Racjonalista - Strona głównaDo treści
Dlaczego nie mógłbym być ateistą

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Bazgroły
NapisanoAutorTytuł
12-01-2014 18:43ZXfi (176 punktów)Dlaczego nie mógłbym być ateistą
Ocena -15 na 15
Co to znaczy że czegoś nie ma? Mamy zamknięte pudełko, symbolizuje ono obszar naszej niewiedzy, dotyczy to makroświata jak i mikroświata. Czy stwierdzenie, że nie ma w nim złota, jest wiedzą czy przekonaniem? Pudełko zostało przebadane wykrywaczem metalu, który niczego nie wykrył, czy to oznacza że w pudełku nie ma złota? Pewności nie ma, bo wykrywacz ma swoją czułość, zawsze skończoną. Czułość przyrządu - słowa kluczowe, do tego zaraz wrócę. Wiemy teraz tylko tyle, że złota nie może być dużo.
I teraz temat Boga:
Wiemy, że nie ma raczej technicznego przyrządu zdolnego wykryć Boga, ze względu na niematerialny charakter obiektu. Jedyny przyrząd który może tego dokonać, to jest chyba tylko ludzki umysł. Umysł nie jest materią, nie można wskazać palcem, to jest umysł. Nie ma czegoś takiego w sensie materialnym, a przecież każdy się zgodzi że coś takiego istnieje. Czyli mamy dwa byty z tej samej parafii, przy czym o jednym z nich niczego nie wiemy na pewno, jedynie wierzymy albo nie wierzymy. Spróbujmy teraz powykrywać - ateiści jak i wierzący "odpalili" przyrządy. Wierzący natychmiast wykryli Boga, a u ateistów ani śladu. Co się dzieje? Z miejsca wierzących okrzyknięto idiotami schizofrenikami, co widzą to czego nie ma. Co więc jest nie tak z przyrządem wierzących? Wracamy do zagadnienia czułości. Ateista to przeciętnie ktoś kto sporo myślał, sporo czytał, ma o wiele większy zasób wiedzy, w odróżnieniu od przeciętnego wierzącego, który wykazuje się wręcz dziecinną naiwnością. Jeden "mały drobiazg" z natury zmysłów, faktem jest że jak ktoś traci na którymś z pól zmysłowości to zyskuje na innym (głuchy ma lepszy wzrok, niewidomy zyskuje lepszy słuch), odwrotnie też to działa. Ateista poszerzając pole rozumowe czasem do monstrualnych rozmiarów, traci czułość na polu odczuć głębokich, które są akurat niezbędne przy wykrywaniu Boga...
Ateizm jak i fanatyczną wiarę, określiłbym jako choroby umysłu, przetaczające się przez ludzkość. Przy czym choroba nie koniecznie oznacza coś niepożądanego. Może być naturalną fazą przejściową do stanów lepszych niż obecne. Czasem trzeba coś zniszczyć by powstało coś nowego, lepszego.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 Dalej..
Jacek Głodzik (35558 punktów)Odp: Dlaczego nie mógłbym być ateistąhoć, ja jeszcze raz Ci wytłumaczę
W odpowiedzi Elasp
>Nie trzeba być laickim racjonalistą, aby uznawać taką postawę.

Pewnie, że nie. A kto powiedział, że chcę to zawłaszczać dla laickości?
Pisałeś wcześniej o wymyślonej na prędce "moralności dla słabeuszy, która niby czyni ludzi zwierzętami".
I co, po moim wyjaśnieniu dalej czyni? Elaspie, czasem mam wrażenie, że nie pamiętasz jednego wpisu wstecz.
Apeluję tu o nieco konsekwencji i uważniesze śledzenie wątku. Mógłbyś to dla mni zrobić?

> Za chwilę ktoś powie, że zdrowy rozsądek i ateizm to jedno
> i to samo, a to oczywista nieprawda.

Dla Ciebie wszystkie Twoje twierdzenia, założenia i konkulzje które tu nam serwujesz są oczywiste.
A ja chciałbym czasem dowiedzieć czegoś, czego do końca nie jesteś pewien, albo w co wątpisz. Da się zrobić?

> W takim razie nie mówisz nic o tym, co ktoś powinien był zrobić, tylko co zrobił i dlaczego.

Bo to wiedza tajemna o istoscie człowieczeństwa jest, której wciąż nie zgłębiłeś, pomimo moich uślinych starań.

Ech próżny mój wysiłek..

>>Pośpieszyłeś się - z resztą jak zwykle....
> Przypominam, że rozpatrujemy przykład fikcyjny i nieprecyzyjny,
> a taki zawsze można dookreślić w dowolny sposób.

Ze słowem "dookreślić" zagadzam się w 100%. Ale słowo "dowolny" zdradza Twoją niefrasobliwość i nieliczenie się z realiami życia. To swoiste kuriozum jak daleko można pobłądzić w teorii i jak nieomal doszczętnie zerwać wszelki kontakt rzeczywistością.

Czasem bywasz w swoich dociekaniach wielki Elaspie. Ale czasem można się załamać.

>>Wtedy wymagasz.
>Czyli handel, a nie moralność.

A może po prostu uznawanie realnych zasad rządzących światem? Dbałości o potomka i miłości do niego nie realizuje się, aby czymś potem kupczyć. Stwarza to jednak później takie, a nie inne realia i możliwości.
Używasz ich = kierujesz dzieckiem w dobra stronę.
Nie używasz, czy też nie dbasz aby się w ogóle pojawiły = wykazujesz ignorancję.

> Powinieneś szanować rodziców bez względu na to, jak Cię
> wychowali i kim są. Zresztą jesteś ich dłużnikiem już przez fakt własnego istnienia.

Podobna rozmowa już toczyła się na tym forum i to całkiem niedawno. Odezwał się wtedy jeden z użytkowników, którego matka porzuciła tuż po porodzie, bo był dla niej balastem, a ojca nigdy nie znał. Natomiast wychowała go własna babcia.

I co, Twoim zdaniem on też powinien wg Ciebie szanować rodziców, którzy właściwie nigdy się nim nie interesowali?
Odszukać ich, może bić im jeszcze pokłony?

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać

#692
01-02-2014 15:40
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)Odp: Dlaczego nie mógłbym być ateistąhoć, ja jeszcze raz Ci wytłumaczę

Wybaczy Pan, ale w swojej wypowiedzi nie zawarł Pan żadnej istotnej treści, więc nie mam do czego się ustosunkowywać.

Niech Pan w miarę możliwości powściągnie emocje, może wtedy sformułuje Pan jakąś ciekawą tezę.

#693
01-02-2014 15:42
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)Odp: Dlaczego nie mógłbym być ateistąhoć, ja jeszcze raz Ci wytłumaczę
W odpowiedzi Elasp
>> Zgadza sie. Ja pisałem o Kobietach z dużej litery, a Pan je chce uprzedmiotowic?
> Można powiedzieć "obiekt miłości", jeżeli słowo "przedmiot" miałoby budzić kontrowersje.

Można powiedzieć też "podmiot". Gratuluję, że na to wpadłeś.

> Racjonalista powinien zwalczać taką irracjonalną miłość, a przynajmniej
> minimalizować jej wpływ na własne życie i życie innych.

Acha, bo Ty wiesz co Racjonalista powinien robić a czego nie powinien lepiej od niego samego.
Elaspie, jest co najniej klika etapów miłości, z czego pierszy tak jak powiedziałeś charakteryzyje się idealizacją.
Jest on sam w sobie bardzo przyjemny, po co zatem go zwalczać?
I skąd u kaduka twierdzisz, że takiej osoby nie ma? No rusz głową. Oczywiscie, że jest

I dalej - rozumiem, że nie miałeś sposobności normalnie i dojrzale się zakochac, zawsze jakoś tak obrywałes, więc przejście do kolejnego etapu było dla Ciebie bolesne. Ale mój Boże, nie uogólniaj! Proszę...

Jeden z bardziej zaawansowanych etapów to poznawanie partnera z jego zaletami i wadami, bycie z nim bez iluzji pierwszych miesiecy.
Z resztą pierwszy etap, o którym mówisz ludzie znający się na rzeczy zwą nie miłością, a stanem zakochania.

> Oczywiście nie robi tego, lubując się w atakach na Boga,
> czym kolejny raz dowodzi swojej niekonsekwencji.

Oczywiście, ze nie robi tego z powodów jak wyżej.

> Postawa jest taka sama jak w stosunku do wszystkich ludzi,

Ludzie wg tego kryterium dzielą się na tych, którzy bardziej projektują swoje niezrealizowane emocje, afekty i stany ducha, oraz tych co mniej. Bynajmniej nie jest to takie trudne do stwierdzenia.
Co do Ciebie - zgadzam się tu z kol. maceoxem w kwestii grupy, do której należysz.

> posłużenie się pojęciem mechanizmu projekcji może być owocne
> w przypadku interpretacji wszystkich postów na forum, nie tylko moich.

Zgadz się. Dodam jeszcze, że w stosunku do niektórych osób może być to bardziej owocne, w stosunku do innych mniej.

> Nie ma niczego takiego jak "obiektywna wizja świata". Z konieczności
> spostrzegamy świat przyjmując pewien punkt widzenia.

Tak. Ale jest też niestety to, co obiektywnie przynosi siłę, zdrowie i szczęście, oraz to, co chorobę frustrację i słabość.
pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać

Jacek Głodzik (35558 punktów)Odp: Dlaczego nie mógłbym być ateistąhoć, ja jeszcze raz Ci wytłumaczę
W odpowiedzi Elasp
> Zgoda, tylko że słowo "zakochanie się" sugeruje zdarzenie,
> mnie zaś chodzi o trwalszy stan, niekiedy bardzo uporczywy.

Ciekawie, że używasz słowa "uporczywy" w tym kontekście.
Mnie to się kojarzy raczej z migreną, czy psychozą.

Z resztą ktoś mądry kiedyś powiedział, że zakochanie to stan pewienej subtelnej psychozy..

> Prawdą jest jednak, że chodzi mi o taki stan umysłu, jaki
> występuje w tym, co nazywamy "zakochaniem się".

No właśnie. Grunt to mówić prosto i zrozumiale.
pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać

#695
01-02-2014 15:53
 Ocena 2 na 2
Barbiel (1106 punktów)Odp: Dlaczego nie mógłbym być ateistąhoć, ja jeszcze raz Ci wytłumaczę
W odpowiedzi Elasp
>Nawet jeżeli a)-d) zachodzą, mam prawo oczekiwać od córki należytej postawy. Moralność to nie handel ("nie zapłaciłeś, nie dam towaru").
A jeśli ktoś sam nie okazuje należytej postawy moralnej, to też ma prawo oczekiwać od innych?

Jacek Głodzik (35558 punktów)Odp: Dlaczego nie mógłbym być ateistąhoć, ja jeszcze raz Ci wytłumaczę
W odpowiedzi Barbiel
> A jeśli ktoś sam nie okazuje należytej postawy moralnej, to też ma prawo oczekiwać od innych?

Prawa nie ma, ale zawsze później z żalu do świata może stać się np.członkiem Rodziny Radia Maryja.
oczekuję a w zamian mam nic = zły świat = złe zasady wokół = zło wpływające na moje dzieci = zła moja rodzina
Lek:
Ojciec Dyrektor będący kapłanem jedynie słusznej doktryny, majacej w Watykanie łącznosć z samym Jezusem-Bogiem = dobre zasady = dobry świat w eterze Rozgłośni z Torunia = moja dobra nowa rodzina

pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać

#697
01-02-2014 16:08
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)Odp: Dlaczego nie mógłbym być ateistąhoć, ja jeszcze raz Ci wytłumaczę
W odpowiedzi Jacek Głodzik
>>Nie trzeba być laickim racjonalistą, aby uznawać taką postawę.
>Pewnie, że nie. A kto powiedział, że chcę to zawłaszczać dla laickości?
>Pisałeś wcześniej o wymyślonej naprędce "moralności dla słabeuszy, która niby czyni ludzi zwierzętami".
>I co, po moim wyjaśnieniu dalej czyni? Elaspie, czasem mam wrażenie, że nie pamiętasz jednego wpisu wstecz.

Nie pamiętam wstecz o tyle, o ile wybiegam w przód. Zawsze interesują mnie wnioski. Co nie znaczy, że zaprzeczam, że Twoje wyjaśnienie jest dobrą odpowiedzią na mój zarzut. Jest dobrą, moim zdaniem, chociaż budzącą podejrzenie, że racjonalizm zawłaszcza sobie postawę zdroworozsądkową. Ale jeżeli przyznajesz teraz, że nie tylko racjonalista wspomniana postawę może prezentować, wszystko wydaje mi się OK.

>Apeluję tu o nieco konsekwencji i uważniejsze śledzenie wątku. Mógłbyś to dla mnie zrobić?

Jak najbardziej.

>A ja chciałbym czasem dowiedzieć czegoś, czego do końca nie jesteś pewien, albo w co wątpisz. Da się zrobić?

Naturalnie.

>Ze słowem "dookreślić" zagadzam się w 100%. Ale słowo "dowolny" zdradza Twoją niefrasobliwość i nieliczenie się z realiami życia. To swoiste kuriozum jak daleko można pobłądzić w teorii i jak nieomal doszczętnie zerwać wszelki kontakt rzeczywistością.

Przyjmuję zarzut, jest trafny.

>A może po prostu uznawanie realnych zasad rządzących światem? Dbałości o potomka i miłości do niego nie realizuje się, aby czymś potem kupczyć. Stwarza to jednak później takie, a nie inne realia i możliwości.

Zgoda. Podkreślasz, że nasze moralne zapatrywania powinny być jakoś zdeterminowane przez praktykę życiową (aby nie popaść w puste teoretyzowanie), natomiast ja chętnie podkreślam, że nasza praktyka życiowa powinna być determinowana przez nasze moralne zapatrywania (aby nie popaść w kazuistyczny praktycyzm). Rozsądek nakazywałby powiedzieć, że jedna postawa nie wyklucza drugiej, i że - przeciwnie - wzajemnie się one uzupełniają.

>Podobna rozmowa już toczyła się na tym forum i to całkiem niedawno. Odezwał się wtedy jeden z użytkowników, którego matka porzuciła tuż po porodzie, bo był dla niej balastem, a ojca nigdy nie znał. Natomiast wychowała go własna babcia.
>I co, Twoim zdaniem on też powinien wg Ciebie szanować rodziców, którzy właściwie nigdy się nim nie interesowali?

Tak uważam. Jest to może bolesne, ale prawa moralne to nie lody śmietankowo-waniliowe. Nie muszą dobrze smakować.

Wróćmy może do tematu. Twoja odpowiedż udzielona chłopakowi wydaje mi się małym szantażem. Chłopak ten odda rower z obawy. Tak instruowany, zacznie postępować dobrze z obawy, co jest tylko połowicznie dobre, bo nic nie uchroni go przed niewłaściwym postępowaniem w sytuacji, w której, jak uzna, niczego nie trzeba się obawiać. Taki człowiek odda rower, ale "podwędzi" coś innego gdy będzie mieć pewność, że nic mu nie grozi.

Twoje rozwiązanie wymaga więc istnienia skutecznego prawa i skutecznej instytucji egzekwowania prawa, i w tym sensie Twoje rozwiązanie jest nierealistyczne - nie uwzględnia polskich realiów, w których nie ma ani jednego, ani drugiego.

_____________________________________________________________________________________

#698
01-02-2014 16:20
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)Odp: Dlaczego nie mógłbym być ateistąhoć, ja jeszcze raz Ci wytłumaczę
W odpowiedzi Elasp
.
> Wybaczy Pan,
Po chrześcijańsku wszystko Panu wybaczam, a nawet poprzez internet wystawiam drugi policzek, w który może Szanowny Pan mnie pocałować.

>ale w swojej wypowiedzi nie zawarł Pan żadnej istotnej treści,
Niech Szanowny Pan się tym nie przejmuje. Pisuję tylko do tych, którzy potrafią mnie zrozumieć.

>więc nie mam do czego się ustosunkowywać.
Ależ oczywiście już dawno Pan przekroczył to co ma Pan do powiedzenia na każdy z poruszanych tu tematów.

>Niech Pan w miarę możliwości powściągnie emocje,
Kiedy Pan mnie swoim poziomem serdecznie bawi. Zastanawiam się jak można z tak ogromnym zadufaniem we własną słuszność takie brednie wypisywać? Skąd Pan się wziął i kto Panu w głowę takich głupot nawkładał? Przecież trudno bez emocji tylko merytorycznie do takich bzdur jakie Pan tu prezentuje pochodzić, ale jednak staram się potrzymać emocje i wykazywać co "katolicki intelektualista" ma w głowie porobione.

>może wtedy sformułuje Pan jakąś ciekawą tezę.
A po co, gdy zabawniejsze jest ustosunkowywanie się do Pańskich wymysłów-pomysłów?

@@@
.

#699
01-02-2014 16:23
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)Odp: Dlaczego nie mógłbym być ateistąhoć, ja jeszcze raz Ci wytłumaczę
W odpowiedzi Barbiel

>A jeśli ktoś sam nie okazuje należytej postawy moralnej, to też ma prawo oczekiwać od innych?

Ma na pewno prawo spotkać się z krytyką albo wręcz potępieniem. Natomiast dopóki swoim działaniem nie pokazuje, że jest istotą głęboko zdemoralizowaną (i że w tym sensie nie jest już człowiekiem) ma prawo oczekiwać od innych moralnego potraktowania. Na podobnej zasadzie policja nie może naruszyć nietykalności kogoś, kto pobił kogoś innego, natomiast wyrokiem sądu może i powinien być stracony "człowiek" w rodzaju Trynkiewicza.

#700
01-02-2014 16:30
 Ocena 5 na 5
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Odp: Dlaczego nie mógłbym być ateistąhoć, ja jeszcze raz Ci wytłumaczę
W odpowiedzi Elasp
> Wcielasz więc w życie konsekwentny racjonalizm. Obawiam się, że niewielu racjonalistów potrafi to zrobić.

   Za duże słowa. Nie skupiam się na "wcielaniu konsekwentnego racjonalizmu" przy wszystkim co robię i o czym myślę, ale względem tego, co dla mnie istotne staram się zrozumieć materię i mechanizmy działania. Kiedy mi z jedną czy drugą dziewczyną coś tam nie wychodziło, a we mnie działały jakieś dziwnie przemożne uczucia i emocje, to dość szybko się nad tym pochyliłem i dostrzegłem tego hormonalnego zajoba. Miałem wtedy może 20 lat, a to i tak przynajmniej 7,8 za późno, bo by się obyło bez paru rzeczy. Ale tego to w szkołach powinni uczyć, a nie uczą i człowiek jest wiedziony przez popędy za pomocą żenujących wzorców kulturowych. Głupkowatych filmów i infantylnej literatury i piosenek najczęściej. A później najczęściej zonk. Od tego czasu swoje relacje z kobietami chciałem już kształtować na zupełnie innych płaszczyznach, było ciężko, bo większość z nas to głównie hormonalne/popędowe głodomory i nic albo niewiele oprócz tego, ale zawsze można gdzieś kogoś wyłuskać albo chociaż wyciągnąć z tej ślepej, naturalistycznej narkomanii. Kształtowanie relacji z drugą osobą w oparciu głównie o popędy, czyli cykl stymulacja popędowo-hormonalna - wzrost napięcia - rozładowanie - przyjemność/gratyfikacja - kolejna stymulacja zwany powszechnie miłością, to dla mnie oczywiście nonsens. Odpowiednio często i obficie dawkowany hormonalny strzał w czachę (a dokładniej w układ nagrody) jest dla większości "miłośników" sednem istnienia i podstawą do uzyskania szczęścia w życiu. Byle się nabrzdękolić, bo inaczej dół, cierpienie, brak, ból, zawód, frustracja, pretensje, dramat. Do wyboru, do koloru. Nie można się natrąbić, a głód taki, że aż boli zazwyczaj. Jaki cierpi odstawiony/a od tego pokarmu, to pewnie większość wie.
   Z drugiej strony, jak ktoś tak lubi i inaczej nie umie i nie chce, to ja mu nic nie powiem. Byleby przy tym chociaż trochę myślał. Chociaż odrobinę wglądu i refleksji, bo czasami stary pryk albo dziewoja i zero pomyślunku.

#701
01-02-2014 16:34
 Ocena 3 na 3
Barbiel (1106 punktów)Odp: Dlaczego nie mógłbym być ateistąhoć, ja jeszcze raz Ci wytłumaczę
W odpowiedzi Elasp
>Natomiast dopóki swoim działaniem nie pokazuje, że jest istotą głęboko zdemoralizowaną (i że w tym sensie nie jest już człowiekiem) ma prawo oczekiwać od innych moralnego potraktowania. Na podobnej zasadzie policja nie może naruszyć nietykalności kogoś, kto pobił kogoś innego, natomiast wyrokiem sądu może i powinien być stracony "człowiek" w rodzaju Trynkiewicza.
No dobrze. Tylko mam wrażenie, że próbujesz tu podzielić ludzi na dwie grupy według jakichś kryteriów. Gdzie jest granica?
Czy ktoś, kto znęcał się nad dzieckiem, ale go nie zabił jest wystarczająco zdemoralizowany czy jeszcze ma prawo oczekiwać od tego dziecka opieki i szacunku?

#702
01-02-2014 16:34
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)Odp: Dlaczego nie mógłbym być ateistąhoć, ja jeszcze raz Ci wytłumaczę
W odpowiedzi Jacek Głodzik

>Elaspie, jest co najmniej klika etapów miłości, z czego pierwszy tak jak powiedziałeś charakteryzuje się idealizacją.
>Jest on sam w sobie bardzo przyjemny, po co zatem go zwalczać?

Przede wszystkim zapomniałeś dodać: "jest pierwszym etapem, o ile wszystko idzie zgodnie z planem". Poza tym można powiedzieć, że te kolejne etapy to już nie miłość w wąskim i ścisłym tego słowa znaczeniu, to przyzwyczajenie i pogodzenie się z realiami życia. Jak trwała jest taka "miłość" i ile jest warta pokazują nieprzeliczone zdrady i rozpady związków. Lepiej nazwać ją "praktycznym konformizmem", aniżeli miłością.

_______________________________________________________________________________________

Jacek Głodzik (35558 punktów)Odp: Dlaczego nie mógłbym być ateistąhoć, ja jeszcze raz Ci wytłumaczę
W odpowiedzi Elasp
>>Pisałeś wcześniej o wymyślonej naprędce "moralności dla słabeuszy, która niby czyni ludzi zwierzętami".
>>I co, po moim wyjaśnieniu dalej czyni? Elaspie, czasem mam wrażenie, że nie pamiętasz jednego wpisu wstecz.
>Nie pamiętam wstecz o tyle, o ile wybiegam w przód. Zawsze interesują mnie wnioski.

To pamiętaj, po co czasem Ci odpisuję. Bardzo często prostuję Twoje 'oczywiste' stwierdzenia, jak np.: "to moralność dla słabeuszy, która czyni ludzi zwierzętami".

> Jest dobrą (odpowiedzią), moim zdaniem, chociaż budzącą podejrzenie,
> że racjonalizm zawłaszcza sobie postawę zdroworozsądkową.

No to pędzę uspokoić. Kiedyś rozmawiałem o tym z p. Andrzejem Bogusławskim. Pan Andrzej podał przykład kilku księży, których ceni, jako ludzi, którzy starają się posługiwać postawą racjonalną.
Zgodziłem się z Nim, dodając jeszcze kilku.
Czy to choć trochę rozwiewa Twoje podejrzenia, które pobudziły z kolei mój niepokój?

> Ale jeżeli przyznajesz teraz, że nie tylko racjonalista wspomniana
> postawę może prezentować, wszystko wydaje mi się OK.

Tak przyznaję. Dziękuję.

>> A ja chciałbym czasem dowiedzieć czegoś, czego do końca nie
>> jesteś pewien, albo w co wątpisz. Da się zrobić?
> Naturalnie.

Trzymam za słowo, zwłaszcza, że bardzom tego ciekaw.

> Zgoda. Podkreślasz, że nasze moralne zapatrywania powinny być
> jakoś zdeterminowane przez praktykę życiową (aby nie popaść
> w puste teoretyzowanie),

Tak. Gdybym ja miał wypowiedzieć to zdanie, opuściłbym "jakoś". Reszta ok.

> natomiast ja chętnie podkreślam, że nasza praktyka życiowa powinna
> być determinowana przez nasze moralne zapatrywania (aby nie popaść
> w kazuistyczny praktycyzm).

To pachnie mi trochę stylem Boskiego działania. Jesteś w pewnej mierze twórcą swojego życia, kierujesz nim. Zgoda.
Ale czy na pewno poznałeś te czynniki, których nie możesz zmienić? Liczysz się z tym? Bo z tego, co Cię czytam to nie bardzo, przynajmniej takie wrażenie odnoszę.
Tylko Bóg (jeśli jest) może się z tym nie liczyć, przynajmniej takiego Go sobie wyobrażamy.
Człowiek posługując się tym sposobem w rzeczywistości będzie cholernie lekkomyślny.

> Rozsądek nakazywałby powiedzieć, że jedna postawa nie wyklucza
> drugiej, i że - przeciwnie - wzajemnie się one uzupełniają.

Zgoda, jednakże pod warunkiem, że poznaliśmy i uwzględniamy wszystkie ograniczenia, które na nas w danym momencie wpływają.
Nie jesteśmy Bogiem i nie możemy działać jak On, to pewne jak 2x2=4

>> I co, Twoim zdaniem on też powinien wg Ciebie szanować rodziców,
>> którzy właściwie nigdy się nim nie interesowali?
>Tak uważam.

Tak uważasz, że powinien szanować, czy tak uważasz, że powinien ich odszukać i bić im pokłony?

> Jest to może bolesne, ale prawa moralne to nie lody
> śmietankowo-waniliowe. Nie muszą dobrze smakować.

Ok. Ale wytłumacz mi proszę, po co? Po co ma ich w takim wypadku szanować? Bo ktoś inny tak zapisał w Biblii, czy może płynie z tego jakieś racjonalne większe dobro? Jakie to dobro, możesz przybliżyć, na czym ono polega?

> Twoja odpowiedż udzielona chłopakowi wydaje mi się małym szantażem.

Tak trochę w istocie jest. Mały i przemyślany szantaż w dobrej wierze

> Chłopak ten odda rower z obawy.

A skąd to wiesz na pewno? Przecież są i inne ewentualności. A może dlatego, że zrozumie iż tak daleko w życiu nie zajdzie?
A może z miłosci do mojej córki? A może dlatego, że ujmie go moje zaufanie do niego?
Chłopie, Ty wybierasz zawsze jedną z możliwości najbardziej uwłaczających ludzkiej kondycji, gorzej - zadufany w sobie zabierasz się za odpisywanie na kolejny wątek = bezmyślnie ściągasz na siebie bęcki.
Może zastanów się wreszcie, co Ty robisz.

> Tak instruowany, zacznie postępować dobrze z obawy, co jest
> tylko połowicznie dobre, bo nic nie uchroni go przed niewłaściwym
> postępowaniem w sytuacji, w której, jak uzna, niczego nie trzeba się obawiać.

Ty tego nie widzisz, ale w mojej odpowiedzi w pokoju zawarłem jeszcze kilka innych treści.
Uznałem to, że moja córka jest dla niego cenna. Prawidłowo odczytałem jego uczucia i wyraziłem mu to.

To nigdy nie jest bez znaczenia.

Sądzisz, ze pozostanie bez echa?
On raczej nie zacznie postępować dobrze "z obawy", ponieważ, kiedy zwróci mi rower i zrozumie, że chwytami poniżej pasa daleko się nie zajdzie, powód obawy zniknie.

> Taki człowiek odda rower, ale "podwędzi" coś innego gdy będzie mieć pewność, że nic mu nie grozi.

Ja wiem Elaspie, że bardzo nisko cenisz ludzi, zwłaszcz młodych.
Jest to z resztą postawa tyleż chora, co nierealistyczna. Trzeba ufać ludziom, a jak nawet zrobią coś źle, to trzeba odnaleźć w sobie siłę by ufać, że potrafią zrozumieć swój błąd i obdarzeni zaufaniem go naprawić (a tak w istocie jest w tym przykładzie, ponieważ chłopiec wcześniej czy później zrozumie, że pozwalając mu dalej chodzić ze swoją córką obdarzam go zaufaniem).

> Twoje rozwiązanie wymaga więc istnienia skutecznego prawa i
> skutecznej instytucji egzekwowania prawa, i w tym sensie Twoje
> rozwiązanie jest nierealistyczne - nie uwzględnia polskich realiów, w których nie ma ani jednego, ani drugiego.

Zauważ, że w moim przykładzie instytucja egzekwowania prawa (Policja) w ogóle nie jest angażowana. Nie dotykamy też problemu z istnieniem czy też nieistnieniem skutecznego prawa.
Może no być nawet średnioskuteczne - dokładnie, jak u nas. A i tak sprawa potoczy się po mojej myśli.
Sprawa pozostaje czysto między mną, a chłopcem.
Dlatego Twój zarzut mogę spokojnie odrzucić.
pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać

#704
01-02-2014 17:00
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)Odp: Dlaczego nie mógłbym być ateistąhoć, ja jeszcze raz Ci wytłumaczę
W odpowiedzi Elasp
> Przede wszystkim zapomniałeś dodać: "jest pierwszym etapem,
> o ile wszystko idzie zgodnie z planem".

W porządku, przyjmuję Twoją poprawkę. Dodajmy to.

> Poza tym można powiedzieć, że te kolejne etapy to już nie miłość w
> wąskim i ścisłym tego słowa znaczeniu, to przyzwyczajenie i pogodzenie
> się z realiami życia.

Trochę włos mi się jeży na głowie, jak to czytam. A gdzie miejsce na szacunek? Kolejna rzecz: czy np. po 40 latach bycia ze sobą możesz powiedzieć, że znasz partnera na wylot i już niczym nie może Cię zaskoczyć, pobudzić uczuć, rozpalić ognia?
Możesz to z ręką na sercu powiedzieć?

> Jak trwała jest taka "miłość" i ile jest warta pokazują nieprzeliczone
> zdrady i rozpady związków. Lepiej nazwać ją "praktycznym konformizmem",
> aniżeli miłością.

Miłość nie jedno ma imię. Z resztą wśród nas są monogamiści, są poligamiści, są wieczni chłopcy / dziewczęta, w końcu są i stare stetryczałe konformistyczno-praktyczne dziady..
pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać

#705
01-02-2014 17:44
 Ocena 2 na 2
Barbiel (1106 punktów)Odp: Dlaczego nie mógłbym być ateistąhoć, ja jeszcze raz Ci wytłumaczę
W odpowiedzi Jacek Głodzik
Wybacz, Jacek...
Ty naprawdę chcesz narażać swoją rodzinę, żeby pomóc obcej osobie?
I jeszcze uważasz, że to jest najbardziej praktyczne?
Rozmawiałeś kiedyś z policjantem i pytałeś, ilu zna złodziei, którzy przestali kraść?
Ale nie to jest najgorsze. Przeciętni złodzieje nie okradają rodziny/znajomych.
Jeśli ktoś okrada własnego teścia to nie tylko jest złodziejem, ale jest też nielojalny, nie szanuje rodziny.
No, chyba, że Twoja córka nie jest dla niego ważna, wtedy nie jesteś dla niego rodziną.
A nawet jeśli jest ważna, to co będzie, jak się odkocha?
Nie opędzluje Wam całej chaty?
No i tu Elasp ma rację - szantaż nie jest żadną metoda nawiązywaniem pozytywnych relacji. Powiedzmy, że odda rower. Albo odkupi, jeśli już sprzedał (zgadnij, skąd weźmie na to pieniądze)
I co dalej? Nie wydaje Ci się, że córka ma prawo dowiedzieć się, z kim się zadaje i sama podjąć decyzję, czy chce ryzykować? Ja nie chcę nawet pisać, co myślę o załatwianiu spraw za plecami osoby najbardziej zainteresowanej.
Myślisz, że nie będzie miała do Ciebie pretensji, że jej nie ostrzegłeś, jak ją puści z torbami po rozwodzie, albo nabierze na nią kredytów?

Poza tym pisałeś, że nie pobiłby Cię przy rodzicach. Sam przyznałeś, że rodzice mogli go zaniedbywać i mogą nie mieć na niego wpływu. Myślisz, że donieśliby na syna? Ta opcja jest oczywiście mało prawdopodobna, ale wykluczyć jej nie można. Patologia jednak się zdarza.

Ogólnie Twój sposób mógłby być dobry w przypadku dzieci do 10 lat, ale nie w przypadku osób, które już mają ukształtowaną osobowość.
Oczywiście Twój sposób może by skuteczny w jakimś procencie przypadków, ale powtarzam: naprawdę chcesz narażać swoją rodzinę, żeby pomóc obcej osobie?
I jeszcze uważasz, że to jest najbardziej praktyczne?

>A i tak sprawa potoczy się po mojej myśli.
Przeczytaj sobie jeszcze raz to zdanie, optymisto.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 Dalej..

Wróć do listy wątków działu Bazgroły
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365