Racjonalista - Strona głównaDo treści
Dlaczego nie mógłbym być ateistą

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Bazgroły
NapisanoAutorTytuł
12-01-2014 18:43ZXfi (176 punktów)Dlaczego nie mógłbym być ateistą
Ocena -15 na 15
Co to znaczy że czegoś nie ma? Mamy zamknięte pudełko, symbolizuje ono obszar naszej niewiedzy, dotyczy to makroświata jak i mikroświata. Czy stwierdzenie, że nie ma w nim złota, jest wiedzą czy przekonaniem? Pudełko zostało przebadane wykrywaczem metalu, który niczego nie wykrył, czy to oznacza że w pudełku nie ma złota? Pewności nie ma, bo wykrywacz ma swoją czułość, zawsze skończoną. Czułość przyrządu - słowa kluczowe, do tego zaraz wrócę. Wiemy teraz tylko tyle, że złota nie może być dużo.
I teraz temat Boga:
Wiemy, że nie ma raczej technicznego przyrządu zdolnego wykryć Boga, ze względu na niematerialny charakter obiektu. Jedyny przyrząd który może tego dokonać, to jest chyba tylko ludzki umysł. Umysł nie jest materią, nie można wskazać palcem, to jest umysł. Nie ma czegoś takiego w sensie materialnym, a przecież każdy się zgodzi że coś takiego istnieje. Czyli mamy dwa byty z tej samej parafii, przy czym o jednym z nich niczego nie wiemy na pewno, jedynie wierzymy albo nie wierzymy. Spróbujmy teraz powykrywać - ateiści jak i wierzący "odpalili" przyrządy. Wierzący natychmiast wykryli Boga, a u ateistów ani śladu. Co się dzieje? Z miejsca wierzących okrzyknięto idiotami schizofrenikami, co widzą to czego nie ma. Co więc jest nie tak z przyrządem wierzących? Wracamy do zagadnienia czułości. Ateista to przeciętnie ktoś kto sporo myślał, sporo czytał, ma o wiele większy zasób wiedzy, w odróżnieniu od przeciętnego wierzącego, który wykazuje się wręcz dziecinną naiwnością. Jeden "mały drobiazg" z natury zmysłów, faktem jest że jak ktoś traci na którymś z pól zmysłowości to zyskuje na innym (głuchy ma lepszy wzrok, niewidomy zyskuje lepszy słuch), odwrotnie też to działa. Ateista poszerzając pole rozumowe czasem do monstrualnych rozmiarów, traci czułość na polu odczuć głębokich, które są akurat niezbędne przy wykrywaniu Boga...
Ateizm jak i fanatyczną wiarę, określiłbym jako choroby umysłu, przetaczające się przez ludzkość. Przy czym choroba nie koniecznie oznacza coś niepożądanego. Może być naturalną fazą przejściową do stanów lepszych niż obecne. Czasem trzeba coś zniszczyć by powstało coś nowego, lepszego.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

12-01-2014 19:21
 Ocena 20 na 20
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Co to znaczy że czegoś nie ma? Mamy zamknięte pudełko, symbolizuje ono obszar naszej niewiedzy,

Znaczy że czego nie ma? Zeusa? Sziwy? Bachusa?

>Wiemy, że nie ma raczej technicznego przyrządu zdolnego wykryć Boga, ze względu na niematerialny
>charakter obiektu. Jedyny przyrząd który może tego dokonać, to jest chyba tylko ludzki umysł. Umysł
>nie jest materią, nie można wskazać palcem, to jest umysł. Nie ma czegoś takiego w sensie

Jest materią. Mieści się w czaszce i można go wskazać palcem. U niektórych jest tak mały, że trudno wcelować i stąd Twoje doświadczenie.

>też to działa. Ateista poszerzając pole rozumowe czasem do monstrualnych rozmiarów, traci czułość na
>polu odczuć głębokich, które są akurat niezbędne przy wykrywaniu Boga...

Odczucia więc mają wyższość nad zmysłami? Jeżeli np. jest Ci zimno, to wystarczy sprawić by czuć ciepło i nie trzeba się ubierać?

>Ateizm jak i fanatyczną wiarę, określiłbym jako choroby umysłu, przetaczające się przez ludzkość.
>Przy czym choroba nie koniecznie oznacza coś niepożądanego. Może być naturalną fazą przejściową do
>stanów lepszych niż obecne. Czasem trzeba coś zniszczyć by powstało coś nowego, lepszego.

Chcesz zniszczyć ateizm? Czy ateiści też powinni czuć się zagrożeni?
P.S. Wiele w Tobie boskiej miłości bliźniego...
P.S. Wierzysz we wszystkich bogów, czy negujesz istnienie wszystkich za wyjątkiem jednego ulubionego?
12-01-2014 19:24
 Ocena 23 na 23
Przemek J. (3008 punktów)
>Pudełko zostało przebadane wykrywaczem metalu, który niczego nie wykrył, czy to
>oznacza że w pudełku nie ma złota?
>Pewności nie ma, bo wykrywacz ma swoją czułość, zawsze skończoną.

Złoto też ma skończoną wielkość, więc bardzo łatwo określić czy w pudełku jest czy nie. Jeśli interesują nas ilości użytkowe, to jak najbardziej wystarczy wzmiankowany wykrywaczy. Jeśli chcemy mieć pewność na poziomie atomowym, to użyjemy np. spektometru masowego.

>Spróbujmy teraz powykrywać - ateiści jak i wierzący "odpalili" przyrządy. Wierzący natychmiast
>wykryli Boga, a u ateistów ani śladu. Co się dzieje?

Mylisz pojęcia. Teiści nie odpalili żadnych przyrządów do wykrywania bogów, oni ich wymyślili. Wracając do analogi, to jak jakby ktoś się uparł, że w pudełku jest pierwiastek orewnolestu, a fakt, że nie wykrywają go żadne przyrządy wynika tylko z tego, że mają one za małą czułość.

>Z miejsca wierzących okrzyknięto idiotami

Na początku tylko kłamcami lub oszukanymi (zależnie od tego czy religię tworzą, czy zostali poddani indoktrynacji). Idiotami dopiero wówczas gdy wiara zagarnęła im taką część umysłu, że są niezdolni do logicznego wnioskowania i samodzielnego myślenia.

>Jeden "mały drobiazg" z natury zmysłów, faktem jest że jak ktoś traci na którymś z pól
>zmysłowości to zyskuje na innym (głuchy ma lepszy wzrok, niewidomy zyskuje lepszy słuch), odwrotnie
>też to działa. Ateista poszerzając pole rozumowe czasem do monstrualnych rozmiarów, traci czułość na
>polu odczuć głębokich, które są akurat niezbędne przy wykrywaniu Boga...

Masz na to jakieś dowody? Co to są odczucia głębokie? Jak się je bada i rozpoznaje?

>Ateizm jak i fanatyczną wiarę, określiłbym jako choroby umysłu, przetaczające się przez ludzkość.
>Przy czym choroba nie koniecznie oznacza coś niepożądanego. Może być naturalną fazą przejściową do
>stanów lepszych niż obecne.

Z powyższego wnioskuję, że nie wiesz czym są choroby umysłu, nie wiesz czym jest ateizm. Dlaczego podejmujesz się dyskusji na tematy, o których nie masz pojęcia? Faktycznie szukasz wiedzy, czy jesteś kolejny trollem?

>Czasem trzeba coś zniszczyć by powstało coś nowego, lepszego.

Tu się zgadzam. Dlatego zniszczyłem całe swoje uzależnienie od religii żebym teraz mógł się cieszyć wolnością i życiem.

Tonący cynizmu się chwyta. [P. Jarocki]
12-01-2014 19:50
 Ocena 13 na 13
farmer (22440 punktów)

>I teraz temat Boga:
>Wiemy, że nie ma raczej technicznego przyrządu zdolnego wykryć Boga, ze względu na niematerialny
>charakter obiektu. Jedyny przyrząd który może tego dokonać, to jest chyba tylko ludzki umysł.

Wykrycie to zależy głównie od regionu w którym mieszkasz. "Dziwne" że ten wszech ach och ech bóg ukazuje się głównie lokalnie i to poprzez przekaz ustny rodziców dzieci.

>Ateizm jak i fanatyczną wiarę, określiłbym jako choroby umysłu, przetaczające się przez ludzkość.

Dzieci w wieku 3-4 lat nie mające styku z religią nie wyglądają wcale na chore. Później zresztą też. Nie odróżniłbyś tych wierzących od nie wierzących. Szurnięte są równo.
12-01-2014 20:29
 Ocena 15 na 15
Ratatoskr (4439 punktów)
>Umysł nie jest materią, nie można wskazać palcem, to jest umysł.
>Nie ma czegoś takiego w sensie materialnym, a przecież każdy się zgodzi
>że coś takiego istnieje. Czyli mamy dwa byty z tej samej parafii,
>[Boga i umysł]

Mylisz się. Umysł chociaż sam nie jest materialny posiada jednak materialny nośnik, a podstawą procesów umysłowych jest biochemia mózgu. Bytem z tej samej parafii co umysł będzie zatem np: treść książki, muzyka, film, program komputerowy, albo ten post.

Bóg jest natomiast bytem z parafii skrzatów, gnomów i koboldów - koncepcją wytworzoną przez ludzki umysł.
12-01-2014 23:24
 Ocena 12 na 12
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Ateizm jak i fanatyczną wiarę, określiłbym jako choroby umysłu, przetaczające się przez ludzkość.
Popieprzyć każdy se może,
trochę lepiej, lub trochę gorzej,
ale nie oto chodzi,
jak co komu wychodzi.
Czasami człowiek musi,
inaczej się udusi,
uuu

Rozumiem Pan musiał dać głos i to wcale nie szkodzi, iż sam Pan nie rozumie, o co mu tu chodzi.
A może przed napisaniem, to warto trochę poczytać i coś samemu przemyśleć.

Ateistą, to może i mógłby Pan zostać. Wystarczy obrazić się na Boga i zacząć wierzyć, iż on nie istnieje.
Natomiast aby został Pan racjonalistą to prawie niemożliwe, a my tu raczej racjonalizmu bronimy.

Miłego dnia.

@@@
.
12-01-2014 23:23
 Ocena 10 na 10
Marek Matejewski (3695 punktów)
>Dlaczego nie mógłbym być ateistą

Ależ mógłbyś. Wystarczy trochę dobrej woli, czasu i chęci dążenia do prawdy.
Póki co jesteś o kilkaset książek w plecy...

Podałbym Ci przynajmniej z 10 tytułów lektur i np. linki do 10 dobrych wykładów na YouTube, które znacznie poszerzyłyby Twoją wiedzę i pozwoliły zrozumieć fundamentalne błędy, przez które formułujesz dosyć dziecinne twierdzenia. Myślisz, że mógłbym spróbować? Zainteresujesz się? Czy nie mam się co wysilać?

>Ateizm jak i fanatyczną wiarę, określiłbym jako choroby umysłu.

A co z "poganami" takimi jak np.: buddyści? tatarscy muzułmanie? Też są chorzy na umyśle? Twoim zdaniem 80% mieszkańców planety, którzy nie są chrześcijanami ciężko choruje? Przecież oni tak samo jak ateiści nie wierzą w Twojego Boga.
Co do mnie, to widzisz... Jestem ateistą, akonserwatystą, akomunistą, afaszystą i trochę tego jeszcze da się wymienić...
13-01-2014 00:47
 Ocena 18 na 18
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Wierzący natychmiast wykryli Boga, a u ateistów ani śladu. Co się dzieje?
> Z miejsca wierzących okrzyknięto idiotami schizofrenikami, co widzą to czego nie ma.

Kluczowa jest różnica pomiędzy wykryciem czegoś, a samym stwierdzeniem że się wykryło.
Skąd niby mam wiedzieć, że wierzący rzeczywiście coś wykryli?

Kiedy trafisz na wyspę daltonistów i zaczniesz im opowiadać o kolorze czerwonym, z miejsca okrzykną cię idiotą, który widzi to czego nie ma. Wtedy poproś o kosz jabłek (czy pomidorów) i podziel je na zielone i czerwone. Daltoniści będą mogli sprawdzić, używając zmysłu smaku, że podzieliłeś jabłka na dojrzałe i niedojrzałe. Powtórz eksperyment, żeby zminimalizować szansę szczęśliwego trafu. W ten sposób wykażesz, że potrafisz zobaczyć coś, czego nie widzą inni.

Teraz pokaż mi proszę analogiczny sposób weryfikacji, że wykryłeś Boga.
13-01-2014 01:04 
 Ocena 12 na 12
hamp (3461 punktów)
>Teraz pokaż mi proszę analogiczny sposób weryfikacji, że wykryłeś Boga.

Ale Biblia...

13-01-2014 23:48 
 Ocena-5 na 7
Elasp (6859 punktów)

>Kiedy trafisz na wyspę daltonistów ... W ten sposób wykażesz, że potrafisz zobaczyć coś, czego nie widzą inni.

Ściśle biorąc daltoniści mają prawo wnioskować, że jest jakaś nieuchwytna dla nich różnica między jabłkami. Nie muszą jednak wcale zgodzić się z wnioskiem, że polega ona akurat na odmienności barwy. Istnienie czerwieni nie jest więc wcale wykazane.

Kontynuując przykład można jednak powiedzieć, że ateizm to daltonizm w odniesieniu
np. do dobra i zła. Ateiści (oczywiście) odróżniają czyny dobre od złych, ale czynią to tak, jak daltoniści odróżniają jabłka słodkie od kwaśnych. Otworzyć oczy ateistom może człowiek, który będzie w sprawniejszy od nich sposób odróżniać dobro od zła, a umiejętność wytłumaczy "wiarą w Boga".

>Teraz pokaż mi proszę analogiczny sposób weryfikacji, że wykryłeś Boga.
>

Nie można bez sprzeczności pomyśleć, że nie istnieje świat. Istnienie świata jest więc konieczne. Bóg nie jest przedmiotem należącym do świata, jest koniecznością świata. W tym znaczeniu jest pozaświatowy.
14-01-2014 00:15 
 Ocena 6 na 6
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
> Kontynuując przykład można jednak powiedzieć, że ateizm to daltonizm w odniesieniu
>np. do dobra i zła. Ateiści (oczywiście) odróżniają czyny dobre od złych, ale czynią to tak, jak daltoniści odróżniają jabłka słodkie od kwaśnych. Otworzyć oczy ateistom może człowiek, który będzie w sprawniejszy od nich sposób odróżniać dobro od zła, a umiejętność wytłumaczy "wiarą w Boga".
Ach ci źli ateiści. Muszą zabić żeby wiedzieć, że zabijanie jest złe. Ale czy na pewno? Może wciąż będą mieli bezbożnicy wątpliwości i próby będą musieli powtórzyć? Bogolubni tymczasem do leciwej książki zajrzą i hyc, już wiedzą co dobre a co złe. Nie wiedzieć czemu czynią i oddają cześć bałwanom ale co tam, idealny nikt wszak nie jest.
> Nie można bez sprzeczności pomyśleć, że nie istnieje świat. Istnienie świata jest więc konieczne. Bóg nie jest przedmiotem należącym do świata, jest koniecznością świata. W tym znaczeniu jest pozaświatowy.
Aż się stęskniłem za takim bezsensem. Brakuje jeszcze tylko pierwszej przyczyny czy inszych pierdół. No ale cóż innego pozostaje gdy dowodów brak?


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
14-01-2014 10:13 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Ach ci źli ateiści. Muszą zabić żeby wiedzieć, że zabijanie jest złe. Ale czy na pewno? Może wciąż będą mieli bezbożnicy wątpliwości i próby będą musieli powtórzyć?
Bogolubni tymczasem do leciwej książki zajrzą i hyc, już wiedzą co dobre a co złe.

Powołają się na nauki Jezusa, który był obdarzony zdumiewającą wrażliwością moralną,
nawet jeżeli był tylko człowiekiem.
14-01-2014 10:45 
 Ocena 10 na 10
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Powołają się na nauki Jezusa, który był obdarzony zdumiewającą wrażliwością moralną,
>nawet jeżeli był tylko człowiekiem.
Jak bardzo moralnie wrażliwy był Jezus świadczą słowa "Nie sądźcie, że przyszedłem nieść pokój po ziemi. Nie przyszedłem nieść pokoju, lecz miecz. Przyszedłem bowiem przeciwstawić syna jego ojcu, a córkę jej matce, a synową jej teściowej; bo wrogami człowieka mieszkańcy jego domu".
Może więc lepiej niech bogolubni się nie powołują na nauki Jezusa.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
14-01-2014 11:04 
 Ocena 1 na 1
niestadny (2492 punktów)
>"Nie sądźcie, że przyszedłem nieść pokój po ziemi. Nie przyszedłem nieść pokoju, lecz miecz. Przyszedłem bowiem przeciwstawić syna jego ojcu, a córkę jej matce, a synową jej teściowej; bo wrogami człowieka mieszkańcy jego domu".

Rzeczywistość potwierdza jego słowa. Podziały są w naszym domu, Polsce; podziały występują także w rodzinach.
Cóż jest złego/niemoralnego w różnorodności światopoglądowej?


stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
14-01-2014 12:17 
 Ocena 1 na 1
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Rzeczywistość potwierdza jego słowa. Podziały są w naszym domu, Polsce; podziały występują także w rodzinach.
Podział to nie wrogość. Podziały to nie groźba miecza. Jakkolwiek by nie obracać tego cytatu to wielkich walorów moralnych w nim nie widać.
>Cóż jest złego/niemoralnego w różnorodności światopoglądowej?
W różnorodności nic. Wrogość to już inna sprawa.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
14-01-2014 12:42 
 Ocena-5 na 7
Elasp (6859 punktów)

>Podział to nie wrogość. Podziały to nie groźba miecza. Jakkolwiek by nie obracać tego cytatu to wielkich walorów moralnych w nim nie widać.

Proponuję, Iwanie Denisowiczu, żebyś jednak zostawił interpretację tych słów Jezusa biblistom, zwłaszcza że wypowiedzi Jezusa są bardzo często niedosłowne i już Jemu współczesnym sprawiały niemały kłopot. To, co w wypowiedziach Jezusa jest w miarę czytelne, jest uderzająco trafne.
14-01-2014 12:47 
 Ocena 15 na 15
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
> Proponuję, Iwanie Denisowiczu, żebyś jednak zostawił interpretację tych słów Jezusa biblistom, zwłaszcza że wypowiedzi Jezusa są bardzo często niedosłowne i już Jemu współczesnym sprawiały niemały kłopot. To, co w wypowiedziach Jezusa jest w miarę czytelne, jest uderzająco trafne.
Pewnie gdzie tam maluczkim do interpretowania słów samego Jezusa. Nie daj bóg zacznie tłuszcza Biblię czytać i odrzucać księżą interpretację. A od własnej interpretacji już nie daleko do samodzielnego myślenia, a tego kościół nie zniesie.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
14-01-2014 13:15 
 Ocena 4 na 4
niestadny (2492 punktów)

Wydaje mi się, że słowa Jezusa były skierowane do prostych ludzi i nie potrzeba pośredników zajmujących się ich interpretacją. Serce/Dobra wola i rozum wystarczą.

stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
14-01-2014 21:32 
 Ocena 8 na 8
Frank Holman (5897 punktów)
> Proponuję, Iwanie Denisowiczu, żebyś jednak zostawił interpretację tych słów Jezusa biblistom, zwłaszcza że wypowiedzi Jezusa są bardzo często niedosłowne i już Jemu współczesnym sprawiały niemały kłopot.
To fakt. Dlatego zwykle przy przepisywaniu je modyfikowali. I dziś jest chyba niemożliwe odtworzenie w sporej części co w pierwotnej wersji mitu o Jezusie było zapodane.
14-01-2014 21:46 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>To fakt. Dlatego zwykle przy przepisywaniu je modyfikowali. I dziś jest chyba niemożliwe odtworzenie w sporej części co w pierwotnej wersji mitu o Jezusie było zapodane.

Jeżeli nie wiadomo, co było na początku, skąd wiadomo, że pierwotna treść została
zmodyfikowana? Jest Pan nielogiczny.
14-01-2014 23:08 
 Ocena 3 na 3
Dariusz Godyń (2403 punktów)

> Jeżeli nie wiadomo, co było na początku, skąd wiadomo, że pierwotna treść została
> zmodyfikowana? Jest Pan nielogiczny.
Logika nie jest mocną stroną zwolenników biblii. Jak ktoś chce w te bajdy wierzyć, jego sprawa, lecz zasłanianie się logiką w tym przypadku jest co najwyżej rozweselające.
15-01-2014 06:05 
 Ocena 5 na 5
Frank Holman (5897 punktów)
>>To fakt. Dlatego zwykle przy przepisywaniu je modyfikowali. I dziś jest chyba niemożliwe odtworzenie w sporej części co w pierwotnej wersji mitu o Jezusie było zapodane.
> Jeżeli nie wiadomo, co było na początku, skąd wiadomo, że pierwotna treść została
> zmodyfikowana? Jest Pan nielogiczny.
Logika nie ma tu nic do rzeczy. Wszak piszę, że nic nie jest pewne w tej sprawie.
A jeśli swoim wywodem pragniesz zaprzeczyć niewątpliwym faktom, że modyfikacje były i to na skale można by rzec "biblijną", to Twoja prywatna sprawa. Mnie nie rusza, że religianci wypierają rzeczywistość, aby pasowała do ich wiary.
PS. Przyjmujesz do wiadomości choćby takie (z innej bajki trochę) okoliczności, że w pierwszych wiekach książek nie było dużo, istniał natomiast zwyczaj palenia wszystkich ich poprzednich wersji, jeśli później została zatwierdzona jedna oficjalna a inne uznane za herezje ??
17-01-2014 22:14 
 Ocena 7 na 7
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
> Jeżeli nie wiadomo, co było na początku, skąd wiadomo, że pierwotna treść została
> zmodyfikowana? Jest Pan nielogiczny.<
Pan za to Panie Elasp jest wyjątkowo logiczny.

Cytat:
Proponuję, Iwanie Denisowiczu, żebyś jednak zostawił interpretację tych słów Jezusa biblistom, zwłaszcza że wypowiedzi Jezusa są bardzo często niedosłowne i już Jemu współczesnym sprawiały niemały kłopot.



Piorunochrony na kociołach są najwyższym votum nieufności wobec Boga.
20-01-2014 16:03 
 Ocena 1 na 1
Willmaster (423 punktów)
> Jeżeli nie wiadomo, co było na początku, skąd wiadomo, że pierwotna treść została
> zmodyfikowana?
www.youtub(*)OgHevy5f3iEpjdtkViHOC&index=75

Po śmierci jest to co ma być.
19-01-2014 17:39 
 Ocena 4 na 4
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> wypowiedzi Jezusa są bardzo często niedosłowne i już Jemu
> współczesnym sprawiały niemały kłopot.

A mnie czasem ciekawi, w jakim celu Bóg tak zrobił? Czyżby po to, aby ukryć prawdę przed maluczkimi, a dać mądrym teologom, by mieli zajęcie i misję? Tak się ma właśnie sprawa z drzewem figowym i jego owocami.

> To, co w wypowiedziach Jezusa jest w miarę czytelne, jest uderzająco trafne.

Bardzo często w wypowiedziach Jezusa widzimy prawdy, które były już znane przed nim.
Czasem również te proste prawdy bywają tylko na pozór trafne. Np. historia z nadstawianiem drugiego policzka nijak nie prowadzi do dobrych konsekwencji. Za to prowadzi do wiary, że tak jest dobrze jak Jezus powiedział. Wiary, której w żaden sposób nie da się zweryfikować własnym długofalowym doświadczeniem.
Ale na szczęście po rewizji Jezusowego poglądu w tej sprawie jest już o niebo lepiej

łącząc pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
19-01-2014 19:08 
 Ocena 1 na 3
Elasp (6859 punktów)

>Bardzo często w wypowiedziach Jezusa widzimy prawdy, które były już znane przed nim.

Które były znane przed nim (nie licząc oczywistych odwołań do Starego Testamentu) i skąd Pan wie, że były znane. Co to znaczy "często"?

>Czasem również te proste prawdy bywają tylko na pozór trafne. Np. historia z nadstawianiem drugiego policzka nijak nie prowadzi do dobrych konsekwencji.

Rozumiem, że należy się cofnąć do kodeksu Hammurabiego.
19-01-2014 19:42 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> skąd Pan wie, że były znane. Co to znaczy "często"?

Przyznam, że nie do końca dobrze się wyraziłem. Opisy, w których przedstawia się Jezusa, styl jego życia, rzeczy, które mu się przydarzają itp.

Popatrz: kult Dionizosa, czyli grecka adaptacja kultu Ozyrysa/Horusa: wędrowny nauczyciel, który czynił cuda podróżował na osiołku. Był nazywany zbawcą, pomazańcem, odkupicielem, alfą i omegą.

Perskiego Mitrę czczono, jako dobrego pasterza, odkupiciela, zbawcę i czyniącego cuda mesjasza setki lat przez Chrystusem. Kult Mitry obejmował eucharystię na pamiątkę "wieczerzy pańskiej", podczas której Mitra powiedział, że "ten, kto nie będzie spożywał jego ciała i nie będzie pił jego krwi, nie dostąpi zbawienia".

Apoloniusz z Tiany, żyjący ponad 100 lat przed Chrystusem grecki filozof, który był prześladowany przez Rzymian - cudotwórca i uzdrowiciel (podający sie za syna bożego) po śmierci miał być zabrany do nieba.

Jedna z form egipskiego boga Horusa: tuż po jego narodzinach miał go zgładzić niejaki Herud. Jako dwunastolatek nauczał w świątyni. W wieku trzydziestu lat został ochrzczony w rzece przez człowieka, któremu ścięto później głowę. Czynił cuda, w tym chodził po wodzie, wypędzał złe duchy, uzdrawiał chorych i wskrzeszał zmarłych. Został ukrzyżowany pomiędzy dwoma złodziejami, zmartwychwstał. Był nazywany pasterzem, jego symbole to laska pasterska, ryby i wino.

>> Np. historia z nadstawianiem drugiego policzka nijak nie prowadzi do dobrych konsekwencji.
> Rozumiem, że należy się cofnąć do kodeksu Hammurabiego.

A kto Ci tak powiedział? Bynajmniej
Zawsze, gdy widzi się tylko dwa wyjścia z dużą dozą prawdopodobieństwa można znaleźć trzecie.
pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
19-01-2014 20:03 
 Ocena 2 na 4
Elasp (6859 punktów)

>Przyznam, że nie do końca dobrze się wyraziłem. Opisy, w których przedstawia się Jezusa, styl jego życia, rzeczy, które mu się przydarzają itp....

Można doliczyć niekanoniczne ewangelie itp. rzeczy.

To jednak zupełnie coś innego. Ważna jest nauka, którą głosił. Faktem jest także (to a propos kiedyś prowadzonej dyskusji na ten temat, tzn. za mojej poprzedniej bytności na forum), że ciała Jezusa nie odnaleziono, a przecież ortodoksyjni Żydzi powinni byli dopilnować, żeby z ciałem nic się nie stało, zwłaszcza w ciągu trzech dni po zgonie. Mogliby wtedy pokazać jego ciało np. tydzień po ukrzyżowaniu i powiedzieć: "oto wasz mesjasz". Albo więc nie chcieli (?), albo nie mogli tego zrobić.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Można doliczyć niekanoniczne ewangelie itp. rzeczy.

Nie do końca można. Przecież to się działo wcześniej i są zapisy. Dlaczego faworyzujesz tylko jedną linię jednej historii?

>To jednak zupełnie coś innego. Ważna jest nauka, którą głosił.

Zgadzam się, na to też patrzę. Oczywiście są tam i rzeczy wielkie jak na owe czasy, ale i na nasze. Np. przypowieść z Jawnogrzesznicą (bez końcowych słów, które są nieco ocenne i niszczą wcześniejszą wiekość postawy Jezusa)

> Faktem jest (..) że ciała Jezusa nie odnaleziono, a
> przecież ortodoksyjni Żydzi powinni byli dopilnować, żeby
> z ciałem nic się nie stało, zwłaszcza w ciągu trzech dni po zgonie.

Z tym się nie zgodzę. Nikt wtedy nie przewidywał takiego rozwoju chrześcijanstwa.
W praktyce nie doceniliby grobu ani ciała takiej osoby, jaką był Jezus.
Z podobnej przyczyny Cezar i senat CR nie mógł wydać edyktu ułaskawienia Jezusa, dlatego ta część tej opowieści jest a-historyczna, tu równeiż bardziej uczciwym będzie powiedzenie, że ważniejsza jest nauka, którą głosił niż sposób w jaki opisano, że został skazany i umarł.

> Mogliby wtedy pokazać jego ciało np. tydzień po ukrzyżowaniu
> i powiedzieć: "oto wasz mesjasz". Albo więc nie chcieli (?),
> albo nie mogli tego zrobić.

Patrz wyżej.
*
Nie chcesz znać mojego sposobu patrzenia na "drugi policzek"?

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
19-01-2014 20:56 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>>To jednak zupełnie coś innego. Ważna jest nauka, którą głosił.
>Zgadzam się, na to też patrzę. Oczywiście są tam i rzeczy wielkie jak na owe czasy, ale i na nasze. Np. przypowieść z jawnogrzesznicą (bez końcowych słów, które są nieco ocenne i niszczą wcześniejszą wielkość postawy Jezusa)

Dodam do tego coś, co niech będzie komentarzem do wyliczeń p. Fizyka, tyczących się prawdopodobieństwa zmartwychwstania Jezusa. Powiedziałbym tak: biorąc pod uwagę historię ludzkości, prawdopodobieństwo, że ktoś 2000 lat temu odważy się głosić taką naukę jak Jezus (sprzeciwiającą się właściwie całemu znanemu mu światu), jest bardzo małe. Jeżeli nie chcemy nazwać tego wydarzenia "cudem", na pewno możemy nazwać ewenementem. Myślę, ze do takich "ewenementów" należy autorytet w określonych dziadzinach - np. ewenementem w dziedzinie muzyki była postać Mozarta (i on miałby prawo rozstrzygać, co dobrze, a co źle skomponowane), itd.

>Z tym się nie zgodzę. Nikt wtedy nie przewidywał takiego rozwoju chrześcijanstwa.

W takim razie nie ukrzyżowano by go. Jeżeli ukrzyżowano, był niebezpieczny, a jako rzekomy mesjasz był groźny także trzy dni po śmierci. Można więc było poświęcić te trzy dni i pokazać ciało Jezusa - ostudziłoby to zapędy przyszłych "mesjaszów" i "królów żydowskich".

>Nie chcesz znać mojego sposobu patrzenia na "drugi policzek"?

Chętnie się dowiem.
19-01-2014 21:30 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>> Zgadzam się, na to też patrzę. Oczywiście są tam i rzeczy wielkie
>> jak na owe czasy, ale i na nasze. Np. przypowieść z jawnogrzesznicą
>> (bez końcowych słów, które są nieco ocenne i niszczą wcześniejszą
>> wielkość postawy Jezusa)
> ewenementem w dziedzinie muzyki była postać Mozarta (i on miałby
> prawo rozstrzygać, co dobrze, a co źle skomponowane), itd.

To jest dalekie od mojego sposobu myślenia i rozumowania.
Nie rozstrzygam końcówki tej przypowieści, tyko ważę. Możesz kogoś deceniać w jakimś zewnętrznym aspekcie bardziej niż siebie, ale nie wolno Ci mieć z tego powodu kompleksów a propos własnej osoby. Już tu kiedyś odpisałem bodajże Konowalowi, że dla mnie koncepcja grzechu jest nieco niejasna, wręcz niepotrzebna.
Albo coś służy życiu i zdrowiu, albo sprowadza chorobę i przedwczesną śmierć. Jest korzystne lub destruktywne.
Nie sądzę, aby autorytet Jezusa w tym względzie miał jakieś szczególnie znaczenie. Ja nic nie przyjmuję na wiarę. Zawsze słucham, ważę, sprawdzam z innymi źródłami + testuję w praniu.

>>Z tym się nie zgodzę. Nikt wtedy nie przewidywał takiego rozwoju chrześcijanstwa.
> W takim razie nie ukrzyżowano by go. Jeżeli ukrzyżowano, był niebezpieczny,
> a jako rzekomy mesjasz był groźny także trzy dni po śmierci.

Lokalnie. Był potencjalnie groźny lokalnie. Dlatego go jednak ukrzyżowano, co robiono wtedy nagminnie z wszelkiej maści rzezimieszkami, ale i z ludźmi którzy mienili się "Królami Żydowskimi" ponieważ szedł za nimi jakiś tam tłumek.

> Można więc było poświęcić te trzy dni i pokazać ciało Jezusa -
> ostudziłoby to zapędy przyszłych "mesjaszów" i "królów żydowskich".

Wybacz, ale w swoich ocenach tamtej sytuacji jesteś trochę naiwny. Przeceniasz inteligencję i wizjonerstwo Rzymian na peryferiach peryferiów Cesarstwa. Oni nie kombinowali dzień i noc jakby tu na stałe uciszyć Żydów. Byli ponad tym. Ostatecznie zawsze mogli zawezwać legiony na pomoc, co z resztą stało się około 70 roku n.e. ale to już inna historia.

>>Nie chcesz znać mojego sposobu patrzenia na "drugi policzek"?
>Chętnie się dowiem.

Gdy ktoś Ci wyrządzi jakąś krzywdę - oddajesz mu, tylko nieco mniej.
Gdy ktoś wyświadczy Ci jakąś przysługę i otrzymasz od niego coś cennego - reanżujesz się, ale nieco więcej. Oczywiście niekoniecznie tym samym. Ważny też jest wysiłek i intencja.
pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
19-01-2014 22:12 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>To jest dalekie od mojego sposobu myślenia i rozumowania.

Ważne jakie się ma argumenty w ręku.

>Nie rozstrzygam końcówki tej przypowieści, tyko ważę. Możesz kogoś deceniać w jakimś zewnętrznym aspekcie bardziej niż siebie, ale nie wolno Ci mieć z tego powodu kompleksów a propos własnej osoby. Już tu kiedyś odpisałem bodajże Konowalowi, że dla mnie koncepcja grzechu jest nieco niejasna, wręcz niepotrzebna.

Znowuż psychologizacja zagadnień. Czy jeżeli się kogoś radzę, to zwiększa się ryzyko, że popadnę w kompleksy? Naprawdę nie rozumiem tego rodzaju obserwacji.

>Albo coś służy życiu i zdrowiu, albo sprowadza chorobę i przedwczesną śmierć. Jest korzystne lub destruktywne.

>Nie sądzę, aby autorytet Jezusa w tym względzie miał jakieś szczególnie znaczenie. Ja nic nie przyjmuję na wiarę. Zawsze słucham, ważę, sprawdzam z innymi źródłami + testuję w praniu.

Zgoda, ale może to stać w poprzek wyborów o charakterze moralnym. Jeżeli jestem na odludziu np. z małym dzieckiem, a wody starczy tylko dla jednej osoby (do czasu nadejścia pomocy), to co i dlaczego powinienem Twoim zdaniem zrobić? Co dyktuje Ci Twoja busola moralna? Jaki wynik daje (dałaby) Twoja refleksja, zważenie i sprawdzenie?

>Lokalnie. Był potencjalnie groźny lokalnie. Dlatego go jednak ukrzyżowano, co robiono wtedy nagminnie z wszelkiej maści rzezimieszkami, ale i z ludźmi którzy mienili się "Królami Żydowskimi" ponieważ szedł za nimi jakiś tam tłumek.

Mówisz o Rzymianach. Czy uważasz, że był groźny dla Żydów (w ich ocenie)?

>Gdy ktoś Ci wyrządzi jakąś krzywdę - oddajesz mu, tylko nieco mniej.
>Gdy ktoś wyświadczy Ci jakąś przysługę i otrzymasz od niego coś cennego - reanżujesz się, ale nieco więcej. Oczywiście niekoniecznie tym samym. Ważny też jest wysiłek i intencja.

Sentencja, ale nie dająca się zastosować w praktyce. Jeżeli ktoś ukradł mi samochód, ja mam mu ukraść rower? Pomijam już fakt, że rzeczy nie mają naturalnego, wspólnego przelicznika, a użyte tu słowa "mniej" i "więcej" zakładają wspólną miarę. Trzeba by jakiś przelicznik ustalić. Kto to ma zrobić? Co w przypadku, gdy dwie strony sporu posługują się odmiennymi przelicznikami?

Milcząco zakładasz, że człowiek, który czyni źle, jest w istocie dobry i zdolny do poprawy, i że jeżeli oddasz mu "nieco mniej" doceni Twój gest, potraktuje to jako nauczkę i stanie się lepszy. Jest to jednak założenie fałszywe.

Prawdziwe jest co najwyżej twierdzenie ostrożniejsze: Jeżeli człowiek, który wyrządził ci krzywdę, jest w istocie dobry i zdolny do poprawy, to oddaj mu "nieco mniej".

Myślę, że z takim twierdzeniem można się zgodzić (przy założeniu, że przelicznik jest ustalony i nie wzbudza wątpliwości). Nie wyklucza się ono jednak z traktowaniem ludzi zdemoralizowanych z pełną surowością.
20-01-2014 08:13 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Znowuż psychologizacja zagadnień. Czy jeżeli się kogoś radzę,
> to zwiększa się ryzyko, że popadnę w kompleksy? Naprawdę
> nie rozumiem tego rodzaju obserwacji.

Nie rozumiesz, bo nie dość uważnie angażujesz się w korespondencję ze mną. Popatrz wyżej.
Napisałeś o Mozarcie, że on miałby prawo rozstrzygać, co dobrze, a co źle skomponowane.
Użyłeś to jako analogii i do tego dokładnie się odniosłem. Teraz natomiast przeskakujesz na radzenie się kogoś. Tylko mieszasz.

> Zgoda, ale może to stać w poprzek wyborów o charakterze moralnym.

Niby jak?

> Jeżeli jestem na odludziu np. z małym dzieckiem, a wody starczy
> tylko dla jednej osoby (do czasu nadejścia pomocy), to co i dlaczego
> powinienem Twoim zdaniem zrobić?

Nie wiem, co Ty powinieneś zrobić. To trudna kwestia m.in. dlatego, że z góry nie wiesz kiedy nadejdzie pomoc (chyba, że jesteś jednym z proroków biblijnych).

> Co dyktuje Ci Twoja busola moralna?

Niepotrzebnie wytaczasz swoje ulubione działo. A instynkt przeżycia? A miłość do dziecka? Zawsze frapuje mnie, gdy teiści uważają, że działanie etyczne, moralne, miłość i altruizm przynależy się tylko im - i to konkretnie chrześcijanom.
A przecież to bzdura.

>Mówisz o Rzymianach. Czy uważasz, że był groźny dla Żydów (w ich ocenie)?

Dla kasty kapłanów żydowskich był mniej groźny. Raczej ich tylko drażnił - i to nie tym co mówił, ale to że od czasu do czasu szedł za nim tłumek. Odbierał im wiernych.

> Sentencja, ale nie dająca się zastosować w praktyce.

Acha. A ja to niby co robię w moim życiu? Wiele razy to stosowałem.
Wybacz Elsapie, w sytuacji w której mnie stawiasz nie bardzo widzę sens, żeby ciągnąć.

> Jeżeli ktoś ukradł mi samochód, ja mam mu ukraść rower?

Nie. Doprowadzić do jego skazania m.in. przez współpracę z Policją i sądem. To nie tak działa. Skoncentruj się na chwilę i posłuchaj.
Kiedyś złodziej chciał mi ukraś radio z samochodu, włamał się, ale go złapano. Czy Twoim zdaniem miałbym pójść do jego domu z nowym radiem i mu je dać?
Czy w swojej naiwności uważasz, że ja mu ukradłem jego radio? Nie, zrobiłem inaczej.

> Pomijam już fakt, że rzeczy nie mają naturalnego, wspólnego
> przelicznika

Przelicznik jest, choć zawsze subiektywny. Przeważnie trochę musiałeś się jednak napracować, aby je mieć. Prawda?

> a użyte tu słowa "mniej" i "więcej" zakładają wspólną miarę. Trzeba
> by jakiś przelicznik ustalić. Kto to ma zrobić?

Zawsze go znasz, ponieważ podpowiada Ci to Twoje wnętrze: emocje i poczucie krzywdy.
Możesz zwracać na to uwagę, możesz również zignorować tą instancję i szukać sobie we wszystkim autorytetu z zewnątrz, tylko, że wtedy będziesz od niego w 100% zależny a dalej będziesz miał poczucie krzywdy, którego autorytet nie usunie. Co wybierzesz?

> Co w przypadku, gdy dwie strony sporu posługują się odmiennymi przelicznikami?

Wietrzysz problem, ale jest normalne i całkiem wystarczające, że jedna strona posługuje się swoim a druga swoim. Mimo wszystko jesteśmy ludźmi często kompatybilnymi, jeśli chodzi o karę i pewne zachowania, czy tez wymagania są uniwersalne. Z resztą poszkodowany dba o to, żeby nie przesadzić i ma do tego celu empatię.
Teraz ja Ci zadam pytanie.
Masz córkę, która chodzi chłopakiem z sąsiedztwa. Pewnego razu ktoś kradnie Ci rower z piwnicy. Po paru dniach przypadkiem słyszysz, że ten chłopak rozmawia z paserem, aby opchnąć mu Twój rower, który Ci wcześniej zwędził.
Co robisz?

>Milcząco zakładasz, że człowiek, który czyni źle, jest w
> istocie dobry i zdolny do poprawy, i że jeżeli oddasz mu "nieco mniej"
> doceni Twój gest, potraktuje to jako nauczkę i stanie się lepszy. Jest to jednak
> założenie fałszywe.

Nic takiego nie zakładam. Trzymam się tylko zasady rewanżu, ale z mniejszą intensywnością. I patrzę, co będzie.
Z tego co widzę Elsapie masz bardzo niską ocenę moralności ludzi. Ja ich oceniam nieco wyżej od Ciebie. Z reguły wierzę, że jest w nich zmysł równowagi. Trzeba tylko uderzyć w odpowiednią strunę.
Skąd wiesz z resztą, że takie założenie, o jakim piszesz jest fałszywe?

> Prawdziwe jest co najwyżej twierdzenie ostrożniejsze:
> Jeżeli człowiek, który wyrządził ci krzywdę, jest w istocie
> dobry i zdolny do poprawy, to oddaj mu "nieco mniej".

Zawsze jeśli mnie stać oddaję mu nieco mniej, niezależnie od tego, czy jest dobry i zdolny do poprawy, czy nie jest. Tego nigdy tak do końca nie wiesz, czy jest zdolny do poprawy. Tylko w mówieniu o tym teoretycznie możesz tak założyć, ale w praktyce nigdy tej pewności nie ma. Z tego powodu nie uzależniam mojego traktowania od jego zdolności do dobra.
Od niego zależy co zrobi później i ja w to nie zamierzam wkraczać. Podejmuję tutaj działanie głównie takie, które dla mnie jest dobre.

> Myślę, że z takim twierdzeniem można się zgodzić (przy założeniu,
> że przelicznik jest ustalony i nie wzbudza wątpliwości). Nie wyklucza
> się ono jednak z traktowaniem ludzi zdemoralizowanych z pełną surowością.

I mój sposób tego nie wyklucza. Nie zawsze sam możesz wymierzyć sprawiedliwość. Jeśli sprawa jest gruba, wkracza sąd itp. - człowiek zdemoralizowany jest traktowany odpowiednio do kodeksu, ale też popatrz: w Polsce nie ma kary śmierci przez morderstwo. Jeśli uważasz, że kara 25 lat więzienia za morderstwo jest mała (nie dość surowa) - po prostu nie stać Cię na rozwiązanie, które tu proponuję. Nie mówiąc już o jezusowym nadstawianiu drugiego policzka, które w tym przypadku byłoby absurdalne.
pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
20-01-2014 16:47 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Zawsze frapuje mnie, gdy teiści uważają, że działanie etyczne, moralne, miłość i altruizm przynależy się tylko im - i to konkretnie chrześcijanom.
> A przecież to bzdura.
Dokładnie tak! Na naszym forum mamy wprost moralny obowiązek przypominać wielkiego polskiego filozofa-etyka Tadeusza Kotarbińskiego: - www.racjonalista.pl/kk.php/s,4877 * www.przegl(*)artykul/profesor-przyzwoitosci i jego etyki niezależnej.
www.racjonalista.pl/kk.php/s,4411
www.racjonalista.pl/kk.php/s,4680
www.kulturaswiecka.pl/node/214

Tym bardziej, że mainstreamowe media podporządkowane jedynie słusznej doktrynie i jedynie słusznemu światopoglądowi robią wszystko aby zapomnieć profesora i umniejszyć jego dorobek, a już choćby tylko go ochrzcić.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
20-01-2014 17:29 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Dziękuję za linki p. Andrzeju Już wcześniej czytałem trochę o prof. Kotarbińskim. Z Pana artykułów najbardziej podoba mi się to, brzmi jak muzyka:
Cytat:
Droga do własnego systemu etyki niezależnej zaczęła się dla Kotarbińskiego w wieku 15 lat, kiedy to rozstał się z żalem z ułudą religijnych uzasadnień moralności. Nazwał ją niezależną, gdyż dla jej uzasadnienia nie ma powodu sięgać po argumenty do innych źródeł, jak tylko do ocen emocjonalnych wyrobionych w stosunkach międzyludzkich. "Niepotrzebne są tu doktryny o przetrwaniu pozgonnym - pisał - ani takie czy inne teorie na temat stosunku ducha do materii". Działanie jest tym ważniejsze, im większe zwalcza zło lub im większemu złu zapobiega. I tego właśnie domaga się głos sumienia, który ocenia zachowanie się człowieka wedle skali "czcigodne - haniebne". Żąda on, by wobec istot, których losy i od nas też zależą, zajmować stanowisko pomocy w chronieniu ich od nieszczęść. Wzorem jest tu postawa spolegliwego opiekuna, na którego można liczyć w trudnych okolicznościach, a ważną kategorią oceniającą - pojęcie dzielności."


A propos namaszczenia w stanie agonalnym - cholernie nieuczciwe, żeby nie powiedzieć perfidne. Przypominam sobie, jak czytałem "Dzienniczek" S.Faustyny Kowalskiej w okolicach 2006 roku. Jest tam opis, gdy chora s. Faustyna leczy się w Dworku Białoprądnickim w Krakowie. Cytuję z pamięci - pewnej nocy schodzi po schodach na dół i widzi leżącą żydówkę, którą obecni tam lekarze próbują ratować. Cierpliwie wyczekuje chwili, gdy jest sama i udziela jej ostateniego namaszczenia z wypiekami na twarzy i radością.

Zawsze sobie ten opis przypominam, jak tamtędy przejeżdżam (mieszkam niedaleko).
Ciekawe, jak ten czyn w kategoriach moralnych odbierają osoby wierzące, piszące na naszym forum.

W 1993r. odbyła się beatyfikacja s. Faustyny, w 2000r. miała miejsce kanonizacja - obydwóch dokonał Jan Paweł II.

łącząc pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
20-01-2014 21:00 
 Ocena 1 na 1
Frank Holman (5897 punktów)
>Ciekawe, jak ten czyn w kategoriach moralnych odbierają osoby wierzące, piszące na naszym forum.
Spokojnie, taki egzorcyzm nikomu nie zaszkodził, a raczej zakładam nie oznaczał on rejestracji oficjalnej kogoś jako członka danej organizacji religijnej i wykorzystywania jego danych.
21-01-2014 08:39 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
W takim razie ciekawe, że jakoś tak niedawno Mitt Romney gęsto odżegnywał się od praktyk swoich współwyznawców
Zgodnie z ich przekonaniami trzeba bowiem zrobić wszystko, by każdy żyjący na ziemi stał się mormonem i uzyskał w ten sposób szanse na zbawienie. Mając apetyt na przekonanie do swojego uchodzącego za nieco dziwaczne wyznania nie tylko żyjących, swojego czasu postanowili również spróbować z umarłymi.
łącząc pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
20-01-2014 22:23 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

Niech Pan, z łaski swojej, wyraża się w sposób precyzyjny - snuje Pan jakąś opowieść psychologiczno-moralizatorską. Przypomina mi się "Kubuś Fatalista i jego pan".

>Użyłeś to jako analogii i do tego dokładnie się odniosłem. Teraz natomiast przeskakujesz na radzenie się kogoś. Tylko mieszasz.

Nie użyłem jako analogii. Powiedziałem tylko, iż istnieje coś takiego jak autorytet epistemiczny i radzenie się go w kwestiach znajdujących się w zakresie jego kompetencji jest rzeczą zupełnie oczywistą. W dzidzinie muzyki takim autorytetem był Mozart, a dziadzinie etyki - Jezus.

>Nie wiem, co Ty powinieneś zrobić. To trudna kwestia m.in. dlatego, że z góry nie wiesz kiedy nadejdzie pomoc (chyba, że jesteś jednym z proroków biblijnych).
>> Co dyktuje Ci Twoja busola moralna?
>Niepotrzebnie wytaczasz swoje ulubione działo. A instynkt przeżycia? A miłość do dziecka? Zawsze frapuje mnie, gdy teiści uważają, że działanie etyczne, moralne, miłość i altruizm przynależy się tylko im - i to konkretnie chrześcijanom.

Tu nie ma żadnej odpowiedzi, chyba ze odpowiedzi polega na powiedzeniu, że nie ma dobrej odpowiedzi na tak postawione pytanie.

>Nie. Doprowadzić do jego skazania m.in. przez współpracę z Policją i sądem. To nie tak działa. Skoncentruj się na chwilę i posłuchaj.

A jeżeli nie istnieje szansa na uczciwy i szybki proces? Co w takim przypadku (bardzo realistycznym w naszych warunkach)?

>Wietrzysz problem, ale jest normalne i całkiem wystarczające, że jedna strona posługuje się swoim a druga swoim. Mimo wszystko jesteśmy ludźmi często kompatybilnymi, jeśli chodzi o karę i pewne zachowania, czy tez wymagania są uniwersalne. Z resztą poszkodowany dba o to, żeby nie przesadzić i ma do tego celu empatię.

Często, a gdy tak akurat nie jest, co wtedy?

>Masz córkę, która chodzi chłopakiem z sąsiedztwa. Pewnego razu ktoś kradnie Ci rower z piwnicy. Po paru dniach przypadkiem słyszysz, że ten chłopak rozmawia z paserem, aby opchnąć mu Twój rower, który Ci wcześniej zwędził.
>Co robisz?

Przede wszystkim namawiam córkę do zerwania z tym chłopakiem. Rozmawiam z rodzicami chłopaka (jeżeli jest niepełnoletni) i nalegam aby go ukarali. Staram się odzyskać rower. Inwestuję w lepsze zabezpieczenie roweru przed kradzieżą.

>Nic takiego nie zakładam. Trzymam się tylko zasady rewanżu, ale z mniejszą intensywnością.

Możesz to bezpiecznie zrobić tylko przyjmując założenie o którym mówię, co bardzo łatwo wykazać na przykładzie wojny. Tam strategia "oddaję mniej" jest zupełnie bezsensowna. Na podobnej zasadzie w konfrontacji np. z nieznanym plemieniem nie byłbyś aż tak miłosierny, bo wiedziałbyś, że to miłosierdzie może Cię drogo kosztować.

Twoja postawa jest luksusem, na który możesz sobie (owszem) częstokroć pozwolić dzięki wynikiem wielopokoleniowemu oddziaływania chrześcijaństwa.

>Z tego co widzę Elsapie masz bardzo niską ocenę moralności ludzi. Ja ich oceniam nieco wyżej od Ciebie. Z reguły wierzę, że jest w nich zmysł równowagi. Trzeba tylko uderzyć w odpowiednią strunę.

Zastosowałbym tę samą uwagę co wyżej. Ta struna jest naciągnięta przez chrześcijaństwo, nie w każdym jednakowo mocno.
21-01-2014 00:29 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
,
>Powiedziałem tylko, iż istnieje coś takiego jak autorytet epistemiczny i radzenie się go w kwestiach znajdujących się w zakresie jego kompetencji jest rzeczą zupełnie oczywistą. W dzidzinie muzyki takim autorytetem był Mozart, a dziadzinie etyki - Jezus.
Autorytet epistemiczny to wiarygodność merytoryczna w oczach danej grupy.(...) Osoba obdarzona wysokim autorytetem epistemicznym (...) będzie w stanie przekonać laików (...) bez potrzeby przeprowadzania poważnego naukowego dowodu.
Osobowościom autorytarnym bez autorytetów trudno się obejść. Ludzie ukształtowani racjonalistycznie, zgodnie z metodologią naukową uważają, iż nie poszczególni uczeni (autorytety), a nauka dostarcza nam prawdziwej wiedzy o świecie. Jest ona najlepszym narzędziem, do poznawania i rozumienia świata jakie ludzkość wymyśliła, zaś najważniejszym kryterium prawdy jest praktyka (powtarzalność doświadczeń) i tylko ona potwierdza obiektywność twierdzeń.

Naturalistyczny monizm jest racjonalnym (opartym na naukowych doświadczeniach) wyborem. Monizm zakłada jedność rzeczywistości i idącą za tym metodologiczną jedność wszelkich nauk. Dyscypliny, które nie są w stanie stosować zasad i kryteriów wyjaśniania takich samych jak w naukach przyrodniczych, sytuowane są poza obszarem nauki. Odmianą naturalizmu jest fizykalizm - fizyka uznawana jest za najbardziej rozwiniętą naukę i stanowi wzorzec, do którego powinny zmierzać wszystkie inne nauki w wyjaśnianiu rzeczywistości.

www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,422161#w424381

>Twoja postawa jest luksusem, na który możesz sobie (owszem) częstokroć pozwolić dzięki wynikiem wielopokoleniowemu oddziaływania chrześcijaństwa.
Chrześcijaństwo to inkwizycja (policja myśli), tortury i stosy. Wolność myśli zawdzięczamy głównie tym, którzy religię odrzucili. Nurtowi wolnomyślicielskiemu mającemu swoje źródła w Oświeceniu.

Miłego dnia.

@@@
.
21-01-2014 08:54 
 Ocena 8 na 8
liliac (147340 punktów)
>Powiedziałem tylko, iż istnieje coś takiego jak autorytet epistemiczny i radzenie się go w kwestiach znajdujących się w zakresie jego kompetencji jest rzeczą zupełnie oczywistą. W dzidzinie muzyki takim autorytetem był Mozart

Ciekawam wielce opinii Mozarta na temat dodekafonii. Albo aleatoryzmu.

Albo nie. Właściwie to wcale nie jestem ciekawa

"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
21-01-2014 09:16 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Ciekawam wielce opinii Mozarta na temat dodekafonii. Albo aleatoryzmu.
>Albo nie. Właściwie to wcale nie jestem ciekawa

No to proszę się zdecydować. Mozart był w stanie wchłonąć każdy gatunek muzyki, by tworzyć dzieła w tym gatunku doskonałe. Myślę, że nie miałby problemów z przejęciem obu technik i tworzeniem absolutnie doskonałych dzieł wykorzystujących te techniki. Byłby więc w stanie ocenić np. koncert skrzypcowy A. Berga albo kwartet smyczkowy W. Lutosławskiego.
21-01-2014 09:23 
 Ocena 12 na 12
liliac (147340 punktów)
>>Ciekawam wielce opinii Mozarta na temat dodekafonii. Albo aleatoryzmu.
>>Albo nie. Właściwie to wcale nie jestem ciekawa
> No to proszę się zdecydować.

Trudne słowo. Sarkazm.

>Myślę, że nie miałby problemów z przejęciem obu technik i tworzeniem absolutnie doskonałych dzieł wykorzystujących te techniki.

To twoja prywatna opinia. Nie wydaje mi się ani szczególnie istotna, ani miarodajna. Nie jesteś w stanie w nijak tego udowodnić czy udokumentować. Tak ci się po prostu wydaje.

>Byłby więc w stanie ocenić np. koncert skrzypcowy A. Berga albo kwartet smyczkowy W. Lutosławskiego.

Ale rozumiesz, że poruszamy się w kręgu twoich prywatnych, zupełnie niczym niepotwierdzalnych opinii, prawda? I tyleż warta twoja koncepcja autorytetu, ile twoja dla tej koncepcji sympatia. Podobnie jest z autorytetami na polu etyki.

"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
21-01-2014 09:59 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>To twoja prywatna opinia.

>Nie wydaje mi się ani szczególnie istotna, ani miarodajna.

To też tylko Pani opinia. Przyjmując Pani punkt widzenia nie jest ani istotna, ani miarodajna Pani opinia o tym, że moje opinie nie są ani szczególnie istotne, ani miarodajne.

>Nie jesteś w stanie w nijak tego udowodnić czy udokumentować. Tak ci się po prostu wydaje.

Przecież tak samo jak wydaje się Pani i też nie posłużyła się Pani dowodem. Dlaczego Pani "wydawanie się" ma być lepsze od mojego?

Proszę zamiast stale sarkastycznie, raz napisać do mnie normalnie. Jestem takim samym człowiekiem jak Pani. Pozdrawiam.



>
21-01-2014 10:23 
 Ocena 11 na 11
liliac (147340 punktów)
>>To twoja prywatna opinia.
>>Nie wydaje mi się ani szczególnie istotna, ani miarodajna.
>To też tylko Pani opinia. Przyjmując Pani punkt widzenia nie jest ani istotna, ani miarodajna Pani opinia o tym, że moje opinie nie są ani szczególnie istotne, ani miarodajne.

Owszem - to problem z twoimi postulowanymi autorytetami. To tylko opinie. Jedna opinia versus druga
Po prostu poruszasz się po dziedzinie, w której autorytety są w znacznej mierze uznaniowe, prawda?

Różnica jest taka, że skoro to ty twierdzisz, że coś/ktoś jest autorytetem, że coś (np. uniwersalna moralność) istnieje, to ja czekam aż mnie przekonasz, aż rzeczone tezy udokumentujesz, aż coś udowodnisz, etc. Do tego momentu twoje tezy są dla mnie tylko twoimi "prywatnymi chceniami", chcesz widzieć w kimś autorytet, twoja rzecz, chcesz uważać, że poruszasz się w obrębie jakiejś uniwersalnej moralności, proszę bardzo, nie przeszkadza mi to przecież, ale nie próbuj mi na podstawie przez siebie uznanych autorytetów czegoś udowadniać.

>>Nie jesteś w stanie w nijak tego udowodnić czy udokumentować. Tak ci się po prostu wydaje.
>Przecież tak samo jak wydaje się Pani i też nie posłużyła się Pani dowodem. Dlaczego Pani "wydawanie się" ma być lepsze od mojego?

Ja nie twierdzę, że moje "wydawania się" są wartością obiektywną Twoje wydawanie się istnienia uniwersalnej moralności chociażby czy twoje uznawanie Mozarta czy Jezusa za autorytety przedstawiasz jako argumenty. Tymczasem one są argumentami tylko w obrębie dyskursu, w którym traktuje się je jako istotne.

Nie wiem czy wyraziłam się wystarczająco jasno.

>Proszę zamiast stale sarkastycznie, raz napisać do mnie normalnie.

Moje "normalnie" uwzględnia "sarkastycznie", obawiam się.

>Jestem takim samym człowiekiem jak Pani.
Domyślam się, że jesteś człowiekiem.
Jakkolwiek raczej nie takim samym. Chyba że chodzi ci o przynależność gatunkową? Zakładam, że poza aspektem gatunkowym różnimy się w rozlicznych aspektach.

["Pani" jest zbędne. Unikam tego typu form w sieci. Nie oczekuję takich form i zazwyczaj się nimi nie odwdzięczam.]

"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
21-01-2014 10:32 
 Ocena 4 na 4
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>>To twoja prywatna opinia.
>>Nie wydaje mi się ani szczególnie istotna, ani miarodajna.
>To też tylko Pani opinia.

Twoja rozmówczyni wyraziła tu zwątpienie, zwróciła Ci uwagę, że to co piszesz jej nie przekonuje.
Zwróć łaskawie uwagę, że w tym wątku to Ty chcesz ją do czegoś przekonać, nie odwrotnie.

> Przyjmując Pani punkt widzenia nie jest ani istotna, ani miarodajna
> Pani opinia o tym, że moje opinie nie są ani szczególnie istotne, ani miarodajne.

A jaki jest wg Ciebie punkt widzenie liliac na Mozarta, poza tym że znał się na tym na czym się znał za życia, a w kwestiach które nastąpiły później nijak już znać się nie mógł?

>>Nie jesteś w stanie w nijak tego udowodnić czy udokumentować. Tak ci się po prostu wydaje.
>Przecież tak samo jak wydaje się Pani i też nie posłużyła się Pani dowodem.

Dowodem na co? Czy przypadkiem nie chcesz, aby liliac udowadniała błędność Twojej a priori przyjętej tezy? Fajne zrozumienie zasad, na których opiera się dialog. Alleluja i do przodu!

Serdecznie pozdrawiam
PS na forum jest wiele wpisów, gdzie liliac odpisuje użytkownikom normalnie i popiera swoje zdanie (broni swojego punktu widzenia) licznymi faktami i badaniami. Być może sam jeszcze nie zasłużyłeś Jest to z resztą jeden z użytkowników (moderator) który ma długi staż i jedną z najwyższych liczb umieszczonych postów. Zatem jest w czym wybierać, jeśli tego jeszcze sam nie zauważyłeś.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
21-01-2014 10:18 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Niech Pan, z łaski swojej, wyraża się w sposób precyzyjny
> - snuje Pan jakąś opowieść psychologiczno-moralizatorską.
> Przypomina mi się "Kubuś Fatalista i jego pan".

Proszę sobie darować tego typu wpisy ad persona. Nie moja wina, że nie jesteś w stanie zrozumieć, o czym tu piszę. Nikt jakoś nie miał do tej pory z tym problemu, ale widać zawsze musi być ten pierwszy raz. Cóż, trudno - bywa.

> Powiedziałem tylko, iż istnieje coś takiego jak autorytet epistemiczny
> i radzenie się go w kwestiach znajdujących się w zakresie jego
> kompetencji jest rzeczą zupełnie oczywistą. W dzidzinie muzyki
> takim autorytetem był Mozart, a dziadzinie etyki - Jezus.

Z tego co wiem Jezus nie był etykiem ani nawet filozofem. Był wędrownym lokalnym mistrzem (rabbi) który nie zajmował sią żadnym konkretnym zawodem, tylko chodził, słuchał, rozmawiał, gromadził wokół siebie ludzi, nauczał, czynił spektakularne 'cuda' i był poddawany związanemu z tym procederem ryzyku i nieprzyjemnościom, które świat zna jak długi i szeroki.
Usiłujesz propagować tu tezę, że Jezus był największym etykiem, pomimo, że to się samo nie broni. Jak na nasze czasy był średniej klasy religijnym moralistą. Jak na owe czasy był ziarenkiem na plaży. Inna rzecz, że dał się zabić za swoje poglądy, w które emocjonalnie wierzył, a jego wyznawcy do dziś są w stanie poświęcić dużo (np. zdrowie, życie, czy też otwartość umysłów swoich dzieci) by trzymać się nieżyciowych idei, co jest moim zdaniem głęboko niemoralne.
Poza tym, jeśli masz odmienne zdanie, to proszę zastanowić się ile procent ludzkości (łącznie z ludźmi z przed wieków) ceniło praktycznie Jezusa, jako moralistę. Wynik wyjdzie zdecydowanie poniżej 10%, zwłaszcza, że i polskich katolików wiara była i jest b. powierzchowna, choć to już temat na oddzielną rozmowę.

> Tu nie ma żadnej odpowiedzi, chyba ze odpowiedzi polega na
> powiedzeniu, że nie ma dobrej odpowiedzi na tak postawione pytanie.

Zgadza się. Nie ma dobrej odpowiedzi na tak postawione pytanie. Dodatkowo mierząc się z nim musiałbyś uwzględnić wszystkie warunki brzegowe m.in. kultura, w której wychował się dorosły człowiek, ilość dzieci, które by potencjalnie osierocił, jaką ma rodzinę (żonę, rodzeństwo, rodziców). Tego wszystkiego nie nakreśliłeś. Poza tym nawet gdybyś nakreślił - rodzą się dalsze i bardziej jeszcze skomplikowane wątpliwości. Dlatego nie jestem zwolennikiem uczestniczenia w tego typu moralnych łamigłówkach.
Mój przykład z rowerem niżej jest dużo bardziej prosty i przejrzysty, choć może nie tak widowiskowy jak Twój.

>> Nie. Doprowadzić do jego skazania m.in. przez współpracę
>> z Policją i sądem. To nie tak działa. Skoncentruj się na chwilę i posłuchaj.
> A jeżeli nie istnieje szansa na uczciwy i szybki proces? Co w
> takim przypadku (bardzo realistycznym w naszych warunkach)?

Doprowadzić do jego skazania m.in. przez współpracę z Policją i sądem, ale bez nadmiernego obciążania konta delikwenta.

>> Z resztą poszkodowany dba o to, żeby nie przesadzić i ma do tego celu empatię.
>Często, a gdy tak akurat nie jest, co wtedy?

Wtedy po prostu nie stać go na propozycję, o której mówię. Moim zdaniem zazwyczaj postępuje wtedy mniej moralnie, chyba, że masz jakąś inną propozycję - to chętnie jej posłucham.

>Przede wszystkim namawiam córkę do zerwania z tym chłopakiem.

Błąd. Mówisz jej, co ma robić zamiast przedstawić fakty i sprowokować by sama pomyślała, by później ewent. dokonać drobnych korekcji, jeśli takowe w ogóle będą potrzebne.

> Rozmawiam z rodzicami chłopaka (jeżeli jest niepełnoletni)
> i nalegam aby go ukarali.

Drugi błąd. Uzależniasz w swoim rozumowaniu jego zdolność myślenia i wyciągania wniosków od tego ile obiektywnie ma lat. Do tego działasz mało strategicznie i to w zasadzie w Twojej decyzji byłoby najsłabsze.

> Staram się odzyskać rower.

Już trochę lepiej. Jak konkretnie?

> Inwestuję w lepsze zabezpieczenie roweru przed kradzieżą.

To też. Ale to już didaskalia.

> Tam strategia "oddaję mniej" jest zupełnie bezsensowna.

Tu widzę sporo racji. Strategia, o której mówię sprawdziła mi się główne w relacjach indywidualnych. No właśnie - czy takich też nie miał na myśli Jezus?

> Na podobnej zasadzie w konfrontacji np. z nieznanym plemieniem
> nie byłbyś aż tak miłosierny, bo wiedziałbyś, że to miłosierdzie
> może Cię drogo kosztować.

Stosowanie tej taktyki zawsze, z automatu, w każdej swojej reakcji byłoby wypaczeniem jej. Od tego mamy empatię i zdolność przewidywania cudzych reakcji, żeby wiedzieć, kiedy nie ma sensu jej stosować, a kiedy wreszcie przychodzi czas.

>Twoja postawa jest luksusem, na który możesz sobie
> (owszem) częstokroć pozwolić dzięki wynikiem wielopokoleniowemu
> oddziaływania chrześcijaństwa.

Ano właśnie - chrześcijaństwo od wieków i wielopokoleniowo wspierało walkę z antysemityzmem, propagowało myśl oświeceniową jeszcze przed czasami Oświecenia, budowało wolną i niezależną pozycję kobiety, u zarania jego istnienia w świętych księgach zapisano hasła walki przeciwko wykorzystywaniu jednego człowieka przez drugiego (niewolnictwo) a wojny religijne były obkładane aż ekskomuniką. Wreszcie pedofilia: bardzo dawno temu opracowało skuteczne środki zaradcze, zwłaszcza we własnych szeregach. Pardon, zapomniałbym o propagowaniu odkryć nauki - w tym medycyny, kosmologii i ewolucji - w każdej swojej postaci w przeszłości, teraz i zawsze.

Owszem Elsapie, moja postawa jest dziś luksusem. No nic - lepiej późno, niż wcale.

Pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
21-01-2014 12:31 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

"Ad personam", nie "ad persona".

>Z tego co wiem Jezus nie był etykiem ani nawet filozofem. Był wędrownym mistrzem (rabbi) który nie zajmował sie żadnym konkretnym zawodem, tylko chodził, słuchał, rozmawiał, gromadził wokół siebie ludzi, nauczał, czynił spektakularne 'cuda' i był poddawany wszelkim związanym z tym wszystkim procederem ryzykom i nieprzyjemnościom które świat zna jak długi i szeroki.

No więc czego nauczał, jeżeli nie był ani etykiem, ani filozofem?

>Usiłujesz propagować tu tezę, że Jezus był największym etykiem, pomimo, że to się samo nie broni. Jak na owe czasy był średniej klasy lokalnym moralistą.

Czym różni się etyk od moralisty? Dlaczego niby średniej? Co niedopracowanego jest w jego nauce? Co fałszywego? Kto był w jego czasach moralistą wysokiej klasy? Ileż tu twierdzeń bez żadnego uzasadnienia!

>Wynik wyjdzie zdecydowanie poniżej 10%, zwłaszcza, że i polskich katolików wiara była i jest b. powierzchowna, choć to już temat na oddzielną rozmowę.

Nie ma to jednak żadnego znaczenia.

>>Przede wszystkim namawiam córkę do zerwania z tym chłopakiem.
>Błąd. Mówisz jej, co ma robić zamiast przedstawić fakty i sprowokować by sama pomyślała, by później ewent. dokonać drobnych korekcji, jeśli takowe w ogóle będą potrzebne.

Jak to "jeżeli takowe będą w ogóle potrzebne"?

>Drugi błąd. Uzależniasz w swoim rozumowaniu jego zdolność myślenia i wyciągania wniosków od tego ile obiektywnie ma lat. Do tego działasz mało strategicznie i to w zasadzie w Twojej decyzji byłoby najsłabsze.

Jest to akurat solidne założenie.

>Stosowanie tej taktyki zawsze z automatu w każdej swojej reakcji byłoby wypaczeniem jej. Od tego mamy empatię i zdolność przewidywania cudzych reakcji, żeby wiedzieć, kiedy nie ma sensu jej stosować, a kiedy wreszcie przychodzi jej czas.

Wcześniej podawałeś to jako regułę, którą stosujesz. Teraz okazuje się, że nie jest to w ogóle reguła.

>Ano właśnie - chrześcijaństwo od wieków i wielopokoleniowo wspierało walkę z antysemityzmem, propganowało myśl oświeceniową jeszcze przed czasami Oświecenia, budowało niezależną pozycję kobiety...

Rozmawialiśmy już kiedyś na ten temat. Zresztą mylisz chrześcijaństwo z władzą kościelną, zwłaszcza najwyższą. Poza tym tak się akurat składa, że to cywilizacja chrześcijańska rozwinęła się znakomicie i trwale, a nie np. afrykańska czy rdzennie amerykańska. Jest prawdą, że inne trwały lub trwają dłużej (cywilizacja egipska, chińska), jednak pod wieloma względami ustępują cywilizacji europejskiej.

21-01-2014 14:06 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> "Ad personam", nie "ad persona".

Dzięki za korektę. Mam nadzieję, że mimo błędu zrozumiałeś i wziąłeś sobie to do serca.

>No więc czego nauczał, jeżeli nie był ani etykiem, ani filozofem?

Z tego, co wiem mienisz się w tej sprawie większym ekspertem od nas. Ale ok. Nauczał nowych praktyk, które wydawały mu się lepsze od starych. Praktyk, które były ważne i aktualne w jego czasie, podczas gdy w dzisiejszym świecie mogą albo nie mieć zastosowania, albo trącić już myszką. Stworzył wokół siebie nimb osoby z misją, zbawcy i nauczał wtórnie, że jedna z najlepszych w życiu spraw, która może się przydarzyć, to pójść za nim.
Dużo jego nauk nie miało żadnego odzwierciedlenia na ziemi, np. kto u jego boku będzie zasiadał w Królestwie itp.

> Co niedopracowanego jest w jego nauce? Co fałszywego?

Nie jestem ekspertem, by poddawać naukę Jezusa kompleksowej krytyce. Zabierali się już za to znacznie mądrzejsi ludzie ode mnie. Ale z przykładów: niedopracowane jest np. zalecenie nadstawiania drugiego policzka. Mam, nadzieję, ze pamiętasz, o czym piszemy. Niedopracowane jest zawiązywanie małżeństw na zawsze.

>Nie ma to jednak żadnego znaczenia.

Bardzo szybko przychodzi Ci mierzyć się z opiniami lub rzeczami, które są dla Ciebie nowe lub trudne. I łatwo Jednak wolnoć Tomku w swoim domku. To chcesz ze mną rozmawiać, czy nie? Dla mnie z reguły ma znaczenie, co ktoś do mnie mówi.

>Jak to "jeżeli takowe będą w ogóle potrzebne"?

Po pewnym konkretnym Twoim działaniu i reakcji na nie chłopaka mogłoby nie być potrzebne. Chyba, że od razu zakładasz i decydujesz za córkę, że jak ukradł, to już po ptokach. W takim razie nie mam pytań.

> Do tego działasz mało strategicznie i to w zasadzie w Twojej decyzji byłoby najsłabsze.
>Jest to akurat solidne założenie.

Na jakiej podstawie? Rocznika? Wybacz.
Tu znów podkreślę jak ja to widzę: Twój sposób rozwiązania tego problemu jest cholernie mało strategiczny.

> Wcześniej podawałeś to jako regułę, którą stosujesz.

Widzę, że nie do końca mnie zrozumiałeś. To żadna żelazna zasada.
Stosuję ją tylko tam, gdzie można i jest sens. Nie mam na tym punkcie obsesji mormonów. W to również włącza się sytuacja, gdzie tą zasadę zastosować, ale może nie być pozytywnej reakcji ze strony czyniącego mi jakąś krzywdę. Czasem po prostu nie da się jej zastosować, więc jej nie stosuje.
Czy teraz jest to odrobinę jaśniejsze Elsapie?

> Teraz okazuje się, że nie jest to w ogóle reguła.

Rozumiesz reguły bardzo mechanicznie. To jest zalecenie, wskazówka, zasada, reguła - myśl jak chcesz - dokładnie w tych samych sytuacjach, w których Jezus zaleca (wskazuje) nadstawić drugi policzek.
Jak jedziesz ulicą samochodem i zgodnie z regułą pierwszeństwa przejazdu ktoś ma Ci ustąpić, a pcha się przed Ciebie - co robisz? Ustępujesz.

> Zresztą mylisz chrześcijaństwo z władzą kościelną, zwłaszcza
> najwyższą. Poza tym tak się akurat składa, że to cywilizacja
> chrześcijańska rozwinęła się znakomicie i trwale

Władza władzą, a chrześcijaństwo interpretowane i propagowane jest przez papieża, biskupów i księży - tu bym już uważał . Po drugie kanony zapisane są w Biblii, w mojej odpowiedzi na ten wątek miałem przed oczami konkretne zapisy.
Cywilizacja europejska rozwinęła się nie z powodu wartości chrześcijańskich, ale dlatego że ludzie potrafili przekraczać jej ograniczenia, byli ciekawi, co jest poza. Do mniej-więcej średniowiecza mieliśmy stagnację, a nieco później ciemne wieki zacofania i inkwizycji. Później dopiero skok.
Na pewnym etapie istotnie wartości chrześcijańskie dominowały, od pewnego czasu jednak notuje się już rozpaczliwy wysiłek, by chrześcijaństwo nie zostało z tyłu niepotrzebne. By nadążało za światem i za ludźmi, którzy coraz częściej ośmielają się mieć potrzeby (inne niż Pan Bóg w Biblii uwzględnił) i używają swojego własnego rozumu (a to już znacznie gorsza sprawa jest).

> a nie np. afrykańska czy rdzennie amerykańska.
> Jest prawdą, że inne trwały lub trwają dłużej (cywilizacja
> egipska, chińska), jednak pod wieloma względami ustępują
> cywilizacji europejskiej.

1. Zapomniałeś dodać vice versa.
2. Pod jakimi konkretnie ustępują?
3. Pozwól, że zapytam jeszcze o jedną rzecz: odnosisz się pewnym tonem do tych spraw, a byłeś kiedyś w Chinach?
Dyskretnie zaznaczę tu postać Cesarza Jung Czing (1723-1735) który wypędził jezuitów z Chin i to bynajmniej, nie z powodu swojej małej tolerancji. Wręcz przeciwnie.
pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
19-01-2014 20:39 
 Ocena 5 na 5
Frank Holman (5897 punktów)
>To jednak zupełnie coś innego. Ważna jest nauka, którą głosił. Faktem jest także (to a propos kiedyś prowadzonej dyskusji na ten temat, tzn. za mojej poprzedniej bytności na forum), że ciała Jezusa nie odnaleziono, a przecież ortodoksyjni Żydzi powinni byli dopilnować, żeby z ciałem nic się nie stało, zwłaszcza w ciągu trzech dni po zgonie. Mogliby wtedy pokazać jego ciało np. tydzień po ukrzyżowaniu i powiedzieć: "oto wasz mesjasz". Albo więc nie chcieli (?), albo nie mogli tego zrobić.

A co z ciałami Horusa lub Mitry ??
Ach zapomniałem; ci bogowie, w przeciwieństwie do boga Chrześcijan, to tylko postacie mitologiczne....
20-01-2014 07:56 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)

>A co z ciałami Horusa lub Mitry ??
Nie ma ciał. Bogowie, w przeciwieństwie do Jezusa, okazali się nieśmiertelni.
>Ach zapomniałem; ci bogowie, w przeciwieństwie do boga Chrześcijan, to tylko postacie mitologiczne....
No, no, co do Mitry to nie mam zdania, ale na Horusa bym uważała
20-01-2014 07:59 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)
>Albo więc nie chcieli (?), albo nie mogli tego zrobić.
Może nie mogli, ale z powodu innego, niż zakładasz.
A może im się po prostu nie chciało zawracać sobie głowy garstką nastraszonych uczniów wędrownego nauczyciela, który podpadł Rzymowi? A może było kilka tych ciał albo w ogóle żadnego nie było?
20-01-2014 07:40 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)

>Jedna z form egipskiego boga Horusa:
Jedna z opowieści dorobiona w celu wykazania, że chrześcijaństwo jest nieoryginalne. Owszem, jest, ale czy to trzeba zaraz mitologie egipskie* przerabiać?

* tak ma być, w liczbie mnogiej.
20-01-2014 08:14 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)

>Które były znane przed nim (nie licząc oczywistych odwołań do Starego Testamentu) i skąd Pan wie, że były znane.
A niektóre to już były wypisane na ścianach piramid V i VI dynastii, dlatego nazywamy je Tekstami Piramid. Stąd je znamy.
20-01-2014 16:51 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> wypowiedzi Jezusa są bardzo często niedosłowne i już Jemu
> współczesnym sprawiały niemały kłopot.

I tu mamy kolejny problem. We wtorek 14.01 Papież Franciszek powiedział dość celnie, że księża i biskupi nie mogą głosić wiary w sposób niezrozumiały i bez sympatii dla ludzi, bo to ich od niej oddala. "Biedni ludzie nic nie rozumieją. Muszą przejść kurs teologii, by ich zrozumieć".

A przecież jabłko niedaleko spada od jabłoni..

pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
14-01-2014 12:54 
 Ocena 2 na 2
niestadny (2492 punktów)
Z podziałów/wzajemnej niechęci bierze się wrogość. Nie trzeba daleko szukać.

Groźba miecza? Toż to prosta metafora jest! Zdanie rozpoczynajace się słowami "Przyszedłem bowiem" wyjaśnia jej sens: Miecz symbolizuje odcięcie/rozdział tych, którzy pójdą za Jezusem i jego nowotestamentową nauką a tymi, którzy pozostaną przy dawnych, starotestamentowych zasadach.
Nie wszyscy bowiem uważali(i uważają), że należy miłować bliźniego jak siebie samego. Są tacy, którzy w bliźnim widzą wroga.

stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
14-01-2014 15:20 
 Ocena 6 na 6
Barbiel (1106 punktów)
>Miecz symbolizuje odcięcie/rozdział tych, którzy pójdą za Jezusem i jego nowotestamentową nauką a tymi, którzy pozostaną przy dawnych, starotestamentowych zasadach.
Jakby na to nie patrzeć, Jezus nie ma nic przeciw wojnom światopoglądowym i sam przyznaje, że jest ich przyczyną. Warto o tym pamiętać, gdy spotkamy się z zarzutami, że generujemy konflikty.
Prawdziwe źródło konfliktów zastało zidentyfikowane.
14-01-2014 15:35 
 Ocena 6 na 6
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Groźba miecza? Toż to prosta metafora jest! Zdanie rozpoczynajace się słowami "Przyszedłem bowiem" wyjaśnia jej sens: Miecz symbolizuje odcięcie/rozdział tych, którzy pójdą za Jezusem i jego nowotestamentową nauką a tymi, którzy pozostaną przy dawnych, starotestamentowych zasadach.
Jest też prostsza interpretacja - Jezus wcale takim miłym człowiekiem nie był, a jego nauki to nie sama słodycz. Konkludując nie wystarczy na Jezusowe nauczania spojrzeć aby móc dobro od zła odróżniać.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
14-01-2014 21:36 
 Ocena 7 na 7
Frank Holman (5897 punktów)
>Jest też prostsza interpretacja - Jezus wcale takim miłym człowiekiem nie był, a jego nauki to nie sama słodycz. Konkludując nie wystarczy na Jezusowe nauczania spojrzeć aby móc dobro od zła odróżniać.
Najpierw trzeba założyć, że istniał w dzisiaj przyjętej formie postaci, że wypowiadał dane słowa, że zostały one poprawnie ściśle zapamiętane (w czasach gdy prawda w dzisiejszym rozumieniu nie istniała), że po kilkudziesięciu latach poprawnie zostały one spisane (przy tym głównie pośród ludzi, którzy z premedytacją odcięli się od pierwotnej żydowskiej sekty), a następnie, że nie zostały zmodyfikowane przez tzw. "mądrzejszych od papieża" kolejnych przepisywaczy; pomijając już "prawidłowość" doboru pism do tzw. kanonu.
Moim zdaniem sporo tego. Za dużo, aby traktować to poważnie.
15-01-2014 10:35 
 Ocena 5 na 5
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Najpierw trzeba założyć, że istniał w dzisiaj przyjętej formie postaci, że wypowiadał dane słowa, że zostały one poprawnie ściśle zapamiętane (w czasach gdy prawda w dzisiejszym rozumieniu nie istniała), że po kilkudziesięciu latach poprawnie zostały one spisane (przy tym głównie pośród ludzi, którzy z premedytacją odcięli się od pierwotnej żydowskiej sekty), a następnie, że nie zostały zmodyfikowane przez tzw. "mądrzejszych od papieża" kolejnych przepisywaczy; pomijając już "prawidłowość" doboru pism do tzw. kanonu.
Tak ogółem się zgadzam, ale na potrzeby dyskusji przyjąłem założenie, że Jezus istniał we wspomnianej wyżej postaci i takie a nie inne słowa wypowiedział.
>Moim zdaniem sporo tego. Za dużo, aby traktować to poważnie.
Owszem, ale tak czy inaczej ciężko traktować słowa Jezusa jako wyrocznie w kategoriach moralności. Jak widać po omawianym cytacie nie była to sama słodycz.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
19-01-2014 19:10 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> tak czy inaczej ciężko traktować słowa Jezusa jako wyrocznie w
> kategoriach moralności. Jak widać po omawianym cytacie nie była to sama słodycz.

Przepraszam szanownych panów za mój wtręt.
Osoby wierzące często właśnie powołują się na te, czy podobne słowa Jezusa.
Pomaga im to trwać w wierze, pomimo braku słodyczy. Albo w ostatnich czasach: samego dziegciu.
łącząc pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
14-01-2014 00:36 
 Ocena 16 na 16
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Nie muszą jednak wcale zgodzić się z wnioskiem, że polega ona akurat na odmienności barwy.

Można ustawić eksperyment tak, żebyś używał tylko oczu. Wówczas udowodnisz, że albo dostrzegasz barwę, której nie widzą inni - albo masz zdolności pozazmysłowe. Tę drugą możliwość wykluczymy po sprawdzeniu, że z zamkniętymi oczami możesz tylko zgadywać.

> człowiek, który będzie w sprawniejszy od nich sposób odróżniać dobro od zła, a umiejętność wytłumaczy "wiarą w Boga"

Mhm, a człowiek który sprawniej odróżnia piękno od brzydoty, wykaże istnienie Afrodyty.
Jak wykażesz, że Twoje kryteria dobra (czy piękna) są właściwsze od moich?

> Bóg nie jest przedmiotem należącym do świata, jest koniecznością świata.

Wykryłeś zatem "konieczność" świata - tylko po co nadałeś jej nazwę kojarzącą się z mitycznymi istotami nadprzyrodzonymi? Jakiś prostaczek mógłby się nie zorientować i pomyśleć że wspierasz jego zabobony.
14-01-2014 09:32 
 Ocena-3 na 5
Elasp (6859 punktów)

>Można ustawić eksperyment tak, żebyś używał tylko oczu.

Tak, ale nadal wynikać będzie istnienie jakiejś różnicy, niekoniecznie
istnienie barwy czerwonej. Daltoniści mogą np. upierać się, że istnieją
niedostrzegalne dla nich różnice we wzrokowym kształcie. Należałoby
przeprowadzić eksperyment tak, abyśmy spostrzegali tylko barwy, co nie
jest możliwe, gdyż wraz z barwą zawsze spostrzegamy chociażby rozciągłość
barwy oraz jej kształt.

>Mhm, a człowiek który sprawniej odróżnia piękno od brzydoty, wykaże istnienie Afrodyty.

Uwagę tę mogą zastosować daltoniści w odpowiedzi na eksperyment z jabłkami.

>Wykryłeś zatem "konieczność" świata - tylko po co nadałeś jej nazwę kojarzącą się z mitycznymi istotami nadprzyrodzonymi? Jakiś prostaczek mógłby się nie zorientować i pomyśleć że wspierasz jego zabobony.

Zabobon to coś fałszywego. Tymczasem ponieważ nie wiemy, jaka jest natura tej konieczności, możemy ją opisywać w dowolny sposób, uważać np. za byt osobowy.
14-01-2014 11:11 
 Ocena 14 na 14
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> wraz z barwą zawsze spostrzegamy chociażby rozciągłość barwy oraz jej kształt

Dotąd kojarzyłem kolory z długością fali elektromagnetycznej, nie wiem co to rozciągłość i kształt barwy.
To zresztą nie ma tu znaczenia - ważne że mogę wykazać, że moje oko postrzega więcej niż oko daltonisty.

>> Mhm, a człowiek który sprawniej odróżnia piękno od brzydoty, wykaże istnienie Afrodyty.
> Uwagę tę mogą zastosować daltoniści w odpowiedzi na eksperyment z jabłkami.

Poproś grupę daltonistów o ocenę próbek jabłek w kategoriach słodkie-kwaśne.
Moje predykcje, dokonane wyłącznie na podstawie barwy, będą statystycznie korelowały z oceną smakową.

Jak chcesz to przenieść na grunt estetyki czy etyki?
Skąd będę wiedział, że dla predykcji oceny grupy wykorzystujesz inne narzędzia niż "etyczni daltoniści"?

> Zabobon to coś fałszywego.

Na ogół, ale niekoniecznie. To raczej coś zaakceptowanego bez dostatecznych racji. Stąd częsta fałszywość.

> Tymczasem ponieważ nie wiemy, jaka jest natura tej konieczności, możemy ją opisywać w dowolny sposób, uważać np. za byt osobowy.

Nie wiem jakie zasady obowiązują w gdybologii, ale w nauce staramy się nie mnożyć bytów ponad minimum.
14-01-2014 11:30 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>> wraz z barwą zawsze spostrzegamy chociażby rozciągłość barwy oraz jej kształt
>Dotąd kojarzyłem kolory z długością fali elektromagnetycznej, nie wiem co to rozciągłość i kształt barwy.

Fala elektromagnetyczna jest przyczyną widzianej przez nas barwy, i to niekoniecznie przyczyną konieczną. Możemy widzieć barwy pod nieobecność f. e., np. gdy mózg jest odpowiednio stymulowany, albo w snach.

>Moje predykcje, dokonane wyłącznie na podstawie barwy, będą statystycznie korelowały z oceną smakową.

Na podstawie doświadczenia wzrokowego.

>Nie wiem jakie zasady obowiązują w gdybologii, ale w nauce staramy się nie mnożyć bytów ponad minimum.

Mówmy zatem o chmurze cząstek elementarnych, a nie o naszych ciałach, wyraźnie odrębnych od innych ciał.
14-01-2014 12:11 
 Ocena 13 na 13
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
Tak, tak. No ale jednak troszkę szkoda, że postanowiłeś pobić pianę we wszystkich mało istotnych punktach dyskusji - a nie odniosłeś się do kluczowego pytania o Twoje (rzekome) narzędzia etyczne, których (jakoby) brakuje ateistom.
14-01-2014 12:31 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Skąd będę wiedział, że dla predykcji oceny grupy wykorzystujesz inne narzędzia niż "etyczni daltoniści"?

No więc dobrze. Będziesz wiedział dokładnie w tym samym stopniu, w jakim daltoniści mogą się dowiedzieć, że widzisz trochę inaczej, jak oni. "Być osobą wierzącą" oznacza
"uznawać bezwarunkowość pewnych zasad moralnych" i ta bezwarunkowość ułatwia wybór, który osobę niewierzącą może wprawić w zakłopotanie. Jest tak dlatego, albowiem osoba niewierząca nie ma podstaw do uznania jakiegokolwiek prawa moralnego jako bezwarunkowego, a przynajmniej nie wiem, z czego mogłaby takie prawo moralne wziąć. Specjalną kastą ludzi wierzących są tak zwani "humaniści", ale ich błąd polega na absolutyzowaniu cech gatunku ludzkiego (jest to szczególnego rodzaju szowinizm gatunkowy), do czego nie mają prawa z punktu widzenia nauki.
14-01-2014 13:25 
 Ocena 10 na 10
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> ta bezwarunkowość ułatwia wybór, który osobę niewierzącą może wprawić w zakłopotanie.

Podsumujmy - Autor wątku pisał, że:

> Ateista (...) traci czułość na polu odczuć głębokich, które są akurat niezbędne przy wykrywaniu Boga

Poprosiłem o metodę weryfikacji tej "aparatury do wykrywania Boga", podając analogię z daltonistami. Cisza.
Ty napisałeś, że powinien mnie przekonać, cytuję:

> człowiek, który będzie w sprawniejszy od nich [ateistów] sposób odróżniać dobro od zła

Czyli już nie mówimy o wykrywaniu Boga, tylko o ponadprzeciętnym zmyśle moralnym. No, trudno.

Natomiast na moją prośbę o zaplanowanie przekonującego eksperymentu (który wykazałby istnienie takiego zmysłu) piszesz mi teraz, że przyjmując pewne założenia, możesz szybciej i dobitniej wyrażać oceny moralne, wprawiając mnie w zakłopotanie. Aha. No fajnie, ale to akurat jest bezsporne i zadziała równie dobrze przy innych arbitralnie wybranych założeniach bazowych.

Z powodu rozmycia się dyskusji, pozwolę więc już sobie zamilczeć do czasu jej ewentualnego powrotu do tematu.
14-01-2014 13:37 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Ty napisałeś, że powinien mnie przekonać, cytuję:
>> człowiek, który będzie w sprawniejszy od nich [ateistów] sposób odróżniać dobro od zła
>Czyli już nie mówimy o wykrywaniu Boga, tylko o ponadprzeciętnym zmyśle moralnym. No, trudno.

Czy jedno nie może być tym samy, co drugie, tak jak wykrywanie barw i wykrywanie fal (by skorzystać z Twojego przykładu)?

Niepotrzebnie reagujesz w tak nerwowy sposób, Ojcze Ateuszu. Nerwy przeszkadzają w racjonalnej dyskusji.
14-01-2014 14:03 
 Ocena 9 na 9
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
>> Czyli już nie mówimy o wykrywaniu Boga, tylko o ponadprzeciętnym zmyśle moralnym.
> Czy jedno nie może być tym samy, co drugie, tak jak wykrywanie barw i wykrywanie fal?

Tylko wtedy gdy uznamy, że np. detekcja infradźwięków może być tym samym co detekcja krasnoludków.
Sprzeciwiam się używania słów o ugruntowanych tradycją konotacjach do opisu obiektów "z innej bajki".
Szczególnie na tak kontrowersyjnym gruncie jak religia, jest ryzyko że ludzie opacznie zrozumieją metaforę.

> Niepotrzebnie reagujesz w tak nerwowy sposób, Ojcze Ateuszu.

Nerwowy? Pożaliłem się tylko, że zapowiadający się ciekawie temat gdzieś się po drodze rozmydlił.
14-01-2014 22:22 
 Ocena-2 na 4
Elasp (6859 punktów)

>Tylko wtedy gdy uznamy, że np. detekcja infradźwięków może być tym samym co detekcja krasnoludków.

Argument czysto antyracjonalistyczny i antyhumanistyczny. Ludzkość w 99,9 % okresu swojego istnienia wierzyła w jakąś formę Bóstwa i brała tę wiarę na poważnie. Jeżeli wiara ta była katastrofalną pomyłką, dyskwalifikuje to cały nasz gatunek. Istota, która w 99,9 % swej egzystencji była tak groteskowo nieracjonalna nie zasługuje na miano racjonalnej. To zaś oznacza, że i "Racjonalista.pl" ulega mitowi, mitowi ludzkiej racjonalności.

Ocena wiary religijnej i ocena ludzkiego gatunku to naczynia połączone. Połączeniem tym jest historia ludzkości.
14-01-2014 22:33 
 Ocena 14 na 14
liliac (147340 punktów)
>Ludzkość w 99,9 % okresu swojego istnienia wierzyła w jakąś formę Bóstwa i brała tę wiarę na poważnie. Jeżeli wiara ta była katastrofalną pomyłką, dyskwalifikuje to cały nasz gatunek

Jaka urocza, nowatorska forma argumentu z miliarda much, które nie mogą się mylić

>"Racjonalista.pl" ulega mitowi, mitowi ludzkiej racjonalności

Skąd ten pomysł? Toż stoi wyraźnie w Prologu, że racjonalizm był zawsze poglądem mniejszościowym


"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
14-01-2014 22:57 
 Ocena-6 na 8
Elasp (6859 punktów)

>Jaka urocza, nowatorska forma argumentu z miliarda much, które nie mogą się mylić

>>"Racjonalista.pl" ulega mitowi, mitowi ludzkiej racjonalności
>Skąd ten pomysł? Toż stoi wyraźnie w Prologu, że racjonalizm był zawsze poglądem mniejszościowym

Racjonaliści nie powinni więc być demokratami, a chyba są (?) Albo uznajemy, że w sprawach, dla których rozstrzygnięcia nie można podać matematycznego dowodu decyduje większość, ale nie.

Racjonalizm świecki jest nielogiczny i jawnie antyhumanistyczny. Jest zabobonem obraźliwym dla gatunku ludzkiego.
14-01-2014 23:03 
 Ocena 9 na 9
liliac (147340 punktów)
>Jest zabobonem obraźliwym dla gatunku ludzkiego.

Powiedział fan zabobonów religijnych

Ojej, jak mi przykro, drogi nawracaczu. Niech no tylko łezkę obetrę

[Udanej misji na Racjonaliście życzę.]


"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
14-01-2014 23:31 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

Proszę powiedzieć, czy racjonaliści są demokratami, skoro sami się uważają za mniejszość. Chyba nieracjonalne jest zgadzać się na rządy nieracjonalnej większości.
15-01-2014 11:16 
 Ocena 4 na 4
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
> Proszę powiedzieć, czy racjonaliści są demokratami, skoro sami się uważają za mniejszość.
Któż to wie? Dlaczego jednak mieliby nie być? Współczesna demokracja przynajmniej w teorii broni mniejszości i nie pozwala ich dyskryminować.
>Chyba nieracjonalne jest zgadzać się na rządy nieracjonalnej większości.
Może i nieracjonalnie ale szans na zmianę wielkich nie ma. Wszak w demokracji to większość decyduje, lub przynajmniej myśli, że decyduje. Nieracjonalną byłaby więc próba oporu, nieetyczną zaś próba narzucenia władzy.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
15-01-2014 10:14 
 Ocena 8 na 8
setarkos (10757 punktów)
> Racjonalizm świecki jest nielogiczny..
To poważny zarzut. Mógłbyś podać przykład takiej nielogiczności, byśmy niepotrzebnie nie tkwili w błędzie?
>.. i jawnie antyhumanistyczny.
W tym stwierdzeniu jawnie trollujesz - jak niehumanistyczny, skoro właśnie komunikuję się ludźmi, a nie z diabłami, bogami ani nawet z 'matką naturą'?
> Jest zabobonem obraźliwym dla gatunku ludzkiego.
Świeckość obraża także Toje uczucia cywilne, czy tylko religijne?

P.S.
Czy naprawdę czujesz się adwokatem całej ludzkości?
15-01-2014 21:43 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>> Racjonalizm świecki jest nielogiczny..

Bo walczy z przesądami i mitami a głosi mit ludzkiej racjonalności, rozumiejąc
przez nią zdolność do areligijnego myślenia. Ułamek ludzkości jest zdolny do takiego
myślenia.

>>.. i jawnie antyhumanistyczny.

Jeżeli bycie człowiekiem to bycie istotą racjonalną, a bycie istotą racjonalną to umiejętność myślenia areligijnego, to tylko ułamek ludzkości zasługuje na miano człowieka.

W ostateczności racjonalizm świecki jest pewną odmianą fideizmu, bo głosi: "no tak, człowiek przez ogromną część swoich dziejów faktycznie był istotą religijną, ale MOŻE być istotą racjonalną (jeżeli zapewni się mu wykształcenie, odseparuje od tradycyjnych religii, itd.)."

W skrajnej postaci wiara ta wynika z przekonania, że prędzej czy później drogą doboru naturalnego ulegną wymianie geny odpowiadające ze skłonności do myślenia religijnego (albo skorelowane z nimi), ale nawet jeżeli tak się stanie, dlaczego mamy taką istotę nazywać człowiekiem? Równie dobrze można będzie powiedzieć, że będzie to nowy gatunek, nasi (już) odhumanizowani następcy, nie rozumiejący nas, naszych obyczajów i praktyk.
21-01-2014 16:11 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>>> Racjonalizm świecki jest nielogiczny..
> Bo walczy z przesądami i mitami a głosi mit ludzkiej racjonalności, rozumiejąc
>przez nią zdolność do areligijnego myślenia. Ułamek ludzkości jest zdolny do takiego
>myślenia.

Ach głosi mit - odważne założenie
Ale z tym ułamkiem to się zgadzam. Na marginesie - czy to czasem nie teraz wpadłeś na trop słowa "awangarda"?

> >>.. i jawnie antyhumanistyczny.
> Jeżeli bycie człowiekiem to bycie istotą racjonalną, a bycie istotą
> racjonalną to umiejętność myślenia areligijnego, to tylko
> ułamek ludzkości zasługuje na miano człowieka.

Zachwyca mnie Twoja nieustająca zdolność do tworzenie błędnych założeń.
A jeśli teza ma błędne złożenia (tak tu) to sama może być błędna. Prawda?

My nie zawężamy pojęcia "człowiek", nawet "człowiek myślący" do istoty racjonalnej.
Popatrz, wg Twojego założania nawet zwierzaka można by nazwać człowiekiem.
Na swój sposób przecież podejmuje działania racjonalne: wiewiórka gromadzi zapasy na zimę, pszczoły gromadzą miód również w tym celu, a koty przytulają się do człowieka w całkiem racjonalnym celu. Ba, bywa że i człowiek zazdości im racjonalnych z goła zdolności, które sam zatracił; albo prozaicznie został na nie uwarunkowany negatywnie np. przez religie.

List do mojego kota


Codziennie obserwuję istotę, którą uważam dla siebie za wzór - mojego kota. Uczę się od niego (choć on o tym nie wie i wcale nie chce mnie pouczać - to ważna różnica!) i stwierdzam ku mojej wielkiej radości, że już bardziej jestem kotem niż kiedyś. Mój nauczyciel leży teraz rozluźniony, zwinięty w kłębek w bujanym fotelu i nie dba wcale o to, ile dla mnie znaczy. Chciałabym być jeszcze bardziej podobna do ciebie:
Ja nie chcę już analizować i wyjaśniać, lecz po prostu być: jak ty, kiedy wygrzewasz się na słońcu, nie wiedząc nic o prognozie pogody.
Ja chciałabym z poczuciem bezpieczeństwa zbliżać się do ludzie i móc odchodzić od nich, kiedy nie są dla mnie dobrzy: jak ty, kiedy bez wahania unikasz, faworyzujesz, kochasz, opuszczasz.
Ja chciałabym potrafić zdobywać sobie czułość i miłość, kiedy ich potrzebuję: jak ty, kiedy delikatnie wskakujesz na moje kolana.
Ja chciałabym potrafić dyskretnie i nie narzucając "dobrych rad" pocieszać: jak ty, kiedy po prostu przychodzisz do mnie i słuchasz, bo widzisz, że jestem smutna.
Ja chciałabym potrafić unikać narzucanej mi "miłości" i zbyt wielu roszczeń kierowanych do mnie: jak ty, kiedy spokojnie wstajesz i odchodzisz, jeśli obdarzam cię pieszczotami w nadmiarze.
Ja chciałabym móc bez poczucia winy wyróżniać i "niesprawiedliwie" dzielić swoje względy: jak ty nocą, kiedy B. wraca do domu, wstajesz z mojego łóżka i idziesz do jej pokoju - nie zastanawiając się czy nie sprawia mi to przykrości.
Ja chciałabym móc zawsze przede wszystkim troszczyć się o siebie i siebie uważać za najważniejszą: jak ty, który stale robisz coś tylko dla siebie - i wspaniale jest, kiedy nasze życzenia się zgadzają.
Ja chciałbym ufać mojej sile i być pewną swoich możliwości: jak ty, który zawsze dobrze oceniasz swój skok i dokładnie wiesz, co jest dla ciebie zbyt niebezpieczne, czego nie osiągniesz.
Ja chciałbym być uważną i ostrożną, stąpać swoją drogą niczego nie niszcząc: jak ty, kiedy spacerujesz po moim pełnym parapecie niczego nie przewracając.
Ja chciałabym być pełna wdzięku, silna, harmonijna i piękna: jak ty, który nie zastanawiasz się, czy na pewno jesteś bardziej uroczy, piękny...; jak ty, który nie napinasz się, ponieważ na nic nie naciskasz.
Ja chciałabym radzić sobie przy pomocy mniejszej ilości słów: jak ty, kiedy ufasz temu, że wystarczająco cię lubię, aby zrozumieć cię również bez słów; jak ty, kiedy robisz to, co chcesz, nie pytając o pozwolenie, ani nie usprawiedliwiając się.
Ja chciałabym potrafić głośno się skarżyć, zamiast przyjmować wszystko z westchnieniem: jak ty, kiedy zbyt brudna jest dla ciebie twoja podstawka z piaskiem.
Ja chciałbym tak po prostu móc kłaść się do łóżek innych ludzi i nie wątpić o mojej wartości, kiedy mnie tam nie chcą: jak ty.
Ja chciałabym być ciekawa i odważać się na wszystko: jak ty, dla którego nie ma miejsc zbyt ciemnych i zbyt niesamowitych.
Ja chciałabym w moim otoczeniu odkrywać wciąż nowe zjawiska, ludzi, okazje do radości, partnerów do pieszczot, podniecające sprawy do zbadania i zabawy: jak ty, który nigdy się nie nudzisz.
Ja chciałabym móc bez ograniczeń oddać się rozkoszy, kiedy dana mi jest miłość: jak ty, który nigdy nie liczysz, ile pieszczot jesteś mi winien, nigdy nie zastanawiasz się czy jutro również będę cię pieścić i jak mógłbyś zdobyć tego gwarancję, co powinieneś w tym celu zrobić i kogo jeszcze oprócz ciebie pieszczę...
Ja chciałabym pozwolić sobie być próżną i godzinami zajmować się sobą, jak ty, który tak dokładnie i z przyjemnością myjesz się, dla siebie.
Ja chciałabym żyć w zgodzie ze wszystkimi moimi cechami i żadnej się nie wypierać: jak ty, który nigdy nie pytasz sam siebie, czy polowanie na myszy jest moralne; który nie posądzasz się o schizofrenię tylko dlatego, że równocześnie jesteś i delikatny i okrutny.
Ja chciałbym trzymać się z dala od obcych spraw i nie zastanawiać się, co jest dla nich dobre: jak ty, który nie zabraniasz mi palenia papierosów czy picia Coca-Coli.
Ja chciałabym być bezpieczna, nie poddawać się manipulacji ani wychowaniu: jak ty, który chodzisz tylko swoimi drogami, tylko siebie słuchasz, tylko do siebie należysz.
Ja nie chciałabym pytać innych, co zrobić: jak ty, który nigdy nie wpadłbyś na pomysł, aby zapytać innego kota, co powinieneś robić.
Ja nie chciałabym już więcej szukać, lecz po prostu żyć: jak ty, który bezczelnie kładziesz się na mojej książce i zakrywasz druk, w którym być może ukrywało się moje zaklęcie i pokazujesz mi: tu jest życie, teraz!


Toni. Epilog książki H. von Schonebecka "Kocham siebie jakim jestem

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
21-01-2014 17:05 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Ach głosi mit - odważne założenie
>Ale z tym ułamkiem to się zgadzam. Na marginesie - czy to czasem nie teraz wpadłeś na trop słowa "awangarda"?

Nie, słowo "awangarda" byłoby tu nadużyte. Awangarda to zapowiedź przyszłej (niedalekiej) epoki. Nie ma podstaw sądzić, że nieliczni ateiści są zapowiedzią społeczeństwa ateistycznego, zwłaszcza takiego, które miałoby niedługo nastać.

>A jeśli teza ma błędne złożenia (tak tu) to sama może być błędna. Prawda?

Tak.

>My nie zawężamy pojęcia "człowiek", nawet "człowiek myślący" do istoty racjonalnej.
>Popatrz, wg Twojego założenia nawet zwierzaka można by nazwać człowiekiem.

Dzieje się tak samo wtedy, gdy "nie zawężamy pojęcia "człowiek", ... do istoty racjonalnej".

Jeżeli powiemy, że bycie człowiekiem jest wyznaczone przez geny, to musiałoby się okazać, że istota, która ma 99,99% genów takich jak człowiek nie będzie człowiekiem. Ale gdybyśmy spotkali taką istotę (nie będącą dzieckiem dwojga ludzi), i ta różnica polegałaby w jej przypadku tylko na tym, że miałaby ona np. żółte źrenice, to machnęlibyśmy ręką (i słusznie) na różnice genetyczne, mimo że jest prawdą, że 99,9 to jednak nie to samo, co 100.

To, co mówię, daje mi natomiast możliwość powiedzenia, że seryjni mordercy nie są ludźmi, co pozwala na zgodę na ich uśmiercanie (przy założeniu, że ludzi uśmiercać nie można). Być człowiekiem to mieć pewne cechy intelektualne i wolitywne. Wygląd i jego genetyczna podbudowa tak naprawdę nie mają znaczenia.

Wynika stąd, że nie można położyć znaku równości między człowiekiem a konkretnym ciałem, bo cechy, o których mówię, mogą się rozmaicie ucieleśnić. W tym znaczeniu (i w tym zakresie) człowiek jest z pewnością istotą niecielesną.

Racjonalistyczny pogląd na człowieka jest zaściankowy, plemienny, by nie powiedzieć - prostacki. Dlatego jest nieodzowne spojrzeć na sprawę z odmiennej perspektywy.
21-01-2014 18:59 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Nie, słowo "awangarda" byłoby tu nadużyte. Awangarda
> to zapowiedź przyszłej (niedalekiej) epoki. Nie ma podstaw
> sądzić, że nieliczni ateiści są zapowiedzią społeczeństwa
> ateistycznego, zwłaszcza takiego, które miałoby niedługo nastać.

W kwestii czy nie ma podstaw to nie wiem, znów prorok z Ciebie wychodzi. A raczej niedowidzący.
A czy słyszałeś nasz Ewangelizatore o tym, że awangarda ma więcej niż jedno znaczenie? Określenia, które są z nią m.in. związane to opozycja, szukanie nowej wizji. Awangarda bywa odpowiedzią na rozpowszechnioną świadomość kryzysu danej kultury i próbę dostosowania światpoglądu do nowych warunków.

> Jeżeli powiemy, że bycie człowiekiem jest wyznaczone przez geny,
> to musiałoby się okazać, że istota, która ma 99,99% genów takich
> jak człowiek nie będzie człowiekiem.

Zgadza się. Jeżeli powiemy.

> Ale gdybyśmy spotkali taką istotę (nie będącą dzieckiem dwojga
> ludzi), i ta różnica polegałaby w jej przypadku tylko na tym, że
> miałaby ona np. żółte źrenice, to machnęlibyśmy ręką (i słusznie)
> na różnice genetyczne, mimo że jest prawdą, że 99,9 to jednak nie to samo, co 100.

Gdyby babcia miała wąsy, byłaby dziadkiem. Oczekuję, że wytłumaczysz się z tego co napisałeś wyżej, jak odnosi się to do naszej rzeczywistości tutaj.

> To, co mówię, daje mi natomiast możliwość powiedzenia, że
> seryjni mordercy nie są ludźmi, co pozwala na zgodę na ich
> uśmiercanie (przy założeniu, że ludzi uśmiercać nie można).

Seryjni mordercy są ludźmi, jak Ty czy ja. Zgoda na ich uśmiercanie natomiast to kompletnie inna kwestia.

> Być człowiekiem to mieć pewne cechy intelektualne i wolitywne.
> Wygląd i jego genetyczna podbudowa tak naprawdę nie mają znaczenia.


Nie chcę rozpętywać tu na nowo dyskusji o aborcji, jaka toczy się równolegle u nas na wielu wątkach już od paru lat.
Nieśmiało tylko zwracam uwagę, że zarodek ludzki wg powyższej definicji którą przytaczasz, a którą pogrubiłem nie jest człowiekiem.

> Wynika stąd, że nie można położyć znaku równości między
> człowiekiem a konkretnym ciałem, bo cechy, o których mówię,
> mogą się rozmaicie ucieleśnić. W tym znaczeniu (i w tym zakresie)
> człowiek jest z pewnością istotą niecielesną.

Nie bardzo rozumiem, skąd wyprowadziłeś twierdzenie o niecielesności człowieka, skoro wszystkie atrybuty o których napsiałeś (z cechami wolitywnymi, intelektualnymi itp.) są wynikiem aktywności mózgu w ciele.

> Racjonalistyczny pogląd na człowieka jest zaściankowy, plemienny,
> by nie powiedzieć - prostacki. Dlatego jest nieodzowne spojrzeć
> na sprawę z odmiennej perspektywy.

Skąd te złe emocje Elaspie? Nie poznaję kolegi.
Cóż, gdy brak argumentów - brnie się obrażanie.
Dziękuję, że unaoczniasz nam, jaki zaścianek tu tworzymy, w domysłe jakie żródło żywej wiedzy i wody omija nas bez asymilacji prawd objawionych w interpretacji KUL, Episkopatu Polski, Watykanu oraz twórczości autorów natchnionych wraz z doktorami Kościoła.
Za kontynuację tego ewidentnego i prymitywnego trolizmu powinieneś być odpowiednio potraktowany przez Moderację, co mam nadzieję wkrótce nastąpi.

Serdecznie pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
21-01-2014 19:35 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>A czy słyszałeś nasz Ewangelizatore o tym, że awangarda ma więcej niż jedno znaczenie? Określenia, które są z nią m.in. związane to opozycja, szukanie nowej wizji.

Słowo "awangarda" w tym znaczeniu nie ma jednak żadnego związku z rozważaną tu kwestią. Ja mówię, że areligijny jest ułamek ludzkości - co z tego, że jakiś ułamek "szuka nowej wizji". Wspominanie o awangardzie ma tylko wtedy sens, gdy istnienie takiej grupy jest zapowiedzą zmiany jakościowej.

>Zgadza się. Jeżeli powiemy.

A nie powiemy?

>Oczekuję, że wytłumaczysz się z tego co napisałeś wyżej, jak odnosi się to do naszej rzeczywistości tutaj.

Myślę, że jest to wystarczająco jasne.

>Seryjni mordercy są ludźmi, jak Ty czy ja.

Dlaczego są ludzm? Jakie cechy przesądzają o tym, że są ludźmi? Geny (patrz wyżej)?

>Nieśmiało tylko zwracam uwagę, że zarodek ludzki wg powyższej definicji którą przytaczasz, a którą pogrubiłem nie jest człowiekiem.

Jest człowiekiem, tyle że in nuce.

>Nie bardzo rozumiem, skąd wyprowadziłeś twierdzenie o niecielesności człowieka, skoro wszystkie atrybuty o których napsiałeś (z cechami wolitywnymi, intelektualnymi itp.) są wynikiem aktywności mózgu w ciele.

Powiedziałem w pewnym sensie, w pewnym zakresie niecielesny. Tak jak niecielesny jest projekt, który może uzyskać nieskończenie wiele rozmaitych realizacji.

>> Racjonalistyczny pogląd na człowieka jest zaściankowy, plemienny,
>> by nie powiedzieć - prostacki. Dlatego jest nieodzowne spojrzeć
>> na sprawę z odmiennej perspektywy.

Mówię nie emocjonalnie. Nie każda negatywna opinia jest podszyta emocją (zwłaszcza negatywną). Zamiast "prostacki", można użyć słowa "prymitywny", chyba na jedno wyjdzie. Mam prawo twierdzić, że jakieś stanowisko teoretyczne jest prymitywne w swojej konstrukcji i uzasadnieniu.
21-01-2014 20:05 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Wspominanie o awangardzie ma tylko wtedy sens, gdy istnienie
> takiej grupy jest zapowiedzą zmiany jakościowej.

Przyjmij to w ten sposób.

>>Zgadza się. Jeżeli powiemy.
>A nie powiemy?

Nie, nie powiemy.

>>Oczekuję, że wytłumaczysz się z tego co napisałeś
>> wyżej, jak odnosi się to do naszej rzeczywistości tutaj.
>Myślę, że jest to wystarczająco jasne.

W Twojej głowie, czy w mojej?

>>Seryjni mordercy są ludźmi, jak Ty czy ja.
>Dlaczego są ludzm? Jakie cechy przesądzają o tym, że są ludźmi? Geny (patrz wyżej)?

Nie same, choć też. Geny to tylko mała cząstka. Wybrany cytat za PWN:
Cytat:
człowiek stał się jedyną istotą, która kształtuje swoje własne środowisko życia przez pracę i społeczną działalność celową, istotą, która stawia sama sobie wymagania i zadania do spełnienia. To charakterystyczne dla filogenezy człowieka zespolenie czynników biologicznych i społecznych, ściśle ze sobą sprzężonych i warunkujących się wzajemnie, powtarza się również w rozwoju osobniczym. Człowiek jest w przyrodzie jedyną istotą, której do prawidłowego rozwoju psychicznego jest niezbędne wychowanie w społecze.

Co masz tutaj lub gdzie indziej, co dyskwalifikuje mordercę jako człowieka?
Oj coś mi się zdaje, że jesteś za wyrokiem śmierci w sprawach ewidentnie zdegenerowanych morderców, ale nie masz śmiałości zrobić tego człowiekowi..

>Jest człowiekiem, tyle że in nuce.

Zarodek nie posiada cech intelektualnych ni wolitywnych. To trzeba było od razu dodać z przodu "posiada, lub posiada in nuce (..)".

> Powiedziałem w pewnym sensie, w pewnym zakresie
> niecielesny.

W jakim konkretnie zakresie niecielesny? I skąd to przypuszczenie?

> Tak jak niecielesny jest projekt, który może uzyskać
> nieskończenie wiele rozmaitych realizacji.

Projekt a astralność człowieka to jednak nie ta sama klasa.
Projekt jest pewną nieożywioną koncepcją w głowie, na papierze - procedurą czynności a nie istotą żyjącą.
Człowiek to.. człowiek z wielością jego cech fizycznych, spełecznych, psychologicznych, biologicznych itp.

>Mówię nie emocjonalnie. Nie każda negatywna opinia
> jest podszyta emocją (zwłaszcza negatywną).

Tym gorzej Elasp, tym gorzej..

> Mam prawo twierdzić, że jakieś stanowisko teoretyczne
> jest prymitywne w swojej konstrukcji i uzasadnieniu.

W uzasadnieniu. Acha.
No nic. Mimo wszystko niekoniecznie osiągnięć, ale wszystkiego dobrego życzę - zwłaszcza w ewangelizacji na naszym forum.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
14-01-2014 23:08 
 Ocena 11 na 11
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Argument czysto antyracjonalistyczny i antyhumanistyczny.

Antyhumanistyczna to jest ideologia stawiająca dobro niewidzialnego przyjaciela ponad dobro człowieka.

> Ludzkość w 99,9 % okresu swojego istnienia wierzyła w jakąś formę Bóstwa i brała tę wiarę na poważnie. Jeżeli wiara ta była katastrofalną pomyłką, dyskwalifikuje to cały nasz gatunek.

No popatrz: a ja, antychrześcijański ateusz, dla którego odpychająca jest biblijna tradycja obarczania synów przewinami ojców - pomyłkę tę wspaniałomyślnie wybaczam i z nadzieją patrzę w przyszłość naszego gatunku.

> Istota, która w 99,9 % swej egzystencji była tak groteskowo nieracjonalna nie zasługuje na miano racjonalnej.

A jeszcze większy odsetek naszych przodków miał ogon, łaził na czworakach i wpieprzał robale. Jeżeli masz ochotę wywodzić z tego faktu jakieś wnioski i oceny, to życzę smacznego.
15-01-2014 10:21 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>> Istota, która w 99,9 % swej egzystencji była tak groteskowo nieracjonalna nie zasługuje na miano racjonalnej.
>A jeszcze większy odsetek naszych przodków miał ogon, łaził na czworakach i wpieprzał robale. Jeżeli masz ochotę wywodzić z tego faktu jakieś wnioski i oceny, to życzę smacznego.

Mówię o homo sapiens. Jeżeli ktoś 99,9 % olbrzymiej liczby testów napisał na ocenę niedostateczną, to na jakiej podstawie sądzisz, że kolejne testy będzie pisać przynajmniej na dostateczny? Jak bardzo nieracjonalne jest to Twoje przekonanie!
15-01-2014 19:32 
 Ocena 4 na 4
maruda (5550 punktów)
>Mówię o homo sapiens. Jeżeli ktoś 99,9 % olbrzymiej liczby testów napisał na ocenę niedostateczną, to na jakiej podstawie sądzisz, że kolejne testy będzie pisać przynajmniej na dostateczny? Jak bardzo nieracjonalne jest to Twoje przekonanie!

Przez większość czasu gros populacji było niepiśmienne. Dlatego zdania żadnych testów od nich nie można wymagać, ale to przecież zwyczajne trollowanie, podstawowe pytanie o moralność zostaje bez odpowiedzi.
15-01-2014 21:10 
 Ocena 5 na 5
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Jeżeli ktoś 99,9 % olbrzymiej liczby testów napisał na ocenę niedostateczną, to na jakiej podstawie sądzisz, że kolejne testy będzie pisać przynajmniej na dostateczny?

Na podstawie rozkładu ocen, do opisu którego średnia nie wystarczy.
Wszystkie najlepsze noty pochodzą z niedawnej przeszłości.
I wciąż rosną.
15-01-2014 21:51 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)
15-01-2014 16:18 
 Ocena 12 na 12
Kuba K. (3909 punktów)
>Podsumujmy - Autor wątku pisał, że:
>> Ateista (...) traci czułość na polu odczuć głębokich, które są akurat niezbędne przy wykrywaniu Boga
>Poprosiłem o metodę weryfikacji tej "aparatury do wykrywania Boga", podając analogię z daltonistami. Cisza.
>Ty napisałeś, że powinien mnie przekonać, cytuję:
>> człowiek, który będzie w sprawniejszy od nich [ateistów] sposób odróżniać dobro od zła
>Czyli już nie mówimy o wykrywaniu Boga, tylko o ponadprzeciętnym zmyśle moralnym. No, trudno.

Wybaczcie, że wjadę w tę dość teoretyczną dyskusję z ordynarną empirią. Jakoś nie zaobserwowałem wśród znanych mi wierzących istnienia szczególnego "wyższego zmysłu moralnego", a już z obserwacji hierarchów KK można wyciągnąć raczej wnioski całkowicie odmienne - empiria wykazuje, że dla osób deklarujących się jako wierzące charakterystyczna jest raczej amoralność, której stopień wydaje się być wprost proporcjonalny do stanowiska zajmowanego w KK i/lub stopnia nasilenia werbalnych deklaracji tyczących się wiary.
14-01-2014 21:44 
 Ocena 16 na 16
Frank Holman (5897 punktów)
> "Być osobą wierzącą" oznacza "uznawać bezwarunkowość pewnych zasad moralnych"

Cytat:
Jednego więc możemy być pewni: dla posła Pięty aborcja jest zła, bo jest równoznaczna z mordowaniem bezbronnych istot ludzkich. Specjalnie to podkreślam, bo ten fakt jest bardzo istotny w kontekście tego, co nastąpiło 10 stycznia.

10 stycznia odbyło się 58 posiedzenie Sejmu. W trakcie obrad głos zabrał poseł Roman Kotliński:

"Pani Marszałek! Wysoki Sejmie! Zapominamy o drugiej części tego projektu. Mianowicie przewiduje on sankcję 5 lat więzienia dla wszystkich, którzy mówią, jakoby żołnierze tzw. niepodległościowego podziemia zabijali niewinne osoby cywilne. Otóż sam IPN stwierdził, że zabito w ten sposób, głównie NSZ, Narodowe Siły Zbrojne, prawie 6 tys. cywilów tuż po wojnie,
w latach zwłaszcza 1945-1946, w tym dwie setki małych dzieci. Najmłodsze dziecko miało 2 tygodnie, najstarszy zabity człowiek 94 lata. Głównie zabijano chłopów, którzy brali ziemię
z reformy rolnej, zabijano rodziny milicjantów."

(Poseł Stanisław Pięta: "I bardzo dobrze.")

Wypowiedź godna "obrońcy życia", który stanowczo sprzeciwia się "mordowaniu niewinnych istot". Okazuje się, że dwutygodniowe dziecko milicjanta (bądź też chłopa, który brał ziemię z reformy rolnej) nie jest już niewinną istotą. I jeśli ktoś takie dziecko zamordował, to nie tylko nie zrobił nic złego, ale wręcz oddał światu przysługę. "I bardzo dobrze". Mam nadzieje, że tych słów posłowi Pięcie nikt nie zapomni.
piknik-na-(*)anie-niemowlat-jest-fajne.html
14-01-2014 12:38 
 Ocena 3 na 3
setarkos (10757 punktów)
>Możemy widzieć barwy pod nieobecność f. e., np. gdy mózg jest odpowiednio stymulowany, albo w snach.
A co mnie się proszę Pana śniło! Miałem w ręku cukierek, budzę się, otwieram dłoń a ona pusta. Ktoś mi rąbnął cukierek!

[Naprawdę chcesz rozważać co się komu zdaje bez pokrycia w zewnętrznych przejawach?
Wierzący w boskie pochodzenie praw moralnych są bardziej spostrzegawczy, czy może po prostu jeszcze się nie zbudzili?]
14-01-2014 13:19 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>[Naprawdę chcesz rozważać co się komu zdaje bez pokrycia w zewnętrznych przejawach?]

Ogromna część doświadczenia zmysłowego ma tę właściwość. Jesteśmy oszukiwani przez mózg nie tylko we śnie, ale i na jawie. W świecie są drgania, my słyszymy "dźwięki", itd. Mózg jest wytwórcą pragmatycznie użytecznej iluzji. Myślę, że fakt ten nie pozostaje bez znaczenia, gdy rozważa się kwestię "prawdziwości wiary".

>Wierzący w boskie pochodzenie praw moralnych są bardziej spostrzegawczy, czy może po prostu jeszcze się nie zbudzili?]

Proszę więc uzasadnić te prawa w inny sposób, tak ażeby były bezwarunkowe. Jeżeli powiemy, że obudzeniem się jest dojście do przekonania, że nie ma bezwarunkowych praw moralnych, to chyba faktycznie lepiej się nie obudzić.
14-01-2014 13:47 
 Ocena 12 na 12
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Jesteśmy oszukiwani przez mózg nie tylko we śnie, ale i na jawie.
> W świecie są drgania, my słyszymy "dźwięki", itd.

Zarezerwowałbym słowo "oszustwo" dla przypadku, kiedy słyszysz dźwięki bez drgań w świecie...

> Mózg jest wytwórcą pragmatycznie użytecznej iluzji.

Ponownie - słowo "iluzja" jest nacechowane negatywnie. Mózg jest wytwórcą "mapy", która jest pragmatycznie użyteczna tylko wtedy, kiedy pozytywnie koreluje z "terytorium", które opisuje.

> Myślę, że fakt ten nie pozostaje bez znaczenia, gdy rozważa się kwestię "prawdziwości wiary".

...ale potrafi też wytwarzać mapy, których korelacja z żadnym terytorium nie została wykazana - a nawet takie, których weryfikacja jest już z założenia niewykonalna. W tym przypadku "użyteczność" nie polega już na pragmatycznym opisie świata, a co najwyżej na dostarczeniu wierzącemu dobrego samopoczucia. Nie rekomendowałbym tu używania słowa "prawdziwość", mającego jednak tradycyjne konotacje z rzeczywistością (adequatio rei...)

Cieszę się, że mogłem pomóc rozplątać kwestie komunikacyjne.
14-01-2014 14:01 
 Ocena 10 na 12
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Proszę więc uzasadnić te prawa w inny sposób, tak ażeby były bezwarunkowe.

Bo mi Objawiły Kłypcie i Brędziochy! [tupie nóżką]

>Jeżeli powiemy, że obudzeniem się jest dojście do przekonania, że nie ma bezwarunkowych praw moralnych, to chyba faktycznie lepiej się nie obudzić.

Bezwarunkowo lepiej?


...którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a każdy, kto zasypia, odwraca się ku własnemu. (Heraklit)
14-01-2014 14:22 
 Ocena-1 na 3
Elasp (6859 punktów)

Wybacz, ale jest to odpowiedż chłopka-roztropka, dla którego realne jest
to, czego może dotknąć, albo co ma wpływ na to, czy w garnku ma mniej, czy więcej.
14-01-2014 14:32 
 Ocena 10 na 10
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
> Wybacz, ale jest to odpowiedż chłopka-roztropka,

Intelektualista odparował...

>dla którego realne jest to, czego może dotknąć,

Ty sobie do realnego wliczasz też treści Objawień itp. urojeń?

>albo co ma wpływ na to, czy w garnku ma mniej, czy więcej.

Teraz z kolei Asceta się odezwał .

Sam Prezes by wielości Oblicz pozazdrościł...


...którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a każdy, kto zasypia, odwraca się ku własnemu. (Heraklit)
14-01-2014 17:10 
 Ocena 10 na 10
liliac (147340 punktów)
>>Proszę więc uzasadnić te prawa w inny sposób, tak ażeby były bezwarunkowe.
>Bo mi Objawiły Kłypcie i Brędziochy! [tupie nóżką]

Nieładnie, bigu. Nie szanujesz uczuć religijnych kolegi Elaspa.
A uczucia religijne innych należy szanować

"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
14-01-2014 22:09 
 Ocena-1 na 3
Elasp (6859 punktów)

>Nieładnie, bigu. Nie szanujesz uczuć religijnych kolegi Elaspa.
>A uczucia religijne innych należy szanować

Zdaje się, że szacunek dla uczuć religijnych nakazują prawa człowieka, czyż nie?

Wniosek, jaki stąd wypływa, brzmi: nie każdą wiarę należy szanować, są wiary fałszywe. Taki zaś wniosek jest całkowicie zgodny z nauką kościoła, który wcale nie nakazuje szacunku dla wszystkich wiar, ba, bardzo często jest właśnie z tego powodu oskarżany o nietolerancyjność.

14-01-2014 22:29 
 Ocena 15 na 15
liliac (147340 punktów)
>Zdaje się, że szacunek dla uczuć religijnych nakazują prawa człowieka, czyż nie?

Nie. Prawa człowieka obejmują wolność wyznania. Nijak obowiązku szanowania czyichś uczuć religijnych na nikogo nie nakładają.

>Wniosek, jaki stąd wypływa, brzmi: nie każdą wiarę należy szanować, są wiary fałszywe.

Naprawdę?
I rozumiem, że fałszywość/prawdziwość rzeczonych wynikania z "Objawienia"
Z tego bigowego, przez Kłypcie i Brędziochy zesłanego, na przykład?

>Taki zaś wniosek jest całkowicie zgodny z nauką kościoła

Jako żywo, zalecenia nauki Kościoła interesują mnie w stopniu nader niewielkim. I czysto teoretycznym. Wiesz, taka ciekawostka folklorystyczna...

"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
14-01-2014 22:44 
 Ocena 9 na 9
farmer (22440 punktów)
>Wniosek, jaki stąd wypływa, brzmi: nie każdą wiarę należy szanować, są wiary fałszywe.

Powiedziało 1000 przywódców 1000 różnych religii na planecie ziemia.

Wiesz że odkryto(rok temu) cztery miliardy lat świetlnych pustki kosmicznej. Do niedawna wiedziano o półtora miliardach. Ciekawe dlaczego nikt nie mówił jest sto miliardów pustki? Może są może nie, na dziś jest 4 nie 90 nie milion a 4.
Może wpiszmy od razu miliard do wszystkich podręczników a pieniądze wydane na badania przeznaczmy na budowę największej świątyni świata. Komu na co informacja o czterech miliardach lat świetlnych pustki kosmicznej.
Co jeszcze czeka ludzkość w kolejnym milionie lat? Wiesz że Kleopatrze bliżej do pierwszego lotu rakietą kosmiczną niż do budowy piramidy Cheopsa z którą ją bardziej się kojarzy.

"Fajnie" było 500 lat temu w dżungli gdy biały człowiek robił wrażenie na Indianach co?
To se ne wrati. Klękać tu dzikusy, he he tak było a jak nie to się zrobi pokazówkę.
Czasy się zmieniły, teraz się rozmawia.
15-01-2014 11:26 
 Ocena 6 na 6
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Zdaje się, że szacunek dla uczuć religijnych nakazują prawa człowieka, czyż nie?
Nie. Tylko polski kodeks karny stara się wymusić.
>Wniosek, jaki stąd wypływa, brzmi: nie każdą wiarę należy szanować, są wiary fałszywe.
Po czym poznać te fałszywe wiary? Może po tym, że decydenci zmieniają przykazania a wierni żyją wbrew nauczaniom własnych kapłanów? Czy może fałszywe są wiary które kościół arbitralnie za fałszywe uznaje?
>Taki zaś wniosek jest całkowicie zgodny z nauką kościoła, który wcale nie nakazuje szacunku dla wszystkich wiar,
Nic w tym dziwnego. Tak samo jak nie powinno dziwić, że Biedronka nie zachęca do zakupów w Lidlu.
>ba, bardzo często jest właśnie z tego powodu oskarżany o nietolerancyjność.
Również nic w tym dziwnego. Ale dlaczego miałby kościół tolerować konkurencję? Boskie miłosierdzie może być nieskończone ale ilość owieczek i ich pieniędzy z pewnością takie nie są.

The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
20-01-2014 16:27 
 Ocena 4 na 4
Willmaster (423 punktów)
>Wniosek, jaki stąd wypływa, brzmi: nie każdą wiarę należy szanować, są wiary fałszywe.
>
Możesz podać fałszywe wiary, albo może podaj te prawdziwe, będzie szybciej?

Po śmierci jest to co ma być.
Elasp (6859 punktów)
Usunięte przez moderatora
20-01-2014 21:47 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Fałszywa wiara - "nauki" Jima Jonesa, Bogdana Kacmajora, satanizm.

Prawdziwe (prawdziwsze) - te, które istnieją tysiące lat, a więc nie są efemerydami jak powyższe.
21-01-2014 12:41 
 Ocena 7 na 9
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Fałszywa wiara - "nauki" Jima Jonesa, Bogdana Kacmajora, satanizm.
>Prawdziwe (prawdziwsze) - te, które istnieją tysiące lat, a więc nie są efemerydami jak powyższe.

Satanizm efemerydą???
A to by się Wąż Starodawny Zadziwił i Zasmucił...

Podążając Twym tokiem "rozumowania"...

1. za najprawdziwsze wypadałoby uznać różne kulty solarne, chtoniczne, totemizmy etc. - to jednak jeszcze pikuś bowiem...

2. okazałoby się, że Nauki PanaJezusowe w czasach samego Zbawiciela, Apostołów, Ojców Kościoła... mocą swej względnej nowości stek Bzdur Powalających stanowiły, a dopiero z upływem wieków stopniowo w Prawdziwość obrastały...

Na Racjonaliście Twoja teologia niestety tylko do Beki może pobudzić, ale może spróbuj sprzedać ją na jakim portalu chrześcijańskim... będzie na co popatrzeć .

...którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a każdy, kto zasypia, odwraca się ku własnemu. (Heraklit)
21-01-2014 17:39 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Nie rozumiesz - nie zgłaszaj niemądrych uwag. Pomyśl racjonalnie, zanim zabierzesz się za pisanie. Nie twierdzę, że "długowieczność" jako taka stanowi kryterium, bo wtedy należałoby oczywiście przyjąć, że warunku tego nie spełniały nauki Jezusa w czasach w których działał (wiadomo, że każda tradycja była kiedyś nowością). Rozpatruję "długowieczność" przyjmując punkt widzenia człowieka współczesnego, żyjącego w roku 2014, "długowieczność 2014", jeżeli tak można powiedzieć. Ten punkt na osi czasu jest ważny. Poza tym drugą zmienną, którą trzeba wziąć pod uwagę, jest powszechność, o której ewidentnie zapominasz w pkt. 1.
21-01-2014 19:21 
 Ocena 4 na 4
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Poza tym drugą zmienną, którą trzeba wziąć pod uwagę, jest
> powszechność, o której ewidentnie zapominasz w pkt. 1.

Rozmaite odłamy hinduizmu wyznaje prawie 1 miliard ludzi, z których ok. 910 milionów mieszka w Indiach i Nepalu (łącznie).
Reszta mojej argumentacji tu:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,600722#w602283

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
25-01-2014 23:14 
 Ocena 8 na 10
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
> Nie rozumiesz - nie zgłaszaj niemądrych uwag. Pomyśl racjonalnie, zanim zabierzesz się za pisanie. Nie twierdzę, że "długowieczność" jako taka stanowi kryterium, bo wtedy należałoby oczywiście przyjąć, że warunku tego nie spełniały nauki Jezusa w czasach w których działał (wiadomo, że każda tradycja była kiedyś nowością). Rozpatruję "długowieczność" przyjmując punkt widzenia człowieka współczesnego, żyjącego w roku 2014, "długowieczność 2014", jeżeli tak można powiedzieć. Ten punkt na osi czasu jest ważny.

Robienie z siebie idioty to u Ciebie jakieś kompulsywne jest?

W czymże to jakiś punkt na osi czasu (np. rok 2014 n. e.) miałby być lepszy od jakiegokolwiek innego, gdy chodzi o Prawdziwą Prawdziwość Prawd Ponadczasowych?

Bo Ty akurat łaskawie raczysz żyć właśnie w tym punkcie?

>Poza tym drugą zmienną, którą trzeba wziąć pod uwagę, jest powszechność, o której ewidentnie zapominasz w pkt. 1.

A cóż powszechniejszego nad kulty solarne, chtoniczne, totemizmy itp., osiołku?

...którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a każdy, kto zasypia, odwraca się ku własnemu. (Heraklit)
25-01-2014 23:38 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

Nie denerwuj się, nie próbuj mnie obrażać - bo i tak nic z tego nie będzie - tylko ogarnij się intelektualnie i trzymaj emocje na wodzy, jak na racjonalistę przystało.
Wtedy będziesz mógł coś wnieść do dyskusji.

>Bo Ty akurat łaskawie raczysz żyć właśnie w tym punkcie?

Tak, właśnie dlatego. Jeżeli chcesz wybrać "nowoczesny środek transportu", to chyba też wybierzesz samochód a nie rzeczonego osiołka.

>A cóż powszechniejszego nad kulty solarne, chtoniczne, totemizmy itp., osiołku?

Nie sądzę, aby były one najpowszechniejsze współcześnie, przyjmując demograficzne rozumienie powszechności (nie: geograficzne, o którym nie mówiłem).
25-01-2014 23:54 
 Ocena 7 na 9
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
> Nie denerwuj się, nie próbuj mnie obrażać

Taż nie próbuję - ot, niedbale diagnozuję z nudów...

>Wtedy będziesz mógł coś wnieść do dyskusji.

...a już ani mi w głowie dyskutowanie z Tobą. Pouczać Raczę tylko.

>>Bo Ty akurat łaskawie raczysz żyć właśnie w tym punkcie?
> Tak, właśnie dlatego. Jeżeli chcesz wybrać "nowoczesny środek transportu", to chyba też wybierzesz samochód a nie rzeczonego osiołka.

Nawet grawitację mamy dziś Dużo Lepszą niż te matoły starożytne .

>>A cóż powszechniejszego nad kulty solarne, chtoniczne, totemizmy itp., osiołku?
> Nie sądzę, aby były one najpowszechniejsze współcześnie, przyjmując demograficzne rozumienie powszechności (nie: geograficzne, o którym nie mówiłem).

Bo terminy Bożego Narodzenia, Zwiastowania i Św. Jana to chrześcijanie sobie prosto z Objawienia wytrzasnęli, że o Matkach Boskich Siewnych, Kwietnych, Żniwnych, Jagodnych, Roztwornych to nie wspomnę nawet...

...którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a każdy, kto zasypia, odwraca się ku własnemu. (Heraklit)
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>>Bo Ty akurat łaskawie raczysz żyć właśnie w tym punkcie?
> Tak, właśnie dlatego. Jeżeli chcesz wybrać "nowoczesny środek
> transportu", to chyba też wybierzesz samochód a nie rzeczonego osiołka.

Argument dość mocno naciągany.
1. W przeszłosci, tuż po śmierci Jezusa oznaczałoby to nadal obiektywnie lepszą religię żydowską. Jezus byłby tylko mącicielem, zmieniajacym lepsze na gorsze. Lepsze byłyby też hinduzim, czy buddyzm (wszak syn księcia z rodu Śākyów Siddhārtha Gautama (pāli. Siddhattha Gotama) żył w okolicach 560 do 480 roku p.n.e.)
2. Nawet dziś, nie patrząc na metrykę nowocześnieszym 'środkiem transportu' jest buddyzm niż chrześcijaństwo. Wnoszę to m.in. z moich obserwacji i znajomości z nielicznymi buddystami: ludzie bardziej zmotywowani, znający przykazania i żyjący autentycznie swoją wiarą. Acha - więksi optymiści w porównaniu do chrześcijan, to przede wszystkim.
3. Z tym śrokiem transportu jak już, to należałoby użyć porównania: siódma generacja VW Golfa vs dziewiąta generacja Mazdy 323 (wliczając Mazdę 3) A jeszcze za 20 lat prawdopodobnie najlepsze samochody będą robić Hindusi (długofalowe prognozy są najkorzystniejsze dla tego kraju) i co? Ech ten hinduzim..

Osiołek z resztą to za czasów i w narodzie Jezusa był, a Rzymianie mieli konie
pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
26-01-2014 18:31 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>1. W przeszłości...

Tak, ale mówimy o tym, co tu i teraz.

>2. Nawet dziś, nie patrząc na metrykę nowocześnieszym 'środkiem transportu' jest buddyzm niż chrześcijaństwo.

Tak czy inaczej, w grę wchodzą (a przynajmniej mogą wchodzić) inne okoliczności o charakterze pragmatycznym. Tak samo bank A może dawać wyższe oprocentowanie niż B, ale względy dodatkowe mogą przemawiać za wyborem A.
26-01-2014 18:50 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>>1. W przeszłości...
>Tak, ale mówimy o tym, co tu i teraz.

To trzeba się jednak koniecznie odciąć od przeszłości? Hm..

> bank A może dawać wyższe oprocentowanie niż B, ale
> względy dodatkowe mogą przemawiać za wyborem A.

Wiem wiem, zawsze znajdą się jakieś nieprzewidziane i niekonkretne 'względy dodatkowe' w rozmiarze A przemawiające za chrześcijaństwem, a już w szczególności względy dodatkowe B za katolicyzmem, gdzie B>A (oczywiście konkurencja tego nie ma, bo nie może mieć). Teoretyczny dowód-samograj i sumienie oraz potrzeby pana Elaspa zaspokojone.

pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
26-01-2014 19:04 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Wiem wiem, zawsze znajdą się jakieś nieprzewidziane i niekonkretne 'względy dodatkowe'

Nikt nie mówi, ze zawsze. Myślę, że można przy odrobinie namysłu ustalić zamkniętą listę niezmiennych warunków, jakie należałoby wziąć pod uwagę. Nie musi to więc być przetarg robiony pod KK.

Strategią, o o której mówisz, posługują się przeciwnicy religii, którzy zawsze wynajdą jakąś jej (religii) niedoskonałość.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Nikt nie mówi, ze zawsze. Myślę, że można przy odrobinie namysłu ustalić
> zamkniętą listę niezmiennych warunków, jakie należałoby wziąć pod
> uwagę. Nie musi to więc być przetarg robiony pod KK.

Trudna sprawa, bo m.in. religii dużo. Zwłaszcza w hinduskiej jest tyle historii, tyle mitów i bogów..
Jeśli już - myślę, że należałoby rzecz uściślić. Mógłby to być np. rachunek ocen, każda wg paru uzgodnionych przez oceniających wcześniej kryteriów. Ale i to nie oznacza, że wyłoniona w ten sposób religia byłaby lepsza od tej drugiej dla kogoś z zewnątrz. Ile ludzi, tyle kryteriów a do tego ludzie z czasem się zmieniają, popełniają błędy, ulegają wpływom.. syzyfowe prace.

> Strategią, o o której mówisz, posługują się przeciwnicy
> religii, którzy zawsze wynajdą jakąś jej (religii) niedoskonałość.

Złoto, jak mówią nam mędrcy oczyszcza się w ogniu
pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
21-01-2014 13:33 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)
Argument z długości brody? Kiepski.
Kult Słońca jest w takim razie prawdziwszy od chrześcijaństwa.
21-01-2014 19:18 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Prawdziwe (prawdziwsze) - te, które istnieją tysiące lat, a więc nie są efemerydami jak powyższe.

Hm, wraz z latami prawdziwość wiary rośnie... ciekawe.
Czyli Hinduizm, który rozpoczął się razem z rozkwitem kultury Ariów w Indiach (Ariowie - odłam ludów indoeuropejskich, który w III i II tysiącleciu p.n.e. zamieszkiwał Azję Środkową) jest nie tylko prawdziwszy od kultu "nauki" Jima Jonesa, ale i prawdziwszy od Chrześcijaństwa.
Tja..
W związku z tym wiara - kult Latającego Spagetii może nie ma imponujących wyników, ale zerowej prawdziwości też nie..

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
21-01-2014 19:45 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

Być może jest prawdziwszy. Warto wybrać jedną spośród powszechnych i tradycyjnych religii. Trochę tak jak z bankiem - wybieramy bank mający odpowiednią renomę. Jeżeli tak rozporządzamy dobrami materialnymi, dlaczego nie rozporządzać podobnie przedmiotami ze sfery duchowej?

Zgodnie z zasadą "koszula bliższa ciału", chrześcijaństwo jest naturalnym wyborem dla mieszkańca Europy, hinduizm dla mieszkańca Indii, itd. Nie ma w tym nic paradoksalnego.
21-01-2014 20:01 
 Ocena 6 na 6
Barbiel (1106 punktów)
>Trochę tak jak z bankiem - wybieramy bank mający odpowiednią renomę. Jeżeli tak rozporządzamy dobrami materialnymi, dlaczego nie rozporządzać podobnie przedmiotami ze sfery duchowej?
Tylko jakby każdy trzymał pieniądze w banku, zamiast zainwestować w swój biznes albo w edudukację...
21-01-2014 20:07 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Tak, ale nikt nie mówi o lokowaniu wszystkiego - trzeba zostawić sobie jakiś margines (= zdolność do pomyślenia sobie "a może to wszystko nieprawda"?).
21-01-2014 20:36 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> zdolność do pomyślenia sobie "a może to wszystko nieprawda"?

Wszystko, czyli co konkretnie nieprawda?

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
21-01-2014 20:45 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

To w co wierzymy, wybrawszy już daną religię.
21-01-2014 21:26 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> To w co wierzymy, wybrawszy już daną religię.

I Ty zostawiasz sobie taki margines?

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
22-01-2014 08:42 
 Ocena 9 na 9
Meretseger (61860 punktów)
>To w co wierzymy, wybrawszy już daną religię.
Zabrzmiało to tak, jakbyś był przekonany, że świat to taki bazar z religiami. Idzie sobie człowiek, ogląda wyłożony na straganach towar i wybiera - "wezmę tę religię, bo ma 2000 lat" albo "wezmę tamtą, bo jest młoda, ma nie więcej niż 100 lat, prawie nieużywana". Naprawdę jesteś zdania, że świadomie wybieramy sobie jakąś religię, a potem zmuszamy się do uwierzenia w jej "prawdy" (wszelako zostawiając sobie ów margines)? Nie jest przypadkiem tak, że większość ludzi to religia sobie "wybiera", choćby poprzez uwarunkowania geograficzne, społeczne, rodzinne? To, w co ludzie wierzą, zostało im do wierzenia podane, a oni na ogół bezrefleksyjnie to do wierzenia przyjęli (trudno o refleksję, gdy się ma trzy lata). O ile bank można sobie wybrać i może to zrobić każdy, o tyle na wybór religii w dorosłych latach (rzeczywisty, dojrzały wybór, poprzedzony namysłem) mało kto się decyduje. Owszem, trafiają się konwersje, ostatnio dość dużo mówi się o konwersji na islam, czasem zaś zwycięża ów margines "a może to wszystko nieprawda" i człowiek wycofuje wszystkie środki z chwiejących się lokat .
21-01-2014 20:55 
 Ocena 1 na 1
Barbiel (1106 punktów)
>zdolność do pomyślenia sobie "a może to wszystko nieprawda"?
I co wtedy, jak już tak pomyślimy? Jak te wątpliwości przełożyć na praktykę?
21-01-2014 21:26 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)
Utrzymywać je w sobie dla higieny psychicznej. Tak przynajmniej uważam.
22-01-2014 07:25 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Utrzymywać je w sobie dla higieny psychicznej. Tak przynajmniej uważam.

Higieny psychicznej.. no tak.
Niestety, zamrożone wątpliwości z czasem lubią się nieprzyjemnie mścić, oj lubią..

Mur, milcząca straż
przed obcym światem chronią.
Może przed czymś więcej, kto wie?
My na pewno nie.

Nocami reflektorów flesz
rysuje ostre szczyty wież.
Pytanie rodzi się:
czy zachowało tamten blask
Prowansji niebo pełne łask
czy może dawno puste jest?

Ref.:
Tylko echa grzmią:
Avignon, Avignon, Avignon.


Janusz Radek, utwór "Pocztówka z Avignon"

pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
21-01-2014 20:27 
 Ocena 6 na 6
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Być może jest prawdziwszy. Warto wybrać jedną
> spośród powszechnych i tradycyjnych religii.

A o "Dominus Iesus" kol. Elasp słyszał?

> Zgodnie z zasadą "koszula bliższa ciału", chrześcijaństwo jest
> naturalnym wyborem dla mieszkańca Europy, hinduizm dla
> mieszkańca Indii, itd. Nie ma w tym nic paradoksalnego.

Po pierwsze, po co w takim razie byłby zapis w Biblii "Idźcie na cały świat i nauczajcie wszystkie narody" (Mt 28,19)?
Cytat:
Z takimi słowami zwrócił się Pan Jezus do swoich uczniów, posyłając ich na pracę misyjną. Pragnieniem Chrystusa było, by Dobra Nowina o zbawieniu dotarła tam, gdzie to tylko możliwe, by Jego nauka przedstawiająca prawdziwy obraz Boga i nowa prawda o odkupionym człowieku była poznana i przyjęta ku radości i zbawieniu wszystkich. Owo misyjne posłanie, mające uniwersalny wymiar dla Chrystusowego Kościoła, znajduje i w naszych czasach aktualne wyzwanie ale także pozytywny odzew i entuzjazm.

abp Józef Michalik, 2010r.


Tyle, że Papież i cała nauka Kościoła Katolickiego wraz z Tobą jako wierzącym Eurpejczykiem wespół wzespół uważają, że koszula duchowa - w tym zbawienie - bierze się tylko od Jezusa. Przynajmniej tak mi się zdaje, że uważają.
Hinduizm uważa natomiast, że nie od Jezusa, tylko od przestrzegania pewnych ścisłych reguł można zaznać moszky (wraz z pomocą Ramy, Kryszny itp).
Buddyzm uważa jeszcze coś innego, Islam i tak dalej.

Nie widzisz tu żadnej sprzeczności? To gratuluję.
Czyżby racji było tyle, ile punktów widzenia? Czy może tylko jedna? A może wcale?
Trochę mi Ciebie żal Elaspie, plączesz się strasznie w tej "logice" religii.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
21-01-2014 21:02 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Po pierwsze, po co w takim razie byłby zapis w Biblii "Idźcie na cały świat i nauczajcie wszystkie narody" (Mt 28,19)?

Przecież ewangelizacja np. Hindusów nie stoi w w sprzeczności z powiedzeniem, że naturalnym wyborem jest dla nich wybór hinduizmu. Naturalnym, ale ani jedynym, ani obligatoryjnym.

>Tyle, że Papież i cała nauka Kościoła Katolickiego wraz z Tobą jako wierzącym Eurpejczykiem wespół wzespół uważają, że koszula duchowa - w tym zbawienie - bierze się tylko od Jezusa. Przynajmniej tak mi się zdaje, że uważają.

Nie jest to nauka Kościoła. Zresztą nie zapominaj o ekumenizmie.

>Trochę mi Ciebie żal Elaspie, plączesz się strasznie w tej "logice" religii.

Nie plączę się, raczej Ty dwoisz się i troisz próbując złapać mnie na sprzeczności.
21-01-2014 21:44 
 Ocena 4 na 4
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> ewangelizacja np. Hindusów nie stoi w
> sprzeczności z powiedzeniem, że naturalnym wyborem
> jest dla nich wybór hinduizmu. Naturalnym, ale ani jedynym,
> ani obligatoryjnym.

Tylko po co w takiej sytuacji zadawać sobie trud (często opłacony śmiertelnymi ofiarami) ewangelizacji Hindusa? Hindusa, który już wybrał i - cytując Elasp: Cytat:
być może jego kult jest prawdziwszy"

Sumienie nie gryzie? Nawet ciut ciut?

> Nie jest to nauka Kościoła. Zresztą nie zapominaj o ekumenizmie.

Nie zapominam. Ponawiam pytanie: Czytałeś ze zrozumieniem "Dominus Iesus"?
Zacytuję kawałek, kliknięcie linka widać zbyt dużo kosztuje:
Cytat:
- objawienie Chrystusa zawiera jedyną i pełną (całą) prawdę o Bogu,
- tylko wiara katolicka zawiera prawdę absolutną w pełni
- święte księgi innych religii nie są objawieniem tej prawdy, a mogą co najwyżej zawierać jej elementy

Czytając to w prostym rozumowaniu można dojść do wniosku, że deklaracja podtrzymuje naukę iż jedyną drogą do pełnego zbawienia jest uczestnictwo w Kościele Katolickim, wobec czego Kościół ma obowiązek głoszenia słowa Bożego innym ludziom, w tym poganom i wyznawcom wszystkich innych religii z nadzieją na ich nawrócenie na wiarę Katolicką.
To JEST nauka Kościoła. Czekam na Twój komentarz.

>>Trochę mi Ciebie żal Elaspie, plączesz się strasznie w tej "logice" religii.
>Nie plączę się, raczej Ty dwoisz się i troisz próbując złapać mnie na sprzeczności.

Co już stało się wiele razy, z resztą jak widzę jako powód jestem raczej przy końcu liczby Twoich wpadek.
Serdecznie pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
21-01-2014 22:47 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Nie zapominam. Ponawiam pytanie: Czytałeś ze zrozumieniem "Dominus Iesus"?
>Zacytuję kawałek, kliknięcie linka widać zbyt dużo kosztuje:

Niech Pan jednak nie traci fasonu.

> Cytat:
- objawienie Chrystusa zawiera jedyną i pełną (całą) prawdę o Bogu,
>- tylko wiara katolicka zawiera prawdę absolutną w pełni
>- święte księgi innych religii nie są objawieniem tej prawdy, a mogą co najwyżej zawierać jej elementy


>Czytając to w prostym rozumowaniu można dojść do wniosku, że deklaracja podtrzymuje naukę iż jedyną drogą do pełnego zbawienia jest uczestnictwo w Kościele Katolickim, wobec czego Kościół ma obowiązek głoszenia słowa Bożego innym ludziom, w tym poganom i wyznawcom wszystkich innych religii z nadzieją na ich nawrócenie na wiarę Katolicką.

Pretensje wynikają z dwóch nieporozumień:

A.

1. Każda religia ma prawo głosić, że jest jedyna.

Na tym polega religijna tolerancja, a nie na powiedzeniu, że

1*. Żadna religia nie ma prawa głosić, że jest jedyna.

Trochę tak jak z handlem. Wolny rynek polega na tym, że

1. Każdy ma prawo głosić, że jego towar jest najlepszy,

a nie na tym, że:

1*. Nikt nie ma prawa głosić, że jego towar jest najlepszy (np. żeby nie obrazić konkurencji).

Myli Pan 1 z 1*.

B.

Zgodnie z "Dominus Iesus" Kościół Katolicki uważa, że tylko w jego nauce zawiera się cała prawda o Bogu. Pomijając już A), "Dominus Iesus" nie wyklucza, że inne religie zawierają część prawdy o Bogu.

Jeżeli Kościół Katolicki głosiłby, że w innej religii X także zawiera się cała prawda o Bogu, tym samym unieważniłby sens własnego istnienia. Po co Kościół Katolicki, skoro w religii X mam całą prawdę o Bogu? Zarzut jest więc nielogiczny.

>Co już stało się wiele razy, z resztą jak widzę jako powód jestem raczej przy końcu liczby Twoich wpadek.

Proszę pokazać gdzie (niekoniecznie dzisiaj - z uwagi na pożną porę).
21-01-2014 23:11 
 Ocena 8 na 8
Frank Holman (5897 punktów)
> Trochę tak jak z handlem. Wolny rynek polega na tym, że
> 1. Każdy ma prawo głosić, że jego towar jest najlepszy,
> a nie na tym, że:
> 1*. Nikt nie ma prawa głosić, że jego towar jest najlepszy (np. żeby nie obrazić konkurencji).

Problem w tym, że nie na kłamstwie polega "prawdziwy" wolny rynek i "prawdziwy" kapitalizm. A głoszenie przez każdego, że jego towar jest najlepszy to zwykłe kłamstwo.
Każdy ma prawo głosić i głosi, że jego towar jest bardzo dobry i go zachwalać.
Natomiast mówienie o najlepszości to już jest porównanie do innych. Każdy ma prawdo porównywać się i nawet wykazywać, że jest lepszy, ale musi to udowadniać.

No ale cóż. Podejrzewam, że dla Ciebie z rozumieniem uczciwości religii jest dokładnie tak jak z rozumieniem uczciwego kapitalizmu. Nie masz szans na zrozumienie wyższego poziomu abstrakcji, skoro nie rozumiesz nawet spraw tak przyziemnych.

PS. Oczywiście każda religia ma prawo głosić, że jest pełnią prawdy o Bogu. Co więcej, powinna tak czynić. Albowiem jest to póki co najlepszy, wręcz koronny bezdyskusyjny argument, że.... wszystkie są zmyśleniem i zmyślają cały czas dalej.
22-01-2014 07:12 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Pan Elasp: "być może jego kult jest prawdziwszy". Tja..
Każdy z nas wie, co tu napisałeś - to nie wymaga żadnej dalszej dyskusji.

> Jeżeli Kościół Katolicki głosiłby, że w innej religii X także
> zawiera się cała prawda o Bogu, tym samym unieważniłby
> sens własnego istnienia. Po co Kościół Katolicki, skoro w religii X
> mam całą prawdę o Bogu? Zarzut jest więc nielogiczny.

Jest bardzo logiczny, ponieważ Kościół Katolicki nie ma w zasadzie żadnych obiektywnych podstaw, że głosi prawdę i to jedyną. Tylko podtrzymywanie własnych złudzeń i wierzeń, dla których poświęciło się życie jest jakimś do tego impulsem, choć rozumny człowiek przeczuwa (co już wykazaliśmy) że jest to ksenofobiczne i w rezultacie droga do nikąd.
Do tego, dla zewnętrznego obserwatora nie zaangażowanego w żadną religię iluzja głoszonej "jedynej prawdy" musi być aż zanadto widoczna. Logicznie rzecz biorąc musi doświadczać przemożnego poczucia absurdu a może i zażenowania, patrząc na tych wszystkich 99.9% religijnych ludzi częściowo nawzajem odbierajacych sobie wiernych, a nawet nieraz się zwalczających (procenty zgodnie z Twoją statystyką).

>>Co już stało się wiele razy, z resztą jak widzę jako powód jestem
>> raczej przy końcu liczby Twoich wpadek.
>Proszę pokazać gdzie (niekoniecznie dzisiaj - z uwagi na pożną porę).

Ależ proszę bardzo.
www.racjonalista.pl/forum.php/z,6/t,49545

Serdecznie pozdrawiam, życząc miłego dnia!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
23-01-2014 23:04 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Jest bardzo logiczny, ponieważ Kościół Katolicki nie ma w zasadzie żadnych obiektywnych podstaw, że głosi prawdę i to jedyną.

Znajdowały się parę cm powyżej. Argument był jasny jak słońce.
24-01-2014 11:14 
 Ocena 5 na 5
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Znajdowały się parę cm powyżej. Argument był jasny jak słońce.

Przyjrzyjmy się zatem źródłu tej domniemanej jasnosci.
Napisałeś "Po co Kościół Katolicki, skoro w religii X mam całą prawdę o Bogu?. Zarzut jest więc nielogiczny."
Jego logika tkwi w innym miejscu, niż patrzysz, z tym że z jakiegoś powodu nie możesz tam sięgnąć. A priori uznałeś, że Kościół Katolicki zawiera całą prawdę o Bogu, ponieważ nigdy nie myślałeś w sposób wolny od znanego i kolportowanego od Twojego urodzenia aż po dziś dzień wzorca.
Jednak gdybyś urodził się Hindusem i miałbyś umysł religijny, twierdziłbyś, że to hiduizm zawiera całą prawdę o Bogu.
Gdybyś urodził się w gminie buddyjskiej, twierdziłbyś podobnie tylko że a propos obecnego stanu Buddy i jego następców.

Osobną sprawą jest przejscie pomiędzy poszczególnymi religiami - wówczas wyznawca szuka nowego systemu i wspólnoty, która da mu nieco większą satysfakcję, swobodę, będzie mniej opresywna i to też jest zrozumiałe. A czasem szuka nawet więszego bata, bo z jakiegoś powodu delikwent spełnia się w pokutowaniu.

Ile ludzi - tyle wyborów

Jeszcze jedno, popatrz: Kościół Katolicki mówi, że tylko u niego jest cała prawda o Bogu. Czy to jednak nie oznacza, że lęka się konkurencji? Gdyby się nie bał, mówiłby po prostu o Bogu widzianym jego oczami i jego tradycją, do innych bogów się nie odnosząc. Prawda wcześniej czy później obroni się sama, oliwa sprawiedliwa itd. - sam wiesz.
A jeśli się boi mówiąc "tylko u nas", to.. aż strach domyślać się dalej sąd ten lęk

pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
24-01-2014 12:06 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)


>A priori uznałeś, że Kościół Katolicki zawiera całą prawdę o Bogu, ponieważ nigdy nie myślałeś w sposób wolny od znanego i kolportowanego od Twojego urodzenia aż po dziś dzień wzorca.

Nie. Przyznałem KK (i każdej innej wierze) prawo do głoszenia, iż jako jedyny głosi pełną naukę o Bogu.

Twierdziłem, że

1) jest zrozumiałe, że KK utrzymuje, iż jako jedyny głosi pełną prawdę o Bogu,

nie twierdziłem, że

1*) jest zrozumiałe, że KK jako jedyny głosi pełną prawdę o Bogu.

Uzasadnienie tezy 1)

Przypuśćmy, że KK nie zaprzecza, że jest jeszcze inne wyznanie X, głoszące pełną prawdę o Bogu. Człowiek chcący uzyskać pełną prawdę o Bogu nie musi więc wybierać KK, może wybrać wyznanie X. Ludzie będą zbawieni (jeżeli jest to część prawdy o Bogu) nawet wtedy, gdy wybiorą X, a nie KK. Nie potrzeba zatem KK.

Żadna organizacja nie może się zgodzić z wnioskiem, iż nie jest potrzebna. Każda ma bowiem naturalną tendencję do trwania i rozrastania się, niczym organizm żywy.

>Jednak gdybyś urodził się Hindusem i miałbyś umysł religijny, twierdziłbyś, że to hinduizm zawiera całą prawdę o Bogu.
>Gdybyś urodził się w gminie buddyjskiej, twierdziłbyś podobnie tylko że a propos obecnego stanu Buddy i jego następców.

Zapewne tak by było. Dodajmy do tego, że gdybym urodził się w rodzinie niereligijnej, traktowałbym ateizm jako jedyną właściwą postawę. Trzeba by zbadać, na ile ateizm jest postawą przejętą wraz z wychowaniem, na ile ma podbudowę emocjonalną lub w ogóle psychologiczną, na ile jest wynikiem namysłu, a na ile namysłu rzetelnego i logicznie poprawnego. Podejrzewam, że te kolejne wielkości drastycznie się zmniejszają, w czym przypominają wielkości charakteryzujące postawę religijną.







24-01-2014 12:43 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Przyznałem KK (i każdej innej wierze) prawo do głoszenia,
> iż jako jedyny głosi pełną naukę o Bogu.

Ciekawe podejscie. Przyznajesz komuś takiemu lub czemuś takiemu jak wiara prawo do głoszenia czegoś. I jak myślisz, ona się tym przejmie, czy nie?

> Twierdziłem, że
>1) jest zrozumiałe, że KK utrzymuje, iż jako jedyny głosi pełną prawdę o Bogu,

Już u zarania irracjonalność. Bo jakie są rozumowe przesłanki do tego - bo ktoś kiedyś tak powiedział?
Acha
No cóż, twierdzić i pomyśleć można właściwie wszystko

> Uzasadnienie tezy 1)
> Przypuśćmy, że KK nie zaprzecza, że jest jeszcze inne wyznanie
> X, głoszące pełną prawdę o Bogu.

Nie musimy tego przypuszczać. Tak po prostu jest w rzeczywistości.

> Człowiek chcący uzyskać pełną prawdę o Bogu nie musi więc
> wybierać KK, może wybrać wyznanie X.

Przeważnie może "wybrać" tylko to, w czym sam wyrósł. Ty tak właśnie "wybrałeś" - zakładam, że Twoi rodzice byli religijny i religijność katolicką i jej praktykę w Twoim domu szanowano. Możesz tutaj sięgnąć pamięcią wstecz, ale mnie nie pisz.
Jest oczywiscie jeszcze inna możliwość.

> Ludzie będą zbawieni (jeżeli jest to część prawdy o Bogu) nawet wtedy,
> gdy wybiorą X, a nie KK. Nie potrzeba zatem KK.

Wg czyjej wiary tak zakładasz? Bo na pewno nie muzułmańskiej.
Poza tym w KK, z tego co wiem twierdzi się, ze zbawienie w innym kościele niż KK nie będzie pełne (cokolwiek to znaczy).

> Żadna organizacja nie może się zgodzić z wnioskiem, iż nie jest potrzebna.

Ale może się zgodzić się z pokorą, ze jest współpotrzebna i nie ma wyłącznosci na całą prawdę u wszystkich ludzi.

> Każda ma bowiem naturalną tendencję do trwania
> i rozrastania się, niczym organizm żywy.

Z tymi tendencjami jednak nie do końca. Tylko ślepa wiara tak ma. Zauważ, że buddyzm akurat tego nie głosi. Dalajlama z tego co pamiętam, parę lat temu w Warszawie ostrzegał, żeby ludzie nie przechodzili na buddyzm.

>Zapewne tak by było. Dodajmy do tego, że gdybym urodził się
> w rodzinie niereligijnej, traktowałbym ateizm jako jedyną właściwą postawę.

Niekoniecznie. Jeśli w tej rodzinie uznawano by ateizm za swojego rodzaju wiarę (wiara w ateizm) dziecko później miałoby spore szanase nawrócić się i zostać np. katolikiem.

> Trzeba by zbadać, na ile ateizm jest postawą przejętą wraz z wychowaniem

Piotr Tymochowicz jest tego przykładem, że tak bywa. Umysł wolny od religii zostaje odziedziczony po przodkach, umysł zniewolony także. Bywa też czasem na opak.

> na ile ma podbudowę emocjonalną lub w ogóle psychologiczną, na ile
> jest wynikiem namysłu, a na ile namysłu rzetelnego i logicznie poprawnego.
> Podejrzewam, że te kolejne wielkości drastycznie się zmniejszają,
> w czym przypominają wielkości charakteryzujące postawę religijną.

Mnie z kolei ciekawi, jak kształtuje się przez wieki liczba przedstawicieli ateizmu racjonalnego, u którego podstaw są rzetelny namysł, rozum i logicznie myślenie. Podejrzewam, że poczynajac od Przewrotu Kopernikańskiego liczba ta odbiła się od dna i stale rośnie.

pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
20-01-2014 16:53 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Wniosek, jaki stąd wypływa, brzmi: nie każdą wiarę należy szanować, są wiary fałszywe. Taki zaś wniosek jest całkowicie zgodny z nauką kościoła, który wcale nie nakazuje szacunku dla wszystkich wiar, ba, bardzo często jest właśnie z tego powodu oskarżany o nietolerancyjność.
Na praskich podwórkach, w czasach wczesnej 'komuny', mawiano: "wszystkie kobiety to k.... poza moją mamusią",
to ten sam poziom intelektualny i ta sama logika. Nie mówiąc już o moralności Kalego.

Miłego dnia.

@@@
.
18-01-2014 21:24 
 Ocena 6 na 8
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Nieładnie, bigu. Nie szanujesz uczuć religijnych kolegi Elaspa.

Hmmm... no może i nieładnie...

>A uczucia religijne innych należy szanować

...ale kiedy Elasp dostanie wreszcie do ręki równie Przekonujące argumenty, co kiedyś Aztekowie, na pewno się Poprawię .

...którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a każdy, kto zasypia, odwraca się ku własnemu. (Heraklit)
15-01-2014 08:46 
 Ocena 5 na 5
setarkos (10757 punktów)
> Jesteśmy oszukiwani przez mózg nie tylko we śnie, ale i na jawie.
Dlatego używamy termometrów czy analizatorów barw. Zamiast tkwić w być może złudnych subiekcjach, obiektywizuje się "rzeczywistość" przez wielkości mierzalne.
> Mózg jest wytwórcą pragmatycznie użytecznej iluzji. Myślę, że fakt ten nie pozostaje bez znaczenia, gdy rozważa się kwestię "prawdziwości wiary".
Zapewne wiesz o czym mówisz.

> Proszę więc uzasadnić te prawa [etyczne] w inny sposób, tak ażeby były bezwarunkowe .
Żądasz chyba więcej niż od praw "boskich", którym daleko do bezwarunkowego przestrzegania (zatem ich uzasadnienie nie stanowi argumentu). Moim zdaniem zasady moralne bardziej są szanowane, gdy w ich tworzeniu bierze udział (przez dobrowolną umowę) każda strona mająca je stosować.
15-01-2014 10:08 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>> Jesteśmy oszukiwani przez mózg nie tylko we śnie, ale i na jawie.
>Dlatego używamy termometrów czy analizatorów barw.

Do nich także mamy dostęp tylko przez oszukujący mózg. Poza tym jeżeli mózg tworzy wygodną dla nas iluzję zmysłową, może także tworzyć wygodną iluzję intelektualną.

>Żądasz chyba więcej niż od praw "boskich", którym daleko do bezwarunkowego przestrzegania (zatem ich uzasadnienie nie stanowi argumentu). Moim zdaniem zasady moralne bardziej są szanowane, gdy w ich tworzeniu bierze udział (przez dobrowolną umowę) każda strona mająca je stosować.

Chodzi mi o coś innego, mianowicie o to, skąd wydobyć bezwarunkowe prawa moralne, jeżeli odrzucamy jakąś ich sankcję transcendentną. Z opisu faktycznego funkcjonowania człowieka w społeczeństwach można wydobyć prawa postaci:

"Osoby postępujące tak a tak w sytuacji S ma większą szansę na przeżycie jak osoby nie postępujące tak a tak w tej sytuacji".

Twierdzenie to mówi, co najwyżej, co należy robić, żeby przetrwać. Mówi: jeżeli chcesz przetrwać w sytuacji S, postępuj tak a tak.

Najogólniejsze twierdzenie, jakie można na tej drodze uzyskać, brzmi:

"Dla dowolnej sytuacji S, osoby postępujące tak a tak mają większą szansę na przeżycie jak osoby nie postępujące tak a tak".

Twierdzenie bezwarunkowe mówi natomiast: "Postępuj tak a tak", tzn. "Postępuj tak a tak bez względu na wszystkie okoliczności i bez względu na to, czy chcesz przeżyć, czy nie".

Oczywistym wnioskiem wypływającym z podejścia naturalistycznego jest twierdzenie, iż nie ma niczego takiego jak etyka składająca się z praw bezwarunkowych, są one co najwyżej zakamuflowanymi zdaniami warunkowymi takimi jak powyżej, a i ich desakralizacji ma dokonywać nauka. To fałszywe podejście nagminnie promuje na tym portalu p. Dokowski. Jest ono fałszywe, gdyż oznacza instrumentalizację każdej prawdy bezwarunkowej, nie tylko prawd (lub praw) etycznych.










15-01-2014 10:40 
 Ocena 7 na 7
maceox (6766 punktów)
> Chodzi mi o coś innego, mianowicie o to, skąd wydobyć bezwarunkowe prawa moralne, jeżeli odrzucamy jakąś ich sankcję transcendentną.
A skąd wydobywa się sankcja transcendentna i jak można się z nią skonsultować?

Bezwarunkowe prawa moralne są z gruntu niemoralne.
15-01-2014 12:34 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Bezwarunkowe prawa moralne są z gruntu niemoralne.

Panie Maceox...
15-01-2014 13:44 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
>>Bezwarunkowe prawa moralne są z gruntu niemoralne.
> Panie Maceox...
Słucham?
15-01-2014 14:05 
 Ocena-1 na 3
Elasp (6859 punktów)

>>>Bezwarunkowe prawa moralne są z gruntu niemoralne.

Proszę tylko nie mówić tego swojej żonie, bo ona (zakładam)
wymaga od Pana bezwarunkowej wierności - niezależnej od czasu, miejsca i okoliczności. Mogłaby się więc zdziwić, gdyby usłyszała, że jej mąż uznaje bezwarunkową wierność za głęboko niemoralną.

Jeżeli to jest "racjonalizm", to uchowaj nas Boże przed nim.
15-01-2014 14:20 
 Ocena 9 na 9
Meretseger (61860 punktów)
Wierność małżeńska nie jest "bezwarunkowym prawem moralnym", tylko kwestią uzgodnień między stronami.
15-01-2014 14:25 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Ale bezwarunkowym nakazem moralnym jest: "dotrzymuj raz danego słowa".

Zobowiązanie dotyczące wierności jest bezwarunkowe, nawet jeżeli poczatkiem tego zobowiązania jest dobrowolna umowa.
15-01-2014 14:32 
 Ocena 10 na 10
Meretseger (61860 punktów)
>Ale bezwarunkowym nakazem moralnym jest: "dotrzymuj raz danego słowa".
Tu się mogę zgodzić - łamanie danego słowa jest niemoralne (w mojej wersji moralności).
>Zobowiązanie dotyczące wierności jest bezwarunkowe, nawet jeżeli poczatkiem tego zobowiązania jest dobrowolna umowa.
Nie, to wcale tak nie działa. Jeśli zobowiążesz się do dotrzymania wierności i dasz słowo, to to słowo Cię wiąże, a nie "bezwarunkowy nakaz wierności". Rozumiesz?
15-01-2014 15:06 
 Ocena 12 na 12
liliac (147340 punktów)
>Tu się mogę zgodzić - łamanie danego słowa jest niemoralne (w mojej wersji moralności).
(...)
>Nie, to wcale tak nie działa. Jeśli zobowiążesz się do dotrzymania wierności i dasz słowo, to to słowo Cię wiąże, a nie "bezwarunkowy nakaz wierności". Rozumiesz?

Powyższe zaś są nie tyle pochodną "bezwarunkowych" zasad moralnych, ile całkiem rozsądnej kalkulacji, nawet jeśli nie zawsze świadomej.
Primo - dotrzymuję słowa, by nie sprawić bólu/przykrości osobie, którą lubię/cenię/szanuję.
Secundo - jeśli przestrzegam zasady dotrzymywania słowa oraz staram się egzekwować ją od innych, przyczyniam się do budowy społeczeństwa/populacji, w której również dane mnie gwarancje mają odpowiednio większe szanse egzekucji.
Jednocześnie zapewne większość z nas jest w stanie bez szczególnie długiego namysłu zaproponować wyjątki od zasady dotrzymywania danego słowa, sytuacje usprawiedliwiające jego złamanie, warunki odstąpienia od umowy, etc.

"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
15-01-2014 16:09 
 Ocena 7 na 7
Frank Holman (5897 punktów)
I po co ta dysputa, skoro tacy ludzie jak Elasp i tak będą uważać za z gruntu zdemoralizowane dwie osoby, które wspólnie umówią się, że nie będą stanowić monogamicznego związku.
15-01-2014 17:21 
 Ocena 10 na 10
liliac (147340 punktów)
>I po co ta dysputa, skoro tacy ludzie jak Elasp i tak będą uważać za z gruntu zdemoralizowane dwie osoby, które wspólnie umówią się, że nie będą stanowić monogamicznego związku.

To tylko luźna uwaga do Meret. Że Elasp jest trollem-ewangelizatorm, przecież wszyscy wiemy

"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
15-01-2014 18:23 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>To tylko luźna uwaga do Meret. Że Elasp jest trollem-ewangelizatorm, przecież wszyscy wiemy
Chciałbym dorzucić do racjonalistycznych rozważań nad moralnością maleńką acz bardzo ciekawą książeczkę Moralność i wiara Tam na stronie 154 jest napisane:
Nie jest jasne, dlaczego rzecznicy absolutyzmu chrześcijańskiego i etycznego, tacy jak np. Elisabeth Anscombe, uważają, iż konsekwencjalizm jest moralnością niemoralną, czymś w rodzaju niezdrowego moralnie stanowiska normatywnego, kompletnie wykraczającego poza granice dobra i zła. Wydaje się, że już bardziej uzasadnione jest pierwsze stanowisko, według którego konsekwencjalizm jest niemoralną moralnością, niż drugie, w ogóle usuwające go poza granice moralności. Oba stanowiska absolutyzmu nie mają większej wartości. Pogląd, iż postawa konsekwencjalna w ogóle nie jest postawą moralną, można przy pewnych zastrzeżeniach poddać zabiegom lingwistycznym podobnym do tych, jakie stosowaliśmy dla określenia różnicy między moralnym i niemoralnym kodeksem moralnym. Zgoda na taki zabieg lingwistyczny niczego nam jednak nie daje, bowiem przy wąskim rozumieniu kodeksu moralnego także powstanie proste pytanie, czy zawsze, w każdych okolicznościach, o tym, co winniśmy czynić mają rozstrzygać względy moralne. Można by zapytać, czy w skrajnych przypadki takich jak piąty, szósty i siódmy, rozstrzygające znaczenie powinny mieć względy i moralne. Prościej jednak przyjąć, iż konsekwencjalizm jest kodeksem moralnym i uznać, iż jest niemoralnym kodeksem moralności, niż traktować go jako - kodeks amoralny. Jest to stanowisko jaśniejsze i mniej arbitralne lingwistycznie.

Pozostawiając na uboczu dogmatyzm moralny pani Anscombe, spróbujmy wykaz; dlaczego tego typu kodeksy są niemoralne. Twierdzimy, iż w każdej sytuacji rozmyślne pozbawienie życia niewinnego człowieka jest rzeczą złą, oraz że karanie człowieka za to, czego nie uczynił bądź nie mógł nie uczynić, jest moralnie nie usprawiedliwione Konsekwencjalista (taki jak ja) uważa jednak, iż nie jest kwestią moralnie rozstrzygniętą, czy w pewnych ekstremalnych okolicznościach nie powinniśmy popełnić czynu uważanego w normalnych warunkach za bardzo zły i niesprawiedliwy, aby w ten sposób zapobiec jeszcze większemu złu. Aby stanowisko nasze nie wyglądało aż tak paradoksalnie, sformułujemy je inaczej: istnieje problem, czy w jakiejś ekstremalnej sytuacji nie powinniśmy popełnić czynu, który normalnie byłby uznany za bezwzględnie zły, ale nie jest aż tak ewidentnie zły w tejże sytuacji, ponieważ niepopełnienie jego spowodowałoby jeszcze większe zło. Odejście od rygorystycznego uznawania zasad dotyczących powinności moralnej - znamionującego absolutyzm etyczny - powoduje, iż decyzja moralna staje się czymś znacznie bardziej złożonym. System oparty na absolutnej wierności zasadom moralnym, bez względu na to, kosztem ilu cierpień i zła, zaoszczędzając człowiekowi dylematów może jednak prowadzić do paradoksów moralnych. Na rzecznikach absolutystycznego pojmowania zasad powinności etycznej spoczywa ciężar wykazania: a) dlaczego nie powinniśmy kierować się zawsze regułą wyboru mniejszego spośród dwu rodzajów nieuniknionego zła: b) dlaczego w żadnych okolicznościach czyn nie usprawiedliwiony czy zabójstwo niewinnego człowieka nie mogą okazać się mniejszym złem. Zanim rzecznicy absolutyzmu nie przedstawią przekonywających dowodów w tej sprawie, konsekwencjalizm ma za sobą mocne racje; dążenie jego oponentów do pewności i czystości, bez poczucia odpowiedzialności moralnej i liczenia się z realiami tego świata, może wprawdzie chronić od podejmowania bardzo bolesnych decyzji, moralnych, ale zarazem pozbawia możliwości rozstrzygania na własny rachunek nabrzmiałych dylematów moralnych.


*

Ciekawa sprawa jest z tym przekładaniem się lub nie, wiary na moralność. Kai Nielsen, filozof, ateista, w książce "Moralność i wiara" pisze:

Aby nakaz boski stał się znaczącą racją moralną dla dokonania zgodnego z nim czynu - nie mówiąc już o rozstrzygającej racji moralnej - musi być przynajmniej wiadomo, że Bóg jest dobry. Człowiek wierzący, rzecz jasna, przekonany jest, iż Bóg jest dobry, lecz jakie ma podstawy, aby w to wierzyć? Jeśli powołuje się na świadectwa Biblii, budowę świata, postępowanie Jezusa ucieleśniającego dobroć bożą, ujawnia tym samym, iż posiada wcześniejsze logicznie kryterium moralności, dla którego fakt istnienia jakiegoś bóstwa nie jest żadnym uzasadnieniem.

Właśnie. Ciężka sprawa z tą moralnością. Ojciec Bocheński w książce "Między logiką a wiarą", która jest zapisem rozmowy Jana Parysa z Bocheńskim, stwierdza, że to źle, iż wielu ludzi uważa, że religia ma monopol na rozróżnianie dobra od zła.
I dalej: Nie jestem moralistą, ale myślę, że istnieje etyka niezależna. Tylko człowiekowi jest nieraz trudno za nią podążać jeśli nie ma podpórki. Religia jest taką podpórką.

Bocheński, rzecz jasna, nie deprecjonuje znaczenia religii, pokazuje tylko, że religia to co innego niż moralność, że wiara to nie to samo co etyka. Brian Davies we "Wprowadzeniu do filozofii religii" pisze:

Przypuśćmy, że zapytamy, czy teista musi uważać Boga za moralnie dobrego. (...) Czy musimy uważać, że wiara w Boga jest wiarą w istnienie moralnie dobrego podmiotu sprawczego? Czy musimy zakładać, że dobroć Boga ma charakter moralny? Wydaje mi się, że istnieją podstawy, aby na te pytania odpowiedzieć przecząco.

Dodaje przy tym, że teologowie nauczając o tym, że Bóg jest dobry nie twierdzą, że dobroć ta ma charakter moralny. Niezły numer. Przydałby się teraz jakiś kumaty teolog, żeby szczegółowiej objaśnić, co Davies ma na myśli.


A kto nam objaśni co na myśli może mieć pan Elasp, gdyż jako "człowiek rozumny" coś myśli na pewno. Coś wie i coś tu nam wypisuje, a nawet znajomość logiki sobie przypisuje.

Pozdrawiam

@@@
.
21-01-2014 20:53 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> A kto nam objaśni co na myśli może mieć pan Elasp, gdyż jako
> "człowiek rozumny" coś myśli na pewno. Coś wie i coś tu nam
> wypisuje, a nawet znajomość logiki sobie przypisuje.

Na razie chyba nikt, w każdym razie trudno dostrzec kogokolwiek na horyzoncie. A skoro Elasp do naszych "biednych, zaściankowych, plemiennych by nie powiedzieć prostackich" poglądów z takimi działami wyjeżdża, i to już zupełnie wbrew nauczaniu papieskiemu "Biedni ludzie nic nie rozumieją. Muszą przejść kurs teologii, by ich zrozumieć".. to może jest ten miks właśnie zakamuflowaną zachętą do kursu teologii?
pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
15-01-2014 17:45 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Powyższe zaś są nie tyle pochodną "bezwarunkowych" zasad moralnych, ile całkiem rozsądnej kalkulacji, nawet jeśli nie zawsze świadomej.

Na tym polega wniosek z racjonalistycznych rozważań nad etyką i on jest dokładnie tym, co należy odrzucić. Pozwolę sobie posłużyć się podanym przez Panią wyjaśnieniem, aby to pokazać.

>Primo - dotrzymuję słowa, by nie sprawić bólu/przykrości osobie, którą lubię/cenię/szanuję.
>Secundo - jeśli przestrzegam zasady dotrzymywania słowa oraz staram się egzekwować ją od innych, przyczyniam się do budowy społeczeństwa/populacji, w której również dane mnie gwarancje mają odpowiednio większe szanse egzekucji.
>Jednocześnie zapewne większość z nas jest w stanie bez szczególnie długiego namysłu zaproponować wyjątki od zasady dotrzymywania danego słowa, sytuacje usprawiedliwiające jego złamanie, warunki odstąpienia od umowy, etc.

Oznacza to, że NIE jesteśmy zobligowani do powstrzymania się od określonego działania w przypadku gdy nie zachodzi naruszenie zasad "Primo" oraz "Secundo". Taką zaś sytuację nietrudno sobie wyobrazić. Na taką sytuację nie naruszenia "Primo" oraz "Secundo" liczy np. mąż poszukujący dyskretnej kochanki, który z łatwością usprawiedliwi sam siebie konstatując, że w wyniku jego pomysłowego i dobrze obmyślonego planu żadna z tych dwóch zasad nie została naruszona. Dyskretna znajomość ani nie rani żony (która o niczym nie wie), ani nie ma negatywnego wpływu na innych (wszystko jest utrzymywane w najgłębszej tajemnicy). Z racjonalistycznego punktu widzenia postępowanie męża nie jest nieetyczne, z punktu widzenia tradycyjnej (bezwarunkowej) moralności - jest niemoralne. Po prostu, najzwyczajniej w świecie - niemoralne.

Racjonalizm prowadzi więc do etyki "dyskretnego żonatego". Nie sądzę, aby na tym forum była jakaś Pani, która by chciała, aby jej mąż kierował się taką racjonalistyczną etyką.



15-01-2014 17:54 
 Ocena 11 na 11
liliac (147340 punktów)
> Na tym polega wniosek z racjonalistycznych rozważań nad etyką i on jest dokładnie tym, co należy odrzucić.

Bez urazy, ale twoje "należy" jest mi doskonale obojętne

>z punktu widzenia tradycyjnej (bezwarunkowej) moralności - jest niemoralne

Nie ma czegoś takiego, jak bezwarunkowa moralność
Są różnorakie umowy społeczne/międzyludzkie i różnorakie ich łamania konsekwencje.

"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
15-01-2014 18:00 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Nie ma czegoś takiego, jak bezwarunkowa moralność

Innymi słowy nie ma Pani nic przeciwko temu, żeby Pani mąż zachowywał się jak mąż z mojego przykładu? To też jest Pani obojętne?
15-01-2014 18:05 
 Ocena 10 na 10
liliac (147340 punktów)
> Innymi słowy nie ma Pani nic przeciwko temu, żeby Pani mąż zachowywał się jak mąż z mojego przykładu?

Jeśli któreś z nas będzie się zachowywało niezgodnie z wcześniejszymi deklaracjami lub oczekiwaniami, zawsze możemy umowę zerwać lub rozważyć jej renegocjację, prawda?


"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
15-01-2014 18:15 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Jeśli któreś z nas będzie się zachowywało niezgodnie z wcześniejszymi deklaracjami lub oczekiwaniami, zawsze możemy umowę zerwać lub rozważyć jej renegocjację, prawda?

Nie o to tu jednak chodzi. Pisze Pani, że normy są wynikiem kalkulacji i że bierze się pod uwagę dwie okoliczności ("Primo" i "Secundo"). Ja zaś pytam co w takim razie z działaniami, które nie naruszają ani "Primo", ani "Secundo", tzn. jaka jest kwalifikacja moralna takich działań. Jeżeli prawa moralne nie są bezwarunkowe, to takie działania nie są nieetyczne, jeżeli są bezwarunkowe, to te działania są nieetyczne.
15-01-2014 18:46 
 Ocena 10 na 10
liliac (147340 punktów)
>że bierze się pod uwagę dwie okoliczności ("Primo" i "Secundo")

Dwie przykładowe okoliczności dla konkretnej przykładowej sytuacji, drogi ewangelizatorze. Tuszę, że nie trzeba ci tego klarować na każdym kroku, jak - nie przymierzając - przedszkolakowi? Do palety innych możliwych możesz sobie równie dobrze dorzucić np. zasadę wzajemności, koncepcję możliwie minimalnego szkodzenia innym (zawsze rozbijającą się o definicję szkodliwości) czy chociażby imperatyw Kanta. Żadna z nich nie wymaga żadnej bezwarunkowej instrukcji "odgórnej".

>Ja zaś pytam co w takim razie z działaniami, które nie naruszają ani "Primo", ani "Secundo", tzn. jaka jest kwalifikacja moralna takich działań.

To już zależy od działań i okoliczności, nieprawdaż?

"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
15-01-2014 18:57 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Dwie przykładowe okoliczności dla konkretnej przykładowej sytuacji, drogi ewangelizatorze.

Problem jest ogólniejszy i liczba okoliczności jest tak naprawdę bez znaczenia. Niech liczba okoliczności będzie = N, zawsze będzie można znaleźć działanie, które ominie N okoliczności. Mąż z przykładu będzie musiał być po prostu bardziej przebiegły.
15-01-2014 19:06 
 Ocena 11 na 11
liliac (147340 punktów)
>Mąż z przykładu będzie musiał być po prostu bardziej przebiegły.

Uczciwie rzekłszy, jeśli jego romans nie okrada mnie w sposób zauważalny z czasu wspólnego tudzież wspólnych zasobów, a kochanka jest czysta, nie roznosi żadnej zarazy i nie zagraża pojawieniem się ciąży generującej potencjał utraty tegoż czasu i zasobów, to niech się dobrze bawią.


"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
15-01-2014 22:34 
 Ocena 5 na 5
Frank Holman (5897 punktów)
>>Nie ma czegoś takiego, jak bezwarunkowa moralność
> Innymi słowy nie ma Pani nic przeciwko temu, żeby Pani mąż zachowywał się jak mąż z mojego przykładu? To też jest Pani obojętne?
Nie ma kompletnie żadnego znaczenia, co sobie życzy Pani czy inne Panie lub Panowie.
Fakty są takie, iż KrK w swojej doktrynie seksualnej wprowadził teoretycznie i oficjalnie bardzo mocny monogamizm, który do niedawna był egzekwowany prawem karnym państwowym, a którego przed KrK (w starożytności i tam gdzie moralność seksualna KrK nie zapanowała - generalnie w takiej postaci nie istniał). Efektem praktycznym tego nie jest wcale to, że mamy ten właśnie ścisły monogamizm, gdyż jest on swego rodzaju inżynierią społeczną, częściowo tylko zgodną z ewolucyjnym rozwojem ludzkości. Efektem faktycznym jest tzw. seryjny monogamizm z cichymi romansami na boku. I to jest rzeczywistość przez moralistów zakłamywana.
Oczywiście nikt rozsądny nie ma zamiaru zabraniać KrK nauczać i propagować swojego rozumienia moralności. Ale rozsądni ludzie mają prawo do stwierdzenia hipokryzji oraz zakłamywania rzeczywistości, poprzez budowanie tez na oficjalnym obrazie rzeczywistości, która jest inna. To co KrK uważa za przejaw niemoralności jest faktycznie normą społeczną. Ta norma społeczna sprawia, że praktycznie każdy (poza religijnymi fanatykami) kto ma okazję do tzw. cichego jednorazowego "zaliczenia" prawdopoodbnie z niej skorzysta (częściej mężczyźni, bo mamy patrialchalne kanony, ale wcale nierzadko też kobiety), a nie będzie marnował okazji z uwagi na obowiązek ścisłej wierności, albowiem jest logiczne i oczywiste, że przez ten jeden raz na boku, o ile nikt się nie dowie, prawie nigdy nie może się nic stać, co by negatywnie wpłynęło na tzw. związek główny. Ot dwoje dorosłych ludzi się zabawiło, potem każde wraca do siebie i było minęło. Mało kto zaryzykuje, żeby do końca życia żałować zmarnowanej okazji.
15-01-2014 23:16 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Efektem praktycznym tego nie jest wcale to, że mamy ten właśnie ścisły monogamizm, gdyż jest on swego rodzaju inżynierią społeczną, częściowo tylko zgodną z ewolucyjnym rozwojem ludzkości. Efektem faktycznym jest tzw. seryjny monogamizm z cichymi romansami na boku. I to jest rzeczywistość przez moralistów zakłamywana.

Prawo karzące na kradzież też nigdzie na świecie nie wyeliminowało zjawiska kradzieży. Jest więc Pan przeciwnikiem takiego prawa jako "zakłamującego rzeczywistość"? Człowiek jest wszak z natury skłonny podwędzić coś komuś innemu.

>Oczywiście nikt rozsądny nie ma zamiaru zabraniać KrK nauczać i propagować swojego rozumienia moralności. Ale rozsądni ludzie mają prawo do stwierdzenia hipokryzji oraz zakłamywania rzeczywistości, poprzez budowanie tez na oficjalnym obrazie rzeczywistości, która jest inna.

Kościół nie mówi jak jest, mówi jak być powinno. To, że mówi Pan o "zakłamywaniu" dowodzi, że nie rozróżnia Pan sfery faktycznej i sfery powinności. Z tego, że jest tak a tak (np. ludzie często kradną) jeszcze nie wynika, że tak a tak być powinno.

>To co KrK uważa za przejaw niemoralności jest faktycznie normą społeczną.

Normą (co najwyżej) w znaczeniu statystycznym, nie deontycznym. Znowu miesza Pan dwie rożne sfery.
16-01-2014 06:07 
 Ocena 5 na 5
Frank Holman (5897 punktów)
> Prawo karzące na kradzież też nigdzie na świecie nie wyeliminowało zjawiska kradzieży. Jest więc Pan przeciwnikiem takiego prawa jako "zakłamującego rzeczywistość"? Człowiek jest wszak z natury skłonny podwędzić coś komuś innemu.
Dokładnie. Dlatego najlepszym "rozwiązaniem" na tę naturę ludzką jest egalitaryzm społeczeństw, a nie prawo karne. Prawo karne ma tylko likwidować prawdziwe wynaturzenia. Tymczasem w Polsce, dzięki m.in. fałszywej kościelnej moralności, gdzie większym grzechem jest kradzież niż aplikowanie biedy i niesprawiedliwości społecznych, postępuje gwałtownie tzw. kryminalizacja biedy.

>Kościół nie mówi jak jest, mówi jak być powinno. To, że mówi Pan o "zakłamywaniu" dowodzi, że nie rozróżnia Pan sfery faktycznej i sfery powinności. Z tego, że jest tak a tak (np. ludzie często kradną) jeszcze nie wynika, że tak a tak być powinno.
Kościół mówi jak wg niego być powinno, nie zważając na to czy coś jest możliwe. "Powinno być" to oczekiwana realna zmiana społeczna, nie ukrywanie problemu pod fałszywymi statystykami, jak np. aborcja.

>Normą (co najwyżej) w znaczeniu statystycznym, nie deontycznym. Znowu miesza Pan dwie rożne sfery.
Niekoniecznie tylko w znaczeniu statystycznym. Napisałem wyraźnie, iż wyobrażenia kościelne o seksualnej moralności, tylko częściowo pokrywają się z prawdziwą ludzką naturą, czyli prawdziwym rozróżnieniem tego co jest dobre, a tego co jest złe. Jeśli np. w społeczności istnieje nadreprezentacja samotnych i poszukujących partnerów osób jednej płci, usilne propagowanie ścisłej monogamii będzie zwyczajnie amoralne i szkodliwe. A ponieważ okresowe i miejscowe takie nadreprezentacje są dość częste, najwłaściwsze etycznie jest pozwolenie ludziom tych spraw ogarniać w ramach wolności sumienia i wyznania bez regulacji prawnej. I to się właśnie stało. KrK może głosić co chce i o tym pisałem. Ważne, aby prawo państwowe się tu nie mieszało.
21-01-2014 21:13 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> rozsądni ludzie mają prawo do stwierdzenia hipokryzji oraz
> zakłamywania rzeczywistości, poprzez budowanie tez na
> oficjalnym obrazie rzeczywistości, która jest inna.
> Kościół nie mówi jak jest, mówi jak być powinno.

"Powinno" jego zdaniem, a "powinno" z punktu widzenia zdrowia i szczęścia jednostki to dwie różne sprawy.
Kościół mówi o czystości przedmałżeńskiej, choć utrzymanie jej jest nie bardziej moralne od współżycia. Chyba, że moralność poprzedzimy określeniem "kościelna".
Masz wewnętrzną potrzebę być wiernym nauczaniu Kościelnemu, ale tylko dowodzi to, jak mało sfera powinności łączy się u Ciebie ze znajomością faktycznych potrzeb i skłonności człowieka, których zdrowa realizacja jest głęboko moralna. W konsekwencji brak tej realizacji może prowadzić do różnorakich chorób i schorzeń.

pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
15-01-2014 21:04 
 Ocena 9 na 9
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Racjonalizm prowadzi więc do etyki "dyskretnego żonatego". Nie sądzę, aby na tym forum była jakaś Pani, która by chciała, aby jej mąż kierował się taką racjonalistyczną etyką.

Ty może zamiast snuć domysły na temat żeńskiej części Racjonalisty, to się zajmij czymś pożytecznym. Najlepiej z dala od komputera. Może jakąś równie chrześcijańsko zainteresowaną niewiastą - jej tymi wykładami imponuj, bo tu to raczej szans nie masz.


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
15-01-2014 16:25 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>>Ale bezwarunkowym nakazem moralnym jest: "dotrzymuj raz danego słowa".
>Tu się mogę zgodzić - łamanie danego słowa jest niemoralne (w mojej wersji moralności).

Więc jednak.

>Jeśli zobowiążesz się do dotrzymania wierności i dasz słowo, to to słowo Cię wiąże, a nie "bezwarunkowy nakaz wierności". Rozumiesz?

Z jednego wynika drugie:

1. Jeżeli zobowiązujesz się czynić X, musisz czynić X (bezwarunkowa zasada moralna).

2. Zobowiązuję się czynić W (treść dobrowolnie i świadomie przyjętej umowy).

3. Muszę czynić W (konsekwencja 1. i 2.).

Jestem więc zobowiązany czynić W bez względu na okoliczności, jeżeli zachodzi 1. i 2. W tym znaczeniu 3. jest bezwarunkowe.




15-01-2014 22:45 
 Ocena 7 na 7
Frank Holman (5897 punktów)
>>>Ale bezwarunkowym nakazem moralnym jest: "dotrzymuj raz danego słowa".
>>Tu się mogę zgodzić - łamanie danego słowa jest niemoralne (w mojej wersji moralności).
> Więc jednak.
>>Jeśli zobowiążesz się do dotrzymania wierności i dasz słowo, to to słowo Cię wiąże, a nie "bezwarunkowy nakaz wierności". Rozumiesz?
> Z jednego wynika drugie:
> 1. Jeżeli zobowiązujesz się czynić X, musisz czynić X (bezwarunkowa zasada moralna).
> 2. Zobowiązuję się czynić W (treść dobrowolnie i świadomie przyjętej umowy).
> 3. Muszę czynić W (konsekwencja 1. i 2.).
> Jestem więc zobowiązany czynić W bez względu na okoliczności, jeżeli zachodzi 1. i 2. W tym znaczeniu 3. jest bezwarunkowe.
>
>
No i właśnie dlatego maleje ilość ślubów a rośnie ilość tzw. wolnych związków. Ludzie nie chcą się oszukiwać, ani siebie samych, ani wzajemnie. Nie wierzą w ścisłą wierność, bo fakty pokazują, że coś takiego istnieje tylko w kościelnych pismach, a nie w realnym świecie. Nie chcą zatem przysięgać sobie czegoś, czego wiedzą oboje, że nie dotrzymają.
I co z tym zrobisz? Zmienisz rzeczywistość, ludzi, czy ponownie wprowadzisz kary więzienia za "życie na kocią łapę"?

Tymczasem blada Ewa
Wytłumaczyć pragnie wszystko,
Bo komisarz wszedł przez okno
A spod łóżka wylazł biskup

Co masz w kieszeni King?
Komisarz spytał w drzwiach
Wy palicie wciąż to świństwo
Mieliśmy wiele skarg
A biskup łypie z boku
To na Kinga, to na Ewę
Wy żyjecie tu bezbożnie
Myślicie, że nic nie wiem

Za posiadanie zielska
Ty dostaniesz dziesięć latek
Za nielegalny związek z nią
Następnych parę kratek

Dziś King siedzi w celi
I wspomina dobre dni
Napisał do papieża
Bardzo długi list
Świąteczną wysłał kartkę
Do samego prezydenta
Lecz nikt o nim już nie mówi
Nikt o nim nie pamięta


--- T.Love - King
15-01-2014 23:27 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>No i właśnie dlatego maleje ilość ślubów a rośnie ilość tzw. wolnych związków. Ludzie nie chcą się oszukiwać, ani siebie samych, ani wzajemnie. Nie wierzą w ścisłą wierność, bo fakty pokazują, że coś takiego istnieje tylko w kościelnych pismach, a nie w realnym świecie.

Proszę o źródła pokazujące powody, dla których ludzie żyją w wolnych związkach. Skąd Pan wie, że takie są powody tego rodzaju decyzji, a nie np. względy ekonomiczne?

>I co z tym zrobisz? Zmienisz rzeczywistość, ludzi, czy ponownie wprowadzisz kary więzienia za "życie na kocią łapę"?

Jak to co? Jak racjonalista może mieć wątpliwości? Oczywiście jako zacofaniec najpierw będę ich torturować, a potem spalę na stosach.
16-01-2014 06:20 
 Ocena 5 na 5
Frank Holman (5897 punktów)
>>No i właśnie dlatego maleje ilość ślubów a rośnie ilość tzw. wolnych związków. Ludzie nie chcą się oszukiwać, ani siebie samych, ani wzajemnie. Nie wierzą w ścisłą wierność, bo fakty pokazują, że coś takiego istnieje tylko w kościelnych pismach, a nie w realnym świecie.
> Proszę o źródła pokazujące powody, dla których ludzie żyją w wolnych związkach. Skąd Pan wie, że takie są powody tego rodzaju decyzji, a nie np. względy ekonomiczne?

Choćby z tego, że sam prowadzę życie w którym nigdy nie prosiłem ani księdza ani urzędnika o zgodę na relacje intymne z kobietami, znam wiele takich osób i większość z nich nie narzeka na taką biedę, aby nie móc na 1 dzień udać się do urzędu po takie pozwolenie. Trudno mi nawet wyobrazić sobie biedę, Polskę w której występuje tak powszechna skrajna bieda, która uniemożliwia osobom raz w życiu udanie się na 1 dzień do urzędu, aby zarejestrować swój związek.
Oczywiście, że oficjalnie w TV przywołuje się argumenty ekonomiczne. Jak widać po Twojej wypowiedzi jest to niejako na zamówienie KrK, który nie może pozwolić, aby oficjalnie mówić prawdę, iż ludzie odchodzą po prostu od jego nauk i rozumienia świata. Tymczasem rezygnacja ze ślubu jest powszechniejsza pośród bogatszej części społeczeństwa.
Zresztą nawet tzw. katolickie media analizując zjawisko względy ekonomiczne stawiają na odległych pozycjach (np. rodzina.op(*)my_zycie_w_wolnym_zwiazku.html)
16-01-2014 09:50 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>>Proszę o źródła pokazujące powody, dla których ludzie żyją w wolnych związkach. Skąd Pan wie, że takie są powody tego rodzaju decyzji, a nie np. względy ekonomiczne?
>Choćby z tego, że sam prowadzę życie w którym nigdy nie prosiłem ani księdza ani urzędnika o zgodę na relacje intymne z kobietami, znam wiele takich osób i większość z nich nie narzeka na taką biedę, aby nie móc na 1 dzień udać się do urzędu po takie pozwolenie. Trudno mi nawet wyobrazić sobie biedę, Polskę w której występuje tak powszechna skrajna bieda, która uniemożliwia osobom raz w życiu udanie się na 1 dzień do urzędu, aby zarejestrować swój związek.

To mimo wszystko dość miałkie uzasadnienie. W ocenach kieruje się Pan własnymi wyobrażeniami - o Polsce i kościele.

>Oczywiście, że oficjalnie w TV przywołuje się argumenty ekonomiczne. Jak widać po Twojej wypowiedzi jest to niejako na zamówienie KrK,

?

>który nie może pozwolić, aby oficjalnie mówić prawdę, iż ludzie odchodzą po prostu od jego nauk i rozumienia świata.

Nawet jeżeli odchodzą, to co z tego? Mierzysz prawdę popularnością? W takim razie prawdziwa jest wizja świata przekazywana przez Justina Bibera. Zachęcaj więc córkę lub syna do przejmowania jego wzorców.

>Tymczasem rezygnacja ze ślubu jest powszechniejsza pośród bogatszej części społeczeństwa.

Trzeba jeszcze pokazać, że to odejście czyni ich bardziej szczęśliwymi. Milcząco zakładasz, że ludzie zawsze wybierają to, co dla nich lepsze, a to nieprawda. Wybierają to, co uważają za lepsze.
16-01-2014 17:28 
 Ocena 6 na 6
Frank Holman (5897 punktów)
> To mimo wszystko dość miałkie uzasadnienie. W ocenach kieruje się Pan własnymi wyobrażeniami - o Polsce i kościele.
Bynajmniej. Ale nie będę za ciebie googlował do wyników badań tych zagadnień.
Np. odsetek ludzi uważających małżeństwo za tzw. kardynalną wartość systematycznie maleje i w ciągu ostatnich 20 lat spadł z ok.60% do 50%, czyli co drugi polak nie uważa małżeństwa za sprawę istotną w życiu. Jeszcze słabsze wyniki i podobny spadek mamy w zakresie nadawania wartości posiadaniu dzieci. A także wartości np. Boga w życiu - jest on wartością obecnie dla ok. co 10 Polaka, gdy jeszcze 20 lat temu dla ok. co piątego.
Nie można oczywiście dokładnie ustalić liczby nierejestrowanych związków, bo po to są one nierejestrowane. Ale np. szacować można na podstawie liczby tzw. nieślubnych dzieci (bo wszystkie dzieci są rejestrowane). Ich przeciętna ilość urosła w ciągu ostatnich 20 lat z 6% do ponad 20%, a są w Polsce powiaty, gdzie w rodzinach nierejestrowanych rodzi się co drugie dziecko.

>Nawet jeżeli odchodzą, to co z tego? Mierzysz prawdę popularnością? W takim razie prawdziwa jest wizja świata przekazywana przez Justina Bibera. Zachęcaj więc córkę lub syna do przejmowania jego wzorców.
Co Ty pitolisz ? Coraz większe odchodzenie od KrK i jego nauk to jest po prostu fakt. Fakt to prawda. To Ty mylisz prawdy o faktach, z tym co dobre i słuszne, co potwierdza następne Twoje zdanie.

>>Tymczasem rezygnacja ze ślubu jest powszechniejsza pośród bogatszej części społeczeństwa.
>Trzeba jeszcze pokazać, że to odejście czyni ich bardziej szczęśliwymi.
NIC takiego nie trzeba pokazywać.
>Milcząco zakładasz, że ludzie zawsze wybierają to, co dla nich lepsze, a to nieprawda.
Nic takiego nie zakładam.

>Wybierają to, co uważają za lepsze.
Oczywiście i tak właśnie ma być. Każdy ma swoje życie i prawo do jego układania. Przestań żyć dążeniem do regulacji cudzego życia. Jako społeczność mamy tylko prawo rozwiązywać problemy ogólnospołeczne, a nie regulować cudzie indywidualne szczęście.
16-01-2014 20:56 
 Ocena-1 na 3
Elasp (6859 punktów)

>Np. odsetek ludzi uważających małżeństwo za tzw. kardynalną wartość systematycznie maleje i w ciągu ostatnich 20 lat spadł z ok.60% do 50%, czyli co drugi polak nie uważa małżeństwa za sprawę istotną w życiu.

Kościół katolicki istnieje 2000 lat i liczy ponad miliard wiernych, a Pan wysnuwa generalne wnioski na podstawie tego, co się działo z 40-to milionowym narodem na przestrzeni 20 lat, w których zachłysnął się on wolnością i względnym dobrobytem (a raczej "wolnością" i względnym "dobrobytem")? Niech Pan będzie poważny. Katolicyzm jest częścią polskości od 1000 lat, odkąd (i dzięki czemu) jesteśmy w miarę cywilizowanym narodem. Być Polakiem to nie tylko (nie tyle) mówić po polsku, ale i poczuwać się do duchowej wspólnoty z tradycją i akceptować ją, przynajmniej po części.

>Co Ty pitolisz ? Coraz większe odchodzenie od KrK i jego nauk to jest po prostu fakt. Fakt to prawda. To Ty mylisz prawdy o faktach, z tym co dobre i słuszne, co potwierdza następne Twoje zdanie.

Chodzi o to, że odchodzenie od nauk kościoła nie jest dowodem na fałszywość tych nauk.

>>Milcząco zakładasz, że ludzie zawsze wybierają to, co dla nich lepsze, a to nieprawda.
>Nic takiego nie zakładam.

>>Wybierają to, co uważają za lepsze.
>Oczywiście i tak właśnie ma być.

Czyli zakłada Pan, że wybór indywidualny jest optymalny.

>Każdy ma swoje życie i prawo do jego układania. Przestań żyć dążeniem do regulacji cudzego życia. Jako społeczność mamy tylko prawo rozwiązywać problemy ogólnospołeczne, a nie regulować cudzie indywidualne szczęście.

Niedorzeczne pretensje. Po pierwsze, nikt nikogo nie zmusza do bycia katolikiem, nie mogę więc pojąć, jakie znaczenie ma mieć to dążenie do regulacji. Po drugie, każda organizacja "nieekskluzywna" dąży do powiększenia sfery wpływów - firmy, które się reklamują, też Panu "narzucają" swoje towary, ale chyba nie jest Pan z tego tytułu przeciwnikiem reklamy. Po trzecie, czy nie przyszło Panu do głowy, że spory odsetek ludzi po prostu CHCE, żeby ich życie prywatne było tak regulowane? Wolność decydowania o sobie jest prawem, a nie obowiązkiem.

17-01-2014 00:49 
 Ocena 10 na 10
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>>>>Np. odsetek ludzi uważających małżeństwo za tzw. kardynalną wartość systematycznie maleje i w ciągu ostatnich 20 lat spadł z ok.60% do 50%, czyli co drugi polak nie uważa małżeństwa za sprawę istotną w życiu.
> Kościół katolicki istnieje 2000 lat
Zaratusztrianizm istnieje prawie 2600 lat i buddyzm tyle samo.

>i liczy ponad miliard wiernych,
Na podstawie danych z 2010 r. procentowy udział kształtuje się następująco:

(Katolicy stanowią obecnie 17,3% ludności świata.)

* * * * *

Chrześcijaństwo 33,43%
Islam 24,35%
Hinduizm 13,78%
Buddyzm 7,13%
Sikhizm 0,36%
Judaizm 0,21%
Bahaizm 0,11%
bezwyznaniowi 9,42%
ateiści 2,04%


>a Pan wysnuwa generalne wnioski na podstawie tego, co się działo z 40-to milionowym narodem na przestrzeni 20 lat, w których zachłysnął się on wolnością i względnym dobrobytem (a raczej "wolnością" i względnym "dobrobytem")?
Nie koniecznie, gdyż jest to tendencja ogólnoeuropejska, choć w Polsce jest też fajnie: [Załącznik]

>Niech Pan będzie poważny.
Trudno zachować powagę, gdy ktoś bzdury opowiada.

>Katolicyzm jest częścią polskości od 1000 lat,
Tak, takie nieszczęście dotknęło całą Zachodnią Europę.

>odkąd (i dzięki czemu) jesteśmy w miarę cywilizowanym narodem.
Nie lubię historii alternatywnej, ale może by Pan udowodnił, iż gdybyśmy zachowali wiarę naszych przodków, to dziś bylibyśmy mniej cywilizowani. To chrześcijańscy barbarzyńcy zniszczyli piękną starosłowiańską cywilizację : www.racjonalista.pl/forum.php/s,593055/z,0

>Być Polakiem to nie tylko (nie tyle) mówić po polsku, ale i poczuwać się do duchowej wspólnoty z tradycją i akceptować ją, przynajmniej po części.
Znamy ten kit: "Prawdziwy Patriota to tylko Polak-Katolik", tyle iż go zupełnie nie akceptujemy. Być Polakiem, to znaczy mieć polskie obywatelstwo lub/i uważać się za Polaka. To, jak dla mnie, w zupełności wystarcza.

>>>>Co Ty pitolisz ? Coraz większe odchodzenie od KrK i jego nauk to jest po prostu fakt. Fakt to prawda. To Ty mylisz prawdy o faktach, z tym co dobre i słuszne, co potwierdza następne Twoje zdanie.
>Chodzi o to, że odchodzenie od nauk kościoła nie jest dowodem na fałszywość tych nauk.
Całkowicie się Panem tu zgadzam - podobnie jest z marksizmem, aby stwierdzić fałszywość czegoś tam, to trzeba to znać. Znajomość katolickiej doktryny nawet wśród polskiego kleru jest dosyć mizerna, nie mówiąc już o wiernych.
Na poznanie nauk Kościoła Katolickiego poświęciłem dużo czasu i wiem, iż jest to totalna bzdura oparta na starożytnym micie.

>>>>Każdy ma swoje życie i prawo do jego układania. Przestań żyć dążeniem do regulacji cudzego życia. Jako społeczność mamy tylko prawo rozwiązywać problemy ogólnospołeczne, a nie regulować cudzie indywidualne szczęście.
>Niedorzeczne pretensje.
Całkowicie dorzeczne, oparte na praktyce życia w III RP.

>Po pierwsze, nikt nikogo nie zmusza do bycia katolikiem,
Po pierwsze, czy ma taką możliwość, a gdy nie może, to żadnej łaski nie robi - nawet po i dziesiąte.

>nie mogę więc pojąć, jakie znaczenie ma mieć to dążenie do regulacji.
Na chama jest penalizowane religijnie prawo państwowe zmuszając wszystkich do przestrzegania chorych katolickich nakazów. Wymuszane jest łamanie prawa - począwszy od konstytucji. Na przykład krzyż w sejmie i instytucjach państwowych. Nauczanie religijnych bzdur w szkołach państwowych, łącznie z wpisywaniem oceny.

>Po drugie, każda organizacja "nieekskluzywna" dąży do powiększenia sfery wpływów - firmy, które się reklamują, też Panu "narzucają" swoje towary, ale chyba nie jest Pan z tego tytułu przeciwnikiem reklamy.
Tak, jestem zdecydowanym przeciwnikiem nachalnych i kłamliwych reklam, ale katolicyzm jest czymś więcej niż jakimś tam małowartościowy towar ładnie opakowany i ostro reklamowany, to fałszywa ideologia sprzedawana jako bezalternatywna opcja światopoglądowa. To jest kit wciskany za pomocą wszelakich środków od chwili urodzenia.

>Po trzecie, czy nie przyszło Panu do głowy, że spory odsetek ludzi po prostu CHCE, żeby ich życie prywatne było tak regulowane?
Chcą i dokonali świadomego wyboru jako nie zindoktrynowani ludzie dorośli, gdyż jeżeli indoktrynacja zaczyna się od pieluch, to ja chromolę taką wolną wolę

>Wolność decydowania o sobie jest prawem, a nie obowiązkiem.
Tu nie kabaret i nie opowiadaj Pan dowcipów. Żadna ideologia, a już najbardziej rzymskie chrześcijaństwo jak mogło tak nie pozwalało na wolność decydowania o sobie. Obecna wolność mająca swoje korzenie w Oświeceniu została wywalczona przez racjonalistów i z tym zakresem wolności Kościół nadal walczy jak może. Nasze szczęście, że już tak niewiele może.
Ot, jak taki stary impotent.

Miłego dnia.

@@@
.
>
17-01-2014 10:00 
 Ocena-1 na 3
Elasp (6859 punktów)

Wybaczy Pan, ale nie wypowiedział Pan żadnej istotnej myśli, do której warto by się odnieść.
17-01-2014 11:44 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
> Wybaczy Pan, ale nie wypowiedział Pan żadnej istotnej myśli, do której warto by się odnieść.
Spokojnie! Całkowicie Szanownemu Panu wybaczam. Piszę tu tylko do i dla ludzi, którzy potrafią mnie zrozumieć, a zdarza się, iż Pańskie wypowiedzi są do tego dobrą inspiracją. Gdy jest Pan nastawiony na ewangelizację, to nie jest Pan w stanie podjąć żadnej merytorycznej rozmowy. To normalna postawa wszelkich fideistów, niezależnie od przedmiotu wiary. (Istnieje taka opcja, iż moje wypowiedzi mogą się Panu wcale nie wyświetlać. Może Pan z niej skorzystać. Polecam.)
A swój kit może Pan dalej próbować wciskać.
Nikt nas nie potrafi bardziej skompromitować niż uczynimy to sami.

Miłego dnia.

@@@
.
17-01-2014 06:03 
 Ocena 8 na 8
Frank Holman (5897 punktów)
>Po trzecie, czy nie przyszło Panu do głowy, że spory odsetek ludzi po prostu CHCE, żeby ich życie prywatne było tak regulowane? Wolność decydowania o sobie jest prawem, a nie obowiązkiem.
>
Spotkałem w swoim życiu mnóstwo katolików, także bardzo fanatycznych, a także księży, ale pierwszy raz spotykam się z tak perfidnym argumentem. Jedyne co dotąd słyszałem to kłamstwa, że taka regulacja jest niezbędna, bo inaczej ludzie także bardzo wierzący nie będą przestrzegać tych kościelnych norm, bo one.... nie są jednak w pełni zgodne z ludzką naturą, która sama... chce je omijać, łamać, nie dostosowywać się itd. Pierwszy raz stykam się z argumentem, że ludzie sami chcą być trzymani na smyczy i penalizowani.
Szczerze powiedziawszy uważam, że walisz takimi hasłami z d... (jak poprzednio z tymi przyczynami ekonomicznymi), a wymyślasz to wszystko sam w swoim chorym umyśle (bo za taki uważam organ, w którym roi się teza powszechnego pragnienia bycia niewolnikiem).

Natomiast jeśli chodzi o historię (w tym KrK), to historia ma swoje tzw. cezury przełomowe, po których to nic już nie jest takie jak było, nie da się wrócić do przeszłości i czas można niejako liczyć na nowo oraz nie ma sensu porównywać tego co było z tym co jest, gdyż są to już niejako dwa odrębne światy. Taką cezurą ostatnią było upowszechnienie internetu, co w Polsce nastąpiło ok. 20 lat temu. To co się działo z KrK w Polsce w ciągu ostatniego 1,5 tys. lat przestało mieć znaczenie i już nigdy nie wróci. Świat już mamy całkiem inny. Im szybciej o tym zapomnisz, tym lepiej dla Ciebie, w tym kontekście, jeśli zależy Ci na głoszeniu publicznym tez, które są prawdziwe, albowiem uwzględniajać w rozumowaniu pozycję KrK w czasach zaprzeszłych już nieistniejących schodzisz na manowce.

Kolejnym kłamstwem jest stwierdzenie, iż nie ma zmuszania do katolicyzmu
Dowodem na kłamstwo są te fakty kosciol.wi(*)zyc-decyzje-GIODO-ws-apostazji Szczerze powiedziawszy nie jestem w stanie sobie wyobrazić jaki organ faszystowski, zamiast mózgu, trzeba mieć w głowie, aby być przekonanym, że nieuznawanie oświadczenia wolnej woli dorosłego człowieka w sprawie jego własnych przekonań nie powinno wystarczać i nie jest dobre.
17-01-2014 10:14 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Natomiast jeśli chodzi o historię (w tym KrK), to historia ma swoje tzw. cezury przełomowe, po których to nic już nie jest takie jak było, nie da się wrócić do przeszłości i czas można niejako liczyć na nowo oraz nie ma sensu porównywać tego co było z tym co jest, gdyż są to już niejako dwa odrębne światy.

Idealny przykład myślenia życzeniowego. Niby dlaczego "nie da się"? Każda cywilizacja upadła, dlaczego nie miałaby upaść współczesna, wysoko rozwinięta cywilizacja? Brak energii, nowy, nieuleczalny wirus, wreszcie globalna wojna wystarczą, byśmy wrócili do ery kamienia łupanego.

>Kolejnym kłamstwem jest stwierdzenie, iż nie ma zmuszania do katolicyzmu
>Dowodem na kłamstwo są te fakty kosciol.wi(*)zyc-decyzje-GIODO-ws-apostazji

W tym sporze chodzi o kwestie formalne, o szczegóły sposobu dokonania aktu apostazji. Niech Pan zajrzy do postanowień Soboru Trydenckiego i niech Pan głosi jedną z zakazanych tam nauk. Z definicji, z urzędu przestaje Pan jako heretyk być członkiem Kościoła Katolickiego. Niepotrzebne żadne pisma, itd.

Przykład pierwszy z brzegu: "Jeśli ktoś nie wierzy, że pierwszy człowiek Adam, kiedy przekroczył w raju nakaz Boży, zaraz stracił świętość i sprawiedliwość, którą został obdarzony, i przez to przestępstwo ściągnął na siebie gniew i oburzenie Boże, a dlatego także i śmierć, którą Bóg mu poprzednio zagroził, razem zaś ze śmiercią niewolę pod władzą tego, który potem "miał władzę śmierci, to jest diabła" [Hbr 2, 14], i przez winę tego przestępstwa cały Adam co do ciała i co do duszy zmienił się na gorsze - niech będzie wyłączony ze społeczności wiernych."

Jeżeli jest Pan ochrzczony, to i tak od dawna nie jest Pan katolikiem z punktu widzenia samego Kościoła Katolickiego (postanowienia Soboru Trydenckiego obowiązują), tylko Pan o tym nie wie.
17-01-2014 14:57 
 Ocena 8 na 8
Frank Holman (5897 punktów)
> Jeżeli jest Pan ochrzczony, to i tak od dawna nie jest Pan katolikiem z punktu widzenia samego Kościoła Katolickiego (postanowienia Soboru Trydenckiego obowiązują), tylko Pan o tym nie wie.
>
Mnie nie interesuje co ja w sprawie doktryny KrK wiem czy nie wiem. Mnie interesuje, że organizacja religijna działająca w Polsce ma przestrzegać polskiego prawa, to raz. Dwa, organizacja religijna MUSI BEZWZGLĘDNIE I BEZDYSKUSYJNIE zaakceptować fakt, iż nie mogą istnieć żadne rytuały wyjścia. Osoba rezygnując z bycia członkiem automatycznie przestaje podlegać prawu wewnętrznemu. Inaczej można by dowolnie stwierdzać kto jest członkiem, a kto odejść może, po spełnieniu dowolnych procedur. Co jest sprzeczne z prawem o wolności wyznania i sumienia oraz jest zmuszaniem do bycia formalnie wierzącym, czyli jest czystą przemocą religijną. Dziś KrK ubzdurał sobie, że może swoich byłych członków zmuszać do rytuału wyjścia w postaci wiecznych rozmów przy dwóch świadkach; jutro sobie ubzdura taniec przy ognisku w obecności stada owiec oraz grupy min. 10 sąsiadów. I co? Prawo państwowe ma to dopuszczać. Absolutnie kolego. A zatem żaden ksiądz nie powinien się odwoływać od decyzji GIODO. Ich zachowanie i hierarchów KrK jest zwykłym zmuszaniem do bycia katolikiem osób, które jak sam stwierdziłeś nie są nimi z mocy samego prawa i z urzędu powinny dostać o tym informację na piśmie.
17-01-2014 09:36 
 Ocena 4 na 4
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Być Polakiem to nie tylko (nie tyle) mówić po polsku, ale i poczuwać się do duchowej wspólnoty z tradycją i akceptować ją, przynajmniej po części.
Co to za dziwny wymóg? Bycie Polakiem to posiadanie polskiego obywatelstwa i tyle, ani żadnych tradycji akceptować nie trzeba ani nie poczuwać się do jakichś duchowych wspólnot.
>Chodzi o to, że odchodzenie od nauk kościoła nie jest dowodem na fałszywość tych nauk.
Raczej na ich niepraktyczność czy nadmierną opresyjność.
>Niedorzeczne pretensje. Po pierwsze, nikt nikogo nie zmusza do bycia katolikiem, nie mogę więc pojąć, jakie znaczenie ma mieć to dążenie do regulacji.
Indoktrynacja od dzieciństwa nie jest więc zmuszaniem? Utrudnianie apostazji nie jest zaś próbą powstrzymania odpływu wiernych wbrew ich woli?
>Po drugie, każda organizacja "nieekskluzywna" dąży do powiększenia sfery wpływów - firmy, które się reklamują, też Panu "narzucają" swoje towary, ale chyba nie jest Pan z tego tytułu przeciwnikiem reklamy.
Żeby tak kościół nie korzystał ze wsparcia państwa i indoktrynacji od wczesnych lat dziecięcych do reklamowania swoich produktów to nie miałbym nic przeciwko.
>Po trzecie, czy nie przyszło Panu do głowy, że spory odsetek ludzi po prostu CHCE, żeby ich życie prywatne było tak regulowane? Wolność decydowania o sobie jest prawem, a nie obowiązkiem.
Nie przyszło. Zresztą o jakim chceniu tu mowa skoro ci ludzie już od dziecka byli poddawani działaniu kościelnej propagandy? Wątpię aby znalazła się więcej niż garstka, która chcę aby księżulo decydował o ich życiu.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
17-01-2014 10:30 
 Ocena 1 na 3
Elasp (6859 punktów)

>Co to za dziwny wymóg? Bycie Polakiem to posiadanie polskiego obywatelstwa i tyle, ani żadnych tradycji akceptować nie trzeba ani nie poczuwać się do jakichś duchowych wspólnot.

Jak rozumiem, Polacy nagle wyparowali w roku w roku 1795 i nagle pojawili się w roku 1918. Kurdowie nie są, Żydzi od czasów biblijnych do roku 1948 nie byli narodem.

>Indoktrynacja od dzieciństwa nie jest więc zmuszaniem? Utrudnianie apostazji nie jest zaś próbą powstrzymania odpływu wiernych wbrew ich woli?

Pomyśl, do czego są zmuszani ludzie, którzy mają poglądy anarchistyczne. Świat współczesny jest dla nich jednym wielkim więzieniem. Dla Ciebie kościół jest opresyjny, dla kogoś innego opresyjne jest nawet najbardziej liberalne państwo. Dlaczego Ty masz mieć rację, a on nie?

>Żeby tak kościół nie korzystał ze wsparcia państwa i indoktrynacji od wczesnych lat dziecięcych do reklamowania swoich produktów to nie miałbym nic przeciwko.

Jestem przeciwny dofinansowywaniu Kościoła przez państwo. To niezdrowe połączenie dla obu stron.

>>Po trzecie, czy nie przyszło Panu do głowy, że spory odsetek ludzi po prostu CHCE, żeby ich życie prywatne było tak regulowane? Wolność decydowania o sobie jest prawem, a nie obowiązkiem.

>Nie przyszło. Zresztą o jakim chceniu tu mowa skoro ci ludzie już od dziecka byli poddawani działaniu kościelnej propagandy?

Są tak samo poddawaniu działaniu propagandy, skłaniającej ich do życia w państwie. Anarchiście może się to nie podobać. Nie wiem, czy jest jakieś miejsce na Ziemi (może poza Antarktydą), gdzie anarchiści mogą żyć zgodnie z przekonaniami. Świat jest dokładnie rozparcelowany przez twory nazywane "państwami".
17-01-2014 11:24 
 Ocena 3 na 3
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
> Jak rozumiem, Polacy nagle wyparowali w roku w roku 1795 i nagle pojawili się w roku 1918. Kurdowie nie są, Żydzi od czasów biblijnych do roku 1948 nie byli narodem.
Nie o historii pisałem a o stanie obecnym. Nie dziwi mnie jednak, że próbujesz odbiec od właściwego tematu. Co ma niby wspólnego bycie Polakiem z wyznawaniem danej tradycji?
> Pomyśl, do czego są zmuszani ludzie, którzy mają poglądy anarchistyczne. Świat współczesny jest dla nich jednym wielkim więzieniem. Dla Ciebie kościół jest opresyjny, dla kogoś innego opresyjne jest nawet najbardziej liberalne państwo. Dlaczego Ty masz mieć rację, a on nie?
Bo kościół jest opresyjny. Poza tym czyżbym bronił uważania anarchistom, że współczesne państwa są opresyjne? Znów próbujesz kota ogonem odwrócić.
> Jestem przeciwny dofinansowywaniu Kościoła przez państwo. To niezdrowe połączenie dla obu stron.
Kościół chyba nie do końca by się zgodził z takim podejściem.
> Są tak samo poddawaniu działaniu propagandy, skłaniającej ich do życia w państwie. Anarchiście może się to nie podobać. Nie wiem, czy jest jakieś miejsce na Ziemi (może poza Antarktydą), gdzie anarchiści mogą żyć zgodnie z przekonaniami. Świat jest dokładnie rozparcelowany przez twory nazywane "państwami".
Mało mnie obchodzą anarchiści. To co mnie obchodzi to kościelne naciski na polityków i kościelna indoktrynacja. Państwo zaś ma tą nad kościołem przewagę, iż zasadniczo żyje się w nim całkiem nie najgorzej. Tymczasem co ma do zaoferowania kościół, oprócz banialuk i kota w worku (życia po śmierci)?


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
17-01-2014 11:07 
 Ocena 1 na 1
szarley (54911 punktów)
>Co to za dziwny wymóg? Bycie Polakiem to posiadanie polskiego obywatelstwa i tyle,
Ryzykowne stwierdzenie
17-01-2014 11:27 
 Ocena 2 na 2
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Ryzykowne stwierdzenie
Bardziej niedoprecyzowane. Ponadto słuszne przynajmniej w kontekście wypowiedzi do której się odnosiłem. Do bycia Polakiem nic ponad obywatelstwo nie jest potrzebne. To czy ktoś się Polakiem czuje i co mu się z polskością kojarzy to inna sprawa.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
16-01-2014 07:47 
 Ocena 12 na 12
Meretseger (61860 punktów)
Interesująca odmiana logiki, z taką się jeszcze nie spotkałam. Rozumiem, że kościelna? A, to nic dziwnego, że nie znam.
No, ale ad rem:
Nie, 3) nie jest bezwarunkowe. Warunkiem jest 1) i 2). Tymczasem ani 1), ani 2) nie są stałe i obowiązkowe, tylko dobrowolnie przyjmowane. Nie może być bezwarunkowe coś, co wynika z luźnej umowy, która dziś jest, a jutro jej może nie być. Bezwarunkowa jest tylko, jak widać, Twoja wiara w bozię i odgórne, pozarzeczywiste nakazy i zakazy. Ja się tak bawić nie zamierzam. Za bardzo mi zależy na rzeczywistości, by się zajmować urojonymi bytami. Ponadto życzyłabym sobie, by firma o nazwie Kościół Rzymskokatolicki nie próbowała mi narzucać swoich wydumanych norm. Wasza piaskownica, wasze foremki, więc się bawcie na zdrowie, tylko proszę nie sypać piasku na moją huśtawkę. Czy to wystarczająco jasne?
16-01-2014 10:17 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Wypowiada się Pani w sposób niepotrzebnie emocjonalny. Po pierwsze, nie jestem adwokatem Kościoła Katolickiego. Po drugie, przeczy sobie Pani, bo wcześniej uznała Pani 1) za bezwarunkowe. Po trzecie, napisałem także, w jakim sensie 3) jest bezwarunkowe: wynika ono bezwzględnie z bezwarunkowego 1) oraz dobrowolnie przyjętego 2).

Po czwarte wreszcie, "luźna umowa" nie jest wcale umową. Jeżeli jest, proszę kupić ode mnie mieszkanie lub dom na "luźną umowę", "która dziś jest, a jutro jej może nie być".

Każda umowa rodzi zobowiązanie. Jeżeli ja umawiam się z kimś: "oddam ci pieniądze najpóźniej za tydzień, chyba że za ten czas ustalimy wspólnie nowy termin", to jestem bezwzględnie zobowiązany albo do oddania pieniędzy do tygodnia, albo do ustalenia wraz z nim nowego terminu w ciągu tygodnia. Na tej zasadzie bezwzględność nie ogranicza więc wolności, jeżeli wolność była elementem umowy. Myli więc Pani "luźną umowę" z "umową z luźnymi warunkami". Jeżeli zawieram umowę z liberalnymi warunkami, nie znaczy to, ze mam liberalnie wywiązywać się z warunków, ale mam bezwzględnie wywiązywać się z liberalnych warunków.

>
16-01-2014 10:25 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
Proszę się więcej nie fatygować z odpowiedziami.
EOT.
16-01-2014 11:00 
 Ocena 8 na 8
maceox (6766 punktów)
> Wypowiada się Pani w sposób niepotrzebnie emocjonalny. Po pierwsze, nie jestem adwokatem Kościoła Katolickiego.
A ja jestem długonogą brunetką.

>Po drugie, przeczy sobie Pani,
Po drugie jesteś Elasp niereformowalnym przedszkolakiem jeśli chodzi o sposób prowadzenia dyskusji. Czy Ty uważasz, że w ten sposób kogoś przekonasz? Do tego trzeba najpierw mieć merytoryczne argumenty.

>Po czwarte wreszcie, "luźna umowa" nie jest wcale umową. Jeżeli jest, proszę kupić ode mnie mieszkanie lub dom na "luźną umowę", "która dziś jest, a jutro jej może nie być".
>Każda umowa rodzi zobowiązanie. Jeżeli ja umawiam się z kimś: "oddam ci pieniądze najpóźniej za tydzień, chyba że za ten czas ustalimy wspólnie nowy termin", to jestem bezwzględnie zobowiązany albo do oddania pieniędzy do tygodnia, albo do ustalenia wraz z nim nowego terminu w ciągu tygodnia. Na tej zasadzie bezwzględność nie ogranicza więc wolności, jeżeli wolność była elementem umowy. Myli więc Pani "luźną umowę" z "umową z luźnymi warunkami". Jeżeli zawieram umowę z liberalnymi warunkami, nie znaczy to, ze mam liberalnie wywiązywać się z warunków, ale mam bezwzględnie wywiązywać się z liberalnych warunków.
.. i ostatecznie całkowicie zagmatwałeś się w rozważania cywilno-prawne, o których nie masz zielonego pojęcia. Prawo zobowiązań opiera się zasadniczo na autonomii woli stron, ale zasada ta jest niekiedy ograniczona tzw. normami bezwzględnie obowiązującymi.

Zwykła umowa wynika zasadniczo z woli stron i nie ma w niej nic bezwzględnego, choć nie można się np. umówić o popełnienie przestępstwa, gdyż dopiero to jest przez prawo zakazane bezwględnie.

A gdy jesteś już umownie zobowiązany, to nie operuje sie w prawie pojęciem "bezwględnie", gdyż wystarczy już powiedzieć, że jesteś zobowiązany, co rodzi roszczenie po stronie Twojego kontrahenta.

No i przede wszystkim - gdzie się tu w tych umowach zgubiła Twoja Bozia dyktująca stronom umowy swoje warunki?

Można się umówić, ale nie trzeba i żadne pioruny Zeusa ludzi nie zmuszą do zachowywania się wbrew ich własnej woli. Chyba, że ktoś wierzy, to i własnej woli jest pozbawiony.
16-01-2014 01:48 
 Ocena 12 na 12
maceox (6766 punktów)
>>>>Bezwarunkowe prawa moralne są z gruntu niemoralne.
> Proszę tylko nie mówić tego swojej żonie, bo ona (zakładam)
>wymaga od Pana bezwarunkowej wierności - niezależnej od czasu, miejsca i okoliczności. Mogłaby się więc zdziwić, gdyby usłyszała, że jej mąż uznaje bezwarunkową wierność za głęboko niemoralną.
No właśnie, gdy powiedzieć religiantowi o moralności, to natychmiast wpieprza się do Twojego łóżka. A skąd, Ty kurde wiesz, czego wymaga moja żona?

> Jeżeli to jest "racjonalizm", to uchowaj nas Boże przed nim.
To nie moja wina, że Bóg stworzył człowieka myślącym.

Dokładnie uważam wszelkie bezwarunkowości za głęboko niemoralne. Już choćby dlatego, że czyny należy oceniać adekwatnie do wszelkich istotnych okoliczności, a nie da się ich wszystkich przewidzieć.

Zresztą - bezwarunkowość to tylko głupia chęć ludzkiego, upraszczającego automatyzmu, nieadekwatengo do zmieniającej się rzeczywistości.

Jednak głupotą horendalną jest twierdzenie, jakoby jakieś konkretne (bezwarunkowe oczywiście, a jakże) nakazy moralne możnaby odczytać z transcendentu poprzez objawienia jakieś i tym podobne ciumciumaki srebrzyste...

To może najpierw pomówmy, jak w ogóle prawidłowo boskie nakazy z eteru odczytać, a dopiero potem wyjaśnijmy, czy mają być bezwarunkowe.
16-01-2014 13:21 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

Wypowiedz pozbawiona wszelkiej merytorycznej treści. Coś w rodzaju racjonalistycznego tańca wojennego, pełnego zaklęć i gestów.
16-01-2014 13:42 
 Ocena 7 na 7
maceox (6766 punktów)
> Wypowiedz pozbawiona wszelkiej merytorycznej treści. Coś w rodzaju racjonalistycznego tańca wojennego, pełnego zaklęć i gestów.
Pańskie prawo, by tak uważać, ale miast tego tu staramy odnosić się do konkretnych wypowiedzi - np. do konkretnych zdań lub twierdzeń.

Zadam Panu pytanie - czy naprawdę uważa Pan, że istnieje jakaś inna moralność, poza tą, którą ludzie (i nne zwierzęta o wystarczająco rozbudowanym mózgu) sobie sami narzucają?

Jeśli tak, to gdzie tą moralność nieludzkiego pochodzenia można znaleźć i jak ją prawidłowo odczytać?
16-01-2014 21:47 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Wreszcie rozsądna wypowiedź, nad którą można się zastanowić. Przede wszystkim nie wydaje mi się, aby istnienie takiej moralności było niemożliwe. Istnieje logika, mówiąca o tym, jak należy myśleć (oczywiście nie każdy ją zna, niestety), dlaczego więc nie miałaby istnieć logika szczególnego rodzaju, mówiąca jak należy postępować (tzn. jak postępować bez względu na to, co chcemy osiągnąć)? Prawa logiki nie są ludzkim wymysłem, bo wtedy ludzkim wymysłem byłoby np. to, że w danym miejscu jest dana rzecz albo jej nie ma, a jest to podstawowa własność świata. Nawet gdy nas nie było, dana rzecz albo była, albo nie była w pewnym miejscu.

Poza tym wydaje mi się, że etyka będąca wytworem człowieka to mnogość praw postaci: "jeżeli chcesz żyć we wspólnocie w sposób, dający ci szansę na przeżycie, postępuj tak a tak". Taką etykę może kontestować każdy, kto nie zgadza się na poprzednik. Może on powiedzieć: "ale ja wcale nie chcę żyć we wspólnocie w sposób itd.". Taki człowiek nie jest zobligowany do przestrzegania żadnych zasad moralnych, stawia on się poza (ponad) prawem moralnym. Paradoksalnie, takich ludzi nie mamy prawa pociągać do odpowiedzialności, co wydaje mi się groźne.
17-01-2014 12:35 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
maceox:
Czy naprawdę uważa Pan, że istnieje jakaś inna moralność, poza tą, którą ludzie (i inne zwierzęta o wystarczająco rozbudowanym mózgu) sobie sami narzucają?
Jeśli tak, to gdzie tą moralność nieludzkiego pochodzenia można znaleźć i jak ją prawidłowo odczytać?

>Przede wszystkim nie wydaje mi się, aby istnienie takiej moralności było niemożliwe.
Możliwe jest zasadniczo prawie wszystko, jednak istotne jest to, co da się wykazać w sposób empirycznie weryfikowalny. Nauka koroboruje monizm - jedność materii ulegającej ewolucji i zawierającej w sobie również całość zjawisk umysłowych. Rozumiem, że Pan nie chce się ograniczać do monizmu. Zasadniczo nie mam nic przeciwko, tylko proszę wskazać jakiś dowód na jego fałszywość.

>Istnieje logika, mówiąca o tym, jak należy myśleć (oczywiście nie każdy ją zna, niestety),
Pan uważa, że logika mówi o tym, jak należy myśleć? To wiele tłumaczy w Pańskim zachowaniu.

>dlaczego więc nie miałaby istnieć logika szczególnego rodzaju, mówiąca jak należy postępować
Zupełnie nie wiem, dlaczego miałaby nie istnieć, skoro istnieje i zwie się moralnością. Nie wiem tylko, dlaczego zwać ją "logiką szczególnego rodzaju"?

>(tzn. jak postępować bez względu na to, co chcemy osiągnąć)?
Czy Panu często zdarza się postępować bez względu na to, co chce osiągnąć? To chyba rzeczywiście logika szczególnego rodzaju.

>Prawa logiki nie są ludzkim wymysłem,
Prawa logiki, wraz z całą matematyką o tyle nie są całkowicie "fantystycznym" tylko ludzkim wymysłem, że stanowią - wysoce wyabstrahowaną w ludzkim umyśle - pochodną obserwacji świata natury. Np. można liczyć patyki, ale można też wyabstrahować w umyśle same liczby - jako symbole - i je tylko liczyć. Następnie wyniki można powrotnie zastosować do świata fizycznego.

>bo wtedy ludzkim wymysłem byłoby np. to, że w danym miejscu jest dana rzecz albo jej nie ma, a jest to podstawowa własność świata.
Do Pańskiego świata mechanika kwantowa jeszcze nie dotarła? To szkoda, gdyż bardzo precyzyjnie tłumaczy podstawowe własności świata i od ponad stu lat całkowicie przeczy temu, co pan tu na ich temat wypisał.

>Nawet gdy nas nie było, dana rzecz albo była, albo nie była w pewnym miejscu.
Musi się Pan zdecydowanie bardziej postarać, by wykazać fałszywość monizmu.

>Poza tym wydaje mi się, że etyka będąca wytworem człowieka to mnogość praw postaci: "jeżeli chcesz żyć we wspólnocie w sposób, dający ci szansę na przeżycie, postępuj tak a tak". Taką etykę może kontestować każdy, kto nie zgadza się na poprzednik. Może on powiedzieć: "ale ja wcale nie chcę żyć we wspólnocie w sposób itd.". Taki człowiek nie jest zobligowany do przestrzegania żadnych zasad moralnych, stawia on się poza (ponad) prawem moralnym. Paradoksalnie, takich ludzi nie mamy prawa pociągać do odpowiedzialności, co wydaje mi się groźne.
Po pierwsze - dlaczego uważa Pan, że nie mamy prawa pociągać do odpowiedzialności takich ludzi, jeśli coś przeskrobią?

Po drugie i ważniejsze - w Pańskim rozumowaniu jedyną racją, która przemawia za istnieniem jakiejś pozaludzkiej etyki jest to, że ta etyka czysto ludzka mogłaby być groźna.
Czyli gdyby się udało wykazać, że ta czysto ludzko etyka wcale nie jest groźna, to wówczas ta etyka pozaludzka - rozumiem - stałaby się zbędna i mogłaby dla Pana nie istnieć?
17-01-2014 13:18 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Możliwe jest zasadniczo prawie wszystko, jednak istotne jest to, co da się wykazać w sposób empirycznie weryfikowalny.

Istotne dla kogo? Kto decyduje o tym, co istotne, a co nie? Fizyk opisuje świat, ale twierdzenie "tylko fizyka dostarcza obrazu świata zawierającego elementy istotne" nie jest twierdzeniem fizyki. Nauka nie wypowiada się w swojej sprawie, czynią to za nią rozmaici "racjonaliści", pasożytujący na twierdzeniach naukowych niczym mszyce na roślinach. Przykładem p. Dawkins i jemu podobni szarlatani, zacierający granicę miedzy nauką a interpretacją nauki w imię własnych profitów.

>Nauka koroboruje monizm - jedność materii ulegającej ewolucji i zawierającej w sobie również całość zjawisk umysłowych. Rozumiem, że Pan nie chce się ograniczać do monizmu. Zasadniczo nie mam nic przeciwko, tylko proszę wskazać jakiś dowód na jego fałszywość.

Nauka nie "koroboruje" monizmu, nauka jest tak naprawdę neutralna ontologicznie. Można bowiem jej prawa traktować w ostateczności instrumentalnie, jako wygodne sposoby porządkowania danych docierających do naszej świadomości. Instrument, narzędzie, nie jest ani prawdziwy, ani fałszywy. Może być natomiast wygodny bądź nie.

>>Istnieje logika, mówiąca o tym, jak należy myśleć (oczywiście nie każdy ją zna, niestety),
>Pan uważa, że logika mówi o tym, jak należy myśleć? To wiele tłumaczy w Pańskim zachowaniu.

Argumentum ad hominem.

>>dlaczego więc nie miałaby istnieć logika szczególnego rodzaju, mówiąca jak należy postępować
>Zupełnie nie wiem, dlaczego miałaby nie istnieć, skoro istnieje i zwie się moralnością. Nie wiem tylko, dlaczego zwać ją "logiką szczególnego rodzaju"?

Bo mówi o związkach między zdaniami opatrzonymi funktorem powinności.

>>(tzn. jak postępować bez względu na to, co chcemy osiągnąć)?
>Czy Panu często zdarza się postępować bez względu na to, co chce osiągnąć? To chyba rzeczywiście logika szczególnego rodzaju.

Ad hominem. Nie oceniam spraw przez pryzmat własnego "ja". Moje "ja" jest nieistotne dla sprawy. Bronię pewnej postaci racjonalistycznego fideizmu, gdyż wydaje mi się mieć teoretyczną przewagę nad świeckim racjonalizmem, który jest stanowiskiem nie do utrzymania.

>>Prawa logiki nie są ludzkim wymysłem,
>Prawa logiki, wraz z całą matematyką o tyle nie są całkowicie "fantystycznym" tylko ludzkim wymysłem, że stanowią - wysoce wyabstrahowaną w ludzkim umyśle - pochodną obserwacji świata natury. Np. można liczyć patyki, ale można też wyabstrahować w umyśle same liczby - jako symbole - i je tylko liczyć. Następnie wyniki można powrotnie zastosować do świata fizycznego.

Myli Pan kontekst uzasadnienia z kontekstem odkrycia. To, że ludzie coś odkrywają, nie znaczy, że wynajdują. Mówiliśmy już o tym kiedyś i nadal popełnia Pan ten sam błąd.

>Do Pańskiego świata mechanika kwantowa jeszcze nie dotarła? To szkoda, gdyż bardzo precyzyjnie tłumaczy podstawowe własności świata i od ponad stu lat całkowicie przeczy temu, co pan tu na ich temat wypisał.

Ale zgodzi się Pan, że jest obiektywną własnością tej teorii, że albo jest, albo jej nie ma?

>Po pierwsze - dlaczego uważa Pan, że nie mamy prawa pociągać do odpowiedzialności takich ludzi, jeśli coś przeskrobią?

Bo takie pociąganie do odpowiedzialności wymaga właśnie etyki bezwarunkowej. Musimy mieć prawo powiedzieć: "Jeżeli jesteś człowiekiem, powinieneś...". Tymczasem badania socjologiczne, antropologiczne, itd. pozwalają co najwyżej wysnuć prawo: "Jeżeli jesteś człowiekiem i zależy ci na przeżyciu we wspólnocie, powinieneś...". Prawo to nie dotyczy więc tego, kto nie chce żyć we wspólnocie.
17-01-2014 18:12 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>>>>Możliwe jest zasadniczo prawie wszystko, jednak istotne jest to, co da się wykazać w sposób empirycznie weryfikowalny.
> Istotne dla kogo?
Słuszne pytanie!
Prawie sto lat temu H. L. Mencken w artykule "Homo Neanderthalensis" napisał:
"Nietrudno zrozumieć, dlaczego człowiek z gminu nienawidzi nauki.
Nienawidzi jej, ponieważ jest złożona, ponieważ w sposób niemożliwy do zniesienia obciąża jego ograniczoną zdolność pojmowania. Szuka więc zawsze drogi na skróty. Takimi skrótami są wszelkie przesądy, które mają uprościć, a nawet uczynić oczywistym to, co niezrozumiałe. Podobnie dzieje na pozornie wyższym poziomie. (...) Kosmogonie, jakimi zabawiają się ludzie wykształceni, są niezmiernie złożone. Zrozumienie nawet ich zarysu wymaga ogromnej wiedzy oraz nawyków myślowych. (... ) Kosmogonia zawarta w Księdze Rodzaju jest wszędzie tak prosta, że pojmie ją każdy kmiot. Jest wyłożona w kilku zdaniach. Ignorantowi oferuje nieodpartą sensowność nonsensu. Akceptuje on więc on ją z entuzjazmem, i ma jeszcze jeden powód, by nienawidzić mądrzejszych od siebie".

Fideiści nie szukają zrozumienia istniejącej obiektywnie rzeczywistości w nauce - im w zupełności wystarcza autorytet religii/ideologii, w którą wierzą.

>Kto decyduje o tym, co istotne, a co nie?
Wyboru zawsze dokonuje konkretny człowiek, ale na ile jest to wolny wybór, to już zupełnie inne pytanie.

>Fizyk opisuje świat, ale twierdzenie "tylko fizyka dostarcza obrazu świata zawierającego elementy istotne" nie jest twierdzeniem fizyki.
Zdecydowanie sądzę, iż nie jest, ale lepiej mógłby się tu wypowiedzieć pan Fizyk.

>Nauka nie wypowiada się w swojej sprawie,
A skąd Pan zaczerpnął taki pogląd? Czy choćby o metodologii nauk Pan nic nie słyszał? www.racjonalista.pl/kk.php/s,2432

>czynią to za nią rozmaici "racjonaliści", pasożytujący na twierdzeniach naukowych niczym mszyce na roślinach.
Czy ta infantylna epitetologia cokolwiek wyjaśnia? Uważa Pan, iż należy odrzucić refleksję filozoficzną nad naukowymi metodami poznania i zrozumienia rzeczywistości? A wtrącanie się doktryn religijnych w naukę, to już dozwolone?

>Przykładem p. Dawkins i jemu podobni szarlatani, zacierający granicę miedzy nauką a interpretacją nauki w imię własnych profitów.
Bardzo dobry przykład fideistycznego rozumienia świata. Każdy, kto śmie podważać dogmaty, w które wierzący święcie wierzy, to co najmniej szarlatan, a tak naprawdę to głupek obrażający Boga i Święty Kościół katolicki. (Tu może być także: komunizm, nazizm, neoliberalizm i inne religie polityczne. Ważną jest głębokość wiary, a nie jej przedmiot.) A co do profitów, to wystarczy zestawić przeciętną wagę biskupa z przeciętną wagą naukowca, nie mówiąc już o posiadanym samochodzie. Nie znam większej pazerności na dobra doczesne od tej reprezentowanej przez kler.

>>>>Nauka koroboruje monizm - jedność materii ulegającej ewolucji i zawierającej w sobie również całość zjawisk umysłowych. Rozumiem, że Pan nie chce się ograniczać do monizmu. Zasadniczo nie mam nic przeciwko, tylko proszę wskazać jakiś dowód na jego fałszywość.
> Nauka nie "koroboruje" monizmu,
www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,600555#w600828
www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,600555#w601209

>nauka jest tak naprawdę neutralna ontologicznie.
Różni ludzie różne rzeczy na ten temat mówią trzeba tu dokonać wyboru autorytetu czy jest religijne magisterium, czy dorobek nauki: www.racjon(*).php/z,0/d,24/s,511985#w516433

>Można bowiem jej prawa traktować w ostateczności instrumentalnie, jako wygodne sposoby porządkowania danych docierających do naszej świadomości. Instrument, narzędzie, nie jest ani prawdziwy, ani fałszywy. Może być natomiast wygodny bądź nie.
www.racjon(*).php/z,0/d,27/s,546248#w552241

>Prawa logiki nie są ludzkim wymysłem,
>>>>Prawa logiki, wraz z całą matematyką o tyle nie są całkowicie "fantastycznym" tylko ludzkim wymysłem, że stanowią - wysoce wyabstrahowaną w ludzkim umyśle - pochodną obserwacji świata natury. Np. można liczyć patyki, ale można też wyabstrahować w umyśle same liczby - jako symbole - i je tylko liczyć. Następnie wyniki można powrotnie zastosować do świata fizycznego.
>Myli Pan kontekst uzasadnienia z kontekstem odkrycia. To, że ludzie coś odkrywają, nie znaczy, że wynajdują. Mówiliśmy już o tym kiedyś i nadal popełnia Pan ten sam błąd.
My też już o tym mówiliśmy: www.racjon(*).php/z,0/d,18/s,532005#w536001 a Pan jak młynek modlitewny pieprzy cały czas to samo.
Uważa Pan, iż ma dostateczną inteligencję, a katecheta wyposażył Pana w dostateczną wiedzę i Pan tu sobie z racjonalistami poradzi. Myli się Pan - jeszcze dużo nauki przed Panem aby był Pan w stanie zrozumieć o czym racjonaliści tu piszą, ale nie święci garnki lepią. Niech Pan się stara.

Miłego dnia.

@@@
.
17-01-2014 20:33 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>A skąd Pan zaczerpnął taki pogląd? Czy choćby o metodologii nauk Pan nic nie słyszał? www.racjonalista.pl/kk.php/s,2432

Metodologa nauk jest częścią nauk filozoficznych. Owszem, zawiera w sobie elementy nauk (socjologii nauki, historii nauki, logiki). Nie jest jednak odrębną dyscypliną naukową, jest częścią filozofii nauki. Proszę pokazać metodologa nauki, który eo ipso nie jest filozofem.

>www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,600555#w600828
>www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,600555#w601209
>>nauka jest tak naprawdę neutralna ontologicznie.

Twierdzenia p. Fizyka obracają się w tautologię: nauki fizyczne zajmują się tylko przedmiotami mającymi własności fizyczne. Zresztą monizm jest oczywiście fałszywy, bo liczba 2 nie jest przedmiotem fizycznym, a nie ma powodu odmawiać jej istnienia.

>.
>
18-01-2014 00:34 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>>>>A skąd Pan zaczerpnął taki pogląd? Czy choćby o metodologii nauk Pan nic nie słyszał? www.racjonalista.pl/kk.php/s,2432
> Metodologa nauk jest częścią nauk filozoficznych.
>Owszem, zawiera w sobie elementy nauk (socjologii nauki, historii nauki, logiki). Nie jest jednak odrębną dyscypliną naukową, jest częścią filozofii nauki.
Metanauka, metodol. nauka o nauce , zajmująca się zwłaszcza badaniem nauk z punktu widzenia ich struktury oraz występujących w nich sposobów uzasadniania. Myślę, iż nie trzeba dzisiaj specjalnie udowadniać, że metanauka jako dyscyplina naukowa istnieje, to jest, że można określić jej przedmiot badań (dziedzinę), język, oraz metody. www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,565192#w565360

>Proszę pokazać metodologa nauki, który eo ipso nie jest filozofem.
Muszę przyznać, że nie rozumiem o co Panu tu chodzi? Uważa Pan, iż filozofowanie uczonym jakiś wstyd przynosi?
A znajomość nauk przyrodniczych przynosi wstyd filozofom? (Na przykład Thomas Samuel Kuhn uprawiał filozofię nauki, ale przed tym studiował fizykę na Uniwersytecie Harvarda, uzyskał stopień doktora w jej zakresie.)

Mnie ani trochę znajomości filozofii, ani teologii w niczym nie przeszkadza, a jest wprost odwrotnie. Dawkinsowi zarzucacie zbyt małą znajomość filozofii, a metodologia, aby stała się "czystą" nauką miałaby wiedzę filozoficzną odrzucić.
Oj, Szanowny Panie, broniąc swojego stanowiska, które jest nie do obrony, plącze się Pan i opowiada Pan tu brednie.
Wywód uczonego ma być racjonalny i bronić się w praktyce (doświadczalnie), a jego oparcie się na takiej, czy innej wiedzy jest rzeczą wtórną

>nauka jest tak naprawdę neutralna ontologicznie.
I Pan w to wierzy? Trudno z wiarą nie ma dyskusji. Natomiast jest jak wyżej napisałem: Naturalizm metodologiczny z założenia jest więc warunkiem koniecznym uprawiania nauki. Jest częścią jej definicji. Na mocy tej definicji wszelkie wyjaśnienia odwołujące się do jakichś bytów nieprzyrodniczych muszą być nienaukowe.

Można przyjąć, że uznanie adekwatności obrazu świata prezentowanego przez teorie naukowe bazujące na naturalizmie metodologicznym może skłaniać do przyjęcia innego stanowiska, jakim jest naturalizm metafizyczny.


>Twierdzenia p. Fizyka obracają się w tautologię: nauki fizyczne zajmują się tylko przedmiotami mającymi własności fizyczne.
Lubi Pan odwoływać się do logiki, o której nie ma Pan pojęcia. Na przykład masło maślane jest tautologią, ale - masło robi się w maselnicy - tautologią nie jest.
Nauki przyrodnicze (science) zajmują się tylko rzeczywistością dostępnym ludzkim zmysłom uzbrojonym w narzędzia materialne i intelektualne.

>Zresztą monizm jest oczywiście fałszywy, bo liczba 2 nie jest przedmiotem fizycznym, a nie ma powodu odmawiać jej istnienia.
Każda liczba ma takie samo istnienie jak Bóg. Istnieje w ludzkich umysłach i może być przedmiotem spekulacji intelektualnych. Język, matematyka, logika, to wspaniałe narzędzia opisu istniejącej obiektywnie rzeczywistości, ale same z siebie - tak jak i Bóg - nie mają najmniejszego wpływu na istniejącą obiektywnie rzeczywistość. Jeżeli twierdzi Pan inaczej, to proszę przedstawienie dowodu. Sama Pańska wiara jest dalece niewystarczającą do tego przesłanką. Nawet, gdy swoje przekonanie dzieli Pan z miliardami ludzi.

*

www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,406043#w407546
www.racjonalista.pl/forum.php/s,558739
www.racjon(*).php/z,0/d,11/s,559928#w561363

Miłego dnia.

@@@
.
18-01-2014 14:33Nie na temat 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Muszę przyznać, że nie rozumiem o co Panu tu chodzi? Uważa Pan, iż filozofowanie uczonym jakiś wstyd przynosi?

Nie rozumie Pan, bo nie rozumie Pan zwrotu "eo ipso".
18-01-2014 15:32 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>>>>Muszę przyznać, że nie rozumiem o co Panu tu chodzi? Uważa Pan, iż filozofowanie uczonym jakiś wstyd przynosi?
>Nie rozumie Pan, bo nie rozumie Pan zwrotu "eo ipso".
Ależ Pan jest ograniczonym. Żyjemy w XXI wieku, korzystamy z komputerów i internetu, gdybym nie rozumiał, to wystarczy w "google" wpisać: portalwiedzy.onet.pl/120576,,,,eo_ipso,haslo.html a ja jestem odpowiedzialnym za to co piszę i lubię sprawdzać.

Dobrze, iż Panu się choć wydaje, iż potrafi zrozumieć o czym ja piszę, gdyż moim zdaniem pomimo używania tego samego języka i wyrośnięcia z podobnej kultury, to jesteśmy zupełnie z innych planet i takie same słowa mają dla nas różne znaczenie.

Miłego dnia.

@@@
.
18-01-2014 15:46 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

Gdyby Pan podejrzewał, że nie rozumie, to by Pan sprawdził, itd., a nie gdyby Pan nie rozumiał, to by Pan sprawdził, itd. Można nie rozumieć nie mając podejrzeń, że się nie rozumie, i tak też było w tym przypadku.

Naprawdę szkoda Pańskiego i mojego czasu na dyskusję na tym poziomie.

18-01-2014 16:10 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Nie rozumie Pan, bo nie rozumie Pan zwrotu "eo ipso".

> Gdyby Pan podejrzewał, że nie rozumie, to by Pan sprawdził, itd., a nie gdyby Pan nie rozumiał, to by Pan sprawdził, itd. Można nie rozumieć nie mając podejrzeń, że się nie rozumie, i tak też było w tym przypadku.
Każdy sądzi według siebie, a nasze wypowiedzi bronią się lub nie przed inteligentnym czytelnikiem.

>Naprawdę szkoda Pańskiego i mojego czasu na dyskusję na tym poziomie.

Tak, szkoda wieść dyskurs na Pańskim poziomie,
ale jak już napisałem Pańskie głupie wypowiedzi mogą być mądrą inspiracją:
Proszę pokazać metodologa nauki, który eo ipso (tym samym, właśnie dlatego, z tego wynika {AB}) nie jest filozofem.
Muszę przyznać, że nie rozumiem o co Panu tu chodzi? Uważa Pan, iż filozofowanie uczonym jakiś wstyd przynosi?
A znajomość nauk przyrodniczych przynosi wstyd filozofom? (Na przykład Thomas Samuel Kuhn uprawiał filozofię nauki, ale przed tym studiował fizykę na Uniwersytecie Harvarda, uzyskał stopień doktora w jej zakresie.)

Mnie ani trochę znajomości filozofii, ani teologii w niczym nie przeszkadza, a jest wprost odwrotnie. Dawkinsowi zarzucacie zbyt małą znajomość filozofii, a metodologia, aby stała się "czystą" nauką miałaby wiedzę filozoficzną odrzucić.

Oj, Szanowny Panie, broniąc swojego stanowiska, które jest nie do obrony, plącze się Pan i opowiada Pan tu brednie.
Wywód uczonego ma być racjonalny i bronić się w praktyce (doświadczalnie), a jego oparcie się na takiej, czy innej wiedzy jest rzeczą wtórną


Panie Samochwała, naprawdę zanim zacznie Pan innych pouczać wypada się trochę samemu pouczyć, tu nie szkoła podstawowa, a nawet nie gimnazjum, gdzie się Pan swoim poziomem przed katechetą może popisywać.

Miłego dnia.

@@@
.
18-01-2014 01:31 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
>>Możliwe jest zasadniczo prawie wszystko, jednak istotne jest to, co da się wykazać w sposób empirycznie weryfikowalny.
> Istotne dla kogo?
Dla osób, które są zainteresowane poznaniem dostępnej nam prawdy o rzeczywistości, prawdy rozumianej jako adaequatio rei ad intellectum.

>Nauka nie wypowiada się w swojej sprawie, czynią to za nią rozmaici "racjonaliści", pasożytujący na twierdzeniach naukowych niczym mszyce na roślinach. Przykładem p. Dawkins i jemu podobni szarlatani, zacierający granicę miedzy nauką a interpretacją nauki w imię własnych profitów.
Argumentum ad Dawkinsum

>Bronię pewnej postaci racjonalistycznego fideizmu, gdyż wydaje mi się mieć teoretyczną przewagę nad świeckim racjonalizmem, który jest stanowiskiem nie do utrzymania.
Fideizm może mieć przewagę pod każdym względem, poza jednym - nie spełnia kryterium weryfikowalnej prawdy obiektywnej. Czyli każdy baje jak mu się zdaje.

>>Prawa logiki, wraz z całą matematyką o tyle nie są całkowicie "fantystycznym" tylko ludzkim wymysłem, że stanowią - wysoce wyabstrahowaną w ludzkim umyśle - pochodną obserwacji świata natury. Np. można liczyć patyki, ale można też wyabstrahować w umyśle same liczby - jako symbole - i je tylko liczyć. Następnie wyniki można powrotnie zastosować do świata fizycznego.
>Myli Pan kontekst uzasadnienia z kontekstem odkrycia.
Przyznam się, że nie rozumiem.

>To, że ludzie coś odkrywają, nie znaczy, że wynajdują.
Przepraszam, czy Pan przeczytał, co ja napisałem?
Oczywiście jest potrzebny "input" w formie informacji wpływających do umysłu, które poddane procesom umysłowym dają output w postaci przeróżnych idei - mniej lub bardziej adekwatnych do świata natury. Nawet "Bóg" stanowi pewną pochodną świata natury - w tym sensie, że został stworzony na obraz człowieka, tyle że po wyidealizowaniu.
Tak więc matematyka powstała na gruncie idealizacji natury zewnętrznej wobec człowieka, a "Bóg" powstał na gruncie idealizacji ludzkiej psychiki.
Zaznaczam, że to moja prywatna refleksja, a nie prawda objawiona. Rzeczywiste przyczyny powstawania przerównych idei są znacznie bardziej skomplikowane i nie do końca poznane. Jednak monizm trzyma się mocno - coraz bardziej, że tak powiem, mając na uwadze najnowszą wiedzę o mózgu.

> Ale zgodzi się Pan, że jest obiektywną własnością tej teorii, że albo jest, albo jej nie ma?
Nie, ta teoria jest.

>>Po pierwsze - dlaczego uważa Pan, że nie mamy prawa pociągać do odpowiedzialności takich ludzi, jeśli coś przeskrobią?
> Bo takie pociąganie do odpowiedzialności wymaga właśnie etyki bezwarunkowej. Musimy mieć prawo powiedzieć: "Jeżeli jesteś człowiekiem, powinieneś...". Tymczasem badania socjologiczne, antropologiczne, itd. pozwalają co najwyżej wysnuć prawo: "Jeżeli jesteś człowiekiem i zależy ci na przeżyciu we wspólnocie, powinieneś...". Prawo to nie dotyczy więc tego, kto nie chce żyć we wspólnocie.
Ale możemy też powiedzieć normalnie: we wspólnocie kierujemy się dla dobra ogółu (czyli dla dobra możliwie dużej liczby jednostek) określonymi zasadami stanowiącymi jakieś minimum moralności (np. nie kradnij), a kto tego nie akceptuje, to trzeba go odseparować. W czym tu jest problem?

Zresztą, kurde - szympansy mają zarówno moralność, jak i poczucie sprawiedliwości (np. potrafią odmówić jedzenia, jeśli nie dostanie go również inny szympans) - czy uważa Pan, że to z ich religii wynika?
18-01-2014 10:31 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>>>Możliwe jest zasadniczo prawie wszystko, jednak istotne jest to, co da się wykazać w sposób empirycznie weryfikowalny.
>> Istotne dla kogo?
>Dla osób, które są zainteresowane poznaniem dostępnej nam prawdy o rzeczywistości, prawdy rozumianej jako adaequatio rei ad intellectum.

Matematyka nie jest "empirycznie weryfikowalna" mimo to.

>Fideizm może mieć przewagę pod każdym względem, poza jednym - nie spełnia kryterium weryfikowalnej prawdy obiektywnej. Czyli każdy baje jak mu się zdaje.

Problem polega na tym, że pojęcie empirycznej weryfikowalności (tak - wydawałoby się - niewinne) stwarza nieprzezwyciężone trudności teoretyczne. Owszem, łatwo posłużyć się tym słowem, ale nie istnieje żadna dobra koncepcja e. weryfikowalności. Gdyby znał Pan choćby dylematy Koła Wiedeńskiego, wiedziałby Pan o tym. Powtarzam, nie ma dobrej koncepcji e. w., nie istnieje żadna naukowa teoria empirycznej weryfikowalności, mówiąca, na czym w istocie taka weryfikowalność polega. Są tylko koncepcje filozoficzne, których zwolennicy bez końca ze sobą polemizują, niczym teiści z ateistami i sceptykami. Gdyby Pan wiedział chociażby o paradoksie Goodmana (zwanym paradoksem "grue"), rozumiałby Pan to dobrze.

>>Myli Pan kontekst uzasadnienia z kontekstem odkrycia.
>Przyznam się, że nie rozumiem.

Proszę więc sprawdzić obydwa hasła np. w internecie.

>Oczywiście jest potrzebny "input" w formie informacji wpływających do umysłu, które poddane procesom umysłowym dają output w postaci przeróżnych idei - mniej lub bardziej adekwatnych do świata natury.

Tylko że tym "inputem" nie musi być informacja płynąca od zmysłów. Poza tym trzeba uwzględnić sposób działania nas jako urządzeń przetwarzających informację. Znamy świat za pośrednictwem naszego umysłu. Już z tego względu nie znamy, jaki jest świat "sam w sobie", bo nawet nasz umysł poznajemy za pośrednictwem naszego umysłu. Wiadomo to mniej więcej od końca XVIII wieku (Kant).

>Ale możemy też powiedzieć normalnie: we wspólnocie kierujemy się dla dobra ogółu (czyli dla dobra możliwie dużej liczby jednostek) określonymi zasadami stanowiącymi jakieś minimum moralności (np. nie kradnij), a kto tego nie akceptuje, to trzeba go odseparować. W czym tu jest problem?

A co będzie, jeżeli wszyscy ludzie tak powiedzą, tzn. powiedzą, że tego nie akceptują? Wszystkie moralne podstawy, by kogokolwiek pociągać do jakiejkolwiek odpowiedzialności, przestaną wtedy istnieć.

>Zresztą, kurde - szympansy mają zarówno moralność, jak i poczucie sprawiedliwości (np. potrafią odmówić jedzenia, jeśli nie dostanie go również inny szympans) - czy uważa Pan, że to z ich religii wynika?

Szympansy mają jako żywo moralność warunkową, obliczoną na przetrwanie, a więc na stabilność i trwałość hordy. My mówimy o moralności bezwarunkowej. Tylko do istnienia moralności bezwarunkowej potrzebna jest dodatkowa (transcendentna) sankcja.
18-01-2014 16:21 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>>>>Dla osób, które są zainteresowane poznaniem dostępnej nam prawdy o rzeczywistości, prawdy rozumianej jako adaequatio rei ad intellectum.
Nie sposób nie zacytować tu słów śp. ks. prof. Tischnera, który mawiał, że racja jest jak dupa - każdy ma swoją.
A o prawdzie zwykł mawiać, że są trzy - Święta prowda, Tyż prowda i Gówno prowda....


Można o prawdzie też tak: Tajemnica jest to prawda, która z natury swej tak dalece przewyższa rozum stworzony, że gdyby jej Bóg nie objawił, to człowiek nie mógłby jej poznać.

Można poszukiwać definicji prawdy jak ks. Krokos.

Natomiast ja uważam, że istnieje tylko jedna prawda i jest nią obiektywnie istniejąca rzeczywistość, a ponieważ jest bardzo złożona i do jej poznania prowadzi wiele przeróżnych dróg, to żadna z filozoficznie zdefiniowanych prawd nie jest tu wystarczającą.

>Matematyka nie jest "empirycznie weryfikowalna" mimo to.
A co to w ogóle znaczy?
Matematyka jest intelektualnym narzędziem i jego przydatność jest zdecydowanie "empirycznie weryfikowalną", tak jak mikroskopu.

>>>>Fideizm może mieć przewagę pod każdym względem, poza jednym - nie spełnia kryterium weryfikowalnej prawdy obiektywnej. Czyli każdy baje jak mu się zdaje.
>Problem polega na tym, że pojęcie empirycznej weryfikowalności (tak - wydawałoby się - niewinne) stwarza nieprzezwyciężone trudności teoretyczne.
Podstawą działalności nauki jest wyjaśnianie złożoności świata, a podstawą obecnej działalności filozofów jest mnożenie "nieprzezwyciężonych trudności teoretycznych", a jak dotkną się do tego filozofie chrześcijańscy, czy nie daj Boże teologowie, to tego i sam Bóg już nie zrozumie. Poplątanie z pomieszaniem, czyli bełkot.

>Owszem, łatwo posłużyć się tym słowem, ale nie istnieje żadna dobra koncepcja e. weryfikowalności.
Ja mam w ... nosie posługiwanie się słowem w naukach przyrodniczych, gdy brak mu zgodnej z naukową metodologią weryfikacji: - nawet najbardziej "sensowny" wywód filozoficzny nie może być sprzecznym z naukowym doświadczeniem i odwrotnie naukowa praktyka weryfikuje, nawet te najbardziej "sensowne", wywody filozoficzne. www.racjon(*).php/s,600722/z,0/d,12#w601714

>Gdyby znał Pan choćby dylematy Koła Wiedeńskiego, wiedziałby Pan o tym.
Wielgachny ucony się nam tu trafił. Specjalista od nauczania i pouczania, choć u niego prawie cała wiedza to z katechezy pochodzi. Jakby sam Szanowny Pan znał dylematy Koła Wiedeńskiego , to wiedziałby Pan iż rozrzut tam duży.

>Powtarzam, nie ma dobrej koncepcji e. w., nie istnieje żadna naukowa teoria empirycznej weryfikowalności, mówiąca, na czym w istocie taka weryfikowalność polega.
Pana metodologia nauczania polega głównie na powtarzaniu tego samego i cała racjonalna argumentacja spływa po Panu jak woda po kaczce. Na racjonalne argumenty jest Pan całkowicie nieprzemakalnym i podejrzewam, iż Pan nawet ze zrozumienie nie czyta.

>Myli Pan kontekst uzasadnienia z kontekstem odkrycia.
>>>>Przyznam się, że nie rozumiem.
>Proszę więc sprawdzić obydwa hasła np. w internecie.
pl.wikipedia.org/wiki/Kontekst
pl.wikipedia.org/wiki/Uzasadnienie
Odkrycie - (1.1) napotkanie i opisanie prawa lub rzeczy istniejącej w naturze ale przez nikogo do tej pory nieopisanego
(1.2) ujawnienie czegoś, co dotąd było skrywane lub nieznane

Wydaje mi się, iż pan Maciej nie znaczenia terminów nie zrozumiał?

>>Oczywiście jest potrzebny "input" w formie informacji wpływających do umysłu, które poddane procesom umysłowym dają output w postaci przeróżnych idei - mniej lub bardziej adekwatnych do świata natury.
> Tylko że tym "inputem" nie musi być informacja płynąca od zmysłów.
Całkowite brednie Pan opowiada. Nikt, nigdzie, w najmniejszym stopniu nie stwierdził wpływu do umysłu jakichkolwiek informacji poza pośrednictwem zmysłów. Cały ludzki software znalazł się w umyśle za pośrednictwem zmysłów. www.is.umk.pl/~duch/cog-book/kognitywistyka.htm

>Poza tym trzeba uwzględnić sposób działania nas jako urządzeń przetwarzających informację.
Tak. Nasz hardware (mózg) ma duże znaczenie.

>Znamy świat za pośrednictwem naszego umysłu.
Gucio prawda. Świat znamy za tylko pośrednictwem zmysłów, które są w mózgu/umyśle przetwarzane.

>Już z tego względu nie znamy, jaki jest świat "sam w sobie",
Ja nawet nie rozumiem co to znaczy świat "sam w sobie".

>bo nawet nasz umysł poznajemy za pośrednictwem naszego umysłu.
Tak, tylko co z tego tu wynika?

>Wiadomo to mniej więcej od końca XVIII wieku (Kant).
Bardzo mądry człowiek, tylko szkoda, że zmarł w 1804 roku.

Dla mnie alternatywą dla nauki jest tylko nieuctwo, ale zapewne się mylę.

Miłego dnia.

@@@
.
18-01-2014 13:06 
 Ocena 14 na 14
Fizyk (17637 punktów)
> Problem polega na tym, że pojęcie empirycznej weryfikowalności (tak - wydawałoby się - niewinne) stwarza nieprzezwyciężone trudności teoretyczne. Owszem, łatwo posłużyć się tym słowem, ale nie istnieje żadna dobra koncepcja e. weryfikowalności.

Panie Elasp, znowu Pan się popisuje swoją ignorancją. To, że Pan i jacyś inni z Bożej łaski filozofowie mają kłopoty z pojęciem empirycznej weryfikalności, nie znaczy, że jest ono nieznane. Na świecie są miliony naukowców i inżynierów, którzy nie tylko wiedzą na czym ta weryfikalność polega, ale z powodzeniem stosują ją w praktyce. Bez tego nie mielibyśmy ani komputerów, laserów, szczpionek i innych osiągnięć technologicznych, ani teorii opisujących ich działanie.

> Gdyby Pan wiedział chociażby o paradoksie Goodmana (zwanym paradoksem "grue"), rozumiałby Pan to dobrze.

Wszelkie paradoksy są pozorne, bo wynikają jedynie z nieudolnego myślenia, niedekwatnego do sytuacji rzeczywistych. Jeżeli pofatyguje się Pan przedstawić ten rzekomy paradoks krótko i jasno, to ja Panu podam krótkie i jasne jego rozwiązanie.
18-01-2014 14:25 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

Sugerowałbym Panu nie wypowiadać się z takim przekonaniem na temat spraw dla których najwyraźniej nie ma Pan dostatecznego zrozumienia. Na podobnej zasadzie można by twierdzić, że ludzie oczywiście znają naturę przestrzeni, skoro się w niej bardzo łatwo poruszają. Być w stanie zweryfikować coś, a wiedzieć, na czym weryfikacja polega - to dwie różne rzeczy. Różnią się od siebie tak jak umiejętność od wiedzy teoretycznej. Nie odmawiam nikomu stosownych umiejętności, nie mam natomiast pewności, czy wie on, co robi.

>Jeżeli pofatyguje się Pan przedstawić ten rzekomy paradoks krótko i jasno, to ja Panu podam krótkie i jasne jego rozwiązanie.

Paradoks "grue": en.wikipedia.org/wiki/New_riddle_of_induction









18-01-2014 15:04 
 Ocena 3 na 3
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)
> Sugerowałbym Panu nie wypowiadać się z takim przekonaniem na temat spraw dla których najwyraźniej nie ma Pan dostatecznego zrozumienia. Na podobnej zasadzie można by twierdzić, że ludzie oczywiście znają naturę przestrzeni, skoro się w niej bardzo łatwo poruszają. Być w stanie zweryfikować coś, a wiedzieć, na czym weryfikacja polega - to dwie różne rzeczy. Różnią się od siebie tak jak umiejętność od wiedzy teoretycznej. Nie odmawiam nikomu stosownych umiejętności, nie mam natomiast pewności, czy wie on, co robi.

Ty naprawdę chcesz uczyć fizyków weryfikowalności ?

Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
18-01-2014 15:50 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
> Sugerowałbym Panu nie wypowiadać się z takim przekonaniem na temat spraw dla których najwyraźniej nie ma Pan dostatecznego zrozumienia.
Na forum żadne formalne wykształcenie nie ma większego znaczenia. Najważniejsze są teksty, które się bronią lub nie. Trudno na naszym forum znaleźć dużo porównywalnych tekstów z postami pana Fizyka wyjaśniających prosto najtrudniejsze problemy fizyki, ale tak się przypadkiem składa, że jest on profesorem fizyki.

Czy trzeba jeszcze coś więcej dodawać do Pańskiej kompromitacji, wszystkich dookoła Pan tu poucza, a sam nie może się odbić od intelektualnego dna. Pan Fizyk, tak jak my wszyscy może się mylić, może coś źle rozumieć, popełniać błędy, ale Pańskie zamykanie ust profesjonaliście świadczy tylko Panu samym i środowisku, które Pan reprezentuje.

SAMOCHWAŁA

Samochwała w kącie stała
I wciąż tak opowiadała:

"Zdolna jestem niesłychanie,
Najpiękniejsze mam ubranie,
Moja buzia tryska zdrowiem,
Jak coś powiem, to już powiem,
Jak odpowiem, to roztropnie,
W szkole mam najlepsze stopnie,
Śpiewam lepiej niż w operze,
Świetnie jeżdżę na rowerze,
Znakomicie muchy łapię,
Wiem, gdzie Wisła jest na mapie,
Jestem mądra, jestem zgrabna,
Wiotka, słodka i powadna,
A w dodatku, daję słowo,
Mam rodzinę wyjątkową:
Tato mój do pieca sięga,
Moja mama - taka tęga
Moja siostra - taka mała,
A ja jestem - samochwała!"


Miłego dnia.

@@@
.
18-01-2014 16:15 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Trudno na naszym forum znaleźć dużo porównywalnych tekstów z postami pana Fizyka wyjaśniających prosto najtrudniejsze problemy fizyki, ale tak się przypadkiem składa, że jest on profesorem fizyki.

Wiem o tym doskonale, przy okazji poprzedniej bytności na forum sprawdzałem profil p. Fizyka. Traktuję p. Fizyka jako niekwestionowany autorytet w dziedzinie problemów fizycznych, kiedyś zresztą prosiłem p. Fizyka o przyjęcie roli arbitra w sporze, który prowadziłem z p. Szarleyem i przyjąłem odpowiedz p. Fizyka (przeciwną mojemu przypuszczeniu) tak jak się przyjmuje werdykt bezdyskusyjnie kompetentnej instancji. Kwestia, o której tu teraz mowa, nie jest jednak zagadnieniem z zakresu fizyki.

Proszę Pana uprzejmie, aby Pan nie próbował mnie konfliktować z innymi Forumowiczami i nie bronił p. Fizyka, bo on z łatwością obroni się bez Pańskiej pomocy. Próba ośmieszenia mnie też nie odniesie skutku. Nigdy niczego nie biorę ad personam, bo czytając czyjąś wypowiedź w świadomości odsiewam sprawy pozamerytoryczne od merytorycznych i po prostu zastanawiam się tylko nad drugimi. Tak też pojmuję postawę racjonalistyczną. Naprawdę nie uda się Panu wyprowadzić mnie z równowagi, zresztą nie tylko Pan próbował to zrobić.

Niechże więc Pan zrozumie, że nie interesują mnie przepychanki słowne, epitety, itd., tylko zagadnienia teoretyczne oraz ewentualne argumenty za i przeciw. Gdyby sam Belzebub przedstawił np. przekonujący dowód na nieistnienie Boga, oczywiście uznałbym ten dowód. Tym bardziej uznam Pańskie racje lub kogokolwiek innego, jeżeli wydadzą mi się przekonujące.

18-01-2014 17:45 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Wielce Szanowny Panie Elasp, już starożytni zauważyli, iż nikt nie może być sędzia we własnej sprawie
i Pańskie osądy i pouczania dotyczące mnie oraz moich wypowiedzi, krytykujących to co Pan tu wypisuje wcale mnie nie interesują.


>Proszę Pana uprzejmie, aby Pan nie próbował mnie konfliktować z innymi Forumowiczami
Uprzejmie Pana informuję, że wszelakie Pańskie pouczania mam w wielkim poważaniu. Natomiast nigdy nie próbuję nikogo konfliktować.

>i nie bronił p. Fizyka, bo on z łatwością obroni się bez Pańskiej pomocy.
Oczywiście, że pan Fizyk doskonale obroni się bez mojej pomocy i nawet nieuzasadnionym zarozumialstwem byłaby jakakolwiek próba jego obrony. Nie wypowiedziałem się na temat problemu tylko na temat Pańskiego stosunku do interlokutorów. To co Pan napisał jest chamską wypowiedzią - niezależnie od meritum. Przypominam, to co Pan napisał:
> Sugerowałbym Panu nie wypowiadać się z takim przekonaniem na temat spraw dla których najwyraźniej nie ma Pan dostatecznego zrozumienia.
I mój komentarz do tego:
Na forum żadne formalne wykształcenie nie ma większego znaczenia. Najważniejsze są teksty, które się bronią lub nie. Trudno na naszym forum znaleźć dużo porównywalnych tekstów z postami pana Fizyka wyjaśniających prosto najtrudniejsze problemy fizyki, ale tak się przypadkiem składa, że jest on profesorem fizyki.

Czy trzeba jeszcze coś więcej dodawać do Pańskiej kompromitacji, wszystkich dookoła Pan tu poucza, a sam nie może się odbić od intelektualnego dna. Pan Fizyk, tak jak my wszyscy może się mylić, może coś źle rozumieć, popełniać błędy, ale Pańskie zamykanie ust profesjonaliście świadczy tylko Panu samym i środowisku, które Pan reprezentuje.

>Próba ośmieszenia mnie też nie odniesie skutku.
Zgadzam się tu w 100% z Panem i dlatego tu dosyć często powtarzam.
Nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami. Nawet największe staranie będzie bezskuteczne, gdy nasze wypowiedzi są sensowne. Czytelnicy w swej masie są bardzo sprawiedliwi, choć pojedynczo różne rzeczy nam się zdarzają.

>Nigdy niczego nie biorę ad personam,
To inaczej jak ja. Liczę się ze zdaniem czytelników, szczególnie tych których szanuję za ich wiedzę i mądrość, ale ogólnie wszystkich i cieszą mnie oceny. Bardziej te pozytywne, ale te negatywne także, gdyż wtedy znać, iż trafiłem w sedno.

>bo czytając czyjąś wypowiedź w świadomości odsiewam sprawy pozamerytoryczne od merytorycznych i po prostu zastanawiam się tylko nad drugimi.
Wówczas musiałby Pan bardzo poważne podchodzić do moich wypowiedzi, gdyż są one w powyżej 90% merytoryczne, a zupełnie tego nie zauważyłem. Pan moich wypowiedzi abo nie czyta ze zrozumieniem, albo niewiele z nich potrafi zrozumieć, choć większości na naszym forum się to znakomicie udaje.

>Tak też pojmuję postawę racjonalistyczną.
Tu Pan bardzo dobrze opisał jak Pan pojmuje racjonalizm: www.racjonalista.pl/forum.php/s,558739

>Naprawdę nie uda się Panu wyprowadzić mnie z równowagi, zresztą nie tylko Pan próbował to zrobić.
Tak, to się daje zauważyć! Jest Pan 100% nieprzemakalny na wszelką racjonalną argumentację i wszystkie choćby i najbardziej wyszukane argumenty spływają po Panu jak woda po kaczce. Tyle tylko, że Pan nachalnie tu ewangelizuje, poucza i epitetami na myślących samodzielnie rzuca.

>Niechże więc Pan zrozumie, że nie interesują mnie przepychanki słowne, epitety, itd.,
Gucio prawda, stara się Pan jak może, tyle że niewiele może, tu też przydaje się wiedza i inteligencja.

>tylko zagadnienia teoretyczne oraz ewentualne argumenty za i przeciw.
O kurtka na wacie i co i nikt Szanownemu Panu nie przedstawił poważnych argumentów?
A potrafi Pan czytać ze zrozumieniem?

>Gdyby sam Belzebub przedstawił np. przekonujący dowód na nieistnienie Boga, oczywiście uznałbym ten dowód.
Jest Pan z nami od roku (2012-12-05) i nie zauważył Pan, iż istotnie tylko Belzebub mógłby Panu przedstawić przekonujący dowód na nieistnienie Boga, gdyż nauka (science) takimi bzdurami się nie zajmuje:
www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,564542#w565006
www.racjon(*).php/z,0/d,15/s,562660#w565089

>Tym bardziej uznam Pańskie racje lub kogokolwiek innego, jeżeli wydadzą mi się przekonujące.
Przecież już Pan tu dowiódł niezbicie, iż żadne racje przeczące Pańskiej wierze nie są dla Pana przekonujące. Gorzej Pan je odrzuca a priori jeszcze przed ich poznaniem. Jest Pan święcie przekonanym, że Szatan istnieje; Ks. Andrzej Ziółkowski CM ostrzega: "diabeł lubi, gdy się o nim mówi, pisze, rozważa, snuje ciekawe domysły, studiuje, rysuje, maluje, rzeźbi... Wierzymy, że on istnieje, ale nienawidzimy go. Diabeł boi się czystego sumienia, dobroci, miłości do Boga i bliźniego. Ci, którzy pragną studiować demonologię (nauka o szatanie), powinni najpierw mieć silną wiarę i poznać bardzo dobrze angelologię (nauka o aniołach)." "- toczy się ciężka walka przeciw mocom ciemności." (Gaudium et spes. II Sobór Watykański). Przypominają o jego istnieniu ostatni papieże, Kongregacja Doktryny Wiary oraz jej prefekt. Zło nie jest więc jakimś brakiem, lecz siłą działającą, istnieje w postaci żywej istoty duchowej, istoty przewrotnej (...) Jest to rzeczywistość straszna, tajemnicza, budząca grozę (...) Szatan i jego wpływ, jaki wywierać może na poszczególne jednostki i na zbiorowości, na całe społeczeństwa - to mógłby być jeden z ważniejszych rozdziałów nauki katolickiej, który należałoby na nowo studiować. (Paweł VI (15. 11. 1972)). I nie słucha jego podszeptów, których pełne jest nasze forum.

Miłego dnia.

@@@
.
18-01-2014 18:35 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> I nie słucha jego podszeptów, których pełne jest nasze forum.

Ponieważ mógłby się Pan Elsap skalać byciem bardziej człowiekiem, w którym dobro i zło przebiega na wskroś, a nie poza? (G.Lucas)

łacząc pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
18-01-2014 18:56 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
>> Jeżeli pofatyguje się Pan przedstawić ten rzekomy paradoks krótko i jasno, to ja Panu podam krótkie i jasne jego rozwiązanie.
> Paradoks "grue": en.wikipedia.org/wiki/New_riddle_of_induction

Miałem nadzieję, że potrafi Pan przedstawić ten "paradoks" własnymi słowami. Ale skoro nie, to ja też w podobny sposób go rozwiążę: fitelson.org/confirmation/sober_grue.pdf
18-01-2014 19:27 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>>> Jeżeli pofatyguje się Pan przedstawić ten rzekomy paradoks krótko i jasno, to ja Panu podam krótkie i jasne jego rozwiązanie.

Napisał Pan "krótko i jasno", a nie "własnymi słowami". Tymczasem miał Pan podać własne rozwiązanie, a przedstawia cudze.

Dobrze, przedstawię więc paradoks własnymi słowami, a Pan własnymi słowami paradoks rozwiąże. Nie sięgam już do internetu, ufam własnej pamięci.

Przyjmijmy, że przedmiot jest "grue" jeżeli:

a) jest zielony w chwili t lub wcześniej

lub

b) jest błękitny w którejś z chwil późniejszych od t.

Przypuśćmy, że badaliśmy barwę szmaragdów i że do chwili t włącznie wszystkie sprawdzone szmaragdy były zielone.

W naturalny sposób nasuwa się hipoteza:

H1. Wszystkie szmaragdy są zielone.

Nietrudno jednak wysunąć hipotezę:

H2. Wszystkie szmaragdy są grue.

Hipoteza H2 jest tak samo zgodna ze wszystkimi obserwacjami, jak hipoteza H1. Zwróćmy uwagę, że H1 i H2 wykluczają się, a jednak są tak samo dobrze potwierdzone przez doświadczenie Ponadto, jeżeli hipoteza H2 jest zgodna z obserwacjami, jest z obserwacjami zgodna nieskończona wielość odmiennych hipotez. Którą więc wybrać i dlaczego? Jakie rzeczowe względy miałyby przemawiać za wyborem akurat tej a nie innej (poza estetycznymi lub psychologicznymi)?



18-01-2014 20:53 
 Ocena 8 na 8
Fizyk (17637 punktów)
> Przyjmijmy, że przedmiot jest "grue" jeżeli:
> a) jest zielony w chwili t lub wcześniej
> lub
> b) jest błękitny w którejś z chwil późniejszych od t.
> Przypuśćmy, że badaliśmy barwę szmaragdów i że do chwili t włącznie wszystkie sprawdzone szmaragdy były zielone.
> W naturalny sposób nasuwa się hipoteza:
> H1. Wszystkie szmaragdy są zielone.
> Nietrudno jednak wysunąć hipotezę:
> H2. Wszystkie szmaragdy są grue.
> Hipoteza H2 jest tak samo zgodna ze wszystkimi obserwacjami, jak hipoteza H1. Zwróćmy uwagę, że H1 i H2 wykluczają się, a jednak są tak samo dobrze potwierdzone przez doświadczenie.

Nie, te hipotezy nie są jednakowo prawdopodobne, bo przedmioty rzadko zmieniają kolory, a już prawie nigdy nagle. Nawet jeżeli ktoś widzi szmaragd po raz pierwszy w życiu, to uprzednia znajomość podobnych przedmiotów mówi, że jest wysoce nieprawdopodobne aby ten szmaragd stał się nagle błękitny. Opisuje to ilościowo wnioskowanie Bayesowskie.
18-01-2014 21:19 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Przecież nie chodzi o zmianę kolorów. Niech Pan zwróci jeszcze raz uwagę na znaczenie słowa "grue" i obecność słowa "lub" w definicji. Nie spójnika "i", ale spójnika "lub".
19-01-2014 10:07 
 Ocena 6 na 6
Fizyk (17637 punktów)
>>> Przyjmijmy, że przedmiot jest "grue" jeżeli:
>>> a) jest zielony w chwili t lub wcześniej
>>> lub
>>> b) jest błękitny w którejś z chwil późniejszych od t.
>> ...
> Przecież nie chodzi o zmianę kolorów.

Dziękuję za usunięcie paradoksu przez zaprzeczenie samemu sobie.
19-01-2014 01:28 
 Ocena 8 na 8
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> H1. Wszystkie szmaragdy są zielone.
> H2. Wszystkie szmaragdy są grue.

> Hipoteza H2 jest tak samo zgodna ze wszystkimi obserwacjami, jak hipoteza H1.

Najważniejszym kryterium oceny hipotez jest ich moc predykcyjna. Skupianie się na mocy eksplanacyjnej jest błędem i prowadzi do patologii, które dobrze ilustruje powyższy "dylemat".

H2 - i już sama koncepcja "koloru" grue - postuluje istnienie mechanizmu, który:
a) w arbitralnie wybranym momencie zmieni kolor wszystkich nie zaobserwowanych jeszcze szmaragdów z zielonego na błękitny, lub
b) tak kiedyś rozmieścił zielone i błękitne szmaragdy na świecie, żeby przed chwilą t zostały zaobserwowane wszystkie zielone i żaden z błękitnych.

Pierwszy wariant wymaga supermocy, a drugi dodatkowo wiedzy o przyszłości. Komu w ogóle podobna koncepcja mogłaby kiedykolwiek zaświtać jako sensowna hipoteza? Aha, no tak.

> Którą więc wybrać i dlaczego?

Co to znaczy "wybrać"? Chwila t minęła, więc teraz (dopiero teraz) możesz przetestować obie hipotezy - a wybierzesz sobie po teście.

Jeżeli natomiast ktoś proponuje Ci zakład hazardowy i nie wiesz jaki kolor obstawić dla "pierwszego znalezionego po chwili t szmaragdu", to nie masz żadnych podstaw aby nie użyć najprostszego dotychczas sprawdzającego się modelu. Każda odpowiedź inna niż "zielony" nie będzie racjonalna.
19-01-2014 09:27 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>H2 - i już sama koncepcja "koloru" grue - postuluje istnienie mechanizmu, który:
>a) w arbitralnie wybranym momencie zmieni kolor wszystkich nie zaobserwowanych jeszcze szmaragdów z zielonego na błękitny, lub
>b) tak kiedyś rozmieścił zielone i błękitne szmaragdy na świecie, żeby przed chwilą t zostały zaobserwowane wszystkie zielone i żaden z błękitnych.
>Pierwszy wariant wymaga supermocy, a drugi dodatkowo wiedzy o przyszłości. Komu w ogóle podobna koncepcja mogłaby kiedykolwiek zaświtać jako sensowna hipoteza? Aha, no tak.

Nie rozumiecie Panowie (pp. Ojciec Ateusz i Fizyk) do końca tego paradoksu. Nie chodzi o żadną zmianę kolorów. Nie rozumiecie, że każdy z zaobserwowanych dotąd szmaragdów JEST grue, gdyż jest zielony? Hipoteza, że wszystkie na świecie szmaragdy są grue jest więc tak samo dobra jak hipoteza "wszystkie szmaragdy są zielone". Mają taką samą moc predykcyjną, ale chociaż przewidują inaczej. A zatem którą i dlaczego wybrać?
19-01-2014 18:07 
 Ocena 4 na 4
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Nie rozumiecie Panowie (...). Nie chodzi o żadną zmianę kolorów.

Polecam przejrzeć powtórnie mój post, tym razem doczytaj do punktu b) - który nie postulował zmiany kolorów.

> Nie rozumiecie, że każdy z zaobserwowanych dotąd szmaragdów JEST grue

No niestety, ale NIE JEST. Przypomnij mi, w którym momencie pozwoliłeś sobie na włączenie "koloru" grue do modelu świata? Możesz to zrobić tylko i wyłącznie wtedy, kiedy wykażesz przewagę H2 nad H1, co przed chwilą t nie mogło się zdarzyć - a to dlatego, że przed chwilą t, Twoja H2 była niefalsyfikowalna. Nie wspominając już o tym, że do modelu świata wprowadza cuda podpadające pod Brzytwę.

> A zatem którą i dlaczego wybrać?

Oczywiście H1, jako tę która ma maksymalną moc predykcyjną, jednocześnie pozostając najoszczędniejszą w sensie Ockhama. Napisałem to już wyżej, czytałeś w ogóle?
19-01-2014 12:34 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)

> Przyjmijmy, że przedmiot jest "grue" jeżeli:
> a) jest zielony w chwili t lub wcześniej
> lub
> b) jest błękitny w którejś z chwil późniejszych od t.
> Przypuśćmy, że badaliśmy barwę szmaragdów i że do chwili t włącznie wszystkie sprawdzone szmaragdy były zielone.
> W naturalny sposób nasuwa się hipoteza:
> H1. Wszystkie szmaragdy są zielone.
> Nietrudno jednak wysunąć hipotezę:
> H2. Wszystkie szmaragdy są grue.
>Hipoteza H2 jest tak samo zgodna ze wszystkimi obserwacjami, jak hipoteza H1. Zwróćmy uwagę, że H1 i H2 wykluczają się, a jednak są tak samo dobrze potwierdzone przez doświadczenie
Dlaczego sie wykluczają? Przecież właśnie skoro do chwili t są zielone, to znaczy ze są grue. Właśnie tak je zdefiniowales. Są zielone, a ponadto w ramach kategorii ogólnej są grue.

>Ponadto, jeżeli hipoteza H2 jest zgodna z obserwacjami, jest z obserwacjami zgodna nieskończona wielość odmiennych hipotez.
Dlaczego nieskończona ilośc? Grue przecież będzie tylko wtedy, jak szmaragd będzie wcześniej zielony lub pózniej niebieski. Żółty juz nie będzie grue, chyba za go tak zdefiniujesz.
19-01-2014 13:25 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Dlaczego się wykluczają? Przecież właśnie skoro do chwili t są zielone, to znaczy ze są grue. Właśnie tak je zdefiniowałeś. Są zielone, a ponadto w ramach kategorii ogólnej są grue.

Wykluczają, bo różnią się w przewidywaniach dotyczących barw tych szmaragdów, które będą zaobserwowane po chwili t. Z H1 wynika, że szmaragd taki będzie zielony, z H2 - że niebieski.

>Ponadto, jeżeli hipoteza H2 jest zgodna z obserwacjami, jest z obserwacjami zgodna nieskończona wielość odmiennych hipotez.

>Dlaczego nieskończona ilośc? Grue przecież będzie tylko wtedy, jak szmaragd będzie wcześniej zielony lub pózniej niebieski. Żółty juz nie będzie grue, chyba za go tak zdefiniujesz.

Bo mogę zdefiniować nieskończenie wiele predykatów tą samą metodą, jaką posłużyłem się w definicji "grue". Na przykład:

coś jest grue* wtedy i tylko wtedy gdy:

a) jest zielone w chwili t lub wcześniej
lub
b) jest prostokątne w chwili późniejszej niż t.

Hipoteza H3: Wszystkie szmaragdy są grue*

jest idealnie zgodna z dotychczasowym doświadczeniem, bo dokładnie wszystkie dotąd zaobserwowane szmaragdy spełniają warunek bycia grue*. By być grue* wystarczy bowiem być zielonym w chwili t LUB być prostokątnym w chwili późniejszej niż t. Przecież aby spełnić warunek postaci "a) lub b)" wystarczy spełnić warunek a), a wszystkie dotąd zaobserwowane szmaragdy warunek a) spełniają.

Wynika stąd, że z obecnym doświadczeniem idealnie zgadza się nieskończenie wiele hipotez.

Niech nikt mi nie mówi, że grue* nie jest własnością fizyczną (np. w przeciwieństwie do barwy), bo jest bardzo dobrze zdefiniowaną własnością fizyczną.
20-01-2014 12:29 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>>Dlaczego się wykluczają? Przecież właśnie skoro do chwili t są zielone, to znaczy ze są grue. Właśnie tak je zdefiniowałeś. Są zielone, a ponadto w ramach kategorii ogólnej są grue.
> Wykluczają, bo różnią się w przewidywaniach
To jeszcze da się jakoś wytrzymać. Wiele hipotez ma wielką moc eksplanacyjną, a jednocześnie praktycznie zerową moc predykcyjną właśnie ze względu na brak szczegółowych danych, które mogą mieć znaczenie w przyszłości. Na przykład na podstawie teorii ewolucji nie da się przewidzieć przyszłych cech organizmów.

>dotyczących barw tych szmaragdów, które będą zaobserwowane po chwili t. Z H1 wynika, że szmaragd taki będzie zielony, z H2 - że niebieski.
Zaraz, zaraz H2 przyjęliśmy dlatego i tylko dlatego, że wszystkie badane szmaragdy były do tej pory zielone. Na mocy doświadczenia są grue tylko poprzez swą zieloność, a co do ich niebieskości to - dopóki nie nastapi chwila t - brak materiału empirycznego, który w jakikolwiek sposób potwierdzałby niebieskość albo pozwalałby ją przewidzieć.

Gdy staną się niebieskie, wtedy wykluczymy stałość ich zieloności (H1). W dalszym ciągu jednak potwierdzimy H2 - są grue, jednak tym razem ze względu na niebieskość. Ponadto należało będzie przyjąć trzecią hipotezę (H3), która uwzględni zmianę koloru w czasie.

>>Ponadto, jeżeli hipoteza H2 jest zgodna z obserwacjami, jest z obserwacjami zgodna nieskończona wielość odmiennych hipotez.
Tak, można dowoli mnożyć słowa i wymyślać grue, true, a nawet SRUE i w każdą z tych kategorii ładować jakieś inne wartości fizyczne LUB wydumane.
Weźmy na przykład kategorię SRUE: człowiek powstał w wyniku ewolucji lub w wyniku boskiej kreacji.
Hipoteza SRUE: człowiek powstał w wyniku SRUE.
Dopóki nauka potwierdza, że człowiek powstał w wyniku ewolucji, dopóty hipoteza SRUE jest prawdziwa.
A skoro hipoteza SRUE jest prawdziwa, to zawsze może się jeszcze okazać, że prawdziwa jest druga część jej alternatywy.

> Niech nikt mi nie mówi, że grue* nie jest własnością fizyczną (np. w przeciwieństwie do barwy), bo jest bardzo dobrze zdefiniowaną własnością fizyczną.
Doprawdy fajowa to własność fizyczna, skoro przy jej opisie nie można się obejść bez słowa "lub".
19-01-2014 12:50 
 Ocena 2 na 2
Barbiel (1106 punktów)
A co oznacza ten czas t? To jakaś konkretna data czy moment obserwacji czy jeszcze coś innego? Bez tego nijak się nie da tego tematu rozebrać.
19-01-2014 13:30 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

T jest ostatnią chwilą, w której dokonaliśmy obserwacji. Możemy ją utożsamić z chwilą obecną, z "teraz". A więc - przed chwilą t = przeszłość, po chwili t = przyszłość.

Podejrzewam, że paradoks pozostaje paradoksem bez tego założenia dotyczącego t, ale wygodniej takie założenie przyjąć.
19-01-2014 13:43 
 Ocena 2 na 2
Barbiel (1106 punktów)
>T jest ostatnią chwilą, w której dokonaliśmy obserwacji. Możemy ją utożsamić z chwilą obecną, z "teraz". A więc - przed chwilą t = przeszłość, po chwili t = przyszłość.
Ta teoria miałaby sens, gdyby każdy szmaragd mógł być obserwowany tylko raz. W przypadku dwukrotnej obserwacji są dwa czasy obserwacji i trzeba by opracować nową teorię.
19-01-2014 14:01 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Ta teoria miałaby sens, gdyby każdy szmaragd mógł być obserwowany tylko raz. W przypadku dwukrotnej obserwacji są dwa czasy obserwacji i trzeba by opracować nową teorię.
>

Słuszna uwaga. Załóżmy, że zaobserwowany szmaragd chowamy do pudełka, do którego już później nie zaglądamy.
19-01-2014 14:20 
 Ocena 2 na 2
Barbiel (1106 punktów)
>Załóżmy, że zaobserwowany szmaragd chowamy do pudełka, do którego już później nie zaglądamy.
Wobec tego wszystko jasne.
Mamy tu dwie teorie:
1. Szmaradgy są zielone za każdym razem, gdy je obserwujemy.
2. Szmaragdy są grue, jeśli obserwujemy je 1 raz i nie mamy możliwości ponownego obejrzenia szmaragdu. (i jeśli ta jedna obserwacja wskazuje, że są zielone)
Gdzie widzisz sprzeczność między tymi teoriami?
19-01-2014 17:12 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Przypuśćmy, że w chwili t mamy wybrać uniwersalną hipotezę. Zgodnie z przykładem mamy do wyboru:

H1. Wszystkie szmaragdy są zielone,

H2. Wszystkie szmaragdy są grue.

Mamy wybrać hipotezę na podstawie dotychczasowej obserwacji. Którą z nich wybierzesz i dlaczego, skoro wszystkie dotąd zaobserwowane szmaragdy były zarówno zielone, jak i grue? Hipotezy H1 i H2 są różne, bo H1 mówi, że szmaragd, który znajdziesz za rok będzie zielony, zaś H2 mówi, że raczej będzie on niebieski? Jeżeli teraz, w chwili t, miałbyś wybrać hipotezę (nie czekając na to, co będzie za rok), to którą z nich i dlaczego?
19-01-2014 17:50 
 Ocena 2 na 2
Barbiel (1106 punktów)
> Przypuśćmy, że w chwili t mamy wybrać uniwersalną hipotezę. Zgodnie z przykładem mamy do wyboru:
> H1. Wszystkie szmaragdy są zielone,
> H2. Wszystkie szmaragdy są grue.
> Mamy wybrać hipotezę na podstawie dotychczasowej obserwacji. Którą z nich wybierzesz i dlaczego, skoro wszystkie dotąd zaobserwowane szmaragdy były zarówno zielone, jak i grue? Hipotezy H1 i H2 są różne, bo H1 mówi, że szmaragd, który znajdziesz za rok będzie zielony, zaś H2 mówi, że raczej będzie on niebieski? Jeżeli teraz, w chwili t, miałbyś wybrać hipotezę (nie czekając na to, co będzie za rok), to którą z nich i dlaczego?

Chwila, teoria brzmiała:
Przyjmijmy, że przedmiot jest "grue" jeżeli

a) jest zielony w chwili t lub wcześniej

lub

b) jest błękitny w którejś z chwil późniejszych od t.

Użyto słowo lub, czyli jeśli jest spełniony pierwszy warunek, to drugi już nie musi. Czyli teoria nie określa koloru po czasie t. Przedmiot będzie grue niezależnie, jaki będzie po czasie t.

Druga sprawa.

Skoro teoria zakłada, że nie mogę sprawdzić po jakimś czasie, jaki jest kolor szmaragdu (założyliśmy, że po jednorazowej obserwacji chowamy szmaradg do pudełka i nie zaglądamy już do niego) to teoria jest nieweryfikowalna i z tego powodu bezwartościowa. (Nie daje żadnych predykcji) Jeśli mam do wyboru teorię, którą mogę zweryfikować i taką, której nie mogę, to wybieram tą, którą mogę zweryfikować.
19-01-2014 18:47 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Czyli teoria nie określa koloru po czasie t. Przedmiot będzie grue niezależnie, jaki będzie po czasie t.

Jaka teoria? Która? Komplikuje Pan wszystko niepomiernie. Pomyślmy o czymś innym:

1. Jedziemy pewną drogą począwszy miejsca M. Jadąc cały czas prosto docieramy do miejsca P. Załóżmy, że nie widzimy dalszej części drogi, ale chcemy jechać nią dalej. A zatem, zatrzymawszy się w miejscu P mówimy:

H1. Trasa ta ma to do siebie, że jest prosta, nie ma nigdzie skrętów, ani w lewo, ani w prawo. A więc w dalszym ciągu będziemy jechać prosto.

Nasz kolega, siedzący obok mówi:

H2. A ja uważam, że ta droga ma to do siebie, że jest prosta do miejsca P, a po nim następuje jeden skręt w lewo.

Drugi kolega, jadący z nami mówi:

H3. Nie, jest prosta do miejsca P, ale potem następuje jeden skręt w prawo.

Każdy z nas, jadących samochodem, ma prawo twierdzić, że dotychczasowe doświadczenie stanowi doskonałe potwierdzenie dla jego hipotezy.

Którą hipotezę mamy wybrać, jeżeli mamy wybierać między H1, H2 i H3, i jeżeli mamy wybierać teraz, znajdując się w miejscu P?




19-01-2014 19:22 
 Ocena 2 na 2
Barbiel (1106 punktów)
>Jaka teoria? Która?
Eh, przytoczyłem ją, żeby nie było wątpliwości, o czym mówię:

Przyjmijmy, że przedmiot jest "grue" jeżeli

a) jest zielony w chwili t lub wcześniej

lub

b) jest błękitny w którejś z chwil późniejszych od t.

Czy z tego wynika, że przedmiot musi być błękitny po czasie t? Jeśli tak, to patrz dalsza część mojego poprzedniego posta.

Ale niech będzie że za bardzo to skomplikowałem. Wobec tego uprośćmy.
Pisałeś wcześniej, że teoria grue ma moc predykcyjną. Pytam: CO ona przewiduje?

>Którą hipotezę mamy wybrać, jeżeli mamy wybierać między H1, H2 i H3, i jeżeli mamy wybierać teraz, znajdując się w miejscu P?
Dopóki nie sprawdzimy, wszystkie są jednakowo słuszne.
Ten przykład jedna znacznie różni się od poprzedniego, bo tutaj wszystkie 3 teorie są jednakowo sprawdzalne.
19-01-2014 20:36 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>>Jaka teoria? Która?
>Eh, przytoczyłem ją, żeby nie było wątpliwości, o czym mówię:
>Przyjmijmy, że przedmiot jest "grue" jeżeli
>a) jest zielony w chwili t lub wcześniej
>lub
>b) jest błękitny w którejś z chwil późniejszych od t.

To nie jest teoria tylko definicja "grue". Wolno mi taką definicję przyjąć. Określa ona fizyczną własność polegająca na byciu a) lub b), czyli na byciu grue.

>Pisałeś wcześniej, że teoria grue ma moc predykcyjną. Pytam: CO ona przewiduje?

Nie "teoria grue", tylko hipoteza H2, do której sformułowania używa się słowa "grue", mającego bardzo dobra definicję (powyżej).

Hipoteza grue przewiduje, że szmaragd, na który natrafię w przyszłości (po chwili t), będzie mieć własność grue, a więc będzie błękitny.

>>Którą hipotezę mamy wybrać, jeżeli mamy wybierać między H1, H2 i H3, i jeżeli mamy wybierać teraz, znajdując się w miejscu P?
>Dopóki nie sprawdzimy, wszystkie są jednakowo słuszne.

Otóż to. A więc nie jest tak, że dane doświadczenia, nawet tak prostego jak to, że wszystkie zaobserwowane przez nas szmaragdy były zielone, "implikowały", czy "popierały" tylko jedną hioptezę. Dane doświadczenia są zgodne z nieskończenie wieloma odmiennymi hipotezami (lub raczej na odwrót: nieskończenie wiele hipotez zgadza się nawet z bardzo prostym materiałem doświadczeniowym).

Jeżeli są jednakowo słuszne, jak zauważyłeś, to nie istnieje racjonalny wybór którejś z nich, a wydawało się, że właśnie doświadczenie decyduje o tym, którą hipotezę empiryczną należy wybierać!

Związek między hipotezą empiryczną a doświadczeniem nie jest tak więc ścisły i prosty, jak nam się wydaje.

Pozdrawiam.


>
19-01-2014 21:14 
 Ocena 2 na 2
Barbiel (1106 punktów)
>To nie jest teoria tylko definicja "grue".
Tak sobie w skrócie nazwałem tą hipotezę.
Nie sądziłem, że to będzie źródłem nieporozumienia.

>Hipoteza grue przewiduje, że szmaragd, na który natrafię w przyszłości (po chwili t), będzie mieć własność grue, a więc będzie błękitny.

1. Czy aby na pewno musi być błękitny, skoro hipoteza zakłada, że albo jest ziekony w czasie t, albo błękitny później?

2. Hipoteza w żadnym razie nie zakłada, że natrafię na ten szmaragd w przyszłości, wręcz przeciwnie - zakłada, że nigdy na niego nie natrafię. (Takie zrobiliśmy założenie, że nie będzie ponownego oglądania)

>Jeżeli są jednakowo słuszne, jak zauważyłeś, to nie istnieje racjonalny wybór którejś z nich, a wydawało się, że właśnie doświadczenie decyduje o tym, którą hipotezę empiryczną należy wybierać!
Tak, nie istnieje racjonalny wybór, bo też nie było w czym wybierać. Żadna z tych hipotez nie była poparta doświadczeniem ani dowodami. Hipotez może być wiele, ale wybrać można tylko wtedy, gdy sprawdzą się jej przewidywania. Jeśli nie ma możliwości sprawdzenia hipotezy, to nie ma nawet sensu rozważanie jej. Jeśli jest możliwość sprawdzenia hipotezy, to trzeba sprawdzać, a nie rozmyślać.
20-01-2014 09:24 
 Ocena 10 na 10
Fizyk (17637 punktów)
> Hipoteza grue przewiduje, że szmaragd, na który natrafię w przyszłości (po chwili t), będzie mieć własność grue, a więc będzie błękitny.

Ponownie zwracam uwagę, że ta hipoteza jest tak bzdurna, że ma praktycznie zerowe szanse powodzenia w porównaniu z oczywistą hipotezą, że szmaragd pozostanie zielony. Wiemy czym są szmaragdy, wiemy czym są kolory i wiemy czym jest symetria przesunięcia w czasie. Pański "paradoks" to jedynie żałosne próby zignorowania tej wiedzy.
19-01-2014 16:13 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)

>Napisał Pan "krótko i jasno", a nie "własnymi słowami". Tymczasem miał Pan podać własne rozwiązanie, a przedstawia cudze.
Typowo katolickie "odwracanie kota ogonem". Bardzo dobrą szkołę Pan przeszedł, moje gratulacje.
19-01-2014 16:10 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
>Sugerowałbym Panu
Sugerowałabym Panu opanować nieco pychę i besserwisserstwo, bo się Pan ośmiesza.
Ale to w sumie Pana sprawa, że się Pan kompromituje.
19-01-2014 16:52 
 Ocena-1 na 3
Elasp (6859 punktów)

O czym Pani mówi? Czy to moja wina, że cały racjonalistyczny arsenał sprowadza się do sfatygowanego mauzera scjentyzmu, bata ironii i kilku ślepaków sarkazmu?
19-01-2014 17:40 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
> O czym Pani mówi?
Nie dla psa kiełbasa. Prawdopodobnie dla Pana to rzecz całkowicie niepojęta - tak jak Bóg oraz racjonalizm

>Czy to moja wina, że cały racjonalistyczny arsenał sprowadza się do sfatygowanego mauzera scjentyzmu, bata ironii i kilku ślepaków sarkazmu?
Zupełnie nie Pańska! Najpierw trzeba otrzymać dobry zestaw genów po przodkach (inteligencja), a następnie nie zostać poddanym nachalnej indoktrynacji w procesie socjalizacji. Nie to zupełnie nie Pańska wina. Nawet bardzo Panu współczuję, ale nasze forum jednak skierowanie jest do samodzielnie myślącej inteligencji i koniecznym jest tu jednak przedstawianie racjonalnych argumentów na pewnym minimalnym poziomie intelektualnym.
Nie z naszej też jest to winy, iż Pan na ten poziom się nie załapuje i wykpiwanym się czuje. Nie zrozumie Pan naszych argumentów - tak dlatego, że Pan tego nie potrafi, ale także dlatego, iż Pan nie chce ich zrozumieć.

Miłego dnia.

@@@
.
20-01-2014 02:56 
 Ocena 9 na 9
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)
>Czy to moja wina, że cały racjonalistyczny arsenał sprowadza się do sfatygowanego mauzera scjentyzmu,

... w przeciwieństwie do rzeszy światopoglądów, które opierają się na widzimisię twórcy, a nie solidnych faktach ?

>bata ironii i kilku ślepaków sarkazmu?

Bo ileż można tłuc to samo i walczyć ze światopoglądami, które nad realność przedkładają zabawę słowem i kompletnie chowają do grobu jakiekolwiek poznanie rzeczywistości.

Poza tym, wprowadzenie, szczególnie fragment o ironii i sarkazmie.


Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
20-01-2014 09:00 
 Ocena 13 na 13
Fizyk (17637 punktów)
> ... cały racjonalistyczny arsenał sprowadza się do sfatygowanego mauzera scjentyzmu, bata ironii i kilku ślepaków sarkazmu?

To w zupełności wystarcza na przerdzewiałą zbroję fideizmu pamiętającą czasy krucjat.
18-01-2014 15:14 
 Ocena 9 na 9
Barbiel (1106 punktów)
> A co będzie, jeżeli wszyscy ludzie tak powiedzą, tzn. powiedzą, że tego nie akceptują? Wszystkie moralne podstawy, by kogokolwiek pociągać do jakiejkolwiek odpowiedzialności, przestaną wtedy istnieć.
A co będzie, jak jakaś wyższa instancja powie, żeby wymordować połowę ludności?
Nagle zabijanie stanie się moralne.

A właśnie. Zastanawiasz się skąd wywieść normy bezwzględne. Masz jakąś propozycję?
18-01-2014 20:05 
 Ocena-2 na 6
Elasp (6859 punktów)

Jedynym rozsądnym rozwiązaniem wydaje mi się przyjęcie autorytetu tych instancji, które miały już okazję sprawdzić się w historii ludzkości, a zarazem ostrożne podchodzenie do instancji świeższej daty.

Wszystko to, co mówię, to (mówiąc trochę górnolotnie) próba obrony tezy, że człowiek jest istotą autentycznie moralną, tzn. zdolną do działania zgodnie z pewną zasadą nie dla korzyści (jaką jest samozachowanie, przyjemność, szczęście, czy cokolwiek innego), ale z uwagi na nią samą, z uwagi na to, że "po prostu tak trzeba". Działanie bezinteresowne wydaje mi się ważnym elementem człowieczeństwa; być człowiekiem ("człowiek to brzmi dumnie"), to być zdolnym do czynów bezinteresownych.

Jeżeli oddaję znalezione pieniądze "bo tak trzeba" - jestem istotą moralną. Jeżeli oddaję znalezione pieniądze (deklarując wprawdzie: "Bo tak trzeba"), ale tak naprawdę będąc powodowanym chęcią (długofalowego) zysku, jakim jest przetrwanie w stabilnym społeczeństwie, mój czyn moralny nie jest, tak jak nie jest moralnym czyn kogoś, kto oddaje pieniądze mając na uwadze (krótkofalową) nagrodę ("znaleźne").

Racjonalizm świecki pozbawia nas w tym względzie złudzeń.

Czas sobie uświadomić, że słowo "człowiek" jest słowem normatywnym, a nie opisowym. Być człowiekiem to być zdolnym to pewnego rodzaju postępowania (czy to o charakterze intelektualnym, czy praktycznym). Jeżeli więc jakaś istota z innej planety miałaby te cechy, to mogłaby być nazywana człowiekiem, bez względu na odmienność budowy
(trochę tak jak np. zegar - nie jest w sumie ważne, z jakiego jest wykonany materiału).


18-01-2014 20:51 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
> Jedynym rozsądnym rozwiązaniem wydaje mi się przyjęcie autorytetu tych instancji, które miały już okazję sprawdzić się w historii ludzkości, a zarazem ostrożne podchodzenie do instancji świeższej daty.
Bardzo słuszne podejście, zdecydowanie należy odrzucić autorytet chrześcijaństwa, a szczególnie jego rzymskiej wersji. Kościół Katolicki wykazał się przez dwa tysiąclecia wszystkim co najgorsze. Ostrożnie zaś należy podchodzić do XX wiecznych religii państwowych, gdyż one mogą się jeszcze naprawić. Pieprzy Pan strasznie.

Należy pochodzić bardzo krytycznie do wszystkich bez wyjątku religii/ideologi, gdyż wiara w każdą z nich, wcześniej lub później tylko do nieszczęść prowadzi.

>Wszystko to, co mówię, to (mówiąc trochę górnolotnie) próba obrony tezy, że człowiek jest istotą autentycznie moralną, tzn. zdolną do działania zgodnie z pewną zasadą nie dla korzyści (jaką jest samozachowanie, przyjemność, szczęście, czy cokolwiek innego), ale z uwagi na nią samą, z uwagi na to, że "po prostu tak trzeba". Działanie bezinteresowne wydaje mi się ważnym elementem człowieczeństwa; być człowiekiem ("człowiek to brzmi dumnie"), to być zdolnym do czynów bezinteresownych.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,8/s,536532#w537078
www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,595442#w595490

> Racjonalizm świecki pozbawia nas w tym względzie złudzeń.
Tak, gdyż rozróżnia moralność według swojego wyboru od moralności ze strachu.

> Czas sobie uświadomić, że słowo "człowiek" jest słowem normatywnym, a nie opisowym. Być człowiekiem to być zdolnym to pewnego rodzaju postępowania (czy to o charakterze intelektualnym, czy praktycznym).
pl.wikipedia.org/wiki/Homo
pl.wikipedia.org/wiki/Człowiek_rozumny
pl.wikipedia.org/wiki/Człowiek
www.racjon(*).php/z,0/d,30/s,537149#w548388

>Jeżeli więc jakaś istota z innej planety miałaby te cechy, to mogłaby być nazywana człowiekiem, bez względu na odmienność budowy (trochę tak jak np. zegar - nie jest w sumie ważne, z jakiego jest wykonany materiału).
Bzdura. Mogłaby zostać wspólnie z nami nazywana istotą rozumną, ale nie byłaby człowiekiem, właśnie ze "względu na odmienność budowy", choć jej poziom intelektualny mógłby być nawet sporo wyższym od naszego.

Miłego dnia.

@@@
.
18-01-2014 20:25 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Jedynym rozsądnym rozwiązaniem wydaje mi się przyjęcie
> autorytetu tych instancji, które miały już okazję sprawdzić
> się w historii ludzkości

O sprawdzaniu się instancji którą masz tu na myśli raczej wstyd mówić, mamy tu o niej zdecydowanie negatywne zdanie - niestety poparte faktami. Skrótowo: stosunek Kościoła do seksualności, inkwizycja, wojny na tle religijnym, przekłamywanie prawdy historycznej w Biblii, pochwała niewolnictwa oraz ograniczanie osobistych aspiracji kobiet.

> a zarazem ostrożnie podchodzić do instancji świeższej daty.

Jednak to co świeższe zawsze będzie świeższe

> Jeżeli oddaję znalezione pieniądze "bo tak trzeba" - jestem istotą
> moralną. Jeżeli oddaję znalezione pieniądze (deklarując wprawdzie:
> "Bo tak trzeba"), ale tak naprawdę będąc powodowanym chęcią
> (długofalowego) zysku, jakim jest przetrwanie w stabilnym
> społeczeństwie, mój czyn moralny nie jest, tak jak nie jest moralnym
> czyn kogoś, kto oddaje pieniądze mając na uwadze (krótkofalową)
> nagrodę ("znaleźne").

Rozumowanie, które tu przedstawiasz ma niestety mankamet krótkich nóg. Będąc człowkekiem wrażliwym, dbającym o swój rozwój intelektualny nie wyzbędziesz się refleksji, rozumowania że "jeżeli oddaję znalezione pieniądze "bo tak trzeba" to z jakiegoś powodu chyba to robię".

Jesteś przede wszystkim istotą myślącą. Żeby poprzestać na "bo tak trzeba" chyba musiałbyś sobie wypalić żelazem szare komórki, co z resztą wielu teistów robi.

W tej refleksji, że przyczyni się to do stabilizacji społeczeństwa jest jeszcze więcej dobra, świadomosci i dbałości o nie (oraz o siebie i o swoich bliskich) niż w pierwszym przypadku. Same dobre rzeczy.
Zdecydowanie nie rozumiem powodu, z którego tak się tego boisz i kurczowo chcesz stanąć w pół drogi.

> Jeżeli więc jakaś istota z innej planety miałaby te cechy, to
> mogłaby być nazywana człowiekiem, bez względu na odmienność budowy
>(trochę tak jak np. zegar - nie jest w sumie ważne, z jakiego jest wykonany materiału).

Zgadzam się. Bardzo często wykorzystują to filmowcy w swoich filmach science fiction.
Mimo wszystko znów pusty, bardzo oderwany od realiów przykład.
pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
18-01-2014 22:10 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>O sprawdzaniu się instancji którą masz tu na myśli raczej wstyd mówić, mamy tu o niej zdecydowanie negatywne zdanie...

Zakładam się z Tobą, że za 50 lat nauka Kościoła Katolickiego okaże się oazą normalności. Mówię o rzeczach fundamentalnych, nie o szczegółach doktrynalnych,
w które i tak już chyba mało kto wierzy. Przeszłość nie jest ważna, a na pewno ważniejsza jest teraźniejszość oraz przyszłość. Nawet gdybym nie był katolikiem, skłaniałbym się do wyboru KK na zasadzie mniejszego zła. Nie twierdzę, że Kościół jest dobry (nigdy tego nie powiedziałem), ale wydaje mi się po prostu mniejszym złem. Nawet jeżeli nie ma Boga, ani życia pozagrobowego, są to użyteczne fikcje. Sam mam bardzo wiele rezerwy do Kościoła (zwłaszcza polskiego), wbrew temu, co mi się przypisuje na forum.

Człowiek współczesny przechodzi solidną indoktrynację, której dokonuje nie tyle szkoła, co rynek, tzn. wielkie korporacje i sterowana przez nie kultura masowa. Przekonanie, że gdy odeślemy Kościół do lamusa ludzie zaczną (wreszcie!) myśleć samodzielnie i będą decydować sami za siebie jest katastrofalnym nieporozumieniem.
To, co jemy, w co się ubieramy, jak spędzamy czas wolny, itd., na to wszystko wpływają wielkie korporacje, a więc bardzo mały odsetek ludzkości, na ogół bezideowy, nastawiony na maksymalizację zysków wszelkimi sposobami. Naiwni, którzy sądzą, że są wolni, bo w niedzielę nie idą do kościoła, tylko ze szwagrem oglądają mecz... To jest intelektualne i wolitywne więzienie, tylko że dosyć wygodne, ale czy więzienie nie może być wygodne?

Gdyby rynek traktował nas jak(o) istoty wolne i rozumne, nie istniałaby wszechobecna reklama, adresowana bardziej do zmysłów i instynktownych pragnień, niż do rozsądku. Zakładam się z Tobą, że wiele wyborów ekonomicznych, których dokonałeś, wydało Ci się ex post nieuzasadnionych. Twoje wybory były więc albo zdeterminowane z zewnątrz, albo nieracjonalne, a Ty nie mogłeś lub nie chciałeś się oprzeć "bodźcom zewnętrznym".

>Rozumowanie, które tu przedstawiasz ma niestety mankamet krótkich nóg. Będąc człowkekiem wrażliwym, dbającym o swój rozwój intelektualny nie wyzbędziesz się refleksji, rozumowania że "jeżeli oddaję znalezione pieniądze "bo tak trzeba" to z jakiegoś powodu chyba to robię".
>Jesteś przede wszystkim istotą myślącą. Żeby poprzestać na "bo tak trzeba" chyba musiałbyś sobie wypalić żelazem szare komórki, co z resztą wielu teistów robi.

Szczerze mówiąc nie rozumiem tych uwag. Moje rozumowanie nadal wydaje mi się nie do odparcia, ale mogę się mylić.

18-01-2014 22:48 
 Ocena 2 na 2
farmer (22440 punktów)

> Człowiek współczesny przechodzi solidną indoktrynację, której dokonuje nie tyle szkoła, co rynek, tzn. wielkie korporacje i sterowana przez nie kultura masowa.

Wiesz ile trzeba siły by sprostać w wychowywaniu dzieci?

>Przekonanie, że gdy odeślemy Kościół do lamusa ludzie zaczną (wreszcie!) myśleć samodzielnie i będą decydować sami za siebie jest katastrofalnym nieporozumieniem.

Baba z wozu koniom lżej.
To chyba jakiś żart? Czujesz jakieś zagrożenie z środowiska tego forum? A gdybyś miał wątpliwości to w Polsce a jakże katolickiej pełnej kościołów klucze kłódki zamki to jeszcze długo nie wyjdą z użycia.
19-01-2014 08:23 
 Ocena 7 na 7
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Zakładam się z Tobą, że za 50 lat nauka Kościoła Katolickiego
> okaże się oazą normalności. Mówię o rzeczach fundamentalnych,
> nie o szczegółach doktrynalnych,

Oazą wątpię, ale masz rację - będzie zdecydowanie lepiej. Kościół czegoś się nauczy od opinii publicznej. Już się uczy.

> Przeszłość nie jest ważna a na pewno ważniejsza jest teraźniejszość oraz przyszłość.

I to mówi katolik, odwołujący się do nauki Kościoła mającej podstawy wprost w życiu i nauce Jezusa - pół Boga pół człowieka, który żył 2 tys. lat temu. Teraz naprawdę zabiłeś mi ćwieka.

> Nie twierdzę, że Kościół jest dobry (nigdy tego nie powiedziałem),
> ale wydaje mi się po prostu mniejszym złem.

Doprawdy nie wiem, na jakiej podstawie Ci się to wydaje. Nie mam pojęcia skąd wnosisz, że akurat Europa zdominowana jeszcze nie tak dawno temu przez chrześcijaństwo jest lepsza od cywilizacji chińskich czy inkaskich.
Czytywałeś np. Konfucjusza? W ilu krajach poza kulturą chrześcijańską byłeś dłużej?
Zastanawia mnie, czy to czasem nie jest tak, że chwalisz tylko to co jest naszej swojskie - jakie by ono nie było to jest ok, cacy tylko dlatego że "innego nie znam, a jak poznam to nie polubię".
Oj Elsapie, Elsapie.. i Ty chcesz w swoich oczach uchodzić za logika-racjonalistę

> (..) Naiwni, którzy sądzą, że są wolni, bo w niedzielę
> nie idą do kościoła, tylko ze szwagrem oglądają mecz...
> To jest intelektualne i wolitywne więzienie, tylko że dosyć
> wygodne, ale czy więzienie nie może być wygodne?

I dlatego my tutaj propagujemy rozumne myślenie oparte na racjonalizmie. Dlatego wśród nas spotkasz głownie indywidualistów. Nie jest trudne odróżnić ludzi myślących samodzielnie od tych, którzy potrzebują boga lub bożka. Gdybyś był np. w Rosji - ujrzałbyś ateistycznych ludzi religijnych, którzy nie wierzą w żadnego mono czy też politeistycznego boga. Wierzą za to, że im większy będą mieli samochód, im większe wpływy, w im ładniejsze ciuchy będzie ubrane ich dziecko (musowo za ciężkie dla nich pieniądze) - tym będą bliżej swojego upragnionego raju. To jest również front, na którym walczy nowy ateizm.

> Gdyby rynek traktował nas jak(o) istoty wolne i rozumne, nie
> istniałaby wszechobecna reklama, adresowana bardziej do zmysłów
> i instynktownych pragnień, niż do rozsądku.

Daj spokój już z tym oskarżaniem innych w tym wielkich korporacji. Widać Matrixa w kółko oglądasz Na to, co piszesz są sposoby, nie popadajmy w ksenofobię: niedawno żona mojego kuzyna opowiadała mi o kliencie, który wstąpił do jej apteki i chciał lek na katar "ten co jest reklamowany w TV".
- Ale jaka nazwa?
- No ten reklamowany najbardziej w TV
- Moze być Sudafed? Jest dobry.
- Nie, to było coś innego. Proszę ten konkretnie, który był reklamowany
- Nie wiem jaki był reklamowany, nie mam w domu telewizora (istotnie nie mają)
- ...

> Zakładam się z Tobą, że wiele wyborów ekonomicznych, których
> dokonałeś, wydało Ci się ex post nieuzasadnionych. Twoje wybory
> były więc albo zdeterminowane z zewnątrz, albo nieracjonalne,
> a Ty nie mogłeś lub nie chciałeś się oprzeć "bodźcom zewnętrznym".

A co, jeśli i ja nie mam w domu TV?
No dobra, powiem Ci czym ja się sugeruję przy wyborze produktu na dwówch przykładach:
a) proszek do prania: wybieram najtańszy, ponieważ nie widzę różnicy gdy piorę jakimś "lepszym" bo reklamowanym w TV typu Vizir czy Ariel, które z rzadka kupuję do testów. Piorę głównie Dosią.
b) samochód: lubię linie nadwozia, które jeszcze rysowałem z kolegą w technikum za czasów socjalizmu, czyli w latach 80tych. Oprócz wyglądu sugeruję się wielkością kabiny i pojemnością bagażnika (dokładnie wiem, czego mi na moim etapie życia potrzeba) + niezawodnością (śledzę raporty DEKRA i biorę pod uwagę opinie kilku mechaników, do których co jakiś czas jeżdzę z samochodami mojej kobiety i moim). Ważna jest też ekonomia, patrzę na raporty konsumenckie w Internecie, w których między innymi odnajduję wpisy moich dobrych i fachowych kolegów z forum Peugeot. Właśnie obecnie jestem na etapie zmiany. Ostatecznie jeżdżę testowo kilkoma egzemplarzami marek, każdy dealer chętnie da Ci pojeździć danym modelem, o ile go ma. A jeśli nie ma - wtedy warto przejechać się do sąsiedniego miasta.
I jak przed Tobą wypadłem?

> Szczerze mówiąc nie rozumiem tych uwag.

Ano właśnie I w tym właśnie problem..
No nic. Pozdrawiam.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
19-01-2014 09:21 
 Ocena 5 na 5
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>> Żeby poprzestać na "bo tak trzeba" chyba musiałbyś
>> sobie wypalić żelazem szare komórki, co z resztą wielu teistów robi.
> Szczerze mówiąc nie rozumiem tych uwag. Moje rozumowanie
> nadal wydaje mi się nie do odparcia, ale mogę się mylić.

Ok, to może inaczej.
Poprzestawanie w mysleniu na "bo tak trzeba" jest tchórzostwem i kapitulacją przed refleksją, której big_zyd nie bał się ująć tymi oto zwięzłymi słowami:
Cytat:
Cóż... tak już jest na Ziemi, że wszystko - chcąc/nie chcąc - dzieje się w czyimś interesie. Nawet kiedy zwykły deszcz pada, jedni na tym zyskują, inni tracą. I tak od jakichś czterech miliardów lat.

Po co zabraniać sobie refleksji, że wszystko co robisz mądrze i szlachetnie - jest dla czyjegoś zysku i dobra? Twój Bóg Cię za to ukarze? Nie pójdziesz do nieba? Będziesz czuł się mniejszy, bardziej sfrustrowany, jeśli pozwolisz sobie na ów "grzech" głębszej refleksji?



Przynam, że tego właśnie nie rozumiem.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
19-01-2014 09:39 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Zarzuty są zupełnie nietrafne, bo powiedzenie "bo tak trzeba" nie wyklucza się z refleksją. Czy nie mogę dojść do wniosku "bo tak trzeba" w wyniku refleksji?
19-01-2014 09:50 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Czy nie mogę dojść do wniosku "bo tak trzeba" w wyniku refleksji?

Jeśli zatrzymasz się na etapie "bo tak trzeba" będzie Ci się na pozór wydawać, że doszedłeś do szczytnego celu.
Ale tak naprawdę nawet nie rozpocząłeś samodzielnie drogi refleksji.

"Tak trzeba" jest kapitulacją. Jest równoważne z bojaźliwym "nie będę zadawał sobie <<zbędnych>> pytań". Poza tym jest kalką z czasów, gdy byłeś małym chłopcem. Tak mówiono aby zatkać Ci usta, rodzice nie mieli dobrej odpowiedzi na pytanie "z jakiego powodu tak trzeba" ponieważ sami tego nie wiedzili a bali się myśleć.

Teraz jesteś już jednak dużym chłopcem. Nie kapituluj zaraz na początku.
pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
19-01-2014 09:58 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Szuka się po to żeby znaleźć, a nie po to, żeby szukać. Poszukiwanie nie jest wartością samą w sobie. Kiedyś znaleziono np. aksjomaty geometrii (powiedziano sobie: "po prostu tak jest") i nie był to dowód żadnej bojaźliwości, itp., ale wielki sukces. Niech Pan nie psychologizuje zagadnienia opowieściami o dzieciństwie.
19-01-2014 10:29 
 Ocena 4 na 4
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Zupełnie bez związku zestawiasz kwestię o której tu mówimy z zagadnieniami poszukiwań w geometrii.
To dwie różne dyscypliny i sprawy. To co napisałeś, że "szuka się po to żeby znaleźć, a nie po to, żeby szukać" ma głęboki sens również dla mnie, z tym się zgadzam. Pytanie tylko, czy rzeczywiście znalazłeś esenscję altruizmu i szlachetnej postawy poprzestając na "tak trzeba".

A propos psychologizowania: gdybym nie widział związku z typową sytuacją z dzieciństwa więszości ludzi, nie pisałbym o tym. Więc proszę na przyszłość Elsapie: nie mów mi, co mam pisać a co nie. Denerwuje mnie to.

A wracając - Sir Isaac Newton też myślał, że znalazł ostateczne prawa ruchu i powszechnego ciążenia, które dostarczyły podstaw do przewidywania sytuacji w szerokim obszarze działań zarówno nauki, jak i inżynierii, zwłaszcza do przewidywań ruchu ciał niebieskich. Jego wkład w analizę matematyczną stał się podstawą do tworzenia teorii naukowych. Połączył też ze sobą wiele odrębnych faktów z zakresu fizyki, które były odkryte wcześniej, w jeden wspólny zbiór praw.

Po latach okazało się jednak, że jego prawa ruchu nie są do końca uniwersalne (Einstein).
Wniosek?
łącząc pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
19-01-2014 13:13 
 Ocena 5 na 5
Barbiel (1106 punktów)
>Przeszłość nie jest ważna, a na pewno ważniejsza jest teraźniejszość oraz przyszłość.
Skoro przeszłość nie jest ważna, to po co upierasz się przy instancjach, które sprawdziły się w historii ludzkości?
To w końcu jakie masz kryterium wyboru tej instancji?
20-01-2014 12:57 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
Z Panem, Panie Elasp jest tak, że to akurat plusy dla pańskich postów trzeba uzasadniać.

Postawiłem go za:
1. krytykę kultury masowej
2. poniższe zdanie:
>Moje rozumowanie nadal wydaje mi się nie do odparcia, ale mogę się mylić.

3. a także ... nawet za to:
>Nawet jeżeli nie ma Boga, ani życia pozagrobowego, są to użyteczne fikcje

Za samo dopuszczenie ewentualności wskazanych w 2. i 3. należał się plus.
21-01-2014 00:02 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

P. Maceox nie pisze do mnie - każdą odpowiedzią nieustannie zezuje w stronę innych Forumowiczów... Czyżby na tym polegało owo "samodzielne myślenie", że trzeba nieustannie zadawać sobie pytanie: "co inni powiedzą?". Jest Pan w porównaniu ze mnę w sytuacji bardzo niekomfortowej. Czarna owca i tak będzie czarna, natomiast biała chce być jak najbielsza.
21-01-2014 01:21 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
> P. Maceox nie pisze do mnie - każdą odpowiedzią nieustannie zezuje w stronę innych Forumowiczów... Czyżby na tym polegało owo "samodzielne myślenie", że trzeba nieustannie zadawać sobie pytanie: "co inni powiedzą?". Jest Pan w porównaniu ze mnę w sytuacji bardzo niekomfortowej. Czarna owca i tak będzie czarna, natomiast biała chce być jak najbielsza.
Jak się już inaczej nie da, to trzeba wbić szpilę emocjonalną. Zbiłem wszelkie Pańskie argumenty, a na wiele moich pytań Pan nie odpowiedział. Teraz pozostały Panu w rękawie jeszcze tylko drobne uszczypliwości.

Tak, jestem zwierzęciem społecznym i gdy jestem w kościele, to klękam razem z wszystkimi z szacunku dla nich w ich świętym miejscu. Pan przychodzi na forum racjonalistów z nastawieniem wobec nich ewidentnie pogardliwym. Poucza nas Pan i próbuje rozstawić po kątach zgodnie ze swoją świętą misją.

Mam tu przyjaciół i spełniam się tu intelektualnie. Akurat w tym gronie bardzo mi dobrze być białą owcą. Jednocześnie kto mnie zna, to wie, że potrafię spierać sie również z przyjaciółmi aż po granice przyjaźni.

Gdyby Panu zależało na tym, żeby rozmawiać ze mną z wyłączeniem innych, to napisałby Pan do mnie na priva, ale ma Pan rację, że raczej nie miałbym na to ochoty. To publiczne forum i publiczne są tu dyskusje. Wszystkie wypowiedzi są poddane pod osąd forumowiczów. Jednak mamy w zwyczaju odnosić się do konkretnych twierdzeń i argumentów zawartych w konkretnych postach i tak właśnie zawsze czyniłem również w przypadku Pańskich wypowiedzi.

A Pan dlaczego chce z nami w ogóle rozmawiać?
18-01-2014 21:28 
 Ocena 4 na 4
Barbiel (1106 punktów)
> Wszystko to, co mówię, to (mówiąc trochę górnolotnie) próba obrony tezy, że człowiek jest istotą autentycznie moralną, tzn. zdolną do działania zgodnie z pewną zasadą nie dla korzyści (jaką jest samozachowanie, przyjemność, szczęście, czy cokolwiek innego), ale z uwagi na nią samą, z uwagi na to, że "po prostu tak trzeba". Działanie bezinteresowne wydaje mi się ważnym elementem człowieczeństwa; być człowiekiem ("człowiek to brzmi dumnie"), to być zdolnym do czynów bezinteresownych.
Zgodzę się, pozostaje pytanie skąd się to u niego bierze.

> Jeżeli oddaję znalezione pieniądze "bo tak trzeba" - jestem istotą moralną. Jeżeli oddaję znalezione pieniądze (deklarując wprawdzie: "Bo tak trzeba"), ale tak naprawdę będąc powodowanym chęcią (długofalowego) zysku, jakim jest przetrwanie w stabilnym społeczeństwie,
Różnica między tymi osobami polega na tym, że jeden wie, czym się kieruje a drugi nie wie.

Druga sprawa, jeśli ktoś ma zakodowane, że "tak trzeba" to miałby wyrzuty sumienia, gdyby postąpił inaczej. Więc robi, co trzeba, żeby uniknąć wyrzutów, być dumnym z siebie i poczuć się człowiekiem. I gdzie tu bezinteresowność?

>Być człowiekiem to być zdolnym to pewnego rodzaju postępowania
Zgadzam się.
>Jeżeli więc jakaś istota z innej planety miałaby te cechy, to mogłaby być nazywana człowiekiem, bez względu na odmienność budowy
Nie jest to najlepsza nazwa, ale ogólnie zgoda.

>Jedynym rozsądnym rozwiązaniem wydaje mi się przyjęcie autorytetu tych instancji, które miały już okazję sprawdzić się w historii ludzkości, a zarazem ostrożne podchodzenie do instancji świeższej daty.
Tu proszę o szczegóły, bo nawet nie chcę zgadywać, co masz na myśli.
19-01-2014 00:12 
 Ocena 7 na 9
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
> Jedynym rozsądnym rozwiązaniem wydaje mi się przyjęcie autorytetu tych instancji, które miały już okazję sprawdzić się w historii ludzkości, a zarazem ostrożne podchodzenie do instancji świeższej daty.

Trudno nie zauważyć, że wśród tych Instancji chrześcijaństwo należy właśnie do tych Najświeższych (świeższe są tylko islam i szeroko pojęte Oświecenie).
Kult Słońca byłby, Twym zdaniem, Najlepsiejszy?

> Wszystko to, co mówię, to (mówiąc trochę górnolotnie) próba obrony tezy, że człowiek jest istotą autentycznie moralną, tzn. zdolną do działania zgodnie z pewną zasadą nie dla korzyści

Istoty działające nie dla korzyści szybko działać przestają. Taki świat.

>ale z uwagi na nią samą, z uwagi na to, że "po prostu tak trzeba".

Komu trzeba?

>Działanie bezinteresowne wydaje mi się ważnym elementem człowieczeństwa; być człowiekiem ("człowiek to brzmi dumnie"),

...że też tak się nie Brzydzisz Gorkiego, stalinowca, cytować...

>to być zdolnym do czynów bezinteresownych.

Cóż... tak już jest na Ziemi, że wszystko - chcąc/nie chcąc - dzieje się w czyimś interesie. Nawet kiedy zwykły deszcz pada, jedni na tym zyskują, inni tracą. I tak od jakichś czterech miliardów lat.

> Jeżeli oddaję znalezione pieniądze "bo tak trzeba" - jestem istotą moralną.

... i Twój zysk polega wówczas co najmniej na Poprawieniu sobie Samopoczucia dzięki możliwości spojrzenia z Góry na tych mniej moralnych .
A Dobre Samopoczucie - Ważna Rzecz.
Bezdyskusyjnie pomaga ono Trwać w nieprzyjaznym środowisku - spójrz choćby na posłów Macierewicza, Hofmana, Kaczmarka...

>Jeżeli oddaję znalezione pieniądze (deklarując wprawdzie: "Bo tak trzeba"), ale tak naprawdę będąc powodowanym chęcią (długofalowego) zysku, jakim jest przetrwanie w stabilnym społeczeństwie, mój czyn moralny nie jest,

Jakie to Smutne...

>tak jak nie jest moralnym czyn kogoś, kto oddaje pieniądze mając na uwadze (krótkofalową) nagrodę ("znaleźne").

Z dotychczasowych Twoich wypowiedzi wnioskuję (jeśli jestem w błędzie, to mnie zeń wyprowadź), że moralność uznajesz za coś niejako ontologicznego, ba! - najistotniej ontologicznego w świecie.
Taż nawet sam Bóg (jeśli prawidłowo odczytuję Twe wypowiedzi) liczy się dla Ciebie głównie jako pewien gwarant moralności - "samego w sobie" mogłoby go w sumie nie być.
Cóż... cała wiedza biologiczna, antropologiczna, historyczna etc. sugeruje dość jasno, że moralność jest li tylko funkcją programu przetrwaj i się powielaj.
Program ten - skądinąd - nie stoi w żadnej sprzeczności z np. buddyjskim rozumieniem współczucia (to taka lina ratunkowa, jaką rzucam niniejszym Twojemu humanizmowi); jednak w buddyzmie myśli się w kategoriach cierpienia/braku cierpienia, nie zaś w kategoriach Dobra/Zła - a to naprawdę Zasadnicza różnica jest.

> Racjonalizm świecki pozbawia nas w tym względzie złudzeń.

Patrz wyżej.

> Czas sobie uświadomić, że słowo "człowiek" jest słowem normatywnym, a nie opisowym.

To akurat wiadomo od zawsze. Ludy tzw. prymitywne miano człowieka - normatywnie, a jakże - przypisują tylko tym, których umieszczają we własnej wspólnocie moralnej, tj. członkom własnego plemienia. Osobników z innych plemion już do ludzi nie zaliczają.
To samo znajdziesz do dziś po więzieniach, gdzie ludźmi nazywają się grypsujący, dla odróżnienia od frajerów, że o cwelach nie wspominam nawet.

>Być człowiekiem to być zdolnym to pewnego rodzaju postępowania (czy to o charakterze intelektualnym, czy praktycznym).

Patrz wyżej.

>Jeżeli więc jakaś istota z innej planety miałaby te cechy, to mogłaby być nazywana człowiekiem, bez względu na odmienność budowy

Żeby było śmieszniej - nie trzeba szukać aż po innych planetach.
Spotyka się to powszechnie na Starej Dobrej Ziemi.
Znów trzeba przywołać ludy tzw. prymitywne, u których dość powszechne jest utożsamianie się z niektórymi gatunkami zwierząt (i włączanie ich do własnej wspólnoty moralnej tj. do ludzi - nie chce mi się w tej chwili przepisywać, ale mam pod ręką przepyszny opis tego, jak to wygląda u ludu Wari z pogranicza brazylijsko-boliwijskiego; na żądanie przepisać mogę). Ale co tu szukać za morzami - Aleksander Wielki rozpaczał po śmierci swego konia Bucefała, śmierć niezliczonych tysięcy Persów przyjmował bez zmrużenia oka. Podobnych przykładów znajdzie się bez liku.

>(trochę tak jak np. zegar - nie jest w sumie ważne, z jakiego jest wykonany materiału).

Doprawdy?
18-01-2014 23:28 
 Ocena 8 na 8
maceox (6766 punktów)
> Jedynym rozsądnym rozwiązaniem wydaje mi się przyjęcie autorytetu tych instancji, które miały już okazję sprawdzić się w historii ludzkości, a zarazem ostrożne podchodzenie do instancji świeższej daty.
> Wszystko to, co mówię, to (mówiąc trochę górnolotnie) próba obrony tezy, że człowiek jest istotą autentycznie moralną, tzn. zdolną do działania zgodnie z pewną zasadą nie dla korzyści (jaką jest samozachowanie, przyjemność, szczęście, czy cokolwiek innego), ale z uwagi na nią samą, z uwagi na to, że "po prostu tak trzeba".

No cóż, homo sapiens istnieje na ziemi około 190 tysięcy lat, ale ponieważ poszukujemy pewnej, sprawdzonej instancji, to dlaczego nie wziąć pod uwagę w ogóle homo, który istnieje na ziemi od 2,5 miliona lat?
Jaka instancja moralna (wedle której "po prostu tak trzeba") sprawdziła się w tym okresie czasu?
W dość oczywisty sposób jest nią POPĘD PŁCIOWY.
Natomiast, rzeczywiście z dużą dozą sceptycyzmu odnosiłbym się do jakichś bardziej nowoczesnych wynalzków moralizatorskich. Jestem więc w tym względzie konserwatystą.
19-01-2014 09:43 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Żartuje Pan zamiast rzetelnie odpowiadać. Widzę, że racjonalistom świeckim zaczyna brakować argumentów.
19-01-2014 10:38 
 Ocena 4 na 4
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Żartuje Pan zamiast rzetelnie odpowiadać. Widzę, że racjonalistom świeckim zaczyna brakować argumentów.

"Żartami i poczuciem humoru roztopiono w historii wiele tabu"
Christopher Eric Hitchens (1949 -2011)
Plusik dla Pana maceoxa.
Swoją drogą jak to się podziało, że chrześcijanom dziś tak brakuje poczucia humoru..

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
19-01-2014 12:52 
 Ocena 8 na 8
maceox (6766 punktów)
> Żartuje Pan zamiast rzetelnie odpowiadać. Widzę, że racjonalistom świeckim zaczyna brakować argumentów.
Wyciągnąłem tylko logiczne konsekwencje z Pańskiego pomysłu. Jeśli są one śmieszne to świadczy tylko o samym pomyśle. Ja nie szukam instancji moralnej, którą możnaby przyjąć na mocy autorytetu, a która istnieje długo i sprawdziła sie w historii. Najwyższy poziom moralności w historii zawdzięczamy stosunkowo niedawno rozpoczętym procesom demokratyzacji i sekularyzacji. Są to trendy nowe w porównaniu do innych, a jednocześnie najbardziej moralne.
19-01-2014 15:43 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
> Żartuje Pan zamiast rzetelnie odpowiadać.
Ironia i sarkazm. Jeśli oczekujesz, że pisząc o tych tematach będziemy śmiertelnie poważni, zawiedziesz się. Owszem, często nasz styl jest niezwykle poważny, książkowy lub naukowy, bez cienia uśmieszku na ustach. Jednakże jest to zmieszane z mniej pompatycznymi ujęciami. "Propagowanie racjonalizmu oznacza nie tylko suchy język naukowych monografii (mało zazwyczaj perswazyjnych czy prelekcji, czy też wreszcie jedynie wyrabianie logicznego myślenia w świadomości społecznej. Oznacza ono także sięgnięcie po oręż lekkości i humoru, ironii i drwiny, jako nader groźnych narzędzi do walki z przesądem, nonsensem i bzdurą. Oznacza więc sięgnięcie do świetnych wzorów oświeceniowych pamfletów, tak skutecznie i nieubłaganie, a przy tym wszystkim w tak lekkiej formie, tropiących relikty mentalności pierwotno-irracjonalnej we współczesnych im społeczeństwach" (Zygmunt Poniatowski). Sam Mistrz imię którego nosi Racjonalista, daje nam wytyczne, które ujął w credo Tadeusz Żeleński-Boy: "Igrać z najbardziej uświęconymi pojęciami, z najbardziej czcigodnymi uczuciami, próbować ich siły i szczerości, rozkładać je odczynnikiem śmiechu, prowokować obłudne oburzenia, demaskujące dyskusje, wpuszczać powietrze, ośmielać do myślenia, iżby pośród walących się bałwanów zostało to, co naprawdę jest szanowane - oto zadanie, które chciałbym spełniać wedle sił moich". Oczywiście argumenty nasze są jak najbardziej poważne i jak najmniej śmieszne. Tego jednak umysłom bystrym tłumaczyć nie potrzeba. www.racjonalista.pl/kk.php/d,67

>Widzę, że racjonalistom świeckim zaczyna brakować argumentów.
A co Pan w ogóle widzi przy swoim ciasnym horyzoncie i braku otwartości na racjonalne argumenty innych?
www.racjonalista.pl/forum.php/s,525127#w533040
Przecież żadne argumenty do Pana nie docierają. Pan - jak każdy fideista - na racjonalne argumenty jest całkowicie nieprzemakalnym.

Pomimo kpin, żartów i złośliwości, prawie zawsze, merytorycznie i rzetelnie się do Pańskich wypowiedzi odnoszę i co Szanowny Pan ma z tego dla siebie? Moim zdaniem zupełnie nic.

Tak, racjonalizm światopoglądowy ma mocne argumenty tylko dla inteligencji samodzielnie myślącej, starającej się oprzeć swój światopogląd na wiedzy naukowej. Dla umysłów religijnie zamkniętych opierających swój światopogląd na wierze w przeróżne mitu argumentów nam brak. Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda.

Miłego dnia.

@@@
.
19-01-2014 08:57 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> trochę tak jak np. zegar - nie jest w sumie ważne, z jakiego jest wykonany materiału

Masz rację, dodatkowo chyba niestety nie jesteś pierwszy, który na to wpadł


Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
19-01-2014 11:24 
 Ocena 6 na 6
Frank Holman (5897 punktów)
> Jeżeli oddaję znalezione pieniądze "bo tak trzeba" - jestem istotą moralną.
Bynajmniej. Wtedy jesteś zaprogramowanym bezmyślnym robotem.

>Jeżeli oddaję znalezione pieniądze (deklarując wprawdzie: "Bo tak trzeba"), ale tak naprawdę będąc powodowanym chęcią (długofalowego) zysku, jakim jest przetrwanie w stabilnym społeczeństwie, mój czyn moralny nie jest,
Bynajmniej. Wtedy właśnie jesteś istotą jak najbardziej przemyślanie moralną, która nie tylko zna swoje powinności, ale wie jaka jest ich wartość (stabilne społeczeństwo, budowane na eliminowaniu zbędnych nieszczęść innych ludzi)

>nie jest moralnym czyn kogoś, kto oddaje pieniądze mając na uwadze (krótkofalową) nagrodę ("znaleźne").
To akurat fakt. Gdyż to jest akurat jeden z wyrazów egoizmu. A zbudowanie jakiejkolwiek wartości, poza zyskiem jednostki, na tej bazie tej cechy, raczej nie jest możliwe, natomiast częściej będzie skutkowało przysparzaniem innym problemów. Ergo - moralności w szerszym zakresie akceptacji nie da się na tym zbudować.

> Racjonalizm świecki pozbawia nas w tym względzie złudzeń.
To też fakt. Racjonalizm świecki pozbawia nas złudzeń w zakresie przydawania cech moralności działaniom "ludzi - zaprogramowanych automatów".
20-01-2014 01:26 
 Ocena 7 na 7
setarkos (10757 punktów)
> przyjęcie autorytetu tych instancji, które miały już okazję sprawdzić się w historii ludzkości, a zarazem ostrożne podchodzenie do instancji świeższej daty.
Zapewne masz na myśli instancje pozytywnie zweryfikowane - w szczególności nie takie, które zabijały za odmienność poglądów lub wspierały nazizm?
Świeżość daty to też słaby argument, gdyż nie należy zakładać, jakoby kiedyś ludzkość była mądrzejsza (postawiłbym nawet tezę przeciwną).

> Działanie bezinteresowne wydaje mi się ważnym elementem człowieczeństwa; być człowiekiem ("człowiek to brzmi dumnie"), to być zdolnym do czynów bezinteresownych.
OK - np. zalecenie, by nie wykorzystywać cudzej słabości (nie kopać leżącego) wydaje się wynalazkiem ludzkim (moim zdaniem cennym, choć jakby wbrew "prawu" dżungli).
> Jeżeli oddaję znalezione pieniądze (deklarując wprawdzie: "Bo tak trzeba"), ale tak naprawdę będąc powodowanym chęcią (długofalowego) zysku (..), mój czyn moralny nie jest
A jeśli liczę na uznanie w oczach Szefa?
> Racjonalizm świecki pozbawia nas w tym względzie złudzeń.
Jaki inny racjonalizm wchodziłby w rachubę? Sugerujesz, że nie potrafimy własnym sumptem znajdować wspólnych wartości, lecz musimy się posiłkować nieziemską Siłą? W moim odczuciu pieniądze oddam "bo tak jest po ludzku", zaś cudze przykazanie "bo tak trzeba" nie wystarczy.

> Czas sobie uświadomić, że słowo "człowiek" jest słowem normatywnym, a nie opisowym.
Zgoda. Będziemy tacy, jakich się wypracujemy - na 'zanurzenie w naturze' nie ma co liczyć, bo wtedy pewnie zdziczejemy (twierdzenie o wyższości tzw. prawa naturalnego nad stanowionym (umownym) uznaję za kierunek wsteczny względem cywilizacji).
20-01-2014 20:24 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)


Przepraszam za zwłokę w odpowiedzi.

>Zapewne masz na myśli instancje pozytywnie zweryfikowane - w szczególności nie takie, które zabijały za odmienność poglądów lub wspierały nazizm?

Proszę wskazać instancję bez skazy. Zresztą góry ocenia się po szczytach, a nie po dolinach.

> Świeżość daty to też słaby argument, gdyż nie należy zakładać, jakoby kiedyś ludzkość była mądrzejsza (postawiłbym nawet tezę przeciwną).

Nie, świeżość oznacza brak dostatecznej liczby świadectw. To trochę tak jak z ludźmi, do których dopiero z czasem nabieramy zaufania.

>> Jeżeli oddaję znalezione pieniądze (deklarując wprawdzie: "Bo tak trzeba"), ale tak naprawdę będąc powodowanym chęcią (długofalowego) zysku (..), mój czyn moralny nie jest
>A jeśli liczę na uznanie w oczach Szefa?

To niestety także nie. Na szczęście Szef Nowotesamentowy nie jest tak łasy na pochlebstwa i tak przeczulony na swoim punkcie jak Szef Starego Testamentu. Ten pierwszy powie: dobre jest to, co mi miłe, ten drugi: miłe mi to, co dobre. Należałoby raczej powiedzieć, że Szef ST okazał się przy bliższym poznaniu Szefem NT.

>Jaki inny racjonalizm wchodziłby w rachubę? Sugerujesz, że nie potrafimy własnym sumptem znajdować wspólnych wartości, lecz musimy się posiłkować nieziemską Siłą? W moim odczuciu pieniądze oddam "bo tak jest po ludzku", zaś cudze przykazanie "bo tak trzeba" nie wystarczy.

Tak, uważam, że nie potrafimy, czego dowodzi najnowsza historia. Wiara w zdolność człowieka do tak rozumianej samodzielności jest jednym z zabobonów Oświecenia.

Człowiek jest w stanie porozumieć się tylko w obliczu niezależnej od niego siły. W pewnym sensie w wieku dwudziestym wizja gniewu bożego została zastąpiona wizją wolny nuklearnej i tylko dlatego ludzie potrafili porozumieć się w momentach kluczowych dla historii współczesnej. Gdyby nie broń nuklearna, te zsekularyzowane i racjonalistyczne narody biłyby się wielokrotnie częściej, co pokazują przykłady wojen prowadzonych w XIX wieku. Doliczyć oczywiście należy obydwie Wojny Światowe.


20-01-2014 20:49 
 Ocena 5 na 5
Frank Holman (5897 punktów)
>Tak, uważam, że nie potrafimy, czego dowodzi najnowsza historia. Wiara w zdolność człowieka do tak rozumianej samodzielności jest jednym z zabobonów Oświecenia.
>Człowiek jest w stanie porozumieć się tylko w obliczu niezależnej od niego siły. W pewnym sensie w wieku dwudziestym wizja gniewu bożego została zastąpiona wizją wolny nuklearnej i tylko dlatego ludzie potrafili porozumieć się w momentach kluczowych dla historii współczesnej. Gdyby nie broń nuklearna, te zsekularyzowane i racjonalistyczne narody biłyby się wielokrotnie częściej, co pokazują przykłady wojen prowadzonych w XIX wieku. Doliczyć oczywiście należy obydwie Wojny Światowe.
>
I tym samym udowodniłeś, iż opierasz swoje myślenie na znanych stereotypach. Nie masz wiedzy na temat bezspornych faktów, iż jako ludzkość stajemy się z niewielkimi przerwami, ale systematycznym trendem, coraz bardziej pokojowi. Nawet kolejne wojny, które na razie są nieuniknione, jakkolwiek jest ich też stosunkowo coraz mniej, są coraz mniej "krwawe" jeśli chodzi o względne liczby ofiar, np. w stosunku do liczby ludności planety, czy nawet liczby ludności na obszarach zaangażowanych w konflikty zbrojne.
Po drugie, co za "gdyby". Tak właśnie było, w takich właśnie warunkach, i ludzkość dzięki temu cały czas trzyma się trendu malejącej agresji. I taki trend póki co można antycypować. I to są po prostu fakty. Ludzie zawsze znajdą sobie coś, żeby się porozumieć; tak samo - jak żeby się pokłócić i pozabijać. Ważne, że tych co chcą się porozumiewać, zamiast pozabijać, jest coraz więcej, a tych drugich coraz mniej.
20-01-2014 21:16 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>>
>I tym samym udowodniłeś, iż opierasz swoje myślenie na znanych stereotypach. Nie masz wiedzy na temat bezspornych faktów, iż jako ludzkość stajemy się z niewielkimi przerwami, ale systematycznym trendem, coraz bardziej pokojowi. Nawet kolejne wojny, które na razie są nieuniknione, jakkolwiek jest ich też stosunkowo coraz mniej, są coraz mniej "krwawe" jeśli chodzi o względne liczby ofiar, np. w stosunku do liczby ludności planety, czy nawet liczby ludności na obszarach zaangażowanych w konflikty zbrojne.

Które są "mniej krwawe"? Wojna w byłej Jugosławii na przykład? Czy w XIX wieku ktoś wymyślił atak terrorystyczny w rodzaju tego w Biesłanie? Czy armia napoleońska zaatakowała rosyjska szkołę i wzięła dzieci jako zakładników? Co Pan opowiada.

Czy dzieci w polskich szkołach są mniej czy bardziej agresywne od uczniów z lat 20-tych, a więc sprzed prawie stu lat?

Jeżeli gdzieś wojny są mniej krwawe, to tylko z przyczyn ekonomicznych - broń stała się bardzo rozwinięta pod względem technologicznym, a więc i droga. Każdy dowódca zastanowi się więc, czy warto tracić sprzęt warty miliony dolarów. Trzeba także wziąć pod uwagę straty gospodarcze (nieuniknione, gdy w odwecie będzie wykorzystana broń masowego rażenia) i polityczne. Tam jednak, gdzie broń jest tania i łatwo dostępna (np. w Afryce, Ameryce Południowej, Łacińskiej, Rosja), tam okrucieństwo jest nie mniejsze niż kiedyś.
20-01-2014 22:12 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)

>Które są "mniej krwawe"? Wojna w byłej Jugosławii na przykład? Czy w XIX wieku ktoś wymyślił atak terrorystyczny w rodzaju tego w Biesłanie? Czy armia napoleońska zaatakowała rosyjska szkołę i wzięła dzieci jako zakładników? Co Pan opowiada.
www.amazon(*)ngels-Our-Nature/dp/0141034645
naukawpols(*)-i-zanik-kultury-przemocy.html
www.racjonalista.pl/kk.php/s,2277

@@@


Wiara albo rozum - wybór należy do ciebie.
.
20-01-2014 23:27 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

Proszę krotko i zwięźle przedstawić argumentację Pinkera. Przecież jeżeli podaje Pan linki do jego książki, to traktuje ją Pan jako wartą przeczytania. Skoro nigdy niczego nie przyjmuje Pan na wiarę (także cudzych opinii na temat książek), to Pan tę książkę przeczytał. Skoro ją Pan przeczytał, proszę o przedstawienie argumentacji Pinkera własnymi słowami, wtedy ja chętnie się do niej odniosę.
21-01-2014 00:06 
 Ocena 2 na 4
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Proszę krotko i zwięźle przedstawić argumentację Pinkera.

Obejrzyj sobie ten wykład Pinkera:

www.ted.co(*)r_on_the_myth_of_violence.html

i nie kompromituj się dłużej.

...którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a każdy, kto zasypia, odwraca się ku własnemu. (Heraklit)
21-01-2014 00:18 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

Chodzi, jak wiesz, o coś innego. Chcę się zapoznać z wrażeniami p. Bogusławskiego z lektury książki i z jego rozumieniem przedstawionej tam argumentacji. Skoro poleca, to na pewno czytał, chyba nie zaprzeczysz?
21-01-2014 00:35 
 Ocena 4 na 6
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
> Chodzi, jak wiesz, o coś innego. Chcę się zapoznać z wrażeniami p. Bogusławskiego z lektury książki i z jego rozumieniem przedstawionej tam argumentacji.

A to przepraszam. Założyłem naiwnie, że to meritum Cię interesuje, podczas gdy Tobie o stare dobre ad personam chodziło .

>Skoro poleca, to na pewno czytał, chyba nie zaprzeczysz?

Niekoniecznie. Mnie całkiem często zdarza się polecać komuś książki, które tylko przejrzałem, albo i których nawet w ręku nie miałem - gwarancją jest wówczas dla mnie samo nazwisko autora (dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy ktoś czegoś na b. konkretny temat poszukuje).

...którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a każdy, kto zasypia, odwraca się ku własnemu. (Heraklit)
21-01-2014 01:34 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
> Proszę krotko i zwięźle przedstawić argumentację Pinkera.
Niech Wielce Szanowny Pan pocałuje mnie w .... czubek nosa.
Pan Elasp do pana Big_zyda:
Chodzi, jak wiesz, o coś innego. Chcę się zapoznać z wrażeniami p. Bogusławskiego z lektury książki i z jego rozumieniem przedstawionej tam argumentacji. Skoro poleca, to na pewno czytał, chyba nie zaprzeczysz?

Dlaczego Szanowny Pan uważa, iż ma prawo mnie egzaminować? Kto Pana do tego upoważnił i z jakiego powodu czuje się Pan do tego upoważnionym?

>Przecież jeżeli podaje Pan linki do jego książki, to traktuje ją Pan jako wartą przeczytania.
Poza apologetycznym bełkotem prawie każdą książkę uważam za wartą przeczytania, ale nie przeczytałem nawet 1/4 książek z domowej biblioteki. Co więcej kupowałem je i nadal kupuję ze świadomością, iż nigdy ich nie przeczytam. Natomiast dobrze wiem co każda z nich zawiera i czasem przeczytam jeden akurat potrzebny mi do czegoś rozdział.
Tak, podaję linki, gdyż uważam, że teza wybitnego uczonego: Świat nie staje nie coraz bardziej niebezpieczny, jest wręcz przeciwnie - z każdym stuleciem coraz mniej jest agresji i przemocy. - zawarta w tej książce jest bardzo ciekawą i przeczy Pańskiemu stwierdzeniu. To mi w zupełności wystarcza.

>Skoro nigdy niczego nie przyjmuje Pan na wiarę
No właśnie, ja miałbym traktować Pańskie wywody poważnie, gdy nie potrafi pan zrozumieć nawet prostego tekstu:
Czy koniecznie trzeba wierzyć? Sam nie uważam wiary za rzecz człowiekowi konieczną, a całkowitą niewiarę za rzecz możliwą. Nie będę się tu odwoływać do klasyki, choć oczywiście warto tam sięgać, aż po starożytność, nie mówiąc już o współczesnych, powiem tylko, że właśnie jestem takiej postawy przykładem. Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".

Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym.

Szanowny Panie, pomimo że za każdym razem tylko "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji", to w rozmowach piszę lub mówię "wierzę w to" lub "wierzę w tamto".
I np. wywód człowieka na jakimś poziomie intelektualnym jest zdecydowanie bardziej wiarygodnym od człowieka, który ma wyraźne braki i w oczytaniu i w umiejętności sprawnego myślenia.

>(także cudzych opinii na temat książek),
Zdecydowanie Pan się myli, korzystam z poleceń i recenzji książek napisanych przez ludzi, do których mam intelektualne zaufanie. Czasem je sobie wycinam lub drukuję i wkładam do moich książek.

>to Pan tę książkę przeczytał.
Przeczytałem bardzo dużo książek. Może i tą też, ale nigdzie publicznie nie stwierdziłem, iż właśnie tą książkę przeczytałem.

>Skoro ją Pan przeczytał, proszę o przedstawienie argumentacji Pinkera własnymi słowami, wtedy ja chętnie się do niej odniosę.
Gdyby Pan rzeczywiście poprosił i byłoby to wskazane ze względów merytorycznych (a tu zupełnie nie jest to potrzebnym - sama teza wystarcza), to możliwe, że bym to zrobił. Natomiast Pan tu wyraził szczeniackie żądanie w celu sprawdzenia mnie, a na takie podpuchy, to ja za stary wróbel jestem.

Miłego dnia.

@@@
.
21-01-2014 08:59 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Dlaczego Szanowny Pan uważa, iż ma prawo mnie egzaminować? Kto Pana do tego upoważnił i z jakiego powodu czuje się Pan do tego upoważnionym?

Nie jest to egzamin, tylko prośba.Byłby to egzamin, gdybym znał treść tej książki. Do egzaminu potrzebna jest wiedza po stronie pytającego, a ja tej książki nie znam, chociaż słyszałem o jej istnieniu. Niech Pan więc nie odwraca kota ogonem i nie ustawia się w pozycji pokrzywdzonego lub napastowanego.

Ja spełniłem prośbę p. Fizyka w odniesieniu do paradoksu grue - w ostateczności zaufałem pamięci i wywiązała się dyskusja. Nie było w tym nic dziwnego. Pan chyba może spełnić moją prośbę. Nie proszę Pana o więcej, niż o to, o co p. Fizyk prosił mnie. Może też będzie można ciekawie podyskutować.

>Przeczytałem bardzo dużo książek. Może i tą też, ale nigdzie publicznie nie stwierdziłem, iż właśnie tą książkę przeczytałem.

No to może Pan chyba zadeklarować, czy przeczytał Pan tę książkę? Czy podaje Pan linki do książki, którą Pan przeczytał, czy też do książki znanej Panu z drugiej ręki?





>
21-01-2014 10:13 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>>Dlaczego Szanowny Pan uważa, iż ma prawo mnie egzaminować? Kto Pana do tego upoważnił i z jakiego powodu czuje się Pan do tego upoważnionym?
>Nie jest to egzamin, tylko prośba. Byłby to egzamin, gdybym znał treść tej książki.
Powiedz Pan, co Pan ma z takiego sposobu prowadzenia dyskusji. Udaje Pan nagle, że nie wie o co chodzi, tylko po to, żeby się pozamerytorycznie wymądrzać. Egzaminem było sprawdzenie przez Pana, czy Pan Andrzej w ogóle tę książkę przeczytał, a nie co w niej jest napisane. To, że Pan jej nie przeczytał było już wiadome.

>Ja spełniłem prośbę p. Fizyka w odniesieniu do paradoksu grue - w ostateczności zaufałem pamięci i wywiązała się dyskusja. Nie było w tym nic dziwnego. Pan chyba może spełnić moją prośbę. Nie proszę Pana o więcej, niż o to, o co p. Fizyk prosił mnie. Może też będzie można ciekawie podyskutować.
Widząc to Pańskie żądanie wobec Pana Andrzeja właśnie dokładnie chciałem zapytać, czy Pan się już od razu za Pana Fizyka uważa - pamiętając jego prośbę skierowaną do Pana. Tyle, że wczoraj w nocy nie chciało mi się już szukać linka do tamtej wypowiedzi. Teraz sam się Pan przyznał do tej inspiracji. Brawo. To ważne uczyć się od mądrych ludzi, pytanie tylko czego.

To bardzo egalitarne forum, o czym świadczy możliwość bezpośredniej rozmowy z profesorami z różnych dziedzin (lub mającymi wiedzę na poziomie profesorskim) i aby mogło to w ogóle w ten sposób funkcjonować, to "co wolno wojewodzie, to nie tobie, pacholęciu".

>>Przeczytałem bardzo dużo książek. Może i tą też, ale nigdzie publicznie nie stwierdziłem, iż właśnie tą książkę przeczytałem.
>No to może Pan chyba zadeklarować, czy przeczytał Pan tę książkę? Czy podaje Pan linki do książki, którą Pan przeczytał, czy też do książki znanej Panu z drugiej ręki?
Ja nie wiem, Pan by się musiał jakoś w lustrze zobaczyć, albo na kamerę nagrać, skoro funkcja "podgląd" nie wystarcza. Czy Pan sobie nie zdaje sprawy z tego, że zadaje Pan takie pytanie jednej z najbardziej oczytanych osób na forum, na którym zasadniczo wszyscy są bardzo oczytani. Osobie, która w wielkim stopniu dzieli się wiedzą, linkami, skanami, książkami, itp.

O co Panu w ogóle chodzi i dlaczego chce nas Pan uporczywie denerwować całkowicie pozamerytorycznie?
21-01-2014 12:59 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Powiedz Pan, co Pan ma z takiego sposobu prowadzenia dyskusji. Udaje Pan nagle, że nie wie o co chodzi, tylko po to, żeby się pozamerytorycznie wymądrzać.

Nie, właśnie chcę merytorycznie porozmawiać o tezach Pinkera i proszę p. Bogusławskiego o ich zreferowanie. Rozmawiamy o okrucieństwie wojen, a p. Bogusławski podaje link do książki Pinkera. Jeżeli w ten sposób włącza tezy Pinkera do dyskusji, niech zrobi to albo mówiąc: "znam tę oto książkę i jestem zdania, że tam są przedstawione solidne argumenty za tezą, że człowiek staje się coraz mniej okrutny", albo mówiąc: "wprawdzie tej książki nie czytałem, ale słyszałem, że w tej oto książce są przedstawione solidne argumenty za tezą, że itd.".

>To bardzo egalitarne forum, o czym świadczy możliwość bezpośredniej rozmowy z profesorami z różnych dziedzin (lub mającymi wiedzę na poziomie profesorskim) i aby mogło to w ogóle w ten sposób funkcjonować, to "co wolno wojewodzie, to nie tobie, pacholęciu".

Zdanie chyba nie jest do końca dobrze zbudowane. Czy jest więc "R" forum egalitarnym, czy też jednym wolno więcej niż innym? Powiedzenie też Pan zresztą przeinacza.

>Czy Pan sobie nie zdaje sprawy z tego, że zadaje Pan takie pytanie jednej z najbardziej oczytanych osób na forum, na którym zasadniczo wszyscy są bardzo oczytani.

Doskonale zdaję sobie z tego sprawę i właśnie dlatego to pytanie zadaję.
21-01-2014 13:18 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Nie, właśnie chcę merytorycznie porozmawiać o tezach Pinkera
Jeżeli chce się o czymś rozmawiać, to wypada mieć o tym pojęcie, a nie pieprzyć co mi się zdaje.

> i proszę p. Bogusławskiego o ich zreferowanie.
Nie proszę tylko wydaję mu polecenie, czy wprost żądam. Należy pisać prawdę!

>Rozmawiamy o okrucieństwie wojen, a p. Bogusławski podaje link do książki Pinkera.
Nie tylko link do książki, ale także jej streszczenie oraz recenzję, a tam tezę przeczącą bzdurom wypisywanym przez pana Elaspa.

>Jeżeli w ten sposób włącza tezy Pinkera do dyskusji, niech zrobi to albo mówiąc: "znam tę oto książkę i jestem zdania, że tam są przedstawione solidne argumenty za tezą, że człowiek staje się coraz mniej okrutny", albo mówiąc: "wprawdzie tej książki nie czytałem, ale słyszałem, że w tej oto książce są przedstawione solidne argumenty za tezą, że itd.".
Bogusławski ma inną tezę: Im ktoś jest bardziej ograniczonym, tym większa jest u niego tendencja do pouczania innych. Najlepszym wzorem jest tu prymitywna i zadufana głupota polskiego episkopatu. Specjalistów od nauczania i pouczania, przy minimalnej wiedzy własnej na poruszane tematy.

Bogusławskiemu w zupełności do podważenia tego co Pan napisał wystarcza teza: Świat nie staje nie coraz bardziej niebezpieczny, jest wręcz przeciwnie - z każdym stuleciem coraz mniej jest agresji i przemocy z podaniem źródła.
Dalej to już nie jego problem.

Miłego dnia.

@@@
.
21-01-2014 13:27 
 Ocena 1 na 3
Elasp (6859 punktów)

>Bogusławskiemu w zupełności do podważenia tego co Pan napisał wystarcza teza: Świat nie staje nie coraz bardziej niebezpieczny, jest wręcz przeciwnie - z każdym stuleciem coraz mniej jest agresji i przemocy z podaniem źródła.
>Dalej to już nie jego problem.

Mimo wszystko szkoda, że brakuje Panu cywilnej odwagi, żeby się przyznać, że nie przeczytał Pan tej książki. Ja jakoś potrafiłem to zrobić, Pan nie.
21-01-2014 13:39 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Mimo wszystko szkoda, że brakuje Panu cywilnej odwagi, żeby się przyznać, że nie przeczytał Pan tej książki.
Panu brakuje cywilnej odwagi do przyznania się do własnego poziomu intelektualnego, a zarzuca Pan mnie brak odwagi do przyznania się do nieprzeczytania jednej książki, Przeczytaj Pan uważnie moje wypowiedzi - nawet tylko w tym wątku - może coś do Pana dotrze? W co bardzo wątpię.

>Ja jakoś potrafiłem to zrobić, Pan nie.
Co Pan potrafił zrobić? Wykazać się tu swoją ogromną niewiedzą prawie na każdy poruszony przez siebie temat i nieumiejętnością racjonalnego myślenia? Tak, zdecydowanie potrafił Pan to tu zrobić. Gratuluję sukcesu.

PS. A może jednak coś ad rem, gdyż nie zadeklaruję tu Panu tego, że czytałem, bądź nie czytałem książki, jak i nie spełnię Pańskiego żądania i napiszę dla Pana jej streszczenia. To nie moja sprawa i nie mój interes.

Miłego dnia.

@@@
.
21-01-2014 13:54 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)

>Nie, właśnie chcę merytorycznie porozmawiać o tezach Pinkera i proszę p. Bogusławskiego o ich zreferowanie. Rozmawiamy o okrucieństwie wojen, a p. Bogusławski podaje link do książki Pinkera. Jeżeli w ten sposób włącza tezy Pinkera do dyskusji, niech zrobi to albo mówiąc: "znam tę oto książkę i jestem zdania, że tam są przedstawione solidne argumenty za tezą, że człowiek staje się coraz mniej okrutny", albo mówiąc: "wprawdzie tej książki nie czytałem, ale słyszałem, że w tej oto książce są przedstawione solidne argumenty za tezą, że itd.".
Podając link do recenzji (nie do książki!), to drugie właśnie p. Bogusławski powiedział. Tylko zamiast mówić od siebie, narażając się na zarzut p. Elaspa, że zmyśla, że coś "słyszał w maglu", wskazał źródło swoich informacji O książce (nie Z książki) oraz pośrednio źródło m.in. przytoczonego cytatu, czyli tę nową, jeszcze ciepłą książkę.
Teraz p. Elasp, jeśli zechce, poszuka sobie książki na przykład w Amazonie i będzie mądrzejszy od nas wszystkich razem wziętych
21-01-2014 14:01 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

1. Pan Bogusławski podał także link do samej książki.
2. Powiedział także "być może czytałem" - proszę sprawdzić.

Kończę ten wątek zgodnie z Pani sugestią.
21-01-2014 14:08 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
> 1. Pan Bogusławski podał także link do samej książki.
O, faktycznie. I to właśnie na Amazonie. No to ma Pan proste zadanie.
Miłego czytania, dobranoc
21-01-2014 13:54 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
>>To bardzo egalitarne forum, o czym świadczy możliwość bezpośredniej rozmowy z profesorami z różnych dziedzin (lub mającymi wiedzę na poziomie profesorskim) i aby mogło to w ogóle w ten sposób funkcjonować, to "co wolno wojewodzie, to nie tobie, pacholęciu".
>Zdanie chyba nie jest do końca dobrze zbudowane.
Całkiem możliwe. I dobrze, że się Pan wcale nie wymądrza, ale czy Pan zrozumiał, co w nim zostalo wyrażone?

>Czy jest więc "R" forum egalitarnym, czy też jednym wolno więcej niż innym?
Tak właśnie myślałem, że Pan tyle jest w stanie zrozumieć. Jest możliwie maksymalnie egalitarne i w związku z tym szczególny szacunek należy się forumowiczom szczególnie wyróżniającym się wiedzą. Poza tym, czy naprawdę uważa Pan, że Pańskie żądanie wobec Pana Bogusławskiego było na tym samym poziomie, co żądanie Pana Fizyka wobec Pana?

>Powiedzenie też Pan zresztą przeinacza.
I znowu się Pan nie wymądrza. U nas w domu się mówiło akurat tak. Nie widzę potrzeb, żeby dostosywać się w tym względzie do reszty.

>>Czy Pan sobie nie zdaje sprawy z tego, że zadaje Pan takie pytanie jednej z najbardziej oczytanych osób na forum, na którym zasadniczo wszyscy są bardzo oczytani.
>Doskonale zdaję sobie z tego sprawę i właśnie dlatego to pytanie zadaję.
A po co?
21-01-2014 14:04 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
>U nas w domu się mówiło akurat tak.
I się dobrze mówiło. "Smród" to słowo wulgarne, wprowadzone za komuny. "Pacholę" - słowo ładne, staropolskie, wyraźnie wskazujące różnicę wieku, a zatem i zakresu praw.
Chociaż ja i tak wolę oryginalne "quod licet Iovi..."
21-01-2014 14:14 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Jest możliwie maksymalnie egalitarne i w związku z tym szczególny szacunek należy się forumowiczom szczególnie wyróżniającym się wiedzą.

Zaraz, zaraz, to przecież "Racjonalista.pl", a nie "FolwarkZwierzęcy.pl". Nic mi nie wiadomo o zmianie nazwy.


"Szczególny szacunek należy się forumowiczom szczególnie wyróżniającym się wiedzą" - kuriozum.

Bardzo Pan pobłądził w swoim "racjonalizmie". Pańska myśl zmierza na manowce.
22-01-2014 00:42 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
>>Jest możliwie maksymalnie egalitarne i w związku z tym szczególny szacunek należy się forumowiczom szczególnie wyróżniającym się wiedzą.
> Zaraz, zaraz, to przecież "Racjonalista.pl", a nie "FolwarkZwierzęcy.pl". Nic mi nie wiadomo o zmianie nazwy.
Nie muszę Panu zadawać pytania, czy Pan przeczytał wskazaną przez Pana książkę, gdyż nawet jeśli Pan ją przeczytał, to Pańska wypowiedz świadczy o tym, ze jej Pan zupełnie nie zrozumiał.

>"Szczególny szacunek należy się forumowiczom szczególnie wyróżniającym się wiedzą" - kuriozum.
Jestem humanistą i uważam, że każdemu człowiekowi bez wyjątku należy się szacunek. I właśnie dlatego różnych ludzi, w różnych sytuacjach traktuję adekwatnie - czyli różnie.

Na przykład inaczej zwracam się do kumpli z boiska, a inaczej do profesorów. Skrótowo można powiedzieć, że do profesorów zwracam się z większym szacunkiem. Jednak gdybym zwrócił się do tych kumpli z boiska, jak do profesorów, to uznaliby to właśnie dokładnie za brak szacunku wobec nich i na niektórych boiskach naraziłbym się na fangę w nos.

Tu, w tym podwątku o nic innego mi nie chodziło i dlatego napisałem:
Cytat:
[Forum racjonalisty] jest możliwie maksymalnie egalitarne i w związku z tym szczególny szacunek należy się forumowiczom szczególnie wyróżniającym się wiedzą.


Nie, Panie Elasp, to zupełnie nie jest:
Cytat:
"Wszystkie zwierzęta są sobie równe, ale niektóre są równiejsze od innych."

Gdyż zanim przeczytałem "Folwark zwierzęcy" najpierw musiałem przebrnąć przez "Savoir vivre". Każdemu młodemu racjonaliście polecałbym rozpoczęcie przygody z myśleniem właśnie od jednej z wielu pozycji o tym tytule.

... Pan natomiast wchodzi na nasze forum w butach i traktuje nas wszystkich po równo - jako masę do pouczania i nawracania. Chce Pan tu sprzedać swoją jedynie słuszną ideologię, a gdy podejmujemy rozmowę, to czepia się Pan rzekomych błędów językowych lub logicznych o trzeciorzednym znaczeniu dla meritum, względnie spławia Pan nasze wpisy bez cienia uzasadnienia jako bezużyteczne, tudzież nie odpowiada na nie w ogóle.

Panu Fizykowi wykłada Pan braki metody empirycznej, a Panu Bogusławskiemu udowadnia nieprzeczytaną książkę.
Wszyscy forumowicze są równi, ale Elasp jest równiejszy.

>Bardzo Pan pobłądził w swoim "racjonalizmie".
Errare humanum est.

>Pańska myśl zmierza na manowce.
A Pan chce być drogowskazem. Tak trzymać Panie Elasp!
22-01-2014 10:06 
 Ocena 2 na 4
Elasp (6859 punktów)

>Nie muszę Panu zadawać pytania, czy Pan przeczytał wskazaną przez Pana książkę, gdyż nawet jeśli Pan ją przeczytał, to Pańska wypowiedz świadczy o tym, ze jej Pan zupełnie nie zrozumiał.

Jakbym czytał p. Bogusławskiego.

>Jestem humanistą i uważam, że każdemu człowiekowi bez wyjątku należy się szacunek. I właśnie dlatego różnych ludzi, w różnych sytuacjach traktuję adekwatnie - czyli różnie.

Znowu.

Żałosne i bezsensowne jest to ubieranie "racjonalistycznych" bamboszy p. Bogusławskiego. Bambosze w kratkę ironii i sarkazmu, z przodu na każdym naszywka przedstawiająca kota odwróconego ogonem. Czerwonego kota oczywiście, bo to przecież kot lewicowy. Kot ten chodzi własnymi drogami, tzn. jest samodzielnie myślący. Z tyłu bamboszy wyhaftowane motto: "nikt nie jest w stanie skompromitować nas bardziej niż my sami". Zamiast nabyć jakieś eleganckie fideistyczne lakierki, Pan wciska te używane filcowe bambosze i myśli, że jest elegancki. Nie ma Pan za grosz gustu i smaku. Nad smakiem trzeba popracować, a nie nad "sawułar wiwrem" (przypominam, że na forum mówimy po polsku!).

>Na przykład inaczej zwracam się do kumpli z boiska, a inaczej do profesorów.
Skrótowo można powiedzieć, że do profesorów zwracam się z większym szacunkiem. Jednak gdybym zwrócił się do tych kumpli z boiska, jak do profesorów, to uznaliby to właśnie dokładnie za brak szacunku wobec nich i na niektórych boiskach naraziłbym się na fangę w nos.

Niech Pan lepiej nie gra ze mną w piłkę, bo groziłaby fanga z dokładnie przeciwnego powodu. A i korki niechybnie odcisnęłyby się na czole i na siedzeniu.

>Gdyż zanim przeczytałem "Folwark zwierzęcy" najpierw musiałem przebrnąć przez "Savoir vivre". Każdemu młodemu racjonaliście polecałbym rozpoczęcie przygody z myśleniem właśnie od jednej z wielu pozycji o tym tytule.

A. B.

>... Pan natomiast wchodzi na nasze forum w butach

Ale nie w bamboszach, na szczęście!

>i traktuje nas wszystkich po równo - jako masę do pouczania i nawracania. Chce Pan tu sprzedać swoją jedynie słuszną ideologię, a gdy podejmujemy rozmowę, to czepia się Pan rzekomych błędów językowych lub logicznych o trzeciorzednym znaczeniu dla meritum, względnie spławia Pan nasze wpisy bez cienia uzasadnienia jako bezużyteczne, tudzież nie odpowiada na nie w ogóle.

Ej. Bi.

Nie pouczam, nie nawracam, nie sprzedaję jedynie słusznej ideologii. "Panie Maceox, niech Pan skończy opowiadać te brednie!" - że strawestuję Gustawa Kramera z filmu "Vabank".

Miłego dnia.

Mod: Proponuję przestać ciągnąć tę jałową dyskusję, w dodatku prowadzoną w tym duchu.
22-01-2014 10:18 
 Ocena 6 na 6
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Nie pouczam, nie nawracam, nie sprzedaję jedynie
> słusznej ideologii. "Panie Maceox, niech Pan skończy opowiadać
> te brednie!" - że strawestuję Gustawa Kramera z filmu "Vabank".

Tak, wszyscy plotą tu trzy po trzy, jedynie oświecony przez wiarę i Kościół Powszechny Elasp ma wyłączność na rację i z nieskazitelnie czystym sumieniem oraz wewnętrzną radością może zwracać forumowiczom uwagę na ich "głupoty".
Niestety, zalazłeś tu kolejnego racjonalistę, którego argumentacji nawet nie starasz się zrozumieć. Jednak zawsze wtedy można złowić pewne koło rantunkowe: pomyśleć, że to kolega z podwórka.
Alleluja i do przodu!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
22-01-2014 10:29 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>Alleluja i do przodu!
A już mi się wydawało, że Ty miałeś dla niego więcej cierpliwości...
... Przypominają mi się stare dyskusje z Panem Andrzejem, w których broniłem tezy, że rozmawiać trzeba z każdym, i że to nie jest źle, jeśli na forum udzielają się ludzie na każdym poziomie.
22-01-2014 10:38 
 Ocena 3 na 3
niestadny (2492 punktów)

>... Przypominają mi się stare dyskusje z Panem Andrzejem, w których broniłem tezy, że rozmawiać trzeba z każdym, i że to nie jest źle, jeśli na forum udzielają się ludzie na każdym poziomie.
Ku refleksji:
>O ile jednak dawniej chętnie przywoływałem cytat z Einsteina o nieskończoności ludzkiej głupoty, o tyle dziś bardziej pociąga mnie myśl Galileusza, który wyznawał, że nie spotkał nigdy człowieka na tyle głupiego, by nie mógł się czegoś odeń nauczyć.
www.racjonalista.pl/kk.php/s,9511


stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
22-01-2014 14:19 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>A już mi się wydawało, że Ty miałeś dla niego więcej cierpliwości...

Dzięki za komplement maceoxie. Niestety i ja mam ją w ograniczonej ilości.. jestem tylko człowiekiem.
Ale fakt faktem, niemiło dochodzić do granic jej wyczerpania. Wówczas czuję się jakiś taki.. hm.. jak to nazwać?

>... Przypominają mi się stare dyskusje z Panem Andrzejem,
> w których broniłem tezy, że rozmawiać trzeba z każdym, i że
> to nie jest źle, jeśli na forum udzielają się ludzie na każdym poziomie.

Myślę o tym podobnie do Ciebie. To raczej dobra dewizja. To też swojego rodzaju wyzwanie
Ale zastanawiam się teraz nad czymś innym: czy zawsze rozmowa, nawet jeśli rozmówca jej pragnie, albo prowokuje nas do niej - jest dobra? A może to jest tak, jak z czarną dziurą: na zewnątrz granicy gdzie światło może swobodnie biegnąć jest ok. Po przekroczeniu tej granicy, wewnątrz sprawy biegną już bardzo szybko, wg innych zasad niż zwykliśmy uznawać za cywilizowane i w sposób mało kontrolowany. Chyba rzecz polega na tym, aby nie dać się wciągnąć do tego wiru. Więc może warto ją czasem (tą rozmowę) w odpowiednim momencie samemu zakończyć..

Serdecznie pozdrawiam!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
22-01-2014 11:37 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

O Pańskich odpowiedziach dot. chrześcijaństwa pamiętam - pozwoli Pan, ze odpowiem wieczorem.

Natomiast niezależnie od tego sugeruję Panu i p. Maceoxowi, żebyście w takim razie skierowali prośbę do Kolegium Moderatorów o zbanowanie mnie. Jeżeli jestem faktycznie winien tylu grzechów, wniosek zostanie z pewnością pozytywnie rozpatrzony. W moim przypadku będzie to zapewne ban dożywotni. Przynajmniej Wy wykażcie się cywilną odwagą i przekujcie negatywną ocenę w pozytywne postępowanie.
22-01-2014 12:17 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
> Natomiast niezależnie od tego sugeruję Panu i p. Maceoxowi, żebyście w takim razie skierowali prośbę do Kolegium Moderatorów o zbanowanie mnie.
Dziękuję za sugestię, ale z niej nie skorzystam. Uważam, że jest Pan ważnym rozmówcą, inspirującym mnie i innych forumowiczów do myślenia. Ale nie tylko dlatego. Ma Pan jakąś wiedzę - raczej niebanalną i możnaby z Panem porozmawiać konstruktywnie, gdyby tylko Pan chciał.

>Jeżeli jestem faktycznie winien tylu grzechów, wniosek zostanie z pewnością pozytywnie rozpatrzony.
Forum racjonalistów to nie Święty Powszechny Kościół Katolicki i tu kardynalnym grzechem jest tylko nie myśleć. Panu do takiego poziomu - całkowitej bezmyślności - moim zdaniem jeszcze trochę brakuje. Jest Pan niepokorny i to dobrze. Mógłby pan to jakoś przekuć na pozytywne myślenie - a nie tylko jak tu przyszpilić Bogusławskiego lub maceoxa.

>W moim przypadku będzie to zapewne ban dożywotni.
Tak wysoko, czy tak nisko Pan siebie ceni? Ja już nie wiem.
Ponawiam pytanie: dlaczego chce Pan z nami rozmawiać?

>Przynajmniej Wy wykażcie się cywilną odwagą i przekujcie negatywną ocenę w pozytywne postępowanie.
Przy okazji jednego z Pańskich banów Pana broniłem i teraz też zamierzam bronić Pańskiej obecności na forum.

Bronię wolnej myśli LUB wolnego wyrażania myśli, a zatem bronię również Pana. I wcale nie musi Pan być tu tylko "kozłem ofiarnym". Wystarczy tylko trochę uwierzyć w siebie.
22-01-2014 13:57 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> niezależnie od tego sugeruję Panu i p. Maceoxowi, żebyście
> w takim razie skierowali prośbę do Kolegium
> Moderatorów o zbanowanie mnie.

A.. a.. w jakim celu mamy to niby uczynić? Rozmowa z Tobą jest w pewnym sensie inspirująca, a już na pewno emocjonująca. Sam widzisz - są i plusy.

> Jeżeli jestem faktycznie winien tylu grzechów

To żadne grzechy. Bywa, że jesteś męczący, ale nie ma się co zbytnio przejmować. Człowiek myślący uczy się na własnych błędach. Jeden potrzebuje na to mniej czasu, drugi wiecej. Może to błąd z mojej strony, ale ja wierzę w ludzi.

> wniosek zostanie z pewnością pozytywnie rozpatrzony.

Nie zamierzam wchodzić w buty Moderatorów, oni i tak wiedzą sami co tu się dzieje i co robić.
Masz inny system wartości od mojego, w moim pojęciu szkodliwy - ale to dotyczy tylko Ciebie samego.
Wybrałes to - brnij dalej. Mnie to naprawdę nie ciąży.

> W moim przypadku będzie to zapewne ban dożywotni.

Już nie rób z siebie ofiary. Elasp . Najpierw próbujesz się doigrać, a później masz z tego powodu wyrzuty. Niedobrze. I powiedz, na co Ci to wszystko było?

> Przynajmniej Wy wykażcie się cywilną odwagą i przekujcie
> negatywną ocenę w pozytywne postępowanie.

Jak widzisz, negatywnie oceniamy Twój system wartości. Ty sam jednak, to co innego.
Chciałbym, abyś z nami został i rozmawiał dalej. Byleś nie wpierał swojej filozofii życiowej tak nachalnie, to z pewnością da się z Tobą jeszcze wytrzymać
Głowa do góry. Łącząc pozdrowienia.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
22-01-2014 10:42 
 Ocena 9 na 9
maceox (6766 punktów)
>Niech Pan lepiej nie gra ze mną w piłkę, bo groziłaby fanga z dokładnie przeciwnego powodu. A i korki niechybnie odcisnęłyby się na czole i na siedzeniu.

Nie tylko to zdanie świadczy o Panu i o Pańskim chrześcijańskim poczuciu moralności.
Cały Pański wpis jest kwintesencją Pańskiej postawy i poziomu intelektualnego.
Cieszę, że nam Pan to tak - z właściwym sobie smakiem - streścił.
quod erat demonstrandum
22-01-2014 18:11 
 Ocena 2 na 2
niestadny (2492 punktów)

>>Niech Pan lepiej nie gra ze mną w piłkę, bo groziłaby fanga z dokładnie przeciwnego powodu. A i korki niechybnie odcisnęłyby się na czole i na siedzeniu.
>
>Nie tylko to zdanie świadczy o Panu i o Pańskim chrześcijańskim poczuciu moralności.

Według mnie z przytoczonego przez Ciebie zdania Elaspa ni mniej ni więcej wynika, że tenże jest pracownikiem naukowym(może nawet profesorem?).
I tyle.

"Chrześcijańskie poczucie moralności". Dobre. Brzmi jak "sprawiedliwość społeczna". Nie wystarczą: "poczucie moralności" i "sprawiedliwość"?

stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
22-01-2014 20:22 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)

>"Chrześcijańskie poczucie moralności". Dobre. Brzmi jak "sprawiedliwość społeczna". Nie wystarczą: "poczucie moralności" i "sprawiedliwość"?
www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,600722#w601068
www.racjon(*).php/s,556927/z,0/d,12#w557314
www.racjon(*).php/z,0/d,13/s,556927#w557371
www.racjonalista.pl/forum.php/s,457816
Moim zdaniem nie wystarczy. Chrześcijańskie, a szczególnie katolickie poczucie sprawiedliwości różni od poczucia w innych religiach oraz w etyce niezależnej.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,600722#w601145
www.racjon(*).php/z,0/d,12/s,492101#w503754

Pozdrawiam.

@@@
.
22-01-2014 23:25 
 Ocena 2 na 2
niestadny (2492 punktów)
Dle lepszej przejrzystości.

Maceox napisał:
"Skrótowo można powiedzieć, że do profesorów zwracam się z większym szacunkiem. Jednak gdybym zwrócił się do tych kumpli z boiska, jak do profesorów, to uznaliby to właśnie dokładnie za brak szacunku wobec nich i na niektórych boiskach naraziłbym się na fangę w nos."
Elasp odpowiedział:
"Niech Pan lepiej nie gra ze mną w piłkę, bo groziłaby fanga z dokładnie przeciwnego powodu. A i korki niechybnie odcisnęłyby się na czole i na siedzeniu."/wytł.-moje/

Jak rozumiesz ów wytłuszczony fragment w kontekście Twojego zdania?

stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
23-01-2014 10:44 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
Niestadny:
Według mnie z przytoczonego przez Ciebie zdania Elaspa ni mniej ni więcej wynika, że tenże jest pracownikiem naukowym(może nawet profesorem?).
I tyle.

>Dle lepszej przejrzystości.
>Maceox napisał:
>"Skrótowo można powiedzieć, że do profesorów zwracam się z większym szacunkiem. Jednak gdybym zwrócił się do tych kumpli z boiska, jak do profesorów, to uznaliby to właśnie dokładnie za brak szacunku wobec nich i na niektórych boiskach naraziłbym się na fangę w nos."
>Elasp odpowiedział:
>"Niech Pan lepiej nie gra ze mną w piłkę, bo groziłaby fanga z dokładnie przeciwnego powodu. A i korki niechybnie odcisnęłyby się na czole i na siedzeniu."/wytł.-moje/

Widzę, że również jesteś miłośnikiem logicznych zagadek Elaspa.

>Jak rozumiesz ów wytłuszczony fragment w kontekście Twojego zdania?
Jest to dość oczywiste - Elasp na boisku żąda aby zwracać się do niego jak do profesora, czyli np.:
"Czy mógłbym szanownego Pana prosić o dośrodkowanie?"

Nawet gdyby był profesorem (co nie wynika ani z tej jego wypowiedzi, ani z jego forumowego dorobku), to jest to tylko kolejny dowód jego FORMATU. Aby to zrozumieć, nawet nie trzeba tej wypowiedzi szczególnie interpretować, wystarczy ją tylko przeczytać.
23-01-2014 11:16 
 Ocena 2 na 2
niestadny (2492 punktów)
Pójdźmy zatem z analizą dalej.
W przytoczonym przez Ciebie przykładzie fanga groziłaby Ci z powodu zwrócenia się do kumpli z boiska z wyszukaną uprzejmością, należną profesorom.
Elasp napisał, że gdybyś z nim zagrał w piłkę, Tobie groziłaby fanga z dokładnie przeciwnego powodu.
Według mnie "przeciwnym powodem" jest zwrócenie się do profesora jak do kumpla z boiska - a to oznaczołoby, że Elasp jest profesorem.
Druga wersja to fanga za zwrócenie się na boisku do profesora jak do profesora właśnie - kiedy tymczasem ten wchodząc na boisko zawiesza swój profesorski biret na przysłowiowym haku i oczekuje zwracania się do niego stosownie do miejsca i sytuacji - a więc jak do kumpla!
Tak czy siak według mnie wychodzi na to, że Elasp jest jeśli nie profesorem, to pracownikiem naukowym.
No, ale ja prosty człek jestem i mogę się nie znać.


stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
23-01-2014 11:31 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
>W przytoczonym przez Ciebie przykładzie fanga groziłaby Ci z powodu zwrócenia się do kumpli z boiska z >wyszukaną uprzejmością, należną profesorom.
>Elasp napisał, że gdybyś z nim zagrał w piłkę, Tobie groziłaby fanga z dokładnie przeciwnego powodu.
>Według mnie "przeciwnym powodem" jest zwrócenie się do profesora jak do kumpla z boiska - a to oznaczołoby, że >Elasp jest profesorem.

Przeciwieństwem do zwrócenia się do kumpli z boiska z wyszukaną uprzejmością, należną profesorom jest niezwrócenie się do kumpli z boiska z wyszukaną uprzejmością, należną profesorom, względnie zwrócenie się do kumpli z boiska bez wyszukanej uprzejmości, należnej profesorom.

Ale w potocznym języku rzeczywiście przeciwieństwem słodkiego jest gorzki...

Dlatego prawie całkiem mnie przekonałeś! Nie wiem tylko skąd Ci się ten pracownik naukowy wziął. To już nijak z analizy tych tekstów nie wynika.
Elasp niechybnie jest profesorem!

...a ja się tylko zastanawiam nad aktualnym poziomem szkolnictwa wyższego...
23-01-2014 11:49 
 Ocena 2 na 2
niestadny (2492 punktów)
>Dlatego prawie całkiem mnie przekonałeś!
Cieszę się. Nie znam się na logice, więc tak na chłopski rozum wziąłem.

>... a ja się tylko zastanawiam nad aktualnym poziomem szkolnictwa wyższego...
Myślę, że problem tkwi gdzie indziej.

Z moich obserwacji wynika, że pisemna forma dyskusji wymaga specyficznych umiejętności od obu stron. Często przy braku tychże występuje niezrozumienie, które spotęgowane przez brak dobrej woli wynikajacej z uprzedzenia do adwersarza, powoduje przejście z racjonalnego na emocjonalny poziom.
Rozmowa jest prostsza. Tam liczą się słowa, gesty, wyraz twarzy, spojrzenie, intonacja - a to jest odbierane jako czytelny przekaz, ponieważ przez pokolenia zostało niejako wdrukowane w ludzką świadomość. Wiadomo co oznacza uśmiech, wiadomo co oznaczają zaciśniete pięści.

stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
23-01-2014 13:51 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>Myślę, że problem tkwi gdzie indziej.
>Z moich obserwacji wynika, że pisemna forma dyskusji wymaga specyficznych umiejętności od obu stron.
Jakich umiejętności?

>Często przy braku tychże występuje niezrozumienie, które spotęgowane przez brak dobrej woli wynikajacej z uprzedzenia do adwersarza, powoduje przejście z racjonalnego na emocjonalny poziom.
Czytasz forum i czytałeś moje rozmowy z Elaspem. Czy na pewno Twoim zdaniem problemem jest przejście z poziomu racjonalnego na emocjonalny? Weź jako przykład rozmowę o moralności, rozmowę o grue, rozmowę o rzekomej sprzeczności pomiędzy tezą o braku wpływu religijności na morlaność a tezą o ograniczeniu wynikającym z wiary.
Czy tam zabrakło argumentów racjonalnych, czy emocjonalnych?

>Rozmowa jest prostsza. Tam liczą się słowa, gesty, wyraz twarzy, spojrzenie, intonacja - a to jest odbierane jako czytelny przekaz, ponieważ przez pokolenia zostało niejako wdrukowane w ludzką świadomość. Wiadomo co oznacza uśmiech, wiadomo co oznaczają zaciśniete pięści.
I to są Twoim zdaniem argumenty racjonalne, czy emocjonalne?

Tak, sądzę, że w swej ekstremalnej formie racjonalizm prowadzi do psychopatii, ale my tu jednak staramy się być również humanistami.

Dlatego może to i dobra zasada, żeby po dyskusji zakończonej kompromitacją jednego z dyskutantów cięgi dostawał jego adwersarz. Powinien przecież chronić przeciwnika i dbać o niego w rozmowie, tak by bliźniego do takiego finału nie doprowadzić.

Dlatego za kompromitację jednego z dyskutantów powinien grozić ban dla jego adwersarza.
23-01-2014 14:38 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Tak, sądzę, że w swej ekstremalnej formie racjonalizm prowadzi do psychopatii,
Wydaje mi się, że jednak wtedy będzie to problem ludzki, a nie ideologiczny. Nie umiem tu zauważyć - wręcz i w ekstremalnej formie racjonalizmu - możliwości doprowadzenia do psychozy. Nawet w jej najłagodniejszej postaci. Oczywiście psychopata może swoje postępowanie racjonalizować na przeróżne sposoby, także osłaniając się niby-racjonalizmem.

>Dlatego może to i dobra zasada, żeby po dyskusji zakończonej kompromitacją jednego z dyskutantów cięgi dostawał jego adwersarz. Powinien przecież chronić przeciwnika i dbać o niego w rozmowie, tak by bliźniego do takiego finału nie doprowadzić.
Warto tu zauważyć, iż wielu dyskutantom zdarza się podczas dyskusji zaplątać się we własne nogi, a wówczas za swoje potknięcia oskarżają wszystkich i reagują agresją.

>Dlatego za kompromitację jednego z dyskutantów powinien grozić ban dla jego adwersarza.
Czy tak chce Pan potraktować wnioski pana Elaspa:
Muszę jednak zauważyć, że:

1. W sposób nierzadko bardzo brutalny traktuje Pan swoich rozmówców. Jest to zresztą jeden z powodów, dla których po wielu miesiącach pojawiłem się na forum, bo nie potrafię przejść obojętnie wobec tego rodzaju ataków. Po raz pierwszy od kwietnia zajrzałem na forum w połowie grudnia i zobaczyłem, co Pan wyprawia. Doprowadził Pan do wyludnienia tego forum i - być może nieświadomie - niszczy Pan każdą dyskusję, która jeszcze jakimś cudem się rozwija. Jak tak dalej pójdzie, to portal po prostu upadnie - zresztą p. Agnosiewicz pisał, że popularność portalu spada. Szkoda, bo (moim zdaniem) "Racjonalista" jest bardzo dobrym portalem, prezentującym bardzo wysoki poziom (z mojej skromnej strony wielki szacunek dla Twórców portalu, mimo iż obcych mi światopoglądowo i dla Forumowiczów, mimo że ładują we mnie minusami).


Pozdrawiam serdecznie.

@@@

pl.wikiped(*)sobowość_dyssocjalna
pl.wikipedia.org/wiki/Psychoza
.
24-01-2014 01:15 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>>Tak, sądzę, że w swej ekstremalnej formie racjonalizm prowadzi do psychopatii,
>Wydaje mi się, że jednak wtedy będzie to problem ludzki, a nie ideologiczny. Nie umiem tu zauważyć - wręcz i w ekstremalnej formie racjonalizmu - możliwości doprowadzenia do psychozy. Nawet w jej najłagodniejszej postaci. Oczywiście psychopata może swoje postępowanie racjonalizować na przeróżne sposoby, także osłaniając się niby-racjonalizmem.
Źle się wyraziłem. W kontekście rozmowy z kolegą Niestadnym, który odróżnił "poziom" racjonalny od emocjonalnego w dyskusji, chodziło mi tu jedynie o zachowanie "czysto" racjonalne, czyli pozbawione emocji - w szczególności empatii, a nie o racjonalizm światopoglądowy.

>>Dlatego może to i dobra zasada, żeby po dyskusji zakończonej kompromitacją jednego z dyskutantów cięgi dostawał jego adwersarz. Powinien przecież chronić przeciwnika i dbać o niego w rozmowie, tak by bliźniego do takiego finału nie doprowadzić.
>Warto tu zauważyć, iż wielu dyskutantom zdarza się podczas dyskusji zaplątać się we własne nogi, a wówczas za swoje potknięcia oskarżają wszystkich i reagują agresją.
Pełna zgoda, ale między innymi również dokładnie to miałem na myśli, gdyż to, co napisałem było ironiczne. Cięgi to może za duże słowo, ale mam wrażenie, że kolega Niestadny nie pochwalił szczególnie mojej postawy w dyskusji z Elaspem. I to był mój ironiczny komentarz do oceny kolegi Niestadnego. Choć, z drugiej strony jednak nie w 100% ironiczny. Czy forum zyskałoby, czy straciło, gdybyśmy naszych przeciwników głaskali z uprzejmością? Pan ma na to odpowiedź jasną od lat, ja nie jestem pewien. Tu wydaje mi się, że np. Jacek Głodzik traktując Elaspa przez długi czas bardzo po koleżeńsku dotarł może do niego trochę głębiej ode mnie.

>>Dlatego za kompromitację jednego z dyskutantów powinien grozić ban dla jego adwersarza.
> Czy tak chce Pan potraktować wnioski pana Elaspa [...]
No cóż, jak niektórzy zauważyli, zdarza mi się inspirować stylem innych forumowiczów, czasem wręcz być może aż do stopnia imitacji. Z jakim się wdajesz takim się stajesz, a ponieważ ostatnio trochę rozmawiałem z profesorem Elapsem, to i pewnie coś niecoś z jego logiki zapożyczyłem.
W tym konkrentym przykładzie, o który Pan pyta to zależy od tego, kto się skompromitował. Zgodnie z moją propozycją, jeżeli uważa Pan, że skompromitował się Pan, to zbanowany powinien zostać Elasp, a jeżeli uważa Pan, że skompromitował się Elasp, to zbanowany powinien zostać Pan. To wynika w sposób jednoznaczny z logiki, a Pan oceni, czy ja naprawdę taki pomysł mogłem wnieść na poważnie.

Jeszcze może warto przypomnieć:

prof. Elasp:
Znowu.

Żałosne i bezsensowne jest to ubieranie "racjonalistycznych" bamboszy p. Bogusławskiego. Bambosze w kratkę ironii i sarkazmu, z przodu na każdym naszywka przedstawiająca kota odwróconego ogonem. Czerwonego kota oczywiście, bo to przecież kot lewicowy. Kot ten chodzi własnymi drogami, tzn. jest samodzielnie myślący. Z tyłu bamboszy wyhaftowane motto: "nikt nie jest w stanie skompromitować nas bardziej niż my sami". Zamiast nabyć jakieś eleganckie fideistyczne lakierki, Pan wciska te używane filcowe bambosze i myśli, że jest elegancki. Nie ma Pan za grosz gustu i smaku. Nad smakiem trzeba popracować, a nie nad "sawułar wiwrem" (przypominam, że na forum mówimy po polsku!).

Mi się już z tego chce śmiać. Nawet coraz bardziej. Po prostu się profesorowi Elaspowi, że tak powiem fuksnęło, że sięgnął akurat po kota. Gdyby napisał coś innego, to może bym się z nim nawet umówił na tym boisku, ale on napisał akurat o kocie i to jest dla mnie w pewnym sensie rozbrajające...

Pan głupoty nienawidzi, a mi się zdarza ją nawet lubić - choć oczywiście wszystko zależy od okoliczności. Tu na forum przynajmniej nie wybucha.

Pozdrawiam serdecznie.

_____________________________________________________________________________
24-01-2014 17:56 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Źle się wyraziłem.
Wszystkim nam się to przytrafia, to i trafiło się Panu. Właśnie dlatego chciałem Pańską wypowiedź odrobinę doprecyzować.

>>>>Warto tu zauważyć, iż wielu dyskutantom zdarza się podczas dyskusji zaplątać się we własne nogi, a wówczas za swoje potknięcia oskarżają wszystkich i reagują agresją.
>Pełna zgoda, ale między innymi również dokładnie to miałem na myśli, gdyż to, co napisałem było ironiczne.
Moja wypowiedź była kontynuacją tej ironii i dotyczyła wielu forumowiczy, którzy w obronie własnej racji zacietrzewiają się i swoje stanowisko niepotrzebnie polaryzują.

>(...) to był mój ironiczny komentarz do oceny kolegi Niestadnego. Choć, z drugiej strony jednak nie w 100% ironiczny. Czy forum zyskałoby, czy straciło, gdybyśmy naszych przeciwników głaskali z uprzejmością?
No właśnie. Warto zastanowić się nad efektywnością obu metod? Czy lepiej zadry wyrywać, czy zagłaskiwać. Czy jak ktoś psuje powietrze, to lepiej mu powiedzieć, iż w tym pomieszczeniu tak się nie robi, czy może udawać, że się nic nie czuje?

>Pan ma na to odpowiedź jasną od lat, ja nie jestem pewien.
Praktyka życia permanentnie to potwierdza. Nie wolno głupocie ustępować, gdyż natychmiast się rozzuchwala i nawet najmniejsze wątpliwości dotyczące jej mądrości natychmiast agresywnie atakuje. Niech no tylko głupiec wyczuje Pańską słabość, choćby polegającą tylko na łagodności charakteru i wrodzonej kulturze, to już Panu nie odpuści. Nie ma na co tu liczyć.

>Tu wydaje mi się, że np. Jacek Głodzik traktując Elaspa przez długi czas bardzo po koleżeńsku dotarł może do niego trochę głębiej ode mnie.
Tak, kpię - często nawet złośliwie - z różnych nawiedzonych, przedstawiających tu do wiary, swoich jedynie słusznych racji, ale 90% moich wypowiedzi - nawet do nich kierowanych - to wypowiedzi merytoryczne, przedstawiające poważną racjonalną argumentację i co z tego wynika? Dla fideistów nic lub bardzo niewiele, gdyż oni są nieprzemakalni, ale nas czyta także duża grupa racjonalistów, którym moja argumentacja się przydaje.

> czy ja naprawdę taki pomysł mogłem wnieść na poważnie.
Nie wiem, ale znając Pana potraktowałem to jako żart, tylko proszę przyjąć, iż ja też mogę Pańskie żarty kontynuować.

>Pan głupoty nienawidzi, a mi się zdarza ją nawet lubić - choć oczywiście wszystko zależy od okoliczności.
Mnie głupota, rozbraja tylko u mojego kota (innych zwierząt także), gdy podziwiam wielką mądrość tych zwierząt w radzeniu sobie z przeróżnymi problemami, przy swoich jednak ograniczonych umysłach. Od ludzi dorosłych, zdrowych na umyśle wymagam jednak znacznie więcej.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
24-01-2014 19:47 
 Ocena-1 na 3
Elasp (6859 punktów)

"Nie wolno grzechowi ustępować, gdyż natychmiast się rozzuchwala i nawet najmniejsze wątpliwości dotyczące jego siły natychmiast agresywnie atakuje. Niech no tylko grzesznik wyczuje Pańską słabość, choćby polegającą tylko na łagodności charakteru i wrodzonej kulturze, to już Panu nie odpuści. Nie ma na co tu liczyć."

Słownik nowej teologii (z tłumaczeniem na terminologię teologii dawnej),

Czyli o tym, dlaczego można być abteistą


A (nowy termin) = B (stary termin)

głupota = grzech, zło

mądrość = dobro,

fizyka, nauka = dekalog, nauczanie Kościoła,

naukowcy, wybitni ludzie nauki = duszpasterze, ojcowie Kościoła i święci,

walka z głupotą = walka z grzechem,

ironia i sarkazm = Anioł Stróż,

doczesność = życie wieczne,

Oświecenie = Chrystus,

ograniczenie moralne i intelektualne = piekło,

samodzielne myślenie = czyściec,

racjonalizm = wiara,

ateizm = zbawienie,

wierzący = grzesznik,

ksiądz = szatan,

papież = Lucyfer,

teologia = podszepty szatana,

Bóg = obietnice szatana.

Twierdzenie starej teologii / twierdzenia nowej teologii (przykłady)

1. Miejscem grzeszników jest piekło / Wierzący są ograniczeni moralnie i int.,

2. Najlepszym lekarstwem na podszepty szatana jest wypełnianie Nauczania Kościoła/
Teologię unieważnia nauka,

3. Tylko wiara prowadzi do życia wiecznego / Tylko racjonalizm pozwala w pełni
cieszyć się doczesnością,

4. Chrystus przezwycięża grzech / Oświecenie walczy z głupotą,

5. Kto podąża za nauczaniem Kościoła, będzie zbawiony / Fizyka i nauka prowadzą do
ateizmu.

6. Czcze są obietnice szatana! / Bóg nie istnieje.

>_____________________________________________________________________________
25-01-2014 00:39 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
W powyższym poście użył Pan bardzo dużo różnych liter i innych znaków graficznych. Chciałbym sie odnieść do tego najbardziej merytorycznie jak potrafię:
Przepraszam, ale mnie interesuje tylko to, co jest.
>>_____________________________________________________________________________
25-01-2014 11:10 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>W powyższym poście użył Pan bardzo dużo różnych liter i innych znaków graficznych. Chciałbym sie odnieść do tego najbardziej merytorycznie jak potrafię:
> Przepraszam, ale mnie interesuje tylko to, co jest.>>
_____________________________________________________________________________
Czyli to, dlaczego można być abteistą?

@@@
.
27-01-2014 00:12 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)

>> Przepraszam, ale mnie interesuje tylko to, co jest.>>_____________________________________________________________________________
>Czyli to, dlaczego można być abteistą?
No właśnie. Na przykład wczoraj leciało w TV "Imperium kontratakuje". Dla mojej generacji film kultowy. Nawet chwilę pooglądałem.
W tym kontekście zawsze zastanawiało mnie określenie "science fiction". Czyli gdy akcja dzieje sie gdzieś w dalekim kosmosie i najlepiej w przyszłości, to juz można do "fiction" dodać "science". To trochę tak jak "prawdy wiary".
Przypomina mi to paradoks grue. Dwa rożne zjawiska po zakwalifikowaniu do jednej kategorii ogólnej wydają się być bliskie sobie.
Czy doświadczanie świata poprzez zmysły i racjonalna refleksja nad nim mają tę samą wartość, co wiara w fikcje tylko dlatego, że jedno i drugie obejmuje ludzki umysł?
To tak jakby psychozę traktować na równi ze zdrowiem, bo też jest ludzka.
Można tez ściemniać, kręcić i udawać, ze sie nie rozumie. Zastanawia mnie jednak jak długo można liczyć na to, że racjonaliści sie w tym nie pokapują?
Ale to chyba kwestia rozpatrywanej niedawno "uczciwości intelektualnej". Dopóki ktoś jest przekonany o własnej mądrości, dopóty brak powodów, by tę jego uczciwość kwestionować, gdyż to co głosi jest spójne z jego mniemaniem o sobie?
Pozdrawiam serdecznie
22-01-2014 12:54 
 Ocena 3 na 3
Barbiel (1106 punktów)
>Bambosze w kratkę ironii i sarkazmu, z przodu na każdym naszywka przedstawiająca kota odwróconego ogonem.
Plusik za poczucie humoru i kreatywność.
22-01-2014 17:10 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Żałosne i bezsensowne jest to ubieranie "racjonalistycznych" bamboszy p. Bogusławskiego. Bambosze w kratkę ironii i sarkazmu, z przodu na każdym naszywka przedstawiająca kota odwróconego ogonem. Czerwonego kota oczywiście, bo to przecież kot lewicowy. Kot ten chodzi własnymi drogami, tzn. jest samodzielnie myślący. Z tyłu bamboszy wyhaftowane motto: "nikt nie jest w stanie skompromitować nas bardziej niż my sami". Zamiast nabyć jakieś eleganckie fideistyczne lakierki, Pan wciska te używane filcowe bambosze i myśli, że jest elegancki. Nie ma Pan za grosz gustu i smaku. Nad smakiem trzeba popracować, a nie nad "sawułar wiwrem" (przypominam, że na forum mówimy po polsku!).
Przepraszam ale zacznę od banału. Ludzie są różni, mają różną inteligencję, różny poziom wiedzy i kultury, różne poglądy
i różne poczucie humoru. Czasem ludzi łączą wspólne idee: chrześcijaństwo, lewicowość, racjonalizm, a czasem wspólny wróg. Tu dla pewnej grupy wrogiem jest Bogusławski (z czego osobiście się cieszę, gdyż jest to - poza gronem przyjaciół - potwierdzeniem sensu mojego pisania).

Jakoś tak dziwnie się składa, że swojej wiedzy nie nabywamy bezpośrednio od Boga i to pomimo że, niektórzy tak z uporem twierdzą. Tylko za jakimś pośrednictwem. Wszystko pisali ludzie i żadnych bogów przy tym nie było. Po ludzku mieli rację i mylili się. Byli mądrzejsi lub głupsi. Mieli lepsze i gorsze dni. Warto korzystać z dorobku intelektualnego mądrych ludzi (opierać się na ich autorytecie), ale to tylko ludzie i należy do ich wypowiedzi podchodzić krytycznie.

Dla racjonalistów nie istnieją żadne niepodważalne autorytety. Warto przy tym pamiętać, że jak nie ma tak głupiego człowieka, który by czegoś mądrego nie powiedział, tak i nie istnieje mędrzec, który nie palnąłby jakiejś głupoty.

Tak z Pańskiego podwórka - i Ojcowie Kościoła i jego Doktorzy i papieże pletli bzdury, iż aż niemiło taki bełkot czytać,
a byli to w swojej epoce - na ogół bardzo mądrzy ludzie. Brednie są także w Piśmie Świętym. (Znowu - warto czytać ten wspaniały zbiór literatury religijnej, ale czytać go krytycznie).

Miałem w życiu wielu swoich mistrzów i tych poznanych tylko za pośrednictwem książek i tych poznanych bezpośrednio.
Ich ogromną wiedzę przepuściłem przez swój umysł i wziąłem od nich to co udało mi się zrozumieć i przyswoić w budowie własnego światopoglądu. Wydaje mi się, że coś tam wiem o otaczającej nas rzeczywistości, ale stale się jeszcze uczę.

Na naszym forum spotkałem sporą grupę bardzo inteligentnych osób o ogromnej wiedzy i właśnie dla tego ogromu wiedzy samodzielnie przemyśliwanej mam wielki szacunek. Nie wymienię wszystkich, gdyż nie starczyło by miejsca, ale choć parę osób: Meretseger, Liliac, Andrzej.51, Fizyk, Jacek Tabisz, Big_zyd, Diogenes. Przepraszam kilkudziesięciu (a przynajmniej kilkunastu) pozostałych za ich ominięcie. Uczę się od nich i są dla mnie inspiracją do sprawdzenia, doczytania, douczenia się własnego. Dzięki im za to!

> Nie ma Pan za grosz gustu i smaku.
Czy takie stwierdzenie świadczy o Pańskim wysmakowanym poziomie intelektualnym i kulturalnym, czy zupełnie odwrotnie
o zakompleksionej małości, tłumionej agresywnością i zadufaniem we własną rację opartą na marnych autorytetach, którym Pan bezgranicznie zaufał. Tak. Nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami. Bogusławski do Pańskiej kompromitacji nie jest zupełnie potrzebnym, sam czyni Pan to w sposób doskonały.

Dorośnij Pan trochę, spoważniej i spuść Pan powietrze z nadymanego balonika własnego ego. Jak Pan zejdzie na ziemię,
to sztuczne podwyższanie sobie poziomu wcale nie będzie konieczne. Poważni ludzie będą poważnie Pana traktować.

PS.
>"sawułar wiwrem" (przypominam, że na forum mówimy po polsku!
Znowu Pan poucza, gdy brak Panu nawet podstawowej wiedzy. Może warto zajrzeć do Kopalińskiego: www.slowni(*)D13F5D1E39C1256589001B0602.php

Miłego dnia.

www.racjonalista.pl/forum.php/s,545469#w545566

@@@
.
22-01-2014 19:31 
 Ocena 6 na 6
Elasp (6859 punktów)

Jak na Pana pisze Pan w sposób nad wyraz wyważony, aż miło przeczytać (nie licząc akapitu, w którym mnie Pan obraża, zarzucając mi samokompromitację - nie jestem jednak obrażalski, zresztą ma Pan oczywiste prawo do takiej oceny.

Muszę jednak zauważyć, że:

1. W sposób nierzadko bardzo brutalny traktuje Pan swoich rozmówców. Jest to zresztą jeden z powodów, dla których po wielu miesiącach pojawiłem się na forum, bo nie potrafię przejść obojętnie wobec tego rodzaju ataków. Po raz pierwszy od kwietnia zajrzałem na forum w połowie grudnia i zobaczyłem, co Pan wyprawia. Doprowadził Pan do wyludnienia tego forum i - być może nieświadomie - niszczy Pan każdą dyskusję, która jeszcze jakimś cudem się rozwija. Jak tak dalej pójdzie, to portal po prostu upadnie - zresztą p. Agnosiewicz pisał, że popularność portalu spada. Szkoda, bo (moim zdaniem) "Racjonalista" jest bardzo dobrym portalem, prezentującym bardzo wysoki poziom (z mojej skromnej strony wielki szacunek dla Twórców portalu, mimo iż obcych mi światopoglądowo i dla Forumowiczów, mimo że ładują we mnie minusami).

2. Jeżeli ktoś ma zacząć szanować swoich rozmówców, to przede wszystkim właśnie Pan, o czym piszę z pewnym zażenowaniem z uwagi na szacunek do Pańskiego wieku. Nie przypominam sobie, bym powiedział do kogoś "zakuta pała", nawet jeżeli liberalne zasady "ironii i sarkazmu" pozwalałyby mi na to (dodaję to zastrzeżenie, bo wiem, że od razu powoła się Pan na "ironię i sarkazm"). Zauważyłem, że bardzo często swoim rozmówcom przypisuje Pan niski poziom intelektualny. Nawet gdyby w rzeczywistości byli nieinteligentni (wiem, że Pan tak odpowie), albo niezdolni do zrozumienia czegoś, nie upoważnia to Pana - moim zdaniem - do takich uwag, nawet jeżeli pozwala (?) na to "ironia i sarkazm". Wedle mojego wyczucia moralnego, należy wytykać tylko te wady, które można naprawić, a niskiego poziomu intelektualnego naprawić się nie da. Jeżeli chce Pan w odpowiedzi wyjąć to ostatnie zdanie, pogrubić i opatrzyć aluzyjnym komentarzem: "w zupełności się z Szanownym Panem zgadzam" - proszę bardzo.

3. Jeżeli zaś o mnie chodzi, nie dokonuję żadnej ewangelizacji (vide także p. 1.). Wielokrotnie mówiłem, że moje stanowisko ma charakter teoretyczny, i że wybór religii ma - powinien mieć - charakter pragmatyczny. Nie sądzę, abym gdziekolwiek powołał się na przesłankę teologiczną. Wielokrotnie wyrażałem swoje wątpliwości co do prawdziwości dogmatów religijnych, także dogmatów religii katolickiej. Nietrudno będzie podać przykłady. Zakładam się z p. Maceoxem, że częściej chodzi do kościoła ode mnie.

4.

>"sawułar wiwrem" (przypominam, że na forum mówimy po polsku!
>Znowu Pan poucza, gdy brak Panu nawet podstawowej wiedzy. Może warto zajrzeć do Kopalińskiego: www.slowni(*)D13F5D1E39C1256589001B0602.php

Nie zrozumiał Pan żartu i aluzji, nota bene właśnie do Pańskiej wypowiedzi.
22-01-2014 22:25 
 Ocena 6 na 8
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Jak na Pana pisze Pan w sposób nad wyraz wyważony, aż miło przeczytać (nie licząc akapitu, w którym mnie Pan obraża, zarzucając mi samokompromitację - nie jestem jednak obrażalski, zresztą ma Pan oczywiste prawo do takiej oceny.
> Muszę jednak zauważyć, że:
> 1. W sposób nierzadko bardzo brutalny traktuje Pan swoich rozmówców.
Naprawdę ogromnie staram się aby nigdy nie atakować rozmówców, natomiast jako racjonalista jestem przewrażliwiony na punkcie głupoty wykazuję ją i atakuję nawet brutalnie. Niektórzy ludzie tak bardzo przywiązani są do swoich poglądów i tekstów, że wykazywanie ich głupoty i niedostatecznej argumentacji poglądów, odbierają bardzo osobiście. Twierdzę, że wiele głupot Pan już tu powypisywał, ale nie twierdzę - choćby już dlatego, że nie mam do tego dostatecznych podstaw, nie mówiąc już o kulturze - iż Pan jest głupcem.
O Pańskiej samokompromitacji jestem całkowicie przekonanym i starałem się ją wykazać, ale zakładam, iż mogę się mylić i najlepszym sędzia są tu nasi czytelnicy.

>Jest to zresztą jeden z powodów, dla których po wielu miesiącach pojawiłem się na forum, bo nie potrafię przejść obojętnie wobec tego rodzaju ataków. Po raz pierwszy od kwietnia zajrzałem na forum w połowie grudnia i zobaczyłem, co Pan wyprawia.
Szanowny Panie, najlepszą bronią przeciwko mnie jest własne oczytanie. Tylko czytać trzeba ze zrozumieniem, także książki i artykuły przeczące własnym poglądom.

>Doprowadził Pan do wyludnienia tego forum i - być może nieświadomie - niszczy Pan każdą dyskusję, która jeszcze jakimś cudem się rozwija.
Dziękuje za uznanie. Mnie ten portal ogromnie się podoba i rzeczywiście staram się aby nie zszedł do poziomu portali fideistycznych, czy Onetu. Bardzo podoba mi się linia programowa portalu i staram się jak umiem trzymać się wyrażonych tam wskazówek.

> Jak tak dalej pójdzie, to portal po prostu upadnie - zresztą p. Agnosiewicz pisał, że popularność portalu spada.
Zapewne Pańskim zdaniem dzieje się tak przez Bogusławskiego, ale zapewniam Szanownego Pana, iż redaktor Agnosiewicz wraz z redakcją ma odpowiednie środki aby mnie zdyscyplinować, gdy zacznę tu przeszkadzać. Bardzo sobie cenię ten portal i właśnie dlatego sam bym się usunął, gdym otrzymał taką sugestię z tamtej strony.

>Szkoda, bo (moim zdaniem) "Racjonalista" jest bardzo dobrym portalem, prezentującym bardzo wysoki poziom (z mojej skromnej strony wielki szacunek dla Twórców portalu, mimo iż obcych mi światopoglądowo
To wielka prośba niech Pan nie obniża jego poziomu. Zupełnie nie chodzi mi tu o Pańskie poglądy, ale właśnie o ich poziom intelektualny. Moim zdaniem - zbyt często wprost żenujący. Twórcy rozpoczęli dzieło, ale dalej to dużo od nas zależy.

>i dla Forumowiczów, mimo że ładują we mnie minusami).
To proszę tu podać ile minusów otrzymał Pan ode mnie? Wniosku o Pańskie zbanowanie też nie składałem - pomimo że - znowu moim zdaniem - takie zbanowanie Panu się ewidentnie należało. Czy forum trzyma się na zminusowywanych forumowiczach?

> 2. Jeżeli ktoś ma zacząć szanować swoich rozmówców, to przede wszystkim właśnie Pan,
Z wyższego postu:
>Wydaje się, że nie tytuł naukowy i wiedza robią z człowieka Człowieka Godnego Szacunku a stosunek tegoż do innych, także przeciwników - czy to politycznych, czy światopoglądowych.
Dobrze się Panu wydaje - ks. abp prof. zw. dr hab. może być głupcem do entej potęgi, a człowiek nie posiadający żadnych szkół i tytułów mędrcem. Tylko nie można być mędrcem bez ogromnej wiedzy czyli zapoznania się z myślami wielu mądrych ludzi i ich samodzielnym przemyśleniu.

Szacunek zaś proszę Pana, to należy mieć dla ludzi (do ich wiedzy i kultury), ale wcale już niekoniecznie do ich poglądów, a już zupełnie nie należy mieć szacunku dla ludzkiej głupoty (tylko głupoty proszę nie mylić z naturalną wszystkim nam niewiedzą).

>o czym piszę z pewnym zażenowaniem z uwagi na szacunek do Pańskiego wieku.
Właśnie ma Pan szacunek dla mojego wieku, a ja dla Pana jak do młodego człowieka, choć jestem rzeczywiście zażenowanym poziomem jaki Pan tu reprezentuje.

>Nie przypominam sobie, bym powiedział do kogoś "zakuta pała",
Tu przydałby się link, w którym możliwe, że przesadziłem i na Pańską uwagę - "Przepraszam, ale szkoda czasu na dyskusję na tak niskim poziomie" - podpisałem główkę "zakuta pała" zamiast "rycerska głowa".

>Zauważyłem, że bardzo często swoim rozmówcom przypisuje Pan niski poziom intelektualny.
Ło, Boze! Szanowny Panie, na naszym forum - według mnie - jest naprawdę spora grupa osób, którym nie dorównuję intelektualnie. Jeszcze więcej takich, gdzie jesteśmy sobie równi, a także są ci, których bardzo sobie cenię, mający aspiracje intelektualne. Czy często przypisuję niski poziom rozmówcom? Czy tylko przedstawianym tu wypowiedziom niektórych forumowiczy, których z trudnością nazwał bym rozmówcami? Szanowny Panie, ja nie kręcę nie mącę i staram się być rzetelnym. Proszę o konkretne cytaty i linki? Jestem odpowiedzialnym za słowo, choć mam dziury w wiedzy i popełniam błędy.

>Nawet gdyby w rzeczywistości byli nieinteligentni (wiem, że Pan tak odpowie), albo niezdolni do zrozumienia czegoś, nie upoważnia to Pana - moim zdaniem - do takich uwag, nawet jeżeli pozwala(?) na to "ironia i sarkazm".
Szanowny Panie, jednym z ważnych powodów udziału w naszym forum jest to, iż choć jest otwarte dla wszystkich, to jednak skierowane do samodzielnie myślącej inteligencji.

CDN

@@@
.
22-01-2014 22:25 
 Ocena 5 na 7
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Ciąg dalszy:

>Wedle mojego wyczucia moralnego, należy wytykać tylko te wady, które można naprawić, a niskiego poziomu intelektualnego naprawić się nie da.
Ale ja mam inne wyczucie moralne i zdecydowanie wierzę w ludzi. Nawet Pan nie wie ile człowiek może dokonać w samorozwoju.

Czytałem kiedyś informację, że 30 letni pastuch analfabeta doszedł do tytułu profesora. Nie święci garnki lepią, a i inteligencję można uprawnić, tylko trzeba chcieć oraz popracować nad tym. Warto zacząć od tego aby zapoznany materiał (nawet tylko z tego forum) oceniać samodzielnie, a nie według wskazówek jakiś tam wydumanych autorytetów.

Nie ma, Szanowny Panie, innego racjonalizmu jak świecki, choć można jeszcze zachować dużo racjonalności pozostając wierzącym w jakąś tam mitologię. Niech to nawet będzie ta według Pana najlepsza - chrześcijańska.

> 3. Jeżeli zaś o mnie chodzi, nie dokonuję żadnej ewangelizacji (vide także p. 1.).
To Pańska deklaracja. Mój odbiór Pańskiej forumowej publicystyki jest inny, ale ja szanuję poglądy czytelników i możliwe, że większość zgadza się z Panem i nie dostrzega Pańskich prób nawrócenia nas na swoje jedynie słuszne poglądy i swój jedynie sensowny i logiczny sposób rozumowania. Tylko skąd te protesty tak wielu?

> Wielokrotnie mówiłem, że moje stanowisko ma charakter teoretyczny,
Tak, Szanowny Pan mówił tu wielokrotnie. Lubi Pan powtarzać.

>i że wybór religii ma - powinien mieć - charakter pragmatyczny.
Zupełnie nie rozumiem co miałby znaczyć pragmatyczny wybór religii?
W 999,9 promilach religię przyjmujemy w procesie socjalizacji, a w 90% religijność (postawa wiary) jest nam prawdopodobnie genetycznie dana. Tylko wielkie intelektualnie jednostki są w stanie ukształtowanie w wierze odrzucić.

>Nie sądzę, abym gdziekolwiek powołał się na przesłankę teologiczną.
A co ma piernik do wiatraka. Dla mnie ewangelizacja to całościowe nachalne wpieranie religijnego, czy ideologicznego kitu i zupełnie do tego nie jest potrzebną wiedza teologiczna. (Czasem może nawet przeszkadzać.) Wystarcza wiara we własne mity.

>Wielokrotnie wyrażałem swoje wątpliwości co do prawdziwości dogmatów religijnych, także dogmatów religii katolickiej.
Nie potwierdzam, nie zaprzeczam, nie ma to tu żadnego znaczenia.

>Nietrudno będzie podać przykłady.
Ale po co? Każdy ewangelizuje dla własnej wiary.

> Zakładam się z p. Maceoxem, że częściej chodzi do kościoła ode mnie.
Znowu, to tu zupełnie nie ma znaczenia. Ja ciągle jestem nominalnym katolikiem i czasem ze względów rodzinnych też chodzę. Mam i zawsze miałem przyjaciół wśród księży. Zaś religię odrzuciłem całkowicie jako nastolatek.

> 4.
>"sawułar wiwrem" (przypominam, że na forum mówimy po polsku!
Znowu Pan poucza, gdy brak Panu nawet podstawowej wiedzy. Może warto zajrzeć do Kopalińskiego.
>Nie zrozumiał Pan żartu i aluzji, .
No właśnie! A skąd Pan to wnosi? Wyżej napisałem: Ludzie są różni (...) i mają różne poczucie humoru. Tyle, że ten żart uznaję za bardzo prymitywny, który mnie nie bawi, ale to kwestia smaku. Mnie - na przykład - bardzo bawiły kabarety w PRL-u, czy w II RP, a teraz przestały. Ot inne poczucie humoru.

>nota bene właśnie do Pańskiej wypowiedzi
I jak Pan myśli, o czym to nawiązanie do mojej wypowiedzi świadczy. O Pańskim poczuciu humoru? O znajomości języków? W takim razie podwójnie gratuluję.

Miłego dnia.

@@@
.
Czytelnik 'Nikiirl' oddał na Ciebie głos negatywny głosując na Forum na wypowiedź
'Odp: Dlaczego nie mógłbym być ateistą'
Adres wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,600722#w602448

.
22-01-2014 23:41 
 Ocena 3 na 3
Frank Holman (5897 punktów)
> zresztą p. Agnosiewicz pisał, że popularność portalu spada.

Nie wiem kiedy p. Agnosiewicz to pisał, i czy miał na myśli portal czy forum.
Jeśli napisał to ostatnio i miał na myśli portal nie forum, to wcale się nie dziwię, jeśli popularność drastycznie spadła i nie ma to NIC ABSOLUTNIE związku z wpisami p. Bogusławskiego.
(choć mam nadzieję, że artykuły z ostatniego tygodnia; poziom, ilość, stanowić będą nowy pozytywny trend, odbicie od "padaki po podziałach")
23-01-2014 07:43 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> 1. W sposób nierzadko bardzo brutalny traktuje Pan swoich
> rozmówców. Jest to zresztą jeden z powodów, dla których
> po wielu miesiącach pojawiłem się na forum, bo nie potrafię
> przejść obojętnie wobec tego rodzaju ataków.

Już dawno miałem Cię o to zapytać, ale jakoś mi to umykało.
Czy mógłbyś powiedzieć, jaka jest reszta powodów, dzięki którym do nas zawitałeś?
Zawsze w przypadkach ludzi o podobnych przekonaniach do Twoich wzbudza to moją ciekawość, teraz tym bardziej, że odżegnujesz się od zapędów ewangelizacyjnych, które same, bez Twoich wyjaśnień się narzucają.
Pozdrawiam i życzę miłego dnia!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
23-01-2014 22:51 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)


Przepraszam za zwłokę w odpowiedzi (obowiązki mają zrozumiałe pierwszeństwo nad przyjemnościami).

Szczerze powiedziawszy nie rozumiem pytania o (pozostałe) powody obecności, bo są one takie same jak w przypadku innych użytkowników, tzn. sprowadzają się one do chęci porozmawiania. Owszem, próbuję przekonać do swoich racji, ale każdy dyskutant, mający własne zdanie, próbuje to robić. W tym sensie wszyscy są "ewangelizatorami". Nawet Ty (żartobliwie) przekonujesz innych w motcie dołączonym do każdej Twojej wypowiedzi.





>
24-01-2014 00:14 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Szczerze powiedziawszy nie rozumiem pytania o (pozostałe) powody obecności, bo są one takie same jak w przypadku innych użytkowników, tzn. sprowadzają się one do chęci porozmawiania.
A po co się rozmawia merytorycznie?
Moim zdaniem dla przedstawienia swoich poglądów i wymiany ich z innymi, a do tego potrzebna jest dobra wola i otwartość na sprzeczne z własnymi poglądy.

>Owszem, próbuję przekonać do swoich racji,
Moim zdaniem pomiędzy przekonywaniem, a narzucaniem jest spora różnica.

> ale każdy dyskutant, mający własne zdanie, próbuje to robić.
Ten, kto nie ma własnego zdania nie powinien dyskutować, ale przekonywanie racjonalistyczne polega na przedstawieniu argumentów za swoimi racjami, a nie na ich wpieraniu, jako jedynie słuszne.

> W tym sensie wszyscy są "ewangelizatorami".
Zdecydowanie nie, gdyż do tego jest potrzebna jest głęboka wiara w swoją rację i poczucie misji. Racjonaliści nie mogą ewangelizować, gdyż wtedy przestają być racjonalistami. Racjonalizm to postawa a, o ile nie anty fideistyczna.

Racjonalizm jest raczej bliższy sceptycyzmowi - odrzucając wszelkie dogmaty ideologiczne, oprócz wiary w potęgę nieskrępowanego, logicznego myślenia oraz możliwości rozumnego poznawania świata.
Światopogląd ten bazuje na jak najbardziej konsekwentnym stosowaniu logicznego i racjonalnego myślenia w każdej dziedzinie powiązanej z poznawaniem i opisywaniem świata (kiedy poznanie jest celem lub środkiem) - bazuje na przekonaniu, że takowe poznanie jest jedynym sposobem mogącym prowadzić do pozyskania rzetelnej wiedzy o rzeczywistości.

Racjonalista przyjmuje pewne paradygmaty stanowiące podstawy nauk przyrodniczych i nauk ścisłych oraz niektórych nauk humanistycznych związanych z człowiekiem i społeczeństwem, lecz o ile te paradygmaty nie są uzasadnione z punktu widzenia zupełnego i skrajnego sceptycyzmu, o tyle mają pewne uzasadnienie empiryczne - są zasadne przy pewnych podstawowych metafizycznych założeniach materializmu takich jak założenie o istnieniu rzeczywistego materialnego świata kierującego się możliwymi do zbadania zasadami. Jednak wobec paradygmatów racjonalista nie jest bezkrytyczny i nie uznaje ich w sposób dogmatyczny, gdyż stanowią one podstawę wielu nauk, ale mogą ulec weryfikacji i zmianom.

Światopogląd racjonalistyczny, w przeciwieństwie do filozoficznego racjonalizmu, za główne kryterium i źródło poznania świata stawia metodologię naukową, rozum i zmysły (doświadczenia empiryczne).

Racjonalizm ostro sprzeciwia się akceptowaniu pseudonauki, a także paranauki oraz wszelkim dogmatom ustanawianym bez potwierdzenia (naukowego lub empirycznego). Nie uznaje także pozbawionego wątpliwości i bezkrytycznego akceptowania autorytetów.

W racjonalizmie nie ma ani autorytetów, ani dogmatów mówiących z góry o tym, co należy uznawać za racjonalne. O tym, co racjonalne, decyduje własna ocena racjonalisty na podstawie zebranego i całego "materiału dowodowego", czyli posiadanej wiedzy, a także merytoryczna ocena innych ludzi - racjonalną jest najbardziej "prawdopodobna" (w sensie jak najmniejszego rozmijania się z prawdą i stanem rzeczywistym) hipoteza lub teoria, a najbardziej zbliżony do prawdy jest pogląd najlepiej logicznie uzasadniony oraz sprawdzony empirycznie lub przy pomocy naukowej metodologii. Jeśli dany pogląd można uzasadnić i uzasadnienie to broni się w polemikach oraz przed krytyką i nie ma w nim błędów merytorycznych (a więc broni się tak, jak muszą się obronić teorie naukowe, choć ścisłość nie musi być aż tak duża) to jest on racjonalny. Chociaż każdy pogląd racjonalisty może ulec zmianie, to czym lepiej sprawdzona jest dana hipoteza, tym mniejsze są szanse na jej podważenie, a więc jest ona bardziej trwała. Dlatego racjonaliści najbardziej sobie cenią dobrze sprawdzone informacje i teorie naukowe (na przykład potwierdzone przez wielu niezależnych badaczy), a odrzucają te niesprawdzone lub negatywnie zweryfikowane. Odrzucenie polega tu - w przypadku niesprawdzonych lub słabo sprawdzonych hipotez - nie na negacji, lecz na braku zaufania do takiego poglądu, nie przyjmowaniu go.


Miłego dnia.

@@@
.
24-01-2014 07:09 
 Ocena 5 na 5
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Przepraszam za zwłokę w odpowiedzi (obowiązki mają zrozumiałe
> pierwszeństwo nad przyjemnościami).

Mnie się nigdzie nie śpieszy. Odpowiadaj kiedy masz wolny czas i chęci.

> Szczerze powiedziawszy nie rozumiem pytania o (pozostałe)
> powody obecności,

Pytanie było postawione prosto i zwięźle. Nie rozumiem, co w nim jest niejasnego.
Z początku Twojej odpowiedzi niżej wnoszę, że wg Ciebie motywy są oczywiste i nie było powodu, by pytać.
Mimo wszystko były dla mnie niejasne. Gdyby tak było jak myślisz, pytania byś ode mnie nie otrzymał.
Mam nadzieję, że teraz jest to bardziej przejrzyste.

> bo są one takie same jak w przypadku innych użytkowników

Skąd wiesz, jakie są motywacje innych użytkowników?

> tzn. sprowadzają się one do chęci porozmawiania.

Nie chcę odpowiadać za innych, m.in. dlatego, że są to moje osobiste przemyślenia o nich i nie muszą być prawdziwe, ale biorąc moją motywację - jest jednak nieco bardziej różnorodna i inna od Twojej, o której tu piszesz.

> Owszem, próbuję przekonać do swoich racji
> ale każdy dyskutant, mający własne zdanie, próbuje to robić.

Nie każdy. Ja nie próbuję, a przynajmniej nie chciałbym próbować.
Po pierwsze wyrażam wątpliwości a propos cudzego zdania, jeśli takowe mam.
Po drugie wyrażam swoje zdanie. Nie chcę nikogo do niego przekonywać - uzna je i coś z niego weźmie to ok, nie uzna - to już zdecydowanie jego sprawa.

> Nawet Ty (żartobliwie) przekonujesz innych w motcie dołączonym do każdej Twojej wypowiedzi.

To Twoja interpretacja Elaspie. Pozwól, że przysypię Cię jeszcze jednym, ostatnim już pytaniem: czy to moje motto jest dla Ciebie przekonujące, czy też nie?

pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
24-01-2014 11:38 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Co do wcześniejszych uwag chętnie się zgodzę - myślę zresztą, że różnica polega w sumie na detalach. Oczywiście nie zaprzeczę, że motywacje mogą być i są (i być może nawet powinny być) bardziej różnorodne.

Twoje motto bardzo mi się podoba, chociaż przekonuje raczej do pica alkoholu niż do rozbratu z nim. Chciałoby się mieć iluzję jakichś wspaniałych pomysłów!


24-01-2014 12:12Nie na temat 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Co do wcześniejszych uwag chętnie się zgodzę - myślę zresztą,
> że różnica polega w sumie na detalach. Oczywiście nie zaprzeczę,
> że motywacje mogą być i są (i być może nawet powinny być) bardziej
> różnorodne.

Cieszę sie z tego, co napisałeś teraz. Być może nasze swiaty nie są tak znowu bardzo odległe jak wynikało jeszcze z naszej dyskusji parę dni temu

> Twoje motto bardzo mi się podoba, chociaż przekonuje raczej do pica alkoholu
> niż do rozbratu z nim. Chciałoby się mieć iluzję jakichś wspaniałych pomysłów!

Oj chciałby się, chciało
Swoja drogą nie wiem, gdzie tu widzisz zachętę do picia alkoholu. Skoro mówienie głupot po alkoholu jest zachętą, to.. no nie wiem Elasp. Twój świat katolickiej logiki stoi chyba na głowie.
pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
24-01-2014 12:25 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Swoja drogą nie wiem, gdzie tu widzisz zachętę do picia alkoholu. Skoro mówienie głupot po alkoholu jest zachętą, to..

= chciałbym, żeby chociaż jeden mój pomysł wydał mi się genialny (a zawsze ogarniają mnie wątpliwości), więc powinienem się napić, skoro wódka taką iluzję zapewnia. Zachęta wynika z mojego założenia i Twojego motta, a nie z samego motta (oczywiście).
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Zgadza się . Z mojego motta przy Twoim majstrowaniu wyszło mniej-więcej:
"Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę"

Elaspie, gdzie reszta?

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
24-01-2014 15:25 
 Ocena 2 na 2
Barbiel (1106 punktów)
>Z mojego motta przy Twoim majstrowaniu wyszło mniej-więcej:
>"Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę"
Według mnie wyszło: "Jeśli chcesz, żeby pomysły zaczęły ci się wydawać genialne, zacznij pić."
24-01-2014 16:16 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Panowie, chyba odbiegamy od tematu całego wątku. Myślę, że wirtualne picie alkoholu nie dostarczy inspiracji w kwestii "dlaczego nie mógłbym być ateistą?".
24-01-2014 16:21 
 Ocena 3 na 3
Barbiel (1106 punktów)
>Panowie, chyba odbiegamy od tematu całego wątku.
To ktoś tu jeszcze pamięta o temacie wątku?
24-01-2014 16:24 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Ci.. to zachęta Elaspa, byś wrócił do tematu i w nim się dalej wypowiadał

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
24-01-2014 16:43 
 Ocena 3 na 3
Elasp (6859 punktów)

Żartujecie sobie Panowie, a sprawy są poważne. Trzeba przecież wyrwać z ludzkich umysłów (z korzeniami!) ten cholerny fideizm, a poraniony umysł obłożyć kojącym balsamem racjonalizmu.

Muszę niestety wracać do spraw zawodowych, ale postaram się wieczorem odpowiedzieć na Wasze posty (proszę o wyrozumiałość).
24-01-2014 16:55 
 Ocena 4 na 4
niestadny (2492 punktów)

Zamienił stryjek siekierkę na kijek: religię teistyczną na religię ateistyczną.
Ech.

stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
24-01-2014 17:17 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>>>>Panowie, chyba odbiegamy od tematu całego wątku.
>To ktoś tu jeszcze pamięta o temacie wątku?
www.racjon(*).php/s,600722/z,0/d,26#w602510
.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Oczywiście nie zaprzeczę, że motywacje mogą być i są (i być
> może nawet powinny być) bardziej różnorodne.

Przepraszam za wścibskość, ale nurtuje mnie kolejne pytanie, więc zapytam: z jakiego powodu wybrałes do rozmowy akurat nas?
pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
25-01-2014 18:58 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

Na forum trafiłem przypadkiem, wcześniej udzielając się co nieco na forum "Gazety.pl" (gdzie od czasu do czasu wypowiadam się do dzisiaj, pod tym samym nickiem). Tam jednak dyskusja zawiązuje się rzadko.

Zanim się zapisałem (w grudniu 2012 r.) przejrzałem wątki forum i wydały mi się ciekawe. Nie bez znaczenia była też bardzo ładna (profesjonalna, moim zdaniem) szata graficzna. Bezpośrednią przyczyną była natomiast pewna wypowiedź z którą nie mogłem się zgodzić (wydała mi się wewnętrznie sprzeczna). Zarejestrowałem się więc aby odpowiedzieć. Sądziłem, że zostanę natychmiast zmiażdżony, ale po otrzymaniu pierwszych odpowiedzi uznałem, ze może nie będzie aż tak źle.
25-01-2014 20:15 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)

> Zanim się zapisałem (w grudniu 2012 r.) przejrzałem wątki forum i wydały mi się ciekawe. Nie bez znaczenia była też bardzo ładna (profesjonalna, moim zdaniem) szata graficzna. Bezpośrednią przyczyną była natomiast pewna wypowiedź z którą nie mogłem się zgodzić (wydała mi się wewnętrznie sprzeczna).
>Zarejestrowałem się więc aby odpowiedzieć
i odpowiedziałem !

>Sądziłem, że zostanę natychmiast zmiażdżony,
Zmiażdżony? Tak od razu na otwartym forum, na którym wolność słowa i tolerancja jest bardzo wysoko ceniona?
Każdy inteligentny autor, mający trochę wiedzy i odmienne od większości poglądy jest tu na wagę złota.
www.racjonalista.pl/forum.php/z,6/t,9703
www.racjonalista.pl/forum.php/z,6/t,2242

>ale po otrzymaniu pierwszych odpowiedzi uznałem, ze może nie będzie aż tak źle.
To jednak zależy albo od siły charakteru, albo od poczucia misji. Ja po takim - nie jest tak źle - jednak bym zrejterował.
Choć może bym wziął się do roboty. Douczył się, doczytał, posprawdzał i po jakimś tam czasie wrócił bym, ale mając więcej sensownego tu do powiedzenia, a Pan jakby ździebko nawet się cofnął.

Miłego dnia.

@@@
.
25-01-2014 21:52 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Douczył się, doczytał, posprawdzał i po jakimś tam czasie wrócił bym,

Ma Pan idealną okazję dać dobry przykład. Proszę wziąć do ręki słownik poprawnej polszczyzny, doczytać, posprawdzać i po jakimś tam czasie wrócić.
25-01-2014 22:33 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Ty naprawdę chcesz mieć opinię czepiającego się błacho.. yy.. pardon, błahostek

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
25-01-2014 23:50 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>>>>Douczył się, doczytał, posprawdzał i po jakimś tam czasie wrócił bym
>Ma Pan idealną okazję dać dobry przykład.
Oczywiście ma Pan tu rację. Należało napisać wróciłbym. Za zwrócenie uwagi dziękuję, choć błędy to ludzka rzecz
i niezbyt często popełniane intelektualnie dyskwalifikują raczej mało.

>Proszę wziąć do ręki słownik poprawnej polszczyzny, doczytać, posprawdzać i po jakimś tam czasie wrócić.
Wziąłem nawet kilka różnych, w żadnym terminu "abteista" nie znalazłem, ale tak jak napisałem - błędy to ludzka rzecz. Gorzej, gdy ktoś bezsensowne głupoty wciska permanentnie. Na przykład co to jest? Jak dla mnie to czysty bełkot

Miłego dnia.

@@@
.
26-01-2014 00:07 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Wziąłem nawet kilka różnych, w żadnym terminu "abteista"

Nie rozumie Pan, że stworzyłem ten termin z Pańskich inicjałów i słowa "teista"?
I że nie zrobiłem tego przypadkowo? Naprawdę ręce opadają. Myślałem, że załapie Pan, a Pan zamiast się zastanowić szuka po słownikach.

>Jak dla mnie to czysty bełkot

Nie rozumie Pan o co chodzi? Czy Panu naprawdę trzeba wszystko wykładać "kawę na ławę"? Chyba każdy rozumie, w czym rzecz.

Mod.: Na tym forum nie robimy sobie żartów z cudzych nicków.
26-01-2014 13:06 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)

>>>>Wziąłem nawet kilka różnych, w żadnym terminu "abteista"
>Nie rozumie Pan, że stworzyłem ten termin z Pańskich inicjałów i słowa "teista"?
No i nie wie Pan, że w języku polskim imię i nazwisko pisze się dużą literą? Czyli ABteista lub AB-teista. Co znaczy Andrzej Bogusławski teista. Ciekawa teza, tyle że warto ją udowodnić lub chociaż poważnie uargumentować.

>I że nie zrobiłem tego przypadkowo? Naprawdę ręce opadają. Myślałem, że załapie Pan, a Pan zamiast się zastanowić szuka po słownikach.
"Załapałem", iż może Pan pić do mnie, ale gdy zacząłem czytać dalej, to stwierdziłem, że jak dla mnie to tylko czysty bełkot Cytat:
"Nie wolno grzechowi ustępować, gdyż natychmiast się rozzuchwala i nawet najmniejsze wątpliwości dotyczące jego siły natychmiast agresywnie atakuje. Niech no tylko grzesznik wyczuje Pańską słabość, choćby polegającą tylko na łagodności charakteru i wrodzonej kulturze, to już Panu nie odpuści. Nie ma na co tu liczyć."

Słownik nowej teologii (z tłumaczeniem na terminologię teologii dawnej),

Czyli o tym, dlaczego można być abteistą

A (nowy termin) = B (stary termin)

głupota = grzech, zło

mądrość = dobro,

fizyka, nauka = dekalog, nauczanie Kościoła,

naukowcy, wybitni ludzie nauki = duszpasterze, ojcowie Kościoła i święci,

walka z głupotą = walka z grzechem,

ironia i sarkazm = Anioł Stróż,

doczesność = życie wieczne,

Oświecenie = Chrystus,


Itd.

>Nie rozumie Pan o co chodzi? Czy Panu naprawdę trzeba wszystko wykładać "kawę na ławę"?
Nie, prawie wszystko co Pan wypisuje trudno jest jako tam sensownie poskładać, ale tu już zupełnie nie rozumiem. Prawdopodobnie są to jakieś tam Pańskie projekcje tego co ja myślę lub dlaczego tak właśnie myśleć mogę i co za mną stoi.

Gratuluję wyobraźni i poczucia humoru, ale już spotkałem ludzi, którzy znacznie więcej sobie wyobrażają i znacznie więcej śmieszy. Czasem nawet tak dużo ich śmieszy, że "chichrają" się bez przerwy.

>Chyba każdy rozumie, w czym rzecz.
Ciekawostka z tym "każdy", ale chciałbym aby choć ze 2 - 3 osoby potwierdziły, że Pana tu rozumieją i wyjaśniły nam o co Szanownemu Panu chodzi. Co Pan pije do mnie, czym Pan pije i jak Pan pije?

Gdyż to, iż Panu się wydaje, że rozumie sam siebie, to dużo za mało. Trzeba tak pisać aby rozumieli Pana i inni.
Mnie oczywiście wszyscy nie rozumieją, ale staram się pisać tak aby rozumiało mnie jak najwięcej osób.

Miłego dnia.

AB-antyfidesta lub AB-naturalista, a najlepiej Andrzej Bogusławski.

@@@
.
26-01-2014 13:46 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>No i nie wie Pan, że w języku polskim imię i nazwisko pisze się dużą literą? Czyli ABteista lub AB-teista. Co znaczy Andrzej Bogusławski teista. Ciekawa teza, tyle że warto ją udowodnić lub chociaż poważnie uargumentować.

Jaka teza? W słowie "abteista" nie ma jeszcze żadnej tezy. Mówiąc szczerze zaczyna mnie trochę irytować Pańska niezdolność bądź niechęć do zastanowienia. Już na pierwszy rzut oka widać, że ab-teizm ma być czymś pośrednim w sotosunku do a-tezimu i zwykłego teizmu. A-teizm, ab-teizm, teizm.

To, co zaproponowałem powyżej, to słownik, za którego pomocą każde Pańskie twierdzenie można przerobić na twierdzenie tradycyjnej teologii. Skoro można przerobić, nie jest Pan żadnym ateistą, jest Pan teistą, tylko używa Pan odmiennych nazw. Słownik oraz podane przykłady właśnie tego dowodzą. Jeżeli przemaluję szachownicę z kolorów czarnego i białego za zielony i czerwony, też nie otrzymam niczego nowego. Posługuje się Pan teistyczną szachownicą, tylko przemalował Pan pola i nic więcej. Taki przemalowany teizm można nazwać ab-teizmem; jest to językowa ab-beracja teizmu (także stąd to słowo "abteizm", nie tylko z powodu Pańskich inicjałów). To, że Pan nie wie, że Pan jest teistą (albo, że Pan sądzi, że Pan nie jest) nie ma żadnego znaczenia. Pan Jourdauin też nie wiedział, że mówi prozą.

Pozdrawiam.
26-01-2014 16:13 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Wyżej napisałem:

Warto tu zauważyć, iż wielu dyskutantom zdarza się podczas dyskusji zaplątać się we własne nogi, a wówczas za swoje potknięcia oskarżają wszystkich i reagują agresją.

>>>>No i nie wie Pan, że w języku polskim imię i nazwisko pisze się dużą literą? Czyli ABteista lub AB-teista. Co znaczy Andrzej Bogusławski teista. Ciekawa teza, tyle że warto ją udowodnić lub chociaż poważnie uargumentować.
> Jaka teza? W słowie "abteista" nie ma jeszcze żadnej tezy.
Tylko sam bełkot? To po co tworzyć takie udziwnione konstrukty?

>Mówiąc szczerze zaczyna mnie trochę irytować Pańska niezdolność bądź niechęć do zastanowienia.
Każdy sądzi według siebie, ale ja wolę zawsze poddawać się osądowi większości czytelników.

>Już na pierwszy rzut oka widać, że ab-teizm ma być czymś pośrednim w sotosunku do a-tezimu i zwykłego teizmu. A-teizm, ab-teizm, teizm.
A gdzie ten "sotosunek" się uwidocznia?

> To, co zaproponowałem powyżej, to słownik, za którego pomocą każde Pańskie twierdzenie można przerobić na twierdzenie tradycyjnej teologii.
Rozumiem! Starał się Pan mnie przerobić do poziomu Pańskiej możliwości zrozumienia. Poddał Pan głębokim studiom moją forumową publicystykę, tylko - tak przy okazji - czy można wiedzieć u kogo i na jakiej uczelni Pan teologię studiował?
www.racjon(*).php/z,0/d,28/s,385260#w392188
www.racjonalista.pl/forum.php/s,527000#w527790

Tak, według Szanownego Pana zastosował Pan "metodologię teologii" do rozbioru przemyśleń Bogusławskiego.
Czym jest taka metodologia to poniżej cytat pierwszych zdań z "Wprowadzenia do teologii", Jose Moralesa:
Teologią nazywamy działanie wierzących, mające na celu głębsze zrozumienie Słowa Bożego oraz przedstawienie go w sposób uporządkowany i usystematyzowany, w oparcie o Pismo Święte, Tradycję Kościoła i rozum ludzki oświecony przez wiarę.
Teologia zakłada wiarę w Boga Żywego, Boga Objawienia judeochrześcijańskiego, który jest Bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba, a nade wszystko Bogiem i Ojcem Jezusa Chrystusa. Opiera się ona na zdolności rozumu ludzkiego do przybliżania tajemnic objawionych, kontemplowania ich i wykładania z możliwie największą ścisłością i religijnym szacunkiem, na jaki zasługują.
Teologia jest refleksją nad Słowem Bożym. Jest wiarą poszukującą oczywistości i racji. Jej tworzywem jest objawienie.


>Skoro można przerobić, nie jest Pan żadnym ateistą,
A skąd Szanowny Pan się wziął? Boże jakich ludzki umysł dokonać może przeróżnych przeróbek i jakich przeróżnych przeróbek już podokonywano. Ważne aby były one choć trochę sensowne, a nie czyste wariactwo obok tematu.

Ma Pan rację, że nie jestem ateistą, tylko naturalistą ontologicznym , który jest związany z naturalizmem metodologicznym i głosi, że za realnie istniejące wolno nam uznać wyłącznie te byty, które mogą być poznane przy uwzględnieniu naturalistycznych zasad metodologicznych. Naturalizm ontologiczny nie wyklucza więc a priori istnienia jakichkolwiek bytów, przyjmuje natomiast, że istnienie to możemy prawomocnie stwierdzić o tyle tylko, o ile byty te są nam bezpośrednio lub pośrednio dostępne w jakimś doświadczeniu poddającym się intersubiektywnie zrozumiałemu opisowi oraz o ile twierdzenia składające się na taki opis zostaną sprawdzone w sposób intersubiektywnie dostępny. Ponieważ współczesne nauki empiryczne, a zwłaszcza nauki przyrodnicze w największym stopniu czynią zadość wymogom naturalizmu metodologicznego, więc naturalizm ontologiczny przyjmuje, że nauki te dostarczają nam najbardziej wiarygodnej i adekwatnej wiedzy na temat rzeczywistości - tego, co istnieje. Ale epitetem ateista nie czuję się obrażonym - to taki skrót.

>jest Pan teistą, tylko używa Pan odmiennych nazw. Napisał Pan: Jaka teza? W słowie "abteista" nie ma jeszcze żadnej tezy.
No to jest teza - czy nie ma tezy? A jak stawia się tezę, to wypada ją udowodnić.
Gdzie te dowody lub chociaż najmniejsze przesłanki? Niech Pan udowodni, że posługuję się teologicznym językiem, w którym słowa mają przedziwne znaczenia. Piszę po polsku i staram się być bardzo komunikatywnym. Bez żadnych ukrytych znaczeń, a to że moje wywody są dla Pana niepojęte, to już nie moja wina.

>Słownik oraz podane przykłady właśnie tego dowodzą.
Słownik z wymyślonymi przez Pana przykładami odsłania nam tylko stan Pańskiego umysłu i niczego nie mówi o mnie.

>Jeżeli przemaluję szachownicę z kolorów czarnego i białego za zielony i czerwony, też nie otrzymam niczego nowego.
Tak. Na tyle jeszcze myśli Pan logicznie.

>Posługuje się Pan teistyczną szachownicą, tylko przemalował Pan pola i nic więcej.
Ale na to potrzebne są jakieś - choćby i najmniejsze - dowody. Gdzie je Pan ma, gdyż Pan ich tu nie przedstawił?

>Taki przemalowany teizm można nazwać ab-teizmem; jest to językowa ab-beracja teizmu (także stąd to słowo "abteizm", nie tylko z powodu Pańskich inicjałów).
Wielce Szanowny Panie, ja zupełnie nie odpowiadam za stan Pańskiego umysłu ani poziom wyobraźni. Może Pan cuda niewidy tam oglądać i tworzyć najbardziej poplątane konstrukty, tylko choć mogę się do nich nawet przyczyniać, to one zupełnie nie są związane ze mną.

>To, że Pan nie wie, że Pan jest teistą (albo, że Pan sądzi, że Pan nie jest) nie ma żadnego znaczenia.
Ależ oczywiście! Wystarczy, że Pan wie i wszystkim to prosto i jasno wyłoży - tak aby żadnych wątpliwości już nie było. Pan Elasp ma patent na prawdę i to co inni myślą i sądzą "nie ma żadnego znaczenia".

Nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami.

Miłego dnia.

@@@
.
26-01-2014 17:14 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Poddał Pan głębokim studiom moją forumową publicystykę, tylko - tak przy okazji - czy można wiedzieć u kogo i na jakiej uczelni Pan teologię studiował?

Tak samo mogę zapytać gdzie studiował Pan religioznawstwo, i okaże się, że nigdzie, tylko czytał Pan "bardzo wiele książek bardzo mądrych ludzi". A wszystkie co do jednej po polsku. Przecież wiadomo, co wypisywano nt. religii w PRL-u, w którym budował Pan swój światopogląd, i nietrudno odgadnąć, co musiało wyniknąć z takiej budowy.

>Tak, według Szanownego Pana zastosował Pan "metodologię teologii" do rozbioru przemyśleń Bogusławskiego.

Pokazałem izomorficzność dwóch dziedzin - Pańskiego "naturalizmu ontologicznego" i katolickiej teologii. W ogólności, jeżeli uda się pokazać istnienie izomorfizmu między dziedzinami X i Y, są one tak naprawdę jedną dziedziną i to, co zachodzi w jednej, zachodzi i w drugiej. Pokazałem izomorficzność wskazując, jak z twierdzenia zachodzącego w jednej dziedzinie otrzymać twierdzenie zachodzące w drugiej. Wystarczy do tego załączony słownik, pozwalający na przekład pojęć, a więc i twierdzeń. Nauki matematyczne posługują się takimi metodami i powinno się mieć o tym jakieś wyobrażenie. Metody nauk empirycznych to nie wszystkie metody naukowe, tylko się Panu tak wydaje. Nauki formalne mają własne metody, np. taką jak ta. Nie należy o tym zapominać.

>>Skoro można przerobić, nie jest Pan żadnym ateistą,
>A skąd Szanowny Pan się wziął? Boże jakich ludzki umysł dokonać może przeróżnych przeróbek i jakich przeróżnych przeróbek już podokonywano. Ważne aby były one choć trochę sensowne, a nie czyste wariactwo obok tematu.

Na podstawie izomorfizmu.

>Ma Pan rację, że nie jestem ateistą, tylko naturalistą ontologicznym , który jest związany z naturalizmem metodologicznym i głosi, że za realnie istniejące wolno nam uznać wyłącznie te byty, które mogą być poznane przy uwzględnieniu naturalistycznych zasad metodologicznych. Naturalizm ontologiczny nie wyklucza więc a priori istnienia jakichkolwiek bytów, przyjmuje natomiast, że istnienie to możemy prawomocnie stwierdzić o tyle tylko, o ile byty te są nam bezpośrednio lub pośrednio dostępne w jakimś doświadczeniu poddającym się intersubiektywnie zrozumiałemu opisowi oraz o ile twierdzenia składające się na taki opis zostaną sprawdzone w sposób intersubiektywnie dostępny.

Nie jest to żaden "naturalizm metodologiczny" tylko empiryzm + racjonalność w znaczeniu uznawania za wartościowe poznawczo tylko twierdzeń intersubiektywnie sprawdzalnych i komunikowalnych. Tak rozumiana racjonalność jest wymagana od metod naukowych.

>Ponieważ współczesne nauki empiryczne, a zwłaszcza nauki przyrodnicze w największym stopniu czynią zadość wymogom naturalizmu metodologicznego, więc naturalizm ontologiczny przyjmuje, że nauki te dostarczają nam najbardziej wiarygodnej i adekwatnej wiedzy na temat rzeczywistości - tego, co istnieje. [/color]

Tautologia. Skoro akceptujemy empiryzm i racjonalność (w powyższym sensie), jest jasne, że akceptujemy nauki empiryczne, bo mają obydwie te cechy.

>>Słownik oraz podane przykłady właśnie tego dowodzą.
>Słownik z wymyślonymi przez Pana przykładami odsłania nam tylko stan Pańskiego umysłu i niczego nie mówi o mnie.

Myli się Pan. Pokazanie izomorfizmu właśnie na tym polega.

>Ale na to potrzebne są jakieś - choćby i najmniejsze - dowody. Gdzie je Pan ma, gdyż Pan ich tu nie przedstawił?

Właśnie to jest dowodem, że jedno na drugie można bez przeszkód przetłumaczyć.

-----------------------------------------------------------------------------------
26-01-2014 19:45 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>>>>Poddał Pan głębokim studiom moją forumową publicystykę, tylko - tak przy okazji - czy można wiedzieć u kogo i na jakiej uczelni Pan teologię studiował?
> Tak samo mogę zapytać gdzie studiował Pan religioznawstwo,
Może Pan zapytać? Nie tylko religioznawstwo, ale i teologię - pisałem już o tym na forum. Pytanie do Pana było pytaniem retorycznym wyrażającym zdumienie Pańskim poziomem niewiedzy w problematyce, w której autorytatywnie Pan się wypowiada.

>i okaże się, że nigdzie, tylko czytał Pan "bardzo wiele książek bardzo mądrych ludzi".
I to w zupełności tu wystarcza. Po kilku, kilkunastu wypowiedziach wiadomo jaka wiedza za nami stoi. Formalne wykształcenie ma tu trzeciorzędne znaczenie i spokojnie można być samoukiem nawet bez szkoły podstawowej.

>A wszystkie co do jednej po polsku.
Wyobraźnię to ma Pan wielką i potrafi Pan nawet wyobrazić sobie takiego Bogusławskiego, w którym by on się sam nie rozpoznał. Szanowny Panie, co z tego, że Pan czyta np. w 15 językach, gdy w żadnym nie potrafi Pan czytać ze zrozumieniem. Co Pan tu udowodnił.

>Przecież wiadomo, co wypisywano nt. religii w PRL-u, w którym budował Pan swój światopogląd,
Wiadomo!? A co Wielce Szanowny Pan wie na ten temat, jeszcze mniej niż o teologii, a której Pan się tu wypowiada. Nie, proszę Szanownego Pana, zupełnie odwrotnie niż Pan nie budowałem swojego światopoglądu na żadnej ideologii. Średnio rozgarnięty czytelnik naszego forum już dawno to zauważył.

> i nietrudno odgadnąć, co musiało wyniknąć z takiej budowy.
Może i nie trudno. Natomiast Pan wypisuje tu tylko bzdury na mój temat wynikające z Pańskich odmiennych stanów świadomości mających się nijak do rzeczywistości.

>>>>Tak, według Szanownego Pana zastosował Pan "metodologię teologii" do rozbioru przemyśleń Bogusławskiego.
> Pokazałem izomorficzny dwóch dziedzin - Pańskiego "naturalizmu ontologicznego" i katolickiej teologii.
To co się Panu wydaje jeszcze wcale nie musi być prawdą, tu zademonstrował Pan tylko stan swojego umysłu.

>W ogólności, jeżeli uda się pokazać istnienie izomorfizmu między dziedzinami X i Y, są one tak naprawdę jedną dziedziną i to, co zachodzi w jednej, zachodzi i w drugiej. Pokazałem izomorficzność wskazując, jak z twierdzenia zachodzącego w jednej dziedzinie otrzymać twierdzenie zachodzące w drugiej. Wystarczy do tego załączony słownik, pozwalający na przekład pojęć, a więc i twierdzeń.
Jak dla mnie, to pieprzy Pan tu (i gdzie indziej też) jak ciężko potłuczony. Znacznie więcej swoimi wypowiedziami mówiąc o sobie niż o kimkolwiek innym ze mną włącznie. Jakoś dziwnie, ale nikt publicznie nie chce się przyznać, że przekonywuje go Pańska logika i zgadza się z sensem Pańskich wywodów.

>Nauki matematyczne posługują się takimi metodami i powinno się mieć o tym jakieś wyobrażenie. Metody nauk empirycznych to nie wszystkie metody naukowe, tylko się Panu tak wydaje. Nauki formalne mają własne metody, np. taką jak ta. Nie należy o tym zapominać.
Jeżeli ze mną chce Pan dyskutować, to proszę zacytować moje poglądy zamiast pieprzyć co się Panu na mój temat wydaje. Szczytem bzdury jest tu podawanie co Pan myśli, iż ja myślę. Moich wypowiedzi jest tu tyle, że można znaleźć odpowiednią do tematu.

>Skoro można przerobić, nie jest Pan żadnym ateistą,
>>>>A skąd Szanowny Pan się wziął? Boże jakich ludzki umysł dokonać może przeróżnych przeróbek i jakich przeróżnych przeróbek już podokonywano. Ważne aby były one choć trochę sensowne, a nie czyste wariactwo obok tematu.
>Na podstawie izomorfizmu.
>Słownik oraz podane przykłady właśnie tego dowodzą.
>>>>Słownik niczego nie mówi o mnie.
>Myli się Pan. Pokazanie izomorfizmu właśnie na tym polega.
Jakiego izomorfizmu? Co Pan z czym zestawiał? Słownik zestawionych absurdalnie wyrażeń z wymyślonymi przez Pana przykładami odsłania nam tylko stan Pańskiego umysłu i niczego nie mówi o mnie.

>>>>Ale na to potrzebne są jakieś - choćby i najmniejsze - dowody. Gdzie je Pan ma, gdyż Pan ich tu nie przedstawił?
>Właśnie to jest dowodem, że jedno na drugie można bez przeszkód przetłumaczyć.
Co na co? Bez jakich przeszkód? Dalej się Pan do tego chorego bełkotu bez sensu i logiki odwołuje?

Właśnie! Niech Szanowny Pan zwróci się do jakiegoś specjalisty z tym bełkotem i to nawet gdy jest Pan faktycznym,
a nie tylko domniemanym np. PAT-u.

Nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami.

PS. Pan bardzo lubi się mną zajmować i więcej potrafi o mnie powiedzieć niż ja sam, ale zamiast tak pieprzyć od rzeczy, to niech Pan do rzeczy wróci i coś mądrego na temat napisze.

Miłego dnia.

@@@
.
26-01-2014 20:40 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Wiadomo!? A co Wielce Szanowny Pan wie na ten temat, jeszcze mniej niż o teologii, a której Pan się tu wypowiada. Nie, proszę Szanownego Pana, zupełnie odwrotnie niż Pan nie budowałem swojego światopoglądu na żadnej ideologii. Średnio rozgarnięty czytelnik naszego forum już dawno to zauważył.

Niech Pan nie opowiada. Przede wszystkim nie odżegnuje się Pan od bredni marksistowskich. Wręcz przeciwnie, Pana pogląd na religię jest de facto marksistowski. Nawet na naukę ma Pan pogląd marksistowski. Stężenie marksizmu w Pana wywodach oceniam ze swej strony na 95%. Gdy zapalić zapałkę i chuchnąć, pojawi się płomień. Rewolucji oczywiście.

Tam, gdzie znajduje Pan rozmówcę, który myśli podobnie, tam wyjmuje Pan bimber marksizmu i machorkę socjalizmu i bez skrępowania raczy się Pan do woli i jednym, i drugim. Uprawia Pan intensywny kolportaż pisemek niejakiego p. Izdebskiego, marksistowskich z ducha (tzn. "z chucha").

>To co się Panu wydaje jeszcze wcale nie musi być prawdą, tu zademonstrował Pan tylko stan swojego umysłu.

Argumentum ad hominem.

>Jak dla mnie, to pieprzy Pan tu (i gdzie indziej też) jak ciężko potłuczony.

Ad hominem.

>Niech Szanowny Pan zwróci się do jakiegoś specjalisty z tym bełkotem i to nawet gdy jest Pan faktycznym...

Ad hominem.

Coś za dużo tego "humanizmu" (i "chuchmanizmu") jak na jeden post.
Pozdrawiam.

------------------------------------------------------------------------------------
26-01-2014 21:49 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Przecież wiadomo, co wypisywano nt. religii w PRL-u, w którym budował Pan swój światopogląd,
>>>>Wiadomo!? A co Wielce Szanowny Pan wie na ten temat, jeszcze mniej niż o teologii, a której Pan się tu wypowiada. Nie, proszę Szanownego Pana, zupełnie odwrotnie niż Pan nie budowałem swojego światopoglądu na żadnej ideologii. Średnio rozgarnięty czytelnik naszego forum już dawno to zauważył.
>Niech Pan nie opowiada.
Średnio rozgarnięty czytelnik naszego forum już dawno to zauważył. Widocznie należy Pan do innej grupy.

>Przede wszystkim nie odżegnuje się Pan od bredni marksistowskich.
Specjalistą od bredni na naszym forum, to jest Szanowny Pan i paru innych fideistów.
Marksizm, to ogromny, wielonurtowy kierunek filozoficzny. Do kogo z marksistów Pan mnie przypisuje?

Tak, ma Szanowny Pan rację uważam Marksa za ważnego filozofa i ekonomistę i nie odżegnuję się od niego. Zupełnie odwrotnie - cieszę się, że udało mi się go poznać i zrozumieć, ale ponieważ nie mam żadnego pojedynczego autorytetu, to zaliczam go do kilkudziesięciu najważniejszych, którzy wpłynęli na mój światopogląd. (Pisałem na forum już o tym).

Pan zaś swoją wiedzę o marksizmie, to czerpie od księdza Oko i jemu podobnych autorytetów, którzy swoją wiedzę czepią od takich marksologów, którzy znowu o Marksie wiedzą z trzeciej ręki i antymarksowskiej prymitywnej propagandy.

>Wręcz przeciwnie, Pana pogląd na religię jest de facto marksistowski.
Szkoda, że nie ma Pan nawet zielonego pojęcia o marksowskiej teorii religii, to bardzo mądra i ciekawa teoria, tyle że Marks umarł w 1883 i od tamtego czasu wielu bardzo mądrych religioznawców przedstawiło swoje teorie. Jest od kogo czerpać.

>Nawet na naukę ma Pan pogląd marksistowski.
Tu już Pan się zupełnie myli. Marksa w tych poglądach są ilości śladowe - natomiast Darwin wysuwa się tu na poczesne miejsce.

>Stężenie marksizmu w Pana wywodach oceniam ze swej strony na 95%.
Tak, Pańska tu ocena, gdy nie ma Pan żadnego pojęcia o Marksie i marksizmie, jest tu rozstrzygająca. Po dociśnięciu do muru i wykazaniu intelektualnej pustki jaka za Panem stoi, stara się Pan obrzucić mnie błotem, ale to błoto, to tylko w Pańskim ograniczonym umyśle. Przeczytałem, a nawet poważnie przestudiowałem sporo tekstów chrześcijańskich myślicieli i ani ze mnie chrześcijanin (nawet w 10%), ani nie uważam aby mi to w czymkolwiek zaszkodziło.

>Gdy zapalić zapałkę i chuchnąć, pojawi się płomień. Rewolucji oczywiście.
>Tam, gdzie znajduje Pan rozmówcę, który myśli podobnie, tam wyjmuje Pan bimber marksizmu i machorkę socjalizmu i bez skrępowania raczy się Pan do woli i jednym, i drugim. Uprawia Pan intensywny kolportaż pisemek niejakiego p. Izdebskiego, marksistowskich z ducha (tzn. "z chucha").
No i właśnie doskonała ilustracja poziomu Pańskich argumentów (inni forumowi fideiści reprezentują podobny poziom) "Niejaki" Izdebski, to mój serdeczny przyjaciel, a którym zbieżność moich poglądów jest ogromna (przekracza sporo 90%)

>>>>To co się Panu wydaje jeszcze wcale nie musi być prawdą, tu zademonstrował Pan tylko stan swojego umysłu.
>Argumentum ad hominem.
No muszę przyznać, iż ma Pan ogromne poczucie humoru, albo katolickiego małego sprytu. Najpierw przeprowadzić pozamerytoryczny - wprost chamski - atak personalny, a następnie obronę nazwać argumentami do osoby.

>Coś za dużo tego "humanizmu" (i "chuchmanizmu") jak na jeden post.
Staram się dopasować do Pańskiego poziomu i sposobu argumentacji, to nie moją opcja głosi obłudnie hasło nadstawiania drugiego policzka. Po chamsku atakowany staram się wykorzystując daną mi od Boga inteligencję bronić. To czysta żenada co Pan tu nam opowiada.

Nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami.

Miłego dnia.

@@@
.
26-01-2014 21:28 
 Ocena 4 na 4
Frank Holman (5897 punktów)
>Niech Pan nie opowiada. Przede wszystkim nie odżegnuje się Pan od bredni marksistowskich. Wręcz przeciwnie, Pana pogląd na religię jest de facto marksistowski. Nawet na naukę ma Pan pogląd marksistowski. Stężenie marksizmu w Pana wywodach oceniam ze swej strony na 95%. Gdy zapalić zapałkę i chuchnąć, pojawi się płomień. Rewolucji oczywiście.
>Tam, gdzie znajduje Pan rozmówcę, który myśli podobnie, tam wyjmuje Pan bimber marksizmu i machorkę socjalizmu i bez skrępowania raczy się Pan do woli i jednym, i drugim. Uprawia Pan intensywny kolportaż pisemek niejakiego p. Izdebskiego, marksistowskich z ducha (tzn. "z chucha").

Czyżby syndrom Pana księdza Oko był zaraźliwy? Wszędzie widzimy brunatne ludziki? Każdy prawdziwy ateista to komuch i morderca?
26-01-2014 21:56 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Czyżby syndrom Pana księdza Oko był zaraźliwy? Wszędzie widzimy brunatne ludziki? Każdy prawdziwy ateista to komuch i morderca?

Nie, ale biorąc pod uwagę polskie realia połączenie ateizmu z marksizmem (komunizmem) jest całkiem naturalne i częste, nawet wśród młodszego pokolenia (przykładem p. Bratkowska i syn Wandy Nowickiej - dwoje wariatów i prowokatorów).
27-01-2014 00:45 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>>Tak, według Szanownego Pana zastosował Pan "metodologię teologii" do rozbioru przemyśleń Bogusławskiego.
> Pokazałem izomorficzność dwóch dziedzin - Pańskiego "naturalizmu ontologicznego" i katolickiej teologii. W ogólności, jeżeli uda się pokazać istnienie izomorfizmu między dziedzinami X i Y, są one tak naprawdę jedną dziedziną i to, co zachodzi w jednej, zachodzi i w drugiej.
Pan Elasp myśli i Pan Bogusławski też myśli i dlatego są oni izomorficzni, gdyż obydwoje myślą. To co zachodzi w jednym, to zachodzi w drugim i są zatem jednym i tym samym.
______________________________________________________________________
27-01-2014 06:00 
 Ocena 1 na 1
Frank Holman (5897 punktów)
>Pan Elasp myśli i Pan Bogusławski też myśli i dlatego są oni izomorficzni, gdyż obydwoje myślą.

To już byłby jakiś dodatkowy gender Dlatego ja wolę zakładać, iż myślą po prostu obydwaj.
27-01-2014 10:08 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>Pan Elasp myśli i Pan Bogusławski też myśli i dlatego są oni izomorficzni, gdyż obydwoje myślą.
>To już byłby jakiś dodatkowy gender Dlatego ja wolę zakładać, iż myślą po prostu obydwaj.
Uważasz, że to właśnie wynika z wywodów prof. Elaspa dotyczących np. abteizmu i izomorficzności?

>wolę zakładać, iż myślą po prostu obydwaj.
Każde założenie jest dobre, jeśli wynika z jakichś racjonalnych przesłanek, najlepiej popartych empirią. I dlatego z tym twoim założeniem bym się kłócił...
26-01-2014 18:06 
 Ocena 4 na 4
niestadny (2492 punktów)
>Każdy sądzi według siebie, ale ja wolę zawsze poddawać się osądowi większości czytelników.
Na forach o charakterze ideologicznym większość głosuje "po linii".


stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
>>Każdy sądzi według siebie, ale ja wolę zawsze poddawać się osądowi większości czytelników.
>Na forach o charakterze ideologicznym większość głosuje "po linii".
A czy są inne fora?
Suwerenność nauki i wolność uczonych

Wielu uczonych zgodnie z postulatem D. Hume'a, by nauka nie oceniała, lecz tylko stwierdzała, uważa, że nauka powinna być oderwana od ocen moralnych czy estetycznych. Dążenie do prawdy i ciekawość poznawcza to podstawowe motywy uczonego. Nadrzędną wartością w nauce jest prawda i fałsz, a obowiązkiem uczonych jest uzyskiwanie wiedzy o rzeczach i zjawiskach dotychczas niezbadanych, czyli docieranie do nieznanych obszarów rzeczywistości. I choć na przełomie XIX i XX wieku Henri Poincaré (przykładający dużą wagę do użyteczności badań) podkreślał, że utylitaryzm nie powinien dochodzić do głosu w odkrywaniu prawdy, to w naukach praktycznych stawia się niekiedy użyteczność powyżej moralności.

Nie tak dawno w obronie wolności uczonych wystąpiła profesor Maria Szyszkowska: Nie bacząc na konsekwencje swoich odkryć - bo te nie są możliwe do przewidzenia - uczony powinien starać się poznać to, co nieznane. Tych wysiłków nie powinna hamować świadomość, że dzieje każdej z nauk to zapis błędów, które człowiek popełnia, dążąc do pełniejszego poznania. Wyjątek stanowi tu historia filozofii, bowiem nadal są aktualne poglądy filozoficzne formułowane wcześniej, a nawet w starożytności. Badania naukowe nie powinny podlegać ocenom moralnym. Są to odmienne dziedziny, podobnie zresztą jak prawo stanowione i moralność, ale to dygresja na marginesie. W dziedzinie nauk wartością podstawową jest prawda - zaś w moralności dobro.(...) Uczeni odkrywając to, co nieznane, rozwiązują zarazem problemy istnienia człowieka.

Artykuł ten wzbudził dosyć gwałtowne protesty. Szczególnie w środowiskach związanych z Kościołem katolickim, choć nie tylko. Zwracano uwagę, że wielkie możliwości nauki powodują konieczność uwzględnienia zagadnień etycznych. Dla większości jest to sprawą oczywista, z którą zgadzamy się prawie wszyscy. Współczesne naukoznawstwo rozszerzyło swą problematykę o zagadnienia etyczne nauki, czemu poświęcają uwagę w Polsce takie organizacje jak Towarzystwo Popierania i Krzewienia Nauki czy Komitet Etyki Nauki PAN, i istota sporu leżała gdzie indziej. Czytając publikacje Marii Szyszkowskiej widać, że ona też nigdy tej problematyki nie lekceważyła. Jasnym jest więc, że to nie o etykę jej oponentom chodziło, a o etykę katolicką.

Nie zapominajmy przy tym, jak ważną rolę spełnia w działalności naukowej aspekt ideologiczny. Biorąc to pod uwagę, jest dla mnie oczywistym to, co dziwi w tym artykule panią profesor: Trudno zrozumieć tych, którzy cenią wolność i stwierdzają, że jest ona stanem faktycznym w Polsce, ale zarazem chcą ograniczać wolność uczonych. Trudno także zrozumieć tych, którzy godzą się z tym, że produkuje się broń mającą na celu zabijanie ludzi i zwierząt, natomiast "rozdzierają szaty" z powodu niektórych badań naukowych.

Tylko dominująca idea dysponuje w miarę pełną wolnością. Wszelkie inne nawet oczywiste prawdy muszą przebijać się z trudem. Nie do obrony jest twierdzenie o obiektywności nauki. Wyniki badań naukowych są propagowane bądź przemilczane w zależności od światopoglądu wyznawanego przez grupy posiadające władzę i wpływy w społeczeństwie. Najczęściej uczeni i naukowe struktury są powiązane rozlicznymi więzami zależności z biznesem i władzą, od których zależą fundusze na ich utrzymanie, a co za tym idzie nauka jest uwikłana i mniej lub bardziej wykorzystywana przez ideologię. Względy ideologiczne decydują o kierunkach i zakresie badań wielu dyscyplin naukowych, a zwłaszcza nauk społecznych: politologii, historii, ekonomii, socjologii, religioznawstwa i innych. Dosyć smutny obraz wolności myśli i nauki przedstawił profesor Stanisław Kozyr-Kowalski, w 13. i 14. numerze "Forum Klubowego".


>Na forach o charakterze ideologicznym większość głosuje "po linii".
Zna Pan jakieś badania, to niech Pan podrzuci linka.

Miłego dnia.

@@@
.
26-01-2014 15:09 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> To, co zaproponowałem powyżej, to słownik, za którego
> pomocą każde Pańskie twierdzenie można przerobić na
> twierdzenie tradycyjnej teologii.

Pewnie można, tylko tak na poważnie w jakim celu? Dla żartu z kogoś? Dla celowego podenerwowania p. Andrzeja Bogusławskiego? Tylko wkrótce przyjdą Moderatorzy i co dalej - sugerwanie im, niczym śp. Andrzej Lepper Jarosławowi Kaczyńskiemu w 2007r., żeby Cię dożywotnio zbanowano?

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
26-01-2014 15:43 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

Nie zamierzam nikogo denerwować, nawet na myśl mi to nie przyszło. Od dawna twierdzę, że postawa ateistyczna jest logicznie i psychologicznie niemożliwa (dziesiątki postów na ten temat) i takie przetłumaczenie jest po prostu kolejnym argumentem, jaki mogę przedłożyć dla obrony tej tezy. W takim też celu tego przetłumaczenia dokonałem, nota bene idealnie wkomponowując się w temat "dlaczego nie mogę być ateistą".
26-01-2014 17:04 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Nie zamierzam nikogo denerwować, nawet na myśl mi to nie przyszło.
A czymże mógłby Pan większość forumowiczy zdenerwować? Oczywiście nudzi Pan powtarzaniem i żenuje poziomem przedstawianych nam tekstów, ale do zdenerwowowania, to ogromnie daleko.

>Od dawna twierdzę, że postawa ateistyczna jest logicznie i psychologicznie niemożliwa (dziesiątki postów na ten temat) i takie przetłumaczenie jest po prostu kolejnym argumentem, jaki mogę przedłożyć dla obrony tej tezy.
Ło Boże! Jakie już ludzie twierdzenia nie przedstawiali. Wyobraźnia ludzka nie ma granic, ale to racjonalistyczne forum i potrzeba jakiś racjonalnych argumentów, a jak na razie nie przedstawił Pan tu żadnego.

>W takim też celu tego przetłumaczenia dokonałem, nota bene idealnie wkomponowując się w temat "dlaczego nie mogę być ateistą".
Jakiego tłumaczenia z teologicznego bełkotu na bełkot Pana Elaspa? A co ten "przekład" sensownego wnosi w temat "dlaczego nie mogę być ateistą"? Idealnie się wkomponowuje!? A w co? W Pańską fantastyczną rzeczywistość?
Czy ktoś - poza Panem - tą Pańską "rzeczywistość" rozumie?

Miłego dnia.

@@@
.
26-01-2014 16:33 
 Ocena 6 na 6
Barbiel (1106 punktów)
>Od dawna twierdzę, że postawa ateistyczna jest logicznie i psychologicznie niemożliwa
A udało Ci się już komuś udowodnić, że jego postawa jest niemożliwa?

>i takie przetłumaczenie jest po prostu kolejnym argumentem, jaki mogę przedłożyć dla obrony tej tezy.
Pojechałeś z tym argumentem. Na podstawie jednej osoby chcesz udowodnić, że coś jest niemożliwe?
26-01-2014 18:25 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> A udało Ci się już komuś udowodnić, że jego
> postawa jest niemożliwa?

Elaspowi chyba nie, choć trzeba uczciwie przyznać, że nie on jeden czegoś podobnego próbował


Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
28-01-2014 10:44 
 Ocena 8 na 10
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
Ekhem... ja tak w sprawie tego trzmiela nieszczęsnego (szerszenia zresztą też to dotyczy).

Dość często spotyka się ten przykład, jako "dowód", że "to cało, panie, nauko, to bardzo głupio jest" i byle owad ją zakasować potrafi.

Rzecz jest tymczasem od dawna już wyjaśniona.
Przekonanie, że trzmiel (czy szerszeń) latać nie powinien wzięło się z błędnego założenia, że jego skrzydła są sztywne - wtedy faktycznie tej siły nośnej byłoby trochę za mało.
Jak jednak pokazały wykonane przy użyciu odpowiednio zaawansowanej technologii filmy - te skrzydła są elastyczne i przy pracy wyginają się na krawędziach, co daje owadowi dodatkową siłę odbicia polepszającą jego lotnicze parametry o kilkanaście procent.
Tyle mu już w zupełności wystarcza.

Rozwiązanie zawsze jest - tylko mądrze poszukać go trzeba.

A gmin rozumowi bluźni.



...którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a każdy, kto zasypia, odwraca się ku własnemu. (Heraklit)
28-01-2014 11:17 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Rozwiązanie zawsze jest - tylko mądrze poszukać go trzeba.

No właśnie, też to miałem właśnie na myśli odpowiadajac na "udowadnianie", "przetłumaczanie" czy "twierdzenie" Elaspa o niemożliwosci czyjejś postawy (czy jak on tam pisał).
Serdecznie pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
26-01-2014 18:19 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Nie zamierzam nikogo denerwować, nawet na myśl mi to nie przyszło.

Tylko tak samo jakoś wyszło..

> Od dawna twierdzę, że postawa ateistyczna jest logicznie
> i psychologicznie niemożliwa (dziesiątki postów na ten temat)

Widzimy, widzimy. Trzmiel też według wielu teorii nie ma prawa latać. Ale on o tym nie wie, i lata

> i takie przetłumaczenie jest po prostu kolejnym argumentem,
> jaki mogę przedłożyć dla obrony tej tezy.

Że czyjś ugruntowany pogląd można poddać żąglerce słownej i niby go realnie odwrócić? Wolne żarty. Elaspie, Twoja pseudologika wprost powala na kolana.

> W takim też celu tego przetłumaczenia dokonałem, nota bene
> idealnie wkomponowując się w temat "dlaczego nie mogę być ateistą".

Hm. A kto jeszcze tak ocenia, że idealnie i że wkomponowałeś?

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
26-01-2014 18:58 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Że czyjś ugruntowany pogląd można poddać żąglerce słownej i niby go realnie odwrócić? Wolne żarty. Elaspie, Twoja pseudologika wprost powala na kolana.

To dwie zupełnie rożne sprawy. Ludzie też nagminnie mówią "cofnąć się do tyłu" i żadna siła nie może tego zmieni. Na podobnej zasadzie istnieją ludzie, którzy z pełnym przekonaniem deklarują: "jestem ateistą" nie rozumiejąc, że konstrukcja - może nie gramatyczna, ale ich własnego umysłu - sprawia, iż nie mogą być ateistami.

Rzekomy ateista zawsze absolutyzuje jakiś inny przedmiot, czy jest nim jego własne ego, czy jest nim ludzkość i jej szczęście (niedorzeczny zabobon - jeżeli nie stawiam na pierwszym miejscu konkretnego człowieka, jak mogę stawiać na pierwszym m. konkretnych ludzi?), czy jest nim "postawa w której niczego się nie absolutyzuje" (szczególnie rażąca i niedorzeczna sprzeczność myśli z działaniem, charakteryzująca świecki racjonalizm).

Podejrzewam, że to absolutyzowanie jest spadkiem odziedziczonym po przodkach, którzy żyjąc w stadzie myśleli hierarchicznie (vide "samiec alfa").

Lepiej dla człowieka, jeżeli absolutyzuje byt transcendentny (nawet jeżeli miałoby nie być czegoś takiego, co sobie wyobraża), niż jak rozdyma coś ponad miarę, co w realnym świecie ma właściwe sobie rozmiary.

Niszczenie myśli o absolucie transcendentnym sprawia, że idea absolutu pojawia się wewnątrz myśli o czymś innym. Opłakane skutki takiego przesunięcia - widzimy.


26-01-2014 19:23 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Na podobnej zasadzie istnieją ludzie, którzy z pełnym przekonaniem
> deklarują: "jestem ateistą" nie rozumiejąc, że konstrukcja -
> może nie gramatyczna, ale ich własnego umysłu -
> sprawia, iż nie mogą być ateistami.

Przepraszam, ale chyba mocniej by wyszło "już niestety nie gramatyczna, ale własnego umysłu"

>Rzekomy ateista zawsze absolutyzuje jakiś inny przedmiot,
> czy jest nim jego własne ego, czy jest nim ludzkość i jej szczęście
> (niedorzeczny zabobon - jeżeli nie stawiam na pierwszym miejscu
> konkretnego człowieka, jak mogę stawiać na pierwszym m. konkretnych ludzi?)

A dlaczego nie? Siebie, swoje szczęście? Jesteś dla siebie kimś szczególnym, temu mam nadzieję nie zaprzeczysz.
Nie wiem, czy Cię dobrze wyżej zrozumiałem, ale z moich obserwacji wynika jedna związana z tym rzecz: ludzie przez lata indoktrynacji i oduczania się od świeżego patrzenia, przez lata zniechęcania do rozwoju oduczyli się doceniać własne zdolności i cechy. A nauczyli się wobec nich nietolerancji.
Wtedy właśnie szukają tych cech w Bogu.

> czy jest nim "postawa w której niczego się nie absolutyzuje"
> (szczególnie rażąca i niedorzeczna sprzeczność myśli z działaniem,
> charakteryzująca świecki racjonalizm).

Odrzuć iluzje typu wszechmoc i dobroć boska. Zostanie Ci garść naprawdę ciekawych cech. Spróbuj je jedna po drugie odnaleźć w sobie. Ale podejdź do tego z pokorą, bez sentymentów, ale i bez uprzedzeń.

>Podejrzewam, że to absolutyzowanie jest spadkiem odziedziczonym
> po przodkach, którzy żyjąc w stadzie myśleli hierarchicznie (vide "samiec alfa").

Bardzo możliwe. Z rzadka, ale czasem myślisz jednak rozsądnie. Plusik.

>Lepiej dla człowieka, jeżeli absolutyzuje byt transcendentny
> (nawet jeżeli miałoby nie być czegoś takiego, co sobie wyobraża),
> niż jak rozdyma coś ponad miarę

Znów wychodzą z Ciebie lęk przed nieznanym i to czasem za kogoś, kogo nie znasz.
Spróbuj, ale nie absolutyzować i nie rozdymać tylko wejść z tym w kontakt, spróbować zrozumieć albo zaprzyjaźnić się.

> co w realnym świecie ma właściwe sobie rozmiary.

No właśnie. Czyli lepiej byłoby poznać tego właściwe rozmiary?

>Niszczenie myśli o absolucie transcendentnym sprawia

A kto Ci mówi, że to brutalne niszczenie? Gdzie w moich wpisach znalazłeś tą brutalność?

> że idea absolutu pojawia się wewnątrz myśli o czymś innym.
> Opłakane skutki takiego przesunięcia - widzimy.

Masz na myśli albo projekcję, albo przesunięcie w psychologicznym sensie - o ile dobrze Cię rozumiem.
Tu jest nieco racji. Nie dla każdego jest mierzenie się z własnymi cechami, które zwykł uważać za boskie.
Nie każdy jest na to w danym momencie gotów.. jeszcze
pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
26-01-2014 19:58 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Przepraszam, ale chyba mocniej by wyszło "już niestety nie gramatyczna, ale własnego umysłu"

Z pewnością Twoje sformułowanie jest o wiele lepsze.

>A dlaczego nie? Siebie, swoje szczęście? Jesteś dla siebie kimś szczególnym, temu mam nadzieję nie zaprzeczysz.

Czy powiedziałbyś to samo np. żołnierzom polskim 31 sierpnia 1939 r.? Dlaczego mieliby oni "ginąc za ojczyznę", skoro liczy się ich indywidualne szczęście i ono powinno być na pierwszym miejscu?

Przekonanie o naszej wyjątkowości, choć naszemu sercu miłe, jest myślowym anachronizmem - każdy z nas jest w coraz mniejszym ułamku tożsamy z kolejnymi pokoleniami przodków. Nie wiem, czy racjonalista ma prawo uważać to przekonanie o wyjątkowości za racjonalne.

>...ludzie przez lata indoktrynacji i oduczania się od świeżego patrzenia, przez lata zniechęcania do rozwoju oduczyli się doceniać własne zdolności i cechy. A nauczyli się wobec nich nietolerancji.

>Odrzuć iluzje typu wszechmoc i dobroć boska. Zostanie Ci garść naprawdę ciekawych cech. Spróbuj je jedna po drugie odnaleźć w sobie. Ale podejdź do tego z pokorą, bez sentymentów, ale i bez uprzedzeń.

Fragmenty jakby żywcem wyjęte z traktatu jakiegoś renesansowego humanisty. Po Renesansie przyszło jednakże Oświecenie, którego katastrofalne skutki odczuwamy do dzisiaj. Nie chcieliście katolickiej Francji, panowie wolnomularze, macie oto Francję islamską, o wiele mniej przychylną tolerancji, jak tamta.

>Znów wychodzą z Ciebie lęk przed nieznanym i to czasem za kogoś, kogo nie znasz.

Nawet jeżeli lęk, to cóż z tego? Czy każdy lęk jest zły i należy go eliminować?
Lęki także odziedziczyliśmy po przodkach, i chyba też nie bez powodu.

-------------------------------------------------------------------------------------
26-01-2014 20:53 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>1939 r.? Dlaczego mieliby oni "ginąc za ojczyznę", skoro
> liczy się ich indywidualne szczęście i ono powinno
> być na pierwszym miejscu?

Właśnie, dlatego zdecydowali się jej bronić, bo swoje szczęście widzieli w jej granicach, bronić wolności, którą dotychczas mieli. W dalszej konsekwencji chodzi o to samo.
Źle jest utożsamiać własne szczęście z egocentryzmem. To coś szerszego, ale absolutnie nie w sposób dowolny.
Są pewne rzeczy, które są do szczęścia potrzebne, ale i są takie, które mu przeszkadzają.
Na przykład własnemu szczęściu sprzyja zablokowanie wdrożenia czyjegoś pomysłu wysłania Cię do komory gazowej.

>Przekonanie o naszej wyjątkowości, choć naszemu sercu miłe,
> jest myślowym anachronizmem - każdy z nas jest w coraz mniejszym
> ułamku tożsamy z kolejnymi pokoleniami przodków.

Podzielam tu Twoją opinię, tak w pewnej mierze jest. Ale czy to coś nam rzeczywiście odbiera?

> Nie wiem, czy racjonalista ma prawo uważać to przekonanie o wyjątkowości za racjonalne.

Myślę, że można tylko powiedzieć, że absolutnie nieracjonalne jest twierdzenie o swojej 100% wolności i 100% wyjątkowości.

> Renesansie przyszło jednakże Oświecenie, którego katastrofalne
> skutki odczuwamy do dzisiaj.

Katastrofalne, bo religia nie ma takiej władzy, jak miała wcześniej? Bo nie ma już Inkwizycji? Upadła koncepcja o nieomylności papieża? Bo weryfikuje się dziś obiektywnie pewne twierdzenia, zamiast wierzyć, że choroby typu syfilis to kara boska?

> Nie chcieliście katolickiej Francji, panowie wolnomularze, macie
> oto Francję islamską, o wiele mniej przychylną tolerancji, jak tamta.

Elaspie, dostrzegasz zjawiska socjologiczne w bardzo specyficznym i dość wykrzywionym zwierciadle.
Francuzi wpuścili tyle milionów islamistów co najmniej z kilku przyczyn, z których dwie są chyba najważniejsze: mnogość swoich kolonii oraz pionierska tolerancja demokracji.
Każdy jednak uczy się na błędach. Choć może lepiej jeszcze by było, by uczył się na cudzych (Australia).

>>Znów wychodzą z Ciebie lęk przed nieznanym i to czasem za kogoś, kogo nie znasz.
>Nawet jeżeli lęk, to cóż z tego?

Zupełnie nic. Warto je sobie czasem uświadamiać, zwłaszcza to, z czego wypływają.

> Czy każdy lęk jest zły i należy go eliminować?

Dobrze by życiem nie kierowały lęki, tylko Ty sam.

>Lęki także odziedziczyliśmy po przodkach, i chyba też nie bez powodu.

Owszem, odziedziczyliśmy. Czasem jednak bywa tak, że przyczyna lęku dawno zniknęła, a człowiek dalej się boi.
pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
26-01-2014 20:56 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Fragmenty jakby żywcem wyjęte z traktatu jakiegoś renesansowego humanisty.

Definicji humanizmu i humanistów było i jest wiele. Ponoć JP II też nim był.
pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
26-01-2014 21:23 
 Ocena 3 na 3
Frank Holman (5897 punktów)
>Czy powiedziałbyś to samo np. żołnierzom polskim 31 sierpnia 1939 r.? Dlaczego mieliby oni "ginąc za ojczyznę", skoro liczy się ich indywidualne szczęście i ono powinno być na pierwszym miejscu?
Ano właśnie. W bardzo wielu krajach w tym czasie nie szło się ot tak "ginąć za ojczyznę" i większość tam dużo lepiej na tym wyszła.

>Nie chcieliście katolickiej Francji, panowie wolnomularze, macie oto Francję islamską, o wiele mniej przychylną tolerancji, jak tamta.
Widzę, że łączenie religii z polityką dalej w modzie. Pytanie tylko jak ma się to do prawdziwości religii i dlaczego mamy od siebie wymagać zakłamywania się z imię polityki. Trudno mi też znaleźć odpowiedzialność ateistów za to, że do tego czy innego państwa swoje brudne łapska pcha ta a nie inna religia.
Poczekam, aż ten wątek głębiej wyjaśnisz.
26-01-2014 21:43 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Ano właśnie. W bardzo wielu krajach w tym czasie nie szło się ot tak "ginąć za ojczyznę" i większość tam dużo lepiej na tym wyszła.

Pozostawię tę uwagę bez komentarza.

>Trudno mi też znaleźć odpowiedzialność ateistów za to, że do tego czy innego państwa swoje brudne łapska pcha ta a nie inna religia.

Przecież ogromny wpływ wolnomularstwa na politykę Francji od ostatnich dekad XIX wieku jest niezaprzeczalny.

Ma Pan artykuł w samym "Racjonaliście" na ten temat:

www.racjonalista.pl/kk.php/s,6481
26-01-2014 21:58 
 Ocena 2 na 2
Frank Holman (5897 punktów)
>>Ano właśnie. W bardzo wielu krajach w tym czasie nie szło się ot tak "ginąć za ojczyznę" i większość tam dużo lepiej na tym wyszła.
>Pozostawię tę uwagę bez komentarza.
I słusznie, bo z faktami nie ma co dyskutować. Stawianie ideologii powyżej pragmatyzmu, to cecha polskiego piekiełka, z którym mierzymy się od wieków.
>>Trudno mi też znaleźć odpowiedzialność ateistów za to, że do tego czy innego państwa swoje brudne łapska pcha ta a nie inna religia.
>Przecież ogromny wpływ wolnomularstwa na politykę Francji od ostatnich dekad XIX wieku jest niezaprzeczalny.
>Ma Pan artykuł w samym "Racjonaliście" na ten temat:
> www.racjonalista.pl/kk.php/s,6481
>
No właśnie i nie doczytałem w nim, ani jak te propagujące świeckie państwo organizacje stanęły świadomie czy nieświadomie po jednej ze stron wojny religijnej katolicyzmu z islamem, ani jak poprzez propagowanie świeckiego państwa znika wpływ katolicyzmu na prawo i organizacje państwowe, a jak jednocześnie rośnie ten wpływ innych religii; nie dowiedziałem się też nic jak to się ma do takich okoliczności, iż nie gdzie indziej, jak we Francji jest prawny zakaz noszenia islamskich strojów, czy np., że nie kto inny jak prezydent tego kraju żyje w związku nieformalnym.
26-01-2014 22:17 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>I słusznie, bo z faktami nie ma co dyskutować. Stawianie ideologii powyżej pragmatyzmu, to cecha polskiego piekiełka, z którym mierzymy się od wieków.

No to sprzedajmy Polskę jakiemuś państwu, np. Rosji, która jest o wiele lepiej rządzona od Polski. W sumie na co nam niepodległość? Czy musimy być narodem koniecznie mającym swoje własne państwo?

>No właśnie i nie doczytałem w nim,

Muzułmanom łatwiej było dostać się do świeckiego państwa i tam zamieszać, niż gdyby było to państwo z silną pozycją Kościoła Katolickiego (jak w swego czasu w Hiszpanii np.). Islam od VII wieku napiera na Europę, bo u siebie mają tylko piach (i ropę). Islam jest zagrożeniem dla racjonalizmu, nie KK. Trzeba być ślepym, aby akurat teraz atakować KK.

>...jak we Francji jest prawny zakaz noszenia islamskich strojów, czy np., że nie kto inny jak prezydent tego kraju żyje w związku nieformalnym.

Na razie. Myśli Pan, ze za 30 lat będzie tam obowiązywać ten zakaz?
26-01-2014 23:12 
 Ocena 3 na 3
Frank Holman (5897 punktów)
>No to sprzedajmy Polskę jakiemuś państwu
Czemu mamy od razu sprzedawać i to konkretnemu państwu. Integrujemy się obecnie w federację europejską i to słusznie. Btw. tamten wątek był o czasach IIWŚ, gdzie wiele państw inną miało politykę, niż Polska; choćby ta nieszczęsna Francja. Ale to przeszłość, mi chodziło tylko oto, iż różne są polityki i głupio akurat polskie traktować za najwłaściwsze, zwłaszcza, iż negatywów ich jest sporo.
>, np. Rosji, która jest o wiele lepiej rządzona od Polski.
Aż sam się dziwię, że rozmawiam z Kimś, kto beznamiętnie już na starcie sprowadza sprawy do absurdów
>W sumie na co nam niepodległość? Czy musimy być narodem koniecznie mającym swoje własne państwo?
Oczywiście, że nie. Albo są z tego korzyści dla ludzi, albo lepiej dać sobie spokój i rządzenie oddać fachowcom. Jeśli szukasz we mnie fanatycznego patriotyzmu w typowym jego rozumieniu, to z trudem znajdziesz jakiekolwiek jego pokłady. Dla mnie wartością jest jakość życia ludzi a nie "Polska".

>Muzułmanom łatwiej było dostać się do świeckiego państwa i tam zamieszać, niż gdyby było to państwo z silną pozycją Kościoła Katolickiego (jak w swego czasu w Hiszpanii np.). Islam od VII wieku napiera na Europę, bo u siebie mają tylko piach (i ropę). Islam jest zagrożeniem dla racjonalizmu, nie KK. Trzeba być ślepym, aby akurat teraz atakować KK.
Rozumiem, że budujący świeckie państwo we Francji, bez KrK u władzy i w prawie, teraz pozwolą na zniszczenie tego co osiągnęli przez jeszcze bardziej roszczeniową religię? Szczerze dowiem się na jakiej zasadzie.

>>...jak we Francji jest prawny zakaz noszenia islamskich strojów, czy np., że nie kto inny jak prezydent tego kraju żyje w związku nieformalnym.
>Na razie. Myśli Pan, ze za 30 lat będzie tam obowiązywać ten zakaz?
Jeśli dalej będzie miał znaczenie, to tak. Ale raczej wolałbym stan, w jakim nie ma taki zakaz znaczenia, gdyż nie o sposób ubierania się chodzi.
27-01-2014 11:25 
 Ocena 1 na 1
niestadny (2492 punktów)
>Rozumiem, że budujący świeckie państwo we Francji, bez KrK u władzy i w prawie, teraz pozwolą na zniszczenie tego co osiągnęli przez jeszcze bardziej roszczeniową religię? Szczerze dowiem się na jakiej zasadzie.
Demografia i demokracja zrobią swoje.

stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
26-01-2014 23:47 
 Ocena 3 na 3
setarkos (10757 punktów)
> sprzedajmy Polskę jakiemuś państwu, np. Rosji, która jest o wiele lepiej rządzona od Polski.
Może sprzedać ją Watykanowi rządzonemu Najlepiej?
_____________________________________________
27-01-2014 11:44 
 Ocena 1 na 1
niestadny (2492 punktów)

>Czy musimy być narodem koniecznie mającym swoje własne państwo?
Ojczyzną człowieka jest planeta Ziemia. Lokalny/państwowy patriotyzm to przykład religii ateistycznej; specyficzny rodzaj kibolstwa.

>Islam jest zagrożeniem dla racjonalizmu, nie KK. Trzeba być ślepym, aby akurat teraz atakować KK.
Dla obu. Na dłuższą dyskusję.


stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
27-01-2014 13:34 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Islam jest zagrożeniem dla racjonalizmu, nie KK. Trzeba być ślepym,
> aby akurat teraz atakować KK.

No nie wiem. Właśnie doniesiono mi (nie oglądam polskiej TV) że Ks. Oko był w naszym sejmie z wykładem ne temat gender, a przy okazji dołożył Węcławskiemu, Obirkowi, Bartosiowi i im podobnym kościelnym "Judaszom". Czekamy na dalszy ekshibicjonizm ks. Oko. To co on plótł i członkowie komisji ds. zwalczania ateizacji ponoć przechodzi ludzkie pojęcie. Zastanawiające, czy czytał i z jakim odbiorem Deschnera, bo to co mówił np. o zbawczej roli Kościołą dla sytuacji kobiet ("nikt tak wiele nie zrobił dla kobiet co KK" itp) brzmi jak jakaś farsa.

A wracając do Twojego postulatu - naprawde myślisz, że Kościół byłby w stanie rozprawić się z islamem na terenach dzisiejszych państw Europy zachodniej? Mogę wiedzieć jak? Bojówki młodych ministrantów chciałbyś wysłać do gett, czy raczej księży z wizytą duszpastersko-ewangelizacyjną?

pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
27-01-2014 00:30 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
>Nie każdy jest na to w danym momencie gotów.. jeszcze
Jestem pod wielkim wrażeniem, z jakim koleżeństwem, spokojem i cierpliwością traktujesz profesora Elaspa.
Kiedyś chciałem właśnie tak prowadzić rozmowy z fideistami, ale mi nie wyszło.
Pozdrawiam
27-01-2014 12:41 
 Ocena 4 na 4
niestadny (2492 punktów)

>Jestem pod wielkim wrażeniem, z jakim koleżeństwem, spokojem i cierpliwością traktujesz profesora Elaspa.
>Kiedyś chciałem właśnie tak prowadzić rozmowy z fideistami, ale mi nie wyszło.

Przeszkodą w porozumieniu jest pętająca umysły wiara w jakiekolwiek ideologie, dająca poczucie posiadania racji(w grupie: niezwyciężonej potęgi).
Trza wyjść z siebie i stanąć obok (decentracja). Należy pamiętać, że nieodłączną cechą racjonalizmu jest sceptycyzm.
>Podstawą każdej religii jest wiara!

stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
27-01-2014 12:48 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>Trza wyjść z siebie i stanąć obok (decentracja).
Też jesteś profesorem od moralności?
26-01-2014 21:24 
 Ocena 5 na 5
Barbiel (1106 punktów)
>Lepiej dla człowieka, jeżeli absolutyzuje byt transcendentny (nawet jeżeli miałoby nie być czegoś takiego, co sobie wyobraża), niż jak rozdyma coś ponad miarę, co w realnym świecie ma właściwe sobie rozmiary.
>Niszczenie myśli o absolucie transcendentnym sprawia, że idea absolutu pojawia się wewnątrz myśli o czymś innym. Opłakane skutki takiego przesunięcia - widzimy.

No rozumiem. Jeśli i tak coś jest dla nas ważne, to lepiej, żeby to był byt transcendentny niż np. nasze szczęście, bo w pogoni za szczęściem możemy narobić dziadostwa, a jak będziemy chcieli przypodobać się bytowi transcendentnemu to nie narobimy dziadostwa.

Z tym absolutyzowaniem trochę przesadziłeś.
Jeśli coś występuje w realnym świecie, zawsze można poznać jego prawdziwe rozmiary.
26-01-2014 21:48 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>No rozumiem. Jeśli i tak coś jest dla nas ważne, to lepiej, żeby to był byt transcendentny niż np. nasze szczęście, bo w pogoni za szczęściem możemy narobić dziadostwa, a jak będziemy chcieli przypodobać się bytowi transcendentnemu to nie narobimy dziadostwa.

Właśnie.

>Jeśli coś występuje w realnym świecie, zawsze można poznać jego prawdziwe rozmiary.

Tak, ale każdy rozmiar można także przeszacować.
26-01-2014 23:38 
 Ocena 4 na 4
Barbiel (1106 punktów)
>>No rozumiem. Jeśli i tak coś jest dla nas ważne, to lepiej, żeby to był byt transcendentny niż np. nasze szczęście, bo w pogoni za szczęściem możemy narobić dziadostwa, a jak będziemy chcieli przypodobać się bytowi transcendentnemu to nie narobimy dziadostwa.
>Właśnie.
Czyli to zdanie nie budzi Twoich wątpliwości.
Ja wiem, że są na świecie ludzie tak destrukcyjni, że najlepiej dać im coś, czego nie można zepsuć, np. byt transcendentny.
Ale większości to nie dotyczy.
Gdyby nie istniał taki byt (gdybyś w niego nie wierzył), czy byłbyś skłonny oszukiwać wszystkich ludzi, żeby chronić ich przed ich własnymi błędami?

>>Jeśli coś występuje w realnym świecie, zawsze można poznać jego prawdziwe rozmiary.
>Tak, ale każdy rozmiar można także przeszacować.
Można. Ludzie mają różne hierarchie wartości. Ta różnorodność jest dowodem, że tu istnieje spory subiektywizm i nic nie jest absolutne. Jeśli jeden mówi, że coś jest bardzo ważne a drugi, że nie ważne to obiektywnie nie moga obaj mieć racji. Tu oczywiste jest, że to my indywidualnie nadajemy różnym rzeczom wartość.
Jeśli coś jest dla Ciebie ważniejsze niż dla większości ludzi to z dużym prawdopodobieństwem możesz powiedzieć, że to przeszacowałeś.
Teraz wszystko zależy od stopnia tego przeszacowania.
Wszyscy popełniają błedy, ale też mają do tego prawo. Niektórzy wolą się poparzyć niż nigdy nie zobaczyć ognia.
27-01-2014 11:27 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
>>No rozumiem. Jeśli i tak coś jest dla nas ważne, to lepiej, żeby to był byt transcendentny niż np. nasze szczęście, bo w pogoni za szczęściem możemy narobić dziadostwa, a jak będziemy chcieli przypodobać się bytowi transcendentnemu to nie narobimy dziadostwa.
>Właśnie.
vide 11 września.
... ale to był oczywiście fałszywy byt transcendentny...

Nie ma to jak Prawdziwy byt transcendentny zakazujący prezerwatyw w dobie aids.

>>Jeśli coś występuje w realnym świecie, zawsze można poznać jego prawdziwe rozmiary.
>Tak, ale każdy rozmiar można także przeszacować.
Byty transcendentne też można przeszacować, o czym świadczy historia religii i historia kościola katolickiego w szczególności. Proszę porównać boską morlaność kk w średniowieczu i dzisiaj. Jak widać byty transcendentne również ulegają ewolucji...

_______________________________________________________________________________________
27-01-2014 12:55 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>... ale to był oczywiście fałszywy byt transcendentny...Nie ma to jak Prawdziwy byt transcendentny zakazujący prezerwatyw w dobie aids.

Stale wyskakuje Pan z tymi prezerwatywami. Przecież mówiliśmy kiedyś o tym i miałem okazję odpowiadać na tego rodzaju zarzut.

>Byty transcendentne też można przeszacować...

Trafna uwaga. Dlatego w wyborze religii trzeb także kierować się względami pragmatycznymi.

>______________________________________________________________________________________
27-01-2014 13:05 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
>>... ale to był oczywiście fałszywy byt transcendentny...Nie ma to jak Prawdziwy byt transcendentny zakazujący prezerwatyw w dobie aids.
>Stale wyskakuje Pan z tymi prezerwatywami.
Bo to stale wskazuje na aktualne, ewidentne ZŁO czynione wierzącym przez kościół katolicki, jeśli tylko go słuchają.
Jednocześnie wskazuje to na to, że kościelne normy moralne się zmieniają, gdyż w ostatnim czasie nawet ten zakaz przestaje być bezwzględny. Nic tu nie jest stałe.

>Przecież mówiliśmy kiedyś o tym i miałem okazję odpowiadać na tego rodzaju zarzut.
Całkiem możliwe, ale to niczego nie zmienia w tym, co napisałem powyżej.

>>Byty transcendentne też można przeszacować...
>Trafna uwaga.
Czyli upada Pański podstawowy argument. Dziękuję.

>Dlatego w wyborze religii trzeb także kierować się względami pragmatycznymi.
Halo, czy tu ziemia?
WYBÓR religii? Względy pragmatyczne?
Czy paromiesięczne dziecko oblewane wodą ma jakiś, kurna, wybór i możliwość przeciwdziałania rodzicom, którym również wyprano mózg w dzieciństwie?

>>______________________________________________________________________________________
27-01-2014 13:28 
 Ocena-2 na 4
Elasp (6859 punktów)

>Bo to stale wskazuje na aktualne, ewidentne ZŁO czynione wierzącym przez kościół katolicki, jeśli tylko go słuchają.

Po pierwsze, wcale nie ewidentne zło, jeżeli w ogóle zło. Kościół nie zakazuje nikomu dobrać zdrowego partnera, do którego można mieć zaufanie. Ty żądasz od Kościoła zgody na środki, które potrzebę wyboru zdrowego partnera czynią niepotrzebnym.

>WYBÓR religii? Względy pragmatyczne?
>Czy paromiesięczne dziecko oblewane wodą ma jakiś, kurna, wybór i możliwość przeciwdziałania rodzicom, którym również wyprano mózg w dzieciństwie?

Też o tym była mowa. To, co mówisz, jest doskonałym argumentem za odebraniem rodzicom wszelkiej władzy rodzicielskiej i przekazanie jej w ręce urzędników, co zresztą już się odbywa. Rodzice działają bona fide i jeżeli chrzczą dziecko, znaczy, że uważają, że (zgodnie z ich systemem wartości) jest to dla niego najlepsze rozwiązanie. Tę decyzję trzeba uszanować z dwóch powodów:

a) decydowanie za rodziców, co jest dla dziecka dobre, a co nie, prowadzi do demontażu rodziny. Niby dlaczego rodzice w ogóle mają opiekować się dzieckiem i go
wychowywać? Może instytucja państwa zrobi to lepiej?

b) chrzczonemu nie dzieje się krzywda, bo co prawda ktoś zadecydował za niego, ale on sam, będąc rodzicem, będzie z konieczności decydować o kimś innym. Nawet pozostawienie komuś wszystkich istotnych wyborów do 18 r. ż. jest też jakimś wyborem w stosunku do własnego dziecka (i o które to dziecko, już jako dorosły człowiek, też może mieć pretensje - rożnie bywa). Natura jest sprawiedliwa. Pretensje dotyczące chrztu są zatem niedorzeczne.

>>>______________________________________________________________________________________
27-01-2014 16:56 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>>>>Czy paromiesięczne dziecko oblewane wodą ma jakiś, kurna, wybór i możliwość przeciwdziałania rodzicom, którym również wyprano mózg w dzieciństwie?
>Też o tym była mowa. To, co mówisz, jest doskonałym argumentem za odebraniem rodzicom wszelkiej władzy rodzicielskiej i przekazanie jej w ręce urzędników, co zresztą już się odbywa.
Znowu Pan sobie wymyśla co niby myślą inni, a następnie swoje pomysły agresywnie atakuje. Gdzie u pana Macieja doczytał się Pan takiego postulatu. On tylko opisał rzeczywistość.

>Rodzice działają bona fide i jeżeli chrzczą dziecko, znaczy, że uważają, że (zgodnie z ich systemem wartości) jest to dla niego najlepsze rozwiązanie.
Cholera, do prowadzenia samochodu potrzebne jest prawo jazdy, ale dzieci "dla ich dobra", to już każdy rodzic - nawet głupek i zboczeniec - kształtować może. Ostrożnie. Ogromną rolę w tym jakimi zostajemy odgrywa nasze genetyczne uwarunkowania, ale niewiele mniejszą rolę odgrywa proces socjalizacji i trzeba mieć szczęście aby urodzić się w "dobrej rodzinie".

>Tę decyzję trzeba uszanować
Prawie zawsze we wszystkich cywilizacjach (choć znane są wyjątki) rodzice mają bezwzględne pierwszeństwo, ale co nie znaczy, że zawsze należy pozostawiać wszystko, wszystkim rodzicom.

> z dwóch powodów:
Powodów jest 222.

>a) decydowanie za rodziców, co jest dla dziecka dobre, a co nie, prowadzi do demontażu rodziny.
Po pierwsze, to skąd Pan wziął postulat "decydowania za rodziców". Po drugie, czy pomoc rodzicom w wychowaniu prowadzi do "demontażu rodziny"? To po cholerę Kościół się do tego miesza?

>Niby dlaczego rodzice w ogóle mają opiekować się dzieckiem i go wychowywać?
>Może instytucja państwa zrobi to lepiej?
Znowu wymyśla Pan sobie poglądy, które później Pan ostro zwalcza. Mnie na przykład podoba się fiński przykład, że przy gospodarce opartej na wiedzy warto inwestować intelektualnie w matki (tak aby mogły zdobywać wyższe wykształcenie), które nigdy nie będą pracowały zawodowo, poświęcając się tylko wychowywaniu dzieci. Tak, taka ingerencja państwa w rodzinę bardzo mi się podoba.

>b) chrzczonemu nie dzieje się krzywda, bo co prawda ktoś zadecydował za niego, ale on sam, będąc rodzicem, będzie z konieczności decydować o kimś innym.
No właśnie, znowu ta chrześcijańska moralność jak mnie zrobili krzywdę, to ja odpłacę tym samym, ale ma Pan rację patologiczny proces socjalizacji ogromnie się przyczynia do ukształtowania osobowości autorytarnej co przenosi się z pokolenia na pokolenie.

>Nawet pozostawienie komuś wszystkich istotnych wyborów do 18 r. ż. jest też jakimś wyborem w stosunku do własnego dziecka (i o które to dziecko, już jako dorosły człowiek, też może mieć pretensje - rożnie bywa).
Tak, różnie bywa. Świat jest okrągły, a ludzie po kątach bzdury plotą. Dla racjonalistów maksymalna - w granicach możliwości - wolność jest wartością nadrzędna.

>Natura jest sprawiedliwa.
Na katechezie tłumaczone jest dzieciom jak udatnie Pan Bóg ten nasz świat stworzył.
Podnosi się chłopiec z garbem i pyta: To ma być ta udatność?
Katechetka: Jak na garbatego, to jesteś całkiem udany!

Natura nie jest ani sprawiedliwa, ani niesprawiedliwa. Sprawiedliwość to ludzki wymysł. Ludzie zaś są subiektywni i bywają bardzo niesprawiedliwi.

>Pretensje dotyczące chrztu są zatem niedorzeczne.
Tak, nigdy represjonujący nie zrozumie represjonowanego. Wszystkie pretensje dotyczące chrzczenia - nawet gdy chrzczono "ogniem i mieczem" są dla chrzcicieli niedorzeczne.

Miłego dnia.

@@@
.
27-01-2014 22:15 
 Ocena 8 na 8
maceox (6766 punktów)
>>Bo to stale wskazuje na aktualne, ewidentne ZŁO czynione wierzącym przez kościół katolicki, jeśli tylko go słuchają.
>Po pierwsze, wcale nie ewidentne zło, jeżeli w ogóle zło.
A jak inaczej nazwie Pan podżeganie do pozbawienia ludzi prostej i skutecznej ochrony przed śmiertelną chorobą?

>Kościół nie zakazuje nikomu dobrać zdrowego partnera, do którego można mieć zaufanie. Ty żądasz od Kościoła zgody na środki, które potrzebę wyboru zdrowego partnera czynią niepotrzebnym.
A jak ktoś kocha osobę zarażoną? CO WTEDY?

>>WYBÓR religii? Względy pragmatyczne?
>>Czy paromiesięczne dziecko oblewane wodą ma jakiś, kurna, wybór i możliwość przeciwdziałania rodzicom, którym również wyprano mózg w dzieciństwie?
>Też o tym była mowa. To, co mówisz, jest doskonałym argumentem za odebraniem rodzicom wszelkiej władzy rodzicielskiej [...].
Pan Bogusławski odniósł się już szczegółowo do tej części Pańskiego wpisu, a ja chciałbym tylko poprosić o odpowiedź na pytanie, czy paromiesięczne - i aby pociągnąć myśl dalej - paroletnie dziecko ma realną możliwość wyrażenia sprzeciwu wobec wkładania mu do głowy treści religijnych podanych do wierzenia.

I ogólnie: Pan tu co chwilę próbuje nas przekonać, że ateizm to w sumie też jakiś teizm (vide: Pański izomorficzny abteizm). Otóż nie. Narzucanie ideologii to zupełnie nie to samo co nienarzucanie ideologii. To jest przeciwieństwo. Pan jest specjalistą od logiki, ale tu nie tylko o samą logikę chodzi, tylko o to, czy kierujemy się w życiu autorytetami wiary, czy swobodnym myśleniem w oparciu o rozum. Ma Pan rację, że jesteśmy uwarunkowani procesem socjalizacji. Jednak właśnie dlatego - jeśli chcemy wychować ludzi zdolnych do samorealizacji, a nie bezwolne automaty, to należy porzucić wpajanie im wiary na rzecz zaciekawienia światem w połączeniu ze sceptycyzmem wobec wszelkich ideologii. Tak, to też jest jakaś ideologia, ale ściśle rzecz biorąc to jest antyideologia - poznawanie świata takiego, jakim jest bez narzucania sądów a priori i bez gotowych wniosków. Otwarcie na dyskusję, na drugiego człowieka, bez dogmatów.
A najlepsze jest to, że Pan wcale po mysterium tremendum nie sięga. Pan z racjonalnego rozmysłu wpada w sidła wiary (vide: wybór religii ze względów pragmatycznych)!
Co się na forum trafi fideista, to zawsze jakieś jaja odchodzą. Ja sam też byłem od początku dziwny. Ale dopiero teraz czuję się wolny.
>>>>______________________________________________________________________________________
27-01-2014 23:56 
 Ocena-1 na 3
Elasp (6859 punktów)

Pozwoli Pan, że odpowiem juto in extenso z uwagi na późną porę.

Jedna uwaga już teraz:

>Narzucanie ideologii to zupełnie nie to samo co nienarzucanie ideologii

Z nienarzucania też można zrobić ideologię i nachalnie narzucać tolerancję tym, którzy jej nie chcą. Zyje Pan jakimiś racjonalistycznymi idyllami.

>>>>>______________________________________________________________________________________
27-01-2014 14:13 
 Ocena 7 na 7
Barbiel (1106 punktów)
>Dlatego w wyborze religii trzeb także kierować się względami pragmatycznymi.
Jeszcze jedno. Skoro człowiek potrafi ocenić, która religia jest najlepsza, to chyba równie dobrze potrafi ocenić, jakie postępowanie jest najlepsze. I po co mu wtedy ta raligia?
27-01-2014 14:20 
 Ocena 2 na 2
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Jeszcze jedno. Skoro człowiek potrafi ocenić, która religia jest najlepsza, to chyba równie dobrze potrafi ocenić, jakie postępowanie jest najlepsze. I po co mu wtedy ta raligia?
To elementarne. Ta religia jest mu potrzebna aby dzięki jej wielce mądrym naukom ułatwić wybór najlepszego postępowania i napełnić go strachem przed Absolutem, bez którego to absolutu byłby zły a zepsuty. To, że dziwnym trafem wybór najlepszej religii związany jest z miejscem urodzenia to już insza inszość i wielka tajemnica wiary.

The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
27-01-2014 15:40 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Jeżeli człowiek potrafi nauczyć się języka obcego, potrafi nauczyć się go samodzielnie. Po co więc kursy językowe?
27-01-2014 17:34 
 Ocena 7 na 7
Barbiel (1106 punktów)
>Jeżeli człowiek potrafi nauczyć się języka obcego, potrafi nauczyć się go samodzielnie. Po co więc kursy językowe?

Przede wszystkim, kursy językowe nie są obowiązkowe. Można się uczyć samemu, można uczyć się przebywając wśród obcokrajowców i można też całe życie mówić tylko w ojczystym języku. Jeśli zgodzisz się, że religia też ma być tylko dla chętnych, że nie jest jedynym słusznym sposobem, to uznam tą analogię.

Druga sprawa. Człowiek który nie zna jakiegoś języka obcego nie potrafi samodzielnie ocenić, który kurs językowy jest dobry, czy nie nauczy go slangu, bełkotu albo w ogóle niczego. Musi polegać na opinii innych ludzi. A tu opinie mogą być podzielone, stronnicze lub zwykłe reklamy, według których każdy kurs jest najlepszy.
Więc jakie konkretnie pragmatyczne względy bierzesz pod uwagę przy wyborze religii?
28-01-2014 20:21 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Więc jakie konkretnie pragmatyczne względy bierzesz pod uwagę przy wyborze religii?

Religia ma dać odpowiedż na pytanie "co należy czynić?", "jak żyć?". Sądzę, że trzeba wziąć pod uwagę trwałość religii (aby istniała od dawna), jej współczesność (aby istniała teraz) oraz powszechność (aby istniała nie na zasadzie ewenementu), oraz dostępność (aby kontakt z miejscami kultu nie był utrudniony z przyczyn obiektywnych). W Polsce na takiej zasadzie powinien być wybrany katolicyzm, np. w Indiach - hinduizm, w krajach arabskich - islam. Powinna istnieć swoboda działalności religijnej, i coś w rodzaju wolnej konkurencji między religiami. Wielu ludzi kierując się podobnymi kryteriami jest wiernych jednej marce w warunkach wolnej konkurencji (ja np. "Toshibie") i nie ma w tym nic dziwnego.
28-01-2014 20:49 
 Ocena 2 na 2
Barbiel (1106 punktów)
>Religia ma dać odpowiedż na pytanie "co należy czynić?", "jak żyć?". Sądzę, że trzeba wziąć pod uwagę trwałość religii (aby istniała od dawna), jej współczesność (aby istniała teraz) oraz powszechność (aby istniała nie na zasadzie ewenementu), oraz dostępność (aby kontakt z miejscami kultu nie był utrudniony z przyczyn obiektywnych). W Polsce na takiej zasadzie powinien być wybrany katolicyzm, np. w Indiach - hinduizm, w krajach arabskich - islam. Powinna istnieć swoboda działalności religijnej, i coś w rodzaju wolnej konkurencji między religiami. Wielu ludzi kierując się podobnymi kryteriami jest wiernych jednej marce w warunkach wolnej konkurencji (ja np. "Toshibie") i nie ma w tym nic dziwnego.

Rzeczywiście, pragmatyczny wybór. Szanuję.
Mam nadzieję, że pozwolisz innym na równie przemyślany, samodzielny wybór w oparciu o własne kryteria.

Nie zgodzę się z argumentem terytorialnym. W dobie internetu spokojnie można na terenie Polski słuchać np. wykładów buddyjskich, co sporo osób robi. Przez internet.
28-01-2014 21:51 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Mam nadzieję, że pozwolisz innym na równie przemyślany, samodzielny wybór w oparciu o własne kryteria.

Oczywiście.

>Nie zgodzę się z argumentem terytorialnym. W dobie internetu spokojnie można na terenie Polski słuchać np. wykładów buddyjskich, co sporo osób robi. Przez internet.

Zgoda. Nie nalegam specjalnie na "warunek terytorialny", jakkolwiek czasem może on mieć znaczenie.
27-01-2014 21:33 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>Jeżeli człowiek potrafi nauczyć się języka obcego, potrafi nauczyć się go samodzielnie. Po co więc kursy językowe?
A po co jest etyka?
________________________________________________________
27-01-2014 13:43 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>>Jeśli coś występuje w realnym świecie, zawsze można poznać jego prawdziwe rozmiary.
>Tak, ale każdy rozmiar można także przeszacować.

Nie stawiałbym tu znaku równości.
Jest zdecydowanie mniej prawdopodobne przeszacować to co mierzalne, niż to co niedostrzegalne, czego tak naprawdę nie znamy - tylko w odpowiednim wieku potrzebne nam autorytety kazały nam w to "coś" uwierzyć.
Przeszacować bardzo łatwo zwłaszcza to, co myli nam się z własnymi emocjami.

pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
26-01-2014 21:33 
 Ocena 4 na 4
Frank Holman (5897 punktów)
>Rzekomy ateista zawsze absolutyzuje jakiś inny przedmiot, .... Lepiej dla człowieka, jeżeli absolutyzuje byt transcendentny (nawet jeżeli miałoby nie być czegoś takiego, co sobie wyobraża), niż jak rozdyma coś ponad miarę, co w realnym świecie ma właściwe sobie rozmiary.

Podejrzewam, iż m.in. dlatego głównie jesteśmy tu racjonalistami, a nie ateistami, tj. takimi co uważają, że wszystko co istnieje należy zbadać i ustalić jego prawdziwą miarę, a o wszystkim co nie istnieje, mówić wprost, że tego po prostu nie ma.
26-01-2014 23:06 
 Ocena 3 na 3
setarkos (10757 punktów)
>Rzekomy ateista zawsze absolutyzuje jakiś inny przedmiot,

>czy jest nim jego własne ego,
Załóżmy, że nie absolutyzuje ego.
> czy jest nim ludzkość i jej szczęście,
Powiedzmy, że ceni szczęście typu arystotelesowskiego w odróżnieniu od poczucia szczęścia - same warunki materialne dobrostanu grupy osób (niezależnie od jej liczebności) - to co w tym cenieniu boskiego (skoro ów ateista miałby być rzekomy)?
> czy jest nim "postawa w której niczego się nie absolutyzuje"
Co w takiej postawie niedorzecznego?

>Lepiej dla człowieka, jeżeli absolutyzuje byt transcendentny (nawet jeżeli miałoby nie być czegoś takiego, co sobie wyobraża), niż jak rozdyma coś ponad miarę, co w realnym świecie ma właściwe sobie rozmiary.
Toś dobrze napisał - nie ma religii bez jakiegoś nadęcia - oni muszą "naj"*.
A jeśli nie muszę absolutyzować lub "rozdymać", to co w takiej postawie gorszego?

________________________________________________________________?

(*) Chyba nawet stopni przymiotników w języku polskim robią więcej niż trzy (np. w odmianie przymiotnika "święty").
27-01-2014 16:17 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Powiedzmy, że ceni szczęście typu arystotelesowskiego w odróżnieniu od poczucia szczęścia - same warunki materialne dobrostanu grupy osób (niezależnie od jej liczebności) - to co w tym cenieniu boskiego (skoro ów ateista miałby być rzekomy)?

Nie sądzę, aby taka postawa była możliwa do utrwalenia. Dowodzą tego tysięczne, niezliczone wprost przykłady, jak deklarowana (czy nawet autentyczna) troska o dobro wspólne przeradza się w patologiczne staranie o dobro własnej osoby, własnej rodziny bądź klanu. Jest to prawo psychologiczno-historyczne pod względem powszechności niewiele ustępujące prawom fizycznym.

>> czy jest nim "postawa w której niczego się nie absolutyzuje"
>Co w takiej postawie niedorzecznego?

Znosi samą siebie. Podobnie można by założyć partię przeciwników istnienia partii.
Miałaby ona swoje zjazdy, kongresy, itp. Niestety, racjonaliści stanowią właśnie taką partię, tylko że nie wiedzą o tym - lub nie chcą wiedzieć.

>Toś dobrze napisał - nie ma religii bez jakiegoś nadęcia - oni muszą "naj"*.

Ta skłonność tkwi niestety w umyśle człowieka, trudno więc, aby nie znajdowała wyrazu także i w religii.

Szczere mówiąc wolę zadęcie religijne - strzelistość katedr i monumentalność bazylik tworzonych ad maiorem Dei gloriam - od absolutyzowania istoty ludzkiej (stąd przecież po-oświeceniowe ideologie komunizmu i nazizmu), od absolutyzowania własnych przyjemności (stąd hedonizm), czy własnego plemienia (nacjonalizm), piękna (dewastacyjny umysłowo kult młodości, doprowadzający do wielu nieszczęść i tragedii), czy bodaj najpowszechniejszy kult majątku. Można zresztą wyliczać bez końca.
>________________________________________________________________
27-01-2014 16:40 
 Ocena 5 na 5
Barbiel (1106 punktów)
>Szczere mówiąc wolę zadęcie religijne - strzelistość katedr i monumentalność bazylik tworzonych ad maiorem Dei gloriam - od absolutyzowania istoty ludzkiej (stąd przecież po-oświeceniowe ideologie komunizmu i nazizmu), od absolutyzowania własnych przyjemności (stąd hedonizm), czy własnego plemienia (nacjonalizm), piękna (dewastacyjny umysłowo kult młodości, doprowadzający do wielu nieszczęść i tragedii), czy bodaj najpowszechniejszy kult majątku. Można zresztą wyliczać bez końca.
Jak najbardziej. Można wyliczać dalej. Np. absolutyzowanie wartości życia prowadzi do takich tragedii jak zakaz eutanazji czy konieczność urodzenia kalekiego dziecka. Tu się z Toba zgodzę. Też uważam, że nie powinno się niczego absolutyzować. Chodzi mi tylko o to, w jaki sposób religia miałaby chronić przed tymi zjawiskami, skoro sam widzisz, że nie chroni. (przed nacjonalizmem też)
Spróbuj powiedzieć katolikom, żeby skupili się na transcendencji a nie na życiu doczesnym, zwłaszcza cudzym. Może łatwiej będzie Ci do nich dotrzeć niż do ateistów.
27-01-2014 17:15 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Jak najbardziej. Można wyliczać dalej. Np. absolutyzowanie wartości życia prowadzi do takich tragedii jak zakaz eutanazji czy konieczność urodzenia kalekiego dziecka. Tu się z Tobą zgodzę. Też uważam, że nie powinno się niczego absolutyzować.

Myślę, że jest to akurat kwestia interpretacji przykazania "nie zabijaj", które w istocie mówi: "nie zabijaj bezkarnie". Sądzę jednakże, że zgoda na aborcję i eutanazję będzie miała per saldo gorsze skutki, niż zakaz. Zakaz aborcji i eutanazji jest wyborem mniejszego zła.

>Chodzi mi tylko o to, w jaki sposób religia miałaby chronić przed tymi zjawiskami, skoro sam widzisz, że nie chroni. (przed nacjonalizmem też)

Nie chroni całkowicie, nie chroni w 100%.

>Spróbuj powiedzieć katolikom, żeby skupili się na transcendencji a nie na życiu doczesnym, zwłaszcza cudzym. Może łatwiej będzie Ci do nich dotrzeć niż do ateistów.

Ludzie są zbyt łakomym kąskiem dla rynku, aby ich pragnienia doczesności nie otrzymały podsycenia z zewnątrz. Całe sztaby ludzi pracują nad tym, żeby człowiek kupił sobie dziesiąty telefon, piąte auto, itd.

27-01-2014 17:32 
 Ocena 3 na 3
Barbiel (1106 punktów)
>Myślę, że jest to akurat kwestia interpretacji przykazania "nie zabijaj",
Myślę, że to nie ma znaczenia w kontekście tematu.

>Sądzę jednakże, że zgoda na aborcję i eutanazję będzie miała per saldo gorsze skutki, niż zakaz. Zakaz aborcji i eutanazji jest wyborem mniejszego zła.
A ja sądzę, że nie ma nic złego w hedoniźmie, odmawianie sobie przyjemności jest większym złem i głupotą.

Ale wróćmy do tematu.
Z Twojej wypowiedzi wynika, że jednak absolutyzowanie czegoś jest pożyteczne, bo prowadzi do mniejszego zła.
Zdecyduj się na coś.

>Nie chroni całkowicie, nie chroni w 100%.
A w jakim stopniu i czy koszty nie przewyższją korzyści?

>Ludzie są zbyt łakomym kąskiem dla rynku, aby ich pragnienia doczesności nie otrzymały podsycenia z zewnątrz. Całe sztaby ludzi pracują nad tym, żeby człowiek kupił sobie dziesiąty telefon, piąte auto, itd.
No ale chyba z tym właśnie próbujesz walczyć?
Nie oczekuję cudów, tylko działania.
27-01-2014 18:08 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>>Myślę, że jest to akurat kwestia interpretacji przykazania "nie zabijaj",
>Myślę, że to nie ma znaczenia w kontekście tematu.

Ma, bo nie jestem akurat pewien, czy z zasad religii katolickiej wynika np. zakaz eutanazji. Kościół np. pozwala przerwać uporczywą terapię. Argumentu z kalekim dzieckiem nie rozumiem. Za chwilę komuś nie będzie się podobać rodzenie dziecka nie z gwałtu, ani kalekiego, ale wątłego, chorowitego, albo nieładnego. I kobieta powie, że jest do tego "zmuszana".

>A ja sądzę, że nie ma nic złego w hedoniźmie, odmawianie sobie przyjemności jest większym złem i głupotą.

Trzeba ustalić znaczenie słowa "hedonizm". Hedonizm (w tym znaczeniu, w jakim używam tego słowa), to coś więcej niż nieodmawianie sobie przyjemności. To stawianie przyjemności na pierwszym miejscu.

>Ale wróćmy do tematu.
>Z Twojej wypowiedzi wynika, że jednak absolutyzowanie czegoś jest pożyteczne, bo prowadzi do mniejszego zła.
>Zdecyduj się na coś.

Religia jest wyborem mniejszego zła. Lepiej absolutyzować istotę transcendentną niż przedmiot nietranscendentny. Człowiek zawsze absolutyzował, absolutyzuje i będzie absolutyzować. Ma jednakże (na szczęście) pewien wybór, jeżeli chodzi o przedmiot "procedury absolutyzacji".

>>Nie chroni całkowicie, nie chroni w 100%.
>A w jakim stopniu i czy koszty nie przewyższją korzyści?

Wydaje mi się, że w znacznym, co tłumaczy(łoby), dlaczego religie istnieją i są tak powszechne. Jeżeli dwaj ludzie kłócą się o daną rzecz, lepiej im powiedzieć, że to, co ich otacza, to "marność nad marnościami", nawet jeżeli nie istniałby żaden Bóg.

-----------------------------------------------------------------------------------
27-01-2014 18:45 
 Ocena 2 na 2
Barbiel (1106 punktów)
>>>Myślę, że jest to akurat kwestia interpretacji przykazania "nie zabijaj",
>>Myślę, że to nie ma znaczenia w kontekście tematu.
> Ma, bo nie jestem akurat pewien, czy z zasad religii katolickiej wynika np. zakaz eutanazji.
Nie ma to znaczenia, bo nie rozmawiamy o tym, co wynika z doktryny, tylko czy relijność chroni przed absolutyzowaniem czegoś doczesnego, w tym przypadku wartości życia. Otóż nie chroni.

>Argumentu z kalekim dzieckiem nie rozumiem. Za chwilę komuś nie będzie się podobać rodzenie dziecka nie z gwałtu, ani kalekiego, ale wątłego, chorowitego, albo nieładnego. I kobieta powie, że jest do tego "zmuszana".
W ten sposób można potraktować każdy argument.
Ale nawet jeśli tak będzie, to co z tego?
Z resztą ja też nie rozumiem, o co Ci chodzi z tym hedonizmem. Przecież po to się żyje, żeby mieć coś z tego życia.
Ale nie robię z tego problemu i nie odwracam uwagi od tematu.

>Trzeba ustalić znaczenie słowa "hedonizm". Hedonizm (w tym znaczeniu, w jakim używam tego słowa), to coś więcej niż nieodmawianie sobie przyjemności. To stawianie przyjemności na pierwszym miejscu.
No i właśnie. Moim zdaniem lepiej żyć dla przyjemności niż w jakimś innym celu.

>>Ale wróćmy do tematu.
>>Z Twojej wypowiedzi wynika, że jednak absolutyzowanie czegoś jest pożyteczne, bo prowadzi do mniejszego zła.
>>Zdecyduj się na coś.
>Religia jest wyborem mniejszego zła. Lepiej absolutyzować istotę transcendentną niż przedmiot nietranscendentny. Człowiek zawsze absolutyzował, absolutyzuje i będzie absolutyzować. Ma jednakże (na szczęście) pewien wybór, jeżeli chodzi o przedmiot "procedury absolutyzacji".
Skup się. Nie pytałem o absolutyzowanie istoty transcendentnej tylko o absolutyzowanie wartości życia doczesnego. Według Ciebie to prowadzi do mniejszego zła. (Bo zakaz eutanazji jest mniejszym złem)
Pytam czy nadal jesteś wrogiem absolutyzowania czegoś nietranscendentnego.

>Wydaje mi się, że w znacznym, co tłumaczy(łoby), dlaczego religie istnieją i są tak powszechne.
Ok. Czyli Twój plan naprawiania świata opiera się na tym, co Ci się na oko wydaje, bez rozważenia rachunku strat i zysków i w oparciu o argument "Jedzmy ryż, bo miliardy Chińczyków nie mogą się mylić".

>Jeżeli dwaj ludzie kłócą się o daną rzecz, lepiej im powiedzieć, że to, co ich otacza, to "marność nad marnościami", nawet jeżeli nie istniałby żaden Bóg.
Coś w tym jest, ale czy do tego potrzebny jest Bóg?
Równie dobrze można powiedzieć: Szkoda czasu i zdrowia, ta rzecz nie jest tego warta. Zajmijcie się czyś ciekawszym.

A po drugie:
Źle Ci się ze mną dyskutuje?
27-01-2014 19:21 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

> Otóż nie chroni.
>W ten sposób można potraktować każdy argument.

To trzeba pokazać, a nie zadeklarować.

>Ale nawet jeśli tak będzie, to co z tego?

To, że wylejemy dziecko z kąpielą.

>No i właśnie. Moim zdaniem lepiej żyć dla przyjemności niż w jakimś innym celu.

Twoim zdaniem. Chodzi jednak o to, co można uzasadnić. Pokaż, że faktycznie "lepiej jest żyć dla przyjemności niż w jakimś innym celu".

>Skup się. Nie pytałem o absolutyzowanie istoty transcendentnej tylko o absolutyzowanie wartości życia doczesnego. Według Ciebie to prowadzi do mniejszego zła.

Przed chwilą napisałem "tak w istocie uważam", ale teraz przyjrzałem się wcześniejszej wypowiedzi i muszę wprowadzić korektę. Nie powiedziałem, że "absolutyzacja życia doczesnego jest wyborem mniejszego zła". Powiedziałem ""brak zgody na aborcję i eutanazję jest wyborem mniejszego zła". A to nie to samo.

>Pytam czy nadal jesteś wrogiem absolutyzowania czegoś nietranscendentnego.

Rozumem, że chcesz mnie złapać na sprzeczności - i bardzo dobrze - ale sprzeczności tu nie ma. Powiem w ten sposób: im bardziej absolutyzujemy istotę transcendentną, tym mniej jesteśmy skłonni a. przedmioty nietranscendentne. Nie twierdzę, że absolutyzację czegoś nietranscendentnego można całkowicie wyeliminować kosztem tej pierwszej a.

Czy należy absolutyzować życie doczesne? Wydaje mi się, że właśnie religia katolicka mówi, że nie. Zycie doczesne nie ma bezwzględnej wartości. Jak powiedziałem, Kościół naucza: "nie zabijaj bezprawnie", a nie "nie zabijaj nigdy pod żadnym pozorem". Kościół nie jest też przeciwnikiem kary śmierci, więc wszystko się zgadza. Sprzeciw wobec aborcji bierze się stąd, że w bezsensowny sposób i zupełnie niepotrzebnie ginie niewinny człowiek. Ludzie bezdyskusyjnie winni ciężkich zbrodni mogą i powinni być zabijani.

>>Wydaje mi się, że w znacznym, co tłumaczy(łoby), dlaczego religie istnieją i są tak powszechne.
>Ok. Czyli Twój plan naprawiania świata opiera się na tym, co Ci się na oko wydaje, bez rozważenia rachunku strat i zysków i w oparciu o argument "Jedzmy ryż, bo miliardy Chińczyków nie mogą się mylić".

Nie. Padał już ten zarzut. Można po głębokim namyśle i po uważnym rozważeniu wszystkiego dojść do przekonania, jakie żywią miliony bez specjalnego namysłu. Wtedy okaże się, że pogląd większości jest trafny, chociaż nie dlatego, że jest poglądem większości. Najwięksi filozofowie uznawali istnienie Boga - i ten fakt także daje do myślenia. Poza tym nie zamierzam naprawiać świata - nie wiem, skąd to przypuszczenie.

>Równie dobrze można powiedzieć: Szkoda czasu i zdrowia, ta rzecz nie jest tego warta. Zajmijcie się czyś ciekawszym.

Poproszą o wskazanie tej rzeczy i spór rozpocznie się od nowa.
27-01-2014 20:49 
 Ocena 2 na 2
Barbiel (1106 punktów)
>Twoim zdaniem. Chodzi jednak o to, co można uzasadnić. Pokaż, że faktycznie "lepiej jest żyć dla przyjemności niż w jakimś innym celu".
No i właśnie o tym mówię.
Ty prezentujesz swoją opinię luźno związaną z tematem (na temat aborcji), ja swoją (na temat hedonizmu). Chodzi mi o to, żeby nie prezentować tu opinii, które nie mają znaczenia dla sprawy, bo to odwraca uwagę.

>Przed chwilą napisałem "tak w istocie uważam", ale teraz przyjrzałem się wcześniejszej wypowiedzi i muszę wprowadzić korektę.
Pytałem co uważasz, a nie co napisałeś. To był mój wniosek z Twojej wypowiedzi.
Czyli nie potwierdzasz, że absolutyzacja życia może być pożyteczna, bo prowadzi do mniejszego zła w postaci zakazu aborcji? Jeśli tak, to OK.

>Kościół naucza: "nie zabijaj bezprawnie", a nie "nie zabijaj nigdy pod żadnym pozorem"
Czyli wystarczy zalegalizować aborcję i eutanazję i Kościół nie będzie miał nic przeciwko? Byłoby dobrze.

>Sprzeciw wobec aborcji bierze się stąd, że w bezsensowny sposób i zupełnie niepotrzebnie ginie niewinny człowiek.
Nie "stąd", tylko z "przekonania", że "w bezsensowny sposób i zupełnie niepotrzebnie ginie niewinny człowiek."
A skąd to przekonanie, jeśli nie z absolutyzacji życia?

>Nie. Padał już ten zarzut.
Dobrze,to nie wałkujmy tego, co było wiele razy pisane. Chyba rzeczywiście dużo było na ten temat.

>Poza tym nie zamierzam naprawiać świata - nie wiem, skąd to przypuszczenie.
Tak bez celu przekonujesz ludzi, co jest dla nich najlepsze?

>Poproszą o wskazanie tej rzeczy i spór rozpocznie się od nowa.
Możliwe. Np. powiesz im "pomódlcie się" i zaczną się kłócić, jak się należy modlić.
Jeśli każesz każdemu zająć się czymś innym np. własną rodziną, to jest szansa, że się rozejdą.
Ale tu nie chodzi o nakaz bo to nie działa na dłuższą metę, tylko o ukazanie im szerszej (albo innej) perspektywy, z której przedmiot sporu jest mniej ważny. Da się to zrobić bez odwoływania się do Boga.
27-01-2014 21:27 
 Ocena-1 na 3
Elasp (6859 punktów)

>Pytałem co uważasz, a nie co napisałeś.

Przecież jedno wiążę się z drugim. Mogę jednak czasem nie pamiętać szczegółów argumentacji.

>Czyli nie potwierdzasz, że absolutyzacja życia może być pożyteczna, bo prowadzi do mniejszego zła w postaci zakazu aborcji? Jeśli tak, to OK.

Nie uważam i nigdzie tak nie napisałem.

>>Kościół naucza: "nie zabijaj bezprawnie", a nie "nie zabijaj nigdy pod żadnym pozorem"
>Czyli wystarczy zalegalizować aborcję i eutanazję i Kościół nie będzie miał nic przeciwko? Byłoby dobrze.

Nie mogę odpowiadać w imieniu Kościoła, myślę jednak, ze w grę wchodzi posłuch nie wobec dowolnego ustanowionego prawa, ale wobec prawa opartego na jakimś wyczuciu dobra i zła. Nie wszystko co postanowi parlament (zwłaszcza taki jak nasz) jest w tym znaczeniu prawem.

>>Sprzeciw wobec aborcji bierze się stąd, że w bezsensowny sposób i zupełnie niepotrzebnie ginie niewinny człowiek.

>Nie "stąd", tylko z "przekonania", że "w bezsensowny sposób i zupełnie niepotrzebnie ginie niewinny człowiek."

Myślę, że jest to zasadne przekonanie, przynajmniej w odniesieniu do aborcji "na życzenie".

>A skąd to przekonanie, jeśli nie z absolutyzacji życia?

Z poczucia sprawiedliwości, z przekonania (właśnie!), że nie należy jednej rzeczy stawiać ponad inną. Można przecież powiedzieć, że gdy dokonujemy aborcji, absolutyzujemy pragnienia i cele (już) dorosłej osoby (matki oczywiście) kosztem (przyszłych) aspiracji i celów istoty będącej jeszcze dzieckiem. Z nie-absolutyzmu wynika więc zakaz aborcji, równe traktowanie i jednych, i drugich.

Oczywiście sprawa jest bardziej skomplikowana, gdy ciąża zagraża życiu kobiety. Myślę, że sprawa wygląda tak: tam, gdzie życie jednej istoty nie zagraża istnieniu drugiej, lub gdzie zagrożenie jest wzajemne, tam powinny istnieć obie, natomiast jeżeli istnienie jednej zagraża istnieniu drugiej (ale nie na odwrót), tam powinna istnieć ta druga. Mówiąc oczywiście w ogromnym uproszczeniu (i we własnym imieniu, nie w imieniu Kościoła).


>Ale tu nie chodzi o nakaz bo to nie działa na dłuższą metę, tylko o ukazanie im szerszej (albo innej) perspektywy, z której przedmiot sporu jest mniej ważny. Da się to zrobić bez odwoływania się do Boga.

Proszę zatem pokazać jak.
27-01-2014 23:05 
 Ocena 2 na 2
Barbiel (1106 punktów)
>>Pytałem co uważasz, a nie co napisałeś.
>Przecież jedno wiążę się z drugim.
Niekoniecznie. W tym przypadku akurat zapytałem Cię o coś, czego nie napisałeś.
Ale ważne, że się w końcu dogadaliśmy

>Nie mogę odpowiadać w imieniu Kościoła, myślę jednak, ze w grę wchodzi posłuch nie wobec dowolnego ustanowionego prawa, ale wobec prawa opartego na jakimś wyczuciu dobra i zła.
Tylko z tego nic konkretnego nie wynika. Każdy może mieć inne wyczucie i ustalać sobie własne prawo.

>z przekonania (właśnie!), że nie należy jednej rzeczy stawiać ponad inną.
Jeśli dokonujemy jakiegokolwiek wyboru, zawsze stawiamy jedną rzecz nad inną. Po prostu inaczej się nie da. Jeśli nie można mieć wszystkiego naraz i musimy coś wybrać, to musimy zdecydować, co nad czym stawiamy.

>Proszę zatem pokazać jak.
Podam Ci autentyczny przykład zasłyszany.
Jedno małżeńtwo często kłóciło się a potem nie odzywali się do siebie przez parę dni.
Przyszła jego matka i powiedziała mu:
Też się tak kłóciłam z twoim ojcem. Teraz już go nie ma i niczego mi teraz tak nie brakuje jak tych dni, które straciliśmy na gniewanie się.
Pomogło, nie gniewał się na żonę, a ona też zaczynała się odzywać, bo ile można się nie odzywać, jak ktoś inny się odzywa.

Ale jest jeszcze druga strona tej sprawy.
Dlatego zapytałem, czy źle Ci się ze mną rozmawia, ale nie podjąłeś tematu
Byłbyś zadowolony, gdyby ktoś nam przeszkadzał w dyskusji słowami "Nie kłóćcie się, bo to wszystko marność"?
Jak ktoś lubi, niech się spiera.
Czy zgoda musi być wartością nadrzędną? Nie sądzę. Tylko w wyjątkowych sytuacjach powinno się mówić ludziom, żeby się nie spierali.
Jeśli ktoś czuje się pokrzywdzony też można mu powidzieć, żeby nie walczył o swoje, bo to marność. Ale czy to jest właściwe?
27-01-2014 23:35 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Tylko z tego nic konkretnego nie wynika. Każdy może mieć inne wyczucie i ustalać sobie własne prawo.

To wcale nie jest takie oczywiste. Nie wyklucza to podobieństw tak stworzonych praw, jakiejś ich "części wspólnej".

>Jeśli dokonujemy jakiegokolwiek wyboru, zawsze stawiamy jedną rzecz nad inną. Po prostu inaczej się nie da. Jeśli nie można mieć wszystkiego naraz i musimy coś wybrać, to musimy zdecydować, co nad czym stawiamy.

Jeżeli wybieram między A i B, faktycznie muszę przedłożyć A nad B lub na odwrót. Nie wynika stąd jednak, że mam prawo wybierać między dowolnymi rzeczami A i B i w konsekwencji przedłożyć A nad B lub B nad A.

>Dlatego zapytałem, czy źle Ci się ze mną rozmawia, ale nie podjąłeś tematu

Bardzo dobrze mi się rozmawia. Lubię być atakowany (i atakować). Atak zawsze zmusza do myślenia. Im mocniej mnie ktoś atakuje, tym lepiej. Wyświadcza mi tylko przysługę.

>Byłbyś zadowolony, gdyby ktoś nam przeszkadzał w dyskusji słowami "Nie kłóćcie się, bo to wszystko marność"?
>Jak ktoś lubi, niech się spiera.
>Czy zgoda musi być wartością nadrzędną? Nie sądzę. Tylko w wyjątkowych sytuacjach powinno się mówić ludziom, żeby się nie spierali.

Paradoksalnie mogę powiedzieć, że akurat o to nie musimy się spierać.

>Jeśli ktoś czuje się pokrzywdzony też można mu powiedzieć, żeby nie walczył o swoje, bo to marność. Ale czy to jest właściwe?

Trudno powiedzieć. Na pewno nie zawsze jest niewłaściwe.

Pozdrawiam.

-----------------------------------------------------------------------------------
28-01-2014 16:55 
 Ocena 2 na 2
Barbiel (1106 punktów)
>>Tylko z tego nic konkretnego nie wynika. Każdy może mieć inne wyczucie i ustalać sobie własne prawo.
>To wcale nie jest takie oczywiste. Nie wyklucza to podobieństw tak stworzonych praw, jakiejś ich "części wspólnej".
A wiadomo dokładnie, co jest tą częścią wspólną?
Jeśli jest tego więcej to jak uszeregować te wartości?

>Jeżeli wybieram między A i B, faktycznie muszę przedłożyć A nad B lub na odwrót. Nie wynika stąd jednak, że mam prawo wybierać między dowolnymi rzeczami A i B i w konsekwencji przedłożyć A nad B lub B nad A.
Nie wynika.
Jakaś hierarchia może być. Może nawet powinna być.
Ale to nie powinno znaczyć, że nigdy nie można zrobić na odwrót.
Ogólnie jestem za jak największą wolnością wyboru.
W ramach prawa z tym, że prawo, jeśli nie odzwierciedla poczucia moralności społeczeństwa, powinno być jak najszybciej zmienione.
I to wszystko nie znaczy, że według mnie prawa nigdy nie wolno łamać.

>Paradoksalnie mogę powiedzieć, że akurat o to nie musimy się spierać.
Paradoksalnie?
Czyżbyś przyznawał, że coś co wydaje się paradoksalne, w rzeczywistości może istnieć?

>>Jeśli ktoś czuje się pokrzywdzony też można mu powiedzieć, żeby nie walczył o swoje, bo to marność. Ale czy to jest właściwe?
>Trudno powiedzieć. Na pewno nie zawsze jest niewłaściwe.
Tak
28-01-2014 20:59 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>A wiadomo dokładnie, co jest tą częścią wspólną?
>Jeśli jest tego więcej to jak uszeregować te wartości?

Trudno powiedzieć, chodziło mi zresztą o to, aby po prost nie wykluczać a priori takiej możliwości.

>Nie wynika. Jakaś hierarchia może być..., itd.

Całkowita zgoda na całość tych uwag.
28-01-2014 21:11 
 Ocena 3 na 3
Barbiel (1106 punktów)
>>A wiadomo dokładnie, co jest tą częścią wspólną?
>>Jeśli jest tego więcej to jak uszeregować te wartości?
>Trudno powiedzieć, chodziło mi zresztą o to, aby po prost nie wykluczać a priori takiej możliwości.
Zgoda.
Czy wobec tego nie byłoby uczciwiej, gdybyś w temacie aborcji powiedział "Nie wiem, co masz robić"?
27-01-2014 18:46 
 Ocena 10 na 10
mayolina (2278 punktów)
> Za chwilę komuś nie będzie się podobać rodzenie dziecka nie z gwałtu, ani kalekiego, ale wątłego, chorowitego, albo nieładnego. I kobieta powie, że jest do tego "zmuszana"

i tego byśmy chcieli, żeby kobieta mogła powiedzieć, że nie chce dziecka urodzić, nie podając powodów, i byśmy jej prawo do podjęcia decyzji uszanowali. Tak jak nie zmuszamy ojców by oddawali organy chorym dzieciom, tak nie powinniśmy zmuszać kobiety do rodzenia. Mówiła o tym Teresa Forcades (fragment wywiadu z nią cytował wcześniej p. Bogusławski), strona jak najbardziej katolicka:

Cytat:
To, co siostra mówi, wzbudza często kontrowersje. Za poglądy na temat aborcji dostała siostra reprymendę z Watykanu.

Mówiłam tylko, że widzę ją jako decyzję nierozłączną z wolnością osobistą matki. Dopóki płód nie może przeżyć poza jej ciałem, to do niej należy odpowiedzialność moralna i decyzja o jego przyszłości.

Ilustruję to przykładem ojca, którego syn potrzebuje przeszczepu nerki. Ojciec może być dawcą i to jest moralnie słuszne. A co, jeśli nie chce? Zmusimy go? Kościół mówi: nie. Moje pytanie brzmi: dlaczego w tym wypadku szanujemy jego wolę i decyzję dotyczącą własnego ciała, a w przypadku kobiety w ciąży - nie? Człowiek, osoba ludzka, nie może być nigdy środkiem, by uratować kogoś innego.

A co z ochroną życia poczętego?

W żadnym razie nie kwestionuję ochrony życia. Pytanie nie dotyczy tego, czy aborcja jest czymś złym, czy dobrym. To zawsze coś negatywnego. Problemem jest wybór mniejszego zła. Zmuszanie kobiety, by donosiła ciążę, której nie chce, i przyznawanie państwu władzy, by ją karało, nawet zamknęło w więzieniu - to jest większe zło. Kościół powinien jasno bronić życia, ale trzymać się z daleka od rozwiązań prawnych. Chodzi w końcu o interioryzację wartości, a nie lęk przed karą.

27-01-2014 19:37 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>i tego byśmy chcieli, żeby kobieta mogła powiedzieć, że nie chce dziecka urodzić, nie podając powodów, i byśmy jej prawo do podjęcia decyzji uszanowali.

A jeżeli kobieta nie będzie chciała dziecka, a ojciec - tak? Co wtedy?
27-01-2014 20:30 
 Ocena 5 na 5
mayolina (2278 punktów)
>A jeżeli kobieta nie będzie chciała dziecka, a ojciec - tak? Co wtedy?

nie zrozumiałeś mojego poprzedniego postu? Jeszcze raz mam ci napisać, że decyzja należy do kobiety?
27-01-2014 20:44 
 0 na 6
Elasp (6859 punktów)

Proszę jednak powściągnąć emocje. Istotnie nie rozumiem, dlaczego sama kobieta miałaby decydować o urodzeniu dziecka. Jeżeli tylko kobieta ma decydować o urodzeniu dziecka, powinna też sama go wychowywać, tzn. nie obarczać innych swoimi decyzjami.
27-01-2014 21:42 
 Ocena 6 na 6
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Istotnie nie rozumiem, dlaczego sama kobieta miałaby decydować o urodzeniu dziecka.
Pewnie dlatego, że to ona jest w ciąży i ona ryzyko tej ciąży ponosi. Nie wspominając już o takich błahostkach jak prawo do decydowania o własnym ciele i niezgoda na stanie się ubezwłasnowolnionym inkubatorem z powodu zachcianek panów w sukienkach.
>Jeżeli tylko kobieta ma decydować o urodzeniu dziecka, powinna też sama go wychowywać, tzn. nie obarczać innych swoimi decyzjami.
Nie. Powinien jej w tym pomagać partner - jeśli jest człowiekiem odpowiedzialnym. W każdym zaś razie z tego, że to kobieta decyduje o urodzeniu lub nie nie wynika to, że wychowanie spada tylko na jej barki.

The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
27-01-2014 22:00 
 Ocena-2 na 8
Elasp (6859 punktów)

>Pewnie dlatego, że to ona jest w ciąży i ona ryzyko tej ciąży ponosi.

Taki jest niestety los kobiet. Mężczyźni też ryzykują i ryzykowali - chcąc zapewnić rodzinie utrzymanie (w tym niepracującej żonie). Ileż wypadków ma miejsce w pracy - na pewno więcej mężczyzn ginie w Polsce w pracy, niż kobiet w wyniku urodzin niechcianego dziecka. Przez tysiące lat w obronie społeczności i państw występowali mężczyźni. Taki niestety był (i nadal jest) los mężczyzn. Bezsensowne jest narzekanie, że koło jest koliste, a kwadrat kwadratowy.

>Nie. Powinien jej w tym pomagać partner - jeśli jest człowiekiem odpowiedzialnym.

Tej samej odpowiedzialności można oczekiwać od kobiety. Nie może być tak, że aborcja jest lekarstwem na nieodpowiedzialność kobiety.
27-01-2014 22:07 
 Ocena 8 na 8
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Taki jest niestety los kobiet.
Jak to było? W bólu rodzić będziesz? Wyobraź sobie też, iż istnieje coś takiego jak antykoncepcja i aborcja właśnie.
>Mężczyźni też ryzykują i ryzykowali - chcąc zapewnić rodzinie utrzymanie (w tym niepracującej żonie). Ileż wypadków ma miejsce w pracy - na pewno więcej mężczyzn ginie w Polsce w pracy, niż kobiet w wyniku urodzin niechcianego dziecka. Przez tysiące lat w obronie społeczności i państw występowali mężczyźni. Taki niestety był (i nadal jest) los mężczyzn. Bezsensowne jest narzekanie, że koło jest koliste, a kwadrat kwadratowy.
Bezsensowne to jest to co napisałeś. Kobieta ma rodzić bo mężczyzna "ryzykuje". Prościej i szczerzej byłoby napisać, że ma rodzić bo bozia i ty tak chcecie.
>Tej samej odpowiedzialności można oczekiwać od kobiety.
Że będzie sama dla siebie partnerem?
>Nie może być tak, że aborcja jest lekarstwem na nieodpowiedzialność kobiety.
Niby dlaczego? Bo ty chcesz decydować o życiu innych ludzi?

The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
27-01-2014 23:16 
 Ocena 8 na 8
mayolina (2278 punktów)
>Tej samej odpowiedzialności można oczekiwać od kobiety. Nie może być tak, że aborcja jest lekarstwem na nieodpowiedzialność kobiety.
A nie przypadkiem lekarstwem na nieodpowiedzialność mężczyzny?

Powtórzę jeszcze raz, ciało należy do kobiety. I to do niej należy ostateczna decyzja czy chce ciążę donosić czy też nie.
27-01-2014 23:41 
 Ocena-1 na 3
Elasp (6859 punktów)

>Powtórzę jeszcze raz, ciało należy do kobiety. I to do niej należy ostateczna decyzja czy chce ciążę donosić czy też nie.

Jak rozumiem, ma więc prawo zabić dziecko urodzone, połączone z nią (jeszcze) pępowiną. Czy tak?
28-01-2014 13:52 
 Ocena 4 na 4
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Jak rozumiem, ma więc prawo zabić dziecko urodzone, połączone z nią (jeszcze) pępowiną. Czy tak?

Określiła to chyba kiedyś liliac: nie ma prawa usunąć ciąży, gdy dziecko może przeżyć już samo. Przed tym czasem częśc kobiet uważa, że mają takie prawo.
pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
28-01-2014 14:04 
 Ocena 10 na 10
liliac (147340 punktów)
>Określiła to chyba kiedyś liliac: nie ma prawa usunąć ciąży, gdy dziecko może przeżyć już samo. Przed tym czasem częśc kobiet uważa, że mają takie prawo.

Doprecyzuję - nie widzę wskazań do przeprowadzania aborcji w momencie, gdy możliwe jest po prostu sztuczne wywołanie porodu i zlikwidowanie tym samym niechcianego naruszenia integralności cielesnej ciężarnej, które to naruszenie jest dla mnie głównym powodem aborcję uzasadniającym (pomijając kwestie medyczne, etc) - i taka opcja powinna zostać przedstawiona ciężarnej chcącej ciążę terminować jako zamiennik aborcji. Głównym celem aborcji nie jest przecież generalnie uśmiercenie zarodka/płodu, a usunięcie go z ciała kobiety, która go tam nie chce. W przypadku podsuwanym przez Elaspa moim zdaniem załatwi tę kwestię przecięcie pępowiny

[zanim Elasp rzuci się klarować ci inne ewentualności - owszem, znam linię argumentacji, która może być użyta, by uzasadnić przyzwolenie na "aborcję" i w takim przypadku, nie uważam jej jednak za przekonującą]

"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
28-01-2014 08:11 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
>na pewno więcej mężczyzn ginie w Polsce w pracy, niż kobiet w wyniku urodzin niechcianego dziecka.
Dane statystyczne proszę.
28-01-2014 09:34 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)
Poszukam, ale chyba odbiegamy od tematu wątku.
28-01-2014 08:10 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)
>Jeżeli tylko kobieta ma decydować o urodzeniu dziecka, powinna też sama go wychowywać, tzn. nie obarczać innych swoimi decyzjami.
Jeżeli urodzi, to wychowują oboje. Jeżeli nie urodzi, nikt nie wychowuje.
Ty sobie myślisz, że taka decyzja to prosta sprawa, jak splunąć?
Kolejny "jawiemlepiejcodlakobietdobre", ech... A już miałam nadzieję, że coś z Ciebie wyrośnie.
28-01-2014 08:59 
 Ocena 10 na 10
liliac (147340 punktów)
>A już miałam nadzieję, że coś z Ciebie wyrośnie.

To naiwne, Meret. Nie ma sensu oczekiwać czegokolwiek po kimś, kto upatruje w kobiecie inkubatora/pojemnika na płód i kwituje to stwierdzeniem "Taki jest niestety los kobiet." Przecież gdyby chciał, zarejestrowałby, że nie, to już nie jest przyrodzony los kobiet, bo dostęp do bezpiecznej, legalnej aborcji jest standardem w wystarczającej liczbie państw, by kobieta nie musiała się godzić na niedogodności biologiczne tego typu.

Takim ludziom można powiedzieć tylko to, co Bratkowska.
"Możesz gardłować i moralizować do woli - jeśli będę chciała, to i tak usunę, a ty nic z tym nie będziesz w stanie zrobić". Szkoda tylko, że ich gardłowanie i moralizowanie robi krzywdę kobietom o mniejszych możliwościach organizacyjnych i finansowych.


"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
28-01-2014 09:31 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)
Powoływanie się na p. Bratkowską jest chyba najsłabszym z możliwych argumentów.
28-01-2014 09:33 
 Ocena 7 na 7
liliac (147340 punktów)
> Powoływanie się na p. Bratkowską jest chyba najsłabszym z możliwych argumentów.

Nie zauważyłam, bym użyła Bratkowskiej jako argumentu. Czy mógłbyś wskazać frazy, które by na to wskazywały?

"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
28-01-2014 09:48 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

Stwierdzenie, że to, co powiedziała Bratkowska jest dobrą odpowiedzią. Bratkowska na długo ośmieszyła ruch proaborcyjny, co przyznają nawet uczestnicy tego ruchu (J. Senyszyn). Swoimi niezbornymi i kuriozalnymi wypowiedziami dobrze pokazuje miałkość i pustkę, którą - być może z pewnym zdziwieniem - odnajdziemy za szczytnymi hasłami.
28-01-2014 10:01 
 Ocena 11 na 11
liliac (147340 punktów)
> Stwierdzenie, że to, co powiedziała Bratkowska jest dobrą odpowiedzią.

Nie, to przykład, a nie argument. Bądź łaskaw nie bawić się w takie tanie manipulacje.

>Bratkowska na długo ośmieszyła ruch proaborcyjny, co przyznają nawet uczestnicy tego ruchu (J. Senyszyn).

I znów - bądź łaskaw nie bawić się w tanie manipulacje - części ruchu pro-choice nie spodobała się wypowiedź Bratkowskiej, części zaś - wręcz przeciwnie. Nijak nie można żadnej z tych opinii w środowiskach feministycznych uznać za obowiązującą, a mnie nijak nie obowiązują opinie żadnej konkretnej tego ruchu frakcji; pani Senyszyn też nie jest dla mnie autorytetem, naprawdę. Ja zasadniczo nie uznaję koncepcji autorytetów. Mogę się z kimś zgadzać albo nie, ale nawet jeśli z kimś zgadzam się częściej niż z innymi (nie, nie mówię o pani Senyszyn), jego opinia na konkretny dany temat nie jest dla mnie żadną wyrocznią.

Ja w pełni pochwalam wypowiedzi Bratkowskiej w temacie aborcji, a propos zaś możliwości jej przeprowadzenia stwierdziła po prostu fakt. To, co w Polsce wydaje się niektórym ośmieszeniem czy wstrząsającą niedelikatnością, w wielu innych krajów nie wzbudziłoby żadnych emocji. Aborcja to po prostu kolejna procedura medyczna i deklaracja możności przeprowadzenia jej dowolnego dnia roku to zwykły truizm, a Bratkowska, jak to ładnie zauważył Jarosław Klebaniuk tylko "przewietrzyła trochę polski konserwatywny sposób mówienia o "tej sprawie"".

>Swoimi niezbornymi i kuriozalnymi wypowiedziami dobrze pokazuje miałkość i pustkę, którą - być może z pewnym zdziwieniem - odnajdziemy za szczytnymi hasłami.

Bardzo chętnie zapoznam się z przykładami tego, co konkretnie uważasz za niezborność - chyba, że chodzi ci o przejęzyczenie w kwestii podwiązywania jajowodów - jeśli tak, możesz się nie fatygować. Wypowiedzi Bratkowskiej na temat aborcji były generalnie raczej konsekwentne. Co uważasz za kuriozalne, jakoś szczególnie mnie nie interesuje - to kwestia dość indywidualna. Dla mnie na przykład kuriozalne jest stwierdzenie ""Taki jest niestety los kobiet." - widzisz, mój los na przykład taki nie będzie, nie jest też takim los setek tysięcy kobiet korzystających z możliwości terminacji niechcianej ciąży.

Inna rzecz, że nie Bratkowska jest tu głównym tematem, a sprowadzanie torów konwersacji na analizę jej wypowiedzi wydaje się kolejną próbą manipulacji

"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
28-01-2014 10:11 
 Ocena 11 na 11
Meretseger (61860 punktów)
O niezborności i kuriozalności to ja bym mogła coś powiedzieć w kontekście wypowiedzi kościelnych dostojników od I wieku po 2014 rok, ale mi się zupełnie nie chce.
28-01-2014 08:20 
 Ocena 12 na 12
Meretseger (61860 punktów)

>A jeżeli kobieta nie będzie chciała dziecka, a ojciec - tak? Co wtedy?
To niech przekona partnerkę argumentami i swoim postępowaniem. Niech się zobowiąże do opieki nad nią w czasie ciąży i do zajmowania się dzieckiem po urodzeniu. Ona sobie wtedy może nawet pójść w siną dal i palcem nie kiwnąć - nie chciała dziecka, więc nikt jej nie będzie miał za złe. A tatuś niech zasuwa w zupkach i kupkach, bo chciał. Ciekawe, który to długo wytrzyma bez wsparcia kobiety. A kobieta bez wsparcia mężczyzny czasem musi wytrzymywać całe życie. Więc nie pitol mi tu, proszę, na ten temat.
W ostateczności ojciec może sam sobie urodzić. Możliwości medycyny są teraz takie, że kto wie... Jajeczko zawsze ktoś udostępni, reszta to sprawa techniczna.
28-01-2014 09:12 
 Ocena 12 na 12
liliac (147340 punktów)
>A jeżeli kobieta nie będzie chciała dziecka, a ojciec - tak? Co wtedy?

To niech sobie wynajmie surogatkę. Albo znajdzie kogoś kto będzie uważał jego prawa do cudzej macicy za uzasadnione. W końcu nie powinno się wiązać z ludźmi o diametralnie odmiennym systemie wartości.

Całkiem niedawno toczyła się na ten temat dyskusja.

"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
28-01-2014 14:08 
 Ocena 4 na 4
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> A jeżeli kobieta nie będzie chciała dziecka, a ojciec - tak? Co wtedy?

Delikatne próby nakłaniania? Rozmowy i wspólne dociekanie przyczyn 'niechcenia' + próby zmiany ich? Ostateczne odpuszczenie lub rozwód i poszukanie sobie takiej która chce?
Elaspie, to jest m.in. wyzwanie dla faceta. Wstyd cedować to na koleżanki z forum, poza tym w praktyce one tego za Ciebie nie zrobią. Musisz sam stawić temu czoła. Czasami po 10, nawet po 5 latach ludzie zmieniają swoje nastawienie i cele w życiu. Trzeba się z tym liczyć. "Taki już los mężczyzny"
pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
28-01-2014 15:46 
 Ocena 6 na 6
Barbiel (1106 punktów)
>Elaspie, to jest m.in. wyzwanie dla faceta. Wstyd cedować to na koleżanki z forum, poza tym w praktyce one tego za Ciebie nie zrobią. Musisz sam stawić temu czoła. Czasami po 10, nawet po 5 latach ludzie zmieniają swoje nastawienie i cele w życiu. Trzeba się z tym liczyć. "Taki już los mężczyzny"

Otóż to. W przyrodzie tak już jest, że samiec musi napracować się, żeby nakłonić samicę do rozmnażania się z nim. Jeśli ktoś jest pod tym względem niezaradny, to nie rozmnaża się. Nie pomoże tu płacz i zgrzytanie zębów ani użalanie się nad nikim.
28-01-2014 15:58 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Nie pomoże tu płacz i zgrzytanie zębów ani użalanie się nad nikim.

Modlitwa też?

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
27-01-2014 20:54 
 Ocena 7 na 7
Frank Holman (5897 punktów)
> Ma, bo nie jestem akurat pewien, czy z zasad religii katolickiej wynika np. zakaz eutanazji. Kościół np. pozwala przerwać uporczywą terapię. Argumentu z kalekim dzieckiem nie rozumiem. Za chwilę komuś nie będzie się podobać rodzenie dziecka nie z gwałtu, ani kalekiego, ale wątłego, chorowitego, albo nieładnego. I kobieta powie, że jest do tego "zmuszana".

W ogóle nic w swoim katolickim umyśle (pustym chyba w miejscu, gdzie wiedza w tym temacie się powinna mieścić) ciągle nie ogarniasz.
Chodzi po prostu o to, że np. do momentu, gdy żadnego dziecka nie ma, a zlepek komórek na przyszłego człowieka wygląda mniej więcej tak:
trymestr.pl/fotos/blastocysta.jpg
można było podejmować dowolną decyzję, choćby dlatego, że o żadnej ocenie kalekości, wątłości, chorowitości, ładności czy czegokolwiek, nie może być mowy; jest tylko i wyłącznie decyzja kobiety, czy w ogóle zamierza nawet nie jeszcze człowieka, ale choćby płód, z ww. zlepka komórek w sobie pozwolić wykształcać.
Co ty tu chłopie (bez wiedzy podstawowej) o rodzeniu, jak to chodzi dopiero o to czy pozwalać sobie na choćby kilka miesięcy męczarni i rosnącego z każdym dniem ryzyka dla zdrowia i życia.
Typowe katolickie pitolenie: dopiero co kropla spermy wpadła do macicy, a oni już o rodzeniu. Chłoooopie do rodzenia to jeszcze prawie rok życia i rozwoju, w tym dobre kilka miesięcy od kilku komórek do czegoś co można od biedy nazwać, że przypomina człowieka. Zdajesz sobie sprawę ile w życiu może się zdarzyć rzeczy w 9 miesięcy. W takim czasie powstają i rozpadają się całkiem szczęśliwe na początku związki.
28-01-2014 09:33 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Pana odpowiedz jest zbyt grubiańska w treści i formie, aby na nią odpowiadać.
28-01-2014 17:10 
 Ocena 7 na 7
Frank Holman (5897 punktów)
> Pana odpowiedz jest zbyt grubiańska w treści i formie, aby na nią odpowiadać.
>
Nie sądzę, abym oczekiwał odpowiedzi o człowieka, dla którego ciąża i rozwój płodowy nie istnieje, tylko jest wytrysk a potem poród.
Kiedy ja piszę, oczekuję, iż ten człowiek zacznie myśleć w końcu, a nie będzie po raz kolejny uzewnętrzniał swoje teoryje wynikające z braku podstawowej edukacji seksualnej.
28-01-2014 16:40 
 Ocena 4 na 4
setarkos (10757 punktów)
> troska o dobro wspólne przeradza się w patologiczne staranie o dobro własnej osoby, własnej rodziny bądź klanu.
Lub własnego bóstwa?
To jednak temat poboczny pytania - główny był o tym, dlaczego akurat ateista nie jest jakoby w stanie cenić wartości materialnych i w jaki sposób ograniczenie się do bezbożności odbiega od logiki.
> "postawa w której niczego się nie absolutyzuje"
>>>Co w takiej postawie niedorzecznego?
>Znosi samą siebie.
Jeśli nie uznaję np. absolutnego ruchu/spoczynku, położeniu lub pędu, to mogę uprawiać tylko niedorzeczną fizykę?
>>> nie ma religii bez jakiegoś nadęcia
>Ta skłonność tkwi niestety w umyśle człowieka, trudno więc, aby nie znajdowała wyrazu także i w religii.
Ano trudno. Szkoda, że religie zwykłe ją wzmacniać.
>Szczere mówiąc wolę zadęcie religijne
Cóż, mnie nie przypada do gustu (ale o gustach próżne gadanie).
______________________________________________________________
28-01-2014 17:48 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>>> czy jest nim "postawa w której niczego się nie absolutyzuje"
>>Co w takiej postawie niedorzecznego?
> Znosi samą siebie. Podobnie można by założyć partię przeciwników istnienia partii.

Można by. Ale po co?
Miałbyś rację przy założeniu, że absolutyzowanie siebie jest filogenetyczną koniecznością która nie podlega ŻADNEJ regulacji jak bicie serca czy fale mózgowe.
Ale popatrz, nikt z nas tutaj nie twierdzi, że posiada choćby ułamek absolutnej prawdy.
Nikt też nie uważa się za Boga, nawet ten transparent niesiony w Krakowie co roku na Dniach Świeckości przez racjonalistów, którzy doszli do ateizmu wyrażony jest w sposób nieco przewrotny.


>Miałaby ona swoje zjazdy, kongresy, itp. Niestety, racjonaliści
> stanowią właśnie taką partię

Nie stanowią. Znów tylko wygodne teoretyczne założenie i pomieszanie pojęć - tak zakładam, bo nie chcę wierzyć, że po prostu nie masz elementarnej wiedzy, czym jest partia a czym racjonalizm racjonalistów.

Za PWN:
Cytat:
Partia - organizacja polityczna powstała, działająca i jednocząca członków wokół określonego programu, hasła lub przywódcy. Dąży do realizacji celów przez zdobycie władzy państwowej, jej utrzymanie, udział w jej sprawowaniu lub uzyskanie wpływu na decyzje władz państwowych.

Jaka tam z racjonalistów partia? Czy to, ze się czasem przyjaźnią i od czasu do czasu coś spontanicznie czynią, albo nie mogą wytrzymać danej ilości głupoty - to już partia?

> tylko że nie wiedzą o tym - lub nie chcą wiedzieć.

Uhm. Ale Ty nam to teraz miłościwie objawiłeś i teraz już wiemy

>>Toś dobrze napisał - nie ma religii bez jakiegoś nadęcia - oni muszą "naj"*.
>Ta skłonność tkwi niestety w umyśle człowieka

Ciut poprawię: człowieka - teisty, który spontanicznie kupuje wszystkie relikty przeszłości własnego umysłu i innychludzi, jak leci. Piszesz z resztą uwikłany w ten paradygmat, to czego się spodziewać.
W temacie tym warto poczytać "Dlaczego wierzymy w boga(-ów)" książka pokazuje jak w trakcie ewolucji mózgu powstała wiara, jak ewoluowała i jakie są jej społeczne funkcje. Ciekawe są też nasze (ludzi) skłonności do samooszukiwania się (polecam "Mózg na manowcach").
Warto znać te mechaniczne manowce mózgu, by nie popadać w iluzje i nie być ich 100% niewolnikami.

> trudno więc, aby nie znajdowała wyrazu także i w religii.

Ano tam zwłaszcza trudno

>Szczere mówiąc wolę zadęcie religijne - strzelistość katedr i
> monumentalność bazylik tworzonych ad maiorem Dei gloriam
> - od absolutyzowania istoty ludzkiej

Bardzo tajemnicze to. Ciekawym, czym to "absolutyzowania istoty ludzkiej" jeszcze konkretnie się wyraża.

> absolutyzowania własnych przyjemności (stąd hedonizm)

Zwykła rzecz. A nie po prostu narcyzm egocentryzm, czy wrodzona przyciężkawość umysłu lub chorobliwa wola przetrwania?
Ale rozumiem, że chcesz nam troszku zohydzić racjonalizm. Alleluja i do przodu!

> czy własnego plemienia (nacjonalizm)

Patriotyzm? Wszystko właściwie.

> piękna (dewastacyjny umysłowo kult młodości,
> doprowadzający do wielu nieszczęść i tragedii)

Kult młodości w kolorowych gazetach i programach z serii Big Brother.. no proszę Cię..

> czy bodaj najpowszechniejszy kult majątku.

Uhm. Kolejna bardzo racjonalna rzecz

> Można zresztą wyliczać bez końca.

Jasne. Tylko ze wszystko to ma przeważnie jakieś swoje własne nazwy, czasem bywa chorobami, które podlegają leczeniu. Robisz krok wstecz wszystko wrzucając do jednego worka pt. "absolutyzacja".
To mi przypomina Yodę z Gwiezdnych Wojen, który tłumaczył Lukowi Skywalker'owi że "wszystko jest połączone mocą - ten kamień, to drzewo, ten statek i Ty z nimi. Wielkość znaczenia nie ma".
Ej, bo zaraz uznam Cię za współ-fana Star Wars


pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
28-01-2014 19:15 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Szczere mówiąc wolę zadęcie religijne - strzelistość katedr
> i monumentalność bazylik tworzonych ad maiorem Dei gloriam

+ Wojny Krzyżowe, św. Inkwizycję, watykańską ruletkę, wstecznictwo naukowe średniowiecznego kleru, upychanie kobiety w roli służącej mężczyzny, życiowa hipokryzja papieży, jedynie słuszny obraz gospodyni domowej, zerowa transparentność machiny kościelnej rozpatrującej sprawy pedofilii własnych cżłonków, w końcu nerwice eklezjogenne.

Każdy by chciał, aby do lubienia było tylko to, co dobre. Gratuluję.

> od absolutyzowania własnych przyjemności

A ja jednak czasem lubię to drugie. Wprawdzie z przyczyn wrodzonych przeważnie się ograniczam , ale jednak lubię te toasty i gwarzenie z leko parującą głową:


pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
27-01-2014 14:54 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>>>>Że czyjś ugruntowany pogląd można poddać żonglerce słownej i niby go realnie odwrócić? Wolne żarty. Elaspie, Twoja pseudologika wprost powala na kolana.
>To dwie zupełnie rożne sprawy. Ludzie też nagminnie mówią "cofnąć się do tyłu" i żadna siła nie może tego zmieni.
Jacy ludzie tak mówią? Ci "wielojęzyczni", którzy mówią - "załóż swetr bo wiater wieje".

>Na podobnej zasadzie istnieją ludzie, którzy z pełnym przekonaniem deklarują: "jestem ateistą" nie rozumiejąc, że konstrukcja - może nie gramatyczna, ale ich własnego umysłu - sprawia, iż nie mogą być ateistami.
Oczywiście zdarzają się przeróżni ludzie. Jedni są wyznawcami "Boga Kowalskiej" ("Pan Bóg z góry widzi jak się Kwiatkowska łajdaczy"), a inni doszukują się Boga na konferencjach w Castel Gandolfo. To różni Bogowie, a każdy wyznaje takiego Boga, na którego go stać intelektualnie. Podobnie jest z ateizmem i dlatego warto rozpatrywać to na konkretnych przykładach.

>Rzekomy ateista zawsze absolutyzuje jakiś inny przedmiot, czy jest nim jego własne ego, czy jest nim ludzkość i jej szczęście (niedorzeczny zabobon - jeżeli nie stawiam na pierwszym miejscu konkretnego człowieka, jak mogę stawiać na pierwszym m. konkretnych ludzi?), czy jest nim "postawa w której niczego się nie absolutyzuje" (szczególnie rażąca i niedorzeczna sprzeczność myśli z działaniem, charakteryzująca świecki racjonalizm).
Ma Pan bogatą wyobraźnię (moim zdaniem chorą) i wymyśla Pan sobie jakieś przedziwne konstrukty - np. "rzekomego ateistę" zwierzę - poza Pańską wyobraźnią - nikomu nie znane. Podobnie jest z wymyślonym przez Pana jakimś tam świeckim racjonalizmem. Najpierw Pan sobie coś wymyśli, a następnie ostro to zwalcza.
Racjonaliści mocno trzymają się istniejącej obiektywnie rzeczywistości, a precyzyjnie jej obrazu oddanego nam przez naukę.

>Podejrzewam, że to absolutyzowanie jest spadkiem odziedziczonym po przodkach, którzy żyjąc w stadzie myśleli hierarchicznie (vide "samiec alfa").
Pan oczywiście ma innych przodków:
W czerwcu 1860 roku biskup Samuel Wiberforce, matematyk o znakomitym formalnym wykształceniu, rozgłosił, że rozprawi się ostatecznie z bluźnierczą teorią Darwina. Na spotkanie przybyło około 700 osób, gdyż temat był interesujący, a sława biskupiego intelektu w Oxfordzie wielka. Mowę Wiberforce zakończył pytaniem do zaproszonego Thomasa Henrego Huxleya, czy pochodzi od małpy po mieczu czy kądzieli. Huxley posiadający ogromną wiedzę przyrodniczą, spokojnie punkt po punkcie wykazał ogrom biskupiej ignorancji, kończąc repliką, że woli pochodzić od małpy niż od człowieka, który wykorzystuje swoje zdolności i wpływy do żartowania z poważnej dyskusji naukowej www.racjon(*)/q,Malpi.ogon.homo.teologicusa

>Lepiej dla człowieka, jeżeli absolutyzuje byt transcendentny (nawet jeżeli miałoby nie być czegoś takiego, co sobie wyobraża), niż jak rozdyma coś ponad miarę, co w realnym świecie ma właściwe sobie rozmiary.
I Pan decyduje o tym, iż lepiej dla człowieka żyć w świecie ułudy i dać prowadzić się jak barany przez obłudnych kapłanów - niż starać się poznać i zrozumieć istniejącą obiektywnie rzeczywistość.

>Niszczenie myśli o absolucie transcendentnym sprawia, że idea absolutu pojawia się wewnątrz myśli o czymś innym.
Nikt z racjonalistów nie niszczy "nieistniejącego", gdyż to nieracjonalne. Po prostu odrzuca się bagaż spekulacyjnej głupoty, tak aby stać się bardziej intelektualnie wolnym i myśleć samodzielnie.

>Opłakane skutki takiego przesunięcia - widzimy.
Opłakane skutki fideizmu to Pan ogląda patrząc w lusterko, a tu proszę na głupoty nas nie nawracać, tu Pańska ewangelizacja nie przechodzi, tu ludzie myślą samodzielnie odrzucając wszelkie mity.

Miłego dnia.

@@@
.
27-01-2014 15:43 
 Ocena-1 na 3
Elasp (6859 punktów)

Nie zawarł Pan żadnej merytorycznej treści, więc nie mogę odnieść się do Pańskiej wypowiedzi. Pisze Pan dla samego pisania albo z nadmiaru wolnego czasu.
27-01-2014 16:12 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
> Nie zawarł Pan żadnej merytorycznej treści, więc nie mogę odnieść się do Pańskiej wypowiedzi. Pisze Pan dla samego pisania albo z nadmiaru wolnego czasu.
Już Wielce Szanownemu Panu, pisałem wielokrotnie, że piszę tu tylko dla tych, którzy mnie zrozumieć potrafią,
a więc zupełnie nie dla Pana.

Gdy nie chce się Pan denerwować, to jest tu taka opcja, że mogą się Panu moje wypowiedzi nie wyświetlać,
tylko trzeba tak ustawić.

Nawiązuję do Pańskich postów dlatego, iż bywają świetną inspiracja dla wykazania pustki intelektualnej jaka stoi za propagandowym kitem ideologicznym wszelakich fideistów, zaś Pańskie posty są tego szczególnie dobrą egzemplifikacją.

Proszę więc się nie wysilać i nie odpowiadać, a ja i tak Pańskie wypowiedzi będę komentował zgodnie z moją wiedzą
i poglądami. Czasem dla żartu, czasem dla zabicia wolnego czasu, a czasem z powodów głęboko merytorycznych
- w niezgodzie na wypisywane tu przez Pana bzdury.

Miłego dnia.

@@@
.
27-01-2014 16:35 
 0 na 4
Elasp (6859 punktów)

A oczywiście wszyscy, którzy Pana rozumieją, zgadzają się z Panem, bo kto się nie zgadza, ten jest najwyraźniej ograniczony intelektualnie, czyż nie? Problem w dyskusji z Panem polega na tym, że z Panem nie ma dyskusji. Tak naprawdę nie chce Pan i nawet nie potrafi Pan dyskutować. Chce Pan tylko eliminować - prowokując swoich "dyskutantów" i doprowadzając ich do tego, że ze zdenerwowania łamią któryś z punktów regulaminu.

Pańskich wypowiedzi nie sposób traktować poważnie natomiast trzeba - ostrożnie.

--------------------------------------------------------------------------------------
27-01-2014 18:06 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
> A oczywiście wszyscy, którzy Pana rozumieją, zgadzają się z Panem, bo kto się nie zgadza, ten jest najwyraźniej ograniczony intelektualnie, czyż nie?
Zdecydowanie nie! Było i jest tu parę osób z którymi w całości, bądź w części się nie zgadzam i nie uważam aby intelektualnie były mniej sprawne ode mnie. Może nawet mnie intelektualnie przewyższają. Ale to nie ja jestem tu sędzią tylko nasi czytelnicy, do których i dla których piszę.

>Problem w dyskusji z Panem polega na tym, że z Panem nie ma dyskusji.
Tak, niektórzy mają z tym bardzo duży problem. Nie mataczę, nie gmatwam, nazywam rzeczy po imieniu i używam do tego maksymalnie prostego języka. Nie ciepię głupoty (nie mylić z niewiedzą) i ją wykazuję oraz wyśmiewam.

>Tak naprawdę nie chce Pan i nawet nie potrafi Pan dyskutować.
Pan jest wierzący, więc może Pan wierzyć, że gdyby tak było, to długo byłbym tu tolerowanym, ale rzeczywiście uważam, że z niektórymi dyskusja nie jest możliwą. Na przykład nie jest możliwa dyskusja z czyjąś wiarą, gdyż wierzącego nikt nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej. Doskonałą egzemplifikacją tego są (nie tylko moje) rozmowy z Panem. Pan na wszystkie argumenty jest całkowicie nieprzemakalnym.

>Chce Pan tylko eliminować - prowokując swoich "dyskutantów" i doprowadzając ich do tego, że ze zdenerwowania łamią któryś z punktów regulaminu.
Tak, jak napisałem może Pan sobie moje posty wyłączyć i nie będą Pana denerwować.
Łamać regulaminu nie radzę, gdy chce Pan tu jeszcze pozostać, a warto. Niech Pan uwierzy w moje doświadczenie życiowe, jak bardzo ktoś by nie chciał Pana ośmieszyć i skompromitować to bez Pańskiego udziału i tak nie da rady. Natomiast nikt nas nie może bardziej skompromitować niż uczynimy to sami. Ja naprawdę Pana nie kompromituję, jeżeli Pan ma takie odczucia, to tylko Pańska zasługa.

>Pańskich wypowiedzi nie sposób traktować poważnie natomiast trzeba - ostrożnie.
Ponieważ nie traktuje Pan moich wypowiedzi poważnie, tylko ustawił się Pan na agresywną obronę swoich niepewnych poglądów, to jak Pan chciałby dyskutować poważnie. Natomiast ostrożność zawsze polecam. Poważny człowiek powinien być odpowiedzialnym za słowo i zastanowić się zanim coś opublikuje. Nawet, gdy to tylko krótki post na naszym forum.

Miłego dnia.

@@@
.
27-01-2014 18:29 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Proszę zatem o wskazanie tych osób, z którymi się Pan w całości nie zgadza, a które mimo to traktuje Pan po partnersku. Mówi Pan nieprecyzyjnie "parę osób" - niech Pan je wskaże.

---------------------------------------------------------------------------------------
27-01-2014 23:50 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>>>>Było i jest tu parę osób z którymi w całości, bądź w części się nie zgadzam i nie uważam aby intelektualnie były mniej sprawne ode mnie. Może nawet mnie intelektualnie przewyższają.
>Proszę zatem o wskazanie tych osób, z którymi się Pan w całości nie zgadza, a które mimo to traktuje Pan po partnersku.
Jeszcze czego? Dla mnie taki zestaw jest zupełnie nieinteresujący, a gdy Pana to interesuje, to niech Pan sobie poszuka. W moim odbiorze, to niewiele intelektualnie Pan reprezentuje, natomiast ma ogromne tendencje do pouczania i egzaminowania innych, a ja spowiadać się od dziecka nie lubię. Jestem z innej opcji.

Wyżej napisałem: Ale to nie ja jestem tu sędzią tylko nasi czytelnicy, do których i dla których piszę. Pan zaś uzurpuje sobie przywileje prokuratorskie, sędziowskie, a jeszcze i katem pewnie zechciałby Pan zostać

>Mówi Pan nieprecyzyjnie "parę osób" - niech Pan je wskaże.
Mówię bardzo precyzyjnie, to co chcę powiedzieć i w większości przypadków jestem dobrze zrozumiany, a że Pan nie rozumie, to już nie mój problem.

Szanowny Panie jest Pan jedną z ostatnich osób na tym forum, przed którą chciałbym się z czegokolwiek tłumaczyć. Zacznij Pan pisać na temat z sensem zamiast wypisywania piramidalnych głupot i przestań Pan zajmować się moją osobą.

Jest jednak drobna różnica pomiędzy nami pomimo tego, iż pan Maciej - idąc śladem Pańskiej "logiki" i poczucia sensu - wykazał, iż jesteśmy tym samym:
>Pokazałem izomorficzność dwóch dziedzin - Pańskiego "naturalizmu ontologicznego" i katolickiej teologii. W ogólności, jeżeli uda się pokazać istnienie izomorfizmu między dziedzinami X i Y, są one tak naprawdę jedną dziedziną i to, co zachodzi w jednej, zachodzi i w drugiej.
Pan Elasp myśli i Pan Bogusławski też myśli i dlatego są oni izomorficzni, gdyż obydwoje myślą. To co zachodzi w jednym, to zachodzi w drugim i są zatem jednym i tym samym.


Panie Elasp! Podstawą sensu jest to, że jak by Pan nie kręcił i nie wywijał, to dupa jest zawsze z tyłu.
To nie ja Pana kompromituję, to Pan sam to czyni.

Miłego dnia.

@@@
.
28-01-2014 00:17 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>>Proszę zatem o wskazanie tych osób, z którymi się Pan w całości nie zgadza, a które mimo to traktuje Pan po partnersku.

>Jeszcze czego?

No pewnie, bo trudno wskazać kogoś, kogo nie ma.

Oj, zaplątał się Pan i potyka o własne nogi! A na dodatek "mataczy Pan" - że użyję Pańskiego określenia. Chyba wszyscy to widzą.

Tych "paru osób" przecież nie ma. Nie przewidział Pan, że o nie zapytam. Niech Pan nie kręci i nie udaje.

Jeżeli są, niech się odezwą. Gwarantuję Panu, że nie odezwie się nikt.

--------------------------------------------------------------------------------------
28-01-2014 00:46 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>>>Proszę zatem o wskazanie tych osób, z którymi się Pan w całości nie zgadza, a które mimo to traktuje Pan po partnersku.
>>Jeszcze czego?
>No pewnie, bo trudno wskazać kogoś, kogo nie ma.
>Tych "paru osób" przecież nie ma. Nie przewidział Pan, że o nie zapytam. Niech Pan nie kręci i nie udaje.
>Jeżeli są, niech się odezwą. Gwarantuję Panu, że nie odezwie się nikt.
>--------------------------------------------------------------------------------------
Jestem.
Pan Andrzej zaczął ze mną rozmawiać po partnersku, gdy tylko sam zaprzestalem agresywnego głoszenia moich prawd i na długo przed porzuceniem przeze mnie wiary. Wówczas nie zgadzalismy sie prawie w ogóle, a juz dużo rozmawialiśmy ze sobą całkiem po partnersku właśnie (przy czym należy tu pamietać o pewnej dysproporcji w wiedzy). Wszystko jest udokumentowane.
O ilę sie nie mylę jest jeszcze obecnie na forum co najmniej jeden fideista będący forumowym przyjacielem Pana Andrzeja, ale nie będę sie za niego wypowiadał.
28-01-2014 09:25 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Pan Andrzej zaczął ze mną rozmawiać po partnersku, gdy tylko sam zaprzestalem agresywnego głoszenia moich prawd

To zaczyna brzmieć komicznie. Przecież takimi wyznaniami tylko potwierdza Pan moją tezę!

Proszę o link do jakiś wypowiedzi, pokazujących: a) całkowitą niezgodność poglądów, b) partnerską wymianę zdań pomimo tej niezgodności (wymianę poglądów, dyskusję, a nie jednostronną indoktrynację, której Pan niestety uległ).

--------------------------------------------------------------------------------------
28-01-2014 10:07 
 Ocena 9 na 9
Meretseger (61860 punktów)
>jednostronną indoktrynację, której Pan niestety uległ).
Człowieku, ogarnij się i przestać obrażać maceoxa. Maceox to człowiek, który patrzy, słucha, czyta, myśli i wyciąga wnioski, a nie idiota, który "ulega indoktrynacji".
28-01-2014 10:22 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

Nie obrażam, niech Pani nie przesadza. Niech Pan Maceox prześle stosowne linki.

Errata: jest powyżej "jakiś", powinno być: "jakichś".
28-01-2014 14:23 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Niech Pan Maceox prześle stosowne linki.

Niech to, niech tamto
- Janie?
- Tak jasnie Panie.
- Niech prześle mi stosowne linki

A kulturalnie poprosić kol. forumowicza maceox'a i czekać z pokorą na wynik, uznając również możliwość niedoczekania się - nie łaska?

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
28-01-2014 20:14 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
>Nie obrażam, niech Pani nie przesadza. Niech Pan Maceox prześle stosowne linki.
Tam u góry, pod napisem "Racjonalista" jest zakładka "Szukaj". W pole wyszukiwarki wpisujemy "maceox", zaznaczamy "w podpisach autorów" i klikamy "szukaj".
28-01-2014 14:00 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
>>Pan Andrzej zaczął ze mną rozmawiać po partnersku, gdy tylko sam zaprzestalem agresywnego głoszenia moich prawd
> To zaczyna brzmieć komicznie. Przecież takimi wyznaniami tylko potwierdza Pan moją tezę!
> Proszę o link do jakiś wypowiedzi, pokazujących: a) całkowitą niezgodność poglądów, b) partnerską wymianę zdań pomimo tej niezgodności (wymianę poglądów, dyskusję, a nie jednostronną indoktrynację, której Pan niestety uległ).
W zasadzie, to nie wiem, dlaczego mam Panu wykazywać, że nie jestem wielbłądem, ani że nie jest nim Pan Bogusławski. Pan i tak swoje wie i swoją prawdę zawsze nam tu wetknie. Prosił Pan o ty, by zgłosil się ktoś, kto mimo całkowitej odmienności poglądów byl traktowany przez pana Andrzeja po partnersku, więc się zgłosiłem.

Oczywiście nie wierzy mi Pan, ale gdy przedstawię dowody, to natychmiast zacznie Pan wykazywać, że albo to jednak nie była całkowita niezgodność, albo też, że to nie było po partnersku. I zupełnie nie wiem, dlaczego mam poddawać moje rozmowy z Panem Andrzejem Pańskiej WIELCE SPRAWIEDLIWEJ analizie, po której dopiero się okaże, czy byłem traktowany po partnersku, czy też nie, skoro moje oświadczenie zupełnie się tutaj nie liczy.

A gdy się okaże, że jednak byłem traktowany po partnersku, to oczywiście Pana zdaniem tylko dlatego, że ogólnie uległem indoktrynacji (nawet pomimo pozornej różnicy zdań w konkrentym temacie).

Ponieważ to jednak publiczne forum, to może i warto wskazać na to, że tu umiejętność rozmowy (nawet z P. Boguslawskim) wcale nie zależy od wyznawania tego samego światopoglądu:

www.racjonalista.pl/forum.php/s,432220#w435382
i dalsza dyskusja
oraz tu:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,432220#w435380
i dalsza dyskusja

www.racjonalista.pl/forum.php/s,406043#w409859
odpowiedź Pana Andrzeja:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,406043#w410139
i dalsza dyskusja

Następnie:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,438702#w438910
i dalsza dyskusja
Tu warto zwrócić uwagę na słowa Pana Andrzeja:
Cytat:
Mnie się Pańskie poszukiwania podobają i choć nie zgadzam się z wieloma Pańskimi poglądami, to dostrzegam w nich samodzielne myślenie

Przypominam, że wykazane miało być, że są osoby o odmiennych poglądach które Pan Bogusławski traktuje po partnersku.

Jak to Panu nie wystarczy to dam więcej, ale wolalbym Panu oszczędzić wgłębiania się w dyskusję o przypadku w przyrodzie... Takie mam dobre serce. Tam również nie zgadzamy się z Panem Andrzejem wcale, ale dyskusję (choć momentami ostrą) prowadzimy w moim odczuciu po partenrsku, chociażby dlaetego, że staramy się nasze stanowiska merytorycznie uargumentować.

Zupełnie nie wiem, dlaczego Panu dałem te linki. Pan nimi natychmiast powywija po swojemu. Tyle, że ja się tym zupelnie nie przejmuję, gdyż Pan nie jest tu samotnym sędzią.
28-01-2014 16:59 
 Ocena 4 na 4
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>> Pan Andrzej zaczął ze mną rozmawiać po partnersku,
>> gdy tylko sam zaprzestalem agresywnego głoszenia moich prawd
> Proszę o link do jakiś wypowiedzi, pokazujących: a) całkowitą
> niezgodność poglądów, b) partnerską wymianę zdań pomimo
> tej niezgodności (wymianę poglądów, dyskusję, a nie jednostronną
> indoktrynację, której Pan niestety uległ).

I u mnie jest wiele przykładów takiej partnerskiej wymiany korespondencji z p. Bogusławskim.
Mimo pojawiającej sie od czasu do czasu odmienności poglądów byłem zawsze traktowany przez pana Andrzeja po partnersku.
Po przykłady odsyłam do przełomu roku 2012 i 2013.
www.racjonalista.pl/forum.php/z,6/t,48521

Zdopingowany wpisem maceox'a zgłaszam się drugi.
Czy i mnie przypiszesz jednostronną indoktrynację? Tak możesz "prosto zbić" przykłady właściwie wszystkich osób, które się zgłoszą - i w konsekwencji nie potraktujesz nikogo poważnie.

Już przestałeś poważnie traktować maceox'a..

pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
28-01-2014 16:45 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Cytat:
>Proszę zatem o wskazanie tych osób, z którymi się Pan w całości nie zgadza, a które mimo to traktuje Pan po partnersku.
Jeszcze czego? Dla mnie taki zestaw jest zupełnie nieinteresujący, a gdy Pana to interesuje, to niech Pan sobie poszuka. W moim odbiorze, to niewiele intelektualnie Pan reprezentuje, natomiast ma ogromne tendencje do pouczania i egzaminowania innych, a ja spowiadać się od dziecka nie lubię. Jestem z innej opcji.

Wyżej napisałem: Ale to nie ja jestem tu sędzią tylko nasi czytelnicy, do których i dla których piszę. Pan zaś uzurpuje sobie przywileje prokuratorskie, sędziowskie, a jeszcze i katem pewnie zechciałby Pan zostać.

>Mówi Pan nieprecyzyjnie "parę osób" - niech Pan je wskaże.
Mówię bardzo precyzyjnie, to co chcę powiedzieć i w większości przypadków jestem dobrze zrozumiany, a że Pan nie rozumie, to już nie mój problem.

Szanowny Panie jest Pan jedną z ostatnich osób na tym forum, przed którą chciałbym się z czegokolwiek tłumaczyć. Zacznij Pan pisać na temat z sensem zamiast wypisywania piramidalnych głupot i przestań Pan zajmować się moją osobą.

Może łaskawie też sprecyzowałby Pan termin "partnerstwo", którego ja nie użyłem. Znając Pana, to "partnerem" będzie dla Pana albo absolutny potakiwacz, albo "pójdzie Pan w tolerancję" i zgodzi się tylko na wspólny światopogląd.

Rozmowa zaczęła się od Pańskiego stwierdzenia:
> A oczywiście wszyscy, którzy Pana rozumieją, zgadzają się z Panem, bo kto się nie zgadza, ten jest najwyraźniej ograniczony intelektualnie, czyż nie?

Na które konkretnie odpowiedziałem:
Zdecydowanie nie! Było i jest tu parę osób z którymi w całości, bądź w części się nie zgadzam i nie uważam aby intelektualnie były mniej sprawne ode mnie. Może nawet mnie intelektualnie przewyższają. Ale to nie ja jestem tu sędzią tylko nasi czytelnicy, do których i dla których piszę.
Więc nie mówiłem niczego o żadnym partnerstwie, tylko o szacunku dla wiedzy i sprawności intelektualnej większości forumowiczy, a dla mnie jest to różnica.

>No pewnie, bo trudno wskazać kogoś, kogo nie ma.
Jakie trudno? Pan stale odwołuje się do jakiejś nieistniejącej nadprzyrodzoności. Do jakichś bajd, do jakiś mitów.

>Oj, zaplątał się Pan i potyka o własne nogi! A na dodatek "mataczy Pan" - że użyję Pańskiego określenia.

> Chyba wszyscy to widzą.
Też na to liczę, ale mnie wystarczy większość forumowiczy. Zaś Pański mały światek jest dualistyczny podzielony na niezaprzeczalne autorytety i osobistych wrogów Pana Boga i Szanownego Pana, jako jego przedstawiciela na naszym forum. I Pańskie "wszyscy", to tylko ci którzy podzielają z Panem poglądy. Znowu bzdury Pan wypisuje.

>Tych "paru osób" przecież nie ma.
Pan wie to na pewno!

>Nie przewidział Pan, że o nie zapytam.
Tak, Pan jest zupełnie nieprzewidywalny i cholernie mnie Pan zaskoczył swoim personalnym pytaniem? Przecież to Pańska metoda wielokrotnie tu używana!

>Niech Pan nie kręci i nie udaje.
Poznano mnie już to od strony nieszczerości, kręcenia i udawania.

A dobra! Zgadzam się!
Pan zna moje wypowiedzi na naszym forum doskonale, gdyż napisał Pan: " żadna z setek Pańskich wypowiedzi na forum nie zdradza znajomości jakiegokolwiek języka obcego.
Poświęcę trochę czasu i znajdę takie osoby, ale tylko pod warunkiem, że Pan wtedy publicznie przeprosi i przestanie już bzdury na naszym forum wypisywać. Za trolling i wypisywanie głupot sam się zbanuje. Co Pan na to?
www.racjon(*).php/z,0/d,35/s,557342#w560500

>Jeżeli są, niech się odezwą. Gwarantuję Panu, że nie odezwie się nikt.
www.racjon(*).php/z,0/d,37/s,600722#w603432
www.racjon(*).php/z,0/d,39/s,600722#w603513

Ot i całe Pańskie gwarancje! "Wszyscy" Pana rozumieją i popierają, a za mną nie odezwie się "nikt". Straszne brednie tu Pan opowiada, to poważne forum, tu tak nie wypada.

Tak, ma Szanowny Pan tu rację: Nikt nas bardziej nie skompromituje jak uczynimy to sami.

Miłego dnia.

@@@
.
28-01-2014 18:20 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Proszę zatem o wskazanie tych osób, z którymi się Pan
> w całości nie zgadza, a które mimo to traktuje Pan po partnersku.
>Tych "paru osób" przecież nie ma. (..)
>Jeżeli są, niech się odezwą. Gwarantuję Panu, że nie odezwie się nikt.

No cóż, odezwali się - i to nawet dwaj
Powiem więcej: jestem przekoany, że i pan Marek Bielecki, zbanowany użytkownik forum też by to uczciwie potwierdził. Bardzo często był traktowany przez p. Andrzeja ze spora kulturą, uwagą i cierpliwością oraz tolerancją (a było potrzeba jej sporo - oj było!). Tuż po tym, kiedy zapisałem się na forum śledziłem trochę ich rozmowy, do których zawsze możesz sięgnąć. Totoczyły się z resztą przez wiele lat.

A teraz Elaspie pokaż nam, czym gwarantowałeś swój błędny pogląd p. Andrzejowi.
Czekamy wszyscy
pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
28-01-2014 21:28 
 Ocena 2 na 4
Elasp (6859 punktów)

>>Jeżeli są, niech się odezwą. Gwarantuję Panu, że nie odezwie się nikt.No cóż, odezwali się - i to nawet dwaj

Oszałamiająca liczba jak na siedem lat aktywności p. Bogusławskiego na forum. Wychodzi 0,285 forumowicza na rok. Śmieszne i kuriozalne. Jeżeli ja powiem "dzień dobry" dwa razy na siedem lat to jestem kulturalny? Śmieszne. Muszę odejść z tego forum, bo to strata czasu.

>Powiem więcej: jestem przekoany, że i pan Marek Bielecki, zbanowany użytkownik forum też by to uczciwie potwierdził.

Oto więc wypowiedź p. Bogusławskiego z dnia 29 listopada 2012 r. z godz. 15.28, wątek "Udział kościoła katolickiego w Holokauście" -

"Dlatego tu często powtarzam, że nikt nas nie skompromituje bardziej, niż uczynimy to sami. Co z tego, gdy ktoś nawet wielokrotnie powtarza, iż jest bardzo inteligentnym erudytą, gdy jego teksty na naszym portalu temu przeczą.
Tu mamy szybkie kryterium prawdy i albo mamy coś istotnego w temacie do powiedzenia, albo klepiemy te same bzdury w różnych odmianach. Przez nasze forum już przeszła spora grupa nawiedzonych fideistów i ciągle przychodzą tu nowi aby jednak odnieść sukces nawrócenia, a choćby tylko powstrzymania racjonalnego myślenia.

Proszę popatrzeć sobie na nasze rozmowy z panem Bieleckim. On prawie nie czyta postów do niego skierowanych i cała argumentacja innych spływa po nim jak woda po kaczce. Wyłapuje kilka zdań z kontekstu, na które ma już z góry przygotowaną odpowiedź, manipuluje nimi pod własne potrzeby i usiłuje narzucić innym tak swój wątek, jak i swoje poglądy. Naprawdę bardzo trudno rozpoznać w jego wypowiedziach jakieś samodzielne myślenie. On dopasowuje swoją odpowiedź do znanego mu zdania jakiegoś katolickiego autorytetu i ją tu powtarza lub wprost cytuje (nawet często nie podając źródła), a przecież on wcale do najbardziej zaślepionych religijnie jeszcze nie należy. Są jeszcze znacznie gorsi od niego.

Nasze forum jest jednak subiektywne, gdyż jednak znacznie więcej jest u nas racjonalistów niż fideistów i myślę, iż potrzebny jest specjalny charakter aby uparcie nas nawracać."

Wie Pan do kogo p. Bogusławski kierował te słowa? Do Pana. "Dyskutowaliście" właśnie z p. Bieleckim... Nic dziwnego, że nie miał ochoty wracać na forum.

No i co teraz? Teraz to już nie tylko "trafiony-zatopiony" p. Bogusławski, ale i Maecox i Głodzik, którzy lekkomyślnie przyszli mu z pomocą.

-------------------------------------------------------------------------------------
28-01-2014 22:14 
 Ocena 9 na 9
maceox (6766 punktów)

>No i co teraz? Teraz to już nie tylko "trafiony-zatopiony" p. Bogusławski, ale i Maecox i Głodzik, którzy lekkomyślnie przyszli mu z pomocą.
Teraz to juz mam całkowita jasność, ze jest Pan kompletnym trollem.
Na chwile zejdę na Pański poziom:
>-------------------------------------------------------------------------------------
Nawet kreski nie umie Pan zrobić.
To jest dobra kreska:
________________________________________________
Nie mam Panu juz nic więcej do powiedzenia.
Miłego trollowania.
28-01-2014 23:19 
 Ocena 1 na 3
Elasp (6859 punktów)

"Trafiony-zatopiony" w wyniku argumentacji. Nie ma to nic wspólnego z trollingiem.

Doprawdy, chciałbym się mylić i chciałbym, żeby jak grzyby po deszczu pojawili się forumowicze, którzy by powiedzieli: "tak, prowadziliśmy zacięte spory z p. Bogusławskim, nie zgadzaliśmy się z nim zupełnie, ale on zawsze grał fair".

Tymczasem pojawiło się dwóch ateistów naprędce przebranych w mundury fideistów. I oni będą mnie przekonywać, że są tymi, którzy jeszcze jako wierzący byli partnersko traktowani przez p. Bogusławskiego... Nie wierzę, że nie wyczuwa Pan groteskowości i sztuczności tego, co robicie. Ma Pan przecież jakąś wrażliwość i wyobraźnię (sądząc po Pańskim blogu).

Zarówno p. Bogusławski, jak Pan i p. Głodzik mienicie się być racjonalistami i tylko z tego powodu sprawa warta jest podjęcia, a zarazem na swój sposób jest symptomatyczna i poważna. Gdybyście byli fanatyczną, religijną sektą, oczywiście nie zawracałbym sobie głowy (i Wam, i Czytelnikom).

>>-----------------------------------------------------------------------------------
Mod.:
Radzę zająć się sprawami merytorycznymi, a nie prywatnymi przepychankami. Za Pańskie wiary i wyobrażenia nikt nie ponosi odpowiedzialności poza Panem, więc proponuję zakończyć ten temat.
29-01-2014 07:10 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Zarówno p. Bogusławski, jak Pan i p. Głodzik mienicie się być
> racjonalistami i tylko z tego powodu sprawa warta jest podjęcia,
> a zarazem na swój sposób jest symptomatyczna i poważna.

Oczywiscie, że jest poważna i symptomatyczna. Pomimo róznych rodzajów argumentacji w których m.in. ironia i humorystyczne obnażanie cudzych niedostatków ma swoje poczesne miejsce - my tu rozmowę i cudzy punkt widzenia traktujemy śmiertelnie powaznie. Zawsze czytam uważnie Twoje wpisy i na wszystkie odpowiadam, choć Tobie na moje zazwyczaj nie starcza czasu i większość z nich opuszczasz.

> Gdybyście byli fanatyczną, religijną sektą, oczywiście nie
> zawracałbym sobie głowy (i Wam, i Czytelnikom).

Mimo wszystko doceniam, że "zawracasz sobie mną głowę".
Serdecznie pozdrowienia!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
29-01-2014 00:22 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Nie mam Panu już nic więcej do powiedzenia.
No i co Panie Macieju przyzna Pan nareszcie mi rację, że z wiarą nie ma dyskusji, gdyż umysły wierzących są całkowicie zamknięte na jakąkolwiek argumentację? Dlatego wiara jest tak groźną i prowadzi do nieszczęść i zbrodni.
Proszę popatrzeć sobie na nasze rozmowy z panem [color=blue]Elaspem [/color] (można tu wpisać jeszcze kilka nicków nawiedzonych fideistów z naszego forum). On prawie nie czyta postów do niego skierowanych i cała argumentacja innych spływa po nim jak woda po kaczce. Wyłapuje kilka zdań z kontekstu, na które ma już z góry przygotowaną odpowiedź, manipuluje nimi pod własne potrzeby i usiłuje narzucić innym tak swój wątek, jak i swoje poglądy. Naprawdę bardzo trudno rozpoznać w jego wypowiedziach jakieś samodzielne myślenie. On dopasowuje swoją odpowiedź do znanego mu zdania jakiegoś katolickiego autorytetu i ją tu powtarza lub wprost cytuje (nawet często nie podając źródła), a przecież on wcale do najbardziej zaślepionych religijnie jeszcze nie należy. Są jeszcze znacznie gorsi od niego. www.racjon(*).php/s,600722/z,0/d,40#w603563 Kręci toto, mięci, kłamie, wije się i wywija, jak obślizły piskorz. Powtarzać to z niewielkimi modyfikacjami można bez końca. Ciągle przychodzą tu nowi ewangelizatorzy aby nas nawracać, z głęboką wiarą, że tu choć namieszają. Moim zdaniem - są ludzie, z którymi nie warto rozmawiać, bo i o czym o ich wierze i naszej nieprawości, to żenada.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
30-01-2014 00:19 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)

>No i co Panie Macieju przyzna Pan nareszcie mi rację, że z wiarą nie ma dyskusji
Tego to ja chyba nigdy nie kwestionowalem.
Tyle tylko, ze na ogół nie dyskutujemy z wiarą, a z jakimś konkretnym człowiekiem. To jest istotne, gdyż proszę porównać dyskusje ze mną z czasów, gdy jeszcze deklarowalem wiarę z dyskusjami Elaspem a jedne i drugie z dyskusjami z Szarleyem.
> gdyż umysły wierzących są całkowicie zamknięte na jakąkolwiek argumentację? Dlatego wiara jest tak groźną i prowadzi do nieszczęść i zbrodni.
Jak widać u jednych prowadzi, a u innych nie prowadzi. Jak na razie to nawet Elaspowi można wykazać co najwyżej głupotę. Jest to wprawdzie pewnego rodzaju nieszczęście, ale jednak nie zbrodnia.
Poza tym, czy Pan może dowieść ze ta głupota wynika właśnie z wiary? Na przykład u wierzącego Szarleya jakoś się niespecjalnie manifestuje.

>Proszę popatrzeć sobie na nasze rozmowy z panem [color=blue]Elaspem [/color] [color=brown] [...] Kręci toto, mięci, kłamie, wije się i wywija, jak obślizły piskorz.
Tak, bardzo dobrze Pan to ujął, ale to dotyczy zasadniczo ewangelizujacych fideistow, a są i nieewangelizujacy i wówczas nie mamy ani podstaw, ani prawa by im tą ich osobistą wiarę krytykować lub nawet tylko wytykać.

A przy okazji: Pan w ogóle jest pewien, że Elasp jest religijnym fideistą? Ja wcale nie jestem o tym przekonany... Tak, deklaruje tu nam fideizm, ale jak wiadomo deklarować to można bardzo wiele. Cała jego argumentacja jest ściśle rzecz biorąc na swój sposób - przewrotny wprawdzie, ale jednak jakoś tam "racjonalna" i "logiczna" w tym sensie, że nigdzie nie powołuje się on na jakieś religijne uczucie, czy przeżycie, a miast tego wszędzie znajduje jakieś tam właśnie racjonalne uzasadnienia dla teizmu. On "wybiera religię ze względów pragmatycznych", gdyż inaczej moralność by się posypała. Czyli taki bat wybrany z konieczności, a nie z poczucia religijnej Prawdy. Pamięta Pan jego dowody na istnienie Boga? Tam nie ma nigdzie cienia nieredukowalnego sacrum. Wszędzie tylko wnioskowanie. To nie jest religijny fideizm, tylko zwyczajnie błędne rozumowanie.

Jak na mój gust Elasp jest kryptoateistą. Przyszywa sobie łatkę fideisty, żeby się odróżnić, ale ja nie rozpoznałem u niego żadnych treści nauczania katolickiego. U niego nie ma typowych religijnych irracjonalności, jak - powiedzmy - objawienie. U Bieleckiego to było klasycznie wszystko, włącznie z cudami i dziewicą itd. A u Elaspa mamy "logikę".

Dlatego zupełnie nie w WIERZE szukałbym przyczyn jego zachowania i jego poziomu intelektualnego (który nota bene ulega bardzo dużym wahaniom). Nie, to jest kwestia jego charakteru. Nie wiem co on przeżył w dzieciństwie (i w zasadzie nic mi do tego), ale faktem jest że on ma jakiś problem ... socjalny. Nie bierze udziału w forum fideistycznym, nie - on tu jest specjalnie po to, żeby się właśnie kłócić. Ma wielkie mniemanie o swojej mądrości i chce wszystkich nas logicznie pozaginać i pouczyć - ale to nie dla wyższych celów wiary, tylko dla napompowania swego własnego małego ego. Jest jak niedorosły chłopczyk, chwalipięta, który wyuczył się regułek i zamierza pozaginać mamę, tatę, a nawet Panią nauczycielkę, a gdy się jakoś z nim podejmuje dyskusję i przedstawia kontrargumenty, to natychmiast znajduje dalszy ciąg swych mądrości, które nie stanowiły tematu. Jest jak samonakręcająca się katarynka - to my go nakręcamy, a jaką melodię zagra, to wynika z jego logiki, ale do religijnej wiary (takiego Bieleckiego albo Vancalara) moim zdaniem bardzo mu daleko. On chce tylko zrobić wszystkim na złość i jeśli na czymś polega jego fideizm, to właśnie na tym. Gorzej, że obawiam się, że on zupełnie, ale to zupełnie nie zdaje sobie z tego sprawy. Uważa się za mędrca, a zwyczajnie brakuje mu elementarnego wychowania. Gdyby je miał i się nie wymądrzał, to albo by tu w ogóle nie wchodził, albo dałoby się z nim porozmawiać.

Ale nie wiem tego na pewno. Być może, że przesadzam i bardzo możliwe, że jakoś tak mi zalazł za skórę, że przestaję być obiektywny.

>Powtarzać to z niewielkimi modyfikacjami można bez końca. Ciągle przychodzą tu nowi ewangelizatorzy aby nas nawracać, z głęboką wiarą, że tu choć namieszają. Moim zdaniem - są ludzie, z którymi nie warto rozmawiać, bo i o czym o ich wierze i naszej nieprawości, to żenada.
Tu zgoda.
Pozdrawiam serdecznie.
______________________________________________________________________________________
30-01-2014 18:57 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>>>>No i co Panie Macieju przyzna Pan nareszcie mi rację, że z wiarą nie ma dyskusji
>Tego to ja chyba nigdy nie kwestionowałem.
>Tyle tylko, ze na ogół nie dyskutujemy z wiarą, a z jakimś konkretnym człowiekiem.
A skądże? Argumentum ad hominem stosować nie wolno! Bzdury same się piszą, a my dyskutujemy tylko z tym co napisane.

>To jest istotne, gdyż proszę porównać dyskusje ze mną z czasów, gdy jeszcze deklarowałem wiarę z dyskusjami Elaspem a jedne i drugie z dyskusjami z Szarleyem.
A ja ku Pańskiemu oburzeniu w Pańską wiarę wątpiłem. Podobnie jest z panem Szarleyem - może on i wierzący, ale racjonalista jak się patrzy.

>>>>gdyż umysły wierzących są całkowicie zamknięte na jakąkolwiek argumentację? Dlatego wiara jest tak groźną i prowadzi do nieszczęść i zbrodni.
>Jak widać u jednych prowadzi, a u innych nie prowadzi.
Ej tam, ej tam, ten wywód jest nieracjonalny. Warto pamiętać, iż nawet najpiękniejsza warszawianka nie da Panu więcej jak ma. Jestem całkowicie przekonanym, że i dziś spłonąłbym na stosie. Znaleźliby się tacy, którzy wyrok by wydali oraz tacy, którzy by go wykonali. Jestem bezpiecznym, ale nie dlatego, iż nie ma chętnych, tylko dlatego, iż dziś już nie ma takich możliwości. Czyta Pan moje wypowiedzi i na pewno zauważył Pan, że dodaję "im głębsza, bardziej fundamentalistyczna tym groźniejsza". Człowiek sceptyczny, nie do końca jest pewien swojej prawdy, czy racji i nie nadaje się na ślepego wykonawcę "woli boga" wyrażonego przez kapłanów.

>Jak na razie to nawet Elaspowi można wykazać co najwyżej głupotę. Jest to wprawdzie pewnego rodzaju nieszczęście, ale jednak nie zbrodnia.
Jedno z bardziej trafiających do mnie zdań Wisłockiej: "Tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono". Patrzę w telewizorze na "zawodowych katolików" i ich się zwyczajnie boję. Nie, nie teraz, gdy jeszcze niewiele mogą, ja ich się boję, gdyby mogli. Podobnie jest z naszymi forumowymi fideistami. Nie boję się, gdyż cóż mogą mi zrobić? Oplują monitor? Boję się wiary i boję się głupoty, a ich mieszanka jest przerażająco groźną.

>Poza tym, czy Pan może dowieść ze ta głupota wynika właśnie z wiary?
Nie, zupełnie nie mogę tego dowieść. Przynajmniej Panu przedstawiłem bardzo dużo naukowych argumentów za tym przemawiających, a Pan jeszcze pyta czy mogę tego dowieść. Jak Pan pyta, to widocznie nie mogę.

>Na przykład u wierzącego Szarleya jakoś się niespecjalnie manifestuje.
A czy jego wiara jakoś specjalnie się manifestuje?

>A przy okazji: Pan w ogóle jest pewien, że Elasp jest religijnym fideistą?
Jakoś niewiele mnie to interesuje. Po prostu wypisuje głupoty, a ja na nie reaguję i mu je wykazuję.

>To nie jest religijny fideizm, tylko zwyczajnie błędne rozumowanie.
To jest Pańska ocena, z którą się całkowicie nie zgadzam. Nie istnieje jakaś tam jedna religijna wiara, tylko jest tyle wiar ilu jest ludzi wierzących - każdy ma swoją - teraz oczywiście można je pogrupować na wyznania: chrześcijaństwo, islam, komunizm, faszyzm, buddyzm itd. Pan Elasp święcie wierzy w religię Elaspa, która najbardziej związana jest z katolicyzmem, ale to jego religia.

>Jak na mój gust Elasp jest kryptoateistą.
Z gustami się nie dyskutuję, ale ja jednak wolę trzymać się na ile to możliwe ludzkich deklaracji.

>Przyszywa sobie łatkę fideisty, żeby się odróżnić, ale ja nie rozpoznałem u niego żadnych treści nauczania katolickiego. U niego nie ma typowych religijnych irracjonalności, jak - powiedzmy - objawienie.
Nie chce mi się szukać, aż tak interesującym przypadkiem to on nie jest.

>U Bieleckiego to było klasycznie wszystko, włącznie z cudami i dziewicą itd.
A u Elaspa mamy "logikę".
Nie proszę Pana logikę to mamy u logików, tu mamy różne logiki. Np. logikę Bieleckiego, czy logikę Elaspa, a one mają tyle samo wspólnego z logiką co krzesło z krzesłem elektrycznym.

>Dlatego zupełnie nie w WIERZE szukałbym przyczyn jego zachowania
A czymże dla Pana jest ta wiara? Zespołem zdogmatyzowanych mitów? Czy postawą osobowościową?

>i jego poziomu intelektualnego (który nota bene ulega bardzo dużym wahaniom).
Od mili cjanta do poli cjanta, gdy poziom w cjantach jest liczonym.

>Nie, to jest kwestia jego charakteru. Nie wiem co on przeżył w dzieciństwie (i w zasadzie nic mi do tego), ale faktem jest że on ma jakiś problem ... socjalny. Nie bierze udziału w forum fideistycznym, nie - on tu jest specjalnie po to, żeby się właśnie kłócić. Ma wielkie mniemanie o swojej mądrości i chce wszystkich nas logicznie pozaginać i pouczyć - ale to nie dla wyższych celów wiary, tylko dla napompowania swego własnego małego ego. Jest jak niedorosły chłopczyk, chwalipięta, który wyuczył się regułek i zamierza pozaginać mamę, tatę, a nawet Panią nauczycielkę, a gdy się jakoś z nim podejmuje dyskusję i przedstawia kontrargumenty, to natychmiast znajduje dalszy ciąg swych mądrości, które nie stanowiły tematu. Jest jak samonakręcająca się katarynka - to my go nakręcamy, a jaką melodię zagra, to wynika z jego logiki, ale do religijnej wiary (takiego Bieleckiego albo Vancalara) moim zdaniem bardzo mu daleko. On chce tylko zrobić wszystkim na złość i jeśli na czymś polega jego fideizm, to właśnie na tym. Gorzej, że obawiam się, że on zupełnie, ale to zupełnie nie zdaje sobie z tego sprawy. Uważa się za mędrca, a zwyczajnie brakuje mu elementarnego wychowania. Gdyby je miał i się nie wymądrzał, to albo by tu w ogóle nie wchodził, albo dałoby się z nim porozmawiać.
A Pan jest prawnikiem, czy psychologiem? Wydaje mi się, że ta Pańska ocena może być bardzo trafną, ale wtedy to może lepiej aby skorzystał z porad specjalistów, niż próbował "ustawić do pionu Bogusławskiego" i innych forumowiczy.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
31-01-2014 01:11 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
>>Tyle tylko, ze na ogół nie dyskutujemy z wiarą, a z jakimś konkretnym człowiekiem.
>A skądże? Argumentum ad hominem stosować nie wolno! Bzdury same się piszą, a my dyskutujemy tylko z tym co napisane.
Dobrze.

>Poza tym, czy Pan może dowieść ze ta głupota wynika właśnie z wiary?
>Nie, zupełnie nie mogę tego dowieść. Przynajmniej Panu przedstawiłem bardzo dużo naukowych argumentów za tym przemawiających, a Pan jeszcze pyta czy mogę tego dowieść. Jak Pan pyta, to widocznie nie mogę.
Chyba mi trudno to zrozumieć, gdyż o ile na forum rzeczywiście można dostrzec korelację pomiędzy wiarą i głupotą nawiedzających nas fideistów, o tyle prywatnie - w realu - bardzo trudno jest mi taką korelację stwierdzić. Tam gdzie są nawiedzeni i ewangelizujący, to rzeczywiście samo to jest już głupotą, ale gdy są "normalnie" przeciętni - gdy poza uczęszczaniem do tego kościoła ani na Boga, ani na religię uwagi nie zwracają, a często i na kler psioczą, to jakoś trudno mi ich od ateistów odróżnić. A moim zdaniem takich jest dookoła najwięcej.

>Nie istnieje jakaś tam jedna religijna wiara, tylko jest tyle wiar ilu jest ludzi wierzących - każdy ma swoją - teraz oczywiście można je pogrupować na wyznania: chrześcijaństwo, islam, komunizm, faszyzm, buddyzm itd. Pan Elasp święcie wierzy w religię Elaspa, która najbardziej związana jest z katolicyzmem, ale to jego religia.
Zgoda

>A u Elaspa mamy "logikę".
>Nie proszę Pana logikę to mamy u logików, tu mamy różne logiki. Np. logikę Bieleckiego, czy logikę Elaspa, a one mają tyle samo wspólnego z logiką co krzesło z krzesłem elektrycznym.
Dlatego użyłem cudzysłowu.

>>Dlatego zupełnie nie w WIERZE szukałbym przyczyn jego zachowania
>A czymże dla Pana jest ta wiara? Zespołem zdogmatyzowanych mitów? Czy postawą osobowościową?
Właśnie u Elaspa nie dostrzegłem wiary ani w jednym, ani w drugim rozumieniu. On sobie wszystko - po swojemu - racjonalnie wywodzi i - po swojemu - racjonalnie wnioskuje. U niego nie ma twierdzenia bez - właściwego mu- uzasadnienia. Jest bardzo szczególnym oryginałem, ale muszę przyznać, że ostatecznie chodzi mu o racjonalizację katolicyzmu - w wyjątkowo perfidny i pokrętny sposób.

>A Pan jest prawnikiem, czy psychologiem?
Mnie tylko czasem interesują motywy ludzkich postępowań. Zupełnie nie jestem tu fachowcem, piszę tu tylko o tym, co wydaje mi się ewidentne.

Ale tak a propos: Fajna książka:

Jed Rubenfeld - "Sekret Freuda":

Urzekający thriller historyczny z Zygmuntem Freudem i diabolicznym mordercą atakującym najbogatsze spadkobierczynie na Manhattanie!

W 1909 roku Zygmunt Freud przyjechał do Nowego Jorku z wizytą, która okazała się jego pierwszą i ostatnią w Stanach Zjednoczonych. Po powrocie do Wiednia rzadko mówił o tej podróży, a do końca życia o Amerykanach wypowiadał się per "dzikusy".

Jed Rubenfeld zainspirował się tym zdarzeniem i napisał wyjątkową powieść o misternie skonstruowanej intrydze. Książka zwróciła na siebie uwagę świata dzięki perfekcyjnemu połączeniu klasycznego kryminału z dokumentem historycznym, z szekspirowskimi łamigłówkami i psychologicznymi tajemnicami w tle.

Sprzedany do 28 krajów "Sekret Freuda" jest wydarzeniem wydawniczym! Fascynująca podróż po zawiłościach, maskach i podstępach ludzkiego umysłu, "Sekret Freuda" oznacza debiut doskonałego i wyjątkowo utalentowanego pisarza.


Autor jest profesorem prawa.
To w sumie kryminał, ale ciekawy. Podoba mi się jego język.

>Wydaje mi się, że ta Pańska ocena może być bardzo trafną, ale wtedy to może lepiej aby skorzystał z porad specjalistów, niż próbował "ustawić do pionu Bogusławskiego" i innych forumowiczy.
Tak, dokładnie uważam, że Elasp ma jakiś problem, którego tu nie rozwiąże.

Pozdrawiam serdecznie.

________________________________________________________________________
31-01-2014 17:17 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)

>Dlatego zupełnie nie w WIERZE szukałbym przyczyn jego zachowania
>>>>A czymże dla Pana jest ta wiara? Zespołem zdogmatyzowanych mitów? Czy postawą osobowościową?
>Właśnie u Elaspa nie dostrzegłem wiary ani w jednym, ani w drugim rozumieniu.
A co Pan dostrzegł? Tylko jedną z licznych odmian osobowości dyssocjalnych? Nie, proszę Pana - on naprawdę głęboko wierzy, że jest najpiękniejszy i najmądrzejszy - wprost bezbłędny , a my - łącznie z Panem i większością forumowiczy - nie jesteśmy w stanie mu intelektualnie nawet dorównać. Proszę jednak poczytać sobie wypowiedzi Pana Elaspa.

>On sobie wszystko - po swojemu - racjonalnie wywodzi i - po swojemu - racjonalnie wnioskuje.
Panie Macieju, jeżeli Pan twierdzi, że pan Elasp racjonalnie wnioskuje, to ja zupełnie nie wiem co to znaczy racjonalizm i do racjonalności mi daleko. Jak choćby wykazała ta dyskusja.

>U niego nie ma twierdzenia bez - właściwego mu- uzasadnienia.
"Nie, bo nie!"
Też jest właściwym niektórym ludziom (szczególnie wierzącym) uzasadnieniem.

>Jest bardzo szczególnym oryginałem, ale muszę przyznać, że ostatecznie chodzi mu o racjonalizację katolicyzmu - w wyjątkowo perfidny i pokrętny sposób.
Zna się Pan na ludziach wyjątkowo i potrafi Pan dostrzec to czego ja zupełnie nie dostrzegam. Pan sobie może poczyta posty "Teresy", "Dajmoniona", "Olessa" - nie mówiąc już o "Worku kości": - www.racjonalista.pl/forum.php/s,562465/z,0 , czy "No Idea". Zupełnie nie zgadzam się z przedstawianymi przez nich tu poglądami, ale to ludzie posiadający naprawdę sporą wiedzę.

Czy wiedza jest nauką?
Trudno o definicję nauki, ale wcale nie łatwiej z definicją wiedzy. Przymiotników do słowa wiedza istnieje wiele: np. tajemna, religijna, spekulatywna, praktyczna, potoczna, naukowa - że nie sposób wymienić nawet najważniejszych. Jaki miedzy nimi zachodzi związek? Weźmy na przykład wiedzę religijną, która wzmacnia wiarę, ale czy tak samo dzieje się z wiedzą o religiach? Wiara nie musi brać się z niewiedzy. Może być innym rodzajem wiedzy, czasem bardzo głębokiej, powiązanej z obszarami zagadnień dotyczącymi bytu i człowieka, a czasem połączonej też z gruntowną wiedzą naukową w jakiejś świeckiej specjalności.

Wiedza naukowa tym różni się od wszystkich innych, że uczony - przynajmniej w zakresie własnej specjalności - nie może niczego przyjmować na wiarę. Jego obowiązkiem jest krytyczna analiza - wraz z oceną metodyki i metodologii - dotychczasowego dorobku. Wiedza, w której zawarte są dogmaty nie poddające się naukowej (rozumowo-empirycznej) weryfikacji i falsyfikacji - nie jest nauką.

Można powiedzieć, że o ile nauka jest drogą człowieczych pytań - na której dzisiejsze aksjomaty mogą rozpaść się po poddaniu ich nowszym, bardziej wyrafinowanym formom krytyki - to wiedza jest zbiorem powiązanych systemowo odpowiedzi. Gdy udzielają satysfakcjonującej (wyjaśniającej) dla pytającego odpowiedzi nazywanie wiedzą: magii, mitów, religii, doktryn politycznych, a nawet zespołów przesądów czy ezoteryk (np. astrologii, spirytyzmu ) staje się językowo uprawomocnione, choć zawsze należy dodawać przymiotnik określający o jakiego rodzaju wiedzy myślimy.

Takich logicznych zbiorów zdań, powiązanych systemowo (tworzących jakąś strukturę), przynoszących społecznościom prawdziwe dla nich (ale wcale niekoniecznie obiektywnie prawdziwe) odpowiedzi, jest wiele. Weźmy pod uwagę przedmiot mojego zainteresowania jakim jest religioznawstwo. Na tym gruncie rozróżniamy wiedzę o religiach (dostępną wierzącym i niewierzącym), będącą przedmiotem nauki i wiedzę religijną (dostępną tylko wierzącym), będącą np. przedmiotem teologii. Warto tu zauważyć, że znajomość całej doktryny religijnej (przedmiotu wiary), kultu, organizacji (w tym np. prawa kanonicznego), a także rozumowego uzasadnienia własnych przekonań wymaga dużej - czasem wprost ogromnej wiedzy religijnej.

Dochodzenie do prawdy jest permanentnym procesem, na którym potykają się nawet mocarze intelektu. Czy oni mając w jakiejś części fałszywe przekonania (prawdę niepełną) - gdy wychodząc z nieprawdziwych złożeń doszli do błędnych wnioskowań - nie są warci naszych analiz i przemyśleń? Czy człowiek myląc się w jednym, myli się we wszystkim? Czy przemyślane i świadomie działania przynoszące zamierzony skutek, ale oparte na fałszywych przesłankach są racjonalne? A gdy zdecydowany racjonalista nabywa przekonań drogą wnioskowania w oparciu o - jego zdaniem - przesłanki prawdziwe i zasadnie przyjęte, popełni błąd (co przecież się zdarza), to jest to pomyłka, nieracjonalność, a może irracjonalność?

Czy nauce ("fizyce") potrzebna jest metafizyka, a wiara uczonym? Chyba tak, ale czy poniższe zacytowanie myśli Edwarda O. Wilsona usatysfakcjonuje teologów? Nauka oferuje dziś najśmielszą metafizykę naszych czasów. Jest przy tym dziełem stworzonym wyłącznie przez człowieka. Daje wyraz naszej wierze, że jeśli tylko nie przestaniemy marzyć, dążyć do nowych odkryć, szukać wyjaśnień i znowu marzyć, wdzierając się za każdym razem śmiało w nowy, nie znany dotąd obszar badań, to otaczający nas świat stanie się w końcu bardziej zrozumiały i uda nam się uchwycić prawdziwą osobliwość wszechświata. A wszystkie osobliwości okażą się ze sobą powiązane i utworzą sensowną całość.


>To w sumie kryminał, ale ciekawy.
Dziękuję za polecenie. Czytuję i kryminały. Jak wpadnie mi w ręce na pewno przeczytam.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
01-02-2014 23:27 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>Nie, proszę Pana - on naprawdę głęboko wierzy, że jest najpiękniejszy i najmądrzejszy - wprost bezbłędny , a my - łącznie z Panem i większością forumowiczy - nie jesteśmy w stanie mu intelektualnie nawet dorównać.
Tak, z tym całkowicie się zgadzam.

Kwestia Elaspa to ostatni temat, w którym chciałbym się z Panem spierać...

Pozdrawiam serdecznie
03-02-2014 13:21 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>Panie Macieju, jeżeli Pan twierdzi, że pan Elasp racjonalnie wnioskuje [...]
A mimo to (a pewnie właśnie dlatego) sporo czasu poświęca Pan wywodom Elaspa.

A czy gdybym polecił Panu wypowiedzi takich młodych sceptyków, jak w poniższym wątku:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,604504
to Pan zainterweniuje, czy schowa się za naturalnym porządkiem rzeczy?

Pozdrawiam serdecznie
03-02-2014 15:02 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>>>>Panie Macieju, jeżeli Pan twierdzi, że pan Elasp racjonalnie wnioskuje [...]
>A mimo to (a pewnie właśnie dlatego) sporo czasu poświęca Pan wywodom Elaspa.
Dokładnie już napisałem czemu poświęcam czas mętnym i irracjonalnym wywodom pana Elaspa.

>A czy gdybym polecił Panu wypowiedzi takich młodych sceptyków, jak w poniższym wątku:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,604504
>to Pan zainterweniuje, czy schowa się za naturalnym porządkiem rzeczy?
www.racjon(*)/z,0/d,0/s,604504/i,64#w604535
Pisałem też, iż głupotę mogą reprezentować nawet ks. abp prof. zw. dr hab., to co dopiero może się przytrafiać młodym ludziom? Naprawę nasze miejsce w intelektualnej hierarchi nie jest tak ważne jak postęp. Gdy jesteśmy ciekawi świata i nań otwarci. Gdy chcemy się uczyć, nie pouczać, to możemy mieć coś ciekawego do powiedzenia nawet z poziomu podstawówki, czy gimnazjum.

Ale, gdy ktoś wypisuje takie mądrości to czy koniecznie wymagają one komentarza.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
30-01-2014 00:41 
 Ocena 5 na 5
niestadny (2492 punktów)

>No i co Panie Macieju przyzna Pan nareszcie mi rację, że z wiarą nie ma dyskusji, gdyż umysły wierzących są całkowicie zamknięte na jakąkolwiek argumentację?
Czy z każdą wiarą? Także z tą w możliwości ludzkiego rozumu? Jeśli tak, to pełna zgoda.

>Dlatego wiara jest tak groźną i prowadzi do nieszczęść i zbrodni.
Jasne, że jest groźna. Wystarczy spojrzeć jak traktowani są ci, którzy jej nie podzielają. Hahaha


stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
30-01-2014 17:21 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>>>>No i co Panie Macieju przyzna Pan nareszcie mi rację, że z wiarą nie ma dyskusji, gdyż umysły wierzących są całkowicie zamknięte na jakąkolwiek argumentację?
>Czy z każdą wiarą? Także z tą w możliwości ludzkiego rozumu? Jeśli tak, to pełna zgoda.
A po co mi Pańska zgoda lub niezgoda, skoro Pan moich wypowiedzi nie zna? Staram się zachować spójność światopoglądowa, ale nie mogę za każdym razem, gdy ktoś wyskoczy ze swoją jednozdaniową mądrością zaczynać wszystko od początku. Może Pan sobie zechce ten wątek przeczytać: www.racjonalista.pl/forum.php/s,545469

>>>>Dlatego wiara jest tak groźną i prowadzi do nieszczęść i zbrodni.
>Jasne, że jest groźna. Wystarczy spojrzeć jak traktowani są ci, którzy jej nie podzielają.
Tak!
www.racjonalista.pl/forum.php/s,523045/z,0
www.racjonalista.pl/forum.php/s,474361/z,0

>Hahaha
A co to znaczy?

Miłego dnia.

@@@
.
29-01-2014 07:02 
 Ocena 6 na 6
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> No i co teraz? Teraz to już nie tylko "trafiony-zatopiony" p.
> Bogusławski, ale i Maecox i Głodzik, którzy lekkomyślnie
> przyszli mu z pomocą.

Elaspie, tylko jedno słowo przychodzi mi tu na myśl: Samochwała . Przecież to są oceny p. Andrzeja skierowane do mnie na temat osoby trzeciej. Odszukaj raczej dialogi p. Andrzeja z p. Markiem, wtedy zobaczysz, że mam rację.
Druga sprawa: ja nie wymagam od ludzi, żeby mieli stalowe nerwy. To się żadną miarą nie kłóci z kulturą, toleracją i partnerstwem. Ale czasem cierpliwość się kończy, zupełnie normalna sprawa.
Po trzecie: skąd wiesz, że p. Marek nie chciał wracać na forum? Doszedł do tej blyskotliwej konotacji tuż po tym, jak go zbanowano? Czy przed?

I ostatnia sprawa, napisałeś: "Gwarantuję Panu, że nie odezwie się nikt". Później napisałeś "Wychodzi 0,285 forumowicza na rok".

0,285
>0

I kto tu miesza, mój Ty interlokutorze-kłamczuszku, sumienie logiczno-matematyczne nie gryzie?
Ech Ci fideiści, za grosz konsekwencji
pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
29-01-2014 09:39 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Elaspie, tylko jedno słowo przychodzi mi tu na myśl: Samochwała . Przecież to są oceny p. Andrzeja skierowane do mnie na temat osoby trzeciej. Odszukaj raczej dialogi p. Andrzeja z p. Markiem, wtedy zobaczysz, że mam rację.

Naprawdę chcesz, żebym poszukał? Cytowałem ten fragment, bo rozmawialiście w trójkę, i post, skierowany do Ciebie, był niewątpliwie czytany przez p. Bieleckiego. O mnie także często wypowiada się w rozmowie z innymi, wiedząc, że mogę to przeczytać. Metoda p. Bogusławskiego polega na ataku słownym - bezpośrednim lub pośrednim. Wie Pan doskonale o tym i niech Pan nie odwraca kota ogonem. Broni Pan przegranej sprawy i wie Pan o tym.

>Po trzecie: skąd wiesz, że p. Marek nie chciał wracać na forum? Doszedł do tej blyskotliwej konotacji tuż po tym, jak go zbanowano? Czy przed?

Jak chcesz wiedzieć, p. Bielecki jako jedyny dodał mnie w grudniu 2012 do swoich kontaktów. Czy chcesz, żebym do niego napisał i zapytał, dlaczego ten rozsądny i chcący dyskutować człowiek nie udziela się na forum? Oczywiście, osoby obecnie znajdujące się poza forum nie mogą się wypowiedzieć właśnie dlatego, że są zbanowane, ale znam takie, które w tej sprawie miałyby wiele do powiedzenia.

>I ostatnia sprawa, napisałeś: "Gwarantuję Panu, że nie odezwie się nikt". Później napisałeś "Wychodzi 0,285 forumowicza na rok".
>0,285
>0

Po pierwsze, są to pozorne kontrprzykłady, bo ani Pan, ani Maceox nie stanowicie takich interlokutorów, o jakich tu chodzi, tylko o takich jak p. Bielecki. Po drugie 0,285 to żaden powód do chwały.


Post scriptum. Pan Bogusławski w odpowiedzi p. Bieleckiemu (ten sam wątek):

"Z wiarą nie ma dyskusji a i czasu szkoda. Pan Bielecki nie jest od myślenia, a od powtarzania propagandowego kitu."

I co teraz?

-------------------------------------------------------------------------------------

29-01-2014 10:11 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Metoda p. Bogusławskiego polega na ataku słownym - bezpośrednim
> lub pośrednim. Wie Pan doskonale o tym i niech Pan nie odwraca kota
> ogonem. Broni Pan przegranej sprawy i wie Pan o tym.

Nie mam tu nic do dodania względem mojego poprzedniego wpisu.
Może poza jednym: wciąż zaklinasz rzeczywistość Elaspie. Postanowiłeś na siłę nas przekonać. Już abstrachując od tego, że Twoja teza sama się nie broni - Jezus by tak absolutnie nie zrobił.

> Czy chcesz, żebym do niego napisał i zapytał, dlaczego ten
> rozsądny i chcący dyskutować człowiek nie udziela się na forum?

Bynajmniej. Ty tu napisałeś ze sporą dozą pewnosci siebie (jak zwykle) a priori jakie miał motywy. Teraz piszesz o jakiejś potencjalnej korespondencji z nim. Gdzie tu sens, gdzie logika?
Ty chyba chcesz za wszelką cenę skompromitować się jeszcze bardziej..

> Oczywiście, osoby obecnie znajdujące się poza forum nie
> mogą się wypowiedzieć właśnie dlatego, że są zbanowane

Ale Ty to wiesz, więc jak się domyślam: stąd, że Ci w przszeszłości pan Marek to powiedział.
Czy może jednak było jakieś prywatne objawienie?

> ale znam takie, które w tej sprawie miałyby wiele do powiedzenia.

No to dawaj.

>Po pierwsze, są to pozorne kontrprzykłady, bo ani Pan, ani Maceox
> nie stanowicie takich interlokutorów, o jakich tu chodzi,

Oczywiście. My jesteśmy tylko forumowaiczami poza konkurencją

> tylko o takich jak p. Bielecki.

Powiedziałeś wyraźnie " nie odezwie się nikt" a nie" nie odezwie się nikt taki jak p. Bielecki". Kolejne tanie kłamstwo, które dość dobitnie świadczy o wyznawanych przez Ciebie wartościach. Bardzo mi przykro, ale nie mam z Tobą o czym rozmawiać. Zawiodłes mnie.
pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
29-01-2014 10:29 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Nie mam tu nic do dodania względem mojego poprzedniego wpisu.

Bo nie masz argumentów. Nie podałeś żadnego linku, żadnego cytatu, niczego merytorycznego. Tylko wgłębiasz się w moje ja. Sprawa jest przegrana i nic nie da się zrobić. Bez względu na to, czy nazwiesz mnie trollem, czy powiesz, że "zaklinam rzeczywistość", itp.

Jeżeli uważasz się za racjonalistę, podaj choć jeden przykład rzetelnego traktowania przez p. Bogusławskiego swoich rozmówców z przeciwnego obozu (tych, z którymi Bogusławski "całkowicie się nie zgadza"). Nie podałeś ani jednego wiarygodnego przykładu. Jeżeli mamy liczyć literalnie każdego, co się zgłosił, to równie dobrze mógł się zgłosić p. Big_Zyd i udawać niegdysiejszego przeciwnika p. Bogusławskiego. Nie łap mnie za słowo i nie stosuj takich metod, bo wiesz doskonale, że sprawa jest przegrana.

Na szczęście rozmowy są udokumentowane. Mam przed oczyma wątek "Wiarygodność ewangelii kanonicznych". Mam cytować ataki p. Bogusławskiego na p. Bieleckiego?

www.racjonalista.pl/forum.php/s,528137#w531352

Na podstawie przebiegu prowadzonej tam rozmowy można wysnuć przypuszczenie co do motywów, jakie kierowały p. Bieleckim. Nie jest to więc przypuszczenie a priori.

------------------------------------------------------------------------------------
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Nie podałeś żadnego linku, żadnego cytatu, niczego merytorycznego.

Wcześniej podawałem Ci argumenty bez liku. Myślisz, że jak już mnie zmęczyłeś swoją wodoodpornością, to znów teraz zacznę Cię zasypywać linkami i argumentami? No proszę Cię, Elasp..

> Nie podałeś ani jednego wiarygodnego przykładu.

No dobrze, jeden przykład:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,525127#w533542
Doczytaj do końca.
Tu nie głaszczemy się po głowach, ale traktujemy z należnym szacunkiem i rozstajemy ze swoimi zdaniami w sposób kulturalny.

> Jeżeli mamy liczyć literalnie każdego, co się zgłosił, to równie dobrze
> mógł się zgłosić p. Big_Zyd i udawać niegdysiejszego przeciwnika
> p. Bogusławskiego.

Może mógł, może nie. Zapytaj, z pewnością odpowie.

> Nie łap mnie za słowo i nie stosuj takich metod, bo
> wiesz doskonale, że sprawa jest przegrana.

Bez komentarza.

> Na szczęście rozmowy są udokumentowane. Mam przed oczyma
> wątek "Wiarygodność ewangelii kanonicznych". Mam cytować
> ataki p. Bogusławskiego na p. Bieleckiego?
> www.racjonalista.pl/forum.php/s,528137#w531352

Znam je doskonale Elaspie. Ale ale, czy Ty czasem nie wymagasz od nas zbyt wiele? Chciałbyś, abyśmy zawsze asertywnie zgadzali się z tezami, które przeczą elementarnym podstawą racjonalizmu, ba - logiki i rozumu - zwłaszcza u nachalnych troli-ewangelizatorów? Nie, nie jesteśmy idealni. Daleko nam do potulnych owieczek, na to nie licz. Nie zwykliśmy z ochotą chadzać na rzeź czy krzyż.

> Na podstawie przebiegu prowadzonej tam rozmowy
> można wysnuć przypuszczenie co do motywów, jakie
> kierowały p. Bieleckim. Nie jest to więc przypuszczenie a priori.

Acha, np. z tego:
Cytat:
23-11-2012 11:38
A.Bogusławski:
- Może Pan zacząć od np. Ewangelii: kazik1.republika.pl/Inne/ForgedOrigins.htm skoro jesteśmy w tym wątku.
M.Bielecki:
- Tony Bushby - nie słyszałem o takim bibliście... Czy Pan naprawdę poważnie traktuje te spekulacje?...

A tymczasem pan Marek w skrytości ducha obmyśla, jakby tu dać nogę z naszego forum...

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
29-01-2014 17:14 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>> www.racjonalista.pl/forum.php/s,528137#w531352

Przecież sam wcześniej podawałem ten link i cytat stamtąd. No, ale dobrze, przeczytam do końca.

Bogusławski do Bieleckiego - jedna z wypowiedzi końcowych. Podkreślam odpowiedzi Bogusławskiego.

">>>>Dawniej się mówiło: "na stos ich" i się robiło tak. Tęskni pan za tymi czasami, co panie Bielecki?
>To ludzie podzielający Twoją ideologię byli tu oprawcami w czasach komunistycznych.
Podłe katolickie kłamstwo. Racjonaliści nigdy i nigdzie nie byli oprawcami.

>Zgłosiłem do moderacji.
Ja też zgłosiłem do moderacji, gdyż nie można bezkarnie obrażać większości uczestników tego forum. Nawet gdy religijne ograniczenia intelektualne nie pozwalają Panu zrozumieć na czym racjonalizm polega."

Bogusławski zarzuca więc p. Bieleckiemu 1) kłamstwo, a więc mówienie nieprawdy z premedytacją, 2) podłość, 3) ograniczenia intelektualne. Dużo, jak na tak krótką wypowiedź, nie uważa Pan? To nazywa Pan "należnym szacunkiem"?

A teraz niech Pan teraz porówna ten cytat z pańskim cytatem z Bieleckiego. Sam Pan ten cytat wybrał:

"Czy Pan naprawdę poważnie traktuje te spekulacje?"

Naprawdę nie dostrzega Pan różnicy? Kpi Pan sobie ze mnie?

Może niech wypowie się ktoś inny. Niech znajdzie się choćby jedna osoba, która poświadczy, czy to na własnym przykładzie, czy to na innym, udokumentowanym przykładzie, że p. Bogusławski potrafi dyskutować z ludźmi mającymi diametralnie odmienne zdanie.

-------------------------------------------------------------------------------------
29-01-2014 17:35 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Może niech wypowie się ktoś inny. Niech znajdzie się choćby
> jedna osoba, która poświadczy, czy to na własnym przykładzie,
> czy to na innym, udokumentowanym przykładzie, że p. Bogusławski
> potrafi dyskutować z ludźmi mającymi diametralnie odmienne zdanie.

Nie rozumiem czego chcesz. Ja już dałem Ci przecież swój link do wypowiedzi, w której rozmawiam z p. Andrzejem i mamy inne zdania. Czego chcesz ode mnie więcej? Oceny kultury, czy też jej braku u p.Andrzeja??? A kim ja jestem, żeby to czynić i to jeszcze przed Tobą?

Twoja sugestia "naprawdę nie dostrzega Pan różnicy? Kpi Pan sobie ze mnie?" jest ze wszech miar zaskakująca, żeby nie powiedzieć żenująca.

Elasp, jeśli się z kimś nie zgadzam, drażni mnie czyjś sposób wyrażania - nie mówię tego osobie trzeciej, po prostu zwracam się do danej osoby, która jest tego przyczyną. To elementarne zasady savoir-vivre.

A propos M.Bieleckiego - miałeś zdaje się udowodnić, które miejsce w jego wypowiedziach sugeruje, że chce odejść z naszego forum.
pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
29-01-2014 18:50 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Nie rozumiem czego chcesz. Ja już dałem Ci przecież swój link do wypowiedzi, w której rozmawiam z p. Andrzejem i mamy inne zdania.

Nie chodzi "inne zdanie w pewnej kwestii", ale o całkowitą niezgodność poglądów. Dlatego odrzucam i przykład Twojej osoby i p. Maceoxa jako nieadekwatne. Nie przeczę, że z Wami p. Bogusławski spiera się po partnersku. Powtarzam, nie zaprzeczam temu. Są to dżentelmeńskie spory, bo spory - w rodzinie.

>Czego chcesz ode mnie więcej? Oceny kultury, czy też jej braku u p.Andrzeja??? A kim ja jestem, żeby to czynić i to jeszcze przed Tobą?

Tak, tego właśnie chcę od Ciebie, jak i od siebie i innych. Wymagam tego od każdego racjonalisty i człowieka mającego wyczucie co dobre, a co złe. "Niech wasza mowa będzie tak tak, nie nie". Powtarzam, gdybym był na forum fanatyków religijnych - tak! tych tępych i prymitywnych "moherowych beretów", zaślepionych niezrozumiałą dla nich (i najprawdopodobniej fałszywą) ideą - nawet nie podnosiłbym kwestii. Jestem jednakże na forum racjonalistycznym, chyba najlepszym w Polsce, i myślę, że niekwestionowana ranga Forum zobowiązuje do pewnej postawy - tak mnie, jak Ciebie i w równym stopniu pana Bogusławskiego. To wszystko, tylko tyle i aż tyle.

Powtarzam, jeżeli uważasz, że czynię źle - napisz do Kolegium Moderatorów wniosek o zbanowanie mnie. Niech zrobi to p. Maceox, p. Bogusławski, ktokolwiek. Mam o tyle komfort psychiczny, że zapisałem się tu w celu dyskusji (naprawdę!), nie szukam przyjaciół, itp. Interesuje mnie tylko i wyłącznie dyskusja prowadzona w dżentelmeński sposób, bez względu na to, jak wielkie byłyby różnice w poglądach.

Popatrz na moje dyskusje z p. Setarkosem czy Ojcem Ateuszem, czy jeszcze do niedawna z Tobą i p. Maceoxem, i wieloma innymi. Wielu Forumowiczów prezentuje (moim zdaniem) bardzo wysoki poziom, a każda wiadomość od nich jest dla mnie logiczno-filozoficzną łamigłówką, zmuszającą do zastanowienia.

Wprawdzie nie obrażam się, gdy ktoś mnie obraża, ale to nie znaczy, iż powinienem pozostawać obojętny, gdy atakowani są inni. Takie postępowanie dyktują mi moje staroświeckie "prawa moralne".

>Twoja sugestia "naprawdę nie dostrzega Pan różnicy? Kpi Pan sobie ze mnie?" jest ze wszech miar zaskakująca, żeby nie powiedzieć żenująca.

Ale niestety prawdziwa.

>Elasp, jeśli się z kimś nie zgadzam, drażni mnie czyjś sposób wyrażania - nie mówię tego osobie trzeciej, po prostu zwracam się do danej osoby, która jest tego przyczyną. To elementarne zasady savoir-vivre.

Jest to właśnie coś, czego nie uznaje p. Bogusławski. Zobacz jego uwagi kierowane do innych, a dotyczące np. mnie. Poza tym ja wytykam p. Bogusławskiemu wadę dla jego dobra (zawsze się można poprawić przy odrobinie wewnętrznej dyscypliny) i dla dobra Forum, którego jestem takim samym uczestnikiem, jak p. Bogusławski i Ty. Chyba że jestem uczestnikiem drugiej kategorii. A może trzeciej, bo mam tylko 800 punktów i należny mi jest "bardzo niewielki szacunek", a p. Bogusławskiemu z racji 30 000 pkt. szacunek o wiele większy? Taką postawę chcesz nazwać racjonalizmem? Na tym racjonalizm polega? Zastanów się nad tym co mówię, a przyznasz mi rację. Ja zwracam się tak samo do każdego, bez względu na to, czy jest profesorem, czy człowiekiem bez wykształcenia, a jeżeli kogoś urażę - przepraszam.


>A propos M.Bieleckiego - miałeś zdaje się udowodnić, które miejsce w jego wypowiedziach sugeruje, że chce odejść z naszego forum.

Nie mówiłem "udowodnić". Moje stwierdzenie jest jednak uzasadnione. Jeżeli powtarzasz komuś, że jest "ograniczony intelektualnie" to chyba straci kiedyś ochotę do dyskusji, nie uważasz? Uważasz, że jest to nieprawdopodobne?

Nie oczekuję odpowiedzi od Ciebie - wiem, że stawiam Cię w trochę krępującej sytuacji.

Proponuję zakończyć ten temat i wrócić do kwestii ateizmu, której poświęcony jest ten wątek.

-------------------------------------------------------------------------------------
29-01-2014 19:50 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Nie chodzi "inne zdanie w pewnej kwestii", ale o całkowitą
> niezgodność poglądów. Dlatego odrzucam i przykład Twojej osoby
> i p. Maceoxa jako nieadekwatne.

To trzeba było wcześniej to uściślić!! Teraz zgłosiło się już dwóch wolontariuszy i musztarda po obiedzie.

> Nie przeczę, że z Wami p. Bogusławski spiera się po partnersku.
> Powtarzam, nie zaprzeczam temu. Są to dżentelmeńskie
> spory, bo spory - w rodzinie.

Aleś Ty dowciapny!

>Tak, tego właśnie chcę od Ciebie

Próżne Twoje starania. Nie zmuszisz mnie do zimnej oceny innego członka forum, bo akurat Ty tego chcesz "i już!"

> jak i od siebie i innych. Wymagam tego od każdego racjonalisty
> i człowieka mającego wyczucie co dobre, a co złe.

W porządku, każdy ma prawo do jakchś tam swoich wymagań.
Ale o ile mnie tu wzrok nie myli - trochę kwestionujesz moje wyczucie co dobre, a co złe. Yyyyy... a na na jakiej podstawie, można wiedzieć?

> "Niech wasza mowa będzie tak tak, nie nie". Powtarzam, gdybym
> był na forum fanatyków religijnych - tak! tych tępych i prymitywnych
> "moherowych beretów", zaślepionych niezrozumiałą dla nich
> (i najprawdopodobniej fałszywą) ideą - nawet nie podnosiłbym kwestii.

O jakiej w ogóle kwestii mówisz? Oceniasz p. Andrzeja źle, potępiasz w czambuł jego sposób prowadzenia rozmowy z teistami pokroju konowala czy Bieleckiego, uważając że Twój jest dużo bardziej cywilizowany i kulturalny.
Masz prawo do swojej oceny. Ale, z jakiego powodu chcesz koniecznie, aby ktoś podzielił Twój punkt widzenia, i to NA TWOJE ŻĄDANIE? Chłopie, czy Ty się czasem sam czytasz?
Nie możesz sobie poszukać wolontariuszy, którzy wejdą w ten wątek i po prostu poprą Twój punkt widzenia ODRUCHOWO i SAMODZIELNIE?

> Jestem jednakże na forum racjonalistycznym, chyba najlepszym
> w Polsce, i myślę, że niekwestionowana ranga Forum zobowiązuje
> do pewnej postawy - tak mnie, jak Ciebie i w równym stopniu
> pana Bogusławskiego. To wszystko, tylko tyle i aż tyle.

'Pewnej' znaczy tyle, co bardzo konkretnej. Tego się domyślam.
Jaką postawę chcesz konkretnie, abym z Tobą tu podzielił?

> Powtarzam, jeżeli uważasz, że czynię źle - napisz do Kolegium
> Moderatorów wniosek o zbanowanie mnie.

Elaspie, już raz Ci na to odpowiedziałem. Nic z tego co napisałem nie jest mniej aktualne, niż parę dni temu. Odsyłam tutaj:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,600722#w602393

> Niech zrobi to p. Maceox, p. Bogusławski, ktokolwiek.

Ale po co? Hm hm.. niech no się zastanowię. Chyba już rozumiem..
Cytat:
- Janie! Jajka!
- Na miękko czy na twardo panie Hrabio?
- Podrapać!


> Popatrz na moje dyskusje z p. Setarkosem czy Ojcem Ateuszem, czy
> jeszcze do niedawna z Tobą i p. Maceoxem, i wieloma innymi. Wielu
> Forumowiczów prezentuje (moim zdaniem) bardzo wysoki poziom, a
> każda wiadomość od nich jest dla mnie logiczno-filozoficzną łamigłówką,
> zmuszającą do zastanowienia.

Czy inaczej jest ze mną? Jak masz coś do mnie - pisz śmiało.
Nie jestem jakąś świętą krową. Ja też błędy popełniam.

> Wprawdzie nie obrażam się, gdy ktoś mnie obraża, ale to nie
> znaczy, iż powinienem pozostawać obojętny, gdy atakowani są inni.
> Takie postępowanie dyktują mi moje staroświeckie "prawa moralne".

Rozumiem. I masz do tego prawo.

>>Twoja sugestia "naprawdę nie dostrzega Pan różnicy? Kpi Pan
>> sobie ze mnie?" jest ze wszech miar zaskakująca, żeby nie powiedzieć żenująca.
> Ale niestety prawdziwa.

Niżej było, z jakiego powodu żenująca.

>>To elementarne zasady savoir-vivre.
> Jest to właśnie coś, czego nie uznaje p. Bogusławski. Zobacz
> jego uwagi kierowane do innych, a dotyczące np. mnie. Poza tym ja
> wytykam p. Bogusławskiemu wadę dla jego dobra (zawsze się
> można poprawić przy odrobinie wewnętrznej dyscypliny) i dla dobra
> Forum, którego jestem takim samym uczestnikiem, jak p. Bogusławski i Ty.

I on na to odpowiedział. O ile dobrze Cie rozumiem - dzieje Ci sie tu krzywda, czy jak?

>Chyba że jestem uczestnikiem drugiej kategorii.

Oczywiscie, że nie. Skąd ten wniosek? Ja Cię szanuję, jak każdego forumowicza.
To, że krytykuję Twoje poglądy lub wykazuję ich nielogiczność albo miałkie podstawy nie znaczy, że atakuję osobiście Ciebie. Spójrz jeszcze raz co myślę o Tobie i o Twoim byciu na tym forum.

> A może trzeciej, bo mam tylko 800 punktów i należny mi jest
> "bardzo niewielki szacunek", a p. Bogusławskiemu z racji 30 000
> pkt. szacunek o wiele większy? Taką postawę chcesz nazwać racjonalizmem?

Tu mam wybór: albo się na Ciebie nieźle zdenerwować za coś takiego co mi tu wmawiasz, albo olać.
Wybiorę opcję trzy: Elaspie, zostaw już te punkty. Naprawdę, nie o punkty w tym wszystkim chodzi.

> Zastanów się nad tym co mówię, a przyznasz mi rację.

Oooo.. to na pewno. A mam inne wyjście?

C.D.N.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
29-01-2014 20:25 
 Ocena 3 na 3
Elasp (6859 punktów)

>To trzeba było wcześniej to uściślić!!

Trzeba było uważnie czytać.

>Aleś Ty dowciapny!

Możesz błaznować, ale nic to nie da.

>>Tak, tego właśnie chcę od Ciebie
>Próżne Twoje starania. Nie zmuszisz mnie do zimnej oceny innego członka forum, bo akurat Ty tego chcesz "i już!"

Konformizm w czystej postaci. O rzekomym zmuszaniu - poniżej.

>> jak i od siebie i innych. Wymagam tego od każdego racjonalisty
>> i człowieka mającego wyczucie co dobre, a co złe.
>W porządku, każdy ma prawo do jakchś tam swoich wymagań.

Nie jakichś tam. Konkretnych wymagań. Tego samego masz prawa oczekiwać ode mnie, więc nie dzieje Ci się żadna krzywda.

>Ale o ile mnie tu wzrok nie myli - trochę kwestionujesz moje wyczucie co dobre, a co złe. Yyyyy... a na na jakiej podstawie, można wiedzieć?

Bo czynisz wszystko kwestią interpretacji, a są rzeczy bezsporne.

>Masz prawo do swojej oceny. Ale, z jakiego powodu chcesz koniecznie, aby ktoś podzielił Twój punkt widzenia, i to NA TWOJE ŻĄDANIE? Chłopie, czy Ty się czasem sam czytasz?Nie możesz sobie poszukać wolontariuszy, którzy wejdą w ten wątek i po prostu poprą Twój punkt widzenia ODRUCHOWO i SAMODZIELNIE?

Nazwij to uprzejmą prośbą wobec tego. Przecież czasem robisz coś, jeżeli ktoś Ci poprosi? Nie jest to żaden rozkaż, tylko prośba, sugestia, być może naiwne oczekiwanie.

>'Pewnej' znaczy tyle, co bardzo konkretnej. Tego się domyślam.

Tak.

>Jaką postawę chcesz konkretnie, abym z Tobą tu podzielił?

Reagowania na ewidentne chamstwo. Czy to takie trudne?

>Cytat:
- Janie! Jajka!
>- Na miękko czy na twardo panie Hrabio?
>- Podrapać!


Nie rozumiesz znaczenia słowa "niech". Nie zawsze oznacza ono rozkaz. Czasem np. oznacza zgodę ("niech będzie, jak mówisz"), czasem prośbę ("niech cię uściskam"). Używam słowa "niech" w znaczeniu prośby. Chyba oczywistą jest rzeczą, że nie mogę nikomu niczego nakazać.

Wybacz, ale cała Twoja wypowiedz jest oparta na niezrozumieniu trybu rozkazującego i na doszukiwaniu się go tam, gdzie go nie ma. Pierwszy raz spotykam się z tak kuriozalnym nieporozumieniem.

Dalsza część tego postu nie zawiera żadnej istotnej treści, toteż przejdę do drugiej wiadomości.
-----------------------------------------------------------------------------------
29-01-2014 20:40 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>>To trzeba było wcześniej to uściślić!!
> Trzeba było uważnie czytać.

Bez komentarza.

>>Aleś Ty dowciapny!
> Możesz błaznować, ale nic to nie da.

J.w.

> Konformizm w czystej postaci. O rzekomym zmuszaniu - poniżej.

Moja odpowedź jak wyżej.

> Nie jakiś tam. Konkretnych wymagań. Tego samego masz prawa
> oczekiwać ode mnie, więc nie dzieje Ci się żadna krzywda.

Mnie w Twoje rozumowanie Elaspie nie mieszaj. Może niekiedy niesłusznie, ale biorę Cię, jakim jesteś.

>Bo czynisz wszystko kwestią interpretacji, a są rzeczy bezsporne.

W porządku. Zatem pozostań przy swoim zdaniu.

> Nazwij to uprzejmą prośbą wobec tego.

Zwykłem rozróżniać "uprzejme prośby" od postawy szacunku dla siebie oraz intrlokutora.

> Przecież czasem robisz coś, jeżeli ktoś Ci poprosi? Nie jest
> to żaden rozkaż, tylko prośba, sugestia, być może naiwne oczekiwanie.

Uf.. ależ Ty chłopie prowokujesz. Wybacz, ale wydaje mi się, że kompletnie nie trybisz o co chodzi w rozmowie.

>>'Pewnej' znaczy tyle, co bardzo konkretnej. Tego się domyślam.
>Tak.

No właśnie

>>Jaką postawę chcesz konkretnie, abym z Tobą tu podzielił?
> Reagowania na ewidentne chamstwo. Czy to takie trudne?

Z tego co widzę - mamy inne poczucie chamstwa.
I przestań klepać, że Twoje jest jedynie słuszne.

> Nie rozumiesz znaczenia słowa "niech". Nie zawsze oznacza ono
> rozkaz. Czasem np. oznacza zgodę ("niech będzie, jak mówisz"),
> czasem prośbę ("niech cię uściskam"). Używam słowa "niech" w
> znaczeniu prośby. Chyba oczywistą jest rzeczą, że nie mogę
> nikomu niczego nakazać.

Z jakiego powodu zatem "używasz słowa <<niech>>", zamiast po prostu zjednać sobie rozmówcę?

> Wybacz, ale cała Twoja wypowiedz jest oparta na niezrozumieniu
> trybu rozkazującego i na doszukiwaniu się go tam, gdzie go nie ma.

Oczywiscie, kolejna osoba - Jacek Głodzik, która niczego nie rozumie.
Kończymy Elasp.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
29-01-2014 19:51 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
C.D.

> Ja zwracam się tak samo do każdego, bez względu na to, czy
> jest profesorem, czy człowiekiem bez wykształcenia, a jeżeli
> kogoś urażę - przepraszam.

Przepraszam.. ale w czym Ty widzisz problem? Czy ja robię inaczej?

> Jeżeli powtarzasz komuś, że jest "ograniczony intelektualnie" to
> chyba straci kiedyś ochotę do dyskusji, nie uważasz? Uważasz, że
> jest to nieprawdopodobne?

Nikt nie ma obowiązku czytać cudzych wpisów, jeśli mu to nie odpowiada.
Jeśli jednak robi to długo, jednocześnie uważając się za ofiarę - myślę, że to jakaś choroba jest. A nawet jestem tego pewien. Elaspie, jeśli widzisz coś takiego, co Cię razi u p. Andrzeja, po prostu zgłoś to do Moderacji. Albo zwróć mu bezpośrednio uwagę.

> Nie oczekuję odpowiedzi od Ciebie - wiem, że stawiam Cię w trochę krępującej sytuacji.

Trochę tak. I nie dlatego, że akurat uwziąłeś się tutaj na p. Andrzeja Bogusławskiego. Chodzi tu o Twój ciągły styl zmuszania wszystkich w koło do podzielenia dokładnie tego, co sam myślisz.
Wiesz, jak byłem mały, łapałem u Babci małe szczeniaki, koty a czasem nawet kury i wkładałem ich pyszczki / dzioby do wody z olbrzymim podnieceniem i nadzieją - myślałem, że teraz zobaczę jeden z większych cudów natury: mianowicie, jak zwierzak chłepce wodę niczym Smok Wawelski Wisłę po spotkaniu z Dratewką.
Nic takiego się jednak nie działo
Z uporem maniaka proceder powtarzałem, aż w końcu starsi zwrócili mi uwagę na nieetyczność takiego postępowania. Szokiem było wtedy dla mnie zrozumienie, co taki kurczak czy też szczeniak może czuć.
I odkąd mam 6 lat, już tego nie robię

> Proponuję zakończyć ten temat i wrócić do kwestii ateizmu, której poświęcony jest ten wątek.

Masz rację, zakończmy ten temat. Jeśli masz obiekcje w temacie p. Bogusławskiego - po prostu zwróć się do niego osobiście. Albo do Moderacji.
pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
29-01-2014 20:32 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Niestety, nie ma tu żadnej istotnej treści, ale dziękuję, że odpowiedziałeś.

Zmieńmy temat.
29-01-2014 20:43 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Niestety, nie ma tu żadnej istotnej treści, ale dziękuję, że odpowiedziałeś.

Ależ proszę bardzo.
Myślę, że na tym możemy zakończyć.
30-01-2014 17:03 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)

> Nie chodzi "inne zdanie w pewnej kwestii", ale o całkowitą niezgodność poglądów. Dlatego odrzucam i przykład Twojej osoby i p. Maceoxa jako nieadekwatne. Nie przeczę, że z Wami p. Bogusławski spiera się po partnersku. Powtarzam, nie zaprzeczam temu. Są to dżentelmeńskie spory, bo spory - w rodzinie.

>>>>Czego chcesz ode mnie więcej? Oceny kultury, czy też jej braku u p. Andrzeja??? A kim ja jestem, żeby to czynić i to jeszcze przed Tobą?
>Tak, tego właśnie chcę od Ciebie, jak i od siebie i innych.
To najpierw zachowuj się Pan sam kulturalnie, a nie jak ktoś do towarzystwa wchodzi i zaraz ... psuje atmosferę. Pisze Pan głupoty i zaczyna Pan od chamskiego, szczeniackiego pouczania, tak takie wejście smoka, a tu tym od razu budzi respekt i szacunek.
www.racjon(*)m.php/s,532005/z,0/d,7#w535243
www.racjon(*)m.php/s,532005/z,0/d,7#w535261

>Wymagam tego od każdego racjonalisty i człowieka mającego wyczucie co dobre, a co złe.
Ale jakim prawem tą ocenę pozostawia Pan sobie? Inni nie mogą inaczej oceniać i dokonywać innych wyborów. Część ocen moralnych mamy wspólnych, ale w sporej części się różnimy - czasem nawet bardzo. I co? Pańskie oceny są lepsze?

>"Niech wasza mowa będzie tak tak, nie nie".
A pocałuj Pan w ... nos się! To głupi tekścik ze zbieraniny starożytności, którą niektórzy Pismem Świętym nazywają. Nie prymitywizujmy rzeczywistości, gdy ona jest złożona.

>Powtarzam, gdybym był na forum fanatyków religijnych - tak! tych tępych i prymitywnych "moherowych beretów", zaślepionych niezrozumiałą dla nich (i najprawdopodobniej fałszywą) ideą - nawet nie podnosiłbym kwestii.
Gdyż tam byłby Pan wśród swoich.

>Jestem jednakże na forum racjonalistycznym, chyba najlepszym w Polsce,
Pan Elasp z szacunkiem o nas w kwietniu 2013 roku:
Wolne, niezależne od czego? Racjonalizm laicki nie jest ani wolny ("polityczna poprawność", ekologizm, liczenie się z autorytetami, itp.), ani koherentny (wykazywałem to wielokrotnie, co i zresztą Pan przyznał mówiąc, że racjonalizm ten nie może być konsekwentny). Najlepszym przykładem "wolnomyślicielstwa" jest arcybzdurne i zabobonne (Bóg = Rozum Ludzki) wolnomularstwo, które doprowadziło do w XX wieku do szkód, z których go nikt nie rozliczył.

Wolnomyślicielstwo konsekwentne w najlepszym wypadku prowadzi do relatywizmu, nie prowadzi doń wolnomyślicielstwo ograniczone, a więc niejako sprzeczne wewnętrznie.
__________________

Atak na Kościół to atak - najogólniej mówiąc - na ograniczenia, które narzuca na nam wiara. Atak ten przypuszczają nie tyle ludzie, co złe skłonności naszej natury, niejako posługujące się ludźmi niczym marionetkami. Nasz popęd płciowy dąży do maksymalizacji uzyskiwanej przyjemności (to nie przypadek, że libertyni byli na ogół ludźmi rozwiązłymi), lenistwo każe nam unikać zbędnej fatygi (i np. nie umartwiać się niepotrzebnie jakimiś głupimi postami), wrodzone asekuranctwo każe nam zadowalać się tym, co tu i teraz (nie przejmować się jakimś "życiem wiecznym"), a zarozumialstwo każe nam wyobrażać sobie, że człowiek może być sam sobie przewodnikiem.

Racjonalizm laicki nie ma wystarczających podstaw logicznych, ma natomiast bardzo silną motywację psychologiczną w postaci wyżej wymienionych przywar.

I dalej: www.racjon(*).php/z,0/d,32/s,557342#w560142

> i myślę, że niekwestionowana ranga Forum zobowiązuje do pewnej postawy - tak mnie, jak Ciebie i w równym stopniu pana Bogusławskiego.
Dżentelmenizm według naszego Kalego, przepraszam Elaspa polega na tym, iż on ma prawo do uważania nas za głupków i obrażania, ale już do niego to trzeba pochodzić na klęczkach i uwielbieniu, że taka - umiejąca jako tako pisać - mądrość zaszczyciła nasze forum.

Tak, ranga naszego forum powinna zobowiązywać, ale do czego? Moim zdaniem do zachowania pewnego minimum intelektualnego i kulturalnego, których moim zdaniem Pan nie spełnia i tu stara odpowiedź: www.racjon(*).php/z,0/d,35/s,557342#w560500

>Powtarzam, jeżeli uważasz, że czynię źle - napisz do Kolegium Moderatorów wniosek o zbanowanie mnie. Niech zrobi to p. Maceox, p. Bogusławski, ktokolwiek.
A jeszcze czego? Jest Pan doskonałą egzemplifikacją tego co intelektualnie dać nam może polski katolicyzm. Młodzi poszukujący nas czytają i sobie zgodnie z własnym rozumem wybierają.

>Jest to właśnie coś, czego nie uznaje p. Bogusławski.
Bogusławski to nie uznaje głupoty, a szczególnie tej zadufanej, którą Pan tu doskonale swoimi wypowiedziami reprezentuje.

>Zobacz jego uwagi kierowane do innych, a dotyczące np. mnie.
Tak, czasem warto je przeczytać.

>Poza tym ja wytykam p. Bogusławskiemu wadę dla jego dobra (zawsze się można poprawić przy odrobinie wewnętrznej dyscypliny) i dla dobra Forum, którego jestem takim samym uczestnikiem, jak p. Bogusławski i Ty.
Dokładnie z chrześcijańskiego miłosierdzia, tak jak inkwizytorzy dla dobra ofiary na stos ją kierowali.

>Chyba że jestem uczestnikiem drugiej kategorii. A może trzeciej,
Wielce Szanowny Panie, nie wiem której jest Pan kategorii, ale na szacunek to tu trzeba sobie zapracować.

> bo mam tylko 800 punktów
Za każdą wypowiedź dostajemy jeden punkt. Wypowiedział się Pan 838 razy i 943 razy Panu "kliknięto" w tym 498 na plus, a 445 na minus. Świadczy to tylko o tym, że jest Pan mało przekonywujący dla naszych czytelników.

Moim zdaniem - nie tak ilość punktów się liczy, gdyż to zależy od stażu i aktywności, a stosunek plusów do minusów.

> i należny mi jest "bardzo niewielki szacunek", a p. Bogusławskiemu z racji 30 000 pkt. szacunek o wiele większy?
Bogusławski przy 8168 wypowiedziach ma 32125 punktów, czyli swoimi wypowiedziami zdołał procentowo jednak przekonać znacznie więcej czytelników, a taka ogólna ocena ma jednak spore znaczenie. Trzeba być mocno zadufanym i lekceważyć sobie tutejszego czytelnika aby tej różnicy nie dostrzec. Sądzi Pan, iż "laiccy racjonaliści" nie wiedzą co czynią.

@@@
.
29-01-2014 23:52 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Jeżeli uważasz się za racjonalistę, podaj choć jeden przykład rzetelnego traktowania przez p. Bogusławskiego swoich rozmówców z przeciwnego obozu (tych, z którymi Bogusławski "całkowicie się nie zgadza").
Bardzo proszę takim przykładem jest Pan Elasp. Wielce Szanowny Panie, odkąd się Pan tu pojawił traktowałem Pana bardzo rzetelnie, choć żadnej wzajemności przy tym nie było. Pan kręcił, mataczył, czy wprost kłamał. Nie przeinaczałem Pańskich wypowiedzi, nie wyrywałem kawałków z kontekstu i 90% moich wypowiedzi była bardzo merytoryczna oparta o wiedzę i poglądy jakie posiadam.

To już zupełnie nie moja wina, ze wypisywał Pan tu głupoty które wykazywałem i czasem złośliwie wyśmiewałem. Takie jest prawo każdego polemisty, Czy Pan sądzi, iż wejdzie na racjonalistyczne forum, będzie tu swoje fideistyczne bzdury wypisywał, a racjonaliści będą klaskali z zachwytu, że im się "katolicki intelektualista" objawił?
Czy Pan w ogóle rozumie czym jest rzetelność w dyskusjach i czym jest uczciwość intelektualna. Nigdy i nigdzie nie przekroczyłem poziomu napastliwości jaką wykazują bogobojni chrześcijanie w stosunku do ateistów. Więcej - nigdzie nie przekroczyłem Pańskiego poziomu agresji i napastliwości. Wystarczy sobie poczytać Pańskie posty. Niech Pan przestanie pieprzyć głupoty udawać skrzywdzone niewiniątko. Tylko głupi to kupi.

>Nie podałeś ani jednego wiarygodnego przykładu.
Gdyż nikt nie ma szans na podanie Panu wiarygodnych przykładów, na tezy przeczące Pańskiej wierze.

>Jeżeli mamy liczyć literalnie każdego, co się zgłosił, to równie dobrze mógł się zgłosić p. Big_Zyd
Mógł, ale jest za mądry aby udowadniać cokolwiek Panu Elaspowi.

> i udawać niegdysiejszego przeciwnika p. Bogusławskiego.
Moim przeciwnikiem pan Big_zyd nigdy nie był, ot znalazły się punkty, w których się nie zgadzamy. Myślę, iż on też we mnie przeciwnika nie widział i nie widzi, a jak znakomita większość racjonalistów obaj jesteśmy szczerzy.

>Nie łap mnie za słowo i nie stosuj takich metod, bo wiesz doskonale, że sprawa jest przegrana.
Nie istnieją w ogóle żadne wygrane sprawy z Panem. Pan przeczy nawet faktom i oczywistościom, gdy są sprzeczne z Pańską wiarą.

>Na szczęście rozmowy są udokumentowane. Mam przed oczyma wątek "Wiarygodność ewangelii kanonicznych". Mam cytować ataki p. Bogusławskiego na p. Bieleckiego?
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,528137#w531352
Dołożę.
www.racjon(*).php/z,0/d,10/s,435136#w441184
www.racjonalista.pl/forum.php/s,443385#w443391
www.racjon(*)m.php/s,445216/z,0/d,7#w445460
A po co, gdy Bogusławski przyznaje się bez bicia, że wykazuje i atakuje głupotę zawartą w różnych postach. Prawie 90% głupoty jest zawarta w postach fideistów.

Nie atakuję nikogo personalnie (choć czasami tak to wygląda, gdyż jednak ktoś to musiał wymyśleć i napisać), ale głupotę zawartą w wypowiedziach. Zmartwię Pana ale mam zamiar tak czynić dalej, a Pańskie posty są wdzięcznym obiektem do wykazywania i wyśmiewania głupoty.

>Na podstawie przebiegu prowadzonej tam rozmowy można wysnuć przypuszczenie co do motywów, jakie kierowały p. Bieleckim.
Może Panie Elasp założy Pan sobie własnego bloga, na którym będzie Pan wymyślał co ktoś pomyślał i będzie to pochwalał lub polemizował. Ośmiesza się Pan tym, że Pan wiele lepiej co ludzie myślą od nich samych. Wyjdź Pan tego intelektualnego gimnazjum i przejdź Pan chociaż do liceum, to żenada, to co Pan tu opowiada.

>Nie jest to więc przypuszczenie a priori.
Nie, gdyż to przypuszczenie jest z palca wyssane, tak jak spora część Pańskich tu mądrości.

Miłego dnia.

@@@
.
30-01-2014 00:48 
 Ocena 1 na 3
Elasp (6859 punktów)

>Wielce Szanowny Panie, odkąd się Pan tu pojawił traktowałem Pana bardzo rzetelnie, choć żadnej wzajemności przy tym nie było.

Oto więc Pańska PIERWSZA wypowiedz skierowana do mnie, z dnia 9 grudnia 2012 r.
Cytuję w całości, niektóre fragmenty podkreślam:

">Co rozumiesz przez fałszywość religii?
>>>>Zdanie to jest bez sensu.
>Mam na myśli to fałszywość tego, co poddaje się kwalifikacji w kategoriach prawdy lub fałszu (to, co jest zdaniem oznajmującym, a nie nakazem), a więc dogmaty religijne, na przykład twierdzenie, że istnieje Bóg, że dusza jest nieśmiertelna, itp.
Ogromnie ciekawy jestem jak można puste sensownie terminy poddać kwalifikacji w kategoriach prawdy lub fałszu
Uduru jest/nie jest duruspuru. To prawda czy fałsz?
Logicznie to chyba należy zacząć od zdefiniowania pojęć?

Rozum ludzki jest słaby?
>Znasz może jakieś jednostki miary siły rozumu?
To przecież Pan napisał: słabe/silne i to Pan powinien określić jednostki miary.

Wytłumacz mi jak można otumanić instynkt?
>Żądasz jednostek w przypadku zjawisk, które nie są łatwo mierzalne. Uczucia też nie są mierzalne jakimiś jednostkami, ale mówisz przecież, że lubisz kogoś bardziej, a kogoś mniej i to powiedzenie ma doskonały sens.
Zdecydowanie "lubię bardziej" komunikatywny język i racjonalne argumenty od mętnej mowy na skróty.

>Chcę powiedzieć, że racjonalista powinien wyjaśnić fenomen religii.
Skoro Pan tak uważa to niech Pan wyjaśnia lub zapozna się z ogromną literaturą religioznawczą. Nie to nie nauka przyrodnicza i nie ma tu matematycznej precyzji, ale inteligentnemu człowiekowi rozważania uczonych specjalistów wiele wyjaśniają.

>Jeżeli człowiek faktycznie jest istotą racjonalną ("homo sapiens", człowiek myślący!), dlaczego nagminnie ulegał i ulega nadal takiej czy innej religii?
Prawie przed stu laty H. L. Mencken w artykule "Homo Neanderthalensis" napisał:

"Nietrudno zrozumieć, dlaczego człowiek z gminu nienawidzi nauki.

Nienawidzi jej, ponieważ jest złożona, ponieważ w sposób niemożliwy do zniesienia obciąża jego ograniczoną zdolność pojmowania. Szuka więc zawsze drogi na skróty. Takimi skrótami są wszelkie przesądy, które mają uprościć, a nawet uczynić oczywistym to, co niezrozumiałe. Podobnie dzieje na pozornie wyższym poziomie. (...) Kosmogonie, jakimi zabawiają się ludzie wykształceni, są niezmiernie złożone. Zrozumienie nawet ich zarysu wymaga ogromnej wiedzy oraz nawyków myślowych. (... ) Kosmogonia zawarta w Księdze Rodzaju jest wszędzie tak prosta, że pojmie ją każdy kmiot. Jest wyłożona w kilku zdaniach. Ignorantowi oferuje nieodpartą sensowność nonsensu. Akceptuje on więc on ją z entuzjazmem, i ma jeszcze jeden powód, by nienawidzić mądrzejszych od siebie".
Pan żąda prostego wyjaśnienia w kilku zdaniach dlaczego nadal większości ludzi jakaś religia jest konieczną.
To proste.
Proste umysły szukają prostych wyjaśnień. Potrzeba im autorytetu: Boga, guru, wodza, który wie wszystko i za nich myśli, więc wiara w te autorytety jest zupełnie naturalną.
Są na ten temat całe biblioteki, ale ich poznanie wymaga intelektualnego wysiłku.

>Nie widzisz sprzeczności między jednym a drugim?
Ja nie widzę. Widzę natomiast, że niewiele Pan rozumie.

>Tym, co racjonaliście pozostaje, jest wiara w postęp, jest powiedzenie, że ludzkość staje się coraz bardziej racjonalna i odporna na zabobon odkąd zaczęło się ją odpowiednio "oświecać" (jak sądzili patroni tego forum).
Albo się wierzy, albo się jest racjonalistą.

>To stwierdzenie jest dla mnie aktem wiary (w człowieka), bo historia, zwłaszcza
>historia XX wieku pokazuje, że człowiek żyjący w roku 1939 nie jest wcale mniej
>okrutny, niż człowiek żyjący w roku 939
Pańskie stwierdzenie jest nie tylko aktem wiary, ale także zwykłej niewiedzy:
www.racjon(*)php/s,5342/q,Historia.przemocy

>Racjonalizm jest więc zabobonną wiarą, wynikającą (jak podejrzewam) z naiwnego założenia, że wraz z (niewątpliwym, co do tego zgoda) postępem technicznym i naukowym idzie w parze postęp "duchowy". Jako zabobonna wiara jest wewnętrznie sprzeczny, bo ma przecież walczyć z zabobonnymi wierzeniami, sama jego istota polega właśnie na tym.
Oto jak ograniczony wiarą nieoczytany fideista sobie racjonalizm wyobraża.

Wielce Szanowny Panie: "Nikt nas nie jest w stanie skompromitować bardziej, niż uczynimy to sami"
Pan jest niesłychanie szybki - wystarczyły Panu do tego dwa posty.

Miłego dnia."

No i to teraz? To jest to "bardzo rzetelne traktowanie"? Oceniać kogoś po dwóch postach? To nazywa Pan rzetelnością? Jeżeli to jest rzetelnością, to co jest nierzetelnością? Od razu, w pierwszej wiadomości skierowanej do niego, niejako na "dzień dobry" imputować mu ograniczenie intelektualne? To są Pana dżentelmeńskie sposoby dyskusji?

Idiotyzm.

-------------------------------------------------------------------------------------
30-01-2014 15:01 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)

> No i to teraz? To jest to "bardzo rzetelne traktowanie"?
Tak, odniosłem się do Pańskich wypowiedzi merytorycznie.

>Oceniać kogoś po dwóch postach?
Nie oceniałem Pana tylko Pańskie posty. Zajmowałem się oceną czyichś tekstów przez wiele lat zawodowo i jak Pan tu udowodnił nie pomyliłem się wcale z oceną tego na co Pana intelektualnie i kulturalnie stać. www.racjon(*).php/s,532005/z,0/d,38#w542041

>To nazywa Pan rzetelnością?
Zgadzam się ze wskazówkami zawartymi w "Prologu serwisu" oraz w "Wprowadzeniu" i staram się ich przestrzegać.

Za rzetelność w dyskusjach na naszym forum uważam wyrażanie swojej opinii o cudzych postach wnikliwie, bezstronnie i konkretnie. Zdawkowe grzecznościowe opinie przychylne, jak też zdawkowe chamskie opinie negatywne są niedopuszczalne. Natomiast ponieważ nasze wypowiedzi można zaliczyć do publicystyki, to kpina, ironia, czy nawet złośliwości są dopuszczalne, a czasem wprost wskazane.
www.uwm.edu.pl/doktoranci/files/dobra_praktyka.pdf
www.uwm.ed(*)06_rzetelnosc_broszura_fin.pdf

>Jeżeli to jest rzetelnością, to co jest nierzetelnością?
To co czynią tu różni fideiści oraz Pan. Manipulację cytatami i myślami, tak naukowych autorytetów, jak i interlokutorów.
Świeżym publicznym przykładem nierzetelności są wypowiedzi ks. dr hab. D. Oko: zkazdejstr(*)o-i-rzetelne-dane-naukowe.html

>Od razu, w pierwszej wiadomości skierowanej do niego, niejako na "dzień dobry" imputować mu ograniczenie intelektualne?
Może więc warto przeczytać właśnie Pańskie pierwsze wypowiedzi i zobaczyć co Pan w nich nam zaprezentował?

>To są Pana dżentelmeńskie sposoby dyskusji?
Nie, nigdy tak moich rozmów nie nazywałem, to jest dyskusja dopasowana do poziomu intelektualnego i kulturalnego rozmówcy.

>Idiotyzm.
Właśnie! Trafił Pan w sedno>

Miłego dnia.

@@@
.
30-01-2014 15:42 
 0 na 4
Elasp (6859 punktów)

>Nie oceniałem Pana tylko Pańskie posty. Zajmowałem się oceną czyichś tekstów przez wiele lat zawodowo

... i nie nauczył się Pan nawet rodzimego języka, skoro popełnia Pan błędy ortograficzne. Nie zna Pan też zasad interpunkcji.

Kilkadziesiąt lat nie wystarczyło Panu - jak widać - żeby opanować polszczyznę, a lekkomyślnie bierze się Pan za teologię, filozofię, a nawet naukę.

Nie tylko nie zna Pan logiki matematycznej i języków obcych (nie mówię już o filozofii i nauce!), ale nawet nie zna Pan języka polskiego.

Pańskie wypowiedzi na forum są dowodem nieuctwa, które jest niewybaczalne, jeżeli odziewa się w szaty mądrości.

Niech Pan naprawdę zachowa minimum powagi i choćby odrobinę racjonalności.

-------------------------------------------------------------------------------------
29-01-2014 19:03 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Metoda p. Bogusławskiego polega na ataku słownym - bezpośrednim lub pośrednim.
Tak sobie "mały Kazio" - tu Szanowny Pan Elasp - wyobraża sobie metodę Bogusławskiego.
I dobrze Pan sobie wyobraża! Gdy tylko głupotę zauważę, to ja wykazuję i złośliwie atakuję, a kpina jest najlepszą bronią przeciw głupocie. Szanuję ludzi i ich poglądy, ale nie mam żadnego szacunku dla głupoty.

>Wie Pan doskonale o tym i niech Pan nie odwraca kota ogonem.
To jest stała metoda wszystkich fideistów, Zarzucanie innym własnych nierzetelności, nieuczciwości, a nawet łajdactw. Szanowny Panie, grać w ping-ponga i odbijać ewidentnie wykazane zarzuty Pańskiego postępowania, to można bardzo długo, tylko co to intelektualnie nam wnosi?

>Broni Pan przegranej sprawy i wie Pan o tym.
Każda sprawa, która Panu nie potakuje jest według Pana przegraną sprawą, to jedno z wielu Pańskich ograniczeń intelektualnych. Po prostu - ten typ tak ma.

>Po pierwsze, są to pozorne kontrprzykłady, bo ani Pan, ani Maceox nie stanowicie takich interlokutorów, o jakich tu chodzi,
To fajne! A o jakich interlokutorów tu chodzi. Rozumiem racjonaliści odpadają. Szanownego Pana interesują irracjonalni fideiści. No i co? I żąda Pan szacunku i partnerskiego traktowania dla głupot jakie oni nam tu przedstawiają. Nie - Wielce Szanowny Panie - nie mam najmniejszego szacunku dla głupoty i nikt mnie do tego nie zmusi.

>tylko o takich jak p. Bielecki.
Można dodać Konowala, Vancalara, Brzostowskiego, Peruńca itd.
Natomiast ci, których wymieniłem w tym wątku wyżej dla Pana Elaspa nie mają znaczenia. Oni nie stanowią takich interlokutorów, o jakich mu chodzi:
Miałem w życiu wielu swoich mistrzów i tych poznanych tylko za pośrednictwem książek i tych poznanych bezpośrednio.
Ich ogromną wiedzę przepuściłem przez swój umysł i wziąłem od nich to co udało mi się zrozumieć i przyswoić w budowie własnego światopoglądu. Wydaje mi się, że coś tam wiem o otaczającej nas rzeczywistości, ale stale się jeszcze uczę.

Na naszym forum spotkałem sporą grupę bardzo inteligentnych osób o ogromnej wiedzy i właśnie dla tego ogromu wiedzy samodzielnie przemyśliwanej mam wielki szacunek. Nie wymienię wszystkich, gdyż nie starczyło by miejsca, ale choć parę osób: Meretseger, Liliac, Andrzej.51, Fizyk, Jacek Tabisz, Big_zyd, Diogenes. Przepraszam kilkudziesięciu (a przynajmniej kilkunastu) pozostałych za ich ominięcie.

Uczę się od nich i są dla mnie inspiracją do sprawdzenia, doczytania, douczenia się własnego. Dzięki im za to!


>Po drugie 0,285 to żaden powód do chwały.
Dostateczny dowód na Pańskie prymitywne kręcenie.

>Post scriptum. Pan Bogusławski w odpowiedzi p. Bieleckiemu (ten sam wątek):
>"Z wiarą nie ma dyskusji a i czasu szkoda. Pan Bielecki nie jest od myślenia, a od powtarzania propagandowego kitu."
>I co teraz?
Teraz to bardziej pasowałoby: - "Z wiarą nie ma dyskusji a i czasu szkoda. Pan Elasp nie jest od myślenia, a od powtarzania propagandowego kitu.", Ale można tu jeszcze kilka nicków wpisać.

Miłego dnia.

@@@
.
29-01-2014 19:28 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

Tak, o tym, że walczy Pan z głupotą, pisze Pan wielokrotnie.

Nie napisał Pan tylko o tym, że głupota to to, co Pan za głupotę uznaje. To jest Pańska definicja głupoty i nią się Pan posługuje od siedmiu lat. Mądre książki to te, które Pan za mądre uznaje. Wszystkie inne nie są mądre. I tak dalej.

Ja też mogę powiedzieć o sobie, że walczę z głupotą. Każdy może powiedzieć o sobie, że walczy z głupotą.

Naprawianie świata niech Pan zacznie od samego siebie.

29-01-2014 23:00 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
> Tak, o tym, że walczy Pan z głupotą, pisze Pan wielokrotnie.
> Nie napisał Pan tylko o tym, że głupota to to, co Pan za głupotę uznaje.
Stara Pańska metoda, Pan zawsze najlepiej wie to co inni myślą. Nawet więcej od nich samych, a jest to zwyczajna nieuczciwość intelektualna. Wymyśla Pan sobie innych poglądy, a następnie ostro je atakuje.

W rozumieniu tego co jest głupotą wychodzę od definicji w Wikipedii.

>To jest Pańska definicja głupoty i nią się Pan posługuje od siedmiu lat..
Nie, nigdy nie próbowałem głupoty zdefiniować, ale spróbuję:
Nie jest takim prostym opisanie co ja za głupotę uznaję: - Przecież niski poziom wiedzy jeszcze nikogo nie naznacza głupotą. Iluż to prostych, niewykształconych ludzi potrafi być mądrych jak mało kto, a iluż inteligentów z wykształcenia popisuje się głupotą koncertowo.

Gdzie miałaby być ta granica wiedzy która rozdzielała by mądrych i głupich? Czy naprawdę trzeba dużo wiedzieć by nie być głupim? Jeśli jakieś informacje są człowiekowi do niczego niepotrzebne, to na cholerę mu ta wiedza?

Natomiast myślę, że głupotą jest brak wiedzy, która jest człowiekowi potrzebna w jego życiu - a jest dostępna. Zaś wielką głupotą jest zadufanie i autorytatywne wypowiadanie się w tematach, o których nie ma się lub ma minimalne pojęcie. Na przykład wypowiedzi księdza Oko.

Czy inteligencja i wysoki poziom wykształcenia chroni przed głupotą?...
Tak na oko powinna chronić. Ale przecież znamy inteligentnych i wykształconych ludzi, którzy są normalnie głupi! Np. ks. abp prof. zw. dr hab.
Znający wiele języków. Czyli człek mocno utytułowany, a głupi jak but z lewej nogi.

Zdecydowanie za głupiego można uznać kogoś, kto kieruje się bardzo uproszczonymi opiniami - zasłyszanymi gdzieś w życiu - nie zweryfikowanymi samodzielnie - co powoduje, iż jest wiele odmian głupoty wynikającej z różnych zasłyszanych zabobonów albo mądrości wymyślonych zapewne przez "idiotę", choć może to być "najwyższy ziemski autorytet.


Tak, to moje subiektywne oceny, ale przez plusy, to one się jednak obiektywizują. Trzeba być bardzo upartym i mieć poczucie misji aby z uporem - przy braku akceptacji wciskać swój kit propagandowy. Ja bym tak nie mógł.

Jeszcze raz tu powtórzę przedmiotem moich ocen są tu przedstawiane teksty, a nie ukryci za nickami ludzie, których nie znam. Tylko trudno precyzyjnie oddzielić tekst od tego kto go napisał.

www.racjon(*).php/z,0/d,41/s,546248#w555111
www.racjon(*).php/s,532005/z,0/d,35#w541840

>Ja też mogę powiedzieć o sobie, że walczę z głupotą.
Może Pan! Może Pan mówić co chce!

>Każdy może powiedzieć o sobie, że walczy z głupotą.
Znowu nie widzę żadnych przeszkód.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,547514#w547635
www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,580149#w580924
www.racjonalista.pl/forum.php/s,576379#w576475
www.racjonalista.pl/forum.php/s,567301#w567307
www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,537296#w537666

>Naprawianie świata niech Pan zacznie od samego siebie.
Ależ ja ani nie chcę, ani nie mam zamiaru świata naprawiać, co najwyżej trochę się z różnych głupot na racjonalistycznym forum pośmiać.

Miłego dnia.

@@@
.
29-01-2014 09:10 
 Ocena 11 na 11
liliac (147340 punktów)
>Muszę odejść z tego forum, bo to strata czasu.

Nie krępuj się
Nie wydaje mi się, by ktoś miał za tobą jakoś szczególnie tęsknić, a takie krygowanie się, to - wybacz - trochę jakby infantylne się wydaje

"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
29-01-2014 11:52 
 Ocena-1 na 3
Elasp (6859 punktów)

>Nie wydaje mi się, by ktoś miał za tobą jakoś szczególnie tęsknić, a takie krygowanie się, to - wybacz - trochę jakby infantylne się wydaje

"Nie wydaje", "wydaje"... Gdzie dowody? Przypominam, że jesteśmy na forum dla racjonalistycznym. Tu niczego nie przyjmuje się tylko dlatego, że się takim lub innym "wydaje". A Pani wyrywa kartkę z prywatnego dziennika wrażeń i przeczuć i chce nadać jej moc obiektywnej konstatacji.
29-01-2014 12:00 
 Ocena 11 na 11
liliac (147340 punktów)
>>Nie wydaje mi się, by ktoś miał za tobą jakoś szczególnie tęsknić, a takie krygowanie się, to - wybacz - trochę jakby infantylne się wydaje
> "Nie wydaje", "wydaje"... Gdzie dowody?

Tym bardziej infantylne wydaje się domaganie się dowodów na stwierdzenia zawarte w uwadze opatrzonej klauzulą "wydaje/nie wydaje się"

>Przypominam, że jesteśmy na forum dla racjonalistycznym.

A mnie wydaje się, że jeśli będziesz nadal tak uparcie kontynuował pouczanie innych użytkowników, które to pouczanie nie do ciebie, a do moderacji forum należy, to wylądujesz w Oślej za trolling

Chociaż to ostatnie właściwie nie tylko mi się wydaje. To ostatnie możesz potraktować jako zapowiedź faktów.

"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
29-01-2014 16:02 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Oszałamiająca liczba jak na siedem lat aktywności p. Bogusławskiego
> na forum. (..) Śmieszne i kuriozalne. Jeżeli ja powiem "dzień dobry"
> dwa razy na siedem lat to jestem kulturalny? Śmieszne.

Czytam to, czytam co piszesz i z kolejnym, którymś tam zawodem muszę stwierdzić, że znów gafa. Chodziło tylko o odezwanie się, a nie jakąś sztywną liczbę "z palca". Jestem przekonany, że za nami z maceox'em jest cała rzesza forumowiczó, którzy albo nie czytają tego wątku a rozmawiali z p. Bogusławskim i czuli się w rozmowie dobrze, albo czytają, tylko nie widzą sensu w udowadnianiu Ci czegoś, co i tak jest oczywiste (m.in. bo potraktowałbyś ich tak, jak mnie z maceox'em).
Wybacz, ale te Twoje zestawienia naprawdę o pomstę do nieba wołają.

> Muszę odejść z tego forum, bo to strata czasu.

Zrobisz, jak uważasz za najlepsze.

pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
25-01-2014 22:29 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> zapisałem (w grudniu 2012 r.) przejrzałem wątki forum i wydały mi się ciekawe.

Miło nam.

> Nie bez znaczenia była też bardzo ładna (profesjonalna,
> moim zdaniem) szata graficzna.

Rozumiem.

> Bezpośrednią przyczyną była natomiast pewna wypowiedź
> z którą nie mogłem się zgodzić (wydała mi się wewnętrznie sprzeczna).
> Zarejestrowałem się więc aby odpowiedzieć.

Jak widzę raczej, by pouczać "strzelając" ocenne wykłady, opakowane w kulturalny język:
Cytat:
Sugeruję Panu dokładniejsze przemyślenie tych spraw, albowiem Pańskie poglądy (przynajmniej w postaci sugerowanej przez powyższą Pana wypowiedź) wydają się niestety nie do utrzymania. Przeczucie Pana nie myliło - zawierają podstawowy błąd, a mianowicie sprzeczność.


> Sądziłem, że zostanę natychmiast zmiażdżony

I sprawa troszku jakby się przeciągnęła?

> ale po otrzymaniu pierwszych odpowiedzi uznałem, ze może nie będzie aż tak źle.

Mam już ostatnie pytanie z tego wątku. Proszę, nie traktuj tego jako narzucanie, nawet nie jako sugestię. Chcę sprawdzić jak bardzo się różnimy (względnie jesteśmy do siebie nieco podobni).
Miałeś kiedyś satysfakcję, pokusę - jak zwał tak zwał - by się tutaj czegoś od forumowiczów nauczyć?
pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
25-01-2014 23:23 
 Ocena 3 na 3
Elasp (6859 punktów)

>Miałeś kiedyś satysfakcję, pokusę - jak zwał tak zwał - by się tutaj czegoś od forumowiczów nauczyć?

Zgadzam się w tym względzie z p. Bogusławskim, że od każdego można się czegoś nauczyć. Wprawdzie chyba nie przejąłem od nikogo żadnej konkretnej tezy (na razie!), ale uporządkowałem własne (przed "Racjonalistą" w ogóle nie zastanawiałem się np. nad problemem wiara religijna versus rozum) i podreperowałem ich uzasadnienie dzięki zmasowanej krytyce, z którą się te tezy spotkały. Jest to dla mnie ważne o tyle, iż krytyka działa na mnie stymulująco, nigdy deprymująco (niech pp. Bogusławski, Big_Zyd, Astrotaurus nie mają co do tego żadnych złudzeń) - jest niczym zastrzyk umysłowej adrenaliny. Im bardziej radykalna (ale nie chamska oczywiście), tym lepiej.

26-01-2014 15:21 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Dziękuję za odpowiedź. Teraz Cię nieco lepiej rozumiem. Więc zostałeś obdarowany czymś, czego się nie spodziewałeś. Mimo wszystko akcent w moim pytaniu położony był trochę w innym miejscu.
Chodziło mi o chęci, o intencję, z którą pojawiłeś się na naszym Forum, względnie z którą nadal się angażujesz w rozmowę. Intencja jest najpierw.

Z tym deprymowaniem to chyba jakaś kalka z relacji panujących w świecie teistów albo nie wiem już co. Krytyka od wymienionych panów obnaża ślepe uliczki myślenia, mnie w każdym razie w konsekwencji motywuje do uzupełnienia zasobów wiedzy / racjonalnego myślenia. Tak też odbieram wszystkie "karcące", krytykujące czy też ironiczne listy forumowiczów tutaj.
pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
27-01-2014 20:58 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)Odp: Dlaczego nie mógłbym być ateistąhoć, ja jeszcze raz Ci wytłumaczę
> Owszem, próbuję przekonać do swoich racji, ale każdy
> dyskutant, mający własne zdanie, próbuje to robić

Swoją drogą ciekawe, z tego co mówisz działasz zupełnie inaczej niż Jezus, który jest przecież środkiem chrześcijanstwa. Z tego co wiem bardzo dużo mówi się w wierze katolickiej o naśladowaniu Jezusa i czyni się to przecież nie w celu ślepego hołubienia.

A przecież czy on za kimś ganiał, kogoś próbował przkonywać do swoich racji? Lapał za kołnierz i mówił kulturalnie "chodź, jeszcze raz ci wytłumaczę, tylko na innym przykładzie"? Uprawiał dialog?
Nie.
Po prostu mówił co miał do powiedzenia i ludzie, którzy go otaczali albo to kupowali i szli za nim, albo nie.
Inna sprawa, że zamiast jakoś strategicznie zachęcać - często prosto z mostu groził i dawał autorytarnie, mało dwuznaczne ale czesto brutalne przypowieści w stylu drzewa nie dającego owocu, do którego "korzenia siekiera przyłożona, jeśli więc nie wyda, to będzie wycięte i w ogień wrzucone" albo o posyłaniu proroków, mędrców i uczonych "których jeśli ich ludzie nie przyjmą - spadnie na nich krew niewinna". Ot tak po prostu.

To jak w końcu jest z tym naśladowaniem Jezusa? Wierni mają to robić we wszystkim, tylko częściowo a może czasy na tyle już inne, że nie chodzi o naśladowanie?

Mówię też trochę w kontekście nadstawiania drugiego policzka, którą to historię dość trudno dziś obronić, w każdym razie nie odpowiedziałeś na mój wpis a miałem tam coś jeszcze w zanadrzu.
łącząc pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
27-01-2014 22:29 
 Ocena 1 na 3
Elasp (6859 punktów)

Proszę przypomnij gdzie i na co nie odpowiedziałem - powoli gubię się w meandrach wielowątkowej (ale bardzo ciekawej!) dyskusji.

>Z tego co wiem bardzo dużo mówi się w wierze katolickiej...

Wiesz doskonale. Jesteś tak samo katolikiem jak ja. Jeżeli masz dzieci, są ochrzczone. Jeżeli będziesz mieć - będą. Proszę więc bez tego rodzaju "zagrań" pod racjonalistyczną publikę...

>Czy kogoś próbował przkonywać do swoich racji? Lapał za kołnierz i mówił kulturalnie "chodź, jeszcze raz ci wytłumaczę, tylko na innym przykładzie"? Uprawiał dialog?

Owszem, wielokrotnie rozmawiał z uczonymi w piśmie i faryzeuszami. Rozmowy te na pewno nie polegały na monologach Jezusa. W tym sensie np. teologia jest naśladowaniem Jezusa. Z naukami zwracał się natomiast do prostego ludu (trudno, aby z nim dyskutował jak z tamtymi).
28-01-2014 10:13 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Proszę przypomnij gdzie i na co nie odpowiedziałem -
> powoli gubię się w meandrach wielowątkowej (ale bardzo ciekawej!) dyskusji.

Chyba krócej będzie, gdy przypomnę z pamięci.
Mowa była o potencjalnej szkodliwości nadstawiania drugiego policzka, oraz znalezieniu dziś alternatywnych, bardziej korzystnych postaw ludzkich.

Podałem hipotetyczny przykład chłopaka Twojej córki, który kradnie ci rower na paserkę, a Ty się później dowiadujesz się o tym z pewnego źródła. Z tego co pamiętam, Twoje rozwiązanie wyglądałoby tak: idziesz do córki i mówisz jej, żeby z nim zerwała, później chcesz odzyskać rower idąc (chyba?) na Policję.
Ja określiłem to rozwiązanie jako słabe, a już na pewno mało dydaktyczne.
Dalej nie interesował Cię mój alternatywny punkt widzenia, więc go nie podałem.

>Wiesz doskonale. Jesteś tak samo katolikiem jak ja.

Dość ciekawe podejscie. Nieważne kim się człowiek sam czuje, co myśli i jak żyje. Jeśli został ochrzczony - jest katolikiem. Tja..


> Jeżeli masz dzieci, są ochrzczone. Jeżeli będziesz mieć - będą.

Tu się mylisz, ale ok - na potrzeby rozmowy niech tak zostanie.

>Owszem, wielokrotnie rozmawiał z uczonymi w piśmie i faryzeuszami.

Jednak nie po to, aby ich do czegoś nakłaniać. Prawda? Pokazywał im ich błędy w swoim domniemaniu punkt widzenia. Oni o coś pytali - on odpowiadał. Piszę "w swoim domniemaniu", ponieważ faryzeusz w rozumieniu i ujęciu Biblii NT, a w rzeczywistosci to dwie różne sprawy.

> Rozmowy te na pewno nie polegały na monologach Jezusa.
> W tym sensie np. teologia jest naśladowaniem Jezusa.

Nie rozmawiamy o spisanych tomach, które wg teologow z tego wynikają, tylko o samej postawie Jezusa.
Może inaczej: tu chodzi mi bardziej o formę, niż o treść.

> Z naukami zwracał się natomiast do prostego ludu
> (trudno, aby z nim dyskutował jak z tamtymi).

Po pierwsze tylko do tego tłumu, który szedł za nim i chciał go słuchać.
Po drugie nikogo nie nakłaniał w tym dorotliwym sensie, o którym napisałem wcześniej:
Cytat:
A przecież czy on za kimś ganiał, kogoś próbował przkonywać do swoich racji? Lapał za kołnierz i mówił kulturalnie "chodź, jeszcze raz ci wytłumaczę, tylko na innym przykładzie"?


W czym chciałbyś tego Jezusa naśladować, a w czym nie?
pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
28-01-2014 20:51 
 Ocena-1 na 3
Elasp (6859 punktów)

>Ja określiłem to rozwiązanie jako słabe, a już na pewno mało dydaktyczne.
>Dalej nie interesował Cię mój alternatywny punkt widzenia, więc go nie podałem.

Ciekawi mnie, ale myślę, że mylisz działanie moralne z legalnym (zgodnym z prawem) i pożytecznym. Moralność to nie to samo, co legalność + pożyteczność.

>Dość ciekawe podejscie. Nieważne kim się człowiek sam czuje, co myśli i jak żyje. Jeśli został ochrzczony - jest katolikiem. Tja..

Chodzi o to, że polski ateizm jest naskórkowy, jest pewną intelektualną i obyczajową pozą, manierą w której nie ma nic autentycznego, ani trwałego. Ateizm polski to mały, odpustowy diabełek, za naciśnięciem pokazujący swój gumowy, czerwony języczek. Na szczęście, bo wyrzec się katolicyzmu to wyrzec się ważnego składnika polskości, to podać w wątpliwość trud i ideały naszych przodków. Katolicyzm uczynił nas narodem, dzięki katolicyzmowi przetrwaliśmy jako naród i nie przetrwamy jako naród bez katolicyzmu. Katolicyzm jest po prostu wpisany w naszą narodową tożsamość.
---------------------------------------------------------------------------------------
28-01-2014 21:04 
 Ocena 6 na 6
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)
>Chodzi o to, że polski ateizm jest naskórkowy, jest pewną intelektualną i obyczajową pozą, manierą w której nie ma nic autentycznego, ani trwałego. Ateizm polski to mały, odpustowy diabełek, za naciśnięciem pokazujący swój gumowy, czerwony języczek.

A waćpan stwierdza, że coś takiego jak "ateizm polski" istnieje. Proszę sobie raz na zawsze zapamiętać : ateizm to jest jedno stwierdzenie światopoglądowe, czyli "boga nie ma". Cała reszta jest kompletnie opcjonalna.

>Na szczęście, bo wyrzec się katolicyzmu to wyrzec się ważnego składnika polskości, to podać w wątpliwość trud i ideały naszych przodków. Katolicyzm uczynił nas narodem, dzięki katolicyzmowi przetrwaliśmy jako naród i nie przetrwamy jako naród bez katolicyzmu. Katolicyzm jest po prostu wpisany w naszą narodową tożsamość.

A czymże jest ta mistyczna polskość i dlaczego jej składową jest obca wiara ?

Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
28-01-2014 21:43 
 Ocena 5 na 5
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Chodzi o to, że polski ateizm jest naskórkowy, jest pewną intelektualną i obyczajową pozą, manierą w której nie ma nic autentycznego, ani trwałego.
Doprawdy? Jeśli tak wygląda polski ateizm, to stan polskiego katolicyzmu musi być i jest jeszcze bardziej żałosny. Ot ojce nasze do kościoła chodzili, to i my chodzim coby polskość prawdziwą (i nowe ubranie) sąsiadom pokazać.
>Ateizm polski to mały, odpustowy diabełek, za naciśnięciem pokazujący swój gumowy, czerwony języczek.
Czym w takim razie jest polska religijność? Tandetnym jarmarkiem? Baśnią dla misiów o bardzo małym rozumku? Pożywką dla hipokrytów chcących narzucać innym zasady, których sami nie przestrzegają?
>Na szczęście, bo wyrzec się katolicyzmu to wyrzec się ważnego składnika polskości, to podać w wątpliwość trud i ideały naszych przodków.
Gucio prawda. Odejść od zabobonu to żadna strata, ani żaden dyshonor. Przodkom zaś nic do tego.
>Katolicyzm uczynił nas narodem, dzięki katolicyzmowi przetrwaliśmy jako naród i nie przetrwamy jako naród bez katolicyzmu.
Zaprawdę tylko pod tym znakiem będzie Polak biedakiem. Katolicyzm to żałosna kpina z rozumu, usprawiedliwienie każdej zbrodni próżną, domagającą się czci i mściwą bozią. To katolicyzm ogranicza i sprawia, że gmin czuje się w prawie narzucać innym niewolniczą moralność. Katolicyzm to wieczne poddaństwo, pokorne czekanie baranów na rzeź. Barany zaś są z tego dumne, same zwąc się owieczkami.
>Katolicyzm jest po prostu wpisany w naszą narodową tożsamość.
Tu się zgodzę. Ileż to durnoty w narodzie polskim było by mniej gdyby tą część tożsamości wyrzucił na śmietnik historii.

The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
28-01-2014 22:03 
 Ocena 12 na 12
szarley (54911 punktów)

>Na szczęście, bo wyrzec się katolicyzmu to wyrzec się ważnego składnika polskości, to podać w wątpliwość trud i ideały naszych przodków. Katolicyzm uczynił nas narodem, dzięki katolicyzmowi przetrwaliśmy jako naród i nie przetrwamy jako naród bez katolicyzmu. Katolicyzm jest po prostu wpisany w naszą narodową tożsamość.

Powiedz to w Wiśle, Karwinie, Ustroniu, Jabłonkowie, Goleszowie czy Orłowej
Powiedz to o Reju, Lindem, Gizewiuszu, Zugu, Żeromskim, Gersonie, Przyborze, Szczypiorskim, Burschem
Powiedz to Buzkowi, Małyszowi, Szarkowi....

(nie wspominam o żydach, muzułmanach, karaimach, prawosławnych....)

Co ty, k.... wiesz o swoim kraju
28-01-2014 22:27 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Co ty, k.... wiesz o swoim kraju

Znasz zasadę "wyjątek potwierdza regułę?"

Szczypiorski był agentem SB (TW "Miglanc", TW "Mirek"), rozpracowującym na życzenie SB własnego ojca (!), Adama Szczypiorskiego, członka PPS. Andrzej Szczypiorski wychował swojego syna Adama tak, iż ten donosił SB na własnego ojca (jako TW "Gaweł"). Nie jest to żaden autorytet, to antybohater. Wypadałoby jednak znać historię najnowszą.

Pozdrawiam.
--------------------------------------------------------------------------------------
29-01-2014 08:25 
 Ocena 9 na 9
szarley (54911 punktów)
>Szczypiorski był agentem SB (TW "Miglanc", TW "Mirek"), rozpracowującym na życzenie SB własnego ojca (!), Adama Szczypiorskiego, członka PPS. Andrzej Szczypiorski wychował swojego syna Adama tak, iż ten donosił SB na własnego ojca (jako TW "Gaweł"). Nie jest to żaden autorytet, to antybohater.
To kto w końcu kogo wychowywał, kto był czyim synem i kto na kogo donosił?

1. Źródła ubeckie są dla mnie równie wiarygodne co ploty Zenka z Radwanic
2. Szczypiorski (nawet jeśli był agentem!) był jednym z najważniejszych polskich pisarzy XX w
3. Kapusie zdarzali się także wśród katolików, ba nawet na prestiżowym arcybiskupstwie warszawskim omal nie osadzono kapusia
4. Pewien polski, katolicki biskup, a przy tym jeden ze świetniejszych polskich pisarzy, został po rozbiorach prymasem po protekcji króla zaborczego państwa.
5. Nie odniosłeś się w żaden sposób do pozostałych przykładów, chyba że brednię
Cytat:
"wyjątek potwierdza regułę?"

mam brać za dobrą monetę.
Otóż wyjątek nie potwierdza żadnej reguły, tylko ją obala, zmuszając do pracy nad nową regułą. Wyjątek tylko wtedy reguły nie stanowi, kiedy regułą nazywamy uproszczenie (co jest uproszczeniem samym w sobie)

Wpływu katolicyzmu na "polskość" nikt nie podważa, choć jest on różnie oceniany, amputowanie wszystkiego co katolickie z polskiej historii i kultury zamieniło Polskę w niemal bezświadomą pustynię, (z tym zgodzi się zapewne większość ateistów) ale stąd nie wynika jeszcze ani wniosek że jedynie katolicyzm zapewni Polsce przetrwanie
Cytat:
nie przetrwamy jako naród bez katolicyzmu
,
ani też, tym bardziej wniosek, że jedynie katolicyzm polskość kształował.

To właśnie Twoje założenie Ein Volk, ein Reich, ein Michalik spowodowało pozbycie sie z Polski Słowińców i Mazurów, to Twoje założenie trzyma z daleka od polskości współczesnych mieszkających w Polsce Ukraińсów, Łemków, Ślązaków, Niemców, choć w czasach kiedy polskość była dla nich otwarta wiele dla Polski zrobili.

Poczytaj o historii tajnych polskich luterańskich nabożeństw na Czantorii i Równicy, odprawianych na przekór germanizującemu katolickiemu kościołowi, poczytaj o historii mazurskich gromadkarzy. Nie wiem gdzie mieszkasz, ale proponuję, odwiedź dwa największe miast I Rzeczpospolitej: Gdańsk i Lwów...

>Wypadałoby jednak znać historię najnowszą.
Mam ten luksus, że nie muszę, ale znam Waszą historię lepiej niż większość Polaków
29-01-2014 10:37 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>Wpływu katolicyzmu na "polskość" nikt nie podważa, choć jest on różnie oceniany,
ok
>amputowanie wszystkiego co katolickie z polskiej historii i kultury zamieniło Polskę w niemal bezświadomą pustynię, (z tym zgodzi się zapewne większość ateistów)
Przepraszam, o czym mówisz?

>ale stąd nie wynika jeszcze ani wniosek że jedynie katolicyzm zapewni Polsce przetrwanie
ok

>ani też, tym bardziej wniosek, że jedynie katolicyzm polskość kształował.
ok

Pozdrawiam
29-01-2014 11:04 
 Ocena 2 na 2
szarley (54911 punktów)
>>Wpływu katolicyzmu na "polskość" nikt nie podważa, choć jest on różnie oceniany,
>ok
>>amputowanie wszystkiego co katolickie z polskiej historii i kultury zamieniło Polskę w niemal bezświadomą pustynię, (z tym zgodzi się zapewne większość ateistów)
>Przepraszam, o czym mówisz?

Przykład podała poniżej Meretseger, a to tylko jeden z wielu.
To akurat nie było najważniejsze w mojej odpowiedzi udzielonej Elaspowi

Przepraszam, powinienem napisać "zamieniłoby" tak jak napisałem wyszło głupio
29-01-2014 11:35 
 Ocena 7 na 7
maceox (6766 punktów)
>>>amputowanie wszystkiego co katolickie z polskiej historii i kultury zamieniło Polskę w niemal bezświadomą pustynię, (z tym zgodzi się zapewne większość ateistów)
>>Przepraszam, o czym mówisz?
[...]
>Przepraszam, powinienem napisać "zamieniłoby" tak jak napisałem wyszło głupio
A, to teraz rozumiem.
Rzeczywiście nie da się ukryć, że chrześcijaństwo (a w Polsce akurat przede wszystkim katolicyzm) zawsze dążyło do objęcia władzy nad całą ludzką świadomością, w tym nad nauką, kulturą i sztuką i wywarło swoisty wpływ na te dziedziny.
W związku z tym tak ogólnie w Polsce świadomość była kształtowana zwłaszcza po katolicku. Dlatego Twój wniosek jest niejako prawidłowy.

Tyle tylko, że wcale nie wiemy, jak by się rozwinęła świadomość, gdyby chrześcijaństwo nie zwyciężyło, a miast tego przetrwały np. lokalne wierzenia słowiańskie - przepraszam, nawet przez myśl mi nie przychodzi aspirowanie do wiedzy i mądrości Big_zyda, ale muszę jeszcze teraz dodać to słowo - kurde.

Ostatecznie więc o żadnej bezświadomej pustyni nie może być mowy, bo gdyby katolicyzm nie monopolizował świadomości, to istniałyby inne inspiracje do jej rozwoju, co widać po innych częściach świata.

__________________________________________________________________
29-01-2014 12:01 
 Ocena 3 na 3
szarley (54911 punktów)
>>Przepraszam, powinienem napisać "zamieniłoby" tak jak napisałem wyszło głupio
>A, to teraz rozumiem.
To dobrze, bo palnąłem głupstwo

>Tyle tylko, że wcale nie wiemy, jak by się rozwinęła świadomość,

Nie wiemy, dyskusje "co by było gdyby.." bywają bardzo interesujące, ale historii zmienić się nie da. Za to warto ją poznawać.

>Ostatecznie więc o żadnej bezświadomej pustyni nie może być mowy, bo gdyby katolicyzm nie monopolizował świadomości, to istniałyby inne inspiracje do jej rozwoju, co widać po innych częściach świata. (...)
>gdyby chrześcijaństwo nie zwyciężyło, a miast tego przetrwały np. lokalne wierzenia słowiańskie - przepraszam, nawet przez myśl mi nie przychodzi aspirowanie do wiedzy i mądrości Big_zyda, ale muszę jeszcze teraz dodać to słowo - kurde.

... wtedy napisałbym, że amputowanie tych innych inspiracji zamieniłoby Polskę w niemal bezświadomą pustynię.

Można się spierać czy wpływ chrześcijaństwa (podobnie jak pogaństwa, obcych rządów, sanacji, komunizmu .....) był pozytywem, czy negatywem, ale podważanie istnienia tych wpływów jest fałszowaniem historii.
Pisałem o katolicyzmie, bo rozmawiałemz Elaspem, ale moje słowa można traktować szerzej. Gdyby z polskiej kultury/tradycji usunąć ślady pogańskie, też byłoby to poważnym zubożeniem
29-01-2014 12:13 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>>Ostatecznie więc o żadnej bezświadomej pustyni nie może być mowy, bo gdyby katolicyzm nie monopolizował świadomości, to istniałyby inne inspiracje do jej rozwoju, co widać po innych częściach świata. (...)
>>gdyby chrześcijaństwo nie zwyciężyło, a miast tego przetrwały np. lokalne wierzenia słowiańskie -
>... wtedy napisałbym, że amputowanie tych innych inspiracji zamieniłoby Polskę w niemal bezświadomą pustynię.
>Można się spierać czy wpływ chrześcijaństwa (podobnie jak pogaństwa, obcych rządów, sanacji, komunizmu .....) był pozytywem, czy negatywem, ale podważanie istnienia tych wpływów jest fałszowaniem historii.
Zgoda

>Pisałem o katolicyzmie, bo rozmawiałemz Elaspem, ale moje słowa można traktować szerzej. Gdyby z polskiej kultury/tradycji usunąć ślady pogańskie, też byłoby to poważnym zubożeniem
Też zgoda.

To co, nie mamy się już o co spierać?

_____________________________________________________________
29-01-2014 12:33 
 Ocena 1 na 1
szarley (54911 punktów)

>To co, nie mamy się już o co spierać?
A był spór?
29-01-2014 15:10 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
>>To co, nie mamy się już o co spierać?
>A był spór?
Zastanawiam sie, czy warto sie o to spierać...

Mam pytanie z innej beczki, poniekąd w nawiązaniu do ostatnich rozmów z Elaspem.
O ile sie nie mylę jesteś osobą wierzącą. Nie śledzę wszystkich Twoich wpisów, ale mam wrażenie, ze raczej jesteś poważany przez racjonalistow.
Prawdopodobnie nie próbujesz ewangelizowac, a w innych tematach wykazujesz sie dużą wiedzą.
Mam tu jednak pytanie, czy poruszałes kiedyś na forum temat Twej wiary i jeśli tak, to jak ta rozmowa sie potoczyła?
29-01-2014 17:33 
 Ocena 6 na 6
szarley (54911 punktów)
>Mam pytanie z innej beczki, poniekąd w nawiązaniu do ostatnich rozmów z Elaspem.
>O ile sie nie mylę jesteś osobą wierzącą. Nie śledzę wszystkich Twoich wpisów, ale mam wrażenie, ze raczej jesteś poważany przez racjonalistow.
Cieszyłbym się bardzo, gdybym był poważany Chciałbym na poważanie zasłużyć.
Kilka osób napisało, że lubi czytać moje wpisy, co mnie bardzo cieszy, kilka innych pochwaliło mój język czym się chwalę, kiedy tylko mam okazję.

>Prawdopodobnie nie próbujesz ewangelizowac,
Nie, choć nigdy nie udawałem ateisty. Nie uważam się za uprawnionego do ewangelizowania słowem, a czy przykładem? Bóg osądzi.

>a w innych tematach wykazujesz sie dużą wiedzą.
Dziękuję, to bardzo miłe

>Mam tu jednak pytanie, czy poruszałes kiedyś na forum temat Twej wiary i jeśli tak, to jak ta rozmowa sie potoczyła?
Owszem, przecież przyznawałem się do swojej religijności, więc temat poruszałem i wyjąwszy naprawdę pojedyncze, nieistotne dla mnie przypadki (w tym mailowe) moja postawa nie spotkała się na forum z żadnymi objawami niechęci. Nawet kiedy bronię stanowiska katolików, spotykam się jedynie z kontrartgumentami a nie z negatywnymi emocjami.
Racjonalizm nie jest tożsamy z ateizmem (pl.wikiped(*)lizm_światopoglądowy) , choć iloczyn zbioru ateistów i racjonalistów jest całkiem spory.
Jedyną osobą, której mocno przeszkadza mój sposób pojmowania religii jest mój proboszcz

Pozdrawiam
29-01-2014 17:53 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Jedyną osobą, której mocno przeszkadza mój sposób pojmowania religii jest mój proboszcz

Przyznam się, że chyba 'mojemu' też by mój przeszkadzał..
Serdecznie pozdrawiam!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
30-01-2014 11:46 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
>Owszem, przecież przyznawałem się do swojej religijności, więc temat poruszałem i wyjąwszy naprawdę pojedyncze, nieistotne dla mnie przypadki (w tym mailowe) moja postawa nie spotkała się na forum z żadnymi objawami niechęci. Nawet kiedy bronię stanowiska katolików, spotykam się jedynie z kontrartgumentami a nie z negatywnymi emocjami.
To jest przyczynek do dyskusji z Elaspem. On nam zarzuca, że nie potrafimy elegancko rozmawiać z wierzącymi.
Proszę tylko spojrzeć na fragment rozmowy Elaspa z Panem Bogusławskim:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,600722#w603429

Cytat:
>>Proszę zatem o wskazanie tych osób, z którymi się Pan w całości nie zgadza, a które mimo to traktuje Pan po partnersku.

>Jeszcze czego?

No pewnie, bo trudno wskazać kogoś, kogo nie ma.

Oj, zaplątał się Pan i potyka o własne nogi! A na dodatek "mataczy Pan" - że użyję Pańskiego określenia. Chyba wszyscy to widzą.

Tych "paru osób" przecież nie ma. Nie przewidział Pan, że o nie zapytam. Niech Pan nie kręci i nie udaje.

Jeżeli są, niech się odezwą. Gwarantuję Panu, że nie odezwie się nikt.


Moim zdaniem to wszystko zależy od elegancji samego wierzącego. Jeśli nam swego zdania nie narzuca i tak generalnie w tematach, które porusza jest otwarty na argumenty, to ja nie widzę żadnych przeszkód do eleganckiej rozmowy.

>Racjonalizm nie jest tożsamy z ateizmem (pl.wikiped(*)lizm_światopoglądowy) , choć iloczyn zbioru ateistów i racjonalistów jest całkiem spory.
Tak napisano w wikipedii. Ale czy to nie rozmywanie tematu? Nikt nie zarzuca fideistom, że nie potrafią się posługiwać rozumem w życiu codziennym. Problem polega na tym, że rozum zostaje zawieszony w chwili, w której poddajemy się wierze. Ostatecznie liczy się wówczas przyjmowanie na wiarę autorytetu innych ludzi, a to jest sprzeczne ze sceptycyzmem, będacym bardzo istotnym elementem racjonalizmu.

>Jedyną osobą, której mocno przeszkadza mój sposób pojmowania religii jest mój proboszcz
A jaki jest Twój sposób pojmowania religii?
Pozdrawiam
30-01-2014 14:28 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

"Problem polega na tym, że rozum zostaje zawieszony w chwili,
w której poddajemy się wierze."

Jeżeli rozum jest zawieszony gdy poddajemy się wierze, to jest on tak samo (lub nawet bardziej) zawieszony, gdy poddajemy się np. miłości. Czy miłość jest racjonalna? Nie. Ileż samobójstw, zabójstw z miłości, ileż czynów nierozważnych, nieroztropnych i zupełnie nieodpowiedzialnych - od samego początku dziejów człowieka jako istoty zdolnej do takiego uczucia. Właśnie takie uczucia odróżniają nas od robotów i maszyn, które już teraz potrafią liczyć i wnioskować lepiej niż my.

Jeżeli wiara jest groźna, to tylko dlatego, że stanowi pewien rodzaj miłości do przedmiotu kultu. Człowiek owładnięty taką platoniczną miłością, skierowaną do (być może wyimaginowanych tylko) osób lub bytów, nie jest podatny na żadne argumenty, lecz przecież nie rożni się pod tym względem np. od człowieka zakochanego. Spróbujmy przekonać zakochanego! Jeżeli z wiarą nie ma dyskusji, tylko dlatego, że z miłością nie ma dyskusji.

Jeżeli zatem potępiamy wiarę, bo "ogranicza moralnie i intelektualnie", potępmy i miłość, bo działa dokładnie tak samo. Jeżeli miłości przyznajemy (przyznajemy?) jakieś miejsce w życiu racjonalnego człowieka (i o ile ma być ona czymś więcej niż beznamiętnym zaspokojeniem popędu seksualnego) musimy - pod groźbą jawnej niekonsekwencji - przyznać miejsce takie miejsce i wierze. Konsekwentny racjonalizm prowadzi więc nieuchronnie albo do odrzucenia miłości, albo do akceptacji wiary.

-------------------------------------------------------------------------------------
30-01-2014 23:18 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
> Jeżeli rozum jest zawieszony gdy poddajemy się wierze, to jest on tak samo (lub nawet bardziej) zawieszony, gdy poddajemy się np. miłości. Czy miłość jest racjonalna?
>Konsekwentny racjonalizm prowadzi więc nieuchronnie albo do odrzucenia miłości, albo do akceptacji wiary.
Miłość różni się od wiary tym, że w świecie poznawanym za pośrednictwem naszych zmysłów Kobiety są, a boga nie ma.
________________________________________________________
31-01-2014 20:06 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Miłość różni się od wiary tym, że w świecie poznawanym za pośrednictwem naszych zmysłów Kobiety są, a boga nie ma.

1. Nawet jeżeli istnieje różnica, trzeba pokazać, że jest to różnica istotna. Śnieg poniedziałkowy tez różni się od wtorkowego.

2, W pewnym sensie tak samo nie ma przedmiotów miłości. Człowiek kocha bowiem zawsze istotę wyidealizowaną, a więc osobę, której nie ma w realnym świecie, o czym zwykle przekonuje się ex post, na ogół boleśnie.

>________________________________________________________
01-02-2014 07:00 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
>>Miłość różni się od wiary tym, że w świecie poznawanym za pośrednictwem naszych zmysłów Kobiety są, a boga nie ma.
> 1. Nawet jeżeli istnieje różnica, trzeba pokazać, że jest to różnica istotna. Śnieg poniedziałkowy tez różni się od wtorkowego.
Wydaje mi sie, ze miedzy tym co istnieje, a tym co nie istnieje zachodzi co najmniej drobna i istotna różnica.

> 2, W pewnym sensie tak samo nie ma przedmiotów miłości.
Zgadza sie. Ja pisałem o Kobietach z dużej litery, a Pan je chce uprzedmiotowic?

>Człowiek kocha bowiem zawsze istotę wyidealizowaną, a więc osobę, której nie ma w realnym świecie, o czym zwykle przekonuje się ex post, na ogół boleśnie.
Człowiek ZAWSZE?
Co to za ideologia?
Uważam, ze podstawa do zrozumienia Pańskiej ideologii i w szczególności postawy wobec racjonalistow na tym forum jest mechanizm projekcji.
To jest z mojej strony argument at hominem, ale moim zdaniem bez osobistego i indywidualnego podejścia Pańskich wpisów nie da sie zrozumieć, gdyż są one ścisle związane z Pańska postawą. Nadaremno szukać w nich prawdy obiektywnej, za to wszystko jest przyginane do Pańskiej wizji swiata.
>>________________________________________________________
>
01-02-2014 09:43 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>> 2, W pewnym sensie tak samo nie ma przedmiotów miłości.
>Zgadza sie. Ja pisałem o Kobietach z dużej litery, a Pan je chce uprzedmiotowic?

Można powiedzieć "obiekt miłości", jeżeli słowo "przedmiot" miałoby budzić kontrowersje.

>>Człowiek kocha bowiem zawsze istotę wyidealizowaną...
>Człowiek ZAWSZE?
>Co to za ideologia?

Nie tyle ideologia, co psychologia. Mówiąc o miłości cały czas miałem na myśli silne, przemożne uczucie, afekt, którego zapewne i Pan doświadczył. Taka miłość zawsze idealizuje, kieruje się więc w stronę istoty, która tak naprawdę nie istnieje, o czym zwykle przekonujemy się poniewczasie. Proszę zwrócić uwagę, że Bóg jest także istotą wyidealizowaną ("naj...").

Racjonalista powinien zwalczać taką irracjonalną miłość, a przynajmniej minimalizować jej wpływ na własne życie i życie innych. Oczywiście nie robi tego, lubując się w atakach na Boga, czym kolejny raz dowodzi swojej niekonsekwencji.

>Uważam, ze podstawa do zrozumienia Pańskiej ideologii i w szczególności postawy wobec racjonalistow na tym forum jest mechanizm projekcji.

Postawa jest taka sama jak w stosunku do wszystkich ludzi, a posłużenie się pojęciem mechanizmu projekcji może być owocne w przypadku interpretacji wszystkich postów na forum, nie tylko moich. Ileż osób obrażonych na Pana Boga (panie Moderatorki), iluż nawiedzonych (p. Bogusławski np.), iluż zagubionych pięknoduchów (pp. Głodzik i Maceox), itd.

Nie ma niczego takiego jak "obiektywna wizja świata". Z konieczności spostrzegamy świat przyjmując pewien punkt widzenia.

>>>________________________________________________________
>>
>
01-02-2014 11:20 
 Ocena 2 na 2
Barbiel (1106 punktów)
>Mówiąc o miłości cały czas miałem na myśli silne, przemożne uczucie, afekt, którego zapewne i Pan doświadczył. Taka miłość zawsze idealizuje,
Gdybyś zamiast o miłości pisał o zakochaniu się, byłoby to bardzie oczywiste.
01-02-2014 11:30 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Zgoda, tylko że słowo "zakochanie się" sugeruje zdarzenie, mnie zaś chodzi o trwalszy stan, niekiedy bardzo uporczywy. Prawdą jest jednak, że chodzi mi o taki stan umysłu, jaki występuje w tym, co nazywamy "zakochaniem się".
01-02-2014 12:30 
 Ocena 5 na 5
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Ja tam nie toleruję ani wyidealizowanej, idiotycznej "miłości" ani głupkowatych, wyidealizowanych obiektów zmyślonych typu Bóg. Żyję na trzeźwo.
01-02-2014 12:45 
 Ocena 4 na 4
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)
>Ja tam nie toleruję ani wyidealizowanej, idiotycznej "miłości" ani głupkowatych, wyidealizowanych obiektów zmyślonych typu Bóg. Żyję na trzeźwo.

A ja dodam, że względnie trzeźwo w niektóre piątkowe wieczory

Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
01-02-2014 12:51 
 Ocena 3 na 3
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Ja też lubię się czasami napić, ale nie lubię się upić
Jakoś tak mam.
01-02-2014 12:52 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>Ja tam nie toleruję ani wyidealizowanej, idiotycznej "miłości" ani głupkowatych, wyidealizowanych obiektów zmyślonych typu Bóg. Żyję na trzeźwo.

Wcielasz więc w życie konsekwentny racjonalizm. Obawiam się, że niewielu racjonalistów potrafi to zrobić.
01-02-2014 14:08 
 Ocena 2 na 2
Barbiel (1106 punktów)
Ja nie mam nic przeciw zakochaniu, pod warunkiem, żeby nie przesadzać w idealizowaniu obiektu. Jeśli ktoś zakocha się w kimś, kogo prawie nie zna, przypisuje mu swoje ulubione cechy a potem ma pretensje, że ten ktoś tych cech nie posiada, to to jest porażka. Takie zjawisko, uważam trzeba zwalczać.

Podobnie nie mam nic przeciw różnym rodzajom mistycyzmu ani używkom.
Wszystko jest dla ludzi, jeśli służy wzbogaceniu życia, oderwaniu się od szarej codzienności, jeśli daje radość.
Natomiast zasługuje na zwalczanie, jeśli pogarsza relacje z rzeczywistością albo z ludźmi, albo stwarza jakieś inne problemy.
01-02-2014 16:30 
 Ocena 5 na 5
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
> Wcielasz więc w życie konsekwentny racjonalizm. Obawiam się, że niewielu racjonalistów potrafi to zrobić.

   Za duże słowa. Nie skupiam się na "wcielaniu konsekwentnego racjonalizmu" przy wszystkim co robię i o czym myślę, ale względem tego, co dla mnie istotne staram się zrozumieć materię i mechanizmy działania. Kiedy mi z jedną czy drugą dziewczyną coś tam nie wychodziło, a we mnie działały jakieś dziwnie przemożne uczucia i emocje, to dość szybko się nad tym pochyliłem i dostrzegłem tego hormonalnego zajoba. Miałem wtedy może 20 lat, a to i tak przynajmniej 7,8 za późno, bo by się obyło bez paru rzeczy. Ale tego to w szkołach powinni uczyć, a nie uczą i człowiek jest wiedziony przez popędy za pomocą żenujących wzorców kulturowych. Głupkowatych filmów i infantylnej literatury i piosenek najczęściej. A później najczęściej zonk. Od tego czasu swoje relacje z kobietami chciałem już kształtować na zupełnie innych płaszczyznach, było ciężko, bo większość z nas to głównie hormonalne/popędowe głodomory i nic albo niewiele oprócz tego, ale zawsze można gdzieś kogoś wyłuskać albo chociaż wyciągnąć z tej ślepej, naturalistycznej narkomanii. Kształtowanie relacji z drugą osobą w oparciu głównie o popędy, czyli cykl stymulacja popędowo-hormonalna - wzrost napięcia - rozładowanie - przyjemność/gratyfikacja - kolejna stymulacja zwany powszechnie miłością, to dla mnie oczywiście nonsens. Odpowiednio często i obficie dawkowany hormonalny strzał w czachę (a dokładniej w układ nagrody) jest dla większości "miłośników" sednem istnienia i podstawą do uzyskania szczęścia w życiu. Byle się nabrzdękolić, bo inaczej dół, cierpienie, brak, ból, zawód, frustracja, pretensje, dramat. Do wyboru, do koloru. Nie można się natrąbić, a głód taki, że aż boli zazwyczaj. Jaki cierpi odstawiony/a od tego pokarmu, to pewnie większość wie.
   Z drugiej strony, jak ktoś tak lubi i inaczej nie umie i nie chce, to ja mu nic nie powiem. Byleby przy tym chociaż trochę myślał. Chociaż odrobinę wglądu i refleksji, bo czasami stary pryk albo dziewoja i zero pomyślunku.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Zgoda, tylko że słowo "zakochanie się" sugeruje zdarzenie,
> mnie zaś chodzi o trwalszy stan, niekiedy bardzo uporczywy.

Ciekawie, że używasz słowa "uporczywy" w tym kontekście.
Mnie to się kojarzy raczej z migreną, czy psychozą.

Z resztą ktoś mądry kiedyś powiedział, że zakochanie to stan pewienej subtelnej psychozy..

> Prawdą jest jednak, że chodzi mi o taki stan umysłu, jaki
> występuje w tym, co nazywamy "zakochaniem się".

No właśnie. Grunt to mówić prosto i zrozumiale.
pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
01-02-2014 15:12 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Racjonalista powinien zwalczać taką irracjonalną miłość, a przynajmniej minimalizować jej wpływ na własne życie i życie innych.
Wpadnie na forum byle niedouczony Wacek i zaczyna pieprzyć co powinni, a czego nie powinni robić racjonaliści. Ma b... bałagan we własnej głowie, a innym stara się myślenie uporządkować. Oczywiście nie piszę tu o konkretnym Wacku, gdyż byłoby to wtedy ad hominem.

>Oczywiście nie robi tego, lubując się w atakach na Boga, czym kolejny raz dowodzi swojej niekonsekwencji.
Ćwierć inteligentny teista fideista (znowu nie piszę tu o nikim konkretnym) nawet nie potrafi zrozumieć, że racjonalni ateiści nie atakują tego co nie istnieje. Krytycznie zaś podchodzą do głupoty, czyli ludzkich wyobrażeń i stworów.

>>>>Uważam, ze podstawa do zrozumienia Pańskiej ideologii i w szczególności postawy wobec racjonalistów na tym forum jest mechanizm projekcji.
>Postawa jest taka sama jak w stosunku do wszystkich ludzi, a posłużenie się pojęciem mechanizmu projekcji może być owocne w przypadku interpretacji wszystkich postów na forum, nie tylko moich.
Ależ oczywiście. Podwórkowy poziom dyskusji: - "Jasiu jesteś głupi, nie to ty jesteś głupi". Pan Elasp jest wybitnym specjalistą od przekierowywania zarzutów pod jego adresem na stronę przeciwną, z małymi modyfikacjami, a czasem i bez.

>Ileż osób obrażonych na Pana Boga (panie Moderatorki), iluż nawiedzonych (p. Bogusławski np.), iluż zagubionych pięknoduchów (pp. Głodzik i Maceox), itd.
No właśnie! Największe łajdactwa zostały popełnione na chwałę Boga i w imię Boga. Byle niedouczony Kazio teista stwierdza, że racjonaliści są ludźmi obrażonymi na Boga, czy wręcz "osobistymi wrogami Pana Boga". On ma bezpośredni kontakt z Bogiem i ma święte prawo pieprzenia głupot w jego imieniu.

I panie moderatorki i Bogusławski nie są i nigdy nie byli obrażonymi na żadne wytwory ludzkiej wyobraźni. Co najwyżej kpią z ludzkiej głupoty przypisującym tym stworom nieziemskie możliwości, przy braku podstawowej umiejętności obrony własnego dobrego imienia. Bóg gdyby istniał na pewno by nie pozwolił do dokonania tego bezmiaru zła jakie zostało dokonane w jego imieniu.

A tak od wieków byle głupek twierdzi, że on zna wolę Boga i dlatego należy się jemu podporządkować. Racjonaliści: panie moderatorki, Bogusławski i większość forumowiczy, nie wierzy w głupoty wciskane nam przez ludzi uważających, iż mają jakikolwiek patent na prawdę i mogą ją narzucać innym w imieniu wymyślonego stwora.

>Nie ma niczego takiego jak "obiektywna wizja świata". Z konieczności spostrzegamy świat przyjmując pewien punkt widzenia.
Ale istnieje obiektywna rzeczywistość i naturalizm metodologiczny jest od kilkuset lat najlepiej sprawdzającą si drogą do jego poznania.
www.racjon(*)m.php/s,474426/z,0/d,3#w475843
www.racjon(*)s,4867/q,Dyskurs.nauki.i.wiary
www.filozofia.pl/old/ff04/teksty/bylica.pdf

_______________

Gdzieś tam w zamierzchłej przeszłości pierwsze systemy światopoglądowe budowali ówcześni mędrcy - szamani, czarownicy i magowie. Później wraz ze wzrostem złożoności stosunków społecznych powstawały coraz bardziej skomplikowane religijne kosmogonie (ideologiczne nadbudowy ziemskich struktur politycznych) przedstawiane przez proroków i kapłanów. Miłośnicy mądrości, filozofowie zastanawiali się nad tym co jest bytem, a co nim nie jest i jakie są przyczyny jego istnienia? Nad stosunkiem ducha do materii i nad tym co jest pierwotne? Nad możliwościami poznania świata - podstawowymi pojęciami, strukturą i rolą wiedzy ludzkiej - oraz zasadami kierującymi tym wszystkim? Większość z nich swoje przemyślenia zapisywało, dzięki czemu teraz mamy do dyspozycji przeogromne zbiory. Wykorzystując je możemy dążyć szlakami wytyczonymi dla nas przez prekursorów lub po przeprowadzeniu analiz, syntez i wyborów pójść własną drogą.

Nie wolno zapominać przy tym, że profetyczne wizje i intelektualne hipotezy myślicieli weryfikowała biegnąca równolegle praktyczna działalność człowieka. A także o tym, że choć ten bieg był równoległy to nigdy nie prowadził on po liniach prostych, a raczej przypominał wznoszącą się spiralę i jeszcze do tego często wyczyniał skomplikowane łamańce. Od początków istnienia homo sapiens, na przestrzeni wielu wieków wyniki rozumowania poddawane były ostrym kryteriom praktyki, co pozwalało na stały przyrost empirycznego poznania, a w konsekwencji na coraz lepsze zrozumienie otaczającej rzeczywistości. I dlatego - pomimo tego, że znakomita większość ludzkości opierała swą wiedzę ogólną na wierze (w całym bogactwie różnorodności religii i czczonych bogów) i czasowych zwycięstw różnych ideologii - w dłuższej perspektywie zawsze wygrywa nauka.

Dziś stoimy na najwyższym (z dotychczasowych, gdyż stale następuje przyrost) naukowym poziomie poznania zasad rządzących wszechświatem. Równocześnie następuje stały wzrost poziomu technologicznego (w tym budowy nowych narzędzi poznawczych) będącego wynikiem sprzężenia zwrotnego pomiędzy teorią a praktyką. Dlatego też, pomimo świadomości uczonych o istniejącym nadal ogromie ich niewiedzy, obszary dla bytów (szczególnie tych inteligentnych) istniejących poza możliwościami ludzkiego zrozumienia i poznania kurczą się gwałtownie.


@@@
.
01-02-2014 15:40 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

Wybaczy Pan, ale w swojej wypowiedzi nie zawarł Pan żadnej istotnej treści, więc nie mam do czego się ustosunkowywać.

Niech Pan w miarę możliwości powściągnie emocje, może wtedy sformułuje Pan jakąś ciekawą tezę.
01-02-2014 16:20 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
> Wybaczy Pan,
Po chrześcijańsku wszystko Panu wybaczam, a nawet poprzez internet wystawiam drugi policzek, w który może Szanowny Pan mnie pocałować.

>ale w swojej wypowiedzi nie zawarł Pan żadnej istotnej treści,
Niech Szanowny Pan się tym nie przejmuje. Pisuję tylko do tych, którzy potrafią mnie zrozumieć.

>więc nie mam do czego się ustosunkowywać.
Ależ oczywiście już dawno Pan przekroczył to co ma Pan do powiedzenia na każdy z poruszanych tu tematów.

>Niech Pan w miarę możliwości powściągnie emocje,
Kiedy Pan mnie swoim poziomem serdecznie bawi. Zastanawiam się jak można z tak ogromnym zadufaniem we własną słuszność takie brednie wypisywać? Skąd Pan się wziął i kto Panu w głowę takich głupot nawkładał? Przecież trudno bez emocji tylko merytorycznie do takich bzdur jakie Pan tu prezentuje pochodzić, ale jednak staram się potrzymać emocje i wykazywać co "katolicki intelektualista" ma w głowie porobione.

>może wtedy sformułuje Pan jakąś ciekawą tezę.
A po co, gdy zabawniejsze jest ustosunkowywanie się do Pańskich wymysłów-pomysłów?

@@@
.
01-02-2014 23:12 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
> może wtedy sformułuje Pan jakąś ciekawą tezę.
Pan Bogusławski nie dostrzeł konieczności formułowania w tym dialogu takich tez, które Pan uznałby za ciekawe, a ja spróbuję:

Pan jest ateistą, Panie Elasp.
02-02-2014 10:18 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Pan jest ateistą, Panie Elasp.

Panie Maceox...
01-02-2014 15:42 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>> Zgadza sie. Ja pisałem o Kobietach z dużej litery, a Pan je chce uprzedmiotowic?
> Można powiedzieć "obiekt miłości", jeżeli słowo "przedmiot" miałoby budzić kontrowersje.

Można powiedzieć też "podmiot". Gratuluję, że na to wpadłeś.

> Racjonalista powinien zwalczać taką irracjonalną miłość, a przynajmniej
> minimalizować jej wpływ na własne życie i życie innych.

Acha, bo Ty wiesz co Racjonalista powinien robić a czego nie powinien lepiej od niego samego.
Elaspie, jest co najniej klika etapów miłości, z czego pierszy tak jak powiedziałeś charakteryzyje się idealizacją.
Jest on sam w sobie bardzo przyjemny, po co zatem go zwalczać?
I skąd u kaduka twierdzisz, że takiej osoby nie ma? No rusz głową. Oczywiscie, że jest

I dalej - rozumiem, że nie miałeś sposobności normalnie i dojrzale się zakochac, zawsze jakoś tak obrywałes, więc przejście do kolejnego etapu było dla Ciebie bolesne. Ale mój Boże, nie uogólniaj! Proszę...

Jeden z bardziej zaawansowanych etapów to poznawanie partnera z jego zaletami i wadami, bycie z nim bez iluzji pierwszych miesiecy.
Z resztą pierwszy etap, o którym mówisz ludzie znający się na rzeczy zwą nie miłością, a stanem zakochania.

> Oczywiście nie robi tego, lubując się w atakach na Boga,
> czym kolejny raz dowodzi swojej niekonsekwencji.

Oczywiście, ze nie robi tego z powodów jak wyżej.

> Postawa jest taka sama jak w stosunku do wszystkich ludzi,

Ludzie wg tego kryterium dzielą się na tych, którzy bardziej projektują swoje niezrealizowane emocje, afekty i stany ducha, oraz tych co mniej. Bynajmniej nie jest to takie trudne do stwierdzenia.
Co do Ciebie - zgadzam się tu z kol. maceoxem w kwestii grupy, do której należysz.

> posłużenie się pojęciem mechanizmu projekcji może być owocne
> w przypadku interpretacji wszystkich postów na forum, nie tylko moich.

Zgadz się. Dodam jeszcze, że w stosunku do niektórych osób może być to bardziej owocne, w stosunku do innych mniej.

> Nie ma niczego takiego jak "obiektywna wizja świata". Z konieczności
> spostrzegamy świat przyjmując pewien punkt widzenia.

Tak. Ale jest też niestety to, co obiektywnie przynosi siłę, zdrowie i szczęście, oraz to, co chorobę frustrację i słabość.
pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
01-02-2014 16:34 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Elaspie, jest co najmniej klika etapów miłości, z czego pierwszy tak jak powiedziałeś charakteryzuje się idealizacją.
>Jest on sam w sobie bardzo przyjemny, po co zatem go zwalczać?

Przede wszystkim zapomniałeś dodać: "jest pierwszym etapem, o ile wszystko idzie zgodnie z planem". Poza tym można powiedzieć, że te kolejne etapy to już nie miłość w wąskim i ścisłym tego słowa znaczeniu, to przyzwyczajenie i pogodzenie się z realiami życia. Jak trwała jest taka "miłość" i ile jest warta pokazują nieprzeliczone zdrady i rozpady związków. Lepiej nazwać ją "praktycznym konformizmem", aniżeli miłością.

_______________________________________________________________________________________
01-02-2014 17:00 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Przede wszystkim zapomniałeś dodać: "jest pierwszym etapem,
> o ile wszystko idzie zgodnie z planem".

W porządku, przyjmuję Twoją poprawkę. Dodajmy to.

> Poza tym można powiedzieć, że te kolejne etapy to już nie miłość w
> wąskim i ścisłym tego słowa znaczeniu, to przyzwyczajenie i pogodzenie
> się z realiami życia.

Trochę włos mi się jeży na głowie, jak to czytam. A gdzie miejsce na szacunek? Kolejna rzecz: czy np. po 40 latach bycia ze sobą możesz powiedzieć, że znasz partnera na wylot i już niczym nie może Cię zaskoczyć, pobudzić uczuć, rozpalić ognia?
Możesz to z ręką na sercu powiedzieć?

> Jak trwała jest taka "miłość" i ile jest warta pokazują nieprzeliczone
> zdrady i rozpady związków. Lepiej nazwać ją "praktycznym konformizmem",
> aniżeli miłością.

Miłość nie jedno ma imię. Z resztą wśród nas są monogamiści, są poligamiści, są wieczni chłopcy / dziewczęta, w końcu są i stare stetryczałe konformistyczno-praktyczne dziady..
pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
30-01-2014 12:42 
 Ocena 3 na 3
szarley (54911 punktów)
>To jest przyczynek do dyskusji z Elaspem.
Ze mną Elasp dyskusję zakończył. Kiedy napisał
Cytat:
nie przetrwamy jako naród bez katolicyzmu

odniosłem to do Śląska Cieszyńskiego i wymieniłem nazwiska kilku zasłużnych protestantów, odbił tylko tłumaczeniem że jeden z nich był konfidentem.

>Moim zdaniem to wszystko zależy od elegancji samego wierzącego.
Raczej od szacunku i to wzajemnego
Jeśli znajduję cytat
Cytat:
Bog katolika kocha, ale ze mu dal wolna wole wiec kara musi byc jesli katolik skorzysta z tej wolnej woli.
No to katolik daje wolna wole 2-latkowi ale nie omieszka zapierdolic mu z plaskacza w paszcze jesli 2-latek nie bedzie sie sluchal

jeśli ktoś sugeruje, że jestem pedofilem lub pedofilofilem,
jeśli ktoś określa z góry w co i jak wierzę, rzadko wdaję się w dyskusję. Odróżniam kpinę od pogardy

Nie lubię kiedy zarówno proboszcz jak i ateista mówią mi "skoro jesteś katolikiem to MUSISZ ...." Przy czym to, co następuje w miejscu wielokropka jest zazwyczaj bardzo zgodne ze sobą i niewiele zgodne z tym co ja uważam, że powinienem. Najbardziej szanuję ludzi, którzy takiego zdania po prostu nie zaczynają, uważając, że mam prawo do własnych przemyśleń i herezji.

>Jeśli nam swego zdania nie narzuca i tak generalnie w tematach, które porusza jest otwarty na argumenty, to ja nie widzę żadnych przeszkód do eleganckiej rozmowy.
Nie lubię używać liczby mnogiej
Ty do mnie piszesz, a nie Wy. Piszesz do mnie nie, a nie do nas

>>Racjonalizm nie jest tożsamy z ateizmem (pl.wikiped(*)lizm_światopoglądowy) , choć iloczyn zbioru ateistów i racjonalistów jest całkiem spory.
>Tak napisano w wikipedii. Ale czy to nie rozmywanie tematu?
Tę definicję zalinkował mi pewien bardzo aktywny użytkownik tego forum.
Cegła może mieć kilka definicji, co dopiero racjonalizm.

>Nikt nie zarzuca fideistom, że nie potrafią się posługiwać rozumem w życiu codziennym. Problem polega na tym, że rozum zostaje zawieszony w chwili, w której poddajemy się wierze.
Sugerujesz jednak ograniczenie umysłowe?

>>Jedyną osobą, której mocno przeszkadza mój sposób pojmowania religii jest mój proboszcz
>A jaki jest Twój sposób pojmowania religii?
Trudno na takie pytanie odpowiedzieć we wpisie na forum, to przecież mógłby być temat na całonocną dyskusję.
Na pewno jest zawsze bliski herezji i na pewno odrzuca dogmat o boskości i nieomylności każdego wikarego.

>Pozdrawiam
Wzajemnie
31-01-2014 00:12 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>Nie lubię kiedy zarówno proboszcz jak i ateista mówią mi "skoro jesteś katolikiem to MUSISZ ...."
A to Ty jesteś katolikiem
EEEE to luz.
A ja jakoś sądziłem - po geograficznej bliskości chyba - że Ty Naszą Cieszyńską Prawdziwą Wiarę wyznajesz i wzorem ks. dr Lutra wszelkie papieskie bezeceństwa odrzucasz.

>>Jeśli nam swego zdania nie narzuca i tak generalnie w tematach, które porusza jest otwarty na argumenty, to ja nie widzę żadnych przeszkód do eleganckiej rozmowy.
>Nie lubię używać liczby mnogiej
>Ty do mnie piszesz, a nie Wy. Piszesz do mnie nie, a nie do nas
To publiczne forum, a ja akurat podzielam dominujący tu światopogląd. Pisałem "my", gdyż mówiłem ogólnie o postawie racjonalistów na forum względem osób wierzących.

>>>Racjonalizm nie jest tożsamy z ateizmem (pl.wikiped(*)lizm_światopoglądowy) , choć iloczyn zbioru ateistów i racjonalistów jest całkiem spory.
>>Tak napisano w wikipedii. Ale czy to nie rozmywanie tematu?
>Tę definicję zalinkował mi pewien bardzo aktywny użytkownik tego forum.
Nawet domyślam się, który. I co? Mam mu wierzyć na słowo?

>>Nikt nie zarzuca fideistom, że nie potrafią się posługiwać rozumem w życiu codziennym. Problem polega na tym, że rozum zostaje zawieszony w chwili, w której poddajemy się wierze.
>Sugerujesz jednak ograniczenie umysłowe?
Nie, wręcz przeciwnie nawet - raczej urojenie.

>>>Jedyną osobą, której mocno przeszkadza mój sposób pojmowania religii jest mój proboszcz
>>A jaki jest Twój sposób pojmowania religii?
>Trudno na takie pytanie odpowiedzieć we wpisie na forum, to przecież mógłby być temat na całonocną dyskusję.
>Na pewno jest zawsze bliski herezji i na pewno odrzuca dogmat o boskości i nieomylności każdego wikarego.
A jakiego dogmatu nie odrzuca?
______________________________________________________________________
31-01-2014 07:43 
 Ocena 4 na 4
szarley (54911 punktów)
>>Nie lubię kiedy zarówno proboszcz jak i ateista mówią mi "skoro jesteś katolikiem to MUSISZ ...."
>A to Ty jesteś katolikiem
>EEEE to luz.
>A ja jakoś sądziłem - po geograficznej bliskości chyba - że Ty Naszą Cieszyńską Prawdziwą Wiarę wyznajesz i wzorem ks. dr Lutra wszelkie papieskie bezeceństwa odrzucasz.
Też Nie czyni mi różnicy czy chodzę do katolickiego kościoła, luterskiego czy czeskobraterskiego zboru, prawosławnej cerkwi..
Taki mały heretyk jestem

Jesteś cieszyniakiem? Z samego Miasta?

>>>>Racjonalizm nie jest tożsamy z ateizmem (pl.wikiped(*)lizm_światopoglądowy) , choć iloczyn zbioru ateistów i racjonalistów jest całkiem spory.
>>Tę definicję zalinkował mi pewien bardzo aktywny użytkownik tego forum.
>Nawet domyślam się, który. I co? Mam mu wierzyć na słowo?
Sam się przyzna, jeśli uzna za stosowne, ja za czyjeś plecy chować się nie lubię
Na słowo nikomu (oprócz żony) wierzyć nie należy, co nie jest wezwaniem do nieufności wobec ludzi!
Jak to pogodzić? nie wiem, pracuję nad tym od kilkudziesięciu lat.

>>A jaki jest Twój sposób pojmowania religii?
>Trudno na takie pytanie odpowiedzieć we wpisie na forum, to przecież mógłby być temat na całonocną dyskusję.
>Na pewno jest zawsze bliski herezji i na pewno odrzuca dogmat o boskości i nieomylności każdego wikarego.
A jakiego dogmatu nie odrzuca?
Nazwałbym to raczej specyficznym podejściem do dogmatów, ale to nie jest temat do dyskusji na forum,
Tu jest wiele innych ciekawych tematów do rozmowy, a ja, jakom rzekł ewangelizować słowem nikogo nie zamierzam, a pisząc o religii zbyt wiele niuansów dopiero w rozmowie udaje się wyjaśnić.

Pozdrawiam
02-02-2014 00:51 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)

>Taki mały heretyk jestem
To miłe.

>Jesteś cieszyniakiem? Z samego Miasta?
Nie, tylko pare górek dalej.

>Na słowo nikomu (oprócz żony) wierzyć nie należy, co nie jest wezwaniem do nieufności wobec ludzi!
Jest takie niemieckie przysłowie: zaufanie jest dobre, ale kontrola jest lepsza... I jakoś to po polsku, kurde, nie brzmi.
Pozdrawiam
31-01-2014 14:45 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)

>>>>Racjonalizm nie jest tożsamy z ateizmem (pl.wikiped(*)lizm_światopoglądowy) , choć iloczyn zbioru ateistów i racjonalistów jest całkiem spory.
>Tak napisano w Wikipedii. Ale czy to nie rozmywanie tematu?
>>>>Tę definicję zalinkował mi pewien bardzo aktywny użytkownik tego forum.
>Nawet domyślam się, który. I co? Mam mu wierzyć na słowo?
Zawsze lepiej sprawdzić: Racjonalizm światopoglądowy odrzuca przyjmowanie na samą tylko wiarę religijnych, filozoficznych, społecznych i politycznych dogmatów, choć nie jest całkowicie ateistyczny ani rewolucyjny społecznie. Racjonaliści przyjmują tylko te spośród elementów wiedzy i wierzeń, które dają się uzasadnić na podstawie czysto logicznego myślenia oraz empirycznego poznania. Wśród zwolenników racjonalizmu znajdują się zarówno ateiści, jak i agnostycy oraz deiści i teiści.

Pozdrawiam.

@@@
.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>... wtedy napisałbym, że amputowanie tych innych
> inspiracji zamieniłoby Polskę w niemal bezświadomą pustynię.

O ile mnie pamięć nie myli - jesteś Czechem. Skoryguj mnie proszę, jeśli się mylę.
Ciekawi mnie w związku z tym domniemanym "amputowaniem" jedna rzecz.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
29-01-2014 10:59 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)

>amputowanie wszystkiego co katolickie z polskiej historii i kultury zamieniło Polskę w niemal bezświadomą pustynię
To może trochę przesada, ale faktycznie, zabrakłoby paru ważnych elementów, choćby katedry wawelskiej.
29-01-2014 08:59 
 Ocena 7 na 7
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Ciekawi mnie, ale myślę, że mylisz działanie moralne z legalnym
> (zgodnym z prawem) i pożytecznym. Moralność to nie to samo,
> co legalność + pożyteczność.

Uważasz że mylę.. zanim dowiedziałeś się ode mnie mojego sposobu? A, to ciekawe
Inna sprawa - co warta jest moralność, etyka jeśli nie służy?

> Chodzi o to, że polski ateizm jest naskórkowy, jest pewną intelektualną
> i obyczajową pozą, manierą w której nie ma nic autentycznego, ani trwałego.
> Ateizm polski to mały, odpustowy diabełek, za naciśnięciem pokazujący swój
> gumowy, czerwony języczek.

Nie odnajduję w tym akapicie żadnej szczególnej wartości, ani nowości ani merytorycznych argumentów.
Odniosłem się już do podobnych Twojch wpisów wcześniej. Teraz pozostawiam go bez komentarza.

> Na szczęście, bo wyrzec się katolicyzmu to wyrzec się ważnego
> składnika polskości

Polak-katokik? Acha

> to podać w wątpliwość trud i ideały naszych przodków.

Nie ma to nic wspólnego z naszymi przodkami. Szacunek dla nich i ich osiągnięć to jedno, a do religijnych obrzędów i iluzji (którym i oni ulegali) druga sprawa. Nie mniej rozumiem próbył i cel zespalania tego.
Nic z tego, Elaspie.

> Katolicyzm uczynił nas narodem, dzięki katolicyzmowi przetrwaliśmy
> jako naród i nie przetrwamy jako naród bez katolicyzmu.

Czyli teraz ma paść na mnie i na tych którzy to czytają strach. Rozumiem.

> Katolicyzm jest po prostu wpisany w naszą narodową tożsamość.

Jakbym JP II słyszał. Założę się, że myślisz że to sa Twoje autentyczne przemyślenia.
Nawet mogę to przez chwilę pociągnąć: nie tylko naszą, ale i naszych kolegów - Czechów. Prawda?

Elaspie, zobaczymy za 100-200 lat jak sprawa się rozwinie i czy rzeczywiscie utracimy tą tożsamośc.
Ja ze spokojem patrzę w przyszłość, ale Ty - a jakże - mozesz się bać utraty wpływów chrześcijanstwa, nawet powinieneś będąc wiernym religii pochodzącej od Narodu Wybranego w Judei, czyli religii naszych przodków
łącząc pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
29-01-2014 10:54 
 Ocena 13 na 13
Meretseger (61860 punktów)

>Chodzi o to, że polski ateizm jest naskórkowy, jest pewną intelektualną i obyczajową pozą, manierą w której nie ma nic autentycznego, ani trwałego. Ateizm polski to mały, odpustowy diabełek, za naciśnięciem pokazujący swój gumowy, czerwony języczek.
A gu gu. Długo tak możesz o czymś, o czym nie masz pojęcia?
>Na szczęście, bo wyrzec się katolicyzmu to wyrzec się ważnego składnika polskości, to podać w wątpliwość trud i ideały naszych przodków.
Aleś walnął, jak gołąb o parapet. Dobrze radzę, odszczekaj, bo przestanę być miła.
>Katolicyzm uczynił nas narodem, dzięki katolicyzmowi przetrwaliśmy jako naród i nie przetrwamy jako naród bez katolicyzmu.
Może nie przetrwacie, ale nie będzie mi was żal, Elasp. Ja przetrwam bez katolicyzmu śpiewająco.
>Katolicyzm jest po prostu wpisany w naszą narodową tożsamość.
Być może w waszą, towarzyszu Elasp, bo w moją nie.
29-01-2014 18:30 
 Ocena 2 na 2
Frank Holman (5897 punktów)
>Chodzi o to, że polski ateizm jest naskórkowy, jest pewną intelektualną i obyczajową pozą, manierą w której nie ma nic autentycznego, ani trwałego. Ateizm polski to mały, odpustowy diabełek, za naciśnięciem pokazujący swój gumowy, czerwony języczek.

Bardzo interesujący wywód. Mógłbyś go pociągnąć i podać
- wyjaśnić szerzej co konkretnie masz na myśli,
- podać do każdej tezy przykłady opisowe.
??
30-01-2014 21:04 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> myślę, że mylisz działanie moralne z legalnym
> (zgodnym z prawem) i pożytecznym. Moralność to nie to samo,
> co legalność + pożyteczność.

W przykładzie z chłopakiem córki i rowerem nie miałem na myśli ani działania moralnego, ani legalnego.
Chodzi mi o to, jakie działanie przyniesie najwięszky pożytek. Co jest lepsze.
Kryterium praktyczne jest dla mnie najważniesze. Nie interesuje mnie podejście czysto teoretyczne. Jeśli chcesz podejść do sprawy również jedynie moralnie - lepiej nie odpowiadaj.
Interesuje mnie głównie postawa fenomenologiczna
Chętnie przeczytam Twoją odpowiedź, jeśli potrafisz się do czegoś takiego zdobyć.
łącząc pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
30-01-2014 21:39 
 Ocena 3 na 3
Elasp (6859 punktów)

>Chodzi mi o to, jakie działanie przyniesie największy pożytek. Co jest lepsze.

Czyli chodzi Ci o pożyteczność w granicach prawa, a więc legalność + pożyteczność, jak pisałem.

>Kryterium praktyczne jest dla mnie najważniesze. Nie interesuje mnie podejście czysto teoretyczne.

Ale teoria jest potrzebna, aby ustalić, 1) co jest pożyteczne, a co nie, 2) jak mierzyć pożytek. Może się też zdarzyć, że 3) wszystkie rozwiązanie problemu będą równie (nie)pożyteczne - czym więc kierować się w wyborze jednego z nich?

>Chętnie przeczytam Twoją odpowiedź, jeśli potrafisz się na coś takiego zdobyć.

Myślę, że proponowane przeze mnie rozwiązanie oznacza pojęcie działań pożytecznych. Związek córki z kimś, kto ma skłonności do kradzieży, nie ma większego sensu, a ma taki sens rozmowa z rodzicami chłopaka. Tak przynajmniej uważam, ale mogę się mylić.
31-01-2014 06:42 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>> Chodzi mi o to, jakie działanie przyniesie największy pożytek. Co jest lepsze.
> Czyli chodzi Ci o pożyteczność w granicach prawa, a więc
> legalność + pożyteczność, jak pisałem.

Nie, w tym przypadku nie rozpatruję tego w granicach prawa. Pożyteczność zupełnie mi wystarcza (jako określone ćwiczenie).

>> Kryterium praktyczne jest dla mnie najważniesze. Nie interesuje
>> mnie podejście czysto teoretyczne.
> Ale teoria jest potrzebna, aby ustalić, 1) co jest pożyteczne,
> a co nie, 2)

Odpowiada na to praktyka. Możesz na to popatrzyć nieco inaczej, do tego Cię zachęcam.
Powiedzmy, że zwrot roweru i dobro wszystkich wymienionych w przykładzie trzech osób jest celem, a osiągnięcie go jest pozyteczne.

> jak mierzyć pożytek. Może się też zdarzyć, że 3)
> wszystkie rozwiązanie problemu będą równie (nie)pożyteczne
> - czym więc kierować się w wyborze jednego z nich?

Elasp, mam propozycję. Spróbujmy najpierw poznać nasze wzajemne rozwiązania, dopiero później uzyć wobec nich narzędzi które wymeniasz. Co Ty na to?

>> Chętnie przeczytam Twoją odpowiedź, jeśli potrafisz się na coś takiego zdobyć.
> Myślę, że proponowane przeze mnie rozwiązanie oznacza
> pojęcie działań pożytecznych.

Oczywiście, tu się z Tobą zgadzam. Twoje rozwiązanie jest lepsze, niż bierność.

> Związek córki z kimś, kto ma skłonności do kradzieży, nie
> ma większego sensu, a ma taki sens rozmowa z rodzicami chłopaka.
> Tak przynajmniej uważam, ale mogę się mylić.

Rozumiem. Moje zarzuty do Twojego rozwiązania:
a) rodzice chłopaka w przeszłości najprawdopodobniej mało interesowali się synem - świadczy o tym właśnie to, co zrobił. To logiczne. Nie spodziewałbym się jakichś korzyści po rozmowie z nimi
b) związek córki z kimś, kto ma skłonności do kradzieży istotnie nie ma sensu. Ale córka i chłopak są młodzi, można to próbować zmienić, niekoniecznie poprzez zmianę 'egzemplarza' chłopaka, że się tak wyrażę
c) tak jak już wcześniej pisałem - w praktyce lepszy efekt uzyskasz, jeśli tak poprowadzisz rozmowę z młodym człowiekiem (np. córką) aby pewne korzystne konstatacje czy działania wyszły od niego, niż po prostu mówiąc jej co ma robić. Włączam w to również persję oraz wymagania. Mają zdecydowanie mniejszą i słabszą siłę oddziaływania, niż rozsądne działanie strategiczne.

To jak, poznajemy nasze wzajemne rozwiązania, czy nie?

pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
31-01-2014 09:59 
 Ocena 3 na 3
Elasp (6859 punktów)

>Nie, w tym przypadku nie rozpatruję tego w granicach prawa. Pożyteczność zupełnie mi wystarcza (jako określone ćwiczenie).

Dobrze, ale poprzednio pisałeś, że nie interesuje Cię teoretyzowanie. W praktyce nie będzie można abstrahować od parametru legalności. Ale dobrze, niech tak będzie, tytułem przykładu.

>Powiedzmy, że zwrot roweru i dobro wszystkich wymienionych w przykładzie trzech osób jest celem, a osiągnięcie go jest pozyteczne.

Dobrze.

>Elasp, mam propozycję. Spróbujmy najpierw poznać nasze wzajemne rozwiązania, dopiero później uzyć wobec nich narzędzi które wymeniasz. Co Ty na to?

Zgoda.

>Rozumiem. Moje zarzuty do Twojego rozwiązania:
>a) rodzice chłopaka w przeszłości najprawdopodobniej mało interesowali się synem - świadczy o tym właśnie to, co zrobił. To logiczne. Nie spodziewałbym się jakichś korzyści po rozmowie z nimi

Myślę, że "na dwoje babka wróżyła".

>b) związek córki z kimś, kto ma skłonności do kradzieży istotnie nie ma sensu. Ale córka i chłopak są młodzi, można to próbować zmienić, niekoniecznie poprzez zmianę 'egzemplarza' chłopaka, że się tak wyrażę

W imię czego mamy obstawać przy tym samym egzemplarzu? Rozumiem, że powinna obowiązywać jakaś zasada najmniejszych zmian, czy tak?

>c) tak jak już wcześniej pisałem - w praktyce lepszy efekt uzyskasz, jeśli tak poprowadzisz rozmowę z młodym człowiekiem (np. córką) aby pewne korzystne konstatacje czy działania wyszły od niego, niż po prostu mówiąc jej co ma robić. Włączam w to również persję oraz wymagania. Mają zdecydowanie mniejszą i słabszą siłę oddziaływania, niż rozsądne działanie strategiczne.

Jak zatem rozmawiałbyś z tym chłopakiem, skoro może on powiedzieć, że kradzież, która się nie wyda (a dobrze obmyślona ma taką szansę) będzie dla niego ewidentnie korzystna? Przecież Ty sam oceniasz działania biorąc pod uwagę kryterium korzyści (pożytku), może to więc robić również i on.

31-01-2014 12:26 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> W praktyce nie będzie można abstrahować od parametru legalności.

To co proponuję jest całkowicie legalne.

> Ale dobrze, niech tak będzie, tytułem przykładu.

Uff... dzięki.

>> a) rodzice chłopaka w przeszłości najprawdopodobniej mało interesowali
>> się synem - świadczy o tym właśnie to, co zrobił. To logiczne. Nie
> spodziewałbym się jakichś korzyści po rozmowie z nimi
> Myślę, że "na dwoje babka wróżyła".

Myślę, że jako racjonalista (a za takiego się przecież podajesz ) zdecydowanie nie powinieneś łączyć wróżenia i uprawnionych domysłów.

>>b) związek córki z kimś, kto ma skłonności do kradzieży istotnie nie ma sensu.
>> Ale córka i chłopak są młodzi, można to próbować zmienić, niekoniecznie
>> poprzez zmianę 'egzemplarza' chłopaka, że się tak wyrażę
> W imię czego mamy obstawać przy tym samym egzemplarzu?

To zaraz mam nadzieję zobaczysz.

> Rozumiem, że powinna obowiązywać jakaś zasada najmniejszych zmian, czy tak?

Nie, zasada którą proponuje jest inna: dajmy chłopcu szansę naprawić swój błąd, coś zrozumieć.
Jak zabierzesz mu od razu dziewczynę i wpakujesz na dołek - po prostu go ukarzesz, ale nie motywujesz w żaden pozytywny sposób. Szansy nie dajesz.

>Jak zatem rozmawiałbyś z tym chłopakiem, skoro może on
> powiedzieć, że kradzież, która się nie wyda (a dobrze obmyślona
> ma taką szansę) będzie dla niego ewidentnie korzystna?

O tym niżej.

> Przecież Ty sam oceniasz działania biorąc pod uwagę kryterium korzyści
> (pożytku), może to więc robić również i on.

Oczywiście. I dobrze by było, gdyby to robił ale patrząc niekoniecznie tylko na czubek własnego nosa.
Może. Ale to ja jestem ofiarą przestępstwa, jestem zdeterminowany do działania, poza tym on chodzi z moją córką.
Widzisz mam w garści same atuty.
Swoją drogą ciekawe, jakby postąpił w tym przypadku Jezus. Znając go z rozmowy np. z Arcykapłanami, mógłby zrobić np. tak:
- Pracowałem uczciwie, potajemnie zaś nie uczyniłem niczego. Oddaj mi rower.
Gdy to powiedział, kolega stojący obok chłopaka-złodzieja np. policzkuje Jezusa, mówiąc "tak odpowiadasz mojemu kumplowi"?
Jezus kieruje spokojnie do policzkującego go takie słowa:
- Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co w tym jest złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego mnie bijesz?
Teraz do chłopca:
- Dawaj rower.
Chłopak:
- O niczym nie wiem.. (a wtedy jego kolega staje się coraz bardziej nerwowy i tak by się to mogło z grubsza toczyć, aż do pobicia lub wyśmiania Jezusa).

Moja wersja: idę do rodziców chłopca, chwilę gadam luźno z jego ojcem, czy kimś z domowników. O sprawie jednak nie wspominam.
Wchodzi chłopak i na mój widok nieco ścina go z nóg. Przyjaznym tonem pytam, czy możemy zamienić kilka słów na osobności. Chłopak zaprasza mnie do swojego pokoju i zamyka drzwi.
Mówię mu, że wiem kto zabrał mi rower. "Rower ma się znaleźć u mnie w piwnicy jeszcze tego samego dnia. Jeśli tego nie zrobisz, obawiam się że ktos ważny dla Ciebie może się o dowiedzieć o paru szczegółach Twojej biografii".

Tak go zostawiam i wychodzę.

pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
31-01-2014 19:50 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Może. Ale to ja jestem ofiarą przestępstwa, jestem zdeterminowany do działania, poza tym on chodzi z moją córką.
>Widzisz mam w garści same atuty.

>Wchodzi chłopak

195 cm, spędzający czas głównie na siłowni, nieustannie potrzebujący "kasy". Jest dzisiaj akurat w złym humorze.

...i na jego widok nieco ścina mnie z nóg. Przyjaznym tonem pytam, czy możemy zamienić kilka słów na osobności. Chłopak zaprasza mnie do swojego pokoju i zamyka drzwi.

>Mówię mu, że wiem kto zabrał mi rower. "Rower ma się znaleźć u mnie w piwnicy jeszcze tego samego dnia. Jeśli tego nie zrobisz, obawiam się że ktos ważny dla Ciebie może się o dowiedzieć o paru szczegółach Twojej biografii".

Dalszego przebiegu wydarzeń niestety nie pamiętam. Tutaj w szpitalu niczego mi nie brakuje, mam nawet dostęp do internetu i czasem wchodzę na "Racjonalistę", bo są tam różni dziwaczni dyskutanci, jak np. Elasp. Zaraz dostanę kolację - płynną (bo mam zadrutowaną szczękę). W wolnych chwilach nie leżę, tylko chodzę, a właściwie jeżdżę, bo na razie jestem na wózku (powiedziano mi, że spadłem ze schodów).

P. S. Córka nie odwiedziła mnie ani razu, ale to dobra dziewczyna. Bo przecież ludzie są dobrzy, nieprawdaż?

-------------------------------------------------------------------------------------

01-02-2014 07:49 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>> Wchodzi chłopak
> 195 cm, spędzający czas głównie na siłowni, nieustannie
> potrzebujący "kasy". Jest dzisiaj akurat w złym humorze.

Wielkość w tym wypadku znaczenia nie ma. Nie będzie mnie przecież bił w swoim własnym domu przy rodzicach.
Po drugie - na początku nie wie, co chcę zrobić, to wytwarza w nim niepewność. Przejęcie inicjatywy jest silniejsze, niż "buły" na bicepsie i kwadratowa szczęka Gołoty.
Po trzecie: zawsze można wziąć ze sobą paralizator lub gaz, gdyby coś poszło nie tak.

>...i na jego widok nieco ścina mnie z nóg.

Wersja, która podaję nie jest dla słabeuszy. Nie należy brać się za egzekwowanie swoich praw, jeśli jest się całkowicie pozbawionym jaj. To już lepiej zapłać spora kasę (więcej, niż wart jest rower) i wynajmij firmę ochroniarską. Albo odpuść.

> Zaraz dostanę kolację - płynną (bo mam zadrutowaną szczękę).
> W wolnych chwilach nie leżę, tylko chodzę, a właściwie jeżdżę, bo
> na razie jestem na wózku (powiedziano mi, że spadłem ze schodów).

Typowo katolickie czarnowidztwo. Życie, sukces nie jest dla tych, którzy całkowicie się go boją, nie w smak im ryzyko, potrafią tylko malować świat czarnymi barwami.

>P. S. Córka nie odwiedziła mnie ani razu, ale to dobra dziewczyna. Bo przecież ludzie są dobrzy, nieprawdaż?

Córka nie odwiedza Cię, ponieważ:
a) nigdy nie widziałeś tak naprawdę jej potrzeb
b) nie brałeś udziału ani w jej sukcesach, ani rozterkach
c) już od dłuższego czasu planowała czmychnąć od Ciebie i Twojej żony z jakimś 'karczkiem'
d) wtedy, gdy bardzo potrzebowała Cię - albo chodziłeś długo do kościoła i na posiadówki KIKu, albo bywałeś w delegacjach.

Ale Ty tego wszystkiego nie rozumiesz, jak istotny wpływ ma to na wychowanie dziecka. Nie rozumiesz, bo całe życie zajmujesz się swoim ukochanym konikiem: logiką i teorią.
A czas ucieka.
Kiedyś w swoim samozadowoleniu z "właściwe obranej drogi" wracasz do domu i zastajesz puste mieszkanie. Tak jest przez długie tygodnie. Z tego wszystkiego rozpijasz się i pewnego dnia idąc po butelkę spadasz ze schodów, dotkliwie tłuczesz sobie głowię i łamiesz parę kości.

Budzisz się w szpitalu. Rozumiesz tylko, że zaraz dostaniesz kolację przez rurkę. Można sobie poleżeć, o wszystkim "zapomnieć", poczytać. Niedługo załatwią wózek (nie taki elektryczny, takie kosztują sporo pieniędzy, których nigdy w życiu nie zarobiłeś - teoretyzowanie nigdy nie jest w cenie). Taki z poręczami przy kółkach.
Jest jeszcze jeden plus tej sytuacji: teraz ze stłuczona głową nie możesz sobie już przypomnieć, że masz żonę czy córkę, może nigdy ich właściwie nie miałeś..

Serdecznie pozdrawiam!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
01-02-2014 10:08 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Wielkość w tym wypadku znaczenia nie ma. Nie będzie mnie przecież bił w swoim własnym domu przy rodzicach.

Bo ludzie są dobrzy.

>Po drugie - na początku nie wie, co chcę zrobić, to wytwarza w nim niepewność.

Bo ludzie są rozsądni - jak nie wiedzą, co robić, nie robią nic.

>Po trzecie: zawsze można wziąć ze sobą paralizator lub gaz, gdyby coś poszło nie tak.

Wreszcie głos rozsądku.

>Wersja, która podaję nie jest dla słabeuszy. Nie należy brać się za egzekwowanie swoich praw, jeśli jest się całkowicie pozbawionym jaj. To już lepiej zapłać spora kasę (więcej, niż wart jest rower) i wynajmij firmę ochroniarską. Albo odpuść.

To jest właśnie moralność dla słabeuszy - jesteś silny, egzekwuj. Jesteś słaby - odpuść. Takie pojmowanie moralności czyni z nas zwierzęta, które właśnie w taki sposób działają.

>Typowo katolickie czarnowidztwo. Życie, sukces nie jest dla tych, którzy całkowicie się go boją, nie w smak im ryzyko, potrafią tylko malować świat czarnymi barwami.

Patrz wyżej.

>Córka nie odwiedza Cię, ponieważ:
>a) nigdy nie widziałeś tak naprawdę jej potrzeb
>b) nie brałeś udziału ani w jej sukcesach, ani rozterkach
>c) już od dłuższego czasu planowała czmychnąć od Ciebie i Twojej żony z jakimś 'karczkiem'
>d) wtedy, gdy bardzo potrzebowała Cię - albo chodziłeś długo do kościoła i na posiadówki KIKu, albo bywałeś w delegacjach.

Mylisz wyjaśnienie z usprawiedliwieniem. Okoliczności a)-d) wyjaśniają postawę córki, ale jej nie usprawiedliwiają. Nawet jeżeli a)-d) zachodzą, mam prawo oczekiwać od córki należytej postawy. Moralność to nie handel ("nie zapłaciłeś, nie dam towaru").

_____________________________________________________________________________________
01-02-2014 10:53 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Bo ludzie są dobrzy.

O, zaczynasz już rozsądnie myśleć

>>Po drugie - na początku nie wie, co chcę zrobić, to wytwarza w nim niepewność.
>Bo ludzie są rozsądni - jak nie wiedzą, co robić, nie robią nic.

Po prostu czekają, co się zdarzy. Nie można od razu zakładać tysiąca plag egipskich w postaci choroby psychicznej chłopca, wzmożonej agresywnosci itp.
A nie, przepraszam - można. Nie przewidziałem takich przewidujacych optymistów, jak kol. Elasp.

>To jest właśnie moralność dla słabeuszy - jesteś silny, egzekwuj.
> Jesteś słaby - odpuść. Takie pojmowanie moralności czyni z nas
> zwierzęta, które właśnie w taki sposób działają.

No i mamy znów przed oczami przykład swoistej logiki katolickiej, w odróżnieniu od zwykłej logiki.
Elaspie, mylisz siłę z agresją i szafowaniem tymczasową przewagą. To nie o to chodzi.
Racjonalisci mówią inaczej: jesteś silny, to wykorzystuj swoją siłę w dobrym celu.
Jesteś słaby - ucz się od mądrzejszych i silnych jak zbierać siły i zbieraj je.
Zdecydowanie to bardziej humanitarne od swoistej moralności katolickej czyniącej z człowieka słabą ofiarę.

> Mylisz wyjaśnienie z usprawiedliwieniem.

Nic tu, ani nigdzie indziej nie usprawiedliwiam. Zawsze tylko wyjaśniam.

> Okoliczności a)-d) wyjaśniają postawę córki, ale jej nie usprawiedliwiają.

Pośpieszyłeś się - z resztą jak zwykle. Daleki jestem od ściągania z niej winy i tanich usprawiedliwień. Została wplątana w sytuację, którą odmalowałeś zniekształacając mój przykład, po prostu urodziła się w takiej dysfukncyjnej rodzinie, jaką nakreśliłeś. Poczucie winy dziedziczy odruchowo. Będzie musiała sobie sama z nim kiedyś poradzić, bo problemy do niej wrócą. Nikt za nią tego nie zrobi: żaden ksiądz, żadna wróżka, żaden 'karczek-partner' nawet Bóg. Nikt, tylko ona sama.

Niestety takie bycie ofiarą w imię naśladownictwa boskich postaw ciągnie się przez pokolenia, będzie to dla niej niełatwe.
Żadna teoria tego nie zmieni.

> mam prawo oczekiwać od córki należytej postawy. Moralność
> to nie handel ("nie zapłaciłeś, nie dam towaru").

Masz prawo od córki oczekiwać moralnej postawy, jeśli sam byłeś prawy i Twoje postępowanie przynosiło jej kiedyś korzyść, wzmacniało jej pewnosć siebie i miłośc do Ciebie. Jeśli ją wychowywałeś w dobrym sensie, innymi słowy rzeczywiście od ciebie wzięła.
Wtedy wymagasz.
Ale jeśli realnie nie dałeś nic, tylko oczekujesz "należytej postawy" to próżne Twoje starania. W praktyce poniesiesz porażkę bynajmniej to nie teoria.
pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
01-02-2014 11:14 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Racjonalisci mówią inaczej: jesteś silny, to wykorzystuj swoją siłę w dobrym celu.
>Jesteś słaby - ucz się od mądrzejszych i silnych jak zbierać siły i zbieraj je.

Nie trzeba być laickim racjonalistą, aby uznawać taką postawę. Za chwilę ktoś powie, że zdrowy rozsądek i ateizm to jedno o to samo, a to oczywista nieprawda.

>> Mylisz wyjaśnienie z usprawiedliwieniem.
>Nic tu, ani nigdzie indziej nie usprawiedliwiam. Zawsze tylko wyjaśniam.

W takim razie nie mówisz nic o tym, co ktoś powinien był zrobić, tylko co zrobił i dlaczego.

>Pośpieszyłeś się - z resztą jak zwykle....

Przypominam, że rozpatrujemy przykład fikcyjny i nieprecyzyjny, a taki zawsze można dookreślić w dowolny sposób.

>Masz prawo od córki oczekiwać moralnej postawy, jeśli sam byłeś prawy i Twoje postępowanie przynosiło jej kiedyś korzyść, wzmacniało jej pewnosć siebie i miłośc do Ciebie. Jeśli ją wychowywałeś w dobrym sensie, innymi słowy rzeczywiście od ciebie wzięła.
>Wtedy wymagasz.

Czyli handel, a nie moralność. Powinieneś szanować rodziców bez względu na to, jak Cię wychowali i kim są. Zresztą jesteś ich dłużnikiem (jeżeli już upierasz się przy handlu) już przez fakt własnego istnienia.

____________________________________________________________________________________
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Nie trzeba być laickim racjonalistą, aby uznawać taką postawę.

Pewnie, że nie. A kto powiedział, że chcę to zawłaszczać dla laickości?
Pisałeś wcześniej o wymyślonej na prędce "moralności dla słabeuszy, która niby czyni ludzi zwierzętami".
I co, po moim wyjaśnieniu dalej czyni? Elaspie, czasem mam wrażenie, że nie pamiętasz jednego wpisu wstecz.
Apeluję tu o nieco konsekwencji i uważniesze śledzenie wątku. Mógłbyś to dla mni zrobić?

> Za chwilę ktoś powie, że zdrowy rozsądek i ateizm to jedno
> i to samo, a to oczywista nieprawda.

Dla Ciebie wszystkie Twoje twierdzenia, założenia i konkulzje które tu nam serwujesz są oczywiste.
A ja chciałbym czasem dowiedzieć czegoś, czego do końca nie jesteś pewien, albo w co wątpisz. Da się zrobić?

> W takim razie nie mówisz nic o tym, co ktoś powinien był zrobić, tylko co zrobił i dlaczego.

Bo to wiedza tajemna o istoscie człowieczeństwa jest, której wciąż nie zgłębiłeś, pomimo moich uślinych starań.

Ech próżny mój wysiłek..

>>Pośpieszyłeś się - z resztą jak zwykle....
> Przypominam, że rozpatrujemy przykład fikcyjny i nieprecyzyjny,
> a taki zawsze można dookreślić w dowolny sposób.

Ze słowem "dookreślić" zagadzam się w 100%. Ale słowo "dowolny" zdradza Twoją niefrasobliwość i nieliczenie się z realiami życia. To swoiste kuriozum jak daleko można pobłądzić w teorii i jak nieomal doszczętnie zerwać wszelki kontakt rzeczywistością.

Czasem bywasz w swoich dociekaniach wielki Elaspie. Ale czasem można się załamać.

>>Wtedy wymagasz.
>Czyli handel, a nie moralność.

A może po prostu uznawanie realnych zasad rządzących światem? Dbałości o potomka i miłości do niego nie realizuje się, aby czymś potem kupczyć. Stwarza to jednak później takie, a nie inne realia i możliwości.
Używasz ich = kierujesz dzieckiem w dobra stronę.
Nie używasz, czy też nie dbasz aby się w ogóle pojawiły = wykazujesz ignorancję.

> Powinieneś szanować rodziców bez względu na to, jak Cię
> wychowali i kim są. Zresztą jesteś ich dłużnikiem już przez fakt własnego istnienia.

Podobna rozmowa już toczyła się na tym forum i to całkiem niedawno. Odezwał się wtedy jeden z użytkowników, którego matka porzuciła tuż po porodzie, bo był dla niej balastem, a ojca nigdy nie znał. Natomiast wychowała go własna babcia.

I co, Twoim zdaniem on też powinien wg Ciebie szanować rodziców, którzy właściwie nigdy się nim nie interesowali?
Odszukać ich, może bić im jeszcze pokłony?

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
01-02-2014 16:08 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>>Nie trzeba być laickim racjonalistą, aby uznawać taką postawę.
>Pewnie, że nie. A kto powiedział, że chcę to zawłaszczać dla laickości?
>Pisałeś wcześniej o wymyślonej naprędce "moralności dla słabeuszy, która niby czyni ludzi zwierzętami".
>I co, po moim wyjaśnieniu dalej czyni? Elaspie, czasem mam wrażenie, że nie pamiętasz jednego wpisu wstecz.

Nie pamiętam wstecz o tyle, o ile wybiegam w przód. Zawsze interesują mnie wnioski. Co nie znaczy, że zaprzeczam, że Twoje wyjaśnienie jest dobrą odpowiedzią na mój zarzut. Jest dobrą, moim zdaniem, chociaż budzącą podejrzenie, że racjonalizm zawłaszcza sobie postawę zdroworozsądkową. Ale jeżeli przyznajesz teraz, że nie tylko racjonalista wspomniana postawę może prezentować, wszystko wydaje mi się OK.

>Apeluję tu o nieco konsekwencji i uważniejsze śledzenie wątku. Mógłbyś to dla mnie zrobić?

Jak najbardziej.

>A ja chciałbym czasem dowiedzieć czegoś, czego do końca nie jesteś pewien, albo w co wątpisz. Da się zrobić?

Naturalnie.

>Ze słowem "dookreślić" zagadzam się w 100%. Ale słowo "dowolny" zdradza Twoją niefrasobliwość i nieliczenie się z realiami życia. To swoiste kuriozum jak daleko można pobłądzić w teorii i jak nieomal doszczętnie zerwać wszelki kontakt rzeczywistością.

Przyjmuję zarzut, jest trafny.

>A może po prostu uznawanie realnych zasad rządzących światem? Dbałości o potomka i miłości do niego nie realizuje się, aby czymś potem kupczyć. Stwarza to jednak później takie, a nie inne realia i możliwości.

Zgoda. Podkreślasz, że nasze moralne zapatrywania powinny być jakoś zdeterminowane przez praktykę życiową (aby nie popaść w puste teoretyzowanie), natomiast ja chętnie podkreślam, że nasza praktyka życiowa powinna być determinowana przez nasze moralne zapatrywania (aby nie popaść w kazuistyczny praktycyzm). Rozsądek nakazywałby powiedzieć, że jedna postawa nie wyklucza drugiej, i że - przeciwnie - wzajemnie się one uzupełniają.

>Podobna rozmowa już toczyła się na tym forum i to całkiem niedawno. Odezwał się wtedy jeden z użytkowników, którego matka porzuciła tuż po porodzie, bo był dla niej balastem, a ojca nigdy nie znał. Natomiast wychowała go własna babcia.
>I co, Twoim zdaniem on też powinien wg Ciebie szanować rodziców, którzy właściwie nigdy się nim nie interesowali?

Tak uważam. Jest to może bolesne, ale prawa moralne to nie lody śmietankowo-waniliowe. Nie muszą dobrze smakować.

Wróćmy może do tematu. Twoja odpowiedż udzielona chłopakowi wydaje mi się małym szantażem. Chłopak ten odda rower z obawy. Tak instruowany, zacznie postępować dobrze z obawy, co jest tylko połowicznie dobre, bo nic nie uchroni go przed niewłaściwym postępowaniem w sytuacji, w której, jak uzna, niczego nie trzeba się obawiać. Taki człowiek odda rower, ale "podwędzi" coś innego gdy będzie mieć pewność, że nic mu nie grozi.

Twoje rozwiązanie wymaga więc istnienia skutecznego prawa i skutecznej instytucji egzekwowania prawa, i w tym sensie Twoje rozwiązanie jest nierealistyczne - nie uwzględnia polskich realiów, w których nie ma ani jednego, ani drugiego.

_____________________________________________________________________________________
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>>Pisałeś wcześniej o wymyślonej naprędce "moralności dla słabeuszy, która niby czyni ludzi zwierzętami".
>>I co, po moim wyjaśnieniu dalej czyni? Elaspie, czasem mam wrażenie, że nie pamiętasz jednego wpisu wstecz.
>Nie pamiętam wstecz o tyle, o ile wybiegam w przód. Zawsze interesują mnie wnioski.

To pamiętaj, po co czasem Ci odpisuję. Bardzo często prostuję Twoje 'oczywiste' stwierdzenia, jak np.: "to moralność dla słabeuszy, która czyni ludzi zwierzętami".

> Jest dobrą (odpowiedzią), moim zdaniem, chociaż budzącą podejrzenie,
> że racjonalizm zawłaszcza sobie postawę zdroworozsądkową.

No to pędzę uspokoić. Kiedyś rozmawiałem o tym z p. Andrzejem Bogusławskim. Pan Andrzej podał przykład kilku księży, których ceni, jako ludzi, którzy starają się posługiwać postawą racjonalną.
Zgodziłem się z Nim, dodając jeszcze kilku.
Czy to choć trochę rozwiewa Twoje podejrzenia, które pobudziły z kolei mój niepokój?

> Ale jeżeli przyznajesz teraz, że nie tylko racjonalista wspomniana
> postawę może prezentować, wszystko wydaje mi się OK.

Tak przyznaję. Dziękuję.

>> A ja chciałbym czasem dowiedzieć czegoś, czego do końca nie
>> jesteś pewien, albo w co wątpisz. Da się zrobić?
> Naturalnie.

Trzymam za słowo, zwłaszcza, że bardzom tego ciekaw.

> Zgoda. Podkreślasz, że nasze moralne zapatrywania powinny być
> jakoś zdeterminowane przez praktykę życiową (aby nie popaść
> w puste teoretyzowanie),

Tak. Gdybym ja miał wypowiedzieć to zdanie, opuściłbym "jakoś". Reszta ok.

> natomiast ja chętnie podkreślam, że nasza praktyka życiowa powinna
> być determinowana przez nasze moralne zapatrywania (aby nie popaść
> w kazuistyczny praktycyzm).

To pachnie mi trochę stylem Boskiego działania. Jesteś w pewnej mierze twórcą swojego życia, kierujesz nim. Zgoda.
Ale czy na pewno poznałeś te czynniki, których nie możesz zmienić? Liczysz się z tym? Bo z tego, co Cię czytam to nie bardzo, przynajmniej takie wrażenie odnoszę.
Tylko Bóg (jeśli jest) może się z tym nie liczyć, przynajmniej takiego Go sobie wyobrażamy.
Człowiek posługując się tym sposobem w rzeczywistości będzie cholernie lekkomyślny.

> Rozsądek nakazywałby powiedzieć, że jedna postawa nie wyklucza
> drugiej, i że - przeciwnie - wzajemnie się one uzupełniają.

Zgoda, jednakże pod warunkiem, że poznaliśmy i uwzględniamy wszystkie ograniczenia, które na nas w danym momencie wpływają.
Nie jesteśmy Bogiem i nie możemy działać jak On, to pewne jak 2x2=4

>> I co, Twoim zdaniem on też powinien wg Ciebie szanować rodziców,
>> którzy właściwie nigdy się nim nie interesowali?
>Tak uważam.

Tak uważasz, że powinien szanować, czy tak uważasz, że powinien ich odszukać i bić im pokłony?

> Jest to może bolesne, ale prawa moralne to nie lody
> śmietankowo-waniliowe. Nie muszą dobrze smakować.

Ok. Ale wytłumacz mi proszę, po co? Po co ma ich w takim wypadku szanować? Bo ktoś inny tak zapisał w Biblii, czy może płynie z tego jakieś racjonalne większe dobro? Jakie to dobro, możesz przybliżyć, na czym ono polega?

> Twoja odpowiedż udzielona chłopakowi wydaje mi się małym szantażem.

Tak trochę w istocie jest. Mały i przemyślany szantaż w dobrej wierze

> Chłopak ten odda rower z obawy.

A skąd to wiesz na pewno? Przecież są i inne ewentualności. A może dlatego, że zrozumie iż tak daleko w życiu nie zajdzie?
A może z miłosci do mojej córki? A może dlatego, że ujmie go moje zaufanie do niego?
Chłopie, Ty wybierasz zawsze jedną z możliwości najbardziej uwłaczających ludzkiej kondycji, gorzej - zadufany w sobie zabierasz się za odpisywanie na kolejny wątek = bezmyślnie ściągasz na siebie bęcki.
Może zastanów się wreszcie, co Ty robisz.

> Tak instruowany, zacznie postępować dobrze z obawy, co jest
> tylko połowicznie dobre, bo nic nie uchroni go przed niewłaściwym
> postępowaniem w sytuacji, w której, jak uzna, niczego nie trzeba się obawiać.

Ty tego nie widzisz, ale w mojej odpowiedzi w pokoju zawarłem jeszcze kilka innych treści.
Uznałem to, że moja córka jest dla niego cenna. Prawidłowo odczytałem jego uczucia i wyraziłem mu to.

To nigdy nie jest bez znaczenia.

Sądzisz, ze pozostanie bez echa?
On raczej nie zacznie postępować dobrze "z obawy", ponieważ, kiedy zwróci mi rower i zrozumie, że chwytami poniżej pasa daleko się nie zajdzie, powód obawy zniknie.

> Taki człowiek odda rower, ale "podwędzi" coś innego gdy będzie mieć pewność, że nic mu nie grozi.

Ja wiem Elaspie, że bardzo nisko cenisz ludzi, zwłaszcz młodych.
Jest to z resztą postawa tyleż chora, co nierealistyczna. Trzeba ufać ludziom, a jak nawet zrobią coś źle, to trzeba odnaleźć w sobie siłę by ufać, że potrafią zrozumieć swój błąd i obdarzeni zaufaniem go naprawić (a tak w istocie jest w tym przykładzie, ponieważ chłopiec wcześniej czy później zrozumie, że pozwalając mu dalej chodzić ze swoją córką obdarzam go zaufaniem).

> Twoje rozwiązanie wymaga więc istnienia skutecznego prawa i
> skutecznej instytucji egzekwowania prawa, i w tym sensie Twoje
> rozwiązanie jest nierealistyczne - nie uwzględnia polskich realiów, w których nie ma ani jednego, ani drugiego.

Zauważ, że w moim przykładzie instytucja egzekwowania prawa (Policja) w ogóle nie jest angażowana. Nie dotykamy też problemu z istnieniem czy też nieistnieniem skutecznego prawa.
Może no być nawet średnioskuteczne - dokładnie, jak u nas. A i tak sprawa potoczy się po mojej myśli.
Sprawa pozostaje czysto między mną, a chłopcem.
Dlatego Twój zarzut mogę spokojnie odrzucić.
pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
01-02-2014 17:44 
 Ocena 2 na 2
Barbiel (1106 punktów)
Wybacz, Jacek...
Ty naprawdę chcesz narażać swoją rodzinę, żeby pomóc obcej osobie?
I jeszcze uważasz, że to jest najbardziej praktyczne?
Rozmawiałeś kiedyś z policjantem i pytałeś, ilu zna złodziei, którzy przestali kraść?
Ale nie to jest najgorsze. Przeciętni złodzieje nie okradają rodziny/znajomych.
Jeśli ktoś okrada własnego teścia to nie tylko jest złodziejem, ale jest też nielojalny, nie szanuje rodziny.
No, chyba, że Twoja córka nie jest dla niego ważna, wtedy nie jesteś dla niego rodziną.
A nawet jeśli jest ważna, to co będzie, jak się odkocha?
Nie opędzluje Wam całej chaty?
No i tu Elasp ma rację - szantaż nie jest żadną metoda nawiązywaniem pozytywnych relacji. Powiedzmy, że odda rower. Albo odkupi, jeśli już sprzedał (zgadnij, skąd weźmie na to pieniądze)
I co dalej? Nie wydaje Ci się, że córka ma prawo dowiedzieć się, z kim się zadaje i sama podjąć decyzję, czy chce ryzykować? Ja nie chcę nawet pisać, co myślę o załatwianiu spraw za plecami osoby najbardziej zainteresowanej.
Myślisz, że nie będzie miała do Ciebie pretensji, że jej nie ostrzegłeś, jak ją puści z torbami po rozwodzie, albo nabierze na nią kredytów?

Poza tym pisałeś, że nie pobiłby Cię przy rodzicach. Sam przyznałeś, że rodzice mogli go zaniedbywać i mogą nie mieć na niego wpływu. Myślisz, że donieśliby na syna? Ta opcja jest oczywiście mało prawdopodobna, ale wykluczyć jej nie można. Patologia jednak się zdarza.

Ogólnie Twój sposób mógłby być dobry w przypadku dzieci do 10 lat, ale nie w przypadku osób, które już mają ukształtowaną osobowość.
Oczywiście Twój sposób może by skuteczny w jakimś procencie przypadków, ale powtarzam: naprawdę chcesz narażać swoją rodzinę, żeby pomóc obcej osobie?
I jeszcze uważasz, że to jest najbardziej praktyczne?

>A i tak sprawa potoczy się po mojej myśli.
Przeczytaj sobie jeszcze raz to zdanie, optymisto.
01-02-2014 19:26 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Ty naprawdę chcesz narażać swoją rodzinę, żeby pomóc obcej osobie?

To nie jest obca osoba. To jest chłopak mojej dziewczyny!

> Rozmawiałeś kiedyś z policjantem i pytałeś, ilu zna złodziei, którzy przestali kraść?

Chłopak jest młody i dobiero zaczyna od rowera.
Z recydywistą nie poszłoby tak gładko, mam tego świadomosć. Wtedy z pewnością zareagowałbym inaczej.

> Ale nie to jest najgorsze. Przeciętni złodzieje nie okradają rodziny/znajomych.
> Jeśli ktoś okrada własnego teścia to nie tylko jest złodziejem,
> ale jest też nielojalny, nie szanuje rodziny.

Dzięki że o to pytasz. W podanym przykładzie chłopak okrada piwnice "jak leci" nie zastanawiając się, jaki rower jest czyją własnością. Nie miał na celu okradać akurat ojca swojej dziewczyny. Po prostu tak wyszło.
W praktyce, gdybym nie miał takiej pewności - mógłbym go w tym pokoju o to zapytać wprost i zobaczyć reakcję.

> No, chyba, że Twoja córka nie jest dla niego ważna, wtedy nie jesteś dla niego rodziną.

No cóż, wtedy rowera raczej nie odda. Kolejny krok odsłoniłby mi, co dalej robić. Tak zakładam.

> A nawet jeśli jest ważna, to co będzie, jak się odkocha?
> Nie opędzluje Wam całej chaty?

Tego nie wiadomo. W przykładzie z kradzieżą rowera nie traktuję tego jak morderstwo.
Oczywiście dalej mam cały czas chłopaka na oku. Jeśli tydzień lub daw po zwrocie rowera będzie się zachowywać dziwnie (albo córka), w koło będa ginąć rowery lub inne rzeczy - wówczas z pewnoscią znów bym wkroczył, ale bardziej zasadniczo.

> Powiedzmy, że odda rower. Albo odkupi, jeśli już sprzedał
> (zgadnij, skąd weźmie na to pieniądze)

Zarobi lub odda z tych pieniedzy, które wziął na mój.

> I co dalej? Nie wydaje Ci się, że córka ma prawo dowiedzieć się,
> z kim się zadaje i sama podjąć decyzję, czy chce ryzykować?

W tym wypadku ja o tym decyduję. Jak powiedziałem - spróbowałbym załatwić sprawę między mną i chłopakiem.
Angażowanie jej w tej konkretnej sytuacji uważałbym za przedwczesne. Oczywiście dalej patrzę jak się sprawa rozwija i trzymam rękę na pulsie. Jeśli są jakieś przesłanki, że nie zrozumiał nauki, ciągnie go dalej do przyswajania cudzej własności - działam, ale już inaczej.

> Ja nie chcę nawet pisać, co myślę o załatwianiu spraw za
> plecami osoby najbardziej zainteresowanej.

Najbardziej zainteresowanej czym? A czy to nie jest tak, że ona powinna również zobaczyć własnymi oczami, że coś jest nie tak? Ma na to przecież szansę co najniej przez kilka dalszych lat.
Trzeba też podkreślić, że ja również.

> Myślisz, że nie będzie miała do Ciebie pretensji, że jej nie ostrzegłeś,
> jak ją puści z torbami po rozwodzie, albo nabierze na nią kredytów?

Nie, ponieważ to ona podejmuje decyzję. W końcu to też moja córka.. i dziedziczy po mnie pewną wrażliwiść.
Ten jeden raz potraktowałbym to raczej jako sprawę między mną a nim.

> Poza tym pisałeś, że nie pobiłby Cię przy rodzicach. Sam przyznałeś,
> że rodzice mogli go zaniedbywać i mogą nie mieć na niego wpływu.
> Myślisz, że donieśliby na syna? Ta opcja jest oczywiście mało
> prawdopodobna, ale wykluczyć jej nie można. Patologia jednak się zdarza.

Nie bardzo rozumiem To pytanie. Pytasz, czy donieśliby, gdybym im powiedział?
Tego nie wiem i raczej to mnie nie interesuje, ponieważ jest poza moim scenariuszem.
Nie mówię rodzicom nie dlatego, że rozważam ich dalsze kroki które mogą mi nie pasować.
Nie mówię im, bo chcę zyskać zaufanie i wdzięczność ich syna. A to z kolei zwiększa możliwość wycofania się z drogi, którą obrał.

> Ogólnie Twój sposób mógłby być dobry w przypadku dzieci
> do 10 lat, ale nie w przypadku osób, które już mają ukształtowaną osobowość.

Precyzując: mam tu na myśli osoby w okolicach 17-18 lat.

> Oczywiście Twój sposób może by skuteczny w jakimś
> procencie przypadków, ale powtarzam: naprawdę chcesz
> narażać swoją rodzinę, żeby pomóc obcej osobie?

Oczywiście to hipotetyczna sytuacja. Ale masz rację, w praktyce jest trochę wiecej "ale", których nie wziąłem po uwagę.
Może to zbytnia pewnosć siebie przeze mnie teraz przemawia, ale.. mamy trochę inny punkt widzenia. Ja naprawdę nie widzę tu specjalnego ryzyka. Jeszcze nie w tym czasie.

Popatrz: ludzie chodzą ze sobą zazwyczaj przez parę lat zanim sie pobierają. Oni są na początku drogi. Myślę, że gdyby sprawa z rowerem wyszła po kilku latach znajomosci mojej córki z chłopakiem, z pewnością poinformowałbym ją o tym, a i pewnie zgłosiłbym fakt na policję.
A wracając, chcę podać pewne uściślenie: relacja jest dość luźna, znają się miesiąc-dwa i powiedzmy, że mają po 17-18 lat.

>I jeszcze uważasz, że to jest najbardziej praktyczne?

Nie wiem, czy najbardziej. Chętnie poznam bardziej praktyczny scenariusz.
Jedno wiem na pewno: rozmówki pedagogiczne z chłopakiem, namawianie, go żeby oddał rower "z uczciwości", albo "bo ma przed sobą uczciwego człowieka" jest takie sobie.

>>A i tak sprawa potoczy się po mojej myśli.
>Przeczytaj sobie jeszcze raz to zdanie, optymisto.

Wyrywasz moje zdanie z kontekstu. Miałem tu na myśli niezależnosć reakcji chłopca od niuansów ze skutecznością poskiego prawa. Sięgnij jeszcze raz do mojego wpisu, może źle go zrozumiałeś.

Nie mniej dziękuję Ci za zwrócenie mi uwagi na szereg aspektów. Twoje uwagi Barbiel są dla mnie cenne.
łącząc pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
01-02-2014 20:08 
 Ocena 1 na 1
Barbiel (1106 punktów)
>To nie jest obca osoba. To jest chłopak mojej dziewczyny!
Znają się miesiąc- dwa. Ale niech Ci będzie.

>Chłopak jest młody i dobiero zaczyna od rowera.
1.Skąd to możesz wiedzieć?
2.Mając 18 lat nie jest już taki młody.

>W podanym przykładzie chłopak okrada piwnice "jak leci"
OK.

>Tego nie wiadomo. W przykładzie z kradzieżą rowera nie traktuję tego jak morderstwo.
Masz prawo.

>Jeśli tydzień lub dwa po zwrocie rowera będzie się zachowywać dziwnie (albo córka), w koło będa ginąć rowery lub inne rzeczy
Myślę, że będzie ostrożny znacznie dłużej.

>Nie wydaje Ci się, że córka ma prawo dowiedzieć się,
>> z kim się zadaje i sama podjąć decyzję, czy chce ryzykować?
>W tym wypadku ja o tym decyduję. Jak powiedziałem - spróbowałbym załatwić sprawę między mną i chłopakiem.
Tu się z Tobą absolutnie nie zgadzam.

>Angażowanie jej w tej konkretnej sytuacji uważałbym za przedwczesne. Oczywiście dalej patrzę jak się sprawa rozwija i trzymam rękę na pulsie. Jeśli są jakieś przesłanki, że nie zrozumiał nauki, ciągnie go dalej do przyswajania cudzej własności - działam, ale już inaczej.
I jak długo masz zamiar ją tak niańczyć?

>> Ja nie chcę nawet pisać, co myślę o załatwianiu spraw za
>> plecami osoby najbardziej zainteresowanej.
>Najbardziej zainteresowanej czym?
Tym związkiem, tym chłopakiem, na ten przyład.

>Nie, ponieważ to ona podejmuje decyzję.
O czym Ty mówisz? Każesz jej podjąć decyzję ukrywając przed nią ważne informacje i niech ma sama do siebie pretensje, że źle wybrała?

>Nie bardzo rozumiem To pytanie. Pytasz, czy donieśliby, gdybym im powiedział?
Nie, pytam, czy donieśliby na niego, gdyby pobił Cię przy rodzicach.

>Chętnie poznam bardziej praktyczny scenariusz.
Nie wiem, jaki jest najbardziej praktyczny scenariusz, ale napiszę, co ja bym zrobił. Powiedziałby córce o wszystkim. Niech się wykaże dojrzałością. I tak każdy popełnia błędy i niech je popełnia samodzielnie.

>Miałem tu na myśli niezależnosć reakcji chłopca od niuansów ze skutecznością poskiego prawa.
Miałeś na myśli, że niezależnie od prawa chłopak zareaguje po Twojej myśli, optymisto?
Czy dalej czegoś nie rozumiem?
01-02-2014 20:41 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>> Chłopak jest młody i dobiero zaczyna od rowera.
>1.Skąd to możesz wiedzieć?

Że jest młody, to potrafię ocenić. Że zaczyna - z tym gorzej.
Po prostu zakładam, w tym wieku nie robi się skoków ala "Vabank"
Mimo wszystko przyjmuję Twoją krytykę.

>2.Mając 18 lat nie jest już taki młody.

Powiedzmy, że "względnie".

>Myślę, że będzie ostrożny znacznie dłużej.

Zawsze są dalej różne metody oswajania, rozmowy, obserwacji, wpływania itp.
Zakładam, że mówimy o perspektwie dalszych 2 lat lub wiecej. W tajej perspektywie bycie "ostrożnym" zmienia wydźwięk.

>> W tym wypadku ja o tym decyduję. Jak powiedziałem -
>> spróbowałbym załatwić sprawę między mną i chłopakiem.
>Tu się z Tobą absolutnie nie zgadzam.

Ok, rozumiem.

>> Jeśli są jakieś przesłanki, że nie zrozumiał nauki, ciągnie go dalej
>> do przyswajania cudzej własności - działam, ale już inaczej.
>I jak długo masz zamiar ją tak niańczyć?

To nie jest niańaczenie. To normalna troska i raczej bierna. Jak już działam, to raz i starczy.

>>> Ja nie chcę nawet pisać, co myślę o załatwianiu spraw za
>>> plecami osoby najbardziej zainteresowanej.
>>Najbardziej zainteresowanej czym?
>Tym związkiem, tym chłopakiem, na ten przyład.

I co, teraz trochę wychodzi na to, że Ty byś chciał ją niańczyć

>> Nie, ponieważ to ona podejmuje decyzję.
> O czym Ty mówisz? Każesz jej podjąć decyzję ukrywając
> przed nią ważne informacje i niech ma sama do siebie
> pretensje, że źle wybrała?

Po pierwsze nic jej nie każę. Po drugie musiałby się cholernie dobrze ukrywać, a ja zakładam, że nie mam pod bokiem apsztyfikanta o zdolnościach równych Agentowi 007.

>> Nie bardzo rozumiem To pytanie. Pytasz, czy donieśliby, gdybym im powiedział?
> Nie, pytam, czy donieśliby na niego, gdyby pobił Cię przy rodzicach.

Myślę, że nie. Nie znam z autopsji takich sytuacji, ale myślę, że raczej chcieliby wpłynąć na mnie, abym nie donosił na Policję z tym rowerem i pobiciem.

> Powiedziałby córce o wszystkim. Niech się wykaże dojrzałością.
> I tak każdy popełnia błędy i niech je popełnia samodzielnie.

Ok. A co z rowerem? Kładziesz olbrzymi nacisk na córkę i masz poniekąd rację.
Ale przykład wyszedł jednak od historii Jezusa z policzkiem. Bardziej interesuje mnie teraz, co robisz w sprawie rowera.

>>Miałem tu na myśli niezależnosć reakcji chłopca od niuansów ze skutecznością poskiego prawa.
> Miałeś na myśli, że niezależnie od prawa chłopak zareaguje
> po Twojej myśli, optymisto?
> Czy dalej czegoś nie rozumiem?

Twoja aluzja nie jest dla mnie do końca czytelna.
Oczywiście że w najlepszym razie chłopaka skierują do kolegium. Założenie sprawy, którą kolegium szybko umorzy za niską szkodliwosć czynu (kradzieży rowera za kilkaset zł) + kurator będzie tu sukcesem.

Ale nie o to chodzi. Gdyby miał się przestraszyć bardziej Policji, niż poinformowania o tym jego dziewczyny (mojej córki) - byłby to dla mnie pewien znak. Uważam, że warto bardziej taką rzecz sprawdzić, niż na dzień dobry spanikować i wszystko wygadać córce.
Pesymisto

Pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
01-02-2014 21:11 
 Ocena 1 na 1
Barbiel (1106 punktów)
>>2.Mając 18 lat nie jest już taki młody.
>Powiedzmy, że "względnie".
Nie jest tak młody, żeby możnaby go było wychowywać.

>>Myślę, że będzie ostrożny znacznie dłużej.
>Zawsze są dalej różne metody oswajania, rozmowy, obserwacji, wpływania itp.
>Zakładam, że mówimy o perspektwie dalszych 2 lat lub wiecej. W tajej perspektywie bycie "ostrożnym" zmienia wydźwięk.
Niekoniecznie, a poza tym tych 2 lat też szkoda.

>To nie jest niańaczenie. To normalna troska i raczej bierna. Jak już działam, to raz i starczy.
Czyżby? Jaki raz? Przecież pisałeś, że będziesz monitorować sytuację później.

>>>Najbardziej zainteresowanej czym?
>>Tym związkiem, tym chłopakiem, na ten przyład.
>I co, teraz trochę wychodzi na to, że Ty byś chciał ją niańczyć
Nie rozumiem.

>>> Nie, ponieważ to ona podejmuje decyzję.
>> O czym Ty mówisz? Każesz jej podjąć decyzję ukrywając
>> przed nią ważne informacje i niech ma sama do siebie
>> pretensje, że źle wybrała?
>Po pierwsze nic jej nie każę.
Tu się nie rozumiemy. Spróbuję inaczej.
Spodziewasz się, że podejmie, w oparciu o fałszywą informację, decyzję z której będzie zadowolona. A jak nie będzie, to niech ma pretensję do siebie, bo przecież mogła się dowiedzieć. Według mnie to nieuczciwe. Ma prawo do tej informacji.

>Po drugie musiałby się cholernie dobrze ukrywać,
Nie musiałby. Wystarczy, żeby była młoda, niedoświadczona i zakochana.
>a ja zakładam, że nie mam pod bokiem apsztyfikanta o zdolnościach równych Agentowi 007.
Aha, zakładasz.

>Ok. A co z rowerem? Kładziesz olbrzymi nacisk na córkę i masz poniekąd rację.
>Ale przykład wyszedł jednak od historii Jezusa z policzkiem. Bardziej interesuje mnie teraz, co robisz w sprawie rowera.
W sumie to jest mniej istotne, na pewno mniej niż córka.
Mogę się nawet cieszyć, że tak szybko się wydało, z kim mamy do czynienia.
Jeśli córka zdecyduje się jednak z nim chodzić, to trzeba zażądać zwrotu roweru.
W przeciwnym razie też zażądać i postraszyć policją.

>Twoja aluzja nie jest dla mnie do końca czytelna.
Jak ktoś jest pewny, że cokolwiek pójdzie po jego myśli, nie uwzględniając różnych nieprzewidzianych możliwości, to jest optymistą.

>Uważam, że warto bardziej taką rzecz sprawdzić, niż na dzień dobry spanikować i wszystko wygadać córce.
To nie jest kwestia panikowania, tylko uczciwości wobec córki.
01-02-2014 21:37 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Nie jest tak młody, żeby możnaby go było wychowywać.

To jest Twoja ocena. Mnie jeszcze długo później wychowywano, jeśli sam tego chciałem.

> Niekoniecznie, a poza tym tych 2 lat też szkoda.

Jeśli z góry zakładasz że się nie powiedzie, to tak.
Ja jednak zakładam, że tego nie wiem. Nie jestem prorokiem, żeby to wiedzieć.

>>To nie jest niańaczenie. To normalna troska i raczej bierna. Jak już działam, to raz i starczy.
>Czyżby? Jaki raz? Przecież pisałeś, że będziesz monitorować sytuację później.

Przecież wyżej wyraźnie napisałem: troska raczej bierna.
Bierna troska a niańczenie to dwie różne rzeczy.

>>>>Najbardziej zainteresowanej czym?
>>>Tym związkiem, tym chłopakiem, na ten przyład.
>>I co, teraz trochę wychodzi na to, że Ty byś chciał ją niańczyć
>Nie rozumiem.

Pomyśl Jeśli jej to mówisz, ostrzegasz przed złymi konsekencjami, przekonujesz (jak mnie tutaj) to jednak jest niańczenie. Ty naprawdę uważasz, że z 17 letnią dziewczyną posżłoby szybko i bezboleśnie?

> Spodziewasz się, że podejmie, w oparciu o fałszywą informację,
> decyzję z której będzie zadowolona. A jak nie będzie, to niech ma
> pretensję do siebie, bo przecież mogła się dowiedzieć. Według
> mnie to nieuczciwe. Ma prawo do tej informacji.

Acha. A powiedziałbyś własnej żonie, że ją zdradziłeś?

>> Po drugie musiałby się cholernie dobrze ukrywać,
> Nie musiałby. Wystarczy, żeby była młoda, niedoświadczona i zakochana.

Miałem na myśli "przede mną".

>>a ja zakładam, że nie mam pod bokiem apsztyfikanta o zdolnościach równych Agentowi 007.
>Aha, zakładasz.

Oczywiscie. A Ty jak widzę zakładasz, że 007 przewyższa

> Bardziej interesuje mnie teraz, co robisz w sprawie rowera.
> W sumie to jest mniej istotne, na pewno mniej niż córka.

Wg mojej oceny mylisz się.

> Jeśli córka zdecyduje się jednak z nim chodzić, to trzeba zażądać zwrotu roweru.
> W przeciwnym razie też zażądać i postraszyć policją.

Kto ma to zrobić? Córka? Ty? A co, jeśli chłopak będzie się ociągał ze zwrotem?
Dziewczyna najprawdopodobniej będzie robić chłopcu wymówki, a ten w akcie niechęci do Ciebie będzie się ociągał.

>>Twoja aluzja nie jest dla mnie do końca czytelna.
>Jak ktoś jest pewny, że cokolwiek pójdzie po jego myśli,
> nie uwzględniając różnych nieprzewidzianych możliwości, to jest optymistą.

W porządku. Nie mogę być tego pewien. Jestem przekonany.

>> Uważam, że warto bardziej taką rzecz sprawdzić, niż na dzień
>> dobry spanikować i wszystko wygadać córce.
> To nie jest kwestia panikowania, tylko uczciwości wobec córki.

A jakie to jest uczciwe z punktu widzenia chłopaka? Mówisz jej coś, czego próba rozwiązania powinna być najpierw przeprowadzona między Wami dwoma. Ja wiem, że Tobie kompletnie na nim nie zależy, utraciłeś zainteresowanie tym chlopakiem z chwilą, gdy ukradł Ci rower. Przekreśliłeś go.
Ja staram się znaleźć rozwiązanie optymalne.
pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
01-02-2014 22:21 
 Ocena 2 na 2
Barbiel (1106 punktów)
>To jest Twoja ocena. Mnie jeszcze długo później wychowywano, jeśli sam tego chciałem.
Ja byłem odporny na wychowywanie już wieku 7 lat.

>Bierna troska a niańczenie to dwie różne rzeczy.
Chronienie kogoś przed wiedzą i obserwowanie jej chłopaka to nie niańczenie.
Chyba rozbiliśmy się o słowo.

>Pomyśl Jeśli jej to mówisz, ostrzegasz przed złymi konsekencjami, przekonujesz to jednak jest niańczenie.
Chyba znowu się rozbiliśmy o to samo słowo

>Acha. A powiedziałbyś własnej żonie, że ją zdradziłeś?
A co to ma rzeczy? Nie ja ukradłem ten rower.

Dopiszę jeszcze, dlaczego to nie ma nic do rzeczy:
Mój związek to moja sprawa. A związek córki to jej sprawa i nie mogę za jej plecami o niczym decydować.

>Miałem na myśli "przede mną".
Pisałeś też coś, że ona sama powinna się na nim poznać, bez Twojej pomocy.

>Oczywiscie. A Ty jak widzę zakładasz, że 007 przewyższa
Bo to jest bardziej prawdopodobne.

>> Jeśli córka zdecyduje się jednak z nim chodzić, to trzeba zażądać zwrotu roweru.
>> W przeciwnym razie też zażądać i postraszyć policją.
>Kto ma to zrobić? Córka? Ty?
Oczywiście, że nie córka, tylko ja.

>A co, jeśli chłopak będzie się ociągał ze zwrotem?
Będzie to dodatkowa informacja dla córki.

>A jakie to jest uczciwe z punktu widzenia chłopaka?
>Mówisz jej coś, czego próba rozwiązania powinna być najpierw przeprowadzona między Wami dwoma.
Nie. To Twój pomysł, żeby najpierw iść do niego i coś obiecywać. Ja takich planów nie miałem.

>Ja wiem, że Tobie kompletnie na nim nie zależy, utraciłeś zainteresowanie tym chlopakiem z chwilą, gdy ukradł Ci rower. Przekreśliłeś go.
Nie o to chodzi. Przede wszystkim, po miesiącu spotkań ja nie traktuję jeszcze nikogo jak rodzinę. I dlatego nie mam problemu z wyborem.
Czy Ty aby nie przesadzasz? Masz zamiar przywiązywać się do wszystkich kolejnych chłopaków Twoich córek? Wiesz jak często teraz młodzi zmieniają sympatię?

Po drugie nie przekreślam przecież. Skąd wiesz, co zdecyduje córka? Może akurat będzie chciała być z nim? Nie planuję wywierać jakiejś presji. Wyjdzie jej na dobre, jak się dowie, bo będzie bardziej czujna wobec niego.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Ja byłem odporny na wychowywanie już wieku 7 lat.

Czyli byłeś wtedy już dorosły i całkowicie ukształtowany, a otoczenie nie mialo na Ciebie absolutnie żadnego wpływu.
Rozumiem.

>>Bierna troska a niańczenie to dwie różne rzeczy.
>Chronienie kogoś przed wiedzą i obserwowanie jej chłopaka to nie niańczenie.
>Chyba rozbiliśmy się o słowo.

Raczej o postawę.
Niańczenie, ręczne sterowanie i wskazywanie dobrych / złych rozwiązań bez prawa dyskusji czy verta to jest dokładnie to, czego chcę w wychowywaniu młodego człowieka uniknąć. Przynajmniej takiego, który ma 17 lat.

>> Acha. A powiedziałbyś własnej żonie, że ją zdradziłeś?
> A co to ma rzeczy? Nie ja ukradłem ten rower.

Tak, ale ukradziono go Tobie. Jesteś w środku sytuacji czy chcesz tego, czy nie. Jak uważasz, Twoja hipotetyczna żona (niezależnie czy ją masz, czy nie i czy o niej w danym momencie myślisz) ma prawo do informacji o Twojej zdradzie, czy nie?

> Dopiszę jeszcze, dlaczego to nie ma nic do rzeczy:
> Mój związek to moja sprawa. A związek córki to jej sprawa
> i nie mogę za jej plecami o niczym decydować.

Właśnie, związek córki to jej sprawa.
Ale przeciez widać, że wmieszasz się w określonym celu. Sam wcześniej zdradziłeś się w jakim. Nie chcesz widzieć chłopaka, jesteś do niego negatywnie nastawiony i to wyjdzie. Poza tym boisz się hipotetycznych następstw, które wyolbrzymiasz (pisałeś o tym wcześniej dość szeroko). A młodzi ludzie bywają cholernie dobrymi obserwatorami.

>>Miałem na myśli "przede mną".
>Pisałeś też coś, że ona sama powinna się na nim poznać, bez Twojej pomocy.

Tak, ale do pewnego stopnia. Przeciez ma tylko 17 lat. Jeśli nie zaczniesz tego robić - nigdy nie będzie samodzielna. Jeśli ją całkowicie w tym zostawisz - może sobie jeszcze nie poradzić. Chyba trzeba gdzieś tutaj znaleźć złoty środek..
Wcześniej jeszcze napisałem myśląc o sobie samym "po drugie musiałby się cholernie dobrze ukrywać".
Oczywiście wkraczam aktywnie, kiedy przychodzi ewidentne zagrożenie, a jego skłonność się potwierdzi.
Ty chcesz wkroczyć od zaraz, podać jej informację o nim "na tacy" i tu się różnimy.

>>Oczywiscie. A Ty jak widzę zakładasz, że 007 przewyższa
>Bo to jest bardziej prawdopodobne.

no tak..
Trochę się uśmiałem Bez komentarza.

>> trzeba zażądać zwrotu roweru.
>> (..) postraszyć policją.
> nie córka, tylko ja.

Acha. A jak to konkretnie zrobisz?

> Nie. To Twój pomysł, żeby najpierw iść do niego i coś
> obiecywać.

Nic nie obiecuję. Po prostu mówię otwarcie, że nie powiem jeśli zwróci, a później patrzę co się stanie.
Poza tym w moim poprzednim zdaniu w tym akapicie podałem pewne uzasadnienie, do którego się nie odniosłeś.
Jeszcze raz uściślając: może się mylę w tej ocenie, ale próba rozwiązania powinna być najpierw przeprowadzona między chłopcem i ojcem dziewczyny. To jest uczciwe względem niego i dojrzalsze w postawie ojca. Mówienie od razu córkce jest mniej uczciwe i zarazem trochę panikarskie.

> Nie o to chodzi. Przede wszystkim, po miesiącu spotkań ja nie traktuję
> jeszcze nikogo jak rodzinę. I dlatego nie mam problemu z wyborem.

Rodzina, czy nie rodzina nie ma tu nic do rzeczy.
Poznałeś jakoś przez ten czas chłopca, łączy was chociażby jakaś kurtuazyjna relacja. Znasz go z imienia i nazwiska, wiesz gdzie mieszka, być moze zamieniłeś z jego rodzicami jedno chociażby zdanie.
Nie jest on dla Ciebie bezimiennym mieszkańcem osiedla.. ale z jakiegoś powodu chcesz go tak traktować. Hm..

> Czy Ty aby nie przesadzasz? Masz zamiar przywiązywać się do
> wszystkich kolejnych chłopaków Twoich córek? Wiesz jak często
> teraz młodzi zmieniają sympatię?

A co tu do rzeczy ma przywiązanie? Jesteś uczciwy względem ekspedientki w sklepie, którą widujesz przez parę miesięcy, bo się do niej przywiązujesz? Traktować kogoś jak człowieka, dawać szansę do poprawienia błędu, nawet polubić a przywiązać się to dwie różne rzeczy.

Kiedyś kolega jadąc w Niemczech przez nieznane sobie miasto znalazł na ulicy portfel. Podniósł, przeglądnął dokumenty, wbił do GPS adres, podjechał pod dom i zapukał. W drzwiach stanęła kobieta około 50tki.
Kolega zapytał, czy tutaj dają dobrą kawę. Babce najpierw opadła szczęka ze zdziwienia, następnie po wyjaśnieniach zaprosiła go na kawę, cała w skowronkach. Miło sobie pogwarzyli.. i nigdy się już w zyciu nie spotkali.
To też zakwalifikowałbyś jako przywiązanie?

> Po drugie nie przekreślam przecież. Skąd wiesz, co zdecyduje córka?

Pytanie, czy ta informacja jej jest do czegoś koniecznie potrzebna akurat teraz.
Czy robisz to (mówisz jej) dla niej.. czy może dla siebie?

> Może akurat będzie chciała być z nim?

No właśnie.

> Nie planuję wywierać jakiejś presji. Wyjdzie jej na dobre,
> jak się dowie, bo będzie bardziej czujna wobec niego.

Barbiel, to i tak wyjdzie, jeśli ma wyjść.
Ale nie mówiąc jej dajesz chłopakowi pokaz lojalności, który może pierwszy raz widzi w życiu.
Moim skromnym zdaniem zagrożenie jest niewspółmiernie małe do tego, co tu malujesz.

pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
02-02-2014 12:07 
 Ocena 1 na 1
Barbiel (1106 punktów)
>> Ja byłem odporny na wychowywanie już wieku 7 lat.
>Czyli byłeś wtedy już dorosły i całkowicie ukształtowany, a otoczenie nie mialo na Ciebie absolutnie żadnego wpływu.
Tak, oczywiście jedno wynika z drugiego.
Na Ciebie też otoczenie nie ma absolutnie żadnego wpływu teraz?

>Niańczenie, ręczne sterowanie i wskazywanie dobrych / złych rozwiązań bez prawa dyskusji czy verta to jest dokładnie to, czego chcę w wychowywaniu młodego człowieka uniknąć.
Gdzie u mnie widzisz coś takiego?

>Jak uważasz, Twoja hipotetyczna żona (niezależnie czy ją masz, czy nie i czy o niej w danym momencie myślisz) ma prawo do informacji o Twojej zdradzie, czy nie?
Oczywiście, że ma.

>Ale przeciez widać, że wmieszasz się w określonym celu. Sam wcześniej zdradziłeś się w jakim. Nie chcesz widzieć chłopaka, jesteś do niego negatywnie nastawiony i to wyjdzie. Poza tym boisz się hipotetycznych następstw, które wyolbrzymiasz (pisałeś o tym wcześniej dość szeroko). A młodzi ludzie bywają cholernie dobrymi obserwatorami.
Pewnie masz rację, ale co z tego. Młodzi ludzie chodzą sami ze sobą, a nie z całą rodziną. Nie muszę go uwielbiać.

>>Pisałeś też coś, że ona sama powinna się na nim poznać, bez Twojej pomocy.
>Tak, ale do pewnego stopnia. Przeciez ma tylko 17 lat. Jeśli nie zaczniesz tego robić - nigdy nie będzie samodzielna. Jeśli ją całkowicie w tym zostawisz - może sobie jeszcze nie poradzić. Chyba trzeba gdzieś tutaj znaleźć złoty środek..
Dokładnie i myślę, że tym złotym środkiem jest udzielić jej niezbędnych informacji, m in. statystyki policyjne na temat recydywy, przedstawić swoje zdanie i pozwolić samej przemyśleć sprawę i zdecydować. I przede wszystkim wspierać ja w tym.

>>>Oczywiscie. A Ty jak widzę zakładasz, że 007 przewyższa
>>Bo to jest bardziej prawdopodobne.
> no tak..
>Trochę się uśmiałem Bez komentarza.
Z komentarzem. To Ty wymyśliłeś to porównianie.
Kradzież wbrew pozorom nie jest taka łatwa. Trzeba być sprytnym.
Możesz powiedzieć, że skoro dał się złapać, to nie jest sprytny. No to powiedzmy, że trochę mu brakuje do 007
No, chyba, że jest głupi i kradnie nie mając o tym pojęcia i daje się złapać za pierwszym razem. Ale to też nienajlepiej rokuje na przyszłość.

>Acha. A jak to konkretnie zrobisz?
Nie wiem, po co Ci takie szczegóły. Ale niech będzie.
Jeśli będą razem, powiem mu na osobności, że byłoby fajnie, gdyby oddał rower, bo lubię na nim jeździć. Żeby go bardziej przekonać, opwiem coś o swoich ulubionych trasach rowerowych itp. Zapytam go, czy też lubi jeździć, a jak nie, jakie to ma hobby. Ale to tak przy okazji, nie będe specjalnie prosić go na rozmowę.

>Nic nie obiecuję. Po prostu mówię otwarcie, że nie powiem jeśli zwróci, a później patrzę co się stanie.
Acha. Nic nie obiecujesz.

>Poza tym w moim poprzednim zdaniu w tym akapicie podałem pewne uzasadnienie, do którego się nie odniosłeś.
>Jeszcze raz uściślając: może się mylę w tej ocenie, ale próba rozwiązania powinna być najpierw przeprowadzona między chłopcem i ojcem dziewczyny.
Myślałem, że się odniosłem. Nie widzę takiej potrzeby.

>To jest uczciwe względem niego i dojrzalsze w postawie ojca. Mówienie od razu córce jest mniej uczciwe i zarazem trochę panikarskie.
Chyba mamy inne wyobrażenie o uczciwości.
A skoro tak, to teraz Cię z ciekawości zapytam:
Czy żona ma prawo wiedzieć, że mąż ją zdradza?

Co do reszty:
Masz prawo być uczciwy, wobec kogo chcesz.
Ja, kiedy muszę wybierać, wybieram bliższe osoby przed dalszymi.
Można powiedzieć, że stawiam na lojalność bardziej niż na uczciwość.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Na Ciebie też otoczenie nie ma absolutnie żadnego wpływu teraz?

Ma. Ale ja też mam teraz coraz więszy, a otoczenie coraz mniejszy.

> Gdzie u mnie widzisz coś takiego?

Mówisz jej to z pewnym swoim nastawieniem i to już wystarcza.

>Oczywiście, że ma.

I jak myślisz, chciałaby to wiedzieć?
Pytałeś o to kiedyś konkretnej kobiety, czy by chciała?

> Pewnie masz rację, ale co z tego. Młodzi ludzie chodzą sami
> ze sobą, a nie z całą rodziną. Nie muszę go uwielbiać.

Chodziło mi o sam wpływ Twoich poglądów na nią.
Ja go widać lubię (jako człowieka) bardziej niż niż Ty. Ale nie chcę zaraz z tym lubieniem do niej "gonić".

> Dokładnie i myślę, że tym złotym środkiem jest udzielić jej niezbędnych
> informacji, m in. statystyki policyjne na temat recydywy, przedstawić
> swoje zdanie i pozwolić samej przemyśleć sprawę i zdecydować. I przede
> wszystkim wspierać ja w tym.

Barbiel, a skąd znowu wziąłeś tą recydywę? Ewidentnie od początku ją warunkujesz

>Z komentarzem. To Ty wymyśliłeś to porównianie.

No dobra. Chłopak z podwórka jest inteligentniejszy od 007. Twoja córka zaiste ma szczęście, a Ty razem z nią

> No to powiedzmy, że trochę mu brakuje do 007

Troszku, trochę a może jednak dużo?

>No, chyba, że jest głupi i kradnie nie mając o tym pojęcia i daje się
> złapać za pierwszym razem. Ale to też nienajlepiej rokuje na przyszłość.

Pozory lubią mylić. Poza tym, jak Twoja córka umyśli sobie związać sie z durnym i głupim chłopcem - myślisz, że tak łatwo jesteś jej w stanie to wyperswadować?
Żarty żartami: do tego wszystkiego potrzeba czasu. Poza tym nie jest wykluczone, że związek się i tak nie utrzyma. Jak sam napisałeś - wtedy nie bywa to trwałe i tak w istocie jest.
Paradoksalnie to mnie skłania zrobić to na mój własny sposób.

>> Acha. A jak to konkretnie zrobisz?
> Nie wiem, po co Ci takie szczegóły. Ale niech będzie.

Zobaczysz niżej.

>Jeśli będą razem, powiem mu na osobności, że byłoby fajnie, gdyby
> oddał rower, bo lubię na nim jeździć. Żeby go bardziej przekonać,
> opwiem coś o swoich ulubionych trasach rowerowych itp. Zapytam go,
> czy też lubi jeździć, a jak nie, jakie to ma hobby. Ale to tak przy okazji,
> nie będe specjalnie prosić go na rozmowę.

O ile znam takich ludzi - a przeważnie każdy w jakiś sposób spotkał się w dziecińśtwie z marginesiem - robiąc to w taki sposób jest duża szansa, że chłopak po prostu Cię oleje. Uda Greka, że o niczym nie wie. I cześć pieśni.

>>Nic nie obiecuję. Po prostu mówię otwarcie, że nie powiem jeśli zwróci, a później patrzę co się stanie.
>Acha. Nic nie obiecujesz.

No dobra, niech będzie że obiecuję. Ale piszę w ten sposób nie przypadkiem.
Chodzi o coś innego: moją obietnicę dość łatwo zweryfikować, prawda?
Ty będąc moim partnerem do rozmowy wiesz, co chcę przez to osiągnąć (przynajmniej taką mam nadzieję).
To nie obietnica, tylko zimna kalkulacja. Jakby kontrakt.

>> To jest uczciwe względem niego i dojrzalsze w postawie ojca. Mówienie
>> od razu córce jest mniej uczciwe i zarazem trochę panikarskie.
> Chyba mamy inne wyobrażenie o uczciwości.

Niech będzie lojalność.
Daję mu moją lojalność w zamian za jego. Taki handel.

>A skoro tak, to teraz Cię z ciekawości zapytam:
>Czy żona ma prawo wiedzieć, że mąż ją zdradza?

Zapytaj mnie raczej, co bym zrobił. Rozważanie tego w kategoriach prawa moim zdaniem nic nie daje, nie widzę sensu wchodzić w prawo i uprawnienia.

>Co do reszty:
>Masz prawo być uczciwy, wobec kogo chcesz.
>Ja, kiedy muszę wybierać, wybieram bliższe osoby przed dalszymi.
>Można powiedzieć, że stawiam na lojalność bardziej niż na uczciwość.

Nie bardzo widzę, gdzie tu brak lojalnosci względem córki z powodu braku poinformowania jej o czymś, co zaszło między mną i trzecią stroną.
Jeszcze raz: wszystko zależy od powagi relacji pomiędzy nią, a tym chłopcem. Np miesiąc przed ślubem sprawa wyglądałaby zupełnie inaczej niż ta, o której rozmawiamy.
pozdrawaim

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
02-02-2014 13:51 
 Ocena 1 na 1
Barbiel (1106 punktów)
>>Oczywiście, że ma.
>I jak myślisz, chciałaby to wiedzieć?
To jest inne pytanie.
Ma prawo wiedzieć. Inna sprawa, czy chce z tego prawa skorzystać.
Tu masz rację, że trzeba brać pod uwagę wiele czynników, nie walić na oślep.

>Mówisz jej to z pewnym swoim nastawieniem i to już wystarcza.
>Chodziło mi o sam wpływ Twoich poglądów na nią.
Nie sądzę, żeby poglądy rodziców miały jakiś szczególny wpływ na wybór partnera.
A tym bardziej lubienie/nielubienie.
Zauważyłem, że masz na ten temat sprzeczne poglądy. Z jednej strony za bardzo wpływam na córkę, z drugiej strony z młodzieżą nie jest tak łatwo i nie tak łatwo jej coś wyperswadować.

>Barbiel, a skąd znowu wziąłeś tą recydywę? Ewidentnie od początku ją warunkujesz
Jest bardzo prawdopodobna, co wynika ze statystyk policyjnych.
Nie wiem, czy jest recydywistą, ale wiem, że może nim być teraz albo w przyszłości.
I to ryzyko trzeba brać pod uwagę.

>> No to powiedzmy, że trochę mu brakuje do 007
>Troszku, trochę a może jednak dużo?
Przypominam, że to Ty wymyśliłeś to absurdalne porównanie. Ja tylko je podchwyciełem nie całkiem na poważnie. Nie traktuję dosłownie tego 007.

>Poza tym nie jest wykluczone, że związek się i tak nie utrzyma. Jak sam napisałeś - wtedy nie bywa to trwałe i tak w istocie jest.
>Paradoksalnie to mnie skłania zrobić to na mój własny sposób.
To tak, jak mnie

>O ile znam takich ludzi - a przeważnie każdy w jakiś sposób spotkał się w dziecińśtwie z marginesiem - robiąc to w taki sposób jest duża szansa, że chłopak po prostu Cię oleje.
Oczywiście, ale to będzie dla nas dodatkowa informacja o nim.
Ty, stawiając sprawę po męsku pozbawiasz się informacji, co on zrobiłby po dobroci, czy głupio mu z powodu tej kradzieży, czy przejmie się moimi potrzebami, czy nie.
Mam wrażenie, że odzyskanie roweru jest dla Ciebie ważniejsze, niż to, czy córka ma odpowiedniego partnera.
Jeśli nie odda po dobroci, to trzeba postraszyć, że komuś powiem, rodzicom, policji.

>Niech będzie lojalność.
>Daję mu moją lojalność w zamian za jego. Taki handel.
Za plecami córki.
Chyba po prostu uważasz, że kobiety nie chcą znać prawdy o swoich partnerach, wolą być okłamywane.

>Jeszcze raz: wszystko zależy od powagi relacji pomiędzy nią, a tym chłopcem. Np miesiąc przed ślubem sprawa wyglądałaby zupełnie inaczej niż ta, o której rozmawiamy.
Dlaczego?
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Ma prawo wiedzieć. Inna sprawa, czy chce z tego prawa skorzystać.
>Tu masz rację, że trzeba brać pod uwagę wiele czynników, nie walić na oślep.

Ano właśnie. I kolejna sprawa, jaki to przyniesie pożytek jednemu i drugiemu.

> Zauważyłem, że masz na ten temat sprzeczne poglądy. Z jednej strony za
> bardzo wpływam na córkę, z drugiej strony z młodzieżą nie jest tak łatwo
> i nie tak łatwo jej coś wyperswadować.

Patrzę na to chyba trochę z innej strony. Nie tyle chcę perswadować, co prowokować do myślenia, do używania rozumu.
Robię to właśnie, dlatego, że z młodzieżą nie jest tak łatwo. 3-4 letnie dziecko posłucha i zrobi bez zastanawiania się, co karzesz. Z 17latiem trzeba już bardziej uważać na to, żeby nie wyjść na "wiedzącego wszystko lepiej".

Używanie bezpośredniego wpływu na 17 latkę uważam za trochę trudne, ale oczywiście nie niemożliwe.
Pytanie, czy w tej sytuacji nie przedwczesne.
Trzeba brać pod uwagę wiele czynników, nie walić na oślep.

>Nie wiem, czy jest recydywistą, ale wiem, że może nim być teraz albo w przyszłości.
>I to ryzyko trzeba brać pod uwagę.

Jedno to brać pod uwagę, drugie to działać z takim nastawieniem.

> Przypominam, że to Ty wymyśliłeś to absurdalne porównanie.

Eee tam, od razu absurdalne. To nie porównanie było absurdalne, tylko to, że masz blok dalej geniusza konspiracji i kombinatorstwa. Nie uważasz, że zakładanie tego od razu to lekka przesada?

> Ty, stawiając sprawę po męsku pozbawiasz się informacji, co on zrobiłby
> po dobroci, czy głupio mu z powodu tej kradzieży, czy przejmie się moimi
> potrzebami, czy nie.

Faktycznie, zauważasz pewien minus - i tak w istocie jest. Nie ma róży bez kolców.

> Mam wrażenie, że odzyskanie roweru jest dla Ciebie ważniejsze,
> niż to, czy córka ma odpowiedniego partnera.

Zachęcam do popatrzenia na to nieco inaczej: jeśli facet się zmieni, to córka będzie miała odpowiedniego partnera. Jeśli się jednak nie zmieni - w zwykłych realiach to szybko wyjdzie, więc nie ma sie co bać. Będzie, co ma być

>Jeśli nie odda po dobroci, to trzeba postraszyć, że komuś powiem, rodzicom, policji.

A co, gdyby zapytał Cię o powiedzenie córce?

>>Daję mu moją lojalność w zamian za jego. Taki handel.
>Za plecami córki.

Oczywiście, altruisto.

>> wszystko zależy od powagi relacji pomiędzy nią, a tym chłopcem.
>> Np miesiąc przed ślubem sprawa wyglądałaby zupełnie inaczej
>> niż ta, o której rozmawiamy.
> Dlaczego?

Dlatego, że:
a) im dłużej się krył z zamiarami cz czynami będąc w relacji z moją córką, tym bardziej jest to dla mnie podejrzane
b) wolę mieć wnuki i córkę, które mają ojca/męża w domu, a nie w więzieniu
c) co warte są umowy małżeńskie, jeśli jedno z partnerów nie trzyma się podstawowych zasad społecznego współżycia?

pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
02-02-2014 18:04 
 Ocena 2 na 2
Barbiel (1106 punktów)
>I kolejna sprawa, jaki to przyniesie pożytek jednemu i drugiemu.
I to też trzeba rozważyć, nie zakładać z góry, że nie przyniesie żadnego. W końcu nie ma tego złego, coby na dobre nie wyszło

>Pytanie, czy w tej sytuacji nie przedwczesne.
Ja uważam, że im wcześniej, tym lepiej. A im później, tym trudniej wycofać się z sutuacji. Dlatego nie ma sensu brnąć w podejrzany związek, jeśli na samym początku coś jest nie tak.

>Eee tam, od razu absurdalne. To nie porównanie było absurdalne, tylko to, że masz blok dalej geniusza konspiracji i kombinatorstwa. Nie uważasz, że zakładanie tego od razu to lekka przesada?
No dobrze, to bardziej konkretnie. Znasz jakieś osobiście osoby, które kradną albo wyłudzają? Ja znam i wiem, że są to osoby o nieprzeciętnych zdolnościach aktorskich. Niektórzy grubo po 20-tce potrafią okraść własnego ojca i innych krewnych albo sprzedać mieszkanie razem z babką. Z babcią żony, nie ze swoją.
I jeszcze raz, ale już naprawdę ostatni raz to piszę - niczego nie zakładam. Po prostu jestem ostrożny i nie mam ochoty na zbędne ryzyko.

>A co, gdyby zapytał Cię o powiedzenie córce?
To powiem, że córka już wie. Przecież od niej miałem zamiar zacząć.

>>>Daję mu moją lojalność w zamian za jego. Taki handel.
>>Za plecami córki.
>Oczywiście, altruisto.
Bez komentarza.

Ogólnie uważam, że ludzie powinni jak najwcześniej zacząć mierzyć się z niewygodnymi faktami. Odwaga do tego przychodzi wraz z treningiem. Ta odwaga daje władzę nad swoim życiem, większe możliwości wyboru. Tego chciałbym nauczyć córkę.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Ja uważam, że im wcześniej, tym lepiej. A im później, tym trudniej
> wycofać się z sutuacji. Dlatego nie ma sensu brnąć w podejrzany
> związek, jeśli na samym początku coś jest nie tak.

Myślę, że Twoja córka miałaby co najmniej parę argumentów przeciw, a znajdziemy na tym forum wiele sensownych głosów, żeby jednak dać jej posmakować tego związku z Twoim ostrzeżeniem, czy bez.

> Znasz jakieś osobiście osoby, które kradną albo wyłudzają?

Młodych niestety nie. Choć nie, sięgając pamięcią znałem jednego, który zrobił to mając 13 lat. Dokładnie co piszesz niżej, czyli okradł swojego ojca na niebagatelną sumę.
Później bardzo tego żałował i.. został porządnym człowiekiem.

>I jeszcze raz, ale już naprawdę ostatni raz to piszę - niczego nie zakładam.
> Po prostu jestem ostrożny i nie mam ochoty na zbędne ryzyko.

Ok, rozumiem. Oczywiscie masz do tego prawo.

>>A co, gdyby zapytał Cię o powiedzenie córce?
>To powiem, że córka już wie. Przecież od niej miałem zamiar zacząć.

To już Ci powiem. Mam w środku przekonanie graniczące z pewnoscią, że wkurzyłby się, ale z kradzieżą zaprzeczył. Wysoce prawdopodobne, że zacząłby planować zemstę. Wtedy porysowanie samochodu masz murowanie + pewnie jakieś ekstrasy. O tym nie pomyślałeś?

>Ogólnie uważam, że ludzie powinni jak najwcześniej zacząć
> mierzyć się z niewygodnymi faktami. Odwaga do tego przychodzi
> wraz z treningiem.

Myślę, że odwaga przychodzi przede wszystkim po tym, gdy ludzie zostaną potraktowani odważnie i po partnersku przez drugiego, życzliwego człowieka. W przyrodzie tak nie ma, żeby coś powstawało z niczego, no może poza początkiem Wszechświata, czyli wielkim wybuchem .

> Ta odwaga daje władzę nad swoim życiem, większe
> możliwości wyboru. Tego chciałbym nauczyć córkę.

Tu się zgadzam z Tobą w 100%. Dodam tylko, że nie tylko córkę. Jeśli los daje mi taką możliwiość, to i wyjątkowo innych też.
pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
02-02-2014 18:54 
 Ocena 1 na 1
Barbiel (1106 punktów)
>Myślę, że Twoja córka miałaby co najmniej parę argumentów przeciw,
>a znajdziemy na tym forum wiele sensownych głosów, żeby jednak dać jej posmakować >tego związku z Twoim ostrzeżeniem, czy bez.
Nigdy nie pisałem, że mam zamiar jej czegoś zabraniać.

>> Znasz jakieś osobiście osoby, które kradną albo wyłudzają?
>Młodych niestety nie. Choć nie, sięgając pamięcią znałem jednego, który zrobił to mając 13 lat. Dokładnie co piszesz niżej, czyli okradł swojego ojca na niebagatelną sumę.
>Później bardzo tego żałował i.. został porządnym człowiekiem.
Nie wątpię. Tak jest kiedy ktoś zrobi coś raz, a potem żałuje. Albo da się złapać za pierwszym razem. Wtedy nie występuje pozytywne wzmocnienie.

>To już Ci powiem. Mam w środku przekonanie graniczące z pewnoscią, że wkurzyłby się, ale z kradzieżą zaprzeczył. Wysoce prawdopodobne, że zacząłby planować zemstę. Wtedy porysowanie samochodu masz murowanie + pewnie jakieś ekstrasy. O tym nie pomyślałeś?
I chciałbyś kogoś takiego na zięcia? Czy uważasz, że każdy by tak zrobił na jego miejscu?

>Myślę, że odwaga przychodzi przede wszystkim po tym, gdy ludzie zostaną potraktowani odważnie i po partnersku przez drugiego, życzliwego człowieka. W przyrodzie tak nie ma, żeby coś powstawało z niczego, no może poza początkiem Wszechświata, czyli wielkim wybuchem .
Nie mówię o czymś z niczego, tylko o umiejętnościach rozwijających się w wyniku treningu. Coś kombinujesz.
Twój sposób tez jest dobry, ale może nie wystarczyć.

>Tu się zgadzam z Tobą w 100%. Dodam tylko, że nie tylko córkę. Jeśli los daje mi taką możliwiość, to i wyjątkowo innych też.
Odniosłem inne wrażenie.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Nigdy nie pisałem, że mam zamiar jej czegoś zabraniać.

A czym jest Twoje "nie ma sensu brnąć w podejrzany związek"?

> Nie wątpię. Tak jest kiedy ktoś zrobi coś raz, a potem żałuje.
> Albo da się złapać za pierwszym razem. Wtedy nie występuje pozytywne wzmocnienie.

Być może popełniłbym błąd. Ale na to właśnie liczę, że to pierwszy raz albo jakiś początek.
Mimo wszystko błąd nie jest bardzo brzemienny w skutki, ponieważ później można go korygować i zrobić m.in. podobnie do tego, co proponujesz, jeśli zajdzie taka potrzeba.

>I chciałbyś kogoś takiego na zięcia? Czy uważasz, że każdy
> by tak zrobił na jego miejscu?

Nie wiem, czy każdy. Próbuję tylko pokazać, że reakcja zwłaszcza u młodych ludzi często jest pochodną sposobu, w jaki zabieramy się do sprawy.
Wydaje mi się, ze Twój sposób bardziej prowokuje chłopaka do zemsty. Mój w zasadzie tą zemstę wyklucza.

>Nie mówię o czymś z niczego, tylko o umiejętnościach rozwijających
> się w wyniku treningu. Coś kombinujesz.

Nic nie kombinuję, tylko ja mówiłem o chłopaku, a Ty ciągle o córce (trenowanie córki=ewidentna nadopiekuńczość )

>Twój sposób tez jest dobry, ale może nie wystarczyć.

Tu pełna zgoda. Może nie wystarczyć, w zasadzie na nic w życiu nie ma gwarancji.

>Odniosłem inne wrażenie.

Córką zawsze mogę jeszcze pokierować, jeśli wykażę się odrobiną wrażliwości i dyplomacji. W końcu u mnie mieszka, a też kocha swojego tatę.. Nie musisz się martwić, na przemilczeniu tego "drobnego" faktu świat się przecież nie kończy.
pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
02-02-2014 19:40 
 Ocena 1 na 1
Barbiel (1106 punktów)
>A czym jest Twoje "nie ma sensu brnąć w podejrzany związek"?
OK.
To było ogólne przekonanie, nie miałem zamiaru jej tego narzucać. Niby to prawda, ale ona sama ma do tego dojść. Tylko potrzebuje wiedzieć, na czym stoi.

>Wydaje mi się, ze Twój sposób bardziej prowokuje chłopaka do zemsty. Mój w zasadzie tą zemstę wyklucza.
Twój sposób jest lepszy na krótką metę, mój na dłuższą.

>Nic nie kombinuję, tylko ja mówiłem o chłopaku, a Ty ciągle o córce
Jak zmieniasz temat to informuj mnie o tym

>trenowanie córki=ewidentna nadopiekuńczość
Wysłanie jej na studia i sprawdzanie, czy sobie radzi też
Ewidentnie to Ty odwracasz kota ogonem w przypadku tej nadopiekuńczości.

Ogólnie - widzę, że już kręcimy się w kółko w tym temacie.
Ty masz swoj sposób, ja mam swój. Nie wiem, czy coś więcej ustalimy.

Dopiszę jeszcze:
>Ale na to właśnie liczę, że to pierwszy raz albo jakiś początek.
OK. Przy założeniu, że to pierwszy raz, Twój sposób jest całkiem niezły. Ale ja Ci cały czas tłumaczę, że to założenie jest zbyt ryzykowne, zwłaszcza w tym wieku.
03-02-2014 15:55 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Niby to prawda, ale ona sama ma do tego dojść. Tylko
> potrzebuje wiedzieć, na czym stoi.

Rozumiem. A nie może sama próbować dowiedzieć się, na czym stoi? Już zaraz musisz ten "pożar" gasić?

>Twój sposób jest lepszy na krótką metę, mój na dłuższą.

Jest odwrotnie.
Mając styczność Tobą dalej nosi jakąś zadrę i to zazwyczaj wychodzi później.
Nie mniej, w każdym z naszych dwóch sposobów jeśli chłopak jest słabo zdeterminowany do związku - kończy się to podobnie: jego zniknięciem z horyzontu.

>Jak zmieniasz temat to informuj mnie o tym

Przepraszam, myśłałem że się nieźle orientujesz

>> trenowanie córki=ewidentna nadopiekuńczość
> Wysłanie jej na studia i sprawdzanie, czy sobie radzi też

+ jeżdżenie za nią, chodzenie po profesorach, sępienie i zdradzanie jej, jakie będa pytania do kolokwium

>Ewidentnie to Ty odwracasz kota ogonem w przypadku tej nadopiekuńczości.

Acha
Wg mnie nie ma jeszcze odpowiednio ważnego powodu, by jej mówić.
Ty uważasz inaczej, powody moim zdaniem wyolbrzymiasz (a mnie mówisz, że ja nie doceniam) więc raczej nigdy się nie dogadamy. Chyba pora powoli kończyć, znamy aż za dobrze nasze punkty widzenia.

>Ty masz swoj sposób, ja mam swój. Nie wiem, czy coś więcej ustalimy.

Już wiele ustaliliśmy, Twój punkt widzenia był dla mnie inspirujący, żeby uwzględniać trochę więcej detali.

> Ale ja Ci cały czas tłumaczę, że to założenie jest zbyt ryzykowne, zwłaszcza w tym wieku.

Ok, wezmę sobie to w przyszłości do serca, to jeśli przydarzy mi się coś podobnego (oby nie)
pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
03-02-2014 23:19 
 Ocena 1 na 1
Barbiel (1106 punktów)
>+ jeżdżenie za nią, chodzenie po profesorach, sępienie i zdradzanie jej, jakie będa pytania do kolokwium
I co jeszcze?

>Chyba pora powoli kończyć, znamy aż za dobrze nasze punkty widzenia.
Nie powoli, tylko już.

Pozdrawiam
01-02-2014 19:07 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Kiedyś rozmawiałem o tym z p. Andrzejem Bogusławskim. Pan Andrzej podał przykład kilku księży, których ceni, jako ludzi, którzy starają się posługiwać postawą racjonalną.
Nawet, jest jeszcze gorzej. Kilku exkapłanów oraz kapłanów miało ogromny wpływ na mój obecny światopogląd,
który jak u normalnego inteligenta na przemyśleniach poprzedników jest zbudowany. Mam w domowej biblioteczce
książki znanych chrześcijańskich uczonych z serdecznymi osobistymi dedykacjami, którzy wiedzieli, że jestem ateistą
i to im w przyjaźni nie przeszkadzało.

PS. Wcale też nie chciałbym pozbyć się z mojego umysłu "Ojców i Doktorów Kościoła oraz wielu, wielu chrześcijańskich myślicieli.

www.racjonalista.pl/forum.php/s,531808

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
01-02-2014 21:17 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Kilku exkapłanów oraz kapłanów miało ogromny
> wpływ na mój obecny światopogląd,

Domyśłam się, że miał Pan styczność z wieloma ludźmi w stanie duchownym o szerokich horyzontach.
Mógłby Pan powiedzieć, czy uzyskał od nich jakąś wymierną i konkretną korzyść? (oprócz samego światopoglądu)

Podam dwa przykłady:
1. Kolega opowiadał mi, jak za czasów technikum chodził do pewnego duchownego, ktory wyciągnął go z niskiej samooceny, w którą wbiła go pewna nauczycielka w podstawówce.
2. To już mój osobisty przykład, choć nie z osobą duchowną: pewien mój starszy kolega ma spore doświadczenie w biznesie. Zmieniałem parę lat temu stanowisko w firmie w dość emocjonujących dla mnie okolicznościach. Powiedział mi wtedy, jak rozmawiać z szefostwem i jak moją postawą wymusić na nich wykonanie ich części obowiązków.

Pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
01-02-2014 23:09 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>>>> Kilku exkapłanów oraz kapłanów miało ogromny wpływ na mój obecny światopogląd,
>Domyślam się, że miał Pan styczność z wieloma ludźmi w stanie duchownym o szerokich horyzontach.
Tak, choć bezpośredni nie tak wieloma, co najwyżej kilku, kilkunastu ich było, ale z głupimi księżmi też bezpośredniego kontaktu nie miałem. Jakoś tak się też złożyło, że większość z nich była byłymi duchownymi lub (jak nasz wspólny znajomy) w trakcie rozstawania się z kapłaństwem.

>Mógłby Pan powiedzieć, czy uzyskał od nich jakąś wymierną i konkretną korzyść? .
Tak, były i korzyści materialne: dobre kolacje ze świetnymi alkoholami i trochę książek wydawanych poza PRL-em. Spotkania z nimi, to był jakby dodatkowy fakultet, choć środowiskowych plotek też się przy okazji nasłuchałem.

>(oprócz samego światopoglądu)
Kiedy właśnie "ubogacenie duchowe" tu liczyło się najbardziej. Niech Pan sobie poczyta blog "Worka kości" - on naprawdę ma znacznie więcej do powiedzenia niż nam tu przedstawia.

Pozdrawiam.

@@@
.
02-02-2014 08:57 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Jakoś tak się też złożyło, że większość z nich była byłymi
> duchownymi lub (jak nasz wspólny znajomy) w trakcie
> rozstawania się z kapłaństwem.

Co do Stasia, zawdzięczam mu głównie dwie rzeczy: pewnego rodzaju luz w rozumieniu nakazów i zakazów religii katolickiej, który jeszcze w latach 90tych był nowością.
Oczywiście nasz kol. Elasp się tu wzburzy, a ks. Oko uzna za symptom moralnego rozkładu, ale np. Staszek opowiadał czasem o podglądaniu zakonnic w Seminarium.
Druga sprawa - Staszek ma wyraźną frajdę w rozmowach z innowiercami oraz ateistami, czego nie omieszka też i dzisiaj zaznaczyć np. w swoich książkach czy wykładach. Żywi do nich niekłamaną sympatię.
Pan ma już swoje lata i zapewne uśmiechnie się tu pod nosem ale dla mnie - dwudziestoparoletniemu studentowi w latach 90tych taka postawa bardzo imponowała. Kruszyła mury jedynie słusznej doktryny, w której z czasem człowiek zaczyna się dusić, często o tym nawet nie wiedząc (mózg z niedotlenienia projekuje różne obrazy, które niektórzy moi koledzy brali za dobrą monetę i tak im zostało).

> Spotkania z nimi, to był jakby dodatkowy fakultet, choć
> środowiskowych plotek też się przy okazji nasłuchałem.

Hm, to musiało być ciekawe

> Niech Pan sobie poczyta blog "Worka kości" - on naprawdę ma
> znacznie więcej do powiedzenia niż nam tu przedstawia.

Tak, czytałem kilka jego wierszy i opowiadań. Odnoszę niekiedy wrażenie, że do stopnia ich poetyckości, czy też głębi muszę chyba dojrzeć.
pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
02-02-2014 16:01 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Hm, to musiało być ciekawe
Moja żona wywodzi się z ultrakatolickiej rodziny, gdzie Bóg, Kościół i księża zawsze na pierwszym miejscu byli. Przyszła żona przedstawiając rodzicom ateistę doprowadziła ich do rozpaczy i największym plusem jaki początkowo sobie u nich zdobyłem była moja zgoda na ślub kościelny. Nie widziałem tu żadnych przeszkód, a sprawę miałem ułatwioną, gdyż sam też pochodziłem z katolickiej - choć mocno indyferentnej religijnie - rodziny i byłem ochrzczonym.

Wspaniały ksiądz proboszcz z parafii małżonki też nie widział przeszkód (to były inne czasy) i ślub się odbył, ale od ślubu już nie mogłem odwiedzić teściów nie odwiedzając jednocześnie proboszcza przywożąc mu książki i właśnie ploteczki. Głównie z ATK, ale na KUL też czasem jeździłem na seminarium i po materiały do doktoratu.

To były intelektualnie ciekawy okres. Książki były tanie, a dyskusji dużo. Dziś nie trzeba nic wiedzieć ani o dorobku myślicieli związanych z Kościołem, ani nic wiedzieć na temat Marksa i marksizmu, a było można się mądrzyć i pouczać innych co mają myśleć, tak o Kościele i chrześcijaństwie, jak o Marksie i marksizmie.

Wtedy wśród studentów był zwyczaj, że chodziło się na interesujące wykłady tych, którzy mieli coś ciekawego do powiedzenia, a wcale nie byli w programie studiów. Miałem szansę posłuchać tych naprawdę wielkich. Złapałem trochę prawa, (zanim mnie wywalili) trochę ekonomii (zanim zrezygnowałem), trochę filozofii (z własnej potrzeby), choć głównie nauk politycznych na UW, (które jako pierwsze ukończyłem). Później było religioznawstwo i teologia na ChAT.

Religioznawstwa uczyłem się w większości od uczonych jakoś tam z Kościołem związanych. Proszę zajrzeć do biogramów Kellera, Tylocha, Wierusza-Kowalskiego. Proszę też zobaczyć jaki był poziom religioznawców marksistowskich i zajrzeć np. do "Logosu prologu ewangelii Janowej".

>>>>Niech Pan sobie poczyta blog "Worka kości" - on naprawdę ma znacznie więcej do powiedzenia niż nam tu przedstawia.
>Tak, czytałem kilka jego wierszy i opowiadań. Odnoszę niekiedy wrażenie, że do stopnia ich poetyckości, czy też głębi muszę chyba dojrzeć.
Może Pan tu nie dojrzeć w ogóle. Czasem różnice mentalnościowe są zbyt głębokie.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,519113#w519343
www.racjon(*).php/z,0/d,23/s,525127#w530838
Ale, gdy udaje się Panu zrozumieć np. pana Elaspa, to zrozumienie p. Piotra B. (Worka kości) też powinno się udać.

Pozdrowienia.

@@@
.
01-02-2014 15:53 
 Ocena 2 na 2
Barbiel (1106 punktów)
>Nawet jeżeli a)-d) zachodzą, mam prawo oczekiwać od córki należytej postawy. Moralność to nie handel ("nie zapłaciłeś, nie dam towaru").
A jeśli ktoś sam nie okazuje należytej postawy moralnej, to też ma prawo oczekiwać od innych?
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> A jeśli ktoś sam nie okazuje należytej postawy moralnej, to też ma prawo oczekiwać od innych?

Prawa nie ma, ale zawsze później z żalu do świata może stać się np.członkiem Rodziny Radia Maryja.
oczekuję a w zamian mam nic = zły świat = złe zasady wokół = zło wpływające na moje dzieci = zła moja rodzina
Lek:
Ojciec Dyrektor będący kapłanem jedynie słusznej doktryny, majacej w Watykanie łącznosć z samym Jezusem-Bogiem = dobre zasady = dobry świat w eterze Rozgłośni z Torunia = moja dobra nowa rodzina

pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
01-02-2014 16:23 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>A jeśli ktoś sam nie okazuje należytej postawy moralnej, to też ma prawo oczekiwać od innych?

Ma na pewno prawo spotkać się z krytyką albo wręcz potępieniem. Natomiast dopóki swoim działaniem nie pokazuje, że jest istotą głęboko zdemoralizowaną (i że w tym sensie nie jest już człowiekiem) ma prawo oczekiwać od innych moralnego potraktowania. Na podobnej zasadzie policja nie może naruszyć nietykalności kogoś, kto pobił kogoś innego, natomiast wyrokiem sądu może i powinien być stracony "człowiek" w rodzaju Trynkiewicza.
01-02-2014 16:34 
 Ocena 3 na 3
Barbiel (1106 punktów)
>Natomiast dopóki swoim działaniem nie pokazuje, że jest istotą głęboko zdemoralizowaną (i że w tym sensie nie jest już człowiekiem) ma prawo oczekiwać od innych moralnego potraktowania. Na podobnej zasadzie policja nie może naruszyć nietykalności kogoś, kto pobił kogoś innego, natomiast wyrokiem sądu może i powinien być stracony "człowiek" w rodzaju Trynkiewicza.
No dobrze. Tylko mam wrażenie, że próbujesz tu podzielić ludzi na dwie grupy według jakichś kryteriów. Gdzie jest granica?
Czy ktoś, kto znęcał się nad dzieckiem, ale go nie zabił jest wystarczająco zdemoralizowany czy jeszcze ma prawo oczekiwać od tego dziecka opieki i szacunku?
02-02-2014 09:33 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>No dobrze. Tylko mam wrażenie, że próbujesz tu podzielić ludzi na dwie grupy według jakichś kryteriów. Gdzie jest granica?
>Czy ktoś, kto znęcał się nad dzieckiem, ale go nie zabił jest wystarczająco zdemoralizowany czy jeszcze ma prawo oczekiwać od tego dziecka opieki i szacunku?

Od wyznaczenia tej granicy jest dobrze skonstruowane prawo. Właśnie ono ma stanowić wyraz i rozwinięcie naszych intuicji moralnych, wyraz i rozwinięcie oczywiście uwzględniające realia charakteryzujące dane społeczeństwo (nie musi więc to rozwinięcie być dokładnie takie samo we wszystkich czasach i miejscach). Nie twierdzę, że wszyscy ludzie mają te same intuicje moralne, jakkolwiek zakładam, że intuicje te są na tyle podobne, że mogą złożyć się na jednolite prawo (ważne dla danej społeczności) i na podobne systemy prawne (gdy porównujemy społeczności).
02-02-2014 12:51 
 Ocena 1 na 1
Barbiel (1106 punktów)
> Od wyznaczenia tej granicy jest dobrze skonstruowane prawo.
Czyli co, kryminaliści nie mają prawa do wymagań, a osoby, które mają dobrego adwota, mają?
Czy wszystkie przestępstwa wrzucasz do jednego worka?
Bo prawo nijak nie określa, który przestępca po wyjściu z więzienia ma prawo do szacunku ze strony swoich dzieci na starość, a który nie ma. Może wszyscy nie mają?
02-02-2014 13:13 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Czyli co, kryminaliści nie mają prawa do wymagań, a osoby, które mają dobrego adwokata, mają?

W pewnym sensie tak właśnie jest. Wystarczy popatrzeć na prawo spadkowe, będące (lub mające być) przedłużeniem i uszczegółowieniem naszych intuicji moralnych dotyczących tego, kto i po jakimi warunkami powinien coś dziedziczyć. Przestępca może liczyć na taki szacunek ze strony innych, że po odbyciu kary ma być traktowany jak każdy inny obywatel. Ba, czasem wyrok podlega zatarciu - prawo w pewien sposób imituje mechanizm ludzkiej pamięci.

>Czy wszystkie przestępstwa wrzucasz do jednego worka?

Nie, nie wrzucam, tak jak nie wrzuca ich do jednego worka dobrze zaprojektowany kodeks karny.

>Bo prawo nijak nie określa, który przestępca po wyjściu z więzienia ma prawo do szacunku ze strony swoich dzieci na starość, a który nie ma. Może wszyscy nie mają?

Prawo jest przedłużeniem i wysubtelnieniem naszych intuicji moralnych, ale ich nie zastępuję w każdym przypadku. Wyraziłem się być może nieprecyzyjnie mówiąc, że "granicę wyznacza prawo", bo sugeruje to, iż zawsze i tylko prawo wyznacza taką granicę. Tak dokładną granicę wyznaczyłoby (w sposób samodzielny) idealne prawo, obejmujące wszystkie szczegóły każdej dziedziny życia. Typowe prawo, oczywiście prostsze, musi być - tam, gdzie nie sięga - uzupełnione naszą intuicją moralną (czasem taką intuicję moralną nazywa się "poczuciem przyzwoitości").
01-02-2014 19:37 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Ma na pewno prawo spotkać się z krytyką albo wręcz potępieniem.

Pełna zgoda.

> Natomiast dopóki swoim działaniem nie pokazuje, że jest
> istotą głęboko zdemoralizowaną (i że w tym sensie nie jest już człowiekiem)
> ma prawo oczekiwać od innych moralnego potraktowania.

No właśnie, gdzie konkretnie leży ta granica?
Miałem o to zapytać, ale ubiegł mnie Twój rozmówca Barbiel:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,600722#w604211

Właściwie co można zrobić gorszego dziecku, niz go zostawić?
Istotnie jest parę spraw np. wieloletne znęcanie się, albo molestowanie seksualne.
Ale pod co Twoim zdaniem podchodzi komletne opuszczenie dziecka już na poczatku? Zdajesz sobie sprawę, że tacy ludzie kompletnie nie mają ani chęci, ani energii aby zdobyć się na miłość względem biologicznych rodziców, którzy nawalili na całej linii, którzy tak ich zawiedli, że pałają do nich teraz ogromnym, głębokim i wieloletnim żalem?

A właściwie czasem są im obojętni? Co niby ma tą miłość i szacunek wzbudzić?

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
02-02-2014 09:43 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Ale pod co Twoim zdaniem podchodzi kompletne opuszczenie dziecka już na początku?

Powiedziałbym, że wyrodnym rodzicom należy się minimalny z możliwych szacunków. Ale jednak szacunek. Bez względu na to kim są, czy chcieli być rodzicami, czy nie, czy Cię wychowywali, czy nie, właśnie dzięki nim istniejesz. Szacunek powinien wypływać z tego faktu i może - jak zasugerowałem - w minimalnej ilości wypływać wręcz tylko z tego faktu.
02-02-2014 10:27 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Powiedziałbym, że wyrodnym rodzicom należy się minimalny z
> możliwych szacunków. Ale jednak szacunek.

Rozumiem.

> Bez względu na to kim są, czy chcieli być rodzicami, czy nie,
> czy Cię wychowywali, czy nie, właśnie dzięki nim istniejesz.

Jakiego rodzaju ma to być szacunek, jak konkretnie ma się manifestować w postawie czy działaniu?

> Szacunek powinien wypływać z tego faktu i może - jak zasugerowałem
> - w minimalnej ilości wypływać wręcz tylko z tego faktu.

W praktyce szacunek nigdy nie wypływa z jakiejś reguły, przykazania, moralnego napomnienia czy też intelektualnej konotacji, "że pochodzę z komórek takich to, a takich osób".
Co ma niby tą miłość i szacunek u dziecka wzbudzić? Podaj jakiś realny powód, nie intelektualne założenia czy moralne nakazy, które tylko nakładają ciężar i nic więcej.
pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
02-02-2014 10:44 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Jakiego rodzaju ma to być szacunek, jak konkretnie ma się manifestować w postawie czy działaniu?

W ograniczonej pomocy, i to tylko w wyjątkowych sytuacjach, np. zagrożenia zdrowia lub życia.

>W praktyce szacunek nigdy nie wypływa z jakiejś reguły, przykazania, moralnego napomnienia czy też intelektualnej konotacji, "że pochodzę z komórek takich to, a takich osób".

Po pierwsze powinien, nawet jeżeli nie wypływa, a po drugie wydaje mi się, że bierzesz "szacunek" w znaczeniu pewnego szczególnego uczucia. Mnie zaś chodzi o szacunek w znaczeniu dyspozycji do pewnego rodzaju działań (np. jak powyżej). Z tą postawą nie musi wiązać się jakiekolwiek uczucie, zwłaszcza uczucie szacunku, choć oczywiście może się wiązać.

>Co ma niby tę miłość

Z mojej strony słowo "miłość" chyba jednak nie padło.

>i szacunek u dziecka wzbudzić? Podaj jakiś realny powód, nie intelektualne założenia czy moralne nakazy, które tylko nakładają ciężar i nic więcej.

Moje istnienie jest realnym powodem. W pewnym sensie moi rodzice "użyczyli mi" istnienia (czy tego chcieli, czy nie). Przyznaję, że rzadko kiedy uzmysławiamy sobie możliwość własnego nieistnienia (tak bardzo naturalny wydaje nam się fakt, iż istniejemy), ale takie uzmysłowienie sobie może być przyczyną szacunku do życia oraz jego dawców.

____________________________________________________________________________________
02-02-2014 11:45 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> W ograniczonej pomocy, i to tylko w wyjątkowych sytuacjach, np. zagrożenia zdrowia lub życia.

Dzięki, o to właśnie mi chodziło.

> Po pierwsze powinien, nawet jeżeli nie wypływa

Jest taka zasada np. w ustalaniu procedur jakości, ochrony danych, czy też zwykłego porządku w firmach.
Precyzują go konkretne akty wykonawcze np. do normy ISO 9001 mówiącej o systemie utrzymania porządku i jakości.

Znajdziesz w nich stwierdzenie, że przepis, którego nie można wyegzekwować w praktyce z czasem obniża morale załogi, zarazem obniża porządek i jakość w firmie. Do tego taki przepis dyskwalifikuje zaufanie do "góry", która nad tym wszystkim czuwa.
Tworzący tą normę doszli do wniosku, że powinno się taki pusty przepis wyeliminować, ponieważ utrzymywanie go np. w spisie bywa szkodliwe. Myślę, że to nie tylko dotyczy firm, ale też społecznosci ludzkich, grup, narodów itp.
Jest to z resztą często dyskutowane np. na forum parlamentu, politycy nawołują, aby nie tworzyć pustych przepisów.

Ty naprawdę uważasz, że szacunek można wymusić przykazaniem, moralnym napomnieniem czy też intelektualną konotacją w stylu "pochodzę z komórek takich to, a takich osób i należy im się szacunek"?
Mienisz się katolickim racjonalistą. Jeśli jesteś innego zdania, to po podtrzymujesz zasadność tego nakazu?

> a po drugie wydaje mi się, że bierzesz "szacunek" w znaczeniu
> pewnego szczególnego uczucia. Mnie zaś chodzi o szacunek w znaczeniu
> dyspozycji do pewnego rodzaju działań (np. jak powyżej).
> Z tą postawą nie musi wiązać się jakiekolwiek uczucie, zwłaszcza uczucie
> szacunku, choć oczywiście może się wiązać.

Jeśli o to chodzi - ja szacunek rozumiem dynamicznie, tzn. wg mnie to zdolność do wykonania działań, które tu między innymi podałeś: z wewnętrzną chęcią i motywacją.
Wchodzi w to nie tylko pomoc, ale też odwiedzanie tych osób, życzliwość, zapraszanie ich do siebie, robienie drobnych przyjemności, uznawanie ich prawa do własnych poglądów, brak agresywnej walki z tymi poglądami itp.
W zależności od danej sytuacji w rodzinie szacunek zachodzi w więszym czy mnieszym natężeniu, zależy to też od preferencji, potrzeb i od wilu innych czynników. Niektóre manifestacje szacunku występują, inne nie itp.

> Moje istnienie jest realnym powodem. W pewnym sensie moi rodzice
> "użyczyli mi" istnienia (czy tego chcieli, czy nie). Przyznaję, że rzadko
> kiedy uzmysławiamy sobie możliwość własnego nieistnienia (tak bardzo
> naturalny wydaje nam się fakt, iż istniejemy), ale takie uzmysłowienie sobie
> może być przyczyną szacunku do życia oraz jego dawców.

Hm, ciekawa teoria. Nurtuje mnie, czy znalazłeś w życiu choć jednego człowieka, który nie znając swoich rodziców ponieważ go opuścili, znając ale żywiąc do nich nienawiść strach czy żal za znęcanie się fizyczne czy psychiczne.. poprzez takie uzmysłowienie sobie faktu że istnieje, doszedł do szacunku wobec nich.

Właściwie wszystkie osoby, które spełniają powyższe kryteria, a które ja znam - nie żywią do rodziców szacunku w takim sensie, o jakim mówisz.
Ale Ty być może znasz przykłady pozytywne, zatem chętnie się o nich dowiem.
Jeśli jednak nie znasz, to Twój pogląd stanie się dla mnie jednym z wielu frazesów, które niczemu nie służą i nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości. Przyjmę z tym większą pewnoscią, że szacunek nie powinien wypływać z samego faktu zapłodnienia i urodzenia. I nie wypływa.

pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
02-02-2014 12:37 
 Ocena 1 na 3
Elasp (6859 punktów)

>Jest taka zasada np. w ustalaniu procedur jakości, ochrony danych, czy też zwykłego porządku w firmach.... Myślę, że to nie tylko dotyczy firm, ale też społeczności ludzkich, grup, narodów itp.

Na pewno nie należy tworzyć pustych przepisów. Trzeba jeszcze jednak pokazać, że to co mówię, sprowadza się do pustego przepisu, do sloganu.

>Ty naprawdę uważasz, że szacunek można wymusić przykazaniem, moralnym napomnieniem czy też intelektualną konotacją w stylu "pochodzę z komórek takich to, a takich osób i należy im się szacunek"?

Tak uważam. Dzieci także "zmusza się" do nauki tabliczki mnożenia, na ogół z dobrymi rezultatami. Można więc w zasadzie uczyć "tabliczki mnożenia" moralności. Wyjdzie im to tylko na dobre.

>Jeśli o to chodzi - ja szacunek rozumiem dynamicznie...

Wszystko to, co piszesz poniżej, zgadza się z moim rozumieniem szacunku. Także w moim pojęciu podlega on stopniowaniu.

>Hm, ciekawa teoria. Nurtuje mnie, czy znalazłeś w życiu choć jednego człowieka, który nie znając swoich rodziców ponieważ go opuścili, znając ale żywiąc do nich nienawiść strach czy żal za znęcanie się fizyczne czy psychiczne.. poprzez takie uzmysłowienie sobie faktu że istnieje, doszedł do szacunku wobec nich.

Można z łatwością pokazać przykłady pokrewne, tzn. ludzi, których ich własne "dawstwo" (macierzyństwo lub ojcostwo) pozwoliło spojrzeć inaczej na swych własnych rodziców. Równie wielu ludzi zaczyna odczuwać takie zobowiązanie względem własnych rodziców, gdy rodzice ci są już starzy i niedołężni - urazy i animozje schodzą wtedy na dalszy plan, a na pierwszy wybija się świadomość, że "przecież są moimi rodzicami; byli nie w porządku wobec mnie, niechże przynajmniej ja będę w porządku wobec nich". Myślę, że właśnie takie postępowanie - nie wyrachowane, na swój sposób szlachetne - czyni nas ludźmi.
____________________________________________________________________________________
02-02-2014 17:16 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Na pewno nie należy tworzyć pustych przepisów. Trzeba jeszcze
> jednak pokazać, że to co mówię, sprowadza się do pustego
> przepisu, do sloganu.

Mnie wystarczy, że u mnie nie działa. Nie działa także wśród ludzi wokół, których znam.
Oczywiscie nie wychodzę na ambonę / scenę i nie głoszę tego, jako zobycz naukowa.
Ale przy okazji możesz zastanowić się nad jednym. Nie tak dawno temu Episkopat Polski bronił się, że wewnątrz Kościoła jest tyle samo pedofili, co na zewnątrz. A teraz sam rusz glową i wyciągnij wnioski: czy moralizowanie działa, czy nie działa.

>>Ty naprawdę uważasz, że szacunek można wymusić przykazaniem,
>> moralnym napomnieniem czy też intelektualną konotacją w stylu
>> "pochodzę z komórek takich to, a takich osób i należy im się szacunek"?
> Tak uważam. Dzieci także "zmusza się" do nauki tabliczki mnożenia,
> na ogół z dobrymi rezultatami. Można więc w zasadzie uczyć "tabliczki
> mnożenia" moralności. Wyjdzie im to tylko na dobre.

Twoje porównanie ma jeden mankament: dzieci nie trzeba uczyć szacunku do rodziców, jeśli tych rodziców mają dobrych, kochających i rozumiejących o co chodzi w wychowywaniu.
I odwrotnie: nie nauczysz szacunku kogoś, kogo rodzice nigdy nie rozumieli co to dobro własnego dziecka. Przynajmniej ja tak uważam. A jeśli będziesz chciał na siłę uczyć - tylko otworzysz stare rany.

> Wszystko to, co piszesz poniżej, zgadza się z moim rozumieniem
> szacunku. Także w moim pojęciu podlega on stopniowaniu.

Ok.

> Można z łatwością pokazać przykłady pokrewne, tzn. ludzi,
> których ich własne "dawstwo" (macierzyństwo lub ojcostwo)
> pozwoliło spojrzeć inaczej na swych własnych rodziców.

Może się mylę, ale mówisz tu troszkę o czymś innym. Meretseger napisała kiedyś, że istnieje podstawowa ilość opieki, którą rodzice dają dzieciom, za którą należy się szacunek. I że dorosłe dzieci zazwyczaj tego nie doceniają, tylko wdają się w pretensje i żale.
Tu się z nią zgadzam.
Ale zauważ, że myśmy wcześniej nie mówili o minimum, tylko o skrajności.

> byli nie w porządku wobec mnie, niechże przynajmniej
> ja będę w porządku wobec nich". Myślę, że właśnie takie
> postępowanie - nie wyrachowane, na swój sposób szlachetne - czyni nas ludźmi.

Myślę, że to jest nierealne w przypadkach skrajnych. Wtedy nawet lepiej zostawić rodzica samego, aby miał czas zrozumieć co stracił. W innym przypadku, takim który tu opisujesz może pozostać w swojej iluzji, że to co zrobił - było w pełni odpowiedzialne i normalne.
Swoją drogą nie wierzę, żeby w skrajnych przypadkach było to możliwe.
Ale kto wie, kto wie.. dzieci czasem bardzo pragną mieć dobrych rodziców, zrobią absolutnie wszystko, żeby choć trochę tak myśleć np. stworzyć przed sobą pozory szacunku i opiekuńczości.

A do czego to później prowadzi - aż strach myśleć.
pozdrawiam


Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
02-02-2014 18:32 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)
>Nie tak dawno temu Episkopat Polski bronił się, że wewnątrz Kościoła jest tyle samo pedofilii, co na zewnątrz. A teraz sam rusz głową i wyciągnij wnioski: czy moralizowanie działa, czy nie działa.

Zakładasz, że to co mówi Episkopat jest zgodne z prawdą. Myślę, że było to stwierdzenie dyplomatyczne, a prawda może być taka, że zjawisko pedofilii jest dużo powszechniejsze w kręgach świeckich niż nam się wydaje. Statystyki z natury rzeczy wskazują na pedofilię wykrytą - zakładam, że pedofilia księży jest łatwiejsza do wykrycia niż p. w rodzinie, gdzie istnieje szczególna presja, by sprawy ukryć i gdzie przeciwnikiem jawności są silne więzy emocjonalne. Myślę więc, że moralizowanie działa.

Oglądałem kiedyś (kilkanaście lat temu!) wstrząsający film dokumentalny pedofilu z Nowej Zelandii, który wykorzystywał swoją córkę od (bodaj) 8 roku życia do 30-tego, faszerował przy okazji narkotykami i alkoholem, urządzał sesje zdjęciowe, itp. Udało jej się fizycznie i psychicznie wyzwolić spod władzy ojca właśnie ok. 30-tki i zdobywszy się na wielką odwagę wytoczyła ojcu proces. Na procesie przeciw córce i w obronie ojca zeznawała jej własna matka...

Oto coś, co powinno dać do myślenia racjonalistom. Jak zwykle Dania jest kuźnią postępu:

www.indepe(*)ch-political-party-480598.html

Partia "zielonych" ("zielonych"? czerwonych raczej, w rodzaju Cohn Bendita) w Niemczech na razie wycofuje się:

www.telegr(*)n-to-legalise-paedophilia.html


Może jak tak postarają się zwolennicy postępu, za 20 lat dyskusja o złu pedofilii stanie się bezprzedmiotowa? Nie wyobrażam sobie, aby tak naukę ogłosił Kościół, lecz wyobrażam sobie, że za legalizacja pewnych form pedofilii zaczną się otwarcie opowiadać celebryci, środowiska gejowskie, politycy i ludzie nauki. Sądzę, że można wytoczyć bardzo dobre argumenty naukowo-prawne za legalizacją pewnych form pedofilii, tzn. przynajmniej tak dobre jak argumenty za legalizacją prostytucji. Przeciw tym argumentom można wysunąć tylko argumenty odwołujące się do tradycyjnej moralności.

>Twoje porównanie ma jeden mankament: dzieci nie trzeba uczyć szacunku do rodziców, jeśli tych rodziców mają dobrych, kochających i rozumiejących o co chodzi w wychowywaniu.

Trzeba. Dziecko nie zawsze potrafi zrozumieć, dostrzec, że ma takich rodziców. To, co jasne dla dorosłego może być (i na ogół jest) niezrozumiałe dla dziecka.

>I odwrotnie: nie nauczysz szacunku kogoś, kogo rodzice nigdy nie rozumieli co to dobro własnego dziecka.

Myślę, że można.

>Myślę, że to jest nierealne w przypadkach skrajnych. Wtedy nawet lepiej zostawić rodzica samego, aby miał czas zrozumieć co stracił. W innym przypadku, takim który tu opisujesz może pozostać w swojej iluzji, że to co zrobił - było w pełni odpowiedzialne i normalne.

Dobrze. Powiem, że w takich skrajnych przypadkach największym wyrazem szacunku jest nieszukanie odwetu za doznane krzywdy. Owszem, nie jest niczym złym szukanie sprawiedliwej kary dla rodziców (jeżeli wchodziły w grę czyny kryminalne, mówimy wszak o skrajnościach), ale na tym rewanż powinien się kończyć i nie przeradzać się w nieokiełznaną fizyczną czy psychiczną zemstę.

_____________________________________________________________________________________
02-02-2014 19:04 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> prawda może być taka, że zjawisko pedofilii jest dużo powszechniejsze
> w kręgach świeckich niż nam się wydaje.

Albo odwrotnie Elasp, albo odwrotnie.
Ale skro tak mówisz - czekam na jakieś statystyki na poparcie Twoich tez.
Inaczej nie łudź się, że mnie przekonasz.

> zakładam, że pedofilia księży jest łatwiejsza do wykrycia niż p. w
> rodzinie, gdzie istnieje szczególna presja, by sprawy ukryć
> i gdzie przeciwnikiem jawności są silne więzy emocjonalne.

Tu zastanawiam się, czy Ty w ogóle wiesz, co mówisz.
I cóż, dochodzę do pewności, że raczej nie.
W rodzinie jest to znacznie bardziej widoczne, nikt nie ma problemu żeby pójść do rodzica, zrobić wywiad środowiskowy itp. Rodzic żyje w środowisku, które się nieustannie samo kontroluje.
A ksiądz? To, że pedofilia u księży zaczyna powolutku wychodzić dopiero przez ostatnie 10 lat znaczy tyle, co bardzo dobre krycie jednych księży przez drugich. A i tak to wychodzenie spotyka się z głośnymi protestami środowisk chrześcijańskich że "ta cała pedofilia to tylko atak na Kościół".

Masz to krycie z resztą całkiem jasno napisane w "Crimen sollicitationis", więc po co w ogóle dyskutować? Wypada tylko sięgnąć do tego dokumentu, przeczytać i pomyśleć na podstawie wielu przykładów, które do nas ostatnio dochodzą, jak ten dokument i sposób myślenia który reklamuje zakodowany jest głęboko w głowach kapłanów, biskupów a nawet w Kongregacji Wiary.

> Myślę więc, że moralizowanie działa.

Na jakiej podstawie tak twierdzisz?
Z góry informuję Cię, że Twój osobisty pogląd na tą sprawę będzie tyleż tendencyjny, co mało dla mnie wiarygodny.

> wyobrażam sobie, że za legalizacja pewnych form pedofilii
> zaczną się otwarcie opowiadać celebryci, środowiska gejowskie,
> politycy i ludzie nauki.

Acha, a jacy konkretnie ci ludzie nauki? Podasz jakiś przykład?
Co ciekawe, na stronach Racjonalista.pl ludzie nauki twierdzą coś zupełnie przeciwnego.
I trzecia zrecz: ludzi enauki a nauka to niekoniecznie to samo. Gdybyś czytywał uważniej Bogusławiskiego, znałbyś różnice i wiedział co to np. rytuał opiniowania, zanim dany pogląd czy teoria wejdą do kanonu nauki.

> Trzeba. Dziecko nie zawsze potrafi zrozumieć, dostrzec,
> że ma takich rodziców.

Jeśli jest zdrowa relacja w rodzinie i zdrowe dziecko, to bardzo szybko samo do tego dojdzie.
Po prostu nie doceniasz inteligencji dziecka i jego natury. To jest wrodzony odruch, nie coś, co trzeba uczyć.
Podobnie jak z "nie zabijaj".

>> nie nauczysz szacunku kogoś, kogo rodzice nigdy
>> nie rozumieli co to dobro własnego dziecka.
>Myślę, że można.

W porządku, to Twój pogląd.

> Powiem, że w takich skrajnych przypadkach największym
> wyrazem szacunku jest nieszukanie odwetu za doznane krzywdy

W przypadku takiej definicji szacunku w pełni się zgadzam.

> Owszem, nie jest niczym złym szukanie sprawiedliwej kary
> dla rodziców (jeżeli wchodziły w grę czyny kryminalne,
> mówimy wszak o skrajnościach), ale na tym rewanż powinien
> się kończyć i nie przeradzać się w nieokiełznaną fizyczną czy psychiczną zemstę.

Masz rację. Tyle, że od suchego stwierdzenia "nie powinien przeradzać się w zemstę" do wygaszenia w sobie tych impulsów jeszcze daleka i trudna droga.

Całe złudzenie Kościoła Katolickiego i jego wyznawców polega na tym, ze wydaje im się, że ludzie po prostu mogą sie intelektualnie zastanowić nad danymi zaleceniami i zrealizować je. A to tak niestety nie działa, czasem trzeba wyrazić w sposób zastępczy tą złość, np. u psychoterapeuty. Dopiero później przychodzi uwolnienie.
Nie z chrześcijańskiej książki, nie kazania czy konfesjonału, tylko gabinetu psychoterapeuty - bardzo często nawet nie będącego katolikiem.

pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
02-02-2014 19:44 
 Ocena-3 na 5
Elasp (6859 punktów)

Proszę czytaj całość i odnoś się w miarę możliwości do całości albo po przeczytaniu wszystkiego, bo zadajesz pytania na które ja odpowiadam w kolejnym zdaniu lub akapicie.

>Acha, a jacy konkretnie ci ludzie nauki? Podasz jakiś przykład?
>Co ciekawe, na stronach Racjonalista.pl ludzie nauki twierdzą coś zupełnie przeciwnego.

Mówię o tym, co będzie, więc nie mogę podać nazwisk. Argument, że skoro nauka nie twierdzi czegoś dzisiaj, to nie będzie głosić w przyszłości nie jest chyba najmocniejszym argumentem.

>> Trzeba. Dziecko nie zawsze potrafi zrozumieć, dostrzec,
>> że ma takich rodziców.
>Jeśli jest zdrowa relacja w rodzinie i zdrowe dziecko, to bardzo szybko samo do tego dojdzie.

W takim razie nie uczmy matematyki i ortografii.

>Całe złudzenie Kościoła Katolickiego i jego wyznawców polega na tym, ze wydaje im się, że ludzie po prostu mogą się intelektualnie zastanowić nad danymi zaleceniami i zrealizować je.

Tak, katolicyzm wierzy w ludzki rozum i silę ludzkiej (wolnej) woli.

>A to tak niestety nie działa, czasem trzeba wyrazić w sposób zastępczy tę złość, np. u psychoterapeuty. Dopiero później przychodzi uwolnienie.

Zawsze takim rodzajem psychoterapii była spowiedź. W katolicyzmie są więc też elementy "psychoterapii". Zwróć uwagę, że psychologowie i rozmaici psychoterapeuci są na ogół fatalnymi rodzicami. Od dawna o tym wiadomo, ja sam mógłbym podać wiele przykładów. Sądzę, że Ty także.

Psychologom i pedagogom zawdzięczamy katastrofalne w skutkach idee, zwłaszcza permisywizm i "bezstresowe wychowanie". Teraz dochodzi niedorzeczny "gender".
____________________________________________________________________________________
03-02-2014 17:06 
 Ocena 4 na 4
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Mówię o tym, co będzie, więc nie mogę podać nazwisk.

Skąd wiesz, co będzie? Przyszłość w tej materii jest zbyt skomplikowana, by w sposób pewny (a Ty to przedstawiasz, jako oczywista oczywistość) ją przewidywać.
Mówisz jak prorok, przynoszący złe wieści. Dziś taka postawa na szczęście bardzo się przeżyła.

> Argument, że skoro nauka nie twierdzi czegoś dzisiaj, to nie będzie
> głosić w przyszłości nie jest chyba najmocniejszym argumentem.

Argument, że nauka będzie głosić w przyszłości coś, co pan Elasp wyciągnął z paru nawiedzonych głów jest zdecydowanie słabszym argumentem od tego, że nauka będzie dalej sprzyjać człowiekowi by żyło mu się lżej.
Tak jak robiła dotąd. Smutne, prawda?

>>Jeśli jest zdrowa relacja w rodzinie i zdrowe dziecko, to bardzo szybko samo do tego dojdzie.
>W takim razie nie uczmy matematyki i ortografii.

Tu już ręce mi całkiem opadły
Ty w ogóle nie czytasz, co do Ciebie piszę.
Niemowlaka ssać pierś musisz uczyć? Śmiania się?
I pewnie nie wiesz co to filogeneza.
Jeden nie musi się uczyć szacunku, bo ma to odruchowo w rodzinie, której normalny sposób bycia sprzyjał wykształceniu odruchu szacunki i wdzięczności. Ma po prostu za co.
Drugi, wychowany w rodzinie dysfukcyjnej tego nie zna. Musi się nauczyć, bo to m.in. przydatna umiejętność do życia w ogóle.

W nauce tzw. wartości chrześcijańskich są dwa dramatycznie złe zjawiska.
Po pierwsze chrześcijański walec równa wszystkich jak leci.
Po drugie robi to nieefektywnie i m.in. zazwyczaj zbyt wcześnie.

>Tak, katolicyzm wierzy w ludzki rozum i silę ludzkiej (wolnej) woli.

Tak jak napisałem wcześniej, to złudzenie, że ludzie po prostu mogą się intelektualnie zastanowić nad danymi zaleceniami i zmienić siebie, zalecenia przyswoić z błogim uczuciem szczęścia na twarzy teraz i zawsze.
To okrutne złudzenie, bardzo często niepozwalające ludziom wierzącym nawet ruszyć z miejsca.

> Zawsze takim rodzajem psychoterapii była spowiedź.

To dwie różne rzeczy.

> Zwróć uwagę, że psychologowie i rozmaici psychoterapeuci
> są na ogół fatalnymi rodzicami.

Niestety nic w moim życiu nie potwierdza tej teorii.
Znam osobiście szóstkę. O kilkorgu powiem, że to moi przyjaciele. Są normalnymi, wrażliwymi rodzicami.

> Od dawna o tym wiadomo, ja sam mógłbym podać
> wiele przykładów. Sądzę, że Ty także.

Mowa o psychoterapeutach, którzy mają wzięcie. Znasz kogoś takiego osobiście?

> Psychologom i pedagogom zawdzięczamy katastrofalne w
> skutkach idee, zwłaszcza permisywizm i "bezstresowe wychowanie".

Tja.. najwięcej o psychologach, pedagogach i owocach ich pracy mają do powiedzenia ci, którzy na oczy ich nie widzieli. Kiedyś innowiercy, żydzi, masoni, uprawiający czarną magię - dziś psychologowie, pedagodzy, homoseksualiści, feministki, taj-chi, Hary Potter i gender i Bóg raczy wiedzieć co jeszcze.
Strasznie dużo tego się namnożyło.
W średniowieczu było tego zdecydowanie mniej, wrogowie tacy jacyś słabi (a my silni). Stare dobrze czasy.
Teraz jest niestety odwrotnie, dobre czasy minęły. Świat ewidentnie schodzi na psy... Elaspie, alleluja i do przodu!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
03-02-2014 17:55 
 Ocena 2 na 4
Elasp (6859 punktów)

>>Mówię o tym, co będzie, więc nie mogę podać nazwisk.
>Skąd wiesz, co będzie? Przyszłość w tej materii jest zbyt skomplikowana, by w sposób pewny (a Ty to przedstawiasz, jako oczywista oczywistość) ją przewidywać.
>Mówisz jak prorok, przynoszący złe wieści. Dziś taka postawa na szczęście bardzo się przeżyła.

Zaczynasz dyskusję na poziomie p. Bogusławskiego. Ażeby tak dyskutować mogę się zwrócić bezpośrednio do niego. Nie twierdzę, że przyszłość nie jest skomplikowana, nie mówię jak prorok. Ukrytą przesłanką była teza, że Dania, jak i zresztą Holandia, od wieków są najbardziej postępowymi krajami. To, co pojawia się u nich, prędzej czy później pojawia się gdzie indziej. Pozostawiłem to Twojej domyślności, ale widzę, że trzeba było "kawę na ławę".

>Argument, że nauka będzie głosić w przyszłości coś, co pan Elasp wyciągnął z paru nawiedzonych głów jest zdecydowanie słabszym argumentem od tego, że nauka będzie dalej sprzyjać człowiekowi by żyło mu się lżej.

Wystarczy zobaczyć zmiany obyczajowości w ostatnich 200 latach. Istnieje wyraźny i niezaprzeczalny trend. Wnioskuję na podstawie istnienia takiego trendu. Dlaczego ten "postęp" miałby zatrzymać się akurat w roku 2014?

>W takim razie nie uczmy matematyki i ortografii.
>Tu już ręce mi całkiem opadły Ty w ogóle nie czytasz, co do Ciebie piszę.
>Niemowlaka ssać pierś musisz uczyć? Śmiania się?

Rozwinięta moralność nie jest ani niczym tak prostym jak odruchy, o których mówisz, ani niczym wrodzonym. Porównanie jest więc najzupełniej chybione.

Wybacz, ale szkoda Twojego i mojego czasu na taką dyskusję.

_____________________________________________________________________________________
03-02-2014 18:34 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Porównanie jest więc najzupełniej chybione.

Elasp, poczytuję sobie za komplement, że zmusiłem Cię choćby do przyjrzenia się, że jednak szacunek w sprzyjających okolicznościach może być rozwijanym od dzieciństwa odruchem serca w czym nie ma nic z sacrum.
Z ostatnią Twoją konkluzją zgadzam się w pełni. Ot chociażby kwestionowanie postępu ostatnich 200 lat uważam za koronny argument dla kresu naszej rozmowy.

Jesteśmy innymi ludźmi, mamy inne światopoglądy. Ja na ten przykład jestem optymistą, dobrze mi ze światem, jaki mamy wokół i ze sobą - Ty konserwatywnym pesymistą, źle Ci ze światem, jaki dziś mamy i pewnie ze samym sobą. Osiągnęliśmy chyba szczyt wzajemnego niezrozumienia.
Z Tobą nie da sie rozmawiać merytorycznie - albo ataki ad persona m albo uprzedzenia i czarnowidztwo, manipulacja faktami, nieuprawnione wnioskowanie i założenia (wciąż i wciąż) z resztą typowe w religii katolickiej, jeśli mowa o czymś nowym, nieznanym a już w szczególności konkurencyjnym.

Myślę, że na tym naszą rozmowę możemy zakończyć.
Życzę znalezienia sobie jakiejś pokrewnej duszy na forum i owocnej dyskusji z nią. W końcu ktoś Cię tutaj plusuje.
Pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
03-02-2014 19:13 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>...szacunek w sprzyjających okolicznościach może być rozwijanym od dzieciństwa odruchem serca w czym nie ma nic z sacrum.

W sprzyjających okolicznościach można nawet przeżyć upadek z dziewiątego piętra.

Dobro i zło mają to do siebie, że czyny moralnie dobre są na ogół trudniejsze do spełnienia, aniżeli czyny moralnie złe. Biorąc pod uwagę naturalną dla człowieka tendencję do "pójścia na łatwiznę" (wywodliwą, jak mi się zdaje, z całkiem rozsądnej zasady oszczędzania sił i środków, powszechnie stosowanej w świecie istot żywych), otrzymamy stałą dla człowieka tendencję do wybierania raczej zła niż dobra. Dlatego wybory człowieka - zwłaszcza młodego - trzeba prostować.

Dziękuję za dotychczasową dyskusję i pozdrawiam.

______________________________________________________________________________________
03-02-2014 20:52 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> W sprzyjających okolicznościach można nawet przeżyć upadek z dziewiątego piętra.

Zadziwiające połączenie grozy i dowodu na istnienie "cudów".
W niesprzyjających mamy natomiast niemożność skorzystania z zaleceń wiary.
I staje się po tym niekiedy prawdziwy cud - spadają klapki, musimy nad sobą sporo popracować sami, ale już nie po to, żeby sprostać oczekiwaniom Boga. W znacznie ambitniejszym celu, o którym próżno już pisać.

> Dobro i zło mają to do siebie, że czyny moralnie dobre są
> na ogół trudniejsze do spełnienia, aniżeli czyny moralnie złe.

Acha.
Tylko osoba wierząca może wypowiedzieć tak wzniosły slogan z błogą nieświadomością, jaki jest pusty.

> Biorąc pod uwagę naturalną dla człowieka tendencję do "pójścia na łatwiznę"
> (wywodliwą, jak mi się zdaje, z całkiem rozsądnej zasady oszczędzania
> sił i środków, powszechnie stosowanej w świecie istot żywych)

Tja.. wtedy raczej każdy z ludzi usiadłby sobie na zydelku i medytował + coś tam od czasu przekąsił. Ale co tam.
Ważne napiętnowanie "łatwizmy", bo przecież my wiemy czym ona w istocie jest i z czego wypływa.

> otrzymamy stałą dla człowieka tendencję do wybierania
> raczej zła niż dobra.

Można to było przewidzieć, pada następna całkiem oczywista nieprawda. Niestety bardzo potrzebna Kościołowi, toż tylko on ma na to lek, który będzie gromadził wokół siebie wiernych jeszcze wiele lat.

Elaspie życzę Ci dobrze i polecam - może też znajdź sobie równolegle bardziej "pojętne" towarzystwo od nas, toż u nas - niedowiarków - skrzydeł rozwinąć nie sposób, razem ze światem zbawić do jedynie słusznej doktryny nikogo się nie da.

Serdecznie pozdrawiam!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
03-02-2014 21:12 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

Proszę nie pisz jak nie masz nic do powiedzenia. Szanuj mój czas.
03-02-2014 21:25 
 Ocena 4 na 4
Jacek Głodzik (35558 punktów)
PS Trochę się zapominasz. Tu byłoby zbyt proste kazać mi coś prosząc, jak w kościele.
Moje poprzednie życzenie było szczere. Poza tym, jak czytasz moje wpisy z ciekawości czy też przez grzeczność - daruj sobie zmyłki typu "szanuj mój czas". Lepiej się przyznać, że po prostu coś w nas wzbudzają np. chęć odpisania, czy pouczenia. Inaczej taki 'altruizm' jest w zwykły sposób nieuczciwy.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
03-02-2014 20:38 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Zaczynasz dyskusję na poziomie p. Bogusławskiego.
Czyli jak dla Pana, to pan Jacek wszedł na zbyt wysoki poziom refleksji i przestał Pan rozumieć?

>Ażeby tak dyskutować mogę się zwrócić bezpośrednio do niego.
Tyle, iż ja z Panem już od dawna nie dyskutuję, gdyż - jak na razie - jest to zupełnie niemożliwe. Ja tylko czasem odnoszę się do bzdur, które Pan tu wypisuje.

Miłego dnia.

@@@
.
03-02-2014 20:47 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)
>.
>>Zaczynasz dyskusję na poziomie p. Bogusławskiego.
>Czyli jak dla Pana, to pan Jacek wszedł na zbyt wysoki poziom refleksji i przestał Pan rozumieć?

Obawiam się, że wręcz przeciwnie.
03-02-2014 21:02 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Obawiam się, że wręcz przeciwnie.

Myślę, że słowo "obawiam" pada tu nie przypadkiem
Serdeczne pozdrowienia!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
06-02-2014 14:22 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Psychologom i pedagogom zawdzięczamy katastrofalne w skutkach
> idee, zwłaszcza permisywizm i "bezstresowe wychowanie". Teraz dochodzi
> niedorzeczny "gender".

W sumie to jednak masz rację. Dzień święty należy święcić, babę trzymać przy garach, a dziecko lać pasem.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
24-01-2014 13:12 
 Ocena 8 na 8
maceox (6766 punktów)Odp: Dlaczego nie mógłbym być ateistą
Nie zgadzam się z Pańską oceną, ani argumentacją, ale poza tym cieszę, że wreszcie ujął ją Pan w strawną formę to, co Panu leży na sercu. Szczery, jasny, zrozumiały tekst z podaniem uzasadnienia. To naprawdę dużo lepsze od wyrywania z kontekstu rzekomych sprzeczności lub zbywania dłuższych wpisów oponentów jako "bezwartościowe" bez cienia uzasadnienia.

I nawet bym nie zareagował, ale tu, poniżej zareagować muszę:
>Zakładam się z p. Maceoxem, że częściej chodzi do kościoła ode mnie.
Ja się o to nawet nie zakładam. Z góry zakładam, że ma Pan rację.

Tyle tylko, że Pan tu z pamięci wykorzystuje moje osobiste i rodzinne słabości, o ktorych kiedyś coś chlapnąłem.
Jednak ja sobie jakoś przypominam, że wytłumaczyłem Panu na czym moje chodzenie do kościoła polega, a tego to już Pan nie pamięta?

Czy mimo to uważa Pan, że jeżeli ja fizycznie znajdę się częściej w kościele od Pana, to Pana upoważnia to do wniosku, że Pan jest ode mne większym sceptykiem?

Są różne rodzaje "chodzenia do kościoła" i z taką postawą z jaką Pan do niego chodzi - a przynajmniej jaką Pan wspiera na forum - to ja do kościoła nie chodzę w ogóle.

Chodzę tam ze względów rodzinnych, ale trudno mi tam z nudów wysiedzieć.

I na pewno nie wierzę, a Pan wierzy i wie Pan o tym, a mimo to musiał Pan sięgnąć po manipulację.
24-01-2014 14:16 
 Ocena 4 na 4
Elasp (6859 punktów)

>Chodzę tam ze względów rodzinnych, ale trudno mi tam z nudów wysiedzieć.
>I na pewno nie wierzę, a Pan wierzy i wie Pan o tym, a mimo to musiał Pan sięgnąć po manipulację.

Nie miałem zamiaru manipulować, zresztą nie napisałem, że chodzi Pan do kościoła z wewnętrznej, religijnej potrzeby. Doskonale pamiętam to, co Pan na ten temat mówił (że w grę wchodzą względy rodzinne, a nie przekonania). Taką też znajomość Pańskich motywów w tym względzie przypisałem innym forumowiczom (większość jest tu przecież od dawna i pamięta dane rozmowy). Jeżeli jednak poczuł się Pan urażony - przepraszam.
25-01-2014 00:36 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)

> Nie miałem zamiaru manipulować, zresztą nie napisałem, że chodzi Pan do kościoła z wewnętrznej, religijnej potrzeby. Doskonale pamiętam to, co Pan na ten temat mówił (że w grę wchodzą względy rodzinne, a nie przekonania). Taką też znajomość Pańskich motywów w tym względzie przypisałem innym forumowiczom (większość jest tu przecież od dawna i pamięta dane rozmowy). Jeżeli jednak poczuł się Pan urażony - przepraszam.
W ogóle nie czuję sie urażony, gdyż to nie o mnie tu chodziło, a o Pańską argumentację, ale mam szacunek dla ludzi umiejących użyć tego słowa, którego Pan użył.
Dlatego tu nie ma już problemu.
24-01-2014 13:43 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)
>Zakładam się z p. Maceoxem, że częściej chodzi do kościoła ode mnie.
Przypuszczam, że ja też bywam w kościele (i nie tylko) częściej. Po prostu wszędzie, gdzie jestem, wchodzę do wszystkich zabytkowych budowli sakralnych, a że często się pętam po Polsce i świecie, to i wchodzę często. Kościoły katolickie, protestanckie, cerkwie, meczety - nic, co zabytkowe, nie jest mi wstrętne
Do takiej np. katedry w Salisbury latałam przez trzy dni z rzędu.
24-01-2014 17:13 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Do takiej np. katedry w Salisbury latałam przez trzy dni z rzędu.

Zawsze to jakaś okoliczność łagodząca (na SO).
24-01-2014 17:28 
 Ocena 4 na 4
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Zawsze to jakaś okoliczność łagodząca (na SO).

Takiś pewny, że Meretseger grozi wieczne potępienie i na SO trzeba zbierać plusiki
***
Ateista umiera i po śmierci trafia na rzęsiście oświetlone schody.
Delikatna siła pcha go do góry, po chwili natyka się na bramę. Nieco onieśmielony stuka, ale odpowiada mu głucha cisza.
Po dłuższej chwili z bramy wychodzi rosły mężczyzna z pękiem kluczy.
- Cześć, jestem św. Piotr, w końcu do nas trafiłeś. Czekaliśmy na ciebie
- Niemożliwe, przecież nieba nie ma.. - wyrywa się Ateiście.
- Jak to nie ma? Ślepy jesteś? - odpowiada pobłażliwie Święty - Nic na to nie poradzę. Niebo jest i my jesteśmy. Ciesz się że trafiłeś do nas a nie tam niżej
Po chwili takiej luźnej rozmowy św. Piotr robi zafrasowaną minę:
- Wiesz, mam z tobą pewien problem. Jesteś Ateistą i nie wiem gdzie cię umieścić. Hm.. najlepiej będzie, jak pokażę ci to i owo a Ty zdecydujesz, co ty na to?
- Ok - odpowiada Ateista niepewnym głosem.
Jak uzgodnili, tak zrobili. Św. Piotr idzie pierwszy, otwiera pierwsze drzwi. Wchodzą a tam Indianie na ognistych rumakach ścigają sie z bizonami, niedźwiedziami i inną zwierzyną łowną. W oczach błyski, z ust co rusz wyrywa im się krzyk tryumfu. Ateista patrzy na św. Piotra, a ten kiwa potakująco głową:
- Tak tak, Kraina Wiecznych Łowów..
Wchodzą do następnego pomieszczenia, gdzie zgromadzone osoby żywo i z pasją tańczą wokół siedzącego na środku Buddy. W tle słychać śmiech, tłumione westchnienia rozkoszy oraz miarową, łagodną muzykę.
- Ech Ci od nirwany.. wiecznie w ekstazie - wyrywa się św. Piotrowi.
Trzecie drzwi: kilku arabów z osobna kopuluje z siedemdziesiątką czarnookich dziewic. Temu wszystkiemu przygląda się 70, służebnic czekając na swoją kolej.
Święty Piotr nieco zmieszany zamyka szybko drzwi.
Zmierzając dalej, po kilkunastu krokach Ateista zauważa wzdłuż ich drogi wysoki, kamienny mur.
- Co to za mur?? - pyta zaciekawiony
- Ciii...... - syczy ostrzegawczo Święty - To katolicy. Oni myślą, że są tu sami.


Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
25-01-2014 20:38 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
>>Do takiej np. katedry w Salisbury latałam przez trzy dni z rzędu.
> Zawsze to jakaś okoliczność łagodząca (na SO).
Dopiero po kilku sekundach skojarzyłam, że masz na myśli mityczny Sąd Ostateczny, a nie tlenek siarki... Ale to w sumie niewielka różnica, jako że SO występuje w Kosmosie (czyli niejako w niebie)
22-01-2014 16:29 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Żałosne i bezsensowne jest to ubieranie "racjonalistycznych"
> bamboszy p. Bogusławskiego. Bambosze w kratkę ironii i
> sarkazmu, z przodu na każdym naszywka przedstawiająca
> kota odwróconego ogonem. Kot ten chodzi własnymi drogami,
> tzn. jest samodzielnie myślący. Z tyłu bamboszy wyhaftowane motto:
> "nikt nie jest w stanie skompromitować nas bardziej niż my sami".

Tak zmierzając powolutku do końca - jeśli już mówimy o cytatach z p. Bogusławskiego, ten ostatnio spodobał mi się najbardziej
Cytat:
Racje przeczące Pańskiej wierze odrzuca a priori jeszcze przed ich poznaniem. Jest Pan święcie przekonanym, że Szatan istnieje (..) i nie słucha jego podszeptów, których pełne jest nasze forum



A propos wątku wyżej (Twojej wypowiedzi na zielono) no cóż, nie powiem że nie jest tak, ogólnie młodszy i mniej doświadczony uczy się od starszego, nasiąkniętego bagażem wiedzy oraz doświadczeń. Tak zawsze było. Robi to, jeśli chce i uznał, że ten coś w nim rozpala dobrego. Wtedy od niego bierze.

Ale ale, zdaje się, że chyba w wierze Katolickiej jest podobnie? Ba - z tego co wiem, to chyba jedna z większych zalet!
Ubieranie cudzych bamboszy podnosi się tam do rangi sacrum. Absolutnie zawierzenie Kościołowi i poddanie się mu we wszelkich aspektach życia i zbawienia które głosi jest wartością samą w sobie. Temu jedynemu Kościołowi, który posiada patent na przekaz jedynej i pełnej prawdy. Uff... i wtedy można się zluzować z myślenia, własnych decyzji i zarazem ryzyka, które one na codzień niosą

Serdecznie pozdrawiam!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
23-01-2014 08:19 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
>Zamiast nabyć jakieś eleganckie fideistyczne lakierki
Chciałam tylko zauważyć, że eleganckie fideistyczne lakierki uwierają i pęcherze się od nich robią. Odciski trudno się leczy i długo to trwa. Poza tym lakierki, fuj... pretensjonalne.
22-01-2014 09:40 
 Ocena 6 na 6
niestadny (2492 punktów)
>Jest możliwie maksymalnie egalitarne i w związku z tym szczególny szacunek należy się forumowiczom szczególnie wyróżniającym się wiedzą.
Czyli nieważne jaki człowiek, ale to czy dobrze wykuł w szkole regułki i ile książek przeczytał? Takiemu, według Ciebie, należy się "szczególny szacunek"? To ma być kryterium!?
Wydaje się, że nie tytuł naukowy i wiedza robią z człowieka Człowieka Godnego Szacunku a stosunek tegoż do innych, także przeciwników - czy to politycznych, czy światopoglądowych.
Słowa klucze: decentracja, dystans.
Forum Racjonalisty zmieniło Cię.

stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
22-01-2014 10:03 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)
Fakt, na szacunek trzeba sobie zapracować. Godne szacunku jest to, jakim się jest człowiekiem, ALE... wiedza też jest godna szacunku. Żeby zdobyć wiedzę, trzeba się solidnie napracować (Ty to pogardliwie nazywasz wkuwaniem regułek i czytaniem książek; zastanów się, czy słusznie traktujesz zdobywanie wiedzy z taką pogardą). Człowiek, który z poświęceniem pracuje, też zaskarbia sobie szacunek. Przynajmniej niektórych.
Można to i tak potraktować - możesz powiedzieć, że osobnik kłaniający się księżom jest godny szacunku ("stosunek tegoż do innych, także przeciwników - czy to politycznych, czy światopoglądowych"), a ja uważam, że nie, że to lizus i płaszczka. Może dla Ciebie uczony to jajogłowy frajer, a ja właśnie takiego osobnika szanuję, choć on może księdza albo komunistę lekceważy.
22-01-2014 11:00 
 Ocena 3 na 3
niestadny (2492 punktów)

>ALE... wiedza też jest godna szacunku.
Zgoda: "też".
Tymczasem mowa była o szczególnym szacunku dla szczególnie wyróżniających się wiedzą.
Widzisz różnicę?

Pogarda? Faktem jest, że aby nabyć wiedzę, należy wykuć ileśtam regułek i przeczytać ileśtam książek.
Przypominają się "smarki"... Ech.

Dla mnie uczony to uczony(nie - jak piszesz - "jajogłowy frajer").
Za mało by uznać go za człowieka godnego szczególnego szacunku. Niektórym tyle wystarcza.

stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
22-01-2014 11:16 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
>>ALE... wiedza też jest godna szacunku.
>Zgoda: "też".
>Tymczasem mowa była o szczególnym szacunku dla szczególnie wyróżniających się wiedzą.
>Widzisz różnicę?
>Pogarda? Faktem jest, że aby nabyć wiedzę, należy wykuć ileśtam regułek i przeczytać ileśtam książek.
>Przypominają się "smarki"... Ech.
>Dla mnie uczony to uczony(nie - jak piszesz - "jajogłowy frajer").
>Za mało by uznać go za człowieka godnego szczególnego szacunku. Niektórym tyle wystarcza.
W sumię zgadzam się z Tobą i akceptuję Twoje zastrzeżenia. Być może nie wyraziłem się wystarczająco precyzyjnie (choć kontekst i reszta postów powinna to moje zdanie przedstawić we właściwym świetle).
W rozmowie z Panem Elaspem chodziło jednak zasadniczo o rozmowę z Panem Bogusławskim i z Panem Fizykiem. A to właśnie nie są "tylko uczeni", ale ponadto osoby znane na forum ze swojej postawy - chociażby bezinteresownie pedagogicznej. Uważam, że zasługują na szczególny szacunek, co jednocześnie nie znaczy, że nie można się z nimi np. spierać. Mi chodzi tylko o to, że nie należy się do nich zwracać jak do kumpli spod budki z piwem - a w przelożeniu na forum - np. nie zarzucać Panu Fizykowi braku zrozumienia metody empirycznej, a Panu Boguslawskiemu nieprzeczytanej książki.
22-01-2014 11:27 
 Ocena 2 na 2
niestadny (2492 punktów)

>W sumię zgadzam się z Tobą i akceptuję Twoje zastrzeżenia. Być może nie wyraziłem się wystarczająco precyzyjnie (choć kontekst i reszta postów powinna to moje zdanie przedstawić we właściwym świetle).
Niezależnie od autorstwa uczciwość intelektualna zasługuje na najwyższy szacunek.

stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
22-01-2014 11:37 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>>W sumię zgadzam się z Tobą i akceptuję Twoje zastrzeżenia. Być może nie wyraziłem się wystarczająco precyzyjnie (choć kontekst i reszta postów powinna to moje zdanie przedstawić we właściwym świetle).
>Niezależnie od autorstwa uczciwość intelektualna zasługuje na najwyższy szacunek.
Przepraszam, nie rozumiem. O czyje autorstwo i o autorstwo czego Ci tu chodzi? Jaka konkretnie postawa ma zasługiwać na najwyższy szacunek?
W ogóle tajemniczy z Ciebie gość.
22-01-2014 22:10 
 Ocena 2 na 2
niestadny (2492 punktów)

>>>W sumię zgadzam się z Tobą i akceptuję Twoje zastrzeżenia. Być może nie wyraziłem się wystarczająco precyzyjnie (choć kontekst i reszta postów powinna to moje zdanie przedstawić we właściwym świetle).
>>Niezależnie od autorstwa uczciwość intelektualna zasługuje na najwyższy szacunek.

>Przepraszam, nie rozumiem.
Nie szkodzi. Wytłumaczę.

>O czyje autorstwo i o autorstwo czego Ci tu chodzi?
O Twoje autorstwo powyżej zacytowanego fragmentu Twojego posta.

>Jaka konkretnie postawa ma zasługiwać na najwyższy szacunek?
Taka jaką zaprezentowałeś. Oznaka uczciwości intelektualnej.

>W ogóle tajemniczy z Ciebie gość.
Faktycznie. Imię i nazwisko w stopce, reszta w profilu i u wujka Google'a. Hahaha


stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
23-01-2014 10:29 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>>>>W sumię zgadzam się z Tobą i akceptuję Twoje zastrzeżenia. Być może nie wyraziłem się wystarczająco precyzyjnie (choć kontekst i reszta postów powinna to moje zdanie przedstawić we właściwym świetle).
>>>Niezależnie od autorstwa uczciwość intelektualna zasługuje na najwyższy szacunek.
>>O czyje autorstwo i o autorstwo czego Ci tu chodzi?
>O Twoje autorstwo powyżej zacytowanego fragmentu Twojego posta.
A co Ci się nie podoba w autorstwie mojego posta?

>>W ogóle tajemniczy z Ciebie gość.
>Faktycznie. Imię i nazwisko w stopce, reszta w profilu i u wujka Google'a. Hahaha
Możliwe. Ale mi chodzi o to, że ja z Tobą nigdy nie rozmawiałem (przynajmniej nie pod tym Twoim nickiem), a Ty wygłaszasz opinie o mnie, jakbyś mnie znał nie od dziś, np:
Cytat:
Forum Racjonalisty zmieniło Cię.

23-01-2014 10:52 
 Ocena 1 na 1
niestadny (2492 punktów)

>A co Ci się nie podoba w autorstwie mojego posta?
"Nie podoba"? Skąd ten wniosek? Proszę o zasadnienie.
Wprost przeciwnie. W moich oczach zasłużyłeś na wyrazy najwyższego szacunku.

>>>>Niezależnie od autorstwa uczciwość intelektualna zasługuje na najwyższy szacunek.
"Niezależnie od autorstwa" oznacza, że kto się uczciwością intelektualną wykaże, niezależnie od tego kim jest - przysłowiowym menelem spod budki z piwem, profesorem uniweryteckim, więźniem, prezydentem państwa - ten zasługuje na najwyższy szacunek. Rozumiesz?

Znam Cię, ponieważ czytałem wszystkie Twoje posty, śledziłem Twoje dyskusje z innymi użytkownikami - podobnie jak posty innych. I tak dzień w dzień przez lata...
Ot, takie hobby.

stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
23-01-2014 11:19 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
>"Niezależnie od autorstwa" oznacza, że kto się uczciwością intelektualną wykaże, niezależnie od tego kim jest -
>przysłowiowym menelem spod budki z piwem, profesorem uniweryteckim, więźniem, prezydentem państwa - ten zasługuje na najwyższy szacunek. Rozumiesz?
>Niezależnie od autorstwa uczciwość intelektualna zasługuje na najwyższy szacunek.
Niezależnie od tego, kim jesteś bardzo Ci dziękuję za uznanie.

>Znam Cię, ponieważ czytałem wszystkie Twoje posty, śledziłem Twoje dyskusje z innymi użytkownikami - podobnie jak posty innych. I tak dzień w dzień przez lata...
>Ot, takie hobby.
Niezależnie od tego kim jesteś, jest to przyczynek do niedawnej dyskusji na temat zasadności używania nicków i pseudonimów. Naprawdę niezależnie od tego, kim jesteś (sądzę, że bardzo rozsądnym i porządnym człowiekiem - np. bronisz mniejszości przed pogardą - to dobrze), uważam że nicki i pseudonimy są istotną gwarancją bezpieczeństwa...
23-01-2014 11:51 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>>>>Niezależnie od autorstwa uczciwość intelektualna zasługuje na najwyższy szacunek.
>"Niezależnie od autorstwa" oznacza, że kto się uczciwością intelektualną wykaże, niezależnie od tego kim jest - przysłowiowym menelem spod budki z piwem, profesorem uniwersyteckim, więźniem, prezydentem państwa - ten zasługuje na najwyższy szacunek. Rozumiesz?
Ja nie bardzo? Co Pan rozumie jako uczciwość intelektualną? Czy to?
- "Intelektualna uczciwość jest definiowana jako uznanie konieczności bycia uczciwym w stosunku do siebie i używania takich samych standardów wobec siebie i innych. Trzeba być identycznie rygorystycznym wobec dowodów przeciwstawnych, jaki i potwierdzających to w co wierzymy, a także dostrzegać rozbieżności, niezgodności i braki w spójności w swoim myśleniu, by móc je w przyszłości poprawić i uspójnić". Tu moim zdaniem będzie pewien kłopot. Opisany jest stan idealny, który moim zdaniem nie zdarza się w praktyce, a więc można się tylko starać zachować uczciwość intelektualną i oczywiście jednym wychodzi to lepiej innym gorzej. Ponadto bez minimum intelektualnego dającego możliwość refleksji (np. menel spod budki z piwem) trudno mi uwierzyć w uczciwość intelektualną.

Gdyby Pan napisał: staranie się o uczciwość intelektualną - nawet dodając, że na wysokim poziomie, to zgodziłbym się
z Panem całkowicie. Uważam, że subiektywność jest naturalną cechą naszej postawy poznawczej i moja uczciwość intelektualna wymaga abym ten swój subiektywizm zaznaczył, a następnie starał się dążyć do obiektywizmu.

W języku angielskim słowo "uczciwość" (integrity) oddaje trochę większy sens niż w polskim. Znaczy ono również integralność. To znaczenie jest również bardzo istotne, ponieważ w stopniu w jakim jesteśmy intelektualnie uczciwi, nasze myśli i działania cechuje spójność. Postępujemy według zasad, które głosimy. Nie możemy mówić jednego, a robić czegoś zupełnie innego.

Nie możemy być uczciwi w stosunku do innych, jeśli czujemy się usprawiedliwieniu w myśleniu i działaniu w sprzeczny sposób. Hipokryzja jest formą niesprawiedliwości. Jeśli nie potrafimy wykryć i zidentyfikować niespójności i niekonsekwencji w naszym sposobie myślenia i zostawiamy je samym sobie, nie możemy być prawdziwie etyczni.


PS. Bardzo nie lubię głupoty, ale jeszcze bardziej nienawidzę hipokryzji.

Pozdrawiam.

@@@
.
23-01-2014 12:15 
 Ocena 2 na 2
niestadny (2492 punktów)

>PS. Bardzo nie lubię głupoty, ale jeszcze bardziej nienawidzę hipokryzji.
Chętnie podjąłbym wątek gdyż jest interesujacy, ale powyższe uniemożliwia to.
Przykro mi. Zasady.


stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
23-01-2014 12:47 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>>>>PS. Bardzo nie lubię głupoty, ale jeszcze bardziej nienawidzę hipokryzji.
>Chętnie podjąłbym wątek gdyż jest interesujacy, ale powyższe uniemożliwia to.
>Przykro mi. Zasady.
Tak, rozumiem "intelektualna uczciwość" Panu na to nie pozwala.

Tu jest powrót do tematu, choć będąc ścisłym - też nie bardzo, gdyż autor raczej pisze, czemu nie mógłby być teistą
a dokładniej fideistą, więc tematu się nie trzyma.

Miłego dnia.

@@@
.
23-01-2014 11:25 
 Ocena 11 na 11
liliac (147340 punktów)
>Znam Cię, ponieważ czytałem wszystkie Twoje posty, śledziłem Twoje dyskusje z innymi użytkownikami - podobnie jak posty innych. I tak dzień w dzień przez lata...

Pozostaje mieć nadzieję, że to tylko emerycka nuda, a nie coś dużo poważniejszego

"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
23-01-2014 11:30 
 Ocena 2 na 2
niestadny (2492 punktów)

>Pozostaje mieć nadzieję, że to tylko emerycka nuda, a nie coś dużo poważniejszego
Nie dałbym głowy.

stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
22-01-2014 13:06 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)

>Tymczasem mowa była o szczególnym szacunku dla szczególnie wyróżniających się wiedzą.
>Widzisz różnicę?
Tak.
Wiedza zasługuje na szacunek (moim zdaniem).
Zaś szczególna wiedza zasługuje na szczególny szacunek.
Masz bardzo dobrą pamięć. Szkoda jeno, że wybiórczą i w drugą stronę nie działa.
22-01-2014 23:41 
 Ocena 4 na 4
-jad- (18783 punktów)
>Masz bardzo dobrą pamięć. Szkoda jeno, że wybiórczą i w drugą stronę nie działa.

Ach, jak chciałbym by moja pamięć działała w drugą stronę
23-01-2014 07:55 
 Ocena 2 na 2
niestadny (2492 punktów)

>Masz bardzo dobrą pamięć. Szkoda jeno, że wybiórczą i w drugą stronę nie działa.
/wytł.-moje/
Jakiś dowód na poparcie tezy/ przykład uzasadniający opinię?


stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
23-01-2014 08:03 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)

>Jakiś dowód na poparcie tezy/ przykład uzasadniający opinię?
Jeśli jesteś tym, kim myślę, że jesteś (a jestem pewna, że dobrze myślę), to czy muszę? Sam to powinieneś pamiętać.
Sądzę, że na tym możemy zakończyć.
23-01-2014 08:18 
 Ocena 1 na 1
niestadny (2492 punktów)

>>Jakiś dowód na poparcie tezy/ przykład uzasadniający opinię?
>Jeśli jesteś tym, kim myślę, że jesteś (a jestem pewna, że dobrze myślę), to czy muszę? Sam to powinieneś pamiętać.

Kłania się onus probandi


stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
22-01-2014 10:18 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
>>Jest możliwie maksymalnie egalitarne i w związku z tym szczególny szacunek należy się forumowiczom szczególnie wyróżniającym się wiedzą.
>Czyli nieważne jaki człowiek,
Przepraszam, a czy ja gdzieś napisałem, że nieważne?

>ale to czy dobrze wykuł w szkole regułki i ile książek przeczytał? Takiemu, według Ciebie, należy się "szczególny szacunek"? To ma być kryterium!?
Ja wiem, że są tendencje, żeby obecnych na forum profesorów traktować na równym poziomie z trollami i w taki sam sposób rozmawiać z jednymi i z drugimi. Według Ciebie jest to oznaką dobrze pojętej równości?

Nie zauważyłem, żebyś tu się udzielał w tym podwątku, a czy czytałeś także wszystkie wypowiedzi Elaspa? ja to ująłem tak:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,600722#w602335
... a Ty popatrz tylko na jego odpowiedź. Przecież ta rozmowa nie trwa od wczoraj i warto mieć na uwadze kontekst.

>Wydaje się, że nie tytuł naukowy i wiedza robią z człowieka Człowieka Godnego Szacunku a stosunek tegoż do innych, także przeciwników - czy to politycznych, czy światopoglądowych.
Zupełnie się z Tobą nie zgadzam. Człowieka godnego szacunku robi sam fakt bycia człowiekiem i dlatego właśnie różnych ludzi należy w różnych sytuacjach traktować adekwatnie, czyli różnie. Na przykład inaczej się zwracam do profesorów, a inaczej do kumpli z podwórka i o to mi tylko chodziło.

>Słowa klucze: decentracja, dystans.
A mógłbyś rozwinąć?

>Forum Racjonalisty zmieniło Ciebie.
Objawiasz się nagle niewiadomo skąd (nie zauważyłem, żebyś się w tym podwątku wypowiadał, ani żebyśmy kiedyś w ogóle rozmawiali) i obwieszczasz mi takie o to kategoryczne prawdy o mnie samym. Nie mam pretensji, że nie zrozumiałeś mojego zdania - całkiem świadomie sformułowałem je w formie (pozornego) paradoksu. Jednak skoro mówimy o szacunku, to może przemyślałbyś w tym kontekście własne słowa:
Cytat:
Wydaje się, że nie tytuł naukowy i wiedza robią z człowieka Człowieka Godnego Szacunku a stosunek tegoż do innych

A jaki jest Twój stosunek do mnie w Twoim poście?

>stado czyni myślących bezmyślnymi
W tym coś jest, ale wiele zależy od stada i od poziomu jednostek w stadzie.
22-01-2014 12:47 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Czyli nieważne jaki człowiek, ale to czy dobrze wykuł w szkole regułki i ile książek przeczytał? Takiemu, według Ciebie, należy się "szczególny szacunek"? To ma być kryterium!?
Trudno za każdym razem szczegółowo opisywać znaczenie każdego terminu, ale z kontekstu tej wypowiedzi, a także całego dorobku na forum pana Macieja można spokojnie domniemywać, że nie o każdą wiedzę tu mu chodziło, a tylko o wiedzę naukową, czyli o wiedzę gromadzoną przez pokolenia, wiedzę o rzeczywistości, poddaną ustalonym wymaganiom treściowym i metodologicznym, spełniająca warunki prawdziwości, a do posiadania takiej wykucie paru regułek i przeczytanie nawet całej biblioteki bez zrozumienia i przemyślenia zupełnie nie wystarcza.

Na przykład pan Elasp wykuł sporo formułek i przeczytał też sporo książek, ale jakoś trudno mi jego poziom wiedzy obdarzyć nadmiernym szacunkiem.

>Wydaje się, że nie tytuł naukowy i wiedza robią z człowieka Człowieka Godnego Szacunku a stosunek tegoż do innych, także przeciwników - czy to politycznych, czy światopoglądowych.
Dobrze się Panu wydaje - ks. abp prof. zw. dr hab. może być głupcem do entej potęgi, a człowiek nie posiadający żadnych szkół i tytułów mędrcem. Tylko nie można być mędrcem bez ogromnej wiedzy czyli zapoznania się z myślami wielu mądrych ludzi i ich samodzielnym przemyśleniu.

Szacunek zaś proszę Pana, to należy mieć dla ludzi (do ich wiedzy i kultury), ale wcale już niekoniecznie do ich poglądów,
a już zupełnie nie należy mieć szacunku dla ludzkiej głupoty (tylko głupoty proszę nie mylić z naturalną wszystkim nam niewiedzą).

PS.

Czy wiedza jest nauką?

Trudno o definicję nauki, ale wcale nie łatwiej z definicją wiedzy. Przymiotników do słowa wiedza istnieje wiele: np. tajemna, religijna, spekulatywna, praktyczna, potoczna, naukowa - że nie sposób wymienić nawet najważniejszych. Jaki miedzy nimi zachodzi związek? Weźmy na przykład wiedzę religijną, która wzmacnia wiarę, ale czy tak samo dzieje się z wiedzą o religiach? Wiara nie musi brać się z niewiedzy. Może być innym rodzajem wiedzy, czasem bardzo głębokiej, powiązanej z obszarami zagadnień dotyczącymi bytu i człowieka, a czasem połączonej też z gruntowną wiedzą naukową w jakiejś świeckiej specjalności.

Wiedza naukowa tym różni się od wszystkich innych, że uczony - przynajmniej w zakresie własnej specjalności - nie może niczego przyjmować na wiarę. Jego obowiązkiem jest krytyczna analiza - wraz z oceną metodyki i metodologii - dotychczasowego dorobku. Wiedza, w której zawarte są dogmaty nie poddające się naukowej (rozumowo-empirycznej) weryfikacji i falsyfikacji - nie jest nauką.

Można powiedzieć, że o ile nauka jest drogą człowieczych pytań - na której dzisiejsze aksjomaty mogą rozpaść się po poddaniu ich nowszym, bardziej wyrafinowanym formom krytyki - to wiedza jest zbiorem powiązanych systemowo odpowiedzi. Gdy udzielają satysfakcjonującej (wyjaśniającej) dla pytającego odpowiedzi nazywanie wiedzą: magii, mitów, religii, doktryn politycznych, a nawet zespołów przesądów czy ezoteryk (np. astrologii, spirytyzmu ) staje się językowo uprawomocnione, choć zawsze należy dodawać przymiotnik określający o jakiego rodzaju wiedzy myślimy.

Takich logicznych zbiorów zdań, powiązanych systemowo (tworzących jakąś strukturę), przynoszących społecznościom prawdziwe dla nich (ale wcale niekoniecznie obiektywnie prawdziwe) odpowiedzi, jest wiele. Weźmy pod uwagę przedmiot mojego zainteresowania jakim jest religioznawstwo. Na tym gruncie rozróżniamy wiedzę o religiach (dostępną wierzącym i niewierzącym), będącą przedmiotem nauki i wiedzę religijną (dostępną tylko wierzącym), będącą np. przedmiotem teologii. Warto tu zauważyć, że znajomość całej doktryny religijnej (przedmiotu wiary), kultu, organizacji (w tym np. prawa kanonicznego), a także rozumowego uzasadnienia własnych przekonań wymaga dużej - czasem wprost ogromnej wiedzy religijnej.

Wiedza jest rezultatem poznania. Platon traktował ją jako prawdziwe i uzasadnione przekonanie. Niby jasne, ale biorąc jeden z podstawowych przykładów z logiki formalnej "X wie, że p" to tyle co "X zasadnie wierzy, że p i (rzeczywiście) p". zastanówmy się dalej: Iksiński zerka przez okno na ratuszowy zegar. Zegar jest zepsuty i wskazuje 15.00. Tak się składa, że jest ta godzina (lub zbliżona). Wiedzą nazywamy tylko takie przekonanie, które uważamy za prawdziwe. Iksiński uważa to przekonanie (że jest 15.00) za prawdziwe, ale czy ono jest takim i czy wywiódł to przekonanie z prawdziwych (zasadnych) przesłanek? Czy wiedza może być w części prawdziwą? Czy przekonanie Iksińskiego jest prawdą (np. była punkt 15.00 i Iksiński był o tym przekonany), gdy została wywiedziona z fałszywych (niezasadnych) przesłanek i jaką jest prawdą (obiektywną czy Iksińskiego)? Jak widać wcale nie musi być niewątpliwym zdanie: Iksiński zasadnie wierzy, że jest godzina 15.00 i rzeczywiście jest godzina 15.00. Logika jest znakomitym narzędziem, a to co wyżej napisałem to tylko zabawa, ale trochę podważająca zbytnie upraszczanie logicznej pewności.

Dochodzenie do prawdy jest permanentnym procesem, na którym potykają się nawet mocarze intelektu. Czy oni mając w jakiejś części fałszywe przekonania (prawdę niepełną) - gdy wychodząc z nieprawdziwych złożeń doszli do błędnych wnioskowań - nie są warci naszych analiz i przemyśleń? Czy człowiek myląc się w jednym, myli się we wszystkim? Czy przemyślane i świadomie działania przynoszące zamierzony skutek, ale oparte na fałszywych przesłankach są racjonalne?
A gdy zdecydowany racjonalista nabywa przekonań drogą wnioskowania w oparciu o - jego zdaniem - przesłanki prawdziwe i zasadnie przyjęte, popełni błąd (co przecież się zdarza), to jest to pomyłka, nieracjonalność, a może irracjonalność?


Pozdrawiam.

@@@
.
21-01-2014 13:00 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Proszę krotko i zwięźle przedstawić argumentację Pinkera.
Niech Wielce Szanowny Pan pocałuje mnie w .... czubek nosa.
Pan Elasp do pana Big_zyda:
Chodzi, jak wiesz, o coś innego. Chcę się zapoznać z wrażeniami p. Bogusławskiego z lektury książki i z jego rozumieniem przedstawionej tam argumentacji. Skoro poleca, to na pewno czytał, chyba nie zaprzeczysz?

>>>>Dlaczego Szanowny Pan uważa, iż ma prawo mnie egzaminować? Kto Pana do tego upoważnił i z jakiego powodu czuje się Pan do tego upoważnionym?
>Nie jest to egzamin, tylko prośba.
Kurtka na wacie! Kilkadziesiąt lat żyję na tym świecie i jeszcze nie słyszałem ani nie czytałem tak wyrażonej prośby: Proszę krotko i zwięźle przedstawić argumentację Pinkera. Zresztą swoje intencje wykazał Pan w poście do pana Big_zyda.
Szanowny Panie, to nie forum dla katolików, tu nie "gra się w gumki", tu rozmawiamy poważnie - nawet z takimi jak Pan forumowiczami.

>Byłby to egzamin, gdybym znał treść tej książki. Do egzaminu potrzebna jest wiedza po stronie pytającego, a ja tej książki nie znam, chociaż słyszałem o jej istnieniu.
Tak, do egzaminu wypada mieć wiedzę, ale aby nie wypisywać na tym forum kompromitujących samego siebie bzdur, także. Jeżeli podaje się jakieś twierdzenia, to wypada je oprzeć na jakiejś wiedzy, a gdy słyszało się o książce moim twierdzeniom przeczącej to wypada zapoznać się z jej treścią, a choćby tylko przejrzeć, przeczytać streszczenie, czy recenzję. A nie pieprzyć mimo wiedzy o poważnych głosach przeciwnych swoje bzdury.

>Niech Pan więc nie odwraca kota ogonem i nie ustawia się w pozycji pokrzywdzonego lub napastowanego.
Specjalistą od odwracania kota ogonem, to nie ja tu jestem, a nikt nas bardziej nie skompromituje niż uczynimy to sami. Już w dzieciństwie nauczyłem się, że "kłamstwo ma krótkie nogi", a na kręceniu i mataczeniu, to inteligentni ludzi szybko nas łapią. Dlatego zawsze idę "drogą prawdy" pomimo braku wiary w jej "wyzwolenie".

>Ja spełniłem prośbę p. Fizyka w odniesieniu do paradoksu grue - w ostateczności zaufałem pamięci i wywiązała się dyskusja.
Wywiązała się dyskusja, a gdzie? Pan tak w ogóle wie czym jest dyskusja. Trudno mi sobie przypomnieć choć jedną dyskusję z Panem na naszym forum.

>Nie było w tym nic dziwnego. Pan chyba może spełnić moją prośbę.
Mogę, ale zdecydowanie nie chcę. Pan napisał: Które są "mniej krwawe"? Wojna w byłej Jugosławii na przykład? Czy w XIX wieku ktoś wymyślił atak terrorystyczny w rodzaju tego w Biesłanie? Czy armia napoleońska zaatakowała rosyjska szkołę i wzięła dzieci jako zakładników? Co Pan opowiada.
Na co podałem informację o głosie przeciwnym poważnego uczonego:
Świat nie staje nie coraz bardziej niebezpieczny, jest wręcz przeciwnie - z każdym stuleciem coraz mniej jest agresji i przemocy i mnie to w zupełności wystarcza. Dalej to już tylko Pański problem. Wcale nie widzę tu przedmiotu do dyskusji. Dla mnie Pinker bardziej swoim dorobkiem zaświadcza prawdziwość swoich tez, niż forumowy intelektualistą Pan Elasp.

Gdybym chciał dyskutować o książce Pinkera założył bym nowy wątek, ale mnie taka dyskusja nie jest potrzebną. Wywody profesora są dla mnie zupełnie przekonywujące. Nawet gdybym chciał wykonać taką głupią robotę i streścić książkę, to wątpię czy lepiej potrafił bym przekazać w poście argumentację Pinkera od argumentacji zawartej w linkach.
Moich: www.racjon(*).php/z,0/d,19/s,600722#w602143 oraz pana Big_zyda: Obejrzyj sobie ten wykład Pinkera:
www.ted.co(*)r_on_the_myth_of_violence.html
i nie kompromituj się dłużej.

>Nie proszę Pana o więcej, niż o to, o co p. Fizyk prosił mnie.
Pan Fizyk: Jeżeli pofatyguje się Pan przedstawić ten rzekomy paradoks krótko i jasno, to ja Panu podam krótkie i jasne jego rozwiązanie.

> Może też będzie można ciekawie podyskutować.
A z kim i o czym? Porównując tylko z "dyskusją" o grue? o ciekawej dyskusji mowy być nie może.

>>>>Przeczytałem bardzo dużo książek. Może i tą też, ale nigdzie publicznie nie stwierdziłem, iż właśnie tą książkę przeczytałem.
>No to może Pan chyba zadeklarować, czy przeczytał Pan tę książkę?
Mogę, ale po co? Zupełnie nie dostrzegam tu takiej potrzeby.

>Czy podaje Pan linki do książki, którą Pan przeczytał, czy też do książki znanej Panu z drugiej ręki?
Przecież, to w zupełności wystarcza do tego aby wykazać, że napisał Pan bzdurę, a mnie tylko o to chodziło. Teraz to już tylko Pański problem aby udowodnić, że ma Pan rację.

Miłego dnia.

@@@
.
21-01-2014 13:08 
 Ocena 1 na 3
Elasp (6859 punktów)

Jednym słowem: nie czytał Pan. Nie prościej tak napisać? Przecież to żaden wstyd.

Książka zresztą nie została przetłumaczona na język polski, więc o czym w ogóle mówimy.
21-01-2014 13:12 
 Ocena 6 na 6
szarley (54911 punktów)
>Jednym słowem: nie czytał Pan. Nie prościej tak napisać? Przecież to żaden wstyd.
>Książka zresztą nie została przetłumaczona na język polski,

Prawdziwy Polak czyta tylko po polsku!!!!!!!!!!!!
Nieprzetłumaczone? znaczy nie warto czytać!!!!!!!!!!!!
21-01-2014 13:27 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Jednym słowem: nie czytał Pan. Nie prościej tak napisać? Przecież to żaden wstyd.
To stwierdzenie świadczy o tylko Pańskim prymitywnienie intelektualnym, a nie o moim nieprzeczytaniu tej pozycji.

>Książka zresztą nie została przetłumaczona na język polski, więc o czym w ogóle mówimy.
Nie mój to kłopot, iż nie zna Pan angielskiego. Czy też mnie chciałby Pan przeprowadzić egzamin z języka?

Załóż Pan wątek na temat książki Pinkera, to sądzę że znajdą się chętni do rozmowy, a i ja gdy znajdę taką potrzebę, to w rozmowę się włączę. Oczywiście rozmowy tu prowadzimy po polsku, a nie po angielsku.

Miłego dnia.

@@@
.
18-01-2014 18:56 
 Ocena 5 na 5
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> co będzie, jeżeli wszyscy ludzie tak powiedzą, tzn. powiedzą,
> że tego nie akceptują? Wszystkie moralne podstawy, by kogokolwiek
> pociągać do jakiejkolwiek odpowiedzialności, przestaną wtedy istnieć.

Nie bardzo rozumiem po co rozpatrujesz nieistniejące nigdy w rzeczywistosci alternatywy. Mowa była o wspólnocie i dbałości o jej przetrwanie (równeiż jej wartości).
Barbiel próbował Ci unaocznić, do czego Twoja postawa prowadzi:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,600722#w601742
a Ty nic.

> My mówimy o moralności bezwarunkowej.

Twój interlokutor mówił o moralności. Tylko Ty postanowiłeś ubrac ją w szaty transcendencji.

> Tylko do istnienia moralności bezwarunkowej potrzebna
> jest dodatkowa (transcendentna) sankcja.

Do istnienia moralności nie jest potrzebna żadna dodatkowa (transcendentna) sankcja. Nic obiektywnego na to nie wskazuje oprócz osób, które z nie do końca wiadomych sobie powodów chcą, by było inaczej i firmują to swoim imieniem i nazwiskiem.
Tysiące lat ludzie żyli bez tej sankcji, albo ubierali ją w szaty różne od Rzymskokatlockiego Boga. I kataklizmu nie było. Z jakiego powodu kataklizm miałby nastąpić teraz? Elsapie, jeśli masz jakieś przekonujące argumenty to chętnie się z nimi zapoznam, jeśli nie będą przekonujące - chętnie je skrytykuję nie zostawiając na nich suchej nitki.
łącząc pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
18-01-2014 19:35 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

Odpowiem powyżej kol. Barbielowi, o którego uwadze wcale nie zapomniałem. Po prostu nie mogę dopowiedzieć na wszystkie wiadomości na raz.
19-01-2014 00:34 
 Ocena 7 na 7
maceox (6766 punktów)
>Matematyka nie jest "empirycznie weryfikowalna" mimo to.
Tak, niektóre idee mają to do siebie. To nie znaczy, że nie mogą być przydatne - nawet empirycznie.

> Problem polega na tym, że pojęcie empirycznej weryfikowalności (tak - wydawałoby się - niewinne) stwarza nieprzezwyciężone trudności teoretyczne. Owszem, łatwo posłużyć się tym słowem, ale nie istnieje żadna dobra koncepcja e. weryfikowalności. Gdyby znał Pan choćby dylematy Koła Wiedeńskiego, wiedziałby Pan o tym. Powtarzam, nie ma dobrej koncepcji e. w., nie istnieje żadna naukowa teoria empirycznej weryfikowalności, mówiąca, na czym w istocie taka weryfikowalność polega. Są tylko koncepcje filozoficzne, których zwolennicy bez końca ze sobą polemizują, niczym teiści z ateistami i sceptykami.
Wie Pan, coś tam kiedyś obiło mi się o uszy ... nawet i o Paulu Feyerabendzie, tyle tylko, że zupełnie nie wiem po co się mam tym chwalić, skoro idee filozofów są wtórne wobec doświadczenia?

>>>Myli Pan kontekst uzasadnienia z kontekstem odkrycia.
>>Przyznam się, że nie rozumiem.
>Proszę więc sprawdzić obydwa hasła np. w internecie.
Sprawdziłem nawet u Poppera i dalej nie rozumiem Pańskiego zarzutu.

> Tylko że tym "inputem" nie musi być informacja płynąca od zmysłów.
Jeszcze może być "wiedza wrodzona". I co z tego?

>Poza tym trzeba uwzględnić sposób działania nas jako urządzeń przetwarzających informację. Znamy świat za pośrednictwem naszego umysłu. Już z tego względu nie znamy, jaki jest świat "sam w sobie", bo nawet nasz umysł poznajemy za pośrednictwem naszego umysłu.
Trochę się Pan zagmatwał, ale to mało istotne, gdyż zupełnie mnie nie interesuje jaki jest świat "sam w sobie". Interesuje mnie jedynie świat taki, jaki jest.

>Ale możemy też powiedzieć normalnie: we wspólnocie kierujemy się dla dobra ogółu (czyli dla dobra możliwie dużej liczby jednostek) określonymi zasadami stanowiącymi jakieś minimum moralności (np. nie kradnij), a kto tego nie akceptuje, to trzeba go odseparować. W czym tu jest problem?
>A co będzie, jeżeli wszyscy ludzie tak powiedzą, tzn. powiedzą, że tego nie akceptują?
To będzie, kurna, rewolucja...

>Wszystkie moralne podstawy, by kogokolwiek pociągać do jakiejkolwiek odpowiedzialności, przestaną wtedy istnieć.
...a Pan by chciał od razu wszystkich do jakiejkolwiek odpowiedzialności pociągać.

>Szympansy mają jako żywo moralność warunkową, obliczoną na przetrwanie, a więc na stabilność i trwałość hordy.
Patrz Pan! To zupełnie jak ludzie!

>My mówimy o moralności bezwarunkowej. Tylko do istnienia moralności bezwarunkowej potrzebna jest dodatkowa (transcendentna) sankcja.
Mój Boże, jak to dobrze, że jest portal racjonalista, na którym udziela się wielu mądrych - wspierających się w dochodzeniu do wiedzy - sceptyków, bo w przeciwnym razie człowiek mógłby jeszcze w te Pańskie bzdury uwierzyć.

>Wiadomo to mniej więcej od końca XVIII wieku (Kant).
Mogę wtrącić coś na luzie? Pochodzę z dość bogobojnego i niekatolickiego regionu Polski. Moja babcia mówiła, że jak się ktoś chwali, to jakby się gównami smarował. Bardzo mnie dziwi stopień rozbieżności jaki istnieje pomiędzy Pańskimi myślami udanymi i nieudanymi. To chyba kwestia zasadniczej postawy. Naładował się Pan jakąś wiedzą i zamiast się nią z nami dzielić, to Pan chce nią nas obesrać.
19-01-2014 09:50 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

Szczerze powiedziawszy nie znajduję w Pana odpowiedzi żadnej merytorycznej treści.
19-01-2014 21:48 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
> Szczerze powiedziawszy nie znajduję w Pana odpowiedzi żadnej merytorycznej treści.
Merytoryczna treść w moich wypowiedziach jest tu zupełnie nieistotna dlatego, że to na Panu, jako na osobie przedstawiającej twierdzenie o - tak bez owijania w bawełnę - istnieniu Boga spoczywa ciężar merytorycznego uzasadnienia.
Tymczasem jakimś dziwnym zrządzeniem losu trafił Pan na forum, na którym filozofia i logika nie stanowią wystarczającego kryterium merytorycznosci, a to dlatego, ze nawet gdy Pan filozoficznie i zgodnie z prawidłami logiki wywiedzie istnienie Boga, to ja zgodnie z tymi samymi prawidłami wywiodę istnienie sadystycznego demiurga. Równie dobrze mógłbym z Panem zagrać w karty, w "wojnę". To bardzo pouczająca gra.
29-01-2014 21:13 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Mogę wtrącić coś na luzie? Pochodzę z dość bogobojnego
> i niekatolickiego regionu Polski. Moja babcia mówiła, że jak
> się ktoś chwali, to jakby się gównami smarował. Bardzo mnie
> dziwi stopień rozbieżności jaki istnieje pomiędzy Pańskimi
> myślami udanymi i nieudanymi.

Maceox'ie, Twoja szanowna Babcia jest bardzo mądrą kobietą .
I też ze zdziwienia nie mogę wyjść, jak patrzę na te wszystkie kontrasty...
pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
19-01-2014 10:13 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Tylko że tym "inputem" nie musi być informacja płynąca od zmysłów.
> Poza tym trzeba uwzględnić sposób działania nas jako urządzeń
> przetwarzających informację. Znamy świat za pośrednictwem naszego umysłu.
> Już z tego względu nie znamy, jaki jest świat "sam w sobie", bo nawet
> nasz umysł poznajemy za pośrednictwem naszego umysłu. Wiadomo
> to mniej więcej od końca XVIII wieku (Kant).

Znów piszesz z nadzią, że podzielimy Twój punk widzenia świata zatrzymanego w 1804r.
Immanuel Kant urodził się 22 kwietnia 1724 w Królewcu a zmarł 12 lutego 1804. Toż to ponad 200 lat temu!!

Czy od tego czasu naprawdę nic w filozofii się nie zdarzyło?

Gruntownej krytyce system etyki Kanta poddał nie kto inny, tylko Arthur Schopenhauer. Etyka Kanta oparta była w dużej mierze na koncepcji imperatywu kategorycznego, co zaczęło się później sypać.

Schopenhauer zarzucił Kantowi wyprowadzanie pojęć etycznych na podstawie ukrytych treści teologicznych oraz odrzucił jego definicję moralnej konieczności, natomiast kluczowym dla kantowskiej moralności pojęciom "bezwarunkowej powinności" czy "bezwzględnej wartości" zarzucił błąd contradictio in adiecto.
To już wiadomo od końca lat 50tych XIXw.
pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
19-01-2014 10:36 
 Ocena 1 na 3
Elasp (6859 punktów)

Nieustannie personifikujesz zagadnienia. Nie piszę o Kancie, choć mam go w pamięci. To, że go krytykował Schopenhauer, nie jest żadnym argumentem. Każdy filozof był krytykowany przez kogoś innego. W filozofii nic nie jest "wiadomo".
19-01-2014 11:03 
 Ocena 5 na 5
Frank Holman (5897 punktów)
>W filozofii nic nie jest "wiadomo".
>
Wiesz, mi to kiedyś szybko dało coś do myślenia....
19-01-2014 11:10 
 Ocena 5 na 5
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Nie piszę o Kancie, choć mam go w pamięci.

Elsap 18.01.2014r. 10:31:
Cytat:
z tego względu nie znamy, jaki jest świat "sam w sobie", bo nawet nasz umysł poznajemy za pośrednictwem naszego umysłu. Wiadomo to mniej więcej od końca XVIII wieku (Kant).


> To, że go krytykował Schopenhauer, nie jest żadnym argumentem.

Nie napisałem w tym sensie. Nawet to, co myśli Pan Elsap na dany temat nie musi być żadnym argumentem.

> Każdy filozof był krytykowany przez kogoś innego. W filozofii nic nie jest "wiadomo".

Ale mimo to użyłeś jednak argumentu z Kanta. Nie wiem czy dobrze się domyśłam, ale o czymś to wg Ciebie miało świadczyć. Czy nie miało?

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
19-01-2014 11:38 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

Przy okazji Kana miałem na myśli "mniej więcej wiadomo, mamy niejaką świadomość, że jest możliwe, że", natomiast w uwadze, którą cytujesz "wiadomo" znaczy "jest pewne, jest raz na zawsze ustalone". Prawdą jest jednak, że wyraziłem się nieprecyzyjnie w tym pierwszym przypadku.
19-01-2014 13:46 
 Ocena 4 na 4
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Elsapie, swoją przyrodzoną skłonnością do super-filozofowania oraz hołubieniem logiki niepotrzebnie sprowadzasz stosunkowo podstawowe i zrozumiałe rzeczy do wyżyn abstrakcji.
Z tego, co wiem nic nie jest raz na zawsze ustalone i pewne. Nawet w fizyce (co być może potwierdzi nasz kol. forumowy Fizyk) dopuszcza się możliwość istnienia innych, alternatywnych światów w przeszłości lub równolegle, gdzie stałe fizyczne są inne, w konsekwencji prawa jakie znamy w naszej rzeczywistości przybiorą tam inną postać.
Przykładem choćby czarna dziura lub osobliwość blisko chwili Wielkiego Wybuchu.

A wracając do Schopenhauera: został on uznany za wybitnego filozofa nie dlatego, że był znany (jak nasi dzisiejsi celebryci) , tylko zauważył coś istotnego, co zdaje się powinieneś znać dużo lepiej ode mnie; z tego co widzę filozofia jest Twoim hobby o ile nie zawodem.

> Nieustannie personifikujesz zagadnienia.

Zgadza się. U Ciebie natomiast dostrzegam ciągle abstrachowanie od ludzi i ich doświadczeń na rzecz "czegoś poza", transcendencji.
Wracając do mnie - odczuwam potrzebę sprowadzania niebotycznych wyżyn abstrakcji Twoich wpisów do przyziemnych i łatwo weryfikowalnych przykładów z życia. Odwołuję się też do Twoich doświadczeń, bo to bywa dojmujące. Wybacz, że tak czynię, ale dodaje to energii i pcha sprawy do przodu. A zdecydowanie bardziej lubię jak coś się dzieje od nudy.
Już tak to jest drogi Interlokutorze, że jeśli trafi się w czuły punkt - niejeden gmach abstrakcji zaczął się walić po błyskawicznej wewnętrznej konotacji "przecież u mnie tak to nie działa".
Czynię z resztą trochę jak sam Arthur Schopenhauer, który chyba nie bardzo wierzył w moralne objawienie, przekazane przez Stwórcę Abrahamowi na Górze Synaj raz na zawsze. Wolał własną introspekcję i niekoniecznym mu było uzyskanie "100% pewności by dostrzec, co ustalone".

pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
18-01-2014 19:28 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Zresztą, kurde - szympansy mają zarówno moralność, jak i poczucie sprawiedliwości (np. potrafią odmówić jedzenia, jeśli nie dostanie go również inny szympans) - czy uważa Pan, że to z ich religii wynika?
Słusznie Pan tu te małpy wstawił, gdyż dla zrozumienia moralności nagiej małpy nauka z tego płynie wielka, ot tylko trzeba mieć wiedzę i możliwości refleksji intelektualnej.

PS. www.racjonalista.pl/kk.php/t,4815

Pozdrawiam.

@@@
.
18-01-2014 10:04 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>> Możliwe jest zasadniczo prawie wszystko, jednak istotne jest
>> to, co da się wykazać w sposób empirycznie weryfikowalny.
> Istotne dla kogo?

Dla nas. Dla człowieka.

> Kto decyduje o tym, co istotne, a co nie?

Pytanie postawione w taki sposób prowadzi na manowce.
Ważniejszym jest by odkrywać co istotne a co nie, niż dociekać kto o tym decyduje.
To drugie jest tylko wygodnym i przyjemnym sposóbem spędzania wolnego czasu. Takie "myślę więc jestem" ale nie ważne o kim, ani w jakim celu. Myślenie dla samego myślenia.

> Nauka nie wypowiada się w swojej sprawie, czynią to za nią
> rozmaici "racjonaliści", pasożytujący na twierdzeniach naukowych
> niczym mszyce na roślinach.

I tak bywa. Zapomniałeś jednak dodać wszelkiej maści "filozofów" oraz osoby wierzące bez żadnych wątpliwości.

> Przykładem p. Dawkins i jemu podobni szarlatani, zacierający
> granicę miedzy nauką a interpretacją nauki w imię własnych profitów.

Gdyby iść tą linią rozumowania, to samo można by powiedzieć o ś.p. ks. biskupie Józefie Życińskim.
Jednak nie powiemy i nie pójdziemy.

> Można bowiem jej prawa traktować w ostateczności instrumentalnie,
> jako wygodne sposoby porządkowania danych docierających do naszej
> świadomości. Instrument, narzędzie, nie jest ani prawdziwy, ani fałszywy.
> Może być natomiast wygodny bądź nie.

Może być również pomocny w czymś zdecydowanie ważniejszym. W osiągnięciu większego zdrowia, satysfakcji z życia, spełnienia oraz poszerzenia własnych horyzontów.
Gdyby nie nauka, prawdopodobnie trawiony sporą ilością chorób nie miałbyś energii ani chęci snuć domysłów nad wygodnymi narzędziami czy też owocami nauki.

> Nie oceniam spraw przez pryzmat własnego "ja". Moje "ja" jest nieistotne dla sprawy.

Podstawowy błąd, Jesteś częścią układanki czy chcesz tego, czy nie. Od Ciebie zależy czy z tego skorzystasz. Już słynny filozof Artur Schopenhauer to zauważył.
pl.wikipedia.org/wiki/Arthur_Schopenhauer

> Bronię pewnej postaci racjonalistycznego fideizmu, gdyż wydaje
> mi się mieć teoretyczną przewagę nad świeckim racjonalizmem,
> który jest stanowiskiem nie do utrzymania.

Zazwyczaj opuszczam odpowiedzi na tego typu zdania, ale teraz zrobię wyjątek. Zastanawiam się, z jakiego powodu piszesz często to samo, przecież rozmawiamy tu już od ładnych parunastu miesięcy, ludzie, z którymi wymieniasz swoje poglądy doskonale wiedzą, jaki jest Twój stosunek do świeckiego racjonalizmu oraz fideizmu.

> To, że ludzie coś odkrywają, nie znaczy, że wynajdują.

Możesz sprecyzować, jaka jest różnica?

>> mechanika kwantowa (..) bardzo precyzyjnie tłumaczy podstawowe
> własności świata
> Ale zgodzi się Pan, że jest obiektywną własnością tej teorii, że albo jest, albo jej nie ma?

A jakie ma praktyczne znaczenie, czy zgodzimy się z tym, iż pan Jacek Głodzik jest, albo się z tym nie zgodzimy?

> Musimy mieć prawo powiedzieć: "Jeżeli jesteś człowiekiem, powinieneś...".

Istotnie tak to działa w autorytarnych społeczeństwach, grupach społecznych czy też po prostu w rodzinach.
Wiesz zawsze zastanawiało mnie, że ludzie twierdzący, iż jest to jedynie słuszny model nie widzą innych grup, które całkiem nieźle sobie radzą wg nieautorytarnych i alternatywnych zasad. Czy to czasem nie jest jakiś symptom ksenofobii?

> Tymczasem badania socjologiczne, antropologiczne, itd. pozwalają co
> najwyżej wysnuć prawo: "Jeżeli jesteś człowiekiem i zależy ci na
> przeżyciu we wspólnocie, powinieneś...".

Nie windujmy zbytnio tych badań. To nie badania socjologiczne czy antropologiczne pozwalają wysnuć prawo. To ludzie robią to na większej czy mniejszej ich podstawie.

> Prawo to nie dotyczy więc
> tego, kto nie chce żyć we wspólnocie.

Dzieci, gdy im źle (bo np. rodzic ich za coś skarcił) często oznajmiają, że nie będą żyć w swojej rodzinie, że gdzieś sobie pójdą.. po czym za 10 minut zmieniają zdanie.

Wyobraź sobie człowieka, który definitywnie zerwał ze swoją wspólnotą i nie przyłączył się do innej. Nie jest od niej zależny w żaden sposób, nie korzysta z owocu jej pracy, z bezpieczeństwa, które ona mu daje. Mówię tutaj o normalnych zwykłych ludziach, nie o średniowiecznych ascetach.
Kogo konkretnie masz przed oczami?
Każda jednostka podlega prawu danej wspólnoty, w której chce lub musi trwać. I zarazem nie podlega prawom innej. Chyba, że następuje jakiś przymus, bo inna grupa / wspólnota dominuje.

Wcześniej jednak, niż będziemy sie zastanawiać czy prawo go dotyczy, czy też nie - pasowałoby się zastanowić, czy czas poświęcany na tego typu gimnastykę nie jest czasem straconym.
łącząc pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
18-01-2014 11:01 
 Ocena 3 na 3
Elasp (6859 punktów)

>> Istotne dla kogo?
>Dla nas. Dla człowieka.

Bardzo metaforycznie, wręcz sentencjonalnie powiedziane.

>> Kto decyduje o tym, co istotne, a co nie?
>Pytanie postawione w taki sposób prowadzi na manowce.
>Ważniejszym jest by odkrywać co istotne a co nie, niż dociekać kto o tym decyduje.
>To drugie jest tylko wygodnym i przyjemnym sposóbem spędzania wolnego czasu. Takie "myślę więc jestem" ale nie ważne o kim, ani w jakim celu. Myślenie dla samego myślenia.

Nie rozumiem. To tak jakby powiedzieć: "Jedźmy na wycieczkę. Nieważne, kto zadecyduje dokąd mamy jechać. A więc jedziemy? Jedziemy!"

>> Przykładem p. Dawkins i jemu podobni szarlatani, zacierający
>> granicę miedzy nauką a interpretacją nauki w imię własnych profitów.
>Gdyby iść tą linią rozumowania, to samo można by powiedzieć o ś.p. ks. biskupie Józefie Życińskim.

>Jednak nie powiemy i nie pójdziemy.

Argumentum ad verecundiam.

>Może być również pomocny w czymś zdecydowanie ważniejszym. W osiągnięciu większego zdrowia, satysfakcji z życia, spełnienia oraz poszerzenia własnych horyzontów.
>Gdyby nie nauka, prawdopodobnie trawiony sporą ilością chorób nie miałbyś energii ani chęci snuć domysłów nad wygodnymi narzędziami czy też owocami nauki.

Nie przeczę, ale trzeba pamiętać, że rozwój nowożytnej nauki trwa zbyt krótko, abyśmy mogli w pełni ocenić zyski i straty wynikające z jej rozwoju. Na razie na pewno saldo jest dodatnie. Na razie.

>Zazwyczaj opuszczam odpowiedzi na tego typu zdania, ale teraz zrobię wyjątek. Zastanawiam się, z jakiego powodu piszesz często to samo, przecież rozmawiamy tu już od ładnych parunastu miesięcy, ludzie, z którymi wymieniasz swoje poglądy doskonale wiedzą, jaki jest Twój stosunek do świeckiego racjonalizmu oraz fideizmu.

Jeżeli nadal znajdują się chętni do dyskusji, to może mój błąd w podejściu nie jest zbyt wielki? Nieświadomie wracasz do zagadnienia "kto decyduje o tym, co jest istotne, a co nie?".

>> To, że ludzie coś odkrywają, nie znaczy, że wynajdują.
>Możesz sprecyzować, jaka jest różnica?

Odkrywamy to, co jest, co było jeszcze przed odkryciem, inaczej niż w przypadku wynajdywania.

>A jakie ma praktyczne znaczenie, czy zgodzimy się z tym, iż pan Jacek Głodzik jest, albo się z tym nie zgodzimy?

To, że jest to obiektywna własność świata, a p. Maceox upierał się, że prawa logiki są wynajdywane.

>Wiesz zawsze zastanawiało mnie, że ludzie twierdzący, iż jest to jedynie słuszny model nie widzą innych grup, które całkiem nieźle sobie radzą wg nieautorytarnych i alternatywnych zasad. Czy to czasem nie jest jakiś symptom ksenofobii?

Dyskusja dotyczy czegoś innego, tzn. tego, skąd wywieść normy bezwzględne. Nie przeczę, że może istnieć rozmaitość norm względnych, warunkowych (postaci "jeżeli chcesz osiągnąć ..., powinieneś ....").

>Wyobraź sobie człowieka, który definitywnie zerwał ze swoją wspólnotą i nie przyłączył się do innej. Nie jest od niej zależny w żaden sposób, nie korzysta z owocu jej pracy, z bezpieczeństwa, które ona mu daje. Mówię tutaj o normalnych zwykłych ludziach, nie o średniowiecznych ascetach.

Doskonale wyobrażam go sobie. Wiem nawet, jak się nazywa - Robinson Crusoe.
18-01-2014 16:59 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Dla człowieka.
>Bardzo metaforycznie, wręcz sentencjonalnie powiedziane.

Wkładasz w swoje odpowiedzi serce, interpretację oraz szkołę filozofii, której jesteś wierny.
Odpowiedź z mojej strony była w porównaniu do Twojej jak najbardziej prosta i przyziemna, wg zasady: wybierz to, co najprostsze. Autentyczność, odnalezienie i poznanie siebie jest dla nas najistotniejsze - niezależnie czy sprawa dotyczy Ciebie, czy mnie. Być może na pewnym etapie naszego życia się przeciw temu zbuntujemy, wybierzemy inną ścieżkę, ale najważniejsze podążać za tym co zgrabnie ubrał w słowa Kierkegaard:
"Być właśnie tym kimś, kim się naprawdę jest"

> Nie rozumiem. To tak jakby powiedzieć: "Jedźmy na wycieczkę.
> Nieważne, kto zadecyduje dokąd mamy jechać. A więc jedziemy? Jedziemy!"

Najpierw zastanawiasz się, czy chcesz jechać na wycieczkę czy nie. A jeśli nadszedł odpowiedni czas - odpowiedzenie sobie na to pytanie staje się dla ciebie najważniejsze. Uświadomienie sobie, czego naprawdę ci potrzeba i co z tego wyjdzie jest b. pomocne i cenne.
Dopiero później szukasz w myślach osoby (osób) z kim chciałbyś się wybrać. Tak działa dorosły człowiek.
Tylko dziecko patrzy najpierw na osobę, później zaczyna wokół niej wyobrażać sobie fabułę. Czy zastanawiałeś się keidyś z jakiego powodu?

> Argumentum ad verecundiam.

Widzę to tak, że nie uznajesz dorobku Dawkinsa, a nie chciałeś go otwarcie zakwestionować ni zniżać się do polemiki z jego tezami będąc skrępowanym uczuciami szacunku do nas, lub nieśmiałością, nie chcesz również narazić się na zarzut zarozumiałości. Ok.

> trzeba pamiętać, że rozwój nowożytnej nauki trwa
> zbyt krótko, abyśmy mogli w pełni ocenić zyski i straty wynikające
> z jej rozwoju. Na razie na pewno saldo jest dodatnie. Na razie.

Zgadzam się. W każdym razie nowożytna nauka obaliła parę mitów i stereotypów chrześcijańskiego teizmu (i nie tylko - również zwykłych ludzkich zabobonów) a to już jest coś.

> Jeżeli nadal znajdują się chętni do dyskusji, to może mój błąd
> w podejściu nie jest zbyt wielki? Nieświadomie wracasz do zagadnienia
> "kto decyduje o tym, co jest istotne, a co nie?".

Nie widzę związku. Raczej rozgraniczam co jest dla mnie istotne, a co dla Ciebie - robię to m.in. abyś łatwiej mógł sięgnąć, przetrawić albo odrzucić to co moje, by nie mieszało Ci się z tym co Twoje.
Zauważ, że chętni do dyskusji z Tobą są raczej ci sami.

>>> To, że ludzie coś odkrywają, nie znaczy, że wynajdują.
>>Możesz sprecyzować, jaka jest różnica?
>Odkrywamy to, co jest, co było jeszcze przed odkryciem, inaczej niż w przypadku wynajdywania.

To owoc wynajdywania wcześniej nie istniał..? Hm. A jaki podałbyś tego przykład, abym mógł to zrozumieć?
Zaciekawiłeś mnie Elsapie.

> Dyskusja dotyczy czegoś innego, tzn. tego, skąd wywieść normy
> bezwzględne. Nie przeczę, że może istnieć rozmaitość norm względnych,
> warunkowych (postaci "jeżeli chcesz osiągnąć ..., powinieneś ....").

Rozumiem. A czy też nie jest tak, że w danym zbiorze istnieje rozmaitość norm bezwzględnych?
Widzę, że znów odruchowo zmierzasz do tego, by zastanawiać się ze mną "skąd" zamiast "jak".
Po co Ci wiedzieć "skąd", skoro jeszcze nie do końca nie wiesz "jak"? Co jest bardziej dla Ciebie i dla Twojej egzystencji naglące? Czy zginiesz, będziesz chory lub Twoje dzieci wymrą, jeśli nie będziesz wiedział "skąd"? Czy rzeczwiście masz na tyle bogactwa wolnego czasu, aby go tracić?

>Doskonale wyobrażam go sobie. Wiem nawet, jak się nazywa - Robinson Crusoe.

Świetna odpowiedź. To postać częściowo fikcyjna. Jednak i Robinson po czterech latach surviningo-ascezy na wyspie dostrzega przybijający do niej statek, którym kierują zbuntowani marynarze. Robinson pomaga kapitanowi odzyskać panowanie nad statkiem i wreszcie może wrócić wraz z Piętaszkiem do swojej rodzinnej Anglii, gdzie czeka go jeszcze parę przygód oraz małżeństwo.
Do czego zmierzam: każda jednostka podlega prawu danej wspólnoty, w której chce lub musi trwać. I zarazem nie podlega prawom innej. Chyba, że następuje jakiś przymus, działa na niego trudny los albo inna grupa / wspólnota dominuje.
łącząc pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
19-01-2014 15:54 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
>Prawo to nie dotyczy więc tego, kto nie chce żyć we wspólnocie.
Sprawa jest chyba jasna i oczywista.
"Nie chcesz żyć we wspólnocie i przestrzegać norm wspólnoty, to WYPAD". Ewentualnie można to powiedzieć na bardziej elegancką modłę - jeżeli jednostka nie chce żyć we wspólnocie i nie zamierza przestrzegać wspólnotowych praw, to sama się stawia na marginesie i albo sama się usuwa poza nawias wspólnoty, albo zostaje usunięta - po dobroci albo w sposób drastyczny.
15-01-2014 12:06 
 Ocena 2 na 2
farmer (22440 punktów)
>>> Jesteśmy oszukiwani przez mózg nie tylko we śnie, ale i na jawie.
>>Dlatego używamy termometrów czy analizatorów barw.
> Do nich także mamy dostęp tylko przez oszukujący mózg.

Chyba na poziomie krewetki. By wyrwać się z tego chaosu ludzkość normalizuje przyrządy i potrafi z nich korzystać a dzieciom daje się do zabawy zabawki typu dopasuj klocek do otworu.
Jakoś kiedy człowiek kupuje coś za własne pieniądze to trzyma się na baczności i nie chce zostać frajerem. Może dlatego w użyciu są wagi, przepływomierze na stacjach paliw a w domu mamy licznik prądu czy gazu. A w sklepie człowiek się wkurza jak na kasie mu nabijają inną cenę niż na półce.

Halo, czy to przedszkole?
Ja Cię trochę rozumiem. W Polsce iluzja to podstawa biznesu choćby samochodowego. Cofnięte liczniki, umyte silniki, wyplakowane wnętrze, polerka blach. No tak, mózg się wtedy oszukuje na maksa. Szwagier z boku macha rękami że to paść ale człowiek już dał się porwać. Emocje.
15-01-2014 12:33 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>>>> Jesteśmy oszukiwani przez mózg nie tylko we śnie, ale i na jawie.
>>>Dlatego używamy termometrów czy analizatorów barw.
>> Do nich także mamy dostęp tylko przez oszukujący mózg.
>Chyba na poziomie krewetki. By wyrwać się z tego chaosu ludzkość normalizuje przyrządy i potrafi z nich korzystać a dzieciom daje się do zabawy zabawki typu dopasuj klocek do otworu.

Do tych przyrządów też mamy dostęp jedynie za pośrednictwem zmysłów i kontrolującego je mózgu. Nie mogą więc one wykazać, że mózg nas nie oszukuje. Trzeba więc założyć, że nasze zmysły i rozum są wiarygodne, żeby móc zaufać wskazaniom tych przyrządów.
15-01-2014 13:18 
 Ocena 2 na 2
farmer (22440 punktów)
>>>>> Jesteśmy oszukiwani przez mózg nie tylko we śnie, ale i na jawie.
>>>>Dlatego używamy termometrów czy analizatorów barw.
>>> Do nich także mamy dostęp tylko przez oszukujący mózg.
>>Chyba na poziomie krewetki. By wyrwać się z tego chaosu ludzkość normalizuje przyrządy i potrafi z nich korzystać a dzieciom daje się do zabawy zabawki typu dopasuj klocek do otworu.
> Do tych przyrządów też mamy dostęp jedynie za pośrednictwem zmysłów i kontrolującego je mózgu. Nie mogą więc one wykazać, że mózg nas nie oszukuje. Trzeba więc założyć, że nasze zmysły i rozum są wiarygodne, żeby móc zaufać wskazaniom tych przyrządów.

Ale mózg się zorientuje że coś jest nie tak. Możesz spróbować być wielkim klockiem i zamiast przez drzwi idź przez ścianę. Czy ściana coś będzie wykazywać? Co zrobisz? Dlaczego poszukasz rozwiązania. Czy powiesz sobie,nic tam szukajmy mniej bolesnej iluzji?
I możesz stać przy tej ścianie nie wiedząc czy ona istnieje czy ty istniejesz czy coś jest itd. Ściana cię zatrzymała. Bez żadnych założeń, o tym czy coś zakładasz czy nie. Ale to są problemy które pokonaliśmy już chyba dawno?
Jasne że mózg lubi sztuczki ale bazę danych mamy już chyba z 250 tyś. lat.
15-01-2014 14:56 
 Ocena 3 na 3
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)

> Do tych przyrządów też mamy dostęp jedynie za pośrednictwem zmysłów i kontrolującego je mózgu. Nie mogą więc one wykazać, że mózg nas nie oszukuje. Trzeba więc założyć, że nasze zmysły i rozum są wiarygodne, żeby móc zaufać wskazaniom tych przyrządów.

Jak nie założył obiektywnej możliwości poznania rzeczywistości nie będziesz mógł stworzyć niczego. Jest jakiś sens ?

Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
15-01-2014 16:38 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Jak nie założysz obiektywnej możliwości poznania rzeczywistości nie będziesz mógł stworzyć niczego. Jest jakiś sens?

1. Słowo "stwarzać" znaczy m.in. "powodować pewnego rodzaju zmiany w obiektywnej rzeczywistości". Argument pragmatyczny ("ze stwarzania") zakłada już istnienie obiektywnej rzeczywistości.

2. Słowo "stwarzać" w trochę rozluźnionym sensie może być użyte nawet bez domniemania obiektywnej rzeczywistości. Prawnicy mogą np. działać w stosunku do prawa, poprawiać je, tworzyć, badać, opisywać, pomimo iż jest tylko ich wytworem.

16-01-2014 02:08 
 Ocena 8 na 8
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)

> 1. Słowo "stwarzać" znaczy m.in. "powodować pewnego rodzaju zmiany w obiektywnej rzeczywistości". Argument pragmatyczny ("ze stwarzania") zakłada już istnienie obiektywnej rzeczywistości.
> 2. Słowo "stwarzać" w trochę rozluźnionym sensie może być użyte nawet bez domniemania obiektywnej rzeczywistości. Prawnicy mogą np. działać w stosunku do prawa, poprawiać je, tworzyć, badać, opisywać, pomimo iż jest tylko ich wytworem.
>

Zamiast brodzić w znaczeniach słów, minimalizuj definicje i wstępne założenia, a opieraj się na wynikach. W przeciwnym wypadku będziesz żył w Matrixie, a to bezużyteczne z poznawczego i co gorsza praktycznego punktu widzenia.

Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
14-01-2014 13:32 
 Ocena 10 na 10
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
O kurde fele! Szanowny Pan Elasp sobie o nas przypomniał!

>>>>Kiedy trafisz na wyspę daltonistów i zaczniesz im opowiadać o kolorze czerwonym, z miejsca okrzykną cię idiotą, który widzi to czego nie ma. Wtedy poproś o kosz jabłek (czy pomidorów) i podziel je na zielone i czerwone. Daltoniści będą mogli sprawdzić, używając zmysłu smaku, że podzieliłeś jabłka na dojrzałe i niedojrzałe. Powtórz eksperyment, żeby zminimalizować szansę szczęśliwego trafu. W ten sposób wykażesz, że potrafisz zobaczyć coś, czego nie widzą inni.
>Ściśle biorąc daltoniści mają prawo wnioskować, że jest jakaś nieuchwytna dla nich różnica między jabłkami. Nie muszą jednak wcale zgodzić się z wnioskiem, że polega ona akurat na odmienności barwy. Istnienie czerwieni nie jest więc wcale wykazane.
Tak, zdecydowanie dla wyjaśnienia prostym umysłom prostych rzeczy nie warto zbyt upraszczać wywodu. Kiedy trafi się na wyspę wierzących w "coś tam" niczego im wyjaśnić nie można, gdyż wiara jest ponad wszelkie argumenty. Z wiarą dyskutować nie można, gdyż nikt wierzącego nie przekona, iż białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej.

Jako ludzie, jesteśmy "daltonistami" w bardzo szerokim poziomie poznania. (I zmysły mają ograniczone spektrum i ich ilość jest ograniczona). Ale inteligencja bardzo szybko zaczęła nas uzbrajać w przeróżne "okulary" (narzędzia) i dzięki nim poznajemy i rozumiemy coraz bardziej istniejącą rzeczywistość, a najwyższym weryfikatorem prawdy jest doświadczenie (praktyka). Podczerwień i ultrafiolet, których nie widzimy (z natury rzeczy) zostały dokładnie wykazane.

>Kontynuując przykład można jednak powiedzieć,
Pieprzyć głupoty, to można nieskończenie, czego fideiści są najlepszym przykładem.

>że ateizm to daltonizm w odniesieniu np. do dobra i zła.
Chrześcijaństwo udowodniło to w praktyce czym dla nich jest dobro. Chroń nas Boże przed wszelakim dobrem, które przeróżne wiary religijne/ideologiczne niosą.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,523045/z,0

>Ateiści (oczywiście) odróżniają czyny dobre od złych, ale czynią to tak, jak daltoniści odróżniają jabłka słodkie od kwaśnych.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,457816

>Otworzyć oczy ateistom może człowiek, który będzie w sprawniejszy od nich sposób odróżniać dobro od zła, a umiejętność wytłumaczy "wiarą w Boga".
www.racjonalista.pl/forum.php/s,562660
K. nać! Nasz Papież! - najpierw jako ksiądz docent, potem biskup, arcybiskup, kardynał - kierował Katedrą Etyki na Wydziale Filozofii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego przez prawie ćwierć wieku. Miał na KUL-u spore grono oddanych przyjaciół i uczniów, którzy w czasie wspólnych wakacyjnych wypraw nazywali go Wujkiem. Tyle, że religijność, jak pokazują badania socjologiczne, nie ma żadnego wpływu na moralność. Postępowanie zgodne z poczuciem dobra i zła przez poszczególnych ludzi. Warto tu poznać dorobek Tadeusza Kotarbińskiego.

>>>>Teraz pokaż mi proszę analogiczny sposób weryfikacji, że wykryłeś Boga.
> Nie można bez sprzeczności pomyśleć, że nie istnieje świat. Istnienie świata jest więc konieczne. Bóg nie jest przedmiotem należącym do świata, jest koniecznością świata. W tym znaczeniu jest pozaświatowy.
Taki kit to jest dobry na kazanie dla baranków, ale tu mamy racjonalistyczne forum dla samodzielnie myślącej inteligencji i przynajmniej warto się starać poziomem dopasować.

Miłego dnia.

@@@
.
14-01-2014 14:09 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)
>Tyle, że religijność, jak pokazują badania socjologiczne, nie ma żadnego wpływu na moralność. Postępowanie zgodne z poczuciem dobra i zła przez poszczególnych ludzi.

Innymi słowy badania socjologiczne nie potwierdzają Pańskiej tezy, że "wiara ogranicza nas moralnie". To pocieszająca wiadomość.

Na wszelki wypadek proszę o link do badań socjologicznych, o których Pan wspomina.
14-01-2014 17:37 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>>>>Tyle, że religijność, jak pokazują badania socjologiczne, nie ma żadnego wpływu na moralność. Postępowanie zgodne z poczuciem dobra i zła przez poszczególnych ludzi.
> Innymi słowy badania socjologiczne nie potwierdzają Pańskiej tezy, że "wiara ogranicza nas moralnie".
Tyle tylko, iż to nie jest moja teza. Wielokrotnie tu napisałem: Każda wiara - niezależnie od jej przedmiotu - ogranicza nas intelektualnie, a także moralnie - usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu. I całe zdanie ma sens, a nie wyrwane z kontekstu poszczególne słowa, czy wyimki ze zdania.

>To pocieszająca wiadomość.
Mało pocieszające jest ewidentne potwierdzenie już na Pańskim przykładzie pierwszej części zdania o ograniczeniu intelektualnym. Nie potrafi Pan stwierdzenia zrozumieć, a po manipulacji próbuje Pan go zakwestionować.

>Na wszelki wypadek proszę o link do badań socjologicznych, o których Pan wspomina.
Jeszcze czego? Poszukaj Pan sobie sam. (Część może Pan znaleźć w linkach podanych przeze wyżej. Wystarczy poszukać i poczytać.) Pan niech sobie zajrzy do książek poświęconych socjologii religii - mogą to nawet być konfesyjni socjologowie.

Jak Pan przytoczy socjologiczne badania potwierdzające Pańską tezę - że religia umoralnia, to wtedy oczywiście znajdę stosowne kontrargumenty naukowe.
Będzie mi się wtedy chciało.

www.humanizm.net.pl/czywiara.pdf
www.polity(*)30,1,gramatyka-moralnosci.read
www.racjon(*).php/z,0/d,19/s,399997#w402275
www.racjonalista.pl/forum.php/s,360810#w361061
www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,545583#w545957
monde-diplomatique.pl/LMD28/index.php?id=2

Miłego dnia.

@@@
.
14-01-2014 21:58 
 Ocena-2 na 4
Elasp (6859 punktów)

Jeżeli Pan twierdzi, że A i B, bo C, to twierdzi Pan (między innymi), że A.
Szkoda, że nie zna Pan logiki.

Linki, które Pan podał, są bezwartościowe.

14-01-2014 23:29 
 Ocena 9 na 9
maceox (6766 punktów)
> Jeżeli Pan twierdzi, że A i B, bo C, to twierdzi Pan (między innymi), że A.
> Szkoda, że nie zna Pan logiki.
> Linki, które Pan podał, są bezwartościowe.
Dałem pierwszego minusa na tym forum. Do tego sprowokował mnie święty moralista, superspec od logiki Elasp.
Broń mnie Panie Boże przed moralnością tych, którzy w Ciebie wierzą.
Tak mnie Elasp rozłożyłeś tym Twoim wpisem, że w dodatku zupełnie nie mogę pozbierać myśli, żeby Ci tego minusa aksjologicznie uzasadnić. Może znajdziesz jakąś inspirację w moim sąsiednim wpisie

Czekaj, muszę to jeszcze raz zapodać, to naprawdę genialne:
> Jeżeli Pan twierdzi, że A i B, bo C, to twierdzi Pan (między innymi), że A.
> Szkoda, że nie zna Pan logiki.
> Linki, które Pan podał, są bezwartościowe.

...napisał Elasp do Pana Andrzeja Bogusławskiego.

Tu się właśnie uwidacznia głębokie, chrześcijańskie zrozumienie drugiego człowieka, wraz z dobrą wolą rzetelnego rozpatrzenia, tego co ma on nam do powiedzenia.


Stać Cię Elasp na więcej, ale Ty tu wchodzisz nas pouczać półsłówakmi. To już z księdzem mi się ostatnio lepiej rozmawiało, niż z Tobą. Obnażyłeś przed nami swoją etykę w dyskusji, a teraz poględź może sobie na innych forach, gdzie lepiej napompują Twoje fideistyczne ego PIĘKNYMI SŁOWAMI O ABSOLUTNEJ MIŁOŚCI, Z KTÓREJ PŁYNIE WSZECHMORALNOŚĆ. Coś ci powiem - szkoda Twojej inteligencji na takie pustosłowie, jednak to Twój wybór.

Natomiast w żadnym stopniu nie akceptuję Twojej pyszałkowatej arogancji, z jaką odnosisz się do nas, a tu w szczegóności do Pana Andrzeja. Ten Twój wpis był jednym z kolejnych dowodów chrześcijańskiej obłudy - słodkopierdzącej o absolutnym dobru, by w następnym momencie wyrazić głęboką pogardę dla inaczej myślących. Popatrz tylko sam:

> Jeżeli Pan twierdzi, że A i B, bo C, to twierdzi Pan (między innymi), że A.
> Szkoda, że nie zna Pan logiki.
> Linki, które Pan podał, są bezwartościowe.
napisał Elasp do Pana Andrzeja Bogusławskiego.

Dobranoc, Elasp, niech Ci się śnią Aniołki.
14-01-2014 23:37 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Natomiast w żadnym stopniu nie akceptuję Twojej pyszałkowatej arogancji, z jaką odnosisz się do nas, a tu w szczególności do Pana Andrzeja.

Do którego napisałem:

>Mało pocieszające jest ewidentne potwierdzenie już na Pańskim przykładzie pierwszej części zdania o ograniczeniu intelektualnym.

14-01-2014 23:44 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)


W niczym nie uchybiłem ani p. Bogusławskiemu, ani p. Maceoxowi. Niestety jest prawdą, że ze zdania A i B wynika A. To elementarz logiki. Kto więc twierdzi, ze wiara ogranicza nas moralnie i intelektualnie, ten twierdzi, że wiara ogranicza nas moralnie.

P.S. Chciałem rozszerzyć swoją wypowiedz powyżej, wyszła z tego odpowiedz na mój własny post. Jeżeli ktoś wie, jak to przeedytować, będę wdzięczny za wiadomość.
15-01-2014 00:01 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
>W niczym nie uchybiłem ani p. Bogusławskiemu, ani p. Maceoxowi. Niestety jest prawdą, że ze zdania A i B wynika A. To elementarz logiki. Kto więc twierdzi, ze wiara ogranicza nas moralnie i intelektualnie, ten twierdzi, że wiara ogranicza nas moralnie.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,600722#w601042
15-01-2014 00:36 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
>W niczym nie uchybiłem ani p. Bogusławskiemu, ani p. Maceoxowi.
Wręcz przeciwnie, że tak powiem.

>Niestety jest prawdą, że ze zdania A i B wynika A.
Kurde, miałem piątkę z logiki i to już dawno było, ale takich mądrości jakoś sobie nie przypominam.

>Kto więc twierdzi, ze wiara ogranicza nas moralnie i intelektualnie, ten twierdzi, że wiara ogranicza nas moralnie.
Uważam, że to głęboko mądre jest życiowo, Elasp, co tu powyżej napisałeś, tylko zechciałbyś zacytować może zdania, o których konkretnie rozmawialiśmy, to sobie zobaczymy, jakie tam było A i jakie B i wszystko po kolei spokojnie wyjaśnimy. Mamy czas.

Ja na przykład twierdzę, że wiara ogranicza nas moralnie i intelektualnie, i twierdzę tym samym że wiara ogranicza nas moralnie, ale nigdzie nie zauważyłem, żeby w tym wątku p. Andrzej popadł w sprzeczność. Zacytuj proszę.
15-01-2014 09:30 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>>Niestety jest prawdą, że ze zdania A i B wynika A.
>Kurde, miałem piątkę z logiki i to już dawno było, ale takich mądrości jakoś sobie nie przypominam.

Rany Boskie... Czy ze zdania, że znam angielski i znam niemiecki nie wynika, że znam
angielski? Pan jest prawnikiem i nie rozumie, że z jednego wynika drugie? Tego pana nauczył p. Bogusławski?

>Ja na przykład twierdzę, że wiara ogranicza nas moralnie i intelektualnie, i twierdzę tym samym że wiara ogranicza nas moralnie, ale nigdzie nie zauważyłem, żeby w tym wątku p. Andrzej popadł w sprzeczność. Zacytuj proszę.

Nie macie podstaw z logiki, to po prostu kompromitacja. To tak, jakby polemizować z sądem, że 2+3=5 i jeszcze twierdzić, że nigdy się o takiej równości nie słyszało.

Rozmowa z kimś, kto nie zna logiki mija się z celem. Poniżej link. Prawo nazywa się prawem pochłaniania.

www.math.edu.pl/prawa-rachunku-zdan
15-01-2014 10:16 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
>Rany Boskie...
Tak, dokładnie tak można podsumować Twoje nastawienie do merytorycznej rozmowy, będące przecież manifestacją Twojego stanu umysłu w ogóle.

>Czy ze zdania, że znam angielski i znam niemiecki nie wynika, że znam angielski?
Czy to jest naprawdę poziom dyskusji, który Cię satysfakcjonuje? Mi szkoda czasu. Proszę o dowody mojej nielogiczności z cytatami moich wypowiedzi (również tych, w których bronię zdań innych forumowiczów).

Zarzuty o nielogiczność odparłem już tam, gdzie bezpośrednio odnoszą się do konkretnych wypowiedzi i brak dalszej reakcji z Twojej strony poczytuję za przyznanie mi racji. Tu już tylko próbujesz oderwać się od głównego tematu, żeby sobie pochrzanić o prawach logicznych. Interesują Cię prawa logiczne? Załóż nowy wątek na ten temat.

>Pan jest prawnikiem i nie rozumie, że z jednego wynika drugie? Tego pana nauczył p. Bogusławski?
Spokojnie mów mi "Ty", chyba że będziesz bardzo nalegał, to z szacunku dla Ciebie (ale nie dla Twoich bzdurnych argumentów) przejdę na "Pan".

>>Ja na przykład twierdzę, że wiara ogranicza nas moralnie i intelektualnie, i twierdzę tym samym że wiara ogranicza nas moralnie, ale nigdzie nie zauważyłem, żeby w tym wątku p. Andrzej popadł w sprzeczność. Zacytuj proszę.
>Nie macie podstaw z logiki, to po prostu kompromitacja.
Kompromitacją jest zarzut o brak logiki bez właściwego cytatu. Tam, gdzie cytat zawarto odniosłem się już do tego i zarzut odparłem. Tam też proszę kontynuować. W owym poście zadaję Ci zresztą pytania istotne dla głównego wątku, ale ty wolisz bawić się w logiczną ciuciubabkę, gdyż po prostu nie stać Cię na merytoryczną rozmowę.

>To tak, jakby polemizować z sądem, że 2+3=5 i jeszcze twierdzić, że nigdy się o takiej równości nie słyszało.
Taka właśnie jest rozmowa z Elaspem. Tyle mądrości masz dla racjonalistów? Brawo.

>Rozmowa z kimś, kto nie zna logiki mija się z celem.
A jaki jest cel? Skoro tak twierdzisz, to nie rozmawiaj ze mną. Ja natomiast w dalszym ciągu zamierzam (przynajmniej przez jakiś czas) wykazywać pustotę Twojej argumentacji. O czym chcesz rozmawiać? O czym jest wątek?

>Poniżej link. Prawo nazywa się prawem pochłaniania.
>www.math.edu.pl/prawa-rachunku-zdan
Wiedzy nigdy nie za dużo, ale w kontekście rozmowy w tym wątku ten link jest bezwartościowy.
15-01-2014 12:54 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Nie macie podstaw z logiki, to po prostu kompromitacja.
A nie podejrzewa Szanowny Pan, iż to on może się kompromitować?
Nawet z rozumieniem podstaw logiki - nie mówiąc już o jej zastawaniu do konkretnego zdania? Polecam Logikę dla opornych - może Pan zrozumie - co to jest logika i do czego ona służy zamiast tu rzucać niezrozumiałą przez siebie terminologią. Udowodnił Pan tylko to, iż nie potrafi skorzystać nawet z najprostszego systemu logiki, jakim jest klasyczny rachunek zdań.

Miłego dnia.

@@@
.
15-01-2014 13:05 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Czyli uważa Pan, że ze zdania "wiara ogranicza nas moralnie i intelektualnie" nie wynika zdanie "wiara ogranicza nas moralnie"?

Pan uznaje pierwsze zdanie, ja na mocy praw logiki przypisuję więc Panu uznanie i drugiego zdania, przeciw czemu Pan usilnie protestował.

No więc wynika czy nie wynika? Dowiem się tego od Pana?

Pisze Pan cytując uprzednio moją wypowiedź:

>Innymi słowy badania socjologiczne nie potwierdzają Pańskiej tezy, że "wiara ogranicza nas moralnie".
>Tyle tylko, iż to nie jest moja teza. Wielokrotnie tu napisałem: Każda wiara - niezależnie od jej przedmiotu - ogranicza nas intelektualnie, a także moralnie - usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu. I całe zdanie ma sens, a nie wyrwane z kontekstu poszczególne słowa, czy wyimki ze zdania.


15-01-2014 21:19 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Nie zbyt jestem zwyczajnym na tym poziomie rozmawiać. Podstaw logiki jednak zaczyna się uczyć w szkole średniej.

Pan Elasp: - Pisze Pan cytując uprzednio moją wypowiedź:
Innymi słowy badania socjologiczne nie potwierdzają Pańskiej tezy, że "wiara ogranicza nas moralnie".
Tyle tylko, iż to nie jest moja teza. Wielokrotnie tu napisałem: Każda wiara - niezależnie od jej przedmiotu - ogranicza nas intelektualnie, a także moralnie - usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu. I całe zdanie ma sens, a nie wyrwane z kontekstu poszczególne słowa, czy wyimki ze zdania.

> Czyli uważa Pan, że ze zdania "wiara ogranicza nas moralnie i intelektualnie" nie wynika zdanie "wiara ogranicza nas moralnie"?
Tak uważam, że wynika.

> Pan uznaje pierwsze zdanie,
Proszę o dokładny cytat mojej wypowiedzi. Całego zdania, które brzmi: Każda wiara - niezależnie od jej przedmiotu - ogranicza nas intelektualnie, a także moralnie - usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu.

>ja na mocy praw logiki przypisuję więc Panu uznanie i drugiego zdania,
Co za idiota uczył Pana podstaw logiki, albowiem to zupełnie niemożliwe aby ktoś tak mało z niej zrozumiał.

>przeciw czemu Pan usilnie protestował.
Bez przesady uważam, iż nikt nas nie jest w stanie bardziej skompromitować niż uczynimy to sami.

> No więc wynika czy nie wynika? Dowiem się tego od Pana?
Ode mnie na pewno się Pan tego nie dowie, gdyż brak mi doświadczeń w zakresie pedagogiki specjalnej. Jestem demokratą i zwolennikiem wolności słowa, ale internet prowadzi do przesady. Nie uważam aby bzdury wypisywane przez jakiegoś tam XYZ-P, czy ZXF-I zasługiwały na poważne traktowanie na forum kierowanym jednak do inteligencji.

PS. "Logika dla opornych" Od samego początku:

Rozdział I
KLASYCZNY RACHUNEK ZDAŃ.
Klasyczny rachunek zdań (w skrócie KRZ) jest jednym z najprostszych systemów logiki formalnej. W praktyce może on służyć do sprawdzania poprawności wnioskowań, czyli takich procesów myślowych, podczas których na podstawie uznania za prawdziwe jednych zdań (przesłanek) dochodzimy do uznania kolejnego zdania (wniosku).

Dzięki znajomości KRZ każdy może się łatwo przekonać, że na przykład z takich przesłanek jak: Jeśli na imprezie był Zdzisiek i Wacek, to impreza się nie udała oraz Impreza udała się można wywnioskować iż: Na imprezie nie było Zdziśka lub Wacka. Posługując się metodami KRZ można również stwierdzić, iż nie rozumuje poprawne ten, kto z przesłanek: Jeśli Wacek dostał wypłatę to jest w barze lub u Zdziśka oraz Wacek jest w barze dochodzi do konkluzji: Wacek dostał wypłatę.

1.1. SCHEMATY ZDAŃ.
1.1.1. ŁYK TEORII.
Pierwszą czynnością, jaką należy przećwiczyć rozpoczynając naukę klasycznego rachunku zdań, jest budowanie logicznych schematów zdań. Budowanie takich schematów przyrównać można do przekładu wyrażeń "normalnego" języka, jakim ludzie posługują się na co dzień, na język logiki, w którym logicy sprawdzają poprawność danego rozumowania.
Termin "zdanie" oznacza w logice tylko i wyłącznie zdanie oznajmujące i schematy tylko takich zdań będziemy budować. Schematy pokazują nam położenie w zdaniach języka naturalnego zwrotów szczególnie istotnych z punktu widzenia logiki - niektórych z tak zwanych stałych logicznych: nieprawda że, i, lub, jeśli... to, wtedy i tylko wtedy. Zwroty te noszą w logice nazwy negacji, koniunkcji, alternatywy, implikacji oraz równoważności i będą w schematach zastępowane odpowiednimi symbolami: ~ (negacja), ∧ (koniunkcja), ∨ (alternatywa), → (implikacja), ≡ (równoważność).
Wymienione zwroty są (przynajmniej w takich znaczeniach, w jakich przyjmuje je logika) spójnikami łączącymi zdania, dlatego nazywamy je spójnikami logicznymi.
Zdania proste, łączone przez spójniki logiczne zastępować będziemy w schematach literami: p, q, r, s, t... itd.
Litery p, q, r... nazywamy zmiennymi zdaniowymi (ponieważ zastępują zdania języka naturalnego). Do budowy schematów będziemy też często używali nawiasów, które pełnią rolę podobną do znaków przestankowych w piśmie - pokazują jak schemat należy odczytać, które jego części wiążą się ze sobą ściślej, a które luźniej. Rola nawiasów stanie się jaśniejsza po przerobieniu kilku zadań praktycznych. Przykładowe schematy logiczne zdań mogą wyglądać następująco: p → q, ~ (p ∧ q), p ∨ (r → ~ s), [p ≡ (q → r)] ∧ (s → z).

Zdania wiązane przez spójniki logiczne nazywamy członami tych spójników. Człony równoważności niektórzy nazywają stronami równoważności, natomiast zdania wiązane przez implikację określamy najczęściej mianem poprzednika i następnika implikacji. Jak łatwo się domyśleć, poprzednik to zdanie znajdujące się przez "strzałką" implikacji, a następnik - zdanie po niej.


@@@
.
16-01-2014 01:23 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
> Czyli uważa Pan, że ze zdania "wiara ogranicza nas moralnie i intelektualnie" nie wynika zdanie "wiara ogranicza nas moralnie"?
> Pan uznaje pierwsze zdanie, ja na mocy praw logiki przypisuję więc Panu uznanie i drugiego zdania, przeciw czemu Pan usilnie protestował.
Zlituję się jednak nad Tobą i wyłożę wprost to, czego nie zrozumiałeś (a jak sądzę, w rzeczywistości tylko udałeś, że nie zrozumiałeś).

Wróćmy do miejsca, w którym zarzuciłeś Panu Andrzejowi nielogiczność:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,600722#w600951
Cytat:
>Tyle, że religijność, jak pokazują badania socjologiczne, nie ma żadnego wpływu na moralność. Postępowanie zgodne z poczuciem dobra i zła przez poszczególnych ludzi.

Innymi słowy badania socjologiczne nie potwierdzają Pańskiej tezy, że "wiara ogranicza nas moralnie". To pocieszająca wiadomość.

To jest więc punkt wyjścia i od razu widzimy Twoje naciąganie. W ogóle nie można się zgodzić na Twoje "innymi słowy".

Czym innym jest religijność w cytacie słów Pana Andrzeja, a czym innym jest wiara, którą natychmiast utożsamiłeś z religijnością.

Religijność w tym kontekście (badań socjologicznych) to wszystko to, co stanowi zewnętrzną, społeczną manifestację fenomenu religii - np. udział w uroczystościach religijnych, obecność symboli religijnych w sferze publicznej itd, czyli to, co właśnie można mierzyć metodami socjologii.

Tymczasem wiara jest wewnętrzną postawą, przyjmującą za prawdziwe twierdzenia nie mające empirycznych podstaw, nabyta na ogół we wczesnym dzieciństwie w związku z ideologiczną indoktrynacją i jako taka stanowi w większym stopniu przedmiot zainteresowania psychologii, aniżeli socjologii.

Dlatego też o ile zrozumiałe są słowa Pana Andrzeja "religijność, jak pokazują badania socjologiczne, nie ma żadnego wpływu na moralność", o tyle Twoja ich przeróbka "badania socjologiczne nie potwierdzają Pańskiej tezy, że 'wiara ogranicza nas moralnie'" są już głupstwem.

Po pierwsze badania socjologiczne nie zajmują się wysoce indywidualnym i psychologicznym fenomenem wiary (chyba że chodzi o wiarę mas - ale wówczas i tak należy sięgnąć do dorobku psychosocjologii z koniecznością nacisku na psychologię).

Po drugie w ogóle badania socjologiczne w żadnym razie nie są w stanie wydać moralnej oceny, typu "co nas moralnie ogranicza". Wydawanie takich ocen po prostu nie stanowi przedmiotu badań socjologicznych i dlatego tak zmodyfikować ("innymi słowy") zdanie Pana Andrzeja mogłeś tylko Ty, ale on sam nigdy by takiego bzdurnego zdania nie napisał.

Czym innym jest bowiem - po trzecie - wpływanie fenomenu socjologicznego (religijności) na moralność grupy, co można mierzyć metodami socjologii, a czym innym jest indywidualne ograniczenie moralne jednostek poprzez wiarę.

Gdyby nawet udało Ci się wykazać, że religijność i wiara są w kontekście tej rozmowy synonimami (z czym się nie zgadzam), to i tak należy mieć na uwadze kontekst konkretnych zdań, w których te słowa padły.

I tak - zdanie "religijność, jak pokazują badania socjologiczne, nie ma żadnego wpływu na moralność" - dość oczywiście oznacza, że ludzie religijni nie zachowują się w grupie bardziej moralnie (np. nie popełniają mniej przestępstw lub wcale nie rzadzej się zdradzają itp.).

Tymczasem zdanie "wiara ogranicza nas moralnie" oznacza coś zupełnie innego, a mianowicie, że przyjmowanie kodeksów moralnych tylko ze względu na autorytet wiary (np. księdza, papieża, autorów pisma świętego itp, itd.) jest samo w sobie niemoralne i to jest ocena wartościująca taką postawę, a nie stwierdzanie jakichś faktów społecznych.

Ostatecznie nawet gdyby badania socjologiczne wykazały, że w jakiejś grupie religijnej rzeczywiście religijność ma wpływ na moralność i to taki że moralność wzrasta (mniej przestępstw, mniej zdrad), a te w tym znaczeniu moralnie lepsze zachowania byłyby indywidualnie podyktowane silną wiarą w rządzącą ideologię, to i tak uważałbym, że w sumie jest to system antyhumanistyczny i tym samym niemoralny, właśnie dlatego, że opiera się na wierze, a nie na racjonalnym myśleniu, które dopiero czyni z nas ludzi.

Świat oparty na dogmatach absolutnej wiary w jedynosłuszność jakichś pozaempirycznych bzdetów - nawet gdyby nie było na nim w ogóle przestępstw - byłby dla mnie całkowicie niemoralny, gdyż eliminowałby to, co stanowi istotę człowieczeństwa - swobodne myślenie.

Czyli zdania "religijność, jak pokazują badania socjologiczne, nie ma żadnego wpływu na moralność" i "wiara ogranicza nas moralnie" są jednocześnie prawdziwe, a wszelka próba podmieniania pojęć z jednego zdania do drugiego to czysta, zupełnie dziecinna, manipulacja.

Tak więc, Elasp masz wybór: łap nas dalej za logiczne słówka albo rozwiń horyzonty, gdyż to nie przedszkole.
Twoje odesłania do logiki są dobrym przykładem na to, jak nie należy jej używać w rozmowie. Tu liczy się również kontekst dyskusji i poszczególnych zdań, a także ogólna wymowa całych wpisów i zalinkowanych artykułów, a nade wszystko dobra wola, bez której trudno byłoby zrozumieć w ogóle cokolwiek. Wykaż trochę dobrej woli, a nie przypindalaj się tak naprawdę bez sensu do słówek, by je podmieniać na symbole logiczne. Come on - wiesz, że to dziecinada!
16-01-2014 11:06 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Niech Pan w miarę możności pisze zwięźle - przebijanie się przez taką gęstwinę na 12' monitorze nie jest łatwe (korzystam nawet nie z notebooka, ale ultrabooka). Wzoruje się Pan na p. Bogusławskim niestety już nie tylko w treści, ale i w formie.

>Czym innym jest religijność w cytacie słów Pana Andrzeja, a czym innym jest wiara, którą natychmiast utożsamiłeś z religijnością.

Tak się akurat składa, że w swej wypowiedzi p. Bogusławski posłużył się faktycznie słowem "religijność", lecz przecież materiały, które podesłał, mówią ewidentnie o wierze, o wierze w tym znaczeniu, w jakim Pan teraz tego słowa używa. Proszę sprawdzić!

>Religijność w tym kontekście (badań socjologicznych) to wszystko to, co stanowi zewnętrzną, społeczną manifestację fenomenu religii - np. udział w uroczystościach religijnych, obecność symboli religijnych w sferze publicznej itd, czyli to, co właśnie można mierzyć metodami socjologii.

>Tymczasem wiara jest wewnętrzną postawą, przyjmującą za prawdziwe twierdzenia nie mające empirycznych podstaw, nabyta na ogół we wczesnym dzieciństwie w związku z ideologiczną indoktrynacją i jako taka stanowi w większym stopniu przedmiot zainteresowania psychologii, aniżeli socjologii.

Przecież jedno i drugie wiąże się ze sobą bez sprzeczności. Socjologia bada społeczne przejawy wiary, a więc bada wiarę przez jej społeczne przejawy. Pan porusza się po błędnym kole mówiąc, że religijność to przejawy fenomenu religii - chyba celowo Pan to robi, żeby nie wyszedł naturalny i statystycznie częsty związek religijności z wiarą, usprawiedliwiający moje "innymi słowy".

>Tymczasem zdanie "wiara ogranicza nas moralnie" oznacza coś zupełnie innego, a mianowicie, że przyjmowanie kodeksów moralnych tylko ze względu na autorytet wiary (np. księdza, papieża, autorów pisma świętego itp, itd.) jest samo w sobie niemoralne i to jest ocena wartościująca taką postawę, a nie stwierdzanie jakichś faktów społecznych.

Nie rozumie Pan tezy Bogusławskiego. Mówi ona: "każda wiara niezależnie od jej przedmiotu ogranicza nas moralnie i int. usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu". Nie dotyczy więc tylko wiary w słuszność tez moralnych, ale wiary w słuszność jakiejkolwiek tezy, wiary jako takiej, wiary jako postawy, bez względu na co skierowanej. Sam p. Bogusławski o tym przypomina, wypominając mi wyrwanie jego tezy z kontekstu. Proszę sprawdzić!

Jeżeli upiera się Pan przy tym ogólnym twierdzeniu Bogusławskiego, to proszę zatem o wyniki badań psychologicznych, poświadczające, że "każda wiara niezależnie od jej przedmiotu ogranicza nas moralnie i intelektualnie, usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu". Tak, nie świadectwa historyczne, ani historyczne (bo one nie uchwytują "wewnętrznej postawy"), ale właśnie w ścisłym znaczeniu psychologiczne.

>
16-01-2014 11:57 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
> Niech Pan w miarę możności pisze zwięźle - przebijanie się przez taką gęstwinę na 12' monitorze nie jest łatwe (korzystam nawet nie z notebooka, ale ultrabooka).
Jest Pan bardzo nowoczesny, to dobrze, ale nie czuję moralnego obowiązku dostosowywania długości moich wypowiedzi do wielkości Pańskiego ekranu.

>Wzoruje się Pan na p. Bogusławskim niestety już nie tylko w treści, ale i w formie.
To dla mnie jednocześnie komplement, jak również zarzut. Staram się jednak myśleć samodzielnie i argumentów, które podałem nikt mi nie podpowiadał.

> Przecież jedno i drugie wiąże się ze sobą bez sprzeczności. Socjologia bada społeczne przejawy wiary, a więc bada wiarę przez jej społeczne przejawy. Pan porusza się po błędnym kole mówiąc, że religijność to przejawy fenomenu religii - chyba celowo Pan to robi, żeby nie wyszedł naturalny i statystycznie częsty związek religijności z wiarą, usprawiedliwiający moje "innymi słowy".
Ma Pan tu częściowo rację, ale statystycznie częsty związek religijności z wiarą nie uzasadnia jeszcze utożsamiania jednego z drugim, co Pan jednak uczynił tylko po to, by koniecznie przecisnąć swą tezę o niespójności dwóch zdań wyrwanych z kontekstu.

>>Tymczasem zdanie "wiara ogranicza nas moralnie" oznacza coś zupełnie innego, a mianowicie, że przyjmowanie kodeksów moralnych tylko ze względu na autorytet wiary (np. księdza, papieża, autorów pisma świętego itp, itd.) jest samo w sobie niemoralne i to jest ocena wartościująca taką postawę, a nie stwierdzanie jakichś faktów społecznych.
>Nie rozumie Pan tezy Bogusławskiego. Mówi ona: "każda wiara niezależnie od jej przedmiotu ogranicza nas moralnie i int. usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu". Nie dotyczy więc tylko wiary w słuszność tez moralnych, ale wiary w słuszność jakiejkolwiek tezy, wiary jako takiej, wiary jako postawy, bez względu na co skierowanej. Sam p. Bogusławski o tym przypomina, wypominając mi wyrwanie jego tezy z kontekstu. Proszę sprawdzić!
Ma Pan rację! Jak się Pana przyciśnie, to nawet merytorycznie można sensownie z Panem porozmawiać.

>Jeżeli upiera się Pan przy tym ogólnym twierdzeniu Bogusławskiego, to proszę zatem o wyniki badań psychologicznych, poświadczające, że "każda wiara niezależnie od jej przedmiotu ogranicza nas moralnie i intelektualnie, usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu".
>Tak, nie świadectwa historyczne, ani historyczne (bo one nie uchwytują "wewnętrznej postawy"), ale właśnie w ścisłym znaczeniu psychologiczne.
A niby dlaczego świadectwa historyczne mają nie uchwycać "wewnętrznej postawy"? Historia, to w skrócie to, co było i poprzez szereg historycznych dowodów mamy również wgląd w psychikę ludzi żyjących w minionych czasach.

Poza tym - co być może w niewystarczający sposób uwypukliłem:
Zdanie: "religijność, jak pokazują badania socjologiczne, nie ma żadnego wpływu na moralność." różni się od zdania "wiara ogranicza nas moralnie" nie tylko słowami religijność/wiara, ale ponadto użyto w tych dwóch zdaniach dwóch odmiennych koncepcji (definicji) moralności.

W pierwszym zdaniu ma ona oznaczać jedynie kierowanie się kodeksami moralności powszechnie przyjętymi za dobre (czy religijność/wiara te zachowania zmienia w skali społecznej?).

Tymczasem w drugim zdaniu nie chodzi o socjologicznie wykazywalny wpływ na zmianę zachowań w spoleczeństwie, a o własną, wartościującą ocenę moralną postawy opartej na wierze. Ocena ta wypada negatywnie (między innymi dlatego, że wiara usprawiedliwia zło czynione w imię przedmiotu wiary).

A tak w ogóle, to zdanie "religijność, jak pokazują badania socjologiczne, nie ma żadnego wpływu na moralność" należy raczej zestawiać z twierdzeniami rzeczników religii, wedle których religia czyni ludźmi moralnymi. Nie ma takiego przestępstwa, przed którego popełnieniem powstrzymaliby się ludzie religijni i sam ten fakt już ukazuje, że teza o umoralnianiu ludzi poprzez religię jest fałszywa. To ma właśnie oznaczać to zdanie i również jako takie nie stanowi sprzeczności z twierdzeniem, że "wiara ogranicza nas moralnie".
16-01-2014 13:14 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Poza tym - co być może w niewystarczający sposób uwypukliłem:
>Zdanie: "religijność, jak pokazują badania socjologiczne, nie ma żadnego wpływu na moralność." różni się od zdania "wiara ogranicza nas moralnie" nie tylko słowami religijność/wiara, ale ponadto użyto w tych dwóch zdaniach dwóch odmiennych koncepcji (definicji) moralności.

>W pierwszym zdaniu ma ona oznaczać jedynie kierowanie się kodeksami moralności powszechnie przyjętymi za dobre (czy religijność/wiara te zachowania zmienia w skali społecznej?).

>Tymczasem w drugim zdaniu nie chodzi o socjologicznie wykazywalny wpływ na zmianę zachowań w spoleczeństwie, a o własną, wartościującą ocenę moralną postawy opartej na wierze. Ocena ta wypada negatywnie (między innymi dlatego, że wiara usprawiedliwia zło czynione w imię przedmiotu wiary).

"Ocena ta wypada negatywnie" zgodnie z jakim kodeksem? Jeżeli publicznym, to jest to to samo rozumienie, co w pierwszym zdaniu. Jeżeli prywatnym, to właśnie nie wypada negatywnie, tylko pozytywnie, bo ktoś np. palący na stosie drugiego człowieka uważa to za dobre, a nie za złe.




16-01-2014 13:33 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
>>Poza tym - co być może w niewystarczający sposób uwypukliłem:
>>Zdanie: "religijność, jak pokazują badania socjologiczne, nie ma żadnego wpływu na moralność." różni się od zdania "wiara ogranicza nas moralnie" nie tylko słowami religijność/wiara, ale ponadto użyto w tych dwóch zdaniach dwóch odmiennych koncepcji (definicji) moralności.
>>W pierwszym zdaniu ma ona oznaczać jedynie kierowanie się kodeksami moralności powszechnie przyjętymi za dobre (czy religijność/wiara te zachowania zmienia w skali społecznej?).
>>Tymczasem w drugim zdaniu nie chodzi o socjologicznie wykazywalny wpływ na zmianę zachowań w spoleczeństwie, a o własną, wartościującą ocenę moralną postawy opartej na wierze. Ocena ta wypada negatywnie (między innymi dlatego, że wiara usprawiedliwia zło czynione w imię przedmiotu wiary).
> "Ocena ta wypada negatywnie" zgodnie z jakim kodeksem? Jeżeli publicznym, to jest to to samo rozumienie, co w pierwszym zdaniu. Jeżeli prywatnym, to właśnie nie wypada negatywnie, tylko pozytywnie, bo ktoś np. palący na stosie drugiego człowieka uważa to za dobre, a nie za złe.
W ramach tego drugiego zdania spalenie kogoś na stosie podyktowane względami religijnymi opartymi na wierze jest oceninone jako moralnie naganne (a więc negatywnie) przez Pana Bogusławskiego, mnie, racjonalistów i jak sądzę - również przez Pana Elaspa.

Ale nie tylko - w tym drugim zdaniu wyrażono generalnie negatywną ocenę moralną postawy opartej na wierze.

Tymczasem w zdaniu pierwszym (dotyczącym badań socjologicznych) chodzi tylko o to, czy religia (lub nawet - niech będzie wiara) powstrzymuje przed czynieniem zła (choćby tylko tego - dla uproszczenia - z kodeksu karnego). Otóż nie powstrzymuje. I tyle.
14-01-2014 23:59 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Z postu wyżej:
>Innymi słowy badania socjologiczne nie potwierdzają Pańskiej tezy, że "wiara ogranicza nas moralnie".
Tyle tylko, iż to nie jest moja teza. Wielokrotnie tu napisałem: Każda wiara - niezależnie od jej przedmiotu - ogranicza nas intelektualnie, a także moralnie - usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu. I całe zdanie ma sens, a nie wyrwane z kontekstu poszczególne słowa, czy wyimki ze zdania.
>To pocieszająca wiadomość.
Mało pocieszające jest ewidentne potwierdzenie już na Pańskim przykładzie pierwszej części zdania o ograniczeniu intelektualnym. Nie potrafi Pan stwierdzenia zrozumieć, a po manipulacji próbuje Pan go zakwestionować.

> Jeżeli Pan twierdzi, że A i B, bo C, to twierdzi Pan (między innymi), że A.
> Szkoda, że nie zna Pan logiki.
Dodatkowe wyjaśnienie tylko dla bardzo ograniczonych intelektualnie, niezależnie od tego czym się chwalą. (Na przykład znajomością logiki.) Napisałem i tak twierdzę, że wiara usprawiedliwia nie każde zło, a zło czynione w jej imieniu. (Na przykład: - "Na chwałę Boga w imię Świętego Kościoła Katolickiego" i tym podobne pierdoły usprawiedliwiające nawet najokrutniejsze zbrodnie.).

> Linki, które Pan podał, są bezwartościowe.
Tak, w kontekście tych mądrości, które Pan tu usiłuje wcisnąć wszystko jest bezwartościowe.

Miłego dnia.

@@@
.
14-01-2014 22:41 
 Ocena 7 na 7
maceox (6766 punktów)
>>Tyle, że religijność, jak pokazują badania socjologiczne, nie ma żadnego wpływu na moralność. Postępowanie zgodne z poczuciem dobra i zła przez poszczególnych ludzi.
> Innymi słowy badania socjologiczne nie potwierdzają Pańskiej tezy, że "wiara ogranicza nas moralnie". To pocieszająca wiadomość.
Badania socjologiczne może i nie, ale nauki historyczne taką tezę już z całą pewnością potwierdzają.

Przy okazji nie ma tu żadnej sprzeczności ze zdaniem zacytowanym na wstępie.
Oczywiście, że religijność nie ma żadnego wpływu na moralność i jednocześnie wiara ogranicza nas moralnie, co jest w pełni spójne i logiczne, tylko trzeba umieć czytać ze zrozumieniem.

> Na wszelki wypadek proszę o link do badań socjologicznych, o których Pan wspomina.
Naprawdę uważam, że możliwość prowadzenia rozmów z mądrzejszymi od nas jest dla nas wielkim szczęściem. Natomiast głęboko niemoralnym - wręcz religijnie niemoralnym - jest niezastanowienie się nad tym, co mają oni do powiedzenia (również pod postacią przeróżnych linków do przemyślenia), a zamiast tego próbowanie łapania ich za słówka.

Moralność - a także poczucie sprawiedliwości - pojawiły się w ewolucji znacznie wcześniej niż religia.
14-01-2014 23:24 
 Ocena 1 na 3
Elasp (6859 punktów)

>Badania socjologiczne może i nie, ale nauki historyczne taką tezę już z całą pewnością potwierdzają.

Pan Bogusławski mówił jednak o badaniach socjologicznych. Poza tym nie wydaje mi się, żeby nauki historyczne mogły coś z całą pewnością ustalić. Historia z natury opiera się na hipotezach, bo przeszłość dana jest tylko pośrednio. Jeżeli jednak, to proszę o link do tych badań historycznych.

>Przy okazji nie ma tu żadnej sprzeczności ze zdaniem zacytowanym na wstępie.
>Oczywiście, że religijność nie ma żadnego wpływu na moralność i jednocześnie wiara ogranicza nas moralnie, co jest w pełni spójne i logiczne...

Jeżeli wiara nas ogranicza moralnie, jej wpływ na moralność właśnie na tym polega.
Pan Bogusławski niestety nie rozumie najprostszych rzeczy.

>Naprawdę uważam, że możliwość prowadzenia rozmów z mądrzejszymi od nas jest dla nas wielkim szczęściem...

...zwłaszcza z panem Bogusławskim, chciał Pan zapewne dodać. Bo przecież Pańska wypowiedz nie jest skierowana do mnie. To wiernopoddańcza laurka zadedykowana p. Bogusławskiemu.
15-01-2014 00:30 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>>>>Badania socjologiczne może i nie, ale nauki historyczne taką tezę już z całą pewnością potwierdzają.
> Pan Bogusławski mówił jednak o badaniach socjologicznych.
A o czym tu mówił pan Elasp? Kontynuując przykład można jednak powiedzieć, że ateizm to daltonizm w odniesieniu np. do dobra i zła. Ateiści (oczywiście) odróżniają czyny dobre od złych, ale czynią to tak, jak daltoniści odróżniają jabłka słodkie od kwaśnych. Otworzyć oczy ateistom może człowiek, który będzie w sprawniejszy od nich sposób odróżniać dobro od zła, a umiejętność wytłumaczy "wiarą w Boga".
O jakich badaniach Pan tu pisał? Na podstawie jakich nauk wysnuł Pan swoje bezsensowne powyższe pierdoły? Zaś Bogusławski bezpośrednio oraz w odwołaniach się do innych tekstów odniósł się do przedstawionego przez Szanownego Pana steku bredni. Ale Pan, co oczywiste jest na każdą argumentację całkowicie nieprzemakalnym.

>Pan Bogusławski niestety nie rozumie najprostszych rzeczy.
Zdecydowanie ma Pan rację, że jeden z nas jest niezdolnym do zrozumienia nawet najprostszych rzeczy, ale publikując oddajemy swoje przemyślenia pod publiczny osąd, a tam nikt nas bardziej nie potrafi skompromitować niż uczynimy to sami Panie Elasp.

>Bo przecież Pańska wypowiedz nie jest skierowana do mnie.
Oczywiście, iż nie do Pana. Z Panem jakakolwiek rozmowa nie jest możliwą, a np. ja kieruje tu swoje wypowiedzi tylko do ludzi, którzy są w stanie je zrozumieć, a więc z góry Pana wykluczam, gdyż któryś z nas na pewno "nie rozumie najprostszych rzeczy" a siebie wzajemnie to już na pewno.

Miłego dnia.

@@@
.
15-01-2014 00:18 
 Ocena 7 na 7
maceox (6766 punktów)
>>Badania socjologiczne może i nie, ale nauki historyczne taką tezę już z całą pewnością potwierdzają.
> Pan Bogusławski mówił jednak o badaniach socjologicznych.
Ale co?

>Poza tym nie wydaje mi się, żeby nauki historyczne mogły coś z całą pewnością ustalić.
No właśnie, biskup Richard Williamsom wie o czym mówi, a papieże wiedzą co robią - i jest to n-ty dowód na moralność ludzi wiary.

>Historia z natury opiera się na hipotezach, bo przeszłość dana jest tylko pośrednio.
Gdzieś tam na e-bay-u widziałem jeszcze klamrę do paska "Gott mit uns", co daje nam bardziej bezpośredni wgląd do historii, ale skoro chcesz ... to porozomawiajmy o teraźniejszości:
Czy uważasz, że używanie prezerwatyw jest niemoralne? Gdyż jak dla mnie głęboko niemoralne (złe) jest zakazywanie ich używania.

>Jeżeli jednak, to proszę o link do tych badań historycznych.
Jaki link? Wiedza podstawowa się kłania. Skąd się wzięło średniowiecze, czym się charakteryzowało i dlaczego się skończyło? W niektórych głowach trwa do dzisiaj.

>>Przy okazji nie ma tu żadnej sprzeczności ze zdaniem zacytowanym na wstępie.
>>Oczywiście, że religijność nie ma żadnego wpływu na moralność i jednocześnie wiara ogranicza nas moralnie, co jest w pełni spójne i logiczne...
>Jeżeli wiara nas ogranicza moralnie, jej wpływ na moralność właśnie na tym polega.
Całkowita zgoda, a religijność nie ma żadnego wpływu na moralność i czego tu jeszcze można nie rozumieć?

>Pan Bogusławski niestety nie rozumie najprostszych rzeczy.
Nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś mu je wytłumaczył...

>>Naprawdę uważam, że możliwość prowadzenia rozmów z mądrzejszymi od nas jest dla nas wielkim szczęściem...
>...zwłaszcza z panem Bogusławskim, chciał Pan zapewne dodać. Bo przecież Pańska wypowiedz nie jest skierowana do mnie. To wiernopoddańcza laurka zadedykowana p. Bogusławskiemu.
Widzę, że nie wymagasz konsekwentnie od każdego zwracania sie per Pan i ja takiego wewnętrznego nakazu wobec Ciebie nie czuję.

Jeśli chodzi o laurki, to tu trafiamy sedna tego, czym jest racjonalizm, a o czym Ty, niestety, nie masz zielonego pojęcia. Mogę bez zbytniej emfazy powiedzieć, że jestem uczniem Bogusławskiego, ale właśnie dlatego (pogrubienie ważne dla rozumienia istoty wolnomyślicielstwa) nie raz prowadziłem z nim uporczywe (aż po granice upierdliwości) spory merytoryczne, w których próbowałem jednak zrozumieć jego stanowisko, argumenty i zalinkowane artykuły, samemu przeciwstawiając temu swoje argumenty. To może zadziałać nawet przy dysproporcji w wiedzy, ale (to jest teraz skierowane dokładnie do Ciebie), gdy wykazuje się minimum szacunku dla dyskutanta i dobrej woli przy próbie zrozumienia, o czym mówi.

Gdy zawiązuje się rozmowa, wówczas nie mowy o poddaniu, a wręcz kształtuje się przyjaźń, jednak umysłom zniewolonym religijnie - przyzwyczajonym do blasku autorytetów - trudno to oczywiście zrozumieć. Oni tylko potrafią z góry pouczyć, kto nie zna logiki, merytorycznie nie odnosząc się słowem do prezentowanych argumentów. W obliczu racjonalnych argumentów już tylko pięści na oślep idą w ruch, gdyż człowiek wierzący w autorytety nie umie rozmawiać i mamy tu w Twojej osobie najlepszy przykład...
17-01-2014 23:20 
 Ocena 6 na 6
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
> Nie można bez sprzeczności pomyśleć, że nie istnieje świat. Istnienie świata jest więc konieczne.<
Nie można bez sprzeczności pomyśleć, że nie istnieją choroby. Istnienie chorób jest więc konieczne.
Nie można bez sprzeczności powiedzieć że nie istnieje człowiek. Istnienie człowieka jest więc konieczne. Co będzie Panie Elasp z pańską modalnością, gdy słońce zgaśnie?
>Bóg nie jest przedmiotem należącym do świata, jest koniecznością świata. W tym znaczeniu jest pozaświatowy.<
Nawytykał Pan w wielu miejscach różnym osobom, brak znajomości logiki, a zdaje się że Pan ma z nią największe kłopoty.

1. Wprowadzenie.
Dowody na istnienie Boga, obojętne jakiego rodzaju i w jakiej formie, przedstawiane są jako znaki językowe. Niezależnie co ma się rozumieć pod pojęciem dowodu istnienia Boga, zawsze przedstawia on twór językowy. I jak w każdym tworze językowym , od początku jest wątpliwe czy odnosi się on do rzeczywistości. Czy przedmiotem dowodów na istnienie Boga jest egzystencja Boga, jest bardzo wątpliwe nie tylko z powodu jego specyficznego charakteru, ale stąd, że istnieją one jedynie w językowych wypowiedziach. To są wypowiedzi które będąc strukturą, być może w formie godnej najwyższego podziwu logiczną strukturą, jedynie z tego względu, nie mają żadnego odniesienia do rzeczywistości. Samymi słowami nie da się udowodnić że odnoszą się one do czegoś innego.
Pytanie, czy wyłącznie środkami językowymi można udowodnić egzystencję objektu leżącego poza językiem wpędza analizę dowodu istnienia Boga w brednie, mimo że jego negacja nie jest wyjściem.
Charakterystyczna jest tu sprzeczność że wychodząc z opisu Boga, można udowodnić jego egzystencję lub byłaby ona udowadnialna. Istnieje Bóg, to bez trudu można go opisać, nie istnieje - to na czym opiera się jego opis? Opis ten nie może się w tym przypadku powołać na Boga. Ten opis jest pusty, nie opisuje nic. Czy dane pojęcie jest opisem i co ono opisuje, staje się dopiero jasne gdy mamy Designatum. Tutaj ten przypadek nie zachodzi. Dlatego jest bezsensowne, w punkcie wyjścia umieszczać pojęcie lub imię Boga.
Ale nie tylko z tego powodu nie można tak się zachowywać. Opisać X jako y, żeby z y wyprowadzić że X istnieje, jest niespójne i stąd fałszywe.
Gdyby dowody istnienia Boga traktowały o jego egzystencji, musiałoby zdanie o jego egzystencji przyjąć formę:

Zachodzi ten przypadek, że Bóg istnieje ∨x Dx

Tego się nie da ominąć. Zdanie w takiej formie jest w każdym razie empiryczne. Jego wartość prawdy nie można ustalić ani analitycznie ani logicznie. Gdy dowód istnienia Boga miałby to zdanie jako konkluzję, to z tego powodu nie byłoby ono jeszcze prawdą. Czy zdanie to odnosi się do egzystencji obiektu nie ma nic wspólnego z tym, że wynika ono logicznie z przesłanek. Być konkluzją i mieć powiązanie z rzeczywistością, nie są tym samym.
Załóżmy że dowody istnienia Boga traktują o jego egzystencji; pozostaje dręczący problem, jaką wartość logiczną ma zdanie ∨x Dx. Chciałoby się żeby było ono prawdą, ale na czym ma się ta prawda opierać? Jeżeli zdanie o egzystencji Boga logicznie jest nierozstrzygalne, dlaczego się logicznie argumentuje? Jeżeli skopos zdania o egzystencji jest prawdą, to nie potrzeba żadnej dedukcji bo przez dedukcję się jej nie osiągnie. Jest przeciwnie, to prawdziwość zdania o egzystencji Boga wynika z logicznej argumentacji; egzystencja ta nie staje się przez to prawdą. Dlaczego w odniesieniu do egzystencji Boga, który bez wątpienia dla każdej religii jest niezbywalnym pytaniem, argumentują znaczący myśliciele tylko logiką? Akurat przy egzystencji uciekają do logiki. Opuszczają teologię, filozofię, opuszczają wiarę i ufność, żeby przedstawić argument , który najwyraźniej coś dostarcza, czego nie potrafią dostarczyć ufność i wiara. Akurat im, teologia nie wystarcza. Odpowiedź jest prosta. Logika dostarcza prawdę, teologia i wiara nie.
"Poza logiką wszystko jest przypadkiem"(WITTGENSTEIN TLP 6.3.)
Dlatego tworzy się dowody istnienia Boga. Deklaracja: "Wierzę, że Bóg istnieje" jest przede wszystkim dla wielkich teologów i filozofów niewystarczająca.
W świadomości że jest ona absolutnie niewystarczająca w odniesieniu do prawdy, znajdują oni motyw do tworzenia dowodów istnienia Boga. W tym celu, żeby mieć możliwość połączenia prawdziwych zdań z pojęciem "Bóg", zdań w które nie tylko się wierzy że są prawdziwe, ale faktycznie są prawdziwe. W tych konstruowanych dowodach istnienia Boga nie chodzi o jego egzystencję tylko o prawdziwość zdań powiązanych razem ze sobą. Chodzi o logikę, do której nie odwoływano by się , gdyby nie widziano w niej wyższej, udowadnialnej prawdy, gdyby nie widziano
w niej lepszego, być może poszukiwanego, ostatecznego rozwiązania .
Taki stan rzeczy wynika z przedstawionych, obowiązujących dedukcji, zawierających wyrażenie "Bóg". Towarzysząca temu metafizyka, do której odwoływali się w swoich dowodach AUGUSTYN, ANSELM, TOMASZ, GÖDEL, w ogóle nie jest do tego potrzebna.
Logiczna prawda jednej z proponowanych jako dowód istnienia Boga dedukcji, jest prawdą wynikającą z formy stojących ze sobą w związku zdań. Bez względu na to, jak wyglądałby ten przypadek gdyby pominąć te powiązania, pomijając jakiekolwiek odniesienie do rzeczywistości
i niezależnie od tego czy Bóg istnieje. Dlatego dowód istnienia Boga jest również prawdziwy gdy Bóg nie istnieje. Powiedzieć, dowód istnienia Boga jest logicznie poprawny, oznacza, że jest on prawdą , nawet jeżeli Bóg nie istnieje.
Ma to daleko idące konsekwencje dla analizy dowodów istnienia Boga. Nie mogą one mówić o egzystencji, dlatego że są logiczną prawdą.
Ten punkt widzenia prowadzi do KANTA który pokazał, bez manipulacji, że dowody istnienia Boga nie dowodzą jego egzystencji. Nie wykazał tego za pomocą logicznej analizy scholastycznych argumentów , tylko poprzez krytykę interpretacji egzystencji.


[Załącznik]


Piorunochrony na kociołach są najwyższym votum nieufności wobec Boga.
18-01-2014 12:33 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

1. Kto, jeśli można wiedzieć, jest autorem opracowania, które podaje Pan w załączniku?

2. Można pomyśleć bez sprzeczności, że nie istnieją choroby, ale nie można pomyśleć, że nic nie istnieje.

Aksjomat 1. Zdanie prawdziwe odnosi się do pewnego stanu rzeczy.
Aksjomat 2. Stany rzeczy są elementami świata.
Definicja 1. S=Świat, ∅=zbiór pusty,

1. Nic nie istnieje, tzn. S=∅. (hipoteza)
2. Zdanie "Nic nie istnieje" odnosi się do pewnego stanu rzeczy (na mocy aks. 1 i hipotezy 1),
3. Pewien stan rzeczy jest elementem świata (na mocy aks. 2),
4. Zatem nieprawda, że S=∅ (sprzeczność z hipotezą 1).
23-01-2014 12:27 
 Ocena 4 na 4
chesterx (739 punktów)
(zablokowany)
>Istnienie czerwieni nie jest więc wcale wykazane.
Ależ jest wykazane. Barwa czerwona to nic innego, jak fala elektromagnetyczna o okreslonej długości fali, którą oko ludzkie rejestruje, gdy substancja, którą pokryty lub z której zbudowany lub którą zawierający jest dany przedmiot, odbija falę o danej długości.
23-01-2014 22:56 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Ależ jest wykazane. Barwa czerwona to nic innego, jak fala elektromagnetyczna o określonej długości fali.

Gdzie zatem znajduje się ta fala, gdy doświadczamy czerwieni we śnie albo w czasie halucynacji, kiedy do oka nie wpada żadne światło?
25-01-2014 11:38 
 Ocena 2 na 2
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)

> Gdzie zatem znajduje się ta fala, gdy doświadczamy czerwieni we śnie albo w czasie halucynacji, kiedy do oka nie wpada żadne światło?

No, jest zapamiętana w pamięci człowieka, na poziomie behawioralnym przynajmniej. Jak to do końca działa ludzkość jeszcze do końca nie wie.

Faktem jest jedynie, że nie mogłaby się tam znaleźć, o ile nie zostałaby zaobserwowana normalnie.


Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
24-01-2014 00:39 
 Ocena 3 na 3
setarkos (10757 punktów)
> Barwa czerwona to nic innego, jak fala elektromagnetyczna o okreslonej długości fali
Dokładniej rzecz biorąc poszczególne barwy należy przypisać częstotliwości fali elektromagnetycznej (a nie długości).
Przykładowo papier fotograficzny nie naświetla się przy czerwonej żarówce, a przy żółtej tak. Zanurzenie odbitki w wywoływaczu nie chroni jej przed barwą żółtą, pomimo że długość fali w roztworze rośnie znacząco (proporcjonalnie do spowolnienia światła). Za to częstotliwość f fali e-m zostaje zachowana, i to właśnie związana z nią energia (E=hf) stanowi istotną miarę odróżniania barw.

Zatem 'szufladka o nazwie czerwień' ma swe uzasadnienie w doświadczeniu energetycznym (zresztą oko działa podobnie - 'twardsze' barwy wywołują inne reakcje niż 'miękkie' czerwonawe - w dnie oka nie mamy nanometrycznych suwmiarek, lecz fotochemiczne reakcje)).
25-01-2014 00:05 
 Ocena 1 na 1
chesterx (739 punktów)
(zablokowany)
Ale zdaje się f=1/lambda...
EDIT:OK, chyba już zaczynam rozumieć
13-01-2014 02:21
 Ocena 10 na 10
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)
>Co to znaczy że czegoś nie ma? Mamy zamknięte pudełko, symbolizuje ono obszar naszej niewiedzy,
>dotyczy to makroświata jak i mikroświata. Czy stwierdzenie, że nie ma w nim złota, jest wiedzą czy
>przekonaniem?

Ja tam bym otworzył pudełko, ale mnie to jakichś głupot na tej uczelni uczą.

>Pudełko zostało przebadane wykrywaczem metalu, który niczego nie wykrył, czy to
>oznacza że w pudełku nie ma złota? Pewności nie ma, bo wykrywacz ma swoją czułość, zawsze skończoną.
>Czułość przyrządu - słowa kluczowe, do tego zaraz wrócę. Wiemy teraz tylko tyle, że złota nie może
>być dużo.

Należy więc zbudować lepszy wykrywacz. Kompletnie poronione jest domniemywanie o czymś, o czym kompletnie się nic nie wie.

>I teraz temat Boga:
>Wiemy, że nie ma raczej technicznego przyrządu zdolnego wykryć Boga, ze względu na niematerialny
>charakter obiektu.

A jaśnie oświecony Pan wie coś już o tym Bogu a priori. No no, niebywałe

>Jedyny przyrząd który może tego dokonać, to jest chyba tylko ludzki umysł.
>Umysł
>nie jest materią, nie można wskazać palcem, to jest umysł. Nie ma czegoś takiego w sensie
>materialnym, a przecież każdy się zgodzi że coś takiego istnieje.

Istnieje zdolność mózgu człowieka do przetwarzania danych. Czy nazwiemy to umysłem, świadomością, czy kanapką z szynką nie zmieni faktu, że jest to jedynie własność. Sam umysł nie jest detektorem niczego.

>Czyli mamy dwa byty z tej samej
>parafii, przy czym o jednym z nich niczego nie wiemy na pewno, jedynie wierzymy albo nie wierzymy.

Że niby co, umysł chce Pan z Bogiem zrównywać ? Tu kolejność jest odwrotna, bo mamy obserwowalną zdolność homo sapiens do przetwarzania danych, której nadajemy pewną nazwę (umysł). Z Bogiem to jest kompletnie w drugą stronę, bo najpierw ktoś go postuluje, a potem dobudowuje do niego niego nie wiadomo co.

>Spróbujmy teraz powykrywać - ateiści jak i wierzący "odpalili" przyrządy.

I nic nie wykryli, bo dobrze działający umysł nic nie wykrywa. Jak wykrywa - zapraszam do psychiatry.

>Jeden "mały drobiazg" z natury zmysłów, faktem jest że jak ktoś traci na którymś z pól
>zmysłowości to zyskuje na innym (głuchy ma lepszy wzrok, niewidomy zyskuje lepszy słuch), odwrotnie
>też to działa.

To gdzie jest narząd zmysłu wykrywania Boga ? Bo jak znowu powiesz, że w umyśle, to mi wskaż, gdzie masz umysł.

>Ateista poszerzając pole rozumowe czasem do monstrualnych rozmiarów, traci czułość na
>polu odczuć głębokich, które są akurat niezbędne przy wykrywaniu Boga...

Myli się Pan niebywale, po pierwsze postulując, że ateizm od razu implikuje rozumowe poznanie świata (co jest nietrafione, bo wśród ateistów spotka Pan idiotów i geniuszy), a po drugie, rozumowe poznanie świata i wszechświata uczula na świat i rodzi coraz więcej pytań.

>Przy czym choroba nie koniecznie oznacza coś niepożądanego. Może być naturalną fazą przejściową do
>stanów lepszych niż obecne. Czasem trzeba coś zniszczyć by powstało coś nowego, lepszego.

Pozbądźmy się tego szkodliwego memu boga.

Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
ZXfi (176 punktów)
Nie mam siły aby odpowiedzieć każdemu, jestem raczej z tych zamyślonych niż aktywnych społecznie. Wiedzcie że nie jesteście nieomylni, tak jak i ja nie jestem. Widzę błędy w wypowiedziach, ale nie jestem w stanie się rozpisać. Wybaczcie, ale nie porozmawiamy sobie, będę jedynie o tym nadal rozmyślał. Ogólnie dzięki za zainteresowanie, a przesadzacie z tymi minusami. No niestety żeby się przebić w dzisiejszych czasach trzeba być kontrowersyjnym...
Po prostu trudno mi uwierzyć, że ze wszystkich ludzi żyjących we wszystkich czasach, akurat ateiści znają największą prawdę. Nie wykluczam tego, ale nie mogę się na to zgodzić bez jasnego dowodu. Nie potrafię zignorować uczucia, a czuję że to nie może być przypadek, że istnieje rozum zdolny nawet stwarzać wszechświaty. Widzę co tworzy człowiek i takie odczucie rodzi się samoistnie, bez wspomagania ze strony religii. Zobaczcie jak wiele może ludzki umysł we śnie, a ile na jawie, a co mógłby umysł choćby o jeden poziom bardziej rozwinięty... Jak można w ogóle myśleć, że jesteśmy pierwsi świadomi rozumni w calutkim wszech kosmosie?
No może z tą chorobą nieco przesadziłem. Pogląd jak każdy pogląd kiedyś przeminie wraz z pojawieniem się szerszej wiedzy.
13-01-2014 07:53 
 Ocena 12 na 12
Meretseger (61860 punktów)
>Wybaczcie, ale nie porozmawiamy sobie
To po co zakładasz wątek na forum dyskusyjnym? Żeby sobie potrollować?
Bardzo rzadko stawiam minusy, ale Ty zasłużyłeś sobie jak mało kto.
13-01-2014 10:19 
 Ocena 7 na 7
Paul Figura (1368 punktów)
>>Wybaczcie, ale nie porozmawiamy sobie
>To po co zakładasz wątek na forum dyskusyjnym? Żeby sobie potrollować?

Wydaje mi się, że kolega "ZXfi" jak każdy inny człowiek szuka akceptacji swoich poglądow.Zakładajac nowy wątek na forum który, z oczywistych przyczyn nie miał żadnych szans na powodzenie poczuł sie odrzucony.

>Bardzo rzadko stawiam minusy.

Ponieważ masz zbyt miękkie serce (śmiech) i za to cię bardzo lubię.

29-01-2014 21:18 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Ponieważ masz zbyt miękkie serce (śmiech) i za to cię bardzo lubię.

Nie wiem czy słyszałeś, jak to z tym miękkim sercem bywa (akurat Meret jest tu wyjątkiem, co obala słuszność tego twierdzenia w każdych warunkach)

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
13-01-2014 09:25 
 Ocena 15 na 15
Ratatoskr (4439 punktów)
>Po prostu trudno mi uwierzyć, że ze wszystkich ludzi żyjących we wszystkich czasach, akurat ateiści znają największą prawdę.

A jesteś w stanie uwierzyć, że ze wszystkich ludzi żyjących we wszystkich czasach (i przeważnie uznających Słońce za boga) to akurat my znamy na jego temat największą prawdę, uznając je za wielki piec termojądrowy, skoro większość ludzi we wszystkich czasach (a nawet i dzisiaj) nie ma nawet pojęcia, czym są reakcje termojądrowe?
14-01-2014 01:24 
 Ocena 1 na 1
ZXfi (176 punktów)
Dość mocne. Ale miałem kiedyś sen, przyglądałem się w nim jakiemuś skomplikowanemu urządzeniu, naprawdę złożoność była niesamowita, a dopiero po przebudzeniu okazało się, że to urządzenie naprawdę nie istnieje, tylko wytworzył je umysł. Także poznanie Słońca w sposób zmysłowy nie gwarantuje w stu procentach czym te reakcje termojądrowe mogą być w rzeczywistości. Może to tylko kawałek kodu matrixa
13-01-2014 12:51 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Nie mam siły aby odpowiedzieć każdemu,
Tak, to widać, ale może warto najpierw zapoznać się z forum - z tematami i uczestnikami różnych dyskusji. Na górnym pasku menu jest wyszukiwarka, która ogromnie to ułatwia.

>jestem raczej z tych zamyślonych niż aktywnych społecznie.
No i widzi Pan jak pozory mylą, z Pańskiej wypowiedzi zdaje się sądzić odwrotnie.
Wlazł Pan tu i od pierwszej wypowiedzi zaczął się wymądrzać i pouczać innych. Nikt z nas Pana do ateizmu nie namawia, tym bardziej, że odrzucenie nadprzyrodzoności ma przeróżne formy. www.racjon(*).php/z,0/d,22/s,492101#w514189

>Wiedzcie że nie jesteście nieomylni, tak jak i ja nie jestem.
Ależ Szanowny Panie, my swoją omylność z góry zakładamy. Tak, szukamy, błądzimy i jesteśmy omylni - tylko na trochę innym poziomie. Ot parę książek przestudiowanych. Czy Pan myśli, że Hawking wie jak wszechświat jest zbudowany? Nie, on też poszukuje odpowiedzi, tylko w tych poszukiwaniach wychodzi z innego poziomu wiedzy naukowej.
I co? I Pan chciałby mu swoją podpowiedź podrzucić, gdyż obaj jesteście omylni?

>Widzę błędy w wypowiedziach, ale nie jestem w stanie się rozpisać.
Dokładnie jest to opisane przez psychologów zajmujących się fenomenem wiary. Wierzący zawsze mają lepsze argumenty od uczonych, tyle że nie są w stanie tak dobrze ich wyrazić. Dlatego z wiarą nie ma dyskusji.

>Wybaczcie, ale nie porozmawiamy sobie, będę jedynie o tym nadal rozmyślał.
Wybaczamy, gdyż uważamy, że to Pańska strata, natomiast gorąco polecamy inspirującą lekturę naszego forum, ale przeczytane ze zrozumieniem książki najlepiej rozwijają.

>No niestety żeby się przebić w dzisiejszych czasach trzeba być kontrowersyjnym...
Moim zdaniem, na naszym forum do "przebicia się" wiedza i mądrość wystarczą, a u Pana żadnej kontrowersyjności nie dostrzegam - raczej podstawowe braki w wiedzy pokrywane zadufaniem we własną rację.

>Po prostu trudno mi uwierzyć, że ze wszystkich ludzi żyjących we wszystkich czasach, akurat ateiści znają największą prawdę.
I słusznie. Na naszym forum najbardziej preferujemy nie teistów/ateistów, tylko ludzi w nic niewierzących (naukowo sceptycznych) i poszukujących samodzielnych odpowiedzi.

>Nie wykluczam tego, ale nie mogę się na to zgodzić bez jasnego dowodu.
Dowodu na co? Na prawdę, czy na Prawdę?
Szanowny Panie racjonalni ateiści, na podstawie dorobku nauki, nie znajdują nawet najmniejszej naukowej przesłanki na istnienie nadprzyrodzoności, więc od strony naukowej (science) nadprzyrodzonością się nie interesują. Jak Pan zacznie uczyć się logiki to powiedzą Panu, że obowiązek dowodu leży na twierdzącym, a nie na przeczącym.

>Nie potrafię zignorować uczucia, a czuję że to nie może być przypadek, że istnieje rozum zdolny nawet stwarzać wszechświaty. Widzę co tworzy człowiek i takie odczucie rodzi się samoistnie, bez wspomagania ze strony religii. Zobaczcie jak wiele może ludzki umysł we śnie, a ile na jawie, a co mógłby umysł choćby o jeden poziom bardziej rozwinięty... Jak można w ogóle myśleć, że jesteśmy pierwsi świadomi rozumni w calutkim wszech kosmosie?
Niech Pan nie ignoruje, tyle tylko, że niech Pan nie narzuca swojej wiary innym:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,545469
www.racjonalista.pl/forum.php/s,518799
My swoich poglądów nie opieramy na odczuciach, tylko na dorobku wiedzy naukowej.

>No może z tą chorobą nieco przesadziłem.
Tak przesadził Pan. Wiara jest normą psychologiczną, to niewiara jest rzadkością. Racjonalny ateizm, któremu świat nadprzyrodzony nie jest do niczego potrzebnym występuje u ludzi poniżej promila populacji. Za Panem większość, a miliardy much nie mogą się mylić.

>Pogląd jak każdy pogląd kiedyś przeminie wraz z pojawieniem się szerszej wiedzy.
Jak Panu poglądy w konieczność własnej racji przeminą i zacznie Pan poszukiwać argumentów, to zapraszamy ponownie do racjonalnej dyskusji.

Miłego dnia.

@@@
.
13-01-2014 13:47 
 Ocena 5 na 5
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Wiedzcie że nie jesteście nieomylni, tak jak i ja nie jestem.
Alboż ktoś tu nieomylność deklaruje? To zaś, iż ty nie jesteś to aż nadto widać.
>Widzę błędy w wypowiedziach, ale nie jestem w stanie się rozpisać.
Pewnie. Ja wiem co dokładnie trzeba zrobić żeby Polska pozbyła się dziury budżetowej, ale nie powiem.
>Ogólnie dzięki za zainteresowanie, a przesadzacie z tymi minusami. No niestety żeby się przebić w dzisiejszych czasach trzeba być kontrowersyjnym...
Nie widzę przesady w minusowaniu. Ponadto to co raczysz określać mianem kontrowersyjności to tylko ordynarny trolling.
>Po prostu trudno mi uwierzyć, że ze wszystkich ludzi żyjących we wszystkich czasach, akurat ateiści znają największą prawdę...
Zindoktrynowany jesteś i tyle. Religijne bajeczki bierzesz za rzeczywistość. Co niby świadczy o istnieniu stwórcy? Co oprócz religijnych koszałków-opałków możesz przeciwstawić nauce? Ponadto co niby ciężkiego do wyobrażenia jest w tym, iż jesteśmy sami w kosmosie?
>No może z tą chorobą nieco przesadziłem. Pogląd jak każdy pogląd kiedyś przeminie wraz z pojawieniem się szerszej wiedzy.
A ta szersza wiedza niewątpliwie wykaże, iż wszechświat spoczywa na skorupie wielkiego żółwia.

The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
14-01-2014 21:53 
 Ocena 3 na 3
Frank Holman (5897 punktów)
>Jak można w ogóle myśleć, że jesteśmy pierwsi świadomi rozumni w calutkim wszech kosmosie?

A który z forumowiczów w którymkolwiek momencie wyraził takie założenie i jaki ono ma związek z istnieniem boga (którego nota bene) ?
antyreligijna (25 punktów)
Nie karmić trolla
mrSpock (2845 punktów)
Ależ jesteś wobec tych bogów, których i my (większość z forum) jesteśmy. Tylko, że my poszliśmy o jednego bozię dalej...
14-01-2014 00:32 
 Ocena-1 na 3
ZXfi (176 punktów)
Skąd pewność że nie o jednego za daleko? W Nauce poszukuje się teorii wszystkiego, która zwiąże ze sobą wszystkie inne teorie, z bogami dzieje się podobnie. Ludzie na przestrzeni dziejów odnajdywali wiele korzeni aż wreszcie okazało się że wyrastają z jednego drzewa...
14-01-2014 01:34 
 Ocena 3 na 3
hamp (3461 punktów)
>Skąd pewność że nie o jednego za daleko?
Jak znajdziemy dowód, że poszliśmy "o jednego boga za daleko", to z chęcią się cofniemy. Wszak bogowie to nie mosty, żeby można ich za sobą palić.

>Żyjcie zdrowo, idę dalej, może kiedyś znowu odrobinę zatroluje
Ty również żyj w zdrowiu, niech niedane nam będzie zbyt szybko weryfikować empirycznie naszych przekonań dotyczących życia wiecznego
14-01-2014 15:38 
 Ocena 5 na 5
mrSpock (2845 punktów)
>Skąd pewność że nie o jednego za daleko? W Nauce poszukuje się teorii wszystkiego, która zwiąże ze sobą wszystkie inne teorie, z bogami dzieje się podobnie. Ludzie na przestrzeni dziejów odnajdywali wiele korzeni aż wreszcie okazało się że wyrastają z jednego drzewa...
>

Chyba nie widzisz podstawowej różnicy. Nauka zajmuje się faktami teologia zajmuje się wysysaniem z palca bzdur. Tak, więc nie zależnie jakich metafor nie użyjesz o drzewach pszczółkach czy czym tam innym bzdura zawsze pozostanie bzdurą
paganus (731 punktów)
Pode mną mieszka starsza pani, która kilka razy dziennie (codziennie) rozmawia przez telefon z "Ewą".
Ona (ta starsza pani) jest święcie przekonana, że Ewa "tam" jest.
Schizofrenia daje jej tę pewność.

* Wolność jest jak powietrze na szczycie góry. I jedno, i drugie - nie do zniesienia dla słabych. Ryunosuke Akutagawa
ZXfi (176 punktów)
No dobra, skoro zostałem już wrzucony do kosza, to spróbuję ocenić jakie są moje szanse wyjścia cało z ewentualnej dyskusji. Czy mam jakiś mocny argument? Mam odczucie. Nie mam dowodu którym mógłbym pomachać przed oczami niewierzącego i z satysfakcją stwierdzić: a nie mówiłem, myliłeś się, to ja mam rację... To odpada, skupię się więc na tym odczuciu. Co ja właściwie czuję? Czuję na plecach oddech rozumu przewyższającego mnie totalnie, i nie jest to rozum ludzki. Rozum ludzki nie jest zdolny by stworzyć taki na przykład mózg, jeszcze nie, długo długo nie. Mózg jednak istnieje, jakoś więc musiał powstać. No i powstaje, kierując się instrukcją przekazywaną z obiektu na obiekt. Czy ta instrukcja budowy mózgu, została wpuszczona w środowisko w całości, częściowo, czy startowała od zera? Oto jest Pytanie
Przyznam szczerze jestem za słaby intelektualnie by wikłać się w szczegóły tego zagadnienia, i czuję że gdybym to zrobił, to pewnie nie wyplątałbym się z tego do końca życia, a przecież jest całe mnóstwo ciekawych rzeczy jeszcze na świecie do poznania do zrobienia. Zbyt wiele mnie interesuje, nie jestem w stanie skupić się na szczegółach, wsadzić nos do mądrych ksiąg, ażeby znaleźć odpowiedz na owe Pytanie. Zresztą mnóstwo ludzi ugrzęzło w tych szczegółach, i jakoś porozumienia nie widać. Z tego wniosek że jakbym nawet zaglądną do polecanych książek/tekstów, nadal nie wiedziałbym jak jest. Może miałbym o czym pisać, ale do prawdy by mnie to nie przybliżyło. Wolę doświadczać eksperymentować na sobie. Zapewne wiele nie odkryje tym sposobem, ale przynajmniej będzie to wiedza żywa i prawdziwa do bólu, choć zupełnie niedowodliwa zewnętrznie. Chromolić to, nie mam szans. Żyjcie zdrowo, idę dalej, może kiedyś znowu odrobinę zatroluje
14-01-2014 09:08 
 Ocena 11 na 11
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Co ja właściwie czuję? Czuję na plecach oddech rozumu

To nie jest użyteczny opis, tylko poezja. Ale tak w ogole to wiesz, że odczucia mogą być złudne?

> Czy ta instrukcja budowy mózgu, została wpuszczona w środowisko w całości, częściowo, czy startowała od zera?
>Oto jest Pytanie

Na to "Pytanie" biologia ewolucyjna odpowiedziała już dawno, z detaliczną rozpiską krok po kroczku.
Przeczytaj sobie "Samolubny gen", nie uprzedzając się przewrotną tytułową metaforą ani nazwiskiem autora.
Wiele Twoich "Pytań" może się okazać łatwiejszymi do przeskoczenia, kiedy zrozumiesz jak działa ewolucja.

> Przyznam szczerze jestem za słaby intelektualnie by wikłać się w szczegóły tego zagadnienia

...ale nie na tyle słaby, żeby nie móc autorytarnie orzec, co rozum ludzki jest zdolny stworzyć, a czego nie?

> wiedza żywa i prawdziwa do bólu, choć zupełnie niedowodliwa zewnętrznie

Niestety, ale o prawdziwości swoich hipotez będziesz miał prawo się wypowiadać dopiero wtedy, kiedy będą "dowodliwe zewnętrznie". Do tego czasu możesz mówić w najlepszym razie o hipotezach właśnie, a w gorszym o przesądach.
14-01-2014 16:35 
 Ocena 2 na 2
paganus (731 punktów)
>Przyznam szczerze jestem za słaby intelektualnie by wikłać się w szczegóły tego zagadnienia, i czuję że gdybym to zrobił, to pewnie nie wyplątałbym się z tego do końca życia,Z tego wniosek że jakbym nawet zaglądną do polecanych książek/tekstów, nadal nie wiedziałbym jak jest. Może miałbym o czym pisać, ale do prawdy by mnie to nie przybliżyło. Chromolić to, nie mam szans. Żyjcie zdrowo, idę dalej, może kiedyś znowu odrobinę zatroluje

... ale mimo to i (lub) na wszelki wypadek - nadal wierzysz.


* Wolność jest jak powietrze na szczycie góry. I jedno, i drugie - nie do zniesienia dla słabych. Ryunosuke Akutagawa
14-01-2014 22:01 
 Ocena 3 na 3
Frank Holman (5897 punktów)
>Rozum ludzki nie jest zdolny by stworzyć taki na przykład mózg, jeszcze nie, długo długo nie. Mózg jednak istnieje, jakoś więc musiał powstać. No i powstaje, kierując się instrukcją przekazywaną z obiektu na obiekt. Czy ta instrukcja budowy mózgu, została wpuszczona w środowisko w całości, częściowo, czy startowała od zera? Oto jest Pytanie

A jak osoby takie jak TY tłumaczą sobie, te faktyczne różnice w zakresie działania mózgów u różnych zwierząt, u których ten organ działa całkiem sprawnie w różnych aspektach, ale jednak nie tak doskonale jak u ludzi (np. pies, kot, szympans, delfin, słoń itp. itd.). Nie ma tu przecież ani żadnej nieredukowalnej złożoności, ani istotnych odmienności w sposobie działania.
15-01-2014 04:48 
 Ocena 1 na 1
ZXfi (176 punktów)
To jacyś tacy jak ja istnieją? To pocieszające
Ja nie tłumaczę, ja liczę na błędy nauki, pozostawione furtki, dzięki którym mogą przychodzić wszystkie inne obce myśli nie po jedynie słusznej linii, dotyczy to też religii. Dzisiaj mógłbym coś tam sobie wytłumaczyć tak, a jutro inaczej, a odczucie i tak się nie zmienia. Tylko do końca nie wiem co dokładnie czuję. I to jest mój problem, trwający zresztą już wiele lat.
15-01-2014 06:11 
 Ocena 2 na 2
Frank Holman (5897 punktów)
>To jacyś tacy jak ja istnieją? To pocieszające
>Ja nie tłumaczę, ja liczę na błędy nauki, pozostawione furtki, dzięki którym mogą przychodzić wszystkie inne obce myśli nie po jedynie słusznej linii, dotyczy to też religii. Dzisiaj mógłbym coś tam sobie wytłumaczyć tak, a jutro inaczej, a odczucie i tak się nie zmienia. Tylko do końca nie wiem co dokładnie czuję. I to jest mój problem, trwający zresztą już wiele lat.
>
No dobrze, jak dziś sobie to tłumaczysz. Za tydzień, jak zmienisz zdanie, napisz nowe tłumaczenie. Chętnie będę śledził wątek.
15-01-2014 21:05 
 Ocena 1 na 1
ZXfi (176 punktów)
Mam wytłumaczyć skąd dodatkowa jakość w człowieku, skoro z tej samej gliny ulepiony co zwierzę?
Z tego co da się z łatwością zaobserwować, rozbudowany jest język u człowieka. Język stanowi podstawę rozumu, i bez języka rozum nie startuje. Mózg bez języka to jak muzyka bez tytułu. Można słuchać, cieszyć się nią, ale nic ponad to. Kot nic nie zrobi z obrazem myszy, póki go nie nazwie, jedynie reaguje według programu, w tym przypomina robota. Gdybyśmy się pozbyli języka, bylibyśmy dokładnie tacy jak inne zwierzęta. Nie przeczę, że język wynikł z wyjątkowo wielkiego skomplikowania się materii mózgowej. Ja swoją uwagę głównie skupiam na samym ja, czyli na obserwatorze dowolnego procesu. Człowiek zwykle nie jest świadomy, jak wielki może być to obserwator, jak wielkie możliwości ma w mąceniu/zmianie/programowaniu procesów. Przeważnie myśli że ograniczony jest tylko do mózgu ludzkiego, a tymczasem może być filarem całego kosmosu... nie słoniem
15-01-2014 21:18 
 Ocena 10 na 10
liliac (147340 punktów)
>Mam wytłumaczyć skąd dodatkowa jakość w człowieku, skoro z tej samej gliny ulepiony co zwierzę?
>Z tego co da się z łatwością zaobserwować, rozbudowany jest język u człowieka. Język stanowi podstawę rozumu, i bez języka rozum nie startuje.

Ach. No OK, język... Rzeczywiście, w przypadku niektórych zwierząt język przyczynia się do fascynujących obserwacji...

Cytat:
Najbardziej spektakularnych przykładów oszustwa taktycznego dostarczają naczelne. Gorylica Koko, bodaj najsłynniejsze przedstawicielka tego gatunku, została nauczona języka migowego i używa go do komunikacji z ludźmi. Któregoś razu uszkodziła zlew, wyrywając z niego metalowy element. Gdy pojawił się opiekun, zakomunikowała, że "zrobił to kot" i wskazała niewinne zwierzę jako winowajcę.


"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
15-01-2014 21:26 
 Ocena 3 na 3
szarley (54911 punktów)
Rzeczywiście, w przypadku niektórych zwierząt język przyczynia się do fascynujących obserwacji...[/url]
> Cytat:
Najbardziej spektakularnych przykładów oszustwa taktycznego dostarczają naczelne. Gorylica Koko, bodaj najsłynniejsze przedstawicielka tego gatunku, została nauczona języka migowego (...) .


Znam naczelne które mają lepszy "bajer". Zarówno samce jak i samice , ale zapewne lepsza połowa mojego małżeństwa, nie pozwoli mi zademostrować Ci osobiście oszustwa taktycznego

Duży uśmiech dla Ciebie
15-01-2014 22:55 
 Ocena 2 na 2
Frank Holman (5897 punktów)
>Mam wytłumaczyć skąd dodatkowa jakość w człowieku, skoro z tej samej gliny ulepiony co zwierzę?
>Z tego co da się z łatwością zaobserwować, rozbudowany jest język u człowieka. Język stanowi podstawę rozumu, i bez języka rozum nie startuje. Mózg bez języka to jak muzyka bez tytułu. Można słuchać, cieszyć się nią, ale nic ponad to. Kot nic nie zrobi z obrazem myszy, póki go nie nazwie, jedynie reaguje według programu, w tym przypomina robota. Gdybyśmy się pozbyli języka, bylibyśmy dokładnie tacy jak inne zwierzęta. Nie przeczę, że język wynikł z wyjątkowo wielkiego skomplikowania się materii mózgowej. Ja swoją uwagę głównie skupiam na samym ja, czyli na obserwatorze dowolnego procesu. Człowiek zwykle nie jest świadomy, jak wielki może być to obserwator, jak wielkie możliwości ma w mąceniu/zmianie/programowaniu procesów. Przeważnie myśli że ograniczony jest tylko do mózgu ludzkiego, a tymczasem może być filarem całego kosmosu... nie słoniem
>
No ale przecież inne zwierzęta też się komunikują za pomocą języka, tylko nie jest on tak rozwinięty jak u ludzi. Po raz kolejny nie ma tzw. nieredukowalnej złożoności.
16-01-2014 02:47 
 Ocena 1 na 1
ZXfi (176 punktów)
>No ale przecież inne zwierzęta też się komunikują za pomocą języka, tylko nie jest on tak rozwinięty jak u ludzi. Po raz kolejny nie ma tzw. nieredukowalnej złożoności.

Wydawało mi się, że uwzględniłem redukowalność złożoności. Wspomniany obserwator odpowiada za nieprzypadkowość procesów, a sam proces może od zera rozciągać się do nieskończoności. Od pierwszego klocka do całej budowli, po kolei i stopniowo. Skracając już to moje prymitywne pisanie Ewolucja nie działa na oślep.
16-01-2014 06:41 
 Ocena 6 na 6
Frank Holman (5897 punktów)
>>No ale przecież inne zwierzęta też się komunikują za pomocą języka, tylko nie jest on tak rozwinięty jak u ludzi. Po raz kolejny nie ma tzw. nieredukowalnej złożoności.
>Wydawało mi się, że uwzględniłem redukowalność złożoności. Wspomniany obserwator odpowiada za nieprzypadkowość procesów, a sam proces może od zera rozciągać się do nieskończoności. Od pierwszego klocka do całej budowli, po kolei i stopniowo. Skracając już to moje prymitywne pisanie Ewolucja nie działa na oślep.
>
Czyli o ile dobrze zrozumiałem, istotą tak rozumianego przez Ciebie Inteligentnego Projektu jest to, że ewolucja i te wszystkie mniej doskonałe "stadia pośrednie" były niezbędne, aby mógł na końcu rozwinąć się człowiek, jako istota doskonała, filar kosmosu.
Dwa gwoździki do tej tezy:
1. (większy gwoździk) Większość z ww. zwierząt nie stanowi stadium pośredniego na drodze ewolucji człowieka, są na słynnym drzewie gałęziami zupełnie w innych miejscach*.
2. (maluteńki gwoździk) Jak to się ma do doskonałości i wszechmocy Boga, że musi się tak "ograniczać" zasadami ewolucji.

______
* Biorąc pod uwagę systematyczne okresy wymierań i ich skutki, prędzej można by pomyśleć, iż takie np. Delfiny, to czekają na swoją szansę tworzenia cywilizacji po wymarciu ludzi.
16-01-2014 21:46 
 0 na 2
ZXfi (176 punktów)
Człowiek to tylko kupka kości, wody i coś tam jeszcze... Ja piszę o podmiocie - może tak będzie łatwiej zrozumieć. Podmiot może być filarem kosmosu, nie człowiek. Podmiot patrzy oczami zwierząt, ludzi, kosmitów, ... Jest niezniszczalny, nierozkładalny na części, i czas go się ni ima. Można to nazwać doskonałością. Czy jest wszechmocny? Przy tym nie będę się upierał, może jest może nie, nie jest to aż tak istotne. Nie było inteligentnego projektu. Ewentualny projekt mógł się pojawić dopiero gdy powstały złożone struktury, którymi ów podmiot się posługiwał. Kompletnie wszystko od zera, od pierwszych praw fizycznych, po filozofie na przyszłość w ludzkich/obcych głowach. Podmiot jest czysty, bezrozumny, bez grama wiedzy, więc jak miał stworzyć świat inaczej jak nie poprzez ewolucję materii?
No wiem, trochę to nie po panującym dogmacie, ale tak dzisiaj myślę.
17-01-2014 06:33 
 Ocena 2 na 2
Frank Holman (5897 punktów)
>No wiem, trochę to nie po panującym dogmacie, ale tak dzisiaj myślę.
Bynajmniej, ciekawa filozofia. Życzę udanych przemyśleń i proponuję je spisywać, aby nie dochodziło do sprzeczności.
Jeśli zaś o mnie chodzi, to ja się po prostu nie zajmuję takimi dywagacjami.
Mnie kręci poznawanie rzeczywistości wszechświata, Ciebie - poszukiwanie jego podmiotu filaru doskonałości. I fajnie.
lipschitz (1674 punktów)
Aby nie utracić odczuć głębszych proponuję korzystać z testów na inteligencję, gdzie po przekroczeniu ustalonej, niebezpiecznej dla odczuć głębokich wartości zbija się ją poprzez jakiś tam, także ustalony dla danej wartości okres bezmyślności - można dla przykładu mantrować 15 godzin na dobę, różaniec też nie będzie złym pomysłem. Gapienie się w niebo odradzam, szczególnie w bezchmurną noc, gdyż rozum może się niechcący uaktywnić.

Poza tym jednak kibicowałbym nauce, bo dzięki jej osiągnięciom może nie uda się stworzyć mózgu takiego jak ludzki, ale powinno się udać zmniejszyć jego masę, dzięki czemu odczucia głębi będą dominować już na zawsze.

Swoją drogą masz złe informacje dotyczące wyostrzania się jednych zmysłów, kiedy nie działają inne. Dla muzyka jest zdecydowanie lepiej kiedy posiada słuch i wzrok niż kiedy posiada tylko słuch, co powinieneś odkryć choćby w ten sposób, że wśród uznanych kompozytorów jest niewielu niewidomych. Podobnie w malarstwie czy fotografii nie dominują głusi, a co powinno być raczej normą gdybyś miał rację. Człowiek bez rąk lepiej posługuje się w pewnych zadaniach nogami, stopami, ale gdyby w tej samej czynności miał się szkolić ktoś, kto ma ręce zyskuje przewagę, właśnie dlatego, że ma dodatkową pomoc, choćby przy podpieraniu się. Gdyby istniał bóg, raczej bardziej prawdopodobne będzie, iż głęboka duchowość wsparta wielkim rozumem jakoś nawiąże z nim kontakt niż, że zrobi to mały rozum. Ale jak na razie te większe rozumy nie nawiązują żadnej łączności a te mniejsze zmyślają i rysują obrazki.
Frank Holman (5897 punktów)
Nie ma żadnego znaczenia czy istnieje bóg, który na rzeczywistość nie wpływa i wobec tego faktu nie da się go wyczuć/wykryć". Ewentualne istnienie takiego boga jest nieistotne.
Christos (2696 punktów)
>Ateista to przeciętnie ktoś kto sporo myślał, sporo czytał, ma o wiele większy zasób wiedzy, w odróżnieniu od przeciętnego wierzącego, który wykazuje się wręcz dziecinną naiwnością.<
www.filmy-(*)em-czy-ludzkosc-stworzyla-boga[/url]
Jeśli odczuwasz wstręt do czytania i myślenia - obejrzyj.
23-01-2014 12:01Nie na temat
 Ocena 2 na 2
niestadny (2492 punktów)
Gdzież się podziałeś, o Autorze wątku cieszącego się rekordową popularnością?
Ile procent postów jest na temat?
Trza wyszarzać, wyszarzać, wyszarzać...

stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
24-01-2014 04:18 
 Ocena 2 na 2
ZXfi (176 punktów)
Zastanawiam się, jak zagiąć racjonalistę ze stali hartowanej
Ciekawe jak mózgowcy rozwiążą kiedykolwiek problem początku? Bo mamy chyba tylko dwie możliwości: Coś powstało z niczego albo, coś jest wieczne. Obie wcześniej czy później złamią każdy rozum, tak czuję
24-01-2014 14:10 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Zastanawiam się, jak zagiąć racjonalistę ze stali hartowanej
To proste jak pręt z takiej stali.
Trzeba być inteligentnym, mieć "otwartą głowę", bardzo dużo czytać ze zrozumieniem, oraz myśleć samodzielnie.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,562660#w563497
www.racjon(*).php/z,0/d,19/s,562660#w565630
www.racjon(*).php/z,0/d,53/s,511985#w522678

>Ciekawe jak mózgowcy rozwiążą kiedykolwiek problem początku?
Pan Parys przy udziale pana Brzostowskiego przemłócili już na naszym forum ten problem dokładnie.
www.racjon(*).php/z,0/d,10/s,573743#w577076
www.racjon(*).php/z,0/d,10/s,573743#w577181

>Bo mamy chyba tylko dwie możliwości: Coś powstało z niczego albo, coś jest wieczne.
Proponuję - poza "czuję" - coś jednak poczytać. Nie wiemy na pewno, czy czas jest wiecznym?

>Obie wcześniej czy później złamią każdy rozum, tak czuję
Czyżby? Mnie odpowiedź nauki zupełnie satysfakcjonuje, choć oczywiście ciekawość poznania zadaje nam dalsze pytania.

Miłego dnia.

@@@
.
24-01-2014 16:51 
 Ocena 1 na 1
niestadny (2492 punktów)

Nauka nie daje odpowiedzi na pytanie o początek; daje hipotezy.


stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
24-01-2014 17:14 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Nauka nie daje odpowiedzi na pytanie o początek; daje hipotezy.
Proponuję jednak przed odpowiedzą na post zapoznać się z jego treścią.
Jakoś dziwnie mi się wydaje, iż to tam dosyć dokładnie opisałem.
www.racjon(*).php/z,0/d,10/s,573743#w577076

PS. Jak Pan zechciał wyżej zauważyć, to nie samo odezwanie się w dyskusji jest ważne - równie ważne jest aby było ono na temat.

Miłego dnia.
27-01-2014 00:15 
 Ocena 1 na 1
ZXfi (176 punktów)
> Mnie odpowiedź nauki zupełnie satysfakcjonuje, choć oczywiście ciekawość poznania zadaje nam dalsze pytania.

Ja oczekuję odpowiedzi która zwali z nóg, a kiedy już się podniosę, to nie będę miał więcej pytań o to z czego i dlaczego Dopóki pojawiają się kolejne pytania, problem został wyjaśniony tylko pozornie.
Mam wrażenie, że nie da się zrozumieć tego co posługuje się rozumem. Bo to tak jakby komputer chciał zrozumieć programistę - wystarczy przenieść to o poziom wyżej. Książka, pisarza nie zrozumie, choćby nawet zjadła całą swoją treść To co ożywiło całość istnienia, napisało i człowieka. Nieważne jak to coś nazwać, ważne co jest nad a co pod. Co czemu podlega, co czym włada, i co jest pierwsze.
27-01-2014 00:38 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Ja oczekuję odpowiedzi która zwali z nóg, (...)
>Mam wrażenie, że nie da się zrozumieć tego co posługuje się rozumem. Bo to tak jakby komputer chciał zrozumieć programistę - (...)
Proponuję zanim doczeka się Pan "zwalenia z nóg", trochę poczytał poważnych pozycji książkowych, a na naszym forum zaczął od dyskusji zapisanych w archiwum: www.racjonalista.pl/forum.php/s,546248/z,0

Miłego dnia.

@@@
.
24-01-2014 16:46 
 Ocena 1 na 1
niestadny (2492 punktów)

>Ciekawe jak mózgowcy rozwiążą kiedykolwiek problem początku? Bo mamy chyba tylko dwie możliwości: Coś powstało z niczego albo, coś jest wieczne.

Nie rozwiążą.
Prawda jest jedna, ale nie zna jej nikt. Pozostaje wiara/niewiara.
Wiara i niewiara w jednym stoją domu.

stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
pielgrzym (264 punktów)
(zablokowany)
Więc można to ująć tak:

1. czy wierzę jeszcze w Świętego Mikołaja który przynosi prezenty??? nie wierze!!!

2. czy moje sześcioletnie dziecko wierzy w Świętego Mikołaja co przynosi prezenty? tak wierzy choć do końca nie jestem pewien.

3. czy kiedyś wierzyłem w Świętego Mikołaja? tak wierzyłem

A co się stało że już nie wierzę w Świętego Mikołaja?, dorosłem i sam musze kupować prezenty!!!

Nauka niestety nie opracowała jeszcze takiego przyrządu, miernika czy jak to nazwać, który mógłby określić czy w pudełku jest Bóg czy go nie ma. Obawiam się jednak, że gdyby taki miernik powstał, to wierzący i tak ten pomiar by negowali, bo ich receptory mózgowe mówią że w pudełku jest Bóg.

Bez krytyczna wiara w Boga, jest chorobą umysłową, w wielu przypadkach nie uleczalną. Jak można wierzyć w Dobrego Boga, stworzyciela wszelkiego szczęścia, nie przyjmując faktów, że Wszechmocny poza dobrem stworzył również zło!!!

Przykład z życia: jestem ojcem dwójki dzieci, Bóg jest ojcem wszystkich ludzi. Jak to ojciec dbam o swoje dzieci, chcę im zapewnić jak najlepsze życie, a co robi Ojciec wszechmogący?. Przyjmijmy, że z jakiegoś powodu moje dzieci chcą się na wzajem pozabijać, co robię, ano biorę jedno i drugie za przysłowiowy łeb i godzę. Co robi Bóg Ojciec?, trwa wojna, ludzie zabijają ludzi ( dzieci boże zabijają inne dzieci boże ), a Bóg Ojciec spokojnie sobie na to spogląda - jako rodzic jest złym rodzicem.

Tak, wiem wierzący mają jedno, jedyne uzasadnienie takiej sytuacji, przecież Bóg dał nam wolną wolę, tylko jak on może na to patrzeć i nic nie robić, jest przecież wszechmogący - Nie Rozumiem tego dobra.
23-01-2014 20:00 
 Ocena 1 na 1
hagi (2 punktów)
(zablokowany)
>Tak, wiem wierzący mają jedno, jedyne uzasadnienie takiej sytuacji, przecież Bóg dał nam wolną wolę, tylko jak on może na to patrzeć i nic nie robić, jest przecież wszechmogący - Nie Rozumiem tego dobra.

Wiele robi, aby nas zmienić. Tylko my niewiele robimy, aby się zmienić.
23-01-2014 20:16 
 Ocena 3 na 3
pielgrzym (264 punktów)
(zablokowany)
>>Tak, wiem wierzący mają jedno, jedyne uzasadnienie takiej sytuacji, przecież Bóg dał nam wolną wolę, tylko jak on może na to patrzeć i nic nie robić, jest przecież wszechmogący - Nie Rozumiem tego dobra.
>Wiele robi, aby nas zmienić. Tylko my niewiele robimy, aby się zmienić.

No i nie zrozumiałeś!, dość często się z tym spotykam.

Mógłbyś/mogłabyś chociaż na chwile przyjąć że Bóg jednak nie istnieje???, tyko na chwilę???

Spróbuj, za chwile zwątpienia nie grozi sodoma i gomora!!!

Czy świat byłby gorszy bez istnienia Boga???,

Odpowiem Ci, byłby lepszy, bo pozbawiony możliwości odpuszczenia grzechów wierzącym - pamiętaj, mi ateiście nie wolo grzeszyć, bo nikt mi nie da odpuszczenia w przeciwieństwie do was katolików. I w taki sposób możecie grzeszyć do woli, bo zawsze możecie otrzymać to rozgrzeszenie - kwadratura koła!!!
23-01-2014 20:34 
 Ocena 1 na 1
hagi (2 punktów)
(zablokowany)
>Czy świat byłby gorszy bez istnienia Boga???,
Chyba bez wiary w Boga. Byłoby jak w korei północnej, gdzie wiara jest zabroniona.

>I w taki sposób możecie grzeszyć do woli, bo zawsze możecie otrzymać to rozgrzeszenie - kwadratura koła!!!
Pamiętaj, że rozgrzeszenie wiąże się z pokutą, a pokuta jest karą adekwatną do ciężaru grzechów. I mówię tu o pokucie od Boga, a nie księdza.
23-01-2014 20:41 
 Ocena 2 na 2
pielgrzym (264 punktów)
(zablokowany)
>>Czy świat byłby gorszy bez istnienia Boga???,
>Chyba bez wiary w Boga. Byłoby jak w korei północnej, gdzie wiara jest zabroniona.
>>I w taki sposób możecie grzeszyć do woli, bo zawsze możecie otrzymać to rozgrzeszenie - kwadratura koła!!!
>Pamiętaj, że rozgrzeszenie wiąże się z pokutą, a pokuta jest karą adekwatną do ciężaru grzechów. I mówię tu o pokucie od Boga, a nie księdza.
>
A czy w Korei północnej jest gorzej niż za czasów inkwizycji???, a pokuta 100 zdrowasiek to również super zadość uczynienie!!!

Skończymy tą dyskusję, nikt Was nie przekona że czarne to czarne a białe to białe - prawda?

Dobranoc,
24-01-2014 04:20 
 0 na 2
ZXfi (176 punktów)
Z tego co pamiętam, Bóg najpierw stworzył świat pozbawiony zła, ale człowiek chciał wiedzieć co to jest zło. No więc się dowiedział, czy już jest jasne? Ale nie pytaj mnie, po jaką chorobę te drzewo dobra i zła posadził... Musiał przecież wiedzieć, że Ewa jest słaba psychicznie i da się skusić, Adam też zresztą nie lepszy. A miało być tak pięknie. O czym myślał Bóg kiedy sadził to drzewo? Znając psychikę pierwszych ludzi, zapewne wiedział co się stanie, a mimo tego je posadził. Czy miał wtedy wizję świata lepszego od raju? To by wiele wyjaśniało... Może jednak prezent nie przynosi tak wielkiego szczęścia jak zbudowanie czegoś samodzielnie... Tak, to by wiele wyjaśniało Możliwe że to co ludzkość wraz z możliwymi kosmitami w przyszłości stworzy, będzie o wiele wspanialsze od pierwotnego raju.
24-01-2014 14:41 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Z tego co pamiętam, Bóg najpierw stworzył świat pozbawiony zła, ale człowiek chciał wiedzieć co to jest zło. No więc się dowiedział, czy już jest jasne? Ale nie pytaj mnie, po jaką chorobę te drzewo dobra i zła posadził... Musiał przecież wiedzieć, że Ewa jest słaba psychicznie i da się skusić, Adam też zresztą nie lepszy. A miało być tak pięknie. O czym myślał Bóg kiedy sadził to drzewo? Znając psychikę pierwszych ludzi, zapewne wiedział co się stanie, a mimo tego je posadził. Czy miał wtedy wizję świata lepszego od raju? To by wiele wyjaśniało... Może jednak prezent nie przynosi tak wielkiego szczęścia jak zbudowanie czegoś samodzielnie... Tak, to by wiele wyjaśniało
Bardzo ciekawe pytania?
www.racjonalista.pl/kk.php/s,2777
Choć warto tu pamiętać o tym:
www.racjonalista.pl/kk.php/s,280

> Możliwe że to co ludzkość wraz z możliwymi kosmitami w przyszłości stworzy, będzie o wiele wspanialsze od pierwotnego raju.
Na przykład komunizm.
Szanowny Panie, wszystkie utopie - nawet te najpiękniejsze jak chrześcijaństwo i komunizm - przyniosły tylko bezmiar zła dla ludzkiej rzeczywistości. Wszelka wiara w świętość (jedynosłuszność) doktryny ideologicznej niesie tylko zło. Chroń nas Panie Boże, przed wszystkimi fanatykami jakichkolwiek wiar. Nie istnieją żadne jedynie dobre i jedynie słuszne religie/ideologie, słusznym jest wątpić we wszystko, łącznie z własną racją.

Miłego dnia.

@@@
.
diogenes (42753 punktów)
>Wiemy, że nie ma raczej technicznego przyrządu zdolnego wykryć Boga,...

Jest jednak przyrząd, który pozwala krok po kroku zrekonstruować, jak owo pojęcie jest (w róznych obszarach życia człowieka) konstruowane i mistyfikowane.

Tym przyrządem jest myślenie i doświadczenie.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.

Wróć do listy wątków działu Bazgroły
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365