tylko tak zwyczajnie TUTAJ nie ma. Ale nie jestem wierzący i dlatego nie mam podstaw, by twierdzić, że tak w ogóle zupełnie NA PEWNO nigdzie go nie ma i nigdy nie było, gdyż nie mam do takiego wykluczenia pełni empirycznych podstaw.

Tak więc zgadzam się z Dawkinsem w obydwu aspektach - wątpię w istnienie Boga, gdyż (poza garścią emocji powiązanych z wyobraźnią) nie mam żadnych podstaw do przyjęcia jego istnienia i z tego samego względu jest przeciwnikiem wszelkiej teologii, ale całkowicie Jego istnienia wykluczyć nie mogę. Ostatecznie nie ma o czym gadać - gdyby nie to, że przeróżni fideiści zawsze i wszędzie chcą innym narzucać swoje zdanie i przed tym należy się bronić.

>>>No i mój post był odpowiedzią na tekst, że "nie wiadomo, co było na początku, ale na pewno nie Bóg".
>>Mógłbyś zacytować ten tekst? Gdzie on się pojawił? Jakoś nie potrafię znaleźć.
>Dokładnie: "Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie - czemu świat w ogóle istnieje, ale według mnie, powoływanie się na projektanta nie jest odpowiedzią."
Tak, nie jest odpowiedzią, a to dlatego, że nie ma empirycznych podstaw do takiego przyjęcia, a beblać bajki to sobie każdy może. Ale to zupełnie nie oznacza, że Boga NA PEWNO, NIGDZIE I ABSOLUTNIE nie ma. Raczej w braku dowodów pozostaję bardzo sceptyczny.

ROZUMIESZ W KOŃCU, WOREK?

Ale tu uważaj też - naprawdę jak najżyczliwiej chciałbym Cię przestrzec. Wiem, że tu jesteśmy na forum tylko i gadamy na luzie, ale jeśli miałbyś coś wspólnego z szerokopojętą nauką w tym sensie, że będziesz może coś kiedyś pisał to naprawdę uważaj na cytaty. Wsadzenie czegoś w cudzysłów zobowiązuje. Tak się już przyjęło, że to, co jest w cudzysłowie musi być właśnie dokładnie i dosłownie tym, co ktoś inny napisał, a nie czymś innym.
worek kości (2937 punktów)
Mówisz, że pieprzyć można tylko o tym, co można sprawdzić. Rozumiem, że sprawdzenie rozumiesz jako weryfikację empiryczną. Przykłady kilku rzeczy, których nie można sprawdzić, a które - używając Twojego kryterium - należałoby uznać jako niepotrzebne pieprzenie:

1. Istnienie pierwszoosobowego punktu widzenia u innych ludzi - czy masz taki sam dostęp do świadomości innych ludzi, jak do swojej? Jeśli nie, to nie ma chyba sensu pieprzyć o tym, że inni ludzie oprócz Ciebie mają samoświadomość? No a jeśli uważasz, że jest sens, to na jakiej podstawie?

2. Hipoteza multiwersum. Czemu niesprawdzalne spekulacje o ewoluujących wszechświatach pojawiają się jako rozsądny pomysł w "Bogu urojonym", a niesprawdzalne spekulacje o Pierwszej Przyczynie już nie? Odpowiedź jest prosta - Dawkins deklaruje się jako naturalista, a naturalizm to pogląd zgodnie z którym istnieje tylko to, co mogą badać nauki przyrodnicze. Więc już na wstępie naturaliści deklarują, że to, co nadnaturalne, nie istnieje i nie warto się tym zajmować.

Jeśli Dawkins uważa, tak jak Ty, że chociaż "Niczego o istnieniu Boga nie wiemy i wszelkie spekulacje na ten temat są produktami ludzkiej wyobraźni, ale to wcale nie znaczy, że możnaby stwierdzić, że Boga NA PEWNO nie ma, lub że NA PEWNO jakoś tam nie stworzył on wszechświata" - to czemu pisze książkę, aby ludziom Boga zohydzić? Jeśli nie ma pewności czy Bóg istnieje czy nie, a wielu ludzi utrzymuje, że istnieje, że Go nawet doświadczyli, to chyba bardziej racjonalne jest zachęcanie do dalszych badań w tym kierunku, nie sądzisz?

No i czym się różni agnostycyzm od ateizmu? W literaturze przyjmuje się takie definicje:

Ateizm - przekonanie, że Bóg nie istnieje.
Agnostycyzm - przekonanie, że nie da się stwierdzić czy Bóg istnienie czy nie.

Jeśli Dawkins mówi, że na swojej skali ma 6,9 i zostawia sobie furtkę do "a może jest inaczej", to znaczy, że nie ma pewności, czyli że jest agnostykiem, co wytknął mu Anthony Kenny i do czego Dawkins się przyznał:
www.youtube.com/watch?v=dfk7tW429E4


bembergiem w berg
06-11-2014 15:58 
 Ocena 2 na 2
pawel_wr (4297 punktów)
>Ateizm - przekonanie, że Bóg nie istnieje.
Mylisz się, i celowo przekręcasz.
Ateizm = stwierdzenie oczywistego faktu, że Boga/Bogów nie ma ( i nigdy nie było).

>Agnostycyzm - przekonanie, że nie da się stwierdzić czy Bóg istnienie czy nie.
Agnostycyzm jest błędny.

>Jeśli Dawkins mówi, że na swojej skali ma 6,9
No i co z tego ? Jeśli wg mojej skali Bóg nie istnieje 7.0 , to odrzucisz
przekonanie o istnieniu bliżej niezdefiniowanego Pana Bozi ?!?!



Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
06-11-2014 16:42 
 Ocena 1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>>Ateizm - przekonanie, że Bóg nie istnieje.
>Mylisz się, i celowo przekręcasz.
>Ateizm = stwierdzenie oczywistego faktu, że Boga/Bogów nie ma ( i nigdy nie było).

"Ateizm" pisany w cudzysłowie jest nazwą, którą przykleja się do pewnego poglądu. Nazwę można stwierdzić, czyli wypowiedzieć (lub przykleić). Nazwa - ze swojej natury - nie jest stwierdzeniem. Ateizm także nie jest więc stwierdzeniem czegoś. Ateizm jest pewnym poglądem, który może, ale nie musi zostać stwierdzony, czyli wypowiedziany, ogłoszony itp. Ateizm jest także poglądem, który coś twierdzi. Ale utożsamianie ateizmu ze stwierdzeniem nie ma sensu.

Oczywistość jest zrelatywizowana do osoby, która ją stwierdza. Coś może być oczywiste dla Jana, ale niejasne dla Stefana.

Jeśli mówisz, że dla Ciebie oczywiste jest, że X, to masz po prostu pewne przekonanie - uważasz, że zdanie o treści X jest prawdziwe (ponieważ jest to oczywiste). W Twoim przypadku zdanie X głosi "Bóg nie istnieje i nigdy nie istniał" - jesteś więc przekonany, że Bóg nie istnieje. Przekonanie, że Bóg nie istnieje nazywa się zwykle ateizmem.

>>Agnostycyzm - przekonanie, że nie da się stwierdzić czy Bóg istnienie czy nie.
>Agnostycyzm jest błędny.

To Twój pogląd na temat agnostycyzmu, pogląd, który powinieneś - jeśli bliski jest Ci racjonalizm - uzasadnić.

>wg mojej skali Bóg nie istnieje 7.0

A według mnie nie można udowodnić ani istnienia Boga ani nieistnienia Boga. Ty uważasz, że można udowodnić nieistnienie (zakładam, że jesteś racjonalny, a więc nie przyjmujesz żadnych przekonań bez dowodu). Zakładam więc, że posiadasz jakieś uzasadnienie dla zdania, że "Bóg nie istnieje". Mogę poznać to uzasadnienie?


bembergiem w berg
06-11-2014 18:20 
 Ocena 3 na 3
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)
>Zakładam więc, że posiadasz jakieś uzasadnienie dla zdania, że "Bóg nie istnieje". Mogę poznać to uzasadnienie?

A mozesz udowodnic, ze nie popelniles zadnego przestepstwa? Nie, nie mozesz. Ale i nie musisz bo nikt o zdrowych zmyslach nie oskarzy Cie bez wystarczajacych dowodow.

I tak samo dla czlowieka o zdrowym rozsadku cos takiego jak bog jest tym samym co oskarzenie Ciebie o popelnienie przestepstwa - idiotyzmem wyssanym z palcow

Jak przyprpwadzisz boga za reke lub pokazesz jakimi metodami i instrumentami mozna zmierzyc jego egzystencje to bedzoesz mogl sie zapytac o uzasadnienie zdania, ze "bog nie istnieje"
06-11-2014 18:29 
 Ocena 1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>nikt o zdrowych zmyslach nie oskarzy Cie bez wystarczajacych dowodow.

Ejże. Od roku z posła Wiplera robiono damskiego boksera, a dzisiaj się okazało, że żaden Wipler-damski-bokser nie istnieje.

Bóg nie jest materialny, więc nie kumam domagania się materialnych dowodów na rzecz tezy, że istnieje. Potrafiłbyś przedstawić materialny dowód, że masz samoświadomość? Jeśli nie masz takiego dowodu, czy należałoby uznać, że jej jednak nie posiadasz?

bembergiem w berg
06-11-2014 18:41 
 Ocena 2 na 2
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)
>>nikt o zdrowych zmyslach nie oskarzy Cie bez wystarczajacych dowodow.
>Ejże. Od roku z posła Wiplera robiono damskiego boksera, a dzisiaj się okazało, że żaden Wipler-damski-bokser nie istnieje.

Damski bokser to dokladny opis przestepstwa. Twoj bog to cos "ogolnego" cos bez jasnej definicji. Wiec i mi chodzilo o przstepstwo. Jakie? No przeciez mowie, ze przestpestwo. Udowodnij, ze nie popelniles przestepstwa. Jakiego? No... przestepstwa.

>Bóg nie jest materialny, więc nie kumam domagania się materialnych dowodów na rzecz tezy, że istnieje.

Cos niematerianego stwarza materie? Z niematerii czy materii??

>Potrafiłbyś przedstawić materialny dowód, że masz samoświadomość? Jeśli nie masz takiego dowodu, czy należałoby uznać, że jej jednak nie posiadasz?

Stara spiewka Nie widzisz pradu a jednak jest - ergo bog istnieje

Samoswiadomosc mozesz zmierzyc zwyklym lustrem.

Ale tak poza filozofia w gumiakach i p*****leniem o szopenie to cos masz o tym Twoim bogu??? Czy jak zwykle tylko slowa i oralna ekwilibrystyka????
06-11-2014 18:55 
 Ocena 1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>bog to cos "ogolnego" cos bez jasnej definicji.

Oczywiście, że termin "Bóg" ma swoją definicję.

>Cos niematerianego stwarza materie? Z niematerii czy materii??

A skąd się wzięła materia? Z materii? A tamta materia skąd? Z innej materii? I tak w nieskończoność?

>Samoswiadomosc mozesz zmierzyc zwyklym lustrem.

A czy możesz udowodnić swoją samoświadomość komuś innemu?

bembergiem w berg
06-11-2014 19:09 
 Ocena 3 na 3
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)
>>bog to cos "ogolnego" cos bez jasnej definicji.
>Oczywiście, że termin "Bóg" ma swoją definicję.

Tak? Jaka?

>>Cos niematerianego stwarza materie? Z niematerii czy materii??
>A skąd się wzięła materia? Z materii? A tamta materia skąd? Z innej materii? I tak w nieskończoność?

Oczywiscie - materia z niematerii to nie ale bog z nieboga to juz tak
CUdownie nieskonczonosc konczy sie na bogu. Bog sobie byl (nawet jak nie bylo czasu) i po problemie.

>>Samoswiadomosc mozesz zmierzyc zwyklym lustrem.
>A czy możesz udowodnić swoją samoświadomość komuś innemu?

Tak, lustrem. Pokazuje palcem na moja paszcze w lustrze i mowie "to ja".
06-11-2014 20:01 
 Ocena 1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>>>bog to cos "ogolnego" cos bez jasnej definicji.
>>Oczywiście, że termin "Bóg" ma swoją definicję.
>Tak? Jaka?

Istnieje mnóstwo definicji, w zależności od koncepcji.

>>A czy możesz udowodnić swoją samoświadomość komuś innemu?
>Tak, lustrem. Pokazuje palcem na moja paszcze w lustrze i mowie "to ja".

A jak wierzący pokazuje palcem na Biblię i mówi "oto słowo Boga", to nie jest to samo?

bembergiem w berg
06-11-2014 20:20 
 Ocena 2 na 2
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)

>>Tak? Jaka?
>Istnieje mnóstwo definicji, w zależności od koncepcji.

Czyli nie definicję a definicje.
Podaj defincje Jahwe.

>>>A czy możesz udowodnić swoją samoświadomość komuś innemu?
>>Tak, lustrem. Pokazuje palcem na moja paszcze w lustrze i mowie "to ja".
>A jak wierzący pokazuje palcem na Biblię i mówi "oto słowo Boga", to nie jest to samo?

Jak ja pokazuje wierzacemu moja paszcze w lutrze to oboje widzimy (i co do tego sie zgadzamy), ze to moja paszcza. Jak wierzacy mowi, ze:

Cytat:
Jeśli ktoś będzie miał syna nieposłusznego i krnąbrnego, nie słuchającego upomnień ojca ani matki, tak że nawet po upomnieniach jest im nieposłuszny, 19 ojciec i matka pochwycą go, zaprowadzą do bramy, do starszych miasta, 20 i powiedzą starszym miasta: «Oto nasz syn jest nieposłuszny i krnąbrny, nie słucha naszego upomnienia, oddaje się rozpuście i pijaństwu». 21 Wtedy mężowie tego miasta będą kamienowali go, aż umrze.


jest slowem bozym to ja mowie, ze jest pojebanym religiantem. Czyli mamy odmienne zdania.
06-11-2014 20:37 
 Ocena 2 na 2
worek kości (2937 punktów)
>Podaj defincje Jahwe.

Jahwe to imię własne Boga czczonego w judaizmie i chrześcijaństwie.

>>A czy możesz udowodnić swoją samoświadomość komuś innemu?

>Jak ja pokazuje wierzacemu moja paszcze w lutrze to oboje widzimy (i co do tego sie zgadzamy), ze to moja paszcza.

Posiadanie twarzy nie jest tożsame z posiadaniem świadomości.

bembergiem w berg
06-11-2014 20:43 
 Ocena 1 na 1
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)
>>Podaj defincje Jahwe.
>Jahwe to imię własne Boga czczonego w judaizmie i chrześcijaństwie.

W definicji uzywasz slowa, ktore wlasnie definiujesz?????
SLodkie

>>>A czy możesz udowodnić swoją samoświadomość komuś innemu?
>>Jak ja pokazuje wierzacemu moja paszcze w lutrze to oboje widzimy (i co do tego sie zgadzamy), ze to moja paszcza.
>Posiadanie twarzy nie jest tożsame z posiadaniem świadomości.

Dobrze wiesz, ze nie chodzi o twarz tylko o rozpoznanie twarzy.

Tak samo p*****lenie o bogu nie jest tozsame z istnieniem tego stworu
06-11-2014 20:58 
 Ocena 1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>>>Podaj defincje Jahwe.
>>Jahwe to imię własne Boga czczonego w judaizmie i chrześcijaństwie.
>W definicji uzywasz slowa, ktore wlasnie definiujesz?????

Definiuję "Jahwe". O to prosiłeś przecież.

>>Posiadanie twarzy nie jest tożsame z posiadaniem świadomości.
>Dobrze wiesz, ze nie chodzi o twarz tylko o rozpoznanie twarzy.

Kamera w aparacie też potrafi rozpoznać twarz. Niektórzy widzą twarze w chmurach. Kryterium twarzowe wydaje się więc dość słabe aby mówić o świadomości.

bembergiem w berg
06-11-2014 21:05 
 Ocena 1 na 1
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)
>>>>Podaj defincje Jahwe.
>>>Jahwe to imię własne Boga czczonego w judaizmie i chrześcijaństwie.
>>W definicji uzywasz slowa, ktore wlasnie definiujesz?????
>Definiuję "Jahwe". O to prosiłeś przecież.

Chodzilo o boga Jahwe.

Zdefiniuj wiec boga Jahwe, na podstawie ktorej bede mogl potwierdzic lub nie instnienie tego Jahwego.

>>>Posiadanie twarzy nie jest tożsame z posiadaniem świadomości.
>>Dobrze wiesz, ze nie chodzi o twarz tylko o rozpoznanie twarzy.
>Kamera w aparacie też potrafi rozpoznać twarz. Niektórzy widzą twarze w chmurach. Kryterium twarzowe wydaje się więc dość słabe aby mówić o świadomości.

Kamera nic nie rozpoznaje. Nie rozpozna, ze to Zeniu Kowalski w lustrze.
Ten, ktory widzi twarz w chmurach nie powie, ze widzi swoja twarz.
Ktos, kto jest swiadomy samego siebie popatrzy w lutro i powie: w lustrze widze odbicie mojej twarzy, Zenia Kowalskiego.
06-11-2014 21:11 
 Ocena 1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>Zdefiniuj wiec boga Jahwe, na podstawie ktorej bede mogl potwierdzic lub nie instnienie tego Jahwego.

Wolę uprawiać niekonfesyjną filozofię Boga, czyli niezależną od poszczególnych wyznań. W tym kontekście Bóg to np:

1. Stwórca świata.
2. Byt najdoskonalszy.
3. Pierwsza Przyczyna.
Itd.

>Ktos, kto jest swiadomy samego siebie popatrzy w lutro i powie: w lustrze widze odbicie mojej twarzy, Zenia Kowalskiego.

No i może tak sobie powiedzieć, ale czy to obiektywny dowód na jego świadomość? Można mu tylko uwierzyć na słowo, nic więcej.

bembergiem w berg
06-11-2014 21:20 
 Ocena 3 na 3
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)
>>Zdefiniuj wiec boga Jahwe, na podstawie ktorej bede mogl potwierdzic lub nie instnienie tego Jahwego.
>Wolę uprawiać niekonfesyjną filozofię Boga, czyli niezależną od poszczególnych wyznań. W tym kontekście Bóg to np:
>1. Stwórca świata.
>2. Byt najdoskonalszy.
>3. Pierwsza Przyczyna.
>Itd.

Czyli definicji njet? Czyli zabelkotasz "stworca swiata - udowodnij mi, ze nie istnieje" i cieszysz sie jak idiota, ze oponent nie potrafi udowodnic, ze nie istnieje niezdefiniowany stworca swiata?

>>Ktos, kto jest swiadomy samego siebie popatrzy w lutro i powie: w lustrze widze odbicie mojej twarzy, Zenia Kowalskiego.
>No i może tak sobie powiedzieć, ale czy to obiektywny dowód na jego świadomość? Można mu tylko uwierzyć na słowo, nic więcej.

Wystarczy, ze popatrzysz tez w lustro i zobaczysz Zenia Kowalskiego. Nie bedziesz mial wiec tylko jego slowa ale rowniez informacje wlasnych zmyslow.
06-11-2014 21:09 
 Ocena 8 na 8
Fizyk (17637 punktów)
>>> Oczywiście, że termin "Bóg" ma swoją definicję.
>> Tak? Jaka?
> Istnieje mnóstwo definicji, w zależności od koncepcji.

Eee, nie. Koncepcja jest tylko jedna: zagmatwać tę definicję tak aby uniknąć falsyfikacji.
06-11-2014 21:13 
 Ocena 1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>> Istnieje mnóstwo definicji, w zależności od koncepcji.
>Eee, nie. Koncepcja jest tylko jedna: zagmatwać tę definicję tak aby uniknąć falsyfikacji.

Falsyfikacja to kryterium w naukach przyrodniczych. Nauki społeczne, humanistyczne i filozoficzne mają odmienną metodologię.

bembergiem w berg
06-11-2014 21:33 
 Ocena 8 na 8
Fizyk (17637 punktów)
>>> Istnieje mnóstwo definicji, w zależności od koncepcji.
>> Eee, nie. Koncepcja jest tylko jedna: zagmatwać tę definicję tak aby uniknąć falsyfikacji.
> Falsyfikacja to kryterium w naukach przyrodniczych. Nauki społeczne, humanistyczne i filozoficzne mają odmienną metodologię.

No ale trochę głupio jest jak się okazuje, że np. biblijnej pary Adama i Ewy nigdy nie mogło być. Lepiej zgmatwać.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Falsyfikacja to kryterium w naukach przyrodniczych. Nauki społeczne,
> humanistyczne i filozoficzne mają odmienną metodologię.

Czy aby? Psychologia i psychoterapia (w tym humanistyczna) ma jak najbardziej metodologię naukową, podlegającą również falsyfikacji.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
worek kości (2937 punktów)
>> humanistyczne i filozoficzne mają odmienną metodologię.
>Czy aby? Psychologia i psychoterapia

Psychologia i psychoterapia nie wyczerpują nauk humanistycznych i społecznych.

bembergiem w berg
07-11-2014 19:47 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Zatem powinieneś raczej napisać "niektóre".

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
07-11-2014 20:02 
 Ocena 1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>Zatem powinieneś raczej napisać "niektóre".

Liczyłem na odrobinę domyślności.

bembergiem w berg
Jacek Głodzik (35558 punktów)
"Jeśli umiesz liczyć.. licz tylko na siebie"

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
pawel_wr (4297 punktów)
>Ejże. Od roku z posła Wiplera robiono damskiego boksera, a dzisiaj się okazało, że żaden Wipler-damski-bokser nie istnieje.

Czy znasz cały zapis monitoringu ?

Początek jest jednoznaczny : p.Wipler jest najpierw ululany, przysiaduje ( potem przysypia
na chodniku z powodu kompletnego przedawkowania), lekko wytrzeźwiawszy wstaje,
oraz pełen animuszu dyskutuje z policją. W tym momencie w USA dostałby kulkę w łeb,
a w Polsce, został jedynie spałowany po goleniach i udach.

Worku_Kości ! Dlaczego manipulujesz i przeinaczasz rzeczywistość ?





Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
worek kości (2937 punktów)
>Początek jest jednoznaczny : p.Wipler jest najpierw ululany, przysiaduje ( potem przysypia
>na chodniku z powodu kompletnego przedawkowania), lekko wytrzeźwiawszy wstaje,
>oraz pełen animuszu dyskutuje z policją. W tym momencie w USA dostałby kulkę w łeb,
>a w Polsce, został jedynie spałowany po goleniach i udach.

Wychodzi facet z baru, a że jest mocno wstawiony, to siada na chodniku i czeka na taksówkę. W tym czasie jego kumpel snuje się bez celu po ulicy. Podjeżdża radiowóz wezwany do jakiegoś zgłoszenia, wychodzi policjant i na dzień dobry psika kumplowi gazem w twarz. Facet się zrywa i bełkocze, że panowie, co wy wyrabiacie, przecież mój kolega nie zrobił nic złego. Policja każe mu spierdalać, na co ten mówi - myśląc naiwnie, że zrobi wrażenie na policji - że jest posłem. Policja myśli pewnie, że gość robi sobie jaja, więc jemu też zapodaje porcję gazu, a gdy ten zaczyna krzyczeć (domyślam się, że gaz to nie jest nic przyjemnego), to jeden policjant przewraca go na ziemię a drugi zaczyna okładać pałką.

W skrócie - moim zdaniem - jedyną winą Wiplera było to, że się oburzył, gdy policjant bez powodu zaatakował gazem jego kolegę.

Dziennikarze próbują teraz przekonać ludzi, że jak policja zaczepi twojego kumpla, ojca lub matkę (wszystko jedno) na ulicy i zacznie go z sobie tylko wiadomych powodów okładać pałką, to masz się nie wtrącać, bo to policja, a policja wie co robi. Siedź cicho i nie przeszkadzaj władzy. Bądź potulny nawet wtedy, gdy władza się myli. Bo władza to władza.

bembergiem w berg
09-11-2014 08:52 
 Ocena 1 na 1
Sygnał (4252 punktów)
>Dziennikarze próbują teraz przekonać ludzi, że jak policja zaczepi twojego kumpla, ojca lub matkę (wszystko jedno) na ulicy i zacznie go z sobie tylko wiadomych powodów okładać pałką, to masz się nie wtrącać, bo to policja, a policja wie co robi.

Akurat powód okładania pałką z filmu z monitoringu wychodzi wprost- policjantka zaczęła Wiplera pałować gdy ten wierzgał i kopnął (umyślnie bądź nie) policjantkę w brzuch.
Sprawa Wiplera nie pokazuje ani zakłamania mediów, ani brutalności policji. Pokazuje jej kiepskie wytrenowanie.
worek kości (2937 punktów)
>policjantka zaczęła Wiplera pałować gdy ten wierzgał i kopnął (umyślnie bądź nie) policjantkę w brzuch.

Mógłbyś wskazać sekundę, w której to widać (kopnięcie w brzuch policjantki):

www.youtube.com/watch?v=XYp-BBzUH6Y

bembergiem w berg
Sygnał (4252 punktów)

>Mógłbyś wskazać sekundę, w której to widać (kopnięcie w brzuch policjantki):

36a. Wcześniej pałka nie dotknęła ciała Wiplera.
worek kości (2937 punktów)
>>Mógłbyś wskazać sekundę, w której to widać (kopnięcie w brzuch policjantki):
>36a. Wcześniej pałka nie dotknęła ciała Wiplera.

Rozumiem, że od 33 sekundy kobieta odganiała pałką muchę? I zauważ, że Wipler leżał spokojnie, dopóki go policjant na walnął w twarz około 30 sekundy.


bembergiem w berg
Sygnał (4252 punktów)
>Rozumiem, że od 33 sekundy kobieta odganiała pałką muchę?

Nie, ale miało to być chyba straszakiem. Plus, zauważ, że nawet jeśli Wipler dostał zanim kobieta została kopnięta, to i tak nastąpiło to po tym, jak zaczął wierzgać, czyli po policyjnemu- stawiać opór.

>I zauważ, że Wipler leżał spokojnie, dopóki go policjant na walnął w twarz około 30 sekundy.

Musimy oglądać inny filmik, bo "uderzenie" (jeśli chcesz to tak nazwać) nastąpiło po tym jak Wipler zaczął wierzgać.
Dodatkowo nie ma tu audio, więc tracimy tak z połowę informacji na temat rzeczywistego zajścia.

Jak już mówiłem, cała sprawa pokazuje tylko, jak tragicznie wyszkolona jest policja. Ni mniej, ni więcej.
worek kości (2937 punktów)
>>Rozumiem, że od 33 sekundy kobieta odganiała pałką muchę?
>Nie, ale miało to być chyba straszakiem.

Kobieta tak zamaszyście machała pałką - jak tłuczkiem - żeby mu pogrozić?

>Musimy oglądać inny filmik, bo "uderzenie" (jeśli chcesz to tak nazwać) nastąpiło po tym jak Wipler zaczął wierzgać.

Być może widzimy co innego. Wipler dłuższy czas leżał spokojnie i nagle zaczął wierzgać. Moim zdaniem między jego leżeniem a wierzganiem jest moment, w którym siedzący na nim policjant go uderza.

bembergiem w berg
07-11-2014 11:59 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>Mówisz, że pieprzyć można tylko o tym, co można sprawdzić.
A gdzie tak napisałem?
Twierdzę - wręcz przeciwnie - że o tym, co można sprawdzić pieprzyć nie można.

>Rozumiem, że sprawdzenie rozumiesz jako weryfikację empiryczną.
Przynajmniej jesli chodzi o byty, które mają istnieć nie tylko w ludzkim umyśle...

>Przykłady kilku rzeczy, których nie można sprawdzić, a które - używając Twojego kryterium - należałoby uznać jako niepotrzebne pieprzenie:
>1. Istnienie pierwszoosobowego punktu widzenia u innych ludzi - czy masz taki sam dostęp do świadomości innych ludzi, jak do swojej? Jeśli nie, to nie ma chyba sensu pieprzyć o tym, że inni ludzie oprócz Ciebie mają samoświadomość? No a jeśli uważasz, że jest sens, to na jakiej podstawie?
Na podstawie poszlak wskazujących na ten fakt - zachowania się innych ludzi, co wysoce uprawdopodabnia posiadanie przez nich świadomości.
To nauka jest sceptyczna i niczego nie wie tak do końca NA PEWNO, na 100% i dzięki temu wciąż ulepsza modele rzeczywistości. Liczy się ilość i jakość poszlak i dowodów wskazujących na prawdziwość danego faktu, gdyż często się zdarza, że naukowcy nie dysponują dowodem całkowicie bezpośrednim - "schwytaniem przestępcy za rękę".
O ile się nie mylę, czarnych dziur nie da się zaobserwować bezpośrednio, podobnie zbliżamy się jedynie do osobliwości sprzed wielkiego wybuchu - nie docierając jednak do niej całkowicie. Mimo to hipotezy te są bardzo wysoce prawdopodbne, gdyż cały zestaw dowodów je coraz to dokładniej potwierdza, a żaden dowód nie obala.

Istnienie świadomości u innych ludzi jest jak dla mnie jeszcze bardziej prawdopodobne, niż istnienie czarnych dziur, ale tu musialby się wypowiedzieć jakiś naukowiec.

>2. Hipoteza multiwersum. Czemu niesprawdzalne spekulacje o ewoluujących wszechświatach pojawiają się jako rozsądny pomysł w "Bogu urojonym", a niesprawdzalne spekulacje o Pierwszej Przyczynie już nie?
Dlatego, że spekulacje o ewoluujących wszechświatach są jednak oparte przynajmniej u swych podstaw na empirycznej wiedzy naukowej, a spekulacje o Pierwszej Przyczynie na czystej wyobraźni i przyzwyczajeniach myślowych (w części dawno zdezaktualizowanych przez naukę).

>Jeśli Dawkins uważa, tak jak Ty, że chociaż "Niczego o istnieniu Boga nie wiemy i wszelkie spekulacje na ten temat są produktami ludzkiej wyobraźni, ale to wcale nie znaczy, że możnaby stwierdzić, że Boga NA PEWNO nie ma, lub że NA PEWNO jakoś tam nie stworzył on wszechświata" - to czemu pisze książkę, aby ludziom Boga zohydzić?
Sądzę, że on nie tyle Boga chce zohydzić (gdyż niektórzy Bogowie bywali i nawet czasem trochę sympatyczni), co religię, a tak juz całkiem ściślej - to wiarę. Nowy ateizm nie przez przypadek rozwinął się mocniej po 11 września.

>Jeśli nie ma pewności czy Bóg istnieje czy nie, a wielu ludzi utrzymuje, że istnieje, że Go nawet doświadczyli, to chyba bardziej racjonalne jest zachęcanie do dalszych badań w tym kierunku, nie sądzisz?
Tak, jest to racjonalne i takie badania są przeprowadzane, np. w ramach neuroteologii:
pl.wikipedia.org/wiki/Neuroteologia

>No i czym się różni agnostycyzm od ateizmu? W literaturze przyjmuje się takie definicje:
>Ateizm - przekonanie, że Bóg nie istnieje.
>Agnostycyzm - przekonanie, że nie da się stwierdzić czy Bóg istnienie czy nie.
Różne są słowa i różne definicje, ale mnie bardziej od etykietek i porównywania ze słownikową definicją interesuje uzasadnienie czyichś poglądów. Uzasadnienie Dawkinsa znam i w dużej mierze się z nim zgadzam, choć nie całkowicie.

>Jeśli Dawkins mówi, że na swojej skali ma 6,9 i zostawia sobie furtkę do "a może jest inaczej", to znaczy, że nie ma pewności, czyli że jest agnostykiem, co wytknął mu Anthony Kenny i do czego Dawkins się przyznał:
Mi to zupełnie nie przeszkadza.
06-11-2014 18:28 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>O Bogu niczego empirycznie weryfikowalnego nie wiemy i to dlatego pieprzenie o nim jest bezsensowne, itd.

W starożytności nie wiedziano niczego pewnego o odległych gwiazdach, ale pieprzono o nich bez sensu (niekiedy nazywając je bez sensu "stałymi"), aż z tego pieprzenia stopniowo rozwinęła się w pełni naukowa astronomia. Każda nauka zaczyna się od nieporadnych spekulacji, naiwnych twierdzeń i różnicy zdań. Matematyka i jej metoda wyewoluowały z zabawy prymitywnymi liczmanami. Może 200 000 lat temu jakiś Jaskiniowy Maceox z Jaskiniosławskim przestrzegali Jaskiniowego Worka Kości, aby ten nie zajmował się jakimiś bezsensownymi "liczbami" i nie pieprzył głupot o "dodawaniu" i "odejmowaniu" tychże "liczb", tylko zajmował się czymś rzeczywistym i konkretnym, jak na przykład cieniami w pieczarze, w której się znajdowali i w której piekli sobie mięso i gnaty? Na jakiej podstawie sądzisz, że mała szansa na to, by istniała dyscyplina, która obecnie znajduje się na etapie owej "jaskiniowej matematyki" (albo starożytnej astronomii)? Warto znać nie tylko "dorobek nauki", ale także i historię nauki, aby mieć wyobrażenie i o tym, jak nieporadne bywają zaczątki nauk, jak nieprzekonujące bywają ich pierwotne twierdzenia i metody.

Twój "światopogląd naukowy" do złudzenia przypomina mi zdanie z piosenki kabaretu Tey: "gdyby się coś stało, toby nasze Polskie Radio dawno już podało"... Można ten światopogląd nazwać "aTEYzmem".
10-11-2014 10:35 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
>>O Bogu niczego empirycznie weryfikowalnego nie wiemy i to dlatego pieprzenie o nim jest bezsensowne.

Kolega Elaps jako historyk nauki:
W starożytności nie wiedziano niczego pewnego o odległych gwiazdach, ale pieprzono o nich bez sensu (niekiedy nazywając je bez sensu "stałymi"), aż z tego pieprzenia stopniowo rozwinęła się w pełni naukowa astronomia.

Czy zdaniem kolegi Elaspa astronomia i astrologia są równie wartościowe, gdyż obydwie wzięły się z takiego samego pieprzenia?

>Każda nauka zaczyna się od nieporadnych spekulacji, naiwnych twierdzeń i różnicy zdań.
I jak się je weryfikuje?

>Matematyka i jej metoda wyewoluowały z zabawy prymitywnymi liczmanami.
W ogóle ludzkie narzędzia - zarówno materialne, jak i ideowe - ewoluowaly wraz z całą ludzką kulturą.

>Może 200 000 lat temu jakiś Jaskiniowy Maceox z Jaskiniosławskim przestrzegali Jaskiniowego Worka Kości, aby ten nie zajmował się jakimiś bezsensownymi "liczbami" i nie pieprzył głupot o "dodawaniu" i "odejmowaniu" tychże "liczb", tylko zajmował się czymś rzeczywistym i konkretnym,
Wszystko możliwe, tyle że analogii brak. Czy ja gdzieś podważałem pożytek płynący z matematyki? Przecież to podstawowe narzędzie fizyki. Również matematyka teoretyczna - sama w sobie - to ważna dziedzina wiedzy.

Także filozofia i teologia to historycznie bardzo istotne dziedziny dla obecnego kształtu ludzkiej kultury. Czy możemy być z tego kształtu dumni? Wyobraźmy sobie chociażby świat bez fanatyzmu wynikającego z wiary.

>jak na przykład cieniami w pieczarze, w której się znajdowali i w której piekli sobie mięso i gnaty?
Nie wiem, czy dobrze zrozumiałem - ta wypowiedź ma chyba jakieś drugie dno. Wydaję mi się tylko, że metodologia naukowa kształciła się przez wieki oddzielając po drodze ziarna od plew. Nie bez znaczenia były tu zapewne np. rewolucje kopernikańska i darwinowska:
pl.wikiped(*)zewrót_kopernikański
pl.wikipedia.org/wiki/Rewolucja_naukowa

I co charakteryzowało te rewolucje?

A Kolega Elasp uważa, że nauka wzięła się z takiego samo pieprzenia, jak teologia.

... tymczasem dualizm platoński pozostaje zaledwie historycznie interesującą ideą. Nauka dawno już odrzuciła to stanowisko filozoficzne.

>Na jakiej podstawie sądzisz, że mała szansa na to, by istniała dyscyplina, która obecnie znajduje się na etapie owej "jaskiniowej matematyki" (albo starożytnej astronomii)?
A na jakiej podstawie sądzisz, że ja tak sądzę?
Sądzę przeciwnie - że jest wiele dyscyplin, które dopiero raczkują i między innymi dlatego nauka jest taka ciekawa. Nowe odpowiedzi rodzą nowe pytania i czy na wszystkie uda się uzyskać odpowiedzi? Tyle że poszukiwać teraz jest trochę łatwiej, gdyż obecnie to już nie kościół powszechny nakazuje nauce, co ma głosić, choć bardzo by chciał i wciąż jeszcze fika i do nauki się wpieprza. Znawca filozofii nauki oraz teologii kolega Elasp wywody biskupa Schoenborna z Wiednia zna zapewne na wyrywki.
wiadomosci(*)3,wiadomosc.html?ticaid=113c73
Gdyby mi "jeden z najwybitniejszych intelektualistów Kościoła" tego nie powiedział, to nigdy bym sam na to nie wpadł, że innych ludzi należy szanować.
Oczywiście to tylko taka dygresja, bo tu rozmawiamy o nauce, ale do wypowiedzi Schoenborna na temat ewolucji chyba Panu specjaliście od naukowo-teologicznego pieprzenia linkować nie muszę? Tam cała mądrość godzenia nauki z wiarą jest zawarta.

>Warto znać nie tylko "dorobek nauki", ale także i historię nauki, aby mieć wyobrażenie i o tym, jak nieporadne bywają zaczątki nauk, jak nieprzekonujące bywają ich pierwotne twierdzenia i metody.
A z tego tylko wniosek, że skoro mamy obecnie - po długowiecznym procesie oddzielania ziaren od plew - ustaloną dość skuteczną metodologię, to należy ją odrzucić i oprzeć się na Prawdzie Wiary.

> Twój "światopogląd naukowy" do złudzenia przypomina mi zdanie z piosenki kabaretu Tey: "gdyby się coś stało, toby nasze Polskie Radio dawno już podało"... Można ten światopogląd nazwać "aTEYzmem".
Coś dzwoniło, ale czy w tym kościele? Jest znacznie prościej - i tu nie trzeba żadnego radia: gdyby miłosierny Bóg istniał, to już dawno odebrałby wszelkim fideistom pełnomocnictwo do pieprzenia głupot w Jego imieniu. Skąd oni mogą cokolwiek o nim wiedzieć? NO SKĄD?
19-11-2014 10:27 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>> gdyby miłosierny Bóg istniał, to już dawno odebrałby wszelkim fideistom
>> pełnomocnictwo do pieprzenia głupot w Jego imieniu. Skąd oni mogą
> cokolwiek o nim wiedzieć? NO SKĄD?

Niektórzy z nich w pewnym momencie życia czują się przez Niego wybranymi. A inni w to, co oni mówią, czasem niewiedzieć z jakiego powodu wierzą.
Pół bidy, gdy są to tylko abstrakcyjne wywody. Zabawa zaczna się wtedy, gdy wywody odnoszą się do rzeczywistości ożywionej, czy też nieożywionej.
*
Jest taki świątobliwy ojciec Semen, który uzdrawia w Karpatach na Ukrainie. Można to zjawisko "wybrania" bardzo łatwo u niego zaobserwować i dziś. O tyle jest to ciekawe, że można tam samemu pojechać i pewne rzeczy zweryfikować, co zrobił m.in. pewien student i wszystko nagrał na youtube.
Semen jest tam popularny, ludzie płacą krocie, żeby do niego pojechać i doznać 'cudu'.
Wydaje mi sie, że ten schemat jest w 'poznaniu zamysłów Boga' kluczowy.

Jeśli sprzymierzymy się z Bogiem i czujemy łączność z nim - czujemy się silniejsi, pewniejsi siebie, mamy cel. Ponieważ, jak mówi puenta popularnego dowcipu "podstawa to odpowiedni promotor". Wyżej z promotorem już się chyba nie da.

Pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
10-11-2014 11:14 
 Ocena 6 na 6
astrotaurus (12445 punktów)

> W starożytności nie wiedziano niczego pewnego o odległych gwiazdach, ale pieprzono o nich bez sensu (niekiedy nazywając je bez sensu "stałymi"), aż z tego pieprzenia stopniowo rozwinęła się w pełni naukowa astronomia.
   No popatrz, popatrz... a z pieprzenia o Bogach rozwinęło się coraz bardziej żenujące pieprzenie o Bogach....

>Każda nauka zaczyna się od nieporadnych spekulacji, naiwnych twierdzeń i różnicy zdań.
   No popatrz, popatrz, a każda religia od tego zaczyna i na tym kończy, bo światła w tunelu nie widać.

>Warto znać nie tylko "dorobek nauki", ale także i historię nauki, aby mieć wyobrażenie i o tym, jak nieporadne bywają zaczątki nauk, jak nieprzekonujące bywają ich pierwotne twierdzenia i metody.
   Elaspie Miły, czy chcesz powiedzieć, że pieprzenie o Bogach wszelkich religii, w tym także Twoje pieprzenie to nieprzekonujące pierwotne twierdzenia? To czemu pieprzysz nieprzekonująco z tak tępym zadowoleniem z siebie?
   I czemu choćby KRK tworzy coraz większe masy nieprzekonujących twierdzeń jak choćby całkiem świeże o czarach Wojtyły?

   I ... co na to lekarz?

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
10-11-2014 12:03 
 Ocena-2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>   Elaspie Miły, czy chcesz powiedzieć, że pieprzenie o Bogach wszelkich religii, w tym także Twoje pieprzenie to nieprzekonujące pierwotne twierdzenia? To czemu pieprzysz nieprzekonująco z tak tępym zadowoleniem z siebie?

Tak, nie wykluczam, że są to pierwsze i nieporadne twierdzenia. Pieprzę z całą pewnością bez zadowolenia z siebie, tym więc bardziej bez tępego.

Tysiące lat minęło, zanim ludzie wpadli na tak prostą myśl, jak ta o kole. Dlaczego tysięcy lat nie mogłoby zająć dotarcie do właściwiej idei Bóstwa, czy wręcz do Bóstwa samego?

Bóg może być np. substancją tkwiącą pod znanym nam mikroświatem, do którego to poziomu (jeszcze) nie docierają dostępne nam narzędzia poznawcze. Świadomość może się okazać przejawem tego głębszego poziomu (trochę tak jak aktywność wulkanu). Już na tym "może" można oprzeć wiarę, której nauka w żaden sposób (na razie!) nie podważa.

Wyzwól swój umysł z ograniczeń idiotycznego ateizmu, to światopogląd dla głąbów.
10-11-2014 13:52 
 Ocena 7 na 7
astrotaurus (12445 punktów)

> Tak, nie wykluczam, że są to pierwsze i nieporadne twierdzenia.
   Ach, nie wykluczasz zaledwie... czyli uważasz, że twierdzenia różnych religii i te o Bogu z roztrojeniem jaźni, i te o wielu bogach etc., etc. mogą być ostatecznymi i poradnymi twierdzeniami... A jakieś racjonalne przesłanki ku temu?

>Pieprzę z całą pewnością bez zadowolenia z siebie, tym więc bardziej bez tępego.
   No popatrz jak odmiennie postrzegamy świat! Pozostańmy przy swych opiniach, jest wiele rzeczy gdzie łatwiej o zaczepienie w konkretach, a i tak trudno nawiązać z Tobą kontakt....

> Tysiące lat minęło, zanim ludzie wpadli na tak prostą myśl, jak ta o kole. Dlaczego tysięcy lat nie mogłoby zająć dotarcie do właściwiej idei Bóstwa, czy wręcz do Bóstwa samego?
   Ależ nie widzę przeszkód!
   Twierdzę tylko, że opowiadanie takiej ilości szczegółowych pierdół jak to o czarach Wojtyły, ustalanie tylu niepodważalnych dogmatów zanim się dotrze do jakiejkolwiek rozumnej idei Bóstwa to głupota. A tą głupotą jest wiara.

> Bóg może być np. substancją
>Świadomość może się okazać
   Głupawe sztuczki fideisty, puste spekulacje dla usprawiedliwienia wiary. Żadnego oparcia w dostępnej wiedzy, wartość poznawcza żadna.

>Już na tym "może" można oprzeć wiarę,
Wiara potrzebuje indoktrynacji od najmłodszych lat by powstać, zrodzić się w tumanionym umyśle. A jak już jest to nie grymasi - dowolny bzdet służy jej za oparcie.

>której nauka w żaden sposób (na razie!) nie podważa.
   Na razie, powiadasz? Ano tak to idzie, że spory wysiłek ludzi wiary jest trawiony na znajdowanie takich miejsc gdzie nauka nie może jednoznacznie "pierwszych nieporadnych" twierdzeń podważyć. To znacznie łatwiejsze niż osadzić to intelektualne dno w realiach.

> Wyzwól swój umysł z ograniczeń idiotycznego ateizmu, to światopogląd dla głąbów.
   O! czy ja coś z tego rozumiem? Czy jest nieidiotyczny ateizm nie dla głąbów czy może każdy ateista to głąb?
   Bo ja myślę, że to teizmy właśnie są dla głąbów. Oczywiście w tym zakresie ich umysłów dotyczącym wiary, bo poza twierdzeniami nią objętymi sprawność intelektualna wysokiej klasy nie jest wcale rzadkością. Gloryfikowanie czegoś co przez wieki dorobiło się jedynie kociokwiku "pierwszych nieporadnych" twierdzeń o zerowej wartości poznawczej nie jest zbyt mądre.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
10-11-2014 14:10 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>   O! czy ja coś z tego rozumiem? Czy jest nieidiotyczny ateizm nie dla głąbów czy może każdy ateista to głąb?

Niestety to drugie. Na szczęście dotyczy to tylko ułamka ogółu ludzkości. Większość ludzi na całe szczęście jest racjonalna.
10-11-2014 14:50 
 Ocena 9 na 9
astrotaurus (12445 punktów)

> Niestety to drugie.
   No, no! Sceptycyzm wobec rozlicznych "pierwszych nieporadnych twierdzeń" tysięcy religii to zajęcie dla głąbów.... A Rodzina Radia Maryja pod Rydzykiem to śmietanka intelektualna świata zapewne...
   I Elasp nie jest z siebie tępo zadowolony?

>Na szczęście dotyczy to tylko ułamka ogółu ludzkości. Większość ludzi na całe szczęście jest racjonalna.
   Tiiaaa... oczywiście nie wiesz jak różny jest ten odsetek w różnych miejscach globu? A szczególnie wśród ludzi twórczych, pchających ten świat do przodu?

   Racjonalne jest podporządkowanie życia religijnym mrzonkom?

   2 Lata na forum i 2000 postów... ech, Elaspie, spośród wielu ludzi z umysłami upośledzonymi wiarą którym próbowałem w życiu pomóc zgromadziłem dość jednak nieliczną menażerię bęcwałów odpornych na wszystko.
   Tym debilnym tekstem wpisałeś się na ich listę.

Osłabiłeś mnie...


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
10-11-2014 15:02 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
>>   O! czy ja coś z tego rozumiem? Czy jest nieidiotyczny ateizm nie dla głąbów czy może każdy ateista to głąb?
> Niestety to drugie. Na szczęście dotyczy to tylko ułamka ogółu ludzkości. Większość ludzi na całe szczęście jest racjonalna.
Jak się kończą argumenty, to najlepiej obrazić dyskutantów o innych poglądach...
10-11-2014 20:47 
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)
> Wyzwól swój umysł z ograniczeń idiotycznego ateizmu, to światopogląd dla głąbów.
Co jest idiotycznego w ateizmie?
Skoro ludzie jeszcze nie dotarli do właściwiej idei Bóstwa, nie mówiąc o samym Bóstwie, to skąd wiesz, że to Bóstwo nie lubi ateistów? A może nie lubi lizusów?
No i jak już dotrzesz do właściwej idei Bóstwa, po czym poznasz, że ta jest właściwa?
10-11-2014 21:29 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Co jest idiotycznego w ateizmie?

Samo twierdzenie, że Bóg nie istnieje, a więc sam ateizm.

>Skoro ludzie jeszcze nie dotarli do właściwiej idei Bóstwa, nie mówiąc o samym Bóstwie, to skąd wiesz, że to Bóstwo nie lubi ateistów? A może nie lubi lizusów?

Pozostaje nam postępować w sposób, który wydaje się najbardziej racjonalny. A taki polega na połączeniu wiary z niewiarą w stosunku 50/50. Fanatyzm religijny (100% wiary) jest szaleństwem tak samo jak ateizm (0 % wiary). Jedni i drudzy to godni siebie idioci i powinni być umieszczeni w tym samym szpitalu psychiatrycznym. Racjonalnie jest znaleźć środek między skrajnościami. Innymi słowy: znajdź sobie jakąś religię, ale nie bądź fanatykiem, chcącym zniszczyć wszystkich odmiennej wiary (albo niewierzących). Dopuszczaj możliwość, że Bóg, którego uznajesz, nie istnieje.

>No i jak już dotrzesz do właściwej idei Bóstwa, po czym poznasz, że ta jest właściwa?

Myślę, że o to zadba już Bóstwo.
10-11-2014 21:39 
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)
>>Co jest idiotycznego w ateizmie?
> Samo twierdzenie, że Bóg nie istnieje, a więc sam ateizm.
Liczyłem na jakieś uzasadnienie.

>>Skoro ludzie jeszcze nie dotarli do właściwiej idei Bóstwa, nie mówiąc o samym Bóstwie, to skąd wiesz, że to Bóstwo nie lubi ateistów? A może nie lubi lizusów?
> Pozostaje nam postępować w sposób, który wydaje się najbardziej racjonalny. A taki polega na połączeniu wiary z niewiarą w stosunku 50/50. Fanatyzm religijny (100% wiary) jest szaleństwem tak samo jak ateizm (0 % wiary). Jedni i drudzy to godni siebie idioci i powinni być umieszczeni w tym samym szpitalu psychiatrycznym. Racjonalnie jest znaleźć środek między skrajnościami. Innymi słowy: znajdź sobie jakąś religię, ale nie bądź fanatykiem, chcącym zniszczyć wszystkich odmiennej wiary (albo niewierzących). Dopuszczaj możliwość, że Bóg, którego uznajesz, nie istnieje.
Ale po co?

>>No i jak już dotrzesz do właściwej idei Bóstwa, po czym poznasz, że ta jest właściwa?
> Myślę, że o to zadba już Bóstwo.
Też mi się wydaje, że powinno to zrobić i to już dawno temu.
19-11-2014 11:18 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Dopuszczaj możliwość, że Bóg, którego uznajesz, nie istnieje.
> Ale po co?

No właśnie. Dobre pytanie.

>>>No i jak już dotrzesz do właściwej idei Bóstwa, po czym poznasz, że ta jest właściwa?
>> Myślę, że o to zadba już Bóstwo.
>Też mi się wydaje, że powinno to zrobić i to już dawno temu.

To stara śpiewka Żydów. Nasz kol. Elasp nawet sobie nie zdaje sprawy, jak jest nią przesiąknięty.
Już od stworzenia świata Żydzi czekali na przyjście Mesjasza. W końcu jedni uznali że przyszedł - inni nadal czekają.
Pytanie, po co na coś / kogoś czekać, skoro mamy już wszystkie atuty żeby żyć godnie, rozwijać się, spełniać, odkrywać itp.

Po co Bóg?

Pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
19-11-2014 22:55 
 Ocena 2 na 2
niestadny (2492 punktów)

>Pytanie, po co na coś / kogoś czekać, skoro mamy już wszystkie atuty żeby żyć godnie, rozwijać się, spełniać, odkrywać itp.
>Po co Bóg?
Obietnica życia wiecznego? Instynkt samozachowawczy jest niezwykle silny.
Szczerze mówiąc chciałbym mieć możliwość oglądania dalszego ciągu "filmu" - losów najbliższych w skali mikro czy też ludzkości w skali makro. Trudno pogodzić się z faktem, że przyjdzie zasnąć i już się nie obudzić.


stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
20-11-2014 07:13 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Szczerze mówiąc chciałbym mieć możliwość oglądania dalszego
> ciągu "filmu" - losów najbliższych w skali mikro czy też ludzkości w
> skali makro. Trudno pogodzić się z faktem, że przyjdzie zasnąć i już się nie obudzić.

Pytanie, czy Twoi potomkowie chcieliby, abyś ich podglądał.
Taki jest koszt wynalazku rozmnażania płciowego versus pączkowania.
W pączkowaniu nie ma śmierci, każdy osobnik jest po prostu kopią poprzedniego i nie odczuwa się braku po poprzedniku.
Zróżnicowanie na przestrzeni lat jest małe, a budwa takiej istoty, która nie ma mózgu jest prosta.
W osobnych jednostkach rozmnażających się płciowo, różnych od siebie a jednak podobnych tak już nie jest.
Są wspomnienia, jest żałoba. Teiści zdaje się chcieliby mieć ciastko i zjeść ciastko.

Z tego co napisałeś można wyciągnąć wniosek, że wiara w Boga wynika z protestu wobec tego co jest i wymyślonego postulatu co być powinno.
Może dlatego teiści tak denerwują się, mając do czynienia z ludzmi, którzy zgadzają się na zasady rządzące światem takie, jakie są, żyjąc z nimi w harmonii nawet pomimo konieczności zaśnięcia bez możliwości obudzenia.
Miłego dnia!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
niestadny (2492 punktów)

>Pytanie, czy Twoi potomkowie chcieliby, abyś ich podglądał.
Przede wszystkim liczy się własne "ja". Jednostka jest egoistyczna(ech, te geny), choć to trudny do przełknięcia kąsek dla niektórych bredzących o empatii, zachowaniach altruistycznych etc...
Lepiej byłoby "doglądał". Jakem niewierzący tak nie wierzę by ktokolwiek będąc zadowolony z życia, w pełni sił umysłowych i fizycznych, chciał umrzeć. Z pewnością życiem nie da się zanudzić na śmierć. Tyle jeszcze miejsc do zobaczenia, tyle książek do przeczytania, tyle emocji i wrażeń do przeżycia. Niestety, czas nie czeka na nikogo a życie jest rzeką bez powrotu.

>Z tego co napisałeś można wyciągnąć wniosek, że wiara w Boga wynika z protestu wobec tego co jest i wymyślonego postulatu co być powinno.
Świetne. Lepiej bym tego nie ujął. Wydaje się, że postulat ów był(i jest)pod różnymi postaciami powszechny we wszystkich mitologiach. Tęsknota. Nasi bracia mniejsi są w lepszej sytuacji: biorą życie takie jakim jest, nie zastanawiając się nad tym, co będzie.

Pozdro

PS: Przy okazji. Wiesz, że co piąty ateista wierzy w duszę?

stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
20-11-2014 20:23 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
21-11-2014 08:29 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Pogłaskałem i wbiłem sobie zadrę. Od tamtego momentu wolę we wszystko wątpić.

A we własne istnienie też Pan wątpi? A może uznaje Pan swoje istnienie na podstawie dorobku nauki, która empirycznie stwierdziła istnienie Bogusławskiego? Z tego, co mi wiadomo, żadna praca naukowa nie wspomina o Pańskim istnieniu. Czy więc Pan na pewno istnieje? Ktoś, kto buduje swój światopogląd na dorobku nauk (zwłaszcza przyrodniczych) chyba powinien być trochę zaniepokojony faktem, że w żadnej pracy naukowej nie znalazł najmniejszej wzmianki o sobie.
21-11-2014 10:48 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>>>>Pogłaskałem i wbiłem sobie zadrę. Od tamtego momentu wolę we wszystko wątpić.
> A we własne istnienie też Pan wątpi? A może uznaje Pan swoje istnienie na podstawie dorobku nauki, która empirycznie stwierdziła istnienie Bogusławskiego? Z tego, co mi wiadomo, żadna praca naukowa nie wspomina o Pańskim istnieniu. Czy więc Pan na pewno istnieje? Ktoś, kto buduje swój światopogląd na dorobku nauk (zwłaszcza przyrodniczych) chyba powinien być trochę zaniepokojony faktem, że w żadnej pracy naukowej nie znalazł najmniejszej wzmianki o sobie.
Nie! istnieją rzeczy niewątpliwe, tak jak np. Pańska choroba, którą choćby tylko ten post (choć nie tylko on) ewidentnie pokazuje.

@@@
.
21-11-2014 12:06 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>Nie! istnieją rzeczy niewątpliwe, tak jak np. Pańska choroba, którą choćby tylko ten post (choć nie tylko on) ewidentnie pokazuje.

... choć być może nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.
Trudno o lepsze ukazanie, jak funkcjonuje wiara.

Nie znam się za dobrze na średniowieczu, ale gdzieś tam obiło mi się o uszy, że istniały w tamtych czasach takie oficjalne skrzynki, do których można było anonimowo wrzucić kartkę z nazwiskiem osoby, która zdaniem anonima coś tam przeskrobała. Potem już taką osobą zajmowała się święta inkwizycja.

Dzisiaj mamy taką skrzynkę:
katalog.bip.ipn.gov.pl/main.do?katalogId=2
Tam u góry po prawej stronie można wpisywac różne nazwiska i jaka to musi być dla niektórych frajda, gdy wyskoczy nam znajomo brzmiące nazwisko, a daj Boże również imię!?

I tu cała różnica jest pomiędzy wiarą a myśleniem sceptycznym. Sceptyk na takie strony nawet nie zagląda (gdyż wie, na czym polega ten mechanizm), ale gdy czasem zostanie przymuszony okolicznościami, to natychmiast zastanowi się, czy już tylko te bardzo skromne informacje, które tam są zawarte składają się do kupy.

Na przykład też, między innymi gdzie Rzym, a gdzie Krym.
Albo czy pasuje tu na pewno stopień - zwłaszcza stopień intelektu koniecznego dla wykonywania danego zawodu, mierzonego w cjantach. Oczywiście tu - znów - dla wierzącego wszystko pasuje, bo on tak właśnie swego bliźniego chce widzieć, całkiem niezależnie od jego profilu.

Tak więc średniowiecze średniowieczem, a przyzwyczajenia myślowe te same. Ale tu wystarczy tylko wiedzieć, kiedy zaczęła się i skończyła wojna, aby mieć już pewność, że pomimo rozwoju cywilizacyjnego większość nieszczęść spowodowanych przez ludzi wynika właśnie z wiary - z uproszczeń myślowych - dostrzegania wrogów wszędzie i obarczania ich odpowiedzialnością za swój własny marazm intelektualny.

Sądzę, że Elasp - zwolennik rozliczania - powinien najpierw rozliczyć się z własnych oskarżeń, a potem dopiero toczyć dalsze rozmowy. Ale on tak nie sądzi, bo dla niego - jako fideisty - to a priori honor jest po jego stronie, a to usprawiedliwia wszystkie jego zachowania.

Pozdrawiam
21-11-2014 12:19 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)

>Dzisiaj mamy taką skrzynkę:
>katalog.bip.ipn.gov.pl/main.do?katalogId=2
>Tam u góry po prawej stronie można wpisywac różne nazwiska i jaka to musi być dla niektórych frajda, gdy wyskoczy nam znajomo brzmiące nazwisko, a daj Boże również imię!?
Można i na przykład dostaniemy stamtąd taką informację.

• BOGUSŁAWSKA WANDA
urodzony/a 15.01.1922, WARSZAWA
• BOGUSŁAWSKA ANNA
urodzony/a 27.12.1936, WARSZAWA
• BOGUSŁAWSKI KRZYSZTOF
urodzony/a 20.09.1955, KRAKÓW
• BOGUSŁAWSKI MIECZYSŁAW
urodzony/a 19.12.1925, POZNAŃ
• BOGUSŁAWSKI BOGUSŁAW
urodzony/a 04.02.1926, WARSZAWA
• BOGUSŁAWSKI JAN
urodzony/a 25.05.1906, PIWOŃ


I co z niej wynika poza wykazaniem choroby człowieka posługującego się takimi pomówieniami?

Pozdrawiam.

@@@
.
21-11-2014 12:56 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>I tu cała różnica jest pomiędzy wiarą a myśleniem sceptycznym.
Dokładnie tak, tyle iż warto zauważyć, że sceptycyzmów jest wiele. U mnie jest mowa (co wynika z wielu tu wypowiedzi)
o sceptycyzmie naukowym, którym jest praktyczna postawa przyjmowana przez większość społeczności naukowej, polegająca na uznawaniu za wiarygodne tylko tych teorii i wyników badań, które spełniają elementarne zasady metodologii naukowej, a w takich samych warunkach dają ten sam wynik. A nie o np. sceptycyzmie pyrroniańskim. To trzeba po prostu rozumieć, ale do tego potrzebna jest inteligencja oraz wiedza, której nie posiadają wszelcy zacietrzewieni głupcy.
______________________

PS. Przypominam też, iż Pan Elasp chwalący się tu wielokrotnie swoją znajomością języków obcych oraz biegłą znajomością języka angielskiego dotychczas nie przetłumaczył jednego raczej prostego zdania, które sam tu zacytował: "belief in the existence of a god or gods; specifically: belief in the existence of one God viewed as the creative source of the human race and the world who transcends yet is immanent in the world", zarzucając mi jednocześnie, że zrobiłem to źle.
www.racjon(*)m.php/s,640997/z,0/d,7#w643309
www.racjon(*)m.php/s,640997/z,0/d,7#w643313

A ja tak bardzo - przy swojej słabej znajomości języka (co wielokrotnie tu podkreślałem) chciałbym poznać to prawidłowe, według niego, tłumaczenie? Gdyż mi nijak z angielskiego tekstu nie wychodzi, to co on wypisuje:

Pan Elasp: W tym przypadku: Bóg transcenduje świat. Charakteryzuje się transcendentnością w stosunku do świata, jest transcendentny w stosunku do świata, transcenduje świat.
Bogusławski: To Pańskie teraźniejsze (po wielu próbach wyjaśnienia mu o co tu może chodzić) wypociny, ale gdzie to jest zapisane w angielskim zdaniu?

Pozdrawiam.

@@@
.
24-11-2014 11:33 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>>I tu cała różnica jest pomiędzy wiarą a myśleniem sceptycznym.
>Dokładnie tak, tyle iż warto zauważyć, że sceptycyzmów jest wiele. U mnie jest mowa (co wynika z wielu tu wypowiedzi)
> o sceptycyzmie naukowym, którym jest praktyczna postawa przyjmowana przez większość społeczności naukowej, polegająca na uznawaniu za wiarygodne tylko tych teorii i wyników badań, które spełniają elementarne zasady metodologii naukowej, a w takich samych warunkach dają ten sam wynik. A nie o np. sceptycyzmie pyrroniańskim. To trzeba po prostu rozumieć, ale do tego potrzebna jest inteligencja oraz wiedza, której nie posiadają wszelcy zacietrzewieni głupcy.
Ja bym to ujął w ten sposób, że doświadczenie weryfikuje w praktyce nasze sądy. Oznacza to nie tylko, że warto zachować sceptycyzm, ale i to, że w praktyce należy akceptować to, co wykazane.

>______________________
>PS. Przypominam też, iż Pan Elasp chwalący się tu wielokrotnie swoją znajomością języków obcych oraz biegłą znajomością języka angielskiego dotychczas nie przetłumaczył jednego raczej prostego zdania, które sam tu zacytował: "belief in the existence of a god or gods; specifically: belief in the existence of one God viewed as the creative source of the human race and the world who transcends yet is immanent in the world", zarzucając mi jednocześnie, że zrobiłem to źle.
>www.racjon(*)m.php/s,640997/z,0/d,7#w643309
>www.racjon(*)m.php/s,640997/z,0/d,7#w643313
>A ja tak bardzo - przy swojej słabej znajomości języka (co wielokrotnie tu podkreślałem) chciałbym poznać to prawidłowe, według niego, tłumaczenie? Gdyż mi nijak z angielskiego tekstu nie wychodzi, to co on wypisuje:
>Pan Elasp: W tym przypadku: Bóg transcenduje świat. Charakteryzuje się transcendentnością w stosunku do świata, jest transcendentny w stosunku do świata, transcenduje świat.
>Bogusławski: To Pańskie teraźniejsze (po wielu próbach wyjaśnienia mu o co tu może chodzić) wypociny, ale gdzie to jest zapisane w angielskim zdaniu?

Pan Elasp nie odpowiada, gdyż po przeprowadzneiu postępowania lustracyjnego, które tu wywołał honor mu na to nie pozwala. On ma inne problemy - radzi innym, jak rozwiązać problem z zasilaczem, prowadzi dalsze uczone rozmowy (fakt notoryjny, więc nie linkuję), a także orzeka - przy zachownaiu - A JAKŻE! - dystansu wobec siebie i swych koncepcji kto tu jest mądrym człowiekiem.

On zastosował w trybie natychmiastowym wobec siebie grubą kreskę. Choć i w to wątpię. Raczej sądzę, że dla niego to tylko taki PECH, że akurat to drugie imię nie siadło. A wszystko się tak dobrze układało! Ale on przecież swoje wie - wie kto KIM jest, więc to zupełnie normalne podejrzenia były i dlatego należało je publicznie jako fakty przedstawić.

Tak więc na wszelki wypadek przeprosiny są tylko warunkowe, bo ani z tym drugim imieniem, ani z datami, ani w ogóle TAK DO KOŃCA przecież nie wiadomo. A Pan żył i pracowal w socjaliźmie, jest "ateistą" i nawet - o zgrozo - do czytania Marksa się przyznaje, no to wszystko przecież jasne jest jak słońce.

Przepraszam, domyślam się, że ma Pan znacznie mniejszą ochotę na ten temat rozmawiać, ode mnie, ale sądzę, że to tylko dobry przykład jest. Wszystko jest zapisane i można zaobserwować jak powstają urojenia.

W zasadzie tu tylko chciałem merytorycznie do wątku tłumaczenia tej definicji teizmu powrócić. Tu muszę się przyznać, że być może trochę niepotrzebnie pochwaliłem się moimi kompetencjami w tym zakresie. Na forum bardzo szybko można zrewidować przeróżne deklaracje, a ja językoznawcą nie jestem, a tłumaczeń uczyłem się tylko w praktyce w mojej wąskiej dziedzinie fachowej. Akurat język angielski znam najsłabiej, gdyż miałem najmniej możliwości ćwiczenia go w praktyce.
Dlatego bardzo mnie interesuje, czy takie tłumaczenie tej definicji:
wiara w istnienie boga lub bogów; w szczególności: wiara w istnienie jednego Boga postrzegane jako źródło twórczej ingerencji w losy ludzkości i świata, który transcenduje świat będąc jednocześnie jego immanentną częścią
jest błędne i dlaczego?

Pozdrawiam
24-11-2014 16:41 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Dlatego bardzo mnie interesuje, czy takie tłumaczenie tej definicji:
> wiara w istnienie boga lub bogów; w szczególności: wiara w istnienie jednego Boga postrzegane jako źródło twórczej ingerencji w losy ludzkości i świata, który transcenduje świat będąc jednocześnie jego immanentną częścią
>jest błędne i dlaczego?

Powinno być: "postrzeganego". Poza tym wszystko OK.
25-11-2014 20:47 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Cytat:
Pan Elasp:
>Gdzie w tłumaczeniu odpowiednik "transcendents"?

Bogusławski do p. Elaspa:
Pański cytat: "belief in the existence of a god or gods; specifically : belief in the existence of one God viewed as the creative source of the human race and the world who transcends yet is immanent in the world"
Jak widać w zacytowanym przez Pana zdaniu nie ma terminu "transcendents", czyli transcendentny tylko jest słowo "transcends" (yet), które znaczy przekraczać, przewyższać, prześcigać, górować. Więc gdzie miałbym wetknąć tą Pańską transcendentność? www.racjon(*)m.php/s,640997/z,0/d,5#w643167

Cytat:
Panie Macieju, najlepszym dowodem Pańskiej racji jest brak przetłumaczenia całego zdania przez pana Elaspa: "(...)",
w którym słowo o które się upomina "transcendents" jednak nie występuje.

Transcendowanie, to jest przekraczanie swojego bytu. Bóg przekraczający swój byt jest z punktu widzenia teologii całkowitą bzdurą. Natomiast w angielskim tekście nie ma nic o transcendentności Boga wobec świata.
Bóg czyni różne cuda niewidy i wszystko w tej konwencji jest możliwe, ale tu mówimy o konkretnym przekładzie angielskiego zdania.
www.racjon(*)m.php/s,640997/z,0/d,7#w643295

_______________

Pan Maceox:
>Dlatego bardzo mnie interesuje, czy takie tłumaczenie tej definicji:
wiara w istnienie boga lub bogów; w szczególności: wiara w istnienie jednego Boga postrzegane jako źródło twórczej ingerencji w losy ludzkości i świata, który transcenduje świat będąc jednocześnie jego immanentną częścią
>jest błędne i dlaczego?
Dostał Pan za taką propozycję pochwałę pana Elaspa: Powinno być: "postrzeganego". Poza tym wszystko OK. co mnie
w najmniejszym stopniu nie zdziwiło.

Panie Macieju, ja nie odpuszczam głupoty nikomu, także samemu sobie, za co mnie miejscowi fideiści tak bardzo nienawidzą. Nigdy nie chwaliłem się tu swoją znajomością języków, tak jak Pan Elasp - wprost odwrotnie podkreślałem,
że uważam ją za mnie niesatysfakcjonującą. Dlatego teraz poprosiłem kolegę zajmującą się zawodowo tłumaczeniami,
a przy okazji doktora filozofii oraz teologii i oto co mi napisał:

Zdanie
belief in the existence of a god or gods; specifically : belief in the existence of one God viewed as the creative source of the human race and the world who transcends yet is immanent in the world

- przetłumaczyłbym bez specjalnych przygotowań na: wiara w istnienie boga lub bogów; w szczególności: wiara w istnienie jednego Boga, postrzeganego jako "twórcze źródło" (czyli po prostu: "twórca, źródło istnienia, przyczyna, przyczyna istnienia") rodzaju ludzkiego i świata, a który przekracza świat, a jednocześnie znajduje się wewnątrz świata

Nie zgadza się to z tłumaczeniem, które Pan podał:
"wiara w istnienie boga lub bogów; w szczególności: wiara w istnienie jednego Boga postrzegane jako źródło twórczej ingerencji w losy ludzkości i świata, który transcenduje świat będąc jednocześnie jego immanentną częścią"

Wydaje mi się, że chodzi o postrzeganie "Boga jako źródła", a nie postrzeganie "istnienia Boga jako źródła" (zatem "wiara w Boga postrzeganego jako", a nie "wiara w istnienie Boga, które jest postrzegane jako") - źródłem jest dla autora Bóg,
a nie jego istnienie.

Nie wierzę, że tekst angielski mówi o "istnieniu, które jest źródłem ingerencji w losy ludzkości", a potem dodawał "...
i w losy świata". Podejrzewam autora o bardziej zrozumiałe poglądy: że Bóg jest przyczyną tego, że człowiek istnieje.
I że istnieje świat. Nie mam nic przeciwko rozważaniom na temat istnienia, które jest przyczyną (źródłem) tego, że Bóg ingeruje w świat i w ludzkie losy. Ale tekst tego nie mówi.


Ewidentne wykazanie panu Elaspowi nieuctwa, matactwa, kręcenia i zwyczajnych kłamstw pokrywanych próbami chamskich, złośliwych dyskredytacji swoich oponentów, wcale nie jest takie trudne. Tyle tylko, że jest to działanie bezowocne, gdyż to jest typowy katolicki moralista, czyli człowiek całkowicie pozbawiony honoru. Który nic sobie nie robi
z przeróżnych tu kompromitacji.

Pozdrawiam.

@@@
.
25-11-2014 22:24 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>Panie Macieju, najlepszym dowodem Pańskiej racji jest brak przetłumaczenia całego zdania przez pana Elaspa: "(...)", w którym słowo o które się upomina "transcendents" jednak nie występuje.

To była omyłka Elaspa...

>Pan Maceox:
>>Dlatego bardzo mnie interesuje, czy takie tłumaczenie tej definicji:
>wiara w istnienie boga lub bogów; w szczególności: wiara w istnienie jednego Boga postrzegane jako źródło twórczej ingerencji w losy ludzkości i świata, który transcenduje świat będąc jednocześnie jego immanentną częścią
>>jest błędne i dlaczego?
>Dostał Pan za taką propozycję pochwałę pana Elaspa: Powinno być: "postrzeganego". Poza tym wszystko OK. co mnie
>w najmniejszym stopniu nie zdziwiło.
Mnie zdziwiło tylko to, że przegapiłem tą omyłkę (dla mnie ewidentną omyłkę pisarską), którą Elasp tu jak najbardziej słusznie poprawił, co jednoznacznie wynika z opinii Pańskiego kolegi.
Ma być słowo "postrzeganego" - odnoszące się do Boga, a nie słowo "postrzegane" - odnoszące się do istnienia.
To właśnie tej omyłce pisarskiej Pański kolega poświęcił większą część swojego wywodu, wskazując, że chodzi o Boga, a nie o istnienie. Tak mi się przynajmniej wydaje.

Natomiast w dalszym ciągu nie mam pewności, czy tłumaczenie, o które pytałem - z uwzględnieniem poprawki Elaspa:

"wiara w istnienie boga lub bogów; w szczególności: wiara w istnienie jednego Boga postrzeganego jako źródło twórczej ingerencji w losy ludzkości i świata, który transcenduje świat będąc jednocześnie jego immanentną częścią"

jest błędne i dlaczego?

Konkretnie chodzi mi tu o użycie słowa "transcenduje" - czy jest ono niepoprawne?

Muszę przyznać, że interesowałaby mnie również - o ile to możliwe - opinia Pańskiego kolegi na temat Pańskiej propozycji tłumaczenia, która mi się spodobała, i której tu na forum broniłem (aczkolwiek należałoby w nim uwzględnić poprawkę Elaspa - "postrzeganego").

>Panie Macieju, ja nie odpuszczam głupoty nikomu, także samemu sobie, za co mnie miejscowi fideiści tak bardzo nienawidzą. Nigdy nie chwaliłem się tu swoją znajomością języków, tak jak Pan Elasp - wprost odwrotnie podkreślałem.
Sądzę, że omyłki pisarskie zdarzają się każdemu, z doświadczenia wiem, że zdecydowanie częściej, niż możnaby przypuszczać. Gorzej, gdy to już do druku wyjdzie, a korekta nie wszystko zawsze wyłapie.

>Ewidentne wykazanie panu Elaspowi nieuctwa, matactwa, kręcenia i zwyczajnych kłamstw pokrywanych próbami chamskich, złośliwych dyskredytacji swoich oponentów, wcale nie jest takie trudne. Tyle tylko, że jest to działanie bezowocne, gdyż to jest typowy katolicki moralista, czyli człowiek całkowicie pozbawiony honoru. Który nic sobie nie robi z przeróżnych tu kompromitacji.
Prawie całkowicie, się zgadzam, ale tu - w tym konkrentym temacie z tym "transcenduje" jeszcze nie mam pewności.

Pozdrawiam.
Elasp (6859 punktów)

>Prawie całkowicie, się zgadzam, ale tu - w tym konkrentym temacie z tym "transcenduje" jeszcze nie mam pewności.

"Transcenduje (coś)" jest jak najbardziej w porządku. Niech Pan wrzuci "transcenduje" do wyszukiwarki - wyskoczy wiele prac, w których takie sformułowanie (z dopełnieniem, tzn. "transcenduje coś") się pojawia.

Na przykład:

books.goog(*)e&q="transcenduje"&f=false

"Bóg transcenduje (coś, zwłaszcza świat)":

pl.scribd.(*)yciński-Dylematy-Ewolucji

I inne.

Elasp (6859 punktów)

Oczywiście, można zamiast "transcenduje" powiedzieć w tym kontekście i "przekracza", ale "transcenduje" (wzięte de facto z łaciny) jest także jak najbardziej w porządku.
25-11-2014 23:53 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Panie Macieju, najlepszym dowodem Pańskiej racji jest brak przetłumaczenia całego zdania przez pana Elaspa: "(...)",
w którym słowo o które się upomina "transcendents" jednak nie występuje.
>To była omyłka Elaspa...
Pan sobie raczy żartować! Pomyłka Elaspa? On się nie myli, on tu wykazał moją nieumiejętność zrozumienia angielskiego tekstu.
______________________

Pan Maceox:
Dlatego bardzo mnie interesuje, czy takie tłumaczenie tej definicji: wiara w istnienie boga lub bogów; w szczególności: wiara w istnienie jednego Boga postrzegane jako źródło twórczej ingerencji w losy ludzkości i świata, który transcenduje świat będąc jednocześnie jego immanentną częścią
jest błędne i dlaczego?
Dostał Pan za taką propozycję pochwałę pana Elaspa: Powinno być: "postrzeganego". Poza tym wszystko OK. co mnie
w najmniejszym stopniu nie zdziwiło.
_____________________
>Mnie zdziwiło tylko to, że przegapiłem tą omyłkę
Każdy normalny człowiek ma prawo do omyłek, ale do ich poprawy ma prawo ten, który jest lepszym, a nie ten, który ma projekcję wszystkowiedzącego.

>Natomiast w dalszym ciągu nie mam pewności, czy tłumaczenie, o które pytałem - z uwzględnieniem poprawki Elaspa:
"wiara w istnienie boga lub bogów; w szczególności: wiara w istnienie jednego Boga postrzeganego jako źródło twórczej ingerencji w losy ludzkości i świata, który transcenduje świat będąc jednocześnie jego immanentną częścią"
>jest błędne i dlaczego?
Znowu brak pewności jest rzeczą naturalną, a odwrotnie zbytnia pewność siebie na ogół świadczy o większych lub mniejszych upośledzeniach umysłowych.

>Konkretnie chodzi mi tu o użycie słowa "transcenduje" - czy jest ono niepoprawne?
Gdzie? W tym zdaniu po polsku tworzy jakiś logiczny i bezsensowny łamaniec, a nie ma żadnego odpowiednika w angielskim tekście. Dał sobie Pan narzucić tą bzdurę naszemu wielkiemu językoznawcy.

>Muszę przyznać, że interesowałaby mnie również - o ile to możliwe - opinia Pańskiego kolegi na temat Pańskiej propozycji tłumaczenia, która mi się spodobała, i której tu na forum broniłem (aczkolwiek należałoby w nim uwzględnić poprawkę Elaspa - "postrzeganego").
Mnie, gdy ją tak na szybko przetłumaczyłem też się podobała, ale gdy normalnie do druku bym ją oddawał, to ją bym bardziej wycyzelował, a teraz to specjalnie aby mu swoją propozycją nie sugerować tłumaczenia to wysłałem Pańską
wraz transcendowaniem, do której się odniósł:

Zdanie
belief in the existence of a god or gods; specifically : belief in the existence of one God viewed as the creative source of the human race and the world who transcends yet is immanent in the world
- przetłumaczyłbym bez specjalnych przygotowań na: wiara w istnienie boga lub bogów; w szczególności: wiara
w istnienie jednego Boga, postrzeganego jako "twórcze źródło" (czyli po prostu: "twórca, źródło istnienia, przyczyna, przyczyna istnienia") rodzaju ludzkiego i świata, a który przekracza świat, a jednocześnie znajduje się wewnątrz świata.


Nie zgadza się to z tłumaczeniem, które Pan podał [czyli właśnie z Pańską propozycją]: "wiara w istnienie boga lub bogów; w szczególności: wiara w istnienie jednego Boga postrzegane jako źródło twórczej ingerencji w losy ludzkości i świata, który transcenduje świat będąc jednocześnie jego immanentną częścią"

Wydaje mi się, że chodzi o postrzeganie "Boga jako źródła", a nie postrzeganie "istnienia Boga jako źródła" (zatem "wiara w Boga postrzeganego jako", a nie "wiara w istnienie Boga, które jest postrzegane jako") - źródłem jest dla autora Bóg,
a nie jego istnienie.

Nie wierzę, że tekst angielski mówi o "istnieniu, które jest źródłem ingerencji w losy ludzkości", a potem dodawał "...
i w losy świata". Podejrzewam autora o bardziej zrozumiałe poglądy: że Bóg jest przyczyną tego, że człowiek istnieje.
I że istnieje świat. Nie mam nic przeciwko rozważaniom na temat istnienia, które jest przyczyną (źródłem) tego, że Bóg ingeruje w świat i w ludzkie losy. Ale tekst tego nie mówi.


>>>>Nigdy nie chwaliłem się tu swoją znajomością języków, tak jak Pan Elasp - wprost odwrotnie podkreślałem,
że uważam ją za mnie niesatysfakcjonującą.
>Sądzę, że omyłki pisarskie zdarzają się każdemu, z doświadczenia wiem, że zdecydowanie częściej, niż możnaby przypuszczać.
Tak pomyłki wszystkim ludziom zdarzają się nader często, ale tu nie o żadnej pomyłce nie jest mowa. To Pan Elasp
pouczał mnie jak powinienem to zdanie przetłumaczyć i co najistotniejszego z angielskiego oryginału pominąłem - "transcendents"!

>>>>Ewidentne wykazanie panu Elaspowi nieuctwa, matactwa, kręcenia i zwyczajnych kłamstw pokrywanych próbami chamskich, złośliwych dyskredytacji swoich oponentów, wcale nie jest takie trudne. Tyle tylko, że jest to działanie bezowocne, gdyż to jest typowy katolicki moralista, czyli człowiek całkowicie pozbawiony honoru. Który nic sobie nie robi z przeróżnych tu kompromitacji.
>Prawie całkowicie, się zgadzam, ale tu - w tym konkretnym temacie z tym "transcenduje" jeszcze nie mam pewności.
Miałem już prawie tak na 99,9% pewność, gdy Pan Elasp wytknął mi pomyłkę i dokładnie sprawdziłem, że bredzi, gdyż słabo zna angielski, a i polskim językiem filozoficzno-teologicznym ma kłopoty, ale na wszelki wypadek skorzystałem
z "telefonu do przyjaciela", tak naprawdę to e-maila. Natomiast jak zawsze powtarzam nie należy wierzyć nikomu - nawet Bogusławskiemu. Trzeba sprawdzać wszystkich!

@@@
maceox (6766 punktów)
>[...] Mnie, gdy ją tak na szybko przetłumaczyłem też się podobała, ale gdy normalnie do druku bym ją oddawał, to ją bym bardziej wycyzelował, a teraz to specjalnie aby mu swoją propozycją nie sugerować tłumaczenia to wysłałem Pańską wraz transcendowaniem, do której się odniósł:

Cytat:
[...] Nie zgadza się to z tłumaczeniem, które Pan podał [czyli właśnie z moją - maceoxa - propozycją]: "wiara w istnienie boga lub bogów; w szczególności: wiara w istnienie jednego Boga postrzegane jako źródło twórczej ingerencji w losy ludzkości i świata, który transcenduje świat będąc jednocześnie jego immanentną częścią"

Wydaje mi się, że chodzi o postrzeganie "Boga jako źródła", a nie postrzeganie "istnienia Boga jako źródła" (zatem "wiara w Boga postrzeganego jako", a nie "wiara w istnienie Boga, które jest postrzegane jako") - źródłem jest dla autora Bóg, a nie jego istnienie.
Nie wierzę, że tekst angielski mówi o "istnieniu, które jest źródłem ingerencji w losy ludzkości", a potem dodawał "... i w losy świata". Podejrzewam autora o bardziej zrozumiałe poglądy: że Bóg jest przyczyną tego, że człowiek istnieje.
I że istnieje świat. Nie mam nic przeciwko rozważaniom na temat istnienia, które jest przyczyną (źródłem) tego, że Bóg ingeruje w świat i w ludzkie losy. Ale tekst tego nie mówi.


Tak, praktyka czasem szybciej nas weryfikuje, niż byśmy sobie tego życzyli. Trafiła mi się omyłka - zamiast słowa "postrzeganego" umieściłem w mej propozycji (którą Pan wysłał do Pańskiego kolegi) słowo "postrzegane", co zmieniło gramatykę zdania i wskutek tego również jego sens. Zamiast "Boga postrzeganego jako ..." wyszło "istnienie postrzegane jako...", a Pański ekspert to właśnie uchwycił i wypunktował w swym uzasadnieniu.

Żałuję tej omyłki, gdyż gdyby nie ona, to może istniała szansa, by poznać opinię - być może wraz z uzasadnieniem - Pańskiego kolegi w kwestii, która mnie tu trochę bardziej interesowała (czy błędne jest użycie słowa "transcenduje").
26-11-2014 13:12 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Cytat:
Pan Elasp:
> Gdzie w tłumaczeniu odpowiednik "transcendents"?
Bogusławski do p. Elaspa:
Pański cytat: "belief in the existence of a god or gods; specifically : belief in the existence of one God viewed as the creative source of the human race and the world who transcends yet is immanent in the world"
Jak widać w zacytowanym przez Pana zdaniu nie ma terminu "transcendents", czyli transcendentny tylko jest słowo "transcends" (yet), które znaczy przekraczać, przewyższać, prześcigać, górować. Więc gdzie miałbym wetknąć tą Pańską transcendentność? www.racjon(*)m.php/s,640997/z,0/d,5#w643167

Cytat:
Panie Macieju, najlepszym dowodem Pańskiej racji jest brak przetłumaczenia całego zdania przez pana Elaspa: "(...)",
w którym słowo o które się upomina "transcendents" jednak nie występuje.
Transcendowanie, to jest przekraczanie swojego bytu. Bóg przekraczający swój byt jest z punktu widzenia teologii całkowitą bzdurą. Natomiast w angielskim tekście nie ma nic o transcendentności Boga wobec świata.
Bóg czyni różne cuda niewidy i wszystko w tej konwencji jest możliwe, ale tu mówimy o konkretnym przekładzie angielskiego zdania.
www.racjon(*)m.php/s,640997/z,0/d,7#w643295

______________________

>Trafiła mi się omyłka - zamiast słowa "postrzeganego" umieściłem w mej propozycji (którą Pan wysłał do Pańskiego kolegi) słowo "postrzegane", co zmieniło gramatykę zdania i wskutek tego również jego sens. Zamiast "Boga postrzeganego jako ..." wyszło "istnienie postrzegane jako...", a Pański ekspert to właśnie uchwycił i wypunktował w swym uzasadnieniu.
To Pański ból. Proponuję też "telefon do przyjaciela" Przecież zna Pan ludzi dobrze posługujących się angielskim. Dla mnie wszelkie pomyłki są rzeczą ludzką i dopuszczalną, głupotą jest tylko uporczywe nie przyznawanie się do nich. Matactwa, kręcenie oraz kłamstwa, a gdy to nie pomoże, to wyciąganie Panu zmyślonego "dziadka w Wermachcie".

>Żałuję tej omyłki, gdyż gdyby nie ona, to może istniała szansa, by poznać opinię - być może wraz z uzasadnieniem - Pańskiego kolegi w kwestii, która mnie tu trochę bardziej interesowała (czy błędne jest użycie słowa "transcenduje").
A mnie ona (w tym kawałku) zupełnie nie tu interesuje. Uważam propozycję profesjonalnego tłumacza za lepszą, choć Pańska (z drobną poprawką p. Elaspa) też jakoś specjalnie mnie nie drażni.

Natomiast istotą tego sporu było i jest nadal, właśnie "transcendowanie", o ile nie nawet "transcendentność".
Co byłoby w tym tłumaczeniu całkowitą bzdurą, a której umieszczenia w tym tłumaczeniu domagał się pan Elasp. Jednocześnie zarzucając mi niezrozumienie angielskiego oryginału, a co ewidentnie wykazało, po raz enty, jego słabą znajomość języka angielskiego.
_______________

PS.
- przetłumaczyłbym bez specjalnych przygotowań na: wiara w istnienie boga lub bogów; w szczególności: wiara w istnienie jednego Boga, postrzeganego jako "twórcze źródło" (czyli po prostu: "twórca, źródło istnienia, przyczyna, przyczyna istnienia") rodzaju ludzkiego i świata, a który przekracza świat, a jednocześnie znajduje się wewnątrz świata.

Nie zgadza się to z tłumaczeniem, które Pan podał: "wiara w istnienie boga lub bogów; w szczególności: wiara w istnienie jednego Boga postrzegane jako źródło twórczej ingerencji w losy ludzkości i świata, który transcenduje świat będąc jednocześnie jego immanentną częścią"
W moim odbiorze z tym "transcendowaniem", to złapał się Pan na sugestywność pana Elaspa, a w oryginale tego terminu
po prostu nie ma i nie ma też żadnej potrzeby aby go wciskać na siłę w polskie tłumaczenie.

@@@
.
maceox (6766 punktów)
>>Trafiła mi się omyłka - zamiast słowa "postrzeganego" umieściłem w mej propozycji (którą Pan wysłał do Pańskiego kolegi) słowo "postrzegane", co zmieniło gramatykę zdania i wskutek tego również jego sens. Zamiast "Boga postrzeganego jako ..." wyszło "istnienie postrzegane jako...", a Pański ekspert to właśnie uchwycił i wypunktował w swym uzasadnieniu.
>To Pański ból.
Tak, a konkretnie moim bólem jest to, że nie zachowałem dostatecznej uwagi i zwyczajnie przekleiłem ten błąd z Pańskiego pierwotnego tlumaczenia tej definicji. Pański przyjaciel nam to - i tylko to - bardzo dokładnie wyłuszczył w swoim wyjaśnieniu, a na forum wcześniej już poprawił to Elasp.

>Proponuję też "telefon do przyjaciela" Przecież zna Pan ludzi dobrze posługujących się angielskim.
Gdy ja właśnie "zadzwoniłem" do przyjaciela - przy czym wybrałem Pana - jako autora przekładu, od którego zaczęła się rozmowa.

>Dla mnie wszelkie pomyłki są rzeczą ludzką i dopuszczalną, głupotą jest tylko uporczywe nie przyznawanie się do nich. Matactwa, kręcenie oraz kłamstwa, a gdy to nie pomoże, to wyciąganie Panu zmyślonego "dziadka w Wermachcie".
Zgadzam się tu z Panem i ja się do błędu przyznałem.

>>Żałuję tej omyłki, gdyż gdyby nie ona, to może istniała szansa, by poznać opinię - być może wraz z uzasadnieniem - Pańskiego kolegi w kwestii, która mnie tu trochę bardziej interesowała (czy błędne jest użycie słowa "transcenduje").
>A mnie ona (w tym kawałku) zupełnie nie tu interesuje. Uważam propozycję profesjonalnego tłumacza za lepszą, choć Pańska (z drobną poprawką p. Elaspa) też jakoś specjalnie mnie nie drażni.

"Choć Pańska (z drobną poprawką p. Elaspa) też jakoś specjalnie mnie nie drażni?"
Wiara w istnienie boga lub bogów; w szczególności: wiara w istnienie jednego Boga postrzeganego jako źródło twórczej ingerencji w losy ludzkości i świata, który transcenduje świat będąc jednocześnie jego immanentną częścią.
Pana nie drażni?

Nie wiem, czy wszystko dobrze zrozumiałem, gdyż nie znam angielskiego w stopniu, który by mnie zadowalał, ani nie jestem religioznawcą. Zajmuję się zawodowo tłumaczeniami, ale mi również zdarzają się omyłki, a także zdarza mi się czegoś nie zrozumieć.
Jednak wydaje mi się, że jakoś zrozumiałem Pańskie uzasadnienie odejścia od dosłowności ("przenika"), a także oczywiście akceptuję wybór Pańskiego przyjaciela ("przekracza").
Skoro moja propozycja poprawiona przez Elaspa Pana nie drażni ("transcenduje"), to ja nie mam nic przeciwko, żeby juz zamknąć ten temat.

"Transcendowanie" pozostaje dla mnie zagadką, ale nie musimy tu wyjasniać wszystkiego.

> Natomiast istotą tego sporu było i jest nadal, właśnie "transcendowanie", o ile nie nawet "transcendentność".Co byłoby w tym tłumaczeniu całkowitą bzdurą, a której umieszczenia w tym tłumaczeniu domagał się pan Elasp. Jednocześnie zarzucając mi niezrozumienie angielskiego oryginału, a co ewidentnie wykazało, po raz enty, jego słabą znajomość języka angielskiego.
Przepraszam, to był Pański spór z Elaspem, ja chciałem tylko porozmawiać na temat konkretnego tłumaczenia konkretnej definicji i trochę się przy okazji dowiedziałem.

Cieszę się, że znowu porozmawialiśmy, bo wcześniej przez pewien czas byłem nieaktywny, a nawet gdy teraz jestem aktywny, to mam wrażenie, że zamiast racjonalnych rozmów na forum panują głupie pyskówki.

[...] który transcenduje świat będąc jednocześnie jego immanentną częścią"
>W moim odbiorze z tym "transcendowaniem", to złapał się Pan na sugestywność pana Elaspa, a w oryginale tego terminu
>po prostu nie ma i nie ma też żadnej potrzeby aby go wciskać na siłę w polskie tłumaczenie.
Jednak nie jestem pewien, czy dobrze to rozumiem, a raczej nawet jednak chyba nie rozumiem - ale - jak napisałem -nie wszystko musimy tu wyjaśniać do samego końca. Przepraszam, ale to dla mnie za skomplikowane.

Pozdrawiam
26-11-2014 15:28 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Jednak nie jestem pewien, czy dobrze to rozumiem, a raczej nawet jednak chyba nie rozumiem...

Tu nie ma nic do rozumienia. "Przekraczać" to słowo po prostu szersze i bardziej pospolite niż "transcendować", które ma znaczenie takie jak "przekraczać", tyle że jest, jak Pan słusznie zauważył, używane właśnie w kontekstach filozoficznych i teologicznych, oznacza tam w szczególności przekraczanie nieco bardziej abstrakcyjnych granic. Przecież powiemy, że ktoś przekracza granicę rosyjsko-ukraińską, ale nie powiemy, ze transcenduje tę granicę. Natomiast o Bogu jak najbardziej można powiedzieć, że transcenduje świat, i taka też myśl jest zawarta w anglojęzycznej definicji teizmu. O wiele lepiej (przynajmniej według mnie) brzmi stwierdzenie: "Bóg transcenduje świat" niż stwierdzenie: "Bóg przekracza świat", które zanadto kojarzy się (przynajmniej mnie) z dosłownie rozumianym przekraczaniem. Cezar przekroczył Rubikon, natomiast Bóg transcenduje świat.

Niech Pan pożyczy sobie dowolną książkę z filozofii religii, a będzie tam od groma stwierdzeń mówiących o tym, że Bóg transcenduje świat, że jest transcendentny w stosunku do świata, itp. A i co nieco o transcendentaliach też się znajdzie.

26-11-2014 18:47 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
> Niech Pan pożyczy sobie dowolną książkę z filozofii religii, a będzie tam od groma stwierdzeń mówiących o tym, że Bóg transcenduje świat, że jest transcendentny w stosunku do świata, itp.
I znowu matactwa i krętactwa. Tu nie mówimy ani o literaturze religijnej, ani o transcendowaniu czy transcendentności tylko o przełożeniu konkretnego zdania z angielskiego na polski.

@@@
.
26-11-2014 19:17 
 Ocena 3 na 3
Elasp (6859 punktów)

>I znowu matactwa i krętactwa. Tu nie mówimy ani o literaturze religijnej, ani o transcendowaniu czy transcendentności tylko o przełożeniu konkretnego zdania z angielskiego na polski.

Taką uwagę może poczynić dziecko, co ma 6 lat. Pozostaje mi zatem wytłumaczyć Panu jak dziecku: Czy gdyby była to definicja granicy ciągu (tyle że po angielsku), to też nie zerknąłby Pan do podręcznika matematyki, bo by przecież chodziło o "przełożenie konkretnego zdania z angielskiego na język polski"? "Konkretne zdanie" może wiązać się z jakąś dyscypliną, tym bardziej, że tu chodzi właśnie o definicję terminu technicznego ("teizm"). Definicja teizmu wiążę się z filozofią religii, tak jak definicja granicy ciągu wiąże się z matematyką. Nie można dobrze przetłumaczyć angielskojęzycznej definicji granicy c. jeżeli się nie zna matematyki. Nie można dobrze przetłumaczyć definicji teizmu, jeżeli się nie zna filozofii religii i używanych przez nią pojęć. Paradoksalnie, widać to bardzo dobrze właśnie na przykładzie Pańskiego tłumaczenia.

Słowem, wypowiada się Pan jak człowiek, który tylko sporadycznie ma do czynienia ze słowem pisanym. Niech Pan może zostanie przy równie infantylnych ogólnikach w rodzaju "wiara ogranicza intelektualnie, a także moralnie - usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu". W ich przypadku może Pan nie odpowiadać za słowo i mówić, co ślina na język przyniesie. Nie ma Pan żadnej wiedzy religioznawczej, o filozoficznej nie wspominając, czego dowodzą m.in. Pańskie męki translatorskie.
26-11-2014 22:58 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
I znowu matactwa i krętactwa. Tu nie mówimy ani o literaturze religijnej, ani o transcendowaniu czy transcendentności tylko o przełożeniu konkretnego zdania z angielskiego na polski.
> Taką uwagę może poczynić dziecko, co ma 6 lat.
No tak, na takim poziomie, to Pan dyskurs wieść potrafi.

>Pozostaje mi zatem wytłumaczyć Panu jak dziecku: Czy gdyby była to definicja granicy ciągu (tyle że po angielsku), to też nie zerknąłby Pan do podręcznika matematyki, bo by przecież chodziło o "przełożenie konkretnego zdania z angielskiego na język polski"?
Mnie natomiast w stosunku do Pana nic nie pozostaje. Jest Pan zbyt ograniczony wiarą w słuszność własnych racji. Innym zainteresowanym polecam prześledzić cały ten wątek i samodzielnie dostrzec Pańskie sposoby matactwa i krętactw.

>"Konkretne zdanie" może wiązać się z jakąś dyscypliną, tym bardziej, że tu chodzi właśnie o definicję terminu technicznego ("teizm").
Nawet tu nie może, a wprost wiąże. Tylko co z tego.

>Definicja teizmu wiążę się z filozofią religii,
Tyle, iż my tu rozmawiamy o konkretnej przez Pana przywołanej definicji i tego co właśnie tam jest napisane, a napisane jest "wiara w istnienie boga lub bogów; w szczególności: wiara w istnienie jednego Boga, postrzeganego jako "twórcze źródło" (czyli po prostu:"twórca, źródło istnienia, przyczyna, przyczyna istnienia") rodzaju ludzkiego i świata, a który przekracza świat, a jednocześnie znajduje się wewnątrz świata". (Gdyż "transcends" to jednak: przekracza, przerasta, wykracza, a nie "transcenduje", jak Pan wmówić usiłuje.)

Dlatego inne tłumaczenia są tylko interpretacją wykraczającą poza bezpośrednie tłumaczenie. Tu uważam, że moja interpretacja, choć dokonana, "tak na szybko, bez większego zastanowienia", lepiej oddawała rzeczy sens niż Pańska.

Pan zaś poza mizernymi próbami zdezawuowania mojego tłumaczenia nie przedstawił tu żadnych argumentów, iż Pańskie tłumaczenie (którego zresztą Pan nie podał) jest lepsze, a wiec optymalność naszych tłumaczeń pozostaje kwestią wiary. Pan wierzy w swoją, a ja w mojego tłumacza lub w moją. (Raczej w tłumacza, gdyż to profesjonalista.)

>Nie można dobrze przetłumaczyć definicji teizmu, jeżeli się nie zna filozofii religii i używanych przez nią pojęć. Paradoksalnie, widać to bardzo dobrze właśnie na przykładzie Pańskiego tłumaczenia.
Pisuje Pan tu już długo i sporą część Pańskich wywodów zajmuje samochwalenie oraz chamska, złośliwa dyskretyzacja wszystkich Pańskich oponentów. Chwali się Pan ogromną wszechstronną erudycją, tak, iż we własnych oczach to wprost za omnibusa Pan tu robi, tylko szkoda, że tak mało osób podziela z Panem to zdanie.

Ja też pisuję tu długo i wielokrotnie wypowiadałem się na tematy filozoficzne czy teologiczne. Dlatego sprawdzenie poprzez wyszukiwarkę czy reprezentuję jakąś tam wiedzę w tej problematyce, dla ciekawego inteligentnego czytelnika nie stanowi problemu.

> Słowem, wypowiada się Pan jak człowiek, który tylko sporadycznie ma do czynienia ze słowem pisanym. Niech Pan może zostanie przy równie infantylnych ogólnikach w rodzaju "wiara ogranicza intelektualnie, a także moralnie - usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu".

>W ich przypadku może Pan nie odpowiadać za słowo i mówić, co ślina na język przyniesie. Nie ma Pan żadnej wiedzy religioznawczej, o filozoficznej nie wspominając, czego dowodzą m.in. Pańskie męki translatorskie.
Ależ oczywiście Pan Elasp na podstawie internetowych danych już to stwierdził, iż ja mogę się tylko wypowiadać jako ubowiec i działacz ursynowskiego SLD, który powinien usatysfakcjonowany emeryturą zamknąć gębę i pozwolić tu rozwinąć skrzydła jedynemu prawdziwemu racjonaliście Panu Elaspowi.

Tak, to jest dokładnie cały Pański poziom i intelektualny i kulturalny, a nikt siebie nie przeskoczy. Tylko poza lawinami inwektyw, wyzwisk, obelg, chamską złośliwą dyskredytacją ma Pan poważne kłopoty z merytorycznymi odpowiedziami i wtedy to najczęściej nie wykracza Pan poza: www.youtube.com/watch?v=el3tXzn_hqs

@@@
.
26-11-2014 18:40 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Trafiła mi się omyłka - zamiast słowa "postrzeganego" umieściłem w mej propozycji (którą Pan wysłał do Pańskiego kolegi) słowo "postrzegane", co zmieniło gramatykę zdania i wskutek tego również jego sens. Zamiast "Boga postrzeganego jako ..." wyszło "istnienie postrzegane jako...", a Pański ekspert to właśnie uchwycił i wypunktował w swym uzasadnieniu.
A mnie ona (w tym kawałku) zupełnie nie tu interesuje. Uważam propozycję profesjonalnego tłumacza za lepszą,
choć Pańska
(z drobną poprawką p. Elaspa) też jakoś specjalnie mnie nie drażni.
Jak widzę są trudności z komunikatywnością. Szczególnie, gdy ktoś nie chce zrozumieć. Mnie przynajmniej się wydaje,
że tu gdy napisałem "w tym kawałku", to kawałek dotyczył słowa "postrzeganego". (Uwaga p. Elaspa też dotyczyła "postrzeganego", a nie czegoś innego.)

>Żałuję tej omyłki, gdyż gdyby nie ona, to może istniała szansa, by poznać opinię - być może wraz z uzasadnieniem - Pańskiego kolegi w kwestii, która mnie tu trochę bardziej interesowała (czy błędne jest użycie słowa "transcenduje").
Przecież to już tu kilkakrotnie tłumaczyłem: Tłumaczenie to interpretacja znaczenia tekstu napisanego w języku źródłowym i stworzenie odpowiednika przekazującego to samo znaczenie w języku docelowym. Z czego jednoznacznie wynika,
iż użycie słowa "transcenduje" błędem nie jest i jest dokładnie tak samo uprawnione jak i moje tłumaczenie:
wiara w istnienie boga lub bogów; w szczególności: wiara w istnienie jednego Boga postrzegane jako źródło twórczej ingerencji w losy ludzkości i świata, który przenika wszelkie substancje w świecie i jest jego immanentną częścią. Ale też nie bardziej, tylko właśnie tak samo.
synonim.net/synonim/przenikać
synonim.net/synonim/substancja
(Oczywiście synonimy nie wyczerpują całej siatki znaczeniowej tylko ją nam przybliżają.)


Gdyż za każdym razem jest interpretacja tłumacza zależna od wyczucia oryginału i znajomości języka, na który się przekłada. Ja wybrałem taką interpretację, Pan Elasp może wybrać swoją. Tyle tylko, że to nie ja napadłem na p. Elaspa,
który nawet dotychczas nie przedstawił tu swojej wersji, tylko on na mnie i to on pouczał mnie jak powinienem to zdanie przetłumaczyć i co najistotniejsze i najśmieszniejsze z pretensją, że z angielskiego oryginału pominąłem - "transcendents"!

Nie zgadzam się z interpretacją tego zdania przez p. Elaspa, choć oczywiście można tam było włożyć tu bardziej trywialne, choć poprawne, "przekraczanie" ("który przekracza świat, a jednocześnie znajduje się wewnątrz świata"), które zresztą przy słownikowym czy Googlowskim tłumaczeniu samo się nasuwa, ale całkowicie świadomie znając trochę teologię i polskie słowniki wybrałem bardziej subtelną formę "przenikania substancji świata", gdyż "substancja" w teologii, to trochę szersze pojęcie niż "wszystko co realne/fizyczne", czyli rzeczywiście istniejacy świat, a określenie "przekraczanie substancji" byłoby bzdurne.

Można tam też było wetknąć "transcendowanie", którego tam po prostu nie ma, ale w języku polskim synonimy "transcendowania", to: przeinaczanie, przekraczanie, przewyższanie, wykraczanie.
Zaś synonimy słowa "przekraczanie" to: bezprawnie wchodzić, bezprawnie wkraczać, ciągnąć się, deptać, docierać, gwałcić, łamać, mijać, nadużywać, naruszać, pogwałcać, pokonywać, przebiegać, przebijać się, przebywać, przechodzić, przeciągać, przecinać, przeciskać się, przedostawać się, przedostawać się przez coś, przedzierać się, przegryzać się, przejeżdżać, przejść, przekopywać się, przekradać się, przelatywać, przełazić, przemierzać, przemieszczać się, przemykać, przenikać, przenosić, przenosić się, przepływać, przeprawiać się, przepychać się, przerastać, przerąbywać się, przesadzać, przesmykiwać się, przestępować, przesuwać się, prześlizgiwać się, przetaczać się, przetłaczać się, przewalać się, przewyższać, przewyższać coś, rozpychać się, sadzić, smykać, śmigać, transcendować, udawać się, wchodzić, wkraczać, wmaszerowywać, wstępować, wychodzić poza ramy, wykraczać, wynieść więcej, występować, występować poza, występować poza coś, zakłócać,

>Gdy ja właśnie "zadzwoniłem" do przyjaciela - przy czym wybrałem Pana - jako autora przekładu, od którego zaczęła się rozmowa.
No, ale gdy zupełnie mój wywód do Pana nie dociera, to trzeba szukać, gdzie indziej.

>Pana nie drażni?
Nie, choć uważam użycie tu terminu "transcenduje" za nieuzasadnione. Wolę swoje, ale najbardziej profesjonalnego tłumacza. On z tego żyje, więc raczej wie co robi, a tłumaczy głównie książki religijne lub dokumenty dla Kościołów.

>"Transcendowanie" pozostaje dla mnie zagadką, ale nie musimy tu wyjaśniać wszystkiego.
Ale ja bardzo chętnie porozmawiam o transcendowaniu, tylko już nie w kontekście tego zdania lub zdania p. Elaspa.

>Przepraszam, to był Pański spór z Elaspem, ja chciałem tylko porozmawiać na temat konkretnego tłumaczenia konkretnej definicji i trochę się przy okazji dowiedziałem.
Przecież Pan się w ten spór włączył i zajął stanowisko, a więc nie był Pan tu osobą postronną. Tyle, iż jest to możliwe,
że pan Elasp używa celniejszych argumentów.

>Cieszę się, że znowu porozmawialiśmy, bo wcześniej przez pewien czas byłem nieaktywny, a nawet gdy teraz jestem aktywny, to mam wrażenie, że zamiast racjonalnych rozmów na forum panują głupie pyskówki.
Tak, to już zdecydowanie nie jest to samo forum, które było rok temu.

@@@
.
01-12-2014 13:28 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
Panie Andrzeju,

nie chciałem koniecznie wracać do tego tematu, ale przeczytałem po paru dniach naszą rozmowę od poniższego wpisu:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,640660#w644149
i jednak mnie tu coś razi w Pańskich wypowiedziach. Usiłowałem na to zwrócić uwagę i gdy to czyniłem, to wydawało mi się, że mogłem być niedelikatny, ale teraz sądzę, że delikatny chyba byłem za bardzo.

Chodzi tu o opinię Pańskiego kolegi:

Zdanie
belief in the existence of a god or gods; specifically : belief in the existence of one God viewed as the creative source of the human race and the world who transcends yet is immanent in the world

- przetłumaczyłbym bez specjalnych przygotowań na: wiara w istnienie boga lub bogów; w szczególności: wiara w istnienie jednego Boga, postrzeganego jako "twórcze źródło" (czyli po prostu: "twórca, źródło istnienia, przyczyna, przyczyna istnienia") rodzaju ludzkiego i świata, a który przekracza świat, a jednocześnie znajduje się wewnątrz świata

Nie zgadza się to z tłumaczeniem, które Pan podał: "wiara w istnienie boga lub bogów; w szczególności: wiara w istnienie jednego Boga postrzegane jako źródło twórczej ingerencji w losy ludzkości i świata, który transcenduje świat będąc jednocześnie jego immanentną częścią"

Wydaje mi się, że chodzi o postrzeganie "Boga jako źródła", a nie postrzeganie "istnienia Boga jako źródła" (zatem "wiara w Boga postrzeganego jako", a nie "wiara w istnienie Boga, które jest postrzegane jako") - źródłem jest dla autora Bóg,
a nie jego istnienie.

Nie wierzę, że tekst angielski mówi o "istnieniu, które jest źródłem ingerencji w losy ludzkości", a potem dodawał "...
i w losy świata". Podejrzewam autora o bardziej zrozumiałe poglądy: że Bóg jest przyczyną tego, że człowiek istnieje.
I że istnieje świat. Nie mam nic przeciwko rozważaniom na temat istnienia, które jest przyczyną (źródłem) tego, że Bóg ingeruje w świat i w ludzkie losy. Ale tekst tego nie mówi.


Pański kolega wyjaśnił, dlaczego w tłumaczeniu, o które pytałem niepoprawny jest wyraz "postrzegane" i tylko tego elementu dotyczyło całe uzasadnienie jego opinii. Co do pozostałych elementów tłumaczenia zwyczajnie nie poznaliśmy jego stanowiska.

Tymczasem Pan jeszcze przez kilka postów usiłował tu wykazywać (chociażby poprzez podkreślenia wyrazów), że jego słowa "nie zgadza się to z tłumaczeniem, które Pan podał" odnosiły się również do słowa "transcenduje". Jednak z lektury całego tekstu Pańskiego kolegi - wraz z uzasadnieniem - nijak to nie wynika. Gdyby Pański kolega chciał wskazać, że "transcenduje" się nie zgadza, to by coś na ten temat napisał (tak jak to zrobił w przypadku słowa "postrzegane").

Wysoko stawiamy poprzeczkę naszym rozmówcom, a w szczególności nie akaceptujemy kręcenia i mataczenia i sądzę, że wobec siebie powinniśmy stosować te same wymagania. I tylko dlatego wracam jeszcze do tego wątku.

Pozdrawiam
01-12-2014 14:07 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Wysoko stawiamy poprzeczkę naszym rozmówcom, a w szczególności nie akaceptujemy kręcenia i mataczenia i sądzę, że wobec siebie powinniśmy stosować te same wymagania. I tylko dlatego wracam jeszcze do tego wątku.
To zależy kto komu, gdzie ustawia poprzeczkę. Ja ustawiam ją tu na poziomie minimum zrozumienia i minimum kultury. Wyższy poziom uzyskuję tylko, z niektórymi rozmówcami. Szkoda, że ich ilość na naszym forum teraz się tak drastycznie zmniejsza.

Mogę wrócić do tej rozmowy, ale tylko wtedy, gdy zechce Pan poświęcić trochę czasu i postara się ze zrozumieniem przeczytać moje wypowiedzi w tej sprawie. Moim zdaniem wyjaśniłem tu już na ten temat wszystko - łącznie z tym
co teraz Pan próbuje jeszcze raz podnieść - a młócenie dokładnie przemłóconej słomy jest pozbawione sensu.

Pozdrawiam

@@@
.
01-12-2014 15:07 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
Po ponownej lekturze naszych wpisów - ze zrozumieniem na jakie mnie stać - chciałem dzisiaj tylko mocniej podkreslić sprawę, która w tej rozmowie jakoś mnnie jednak trochę drażniła, a która jest związana z - jakiś czas temu poruszaną na forum - kwestią uczciwości intelektualnej (nawet jeśli pod koniec rozmowy meritum wyjaśniło się tak dalece, że nie mam potrzeby, by do niego powracać).

Wyraziłem, co chciałem i teraz zgadzam się z Panem, że:
>młócenie dokładnie przemłóconej słomy jest pozbawione sensu.

Pozdrawiam
01-12-2014 17:28 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Wróćmy zatem do poprzedniej wypowiedzi do Pana skierowanej:
Przecież to już tu kilkakrotnie tłumaczyłem: Tłumaczenie to interpretacja znaczenia tekstu napisanego w języku źródłowym i stworzenie odpowiednika przekazującego to samo znaczenie w języku docelowym.

Z czego jednoznacznie wynika, iż użycie słowa "transcenduje" błędem nie jest i jest dokładnie tak samo uprawnione
jak i moje tłumaczenie:
wiara w istnienie boga lub bogów; w szczególności: wiara w istnienie jednego Boga postrzegane jako źródło twórczej ingerencji w losy ludzkości i świata, który przenika wszelkie substancje w świecie i jest jego immanentną częścią. Ale też nie bardziej, tylko właśnie tak samo. (...) Gdyż za każdym razem jest interpretacja tłumacza zależna od wyczucia oryginału i znajomości języka, na który się przekłada. Ja wybrałem taką interpretację,
Pan Elasp może wybrać swoją. Tyle tylko, że to nie ja napadłem na p. Elaspa, który nawet dotychczas nie przedstawił tu swojej wersji, tylko on na mnie i to on pouczał mnie jak powinienem to zdanie przetłumaczyć i co najistotniejsze
i najśmieszniejsze z pretensją, że z angielskiego oryginału pominąłem - "transcendents"!

Nie zgadzam się z interpretacją tego zdania przez p. Elaspa, choć oczywiście można tam było włożyć tu bardziej trywialne, choć poprawne, "przekraczanie" ("który przekracza świat, a jednocześnie znajduje się wewnątrz świata"), które zresztą przy słownikowym czy Googlowskim tłumaczeniu samo się nasuwa, ale całkowicie świadomie znając
trochę teologię i polskie słowniki wybrałem bardziej subtelną formę "przenikania substancji świata", gdyż "substancja"
w teologii, to trochę szersze pojęcie niż "wszystko co realne/fizyczne", czyli rzeczywiście istniejący świat, a określenie "przekraczanie substancji" byłoby bzdurne.

Można tam też było wetknąć "transcendowanie", którego tam po prostu nie ma, ale w języku polskim synonimy "transcendowania", to: przeinaczanie, przekraczanie, przewyższanie, wykraczanie.
Zaś synonimy słowa "przekraczanie" to: (...)

Gdy ja właśnie "zadzwoniłem" do przyjaciela - przy czym wybrałem Pana - jako autora przekładu, od którego zaczęła
się rozmowa. [I podałem tam Pańską wersję: "który transcenduje świat będąc jednocześnie jego immanentną częścią",
ale on wybrał wersję bliższą angielskiemu oryginałowi i przetłumaczył: "a który przekracza świat, a jednocześnie znajduje się wewnątrz świata." , czyli transcendowanie - pomimo Pańskiej "podpowiedzi" odrzucił.] No, ale gdy zupełnie mój wywód do Pana nie dociera, to trzeba szukać, gdzie indziej.

>Pana nie drażni?
Nie, choć uważam użycie tu terminu "transcenduje" za nieuzasadnione. Wolę swoje, ale najbardziej profesjonalnego tłumacza. On z tego żyje, więc raczej wie co robi, a tłumaczy głównie książki religijne lub dokumenty dla Kościołów.
www.racjon(*).php/z,0/d,40/s,640660#w644359


>Po ponownej lekturze naszych wpisów - ze zrozumieniem na jakie mnie stać - chciałem dzisiaj tylko mocniej podkreslić sprawę, która w tej rozmowie jakoś mnnie jednak trochę drażniła, a która jest związana z - jakiś czas temu poruszaną na forum - kwestią uczciwości intelektualnej (nawet jeśli pod koniec rozmowy meritum wyjaśniło się tak dalece, że nie mam potrzeby, by do niego powracać).
Uważam, iż ludzi na pewnym poziomie intelektualnym i kulturalnym uczciwość intelektualna obowiązuje zawsze,
tak jak zawsze obowiązuje nas moralność i to pomimo tego, że zarówno jedno, jak i drugie pojęcie jest dosyć trudne w zdefiniowaniu.

Uważam, że gdy ktoś kręci, mataczy, czy wprost kłamie. Manipuluje, zniekształca, przeinacza, czy wyrywa kawałki czyiś wypowiedzi z kontekstu, dla osiągnięcia pozornego polemicznego zwycięstwa, to jest to nie tylko "nieuczciwość intelektualna - tu trzeba nazywać sprawy po imieniu. Jest zwyczajne łajdactwo intelektualne.

W moim poczuciu uczciwości intelektualnej wywody Pana Elaspa się nie mieszczą. Ja zaś staram się im nie sprzeniewierzać, gdy ktoś takie sprzeniewierze spostrzeże proszę o konkretną uwagę, gdzie i jak to zrobiłem.

>Wyraziłem, co chciałem i teraz zgadzam się z Panem, że:
młócenie dokładnie przemłóconej słomy jest pozbawione sensu.
Cieszę się!

Pozdrawiam.

@@@
.
01-12-2014 18:11 
 Ocena 2 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>W moim poczuciu uczciwości intelektualnej wywody Pana Elaspa się nie mieszczą. Ja zaś staram się im nie sprzeniewierzać
Elaspowym wywodom?
.
01-12-2014 18:53 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>gdy ktoś takie sprzeniewierze spostrzeże,
jak sobie drzemie na kaloryferze,

>proszę o konkretną uwagę,
wtedy wyjmę z Zakopca ciupagę,
a gdy będę mógł stwierdzić "zabiłem!",
szczegółowo zdam sprawę
>gdzie i jak to zrobiłem.

>młócenie dokładnie przemłóconej słomy jest pozbawione sensu,
dlatego truchełko sprzeniewierza dam wprost do kredensu.

Takim widokiem już teraz się napawam, toteż ogromnie
>Cieszę się!
i
>Pozdrawiam.
>@@@
01-12-2014 20:56 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
02-12-2014 10:21 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
Sądzę, że Pański wywód zrozumiałem, gdy opublikował go Pan tu po raz pierwszy i dlatego dyskusję co do meritum uznałem za zamkniętą już wówczas. Teraz to moje zrozumienie tylko się potwierdziło, więc dziękuję za dodatkowe wyjaśnienia.

>młócenie dokładnie przemłóconej słomy jest pozbawione sensu.
>Cieszę się!

Panie Andrzeju, poczułbym się głupio, gdybym zaczął tu racjonalistów pouczać. To trochę nie moja domena, bardziej godna upierdliwych trolli, którzy nic lepszego do roboty mają. A skoro merytorycznie nie są w stanie nic ciekawego zaprezentować, to wyrażają swoją osobowość poprzez podszczypywanie swych przeciwników, z czego na forum żyją. Dlatego ani tych przeciwników nie opuszczą, ani im nie odpuszczą. Czują się tu jak w domu bez klamek, a niektórzy z nich nigdy już stąd nie wyjdą. Można ich tylko obserwować i konstatować, do jakich odchyłów zdolny jest ludzki umysł.

Jeśli o mnie chodzi, to staram się działać przeciwnie do nich i w tym zakresie, w którym mi Pan Bóg rozumu nie poskąpił jakoś tam walczę o własne niezależne myślenie i krytyczny osąd rzeczywistości. Dlatego, gdy coś mi się w wywodach mych rozmówców nie podoba, to czasem to wyrażam, ale zdaję sobie sprawę z tego, że moja opinia również będzie oceniana.

Pozdrawiam serdecznie
02-12-2014 10:47 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)

>Panie Andrzeju, poczułbym się głupio, gdybym zaczął tu racjonalistów pouczać.
Mamy tu różnych racjonalistów.
Racjonalistów światopoglądowych, prawdziwych racjonalistów i chętnych racjonalistów. Dwa ostatnie przypadki,
to zawsze wszystko wiedzą najlepiej, innych pouczają i Panu już miejsca, w tym dziele, nie pozostawiają.

> To trochę nie moja domena, bardziej godna upierdliwych trolli, którzy nic lepszego do roboty mają. A skoro merytorycznie nie są w stanie nic ciekawego zaprezentować, to wyrażają swoją osobowość poprzez podszczypywanie swych przeciwników, z czego na forum żyją. Dlatego ani tych przeciwników nie opuszczą, ani im nie odpuszczą. Czują się tu jak w domu bez klamek, a niektórzy z nich nigdy już stąd nie wyjdą. Można ich tylko obserwować i konstatować, do jakich odchyłów zdolny jest ludzki umysł.
www.racjon(*).php/s,640660/z,0/d,41#w645202
www.racjon(*).php/s,640660/z,0/d,41#w645209
www.racjon(*).php/s,640660/z,0/d,41#w645240

Pozdrawiam.

@@@
.
02-12-2014 11:09 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Sądzę, że Pański wywód zrozumiałem, gdy opublikował go Pan tu po raz pierwszy i dlatego dyskusję co do meritum uznałem za zamkniętą już wówczas. Teraz to moje zrozumienie tylko się potwierdziło, więc dziękuję za dodatkowe wyjaśnienia.

Itd.

Jak Pan widzi z odpowiedzi Bogusławskiego (powyżej), Pańska samokrytyka została przyjęta. Ale na przyszłość proszę nie zadawać "panu Andrzejowi" niewygodnych pytań.
maceox (6766 punktów)
>>Sądzę, że Pański wywód zrozumiałem, gdy opublikował go Pan tu po raz pierwszy i dlatego dyskusję co do meritum uznałem za zamkniętą już wówczas. Teraz to moje zrozumienie tylko się potwierdziło, więc dziękuję za dodatkowe wyjaśnienia.
> Itd.
>Jak Pan widzi z odpowiedzi Bogusławskiego (powyżej), Pańska samokrytyka została przyjęta. Ale na przyszłość proszę nie zadawać "panu Andrzejowi" niewygodnych pytań.
Ja rozumiem, że dla Pana, jak się rozmówcy nie pyerdolnie młotkiem w czaszkę, to już inaczej nie da się podkreślić pozostania przy swoim stanowisku.

Napisałem przecież wyraźnie:
Cytat:
Pański wywód zrozumiałem, gdy opublikował go Pan tu po raz pierwszy i dlatego dyskusję co do meritum uznałem za zamkniętą już wówczas. Teraz to moje zrozumienie tylko się potwierdziło [...].

Skoro piszę, że potwierdziło się moje poprzednie stanowisko, to gdzie Pan tu widzi jakąś samokrytykę?
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Jak Pan widzi z odpowiedzi Bogusławskiego (powyżej), Pańska samokrytyka została przyjęta. Ale na przyszłość proszę nie zadawać "panu Andrzejowi" niewygodnych pytań.
Na przykład:
Gdzie w tłumaczeniu odpowiednik "transcendents"?
Gdzie w oryginale słowo "transcendents"?
Jest, proszę sprawdzić.
Założymy się?

I co? I nico?

@@@
.
02-12-2014 13:01 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>.
>>Jak Pan widzi z odpowiedzi Bogusławskiego (powyżej), Pańska samokrytyka została przyjęta. Ale na przyszłość proszę nie zadawać "panu Andrzejowi" niewygodnych pytań.
>Na przykład:
> Gdzie w tłumaczeniu odpowiednik "transcendents"?
>Gdzie w oryginale słowo "transcendents"?
> Jest, proszę sprawdzić.
> Założymy się?

>I co? I nico?
Ależ Pan Elasp samokrytykę już był złożył.

Elasp:
Za mocno wpływa na mnie filozofia Kanta, gdzie stale mówi się o transcendentalności, a i pisałem pospiesznie.


To filozofia Kanta jest winna.
02-12-2014 14:01 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Jak Pan widzi z odpowiedzi Bogusławskiego (powyżej), Pańska samokrytyka została przyjęta. Ale na przyszłość proszę nie zadawać "panu Andrzejowi" niewygodnych pytań.
Na przykład:
Gdzie w tłumaczeniu odpowiednik "transcendents"?
Gdzie w oryginale słowo "transcendents"?
Jest, proszę sprawdzić.
Założymy się?

I co? I nico?
_______________

>Ależ Pan Elasp samokrytykę już był złożył.
Mayolina, przecież wiesz o co mi chodzi, jakkolwiek faktycznie popełniłem literówkę. Chodzi mi oczywiście o odpowiednik "transcends" występującego w oryginale, czyli oczywiście 3 os. l.p. od czasownika "to transcend". Za mocno wpływa na mnie filozofia Kanta, gdzie stale mówi się o transcendentalności, a i pisałem pospiesznie. Nawet p. Fizyk popełnił niedawno ten sam błąd. Nie zmienia to jednak postaci rzeczy, tzn. sensu mojego pytania.

Pytam: gdzie w tłumaczeniu Bogusławskiego odpowiednik "transcends", czyli owej 3. os. lp. od "to transcend"?

belief in the existence of a god or gods; specifically : belief in the existence of one God viewed as the creative source of the human race and the world who transcends yet is immanent in the world


>To filozofia Kanta jest winna.
Jaką samokrytykę, to zwyczajne kręcenie i zwalanie na starego Kanta winy za to, że panu Elaspowi się wszystko pieprzy.
(I jeszcze zaraz on nam napisze, iż postawiony przez siebie zakład wygrał, tylko go Kant trochę zmylił?)

>Pytam: gdzie w tłumaczeniu Bogusławskiego odpowiednik "transcends"?
Transcends - przekracza.

>czyli oczywiście 3 os. l.p. od czasownika "to transcend"
Tłumaczenia czasownika "to transcend":
przekraczać - exceed, cross, transgress, stride, surpass, transcend
przewyższać - exceed, surpass, excel, top, outdo, transcend
prześcigać - surpass, outmatch, outstrip, outdistance, beat, transcend
górować - transcend, excel, dominate, rise, tower, predominate


Czyli, że jak się już Panu Elaspowi z transcendentność z transcendowaniem popieprzyła, to chcę ją choć trochę przez "przekraczanie" jakoś tam zmanipulować. Można, ale to już - jak wyżej napisałem - tylko jego interpretacja, a nie dosłowny przekład. (Zresztą jego merytoryczne argumenty w tej sprawie wyczerpuje ten post.)

Pozdrawiam.

@@@
.
02-12-2014 13:46 
 Ocena 3 na 3
Elasp (6859 punktów)
>.
>>Jak Pan widzi z odpowiedzi Bogusławskiego (powyżej), Pańska samokrytyka została przyjęta. Ale na przyszłość proszę nie zadawać "panu Andrzejowi" niewygodnych pytań.
>Na przykład:
>[url=http://www.racjonalista.pl/forum.php/z,0/d,4/s,640997#w643087] Gdzie w tłumaczeniu odpowiednik "transcendents"?

Przecież był to lapsus calami (błąd z mojej strony) do którego się przyznałem w odpowiedzi udzielonej bodaj p. Mayolinie. Pan nadal nie dostrzega, że czasownik "to transcend" był użyty w angielskim zdaniu, a przecież o ten czasownik chodziło mi od samego początku. Zdążył to nawet dostrzec p. Maceox, ale przestraszył się, że narazi się pytaniem, dlaczego nie uwzględnił Pan formy tego czasownika (3 os. l.p) w swoim tłumaczeniu, stąd lizusowska samokrytyka p. Maceoxa. Doprawdy, dobraliście się Panowie jak w korcu maku, zgodnie z zasadą "wiódł ślepy kulawego".
02-12-2014 14:26 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Jak Pan widzi z odpowiedzi Bogusławskiego (powyżej), Pańska samokrytyka została przyjęta. Ale na przyszłość proszę nie zadawać "panu Andrzejowi" niewygodnych pytań.
Na przykład:
Gdzie w tłumaczeniu odpowiednik "transcendents"?
> Przecież był to lapsus calami (błąd z mojej strony) do którego się przyznałem w odpowiedzi udzielonej bodaj p. Mayolinie. Pan nadal nie dostrzega, że czasownik "to transcend" był użyty w angielskim zdaniu, a przecież o ten czasownik chodziło mi od samego początku.
Sam początek.
Sam koniec.

>Zdążył to nawet dostrzec p. Maceox,
A może to warto pozostawić panu Maciejowi opis tego co on dostrzegł. Mam wrażenie, iż on bez kłopotu potrafi swoje myśli wyartykułować.

>ale przestraszył się, że narazi się pytaniem, dlaczego nie uwzględnił Pan formy tego czasownika (3 os. l.p)
Pytał i mu to wyjaśniłem. Jak zresztą i Panu, ale do Pana poza własnymi projekcjami niewiele dociera.

>w swoim tłumaczeniu, stąd lizusowska samokrytyka p. Maceoxa. Doprawdy, dobraliście się Panowie jak w korcu maku, zgodnie z zasadą "wiódł ślepy kulawego".
Złośliwa chamska dyskredytacja wszystkich Pańskich oponentów, to stała i chyba jedyna metoda jaką Pan potrafi stosować w sporach, które Pan podejmuje. Ale rzeczywiście, przy reprezentowanym przez Pana poziomie wiedzy i sprawności intelektualnej, to już niewiele więcej Panu pozostało.

@@@
.
02-12-2014 20:50 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

Chyba szkoda czasu na wymianę zdań na takim poziomie.
03-12-2014 10:28 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Złośliwa chamska dyskredytacja wszystkich Pańskich oponentów, to stała i chyba jedyna metoda jaką Pan potrafi stosować w sporach, które Pan podejmuje. Ale rzeczywiście, przy reprezentowanym przez Pana poziomie wiedzy i sprawności intelektualnej, to już niewiele więcej Panu pozostało.
> Chyba szkoda czasu na wymianę zdań na takim poziomie.
Zdecydowanie tak.

@@@
.
03-12-2014 11:09 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)

>Przecież był to lapsus calami (błąd z mojej strony) do którego się przyznałem w odpowiedzi udzielonej bodaj p. Mayolinie.
Dla mnie to oczywiste, ale to nie dlatego nie posiada Pan zdolności moralnej koniecznej do wypowiadania się na tym forum.

>Pan nadal nie dostrzega, że czasownik "to transcend" był użyty w angielskim zdaniu, a przecież o ten czasownik chodziło mi od samego początku. Zdążył to nawet dostrzec p. Maceox, ale przestraszył się, że narazi się pytaniem, dlaczego nie uwzględnił Pan formy tego czasownika (3 os. l.p) w swoim tłumaczeniu,
Dobrze, pobawmy się zatem. Poproszę zatem szanownego Pana doktora, aby wytlumaczył Pan swoim pacjentom, na czym polega tu problem z formą czasownika (3 os. l.p).

>stąd lizusowska samokrytyka p. Maceoxa. Doprawdy, dobraliście się Panowie jak w korcu maku, zgodnie z zasadą "wiódł ślepy kulawego".
Widzi Pan różnica między mną a Panem polega między innymi na tym, że ja lubię racjonalistów i lubię z nimi rozmawiać. Czuję się tu dobrze i dlatego uczestniczę w rozmowach na forum. Czasem wchodzę również z niektórymi racjonalistami w ostre spory, ale staram się jednak nie przekraczać jakichś tam granic kultury i wycofuję się z nich, gdy nie widzę dalszego sensu ich prowadzenia.

Pan natomiast głęboko nienawidzi większości racjonalistów, co wręcz całkiem wprost Pan tu już wielokrotnie wyraził, przy czym przyczyną takiego stanu rzeczy są Pańskie wyobrażenia na ich temat. Wchodzi Pan na to forum prawie tylko po to, żeby innych obrażać (o czym świadczy chociażby właśnie dokładnie powyższy Pański wpis) i gdy Pan znajdzie sobie ofiarę, to już jej nie odpuści nigdy i zrobi wszystko, by ją przydybać na podstawie Pańskich urojeń (jak to było np. z oskarżeniem o współpracę z SB). Ale to już jest Pańskie hobby, Pański czas i Pańska sprawa.
26-11-2014 00:03 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Panie Macieju, najlepszym dowodem Pańskiej racji jest brak przetłumaczenia całego zdania przez pana Elaspa: "(...)",
w którym słowo o które się upomina "transcendents" jednak nie występuje.

>To była omyłka Elaspa...

Dobry dowcip. On nie wiem co wpierw dałby sobie obciąć niźli się do pomyłki przyznać. Cały czas tu kombinuje
jak stara szkapa pod górkę. Śmieszne to i żałosne, ale to takie typowe dla takich właśnie mentalności.
www.racjon(*).php/s,640660/z,0/d,39#w644191
www.racjon(*).php/z,0/d,39/s,640660#w644195

Pozdrawiam.

@@@
.
26-11-2014 19:02 
 Ocena 7 na 7
Fizyk (17637 punktów)
> ... czy tłumaczenie, o które pytałem - z uwzględnieniem poprawki Elaspa:
> "wiara w istnienie boga lub bogów; w szczególności: wiara w istnienie jednego Boga postrzeganego jako źródło twórczej ingerencji w losy ludzkości i świata, który transcenduje świat będąc jednocześnie jego immanentną częścią"
> jest błędne i dlaczego?

Według mnie tego zdania nie da się poprawnie przetłumaczyć. Aby zdanie poprawnie przetłumaczyć, to trzeba najpierw zrozumieć jego sens, a tutaj tego sensu nie ma. "Transcendencja" i "immanencja" to sprzeczne pojęcia wymyślone na użytek teologii, która nie potrafi wykaraskać się ze ślepej uliczki dualizmu. Rzekoma substacja duchowa miałaby być poza światem materialnym, a zarazem być w nim samym. To takie kombinowanie jak z dualizmu zrobić monizm, ale tak aby pozostał dualizmem. Logika typu 2 = 1 = 2. Coś podobnie jak 3 = 1.
26-11-2014 19:24 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Według mnie tego zdania nie da się poprawnie przetłumaczyć. Aby zdanie poprawnie przetłumaczyć, to trzeba najpierw zrozumieć jego sens...

O tym też mówię powyżej, w poście skierowanym do Bogusławskiego.

>...a tutaj tego sensu nie ma.

>"Transcendencja" i "immanencja" to sprzeczne pojęcia wymyślone na użytek teologii, która nie potrafi wykaraskać się ze ślepej uliczki dualizmu.

Pojęcia sprzeczne mają sens, ale nie mają desygnatu - niech Pan nie myli tych dwóch rzeczy. Sens wyrażeń "zimny wrzątek" i "kwadratowe koło" jest różny, pomimo że są to pojęcia wewnętrznie sprzeczne. Bezsensem jest wyrażenie "28slgnuuk", ale nie "kwadratowe koło" - wyrażenie to można bowiem przetłumaczyć na wiele innych języków.

>Rzekoma substancja duchowa miałaby być poza światem materialnym, a zarazem być w nim samym. To takie kombinowanie jak z dualizmu zrobić monizm, ale tak aby pozostał dualizmem. Logika typu 2 = 1 = 2. Coś podobnie jak 3 = 1.

Tak czy owak trzeba znać tę dyscyplinę, żeby wiedzieć o co chodzi, nawet jeżeli w grę wchodzą pojęcia sprzeczne, którymi się ta dyscyplina posługuje.
27-11-2014 09:57 
 Ocena 11 na 11
Fizyk (17637 punktów)
>> "Transcendencja" i "immanencja" to sprzeczne pojęcia wymyślone na użytek teologii, która nie potrafi wykaraskać się ze ślepej uliczki dualizmu.
> Pojęcia sprzeczne mają sens, ale nie mają desygnatu ...

Zgadzam się, że "Bóg" jest pojęciem pustym.

> Tak czy owak trzeba znać tę dyscyplinę, żeby wiedzieć o co chodzi ...

Ale nie zgadzam się, że studiowanie tej pustości powinno odbywać się na uniwersytetach.
27-11-2014 13:10 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Według mnie tego zdania nie da się poprawnie przetłumaczyć. Aby zdanie poprawnie przetłumaczyć, to trzeba najpierw zrozumieć jego sens...
>O tym też mówię powyżej, w poście skierowanym do Bogusławskiego.
O konieczności sensowności zdań powtarzam tu uparcie p. Elaspowi od dwóch lat, a p. Brzostowskiemu od ośmiu.

...a tutaj tego sensu nie ma.
>"Transcendencja" i "immanencja" to sprzeczne pojęcia wymyślone na użytek teologii,
>która nie potrafi wykaraskać się ze ślepej uliczki dualizmu.
Już kilkadziesiąt razy podawałem tu katolicką definicję Boga:
www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,618781#w618875
A z niej wynika, że to właśnie sprzeczność jest podstawą opisów (definicji) Boga.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,394583#w396342

>Pojęcia sprzeczne mają sens, ale nie mają desygnatu - niech Pan nie myli tych dwóch rzeczy. Sens wyrażeń "zimny wrzątek" i "kwadratowe koło" jest różny, pomimo że są to pojęcia wewnętrznie sprzeczne. Bezsensem jest wyrażenie "28slgnuuk", ale nie "kwadratowe koło"
www.racjon(*).php/s,635357/z,0/d,31#w638379

> - wyrażenie to można bowiem przetłumaczyć na wiele innych języków.
Tyle, iż trzeba je znać lub korzystać z tłumaczeń profesjonalistów.

Zainteresowani problematyką teizmu, czy szerzej teologii mają pod ręką wiele haseł z Powszechnej Encyklopedii Filozofii. Można sobie ściągnąć Leksykon teologiczny. Profesjonaliści zapewne mają w domowych biblioteczkach F. Königa, H. Waldenfelsa "Leksykon religii", H. Vorgrimlera "Nowy leksykon teologiczny", nie mówiąc już o PWN-owskiej encyklopedii "Religia".

Może się Panu ta informacją też przyda, gdyż jak wynika z Pańskich wypowiedzi, to większość swojej wiedzy uzyskał Pan (podobnie jak p. Brzostowski) na naszym forum, w tym całkiem znaczącą od Bogusławskiego. Tyle tylko, że potwornych wykrętasów z tą wiedzą tu dokonujecie - starając się z mydła uczynić powidła i odwrotnie.

Rzekoma substancja duchowa miałaby być poza światem materialnym, a zarazem być w nim samym. To takie kombinowanie jak z dualizmu zrobić monizm, ale tak aby pozostał dualizmem.
Logika typu 2 = 1 = 2. Coś podobnie jak 3 = 1.

>Tak czy owak trzeba znać tę dyscyplinę, żeby wiedzieć o co chodzi, nawet jeżeli w grę wchodzą pojęcia sprzeczne, którymi się ta dyscyplina posługuje.
Tak, to odwołanie świadczy zdecydowanie, tak o znajomości dyscypliny, jak i angielskiego lub tylko o projekcjach.
Wybór należy do czytelników.

@@@
.
26-11-2014 23:11 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Według mnie tego zdania nie da się poprawnie przetłumaczyć. Aby zdanie poprawnie przetłumaczyć, to trzeba najpierw zrozumieć jego sens, a tutaj tego sensu nie ma. "Transcendencja" i "immanencja" to sprzeczne pojęcia wymyślone na użytek teologii, która nie potrafi wykaraskać się ze ślepej uliczki dualizmu. Rzekoma substacja duchowa miałaby być poza światem materialnym, a zarazem być w nim samym. To takie kombinowanie jak z dualizmu zrobić monizm, ale tak aby pozostał dualizmem. Logika typu 2 = 1 = 2. Coś podobnie jak 3 = 1.
Zrozumieć teologiczny bełkot jest rzeczywiście trudno, ale przy wywodach panów Elaspa i Brzostowskiego, to i teologia
i filozofia chrześcijańska i filozofia religii są prościutkie i jasne jak słońce.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,332808/z,0
www.racjonalista.pl/forum.php/s,562660
www.racjonalista.pl/forum.php/s,562465

Pozdrawiam.

@@@
.
maceox (6766 punktów)
Chciałbym jeszcze dodać, że znacznie bardziej od opinii ekspertów ciekawiłoby mnie Pańskie własne uzasadnienie doboru słów - a zwłaszcza "przenika wszelkie substancje".
Czy moje domysły w tym względzie, które już przedstawiałem są dalekie od tego uzasadnienia?
26-11-2014 10:35 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Chciałbym jeszcze dodać, że znacznie bardziej od opinii ekspertów ciekawiłoby mnie Pańskie własne uzasadnienie doboru słów - a zwłaszcza "przenika wszelkie substancje". Czy moje domysły w tym względzie, które już przedstawiałem są dalekie od tego uzasadnienia?
Bogusławski do p. Elaspa: Pański cytat: "belief in the existence of a god or gods; specifically : belief in the existence of one God viewed as the creative source of the human race and the world who transcends yet is immanent in the world"
Jak widać w zacytowanym przez Pana zdaniu nie ma terminu "transcendents", czyli transcendentny tylko jest słowo "transcends" (yet), które znaczy przekraczać, przewyższać, prześcigać, górować. Więc gdzie miałbym wetknąć tą Pańską transcendentność?


Pani Mayolina do p. Elaspa: P. Bogusławski napisał też 'Po polsku to jakoś tak by było' sygnalizując tłumaczenie ad hoc. Tak, w tłumaczeniu mnie ma słowa przekraczać, przewyższać, nie mniej jednak tłumaczenie jak najbardziej odzwierciedla jeśli nie literę to przynajmniej ducha oryginału. Mnie to wystarcza. Jeśli tobie nie, przetłumacz lepiej.
________________

Oczywiście można tam było włożyć tu bardziej trywialne, choć poprawne, przekraczanie ("który przekracza świat,
a jednocześnie znajduje się wewnątrz świata")
, które zresztą przy słownikowym czy Googlowskim tłumaczeniu samo się nasuwa, ale całkowicie świadomie znając trochę teologię i polskie słowniki wybrałem bardziej subtelną formę "przenikania substancji świata", gdyż "substancja" w teologii, to trochę szersze pojęcie niż "wszystko co realne/fizyczne", czyli świat,
a określenie "przekraczanie substancji" byłoby bzdurne.
Tak, jak bzdurą jest wciskanie tam jakiegoś transcendowania, którego tam po prostu i zwyczajnie nie ma, choć przy słabej znajomości angielskiego łatwo się narzuca.

Pozdrawiam.

@@@
.
26-11-2014 12:50 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
Panie Andrzeju,

Czy uważa Pan, że Elasp jest immanetnie związany z transcendowaniem i w związku z tym nie sposób tu pominąć odniesień do niego? Mnie na chwilę interesowałoby pominięcie problematyki Elaspa i jego trollowania, jeżeli to w ogóle możliwe. Chciałem się tylko zastanowić nad jedną, konkretną kwestią językową - w zasadzie nad jednym słówkiem.

> Oczywiście można tam było włożyć tu bardziej trywialne, choć poprawne, przekraczanie ("który przekracza świat,
>a jednocześnie znajduje się wewnątrz świata") , które zresztą przy słownikowym czy Googlowskim tłumaczeniu samo się nasuwa, ale całkowicie świadomie znając trochę teologię i polskie słowniki wybrałem bardziej subtelną formę "przenikania substancji świata", gdyż "substancja" w teologii, to trochę szersze pojęcie niż "wszystko co realne/fizyczne", czyli świat,
>a określenie "przekraczanie substancji" byłoby bzdurne.
Tak, jak bzdurą jest wciskanie tam jakiegoś transcendowania, którego tam po prostu i zwyczajnie nie ma, choć przy słabej znajomości angielskiego łatwo się narzuca.


Czy mógłby Pan tę myśl rozwinąć? Dlaczego "transcendować" nie odpowiada "to transcend"?

Moje przypuszczenie: napisałem już, że wedle mojej (skromnej w tym aspekcie wiedzy) po angielsku "to transcend" ma zastosowanie jako właśnie "przekraczać", również w kontekstach pozareligijnych i pozafilozoficznych. Tymczasem polskie "transcendować" jest w zasadzie wyłącznie filozoficzno-teologiczne. Z tego względu - aby możliwie dokładnie oddać myśl oryginału należało zastosować słowo, które podobnie jak "to transcend" może być użyte w wielu kontekstach, a nie tylko w kontekście filozoficzno-teologicznym (aczkolwiek akurat taki właśnie jest kontekst definicji, o której rozmawiamy). Czy tylko dlatego?

... ale obawiam się, że równie dobrze mogę nie do końca pojmować zakres znaczeniowy polskiego słowa "transcendować" i również z tego względu pytam.

Pozdrawiam
26-11-2014 13:59 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)

>Czy mógłby Pan tę myśl rozwinąć? Dlaczego "transcendować" nie odpowiada "to transcend"?
Ależ ja nie jestem żadnym "wielkim religioznawcą", tylko człowiekiem potrafiącym jako tako zrozumieć angielski tekst. Napisałem już wszystko co chciałem na ten temat napisać. Gdy Pana interesuje więcej, to proszę problem "rozkminiać"
z profesjonalistami. www.racjon(*)m.php/s,640997/z,0/d,6#w643186

>... ale obawiam się, że równie dobrze mogę nie do końca pojmować zakres znaczeniowy polskiego słowa "transcendować" i również z tego względu pytam.
Przecież już się odwołałem do Sjp. Do synonimów tego słowa należą: wykraczać, wychodzić poza ramy, przekraczać,
ale każde słowo ma też swoją "siatkę znaczeniową" i terminy wpisują się w siatkę znaczeń konkretnego języka np. nauk przyrodniczych, czy filozofii. Przy której ma znaczenie tak sama treść słowa, jak i jego zakres znaczeniowy.

Czyli optymalne tłumaczenie (jak już napisałem wyżej) najbardziej zależne jest od dobrej znajomości języka (w tym siatki znaczeniowej słów), na który się tłumaczy. A więc wszelkie tłumaczenia są sprawą indywidualną i dyskusyjną. Na ogół nie istnieje jedne jedyne niepodważalne tłumaczenie i trzeba być "wielkim językoznawcą" aby innym (szczególnie po chamsku) narzucać własną - jedynie słuszną wersję.

definicja.net/co-to-znaczy-Transcendowanie

Pozdrawiam

@@@
.
26-11-2014 13:36 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Cytat z rozprawy Romana Ingardena:

"Zgadzam się z referentem, profesorem Lotzem, że człowiek transcenduje Przyrodę i że "siłą swej istoty" "wytwarza świat, który mimo swej stale utrzymującej się zasadniczej postaci przybiera niezliczone, wciąż nowe oblicza historyczne". Prawdą jest również, że jego "świadoma aktywność wyraża się przede wszystkim w trzech zasadniczych formach: jako poznawanie tego, co prawdziwe, jako czynienie Dobra i jako kształtowanie Piękna". Lecz pozostaje nadal do wyjaśnienia, co stanowi istotę jego aktywności twórczej i jaki stosunek zachodzi między światem wytworzonym przez człowieka a Przyrodą, w której on się znajduje u początku swej działalności."

www.kultur(*).php?page=tekst&haslo=ingarden

Jeżeli można z sensem powiedzieć, że "człowiek transcenduje Przyrodę", i jeżeli mówi to wybitny polski filozof, który chyba dobrze zna język filozoficzny, to tym bardziej gramatycznie poprawne jest sformułowanie, iż "Bóg transcenduje świat" itd.

Chyba że powiemy, że Ingarden nie wie co mówi, zgadzając się z innym filozofem (Lotzem), że "człowiek transcenduje Przyrodę", który także nie wie, co mówi.

W oryginale (w angielskiej definicji teizmu) pojawia się "transcends" co naturalnie przetłumaczymy jako "transcenduje", chociaż można i "przekracza". Pierwsze tłumaczenie jest bardziej dosłowne, a przy okazji "bardziej filozoficzne".
26-11-2014 14:19 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
(Nie tylko wielki Ingarden używał tego terminu. Bogusławskiemu też się zdarzało. Tyle tylko, iż to tu nie ma nic do rzeczy.)

>W oryginale (w angielskiej definicji teizmu) pojawia się "transcends" co naturalnie przetłumaczymy jako "transcenduje",
Naturalnie, to przetłumaczy tak Pan Elasp.

>chociaż można i "przekracza".
W wszystkich słownikach, które ja przejrzałem była właśnie taka wersja.

>Pierwsze tłumaczenie jest bardziej dosłowne,
W jakim słowniku znajdę potwierdzenie tej "dosłowności"?

>a przy okazji "bardziej filozoficzne".
Filozoficzne? Czy zgodne z religią Pana Elaspa?
______________

PS.
To już tylko "transcends" wystarcza i wytykane Bogusławskiemu pominięcie słowa "transcendents" nie jest już koniecznym?

* * * * *

Gdzie w tłumaczeniu odpowiednik "transcendents"?
>Gdzie w oryginale słowo "transcendents"?
Jest, proszę sprawdzić.
>Założymy się?


@@@
.
21-11-2014 12:30 
 Ocena 3 na 3
Elasp (6859 punktów)

>Sądzę, że Elasp - zwolennik rozliczania - powinien najpierw rozliczyć się z własnych oskarżeń, a potem dopiero toczyć dalsze rozmowy. Ale on tak nie sądzi, bo dla niego - jako fideisty - to a priori honor jest po jego stronie, a to usprawiedliwia wszystkie jego zachowania.

Dobrze, skoro to sprawa honoru. Sprawdził Pan nazwisko "Izdebski"? Proszę pamiętać, że red. Andrzej B. Izdebski jest autorem bardzo wielu artykułów na "Racjonaliście".
21-11-2014 13:06 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Sądzę, że Elasp - zwolennik rozliczania - powinien najpierw rozliczyć się z własnych oskarżeń, a potem dopiero toczyć dalsze rozmowy. Ale on tak nie sądzi, bo dla niego - jako fideisty - to a priori honor jest po jego stronie, a to usprawiedliwia wszystkie jego zachowania.
> Dobrze, skoro to sprawa honoru. Sprawdził Pan nazwisko "Izdebski"? Proszę pamiętać, że red. Andrzej B. Izdebski jest autorem bardzo wielu artykułów na "Racjonaliście".

• IZDEBSKI ANDRZEJ
urodzony/a 29.11.1939, JANÓW POLESKI
• IZDEBSKI JÓZEF
urodzony/a 26.01.1926, SIEDLCE
• IZDEBSKI MIROSŁAW
urodzony/a 07.01.1943, WIŚNIEW


I co z tego wynika poza tym, że pan Elasp ma nazwisko tak skompromitowane, iż ukrywa go na wszelkie możliwe sposoby. Piękny chrześcijański charakter człowieka, schować się i obrzucać gnojem innych, a może coś się przylepi. To, iż całkowicie pozbawiony jest Pan honoru, a nawet nie rozumie tego co to słowo znaczy, to wykazał Pan tu już bardzo dawno i naprawdę dziwię, że moderacja tego uparcie nie zauważa?

@@@
.
21-11-2014 13:22 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Przecież p. Maceox wywołał temat, postawił nawet na szali mój honor.
21-11-2014 13:37 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
> Przecież p. Maceox wywołał temat, postawił nawet na szali mój honor.
Słuszna uwaga! Zawsze zarzucałem panu Maciejowi zbyt dużą wiarę w ludzi ich mądrość i przyzwoitość oraz w to,
że z wszystkimi można i należy rozmawiać. Ale ja też, gdy byłem młodym, to miałem podobne poglądy. Później życie mnie nauczyło, że głupcy są niereformowalni, a wśród głupców zła i podłości jest co niemiara. Ja czytając tu znakomitą większość Pańskich wypowiedzi jestem całkowicie przekonanym, iż nie tylko poczucie honoru, ale takiej zwyczajnej ludzkiej przyzwoitości jest Panu całkowicie obce.

PS. Jestem przekonanym, że Pan Maciej się znów zawiedzie!

@@@
.
22-11-2014 00:26 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
>>Sądzę, że Elasp - zwolennik rozliczania - powinien najpierw rozliczyć się z własnych oskarżeń, a potem dopiero toczyć dalsze rozmowy. Ale on tak nie sądzi, bo dla niego - jako fideisty - to a priori honor jest po jego stronie, a to usprawiedliwia wszystkie jego zachowania.
> Dobrze, skoro to sprawa honoru. Sprawdził Pan nazwisko "Izdebski"? Proszę pamiętać, że red. Andrzej B. Izdebski jest autorem bardzo wielu artykułów na "Racjonaliście".
A co Pan sprawdził i co się Pan dowiedział? Niech Pan sprawdzi jeszcze raz.

A umie Pan czytać?

To jak Pan myśli, po kiego grzyba odszukałem specjalnie dla Pana w tym kontekście poniższą wypowiedź:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,432220#w440578
napisaną przez Pana Bogusławskiego trzy lata przed Pańskim oskarżeniem (i w ogóle jeszcze przed Pańskim pojawieniem się na forum)? Jak to dla Pana za nudne, to niech sobie ją Pan przeczyta zaczynając od końca.

Czytuje Pan Kanta, a nie wie kiedy się zaczęła, a kiedy skończyła II wojna światowa?

Nie, zupełnie nie chodzi mi o to, by Pan koniecznie uwierzył Panu Bogusławskiemu -

www.racjonalista.pl/forum.php/s,640997#w643346
Bogusławski:
To jest taka IPN-owska moralność, której się nie mniej brzydzę niż brzydzę się wszelkimi "policjami myśli" występującymi w historii. W mojej tradycji rodzinnej tak bardzo brzydzono się wszelkim donosicielstwem, że nikt nigdy nawet w policji kryminalnej nie pracował, choć uznawano jej wagę i potrzebę.


- bo co on ma w ogóle z tym wspólnego?

Powtarzam, nie chodzi mi o to, by Pan mu uwierzył, chodzi mi tylko o to, czy w Panu przypadkiem się jakaś wątpliwość nie pojawia. Rozumie Pan w ogóle, co to takiego wątpliwość?

Ale przepraszam, zupełnie zapomniałem, że "in dubio pro reo" mało ma wspólnego z inkwizycyjną mentalnością.
Tylko że o jakim my tu oskarżonym w ogóle mówimy. To Pan ma wielkie szczęście, że Bogusławski się nad Panem zlitował uznając, że ma Pan "żółte papiery" i w związku z tym uniknie Pan odpowiedzialności karnej za zniesławienie.

UWAGA: Panu się ten post wydaje może niemiły wobec Pana? A ja go tylko dlatego piszę, że liczę u Pana na wyrażenie choć cienia wątpliwości. Tylko maszyny się nie mylą, w związku z czym wątpliwości to bardzo ludzka cecha. A ja u Pana do tej pory mało wątpliwości dostrzegłem. Teraz to już najwyższy czas, by Pan coś raz rozważył i jakąś wątpliwością się podzielił. To by był jakiś początek.
22-11-2014 11:36 
 0 na 4
Elasp (6859 punktów)

>A co Pan sprawdził i co się Pan dowiedział? Niech Pan sprawdzi jeszcze raz.
>A umie Pan czytać? Itd.

Czytałem. Nie przyszło Panu do głowy, że po prostu nie uważam tamtejszego wyznania za argument? To, że Bogusławski zadeklarował, że urodził się zaraz po wojnie (i że wyznał to w 2011 roku) nie jest żadnym dowodem na to, ze faktycznie urodził się zaraz po wojnie. Zadeklarować można bowiem wszystko, a każdy człowiek ma pewną tendencję do odmłodzenia się (jeżeli nie jest bardzo młody).

Natomiast jeżeli przyjąć, że Andrzej Bogusław Izdebski = Andrzej B. Izdebski = Andrzej Bogusławski, jasna stanie się radykalnie antyklerykalna i proPRL-owska postawa Bogusławskiego, tudzież ogrom czasu, jaki może poświęcić na "Racjonalistę" (dzięki wczesnej i wysokiej emeryturze).

Niech Pan zrozumie, że hipoteza: "Andrzej Bogusław Izdebski = Andrzej B. Izdebski = Andrzej Bogusławski" służy mi tylko do wyjaśnienia fenomenu fanatycznie, oszołomsko antyklerykalnych wypowiedzi Bogusławskiego. Tacy ludzie po prostu się nie zmieniają, tak jak nie zmienia się Urban, Kotlinowski, Gadzinowski, i im p. Byli pracownicy SB i MSW przecież nie wyparowali po 1989 r. - znaleźli sobie przystań w rozmaitych redakcjach, bardziej znaczni weszli do biznesu - jak Gawronik, Solorz-Zak, Walter, inni do banków (stąd milionerskie fortuny byłej nomenklatury, która dostawała preferencyjne kredyty), jeszcze inni stworzyli nie tylko osławione "agencje ochrony", ale także ich nielegalną i bardziej zyskowną odmianę, czyli polską mafię.

Nie wiem, co Pan rozbił przez ostatnie 25 lat, że absolutnie nic Pan nie rozumie z otaczającego świata? Może za głęboko tkwił Pan w psychologii głębi? Może za długo czytał Pan "Wyborczą"?
23-11-2014 01:04 
 Ocena 7 na 7
maceox (6766 punktów)
> Czytałem. Nie przyszło Panu do głowy, że po prostu nie uważam tamtejszego wyznania za argument?
Proszę sobie wyobrazić, że przyszło. Dlatego napisałem, że Pan nie musi Panu Bogusławskiemu wierzyć, ale by zechciał Pan chociaż zwrócić uwagę na ewentualne wątpliwości...

>To, że Bogusławski zadeklarował, że urodził się zaraz po wojnie (i że wyznał to w 2011 roku) nie jest żadnym dowodem na to, ze faktycznie urodził się zaraz po wojnie. Zadeklarować można bowiem wszystko, a każdy człowiek ma pewną tendencję do odmłodzenia się (jeżeli nie jest bardzo młody).
... ale Pan wszelkie wątpliwości z gruntu odrzucił. Wszystko co Pańską teorię potwierdzało Pan przyjął, a wszystko co obalało albo do tej teorii nagiął, albo uznał za fałsz.

Naprawdę trudno o lepszy przykład powstawania teorii spiskowej w oparciu o wiarę, co w innych okolicznościach mogłoby doprowadzić do zniszczenia człowieka. Przecież i Pan i Pańscy przyjaciele od początku w to wierzyliście z taką niezłomnością, jakby to był fakt.

>Natomiast jeżeli przyjąć, że Andrzej Bogusław Izdebski = Andrzej B. Izdebski = Andrzej Bogusławski,
I nikt Panu nie powiedział do tej pory, że tak NIE WOLNO robić, gdy nie ma Pan całkowitej pewności? Skąd Pan wytrzasnął te znaki równości, Panie matematyk. Ze świętego objawienia? A znaków zapytania oczywiście zero.

>jasna stanie się radykalnie antyklerykalna i proPRL-owska postawa Bogusławskiego, tudzież ogrom czasu, jaki może poświęcić na "Racjonalistę" (dzięki wczesnej i wysokiej emeryturze).
A czy ta ocena nie jest przypadkiem kwestią miary, zależnie od punktu widzenia? Dla mnie z powyższego tylko jedno się zgadza u Pana Andrzeja: ogrom czasu poświęcony na "Racjonalistę".
Nie?
To o przykłady tego radykalnego antyklerykalizmu Pana Bogusławskiego poproszę. A jak Pan sądzi - gdyby on był - jak Pan pisze - radykalnie antyklerykalny, to studiowałby na KUL-u, robił kurs teologii i przyjaźnił się z księżmi (wszystko informacje dostępne na forum)?
Podobnie - o przykłady jego proPRL-owskiej postawy poproszę. Gdyby Pan Elasp - biograf Bogusławskiego - trochę dokładniej się do swojego hobby przyłożył, to może by i się Pan coś np. o wilczym bilecie doczytał (również na forum). Pan sobie jest w stanie wiele wyobrazić, ale oczywiście nie to że Pan Bogusławski wcale nie od dzisiaj (i nie dopiero od zmiany systemu) już "z głupotą walczył".

> Niech Pan zrozumie, że hipoteza: "Andrzej Bogusław Izdebski = Andrzej B. Izdebski = Andrzej Bogusławski" służy mi tylko do...
To jakaś chyba, kurde, trójca święta. To by było nawet śmieszne, gdyby nie to, że tu człowiek Panu do jakiegoś celu ma służyć.

>Tacy ludzie po prostu się nie zmieniają, tak jak nie zmienia się Urban, Kotlinowski, Gadzinowski, i im p. Byli pracownicy SB i MSW przecież nie wyparowali po 1989 r. - znaleźli sobie przystań w rozmaitych redakcjach, bardziej znaczni weszli do biznesu - jak Gawronik, Solorz-Zak, Walter, inni do banków (stąd milionerskie fortuny byłej nomenklatury, która dostawała preferencyjne kredyty), jeszcze inni stworzyli nie tylko osławione "agencje ochrony", ale także ich nielegalną i bardziej zyskowną odmianę, czyli polską mafię.
Znów bardzo dobry przykład, jak jedną, konkretną osobę można wrzucić do wora z własnymi stereotypowymi uprzedzeniami, a następnie porządnie wór wymieszać.

Elasp:
Jeżeli jest tak jak Pan mówi, tzn. jeżeli redaktor Andrzej B. Izdebski ma na drugie Bolesław, to niniejszym cofam wszystkie sugestie, jakoby forumowy Andrzej Bogusławski był pracownikiem Służby Bezpieczeństwa. Niniejszym przepraszam p. Andrzeja Bogusławskiego za tego rodzaju publiczne sugestie, z pewnością godzące w jego dobre imię

Jeżeli? Jakie JEŻELI? A jeżeli nie ma na drugie Bolesław, tylko jakoś inaczej, to co wtedy?

Pan czegoś nie rozumie.
Pan napisał do Pana Bogusławskiego: Cytat:
Przypominam także, że czasy ORMO i Służby Bezpieczeństwa (Pańskiego dawnego chlebodawcy ...)

I nigdy Pan tego nie wykazał.

Tymczasem Pan Bogusławski nie miał najmniejszego obowiązku odpowiadać Panu na pytanie, jak brzmi jego drugie imię.

Jednocześnie niech do Pan dotrze, że publiczne pomówienie w oczach innych jest karane z par. 212 k.k. nawet wówczas, gdy zarzut pomawiającego jest prawdziwy (i tylko wyjątkowo nie, gdy zachodzą dodatkowe okoliczności wskazane w par 213 k.k.). Niech Pan się zastanowi, dlaczego tak jest.

A przecież prawo karne to ultima ratio, oprócz tego jest jeszcze coś takiego jak jakieś tam normalne zachowanie między ludźmi.

Pan często tak korzysta z wyszukiwarki IPN, żeby komuś pokazać, a potem o jego drugie imię albo datę urodzenia spytać? Ja pyerdolę, jaka to jest chamówa.

> Nie wiem, co Pan rozbił przez ostatnie 25 lat, że absolutnie nic Pan nie rozumie z otaczającego świata? Może za głęboko tkwił Pan w psychologii głębi? Może za długo czytał Pan "Wyborczą"?
To nawet ciekawe zadanie, chwilę pomyśleć, co robiłem przez ostatnie 25 lat.
Tak w skrócie to dzięki możliwości chodzenia do szkoły i studiowania zaciągnąłem w - częściowo socjalistycznej jeszcze - Polsce, a także w Europie dług. I teraz go spłacam najlepiej jak potrafię.

I cieszy mnie, że w jakiejś tam części przykładam się do walki o to, aby w mojej ojczyźnie takich głęboko antydemokratycznych postaw, jak Pańska było coraz mniej.
23-11-2014 10:58 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

Szczerze powiedziawszy, nie mam ani czasu, ani ochoty odpowiadać in extenso na Pańską tyleż niezborną, co teatralną i lizusowską odpowiedz. Podejrzenia, że Bogusławski pracował dla SB nie wziąłem z powietrza, tylko oparłem się na przesłankach, które po prostu okazały się niewystarczające. Skrajny, chorobliwy antyklerykalizm jest widoczny w każdej jego wypowiedzi. Mam nadzieję, że wytknie Pan niestosowność zachowania także i Bogusławskiemu, który swego czasu zarzucał mi, że jestem "studentem, no może nie pierwszego roku", jak i absolwentem "niższego seminarium duchownego", nie mając ku temu jakichkolwiek obiektywnych przesłanek (w postaci danych z wyszukiwarki znajdujących się na jakiejś stronie).
23-11-2014 11:39 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
> Szczerze powiedziawszy, nie mam ani czasu, ani ochoty odpowiadać in extenso
I bardzo słusznie. Racjonalista to forum dla osób, którzy potrafią poprzeć swe zdanie argumentami i dowodami. A Pan prócz pseudologicznego myślenia wprzęgniętego w potwierdzanie słuszności Pańskich wizji, uprzedzeń i gołosłownych spekulacji argumentów popartych dowodami nie ma żadnych. Wszystko potwierdza Pańską mądrość a wątpliwości Panu brak.

>na Pańską tyleż niezborną, co teatralną i lizusowską odpowiedz.
Gdyby nie to, że Pan doskonale ukazuje jaką obrzydliwoscią jest wiara (tu: brak wątpliwości w ocenach innych), to nawet nie chciałoby mi sie na Pańskie posty odpisywać.

>Podejrzenia, że Bogusławski pracował dla SB nie wziąłem z powietrza, tylko oparłem się na przesłankach, które po prostu okazały się niewystarczające.
To Pan od dawna ma manię Boguslawskiego. Docieka, kim jest w realu i go śledzi. I tak wie Pan o nim bardzo niewiele, ale jak cos do Pańskiej wizji komucha z bezpieki pasuje, to mu Pan przykleja. Tak działała inkwizycja i SB, a naszym forum kontynuatorem ich dzieła jest Pan Elasp.

>Skrajny, chorobliwy antyklerykalizm jest widoczny w każdej jego wypowiedzi.
Stać Pana tylko na powtarzanie głupot bez odniesienia sie do moich argumentów.

>Mam nadzieję, że wytknie Pan niestosowność zachowania także i Bogusławskiemu, który swego czasu zarzucał mi, że jestem "studentem, no może nie pierwszego roku", jak i absolwentem "niższego seminarium duchownego", nie mając ku temu jakichkolwiek obiektywnych przesłanek (w postaci danych z wyszukiwarki znajdujących się na jakiejś stronie).
Nie wytknę, bo to były dla Pana komplementy. Pan to porównuje z zarzutem o współpracę z SB?
23-11-2014 12:06 
 Ocena 1 na 3
Elasp (6859 punktów)

>Nie wytknę, bo to były dla Pana komplementy. Pan to porównuje z zarzutem o współpracę z SB?

To, co powie Elasp = oszczerstwo wypływające z wiary. To, co powie Bogusławski = komplement. To nie racjonalizm, to racjonalizm Kalego.

Mnie może się nie podobać podejrzenie, jakobym był studentem czy absolwentem niższego seminarium duchownego tak samo, jak Bogusławskiemu może się nie podobać podejrzenie, że pracował dla SB. Liczę więc na to, że w odpowiedzi na mój post krytycznie odniesie się Pan także do wspomnianych poczynań Bogusławskiego, do sugestii, które czynił w stosunku do mojej osoby, i to zanim ja wysunąłem sugestię co do jego pracy w SB.
23-11-2014 12:34 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>>Pan to porównuje z zarzutem o współpracę z SB?
> To, co powie Elasp = oszczerstwo wypływające z wiary. To, co powie Bogusławski = komplement. To nie racjonalizm, to racjonalizm Kalego.
A dlaczego nie odpowiedział Pan na moje pytanie?

> Mnie może się nie podobać podejrzenie, jakobym był studentem czy absolwentem niższego seminarium duchownego tak samo, jak Bogusławskiemu może się nie podobać podejrzenie, że pracował dla SB.
TAK SAMO???
Dla Pana to jest "tak samo"?
Pomijam, ze w miarę rozgarnięty czytelnik raczej nie powinien miec trudności z rozpoznaniem ironii w tekstach Bogusławskiego. Tez Pan powie, zarzut o SB był ironiczny? Ma Pan niezłe wyczucie granicy żartów.
23-11-2014 12:43 
 Ocena 1 na 3
Elasp (6859 punktów)

>Dla Pana to jest "tak samo"?
>Pomijam, ze w miarę rozgarnięty czytelnik raczej nie powinien miec trudności z rozpoznaniem ironii w tekstach Bogusławskiego. Tez Pan powie, zarzut o SB był ironiczny? Ma Pan niezłe wyczucie granicy żartów.

Teraz jak widzę podejrzenia Pańskiego mentora obraca Pan w żart. Ktoś tu zdaje się mówił o zaślepieniu wiarą - obawiam się, że jeżeli ktoś tu działa pod wpływem wiary, to właśnie Pan, tylko że tego nie dostrzega.

Skończmy tę wymianę zdań - naprawdę szkoda na nią czasu.
23-11-2014 23:15 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
>Mnie może się nie podobać podejrzenie, jakobym był studentem czy absolwentem niższego seminarium duchownego tak samo, jak Bogusławskiemu może się nie podobać podejrzenie, że pracował dla SB.
[...]
> Teraz jak widzę podejrzenia Pańskiego mentora obraca Pan w żart.
Pan traktuje podejrzenie, że Pan jakąś wiedzę zdobywa na poważnie?

>Ktoś tu zdaje się mówił o zaślepieniu wiarą - obawiam się, że jeżeli ktoś tu działa pod wpływem wiary, to właśnie Pan, tylko że tego nie dostrzega.
Tak ogólnie to całkiem możliwe. Mam często wątpliwości co do mojego racjonalizmu, tyle że Tu zupełnie nie o tym mówiliśmy.

> Skończmy tę wymianę zdań - naprawdę szkoda na nią czasu.
Zupełnie się nie dziwię, że nie ma Pan na nią ochoty, skoro mógłby Pan się z niej wiele o sobie dowiedzieć.

Zlustrował Pan Bogusławskiego, ale samemu poddać lustracji się Pan nie zamierza?

Trudno, ale gdybym miał wybrać jedną Pańską wypowiedź, która najwięcej o Panu mówi, to ta (nie raz już przez Pana na forum w rożnych wersjach prezentowana), w której Pan - niby porozumiewawczo - wskazuje Panu Boguslawskiemu, że musi on przyznać, że Pańskie wpisy są przecież znakomite...
(Jeśli Pan sobie życzy, to odszukam i zacytuję, ale czy Pan to kwestionuje?)
Nic dodać, nic ująć, Panie Elasp, a ja się jakoś nie dziwię, że Pan się z racjonalistami nie za bardzo dogaduje.
24-11-2014 20:46 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Pomijam, ze w miarę rozgarnięty czytelnik raczej
> nie powinien miec trudności z rozpoznaniem ironii w
> tekstach Bogusławskiego. Tez Pan powie, zarzut o
> SB był ironiczny? Ma Pan niezłe wyczucie granicy żartów.

Po prostu kontynentalne granice swojego ego. I nietuzinkowe przewrażliwienie na krytykę, a zwłaszcza na tą podszytą ironią.
A może i desperację.
Wytrąć narcyza ze swojego auto-uwielbienia, a oskarży Cię o współpracę z SB, a moze z samym Stalinem czy Hitlerem. Podczas gdy jeszcze całkiem niedawno takie oskarżenia kończyły się tragicznie, a nawet były na szybko montowane w określonych celach - on to robi bez mrugnięcia okiem z niemożności wyłączenia sobie czyichś wpisów.
Trudno mi zaakceptować, że to wyszło od jednego z forumowiczów Racjonalisty i jednocześnie się nie dziwię, bo trochę na tym świecie już żyję
Serdecznie pozdrawiam!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
23-11-2014 16:06 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Podejrzenia, że Bogusławski pracował dla SB nie wziąłem z powietrza, tylko oparłem się na przesłankach, które po prostu okazały się niewystarczające. Skrajny, chorobliwy antyklerykalizm jest widoczny w każdej jego wypowiedzi.
Zaburzenia urojeniowe (dawniej paranoja prawdziwa, obłęd, z grec. παρά - "obok, poza" i νους - "rozum, sens") - usystematyzowane urojenia, najczęściej prześladowcze i oddziaływania, rzadziej wielkościowe lub inne. Omamy występują sporadycznie, struktura osobowości jest zachowana.

Z psychopatologicznego punktu widzenia istotne jest, że urojenia paranoiczne są osądami, które są możliwe do zaistnienia, w przeciwieństwie do urojeń paranoidalnych. Urojenia paranoiczne są usystematyzowane, a w wyrażanych urojeniowo treściach występuje spójność. Charakterystyczną cechą paranoi prawdziwej jest to że urojenia dotyczą jednej tematyki.

Jak z tego widać urojeniowa spójność jest naturalną cechą paranoi. Pan Elasp buduje sobie w swoich projekcjach całe piętrzące się konstrukcje na temat Bogusławskiego.

>Mam nadzieję, że wytknie Pan niestosowność zachowania także i Bogusławskiemu, który swego czasu zarzucał mi, że jestem "studentem, no może nie pierwszego roku", jak i absolwentem "niższego seminarium duchownego",
Średnio rozgarnięty człowiek (nie paranoik) rozróżnia kpinę z wypisywanych głupot od opluskwiania swoich urojonych
i faktycznych wrogów.

>nie mając ku temu jakichkolwiek obiektywnych przesłanek
Były ku temu zdecydowane przesłanki wynikające z treści wypowiedzi pana Elaspa.

>(w postaci danych z wyszukiwarki znajdujących się na jakiejś stronie).
A nie wynikały z żadnej psychozy urojeniowej i wyszukiwania jakiś haków na swoich wrogów?
________________

PS. Objawy paranoi nie zawsze są rozpoznawane, ponieważ - oprócz urojeń - chorzy normalnie wykonują swoje obowiązki, często są przykładnymi rodzicami i pracownikami. Ich wyobrażenia wydają się niekiedy prawdopodobne, dlatego bliscy, a czasem także lekarze, nie rozpoznają symptomów choroby. Paranoja charakteryzuje się przede wszystkim brakiem zaufania do innych osób. Chorym wydaje się, że inni chcą ich oszukać i im zaszkodzić.

Bardzo niechętnie zwierzają się ze swoich podejrzeń. Czasem nawet nieistotna uwaga może zostać przez nich zinterpretowana jako pogróżka. Paranoja to przede wszystkim urojenia psychiczne. Osobowość paranoiczna odznacza się permanentną podejrzliwością, tendencją do zniekształcania codziennych doświadczeń, sztywnym poczuciem własnych praw, postawą ksobną oraz spiskowymi teoriami na temat różnych wydarzeń. Zazwyczaj paranoicy często noszą uraz w sercu, to znaczy - długotrwale przeżywają przykrości, jakie inni im zadali, nawet nieświadomie. Są po prostu nadmiernie wrażliwi na porażki i niepowodzenia (niski próg frustracji).

Ze względu na treść urojeń paranoje podzielić można na:

paranoje zazdrości, które zwykle dotyczą przekonania o zdradzie przez partnera lub partnerkę - osoba chora w takim przypadku stara się podporządkować swoje życie tak aby móc ciągle sprawdzać i szpiegować w celu wykrycia zdrady

paranoje pieniaczą, gdzie chory stara udowodnić wyrządzone my krzywdy, często domaga się swoich praw przed różnymi urzędami

paranoje prześladowczą, charakteryzującą się przekonaniem chorego o stałym spiskowaniu przeciwko niemu oraz obserwowaniu i chęci sprawienia przykrości lub cierpienia

paranoje erotyczne, kiedy chory przekonany jest o uczuciu jakim darzy go inna osoba, zwykle stara się podporządkować swoje życie tak aby jak najczęściej się z nią spotykać

paranoje wynalazczą, w której pacjent przekonany jest o wspaniałości jego pomysłów i twórczości
paranoje hipochondryczną, to przekonanie o posiadaniu ciężkiej choroby


@@@
.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>>Pytanie, czy Twoi potomkowie chcieliby, abyś ich podglądał.
>Przede wszystkim liczy się własne "ja". Jednostka jest egoistyczna(ech, te geny)

Ale nie prymitywna (choć czasem i tak bywa). Nie możesz mieć bezkarnie wszystkiego, co chcesz.
Czasem kara to też dyskomfort bliskich.

>Lepiej byłoby "doglądał".

Dla kogo?

> Jakem niewierzący tak nie wierzę by ktokolwiek będąc
> zadowolony z życia, w pełni sił umysłowych i fizycznych,
> chciał umrzeć.

Tu masz sporo racji. Ale zauważam też nieśmiało, że właśnie zacząłeś puszczać wodze nieskażonej niczym fantazji

> Tyle jeszcze miejsc do zobaczenia, tyle książek do
> przeczytania, tyle emocji i wrażeń do przeżycia. Niestety,
> czas nie czeka na nikogo a życie jest rzeką bez powrotu.

Dokładnie tak. Dlatego lepiej chyba działać w nim precyzyjnie, szybko i optymalnie.

>> Z tego co napisałeś można wyciągnąć wniosek, że wiara
>> w Boga wynika z protestu wobec tego co jest i wymyślonego postulatu co być powinno.
> Świetne. Lepiej bym tego nie ujął. Wydaje się, że postulat ów był
> (i jest)pod różnymi postaciami powszechny we wszystkich mitologiach.
> Tęsknota. Nasi bracia mniejsi są w lepszej sytuacji: biorą życie
> takie jakim jest, nie zastanawiając się nad tym, co będzie.

I szczerze Ci powiem, że czasem im zazdroszczę. To błogosławieństwo. I trochę jest z nimi podobnie, jak z ludzkim dzieciństwem. Jednak gdy popadnę w przesadną nostalgię, to uświadamiam sobie, że my - ludzie dorośli - możemy znacznie więcej i różnorodniej przeżyć, niż bracia mniejsi. I to mi pomaga.

Ciekawe te badania co podlinkowałeś. Dzięki. Też posługuję się czasem określeniem "dusza", choć w typowo psychologicznym sensie.
Pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
20-11-2014 21:22 
 Ocena 1 na 1
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Jednostka jest egoistyczna(ech, te geny), choć to trudny do przełknięcia kąsek dla niektórych bredzących o empatii, zachowaniach altruistycznych etc...

No to posłuchaj, jak ten od tych egoistycznych genów, do którego się odwołujesz "bredzi" o empatii i altruizmie
www.youtube.com/watch?v=HTnqWJmbAf8
20-11-2014 21:24 
 Ocena 1 na 1
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
11-11-2014 10:56 
 Ocena 7 na 7
Fizyk (17637 punktów)
> Pozostaje nam postępować w sposób, który wydaje się najbardziej racjonalny. A taki polega na połączeniu wiary z niewiarą w stosunku 50/50. Fanatyzm religijny (100% wiary) jest szaleństwem tak samo jak ateizm (0 % wiary).

Bredzi Pan. Racjonalnie myślącym ludziom wiara nie jest do niczego potrzebna. No chyba że do życia na koszt ciemnego ludu.
Elasp (6859 punktów)

> Racjonalnie myślącym ludziom wiara nie jest do niczego potrzebna.

Tyś powiedział.
20-11-2014 07:25 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>> Racjonalnie myślącym ludziom wiara nie jest do niczego potrzebna.
> Tyś powiedział.

Może Pan tego nie zauważa, ale to właśnie dyskwalifikuje religie z przed 2 tys. i więcej lat.
Dlatego coraz późniejsze odłamy religii, porzucające ciążącą tradycję będą lepsze, co nie znaczy bardziej trafne.
Można to zauważyć, patrząc na atrybuty późnego Boga np. Latającego Potwora Spagetti.
Jest dużo bardziej racjonalny od Jahwe. Jezus również mógłby od niego co nieco wziąć.
Pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
19-11-2014 23:20 
 Ocena 3 na 3
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>>Co jest idiotycznego w ateizmie?
> Samo twierdzenie, że Bóg nie istnieje, a więc sam ateizm.

Fakt że to stwierdzenie ma pewne braki,
tym niemniej tyle samo w nim absurdalności, co w stwierdzeniu że nie istnieją wampiry.

Próby sprowadzania takich stwiedzeń do absurdu są tylko usprawiedliwianiem własnej głupoty, obiawiającej się wiarą w pierdoły wymyślone przez starożytnych prostaczków pod wpływem upału.
niestadny (2492 punktów)

>>>Co jest idiotycznego w ateizmie?
>> Samo twierdzenie, że Bóg nie istnieje, a więc sam ateizm.
>Fakt że to stwierdzenie ma pewne braki,
"Pewne braki"? Niezły eufemizm...
Trza powiedzieć wprost, że to zdanie kompletnie pozbawione sensu[patrz prof.B. Stanosz], wiedza bez dowodu - a więc czystej wody wiara[patrz astrotaurus), kompromitująca uważających się za racjonalistów i dająca oręż teistom twierdzącym, że ateizm jest wiarą w nieistnienie.
Ech, Towarzystwa Wzajemnej Adoracji i Wspólnoty Światopoglądowe. Trudno czasem powiedzieć "nie".


stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
20-11-2014 22:23 
 Ocena 2 na 2
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>"Pewne braki"? Niezły eufemizm...
>Trza powiedzieć wprost, że to zdanie kompletnie pozbawione sensu[patrz prof.B. Stanosz]

Tak, przerabialiśmy to już, i owszem, z formalnego punktu widzenia jest bez sensu.
Natomiast z punktu widzenia codziennych zastosowań i ergonomii języka, ten typ zdań jest OK.

Zauważ, nikt nie będzie dzielił włosa na czworo nad zdaniem "wampiry nie istnieją", i zastępował go całym wykładem, większość jako tako rozgarniętych rozumie ten skrót myślowy.

Pewnie dlatego, że nie istnieje żaden liczący się kult wampirów. (kurczę, gdzieś zapodziałem definicję 'kultu wampirów')
20-11-2014 13:52 
 Ocena 7 na 7
astrotaurus (12445 punktów)

> Samo twierdzenie, że Bóg nie istnieje, a więc sam ateizm.
   I będzie troll szedł w zaparte.... byle nie pojąć, że Bóg to pojęcie teizmu/ów. Teizm wprowadza to pojecie do obiegu, definiuje Boga, i wysuwa twierdzenie o jego istnieniu. Wszelka zatem dyskusja na ten temat odbywa się na gruncie teizmu. Wszelkie za i przeciw stawiane i rozpatrywane są na gruncie teizmu.
   Ateizm nie wysuwa twierdzeń o nieistnieniu Boga, nie wysuwa żadnych twierdzeń w ogóle, w istocie jest jedynie brakiem twierdzeń o istnieniu Boga/bogów.
    Przez głupotę i nienawiść wierzących powstało w ogóle to pojęcie, bodaj jedyne jakie znam określające brak jakiegoś poglądu.

> Pozostaje nam postępować w sposób, który wydaje się najbardziej racjonalny. A taki polega na połączeniu wiary z niewiarą w stosunku 50/50.
   Hmmmm... a coś bliżej, jakiś konkret? Jak wygląda połączenie wiary z niewiarą 50/50? Jak w ogóle definiujesz wiarę i niewiarę czyli jak możesz opisać bez używania tych dwóch słów pogląd na prawdziwość twierdzenia "istnieje Bóg poza wyobraźnią wierzących" wedle swojej recepty na najlepsze połączenie?
   Uwzględnij w wyjaśnieniach kwestię "uznawania czegoś czego może nie ma":
>Dopuszczaj możliwość, że Bóg, którego uznajesz, nie istnieje.

>Fanatyzm religijny (100% wiary) jest szaleństwem tak samo jak ateizm (0 % wiary).
   Cóż, wiara jeśli w ogóle występuje to w 100 %. A jak nie to w 0%.
   Każda wiara jest fanatyczna, gotowa jest zniszczyć, upodlić opanowany przez siebie umysł byle nie ustąpić i często jest w tym skuteczna.
   Ty mylisz pojęcia - fanatyzm o jakim zapewne mówisz to nie jest 100% wiary - bo w każdej wierze jest 100% wiary - ale niezgodne z cywilizowanymi normami twierdzenia objęte wiarą. Nawet moc przeróżnych twierdzeń objętych wiarą, ale nie skierowanych przeciw innym ludziom nazywana jest co najwyżej dewocją. Dopiero wiara w konieczność agresji "zyskuje" miano fanatyzmu.

>Jedni i drudzy to godni siebie idioci i powinni być umieszczeni w tym samym szpitalu psychiatrycznym.
   Mógłbyś wyjaśnić bliżej to podobieństwo? Zwłaszcza w nawiązaniu do poprzednich wypocin o racjonalizmie wyboru wiary, czy ateizmie dla głąbów?
   Jedni wierzą w Boga pojedynczego, inni potrójnego, jeszcze inni w trzech. Na przykład.
   Jedni wierzą w Boga co sobie życzy by do świątyni wchodzić w czapce, inni w takiego co wręcz nie znosi by do świątyni wchodzić w czapce. Kolejny przykład.
   Jaką definicją racjonalizmu trzeba się posługiwać by takie poglądy uznać za racjonalne, a człowieka co puka się tylko w czoło na widok tych dziwacznych głupstw nazwać głąbem?
   Może pomyliłeś racjonalizm z racjonalizowaniem? Oczywiście racjonalizowanie własnej głupoty jest w pewien sposób racjonalne (by nie oszaleć!), ale stawianie tu znaku równości jest nieuprawnione.

>Racjonalnie jest znaleźć środek między skrajnościami. Innymi słowy: znajdź sobie jakąś religię,
   I ciągle jak woda po kaczce... to religia znajduje człowieka a nie człowiek religię.
   Nie wiem co trzeba zrobić by Elasp pojął elementarz. Masz pokiereszowany umysł ale w krasnoludki chyba nie wierzysz. I w Świętego Mikołaja pewnie też nie. Spróbuj zatem pojąć, że dla mnie tak samo racjonalnym, oczywistym i pociągającym jest szukanie sobie religii jak dla Ciebie szukanie krasnoludków i Świętego Mikołaja. Ty ze względu na upośledzenie swego umysłu wiarą nie jesteś w stanie samodzielnie dostrzec podobieństwa sytuacji mimo iż bóstwa wszelkich religii i krasnoludki należą do tej samej kategorii postaci i nie potrafisz (nikt nie potrafi) wykazać, że jest inaczej.



Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
20-11-2014 17:55 
 0 na 4
Elasp (6859 punktów)

>> Samo twierdzenie, że Bóg nie istnieje, a więc sam ateizm.

>   I będzie troll szedł w zaparte.... byle nie pojąć, że Bóg to pojęcie teizmu/ów. Teizm wprowadza to pojecie do obiegu, definiuje Boga, i wysuwa twierdzenie o jego istnieniu. Wszelka zatem dyskusja na ten temat odbywa się na gruncie teizmu. Wszelkie za i przeciw stawiane i rozpatrywane są na gruncie teizmu.

Jest to bardzo powierzchowne spostrzeżenie. Należy zapytać: dlaczego teizm istnieje, skoro Bóg nie istnieje? Dlaczego z takim uporem ludzie wyobrażają sobie coś nieistniejącego, pomimo ogromnych postępów nauki i wiedzy? Jedyna sensowna odpowiedź brzmi: człowiek ma naturalną skłonność do uznawania jakiejś Istoty Najwyższej, a walka z tą skłonnością jest pozbawiona sensu.

>   Ateizm nie wysuwa twierdzeń o nieistnieniu Boga, nie wysuwa żadnych twierdzeń w ogóle, w istocie jest jedynie brakiem twierdzeń o istnieniu Boga/bogów.

Odsetek ateistów na świecie jest mikroskopijny. Ludzi nie potrafiących dodać dwa do dwóch też jest pewien odsetek, ale czy oznacza to, że 2+2 nie równa się 4?

>    Przez głupotę i nienawiść wierzących powstało w ogóle to pojęcie, bodaj jedyne jakie znam określające brak jakiegoś poglądu.

Ale dlaczego powstała ta "głupota i nienawiść"? O to trzeba zapytać, jeżeli chce się wniknąć w sprawy głębiej.

>   Hmmmm... a coś bliżej, jakiś konkret? Jak wygląda połączenie wiary z niewiarą 50/50? Jak w ogóle definiujesz wiarę i niewiarę czyli jak możesz opisać bez używania tych dwóch słów pogląd na prawdziwość twierdzenia "istnieje Bóg poza wyobraźnią wierzących" wedle swojej recepty na najlepsze połączenie?

Czy potrafisz powiedzieć na czym dokładnie polega "umiarkowanie w jedzeniu i piciu"? A chyba jesteś zwolennikiem takiego umiarkowania. Czy uważasz, że ludziom należy się szacunek? A czy masz matematycznie ścisłą definicję szacunku?

>   Uwzględnij w wyjaśnieniach kwestię "uznawania czegoś czego może nie ma":
>>Dopuszczaj możliwość, że Bóg, którego uznajesz, nie istnieje.
>>Fanatyzm religijny (100% wiary) jest szaleństwem tak samo jak ateizm (0 % wiary).

>   Cóż, wiara jeśli w ogóle występuje to w 100 %. A jak nie to w 0%.

Szklanka jest albo w wypełniona po brzegi, albo zupełnie pusta.

>   Każda wiara jest fanatyczna, gotowa jest zniszczyć, upodlić opanowany przez siebie umysł byle nie ustąpić i często jest w tym skuteczna.

Dlaczego zatem istnieje coś tak strasznego i to na masową skalę?

>   Ty mylisz pojęcia - fanatyzm o jakim zapewne mówisz to nie jest 100% wiary - bo w każdej wierze jest 100% wiary - ale niezgodne z cywilizowanymi normami twierdzenia objęte wiarą. Nawet moc przeróżnych twierdzeń objętych wiarą, ale nie skierowanych przeciw innym ludziom nazywana jest co najwyżej dewocją. Dopiero wiara w konieczność agresji "zyskuje" miano fanatyzmu.

Nieprawda. Mogę wierzyć w jedno z dziesięciorga przykazań (np. w pierwsze).

>>Jedni i drudzy to godni siebie idioci i powinni być umieszczeni w tym samym szpitalu psychiatrycznym.

>   Mógłbyś wyjaśnić bliżej to podobieństwo? Zwłaszcza w nawiązaniu do poprzednich wypocin o racjonalizmie wyboru wiary, czy ateizmie dla głąbów?

Jeżeli Bóg jest z definicji czymś nieempirycznym, to idiotą jest ten, kto dlatego uważa, że Boga nie ma, że nie ma żadnych empirycznych śladów istnienia Bóstwa. Ateiści to na ogół ludzie owładnięci przez negatywne emocje, a takie na pewno nie sprzyjają logicznemu myśleniu.

Sens słów "krasnoludek" i "latający potwór spaghetti" jest taki, że miałyby to być przedmioty empiryczne (tak jak yeti albo potwór z Loch Ness). Rzetelne badanie empiryczne może więc zminimalizować prawdopodobieństwo istnienia takich przedmiotów praktycznie do zera, i tak też się dzieje. Jak jednak empirycznie sprawdzić istnienie tego, co z założenia nieempiryczne? Żaden więc argument "z krasnoludków" czy " z potwora" nie obala możliwości istnienia (nieempirycznej) Istoty Najwyższej, a więc i nie podważa sensu wiary w Jej istnienie. Taki argument przekona tylko niedoświadczonych.

>   Jedni wierzą w Boga pojedynczego, inni potrójnego, jeszcze inni w trzech. Na przykład. Itd.

Jest to typowe dla decyzji podejmowanych w warunkach niepewności. Równie zasadnie można by argumentować, że skoro trzej policjanci pobiegli za zbiegiem w trzech różnych kierunkach, to żadnego zbiega nie było.
20-11-2014 21:32 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
> Należy zapytać: dlaczego teizm istnieje, skoro Bóg nie istnieje? Dlaczego z takim uporem ludzie wyobrażają sobie coś nieistniejącego, pomimo ogromnych postępów nauki i wiedzy? Jedyna sensowna odpowiedź brzmi: człowiek ma naturalną skłonność do uznawania jakiejś Istoty Najwyższej,
Jest to ogromnie złożone zjawisko i próby tłumaczenia tego fenomenu, tak u poszczególnych ludzi, jak i kulturach oraz różnych grupach społecznych jest fascynujące. Dlatego od prawie dwustu lat zajmuje się nim cały kierunek nauki - religioznawstwo. Warto zapoznać się z jego dorobkiem, a poniżej kawałek publicystyki na ten temat:
www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,641034#w641221

>a walka z tą skłonnością jest pozbawiona sensu.
Mądra walka z głupotą ma zawsze sens, ale ponieważ z wiarą nie ma dyskusji, to walka jest bardzo trudna i efekty są wypracowywane bardzo stopniowo i nigdy w 100%.
[Załącznik]

@@@
.
20-11-2014 20:59 
 Ocena 4 na 4
setarkos (10757 punktów)
>człowiek ma naturalną skłonność do uznawania jakiejś Istoty Najwyższej, a walka z tą skłonnością jest pozbawiona sensu.
Słaby argument. Człowiek ma wiele skłonności (w tym np. do nałogów) - dlaczego odmawiać sensu w uwalnianiu się od nich?

> Odsetek ateistów na świecie jest mikroskopijny. Ludzi nie potrafiących dodać dwa do dwóch też jest pewien odsetek, ale czy oznacza to, że 2+2 nie równa się 4?
Odsetek takich czy innych gnostyków jest znaczący. Niewielu jednak wśród nich takich, co wierzą, iżby bóstwo mogło zmienić arytmetykę. Czy Pan się do nich zalicza?

[Za porównanie ateistów to analfabetów rachunkowych obdarowuję Pana minusem.]
21-11-2014 14:10 
 Ocena 7 na 7
astrotaurus (12445 punktów)
>Jest to bardzo powierzchowne spostrzeżenie. Należy zapytać: dlaczego teizm istnieje, skoro Bóg nie istnieje?
   Jest to bardzo głębokie i istotne spostrzeżenie i dlatego próbujesz je zbyć niczym gadając na inny temat.
   Na temat przyczyn istnienia teizmów już zarysowano odpowiedź, więc nie będę drążył tematu, przypomnę natomiast kwestię od której uciekasz: Bóg to pojęcie teizmu i wyłącznie na jego gruncie toczy się ewentualna dyskusja o istnieniu bądź nie postulowanego bytu. Wizja ateisty wysuwającego twierdzenia o nieistnieniu Boga jest wygodna dla teisty, bo może on czuć się we własnych oczach dowartościowany głupotą ateisty głoszącego: "Wymyśliłem Boga i to jest coś czego nie ma". Weź jednak pod uwagę, że to paszkwilanckie wymysły teistyczne, szydzenie z nich to szydzenie z własnej głupoty.

>Jedyna sensowna odpowiedź brzmi: człowiek ma naturalną skłonność do uznawania jakiejś Istoty Najwyższej, a walka z tą skłonnością jest pozbawiona sensu.
   No popatrz, popatrz, a są całe państwa niemal wolne od religijnych fiksacji i tam ta "naturalna skłonność" jakoś nie jest naturalna. Naturalna jest - co za ślepy traf! - jedynie w środowiskach gdzie dzieci są poddawane religijnej indoktrynacji od maleńka.
   W dodatku walka z tą skłonnością daje pewne efekty: odsetek wierzących w ogóle maleje, a szczególnie ogranicza się stopień religijności, coraz mniejszą ilość banialuków podawanych do wierzenia przez religijne system organizacyjne ludzie wierzący przyjmują jako swoje. I nie jest to tylko efekt walki propagandowej, światopoglądowej, ale ...hmmm... naturalna skłonność wynikająca ze świadomości, zwłaszcza kiedy ta świadomość rośnie na podbudowie godziwych warunków życia.

> Odsetek ateistów na świecie jest mikroskopijny.
   I będzie troll szedł w zaparte byle nie przyjąć do wiadomości niewygodnych faktów. Jak upartym durniem trzeba być by nie brać pod uwagę nawet tak ostrożnych szacunków?! To co tu mówić o np. takich?!
   A co się z mózgiem Elaspa dzieje, że nie przyjmuje do wiadomości jak znikomy odsetek stanowią teiści (zwłaszcza wierzący w jakiegokolwiek osobowego boga) wśród najtęższych umysłów planety, ludzi pchających ten świat do przodu? W jaskrawym przeciwieństwie do szamanów rozlicznych religii, którym "zawdzięczamy" jedynie wstecznictwo?

> Ale dlaczego powstała ta "głupota i nienawiść"? O to trzeba zapytać, jeżeli chce się wniknąć w sprawy głębiej.
   Z przyczyny wiary religijnej będącej poważnym upośledzeniem zdolności poznawczych i społecznych ludzkich umysłów. O naukowych ścieżkach zgłębienie tematu już było, wedle religijne mitologii sprawcą wiary jest Bóg. W dodatku wywyższa tę cechę ponad wszystko co jest kolejnym dowodem jak pokracznym tworem wyobraźni jest ów sprawca.

> Czy potrafisz powiedzieć na czym dokładnie polega "umiarkowanie w jedzeniu i piciu"? A chyba jesteś zwolennikiem takiego umiarkowania. Czy uważasz, że ludziom należy się szacunek? A czy masz matematycznie ścisłą definicję szacunku?
   Czy potrafisz nie bełkotać wymijająco? Przypominam pytanie: Hmmmm... a coś bliżej, jakiś konkret? Jak wygląda połączenie wiary z niewiarą 50/50? Jak w ogóle definiujesz wiarę i niewiarę czyli jak możesz opisać bez używania tych dwóch słów pogląd na prawdziwość twierdzenia "istnieje Bóg poza wyobraźnią wierzących" wedle swojej recepty na najlepsze połączenie?
   Możesz na początek odpowiedzieć niedokładnie, ale zacznij odpowiadać na temat. Po mojemu bowiem sformułowanie o "wierze/niewierze 50/50" to tylko bełkot jakiego pełna jest mowa fideistów usiłujących pozbawionymi treści pseudointelektualnymi składankami słów stworzyć wrażenie mądrości i sensu.

> Szklanka jest albo w wypełniona po brzegi, albo zupełnie pusta.
   Niech mi ksiądz, proszę księdza, nie pieprzy debilnych przypowiastek tylko nawiązuje do moich konkretnych wypowiedzi, inaczej nie będę księdzu w stanie pomóc zrozumieć.
   Nie wyrywaj się, nie wierzgaj, doprowadzę Cię może do jakiejś rozumnej refleksji, ale musisz się skupiać na tym co ja mówię i o tym myśleć, a nie o głupich popisach.

> Dlaczego zatem istnieje coś tak strasznego i to na masową skalę?
   Cały czas to samo: było już mówione jak takie rzeczy są poznawane.
   I ja też to samo: wracaj trollu na pole, nie leź w szkodę! U mnie, Elaspie, troll się wiele nie pożywi. Ja wiem, że potrafisz bełkotać o wszystkim, ale wiem też jak mało wiesz i rozumiesz, jak słabo umiesz myśleć. Zatem skup się by odpowiedzieć na moje pytania, odnieść się do moich słów, a nie swoich związanych z nimi skojarzeń.

>Nieprawda. Mogę wierzyć w jedno z dziesięciorga przykazań (np. w pierwsze).
   A czegoż nieprawdę wykazałeś, niebożątko? Tu akurat potwierdzasz to co ja mówię zawsze: wiarę można rozpatrywać wyłącznie w odniesieniu do jednego obiektu/twierdzenia choć, oczywiście wiara może obejmować wiele różnych twierdzeń. Popatrz do jakiego mojego fragmentu wypowiedzi podwiązałeś swoja ripostę (?!) i zrozum, że w wierze "w jedno z dziesięciorga przykazań (np. w pierwsze)" będzie 100% wiary. A w nawiązaniu do fanatyzmu (bo to w tym samym fragmencie): będziesz fanatykiem tego jednego przykazania, natomiast niekoniecznie fanatykiem w sensie relacji społecznych jeśli owa wiara w "w jedno z dziesięciorga przykazań (np. w pierwsze)" nie będzie warunkowała skrajnej nietolerancji czy nawet agresji wobec inaczej myślących, inaczej wierzących.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
27-11-2014 15:46 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>   Na temat przyczyn istnienia teizmów już zarysowano odpowiedź, więc nie będę drążył tematu, przypomnę natomiast kwestię od której uciekasz: Bóg to pojęcie teizmu i wyłącznie na jego gruncie toczy się ewentualna dyskusja o istnieniu bądź nie postulowanego bytu. Wizja ateisty wysuwającego twierdzenia o nieistnieniu Boga jest wygodna dla teisty, bo może on czuć się we własnych oczach dowartościowany głupotą ateisty głoszącego: "Wymyśliłem Boga i to jest coś czego nie ma". Weź jednak pod uwagę, że to paszkwilanckie wymysły teistyczne, szydzenie z nich to szydzenie z własnej głupoty.

Czy trzeba być teistą, aby uznawać istnienie Boga? Czy trzeba być gramatykiem, aby mówić po polsku?

Niedorzeczna obserwacja.

>   No popatrz, popatrz, a są całe państwa niemal wolne od religijnych fiksacji i tam ta "naturalna skłonność" jakoś nie jest naturalna. Naturalna jest - co za ślepy traf! - jedynie w środowiskach gdzie dzieci są poddawane religijnej indoktrynacji od maleńka.

Tak, Korea Północna, Związek Radziecki to z pewnością kraje wolne od "religijnych fiksacji". Co najwyżej jeszcze - sztucznie wyhodowane przez masonerię monstrum, czyli "laicka" Francja, która właśnie (i na szczęście) chyli się ku upadkowi. Katolicka Francja była wielkim mocarstwem - laicka Francja jest państewkiem bez znaczenia w skali światowej. Katolicyzm jest jedynym ratunkiem dla za zarabizowanej Francji.

>   W dodatku walka z tą skłonnością daje pewne efekty: odsetek wierzących w ogóle maleje, a szczególnie ogranicza się stopień religijności, coraz mniejszą ilość banialuków podawanych do wierzenia przez religijne system organizacyjne ludzie wierzący przyjmują jako swoje. I nie jest to tylko efekt walki propagandowej, światopoglądowej, ale ...hmmm... naturalna skłonność wynikająca ze świadomości, zwłaszcza kiedy ta świadomość rośnie na podbudowie godziwych warunków życia.

Nie wiemy, co będzie za 50 lat. Mówisz o zjawiskach masowych, które bardzo trudno modelować i przewidywać.

>> Odsetek ateistów na świecie jest mikroskopijny.
>   I będzie troll szedł w zaparte byle nie przyjąć do wiadomości niewygodnych faktów. Jak upartym durniem trzeba być by nie brać pod uwagę nawet tak ostrożnych szacunków?! To co tu mówić o np. takich?!

Uwaga wyżej ma zastosowanie. Poza tym jest mikroskopijny biorąc pod uwagę całą historię ludzkości, tzn. licząc wszystkie jednostki ludzkie, jakie kiedykolwiek istniały. Oznacza to, ze religijność ma podbudowę nie tylko kulturową (kulturę można w dużym stopniu zmienić), ale genetyczną. Być może człowiek bardzo prędko będzie ateistą, już gdzieś za jakąś sekundę, ale sekundę zegara ewolucyjnego, czyli gdzieś za jakieś 100 000 lat. Tkwisz w zabobonie oświeceniowym, zgodnie z którym likwidacja religijności będzie wynikiem zmiany mentalności, a ta ostatnia zmiana może być dokonana już za sprawą odpowiedniej edukacji (zwłaszcza w duchu nauki i oczywiście w kontrze do religii). Idea "oświecenia", rzekomo wystarczającego do naprawy ludzkości (ewentualnie wystarczającego w połączeniu z poprawą warunków życia) to oświeceniowy zabobon, sprzeczny z tą nauką, jaką jest genetyka. Oświecenie jest sprzeczne z wiedzą naukową, którą to wiedzę Oświecenie zamierza przecież propagować.

Hmmmm... a coś bliżej, jakiś konkret? Jak wygląda połączenie wiary z niewiarą 50/50? Jak w ogóle definiujesz wiarę i niewiarę czyli jak możesz opisać bez używania tych dwóch słów pogląd na prawdziwość twierdzenia "istnieje Bóg poza wyobraźnią wierzących" wedle swojej recepty na najlepsze połączenie?
>   Możesz na początek odpowiedzieć niedokładnie, ale zacznij odpowiadać na temat. Po mojemu bowiem sformułowanie o "wierze/niewierze 50/50" to tylko bełkot jakiego pełna jest mowa fideistów usiłujących pozbawionymi treści pseudointelektualnymi składankami słów stworzyć wrażenie mądrości i sensu.

Polega na unikaniu skrajności - zarówno postawy ateistycznej (czym ona jest, to chyba nie muszę ateiście tłumaczyć), jak i postawy religijno-fanatycznej. Nie wiemy, czy istnienie Bóg, ale nawet jeżeli działamy w imię urojonego celu, takie działanie odróżnia nas od zwierząt i jest samo w sobie cenne. Świadczy bowiem o tym, że jesteśmy także ludźmi, a nie tylko - zwierzętami (zwierzę nie działa w imię urojonych celów).
21-11-2014 14:13 
 Ocena 9 na 9
astrotaurus (12445 punktów)
cd

> Jeżeli Bóg jest z definicji czymś nieempirycznym, to idiotą jest ten, kto dlatego uważa, że Boga nie ma, że nie ma żadnych empirycznych śladów istnienia Bóstwa.
   Hmmm..., jeżeli Bóg jest z definicji czymś nieempirycznym, to idiotą jest ten, kto zaadresuje temu czemuś więcej niż dwa słowa i wzruszenie ramion. A religie postulują istnienie Boga empirycznego aż do bólu: on z tym światem cały czas oddziałuje: stworzył go i cały czas czuwa, czaruje, pomaga, przeszkadza, uzdrawia, karze itp. Dopiero kiedy teiście powie się: "wytłumacz, uzasadnij, udowodnij!" podnosi on wrzask: "ale On jest nieempiryczny!"
   Mając na uwadze takie rzeczy najlepiej by było gdybyś chcąc mówić o Bogu zdefiniował go po swojemu.

> Sens słów "krasnoludek" i "latający potwór spaghetti" jest taki, że miałyby to być przedmioty empiryczne (tak jak yeti albo potwór z Loch Ness).
Pleciesz! Krasnoludek może i tak... ale Latający Potwór Spaghetti to Bóg pełną gębą. Poza tym tak naprawdę nie ma żadnych ograniczeń dla krasnoludka w dziedzinie empiryczności - nasikać może do mleka będąc nieempirycznym jak pierwszy lepszy nieempirycznie czarujący Bóg.

>Żaden więc argument "z krasnoludków" czy " z potwora" nie obala możliwości istnienia (nieempirycznej) Istoty Najwyższej, a więc i nie podważa sensu wiary w Jej istnienie. Taki argument przekona tylko niedoświadczonych.
   Ech, Elaspie, Elaspie... racjonalizacja bełkotem.... jakiś biedny, że tak gładko łykasz własne głupoty....

> Jest to typowe dla decyzji podejmowanych w warunkach niepewności. Równie zasadnie można by argumentować, że skoro trzej policjanci pobiegli za zbiegiem w trzech różnych kierunkach, to żadnego zbiega nie było.
   Och, równie zasadnie możesz wypowiedzieć dowolny idiotyzm jaki wpadł do Twojej biednej głowiny i czynisz to niestrudzenie. Wiara to nie jest niepewność, a ludzie wierzący w najdziwaczniejszych nawet Bogów nie podejmują żadnych decyzji. I nie ma tu żadnego ciśnienia - są całe lata na dociekanie, wyjaśnianie, dyskusje. Tyle że wiara upośledza zdolności poznawcze i ludzie nią dotknięci nie chcą dociekać jak jest, chcą koniecznie pozostawać przy swoim Bogu bez względu na to czy on lubi czapki czy nie.
    Odpowiedz mi konkretnie co za kretyńską definicję racjonalizmu stosujesz by bez cienia wstydu nazwać racjonalnym uparte trwanie przy dowolnej z wielu głupot religijnych funkcjonujących na świecie, a sceptyczne wobec tych głupot i postaw myślenie zajęciem dla głąbów.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Elasp (6859 punktów)

>Hmmm..., itd.

Wydaje mi się, że w tej części nie ma nic, na co musiałbym in extenso odpowiadać. Arogancki i emocjonalny styl wypowiedzi pozostawiam ocenie forumowiczów.
21-11-2014 17:26 
 Ocena 4 na 4
Episode_2 (3284 punktów)
>człowiek ma naturalną skłonność do uznawania jakiejś Istoty Najwyższej, a walka z tą skłonnością jest pozbawiona sensu.
Niedawno pisałeś, że człowiek na naturalną skłonność do złego, a nawet z natury jest zły.
I chcesz z tą naturalną ludzką skłonnością walczyć i to taką prymitywna metodą jak straszenie Bogiem.
I nie da się wytłumaczyć Ci, że to jest bez sensu.
Trochę konsekwencji bym prosił.
Elasp (6859 punktów)
>>człowiek ma naturalną skłonność do uznawania jakiejś Istoty Najwyższej, a walka z tą skłonnością jest pozbawiona sensu.

>Niedawno pisałeś, że człowiek na naturalną skłonność do złego, a nawet z natury jest zły.

Owszem.

>I chcesz z tą naturalną ludzką skłonnością walczyć i to taką prymitywna metodą jak straszenie Bogiem.
>I nie da się wytłumaczyć Ci, że to jest bez sensu.
>Trochę konsekwencji bym prosił.

Milcząco zakładasz, że natura człowieka jest (w pewnym sensie) konsekwentna, więc ewentualny brak konsekwencji obciąża mnie. Tymczasem można zakwestionować właśnie to milcząco przyjęte założenie. Sam człowiek jest "niekonsekwentny" - w tym znaczeniu, że jest a) zwierzęciem i myśli w kategoriach bezpośredniej korzyści własnej, przyjemności zmysłowej, itp., a zarazem jest b) istotą rozumną, zdolną do postępowania w imię zasad, i jest zdolny robić coś dlatego, że tak należy, itd. Umiejętność pomyślenia o Bóstwie należy do sfery b), zaś wspomniane wcześniej naturalne "zło" - do a). Warto zauważyć, że czyste i abstrakcyjne pojęcie Bóstwa, należące, jak wspomniałem, do sfery b), jest podbarwiane przez zmysłowość należącą do sfery a) - otrzymujemy w ten sposób zmysłowe pojęcia Bóstwa: Bogów mieszkających na Olimpie, Boga Ojca, Syna i Ducha Sw., itp.
Episode_2 (3284 punktów)
> Milcząco zakładasz, że natura człowieka jest (w pewnym sensie) konsekwentna, więc ewentualny brak konsekwencji obciąża mnie.
Jak mogłem nie wpaść na to, że to natura jest niekonsekwentna a nie nasz Elasp.

>Sam człowiek jest "niekonsekwentny" - w tym znaczeniu, że jest a) zwierzęciem i myśli w kategoriach bezpośredniej korzyści własnej, przyjemności zmysłowej, itp., a zarazem jest b) istotą rozumną, zdolną do postępowania w imię zasad, i jest zdolny robić coś dlatego, że tak należy, itd. Umiejętność pomyślenia o Bóstwie należy do sfery b), zaś wspomniane wcześniej naturalne "zło" - do a)
Ale mówimy o naturalnych skłonnościach.
Myślenie, używanie rozumu jest próbą wyjścia ponad te naturalne instynkty, ale przecież skłonność do wiary nie ma nic wspólnego z myśleniem. Mówimy o skłonności psychicznej, nie o świadomej decyzji o tym, żeby wierzyć.
Skłonność do szukania przyjemności jest podobnej natury co skłonność np. do posłuszeństwa czy uznawania czyjejś wyższości.

>Umiejętność pomyślenia o Bóstwie należy do sfery b), zaś wspomniane wcześniej naturalne "zło" - do a)
A umiejętność pomyślenia o tym, za co kupić jedzenie?

>Warto zauważyć, że czyste i abstrakcyjne pojęcie Bóstwa, należące, jak wspomniałem, do sfery b), jest podbarwiane przez zmysłowość należącą do sfery a) - otrzymujemy w ten sposób zmysłowe pojęcia Bóstwa: Bogów mieszkających na Olimpie, Boga Ojca, Syna i Ducha Sw., itp.
Albo raczej to oznacza, że nie każdy ma umiejętność myślenia o abstrakcyjnym bóstwie.
Tylko o takim, które spełnia zwierzęcą potrzebę korzyści.

Człowiek posiada umiejętność myślenia i panowania nad instynktami, ale czy umiejętność myślenie o bóstwie jest innym rodzajem myślenia niż myślenie o czymś innym?
10-11-2014 22:19 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
> Wyzwól swój umysł z ograniczeń idiotycznego ateizmu, to światopogląd dla głąbów.
Ostro Pan walczy aby ściągnąć nasze forum do Pańskiego poziomu!

@@@
.
11-11-2014 11:02 
 Ocena 1 na 1
pawel_wr (4297 punktów)

> Bóg może być np. substancją tkwiącą pod znanym nam mikroświatem, do którego to poziomu (jeszcze) nie docierają dostępne nam narzędzia poznawcze. Świadomość może się okazać przejawem tego głębszego poziomu

Bóg może też być krasnoludkiem...

Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
12-11-2014 13:09 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
> Tysiące lat minęło, zanim ludzie wpadli na tak prostą myśl, jak ta o kole. Dlaczego tysięcy lat nie mogłoby zająć dotarcie do właściwiej idei Bóstwa, czy wręcz do Bóstwa samego?
Porównanie bóstwa do koła zdaje się o tyle trafne, że doskonałe koła nie istnieją fizycznie (a tylko jako idealizacje).
To samo porównanie jest o tyle chybione, że dla koła można podać ciąg nie-kół zbieżny do koła - należałoby podać ciąg nie-bóstw zbieżnych do bóstwa, by pomysł istnienia bóstw (jako użytecznego narzędzia w sferze wyobraźni) brać poważnie.

> Wyzwól swój umysł z ograniczeń idiotycznego ateizmu, to światopogląd dla głąbów.
Bez komentarza.
[Regulamin forum i dobry obyczaj nie pozwalają na stosowną reakcję.]
>
04-11-2014 16:31 
 Ocena 7 na 7
Fizyk (17637 punktów)
> Chodziło mi raczej o to, że chociaż naukowcy nie wiedzą, skąd się wziął świat, to wiedzą, że na pewno nie został stworzony przez Boga.

Naukowcy wiedzą, że nikomu nie udało się postawić sensownej hipotezy opisującej jak Bóg mógłby stworzyć świat.
04-11-2014 19:26 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Naukowcy wiedzą, że nikomu nie udało się postawić sensownej hipotezy opisującej jak Bóg mógłby stworzyć świat.

A czy jest jakaś sensowna hipoteza, wyjaśniająca dlaczego doszło do Wielkiego Wybuchu?
04-11-2014 19:58 
 Ocena 2 na 2
niestadny (2492 punktów)

> A czy jest jakaś sensowna hipoteza, wyjaśniająca dlaczego doszło do Wielkiego Wybuchu?
Przede wszystkim tzw. Wielki Wybuch sam jest jedynie hipotezą.
A hipoteza na temat hipotezy? Jak coś rozszerza się(puchnie), znaczy się musiało wcześniej być malutkie, maciupeńkie, tycie... Brzmi sensownie.



stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
04-11-2014 20:04 
 Ocena 2 na 2
Domeru (533 punktów)
>A hipoteza na temat hipotezy? Jak coś rozszerza się(puchnie), znaczy się musiało wcześniej być malutkie, maciupeńkie, tycie... Brzmi sensownie.
>

Albo - efekt rozszerzania został stworzony w celu przetestowania siły wiary. Sensownie będzie częściej się modlić.
04-11-2014 19:59 
 Ocena 4 na 4
Fizyk (17637 punktów)
> A czy jest jakaś sensowna hipoteza, wyjaśniająca dlaczego doszło do Wielkiego Wybuchu?

Owszem, jest, od ponad 20 lat: en.wikipedia.org/wiki/Eternal_inflation
Co więcej, jest coraz lepiej potwiedzona: map.gsfc.nasa.gov/news/
04-11-2014 20:34 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>> A czy jest jakaś sensowna hipoteza, wyjaśniająca dlaczego doszło do Wielkiego Wybuchu?
>Owszem, jest, od ponad 20 lat: en.wikipedia.org/wiki/Eternal_inflation
>Co więcej, jest coraz lepiej potwiedzona: map.gsfc.nasa.gov/news/

Dziękuję za informację, muszę zatem uaktualnić swoją wiedzę, zatrzymałem się bowiem na pracach Gamowa, Weinberga, Hawkinga i Reesa.

Jestem ciekaw, czy a) teoria ta wyjaśnia, dlaczego wszechświat ma 13 mld lat, a nie np. 130mld? Skoro Jest jakaś sensowna odpowiedź np. na pytanie, dlaczego II Wojna Światowa wybuchła w r 1939, a nie np. w r. 1929, to i powinna być odpowiedź na to pierwsze. Będę także wdzięczny za informację, czy b) jest jakieś wyjaśnienie, dlaczego prawa fizyki obowiązujące w chwili Wielkiego Wybuchu były akurat takie a nie inne? Prawa fizyki nie są oczywiste same przez się (jak prawa logiki), musi więc istnieć jakiś powód, dla którego świat rządzi się akurat tymi, a nie innymi prawami. Chcę przez to powiedzieć, że przyjmując inne zdania jako prawa, doszlibyśmy do innego, ale nierzeczywistego świata. Dlaczego więc nasz świat jest tym realnym, a nie ów fikcyjny? Musi istnieć jakiś powód, dla którego tak się dzieje.
04-11-2014 21:48 
 Ocena 8 na 8
Fizyk (17637 punktów)
>> en.wikipedia.org/wiki/Eternal_inflation
> Jestem ciekaw, czy a) teoria ta wyjaśnia, dlaczego wszechświat ma 13 mld lat, a nie np. 130 mld?

Nie, ta teoria nie wyjaśnia tego, bo wyjaśnienie jest trywialnie proste: za 117 mld lat nie będzie Pan mógł zadać tego pytania.

> Będę także wdzięczny za informację, czy b) jest jakieś wyjaśnienie, dlaczego prawa fizyki obowiązujące w chwili Wielkiego Wybuchu były akurat takie a nie inne?

Służę uprzejmie: Prawa fizyki wynikają z różnych symetrii, np. prawo zachowania energii wynika z symetrii przesunięcia w czasie, prawo zachowania pędu - z symetrii przesunięcia w przestrzeni, itd. Mówi o tym twierdzenie Noether, znane od ponad stu lat.

A czy w zamian mógłby Pan mi opisać w jaki sposób Bóg zmajstrował świat?
04-11-2014 22:29 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Nie, ta teoria nie wyjaśnia tego, bo wyjaśnienie jest trywialnie proste: za 117 mld lat nie będzie Pan mógł zadać tego pytania.

Czym rożni się zasada antropiczna od powiedzenia, że jakieś dobre Bóstwo ustanowiło świat fizyczny i jego prawa takimi, aby stworzony przez to Bóstwo człowiek mógł się widokiem tego świata rozkoszować i że gdyby stworzyło świat innym, nie byłoby tam miejsca dla owego delektującego się światem człowieka? Zasada antropiczna to pseudo-wyjaśnienie, to teologia, tyle że bez słowa "Bóg". Jest Pan chyba zbyt rozsądnym człowiekiem, aby faktycznie uznawać to, co napisał Pan powyżej.

>Służę uprzejmie: Prawa fizyki wynikają z różnych symetrii, np. prawo zachowania energii wynika z symetrii przesunięcia w czasie, prawo zachowania pędu - z symetrii przesunięcia w przestrzeni, itd. Mówi o tym twierdzenie Noether, znane od ponad stu lat.

Pamiętam, że była już kiedyś o tym mowa. Zapytam zatem: co przesądza o tym, że obowiązuje twierdzenie Noether? Przecież także nie jest to tautologia ani definicja. Musi istnieć jakiś powód, dla którego obowiązuje akurat to twierdzenie, a nie np. twierdzenie odmienne albo zgoła przeciwne. Mogę luźno pomyśleć o światach, w których to twierdzenie nie obowiązuje, ale każdy z takich światów jest fikcyjny. Dlaczego istnieje akurat świat, w którym obowiązuje twierdzenie Noether, a nie jakiś inny?

>A czy w zamian mógłby Pan mi opisać w jaki sposób Bóg zmajstrował świat?

Jeżeli uda mi się kiedyś skontaktować z Bogiem, to zadam Mu to pytanie. A jeśli uda mi się zrozumieć odpowiedz, niezwłocznie przekażę ją czytelnikom "Racjonalisty".
06-11-2014 11:04 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
> Czym rożni się zasada antropiczna od powiedzenia, że jakieś dobre Bóstwo ustanowiło świat fizyczny i jego prawa takimi, aby stworzony przez to Bóstwo człowiek mógł się widokiem tego świata rozkoszować i że gdyby stworzyło świat innym, nie byłoby tam miejsca dla owego delektującego się światem człowieka?

Tym, że Bóstwo jest zbędne.

> Zasada antropiczna to pseudo-wyjaśnienie, to teologia, tyle że bez słowa "Bóg".

No właśnie, słowo "Bóg" jest zbędne, ale teologia nie jest w stanie tego pojąć. A co do zasady antropicznej, to rzeczywiście daje ona odpowiedzieć na pytania teistów nie taką jaką oczekują. Ale to już jest problem teistów.

>> Prawa fizyki wynikają z różnych symetrii, np. prawo zachowania energii wynika z symetrii przesunięcia w czasie, prawo zachowania pędu - z symetrii przesunięcia w przestrzeni, itd. Mówi o tym twierdzenie Noether, znane od ponad stu lat.
> Pamiętam, że była już kiedyś o tym mowa.

No to po co pyta Pan w kółko o to samo?

> Zapytam zatem: co przesądza o tym, że obowiązuje twierdzenie Noether? Przecież także nie jest to tautologia ani definicja.

Matematycznie, to tylko tautologia: jeżeli symetria to prawo zachowania i na odwrót. Ale intucyjnie nie jest to oczywiste. Na tym polega potęga matematyki.

>> A czy w zamian mógłby Pan mi opisać w jaki sposób Bóg zmajstrował świat?
> Jeżeli uda mi się kiedyś skontaktować z Bogiem, to zadam Mu to pytanie.

No właśnie, to jest ten problem z hipotezą Boga, że nic ona nie posuwa naszej wiedzy. Co gorsze, serwując pseudo-wyjaśnienie zniechęca do szukania tej wiedzy.
07-11-2014 13:33 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>>> A czy w zamian mógłby Pan mi opisać w jaki sposób Bóg zmajstrował świat?
>> Jeżeli uda mi się kiedyś skontaktować z Bogiem, to zadam Mu to pytanie.
> No właśnie, to jest ten problem z hipotezą Boga, że nic ona nie posuwa
> naszej wiedzy. Co gorsze, serwując pseudo-wyjaśnienie zniechęca do szukania tej wiedzy.

A co jeszcze gorsze, obiecuje gruszki na wierzbie w nieodgadnionej przyszłości, przy słabo umotywowanych założeniach wygłoszonych a priori.
Podobnie jest z kol. Zakonnikiem. Mówi, że sprawiedliwość będzie wymierzona w Niebie (co niby ma wynikać z niesprawiedliwości na Ziemi).

A już przecież dzieci w przedszkolu wiedzą, że obiecanki-cacanki.
Pozdrowienia


Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
20-11-2014 14:50 
 Ocena 5 na 5
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Chcę przez to powiedzieć, że przyjmując inne zdania jako prawa,
> doszlibyśmy do innego, ale nierzeczywistego świata. Dlaczego więc nasz
> świat jest tym realnym, a nie ów fikcyjny? Musi istnieć jakiś powód, dla którego tak się dzieje.

Dlaczego nasz świat jest tym realnym, a nie ten wynikający z przyjęcja innych zdań i praw przez kol. Elaspa?
Dłuższa odpowiedź:
Bo ekspansja świata potoczyła się zgodnie z prawami nas otaczającymi, a nie tymi o których kol. Elasp ogólnie pomyślał.

Krótsza, też skierowana do niego:
Bo to nie kol. Elasp jest Bogiem.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
20-11-2014 17:18 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Dłuższa odpowiedź:
>Bo ekspansja świata potoczyła się zgodnie z prawami nas otaczającymi, a nie tymi o których kol. Elasp ogólnie pomyślał.

Ale dlaczego właśnie zgodnie z tymi? Dlaczego stałe fizyczne mają akurat te, a nie inne wielkości? Nie ma żadnej logicznej konieczności w tym, aby np. prędkość światła wynosiła ok. 300 000 km/s. Dlaczego świat, w którym ta prędkość = np. 900 000 km/s nie istnieje? Co jest takiego szczególnego w tej wielkości (ok. 300 000 km/s), że obowiązuje właśnie ona, a nie któraś z nieskończenie wielu wielkości alternatywnych?
20-11-2014 20:00 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Dłuższa odpowiedź:
Bo ekspansja znanego przez nas świata potoczyła się zgodnie z jego prawami. W efekcie mamy:
a) stałe fizyczne o akurat tych, a nie innych wielkościach
b) np. prędkość światła wynoszącą około 300 000 km/s.
Ekspansja potoczyła się zgodnie z doświadczalnymi przez nas, a nie innymi wielkościami, o których kol. Elasp ogólnie pomyślał (a w jednym przypadku w szczególe c=900 000 km/s)).

Krótsza, też skierowana do niego:
Bo to nie kol. Elasp jest Bogiem i nie on ustalał co i jak.

> Co jest takiego szczególnego w tej wielkości (ok. 300 000 km/s),
> że obowiązuje właśnie ona, a nie któraś z nieskończenie wielu
> wielkości alternatywnych?

To, że jest rzeczywista tzn realnie obowiązuje. Inne są tylko przez kogoś pomyślane (tu przez kol. Elaspa)
Pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Elasp (6859 punktów)

>Dłuższa odpowiedź:
>Bo ekspansja znanego przez nas świata potoczyła się zgodnie z jego prawami. W efekcie mamy, itd.

Ale dlaczego jego prawami są właśnie te prawa? Dlaczego nie potoczyła się zgodnie z innymi prawami? Aby uprzedzić odpowiedź odwołującą się do zasady antropicznej można od razu pomyśleć o niewielkim przesunięciu pewnych (lub wszystkich) stałych fizycznych, tak ażeby mógł powstać świat, w którym mógłby zaistnieć obserwator (niewiele różniący się od nas).

>To, że jest rzeczywista tzn realnie obowiązuje. Inne są tylko przez kogoś pomyślane (tu przez kol. Elaspa)

- Dlaczego obowiązuje prawo X, a nie prawo Y?
- Bo obowiązuje prawo X, a nie prawo Y.
julian (1206 punktów)
(zablokowany)
>>Dłuższa odpowiedź:
>>Bo ekspansja znanego przez nas świata potoczyła się zgodnie z jego prawami. W efekcie mamy, itd.
> Ale dlaczego jego prawami są właśnie te prawa? Dlaczego nie potoczyła się zgodnie z innymi prawami? Aby uprzedzić odpowiedź odwołującą się do zasady antropicznej można od razu pomyśleć o niewielkim przesunięciu pewnych (lub wszystkich) stałych fizycznych, tak ażeby mógł powstać świat, w którym mógłby zaistnieć obserwator (niewiele różniący się od nas).

Ciekawy wykład a propos praw fizyki i wiary:
www.youtube.com/watch?v=291sutj35Mo
21-11-2014 07:54 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>>To, że jest rzeczywista tzn realnie obowiązuje. Inne są tylko przez kogoś pomyślane (tu przez kol. Elaspa)
> - Dlaczego obowiązuje prawo X, a nie prawo Y?
> - Bo obowiązuje prawo X, a nie prawo Y.

Oj, trzeba mieć do Pana cierpliwość
Przecież w owej argumentacji sam Pan jest mistrzem (autoreferencja, tudzież orzekanie arbitralne), więc odpowiedź powinna być dla Pana swojska. Czego innego Pan oczekuje w przypadku nowych, niepotwierdzonych jeszcze teorii?
Mógłbym jeszcze powiedzieć: to ciekawe.
Albo: nie wiem.

> Aby uprzedzić odpowiedź odwołującą się do zasady antropicznej można
> od razu pomyśleć o niewielkim przesunięciu pewnych (lub wszystkich) stałych
> fizycznych, tak ażeby mógł powstać świat, w którym mógłby zaistnieć obserwator
> (niewiele różniący się od nas).

Można. Czemu nie?
Kiedyś na mojej uczelni wykładowca opowiadał, jak jego młody kolega z wydziału głowił się przez rok nad wynalezieniem nowego nowatorskiego układu pomiaru wielkości elektrycznych.
Głowił się i głowił.. aż w końcu kiedyś pokazał kolegom wymyślony w pocie czoła schemat.
Koledzy parsknęli smiechem. Okazało się, że wymyślił Mostek Wheatstone'a

Nieomal te same pytania, co Pan zadają sobie m.in. Dr Brian Greene i Clifford Johnson.
innemedium(*)ownolegle-ukryta-rzeczywistosc

Serdecznie pozdrawiam ambitnego Kolegę

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
20-11-2014 20:09 
 Ocena 7 na 7
Fizyk (17637 punktów)
> Nie ma żadnej logicznej konieczności w tym, aby np. prędkość światła wynosiła ok. 300 000 km/s.

No nie ma.

> Dlaczego świat, w którym ta prędkość = np. 900 000 km/s nie istnieje?

Bo 27 pażdziernika 1790 roku Fracuska Adademia Nauk zdefiniowała metr jako jedną dziesięciomilionową odległości między równikiem a biegunem północnym, a nie np. jedną trzydziestomilionową.

> Co jest takiego szczególnego w tej wielkości (ok. 300 000 km/s), że obowiązuje właśnie ona, a nie któraś z nieskończenie wielu wielkości alternatywnych?

A co jest takiego szczególnego w tym, że moja lewa rękawiczka się zawieruszyła a prawa nie?
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> A co jest takiego szczególnego w tym, że moja lewa
> rękawiczka się zawieruszyła a prawa nie?

Szczególnego jest to, że ma Pan inaczej, niż ja.
Dziś rano akurat sprawdziłem: w szafie mam jedną parę rękawiczek niepogubionych od dwóch lat (uf! bo wstępnie myślałem, że jedna z nich się zawieruszyła). Drugi sparowany zestaw od dwóch innych par (pogubionych połowicznie wcześniej, na szczęście zgubiły się lewa i prawa).
Na końcu trzecią samotną rękawiczkę od czwartej pary.

Każdy człowiek jest inny i szczególny. Jak rękawiczki i stałe

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
20-11-2014 22:12 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>> Nie ma żadnej logicznej konieczności w tym, aby np. prędkość światła wynosiła ok. 300 000 km/s.
>No nie ma.

>> Dlaczego świat, w którym ta prędkość = np. 900 000 km/s nie istnieje?
>Bo 27 pażdziernika 1790 roku Fracuska Adademia Nauk zdefiniowała metr jako jedną dziesięciomilionową odległości między równikiem a biegunem północnym, a nie np. jedną trzydziestomilionową.

Jak rozumiem, to, że ma Pan jedną żonę, a nie siedem, zawdzięcza Pan Euklidesowi, a może nawet Babilończykom?

>> Co jest takiego szczególnego w tej wielkości (ok. 300 000 km/s), że obowiązuje właśnie ona, a nie któraś z nieskończenie wielu wielkości alternatywnych?

>A co jest takiego szczególnego w tym, że moja lewa rękawiczka się zawieruszyła a prawa nie?

Musiał być jakiś powód, dla którego lewa rękawiczka się zawieruszyła, a nie prawa. Inaczej zagnięłaby prawa, obie, albo żadna.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>>> Co jest takiego szczególnego w tej wielkości (ok. 300 000 km/s), że obowiązuje
>>> właśnie ona, a nie któraś z nieskończenie wielu wielkości alternatywnych?
>> A co jest takiego szczególnego w tym, że moja lewa rękawiczka się zawieruszyła a prawa nie?
> Musiał być jakiś powód, dla którego lewa rękawiczka się zawieruszyła, a nie prawa.
> Inaczej zagnięłaby prawa, obie, albo żadna.

Tak, powód był. Była to nieuwaga, czy chwilowe roztargnienie. Ale czy jest w tym coś szczególnego - wątpię. Raczej typowego.
Podwód dla którego zaginęła akurat lewa rękawiczka a nie prawa, nie żadna lub nie wszystkie też jest prozaiczny.
Moje typy:
- niestaranne włożenie jej do lewej kieszeni i szybki obrót
- słabsze lewe oko
- przypadkowe niestabilne ułożenie na krześle lub siedzeniu samochodu (na zewnątrz, lub na podłogę osunęła się akurat lewa).
Pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
20-11-2014 20:41 
 Ocena 4 na 4
setarkos (10757 punktów)
> Co jest takiego szczególnego w tej wielkości (ok. 300 000 km/s), że obowiązuje właśnie ona, a nie któraś z nieskończenie wielu wielkości alternatywnych?
Zadaje Pan nonsensowne pytanie. Gdyby prędkość światła wyrażała się jakąkolwiek inną liczbą (co zależy, jak tłumaczy kolega Fizyk, tylko od przyjęcia jednostek), to nadal by to Pana dziwiło? W każdej upatrywałby Pan czegoś szczególnego (boskiego znaku)?
Należałoby może spytać dlaczego prędkość światła (i każda stała fizyczna) jest wielkością skończoną?

[Przy nieskończonych prędkościach mogłoby się coś dziać bezzwłocznie, a w żaden sposób na to nie wygląda (podobno nawet stworzenie świata nieco czasu zajęło). Jak zresztą mierzyć coś nieskończonego?]
20-11-2014 22:25 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Zadaje Pan nonsensowne pytanie. Gdyby prędkość światła wyrażała się jakąkolwiek inną liczbą (co zależy, jak tłumaczy kolega Fizyk, tylko od przyjęcia jednostek), to nadal by to Pana dziwiło? W każdej upatrywałby Pan czegoś szczególnego (boskiego znaku)?

Nie rozumiecie Panowie bardzo prostego pytania. Pytanie brzmi: Przyjmując jednostkę, jaką jest metr, tzn. przyjmując obowiązującą od XVIII wieku definicję metra, dlaczego prędkość światła wynosi akurat 300 000 km/s, a nie np. trzy razy więcej (tych samych metrów/s)? Musi istnieć powód, dla którego tak jest. Jaki? Mogę przecież sobie wyobrazić, ze przy zachowaniu dotychczasowej definicji metra, prędkość światła wynosi 900 000 km/sek? Dlaczego więc nie obowiązuje ta druga wielkość?
20-11-2014 22:47 
 Ocena 4 na 4
Domeru (533 punktów)
> Mogę przecież sobie wyobrazić, ze przy zachowaniu dotychczasowej definicji metra, prędkość światła wynosi 900 000 km/sek? Dlaczego więc nie obowiązuje ta druga wielkość?

Pytałeś w tym wszechświecie, gdzie wynosi 900, dlaczego akurat tyle?
21-11-2014 00:23 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
> Dlaczego więc nie obowiązuje ta druga wielkość?
Proszę pomyśleć.
21-11-2014 07:03 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
>> Zadaje Pan nonsensowne pytanie.
> Nie rozumiecie Panowie bardzo prostego pytania.

Nie, to Pan nie rozumie jak go sensownie zadać. Nam się tylko nie chce samych siebie pytać.
Elasp (6859 punktów)

>Nie, to Pan nie rozumie jak go sensownie zadać. Nam się tylko nie chce samych siebie pytać.

Odnoszę wrażenie, że Pańskie wyjaśnienie polega na ściemnianiu.
21-11-2014 14:02 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
>> Nie, to Pan nie rozumie jak go sensownie zadać. Nam się tylko nie chce samych siebie pytać.
> Odnoszę wrażenie, że Pańskie wyjaśnienie polega na ściemnianiu.

Co ja poradzę na to, że tyle Pan napchał bzdur religijnych do swojej głowy, że nie ma w niej miejsca na solidną wiedzę? No ale spróbuję coś poradzić...

Niech Pan sobie wyobrazi, że jest Pan Panem Bogiem... Eee, nie... panem Tompkinsem wystarczy...
Cytat:
Wyobraźmy sobie hipotetycznego obserwatora niezależnego od naszego Wszechświata - nazwijmy go panem Tompkinsem (bohaterem książek George Gamowa). Załóżmy, że pan Tompkins zapadł w sen. Przyśnił mu się Wszechświat taki jak nasz, z wyjątkiem wartości prędkości światła. ...

Dalej tu: pl.wikipedia.org/wiki/Jednostki_Plancka

Niech Pan postara się to zrozumieć. Obawiam się jednak, że będzie Pan musiał najpierw te śmieci z głowy wyrzucić.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>> Nie rozumiecie Panowie bardzo prostego pytania.
> Nie, to Pan nie rozumie jak go sensownie zadać. Nam się tylko nie chce samych siebie pytać.

Dokładnie tak.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
21-11-2014 11:07 
 Ocena 3 na 3
setarkos (10757 punktów)
> Nie rozumiecie Panowie bardzo prostego pytania.
Podpowiem inne pytania:
1. Dlaczego stosunek masy protonu do masy elektronu wynosi akurat 1836,1527... ?
2. Dlaczego wartość stałej struktury subtelnej wynosi akurat (niecałe) 1/137 ?

Proponuję też zapoznać się z układem jednostek naturalnych, zwłaszcza z zawartym w ich opisie eksperymentem myślowym.
Elasp (6859 punktów)

>Proponuję też zapoznać się z układem jednostek naturalnych, zwłaszcza z zawartym w ich opisie [url=http://pl.wikipedia.org

Nie chodzi o to, że można przedstawić prędkość światła c w sposób abstrakcyjny jako L/T, ale o to, że definicje L i T nie mogą być dowolne, tylko akurat te, które są wskazane w rubryce "Stałe Plancka/Definicja". Innymi słowy, dlaczego pomiar wskazuje, że czas potrzebny fotonowi do przebycia długości Plancka wynosi akurat tyle pl.wikiped(*)ługość_Plancka, a nie mniej albo więcej? Jest to przecież zależne przynajmniej po części od rzeczywistości, a nie tylko od definicji metra i sekundy. Otrzymalibyśmy jedną, konkretną wielkość (równą po przeliczeniu dotychczasowej), gdybyśmy zamiast metrem posłużyli się łokciem, a zamiast sekundą - zdrowaśką, jak w zegarze na groch u Barei.

Jeszcze inaczej. Doświadczenie mówi: przebycie drogi P trwa O. Pytanie nie brzmi: dlaczego przebycie drogi P trwa O? (bo na takie pytanie mogę odpowiedzieć: bo tak mówi doświadczenie), ale: Dlaczego doświadczenie mówi: przebycie drogi P trwa O?
21-11-2014 20:11 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
> Pytanie nie brzmi: dlaczego przebycie drogi P trwa O? (bo na takie pytanie mogę odpowiedzieć: bo tak mówi doświadczenie), ale: Dlaczego doświadczenie mówi: przebycie drogi P trwa O?
Chyba nie rozumiem tego prostego pytania.

[Chodzi o to dlaczego O nie jest zerowe, nieskończone ani ujemne?
Czy może o to, że dla innych wartości stałych fizycznych nie mogłyby np. istnieć atomy?]
21-11-2014 21:22 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Chyba nie rozumiem tego prostego pytania.

Nie będę Pana przekonywać, że to Pan nie rozumie, tym bardziej że jest Pan mądrym człowiekiem. Może faktycznie ja popełniłem gdzieś błąd w sztuce i to ja, czegoś nie dostrzegając, bezsensownie upieram się przy swoim. Proponuję więc na razie odłożyć tę kwestię.
04-11-2014 17:39 
 Ocena 3 na 3
setarkos (10757 punktów)
> chociaż naukowcy nie wiedzą, skąd się wziął świat, to wiedzą, że na pewno nie został stworzony przez Boga.
O ile są naukowcy głoszący pewność w tym względzie, to faktycznie nie brzmi zbyt dobrze.
Powinni raczej twierdzić, że skoro świat się wziął z 'nie_wiadomo_czego', to został stworzony przez 'nie_wiadomo_co'.

["Bóg" zaś, to właśnie 'nie_wiadomo_co' jak wihajster - czyż nie?]
>
04-11-2014 21:11 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>["Bóg" zaś, to właśnie 'nie_wiadomo_co' jak wihajster - czyż nie?]

Nie. Bóg to z definicji coś, co istnieje koniecznie, a więc w każdym możliwym świecie. Jeżeli miałby Pan możliwość dokładnego przepatrzenia wszystkich możliwych światów (oczywiście świat rzeczywisty jest także światem możliwym), i znalazłby Pan przedmiot istniejący w nich wszystkich, przedmiot ten będzie Bogiem. Można więc powiedzieć, że kwestia 1) czy (tak rozumiany) Bóg istnieje oraz 2) co jest owym istniejącym Bogiem, może być w zasadzie rozstrzygnięta. Na przykład gdyby się okazało, ze liczba możliwych światów = 1 (tzn. że nasz świat jest jedynym światem możliwym), wtedy na mocy definicji każdy przedmiot nieprzerwanie istniejący w naszym świecie uzyska status Bóstwa.
04-11-2014 21:32 
 Ocena 1 na 1
farmer (22440 punktów)
>>["Bóg" zaś, to właśnie 'nie_wiadomo_co' jak wihajster - czyż nie?]
> Nie. Bóg to z definicji coś, co istnieje koniecznie, a więc w każdym możliwym świecie. Jeżeli miałby Pan możliwość dokładnego przepatrzenia wszystkich możliwych światów (oczywiście świat rzeczywisty jest także światem możliwym), i znalazłby Pan przedmiot istniejący w nich wszystkich, przedmiot ten będzie Bogiem.

Gdzieś to można jeszcze przeczytać?

>Można więc powiedzieć, że kwestia 1) czy (tak rozumiany) Bóg istnieje oraz 2) co jest owym istniejącym Bogiem, może być w zasadzie rozstrzygnięta. Na przykład gdyby się okazało, ze liczba możliwych światów = 1 (tzn. że nasz świat jest jedynym światem możliwym), wtedy na mocy definicji każdy przedmiot nieprzerwanie istniejący w naszym świecie uzyska status Bóstwa.

MUSI. Koniecznie MUSI.


A teraz czytam Hawkinga

....To spontaniczna kreacja jest przyczyną, w wyniku której istnieje raczej coś niż nic, w wyniku której my istniejemy. Nie ma żadnej potrzeby, żeby przywoływać tu Boga, który stworzył wszechświat".

Czyli tak.

ale nie czekaj...Hawking to wiem ale co ja czy tam tu?
04-11-2014 22:46 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Gdzieś to można jeszcze przeczytać?

Jest to Leibnizjańskie rozumienie Boga.
04-11-2014 23:33 
 Ocena 4 na 4
farmer (22440 punktów)
>>Gdzieś to można jeszcze przeczytać?
> Jest to Leibnizjańskie rozumienie Boga.

A dzięki. Liczyłem na jakieś współczesne opracowania. Coś w stylu że badając czarną dziurę na dzień dobry wiemy że tam jest bóg. Jednak Ciężko u współczesnych badaczy doszukać się tego typu konsekwencji.


Tu w rozmowach "zawsze" esencją jest bóg, zupełnie odmiennie niż u badaczy np rubieży kosmosu. Gdzie próżno doszukać się jednoznacznych odpowiedzi w temacie zdawałoby się o niebo lżejszym niż całość. A tą całość zamyka się jednoznacznie klamrą tzw. bóg.

Fajny przeskok.

05-11-2014 13:47 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Gdzieś to można jeszcze przeczytać?
> Jest to Leibnizjańskie rozumienie Boga.
Małgorzata Gwarny:
(...) Bóg Leibniza. Jest on ostateczną racją rzeczy, prostą substancją pierwotną obejmującą w najwyższym stopniu wszystkie doskonałości zawarte w substancjach pochodnych, będących jej skutkami. Boga cechuje zatem wszechmoc, wszechwiedza i najwyższa dobroć. Wszechmoc, w świetle rozważań o boskim wyborze świata, nie jest jednak absolutna - podlega bowiem konieczności logicznej. Bóg NIE MÓGŁ wybrać świata, który by nie spełniał praw logiki i matematyki.
Sam filozof interpretuje to inaczej : "Z najwyższej doskonałości Boga wynika, że stwarzając świat wybrał
plan najlepszy z możliwych, w którym największa rozmaitość łączy się z największym porządkiem, (...) największy skutek wywołany jest najprostszymi środkami i tyle jest mocy, tyle wiedzy, szczęścia i dobroci
w stworzeniach, ile tylko zdołał przyjąć wszechświat.
"


@@@
.
Elasp (6859 punktów)
>.
>Gdzieś to można jeszcze przeczytać?
>> Jest to Leibnizjańskie rozumienie Boga.
>Małgorzata Gwarny:
> [color=navy](...) Bóg Leibniza. Jest on ostateczną racją rzeczy, prostą substancją pierwotną obejmującą w najwyższym stopniu wszystkie doskonałości zawarte w substancjach pochodnych, będących jej skutkami. Boga cechuje zatem wszechmoc, wszechwiedza i najwyższa dobroć. Wszechmoc, w świetle rozważań o boskim wyborze świata, nie jest jednak absolutna - podlega bowiem konieczności logicznej. Bóg NIE MÓGŁ wybrać świata, który by nie spełniał praw logiki i matematyki.
>Sam filozof interpretuje to inaczej

a mianowicie tak oto:

"A. Bóg nie może znaleźć rzeczy absurdalnych. Tak samo jak gdyby ktoś prosił Boga o wskazanie mu sposobu podzielenia trzech talarów na dwie równe części całkowite, to znaczy na takie, o których nie trzeba by mówić jeden i pół, czy coś w tym rodzaju.

B. Masz słuszność. Byłoby to wymaganiem rzeczy absurdalnych, niegodnych Boga, a raczej nie tyle wymaganiem, ile nieuprzytomnianiem sobie tego, czego się wymaga."

"O wolności ludzkiej i o źródle zła" (1695) w: Leibniz G. W.: Wyznanie wiary filozofa, tłum. S. Cichowicz i in., PWN Warszawa 1969, s. 157-158.
05-11-2014 19:08 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Cytat:
> Jest to Leibnizjańskie rozumienie Boga.
Małgorzata Gwarny:
(...) Bóg Leibniza. Jest on ostateczną racją rzeczy, prostą substancją pierwotną obejmującą w najwyższym stopniu wszystkie doskonałości zawarte w substancjach pochodnych, będących jej skutkami. Boga cechuje zatem wszechmoc, wszechwiedza i najwyższa dobroć. Wszechmoc, w świetle rozważań o boskim wyborze świata, nie jest jednak absolutna - podlega bowiem konieczności logicznej. Bóg NIE MÓGŁ wybrać świata, który by nie spełniał praw logiki i matematyki.
Sam filozof interpretuje to inaczej : "Z najwyższej doskonałości Boga wynika, że stwarzając świat wybrał
plan najlepszy z możliwych, w którym największa rozmaitość łączy się z największym porządkiem, (...) największy skutek wywołany jest najprostszymi środkami i tyle jest mocy, tyle wiedzy, szczęścia i dobroci
w stworzeniach, ile tylko zdołał przyjąć wszechświat.
"

>>>>Sam filozof interpretuje to inaczej
> a mianowicie tak oto:
> "A. Bóg nie może znaleźć rzeczy absurdalnych. Tak samo jak gdyby ktoś prosił Boga o wskazanie mu sposobu podzielenia trzech talarów na dwie równe części całkowite, to znaczy na takie, o których nie trzeba by mówić jeden i pół, czy coś w tym rodzaju.
> B. Masz słuszność. Byłoby to wymaganiem rzeczy absurdalnych, niegodnych Boga, a raczej nie tyle wymaganiem, ile nieuprzytomnianiem sobie tego, czego się wymaga."
> "O wolności ludzkiej i o źródle zła" (1695) w: Leibniz G. W.: Wyznanie wiary filozofa, tłum. S. Cichowicz i in., PWN Warszawa 1969, s. 157-158.
Najlepsze zawsze są oryginały i do nich, gdy to tylko możliwe należy sięgać, ale gdy mamy możliwość dostarczenia tylko
z nich jakiegoś wyboru, najlepiej, gdy dokonują go profesjonaliści. Szczególnie, gdy są komunikatywni.
Małgorzata Gwarny. Doktor filozofii, adiunkt w Katedrze Historii Filozofii. Interesuje się teofilozofią i filozofią religii,
w szczególności ich nowożytnymi (XVII i XVIII w.) ujęciami i transformacjami. Magisterium poświęciła teistycznej składowej myśli Leibniza, doktorat (2006) - religijnej i społeczno-politycznej myśli Paine'a. W ostatnich latach zaangażowana w projekt konferencyjno-monograficzny, efektem którego są współredagowane książki o Bogu (2010, 2012; także współautorstwo). Publikowała m.in. w " "Edukacji Filozoficznej" i w "Folia Philosophica". Wielbicielka Leibniza; prywatnie miłośniczka zwierząt i dalekich podróży.


@@@
.
06-11-2014 11:43 
 Ocena 6 na 6
Fizyk (17637 punktów)
> Bóg nie może znaleźć rzeczy absurdalnych. Tak samo jak gdyby ktoś prosił Boga o wskazanie mu sposobu podzielenia trzech talarów na dwie równe części całkowite, to znaczy na takie, o których nie trzeba by mówić jeden i pół, czy coś w tym rodzaju.

To Stefan Banach i Alfred Tarski potrafili a Bóg nie potrafi? Słaby ten Bóg.
04-11-2014 23:58 
 Ocena 5 na 5
setarkos (10757 punktów)
> Bóg to z definicji coś, co istnieje koniecznie, a więc w każdym możliwym świecie.
Z takim czymś (lub bardzo podobnym) mamy chyba do czynienia w teorii mnogości. Istnieje bowiem zbiór, który zawiera się w każdym zbiorze. W dodatku jest dokładnie jeden taki zbiór. Nazywa się to zbiorem pustym.
05-11-2014 17:37 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Z takim czymś (lub bardzo podobnym) mamy chyba do czynienia w teorii mnogości. Istnieje bowiem zbiór, który zawiera się w każdym zbiorze. W dodatku jest dokładnie jeden taki zbiór. Nazywa się to zbiorem pustym.

Bardzo dobry dowód na istnienie Boga - widzę, że i ja mogę się czegoś od racjonalistów dowiedzieć. Słowo "pusty" ma trochę pejoratywne znaczenie, co nie powinno nas powstrzymywać przed interpretacją zgodnie z którą Bóg jest reprezentowany przez zbiór pusty. Jeżeli dodatkowo powiem, że relację inkluzji zachodzącą między zbiorem pustym a dowolnym innym zbiorem należy nazwać zależnością od zbioru pustego, uzyskam wniosek, że każdy przedmiot (w szczególności każdy możliwy świat, pojęty jako zbiór) zależy od Boga.
07-11-2014 20:30 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Panie Elaspie, strasznie Pan zanudza tym - nomen omen- pustosłowiem ubranym w szaty logiki.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
07-11-2014 23:15 
 Ocena-2 na 4
Elasp (6859 punktów)
>Panie Elaspie, strasznie Pan zanudza tym - nomen omen- pustosłowiem ubranym w szaty logiki.

Głodzik, 16 wpisów dzisiaj - zasuwasz jak ruski sputnik po orbicie. Wyłączże w końcu ten komputer. Zwiększasz tylko efekt globalnego ocieplenia.

Tytułem zachęty - żart, który wymyśliłem:

- Dlaczego p. Bogusławski prowadząc samochód nie korzysta z fotela?
- Bo opiera się na dorobku nauki.
08-11-2014 11:20 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Nieśmiała korekta: 15, a nie 16
Pan za to nie ma cyt. "wolnej chwili" od 31.10, choć po tej dacie zamieścił już 19 wpisów pokroju "Bóg to z definicji coś, co istnieje koniecznie"

Panie Elaspie drogi, czegoś Pan chyba zapomniał
www.racjonalista.pl/forum.php/s,638616#w640640
Nie daj Pan ludiom czekać, chyba że to forma rejterady, w takim razie wszystko jasne.
Miłego dnia!
PS dowcip jak dowcip. Kiedyś pamiętam, jak pewien psychoterapeuta na łamach jednej gazety napisał, że "rozmowa o psychoterapii to nie to samo, co psychoterapia". Był taki jeden wpis o tym, jak śmieszący Pana (bo nie śmiem napisać denerwujący) p. Andrzej pisał o wychowywaniu swojej córki. Czasem czytać trzeba i między wierszami.
21-11-2014 11:17 
 Ocena 3 na 3
Vytautas (4394 punktów)
>["Bóg" zaś, to właśnie 'nie_wiadomo_co' jak wihajster - czyż nie?]
   Ano, nie. Gdybyśmy podali opis jakiegoś tworu, a pytalibyśmy o jego nazwę, moglibyśmy o tę nazwę zapytać po niemiecku: wie heisst er? -- jak się on nazywa? Z bogami (np. Bogiem) jest inaczej -- znamy tylko pustą nazwę, a nie wiemy, co ona oznacza, boć przecie nie oznacza nic. Pytamy więc nie "wie heisst er?", tylko "was ist das?".
21-11-2014 12:13 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
> Pytamy więc nie "wie heisst er?", tylko "was ist das?".
Tak to wygląda z pozycji ateistycznej/agnostycznej.
Ale swój komentarz kierowałem do kogoś, kto się od ateizmu usilnie odżegnuje. Przypuszczam, że dla nie-ateistów bóstwo nie-dające-się-poznać, jest swego rodzaju narzędziem, wytrychem, palcem bożym czy innym "cwancykiem", który jest na pewno, a tylko różnie nazywany - stąd wihajster.
Jak dla mnie może być 'wasisdas' - nie, raczej 'wasyzdas' (z odmianą podobną jak "potas") na określenie boskości, tyle że takich wyrazów nie ma w słownikach.
>
02-11-2014 16:02 
 Ocena 7 na 7
cmos (1664 punktów)
>Pytanie, o to, czemu świat w ogóle istnieje, jest jednym z ulubionych pytań teistów. Czemu uważasz, że nie stanowi ono powodu by uznać istnienie np. inteligentnego projektanta?

To ja powiem jako inżynier:

Ten "inteligentny projektant" to musi być d... a nie inteligentny projektant. Masa rzeczy w organizmach żywych spaprana jest koncertowo (na poziomie komórkowym jeszcze jakoś działa, ale im wyżej tym gorzej), naprawdę chciałbyś mieć takiego partacza za swojego Boga?
02-11-2014 16:30 
 Ocena 2 na 2
Arminius (25555 punktów)po co paprać dobry argument?
"To ja powiem jako inżynier:
Ten "inteligentny projektant" to musi być d... a nie inteligentny projektant. Masa rzeczy w organizmach żywych spaprana jest koncertowo (na poziomie komórkowym jeszcze jakoś działa, ale im wyżej tym gorzej), naprawdę chciałbyś mieć takiego partacza za swojego Boga"?

Merytorycznie pana argument jest wartościowy. Ale po co to sięganie po wulgaryzmy przy tak drażliwych sprawach jak religia? Może Pan kogoś obrazić, a przy okazji pański argument ulegnie stępieniu. Bo zawsze, jak ktoś sięga po za mocne słowa przy analizowaniu delikatnej materii - ostatecznie na tym traci.
02-11-2014 16:38 
 Ocena 3 na 3
cmos (1664 punktów)Odp: po co paprać dobry argument?
>Merytorycznie pana argument jest wartościowy. Ale po co to sięganie po wulgaryzmy przy tak drażliwych sprawach jak religia? Może Pan kogoś obrazić, a przy okazji pański argument ulegnie stępieniu. Bo zawsze, jak ktoś sięga po za mocne słowa przy analizowaniu delikatnej materii - ostatecznie na tym traci.

Jeżeli może Pan zachować przy tym spokój - jako przedstawiciel gatunku który jaką jedną z najczęstszych przyczyn śmierci ma przytkanie takiej jednej rurki - to albo jest Pan młody i jeszcze nie zagrożony, albo jeszcze nie zastanowił się dostatecznie dokładnie nad konsekwencjami idei "inteligentnego projektanta".
Arminius (25555 punktów)

"Jeżeli może Pan zachować przy tym spokój - jako przedstawiciel gatunku który jaką jedną z najczęstszych przyczyn śmierci ma przytkanie takiej jednej rurki - to albo jest Pan młody i jeszcze nie zagrożony, albo jeszcze nie zastanowił się dostatecznie dokładnie nad konsekwencjami idei "inteligentnego projektanta".

Albo jest dokładnie na odwrót. Z wiekiem powinien przychodzić spokój i stoicki dystans do spraw - niedoskonałych - tego świata.
02-11-2014 18:49 
 Ocena 1 na 1
cmos (1664 punktów)
>Albo jest dokładnie na odwrót. Z wiekiem powinien przychodzić spokój i stoicki dystans do spraw - niedoskonałych - tego świata.

Ale do "spraw tego świata" mam podejście jak, nie przymierzając, stoik albo buddysta zen. Wkurza mnie natomiast określanie "inteligentnym projektantem" fuszera. Inteligentnym projektantem to jestem na przykład ja, tamten to nieudacznik wiążący genialne rozwiązania przegniłymi sznurkami. I nie potrafiący wymyślić nic naprawdę nowego, a tylko modyfikować to, co już jest.
Moment, czy ja przypadkiem nie zdefiniowałem w ten sposób ewolucji?
08-12-2014 15:02 
 Ocena 3 na 3
Bartek Górecki (1514 punktów)Odp: Pytania do niewierzących
>Pytanie, o to, czemu świat w ogóle istnieje, jest jednym z ulubionych pytań teistów. Czemu uważasz, że nie stanowi ono powodu by uznać istnienie np. inteligentnego projektanta?

Bo to nie takie proste. Czy zdajesz sobie sprawę z istotnych założeń wstępnych, które musisz zrobić, aby zadać takie pytanie?
Otóż:
1. musisz założyć istnienie czasu w oderwaniu od materii. Projektant musi istnieć niejako w oderwaniu od projektu i musi mieć czas na przygotowanie projektu. Otóż - od czasów Einsteina - wiemy, że to ciut bardziej złożone. Czas jest cechą materii, nie płynie obok - jak to było w mechanice klasycznej Newtona. Bez materii - nie ma czasu.
2. musisz założyć, że zasada przyczynowo-skutkowa to fundamentalna zasada leżąca u podstaw świata materialnego, a nie jedynie zjawisko emergentne. Fizycy nie są tego już tacy pewni.
3. stawiasz wspomnianą wyżej zasadę przyczyno-skutkową ponad swoim stwórcą. Akt stworzenia zakłada działanie niejako w kieracie rzeczonej zasady P-S.

Zapytałbym najpierw czy świat musiał być w ogóle stworzony?


"Świadomość jest jak wiatr, o którym można powiedzieć, iż wieje, ale nie ma sensu pytać, gdzie jest wiatr, kiedy nie wieje" S. Lem
06-11-2014 09:37 
 Ocena-1 na 1
Przemysł (0 punktów)
>>Jaki masz dowód na prawdziwość swojego przekonania, że Bóg nie istnieje?
>A czy potrzebuje dowodu? To raczej wierzący powinni udowodnić istnienie Boga; nie na odwrót.
No dobrze. Ale czy konieczne jest w ogóle udowodnienie komukolwiek istnienia Boga? Załóżmy zatem, że masz brata/siostrę/znajomych, którzy mieszkają w Twoim domu, ale Twój kolega, z którym spotkałeś się na zewnątrz jakoś specjalnie Ci nie dowierza - z różnych powodów, bo np. w oknach są zasłonięte żaluzje i nikogo nie widać. Tak więc wpuszczasz go do swojego domu, a tam widzi jakichś ludzi. Nie zna ich, więc powątpiewa nadal, czy na pewno to są Twoi znajomi. I tak dalej... .
Moim zdaniem przerzucanie się argumentami czy istnieje Bóg, czy nie istnieje mija się z celem, bo nie wnosi wiele nowego do tematu. Jeśli założymy, że Bóg jest niewidzialny, to jak udowodnić człowiekowi zmysłowemu, że On istnieje? A jeśli jest widzialny, to czy potrzeba udowadniać cokolwiek? A może jest jednocześnie widzialny i niewidzialny? Co wtedy?
Pozdrawiam
Któż_jak_Bóg (0 punktów)
(zablokowany)
>Większość niesamowitych zjawisk (..., zmartwychwstanie) zostało całkiem zwyczajnie albo obalone, albo wytłumaczone naukowo.

Poproszę o dowody obalające takie zjawisko, albo je tłumaczące.
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Poproszę o dowody obalające takie zjawisko, albo je tłumaczące.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,390815#w390823
.
02-11-2014 16:41 
 Ocena 5 na 5
niestadny (2492 punktów)

>Jaki masz dowód na prawdziwość swojego przekonania, że Bóg nie istnieje?
Ejże! Głębokie, graniczące z pewnością przekonanie, bądź też po astrotaurusowemu "pewność bez dowodów", to po prostu wiara. Wiara w nieistnienie rzeczonego.
Moim zdaniem ateizm jest niczym więcej niż brakiem wiary - a więc brakiem głębokiego, graniczącego z pewnością przekonania odnośnie istnienia powyższego bytu, z którego to braku wiary nie wynika żadna wiedza.


stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
02-11-2014 16:53 
 Ocena 2 na 2
worek kości (2937 punktów)
>Moim zdaniem ateizm jest niczym więcej niż brakiem wiary

Ponieważ różni ludzie różnie ateizm pojmują, to odróżniłbym ateizm praktyczny od ateizmu teoretycznego. Ateizm praktyczny byłby po prostu brakiem wiary w Boga i byłaby to prywatna sprawa każdego praktycznego ateisty, sprawa, z której nikt się nie musi tłumaczyć. Z drugiej strony ateizm teoretyczny miałby jednak ambicje poznawcze, pozytywne. Ateista teoretyczny coś twierdzi, twierdzi mianowicie, że Bóg nie istnieje. No i od kogoś takiego można chyba oczekiwać, że przedstawi jakieś racjonalne uzasadnienie dla swojej tezy.

bembergiem w berg
02-11-2014 18:22 
 Ocena 7 na 7
kogut59 (3090 punktów)
>Ponieważ różni ludzie różnie ateizm pojmują, to odróżniłbym ateizm praktyczny od ateizmu teoretycznego. Ateizm praktyczny byłby po prostu brakiem wiary w Boga i byłaby to prywatna sprawa każdego praktycznego ateisty, sprawa, z której nikt się nie musi tłumaczyć. Z drugiej strony ateizm teoretyczny miałby jednak ambicje poznawcze, pozytywne. Ateista teoretyczny coś twierdzi, twierdzi mianowicie, że Bóg nie istnieje. No i od kogoś takiego można chyba oczekiwać, że przedstawi jakieś racjonalne uzasadnienie dla swojej tezy.


02-11-2014 18:48 
 Ocena 1 na 1
worek kości (2937 punktów)
Pomijając zabawność rysunku, to udowadnianiu istnienia Boga bliżej jest raczej do udowadniania istnienia innych umysłów, niż piłki. Bo jak udowodnisz, że istnieją inne umysły? Raczej tego nie pokażesz.


bembergiem w berg
02-11-2014 18:57 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
> jak udowodnisz, że istnieją inne umysły? Raczej tego nie pokażesz.
Proponuję np. grę w brydża. Na pewnym poziomie często dochodzi w tej grze do sytuacji, z których można wnosić, że gracz W pomyślał. Więcej - pomyślał (trafnie) co gracz E pomyślał (a nawet co E pomyślał, że W pomyślał)). A są przecież jeszcze gracze N i S, nierzadko zachowujący się (i myślący) nieautomatycznie.

[Co prawda nie da się grą w brydża sprawdzić bóstwa wszechwiedzącego, bo ono notorycznie zaglądałoby w karty.]
02-11-2014 19:54 
 Ocena 1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>> jak udowodnisz, że istnieją inne umysły? Raczej tego nie pokażesz.
>Proponuję np. grę w brydża. Na pewnym poziomie często dochodzi w tej grze do sytuacji, z których można wnosić, że gracz W pomyślał.

Podobny efekt nie występuje podczas gry z komputerem?


bembergiem w berg
02-11-2014 20:54 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
>>> jak udowodnisz, że istnieją inne umysły?
>>można wnosić, że gracz W pomyślał.
>Podobny efekt nie występuje podczas gry z komputerem?
Chodzi zwłaszcza o umiejętność trafnego postawienia się w sytuacji kogoś innego (pomyślał, że pomyślał). Wątpię, by dzisiejsze komputery dysponowały dobrymi modelami ludzkiego myślenia (komputer musiałby być jakby kilkoma osobami i np. wiedzieć co by myślał, gdyby nie wiedział tego, co wie). Swoją drogą byłby to niezły test sztucznej inteligencji, gdyby czwórka brydżystów grała z komputerem w składzie (nie wiedząc who is who). Ciekawe czy skutecznie wytypowaliby maszynę.
>
kogut59 (3090 punktów)
>Pomijając zabawność rysunku, to udowadnianiu istnienia Boga bliżej jest raczej do udowadniania istnienia innych umysłów, niż piłki. Bo jak udowodnisz, że istnieją inne umysły? Raczej tego nie pokażesz.
Wiara to stan umysłu Polecam film
www.moviep(*)944/1406/Paradies-Glaube-1.jpg


02-11-2014 19:53 
 Ocena 2 na 2
worek kości (2937 punktów)
>Wiara to stan umysłu

Ateizm to stan umysłu

bembergiem w berg
03-11-2014 12:29 
 Ocena 3 na 3
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Ateista teoretyczny coś twierdzi, twierdzi mianowicie, że Bóg nie istnieje.
> No i od kogoś takiego można chyba oczekiwać, że przedstawi jakieś racjonalne uzasadnienie dla swojej tezy.

Dostatecznym uzasadnieniem dla hipotezy zerowej jest brak uzasadnienia hipotezy alternatywnej.
worek kości (2937 punktów)
>Dostatecznym uzasadnieniem dla hipotezy zerowej jest brak uzasadnienia hipotezy alternatywnej.

To bardzo ładnie, ale co jest hipotezą zerową, a co alternatywną? Ktoś mógłby powiedzieć, że teizm jest uzasadniony, ponieważ hipoteza alternatywna - ateizm - nie jest.

Wydaje mi się jednak, że neutralnym punktem wyjścia powinien być agnostycyzm, czyli zawieszenie sądu. I w tym kontekście to ateista dyskutując z agnostykiem musi przedstawić jakiś argument, bo to on coś twierdzi - twierdzi, że Bóg nie istnieje - podczas gdy agnostyk nie ma w tej sprawie zdania.

bembergiem w berg
03-11-2014 13:31 
 Ocena 7 na 7
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
>> Dostatecznym uzasadnieniem dla hipotezy zerowej jest brak uzasadnienia hipotezy alternatywnej.
> To bardzo ładnie, ale co jest hipotezą zerową, a co alternatywną?

Hipotezą zerową jest oczywiście hipoteza prostsza {Świat}, a alternatywną bardziej złożona {Świat + Bóg}.

> Ktoś mógłby powiedzieć, że teizm jest uzasadniony, ponieważ hipoteza alternatywna - ateizm - nie jest.

Ojej, ktoś taki musiałby konsekwentnie uznać za uzasadnione wszystkie hipotezy typu {Świat + dowolny postulowany byt}. Nazwać takiego kogoś nieracjonalnym - to mało.

> agnostyk nie ma w tej sprawie zdania

A z jakiego konkretnie modelu świata korzysta agnostyk...? Tzn. skąd pochodzą jego predykcje, służące do ewaluacji poszczególnych opcji w procesach decyzyjnych? {Świat + 50% szans na Boga}? Jak to się przekłada na praktykę? Czy może chodzi się do kościoła w co drugą niedzielę i przestrzega co drugiego przykazania?
worek kości (2937 punktów)
>Hipotezą zerową jest oczywiście hipoteza prostsza {Świat}, a alternatywną bardziej złożona {Świat + Bóg}.

Naturalizm nie postuluje po prostu świata ale jakieś nieskończone multiwersum, więc z jednej strony mamy świat + Bóg, a z drugiej nieskończenie wiele ewoluujących światów. Kwestia tego, co tutaj jest prostsze, raczej nie jest oczywista.

>> Ktoś mógłby powiedzieć, że teizm jest uzasadniony, ponieważ hipoteza alternatywna - ateizm - nie jest.
>Ojej, ktoś taki musiałby konsekwentnie uznać za uzasadnione wszystkie hipotezy typu {Świat + dowolny postulowany byt}.

Np. świat + nieskończenie wiele innych światów?

>> agnostyk nie ma w tej sprawie zdania
>A z jakiego konkretnie modelu świata korzysta agnostyk...?

Myślę, że np. z modelu postulowanego przez aktualną fizykę. Taki model nie mówi nic o istnieniu lub nie istnieniu Boga.

bembergiem w berg
03-11-2014 20:38 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Naturalizm nie postuluje po prostu świata ale jakieś nieskończone multiwersum,
www.racjon(*).php/z,0/d,14/s,618781#w619979

>Myślę, że np. z modelu postulowanego przez aktualną fizykę.
>Taki model nie mówi nic o istnieniu lub nie istnieniu Boga.
Taki model nie mówi nic o istnieniu lub nie istnieniu smoków, krasnoludków i czarownic.

@@@
.
04-11-2014 15:04 
 Ocena 5 na 5
Drobner (19539 punktów)
>Ateista teoretyczny coś twierdzi, twierdzi mianowicie, że Bóg nie istnieje. No i od kogoś takiego można chyba oczekiwać, że przedstawi jakieś racjonalne uzasadnienie dla swojej tezy.
Hehehe, dobre!
Urodził się taki ateista, nauczył się mówić i pierwsze, co wyrzekł, to aksjomat swojego światopoglądu: "Bóg nie istnieje!"
Tak to sobie wyobrażasz, woreczku?
Bo chyba to przebiega inaczej ździebko, nieprawdaż?

Jedyne, co ateista mówi w tym temacie, to reakcja na głoszenie przez innych pewnej teorii:
"Konstrukt myślowy, za którym 'argumentujecie', jest nieprawdopodobny".
W skrócie: "Bóg nie istnieje".

Drobner, dla Ciebie nawet Drobnerek...
04-11-2014 15:23 
 Ocena 1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>"Konstrukt myślowy, za którym 'argumentujecie', jest nieprawdopodobny".
>W skrócie: "Bóg nie istnieje".

Takie skróty myślowe to w języku potocznym, ale nie w logice/nauce.

bembergiem w berg
Drobner (19539 punktów)
Toteż wcześniej podałem moją wersję nieco rozwiniętą (na użytek logiki/nauki).
Drobner, nieco rozwinięty
04-11-2014 16:05 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Ponieważ różni ludzie różnie ateizm pojmują, to odróżniłbym ateizm praktyczny od ateizmu teoretycznego.
Różni ludzie różnie ateizm pojmują i różnie odrzucenie możliwości istnienia nadrzeczywistości argumentują i definiują.

Pan uważa, że jakieś nowe definiowanie jest konieczne, ale jakoś słabo swoją koncepcję definiuje: "ateizm teoretyczny" miałby jednak ambicje poznawcze, pozytywne. Czy znajdzie Pan ateistów, którzy zechcą wejść do tego wymyślonego tu przez Pana wora?

Ateista teoretyczny coś twierdzi, twierdzi mianowicie, że Bóg nie istnieje. Naprawdę, a który to tak twierdzi? Jak tak twierdzi, to do wora z nim i niech się tłumaczy. Racjonalny ateizm mówi tylko, że Wszelkie rozważania o Bogu - jak i on sam, w naukach przyrodniczych - są dla ludzi bez sensu.

Nigdy, nigdzie i nikt nie natknął się na najmniejsze, dostępne ludzkim zmysłom, przesłanki jego istnienia. Oczywiście można spekulować na jego temat, ale tylko tam, gdzie naukowe dowody nie mają większego znaczenia oraz w naukach społecznych, w których mity odgrywają bardzo poważną rolę. Ponieważ Bóg jest umysłowym tworem - jest ważnym aspektem psychiatrii i psychologii.


Nauka nie przyjęła żadnych metafizycznych założeń. Do fizykalizmu, monizmu, naturalizmu, materializmu i jak jeszcze by tego nie nazywał nauka doszła przez praktykę, stale potwierdzaną w doświadczeniach. W nauce dogmaty są nie możliwe, gdyż niczego nie przyjmuje się "na wiarę" wszystko (już z założenia) poddawane jest krytycznej weryfikacji.

>No i od kogoś takiego można chyba oczekiwać, że przedstawi jakieś racjonalne uzasadnienie dla swojej tezy.
A takie nie wystarczy? www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,635645#w635811

@@@
.
02-11-2014 18:25 
 Ocena 8 na 8
kogut59 (3090 punktów)
>Moje pytanie do ateistów:
>Jaki masz dowód na prawdziwość swojego przekonania, że Bóg nie istnieje?
Taki oto

02-11-2014 18:29 
 Ocena 2 na 2
worek kości (2937 punktów)
>>Moje pytanie do ateistów:
>>Jaki masz dowód na prawdziwość swojego przekonania, że Bóg nie istnieje?
>Taki oto

Nie kumam. Gdzie jest powiedziane, że Bóg ma obowiązek nakarmić głodne dzieci?

bembergiem w berg
02-11-2014 18:57 
 Ocena 9 na 9
kogut59 (3090 punktów)
>Nie kumam. Gdzie jest powiedziane, że Bóg ma obowiązek nakarmić głodne dzieci?

To są dzieci szatana



a to dzieci boze

02-11-2014 19:23 
 0 na 2
worek kości (2937 punktów)
>>Nie kumam. Gdzie jest powiedziane, że Bóg ma obowiązek nakarmić głodne dzieci?
>To są dzieci szatana
>a to dzieci boze

Nie mam pojęcia, skąd ty bierzesz takie dziwaczne tezy.


bembergiem w berg
02-11-2014 19:57 
 Ocena 3 na 3
kogut59 (3090 punktów)
>>>Nie kumam. Gdzie jest powiedziane, że Bóg ma obowiązek nakarmić głodne dzieci?
>>To są dzieci szatana
>>a to dzieci boze
>Nie mam pojęcia, skąd ty bierzesz takie dziwaczne tezy.
Biorę z nauk kościoła katolickiego Poczytaj biblie, zapytaj księdza, bądź krytycznym obserwatorem codzienności szybko przekonasz się ze


02-11-2014 20:03 
 Ocena 1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>>>>Nie kumam. Gdzie jest powiedziane, że Bóg ma obowiązek nakarmić głodne dzieci?
>>>To są dzieci szatana
>>>a to dzieci boze
>>Nie mam pojęcia, skąd ty bierzesz takie dziwaczne tezy.
>Biorę z nauk kościoła katolickiego

Możesz przytoczyć te nauki? Bo mam wrażenie, że trochę jednak zmyślasz.

bembergiem w berg
kogut59 (3090 punktów)
>Możesz przytoczyć te nauki? Bo mam wrażenie, że trochę jednak zmyślasz.
Dyskusja jest zbędna jeśli ty ksiądz tych nauk nie znasz
www.youtube.com/watch?v=SOE8rhQsThY
02-11-2014 22:07 
 Ocena 1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>>Możesz przytoczyć te nauki? Bo mam wrażenie, że trochę jednak zmyślasz.
>Dyskusja jest zbędna jeśli ty ksiądz tych nauk nie znasz

Trochę znam i dlatego uważam, że zmyślasz.

bembergiem w berg
02-11-2014 22:06 
 Ocena 2 na 2
pawel_wr (4297 punktów)
> Możesz przytoczyć te nauki? Bo mam wrażenie, że trochę jednak zmyślasz.

Czyżbyś nie znał kazań , wywiadów , listów pasterskich
i homilii abp S. Głódzia ?!?!?!

Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
02-11-2014 22:10 
 Ocena 1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>> Możesz przytoczyć te nauki? Bo mam wrażenie, że trochę jednak zmyślasz.
>Czyżbyś nie znał kazań , wywiadów , listów pasterskich
>i homilii abp S. Głódzia ?!?!?!

Słowa Głódzia to trochę za mało. W KK pojawiają się różne głosy - zarówno skrajne, jak i umiarkowane - ale to nie opinie poszczególnych członków są ważne, tylko doktryna.

bembergiem w berg
02-11-2014 22:18 
 Ocena 3 na 3
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)

>Słowa Głódzia to trochę za mało. W KK pojawiają się różne głosy - zarówno skrajne, jak i umiarkowane - ale to nie opinie poszczególnych członków są ważne, tylko doktryna.

Czyli bajki o prezerwatywach przez ktore przesiaka HIV sa p*****leniem o szopenie bo doktryna katolicka nic o takim zjawisku nie mowi?
pawel_wr (4297 punktów)

>Słowa Głódzia to trochę za mało. W KK pojawiają się różne głosy - zarówno skrajne, jak i umiarkowane -

Wszyscy wiemy, że polski hierarchicznym kościołem steruje
Tomek Trelikowski. Tylko jego wykładnia jest obowiązująca.

Nadal czekam na przeprowadzony zgodnie z naukową metodologią dowód
na istnienie Boga i nieistnienie krasnoludków.

Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
02-11-2014 22:34 
 Ocena 1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>Wszyscy wiemy, że polski hierarchicznym kościołem steruje Tomek Trelikowski.

Jakaś teoria spiskowa...

bembergiem w berg
pawel_wr (4297 punktów)
> polskim hierarchicznym kościołem steruje Tomek Trelikowski.
>Jakaś teoria spiskowa...

A dowodu na istnienie Bozi jak nie było, tak i nie ma , i chyba nie będzie.....

Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
03-11-2014 22:50 
 Ocena 1 na 1
worek kości (2937 punktów)
Bo w tym wątku wyjątkowo to ateiści mają się tłumaczyć ze swoich przekonań.

bembergiem w berg
03-11-2014 21:44 
 Ocena 4 na 4
kogut59 (3090 punktów)
>Nie mam pojęcia, skąd ty bierzesz takie dziwaczne tezy.
Psst... tajemnica niewiary

03-11-2014 10:33 
 Ocena 4 na 4
Jacholek (5699 punktów)
>Moje pytanie do ateistów:
>Jaki masz dowód na prawdziwość swojego przekonania, że Bóg nie istnieje?
>
bembergiem w berg

Brak dowodów na nieistnienie nie jest dowodem na istnienie czegokolwiek...
worek kości (2937 punktów)
>Brak dowodów na nieistnienie nie jest dowodem na istnienie czegokolwiek...

A brak dowodów na istnienie jest dowodem na nieistnienie?

bembergiem w berg
03-11-2014 16:10 
 Ocena 4 na 4
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> A brak dowodów na istnienie jest dowodem na nieistnienie?

Jeżeli mówimy o dowodach formalnych (ang. proof ), to nie jest.

Ale jeżeli poruszamy się na gruncie empirii i "dowody" rozumiemy jako "argumenty", "poszlaki" (ang. evidence) - to wtedy tak, brak argumentów/poszlak na istnienie jest całkiem niezłym argumentem za nieistnieniem.

"Absence of evidence is evidence of absence"
niestadny (2492 punktów)

>> A brak dowodów na istnienie jest dowodem na nieistnienie?
>Jeżeli mówimy o dowodach formalnych (ang. proof ), to nie jest.
>Ale jeżeli poruszamy się na gruncie empirii i "dowody" rozumiemy jako "argumenty", "poszlaki" (ang. evidence) - to wtedy tak, brak argumentów/poszlak na istnienie jest całkiem niezłym argumentem za nieistnieniem.
Ejże! Czym innym są dowody, a czym innym poszlaki.
Brak dowodów na istnienie pozaziemskich cywilizacji nie jest dowodem na ich nieistnienie. Przerabiane po wielokroć.
Poszlaki - i owszem - są: choćby nasze istnienie oraz istnienie planet pozaziemskich. Z drugiej strony kłania się Równanie Drake'a oraz Paradoks Fermiego. Hahaha
I po co ten cały szum o nic?


stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
03-11-2014 19:09 
 Ocena 7 na 7
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Ejże! Czym innym są dowody, a czym innym poszlaki.

A czy ja coś innego napisałem?

Absence of proof is not proof of the absence.
Absence of evidence is evidence of the absence.

To drugie jest często przekręcane, kiedy ludziom myli się proof z evidence.
A w polskim języku myli się jeszcze bardziej, bo potocznie na oba mówi się "dowód".
(że już litościwie nie wspomnę co w teologii nazywa się "dowodami" na istnienie Boga...)
03-11-2014 19:30 
 Ocena 1 na 1
niestadny (2492 punktów)

>> Ejże! Czym innym są dowody, a czym innym poszlaki.
>A czy ja coś innego napisałem?
Zwracam honor, dołączając załącznik.

stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
worek kości (2937 punktów)
>"Absence of evidence is evidence of absence"

Załóżmy, że na polski to będzie: "brak świadectwa jest świadectwem braku".

Myślę, że nieco lepiej byłoby: "brak świadectwa x w czasie t jest świadectwem braku x w czasie t".

Czyli z braku aktualnej obecności "x" wynika aktualna obecność "braku x".

Czyli jeśli nie widzę Jana, to widzę, że Jana nie ma.

W sumie racja.

bembergiem w berg
04-11-2014 10:11 
 Ocena 8 na 8
Fizyk (17637 punktów)
>> "Absence of evidence is evidence of absence"
> Załóżmy...
> Myślę...
> Czyli...
> Czyli jeśli nie widzę Jana, to widzę, że Jana nie ma.

Przekombinowałeś. Wystarczy powiedzieć:
Brak oznak istnienia Boga jest oznaką nieistnienia Boga.
worek kości (2937 punktów)
>Brak oznak istnienia Boga jest oznaką nieistnienia Boga.

Problem w tym, że niektórzy uważają, że coś było oznaką istnienia Boga, a inni, że nie.


bembergiem w berg
04-11-2014 12:59 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)

>Problem w tym, że niektórzy uważają, że coś było oznaką istnienia Boga, a inni, że nie.
Rzeczywiście jest z tym problem, a raczej z tymi co tak uważają.
A z wiarą ciągle dyskusji nie ma.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
04-11-2014 13:18 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
>> Brak oznak istnienia Boga jest oznaką nieistnienia Boga.
> Problem w tym, że niektórzy uważają, że coś było oznaką istnienia Boga, a inni, że nie.

Żaden problem. Wystarczy wyjaśnić skąd się pioruny biorą, czy był potop, lub jak stary jest całun - i po problemie.
04-11-2014 13:31 
 Ocena 1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>Wystarczy wyjaśnić skąd się pioruny biorą, czy był potop, lub jak stary jest całun - i po problemie.

Wydaje mi się, że zacząłeś się interesować historią religijnych sporów, ale z tego co piszesz wynika, że jesteś dopiero na samym początku. Współcześnie teiści interesują się raczej takimi kwestiami jak problem istnienia świata, życia, umysłu i matematyki.


bembergiem w berg
04-11-2014 13:42 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
>> Wystarczy wyjaśnić skąd się pioruny biorą, czy był potop, lub jak stary jest całun - i po problemie.
> Współcześnie teiści interesują się raczej takimi kwestiami jak problem istnienia świata, życia, umysłu i matematyki.

Wiem, ale wynik jest taki jak z piorunami.
worek kości (2937 punktów)
>Wiem, ale wynik jest taki jak z piorunami.

Jakoś nie spotkałem się jeszcze z oficjalną uznawaną przez większość fizyków teorią pochodzenia świata, życia, umysłu i matematyki. Istnieją tylko różne spekulacje. Ale może się mylę?

bembergiem w berg
04-11-2014 15:51 
 Ocena 8 na 8
Fizyk (17637 punktów)
> Jakoś nie spotkałem się jeszcze z oficjalną uznawaną przez większość fizyków teorią pochodzenia świata, życia, umysłu i matematyki. Istnieją tylko różne spekulacje. Ale może się mylę?

Owszem, mylisz się. Wszechświat powstał w Wielkim Wybuchu, życie wyewulowało na Ziemi z materii nieożywionej, a umysł i matematyka są wytworami procesów zachodzących w mózgu. Spekulacją natomiast jest szukanie w tym roli dla Boga.
04-11-2014 20:39 
 Ocena-1 na 1
niestadny (2492 punktów)

>Wszechświat powstał w Wielkim Wybuchu, życie wyewulowało na Ziemi z materii nieożywionej, a umysł i matematyka są wytworami procesów zachodzących w mózgu.
Kurde! Czyżby kolejny fideista objawił się na fR? Gdzie przynależny racjonaliście sceptycyzm?
A jeszcze nie tak dawno pisałeś o BB jako o hipotezie. Ech.


stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
05-11-2014 08:55 
 Ocena 7 na 7
Fizyk (17637 punktów)
> A jeszcze nie tak dawno pisałeś o BB jako o hipotezie.

Niedawno? To chyba było 50 lat temu. Od czasu odkrycia mikrofalowego promieniowania tła Wielki Wybuch jest faktem obserwacyjnym.

> Ech.

Ech, jak ten czas leci.
05-11-2014 06:31 
 Ocena 3 na 3
Vytautas (4394 punktów)
>>Brak oznak istnienia Boga jest oznaką nieistnienia Boga.
>Problem w tym, że niektórzy uważają, że coś było oznaką istnienia Boga, a inni, że nie.
   Ci tacy i owacy nie są równo uprawnieni -- ciężar dowodu spoczywa na tych, którzy twierdzą, a nie na tych, którzy przeczą.
niestadny (2492 punktów)

>
Brak oznak istnienia Boga jest oznaką nieistnienia Boga.

Tyle że dla teistów samo istnienie Wszechświata jest oznaką istnienia rzeczonego. Tenże właśnie stoi za BB.

Brak oznak istnienia cywilizacji pozaziemskich jest oznaką ich nieistnienia.



stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
05-11-2014 09:10 
 Ocena 4 na 4
Fizyk (17637 punktów)
>>
Brak oznak istnienia Boga jest oznaką nieistnienia Boga.

> Tyle że dla teistów samo istnienie Wszechświata jest oznaką istnienia rzeczonego. Tenże właśnie stoi za BB.

Właśnie: stoi - i nic więcej, a tu Wszechświat sam się robi.

>
Brak oznak istnienia cywilizacji pozaziemskich jest oznaką ich nieistnienia.



18-11-2014 19:03 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Załóżmy, że na polski to będzie: "brak świadectwa jest świadectwem braku".
> Myślę, że nieco lepiej byłoby: "brak świadectwa x w czasie t jest świadectwem braku x w czasie t".
> Czyli z braku aktualnej obecności "x" wynika aktualna obecność "braku x".
> Czyli jeśli nie widzę Jana, to widzę, że Jana nie ma.
> W sumie racja.

Szkoda, że nie możesz swoich pokrzepiających tez powtórzyć człowiekowi, który wyrył w celi śmierci w Oświęcimiu napis "jeżeli Bóg rzeczywiście istnieje, będzie się musiał przede mną wytłumaczyć".

Choć może powiem truizm ale dziwne, że człowiek nie ma czasu t=∞ (no, może wystarczyłoby coś koło 2 tys lat) a jeszcze w swoich kilkudziesięciu latach życia doświadcza czegoś, co go w wierze osłabia, albo i całkiem ją zabiera. Nawet być może tuż przed śmiercią.
Nie uważasz, że to troszku wbrew zasadom fair play?

Pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
03-11-2014 17:39 
 Ocena 4 na 4
Jacholek (5699 punktów)
>>Brak dowodów na nieistnienie nie jest dowodem na istnienie czegokolwiek...
>A brak dowodów na istnienie jest dowodem na nieistnienie?
>
bembergiem w berg

Także nie jest dowodem ale jaki jest sens zawracać sobie głowę hipotetycznymi bytami na których istnienie nie ma najmniejszego dowodu ? Strata czasu + brzytwa Occama !
niestadny (2492 punktów)

>Także nie jest dowodem ale jaki jest sens zawracać sobie głowę hipotetycznymi bytami na których istnienie nie ma najmniejszego dowodu ? Strata czasu + brzytwa Occama !
A jest dowód na istnienie cywilizacji pozaziemskich?
Strata czasu + brzytwa Ockhama!


Dziwi nabożna cześć jaką oddaje się tu tzw. Brzytwie Ockhama. Skąd wiadomo, że oddaje rzeczywistość?

stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
Jacholek (5699 punktów)
>A jest dowód na istnienie cywilizacji pozaziemskich?
Chybiony argument, gdyż istnieje wiele przesłanek by sądzić iż życie,nawet inteligentne, nie ogranicza się jedynie do naszej planety. Np obecność wody w pyle międzygwiezdnym (astrobiolo(*)ries-water-and-organic-carbon/) i rosnąca ilość odkrywanych exoplanet w tzw. strefach sprzyjających życiu - www.space.(*)exoplanets-catalog-photos.html
No i te astronomiczne liczby dotyczące oceny liczby planet chociażby w naszej Galaktyce...
Problem tylko komunikacji gdy sygnały wędrują dziesiątki tysięcy lat a czas życia cywilizacji technologicznych może być .. skończony w czasie.
niestadny (2492 punktów)

>Chybiony argument, gdyż istnieje wiele przesłanek by sądzić iż życie,nawet inteligentne, nie ogranicza się jedynie do naszej planety.
Oczywiście. Przypomnę jednak, że mowa była o dowodach. Warto być uczciwym intelektualnie. To nie boli!


stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
04-11-2014 11:05 
 Ocena 8 na 8
Fizyk (17637 punktów)
> Dziwi nabożna cześć jaką oddaje się tu tzw. Brzytwie Ockhama.

Nie dla wszystkich nabożna, dla teistów to narzędzie szatana.

> Skąd wiadomo, że oddaje rzeczywistość?

Z definicji. Bo z definicji usuwa hipotezy niepotrzebne do opisania rzeczywistości.
04-11-2014 21:59 
 Ocena 1 na 1
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> A jest dowód na istnienie cywilizacji pozaziemskich?

Po pierwsze, od czasu Kopernika błędem jest nadawanie Ziemi jakiejś uprzywilejowanej pozycji.
Może zapytaj o cywilizacje pozamarsjańskie, co?

> Strata czasu + brzytwa Ockhama!

Strata czasu tak (ze względu na odległości i ekspansję Wszechświata, w zasadzie wykluczające komunikację) - ale Brzytwa już nie. Brzytwa służy do obcinania zbędnych elementów modelu, nie do golenia jego logicznych implikacji (kurde, dlaczego nie uczą tego w szkole?).

P(A1 & ... & AN & AN+1) <= P(A1 & ... & AN)

Każdy element dodany do modelu, obniża a priori prawdopodobieństwo, że model jest prawdziwy.
Jeżeli dodanie elementu nie jest uzasadnione poprawą predykcji modelu, po co zwiększać szanse że jesteś w błędzie?

Jeżeli mam dwa modele, które dają równie dobre predykcje, wybieram model prostszy.
Ten kto korzysta z modelu prostszego, statystycznie częściej będzie miał rację.

A dlaczego nie tniemy Brzytwą logicznych konsekwencji modelu?
Ponieważ jeżeli A implikuje B, tzn. P(B|A) jest bliskie 1,
to wtedy P-stwo koniunkcji (A & B) jest bliskie samemu P(A).
Zanika więc pokazany wyżej element "kary" do prawdopodobieństwa bazowego.

> Dziwi nabożna cześć jaką oddaje się tu tzw. Brzytwie Ockhama.

Azaliż jest drugie takie Ostrze, którym samych bogów można rzezać...?

> Skąd wiadomo, że oddaje rzeczywistość?

Z praw rachunku prawdopodobieństwa, które formalizują intuicje Brata Wilhelma.
05-11-2014 06:39 
 Ocena 2 na 2
Vytautas (4394 punktów)
>>Także nie jest dowodem ale jaki jest sens zawracać sobie głowę hipotetycznymi bytami na których istnienie nie ma najmniejszego dowodu ? Strata czasu + brzytwa Occama !
>A jest dowód na istnienie cywilizacji pozaziemskich?
>Strata czasu + brzytwa Ockhama!

>Dziwi nabożna cześć jaką oddaje się tu tzw. Brzytwie Ockhama. Skąd wiadomo, że oddaje rzeczywistość?

   Brzytwa Ockhama nie jest twierdzeniem, lecz postulatem. Nie mówi o tym, jaka jest rzeczywistość, lecz o tym, jak należy dochodzić do tez prawdziwych.
keram aktsu (1211 punktów)
>Moje pytanie do ateistów:
>Jaki masz dowód na prawdziwość swojego przekonania, że Bóg nie istnieje?
Trochę nie na temat, ale tylko pozornie - wierzysz, że Ziemię odwiedzali i odwiedzają nadal kosmici?
04-11-2014 14:33 
 Ocena 4 na 4
Hodża (11172 punktów)
>Moje pytanie do ateistów:
>Jaki masz dowód na prawdziwość swojego przekonania, że Bóg nie istnieje?

Uściślijmy: Bóg, który jest Miłością.

Dowody: Auschwitz, Treblinka, Kołyma, wojny religijne. Trzeba być naprawdę szaleńcem, żeby odrzucić cały ogrom historycznych świadectw na to, że żadna miłosierna istota "czuwająca" nad historią świata nie istnieje. Nie ma silniejszych dowodów. Nawet w matematyce.

A jakieś inne "coś" - może jest, a może nie. Kogo to obchodzi.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
02-11-2014 16:41
 Ocena 19 na 19
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>1. Ateiści, co przekonałoby Was do katolicyzmu?

1. Postępująca degradacja tkanki nerwowej, i wiążący się z nią spadek sprawności intelektualnej.
2. Zmiany spowodowane długotrwałym nadużywaniem substancji odurzających.
3. Choroba psychiczna.
4. Groźba tortur i bolesnej śmierci. (Przetestowane przez katolików w praktyce - działało niezawodnie przez stulecia!)
Drobner (19539 punktów)
5. chroniczne lumbago, ustępujące w odległości mniejszej niż 5 m. od kościołów lub krzyży lub figurek i natychmiast powracające w większej odległości...
05-11-2014 22:39 
 Ocena 1 na 1
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>5. chroniczne lumbago, ustępujące w odległości mniejszej niż 5 m. od kościołów lub krzyży lub figurek i natychmiast powracające w większej odległości...

W kwestii formalnej, zwiększyłbym dystans. Z moich obserwacji wynika, że natywni katolicy podczas obrzędów często stają na zewnątrz w odległości większej niż 5m od drzwi przybytku, a odległość wydaje się być odwrotnie proporcjonalna do wieku uczestników.

Obszar oddziaływania (AoE) Słowa Bożego musi być zatem znacznie szerszy niż 5m.
kogut59 (3090 punktów)
>Pytajcie o to, co chcielibyście wiedzieć
>na temat niewiary, prowokujcie, inteligentnie zagajajcie.

Wystarczy wiedza na temat wiary
"Wiara - nadawanie dużego prawdopodobieństwa prawdziwości twierdzenia, w warunkach braku wystarczającej wiedzy"
pl.wikipedia.org/wiki/Wiara_(psychologia)
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)

>1. Ateiści, co przekonałoby Was do katolicyzmu?

Konferencja prasowa, na ktorej Jahwe (a po jego prawej Jezus a po lewej Duch Swiety) najpierw udowodni ze jest Jahwe a nie Allahem czy innym Ozyrysem a pozniej oficjalnie powie, ze katolicyzm jest jego wy- i zamyslem

Po konferencji aftershowparty z Maryja.
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>Po konferencji aftershowparty z Maryja.

Jam bych ta woloł z Mario Magdaleno.

youtu.be/wagn8Wrmzuc

"Sardoniczne pociski autorów straciły już władzę ranienia czytelnika - mianowicie od czasu, w którym przekonano się, że każdy mający pióro w ręku i dostateczną ilość papieru potrafi nawymyślać publiczności". - Aleksander Niewiarowski
02-11-2014 18:30 
 Ocena 1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>>1. Ateiści, co przekonałoby Was do katolicyzmu?
>Konferencja prasowa, na ktorej Jahwe najpierw udowodni ze jest Jahwe

Jaki dowód by Cię przekonał?

bembergiem w berg
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)
>>>1. Ateiści, co przekonałoby Was do katolicyzmu?
>>Konferencja prasowa, na ktorej Jahwe najpierw udowodni ze jest Jahwe
>Jaki dowód by Cię przekonał?

No wlasnie
02-11-2014 20:06 
 Ocena 2 na 2
worek kości (2937 punktów)
>>>>1. Ateiści, co przekonałoby Was do katolicyzmu?
>>>Konferencja prasowa, na ktorej Jahwe najpierw udowodni ze jest Jahwe
>>Jaki dowód by Cię przekonał?
>No wlasnie

No bo nie kumam. Na pytanie - "jaki dowód przekonałby cię, że Bóg istnieje?" - odpowiadasz - "przekonałoby mnie, gdyby Bóg udowodnił, że Bóg istnieje". No ale jaki konkretnie - przykładowo - dowód istnienia Boga mógłby Cię przekonać?


bembergiem w berg
02-11-2014 20:16 
 Ocena 4 na 4
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)
>>>>>1. Ateiści, co przekonałoby Was do katolicyzmu?
>>>>Konferencja prasowa, na ktorej Jahwe najpierw udowodni ze jest Jahwe
>>>Jaki dowód by Cię przekonał?
>>No wlasnie
>No bo nie kumam. Na pytanie - "jaki dowód przekonałby cię, że Bóg istnieje?" - odpowiadasz - "przekonałoby mnie, gdyby Bóg udowodnił, że Bóg istnieje". No ale jaki konkretnie - przykładowo - dowód istnienia Boga mógłby Cię przekonać?

Nie wymagam dowodu istnienia tylko dowodu tozsamosci

Ty przy kontroli drogowej nie musisz przeciez udowadniac, ze istniejesz. Pokazujesz dowod osobosty i po sprawie

A ze Jahwe nie ma meldunku na ziemi wiec musialby jakos inaczej udowodnic swoja tozsamosc.
02-11-2014 21:12 
 Ocena 2 na 2
worek kości (2937 punktów)
>musialby jakos udowodnic

Pytanie brzmi "jaki dowód by cię przekonał?". "Jakiś dowód" brzmi dość niejasno.

bembergiem w berg
02-11-2014 21:22 
 Ocena 3 na 3
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)
>>musialby jakos udowodnic
>Pytanie brzmi "jaki dowód by cię przekonał?". "Jakiś dowód" brzmi dość niejasno.

Mysle, ze ktos, kto potrafi stworzyc cos takiego jak Canis Majoris nie bedzie mial problemu z "jakims dowodem"
02-11-2014 21:46 
 Ocena 2 na 2
worek kości (2937 punktów)
>Mysle, ze ktos, kto potrafi stworzyc cos takiego jak Canis Majoris

A stworzenie Canis Majoris to za mało?

bembergiem w berg
02-11-2014 21:58 
 Ocena 2 na 2
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)
>>Mysle, ze ktos, kto potrafi stworzyc cos takiego jak Canis Majoris
>A stworzenie Canis Majoris to za mało?

Mam uwierzyc na slowo, ze gosc odpowiadajacy na pytania na takiej konferencji stworzyl Canis Majoris? Na slowo to nawet kredytu nie ma

Gdzie plany, gdzie foty z budowy, gdzie protokol z odbioru???
02-11-2014 21:27 
 Ocena 3 na 3
pawel_wr (4297 punktów)
> No ale jaki konkretnie - przykładowo - dowód istnienia Boga mógłby Cię przekonać?

Wg mnie, jakikolwiek prawidłowo, przeprowadzony zgodnie z naukową metodologią.

WSZYSTKIE dotychczasowe teologiczne dociekania co do istnienia Boga
to bajania i urojenia.

Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
02-11-2014 21:45 
 Ocena 2 na 4
worek kości (2937 punktów)
>> No ale jaki konkretnie - przykładowo - dowód istnienia Boga mógłby Cię przekonać?
>Wg mnie, jakikolwiek prawidłowo, przeprowadzony zgodnie z naukową metodologią.

No ale jaki na przykład? Konkretnie.

bembergiem w berg
02-11-2014 21:56 
 Ocena 2 na 2
pawel_wr (4297 punktów)

>No ale jaki na przykład? Konkretnie.

Taki, który w sposób naukowy udowodni bezsprzecznie istnienie Boga. Proszę czytać ze zrozumieniem, Szanowny Panie Worku !

Czyzbyś nie znał takowego ?

Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
02-11-2014 22:06 
 Ocena 3 na 5
worek kości (2937 punktów)
>>No ale jaki na przykład? Konkretnie.
>Taki, który w sposób naukowy udowodni bezsprzecznie istnienie Boga.

No ale czy potrafisz sobie wyobrazić dowód, który mógłby przekonać Cię, że Bóg istnieje oraz ateizm jest fałszywy? To dość standardowy test teorii - czy poddaje się falsyfikacji, czyli czy można wyobrazić sobie warunki, w których byłaby fałszywa. Pod jakim więc warunkiem uznałbyś, że ateizm jest fałszywy?

bembergiem w berg
02-11-2014 22:10 
 Ocena 3 na 3
pawel_wr (4297 punktów)

>No ale czy potrafisz sobie wyobrazić dowód,

Proszę przedstaw dowód, że Bóg istnieje oraz dowód, że krasnoludki nie istnieją.

Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
02-11-2014 22:25 
 Ocena 2 na 4
worek kości (2937 punktów)
>>No ale czy potrafisz sobie wyobrazić dowód,
>Proszę przedstaw dowód, że Bóg istnieje oraz dowód, że krasnoludki nie istnieją.

Zmieniasz temat. Weźmy krasnoludki. Załóżmy, że uważam, że krasnoludki nie istnieją. Pytanie jest takie - co by się musiało zdarzyć, abym uznał, że krasnoludki istnieją? Zdefiniujmy krasnoludka - krasnoludek to humanoidalna istota, której wzrost oscyluje w granicach 10 centymetrów. No więc jeśli spotkam kiedyś człowieka o wzroście 10 centymetrów, to uznam, że krasnoludki istnieją. Ogólniej - definicja określa krasnoludka w terminach empirycznych (wzrost), więc metodą weryfikacji jest zmierzenie.

bembergiem w berg
02-11-2014 22:32 
 Ocena 4 na 4
pawel_wr (4297 punktów)

>>Proszę przedstaw dowód, że Bóg istnieje oraz dowód, że krasnoludki nie istnieją.
>Zmieniasz temat. Weźmy krasnoludki. Załóżmy, że uważam, że krasnoludki nie istnieją. Pytanie jest takie - co by się musiało zdarzyć, abym uznał, że krasnoludki istnieją? [...]

A więc nie doczekam się od Ciebie przeprowadzonego zgodnie z wymogami
naukowymi dowodu na istnienie Boga ?

Znasz taki, czy też będziesz się "wymigiwał" sztuczkami
erystyczno-filozoficznymi ?


Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
02-11-2014 22:33 
 Ocena 2 na 4
worek kości (2937 punktów)
>A więc nie doczekam się od Ciebie przeprowadzonego zgodnie z wymogami
>naukowymi dowodu na istnienie Boga ?

Ok, najpierw przedstaw wymogi naukowe, które muszę spełnić.

bembergiem w berg
02-11-2014 22:58 
 Ocena 2 na 2
pawel_wr (4297 punktów)

>Ok, najpierw przedstaw wymogi naukowe, które muszę spełnić.

Ojojojoj !

Nie znasz metodologii badań naukowych ?!?!?!?!

Jeśli tak, to nie powinieneś zabierać głosu w żadnym wątku "zahaczającym"
o naukę i wiedzę. np: filozofię , historię ,
biologię , nauki społeczne itp. , itd.

Oczywiście teologia to nie nauka, więc tutaj masz duże pole do popisywania się
swoimi przemyśleniami.

Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
02-11-2014 23:04 
 Ocena 3 na 3
worek kości (2937 punktów)
>>Ok, najpierw przedstaw wymogi naukowe, które muszę spełnić.
>Nie znasz metodologii badań naukowych ?!?!?!?!

Znam na tyle, by wiedzieć, że różne nauki mają różne metodologie. Ba, metody się zmieniają. Ba, niektórzy uważają, że w metodologii nie powinno być "nic świętego" (anything goes), więc dogmatyczne trzymanie się jednej metody jest anty-naukowe (o czym świadczy historia nauki). No i w kontekście całej tej wiedzy pytam się, jakie Ty uznajesz kryteria naukowości - co dla Ciebie wyznacza granicę między nauką, a pseudonauką.

bembergiem w berg
03-11-2014 01:07 
 Ocena 2 na 2
pawel_wr (4297 punktów)
>[....]. No i w kontekście całej tej wiedzy pytam się, jakie Ty uznajesz kryteria naukowości - >co dla Ciebie wyznacza granicę między nauką, a pseudonauką.

Pytasz się mnie, co to jest nauka ?!?!?!?!

Teologia jest oczywiście pseudonauką.

Czy doczekam się od Ciebie naukowego dowodu na istnienie Boga ?

Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
03-11-2014 01:15 
 0 na 4
worek kości (2937 punktów)
>Czy doczekam się od Ciebie naukowego dowodu na istnienie Boga ?

Najpierw powiedz, czym jest dla Ciebie "naukowy dowód".

bembergiem w berg
02-11-2014 22:46 
 Ocena 5 na 5
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)
>>>No ale czy potrafisz sobie wyobrazić dowód,
>>Proszę przedstaw dowód, że Bóg istnieje oraz dowód, że krasnoludki nie istnieją.
>Zmieniasz temat. Weźmy krasnoludki. Załóżmy, że uważam, że krasnoludki nie istnieją. Pytanie jest takie - co by się musiało zdarzyć, abym uznał, że krasnoludki istnieją? Zdefiniujmy krasnoludka - krasnoludek to humanoidalna istota, której wzrost oscyluje w granicach 10 centymetrów. No więc jeśli spotkam kiedyś człowieka o wzroście 10 centymetrów, to uznam, że krasnoludki istnieją. Ogólniej - definicja określa krasnoludka w terminach empirycznych (wzrost), więc metodą weryfikacji jest zmierzenie.

Dziobak jest ssakiem pomimo, ze sklada jaja. Tak samo 10cm czlowiek moze byc czlowiekiem a nie krasnoludkiem.

Zeby udwodnic istnienie krasnoludka musialbys najpierw znac dokladna definicje tego stworzenia a nie tylko 2 powierzchowne opisy zewnetrznego wygladu

Poza tym 10cm luedzie jak najbardziej istnieja: sa nimi 10cm zarodki, ktore wedlug katolikow i obroncow zycia sa ludzmi juz od poczecia. Czy kazdy 10 cm zarodek majacy humanoidalny wyglad jest wiec krasnoludkiem?
02-11-2014 23:00 
 Ocena 2 na 4
worek kości (2937 punktów)
>Czy kazdy 10 cm zarodek majacy humanoidalny wyglad jest wiec krasnoludkiem?

Tylko jeśli nosi czerwony kubraczek

bembergiem w berg
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)
>>Czy kazdy 10 cm zarodek majacy humanoidalny wyglad jest wiec krasnoludkiem?
>Tylko jeśli nosi czerwony kubraczek

Czyli niczym chetnie racjonalistka rozszerzasz definicje krasnoludka jesli pasuje to do Twoich potrzeb.
Bo Twoja definicja krasnoludka brzmiala:

Cytat:
Zdefiniujmy krasnoludka - krasnoludek to humanoidalna istota, której wzrost oscyluje w granicach 10 centymetrów

02-11-2014 23:18 
 Ocena 1 na 3
worek kości (2937 punktów)
>>>Czy kazdy 10 cm zarodek majacy humanoidalny wyglad jest wiec krasnoludkiem?
>>Tylko jeśli nosi czerwony kubraczek
>Czyli niczym chetnie racjonalistka rozszerzasz definicje krasnoludka

A ja miałem wrażenie, że uściśliłem definicję jednak.

bembergiem w berg
02-11-2014 23:22 
 Ocena 4 na 4
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)
>>>>Czy kazdy 10 cm zarodek majacy humanoidalny wyglad jest wiec krasnoludkiem?
>>>Tylko jeśli nosi czerwony kubraczek
>>Czyli niczym chetnie racjonalistka rozszerzasz definicje krasnoludka
>A ja miałem wrażenie, że uściśliłem definicję jednak.

Wiem, wiem
Bedziesz uscislal za kazdym razem jak oponent zrobi z Ciebie idiote
Po czerwonym kubraczku bedzie broda, po brodzie czapeczka itd, itp

Jedynie boga nie musisz definiowac
04-11-2014 19:07 
 Ocena 2 na 2
Drobner (19539 punktów)
>Jedynie boga nie musisz definiowac
O!
Znów dotarliśmy do jądra problemu!
Czyż nie OD TEGO powinniśmy rozpoczynać dyskusje?

A zatem, O CZYM MOWA we wszystkich tych sporach...

Drobner, jajcarz...
04-11-2014 20:18 
 Ocena 1 na 1
niestadny (2492 punktów)

>A zatem, O CZYM MOWA we wszystkich tych sporach...
Ostatnio dokonałem odkrycia. Definicja jest tu
Krótko mówiąc, mowa jest o Stworzycielu Nieba i Ziemi - a więc Wszechświata, ew.(ów).

stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
Drobner (19539 punktów)
>...Definicja jest tu
>Krótko mówiąc, mowa jest o Stworzycielu Nieba i Ziemi - a więc Wszechświata, ew.(ów).
'Wyznanie wiary' znam. Konfesyjny slang jednak nie jest ani konkretny, ani jednoznaczny. Wolałbym rozmawiać w 'ogólnoludzkim', zrozumiałym języku. A najlepiej w języku logiki i fizyki, ostatecznie w języku filozofii.
A potrzebne byłoby do tego: www.racjon(*).php/s,641034/i,98/i,6#w641179
Dlatego wymagam takiej ścisłości definicji, jaka tylko jest możliwa.
Drobner, ściśnięty
02-11-2014 23:24 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>No ale czy potrafisz sobie wyobrazić dowód, który mógłby przekonać Cię, że Bóg istnieje oraz ateizm jest fałszywy? To dość standardowy test teorii - czy poddaje się falsyfikacji, czyli czy można wyobrazić sobie warunki, w których byłaby fałszywa. Pod jakim więc warunkiem uznałbyś, że ateizm jest fałszywy?

Jeżeli można na chwilę wtrącić się do rozmowy - wyobrażam sobie, że np. chmury wyraźnie układają się w kolejne wersety Pisma Świętego. Gdyby tak się stało (bez ingerencji człowieka, która przecież i tak jest w tym przypadku mało prawdopodobna), i zjawisko to było obserwowane przez innych (przy wykluczeniu zbiorowego omamu), wtedy nie miałbym żadnych wątpliwości.



03-11-2014 10:34 
 Ocena 3 na 3
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> chmury wyraźnie układają się w kolejne wersety Pisma Świętego
> Gdyby tak się stało bez ingerencji człowieka (...) nie miałbym żadnych wątpliwości

Sorry, ale kosmici-żartownisie wygrywają na mocy Brzytwy Ockhama.
07-11-2014 12:35 
 Ocena 3 na 3
Drobner (19539 punktów)
>... chmury wyraźnie układają się ...

Drobner, zachmurzony
04-11-2014 15:15 
 Ocena 3 na 3
Drobner (19539 punktów)
>>>1. Ateiści, co przekonałoby Was do katolicyzmu?
>> Konferencja prasowa, na ktorej Jahwe najpierw udowodni ze jest Jahwe
>Jaki dowód by Cię przekonał?
Nie odpowiem na Twoje pytanie.
Rozbawiła mnie wizualizacja takiej konferencji, na której "Ja Jestem" udowadnia najpierw, że to on jest "Ja Jestem", a następnie mówi "Ja Jestem".
I znaczeniowo, i językowo ciekawe...

Drobner, także będący.
02-11-2014 18:28
 Ocena 10 na 10
Anna Salman (16360 punktów)
>1. Ateiści, co przekonałoby Was do katolicyzmu?
Źle postawione pytanie. Katolicyzm jest tylko jedną z religii, a właściwie w Polsce istnieją dwie odmiany - jest kościół rzymskokatolicki i polskokatolicki (bo unicki to takie "coś na kształt świdra"). Dlaczego akurat katolicyzm, a właściwie jego powszechniejsza tutaj forma - rzymski katolicyzm, miałby mnie przekonać do istnienia boga? Cała ta subkultura ze swoją przemocą, feudalną strukturą społeczną i szowinizmami różnego rodzaju wydaje mi się dość odrażająca.
Jak już kiedyś napisałam na tym forum i podtrzymuję - najlepszym dowodem na nieistnienie boga jest istnienie kościoła rzymskokatolickiego.
Zostałam wychowana bez elementu religijnego, jak również bez uprzedzeń ale od kilkunastu co najmniej lat członkowie krk robią wszystko, aby mnie do siebie zrazić. I ... są skuteczni. Co by mnie mogło do nich przekonać, to coś, co można by nazwać zwykłą ludzką przyzwoitością. Bez kłamstw, pijaństwa, kradzieży, chamstwa i pogardy dla innych, co stanowi w tej grupie swoistą normę obyczajową.
Co ciekawe protestanci zwłaszcza tzw. nowej tradycji robią na mnie dobre wrażenie ... jako ludzie, szanuję ich za konsekwencję w przestrzeganiu własnych zasad i, nie akceptując ich dogmatów religijnych (tym bardziej fanatyzmu religijnego), jestem się w stanie dogadać. Czyli w krk funkcjonuje jakiś dziwny model socjalizacji, który jest niezgodny z kapitałem kulturowym środowiska, w którym się wychowałam. Co gorsza ten model jest dominujący w naszym kraju i kształtuje wyobrażenie o tzw. "charakterze narodowym".
I to tyle - nie odrzucam boga, bo mnie nigdy do niego nie przekonywano, więc nawet ateistką w klasycznym rozumieniu tego słowa nie jestem. Może, parafrazując cytat z najczęściej wydawanego utworu na świcie - "jestem, która jestem".
02-11-2014 18:45 
 Ocena 1 na 1
szarley (54911 punktów)
>>1. Ateiści, co przekonałoby Was do katolicyzmu?
>Źle postawione pytanie. Katolicyzm jest tylko jedną z religii, a właściwie w Polsce istnieją dwie odmiany - jest kościół rzymskokatolicki i polskokatolicki

Jest jeszcze mariavityzm, jedyny odłam katolicyzmu o polskim pochodzeniu. Byłby może wzbierał na popularności, gdyby się biskupi byli nie powadzili. Od tej pory są dwa mariawickie kościoły, ale wyznawców sporo mniej.

>Co ciekawe protestanci zwłaszcza tzw. nowej tradycji robią na mnie dobre wrażenie ... jako ludzie, szanuję ich za konsekwencję w przestrzeganiu własnych zasad i, nie akceptując ich dogmatów religijnych (tym bardziej fanatyzmu religijnego), jestem się w stanie dogadać. Czyli w krk funkcjonuje jakiś dziwny model socjalizacji, który jest niezgodny z kapitałem kulturowym środowiska, w którym się wychowałam. Co gorsza ten model jest dominujący w naszym kraju i kształtuje wyobrażenie o tzw. "charakterze narodowym".

Poddaję pod przemyślenie: Może nie jest to kwestia samego wyznania ile jego powszechności? Może mniejsze gminy wyznaniowe skupiają ludzi bardziej wymagających wobec siebie?
02-11-2014 19:46 
 Ocena 2 na 2
Anna Salman (16360 punktów)
>Jest jeszcze mariavityzm, jedyny odłam katolicyzmu o polskim pochodzeniu. ...
A czy mariawici nie zostali ekskomunikowani z krk? Bo jednak zasady mają nieco inne, w tym podobno wyświęcanie kobiet na kapłanów.
>... Może nie jest to kwestia samego wyznania ile jego powszechności? ...
Sama struktura jest nieco patologiczna, ponieważ ... feudalna. Tworzy to system kastowy, czyli zamknięty i przemocowy. Ponadto wszystkie pochodne judaizmu przejęły z niego szowinizm, który w judaizmie jest bardzo silny. Chrześcijaństwo wskutek ewolucji w dużej części od niego odeszło, ale i tak w wielu odłamach trzyma się nieźle.
To, że na wyznania chrześcijańskie konwertują osoby o wyższych potrzebach w zakresie rygoryzmu moralnego jest faktem. W polskim krk zostają ludzie o niezbyt silnych kręgosłupach, tak na zasadzie inercji, co coraz bardziej obniża jego poziom.
Ale na tym poprzestanę, bo krytykowano mnie już tu za "promowanie" protestantyzmu , a ostatnio nawet za uznanie Lutra za jedną z najważniejszych postaci europejskich, którą niewątpliwie był.
I tak fanatyzm religijny i ateistyczny spotkały się w pół drogi.
szarley (54911 punktów)
>>Jest jeszcze mariavityzm, jedyny odłam katolicyzmu o polskim pochodzeniu. ...
>A czy mariawici nie zostali ekskomunikowani z krk?
Podobnie jak książa polskokatoliccy, z tym że ci ostatni wbrew nazwie utworzzli swoje wzynanie w USA.
Ekskomunika była w przeszłści dość często stosowana

> Bo jednak zasady mają nieco inne, w tym podobno wyświęcanie kobiet na kapłanów.
Nawet biskupki, ale tylko w jednym z odłamów

>>... Może nie jest to kwestia samego wyznania ile jego powszechności? ...
>Sama struktura jest nieco patologiczna, ponieważ ... feudalna. Tworzy to system kastowy, czyli zamknięty i przemocowy.
Tak, ale czy to właśnie nie jest skutek powszechności?
Zauważ jak różni się polski katolicyzm od np niemieckiego czy czeskiego, a nawet jak różni sie polski katoicyzm w wielkich miastach od niewielkich wsi

>To, że na wyznania chrześcijańskie konwertują osoby o wyższych potrzebach w zakresie rygoryzmu moralnego jest faktem. W polskim krk zostają ludzie o niezbyt silnych kręgosłupach, tak na zasadzie inercji, co coraz bardziej obniża jego poziom.
Obniżanie poziomu kościoła katolickiego to wg mnie przede wszytskim dowodność przysłowia, że ryba śmierdzi od głowy. To nie wierni psują kościół, ale przede wszystkim proboszczowie i biskupi, a nad nimi ten, na którego się tak lubią powoływać. A mają możliwości, bo jak słusznie zauważyłaś, to feudalna struktura.

>Ale na tym poprzestanę, bo krytykowano mnie już tu za "promowanie" protestantyzmu , a ostatnio nawet za uznanie Lutra za jedną z najważniejszych postaci europejskich, którą niewątpliwie był.
Ta krytyka to pewnie nie ode mnie pochodziła, trudno aby Cieszyniak nie zgodził sie z Tobą, że Luther był "jedną z najważniejszych postaci europejskich"

>I tak fanatyzm religijny i ateistyczny spotkały się w pół drogi.
Widziałem obydwa, ale nie wiem co masz na myśli.
02-11-2014 21:28 
 Ocena 1 na 1
Anna Salman (16360 punktów)
>Podobnie jak księża polskokatoliccy...
Chodziło mi bardziej o doktrynę. Kpk ma zasady jak krk, aczkolwiek sama nazwa to oksymoron, a właściwie ... obie.
>Nawet biskupki, ale tylko w jednym z odłamów.
Biskup to właśnie kapłan. Chrześcijaństwo, do którego oba kościoły się odwołują nie znało instytucji księdza - to zniekształcone określenie księcia.
>Tak, ale czy to właśnie nie jest skutek powszechności?
Nie, taką ma doktrynę i strukturę od początku.
>Zauważ jak różni się polski katolicyzm od np niemieckiego czy czeskiego, a nawet jak różni sie polski katoicyzm w wielkich miastach od niewielkich wsi.
Polski katolicyzm miejski od wiejskiego różni się tylko powszechnością praktyk w tym drugim. Poza tym niczym. A z tej powszechności praktyk wynika z kolei dużo wyższy antyklerykalizm na wsiach, niż w mieście. Natomiast inność krk w innych krajach polega na jego mniejszym wpływie - albo musi konkurować z silnymi (jeśli nawet mniejszymi od siebie) grupami protestanckimi (Niemcy, USA), albo jest oficjalnie odsunięty od przywilejów (Francja), albo historycznie postrzegany jest, jako religia narzucona (Czechy).
>... To nie wierni psują kościół, ale przede wszystkim proboszczowie i biskupi...
To też są "wierni", a nie ludzie znikąd - wychowankowie tegoż kościoła. I żywy dowód na to, że owa struktura promuje patologie.
>Widziałem obydwa, ale nie wiem co masz na myśli.
No między innymi właśnie odrzucanie zasług Lutra, jako reformatora - prawdziwie charyzmatycznego polityka oraz współtwórcę (nieintencjonalnego) Oświecenia, ze względu na jego zaangażowanie religijne. Jakby tak każdego odrzucać, kto praktykował jakąś religię, to ciekawe, kto by pozostał. Z przeszłości ... Budda?
04-11-2014 14:48 
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)
>Ponadto wszystkie pochodne judaizmu przejęły z niego szowinizm, który w judaizmie jest bardzo silny.

Tak. I wystarczy dokładnie zapoznać się z Biblią, poddać krytycznej analizie te sterty gwałcących rozum bzdur, by za jednym zamachem uporać się ze wszystkimi judeochrześcijańskimi odroślami tego trującego zielska i Koranem, który czci proroków Biblijnych oraz Jezusa i Maryję. Można by rzec - Biblia jest piętą Achillesową islamu

Jest jedno jedyne słowo, w największym skrócie ujmujące to, czym w istocie jest cała Biblia - brainfuck.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
05-11-2014 18:30 
 Ocena 3 na 3
Anna Salman (16360 punktów)
>... wystarczy dokładnie zapoznać się z Biblią ...
Jeszcze lepiej przeczytać Talmud. Z samego ST tych treści się nie wyciągnie, tym bardziej że dla żydów obowiązujący jest Pięcioksiąg, reszta mniej ważna.
Islam nie jest na przykład aż tak rasistowski, jak judaizm, katolicyzm, czy chrześcijaństwo (też nie całe, bo nowe kościoły mają inną wykładnię). Tu punktem spornym jest religia, nie nacja.
05-11-2014 20:27 
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)
>Islam nie jest na przykład aż tak rasistowski, jak judaizm, katolicyzm, czy chrześcijaństwo (też nie całe, bo nowe kościoły mają inną wykładnię). Tu punktem spornym jest religia, nie nacja.

Islam jest bardzo, bardzo piękną religią i jeżeli coś mi się nieopatrznie wypsnęło o niej niepochlebnego, to dlatego tylko, że mnie Szatan podkusił. Kiedy wreszcie zostaną obalone te wszystkie kłamstwa o przemocy stosowanej przez niektórych muzułmanów znikną ostatnie przeszkody, który powstrzymują mnie przed przyjęciem prawdziwej wiary.

Hm. Czuję, że dzięki Tobie obudziła się we mnie jakaś nieprzeczuwana wcześniej radość. Nigdy wcześniej nie myślałem o nawróceniu.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
06-11-2014 09:48 
 Ocena 4 na 4
Anna Salman (16360 punktów)
>Islam jest bardzo, bardzo piękną religią ...
Jeżeli ironizujesz, to chyba nie zrozumiałeś. Islam jest szowinistyczny płciowo i religijnie, ale nie jest rasistowski. Dla porównania można sięgnąć po Talmud. To dzisiejsza interpretacja i podtrzymywanie wciąż poczucie winy za Holocaust wytworzyło taką polityczną poprawność, że judaizm jest religią ludzi łagodnych i dlatego prześladowanych. Prześladowani tak - o ile są w mniejszości. Tak jak i chrześcijanie pod butem krk, czy teraz w kalifacie. Ale co wyprawiali w koloniach ...
Nawet buddyści potrafią mordować na dużą skalę.
Każda religia ma wmontowaną nienawiść i pogardę dla inności. Zależy tylko, co stanowi o owej inności. Bo religie były i są tworzone dla ludzi miałkich, zakompleksionych i tchórzliwych i przez takich podtrzymywane.
Hodża (11172 punktów)
>>Islam jest bardzo, bardzo piękną religią ...
>Jeżeli ironizujesz



>to chyba nie zrozumiałeś.



>Nawet buddyści potrafią mordować na dużą skalę.

Myślisz o Kambodży? - wprawdzie reżim był komunistyczny ale kultura, istotnie, buddyjska. W Birmie zdaje się również miały miejsce swego czasu akty terroru religijnego.

>Każda religia ma wmontowaną nienawiść i pogardę dla inności. Zależy tylko, co stanowi o owej inności. Bo religie były i są tworzone dla ludzi miałkich, zakompleksionych i tchórzliwych i przez takich podtrzymywane.

Myślę, że można to rozszerzyć na wszystkie ideologie roszczące sobie prawo do ostatecznego wyjaśnienia świata. Można nawet uznać tego rodzaju formy organizacji społeczeństw za równoważne religii.

Uprzywilejowanie jakiejkolwiek idei kosztem żywego, realnego człowieka, zawsze będzie prowadzić do zabijania - albowiem idee nie żyją. Nawet Jezus w Niebie nie spełnia tej definicji organizmu żywego, która jedynie powinna interesować żywych ludzi.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
Anna Salman (16360 punktów)
>Myślisz o Kambodży? ...
O Birmie - to całkiem świeża sprawa i nie wiem nawet, czy już zamknięta.
>Myślę, że można to rozszerzyć na wszystkie ideologie roszczące sobie prawo do ostatecznego wyjaśnienia świata. ...
Takie ambicje mają tylko religie i, paradoksalnie, niektóre teorie naukowe,
Hodża (11172 punktów)
>Takie ambicje mają tylko religie i, paradoksalnie, niektóre teorie naukowe,

? Może w dziedzinach "humanistycznych", jak socjologia. Ale między ideologią totalistyczną a teokracją nie ma w zasadzie wielkich różnic, mogą różnić się swoją narracją ale sam "silnik" całego mechanizmu jest bardzo podobny.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
09-11-2014 17:09 
 Ocena 1 na 1
Anna Salman (16360 punktów)
Źle się wyraziłam - nie teorie mają ambicje, lecz ludzie, którzy je wykorzystują i nie słyszałam o żadnym socjologu, który miałby totalitarne ambicje. Miałam na myśli właśnie nauki techniczne i, rzecz jasna, ludzi tak nimi zafascynowanych, że chcieliby wszystko stechnicyzować, aż doprowadzą do kompletnej "robotyzacji" człowieka. Nawet tu, na tym rzekomo "racjonalnym" portalu - ileż to razy można poczytać że coś jest "niezgodne z nauką". I to ma być argument ostateczny? Czy nauka już wszystko wyjaśniła?
Poza tym im większy schematyzm myślowy (a w tym się głównie objawia owa popularna "naukowość), tym nudniej i prymitywniej. Obstawiliśmy się gadżetami, jak nigdy w historii, ale paroksyzm śmiechu wywołuje nie subtelna aluzja, lecz jak ktoś za przeproszeniem pierdnie. I to też jest totalitaryzm kulturowy, takie schamienie.
>Ale między ideologią totalistyczną a teokracją nie ma w zasadzie wielkich różnic...
Nie ma żadnych, przecież religie to najbardziej pierwotne ideologie, a teokracja jest systemem totalnym. Jedyną różnicą jest narzucenie "sakralnej" optyki wobec religii, co sprawia, że nie można jej poddawać krytyce.
10-11-2014 07:09 
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)
>nie słyszałam o żadnym socjologu, który miałby totalitarne ambicje.

Ba, no, oczywiście, ekhm, nawet K. Marks nie miał. Chociaż coś tam zdaje się bąknął o dyktaturze proletariatu.

>Miałam na myśli właśnie nauki techniczne i, rzecz jasna, ludzi tak nimi zafascynowanych, że chcieliby wszystko stechnicyzować, aż doprowadzą do kompletnej "robotyzacji" człowieka.

Już Gombrowicz brał "na celownik" ten typ ograniczonego technokraty - wystarczy poczytać fragmenty "Ferdydurke", w których Józio jada na stancji u Młodziaków. Ale czy rzeczywiście technokraci są odpowiedzialni za cały ten totalitarny bajzel? Raczej nie. Raczej nie wykształceni ludzie są szybkimi zawodnikami w zakładaniu brunatnych koszul i praniu po mordzie podczas bojówkarskich zadym. To nie oni raczej przywiązują kamienie do nóg oficerów floty i wrzucają całą elitę wojska w morze. To chamskie, tępe buractwo w tych przełomowych momentach łączy swoje siły z cwaniactwem różnych policmajstrów i drobnych agenciaków i szpicli, tworząc nowy społeczny układ. "Wykształciuchy" zostają w nim tylko sprostytuowani, bo też klasa profesorska nigdy nie grzeszyła, przykro to powiedzieć, odwagą cywilną. Co zresztą wykorzystali Niemcy w Krakowie w 39 roku.

>Nawet tu, na tym rzekomo "racjonalnym" portalu - ileż to razy można poczytać że coś jest "niezgodne z nauką". I to ma być argument ostateczny? Czy nauka już wszystko wyjaśniła?

Wskaż mi, Anno, takie wpisy a spróbuję wejść w dyskusję z takim naukowym fundamentalistą Ja też należę do wielkich entuzjastów nauki, chociaż również zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszystko jeszcze zdołała prześwietlić a niektóre z pytań być może na zawsze pozostaną poza jej zasięgiem. Ale socjologia właśnie jest miejscem, w którym odkrycia z zakresu nauk społecznych z jednej a przyrodniczych z drugiej strony w moim odczuciu pozwalają na zachwyt nad objaśniającą potęgą wyzbytej dogmatów i bezwzględnej dla przesądów oraz złudnych nawyków myślowych metody naukowej. Wiele wniosków z już istniejących badań i uznanych teorii nadal czeka na opisanie i przemyślenie.

Religijne podejście do nauki trąci intelektualną tandetą. Ale prawdą jest również i to, że - jeżeli nauka, a raczej światopogląd naukowy (nie myślę o marksizmie, ale raczej o tym, który promuje ten portal - pochodnej oświeceniowego racjonalizmu) nie podejmie tematów do tej pory zarezerwowanych dal religii i nie wygra bitwy o wyobraźnię i Wizję Przyszłości - przegra a klęska będzie katastrofą ludzkości w najbardziej odrażającej wersji.

>Poza tym im większy schematyzm myślowy (a w tym się głównie objawia owa popularna "naukowość), tym nudniej i prymitywniej. Obstawiliśmy się gadżetami, jak nigdy w historii, ale paroksyzm śmiechu wywołuje nie subtelna aluzja, lecz jak ktoś za przeproszeniem pierdnie.

Musimy mieć taki wypierd, żeby szczyny zamieniały się w benzynę. Blues Brothers.

>I to też jest totalitaryzm kulturowy, takie schamienie.

To takie arystokratyczne, co napisałaś. Nie będziesz dobrą czekistką, Anno.

>>Ale między ideologią totalistyczną a teokracją nie ma w zasadzie wielkich różnic...
>Nie ma żadnych, przecież religie to najbardziej pierwotne ideologie, a teokracja jest systemem totalnym. Jedyną różnicą jest narzucenie "sakralnej" optyki wobec religii, co sprawia, że nie można jej poddawać krytyce.




Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
10-11-2014 19:24 
 Ocena 3 na 3
Anna Salman (16360 punktów)
>Ba, no, oczywiście, ekhm, nawet K. Marks nie miał. ...
Jak większość dałeś się wpuścić w ten schemat myślowy, że Marks wymyślił i wprowadził system totalitarny. Oskarżano zresztą o to i Platona i Hegla, zresztą i Nietzsche miał ponoć wkład w powstanie faszyzmu, Rousseau natomiast przyczynił się do wybuchy Rewolucji Francuskiej. Tymczasem każdy z nich był jedynie twórcą teorii społecznej, opisującej współczesną im rzeczywistość i ewentualną modyfikację według danych, jakie posiadał.
Co ciekawe na temat Marksa wypowiadają się wszyscy, choć nikt nie czytał.
>... Raczej nie wykształceni ludzie są szybkimi zawodnikami w zakładaniu brunatnych koszul i praniu po mordzie podczas bojówkarskich zadym. ...
Nie, oni tylko manipulują tłumem, znalazłszy sobie czasem kogoś, kto lepiej odegra rolę trybuna ludowego - w Niemczech padło na Hitlera. A że od elit wymaga się więcej, stąd nie powinni mieć taryfy ulgowej. Ale z reguły potrafią uratować własne swoje tyłki, zrzucając całą odpowiedzialność na "buractwo".
>Wskaż mi, Anno, takie wpisy ...
Nie wskażę, bo nawet się nie wypowiadam w takich wątkach. Tym bardziej, że kończę swoją, i tak opadającą aktywność, na tym portalu (co najmniej o dwa lata za późno).
Ale coś całkiem niedawno znów było i znów na temat religii. Nauka kontra religia - to było dobre w Oświeceniu, ale teraz, gdy ta druga już się skompromitowała na każdym polu, to po co?
>... jeżeli nauka, a raczej światopogląd naukowy (nie myślę o marksizmie, ale raczej o tym, który promuje ten portal - pochodnej oświeceniowego racjonalizmu) nie podejmie tematów do tej pory zarezerwowanych dla religii i nie wygra bitwy o wyobraźnię ...
Jakież to tematy zarezerwowane dla religii? Mamy psychologie, socjologię, medycynę, etykę itd., czyli tematy same się wyczerpały. Religia wygrywa tam, gdzie zastępuje politykę, a polityka jest teraz w naszych rękach. Przy czym bitwę o wyobraźnię nauka z pewnością przegra ... z kulturą masową innego rodzaju.
>... Nie będziesz dobrą czekistką, Anno.
Nie, jestem za głupia.
10-11-2014 20:32 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Co ciekawe na temat Marksa wypowiadają się wszyscy, choć nikt nie czytał.
Nie przesadzajmy parę osób ze zrozumieniem jednak przeczytało i co najgorsze wcale się tego nie wstydzi Czasem jest nawet gorzej i Marksa uważają za mędrca, a np. ks. prof. Dariusza Oko z durnia.

Pozdrawiam.

@@@
.
11-11-2014 19:27 
 Ocena 3 na 3
Anna Salman (16360 punktów)
>... Nie przesadzajmy parę osób ze zrozumieniem jednak przeczytało i co najgorsze wcale się tego nie wstydzi ...
Bardziej chodziło mi to, że jego krytycy odnoszą się raczej do własnych wyobrażeń na temat jego teorii, niż do treści. Taka moda na poniewieranie Marksem. Jeszcze trochę, a będzie odpowiadał również za pedofilię w krk i epidemię eboli.
Może w miejsce komunizmu sam został tym widmem, co krąży po Europie ...
11-11-2014 22:56 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
... Nie przesadzajmy parę osób ze zrozumieniem jednak przeczytało i co najgorsze wcale się tego nie wstydzi ...
>Bardziej chodziło mi to, że jego krytycy odnoszą się raczej do własnych wyobrażeń na temat jego teorii, niż do treści.
Przynajmniej znakomita większość "specjalistów" od Marksa i marksizmu w Polsce.

>Taka moda na poniewieranie Marksem. Jeszcze trochę, a będzie odpowiadał również za pedofilię w krk i epidemię eboli.
To, że postęp jest nieodwracalny, nieuchronny, twierdzili komuniści. Podczas rewolucji październikowej zaczęto na przykład wprowadzać rozpustę, rozprężenie, z czego sami bolszewicy zaczęli się wycofywać, bo zobaczyli, że to im rozsadza państwo.

Ideologia gender wprowadza teraz taką rozpustę, z której wycofali się sami bolszewicy po rewolucji październikowej. Tak samo marksiści, Lenin, Marks mówili o nieuchronnym postępie "naukowego" komunizmu, który ogarnie cały świat. To samo Hitler i naziści mówili o nieuchronnym postępie "naukowego" narodowego socjalizmu, który także zapanuje nad światem. Jedna i druga teoria dla ich wyznawców była szczytem mądrości. Przecież w XX wieku w Europie w pewnych krajach największym znakiem postępu był faszyzm, eugenika. Socjaliści i lewacy popierali przecież eugenikę, to u nich się zaczęło takie myślenie, co przejął później nazizm.

Największym postępem w pewnych krajach europejskich był faszyzm, nazizm, komunizm. Olbrzymie połacie kuli ziemskiej były objęte ideologiami które mówiły o postępie tak, jak dziś mówią genderowcy. Mówili, że postęp jest nieuchronny, ale nieuchronna okazała się tylko wojna między nimi, która doprowadziła do śmierci około 50 milionów ludzi. Niezależnie do tego komuniści zamordowali około 150 milionów ludzi. Oto do czego mogą dojść ludzie, którzy zbrodniczym ideologiom wieżą bardziej, niż rozumowi, którzy sumienie wymieniają na propagandę.

Szczególnie dotyczy to ateistów, bo jeżeli Bóg istnieje, a ktoś głosi, że Boga nie ma, to popełnia fundamentalny błąd, który skutkuje później kolejnymi strasznymi błędami (jak w ciągu równań matematycznych). Ideologia gender jest kolejną kreacją i klęską rozumu ateistycznego, która pokazuje, jak ten rozum jest biedny, spaczony, że może coś takiego wyprodukować coś aż tak absurdalnego. Zwracał na to uwagę między innymi Leszek Kołakowski, jeden z największych filozofów naszych czasów, który gender krytykował podobnie, jak marksizm.

Gdy zasypiają rozum i wiara, tam budzą się demony. Jako filozof poznałem wiele ludzkich teorii, ale muszę przyznać gender, że gender jest jedną z najgłupszych, najbardziej absurdalnych utopii. W jego centrum stoi aksjomat, że płeć jest przede wszystkim kwestią umowy społecznej. Czyli jeżeli my teraz umówimy się, że ja jestem kobietą, a Pani jest mężczyzną, to jest umowa nienaruszalna, którą wszyscy muszą zaakceptować. Jutro ja będę Darią, Pani Martynem, państwo musi to uznać, zmienić nam dowody osobiste itd. Jeśli gender jest "naukowy", to tak, jak "naukowy komunizm".

______________

Kapłan przekonywał, że wbrew temu, co chcą wtłoczyć genderyści, jest to ideologia, w dodatku mająca korzenie marksistowskie i łudząco do marksizmu podobna. - Ideolodzy celowo chcą tak zamącić znaczenie tego słowa, by nie było wiadomo, o co chodzi - przekonywał i dodawał: - Zresztą - i mówię to jako filozof, nie jest to specjalnie trudne, bo takiego zakłamania, absurdu jak w ideologii gender próżno szukać w historii myśli ludzkiej! To wyjątkowo mętne rozumowanie, postmodernistyczny bełkot.

Genderyzm to neomarksizm, to są ewidentne kalki - przekonywał ks. Oko i wymieniał ojców-założycieli ideologii: Johna Money'a, ikonę ideologii gender, przez którego - zarzucał - bliźnięta - obiekt jego eksperymentów dotyczących płci, popełniły samobójstwo, Alfreda Kinsey'a - "pseudoseksuologa", feministkę Simone de Beauvoir, autorkę "Drugiej płci" i jej kochanka Jeana Paula Sartre'a.

U źródeł ateizmu, a to on legł u podstaw ideologii XX w. - nazizmu, komunizmu, genderyzmu, tkwi fundamentalny absurd, powodujący błąd w dalszych rachunkach. Bo jeśli zaczynamy negować najwyższe, zajmujemy się średnim i niższym, co prawie zawsze prowadzi do deprawacji.
To nie Pan Elasp, to ks. prof. dr hab. Dariusz Oko.

>Może w miejsce komunizmu sam został tym widmem, co krąży po Europie ...
Głupcy zawsze byli i nic tego nie zmieni, ale najgorzej jest, gdy wierzący w jakąś ideologię głupcy zaczynają narzucać dyskurs.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
12-11-2014 19:08 
 Ocena 3 na 3
Anna Salman (16360 punktów)
>... Podczas rewolucji październikowej zaczęto na przykład wprowadzać rozpustę, rozprężenie...
To wynalazek komunistów? Czyli pojawili się długo przed Marksem i to o nich są wzmianki już w ST?
>... Socjaliści i lewacy popierali przecież eugenikę, to u nich się zaczęło takie myślenie, co przejął później nazizm.
A ja głupia myślałam, że eugenika jest pochodną myślenia w kategorii dziedziczenia grzechu, co twierdził Luter, a przejęli członkowie jego kościoła. Tyle, że on się opierał na pismach Św. Augustyna.

A tak poważnie - nie mam zastrzeżeń do ks.Oko, bo mówi, co wie (a wie niewiele) i co mu się wydaje. To jest kwintesencja "rozumu teistycznego". Zastanawiam się natomiast nad przyczynami, dla których jest tak mocno lansowany przez media głównego nurtu, bez podpisu "program satyryczny", czy "wpływ celibatu na męską psychikę". Nie widzę powodu, aby nadawać temu facetowi nienależnie istotną pozycję w życiu publicznym. Czy on stanowi inną wartość, niż swego czasu Kononowicz (może przekręciłam nazwisko - kilka lat temu kandydat na prezydenta)? Jest tak samo człowiekiem znikąd, bez dorobku naukowego, bez osiągnięć życiowych, pozostającym przez całe życie na utrzymaniu podatników, więc skąd ta promocja?
Widocznie za głupia jestem na dzisiejsze czasy.
12-11-2014 20:14 
 Ocena 2 na 2
cmos (1664 punktów)
>A tak poważnie - nie mam zastrzeżeń do ks.Oko, bo mówi, co wie (a wie niewiele) i co mu się wydaje.

Ale to nieprawda - on powtarza co przeczytał u Gabriele Kuby i to praktycznie słowo w słowo.
Anna Salman (16360 punktów)
>... on powtarza co przeczytał u Gabriele Kuby ...
A co to takiego???
14-11-2014 13:41 
 Ocena 2 na 2
cmos (1664 punktów)
>>... on powtarza co przeczytał u Gabriele Kuby ...
>A co to takiego???

To jest taka niemiecka fundamentalistka katolicka, walnięta zresztą dość poważnie.
Pamiętasz teksty o tym jaki Harry Potter jest antykatolicki i w ogóle groźny? To było z jej książki, ona podarowała ją Ratzingerowi i stąd wzięło się potem stanowisko Watykanu.
Całe te gendery i masturbacja w niemieckich przedszkolach którymi straszą biskupi też są stuprocentowo i dosłownie przepisane z jej książek. "Ideologia gender" jest autorskim wkładem tłumacza na polski - bo on nie wiedział jak przetłumaczyć "gender mainstreaming".
Zresztą już prawie rok temu miałem o tym notkę u siebie na blogu: nrdblog.cm(*)olscy-biskupi-i-gabriele-kuby/
15-11-2014 19:35 
 Ocena 1 na 1
Anna Salman (16360 punktów)
>To jest taka niemiecka fundamentalistka katolicka, walnięta zresztą dość poważnie.
Cóż, każdy naród musi mieć widać jakąś swoją Wandę Półtawską
Miło wiedzieć, że masz blog.
Hodża (11172 punktów)
>Jak większość dałeś się wpuścić w ten schemat myślowy, że Marks wymyślił i wprowadził system totalitarny. Oskarżano zresztą o to i Platona i Hegla

To prawda, żaden z nich nie był premierem, ministrem bądź choćby tylko szefem rady komisarzy ludowych. Gdyby byli, nie różniliby się wiele od Dantona czy Robespierre'a. Albo puknęli by się w łeb i nabyli ostatniej mądrości, której od filozofa można oczekiwać - że nigdy z góry założony i wymyślony w jednej głowie system powszechnego uszczęśliwienia nie zadziała, a z reguły, jeśli będzie wprowadzany przemocą, spowoduje straszne cierpienia.

>Tymczasem każdy z nich był jedynie twórcą teorii społecznej, opisującej współczesną im rzeczywistość i ewentualną modyfikację

Od rzemyczka do koniczka.

>Co ciekawe na temat Marksa wypowiadają się wszyscy, choć nikt nie czytał.

Większość uważa, że czas poświęcony na np. handel pietruszką jest wykorzystany o wiele lepiej. Jakoś trudno mi z taką postawą polemizować, zważywszy, że na szczęście nie słychać już na stepach łopotu czerwonych sztandarów ani turkotu taczanki.

>Ale z reguły potrafią uratować własne swoje tyłki, zrzucając całą odpowiedzialność na "buractwo".

O to akurat nie mam do nich pretensji. Raczej o to, że wielu z nich dobrze wie, co się święci, ale bardziej niż jakieś wartości ceni sobie ciepłe posadki i święty spokój. Jeśli nauka jest tworzona przez naukowców, to taka postawa nie nastraja optymistycznie... szczególnie, że nie chodzi tu tylko o milczenie wtedy, kiedy trzeba zabrać ostro głos, ale i współudział części środowisk naukowych w tworzeniu narzędzi masowego zabijania.

>>Wskaż mi, Anno, takie wpisy ...
>Nie wskażę, bo nawet się nie wypowiadam w takich wątkach. Tym bardziej, że kończę swoją, i tak opadającą aktywność, na tym portalu (co najmniej o dwa lata za późno).

Mam nadzieję, że nie jest to rozstanie na zawsze, a nawet jeśli tak, że nie będę tego żałował

>Ale coś całkiem niedawno znów było i znów na temat religii. Nauka kontra religia - to było dobre w Oświeceniu, ale teraz, gdy ta druga już się skompromitowała na każdym polu, to po co?

Po to, że człowiek potrzebuje nadziei. Potrzebuje tego, by ktoś mu opowiedział nawet jakąś bajędę o tym, co jest za horyzontem. Lepiej, by ci, którzy siedzą z nosem wbitym w błocko materii czasem podnieśli wzrok i pomyśleli o tych wszystkich prostakach, zanim ktoś im zdoła wmówić, że telefony komórkowe działają dzięki tchnieniu Ducha Świętego. Nie tylko dlatego, że tamci też są ludźmi, ale dlatego, że życie bez jakiejkolwiek nadziei nie jest możliwe dla ogółu. To tylko trzyma ich przy religii. I jeśli nauka nie podejmie na poważnie kwestii nie tylko opisywania, ale zmieniania świata, choćby nie wiem jak bardzo religie nie były skompromitowane, zawsze będą znajdować swoich wyznawców lub przybierać nowe formy i, co gorsza, mogą w końcu doprowadzić do podcięcia tych materialnych fundamentów, na których nauka musi polegać.

>>... jeżeli nauka, a raczej światopogląd naukowy (nie myślę o marksizmie, ale raczej o tym, który promuje ten portal - pochodnej oświeceniowego racjonalizmu) nie podejmie tematów do tej pory zarezerwowanych dla religii i nie wygra bitwy o wyobraźnię ...
>Jakież to tematy zarezerwowane dla religii?

Zbawienie. Pociechę. Raj. Tych kilka z brzegu.

Nie oczekuję od nauki, że wygeneruje w swoim cyklotronie Boga. Taki Deus ex machina już dziś niewielu potrafi zadowolić. Ale chodzi o poczucie świadomego kreowania rzeczywistości i aktywnego kierowania historią ludzkiego gatunku. Tej ambicji nauka, z tego, co widać, nie ma.

A to oznacza, że jest służebnicą polityków, wojskowych i korporacyjnych molochów. W ten sposób można co najwyżej przygotować dla świata kolejne piekło na ziemi. Jeśli tak rzeczywiście sprawy się mają, to chyba lepiej by było, gdyby w tych wszystkich uczonych mężów trafił piorun. Ten popiół, który by pozostał miałby większą wartość niż wszystkie cuda nauki i techniki, za które znowu trzeba by płacić potworną cenę wojny.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
10-11-2014 23:41 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Co ciekawe na temat Marksa wypowiadają się wszyscy, choć nikt nie czytał.
>Większość uważa, że czas poświęcony na np. handel pietruszką jest wykorzystany o wiele lepiej.
Gówno jest smaczne! Miliardy much nie mogą się mylić. Większość oddała Hitlerowi władze i opowiadała się za radzieckim komunizmem i niemieckim faszyzmem. Wiem o tym, iż handel pietruszką oraz inne proste prace są ciągle koniecznością
i dobrze, iż są tacy, którzy to wybierają, ale nie wszystko jest dla wszystkich i powtórzę tu za Stendhalem: Miałem i mam jeszcze gusty najbardziej arystokratyczne; zrobiłbym wszystko dla szczęścia ludu, ale wolałbym, jak sądzę, spędzić co miesiąc dwa tygodnie w więzieniu niż żyć ze sklepikarzami.

>Jakoś trudno mi z taką postawą polemizować, zważywszy, że na szczęście nie słychać już na stepach łopotu czerwonych sztandarów ani turkotu taczanki.
Jestem zdecydowanym i konsekwentnym antyfideistą, ale ideologiczne przesłanie Manifestu komunistycznego jest mi emocjonalnie bliskie, gdyż choć wiem jak zbrodniczym ustrojem był radziecki komunizm, to też wiem jaki raj miały masy społeczne w carskiej Rosji. Nie udałoby się bolszewikom przejąć władzy bez zła czynionego przez poprzedników.
Boję się wszelkich rewolucji, gdyż one tylko niszczą i burzą, a nic nie budują, ale mądrzy władcy nie doprowadzają do sytuacji, gdy: Komuniści uważają za niegodne ukrywanie swych poglądów i zamiarów. Oświadczają oni otwarcie, że cele ich mogą być osiągnięte jedynie przez obalenie przemocą całego dotychczasowego ustroju społecznego. Niechaj drżą panujące klasy przed rewolucją komunistyczną. Proletariusze nie mają w niej nic do stracenia prócz swych kajdan. Do zdobycia mają cały świat.

www.racjonalista.pl/forum.php/s,521761
www.racjonalista.pl/forum.php/s,617090#w617382
Jakoś zawsze wolałem się uczyć niż handlować - choć życie mnie i do handlowania czasem przymuszało, ale jestem zdecydowanym wolnościowcem i demokratą, kto woli "pietruszkę" niech się "pietruszką" zajmuje, gorzej gdy tacy ludzie, którzy odnieśli np. sukcesy w biznesie z "pietruszką", teraz pouczają innych, jak mają myśleć i co wolno im czytać.

Pozdrawiam.

@@@
.
10-11-2014 23:55 
 Ocena 5 na 5
astrotaurus (12445 punktów)

>Jestem zdecydowanym i konsekwentnym antyfideistą, ale ideologiczne przesłanie Manifestu komunistycznego jest mi emocjonalnie bliskie,
   No ba! Stosunkowo niedawno wpadł mi w ręce przypadkiem spatynowany egzemplarz "Manifestu". Poprzednio czytałem go ze 4 dekady temu. Przeczytałem ponownie - bardzo odświeżająca lektura, polecam wszystkim!
   A oto cytacik na zachętę:

Burżuazja, tam gdzie doszła do władzy, zburzyła wszystkie feudalne, patriarchalne, idylliczne
stosunki. Pozrywała bezlitośnie wielorakie więzy feudalne, które przykuwały człowieka do jego
"naturalnego zwierzchnika", i nie pozostawiła między ludźmi żadnej innej więzi prócz nagiego interesu,
prócz wyzutej z wszelkiego sentymentu "zapłaty gotówką". Świętobliwe dreszcze pobożnej egzaltacji,
rycerskiego zapału, drobnomieszczańskiej rzewności zatopiła w lodowatej wodzie egoistycznego
wyrachowania. Godność osobistą sprowadziła do wartości wymiennej, a zamiast niezliczonych
uwierzytelnionych dokumentami, dobrze nabytych wolności wprowadziła jedną jedyną, pozbawioną
sumienia, wolność handlu. Słowem, wyzysk osłonięty złudzeniami religijnymi i politycznymi zastąpiła
wyzyskiem jawnym, bezwstydnym, bezpośrednim, nagim.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
11-11-2014 00:37 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Jestem zdecydowanym i konsekwentnym antyfideistą, ale ideologiczne przesłanie Manifestu komunistycznego jest mi emocjonalnie bliskie,
>   No ba! Stosunkowo niedawno wpadł mi w ręce przypadkiem spatynowany egzemplarz "Manifestu". Poprzednio czytałem go ze 4 dekady temu. Przeczytałem ponownie - bardzo odświeżająca lektura, polecam wszystkim!
Marksa i Engelsa przestudiowałem sam z własnej inicjatywy kilkadziesiąt lat temu. Zrobiłem to trochę na przekór ówczesnej władzy, która permanentnie się do nich odwoływała, ale zupełnie ich nie znała. Tak, czynią w większości wierzący. Sam autorytet istnienia autorytetu im wystarcza.

Jaka jest znajomość biblistyki przez parafialnych księży pomimo konieczności stałego odwoływania się do ewangelicznych opowieści? Który ksiądz zna i rozumie zapisy w Breviarium Fidei, który zna Encykliki? Ma pojęcie o filozofii chrześcijańskiej? Jest to większa rzadkość niż dotrzymywanie celibatu lub brak pazerności na dobra doczesne. Podobnie było z marksizmem, do którego rozumienia i interpretacji miał prawo tylko Komitet Centralny, a profesura zajmująca się Marksem, to musiała walczyć z cenzurą o imprimatur lub wydawała swoje prace, w którymś tam obiegu.

Ze sporą częścią profesury też jest śmiesznie, gdyż "twardzi marksiści" z tamtych lat dziś się go wypierają jak żaba błota,
a tak jak go nie znali wtedy, tak teraz nawet nie wiedzą czego się wypierają. Teraz znawcami Marksa jest np. ks. Oko,
a tu Pan Elasp.

Pozdrawiam.

@@@
.
11-11-2014 11:33 
 Ocena 3 na 3
Hodża (11172 punktów)
>Gówno jest smaczne! Miliardy much nie mogą się mylić.

Oddajcie człowiekowi, co jest ludzkiego a muchom, co jest muszego.

>nie wszystko jest dla wszystkich i powtórzę tu za Stendhalem: Miałem i mam jeszcze gusty najbardziej arystokratyczne; zrobiłbym wszystko dla szczęścia ludu, ale wolałbym, jak sądzę, spędzić co miesiąc dwa tygodnie w więzieniu niż żyć ze sklepikarzami.

Jeśli ten pisarz spędził kiedyś w więzieniu 2 tygodnie, pewnie wiedział, co pisze. A jeśli nie, trzeba tego rodzaju wypowiedzi brać w nawias odegranej egzaltacji, która należy do warsztatu dobrego artysty.

>ideologiczne przesłanie Manifestu komunistycznego jest mi emocjonalnie bliskie, gdyż choć wiem jak zbrodniczym ustrojem był radziecki komunizm, to też wiem jaki raj miały masy społeczne w carskiej Rosji. Nie udałoby się bolszewikom przejąć władzy bez zła czynionego przez poprzedników.

Ja też to wiem. Mój dziadek ze strony ojca, rocznik 73, został "przeczołgany" przez carskie wojsko, będąc powoływany trzy razy: do pięcioletniej służby w pułku strzeleckim stacjonującym w Odessie, na wojnę z Japonią i wreszcie na front pierwszej wojny światowej. Z jednej strony uzyskał tam pewne wykształcenie i nauczył się pisać i czytać - z drugiej przekazał rodzinie relacje o wszechogarniającym chaosie, który niszczył armię w czasie wojny z Niemcami. Brał udział w ataku który zresztą zakończył się pogromem Niemców, uzbrojony w łopatę. Podczas walk pozycyjnych był czwarty w kolejce do karabinu: żołnierz, który go miał, prowadził a za nim gęsiego truchtali następni. Kiedy padał, następny brał broń.

Choroby, głód i ogólne, słowiańskie dziadostwo, wyrażające się m.in. w tak typowej wielkopańskiej pogardzie oficerów do prostych żołnierzy bardzo dokładnie zrelacjonował swojej żonie, mojej babci, której opowieści stały się jednym z elementów mojej osobistej wiedzy historycznej.

>Boję się wszelkich rewolucji, gdyż one tylko niszczą i burzą, a nic nie budują, ale mądrzy władcy nie doprowadzają do sytuacji, gdy: (...)
>Jakoś zawsze wolałem się uczyć niż handlować - choć życie mnie i do handlowania czasem przymuszało, ale jestem zdecydowanym wolnościowcem i demokratą, kto woli "pietruszkę" niech się "pietruszką" zajmuje, gorzej gdy tacy ludzie, którzy odnieśli np. sukcesy w biznesie z "pietruszką", teraz pouczają innych, jak mają myśleć i co wolno im czytać.
>Pozdrawiam.

Pełna zgoda.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
11-11-2014 14:45 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.

Wiem o tym, iż handel pietruszką oraz inne proste prace są ciągle koniecznością i dobrze, iż są tacy, którzy to wybierają, ale nie wszystko jest dla wszystkich i powtórzę tu za Stendhalem: Miałem i mam jeszcze gusty najbardziej arystokratyczne; zrobiłbym wszystko dla szczęścia ludu, ale wolałbym, jak sądzę, spędzić co miesiąc dwa tygodnie w więzieniu niż żyć ze sklepikarzami.
>Jeśli ten pisarz spędził kiedyś w więzieniu 2 tygodnie,
Nie wiem, czy Marie-Henri Beyle spędził jakiś czas w więzieniu.

>pewnie wiedział, co pisze.
Dobrym pisarzom jest to niekonieczne. Potrafią zgromadzić dostateczne informacje i tak wczuć się w rolę, iż nawet pojawiają się na ich ciele krwawe wybroczyny w miejscach ran opisywanych bohaterów.

>A jeśli nie, trzeba tego rodzaju wypowiedzi brać w nawias odegranej egzaltacji, która należy do warsztatu dobrego artysty.
Może i egzaltacji, ale jakoś zawsze bliską była mi arystokracja - tyle iż nie krwi co ducha, jakaś tam elita intelektualna
- i chyba dlatego zawsze pogardzałem głupotą (nie mylić z niewiedzą) i małością (nie o wzrost mi tu chodzi).

Jestem zdecydowanym i konsekwentnym antyfideistą, ale ideologiczne przesłanie Manifestu komunistycznego jest mi emocjonalnie bliskie , gdyż choć wiem jak zbrodniczym ustrojem był radziecki komunizm, to też wiem jaki raj miały masy społeczne w carskiej Rosji. Nie udałoby się bolszewikom przejąć władzy bez zła czynionego przez poprzedników.
>Ja też to wiem. Mój dziadek ze strony ojca, rocznik 73, został "przeczołgany" przez carskie wojsko, będąc powoływany trzy razy: do pięcioletniej służby w pułku strzeleckim stacjonującym w Odessie, na wojnę z Japonią i wreszcie na front pierwszej wojny światowej. Z jednej strony uzyskał tam pewne wykształcenie i nauczył się pisać i czytać - z drugiej przekazał rodzinie relacje o wszechogarniającym chaosie, który niszczył armię w czasie wojny z Niemcami. Brał udział w ataku który zresztą zakończył się pogromem Niemców, uzbrojony w łopatę. Podczas walk pozycyjnych był czwarty w kolejce do karabinu: żołnierz, który go miał, prowadził a za nim gęsiego truchtali następni. Kiedy padał, następny brał broń.
W miarę dobrze znam historię i to taką z różnych pozycji pisaną, ale polecam wszystkim inteligentnym, którzy tej książki jeszcze nie znają "Cichy Don" Michaiła Szołochowa.

>Choroby, głód i ogólne, słowiańskie dziadostwo, wyrażające się m.in. w tak typowej wielkopańskiej pogardzie oficerów do prostych żołnierzy bardzo dokładnie zrelacjonował swojej żonie, mojej babci, której opowieści stały się jednym z elementów mojej osobistej wiedzy historycznej.
Kapralska mentalność jest wieczną, a nie masz większego tyrana niż z chama zrobisz pana. Im mniejszy placyk tym większy kacyk. Dlatego tak bardzo cenię sobie mądrość ludzi prostych i tak bardzo pogardzam mentalnością prostaków (nawet dyplomowanych i utytułowanych), którzy wszystkich oceniają własną miarą.

Boję się wszelkich rewolucji, gdyż one tylko niszczą i burzą, a nic nie budują, ale mądrzy władcy nie doprowadzają do sytuacji, gdy: (...) Proletariusze nie mają w niej nic do stracenia prócz swych kajdan.(...)
Jakoś zawsze wolałem się uczyć niż handlować - choć życie mnie i do handlowania czasem przymuszało, ale jestem zdecydowanym wolnościowcem i demokratą, kto woli "pietruszkę" niech się "pietruszką" zajmuje, gorzej gdy tacy ludzie, którzy odnieśli np. sukcesy w biznesie z "pietruszką", teraz pouczają innych, jak mają myśleć i co wolno im czytać.
>Pełna zgoda.
Czytuję i cenię sobie Pańskie przemyślenia.

Pozdrawiam.

@@@
.
11-11-2014 16:21 
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)
>polecam wszystkim inteligentnym, którzy tej książki jeszcze nie znają "Cichy Don" Michaiła Szołochowa.

Tematyka wojny domowej została znakomicie odmalowana w filmie "Czterdziesty pierwszy". Nie z perspektywy "historii" i procesu masowego, ale indywidualnych losów dwojga ludzi. Ten film uważam za jeden z najpiękniejszych w kinematografii światowej.

>>Pełna zgoda.
>Czytuję i cenię sobie Pańskie przemyślenia.

Dziękuję, bardzo mi to pochlebia, tym bardziej czuję się zobowiązany przez ten miły kredyt udzielony przez jednego z zacniejszych bywalców tego Forum, aby nawiązywać do wyższych standardów, które Pan tu reprezentuje.

Pozdrawiam serdecznie.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
11-11-2014 19:57 
 Ocena 2 na 2
Anna Salman (16360 punktów)
>... Gdyby byli, nie różniliby się wiele od Dantona czy Robespierre'a. ...
Tak można sobie gdybać na temat każdego, również nie-filozofa (na mój również). Poza tym wciąż tkwisz w owym przekonaniu, że każdy z nich chciał narzucić swoją wizję świata, a oni ją chcieli jedynie przedstawić. Mylisz filozofię z propagandą.
>Większość uważa, że czas poświęcony na np. handel pietruszką jest wykorzystany o wiele lepiej. ...
Pewnie tak, ale wówczas powinni się wypowiadać o handlu pietruszką.
>O to akurat nie mam do nich pretensji. ...
Ciekawy tok myślowy - z jednej strony oskarżanie filozofów o rzeczy, które nastąpiły wiele lat (czasem wieleset lat) po ich śmierci, z drugiej obrona podżegaczy, bo "kierują się pragmatyzmem". Dla mnie to już nie pragmatyzm, raczej cwaniactwo.
>... nie będę tego żałował
Przywykniesz.
>Po to, że człowiek potrzebuje nadziei. ...
No właśnie, a nauka emocji nie zastąpi.
>Zbawienie. Pociechę. Raj. Tych kilka z brzegu.
To przecież bzdury. Potrzebują ich ci, co czują się skrzywdzeni, więc trzeba dążyć do minimalizacji krzywd, jakie dzieją się w świecie.
>... chodzi o poczucie świadomego kreowania rzeczywistości i aktywnego kierowania historią ludzkiego gatunku. Tej ambicji nauka, z tego, co widać, nie ma.
Taaa ... za to ma ją propaganda. Dojrzałość i odpowiedzialność to wychowanie i z niego wynika poczucie kierowania własnym życiem (wewnątrzsterowność), ale z tym "kierowaniem historią ludzkiego gatunku" lepiej się nie rozpędzać. To jest właśnie dyktatura.
12-11-2014 09:52 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>>... Gdyby byli, nie różniliby się wiele od Dantona czy Robespierre'a. ...
>Tak można sobie gdybać na temat każdego, również nie-filozofa (na mój również). Poza tym wciąż tkwisz w owym przekonaniu, że każdy z nich chciał narzucić swoją wizję świata, a oni ją chcieli jedynie przedstawić. Mylisz filozofię z propagandą.

Czyżby. Każdy z tych filozofów był zazwyczaj człowiekiem ambitnym, odnosi się to szczególnie do tych, którzy proponowali reformy ustrojowe. Taki Arystoteles też nieźle umoczył w polityce i na stare lata musiał zmykać z Aten, tak go wciągnął ten wir. Tak że nie sądzę, by - mając okazję - któryś z nich oparł się pokusie poeksperymentowania na żywym organizmie społecznym.

>>O to akurat nie mam do nich pretensji. ...
>Ciekawy tok myślowy - z jednej strony oskarżanie filozofów o rzeczy, które nastąpiły wiele lat (czasem wieleset lat) po ich śmierci, z drugiej obrona podżegaczy, bo "kierują się pragmatyzmem". Dla mnie to już nie pragmatyzm, raczej cwaniactwo.

To, że człowiek chce ratować swoją skórę, to zwykła, biologiczna przypadłość, która nie wyróżnia człowieka od reszty zwierząt. A nawet i cwaniactwo (to nie ten przypadek, ale skoro nawiązujesz...) też można zauważyć u niektórych małp, szczurów czy ptaków. Ogólnie działa instynkt zachowania jednostkowego życia, więc oceny etyczne często można, a nawet trzeba tu odłożyć na bok.

>>... nie będę tego żałował
>Przywykniesz.

No pewnie. Dziękuję za słowa optymizmu. Marna to pociecha wobec faktu, że nie zdołałem Cię rozkochać w sobie ani zauroczyć. Chyba rozumiesz, co to znaczy dla męskiego EGO.

>>Zbawienie. Pociechę. Raj. Tych kilka z brzegu.
>To przecież bzdury. Potrzebują ich ci, co czują się skrzywdzeni, więc trzeba dążyć do minimalizacji krzywd, jakie dzieją się w świecie.

To, co sprawia człowiekowi cierpienie, nie ogranicza się wyłącznie do relacji międzyludzkich. Choroby i katastrofy naturalne czy cień starości i umierania stanowią dostateczne przesłanki, aby uznać ten postulat nie tylko za sensowny, ale wręcz konieczny - o ile nauka nie ma zostać na koniec zredukowana do jeszcze jednej technologii powiększania zysków przedsiębiorców.

>Taaa ... za to ma ją propaganda. Dojrzałość i odpowiedzialność to wychowanie i z niego wynika poczucie kierowania własnym życiem (wewnątrzsterowność), ale z tym "kierowaniem historią ludzkiego gatunku" lepiej się nie rozpędzać. To jest właśnie dyktatura.

Ludzki gatunek, bez mechanizmów samosterownych, których aktualnie nie posiada, skończy w totalnej rozpierdusze.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
Anna Salman (16360 punktów)
>... Każdy z tych filozofów był zazwyczaj człowiekiem ambitnym ... Taki Arystoteles też nieźle umoczył w polityce ...
Jego akurat nie wymieniłam i nikt też do niego pretensji nie wnosi. Ale oskarżanie JJR o wywołanie Rewolucji Francuskiej? Poza tym filozofowie to z reguły lenie (dlatego przeważnie pacyfiści), a rewolucja wymaga czynów.
>To, że człowiek chce ratować swoją skórę, to zwykła, biologiczna przypadłość...
Ale ponoszenie odpowiedzialności za własne czyny, to już konstrukt kulturowy, aczkolwiek mający genezę biologiczną. Poza tym człowiek, w odróżnieniu od zwierząt, potrafi przewidzieć skutki własnych działań. Dlatego samą biologią nie ma się co tłumaczyć.
>... Marna to pociecha wobec faktu, że nie zdołałem Cię rozkochać w sobie ani zauroczyć. ...
To czemuś nie próbował? Jak w żydowskim dowcipie, gdy Icek miał żal do Boga, że nie wygrał na loterii ...
>... Choroby i katastrofy naturalne czy cień starości i umierania ...
No, ale tu nauka już działa i robi postępy. Zostały owe relacje międzyludzkie, które z reguły same się układają, o ile czynniki zewnętrzne są sprzyjające.
>Ludzki gatunek, bez mechanizmów samosterownych, których aktualnie nie posiada...
Ludzki gatunek, jak każdy, ma takie mechanizmy. Wróćmy do naturalnego porządku rzeczy, a demografia, wojny i wzrost liczny chorób psychicznych przestaną być problemami.
12-11-2014 21:17 
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)
>>... Każdy z tych filozofów był zazwyczaj człowiekiem ambitnym ... Taki Arystoteles też nieźle umoczył w polityce ...
>Jego akurat nie wymieniłam i nikt też do niego pretensji nie wnosi. Ale oskarżanie JJR o wywołanie Rewolucji Francuskiej? Poza tym filozofowie to z reguły lenie (dlatego przeważnie pacyfiści), a rewolucja wymaga czynów.

Nie wiem, czy przypadkiem nie obeszłaś się nieco niesprawiedliwie z wieloma z tych nieszczęśników (zajmowanie się filozofią jako pierwszą aktywnością z reguły jest okupione jakimś osobistym dramatem, choćby był to tylko dramat niezgody na zastany świat). Samo zapoznanie się z dorobkiem poprzedników od czasu Arystotelesa jest zajęciem czasochłonnym i wymagającym znacznego intelektualnego wysiłku a zredagowanie dłuższego tekstu tak, aby samemu móc po latach odczytać własną myśl, o, to zupełnie poważna praca.

>To czemuś nie próbował? Jak w żydowskim dowcipie, gdy Icek miał żal do Boga, że nie wygrał na loterii ...

Jestem niewierzący. Na szkolnych loteriach Bóg podsyłał mi same puste losy. Chyba chciał mi przez to dać do zrozumienia, że go nie ma.

Dlatego nie uprawiam hazardu.

>>... Choroby i katastrofy naturalne czy cień starości i umierania ...
>No, ale tu nauka już działa i robi postępy. Zostały owe relacje międzyludzkie, które z reguły same się układają, o ile czynniki zewnętrzne są sprzyjające.

Tego nie jestem pewien. Masz może na poparcie tej tezy jakieś argumenty? Mnie się wydaje, że ludzkość w swojej niepohamowanej ekspansji kroczy od wojny do wojny. Agresja stanowi pewien parametr, który może być zneutralizowany przez optymalne warunki bytowania, ale z pewnością stanowi niezbędny składnik prawidłowego funkcjonowania w życiu; rzecz w tym, że drani i cwaniaków, którzy każdy stabilny stan społecznego układu prędzej czy później wytrącą z równowagi nigdy nie brakuje.

>Ludzki gatunek, jak każdy, ma takie mechanizmy. Wróćmy do naturalnego porządku rzeczy, a demografia, wojny i wzrost liczny chorób psychicznych przestaną być problemami.

Niestety, masz rację - jedynym regulatorem wciąż pozostaje potęga natury.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
14-11-2014 12:37 
 Ocena 2 na 2
Anna Salman (16360 punktów)
>... Samo zapoznanie się z dorobkiem poprzedników od czasu Arystotelesa ...
No dobra ... niech im tam. Ale jednak wygrzewanie się w ciepełku, czy życie na cudzy koszt (mój ulubiony JJR), mniej wymaga wysiłku, niż np. polityczna agitacja, zwłaszcza ta poparta tworzeniem jakiegoś programu. Nie każdy polityk jest tak wątły intelektualnie, jak Mussolini, czy Hitler, że o naszych nie wspomnę.
>... Masz może na poparcie tej tezy jakieś argumenty?
Dane statystyczne mówiące, że w krajach o mniejszym wskaźniku nierówności, jest również niższy poziom przemocy. I te kraje lokują się w czołówce HPI, nie tylko skandynawskie.
>Mnie się wydaje, że ludzkość w swojej niepohamowanej ekspansji kroczy od wojny do wojny.
Bo masz tylko ogląd medialny. Jedyna wojna w pobliżu, wywołana staraniami naszych polityków właśnie chyba dogasa. Reszta jest daleko i jest wciąż prowokowana z zewnątrz.
>Agresja stanowi pewien parametr...
Agresja jest pochodną tchórzostwa. Zdejmijmy z większości ludzi strach i tzw. presja społeczna spacyfikuje nielicznych agresorów.
14-11-2014 17:39 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
> Nie każdy polityk jest tak wątły intelektualnie, jak Mussolini, czy Hitler, że o naszych nie wspomnę.

Intelektualistą AH nie był, wystarczy poczytać jego "dzieło". Ale pracowity był bez wątpienia - podobno całymi godzinami ćwiczył przed lustrem swoje gesty i mimikę wzmacniające przekaz przemówień. Podobno wzorował się na komiku Ferdlu Weissie Pod tym względem osiągnął niekwestionowane mistrzostwo świata. Widać w tym pewną doprowadzoną do perfekcji rolę, świetnie odegraną rolę człowieka opętanego, którym nie był - przynajmniej jeśli nie jest opętanym ktoś, kto tylko realizuje pewien założony plan.

Postać AH będzie jeszcze długo przedmiotem badań historycznych, m.in. jest wiele do wyjaśnienia z jego okresu "wiedeńskiego".

>>... Masz może na poparcie tej tezy jakieś argumenty?
>Dane statystyczne mówiące, że w krajach o mniejszym wskaźniku nierówności, jest również niższy poziom przemocy. I te kraje lokują się w czołówce HPI, nie tylko skandynawskie.

Jak zwykle w doszukiwaniu się tego rodzaju zależności pojawia się pytanie o relacje przyczynowo - skutkowe. Moim zdaniem społeczeństwo polskie, przy tak straszliwym współczynniku egoizmu i zwykłego sobkowstwa, jest skazane na wzorzec latynoamerykański - tak długo przynajmniej, jak długo nie zostaną wyjęte wenflony z trucizną sączoną przez rzymskich socjotechnologów.

>>Mnie się wydaje, że ludzkość w swojej niepohamowanej ekspansji kroczy od wojny do wojny.
>Bo masz tylko ogląd medialny. Jedyna wojna w pobliżu, wywołana staraniami naszych polityków właśnie chyba dogasa.

Aha. No to zapisuję punkt rozbieżności, bo mnie wydaje się, a raczej jestem pewien, że mamy już dużą, dużą wojnę która hajcuje się bardzo, bardzo mocno.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
14-11-2014 17:57 
 Ocena 2 na 2
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Intelektualistą AH nie był, wystarczy poczytać jego "dzieło".
Intelektualistą nie, z pewnością jednak nie był głupcem. Podobnie zresztą ma się sprawa ze Stalinem za sprawą Trockiego uważanym za "szarą plamę". Według mnie spokojnie można określić Hitlera jako fanatyka, ale nie głupca.
>Ale pracowity był bez wątpienia - podobno całymi godzinami ćwiczył przed lustrem swoje gesty i mimikę wzmacniające przekaz przemówień. Podobno wzorował się na komiku Ferdlu Weissie Pod tym względem osiągnął niekwestionowane mistrzostwo świata. Widać w tym pewną doprowadzoną do perfekcji rolę, świetnie odegraną rolę człowieka opętanego, którym nie był - przynajmniej jeśli nie jest opętanym ktoś, kto tylko realizuje pewien założony plan.
Różnie o tym piszą i różne są o Hitlerze opinie - od nieludzko charyzmatycznego demagoga mającego niemal diabelski wpływ na masy do dość zręcznego piwiarnianego gawędziarza, który władzę zdobył dzięki naiwnym elitom i raczej w skutek kryzysu gospodarczego i braku zaufania obywateli do Republiki.
>Postać AH będzie jeszcze długo przedmiotem badań historycznych, m.in. jest wiele do wyjaśnienia z jego okresu "wiedeńskiego".
Co do okresu wiedeńskiego to zdaje się Ian Kershaw w swojej III tomowej biografii całkiem dobrze go nakreślił, być może też dodał coś w wersji I tomowej, której nie miałem okazji czytać. Zdaje się też, iż Peter Longerich (autor książek "Himmler. Buchalter śmierci" i "Goebbels. Apostoł diabła") ma w planach napisanie biografii Hitlera. Osobiście zaś planuje sprawdzić co na ten (i nie tylko) temat pisał Werner Maser uznawany za jednego z lepszych biografów Hitlera.

The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
14-11-2014 21:56 
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)
>>Intelektualistą AH nie był, wystarczy poczytać jego "dzieło".
>Intelektualistą nie, z pewnością jednak nie był głupcem. Podobnie zresztą ma się sprawa ze Stalinem za sprawą Trockiego uważanym za "szarą plamę". Według mnie spokojnie można określić Hitlera jako fanatyka, ale nie głupca.
(...)
>Różnie o tym piszą i różne są o Hitlerze opinie - od nieludzko charyzmatycznego demagoga mającego niemal diabelski wpływ na masy do dość zręcznego piwiarnianego gawędziarza, który władzę zdobył dzięki naiwnym elitom i raczej w skutek kryzysu gospodarczego i braku zaufania obywateli do Republiki.

Dla mnie AH był przede wszystkim - jakkolwiek zabrzmi to nieco może prowokacyjnie - artystą. To słowo niezupełnie słusznie posiada tylko pozytywne, ewentualnie ironiczne, konotacje; dość pomyśleć o Biblii jako znakomitym dziele literackim, >>Intelektualistą AH nie był, wystarczy poczytać jego "dzieło".
>Intelektualistą nie, z pewnością jednak nie był głupcem. Podobnie zresztą ma się sprawa ze Stalinem za sprawą Trockiego uważanym za "szarą plamę". Według mnie spokojnie można określić Hitlera jako fanatyka, ale nie głupca.
(...)
>Różnie o tym piszą i różne są o Hitlerze opinie - od nieludzko charyzmatycznego demagoga mającego niemal diabelski wpływ na masy do dość zręcznego piwiarnianego gawędziarza, który władzę zdobył dzięki naiwnym elitom i raczej w skutek kryzysu gospodarczego i braku zaufania obywateli do Republiki.

Dla mnie AH był przede wszystkim - jakkolwiek zabrzmi to nieco może prowokacyjnie - artystą. To słowo niezupełnie słusznie posiada tylko pozytywne, ewentualnie ironiczne, konotacje; dość pomyśleć o Biblii jako znakomitym dziele literackim, by zrozumieć, że - w tym konkretnym przypadku, gdzie wielki aktor zagrał swoją wielką rolę - zmienić nieco ocenę sztuki i artyzmu.

Tak. Uważam, że był artystą i miał pewną wrażliwość uzasadniającą jego zainteresowanie tą dziedziną. Jakkolwiek swoim talentem napędził niesłychanie ludobójczą machinę, nie można zupełnie zanegować tej strony jego osobowości.

Poniżej zamieszczam jedną z lepszych jego akwarel. Oglądając ją, daje się wyraźnie odczuć, że malował ją z przyjemnością, obiekt przedstawiany podobał mu się i w jej stworzenie włożył wiele uwagi. ładnie wydobył bryłę i udało mu się uzyskać przestrzenność obrazu, z czym miał problemy w innych swoich próbach. Odnoszę wrażenie, że miał pewne problemy z wyczuciem koloru i ta niezdolność harmonijnego dobrania palety skłania mnie osobiście do podejrzeń, że miał jakieś problemy ze wzrokiem, co, być może, było jakimś echem jego oślepienia przez gaz w okopach I wojny.>>Intelektualistą AH nie był, wystarczy poczytać jego "dzieło".
>Intelektualistą nie, z pewnością jednak nie był głupcem. Podobnie zresztą ma się sprawa ze Stalinem za sprawą Trockiego uważanym za "szarą plamę". Według mnie spokojnie można określić Hitlera jako fanatyka, ale nie głupca.
(...)
>Różnie o tym piszą i różne są o Hitlerze opinie - od nieludzko charyzmatycznego demagoga mającego niemal diabelski wpływ na masy do dość zręcznego piwiarnianego gawędziarza, który władzę zdobył dzięki naiwnym elitom i raczej w skutek kryzysu gospodarczego i braku zaufania obywateli do Republiki.

Dla mnie AH był przede wszystkim - jakkolwiek zabrzmi to nieco może prowokacyjnie - artystą. To słowo niezupełnie słusznie posiada tylko pozytywne, ewentualnie ironiczne, konotacje; dość pomyśleć o Biblii jako znakomitym dziele literackim, czy tym konkretnym przypadku, gdzie wielki aktor zagrał swoją wielką rolę - by zmienić nieco rozumienie sztuki i artyzmu.

Tak. Uważam, że był artystą i miał pewną wrażliwość uzasadniającą jego zainteresowanie tą dziedziną. Jakkolwiek swoim talentem napędził niesłychanie ludobójczą machinę, nie można zupełnie zanegować tej strony jego osobowości.

Poniżej zamieszczam jedną z lepszych jego akwarel. Oglądając ją, daje się wyraźnie odczuć, że malował ją z przyjemnością, obiekt przedstawiany podobał mu się i w jej stworzenie włożył wiele uwagi. ładnie wydobył bryłę i udało mu się uzyskać przestrzenność obrazu, z czym miał problemy w innych swoich próbach. Odnoszę wrażenie, że miał pewne problemy z wyczuciem koloru i ta niezdolność harmonijnego dobrania palety skłania mnie osobiście do podejrzeń, że miał jakieś problemy ze wzrokiem, co, być może, było jakimś echem jego oślepienia przez gaz w okopach I wojny.by zrozumieć, że mając na uwadze ten konkretny przypadek, gdzie wielki aktor zagrał swoją wielką rolę - zmienić nieco ocenę sztuki i artyzmu.

Tak. Uważam, że był artystą i miał pewną wrażliwość uzasadniającą jego zainteresowanie tą dziedziną. Jakkolwiek swoim talentem napędził niesłychanie ludobójczą machinę, nie można zupełnie zanegować tej strony jego osobowości.

Poniżej zamieszczam jedną z lepszych jego akwarel. Oglądając ją, daje się wyraźnie odczuć, że malował ją z przyjemnością, obiekt przedstawiany podobał mu się i w jej stworzenie włożył wiele uwagi. Ładnie wydobył bryłę i udało mu się uzyskać głębię przestrzeni, z czym miał problemy w innych swoich próbach. Odnoszę wrażenie, że miał pewne problemy z wyczuciem koloru i ta niezdolność harmonijnego dobrania palety skłania mnie osobiście do podejrzeń, że miał jakieś problemy ze wzrokiem, co, być może, było jakimś echem jego oślepienia przez gaz w okopach I wojny.



Adolf Hitler - Zamek Neuschwanstein

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
14-11-2014 22:25 
 Ocena 2 na 2
mayolina (2278 punktów)
powiedziałabym, że artystą był przeciętnym i mocno sentymentalnym. Sprawności technicznej nie można mu odmówić, choć widać niewielkie problemy z perspektywą (podpowiadam: fasada zamku). Byli lepsi. I było ich całkiem sporo
Hodża (11172 punktów)
>powiedziałabym, że artystą był przeciętnym i mocno sentymentalnym. Sprawności technicznej nie można mu odmówić, choć widać niewielkie problemy z perspektywą (podpowiadam: fasada zamku). Byli lepsi. I było ich całkiem sporo

Cóż, nie przyglądałem się fasadzie, ale wieże "nie trzymają" pionu Te problemy, o których piszesz, mogą wskazywać na pewne cechy charakteru. Przejrzałem pobieżnie kilkanaście jego prac dotyczących architektury i doszedłem do wniosku, że cechą wyraźnie zauważalną w tych malunkach jest brak swobody pędzla, jakaś sztywność wynikająca z obsesyjnego podążania za formą, którą chciał odwzorować. Nie miał dostatecznego zrozumienia tego, czym jest wartościowe dzieło sztuki i czym się ono różni od poglądowego rysunku technicznego. W jego malarstwie jak w soczewce skupia się niemiecka neuroza wynikająca z porażenia wyobraźni szablonem technicznego rysunku.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
15-11-2014 00:39 
 Ocena 2 na 2
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Dla mnie AH był przede wszystkim - jakkolwiek zabrzmi to nieco może prowokacyjnie - artystą. To słowo niezupełnie słusznie posiada tylko pozytywne, ewentualnie ironiczne, konotacje; dość pomyśleć o Biblii jako znakomitym dziele literackim, czy tym konkretnym przypadku, gdzie wielki aktor zagrał swoją wielką rolę - by zmienić nieco rozumienie sztuki i artyzmu.
Dla mnie przede wszystkim fanatycznym ludobójcą i sprawnym mówcą, ale nie widzę nic prowokacyjnego w nazywaniu Hitlera artystą, czy w ewentualnych twierdzeniach mówiących o jego artystycznej naturze. To w końcu tylko człowiek, a demonizowanie go nie jest wskazane, choćby tylko dlatego, iżby nadmiernie ułatwiło to zrzucenie całej winy za wojnę i Zagładę na niego, wybielając przy tym resztę Niemców. Choć o ile dobrze pamiętam w Norymberdze "my tylko wykonywaliśmy rozkazy" zanadto się katom nie przysłużyło.
   Nadto miał Hitler (przynajmniej według Kershawa) nawyki jakoby odpowiadające nawykom artystycznej cyganerii, choćby swoisty brak zorganizowania.
>Tak. Uważam, że był artystą i miał pewną wrażliwość uzasadniającą jego zainteresowanie tą dziedziną. Jakkolwiek swoim talentem napędził niesłychanie ludobójczą machinę, nie można zupełnie zanegować tej strony jego osobowości.
Ja tam nie neguje. Podobno był też Hitler dobry dla zwierząt, ale co z tego? Jego "artystyczna wrażliwość" nic nie zmienia ani nie umniejsza jego zbrodni. W sumie jednak skłonny jestem zrozumieć ludzi nie chcących aby sztuka czy choćby pacykarstwo było kalane powiązaniem z Hitlerem.
>Poniżej zamieszczam jedną z lepszych jego akwarel. Oglądając ją, daje się wyraźnie odczuć, że malował ją z przyjemnością, obiekt przedstawiany podobał mu się i w jej stworzenie włożył wiele uwagi. Ładnie wydobył bryłę i udało mu się uzyskać głębię przestrzeni, z czym miał problemy w innych swoich próbach. Odnoszę wrażenie, że miał pewne problemy z wyczuciem koloru i ta niezdolność harmonijnego dobrania palety skłania mnie osobiście do podejrzeń, że miał jakieś problemy ze wzrokiem, co, być może, było jakimś echem jego oślepienia przez gaz w okopach I wojny.
Obrazek całkiem ładny nie powiem ale, że sam malować nie potrafię to i w dalsze oceny nie będę się bawił. Co do wzroku Hitlera to z tego co czytałem, nie było żadnego trwałego urazu, ale któż wie.

The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
15-11-2014 19:42 
 Ocena 1 na 1
Anna Salman (16360 punktów)
>... Moim zdaniem społeczeństwo polskie, przy tak straszliwym współczynniku egoizmu i zwykłego sobkowstwa, jest skazane na wzorzec latynoamerykański ...
Bynajmniej - zupełnie inny temperament, mamy własne wzorce, może jeszcze gorsze. Gdyby nie szybkie wejście do UE, mielibyśmy własną Ukrainę.
>... jestem pewien, że mamy już dużą, dużą wojnę która hajcuje się bardzo, bardzo mocno.
To jest wojna obca i niewiele znacząca. Ta, którą właśnie przegrywamy, toczy się zupełnie gdzie indziej i bez naszego udziału.
Hodża (11172 punktów)
>>... Moim zdaniem społeczeństwo polskie, przy tak straszliwym współczynniku egoizmu i zwykłego sobkowstwa, jest skazane na wzorzec latynoamerykański ...
>Bynajmniej - zupełnie inny temperament, mamy własne wzorce, może jeszcze gorsze. Gdyby nie szybkie wejście do UE, mielibyśmy własną Ukrainę.

Bosch. No jasne, masz rację, chociaż niezupełnie. Na własną obronę powiem że jest wiele podobieństw a i ten temperament, o którym piszesz, też w dużej mierze jest kształtowany katolicką obrzędowością. Szczęśliwie nie musimy nosić sombreros, ale i to wraz z postępującym ociepleniem pewnie do nas przyjdzie. W Krakowie już są restauracje meksykańskie, niby tylko taka stylizacja, ale ludzie tam przychodzą dość licznie.

Pocieszające jest to chyba jedynie, że dzięki temu, iż Polakom słoń ucho nadepnął nie grozi nam epidemia mariachis. To wyjątkowo denerwujący, namolny styl gry do kotleta.

A zupełnie poważnie - masz rację, chociaż wiele mamy swoich przywar, w kategorii "bandytyzm" z Meksami nie powalczymy. Takiego g...a jak w Ameryce Łacińskiej, zwłaszcza Meksyku i Gwatemali, próżno szukać po całym bożym świecie. Nawet w RPA, gdzie gwałty i morderstwa również są na porządku dziennym - katolicy w rozbestwieniu przechodzą wszystkie inne wyznania. Przepraszam czytających to katolików, jeśli nie czują się odpowiedzialni za swoich śniadych braci w wierze, sądziłem, że takie poczucie, jako przynależący do jednej wspólnoty, powinni mieć.

>To jest wojna obca i niewiele znacząca. Ta, którą właśnie przegrywamy, toczy się zupełnie gdzie indziej i bez naszego udziału.

?


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
Anna Salman (16360 punktów)
>... Na własną obronę powiem że jest wiele podobieństw a i ten temperament, o którym piszesz, też w dużej mierze jest kształtowany katolicką obrzędowością. ...
Nie do końca, w Ameryce Łacińskiej mamy mieszankę temperamentu południowoeuropejskiego, temperamentów i kultur przedchrześcijańskich amerykańskich (raczej okrutnych) oraz afrykańskich. To wszystko okraszone powojenną imigracją m.in. z Niemiec i Ukrainy, ludzi o ciekawej przeszłości i specyficznej mentalności (no, z Polski też, np. p. Kobylański) i mamy mieszankę wybuchową.
>... Przepraszam czytających to katolików, jeśli nie czują się odpowiedzialni za swoich śniadych braci w wierze, sądziłem, że takie poczucie, jako przynależący do jednej wspólnoty, powinni mieć.
Aż tak się radykalizujesz? To moja działka.
>?
Czytaj niszowe portale, szukaj w komentarzach do artykułów ... (przepraszam, że brzmi jak tajemny kod z amerykańskiego gniota - "czytaj w starych księgach, szukaj w przeszłości ...")
16-11-2014 22:24 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Nie do końca, w Ameryce Łacińskiej mamy mieszankę temperamentu południowoeuropejskiego, temperamentów i kultur przedchrześcijańskich amerykańskich (raczej okrutnych) oraz afrykańskich. To wszystko okraszone powojenną imigracją m.in. z Niemiec i Ukrainy, ludzi o ciekawej przeszłości i specyficznej mentalności (no, z Polski też, np. p. Kobylański) i mamy mieszankę wybuchową.

Nie tylko Kobylański, ale i Stan Tymiński. Mnie fascynowała zawsze kultura latynoamerykańska a pierwszą rysą na tej miłości była jakaś książka sensacyjna, nie pomnę tytułu, chyba "Ciudad Trujillo", w której dość obrazowo przedstawiono metody walki z przeciwnikami politycznymi.

Po zapoznaniu się z kilkoma podobnymi tekstami oraz kilkoma opisami rewolucji kubańskiej (fakt, że pisanymi z "wiadomych" pozycji) zmieniłem swoje zapatrywania na kilka spraw (kiedyś, dawno temu moje poglądy dryfowały w stronę radykalnego antykomunizmu) no i doszło do tego, że - nie będąc marksistą - żywię szczery podziw dla El Comandante.

>Aż tak się radykalizujesz? To moja działka.

Czasem tzw. cholera mię bierze i muszę wypuścić trochę pary.

>>?
>Czytaj niszowe portale, szukaj w komentarzach do artykułów ... (przepraszam, że brzmi jak tajemny kod z amerykańskiego gniota - "czytaj w starych księgach, szukaj w przeszłości ...")

Aaaa. Trzeba tak było od razu. NWO. Tia.
Pozdrawiam ciepło, bo za oknami już jesień (liście powoli żółkną).



Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
17-11-2014 18:52 
 Ocena 1 na 1
Anna Salman (16360 punktów)
>... Stan Tymiński.
Ale on nie był szmalcownikiem i poglądy miał raczej ... socjaldemokratyczne, bez skrętu w stronę kościoła.
>Mnie fascynowała zawsze kultura latynoamerykańska ...
Mnie niekoniecznie, może poza El kondor pasa, a książki typu Ciudad Trujillo, czy Sanchez i jego dzieci jeszcze bardziej mnie odstraszyły.
>... Trzeba tak było od razu. NWO. Tia.
Nie żadne NWO, tylko sytuacja w świecie powoli, ale wyraźnie się zmienia. Środek ciężkości przesuwa się zdecydowanie, kształtuje się nowe centrum (centra?), a co za tym idzie - nowe peryferia. Jedno się nie zmienia - my nadal na peryferiach.
17-11-2014 22:00 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Ale on nie był szmalcownikiem i poglądy miał raczej ... socjaldemokratyczne, bez skrętu w stronę kościoła.

Mam do niego żal, że wchłonął Andrzeja Trepkę. Był to niezły pisarz, publicysta. Jego życiorys stanowi memento dla tych, którzy dotykają tematyki SF - to bardzo niebezpieczna materia.

>>Mnie fascynowała zawsze kultura latynoamerykańska ...
>Mnie niekoniecznie, może poza El kondor pasa, a książki typu Ciudad Trujillo, czy Sanchez i jego dzieci jeszcze bardziej mnie odstraszyły.

Bardzo podoba mi się plastyczna sztuka meksykańska, szczególnie murale (Diego Rivera, czy Siqueiros). Muzyka indiańska, i owszem, zwłaszcza jako ilustracja do przestrzennych obrazów z andyjskich krain nadaje się wyśmienicie. Także "realizm magiczny" posiada pewne oddziaływanie na kulturę światową, chociaż jest to tylko zaprawiony egzotycznym sosem dobrze znany nadrealizm, jeszcze jeden przykład tego, że nie tylko w przemyśle spożywczym zmienia się opakowania i przebija daty ważności przeterminowanych produktów.

No i nie zapominajmy o peyotlu, kolejnym darze, który Europa uzyskała od rodowitych Amerykanów z wdzięczności za kolonizację, który też mocno zamieszał w kulturze światowej.

>Nie żadne NWO, tylko sytuacja w świecie powoli, ale wyraźnie się zmienia. Środek ciężkości przesuwa się zdecydowanie, kształtuje się nowe centrum (centra?), a co za tym idzie - nowe peryferia. Jedno się nie zmienia - my nadal na peryferiach.

Peryferyjność jest samym sednem "polskiej duszy" Już alfabet nam o tym przypomina. Mam tylko nadzieję, że w nowym rozdaniu, które teraz się rozpoczęło, nie zostaniemy jakoś strasznie poturbowani, bo że jesteśmy na linii ognia, to wydaje się aż nadto widoczne.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
Anna Salman (16360 punktów)
>Mam do niego żal, że wchłonął Andrzeja Trepkę. ...
Nie znam tego wątku ...
>Bardzo podoba mi się plastyczna sztuka meksykańska ...
Sztuka tak, ale mentalnie mnie nie pociągają. Przy czym sztuka przepuszczona przez amerykańską maszynkę do homogenizacji przybiera formę niestrawnej papki. Peyotla też dotyczy.
>Peryferyjność jest samym sednem "polskiej duszy"
A nie głupota przypadkiem?
>Już alfabet nam o tym przypomina.
Jak?
>... bo, że jesteśmy na linii ognia, to wydaje się aż nadto widoczne.
Zostaniemy raczej zmarginalizowani, a owa "linia ognia" jest widoczna jedynie w polskich mediach, które trochę nie nadążają.
PS. Jeśli w którejś z poprzednich wypowiedzi wydałam się zbyt szorstka, wybacz. Tak już mam, że czasem najeżam się niepotrzebnie.
Hodża (11172 punktów)
>>Mam do niego żal, że wchłonął Andrzeja Trepkę. ...
>Nie znam tego wątku ...

Czasem szukam informacji o autorach zapamiętanych z wczesnych lektur. Okazało się, że był jednym z założycieli "Partii X", wiesz, chodziło o to UFO z teczki Tymińskiego Upadek intelektualny okrutny - a pamiętam kilka jego całkiem niezłych popularnych książek, np. "Zwierzęta wychodzą z mórz".

>>Bardzo podoba mi się plastyczna sztuka meksykańska ...
>Sztuka tak, ale mentalnie mnie nie pociągają. Przy czym sztuka przepuszczona przez amerykańską maszynkę do homogenizacji przybiera formę niestrawnej papki. Peyotla też dotyczy.

Peyotl stanowi zdecydowanie najbarwniejszą część "Narkotyków" S. I. Witkiewicza. Przeczytałem ten reportaż z dużym przyznam zainteresowaniem, gdyż konfrontowałem jego doświadczenia z własnymi. Ponieważ eksperymentował z grubsza na tych samych substancjach. W skrócie - nie polecam eksperymentów. Czysta, zimna źródlana woda z górskiego potoku pita pod zielonym baldachimem jodły - nie ma niczego wspanialszego na całym bożym świecie.

>>Peryferyjność jest samym sednem "polskiej duszy"
>A nie głupota przypadkiem?

Nie. Peryferyjność. Głupota jako pewna niezdolność do używania mózgu poniekąd też, ale użycie tego słowa niesprawiedliwie krzywdzi ludzi, których klimat zmuszał do ograniczania wysiłku. Myślenie jest procesem bardzo energetycznie wyczerpującym i niemożliwe jest, by ludzie zimnych lasów Północy zdołali stworzyć Iliadę. Tu decyduje fizyka.

>>Już alfabet nam o tym przypomina.
>Jak?

Słowianie byli niepiśmienni a "wysoka" kultura przyszła do nas na podobnej zasadzie, co do Indian. Tak po prawdzie to Polanie Mieszka I jak wiele na to wskazuje znajdowali się na dużo niższym poziomie rozwoju kultury materialnej niż niektóre ludy Czarnej Afryki, nie wspominając już o plemionach mezoamerykańskich.

Czasem mi się wydaje, że ów "narzucony" alfabet objawia się tym m.in. że wiele ważnych historycznych momentów nie ma zupełnie polskiego piśmiennictwa opisowego. Dla mnie interesujący jest przypadek I wojny - na tyle setek tysięcy Polaków wcielonych do wojsk zaborczych nie ma chyba znanego żadnego pamiętnika opisującego te lata. Tymczasem takich relacji w Niemczech, Francji czy Anglii są tysiące.

>PS. Jeśli w którejś z poprzednich wypowiedzi wydałam się zbyt szorstka, wybacz.

Wybaczam. Z mojej strony też, bywa, że czasem wyobraźnia dopełnia obraz osoby w bardziej ciemnych barwach, niż to jest w rzeczywistości. Chyba za bardzo się przejąłem słowami mojego ulubionego moralisty, x Bocheńskiego: "Uważaj każdego nowo poznanego człowieka za złośliwego idiotę do czasu, gdy upewnisz się, że jest inaczej". Mam nadzieję, że nigdy tego nie odczułaś, ale jeśli tak, to chciałbym Ci wyznać, że nie uważam, byś była jakoś szczególnie złośliwa czy niemądra (Może jako komplement jest to kwiatek nieszczególnej urody, ale nie chcę Cię też chwalić bez potrzeby, bo wiem, jak bardzo tego nie lubisz...) Pozdrawiam ciepło.

>Tak już mam, że czasem najeżam się niepotrzebnie.



Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
Anna Salman (16360 punktów)
>... Upadek intelektualny okrutny ...
Słyszałam o gorszych.
>... Przeczytałem ten reportaż z dużym przyznam zainteresowaniem, gdyż konfrontowałem jego doświadczenia z własnymi. ...
???
LSD też miało swoją legendę, później amfa (ponoć żadne nie uzależniało). A o marihuanie powstawały filmy - takie ... wolnościowe.
>... użycie tego słowa niesprawiedliwie krzywdzi ludzi, których klimat zmuszał do ograniczania wysiłku. ...
Sam sobie przeczysz. Po pierwsze - życie w surowym klimacie zmusza do większego wysiłku. Po drugie - to północ właśnie stworzyła współczesną demokrację. Jak? Bo do życia w trudnych warunkach konieczna jest współpraca. Gdyby nie kilkusetletnia przerwa wywołana dominacją krk, może zmiany nastąpiłyby o wiele szybciej. Hellenowie stworzyli Iliadę, ale Egipcjanie - feudalizm i to w formie wręcz niewolniczej, którą to strukturę przywlókł na ziemie północy ów kościół.
Ideologie patriarchalne i struktury oparte na niewolnictwie powstały na południu. Poza tym ani Kant, ani Tołstoj nie byli ludźmi południa. A muzyka?
>Słowianie byli niepiśmienni a "wysoka" kultura przyszła do nas na podobnej zasadzie, co do Indian.
Nie do końca, najpierw pojawili się misjonarze z kościoła wschodniego i stworzyli alfabet.
>Tak po prawdzie to Polanie Mieszka I jak wiele na to wskazuje znajdowali się na dużo niższym poziomie rozwoju kultury materialnej niż niektóre ludy Czarnej Afryki, nie wspominając już o plemionach mezoamerykańskich.
I co niby na to wskazuje, skoro postarano się o wytarcie naszej kultury gumką. Resztki zostały tam, gdzie posługiwano się cyrylicą i językami narodowymi. Poza tym, jeśli chodzi o cywilizacje amerykańskie i afrykańskie, to nie plamiona, lecz narody i państwa (które zresztą zanikły), ale obok nich istniały plemiona również niepiśmienne i stokroć bardziej pierwotne, niż nasze. Zaczynasz dąć na nutę piewców krk, którzy przybyli do rzekomo prymitywnych ludów i je oświecili. Gdyby nie pomoc Niemców i Rusinów, nie daliby rady. Czy prymityw może być tak dobrze zorganizowany? A jeśli tak, to czemu nie oceniamy w taki sam sposób 1939, gdy zostaliśmy pokonani dużo szybciej, prawie tymi samymi siłami - Ruś Kijowską (Ukraina) zastąpił ZSRR.
>... Dla mnie interesujący jest przypadek I wojny - na tyle setek tysięcy Polaków wcielonych do wojsk zaborczych nie ma chyba znanego żadnego pamiętnika opisującego te lata. Tymczasem takich relacji w Niemczech, Francji czy Anglii są tysiące.
Może dlatego, że większość mieszkańców Galicji i Kongresówki była niepiśmienna, a mieszkańcy Prus ulegali germanizacji. Zresztą dla Francji to nadal jest największa trauma XX w., bo później aż tak nie ucierpieli, a w Niemczech ta trauma wyniosła do władzy Hitlera.
>Wybaczam. ...
Dziękuję
>..."Uważaj każdego nowo poznanego człowieka za złośliwego idiotę do czasu, gdy upewnisz się, że jest inaczej". ...
Ponownie dziękuję
>...chciałbym Ci wyznać, że nie uważam, byś była jakoś szczególnie złośliwa czy niemądra ...
No, no, zabrzmiało prawie jak oświadczyny. Cieszę się, że popierasz moją decyzję o odejściu.
Hodża (11172 punktów)
>>... użycie tego słowa niesprawiedliwie krzywdzi ludzi, których klimat zmuszał do ograniczania wysiłku. ...
>Sam sobie przeczysz. Po pierwsze - życie w surowym klimacie zmusza do większego wysiłku.

Który zabiera energię, a tej potrzeba, by namalować obraz, napisać poemat, piać wieczorami serenady pod balkonem Julii itd. itp. (to nie aluzja).

>Po drugie - to północ właśnie stworzyła współczesną demokrację.

Demokrację może tak. Chociaż to chyba na Islandii. Poza tym owe osiągnięcia Północy datują się raczej od czasu asymilacji kultury śródziemnomorskiej. Z Wikingami jak przypuszczam nie chciałabyś raczej wiecować. W Rosji, odkąd uzyskała formę państwową z tą demokracją nigdy nie było wesoło pomimo tego surowego klimatu - bardziej może wpływał na zachowania na poziomie kontaktów poziomych między ludźmi, niż pionowych.

>Poza tym ani Kant, ani Tołstoj nie byli ludźmi południa. A muzyka?

To już kultura śródziemnomorska. Geografia tu nie ma nic do rzeczy.

>Zaczynasz dąć na nutę piewców krk, którzy przybyli do rzekomo prymitywnych ludów i je oświecili.

Nie. Zapominasz, do czego to odnoszę - do "peryferyjności" jako istoty i samego początku naszej tożsamości. Nie obwiniam przodków ani Twoich, ani moich za to, że byli niezbyt rozgarnięci czy przedsiębiorczy, że nie napisali "Elementów" jak Euklides czy "Dialogów" jak Platon. I nie uważam też, by kultura sama w sobie była jakimś bezwzględnym dobrem. Właśnie ta śródziemnomorska pokazała, jak bardzo będąc wyrafinowaną jednocześnie nasączona jest niesłychanym okrucieństwem.

>No, no, zabrzmiało prawie jak oświadczyny.

No, no, koniec świata. Muszę bardziej ważyć słowa.

>Cieszę się, że popierasz moją decyzję o odejściu.

"Śpieszcie się kochać ludzi, tak szybko odchodzo."

Obiecuję, że jeśli nie odejdziesz, ja nie będę się śpieszył Miło mi z Tobą zamienić parę słów - bez Ciebie byłoby mi tu smutno. Naprawdę.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
Anna Salman (16360 punktów)
>... piać wieczorami serenady pod balkonem Julii itd. itp. (to nie aluzja).
Znowu się wkopałeś. Romeo był wymyślony, a autor ... z północy.
>... Z Wikingami jak przypuszczam nie chciałabyś raczej wiecować. ...
Skąd wiesz? W końcu to oni założyli nasz państwo i Ruś, i Czechy. A co do Rosjan, to lepiej z nimi rozmawiać, czy im się podoba, bo nasza tendencja do uszczęśliwiania innych na siłę jest głupia, po prostu.
>To już kultura śródziemnomorska. Geografia tu nie ma nic do rzeczy.
Jak śródziemnomorska? - Reformacja zaczęła się na północy i oparła o struktury wspólnotowe przed-katolickie. Czyli ... to działa.
>... Nie obwiniam przodków ani Twoich, ani moich za to, że byli niezbyt rozgarnięci czy przedsiębiorczy ...
Przedsiębiorczy byli aż nadto, skoro w tak niesprzyjających warunkach geopolitycznych umieli i kulturę przechować (a ona jest jednak dobrem) i zachowali własną godność. Ludzie północy też byli okrutni, ale nie tak rozleniwieni warunkami,
PS. Jakby co, masz przecież maila.
10-11-2014 21:16 
 Ocena 1 na 1
cmos (1664 punktów)
>>Ba, no, oczywiście, ekhm, nawet K. Marks nie miał. ...
>Jak większość dałeś się wpuścić w ten schemat myślowy, że Marks wymyślił i wprowadził system totalitarny.
>Co ciekawe na temat Marksa wypowiadają się wszyscy, choć nikt nie czytał.

Ja czytałem, i o ile pamiętam to pojęcia "dyktatury proletariatu" Marks użył do przy objaśnianiu Rewolucji Francuskiej i nie było to jakieś centralne pojęcie tego objaśnienia. A i jeszcze uznał ją (znaczy tą dyktaturę) tylko za etap przejściowy.

Dopiero później różni tacy znaleźli sobie to pojęcie u Marksa i wyciągnęli je na sztandary.
10-11-2014 22:33 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)

Co ciekawe na temat Marksa wypowiadają się wszyscy, choć nikt nie czytał.
>Ja czytałem, i o ile pamiętam to pojęcia "dyktatury proletariatu" Marks użył do przy objaśnianiu Rewolucji Francuskiej i nie było to jakieś centralne pojęcie tego objaśnienia. A i jeszcze uznał ją (znaczy tą dyktaturę) tylko za etap przejściowy.
Adam Ciołkosz: Marks i Engels pisali dużo i często o rewolucji społecznej, o sposobie dojścia proletariatu do władzy. Natomiast byli bardzo wstrzemięźliwi w wypowiedziach na temat formy władzy proletariackiej. Ich wypowiedzi na temat dyktatury proletariatu były rzadkie i skąpe.

W "Manifeście komunistycznym" nie ma o dyktaturze proletariatu ani słowa. Pierwszą wzmiankę o dyktaturze proletariatu znajdujemy w liście Marksa z dnia 5 marca 1852 r. do jego przyjaciela Józefa Weydemeyera, b. redaktora "Westfälische Dampfboot", podówczas osiedlonego w Ameryce. W liście tym Marks pisał: "Jeśli o mnie chodzi, nie należy mi się zasługa odkrycia istnienia klas we współczesnym społeczeństwie ani też ich wzajemnej walki. Dziejopisarze mieszczańscy dawno przede mną przedstawili historyczny rozwój tej walki klas, a mieszczańscy ekonomiści - anatomię walki klas. Nowe było udowodnienie przeze mnie, po pierwsze, że istnienie klas związane jest po prostu z określonymi, historycznymi walkami w rozwoju produkcji, po drugie, że walka klasowa z konieczności prowadzi do dyktatury proletariatu, po trzecie, że dyktatura ta stanowi tylko przejście do zniesienia wszystkich klas i do społeczeństwa bezklasowego". Tyle, jeśli chodzi o korespondencję Marksa.

Jeśli chodzi o prace przeznaczone do druku, to o dyktaturze proletariatu Marks pisał tylko raz, w dwóch zdaniach, a mianowicie w "Krytyce programu gotajskiego": "Między społeczeństwem kapitalistycznym a komunistycznym leży okres rewolucyjnego przeobrażenia pierwszego w drugie. Temu okresowi odpowiada też przejściowy okres polityczny i państwo tego okresu nie może być niczym innym, jak rewolucyjną dyktaturą proletariatu". Marks napisał tę pracę w roku 1875, po zapoznaniu się z projektem programu socjaldemokracji niemieckiej, który był wyrazem kompromisu pomiędzy reformistycznym skrzydłem "lasallczyków" a rewolucyjnym skrzydłem "eisenachczyków". Marks przesłał tę pracę "eisenachczykowi" Wilhelmowi Liebknechtowi, który jednak schował manuskrypt do szuflady i dopiero po czterech tygodniach, już po zjeździe połączeniowym, odpisał Marksowi, że oczywiście niejedno można było wyrazić lepiej w projekcie programu (gotajskiego), ale że teraz tekst już musi zostać niezmieniony. Krytyka programu "gotajskiego" ukazała się w druku dopiero w szesnaście lat po jej napisaniu, w r. 1891, już po zgonie Marksa. Sam Marks w żadnej innej swej pracy drukowanej czy też przeznaczonej do druku nie użył więcej terminu "dyktatura proletariatu".


@@@
.
10-11-2014 22:55 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Adam Ciołkosz: [color=navy]Marks i Engels pisali dużo i często o rewolucji społecznej, o sposobie dojścia proletariatu do władzy. Natomiast byli bardzo wstrzemięźliwi w wypowiedziach na temat formy władzy proletariackiej. Ich wypowiedzi na temat dyktatury proletariatu były rzadkie i skąpe.

Najbardziej kuriozalne było jednak to, że nie opisali społeczeństwa, jakie ma powstać w wyniku rewolucji. Widać to bardzo dobrze na przykładzie ortodoksyjnych marksistów, jakimi byli bolszewicy, którzy po rewolucji październikowej zupełnie nie wiedzieli wedle jakich zasad ma działać państwo (jak wiadomo, istniały także rozbieżności co do jego polityki zagranicznej, tzn. co do tego, czy rewolucja ma być eksportowana, czy nie). Doprowadziło to do chaosu i anarchii, a w konsekwencji - do wojny domowej.

Marks przez kilkadziesiąt lat "pracy" i rozwodzenia się nad usterkami kapitalizmu nie ruszył mózgownicą i nie zadał sobie trudu sprawdzenia, jakie tak naprawdę ma być to społeczeństwo socjalistyczne/komunistyczne i czy w ogóle może istnieć w praktyce (tj. czy nie jest przypadkiem czymś w rodzaju kwadratury koła). Taki to był z niego "mędrzec"...
10-11-2014 23:29 
 Ocena 5 na 5
Hodża (11172 punktów)
> Najbardziej kuriozalne było jednak to, że nie opisali społeczeństwa, jakie ma powstać w wyniku rewolucji. Widać to bardzo dobrze na przykładzie ortodoksyjnych marksistów, jakimi byli bolszewicy, którzy po rewolucji październikowej

Nie było zadaniem Marksa opisywanie społeczeństwa, tylko procesu historycznego w jego materialistycznym ujęciu (jako ścierania się sprzecznych interesów klas) i określenie jego kierunku. Można się sprzeczać co do tego, czy kierunek ów został wskazany właściwie, ale wiele ekonomicznych zwłaszcza spostrzeżeń jest zupełnie trafnych, na tyle, że teoria Marksa stanowi żelazny element wykładów kierunków filozoficznych i ekonomicznych chyba wszystkich liczących się uniwersytetów. Poza tym Marks był teoretykiem. Praktyka weryfikuje wszystkie bez wyjątku teorie społeczne.

>Doprowadziło to do chaosu i anarchii, a w konsekwencji - do wojny domowej.

Do chaosu i anarchii doprowadziła Rosję I wojna światowa i porażka, połączona z głodem i ogólną nędzą. Walka była nieuchronna wobec tego, że stary reżim nie miał zamiaru ustępować dobrowolnie a interwencja Zachodu tylko pogorszyła całą sytuację, doprowadzając do przedłużenia rozlewu krwi i wzmagając terror po obu stronach, dając jednocześnie dowód na potwierdzenie założeń Marksa, że nowa władza musi zostać wywalczona i musi przejść etap niedemokratyczny. Teoria nie miała tu nic do rzeczy, wojna domowa wynikła wyłącznie z tego, że wystąpili przeciwko swojej władzy głodni ludzie doprowadzeni do desperacji. Początkiem rewolucji było plądrowanie piekarń i sklepów z pieczywem w Moskwie.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
Elasp (6859 punktów)

>Nie było zadaniem Marksa opisywanie społeczeństwa, tylko procesu historycznego w jego materialistycznym ujęciu (jako ścierania się sprzecznych interesów klas) i określenie jego kierunku. Można się sprzeczać co do tego, czy kierunek ów został wskazany właściwie, ale wiele ekonomicznych zwłaszcza spostrzeżeń jest zupełnie trafnych,

Które na przykład?

>na tyle, że teoria Marksa stanowi żelazny element wykładów kierunków filozoficznych i ekonomicznych chyba wszystkich liczących się uniwersytetów. Poza tym Marks był teoretykiem. Praktyka weryfikuje wszystkie bez wyjątku teorie społeczne.

Chyba nieracjonalnie jest nawoływać do przyspieszenia rewolucji, jeżeli się nie wie, jak będzie wyglądać porządek porewolucyjny - ?

>Do chaosu i anarchii doprowadziła Rosję I wojna światowa i porażka, połączona z głodem i ogólną nędzą.

Tak, ale działania bolszewików po październiku 1917 r. doprowadziły do już całkowitej katastrofy, a w konsekwencji do wojny domowej. Najpierw próbowano anarchii, by skończyć na dyktaturze partyjnej nomenklatury.

Aby wiedzieć, jak niezborne, idiotyczne i amatorskie były pomysły Lenina co do organizacji państwa socjalistycznego, wystarczy zerknąć do jego pracy "Państwo a rewolucja". Nic dziwnego, że próba wcielania tych "idei" w życie doprowadziła do katastrofy. Można tylko wyrazić żal, że tak lekko obchodziły się władze carskie z tą kreaturą. Miejscem Uljanowa był albo cmentarz, albo dom wariatów (nie zrobiono tego z uwagi na jego urzędnicze pochodzenie).

Fragment z tej rozprawy:

"Z nauką Marksa dzieje się obecnie to, co już nieraz w historii zdarzało się z naukami rewolucyjnych myślicieli i wodzów klas uciskanych w ich walce wyzwoleńczej. Klasy uciskające nieustannie prześladowały wielkich rewolucjonistów za ich życia, na nauki ich odpowiadały dziką wściekłością, szaloną nienawiścią, niepohamowaną powodzią kłamstw i oszczerstw. Po ich zgonie usiłuje się z nich uczynić nieszkodliwe obrazy święte, kanonizować ich niejako, otoczyć pewną sławą ich imię w celu "pocieszenia" i ogłupienia klas uciskanych, wyjaławiając treść rewolucyjnej teorii, przytępiając jej ostrze rewolucyjne, trywializując ją. Burżuazja i oportuniści znajdują obecnie wspólny język wewnątrz ruchu robotniczego na gruncie takiego "obrobienia" marksizmu. Przeoczają, zacierają, wypaczają rewolucyjną stronę nauki, jej ducha rewolucyjnego. Wysuwają na plan pierwszy i sławią to, co możliwe jest do przyjęcia lub wydaje się, że jest możliwe do przyjęcia dla burżuazji. Wszyscy socjalszowiniści są dziś "marksistami"- bez żartów! I coraz częściej niemieccy uczeni burżuazyjni, wczorajsi specjaliści od unicestwienia marksizmu, rozwodzą się na temat "narodowo niemieckiego" Marksa, który jakoby wychował związki robotnicze, tak wspaniale zorganizowane dla prowadzenia wojny grabieżczej!"

Od razu widać, że autor jest wariatem - niebezpiecznym paranoikiem, którego miejsce znajduje się w szpitalu psychiatrycznym.
11-11-2014 18:53 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Nie było zadaniem Marksa opisywanie społeczeństwa, tylko procesu historycznego w jego materialistycznym ujęciu (jako ścierania się sprzecznych interesów klas) i określenie jego kierunku. Można się sprzeczać co do tego, czy kierunek ów został wskazany właściwie, ale wiele ekonomicznych zwłaszcza spostrzeżeń jest zupełnie na tyle, że teoria Marksa stanowi żelazny element wykładów kierunków filozoficznych i ekonomicznych chyba wszystkich liczących się uniwersytetów. Poza tym Marks był teoretykiem. Praktyka weryfikuje wszystkie bez wyjątku teorie społeczne.
> Chyba nieracjonalnie jest nawoływać do przyspieszenia rewolucji, jeżeli się nie wie, jak będzie wyglądać porządek porewolucyjny - ?
(Może Pan podać źródło, gdzie Marks do przyspieszenia rewolucji nawoływał?)
"Wszystko wiedzący" wziął się teraz za krytykę Marksa i marksizmu, znając i dorobek z katechezy, rekolekcji
i wypowiedzi ks. Oko, ja po sporym zapoznaniem się z ich dorobkiem Zdecydowanie boję się prostych wniosków, jak dla mnie proste wnioski łącza się najczęściej z prymitywizmem intelektualnym.
Historia naszego człowieczeństwa (stawania się człowiekiem) to bardzo długi i skomplikowany proces biologiczny, na który nakłada się proces kulturowy. Jak na razie w poważnej literaturze nie spotkałem prostych wniosków, ale może Pan Elasp będzie tu pierwszym.
(Gdzie Marks nawołuje do przyspieszenia rewolucji?)

>>>>Do chaosu i anarchii doprowadziła Rosję I wojna światowa i porażka, połączona z głodem i ogólną nędzą.
> Tak, ale działania bolszewików po październiku 1917 r. doprowadziły do już całkowitej katastrofy, a w konsekwencji do wojny domowej. Najpierw próbowano anarchii, by skończyć na dyktaturze partyjnej nomenklatury.
A może już po czterdziestce, to warto wyjść z poziomu wiedzy historycznej i rozumienia procesów historycznych wyniesionego chyba z mniejszego seminarium duchownego.

> Aby wiedzieć, jak niezborne, idiotyczne i amatorskie były pomysły Lenina co do organizacji państwa socjalistycznego, wystarczy zerknąć do jego pracy "Państwo a rewolucja".
Mam wielce krytyczny stosunek do jego dorobku intelektualnego, a jeszcze większy do działań praktycznych, ale pokaż Pan jeden swój kawałek tekstu z naszego forum, który mógłby się intelektualnie równać z jego tekstami pisanymi na początku XX wieku? Przecież facet więcej książek przeczytał i przemyślał niż Pan zajrzał do ich środka.

>Nic dziwnego, że próba wcielania tych "idei" w życie doprowadziła do katastrofy.
Wiara w idee wraz z próbami wcielania ich życie zawsze prowadzi do katastrofy
Wydaje mi się, że trochę znam historię powszechną i rolę w niej wierzeń wszelakich. Na podstawie tej wiedzy niczego bardziej się nie boję od wiary niezależnie od tego czy wierzy się w Jahwe, Allaha, Jezusa, Józefa czy Adolfa. Niezależnie od tego czy organizatorem tych wierzeń jest Święty Kościół Katolicki, czy Mateńka Partia. Wiara i państwa wyznaniowe przynosiły ludzkości głównie ogromy nieszczęść. Może Pan uprzytomni mi nieszczęścia, które przyniosła świeckość.

> Można tylko wyrazić żal, że tak lekko obchodziły się władze carskie z tą kreaturą.
7 grudnia 1895 został aresztowany za spiskowanie przeciw carowi Aleksandrowi III, przez dwa lata kierował związkiem z więzienia. W lutym 1897 został zesłany do miasteczka Szuszenskoje w guberni jenisejskiej we wschodniej Syberii, skąd wrócił w początku 1900.

>Miejscem Uljanowa był albo cmentarz, albo dom wariatów (nie zrobiono tego z uwagi na jego urzędnicze pochodzenie).
Lenin ukończył symbirskie gimnazjum klasyczne, zdobywając wykształcenie średnie. Inteligencję, w kręgu której się obracał, cechowała w ogólności wiara w rewolucję. W 1892, po złożeniu eksternistycznych egzaminów z prawa w Uniwersytecie Petersburskim, został pomocnikiem adwokata przysięgłego. zmarł 21 stycznia 1924.

> Fragment z tej rozprawy:
> "Z nauką Marksa dzieje się obecnie to, co już nieraz w historii zdarzało się z naukami rewolucyjnych myślicieli i wodzów klas uciskanych w ich walce wyzwoleńczej. www.marxists.org/polski/lenin/1917/par/01.htm
"Wszystko, co mogę w związku z tym powiedzieć o sobie, to że nie jestem marksistą", jak wyznał kiedyś z ponurą goryczą Marks, na wieść, że kolejna partia we Francji ogłosiła się ugrupowaniem marksistowskim. Słowem, Marksowskie marksistowskiemu nierówne, o czym zwłaszcza w Polsce warto od czasu do czasu przypomnieć.
Lenin był marksistą (i rewizjonistą), ale nie był Marksem.

> Od razu widać, że autor jest wariatem - niebezpiecznym paranoikiem, którego miejsce znajduje się w szpitalu psychiatrycznym.
Czytając Pańskie posty jestem o tym święcie przekonanym, ale sceptycyzm mi nakazuje sporą dozę wątpliwości.
Może to tylko niedouczenie i fideistyczna mentalność.

Nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami. Pan jest wściekły na mnie sądząc, iż to ja wykazuję Pańską głupotę, ale mój udział jest w tym zdecydowanie niewielki. Pan sam robi to znakomicie.

@@@
.
Elasp (6859 punktów)

>(Gdzie Marks nawołuje do przyspieszenia rewolucji?)

Niech Pan nie zadaje głupich pytań i przeczyta sobie choćby pierwszą i ostatnią tezę o Feuerbachu. Przecież praktyka rewolucyjna to istota marksizmu. Być marksistą = działać na rzecz rewolucji.
11-11-2014 21:29 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
(Gdzie Marks nawołuje do przyspieszenia rewolucji?)
> Niech Pan nie zadaje głupich pytań i przeczyta sobie choćby pierwszą i ostatnią tezę o Feuerbachu.

Teza I
Głównym brakiem wszelkiego dotychczasowego materializmu - nie wyłączając feuerbachowskiego - jest to, że przedmiot, rzeczywistość, zmysłowość, ujmował on jedynie w formie o b i e k t u , czyli p o s t r z e ż e n i a (Anschauung), nie zaś jako l u d z k ą d z i a ł a l n o ś ć z m y s ł o w ą, praktykę, nie subiektywnie. To sprawiło, że stronę c z y n n ą,
w przeciwieństwie do materializmu, rozwijał idealizm - jednak tylko w sposób abstrakcyjny, ponieważ idealizm, rzecz jasna, nie zna rzeczywistej, zmysłowej działalności jako takiej. Feuerbachowi chodzi o przedmioty zmysłowe, rzeczywiście odmienne od przedmiotów myśli (Gedanken-objekten); samej jednak działalności ludzkiej nie ujmuje on jako działalności
p r z e d m i o t o w e j . W "Istocie chrześcijaństwa" rozpatruje on przeto tylko postawę teoretyczną jako prawdziwie ludzką, podczas gdy praktykę ujmuje i ustala jedynie w brudno-judejskiej formie, w której ona występuje. Dlatego nie rozumie on znaczenia działalności "rewolucyjnej", "praktyczno-krytycznej".


Teza 11
Filozofowie rozmaicie tylko i n t e r p r e t o w a l i świat; idzie jednak o to, aby go z m i e n i ć .
Czytałem większość dzieł Marksa i czytałem także Tezy o Feuerbachu - tu dwie, na które Pan się powołuje przytaczam
i jeszcze raz pytam - (Gdzie Marks nawołuje do przyspieszenia rewolucji?) A tak Pan napisał.

>Przecież praktyka rewolucyjna to istota marksizmu. Być marksistą = działać na rzecz rewolucji.
To Pańskie - moim zdaniem - zupełnie bzdurne tezy jeżeli chodzi o Marksa, a jeżeli chodzi o marksistów, to było ich tak wielu i tak przeróżne pomysły mieli, że mógł tam się trafić jakiś Pański odpowiednik.

@@@
.
11-11-2014 22:36 
 Ocena-2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Gdzie Marks nawołuje do przyspieszenia rewolucji? Itp.

Proszę Pana, nie rozumie Pan i chyba w ogóle nie zna koncepcji Marksa. Niech Pan weźmie dowolną książkę na ten temat. Naprawdę szkoda czasu na dyskusję na tym poziomie. Oto zakończenie "Manifestu Komunistycznego", cytowanego przez Pana wielokrotnie (czy Pan w ogóle wie, co Pan cytuje?).

"Na podstawie rozdziału drugiego zrozumiały jest sam przez się stosunek komunistów do sformowanych już partii robotniczych, a więc do czartystów w Anglii i zwolenników reformy agrarnej w Ameryce Północnej.Komuniści walczą o osiągnięcie najbliższych celów i interesów klasy robotniczej, ale w ruchu teraźniejszym reprezentują jednocześnie przyszłość ruchu. We Francji komuniści przyłączają się do partii socjalistyczno-demokratycznej przeciw burżuazji 'konserwatywnej i radykalnej, nie wyrzekając się bynajmniej prawa krytycznego stosunku do frazesów i złudzeń, wypływających z rewolucyjnej tradycji. W Szwajcarii popierają oni radykałów, nie łudząc się jednak co do tego, że partia ta składa się ze sprzecznych żywiołów, po części socjalistów demokratycznych typu francuskiego, po części zaś z radykalnych burżua. Wśród Polaków komuniści popierają partię, która rewolucję agrarną uważa za warunek wyzwolenia narodowego, tę samą partię, która wywołała powstanie krakowskie 1846 roku. W Niemczech, o ile burżuazją występuje rewolucyjnie, partia komunistyczna walczy wspólnie z burżuazją przeciw monarchii absolutnej, feudalnej własności ziemskiej i drobnomieszczańskości. Nie przestaje ona jednak ani na chwilę urabiać wśród robotników jak najbardziej jasnej świadomości wrogiego przeciwieństwa pomiędzy burżuazją a proletariatem, aby robotnicy niemieccy mogli natychmiast wykorzystać te warunki społeczne i polityczne, które burżuazją musi zaprowadzić wraz ze swym panowaniem, jako oręż przeciw niej samej, aby po obaleniu klas reakcyjnych w Niemczech rozpoczęła się niezwłocznie walka przeciw samej burżuazji. Na Niemcy komuniści zwracają główną uwagę, ponieważ Niemcy stoją w przededniu rewolucji burżuazyjnej i ponieważ przewrotu tego dokonają w warunkach dalej posuniętego rozwoju cywilizacji europejskiej w ogóle i przy istnieniu o wiele bardziej rozwiniętego proletariatu, niż to było w Anglii w XVII i we Francji w XVIII stuleciu, tak że niemiecka rewolucja burżuazyjna może być tylko bezpośrednim prologiem rewolucji proletariackiej. Słowem, komuniści popierają wszędzie wszelki ruch rewolucyjny przeciw istniejącym stosunkom społecznym i politycznym. We wszystkich tych ruchach komuniści wysuwają jako podstawowe zagadnienie ruchu, zagadnienie własności, bez względu na to, czy przybrało ono bardziej lub mniej rozwiniętą formę. Wreszcie, komuniści działają wszędzie na rzecz łączności i porozumienia partii demokratycznych wszystkich krajów. Komuniści uważają za niegodne ukrywanie swych poglądów i zamiarów. Oświadczają oni otwarcie, że cele ich mogą być osiągnięte jedynie przez obalenie przemocą całego dotychczasowego ustroju społecznego. Niechaj drżą panujące klasy przed rewolucją komunistyczną. Proletariusze nie mają w niej nic do stracenia prócz swych kajdan. Do zdobycia mają cały świat."

Rozumie Pan zdania, które pogrubiłem, czy trzeba je Panu dodatkowo tłumaczyć? Czy nie jest to dążenie do przyspieszenia rewolucji proletariackiej?
11-11-2014 23:26 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
teoria Marksa stanowi żelazny element wykładów kierunków filozoficznych i ekonomicznych chyba wszystkich liczących się uniwersytetów. Poza tym Marks był teoretykiem. Praktyka weryfikuje wszystkie bez wyjątku teorie społeczne.

> Chyba nieracjonalnie jest nawoływać do przyspieszenia rewolucji, jeżeli się nie wie, jak będzie wyglądać porządek porewolucyjny - ?

(Gdzie Marks nawołuje do przyspieszenia rewolucji?)
>Niech Pan nie zadaje głupich pytań i przeczyta sobie choćby pierwszą i ostatnią tezę o Feuerbachu.

Czytałem większość dzieł Marksa i czytałem także Tezy o Feuerbachu - tu dwie, na które Pan się powołuje przytaczam
i jeszcze raz pytam
- (Gdzie Marks nawołuje do przyspieszenia rewolucji?) A tak Pan napisał.
_______________

>>>>Gdzie Marks nawołuje do przyspieszenia rewolucji? Itp.
>Proszę Pana, nie rozumie Pan i chyba w ogóle nie zna koncepcji Marksa.
Może nie tak dobrze jak bym chciał, ale na tyle dobrze aby wiedzieć, iż Pan na temat Marksa bredzi.

>Niech Pan weźmie dowolną książkę na ten temat.
Nie, tu nie ma żadnej dowolnej książki. Ja pytam się konkretnie: Gdzie Marks nawołuje do przyspieszenia rewolucji?

>Naprawdę szkoda czasu na dyskusję na tym poziomie.
Na wszystkie dyskusje z Panem szkoda czasu, ale nasze wypowiedzi czytają też ludzie inteligentni poszukujący własnych odpowiedzi i wiem z listów oraz rozmów, że moje wypowiedzi się im przydają. Spora część racjonalistów z naszego forum też to potwierdza, co mógł Pan sam zauważyć.

>Oto zakończenie "Manifestu Komunistycznego", cytowanego przez Pana wielokrotnie (czy Pan w ogóle wie, co Pan cytuje?). (...)
> Rozumie Pan zdania, które pogrubiłem, czy trzeba je Panu dodatkowo tłumaczyć?
Marksa rozumiem dobrze, gdyż pisze bardzo komunikatywnie ze zrozumieniem Pana jest gorzej, ale się staram i myślę,
że rozumiem sporo.

>Czy nie jest to dążenie do przyspieszenia rewolucji proletariackiej?
Zdecydowanie nie jest i dlatego jeszcze raz pytam - (Gdzie Marks nawołuje do przyspieszenia rewolucji?)
A tak Pan napisał i jak widać to podtrzymuje.

@@@
.
12-11-2014 09:41 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)

> Zdecydowanie nie jest i dlatego jeszcze raz pytam - (Gdzie Marks nawołuje do przyspieszenia rewolucji?)

Niby dlaczego "zdecydowanie nie"? To o co więc chodzi w wytłuszczonym fragmencie, jeśli nie o to, aby rewolucja proletariacka wybuchła jak najszybciej w wyniku działań wszystkich komunistów (w tym Marksa)?
12-11-2014 17:26 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Pan Elasp:
Marks przez kilkadziesiąt lat "pracy" i rozwodzenia się nad usterkami kapitalizmu nie ruszył mózgownicą i nie zadał sobie trudu sprawdzenia, jakie tak naprawdę ma być to społeczeństwo socjalistyczne/komunistyczne i czy w ogóle może istnieć
w praktyce (tj. czy nie jest przypadkiem czymś w rodzaju kwadratury koła). Taki to był z niego "mędrzec"...

Żydowi z Trewiru zachciało się raju na ziemi - no i usmażył biblijny kotlet na pseudonaukowym oleju.

Chyba nieracjonalnie jest nawoływać do przyspieszenia rewolucji, jeżeli się nie wie, jak będzie wyglądać porządek porewolucyjny - ?

Gdzie Marks nawołuje do przyspieszenia rewolucji?

Pan Elasp: Niech Pan nie zadaje głupich pytań i przeczyta sobie choćby pierwszą i ostatnią tezę o Feuerbachu. Przecież praktyka rewolucyjna to istota marksizmu. Być marksistą = działać na rzecz rewolucji.

Gdzie Marks nawołuje do przyspieszenia rewolucji?

Pan Elasp: Proszę Pana, nie rozumie Pan i chyba w ogóle nie zna koncepcji Marksa. Niech Pan weźmie dowolną książkę na ten temat. Naprawdę szkoda czasu na dyskusję na tym poziomie.

Oto zakończenie "Manifestu Komunistycznego", cytowanego przez Pana wielokrotnie (czy Pan w ogóle wie, co Pan cytuje?).

Cytat Pana Elaspa: "W Niemczech, o ile burżuazją występuje rewolucyjnie, partia komunistyczna walczy wspólnie z burżuazją przeciw monarchii absolutnej, feudalnej własności ziemskiej i drobnomieszczańskości. Nie przestaje ona jednak ani na chwilę urabiać wśród robotników jak najbardziej jasnej świadomości wrogiego przeciwieństwa pomiędzy burżuazją a proletariatem, aby robotnicy niemieccy mogli natychmiast wykorzystać te warunki społeczne i polityczne, które burżuazją musi zaprowadzić wraz ze swym panowaniem, jako oręż przeciw niej samej, aby po obaleniu klas reakcyjnych w Niemczech rozpoczęła się niezwłocznie walka przeciw samej burżuazji. Na Niemcy komuniści zwracają główną uwagę, ponieważ Niemcy stoją w przededniu rewolucji burżuazyjnej i ponieważ przewrotu tego dokonają w warunkach dalej posuniętego rozwoju cywilizacji europejskiej w ogóle i przy istnieniu o wiele bardziej rozwiniętego proletariatu, niż to było w Anglii w XVII i we Francji w XVIII stuleciu, tak że niemiecka rewolucja burżuazyjna może być tylko bezpośrednim prologiem rewolucji proletariackiej. Słowem, komuniści popierają wszędzie wszelki ruch rewolucyjny przeciw istniejącym stosunkom społecznym i politycznym
Rozumie Pan zdania, które pogrubiłem, czy trzeba je Panu dodatkowo tłumaczyć?
Gdzie tu jest mowa o przyspieszeniu?"

Pan Elasp: Czy nie jest to dążenie do przyspieszenia rewolucji proletariackiej?
Zdecydowanie nie jest i dlatego jeszcze raz pytam - Gdzie Marks nawołuje do przyspieszenia rewolucji?
> Niby dlaczego "zdecydowanie nie"?
Dlatego, że to przeczy marksowskiej koncepcji, iż rewolucje (nie tylko socjalistyczna, ale wszystkie) są naturalnym elementem dziejów i wybuchają wszędzie tam, gdzie sytuacja do tego dojrzeje. Procesów tych nie należy przyspieszać.
"Przyczynek do krytyki ekonomii politycznej kapitalizmu" - "(...) w społecznym wytwarzaniu swego życia ludzie wchodzą
w określone, konieczne, niezależne od ich woli stosunki, w stosunki produkcji, które odpowiadają określonemu szczeblowi rozwoju ich materialnych sił wytwórczych. Całokształt tych stosunków produkcji tworzy ekonomiczną strukturę społeczeństwa, realną bazę, na której się wznosi nadbudowa prawna i polityczna, a której odpowiadają określone formy świadomości społecznej. Sposób produkcji życia materialnego warunkuje społeczny, polityczny i duchowy proces życia
w ogólności. Nie świadomość ludzi określa ich byt, lecz przeciwnie, ich społeczny byt określa ich świadomość.

Na określonym szczeblu swego rozwoju materialne siły wytwórcze społeczeństwa popadają w sprzeczność z istniejącymi stosunkami produkcji albo - co jest tylko prawnym tego wyrazem - ze stosunkami własności, w których obrębie się dotąd rozwijały. Z form rozwoju sił wytwórczych stosunki te zamieniają się w ich kajdany. Wówczas następuje epoka rewolucji socjalnej. Ze zmianą podłoża ekonomicznego odbywa się mniej lub bardziej szybko przewrót w całej olbrzymiej nadbudowie. Przy rozpatrywaniu takich przewrotów należy zawsze odróżniać przewrót materialny w warunkach ekonomicznych produkcji, dający się stwierdzić ze ścisłością nauk przyrodniczych - od form prawnych, politycznych, religijnych, artystycznych lub filozoficznych, krótko mówiąc, od form ideologicznych, w jakich ludzie uświadamiają sobie ten konflikt i rozstrzygają go.

Podobnie jak nie można sądzić o jednostce na podstawie tego, co ona sama o sobie myśli, tak też nie można sądzić o takiej epoce przewrotu na podstawie jej świadomości, lecz odwrotnie, świadomość tę należy tłumaczyć sprzecznościami życia materialnego, istniejącym konfliktem między społecznymi siłami wytwórczymi a stosunkami produkcji. Żadna formacja społeczna nie ginie, zanim się nie rozwiną wszystkie te siły wytwórcze, którym ona daje dostateczne pole rozwoju, a nowe, wyższe stosunki produkcji nie zjawiają się nigdy na jej miejsce, zanim w łonie starego społeczeństwa nie dojrzeją materialne warunki ich istnienia."


>To o co więc chodzi w wytłuszczonym fragmencie, jeśli nie o to, aby rewolucja proletariacka wybuchła jak najszybciej w wyniku działań wszystkich komunistów (w tym Marksa)?
O to, że klasa robotnicza i kierująca nią partia komunistyczna powinny być zdolne do pokierowania rewolucją i przejęcia zdobytej w wyniku rewolucji władzy.

Nie lubię się kompromitować i dlatego nie zabieram głosu w sprawach, o których nie mam pojęcia.

@@@
.
Elasp (6859 punktów)

> Nie lubię się kompromitować i dlatego nie zabieram głosu w sprawach, o których nie mam pojęcia.@@@

Jeszcze raz "Manifest":

"Komuniści tym tylko różnią się od pozostałych partii proletariackich, że z jednej strony w walkach toczonych przez proletariuszy różnych narodów podnoszą i wysuwają na czoło wspólne, niezależne od narodowości, interesy całego proletariatu, z drugiej zaś strony - że na rozmaitych szczeblach rozwoju, przez które przechodzi walka pomiędzy proletariatem a burżuazją, reprezentują stale interesy ruchu jako całości.

W praktyce więc komuniści są najbardziej zdecydowaną, porywającą naprzód częścią partii robotniczych wszystkich krajów; w teorii wyprzedzają oni pozostałą masę proletariatu zrozumieniem warunków, przebiegu i ogólnych wyników ruchu proletariackiego. Najbliższy cel komunistów jest ten sam, co wszystkich pozostałych partii proletariackich: ukształtowanie proletariatu w klasę, obalenie panowania burżuazji, zdobycie władzy politycznej przez proletariat.

Twierdzenia teoretyczne komunistów nie opierają się bynajmniej na ideach, na zasadach wymyślonych lub odkrytych przez tego czy owego reformatora świata. Są one jedynie ogólnym wyrazem rzeczywistych stosunków istniejącej walki klas, wyrazem odbywającego się w naszych oczach ruchu dziejowego. Zniesienie dotychczasowych stosunków własności nie jest wcale cechą specyficzną komunizmu."

Jak widać mowa jest o celu (i to nawet najbliższym), jakim jest "ukształtowanie proletariatu w klasę, obalenie panowania burżuazji, zdobycie władzy przez proletariat". Co należy rozumieć Pana zdaniem przez "porywanie naprzód", o jakim mowa powyżej? Jak jest możliwe "porywanie naprzód", jeżeli sytuacja - jak Pan mówi - "musi dojrzeć" do wybuchu rewolucji, jeżeli jej dojrzewanie jest niezależne od tego "porywania"?

Gdyby Marks uważał, że zdobycie władzy przez proletariat jest procesem zupełnie niezależnym od świadomej działalności rewolucyjnej (oraz stopnia jej intensywności), i że nastąpi po prostu wtedy kiedy "sytuacja do tego dojrzeje", nie pisałby o takich właśnie celach. Inaczej mówiąc, uważał, że te obiektywne warunki, o których Pan mówi, można stworzyć - odpowiednio uświadamiając robotników i tworząc międzynarodowy ruch robotniczy. Jeszcze inaczej mówiąc: Ruch robotniczy + uświadamianie robotników jest katalizatorem zmian społecznych, prowadzących do upadku kapitalizmu w wyniku rewolucji. Świadomość jest czymś kształtującym świat, a nie tylko opisującym świat. Zapomina Pan, że Marks i Engels należeli za młodu do lewicy młodoheglowskiej, i że ich filozofia to w dużym stopniu popłuczyny po filozofii Hegla.
12-11-2014 19:42 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Nie lubię się kompromitować i dlatego nie zabieram głosu w sprawach, o których nie mam pojęcia.
A Pan brnie dalej! Tak aby dno osiągnąć!

> Jeszcze raz "Manifest":
"W praktyce więc komuniści są najbardziej zdecydowaną, porywającą naprzód częścią partii robotniczych wszystkich krajów; w teorii wyprzedzają oni pozostałą masę proletariatu zrozumieniem warunków, przebiegu i ogólnych wyników ruchu proletariackiego. Najbliższy cel komunistów jest ten sam, co wszystkich pozostałych partii proletariackich: ukształtowanie proletariatu w klasę, obalenie panowania burżuazji, zdobycie władzy politycznej przez proletariat".
Znowu pytam - Gdzie Marks nawołuje do przyspieszenia rewolucji?

Oraz dalej potwierdzenie tezy:
"Nie świadomość ludzi określa ich byt, lecz przeciwnie, ich społeczny byt określa ich świadomość."
"Twierdzenia teoretyczne komunistów nie opierają się bynajmniej na ideach, na zasadach wymyślonych lub odkrytych przez tego czy owego reformatora świata. Są one jedynie ogólnym wyrazem rzeczywistych stosunków istniejącej walki klas, wyrazem odbywającego się w naszych oczach ruchu dziejowego. Zniesienie dotychczasowych stosunków własności nie jest wcale cechą specyficzną komunizmu."
I znowu pytam - gdzie tu nawołanie do przyspieszenia rewolucji?

> Jak widać mowa jest o celu (i to nawet najbliższym), jakim jest "ukształtowanie proletariatu w klasę, obalenie panowania burżuazji, zdobycie władzy przez proletariat".
Tak, o tym plus minus mówi "Manifest". Tylko, gdzie w nim mowa o przyspieszeniu rewolucji?

>Co należy rozumieć Pana zdaniem przez "porywanie naprzód", o jakim mowa powyżej?
To co jest jasno i komunikatywnie tam napisane, czyli to co napisałem wyżej, że klasa robotnicza i kierująca nią partia komunistyczna powinny być zdolne do pokierowania rewolucją i przejęcia zdobytej w wyniku rewolucji władzy i trzeba je do tego przygotować.

>Jak jest możliwe "porywanie naprzód", jeżeli sytuacja - jak Pan mówi - "musi dojrzeć" do wybuchu rewolucji, jeżeli jej dojrzewanie jest niezależne od tego "porywania"?
Pisze Pan tu, iż tyle przeróżnych bzdur religijnych jest Pan w stanie zrozumieć, a nie rozumie tak prostej rzeczy. Poziom świadomości klasowej (klasy dyskryminowanej np. burżuazji) jest jednym z elementów ekonomiczno-społecznych każdego ustroju i jako taki wpływa na wybuch rewolucji. "Podobnie jak nie można sądzić o jednostce na podstawie tego, co ona sama o sobie myśli, tak też nie można sądzić o takiej epoce przewrotu na podstawie jej świadomości, lecz odwrotnie, świadomość tę należy tłumaczyć sprzecznościami życia materialnego, istniejącym konfliktem między społecznymi siłami wytwórczymi a stosunkami produkcji. Żadna formacja społeczna nie ginie, zanim się nie rozwiną wszystkie te siły wytwórcze, którym ona daje dostateczne pole rozwoju, a nowe, wyższe stosunki produkcji nie zjawiają się nigdy na jej miejsce, zanim w łonie starego społeczeństwa nie dojrzeją materialne warunki ich istnienia."
Należy być do rewolucji i przejęcia władzy przygotowanym, ale nie można, a nawet wprost nie wolno takich procesów przyspieszać, (gdyż przyspieszenia prowadzą do takich skutków jak w Rosji).

>Zapomina Pan, że Marks i Engels należeli za młodu do lewicy młodoheglowskiej, i że ich filozofia to w dużym stopniu popłuczyny po filozofii Hegla.
Wielce Szanowny Panie, cała Pańska argumentacja to prymitywne sposoby dyskredytacji (wymyślonych przez Pana poglądów i charakterów) Pańskich oponentów. W mojej ocenie to obrzydliwe zachowanie nie tylko człowieka o niskiej inteligencji i wiedzy, ale także na dramatycznie niskim poziomie etycznym. Nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami. Tak, jesteśmy alternatywni i kierujemy swoje wypowiedzi do zupełnie inaczej ukształtowanych intelektualnie ludzi i albo wybiera się Pana Elaspa, albo Bogusławskiego i w ten sposób określa się też samego siebie.

Sądzę, iż przez tych, do których kieruję swoje wypowiedzi jestem zrozumiały.

@@@
.
Elasp (6859 punktów)

Widzę, że można 50 lat siedzieć w marksizmie i nie wiedzieć, o co w nim chodzi. Niech Pan popyta swoich kolegów ze "Zdania", to może Pana oświecą.

Działalność ruchu rewolucyjnego służy sprawie rewolucji, ma ją przyspieszyć, ma do niej doprowadzić. Czy naprawdę Pan tego nie rozumie?

Ja nie jestem jeszcze na emeryturze, dlatego proszę, aby Pan szanował mój czas, bo nie mam go zbyt wiele.

Ostatnie zdanie na ten temat - z angielskiej "Wikipedii":

"World revolution is the Marxist concept of overthrowing capitalism in all countries through the conscious revolutionary action of the organized working class. These revolutions would not necessarily occur simultaneously, but where and when local conditions allowed a revolutionary party to successfully replace bourgeois ownership and rule, and install a workers' state based on social ownership of the means of production. In most Marxist schools, such as Trotskyism, the essentially international character of the class struggle and the necessity of global scope are critical elements and a chief explanation of the failure of socialism in one country. The end goal is to achieve world socialism, and later, stateless communism."

en.wikipedia.org/wiki/World_revolution
12-11-2014 21:49 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
> Widzę, że można 50 lat siedzieć w marksizmie i nie wiedzieć, o co w nim chodzi. Niech Pan popyta swoich kolegów ze "Zdania", to może Pana oświecą.
>Działalność ruchu rewolucyjnego służy sprawie rewolucji, ma ją przyspieszyć, ma do niej doprowadzić. Czy naprawdę Pan tego nie rozumie?
>Ja nie jestem jeszcze na emeryturze, dlatego proszę, aby Pan szanował mój czas, bo nie mam go zbyt wiele.
Wielce Szanowny Panie, jest Pan zdecydowanie ograniczony intelektualnie przez Pańską wiarę i cała Pańska argumentacja to tylko prymitywne sposoby dyskredytacji (wymyślonych przez Pana poglądów i charakterów) Pańskich oponentów.
W mojej ocenie to obrzydliwe zachowanie człowieka nie tylko o niskiej inteligencji i wiedzy, ale także na dramatycznie niskim poziomie etycznym. Nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami. Tak, jesteśmy alternatywni
i kierujemy swoje wypowiedzi do zupełnie inaczej ukształtowanych intelektualnie ludzi i albo wybiera się Pana Elaspa,
albo Bogusławskiego i w ten sposób określa się też samego siebie. To otwarte forum i każdy ma prawo wyboru.

@@@
.
12-11-2014 22:23 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Wielce Szanowny Panie, jest Pan zdecydowanie ograniczony intelektualnie...

Prosiłem Pana, żeby Pan szanował mój czas. Jeżeli nie ma Pan nic do powiedzenia, niech Pan się nie odzywa, przynajmniej do mnie - albowiem zaśmieca Pan nie tylko forum, ale i moją skrzynkę pocztową. To, że jestem człowiekiem o niskiej inteligencji, wiedzy, morale, że się skompromitowałem, itd. pisał Pan już setki razy. Jakoś przeżyję Pańską negatywną ocenę, albowiem tak się akurat składa, że zupełnie nie interesuje mnie, co myślą o mnie inni. Wiem zresztą, że ma Pan o mnie bardzo dobre zdanie, czego Pan oczywiście nigdy nie przyzna.

Co gorsza, ma Pan jakąś obsesję na moim punkcie - nie wytrzyma Pan dnia dla bez p. Elaspa. Za chwilę nawet gdy Pan otworzy "Turystyczną", zamiast mielonki ujrzy Pan p. Elaspa. To trzeba jakoś leczyć, w przeciwnym wypadku odwiozą Pana do Tworek i z jakiejś obskurnej sali dobywać się będą w środku nocy krzyki "Nikt nas nie skompromituje bardziej...!", "Wiara ogranicza...!".
13-11-2014 00:07 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Wielce Szanowny Panie, jest Pan zdecydowanie ograniczony intelektualnie przez Pańską wiarę i cała Pańska argumentacja to tylko prymitywne sposoby dyskredytacji (wymyślonych przez Pana poglądów i charakterów) Pańskich oponentów. W mojej ocenie to obrzydliwe zachowanie człowieka nie tylko o niskiej inteligencji i wiedzy, ale także na dramatycznie niskim poziomie etycznym. Nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami. Tak, jesteśmy alternatywni i kierujemy swoje wypowiedzi do zupełnie inaczej ukształtowanych intelektualnie ludzi i albo wybiera się Pana Elaspa, albo Bogusławskiego i w ten sposób określa się też samego siebie. To otwarte forum i każdy ma prawo wyboru.
> Prosiłem Pana, żeby Pan szanował mój czas.
Wszystko co Szanownego Pana dotyczy mam w tym samym miejscu.

>Jeżeli nie ma Pan nic do powiedzenia,
W tym samym miejscu mam to jak Pan mnie ocenia.

>niech Pan się nie odzywa, przynajmniej do mnie
W tym samym miejscu mam też Pańskie polecenia.

>- albowiem zaśmieca Pan nie tylko forum, ale i moją skrzynkę pocztową.
Już dawno Pan obiecywał, iż z nami się pożegna, gdyż nie reprezentujemy Pańskiego poziomu. Gdy Panu przeszkadzam proszę zniknąć sprzed moich oczu.

>To, że jestem człowiekiem o niskiej inteligencji, wiedzy, morale, że się skompromitowałem, itd. pisał Pan już setki razy.
A Panu ciągle mało i mało. Musi Pan się kompromitować we wszystkim co Pan tu wypisuje.

>Jakoś przeżyję Pańską negatywną ocenę,
Pełna zgoda! Niczego nie jestem tak pewien jak tego. Zresztą spokojnie przeżywa Pan zdecydowanie negatywne oceny większości uczestników naszego forum.

>albowiem tak się akurat składa, że zupełnie nie interesuje mnie, co myślą o mnie inni.
Daje to się łatwo zauważyć. Jest Pan teflonowy na wszystkie oceny i argumenty, ale to oczywiste, gdyż wierzącego nikt nie przekona. że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej.

>Wiem zresztą, że ma Pan o mnie bardzo dobre zdanie, czego Pan oczywiście nigdy nie przyzna.
Tak, uważam Pana za najbardziej ograniczonego intelektualnie i najbardziej upierdliwego trolla, jaki uczestniczył w naszym forum w przeciągu ostatnich ośmiu lat. Nie przypominam sobie ani jednej Pańskiej mądrej wypowiedzi w problematyce,
o której mam pojęcie, a tak się składa, że problematyka, na której trochę się znam dotyczy większości naszych forumowych dyskusji.

> Co gorsza, ma Pan jakąś obsesję na moim punkcie - nie wytrzyma Pan dnia dla bez p. Elaspa. Za chwilę nawet gdy Pan otworzy "Turystyczną", zamiast mielonki ujrzy Pan p. Elaspa. To trzeba jakoś leczyć, w przeciwnym wypadku odwiozą Pana do Tworek i z jakiejś obskurnej sali dobywać się będą w środku nocy krzyki "Nikt nas nie skompromituje bardziej...!", "Wiara ogranicza...!".
Wielce Szanowny Panie, to jest forum skierowane do samodzielnie myślącej inteligencji, a Pan się uparł aby swoje głupoty tu wciskać. Cenię sobie nasze forum i chciałbym aby poziom dyskusji był tu możliwie wysoki. Tak mam teraz więcej czasu i dla rozrywki mogę wykazywać brednie, które Pan z uporem wypisuje. Mam zamiar robić to nadal więc jeżeli Panu się to nie podoba, to pisz Pan tu mądrzejsze rzeczy zamiast prawie samych bzdur.
___________________________

PS.
> Chyba nieracjonalnie jest nawoływać do przyspieszenia rewolucji, jeżeli się nie wie, jak będzie wyglądać porządek porewolucyjny - ?
Na naszym forum używamy języka polskiego, ale niech Pan załączy cytat po niemiecku, angielsku, łacińsku, a nawet po chińsku, gdzie Marks nawołuje do przyspieszenia rewolucji? Uważam, że zupełnie nieracjonalnie jest pieprzyć tu głupoty bez zielonego nawet pojęcia o sprawie, na której temat się wypowiadamy.

@@@
.
13-11-2014 10:42 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Tak mam teraz więcej czasu i dla rozrywki mogę wykazywać brednie, które Pan z uporem wypisuje. Mam zamiar robić to nadal więc jeżeli Panu się to nie podoba, to pisz Pan tu mądrzejsze rzeczy zamiast prawie samych bzdur.

To niech Pan pokazuje, jeżeli nie chce, albo nie może zająć się w tym czasie czymś innym. Niemniej, zarówno Panu, jak i innym forumowiczom przypominam, że w Soczi trwa mecz o mistrzostwo świata w szachach między M. Carlsenem i V. Anandem (może ktoś zainteresowany założy wątek, chociażby w "Bazgrołach"?). Dziś piąta partia (na razie remis 2-2). Początek o godz. 15.00 czasu moskiewskiego (13.00 cz. polskiego).

en.chessba(*)chi-g4-level-game-ends-in-draw

www.sochi2014.fide.com/ (tu można śledzić online).


Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Panu, jak i innym forumowiczom przypominam, że w Soczi trwa mecz o mistrzostwo
> świata w szachach między M. Carlsenem i V. Anandem (może ktoś zainteresowany
> założy wątek
, chociażby w "Bazgrołach"?).

Zdaje się, że Pan jest zainteresowany..
A przy okazji:
"Dziękuję Panie Jacku, że zechciał mi Pan przypomnieć o tłumaczeniu dla kol. Andrzeja.51, co doprowadziło do kontynuacji naszej wielce interesujacej rozmowy.
- Proszę".


Pozdrowienia
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Widzę, że można 50 lat siedzieć w marksizmie i nie wiedzieć, o co w nim chodzi

Katolicyzm ciągle na nowo tłumaczy zdarzenia i ich symbole z przeszło 2 tys. lat temu, przechodził etap inkwizycji, teraz odkrywa tuszowanie we własnych szeregach pedofilii, obecność zastępów homoseksualistów, czy indukcję nerwic eklezjologicznych, to z jakiego powodu realny komunizm nie miałby być inny, niż chciał sam Marks?

Czytam Waszą wymianę postów i chylę czoło, bo co-nieco można się z niej nauczyć.
Jak dla mnie jednak, późniejszy marksizm to nie dokładnie to samo, co Marks miał na myśli pisząc swoje książki.
Idealista nie przewidział tego, że pojawią się rozgorączkowani wywrotowcy, którzy przyspawają sobie potem stołki do czterech liter, a ich wiedza i umiejętności zarządzania będą wprost proporcjonalne do analogicznych umiejętności Matki Teresy.

To prawda, że sztuczne przyśpieszanie, czy też opóźnianie tego, co naturalne nigdy nie wychodzi nikomu na zdrowie.

Niespełnionym synonimem rozgorączkowanego pędu ku rewolucji jest dla mnie kapitan Walerij Sablin

.. i jego krótka szarża okrętem "Storożewoj", przypłacona potem pokazowym procesem, a w końcu ceną najwyższą.

Bardzo zniekształcony obraz tej historii znajdziemy w amerykańskim filmie "Polowanie na Czerwony Październik".

Pozdrowienia

PS W trakcie protestów na Krakowskim Przedmieściu w lipcu 2010 poruszony Jezus zszedł z krzyża, podchodzi do pierwszego z brzegu protestującego i mówi:
- Oddajcie mi mój krzyż, dobrzy ludzie!
- Sp*** ty żydzie! - usłyszał

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
12-11-2014 22:58 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>To prawda, że sztuczne przyśpieszanie, czy też opóźnianie tego, co naturalne nigdy nie wychodzi nikomu na zdrowie.

Marks nie zadał sobie pytania: "czy komunizm jest trwałym systemem społecznym i gospodarczym i czy nie przedzierzgnie się z konieczności np. w niewolnictwo czy rządy uprzywilejowanej kasty partyjnej nomenklatury?" To, że nie jest to system w tym znaczeniu trwały i że zawsze się wynaturzy, można wykazać po mniej więcej 10 minutach zastanowienia. Po tych 10 minutach człowiek ma już jasność, że powinien być orędownikiem kapitalizmu jako systemu z pewnością nie idealnego, ale na pewno najlepszego z możliwych do trwałego urzeczywistnienia. Za lenistwo umysłowe tego XIX-wiecznego pseudo-Mojżesza, próżniaka zajmującego się talmudycznymi dociekaniami nad sytuacją tkaczy angielskich w XVIII wieku, i wskazującego proletariatowi drogę ku Ziemi Obiecanej (opływającej nie mlekiem i miodem, ale krwią i łzami, co mógł, jak powiadam, przewidzieć), słono zapłaciły następne pokolenia.
13-11-2014 07:04 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Ocenia Pan negatywnie Marksa z własnej perspektywy 40latka w XXIw. Szkoda, że podobnych wad nie widzi Pan w Jezusie, św. Augustynie, Buddzie itp. Kiedyś pewien analityk w XIXw. bał się, że skoro tak dynamicznie rozwija się transport dorożkami, to Paryż zostanie dosłownie pokryty końskimi odchodami. Takich przykładów w ludzkiej historii są tysiące, o ile nie miliony.
Nie ma co ronić krokodylich łez nad Marksem, ale dbać o to by zbytnio go nie hołubić, co żaden z Pana interlokutorów zresztą nie robi.

> tak się akurat składa, że zupełnie nie interesuje mnie, co myślą o mnie inni.

Odpowiem trochę przewrotnie: na szczęście, bo jeszcze kilka miesięcy temu było nieco inaczej (gdy dotknięty chciał Pan od nas odejść), a już parędziesiąt lat temu było zupełnie inaczej. Prawda?
Serdecznie pozdrawiam!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
13-11-2014 18:03 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Nie ma co ronić krokodylich łez nad Marksem,
Zupełnie nie ma powodu, był to XIX wieczny filozof i ekonomista i tu i tu zaliczany przez współczesnych mędrców do wielkich minionych klasyków.

>ale dbać o to by zbytnio go nie hołubić, co żaden z Pana interlokutorów zresztą nie robi.
Nie wiem czy to przesada, ale uważam jego materializm dialektyczny za bardzo ciekawą i nadal inspirującą koncepcję (warto tu też zajrzeć do "Dialektyki przyrody" Engelsa), a większość ekonomistów z Zachodnich uczelni uważa krytyczną analizę ówczesnego kapitalizmu opisaną w "Kapitale" za niedościgły przykład wzorcowo wykonanej analizy. Za dzieło
z pogranicza genialności.

Oczywiście mamy teraz XXI wiek, a moim zdaniem niczego żywcem z czasów minionych przenosić nie warto. Natomiast wartościowe minione przemyślenia zawsze są warte twórczych przemyśleń i moim zdaniem myśl Marksa i Engelsa może być tego przykładem. Bardziej od myśli - niczego im nie ujmując - Jezusa, św. Augustyna, św. Tomasza, a nawet Buddy.

Pozdrawiam.

@@@
.
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Pan Jacek Głodzik:
Czytam Waszą wymianę postów i chylę czoło, bo co-nieco można się z niej nauczyć.
> Marks nie zadał sobie pytania: "czy komunizm jest trwałym systemem społecznym i gospodarczym i czy nie przedzierzgnie się z konieczności np. w niewolnictwo czy rządy uprzywilejowanej kasty partyjnej nomenklatury?" To, że nie jest to system w tym znaczeniu trwały i że zawsze się wynaturzy, można wykazać po mniej więcej 10 minutach zastanowienia. Po tych 10 minutach człowiek ma już jasność, że powinien być orędownikiem kapitalizmu jako systemu z pewnością nie idealnego, ale na pewno najlepszego z możliwych do trwałego urzeczywistnienia. Za lenistwo umysłowe tego XIX-wiecznego pseudo-Mojżesza, próżniaka zajmującego się talmudycznymi dociekaniami nad sytuacją tkaczy angielskich w XVIII wieku, i wskazującego proletariatowi drogę ku Ziemi Obiecanej (opływającej nie mlekiem i miodem, ale krwią i łzami, co mógł, jak powiadam, przewidzieć), słono zapłaciły następne pokolenia.
Z tej wypowiedzi (jak i z pozostałych Pana Elaspa poza kilkoma cytatami) można się bardzo dowiedzieć o Panu Elaspie. Poznać jego poziom wiedzy oraz możliwości rozumienia. Można też poznać jego mentalność, kulturę, frustracje, ale na Najświętszego Boga Jedynego - czego można dowiedzieć się o Marksie. Przecież to tylko popłuczyny po "wiedzy"
i "przemyśleniach" księdza Oko.

@@@
.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Poznać jego poziom wiedzy oraz możliwości rozumienia. Można
> też poznać jego mentalność, kulturę, frustracje

Ano można, można.. właściwie od całych z górką dwóch lat.
No coż, młodzież gro jego aktywności określiłaby jednym słowem: lans.

> ale na Najświętszego Boga Jedynego - czego można dowiedzieć się
> o Marksie.
Przecież to tylko popłuczyny po "wiedzy"
>i "przemyśleniach" księdza Oko.

Przyznam, że nie bardzo rozumiem. Napisałem przecież w liczbie mnogiej "waszą wymianę". Cytuje Pan Marksa, obydwaj podajecie swoją percepcję jego dzieł itp.
To również inspiruje ku przyczynkowi do wyrobienia sobie własnego zdania, sięgnięcia do źródeł.
Pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
13-11-2014 12:35 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Z tej wypowiedzi (jak i z pozostałych Pana Elaspa poza kilkoma cytatami) można się bardzo dużo dowiedzieć o Panu Elaspie. Poznać jego poziom wiedzy oraz możliwości rozumienia. Można też poznać jego mentalność, kulturę, frustracje,
ale na Najświętszego Boga Jedynego - czego można dowiedzieć się o Marksie. Przecież to tylko popłuczyny po "wiedzy"
i "przemyśleniach" księdza Oko.

>Przyznam, że nie bardzo rozumiem.
Cholera, a wydawało mi się, iż jestem komunikatywnym.

>Napisałem przecież w liczbie mnogiej "waszą wymianę".
Tak Pan napisał - mam zwyczaj dokładnego czytania wypowiedzi, do których się ustosunkowuję.

>Cytuje Pan Marksa,
Obaj cytujemy, z tym, iż ja też zamieszczam linki do większego kawałka lub całości dzieła, z którego pochodzi cytat.

>obydwaj podajecie swoją percepcję jego dzieł itp.
Naprawdę Pan tak sądzi? Mnie się tak zupełnie nie wydaje i dlatego właśnie napisałem: Z wypowiedzi Pana Elaspa poza kilkoma cytatami można się bardzo dużo dowiedzieć o Panu Elaspie. Poznać jego poziom wiedzy oraz możliwości rozumienia. Można też poznać jego mentalność, kulturę, frustracje, ale na Najświętszego Boga Jedynego - czego można dowiedzieć się o Marksie.

Jeżeli tak Pan sądzi, to niech Pan mnie oświeci - czego na temat Marksa dowiedział się Pan od Pana Elaspa z zacytowanej przeze mnie wypowiedzi czy pozostałych typu:
Marks przez kilkadziesiąt lat "pracy" i rozwodzenia się nad usterkami kapitalizmu nie ruszył mózgownicą i nie zadał sobie trudu sprawdzenia, jakie tak naprawdę ma być to społeczeństwo socjalistyczne/komunistyczne i czy w ogóle może istnieć
w praktyce (tj. czy nie jest przypadkiem czymś w rodzaju kwadratury koła). Taki to był z niego "mędrzec"...

Żydowi z Trewiru zachciało się raju na ziemi - no i usmażył biblijny kotlet na pseudonaukowym oleju.

Chyba nieracjonalnie jest nawoływać do przyspieszenia rewolucji, jeżeli się nie wie, jak będzie wyglądać porządek porewolucyjny - ?
.

>To również inspiruje ku przyczynkowi do wyrobienia sobie własnego zdania, sięgnięcia do źródeł.
Właśnie tego jestem ciekaw co z refleksji nad Marksem Pana Elaspa można wynieść dla własnych przemyśleń? Moim zdaniem - co najwyżej u inteligentnych chęć sprawdzenia co on bredzi, ale może się mylę? Dla mnie on jak inni fideiści z naszego forum stanowią tylko inspirację do pokazania problemu na tle możliwych ograniczonych intelektualnie przez wiarę ich interpretacji. Jakoś nie przypominam sobie ani jednej informacji, którą on by mnie wzbogacił, choć rzeczywiście czasem mnie "przymuszał" do sięgnięcia do źródeł i sprawdzenia czy dobrze pamiętam, ale zawsze się okazywało, iż moja skleroza jest znacznie mniejsza od jego niewiedzy i wypisywanych tu głupot.

Pozdrawiam

@@@
.
Elasp (6859 punktów)

>Przyznam, że nie bardzo rozumiem. Napisałem przecież w liczbie mnogiej "waszą wymianę".

Na tym właśnie polega Pana błąd. Nie rozumie Pan, że jestem małym intelektualnie i moralnym człowieczkiem i że dowiedzieć się Pan może czegoś tylko z postów p. Bogusławskiego, a na pewno nie z moich? Teraz powinien Pan dyplomatycznie wycofać się z tego, co Pan powiedział (zupełnie jak minister Sikorski) i orzec, że wartościowe w tej "wymianie zdań" były tylko posty p. Bogusławskiego.

Jacek Głodzik (35558 punktów)
Z niczego się nie wycofuję. Poza tym, czy przypadkiem nie sugeruje Pan, abym Wasze (tj. p. Elaspa i p. Bogsuławskiego) treści podane w postach brał.. na wiarę?

Toż tak nie można, conajmniej z dwóch przyczyn!
Przyczyna pierwsza jest dla mnie oczywista.
Druga: Bogusławskiego na wiarę, a Elaspa nie.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Elasp (6859 punktów)
>Z niczego się nie wycofuję. Poza tym, czy przypadkiem nie sugeruje Pan, abym Wasze (tj. p. Elaspa i p. Bogsuławskiego) treści podane w postach brał.. na wiarę?

Nie, po prostu zapomniał Pan, że p. Bogusławski wymieniał posty z małym intelektualnie i moralnie człowieczkiem, a Bogusławski Panu po prostu ten fakt przypomniał. Zweryfikowawszy swoją wiedzę o dyskutantach (odświeżywszy ją sobie dzięki Bogusławskiemu), może Pan powtórnie, tym razem już właściwie ocenić, od której ze stron faktycznie czegoś się Pan dowiedział. Musi Pan zatem dojść do wniosku, że tylko od jednej z nich.

13-11-2014 13:06 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Nie, po prostu zapomniał Pan, że p. Bogusławski wymieniał posty
> z małym intelektualnie i moralnie człowieczkiem, a Bogusławski
> Panu po prostu ten fakt przypomniał.

Nie mnie, a Panu. Wpis przecie adresowany jest do Pana. Ja to tylko przeczytałem. Nie chwyta Pan?
Ale dobrze, przypomniał. I co w związku z tym?

> Zweryfikowawszy swoją wiedzę o dyskutantach (odświeżywszy
> ją sobie dzięki Bogusławskiemu), może Pan powtórnie, tym razem
> już właściwie ocenić, od której ze stron faktycznie czegoś się Pan dowiedział.

Zgadzam się, choć z małym ale. Słowo 'powtórnie' w Pana konkluzji jest zbyteczne.
Poza tym 'ocena' to nie mój świat.
Z określeniem 'właściwie' również można polemizować (zdradza głównie Pański charakter) ale już to zozstawmy.

> Musi Pan zatem dojść do wniosku, że tylko od jednej z nich.

Muszę to przyznać, że wcześniej trochę źle się wyraziłem. Pan również mnie zainspirował do przemyśleń nad Marksem, właściwie głównie o to we wszelkich aktywnościach mi tutaj chodzi.

M.in. Pan mnie czasem do pewnych rzeczy inspiruje, choć ja Pana zapewne wcale.

Pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
13-11-2014 14:10 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
> może (...) właściwie ocenić, od której ze stron faktycznie czegoś się Pan dowiedział.
Jestem bardzo krytycznym i do Pańskiej postawy i do Pańskich tu wypowiedzi co wcale nie przeszkadza, że bardzo mnie interesuje czego o Marksie i jego przemyśleniach można było się z Pańskich wypowiedzi dowiedzieć, gdyż ja dowiedziałem się tylko tego, że jest to jeszcze jeden człowiek - z którego przemyśleń nic nie rozumiejąc, jak i w ogromnie niewielkim stopniu je znając - którym Pan pogardza, a nawet go nienawidzi.

>Musi Pan zatem dojść do wniosku, że tylko od jednej z nich.
Tak, gdyż w moim odbiorze zupełnie niemożliwym jest dowiedzenie się czegoś (poza cytatami) od obu. Uznaję prawo każdego człowieka do własnych poglądów i własnych ocen. Nawet bardziej - szanuję takie prawo do intelektualnej wolności, ale zupełnie nie potrafię szanować głupoty. Ja o Marksie od Pana nie dowiedziałem niczego - poza Pańską prymitywną próbą jego deprecjacji i dlatego jestem ciekawym czego dowiedzieli się inni. Tu pan Jacek.

@@@
.
13-11-2014 12:57 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Z niczego się nie wycofuję.
To Pański problem i Pański wybór. Mnie nic do tego.

>Poza tym, czy przypadkiem nie sugeruje Pan, abym Wasze (tj. p. Elaspa i p. Bogusławskiego) treści podane w postach brał.. na wiarę?
Panu Elaspowi może Pan wierzyć, ale mnie proszę nie wierzyć, gdyż mój stosunek do wiary jest bardzo krytycznym.
Jestem antyfideistą i sam w nic nie wierzę i promuję pełną niewiarę wszystkim. Nie warto wierzyć nikomu - nawet
i Bogusławskiemu - i wszystko - co tylko jest tylko możliwe dostępnymi nam narzędziami - sprawdzać, (...) Nasze forum
jest skierowane do samodzielnie myślącej inteligencji, a taka powinna sobie samodzielnie wyrabiać zdanie na interesujący ją temat. Uważam, iż nic bardziej intelektualnie nie ogranicza człowieka od wiary niezależnie od jej przedmiotu i głęboko wierzący w to, iż Bóg istnieje nie różni się poziomem zidiocenia od wierzących w to, że Boga nie ma.


>Toż tak nie można,
Ej tam, ej tam - nie takie rzeczy są możliwe.

>co najmniej z dwóch przyczyn!
>Przyczyna pierwsza jest dla mnie oczywista.
>Druga: Bogusławskiego na wiarę, a Elaspa nie.
Powtarzam to tu od ośmiu lat, iż preferuję niewiarę. Dlatego Bogusławskiego proszę nigdy nie brać na wiarę.
Natomiast bardzo trudno jest mi znaleźć taką głupotę, w którą jacyś ludzie nie byliby zdolni uwierzyć. Każdy z nas ma też swoje autorytety mniejszego lub większego zaufania - ja najbardziej ufam nauce, a z tutejszych "mniejszych" autorytetów moimi wielkimi autorytetami są np. pan Andrzej.51, czy pan Fizyk. Inni mogą sobie wybrać autorytet pana Elaspa i mu ufać.

Pozdrawiam.

@@@
.
13-11-2014 13:15 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>PS W trakcie protestów na Krakowskim Przedmieściu w lipcu 2010 poruszony Jezus zszedł z krzyża, podchodzi do pierwszego z brzegu protestującego i mówi:
>- Oddajcie mi mój krzyż, dobrzy ludzie!
>- Sp*** ty żydzie! - usłyszał


"The Communists are against religion (Christianity), and they seek to destroy religion; yet, when we look deeper into the nature of Communism, we see that it is essential nothing else than a religion (Judaism)."

(A Program for the Jews and Humanity, Rabbi Harry Waton, p. 138).

-

"The Jews welcome this revolution in the Christian world, and the Jews should show an example. It is not an accident that Judaism gave birth to Marxism, and it is not an accident that the Jews readily took up Marxism: all this was in perfect accord with the progress of Judaism and the Jews."

(A Program for the Jews and Humanity, by Rabbi Harry Waton, p. 148).

www.iamthewitness.com/doc/Jews.and.Communism.htm

"The Jewish people as a whole will become its own Messiah. It will attain world dominion by the dissolution of other races, by the abolition of frontiers, the annihilation of monarchy and by the establishment of a world republic in which the Jews will everywhere exercise the privilege of citizenship.

In this New World Order the children of Israel will furnish all the leaders without encountering opposition. The Governments of the different peoples forming the world republic will fall without difficulty into the hands of the Jews. It will then be possible for the Jewish rulers to abolish private property and everywhere to make use of the resources of the state. Thus will the promise of the Talmud be fulfilled, in which is said that when the Messianic time is come, the Jews will have all the property of the whole world in their hands."

- Baruch Levy, Letter to Karl Marx, 'La Revue de Paris', p.574, June 1, 1928

13-11-2014 13:43 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Panie Elaspie, jest Pan zdaje się człowiekiem wierzącym.
Czy nie powinien Pan w konsekwencji przytoczonych powyżej cytatów (ale nie tylko) przyznać, że choć trochę nauczył się w życiu (lub może nauczyć) czegoś pozytywnego od Marksa i marksistów?
Pan Bogusławski a propos niektórych katolików wielokrotnie to przyznawał.
Pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
13-11-2014 15:02 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
I co Panie Jacku, Panu ten poziom dyskursu Panu odpowiada? Dowiaduje tu się Pan od Pana Elaspa o Marksie i jego myśli?
>(A Program for the Jews and Humanity, Rabbi Harry Waton).
(Program dla Żydów i ludzkości *, napisany przez Rabina Harry'ego Watona, Nowy Jork, 1939).
Nasza Ojczyzna - Yahoo Groups
"Komunistyczna dusza jest duszą judaizmu. Stąd wynika, że tylko to, że jak w rewolucji rosyjskiej triumfem komunizmu
był triumf judaizmu, tak też w zwycięstwie faszyzmu zatriumfuje judaizm."

"Komuniści są marksistami, bolszewicy, internacjonalistami, Żydzi, to wrogowie Aryjczyków i ich kultury. Sowiecka Rosja jest rządzona przez Żydów i ci barbarzyńcy są bez kultury. To jest pierwszym krokiem w programie iż: Żydzi muszą pogodzić się z nazistowskimi Niemcami, faszystowskimi Włochami i faszyzmem w ogóle."

To jest poważne źródło na jakie stać Pana Elaspa. Wydaje mi się, że nie tylko, że względów intelektualnych takiego gnoju nie powinno się dopuszczać na nasze forum, ale ze względu zwyczajnej ludzkiej moralnej przyzwoitości.
Ale to tylko moje zdanie.

* Przyjaciele pana Elaspa (na zalinkowanej stronie) tłumaczą "Humanity" jako - "i odpowiedzi do wszystkich antysemitów".

@@@
.
Elasp (6859 punktów)

Lepiej sięgnąć do źródła, a więc do książki rabina Watona. Nie moja wina, że istniał taki człowiek i że taką książkę napisał:

www.gwb.com.au/2000/myers/book.htm

Nie moja wina, że moja (religijna) interpretacja marksizmu zgadza się z poglądami rabina Watona, o czym dowiedziałem się zresztą właśnie dziś, gdy odnalazłem stronę, z której zacytowałem parę zdań (powyżej).
13-11-2014 16:41 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
> Lepiej sięgnąć do źródła, a więc do książki rabina Watona. Nie moja wina, że istniał taki człowiek i że taką książkę napisał:
Nie wiem, ale jakoś mam wielkie wątpliwości, czy taki człowiek istniał i czy taką książkę napisał, choć oczywiście taka publikacja istnieje.

>Nie moja wina, że moja (religijna) interpretacja marksizmu zgadza się z poglądami rabina Watona, o czym dowiedziałem się zresztą właśnie dziś, gdy odnalazłem stronę, z której zacytowałem parę zdań (powyżej).
Nie, nie są naszą winą istniejący głupcy ani też zasługą istniejący mędrcy. Nie przynoszą nam hańby złoczyńcy, a splendoru dobrze czyniący. Nie możemy odpowiadać za to na co nie mamy wpływu, ale już zdecydowanie odpowiadamy za nasze wybory i oceny.

Tak, gdy Pan zgadza się interpretacją marksizmu dokonaną przez "rabina Watona", to znaczy, że Pan podejmuje ją już jako swoją i w pełni za nią odpowiada. Na przykład współcześni naziści nie odpowiadają za istnienie Hitlera i powstanie takiej chorej ideologii, ale już w pełni odpowiadają za jej wybór i obronę wszelkich podłości jaka ta ideologia przyniosła ludzkości. Osobiście sądzę, że Pańska intelektualna podłość jest większą od podłości "Watona", gdyż on wydając swoją publikację przed wojną nie znał "dorobku Holokaustu".

@@@
.
Elasp (6859 punktów)
>.
>> Lepiej sięgnąć do źródła, a więc do książki rabina Watona. Nie moja wina, że istniał taki człowiek i że taką książkę napisał:
>Nie wiem, ale jakoś mam wielkie wątpliwości, czy taki człowiek istniał i czy taką książkę napisał, choć oczywiście taka publikacja istnieje.

Prace rabina H. Watona w Bibliotece Kongresu Amerykańskiego:

catalog.lo(*)rg=harry+waton&searchCode=GKEY^*&searchType=0&recCount=25&sk=en_US

(Trzeba nacisnąć opcję "search").

Całkiem sporo napisał jak na kogoś o wątpliwym istnieniu. Jest jak widać nawet książka specjalnie poświęcona filozofii Marksa.

>Tak, gdy Pan zgadza się interpretacją marksizmu dokonaną przez "rabina Watona", to znaczy, że Pan podejmuje ją już jako swoją i w pełni za nią odpowiada. Na przykład współcześni naziści nie odpowiadają za istnienie Hitlera i powstanie takiej chorej ideologii, ale już w pełni odpowiadają za jej wybór i obronę wszelkich podłości jaka ta ideologia przyniosła ludzkości. Osobiście sądzę, że Pańska intelektualna podłość jest większą od podłości "Watona", gdyż on wydając swoją publikację przed wojną nie znał "dorobku Holokaustu".

Kiedyś za "argumentum ad Hitlerum" dostawało się ban. Zdaje się, że mówił Pan coś ostatnio o dbałości o standardy na forum. Jest takie powiedzenie: "tonący brzydko się chwyta". Obawiam się, że można odnieść to określenie właśnie do Pańskich ostatnich wypowiedzi.
13-11-2014 18:33 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Tak, gdy Pan zgadza się interpretacją marksizmu dokonaną przez "rabina Watona", to znaczy, że Pan podejmuje ją już jako swoją i w pełni za nią odpowiada. Na przykład współcześni naziści nie odpowiadają za istnienie Hitlera i powstanie takiej chorej ideologii, ale już w pełni odpowiadają za jej wybór i obronę wszelkich podłości jaka ta ideologia przyniosła ludzkości. Osobiście sądzę, że Pańska intelektualna podłość jest większą od podłości "Watona", gdyż on wydając swoją publikację przed wojną nie znał "dorobku Holokaustu".
> Kiedyś za "argumentum ad Hitlerum" dostawało się ban. Zdaje się, że mówił Pan coś ostatnio o dbałości o standardy na forum. Jest takie powiedzenie: "tonący brzydko się chwyta". Obawiam się, że można odnieść to określenie właśnie do Pańskich ostatnich wypowiedzi.
("Argumentum ad Hitlerum" odnosi się do pozamerytorycznego argumentu osobistego - sposobu argumentowania,
w którym na poparcie swojej tezy dyskutant powołuje się na niezwiązane z tematem opinie lub zachowania swego oponenta.)

Jest to bardzo ciekawa obelga u człowieka stosującego nader często "argumentum ad komunum" * (To tak, jak złodziej krzyczący łapcie złodzieja!) Nie, zdecydowanie nie był tu zastosowany "argument z Hitlera", tylko nie sposób przy bezpośrednim zetknięciu się z nacjonalizmem i antysemitezmem nie odwołać się do nazizmu, jest to intelektualnie uprawnione, tym bardziej, iż przywołany przez Pana guru stwierdza: "Komuniści są marksistami, bolszewicy, internacjonalistami, Żydzi, to wrogowie Aryjczyków i ich kultury. Sowiecka Rosja jest rządzona przez Żydów i ci barbarzyńcy są bez kultury. To jest pierwszym krokiem w programie iż: Żydzi muszą pogodzić się z nazistowskimi Niemcami, faszystowskimi Włochami i faszyzmem w ogóle." Niech Pan przejrzy zalinkowaną przez Pana książkę, tam odwołań do słuszności nazizmu znajdzie Pan sporo.
___________________

* "Obserwując wiele dyskusji toczących się obecnie w naszym kraju (nie tylko w internecie) zauważyłem, że podobną rolę do ad hitlerum pełni w nich argument, który roboczo nazwałem, trzymając się konwencji, ad komunum (jeśli ktoś ma lepsze określenie, to bardzo proszę o pomoc). Niezależnie od tego, czego dotyczy dyskusja (choć ostatnio, trzeba przyznać, zakres tematów jest dość wąski), bardzo szybko dochodzi w niej do momentu, w którym jeden z uczestników przyrównuje poglądy lub zachowania swoich przeciwników do tego, co myśleli albo robili, szeroko rozumiani, komuniści. Mnożą się więc odniesienia i porównania do ZOMO, SB, KGB Stalina, Breżniewa, Gomułki, Łukaszenki, lat pięćdziesiątych, stanu wojennego i wszystkiego, co z tym związane. Najczęściej przybiera to formę stwierdzenia w rodzaju: Tak źle, jak teraz, to nie było nawet "za komuny" albo, bardziej szczegółowo, np.: To, co robi obecnie nasz rząd (policja, straż miejska itd.), przypomina zupełnie represje stosowane przez władze w stanie wojennym (działania milicji w PRL, KGB w ZSRR, Łukaszenki na Białorusi itp.)"

@@@
.
Elasp (6859 punktów)

Czy gdzieś napisałem, że podzielam wszystkie poglądy Watona, cokolwiek by ten człowiek nie napisał? Napisałem tylko, że jego religijna interpretacja marksizmu pokrywa się z moją religijną interpretacją marksizmu. Pisząc wyżej o "poglądach rabina Watona" miałem oczywiście na myśli właśnie jego poglądy na filozofię marksistowską, bo przecież cały czas mowa była w wątku o marksizmie, więc i na filozofii Marksa skupiałem uwagę. Nie interesuje mnie w tym momencie ani II WS, ani Holokaust, tym bardziej gloryfikacja czy usprawiedliwianie Holokaustu. Nie tego dotyczyła dyskusja.
13-11-2014 18:51 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
> Czy gdzieś napisałem, że podzielam wszystkie poglądy Watona? Napisałem tylko, że jego religijna interpretacja marksizmu pokrywa się z moją religijną interpretacją marksizmu.
Ależ dla mnie to oczywiste. Przecież z Pańskiej wypowiedzi jednoznacznie wynika, że popiera Pan tylko te poglądy, które Pan zna i przytacza, ale ja też tylko do tych się odnoszę, gdyż poznałem kawałek "dorobku" Watona tylko dzięki Pańskiemu zalinkowaniu. Jak dla mnie wystarczy.

@@@
.
Elasp (6859 punktów)

>...popiera Pan tylko te poglądy, które Pan zna i przytacza, ale ja też tylko do tych się odnoszę, gdyż poznałem kawałek "dorobku" Watona tylko dzięki Pańskiemu zalinkowaniu. Jak dla mnie wystarczy.

To dobrze, że Pan to tak ujmuje, bo nie mam nic wspólnego z gloryfikacją czy relatywizowaniem Holokaustu, który był wielką tragedią. Nie zmienia to faktu, że pojawiały się - jak widać - religijne interpretacje filozofii Marksa, i to wychodzące nie od antysemitów, ale od samych Żydów (bez względu na to, jak ci Żydzi zapatrywali się na inne ideologie czy zjawiska).

Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
>Pisząc wyżej o "poglądach rabina Watona" miałem oczywiście na myśli właśnie jego poglądy na filozofię marksistowską, bo przecież cały czas mowa była w wątku o marksizmie, więc i na filozofii Marksa skupiałem uwagę. Nie interesuje mnie w tym momencie ani II WS, ani Holokaust, tym bardziej gloryfikacja czy usprawiedliwianie Holokaustu. Nie tego dotyczyła dyskusja.
O nie, tak dobrze to nie ma. Chciałby Pan napisać, że oczywiście nie podziela Pan wszystkich poglądów Hitlera, ale z jego interpretacją marksizmu, to się Pan zgadza i wołać o zbanowanie oponenta za przywołanie przez niego zdania Hitlera o Żydach i rozwiązaniu kwestii ich istnienia.

Już z przywołanej przez Pana pracy Watona jednoznacznie wynika, iż pseudorabin jest antysemitą oraz zwolennikiem faszyzmu i nazizmu (broni go tylko trochę czas, w którym to pisał, ale Pana przytaczającego dziś jego "mądrości" już nic nie broni.) Takie wywody to nie erystyka tylko manipulacje zgodne z "logiką katolika".

@@@
.
Elasp (6859 punktów)

>Już z przywołanej przez Pana pracy Watona jednoznacznie wynika, iż pseudorabin

1. Dlaczego pseudorabin?

2. Czy przeczytał Pan tę książkę, czy tylko jeden drobniutki przetłumaczony cytat, będący przecież informacją z drugiej ręki i mędrkuje Pan na jego podstawie? Proszę o wskazanie miejsc w książce Watona (z podaniem strony), które dowodzą, że ten rabin był antysemitą.
13-11-2014 19:53 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Już z przywołanej przez Pana pracy Watona jednoznacznie wynika, iż pseudorabin jest antysemitą oraz zwolennikiem faszyzmu i nazizmu (broni go tylko trochę czas, w którym to pisał, ale Pana przytaczającego dziś jego "mądrości" już nic nie broni.) Takie wywody to nie erystyka tylko manipulacje zgodne z "logiką katolika".

> 1. Dlaczego pseudorabin?
Dlatego, iż rabin, to mędrzec, a nie głupek. Choć i rabin może zwariować, ale czy nadal wtedy jest jeszcze rabinem?

> 2. Czy przeczytał Pan tę książkę,
Nawet nie mam najmniejszego zamiaru czytania takiego gnoju. Z obrzydzeniem trochę przejrzałem to zalinkowane opracowanie Petera Myers'a o dorobku Watona.

>czy tylko jeden drobniutki przetłumaczony cytat, będący przecież informacją z drugiej ręki i mędrkuje Pan na jego podstawie?
Gdzie i przez kogo przetłumaczony? Przez Pana? Tak z drugiej ręki, gdyż to Pan tą książkę tu zalinkował i w tym źródle
ją przejrzałem. Nie jestem Elaspem i nie mam zwyczaju mędrkowania. Przed każdą wypowiedzą sprawdzam, czy mam na nią stosowne argumenty. Choć oczywiście argumenty nie dla Pana, gdyż z wiarą nie ma dyskusji.

>Proszę o wskazanie miejsc w książce Watona (z podaniem strony), które dowodzą, że ten rabin był antysemitą.
Pokazałem tu dla mnie wystarczające cytaty. Nie mam zamiaru tu promować takiego obrzydlistwa.

@@@
.
13-11-2014 20:08 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>> 1. Dlaczego pseudorabin?
>Dlatego, iż rabin, to mędrzec, a nie głupek. Choć i rabin może zwariować, ale czy nadal wtedy jest jeszcze rabinem?

Ta odpowiedź jest tak infantylna, że nie odniosę się do niej. Szkoda czasu na dyskusję na takim poziomie.

>> 2. Czy przeczytał Pan tę książkę,
>Nawet nie mam najmniejszego zamiaru czytania takiego gnoju. Z obrzydzeniem trochę przejrzałem.

Przejrzał Pan i już potępia? Skąd Pan wie, co jest w środku jeżeli nie zna Pan angielskiego?

>Pokazałem tu dla mnie wystarczające cytaty. Nie mam zamiaru tu promować takiego obrzydlistwa.

Zdaje się, że prawdziwemu humaniście nic co ludzkie nie jest obce. W celach poznawczych można chyba przeczytać nawet najobrzydliwszą książkę, ale jak widać Pan sądzi inaczej.

Wstęp do tego obrzydlistwa:

"Since 1914 great historic events have taken place. There was the World War, the Russian revolution, and the upheavals in Europe and elsewhere. These historic events brought to mankind disillusionment and bitter disappointment. The World War, which was expected to end all wars, only prepared the ground for still more frightful wars; the Russian revolution, which was expected to bring to the working masses freedom, emancipation and communism, only brought them an oppressive dictatorship, a more intense exploitation and state capitalism; and the upheavals in Europe and elsewhere, which were conceived in democracy, internationalism and socialism, only brought fascism, an insane nationalism and Hitlerism. And whatever these events brought to other nations, to the Jews they brought only greater misery, suffering and despair. Anti-Semitism, which before 1914 found open outbursts among backward nations and in semicivilized countries, since then has become the social philosophy and economic-political policy of the most cultured people in the most civilized countries. Modern Balaams came to the fore and, in the name of culture, religion, science, art and philosophy, endeavored to prove that the Jews and Judaism are inherently wicked and evil, and a deadly menace to the Western nations, their culture and their civilization; and that, to save the Western nations, their culture and civilization from decline and extinction, it is necessary to exterminate the Jews and Judaism. Hence the slogan: Death to the Jews and Judaism. Following up the world events, reflecting on the new philosophies that came to the fore, I convinced myself that human society is irresistibly and inevitably moving towards state capitalism and fascism. Further reflection also convinced me that this social transformation would inevitably bring upon the Jews great suffering. How could the Jews face this world situation? This question occupied my mind for the last twelve years, and these were to me years of intellectual and spiritual agony. At last I reached the conclusion which I embodied in a program for the Jews. Since then I often spoke on this program. When the Jews declared war against Nazi Germany and fascism, I saw that that was a suicidal policy, which would bring to the Jews infinite suffering. I spoke against that policy, but no attention was paid to it. Thus passed more than five years of ever-increasing suffering for the Jews. When the situation became so grave that the Jews themselves began to realize the gravity of the situation, the members of the Spinoza Institute of America asked me to formulate my program. In an address delivered by me before the members of the Spinoza Institute on October 23, 1938, I presented to them, in brief, my program. As a result of this address, a committee organized itself under the name: The Committee for the Preservation of the Jews, and this committee published my address under the title: A Program for the Jews. Ten thousand copies of that program were published and distributed. Thus far, this program met with universal condemnation. This I expected. But I soon realized that, if my program is to receive a more friendly hearing, it must be presented adequately. The following is a more adequate basis for my program.

Dated: Belle Harbor, New York, March 28, 1939. Harry Waton."



13-11-2014 21:34 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
> Przejrzał Pan i już potępia? Skąd Pan wie, co jest w środku jeżeli nie zna Pan angielskiego?
Ja nie wdaję się w Pańskie chore projekcje dotyczące mojej osoby. W przeciwieństwie do Pana nie mam zwyczaju się chwalić tym w czym nie czuję się naprawdę dobrym, a i przy tym wolę się z samochwalstwem powstrzymywać.

>>>>Pokazałem tu dla mnie wystarczające cytaty. Nie mam zamiaru tu promować takiego obrzydlistwa.
> Zdaje się, że prawdziwemu humaniście nic co ludzkie nie jest obce. W celach poznawczych można chyba przeczytać nawet najobrzydliwszą książkę, ale jak widać Pan sądzi inaczej.
Można, gdy jest tego warta, a czas mamy ograniczony. Nie zdążę przeczytać książek (po polsku), które mam w swojej domowej bibliotece, a ciągle kupuję nowe. Miałbym wybrać czytanie bzdetów po angielsku sprzed II wojny światowej nad np. przykład książkę, którą otrzymałem od mojego młodszego kolegi Mirosława Karwata "O złośliwej dyskredytacji". Opisującą Pańskie stosowane tu metody? Całe nasze życie to wybory. Mnie z Panem nigdzie po drodze nie jest.
_____________

>Wstęp do tego obrzydlistwa:
I co tam znajdujemy: Dalsza refleksja nad obecnymi wydarzeniami przekonała mnie, że te dziejące się transformacje społeczne niechybnie sprowadzą na Żydów wielkie cierpienia. Jak Żydzi mogą stawić czoła tej sytuacji świata? To pytanie zajęło mi ostatnie dwanaście lat, a były to dla mnie lata intelektualnego i duchowego stanu agonii. W końcu doszedłem do wniosku, którego ucieleśnieniem jest programem dla Żydów. Od tego czasu często mówiłem na temat tego programu. Kiedy Żydzi zaczęli wojnę przeciwko nazistowskim Niemcom i faszyzmowi, ja dostrzegłem, że to samobójcza polityka, która przyniesie do Żydów nieskończone cierpienie. Występowałem przeciwko tej polityce, ale nie zwracano na to na to uwagi. Tak więc minęło ponad pięć lat z coraz większym cierpieniem dla Żydów. Gdy sytuacja stała się na tyle poważna, że sami Żydzi zaczęli zdawać sobie sprawę z powagi sytuacji, to członkowie z Instytut Spinozy w Ameryce zwrócili się do mnie abym sformułować swój program. itd. itp. I to ma być zachęta do poznania? To zupełnie zależy, kto czego szuka.

@@@
.
Elasp (6859 punktów)

"ja dostrzegłem, że to samobójcza polityka, która przyniesie do Żydów nieskończone cierpienie."

Nie miał racji?
14-11-2014 13:33 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> "ja dostrzegłem, że to samobójcza polityka, która przyniesie do Żydów
> nieskończone cierpienie." Nie miał racji?

No nie bardzo. Pytanie, w jaki sposób Żydzi zaczęli pzred 1939r. tą niby wojnę przeciwko nazistowskim Niemcom i faszyzmowi, oraz czym jest w tym znaczeniu wojna - tego autor nie precyzuje. A z historii nijak to nie wynika.
Więc gdzie ta "racja"?

Wojnę z Niemcami w klasycznym słowa znaczeniu tamtych czasów, to prowadził Anielewicz, Klepfisz, Edelman i inni dysponując w 1943r. (a wiec dużo później) w Getcie Warszawskim kilkudziesięcioma pistoletami, takąż liczbą granatów, kilkunastoma karabinami i dwoma (sic!) minami.

I czym się tu podniecać? Podziwia Pan człowieka, który stał właściwie na równi ze starotestamentowymi prorokami.
Gratuluję.
Pozdrowienia
Elasp (6859 punktów)

>Wojnę z Niemcami w klasycznym słowa znaczeniu tamtych czasów, to prowadził Anielewicz, Klepfisz, Edelman i inni dysponując w 1943r. (a wiec dużo później) w Getcie Warszawskim kilkudziesięcioma pistoletami, takąż liczbą granatów, kilkunastoma karabinami i dwoma (sic!) minami.

Nie była to głupota, Pana zdaniem?
14-11-2014 21:40 
 Ocena 3 na 3
mayolina (2278 punktów)
> Nie była to głupota, Pana zdaniem?
Nie, powstanie w getcie głupotą nie było, gdyż Żydów i tak czekała zagłada. Tu nie chodziło nawet o udawanie, że powstanie może się udać, tylko o wybranie rodzaju śmierci i w pewnym sensie decyzja u umieraniu na własnych warunkach.
14-11-2014 21:43 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>w pewnym sensie decyzja u umieraniu na własnych warunkach.

Jakie to ma znaczenie, z racjonalistycznego punktu widzenia? Żadne.

Należy pamiętać, że niektórym Żydom, którzy kolaborowali z Hitlerem, udało się przetrwać, czego przykładem agent krakowskiego Gestapo Maurycy Diamant. Racjonalista powinien chyba powiedzieć, że trzeba wybierać tę strategię, która zapewni przetrwanie, a sentymenty zostawić głupim fideistom.
14-11-2014 21:50 
 Ocena 3 na 3
mayolina (2278 punktów)
> Jakie to ma znaczenie, z racjonalistycznego punktu widzenia? Żadne.

Racjonalnie podjęta decyzja, że jak już mają mnie zamordować to przynajmniej umrę z bronią w ręku, zabierając przy tym trochę oprawców. Drugą interpretacją może być racjonalna decyzja spowolnienia akcji likwidacji getta.
Elasp (6859 punktów)

>Racjonalnie podjęta decyzja, że jak już mają mnie zamordować to przynajmniej umrę z bronią w ręku, zabierając przy tym trochę oprawców. Drugą interpretacją może być racjonalna decyzja spowolnienia akcji likwidacji getta.

Tak, dwoma minami i paroma pistoletami.
14-11-2014 22:06 
 Ocena 1 na 1
mayolina (2278 punktów)
> Tak, dwoma minami i paroma pistoletami.
nie mniej jednak powstanie trwało dłużej niż godzinę.
14-11-2014 23:02 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Tak, dwoma minami i paroma pistoletami.

Ano. A co, wolałby Pan ich wszystkich wysłać potulnie do Treblinki?
Nawet, gdyby nie uratował się nikt i trwało pół godziny - miało sens.
Jednak uratowało się znacznie więcej, niż jedno życie. A przede wszystkim Powstanie stanowiło symbol czynnego przeciwstawienia się machinie nazizmu przez właściwie bezbronnych ludzi. Zwłaszcza w sytuacji beznadziejnej, w jakiej wybuchło ma swoją siłę oddziaływania na wielu z tą historią związanych, również ich potomnych i zupełnie obcych (choć nie wszystkich). Daje im m.in. poczucie godności.
O tym m.in. pisze panu mayolina. A Pan ciągle swoje teoryje o racjonalizmie.
Ech.. życie.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
14-11-2014 23:26 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Pan Elasp: Jakie to ma znaczenie, z racjonalistycznego punktu widzenia? Żadne.
>Racjonalnie podjęta decyzja, że jak już mają mnie zamordować to przynajmniej umrę z bronią w ręku, zabierając przy tym trochę oprawców. Drugą interpretacją może być racjonalna decyzja spowolnienia akcji likwidacji getta.
Przecież takie rzeczy zupełnie w Elaspowej głowie się nie mieszczą: Powstanie - pierwsze miejskie wystąpienie powstańcze w okupowanej przez Niemców Europie - nie miało celów militarnych: biorąc pod uwagę brak jakichkolwiek szans na powodzenie, było aktem wyboru godnej śmierci z bronią w ręku, jak również odwetem na prześladowcach podjętym przez kilkuset bojowników Żydowskiej Organizacji Bojowej (ŻOB) oraz Żydowskiego Związku Wojskowego (ŻZW).
Ze względu na swoją symboliczną wymowę, powstanie w getcie warszawskim uważane jest przez naród żydowski za jedno z najważniejszych wydarzeń w jego historii.


Pan Elasp: Należy pamiętać, że niektórym Żydom, którzy kolaborowali z Hitlerem, udało się przetrwać, czego przykładem agent krakowskiego Gestapo Maurycy Diamant.
Nikt sam siebie nie przeskoczy i każdy sądzi według siebie. Pan Elasp w tamtych warunkach podjął by kolaborację
z nazistami, no może komunistów już by się zanadto brzydził, ale kto wie, gdy już taka mentalność.

Pan Elasp: Racjonalista powinien chyba powiedzieć, że trzeba wybierać tę strategię, która zapewni przetrwanie,
a sentymenty zostawić głupim fideistom.

O racjonalizmie światopoglądowym, to Pan wie niewiele, a nie rozumie go wcale. Co uczynili by istniejący według Pana "racjonaliści fideistyczni", to wie chyba tylko Bóg? Natomiast warto wiedzieć, że większość getta stanowili wierzący Żydzi,
a tak ogólnie jest to naród tradycji, ale Pan ta ogólnie ogromnie mało wie, a obraża wszystkich, którzy nie są jego wiary.

@@@
.
15-11-2014 08:27 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Pan Elasp w tamtych warunkach podjął by kolaborację
> z nazistami

..gdyż, jak sam mówi "dla mnie też jest najzupełniej oczywiste, że sprzeciw nie miałby sensu".
I tak tu nasz kolega po raz kolejny się 'otworzył'.
Żenujące, a przede wszystkim smutne. Smutna jest również jego samotność wśród własnych naprędce skleconych teorii, mających chyba tylko jedno zadanie: bronić przed światem.
Serdecznie pozdrawiam!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
15-11-2014 12:24 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Żenujące, a przede wszystkim smutne. Smutna jest również jego samotność wśród własnych naprędce skleconych teorii, mających chyba tylko jedno zadanie: bronić przed światem.
Nie każdy może wleźć na szczyt. Ale upór i odrobina szczęścia może daleko zaprowadzić, dlatego trzeba reagować jeszcze wtedy, gdy jest to możliwe.

Serdecznie pozdrawiam!

@@@
.
16-11-2014 20:05 
 Ocena 2 na 4
Elasp (6859 punktów)

>> Pan Elasp w tamtych warunkach podjął by kolaborację z nazistami
>>..gdyż, jak sam mówi "dla mnie też jest najzupełniej oczywiste, że sprzeciw nie miałby sensu".I tak tu nasz kolega po raz kolejny się 'otworzył'.

>Żenujące, a przede wszystkim smutne. Smutna jest również jego samotność wśród własnych naprędce skleconych teorii, mających chyba tylko jedno zadanie: bronić przed światem.

Pisałem, co należy wybrać patrząc na sprawę z racjonalistycznego punktu widzenia. Kolaboracja jest racjonalnym rozwiązaniem, ale na tym polega właśnie słabość racjonalizmu, jedna z niezliczonej liczby jego słabości, słabizn i słabostek. Jak zwykle czyta Pan stronniczo, próbując na siłę przypisać mi złe intencje. Psychoanaliza, która z tego wychodzi, jest niestety zupełnie bezwartościowa, rzekłbym nawet - śmieszna przez tak groteskową odległość od prawdy. Jest niczym potrawa niedoświadczonej gospodyni, która na swoje nieszczęście wsypała saletrę zamiast soli kuchennej i tak przyrządzoną potrawę każe chwalić osłupiałemu stołownikowi.

Aż strach pomyśleć, jak wyglądałby świat w którym dominuje zimny, wykalkulowany i beznamiętny racjonalizm. Z racjonalnego punktu widzenia nie ma najmniejszych powodów do utrzymywania przy życiu ludzi starych i nieuleczalnie chorych. Nawet intelektualista-racjonalista Dokowski w ostateczności uciekał w irracjonalizm twierdząc, że jest dla racjonalisty "oczywiste", że każdy człowiek posiada niezbywalną godność (co by zapewne przeszkadzało likwidować ludzi nieuleczalnie chorych i starych). Jest to oczywiście bajka, która chce przykryć delikatnym woalem dziurę, w którą musi wpaść każdy racjonalista (im bardziej jest ostrożny i konsekwentny, tym szybciej musi w nią wpaść). Fideista wymyśla baśń w której jest Bóg w niebie, racjonalista - bajkę, w której jest godność na ziemi. Niemniej, "prawa człowieka" są tak samo wymysłem, jak Bóg. (A może małpy uznają "prawa małpy", tylko nie potrafimy się z nimi skomunikować, a one z nami? Niby dlaczego prawa ludzi stawiać wyżej nad prawa małp? Toż to szowinizm, tyle że gatunkowy).

Przy tej okazji warto natomiast polecić muzykę - chyba najbardziej muzycznie przejmujący obraz wojny - mam na myśli wstrząsającą (a zarazem nowoczesną muzycznie) "Uwerturę tragiczną" Andrzeja Panufnika, napisaną w okupowanej Warszawie w roku 1941, a zrekonstruowaną przez kompozytora w r. 1945 (wszystkie jego kompozycje uległy bowiem zniszczeniu podczas Powstania Warszawskiego). Warto pamiętać, że Panufnik napisał muzykę do słynnej pieśni powstańczej, tzn. do "Warszawski dzieci". To tylko dwa z wielu powodów, dla których warto, moim zdaniem, zapoznać się z twórczością wielkiego polskiego kompozytora, zdecydowanego antyfaszysty i (od pewnego momentu) radykalnego antykomunisty. Całkiem niedawno, bo 24 września, minęła zresztą setna rocznica urodzin kompozytora (zmarłego w r. 1991).

youtu.be/4-HwHGy9wWo
niestadny (2492 punktów)

>Pisałem, co należy wybrać patrząc na sprawę z racjonalistycznego punktu widzenia. Kolaboracja jest racjonalnym rozwiązaniem, ale na tym polega właśnie słabość racjonalizmu, jedna z niezliczonej liczby jego słabości, słabizn i słabostek.
Wygląda na to, że tzw. racjonaliści są racjonalistami tylko z nazwy , gdyż...


stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
16-11-2014 23:48 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Pisałem, co należy wybrać patrząc na sprawę z racjonalistycznego punktu widzenia. Kolaboracja jest racjonalnym rozwiązaniem, ale na tym polega właśnie słabość racjonalizmu, jedna z niezliczonej liczby jego słabości, słabizn i słabostek.
>Wygląda na to, że tzw. racjonaliści są racjonalistami tylko z nazwy , gdyż...
Tzw. racjonaliści nie są żadnymi racjonalistami, nawet chyba i z nazwy, ot tak nazywają się tak sami lub tak nazywają ich inni i dlatego to są tylko "tak zwani racjonaliści". Natomiast małą garstkę stanowią ludzie, którzy rozumieją czym jest racjonalizm i się nim posługują. Nawet na naszym racjonalistycznym forum są słabe reakcje na zniesławianie racjonalizmu światopoglądowego i złośliwej jego dyskredytacji.

@@@
.
16-11-2014 22:48 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Panie Elaspie, przede wszystkim życie to nie baśń, ani nie bajka. To poważna sprawa. Funkcjonowanie w życiu codziennym jest dla ludzi dorosłych, nie dla dzieci, które wolą bajkowe historie od rzeczywistości, ponieważ ta je przerasta.

Dziękuję za polecenie tego, co dla Pana miłe i co czasem pozwala uciec od świata.
Owszem zgadzam się - Racjonalizm jest dobry w wielu sytuacjach, ale nie jest panaceum. Każdy z nas tu obecnych zresztą ma świadomość potrzeby posiadania serca i wewnętrznej orientacji w sprawach uczuć i emocji. Jeśli zaznał Pan kiedyś od kogoś odrobinę wrażliwości, miłości, współczucia, życzliwości, ktoś wyciągnął ku Panu rękę - może Pan to dawać dalej i żadna zimna kalkulacja nie będzie wtedy potrzebna, a nadto kalkulacja prawna.

Jeśli nie zaznał - zawsze można to kiedyś nadrobić. Ale niestety, nie samemu, nie samym czytaniem i nie intelektem.

Resztę zarzutów nie biorę do siebie, nie czuję się bowiem ich adresatem - niestety jak zwykle wymyśla Pan sobie nieistniejącego wroga.
A propos - wcześniejszy cytat z Pana "dla mnie też jest najzupełniej oczywiste, że sprzeciw nie miałby sensu" skojarzył mi się z tragiczną postacią Chaima Mordechaja Rumkowskiego - przewodniczącego Rady Żydowskiej (niem. Judenrat) miasta Łódź w czasie II wojny. Polecam poczytać o jego tragicznej historii oraz drodze którą wybrał dla łódzkich Żydów wraz z jej wielorakimi konsekwencjami.

Wybory w czasie II wojny były cholernie trudne. Anielewicz wybrał tak, Rumkowski inaczej.
Obyśmy nigdy nie musieli się znaleźć w ich sytuacji.

Serdecznie pozdrawiam i życzę spokojnego snu!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
17-11-2014 16:19 
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)
> Pisałem, co należy wybrać patrząc na sprawę z racjonalistycznego punktu widzenia. Kolaboracja jest racjonalnym rozwiązaniem,
Domyśliłem się, że Ty tak nie myślisz, tylko przypisujesz ten pogląd racjonalistom.
Eh, ta Twoja wizja racjonalizmu.
Ale zaraz - pisałeś kiedyś, że jesteś racjonalistą.
Co to dla Ciebie oznacza?
Dlaczego Ty możesz być normalnym racjonalistą, a inni, jeśli chcą być racjonalistami, to mają zachowywać się jak maszyny?

Co do godności - ludzie mają godność, bo chcą mieć godność. Co jest nieracjonalnego w sięganiu po to, czego się chce? To samo z prawami.
Małpy w swoim małpim gaju pewnie też mają swoje małpie prawa.
Ale resztę Ziemi opanował człowiek.

>Fideista wymyśla baśń w której jest Bóg w niebie, racjonalista - bajkę, w której jest godność na ziemi.
Niektóre memy są pożyteczne, inne szkodliwe.
17-11-2014 16:57 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>> Pisałem, co należy wybrać patrząc na sprawę z racjonalistycznego punktu widzenia. Kolaboracja jest racjonalnym rozwiązaniem,
>Domyśliłem się, że Ty tak nie myślisz, tylko przypisujesz ten pogląd racjonalistom.
>Eh, ta Twoja wizja racjonalizmu.

Racjonalizm (w praktyce) = analiza (kalkulacja) racji za i przeciw i wybieranie tego rozwiązania, dla którego bilans racji za i przeciw jest najbardziej korzystny. Wybieranie takiego rozwiązania bez względu na emocje czy sentymenty.

>Ale zaraz - pisałeś kiedyś, że jesteś racjonalistą.

Tak, ale racjonalizm, jaki uznaję, jest częściowy. Racjonalizm stuprocentowy jest szkodliwy dla zdrowia - tak jednostki, jak społeczeństwa. Uważam, że zdanie: "należy być tak dalece racjonalnym, jak to tylko możliwe", jest po prostu fałszywe.

>Co do godności - ludzie mają godność, bo chcą mieć godność. Co jest nieracjonalnego w sięganiu po to, czego się chce? To samo z prawami.

"Ludzie mają godność, bo chcą mieć godność" - bardzo osobliwe stwierdzenie. Ponoć siła skłonności nie decyduje o racjach.

>Małpy w swoim małpim gaju pewnie też mają swoje małpie prawa.
>Ale resztę Ziemi opanował człowiek.

Tak, ale nie chodzi o to, co zrobił, ale o to, co miał (lub ma) prawo zrobić. Czyn nie jest uprawniony jedynie przez to, że miał miejsce.
17-11-2014 21:51 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Moderacja zwraca się do wszystkich dyskutantów o rezygnację z ataków personalnych.
Pan Elasp robi obiecanki cacanki: Oczywiście, chętnie wrócę do dyskusji stricte merytorycznych., ale charakter charakterem i w praktyce wygląda to tak: Choć muszę chwilowo powstrzymać się od ataków na poszczególnych racjonalistów, ale tak zbiorczo, to jeszcze przywalić im mogę.

> Pisałem, co należy wybrać patrząc na sprawę z racjonalistycznego punktu widzenia.
Jest to zupełnie niemożliwym, gdyż Pan nie ma ten temat żadnego pojęcia. Pan mógł tylko napisać jak Elasp sobie wyobraża patrzenie na sprawę według jego pojęcia o racjonalizmie.

>Kolaboracja jest racjonalnym rozwiązaniem, ale na tym polega właśnie słabość racjonalizmu, jedna z niezliczonej liczby jego słabości, słabizn i słabostek.
Taka już jest Pana Elaspowa projekcja racjonalizmu, tyle iż ona z racjonalizmem nie ma nic wspólnego. Kolaborantów wśród fideistów, a nawet dokładnie katolików, było mnóstwo, ale jakoś racjonalistów sobie wśród nich nie przypominam.
No, chyba że to był właśnie jakiś tam specjalny "Pana Elaspowy racjonalizm".

> Aż strach pomyśleć, jak wyglądałby świat w którym dominuje zimny, wykalkulowany i beznamiętny racjonalizm. Z racjonalnego punktu widzenia nie ma najmniejszych powodów do utrzymywania przy życiu ludzi starych i nieuleczalnie chorych.
Ma Pan bujną wyobraźnie i wielkie odloty. Może jakąś literaturę fantastyczną zacznie Pan pisać? Natomiast zupełnie nie potrafi trzeźwo oceniać istniejącej społecznie rzeczywistości, w której przyczynami zła jest wiara w przeróżne religie/ideologie, a nie jej brak. Racjonalizm nie odrzuca emocji, uczuć, chęci - ale traktuje je jako dopełnienie intelektu, ważną część ludzkiej natury. Cytat Edgara Morina i Anne Brigitte Kern: "Prawdziwa racjonalność jest otwarta na dialog ze stawiającą opór rzeczywistością. Ruchem wahadłowym funkcjonuje ona nieustannie między logiką a doświadczeniem empirycznym; jest owocem uargumentowanej debaty, a nie właściwością systemu idei. Rozum ignorujący istnienia, subiektywność uczuciowość, życie - jest irracjonalny. Trzeba zdawać sobie sprawę z wagi mitu, uczucia, miłości, skruchy, które powinno się traktować racjonalnie."

>Nawet intelektualista-racjonalista Dokowski w ostateczności uciekał w irracjonalizm twierdząc, że jest dla racjonalisty "oczywiste", że każdy człowiek posiada niezbywalną godność (co by zapewne przeszkadzało likwidować ludzi nieuleczalnie chorych i starych).
Pan Dokowski jest zablokowany, a więc niezbyt ładnie jest go atakować.

>Jest to oczywiście bajka, która chce przykryć delikatnym woalem dziurę, w którą musi wpaść każdy racjonalista (im bardziej jest ostrożny i konsekwentny, tym szybciej musi w nią wpaść).
Ja żadnych dziur przykrywać nie muszę, a Panu tu się to zupełnie nie udaje.
www.racjon(*).php/s,546248/z,0/d,17#w550815
www.racjon(*).php/z,0/d,28/s,625242#w627396
__________________

Eh, ta Twoja wizja racjonalizmu.
> Racjonalizm (w praktyce) = analiza (kalkulacja) racji za i przeciw i wybieranie tego rozwiązania, dla którego bilans racji za i przeciw jest najbardziej korzystny. Wybieranie takiego rozwiązania bez względu na emocje czy sentymenty.
www.racjon(*).php/s,546248/z,0/d,12#w549564
www.racjon(*).php/z,0/d,34/s,635357#w638556

Ale zaraz - pisałeś kiedyś, że jesteś racjonalistą.
> Tak, ale racjonalizm, jaki uznaję, jest częściowy. Racjonalizm stuprocentowy jest szkodliwy dla zdrowia - tak jednostki, jak społeczeństwa. Uważam, że zdanie: "należy być tak dalece racjonalnym, jak to tylko możliwe", jest po prostu fałszywe.
Pan Elasp wymyślił swój prywatną religię, której część nazwał sobie "racjonalizmem" i ma pretensję do racjonalistów, że jego projekcji nie akceptują.

Wiem, że ku własnemu zadowoleniu, wymienia Pan posty np. z p. Episode_2, ale to ciągle otwarte racjonalistyczne forum
i każdy może wtrącić się w rozmowę, a ja wcale nie jestem zadowolony, gdy ktoś tu bzdury tu wypisuje i w stosunku do wszystkich ludzi, którzy nie akceptują jego projekcji, wyciąga cały swój arsenał obelg, wyzwisk oraz próbuje na wszystkie dostępne mu sposoby ich złośliwie zdyskredytować. Dlatego reaguję - nawet narażając się na minusy (które mnie bawią)
od Pańskich przyjaciół.

@@@
.
Episode_2 (3284 punktów)
Myślę, że za bardzo prymitywnie pojmujesz korzyści.
Posiadanie godności i praw ludzkich jest dla ludzi korzystne, a Ty mówisz, że jest nieracjonalne.

>Racjonalizm stuprocentowy jest szkodliwy dla zdrowia - tak jednostki, jak społeczeństwa.
Nie ma ludzi w 100% racjonalnych, więc nie ma o czym mówić.

>Uważam, że zdanie: "należy być tak dalece racjonalnym, jak to tylko możliwe", jest po prostu fałszywe.
Do 100% i tak nikt nie dobije, więc można się starać bez obaw.

Z resztą, czy coś jest racjonalne, czy nie to według mnie kwestia oceny. Np. Twój "racjonalizm " jest dla mnie nieracjonalny.

> "Ludzie mają godność, bo chcą mieć godność" - bardzo osobliwe stwierdzenie. Ponoć siła skłonności nie decyduje o racjach.
Użyłem tu skrótu. Samo chcenie oczywiście nie powoduje, że coś jest. Chcenie powoduje, że ludzie zaczynają to realizować.

> Tak, ale nie chodzi o to, co zrobił, ale o to, co miał (lub ma) prawo zrobić.
Jakie prawo? Skąd to prawo miałoby się wziąć?
18-11-2014 11:53 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Racjonalizm (w praktyce) = analiza (kalkulacja) racji za i przeciw
> i wybieranie tego rozwiązania, dla którego bilans racji za i przeciw
> jest najbardziej korzystny. Wybieranie takiego rozwiązania bez względu
> na emocje czy sentymenty.

Tak. Pytanie, czy zawsze się tak da. Otóż nie zawsze, tak że obawiać się Pan absolutnie nie ma czego.

>>Ale zaraz - pisałeś kiedyś, że jesteś racjonalistą.
> Tak, ale racjonalizm, jaki uznaję, jest częściowy. Racjonalizm
> stuprocentowy jest szkodliwy dla zdrowia - tak jednostki, jak społeczeństwa.
> Uważam, że zdanie: "należy być tak dalece racjonalnym, jak to tylko
> możliwe", jest po prostu fałszywe.

Napisać można wszystko, ale w praktyce to tak nie działa.
Poza tym i Pana adwersarz Bogusławski napisał kiedyś mądrze, że człowiek w 90% rządzi się czymś innym, niż racjonalizm i nie sądze, aby twierdził (i ktokolwiek inny) iż 100% racjonalizmu jest najlepsze.

Uważam, że istnieje gdzieś złoty środek. Nikt tu z racjonalizmu złotego cielca nie robi, ale skoro pozwala to poczuć się Panu dobrze - moze Pan tak mówić (że to cielec) i nas przed nim przestrzegać.

Zazwyzaj jednak jest odwrotnie: teiści robią ze swojego Boga przedmiot czy podmiot kultu, zatracając się bez pamięci i ich 10% kurczy się to do kilku procent, a czasem nawet do zera:
wiadomosci(*)on-bo-cierpie-za-miliony/ldthj
Niestety to jest tak naprawdę teraż w Polsce zagrożenie realne, a nie to co Pan sugeruje.

Serdecznie pozdrawiam!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
15-11-2014 12:50 
 Ocena 7 na 7
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Nikt sam siebie nie przeskoczy i każdy sądzi według siebie. Pan Elasp w tamtych warunkach podjął by kolaborację
>z nazistami, no może komunistów już by się zanadto brzydził, ale kto wie, gdy już taka mentalność.
Nie jestem skłonny całkowicie potępiać ludzi wybierających raczej kolaborację niż śmierć. Oczywiście z dzisiejszej perspektywy nietrudno nazwać ich samolubnym ścierwem, ale trzeba wspomnieć czasy, w których żyli, oraz wybory których dokonywali.
   Lubię myśleć, że sam zachowałbym się inaczej, że miałbym dzisiaj drzewko w Jad Waszem, czy też będąc na miejscu Żydów wybrał raczej walkę i śmierć z bronią w ręku, ale łatwiej pomyśleć niż zrobić i wcale swojej szlachetności pewien nie jestem.
   O ile więc generalnie mam tylko pogardę dla zbrodniarzy i kolaborantów to nie jestem w stanie całkowicie ich potępić - byli produktem swoich czasów, ja zaś nie mogę całkowicie ich potępić nie stojąc przed takimi samymi wyborami i nie będąc pewnym, że sam postąpiłbym lepiej.
>Pan Elasp: Racjonalista powinien chyba powiedzieć, że trzeba wybierać tę strategię, która zapewni przetrwanie,
>a sentymenty zostawić głupim fideistom.

Ta część Elaspowego podejścia nijak mi nie odpowiada. Jakkolwiek uważam Powstanie Warszawskie za głupotę, to nie mogę tego samego powiedzieć o powstaniu w getcie. Nadto o ile Polacy i tak kolaborowali z Niemcami i mieli swój udział w Zagładzie to cieszy mnie, iż rządy II RP nie poszły na współpracę z Hitlerem. Jestem zwolennikiem pragmatyzmu, ale uważam, że są sytuację kiedy trzeba ów pragmatyzm odłożyć na bok aby być w stanie spojrzeć w lustro. Napisałbym, że lepiej zginąć samemu niż przyczynić się do czyjejś śmierci, ale nie jestem pewien czy będąc rzeczywiście zagrożonym śmiercią myślałbym tak samo. Mogę jednak mieć i mam taką nadzieję.

Pozdrawiam.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
15-11-2014 19:05 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Nie jestem skłonny całkowicie potępiać ludzi wybierających raczej kolaborację niż śmierć. Oczywiście z dzisiejszej perspektywy nietrudno nazwać ich samolubnym ścierwem, ale trzeba wspomnieć czasy, w których żyli, oraz wybory których dokonywali.
>   Lubię myśleć, że sam zachowałbym się inaczej, że miałbym dzisiaj drzewko w Jad Waszem, czy też będąc na miejscu Żydów wybrał raczej walkę i śmierć z bronią w ręku, ale łatwiej pomyśleć niż zrobić i wcale swojej szlachetności pewien nie jestem.
>   O ile więc generalnie mam tylko pogardę dla zbrodniarzy i kolaborantów to nie jestem w stanie całkowicie ich potępić - byli produktem swoich czasów, ja zaś nie mogę całkowicie ich potępić nie stojąc przed takimi samymi wyborami i nie będąc pewnym, że sam postąpiłbym lepiej.
Życie i jego oceny są proste tylko dla prostaków, a nie chcę być do nich zaliczanym.
"Tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono"

www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,571706#w578365
www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,571706#w578370
www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,387445#w387751

Pan Elasp: Racjonalista powinien chyba powiedzieć, że trzeba wybierać tę strategię, która zapewni przetrwanie,
a sentymenty zostawić głupim fideistom.

>Ta część Elaspowego podejścia nijak mi nie odpowiada.
Mnie też, a nawet uważam ją od strony intelektualnej oraz moralnej za przerażające.

>Jakkolwiek uważam Powstanie Warszawskie za głupotę,
Czyją Powstańców, czy ich dowództwa? Zwyczajni ludzie często zostają zaplątani w sprawy od nich zupełnie niezależne,
ale wtedy sztuką jest zachować się przyzwoicie.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,551020#w551891

>to nie mogę tego samego powiedzieć o powstaniu w getcie.
Tak, to było jednak coś innego i dlatego trochę inaczej należy oceniać ich bohaterów, choć ci i ci godni są najwyższej chwały.

>Nadto o ile Polacy i tak kolaborowali z Niemcami i mieli swój udział w Zagładzie to cieszy mnie, iż rządy II RP nie poszły na współpracę z Hitlerem. Jestem zwolennikiem pragmatyzmu, ale uważam, że są sytuację kiedy trzeba ów pragmatyzm odłożyć na bok aby być w stanie spojrzeć w lustro.
W każdym ustroju i na każdym poziomie występują ludzie małego formatu, ale w sytuacjach krytycznych, gdy musimy dokonywać ekstremalnych wyborów zostajemy prawdziwie sprawdzeni, czego nam nie życzę, ale przecież to nie od naszych życzeń zależy.

>Napisałbym, że lepiej zginąć samemu niż przyczynić się do czyjejś śmierci, ale nie jestem pewien czy będąc rzeczywiście zagrożonym śmiercią myślałbym tak samo.
Pan? A ma Pan rodzinę, dzieci? Ma Pan przyjaciół? Czasem wybory są bardzo trudne. Zdradzę i zginie pięciu, ale będę zdrajcą. Nie zdradzę zginie pięć dziesięciu i będę bohaterem. Co wybrać? A życie stawiało niektórych przed takimi wyborami?

>Mogę jednak mieć i mam taką nadzieję.
Warto mieć taką nadzieję i się w niej umacniać, ale los może to zweryfikować, a wtedy poczucie godności musi być ponad naturalny strach. W praktyce życia nic nie jest takie proste jak się nam wydaje.

Pozdrawiam.

@@@
.
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Mnie też, a nawet uważam ją od strony intelektualnej oraz moralnej za przerażające.
Tu się zgadzam.
>Czyją Powstańców, czy ich dowództwa? Zwyczajni ludzie często zostają zaplątani w sprawy od nich zupełnie niezależne,
>ale wtedy sztuką jest zachować się przyzwoicie.
Główną głupotę to dowództwo popełniło, uczestnicy zdaje się nie mieli wielkiego wyboru. Choć czy tak do końca? Czy nie powinni odmówić udziału w takim przedsięwzięciu i zachować swoje życia dla dobra kraju, aby móc dla niego pracować? Z drugiej jednak strony czy mogli i czy chcieli odmówić?
   Samo powstanie oceniam jako głupotę jednak jego uczestników można winić tylko w takim stopniu w jakim obwinia się innych wykonujących rozkazy.
>Tak, to było jednak coś innego i dlatego trochę inaczej należy oceniać ich bohaterów, choć ci i ci godni są najwyższej chwały.
Z tym, że to było coś innego całkowicie się zgadzam, lepiej zginąć z bronią w ręku niż dać się zaciągnąć na rzeź. Powstanie było moim zdaniem najlepszym w tej sytuacji wyjściem.
>W każdym ustroju i na każdym poziomie występują ludzie małego formatu, ale w sytuacjach krytycznych, gdy musimy dokonywać ekstremalnych wyborów zostajemy prawdziwie sprawdzeni, czego nam nie życzę, ale przecież to nie od naszych życzeń zależy.
To oczywiste. W zasadzie jednak pisząc akurat ten fragment miałem na myśli raczej władzę niż pojedynczych ludzi. Być może korzystnym dla II RP byłoby wejść w układ z Hitlerem (zakładając, że takiego chciał), ale jest praktycznie pewne, iż oznaczałoby to nader czynny współudział w ludobójstwie. Wobec tego odmowa spełnienia żądań Hitlera jest czymś co według mnie pozwala Polsce jako zbiorowości na patrzenie sobie w lustro bez spluwania w odbicie. Jest to jedna z decyzji władz II RP którą w pełni popieram (choć poparcie dziesiątki lat po wojnie wiele nie znaczy), choć jestem świadom jej kosztów dla polskiego społeczeństwa.
   O ile jednak zbiorowość może patrzeć w lustro bez wstrętu (powiedzmy) to jednostki niestety niejedno mają sobie do zarzucenia. Wydawanie Żydów Niemcom przez Polaków to niestety nie mit.
>Pan? A ma Pan rodzinę, dzieci? Ma Pan przyjaciół?
Mam i jesteś świadom, że zaważyłoby to na mojej ewentualnej decyzji. Tym niemniej decyzja korzystna dla mnie i dla moich bliskich wcale nie musiałaby być tą dobrą jeśli spojrzeć z szerszej perspektywy. Niekoniecznie też decyzja taka pozwoliłaby mi oglądać swoje odbicie bez wstrętu.
>Czasem wybory są bardzo trudne. Zdradzę i zginie pięciu, ale będę zdrajcą. Nie zdradzę zginie pięć dziesięciu i będę bohaterem. Co wybrać?
Wybory i owszem są trudne, ale decyzję każdy powinien rozsądzić we własnym sumieniu. Tak samo jak każdy powinien być świadomy, że będzie musiał żyć ze skutkami swoich decyzji. To jednak truizmy, a ja nie jestem na tyle arogancki aby sądzić, że znam jedyną słuszną odpowiedź gdy chodzi o ludzkie losy. Co więcej wątpię iżby taka w ogóle istniała, poza może najbardziej ekstremalnymi przypadkami.
>A życie stawiało niektórych przed takimi wyborami?
Stawiało. I nie wszyscy wybrali słusznie, choć gdzie w takich wyborach leży słuszność? Lojalność wobec rodziny czy kraju, bliskich czy nieznajomych?
>Warto mieć taką nadzieję i się w niej umacniać, ale los może to zweryfikować, a wtedy poczucie godności musi być ponad naturalny strach.
Toteż mam taką właśnie nadzieję, ale arogancją byłoby twierdzenie, że na pewno zdusiłbym w sobie strach albo zdołał zachować godność. Jak już pisałem łatwo mówić, ale realne wybory to coś zupełnie innego.
>W praktyce życia nic nie jest takie proste jak się nam wydaje.
To oczywiste.
>Pozdrawiam.
Wzajemnie.

The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
15-11-2014 23:00 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)

>>>>ale wtedy sztuką jest zachować się przyzwoicie.
>Główną głupotę to dowództwo popełniło, uczestnicy zdaje się nie mieli wielkiego wyboru. Choć czy tak do końca? Czy nie powinni odmówić udziału w takim przedsięwzięciu i zachować swoje życia dla dobra kraju, aby móc dla niego pracować?
>Z drugiej jednak strony czy mogli i czy chcieli odmówić?
Łudzę się nadzieją, że zachowałbym się przyzwoicie i walczyłbym razem z powstańcami.

>>>>W każdym ustroju i na każdym poziomie występują ludzie małego formatu, ale w sytuacjach krytycznych, gdy musimy dokonywać ekstremalnych wyborów zostajemy prawdziwie sprawdzeni, czego nam nie życzę, ale przecież to nie od naszych życzeń zależy.
>To oczywiste. W zasadzie jednak pisząc akurat ten fragment miałem na myśli raczej władzę niż pojedynczych ludzi.
>Być może korzystnym dla II RP byłoby wejść w układ z Hitlerem (zakładając, że takiego chciał), ale jest praktycznie pewne, iż oznaczałoby to nader czynny współudział w ludobójstwie. Wobec tego odmowa spełnienia żądań Hitlera jest czymś co według mnie pozwala Polsce jako zbiorowości na patrzenie sobie w lustro bez spluwania w odbicie. Jest to jedna z decyzji władz II RP którą w pełni popieram (choć poparcie dziesiątki lat po wojnie wiele nie znaczy), choć jestem świadom jej kosztów dla polskiego społeczeństwa.
Mam ogrom zastrzeżeń do władz II RP, ale przynajmniej nie weszli w koalicję ze zbrodniczym ustrojem. Zresztą według mojej wiedzy na tej koalicji ogromnie byśmy stracili jako państwo oraz stracilibyśmy też honor jako naród, a dla większości Polaków to ważne poczucie.

>O ile jednak zbiorowość może patrzeć w lustro bez wstrętu (powiedzmy) to jednostki niestety niejedno mają sobie do zarzucenia.
Mają.

>Wydawanie Żydów Niemcom przez Polaków to niestety nie mit.
Niestety nie mit.

>Stawiało. I nie wszyscy wybrali słusznie, choć gdzie w takich wyborach leży słuszność? Lojalność wobec rodziny czy kraju, bliskich czy nieznajomych?
>>>>Warto mieć taką nadzieję i się w niej umacniać, ale los może to zweryfikować, a wtedy poczucie godności musi być ponad naturalny strach.
>Toteż mam taką właśnie nadzieję, ale arogancją byłoby twierdzenie, że na pewno zdusiłbym w sobie strach albo zdołał zachować godność. Jak już pisałem łatwo mówić, ale realne wybory to coś zupełnie innego.
Dlatego staram się bardzo ostrożnie oceniać wybory dokonywane pod przymusem określonej sytuacji politycznej. Pogardzam moralnością Kalego i wszystkimi "rycerzami bez skazy" - tak łatwo oceniającymi innych, a mającymi tyle zrozumienia dla własnych podłych małości.

>>>>W praktyce życia nic nie jest takie proste jak się nam wydaje.
>To oczywiste.
Ale zupełnie nie dla wszystkich i dlatego cieszą mnie wszyscy, którzy to zrozumieć potrafią.

Pozdrawiam.

@@@
.
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Łudzę się nadzieją, że zachowałbym się przyzwoicie i walczyłbym razem z powstańcami.
Osobiście wolałbym żeby do powstania nie doszło, ale nie jestem pewien czy żyjąc w tamtych czasach i będą w (nie)odpowiednim miejscu oparłbym się powstańczemu entuzjazmowi. Tak samo jak nie jestem pewien czy chciałbym się opierać.
>Mam ogrom zastrzeżeń do władz II RP, ale przynajmniej nie weszli w koalicję ze zbrodniczym ustrojem.
Co według mnie było dobrą decyzją, niezależnie od kosztów.
>Zresztą według mojej wiedzy na tej koalicji ogromnie byśmy stracili jako państwo oraz stracilibyśmy też honor jako naród, a dla większości Polaków to ważne poczucie.
Zgadzam się, co więcej nie spotkałem się jeszcze z argumentacją zdolną przekonać mnie do sojuszu II RP z III Rzeszą. Z pewnym jednak ubolewaniem stwierdzam, że nie jest to punkt widzenia przez wszystkich podzielany.
>Mają.
>Niestety nie mit.
Co niestety wciąż zdaje się być w Polsce tematem tabu. Choć może nie powinno mnie to dziwić. Współudział przodków w Zagładzie połączony z określoną wizją Polski zdecydowanie może nie pozwalać na rozumną dyskusję w tym temacie.
>Dlatego staram się bardzo ostrożnie oceniać wybory dokonywane pod przymusem określonej sytuacji politycznej. Pogardzam moralnością Kalego i wszystkimi "rycerzami bez skazy" - tak łatwo oceniającymi innych, a mającymi tyle zrozumienia dla własnych podłych małości.
Właśnie tak.
>Ale zupełnie nie dla wszystkich i dlatego cieszą mnie wszyscy, którzy to zrozumieć potrafią.
Cóż, sporo oczywistości zdaje się być zupełnie nieoczywistymi dla Polaków ogółem.
>Pozdrawiam.
Wzajemnie.

The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
18-11-2014 14:29 
 0 na 2
janek77 (172 punktów)
Nie potrafię i nie chcę być złym człowiekiem. Rób co chcesz. Chcesz klikać minusy i masz z tego frajdę to rób to. Nie jestem tu ani pierwszym ani ostatnim misjonarzem więc i tak się nie liczę. A zawsze tu będzie niejeden nasz osobnik.

Pokój z Tobą Bracie


Odpowiadam chętnie na rzeczowe pytania pod warunkiem, że z kulturą są zadawane i nie obrażają mojej Wiary. Ja waszych wieszczy nie oczerniam w sposób ordynarny.
16-11-2014 16:12 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Pan Marcin Trollosiewicz, który 16 lutego 2014 r. zechciał zauważyć: "Nasi moderatorzy dotychczas czuwali nad tym, przepraszam za wyrażenie, ale w końcu jestem trollem więc tego się po mnie oczekuje, by chronić Pańską delikatną
i dystyngowaną dupę przed ludźmi o innym niż Pan zdaniu. By mógł Pan bezkarnie wskazywać ichni poziom intelektualny,
by wyprowadzić ich z równowagi żeby odwdzięczyli się tym samym... A wtedy ban dla nich".


Teraz był łaskawy ocenić negatywnie moje wypowiedzi:
Czytelnik 'Marcin Trollosiewicz' oddał na Ciebie głos negatywny głosując na Forum na wypowiedź 'Odp:
Pytania do niewierzących' Adres wypowiedzi:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,640660#w642532

Czytelnik 'Marcin Trollosiewicz' oddał na Ciebie głos negatywny głosując na Forum na wypowiedź 'Odp:
Pytania do niewierzących' Adres wypowiedzi:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,640660#w642607

Czytelnik 'Marcin Trollosiewicz' oddał na Ciebie głos negatywny głosując na Forum na wypowiedź 'Odp:
Pytania do niewierzących' Adres wypowiedzi:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,640660#w642563

Zdecydowanie ma Pan tu rację. Ogromnie żal mi poziomu merytorycznego i kulturalnego z czasów, gdy moderatorkami były panie Liliac i Meretseger. Ogromnie żałuję ich odejścia, jak i odejścia forumowiczów, którzy od lutego tego roku odeszli sami lub zostali zmuszeni do odejścia.

Tamto forum było kawałkiem bardzo dobrej publicystyki promującej racjonalne postawy, a w publicystyce jest tak, jak i w nauce, że ogromnie intelektualny dorobek się liczy. Teraz odrzucono dorobek wielu uczestników i współtwórców naszego forum o ogromnej wiedzy i inteligencji, a pozwolono do narzucenia, przez zbyt wielu teraz tu trollujących, merytorycznego i kulturalnego poziomu z Jaskini Trolli, czy Onetu. Choć ciągle jeszcze tu większość stanowi samodzielnie myśląca racjonalna inteligencja, to forum nie może ciągle się podźwignąć po nikomu niepotrzebnej lutowej rewolucji.

Wiem, że nie akceptuje Pan mojej postawy przeciwnika, a nawet wroga głupoty zwolennika ostrej demaskatorskiej krytyki, ale przeciwnika złośliwej, czy wprost chamskiej dyskredytacji w której Pan Elasp osiągnął tu nieosiągalne mistrzostwo, a w ostatnim przeciwko mnie wystąpieniu przekroczył już ewidentnie poziom znamion przestępstwa ściganego - po zgłoszeniu - z urzędu, a tu nie jest "Jaskinia Trolli" i odpowiedzialność za słowo występuje.

Rozumiem, Wielce Szanowny Panie, że każdy ma swoich idoli i krytyka Pańskich bardzo Pana boli.

>Prosty człowiek ze wsi Marcin Trollosiewicz
Mało mnie interesuje czy ktoś jest ze wsi, czy z miasta. Jest Polakiem, Czechem, Niemcem, czy Żydem. Jaki ma kolor skóry
i jaką orientację seksualną. Bardzo cienię sobie ludzi prostych, ale gardzę prostactwem. Szczególnie takim z wielkimi pretensjami. Ludzi niewiele wiedzących i niewielkiej kultury, a uważających, iż wszystkie rozumy pozjadali. Uważających, że posiadają jakiś patent na racje oraz prawdę i mają prawo innych pouczać jak mają myśleć, jak oceniać i co wolno im robić.

Ponieważ ostro się takim postawom tu przeciwstawiam, jestem przez takich ludzi znienawidzony, ale jak napisał tu redaktor naczelny naszego portalu, taki właśnie jest obowiązek racjonalistów.
www.racjonalista.pl/kk.php/d,67
pl.wikiped(*)lizm_światopoglądowy
Jak na razie taka jest - przez nikogo nie zmieniona - linia naszego portalu i naszego forum. Jest to linia całkowicie zgodna
z moimi poglądami, a więc bez kłopotu jej cały czas się trzymam i racjonaliści to zauważają, za co im dziękuję.

@@@
.
16-11-2014 18:42 
 Ocena 3 na 5
Marcin Trollosiewicz (1120 punktów)
Aleś się Pan rozpisał, ktoś powinien to oznaczyć jako off topic, bo cytujesz Pan mnie z innych postów... Widzę, że dorosły chłop, a byle minus na forum tak go denerwuje, że musi się żalić wszystkim dookoła... Przykre...

Jaskinia Trolli, mój dom, odwiedź mnie i nakarm trolla.
16-11-2014 18:53 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Aleś się Pan rozpisał, ktoś powinien to oznaczyć jako off topic, bo cytujesz Pan mnie z innych postów... Widzę, że dorosły chłop, a byle minus na forum tak go denerwuje, że musi się żalić wszystkim dookoła... Przykre...
Następny świeżutki, tegoroczny (chyba że po przeobrażeniach) specjalista od pouczania. Znawca regulaminu. Wprost Sèvreski wzorzec forumowej etyki. Tak, dla mnie zdecydowanie przykrym jest schodzenie na ten poziom personalnych rozgrywek, gdy jest tyle ciekawych wątków do merytorycznych dyskusji na naszym forum.

@@@
.
16-11-2014 20:04 
 Ocena 3 na 5
Marcin Trollosiewicz (1120 punktów)

>Tak, dla mnie zdecydowanie przykrym jest schodzenie na ten poziom personalnych rozgrywek, gdy jest tyle ciekawych wątków do merytorycznych dyskusji na naszym forum.

To co się mnie Czepiasz, że minusa Dostałeś?

Jaskinia Trolli, mój dom, odwiedź mnie i nakarm trolla.
17-11-2014 02:29 
 Ocena 4 na 4
-jad- (18783 punktów)
>a pozwolono do narzucenia, przez zbyt wielu teraz tu trollujących, merytorycznego i kulturalnego poziomu z Jaskini Trolli, czy Onetu.

Z pewną przykrością stwierdzam, że to moje ulubione niegdyś forum nigdy nie osiągnie poziomu Jaskini Trolli.
Nie chodzi o to że użytkownicy Racjonalisty są głupsi czy jakoś w ogóle gorsi, bo na pewno nie są.
Rzecz w tym, że w Jaskini o ważnych sprawach mówi się otwarcie. Nie trzeba też a nawet nie należy pajacować, zgrywać się na wielkiego inteligentna, żeby zdobyć szacunek. Ale jeśli rzeczywiście masz coś ciekawego do powiedzenia, to inni z pewnością to docenią.
Chyba dlatego mało kto się tam odnajduje...
17-11-2014 11:07 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
Cytat:
Zdecydowanie ma Pan tu rację. Ogromnie żal mi poziomu merytorycznego i kulturalnego z czasów, gdy moderatorkami były panie Liliac i Meretseger. Ogromnie żałuję ich odejścia, jak i odejścia forumowiczów, którzy od lutego tego roku odeszli sami lub zostali zmuszeni do odejścia.

Tamto forum było kawałkiem bardzo dobrej publicystyki promującej racjonalne postawy, a w publicystyce jest tak, jak
i w nauce, że ogromnie intelektualny dorobek się liczy. Teraz odrzucono dorobek wielu uczestników i współtwórców naszego forum o ogromnej wiedzy i inteligencji, a pozwolono do narzucenia, przez zbyt wielu teraz tu trollujących, merytorycznego i kulturalnego poziomu z Jaskini Trolli, czy Onetu. Choć ciągle jeszcze tu większość stanowi samodzielnie myśląca racjonalna inteligencja, to forum nie może ciągle się podźwignąć po nikomu niepotrzebnej lutowej rewolucji.

>>>>a pozwolono do narzucenia, przez zbyt wielu teraz tu trollujących, merytorycznego i kulturalnego poziomu z Jaskini Trolli, czy Onetu.
>Z pewną przykrością stwierdzam, że to moje ulubione niegdyś forum nigdy nie osiągnie poziomu Jaskini Trolli.
Nie wierzę w żadnych bogów, ale jakoś wiara w ludzi mi pozostała. Wierzę, choć coraz trudniej mi to przychodzi,
że redaktor naczelny wie co robi.

>Nie chodzi o to że użytkownicy Racjonalisty są głupsi czy jakoś w ogóle gorsi, bo na pewno nie są.
Każdy z nas jest inny, ale takiego wysypu trolli oraz ludzi nieodpowiedzialnych za słowo, jak jest teraz, to ja nie pamiętam.

>Rzecz w tym, że w Jaskini o ważnych sprawach mówi się otwarcie.
Przez osiem lat pisałem tu zupełnie otwarcie, sądzę że o ważnych sprawach. Od lutego jest tylko jeden temat tabu - krytyka obecnego forum, którego lepiej nie ruszać, gdyż jako minimum można znaleźć się na Oślej ławce. O wszystkich innych dalej otwarcie tu piszę.

>Nie trzeba też a nawet nie należy pajacować, zgrywać się na wielkiego inteligentna, żeby zdobyć szacunek.
Pajacowanie to dobre na krótką metę. Nasz poziom intelektualny i kulturalny bardzo szybko się ujawnia. Tyle, iż niektórzy ogromnie cenią sobie pajaców, gdyż z trochę wyższym poziomem intelektualnym mają trudności.

>Ale jeśli rzeczywiście masz coś ciekawego do powiedzenia, to inni z pewnością to docenią.
Tu tak było i jeszcze w sporym stopniu występuje, choć duża część tamtej elity została jakoś tam zmuszona do odejścia.

>Chyba dlatego mało kto się tam odnajduje...
Ja czasem Jaskinię Trolli czytuję i rzeczywiście w jej poetyce się nie odnajduję. Ale cieszę się, że ona istnieje.
Mam tylko do Pana jako racjonalisty ceniącego sobie wolność wypowiedzi oraz różnicę zdań drobne pytanie:
- Dlaczego trzeba koniecznie robić z forum Racjonalisty Jaskinię Trolli, Onet, Ateistę.pl, czy jeszcze cosik innego.
Czy wszyscy muszą kochać Kasię.

Zawsze byłem człowiekiem osobnym mającym własne poglądy na każdą sprawę. Podporządkowywanie się większościom, konformizm, oportunizm, a nawet hierarchiczne porządki jakoś zawsze były mi zawsze obce. Dlatego tamte forum spełniało moje wymagania w 90%, ale to jeszcze daje mi ponad 50% satysfakcji i dlatego jeszcze tu jestem.

Pozdrawiam.

@@@
.
17-11-2014 21:06 
 Ocena 2 na 2
-jad- (18783 punktów)
>Dlaczego trzeba koniecznie robić z forum Racjonalisty Jaskinię Trolli, Onet, Ateistę.pl, czy jeszcze cosik innego.

To właściwie nie jest pytanie ale zgadzam się- nie trzeba/ nie należy. Sugeruję tylko, że właściciel Racjonalisty, mimo swojego znacznie większego doświadczenia w prowadzeniu forum, mógłby się od właściciela Jaskini czegoś nauczyć.

Czy to tylko jakieś moje fanaberie? Przecież ciągle ktoś tu pisze i przecież nie za karę i przecież nie same trolle. Może to Ty czy ja mamy problem a nie to forum...
Od dłuższego czasu większość tematów, w których się tu wypowiadam, dotyczy właśnie kształtu forum a zdawałoby się, że to nie jest najbardziej fascynujący temat jaki można poruszyć. Ktoś złośliwy mógłby się tu doszukiwać związku z przerostem formy nad treścią

Pozdrawiam.
16-11-2014 22:50 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Zgadzam się w pełni Iwanie. Szkoda, że mogę dać tylko jeden plus.
Moją odpowiedź na sprawę którą poruszasz zawarłem częściowo w odpowiedzi kol. Elaspowi:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,640660#w642818

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
16-11-2014 20:51 
 Ocena 1 na 1
niestadny (2492 punktów)

>Racjonalista powinien chyba powiedzieć, że trzeba wybierać tę strategię, która zapewni przetrwanie, a sentymenty zostawić głupim fideistom.
Hehe, cosik mi się przypomniało!
Onegdaj były moderator napisał:
Racjonaliści nie są dogmatyczni, a praktyczni. Wybieramy sobie te zasady, które najlepiej nam służą. Jeśli przestają - wybieramy inne.
W powyższym racjonaliści jawią się jako oportuniści/ludzie pozbawieni zasad, dążący do celu choćby "po trupach", dla których nie ma znaczenia metoda lecz cel.
Wygląda na to, że kwestia jest dyskusyjna. I dobrze.

stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
16-11-2014 23:37 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Racjonalista powinien chyba powiedzieć, że trzeba wybierać tę strategię, która zapewni przetrwanie,
a sentymenty zostawić głupim fideistom.

>Hehe, cosik mi się przypomniało!
>Onegdaj były moderator napisał:
>Racjonaliści nie są dogmatyczni, a praktyczni. Wybieramy sobie te zasady, które najlepiej nam służą. Jeśli przestają - wybieramy inne.
>W powyższym racjonaliści jawią się jako oportuniści/ludzie pozbawieni zasad, dążący do celu choćby "po trupach", dla których nie ma znaczenia metoda lecz cel.
Tak, w powyższym tak się jawi, ale czy pan Wojtek to dla Pana jakiś autorytet?
W racjonalizmie nie ma ani autorytetów, ani dogmatów mówiących z góry o tym, co należy uznawać za racjonalne. O tym, co racjonalne, decyduje własna ocena racjonalisty na podstawie zebranego i całego "materiału dowodowego", czyli posiadanej wiedzy, a także merytoryczna ocena innych ludzi - racjonalną jest najbardziej "prawdopodobna" (w sensie jak najmniejszego rozmijania się z prawdą i stanem rzeczywistym) hipoteza lub teoria, a najbardziej zbliżony do prawdy jest pogląd najlepiej logicznie uzasadniony oraz sprawdzony empirycznie lub przy pomocy naukowej metodologii. Jeśli dany pogląd można uzasadnić i uzasadnienie to broni się w polemikach oraz przed krytyką i nie ma w nim błędów merytorycznych (a więc broni się tak, jak muszą się obronić teorie naukowe, choć ścisłość nie musi być aż tak duża) to jest on racjonalny. Chociaż każdy pogląd racjonalisty może ulec zmianie, to czym lepiej sprawdzona jest dana hipoteza, tym mniejsze są szanse na jej podważenie, a więc jest ona bardziej trwała. Dlatego racjonaliści najbardziej sobie cenią dobrze sprawdzone informacje i teorie naukowe (na przykład potwierdzone przez wielu niezależnych badaczy), a odrzucają te niesprawdzone lub negatywnie zweryfikowane. Odrzucenie polega tu - w przypadku niesprawdzonych lub słabo sprawdzonych hipotez - nie na negacji, lecz na braku zaufania do takiego poglądu, nie przyjmowaniu go.

>Wygląda na to, że kwestia jest dyskusyjna. I dobrze.
Dyskusyjna? A kogo z kim? Pana z panem Elaspem? No, możliwe - z nim na każdy temat można sobie popieprzyć. Tyle, iż on nie ma żadnego pojęcia o racjonalizmie lub jakieś własne chore wyobrażenie tego co on nazywa "racjonalizmem laickim.

@@@
.
Episode_2 (3284 punktów)
>Racjonaliści nie są dogmatyczni, a praktyczni. Wybieramy sobie te zasady, które najlepiej nam służą. Jeśli przestają - wybieramy inne.
Lepiej byłoby wybrać zasady, które nikomu nie służą?
Albo takie, które nie służą ludziom tylko... mniejsza o to.

Nie podoba Ci się dogmatyzm, nie podoba Ci się elastyczność, to co Ci się podoba?
Czekam na konstruktywny opis idealnego według Ciebie podejścia.
14-11-2014 14:02 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Jeszcze jedno.
Rabn H. Waton Cytat:
Kiedy Żydzi zaczęli wojnę przeciwko nazistowskim Niemcom i faszyzmowi, ja dostrzegłem, że to samobójcza polityka

Kol. Elasp: Cytat:
Możemy z perspektywy czasu zastanawiać się, co dałby np. zbrojny sprzeciw Żydów niemieckich wobec Hitlera w roku 1939


Nieśmiało zauważę, że Rabin już jakoś to dostrzegł, ale kol. Elasp, który go przerasta głównie bardziej światlejszymi czasami - zastanawia się nad tym dalej.
Ma Pan skłonność razem z H. Watonem do zastanawiania się nad mało realnymi rzeczami. Właściwie tak jest od poczatku Pana bytności na naszym forum.

Pana domena to głowienie się nad ewentualnoscią, zwłaszcza oderwaną od rzeczywistości.
Racjonalistów domena, to twarde stąpanie po ziemi.
Każdy wybiera to, co dla niego najlepsze, a życie to potem weryfikuje

Pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
14-11-2014 14:23 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>Jeszcze jedno.
>Rabn H. Waton Cytat:
Kiedy Żydzi zaczęli wojnę przeciwko nazistowskim Niemcom i faszyzmowi, ja dostrzegłem, że to samobójcza polityka

>Kol. Elasp: Cytat:
Możemy z perspektywy czasu zastanawiać się, co dałby np. zbrojny sprzeciw Żydów niemieckich wobec Hitlera w roku 1939

>Nieśmiało zauważę, że Rabin już jakoś to dostrzegł, ale kol. Elasp, który go przerasta głównie bardziej światlejszymi czasami - zastanawia się nad tym dalej.

"Możemy z perspektywy czasu zastanawiać się, co dałby np. zbrojny sprzeciw Żydów niemieckich wobec Hitlera w roku 1939 - i chyba przyznamy rację autorowi."

Nie dostrzega Pan ani końcówki zdania, ani nuty ironii ("możemy", "chyba")? Dla mnie też jest najzupełniej oczywiste, że sprzeciw nie miałby sensu.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Nie dostrzega Pan ani końcówki zdania, ani nuty ironii
> ("możemy", "chyba")? Dla mnie też jest najzupełniej
> oczywiste, że sprzeciw nie miałby sensu.

Myśli Pan o jakimś konkretnym sprzeciwie? Tja.. dla mnie ironia leży gdzie indziej.
Dalej zastosowanie ma moja uwaga wyrażona tutaj:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,640660#w642394
Pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
13-11-2014 18:42 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)

Nie wiem, ale jakoś mam wielkie wątpliwości, czy taki człowiek istniał i czy taką książkę napisał, choć oczywiście taka publikacja istnieje.
> Prace rabina H. Watona w Bibliotece Kongresu Amerykańskiego:
> catalog.lo(*)rg=harry+waton&searchCode=GKEY^*&searchType=0&recCount=25&sk=en_US
> (Trzeba nacisnąć opcję "search").
> Całkiem sporo napisał jak na kogoś o wątpliwym istnieniu. Jest jak widać nawet książka specjalnie poświęcona filozofii Marksa.
Pomimo tych Pańskich informacji oraz mojej wiedzy, że głupców są miliony, a wśród nich niektórzy zajmują bardzo wysokie stanowiska i/lub publikują ogromne tomiska, to pozostanę przy swoich wątpliwościach. Może mam zbyt wielką "wiarę"
w człowieka i jego rozumność.

@@@
.
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
> Lepiej sięgnąć do źródła, a więc do książki rabina Watona. Nie moja wina, że istniał taki człowiek i że taką książkę napisał:
>www.gwb.com.au/2000/myers/book.htm
Halo, halo słuchajcie ludzie co wam prorok głosi: "Wiem, że mój program nie będzie przyjmowany, a wiem też, że będę piętnowany za ten program. I program ten będzie potępiony, nie tylko przez Żydów, ale także przez chrześcijan, komunistów, faszystów, przez liberałów, konserwatystów, przez reakcjonistów, a także przez antysemitów; słowem będę powszechnie potępiany; I będzie to powszechnie potępianie, ponieważ mój program jest radykalny, rewolucyjny
i uniwersalny; jest to program nie tylko dla Żydów, ale dla całego rodzaju ludzkiego."


@@@
.
13-11-2014 20:59 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Halo, halo słuchajcie ludzie co wam prorok głosi: [color=blue]"Wiem, że mój program nie będzie przyjmowany, a wiem też, że będę piętnowany za ten program. I program ten będzie potępiony, nie tylko przez Żydów, ale także przez chrześcijan, komunistów, faszystów, przez liberałów, konserwatystów, przez reakcjonistów, a także przez antysemitów; słowem będę powszechnie potępiany; I będzie to powszechnie potępianie, ponieważ mój program jest radykalny, rewolucyjny
>i uniwersalny; jest to program nie tylko dla Żydów, ale dla całego rodzaju ludzkiego."

No więc gdzie tu antysemityzm i wyrazy poparcia dla nazizmu lub faszyzmu?

Nota bene sprawnie użył Pan translatora Google'a.
13-11-2014 21:37 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
> Nota bene sprawnie użył Pan translatora Google'a.
Cały czas używam tego co posiadam, a czego Panu ogromnie brakuje.

>No więc gdzie tu antysemityzm i wyrazy poparcia dla nazizmu lub faszyzmu?
W książce! Co nie czytał Pan?

@@@
.
Elasp (6859 punktów)

>W książce! Co nie czytał Pan?

Gdzie konkretnie? Proszę o podanie numeru strony (numerów stron).
13-11-2014 22:30 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Gdzie konkretnie? Proszę o podanie numeru strony (numerów stron).

Panie Elaspie - pytałem w przypadku homoseksualistów, których utożsamił Pan w pewnym miejscu z pedofilami o stronę i wers z Pana źródła, który niby Pański osąd potwierdza.
I co? I nic. A więc standardy Kalego, bo chyba jakiejś rzetelnej odpowiedzi od p. Bogusławskiego Pan teraz oczekuje?

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
13-11-2014 22:33 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>I co? I nic. A więc standardy Kalego, bo chyba jakiejś rzetelnej odpowiedzi od p. Bogusławskiego Pan teraz oczekuje?

Tak, p. Bogusławski na pewno pokaże klasę i poda numery stron, skoro twierdzi, że treść książki dowodzi antysemityzmu autora.
13-11-2014 22:43 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Tak, p. Bogusławski na pewno pokaże klasę i poda
> numery stron

Dla mnie to chwilowo sprawa drugorzędna. Interesuje mnie tu bardziej, czy Pan pokaże klasę i dowiedzie, gdzie Pana autor twierdzi iż większość homoseksualistów to pedofile.

Jeśli nie, to mamy do czynienia z sytuacją, gdzie wymaga Pan od innych czegoś, czemu sam nie może sprostać.
A takim osobom odpowiadać po prostu nie warto.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
14-11-2014 00:10 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
I co? I nic. A więc standardy Kalego, bo chyba jakiejś rzetelnej odpowiedzi od p. Bogusławskiego Pan teraz oczekuje?
> Tak, p. Bogusławski na pewno pokaże klasę i poda numery stron, skoro twierdzi, że treść książki dowodzi antysemityzmu autora.
(Bogusławski już podał stosowne cytaty potwierdzające to co napisał i jemu to w zupełności wystarczy.)
Może nie wybijał bym na pierwszy plan antysemityzmu - tu może lepiej, gdyby jakiś Żyd lub większy znawca antysemityzmu się się wypowiedział - co bezwzględnej głupoty autora.
48. In this blessed country, the richest and most bountiful country, one can live a thousand years, and enjoy the greatest abundance of the gifts of nature and the products of human labor, without missing one single article produced in Germany. Is this a struggle, is this a fight? Only stupid babies living in the nursery can in their stupid imagination magnify this stupidity into the semblance of a heroic fight. This is not a struggle; it is a cowardly capitulation to vanity and stupidity. But what the Jews overlook and they refuse to recognize is that by this stupid boycott they aggravate the position of the Jews in Germany. In their vanity and stupidity the Jews in this country do not realize how inhuman and cruel it is to sacrifice the Jews in Germany in order to satisfy a stupid, and insane vanity. The Jews in this country cackle about self-respect and Jewish honor, what self-respect and honor do these Jews have? Is this self-respect and honor to sacrifice half a million Jews in Germany for the sake of false pride and stupid vanity? What moral cowardice this is! These Jews call my program a cowardly capitulation to the nazis and the fascists. Well, let these Jews try to overcome their false pride and stupid vanity, will they find it to be an easy task? But my program calls for just this: to overcome the false pride and stupid vanity that dictated the policy of the Jews until now. Let the Jews come out from their nursery, and let them face the reality and act rationally. Six years passed since the Jews outside of Germany declared war against Nazi Germany and Fascist Italy. The Jews will never admit that the recent pogroms had much to do with their stupid boycott. If, instead of wasting valuable time on a futile and hopeless struggle, the Jews had used these years for constructive work to help the Jews in distress, infinitely more good would have been accomplished. Hatred cannot be overcome by hatred; and, since the Jews want peace, they should be the first to endeavor to secure peace. The Jews must endeavor to understand nazism from the nazi viewpoint, and fascism from the fascist viewpoint. Self-preservation and self-interest should dictate to the Jews this policy. This course is as effective practically as it is morally justified.
W mojej ocenie człowiek, który dostrzega wartości w nazizmie i przedstawia Żydom program jego akceptacji oraz podporządkowania się Żydów hitlerowskim władzom zupełnie nie zasługuje na współczesne odwołania do swojego dorobku i poważnych dyskusji nad nim. Nie, Szanowny Panie Elasp, ja zdecydowanie nie chcę schodzić do Pańskiego poziomu. Przedstawianie takiego upokarzającego programu dla Żydów wymieszanego z pseudointelektualizmem jest właśnie dla mnie antysemityzmem. Brakiem szacunku dla narodu - nawet gdyby to był własny naród. Nie mam zamiaru brać dalszego udziału w promowaniu przez Pana tu tego idioty. Ciekawy jestem jak na podobną propozycję zareagowali by "polscy patrioci" tak bliscy Elaspowemu sercu?

@@@
.
Elasp (6859 punktów)

>W mojej ocenie człowiek, który dostrzega wartości w nazizmie i przedstawia Żydom program jego akceptacji oraz podporządkowania się Żydów hitlerowskim władzom zupełnie nie zasługuje na współczesne odwołania do swojego dorobku i poważnych dyskusji nad nim.

Nie rozumie Pan zupełnie, o co chodzi autorowi (bariera językowa!) i obrzuca go obelgami i wyzwiskami. Waton twierdzi, że 1) Żydzi na całym świecie oczekują, że Żydzi niemieccy przeciwstawią się Hitlerowi, 2) taki sprzeciw nieuchronnie doprowadzi do zagłady Żydów niemieckich, żyjących tam od setek lat. Możemy z perspektywy czasu zastanawiać się, co dałby np. zbrojny sprzeciw Żydów niemieckich wobec Hitlera w roku 1939 - i chyba przyznamy rację autorowi.

Waton zachęca do tego, co Niemcy nazywają "Realpolitik", sprzeciwia się odwołaniom do romantycznej tradycji powstań żydowskich. Ewidentnie chodziło też Watonowi o wypracowanie uniwersalnej koncepcji, która pogodzi wszystkich i zapobiegnie wojnie (a w ten sposób zapewni Żydom przetrwanie). Na pewno nie ma w tym żadnej "bezwzględnej głupoty", którą Pan autorowi z tak wielką pewnością imputuje.
14-11-2014 10:49 
 Ocena 1 na 1
mayolina (2278 punktów)
Przeczytałam cytowany tekst Watsona i jest dla mnie oczywiste, że tekstu nie zrozumiałeś lub zwyczajnie go nadinterpretujesz.

> Nie rozumie Pan zupełnie, o co chodzi autorowi (bariera językowa!) i obrzuca go obelgami i wyzwiskami. Waton twierdzi, że 1) Żydzi na całym świecie oczekują, że Żydzi niemieccy przeciwstawią się Hitlerowi, 2) taki sprzeciw nieuchronnie doprowadzi do zagłady Żydów niemieckich, żyjących tam od setek lat. Możemy z perspektywy czasu zastanawiać się, co dałby np. zbrojny sprzeciw Żydów niemieckich wobec Hitlera w roku 1939 - i chyba przyznamy rację autorowi.

Proszę o stosowne cytaty dotyczące tych kwestii, gdyż nigdzie w tekscie nie znalazłam ani twierdzenia, że Żydzi oczekują od Żydów niemieckich przeciwstawiania się Hitlerowi, ani tego, że taki opór doprowadzi do zagłady. Twierdzi natomiast Watson, że bojkot Niemiec i Włoch (czyli polityka Żydów amerykańskich) doprowadzi do zniszczenia Żydów niemieckich i jest przyczyną pogromów. Notabene, zdaniem Watsona polityka żydowska wobec faszystowskich Niemiec i Włoch to jedynie przejaw niedojrzałości politycznej środowisk żydowskich (w tekscie określenie jest ostrzejsze). Co jest oczywiste natomiast to to, że z punktu widzenia współczesnych standardów, polemika pisana jest językiem nienawiści.
14-11-2014 12:11 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)

> Nie rozumie Pan zupełnie, o co chodzi autorowi (bariera językowa!) i obrzuca go obelgami i wyzwiskami.
Ale jakoś dziwnie tekst z Pańskiego linku zrozumiałem podobnie jak pani Mayolina: Proszę o stosowne cytaty dotyczące tych kwestii, gdyż nigdzie w tekście nie znalazłam ani twierdzenia, że Żydzi oczekują od Żydów niemieckich przeciwstawiania się Hitlerowi, ani tego, że taki opór doprowadzi do zagłady. Twierdzi natomiast Watson, że bojkot Niemiec i Włoch (czyli polityka Żydów amerykańskich) doprowadzi do zniszczenia Żydów niemieckich i jest przyczyną pogromów. Notabene, zdaniem Watsona polityka żydowska wobec faszystowskich Niemiec i Włoch to jedynie przejaw niedojrzałości politycznej środowisk żydowskich (w tekscie określenie jest ostrzejsze). Co jest oczywiste natomiast to to, że z punktu widzenia współczesnych standardów, polemika pisana jest językiem nienawiści. U niej też występuje bariera językowa?

> Nie rozumie Pan zupełnie, o co chodzi autorowi (bariera językowa!) i obrzuca go obelgami i wyzwiskami.
Dyskutowaliśmy tu o Marksie przy którym nieznajomość publikacji i bariera intelektualna nie pozwoliła Panu zupełnie zrozumieć o co autorowi chodziło i obrzucał go Pan obelgami i wyzwiskami. Także antysemickimi. Teraz nie potrafiąc udzielić odpowiedzi na pytanie: Na naszym forum używamy języka polskiego, ale niech Pan załączy cytat po niemiecku, angielsku, łacińsku, a nawet po chińsku, gdzie Marks nawołuje do przyspieszenia rewolucji? Dla ratunku resztek twarzy znalazł Pan jakieś opracowanie tekstów jakiegoś tam Watsona (z dużymi cytatami) na podstawie udowadnia Pan swoją rację. To czysta żenada intelektualna, ale u Pana to norma.

@@@
.
Elasp (6859 punktów)
>> Nie rozumie Pan zupełnie, o co chodzi autorowi (bariera językowa!) i obrzuca go obelgami i wyzwiskami.
>Ale jakoś dziwnie tekst z Pańskiego linku zrozumiałem podobnie jak pani Mayolina: [

Niech się Pan nie chowa za plecami kobiety, bo to niemęskie. Odpowiem i Panu, i p. Mayolinie wieczorem, jeżeli można.
14-11-2014 13:19 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Nie rozumie Pan zupełnie, o co chodzi autorowi (bariera językowa!) i obrzuca go obelgami i wyzwiskami.
Ale jakoś dziwnie tekst z Pańskiego linku zrozumiałem podobnie jak pani Mayolina: (...) U niej też występuje bariera językowa?
> Niech się Pan nie chowa za plecami kobiety, bo to niemęskie.
Nie tylko jest Pan antysemitą, ale także mizoginem. Nie chowam się za plecami kobiety, tylko korzystam z intelektu oraz dobrej znajomości angielskiego jednego z forumowych racjonalistów, który jest kobietą. To raczej Pan przy Pańskiej postawie wobec kobiet powinien się wstydzić, iż kobieta znowu zapędziła Pana w "kozi róg", ale wstyd, jak pokazuje Pan stale na naszym forum, to odczucie Panu całkowicie obce.

>Odpowiem i Panu, i p. Mayolinie wieczorem, jeżeli można.
Zdecydowanie mało mnie Pańskie kręcenie bez żadnej odpowiedzialności za słowo interesuje, chyba iż nareszcie udzieli Pan odpowiedzi na moje pytanie:
Dyskutowaliśmy tu o Marksie przy którym nieznajomość publikacji i bariera intelektualna nie pozwoliła Panu zupełnie zrozumieć o co autorowi chodziło i obrzucał go Pan obelgami i wyzwiskami. Także antysemickimi. Teraz nie potrafiąc udzielić odpowiedzi na pytanie: Na naszym forum używamy języka polskiego, ale niech Pan załączy cytat po niemiecku, angielsku, łacińsku, a nawet po chińsku, gdzie Marks nawołuje do przyspieszenia rewolucji? Dla ratunku resztek twarzy znalazł Pan jakieś opracowanie tekstów jakiegoś tam Watsona (z dużymi cytatami) na podstawie udowadnia Pan swoją rację. To czysta żenada intelektualna, ale u Pana to norma. Gdyż według mnie jest znacznie ciekawszym myślicielem niż Pan razem z rabinem Harry'm Waton'em. I tu żadna, nawet najbardziej złośliwa dyskredytacja, Pańskich oponentów - często ludzi, którym intelektualnie nie sięga Pan nawet pięt - nic Panu nie Panu nie pomoże. Tu potrzebną jest wiedza i racjonalne argumenty.

@@@
.
14-11-2014 13:41 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Nie tylko jest Pan antysemitą, ale także mizoginem...

Itd.

Odpowiem wieczorem. Przyjrzę się jeszcze raz stanowisku Watona. Nie twierdzę, że na pewno mam rację. Jeżeli więc będzie trzeba, przyznam rację p. Mayolinie, jeżeli zajdzie potrzeba - Panu także.

Dwie uwagi tymczasem: to, że Marks nie posłużył się słowem "przyspieszenie", nie oznacza, że nie nawojuje do przyspieszenia (rewolucji). Powinien Pan odróżniać mowę zależną od niezależnej. Ponadto, stanowisko Watona było wiązane przeze mnie nie z ideą przyspieszenia rewolucji, ale z możliwością religijnej interpretacji jego filozofii, o której także mówiłem.

Innymi sowy:

Marks = Mojżesz
kapitalizm = niewola egipska
proletariat = Żydzi
rewolucja = ucieczka z tej niewoli
komunizm = ziemia obiecana.
konieczny bieg dziejów = Bóg.

Marksizm jest judaizmem odzianym w szaty (dziewiętnastowiecznej) nauki.

14-11-2014 15:52 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)

> Odpowiem wieczorem. Przyjrzę się jeszcze raz stanowisku Watona. Nie twierdzę, że na pewno mam rację.
>Jeżeli więc będzie trzeba, przyznam rację p. Mayolinie, jeżeli zajdzie potrzeba - Panu także.
Na podstawie wszystkich doświadczeń rozmów z Panem, które tu poznałem mam ogromne co tego wątpliwości,
ale zobaczymy?

> Dwie uwagi tymczasem: to, że Marks nie posłużył się słowem "przyspieszenie", nie oznacza, że nie nawojuje do przyspieszenia (rewolucji).
Ma Pan ogromne trudności, że zrozumieniem tekstu. Przecież mnie nie o sam termin "beschleunigung" chodzi, a o zupełne niezrozumienie przez Pana marksowskiej koncepcji materializmu historycznego. Patrz [Załącznik]:
"Na określonym szczeblu swego rozwoju materialne siły wytwórcze społeczeństwa popadają w sprzeczność z istniejącymi stosunkami produkcji albo - co jest tylko prawnym tego wyrazem - ze stosunkami własności, w których łonie one się dotąd rozwijały. Z form rozwoju sił wytwórczych stosunki te zamieniają się w ich kajdany.
Wówczas następuje epoka rewolucji socjalnej"
.

Ale Pan jak zwykle - nie mając nawet podstawowej wiedzy w temacie, w którym zabiera Pan autorytatywny głos - po chamsku dyskredytuje swoich ideowych przeciwników, a później kręci i mataczy. Pytam więc - już tylko tak dla zasady - jeszcze raz, gdzie Marks nawołuje do przyspieszenia rewolucji?

>Powinien Pan odróżniać mowę zależną od niezależnej.
A Pan zamiast pouczać powinien zacząć się uczyć aby ewidentnych bredni nie wypisywać.

>Ponadto, stanowisko Watona było wiązane przeze mnie nie z ideą przyspieszenia rewolucji, ale z możliwością religijnej interpretacji jego filozofii, o której także mówiłem.
> Innymi sowy:
> Marks = Mojżesz
> kapitalizm = niewola egipska
> proletariat = Żydzi
> rewolucja = ucieczka z tej niewoli
> komunizm = ziemia obiecana.
> konieczny bieg dziejów = Bóg.
> Marksizm jest judaizmem odzianym w szaty (dziewiętnastowiecznej) nauki.
To tylko Pańskie chore projekcje (na poziomie ks. prof. Oko) bez najmniejszych podstaw merytorycznych.
Pieprzenie głupot - wynikające głównie z Pańskiej wyobraźni, jak dla mnie, jest mało ciekawe.
www.racjon(*).php/s,640660/z,0/d,23#w642259

@@@
.
14-11-2014 15:38 
 Ocena 4 na 4
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Marks = Mojżesz
>kapitalizm = niewola egipska
>proletariat = Żydzi
>rewolucja = ucieczka z tej niewoli
>komunizm = ziemia obiecana.
>konieczny bieg dziejów = Bóg.

Rydzyk = Mojżesz
UE = niewola egipska
katolicy = Żydzi
zwycięstwo PIS = ucieczka z tej niewoli
katolicka (a najlepiej polskokatolicka) Europa = ziemia obiecana.
JPII = Bóg.

Wszystko jest judaizmem.
14-11-2014 16:29 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Wszystko jest judaizmem.

Panie Darkside i p. Bogusławski - naprawdę zastanówcie się dziesięć razy zanim do mnie napiszecie, być może dzięki temu unikniecie całkowitej kompromitacji. Trochę ludzi jednak czyta te wypowiedzi i dziwi się dlaczego jakiś tam Elasp tak was ogrywa. Jest tak po prostu dlatego, że jakiś tam Elasp zastanawia się głębiej, zanim coś napisze.

Oto coś, co przed chwilą znalazłem:

"The bond that has united the Jews for thousands of years and that unites them today is, above all, the democratic ideal of social justice, coupled with the ideal of mutual aid and tolerance among all men. Even the most ancient religious scriptures of the Jews are steeped in these social ideals, which have powerfully affected Christianity and Mohammedanism and have a benign influence upon the social structure of a great part of mankind. The introduction of a weekly day of rest should be remembered here - a profound blessing to all mankind. Personalities such as Moses, Spinoza, and Karl Marx, dissimilar as they may be, all lived and sacrificed themselves for the ideal of social justice; and it was the tradition of their forefathers that led them on this thorny path. The unique accomplishments of the Jews in the field of philanthropy spring from the same source."

Napisał te słowa nie kto inny, jak Albert Einstein w rozprawie "Why Do They Hate The Jews?" (1938). Proszę teraz jego krytykować za zestawianie Marksa z Mojżeszem.
14-11-2014 17:22 
 Ocena 3 na 3
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Ależ mnie to nie dziwi, bo wszystko, co jest systemem (albo i nie jest, tylko się na jakiś użytek w system poskłada) z jakąś eschatologią (bajaniem o losie i przeznaczeniu świata), może być podpięte pod judaizm. To kwestia takiej, a nie innej konstrukcji. Nic więcej.

P.S. Jeszcze nie widziałem, żeby ktoś tu twierdził, że kogokolwiek tu ogrywasz. No może sam siebie.
14-11-2014 18:24 
 Ocena 4 na 4
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Żeby nie było wątpliwości:

Fuhrer = Mojżesz
Traktat wersalski = niewola egipska
Niemcy = Żydzi
III Rzesza = ucieczka z niewoli
Tysiącletnia Rzesza = Ziemia Obiecana
naród = Bóg
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
Popatrz Sołżenicyn zdaje się coś podobnego w Archipelagu napisał. Tylko, że tam bogiem był Stalin, partia rajem, a czystki w partii wygnaniem z raju.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
14-11-2014 17:22 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> zastanówcie się dziesięć razy zanim do mnie napiszecie (..)
> Trochę ludzi jednak czyta te wypowiedzi i dziwi się dlaczego
> jakiś tam Elasp tak was ogrywa. Jest tak po prostu
> dlatego, że jakiś tam Elasp zastanawia się głębiej, zanim coś napisze.

Hm, czyli tzw. 'nieme zdziwienie'. Praktyka jednakowoż potwierdza coś przeciwnego, bo punktacja p. Elaspa, kol. Darkside i p. Bogusławskiego jest jaka jest i inna być nie chce.
Chyba, że ma Pan dar prześwietlania myśli czytelników, lub piszą do Pana setki i tysiące maili, ale dotąd się z tym nie zdradził
Pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
14-11-2014 18:07 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Marks = Mojżesz
>kapitalizm = niewola egipska
>proletariat = Żydzi
>rewolucja = ucieczka z tej niewoli
>komunizm = ziemia obiecana.
>konieczny bieg dziejów = Bóg.

Rydzyk = Mojżesz
UE = niewola egipska
katolicy = Żydzi
zwycięstwo PIS = ucieczka z tej niewoli
katolicka (a najlepiej polskokatolicka) Europa = ziemia obiecana.
JPII = Bóg.

Wszystko jest judaizmem.


> Panie Darkside i p. Bogusławski

> - naprawdę zastanówcie się dziesięć razy zanim do mnie napiszecie,

> być może dzięki temu unikniecie całkowitej kompromitacji.

>Trochę ludzi jednak czyta te wypowiedzi i dziwi się dlaczego jakiś tam Elasp tak was ogrywa.

>Jest tak po prostu dlatego, że jakiś tam Elasp zastanawia się głębiej, zanim coś napisze.
______________

> Oto coś, co przed chwilą znalazłem: (...)
> Napisał te słowa nie kto inny, jak Albert Einstein w rozprawie "Why Do They Hate The Jews?" (1938).
I co i zrozumiał Pan co Einstein napisał? Moim zdaniem tu też wykazał się Pan swoim stałym poziomem nieumiejętności zrozumienia tekstów oraz naciągania ich pod swoje projekcje i najbardziej dziwnym jest tu to, iż mając trudności w zrozumieniu tekstu po polsku bierze się Pan za teksty angielskie.

Pan wybaczy, ale zastosowanie argumentum ad verecundiam z wypowiedzi genialnego fizyka w dowodzeniu racji społeczno-filozoficznych to czysta żenada i tak w poważnej rozmowie czynić nie wypada

>Proszę teraz jego krytykować za zestawianie Marksa z Mojżeszem.
Nie dostrzegam ku temu większego powodu. Jego przytoczone przez Pana zestawienie ma spory sens. Można z nim się bardziej zgodzić lub mniej, ale jakoś protestu mojego nie wzbudza. To był inteligentny, wykształcony i myślący człowiek,
a więc alternatywny wobec pana Elaspa. Przestań Pan tu bredzić i przedstawiać swoje chore projekcje bez żadnych podstaw merytorycznych.

@@@
.
14-11-2014 21:29 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>I co i zrozumiał Pan co Einstein napisał? Moim zdaniem ...

Niech Pan sobie da spokój z "Pańskim zdaniem", bo jeszcze okaże się, że Einstein był antysemitą.
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Z poprzedniego posta:
> Oto coś, co przed chwilą znalazłem: (...)
> Napisał te słowa nie kto inny, jak Albert Einstein w rozprawie "Why Do They Hate The Jews?" (1938).
I co i zrozumiał Pan co Einstein napisał? Moim zdaniem tu też wykazał się Pan swoim stałym poziomem nieumiejętności zrozumienia tekstów oraz naciągania ich pod swoje projekcje i najbardziej dziwnym jest tu to, iż mając trudności w zrozumieniu tekstu po polsku bierze się Pan za teksty angielskie.

Pan wybaczy, ale zastosowanie argumentum ad verecundiam z wypowiedzi genialnego fizyka w dowodzeniu racji społeczno-filozoficznych to czysta żenada i tak w poważnej rozmowie czynić nie wypada.

>Proszę teraz jego krytykować za zestawianie Marksa z Mojżeszem.
Nie dostrzegam ku temu większego powodu. Jego przytoczone przez Pana zestawienie ma spory sens. Można z nim się bardziej zgodzić lub mniej, ale jakoś protestu mojego nie wzbudza. To był inteligentny, wykształcony i myślący człowiek,
a więc alternatywny wobec pana Elaspa. Przestań Pan tu bredzić i przedstawiać swoje chore projekcje bez żadnych podstaw merytorycznych.

>Niech Pan sobie da spokój z "Pańskim zdaniem", bo jeszcze okaże się, że Einstein był antysemitą.
Nie, proszę Szanownego Pana, Einsten najpierw nie był idiotą i nie wyciągał niczyjej narodowości ani płci, gdy to nie miało w temacie żadnego znaczenia. Jaka logika z tego wynika, że Marks był Żydem, pani Maolina kobietą, a Pan tu głupoty wypisuje? Dla mnie jest to logika antysemity i mizogina. Zresztą podobnych wypowiedzi można u Pana sporo znaleźć i o ile pamiętam otrzymał Pan już z tego powodu nawet ostrzeżenie.
Czy mało się tu okazało kim Pan jest przez ostatnie dwa lata? Czy mało się okazało kim Pan jest w tym wątku?
Trzeba wprost mieć miedziane czoło, aby udawać, że nie dostrzega się całkowitych swoich kompromitacji w znakomitej większości wątków, które Pan tu podejmuje. Co Pan ma tu jeszcze do powiedzenia poza prymitywną pyskówką na poziomie Pana Elaspa oraz Pańskich przyjaciół ideowych. Za nogawkę kogoś Pan poszarpie? Gdybym tak jak Pan permanentnie się na jakimś forum kompromitował, to bym się do jakiejś dziury schował i udawał, że mnie nie ma, Pan stale udaje, że Pan ma jakieś tam racje i jedynym Pańskim argumentem są chamskie próby dyskredytacji ludzi ludzi o niebo mądrzejszych od Pana - aby ich ściągnąć do własnego poziomu.

>Panie Darkside i p. Bogusławski - naprawdę zastanówcie się dziesięć razy zanim do mnie napiszecie, być może dzięki temu unikniecie całkowitej kompromitacji. Trochę ludzi jednak czyta te wypowiedzi i dziwi się dlaczego jakiś tam Elasp tak was ogrywa. Jest tak po prostu dlatego, że jakiś tam Elasp zastanawia się głębiej, zanim coś napisze.
Czy tu jeszcze trzeba coś dodawać, jakoś to komentować, gdy Pan sam wprost uwielbia się tu kompromitować.

@@@
.
14-11-2014 23:48 
 Ocena 3 na 3
Elasp (6859 punktów)

Może Pan ukryć moje wypowiedzi, jeżeli Panu nie odpowiadają. Trzy osoby już to zrobiły, dlaczego nie potrafi zrobić tego Pan? Nie ma Pan obowiązku ani czytania moich postów, ani ich komentowania, zwłaszcza z tak maniackim uporem. Nie słyszałem, by ktokolwiek prosił Pana o "wykazywanie mojej głupoty", gdyż każdy jest w stanie ocenić moje posty samodzielnie, na własną rękę, bez Pana pomocy i jeżeli nie zgadza się ze mną (tym bardziej diametralnie), może po prostu do mnie napisać. Jest Pan samozwańczym naprawiaczem tego forum, który - jak to często bywa z naprawiaczami - więcej zepsuje niż naprawi. Przypominam także, że czasy ORMO i Służby Bezpieczeństwa (Pańskiego dawnego chlebodawcy - jak by nie było, wypróbowanego specjalisty od "walki z głupotą", zwłaszcza religijną!) już się jednak skończyły i niech Pan nie mówi racjonalistom, co mają myśleć, a co nie, bo wyrobią sobie osąd (także o mnie oraz o moich poczynaniach na forum) bez Pańskiej gorliwej pomocy i milicyjnej interwencji.

Proszę, niech Pan robi to, co robią inni użytkownicy forum, tzn. niech Pan dyskutuje z tymi, których uważa za równorzędnych partnerów. Ja tak robię i co jakiś czas, nierzadko ku własnemu zadowoleniu, wymieniam posty z pp. Episode_2, Głodzikiem, Setarkosem, czy nawet (nie przepadającą za mną) Mayoliną, jak i wieloma innymi. Niech Pan nie przeszkadza w tej wymianie korespondencji, tak jak ja nie przeszkadzam Panu w wymianie zdań np. z p. Andrzejem51 czy Astrotaurusem, czy kimkolwiek innym. I tyle.
15-11-2014 09:49 
 Ocena 1 na 1
szarley (54911 punktów)
> Może Pan ukryć moje wypowiedzi, jeżeli Panu nie odpowiadają. Trzy osoby już to zrobiły,

Cztery. Sprawdź.
15-11-2014 12:04 
 Ocena 3 na 5
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Wielce Szanowny Panie Trollu,
to ciągle jeszcze nie Pańskie forum i nie Pan będzie tu innym narzucał własne standardy. Znamy tu "Regulamin" i znamy "Wprowadzenie" może już czas aby Pan je przeczytał i dostosował się do nich.

Warto się cieszyć tym co jest. Dzielę zresztą świat na głupich i mądrych (Co mocno denerwuje niektórych fideistów, gdyż oni uważają, że rozpoznanie jest trudne. Jakoś dziwne to, ale w problematyce, na której się znam. Dla mnie bardzo łatwe.)
Jeszcze ważniejszym kryterium (choć trudniejszym do wyjaśnienia) jest tzw. wielkość człowieka (i wcale nie o wzrost mi tu chodzi). Nie lubię małych specjalistów od małych interesów. Piszących według nich enigmatycznym, a według mnie mętnym językiem - ukrywając intelektualną miałkość.

- W swoich wypowiedziach wcale nie jestem bezstronnym. Nawet odwrotnie już z założenia jestem i chcę być stronniczym. Opowiadam się za naukowym rozumieniem rzeczywistości. Za racjonalną logiką konkluzji wywiedzionych z doświadczeń.
I właśnie praktykę potwierdzającą wyprowadzone rozumową drogą wnioski uważam za najwyższe kryterium prawdy. Prawdy zawsze względnej - obowiązującej, tu i teraz, na aktualnym poziomie wiedzy. Prawdy zmieniającej się wraz z permanentnymi udoskonaleniami narzędzi poznawczych. Prawdy zdobywanej przez człowieka w procesie poznawczym,
a nie prawdy absolutnej, ofiarowanej ludzkości przez bogów i przekazywanej ogółowi przez wybranych.

Za takim rozumieniem rzeczywistości opowiadam się intelektualnie, choć niekiedy nie udaje mi się zachować zimnego racjonalizmu i wypowiadam się emocjonalnie. Czasem zbyt emocjonalnie i za to przepraszam. Jakkolwiek, jak wyżej wspomniałem, mam zdecydowane poglądy, których nie ukrywam, to wydaje mi się, że cały czas pozostaję otwarty na poglądy innych. Moja ciekawość świata połączona jest z głęboko zakodowaną intencją do poznawania i prób zrozumienia innych racji, a gdy zostanę przekonanym do przyjmowania za własne.


> Może Pan ukryć moje wypowiedzi, jeżeli Panu nie odpowiadają.
Jest na naszym forum, na szczęście mała, grupka prawdziwych durniów siejących tylko głupotę, ale dla mnie niezrozumiałą jest postawa odcinania się od rzeczywistości, która istnieje. Lubię sam decydować o tym czego czytać nie warto lub tylko pobieżnie. Dlaczego miałby za mnie tą czynność wykonywać jakiś program? Dla świętego spokoju miałbym udawać, że na naszym forum sami mądrzy?
www.racjonalista.pl/forum.php/s,489118#w490055

>Trzy osoby już to zrobiły, dlaczego nie potrafi zrobić tego Pan? Nie ma Pan obowiązku ani czytania moich postów, ani ich komentowania, zwłaszcza z tak maniackim uporem.
Pan jak zawsze czuje się uprawnionym do pouczania innych co mają myśleć, jak oceniać i co robić, a maniacki upór wpierania na chama ludziom swoich głupot, to Pan tu reprezentuje.

>Nie słyszałem,
Gdyż tu udział więcej na czytaniu ze zrozumiem polega.

>by ktokolwiek prosił Pana o "wykazywanie mojej głupoty", gdyż każdy jest w stanie ocenić moje posty samodzielnie, na własną rękę, bez Pana pomocy
Do tego potrzeba jest odrobina inteligencji. Ja też nigdy nie prosiłem pana Fizyka aby mi wykazywał ogrom Pańskiej niewiedzy z zakresu nauk przyrodniczych, czy pana Andrzeja.51 z zakresu biblistyki, a czytam ich wypowiedzi z ogromnym zainteresowaniem i wiele się z nich uczę.

>i jeżeli nie zgadza się ze mną (tym bardziej diametralnie), może po prostu do mnie napisać.
Prywatną korespondencję mam zwyczaj prowadzić tylko z przyjaciółmi.

>Jest Pan samozwańczym naprawiaczem tego forum, który - jak to często bywa z naprawiaczami - więcej zepsuje niż naprawi.
www.racjonalista.pl/kk.php/d,67
Cholera. Pan taki mądry, a forumowicze tego zrozumieć nie chcą.

> Przypominam także, że czasy ORMO i Służby Bezpieczeństwa (Pańskiego dawnego chlebodawcy - jak by nie było, wypróbowanego specjalisty od "walki z głupotą", zwłaszcza religijną!) już się jednak skończyły i niech Pan nie mówi racjonalistom, co mają myśleć, a co nie, bo wyrobią sobie osąd (także o mnie oraz o moich poczynaniach na forum) bez Pańskiej gorliwej pomocy i milicyjnej interwencji.
Czy sądzi Pan, że nikt tu nie zauważa jest Pan tylko prymitywnym chamem, ogromnie sfrustrowanym poziomem swojego wykształcenia oraz wiedzy. Naprawdę trzeba być głęboko upośledzonym intelektualnie aby wierzyć, że gdy Pan napisze,
że ja jestem brzydkim, to wszyscy Panu uwierzą.

> Proszę, niech Pan robi to, co robią inni użytkownicy forum, tzn. niech Pan dyskutuje z tymi, których uważa za równorzędnych partnerów.
Kpiąc z Pańskich idiotyzmów też dyskutuję z innymi użytkownikami.

>Ja tak robię i co jakiś czas, nierzadko ku własnemu zadowoleniu, wymieniam posty z pp. Episode_2, Głodzikiem, Setarkosem, czy nawet (nie przepadającą za mną) Mayoliną, jak i wieloma innymi.
Tyle, że ja jakoś ich zadowolenia doczytać się nie mogę.

>Niech Pan nie przeszkadza w tej wymianie korespondencji, tak jak ja nie przeszkadzam Panu w wymianie zdań np. z p. Andrzejem51 czy Astrotaurusem, czy kimkolwiek innym.
Niech Pan zdecydowanie na to nie liczy. To otwarte forum i każdy może włączać się w każdą dyskusję, z czego Pan tu wielokrotnie korzystał.

>I tyle.
I tyle?
A jak z tym marksowskim "przyspieszeniem", jak z Rabbi Watonem, jak Einsteinem, jak Pańską znajomością angielskiego wspieraną Googlem? Jak Pańskim rozumieniem Ewangelii i innego wątku? Czy istnieją tu tematy - poza sportem i muzyką - w których nie udało się Panu skompromitować?

Uważa Pan, że ten agresywny chamski atak na mnie poprawi tu Pańską intelektualną i moralną ocenę i załatwi Pańską merytoryczną kompromitację?

@@@
.
15-11-2014 12:36 
 Ocena 3 na 3
Elasp (6859 punktów)

>> Przypominam także, że czasy ORMO i Służby Bezpieczeństwa (Pańskiego dawnego chlebodawcy - jak by nie było, wypróbowanego specjalisty od "walki z głupotą", zwłaszcza religijną!) już się jednak skończyły i niech Pan nie mówi racjonalistom, co mają myśleć, a co nie, bo wyrobią sobie osąd (także o mnie oraz o moich poczynaniach na forum) bez Pańskiej gorliwej pomocy i milicyjnej interwencji.

>Czy sądzi Pan, że nikt tu nie zauważa jest Pan tylko prymitywnym chamem, ogromnie sfrustrowanym poziomem swojego wykształcenia oraz wiedzy. Naprawdę trzeba być głęboko upośledzonym intelektualnie aby wierzyć, że gdy Pan napisze, że ja jestem brzydkim, to wszyscy Panu uwierzą.

Mnie nie, ale bazom danych chyba jednak tak. Internet jest kopalnią wiedzy. Zatem radzę Panu uważać.
15-11-2014 13:36 
 0 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Pan Elasp: Przypominam także, że czasy ORMO i Służby Bezpieczeństwa (Pańskiego dawnego chlebodawcy - jak by nie było, wypróbowanego specjalisty od "walki z głupotą", zwłaszcza religijną!) już się jednak skończyły i niech Pan nie mówi racjonalistom, co mają myśleć, a co nie, bo wyrobią sobie osąd (także o mnie oraz o moich poczynaniach na forum) bez Pańskiej gorliwej pomocy i milicyjnej interwencji.

Bogusławski: Czy sądzi Pan, że nikt tu nie zauważa jest Pan tylko prymitywnym chamem, ogromnie sfrustrowanym poziomem swojego wykształcenia oraz wiedzy. Naprawdę trzeba być głęboko upośledzonym intelektualnie aby wierzyć,
że gdy Pan napisze, że ja jestem brzydkim, to wszyscy Panu uwierzą.

> Mnie nie, ale bazom danych chyba jednak tak. Internet jest kopalnią wiedzy. Zatem radzę Panu uważać.
Uważam i nawet boję, dlatego zawsze pogardzałem Inkwizycją oraz wszelkimi policjami myśli wywodzącymi się tych tradycji, a także różnymi kolaborantami i donosicielami i wszystko mi jedno czy ktoś nazywa się Torquemada, czy Elasp.
Czy jest ze służby bezpieczeństwa, czy z IPN-u. To ciągle ta sama qurewska mentalność.

@@@
.
15-11-2014 14:04 
 Ocena 3 na 3
Elasp (6859 punktów)

>Uważam i nawet boję, dlatego zawsze pogardzałem Inkwizycją oraz wszelkimi policjami myśli wywodzącymi się tych tradycji, a także różnymi kolaborantami i donosicielami i wszystko mi jedno czy ktoś nazywa się Torquemada, czy Elasp.
Czy jest ze służby bezpieczeństwa, czy z IPN-u. To ciągle ta sama qurewska mentalność.

Qurewską - jak Pan pisze - mentalność mieli raczej pracownicy Służby Bezpieczeństwa, do której Pan przecież należał. Inkwizycja paliła na stosach w średniowieczu, natomiast Służba Bezpieczeństwa zabijała księży jeszcze w latach 80-tych XX wieku, i to tak samo w imię ideologii. Księdza Zycha, Popiełuszkę, Niedzielaka, Suchowolca na przykład.

Myślę zatem, że jest Pan ostatnią osobą na forum, która ma prawo mówić co dobre, a co złe. Niech Pan się cieszy ze swojej wysokiej i wczesnej emerytury (w pewnym sensie wygrał Pan, bo byli opozycjoniści mają po 900 zł), wydaje ją na smaczne alkohole - i siedzi cicho.
15-11-2014 17:41 
 Ocena 5 na 7
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Pan Elasp: Przypominam także, że czasy ORMO i Służby Bezpieczeństwa (Pańskiego dawnego chlebodawcy - jak by nie było, wypróbowanego specjalisty od "walki z głupotą", zwłaszcza religijną!) już się jednak skończyły i niech Pan nie mówi racjonalistom, co mają myśleć, a co nie, bo wyrobią sobie osąd (także o mnie oraz o moich poczynaniach na forum) bez Pańskiej gorliwej pomocy i milicyjnej interwencji.

Bogusławski: Czy sądzi Pan, że nikt tu nie zauważa jest Pan tylko prymitywnym chamem, ogromnie sfrustrowanym poziomem swojego wykształcenia oraz wiedzy. Naprawdę trzeba być głęboko upośledzonym intelektualnie aby wierzyć,
że gdy Pan napisze, że ja jestem brzydkim, to wszyscy Panu uwierzą.


Pan Elasp: Mnie nie, ale bazom danych chyba jednak tak. Internet jest kopalnią wiedzy. Zatem radzę Panu uważać.

Bogusławski: Uważam i nawet boję, dlatego zawsze pogardzałem Inkwizycją oraz wszelkimi policjami myśli wywodzącymi się tych tradycji, a także różnymi kolaborantami i donosicielami i wszystko mi jedno czy ktoś nazywa się Torquemada, czy Elasp. Czy jest ze służby bezpieczeństwa, czy z IPN-u. To ciągle ta sama qurewska mentalność.

________

> Qurewską - jak Pan pisze - mentalność mieli raczej pracownicy Służby Bezpieczeństwa, do której Pan przecież należał. Inkwizycja paliła na stosach w średniowieczu, natomiast Służba Bezpieczeństwa zabijała księży jeszcze w latach 80-tych XX wieku, i to tak samo w imię ideologii. Księdza Zycha, Popiełuszkę, Niedzielaka, Suchowolca na przykład.

> Myślę zatem, że jest Pan ostatnią osobą na forum, która ma prawo mówić co dobre, a co złe. Niech Pan się cieszy ze swojej wysokiej i wczesnej emerytury (w pewnym sensie wygrał Pan, bo byli opozycjoniści mają po 900 zł), wydaje ją na smaczne alkohole - i siedzi cicho.
Myślę, iż redakcja Racjonalista.pl też ponosi jakąś tam odpowiedzialność za prymitywne opluwanie jadem nienawiści uczestników forum. Pan Elasp już tu wielokrotnie - oprócz chamskich złośliwych dyskredytacji wobec swoich oponentów oraz epitetów pod ich adresem - używał jako argumentów fałszywych oskarżeń.
www.racjon(*).php/z,0/d,18/s,622763#w624056
www.racjon(*).php/s,635357/z,0/d,25#w637974
Nie wydaje mi się też, aby ktokolwiek z redakcji portalu upoważnił Pana Elaspa do pouczania i zamykania ust innym uczestnikom forum?

Ponieważ bezwzględnie wykazywałem brak wiedzy oraz argumentów w pana Elaspowych wywodach, to on najbardziej mnie znienawidził i agresywnie stosował wobec mnie próby złośliwej, a nawet wprost chamskiej dyskredytacji. Jakoś to znosiłem, choć pokazywałem:
www.racjon(*).php/z,0/d,40/s,635357#w639433
Ale teraz wysyłając na mojego e-maila groźbę, że gdy się nie zamknę to ujawnieni jakieś niby moje dane z IPN-u oraz publicznie zarzucając mi pracę w służbie bezpieczeństwa przekroczył wszelką miarę, nawet tą z Onetu.

Proszę o zwrócenie uwagi, że Pan Elasp od początku uprawia tu najzwyczajniejsze hejterstwo. Wylewając na naszym forum popłuczyny swojej brudnej psychiki. Złość, nienawiść, frustrację. Mści się na wszystkich mających odmienne poglądy,
a czasem tylko większą wiedzę od niego, za swoje niepowodzenia i w ten sposób się dowartościowując.

Dla mnie jest smutnym zjawiskiem jest brak reakcji moderacji na takie ewidentnie niezgodne z regulaminem zachowania. Czy na naszym forum też musimy się pławić w tym co zionie nienawiścią i przemocą lub godzić się na narzucanie nieuzasadnionych niczym poglądów oraz standardów intelektualnych i kulturalnych trolli?

@@@
.
15-11-2014 16:38 
 Ocena 3 na 3
Mariusz Agnosiewicz (moderator)
Moderacja zwraca się do wszystkich dyskutantów o rezygnację z ataków personalnych. Personalne utarczki można realizować w Hyde Parku naszego forum. Zwykłe działy są dla dyskusji merytorycznych.
15-11-2014 17:21 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Moderacja zwraca się do wszystkich dyskutantów o rezygnację z ataków personalnych.

Oczywiście, chętnie wrócę do dyskusji stricte merytorycznych.
15-11-2014 17:49 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Moderacja zwraca się do wszystkich dyskutantów o rezygnację z ataków personalnych.
Panie Redaktorze jestem od dawna dosyć pilnym czytelnikiem naszego forum i daję Panu najświętsze słowo honoru, że nie wszyscy dyskutanci używają tu ataków personalnych, a nawet wśród tych, którym to się przydarza są znaczne różnice w ich nasileniu i przekraczania norm kultury, a w przypadku pana Elaspa nawet granic prawa.
www.racjon(*).php/s,640660/z,0/d,29#w642607

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
15-11-2014 12:55 
 Ocena 1 na 1
mayolina (2278 punktów)
nadal czekam na cytaty potwierdzające twoją interpretację podlinkowanego tekstu.
13-11-2014 15:21 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> "The Communists are against religion (Christianity), and they seek
> to destroy religion; yet, when we look

Teraz Pana bardzo proszę o komentarz do podanych cytatów. Co one mają popierać, czy udowadniać w założeniu?

>>- Sp*** ty żydzie! - usłyszał

Moja anegdota pokazuje, jak wśród prostych, acz żarliwych katolików wypaczane są idee Jezusa, notabene Żyda. I co trzeba jeszcze dodać: obydwaj wiemy, że przykład niekoniecznie szedł od dołu..
Pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
11-11-2014 23:05 
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)
>>Nie było zadaniem Marksa opisywanie społeczeństwa, tylko procesu historycznego w jego materialistycznym ujęciu (jako ścierania się sprzecznych interesów klas) i określenie jego kierunku. Można się sprzeczać co do tego, czy kierunek ów został wskazany właściwie, ale wiele ekonomicznych zwłaszcza spostrzeżeń jest zupełnie trafnych,
> Które na przykład?

Pytanie dziwne, przyznam, gdyż trudno uwierzyć, aby dziś nawet średnio inteligentny i wykształcony człowiek nie słyszał o jego objaśnieniu cyklów w kapitalizmie, chociaż niekoniecznie musi łączyć to z jego nazwiskiem. Nie chce mi się tu streszczać interesujących materiałów na ten temat, angielska Wikipedia jest tu bardzo dobrym źródłem wiedzy. Dodam, że ostatnie lata w zdumiewający sposób potwierdzają te tezy. I gdyby nie zasypywanie rynku pustym pieniądzem, skończyłaby się już kilka lat temu iluzja nieskończonego wzrostu, która prędzej czy później pęknie z wielkim hukiem

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
11-11-2014 00:07 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
> Najbardziej kuriozalne
Dla Pana wszystko, co jest niezgodne z Pańskim ograniczonym przez wiarę rozumieniem świata, jest kuriozalne.

>było jednak to, że nie opisali społeczeństwa, jakie ma powstać w wyniku rewolucji.
Po prostu ani nie byli, ani nie uważali się za proroków. Mieli ogromną - jak na XIX wiek - wiedzę, ale nie mieli mentalności Pana Elaspa i nie uważali, iż wszystkie rozumy pozjadali i pisali tylko o tym o czym mieli pojęcie.

>Widać to bardzo dobrze na przykładzie ortodoksyjnych marksistów, jakimi byli bolszewicy, którzy po rewolucji październikowej zupełnie nie wiedzieli wedle jakich zasad ma działać państwo (jak wiadomo, istniały także rozbieżności co do jego polityki zagranicznej, tzn. co do tego, czy rewolucja ma być eksportowana, czy nie). Doprowadziło to do chaosu i anarchii, a w konsekwencji - do wojny domowej.
Wielce Szanowny Panie, to stek - wprost przerażający głupotą - bzdur.

> Marks przez kilkadziesiąt lat "pracy" i rozwodzenia się nad usterkami kapitalizmu nie ruszył mózgownicą i nie zadał sobie trudu sprawdzenia, jakie tak naprawdę ma być to społeczeństwo socjalistyczne/komunistyczne i czy w ogóle może istnieć w praktyce (tj. czy nie jest przypadkiem czymś w rodzaju kwadratury koła).
Jestem zachwycony komputerami i internetem, ale ma to też swoje fatalne strony. Jedną z nich jest to, że każdy dureń ukryty pod nickiem może włączać się do dyskusji inteligentnych ludzi i wszelakie głupoty wypisywać. Pieprzy Pan tu jak ciężko potłuczony na tematy, o których nie ma Pan nawet zielonego pojęcia.

>Taki to był z niego "mędrzec"...
Wszystko jedno kim on był dla Pana, gdyż nie ma Pan na ten temat (jak i na znakomitą większość tu przez Pana tematów poruszanych) żadnej - nawet minimalnej wiedzy - upoważniającej Pana do zabrania głosu w poważnej rozmowie. Ewentualnie wie Pan to czego na katechezie się dowiedział, gdyż tam właśnie taki bełkot się uprawia.

PS. Pan Hodża: www.racjon(*).php/z,0/d,19/s,640660#w642081

@@@
.
11-11-2014 11:26 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)
>.
>> Najbardziej kuriozalne
>Dla Pana wszystko, co jest niezgodne z Pańskim ograniczonym przez wiarę rozumieniem świata, jest kuriozalne.
>>było jednak to, że nie opisali społeczeństwa, jakie ma powstać w wyniku rewolucji.
>Po prostu ani nie byli, ani nie uważali się za proroków. Mieli ogromną - jak na XIX wiek - wiedzę, ale nie mieli mentalności Pana Elaspa i nie uważali, iż wszystkie rozumy pozjadali i pisali tylko o tym o czym mieli pojęcie.

Z księgi proroka Marksa:

"W społeczeństwie komunistycznym, gdzie nikt nie ma jedynego i wyłącznego zakresu działania (...) społeczeństwo reguluje podstawowe zasady produkcji i dlatego każdy człowiek będzie mógł jednego dnia zajmować się jedną rzeczą, drugiego dnia zaś zupełnie innym, rano będzie mógł polować, po południu łowić ryby, wieczorem zając się trzodą, po południu krytykować, mówić, co myśli, nie będąc myśliwym, rybakiem, pasterzem lub krytykiem". ("Ideologia niemiecka").

Żydowi z Trewiru zachciało się raju na ziemi - no i usmażył biblijny kotlet na pseudonaukowym oleju.

11-11-2014 12:26 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
"Gdyby głupota miała skrzydła, to latałaby pani jak gołębica"
- mówił dr Sztrosmajer do jednej z pielęgniarek w legendarnym serialu "Szpital na peryferiach". 


> Żydowi z Trewiru zachciało się raju na ziemi - no i usmażył biblijny kotlet na pseudonaukowym oleju.
Świat ludzkich rzeczywistości nie jest czarno-biały i nie warto wybierać żadnych skrajności.
Nie Żyd, gdyż "Jezus nie mógł być Żydem" podobno wygłosił Kazanie na górze
www.racjonalista.pl/forum.php/s,523045/z,0
www.racjon(*)q,Gnoza..chrzescijanstwa.groza
www.racjon(*)iniona.katolickosc.manicheizmu
www.racjon(*)ymskie.oczyszczenie.z.czystych
[Załącznik]

"Tyl­ko dwie rzeczy są nies­kończo­ne: wszechświat oraz ludzka głupo­ta,
choć nie jes­tem pe­wien co do tej pierwszej".

- jak napisał Albert Einstein.

@@@
.
11-11-2014 16:52 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Mieli ogromną - jak na XIX wiek - wiedzę, ale nie mieli
> mentalności Pana Elaspa i nie uważali, iż wszystkie rozumy pozjadali

Cytat:
Kiedy Alfred wyszedł, dwaj starzy przyjaciele wstali, przeciągając się, gdy tymczasem sekretarka dyrektora Epsteina postawiła na stole talerz ze strudlem jabłkowym z orzechami. Usiedli i skubali go w milczeniu, kiedy robiła herbatę.
- A zatem, Hermann, to jest oblicze przyszłości? - powiedział dyrektor Epstein.
- Nie chcę patrzeć na taką przyszłość. Cieszę się z gorącej herbaty - przebywanie z nim przejmuje chłodem.
- Jak bardzo powinniśmy się martwić o tego chłopca, o jego w pływ na kolegów z klasy?
Przesunął się cień - uczeń przeszedł korytarzem obok i Herr Schafer wstał, żeby zamknąć uchylone drzwi.
- Jestem jego wychowawcą od samego początku. Uczęszczał na wiele moich zajęć. Dziwne, ale w ogóle go nie znam. Jak widzisz, jest w nim coś mechanicznego i jakiś dystans. Widuję chłopców zajętych żywą rozmową, ale Alfred nigdy się nie włącza. Bardzo dba o to, żeby dobrze się ukrywać.
- Trudno powiedzieć, że w ciągu ostatnich kilku minut się ukrywał, Hermann.
- To było zupełnie nowe. Wstrząsnęło mną. Zobaczyłem innego Alfreda Rosenberga. Lektura Chamberlaina go ośmieliła.
- Może to jest jakaś jasna strona. Może jeszcze znajdą się książki, które obudzą w nim zapał do innych rzeczy. Mówisz jednak, ze nie jest miłośnikiem książek?
- Dziwne, ale niełatwo odpowiedzieć na to pytanie. Niekiedy myślę, że kocha samą ideę książek, albo ich aurę, albo może tylko okładki książek. Często paraduje po szkole z naręczem książek pod pachą: Hauptmann, Heine, Nietzsche, Hegel, Goethe. Jego pozy są czasem niemal komiczne. To sposób na popisywanie się swoim wyższym intelektem, chwalenie się, że woli książki od bycia lubianym. Często miałem wątpliwości, czy rzeczywiście czyta te książki. Dzisiaj nie wiem, co myśleć.
- Taka namiętność do Chamberlaina - zauważył dyrektor - Czy pasjonowały go jakieś inne rzeczy?
- To jest pytanie. Zawsze bardzo mocno trzymał swoje uczucia na wodzy, ale pamiętam błysk podniecenia, kiedy zajmowaliśmy się lokalną prehistorią. Kilka razy zabrałem niedużą grupę uczniów, żeby obejrzeli wykopaliska archeologiczne na północ od kościoła św. Olafa. Rosenberg zawsze się zgłaszał na takie wyprawy. Na jednej z wycieczek pomógł odkopać narzędzie z epoki kamienia oraz prehistoryczne palenisko i był tym bardzo przejęty.
- Dziwne - powiedział dyrektor przeglądając teczkę Alfreda. - Wybrał naszą szkołę, a nie gimnazjum, gdzie mógłby uczyć się łaciny i greki, żeby potem pójść na uniwersytet i studiować literaturę albo filozofię, co chyba go interesuje. Dlaczego idzie na politechnikę?
- Myślę, że z powodów finansowych. Jego matka umarła kiedy był dzieckiem, a ojciec ma gruźlicę i pracuje tylko dorywczo jako urzędnik w banku. Herr Purvit, nowy nauczyciel uważa, że Rosenberg całkiem dobrze rysuje i zachęca go, żeby wybrał zawód architekta.
- Tak więc trzyma się z dala od innych - powiedział dyrektor zamykając teczkę Alfreda - a jednak wygrał wybory. Czy nie był też przewodniczącym klasy dwa lata temu?
- Myślę, że to ma niewiele wspólnego z popularnością. Uczniowie nie szanują tej funkcji i lubiani chłopcy na ogół unikają jej z powodu obowiązków, jakie ma przewodniczący oraz przygotowań do przemówienia na zakończenie szkoły. Nie sądzę, żeby chłopcy traktowali Rosenberga poważnie. Nigdy nie widziałem, żeby był wewnątrz grupy, ani żeby żartował z kolegami. Częściej to jemu inni robią psikusy. Jest samotnikiem, zawsze sam chodzi po Rewalu ze szkicownikiem. Tak wiec nie martwiłbym się zbytnio tym, że rozpowszechnia tutaj swoje skrajne poglądy.

"Problem Spinozy", Irvin D. Yalom


Pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
02-11-2014 18:38
 Ocena 11 na 11
klawik (759 punktów)

>1. Ateiści, co przekonałoby Was do katolicyzmu?

Milion dolarów by wystarczył Byłbym zakłamanym katolikiem, ale to dotyczy zdecydowanej większości wyznawców tej wiary. Nikt by się nie pokapował
05-11-2014 12:12 
 Ocena 1 na 1
Drobner (19539 punktów)
Niebiescy za 0,9 mln!
Drobner, niebieski... (chodzi o kolor)
starog (359 punktów)
>Pytajcie o to, co chcielibyście wiedzieć na temat niewiary ...

No to ... co to jest ... niewiara?
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>>Pytajcie o to, co chcielibyście wiedzieć na temat niewiary ...
>No to ... co to jest ... niewiara?

Starogu, ale żeś wszystkich swoim pytaniem zażył.. szok!
Niewiara, to brak wiary w religijnym sensie tego słowa (nie mylić np. z brakiem wiary w istnienie rzeki o nazwie Wisła).
Pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
14-11-2014 07:20 
 Ocena 1 na 1
astrotaurus (12445 punktów)

>Niewiara, to brak wiary w religijnym sensie tego słowa (nie mylić np. z brakiem wiary w istnienie rzeki o nazwie Wisła).
Żebyż to było tak łatwo!
Niewiara może też od biedy oznaczać inne przeciwieństwo wiary - wiarę w przeciwieństwo twierdzenia objętego wiarą i tak jest, moim zdaniem, najczęściej rozumiana.
I skąd wytrzasnąłeś ten "religijny sens"? Skoro sam definiujesz pod pojęciem wiary dwa jej rodzaje, to czemu niewiara ma się odnosić wyłącznie do jednego?

Ej, jak chcesz dyscyplinować fideistów samemu żonglując do woli?


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> I skąd wytrzasnąłeś ten "religijny sens"? Skoro sam definiujesz pod pojęciem
> wiary dwa jej rodzaje, to czemu niewiara ma się odnosić wyłącznie do jednego?
>Ej, jak chcesz dyscyplinować fideistów samemu żonglując do woli?

Wytrzasnąłem, bo w poście inicjującym jest mowa o teizmie i ateizmie, poza tym takie też było pytanie przedmówcy. A ja zazwyczaj mam skłonnosci do pisania na temat.
Poza tym chciałem uściślić, bo wiara bywa różnie rozumiana (jej drugie znaczenie nie leży w zakresie pytania).
Takie zawodowe dmuchanie na zimne

> Niewiara może też od biedy oznaczać inne przeciwieństwo wiary
> - wiarę w przeciwieństwo twierdzenia objętego wiarą

Może. Ale to jest już dostatecznie tutaj mocno tu skrytykowane (i stąd zapewne Twoje "od biedy"). Nie mniej masz rację, i tak bywa.

Pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
15-11-2014 21:41 
 Ocena 1 na 1
starog (359 punktów)
>>>Pytajcie o to, co chcielibyście wiedzieć na temat niewiary ...
>>No to ... co to jest ... niewiara?
>Starogu, ale żeś wszystkich swoim pytaniem zażył.. szok!
To przygana czy pochwała ? ... mniejsza o to, postaram się bardziej.

>Niewiara, to brak wiary w religijnym sensie tego słowa (nie mylić np. z brakiem wiary w istnienie rzeki o nazwie Wisła).
Nieco niżej wypowiedział się -astrotaurus-. Ja się z tą wypowiedzią zgadzam, więc rozwijać już nie będę.
(poprawka - nieco wyżej wypowiedział się astrotaurus)
- może to problemy ... techniczne?

Muszę jednak zauważyć, że Forum racjonalista.pl to miejsce szczególne i jedno z tych niewielu miejsc, w których zwykli ludzie-(z mniejszym polotem, inteligencją?)-mogą poszukiwać argumentów potrzebnych (niezbędnych?) do codziennej obrony własnego, odrębnego i niereligijnego światopoglądu.
I samo w sobie, dając nadzieję na wsparcie tym, którzy sami nie potrafią ... powinno przyjmować odpowiedzialność, oczywiście w ujęciu werbalnym.(odpowiedzialność za choćby prawidłowe tłumaczenie słów, zwrotów, pojęć)
Przedmiotowe -Forum- powinno zatem istnieć nieprzerwanie i to moim zdaniem jest oczywiste.
Do tego jednak nie wystarczą same chęci "prowadzących" ... muszą być zatem, raz po raz (i coraz częściej) wprowadzane "nowe tematy, nowe wątki". Tzn... nowe-stare tematy i nowe-stare wątki, odgrzewane przez coraz to "nowsze" wcielenia dyskutantów.
(to, że uczestnicy tego forum mają po kilka ..."żyć"... jest wyraźnie widoczne)

Nowe tematy są potrzebne, ale czy muszą być aż tak ...infantylne.

>>>Pytajcie o to, co chcielibyście wiedzieć na temat niewiary ...
>>No to ... co to jest ... niewiara?
>Starogu, ale żeś wszystkich swoim pytaniem zażył.. szok!

Katolicyzm ciągle na nowo tłumaczy zdarzenia i ich symbole z przeszło 2 tys. lat
.. to już wpis "forumowicza" .... i tak zaczyna się pogoń za króliczkiem, którego nie chce się złapać.
16-11-2014 09:48 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Wytyczyłeś cele fR. Ale:
a) czy potrafisz do tych "nowych tematów, nowych wątków" przekonać prowadzących, a co ważniejsze - użytkowników?
b) czy cele sformułowane tak ogólnie mają jeszcze coś wspólnego z linią portalu?
www.racjonalista.pl/kk.php/s,1

> nowe-stare tematy i nowe-stare wątki, odgrzewane przez
> coraz to "nowsze" wcielenia dyskutantów.

Podstawy socjologii. Widać nośny temat omawiany węższym gronie potrzebuje się upowszechnić. A na to potrzeba czasu i wytrwałości.

> (to, że uczestnicy tego forum mają po kilka ..."żyć"... jest wyraźnie widoczne)

Czy to ma być jakichś zarzut? Bierz ludzi jakimi są, nie zmieniaj na takich, jakimi w Twoim mniemaniu mają być (postawa teistów).

> Nowe tematy są potrzebne, ale czy muszą być aż tak ...infantylne.

Widać z jakiegoś powodu muszą. Ale do czytania ich absolutnie nikt nie zmusza. Chyba że.. sam się zmuszasz?

> Katolicyzm ciągle na nowo tłumaczy zdarzenia
> i ich symbole z przeszło 2 tys. lat

Tak. I często całkowicie w oderwaniu od ich pierwotnych założeń. Pytanie, czy to jeszcze nauka Jezusa, czy całkowicie coś innego i papieże / biskupi wychodzą przed swojego Mistrza.

> .. to już wpis "forumowicza" .... i tak zaczyna się pogoń
> za króliczkiem, którego nie chce się złapać.

Ale przecież nikt Ci nie każe łapać Starogu. A propos - czy Starog to od Starogardu?

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
30-11-2014 21:31 
 Ocena 1 na 1
starog (359 punktów)
>A propos - czy Starog to od Starogardu?
Nie. Starog to nie od Starogardu.
Ale sama odpowiedź ... inspirująca.
Myślę.
15-11-2014 22:43 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Pytajcie o to, co chcielibyście wiedzieć na temat niewiary ...
>No to ... co to jest ... niewiara?
www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,641034#w641351
Nauka opiera się na niewierze!
www.racjon(*)m.php/s,532005/z,0/d,9#w535514
Nauka nie przyjęła żadnych metafizycznych założeń. Do fizykalizmu, monizmu, naturalizmu, materializmu i jak jeszcze by tego nie nazywał nauka doszła przez praktykę, stale potwierdzaną w doświadczeniach. W nauce dogmaty są nie możliwe, gdyż niczego nie przyjmuje się "na wiarę" wszystko (już z założenia) poddawane jest krytycznej weryfikacji.
www.racjon(*).php/s,635357/z,0/d,13#w637116

"Niewiara", to też nazwa "sceptycyzm naukowego", który jest praktyczną postawą przyjmowaną przez olbrzymią większość społeczności naukowej, która polega na uznawaniu za wiarygodne tylko tych teorii i wyników badań, które spełniają elementarne zasady metodologii naukowej, a w takich samych warunkach dają ten sam wynik.

"Niewiara" to też przyjęcie postawy poznawczej wynikającej z racjonalizmu światopoglądowego.

@@@
.
tom36 (229 punktów)
(zablokowany)
>Proponuję, aby teiści z tego forum ujawnili się i zadawali pytania ateistom. Odpowiem na wszystkie
>mądre pytania i namawiam forumowych ateuszy do tego samego. Pytajcie o to, co chcielibyście wiedzieć
>na temat niewiary, prowokujcie, inteligentnie zagajajcie.
>Żeby Was ośmielić, zadam pierwsze pytanie.
>1. Ateiści, co przekonałoby Was do katolicyzmu?

Gdyby koncepcja boga katolickiego byla choc troche spojna i sama w sobie nie obrazala tego 'tworu'. Gdyby ten 'twor' zachowywal sie choc odrobine bardziej przyzwoicie... pewnie watpliwosci ze 'cos tutaj nie pasuje' pojawily by sie u mnie duzo pozniej

Pewnie gdybym widzial ze to co katolicy (i hierarchowie) 'mowia' a to co 'robia' ma jakikolwiek wspolny mianownik... nie utracil bym szacunku i dla katolikow i dla instytucji KK tak szybko

Pewnie gbybym nie przeczytal dokladnie bibli .... bo konfrontacja przeslania bibili i dzialalnosci KK to sa dwie zupelnie inne bajki...

I najwazniejsze, nawet przyjmujac 'na sile' argument o kontekscie 'czasu i kultury', 'bledach i wypaczeniach' to obecna (tu i teraz) buta hierarchow KK brak umiejetnosci przyznania sie do zbrodni, a wrecz wybielanie i zaklamywanie historii, brak skruchy i zadoscuczynienia czyni ta instytucje tak odrazajaca, niewiarygodna i tak oderwana od rzeczywistosci ze nie ma takiej sily ktora mogla by zmienic moje nastawienie...

Na koniec zrozumienie wszystkich konsekwencji koncepcji 'wiecznego zycia na haju' czyni z niej najbardziej przerazajaca koncepcje 'przyszlosci' jaka czlowiek moze sobie wyobrazic... /uwaga - lepiej nie probowac bo grozi utrata zmyslow/ Ale dzieki bogu boga nie ma za co stokrotne bog zaplac.
daddy (2737 punktów)
(zablokowany)

>1. Ateiści, co przekonałoby Was do katolicyzmu?
Nic
A co przekonałoby naszych forumowych teistów do ateizmu?
Nic
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Proponuję, aby teiści z tego forum ujawnili się i zadawali pytania ateistom. Odpowiem na wszystkie mądre pytania i namawiam forumowych ateuszy do tego samego. Pytajcie o to, co chcielibyście wiedzieć na temat niewiary, prowokujcie, inteligentnie zagajajcie.
Pan Brzostowski: Jestem zmęczony tym, że niektórzy forumowicze nie chcą dyskusji uczciwej. Ja nie boję się ŻADNYCH argumentów, uczciwej duyskusji. Dostrzegam jednak coraz częściej, iż niektórzy forumowicze po prostu wolą unikać niewygodnych problemów, a trudne arguemnty obśmiewać. Dla mnie to powód do pewnej radości, ponieważ oznacza to,
że przynajmniej część moich argumetnów i sposób dysusji całkiem nieźle bazują na racjonalnym podejściu i logice.


Bogusławski: moja wiedza mówi mi, że znacznie głupsi też się dyskusji nie boją. Pokusiłbym się nawet na stwierdzenie,
że im kto głupszy, to tym mniej się boi.


>Żeby Was ośmielić, zadam pierwsze pytanie.
>1. Ateiści, co przekonałoby Was do katolicyzmu?
Jakie materialne dowody mogłyby zatem przemawiać za stworzeniem świata lub przeciw niemu?
Proszę o jakiś hipotetyczny przykład.


Jakie dowody mogłyby przekonać racjonalistę, że Bóg istnieje?

Jeżeli nie miałbym mózgu sformatowanego w dzieciństwie, to musiałbym chyba zachorować psychicznie.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,390815#w391092
www.racjon(*).php/z,0/d,22/s,635357#w637823
Za znakomitą większością fideistycznych wywodów stoi tak wielka pustka intelektualna, iż jest zupełną niemożliwością przekonania ludzi myślących racjonalnie do "rzucenia się w przepaść wiary". www.racjon(*).php/z,0/d,29/s,525127#w531681

I można tak w koło Wojtek w nieskończoność tylko po co?

@@@
.
03-11-2014 15:33 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>I można tak w koło Wojtek w nieskończoność tylko po co?[/color][/url]

Jeżeli nie jest Pan zainteresowany jakąś dyskusją, to przecież może Pan nie brać w niej udziału. Jeżeli trwa jakaś wymiana zdań w tym wątku, to chyba oznacza, że ktoś widzi sens takiej wymiany. Odpowiedz na pytanie "tylko po co?" brzmi więc: "dlatego, że komuś się tak właśnie podoba". To już jest powód wystarczający i powinien Pan to przyjąć do wiadomości. Zamiast więc chodzić i narzekać, niech Pan po prostu uszanuje wybory innych i pozwoli innym na dyskusję, nawet jeżeli Pana zdaniem jest ona pozbawiona sensu.
03-11-2014 17:20 
 Ocena 2 na 2
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Kurde, jak papużki nierozłączki. Krok w krok. Dzień w dzień. To chyba musi być coś więcej.

www.youtube.com/watch?v=xEA1oe-HTUk
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Kto się czubi - ten się lubi
Piosenka skoczna, a ja zawsze miałem słabość do Ady..

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
03-11-2014 19:53 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)

I można tak w koło Wojtek w nieskończoność tylko po co?
(Tylko tyle, z tej wypowiedzi Pan zrozumiał, czy tylko tyle Pan przeczytał?)
> Jeżeli nie jest Pan zainteresowany jakąś dyskusją, to przecież może Pan nie brać w niej udziału.
Ależ ja jestem zainteresowany dyskusją i stąd mój udział w forum skierowanym do samodzielnie myślącej inteligencji. Nie jestem tylko zainteresowany uporczywym i nachalnym - pozbawionym merytorycznych argumentów - wciskaniem kitu przez niedouczonych fideistów. Takiego właśnie "pieprzenia o Szopenie" jakie np. Pan tu uprawia.

>Jeżeli trwa jakaś wymiana zdań w tym wątku, to chyba oznacza, że ktoś widzi sens takiej wymiany.
Też bym tak chciał, ale wcale taka konieczność nie występuje i dyskusje bardzo często inicjują zwyczajne trolle świadomie obniżające poziom intelektualny naszego forum, do których, moim zdaniem, zdecydowanie Pan też należy.

>Odpowiedz na pytanie "tylko po co?" brzmi więc: "dlatego, że komuś się tak właśnie podoba".
Mam zwyczaj, który doprowadza Pana do wściekłości merytorycznego uzasadniania własnych twierdzeń. Pytanie - "tylko
po co?" dotyczyło konkretnych prób wymiany poglądów z ludźmi Pańskiego typu, całkowicie teflonowych na racjonalną argumentację: Dla każdego wierzącego wszystko co przeczy jego wierze jest do dupy. Z wiarą nie ma dyskusji, gdyż wierzącego nikt nie przekona, iż białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej. Panowie fideiści jesteście
na wszelakie argumenty teflonowi. Nic do Was nie dociera. Własne zaślepienie wiarą nie jest tu żadnym merytorycznym argumentem.

Racjonaliści starają się nie podejmować prób z góry skazanych na porażkę. Nie widzę najmniejszych możliwości oświecenia Pana w czymkolwiek. Profesjonaliści o ogromnej wiedzy i znacznie większej niż moja sprawności intelektualnej próbowali
i im się nie udało. Dlatego nie widzę też najmniejszych szans dla mnie. Zresztą w Pańskim przypadku merytoryczna rozmowa jest wielce wątpliwą satysfakcją. Pan jest całkowicie nieprzemakalny na racjonalne argumenty i jak młynek modlitewny cały czas terkocze swoje. Ot czasem dla zabawy można odbić parę piłeczek w ping-pongu, który Pan przez
cały czas tu uprawia.

I można tak w koło Wojtek w nieskończoność tylko po co?


>To już jest powód wystarczający i powinien Pan to przyjąć do wiadomości.
A skąd Pan wnosi, iż nie przyjmuję do wiadomości, że ludzie ograniczeni intelektualnie przez swoją wiarę nie istnieją lub,
że nie starają się innym głupot wcisnąć?

>Zamiast więc chodzić i narzekać,
Siedzę na du..., powiedzmy krześle, przy biurku i wcale nie narzekam.

>niech Pan po prostu uszanuje wybory innych i pozwoli innym na dyskusję,
Jeżeli pamiętam to Pan jest przeciwnikiem tolerancji i demokracji, ja bardzo szanuję ludzi niezależnie od ich poglądów, narodowości, wyznania lub jego braku, orientacji seksualnej itd. - nie mam tylko żadnego szacunku dla głupoty.

>nawet jeżeli Pana zdaniem jest ona pozbawiona sensu.
Pieprzenie bez sensu, to zostaw Pan sobie na imieniny cioci, tu pozostawienie bez reakcji Waszych głupot jest społecznie groźne. To otwarte forum i ciągle czyta je wiele osób szukających własnych odpowiedzi światopoglądowych. Wchodzą na nasze forum i czytają Pańskie wypowiedzi, ale czytają też reakcje racjonalistów i wybierają sobie to co ich bardziej przekonuje. Mnie to właśnie odpowiada i wcale nie narzekam, że możemy pokazać co macie fideiści - tak w istocie
- do zaproponowania poszukującym.

W innym wątku ostatnio w reakcji na Pańskie napaści napisałem:
Po raz enty ewidentnie wykazałem Panu, że Pan tu głupoty wypisuje. No i co z tego, gdy Pan jest teflonowy, a przecież mógłby Pan choć w jednym z podejmowanych przez siebie tematów wykazać się odrobiną poważniejszej wiedzy. To, iż Pan ma wszystkich z Panem się nie zgadzających za głupków, świadczy tylko o Pańskim poziomie, a nie o poziomie tych ludzi.

>No ile można?
Myślę, iż długo. Na razie jeszcze mam cierpliwość wykazywaniu bzdur, które tu Pan i jego ideologiczni przyjaciele tu wypisują, a Pana zupełnie nie jest stać na podważenie moich (i nie tylko moich) wywodów i zamiast merytorycznych stosuje chamskie personalne ataki. Liczy Pan, iż uda się Panu co słabszych psychicznie wziąć na tzw "huki", albo tak jak w stosunku do mnie wyciągnąć jakieś wydumane przez Pana "haki". Przecież to jest zachowanie moralnie wprost obrzydliwe.

>Jest Pan niczym kawalarz, opowiadający kawały, które wszyscy znają (kilka osób uśmiechnie się przez grzeczność).
Prawie wszystko nas dzieli. Poczucie humoru też. Mnie wypisywane przez Pana bzdury - stanowiące światopogląd dużej grupy Polaków - wcale nie śmieszą. Wprost odwrotnie wydają się groźne i dlatego właśnie się im przeciwstawiam - wykazując miałkość Pańskiej argumentacji. Wiem, iż Szanownemu Panu się to nie podoba, ale wiem także, że dociera do ludzi, na których mi zależy.
www.racjon(*).php/s,639085/z,0/d,10#w640876
To też potwierdza, że dyskusje z fideistami sensu nie mają, ale jesteśmy ciągle forum skierowanym do samodzielnie myślącej inteligencji, a ja swoje wypowiedzi kieruję tylko do tych, którzy je zrozumieć potrafią. Panu to się udaje tylko
w mocno ograniczonym stopniu. Potrafi Pan zrozumieć, iż nie mam szacunku ani dla Pańskich poglądów, ani broniących
ich argumentów.

PS. Na pytanie - "Ateiści, co przekonałoby Was do katolicyzmu?" - odpowiedziałem.

@@@
.
Heremis (587 punktów)
Jestem teistą choć dla precyzji muszę podać, że balansuję na granicy deizmu i panenteizmu. Nie wiem czy ma sens roztrząsanie tego. Nie widzę sensu w zadawaniu pytań ateistom, do czego mi to ma być potrzebne? Po co im zawracać tym głowę, chyba wszyscy tutejsi ateiści świadomie wybrali ateizm.
Tak przy okazji nie wiem czy cokolwiek przekonałoby mnie to katolicyzmu z całą jego doktryną. Akceptuję tylko pewne jego elementy, całość jest nie do przyjęcia dla mnie.

"Com napisał, napisałem" J 19, 22
03-11-2014 20:28 
 Ocena 6 na 6
diogenes (42753 punktów)
>chyba wszyscy tutejsi ateiści świadomie wybrali ateizm.

Światopogląd to coś więcej niż pogląd na świat. Ma również składową podświadomą wyrażająca się w pewnych preferencjach behawioralnych, estetycznych, moralnych. Nigdy np. nie spojrzałem na świat jako na dzieło osobowego kreatora. Obca mi jest zupełnie koncepcja "życia" po śmierci, zbawienia, itp. Nie sądzę, aby w sposób świadomy i wolny można być przekonanym o prawdziwości takich koncepcji. To dlatego najcenniejszym klientem kapłana jest dziecko. Nie darmo też kościół otacza swą sutanną rodzinę. Chodzi o podświadomy "transfer" światopoglądów.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
diogenes (42753 punktów)
>1. Ateiści, co przekonałoby Was do katolicyzmu?

Jedyną rozsądną rzeczą jaką można zrobić z tą firmą, to zamknąć ją. Gdyby zrobił to np. Franciszek, uwierzyłbym w jego, Franciszka, mądrość.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
04-11-2014 00:12 
 Ocena 5 na 5
kogut59 (3090 punktów)
>Jedyną rozsądną rzeczą jaką można zrobić z tą firmą, to zamknąć ją. Gdyby zrobił to np. Franciszek, uwierzyłbym w jego, Franciszka, mądrość.
Kilka faktów dotyczących koncernu "Katolicki Kościół SA" pod wodza prezesa Franciszka.
1. 4 898 biskupów
2. 407 262 księży
3. 753 400 sióstr zakonnych
4. 1 200 000 zatrudnionych
5. 1 300 000 000 wspierających
Teraz liczby stosunkowo malutkiej firmy siostry z Niemiec należącej do koncernu Franciszka.
1. 50 000 firm należących do "KK Niemcy AG"
2. ok. 82 mld Euro Rocznych obrotów (dla porównania Simens AG 75,9 mld Euro)
3. 1 200 000 zatrudnionych
4. 24.170.745 katolików to tylko 29,9 % całej ludności Niemiec (2013)
5. Drugi największy pracodawca w Niemczech po BRD
Czy Franciszek pozbawi akcjonariuszy dywidend a ludzi pracy ? Pozbawi 1,3 mld wiernych
drogowskazów przecież owieczki pobłądzą, byłaby jedna wielka wędrówka niewiernych i katastrofa
04-11-2014 08:09 
 Ocena 5 na 5
diogenes (42753 punktów)
>Czy Franciszek pozbawi akcjonariuszy dywidend a ludzi pracy ? Pozbawi 1,3 mld wiernych
>drogowskazów...

Liczby robią wrażenie. Tym bardziej, kiedy człowiek uświadomi sobie, że cały ten kram wiruje wokół pustki. Ale historia uczy, że nie takie dinozaury wymierały albo mutowały. Weźmy chociażby Polskę: hop-siup i realni komuniści (wraz z rodzinami) przeistoczyli się w kapitalistów. Jezus, Lenin, Mamona ... jedno przechodzi w drugie, drugie w trzecie, to zaś znowu w pierwsze...

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
04-11-2014 14:53 
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)
>Liczby robią wrażenie. Tym bardziej, kiedy człowiek uświadomi sobie, że cały ten kram wiruje wokół pustki.

Ha! Nie tyle pustki, co czarnej dziury. A to, co tak świeci, to nie aureola tylko dysk akrecyjny.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
04-11-2014 15:27 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Ha! Nie tyle pustki, co czarnej dziury.

Gorzej...logicznej dziury...

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
-jad- (18783 punktów)
>Proponuję, aby teiści z tego forum ujawnili się i zadawali pytania ateistom. Odpowiem na wszystkie
>mądre pytania i namawiam forumowych ateuszy do tego samego.

Czy forumowi ateiści mają coś ciekawszego do obgadania niż bycie ateistą?
04-11-2014 00:39 
 Ocena 3 na 3
Jacek Przypadek (1069 punktów)
>>Proponuję, aby teiści z tego forum ujawnili się i zadawali pytania ateistom. Odpowiem na wszystkie
>>mądre pytania i namawiam forumowych ateuszy do tego samego.
>Czy forumowi ateiści mają coś ciekawszego do obgadania niż bycie ateistą?

To fascynujący temat.
04-11-2014 17:57 
 Ocena 3 na 3
-jad- (18783 punktów)
>To fascynujący temat.

No. Jeden raz, to na pewno.

Wątek się rozrasta więc proponuje podzielić go na grupy. W jednej ateiści pytają teistów, czemu są teistami a w drugiej teiści ateistów, czemu są ateistami. Każdy z tych działów należałoby podzielić na kolejne. W tym dyskusja z argumentem, że tak mnie wychowano a w drugim, że dowody naukowe na to wskazują a w kolejnym, że dowody naukowe nie są wiarygodne a w następnym, że są ale tylko niektóre.
Przynajmniej porządek będzie a chętnych na pewno nie braknie, bo jak widzę, ludziom rzeczywiści się to nie nudzi.

Miłej zabawy i daj znać gdy ktoś powie coś nowego
04-11-2014 18:44 
 0 na 2
Domeru (533 punktów)
>W jednej ateiści pytają teistów, czemu są teistami a w drugiej teiści ateistów, czemu są ateistami. Każdy z tych działów należałoby podzielić na kolejne.

Pozostaje jeszcze pytanie do teistów - czemu są ateistami w odniesieniu do wszystkich innych bogów poza "swoim"... Ktoś kiedyś na to sensownie odpowiedział? Sensownie, tzn. nie odstrzeliwując sobie przy tym obu nóg przy samej szyi twierdzeniem, że tak naprawdę we wszystkich religiach chodzi o tego samego?
04-11-2014 19:11 
 Ocena 1 na 1
-jad- (18783 punktów)
Jest i entuzjasta

>Pozostaje jeszcze pytanie do teistów - czemu są ateistami w odniesieniu do wszystkich innych bogów poza "swoim"... Ktoś kiedyś na to sensownie odpowiedział?

Jako zdecydowany teista, postaram się to zmienić. Wierzę w Boga jedynego. Dlatego akurat w tego, że jest prawdziwy.
04-11-2014 19:17 
 0 na 2
Domeru (533 punktów)
>>Ktoś kiedyś na to sensownie odpowiedział?
>Jako zdecydowany teista, postaram się to zmienić.

Fajnie.

> Wierzę w Boga jedynego. Dlatego akurat w tego, że jest prawdziwy.

Eee... ok, ale daj znać, kiedy już zaczniesz te wspomniane wyżej starania.
04-11-2014 19:38 
 Ocena 1 na 1
-jad- (18783 punktów)
>Eee... ok, ale daj znać, kiedy już zaczniesz te wspomniane wyżej starania.

To już. Nie lekceważ przeciwnika
04-11-2014 20:26 
 Ocena-1 na 1
Domeru (533 punktów)
>>Eee... ok, ale daj znać, kiedy już zaczniesz te wspomniane wyżej starania.
>To już. Nie lekceważ przeciwnika

No ale jest problem, bo moi dwaj prawdziwi twierdzą, że Twój jedyny jest nieprawdziwy.

PS: Znaczy oczywiście ten problem jest Twój, bo za wiarę w nieprawdziwego będzie kara...
04-11-2014 20:54 
 Ocena 1 na 1
-jad- (18783 punktów)
>No ale jest problem, bo moi dwaj prawdziwi twierdzą, że Twój jedyny jest nieprawdziwy.

Więc albo mało wiedzą albo, co bardziej prawdopodobne, sam ich sobie wymyśliłeś.

>bo za wiarę w nieprawdziwego będzie kara...

Niby jaka?
04-11-2014 21:22 
 Ocena-1 na 1
Domeru (533 punktów)
>>No ale jest problem, bo moi dwaj prawdziwi twierdzą, że Twój jedyny jest nieprawdziwy.
>Więc albo mało wiedzą albo, co bardziej prawdopodobne, sam ich sobie wymyśliłeś.

Faktycznie, najprawdopodobniej to były jakieś urojenia. Zapewne wywołane strachem przed nieistnieniem. Od teraz będę ateistą.

>>bo za wiarę w nieprawdziwego będzie kara...
>Niby jaka?

Mówił mi jeden taki, że Się Idzie Do Piekła. Ale coś mi się zaczyna wydawać, że sam to sobie wymyślił w celach marketingowych, bo podawał się za przedstawiciela Jedynej Prawdziwej Organizacji Działającej W Imionach Jedynych Dwóch Prawdziwych Bogów i coś przebąkiwał o dobrowolnych wpłatach na jej konto...
05-11-2014 17:44 
 Ocena 1 na 1
-jad- (18783 punktów)
Eh, wiesz co? Jednak nie mogę. Myślałem, że się tu trochę ponawygłupiam ale szybko mi się znudziło.

Pozdrawiam.

Ps. Choć wpłatę na moje konto możesz zrobić jeśli to nie problem
10-11-2014 09:06 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Eh, wiesz co? Jednak nie mogę. Myślałem, że się tu trochę ponawygłupiam ale szybko mi się

Już Domeru jest w tym dobrym fachowcem, może w tym problem. Stańcie kiedyś ramię w ramię przed jaką szerszą widownią, a nie tak..

> Ps. Choć wpłatę na moje konto możesz zrobić jeśli to nie problem

Najpierw to trzeba się trochę postarać i wzbudzić deczko potrzebę pokuty, czy też poczucia niesprawiedliwości społecznej, coby adresat chęć jej kompensacji poczuł.
Tak łatwo nie ma, że jeden wpis na racjonaliście i już

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
04-11-2014 07:23 
 Ocena 2 na 2
szarley (54911 punktów)
>>Proponuję, aby teiści z tego forum ujawnili się i zadawali pytania ateistom. Odpowiem na wszystkie
>>mądre pytania i namawiam forumowych ateuszy do tego samego.
>Czy forumowi ateiści mają coś ciekawszego do obgadania niż bycie ateistą?

Zwłaszcza w kontekscie zagajenia wątku
Drobner (19539 punktów)
>Czy forumowi ateiści mają coś ciekawszego do obgadania niż bycie ateistą?
Nuuu, ja to bym chciał wiedzieć, czy Ty jesteś ateistą katolickim, czy protestanckim, a może islamskim?
Bo mi wyglądasz na ateistę jehowickiego!

Jak oni sączysz jad...

Drobner, anafilaktyczny...
04-11-2014 17:47 
 Ocena 2 na 2
-jad- (18783 punktów)
>Nuuu, ja to bym chciał wiedzieć, czy Ty jesteś ateistą katolickim, czy protestanckim, a może islamskim?

Sam nie wiem. Za dużo tego. Ateiści, kreacjoniści, agnostycy, deiści, dualiści, egzystencjonaliści, cykliści i motocykliści. Kto by się w tym połapał. Grunt to, że każdy człowiek jest wyjątkowy

>Bo mi wyglądasz na ateistę jehowickiego!
>Jak oni sączysz jad...

E tam, jaki jad...To było nie dość, że dawno, to jeszcze nie do końca prawda a teraz trzeba jakoś z tym żyć.

jad małocojadowity
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Proponuję, aby teiści z tego forum ujawnili się i zadawali pytania ateistom. Odpowiem na wszystkie mądre pytania i namawiam forumowych ateuszy do tego samego. Pytajcie o to, co chcielibyście wiedzieć na temat niewiary, prowokujcie, inteligentnie zagajajcie.
>Żeby Was ośmielić, zadam pierwsze pytanie.
>1. Ateiści, co przekonałoby Was do katolicyzmu?
Zainspirował mnie pan Jacek Przypadek swoim wątkiem - "Pytania do niewierzących?
I pomyślałem, iż dobrze by było też zadać odwrotnie - "Pytania do wierzących?"
Dajmy obu stronom szansę.

@@@
.
04-11-2014 18:34 
 Ocena 1 na 1
starog (359 punktów)
>Zainspirował mnie pan Jacek Przypadek swoim wątkiem - "Pytania do niewierzących?
>I pomyślałem, iż dobrze by było też zadać odwrotnie - "Pytania do wierzących?"
>Dajmy obu stronom szansę.

Dobry pomysł. I choć nie lubię podziału na ludzi wierzących i niewierzących, mam takie oto pytanie:
- człowieku wierzący w BOGA, jak zareagujesz gdy Twoja rodzona matka nałoży nakaz:
Nie będziesz miał innych matek obok mnie.

Nie zauważyłem, że pytanie jest jednocześnie odnośnikiem do już istniejącego - nowego wątku. Pomyślę jak je zadać w odpowiedniejszej formie.
06-11-2014 21:37 
 Ocena 1 na 1
Drobner (19539 punktów)
>Nie będziesz miał innych matek obok mnie.
...powiedział Adam do Ewy...
...powiedział Zeus do Ateny... A nie, nie. U Greków nie było takiego przykazania!

Drobner, pokorne cielę...
baszarteg (2319 punktów)

>Proponuję, aby teiści z tego forum ujawnili się i zadawali pytania ateistom.

Mnie osobiście bardziej ciekawiłoby gdyby to agnostycy ujawnili się na forum i zadawali pytania ateistom , dyskusja na argumenty ateistów z teistami zawsze koniec końców zaczyna za bardzo przypominać mnie okładanie bezbronnego dziecka(od strony intelektualnej ) które na własną obronę ma jedynie to "że wierzy" .
-jad- (18783 punktów)
>Mnie osobiście bardziej ciekawiłoby gdyby to agnostycy ujawnili się na forum i zadawali pytania ateistom

O! To dawaj, jedziemy. Jesteś ateistą?
04-11-2014 18:18 
 Ocena 1 na 1
baszarteg (2319 punktów)

>O! To dawaj, jedziemy. Jesteś ateistą?

Trochę się krępuje to takie w sumie osobiste a pan ?
-jad- (18783 punktów)
>a pan ?

No to zależy tylko od Twojej odpowiedzi
04-11-2014 20:52 
 Ocena 1 na 1
baszarteg (2319 punktów)
>>a pan ?
>No to zależy tylko od Twojej odpowiedzi

No tak ,to oczywiste.
niestadny (2492 punktów)

>Mnie osobiście bardziej ciekawiłoby gdyby to agnostycy ujawnili się na forum i zadawali pytania ateistom[...]
Się melduję na zawołanie!
Pierwsze pytanie do ateisty: Jaka jest Twoja definicja ateizmu? O swoim ateizmie poproszę własnymi słowami.


stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
baszarteg (2319 punktów)

>Pierwsze pytanie do ateisty: Jaka jest Twoja definicja ateizmu? O swoim ateizmie poproszę własnymi słowami.

No sam jestem ciekaw odpowiedzi .
Drobner (19539 punktów)
>Jaka jest Twoja definicja ateizmu? O swoim ateizmie poproszę własnymi słowami.
Odważę się nieśmiało...
MÓJ ateizm to sposób modelowania rzeczywistości [postrzegania i 'rozumienia' obserwabli (fenomenów: obiektów, procesów)] według trzech (wł. dwóch) zasad:
1. metodologia naukowa z całym dobrodziejstwem inwentarza;
2. (wł. 1a) sceptycyzm i brzytwa Ockhama (zaakcentowane mocniej niż w metodologii naukowej);
3. przekonanie, że: "Wrogiem wiedzy nie jest niewiedza. Wrogiem wiedzy jest fałszywa 'wiedza'!"
[+ dwa(?) raczej ogólnoludzkie założenia filozoficzne, raczej nieistotne dla teizmu/ateizmu]

To chyba tylko tyle.

Drobner, ubożuchny...
04-11-2014 20:41 
 Ocena 5 na 5
Hodża (11172 punktów)
>>Proponuję, aby teiści z tego forum ujawnili się i zadawali pytania ateistom.
>Mnie osobiście bardziej ciekawiłoby gdyby to agnostycy ujawnili się na forum i zadawali pytania ateistom

Jestem. Ujawniam się. Ale obawiam się, że to w niczym nie ożywi wymiany poglądów, gdyż podzielam właściwie wszystkie (chyba) poglądy ateistyczne prezentowane na Forum. Nie można być w moim rozumieniu ateizmu agnostykiem, nie będąc ateistą.

>, dyskusja na argumenty ateistów z teistami zawsze koniec końców zaczyna za bardzo przypominać mnie okładanie bezbronnego dziecka(od strony intelektualnej ) które na własną obronę ma jedynie to "że wierzy" .

Oj, te dzieci nie są wcale takie bezbronne. Wystarczy skojarzyć np. bogato zdobiony, wielgachny krzyżyk noszony na szyi niejednej państwowej urzędniczki z nieudolnością państwowych instytucji w powstrzymywaniu permanentnego gwałtu zadawanego przez instytucję Kościoła instytucji Państwa, by przestać traktować pobłażliwie te złośliwe religijne trolle.

Uważam, że w takich dyskusjach nie można okazywać im litości, zwłaszcza że w praktyce urzędniczo-administracyjnej funkcjonuje normalna mafia cichych popleczników Kościoła, która tym bardziej nienawidzi niewierzących, im bardziej odrażające są ujawniane fakty dotyczące ich Kościoła. Ci rycerze Maryi nie powstrzymają się przed żadnym świństwem wymierzonym w tych, których uważają za wrogów wiary - o ile nie będą się obawiać odpowiedzialności karnej za jawną dyskryminację. To nie tylko nasz problem, występuje też np. w USA.

Niektórzy niestety źle znoszą ateizm. Pewnie wywołuje jakiś egzystencjalny niepokój.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
05-11-2014 18:09 
 Ocena 1 na 1
-jad- (18783 punktów)
>Nie można być w moim rozumieniu ateizmu agnostykiem, nie będąc ateistą.

No właśnie. Co więcej, nierzadko ateista praktycznie nie różni się od teisty. Pomijając tych, którzy naprawdę wierzą we wszystkie bzdury typu zmartwychwstanie, niepokalane poczęcie itp., oraz tych, którym wydaje się, że wielki wybuch, fizyka kwantowa czy ewolucja wszystko tłumaczą.
Cała reszta teistów, ateistów i agnostyków tylko skłania się ku jakiemuś poglądowi przy czym ci ostatni skłaniają się najmniej

>dyskusja na argumenty ateistów z teistami zawsze koniec końców zaczyna za bardzo przypominać mnie okładanie bezbronnego dziecka(od strony intelektualnej ) które na własną obronę ma jedynie to "że wierzy".

Przeważnie dyspucie towarzyszą ogromne emocje by w końcu okazało się, że każdy mówił o czymś innym, co innego miał na myśli. W końcu komuś się przypomina, żeby ten drugi podał definicję Boga albo nie wiem, definicję sensu. A sens z każdym postem coraz bardziej zanika. Twój osąd, co do tego, kto kogo okładał zależy tylko od Twojego poglądu
To tak jak z kapitalistami i socjalistami. Też mogą bez końca o tym ględzić a nikt nikogo nie przekonuje. I najczęściej sami nie wiedzą, o co się kłócą w końcu ale najważniejsze, że każdy jest z siebie bardzo zadowolony.
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Ateiści, co przekonałoby Was do katolicyzmu?

Jezus (Mt 17, 20):
(...) zaprawdę, powiadam wam: Jeśli będziecie mieć wiarę jak ziarnko gorczycy, powiecie tej górze:
"Przesuń się stąd tam!", a przesunie się. I nic niemożliwego nie będzie dla was.

Takie czary w wykonaniu katolików byłyby całkiem przekonujące, zwłaszcza gdyby niekatolicy nie potrafili ich powtórzyć.
06-11-2014 21:51 
 Ocena 4 na 4
Drobner (19539 punktów)
Wielkopolanie zrozumieją w mig:

No niewierzący TAK też umieją!
Drobner, łopatolog
Wenancjusz (16441 punktów)
Do katolicyzmu mnie nie przekonuje nic. Dlatego jestem świadomie tylko kibicem w tej polemice na forum. Dlaczego? Kojarzy mi się niechcący pewna uproszczona do maksimum abstrakcyjna historyjka jak zwykle wygląda konwersacja niewierzącego (N) i wierzącego (W). Wyobraźmy sobie stół na którym leży jabłko. Po obu stronach stołu stają adwersarze N i W. Oboje widzą to jabłko i nikt nie kwestionuje jego istnienia. Obydwoje mogą go dotknąć, określić gdzie leży, określić jak smakowicie wygląda, czują zapach tego jabłka, w wyobraźni czują smak tego jabłka. To jest rzeczywistość, nasz byt, który ogarniamy własnymi zmysłami i rozumem. Żaden nie zaprzeczy jego istnienia, bo istnieje niepodważalny dowód na jego istnienie w tej postaci, że jeden z nich bierze to jabłko do ręki i rzuca w kierunku drugiego. Siniak po trafieniu jest dowodem, że to jabłko istnieje. W tej sytuacji W próbuje zaskoczyć N.

W: Zaraz zaraz. Ale istnieje jeszcze pomarańcza!
N: ???????? Gdzie?
W: Jak to? Nie czujesz? Nie widzisz? Nie domyślasz się? Przecież to jabłko musiał ktoś stworzyć!
N: ????????????? Zupełnie zgłupiał.
N: No to pokaż mi gdzie ta pomarańcza.
W: Wszędzie!

N Nie wie jak ma takiego interlokutora traktować. Rozgląda się wokół i nic nie widzi.

N: No to mi pomóż zobaczyć tą pomarańczę, bo ja nic nie widzę. Daj dowód na to, że istnieje. Przekonaj mnie. Weź ją do ręki i rzuć we mnie. Według mnie takiej pomarańczy nie ma. Nie istnieje.

W pragnie zmiażdżyć N.

W: No to Ty udowodnij, że nie istnieje (sic!).

Tu dochodzimy do granicy kompletnego absurdu. W zamiast próbować przekonać N spokojnie i rzeczowo, atakuje nie bacząc, że już się sam utopił w swoich absurdach! No bo jak udowodnić nieistnienie? To N ma udowodnić nieistnienie?! Proszę w tym momencie forumowiczów szanownych, czy taki dowód można przeprowadzić? Według mnie NIE.

N: Takiego dowodu nie ma, bo z racji logiki nie można udowodnić "istnienia" czegoś nieistniejącego. Przecież Ty zaczynając taką dyskusję, nie udowodniłeś istnienia czegoś co nie odczuwam swoimi zmysłami i traktuję to coś jako nieistniejące. Na Tobie polega ciężar dowodu.
W: Ale ja wiem, że istnieje. Ja w to wierzę. Są na to dowody myślowe.
N: No to je przedstaw. Grzecznie wysłucham.

Tu się zaczyna cała opera komiczna w zawiłych sofizmatach, niematerialnych duchach, o siłach i energii nie wiadomo skąd, o iluzjonistycznych sztukach, znikających ciałach zmarłych ożywających po trzech dniach w innym świecie, i takich innych majaczeniach. W opowiada o tym z taką pewnością, jakby był naocznym świadkiem takich zdarzeń.
Jak N może potraktować W jako poważnego dyskutanta? Jakie ma ku temu podstawy? Nie daje się więc wciągać w dalszą dyskusję widząc beznadzieję takiej konwersacji.

N: Wiesz, ale merytoryczność dyskusji została zgubiona. Nie chciałem Tobie przeszkadzać, ale nie mam czasu na dalsze Twoje wywody. Mam tyle jeszcze do roboty z której wynikają niezbywalne wartości, choćby umycie naczyń, żeby żona się nie wściekała i dała mi spokojnie kontemplować piękno naszego świata.

W odbiera to jako zwycięski finał rozmowy, bo N nie miał kontrargumentów. Zdeptał N. Ot logika pokrętna. Jakimi argumentami można operować przeciw mitologii, skoro umysł ją odrzuca?

Czytając wzajemną polemikę, dochodzącą w gorących momentach do, wręcz, kłótni forumowiczów, nie mogę uwierzyć jak łatwo zadeklarowani ateiści dają się wpuścić w pułapkę jałowych dyskusji. Ba! Powiem, że głupich dyskusji. To nic nie zmieni. Nigdy nie będzie konsensusu między ateistą i wierzącym. Umysłowości wypaczonej od młodego nie da się już zmienić. Drzewo skrzywione nie naprostujesz już jeśli ma 40 lat. Religia to jest skaza umysłu polegająca na nie przyjmowaniu innych jak uczono argumentów. To jest skaza niewyleczalna do końca życia. Nawet, swego czasu wierzący, mający narastające z wiekiem wątpliwości co do prawdziwości kanonów wiary, nigdy nie będą do końca ateistami. Zawsze będą mieli wątpliwości. Zachowują się ostrożnie jak stara panna "Chciała bym ale boję się". Ja sam już usłyszałem epitet ze strony księdza "Zwyrodnialec". Uległem maksymie Schopenhauera "Jeśli ktoś Ciebie obrzuca inwektywami i jest to prawda, to się nie denerwuj bo mówi prawdę. Jeśli to nieprawda tym bardziej się nie denerwuj bo serwujący inwektywy jest kłamcą". Nie zareagowałem więc i nawet nie splunąłem w jego kierunku. Pozdrawiam i dalej będę czytał "argumenty" jednej i drugiej strony.


Ich bin besser als mein Ruf
10-11-2014 15:35 
 Ocena-2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>N: No to je przedstaw. Grzecznie wysłucham.

To, że jabłko istnieje, wiem dzięki zmysłom. Ale chwila namysłu poucza mnie także, że skoro jabłko istnieje, to może istnieć. Możliwość nie jest wprawdzie czymś tak namacalnym, jak jabłko, ale tak samo trudno zwątpić w jej istnienie. Zwierzę widzi jabłko, natomiast człowiek nie tylko widzi jabłko, ale i pojmuje, że jego istnienie jest możliwe.

Bóg nie jest rzeczą taką jak jabłko. Jest sumą możliwości i konieczności takich przedmiotów. W tym sensie Bóg z całą pewnością istnieje i jest (także w tym sensie) źródłem wszystkich rzeczy.

Można więc powiedzieć (choć zabrzmi to niedyplomatycznie), że ateista jest ogniwem pośrednim między zwierzęciem a myślącym człowiekiem. Ateizm to regres, to wtórne upodobnienie się do zwierząt, które kierują się zmysłami.
10-11-2014 16:24 
 Ocena 7 na 7
Fizyk (17637 punktów)
> To, że jabłko istnieje, wiem dzięki zmysłom. Ale chwila namysłu poucza mnie także, że skoro jabłko istnieje, to może istnieć.
> Bóg nie jest rzeczą taką jak jabłko. Jest sumą możliwości i konieczności takich przedmiotów. W tym sensie Bóg z całą pewnością istnieje i jest (także w tym sensie) źródłem wszystkich rzeczy.

To, że Bóg istnieje w umysłach teistów, jest wiadome od dawna. Poza tym ani widu ani słychu.
Elasp (6859 punktów)

>To, że Bóg istnieje w umysłach teistów, jest wiadome od dawna. Poza tym ani widu ani słychu.

O tym, co będzie za tydzień też ani widu, ani słychu, ale czy znaczy to, że za tydzień nastąpi koniec świata?
10-11-2014 21:21 
 Ocena 8 na 8
Fizyk (17637 punktów)
>> To, że Bóg istnieje w umysłach teistów, jest wiadome od dawna. Poza tym ani widu ani słychu.
> O tym, co będzie za tydzień też ani widu, ani słychu, ale czy znaczy to, że za tydzień nastąpi koniec świata?

Świat był i będzie. Boga nie było i nie będzie.
10-11-2014 16:25 
 Ocena 5 na 5
Wenancjusz (16441 punktów)
>>N: No to je przedstaw. Grzecznie wysłucham.
> To, że jabłko istnieje, wiem dzięki zmysłom. Ale chwila namysłu poucza mnie także, że skoro jabłko istnieje, to może istnieć. Możliwość nie jest wprawdzie czymś tak namacalnym, jak jabłko, ale tak samo trudno zwątpić w jej istnienie. Zwierzę widzi jabłko, natomiast człowiek nie tylko widzi jabłko, ale i pojmuje, że jego istnienie jest możliwe.
> Bóg nie jest rzeczą taką jak jabłko.>

Oczywiście. Jak i zapinką do spodni. To czym Bóg jest? To było moje pytanie.
W mojej opowiastce Bóg występuje pod postacią pomarańczy. Czytaj uważnie i nie przekręcaj. Jak to sprawdzić, że jest? Przechodzisz do ataku nie wyjaśniając kwestii zasadniczej. Kogo lub czego Ty bronisz? Może Twojego stylu widzenia rzeczywistości? Dlaczego w infantylny sposób atakujesz inwektywami? Czyżby potwierdzało to moją historyjkę wyżej wyłożoną?

>Jest sumą możliwości i konieczności takich przedmiotów. W tym sensie Bóg z całą pewnością istnieje i jest (także w tym sensie) źródłem wszystkich rzeczy.
>
Wybacz ale stawiam sto dolarów przeciwko workowi orzechów temu kto pojmie taką retorykę. Tu już nic nie jest spójne i zrozumiałe.

> Można więc powiedzieć (choć zabrzmi to niedyplomatycznie), że ateista jest ogniwem pośrednim między zwierzęciem a myślącym człowiekiem.

Genialne spostrzeżenie. A katolik należący do tego samego gatunku ssaka jest naczelnym, czy w ogóle ponad wszystkim-oprócz Boga oczywiście? Czy czyni to wiara w Boga, czy poprawna religijność? To dlatego katolicy są myślącymi ludźmi?

> Ateizm to regres, to wtórne upodobnienie się do zwierząt, które kierują się zmysłami.
>
Katolicyzm to ciągły rozwój i postęp. Katolicyzm nie pozwala na cofanie się do miejsca wtórnego upodobnienia się do zwierząt przeznaczonego dla ateistów? A historycznych przykładów nie masz do jakich bestialstw dopuszczali się katolicy w imię swojej "cudownej" wiary przy przyzwoleniu samego naczelnika w Watykanie? Katolicy nie kierują się zmysłami i przez to są najlepsi z ludzi. bo najlepsi ludzie to tacy co nie posiadają żadnych zmysłów od przyzwoitości począwszy. Co Ty kolego bredzisz? Jesteś może 'wczorajszy"? Wtedy to rozumiem.
Elasp. Nie pojąłeś alegorii i nie wiesz co to abstrakcja, Twój religijny chleb powszedni. Pokazałeś na żywo jaka może być dysputa między wierzącym a niewierzącym. Nie mam argumentów, więc zaatakuję. Atak typu "a u Was biją murzynów". Mimo żałosnych spostrzeżeń gratuluję powalających wniosków.

Ich bin besser als mein Ruf
10-11-2014 17:23 
 Ocena 2 na 2
farmer (22440 punktów)
>>N: No to je przedstaw. Grzecznie wysłucham.
> To, że jabłko istnieje, wiem dzięki zmysłom. Ale chwila namysłu poucza mnie także, że skoro jabłko istnieje, to może istnieć. Możliwość nie jest wprawdzie czymś tak namacalnym, jak jabłko, ale tak samo trudno zwątpić w jej istnienie. Zwierzę widzi jabłko, natomiast człowiek nie tylko widzi jabłko, ale i pojmuje, że jego istnienie jest możliwe.

Logika.

zwierze, jabłko, człowiek,myśleć, bóg.

Logika.

Zwierze, piorun, człowiek, myśleć, Zeus.

Czekaj....

> Bóg nie jest rzeczą taką jak jabłko. Jest sumą możliwości i konieczności takich przedmiotów. W tym sensie Bóg z całą pewnością istnieje i jest (także w tym sensie) źródłem wszystkich rzeczy.

O tak. I ma syna.Zapomniałeś? Czemu wierzący wstydzą się tak tego?
Jest nawet książka o tym. Tam masz wszystko wyjaśnione co i jak. Jest nawet Matka Boska wniebowzięta przy okazji.

Przypomnę tylko że za półtora miesiąca jest BOŻE NARODZENIE.

Nie suma możliwości i konieczności.

Bóg MUSI istnieć. Na ziemi był jego syn. Ciągle słyszę Ojcze nasz któryś jest w niebie.

A tu co na forum porobiło się teraz z tymi wierzącymi. Uparcie odeszli od nazywania rzeczy po imieniu.

Wygodnictwo.

> Można więc powiedzieć (choć zabrzmi to niedyplomatycznie), że ateista jest ogniwem pośrednim między zwierzęciem a myślącym człowiekiem. Ateizm to regres, to wtórne upodobnienie się do zwierząt, które kierują się zmysłami.

Poproszę te dwa dwa medaliki i trochę wody święconej.
Zapakować czy na miejscu?
Zapakować, będę używać głównie przed egzaminami.
Coś jeszcze?
Ile kosztuje poświęcenie auta?.
To już bezpośrednio u księdza. Ale myślę że 200 trzeba dać.
Zamawiałam jeszcze obraz NMP.
Będzie w przyszłym tygodniu.
To dobrze.
Czy dać do poświęcenia od razu?
Tak.
To też proszę załatwić w kancelarii.
Do widzenia
do widzenia.


Nie wiem może Ty pomyliłeś myślenie myśliwym?





Elasp (6859 punktów)

Nigdzie nie powiedziałem, że pochwalam praktyki Kościoła, do których czynisz aluzję. Przeciwnie, są one dla mnie tak samo naganne.

Argument "z Zeusa" pojawia się na forum nagminne, choć jest niedorzeczny i śmieszny. Gdybyśmy nie widzieli nigdy kuli ziemskiej, a mieli do czynienia z najdziwaczniejszymi mapami, powstałymi w starożytności i średniowieczu, uznalibyśmy, że nie ma niczego takiego jak jedna "kula ziemska", tzn. uznalibyśmy, że pewne istoty gdzieś istniejące roiły sobie, że istnieje "kula ziemska" i że była ona po prostu tworem ich fantazji. Na całe szczęście możemy porównać te mapy z kulą ziemską i ocenić wartość tych map.

Religie są podobne do anachronicznych map, tyle tylko że nie potrafimy empirycznie zweryfikować ich prawdziwości, dotyczą bowiem przedmiotów leżących poza sferą empirycznej weryfikacji. Brak możliwości weryfikacji to nie to samo, co weryfikacja negatywna. Ateista myli więc fałszywość z możliwością fałszywości i już ten fakt zupełnie go dyskwalifikuje. Jednym słowem: jesteś ateistą -> nie chcesz bądź nie potrafisz myśleć logicznie i zmieniasz znaczenia słów upierając się, że brak możliwości weryfikacji to weryfikacja negatywna. Z braku możliwości weryfikacji wypływa co najwyżej agnostycyzm, ale nie ateizm.
10-11-2014 20:13 
 Ocena 6 na 6
farmer (22440 punktów)
> Nigdzie nie powiedziałem, że pochwalam praktyki Kościoła, do których czynisz aluzję. Przeciwnie, są one dla mnie tak samo naganne.
> Argument "z Zeusa" pojawia się na forum nagminne, choć jest niedorzeczny i śmieszny.

Zamiast Zeusa może być Wielki Gęgacz też dość stara religia.

Oceniłem wartość konkluzji i nie zmienny przez cały czas sposób logiki w dziejach ludzkości.

To o czym piszesz brzmi mniej więcej tak.

2+2= (mój)BÓG jest miłością inne są śmieszne i niepoważne

Rozbudowujesz jakieś "niesamowite" ciągi myślowe które zaczynają żyć własnym życiem do tego stopnia że konkluzja na końcu to bóg.

Nie ma znaczenia co stoi przed równa. To tylko taka zmyła która ma zrobić wartość dodaną.

Wersja kościelna jest prosta. Rach ciach jest BÓG. Wersję na Racjonalistę trzeba z tuningować odpowiedni. Dodatkowo można wyśmiać Zeusa.

Na mnie to nie robi wrażenia.


> Jednym słowem: jesteś ateistą -> nie chcesz bądź nie potrafisz myśleć logicznie i zmieniasz znaczenia słów upierając się, że brak możliwości weryfikacji to weryfikacja negatywna. Z braku możliwości weryfikacji wypływa co najwyżej agnostycyzm, ale nie ateizm.


Jak ma rozumieć argumenty typu

Wieżo z kości słoniowej módl się za nami?

A wiara jest wypełniona w 100% takimi argumentami. Natomiast wierzący potrafią jedne "argumenty" zostawić a inne nie.

Maryja poczęła Jezusa za sprawą Ducha Świętego? Zostawić czy wyrzucić?
Miliard ludzi w to wierzy a drugi miliard nie, choć też wierzy.
Jonasz zostawić czy wyrzucić.
Wielki Gęgacz zostawiamy?
Zeus....a wiem Zeus to śmieszne.
Objawienie w Medziugorie

Kościół Katolicki w swoim oficjalnym stanowisku wobec wydarzeń z Medziugorie (Oświadczenie Konferencji Episkopatu byłej Jugosławii z Zadaru z 1991 roku) wstrzymuje się na razie z ostatecznym osądem objawień - do tej pory ani nie uznaje ich jako prawdziwych ani też nie odrzuca jako fałszywych[3]. Objawienia bada specjalna komisja powołana przez papieża Benedykta XVI w 2010 roku, której przewodniczy Kardynał Camillo Ruini. Komisja jeszcze nie przedstawiła wyników swoich badań.

Kurde chciałbym zobaczyć jak oni to badają.

Ale znów będę miał dylemat bo dojdzie mi nowy temat. A nie czekaj ja nie jestem wierzący..

Aha, chciałem zapytać czy o matkę i syna boga. Bo nigdy nie piszesz nic o nim ani o niej.


12-11-2014 12:53 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Objawienia bada specjalna komisja powołana przez papieża Benedykta XVI w 2010 roku, której przewodniczy Kardynał Camillo Ruini. Komisja jeszcze nie przedstawiła wyników swoich badań.
>Kurde chciałbym zobaczyć jak oni to badają.

Ciekawe, jak kol. Elasp ocenia ludzi nieco bardziej zaangażowanych religijnie, niż on.
I czy w ogóle myśli o nich w kategoriach "człowiek myślący".
"Dopuszczać możliwość" w konsekwencji pozostając letnim (ani gorącym, ani zimnym) to stanowisko badzo wygodne.. przed którym zdaje się ostrzega NT (Objawienie Jana 3:15-16)

Jeśli wierzyć Biblii, letni człowiek zostanie wypluty z Jego ust i ze zbawienia nici..
Pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
11-11-2014 21:43 
 Ocena 11 na 11
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Bóg (...) jest sumą możliwości i konieczności

To jakaś nowa arytmetyka? Jak konkretnie sumują się możliwości i konieczności...?
Też będę niedyplomatyczny. To są bąki puszczane przez mózg trawiący słowa, Elasp.

> Ateizm to regres, to wtórne upodobnienie się do zwierząt, które kierują się zmysłami

Czym się kończy odejście od zmysłów, pokazałeś. I raczej nie zachęciłeś.
12-11-2014 12:40 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Można więc powiedzieć (choć zabrzmi to niedyplomatycznie), że ateista
> jest ogniwem pośrednim między zwierzęciem a myślącym człowiekiem.
> Ateizm to regres, to wtórne upodobnienie się do zwierząt, które kierują się zmysłami.

Nie chcę używać zbyt górnolotnych, czy przyciężkich porównań, ale zaleciało nieco retoryką Houstona Stewarta Chamberlaina - a ten regres jako wtórne upodobnienie się do zwierząt to już wypisz wymaluj zawszony i brudny Żyd odarty z resztek godności w obozie koncentracyjnym.
I Nietzsche już całkiem mógłby oskarżyć Pana o plagiat.

Cytat:
Nadczłowiek (łac. homo superior, niem. Übermensch) kategoria literacka, filozoficzna, i ideologiczna opisująca hipotetyczny "wyższy etap" rozwoju człowieka bądź wybitną jednostkę przewyższającą "zwyczajnych ludzi" pod każdym względem. Pojęcie to zostało wprowadzone do filozofii przez niemieckiego filozofa, Fryderyka Nietzschego, między innymi w dziele Tako rzecze Zaratustra.


Pana stwierdzenie stawia go również trochę wśród zacnego grona postaci Fiodora Dostojewskiego.

Zejdźmy na ziemię. Religijność ma kilka racjonalnych wytłumaczeń, które nazywają owo sacrum po imieniu.
Pana religijność z pewnością takie wytłumaczenie znalazłaby, gdyby zechciał Pan podać kilka szczegółów ze swojej 40letniej biografii.

Serdecznie pozdrawiam!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
12-11-2014 13:28 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Nie chcę używać zbyt górnolotnych, czy przyciężkich porównań, ale zaleciało nieco retoryką... itd.

Nie jestem stróżem Pańskich skojarzeń i nie odpowiadam za nie, tym bardziej że są one nietrafne i nieuzasadnione.
12-11-2014 14:41 
 Ocena 4 na 4
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Nie jestem stróżem Pańskich skojarzeń i nie odpowiadam za nie

Wreszcie. Bo do niedawna jeszcze mówił mi Pan co mam robić, czym się zająć a czym nie

> tym bardziej że są one nietrafne i nieuzasadnione.

Do rzeczy: teoretyzowanie urozmaica Pan sobie niewybrednym trolingiem, taka prawda.
Smutne, wystawia Pan aż zanadto czytelną laurkę i sobie samemu i teizmowi.
"I co ja mam z tym zrobić? Tolerować, tolerować.."
Właściwie zrobić można niewiele.
Pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>1. Ateiści, co przekonałoby Was do katolicyzmu?

hej,
NIC !
Nie wyobrażam sobie aby mogło być coś co przekonałoby mnie do czegoś tak zakłamanego , oszukańczego , prymitywnego , bazującego wyłącznie na szantażu emocjonalnym i strachu ..
makuś


szczególne pozdrowienia dla wegetarian
wsx666 (1067 punktów)

>1. Ateiści, co przekonałoby Was do katolicyzmu?

Te stare ich metody, palenie na stosie czy jakoś tam, chyba skutecznie by mnie przekonało, nawrócił bym się.
woma (381 punktów)
>1. Ateiści, co przekonałoby Was do katolicyzmu?

Aby odpowiedzieć na tak postawione pytanie, musiałbym przyznać, że jestem ateistą. Tyle tylko,że nie wiem co oznacza to pojęcie. Czy ateista to ktoś, kto nie wierzy w żadnego, czy tylko w jakiegoś określonego Boga? Nie mogę potwierdzić, że nie wierzę w żadnego Boga, bo nie znam ich wszystkich. Z pewnością mogę powiedzieć, że nie wierzę w Zeusa i Manitou. Naczytałem się mitologii greckiej i powieści Karola Maya, ale nie nabrałem przekonania o prawdziwości przedstawionych tam Bogów. Nie znam Tory, Koranu i Biblii, nie mogę więc potwierdzić, że przedstawionych tam Bogów uważam za wartych tego, by w nich wierzyć. Od jakiegoś czasu próbuję przeczytać Biblię, ale nie mogę przebrnąć nawet przez początek Księgi Rodzaju. Bóg stworzył światło i oddzielił je od ciemności. A kto stworzył ciemność, która niewątpliwie istnieje? W trzecim dniu Bóg stworzył jasne światła na sklepieniu nieba, aby oddzielały dzień od nocy. Skąd więc wzięły się poranki dnia pierwszego i drugiego, i skąd w ogóle wzięły się dwa pierwsze dni? Bóg rzekł do kobiety i mężczyzny: "Płodni bądźcie i rozmnażajcie się". W jakim języku i dlaczego ludzie nie znają już tego języka? Obawiam się, że Biblia jest twórczością podobną do mitologii greckiej i powieści Karola Maya, ale zdecydowanie mniej frapującą. Jeżeli więc nieznajomość wszystkich Bogów, a wśród nich tego, w którego warto albo i nie warto wierzyć, czyni mnie ateistą, to trudno, choć nie potrafię zrozumieć dlaczego trzeba jakoś nazwać tych, którzy nie wierzą w Boga. Jest wielu ludzi, którzy w coś nie wierzą, ale nikomu nie przyszło do głowy, że trzeba ich jakoś nazwać. Nie słyszałem, żeby jakoś nazywano ludzi niewierzących w baśnie, czarne dziury, podróże w czasie lub nieśmiertelność. Dlaczego więc koniecznie trzeba nazwać ludzi, którzy nie wierzą w Boga?

Załóżmy jednak, że jestem ateistą. Moja odpowiedź brzmi: Wykłady Boga katolików, w trakcie których Bóg potwierdziłby, że Biblia mówi prawdę oraz uzasadnił, że Bóg w niej przedstawiony, a więc On sam, zasługuje na szacunek i uwielbienie.
Brzostowski (7067 punktów)
>Proponuję, aby teiści z tego forum ujawnili się i zadawali pytania ateistom. Odpowiem na wszystkie mądre pytania...

Jaki dowód, możliwy do pomyślenia dzisiaj, na istnienie boga (niech będzie katolickiego) byłby dla ateistów wystarczający, aby uznać iż bóg istnieje?
14-11-2014 18:31 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Proponuję, aby teiści z tego forum ujawnili się i zadawali pytania ateistom. Odpowiem na wszystkie mądre pytania...
>Jaki dowód, możliwy do pomyślenia dzisiaj, na istnienie boga (niech będzie katolickiego) byłby dla ateistów wystarczający, aby uznać iż bóg istnieje?
Już Panu pisałem, iż nie istnieje żaden możliwy do pomyślenia dowód na istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności.
Gdy Pan go zna, to niech Pan go tu przedstawi, choć rozumiem, iż to Pan o to pyta. Jedyną dla mnie możliwością uwierzenia w "Boga" jest choroba psychiczna. Sadzę, że podobnie jest z wszystkimi ateistami racjonalnymi, którzy swoją postawę niewiary mają dobrze przemyślaną i rozumieją dlaczego wybrali naukowe rozumienie istniejącej obiektywnie rzeczywistości - odrzucając wszelkie postawy fideistyczne.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,635357#w635452

@@@
.
18-11-2014 23:20 
 0 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
>.
>Proponuję, aby teiści z tego forum ujawnili się i zadawali pytania ateistom. Odpowiem na wszystkie mądre pytania...
>>Jaki dowód, możliwy do pomyślenia dzisiaj, na istnienie boga (niech będzie katolickiego) byłby dla ateistów wystarczający, aby uznać iż bóg istnieje?
>Już Panu pisałem, iż nie istnieje żaden możliwy do pomyślenia dowód na istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności...
A to oznacza, że Pan z góry zakłada że bóg nie może istnieć i już! Bo tak!

Gdyby nawet przyszedł Jezus, robił na pańskich oczach cuda, wskrzeszał zmarłych, pokazał Panu i "objawił" kawał wiedzy o świecie, pokazał film z Wielkiego Wybuchu, pokazał diabła i archaniołów, itp... to Pan i tak by nie uznał że On istnieje. To nie jest racjonalizm, tylko fideizm, taki jakiś antyklerykalny, antyreligijny w dodatku.

I to moje pytanie i pańska odpowiedź obnaża tę panską fideistyczną naturę.
19-11-2014 00:04 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)

Jaki dowód, możliwy do pomyślenia dzisiaj, na istnienie boga (niech będzie katolickiego) byłby dla ateistów wystarczający, aby uznać iż bóg istnieje?
Już Panu pisałem, iż nie istnieje żaden możliwy do pomyślenia dowód na istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności.
Gdy Pan go zna, to niech Pan go tu przedstawi, choć rozumiem, iż to Pan o to pyta. Jedyną dla mnie możliwością uwierzenia w "Boga" jest choroba psychiczna. Sadzę, że podobnie jest z wszystkimi ateistami racjonalnymi, którzy swoją postawę niewiary mają dobrze przemyślaną i rozumieją dlaczego wybrali naukowe rozumienie istniejącej obiektywnie rzeczywistości - odrzucając wszelkie postawy fideistyczne.

www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,635357#w635452
>A to oznacza, że Pan z góry zakłada że bóg nie może istnieć i już! Bo tak!
Tyle lat Pan czyta moje wypowiedzi i zupełnie nic, a nic Pan z nich nie zrozumiał. Mój światopogląd opieram na dorobku nauki przyswajanym przez dziesiątki lat, ale dla zrozumienia ludzi o podobnych do Pana poglądach skończyłem także kurs teologii.

>Gdyby nawet przyszedł Jezus, robił na pańskich oczach cuda, wskrzeszał zmarłych, pokazał Panu i "objawił" kawał wiedzy o świecie, pokazał film z Wielkiego Wybuchu, pokazał diabła i archaniołów, itp... to Pan i tak by nie uznał że On istnieje.
To wszystko mi się przydarzyć może. Miałem możliwość wizytowania kilku zakładów psychiatrycznych i oprowadzany byłem po nich przez wybitnych psychiatrów. Przeczytałem też parę książek na ten temat.

>To nie jest racjonalizm, tylko fideizm, taki jakiś antyklerykalny, antyreligijny w dodatku. I to moje pytanie i pańska odpowiedź obnaża tę panską fideistyczną naturę.
I co ja biedny mogę, że mój światopogląd jest dla Pana tak samo niewyobrażalny (niepojęty) jak i Pański Bóg.

Napiszę tu na przykład w rewanżu, że jest Pan ateistą, afideistą i jak Pan sądzi, kto się takim stwierdzeniem ośmieszy? Dlatego lepiej głupot nie pisać.

@@@
.
19-11-2014 01:13 
 Ocena 2 na 6
Brzostowski (7067 punktów)
Niestety, zakładanie z góry, że nie może być w ogóle dowodu na istnienie boga, prowadzi wprost do wniosku, że jest Pan antyklerykalnym fideistą. I można pisać setki postów, a ta jedna pańska odpowiedź mówi wszystko w tym akurat temacie. Nie trzeba już nic więcej pisać.

Racjonalista bowiem, nie może zakładać z góry, że dowód na coś, jest nie do pomyślenia. Pan o tym wie, ja o tym wiem i wie większość czytelników fR. Gdyby bowiem chodziło nie o dowód na istnienie boga, ale o dowód na istnienie baby jagi, to z łatwością by Pan taki dowód określił.

W przypadku boga jednak - nie i już! Cóż to jest jak nie kryptofideizm?
19-11-2014 23:08 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Niestety, zakładanie z góry, że nie może być w ogóle dowodu na istnienie boga,
Czego istnienie - boga, a co to jest bóg? Proszę o definicję.

Pan Brzostowski: Moja robocza definicja boga, też jest taka: niedoskonała, ale chyba zrozumiała. Ty oczekujesz aby definicja boga była była lepsza, aby podać więcej cech, itd ... Słusznie, ja też bym chciał, ale nie potrafię nic innego napisać, aby było niesprzeczne. I o ile żądanie lepszej definicji jest słuszne, to w przypadku jej braku wyciąganie wniosku
o nieistnieniu czegoś z powodu słabej definicji tego czegoś jest już zwyczajnie nieuczciwe.


Pan Fizyk: Wielokrotnie na tym forum pokazywałem, że szanse na istnienie Boga opisanego w Biblii są praktycznie zerowe. www.racjon(*).php/z,0/d,32/s,640660#w642948

Pan Doppelganger: Hipoteza boga jest niefalsyfikowalna, a tym samym pozbawiona wszelkiego sensu empirycznego.
W poważnej pracy poznawczej takich hipotez nie bierze się w ogóle pod uwagę, uznając je za bezsensowne. Ponieważ nie odnotowano absolutnie żadnego dowodu istnienia jakiegokolwiek boga, co więcej, nie istnieją nawet szanse, by taki dowód został kiedykolwiek podany (z powodu chronicznej niejasności wszelkich koncepcji boga, wewnętrznych sprzeczności tychże oraz programowego ignorowania w nich ludzkich władz poznawczych), człowiek ma prawo umieścić bogów, ich synów, niepokalane matki tych synów, pojęcie tzw. "nieśmiertelnej duszy" oraz duchy swoich przodków razem z wilkołakami, krasnoludkami, jednorożcami, czarodziejami itd. w miejscu dla nich najbardziej naturalnym: w świecie tworów wyobraźni literackiej. Ateista to ktoś, kto korzysta z tego prawa.


Bogusławski: Wszelkie rozważania o Bogu - jak i on sam, w naukach przyrodniczych - są dla ludzi bez sensu. Nigdy, nigdzie i nikt nie natknął się na najmniejsze, dostępne ludzkim zmysłom, przesłanki jego istnienia. Oczywiście można spekulować na jego temat, ale tylko tam, gdzie naukowe dowody nie mają większego znaczenia oraz w naukach społecznych, w których mity odgrywają bardzo poważną rolę. Ponieważ Bóg jest umysłowym tworem - jest ważnym aspektem psychiatrii i psychologii.

> prowadzi wprost do wniosku, że jest Pan antyklerykalnym fideistą.
Istnieje logika oraz logika Pana Brzostowskiego jedna drugą nie ma nic wspólnego. Ja niczego nie zakładam, ja czekam. Prosiłem Pana już kilkakrotnie aby Pan od jakiejś w miarę spójnej definicji zaczął, a później spróbował jej bronić. Prosili
o to też inni i co? I Gucio!

>I można pisać setki postów, a ta jedna pańska odpowiedź mówi wszystko w tym akurat temacie. Nie trzeba już nic więcej pisać.
www.racjon(*).php/z,0/d,34/s,635357#w638556

>Racjonalista bowiem, nie może zakładać z góry, że dowód na coś, jest nie do pomyślenia.
Drugi po panie Elaspie poucza racjonalistów co im wolno myśleć i jak im wolno myśleć. Przedstawiony przez Pana wywód jest całkowicie nieracjonalny, czyli jest bzdurą, a racjonaliści przynajmniej starają się bzdurami nie zajmować.

>Pan o tym wie, ja o tym wiem i wie większość czytelników fR.
Tyle, iż zupełnie nie rozumiem o co Panu tu chodzi?
www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,633408#w634175

>Gdyby bowiem chodziło nie o dowód na istnienie boga, ale o dowód na istnienie baby jagi, to z łatwością by Pan taki dowód określił.
www.racjon(*).php/s,612740/z,0/d,47#w625662
www.racjon(*).php/s,612740/z,0/d,47#w626090

>W przypadku boga jednak - nie i już! Cóż to jest jak nie kryptofideizm?
Nie jest to żadna kryptonieprzemakalność jest to całkowita teflonowowość fideisty. Tyle lat, tyle postów i wszystko spłynęło jak woda po kaczce. Nic do Pana nie dotarło.

@@@
.
20-11-2014 00:56 
 Ocena 1 na 3
Brzostowski (7067 punktów)
Pan żongluje falsyfikowalnością hipotezy boga w zależności od własnych potrzeb (czytaj: antyklerykalnego fideizmu). Sam Pan podejmuje lub wchodzi w dyskusje o bogu i wtedy nic Panu nie przeszkadza, aby o nim rozmawiać. Dopiero gdy ktoś burzy pański świat (czytaj: daje temu Bogu szansę istnienia) Pan od razu wyskakuje z falsyfikowalnością.

Podobnie podejmuje Pan dyskusje lub nie reaguje na posty w których posługujemy się "marnymi" defiicjami i to Panu nie przeskadza, ale juz w przypadku boga żąda Pan spójnej definicji... itd... To jest właśnie kryptofideizm, antyklerykalny.

Rozmowa z Panem geenralnie nie ma sensu, ponieważ z fideistami i antyklerykałami ideologicznymi nie ma sensu rozmawiać, a i czasu szkoda.

Co do pradopodobieństwa istnienia boga, to prawie na 100% istnieje uwzględniając iż materia istnieje od zawsze (a jest to przy dzisiejsszym stanie wiedzy najbardziej prawdopodobne) i już to wyjaśniałem, nie będę sie powtarzał, zwłaszcza, iż Pan doskonale potrafi wyszukiwać już napisane posty.
20-11-2014 01:31 
 Ocena 5 na 5
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)

>Co do pradopodobieństwa istnienia boga, to prawie na 100% istnieje uwzględniając iż materia istnieje od zawsze...

Tak, tak. To juz wiemy bo znamy doskonale algorytm Brzostowskiego - istnieja latajace ssaki wiec i latajaca krowa jest prawie na 100% istniejacym zwierzaczkiem

U Ciebie wszystko jest prawie na 100% mozliwe

Szkoda tylko, ze istnienie tego boga to jak na razie w 100% oralne rzygowiny
Zero pomiaru, zero dowodu i zero tresci. Jedynie sumienne zapewnienie Brzostowskiego, ze prawie na 100% bo tak glosi algorytm Brzostowskiego

SZkoda, ze w ten sposob nie moge w Tesco za zakupy zaplacic: Panie, przeciez ja prawie na 100% zaplacilem. Przeciez to, ze w kasie nie ma pan pieniedzy a kamery nie zarejestrowaly abym dawal panu pieniadze to przeciez prawdopodobienstwo zaplaty wynosi prawie 100%. Niech mi pan udowodni, ze jest inaczej
20-11-2014 01:38 
 0 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
>Zero pomiaru, zero dowodu i zero tresci.

Oczywiście, że tak, ponieważ pewne rzeczy można wyłącznie wywnioskować, a nie zbadać. To tak jak z BB i osobliwością, już to tłumaczyłem, nie każdy jednak musi rozumieć analogie.

To że był BB z osobliwości, to zmierzono, udowodniono czy wywnioskowano?

To że materia istnieje od zawsze to zmierzno i udowodniono?

Tak, tak Rafałek... antyklerykalny fideisto.
20-11-2014 01:50 
 Ocena 3 na 3
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)

>Oczywiście, że tak, ponieważ pewne rzeczy można wyłącznie wywnioskować, a nie zbadać. To tak jak z BB i osobliwością, już to tłumaczyłem, nie każdy jednak musi rozumieć analogie.
>To że był BB z osobliwości, to zmierzono, udowodniono czy wywnioskowano?
>To że materia istnieje od zawsze to zmierzno i udowodniono?
>Tak, tak Rafałek... antyklerykalny fideisto.

Ale BB nie zrobi mi sadu ostatecznego ani nie wrzuci do piekla bo ogladam porno
Rowniez w portfel mi nie zaglada.

>To że był BB z osobliwości, to zmierzono, udowodniono czy wywnioskowano?

I dlatego bajka o 3w1 jest niby na 100% prawdziwa?

>To że był BB z osobliwości, to zmierzono, udowodniono czy wywnioskowano?

I dlatego trzezwo myslacy czlowiek moze p*****lic, ze cos takiego jak bog ma prawo byc tematem powaznej dyskusji?? A Zeus i milion bajek przed nim i po nim tez????

Poza tym ty nic nie wywnioskowales. p*****lisz tylko caly czas ze "cos tam" istnieje na 100%. Nie jestes w stanie podac dokladnej definicji tego cosa ale juz prawdopodobienstwo istnienia tego niezdefinioewanego czegos juz tak
Brzostowski (7067 punktów)
>Ale BB nie zrobi mi sadu ostatecznego ani nie wrzuci do piekla bo ogladam porno
>Rowniez w portfel mi nie zaglada.

No widzisz, potwierdzasz antyklerykalny fideizm.
20-11-2014 02:11 
 Ocena 3 na 3
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)
>>Ale BB nie zrobi mi sadu ostatecznego ani nie wrzuci do piekla bo ogladam porno
>>Rowniez w portfel mi nie zaglada.
>No widzisz, potwierdzasz antyklerykalny fideizm.

To my byc potwierdzenie prawdziwosci Twojego belkotu na temat 100% prawdopodobienstwa istniena tego "cosa"?

Niech Ci bedzie, ze jestem antyklerykalnym fideista (coz za wybitnie smieszne i wysublimowane poczucie humoru) - gdzie ten Twoj "cos"??
20-11-2014 12:45 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>>No widzisz, potwierdzasz antyklerykalny fideizm.
>To my byc potwierdzenie prawdziwosci Twojego belkotu na temat 100% prawdopodobienstwa istniena tego "cosa"?
Nie, to potwierdza "sens" dyskusji z Tobą.
>Niech Ci bedzie, ze jestem antyklerykalnym fideista (coz za wybitnie smieszne i wysublimowane poczucie humoru) - gdzie ten Twoj "cos"??
No właśnie.

Z antyklerykalnymi fideistami (Bogusławski, Ty) nie ma sensu dyskutować. Dlatego prosiłem już chyba kiedyś i proszę nadal, dajcie sobie spokój z odpowiedziami na moje posty. Ja obiecuję, że nie będę na Twoje odowiadał (chyba że zaprosisz akurat mnie). Dyskusja nie ma sensu i tylko trolluje forum.

Gdybyś był zatem tak miły i nie odpowiadał na moje posty? Byłoby super. Niestety ignorowanie ma ograniczoną moc bo jednak te Wasze posty się pojawiają.
20-11-2014 14:01 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)

>Z antyklerykalnymi fideistami (Bogusławski, Ty) nie ma sensu dyskutować.
Pomimo Pańskich obelg i epitetów świadczących o całkowitej merytorycznej bezsilności. Pomimo pewności, że z wiarą nie ma dyskusji, gdyż nikt wierzącego nie przekona, iż białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej - uważam, że na wypisywane tu przez przeróżnych fideistów głupoty należy reagować i wykazywać bezsens ich wywodów
i intelektualną pustkę stojącą za ich racjami. To otwarte forum i szkoda, że przez tyle lat uczestnictwa nie zapoznał się Pan
z jego linią i panującymi tu zasadami. Natomiast Pan sobie wybrać opcję nie wyświetlania się Panu moich wypowiedzi, skorzystał z tej opcji już pan Konowal.

@@@
.
20-11-2014 14:19 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Pan żongluje falsyfikowalnością hipotezy boga w zależności od własnych potrzeb (czytaj: antyklerykalnego fideizmu). Sam Pan podejmuje lub wchodzi w dyskusje o bogu i wtedy nic Panu nie przeszkadza, aby o nim rozmawiać. Dopiero gdy ktoś burzy pański świat (czytaj: daje temu Bogu szansę istnienia) Pan od razu wyskakuje z falsyfikowalnością.
I cóż ja biedny z faktem, że racjonalne wywody są poza Pańskimi możliwościami intelektualnymi, zrobić. Nic poza wyrażeniem współczucia. Wiem, że mój światopogląd i moje wywody są spójne, ale gdybym gdzieś się pomylił lub nie był dość komunikatywnym, to trzeba konkretnie wykazać, tak abym mógł się do konkretu odnieść.

>Podobnie podejmuje Pan dyskusje lub nie reaguje na posty w których posługujemy się "marnymi" defiicjami i to Panu nie przeskadza, ale juz w przypadku boga żąda Pan spójnej definicji... itd... To jest właśnie kryptofideizm, antyklerykalny.
>Rozmowa z Panem geenralnie nie ma sensu, ponieważ z fideistami i antyklerykałami ideologicznymi nie ma sensu rozmawiać, a i czasu szkoda.
Wyzwiska, epitety, próby złośliwej dyskredytacji, to cały arsenał różnych fideistów, ale w tym to Pan Elasp jest niedościgłym mistrzem, a Pan go tylko goni. Natomiast merytorycznie, to nigdy nie przedstawił Pan tu spójnego wywodu dotyczącego koncepcji istnienia jakiegokolwiek boga. Przecież jakieś tam chore rojenia różnych fantastów nie nadają się do poważnej dyskusji. No może poza problem istnienia takich fantastów.

>Co do pradopodobieństwa istnienia boga, to prawie na 100% istnieje uwzględniając iż materia istnieje od zawsze (a jest to przy dzisiejsszym stanie wiedzy najbardziej prawdopodobne) i już to wyjaśniałem, nie będę sie powtarzał, zwłaszcza, iż Pan doskonale potrafi wyszukiwać już napisane posty.
Ależ Wielce Szanowny Panie, taka jest Pańska wiara, a z wiarą nie ma dyskusji. Może Pan sobie wierzyć we wszystko co się Panu podoba, tylko niech Pan tego swojego kitu innym nie wciska, a szczególnie na racjonalistycznym forum.

@@@
.
janek77 (172 punktów)
Dlaczego (tylko co inteligentniejsi bo reszta nawet tej wiedzy nie ma) opieracie się tylko na wiedzy o PŚ i to literalnie jak ŚJ pomijając magisterium KK, Mistykę KK, nauczanie doktorów KK, tradycję KK, dogmatykę KK?
Masław Wielki (9 punktów)
>Proponuję, aby teiści z tego forum ujawnili się i zadawali pytania ateistom.

Ze mnie to taki "teista" jak z Einsteina ale chciałem zadać pytanie typowym ateistą. To pytanie się już wcześniej tu pojawiło, ale zostało potraktowane z chrześcijańskiej perspektywy. Czy naprawde jesteście pewni lub prawie pewni, że bóg/bogowie nie istnieją? Nie chodzi mi o boga Jahwe. Każdy wie, że ten despota to wymysł, mi chodzi o formę egzystencji inną niż do tej pory znamy. We wszychświecie powstało życie oparte o DNA. Czy zatem nie mogło tam też powstać zupełnie inne życie, w innej formie, doskonalsze od naszego DNA? Na obecnym poziomie my jako ludzie jescze bardzo mało wiemy. Mamy 2 główne teorie w fizyce: ogólną teorię względności i mechanikę kwantową. Wiemy, że obie są słuszne ale jak próbujemy je połączyć, np. żeby opisać czarną dziurę to wychodzi paradoks. Ciągle nie wiemy czym do końca są carna materia i czarna energia. Możliwe, że istnieją formy egzystencji, które moglibyśmy nazwać bogami, a których nie jesteśmy w stanie zbadać, bo nie mamy jeszcze takich możliwości. Dlatego, ja nigdy nie powiem z pewnością, że "bóg nie istnieje". No chyba, że bóg Jahwe, hehe.
15-11-2014 23:37 
 Ocena 3 na 3
farmer (22440 punktów)
>>Proponuję, aby teiści z tego forum ujawnili się i zadawali pytania ateistom.
>Ze mnie to taki "teista" jak z Einsteina ale chciałem zadać pytanie typowym ateistą. To pytanie się już wcześniej tu pojawiło, ale zostało potraktowane z chrześcijańskiej perspektywy. Czy naprawde jesteście pewni lub prawie pewni, że bóg/bogowie nie istnieją?

Na rubieżach kosmosu rosną bławatki.....eee nie nie jestem pewien.

Na rubieżach kosmosu aniołowie łowią ryby....eee bez sensu

Ojcze nasz któryś jest w niebie.....o, to ma sens, LOGIKA
16-11-2014 11:25 
 Ocena 2 na 2
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
hej,
Świat spoczywa na czterech słoniach stojących na wielkim żółwiu
Płyną sobie elegancko przez wszechświat i swym realnym istnieniem doprowadzają do szaleństwa wszystkich ateistów na racjonaliście ...
pozdrawiam
siedmiu makusiów na trzynastu wielbłądach

szczególne pozdrowienia dla wegetarian
15-11-2014 23:42 
 Ocena 5 na 5
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
> Czy naprawde jesteście pewni lub prawie pewni, że bóg/bogowie nie istnieją? Nie chodzi mi o boga Jahwe. Każdy wie, że ten despota to wymysł, mi chodzi o formę egzystencji inną niż do tej pory znamy.

Z tego że coś jest wymysłem nie wynika że to coś nie istnieje. Oczywiście nie oznacza to, że warto wierzyć w wymysły.
Nie ma też podstaw by wykluczać istnienie nieznanych form egzystencji, właściwie można zaryzykowac pewność ich istnienia, 'forma egzystencji' to bardzo szerokie określenie.

Mam nadzieję, że typowy ateista nie jest pewien że bogowie nie istnieją, ale że jest pewien, że pytanie o istnienie niezdefiniowanych bytów jest absurdalne.
16-11-2014 00:05 
 Ocena-1 na 3
janek77 (172 punktów)
>Mam nadzieję, że typowy ateista nie jest pewien że bogowie nie istnieją, ale że jest pewien, że pytanie o istnienie niezdefiniowanych bytów jest absurdalne.

Czyli chcesz powiedzieć, że ludzie to byty na niższym poziomie ewolucji niż ptaki?
Tak nisko nas oceniasz?

Odpowiadam chętnie na rzeczowe pytania pod warunkiem, że z kulturą są zadawane i nie obrażają mojej Wiary. Ja waszych wieszczy nie oczerniam w sposób ordynarny.
16-11-2014 11:20 
 Ocena 3 na 3
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)

>
Odpowiadam chętnie na rzeczowe pytania pod warunkiem, że z kulturą są zadawane i nie obrażają mojej Wiary.


hej,
Nikt z nas nie ma pojęcia co może obrazić twoją wiare ... może jakiś katalog podrzuć żebyśmy wiedzieli co wolno pisać aby twojej wiary nie obrazić
A ta Twoja Wiara - to jakaś twoja ciocia czy babcia ?
Twoja Wiara poczuje się obrażona a więc ma osobowość prawną i świadomość osobowego istnienia , tak ?
Ty poczujesz się obrażony za nią ... ?
Możemy hipotetycznie założyć zaistnienie takiej sytuacji , że Twoja Wiara nie poczuje się obrażona a Ty poczujesz , że ona jednak też powinna się poczuć ( cholera dlaczego ona się nie czuje ?? ) co wtedy ? - Zaczynasz ją przekonywać , namawiać albo zmieniasz zdanie i już też nie czujesz , że ona powinna czuć ...
To bardzo trudne tematy są
Gdybyś mógł tak konkretnie i szczegółowo

Tutaj jednak twoja wiara będzie obrażana - nie ma przebacz
Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę jak bardzo mnie obraża twoja wiara ?
Bardzo mnie obraża , szykanuje , prześladuje , poniża , odziera z szacunku i godności
Zastanów się nad tym
makuś


szczególne pozdrowienia dla wegetarian
18-11-2014 13:07 
 0 na 2
janek77 (172 punktów)
>Nikt z nas nie ma pojęcia co może obrazić twoją wiare ... może jakiś katalog podrzuć żebyśmy wiedzieli co wolno pisać aby twojej wiary nie obrazić

Chodzi o kulturę wypowiedzi bez wulgaryzmów i obrażania Wiary Katolickiej. Czy to dużo?

>Tutaj jednak twoja wiara będzie obrażana - nie ma przebacz

Więc pod takimi postami nie odpowiadam i czuję się rozgrzeszony .

>Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę jak bardzo mnie obraża twoja wiara ?
>Bardzo mnie obraża , szykanuje , prześladuje , poniża , odziera z szacunku i godności

A Twoja niewiara może budzić u mnie podobne uczucia?


Odpowiadam chętnie na rzeczowe pytania pod warunkiem, że z kulturą są zadawane i nie obrażają mojej Wiary. Ja waszych wieszczy nie oczerniam w sposób ordynarny.
18-11-2014 13:28 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
Twój przedmówca wyraźnie pyta:
>>> co wolno pisać aby twojej wiary nie obrazić
Ty zaś odpowiadasz:
>Chodzi o kulturę wypowiedzi bez wulgaryzmów i obrażania Wiary Katolickiej.
Czyli wcale nie odpowiadasz - czy to kulturalne?

> Czy to dużo?
Dla kogoś nie znającego Twoich świętości, to może być dużo (jeśli jest ich wiele). Dlatego wypadałoby, byś poruszał te kwestie swojej wiary, którym przeczenie nie będzie dla Ciebie obrazą.
>
18-11-2014 13:46 
 0 na 2
janek77 (172 punktów)
Łatwo się zorientować co wychodzi poza ramy przyzwoitości. Takie posty, na które nie odpowiadam. A na większość odpowiadam. Czyli można zachować jak widać elementarną kulturę mając inne zdanie.


Odpowiadam chętnie na rzeczowe pytania pod warunkiem, że z kulturą są zadawane i nie obrażają mojej Wiary. Ja waszych wieszczy nie oczerniam w sposób ordynarny.
18-11-2014 21:08 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Łatwo się zorientować co wychodzi poza ramy przyzwoitości.

Mniej-więcej w potocznym znaczeniu to się zgadza. I my to rozumiemy - ba, również staramy się kulturalnie odpowiadać, choć czasem nas niewybrednie prowokujesz, jak z tym wyśmiewaniem racjonalizmu.

Ok, zostawmy to. Znacznie już dla nas trudniej zrozumieć, o co chodzi Ci z tym obrażaniem Wiary Katolickiej. Tu już potoczne znaczenie znika i pojawia się jakieś szczegółowe, którym jak dotąd podzielić się z nami nie chciałeś.

Piszesz mniej-więcej coś takiego: obrażanie Wiary Katolickiej to obrażanie Wiary Katolickiej.

Tylko czym to obrażanie w swej istocie jest, a czym już nie jest? Andrzej.51 Cię o to zapytał kulturalnie, szeroko i z przykładami.
A odpowiedzi z Twojej strony wciąż brak..
Pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
18-11-2014 14:11 
 Ocena 3 na 3
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
hej,
Czy zdajesz sobie sprawę z faktu , że twoja wiara obraża miliony osób ?

Jeżeli postulujesz nie obrażanie wiary katolickiej to o czym konkretnie mówisz ?

makuś

szczególne pozdrowienia dla wegetarian
18-11-2014 15:02 
 Ocena 9 na 9
astrotaurus (12445 punktów)

>Chodzi o kulturę wypowiedzi bez wulgaryzmów i obrażania Wiary Katolickiej. Czy to dużo?
   Dużo za dużo.
   Święte jest ludzkie i obywatelskie prawo do religii, ale wiara to głupota, która jest obarczona morzem zła powodowanego i prowokowanego ekspansywnością, włażeniem do cudzego życia, panoszeniem się wszędzie. Katolicka zaś mitologia to zbiór kolosalnych bredni, najbardziej infantylnych, najbardziej idiotycznych ze wszystkich religii odbiblijnych.
   Spróbuj to pojąć: prawo do religii należy szanować, głupotę i głupoty wyszydzać. Zaprawdę godne to i sprawiedliwe.

   Rozwydrzeni ponad wszelką miarę polscy katolicy z prymitywnym, żądnym władzy i majątku klerem uzurpują sobie prawa nienależne wedle cywilizowanych zasad: pomysł, że głupota wiary zasługuje na ochronę to wewnętrzny, arbitralny pomysł ludzi wiary. Szanuj sobie zatem swoją wiarę do woli, ale nie oczekuj, że głupotą zaskarbisz sobie szacunek innych.
Polecam ku refleksji


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
18-11-2014 17:18 
 Ocena 2 na 2
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
hej,
Wspaniały Pat ...
Wiara nie przekracza rozumu lecz od niego ucieka
Szanując wiarę szanowałbym ignorancje i głupote

pozdrawiam serdecznie !
makuś

szczególne pozdrowienia dla wegetarian
18-11-2014 20:24 
 Ocena 11 na 11
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>Nikt z nas nie ma pojęcia co może obrazić twoją wiare ... może jakiś katalog podrzuć żebyśmy wiedzieli co wolno pisać aby twojej wiary nie obrazić
>Chodzi o kulturę wypowiedzi bez wulgaryzmów i obrażania Wiary Katolickiej. Czy to dużo?

Kilka dni temu skierowałem do Ciebie dwie wypowiedzi. W jednej z nich poprosiłem Cię, byś napisał, co rozumiesz pod pojęciem "obrażania wiary". W wypowiedzi tej podałem kilka możliwych przykładów, które moim zdaniem powinny Ci ułatwić udzielenie odpowiedzi i zajęcie w miarę jednoznacznego w tej sprawie stanowiska.
Do tej pory nie uznałeś za stosowne odpowiedzieć na moje wypowiedzi, nadal jednak piszesz o obrażaniu Twojej wiary.

Ponadto w wypowiedziach, o których powyżej wspomniałem, ustosunkowałem się do tego, co piszesz poddając jednocześnie kilka ciekawych wątków do dyskusji.

Na co czekasz? Odpowiedz. Masz szanse wykazania się swoją wiedzą, o której jak na razie raczej tylko piszesz. Ja jednak w Twoich wypowiedziach jakiejś szczególnej wiedzy nie dostrzegam.
Żebyś nie musiał zbyt długo szukać tych moich dwóch wypowiedzi, podaję Ci linki do nich:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,641451#w642742
www.racjonalista.pl/forum.php/s,640550#w642815


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
18-11-2014 20:47 
 Ocena 5 na 5
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Chodzi o kulturę wypowiedzi bez wulgaryzmów i obrażania Wiary Katolickiej. Czy to dużo?
>> Tutaj jednak twoja wiara będzie obrażana - nie ma przebacz
> Więc pod takimi postami nie odpowiadam i czuję się rozgrzeszony

Tak szybko?? Mało ambitne. Zbyt szybko Ci to samo-rozgrzeszenie przychodzi, jeśli samym gadaniem o obrażaniu się zrażasz
Notabene Jezus w zdarzeniu z policzkiem nie taki przykład dawał.
Poza tym jest jeszcze coś takiego, jak tolerancja.
Moim skromnym zdaniem tylko ciężką obrazę powinniśmy karać odejściem, czy wendetą.
A tak naprawdę jeszcze nikt Cię tu nie obraził. Przynajmniej w moim odczuciu nie masz podstaw.

PS a mnie nie odpowiadasz boś obrażony, czy z innego jakiegoś tajnego powodu?

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
16-11-2014 21:59 
 Ocena 2 na 2
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>Czyli chcesz powiedzieć, że ludzie to byty na niższym poziomie ewolucji niż ptaki?

Nie chcę i nie mówię. Najprawdopodobniej czegoś nie zrozumiałeś.
niestadny (2492 punktów)

>Mam nadzieję, że typowy ateista nie jest pewien że bogowie nie istnieją, ale że jest pewien, że pytanie o istnienie niezdefiniowanych bytów jest absurdalne.
Całkiem sporo jednak tych nietypowych, zafiksowanych w swojej wierze - nawet wśród racjonalistów. Hahaha

stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
16-11-2014 17:58 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Mam nadzieję, że typowy ateista nie jest pewien że bogowie nie istnieją, ale że jest pewien, że pytanie o istnienie niezdefiniowanych bytów jest absurdalne.
>Całkiem sporo jednak tych nietypowych, zafiksowanych w swojej wierze - nawet wśród racjonalistów. Hahaha

Tak, ma Pan rację, gdyż podstawową ze wszystkich wiar jest właśnie wiara we własną rację.



A z wiarą nie ma dyskusji,
gdyż wierzącego nikt nie przekona, iż białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej.
www.racjon(*).php/s,640660/z,0/d,29#w642687
www.racjon(*).php/z,0/d,28/s,511985#w517041

@@@
.
niestadny (2492 punktów)

>>Całkiem sporo jednak tych nietypowych, zafiksowanych w swojej wierze - nawet wśród racjonalistów. Hahaha
>Tak, ma Pan rację, gdyż podstawową ze wszystkich wiar jest właśnie wiara we własną rację.
Panie Andrzeju, miałem na myśli ateistów a rebours, tj. tych zafiksowanych w wierze w nieistnienie, piszącymi zdania pozbawione sensu typu: "Bóg nie istnieje". Ci nie mają żadnych wątpliwości, oni są głęboko przekonanymi - ba - wiedzącymi! A wiedza bez dowodów, jak napisał astrotaurus, to po prostu wiara.
A z wiarą, jak Pan napisał, mowy o żadnej dyskusji być nie może.

stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
16-11-2014 23:55 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Całkiem sporo jednak tych nietypowych, zafiksowanych w swojej wierze - nawet wśród racjonalistów. Hahaha
Tak, ma Pan rację, gdyż podstawową ze wszystkich wiar jest właśnie wiara we własną rację.
>Panie Andrzeju, miałem na myśli ateistów a rebours, tj. tych zafiksowanych w wierze w nieistnienie, piszącymi zdania pozbawione sensu typu: "Bóg nie istnieje". Ci nie mają żadnych wątpliwości, oni są głęboko przekonanymi - ba - wiedzącymi! A wiedza bez dowodów, jak napisał astrotaurus, to po prostu wiara.
Jestem przekonanym, że dobrze (zgodnie z Pańską intencją) Pana tu zrozumiałem w właśnie dlatego tak, a nie inaczej, Pańską wypowiedź skomentowałem.

>A z wiarą, jak Pan napisał, mowy o żadnej dyskusji być nie może.
Tak i często dodawałem, iż wierzyć można prawie we wszystko. W racjonalizm także.

@@@
.
18-11-2014 10:47 
 Ocena 6 na 6
Fizyk (17637 punktów)
> ... zdania pozbawione sensu typu: "Bóg nie istnieje".

Zdanie to nie ma sensu, jeżeli Bóg miałby być nieokreślonym pojęciem. Ale sprawdzenie istnienia konkretnie opisanego Boga ma jak najbardziej sens.

> Ci nie mają żadnych wątpliwości, oni są głęboko przekonanymi - ba - wiedzącymi!

Wielokrotnie na tym forum pokazywałem, że szanse na istnienie Boga opisanego w Biblii są praktycznie zerowe.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,609205#w610772
www.racjonalista.pl/forum.php/s,557342#w560158
www.racjonalista.pl/forum.php/s,562660#w567552
www.racjonalista.pl/forum.php/s,562660#w565701
www.racjonalista.pl/forum.php/s,563618#w564887

> A wiedza bez dowodów, jak napisał astrotaurus, to po prostu wiara.

Coś mi się wydaje, że wierzysz, że tych dowodów nie ma.
16-11-2014 00:09 
 Ocena 2 na 2
Sygnał (4252 punktów)
>Czy naprawde jesteście pewni lub prawie pewni, że bóg/bogowie nie istnieją?

Nie, bo jedyne bóstwa, które się jeszcze jako tako trzymają są niematerialne i nie da się badaniami udowodnić, że nie istnieją, ani, że istnieją. Czysta intelektualna uczciwość zmusza do agnostycyzmu. Nie mniej jednak agnostycyzm jest naprawdę kiepskim przyczynkiem do moralności, bo sugeruje potencjalne istnienie nieskończenie wielu bóstw o nieskończonej ilości sprzecznych zestawów wymagań. Z tegoż powodu jako przyczynek do dalszych rozważań na temat moralności większość tutejszych wybrała ateizm, który zwyczajnie olewa boskie zasady, a moralność sugeruje szukać gdzie indziej.

Także nie, nie jesteśmy (a przynajmniej ja nie jestem).
farmer (22440 punktów)
>>Czy naprawde jesteście pewni lub prawie pewni, że bóg/bogowie nie istnieją?
>Z tegoż powodu jako przyczynek do dalszych rozważań na temat moralności większość tutejszych wybrała ateizm, który zwyczajnie olewa boskie zasady, a moralność sugeruje szukać gdzie indziej.
>Także nie, nie jesteśmy (a przynajmniej ja nie jestem).

Ja nic nie wybierałem. Ateizm? Bo spora grupa tarza się przed swoim bożkiem.

Nie i po raz kolejny raz nie jestem pieprzonym ateistą.
Ni hu hu. Normalnie nikt nie mówi hej jestem zdrowy normalny człowiek.



16-11-2014 11:05 
 Ocena 2 na 2
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
hej,
Ależ , przecież , owszem , chociaż , jeśli , gdyby ... to ewentualnie ... jakoś , coś , gdzieś , może , przecież ...
I teraz mi odpowiedz : Czyż nie ?
Natomiast Bóg to jest coś co nie ewoluuje , nie powstaje , nie jest tworzone
To Bóg stworzył ewoluowanie , powstawanie , tworzenie - ( zupełnie jak Chuck N. ) - i dlatego Maryja zawsze jest dziewicą a geje są pfuj , Zeus rzuca piorunami , Thor miota młotem , Pan gra na fujarkach a krowy są święte o czym mówi wzniesiona do góry trąba wesołego Manitu w krainie elfów i krasnali ... a tamci inni zobaczyli orła i gniazdo jego i tam zbudowali Polske aż Czech się zawstydził a Rus przestraszył i przyszedł na sianku nasz Pan Frasobliwy a oni wymordowali wszystkie noworodki ponieważ inny Pan ( wujek tamtego co z tą sąsiadką ... no wiesz ... ten od tego tam , no ... ) rzucił na nich opętanie a oni zamienili się w świnie , osły i gadające węże ... i polecieli w niebo takim wielkim czymś , a z tego czegoś buchało z jak z pieca ogniem żywym i dymem żywym i od tego dymu wymarły wszystkie zwierzęta pięcionożne a inne nie bo przyleciał anioł i to dziecko co je wsadzili do pieca wyciągnął i zabrał na przepiękną gwiazde na której rosła jedna stokrotka a wszystko to opisał Stanisław Lem w swojej książce Pan Samochodzik i święty Gral ...
Bóg jest tym kim jest a to oznacza konkretnie tyle ....
pozdrawiam
makuś

szczególne pozdrowienia dla wegetarian
Cieślański (994 punktów)
>1. Ateiści, co przekonałoby Was do katolicyzmu?
Ja dałbym się przekonać dożywotnim stypendium z banku vanuswtykańskiego w kwocie miesięcznej równej 10% globalnego przychodu uzyskiwanego przez krk z kłamliwej ideologii tej finansowej sekty.

bóg jest oszustwem
Duch Prawdy (14787 punktów)

>
bóg jest oszustwem

Możesz przedstawić chociaż 1 dowód?


( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
Duch Prawdy (14787 punktów)
>Proponuję, aby teiści z tego forum ujawnili się i zadawali pytania ateistom. Odpowiem na wszystkie mądre pytania i namawiam forumowych ateuszy do tego samego. Pytajcie o to, co chcielibyście wiedzieć na temat niewiary, prowokujcie, inteligentnie zagajajcie.
>Żeby Was ośmielić, zadam pierwsze pytanie.
>1. Ateiści, co przekonałoby Was do katolicyzmu?
Agnostycy też mogą zadawać pytania? Nie chciałbym się wtryniać nieproszony między teistów i ateistów.


( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
19-12-2014 20:16 
 Ocena 3 na 3
szarley (54911 punktów)
>Agnostycy też mogą zadawać pytania? Nie chciałbym się wtryniać nieproszony między teistów i ateistów.

Wtryniasz się od 25 XI
Irytujesz przy tym nie poradząc odpowiedzieć na proste pytania:

1
Jaka jest Twoja religia (jeśli forma pytania jest nieodpowiednia to zadam je inaczej :
Jaka jest religia, która wyznawasz i do której chcesz przekonać innych?

2
jesteś guupi czy rżniesz głupa?
19-12-2014 20:27 
 Ocena-1 na 1
Duch Prawdy (14787 punktów)
>>Agnostycy też mogą zadawać pytania? Nie chciałbym się wtryniać nieproszony między teistów i ateistów.
>Wtryniasz się od 25 XI
Niewychowany człowieku, Forum jest dla wszystkich, również niestety dla Ciebie bezczelny ignorancie. Autor tego wątku zaprasza teistów i ateistów, więc się grzecznie zapytałem, a Ty wtryniłeś się jak ....
>Irytujesz przy tym nie poradząc odpowiedzieć na proste pytania:
>1
>Jaka jest Twoja religia (jeśli forma pytania jest nieodpowiednia to zadam je inaczej :
Otwórz oczy, już pytałeś i odpowiedziałem:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,642667#w647519
>Jaka jest religia, która wyznawasz i do której chcesz przekonać innych?
>2
>jesteś guupi czy rżniesz głupa?
Masz problemy z pamięcią, to też już pisałeś:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,642667#w647519
Poczytaj to, może pomoże w wychowaniu:
pl.wikipedia.org/wiki/Erystyka

( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
20-12-2014 09:19 
 Ocena 2 na 2
szarley (54911 punktów)
>Niewychowany człowieku, Forum jest dla wszystkich, również niestety dla Ciebie bezczelny ignorancie. Autor tego wątku zaprasza teistów i ateistów, więc się grzecznie zapytałem,

Także i dla mnie niewychowanego ignoranta
>>Jaka jest Twoja religia (jeśli forma pytania jest nieodpowiednia to zadam je inaczej :
>Otwórz oczy, już pytałeś i odpowiedziałem:
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,642667#w647519

masz na myśli to:
Cytat:
To bardzo brzydko brzmi MOJA RELIGIA..., sugeruje jakąś pychę, że MOJA..., nie, po prostu Religia, którą wyznaję..., nawet jeśli jestem jej twórcą,
?
czy to:
Cytat:
Jestem Duchem Prawdy wyznaję Religię Prawdy.


>Masz problemy z pamięcią, to też już pisałeś:
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,642667#w647519
i nie dostałem odpowiedzi oprócz powyższych

PRAWDA JEST JAK DUPA. KAŻDY MA SWOJĄ
Duch Prawdy (14787 punktów)
>Także i dla mnie niewychowanego ignoranta
niestety..., ale może się wychowasz
>>Otwórz oczy, już pytałeś i odpowiedziałem:
>>www.racjonalista.pl/forum.php/s,642667#w647519
>masz na myśli to:
> Cytat:
To bardzo brzydko brzmi MOJA RELIGIA..., sugeruje jakąś pychę, że MOJA..., nie, po prostu Religia, którą wyznaję..., nawet jeśli jestem jej twórcą,
?

nie
>czy to:
>Cytat:
Jestem Duchem Prawdy wyznaję Religię Prawdy.

tak
>>Masz problemy z pamięcią, to też już pisałeś:
>>www.racjonalista.pl/forum.php/s,642667#w647519
>i nie dostałem odpowiedzi oprócz powyższych
a co mam Ci odpowiedzieć na chamskie pytanie: "jesteś głupi, czy tylko udajesz głupiego?"..., więcej kultury, poczytaj erystykę.
>PRAWDA JEST JAK DUPA. KAŻDY MA SWOJĄ
to Twoja prawda, moja jest inna: Prawda jest jak Rozum i Serce...


( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
20-12-2014 17:00 
 Ocena 1 na 1
szarley (54911 punktów)
>>Także i dla mnie niewychowanego ignoranta
>niestety..., ale może się wychowasz

Być może, ale bez Twojego udziału

>>Cytat:
Jestem Duchem Prawdy wyznaję Religię Prawdy.

>tak

No to wreszcie wiem! Jest to przecież powszechnie znana religia, jednoosobowy Kościół Ducha Prawdy, jednoosobowa Religia Ducha Prawdy , opisana wielekroć we wszytskich

>a co mam Ci odpowiedzieć na chamskie pytanie: "jesteś głupi, czy tylko udajesz głupiego?"..., więcej kultury, poczytaj erystykę.
Wybacz, nie nazywaj kulturą zajmowania swoją osobą miejsca na forum.

>>PRAWDA JEST JAK DUPA. KAŻDY MA SWOJĄ
>to Twoja prawda, moja jest inna: Prawda jest jak Rozum i Serce...

Czyli TPSA!
No wreszcie wiem w co wierzysz
Duch Prawdy (14787 punktów)
>>>Także i dla mnie niewychowanego ignoranta
>>niestety..., ale może się wychowasz
>Być może, ale bez Twojego udziału
Rozmawiamy, wychowuję Cię, więc z moim udziałem.
>No wreszcie wiem w co wierzysz
W co?


( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
20-12-2014 19:18 
 Ocena 1 na 1
szarley (54911 punktów)
>>>>Także i dla mnie niewychowanego ignoranta
>>>niestety..., ale może się wychowasz
>>Być może, ale bez Twojego udziału
>Rozmawiamy, wychowuję Cię, więc z moim udziałem.

Gratuluję dobrego samopoczucia.

>>No wreszcie wiem w co wierzysz
>W co?
W Rozum i Serce
TPSA

Jeśli ktoś puści bąka w towarzystwie, to mówi przepraszam i wychodzi, żeby ukryć wstyd. Ty nasrałeś do talerza swoim wymąrzaniem sie na każdy temat. Może nie wyjdziesz, Twoja rzecz, nie każdy ma poczucie wstydu, ale ja ignoruję Twoje wypowiedzi. To strata czasu.
20-12-2014 19:30 
 Ocena 1 na 1
Duch Prawdy (14787 punktów)
>>>>>Także i dla mnie niewychowanego ignoranta
>>>>niestety..., ale może się wychowasz
>>>Być może, ale bez Twojego udziału
>>Rozmawiamy, wychowuję Cię, więc z moim udziałem.
>Gratuluję dobrego samopoczucia.
Dziękuję.
>>>No wreszcie wiem w co wierzysz
>>W co?
>W Rozum i Serce
No jednak nie wiesz. Wierzę w Boga, rozumem i sercem kieruję się w życiu.
>Jeśli ktoś puści bąka w towarzystwie, to mówi przepraszam i wychodzi, żeby ukryć wstyd. Ty nasrałeś do talerza swoim wymąrzaniem sie na każdy temat. Może nie wyjdziesz, Twoja rzecz, nie każdy ma poczucie wstydu, ale ja ignoruję Twoje wypowiedzi. To strata czasu.
Po tej wypowiedzi dobrze by było, gdybyś wyszedł, bo na przepraszam to chyba Cię nie stać.

( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
19-12-2014 22:20 
 Ocena 2 na 2
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
Duch Prawdy:
Agnostycy też mogą zadawać pytania? Nie chciałbym się wtryniać nieproszony między teistów i ateistów.

O masz ci los! Agnostyk, który twierdzi że poznał prawdę absolutną.

Z tego wniosek, że na drodze do poznania Prawdy, można spokojnie pominąć etap słownikowo-encyklopedyczny jako całkowicie zbędny.
Duch Prawdy (14787 punktów)
>Duch Prawdy:
Agnostycy też mogą zadawać pytania? Nie chciałbym się wtryniać nieproszony między teistów i ateistów.

>O masz ci los! Agnostyk, który twierdzi że poznał prawdę absolutną.
Jest jeszcze buddyjska definicja prawdy absolutnej, niestety buddyzm podzielił prawdę na dwie prawdy, czyli nie rozwiązał problemu...:
pl.wikiped(*)Prawda_absolutna_(buddyzm)
>Z tego wniosek, że na drodze do poznania Prawdy, można spokojnie pominąć etap słownikowo-encyklopedyczny jako całkowicie zbędny.
Oczywiście, żeby poznać Prawdę Absolutną nie trzeba nawet umieć pisać i czytać, Prawda nie jest zastrzeżona dla piśmiennych..., zanim coś się pojawi w słowniku-encyklopedii najpierw ktoś musi to odkryć.

( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.

Wróć do listy wątków działu Religie
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365