Racjonalista - Strona głównaDo treści
filozofia z kurnika

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
07-02-2013 11:17czarny_kot (3864 punktów)filozofia z kurnika
Ocena 8 na 8
W dyskusjach z moją babcią o Bogu, zazwyczaj pojawia się motyw "tak samo jak kura nie zrozumie człowieka, tak człowiek nie może pojąć Boga."

Jej argumentacja w pewnym sensie brzmi całkiem rozsądnie, pojedynczy człowiek nie może wszystkiego wiedzieć. Próbuję udowodnić, że ludzie w przeciwieństwie do kur gromadzą swoja wiedzę i nikt nie musi wszystkiego odkrywać od początku, jednak to jej nie przekonuje.

Jaki bym mogła przedstawić inny kontrargument?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

07-02-2013 11:27
 Ocena 18 na 18
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
O ile dobrze zrozumiałem, to że Bóg istnieje macie już z babcią ustalone, a kwestia dotyczy jedynie zrozumienia Jego działań. W takim razie przypomnij babci, że Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo, że nieraz z człowiekiem rozmawiał, a niektórym nawet dyktował swoje pamiętniki i biografię (tak powstało Pismo Święte). Z tego wynika, że człowiek nie może tak bardzo różnić się od Boga, jak kura od człowieka.

PS Kury nie muszą się uczyć jak żyć po kurzemu, mają to w genach.



Uwielbiam ludzi. Ich wygląd, ich sposoby myślenia, ich poglądy. Dlaczego? Bo uwielbiam się śmiać.
czarny_kot (3864 punktów)
>O ile dobrze zrozumiałem, to że Bóg istnieje macie już z babcią ustalone<

Wprost przeciwnie, nasze poglądy nie mogą się w tej kwestii bardziej różnić. Właśnie o to chodzi, że nie mogę twierdzić że nie istnieje, ponieważ swoim rozumem go nie ogarnę (wg. niej).
07-02-2013 15:10 
 Ocena 15 na 15
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> nie mogę twierdzić że nie istnieje, ponieważ swoim rozumem go nie ogarnę

Ależ jak najbardziej możesz twierdzić, jest to stwierdzenie w pełni uprawnione i wyraża aktualny stan wiedzy.
Ciężar dowodu spoczywa zawsze na tym, kto postuluje istnienie czegoś nieoczywistego - obiektu czy zjawiska.

Przez analogię - mógłbym sobie wymyślić jakąś potężną pozaziemską cywilizację, pod każdym względem bardziej zaawansowaną od naszej. Ale nie daje mi to podstaw, żeby mówić: "nie możecie twierdzić, że ona nie istnieje, bo jej nie ogarniacie rozumem". Ta cywilizacja oczywiście może sobie nawet gdzieś tam istnieć, ale dla nas, do czasu przedstawienia wiarygodnych dowodów, po prostu nie ma takiej sytuacji, w której założenie o jej istnieniu byłoby bardziej uprawnione niż (wyjściowe) założenie o nieistnieniu.

Jeżeli zacznę zbierać pieniądze na budowę lądowiska dla kosmitów, właściwą reakcją będzie popukanie się w głowę i wzruszenie ramionami. Jeżeli pójdę do przedszkola i zacznę opowiadać dzieciom, jacy wspaniali sa kosmici i co musimy robić, żeby zasłużyć na nagrodę którą dla nas przygotowali - należy mnie powstrzymać i odizolować. To chyba oczywiste...?
07-02-2013 16:28 
 Ocena 17 na 17
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Ciekawe, że najwięcej do powiedzenia na temat Boga zawsze mają ci, którzy jednocześnie uważają, że nie da się Go ogarnąć ludzkim rozumem.


Uwielbiam ludzi. Ich wygląd, ich sposoby myślenia, ich poglądy. Dlaczego? Bo uwielbiam się śmiać.
Unulfo (3273 punktów)
(zablokowany)

A właśnie, że nie ciekawe.

"Mój Boże! Jacy ci rozumni ludzie są głupi!" Beaumarchais
24-02-2013 12:05 
 Ocena 2 na 2
Domestos z Bidetu (6257 punktów)
>[color=#330000] W takim razie przypomnij babci, że Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo, że nieraz z człowiekiem rozmawiał, a niektórym nawet...

>...Z tego wynika, że człowiek nie może tak bardzo różnić się od Boga, jak kura od człowieka....

no tak ale Bóg to Ojciec Stworzyciel... wiec... upraszczając - zauważ - ojciec profesor, dyrektor, prezes, biskup, lub ADWOKAT - a syn np. kibol i podpalacz...
lub taki Frankenstein: ".....stworzenie idealnego człowieka. Jego eksperyment kończy się tragicznie - w miejsce ideału powstaje monstrum, wprawdzie inteligentne i wykazujące ludzkie odruchy, jednak nie potrafiące się odnaleźć w otaczającej rzeczywistości (ze względu na jego wygląd ludzie się go boją i uciekają albo go atakują). Stwór, podążając i prześladując swojego stwórcę w imię zemsty, doprowadza w końcu do śmierci najbliższych Frankensteina i jego samego."

tak więc nie zawsze efekt końcowy jest sukcesem....



link:


Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
mancziz (1830 punktów)
Hello Mary
07-02-2013 11:33
 Ocena 19 na 19
zupełna (2507 punktów)
"tak samo jak kura nie zrozumie
>człowieka, tak człowiek nie może pojąć Boga."

>Jaki bym mogła przedstawić inny kontrargument?

Piękny przykład. Można w ramach niedzielnego spaceru po kościelnego wybrać się Seniorką do pobliskiego sklepu z drobiem lub rożna. Tak jak człowiek z kurczakami tak bóg judeochrześcijański postępuje z ludzmi.
Może czas na rewoltę dla kur tj. ludzi ?
07-02-2013 12:03
 Ocena 21 na 21
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> "tak samo jak kura nie zrozumie człowieka, tak człowiek nie może pojąć Boga."

Dobre, niech szanowna Babcia nie omieszka tego powiedzieć księdzu, gdy podczas kazania zacznie pouczać co jest Bogu miłe, a co nie.

Takie kury to mają jednak łatwiej, nie dość że człowieka widzą i nawet mogą dotknąć - to jeszcze jego intencje są wyjątkowo czytelne...
07-02-2013 12:49 
 Ocena 3 na 3
czarny_kot (3864 punktów)
>> "tak samo jak kura nie zrozumie człowieka, tak człowiek nie może pojąć Boga."
>Dobre, niech szanowna Babcia nie omieszka tego powiedzieć księdzu, gdy podczas kazania zacznie pouczać co jest Bogu miłe, a co nie.

Świetne . Sama jej to powiem gdy stwierdzi że homoseksualizm/rozwody/nieświętowanie dnia świętego/... są niezgodne z boża wolą.
rysiek (4593 punktów)
Osobiście dałbym Babci spokój, skoro porównanie do kury jej wystarcza.
Skąd zatem założenie o istnieniu czegoś takiego jak Bóg? A jeżeli "nie może pojąć", to co uprawnia do wypełniania braku tej możności?
07-02-2013 12:46
 Ocena 18 na 18
diogenes (42753 punktów)
>W dyskusjach z moją babcią o Bogu, zazwyczaj pojawia się motyw "tak samo jak kura nie zrozumie człowieka, tak człowiek nie może pojąć Boga."

Kiedy babcia woła "cip, cip, cip", wszystkie kury zlatują się na to zawołanie. Biegnąc wiedzą, o co biega, bo się tego nauczyły. Natomiast z bogiem bywa różnie. Tą sprawą zajmuje się specjalna komisja Watykanu do spraw cudów, no a co znaczy byc sędzią we własnej sprawie - wiemy. W każdym razie wszystko wskazuje na to, że człowiek lepiej dogaduje się z kurami (i odwrotnie), niż z bogiem.



.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
szarley (54913 punktów)
>W dyskusjach z moją babcią o Bogu, zazwyczaj pojawia się motyw "tak samo jak kura nie zrozumie
>człowieka, tak człowiek nie może pojąć Boga."

Zazdroszczę Ci że możesz rozmawiać ze swoją babcią. Może nawet opowie Ci coś o dawnych czasach, korzystaj z tego , dowiedz się o swoich korzeniach. Ja nie miałem możliwości...
07-02-2013 17:59 
 Ocena 3 na 3
Hannibal81 (80 punktów)
Kontrargument że w miejsce "nieogarniania czegoś rozumem" można wstawić dosłownie wszystko, nawet najbardziej nieprawdopodobną historyjkę brzmi całkiem sensownie. Jednak Twoja babcia i tak pewnie poda kolejny argument, np. odwołując się do Biblii. Potem zaczniecie rozmawiać o wiarygodności Pisma i rozmowa prawdopodobnie skończy się na fundamentach wiary.
Tego typu dialogi przeważnie kończą się tym, że każdy stoi w tym samym punkcie, w którym zaczął. I tak niewierzący czy agnostyk będzie mówił, że wszystko, co wie ogranicza się do pewnych granic i dalej nie brnie w coś, czego pewien nie jest. Wierzący natomiast przekracza tę granicę i robi wszystko, żeby przekonać, że za tą granicą jest tak, jak mówią pisma.
Obawiam się, że bez chęci próby zrozumienia i zaciekawienia przez Twoją babcię nic nie wskórasz.Podstawą dialogu jest chęć nauczenia się czegoś nowego i wejścia w czyiś świat. Twoja babcia chyba okopała się na dogodnej dla siebie pozycji i nie rozważa żadnych Twoich argumentów. Trzeba wziąć pod uwagę fakt, że komuś, kto wychował się w wierze i funkcjonował w niej przez dziesiątki lat trudno będzie przyjąć inny punkt widzenia.
07-02-2013 20:15 
 Ocena 3 na 3
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Zazdroszczę Ci że możesz rozmawiać ze swoją babcią.
Fakt, można dowiedzieć się ciekawych rzeczy i trochę zastanowić nad tym, że wcale nie żyjemy w aż tak wyjątkowych czasach. Np. moja babcia tańczyła na balu z Piłsudskim i Mościckim, w czasie II wojny światowej, znając trochę j. francuski, uniknęła kłopotów ze strony hitlerowskiego oficera, który okazał się być miłośnikiem sztuki francuskiej. Moja prababcia urodziła się w czasie zaborów, przeżyła odrodzenie Polski, I wojnę światową, epidemię "hiszpanki", wojnę polsko-radziecką, II wojnę światową, jako kilkunastolatka była świadkiem (no nie dosłownym) pierwszego lotu samolotu braci Wright, lotu pierwszego sztucznego satelity Ziemi, lotu Gagarina, lądowania człowieka na Księżycu, a ja miałem szanse słuchać opowieści prababci i nadal mogę słuchać babci. Na szczęście obie wraz z wiekiem traciły głównie siły fizyczne, nie psychiczne.


Uwielbiam ludzi. Ich wygląd, ich sposoby myślenia, ich poglądy. Dlaczego? Bo uwielbiam się śmiać.
07-02-2013 20:22 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
Obie moje babcie i obydwaj dziadkowie urodzili sie w XIX wieku teraz żałuję że o tak niewiele zdążyłem ich zapytać, ale młody, głupi nie szanowałem ani historii rodziny ani kraju
07-02-2013 18:05
 Ocena 17 na 17
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
Zwróć jej uwagę, by raczyła zauważyć że przecież jest jej obojętne czy kura w nią wierzy i czy się do niej modli, babcia tak czy owak w końcu urżnie jej łeb.
Unulfo (3273 punktów)
(zablokowany)

Oklaski!

"Mój Boże! Jacy ci rozumni ludzie są głupi!" Beaumarchais
07-02-2013 21:57 
 Ocena 2 na 2
hubin (2274 punktów)
>babcia tak czy owak w końcu urżnie jej łeb.

Bóg potrzebuje komisji majątkowej do podbierania jajek, ale też golą wszystkich równo niezależnie od światopoglądów... Zatem kto wie ta metafora ma przed sobą przyszłość.

Parafrazując: Ideologia śmierdzi!
Unulfo (3273 punktów)
(zablokowany)

A moim zdaniem Bóg ma jaja w .... W końcu jest wszechmogący. Co? Nie może?

"Mój Boże! Jacy ci rozumni ludzie są głupi!" Beaumarchais
08-02-2013 18:58 
 Ocena 1 na 1
makoshika (1454 punktów)
>Zwróć jej uwagę, by raczyła zauważyć że przecież jest jej obojętne czy kura w nią wierzy i czy się do niej modli, babcia tak czy owak w końcu urżnie jej łeb.

Ba, jeszcze zapyta wnusia: "Smakował ci rosołek?"
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>W dyskusjach z moją babcią o Bogu, zazwyczaj pojawia się motyw "tak samo jak kura nie zrozumie człowieka, tak człowiek nie może pojąć Boga."
>Jej argumentacja w pewnym sensie brzmi całkiem rozsądnie, pojedynczy człowiek nie może wszystkiego wiedzieć. Próbuję udowodnić, że ludzie w przeciwieństwie o kur gromadzą swoja wiedzę i nikt nie musi wszystkiego odkrywać o początku, jednak to jej nie przekonuje.
>Jaki bym mogła przedstawić inny kontrargument?
Po pierwsze, to przestać babci zawracać głowę. Babcia swoje przeżyła i swoje wie.
Pani radzę trochę poczytać i znajdzie Pani multum argumentów.

Człowiek nie stworzył kury na własne podobieństwo, a Bóg człowieka tak.
"Na własne podobieństwo", to chyba nie znaczy, że musimy tak jak Bóg jeść i wydalać, tylko że mamy podobne struktury umysłowe, a więc jakoś tam Boga możemy zrozumieć, gdyż inaczej to wszystko stałoby się to bezsensowne dla wszystkowiedzącego i wszystkorozumiejącego Boga.
Co nas obchodzi co myśli kura?

Miłego dnia.

@@@
.
07-02-2013 19:48 
 Ocena 4 na 4
diogenes (42753 punktów)
>Co nas obchodzi co myśli kura?

Pytanie tylko na pozór retoryczne. Przypomnę chociażby rozważania filozofa umysłu Thomasa Nagela na temat tego, jak to jest czuć się nietoperzem. Nawet jeśli bardzo obchodziłoby nas to, co myśli kura, nigdy się tego - zdaniem Nagela - nie dowiemy z przyczyn odmienności perspektywy subiektywnej (przeżycia) i perspektywy obiektywnej, jaką przyjmuje nauka. Wietrzę tu echo dualizmu kartezjańskiego.

en.wikipedia.org/wiki/Thomas_Nagel

Tak więc wbrew pozorom ważne jest nie tylko to, co znosi kura.
A tak na marginesie: każde jajo może byc jajem Kolumba, co mogłoby napawać byle kurę dumą.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
07-02-2013 20:03 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Co nas obchodzi co myśli kura?
>Pytanie tylko na pozór retoryczne. Przypomnę chociażby rozważania filozofa umysłu Thomasa Nagela na temat tego, jak to jest czuć się nietoperzem. Nawet jeśli bardzo obchodziłoby nas to, co myśli kura, nigdy się tego - zdaniem Nagela - nie dowiemy z przyczyn odmienności perspektywy subiektywnej (przeżycia) i perspektywy obiektywnej, jaką przyjmuje nauka.

Proszę przeczytać cały akapit, a nie tylko ostatnie zdanie:
Człowiek nie stworzył kury na własne podobieństwo, a Bóg człowieka tak.
"Na własne podobieństwo", to chyba nie znaczy, że musimy tak jak Bóg jeść i wydalać, tylko że mamy podobne struktury umysłowe, a więc jakoś tam Boga możemy zrozumieć, gdyż inaczej to wszystko stałoby się to bezsensowne dla wszystkowiedzącego i wszystkorozumiejącego Boga.
Co nas obchodzi co myśli kura?

Właśnie!
Na cholerę Bogu takie "nietoperze" i na diabła "nietoperzom" taki Bóg?
Aby to mogło jakoś tam do siebie przystawać, to "struktury umysłowe" muszą być podobne, choć boskie mogą być bardziej złożone.

Pozdrawiam.

@@@
.
07-02-2013 20:06 
 Ocena 3 na 3
szarley (54913 punktów)

>Co nas obchodzi co myśli kura?Miłego dnia.
>@@@
>.
>

Myślałem (o sancta simplicitas) że na tym forum spotkam ludzi o pewnej wrażliwości. Także wobec zwierząt, zwłaszcza jadalnych!
Unulfo (3273 punktów)
(zablokowany)

Kura nie myśli.
Kura się tresuje!

"Mój Boże! Jacy ci rozumni ludzie są głupi!" Beaumarchais
08-02-2013 03:11 
 Ocena 9 na 9
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>Co nas obchodzi co myśli kura?Miłego dnia.
>Myślałem (o sancta simplicitas) że na tym forum spotkam ludzi o pewnej wrażliwości. Także wobec zwierząt, zwłaszcza jadalnych!

Mnie bardzo obchodzi co myślą moje kury. Jeżeli sa niezadowolone, zestresowane, albo zmartwione, to nie znoszą jajek. Kiedy domyślają się, co się dzieje z jajkami, to wymyślają nowe gniazda gdzie je znoszą.
Myślenie kur, to rozległy temat. Potratktujmy to poważnie.
08-02-2013 01:03 
 Ocena 4 na 4
astrotaurus (12445 punktów)

>"Na własne podobieństwo", to chyba nie znaczy, że musimy tak jak Bóg jeść i wydalać, tylko że mamy podobne struktury umysłowe,
No przecież! Po czym Pan Bóg rzekł: «Oto człowiek stał się taki jak My: zna dobro i zło (Rdz3,22) - czyż to nie Słowo Boże?

>a więc jakoś tam Boga możemy zrozumieć, gdyż inaczej to wszystko stałoby się to bezsensowne dla wszystkowiedzącego i wszystkorozumiejącego Boga.
A jakże! Adam musiał wszystko rozumieć ze swej odpowiedzialności za losy rodzaju ludzkiego - inaczej dobry Bóg nie nałożyłby chyba kary na miliardy? I nie musiałby sam się przebierać za Jezusa żeby sobie powisieć na krzyżu i poleżeć w grobie...


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>>>>"Na własne podobieństwo", to chyba nie znaczy, że musimy tak jak Bóg jeść i wydalać, tylko że mamy podobne struktury umysłowe,
>No przecież! Po czym Pan Bóg rzekł: «Oto człowiek stał się taki jak My: zna dobro i zło (Rdz3,22) - czyż to nie Słowo Boże?
Dokładnie tak.

>>>>a więc jakoś tam Boga możemy zrozumieć, gdyż inaczej to wszystko stałoby się to bezsensowne dla wszystkowiedzącego i wszystkorozumiejącego Boga.
>A jakże! Adam musiał wszystko rozumieć ze swej odpowiedzialności za losy rodzaju ludzkiego - inaczej dobry Bóg nie nałożyłby chyba kary na miliardy? I nie musiałby sam się przebierać za Jezusa żeby sobie powisieć na krzyżu i poleżeć w grobie...
Babci i Święty Boże już nie pomoże - inteligentnym polecam lekturę np. Witwickiego.
www.racjon(*)q,O.Templetona.dla.Witwickiego

Pozdrawiam.

@@@
.
Unulfo (3273 punktów)
(zablokowany)

>Jaki bym mogła przedstawić inny kontrargument?

Jaki? Oczywiście JAJCARSKI, czyli taki, jaki się należy specjalistce od kur i kogutów.

Wersja bardziej dżentelmeńska:

Tak samo jak kura, dziobiąc zawsze w jaśniejsze punkty na ciemnym tle, pośród ziaren połyka i kamienie, tak człowiek, poruszając się po omacku w świecie idei, pośród ziaren prawdziwej wiedzy trafia często na zwykłe brednie zwariowanych starych bab.

Wersja karczemna:

Bóg do człowieka ma się jak kogut do kury: wiadomo, że jak już na nią wlezie i tęgo wygrzmoci, to będą z tego niezłe jaja.

"Mój Boże! Jacy ci rozumni ludzie są głupi!" Beaumarchais
07-02-2013 20:50 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>...tak człowiek, poruszając się po omacku w świecie idei, pośród ziaren prawdziwej wiedzy trafia często na zwykłe brednie zwariowanych starych bab.

Problem w tym, że owe brednie to też ziarna.
Jest nawet o nich piosenka, ulubiona przez katechetów:

Musimy siać musimy tworzyć cud...

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Adaś MiaŁczyński (1403 punktów)
(zablokowany)
>Jaki bym mogła przedstawić inny kontrargument?
Żadnego. Dyskutując o bogu, dopuszczasz istnienie boga, a jeżeli bóg istnieje, to Babcia ma rację - bóg istnieje. Oczywista oczywistość.

Dlatego dziwią mnie uporczywie na tym forum prowadzone dyskusje ateistów o bogu.
Unulfo (3273 punktów)
(zablokowany)

>Żadnego. Dyskutując o bogu, dopuszczasz istnienie boga, a jeżeli bóg istnieje, to Babcia ma rację - bóg istnieje. Oczywista oczywistość.

Gdy spoglądamy z pewnej perspektywy, to oczywiście Pana argument ma jakiś sens, choć jak się sprawie przyjrzeć dokładniej, to sprawa wygląda zgoła inaczej. Świadczy to o tym, że czegoś po prostu Pan nie przemyślał, albo z lenistwa, albo z wrodzonych predyspozycji do niemyślenia, albo z powodu innych problemów, na przykład z powodu braku czasu. W każdym razie, nie jest to myślenie porządne. A Bóg w pewnym sensie przecież istnieje i z czysto filozoficznego czy też rozrywkowego punktu widzenia istnienie Boga jest o wiele bardziej interesujące niż nihilizm w tej sprawie.
Mnie na przykład zawsze interesowało, czy Bóg, skoro jest wszechmogący, potrafi sobie tak długo dłubać w nosie, żeby dowiercić się do swojego mózgu? Albo czy potrafi puścić takiego bąka, żeby samemu od tego stracić przytomność? To są palące kwestie!
A przyznawanie, że Bóg istnieje, nie musi wcale oznaczać podtrzymywania stanowiska, że istnieje w jakiś jeden, ściśle określony sposób, który wyklucza inne sposoby myślenia o Jego istnieniu.


"Mój Boże! Jacy ci rozumni ludzie są głupi!" Beaumarchais
08-02-2013 10:19 
 Ocena 1 na 1
Adaś MiaŁczyński (1403 punktów)
(zablokowany)
>Gdy spoglądamy z pewnej perspektywy, to oczywiście Pana argument ma jakiś sens, choć jak się sprawie przyjrzeć dokładniej, to sprawa wygląda zgoła inaczej.
Oczywiście, a także vice versa.

>czegoś po prostu Pan nie przemyślał, albo z lenistwa, albo z wrodzonych predyspozycji do niemyślenia, albo z powodu innych problemów, na przykład z powodu braku czasu. W każdym razie, nie jest to myślenie porządne.
Nie wiem co począć z zaszczytem jaki mi Pan czyni tak dogłębnie analizując moją skromną osobę, zrewanżowałbym się, ale tylko pod warunkiem, iż moje zajęcie się Pana osobą ma szansę cieszyć się na forum porównywalnym uznaniem.

>z czysto filozoficznego czy też rozrywkowego punktu widzenia istnienie Boga jest o wiele bardziej interesujące niż nihilizm w tej sprawie.
A można też sobie coś wybrać z katalogu zaproponowanego przez Meretseger.

>Mnie na przykład zawsze interesowało, czy Bóg, skoro jest wszechmogący, potrafi sobie tak długo dłubać w nosie, żeby dowiercić się do swojego mózgu? Albo czy potrafi puścić takiego bąka, żeby samemu od tego stracić przytomność? To są palące kwestie!
Zagadnieniom, które Pana interesują mógłby Pan poświęcić niejeden wątek, nie obiecuję uczestnictwa, ale wróżę duże powodzenie.
08-02-2013 20:07 
 Ocena 1 na 1
Unulfo (3273 punktów)
(zablokowany)

>Oczywiście, a także vice versa.

Jak zwykle zaciemnia Pan wszystko swoimi niejasnymi wywodami i mętnymi insynuacjami. Proszę o konkrety.

>Nie wiem co począć z zaszczytem jaki mi Pan czyni tak dogłębnie analizując moją skromną osobę, zrewanżowałbym się, ale tylko pod warunkiem, iż moje zajęcie się Pana osobą ma szansę cieszyć się na forum porównywalnym uznaniem.

Nie po raz pierwszy, a i zapewne nie po raz ostatni, reaguje Pan bezradnością w obliczu rzetelnych, mocnych i dosadnych argumentów. Przyznanie się do niewiedzy i pokrętne kluczenie w obliczu prawdy też byłbym skłonny uznać w Pana przypadku za tyleż symptomatyczne, co typowe, ale na razie się od tego powstrzymuję.

>A można też sobie coś wybrać z (..) przez Meretseger.

No przecież, że nie z (...) przez Adasia MiaŁczyńskiego.

>Zagadnieniom, które Pana interesują mógłby Pan poświęcić niejeden wątek, nie obiecuję uczestnictwa, ale wróżę duże powodzenie.

Zajmowanie się wróżbiarstwem na racjonalistycznym forum? Przepraszam, ale czuję absmak, przerażający absmak.


"Mój Boże! Jacy ci rozumni ludzie są głupi!" Beaumarchais
08-02-2013 08:48 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)

>Dlatego dziwią mnie uporczywie na tym forum prowadzone dyskusje ateistów o bogu.
A mógłbyś wskazać jedną chociaż dyskusję ateistów o bogu?

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Adaś MiaŁczyński (1403 punktów)
(zablokowany)
>>Dlatego dziwią mnie uporczywie na tym forum prowadzone dyskusje ateistów o bogu.
>A mógłbyś wskazać jedną chociaż dyskusję ateistów o bogu?
Np. ta tutaj.
08-02-2013 10:30 
 Ocena 4 na 4
astrotaurus (12445 punktów)

>Np. ta tutaj.
Ta tutaj to rozmowa o problemach z babcią z jej wyobrażeniami.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Adaś MiaŁczyński (1403 punktów)
(zablokowany)
>>Np. ta tutaj.
>Ta tutaj to rozmowa o problemach z babcią z jej wyobrażeniami.
Ale charakter tych wyobrażeń przesądza o tematyce, zauważ, że już pierwsza wypowiedź w wątku podejmuje zagadnienie teologiczne.

Gdyby Babcia Autorki odnosiła się do teorii względności, dyskusja mogłaby się toczyć w dziale "Nauka", gdyby zaś miała uwagi w związku z funkcjonowaniem forum - w dziale "Sprawy portalu".
08-02-2013 20:27 
 Ocena 2 na 2
Unulfo (3273 punktów)
(zablokowany)

Na Rany Chrystusa, proszę myśleć bardziej postformalnie!!!


"Mój Boże! Jacy ci rozumni ludzie są głupi!" Beaumarchais
08-02-2013 09:02 
 Ocena 14 na 14
Meretseger (61860 punktów)

>Dlatego dziwią mnie uporczywie na tym forum prowadzone dyskusje ateistów o bogu.
Ależ Adasiu. Ja jestem w stanie dyskutować o Bogu, Szatanie, krasnoludkach, sierotce Marysi, inteligentnej rasie Wraith z galaktyki Pegaza, hobbitach wędrujących do Mordoru, Paulu Atrydzie i komendancie straży miejskiej Ankh-Morpork Samie Vimesie. Na równych zasadach.
08-02-2013 10:21 
 Ocena 1 na 1
Adaś MiaŁczyński (1403 punktów)
(zablokowany)
>Ja jestem w stanie dyskutować o Bogu, Szatanie, krasnoludkach, sierotce Marysi...
Pytanie z kim i po co się dyskutuje, Andrzej Bogusławski dawno już napisał, że "z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda".

Ja zaś dla zaproponowanego przez Ciebie targetu mam myśl taką: z twórcą mitu nie masz szans mieć racji, póki on sam nie zechce wytworu swej wyobraźni ograniczyć.
08-02-2013 11:16 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Ja jestem w stanie dyskutować o Bogu, Szatanie, krasnoludkach, sierotce Marysi...
>Pytanie z kim i po co się dyskutuje,
Pytanie bardzo zasadne i ma Pan tu pełną rację, ale wtedy zastanawiamy się nad osobowością i poziomem merytorycznym interlokutora, a nie nad tematem (przedmiotem) rozmowy. Rozmawiać naprawdę można na każdy temat.

>Andrzej Bogusławski dawno już napisał, że "z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda".
Wtedy to już było kolejny raz powtórzone i dalej podtrzymuję ten swój pogląd. Mamy tu na przykład kilku dyskutantów, którzy od długiego czasu swoich poglądów nawet odrobinę nie zmienili, gdyż święcie w nie wierzą, ale nasze forum pełni też funkcje dydaktyczne i podsuwa inteligencji argumentacje do własnych przemyśleń, a więc warto tu polemizować i z fundamentalistami, oby na naszych zasadach.

Proszę to wziąć pod refleksję.
Pozdrawiam.

@@@
.
Adaś MiaŁczyński (1403 punktów)
(zablokowany)
>>Pytanie z kim i po co się dyskutuje,
>Pytanie bardzo zasadne i ma Pan tu pełną rację, ale wtedy zastanawiamy się nad osobowością i poziomem merytorycznym interlokutora, a nie nad tematem (przedmiotem) rozmowy.
Chodzi mi o cel dyskusji, zresztą celu i pańska słynna myśl o dyskutowaniu z wiarą dotyczy.

Zaś co do "poziomu interlokutora" to na Pańskim miejscu - w konstruktywnym tego zwrotu ujęciu - rozważyłbym z kim na ten temat można rozmawiać, a z kim nie...

>Rozmawiać naprawdę można na każdy temat.
Lecz skoro z założenia nie z każdym dyskutujemy, to z kim, prócz siebie samego można dyskutować o wszystkim?

>...podtrzymuję ten swój pogląd. Mamy tu na przykład kilku dyskutantów, którzy od długiego czasu swoich poglądów nawet odrobinę nie zmienili
Może owi dyskutanci, podobnie jak Pan, "podtrzymują swój pogląd"?

>warto tu polemizować i z fundamentalistami, oby na naszych zasadach.
Ale jak z nimi dyskutować, skoro nasza zasada mówi " z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda"...
08-02-2013 17:44 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Pytanie z kim i po co się dyskutuje,
>>>>Pytanie bardzo zasadne i ma Pan tu pełną rację, ale wtedy zastanawiamy się nad osobowością i poziomem merytorycznym interlokutora, a nie nad tematem (przedmiotem) rozmowy.
>Chodzi mi o cel dyskusji,
Z tym bywa różnie. Można zacząć od średniowiecznych dysput uniwersyteckich i przejść do dysput religijnych, gdy dyskutant był nie tylko polemistą ideologicznym, ale także inkwizytorem - panem życia i śmierci. Podczas tych dysput wykazanie błędu było koniecznym do napiętnowania oraz przekazania w "świeckie ręce".
Historia metod - w zależności od celów - jest długa, ale może Panu odpowiada współczesne podejście:
(...) dyskusja jest procesem wielowymiarowym. (...) Istotną rolę odgrywa też cel jaki przyświeca dyskusji, czyli czy jest ona nastawiona na osiągnięcie konkretnego zysku (komunikowanie strategiczne), czy też jej celem jest podtrzymanie relacji, wymiana opinii, kiedy naszym dążeniem jest po prostu porozumienie.
Dyskusja polega więc przede wszystkim na uświadomieniu sobie:

po co rozmawiamy? Czy chcemy załatwić jakąś sprawę, czy też dzielimy się emocjami?

Czy mówimy "tym samym językiem"? Czy wzajemnie rozumiemy wypowiadane komunikaty? Czy, a by sobie pomóc stosujemy pytania o cechach parafrazy ("jeśli dobrze rozumiem, to chodzi co teraz o to.....").

Jeśli mamy pewność, że dobrze się rozumiemy- musimy zachować właściwe proporcje w rozmowie, czyli mówić, pozwolić mówić, słuchać i umożliwić słuchanie i pamiętać, że rozmowa to nie monolog jednej osoby!

Powinnyśmy także zastosować się do zasad efektywnej dyskusji, a więc wypowiadać wyłącznie własne zdanie, nie interpretować zdań rozmówcy, ale lepiej dopytywać się, a nade wszystko nie oceniać. Dzięki temu jesteśmy w stanie osiągnąć prawdziwy cel dyskusji, czyli poznanie i zaznajomienie się z opinią i postawą naszego rozmówcy. Warto nauczyć się robić to skutecznie i efektywnie, ponieważ tak samo, jak dyskutowanie pozwala rozwiązywać problemy, tak samo może je stwarzać, a kłótnie to przecież nic innego, jak wadliwa komunikacja i nieumiejętnie prowadzona rozmowa.
www.menopa(*)/na_czym_polega_dyskusja_.html

>zresztą celu i pańska słynna myśl o dyskutowaniu z wiarą dotyczy.
Moja myśl nie jest tak zupełnie oryginalna, tylko jest zapożyczeniem od wcześniejszych mędrców, które bardzo do mnie trafia. Nikt nie przekona wierzącego, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej. "Kontrargumentem" dla głębokiej wiary może być tylko jeszcze głębsza wiara, a z takiego dialogu nic nie wynika. Dlatego nigdy nie podjąłbym się dyskusji na fideistycznych forach, ale tu jest otwarte forum skierowane do racjonalistycznej inteligencji i każdy kto tu publikuje tym samym godzi się na krytykę własnych poglądów. Podejmowałem tu dyskusję z głęboko wierzącymi forumowiczami, całkowicie przekonanymi, iż są depozytariuszami jedynie słusznej prawdy. Dyskusja z nim samymi byłaby zupełnie bezcelową, ale forum czyta bardzo wiele osób i pełni ono także funkcje dydaktyczne. Zainspirowany problemami przez fideistów przedstawiałem własne przemyślenia oparte na przyswojonym dorobku nauki dając argumenty inteligentnym do własnych przemyśleń.

>Zaś co do "poziomu interlokutora" to na Pańskim miejscu - w konstruktywnym tego zwrotu ujęciu - rozważyłbym z kim na ten temat można rozmawiać, a z kim nie...
Odpowiedź dotyczyła konkretnego pytania: "Pytanie z kim i po co się dyskutuje," Jakoś sobie przez ładnych parę lat daję tu radę, co wcale nie znaczy, że nie popełniam błędów i co do tematu i co do poziomu.

>>>>Rozmawiać naprawdę można na każdy temat.
>Lecz skoro z założenia nie z każdym dyskutujemy, to z kim, prócz siebie samego można dyskutować o wszystkim?
Dlatego np. ja wybrałem nasze forum, gdzie kiedyś znakomitą, a i dziś dostateczną większość stanowią inteligenci o dużej erudycji. Oczywiście tych, którzy bardziej lub mniej świadomie starają się obniżyć poziom rozmów należy jakoś przeżyć. Nigdzie nie ma idealnie.

>>>>...podtrzymuję ten swój pogląd. Mamy tu na przykład kilku dyskutantów, którzy od długiego czasu swoich poglądów nawet odrobinę nie zmienili
>Może owi dyskutanci, podobnie jak Pan, "podtrzymują swój pogląd"?
Wszystko możliwe, ale ja się tu spokojnie oddaję pod ocenę inteligentnych czytelników. Mądrość różni się od wymądrzania, ale do zrozumienia tej różnicy też mądrość jest potrzebną.

>>>>warto tu polemizować i z fundamentalistami, oby na naszych zasadach.
>Ale jak z nimi dyskutować, skoro nasza zasada mówi " z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda"...
Po prostu polemizuję nie z nimi, a z przedstawionymi przez nich poglądami.
Nie wszystko dla wszystkich. Nie każdy może każdego może zrozumieć. Natomiast bardzo frustrująca jest ta niemożliwość zrozumienia, o czym tu niektórzy rozprawiają i wtedy najlepiej ściągnąć na dół do swojego poziomu.
Akurat ja jestem zwolennikiem, że nie świeci garnki lepią i warto równać w górę. Ten kto uważa, że posiadł wiedzę wszelaką jest głupcem, ale wiedza wszelaka jest dla ludzi, tylko trzeba chcieć ją przyswoić. Dużo się na naszym forum od mądrych ludzi nauczyłem i jestem im wdzięcznym za to.

Miłego dnia.

@@@
.
08-02-2013 21:08 
 Ocena 1 na 1
Adaś MiaŁczyński (1403 punktów)
(zablokowany)
>>Chodzi mi o cel dyskusji,
>Z tym bywa różnie.
Czuję się świadomy własnych oczekiwań.

>dyskutant był nie tylko polemistą ideologicznym, ale także inkwizytorem - panem życia i śmierci
W rzeczywistości wirtualnej nie trzeba za prawdę umierać, więc dziś stać na nią każdego. Na razie wydaje się, że mało komu jest ona potrzebna. Ale myślę, że to przejściowy stan, mimo wszechobecnych narzekań, ciemnota z ludzi jednak wyparowuje.

> nade wszystko nie oceniać [pogrubienie moje - AM]
Tę wielką prawdę - w Pańskim cytacie zagubioną w wielosłowiu - forsowałem całkiem niedawno w pewnym wątku, niestety z opłakanym skutkiem. Interlokutorka moja nie zechciała wyrzec się oceniania, mam teorię, że z oceny bierze się pozycja w hierarchii, a właśnie ustawienia się w hierarchii - najlepiej wysoko - ludzie pragną najbardziej.

>każdy kto tu publikuje tym samym godzi się na krytykę własnych poglądów
Krytyka jest oceną, ale jestem za dopiero co otrzymaną (pogrubiony cytat powyżej) od Pana wytyczną, by nie oceniać. Sam zawsze chętnie przyjrzę się propozycji lepszej i sam po jej zaletach a wadach swojej poznam, że moja była gorsza.

>Mądrość różni się od wymądrzania, ale do zrozumienia tej różnicy też mądrość jest potrzebną.
Ja mądrości używam do odróżniania tego, co uzasadnić potrafię, od tego, co byłoby czczym wymądrzaniem się.

>Dużo się na naszym forum od mądrych ludzi nauczyłem
Ja zaś jestem samoukiem: uczę się także od głupców.
08-02-2013 23:29 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Chodzi mi o cel dyskusji,
>>>>Z tym bywa różnie.
>Czuję się świadomy własnych oczekiwań.
Tylko szkoda, że dyskusja z Panem jest prawie niemożliwą. Po pierwsze nawet Pan nie próbuje zrozumieć wypowiedzi, do których się odnosi, a po drugie tak przycina i szatkuje czyjeś wypowiedzi, że nie mają już nic wspólnego z tym co polemista powiedział. Dyskutuje Pan sam ze sobą i dla siebie ma wielkie uznanie.
Pan może być i świadomym swoich oczekiwań, ale dla mnie to tajemnica.

>>>>dyskutant był nie tylko polemistą ideologicznym, ale także inkwizytorem - panem życia i śmierci
>W rzeczywistości wirtualnej nie trzeba za prawdę umierać, więc dziś stać na nią każdego.
Tak, internet podwyższa masowość artykułowania swoich poglądów, ale zdecydowanie obniża ich poziom. Nasze forum, to na szczęście nie "ONET", ale niektórzy chcieliby zejść do tego poziomu.

>Na razie wydaje się, że mało komu jest ona potrzebna.
Dlaczego? Niektórych Prawda wyzwala i są jej depozytariuszami. Takich jest jednak większość. Ja zaś nie bardzo nawet wiem czym jest "prawda"?

>Ale myślę, że to przejściowy stan, mimo wszechobecnych narzekań, ciemnota z ludzi jednak wyparowuje.
Zdecydowanie Pan ma rację wystarczy poczytać: www.waweur(*)s/dokumenty/dyskusja170309.pdf a szczególnie ten wycinek jednego z referatów [Załącznik]

nade wszystko nie oceniać
>[pogrubienie moje - AM]
Robi Pan dalej groch kapustą. Proszę zwrócić się autorki tego szczątka, który Pan jej wyciął. Takie wycinanki bardzo źle świadczą o dyskutancie.
Warto przytoczyć cho tylko cały akapit, z którego Pan wyciął kawałek zdania. Powinnyśmy także zastosować się do zasad efektywnej dyskusji, a więc wypowiadać wyłącznie własne zdanie, nie interpretować zdań rozmówcy, ale lepiej dopytywać się, a nade wszystko nie oceniać. Dzięki temu jesteśmy w stanie osiągnąć prawdziwy cel dyskusji, czyli poznanie i zaznajomienie się z opinią i postawą naszego rozmówcy. Warto nauczyć się robić to skutecznie i efektywnie, ponieważ tak samo, jak dyskutowanie pozwala rozwiązywać problemy, tak samo może je stwarzać, a kłótnie to przecież nic innego, jak wadliwa komunikacja i nieumiejętnie prowadzona rozmowa. www.menopa(*)/na_czym_polega_dyskusja_.html
I zrozumiał Pan z niego tylko tyle, że Pana i Pańskich przyjaciół oceniać nie wolno?
No bo co do interpretacji, a nawet nadinterpretacji wypowiedzi dyskutantów, to u Pana można sporo znaleźć przykładów.

Osobiście uważam, że bez przerwy dokonujemy jakiś ocen i intelektualne życie ocen pozbawione byłoby bezsensowne. Przyjąłem w całym życiu postawę krytyczną i właśnie ten naukowy sceptycyzm związał mnie z racjonalizmem

>Tę wielką prawdę - w Pańskim cytacie zagubioną w wielosłowiu - forsowałem całkiem niedawno w pewnym wątku, niestety z opłakanym skutkiem.
Tym się właśnie i zasadniczo różnimy, że ja poważnie traktuję rozmowę i interlokutorów, a to wymaga nie wycinania z kontekstu jakiś kawałków i nie tworzenia z nich grochu z kapustą. Moje wielosłowie jest dla większości zrozumiałe, a Pańska mętna lapidarność jest mało zrozumiałym bełkotem.

>Interlokutorka moja nie zechciała wyrzec się oceniania, mam teorię, że z oceny bierze się pozycja w hierarchii, a właśnie ustawienia się w hierarchii - najlepiej wysoko - ludzie pragną najbardziej.
Jest taka dobra zasada, że jak się ma do kogoś żale, to trzeba mu to bezpośrednio powiedzieć. Proszę Szanownego Pana, nie znam Pana i Pana nie oceniam, ale to co Pan tu wypisuje, to w mojej ocenie "Pożal się Boże".

>>>>każdy kto tu publikuje tym samym godzi się na krytykę własnych poglądów
>Krytyka jest oceną, ale jestem za dopiero co otrzymaną (pogrubiony cytat powyżej) od Pana wytyczną, by nie oceniać.
Czy Pan nie potrafi zrozumieć tak prostego zdania: Historia metod - w zależności od celów - jest długa, ale może Panu odpowiada współczesne podejście.
i dalej idzie cytat z podaniem źródła.

>Sam zawsze chętnie przyjrzę się propozycji lepszej i sam po jej zaletach a wadach swojej poznam, że moja była gorsza.
Tak to jest widoczne, że jest Pan skłonny do samooceny i wcale Pana nie zraża, że Pan się znacznie przecenia. Ja tam wolę, gdy oceniają mnie inni i liczę na inteligencję tutejszych czytelników. Jak dotychczas nie zawiodłem się.

>>>>Mądrość różni się od wymądrzania, ale do zrozumienia tej różnicy też mądrość jest potrzebną.
>Ja mądrości używam do odróżniania tego, co uzasadnić potrafię, od tego, co byłoby czczym wymądrzaniem się.
Gratuluję więc mądrości!
W jakiej skali i jak wysoko, tą swoją mądrość Szanowny Pan ocenił?

>>>>Dużo się na naszym forum od mądrych ludzi nauczyłem
>Ja zaś jestem samoukiem: uczę się także od głupców.
Napisałem o sobie. Staram się uczyć tylko od mądrych i może właśnie dlatego jakoś mi trudno samemu się do mądrych zaliczyć. Pan ucząc się także od głupców ma nade mną widoczną przewagę.

Tylko przepraszam, a czym chce Pan ze mną prowadzić rozmowę? O Panu? O mnie? Jak dla mnie to mało interesujący tematy.
Odezwałem się tylko ponieważ bez zrozumienia sedna przytoczył Pan moje zdanie Na które odpowiedziałem Proszę to wziąć pod refleksję. Jeżeli Pan tego nie potrafi, to ja Panu pomóc nie mogę, a dyskusje to trochę poważniejsze wolę i przykro mi, gdy ktoś mnie sprowadza do poziomu pyskówki.
Pozostawmy ocenę naszym czytelnikom pamiętając, że "nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy, to sami".

Miłego dnia.

@@@
.
08-02-2013 23:59 
 Ocena 1 na 1
Adaś MiaŁczyński (1403 punktów)
(zablokowany)
>a czym chce Pan ze mną prowadzić rozmowę? O Panu? O mnie?
Odpowiadałem, ponieważ był Pan łaskaw okazać zainteresowanie moją wypowiedzią. Kłaniam się.
08-02-2013 16:58 
 Ocena 1 na 1
Świnka Flejka (553 punktów)
>Pytanie z kim i po co się dyskutuje, Andrzej Bogusławski dawno już napisał, że "z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda".

Gdyby naprawdę każdy przyjął taką postawę, to byłby dramat. Może teraz wszyscy religianci mają nas głęboko w poważaniu, ale przynajmniej mają świadomość, że istniejemy. I że jest nas coraz więcej. Oczywistym jest, że jeżeli ktoś ustawi się na wygodnej pozycji pt. "Bóg jest tak skomplikowany, że i tak go nie zrozumiesz.", to nie ma co liczyć na jego wyjście z okopów. Chociaż zawsze mnie zastanawiało, że osoby tak twierdzące doskonale znają prawie wszystkie zamiary tego swojego boga.

>Ja zaś dla zaproponowanego przez Ciebie targetu mam myśl taką: z twórcą mitu nie masz szans mieć racji, póki on sam nie zechce wytworu swej wyobraźni ograniczyć.

Ale zawsze dyskusji może się przyglądać osoba postronna, na którą ta, pozornie jałowa wymiana zdań, może jakoś wpłynąć. A uwierzcie, że wielu uprawia wiarę zupełnie bezmyślnie i nie zamierza jej też bronić. Chodzą do kościoła, spowiadają się, przyjmują komunię, bo wszyscy to robią. Ale wystarczy zapytać: czy Ty naprawdę wierzysz? I nagle uświadamiają sobie bezsens tych wszystkich rytuałów i religijnych "prawd". Nie każdy wierzący jest taką babcią. Niektórzy po prostu zostali przez takie babcie wychowani i czują, że odstępstwa od wzorca są nienaturalne. Wystarczy im uświadomić, że tak nie jest. A potrzebny do tego bodziec może być bardzo lekki...
08-02-2013 18:15 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Pytanie z kim i po co się dyskutuje, Andrzej Bogusławski dawno już napisał, że "z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda".
>Gdyby naprawdę każdy przyjął taką postawę, to byłby dramat.
Wielce Szanowny Panie, każdy może przyjmować jaką chce lub jaką otrzymał w procesie socjalizacji postawę. Pan ma swoją, a ja swoją. Mam tylko poważne wątpliwości, czy w ogóle zrozumiał Pan zdanie, z którym łaskawie podjął Pan polemikę.
Jakie Szanowny Pan ma racjonalne kontrargumenty do zdania:
"Nikt nas nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne"
Takich argumentów po prostu nie ma, gdyż właśnie na tym polega wiara, że nie potrzebuje argumentów.

>Ale zawsze dyskusji może się przyglądać osoba postronna, na którą ta, pozornie jałowa wymiana zdań, może jakoś wpłynąć. A uwierzcie, że wielu uprawia wiarę zupełnie bezmyślnie i nie zamierza jej też bronić. Chodzą do kościoła, spowiadają się, przyjmują komunię, bo wszyscy to robią. Ale wystarczy zapytać: czy Ty naprawdę wierzysz? I nagle uświadamiają sobie bezsens tych wszystkich rytuałów i religijnych "prawd". Nie każdy wierzący jest taką babcią. Niektórzy po prostu zostali przez takie babcie wychowani i czują, że odstępstwa od wzorca są nienaturalne. Wystarczy im uświadomić, że tak nie jest. A potrzebny do tego bodziec może być bardzo lekki...
Przepraszam za dosadność wypowiedzi do pierwszej części, gdyż naiwność drugiej jest wprost rozbrajająca.
Po pierwszym okresie - (tak do 5 roku życia), gdy nasza osobowość zostaje mocno zagruntowana, najpierw przez geny, a następnie w indoktrynacji procesie socjalizacji - zaczynamy coraz bardziej samodzielnie budować swój światopogląd i napotykani ludzi oraz przeczytane książki dostarczają nam argumentów do jego budowy. To jest proces i zupełnie nie wystarczy zapytać: czy Ty naprawdę wierzysz? I nagle uświadamiają sobie bezsens tych wszystkich rytuałów i religijnych "prawd". (...) Wystarczy im uświadomić, że tak nie jest. A potrzebny do tego bodziec może być bardzo lekki....
Nagłe to tylko "nawrócenia" na wiarę się zdarzają.
Pisałem na ten temat bardzo dużo na naszym forum (wystarczy poszukać w archiwum) i proszę swoich uproszczeń mi nie przypisywać.

Miłego dnia.

@@@
.
09-02-2013 03:23 
 Ocena 1 na 1
Świnka Flejka (553 punktów)
>Wielce Szanowny Panie, każdy może przyjmować jaką chce lub jaką otrzymał w procesie socjalizacji postawę. Pan ma swoją, a ja swoją. Mam tylko poważne wątpliwości, czy w ogóle zrozumiał Pan zdanie, z którym łaskawie podjął Pan polemikę.
>Jakie Szanowny Pan ma racjonalne kontrargumenty do zdania:
>"Nikt nas nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne"

Żadne. Co nie znaczy, że mam zamknąć paszczę i siedzieć pokornie, gdy tacy ludzie kształtują chociażby uregulowania prawne w tym kraju.

>Takich argumentów po prostu nie ma, gdyż właśnie na tym polega wiara, że nie potrzebuje argumentów.

I tutaj dochodzimy do tego, że wiara wierze nierówna. Może Pan to przyjąć do wiadomości lub nie, ale większość wierzących dorabia sobie "racjonalne argumenty" do swojej wiary. I oni właśnie są najłatwiejsi do "złamania". Mniejsza o merytoryczną wartość tych "argumentów". Trzeba wiedzieć jak dotrzeć do indywidualnego przypadku.

> Przepraszam za dosadność wypowiedzi do pierwszej części, gdyż naiwność drugiej jest wprost rozbrajająca.

Przepraszam za dosadność wypowiedzi, która dopiero nastąpi, ale naiwność drugiej części Pańskiej wypowiedzi jest rozbrajająca ponad wszelką miarę.

>Po pierwszym okresie - (tak do 5 roku życia), gdy nasza osobowość zostaje mocno zagruntowana, najpierw przez geny, a następnie w indoktrynacji procesie socjalizacji - zaczynamy coraz bardziej samodzielnie budować swój światopogląd i napotykani ludzi oraz przeczytane książki dostarczają nam argumentów do jego budowy. To jest proces i zupełnie nie wystarczy zapytać: czy Ty naprawdę wierzysz? I nagle uświadamiają sobie bezsens tych wszystkich rytuałów i religijnych "prawd". (...) Wystarczy im uświadomić, że tak nie jest. A potrzebny do tego bodziec może być bardzo lekki....

A to bardzo ciekawe. Nie mam zielonego pojęcia na czym Pan opiera swoje tezy, ale jeśli ma Pan jakiekolwiek merytoryczne przesłanki, to powinienem się dziwnie poczuć. I wielu moich znajomych. Szanowny Panie, pochodzę z malutkiej miejscowości, z zapyziałego województwa, więc może mnie i mnie podobnych te wielkomiejskie teorie nie dotyczą. Żyłem sobie przez niemal 20 lat, regularnie uczestnicząc w religijnych obrzędach i nie widząc w tym nic złego. Ba, nie widząc żadnej alternatywy! Przez ten czas poznałem zaledwie jednego jawnie niewierzącego i to niezbyt lotnego intelektualnie. Ksiądz nie dotykał mnie po pupie, a wszyscy wmawiali, że do kościoła chodzić trzeba. Więc się nie buntowałem. Potem poznałem ludzi, którzy umieli i chcieli dyskutować. Nawet nie dlatego, żeby mnie do czegoś przekonać, tylko żeby sobie dostarczyć rozrywki intelektualnej. Dzięki nim zacząłem odbierać rzeczywistość w bardziej świadomy sposób. I zerwałem z religią w bardziej jednoznacznie niż przez niechodzenie do kościoła z lenistwa. Jak już wspominałem, znam takich osób mnóstwo. Ludzi, którym ktoś otworzył oczy, gdy ukończyli dwudziesty rok życia. Smuci mnie trochę, że Pan spisałby mnie i mnie podobnych na straty. Ale z drugiej strony cieszy mnie, że nasze życia dowodzą iż nie ma Pan racji.

>Nagłe to tylko "nawrócenia" na wiarę się zdarzają.

Jak już pisałem, nie jest to prawdą. Ale skoro Pan w to wierzy, to zgodnie z Pańskimi zaleceniami, nie powinienem z wiarą dyskutować. Z pokorą zmówię paciorek.

>Pisałem na ten temat bardzo dużo na naszym forum (wystarczy poszukać w archiwum) i proszę swoich uproszczeń mi nie przypisywać.

Ależ ja piszę tylko o swoich odczuciach. Jeśli uważa Pan, że coś Panu przypisuję, to warto to zacytować. A na temat poziomu kultury dyskusji, w związku z odsyłaniem oponentów do swoich wypowiedzi, już Panu pisałem. Wystarczy poszukać w archiwum. Gdzieś tam, kiedyś tam, se Pan znajdzie
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Jakie Szanowny Pan ma racjonalne kontrargumenty do zdania:
"Nikt nas nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne"
>Żadne.
I tylko o to w tym zdaniu chodzi.

>Co nie znaczy, że mam zamknąć paszczę i siedzieć pokornie, gdy tacy ludzie kształtują chociażby uregulowania prawne w tym kraju.
Ja nie zamykam, to dlaczego miałbym Panu to radzić?

>>>>Takich argumentów po prostu nie ma, gdyż właśnie na tym polega wiara, że nie potrzebuje argumentów.
>I tutaj dochodzimy do tego, że wiara wierze nierówna. Może Pan to przyjąć do wiadomości lub nie, ale większość wierzących dorabia sobie "racjonalne argumenty" do swojej wiary. I oni właśnie są najłatwiejsi do "złamania". Mniejsza o merytoryczną wartość tych "argumentów".
Wielokrotnie pisałem, że swoistość człowieka polega - między innymi - na jego racjonalności. Można tu poczytać. Dla mnie, to to co Pan tu pisze, to trochę odkrywanie Ameryki.
Czy może Pan uwierzyć i przyjąć do swojej szanownej świadomości, że ja nie popisuję się tu w pyskówkach, tylko staram się każdą wypowiedź przemyśleć i oprzeć ją o jakieś naukowe źródła. Jestem przeciwnikiem pisania "Zdaje mi się".

>Trzeba wiedzieć jak dotrzeć do indywidualnego przypadku.
Ja aż taki mądry nie jestem i dlatego poddałem wiarę tu rozważaniom odwołując się tam do moich wcześniejszych wypowiedzi na ten temat.

>A to bardzo ciekawe. Nie mam zielonego pojęcia na czym Pan opiera swoje tezy,
A nie jest wcale tak trudno poszukać. Tu Pan znajdzie wiele odpowiedzi skąd swoje poglądy wziąłem.

>Smuci mnie trochę, że Pan spisałby mnie i mnie podobnych na straty.
A czy mógłby Pan konkretnie podać, gdzie spisałem Pana i Panu podobnych na straty?
Opisane przez Pana budowanie własnego światopoglądu, jest według moich tu wypowiedzi - z jednej strony najwartościowszym, a drugiej strony - jedynym racjonalnym. Nie pochodzę z małego miasteczka, ale swój światopogląd budowałem podobnie. Tyle tylko, że ja nauczyłem się czytać szybko ze zrozumieniem, a Pan jak widać nadal ma z tym kłopoty.

>Ale z drugiej strony cieszy mnie, że nasze życia dowodzą iż nie ma Pan racji.
Znowu jest Pan zabawnym. To co Pan, czy ja uważamy, to ma niewielkie znaczenie. Gdzie i w czym nie mam racji? Tylko konkretnie proszę. Przecież Pan wykazuje się tu kompletną nieznajomością moich poglądów. Więc o czym Pan mówi?

>>>>Nagłe to tylko "nawrócenia" na wiarę się zdarzają.
>Jak już pisałem, nie jest to prawdą.
Tu dyskutujemy w miarę poważnie. Ja parę razy tu pisałem, że jestem piękną blondynką.
Myślę, że niewiele osób uwierzyło. Proszę o potwierdzone opisy nagłych olśnień racjonalnym ateizmem. Przecież to już z założenia jest bzdurą. Chyba, że Pan opisuje Pan koleżankę, która na złość babci przestała do kościoła chodzić.

>Ale skoro Pan w to wierzy, to zgodnie z Pańskimi zaleceniami, nie powinienem z wiarą dyskutować.
Proszę Wielce Szanownego Pana, ja nikomu i w nic nie wierzę. Jestem tu już parę lat i wielokrotnie na przeróżne sposoby tą swoją niewiarę uargumentowałem. Nie namawiam Pana do dyskusji ze mną, gdyż mam wymagania prowadzenia poważnych, rzetelnie prowadzonych rozmów, a do tego trzeba solidnie, ze zrozumieniem czytać wypowiedzi, do których się odnosimy i odnosić się do zawartych w nich twierdzeń, a nie do tego co my sobie myślimy, że myśli nasz interlokutor.

>Z pokorą zmówię paciorek.
Może się Panu przyda, każdy ma inne potrzeby.

>>>>Pisałem na ten temat bardzo dużo na naszym forum (wystarczy poszukać w archiwum) i proszę swoich uproszczeń mi nie przypisywać.
>Ależ ja piszę tylko o swoich odczuciach. Jeśli uważa Pan, że coś Panu przypisuję, to warto to zacytować. A na temat poziomu kultury dyskusji, w związku z odsyłaniem oponentów do swoich wypowiedzi, już Panu pisałem. Wystarczy poszukać w archiwum. Gdzieś tam, kiedyś tam, se Pan znajdzie
No właśnie, to jest ten poziom rozmów, który bardzo niektórym odpowiada, a mnie na takie pyskówki szkoda czasu. Ani to mnie, ani Panu żadnej merytorycznej korzyści nie przynosi, a satysfakcja - dla mnie, że wykazałem Panu brak racji pokrytej personalnym atakiem - żadna, ot przez grzeczność dopóki mogę, dopóty odpisuję. Więc już niczego Pan nie szukaj. Pan i tak już z założenia wszystko wie lepiej.

Miłego dnia.

@@@
.
09-02-2013 17:23 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Jakie Szanowny Pan ma racjonalne kontrargumenty do zdania:
"Nikt nas nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne"
>Żadne.
I tylko o to w tym zdaniu chodzi.

>Co nie znaczy, że mam zamknąć paszczę i siedzieć pokornie, gdy tacy ludzie kształtują chociażby uregulowania prawne w tym kraju.
Ja nie zamykam, to dlaczego miałbym Panu to radzić?

>>>>Takich argumentów po prostu nie ma, gdyż właśnie na tym polega wiara, że nie potrzebuje argumentów.
>I tutaj dochodzimy do tego, że wiara wierze nierówna. Może Pan to przyjąć do wiadomości lub nie, ale większość wierzących dorabia sobie "racjonalne argumenty" do swojej wiary. I oni właśnie są najłatwiejsi do "złamania". Mniejsza o merytoryczną wartość tych "argumentów".
Wielokrotnie pisałem, że swoistość człowieka polega - między innymi - na jego racjonalności. Można tu poczytać. Dla mnie, to to co Pan tu pisze, to trochę odkrywanie Ameryki.
Czy może Pan uwierzyć i przyjąć do swojej szanownej świadomości, że ja nie popisuję się tu w pyskówkach, tylko staram się każdą wypowiedź przemyśleć i oprzeć ją o jakieś naukowe źródła. Jestem przeciwnikiem pisania "Zdaje mi się".

>Trzeba wiedzieć jak dotrzeć do indywidualnego przypadku.
Ja aż taki mądry nie jestem i dlatego poddałem wiarę tu rozważaniom odwołując się tam do moich wcześniejszych wypowiedzi na ten temat.

>A to bardzo ciekawe. Nie mam zielonego pojęcia na czym Pan opiera swoje tezy,
A nie jest wcale tak trudno poszukać. Tu Pan znajdzie wiele odpowiedzi skąd swoje poglądy wziąłem.

>Smuci mnie trochę, że Pan spisałby mnie i mnie podobnych na straty.
A czy mógłby Pan konkretnie podać, gdzie spisałem Pana i Panu podobnych na straty?
Opisane przez Pana budowanie własnego światopoglądu, jest według moich tu wypowiedzi - z jednej strony najwartościowszym, a drugiej strony - jedynym racjonalnym. Nie pochodzę z małego miasteczka, ale swój światopogląd budowałem podobnie. Tyle tylko, że ja nauczyłem się czytać szybko ze zrozumieniem, a Pan jak widać nadal ma z tym kłopoty.

>Ale z drugiej strony cieszy mnie, że nasze życia dowodzą iż nie ma Pan racji.
Znowu jest Pan zabawnym. To co Pan, czy ja uważamy, to ma niewielkie znaczenie. Gdzie i w czym nie mam racji? Tylko konkretnie proszę. Przecież Pan wykazuje się tu kompletną nieznajomością moich poglądów. Więc o czym Pan mówi?

>>>>Nagłe to tylko "nawrócenia" na wiarę się zdarzają.
>Jak już pisałem, nie jest to prawdą.
Tu dyskutujemy w miarę poważnie. Ja parę razy tu pisałem, że jestem piękną blondynką.
Myślę, że niewiele osób uwierzyło. Proszę o potwierdzone opisy nagłych olśnień racjonalnym ateizmem. Przecież to już z założenia jest bzdurą. Chyba, że Pan opisuje Pan koleżankę, która na złość babci przestała do kościoła chodzić.

>Ale skoro Pan w to wierzy, to zgodnie z Pańskimi zaleceniami, nie powinienem z wiarą dyskutować.
Proszę Wielce Szanownego Pana, ja nikomu i w nic nie wierzę. Jestem tu już parę lat i wielokrotnie na przeróżne sposoby tą swoją niewiarę uargumentowałem. Nie namawiam Pana do dyskusji ze mną, gdyż mam wymagania prowadzenia poważnych, rzetelnie prowadzonych rozmów, a do tego trzeba solidnie, ze zrozumieniem czytać wypowiedzi, do których się odnosimy i odnosić się do zawartych w nich twierdzeń, a nie do tego co my sobie myślimy, że myśli nasz interlokutor.

>Z pokorą zmówię paciorek.
Może się Panu przyda, każdy ma inne potrzeby.

>>>>Pisałem na ten temat bardzo dużo na naszym forum (wystarczy poszukać w archiwum) i proszę swoich uproszczeń mi nie przypisywać.
>Ależ ja piszę tylko o swoich odczuciach.
A mnie na Pańskie odczucia to szkoda czasu. Każdy ma swoje, swoiste i interesować to one mogą plotkarzy i najbliższą rodzinę. Sprawdzają się jeszcze dobrze w literaturze.
Mnie interesuje racjonalne podejście do rzeczywistości, a więc uogólnienia oparte na nauce.

>Jeśli uważa Pan, że coś Panu przypisuję, to warto to zacytować.
Rozmowy prowadzę rzetelnie i konkretnie czytuję Pańskie wypowiedzi, do których się odnoszę. Pan jeszcze by chciał abym udowodniał (najlepiej jeszcze bez odsyłania), że przypisuje Pan mi poglądy, których nie posiadam.

>A na temat poziomu kultury dyskusji, w związku z odsyłaniem oponentów do swoich wypowiedzi, już Panu pisałem.
Wielce Szanowny Panie, mnie kultura dyskusji, którą tu Pan reprezentuje i jeszcze parę innych osób, zupełnie nie odpowiada. Nawet staram się miałkość takich popisów "z imienin u cioci" wykpiwać. Uczono mnie prowadzenia dyskusji na innym poziomie i nadal staram się ten poziom utrzymywać. Nie widzę powodu, abym miał się poddać Waszemu dyktatowi.

>Wystarczy poszukać w archiwum. Gdzieś tam, kiedyś tam, se Pan znajdzie
No właśnie, to jest ten poziom rozmów, który bardzo Panu i niektórym odpowiada, a mnie na takie pyskówki szkoda czasu. Ani to mnie, ani Panu żadnej merytorycznej korzyści nie przynosi, a satysfakcja - dla mnie, że wykazałem Panu brak racji pokrytej personalnym atakiem - żadna, ot przez grzeczność dopóki mogę, dopóty odpisuję. Więc już niczego Pan nie szukaj. Pan i tak już z założenia wszystko wie lepiej.

Miłego dnia.

@@@
.
08-02-2013 18:28 
 Ocena 1 na 1
Adaś MiaŁczyński (1403 punktów)
(zablokowany)
>jeżeli ktoś ustawi się na wygodnej pozycji pt. "Bóg jest tak skomplikowany, że i tak go nie zrozumiesz.", to nie ma co liczyć na jego wyjście z okopów.
Ale właśnie taka postawa jest tematem wątku.

>Chociaż zawsze mnie zastanawiało, że osoby tak twierdzące doskonale znają prawie wszystkie zamiary tego swojego boga.
Wierzący - zupełnie zresztą trafnie - czują się twórcami swego boga, zatem sami decydują co ów bóg o nich myśli.

>dyskusji może się przyglądać osoba postronna, na którą ta, pozornie jałowa wymiana zdań, może jakoś wpłynąć.
Jestem przekonany, że właśnie z uwagi na czytelników trzeba być jak najbliżej prawdy i jak najdalej od zawsze źle rokującej teologicznej dysputy. Nim wezmę się za rozważanie siły boskiego pierdnięcia, zapytam o czyim pierdnięciu mowa.

>wielu uprawia wiarę zupełnie bezmyślnie i nie zamierza jej też bronić
Ci chcieliby niekłopotliwych argumentów, a ja właśnie takie oferuję.
09-02-2013 03:36 
 Ocena 1 na 1
Świnka Flejka (553 punktów)
>Ale właśnie taka postawa jest tematem wątku.

Co nie wyklucza sensowności całej dyskusji. To, że oponent się "dobrze zabunkrował" nie znaczy, że dyskusja nie przyniesie żadnych korzyści. Jednej lub drugiej stronie, albo komuś trzeciemu.

>Wierzący - zupełnie zresztą trafnie - czują się twórcami swego boga, zatem sami decydują co ów bóg o nich myśli.

Owszem i to zachowanie trzeba im wytykać jak najczęściej.

>Jestem przekonany, że właśnie z uwagi na czytelników trzeba być jak najbliżej prawdy i jak najdalej od zawsze źle rokującej teologicznej dysputy. Nim wezmę się za rozważanie siły boskiego pierdnięcia, zapytam o czyim pierdnięciu mowa.

To też prawda, ale ja uważam, że takie dyskusje można przeprowadzać zarówno od ogółu do szczegółu, jak i odwrotnie. Czasami trzeba to pierdnięcie rozłożyć na poszczególne nuty zapachowe, żeby uświadomić drugiemu człowiekowi (albo trzeciemu!), że tak naprawdę to niczego nie czuje.

>Ci chcieliby niekłopotliwych argumentów, a ja właśnie takie oferuję.

Niekłopotliwe argumenty będą im potrzebne, gdy przejdą na naszą stronę barykady. Na początek trzeba się o nich postarać, bo im jest wygodnie tam, gdzie aktualnie są.
09-02-2013 10:41 
 Ocena 1 na 1
Adaś MiaŁczyński (1403 punktów)
(zablokowany)
>To, że oponent się "dobrze zabunkrował" nie znaczy, że dyskusja nie przyniesie żadnych korzyści. Jednej lub drugiej stronie, albo komuś trzeciemu.
Z uwagi na publikę warto może troszczyć się o formę, ale nie warto tracić z oczu celu. W naszym wypadku jest to ateizacja tej jednej konkretnej Babci, która sprytnie przypisuje człowieczemu rodzajowi kurzy umysł. Jeśli to się nie powiedzie, całe widowisko weźmie w łeb, czas zmarnowany, publika zniechęcona, forum w niesławie, a Babcia w kościele albo w kurniku, co w tym przypadku na jedno wychodzi.

Idąc tropem teologicznym mam dla Autorki-Wnuczki argument, że skoro bóg uczynił człowieka istotą myślącą ponad zwierzętami, przypisywanie sobie kurzego mózgu jest obrażaniem owego boga, niechby więc Babcia, zwłaszcza do dyskusji o nim zasiadła choć o jedną grzędę wyżej od kury. Ten argument działa dzięki odwołaniu się do definicji rozumu, która jest wspólna dla nas i wierzących, dlatego jest najlepszym jaki znam. Trzeba jednak koniecznie znać instrukcję obsługi, która jest tutaj, zachować pewien emocjonalny dystans dla lepszej perspektywy.

>Owszem i to zachowanie trzeba im wytykać jak najczęściej.
Bez dowodów? To stawanie do walki z pustym magazynkiem.

>uważam, że takie dyskusje można przeprowadzać zarówno od ogółu do szczegółu, jak i odwrotnie. Czasami trzeba to pierdnięcie rozłożyć na poszczególne nuty zapachowe, żeby uświadomić drugiemu człowiekowi (albo trzeciemu!), że tak naprawdę to niczego nie czuje.
Zawsze jest pytanie czy komu/czemu konkretne rozważanie miałoby służyć, akurat tutaj nie widzę beneficjenta. Ale możliwe, że się zamknął na haczyk w tym swoim boskim wychodku.

>Niekłopotliwe argumenty będą im potrzebne, gdy przejdą na naszą stronę barykady.
Tylko skąd Twoim zdaniem mieliby potem wiedzieć, że prosty argument to dobry argument?
Świnka Flejka (553 punktów)
>Z uwagi na publikę warto może troszczyć się o formę, ale nie warto tracić z oczu celu. W naszym wypadku jest to ateizacja tej jednej konkretnej Babci, która sprytnie przypisuje człowieczemu rodzajowi kurzy umysł. Jeśli to się nie powiedzie, całe widowisko weźmie w łeb, czas zmarnowany, publika zniechęcona, forum w niesławie, a Babcia w kościele albo w kurniku, co w tym przypadku na jedno wychodzi.

>Zawsze jest pytanie czy komu/czemu konkretne rozważanie miałoby służyć, akurat tutaj nie widzę beneficjenta. Ale możliwe, że się zamknął na haczyk w tym swoim boskim wychodku.

Babcia zostanie w kurniku. Ale może jakaś inna babcia usłyszy argumenty przytoczone w tym wątku i przyjmie je do wiadomości. Ta dwuosobowa dyskusja wyszła z zamkniętego pokoju i żyje własnym życiem. Początkowym celem była ateizacja tej jednej babci, ale skutki dyskusji mogą mieć dużo większy zasięg.

>Bez dowodów? To stawanie do walki z pustym magazynkiem.

Chyba nie ma bardziej widocznych dowodów niż to, że wierzący dostosowują boga do sytuacji. Można spokojnie stawać do walki z pustym magazynkiem, bo na ziemi zamiast kamieni leżą pociski różnego kalibru. Każdy znajdzie coś odpowiedniego do swojej broni.

>Tylko skąd Twoim zdaniem mieliby potem wiedzieć, że prosty argument to dobry argument?

Ależ oni już to wiedzą. Tylko definicja prostoty jest u nich mało racjonalna. To co jest proste i niekłopotliwe z perspektywy wierzących, dla nas takie nie jest. I tu też mamy do wykonania ogromną pracę, bo logika stoi po naszej stronie i czas, żeby zaczęli to dostrzegać. Teraz jest taka moda wśród katolików, że przyznają, iż ich wiara jest nieracjonalna, ale i tak wierzą i wierzyć będą. Problem pojawia się, gdy wgłębiamy się w poszczególne elementy wiary. Wtedy zaczynają tłumaczyć jak to wszystko składa się w "logiczną całość". I wytykanie im takich nieścisłości jest naszym zadaniem.
Adaś MiaŁczyński (1403 punktów)
(zablokowany)
>Chyba nie ma bardziej widocznych dowodów niż to, że wierzący dostosowują boga do sytuacji.
Dla mnie to oczywiste i bez dowodów, ale czasem chciałoby się "wierzącym" wykazać, że swoim bogiem manipulują jak pacynką.
08-02-2013 11:04 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Dlatego dziwią mnie uporczywie na tym forum prowadzone dyskusje ateistów o bogu.
>Ależ Adasiu. Ja jestem w stanie dyskutować o Bogu, Szatanie, krasnoludkach, sierotce Marysi, inteligentnej rasie Wraith z galaktyki Pegaza, hobbitach wędrujących do Mordoru, Paulu Atrydzie i komendancie straży miejskiej Ankh-Morpork Samie Vimesie. Na równych zasadach.
Ogromnie mnie dziwią na naszym propagującym jednak racjonalizm jakieś próby cenzurowania tematów i tworzenia jakiś tematów tabu. Dotyczącą one najczęściej szeroko pojętej tematyki światopoglądowej.
Na przykład tu: "Dyskutując o bogu, dopuszczasz istnienie boga, a jeżeli bóg istnieje, to Babcia ma rację - bóg istnieje." jakaś dziwna logika, z której niby wynika: "Oczywista oczywistość."

Na każdy, nawet najbardziej trywialny, temat można rozmawiać mądrze i głupio. Jestem naturalistą ontologicznym, a więc bardzo konsekwentnie odrzucam istnienie jakiegokolwiek świata nadprzyrodzonego i nie istnieje dla mnie nawet najmniejsza wątpliwość, że Bóg istnieje i stanowi poważny problem kulturowo-filozoficzny.
Jest więc o czym rozmawiać! Nawet wtedy, gdy niektórzy nie rozumieją o czym rozmowa. Nie wszystko jest dla wszystkich.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
panTeista (6808 punktów)
>Jaki bym mogła przedstawić inny kontrargument?

Wiara babci jest kwestią emocjonalną, jest przywiązana uczuciowo do swoich przekonań. Stanowią one część jej tożsamości. Tutaj na moc argumentów bym nie liczył. Trudno się przyznać (także przed sobą samą) że kilkadziesiąt lat żyło się w błędnym przekonaniu.
Ja bym rozważył pozostawienie babci przy swojej wierze ale z bezwzględnym żądaniem, że przyjmie do wiadomości, że są ludzie odmiennie myślący.


Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
09-02-2013 00:36 
 Ocena 1 na 1
Adaś MiaŁczyński (1403 punktów)
(zablokowany)
>Trudno się przyznać (także przed sobą samą) że kilkadziesiąt lat żyło się w błędnym przekonaniu.
Coraz częściej mam wrażenie, że to my, ateiści, żyjemy w błędnym mniemaniu o "trwaniu w wierze" tzw. wierzących. Jeśli Babcia Autorki tak sprawnie potrafi bronić swojego religijnego status quo, to najpewniej dlatego, że już nieraz na ten temat rozmyślała. A nie, jak sądzimy wg stereotypu, bezmyślnie klepała paciorki.
setarkos (10757 punktów)
> człowiek nie może pojąć Boga.
Zatem wynurzenia teologów należy potraktować jak opowieści z cyklu "o czym gdaczą kury".
08-02-2013 20:39 
 Ocena 2 na 2
Unulfo (3273 punktów)
(zablokowany)

>Zatem wynurzenia teologów należy potraktować jak opowieści z cyklu "o czym gdaczą kury".

Moim zdaniem, należy w ten sposób potraktować wynurzenia babuleńki. Dlaczego? Jeśli człowiek nie może pojąć Boga, to nie może również pojąć natury relacji miedzy Bogiem i człowiekiem. Skoro natura tej relacji jest nieznana i niepojęta, porównywanie jej do relacji zachodzącej między dwoma dowolnymi innymi "bytami" jest nonsensowne. Nie możemy przecież określać właściwości czegoś poprzez porównanie tego do nieznanych właściwości czegoś-innego-nieznanego. Babunia plecie farmazony. Pewnie rekolekcje dla seniorów prowadzili jezuici albo dominikanie.

"Mój Boże! Jacy ci rozumni ludzie są głupi!" Beaumarchais
Absurdalna Abstrakcja (325 punktów)

Czarny_Kocie,
Twój wątek stał się jednym z bardziej intrygujących w tej chwili na forum. Co prawda gdzie dwoje ludzi, tam trzy światopoglądy, ale dzięki temu można się wiele dowiedzieć i zaobserwować.

Taka jeszcze moja zagwozdka: sporo tu się mówi o oddzielaniu ludzi od problemu, dochodzeniu do obiektywnej prawdy i nieocenianiu rozmówców. Wydaje mi się, że człowiek ma to do siebie, że jakiejkolwiek komunikacji by się nie podjął, przez jego wypowiedzi będzie przemawiać daleka od obiektywizmu, przesiąknięta czy to wychowaniem, czy otoczeniem (lub jedno i drugie, i jeszcze milion innych czynników), postawa trudna do rozkodowania i chyba niemożliwa do przełamania. Człowiek nigdy nie będzie wydestylowany z własnych przekonań czy podświadomości. To taki odwieczny szum komunikacyjny.
Gdyby te przeszkody sforsować, byłby rozmówca idealny.
Z tym że tak jest mimo wszystko ciekawiej.





C z ł o w i e k - to nie brzmi dumnie. Już nie.
meercat (934 punktów)
(zablokowany)
>W dyskusjach z moją babcią o Bogu, zazwyczaj pojawia się motyw "tak samo jak kura nie zrozumie
>człowieka, tak człowiek nie może pojąć Boga."

Ja bym to przekształciła: "Prędzej bakteria zrozumie człowieka niż człowiek boga"
Astaroth (14 punktów)
Dobry wieczór,
to mój pierwszy wpis na tym forum, witam Wszystkich.

>W dyskusjach z moją babcią o Bogu, zazwyczaj pojawia się motyw "tak samo jak kura nie zrozumie
>człowieka, tak człowiek nie może pojąć Boga."

Zostawmy na chwilę babcię, kury i boga i zastanówmy się, czy umysł ludzki jest w stanie pojąć wszystko.
Być może tak, być może nie. Tego nie wiemy. Jeśli ktoś uważa, że wie, to bardzo proszę o wypowiedź ze stosownym dowodem.
Nie wiedząc, czy umysł ludzki jest w stanie pojąć wszystko musimy założyć, że może istnieć coś, czego pojąć nie może, z uwagi na jakieś ograniczenia, których jeszcze mamy prawo nawet nie znać, bo w poznawaniu działania ludzkiego mózgu/umysłu dopiero raczkujemy.

Wracając do babci, kur i boga. Wyrażając cytowaną wyżej myśl babci innymi słowami można powiedzieć, że kura nie zrozumie człowieka, ponieważ zrozumienie układu o takiej złożoności jak człowiek przekracza możliwości mózgu kury.
Tak samo mogą istnieć układy o takiej złożoności, których nie będzie w stanie zrozumieć mózg człowieka. Tym samym jedyną nieracjonalnością babci będzie założenie, że na pewno jest jakiś bóg, który jest takim zbyt złożonym układem. A tego, oczywiście, nie wiemy.
15-02-2013 12:12 
 Ocena 2 na 2
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> mogą istnieć układy o takiej złożoności, których nie będzie w stanie zrozumieć mózg człowieka

Mogą. Tylko pytanie, co z tej potencjalnej możliwości wynika - i jak to wpływa na nasze działania?

> jedyną nieracjonalnością babci będzie założenie, że na pewno jest jakiś bóg, który jest takim zbyt złożonym układem

Ja nazwałbym nieracjonalnością już każde (subiektywne) przypisanie tej możliwości niezerowego prawdopodobieństwa - i (co ważniejsze) każdą decyzję na takiej podstawie podjętą, tzn. decyzję istotnie różną od tej, jaką babcia mogłaby podjąć zakładając że bóg nie istnieje na pewno.

Być może nie mam racji, ale po prostu nie znalazłem dotychczas żadnego przykładu takiej decyzji, która jednocześnie: a) wynika z założeń teistycznych, b) nie wynika z ateistycznych, c) daje sie racjonalnie uzasadnić.
Astaroth (14 punktów)
Dzień dobry,

>> mogą istnieć układy o takiej złożoności, których nie będzie w stanie zrozumieć mózg człowieka
>Mogą. Tylko pytanie, co z tej potencjalnej możliwości wynika - i jak to wpływa na nasze działania?

Powinno to, moim zdaniem, wpływać na formułowanie sądów. Jeśli może istnieć układ o takiej złożoności, że nie będę go w stanie zrozumieć, to jest też możliwe, że nie będę go w stanie w ogóle postrzegać jako układ (a mówiąc inaczej będę mógł, co najwyżej, rejestrować istnienie jego niektórych lub wszystkich elementów, nie będąc w stanie powiązać ich w zrozumiałą dla mnie całość). Nie mogę zatem wypowiadać sądów, że jakiś uklad "na pewno" istnieje lub "na pewno" nie istnieje, jeśli zakładam, że mogę nie być w stanie go postrzec.

>Ja nazwałbym nieracjonalnością już każde (subiektywne) przypisanie tej możliwości niezerowego prawdopodobieństwa - i (co ważniejsze) każdą decyzję na takiej podstawie podjętą, tzn. decyzję istotnie różną od tej, jaką babcia mogłaby podjąć zakładając że bóg nie istnieje na pewno.

I tu się różnimy, ponieważ ja nie widzę podstaw do przypisania "tej możliwości" zerowego prawdopodobieństwa
16-02-2013 00:47 
 Ocena 10 na 10
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> nie widzę podstaw do przypisania "tej możliwości" zerowego prawdopodobieństwa

Do tego akurat żadne podstawy nie są potrzebne. Można sobie beztrosko postulować niezliczone ilości bzdur, ale żadna z nich nie nabiera prawdopodobieństwa istnienia od samego faktu jej wyartykułowania.

Deklarowanie się jako agnostyk w sprawie niepostrzegalnych bytów jest może i efektowne na poziomie werbalnym, natomiast nie za bardzo się przekłada na praktykę. Jak niby zachowuje się 50-procentowy agnostyk? Chodzi do kościoła co drugą niedzielę? A 25-procentowy raz w miesiącu?

Jeżeli postulowany obiekt, którego istnienia nie wsparto pozytywnym materiałem dowodowym, nie jest zdefiniowany w sposób nonsensowny bądź absurdalny, wtedy owszem - zachowując formalną poprawność - powstrzymujemy się od kategorycznych sądów o jego istnieniu, natomiast w praktyce nie mamy racjonalnych przesłanek, aby traktować ten obiekt inaczej niż nieistniejący.

Jakkolwiek więc tezy o istnieniu boga (załóżmy już wielkodusznie, że wiemy o czym tu mówimy, niech to będzie np. "osobowy twórca wszechświata") nie mogę formalnie odrzucić jako fałszywej, to jednak mam pełne prawo określić ją mianem "nieodróżnialnej od fałszu" - i jako takiej nie traktować poważnie w żadnym procesie decyzyjnym.
Astaroth (14 punktów)
Dobry wieczór,

>Jeżeli postulowany obiekt, którego istnienia nie wsparto pozytywnym materiałem dowodowym, nie jest zdefiniowany w sposób nonsensowny bądź absurdalny, wtedy owszem - zachowując formalną poprawność - powstrzymujemy się od kategorycznych sądów o jego istnieniu,[...]
Pełna zgoda.

> [...] natomiast w praktyce nie mamy racjonalnych przesłanek, aby traktować ten obiekt inaczej niż nieistniejący.
po namyśle (jednak zdecydowałem się na edycję tego wpisu) - uważam, że nie mamy racjonalnych przesłanek ani do tego, aby traktować go jako istniejący, ani nieistniejący. Gdyby go traktować inaczej, niż nieistniejący to znaczyłoby, że traktujemy go jako istniejący, a to by przeczyło założeniu, że nie wiemy, czy istnieje.

>Jakkolwiek więc tezy o istnieniu boga (załóżmy już wielkodusznie, że wiemy o czym tu mówimy, niech to będzie np. "osobowy twórca wszechświata") nie mogę formalnie odrzucić jako fałszywej, to jednak mam pełne prawo określić ją mianem "nieodróżnialnej od fałszu" - i jako takiej nie traktować poważnie w żadnym procesie decyzyjnym.
Ma Pan, również według mnie, pełne prawo.
16-02-2013 02:33 
 Ocena 6 na 6
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> nie mamy racjonalnych przesłanek ani do tego, aby traktować go jako istniejący, ani nieistniejący

Poproszę zatem o przykład racjonalnego zachowania wyprowadzonego z założenia o niezerowym prawdopodobieństwie istnienia krasnoludków. Czy (często) zdarza Ci się rzucić przez ramię, w kąt pokoju, łyżkę strawy dla domowych skrzatów?
Astaroth (14 punktów)
Dzień dobry,

>> nie mamy racjonalnych przesłanek ani do tego, aby traktować go jako istniejący, ani nieistniejący
>Poproszę zatem o przykład racjonalnego zachowania wyprowadzonego z założenia o niezerowym prawdopodobieństwie istnienia krasnoludków. Czy (często) zdarza Ci się rzucić przez ramię, w kąt pokoju, łyżkę strawy dla domowych skrzatów?

Nigdy nie rzucam. Z tego, że dopuszczam możliwość, że coś może być, nie wynika, że uważam, że jest. Myślałem, że udało mi się to wyłożyć wcześniej.

Co jednak dużo ważniejsze, żebyśmy nie musieli ciągnąć dalej tematu krasnoludków. Niezależnie od tego, czy istnieją, czy nie możemy, jak widać, wytworzyć w naszym mózgu ich reprezentacje. Tym samym krasnoludki, istniejące, czy nieistniejące mieszczą się w granicach poznania. Będę o tym za chwilę pisał w innej odnodze podając przykład neandertalczyków i bozonu Higgsa.
16-02-2013 19:50 
 Ocena 8 na 8
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Z tego, że dopuszczam możliwość, że coś może być, nie wynika, że uważam, że jest.

To jest oczywiste i nie ma tu sporu. Chodzi mi o to, co napisałeś dwa posty wyżej:

> nie mamy racjonalnych przesłanek ani do tego, aby traktować go jako istniejący, ani nieistniejący

Jeżeli więc mówisz, że:

> Nigdy nie rzucam

to znaczy że w praktyce jednak traktujesz krasnoludki jako nieistniejące. Rzuca jedzenie ten, kto wierzy, że ktoś je zje. I analogicznie - modli się ten, kto wierzy, że ktoś słucha. Czy agnostyk się modli?

Żebyśmy mieli jasność, o jakich postawach mówimy: teista uważa, że bóg istnieje i oczywiście należy postępować tak, jakby istniał. Ateista uważa, że jakkolwiek istnieje możliwość istnienia jakiegoś (porządnie zdefiniowanego) boga, to jednak jedynym racjonalnie uprawnionym postępowaniem jest takie, jak gdyby bóg NIE istniał.

Jakie stanowisko zajmuje agnostyk? Czy może jedyne czym różni się od ateisty są jego deklaracje? Czy możemy więc zdefiniować agnostyka jako (praktycznego) ateistę, który nie chce się do ateizmu przyznać? Czy nie jest to ktoś, kto chciałby zjeść ciastko (czyli uniknąć "kosztów okołoreligijnych") i jednocześnie mieć ciastko (czyli móc kiedyś powiedzieć bogu: "nie byłem ateistą, nie odrzuciłem wiary w ciebie")?

Nie interesują mnie (w tym momencie) dywagacje o "reprezentacjach w mózgu" i granicach poznania - interesuje mnie kto to jest agnostyk i jak w praktyce (czyli po czynach, a nie deklaracjach) odróżnić go od ateisty? Bo uważam że albo się nie da w ogóle, albo - jeśli się da - to tylko po okazjonalnych wycieczkach w krainę irracjonalności.
15-02-2013 17:08 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Zostawmy na chwilę babcię, kury i boga i zastanówmy się, czy umysł ludzki jest w stanie pojąć wszystko.
>Być może tak, być może nie. Tego nie wiemy. Jeśli ktoś uważa, że wie, to bardzo proszę o wypowiedź ze stosownym dowodem.
>Nie wiedząc, czy umysł ludzki jest w stanie pojąć wszystko musimy założyć, że może istnieć coś, czego pojąć nie może, z uwagi na jakieś ograniczenia, których jeszcze mamy prawo nawet nie znać, bo w poznawaniu działania ludzkiego mózgu/umysłu dopiero raczkujemy.
Zostawmy na chwilę babcię, kury i boga i zastanówmy się, czy człowiek ma jakiekolwiek inne możliwości poznania poza swoim mózgiem wraz ze zmysłami uzbrojonymi przez różnorodne narzędzia wymyślone i wytworzone przez człowieka? Założyć to możemy wszystko i Pana Boga i trolle i czajniczek Russella, tylko po co? Jakie znaczenie ma istnieje jakichkolwiek bytów w jakikolwiek sposób nie doświadczanych przez człowieka?

>Wracając do babci, kur i boga. Wyrażając cytowaną wyżej myśl babci innymi słowami można powiedzieć, że kura nie zrozumie człowieka, ponieważ zrozumienie układu o takiej złożoności jak człowiek przekracza możliwości mózgu kury.
A jest Pan całkowicie pewien, że potrafi Pan zrozumieć kurę? Czy Pan wie "Jak to jest być nietoperzem"?

>Tak samo mogą istnieć układy o takiej złożoności, których nie będzie w stanie zrozumieć mózg człowieka. Tym samym jedyną nieracjonalnością babci będzie założenie, że na pewno jest jakiś bóg, który jest takim zbyt złożonym układem. A tego, oczywiście, nie wiemy.

Zaraz, zaraz, a czego nie wiemy, że jest purudurudumbapunda? O czym i w jakiej bajce Pan się wypowiada? Ja rozumiem pojęcia bogów, duchów i czarownic w zakresie kultury ludzkiej, czyli bogactwa możliwości ludzkiej wyobraźni, ale Pan chce to przenieść na grunt nauk przyrodniczych, a więc proszę o definicję boga, tak abyśmy wiedzieli o czym rozprawiamy. W nauce dowód istnienia spoczywa na twierdzącym, a nie na przeczącym.
Jestem za babcią! Ma staruszka głęboką wiarę i racjonalizuje, ale od racjonalistów, to trochę więcej wymagamy.

Pozdrawiam.

@@@
.
15-02-2013 19:59 
 Ocena-2 na 2
Astaroth (14 punktów)
Dobry wieczór,

>[...] O czym i w jakiej bajce Pan się wypowiada? [...]
O tym, że nie jest, moim zdaniem, racjonalne, żeby z pewnością wypowiadać się na temat istnienia bądź nie istnienia obiektów, które, według przyjętych założeń, mieszczą się poza granicami poznania człowieka. Innymi słowy o tym, że agnostycyzm jest, według mnie, racjonalny, a ateizm nie. I o tym chętnie podyskutuję.

Pozostałe kwestie, kury, nietoperza i inne pozostawiam (na razie) bez komentarza, chyba, że w ewentualnej, dalszej dyskusji trzeba będzie do nich wrócić. Póki co, uprzedzam: nie mam pojęcia, jak to jest być kurą. Nietoperzem też nie.

Również pozdrawiam.
15-02-2013 23:07 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>>>>[...] O czym i w jakiej bajce Pan się wypowiada? [...]
>O tym, że nie jest, moim zdaniem, racjonalne, żeby z pewnością wypowiadać się na temat istnienia bądź nie istnienia obiektów, które, według przyjętych założeń, mieszczą się poza granicami poznania człowieka.
Tak, zdaniem Szanownego Pana racjonalnym jest wypowiadanie się o tym o czym nauka nie ma i mieć nie może zielonego pojęcia - albowiem nigdy, nigdzie, w najmniejszym stopniu nie natrafiono na najmniejszą przesłankę wpływu jakiejkolwiek nadrzeczywistości na istniejącą obiektywnie rzeczywistość. Popieprzyć na ten temat można sobie do woli, aż Pana głowa zaboli, choć warto tu wspomnieć zawołanie Andrzeja Mleczki - "Obywatelu nie pieprz bez sensu!"

>Innymi słowy o tym, że agnostycyzm jest, według mnie, racjonalny, a ateizm nie.
>I o tym chętnie podyskutuję.
A może zechciałby Szanowny Pan najpierw zdefiniować "ateizm"?
Czy wyklucza Pan z tego np. apateizm, ignostycyzm, ateizm praktyczny czyli indyferentyzm religijny, czy myśli Pan o ateizmie fideistycznym, czyli wierze w to, że określony bóg nie istnieje, natomiast istnieją inni bogowie.
(Wszak prawie każda religia jest ateizmem dla innych bogów).
Ponadto, gdzie Pan umieści takich ludzi:
Nie czuję się ateistą i chyba też nim nie jestem. Myślę, że dlatego z dużym rozbawieniem i satysfakcją przeczytałem w 58 numerze "Res Humana" tezę Alfreda Rachalskiego, że nazywanie kogoś ateistą, jest tak samo uzasadnione jak nazywanie kobiet a-mężczyznami. Jestem religioznawcą opierającym swój światopogląd na naturalizmie ontologicznym, a więc do której szufladki Pan chce mnie upchnąć? Dodam, że wcale nie bolą mnie epitety: "wojujący ateista", "antyklerykał", "bezbożnik", "fanatyk niewiary", a śmieszy przypisywanie sobie postawy agnostycznej:
Odrzucenie postawy agnostycznej uzasadniła doskonale Barbara Stanosz, która w 44 numerze "Bez Dogmatu" napisała: (...) nie można dowieść nieistnienia żadnych, najbardziej nawet fantazyjnych obiektów (...) Jednakże nauka nie pretenduje do pewności; jej twierdzenia i teorie składowe mogą zostać podważone. Jest tu więc miejsce na agnostyczne "Nie wiem" - zarówno w sprawie chrześcijańskiego Boga, jak i w sprawie greckiego Zeusa (ale także Baby Jagi, Świętego Mikołaja itd.). I tak właśnie, tj. mitologicznie interpretują twierdzenia teistyczne racjonaliści, którzy deklarują się jako agnostycy.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,509211#w510102

Pisze Pan, że chętnie by podyskutował. Jesteśmy otwartym dyskusyjnym forum, ale skierowanym głównie do racjonalistycznej inteligencji, a więc trochę warto do takiej dyskusji się przygotować, tak aby wiedzieć o czym się rozmawia.
>Innymi słowy o tym, że agnostycyzm jest, według mnie, racjonalny, a ateizm nie.
A merytorycznym dowodem tego są Pańskie irracjonalne wypowiedzi.
Według mnie racjonalizm prowadzi do "naturalizmu ontologicznego" i jest to jedyna konsekwentna postawa racjonalistyczna. Jestem już tu parę lat i przedstawiłem sporo racjonalnych argumentów za taką postawą, ale są tu ludzie o znacznie większej wiedzy i znacznie mądrzejsi ode mnie. Warto przed włączeniem się do dyskusji zajrzeć do naszej wyszukiwarki i poczytać, co na interesujący Pana temat pisali.

Pozdrawiam.

@@@
.
16-02-2013 00:14 
 Ocena-1 na 1
Astaroth (14 punktów)
Dobry wieczór,

> Popieprzyć na ten temat można sobie do woli, aż Pana głowa zaboli, choć warto tu wspomnieć zawołanie Andrzeja Mleczki - "Obywatelu nie pieprz bez sensu!" [...]

Panie Andrzeju, gdybym chciał przyjąć proponowaną przez Pana konwencję, to mógłbym odpowiedzieć cytatem "Nie chce mi się z tobą gadać". Ja jednak nie przyjmuję tej konwencji. Żyję w przekonaniu, że jedną z cech inteligencji (jako klasy) nie jest używanie w dyskusji sformułowań typu "pieprzyć", niezależnie od tego, czy z sensem, czy bez sensu lecz raczej wychodzenie naprzeciw partnerowi i staranie się zrozumieć, z dobrą wolą, co chce przekazać.

Proszę wyjść z założenia, że wiem sporo, co na interesujący mnie temat pisali mądrzy ludzie. Jeśli wyraziłem się lub kiedykolwiek wyrażę się niejasno/w zbytnim uproszczeniu - zawsze mogę to wyjaśnić. Oczywiście, jeśli ktoś jest zainteresowany takim wyjaśnieniem, ktoś, kto nie tylko nadaje ale i odbiera.

Spróbuję: uważam, że racjonalną jest postawa, gdy ktoś mówi "dopuszczam, że teoretycznie mogą istnieć obiekty leżące poza granicą ludzkiego poznania i nie wiem, czy takie obiekty istnieją."
Uważam, że nie jest racjonalnym ktoś, kto mówi "dopuszczam teoretyczną możliwość istnienia obiektów leżących poza granicami ludzkiego poznania lecz uważam, że takie obiekty na pewno nie istnieją".

Będę wdzięczny, jeśli zechce Pan się odnieść tylko do powyższego.

Pozdrawiam
16-02-2013 10:40 
 Ocena 6 na 6
MarcinK (9189 punktów)

>Uważam, że nie jest racjonalnym ktoś, kto mówi "dopuszczam teoretyczną możliwość istnienia obiektów leżących poza granicami ludzkiego poznania lecz uważam, że takie obiekty na pewno nie istnieją".

Mylisz ateizm z wiarą - nie Ty pierwszy i z pewnością nie ostatni. Jako ateista potrzebuję dowodów na wskazaną tezę, a ciężar dowodu spoczywa na twierdzącym. Dopóki takiego dowodu nie przedstawi nie mam żadnych przesłanek by się w ogóle do takiej tezy odnosić i bynajmniej nie implikuje to wiary w brak jako symetrii do wiary w.

Innymi słowy - nie ma żadnej symetrii między ateizmem a wiarą - nie chodzenie na grzyby to nie hobby.
Astaroth (14 punktów)
Dzień dobry,

> Jako ateista potrzebuję dowodów na wskazaną tezę, a ciężar dowodu spoczywa na twierdzącym. Dopóki takiego dowodu nie przedstawi nie mam żadnych przesłanek by się w ogóle do takiej tezy odnosić i bynajmniej nie implikuje to wiary w brak jako symetrii do wiary w.

Szanuję to. W zamian proszę o rozważenie następującej kwestii: jeżeli agnostyk mówi "nie wiem, czy obiekt A istnieje", to na co dowód miałby ten agnostyk podać?
16-02-2013 12:52 
 Ocena 5 na 5
MarcinK (9189 punktów)

>Szanuję to. W zamian proszę o rozważenie następującej kwestii: jeżeli agnostyk mówi "nie wiem, czy obiekt A istnieje", to na co dowód miałby ten agnostyk podać?

Postawa agnostyczna jest poznawczo jałowa - jemu wystarczy nie wiem.
Astaroth (14 punktów)
Dzień dobry,

>>Szanuję to. W zamian proszę o rozważenie następującej kwestii: jeżeli agnostyk mówi "nie wiem, czy obiekt A istnieje", to na co dowód miałby ten agnostyk podać?
>Postawa agnostyczna jest poznawczo jałowa - jemu wystarczy nie wiem.
>
To już jest kwestia oceny, do której każdy ma prawo. Można by np. powiedzieć, że przynajmniej niektórzy agnostycy będą próbować poszerzać granice poznania, choć według nich proces ten nie ma końca i zawsze coś poza tymi granicami może się znaleźć. Ale to chyba temat na osobny wątek.
16-02-2013 13:37 
 Ocena 3 na 3
MarcinK (9189 punktów)
>Można by np. powiedzieć, że przynajmniej niektórzy agnostycy będą próbować poszerzać granice poznania, choć według nich proces ten nie ma końca i zawsze coś poza tymi granicami może się znaleźć.

Czy agnostyk, wg Ciebie, może kiedykolwiek powiedzieć wiem?
16-02-2013 13:18 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>warto tu wspomnieć zawołanie Andrzeja Mleczki - "Obywatelu nie pieprz bez sensu!" [...]
>Panie Andrzeju, gdybym chciał przyjąć proponowaną przez Pana konwencję,
Zrozumiał Pan zaproponowaną przeze mnie konwencję? Na pewno Pan zrozumiał?
Ja wątpię choć jest ona prosta: Nie opowiadać głupot typu "zdaje mi się", tylko należy się, do każdej poważnej rozmowy przygotować.

>to mógłbym odpowiedzieć cytatem "Nie chce mi się z tobą gadać".
Pan wcale nie musi ze mną gadać. (Jest to tu nawet możliwość wyłączenia sobie wyświetlania moich wypowiedzi. Korzysta z niej np. pan Konowal)
Ale to publiczne forum i wszystkie swoje wypowiedzi poddajemy krytyce wszystkich czytelników. Z tego skorzystałem i nadal korzystać będę, gdyż mam do tego prawo.

>Ja jednak nie przyjmuję tej konwencji. Żyję w przekonaniu, że jedną z cech inteligencji (jako klasy) nie jest używanie w dyskusji sformułowań typu "pieprzyć", niezależnie od tego, czy z sensem, czy bez sensu lecz raczej wychodzenie naprzeciw partnerowi i staranie się zrozumieć, z dobrą wolą, co chce przekazać.
Nie, bardzo wiem, czym jest inteligencja tak ogólnie (jest wiele definicji) jeszcze mniej wiem o "inteligencji jako klasie", ale wiem czym jest kultura wypowiedzi i w mojej konwencji nie należy mówić "dolna cześć pleców" tylko po prostu dupa, a nazywanie kogoś "sprawnym intelektualnie inaczej" jest bardziej dosadne od nazwania go durniem.

Szanowny Panie, mam ogromny szacunek dla ludzi otwartych na świat i jego ciekawych, ludzi próbujących się uczyć i zrozumieć rzeczywistość. Niezależnie od poziomu, który reprezentują, staram się ich zrozumieć i pomóc. Natomiast mam wrodzoną awersję do głupoty - znowu niezależną od poziomu - a nawet zwiększającej się wraz utytułowaniem. Wprost nie znoszę zadufanej głupoty i korzystam tu ze wskazówki zawartej we wprowadzeniu:
Ironia i sarkazm. Jeśli oczekujesz, że pisząc o tych tematach będziemy śmiertelnie poważni, zawiedziesz się. Owszem, często nasz styl jest niezwykle poważny, książkowy lub naukowy, bez cienia uśmieszku na ustach. Jednakże jest to zmieszane z mniej pompatycznymi ujęciami. "Propagowanie racjonalizmu oznacza nie tylko suchy język naukowych monografii (mało zazwyczaj perswazyjnych czy prelekcji, czy też wreszcie jedynie wyrabianie logicznego myślenia w świadomości społecznej. Oznacza ono także sięgnięcie po oręż lekkości i humoru, ironii i drwiny, jako nader groźnych narzędzi do walki z przesądem, nonsensem i bzdurą. Oznacza więc sięgnięcie do świetnych wzorów oświeceniowych pamfletów, tak skutecznie i nieubłaganie, a przy tym wszystkim w tak lekkiej formie, tropiących relikty mentalności pierwotno-irracjonalnej we współczesnych im społeczeństwach" (Zygmunt Poniatowski). Sam Mistrz imię którego nosi Racjonalista, daje nam wytyczne, które ujął w credo Tadeusz Żeleński-Boy: "Igrać z najbardziej uświęconymi pojęciami, z najbardziej czcigodnymi uczuciami, próbować ich siły i szczerości, rozkładać je odczynnikiem śmiechu, prowokować obłudne oburzenia, demaskujące dyskusje, wpuszczać powietrze, ośmielać do myślenia, iżby pośród walących się bałwanów zostało to, co naprawdę jest szanowane - oto zadanie, które chciałbym spełniać wedle sił moich". Oczywiście argumenty nasze są jak najbardziej poważne i jak najmniej śmieszne. Tego jednak umysłom bystrym tłumaczyć nie potrzeba.
www.racjonalista.pl/kk.php/d,67

>Proszę wyjść z założenia, że wiem sporo, co na interesujący mnie temat pisali mądrzy ludzie.
A dlaczego miałbym wychodzić z takiego założenia. Nie znam Pana i niewiele mnie Pan interesuje (poza tym co sam Pan napisze). Interesują mnie teksty, do których się odnoszę, a tu bardzo szybko widać - co kto sobą reprezentuję.
Jak na razie, to wykazał Pan się słabym rozumieniem terminów, których Pan tu użył.

>Jeśli wyraziłem się lub kiedykolwiek wyrażę się niejasno/w zbytnim uproszczeniu - zawsze mogę to wyjaśnić.
Wyraził się Pan - jak dla mnie - całkiem jasno, że ma Pan niewielkie pojęcie w temacie, w którym zabiera Pan autorytatywne głos:
"O tym, że nie jest, moim zdaniem, racjonalne, żeby z pewnością wypowiadać się na temat istnienia bądź nie istnienia obiektów, które, według przyjętych założeń, mieszczą się poza granicami poznania człowieka. Innymi słowy o tym, że agnostycyzm jest, według mnie, racjonalny, a ateizm nie. I o tym chętnie podyskutuję."
Kto, lub co uprawniło Pana stwierdzenia, że Pańskim zdaniem, to Pan jest bardziej racjonalnym niż ja? Jakie merytoryczne argumenty ma Pan na obronę tego (obrażającego także dużą grupę racjonalistów) stwierdzenia? Co ma przemawiać za Pańską wiedzą, gdy ewidentnie widać, że Pan nawet nie rozumie terminów, których używa.
Odniosłem się do Szanownego Pana bardzo życzliwie podsyłając mu informację, które "inteligentowi jako klasie" winny pomóc zrozumieć o czym mówi.

>Oczywiście, jeśli ktoś jest zainteresowany takim wyjaśnieniem, ktoś, kto nie tylko nadaje ale i odbiera.
Dziękuję za uznanie! Jeszcze trochę i się załamię. Tak, Pan wiele na mój temat może powiedzieć!

>Spróbuję: uważam, że racjonalną jest postawa, gdy ktoś mówi "dopuszczam, że teoretycznie mogą istnieć obiekty leżące poza granicą ludzkiego poznania i nie wiem, czy takie obiekty istnieją."
A moim zdaniem już to zdanie jest niezbyt racjonalne i przeczy Pańskim wywodom.
Co Pan rozumie jako "obiekty" i co za "granicę ludzkiego poznania"?
Oczywiście, że do planet spoza układu słonecznego nie dolecimy.

>Będę wdzięczny, jeśli zechce Pan się odnieść tylko do powyższego.
Nie będę wdzięcznym i wcale nie muszę z Panem rozmawiać, ale gdy Pan tego chce, to proszę zejść ze mnie. (Mało ciekawy temat) i odpowiedzieć na mój post: www.racjon(*)m.php/s,546248/z,0/d,4#w548487
gdyż - jak na razie - to takiej odpowiedzi nie otrzymałem.

Pozdrawiam.

@@@
.
15-02-2013 18:14 
 Ocena 3 na 3
panTeista (6808 punktów)
>Tym samym jedyną nieracjonalnością babci będzie założenie, że na pewno jest jakiś bóg, który jest takim zbyt złożonym układem. A tego, oczywiście, nie wiemy.

Babcia nie twierdzi że jest jakiś bóg ale ma na myśli konkretnego Boga, jakiego wyznają katolicy w Polsce, czyli opisanego w Biblii. A Biblia jest mitologią, kompilacją wierzeń wcześniejszych.


Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
Astaroth (14 punktów)
Dobry wieczór,

>>Tym samym jedyną nieracjonalnością babci będzie założenie, że na pewno jest jakiś bóg, który jest takim zbyt złożonym układem. A tego, oczywiście, nie wiemy.
>Babcia nie twierdzi że jest jakiś bóg ale ma na myśli konkretnego Boga, jakiego wyznają katolicy w Polsce, czyli opisanego w Biblii. A Biblia jest mitologią, kompilacją wierzeń wcześniejszych.

Zgadzam się z Panem w kwestii Biblii w 100%. Dlaczego pozwoliłem sobie zabrać głos w tym wątku wyłożyłem w odpowiedzi dla Pana Andrzeja.
16-02-2013 01:37 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
Dobry wieczór,
> czy umysł ludzki jest w stanie pojąć wszystko. Być może tak, być może nie. Tego nie wiemy.
Pytasz o umysł jednostki czy "wszystkie" umysły (raz piszesz w liczbie pojedynczej, a za chwilę w mnogiej)?

>Nie wiedząc, czy umysł ludzki jest w stanie pojąć wszystko
Załóżmy, że nie może - czy nie powinien wówczas ograniczyć się do rozpatrywania tego, co pojmuje (w szczególności porzucić pojecie "wszystkiego")?
[Co rozumiesz przez "wszystko" - czy to coś podobnego do 'zbioru wszystkich zbiorów'?]

> mogą istnieć układy o takiej złożoności, których nie będzie w stanie zrozumieć mózg człowieka.
To banalne spostrzeżenie - całość układu złożonego z kilku osób nie jest dostępna jednej osobie, o ile tylko ktoś nie wyobraża sobie, jakoby "zjadł wszystkie rozumy".

[Jeśli chcesz uświadomić tubylcom ograniczoność ich wiedzy, to próżny trud - nie jesteśmy wszechwiedzący. ]
Astaroth (14 punktów)
Dobry wieczór,

w moich wpisach chodziło o takie granice poznania, które są konsekwencją budowy ludzkiego mózgu i nie można ich przekroczyć zwielokrotniając "ilość mózgów" przy pracy nad czymś.

Generalnie: usiłuję obronić tezę, że nie należy formułować kategorycznych sądów na temat istnienia lub nieistnienia obiektów, jeśli zgadzamy się, że mogą istnieć obiekty leżące poza granicami poznania, rozumianego jak wyżej i co do takich obiektów sądy chcielibyśmy sformułować.
16-02-2013 08:30 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
Dzień dobry

> granice poznania, które są konsekwencją budowy ludzkiego mózgu i nie można ich przekroczyć zwielokrotniając "ilość mózgów"
Skoro takie granice byłyby nieosiągalne dla wielu mózgów, to od pojedynczego dzieliłaby je 'przepaść' - nie sposób zatem chyba o nich dyskutować.

> nie należy formułować kategorycznych sądów na temat istnienia lub nieistnienia obiektów, jeśli zgadzamy się, że mogą istnieć obiekty
Jak to? Nie możemy przecie zgodzić się na istnienie obiektów, wobec których "nie należy formułować sądów" o ich istnieniu.
Astaroth (14 punktów)
Dzień dobry,

cały czas mam wrażenie, że nie zostałem przez Ciebie zrozumiany.
Nawet jeśli będziemy dyskutować, czy są granice poznania "w ogóle", to chyba zgodzimy się co do tego, że takie granice występują w danym momencie. Wyznacza je możliwość wytworzenia w mózgu odpowiedniej reprezentacji.

Czy wyobrażasz sobie, że neandertalczyk, czy powiedzmy człowiek z Cro-Magnon mógłby wytworzyć w swoim mózgu reprezentację bozonu Higgsa? Być może istnieją takie obiekty, których reprezentacji nie jest w stanie wytworzyć ludzki mózg teraz. Czy możemy powiedzieć, że takie obiekty na pewno nie istnieją? Czy możemy powiedzieć, że na pewno istnieją?
16-02-2013 13:33 
 Ocena 3 na 3
setarkos (10757 punktów)
> Być może istnieją takie obiekty, których reprezentacji nie jest w stanie wytworzyć ludzki mózg teraz.
Skoro nie ma reprezentacji, to o czym mowa? Czy nie wypadałoby wpierw porządkować pojęcia możliwe do ogarnięcia zamiast wikłać się w .. bezrozumny bełkot spoza granic poznania?
[Moim zdaniem dla sensowności rozważań należy ograniczyć się do bytów pojęciowo osiągalnych i dających się prześledzić rozumowań - bez tego nie będziemy wiedzieć czy nie tworzymy sztucznego a zbędnego chaosu.]
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>w moich wpisach chodziło o takie granice poznania, które są konsekwencją budowy ludzkiego mózgu i nie można ich przekroczyć zwielokrotniając "ilość mózgów" przy pracy nad czymś.
A co Szanowny Pan wie na temat budowy ludzkiego mózgu?
Nic.
Poniżej ma Pan elementarz:
www.racjon(*)/q,Na.poczatku.jest.mozg.gadzi
www.racjon(*)raba.slonia.a.posilkiem.zachwy

Wypadało też by wiedzieć Czym jest kognitywistyka?
Tylko bardzo ograniczony człowiek ogranicza granicę ludzkiego poznania tylko do "ilości mózgów".
Inteligentny człowiek korzysta z różnorodnych narzędzi.

>Generalnie: usiłuję obronić tezę, że nie należy formułować kategorycznych sądów na temat istnienia lub nieistnienia obiektów, jeśli zgadzamy się, że mogą istnieć obiekty leżące poza granicami poznania, rozumianego jak wyżej i co do takich obiektów sądy chcielibyśmy sformułować.
Można mieć całkowicie kategoryczny racjonalny sąd, że wszystko co jest (nawet, gdy cokolwiek istnieje) poza granicami ludzkiego poznania jest zupełnie (właśnie przez niemożliwość poznania) nieinteresujące. Czystą irracjonalną spekulacją są rozważania na temat istnienia abstrakcyjnych obiektów nadrzeczywistości. Jakie znaczenie może mieć dla myślącego człowieka, "coś" co w żaden sposób nie wpływa na dostępną jego poznaniu rzeczywistość. O niebo wyżej racjonalni są tu różnego rodzaju fideiści wierzący, że rzeczywistość nadprzyrodzona wpływa na istniejącą obiektywnie rzeczywistość (dostępną ludzkiemu poznaniu) i poszukujący luk w naukowym poznaniu.

Cała racjonalność agnostycyzmu, to irracjonalne podważanie naukowego poznania i racjonalnego sceptycyzmu.

PS. Tu ma Pan posty jednego z Pańskich ideowych kolegów.
www.racjonalista.pl/forum.php/z,6/t,21317

Pozdrawiam.

@@@
.
Astaroth (14 punktów)
Dzień dobry,

>A co Szanowny Pan wie na temat budowy ludzkiego mózgu?
>Nic. Poniżej ma Pan elementarz:
>www.racjon(*)/q,Na.poczatku.jest.mozg.gadzi
>www.racjon(*)raba.slonia.a.posilkiem.zachwy

Coś tam wiem. Czasem popatrzę jak pracuje na takim, czy innym ekranie. Czasem pogadam na jego temat na jakiejś konferencji, krajowej, czy międzynarodowej. Np. kiedyś z Michaelem Posnerem. Fajnie się gadało, pomimo tego, że różnica w wiedzy pomiędzy nami (na jego korzyść, oczywiście) była spora.

Strzela Pan na oślep to i tak Pan czasem trafi - kulą w płot.

Ale to już nieważne. Jakoś mnie zmęczyła wizyta tutaj. Dziękuję Panu i pozostałym, którzy zechcieli się odnieść do moich wpisów za poświęcony czas. Żegnam.
16-02-2013 16:20 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

> Coś tam wiem.
Zapewne i to dało się tu poznać.

>Czasem popatrzę jak pracuje na takim, czy innym ekranie. Czasem pogadam na jego temat na jakiejś konferencji, krajowej, czy międzynarodowej.
Jestem piękną i wielce mądrą blondynką. Tu deklaracje mają niewielkie znaczenie, tu trzeba się czymś wykazać, tak aby mądrość wypływała z naszych tekstów, a nie z deklaracji.

> Np. kiedyś z Michaelem Posnerem. Fajnie się gadało, pomimo tego, że różnica w wiedzy pomiędzy nami (na jego korzyść, oczywiście) była spora.
To tak, jak ja z np. António Damásio Nawet bywaliśmy u siebie. (On u siebie i ja u siebie) Tyle tylko, że ja znam jego publikacje, a nie tylko nazwisko.

>Strzela Pan na oślep to i tak Pan czasem trafi - kulą w płot.
Wszystko jest możliwe, ale na racjonalistycznym forum wypada przedstawić jakieś argumenty dla swoich twierdzeń, a za Panem - poza deklaracjami o swojej wiedzy i mądrości - nie stoją żadne. (W każdym razie Pan ich tu nie przedstawił.)

>Ale to już nieważne. Jakoś mnie zmęczyła wizyta tutaj.
Wcale się nie dziwię. Jest to forum skierowane do racjonalistycznej inteligencji, tu trzeba dużo czytać i samodzielnie myśleć, ale namawiam do pozostania, nie święci garnki lepią. Trzeba tylko spuścić - co nie co - z nadętego balonika własnego ego. Nikt nie wie wszystkiego i tu wzajemnie się uczymy, a nie pouczamy - co Pan z miernym skutkiem usiłował zrobić.

>Dziękuję Panu i pozostałym, którzy zechcieli się odnieść do moich wpisów za poświęcony czas.
Proszę bardzo, ale mielibyśmy jakąś - choć najmniejszą - satysfakcję, gdyby ta wizyta u nas jakoś tam się Panu przydała, a nie spłynęła jak woda po kaczce, gdyż Pan i tak wie lepiej i nikt Pana nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne.

Pozdrawiam i miłego dnia życzę.

@@@
.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Coś tam wiem. (...) Czasem pogadam na jego temat na jakiejś konferencji, krajowej, czy międzynarodowej. Np. kiedyś z Michaelem Posnerem.
Szkoda, że nie pogadał Pan z John'em też łebski facio.

>Strzela Pan na oślep to i tak Pan czasem trafi - kulą w płot.
Uwaga strzelam! Czy choć trochę nie można rozpoznać ideowej wspólnoty w walce z ateizmem:
Ateizm może być dla wielu ludzi jakimś etapem na drodze szczerego poszukiwania prawdy, ale w niektórych przypadkach jest nie tylko wynikiem braku wiedzy, ale także owocem notorycznego łamania norm moralnych i pychy człowieka oraz działania złego ducha, który "jest kłamcą i ojcem kłamstwa" (J 8,44) i wszelkimi sposobami próbuje zafałszować w ludzkiej świadomości prawdę o Bogu i o człowieku.

Patrząc na dzieła, nie poznali Twórcy

Ateiści wierzą, że istnieje tylko świat materialny, że nie ma innej rzeczywistości jak tylko ta, której doświadczamy zmysłami. Ateizm jest wiarą w to, że nie ma Boga, i często wiara ta opiera się na metafizycznych założeniach darwinizmu, według którego życie zaistniało i rozwija się na drodze ewolucji, która nie ma żadnego celu. Darwiniści wierzą, że dzięki mechanizmowi doboru naturalnego i szeregu losowych mutacji powstawały tak skomplikowane organy jak mózg, oczy, skrzydła itd., że wszystkim kierują ślepe siły natury.
Tymczasem badania naukowe stwierdzają, że struktura molekularnej maszynerii życia jest nieskończenie bardziej skomplikowana od systemów, które zostały zaprojektowane i zbudowane przez człowieka. Nie do pominięcia jest również kwestia informacji, która jest wytworem inteligencji: nawet najprostsza żyjąca komórka ma taki zasób informacji, jaki jest zawarty w 5000 egzemplarzy kilkusetstronicowej książki.


I dalej:

"Laureat Nagrody Nobla w dziedzinie fizjologii i medycyny (1963) John Eccles (1903-1997), neurolog, jeden z największych autorytetów w zakresie badań ludzkiego mózgu, stwierdza, że materia nie jest w stanie wytwarzać zjawisk psychicznych i nie ma przechodzenia energii fizycznej w psychiczną. Tylko duchowa rzeczywistość może wytwarzać zjawiska psychiczne. Umysł jest czymś innym niż mózg. Najpierw człowiek w sowim umyśle podejmuje decyzję o działaniu, która jest realizowana poprzez układ elektryczny w mózgu. I tak na przykład mając do wyboru odpowiedzieć zemstą albo przebaczeniem na wyrządzoną mi krzywdę, decyduję się iść drogą przebaczenia i zwyciężania zła dobrem. Ta decyzja podjęta w moim umyśle jest przekazywana do realizacji elektrycznemu układowi mózgu. Tak więc duchowy umysł człowieka posługuje się w działaniu materialnym mózgiem.

John Eccles zdecydowanie odrzuca materialistyczną teorię umysłu, według której mózg jest rozumiany jako super-skomplikowany komputer, w którym kora mózgowa generuje wszystkie myśli i uczucia. Określa tę teorię jako "zubożałą i pustą", ponieważ posługuje się ona niejasnymi ogólnikami, a przede wszystkim nie jest zdolna uzasadnić cudu i tajemnicy niepowtarzalności ludzkiego "ja" wraz z jego kreatywnością i zdolnością wyobraźni (How the Self Controls Its Brain, s.33, 176). Wieloletnie naukowe badania ludzkiego mózgu doprowadziły J.Ecclesa do stwierdzenia, że wszyscy mamy osobowe "ja" - czyli niematerialny umysł, który działa poprzez materialny mózg. Tak więc oprócz świata fizycznego w człowieku istnieje umysłowy - czyli duchowy - świat i obie te rzeczywistości wzajemnie oddziałują na siebie. "skoro materialistyczna koncepcja - pisze Eccles - nie jestem w stanie wyjaśnić i uzasadnić doświadczenia naszej niepowtarzalności, jestem zmuszony przyjąć nadprzyrodzone stworzenie niepowtarzalnego duchowego, osobowego "ja" czyli duszy. Wyjaśniając w terminach teologicznych: każda Dusza jest nowym Bożym stworzeniem wszczepionym w ludzki zarodek" (Evolution of the Brain, Creation of the Self, s. 237). Dla prof. J.Ecclesa stało się oczywiste, że umysł człowieka, jego osobowe "ja", istnieje jako duchowy wymiar człowieczeństwa i jest nieśmiertelną duszą. Widzimy więc, że naukowe fakty zmuszają do odrzucenia czysto materialistycznej interpretacji umysłu i duchowości człowieka.

Lekarstwo na ateizm

Jedynym skutecznym lekarstwem na ateizm jest wytrwałe, szczere szukanie i poznawanie prawdy.
Historie nawróceń, które od wielu lat publikujemy na łamach naszego czasopisma, świadczą o tym, że wszyscy, którzy szczerze szukają prawdy, odnajdują ją w Bogu, który stał się prawdziwym człowiekiem w Jezusie Chrystusie i który po swoim zmartwychwstaniu jest nieustannie obecny we wspólnocie Kościoła katolickiego, aby nauczać, przebaczać wszystkie grzechy, uzdrawiać z wszelkich chorób duszy i ciała. O Boskości Chrystusa i Jego zmartwychwstaniu mówią Ewangelie, apostołowie, którzy byli świadkami zmartwychwstania i którzy za tę prawdę oddali życie, ponosząc męczeńską śmierć. O Boskości i zmartwychwstaniu Chrystusa nieustannie świadczy nauczanie i historia Kościoła stale zwalczanego i prześladowanego wraz z milionami świętych i męczenników, którzy oddali i ciągle oddają za Chrystusa swoje życie.
www.katoli(*)polecane/4035-qwiaraq-ateistow

Oczywiście sporo przestrzeliłem, ale myślę, że kula jest w tarczy, a nie w płocie.

Miłego dnia.

@@@
.
17-02-2013 16:48 
 Ocena 5 na 5
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Ale to już nieważne. Jakoś mnie zmęczyła wizyta tutaj.
> Dziękuję Panu i pozostałym, którzy zechcieli się odnieść do moich wpisów za poświęcony czas.
> Żegnam.

Cholera, nie zdążyłem go pokochać - tak szybko odszedł.
17-02-2013 16:59 
 Ocena 2 na 2
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Cholera, nie zdążyłem go pokochać - tak szybko odszedł.

Możesz nadrobić gdzie indziej - premier Tusk rekonstrukcję rządu zapowiada...


...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
MarcinK (9189 punktów)

>
...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)


Gdzie można delektować się rozwinięciem tegoż?
17-02-2013 17:43 
 Ocena 5 na 5
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
>Gdzie można delektować się rozwinięciem tegoż?

Tutaj.
Cytowany przeze mnie passus zaczyna się w 13 minucie 5 sekundzie audycji - ale bezwzględnie Warto całości posłuchać .
Gaudeamus, kurde - ciekawych rzeczy ciekawe postaci na Uniwersytecie Adama Mickiewicza nauczają .
Vivat academia! Vivant professores!

...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
17-02-2013 18:14 
 Ocena 4 na 4
MarcinK (9189 punktów)
> ale bezwzględnie Warto całości posłuchać .

Trzeba przyznać niczego sobie

Ojciec prowadzący: Ksiądz profesor broni rozumu.

Na to ksiądz profesor odwdzięczył się:

Iloraz inteligencji młodzieży od homoterapi jest zdecydowanie depresyjny.
Elasp (6859 punktów)

Ma Pani bardzo rozsądną babcię. Teza, którą babcia głosi, jest po prostu prawdziwa, toteż szukanie dobrego kontrargumentu jest z góry skazane na niepowodzenie. Szkoda czasu na dociekania, które i tak nie obalą zdania prawdziwego.
15-02-2013 23:12 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Ma Pani bardzo rozsądną babcię. Teza, którą babcia głosi, jest po prostu prawdziwa, toteż szukanie dobrego kontrargumentu jest z góry skazane na niepowodzenie. Szkoda czasu na dociekania, które i tak nie obalą zdania prawdziwego.
Szkoda tylko, że we współczesnej Polsce rośną i rozwijają się nam następne pokolenia - równie rozsądnych i na tym samym poziomie intelektualnym - dziadków.

Miłego dnia.

@@@
.
15-02-2013 23:55 
 Ocena 7 na 7
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Teza, którą babcia głosi, jest po prostu prawdziwa

Nie bardzo, bo wypowiedzi zawierające niezdefiniowane terminy nie mają wartości logicznej.

No chyba że jest jakaś powszechnie przyjęta definicja boga? Ale wtedy albo w tej definicji stoi że "bóg to coś, czego człowiek nie pojmie" (i babcia wygłasza tautologię) albo nie - tylko że wtedy tezę wypadałoby jednak uzasadnić.
16-02-2013 07:40 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Nie bardzo, bo wypowiedzi zawierające niezdefiniowane terminy nie mają wartości logicznej.

Na takiej zasadzie zdanie "ten, kogo boli ząb, powinien pójść do dentysty", nie mogłoby być zdaniem prawdziwym. Nie ma wszak dobrej definicji bólu. A jednak na takiej zasadzie chyba nie odwodziłby Pan nikogo od pójścia do lekarza -?

Jeżeli Pan powie, iż intuicyjnie wiemy, czym jest ból, wierzący odpowie Panu, iż intuicyjnie wie, czym jest Bóg. "Boga czuje serce, nie rozum", jak powiedział Pascal.

>No chyba że jest jakaś powszechnie przyjęta definicja boga? Ale wtedy albo w tej definicji stoi że "bóg to coś, czego człowiek nie pojmie" (i babcia wygłasza tautologię) albo nie - tylko że wtedy tezę wypadałoby jednak uzasadnić.

Babcia wygłasza oczywiste twierdzenie, wynikające (z niejasno przeczuwanej) definicji Boga. Wiemy o Bogu przynajmniej tyle, iż nie sposób Go w pełni adekwatnie zdefiniować: przekracza On nasze zasoby pojęciowe.
16-02-2013 10:51 
 Ocena 5 na 5
panTeista (6808 punktów)
> Wiemy o Bogu przynajmniej tyle, iż nie sposób Go w pełni adekwatnie zdefiniować:

Skąd wiecie? Z mitologii? Z przekazów Kościoła?

Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
16-02-2013 14:37 
 Ocena-2 na 4
Elasp (6859 punktów)

> Skąd wiecie? Z mitologii? Z przekazów Kościoła?

Wiemy my, ludzie. Przecież nawet ażeby zaprzeczać istnieniu Boga, trzeba mieś jakieś jego pojęcie, inaczej zaprzeczanie to nic nie znaczy. Do istoty Boga należy (przynajmniej) to, iż jego istota nie jest w pełni uchwytna dla nas, ludzi. Zarzuty czynione ludziom wierzącym, że nie wiedzą, czym właściwie jest Bóg, itp. są więc oparte na nieporozumieniu.

Można się wyrazić i tak: o Bogu wiadomo przynajmniej tyle, że jeżeli istnieje, daleko przekracza nasze (ludzkie) zdolności pojmowania. Jest to całkiem oczywiste i babcia doskonale o tym wie.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Wiemy o Bogu przynajmniej tyle, iż nie sposób Go w pełni adekwatnie zdefiniować:
Ej tam, ej tam. Inni jakoś tam jednak próbowali:

"Bóg się rodzi, moc truchleje, Pan niebiosów obnażony
Ogień krzepnie, blask ciemnieje, ma granice - Nieskończony
Wzgardzony - okryty chwałą, śmiertelny - król nad wiekami
A Słowo Ciałem się stało i mieszkało między nami"


Podczas rozmowy z przyjacielem na temat naszego stosunku do Boga zaczęliśmy się zastanawiać: to znaczy do czego? Cóż znaczy ten termin? Czy obaj tak samo go rozumiemy i czy takie rozumienie jest powszechne? Żyjemy w Polsce, a więc najważniejszym dla nas jest, jak to pojęcie jest rozumiane przez wiernych Kościoła Rzymsko-Katolickiego oraz chrześcijan innych wyznań, ale dla lepszego zrozumienia koniecznym jest zarówno sięgnięcie do jego genezy, jak i dokonania religioznawczych porównań, gdyż w takim wywodzie z jednej strony należy odnosić się do specyfiki określonej religii z drugiej zaś uniwersalistycznych koncepcji Boga zawartych w europejskiej kulturze.

Zacząłem szukać. Najpierw zajrzałem do najnowszego Katechizmu Kościoła Katolickiego (wprowadzonego mocą Konstytucji Apostolskiej Fidei Depositum z 1992 r.), gdzie znalazłem Symbol Nicejsko-Konstantynopolski. Jest to połączenie Nicejskiego wyznania wiary (325), symbolu który "nie dawał żadnego określenia Ducha Świętego; nie rozróżniał jasno hypostasis od ousia", z Symbolem Konstantynopolskim (381), uzupełniającym braki, oraz dodatkiem "filioque", czyli wyraźnym orzeczeniem pochodzenia Ducha Świętego wprowadzonym na soborze w Toledo (589), wraz z dodatkami stosowanymi obecnie.

Brzmi on: "Wierzę w jednego Boga, Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych. I jednego Pana Jezusa Chrystusa, Syna Bożego Jednorodzonego, który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami. Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego. Zrodzony, a nie stworzony, współistotny Ojcu, a przez Niego wszystko się stało. On to dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba. I za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem.(...) Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela, który od Ojca i Syna pochodzi. (...)".

W Brewiarium Fidei, czyli wyborze doktrynalnych wypowiedzi Kościoła, znalazłem dopełnienie katolickiego rozumienia Boga pochodzące z Soboru Powszechnego Laterańskiego w 1215 roku, gdzie został On opisany w poniższy sposób: "Całą mocą wierzymy i bez zastrzeżenia wyznajemy, że jeden tylko jest prawdziwy Bóg, odwieczny i nieskończony, niezmienny, niepojęty, wszechmocny i niewymowny, Ojciec, Syn i Duch Święty: Trzy wprawdzie Osoby, ale jedna istota, substancja, czyli natura zupełnie niezłożona. Ojciec od nikogo nie pochodzi, syn tylko od Ojca, Duch Święty od Obydwóch, i to bez początku, zawsze i bez końca. Ojciec Rodziciel, Syn zrodzony, Duch Święty pochodzący: współistotni i równi sobie, wszechmocni i współwiekuiści. Są jedynym wszystkich rzeczy początkiem, stwórcą wszystkiego co widzialne i niewidzialne, co duchowe i materialne. [Ten jeden Bóg] wszechmocną swoją potęgą równocześnie, od początku czasu, stworzył z nicości jeden i drugi rodzaj stworzeń, tj. istoty duchowe i materialne: aniołów i ten świat, a na koniec naturę ludzką łączącą te dwa światy, złożoną z duszy i ciała".

Chcąc porównać tamte, wywodzące się ze starożytności, opisy z opisem wyrażonym dzisiejszym językiem przez współczesnych teologów zajrzałem do kilku encyklopedii i słowników, które już w założeniach dążą do lapidarności tekstu. Były to: Mały słownik teologiczny pod redakcją K. Rahnera i H. Vorgrimlera, Słownik teologiczny pod redakcją A. Zuberbiera oraz Leksykon religii pod redakcją F. Königa i H. Waldenfelsa, znajdując chyba najbardziej typowy dla filozofii chrześcijańskiej opis charakterystyki Boga w Małym słowniku terminów i pojęć filozoficznych "dla studiujących filozofię chrześcijańską": "[Bóg] byt pierwszy, rozpoznawany dzięki analizie struktury bytów niesamoistnych, (...). Będąc samoistnym istnieniem, jest na mocy tego realny sam z siebie i jest czystym aktem. Nie przenikniony możnością ani nie uzupełniony przypadłościami, także fizycznymi, jest bytem duchowym. Różni się od innych bytów odrębnym obszarem bytowym (...), posiada tożsame z samym sobą własności transcendentalne". Ale najbardziej encyklopedycznie streścił uniwersalistyczną ideę Boga zgodnie z teraźniejszym, tradycyjnym teizmem R. Swinburne w Spójności teizmu, gdzie określa go jako "osobę bez ciała, tj. ducha, który jest wieczny, wolny, zdolny do zrobienia wszystkiego, wszystko wiedzący, doskonale dobry, będący odpowiednim obiektem ludzkiej czci i posłuszeństwa oraz stwórcą i podstawą wszechświata".


CDN

@@@
.
16-02-2013 15:50 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Ciąg dalszy.
.
>>>>Skąd wiecie? Z mitologii? Z przekazów Kościoła?
>Wiemy my, ludzie.

Jeżeli chodzi o kulturę, to o bogach wiemy wiele. Zajmuje się tym cała dziedzina nauki jaką jest religioznawstwo:

Bóg w religioznawstwie

Ideę Boga człowiek może poznawać od wewnątrz jako zaangażowany wyznawca określonego systemu religijnego, bądź z zewnątrz jako badacz-religioznawca, czyli przedstawiciel gałęzi nauki, której przedmiotem zainteresowania jest całokształt pewnej kategorii zjawisk społecznych zwanych religiami. Nauki dążącej do poznania najogólniejszych prawidłowości powstawania religii; jej rozwoju i dojrzewania; jej istoty i funkcji oraz struktur i sposobów funkcjonowania; a także przyczyn i przebiegu jej wygasania. Za znanym polskim uczonym Witoldem Tylochem należy przypomnieć, że religioznawstwo obejmuje różne działy i dyscypliny naukowe, z których podstawową "stanowi ogólna teoria religii, zajmująca się problematyką istoty, struktury, genezy, funkcji i prawidłowości rozwoju religii jako formy świadomości społecznej oraz relacjami pomiędzy religią a innymi formami stosunków społecznych". A ponadto religioznawstwo zajmuje się: porównawczą historią religii, socjologią religii, psychologią religii, filozofią religii, a także teorią religioznawstwa, w której podejmuje problemy teorii, metodologii oraz historii dziedziny.

Religioznawstwo, tak jak cała nauka, nie zajmuje się udowadnianiem, że cokolwiek nie istnieje. Odwrotnie; zajmuje zjawiskami istniejącymi i dającymi się zbadać, przeanalizować oraz opisać. Wierny, adekwatny opis rzeczywistości oraz porównania są podstawowymi zadaniami obiektywnego religioznawstwa, przy czym, co ważne, nie powinny one przedmiotu swych badań wartościować. Dotyczy to zarówno całych systemów religijnych, jak i poszczególnych ich części. Trudno być jednocześnie sędzią i sądzonym, badaczem i działaczem. Dlatego też, wbrew temu co usiłuje się nam teraz w Polsce wmówić, nie można być "wartościowym", tzn. obiektywnym religioznawcą, wówczas, gdy zajmuje się własną religią, a już na pewno nie jest się nim, kiedy udowadnia się jej wyższość nad innymi. Nie znaczy to, że religioznawca nie może mieć określonego światopoglądu (tacy, po prostu, nie istnieją), ale że religioznawcy nie wolno dobierać faktów i dokonywać ocen w oparciu o ten światopogląd. Toteż, moim zdaniem, najobiektywniejsze badania religioznawcze prowadzone są przez uczonych areligijnych - uznających, że wszystkie poglądy religijne mają taką samą humanistyczną wartość.

Z kolei publicysta nie musi być aż tak obiektywnym jak uczony i wolno mu preferować określone poglądy, ale pod warunkiem oczywistego przyznawania się do nich. Dlatego zaznaczam z góry, że nie podejmuję się w tej publikacji orzec, który z opisanych w niej bogów jest tym prawdziwym, a zaledwie przedstawiam tu krytyczny subiektywny wybór kilku (wywodzących się z jednego pnia) koncepcji - do wszystkich z nich podchodząc sceptycznie, gdyż uważam wszystkich bogów za byty obiektywnie istniejące tylko w ideach i kultach poszczególnych tradycji kulturowych. Podobnych bytów historia ludzkiej kultury zna niepoliczalne ilości.

Wielość i zmienność idei pojmowania bogów ma długą historię i wykreśla długi łańcuch wyobrażeń religijnych i sił nadprzyrodzonych. Toteż religioznawczej refleksji nad bogami - obejmującej ich różnorodność oraz swoistości związane z określoną kulturą, ich ewolucyjne przemiany w przebiegu rozwoju cywilizacyjnego, jak i przeprowadzenie innych analiz porównawczych, w tym filozoficznych rozważań o możliwości wypracowania uniwersalistycznej teorii Boga - nie da się wyprowadzić ze znajomości, nawet bardzo dobrej, jednej religii. Dla przeprowadzenia porównań koniecznym jest poznanie różnorodnych koncepcji. Rozpoczynając rozeznanie w przedmiocie naszych zainteresowań można zajrzeć do wielu kompendiów religioznawczych. Z łatwiejszych mogę polecić Zarys dziejów religii, zbiorową pracę polskich religioznawców, kilkakrotnie wydawaną przez Iskry, Mity z pięciu stron świata T. Margula, Bogów czterech stron świata W. Tylocha czy też Religie Wschodu i Zachodu pod red. K. Banka, a z trudniejszych, klasyczną już Złotą gałąź J. G. Frazera, Fenomenologię religii G. van der Leeuwa czy Historię wierzeń i idei religijnych M. Eliadego. Choć najlepiej chyba rozpocząć od skonspektowania kilku tematycznych encyklopedii, tak aby w miarę szybko wyrobić sobie pogląd na bogactwo ludzkich przemyśleń i fantazji. Aktualnie najbardziej znaczącą encyklopedią religioznawczą - szkoda, że nie przetłumaczoną na polski - jest wydana w 1987 roku, z inicjatywy i pod redakcją Mircea Eliadego (choć jego metodologia badań "mitu i świętości" jest dosyć kontrowersyjna, to był on prawdopodobnie wśród religioznawców największym erudytą), 16 tomowa The Encyclopaedia of Religion. To wielkie dzieło zawiera wielostronicowe artykuły przeglądowe napisane przez wybitnych specjalistów z różnych krajów, poświęcone religiom świata wraz z ich różnymi aspektami. W Polsce "PWN - Wydawnictwo Naukowe" w 2003 roku zakończyło wydawanie encyklopedii Religia zawierającej 1000 haseł syntetycznych "przeglądowych" i 11300 drobnych "szczegółowych". Możemy także skorzystać z wydanych w ostatnich latach w Polsce autorskich opracowań: Popularnej encyklopedii mitów i legend Stuarta Gordona, Ilustrowanej encyklopedii mitów i legend Arthura Cotterella oraz Encyklopedii mitologii ludów indoeuropejskich Andrzeja M. Kępińskiego.


>Przecież nawet ażeby zaprzeczać istnieniu Boga, trzeba mieś jakieś jego pojęcie, inaczej zaprzeczanie to nic nie znaczy.
Zaraz, zaraz - znowu Pan odwraca kota ogonem, a kto i gdzie przeczy istnieniu Boga?
My racjonaliści - co najwyżej - (w naukach przyrodniczych) prosimy o jakieś najmniejsze przesłanki jego istnienia, tak aby było możliwe wziąć taki aspekt pod uwagę.

Miłego dnia.

@@@
.
16-02-2013 15:50 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Do istoty Boga należy (przynajmniej) to, iż jego istota nie jest w pełni uchwytna dla nas, ludzi.
Nie bardzo wiem, co to znaczy istota , ale nawet takie filozoficzne ple, ple wypadałoby jakoś tam zdefiniować.
Co to znaczy "nie jest w pełni"? To znaczy jest w "półksiężycu"? Konkretnie proszę - jak można uchwycić na gruncie nauk przyrodniczych "istotę" Boga? Za pomocą jakich narzędzi można w najmniejszym stopniu potwierdzić jego istnienie? Nauka nie przeczy ludzkiej fantazji i wyobrażeniem przeróżnych stworów - one rzeczywiście istnieją w ludzkich głowach i mają odbicie w ludzkiej kulturze.

>Zarzuty czynione ludziom wierzącym, że nie wiedzą, czym właściwie jest Bóg, itp. są więc oparte na nieporozumieniu.
Nikt, nic ludziom wierzącym nie zarzuca. Każdy ma prawo do swoich fantazji, tylko gdy chce się znaleźć potwierdzenie dla swoich fantazji w naukach przyrodniczych, to należy przedstawić dowody na ich istnienie. Zaś obowiązek przedstawienia dowodów zawsze spoczywa na twierdzącym, a nie na przeczącym. To Pan żąda od nas uznania Pańskiej wiary za prawdę. My tylko odpowiadamy, że brak na nią nawet najmniejszych naukowych przesłanek.

>Można się wyrazić i tak: o Bogu wiadomo przynajmniej tyle, że jeżeli istnieje, daleko przekracza nasze (ludzkie) zdolności pojmowania.
Tak i dlatego bardzo ważne są tu filozoficzne eseje Stanisława Lema: Solaris i Głos Pana
www.racjonalista.pl/kk.php/s,4754/q,Lema.pamieci..

>Jest to całkiem oczywiste i babcia doskonale o tym wie.
Dziwne, ale dla wiary babci mam szacunek, a dla Pańskiej już nie.

PS. Polecam też: www.fizyka(*)tions/kmk/11-Natura-Ludzka.pdf

Miłego dnia.

@@@
.
Elasp (6859 punktów)

Przecież nie napisałem, że nic o Bogu nie wiemy. Dziecko, które potrafi liczyć do dziesięciu zna trochę liczb, ale nieskończenie wiele pozostaje dla niego nieznanych. Może nawet mieć świadomość, iż nie zna wszystkich. Tak samo sprawa się ma z nami i cechami czy atrybutami Boga.

Można coś o Bogu orzec a posteriori, tzn., stwierdzić, iż jest to siła zdolna do stworzenia całości wszechświata oraz wszystkich jego praw, ewentualnie całości złożonej ze wszystkich wszechświatów wzajemnie w siebie przechodzących (w taki sposób, że koniec jednego jest początkiem następnego). Siła konieczna, bo inaczej sama wymagałaby przyczyny. Tylko człowiek pozbawiony zmysłu logicznego może negować
Jej istnienie. Ponieważ jednak nie znamy większości przymiotów Boga, zastępujemy wiedzę wyobraźnią (cóż innego możemy zrobić?), stąd różnorodność religii, badana później przez religioznawstwo, będące nauką o nie o Bogu, ale o ludzkiej ignorancji.
16-02-2013 22:47 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> Przecież nie napisałem, że nic o Bogu nie wiemy.
Dobra, to co wiemy o Bogu na gruncie nauk przyrodniczych? Proszę rozpocząć od definicji tego terminu, gdyż na tym gruncie, to ja zupełnie nie wiem co to mogłoby znaczyć. Jest to termin pusty.
(Na innych gruntach, to spróbowałem zdefiniować Boga i bogów za Pana.)

>Dziecko, które potrafi liczyć do dziesięciu zna trochę liczb, ale nieskończenie wiele pozostaje dla niego nieznanych.
I co z tego wynika dla matematyka?

>Może nawet mieć świadomość, iż nie zna wszystkich.
Dalej matematyk - choć wie, że są ciągi nieskończone, to tych wszystkich liczb nie poda, gdyż miejsca mu zabraknie. Czy to świadczy o jego niewiedzy?

>Tak samo sprawa się ma z nami i cechami czy atrybutami Boga.
Chyba właśnie dla nieskończoności ciągu nikt tego od Pana nie żąda.
Wystarczy te parę dla Pana najistotniejszych.

>Można coś o Bogu orzec a posteriori, tzn., stwierdzić, iż jest to siła zdolna do stworzenia całości wszechświata oraz wszystkich jego praw, ewentualnie całości złożonej ze wszystkich wszechświatów wzajemnie w siebie przechodzących (w taki sposób, że koniec jednego jest początkiem następnego).
Można różnie o różnych sprawach orzekać, tyle że warto pamiętać w jakiej jest się bajce. Inaczej w ramach religii, inaczej w ramach religioznawstwa, a jeszcze inaczej na gruncie nauk przyrodniczych. W naukach przyrodniczych możemy rozmawiać tylko o rzeczach dostępnych naukowemu poznaniu, czyli tylko o tym co pozostawia jakikolwiek ślad w istniejącej obiektywnie rzeczywistości, proszę podać najmniejsze ślady wpływu bytów nadprzyrodzonych na przyrodę, gdyż inaczej nie mamy o czym mówić.

>Siła konieczna, bo inaczej sama wymagałaby przyczyny.
Niekoniecznie wiem co miałaby znaczyć jakaś "siła konieczna"? Nie istnieje żadem dowód konieczności istnienia przyczyny, tak jak nie istnieje żaden dowód ani konieczność istnienia początku. Przesłanki naukowe (jeszcze nie dowody) wskazują na wieczność istnienia (filozoficznej koncepcji) materii ulegającej przemianom. Nie ma takich przesłanek dla istnienia jakiś wydumanych bytów.

>Tylko człowiek pozbawiony zmysłu logicznego może negować Jej istnienie.
"Jej" z dużej litery wskazuję, że przypisuje Pan Jej jakieś specjalne znaczenie, ale nie broną się logicy, gdyż ja uważam, że praktyka (poznanie i zrozumienie istniejącej obiektywnie rzeczywistości) stoi ponad wynikami niektórych ludzkich narzędzi, do których należy i logika i matematyka i fizyka teoretyczna. Na gruncie Pańskiej logiki jeżeli wszystko musi mieć przyczynę, to jaka jest przyczyna Boga? Ludzkie wydumanie?

>Ponieważ jednak nie znamy większości przymiotów Boga, zastępujemy wiedzę wyobraźnią (cóż innego możemy zrobić?),
Wszystkie koncepcje Boga są tylko wynikiem ludzkich spekulacji.

>stąd różnorodność religii,
Tak Pan sądzi? Jak Pan to udowodni zostanie Pan profesorem religioznawstwa np. na KUL-u. Jak na razie, to uczeni zastanawiają się nad przyczynami tej różnorodności i w większości uważają, że przyczyny są złożone, gdyż religia raz wymyślona przez biologię i kulturę, gdzieś tam w zamierzchłej przeszłości trwa do dziś, ulegając tylko przeróżnym przekształceniom oraz podziałom.

>badana później przez religioznawstwo, będące nauką o nie o Bogu,
Religioznawstwo jak sama nazwa wskazuje nie zajmuje Bogiem tylko religiami, w których Bóg stanowi tylko jeden z elementów. O ile wiem nie ma żadnej nauki zajmującej się Bogiem. Natomiast w ramach religii zajmuje się spekulacjami na temat Boga teologia, nie mająca poza końcówką nazwy nic z nauką wspólnego.

>ale o ludzkiej ignorancji.
Na temat ludzkiej ignorancji zainicjowałem wątek:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,545469/z,0

Miłego dnia.

@@@
.
Elasp (6859 punktów)

>>Dziecko, które potrafi liczyć do dziesięciu zna trochę liczb, ale nieskończenie wiele pozostaje dla niego nieznanych.
>I co z tego wynika dla matematyka?

Ważne, co wynika dla dziecka.

>Chyba właśnie dla nieskończoności ciągu nikt tego od Pana nie żąda.
>Wystarczy te parę dla Pana najistotniejszych.

Cechami Boga są doskonałości, a więc wszystko, co mamy prawo nazwać doskonałością, możemy przypisać Bogu.

>>Można coś o Bogu orzec a posteriori, tzn., stwierdzić, iż jest to siła zdolna do stworzenia całości wszechświata oraz wszystkich jego praw, ewentualnie całości złożonej ze wszystkich wszechświatów wzajemnie w siebie przechodzących (w taki sposób, że koniec jednego jest początkiem następnego).

>Niekoniecznie wiem co miałaby znaczyć jakaś "siła konieczna"? Nie istnieje żadem dowód konieczności istnienia przyczyny, tak jak nie istnieje żaden dowód ani konieczność istnienia początku. Przesłanki naukowe (jeszcze nie dowody) wskazują na wieczność istnienia (filozoficznej koncepcji) materii ulegającej przemianom. Nie ma takich przesłanek dla istnienia jakiś wydumanych bytów.

Musi istnieć jakiś powód, dla którego materia jest wieczna (jeżeli faktycznie jest wieczna). Poza tym "wieczny" oznacza "istniejący zawsze, odkąd istnieje czas". Nie wyklucza to kreacji pozaczasowej. Jeżeli przedstawię sobie czas jako prostą (a więc jako pewną nieskończoność), a materię jako punkty należące do tej prostej, zawsze mogę zapytać, kto tę prostą narysował.

>>Tylko człowiek pozbawiony zmysłu logicznego może negować Jej istnienie.
> "Jej" z dużej litery wskazuję, że przypisuje Pan Jej jakieś specjalne znaczenie, ale nie broną się logicy, gdyż ja uważam, że praktyka (poznanie i zrozumienie istniejącej obiektywnie rzeczywistości) stoi ponad wynikami niektórych ludzkich narzędzi, do których należy i logika i matematyka i fizyka teoretyczna. Na gruncie Pańskiej logiki jeżeli wszystko musi mieć przyczynę, to jaka jest przyczyna Boga? Ludzkie wydumanie?

Przyczyną Boga jest jego własna istota. Tego dotyczy dowód ontologiczny. Nie twierdzę, że jest on (dowód o.) bez zarzutu, ale myśl w nim zawarta wydaje mi się zasadniczo trafna.

>>Ponieważ jednak nie znamy większości przymiotów Boga, zastępujemy wiedzę wyobraźnią (cóż innego możemy zrobić?),
>Wszystkie koncepcje Boga są tylko wynikiem ludzkich spekulacji.
>>stąd różnorodność religii,
>Tak Pan sądzi? Jak Pan to udowodni zostanie Pan profesorem religioznawstwa np. na KUL-u. Jak na razie, to uczeni zastanawiają się nad przyczynami tej różnorodności i w większości uważają, że przyczyny są złożone, gdyż religia raz wymyślona przez biologię i kulturę, gdzieś tam w zamierzchłej przeszłości trwa do dziś, ulegając tylko przeróżnym przekształceniom oraz podziałom.

Gdybyśmy zrobili kwerendę po obrazach świata stworzonych w różnych kulturach, otrzymalibyśmy podobną różnorodność. Oczywiście, zawsze istnieją bezpośrednie przyczyny, dla których dany obraz jest taki a nie inny (np. dlaczego dla jednych kultur Ziemia spoczywa na żółwiu, a nie na innym zwierzęciu), ale ostatecznymi przyczynami są pragnienie wiedzy oraz ignorancja, którą możemy dostrzec mając współcześnie rzetelny (naukowy) obraz świata fizycznego (zwłaszcza Ziemi). Rożnica jest tylko taka, iż nie mamy (jeszcze?) podobnie dobrej perspektywy, z której widać by było świat pozafizyczny (zwłaszcza Boga). Wnioskuję więc przez analogię i odróżniam przyczyny bezpośrednie od dalszych (nazwanych tu ostatecznymi).
17-02-2013 07:48 
 Ocena 5 na 5
setarkos (10757 punktów)
> Musi istnieć jakiś powód, dla którego materia jest wieczna (jeżeli faktycznie jest wieczna). Poza tym "wieczny" oznacza "istniejący zawsze, odkąd istnieje czas". Nie wyklucza to kreacji pozaczasowej.
Skoro nie wyklucza się zjawisk pozaczasowych, to nie ma też przymusu istnienia powodu - materia może być śmiało wieczna w sposób pozaprzyczynowy.

> Jeżeli przedstawię sobie czas jako prostą (a więc jako pewną nieskończoność), a materię jako punkty należące do tej prostej, zawsze mogę zapytać, kto tę prostą narysował.
Chyba sam Waść sobie odpowiadasz (na początku zdania), kto jest autorem prostej.
Elasp (6859 punktów)
>> Musi istnieć jakiś powód, dla którego materia jest wieczna (jeżeli faktycznie jest wieczna). Poza tym "wieczny" oznacza "istniejący zawsze, odkąd istnieje czas". Nie wyklucza to kreacji pozaczasowej.
>Skoro nie wyklucza się zjawisk pozaczasowych, to nie ma też przymusu istnienia powodu - materia może być śmiało wieczna w sposób pozaprzyczynowy.

Tak, ale poza światem fizycznym nadal obowiązują przyczyny logiczne (racje), czyli konieczność odpowiedzi na pytanie "dlaczego?". Można powiedzieć, że przyczyna, czyli racja fizyczna, nie wyklucza racji logicznych. Pytanie "dlaczego "2+2=4"" ma doskonały sens, chociaż nie pytamy o przyczynę w znaczeniu czegoś fizycznego. Tak samo mogę zapytać: "dlaczego istnieje materia wieczna, nie wymagająca (fizycznych) przyczyn?".

>> Jeżeli przedstawię sobie czas jako prostą (a więc jako pewną nieskończoność), a materię jako punkty należące do tej prostej, zawsze mogę zapytać, kto tę prostą narysował.
>Chyba sam Waść sobie odpowiadasz (na początku zdania), kto jest autorem prostej.
>

Ta myśl była tylko wyjaśnieniem myśli, do której wracam powyżej (przyczyny fizyczne a racje).

Można powiedzieć, iż ateizm bierze się z usterki logicznej, a mianowicie z utożsamienia przyczyn z przyczynami fizycznymi. Wobec sukcesów współczesnej fizyki robimy (zbyt) głęboki ukłon w jej stronę przyjmując, że przyczyna = przyczyna fizyczna. Wydaje nam się skutkiem tego, że jeżeli świat jest wieczny, to może się obyć bez Boga. A przecież pytanie "dlaczego świat jest wieczny?", oraz cały ciąg następujących pytań "dlaczego?" (bez względu na to, jak długi byłby taki ciąg) także wymaga odpowiedzi.
17-02-2013 10:28 
 Ocena 9 na 9
mayolina (2278 punktów)
a ja, osoba znająca się jedynie na sztuce (btw, co się stało z naszą dyskusją o uduchowniu sztuki?) i nie studiująca teologii, chciałabym się zapytać o początek, który ty nazywasz bogiem. Dlaczego można przyjąć boga jako początek, a przyrody już nie? I nawet zakładając, że to co było przed powstaniem wszechświata nazwiemy bogiem, to jak się TO ma do boga biblijnego? Bo związku logicznego nie potrafię się dopatrzeć.

I tak na zakończenie: bez dywagowania o stanie świadomości kur, chciałabym powiedzieć, że kury jednak człowieka widzą. A człowiek boga to tak niekoniecznie. No i człowiek nie twierdzi, że stworzył kury. W dodatku na własny obraz i podobieństwo
17-02-2013 13:46 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

Myślę, że zadaje Pani bardzo ważne pytania.

> Dlaczego można przyjąć boga jako początek, a przyrody już nie?

W przyrodzie nie znajdujemy nic koniecznego. Tyko przedmiot konieczny może być właściwie rozumianym początkiem, każdy inny wymaga przyczyny zewnętrznej, a więc początkiem nie jest.

>I nawet zakładając, że to co było przed powstaniem wszechświata nazwiemy bogiem, to jak się TO ma do boga biblijnego? Bo związku logicznego nie potrafię się dopatrzeć.

Dlatego istnieje miejsce dla wiary, właśnie dlatego, iż brak tu logicznego przejścia. Wiara polega na przyjmowaniu, że moje wyobrażenie Boga (tzn. wyobrażenie podawane mi przez moją religię) ma się jakoś do Boga, do tego, jakim jest On naprawdę.

>I tak na zakończenie: bez dywagowania o stanie świadomości kur, chciałabym powiedzieć, że kury jednak człowieka widzą. A człowiek boga to tak niekoniecznie. No i człowiek nie twierdzi, że stworzył kury. W dodatku na własny obraz i podobieństwo

Powinno raczej być: "no i kury nie twierdzą, że stworzył je człowiek".
Na tym polega przewaga człowieka nad kurami, iż potrafi sięgnąć dalej, niż sięgają zmysły. Dziwnym jednak trafem wielu ludziom najzupełniej odpowiada status kury.
17-02-2013 16:20 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Pani Mayolina: chciałabym się zapytać o początek, który ty nazywasz bogiem. Dlaczego można przyjąć boga jako początek, a przyrody już nie? I nawet zakładając, że to co było przed powstaniem wszechświata nazwiemy bogiem, to jak się TO ma do boga biblijnego? Bo związku logicznego nie potrafię się dopatrzeć.
_____________________________________________________

>Myślę, że zadaje Pani bardzo ważne pytania.
Pod warunkiem, że zostaną zrozumiane i nie będzie to rozmowa typu:
"Pytania sobie - odpowiedzi sobie."

>>>>Dlaczego można przyjąć boga jako początek, a przyrody już nie?
>W przyrodzie nie znajdujemy nic koniecznego.
W istniejącej obiektywnie rzeczywistości (w przyrodzie) koniecznością są procesy ewolucyjne: [Załącznik]

>Tyko przedmiot konieczny może być właściwie rozumianym początkiem, każdy inny wymaga przyczyny zewnętrznej, a więc początkiem nie jest.
Proszę o naukowy dowód, że "przedmiot konieczny" jest czymś więcej niż wymyślonym abstrakcyjnym przedmiotem fikcyjnym
Egzystencjalnie neutralne rozumienie przedmiotu - to rozumienie przedmiotu opiera się na rozumowaniu, że wyznaczenie charakterystyki czegoś nie prowadzi do wniosku o istnieniu tego. Prowadzi to do wniosku, że istnieją przynajmniej dwie kategorie przedmiotów: przedmioty istniejące i przedmioty intencjonalne (przedmioty tylko pomyślane). Także wśród tych klas przedmiotów możliwe są dalsze klasyfikacje ontologiczne, np. na abstrakty i przedmioty fikcyjne dla przedmiotów intencjonalnych.

>>>>I nawet zakładając, że to co było przed powstaniem wszechświata nazwiemy bogiem, to jak się TO ma do boga biblijnego?
Bardzo trafne spostrzeżenie. Nawet koncepcje Boga w niby zachowującej ciągłości mitu judeo-chrześcijaństwie różnią się od siebie i to zasadniczo. W samym rzymskim chrześcijaństwie Bóg pierwszych gmin, Bóg średniowiecza, Bóg oświeceniowy i Bóg z Castel Gandolfo to zupełnie różni Bogowie.

>Bo związku logicznego nie potrafię się dopatrzeć.
Tu trudno i sensu się doszukać, gdyż jedynym sensem utrzymywania wiary jest utrzymanie sensu religii i Kościoła. Jak pisze prof. Wisław Sztumski:
Wiara wyrasta z kłamstwa i samookłamywania się, a jej rozwój wymaga stałego utrzymywania ludzi w stanie zakłamania. Na kłamstwie zbudowane są fundamenty wiary i religii: "Mendacium, tu est Petrus". Im wyżej wyewoluowana wiara i bardziej korzysta z osiągnięć postępu cywilizacyjnego, tym częściej musi uciekać się do kłamstwa. Eskalacja wiary wymaga odwoływania się do bardziej wyrafinowanych i efektywnych technik okłamywania stosowanych przez propagandę i reklamę. Dlatego coraz trudniej jest równocześnie wierzyć i żyć w prawdzie. Liczba kłamstw specyficznych dla kościoła katolickiego, zawartych w podstawach teoretycznych, interpretacjach tekstów i wydarzeń historycznych oraz w praktyce życia codziennego rośnie w miarę jego ewolucji i proporcjonalnie do ambicji globalnego i monopolistycznego panowania. Paradoksem jest, że odwołując się do absolutnej prawdy, utożsamianej z Bogiem, chcąc osiągać cele imperialne, trzeba posługiwać się wzrastającą liczbą kłamstw coraz bardziej subtelnych i o szerszym zasięgu. Eskalacja katolicyzmu doprowadza do tego, że prawda absolutna przekształca się stopniowo w wierutne kłamstwa. Dlatego, jeśli być może na początku świata panowała Absolutna Prawda, to na końcu z pewnością zapanuje Absolutne Kłamstwo.

>Dlatego istnieje miejsce dla wiary, właśnie dlatego, iż brak tu logicznego przejścia. Wiara polega na przyjmowaniu, że moje wyobrażenie Boga (tzn. wyobrażenie podawane mi przez moją religię) ma się jakoś do Boga, do tego, jakim jest On naprawdę.
Aby choć trochę zrozumieć na czym polega wiara warto przejrzeć wątek: "Pochodzenie wiary"

>>>>No i człowiek nie twierdzi, że stworzył kury. W dodatku na własny obraz i podobieństwo
>Powinno raczej być: "no i kury nie twierdzą, że stworzył je człowiek".
Tak, kury wykazują się większą mądrością, od niektórych ludzi i nie tworzą sobie mitów, gdy gar jest i tak ich przeznaczeniem.

>Na tym polega przewaga człowieka nad kurami, iż potrafi sięgnąć dalej, niż sięgają zmysły.
Aż po krasnale, gnomy, trolle, tak fantazja ludzka jest nieograniczona i fajnie. Żenada się zaczyna, gdy swoim wymysłom świętość przypisują i część im oddają, ale gdyby głupota skrzydła miała, to jak gołębica by fruwała.

>Dziwnym jednak trafem wielu ludziom najzupełniej odpowiada status kury.
No właśnie, na tym poziomie pozostają i wcale tego nie zauważają.

Miłego dnia.

@@@
.
17-02-2013 16:38 
 Ocena 4 na 4
i.czaplicka (5782 punktów)

> Tyko przedmiot konieczny może być właściwie rozumianym początkiem, każdy inny wymaga przyczyny zewnętrznej, a więc początkiem nie jest.
Parys początkiem Elaspa?
17-02-2013 18:11 
 Ocena 6 na 6
mayolina (2278 punktów)
>W przyrodzie nie znajdujemy nic koniecznego. Tyko przedmiot konieczny może być właściwie rozumianym początkiem, każdy inny wymaga przyczyny zewnętrznej, a więc początkiem nie jest.
określenie 'przedmiot konieczny' jest założeniem. I to w dodatku stworzonym na potrzeby wytłumaczenia 'istnienia' boga.
>Dlatego istnieje miejsce dla wiary, właśnie dlatego, iż brak tu logicznego przejścia.
czyli to czego nauka nie jest w tej chwili wytłumaczyć jest brane jako dowód na istnienie boga i jednocześnie służy do jej krytykowania. A fakt braku logicznego wytłumaczenia przejścia z 'przedmiotu koniecznego' do bogów biblijnych, jest dodatkowym argumentem potwierdzającym istnienie boga. Chyba coś mi się w tej arytmetyce nie zgadza.
17-02-2013 18:42 
 Ocena-2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>>W przyrodzie nie znajdujemy nic koniecznego. Tyko przedmiot konieczny może być właściwie rozumianym początkiem, każdy inny wymaga przyczyny zewnętrznej, a więc początkiem nie jest.
>określenie 'przedmiot konieczny' jest założeniem. I to w dodatku stworzonym na potrzeby wytłumaczenia 'istnienia' boga.

Czy jest konieczne, że A=A, czy też A mogłoby być nierówne A?

>>Dlatego istnieje miejsce dla wiary, właśnie dlatego, iż brak tu logicznego przejścia.

>czyli to czego nauka nie jest w tej chwili wytłumaczyć jest brane jako dowód na istnienie boga i jednocześnie służy do jej krytykowania. A fakt braku logicznego wytłumaczenia przejścia z 'przedmiotu koniecznego' do bogów biblijnych, jest dodatkowym argumentem potwierdzającym istnienie boga. Chyba coś mi się w tej arytmetyce nie zgadza.

Każde z tych zdań z osobna jest niestety fałszywe (poza ostatnim). Przypuśćmy, że Z jest zbiorem wszystkich zdań naukowych, jakie mogą być odkryte przez najdoskonalsze istoty żyjące w naszym Wszechświecie. Zawsze mogę zapytać, dlaczego obowiązuje zbiór zdań Z, a nie jakiś inny zbiór T? Jeżeli musi obowiązywać zbiór zdań Z, to co jest źródłem tej konieczności? Bóg na mocy definicji = źródło tej konieczności. Jeżeli zbór Z obowiązuje, ale mógłby nie obowiązywać, to co sprawiło, że (jednak) obowiązuje? Bóg = przyczyna zaistnienia akurat tej możliwości.

Oczywiście nie jest to pełne rozumienie Boga, to tylko rozumienie cząstkowe.
17-02-2013 19:15 
 Ocena 11 na 11
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
> Czy jest konieczne, że A=A, czy też A mogłoby być nierówne A?

Jedno i drugie - jakby Bóg Trójjedyny powiedział .

>Przypuśćmy, że Z jest zbiorem wszystkich zdań naukowych, jakie mogą być odkryte przez najdoskonalsze istoty żyjące w naszym Wszechświecie. Zawsze mogę zapytać,

Możesz - art. 54 Konstytucji RP .

>dlaczego obowiązuje zbiór zdań Z, a nie jakiś inny zbiór T? Jeżeli musi obowiązywać zbiór zdań Z, to co jest źródłem tej konieczności? Bóg na mocy definicji = źródło tej konieczności.

Innymi słowy - jeżeli musi, to Bóg jest...

>Jeżeli zbór Z obowiązuje, ale mógłby nie obowiązywać, to co sprawiło, że (jednak) obowiązuje? Bóg = przyczyna zaistnienia akurat tej możliwości.

...a jeżeli nie musi, to Bóg też jest .

>Oczywiście nie jest to pełne rozumienie Boga, to tylko rozumienie cząstkowe.

Pełne zaprezentujesz, kiedy na dłużej uda Ci się urwać pielęgniarzom?

...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
17-02-2013 20:59 
 Ocena 4 na 4
mayolina (2278 punktów)
nie mam najmniejszego zamiaru wdawać się w dyskusję o A, które może się równać A, lub może nie równać. Natomiast chciałabym o przypomnieć o istnieniu czegoś takiego jak metoda naukowa, a więc zanim element zostanie dodany do zbioru Z, sprawdza się, czy do zbioru pasuje. To, że istnieje dokument naukowy o cold fussion, nie znaczy że cold fussion jest przyjęta jako fakt naukowy. Jak na razie nikomu nie udało się jej potwierdzić.
17-02-2013 22:15 
 Ocena 6 na 6
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Musi istnieć jakiś powód (...), konieczność odpowiedzi na pytanie "dlaczego?"

Kiedy piorun spali Ci chałupę, w naturalnym odruchu wznosisz wzrok ku niebu i pytasz dramatycznie "dlaczego?" - co jest klinicznym objawem teleologicznego skrzywienia Twojego umysłu. Ale nie przejmuj się, wszyscy to mają i jest to "prezent" od ewolucji, który (jak każda heurystyka) niekiedy prowadzi nas na manowce. Jak już zrozumiesz ten mechanizm, rzadziej będziesz się na to łapał.

> Tak samo mogę zapytać: "dlaczego istnieje materia wieczna, nie wymagająca (fizycznych) przyczyn?"

A ja oczywiście dokładnie tak samo mogę zapytać o Boga, więc jeżeli to miał być zarzut, to i tak ja wygrywam, bo materia istnieje w rzeczywistości, a bogów poza umysłem wierzących jak dotąd nie stwierdzono.

> ateizm bierze się z usterki logicznej, a mianowicie z utożsamienia przyczyn z przyczynami fizycznymi

Ach, ci tępi ateiści - ciągle zapominają o przyczynach magicznych!
17-02-2013 22:40 
 Ocena-3 na 3
Elasp (6859 punktów)
>> Musi istnieć jakiś powód (...), konieczność odpowiedzi na pytanie "dlaczego?"
>Kiedy piorun spali Ci chałupę, w naturalnym odruchu wznosisz wzrok ku niebu i pytasz dramatycznie "dlaczego?" - co jest klinicznym objawem teleologicznego skrzywienia Twojego umysłu.

Myli Pan przyczyny sprawcze z przyczynami celowymi. Nigdzie nie wypowiadałem się na temat przyczyn celowych. Zadaję pytanie "dlaczego?" nie w teleologicznym sensie.

>Ale nie przejmuj się, wszyscy to mają i jest to "prezent" od ewolucji, który (jak każda heurystyka) niekiedy prowadzi nas na manowce.

A więc niekiedy nie prowadzi. Pan w plastrze sera widzi dziury, ja - ser.

>> Tak samo mogę zapytać: "dlaczego istnieje materia wieczna, nie wymagająca (fizycznych) przyczyn?"
>A ja oczywiście dokładnie tak samo mogę zapytać o Boga, więc jeżeli to miał być zarzut, to i tak ja wygrywam, bo materia istnieje w rzeczywistości, a bogów poza umysłem wierzących jak dotąd nie stwierdzono.

Nie może Pan, bo Bóg jest bytem koniecznym i w Jego ( i tylko Jego) przypadku takie pytanie nie ma sensu. Bóg jest bytem wyróżnionym, a nie pospolitym.

>> ateizm bierze się z usterki logicznej, a mianowicie z utożsamienia przyczyn z przyczynami fizycznymi
>Ach, ci tępi ateiści - ciągle zapominają o przyczynach magicznych!

Przeciwnie, nieustannie myślą magicznie. Są jak dzieci, które sądzą, że jeżeli czegoś nie widzą, to owo coś nie istnieje.
18-02-2013 00:51 
 Ocena 16 na 16
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Myli Pan przyczyny sprawcze z przyczynami celowymi.
> Nigdzie nie wypowiadałem się na temat przyczyn celowych.

OK, przyjmuję - i wycofuję zarzut.

>> dokładnie tak samo mogę zapytać o Boga
> Nie może Pan, bo Bóg jest bytem koniecznym i w Jego (i tylko Jego) przypadku takie pytanie nie ma sensu.

Ale tego już nie kupuję. Jakaś może argumentacja?
Na początek że w ogóle jest, a potem że koniecznym?

Napisał Pan wyżej (ponoć o Bogu), cytuję:

> siła zdolna do stworzenia całości wszechświata oraz wszystkich jego praw (...).
> Siła konieczna, bo inaczej sama wymagałaby przyczyny.

Według mnie ewidentnie opisuje tu Pan materię/energię. Która, przypomnę, po pierwsze jest, a po drugie nie można jej wytworzyć ani zniszczyć, co by chyba pasowało do opisu bytu koniecznego? Och, czy teraz mogę już zakazać Panu pytania o przyczynę (sprawczą) materii? No sam Pan rozumie, że skoro nie można jej stworzyć, to i pytanie o przyczynę nie ma sensu?

To jak to w końcu jest, nazywa pan (bezmyślną) materię "Bogiem", czy może postuluje jakiś inny niż materia byt konieczny? Ale co w nim takiego koniecznego, skoro już jeden "byt konieczny" materia wystarczy do wyjaśnienia wszystkiego? Jakim cudem Bóg prześlizguje się pod Brzytwą Ockhama?

> [ateiści] sądzą, że jeżeli czegoś nie widzą, to owo coś nie istnieje

Komplement raczej niezamierzony, ale przyjmuję z radością i dumą. No i przyzna Pan chyba, że to sensowny punkt wyjścia, gdy nie ma dodatkowej wiedzy? Zapewniam jednak, że na ogół dajemy się przekonać dobrą argumentacją, proszę tylko spróbować. Ale nie w ten sposób, litości, my przecież wiemy dobrze, że istnieją obiekty których nie widzimy - nie wiemy tylko, czy Pański Bóg jest jednym z nich, na wykazaniu tego proszę się skupić.
18-02-2013 18:58 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>> Nie może Pan, bo Bóg jest bytem koniecznym i w Jego (i tylko Jego) przypadku takie pytanie nie ma sensu.
>Ale tego już nie kupuję. Jakaś może argumentacja?

Dowód ontologiczny. Pisałem o tym już wielokrotnie.

>Na początek że w ogóle jest, a potem że koniecznym?
>Napisał Pan wyżej (ponoć o Bogu), cytuję:
>> siła zdolna do stworzenia całości wszechświata oraz wszystkich jego praw (...).
>> Siła konieczna, bo inaczej sama wymagałaby przyczyny.
>Według mnie ewidentnie opisuje tu Pan materię/energię. Która, przypomnę, po pierwsze jest, a po drugie nie można jej wytworzyć ani zniszczyć, co by chyba pasowało do opisu bytu koniecznego? Och, czy teraz mogę już zakazać Panu pytania o przyczynę (sprawczą) materii? No sam Pan rozumie, że skoro nie można jej stworzyć, to i pytanie o przyczynę nie ma sensu?

Nie odróżnia Pan przyczyn sprawczych od racji. Nawet jeżeli przedmiot X jest wieczny mogę zapytać o rację tego stanu rzeczy, tzn., zapytać "dlaczego X jest wieczny"? Wynika stąd, że Bóg może być ostateczną racją nawet wiecznej materii.

Poza tym proszę pokazać dowód wieczności materii, a przynajmniej uzasadnienie tej tezy. Z faktu, że nie znamy dziś przyczyn materii (energii) nie wynika, że nie odkryjemy ich jutro. Twierdzenia naukowe zawsze mogą ulec zmianie i nie ma Pan żadnej gwarancji, że za 50 lub 100 lat nauka nie dojdzie do wniosku, iż potrzebny jest Bóg. A może wie Pan już teraz, że tak się nie stanie?

>To jak to w końcu jest, nazywa pan (bezmyślną) materię "Bogiem", czy może postuluje jakiś inny niż materia byt konieczny? Ale co w nim takiego koniecznego, skoro już jeden "byt konieczny" materia wystarczy do wyjaśnienia wszystkiego? Jakim cudem Bóg prześlizguje się pod Brzytwą Ockhama?

Ponawiam pytanie zadane powyżej. Sam Pan Bóg naostrzył brzytwę Ockhama (jest jeden Bóg a nie wielu Bogów - zgodnie z z. O.).
18-02-2013 22:03 
 Ocena 10 na 10
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Dowód ontologiczny. Pisałem o tym już wielokrotnie.

Ojej, to na tym się Pan zatrzymał w swojej edukacji? Serio...?
Żeby Panu zaoszczędzić wstydu na przyszłość, naprowadzę Pana takim pytaniem - czy "liczba naturalna, od której żadna większa nie może być pomyślana" istnieje: (a) w rzeczywistości (b) w intelekcie (c) żadne z powyższych? Sapienti sat - i nie wracajmy już proszę do Anzelma.

> Nawet jeżeli przedmiot X jest wieczny mogę zapytać o rację tego stanu rzeczy, tzn., zapytać "dlaczego X jest wieczny"?

Korci żeby odruchowo zapytać "dlaczego Bóg jest wieczny?", ale musiałbym przemycić w tym pytaniu dwie nieuprawnione presupozycje - a przecież właśnie próbuję Pana tej brzydkiej maniery oduczyć. Zatem najpierw Pan wykaże że jest, potem że wieczny, a dopiero potem będziemy pytać dlaczego.

> proszę pokazać dowód wieczności materii, a przynajmniej uzasadnienie tej tezy

Służę.

> Twierdzenia naukowe zawsze mogą ulec zmianie i nie ma Pan żadnej gwarancji, że za 50 lub 100 lat nauka nie dojdzie do wniosku, iż potrzebny jest Bóg.

A mogę poczekać na ten moment, czy jednak lepiej na wszelki wypadek już lecieć do spowiedzi? A może - bo to też niewykluczone - nauka potwierdzi kiedyś istnienie wszechmocnych krasnoludków, to chyba kupię sobie też przy okazji czerwoną czapeczkę?

Pytanie osobiste, jeśli można - czy Pana naprawdę satysfakcjonuje intelektualnie, że coś jest zaledwie możliwe, żeby się tego uczepić kurczowo i zrobić sobie z tego sens życia? Jak Pan dokonuje wyboru w tym oceanie możliwości?
Elasp (6859 punktów)

>> Dowód ontologiczny. Pisałem o tym już wielokrotnie.
>Ojej, to na tym się Pan zatrzymał w swojej edukacji? Serio...?
>Żeby Panu zaoszczędzić wstydu na przyszłość, naprowadzę Pana takim pytaniem - czy "liczba naturalna, od której żadna większa nie może być pomyślana" istnieje: (a) w rzeczywistości (b) w intelekcie (c) żadne z powyższych? Sapienti sat - i nie wracajmy już proszę do Anzelma.

Pański kontrprzykład dowodzi, owszem, ale właśnie konieczności powrotu do "drugiego Augustyna". Kontrprzykład ten jest bowiem zwykłym sofizmatem. Otóż wiemy skądinąd, że nie może istnieć największa liczna naturalna, toteż właściwe jest oczywiście rozwiązanie c). Możemy powiedzieć o Bogu to samo tylko pod warunkiem, iż - analogicznie - wiemy już skądinąd, iż Bóg istnieć nie może. Czy ma Pan na to dowód, tak jak ma Pan dowód nieistnienia największej liczby naturalnej? Proszę o przedstawienie tego dowodu.

>> Nawet jeżeli przedmiot X jest wieczny mogę zapytać o rację tego stanu rzeczy, tzn., zapytać "dlaczego X jest wieczny"?
>Korci żeby odruchowo zapytać "dlaczego Bóg jest wieczny?", ale musiałbym przemycić w tym pytaniu dwie nieuprawnione presupozycje - a przecież właśnie próbuję Pana tej brzydkiej maniery oduczyć. Zatem najpierw Pan wykaże że jest, potem że wieczny, a dopiero potem będziemy pytać dlaczego.

Bóg nie jest wieczny, jest pozaczasowy, jak liczba 10. Jest pozaczasowy chociażby dlatego, iż jest racją całego świata fizycznego, a więc także i czasu.

>> proszę pokazać dowód wieczności materii, a przynajmniej uzasadnienie tej tezy
>Służę.

Niech Pan nie żartuje. Nie wynika stąd wieczność materii, ale co najwyżej, że taka wieczność jest możliwa.

>> Twierdzenia naukowe zawsze mogą ulec zmianie i nie ma Pan żadnej gwarancji, że za 50 lub 100 lat nauka nie dojdzie do wniosku, iż potrzebny jest Bóg.
>A mogę poczekać na ten moment, czy jednak lepiej na wszelki wypadek już lecieć do spowiedzi? A może - bo to też niewykluczone - nauka potwierdzi kiedyś istnienie wszechmocnych krasnoludków, to chyba kupię sobie też przy okazji czerwoną czapeczkę?

Myślę, że spowiedź będzie bardzo rozsądnym rozwiązaniem.

>Pytanie osobiste, jeśli można - czy Pana naprawdę satysfakcjonuje intelektualnie, że coś jest zaledwie możliwe, żeby się tego uczepić kurczowo i zrobić sobie z tego sens życia? Jak Pan dokonuje wyboru w tym oceanie możliwości?

Proszę popatrzeć wyżej. Poza tym kolejna nieścisłość: Bóg ma tę własność, że jeżeli jest możliwy do niesprzecznego pomyślenia, istnieje. Cały czas zrównuje Pan Boga z innymi przedmiotami i nie chce Pan przyjąć, do wiadomości, że Bóg ma wyróżniony status pod każdym względem. Wynika stąd, ze wiara w niego - także.
19-02-2013 01:12 
 Ocena 11 na 11
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Otóż wiemy skądinąd, że nie może istnieć największa liczna naturalna (...)
> Możemy powiedzieć o Bogu to samo tylko pod warunkiem, iż - analogicznie - wiemy już skądinąd, iż Bóg istnieć nie może. Czy ma Pan na to dowód, tak jak ma Pan dowód nieistnienia największej liczby naturalnej?

Tak jak dla każdej liczby naturalnej można pomyśleć liczbę większą o 1, tak samo dla każdego obiektu, który chciałby Pan nazwać "bogiem", można pomyśleć jego stwórcę (i tak ad infinitum). Nie może Pan przed tym uciec w definicję boga jako "tego który nie posiada stwórcy", analogicznie jak nie może Pan zdefiniować "najdoskonalszej liczby naturalnej" jako "liczby od której nie ma większej" - oba te obiekty po prostu nie posiadają desygnatów. Ergo, "bóg Anzelma" nie istnieje, z powodu wadliwej definicji.

> Niech Pan nie żartuje. Nie wynika stąd wieczność materii, ale co najwyżej, że taka wieczność jest możliwa.

Panu się jednak notorycznie miesza ledwie prawdopodobne z praktycznie pewnym. Niby oba te stany można nazwać słowem "możliwe", ale to jednak gruba nieścisłość.

Proszę też wskazać inny obiekt o analogicznym potencjale do bycia wiecznym. Istniejący realnie, jeśli to nie kłopot.

> Bóg ma wyróżniony status pod każdym względem

Dla Pana zapewne, ale nie dla logiki.
19-02-2013 08:29 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>> Otóż wiemy skądinąd, że nie może istnieć największa liczna naturalna (...)
>> Możemy powiedzieć o Bogu to samo tylko pod warunkiem, iż - analogicznie - wiemy już skądinąd, iż Bóg istnieć nie może. Czy ma Pan na to dowód, tak jak ma Pan dowód nieistnienia największej liczby naturalnej?
>Tak jak dla każdej liczby naturalnej można pomyśleć liczbę większą o 1, tak samo dla każdego obiektu, który chciałby Pan nazwać "bogiem", można pomyśleć jego stwórcę (i tak ad infinitum). Nie może Pan przed tym uciec w definicję boga jako "tego który nie posiada stwórcy", analogicznie jak nie może Pan zdefiniować "najdoskonalszej liczby naturalnej" jako "liczby od której nie ma większej" - oba te obiekty po prostu nie posiadają desygnatów. Ergo, "bóg Anzelma" nie istnieje, z powodu wadliwej definicji.

a) "Tak jak dla każdej liczby naturalnej można pomyśleć liczbę większą o 1" - tak, bo na to mamy dowód, w którym korzysta się z indukcji matematycznej. Dowód ten nie polega na luźnym pomyśleniu, zaanagażowane jest m.in. pojęcie następnika. Z definicji wiemy, że N(n), czyli następnik liczby n, jest większy od n.

b) "Tak samo dla każdego obiektu, który chciałby Pan nazwać "bogiem", można pomyśleć jego stwórcę (i tak ad infinitum)."

Skąd Pan wie, że "tak samo można pomyśleć"? Może gdy myślę o przyczynie Boga, nazwijmy ją P(B), myślę cały czas o Bogu, nie wiedząc o tym? Byłoby więc B = P(B) = P(P(B)) = P(P(P(B))), itd. Dla obrońcy dowodu funkcja P(B) nie ma własności następnika - proszę więc pokazać, że ma.

Znaczenie słowa "przyczyna Boga" jest różne od słowa "Bóg", ale desygnat może być ten sam - na takiej zasadzie, na jakiej słowa "lekarz Kowalskiego" ma inne znaczenie niż słowo "Kowalski", ale jest możliwe, że oznaczają jeden i ten sam przedmiot (może się zdarzyć, że Kowalski jest swym własnym lekarzem). Pańskie wywody opierają się na pomieszaniu znaczenia z desygnatem - myśli Pan różne znaczenia i wnosi stąd, iż desygnaty muszą być w takim razie różne. Na zawodność tego rozumowania wskazuje mój przykład z Kowalskim.

Tak więc oczywiście znowu próbuje Pan analogii, to znaczy powiedzenia, że jeżeli udała się sztuka z liczbami, to eo ipso udaje się z Bogiem. Analogia ta dowodzi co najwyżej, że może się udać. Natomiast twierdzenie, że "można tak samo pomyśleć, itd." nadal wymaga dowodu, porównywalnego z matematycznym dowodem indukcyjnym.
19-02-2013 21:45 
 Ocena 7 na 7
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Może gdy myślę o przyczynie Boga, nazwijmy ją P(B), myślę cały czas o Bogu (...)
> Znaczenie słowa "przyczyna Boga" jest różne od słowa "Bóg", ale desygnat może być ten sam

OK, ze mną jak z dzieckiem, zgadzam się i wycofuję z łańcucha bogów - niech będzie, że Bóg będący sam swoją przyczyną jest już "największym co można pomyśleć". Wielkodusznie przymknę też oko na to, czy można w ogóle sensownie mówić o czymś, co ma wszystkie atrybuty w stopniu "maksymalnie doskonałym". Mógłbym drążyć, co to znaczy że ktoś jest np. doskonale sprawiedliwy i doskonale miłosierny jednocześnie, ale OK, zakładam że chodzi o "doskonałe zbilansowanie tych cech". I nie pytam też złośliwie, jak wysoki jest ktoś "doskonale wysoki"... Krótko mówiąc - załóżmy, że Bóg jest obiektem, który możemy mieć w intelekcie - i nie czepiajmy się w tym momencie poszczególnych atrybutów. Nie uratuje to jednak "dowodu" ontologicznego.

Pozwolę sobie zacytować Anzelma za Wikipedią:

Anzelm z Canterbury:
Jeżeli coś, ponad co nic większego nie może być pomyślane, znajdowałoby się tylko w ludzkim intelekcie, to nie byłoby tym, ponad co nic większego nie może być pomyślane, bo istnienie takie w rzeczywistości jest czymś większym, niż ludzka myśl. Zatem coś, ponad co nic większego nie może być pomyślane, nie może być jedynie w ludzkim intelekcie i musi istnieć w rzeczywistości.

Pomyślmy sobie teraz o Bogu, którego ustaliliśmy w pierwszym akapicie - ale odmówmy mu na moment atrybutu istnienia w rzeczywistości. Anzelm powie: hola, bez tego atrybutu to nie jest "coś, ponad co nic większego nie może być pomyślane"! A ja mu na to: OK, no to teraz będę myślał o Bogu z atrybutem istnienia. Jakiś problem? Wierzący robią tak cały czas. Mogę nawet myśleć o "istniejących smokach" i "istniejących krasnoludkach". Tak naprawdę to chyba trudno jest myśleć o czymkolwiek, nie przyznając temu (w myślach) atrybutu istnienia. Jeżeli zastanawiam się nad interakcjami obiektu o którym myślę ze światem, to automatycznie nadaję mu (w myślach!) atrybut istnienia.

I jest chyba oczywiste, że nadanie czemuś (w myślach!!!) atrybutu istnienia nie jest tym samym, co dokonanie cudownej materializacji desygnatu mojej idei w rzeczywistości.

No, chyba że ktoś ma problemy z rozróżnieniem tych dwu dziedzin?
20-02-2013 10:20 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>I jest chyba oczywiste, że nadanie czemuś (w myślach!!!) atrybutu istnienia nie jest tym samym, co dokonanie cudownej materializacji desygnatu mojej idei w rzeczywistości.
>No, chyba że ktoś ma problemy z rozróżnieniem tych dwu dziedzin?

Nie sądzę, abyśmy każdej rzeczy pomyślanej musieli przydawać w myślach atrybut istnienia. Wydaje mi się to nietrafne zarówno psychologicznie, jak i logicznie. Nie moglibyśmy wtedy pomyśleć bez sprzeczności o przedmiotach nieistniejących, na przykład przeszłych albo przyszłych.

Wydaje mi się jednak, że gdy o czymś myślimy, faktycznie mimowolnie przypisujemy byt pewnemu przedmiotowi, ale nie owemu pomyślanemu, ale jego reprezentacji. Gdy np. chcę powiedzieć, że osoba na fotografii już nie żyje, wskazuję na odpowiedni fragment fotografii (np. gdy osób na fotografii jest wiele) i mówię "on już nie żyje". Wyodrębniam więc pewien fragment spośród wszystkich kształtów na fotografii, niejako wprowadzam go do świadomości własnej i mojego rozmówcy (fragment ten staje się wtedy pewnym odrębnym bytem, którego istnienie oczywiście zauważam), jakkolwiek tylko w celu pomyślenia o czymś innym.

Uważam więc, że powinniśmy odróżniać reprezentację od przedmiotu (można powiedzieć, że to odróżnienie jest odpowiednikiem odróżnienia sensu słowa i jego desygnatu).
21-02-2013 11:56 
 Ocena 5 na 5
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Nie sądzę, abyśmy każdej rzeczy pomyślanej musieli przydawać w myślach atrybut istnienia. Wydaje mi się to nietrafne zarówno psychologicznie, jak i logicznie. Nie moglibyśmy wtedy pomyśleć bez sprzeczności o przedmiotach nieistniejących, na przykład przeszłych albo przyszłych.

Kiedy myślę o swoim nieżyjącym już dziadku, myślę o nim jak o kimś istniejącym - przypominam sobie rozmowy, sytuacje, obrazy. Tworzę sobie w umyśle model fragmentu świata, w którym umieszczam dziadka. Nie bardzo za to wiem, jak miałbym myśleć o nieistniejącym dziadku - musiałbym sobie chyba wizualizować rodzinny obiad z przeszłości, ale z pustym krzesłem tam, gdzie zawsze siadał dziadek.

Zupełnie czym innym jest moje przekonanie o tym, czy dziadek rzeczywiście jest w tym momencie obiektem istniejącym. Mogę myśleć o istniejącym (realnym) dziadku, jednocześnie będąc w pełni przekonanym, że to tylko wspomnienia, a dziadek w rzeczywistości jest już przeszłością. Kłopot byłby dopiero wtedy, gdyby to moje myślenie o dziadku spotkało się z przekonaniem, że dziadek jednak żyje.

> wskazuję na odpowiedni fragment fotografii (...) i mówię "on już nie żyje"

To tylko skrót myślowy. Mówiąc "on", nie masz oczywiście na myśli postaci ze zdjęcia (bo to tylko zbiór barwnych plamek), tylko realną osobę, której to zdjęcie zrobiono.

> Uważam więc, że powinniśmy odróżniać reprezentację od przedmiotu (można powiedzieć, że to odróżnienie jest odpowiednikiem odróżnienia sensu słowa i jego desygnatu).

Zakładam, że tym samym uznajesz wadliwość "dowodu" ontologicznego? Bo wskazujesz tu dokładnie na błąd, który popełnia Anzelm - z rozumowania o (myślowych) atrybutach pewnego myślowego obiektu przeskakuje nagle w nieuprawniony sposób do atrybutów obiektu realnego.

Na marginesie: unikałbym jednak nazywania idei "reprezentacją" - bo oczywiście idee nie posiadające desygnatów żadnymi reprezentacjami nie są. Słowo "idea" ma szersze zastosowanie i niczego nie sugeruje - każdy ateista (oprócz semiotycznych) zgodzi się, że istnieje idea Boga, żaden natomiast nie zgodzi się na "reprezentację".
21-02-2013 14:20 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Kiedy myślę o swoim nieżyjącym już dziadku, myślę o nim jak o kimś istniejącym - przypominam sobie rozmowy, sytuacje, obrazy. Tworzę sobie w umyśle model fragmentu świata, w którym umieszczam dziadka. Nie bardzo za to wiem, jak miałbym myśleć o nieistniejącym dziadku - musiałbym sobie chyba wizualizować rodzinny obiad z przeszłości, ale z pustym krzesłem tam, gdzie zawsze siadał dziadek.

No, ale na czym polega pomyślenie, że dziadek nie żyje?

Podany przez Pana opis jest nieadekwatny, bo myślę teraz (wydaje mi się) o moim dziadku, ale nie nasuwają mi się żadne obrazy (umarł przed moim urodzeniem).

Sądzę, że słowa (a nie pamięć) przesądzają o przedmiocie pomyślanym. Jeżeli wypowiem słowa "mój dziadek", słowa te odnoszą się do pewnej osoby na mocy 1) własnego znaczenia, 2) faktu, że wypowiedziałem je ja. Okoliczność 1) sprawia, iż to słowa te kierują się ku zbiorowi ludzi płci męskiej, natomiast czynnik 2) sprawia, że słowo (i myśl) niejako uderza prosto w mojego dziadka, a nie kogokolwiek innego. Zakładam tu, że myśl ma postać językową, a przynajmniej że o przedmiotach myśli współdecydują znaczenia słów.

>> wskazuję na odpowiedni fragment fotografii (...) i mówię "on już nie żyje"
>To tylko skrót myślowy. Mówiąc "on", nie masz oczywiście na myśli postaci ze zdjęcia (bo to tylko zbiór barwnych plamek), tylko realną osobę, której to zdjęcie zrobiono.

Zgoda.

>> Uważam więc, że powinniśmy odróżniać reprezentację od przedmiotu (można powiedzieć, że to odróżnienie jest odpowiednikiem odróżnienia sensu słowa i jego desygnatu).

>Zakładam, że tym samym uznajesz wadliwość "dowodu" ontologicznego? Bo wskazujesz tu dokładnie na błąd, który popełnia Anzelm - z rozumowania o (myślowych) atrybutach pewnego myślowego obiektu przeskakuje nagle w nieuprawniony sposób do atrybutów obiektu realnego.

Istotnie, trzeba zachować ostrożność w dowodzie ontologicznym, a sposób wypowiadania się Anzelma faktycznie nie jest zbyt fortunny (warto pamiętać, że tworzył 1000 lat temu). Można rozumieć ten dowód tak: rozważam znaczenie słowa "Bóg" i to rozważenie prowadzi mnie do słusznego wniosku, iż słowo to ma nie tylko znaczenie, ale także i desygnat różny od znaczenia. Nie możemy a priori wykluczyć, że pewne znaczenia mają taką własność, iż niejako wymuszają istnienie desygnatu. Tutaj takim "wymuszczaczem" jest słowo "doskonałość", składające się na znaczenie słowa "Bóg".

Można ten dowód rozumieć i tak. Każde niesprzeczne wewnętrznie znaczenie wyznacza desygnat, będący przedmiotem możliwym. Niech Pan zwróci uwagę, że mogę coś powiedzieć nie tylko o znaczeniu słowa "złota góra", ale i o desygnacie. Gdy twierdzę, że złota góra jest (byłaby) ciężka, nie mówię nic o znaczeniu - to nie znaczenie jest ciężkie, tylko góra.
Przyznaję jednak, że tego rodzaju postawienie sprawy spotyka się z krytyką (dostarcza jej np. teoria deskrypcji Russella).
21-02-2013 22:20 
 Ocena 3 na 3
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Nie możemy a priori wykluczyć, że pewne znaczenia mają taką własność, iż niejako wymuszają istnienie desygnatu. Tutaj takim "wymuszczaczem" jest słowo "doskonałość", składające się na znaczenie słowa "Bóg".

Ale po co wymuszać pośrednio, skoro możemy od razu zażądać wprost?

Proszę w ramach eksperymentu myślowego pomyśleć o "żywym, realnie istniejącym dziadku" (jeżeli nie ma Pan wspomnień z dziadkiem, proszę wybrać innego członka rodziny). Pomyślany? Buja się w fotelu, pali fajkę, łowi ryby, struga procę, cokolwiek? Czyli dziadek jak żywy, choć tylko w umyśle.

Teraz załóżmy, że dziadek, o którym sobie tu myślimy - tzn. realny desygnat mentalnego dziadka - poszedł na wojnę i słuch o nim zaginął. Niczym kot Schroedingera, dziadek znajduje się w superpozycji stanów pomiędzy życiem i śmiercią - nie mamy zatem pojęcia, czy w świecie rzeczywistym istnieje w tym momencie obiekt, którego reprezentację mamy w umyśle.

Zagadka - to o jakim dziadku właściwie myślimy? Istniejącym czy nie?

Stawiam tezę, że nie ma to żadnego znaczenia.

Uzasadnienie: przyjrzyjmy się dziadkowi w umyśle, zakładając że rzeczywisty dziadek żyje, ale my o tym nie wiemy. Teraz załóżmy że jednak umarł, ale znowu o tym nie wiemy. Jak rzeczywistość (fakty o dziadku) wpłynęła na ideę dziadka? Nijak, bo nie możemy uwzględnić informacji, której nie posiadamy. Jak idea wpływa na rzeczywistość, pytać chyba nie muszę.

Wniosek: albo po prostu nie da się myśleć o obiektach z wymuszoną cechą istnienia w rzeczywistości (podobnie jak nie da się myśleć o obiektach wewnętrznie sprzecznych), albo - jeśli jednak się da - to myślenie takie nie różni się istotnie od myślenia o obiekcie bez wymuszania tej cechy.

Jeżeli Pan zna jakiś sposób rozróżnienia (bez weryfikacji empirycznej, czyli przeszukiwania świata materialnego!) czy w danym momencie myślimy o obiekcie posiadającym desygnat rzeczywiście, czy tylko potencjalnie - proszę ten sposób przedstawić.

W przeciwnym bowiem razie zmuszony będę odpowiedzieć Anzelmowi, że obiekt o którym kazał mi myśleć, to już jest "coś, ponad co nic większego nie może być pomyślane". I w najmniejszym stopniu nie ma to przełożenia na jego ewentualne istnienie w świecie rzeczywistym.
19-02-2013 22:45 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
>>a) "Tak jak dla każdej liczby naturalnej można pomyśleć liczbę większą o 1"
>>b) "Tak samo dla każdego obiektu, który chciałby Pan nazwać "bogiem", można pomyśleć jego stwórcę (i tak ad infinitum)."
> Skąd Pan wie, że "tak samo można pomyśleć"? (..) Byłoby więc B = P(B) = P(P(B)) = P(P(P(B))), itd.
Opisujesz Waść wyobrażenie nieskończoności X, dla której X+1=X.
Nietrudno pokazać, że także X+k=X (gdzie k dowolne skończone) oraz X.k=X.
Nie dość na tym - również X.X=X i (ogólniej) Xk=X.
Nie udaje się jednak taka wolta wyobraźni (dla jakiegokolwiek X), w której np. 2X=X.

>P(B) nie ma własności następnika - proszę więc pokazać, że ma.
Ostatnia równość wydaje się nie do pomyślenia (proszę ew. wskazać kontrprzykład), zatem dla każdej "boskości" istniałaby 'nad-boskość'.
19-02-2013 23:10 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>>>a) "Tak jak dla każdej liczby naturalnej można pomyśleć liczbę większą o 1"
>>>b) "Tak samo dla każdego obiektu, który chciałby Pan nazwać "bogiem", można pomyśleć jego stwórcę (i tak ad infinitum)."
>> Skąd Pan wie, że "tak samo można pomyśleć"? (..) Byłoby więc B = P(B) = P(P(B)) = P(P(P(B))), itd.
>Opisujesz Waść wyobrażenie nieskończoności X, dla której X+1=X. Nietrudno pokazać, że także X+k=X (gdzie k dowolne skończone) oraz X.k=X.
> Nie dość na tym - również X.X=X i (ogólniej) Xk=X.
>Nie udaje się jednak taka wolta wyobraźni (dla jakiegokolwiek X), w której np. 2X=X.

>>P(B) nie ma własności następnika - proszę więc pokazać, że ma.
>Ostatnia równość jest nie do pomyślenia (proszę ew. wskazać kontrprzykład), zatem dla każdego bóstwa istnieje nad-bóstwo.

W tym wypadku nie są rzeczą sporną wyniki teorii mnogości (twierdzenie Cantora), ale ich teologiczno-logiczna interpretacja. Zakłada Pan, że kolejne nieskończoności mogą być utożsamione z kolejnymi Bogami, natomiast ja utożsamię te nieskończoności z kolejnymi doskonałościami jednego i tego samego Bóstwa. Substancjalizuje Pan liczby kardynalne, zakładając, że to, co podstawowe w matematyce (zbiór) będzie skorelowane z czymś podstawowym w metafizyce. Tymczasem mogę powiedzieć, że Bóg jest nieskończony nie w tym sensie, iż jest nieskończonością simpliciter (byłby wszak tylko jedną z nieskończoności i tym samym tylko jednym z bóstw), ale jest nieskończony w tym znaczeniu, iż ma nieskończenie wiele doskonałości (cech w stopniu nieskończonym). Tu oczywiście przydaje się teoria mnogości, gdyż dostarcza nam dowodu, iż może istnieć nieskończenie wiele różnych cech w stopniu nieskończonym.
20-02-2013 10:30 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
> ja utożsamię te nieskończoności z kolejnymi doskonałościami jednego i tego samego Bóstwa.
Dla Pańskiego utożsamienia nie widać przesłanek. Owszem, wolno Panu swobodnie przyjmować założenia wedle własnego uznania. Czy wynika stąd jednak, by desygnowały one byty konieczne?

[Moim zadaniem nie. Zgodność z logiką nie opiera się na postanowieniu, lecz wymaga weryfikacji dla umożliwienia odrzucenia złudzeń (w tym snów).
W szczególności hipoteza "bóstwa" omijająca nie tylko wskazanie modelu, w jakim miałoby funkcjonować, lecz i "jego" genus proximum, zdaje się uciekać od logiki na manowce czczej woli.]
Elasp (6859 punktów)

>Dla Pańskiego utożsamienia nie widać przesłanek.

Zgadza się ono - jak sądzę - z intuicyjnym (religijnym) rozumieniem Bóstwa. "Formalizacja" zawsze powinna być poprzedzona intuicją.

>[Moim zadaniem nie. Zgodność z logiką nie opiera się na postanowieniu, lecz wymaga weryfikacji dla umożliwienia odrzucenia złudzeń (w tym snów).
> W szczególności hipoteza "bóstwa" omijająca nie tylko wskazanie modelu, w jakim miałoby funkcjonować, lecz i "jego" genus proximum, zdaje się uciekać od logiki na manowce czczej woli.]

Dlaczego Pan sądzi, że tego nie można zweryfikować? Owszem, nie jest to łatwe, jeżeli przez weryfikację rozumiemy weryfikację empiryczną. Ale przecież uzyskanie pewnego spójnego obrazu świata jest argumentem za i stanowi pewnego rodzaju weryfikację.
17-02-2013 11:38 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Dziecko, które potrafi liczyć do dziesięciu zna trochę liczb, ale nieskończenie wiele pozostaje dla niego nieznanych.
>>>>I co z tego wynika dla matematyka?
> Ważne, co wynika dla dziecka.
Dla dziecka, to najważniejsze z jakim zestawem genetycznym i w jakim środowisku się urodzi i zostanie zsocjalizowane.
W zależności od tego będzie babcią, Bogusławskim, Mohamedem, Bieleckim lub Elaspem.
www.racjon(*).php/z,0/d,28/s,511985#w517041

>Cechami Boga są doskonałości, a więc wszystko, co mamy prawo nazwać doskonałością, możemy przypisać Bogu.
Tyle że ja nie wiem czym są doskonałości i co mamy prawo nazywać doskonałością?

Np. "Doskonałość świata leży w jego niedoskonałości,
co pozwala na ciągłą pracę, jak i ulepszanie, okrywanie nowych właściwości, dopełnianie."

Dalej - ple, ple zamiast argumentów.

>Można coś o Bogu orzec a posteriori, tzn., stwierdzić, iż jest to siła zdolna do stworzenia całości wszechświata oraz wszystkich jego praw, ewentualnie całości złożonej ze wszystkich wszechświatów wzajemnie w siebie przechodzących (w taki sposób, że koniec jednego jest początkiem następnego).
>>>>Niekoniecznie wiem co miałaby znaczyć jakaś "siła konieczna"? Nie istnieje żadem dowód konieczności istnienia przyczyny, tak jak nie istnieje żaden dowód ani konieczność istnienia początku. Przesłanki naukowe (jeszcze nie dowody) wskazują na wieczność istnienia (filozoficznej koncepcji) materii ulegającej przemianom. Nie ma takich przesłanek dla istnienia jakiś wydumanych bytów.
>Musi istnieć jakiś powód, dla którego materia jest wieczna (jeżeli faktycznie jest wieczna).
A dlaczego "musi" - zupełnie nie rozumiem takiej konieczności?
Niech Pan te "musi" naukowo udowodni. Nie znam dowodów ani że musi, ani że nie musi.

>Poza tym "wieczny" oznacza "istniejący zawsze, odkąd istnieje czas".
No właśnie, a czym jest czas? Czy czas istnieje wiecznie, czy jakiś czas? Czy tylko od czasu do czasu? Są różne koncepcje.

>Nie wyklucza to kreacji pozaczasowej.
Jak Pan odpowie czym jest czas, to będziemy się zastanawiać co może być poza czasem.
Nie, tak ogólnie wszystkich kreacji nie wyklucza. Na przykład - kreacja par Zdecydowanie wyklucza wszelkie koncepcje kreacjonizmu .

>Jeżeli przedstawię sobie czas jako prostą (a więc jako pewną nieskończoność), a materię jako punkty należące do tej prostej, zawsze mogę zapytać, kto tę prostą narysował.
Przecież to dziecinnie proste - Pan Elasp!

>>>Tylko człowiek pozbawiony zmysłu logicznego może negować Jej istnienie.
>> "Jej" z dużej litery wskazuję, że przypisuje Pan Jej jakieś specjalne znaczenie, ale nie broną się logicy, gdyż ja uważam, że praktyka (poznanie i zrozumienie istniejącej obiektywnie rzeczywistości) stoi ponad wynikami niektórych ludzkich narzędzi, do których należy i logika i matematyka i fizyka teoretyczna. Na gruncie Pańskiej logiki jeżeli wszystko musi mieć przyczynę, to jaka jest przyczyna Boga? Ludzkie wydumanie?
>Przyczyną Boga jest jego własna istota.
Nie, to tylko przyczyna "kota"! A jaka jest przyczyna "kota"? Moim zdaniem - została ewolucyjnie wykształcona u ludzi wykształcona.

>Tego dotyczy dowód ontologiczny.
A choć zamieszczone w Wikipedii krytyki Pan ze zrozumieniem przeczytał:
pl.wikipedia.org/wiki/Dowód_ontologiczny

>Nie twierdzę, że jest on (dowód o.) bez zarzutu, ale myśl w nim zawarta wydaje mi się zasadniczo trafna.
To tylko "kwestia głębokości wiary"!
www.eioba.pl/a/1w2/a-ja-ci-boga-udowodnie

>Ponieważ jednak nie znamy większości przymiotów Boga, zastępujemy wiedzę wyobraźnią (cóż innego możemy zrobić?),
>>>>Wszystkie koncepcje Boga są tylko wynikiem ludzkich spekulacji.
>stąd różnorodność religii,
>>>>Tak Pan sądzi? Jak Pan to udowodni zostanie Pan profesorem religioznawstwa np. na KUL-u. Jak na razie, to uczeni zastanawiają się nad przyczynami tej różnorodności i w większości uważają, że przyczyny są złożone, gdyż religia raz wymyślona przez biologię i kulturę, gdzieś tam w zamierzchłej przeszłości trwa do dziś, ulegając tylko przeróżnym przekształceniom oraz podziałom.
> Gdybyśmy zrobili kwerendę po obrazach świata stworzonych w różnych kulturach, otrzymalibyśmy podobną różnorodność.
Tak. Kultury to także religie.

>Oczywiście, zawsze istnieją bezpośrednie przyczyny, dla których dany obraz jest taki a nie inny (np. dlaczego dla jednych kultur Ziemia spoczywa na żółwiu, a nie na innym zwierzęciu), ale ostatecznymi przyczynami są pragnienie wiedzy oraz ignorancja,
>>>>Wszystkie koncepcje Boga są tylko wynikiem ludzkich spekulacji.

>którą możemy dostrzec mając współcześnie rzetelny (naukowy) obraz świata fizycznego (zwłaszcza Ziemi).
Tak i dotyczy to wszystkich religii. Katolicyzmu także. Z resztą o jakim Bogu Pan tu mówi? O Jahwe, o Jezusie, o Bogu ks. Hellera, czy jeszcze innym wydumanym przez Pana. To zupełnie inne koncepcje.

>Rożnica jest tylko taka, iż nie mamy (jeszcze?) podobnie dobrej perspektywy, z której widać by było świat pozafizyczny (zwłaszcza Boga).
A jaka to miałaby by być perspektywa poza poza fantazją i ignorancją? Cała możliwość poznania obiektywnie istniejącej rzeczywistości dostępna jest człowiekowi tylko i wyłącznie za pomocą zmysłów uzbrojonych w przeróżne narzędzia wraz z mózgiem przetwarzającym te doznania. Nigdy i nigdzie nie natrafiono na na najmniejsze przesłanki wpływu nadprzyrodzoności na przyrodę. Wiec o czym Pan rozprawia. "O ziemi na żółwiu" i taki jest Pański merytoryczny racjonalny wniosek?

>Wnioskuję więc przez analogię i odróżniam przyczyny bezpośrednie od dalszych (nazwanych tu ostatecznymi).

Gratuluję.

Miłego dnia.

@@@
.
17-02-2013 13:47 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Przecież nie napisałem, że nic o Bogu nie wiemy. Dziecko, które potrafi liczyć do dziesięciu zna trochę liczb, ale nieskończenie wiele pozostaje dla niego nieznanych. Może nawet mieć świadomość, iż nie zna wszystkich. Tak samo sprawa się ma z nami i cechami czy atrybutami Boga.

> Można coś o Bogu orzec a posteriori, tzn., stwierdzić, iż jest to siła zdolna do stworzenia całości wszechświata oraz wszystkich jego praw, ewentualnie całości złożonej ze wszystkich wszechświatów wzajemnie w siebie przechodzących (w taki sposób, że koniec jednego jest początkiem następnego). Siła konieczna, bo inaczej sama wymagałaby przyczyny. Tylko człowiek pozbawiony zmysłu logicznego może negować.

> Ponieważ jednak nie znamy większości przymiotów Boga, zastępujemy wiedzę wyobraźnią
(cóż innego możemy zrobić?),
Posłuchać jakiej odpowiedzi udziela nauka:
"świat nasz zaistniał, bo nicość jest niestabilna. Powstanie Wszechświata jest naturalnym zjawiskiem".
( www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,543118#w548726 )

Miłego dnia.

@@@
.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

Ciąg dalszy.

Bóg w religioznawstwie.
W tych oraz innych tematycznych encyklopediach znajdziemy tysiące bogów, bóstw, bóstewek i różnych sił nadprzyrodzonych, w które ludzie wierzyli, oraz sporo takich, w które wierzą nadal. W których ręce oddawali swój los i gotowi byli poświęcić w ich obronie życie własne, nie mówiąc już o cudzym. Wszak wyłącznie, jedynie prawdziwym, nasz Bóg jest, a jeżeli już godzimy się, że nie jest wyłącznym, to już na pewno jest najpotężniejszym wśród znanych. Pomimo wszelakich poświęceń, w zawierusze dziejów wraz z wyznawcami umierają ich bogowie. Gdy trwają przez pokolenia, to pomimo doniosłości tradycji i dogmatu o niezmienności, rzeczywistość wymusza permanentną aktualizację ich atrybutów.

Przechodząc do konkretnych wyobrażeń natkniemy się na różnorodność ujęć: w panteonach politeistycznych bogowie są liczni, bez mała równoprawni w strefach swego zarządzania, zaś w panteonach monoteistycznych wszystkie siły nadprzyrodzone podporządkowano bogowi naczelnemu. W panteizmie bóg występuje jako siła bezosobowa tkwiąca w przyrodzie, a niekiedy z nią utożsamiana. W deizmie występuje jako siła sprawcza. W religiach dualistycznych (np. w najstarszej wyznawanej religii świata - mazdaizmie), występuje w dwóch osobach: Oblicza Dobrego - boga światła (Ahura Mazda, Ormuzd) i Oblicza Złego - boga ciemności i zła (Angra Manju, Aryman), które pozostają z sobą w stałym konflikcie.

Bogom monoteistycznym - nawet wtedy, a może wręcz szczególnie wtedy, gdy są trynitarni (troiści - od Trinitas = Trójca św.) przypisuje się transcendencję (zewnętrzność, istnienie poza zasięgiem naszego doświadczenia i poznawalności), immanencję (wewnętrzność, pozostawanie w świecie dostępnemu naszemu poznaniu) omniprezencję (wszechobecność), immortalizm (nieśmiertelność) omnipotencję (wszechpotężność), omnisciencję (wszechwiedzę) omnibenewolencję (wszechmiłosierność). Gdy wszystkie powyższe atrybuty będziemy przypisywać jednej postaci, niektóre z nich staną się wzajemnie lub wewnętrznie sprzeczne, ale tu nie obowiązują znane nam prawa logiki i według niektórych religii Bóg może być np. jednocześnie transcendentny i immanentny, omnibenewoletny i zgadzać się na istnienie zła. Religijna wiara umożliwia umysłowe przyjęcie za oczywistość, że zarówno poszczególne cechy Boga jak również tych cech zestawienie nie muszą być (i najczęściej nie są) logicznie spójne, a wręcz czasami paradoksalność zestawień jest wprost podkreślana, jak w XIX-wiecznej kolędzie będącej mottem tego artykułu.

Pomimo tego, że wyobrażenie boga (Bóg) lub bóstw leży u podstaw większości wierzeń religijnych, to ze względu na duże zróżnicowanie rozumienia tego pojęcia, trudno jest o jego jednoznaczną religioznawczą definicję. Ponadto znajomość różnych systemów religijnych przeczy tezie, "że wiara w boga, tzn. wiara w osobowo pojmowaną 'nadprzyrodzoną' istotę, z którą człowiek nawiązuje kontakt, jest cechą charakterystyczną wszystkich religii". Istnieją takie religie, które tej idei nie znają. Dlatego współczesne religioznawstwo porównawcze odeszło w swoich analizach od idei bóstw i koncepcji Boga osobowego kierując swoje zainteresowania ku idei świętości. Kontakt ze świętością może przejawiać się w przeróżny sposób, a pewnych okolicznościach wszystko może być uznane za "święte". Świętość przypisywano niebu i poszczególnym ciałom niebieskim, ziemi, górom i poszczególnym szczytom, rzekom, źródłom, głazom i zwierzętom. Wszystko, co odznaczało jakimiś cechami nadzwyczajnymi było uznawane za "święte". Próby uniwersalistycznej definicji podejmowane są na gruncie filozofii, ale wówczas Bóg przemienia się w Absolut, tracąc w części lub w całości swój religijny kontekst, z czym nie bardzo chcą pogodzić się teologowie.


@@@
.
17-02-2013 11:33 
 Ocena 3 na 3
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> o Bogu wiadomo przynajmniej tyle, że jeżeli istnieje, daleko przekracza nasze (ludzkie) zdolności pojmowania

Dałem plusa za użycie słowa "jeżeli" - trzeba promować prawidłowe postawy u fideistów.

> babcia doskonale o tym wie

Dałbym też głowę, że babcia słówka "jeżeli" nie użyła.
16-02-2013 11:57 
 Ocena 6 na 6
MarcinK (9189 punktów)

> Babcia wygłasza oczywiste twierdzenie, wynikające (z niejasno przeczuwanej) definicji Boga. Wiemy o Bogu przynajmniej tyle, iż nie sposób Go w pełni adekwatnie zdefiniować: przekracza On nasze zasoby pojęciowe.

Ta tytułowa babcia, jak widać, opanowała cały materiał jaki Ty poznasz na swoich studiach. Pogratulować babci, a Tobie znakomicie spędzonego czasu.
16-02-2013 20:11 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

Ironia bez argumentów jest niczym strzelanie z pistoletu nie nabojem, ale kapiszonem.
16-02-2013 23:42 
 Ocena 6 na 6
MarcinK (9189 punktów)
> Ironia bez argumentów jest niczym strzelanie z pistoletu nie nabojem, ale kapiszonem.

Wypadałoby Panie wiedzieć co to ironia - żadnego podtekstu tu nie było.

Ty sam nie wiesz co piszesz - na początku lecisz tak:

Cytat:
Wiemy o Bogu przynajmniej tyle, iż nie sposób Go w pełni adekwatnie zdefiniować: przekracza On nasze zasoby pojęciowe.

Ale post niżej okazuje się, że :

Cytat:
o Bogu wiadomo przynajmniej tyle, że jeżeli istnieje, daleko przekracza nasze (ludzkie) zdolności pojmowania. Jest to całkiem oczywiste i babcia doskonale o tym wie.



No ale post niżej okazuje się, że szczęśliwie:

Cytat:
Można coś o Bogu orzec a posteriori, tzn., stwierdzić, iż jest to siła zdolna do stworzenia całości wszechświata oraz wszystkich jego praw, ewentualnie całości złożonej ze wszystkich wszechświatów wzajemnie w siebie przechodzących (w taki sposób, że koniec jednego jest początkiem następnego). Siła konieczna, bo inaczej sama wymagałaby przyczyny. Tylko człowiek pozbawiony zmysłu logicznego może negować
Jej istnienie.


To daleko przekracza nasze (ludzkie) zdolności pojmowania. oznacza iż znamy takie jego atrybuty:

1. Niepoznawalność - w całości bądź części - trudno orzec;
2. Nie definiowalność;
3. Jest jakąś siłą(?);
4. Bez przyczynowość;
5. Odwieczność;
6. Wszechobecność
7. Panująca nad chaosem
8. Posiadająca ogromne moce obliczeniowe.

Całkiem nieźle jak na niepoznawalnego boga.
16-02-2013 23:56 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Proszę jeszcze wskazać miejsce, w którym napisałem, że Bóg jest niepoznawalny.
17-02-2013 00:46 
 Ocena 5 na 5
MarcinK (9189 punktów)
>Proszę jeszcze wskazać miejsce, w którym napisałem, że Bóg jest niepoznawalny.
>

Proszę zatem przetłumaczyć na polski:

Cytat:
daleko przekracza nasze (ludzkie) zdolności pojmowania.
17-02-2013 09:00 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>>Proszę jeszcze wskazać miejsce, w którym napisałem, że Bóg jest niepoznawalny.
>>
>Proszę zatem przetłumaczyć na polski:
> Cytat:
daleko przekracza nasze (ludzkie) zdolności pojmowania.


"Nie jesteśmy w stanie całkowicie ogarnąć Boga". "Pojąć" = "zrozumieć".
17-02-2013 14:18 
 Ocena 9 na 9
MarcinK (9189 punktów)
>> Cytat:
daleko przekracza nasze (ludzkie) zdolności pojmowania..

> "Nie jesteśmy w stanie całkowicie ogarnąć Boga". "Pojąć" = "zrozumieć".

Szanowny kolego - to tylko w teologicznym bełkocie te dwa zdania nie byłyby wzajemnie sprzeczne. Albo on nasze zdolności przekracza albo nie - to alternatywa rozłączna. Przyjmując na chwilę luksusowe założenie, że wiemy z grubsza co to ten "bóg" to zgodnie z logiką (tylko nie tą w Twoim wydaniu) są tylko 3 możliwości:

1. Bóg jest niepoznawalny

Sugerowało by to Twoje daleko przekracza nasze (ludzkie) zdolności pojmowania. Jest to jednak pesymistyczna dla Ciebie perspektywa bo w takim razie tytułowa babcia wie dokładnie tyle samo co Ty kończąc te swoje studia. Oczywiście pozostaje jeszcze problem skąd wiadomo, że niepoznawalny jest niepoznawalny no ale dla teologii to już błahostka.

2. Bóg jest częściowo poznawalny, a częściowo nie.

Pozostają 2 pytania:

a. Dlaczego zachowuje się jak murzyn na pasach?
b. Gdzie przebiega granica? Skąd to wiadomo? Kto to ustala?.

3. Bóg jest całkowicie poznawalny.

Rozmaite teizmy udowadniają to ustawicznie. Całkowitą jego poznawalność można wywnioskować z:

a. W końcu spisał/podyktował swoją autobiografię i to w tysiącach najrozmaitszych wersji. Co prawda treść owych jest mocno niekompatybilna ale kto by się tam takimi pierdołami zajmował.

b. Co rusz się pojawia i: sikają opłatki, odrastają nogi, planety zmieniają orbity, robi graffiti, rzeźbi w chmurach itp itd.

c. Wysłuchuje i odpowiada na modlitwy - mocno co prawda wybiórczo ale czasem jak się weźmie do roboty ...

Musisz się więc zdecydować, którą z trzech wersji wybierasz - polecam trzecią - z niej dodatkowo można całkiem nieźle wyżyć, a i praca niezbyt wymagająca.
17-02-2013 14:46 
 Ocena-1 na 3
Elasp (6859 punktów)

Przecież cały czas optowałem (i optuję) za odpowiedzą nr 2. Wszystkie moje wypowiedzi były w tym właśnie duchu.

Odpowiedzi na pytania szczegółowe (zawarte pod nr 2) można wywodzić z dysproporcji między Bogiem a człowiekiem, za którą odpowiada sama natura rzeczy. Ażeby Boga (w pełni) pojąć, musielibyśmy być samym Bogiem (doskonała reprezentacja to ta, która jest tożsama z przedmiotem reprezentowanym, każda inna jest siłą rzeczy niedokładna). Poza tym żyjemy aby przetrwać, a nie po to, ażeby poznawać Boga (czynimy to niejako akcydentalnie). Nic więc dziwnego, że pierwsza sztuka udaje się nam lepiej, niż druga.

Ze swej strony wierzę jednak w siłę ludzkiego rozumu - chyba nawet bardziej niż ludzie, który samych siebie nazywają racjonalistami.
17-02-2013 15:40 
 Ocena 7 na 7
MarcinK (9189 punktów)

> Odpowiedzi na pytania szczegółowe (zawarte pod nr 2) można wywodzić z dysproporcji między Bogiem a człowiekiem,

Przekładając na polski - z dysproporcji między niewiadomoczym a człowiekiem. Z takowej dysproporcji można wywodzić dowolne odpowiedzi. Spokojnie wywodzić można też ich brak - będzie równie dorzecznie.

> za którą odpowiada sama natura rzeczy.

Po polsku - za którą odpowiada Twoje widzimisię.

> Ażeby Boga (w pełni) pojąć, musielibyśmy być samym Bogiem (doskonała reprezentacja to ta, która jest tożsama z przedmiotem reprezentowanym, każda inna jest siłą rzeczy niedokładna).

Wedle powyższej recepty proszę o informacje jak w pełni pojąć rozwielitkę, amebę czy paciorkowca.

>Poza tym żyjemy aby przetrwać, a nie po to, ażeby poznawać Boga (czynimy to niejako akcydentalnie).

To zapewne z ulotki dla islamskich zamachowców - samobójców.

> Nic więc dziwnego, że pierwsza sztuka udaje się nam lepiej, niż druga.

Ja tam był nie był taki pewien - być może zupełnie dobrze poznaliśmy niewiadomoco. Pogląd przeciwny oczywiście jest równie uprawniony.

> Ze swej strony wierzę jednak w siłę ludzkiego rozumu - chyba nawet bardziej niż ludzie, który samych siebie nazywają racjonalistami.

A to da się bezbłędnie wydedukować.
17-02-2013 16:59 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

Przechodzi Pan z fałszywych założeń (Bóg jest niepoznawalny) do fałszywych wniosków, a na dodatek imputuje Pan mi i jedne, i drugie.

Szkoda czasu na dyskusję na tym poziomie.
17-02-2013 17:06 
 Ocena 7 na 7
MarcinK (9189 punktów)
> Przechodzi Pan z fałszywych założeń (Bóg jest niepoznawalny) do fałszywych wniosków, a na dodatek imputuje Pan mi i jedne, i drugie.

No to od początku - podaj konkretną definicję tego czegoś co nazywasz "bogiem".
17-02-2013 17:15 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Przechodzi Pan z fałszywych założeń (Bóg jest niepoznawalny)
A jest "poznawalny"?
Jakim cudem?
Jak i gdzie?

>Szkoda czasu na dyskusję na tym poziomie.
Na dyskusję - szczególnie merytoryczną i poważną - rzeczywiście szkoda - nie przedstawia Pan tu żadnych racjonalnych argumentów, gdyż takowe nie istnieją, ale pobawić się warto. Jest Pan wszak przedstawicielem wiedzy i intelektu polskiej większości, a to ma znaczenie.

Miłego dnia.

@@@
.
17-02-2013 18:28 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Wszystko powiedziałem dostatecznie jasno w kilkunastu uwagach w tym wątku. Wystarczy zajrzeć, uważnie (i bez antyreligijnych przesądów) przeczytać, a następnie złożyć w jedną całość, oczywiście jeżeli ktoś uzna to za warte zachodu.

17-02-2013 19:36 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Wszystko powiedziałem dostatecznie jasno w kilkunastu uwagach w tym wątku.
Wszystko co Pan tu napisał - zanim odniosłem się do każdej Pańskiej wypowiedzi - przeczytałem - starając się zrozumieć zarówno sam tekst, jak i Pańskie jego rozumienie.

Może Pan wnosić, że jestem za głupi aby Pana zrozumieć, ale spróbuję tu przedstawić rozumienie Pańskich argumentów (nie tylko z tego wątku, ale z wszystkich wypowiedzi na naszym forum) dokonane przez Edwarda O. Wilsona:

TRANSCENDENTALISTA
Zanim zajmę się problemem etyki, pozwól, że przypomnę logikę teizmu, ponieważ jeśli tylko zgodzimy się z tezą o istnieniu Boga-prawodawcy, automatycznie otrzymujemy odpowiedź na pytanie o źródła norm etycznych. Rozważ zatem starannie następującą argumentację na rzecz teizmu.

Przede wszystkim pragnę zakwestionować prawomocność odrzucenia teizmu na gruncie twoich empirystycznych założeń. Czy możesz żywić nadzieję, że kiedykolwiek uda ci się obalić tezę o istnieniu osobowego Boga? Jak możesz odrzucić świadectwa 3000 lat duchowych doświadczeń wyznawców judaizmu, chrześcijaństwa i islamu? Setki milionów ludzi, w tym znaczny odsetek wykształconych obywateli państw uprzemysłowionych, wiedzą, że istnieje pewna niewidzialna, świadoma siła kierująca ich życiem. Świadectwa w tej materii są jednoznaczne. Według niedawnych badań opinii publicznej dziewięciu na dziesięciu Amerykanów wierzy w istnienie osobowego Boga, który odpowiada na ludzkie modlitwy i potrafi czynić cuda. Jeden na pięciu przynajmniej raz w roku poprzedzającym badania doświadczył Jego obecności i wskazówek.
W jaki sposób nauki przyrodnicze, do których odwołuje się etyczny empiryzm, mogą odrzucić tak powszechne świadectwa?

Jądrem metody naukowej, słyszymy nieustannie, jest odrzucanie pewnych sądów na rzecz innych na podstawie faktów i w zgodzie z zasadami logiki. Gdzie jednak są fakty, które domagają się odrzucenia idei osobowego Boga? Nie wystarczy powiedzieć, że nie potrzebujemy idei Boga po to, by wyjaśnić prawa rządzące światem fizycznym, przynajmniej w tym sensie, w jakim mówią o nim fizycy. Stawka jest zbyt wysoka, żeby można było odrzucić teizm tak lekko i łatwo. Ciężar dowodu spoczywa na was, a nie na tych, którzy wierzą w obecność Boga w świecie.

Jeśli spojrzymy na sprawę z właściwej perspektywy, to okaże się, że pojęcie Boga nie wyklucza teorii naukowych, podczas gdy teorie naukowe wykluczają ideę Boga. Badacze zbierają informacje dotyczące pewnych zjawisk, a następnie budują hipotezy wyjaśniające ich naturę. Pragnąc możliwie jak najdalej rozszerzyć zasięg obiektywnego poznania, prowizorycznie przyjmują pewne hipotezy i odrzucają inne. Jednak wiedza naukowa może dotyczyć tylko pewnego fragmentu rzeczywistości. Nauka nie potrafi objąć swoimi metodami badawczymi zwłaszcza całego niezwykłego bogactwa ludzkich doświadczeń duchowych. Tymczasem idea Boga pozwala wyjaśnić wszystko, nie tylko zjawiska uchwytne ilościowo, ale także subiektywne przeżycia i nieświadome doznania, w tym prawdy, które docierają do ludzi jedynie kanałami duchowymi. Kto powiedział, że wszystkie doznania umysłowe muszą być widoczne na monitorze tomografu? W odróżnieniu od pojęć naukowych idea Boga odnosi się do czegoś więcej niż tylko do świata materialnego. Otwiera nasze umysły na to, co leży poza granicami tego świata. Uczy nas sięgać ku tajemnicom, które można pojąć jedynie w akcie wiary.
Możesz ograniczać swoje myśli do świata materialnego, jeśli tak sobie życzysz. Ale inni wiedzą, że to w Bogu leżą wszystkie ostateczne przyczyny Stworzenia. Gdzie mielibyśmy szukać źródeł praw przyrody, jeśli nie w potędze, która swoją mocą prze-wyższa same prawa przyrody? Nauka nie potrafi udzielić odpowiedzi na to podstawowe pytanie teologii. Ujmując to inaczej: Dlaczego istnieje raczej coś niż nic? Ostateczny sens istnienia leży poza zasięgiem ludzkich możliwości intelektualnych, a tym samym poza domeną poznania naukowego.

Jesteś także pragmatystą? Można wskazać niezwykle praktyczną rację przemawiającą za wiarą w istnienie zasad etycznych nadanych przez istotę najwyższą. Odrzucenie boskiego źródła moralności i uznanie, że kodeksy moralne są wyłącznie dziełem człowieka, okazuje się przekonaniem nader niebezpiecznym. Jak zauważył Wielki Inkwizytor w powieści Dostojewskiego, jeśli nie ma Boga, wszystko jest dozwolone i wolność przekształca się w pasmo nieszczęść. Na poparcie naszej tezy możemy zresztą powołać się na autorytet samych twórców Oświecenia. Prawie wszyscy oni wierzyli w Boga-stwórcę wszechświata i wielu z nich było żarliwymi chrześcijanami. Niemal żaden nie pragnął porzucenia etyki na rzecz świeckiego materializmu. John Locke powiedział kiedyś: "Ci, którzy przeczą istnieniu Bóstwa, nie zasługują na żadną tolerancję. Obietnice, umowy i przysięgi spajające ludzkie społeczeństwo dla ateisty nie mają żadnej zniewalającej mocy ani świętości; albowiem jeśli usuniemy Boga, choćby w myślach, wszystko się rozpada". Robert Hooke, wielki fizyk XVII stulecia, pisząc o świeżo powołanym Royal Society, mądrze zauważył, że celem tej jakże oświeceniowej organizacji powinno być "Poszerzanie wiedzy dotyczącej wszelkich rzeczy naturalnych oraz wszystkich Sztuk, Rzemiosł, umiejętności Mechanicznych, Urządzeń i Wynalazków za pomocą Eksperymentów (nie mieszając się do spraw Teologii, Metafizyki, Moralności, Polityki, Gramatyki, Retoryki czy Logiki)".


CDN

@@@
.
17-02-2013 19:37 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Ciąg dalszy:

Te same uczucia były równie szeroko rozpowszechnione wśród najwybitniejszych myślicieli następnych stuleci, także wśród ludzi nauki. Dodatkowego znaczenia przydają im niejasności i wątpliwości związane z ideą ewolucji organicznej zaproponowaną przez Darwina. Rzecznicy tej teorii, będącej kamieniem węgielnym empiryzmu, usiłują sprowadzić Stworzenie do oddziaływania przypadkowych mutacji i warunków środowiska. Nawet George Bernard Shaw, zdeklarowany ateista, przyjął teorię Darwina z rozpaczą. Potępiał zawarty w niej fatalizm oraz zdegradowanie piękna, inteligencji, honoru i szczytnych dążeń do abstrakcyjnej koncepcji ślepego materialnego procesu. Wielu autorów wysuwało, niebezzasadne moim zdaniem, przypuszczenie, że tak jednostronny obraz życia, redukujący istoty ludzkie do rzędu co najwyżej inteligentnych zwierząt, stanowił źródło intelektualnego uzasadnienia ludobójczych zbrodni hitleryzmu i komunizmu.

Bez wątpienia coś jest nie w porządku z teorią ewolucji dominującą w świecie nauki. Albowiem nawet jeśli gatunki rzeczywiście podlegają pewnym zmianom genetycznym, jak to ujmuje współczesny neodarwinizm, to przecież cały zdumiewająco bogaty i złożony świat organizmów żyjących na Ziemi nie mógł powstać wyłącznie za sprawą ślepego przypadku. W dziejach nauki nowe świadectwa wielokrotnie obalały dominujące teorie. Dlaczego badacze z takim uporem trzymają się wizji autonomicznej ewolucji i odrzucają konkurencyjną koncepcję celowego procesu ewolucyjnego kierowanego przez inteligentnego Stwórcę? To bardzo zastanawiające. Celowość wydawałaby się wyjaśnieniem o wiele prostszym od przypadkowego samoorganizowania się milionów rodzajów organizmów.

I wreszcie na koniec, teizm wykazuje zdecydowaną przewagę nad empiryzmem, jeśli chodzi o zagadkę ludzkiego umysłu oraz, nie boję się tego powiedzieć, nieśmiertelności duszy. Nic dziwnego więc, że ponad jedna czwarta Amerykanów całkowicie odrzuca jakąkolwiek postać ewolucji człowieka, nawet w zakresie anatomii i fizjologii. Nauka, która posuwa się za daleko, to nauka arogancka. Niech zatem trzyma się swojej właściwej roli, jako pochodzącego od Boga daru, dzięki któremu możemy poznać Jego fizyczne dominium.

Sądzę, że Panu bardzo daleko do tak komunikatywnego wywodu, którym chciałby Pan bronić swojego stanowiska, a ja Wilsona cytuję tylko dlatego aby Pan wiedział, iż wiem o czym mówię i z czym się nie zgadzam.

>Wystarczy zajrzeć, uważnie (i bez antyreligijnych przesądów) przeczytać, a następnie złożyć w jedną całość, oczywiście jeżeli ktoś uzna to za warte zachodu.
Zrozumienie drugiego człowieka jest zawsze warte zachodu, ale to wcale nie znaczy konieczności akceptacji bezsensownych twierdzeń nie mających żadnego pokrycia w nauce i racjonalnym myśleniu. Pańskie wywody nijak się nie bronią i mogę je przyjąć tylko jako relację Pańskich wierzeń, a wierzenia dyskusji nie podlegają.

Miłego dnia.

@@@
.
17-02-2013 22:27 
 Ocena-3 na 5
Elasp (6859 punktów)

Nie wiedziałem, że prof. Wilson jest tak światłym człowiekiem - dziękuję za zwrócenie uwagi. Nie zgadzam się z tylko jednym twierdzeniem ("teorie naukowe wykluczają ideę Boga"), odróżniałbym także przyczyny fizyczne od racji logicznych. Wilson posługuje się ponadto argumentacją a posteriori, mnie się natomiast wydaje, że można argumentować i a priori. Ze wszystkimi pozostałymi twierdzeniami mogę się tylko zgodzić.

Dodam od siebie jeszcze jedną rzecz. Mianowicie, obecność Boga w świecie może się zaznaczać przez cud (nie twierdzę, że się faktycznie kiedykolwiek zaznaczyła, ale że może się zaznaczać, że jest na coś takiego miejsce). Należy bowiem pamiętać, że wszystkie twierdzenia współczesnych nauk empirycznych mają charakter praw statystycznych. Na przykład fizyka nie mówi, że podgrzewana woda musi się zagotować, ale że jest znikome prawdopodobieństwo, że się nie zagotuje (np. że stanie się tak, iż połowa wody w garnku pozostanie zimna, podczas gdy druga połowa zacznie wrzeć). Właśnie współczesna nauka wyrzuca konieczność z opisu świata fizycznego (zastępuje konieczność wysokim prawdopodobieństwem, a to jednak nie to samo) i dokładnie z tego względu konieczności tej trzeba szukać gdzie indziej.

Teraz możecie Państwo spokojnie wywiesić białą flagę, np. umieścić ją na stronie w miejsce okularów, tuż obok napisu "Racjonalista". Naprawdę, nic więcej nie można już zrobić.
18-02-2013 00:24 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Nie wiedziałem, że prof. Wilson jest tak światłym człowiekiem - dziękuję za zwrócenie uwagi.
Gdyby dalej istniał "Indeks ksiąg zakazanych", to sądzę, że "Konsiliencja" tam by była, a pan Marek Bielecki tu napisał, że szkoda na takie książki czasu. Prof. Wilson (autor m.in. "Socjobiologii" - trzeba było sprawdzić kto zacz) tu zrekonstruował tylko poglądy, z którymi się zetknął jako dziecko wychowane w wierze chrześcijańskiej.
Swoje, lub bliskie swoim poglądom, przedstawia w tym załączniku: [Załącznik] gdyż o nich tak pisze:
"OSOBIŚCIE CAŁKOWICIE ZGADZAM SIĘ
Z argumentacją empirysty, jak już wcześniej wyznałem. Jest dobrze znana nie od dziś; swymi korzeniami sięga Etyki nikomachejskiej Arystotelesa, a także Traktatu o naturze ludzkiej (1739-1740) Davida Hume'a. Pierwsze ewolucjonistyczne ujęcie znalazła w rozprawie Darwina O pochodzeniu człowieka (1871)."

-----------------------------------------------

Chcę tu przypomnieć - gdyż pisałem to już wielokrotnie - że ja nie uznaję żadnych autorytetów i nie podzielam z nikim swoich poglądów. Przez lata wypracowałem własne poglądy - oparte na przemyśleniach (dorobku) wielu mądrych (w mojej ocenie) ludzi i Edward O. Wilson do nich należy.

----------------------------------------------

>Nie zgadzam się z tylko jednym twierdzeniem ("teorie naukowe wykluczają ideę Boga"),
Wolno Panu się nie zgadzać, tylko nauka całkowicie Panu przeczy, a jeżeli Pan uważa inaczej, to bardzo proste - wystarczy przedstawić naukową teorię potwierdzającą istnienie Boga.

>odróżniałbym także przyczyny fizyczne od racji logicznych.
Nie bardzo rozumiem o co Panu chodzi? W cytacie jest napisane:
"Jądrem metody naukowej, słyszymy nieustannie, jest odrzucanie pewnych sądów na rzecz innych na podstawie faktów i w zgodzie z zasadami logiki. (...) Badacze zbierają informacje dotyczące pewnych zjawisk, a następnie budują hipotezy wyjaśniające ich naturę. Pragnąc możliwie jak najdalej rozszerzyć zasięg obiektywnego poznania, prowizorycznie przyjmują pewne hipotezy i odrzucają inne." i tak jest w istocie.

>Wilson posługuje się ponadto argumentacją a posteriori, mnie się natomiast wydaje, że można argumentować i a priori.
Wilson, jest komunikatywny i sensowny, a w moim wyższym cytacie relacjonuje tylko poglądy "TRANSCENDENTALISTY" a nie własne.
Bogusławski:
Może Pan wnosić, że jestem za głupi aby Pana zrozumieć, ale spróbuję tu przedstawić rozumienie Pańskich argumentów (nie tylko z tego wątku, ale z wszystkich wypowiedzi na naszym forum) dokonane przez Edwarda O. Wilsona: (...)

Sądzę, że Panu bardzo daleko do tak komunikatywnego wywodu, którym chciałby Pan bronić swojego stanowiska, a ja Wilsona cytuję tylko dlatego aby Pan wiedział, iż wiem o czym mówię i z czym się nie zgadzam.

>Ze wszystkimi pozostałymi twierdzeniami mogę się tylko zgodzić.
Przecież to napisałem: spróbuję tu przedstawić rozumienie Pańskich argumentów (nie tylko z tego wątku, ale z wszystkich wypowiedzi na naszym forum) i właśnie po to opis poglądów "TRANSCENDENTALISTY" zamieściłem.

>Dodam od siebie jeszcze jedną rzecz. Mianowicie, obecność Boga w świecie może się zaznaczać przez cud (nie twierdzę, że się faktycznie kiedykolwiek zaznaczyła, ale że może się zaznaczać, że jest na coś takiego miejsce).
Pan nie mówi, że cud kiedykolwiek się zdarzył lub, że się zdarzy, ale że jest znikome prawdopodobieństwo, że może jednak się zdarzyć. Tak to bardzo sensowny wywód.

>Należy bowiem pamiętać, że wszystkie twierdzenia współczesnych nauk empirycznych mają charakter praw statystycznych. Na przykład fizyka nie mówi, że podgrzewana woda musi się zagotować, ale że jest znikome prawdopodobieństwo, że się nie zagotuje (np. że stanie się tak, iż połowa wody w garnku pozostanie zimna, podczas gdy druga połowa zacznie wrzeć).
Moim zdaniem nie Pan pojęcia o metodach naukowych, w których zasadniczym weryfikatorem prawdy jest doświadczenie (praktyka). Czyli dokładnie - jeżeli zostaną spełnione wszystkie warunki, to zdarzenie właśnie musi zaistnieć.

>Właśnie współczesna nauka wyrzuca konieczność z opisu świata fizycznego (zastępuje konieczność wysokim prawdopodobieństwem, a to jednak nie to samo) i dokładnie z tego względu konieczności tej trzeba szukać gdzie indziej.
Znowu Pan nie wie o czym Pan mówi. Słyszy Pan dzwony, tyle że nie wie Pan z jakiego kościoła. Nauka swoimi metodami dąży do poznania obiektywnie istniejącej rzeczywistości. Każde twierdzenie uczonego (zespołu uczonych) aby stać wiedzą naukową musi zostać zweryfikowane, a więc dać się potwierdzić.

>Teraz możecie Państwo spokojnie wywiesić białą flagę, np. umieścić ją na stronie w miejsce okularów, tuż obok napisu "Racjonalista". Naprawdę, nic więcej nie można już zrobić.
Wieszam tu ją od samego początku wiedząc, że z wiarą nie ma dyskusji, gdyż nikt wierzącego nie przekona, iż białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej. Ale niech Pan od nas przypadkiem nie ucieka, gdyż Pańskie wypowiedzi są bardzo dobrą inspiracją do weryfikacji własnych poglądów i ponownych przemyśleń, gdyby nie fideiści z naszego forum do wielu książek ponownie bym nie zajrzał i obrastały by kurzem, a tak przejrzę i odkurzę oraz coś tam czytelnikom zacytuję, a ci do których racjonalne argumenty trafiają, to z tego skorzystają, że nie wszyscy, to przecież od dawna wiadomo, że nie wszystko jest dla wszystkich.

Miłego dnia.

@@@
.
18-02-2013 11:36 
 Ocena-1 na 3
Elasp (6859 punktów)

No cóż, Wilson najwyraźniej zamienił dobre poglądy na gorsze. Tak czasem bywa. Wielka uczoność nie daje rozumu, jak mówił Heraklit.

Jego rozumowanie - przedstawione w załączniku - moim zdaniem aż jeży się od błędów. Z braku czasu wymienię tylko niektóre:

1. Krytyka religii za jej odległe przyczyny. Być może katolicyzm rozprzestrzeniał się brutalnymi metodami, ale nic nie mówi to o katolicyzmie współczesnym. To tak jakby zakazywać jedzenia mięsa argumentując, że nasi przodkowie ongiś zniszczyli w ten sposób wiele cennych gatunków i byli okrutni dla zwierząt. Ludzi religijnych odziewa Wilson w skóry i umieszcza w jaskini, natomiast ludzie niereligijni stoją dookoła i patrzą przez lornetki na te człekopodobne zwierzęta.

2. Myślenie kryptoreligijne. Wilson myśli o religii w kategoriach grzechu pierworodnego - religie są złe, albowiem splamiły się przemocą. Ten grzech przemocy (w postaci przemocy faktycznej lub potencjalnej) przechodzi na następne pokolenia. Empiryzm (nauka) jest dla Wilsona sposobem na zmazanie tego grzechu.

3. Niekonsekwencja. Jeżeli ewoluuje człowiek, może ewoluować i jego religia.

4. Niekonsekwencja nr 2. Zasady moralne są korzystnym wytworem naszego mózgu (i naszego gatunku). Wilson zdaje się stąd wnosić, iż są tylko takim wytworem, a ich prawdziwość polega co najwyżej na użyteczności. Niestety, nasz potoczny obraz świata, obraz, w którym są trójwymiarowe ciała w jednej, trójwymiarowej przestrzeni, jest tak samo "wytworem materialnego umysłu". Podobieństwo doświadczeń przynależnych do różnych modalności zmysłowych oraz zasada prostoty skłaniają nas do myśli o jednej przestrzeni. Wynika stąd, że również ten obraz jest co najwyżej korzystny. Jeżeli Wilson faktycznie czytał Hume'a, lektura ta nie pozostawiła w nim żadnego śladu. Hume powiedział wszystko na ten temat w "Traktacie o naturze ludzkiej", zwłaszcza w rozdziale "O sceptycyzmie w stosunku do zmysłów". Właściwą odpowiedzią na to, co nazywa Wilson "transcendentalizmem" nie jest jego "empiryzm", ale transcendentalizm, tyle że Kantowski, Kantowska krytyka teologii racjonalnej, itd.

5. Argumentacja Wilsona podaje w wątpliwość postawę patriotyczną. Patriotyzm też przynajmniej częściowo wywodzi się z trybalizmu. Pobudki patriotyczne skłaniają ludzi do najdziwaczniejszych szaleństw - historia Polski byłaby chyba dobrym tego przykładem. Zresztą Wilson sam przyznaje się do tej niekonsekwencji, afirmując tradycjonalizm, który brzmi nader dziwne w ustach człowieka nauki.

6. Wilson przyjmuje za dobrą monetę, że postawa niereligijna jest możliwa do utrzymania na dłuższą metę - tak u jednostki, jak u zbiorowości. Nie wiemy, czy tak jest w istocie. Laicyzm trwa zbyt krótko, ażeby to stwierdzić. Jak na razie można co najwyżej stwierdzić, że owoce laicyzmu są bardzo niezdrowe dla naszego gatunku. Są nimi: konsumpcjonizm i hedonizm (w kapitalizmie), socjalizm internacjonalistyczny (komunizm) i socjalizm nacjonalistyczny (faszyzm). Szkody wyrządzone przez Oświeceniowy laicyzm są większe niż szkody wyrządzone przez wszystkie religie razem wzięte.
18-02-2013 17:22 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> No cóż, Wilson najwyraźniej zamienił dobre poglądy na gorsze.
No cóż, wszystkie poglądy, których Pan nie podziela, są gorsze i ja z tym nie dyskutuję, ale jako pierwsze profesor relacjonuje swoje poglądy jako jeszcze "niedorozwiniętego" czyli młodego, a jako drugie, gdy już dojrzał i się rozwinął.

>Tak czasem bywa.
Socjologia pokazuje, że jednak na 1000 przypadków odejścia od fideizmu, to powrót dotyczy zaledwie kilku procent, a droga od antyfideizmu (racjonalnego ateizmu) do fideizmu, to poniżej promila wątpliwych dowodowo przypadków.

>Wielka uczoność nie daje rozumu, jak mówił Heraklit.
Nie, cały czas tu piszę, że ks. abp prof. zw. dr hab. może być głupcem i nader często nim bywa.

>Jego rozumowanie - przedstawione w załączniku - moim zdaniem aż jeży się od błędów.
Znowu pisze Pan tylko tyle co Panu się zdaje. Błędów jakiego rodzaju? Rozumiem, że odtworzył Pańskie poglądy prawie bezbłędnie: Nie wiedziałem, że prof. Wilson jest tak światłym człowiekiem - dziękuję za zwrócenie uwagi.
Nie zgadzam się z tylko jednym twierdzeniem ("teorie naukowe wykluczają ideę Boga"), odróżniałbym także przyczyny fizyczne od racji logicznych. Wilson posługuje się ponadto argumentacją a posteriori, mnie się natomiast wydaje, że można argumentować i a priori. Ze wszystkimi pozostałymi twierdzeniami mogę się tylko zgodzić.


Teraz możecie Państwo spokojnie wywiesić białą flagę, np. umieścić ją na stronie w miejsce okularów, tuż obok napisu "Racjonalista". Naprawdę, nic więcej nie można już zrobić.

A następnie, to już profesor błądzi, gdyż relacjonuje własne poglądy. Każdy nie wie co mówi, gdy nie mówi tego samego co Pan.

> Z braku czasu wymienię tylko niektóre:
Znowu zamiast przeprowadzenia rzetelnej krytyki wypowiedzi (np. przytoczenia konkretnych stosownych cytatów, nie wyrwanych z kontekstu) Pan baje co się Panu zdaje, iż inni myślą.
Obywatelu nie pieprz bez sensu!

CDN

@@@
.
18-02-2013 17:22 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Ponieważ nie odnosi się Pan do żadnych stwierdzeń profesora i podaje nam Pan tylko mocno zmanipulowane opisy niby jego stwierdzeń. Ja też nie będę odnosił się przez cały czas bezpośrednio do tekstu profesora, tylko odpowiem Panu zgodnie z własnymi poglądami.
------------------

> Jego rozumowanie - przedstawione w załączniku - moim zdaniem aż jeży się od błędów.
Szkoda, że nie zrozumiał Pan jego rozumowania i nie potrafił Pan ani oddać, ani też nie zacytował myśli profesora. Tu nawet nie wypisuje Pan tego co Panu się zdaje, iż profesor myśli, ale tak kręci jego wypowiedziami (to stara wywiedziona jeszcze z katolickich dysput religijnych szkoła) aby mógł Pan je zaatakować.

>Z braku czasu wymienię tylko niektóre:
Czasu mamy dużo i nie warto tu "pleść trzy po trzy".

> 1. Krytyka religii za jej odległe przyczyny.
Krytyka religii?
A gdzie?
Czy każda krytyczna analiza musi zaraz być krytyką, gdy narusza pewność głupoty?

>Być może katolicyzm rozprzestrzeniał się brutalnymi metodami, ale nic nie mówi to o katolicyzmie współczesnym.
Głodny myśli tylko o chlebie, a "celibant" o seksie. Nie wszystko, Szanowny Panie, wokół Kościoła Katolickiego się kręci. Katolicyzm współczesny jest dobrze osadzony w potwornych tradycjach rzymskiego chrześcijaństwa. Historia Kościoła mówi bardzo dużo o katolicyzmie współczesnym, to nawet sprawni intelektualnie inaczej zauważają.
Czy potwór związany staje się przez to mniej złym? Obecny Kościół jest związany współczesną cywilizacją, ale należy być ostrożnym, gdyż więzy mogą zostać poluzowane lub wprost puścić. Boję się współczesnego Kościoła w Polsce i na pewno Pan tych moich obaw nie rozwiewa.

>To tak jakby zakazywać jedzenia mięsa argumentując, że nasi przodkowie ongiś zniszczyli w ten sposób wiele cennych gatunków i byli okrutni dla zwierząt.
Nie, to tylko przypominanie do czego wiara prowadzi. Warto to zło przypominać i przed nim ostrzegać. Można pokpiwać sobie z babci, jak się nie ma świadomości, że pokolenie Elaspów nam dorasta.

>Ludzi religijnych odziewa Wilson w skóry i umieszcza w jaskini, natomiast ludzie niereligijni stoją dookoła i patrzą przez lornetki na te człekopodobne zwierzęta.
A gdzie tak czyni? Proszę o cytat.

> 2. Myślenie kryptoreligijne. Wilson myśli o religii w kategoriach grzechu pierworodnego - religie są złe, albowiem splamiły się przemocą. Ten grzech przemocy (w postaci przemocy faktycznej lub potencjalnej) przechodzi na następne pokolenia. Empiryzm (nauka) jest dla Wilsona sposobem na zmazanie tego grzechu.
Tak myśli Wilson, czy tak myśli Elasp, że Wilson myśli? Na przykład Bogusławski uważa, że każda wiara jest zła, gdyż ogranicza nas intelektualnie, a także moralnie. Im jest głębszą tym groźniejszą. Ale przedmiot/podmiot wiary jest tu wtórny.

> 3. Niekonsekwencja.
>Jeżeli ewoluuje człowiek, może ewoluować i jego religia.
Gdzie Wilson zaprzecza ewolucji religii? Proszę o cytat?

> 4. Niekonsekwencja nr 2.
>Zasady moralne są korzystnym wytworem naszego mózgu (i naszego gatunku).
Tak.

>Wilson zdaje się stąd wnosić, iż są tylko takim wytworem,
Wilson się tu nie wypowiada, ale gdy Pan sądzi, że nie są tylko takim wytworem, to niech Pan to udowodni. Oczywiście na gruncie nauki, a nie własnych wierzeń, które dyskusji nie podlegają.

>Niestety, nasz potoczny obraz świata, obraz, w którym są trójwymiarowe ciała w jednej, trójwymiarowej przestrzeni, jest tak samo "wytworem materialnego umysłu". Podobieństwo doświadczeń przynależnych do różnych modalności zmysłowych oraz zasada prostoty skłaniają nas do myśli o jednej przestrzeni. Wynika stąd, że również ten obraz jest co najwyżej korzystny.
Przecież to tylko teologiczne - puste treściowo - wielosłowie.

>Jeżeli Wilson faktycznie czytał Hume'a, lektura ta nie pozostawiła w nim żadnego śladu.
Jakoś nie mam większych wątpliwości co lektur Wilsona i poważne co umiejętności zrozumienia czytanych przez Pana tekstów, ale Pan się nie myli, więc widocznie ja błądzę.

>Hume powiedział wszystko na ten temat w "Traktacie o naturze ludzkiej", zwłaszcza w rozdziale "O sceptycyzmie w stosunku do zmysłów". Właściwą odpowiedzią na to, co nazywa Wilson "transcendentalizmem" nie jest jego "empiryzm", ale transcendentalizm, tyle że Kantowski, Kantowska krytyka teologii racjonalnej, itd.
Wilson z moich cytatów o Hume napisał tyle: "OSOBIŚCIE CAŁKOWICIE ZGADZAM SIĘ
Z argumentacją empirysty, jak już wcześniej wyznałem. Jest dobrze znana nie od dziś; swymi korzeniami sięga Etyki nikomachejskiej Arystotelesa, a także Traktatu o naturze ludzkiej (1739-1740) Davida Hume'a.

W Wikipedii można przeczytać: Choć za życia był bardziej znany jako historyk - (...) obecnie jest przede wszystkim pamiętany jako filozof. Cenią go również socjolodzy i przedstawiciele innych nauk społecznych, głównie za jego przemyślenia dotyczące metodologii nauk empirycznych i rozróżnienie sądów o faktach i wartościach.

Zadeklarowanym we wstępie do Traktatu o naturze ludzkiej celem badań hume'owskich było oparcie całej wiedzy na doświadczeniu.

A Pan napisał stek bzdur nie mających się nijak ani do wypowiedzi Wilsona, ani do przemyśleń Hume'a. Hume "transcendentalistą", to naprawdę dobre.

CDN

@@@
.
18-02-2013 17:23 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

> 5. Argumentacja Wilsona podaje w wątpliwość postawę patriotyczną. Patriotyzm też przynajmniej częściowo wywodzi się z trybalizmu. Pobudki patriotyczne skłaniają ludzi do najdziwaczniejszych szaleństw - historia Polski byłaby chyba dobrym tego przykładem.
Oddajmy głos profesorowi:
Religijna nietolerancja i bigoteria ma swoje źródła w trybalizmie: przekonaniu o wrodzonej wyższości i wyróżnionym statusie własnej grupy. Trybalizmu nie można winić za powstanie religii. Ta sama sekwencja zależności przyczyniła się do narodzin ideologii totalitarnych. Pogańskie corpus mysticum nazizmu i marksistowsko-leninowską doktrynę walki klas można zasadniczo uznać za dogmaty religii pozbawionych Boga, które zostały zaprzęgnięte w służbę trybalizmu, a nie na odwrót. Żadna z tych ideologii nie znalazłaby tylu gorliwych wyznawców, gdyby ich zwolennicy nie uważali siebie za ludzi wybranych, którzy, otoczeni przez zawziętych wrogów, godnie spełniają swoją zaszczytną misję, a tym samym nie uważali, że ich podboje są uświęcone przez krew i przeznaczenie. (...)

Podbój w imię plemienia wymaga od jego członków poświęceń na rzecz interesu grupy, zwłaszcza w sytuacji konfliktu z grupami rywali. Takie zachowanie odzwierciedla jednak tylko podstawową zasadę życia społecznego obowiązującą w całym królestwie zwierząt. Pojawia się ono wtedy, gdy utrata jednostkowych korzyści przez podporządkowanie się potrzebom grupy jest rekompensowana z nawiązką przez korzyści, jakie jednostka czerpie z sukcesu grupy. W świecie ludzi potwierdzeniem tej zasady jest fakt, że zamożniejsi, ale egoistyczni wyznawcy pokonanych religii i ideologii ustępują pola uboższym, ale gotowym do wyrzeczeń wyznawcom zwycięskich religii i ideologii. Perspektywa lepszego życia, w ziemskim raju albo w niebie, stanowi nagrodę, za pomocą której zwycięskie kultury usprawiedliwiają podstawowy dla życia społecznego imperatyw podporządkowania się interesom grupowym. Zasada podporządkowania się grupie i jej kodeksom moralnym, przekazywana z pokolenia na pokolenie, zostaje utrwalona w oficjalnej doktrynie i osobistych wierzeniach. Nie znaczy to jednak, że została nadana przez Boga albo nagle odkryta jako oczywista prawda uniwersalna. Stanowi niezbędną ewolucyjną adaptację służącą przetrwaniu organizmów społecznych.

Prawie zgadzam się tu z profesorem i szlak mnie trafia, gdy jacyś ograniczeni intelektualnie głupole, chcą mnie pouczać o moim patriotyzmie. Tak, jako patriota wstydzę się obecnej polskiej zaściankowości i prymitywnego antyintelektualnego katolicyzmu naszych intelektualnych elit. Żenuje mnie trybalistyczny patriotyzm radia "Maryja", polskiego episkopatu, PiS-u i wielu innych celebrytów. To wstyd.

> 6. Wilson przyjmuje za dobrą monetę, że postawa niereligijna jest możliwa do utrzymania na dłuższą metę - tak u jednostki, jak u zbiorowości.
Ja też.

>Nie wiemy, czy tak jest w istocie.
Nie, nie wiemy, ale za dobrą monetę przyjąć można.

>Laicyzm trwa zbyt krótko, ażeby to stwierdzić.
Ale już są spore doświadczenia.

>Jak na razie można co najwyżej stwierdzić, że owoce laicyzmu są bardzo niezdrowe dla naszego gatunku.
Jak na razie można stwierdzić, że jest bardzo zdrowe dla naszego gatunku i całej ziemi.

>Są nimi: konsumpcjonizm i hedonizm (w kapitalizmie),
Kurtka na wacie. Nie znam bardziej zachłannej instytucji na dobra doczesne jak Kościół Katolicki, a większych konsumpcjonistów i hedonistów jak kler katolicki. Tyle że należy im dodać jeszcze jedną piękną cechę - hipokryzję czyli obłudę, zakłamanie.

>socjalizm internacjonalistyczny (komunizm) i socjalizm nacjonalistyczny (faszyzm).
Wymienia Pan tu religie konkurencyjne do katolicyzmu. Wielokrotnie już tu pisałem, że nie tyle same religie/ideologie są złe, co wiara w nie. Im głębsza, bardziej fundamentalistyczna tym groźniejsza.

>Szkody wyrządzone przez Oświeceniowy laicyzm są większe niż szkody wyrządzone przez wszystkie religie razem wzięte.
Rozumiem Pana, gdyż to właśnie cywilizacja wywodząca się z Oświecenia związała tego religijnego potwora, jakim jest europejskie chrześcijaństwo. Tak, to oświeceniowe prądy wyzwoliły ludzi z religijnego jarzma. Dzięki Oświeceniu coraz większa cześć europejskich społeczności myśli samodzielnie. Oczywiście, że są różne kraje i różni ludzie. Nie wszystkim z nauką i wolnością myślenia jest po drodze.

Miłego dnia.

@@@
.
18-02-2013 18:38 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Za bardzo emocjonalnie - podejrzewam - podchodzi Pan do dyskusji i dlatego nie chce (albo nie potrafi) dostrzec, że wysnułem najprostsze wnioski, jakie można wyprowadzić na podstawie lektury Wilsona. Ważne jest wszakże nie tylko to, co ktoś powiedział explicite, ale także to, co wynika z jego twierdzeń. Mogę wszystko wyjaśnić co do joty, ale za chwilę będę zmuszony wyjaśniać własne wyjaśnienia, itd. Nawet przeoczył Pan, że nie nazwałem Hume'a transcendentalistą. Nota bene terminem tym posługuje się Wilson niepoprawnie - powinien być raczej (jeśli już) użyć słowa "transcendentyzm" a nie "tranacendentalizm" (niewykluczone jednak, ze to błąd tłumacza). Ten ostatni termin ściśle wiąże się z filozofią Kanta i ma tam inne znaczenie, więc lepiej go w tym kontekście nie używać.
18-02-2013 20:34 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Za bardzo emocjonalnie - podejrzewam - podchodzi Pan do dyskusji i dlatego nie chce (albo nie potrafi) dostrzec, że wysnułem najprostsze wnioski, jakie można wyprowadzić na podstawie lektury Wilsona.
Tak, zdecydowanie bawią mnie Pańskie intelektualne wygibasy. Rzeczywiście nie potrafię dostrzec tu ani racjonalnego uprawnienia do takich wniosków, ani nawet ich zbytniego sensu.

>Ważne jest wszakże nie tylko to, co ktoś powiedział explicite, ale także to, co wynika z jego twierdzeń.
Znowu Pan czuje się uprawnionym, aby autorytatywnie stwierdzać co inni mają na myśli, gdy mnie zbyt często się wydaje, że Pan nawet nie potrafi zrozumieć (lub rozumie jakoś dziwnie), tego co explicite jest napisane.

>Mogę wszystko wyjaśnić co do joty, ale za chwilę będę zmuszony wyjaśniać własne wyjaśnienia, itd.
Muszę przyznać, iż jest tego ogromne prawdopodobieństwo, gdyż gdy ktoś plącze, to często zaplątuje się we własne nogi. Dlatego ja sam staram się przedstawiać jasno swoje poglądy, aby być komunikatywnym dla jak największej grupy osób, ale niech Pan się nie przejmuje - mamy na naszym forum specjalistów z rożnych dziedzin i gdy ja nie jestem w stanie Pana zrozumieć, to inni zapewne Pana zrozumieją.

>Nawet przeoczył Pan, że nie nazwałem Hume'a transcendentalistą.
Nie wiem, co gdzie przeoczyłem? Napisał Pan: Jeżeli Wilson faktycznie czytał Hume'a, lektura ta nie pozostawiła w nim żadnego śladu. Hume powiedział wszystko na ten temat w "Traktacie o naturze ludzkiej", zwłaszcza w rozdziale "O sceptycyzmie w stosunku do zmysłów". Właściwą odpowiedzią na to, co nazywa Wilson "transcendentalizmem" nie jest jego "empiryzm", ale transcendentalizm, tyle że Kantowski, Kantowska krytyka teologii racjonalnej, itd.

Tak, zdecydowanie to jest jasny wywód z którego jednoznacznie wynika, że nie nazwał Pan Hume'a transcendentalistą.
Z wyższego postu:
Wilson z moich cytatów o Hume napisał tyle: "OSOBIŚCIE CAŁKOWICIE ZGADZAM SIĘ
Z argumentacją empirysty, jak już wcześniej wyznałem. Jest dobrze znana nie od dziś; swymi korzeniami sięga Etyki nikomachejskiej Arystotelesa, a także Traktatu o naturze ludzkiej (1739-1740) Davida Hume'a.

W Wikipedii można przeczytać: Choć za życia był bardziej znany jako historyk - (...) obecnie jest przede wszystkim pamiętany jako filozof. Cenią go również socjolodzy i przedstawiciele innych nauk społecznych, głównie za jego przemyślenia dotyczące metodologii nauk empirycznych i rozróżnienie sądów o faktach i wartościach.

Zadeklarowanym we wstępie do Traktatu o naturze ludzkiej celem badań hume'owskich było oparcie całej wiedzy na doświadczeniu.


A Pan napisał stek bzdur nie mających się nijak ani do wypowiedzi Wilsona, ani do przemyśleń Hume'a.
Hume "transcendentalistą", to naprawdę dobre.

A Pan wszak tylko napisał: Właściwą odpowiedzią na to, co nazywa Wilson "transcendentalizmem" nie jest jego "empiryzm", ale transcendentalizm, tyle że Kantowski, Kantowska krytyka teologii racjonalnej, itd.

>Nota bene terminem tym posługuje się Wilson niepoprawnie - powinien być raczej (jeśli już) użyć słowa "transcendentyzm" a nie "tranacendentalizm" (niewykluczone jednak, ze to błąd tłumacza).
W polskim tłumaczeniu (oryginału w domu nie posiadam) jest napisane: "TRANSCENDENTALISTA" i ja z kontekstu zrozumiałem, że jest to od terminu: Transcendentny - wymykający się zwykłemu ludzkiemu doświadczeniu, wykraczający poza zasięg ludzkiego poznania przy pomocy podstawowych pięciu zmysłów; niepoznawalny przy użyciu dostępnych środków naukowych, a nie od: Transcendentalny - będący warunkiem (możliwości) zaistnienia czegoś. W filozofii Kanta i jego kontynuatorów dotyczący apriorycznych form poznania, teoretycznie wykraczających poza przedmiot i treść poznania, a odnoszący się do warunków poznania pełnej rzeczywistości poznawczej tzn. prawdy absolutnej pojmowanej uniwersalnie przez wszystkie podmioty poznawcze. Innymi słowy, taka forma poznania otaczającej rzeczywistości, by każdy bez względu na jego umiejscowienie w niej, mógł stwierdzić jednoznaczność poznawczą, czyli prawdę - uniwersalną dla wszystkich istot poznawczych we wszechświecie.
Raczej wierzyć mi się nie chce, że to od "tranacendentalizmu", ale ja już taki niewierzący jestem.

>Ten ostatni termin ściśle wiąże się z filozofią Kanta i ma tam inne znaczenie, więc lepiej go w tym kontekście nie używać.
"Tranacendentalizm"?

A Pan naprawdę wierzy, że "Za bardzo emocjonalnie - podejrzewam - podchodzi Pan do dyskusji" mogę emocjonalnie podchodzić do takiej dyskusji. Przecież to zupełnie niezła zabawa. Wrzuć Pan coś poważniejszego, tak abym musiał naprawdę to przemyśleć. Jak na razie, to na moje argumenty tylko po kątach Pan ucieka, bojąc się mnie lub nie mając argumentów do merytorycznych odpowiedzi.

Miłego dnia.

@@@
.
18-02-2013 22:07 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

"Jeżeli Wilson faktycznie czytał Hume'a, lektura ta nie pozostawiła w nim żadnego śladu. Hume powiedział wszystko na ten temat w "Traktacie o naturze ludzkiej", zwłaszcza w rozdziale "O sceptycyzmie w stosunku do zmysłów". Właściwą odpowiedzią na to, co nazywa Wilson "transcendentalizmem" nie jest JEGO "empiryzm", ale transcendentalizm, tyle że Kantowski, Kantowska krytyka teologii racjonalnej, itd."

JEGO=WILSONA.

Czyli: właściwą odpowiedzią na empiryzm Wilsona jest transcendentalizm w rozumieniu Kanta.
18-02-2013 23:36 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>"Jeżeli Wilson faktycznie czytał Hume'a, lektura ta nie pozostawiła w nim żadnego śladu. Hume powiedział wszystko na ten temat w "Traktacie o naturze ludzkiej", zwłaszcza w rozdziale "O sceptycyzmie w stosunku do zmysłów". Właściwą odpowiedzią na to, co nazywa Wilson "transcendentalizmem" nie jest JEGO "empiryzm", ale transcendentalizm, tyle że Kantowski, Kantowska krytyka teologii racjonalnej, itd."
>JEGO=WILSONA.
>Czyli: właściwą odpowiedzią na empiryzm Wilsona jest transcendentalizm w rozumieniu Kanta.
Proszę w takim razie uzgodnić sam ze sobą kogo Wilson miał nie czytać? Kanta - do którego się w moim cytacie nie odwołuje - czy Hume'a.

Ponadto proszę udowodnić, że wzięcie Kanta, czy jakiegokolwiek filozofa pod uwagę jest przymusem. Zresztą - choć zupełnie ani o Kancie, ani nawet Hume'm nie jest tu mowa - to mnie parę rzeczy w filozofii Kanta (podobnie jak u innych myślicieli) się podoba, a parę nie i właśnie na tym polega podejście krytyczne do wszystkich autorytetów.
Zaplątał się Pan znowu we własne nogi.
--------------------------------------------

Ponieważ zaś mam zwyczaj czytania autorów do których się odwołuję, to specjalnie dla Pana podam cytat Wilsona o Kancie, którego jednak Wilson czytał i przemyślał:
Trzeba przy tym podkreślić, że w sukurs religijnemu transcendentalizmowi idzie zwykle transcendentalizm świecki, z którym ma wiele cech wspólnych. Immanuel Kant, uważany za największego ze świeckich filozofów, podejmował zagadnienia moralne w duchu bliskim teologii. Istoty ludzkie, dowodził, są niezależnymi podmiotami moralnymi obdarzonymi całkowicie wolną wolą, dzięki czemu mogą przestrzegać bądź łamać prawa moralne: "[...] człowiek posiada jednak zdolność określania siebie samodzielnie [...], niezależnie od przymuszania [go] przez popędy zmysłowe". Nasze umysły podlegają władzy imperatywu kategorycznego, powiada Kant, wyznaczającego nasze powinności moralne. Imperatyw jest dobrem samym w sobie, niezależnym od wszelkich innych względów, i można go ująć następująco: "Postępuj tylko według takiej maksymy, dzięki której możesz zarazem chcieć, aby stała się powszechnym prawem". Co najważniejsze - i jest to pogląd transcendentalistyczny - w naturze nie ma miejsca na p o w i n n o ś ć. Natura jest według Kanta systemem związków przyczynowo-skutkowych, podczas gdy wybór moralny jest kwestią wolnej woli, która nie podlega prawom przyczynowości. Dokonując wyborów moralnych, człowiek wznosi się ponad poziom instynktów, a tym samym wykracza poza obszar natury i wkracza w obszar królestwa wolności, do którego, w odróżnieniu od pozostałych istot żywych, należy jako istota racjonalna.

Niewątpliwie koncepcja Kanta przynosi pewne pocieszenie, jednak nie da się jej zastosować w praktyce w odniesieniu do jakichkolwiek bytów, materialnych czy innych, co między innymi sprawia, że tak trudno Kanta zrozumieć, niezależne od zawiłości jego męczącego stylu. Czasami czyjaś myśl sprawia czytelnikowi kłopoty nie dlatego, że jest taka głęboka, ale dlatego, że jest po prostu błędna. Mówiąc krótko, filozofia moralna Kanta nie zgadza się, jak wiemy obecnie, z wynikami badań nad sposobem funkcjonowania naszego mózgu.


Edward Osborne Wilson, choć jego dorobek ma ogromne filozoficzne znaczenie, to filozofem nie jest i do filozofii odwołuje się jako intelektualista, a nie jako filozof (i do tego jakby Pan chciał "filozof katolicki").
On potrafi samodzielnie myśleć - co wynika z jego dorobku - wykorzystując rzetelnie oraz uczciwie dorobek innych i chwała mu za to.

Miłego dnia.

@@@
.
18-02-2013 20:09 
 Ocena 8 na 8
MarcinK (9189 punktów)
> Są nimi: konsumpcjonizm i hedonizm (w kapitalizmie),

A w czym to takie szkodliwe?
18-02-2013 22:16 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

Zawsze mi się wydawało, że jesteśmy czymś (nieco więcej), niż zwierzętami, które potrzebują najeść się do syta i które znają tylko przyjemność zmysłową. Hedonizm i konsumpcjonizm upodabniają nas do zwierząt (z całym szacunkiem dla zwierząt, oczywiście). Takie postawy osłabiają człowieczy rozum - taki człowiek staje się bardziej podatny na manipulację, a ponadto nie ma żadnej motywacji do działania.
18-02-2013 23:00 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> Zawsze mi się wydawało, że jesteśmy czymś (nieco więcej), niż zwierzętami, które potrzebują najeść się do syta i które znają tylko przyjemność zmysłową.
Gdy jest się "czymś nieco więcej", to ma się szacunek i zrozumienie dla czegoś/kogoś nieco mniej i jest to właśnie miara naszego człowieczeństwa.
www.racjon(*).php/z,0/d,28/s,537149#w548139
www.racjon(*).php/s,506302/z,0/d,11#w507649

>Hedonizm i konsumpcjonizm upodabniają nas do zwierząt.
Czyżby Pan twierdził, że większość biskupów i kardynałów podobna jest do zwierząt?
Przecież upodobanie do hedonizmu i konsumpcjonizmu mają na twarzach i w sylwetkach wypisane, a nie ascetyzm i duchowość, jakby z "posługi kapłańskiej" wynikało.

>Takie postawy osłabiają człowieczy rozum - taki człowiek staje się bardziej podatny na manipulację,
Oprócz chorób psychicznych nic bardziej nie osłabia i czyni podatnym na manipulację ludzkiego rozumu od wiary,

>a ponadto nie ma żadnej motywacji do działania.
Pazerność na dobra doczesne i chęć zaspakajania chuci, też dobrze motywują, a wiara usprawiedliwia nawet największe podłości.

Przestań Pan pieprzyć dopóty hedonizm i konsumpcjonizm jest umiarkowany, to jest naturalną cechą normalnych ludzi i dopiero, gdy przekracza pewną miarę (np. uważanie się za półboga, któremu wolno więcej i dogadzanie sobie ponad miarę) staje się wynaturzeniem i wprost chorobą. Nagminną zresztą wśród polskiego kleru.

Miłego dnia.

@@@
.
19-02-2013 01:18 
 Ocena 6 na 6
MarcinK (9189 punktów)

>Hedonizm i konsumpcjonizm upodabniają nas do zwierząt (z całym szacunkiem dla zwierząt, oczywiście).

Chyba z kreskówek. Widziałeś słonia hedonistę albo strusia zakupoholika? Konsumpcjonizm i hedonizm dokładnie odróżnia nas od zwierząt - to czysto ludzkie wynalazki.

> Takie postawy osłabiają człowieczy rozum - taki człowiek staje się bardziej podatny na manipulację, a ponadto nie ma żadnej motywacji do działania.

Znowu dokładnie odwrotnie - za wyjątkiem nielicznych szczęśliwców trzeba się zdrowo narobić by nic nie robić.
19-02-2013 09:00 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>>Hedonizm i konsumpcjonizm upodabniają nas do zwierząt (z całym szacunkiem dla zwierząt, oczywiście).
>Chyba z kreskówek. Widziałeś słonia hedonistę albo strusia zakupoholika? Konsumpcjonizm i hedonizm dokładnie odróżnia nas od zwierząt - to czysto ludzkie wynalazki.

Hedonizm i konsumpcjonizm są spotęgowaniem postawy, którą znajdujemy u wszystkich zwierząt (także i u nas), w postaci dążenia do zaspokojenia głodu oraz do przyjemności. Człowiek powinien mieć jeszcze inne dążenia, jeżeli ma różnić się od zwierząt.

>> Takie postawy osłabiają człowieczy rozum - taki człowiek staje się bardziej podatny na manipulację, a ponadto nie ma żadnej motywacji do działania.
>Znowu dokładnie odwrotnie - za wyjątkiem nielicznych szczęśliwców trzeba się zdrowo narobić by nic nie robić.

Przyczyną lenistwa może być aktywność. Lenistwo jednakże nie staje się przez to mniejsze. Przeciwnie, jest jeszcze bardziej psychologicznie możliwe, a przy tym bardziej wymowne.
19-02-2013 11:47 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Odpowiedzi na pytania szczegółowe (zawarte pod nr 2) można wywodzić z dysproporcji między Bogiem a człowiekiem, za którą odpowiada sama natura rzeczy. Ażeby Boga (w pełni) pojąć, musielibyśmy być samym Bogiem (doskonała reprezentacja to ta, która jest tożsama z przedmiotem reprezentowanym, każda inna jest siłą rzeczy niedokładna). Poza tym żyjemy aby przetrwać, a nie po to, ażeby poznawać Boga (czynimy to niejako akcydentalnie). Nic więc dziwnego, że pierwsza sztuka udaje się nam lepiej, niż druga.

>Ze swej strony wierzę jednak w siłę ludzkiego rozumu - chyba nawet bardziej niż ludzie, który samych siebie nazywają racjonalistami.

>Przechodzi Pan z fałszywych założeń (Bóg jest niepoznawalny) do fałszywych wniosków, a na dodatek imputuje Pan mi i jedne, i drugie.
>Szkoda czasu na dyskusję na tym poziomie.

>Wszystko powiedziałem dostatecznie jasno w kilkunastu uwagach w tym wątku. Wystarczy zajrzeć, uważnie (i bez antyreligijnych przesądów) przeczytać, a następnie złożyć w jedną całość, oczywiście jeżeli ktoś uzna to za warte zachodu.

Uznałem za warte zachodu uporządkowanie bzdur, które Pan tu wypisuje i w które Pan świecie wierzy. Skorzystałem z takiego uporządkowania napisanego przez prof. Wilsona i je tu in extenso przytoczyłem: Wszystko co Pan tu napisał - zanim odniosłem się do każdej Pańskiej wypowiedzi - przeczytałem - starając się zrozumieć zarówno sam tekst, jak i Pańskie jego rozumienie.

Może Pan wnosić, że jestem za głupi aby Pana zrozumieć, ale spróbuję tu przedstawić rozumienie Pańskich argumentów (nie tylko z tego wątku, ale z wszystkich wypowiedzi na naszym forum) dokonane przez Edwarda O. Wilsona:

TRANSCENDENTALISTA
(...)


Trafiłem w rzeczy sedno, gdyż Pan jego uporządkowanie poglądów ludzi myślących podobnie do Pana - podzielających wspólną wiarę i reprezentujących ten sam światopogląd - Pan skomentował:
Nie wiedziałem, że prof. Wilson jest tak światłym człowiekiem - dziękuję za zwrócenie uwagi. Nie zgadzam się z tylko jednym twierdzeniem ("teorie naukowe wykluczają ideę Boga"), odróżniałbym także przyczyny fizyczne od racji logicznych. Wilson posługuje się ponadto argumentacją a posteriori, mnie się natomiast wydaje, że można argumentować i a priori. Ze wszystkimi pozostałymi twierdzeniami mogę się tylko zgodzić.

Teraz możecie Państwo spokojnie wywiesić białą flagę, np. umieścić ją na stronie w miejsce okularów, tuż obok napisu "Racjonalista". Naprawdę, nic więcej nie można już zrobić.


Przyznaję, że ubawiony tą Pańską wypowiedzią - potwierdzającą, że racjonaliści doskonale znają i potrafią zrozumieć religijne poglądy fideistów napisałem:
Gdyby dalej istniał "Indeks ksiąg zakazanych", to sądzę, że "Konsiliencja" tam by była, a pan Marek Bielecki tu napisał, że szkoda na takie książki czasu. Prof. Wilson (autor m.in. "Socjobiologii" - trzeba było sprawdzić kto zacz) tu zrekonstruował tylko poglądy, z którymi się zetknął jako dziecko wychowane w wierze chrześcijańskiej.
Swoje, lub bliskie swoim poglądom, przedstawia w tym załączniku: [Załącznik]

No cóż - został Pan złapany we własne sidła i to właśnie Pan powinien wywiesić białą flagę i przeprosić. Większość racjonalistów (a ja na pewno) zna i rozumie poglądy wierzących (najczęściej lepiej od nich samych, gdyż ich poznaniu oraz zrozumieniu poświęciła więcej czasu) tyle tylko, że je odrzuca, gdyż w żaden sposób nie dają się racjonalnie nijak obronić.
I niewiele tu pomogą - gdy rozmawiamy o "filozofii z kurnika" i o wierze - ucieczki i skoki w bok. Po co Pan tu naskakuje Pan np. na ustroje społeczne, czy psychiczne uwarunkowania hedonizmu i konsumpcjonizmu, gdy ma Pan o tym jeszcze mniejsze pojęcie niż np. o filozofii i teologii.
Zupełnie nie potrafi Pan ani zbić przedstawianych tu przez racjonalistów argumentów, ani przedstawić spójnych własnych, które byłby Pan w stanie obronić.

Natomiast stale przedstawia nam Pan tu różne krynice własnej wiedzy i mądrości teologicznej. Na przekład ostatnia:
"Znaczenie słowa "przyczyna Boga" jest różne od słowa "Bóg", ale desygnat może być ten sam - na takiej zasadzie, na jakiej słowa "lekarz Kowalskiego" ma inne znaczenie niż słowo "Kowalski", ale jest możliwe, że oznaczają jeden i ten sam przedmiot (może się zdarzyć, że Kowalski jest swym własnym lekarzem). Pańskie wywody opierają się na pomieszaniu znaczenia z desygnatem - myśli Pan różne znaczenia i wnosi stąd, iż desygnaty muszą być w takim razie różne. Na zawodność tego rozumowania wskazuje mój przykład z Kowalskim." A to nie jest tylko bezsensownym bełkotem, to wprost daje się spokojnie zestawić z wywodami ludźmi w stanach psychoz, ale ponieważ podobne poglądy ma też wielu psychiatrów, to za psychozę tego się nie uznaje.

To jest tylko religijna wiara, a z wiarą dyskusji nie ma. Wierzący zawsze wiedzą lepiej, a gdy przypadkiem ma lepsze argumenty to na pewno diabeł mu je podpowiada, aby Szanownego Pana Elaspa i jego ideowych przyjaciół, zwieść na manowce.

Miłego dnia.

@@@
.
20-02-2013 00:46 
 Ocena 5 na 5
MarcinK (9189 punktów)

> Hedonizm i konsumpcjonizm są spotęgowaniem postawy, którą znajdujemy u wszystkich zwierząt (także i u nas), w postaci dążenia do zaspokojenia głodu oraz do przyjemności.

Idąc tropem Twojej logiki - jeśli spierwiastkujemy bezbożnego hedonistę to wyjdzie zebra srająca na sawannie?

Ma wyobraźnia zbyt wątła co tam wyjdzie z konsumpcjonisty spierwiastkowania .

>Człowiek powinien mieć jeszcze inne dążenia, jeżeli ma różnić się od zwierząt.

Te dążenia są zasadniczo różne od zebrzańskiej kontemplacji swych wnętrzności.

> Przyczyną lenistwa może być aktywność.

Szczęśliwie przyczyną aktywności może być lenistwo.

> Lenistwo jednakże nie staje się przez to mniejsze.

Aktywność również

>Przeciwnie, jest jeszcze bardziej psychologicznie możliwe, a przy tym bardziej wymowne.

Eee tam. Wszędzie te filozoficzne wodolejstwo wrzucasz. Jak się zmachasz to se dychniesz - wymowne to i sprawiedliwe nawet.
20-02-2013 06:47 
 Ocena 5 na 5
Artur@R (7115 punktów)
>>>Ma wyobraźnia zbyt wątła co tam wyjdzie z konsumpcjonisty spierwiastkowania .<
Świnia, Marcinie, świnia wyjdzie .
Choć inteligentna to żre odpadki, które się jej rzuci (choć nie wszystko zżera, wybredna) i jeszcze głowy w góre nie podnosi by wielbić Stwórcę - zatwardziała bezbożna gadzina .

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
20-02-2013 09:20 
 Ocena 5 na 5
MarcinK (9189 punktów)
>>>>Ma wyobraźnia zbyt wątła co tam wyjdzie z konsumpcjonisty spierwiastkowania .<
>Świnia, Marcinie, świnia wyjdzie .

W socjologii zwierząt to będzie ten, no, aksjomat

>Choć inteligentna to żre odpadki, które się jej rzuci (choć nie wszystko zżera, wybredna) i jeszcze głowy w góre nie podnosi by wielbić Stwórcę - zatwardziała bezbożna gadzina .

Wredne te aksjomaty
20-02-2013 09:47 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>> Hedonizm i konsumpcjonizm są spotęgowaniem postawy, którą znajdujemy u wszystkich zwierząt (także i u nas), w postaci dążenia do zaspokojenia głodu oraz do przyjemności.
>Idąc tropem Twojej logiki - jeśli spierwiastkujemy bezbożnego hedonistę to wyjdzie zebra srająca na sawannie?

Niewykluczone. Natomiast z teisty otrzymamy kota. Kot wygrzewa się w słońcu, lubi być głaskany - dla przyjemności. Widział Pan kiedyś kota, czy też i jego zachowanie trzeba Racjonalistom tłumaczyć?

Małym hedonistą jest dziecko - dopiero wychowanie uczy go odpowiedniej postawy.

Dorosły człowiek powinien być czymś, kimś więcej.
20-02-2013 10:58 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
> Dorosły człowiek powinien być czymś, kimś więcej.
[W odróżnieniu od np. kota.]

Zgoda. Niechby tylko owe "coś więcej" wynikało raczej z ludzkiej inwencji niźli z "boskiego" nakazu.
20-02-2013 11:47 
 Ocena 1 na 3
Elasp (6859 punktów)

Zakłada Pan, że w człowieku można wyizolować taki wewnętrzny, sprawnie działający czynnik, który będzie dyrygować pozostałymi. Będzie to Bóg w pomniejszeniu, nazywany dla niepoznaki "rozumem", albo "rozsądkiem". Wierzy więc Pan (jako racjonalista!) w taki rozum indywidualny, natomiast ja wierzę w rozum obiektywny, w Rozum. Obydwa rozumy jadą na tym samym wózku - bliźniaczo podobne argumenty przemawiają za nimi i przeciwko nim. Krótkowzroczność laickiego racjonalizmu polega na tym, że się tego nie dostrzega: albo uznajemy obydwa (co czynię, zakładając, że mniejszy jest odbiciem większego), albo nie uznajemy żadnego z nich.
20-02-2013 16:26 
 Ocena 5 na 5
Absurdalna Abstrakcja (325 punktów)
>Zakłada Pan, że w człowieku można wyizolować taki wewnętrzny, sprawnie działający czynnik, który będzie dyrygować pozostałymi.

Nic w człowieku wyizolowywać nie trzeba. Jego funkcjonowanie polega raczej na zbilansowanym współgraniu elementów składowych.
Poza tym sztuką jest być osobą moralną bez palucha wskazującego odgórnie, co wolno, a czego nie. Dla leniwych pozostaje wyznaczenie granic, jak - za przeproszeniem - krowie na rowie.

>Będzie to Bóg w pomniejszeniu, nazywany dla niepoznaki "rozumem", albo "rozsądkiem".

Dla niepoznaki? Po co wciskać Siłę Wyższą tam, gdzie jej nie ma? Satysfakcjonuje Pana wizja, że jakiś leciwy jegomość "siedzi" gdzieś pomiędzy czarnymi dziurami, planetami, kosmicznymi odpryskami i steruje Pana losem?

>Krótkowzroczność laickiego racjonalizmu (...)

Istnieje coś takiego, jak religijny racjonalizm?


C z ł o w i e k - to nie brzmi dumnie. Już nie.
20-02-2013 18:32 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Nic w człowieku wyizolowywać nie trzeba. Jego funkcjonowanie polega raczej na zbilansowanym współgraniu elementów składowych.

Trzeba, niestety. Lekko chorzy psychicznie, paranoicy, mitomani, itd. też jakoś funkcjonują, a więc ma miejsce u nich mimo wszystko miejsce jakieś "zbilansowanie elementów składowych". Racjonalność to coś więcej niż homeostaza - chyba że wspomnianych chce Pan nazwać racjonalnymi.

>>Będzie to Bóg w pomniejszeniu, nazywany dla niepoznaki "rozumem", albo "rozsądkiem". >Dla niepoznaki? Po co wciskać Siłę Wyższą tam, gdzie jej nie ma? Satysfakcjonuje Pana wizja, że jakiś leciwy jegomość "siedzi" gdzieś pomiędzy czarnymi dziurami, planetami, kosmicznymi odpryskami i steruje Pana losem?

Bóg jest przedmiotem pozafizycznym, więc nie siedzi pomiędzy czarnymi dziurami. Sądzę, że Panu Bogu bliżej do przedmiotów matematycznych, niż fizycznych.

>>Krótkowzroczność laickiego racjonalizmu (...)
>Istnieje coś takiego, jak religijny racjonalizm?

Jest to jedyny spójny racjonalizm. Na wewnętrzną sprzeczność laickiego racjonalizmu wskazywałem w innym wątku (pt. "Korzyści płynące z religii"). Proszę tam zajrzeć, jeżeli znajdzie Pani czas i ochotę.
20-02-2013 19:49 
 Ocena 4 na 4
Absurdalna Abstrakcja (325 punktów)
>Trzeba, niestety. Lekko chorzy psychicznie, paranoicy, mitomani, itd. też jakoś funkcjonują, a więc ma miejsce u nich mimo wszystko miejsce jakieś "zbilansowanie elementów składowych". Racjonalność to coś więcej niż homeostaza - chyba że wspomnianych chce Pan nazwać racjonalnymi.

Choroba psychiczna nie wyklucza racjonalizmu czy też moralności (bo Pańską wypowiedź o wyizolowanym pierwiastku nadrzędnym w człowieku wobec innych zrozumiałam jako odniesienie do moralności). Choroba psychiczna zaburza funkcjonowanie człowieka w tych obszarach, które obejmuje w początkowej fazie, a z czasem pewnie poruszanie się we własnym mikroświecie w ogóle. To jest aberracja we współpracy części organizmu.
Ten wyizolowany, bo mnie to zafrapowało, element miałby wyciągać "za uszy" z tarapatów, podnosić moralność, przywracać hierarchię wartości, wszelkie zło uczynić alergenem, tak?

>Bóg jest przedmiotem pozafizycznym, więc nie siedzi pomiędzy czarnymi dziurami. Sądzę, że Panu Bogu bliżej do przedmiotów matematycznych, niż fizycznych.

Aha. Ulotny. Niematerialny. Bezszelestnie bezcielesny.
Coś w ten deseń?

W zasadzie o każdej nauce można by powiedzieć, że jest abstrakcyjna i powstała w umyśle człowieka na potrzeby nazywania zjawisk, jakich człowiek jest świadkiem. Jego językiem, przy jego wyłącznej obserwacji i interpretacji. [To takie człowiecze oswajanie przestrzeni dotąd nieznanej, przy użyciu dostępnych nam narzędzi, ale czy jedyne właściwe? Trudno rozstrzygnąć, skoro nie mamy porównania w postaci dorobku innego, równie inteligentnego gatunku.*]
Tylko z Bogiem jest ten problem, że jego nawet zaobserwować się nie da.

>Jest to jedyny spójny racjonalizm. Na wewnętrzną sprzeczność laickiego racjonalizmu wskazywałem w innym wątku (pt. "Korzyści płynące z religii"). Proszę tam zajrzeć, jeżeli znajdzie Pani czas i ochotę.

Być może zajrzę. Dziękuję za "cynk". No ale, wybaczy Pan, nadal mam wątpliwości czytając sformułowanie spójny [religijny] racjonalizm.

*-dygresja


C z ł o w i e k - to nie brzmi dumnie. Już nie.
20-02-2013 20:23 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Choroba psychiczna nie wyklucza racjonalizmu czy też moralności (bo Pańską wypowiedź o wyizolowanym pierwiastku nadrzędnym w człowieku wobec innych zrozumiałam jako odniesienie do moralności). Choroba psychiczna zaburza funkcjonowanie człowieka w tych obszarach, które obejmuje w początkowej fazie, a z czasem pewnie poruszanie się we własnym mikroświecie w ogóle. To jest aberracja we współpracy części organizmu.

No dobrze, to chorzy psychicznie. Jeżeli powie Pani, że mitomania i paranoja także nie wyklucza racjonalizmu, trudno będzie znaleźć człowieka nieracjonalnego.

>Ten wyizolowany, bo mnie to zafrapowało, element miałby wyciągać "za uszy" z tarapatów, podnosić moralność, przywracać hierarchię wartości, wszelkie zło uczynić alergenem, tak?

Tak.

>>Bóg jest przedmiotem pozafizycznym, więc nie siedzi pomiędzy czarnymi dziurami. Sądzę, że Panu Bogu bliżej do przedmiotów matematycznych, niż fizycznych.
>Aha. Ulotny. Niematerialny. Bezszelestnie bezcielesny.
>Coś w ten deseń?

Liczba 2 też jest "bezszelestnie bezcielesna" i jakoś świat się od tego nie zawalił.

>W zasadzie o każdej nauce można by powiedzieć, że jest abstrakcyjna i powstała w umyśle człowieka na potrzeby nazywania zjawisk, jakich człowiek jest świadkiem. Jego językiem, przy jego wyłącznej obserwacji i interpretacji. [To takie człowiecze oswajanie przestrzeni dotąd nieznanej, przy użyciu dostępnych nam narzędzi, ale czy jedyne właściwe? Trudno rozstrzygnąć, skoro nie mamy porównania w postaci dorobku innego, równie inteligentnego gatunku.*]

Z tego, że coś jest narzędziem nie wynika, że jest tylko narzędziem. Poza tym narzędzia mogą być odkrywane a nie tworzone, czego nie uwzględnia Pani mówiąc "powstała".

>Tylko z Bogiem jest ten problem, że jego nawet zaobserwować się nie da.

Problem dla kogoś, kto upiera się przy obserwowaniu. Ściśle biorąc żaden przedmiot materialny nie jest obserwowany, co najwyżej jest obserwowane coś, co nazwiemy stroną, aspektem lub częścią tego przedmiotu. Dłoń czy krzesło są tak samo przedmiotami postulowanymi jak atom, jakkolwiek te pierwsze są przedmiotami naturalnego postulatu, inaczej niż drugi.
20-02-2013 21:10 
 Ocena 3 na 3
Absurdalna Abstrakcja (325 punktów)
>No dobrze, to chorzy psychicznie. Jeżeli powie Pani, że mitomania i paranoja także nie wyklucza racjonalizmu, trudno będzie znaleźć człowieka nieracjonalnego.

Mitomania? Choroba psychiczna, jak pozostałe. Zaburzenie rozpoznawania i rozróżniania fikcji oraz prawdy. Fakt - można tu wykluczyć racjonalizm, ale można też np. uznać, że przyczyny powstania zaburzenia są całkiem racjonalne (uraz mózgu, chęć dowartościowania się, bycia w centrum uwagi etc.).
Ta paranoja to też ciekawy przykład. Myślę, że podobny do mitomanii pod względem przyczyn. Poza tym światy kreowane w umyśle osoby chorej nie muszą być absurdalne, pozbawione ciągu przyczynowo-skutkowego, niemoralne.
Jednak można uznać, że powyższe choroby nie reprezentują racjonalizmu.
A czy na przykład zaburzenia afektywne dwubiegunowe pozbawiają człowieka racjonalności? Zanegowanie u chorego rozumu, to jakby ubezwłasnowolnienie go (bo nie jest w pełni władz umysłowych)[głośno myślę]

>Liczba 2 też jest "bezszelestnie bezcielesna" i jakoś świat się od tego nie zawalił.

W przyrodzie są konkretne jej przykłady - ucieleśnienia.

>Z tego, że coś jest narzędziem nie wynika, że jest tylko narzędziem. Poza tym narzędzia mogą być odkrywane a nie tworzone, czego nie uwzględnia Pani mówiąc "powstała".

A nauka została odkryta?

>Problem dla kogoś, kto upiera się przy obserwowaniu. Ściśle biorąc żaden przedmiot materialny nie jest obserwowany, co najwyżej jest obserwowane coś, co nazwiemy stroną, aspektem lub częścią tego przedmiotu. Dłoń czy krzesło są tak samo przedmiotami postulowanymi jak atom, jakkolwiek te pierwsze są przedmiotami naturalnego postulatu, inaczej niż drugi.

Nasze zmysły kooperują z mózgiem. Jeżeli na podstawie tej współpracy możemy wykazać materialne, faktyczne istnienie dłoni czy krzesła, to znaczy, że one realnie istnieją jako obiekty. Pozostaje kwestia nazewnictwa, które jest mniej lub bardziej adekwatne do obiektu.
Atom "istniał" w świadomości starożytnych filozofów (inaczej-> był domniemany). Współczesna technologia pozwoliła potwierdzić ich przypuszczenia.


C z ł o w i e k - to nie brzmi dumnie. Już nie.
20-02-2013 22:39 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Jednak można uznać, że powyższe choroby nie reprezentują racjonalizmu.

Na jakiej zasadzie można tak uznać (przyjąwszy Pani założenia)?

>>Liczba 2 też jest "bezszelestnie bezcielesna" i jakoś świat się od tego nie zawalił.
>W przyrodzie są konkretne jej przykłady - ucieleśnienia.

Liczba N do potęgi N (gdzie N = liczba wszystkich cząstek we Wszechświecie) nie ma takiego ucieleśnienia, a jest równie dobra jak 2 (z matematycznego punktu widzenia). Chyba że stoimy na bardzo egzotycznym gruncie tak zwanego ultraintuicjonizmu.

>>Z tego, że coś jest narzędziem nie wynika, że jest tylko narzędziem. Poza tym narzędzia mogą być odkrywane a nie tworzone, czego nie uwzględnia Pani mówiąc "powstała".
>A nauka została odkryta?

Tak można powiedzieć, chociaż zabrzmi to nienaturalnie. Przecież było prawdą, że 2+2=4, zanim ktokolwiek o tym pomyślał. Nauka to uświadamianie sobie prawd, a nie ich tworzenie. Jeżeli tworzymy prawdy, to jedno z dwojga: albo tworzymy świat, albo nadajemy słowu "prawda" nowe znaczenie.

>Nasze zmysły kooperują z mózgiem.

Uwaga poczyniona w stosunku do dłoni i krzeseł odnosi się także do mózgu. To tak samo przedmiot hipotetyczny. Nie może więc - że tak powiem - zarazić swoją realnością czy namacalnością przedmiotów, z którymi ma rzekomo styczność.
20-02-2013 22:50 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>No dobrze, to chorzy psychicznie. Jeżeli powie Pani, że mitomania i paranoja także nie wyklucza racjonalizmu, trudno będzie znaleźć człowieka nieracjonalnego.
Mitomania, paranoja, psychoza
Warto coś wiedzieć o terminach, których się używa. Różnie z chorymi psychicznie bywa, ale należy pamiętać, że choroba psychiczna wcale nie musi być i nawet niezbyt często jest powiązana z głupotą czy upośledzeniem umysłowym.
Tak, ludzie psychicznie chorzy bywają racjonalni, a nawet genialni - zaś psychicznie zdrowi bywają durniami do entej potęgi.

PS. Gdy odsyła się kogoś do wątku, to dobrze go zalinkować. www.racjon(*).php/s,532005/z,0/d,38#w542041

Miłego dnia.

@@@
.
11-03-2013 11:43 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>C z ł o w i e k - to nie brzmi dumnie. Już nie.
Moje plusy dla Ciebie nie wynikają z wzajemności, tylko z przemyślenia Twoich wypowiedzi.
Pan Andrzej powiedzial kiedyś, że inteligencja jest sexy.
Mamy empiryczny dowód.
20-02-2013 17:26 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
> Zakłada Pan, że w człowieku można wyizolować..
Jeśli chciałby Pan porozmawiać o "czymś więcej" w człowieku, to proszę formułować swe tezy "po ludzku" (w sposób nienarzucający).
Elasp (6859 punktów)

Oczywiście nie mówię tu ściśle biorąc o Panu (przepraszam!), ale o racjonaliście w ogóle. A więc: racjonalista zakłada, itd.
20-02-2013 20:17 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Zakłada Pan, że w człowieku można wyizolować taki wewnętrzny, sprawnie działający czynnik, który będzie dyrygować pozostałymi.
Tu nie potrzebne jest żadne zakładanie. Podstawowa wiedza biologiczna mówi nam, że takim wewnętrznym czynnikiem kierującym wszystkimi zwierzętami, począwszy od żachwy jest mózg, do którego docierają informacje za pomocą zmysłów.
www.racjon(*)/q,Na.poczatku.jest.mozg.gadzi
www.racjon(*)raba.slonia.a.posilkiem.zachwy

> Będzie to Bóg w pomniejszeniu, nazywany dla niepoznaki "rozumem", albo "rozsądkiem".
"Sprawiający na oko niezbyt ciekawe wrażenie, biało-różowy twór o konsystencji jajka na miękko, przypominający duży orzech włoski."

>Wierzy więc Pan (jako racjonalista!)
Co to za racjonalista, którzy wierzy?
"język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym."

>w taki rozum indywidualny,
Tak, rozum jest zdecydowanie indywidualny, niektórzy wprost twierdzą, że niepowtarzalny.

>natomiast ja wierzę w rozum obiektywny, w Rozum.
A ja w sierotkę Marysię i siedmiu krasnoludków. Każdy może sobie w różne bajdy wierzyć i innym nic do tego. Tylko o czym Pan chce tu rozmawiać? Do rozmowy konieczna jest jakaś obiektywizacja, jakieś racjonalne argumenty, nie mówiąc już o dowodach.

>Obydwa rozumy jadą na tym samym wózku - bliźniaczo podobne argumenty przemawiają za nimi i przeciwko nim.
Tylko u tych, którym się wszystko popieprzyło. Nie można zestawiać faktów ze spekulacjami. Istnienie rozumności zwierząt jest weryfikowalnym naukowo faktem. Istnienie innej rozumności jest fantastycznym stworem bez najmniejszego pokrycia - nie tylko dowodami, ale nawet najmniejszymi przesłankami możliwości istnienia.

>Krótkowzroczność laickiego racjonalizmu
Racjonalizowanie zdecydowanie różni się od racjonalizmu, a praktyka nie potwierdza możliwości istnienia racjonalizmu poza laickim.

> polega na tym, że się tego nie dostrzega:
Ej tam, ej tam! My też różnych "grzybków" zażywamy i w psychozy też wpadamy.
Panu zaś już polecałem Lema - jego "zewnętrzne rozumy" są fascynujące.

>albo uznajemy obydwa (co czynię, zakładając, że mniejszy jest odbiciem większego), albo nie uznajemy żadnego z nich.
A dlaczego, jaką zna Pan racjonalną przesłankę dla tak głupiego podejścia?
Pańską wiarę?
A wierz Pan sobie w co tylko Panu się podoba i nam nic do tego, ale nie każ Pan innym w Pańskie bajdy wierzyć!

@@@
.
20-02-2013 22:50 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)
>.
>>Zakłada Pan, że w człowieku można wyizolować taki wewnętrzny, sprawnie działający czynnik, który będzie dyrygować pozostałymi.
>Tu nie potrzebne jest żadne zakładanie. Podstawowa wiedza biologiczna mówi nam, że takim wewnętrznym czynnikiem kierującym wszystkimi zwierzętami, począwszy od żachwy jest mózg, do którego docierają informacje za pomocą zmysłów.

Zepsuty zegar tak samo respektuje prawa fizyki jak wskazujący dokładną godzinę. Czynnikiem kontrolnym może być poprawnie działający mózg. Akcent spoczywa tu na słowie "poprawnie", które nie jest słowem opisowym, tylko normatywnym.

Już nie wspomnę o czyś takim jak anencefalia. Znane są przypadki ludzi, którzy żyją (lub żyli) z anencefalią. Wypadałoby o tym wiedzieć, gdy się już kogoś poprawia.

Oto dowód:

belovedvit(*)p/o-comeco-da-historia_25.html
20-02-2013 23:32 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Tu nie potrzebne jest żadne zakładanie. Podstawowa wiedza biologiczna mówi nam, że takim wewnętrznym czynnikiem kierującym wszystkimi zwierzętami, począwszy od żachwy jest mózg, do którego docierają informacje za pomocą zmysłów.
> Zepsuty zegar tak samo respektuje prawa fizyki jak wskazujący dokładną godzinę.
Wielce Szanowny Panie, zaręczam Panu (naukowych dowodów wszak Pan i tak nie przyjmuje), że żaden nawet najbardziej doskonały poprawnie funkcjonujący zegar nie respektuje praw fizyki. Zegar to tylko narzędzie pomiaru czasu, zbudowane przez człowieka, na podstawie jego wiedzy o prawach fizyki.

>Czynnikiem kontrolnym może być poprawnie działający mózg.
Nie, mózg jest zawsze organem kontrolującym sprawność organizmu zwierzęcia.

>Akcent spoczywa tu na słowie "poprawnie", które nie jest słowem opisowym, tylko normatywnym.
Bez jaj!
Przepraszam bez akcentów - proszę wyjaśnić co to są dla Pana "słowa normatywne" i dlaczego "poprawność" do takich słów należy. Parę książek na temat psychiatrii - nie mówiąc już o psychologii - przeczytałem i wiem, że największym problemem jest wyznaczanie norm i granic.

>Już nie wspomnę o czyś takim jak anencefalia.
A dlaczego miałby Pan nie wspominać, gdy coś jest argumentem dla Pana.

>Znane są przypadki ludzi, którzy żyją z acefalią.
pl.wikipedia.org/wiki/Acefalia_(medycyna)

W bezmózgowiu całkowitym płody rodzą się martwe.
Obserwuje się zazwyczaj całkowity brak pokrywy kostnej - obecny jest miękki, żywoczerwony worek łącznotkankowy.

W bezmózgowiu częściowym czas przeżycia płodu to kilka godzin, rzadziej dni.
Są zdolne do krótkiego przeżycia z uwagi na zachowane niektóre struktury tylnego mózgowia (ośrodki krążenia i oddychania). Napięcie mięśni jest podwyższone, odruchy głębokie wygórowane, odruchy chwytne są silnie wyrażone, dominuje również żywa motoryka spontaniczna i odruchowa.

pl.wikipedia.org/wiki/Bezmózgowie

>Wypadałoby o tym wiedzieć, gdy się już kogoś poprawia.
Znowu - nie dość, że Pan głupoty tu wypisuje, to jeszcze innych poucza.

@@@
.
20-02-2013 23:50 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Proszę zerknąć do linku, który zawarłem w wypowiedzi powyżej. To historia dziewczynki, która ze stwierdzoną anencefalią żyła 2,5 roku.
21-02-2013 12:19 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
To cała Pańska odpowiedź na mój post: www.racjon(*).php/z,0/d,12/s,546248#w549524
Rzeczywiście dużo mądrych rzeczy ma Pan do powiedzenia, w każdym z poruszanych tu przez Pana tematów. Zapewne ci którzy Pana intelektualnie ukształtowali są dumni ze swojego osiągnięcia.
Gratuluję im i Szanownemu Panu.
-------------------------------

>Proszę zerknąć do linku, który zawarłem w wypowiedzi powyżej.
Mam zwyczaj czytania postów wraz z linkami, do których się odnoszę i czynię tak w przeciwieństwie do Pana, który albo nie czyta, albo nie rozumie, albo przekręca nawet jasne wypowiedzi.

W moich postach mógł Pan miedzy innymi przeczytać:
Mózg jest powiększonym i wyspecjalizowanym zwojem w ośrodkowym układzie nerwowym, położonym najbliżej przedniego końca lub najwyżej. Kiedy zaczyna się posiadanie mózgu? Rośliny nie posiadają go wcale. Glista Ascaris pasożytująca w przewodzie pokarmowym ma dokładnie 162 komórki w swym mózgu, plus 92 komórki w obrębie ogona i układu trzewnego. Układ nerwowy pszczoły składa się z około 7 tys. neuronów. U Amphioxus,zwierzęcia niesłychanie prymitywnego, wzdłuż grzbietu tuż za struną grzbietową biegnie struna nerwowa z wyodrębnionym, podzielonym na trzy części mózgiem. Mózg gadów ulega dalszemu zróżnicowaniu, można wyodrębnić w nim rdzeń przedłużony, móżdżek, śródmózgowie i półkule mózgowe. Mózg ptasi góruje nad mózgiem gadzim, który góruje nad mózgiem płazów, a ten nad mózgiem ryb, ale wszystkie, w ich ewolucyjnym rozwoju, zbudowane są według tego samego wzorca typowego dla kręgowców.

-------------------------------

W bezmózgowiu częściowym czas przeżycia płodu to kilka godzin, rzadziej dni.
Są zdolne do krótkiego przeżycia z uwagi na zachowane niektóre struktury tylnego mózgowia (ośrodki krążenia i oddychania). Napięcie mięśni jest podwyższone, odruchy głębokie wygórowane, odruchy chwytne są silnie wyrażone, dominuje również żywa motoryka spontaniczna i odruchowa.


>To historia dziewczynki, która ze stwierdzoną anencefalią żyła 2,5 roku.
Nie! Jest historia podłości - porównywalnej do eksperymentów medycznych na ludziach - wynikająca z religijnej fanatycznej głupoty. W skrócie tam jest napisane:

Rodzice po otrzymaniu w 12 tygodniu informacji, że płód ma uszkodzony mózg, a uszkodzenie nawet może się pogłębić podejmują decyzję proszenia Boga o cud i nadają dziewczynce imię Vitoria de Cristo (Zwycięstwo Chrystusa).
Dalszą ciążę przeżywają wśród modlitw i wiary, że "Ukrzyżowany" cud sprawi.

Dziewczynka urodziła się według rodziców piękną
(proszę z zamieszczenie zdjęcia, gdyż mnie od kilku miesięcy wyświetla się informacja, że przekroczyłem limit), pełną życia, choć spokojną. Faktem jej urodzenia żywej zostali zaskoczeni przez Boga i są Mu wdzięczni za przywilej spotkania się z córką, możliwość tulenia w ramionach, i spędzania z nią niezapomnianych chwil.

Nikt nie potrafił wyjaśnić jak mogła przeżyć przy takich brakach czaszki oraz deformacjach i niewykształconych niektórych strukturach mózgu.


Nie wiem, czy nikt nie potrafi? Nie jestem lekarzem, ale z innych informacji o tym przypadku wynika, że duże podstawowe struktury mózgu jednak pozostały. Wiem, że dokonuje się operacyjnego usunięcia sporych partii mózgu ze względów zdrowotnych. Proszę panią doktor Liliac o ewentualne dodatkowe wyjaśnienia.

Wiem także i to tu najważniejsze, że dzięki Bogu nie mam mózgu ograniczonego wiarą i potrafię zrozumieć, że nawet tylko część mózgu funkcjonującego może kierować podstawowymi czynnościami organizmu, a braki w umysłowości pozwalają przejść nawet do dorosłości.

@@@
.
21-02-2013 13:25 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Dlaczego jest to "historia podłości"? Co powinni byli zrobić rodzice Pana zdaniem?
21-02-2013 15:05 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> Dlaczego jest to "historia podłości"? Co powinni byli zrobić rodzice Pana zdaniem?
www.racjon(*).php/z,0/d,26/s,537149#w542847
www.racjon(*).php/z,0/d,15/s,537149#w537779
www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,116711#w119521

Katecheta opowiada dzieciom jak piękne jest boskie dzieło.
Garbaty Jaś stwierdza pod nosem:
- No u mnie, to nawet widać, jak Bóg udatnie tworzy.
Katecheta, który usłyszał:
- Przecież musisz przyznać, że jak na garbatego to jesteś piękny.


Nie wiem? to byli konkretni wierzący rodzice, a wiara pozbawia refleksji i empatii, tłumacząc wszystko wolą Boga lub karą za grzechy.
Rodzice po otrzymaniu w 12 tygodniu informacji, że płód ma uszkodzony mózg, a uszkodzenie nawet może się pogłębić podejmują decyzję proszenia Boga o cud i nadają dziewczynce imię Vitoria de Cristo (Zwycięstwo Chrystusa).
Dalszą ciążę przeżywają wśród modlitw i wiary, że "Ukrzyżowany" cud sprawi.

Dziewczynka urodziła się według rodziców piękną, pełną życia, choć spokojną. Faktem jej urodzenia żywej zostali zaskoczeni przez Boga i są Mu wdzięczni za przywilej spotkania się z córką, możliwość tulenia w ramionach, i spędzania z nią niezapomnianych chwil.


Racjonaliści nie dopuszczają do okrutnych doświadczeń na żywych ludziach i podejmują racjonalne decyzje.
Racjonalizm nie pozbawia ludzi ani uczuć, ani empatii, ale nie daje się nijak połączyć z głupotą, szczególnie z tą wynikającą z wiary.
Rodzicom tu wcale nie współczuję wszak są wdzięczni Bogu "za przywilej spotkania się z córką, możliwość tulenia w ramionach, i spędzania z nią niezapomnianych chwil".

Nawet nie wiem, czy można "temu czemuś" współczuć - co nie mając ukształtowanego mózgu - człowiekiem jednak nie było (nawet po ochrzczeniu), gdyż nie wiem co "toto" czuło i czuć mogło. Dla humanisty takie doświadczenie jest podłą obrzydliwością, ale zindoktrynowany religijnie umysł - mojej odrazy do decyzji rodziców - zupełnie pojąć nie może.

@@@
.
21-02-2013 15:47 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Powtarzam pytanie, dlaczego postępowanie rodziców było podłe? Słowo "podłość" padło - proszę wytłumaczyć, dlaczego.

Jeżeli nie był to człowiek ("toto"), to na czym polega podłość ich postępowania? Czy na tym, że - motywowani religijnie - potraktowali tę istotę jak zdrowe dziecko i kochali tak bardzo (a może bardziej) jak inni kochają zdrowe dzieci? To jest podłe?

Jeżeli Pan nie wie, jak powinni postąpić, jakim prawem Pan ich krytykuje? Co warta taka krytyka? A może Pan wie, tylko nie chce Pan wypowiedzieć się otwarcie? Proszę mówić śmiało, tu nie ambona.

21-02-2013 18:03 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Powtarzam pytanie, dlaczego postępowanie rodziców było podłe? Słowo "podłość" padło - proszę wytłumaczyć, dlaczego.
Trudno ze ślepym rozprawiać o kolorach, a z głuchym o muzyce.
Nie, nie potrafię Panu np. wytłumaczyć dlaczego bardziej podłym wydaje mi się hipokryzja kleru głoszącego, że czynią zło dla dobra ofiar - nawet od samych potwornych czynów przez nich dokonywanych. A przecież czynili tak - w jego imieniu przez 300 lat - najlepsi z najlepszych, wybrańcy powołani przez Boga Miłości Jezusa Chrystusa na jego kapłanów. Najpierw okrutnie torturowali, a później podpalali stosy pod ludźmi dla ratowania ich duszy.
Dla inkwizycji w średniowiecznej Europie ogień jako symbol oczyszczenia przejawiał się w zniszczeniu zła i zarazy. A zło niosło wszystko co było niezrozumiałe. Średniowieczny symbol oczyszczenia przerodził się w symbol nieskończonego cierpienia tysięcy ludzi których spalono na stosie w imię chorych ideologii, strachem przez nieznanym i ograniczonym postrzeganiem świata.

"Dla ich dobra to przecież. Dla ich dobra Świętego Oficyjum syny do drzwi ich zapukali. By ode grzechów wybawić, by dusze, słowy nieprzemyślenemi a bezbożnemi zbrukane, ratować.

Z kontusza zakamarku obrazek jaki wyjął. Święty Zbigniew z Krakowa, zemsty sprawiedliwej i prawej patron, za to w świecie całem krześcijańskim czczony, że za poślednie ziobro winowajce swe wieszać zwykł, na Kanclerza z obrazka świętego wzrokiem bogobojnej mściwości pełnem spojrzał. Jakaż szkoda to, że nie człek każden jeden jako Zbigniew ten święty jest.

Czyż o czymś więcej marzyć by mógł grzesznik jaki, niźli o szansie na zbawienia dostąpienie? Na grzechu okrutnego władzy, która ode Boga wszak pochodzi, lżenia z duszy swej zmazania szansie? Czyż inna droga wieźć tam może niźli grzechów swych wyznanie i Złego się zaparcie. Z rozmarzeniem wręcz na twarzy wyobraził sobie jakąż wdzięczność wobec niego grzesznicy ci czuć będą, gdy w Inkwizycyi lochach w bólu pełnej ekstazie kalumnie swe podłe odszczekiwać będą, o miłości do Boga na Ziemi namiestników zapewniać i, przed trucheł ich na stos rzuceniem, ze łzami szczęścia w oczach z Oficyjum Świętego przewodnikom duchowym swoim dziękować, że nieprawe a niesprawiedliwe ich uczynki wskazać ich im raczyli."


Przecież napisałem bardzo wyraźnie:
Racjonaliści nie dopuszczają do okrutnych doświadczeń na żywych ludziach i podejmują racjonalne decyzje.
Racjonalizm nie pozbawia ludzi ani uczuć, ani empatii, ale nie daje się nijak połączyć z głupotą, szczególnie z tą wynikającą z wiary.(...)
Dla humanisty takie doświadczenie jest podłą obrzydliwością, ale zindoktrynowany religijnie umysł - mojej odrazy do decyzji rodziców - zupełnie pojąć nie może.

Nic nie mogę zrobić, że Pan tego nie potrafi zrozumieć. Tak jest z wierzącymi. Każda wiara ogranicza nas intelektualnie, a także moralnie - usprawiedliwiając zło i podłości czynione zgodnie z religią.

>Jeżeli nie był to człowiek ("toto"), to na czym polega podłość ich postępowania?
Napisałem wyraźnie: Nawet nie wiem, czy można "temu czemuś" współczuć - co nie mając ukształtowanego mózgu - człowiekiem jednak nie było (nawet po ochrzczeniu), gdyż nie wiem co "toto" czuło i czuć mogło. Nie wiem!
Nie jestem lekarzem, a nawet gdybym był, to w podanym przez Pana linku przypadek opisany jest od strony religii, a nie medycyny. Podłością jest tu właśnie nieliczenie się z tym "czymś" i z jego dobrem.

>Czy na tym, że - motywowani religijnie - potraktowali tę istotę jak zdrowe dziecko i kochali tak bardzo (a może bardziej) jak inni kochają zdrowe dzieci?
Gówno prawda, jak dla mnie to oni byli samolubami bez wyobraźni kochającymi siebie i demonstrującymi swoje religijne poświecenie i miłość do Boga. Dla mnie zdjęcia uśmiechniętej, wprost radosnej matki, trzymających w ramionach to "coś" jest chore, tak samo chore, jak wynaturzona wiara religijna.

>To jest podłe?
Tak, to jest podłe, choć nie jestem w stanie tego zaślepionym religiantom wytłumaczyć.

>Jeżeli Pan nie wie, jak powinni postąpić,
Napisałem: "Nie wiem? to byli konkretni wierzący rodzice, a wiara pozbawia refleksji i empatii, tłumacząc wszystko wolą Boga lub karą za grzechy." Ocenę mojego użytego tu "nie wiem? pozostawiam czytelnikom.

>jakim prawem Pan ich krytykuje?
Prostym i oczywistym swoje postępowanie wraz dokumentującymi to fotografiami przedstawili publicznie, a każdy fakt publiczny podlega krytyce. Skorzystałem tu z tego samego prawa, które Pan wykorzystał chwaląc ich postawę.

>Co warta taka krytyka?
Pan od siebie może moją krytykę skrytykować - co Pan zresztą czyni, ale Pan dalece nie jest jedynym moim czytelnikiem.

>A może Pan wie, tylko nie chce Pan wypowiedzieć się otwarcie?
Przez całe życie - niezależnie od kłopotów - wypowiadałem się otwarcie. Tak samo otwarcie wypowiadam się na naszym forum. Piszę prostym językiem i jestem komunikatywnym. To że Pan nie może zrozumieć moich wypowiedzi dalece nie jest moją winą. Nie wszystko dla wszystkich, to forum głównie jest skierowane do racjonalistycznej inteligencji, czyli ludzi umiejących czytać ze zrozumieniem i samodzielnie myśleć.

>Proszę mówić śmiało, tu nie ambona.
Tak, tu (odpowiednie wpisać) może pouczać innych.

@@@
.
24-02-2013 01:36 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>Powtarzam pytanie, dlaczego postępowanie rodziców było podłe? Słowo "podłość" padło - proszę wytłumaczyć, dlaczego.
>Trudno ze ślepym rozprawiać o kolorach, a z głuchym o muzyce.
Nie jestem człowiekiem religijnym i staram się myśleć racjonalnie, a mimo to pytanie o uzasadnienie twierdzenia o podłości rodziców uważam w tym podwątku za dość istotne.

>Przecież napisałem bardzo wyraźnie:
>Racjonaliści nie dopuszczają do okrutnych doświadczeń na żywych ludziach i podejmują racjonalne decyzje.
>Racjonalizm nie pozbawia ludzi ani uczuć, ani empatii, ale nie daje się nijak połączyć z głupotą, szczególnie z tą wynikającą z wiary.(...)
>Dla humanisty takie doświadczenie jest podłą obrzydliwością, ale zindoktrynowany religijnie umysł - mojej odrazy do decyzji rodziców - zupełnie pojąć nie może.

>Nic nie mogę zrobić, że Pan tego nie potrafi zrozumieć. Tak jest z wierzącymi. Każda wiara ogranicza nas intelektualnie, a także moralnie - usprawiedliwiając zło i podłości czynione zgodnie z religią.
Sadzę, że wartoby dokładniej przyjrzeć się rozpatrywanemu przypadkowi.
Zapewne zdjęcia tego dziecka i szczęśliwych rodziców są szokujące. Wydaje sie, że tak wielka patologia u dziecka nie współgra tu z ich radością.
W pierwszej kolejności szokują jednak zdjęcia samego dziecka (tak je jednak nazywam ze względu na ludzkich rodziców). Skąd bierze się ten szok? Sądzę jest to reakcja emocjonalna na coś nadzwyczaj odbiegającego od normy. Myślę że niebagatelną rolę odgrywa tu zmysł estetyki, ale również świadomość stopnia niepełnosprawności.

Rodzice dowiedzieli się o wadzie w 12 tygodniu ciąży. Czy racjonalnie można w takim wypadku wywieść na gruncie etyki moralny obowiązek usunięcia ciąży?

Sądzę, że taki obowiązek możnaby uzasadnić wówczas, gdyby można było przewidzieć, że dziecko będzie po urodzeniu cierpieć. W rozpatrywanym przypadku - bez mózgu (lub w każdym razie - jeśli dobrze rozumiem - bez świadomości) takie cierpienie można wykluczyć.

Jeśli jako kryterium rzeczywiście przyjąć przyszłe cierpienia dziecka, to paradoksalnie obowiązek aborcji możnaby uzasadnić w przypadku lżejszych wad, w których dziecko będzie miało świadomość.

Ewentualnie, jeśli w 12 tygodniu nie było jeszcze wiadomo jakie będą dokładnie skutki wady, ale było jasne, że wada się pojawiła, to wówczas zaistniała powinność usunięcia ciąży, aby dziecko przypadkiem w przyszłości nie cierpiało. Tu widziałbym szansę na obronę tezy o podłości rodziców.

Natomiast raczej nie widziałbym podłości w religijnym uzasadnianiu wyboru, chyba że każdy wybór podyktowany względami religijnymi jest podły - ale to wówczas tego przypadku akurat pośród innych decyzji motywowanych religijnie nie wyróżnia.

Pozdrawiam serdecznie
24-02-2013 13:30 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Pan Elasp: Powtarzam pytanie, dlaczego postępowanie rodziców było podłe? Słowo "podłość" padło - proszę wytłumaczyć, dlaczego.

>Nie jestem człowiekiem religijnym i staram się myśleć racjonalnie, a mimo to pytanie o uzasadnienie twierdzenia o podłości rodziców uważam w tym podwątku za dość istotne.
Bogusławski: Gówno prawda, jak dla mnie to oni byli samolubami bez wyobraźni kochającymi siebie i demonstrującymi swoje religijne poświecenie i miłość do Boga. Dla mnie zdjęcia uśmiechniętej, wprost radosnej matki, trzymających w ramionach to "coś" jest chore, tak samo chore, jak wynaturzona wiara religijna. www.racjon(*).php/s,546248/z,0/d,14#w549718

Bogusławski:Przecież napisałem bardzo wyraźnie:
Racjonaliści nie dopuszczają do okrutnych doświadczeń na żywych ludziach i podejmują racjonalne decyzje.

Racjonalizm nie pozbawia ludzi ani uczuć, ani empatii, ale nie daje się nijak połączyć z głupotą, szczególnie z tą wynikającą z wiary.

Dla humanisty takie doświadczenie jest podłą obrzydliwością, ale zindoktrynowany religijnie umysł - mojej odrazy do decyzji rodziców - zupełnie pojąć nie może.


Nic nie mogę zrobić, że Pan tego nie potrafi zrozumieć. Tak jest z wierzącymi. Każda wiara ogranicza nas intelektualnie, a także moralnie - usprawiedliwiając zło i podłości czynione zgodnie z religią.

Trudno ze ślepym rozprawiać o kolorach, a z głuchym o muzyce.
To stwierdzenie wcale nie ogranicza się do niewidomych i niesłyszących. Nie potrafi zrozumieć dyskryminujący dyskryminowanego, a człowiek niewrażliwy kulturalnie - prostactwa.

@@@

CDN
.
24-02-2013 13:30 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Ciąg dalszy:

> Sadzę, że wartoby dokładniej przyjrzeć się rozpatrywanemu przypadkowi.

>Zapewne zdjęcia tego dziecka i szczęśliwych rodziców są szokujące. Wydaje sie, że tak wielka patologia u dziecka nie współgra tu z ich radością.
Można popatrzeć: belovedvit(*)p/o-comeco-da-historia_25.html

>W pierwszej kolejności szokują jednak zdjęcia samego dziecka (...). Skąd bierze się ten szok? Sądzę jest to reakcja emocjonalna na coś nadzwyczaj odbiegającego od normy. Myślę że niebagatelną rolę odgrywa tu zmysł estetyki, ale również świadomość stopnia niepełnosprawności.
Każdy ma swoją wrażliwość.
U mnie te zdjęcia nie wywołały reakcji emocjonalnej na coś odbiegającego od normy (widziałem rzeczy bardziej drastyczne) ani - tym bardziej - nie poruszyły zmysłu estetyki. Nie dostrzegam tam naprawdę w ogóle niczego - co takie wrażenia mogłoby by wywołać.
Tu może Pan sobie popatrzeć na inne szokujące mnie zdjęcie i co w nim dostrzega Pan szokującego? Odbieganie od normy? Brak estetyki? Nie, mnie szokuje tu i tu brak podstawowych uczuć empatii i przerażająca głupota ludzka.

>Rodzice dowiedzieli się o wadzie w 12 tygodniu ciąży. Czy racjonalnie można w takim wypadku wywieść na gruncie etyki moralny obowiązek usunięcia ciąży?
A gdzie ja napisałem o "obowiązku"? Pan też posługuje się manipulacjami jak Pan Elasp? Proponuję przypomnieć sobie tylko lapidarny tekst o racjonalizmie z Wikipedii.

>Sądzę, że taki obowiązek możnaby uzasadnić wówczas, gdyby można było przewidzieć, że dziecko będzie po urodzeniu cierpieć.
A Pan to wie? Człowiek po lobotomii jest bardziej szczęśliwy niż przed. Proponuje tu znakomity film: pl.wikiped(*)łczym_gniazdem_(film) Może ma Pan ochotę na taką szczęśliwość?

>W rozpatrywanym przypadku - bez mózgu (lub w każdym razie - jeśli dobrze rozumiem - bez świadomości) takie cierpienie można wykluczyć.
A Pan zna ten przypadek od strony medycznej i wie które faktycznie struktury mózgu funkcjonowały, a które nie? Czy Pańskim zdaniem, po wyłączeniu świadomości, to doświadczenia na ludziach już można przeprowadzać?
Każdy ludzki problem stawia przed nami zagadnienia moralne i każdy jest inny (stąd konieczność relatywności ocen), ale dla mnie szukanie autorytatywnych odpowiedzi w religii jest intelektualną żenadą. Nie, nie odrzucam prawa do nich, tylko nie zgadzam się na narzucanie ich wszystkim.
________________________________

Pan Elasp, aby zestawić moją moralność z hitlerowską (a jakie miał ku temu podstawy, to dla inteligentnego czytelnika nawet z tego postu wynika : "proszę wyjaśnić co to są dla Pana "słowa normatywne" i dlaczego "poprawność" do takich słów należy. Parę książek na temat psychiatrii - nie mówiąc już o psychologii - przeczytałem i wiem, że największym problemem jest wyznaczanie norm i granic". www.racjon(*).php/z,0/d,13/s,546248#w549588)
odwołał się do rekonstrukcji nazistowskiego filmu: "Dasein ohne Leben" www.youtube.com/watch?v=9fJlnAGdtYU

Proszę obejrzeć ten film.
Odwiedzałem zakłady psychiatryczne wielokrotnie i osobiście oglądałem przeróżne poczucie humoru Pana Boga. Nigdy nie zgodziłbym się nie tylko na eutanazję tych chorych, ale nawet na jakiekolwiek eksperymenty medyczne wykonywane na tych ludziach, ale tam na końcu pada pytanie - czy chciałbyś tak żyć? Niech każdy sam sobie na nie odpowie. Ja nie chciałbym żyć nawet z umysłem mocno ograniczonym religijnie, choć zapewne miałbym większe poczucie zadowolenia. Szczęśliwych idiotów jest sporo.

>Jeśli jako kryterium rzeczywiście przyjąć przyszłe cierpienia dziecka, to paradoksalnie obowiązek aborcji możnaby uzasadnić w przypadku lżejszych wad, w których dziecko będzie miało świadomość.
Wszędzie problemem są granice. Znamy choroby genetyczne upośledzające znacznie jakość życia widoczne w badaniach prenatalnych. Kościół jest za produkcją tych kalek z woli Boga i dlatego sprzeciwia się badaniom. Ja jestem zdecydowanym ich zwolennikiem. Niech rodzice decydują. Gdy chce Pan osobiście mnie zapytać, to gdybym mógł, to nie dopuściłbym do urodzenia ludzi upośledzonych, ale decyzję pozostawiłbym bym lekarzom. Oni bardziej mogą się wypowiedzieć o stopniu upośledzenia. Panie Macieju, to nie są łatwe decyzje. Może nawet najtrudniejsze, gdyż dotyczą ludzi, ale to nie religia udziela nam dobrych odpowiedzi. Tu Bóg już zrobił swoje.

>Natomiast raczej nie widziałbym podłości w religijnym uzasadnianiu wyboru, chyba że każdy wybór podyktowany względami religijnymi jest podły - ale to wówczas tego przypadku akurat pośród innych decyzji motywowanych religijnie nie wyróżnia.
Każdy sądzi według siebie. Tylko tyle Pan z moich wywodów zrozumiał? Dobre i to, gdyż jest to i tak znacznie więcej od tego co potrafił zrozumieć pan Elasp.
Wymieniam poglądy z Panem od dawna i już wielokrotnie przeczytał Pan moje zdanie: "Każda wiara ogranicza nas intelektualnie, a także moralnie usprawiedliwiając złe czyny". Czy ono jest zupełnie nie do pojęcia przez Pana?
Nie, nie każdy wybór podyktowany względami religijnymi jest podły. Bywają wybory bardzo zacne, ale tu rozważamy konkretny.

Pisząc o tym konkretnym przypadku napisałem bardzo wyraźnie:
jak dla mnie to oni byli samolubami bez wyobraźni kochającymi siebie i demonstrującymi swoje religijne poświecenie i miłość do Boga. Dla mnie zdjęcia uśmiechniętej, wprost radosnej matki, trzymających w ramionach to "coś" jest chore, tak samo chore, jak wynaturzona wiara religijna.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
26-02-2013 12:59 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>> Sadzę, że wartoby dokładniej przyjrzeć się rozpatrywanemu przypadkowi.
>Tu może Pan sobie popatrzeć na inne szokujące mnie zdjęcie i co w nim dostrzega Pan szokującego? Odbieganie od normy? Brak estetyki? Nie, mnie szokuje tu i tu brak podstawowych uczuć empatii i przerażająca głupota ludzka.
Tak, ale ponadto jest tu również przynajmniej potencjalne zagrożenie życia tych dzieci (nawet jeśli eksperci nie stwierdzili, że zgon jednego z nich nastapił właśnie wskutek tego zachowania pielęgniarek) i dlatego ten czyn jest dość prosty do osądzenia pod kątem moralnym.

>>Rodzice dowiedzieli się o wadzie w 12 tygodniu ciąży. Czy racjonalnie można w takim wypadku wywieść na gruncie etyki moralny obowiązek usunięcia ciąży?
>A gdzie ja napisałem o "obowiązku"? Pan też posługuje się manipulacjami jak Pan Elasp?
A czy ja napisałem, że Pan napisał?

Niezależnie od tego:
Jeśli uznajemy jakieś zachowanie za podłe, to oznacza to dla mnie moralnie negatywną ocenę tego zachowania, z czego wynika moralny obowiązek zaniechania tego właśnie zachowania.

Istotne jest zatem, jakie konkretnie zachowanie rozpatrujemy. Czy jest nim dopuszczenie do urodzenia dziecka "bez mózgu"? Jeśli tak i to właśnie traktujemy jako moralnie naganne, to wynika z tego wprost moralny obowiązek aborcji z chwilą dowiedzenia się o wadzie płodu.

Jeśli nie tego zachowania dotyczy nasz zarzut - to znaczy, jeśli nie samo dopuszczenie do urodzenia dziecka z taką wadą jest moralnie naganne - to o co innego chodzi?

Czy o to, że rodzice byli szczęśliwi po urodzeniu tego dziecka? Ale jeśli nie jest moralnie naganne dopuszczenie do jego urodzenia, to dlaczego naganne miałoby być odczuwanie szczęścia w związku z jego urodzeniem?

Czy dlatego, że jest (w zasadzie całkowicie) niepełnosprawne? Czy istnieje jakiś moralny zakaz okazywania radości (i odczuwania szczęścia), gdy rodzi się dziecko z tego względu, że jest ono niepełnosprawne? Jeśli tak, to dlaczego? Dlatego, że mierzymy je miarą według innych?

Jeśli nie chodzi ani o to, że rodzice dopuścili do narodzin dziecka, ani o to, że okazywali radość po jego urodzeniu, to o co jeszcze może chodzić?

O to, że mieli motywację religijną? Oczywiście zgadzam się z tym, że każda wiara ogranicza nas intelektualnie i moralnie, ale czy z tego względu od razu czyjeś zachowanie staje się podłe, jeśli nie jest podłe z innych (rozpatrzonych powyżej) względów?

>>W rozpatrywanym przypadku - bez mózgu (lub w każdym razie - jeśli dobrze rozumiem - bez świadomości) takie cierpienie można wykluczyć.
>A Pan zna ten przypadek od strony medycznej i wie które faktycznie struktury mózgu funkcjonowały, a które nie? Czy Pańskim zdaniem, po wyłączeniu świadomości, to doświadczenia na ludziach już można przeprowadzać?
Czy sądzi Pan, że można na to pytanie jendoznacznie odpowiedzieć nie wiedząc o jaki stan pacjenta i o jakie doświadczenia dokładnie chodzi? My tu jednak rozptrujemy inny przypadek - dziecka, które urodziło się "bez mózgu" i demonstrowanej radości jego rodziców.

>Każdy ludzki problem stawia przed nami zagadnienia moralne i każdy jest inny (stąd konieczność relatywności ocen), ale dla mnie szukanie autorytatywnych odpowiedzi w religii jest intelektualną żenadą. Nie, nie odrzucam prawa do nich, tylko nie zgadzam się na narzucanie ich wszystkim.
Zgadzam się tu z Panem, ale jednocześnie szukam racjonalnych uzasadnień dla naszych moralnych ocen. Tu mamy ocenę "podłość" i stawiam pytanie: jeśli nie zabraniamy prawa do urodzenia takiego dziecka, to co jest tu podłe i względem kogo?

Przychodzi mi jeszcze do głowy publiczne i motywowane religijnie DEMONSTROWANIE swej radości w obliczu całkowitej niepełnosprawności tego dziecka, a zatem niejako wykorzystanie go do swych ideologicznych celów. Tak, to rzeczywiście jest podłe.

A ja właśnie chciałem precyzjnie stwierdzić, co w zasadzie było w tym zachowaniu podłe i jeśli to było to, co teraz napisałem, to rzeczywiście mogę się z tym zgodzić.

Pan napisał tak:
>jak dla mnie to oni byli samolubami bez wyobraźni kochającymi siebie i demonstrującymi swoje religijne poświecenie i miłość do Boga. Dla mnie zdjęcia uśmiechniętej, wprost radosnej matki, trzymających w ramionach to "coś" jest chore, tak samo chore, jak wynaturzona wiara religijna.

Pan pierwszy napisał o demonstrowaniu i tu rzeczywiście dostrzegam podłość. Musiałem to jednak wyłuskać i podkreślić, aby stwierdzić, co właściwie dokładnie zarzucamy tym rodzicom. Dla Pana może to było jasne od początku, ale ja tego tak wyraźnie nie odczytałem. Chodzi chyba o to demonstrowanie - o wykorzystanie tego dziecka do propagandowych celów.

Ale nie jestem pewien, czy tylko o to demonstrowanie chodzi i czy czegoś nie pominąłem. Możliwe też, że mamy odmienne poczucia moralności.

Swoją drogą - skoro moralność ma źródła w biologii i w empatii (współodczuwanie), to zastanawiam się do jakiego stopnia sądy moralne można oprzeć na czysto racjonalnym (bezemocjonalnym) rozumowaniu?

W jakim stopniu kierujemy w tych ocenach uczuciami (w tym ewolucyjnym instynktem), a w jakim stopniu rozumem i jakie wyważenie tych dwóch podstaw oceny jest pożądane?

Pozdrawiam serdecznie.
26-02-2013 19:33 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Tak, ale ponadto jest tu również przynajmniej potencjalne zagrożenie życia tych dzieci (nawet jeśli eksperci nie stwierdzili, że zgon jednego z nich nastapił właśnie wskutek tego zachowania pielęgniarek) i dlatego ten czyn jest dość prosty do osądzenia pod kątem moralnym.
Możliwe, że dla Pana tak, ale już nie dla mnie. Wydaje mi się, że pielęgniarki też "nic złego nie miały na myśli". Zupełnie nie brały pod uwagę możliwości zagrożenia dzieci. To tylko głupota i brak empatii. A czymże do jasnej cholery jest świadome urodzenie dziecka pozbawionego części mózgu jeżeli nie bezpośrednim zagrożeniem życia:
www.racjon(*).php/s,546248/z,0/d,13#w549588
www.racjon(*).php/s,546248/z,0/d,15#w549900
Czy Pan nie czyta? Czy też - jak Pan Elasp - stosuje czytanie wybiórcze?
Albo uważa, że wiara to już każdą głupotę i brak empatii usprawiedliwia?

>Niezależnie od tego:
>Jeśli uznajemy jakieś zachowanie za podłe, to oznacza to dla mnie moralnie negatywną ocenę tego zachowania, z czego wynika moralny obowiązek zaniechania tego właśnie zachowania.
Świadków Jehowy obowiązuje ścisły zakaz dokonywania transfuzji krwi. Żadne okoliczności nie zwalniają z tego zakazu: ani ciężka choroba, ani wykrwawienie z powodu wypadku, ani najbardziej nawet ekstremalne przypadki, nie są dla wyznawców Jehowy sytuacją usprawiedliwiającą przetoczenie krwi. Wielu świadków przypłaciło życiem za fanatyczne trzymanie się tego zakazu. Znane są mi przypadki walki lekarzy o życie dzieci. Nie wiem co jest ważniejsze wiara, czy życie dziecka, dla mnie wiara nie jest usprawiedliwieniem dla czynienia zła. A gdy dotyczy to doświadczeń na ludziach - jest wprost podłością.

>Czy o to, że rodzice byli szczęśliwi po urodzeniu tego dziecka? Ale jeśli nie jest moralnie naganne dopuszczenie do jego urodzenia, to dlaczego naganne miałoby być odczuwanie szczęścia w związku z jego urodzeniem?
Seksualni zbrodniarze seryjni odczuwają wielkie szczęście po zamordowaniu. Czy to ich jakoś usprawiedliwia?

>Czy dlatego, że jest (w zasadzie całkowicie) niepełnosprawne? Czy istnieje jakiś moralny zakaz okazywania radości (i odczuwania szczęścia), gdy rodzi się dziecko z tego względu, że jest ono niepełnosprawne?
To manipulacja. Czym innym jest człowiek po urodzeniu, a czym innym płód. Człowiek wyróżnia się od innych zwierząt dużym i bardzo skomplikowanym mózgiem. Każdy ma inne poczucie wrażliwości. Proponuję jednak wizytę w zakładzie dla psychicznie chorych i upośledzonych umysłowo. Szczęśliwych i radosnych też Pan tam spotka wielu, czy mógłbym ich radość jakoś negatywnie oceniać. Ja też się cieszę, że oni się cieszą.
Cieszmy się wszyscy jak pięknie nam Bóg ten świat zorganizował.

>Jeśli nie chodzi ani o to, że rodzice dopuścili do narodzin dziecka, ani o to, że okazywali radość po jego urodzeniu, to o co jeszcze może chodzić?
>O to, że mieli motywację religijną? Oczywiście zgadzam się z tym, że każda wiara ogranicza nas intelektualnie i moralnie, ale czy z tego względu od razu czyjeś zachowanie staje się podłe, jeśli nie jest podłe z innych (rozpatrzonych powyżej) względów?
Trudno ze ślepym rozprawiać o kolorach, a z głuchym o muzyce.
To stwierdzenie wcale nie ogranicza się do niewidomych i niesłyszących. Nie potrafi zrozumieć dyskryminujący dyskryminowanego, a człowiek niewrażliwy kulturalnie - prostactwa.

Przecież napisałem bardzo wyraźnie:
Racjonaliści nie dopuszczają do okrutnych doświadczeń na żywych ludziach i podejmują racjonalne decyzje.

Racjonalizm nie pozbawia ludzi ani uczuć, ani empatii, ale nie daje się nijak połączyć z głupotą, szczególnie z tą wynikającą z wiary.

Dla humanisty takie doświadczenie jest podłą obrzydliwością, ale zindoktrynowany religijnie umysł - mojej odrazy do decyzji rodziców - zupełnie pojąć nie może.

www.racjon(*).php/s,546248/z,0/d,15#w550173

>Czy sądzi Pan, że można na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć nie wiedząc o jaki stan pacjenta i o jakie doświadczenia dokładnie chodzi? My tu jednak rozpatrujemy inny przypadek - dziecka, które urodziło się "bez mózgu" i demonstrowanej radości jego rodziców.
Nie, Proszę Pana, my tu rozpatrujemy przypadek dziecka z bardzo dużą częścią mózgu, dzieci bez mózgu umierają już w trakcie ciąży lub wraz urodzeniem.

>Zgadzam się tu z Panem, ale jednocześnie szukam racjonalnych uzasadnień dla naszych moralnych ocen. Tu mamy ocenę "podłość" i stawiam pytanie: jeśli nie zabraniamy prawa do urodzenia takiego dziecka, to co jest tu podłe i względem kogo?
No, właśnie! Przecież w przekonaniu rodziców uczyniono to dla dobra dziecka poczętego przy udziale i z woli Boga. Mam tylko podziwiać ich poświecenie i działanie zgodnie z nakazami ich religii, a rodzicom odczuwać z tego powodu dumę.
Co widoczne jest na fotografiach.

Nie, nie jestem w stanie wytłumaczyć mojej odrazy dla takiego postępowania, tym którzy jej nie odczuwają. Mnie np. moralność księdza Longchamps de Berier brzydzi, nie zgadzam się na bagatelizowanie zbrodni, a inni to rozumieją i nawet popierają. Tak, różnimy się od siebie, a chrześcijan jest znacznie więcej niż racjonalistów.

@@@

CDN
.
26-02-2013 19:33 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Ciąg dalszy:

>Przychodzi mi jeszcze do głowy publiczne i motywowane religijnie DEMONSTROWANIE swej radości w obliczu całkowitej niepełnosprawności tego dziecka, a zatem niejako wykorzystanie go do swych ideologicznych celów. Tak, to rzeczywiście jest podłe.
Tyle tylko, że oni w 99,9% takiej świadomości nie mieli. Ludzie wierzący, a szczególnie głęboko wierzący, postępują zgodnie z nakazami swojej wiary i uważają to co robią za jedynie słuszne i moralne zachowanie. To w imię tej samej Świętej wiary dokonywano przeróżnych zbrodni. Zabijano, torturowano, palono na stosach. Moim zdaniem ich radość była jak najbardziej autentyczna i wynikająca z najgłębszego przekonania czynienia dobra.

>Pan pierwszy napisał o demonstrowaniu i tu rzeczywiście dostrzegam podłość.
A ja nie! Nawet, gdy ktoś dobrze kibel wysprząta, to jest dumny z własnej roboty.
Oni postąpili zgodnie z nakazami ich religii. Zwyczajami i kodeksami moralnymi z tą religią związanymi. W związku z tym odczuwają naturalną dumę. Jej demonstracja jest nawet trudna do ukrycia, gdyby tego chcieli, a dlaczego mieliby chcieć?

Podłość to dostrzegam w głupich nakazach wynikających z wiary. Dostrzegam ją także w utrzymywaniu ludzi w ich głupocie. Tak, podłe są np. zakazy aborcji - pomimo tego, że aborcję uważam za zło. Podłe są też zakazy dotyczące in vitro, przetaczania krwi i wiele innych przypadków prawnej penalizacji religijnych nakazów, ale podłymi są tu najpierw ci, którzy je wprowadzają i którzy ich bronią, a dopiero znacznie później ci, którzy zgodnie z tymi nakazami postępują. Podłość bardzo często jest wynikiem głupoty, ale też głupota bardzo często tą podłość, jakoś tam, usprawiedliwia.

>Możliwe też, że mamy odmienne poczucia moralności.
Bardzo możliwe.

>Swoją drogą - skoro moralność ma źródła w biologii i w empatii (współodczuwanie), to zastanawiam się do jakiego stopnia sądy moralne można oprzeć na czysto racjonalnym (bezemocjonalnym) rozumowaniu?
Nie wiem? Wydaje mi się, że osąd moralny wydajemy błyskawicznie - tak na wyczucie - a dopiero później ten sąd racjonalizujemy. Tyle tylko, że bardzo, w tej racjonalizacji, jest ważnym kogo mamy po naszej stronie? Jednym wystarcza ich Bóg i kapłani, a inni szukają oparcia wśród świeckich mędrców.

>W jakim stopniu kierujemy w tych ocenach uczuciami (w tym ewolucyjnym instynktem), a w jakim stopniu rozumem i jakie wyważenie tych dwóch podstaw oceny jest pożądane?
Nie wiem, dlatego uważam, że kodeksy powinny być tworzone w oparciu o naukową wiedzę, a nie opierać się na ideologicznych przekonaniach. Nie chcę niczego nakazywać wierzącym nakazywać - choć mogę ich do różnych rzeczy przekonywać, ale też nie chcę, aby jakkolwiek religia/ideologia narzucała innym co mają robić, co mają myśleć i jeszcze penalizowała swoje nakazy w państwowym prawie.

Pan Elasp przestawił nam tu ten religijny przypadek jako pewien wzór do naśladowania. Ja na takie wzory się nie zgadzam i oceniam takie postawy krytycznie. Wtedy zaczyna się żądać ode mnie, abym dokładnie określił od ilu neuronów w nowej korze uważam mózg za sprawny i jakie struktury są nieodzowne do odczuwania bólu. "W jakim stopniu kierujemy w tych ocenach uczuciami (...), a w jakim stopniu rozumem i jakie wyważenie tych dwóch podstaw oceny jest pożądane?"
Nie wiem i wcale nie jest to tu mi do niczego potrzebne.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
26-02-2013 22:27 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

Szukamy czegoś, czego tu nie ma (podłości), i dlatego tak trudno znaleźć.

Nie podobna nawet uznać, że "publiczne i motywowane religijnie DEMONSTROWANIE swej radości w obliczu całkowitej niepełnosprawności tego dziecka, a zatem niejako wykorzystanie go do swych ideologicznych celów (...) jest podłe."

Znaczyłoby to bowiem, że podłe jest nie tyle urodzenie tego dziecka, co stworzenie strony internetowej o nim. Poza tym zarzut ten opiera się na z góry przyjętym założeniu, iż osoby wierzące traktują wszystko instrumentalnie, a instrumentalne traktowanie drugiego człowieka jest złe. Sądzę zaś, że na to można odpowiedzieć w trójnasób:

1. Gdybyśmy szukali w ludzkich poczynaniach czynów zupełnie bezinteresownych, szukalibyśmy bardzo długo. Ileż dzieci urodziło się na przykład z pobudek ekonomicznych ich rodziców, a nawet ze względów politycznych - królowie nalegali na posiadanie męskiego potomstwa, aby moc przekazać władzę - czy to jest jeszcze podłe czy już racjonalne? Jeżeli zaś powiemy, że podłością jest powoływanie do istnienia człowieka nie z rozmysłu, ale z bezmyślności, podłością wykaże się duża część gatunku ludzkiego, w tym ludzie niekoniecznie religijni. Słowem, jeżeli rodzice tego dziecka byliby podli, podli byliby wszyscy ludzie.

2. Wydaje się, że można powiedzieć, że w omawianym przypadku podłość polega na czysto instrumentalnym podejściu do człowieka, na nie liczeniu się z jego dobrem w imię religijnych zasad, które okazały się ważniejsze. Oznacza to jednak, iż zgadzamy się, iż dla tego dziecka lepiej było się nie narodzić, niż żyć z tak wielkim upośledzeniem. Trudno jednak orzec, jaka właściwie instancja feruje taki wyrok, poza trudną do wykorzenienia z człowieka skłonnością do lenistwa i konformizmu życiowego (z pewnością łatwiej zajmować się dzieckiem zdrowym niż ciężko chorym). Obawiam się, że właśnie ta skłonność nierzadko przyodziewa się w szaty "racjonalności" i stara się przemawiać jej głosem. Czy - paradoksalnie - właśnie wtedy człowiek nie jest przypadkiem instrumentalnie traktowany? Wszak o jego losie decyduje czyjeś pragnienie wygody. Ofiarą tej skłonności od zawsze padają zresztą nie tylko dzieci chore (jeśli już o dzieciach mowa).

3. Ta sama rzekoma "racjonalność", czyli konformizm i lenistwo, będą nas w niedalekiej przyszłości przekonywać, że "nieracjonalna" jest np. dbałość o zmarłych (przecież to zabobon o religijnej proweniencji, wywodzący się z obawy przed duchami), nieracjonalna okaże się w ogóle dbałość o te wszystkie wyższe cele,
które nie dają się spieniężyć w postaci doraźnej przyjemności lub wręcz zapobiegają jej. Ta "racjonalność" jest zaprzeczeniem prawdziwej racjonalności - każąc nam myśleć tylko o tym co tu i teraz odgrywa dla nas korzystną rolę, czyni nas na powrót bezmyślnymi zwierzętami.
27-02-2013 00:37 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Wydaje się, że można powiedzieć, że w omawianym przypadku podłość polega na czysto instrumentalnym podejściu do człowieka, na nie liczeniu się z jego dobrem w imię religijnych zasad, które okazały się ważniejsze.
Tak, to jest bardzo istotne.

>Oznacza to jednak, iż zgadzamy się, iż dla tego dziecka lepiej było się nie narodzić, niż żyć z tak wielkim upośledzeniem.
Jest to bardzo istotne pytanie.
Czy sami wolelibyśmy przeżyć życie jako szczęśliwi idioci (choć wcale nie wszyscy idioci są szczęśliwi) czy też nie urodzić się wcale.
Trzeba mieć wielką wiarę, aby tu i w praktyce udzielać odpowiedzi za innego człowieka.
Ja zdecydowanie wolałbym nie żyć niż być tylko intelektualnie ograniczonym - na przykład być fundamentalistą religijnym, czy ideowym - nie mówiąc już o psychicznym kalectwie, a Pan uważa, że ma prawo podjąć tą decyzję za mnie? Gratuluję!

>Trudno jednak orzec, jaka właściwie instancja feruje taki wyrok,
Właśnie jaka instancja czuje się uprawniona do wydawania takich wyroków i dokonywania wyborów za innych?

>poza trudną do wykorzenienia z człowieka skłonnością do lenistwa i konformizmu życiowego (z pewnością łatwiej zajmować się dzieckiem zdrowym niż ciężko chorym).
Tylko w ciasnych, ograniczonych religią mogą zrodzić się takie zarzuty wobec postawy racjonalnej. Nie mówimy o zabiciu (likwidacji) człowieka po urodzeniu tylko o ewentualnej aborcji ciężko upośledzonego bezmózgiego płodu. Na ludziach nie wolno eksperymentować, czy to w imię religii, czy to w imię nauki.

Jeżeli zaś już dopuściliśmy świadomie do urodzenia kalekiego dziecka, to naszym "psim obowiązkiem" jest otoczyć go jak najlepszą opieką. Jeżeli to tylko Pan Bóg sobie z nas zakpił i obdarzył nas takim dzieckiem wbrew naszej świadomości, to musi nam wystarczyć miłość rodzicielska i poczucie przyzwoitości. Najczęściej wystarcza, ale gdy jej zbraknie? To co - Pan sąd wyda?!

A ponadto, to interesującym jest tu pytanie: z jak bliska Pan obserwował (lub sam to czynił) opiekę nad mocno upośledzonym psychicznie dzieckiem, a później dorosłym człowiekiem. Radzę, przed mądrzeniem się tutaj, zapoznać się trochę bliżej z tym tematem. Żadna, nawet ta najpiękniejsza, ideologia dupy nie wyciera i gówien przed zjedzeniem nie zabiera. Muszą robić to opiekunowie.

>Obawiam się, że właśnie ta skłonność nierzadko przyodziewa się w szaty "racjonalności" i stara się przemawiać jej głosem.
Szanowny Panie, abym mógł cokolwiek powiedzieć o głupocie wiary nie uznałem, że samo katolickie mi wystarczy i aby zrozumieć religię studiowałem religioznawstwo i teologię. Pan tu z uporem wypowiada się na temat racjonalizmu nie mając na ten temat zielonego pojęcia. To chyba charakterystyczne dla większości fideistów, że im większa ignorancja w jakimś temacie, tym większa dufność w swoją rację i autorytarność wypowiedzi.

>Ta sama rzekoma "racjonalność", czyli konformizm i lenistwo, będą nas w niedalekiej przyszłości przekonywać, że "nieracjonalna" jest np. dbałość o zmarłych (przecież to zabobon o religijnej proweniencji, wywodzący się z obawy przed duchami), nieracjonalna okaże się w ogóle dbałość o te wszystkie wyższe cele, które nie dają się spieniężyć w postaci doraźnej przyjemności lub wręcz zapobiegają jej.
Wszystko jest lepsze od ograniczeń intelektualnych i moralnych spowodowanych wiarą, ale może się Pan nie obawiać - w dającej się przewidzieć przyszłości - odsetek wierzących w bogów, duchy i inne irracjonalne bzdury będzie nadal bardzo duży. Pana i Pańskie potomstwo na pewno po krzyżem pochowają. Szczególnie tu w Polsce.

>Ta "racjonalność" jest zaprzeczeniem prawdziwej racjonalności - każąc nam myśleć tylko o tym co tu i teraz odgrywa dla nas korzystną rolę, czyni nas na powrót bezmyślnymi zwierzętami.
Nic nie zdarzało się na tym świecie gorszego od tych "prawdziwych". Prawdziwego katolicyzmu i prawdziwych katolików, prawdziwego komunizmu i prawdziwych komunistów, prawdziwego nazizmu i prawdziwych SS-manów. Teraz Pan chce tu jakiś "prawdziwy racjonalizm" nam tu wprowadzić. Serdecznie łaskawcy dziękujemy w zupełności jesteśmy usatysfakcjonowani tym zwyczajnym, na którym opierali się założyciele tego portalu.

Jest to bardzo ciekawe zjawisko na jakiej - poza Pańską wiarą - postawie uważa się w czymkolwiek lepszym, bardziej moralnym i bardziej wrażliwym na ludzką krzywdę i niedole od racjonalistów? Na jakiej podstawie ode mnie? Sam Pan to wymyślił? Ksiądz Panu powiedział? Wielce Szanowny Panie, cała historia kultury z którą jest Pan związany jest krwią i ludzką krzywdą pisana. Przykładów zbrodniczych racjonalistów, to jednak Pan nie znalazł.

@@@


Wiara albo rozum - wybór należy do ciebie.
.
27-02-2013 01:24 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
Znów Pan szybciej zareagował z odpowiedzią (ostatnio przy okazji Nietschego).

Opublikowałem mój wpis i widzę, że Pański jest nad moim. Chyba bym już nie odpowiadał Elaspowi, gdybym najpierw ten Pański wpis przeczytał.

Pozdrawiam
27-02-2013 10:36 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Znów Pan szybciej zareagował z odpowiedzią (ostatnio przy okazji Nietschego).
Mam więcej czasu.

>Opublikowałem mój wpis i widzę, że Pański jest nad moim. Chyba bym już nie odpowiadał Elaspowi, gdybym najpierw ten Pański wpis przeczytał.
A dlaczego - gdy Pan jego rozważania i stwierdzenia trochę inaczej odczytuje i przepuszcza je przez swój rozum zbudowany na własnej inteligencji, wiedzy i doświadczeniach. Nasze oceny są podobne, ale jednak inne i to nie tylko w akcentach.
Ponadto nasze rozważania mają jakieś znaczenie tylko dla racjonalistycznej inteligencji, tu poczynając od nas dwóch.
Po panu Elaspie one i tak spływają ja woda po kaczce i ma w wielkim poważaniu, to co piszą inni - o ile nie potwierdzają jego wiary. Jest w stanie nawet najprostszą i najjaśniej sformułowaną wypowiedź zrozumieć po swojemu i każdy tekst zmanipulować.

Dlatego mało ważnym jest to co on i jego ideowi przyjaciele piszą, natomiast często bywają ważnym źródłem inspiracji dla naszych przemyśleń. Przeczytałem Pańską wypowiedź z zainteresowaniem i uważam ją za merytorycznie wartościową.

Pozdrawiam.

@@@
.
27-02-2013 09:03 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Czy sami wolelibyśmy przeżyć życie jako szczęśliwi idioci (choć wcale nie wszyscy idioci są szczęśliwi) czy też nie urodzić się wcale.
>Trzeba mieć wielką wiarę, aby tu i w praktyce udzielać odpowiedzi za innego człowieka.
>Ja zdecydowanie wolałbym nie żyć niż być tylko intelektualnie ograniczonym - na przykład być fundamentalistą religijnym, czy ideowym - nie mówiąc już o psychicznym kalectwie, a Pan uważa, że ma prawo podjąć tą decyzję za mnie? Gratuluję!

Można odpowiedzieć w ten sposób: zależy komu zada się to pytanie. Owszem, zapewne nie wybierze egzystencji owego dziecka człowiek w pełni sił i zdrowia (powie: "wolałbym nie żyć, niż żyć w ten sposób"), natomiast człowiek umierający, a bardzo chcący żyć, wybierze nawet taką egzystencję, niż własne nieistnienie. Pan liczy się z głosem tego pierwszego człowieka, a pomija drugi. Rodzice tego dziecka - odwrotnie, i mieli do tego prawo dokąd nie wykażemy, że pierwszy głos zawsze liczy się bardziej niż drugi. Ponoć jest Pan relatywistą - ?

>>Trudno jednak orzec, jaka właściwie instancja feruje taki wyrok,
>Właśnie jaka instancja czuje się uprawniona do wydawania takich wyroków i dokonywania wyborów za innych?

Ludzki rozum, oczyszczony z naszych zwierzęcych skłonności (do wygodnictwa) i antyreligijnych zabobonów.

>>poza trudną do wykorzenienia z człowieka skłonnością do lenistwa i konformizmu życiowego (z pewnością łatwiej zajmować się dzieckiem zdrowym niż ciężko chorym).

>Tylko w ciasnych, ograniczonych religią mogą zrodzić się takie zarzuty wobec postawy racjonalnej. Nie mówimy o zabiciu (likwidacji) człowieka po urodzeniu tylko o ewentualnej aborcji ciężko upośledzonego bezmózgiego płodu. Na ludziach nie wolno eksperymentować, czy to w imię religii, czy to w imię nauki.

Ale aborcji w imię czego? Zapewne własnego lenistwa lub postawy, która w najlepszym razie nie jest jedyna (patrz wyżej, odpowiedź drugiego człowieka).

Poza tym nadużywa Pan słowa "eksperyment medyczny" - na jakiej postawie przyjmuje Pan, że brak aborcji tego dziecka jest eksperymentem medycznym? Na przestrzeni całej historii ludzkości kobiety rodziły nieraz dzieci martwe, z rozmaitymi wadami, itp. Jest to zjawisko naturalne, żaden "eksperyment medyczny". Ponoć jest Pan naturalistą - ?

Teraz widać dostatecznie jasno, że Pańskie zarzuty podłości opierają się na mistyfikacji: 1) ogranicza Pan punkt widzenia do punktu widzenia przyjmowanego przez zdrowego człowieka (patrz wyżej). Ale taki człowiek nie wybrałby także życia człowieka sparaliżowanego, przewlekle chorego, inwalidy, itp., 2) nadużywa Pan słowa "eksperyment medyczny". Eksperymentem medycznym jest przeprowadzanie czegoś, co nie zdarza się w sposób naturalny (np. rekonstrukcja twarzy, chirurgiczna zmiana płci). Urodzenie dziecka chorego jest zjawiskiem naturalnym (niestety).

>Jeżeli zaś już dopuściliśmy świadomie do urodzenia kalekiego dziecka, to naszym "psim obowiązkiem" jest otoczyć go jak najlepszą opieką.

Co też owi "podli" rodzice czynili.

>A ponadto, to interesującym jest tu pytanie: z jak bliska Pan obserwował (lub sam to czynił) opiekę nad mocno upośledzonym psychicznie dzieckiem, a później dorosłym człowiekiem. Radzę, przed mądrzeniem się tutaj, zapoznać się trochę bliżej z tym tematem. Żadna, nawet ta najpiękniejsza, ideologia dupy nie wyciera i gówien przed zjedzeniem nie zabiera. Muszą robić to opiekunowie.

Zapewniam Pana, że niepotrzebnie mnie Pan w tym względzie poucza.

>>Obawiam się, że właśnie ta skłonność nierzadko przyodziewa się w szaty "racjonalności" i stara się przemawiać jej głosem.
>Szanowny Panie, abym mógł cokolwiek powiedzieć o głupocie wiary nie uznałem, że samo katolickie mi wystarczy i aby zrozumieć religię studiowałem religioznawstwo i teologię. Pan tu z uporem wypowiada się na temat racjonalizmu nie mając na ten temat zielonego pojęcia. To chyba charakterystyczne dla większości fideistów, że im większa ignorancja w jakimś temacie, tym większa dufność w swoją rację i autorytarność wypowiedzi.

Dziwnym trafem osąd (rzekomej) racjonalności zbiega się z odpowiedzią na pytanie "kim łatwiej się opiekować: dzieckiem zdrowym czy chorym?". Proszę zatem wytłumaczyć tę zbieżność. Mówiąc ogólniej, nowoczesna moralność wydaje podejrzanie te same wyroki, co konformizm ("po co się umartwiać, skoro można spędzić życie przyjemniej?", "eutanazja dla przerwania niedogodności życia? - proszę bardzo!", "wolna, nieskrepowana miłość? - jak najbardziej!"). Proszę zatem podać przykład niereligijnej zasady etycznej, która ma charakter wybitnie niekonformistyczny i nieegoistyczny.
27-02-2013 10:21 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
>>Właśnie jaka instancja czuje się uprawniona do wydawania takich wyroków i dokonywania wyborów za innych?
>Ludzki rozum, oczyszczony z naszych zwierzęcych skłonności (do wygodnictwa) i antyreligijnych zabobonów.
Przepraszam, a będąc zwierzęciem (homo sapiens) jak chcesz się całkowicie oczyścić ze zwierzęcych skłonności? Czy chodzi Ci np. o celibat i jego skutki dla moralności i czynów księży?

>Ludzki rozum, oczyszczony z [...] antyreligijnych zabobonów.
W ogóle z zabobonów oczyszczony - z wszelkich zabobonów - wtedy zgoda.

> Dziwnym trafem osąd (rzekomej) racjonalności zbiega się z odpowiedzią na pytanie "kim łatwiej się opiekować: dzieckiem zdrowym czy chorym?". Proszę zatem wytłumaczyć tę zbieżność. Mówiąc ogólniej, nowoczesna moralność wydaje podejrzanie te same wyroki, co konformizm ("po co się umartwiać, skoro można spędzić życie przyjemniej?", "eutanazja dla przerwania niedogodności życia? - proszę bardzo!", "wolna, nieskrepowana miłość? - jak najbardziej!").
To jest guzik prawda!!! To ideologiczna wiara (np. religijna) daje proste odpowiedzi na trudne pytania i to taka właśnie postawa fideistyczna jest KONFORMIZMEM wynikającym często z umysłowego lenistwa i braku chęci wychodzenia poza własne ograniczenia. Tymi ograniczeniami są narzucone fideistom z góry wizje Boga, świata i moralności i jako takie są one właśnie niemoralne, bo w pełni konformistyczne z autorytetami religijnymi.

Tymczasem kierowanie się względami religijnymi oznacza właśnie dokładnie zrzeczenie się własnych sądów moralnych na rzecz innych ludzi, którzy te religijne normy stworzyli.

Etyka oparta na rozważaniu - na porównywaniu wartości dóbr oparta na humanizmie jest dużo trudniejsza i nie widzę tu a priori żadnego lenistwa, a wręcz przeciwnie - tu trzeba trochę pomyśleć.

Oczywiście brak kierowania się autoryetetem religijnym nie wyklucza ani lenistwa, ani głupoty. W przeciwieństwie do religijnego autorytatywnego AUTOMATU, tu - w ramach wolnego myślenia - trzeba uważać, co się myśli i co się robi.

>Proszę zatem podać przykład niereligijnej zasady etycznej, która ma charakter wybitnie niekonformistyczny i nieegoistyczny.
Bardzo proszę: oparta na empatii oraz na głębokiej, humanistycznej refleksji (a nie podyktowana bezmyślnym religijnym nakazem) MIŁOŚĆ BLIŻNIEGO.
27-02-2013 11:04 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

Pańska irytacja na mnie sprawiła, że odpowiada Pan emocjonalnie, w stylu p. Bogusławskiego. Nie zapominajcie Panowie, że wszyscy trzej jesteśmy racjonalistami.

>Przepraszam, a będąc zwierzęciem (homo sapiens) jak chcesz się całkowicie oczyścić ze zwierzęcych skłonności? Czy chodzi Ci np. o celibat i jego skutki dla moralności i czynów księży?

Trzeba starać się być lepszym, nawet jeżeli to staranie miałoby być daremne.

>To jest guzik prawda!!! To ideologiczna wiara (np. religijna) daje proste odpowiedzi na trudne pytania i to taka właśnie postawa fideistyczna jest KONFORMIZMEM wynikającym często z umysłowego lenistwa i braku chęci wychodzenia poza własne ograniczenia. Tymi ograniczeniami są narzucone fideistom z góry wizje Boga, świata i moralności i jako takie są one właśnie niemoralne, bo w pełni konformistyczne z autorytetami religijnymi.

Bardzo dziwne, że akurat tym konformizmem nie charakteryzują się elity współczesnych społeczeństw (politycy, rozmaite "gwiazdy"), z których reszta obywateli niewolniczo bierze przykład. Jak rozumiem, te elity to ludzie "racjonalni, samodzielnie myślący"?

>Oczywiście brak kierowania się autoryetetem religijnym nie wyklucza ani lenistwa, ani głupoty. W przeciwieństwie do religijnego autorytatywnego AUTOMATU, tu - w ramach wolnego myślenia - trzeba uważać, co się myśli i co się robi.

To tylko deklaracje, rodzaj manifestu racjonalistycznego. To "wolne myślenie" jest odbiciem naszych niskich dążeń, dla których tylko szukamy usprawiedliwienia. Mozół "etyki racjonalistycznej" bierze się tylko stąd, że istotnie trudno nasze niskie dążenia usprawiedliwić.

>>Proszę zatem podać przykład niereligijnej zasady etycznej, która ma charakter wybitnie niekonformistyczny i nieegoistyczny.
>Bardzo proszę: oparta na empatii oraz na głębokiej, humanistycznej refleksji (a nie podyktowana bezmyślnym religijnym nakazem) MIŁOŚĆ BLIŻNIEGO.

Miłość bliźniego wynikiem niezależnej, humanistycznej refleksji? Niech Pan nie żartuje. Konsekwentny humanista niereligijny powinien traktować człowieka jako porcję materii, a miłość jako zjawisko somatyczne (zjawiska elektryczno-chemiczne
w naszym mózgu). Jedyne, co może zrobić to orzec: "miłuj bliźniego swego - dla tej korzyści, jaką stanowi ład społeczny, z którego i ty będziesz korzystać".


27-02-2013 11:34 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)
>wszyscy trzej jesteśmy racjonalistami.
Ejże?
27-02-2013 12:43 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Przynajmniej jeden z nas jest racjonalistą.
27-02-2013 11:45 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
> Pańska irytacja na mnie sprawiła, że odpowiada Pan emocjonalnie, w stylu p. Bogusławskiego.
Proponuję jeszcze raz przeczytać powyższe zdanie i zastanowić się nad tym, co na Panu sprawiła moja rzekoma irytacja.
Poza tym jest to dla mnie komplement.

>Nie zapominajcie Panowie, że wszyscy trzej jesteśmy racjonalistami.
A tak, podchwyciłem kiedyś od Pana Andrzeja na tą okazję fajne powiedzonko: gdzie konia kują, tam żaba nogę podstawia. Niech to będzie dla Pana kolejnym dowodem mojej irytacji a la Bogusławski.

>>Przepraszam, a będąc zwierzęciem (homo sapiens) jak chcesz się całkowicie oczyścić ze zwierzęcych skłonności? Czy chodzi Ci np. o celibat i jego skutki dla moralności i czynów księży?
>Trzeba starać się być lepszym, nawet jeżeli to staranie miałoby być daremne.
Tak, jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej. Oby nie ze szkodą dla innych.

>>To jest guzik prawda!!! To ideologiczna wiara (np. religijna) daje proste odpowiedzi na trudne pytania i to taka właśnie postawa fideistyczna jest KONFORMIZMEM wynikającym często z umysłowego lenistwa i braku chęci wychodzenia poza własne ograniczenia. Tymi ograniczeniami są narzucone fideistom z góry wizje Boga, świata i moralności i jako takie są one właśnie niemoralne, bo w pełni konformistyczne z autorytetami religijnymi.
>Bardzo dziwne, że akurat tym konformizmem nie charakteryzują się elity współczesnych społeczeństw (politycy, rozmaite "gwiazdy")
To ironia, rozumiem? Jeśli tak to zgoda. Politycy i rozmaite gwiazdy nie interesują mnie szczególnie - zbyt dużo tam glupoty, zbyt mało EMPATII - bo o racjonaliźmie u nich to już nawet nie marzę.

>z których reszta obywateli niewolniczo bierze przykład.
Już napisałem, że glupota i wiara są prawie całkowicie powszechne. Czego Pan jeszcze ode mnie oczekuje?

>Jak rozumiem, te elity to ludzie "racjonalni, samodzielnie myślący"?
Które elity? Politycy i te gwiazdy? A słyszał Pan coś o prawdziwie intelektualnych elitach? Kogo by pan do nich zakwalifikował w Polsce i na świecie - wczoraj i dziś?

>>Oczywiście brak kierowania się autoryetetem religijnym nie wyklucza ani lenistwa, ani głupoty. W przeciwieństwie do religijnego autorytatywnego AUTOMATU, tu - w ramach wolnego myślenia - trzeba uważać, co się myśli i co się robi.
>To tylko deklaracje, rodzaj manifestu racjonalistycznego. To "wolne myślenie" jest odbiciem naszych niskich dążeń, dla których tylko szukamy usprawiedliwienia.
W przeciwieństwie do dążeń wysokich, podniebiańskich wręcz, które calkowicie odrywają się od ziemii i tworzą nienaturalne, wypaczone, nieludzkie systemy moralne. W najlepszym razie nikt ich nie przestrzega, a w najgorszym są ostatecznie narzędziem do tłumienia ludzkich usmysłów. To chore ideologie szerzone poprzez wiarę.

>Mozół "etyki racjonalistycznej" bierze się tylko stąd, że istotnie trudno nasze niskie dążenia usprawiedliwić.
Może coś w tym jest, ale niech Pan to szerzej wyjaśni, bo nie wiem, czy do końca rozumiem.

>>>Proszę zatem podać przykład niereligijnej zasady etycznej, która ma charakter wybitnie niekonformistyczny i nieegoistyczny.
>>Bardzo proszę: oparta na empatii oraz na głębokiej, humanistycznej refleksji (a nie podyktowana bezmyślnym religijnym nakazem) MIŁOŚĆ BLIŻNIEGO.
>Miłość bliźniego wynikiem niezależnej, humanistycznej refleksji?
Oczywiście tak i to oparta na doświadczeniu - na empatii i na przeżyciu "dobra" z innymi w odróżnieniu od "zła".

>Niech Pan nie żartuje.
Jestem całkowicie poważny.

>Konsekwentny humanista niereligijny powinien traktować człowieka jako porcję materii, a miłość jako zjawisko somatyczne (zjawiska elektryczno-chemiczne w naszym mózgu).
To jest właśnie dokładnie uprzedzenie fideisty wobec racjonalistów. A siebie nazywa Pan racjonalistą. A czy słyszał pan coś o tym, że bez prawidłowo działających emocji nie da się racjonalnie myśleć?
www.dobreksiazki.pl/b17341-blad-kartezjusza.htm
Sądzi Pan, że myślący humaniści dokonują na codzień w kontaktach z innymi takich nieuprawnionych redukcji? Że nie przyjaźnią się, nie kochają, nie emocjonują się tym, czym się interesują?
Wolnomyśliciele odrzucają tylko dogmaty narzucane przez innych, niemające podstaw ani na gruncie nauki, ani na gruncie logiki. Są intelektualnie wolni i odczuwają i żyją z ludźmi normalnie - jak ludzie - jest im czego zazdrościć.

>Jedyne, co może zrobić to orzec: "miłuj bliźniego swego - dla tej korzyści, jaką stanowi ład społeczny, z którego i ty będziesz korzystać".
Jeśli Pańskim zdaniem rzeczywiście to jest jedyne, co może zrobić racjonalista, to gratuluję wyobraźni.

Niech żesz Pan sobie otworzy trochę horyzont, niech Pan spojrzy na świat trzeźwo. Niech Pan rozrzedzi trochę tą fideistyczną mgłę, która całkiem przesłania Panu widok na siebie i innych.
27-02-2013 12:39 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>> Pańska irytacja na mnie sprawiła, że odpowiada Pan emocjonalnie, w stylu p. Bogusławskiego.
>Proponuję jeszcze raz przeczytać powyższe zdanie i zastanowić się nad tym, co na Panu sprawiła moja rzekoma irytacja.

Tak, niewątpliwie trzeba przeczytać jeszcze raz:

Pańska irytacja na mnie sprawiła, że...

a nie

Pańska irytacja na mnie sprawiła, że ...
27-02-2013 12:49 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>>> Pańska irytacja na mnie sprawiła, że odpowiada Pan emocjonalnie, w stylu p. Bogusławskiego.
>>Proponuję jeszcze raz przeczytać powyższe zdanie i zastanowić się nad tym, co na Panu sprawiła moja rzekoma irytacja.
> Tak, niewątpliwie trzeba przeczytać jeszcze raz:
> Pańska irytacja na mnie sprawiła, że...
> a nie
> Pańska irytacja na mnie sprawiła, że ...
Chętnie przyznaje się do tego braku właściwego odczytania Pańskiej myśli (choć czy nie można by się spierać, czy "irytacja na kogoś" jest prawidlowym wyrażeniem?)

I to już jest wszystko, co Pan zechciał przemyśleć z mojego poprzedniego postu?

Gratuluję odwagi poznawczej! Poprawił Pan ten mój błąd i może się Pan znów poczuć ode mnie lepszym.

A ja sądzę, że stać Pana na więcej!
27-02-2013 13:14 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Błąd popełniłem ja, a nie Pan. Istotnie, nie można powiedzieć "irytować na" - przepraszam za błąd i wywołane zamieszanie. Radzę Panu powściągnąć nerwy, a Pańskie posty rychło odzyskają dawną przenikliwość (tak przynajmniej je odczytywałem - myślę, że nie tylko ja).

>Konsekwentny humanista niereligijny powinien traktować człowieka jako porcję materii, a miłość jako zjawisko somatyczne (zjawiska elektryczno-chemiczne w naszym mózgu).
>To jest właśnie dokładnie uprzedzenie fideisty wobec racjonalistów. A siebie nazywa Pan racjonalistą. A czy słyszał pan coś o tym, że bez prawidłowo działających emocji nie da się racjonalnie myśleć?
>www.dobreksiazki.pl/b17341-blad-kartezjusza.htm
>Sądzi Pan, że myślący humaniści dokonują na codzień w kontaktach z innymi takich nieuprawnionych redukcji? Że nie przyjaźnią się, nie kochają, nie emocjonują się tym, czym się interesują?

Na tym polega ich niekonsekwencja. Laicki racjonalizm można wcielić życie jedynie za cenę niekonsekwencji (nie przypadkiem napisałem "konsekwentny humanista..."). Obawiam się jednak, że "niekonsekwentny racjonalista" nie jest już racjonalistą.

>Wolnomyśliciele odrzucają tylko dogmaty narzucane przez innych, niemające podstaw ani na gruncie nauki, ani na gruncie logiki. Są intelektualnie wolni i odczuwają i żyją z ludźmi normalnie - jak ludzie - jest im czego zazdrościć.

Intelektualne złudzenie "wolności intelektualnej". Jak mogą żyć "odrzucając tylko dogmaty narzucone przez innych", skoro imperatyw odrzucania dogmatów jest specyficznym dogmatem, bez którego wolnomyśliciel przestaje być wolnomyślicielem?

Wystarczy zwrócić uwagę, że teza: "należy odrzucać dogmaty narzucane przez innych" nie jest ani prawem logiki, ani twierdzeniem naukowym. Jest więc dogmatem.
28-02-2013 01:44 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
> Błąd popełniłem ja, a nie Pan. Istotnie, nie można powiedzieć "irytować na" - przepraszam za błąd i wywołane zamieszanie.
Nie ma problemu. W zasadzie merytorycznie też powinna istnieć możliwość dogadania się pomiędzy dwoma myślącymi ludźmi. Dlaczego jest to takie trudne?

>Radzę Panu powściągnąć nerwy, a Pańskie posty rychło odzyskają dawną przenikliwość (tak przynajmniej je odczytywałem - myślę, że nie tylko ja).
Widzi Pan - fakt, że potrafię wejść w spór nawet z Panem Andrzejem jeszcze wcale nie świadczy o mojej przenikliwości. Dużo trudniej z tego sporu wyjść z tarczą, o czym całkiem niedawno sam Pan się przekonał.

>>Sądzi Pan, że myślący humaniści dokonują na codzień w kontaktach z innymi takich nieuprawnionych redukcji? Że nie przyjaźnią się, nie kochają, nie emocjonują się tym, czym się interesują?
>Na tym polega ich niekonsekwencja. Laicki racjonalizm można wcielić życie jedynie za cenę niekonsekwencji (nie przypadkiem napisałem "konsekwentny humanista..."). Obawiam się jednak, że "niekonsekwentny racjonalista" nie jest już racjonalistą.
Może i nawet ma Pan tu rację. 100% racjonalista (według Pańskiej jego definicji) byłby chyba psychopatą.
Red. Mariusz Agnosiewicz napisał tak:
Najkrótsza definicja ideologii racjonalistycznej
Człowiek jest istotą zasadniczo irracjonalną, która podejmuje decyzje i działania w 90 procentach przypadków mające inne pobudki niż 'czyste' uzasadnienie intelektualne. Racjonalność polega na tym, że korzystamy z pozostałych 10 procent. Racjonalizm zaś to obrona owych 10%.

Ja to jeszcze precyzuję i odróżniam badanie i opis świata, które powinny odbywać się w pełni racjonalistycznie (nauka) od osobistego doświadczania życia w świecie, które siłą rzeczy jest również emocjonalne.

Jeśli Pana zdaniem jest to niekonsekwentne, to trudno - muszę się z tym pogodzić, że trochę jeszcze jestem zwierzęciem, a trochę już jednak tzw. człowiekiem. Do mej natury, zarówno zwierzęcej jak i ludzkiej nie są mi jednak potrzebne żadne wierzenia, choć chyba trochę rozumiem ich czar.

>Intelektualne złudzenie "wolności intelektualnej".
No - o wolnej woli też było parę wątków, nawet jesli nie o to Panu teraz chodziło.

>Jak mogą żyć "odrzucając tylko dogmaty narzucone przez innych", skoro imperatyw odrzucania dogmatów jest specyficznym dogmatem, bez którego wolnomyśliciel przestaje być wolnomyślicielem?
Jeśli odrzucanie wszelkich dogmatów jest dogmatem, to ja go przyjmuję. Filozofia to nie koparka, którą można wszystko wywrócić do góry nogami i powiedzieć, że kwiatki tak samo pachną jak nawóz. Pański zarzut jest równie trafny, jak ten, że postawa "w nic nie wierzę" opiera się na wierze. Z zaprzeczenia x jeszcze nigdy nie wyszło potwierdzenie x i tylko w teologii to się udaje.
Ze względów rodzinnych często chodzę do kościoła, ale w myślach zawsze kłócę się z tym co mówi ksiądz i nigdy się nie modlę. Mam w dupie Boga, a jeśli istnieje i jest dobry, to zrozumie, dlaczego tak mówię i nie będzie mi miał tego za złe. Jednocześnie jak trzeba, to pokłócę się z wszystkimi świętymi, a nawet z samym Bogusławskim. A jak kiedyś przez przypadek miałby Pan znów zostać zbanowany, to całkiem możliwe, że ponownie się o Pana upomnę znów wylatując na oślą ławkę. Jestem niezależny na ile tylko się da, chodź zafascynowany mądrością mądrzejszych ode mnie. Ale Pan oczywiście może mi przypisawać wiarę w dogmaty, bo perspektywa wolności drugiego człowieka jest dla Pana nie do zniesienia.

>Wystarczy zwrócić uwagę, że teza: "należy odrzucać dogmaty narzucane przez innych" nie jest ani prawem logiki, ani twierdzeniem naukowym. Jest więc dogmatem.
Takie to jest właśnie Pańskie wnioskowanie. Czyli ma się rozumieć, wykazał mi Pan tutaj, że jestem fideistą autorytarnie i bezrefleksyjnie uzależnionym od narzuconej mi ideologii?
28-02-2013 08:58 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Red. Mariusz Agnosiewicz napisał tak:
> Najkrótsza definicja ideologii racjonalistycznej
>Człowiek jest istotą zasadniczo irracjonalną, która podejmuje decyzje i działania w 90 procentach przypadków mające inne pobudki niż 'czyste' uzasadnienie intelektualne. Racjonalność polega na tym, że korzystamy z pozostałych 10 procent. Racjonalizm zaś to obrona owych 10%.


W takim razie bardzo mizerny - i trochę śmieszny - ten racjonalizm. Pan Agnosewicz najwyraźniej przeczuwa, że obrona laickiego racjonalizmu to rzecz przegrana i asekuracyjnie mówi o 10 %. Dziesięć procent - to śmieszne.

Pomijam już fakt, że nie jest to dobra definicja (ale rozumiem, że chodzi tu o pewien skrót myślowy). Jeżeli np. korzystam z 10 %, albowiem uważam, że wynagrodzi mnie za to Bóg i bronię racjonalności na takiej podstawie, to jestem racjonalistą?

>Jeśli odrzucanie wszelkich dogmatów jest dogmatem, to ja go przyjmuję.

Dodajmy więc tylko, że jest to dogmat narzucony przez innych, a więc mający cechy tego, czemu ma się przeciwstawić racjonalista.

>Ze względów rodzinnych często chodzę do kościoła, ale w myślach zawsze kłócę się z tym co mówi ksiądz i nigdy się nie modlę. Mam w dupie Boga, a jeśli istnieje i jest dobry, to zrozumie, dlaczego tak mówię i nie będzie mi miał tego za złe. Jednocześnie jak trzeba, to pokłócę się z wszystkimi świętymi, a nawet z samym Bogusławskim. A jak kiedyś przez przypadek miałby Pan znów zostać zbanowany, to całkiem możliwe, że ponownie się o Pana upomnę znów wylatując na oślą ławkę. Jestem niezależny na ile tylko się da, chodź zafascynowany mądrością mądrzejszych ode mnie.

Wpada Pan w racjonalistyczny entuzjazm, w jakiś rodzaj quasi-religijnego uniesienia - to niepotrzebne. Dziękuję za wstawienie się za mnie.

>Ze względów rodzinnych często chodzę do kościoła, ale w myślach zawsze kłócę się z tym co mówi ksiądz i nigdy się nie modlę. Mam w dupie Boga, a jeśli istnieje i jest dobry, to zrozumie, dlaczego tak mówię i nie będzie mi miał tego za złe.

Czyli: jestem konformistą. Nie ma Pan cywilnej odwagi, aby na żyć zgodnie z własnymi przekonaniami? Wszystko się zgadza: etyka "racjonalistyczna" to kryptokonformizm, tak jak pisałem.

>>Wystarczy zwrócić uwagę, że teza: "należy odrzucać dogmaty narzucane przez innych" nie jest ani prawem logiki, ani twierdzeniem naukowym. Jest więc dogmatem.
>Takie to jest właśnie Pańskie wnioskowanie. Czyli ma się rozumieć, wykazał mi Pan tutaj, że jestem fideistą autorytarnie i bezrefleksyjnie uzależnionym od narzuconej mi ideologii?

Tak. Może nie bezrefleksyjnie, ale uzależnionym. Istnieje co najwyżej różnica stopnia między typowym fideistą a Panem, ale nawet z powyższego twierdzenia (mizerne 10 %) widać, że chodzi Wam o stopień, a nie nową jakość. A ten stopień polega tylko i wyłącznie na walce z Kościołem i wypadałby to powiedzieć otwarcie.
28-02-2013 11:18 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
> W takim razie bardzo mizerny - i trochę śmieszny - ten racjonalizm. Pan Agnosewicz najwyraźniej przeczuwa, że obrona laickiego racjonalizmu to rzecz przegrana i asekuracyjnie mówi o 10 %. Dziesięć procent - to śmieszne.
Słusznie Pan wskazał, że to tylko pewien "skrót myślowy" (wzięty stąd), natomiast jeśli chodzi o jego uzasadnienie, a także rozwinięcie idei racjonalistycznych, to sądzę, że każdy krytyk racjonalizmu powinien się chociażby pobieżnie zapoznać się ze sporym już dorobkiem intelektualnym Mariusza Agnosiewicza.

> Pomijam już fakt, że nie jest to dobra definicja (ale rozumiem, że chodzi tu o pewien skrót myślowy). Jeżeli np. korzystam z 10 %, albowiem uważam, że wynagrodzi mnie za to Bóg i bronię racjonalności na takiej podstawie, to jestem racjonalistą?
Sądzę, że całkowicie nie zrozumiał Pan myśli Agnosiewicza. Ja jej bronię i dlatego napisałem w poprzednim wpisie tak:
Cytat:
Ja to jeszcze precyzuję i odróżniam badanie i opis świata, które powinny odbywać się w pełni racjonalistycznie (nauka) od osobistego doświadczania życia w świecie, które siłą rzeczy jest również emocjonalne.

>>Jeśli odrzucanie wszelkich dogmatów jest dogmatem, to ja go przyjmuję.
> Dodajmy więc tylko, że jest to dogmat narzucony przez innych, a więc mający cechy tego, czemu ma się przeciwstawić racjonalista.
Tak jestem świadom, że moja postawa i stan mego umysłu wynikają w przeważającej mierze z procesu socjalizacji. Jeśli jednak rzeczywiście jesteśmy rozumni, to ja zachowuję sobie prawo do własnych niezależnych przemyśleń i oceny tych treści, które poznaję. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że scpetycyzm jest trudny do zrozumienia dla umysłów ogarniętych absolutnym umysłem Boga.

> Wpada Pan w racjonalistyczny entuzjazm, w jakiś rodzaj quasi-religijnego uniesienia - to niepotrzebne.
A dlaczego? To wolny kraj i wolno się w nim unosić, dopóki nie szkodzi się innym. Ta moja wypowiedź miała świadczyć o mojej intelektualnej niezależności, ale Panu najbliższe są oczywiście uniesienia, więc tylko to Pan w niej dostrzegł.

>>Ze względów rodzinnych często chodzę do kościoła, ale w myślach zawsze kłócę się z tym co mówi ksiądz i nigdy się nie modlę. Mam w dupie Boga, a jeśli istnieje i jest dobry, to zrozumie, dlaczego tak mówię i nie będzie mi miał tego za złe.
> Czyli: jestem konformistą. Nie ma Pan cywilnej odwagi, aby na żyć zgodnie z własnymi przekonaniami?
A na jakiej podstawie Pan tak twierdzi? Cała moja rodzina wie o moim ateiźmie i nie owijam tego w bawełnę. Ale ja kocham moją rodzinę i jeśli są to dla nich istotnie ceremonie, to dlaczego nie miałbym być wtedy przy nich?
Ale może i ma Pan tu nawet trochę racji - nie chcę mi się mojego osobistego przypadku rozwijać. Życie prywatne, to moja sprawa, a o mojej intelektualnej niezależności niech świadczą moje wpisy na forum. Tu istotne jest to, co się myśli. Natomiast w życiu całkowitą spójność to można zachować będąc pustelnikiem.

>Wszystko się zgadza: etyka "racjonalistyczna" to kryptokonformizm, tak jak pisałem.
No, napisał Pan, tylko jakoś zupełnie mnie to nie przekonuje. Etyka kościelna to jawnokonformizm, a jej jawna krytyka ma być kryptokonformizmem? Coś mi się tu nie zgadza.

>>>Wystarczy zwrócić uwagę, że teza: "należy odrzucać dogmaty narzucane przez innych" nie jest ani prawem logiki, ani twierdzeniem naukowym. Jest więc dogmatem.
>>Takie to jest właśnie Pańskie wnioskowanie. Czyli ma się rozumieć, wykazał mi Pan tutaj, że jestem fideistą autorytarnie i bezrefleksyjnie uzależnionym od narzuconej mi ideologii?
>Tak. Może nie bezrefleksyjnie, ale uzależnionym. Istnieje co najwyżej różnica stopnia między typowym fideistą a Panem, ale nawet z powyższego twierdzenia (mizerne 10 %) widać, że chodzi Wam o stopień, a nie nową jakość. A ten stopień polega tylko i wyłącznie na walce z Kościołem i wypadałby to powiedzieć otwarcie.
Wyłącznie walka z kościołem? Tylko tyle Pan z naszego forum wyniósł? Proszę zatem zalogować się na jakieś fora religijne i będzie się Pan mógł w miłości boskiej i we wzajemnym uznaniu pławić bez przeszkód.
Proponuję jednak przeczytać:
www.racjonalista.pl/kk.php/d,67
pl.wikiped(*)lizm_światopoglądowy

Być może, że ten stopień każdy sobie indywidualnie definiuje, Pan widzę już dla każdego racjonalisty ten stopień określił. Pańska ocena, Pańskie prawo. Widzi Pan i czyta, o czym tu się na forum rozmawia, a za Pańskie wnioski nie odpowiadam.
28-02-2013 22:47 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Jeżeli chce się Pan czegoś naprawdę dowiedzieć na temat poruszanych tu spraw,
polecam "Dialogi o religii naturalnej" Davida Hume'a. Nie jakieś opracowania,
jakieś bryki, ale - piękny i olśniewający - tekst, chociażby w polskim
tłumaczeniu. Jest to jedna z najważniejszych, najgłębszych i najlepiej napisanych
krytyk religii (i teologii), jakie kiedykolwiek powstały. Dodam od siebie - niejako
tytułem przekornej zachęty - że ten genialny filozof nie traktował Waszych patronów (filozofów francuskiego Oświecenia) poważnie (i słusznie), pomimo iż usilnie zabiegali
o jego przychylność.
01-03-2013 00:00 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Jeżeli chce się Pan czegoś naprawdę dowiedzieć na temat poruszanych tu spraw, polecam "Dialogi o religii naturalnej" Davida Hume'a.
Poleciłem, "Dialogi" panu Maciejowi już dawno i myślę, że je poznał, ale skoro Pan poleca, to są tutaj. To tak, aby daleko nie biegać i poczytać sobie co też XVIII wieczny inteligent powkładał trzem facetom w usta.
Warto przy tym pamiętać, iż przeczytać to jedno, a zrozumieć to drugie. Jestem pewien, że obaj zupełnie inaczej ten tekst zrozumieliśmy i wyciągnęliśmy z niego zupełnie inne wnioski.

Postaram się być bardzo grzecznym: Gówno Szanowny Pan wie, jakich mam patronów i na jakich autorytetach opieram swój światopogląd. Na naszym forum rozmawiamy indywidualnie i nie mamy chamskiego zwyczaju zwracania się do naszych interlokutorów przez "wy" (np. "Nie rozumiecie, co się do Was mówi"), gdyż uważamy, że każdy sam sobie swój światopogląd buduje i każdy człowiek - choć nie każda głupota - jest godzien szacunku.

Tak, jak istnieje ideologia chrześcijańska, tak też istnieje ideologia racjonalistyczna, ale w ramach ideologii racjonalistycznej, to każdy sam myśli i odpowiada za siebie. Nie znam żadnych "naszych" filozofów, choć sam krytycznie poznałem historię filozofii, dokonując subiektywnego wyboru myśli, czyli mam swoich filozofów, z których korzystałem przy budowaniu własnej filozofii, ale jest ich bardzo wielu.

@@@
.
01-03-2013 12:52 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
> Jeżeli chce się Pan czegoś naprawdę dowiedzieć na temat poruszanych tu spraw,
> polecam "Dialogi o religii naturalnej" Davida Hume'a. Nie jakieś opracowania,
> jakieś bryki ...
Panie Elasp, jeżeli chce się Pan czegoś naprawdę dowiedzieć na temat poruszanych tu spraw, to niech Pan się przez chwilę samodzielnie zastanowi nad tym czym się różni świat, który poznajemy poprzez zmysły i który najskuteczniej bada nauka od ludzkiej wyobraźni, która nie ma prawie żadnych granic, poza tym, że bierze się z pracy mózgu.

To odróżnienie świata wydumanych i zmiennych idei od sprawdzalnego świata fizycznego jest dla mnie podstawą mojego racjonalizmu, choć wcale nie nazwałbym się racjonalistą. Jeżeli już, to bardziej pasowałoby mi określenie "wolnomyśliciel", gdyby nie to, że takie miano wymagałoby o ode mnie znacznie większej wiedzy, niż ta którą obecnie dysponuję.

Jednak to odróżnienie - prykładowo odróżnieine drzewka choinki od idei aniołka - powinno być dostępne każdemu szczeremu człowiekowi od pewnego etapu rozwoju.

Być może, że jeśli Pan pomyśli konsekwentnie, to przestanie Pan tu w końcu chrzanić od rzeczy pouczając przy tym innych, choć ja już na żadne cuda nie liczę.
01-03-2013 13:36 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Mowa-trawa. Naprawdę zachęcam do przeczytania Hume'a. Bez tej lektury rozmowa na te tematy to naprawdę czysta amatorszczyzna.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Mowa-trawa.
Tak, zdecydowanie tak, większość Pańskich wypowiedzi, to mowa-trawa i pieprzenie bez sensu.

>Naprawdę zachęcam do przeczytania Hume'a.
Nikomu czytanie nie zaszkodziło, ale ponieważ czas jest ograniczony, to lepiej poświęcać go bardziej współczesnym myślicielom, np. Johnowi Mackie

>Bez tej lektury rozmowa na te tematy to naprawdę czysta amatorszczyzna.
Wszystkie rozmowy z Panem na jakiekolwiek tematy to amatorszczyzna, ale nikt Panu nie przeszkadza i niech Pan tu błyśnie wiedzą na temat filozofii Hume'a oraz zbiorem nie kompatybilnych argumentów Demei, Kleantesa i Filona z "Dialogów o religii naturalnej".
Niech Pan udowodni, która z postaci jest najbliższa Hume'owi, a która najdalsza.

Zakończenie "Dialogów": "Kleantes i Filon niedługo już ciągnęli tę rozmowę, a jako że nic nigdy nie zrobiło na mnie wrażenia większego aniżeli wszystkie wyłożone tego dnia rozumowania, wyznam, że poważnie raz jeszcze przepatrzywszy całość, przekonany jestem, że zasady Filona bardziej są prawdopodobne niż zasady Demei, ale że Kleantes jeszcze bardziej zbliżył się do prawdy."

@@@
.
Elasp (6859 punktów)

Jak to "udowodnić"? Przecież co do tego, które ostatecznie stanowisko (Kleantesa czy Filona) jest najbliższe Hume'owi trwa spór interpretacyjny od XVIII wieku. Wystarczy przeczytać wstęp pióra A. Hochfeldowej do wydania PWN z roku 1962 (a nie sięgać do pirackich wersji internetowych, które Pan poleca). Trzeba wziąć poprawkę na to, końcowe fragmenty dopisał Hume przed śmiercią (szczerze? nieszczerze?) Nie na każde prosto postawione pytanie istnieje prosta odpowiedź.

"Readers of the Dialogues often wonder whether Hume's religious views might be best summed up as a species of theism, deism, atheism or skepticism. Using any one of these labels without significant qualificationwould be misleading. Hume is a skeptic about religion based on Academical, not Pyrrhonian principles. He suspends belief concerning all theological opinions more precise or determinate than the assertion that the cause or causes of order in nature remotely resemble human intelligence, a trivial statement having no positive consequences for religious practice. He can be called a philosophical theist only in a verbal sense. He did not consider himself a deist; probably because he considered arguments for an intelligent designer to be neither very probable nor religiously significant. For most practical purposes he could be called an atheist, but he denied that his philosophical principles implied atheism, and he never denied the existence of God or an ultimate cause even when in the private company of professed atheists with whom he could express his views freely".

(D. Hume: "Dialogues Concerning Natural Religion", Cambridge University Press, Cambridge 2007, cytat ze s. 38-39 wstępu autorstwa Dorothy Coleman, podkreślenie moje).
01-03-2013 23:52 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> Jak to "udowodnić"? Przecież co do tego, które ostatecznie stanowisko (Kleantesa czy Filona) jest najbliższe Hume'owi trwa spór interpretacyjny od XVIII wieku. Wystarczy przeczytać wstęp pióra A. Hochfeldowej do wydania PWN z roku 1962 (a nie sięgać do pirackich wersji internetowych, które Pan poleca). Trzeba wziąć poprawkę na to, końcowe fragmenty dopisał Hume przed śmiercią (szczerze? nieszczerze?) Nie na każde prosto postawione pytanie istnieje prosta odpowiedź.
To, że Pan jest intelektualnie ograniczony, to ewidentnie wynika z Pańskich wypowiedzi, tak jak to wynika z moich, że o sporze albo coś czytałem, albo jestem aż tak mądrym, że problem zauważyłem i z Pana sobie zakpiłem odpowiadając na głupie wezwanie:
>Jeżeli chce się Pan czegoś naprawdę dowiedzieć na temat poruszanych tu spraw, polecam "Dialogi o religii naturalnej" Davida Hume'a. Nie jakieś opracowania, jakieś bryki, ale - piękny i olśniewający - tekst, chociażby w polskim tłumaczeniu. Jest to jedna z najważniejszych, najgłębszych i najlepiej napisanych krytyk religii (i teologii), jakie kiedykolwiek powstały. Dodam od siebie - niejako tytułem przekornej zachęty - że ten genialny filozof nie traktował Waszych patronów (filozofów francuskiego Oświecenia) poważnie (i słusznie), pomimo iż usilnie zabiegali o jego przychylność.

>Bez tej lektury rozmowa na te tematy to naprawdę czysta amatorszczyzna.
Wszystkie rozmowy z Panem na jakiekolwiek tematy to amatorszczyzna, ale nikt Panu nie przeszkadza i niech Pan tu błyśnie wiedzą na temat filozofii Hume'a oraz zbiorem nie kompatybilnych argumentów Demei, Kleantesa i Filona z "Dialogów o religii naturalnej".
Niech Pan udowodni, która z postaci jest najbliższa Hume'owi, a która najdalsza.


Jest tak, jak przypuszczałem, Pan tekst przeczytał - nawet ze wstępem Hochfeldowej - tyle, że wcale go (nie mówiąc już o filozofii Hume'a) nie zrozumiał (lub zrozumiał go po swojemu - całkowicie opacznie).

Znowu - następny post - wiele obok, a nic w meritum.

PS. Zupełnie to nie moja sprawa, czy wersja jest piracka (jeżeli tak Pan sądzi, to proponuję zgłosić to do prokuratury), ale jest to dokładnie zeskanowana wersja książki PWN z 1962 roku, (w tłum. A. Hochfeldowej), którą mam w domowej biblioteczce.

@@@
.
Elasp (6859 punktów)

>Jest tak, jak przypuszczałem, Pan tekst przeczytał - nawet ze wstępem Hochfeldowej - tyle, że wcale go (nie mówiąc już o filozofii Hume'a) nie zrozumiał (lub zrozumiał go po swojemu - całkowicie opacznie).

Na jakiej podstawie Pan tak twierdzi?
02-03-2013 11:52 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Jest tak, jak przypuszczałem, Pan tekst przeczytał - nawet ze wstępem Hochfeldowej - tyle, że wcale go (nie mówiąc już o filozofii Hume'a) nie zrozumiał (lub zrozumiał go po swojemu - całkowicie opacznie).
> Na jakiej podstawie Pan tak twierdzi?
Na podstawie prawie wszystkich Pańskich wypowiedzi, ale tu konkretnie:

Cytat:
>Jeżeli chce się Pan czegoś naprawdę dowiedzieć na temat poruszanych tu spraw, polecam "Dialogi o religii naturalnej" Davida Hume'a.
Poleciłem, "Dialogi" panu Maciejowi już dawno i myślę, że je poznał, ale skoro Pan poleca, to są tutaj. To tak, aby daleko nie biegać i poczytać sobie co też XVIII wieczny inteligent powkładał trzem facetom w usta.
Warto przy tym pamiętać, iż przeczytać to jedno, a zrozumieć to drugie. Jestem pewien, że obaj zupełnie inaczej ten tekst zrozumieliśmy i wyciągnęliśmy z niego zupełnie inne wnioski.


Cytat:
>Jeżeli chce się Pan czegoś naprawdę dowiedzieć na temat poruszanych tu spraw, polecam "Dialogi o religii naturalnej" Davida Hume'a. Nie jakieś opracowania, jakieś bryki, ale - piękny i olśniewający - tekst, chociażby w polskim tłumaczeniu. Jest to jedna z najważniejszych, najgłębszych i najlepiej napisanych krytyk religii (i teologii), jakie kiedykolwiek powstały. (...)
> Bez tej lektury rozmowa na te tematy to naprawdę czysta amatorszczyzna.
Wszystkie rozmowy z Panem na jakiekolwiek tematy to amatorszczyzna, ale nikt Panu nie przeszkadza i niech Pan tu błyśnie wiedzą na temat filozofii Hume'a oraz zbiorem nie kompatybilnych argumentów Demei, Kleantesa i Filona z "Dialogów o religii naturalnej".
Niech Pan udowodni, która z postaci jest najbliższa Hume'owi, a która najdalsza.

Bogusławski: Jest tak, jak przypuszczałem, Pan tekst przeczytał - nawet ze wstępem Hochfeldowej - tyle, że wcale go (nie mówiąc już o filozofii Hume'a) nie zrozumiał (lub zrozumiał go po swojemu - całkowicie opacznie).
Znowu - następny post - wiele obok, a nic w meritum.

---------
Jak dotychczas zachwala Pan książeczkę faceta, który zmarł w 1776 roku, jako wprost genialną, narzekając, iż my jej nie znamy lub znamy w wersji Panu nie odpowiedniej, nie przedstawiając żadnych merytorycznych argumentów obrony tekstu i zawartych w nim twierdzeń. To stała Pańska metoda prowadzenia tu rozmów. Najpierw bzdury Pan wypisuje, a później rozpaczliwie i pozamerytorycznie ich broni.

Argumenty Hume'a wspaniałe w XIX wieku, zestarzały się w XX i dziś w XXI mają głównie wartość historyczną. Co w niczym nie odbiera wielkości Hume'owi - natomiast świadczy o poziomie Pańskiej refleksji intelektualnej. Nie boję się dyskusji o Hume, natomiast lękam się o poziom dyskusji z Panem.

@@@
.
02-03-2013 01:26 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
> Mowa-trawa. Naprawdę zachęcam do przeczytania Hume'a. Bez tej lektury rozmowa na te tematy to naprawdę czysta amatorszczyzna.
Rzeczywiście nie jestem zawodowym teologiem, Panu natomiast proponowałem już rozmowę w najwyraźniej bardziej adekwatnym dla Pana gronie duchownych lub przynajmniej uduchowionych. Pośród nich mowa zapewne nie będzie się dla Pana wydawała trawą, a całkiem możliwe że tam dopiero uzna Pan, że trafia na obiektywny opis rzeczywistości.

Amatorszczyzna, czy nie, ja uważam rozmowy na te właśnie tematy bez zastanowienia się nad odróżnieniem świata fizycznego od świata idei za bezsensowne (choć jednocześnie fascynujęce jest również to, w jaki sposób te dwa światy się łączą). Czy Pan te światy odróżnia?

Co do Hume'a, to powiedzmy, że Pańskie rekomendacje są zbyteczne. Czy na prawdę sądzi Pan, że mogłem się z tym filozofem nie zetknąć, skoro obok Pana Andrzeja rekomenduje go również - i to jako swojego ulubionego filozofa - prof. Daniel Dennett?
minuta 3:44 wykładu filmu (sam początek wykładu profesora)

Jednocześnie trudno mi stwierdzić, co istotnego może do dyskusji o "tych tematach" wnieść dzisiaj filozof, który nie mógł mieć pojęcia o darwiniźmie, ani tym bardziej o koncepcji (popartej wszak rozumowaniem opartym na nauce), wedle której wszechświat mógł wziąć się z niczego.
02-03-2013 09:02 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Amatorszczyzna, czy nie, ja uważam rozmowy na te właśnie tematy bez zastanowienia się nad odróżnieniem świata fizycznego od świata idei za bezsensowne (choć jednocześnie fascynujące jest również to, w jaki sposób te dwa światy się łączą). Czy Pan te światy odróżnia?

Odróżniam, odróżniłem już w pierwszej wypowiedzi na tym forum. Dokładnie pierwszej.

>Co do Hume'a, to powiedzmy, że Pańskie rekomendacje są zbyteczne.

A więc czytał Pan "Dialogi", jeśli wolno wiedzieć?

>Jednocześnie trudno mi stwierdzić, co istotnego może do dyskusji o "tych tematach" wnieść dzisiaj filozof, który nie mógł mieć pojęcia o darwiniźmie, ani tym bardziej o koncepcji (popartej wszak rozumowaniem opartym na nauce), wedle której wszechświat mógł wziąć się z niczego.

Może. Rozważane tam stanowiska są na tyle ogólne, że uwzględnia się rozmaite możliwości. Poza tym H. zaoferował nowożytną analizę nauki, aktualną do dzisiaj (podział na zdania o faktach i o stosunkach między ideami, krytyka rozumowania indukcyjnego - nie odparta do dzisiaj). Pisałem o tym wszystkim w wątku pt. "Korzyści płynące z religii".

Oczywiście w bibliotece portalu nie ma takich prac - i nic dziwnego, bo gdyby były, wkrótce okazałoby się, jak oszałamiająco słabe są podstawy teoretyczne, jak jakich się opieracie. Te podstawy mogą przekonać tylko niedoświadczonych. Pocieszające jest oczywiście to, iż są w ogóle jakiekolwiek podstawy - lepsze takie niż żadne - jakkolwiek służą jedynie jako pretekst do walki z Kościołem, jako pewien rodzaj kamuflażu.

Wszystkim Forumowiczom, którzy uważają się za ateistów (chociaż nie sądzę, aby wiele osób na poważnie wyznawało ten kompromitujący zabobon - wierzę w ludzką racjonalność) przypominam słowa umieszczone przez Hume'a pod koniec innej jego pracy, "Naturalnej historii religii", będącej radykalną i nie przebierającą w słowach krytyką religii (znajdziemy nomen omen rozdział "Zły wpływ popularnych religii na moralność"). Słynne te słowa są zresztą jak najbardziej powiązane z tematyką wątku:

"Wszystko to jest zagadką, enigmatem, niedocieczoną tajemnicą. Wątpienie, niepewność, zawieszenie sądu - oto co wydaje się jedynym rezultatem najskrupulatniejszych naszych dociekań w tej materii".
02-03-2013 12:10 
 Ocena 3 na 3
setarkos (10757 punktów)
> Wszystkim Forumowiczom, którzy uważają się za ateistów
Dzień dobry.
> chociaż nie sądzę, aby wiele osób na poważnie wyznawało ten kompromitujący zabobon
W jakiż to sposób pomijanie zabobonu miałoby skutkować zabobonem?
02-03-2013 12:30 
 Ocena 13 na 13
Fizyk (17637 punktów)
> Wszystkim Forumowiczom, którzy uważają się za ateistów ...

Skoro to do mnie, ...

> ... przypominam słowa umieszczone przez Hume'a pod koniec innej jego pracy, "Naturalnej historii religii"
Cytat:
"Wszystko to jest zagadką, enigmatem, niedocieczoną tajemnicą. Wątpienie, niepewność, zawieszenie sądu - oto co wydaje się jedynym rezultatem najskrupulatniejszych naszych dociekań w tej materii".


... więc przeczytałem, choć w oryginale to cytuję ciąg dalszy w tłumaczeniu:
Cytat:
Tak jednak słaby jest rozum ludzki, i tak nieodparcie zaraźliwe panujące poglądy, że nawet to z rozmysłem przyjęte wątpienie nie dałoby się chyba utrzymać, gdybyśmy nie poszerzyli naszego pola widzenia i, przeciwstawiając jeden rodzaj zabobonu drugiemu, nie wprawili ich we wzajemny spór, podczas gdy sami, porzuciwszy je w gniewie i walce, szczęśliwie uciekamy w spokojną, choć niejasną krainę filozofii.

Rozumiem, że podzielasz ten pogląd i z entuzjazmem porzucasz cierpką rzeczywistość uciekając w krainę słodkich fantazji.

Ale co to jest tą "zagadką, enigmatem, niedocieczoną tajemnicą"? Czytajmy wcześniej:
Cytat:
We wszystkim jasno widać cel, zamiar, zamysły a kiedy tylko nasz umysłowy horyzont rozszerza się na tyle, że zaczynamy zastanawiać się nad prapoczątkiem tego oto widzialnego systemu świata, z najgłębszym przekonaniem przyjąć musimy ideę jakiejś rozumnej przyczyny czy rozumnego twórcy.
Ależ to było napisane przed Darwinem, odkryciem DNA, zrozumieniem mechanizmu Wielkiego Wybuchu! Zagadka została wyjaśniona, enigmat znikł, rozum ludzki dociekł tajemnicy!

A dalej:
Cytat:
Niewiedza jest matką pobożności: oto maksyma przysłowiowa i potwierdzona przez całe doświadczenie. Ale poszukajcie ludu, który by był całkowicie pozbawiony religii; jeżeli taki w ogóle znajdziecie, bądźcie pewni, że ledwie parę kroków dzieli go od zwierząt.
Już sobie wyobrażam chichot Darwina czytającego te słowa.

Choć niektóre spostrzeżenia są aktuane do dziś:
Cytat:
Nie istnieje w teologii niedorzeczność tak rażąca, aby nie zdarzało się jej czasem przyjmować ludziom o rozumie największym i najbardziej wykształconym.

Elaspie, porzuć śmietnik historii! Rzeczywistość jest bardziej fantastyczna niż to filozofom udało się wyśnić.
02-03-2013 13:00 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)
>> Wszystkim Forumowiczom, którzy uważają się za ateistów ...
>Skoro to do mnie, ...

Wszystko się zgadza. Hume był krytykiem historycznych religii (jak napisałem) i wolał stanowisko sceptyczne; twierdził, że rozmaite konkretne postaci wierzeń biorą się z niewiedzy. Chodzi mi jednak cały czas o to, że nie był ateistą (uwaga była skierowana do nich).

Prawdziwym wrogiem teizmu nie jest ateizm (nikt przy zdrowych zmysłach i po dłuższym namyśle nie zajmie takiego stanowiska), ale sceptycyzm. Na nieszczęście jest on także wrogiem nauki.

Nie rozumiem, jak może Pan nie pojmować, że poza światem fizycznym istnieje (a przynajmniej może istnieć) domena przedmiotów pozafizycznych. Tak więc to, co dzieje się w świecie fizycznym ma ograniczone znaczenie, dokąd nie pokażemy, że nie ma żadnej innej domeny. Po prostu nie rozumiem jak można mieć tak ograniczone pole widzenia.

Już z litości pomijam współczesne interpretacje poznania naukowego (instrumentalizm, antyrealizm, realizm wewnętrzny i in.), bo i o tym nie macie Państwo oczywiście zielonego pojęcia. Dla Was poznanie naukowe oczywiście nie zawiera żadnej zagadki, (a może zna Pan chociaż jedną?) tylko zagadki rozwiązuje.

Ateizm bierze się z niewiedzy - niewiedzy nie dotyczącej Boga czy nawet świata, ale z niewiedzy dotyczącej tego, czym właściwie jest wiedza o świecie, i jako taki jest kompromitującym zabobonem.
02-03-2013 13:34 
 Ocena 10 na 10
Fizyk (17637 punktów)
> Hume był krytykiem historycznych religii (jak napisałem) i wolał stanowisko sceptyczne; twierdził, że rozmaite konkretne postaci wierzeń biorą się z niewiedzy. Chodzi mi jednak cały czas o to, że nie był ateistą (uwaga była skierowana do nich).

Może błędnie pojmujesz ateizm: nie jako brak teizmu (wiary w osobowego boga), ale jako wiarę w nieistnienie takiego boga.

> Nie rozumiem, jak może Pan nie pojmować, że poza światem fizycznym istnieje (a przynajmniej może istnieć) domena przedmiotów pozafizycznych.

Oczywiście, mogą istnieć (i zapewne istnieją) zjawiska i obiekty jeszcze nam nieznane. Ale nie nazwałbym ich "pozafizycznymi". Bo albo mają jakiś wpływ na nasz świat i wtedy są fizyczne, albo tego wpływu zupełnie nie mają i wtedy są dokładnie takie jakby ich nie było.

> Tak więc to, co dzieje się w świecie fizycznym ma ograniczone znaczenie, dokąd nie pokażemy, że nie ma żadnej innej domeny.

A po co to pokazywać? Jeżeli jakaś domena ma być doskonale odizolowana od znanego nam świata, to jest zupełnie nieistotna i wszelkie rozważania na jej temat są czystą fantazją.

> Po prostu nie rozumiem jak można mieć tak ograniczone pole widzenia.

Nie rozumiem jak można tak plątać rzeczywistość z fantazją.

> Dla Was poznanie naukowe oczywiście nie zawiera żadnej zagadki, tylko zagadki rozwiązuje.

Zgadza się. W czym tu zagadka?

(Jeżeli potrafisz ją jasno sprecyzować, to zacznij nowy wątek, bo ten jest już mało czytelny.)
02-03-2013 14:25 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Może błędnie pojmujesz ateizm: nie jako brak teizmu (wiary w osobowego boga), ale jako wiarę w nieistnienie takiego boga.

Nie, rozumiem jako twierdzenie, że Bóg nie istnieje. To jest słownikowe rozumienie słowa "ateizm". Nie uznawanie istnienia Boga (i równoczesne nie uznawanie, że Go nie ma) to agnostycyzm, nie ateizm.

>Oczywiście, mogą istnieć (i zapewne istnieją) zjawiska i obiekty jeszcze nam nieznane.

Na czym więc polega Pana ateizm?

>A po co to pokazywać? Jeżeli jakaś domena ma być doskonale odizolowana od znanego nam świata, to jest zupełnie nieistotna i wszelkie rozważania na jej temat są czystą fantazją.

Figura może być doskonale odizolowana od tła, ale chyba lepiej widzieć i figurę, i tło.

>> Po prostu nie rozumiem jak można mieć tak ograniczone pole widzenia.
>Nie rozumiem jak można tak plątać rzeczywistość z fantazją.

Dla Pana fantazją jest to, co nie ma zauważalnego wpływu na świat fizyczny. W pewnym sensie jest to banał (wszystko co fizycznie oddziaływuje na świat fizyczny,
z definicji należy do świta fizycznego), w innym zabobon.

>> Dla Was poznanie naukowe oczywiście nie zawiera żadnej zagadki, tylko zagadki rozwiązuje.
>Zgadza się. W czym tu zagadka?

Pan żadnej nie dostrzega? Chociażby ta: rzetelność metod naukowych możemy sprawdzić jedynie sięgając do nich, a więc poruszamy się po błędnym kole.
02-03-2013 16:55 
 Ocena 13 na 13
Fizyk (17637 punktów)
> Bóg nie istnieje. To jest słownikowe rozumienie słowa "ateizm".

Chyba według słownika teologicznego. Ale nie mam zamiaru kłócić się o definicje.

> Na czym więc polega Pana ateizm?

Na zbędności wiary, co w szczególności wyklucza wiarę w istnienie Boga, cokolwiek to słowo miałoby znaczyć.

> Figura może być doskonale odizolowana od tła, ale chyba lepiej widzieć i figurę, i tło.

Nie, nie może. Jeżeli widzę i figurę i tło, to oddziaływuję z nimi. A więc pośrednio figura i tło oddziaływują ze sobą i nie są doskonale od siebie odizolowane. Świat nam dostępny jest jednością.

> Dla Pana fantazją jest to, co nie ma zauważalnego wpływu na świat fizyczny. W pewnym sensie jest to [...] zabobon.

Obawiam się, że ten sens jest tylko Pana fantazją.

>>> Dla Was poznanie naukowe oczywiście nie zawiera żadnej zagadki, tylko zagadki rozwiązuje.
>> Zgadza się. W czym tu zagadka?
> Chociażby ta: rzetelność metod naukowych możemy sprawdzić jedynie sięgając do nich, a więc poruszamy się po błędnym kole.

Nie, nie ma tu błędnego koła. Rzetelność metody naukowej jest potwierdzona nie przez nią samą, lecz zastosowaniami praktycznymi. Samochody, tworzywa sztuczne, lekarstwa, komputer przed Tobą - to wszytko są osiągnięcia metody naukowej. A jakie osiągnięcia mają teologiczne fantazje o niefizycznych domenach? Dokładnie żadnych. Modlitwy nie działają, amulety nie leczą, a zaklęcia wypowiadane przez millenia nad opłatkami nie zmieniły żadnego z nich ani o jotę.
02-03-2013 17:33 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>> Chociażby ta: rzetelność metod naukowych możemy sprawdzić jedynie sięgając do nich, a więc poruszamy się po błędnym kole.
>Nie, nie ma tu błędnego koła. Rzetelność metody naukowej jest potwierdzona nie przez nią samą, lecz zastosowaniami praktycznymi.

A skąd Pan się dowiedział o owych "zastosowaniach praktycznych"? Przez oczy, uszy,
a w dalszej kolejności przez inne narzędzia poznawcze, będące przedłużeniem naszych zmysłów. A więc aby wiedzieć, że są jakieś "zastosowania praktyczne" musi Pan wziąć za dobrą monetę rzetelność (wiarygodność) tych narzędzi (a więc w dalszej kolejności komputerów, nośników pamięci, itp.). Otrzymujemy tautologię: jeżeli przyjąć, że nasze narzędzia poznawcze są wiarygodne, to można wykazać, że nasze narzędzia poznawcze są wiarygodne (= mają liczne zastosowania).

To pierwsza z brzegu zagwozdka; filozofia nauki zna bardzo wiele innych. Zastąpił Pan wiarę w Boga zabobonną (bo najwyraźniej samowystarczalną i bezrefleksyjną) wiarą w naukę.
02-03-2013 17:47 
 Ocena 8 na 8
Fizyk (17637 punktów)
>> Rzetelność metody naukowej jest potwierdzona nie przez nią samą, lecz zastosowaniami praktycznymi.

> A skąd Pan się dowiedział o owych "zastosowaniach praktycznych"? Przez oczy, uszy, a w dalszej kolejności przez inne narzędzia poznawcze, będące przedłużeniem naszych zmysłów.

Zgadza się.

> A więc aby wiedzieć, że są jakieś "zastosowania praktyczne" musi Pan wziąć za dobrą monetę rzetelność (wiarygodność) tych narzędzi (a więc w dalszej kolejności komputerów, nośników pamięci, itp.).

Nie zgadza się. Fakt, że komputer, na którym to piszę, działa, potwierdza rzetelność wszystkich narzędzi użytych do jego konstrukcji, włącznie z metodą naukową. I nic tu nie trzeba zakładać.
02-03-2013 18:16 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

O tym, że komputer działa, wie Pan dzięki zmysłom. A jak Pan potwierdzi rzetelność swoich zmysłów?
02-03-2013 18:28 
 Ocena 7 na 7
Fizyk (17637 punktów)
> O tym, że komputer działa, wie Pan dzięki zmysłom. A jak Pan potwierdzi rzetelność swoich zmysłów?

Oj! Czyżbym zagonił Pana w solipsyzm?
02-03-2013 18:55 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

Proszę o odpowiedź.
03-03-2013 08:11 
 Ocena 9 na 9
Fizyk (17637 punktów)
> O tym, że komputer działa, wie Pan dzięki zmysłom. A jak Pan potwierdzi rzetelność swoich zmysłów?

Czyżby Pan podejrzewał, że zmysły Pana zwodzą przy używaniu komputera? Że jak czyta Pan na Racjonaliście naturalistyczne wyjaśnienie transsubstancjacji, to są halucynacje? A jak czyta Pan traktaty teologiczne to wszystko wraca do normy?

Minęły już czasy, gdy o sobie samych wiedzieliśmy tak mało, że nieprzystawanie naiwnych wyobrażeń o świecie do rzeczywistości można było złożyć na karb nierzetelności naszych zmysłów. Dzisiaj złudzenia zmysłowe są dobrze poznane i skatalogowne (są to raczej niedskonałości funkcjonowania naszego mózgu niż samych zmysłów). Przy obsłudze komputera te złudzenia są praktycznie nieistotne. Może czasem jakieś literki się nam w oczach przestawią, czasem słowo się zgubi, ale to właściwie wszystko. Gdyby zmysły nagminnie nas zawodziły, to używanie skomplikowanych urządzeń, takich jak komputer, byłoby niemożliwe.

No chyba, że jest Pan solipsystą i nie widzi Pan różnicy między snem a jawą?
03-03-2013 09:19 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

To wszystko pytania retoryczne zamiast odpowiedzi. Doskonale wie Pan, że nie odpowiada Pan w ten sposób na moje pytanie. Odwołanie do nauki na nic się nie zda, skoro wiarygodność samej nauki zależy w ostateczności od wiarygodności zmysłów (przekonujących nas o jej praktycznych zastosowaniach), jak wynika z poprzednich rozważań. Rozumuje Pan w ten sposób: N = nauka, D = doświadczenie zmysłowe, 1. N jest potwierdzona przez D, 2. D jest potwierdzone przez N.

Ma Pan jak sądzę wyczucie logiki i zauważa Pan, iż jest to błędne koło. W życiu praktycznym odrzuci Pan takie rozumowanie jako absurdalne:

- Dworakowski mówi, że Nowak zasługuje na zaufanie. Dlatego ufam Nowakowi.
- Ale dlaczego ufasz Dworakowskiemu? Może robi cię w bambuko?
- Jak to? Przecież Nowak wyraźnie powiedział, że Dworakowski zasługuje na zaufanie.
- Ano, chyba że tak.

Słysząc taki dialog uzna Pan zapewne, że ma do czynienia z dwoma idiotami.

Proszę więc o rzetelną odpowiedź, pozbawioną w miarę możliwości (niezrozumiałych dla mnie) aluzji do teologii.
03-03-2013 11:25 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>To wszystko pytania retoryczne zamiast odpowiedzi.
Retoryczne często, gdyż jest to także sztuka prowadzenia dyskusji, ale bez stosowania sofistyki (w jej popularnym acz wypaczonym znaczeniu), a najważniejsze sensowne, wynikające z bardzo dużej naukowej wiedzy i umiejętności myślenia. Wszystkie wypowiedzi pana Fizyka - nawet te dotyczące najtrudniejszych zagadnień - napisane są bardzo komunikatywnym językiem, tak iż tylko głąb ich zrozumieć nie potrafi.

>Doskonale wie Pan, że nie odpowiada Pan w ten sposób na moje pytanie.
Myślę, że już każdy czytelnik Pańskich wypowiedzi zauważył, że jedyną akceptowalną przez Pana odpowiedzią jest przyznanie Panu racji. Szanowny Panie Elasp, nawet gdyby bardzo się chciało, to nie da się! Nie tylko ze względu na Pańskie braki w wiedzy, ale Pańskie irracjonalne myślenie obraża wprost inteligencję.

>Odwołanie do nauki na nic się nie zda, skoro wiarygodność samej nauki zależy w ostateczności od wiarygodności zmysłów (przekonujących nas o jej praktycznych zastosowaniach), jak wynika z poprzednich rozważań.
Ludzkie zmysły - uzbrojone w narzędzia - są jedynym środkiem poznania i zrozumienia istniejącej obiektywnie rzeczywistości. Wszystko co ponadto jest tylko wynikiem zdrowej lub chorej wyobraźni. Istnieje nieograniczona ilość bredni, które sobie ludzie wymyślili i w które święcie wierzą, tylko to ma się nijak do przyrodniczej rzeczywistości.

>Rozumuje Pan w ten sposób: N = nauka, D = doświadczenie zmysłowe, 1. N jest potwierdzona przez D, 2. D jest potwierdzone przez N.
Niech Pan się zacznie leczyć, ta maniera wmawiania ludziom tego co oni myślą, to już wygląda na natręctwo. Pan sam sobie nie może dać rady ze spójnością własnych przemyśleń, a usiłuje narzucić tu swoje chore projekcje tego co - Pańskim zdaniem - inni myślą. Większość z nas, a na pewno pan Fizyk - potrafi jasno i precyzyjnie przedstawić wyjaśnić swoje rozumowanie.

>Ma Pan jak sądzę wyczucie logiki i zauważa Pan, iż jest to błędne koło.
Tu - nie potrzeba sądzić - brak logiki w Pańskich wywodach ewidentnie się uwidocznia w Pańskich wywodach. Logika zaczyna się od sensu i tam, gdzie kończy się sens, tam kończy się i logika. Logika jest jednym z narzędzi poznania i zrozumienia rzeczywistości, aby można było korzystać z narzędzia, to ono musi być sprawne.

>W życiu praktycznym odrzuci Pan takie rozumowanie jako absurdalne:

> - Dworakowski mówi, że Nowak zasługuje na zaufanie. Dlatego ufam Nowakowi.
> - Ale dlaczego ufasz Dworakowskiemu? Może robi cię w bambuko?
> - Jak to? Przecież Nowak wyraźnie powiedział, że Dworakowski zasługuje na zaufanie.
> - Ano, chyba że tak.

>Słysząc taki dialog uzna Pan zapewne, że ma do czynienia z dwoma idiotami.
Nie, takie idiotyczne rozumowanie jest reprezentowane przez wszystkich ludzi wiary.

- Księża mówią, że Biblia i Magisterium zasługują na zaufanie. Dlatego ufam Biblii i Magisterium.
- Ale dlaczego ufasz księżom? Może robią cię w bambuko?
- Jak to? Przecież z Biblii i Magisterium wyraźnie wynika
(jest tam napisane) , że księża (kapłani) zasługują na zaufanie.
- Ano, chyba że tak.


>Proszę więc o rzetelną odpowiedź,
Wszyscy tu udzielamy Panu poważnych i rzetelnych odpowiedzi, ale Pan ma umysł tak ograniczony wiarą, że nie jest Pan w stanie nawet najprostszych zrozumieć.

>pozbawioną w miarę możliwości (niezrozumiałych dla mnie) aluzji do teologii.
Tu uwidocznia się właśnie Pańska logika. Trzy czwarte z Pańskich wypowiedzi dotyczy teologii, a uważa Pan teologię za dziedzinę niezrozumiałą dla Pana - to o czym tu Szanowny Pan pisze?

@@@
.
03-03-2013 11:35 
 0 na 4
Elasp (6859 punktów)

>Tu uwidocznia się właśnie Pańska logika. Trzy czwarte z Pańskich wypowiedzi dotyczy teologii, a uważa Pan teologię za dziedzinę niezrozumiałą dla Pana - to o czym tu Szanowny Pan pisze?@@@

Aluzje do teologii są dla mnie niezrozumiałe, nie teologia. Nie rozumiem, dlaczego Pan Fizyk nieustannie nawiązuje do teologii w wypowiedziach skierowanych do mnie. Tego nie rozumiem. Podejmowane tu kwestie są kwestiami filozoficznymi, a nie teologicznymi (a może Hume był teologiem?).

Niechże Pan zacznie czytać ze zrozumieniem i zastanowi się, zanim coś napisze, zamiast się nieustannie błaźnić.
03-03-2013 12:41 
 Ocena 7 na 7
MarcinK (9189 punktów)

>Niechże Pan zacznie czytać ze zrozumieniem i zastanowi się, zanim coś napisze, zamiast się nieustannie błaźnić.

4 miesiące pisania na tym forum i absolutnie żadnej refleksji - nawet ćwierci, nul, kompletne zero. Piszą do Ciebie forumowicze z ogromną wiedzą i dorobkiem naukowym ale Ty, student czegoś tam, wiesz lepiej i Twoja prawda jest jedyna, tylko jedyna i najmojsza.

Żałosne.
03-03-2013 12:44 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

Zmiana poglądów nie jest chyba jeszcze obowiązkiem. Owszem, zarejestrowałem się, aby sprawdzić swoje zapatrywania i jak na razie nie widzę potrzeby ich zmiany. Ale jest to raczej Wasza wina, a nie moja.

Nie tylko treść, ale nawet forma wypowiedzi kierowanych do mnie nie zachęca do zmiany.
03-03-2013 13:01 
 Ocena 5 na 5
MarcinK (9189 punktów)

>Owszem, zarejestrowałem się, aby sprawdzić swoje zapatrywania i jak na razie nie widzę potrzeby ich zmiany. Ale jest to raczej Wasza wina, a nie moja.

Lustro proponuje - to najlepszy polemista.

> Nie tylko treść, ale nawet forma wypowiedzi kierowanych do mnie nie zachęca do zmiany.

Załóżmy hipotetycznie, że się mylisz. Czy potrafisz sobie wyobrazić jeden argument, który skłoniłby Cię do zmiany zdania? Ja, jako ateista, jak empirycznie stwierdzę obecność Najwyższego, dowolnego rodzaju, od razu zmienię swoje zapatrywania. Czy jesteś w stanie uczciwie powiedzieć to o samym sobie?
03-03-2013 13:24 
 Ocena 1 na 3
Elasp (6859 punktów)

Oczywiście. Jeżeli w pojęciu Boga odkryję sprzeczność, albo znajdę przekonujący argument a priori za nieistnieniem Boga (np. zgodnie z którym założenie, że Bóg istnieje prowadzi do sprzeczności). Na razie nikt nie zrobił ani jednego, ani drugiego, a to całkowicie wystarcza do wiary.

Nauka coraz bardziej uszczupla teren bezpośredniej Boskiej ingerencji - pokazując, że dane rzecz ma (albo może mieć) całkowicie naturalne przyczyny. Z tym zgoda - przecież nie zaprzeczam na przykład tezom o ewolucji gatunku ludzkiego. Ale sama zmienność nauk empirycznych i (wpisana w naturę poznania naukowego) korygowalność jej twierdzeń sprawiają, że nigdy nie otrzymamy na tej drodze ostatecznej odpowiedzi negatywnej, inaczej niż przez rozumowanie a priori.

Poza tym człowiek jest tak zbudowany, że musi - czy chce, czy nie chce - uznawać pewien absolut, tak jak nigdy nie zacznie chodzić na rękach, zamiast na nogach. Po prostu tak jesteśmy zbudowani. Wszędzie doszukujemy się hierarchii i stopni, wszędzie, gdzie tylko można, wyobrażamy sobie stopień najwyższy. Walka z pojęciem Boga jest więc walką z naturą człowieka, a więc i z nim samym.
03-03-2013 13:51 
 Ocena 6 na 6
MarcinK (9189 punktów)

> inaczej niż przez rozumowanie a priori.

Dlaczego jedynym bytem, od jakiego nie wymagasz aposterioryczności, miałby być "bóg"? Skąd akurat ten wyjątek?

> Walka z pojęciem Boga jest więc walką z naturą człowieka, a więc i z nim samym.

Już istnienie tego forum przeczy tej tezie - swoje subiektywne odczucia ekstrapolujesz na całą ludzkość. Takie generalizacje praktycznie zawsze są fałszywe.
03-03-2013 17:22 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)
>> inaczej niż przez rozumowanie a priori.
>Dlaczego jedynym bytem, od jakiego nie wymagasz aposterioryczności, miałby być "bóg"? Skąd akurat ten wyjątek?

Z definicji Boga. Bóg jest przedmiotem niefizycznym, niematerialnym, a więc nieempirycznym.

>> Walka z pojęciem Boga jest więc walką z naturą człowieka, a więc i z nim samym.

Jest na ogół nieświadomą, mimowolną walką z naturą człowieka.
03-03-2013 18:35 
 Ocena 3 na 3
MarcinK (9189 punktów)

> Z definicji Boga. Bóg jest przedmiotem niefizycznym, niematerialnym, a więc nieempirycznym.

Zupełnie jak krasnoludek. Jego ta zasada też dotyczy? Jak odróżnić jeden od drugiego?

> Jest na ogół nieświadomą, mimowolną walką z naturą człowieka.

A w szczególe to skąd to wziąłeś? Skąd pomysł, że natura człowieka, cokolwiek to znaczy, wymaga jakiegoś mistycznego i niematerialnego nadzorcy? Coś tam piszesz o ewolucji - jak to się ma do tego?
03-03-2013 18:54 
 Ocena 1 na 3
Elasp (6859 punktów)

>Zupełnie jak krasnoludek. Jego ta zasada też dotyczy? Jak odróżnić jeden od drugiego?

Nie. Krasnoludki miały by być przedmiotami świata zmysłowego, tak jak wróżki, skrzaty, itp.

>> Jest na ogół nieświadomą, mimowolną walką z naturą człowieka.

>A w szczególe to skąd to wziąłeś? Skąd pomysł, że natura człowieka, cokolwiek to znaczy, wymaga jakiegoś mistycznego i niematerialnego nadzorcy? Coś tam piszesz o ewolucji - jak to się ma do tego?

Twierdzenie będzie prawdziwe nawet przy założeniu, że natura ludzka = geny człowieka.
03-03-2013 19:16 
 Ocena 2 na 2
MarcinK (9189 punktów)

> Nie. Krasnoludki miały by być przedmiotami świata zmysłowego, tak jak wróżki, skrzaty, itp.

Jak zatem, wg Ciebie, "zmysłowo" mogę doświadczyć krasnoludka, skrzata czy wróżkę?

> Twierdzenie będzie prawdziwe nawet przy założeniu, że natura ludzka = geny człowieka.

Niech będzie genami - nie o to pytałem. Skąd wiadomo, że te geny potrzebują nadkosmicznego nadzorcy? Zwłaszcza w kontekście ewolucji.
03-03-2013 19:54 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Jak zatem, wg Ciebie, "zmysłowo" mogę doświadczyć krasnoludka, skrzata czy wróżkę?

"Miałyby być", to znaczy gdyby istniały, istniałyby w świecie fizycznym. Tak jak Eldorado czy Atlantyda, których też kiedyś bezskutecznie szukano. To pojęcia empiryczne, tyle że - jak się okazuje - bez desygnatu. Natomiast z Bogiem sprawa ma się inaczej. Bóg z definicji znajduje się poza światem (= poza swoim stworzeniem), toteż szukanie Go w świecie (i wszelki tryumf z powodu nie odnalezienia Go) jest katastrofalnym nieporozumieniem. Jest to jednak broń obosieczna, albowiem godzi w argument kosmologiczny (którego osobiście nie uznaję).

>Niech będzie genami - nie o to pytałem. Skąd wiadomo, że te geny potrzebują nadkosmicznego nadzorcy? Zwłaszcza w kontekście ewolucji.

Nikt nie mówi tu o jakimś kosmicznym nadzorcy - to Pańskie określenie, którego ja nie użyłem. Na pewno jednak istnienie genów i ewolucji nie wyklucza istnienia Boga. Bóg (jeżeli istnieje) jest twórcą praw, jakimi rządzi się świat (a może Pan wie, skąd wzięły się prawa?). Jest nie tyle nadzorcą (?), co prawodawcą. Nawet jeżeli prawa ewoluują (kto wie?), muszą istnieć jakieś prawa ich ewolucji.
03-03-2013 20:11 
 Ocena 3 na 3
MarcinK (9189 punktów)

> "Miałyby być", to znaczy gdyby istniały, istniałyby w świecie fizycznym.

A to niby dlaczego? Dla mnie, tak jak inne wymysły "bogiem" zwane, mogłyby spokojnie "zamieszkiwać" w świecie niematerialnym. W jaki sposób wyeksmitujesz krasnoludki z siedziby "boga"?

> Tak jak Eldorado czy Atlantyda, których też kiedyś bezskutecznie szukano. To pojęcia empiryczne, tyle że - jak się okazuje - bez desygnatu.

Jak nie mają desygnatu to nie są empiryczne.

> Natomiast z Bogiem sprawa ma się inaczej. Bóg z definicji znajduje się poza światem (= poza swoim stworzeniem), toteż szukanie Go w świecie (i wszelki tryumf z powodu nie odnalezienia Go) jest katastrofalnym nieporozumieniem.

Dalej krasnoludki widzę.

> Jest to jednak broń obosieczna, albowiem godzi w argument kosmologiczny (którego osobiście nie uznaję).

Łaskawie z Twojej strony ale akurat ten argument rozkłada regressus ad infinitum.

>Bóg (jeżeli istnieje) jest twórcą praw, jakimi rządzi się świat (a może Pan wie, skąd wzięły się prawa?).

Nie empiryczny bóg jest twórcą praw? Skąd to wiadomo?

> Jest nie tyle nadzorcą (?), co prawodawcą. Nawet jeżeli prawa ewoluują (kto wie?), muszą istnieć jakieś prawa ich ewolucji.

Skąd to wiadomo?
03-03-2013 18:24 
 Ocena 4 na 4
Absurdalna Abstrakcja (325 punktów)
> Oczywiście. Jeżeli w pojęciu Boga odkryję sprzeczność, albo znajdę przekonujący argument a priori za nieistnieniem Boga (np. zgodnie z którym założenie, że Bóg istnieje prowadzi do sprzeczności). Na razie nikt nie zrobił ani jednego, ani drugiego, a to całkowicie wystarcza do wiary.
>Nauka coraz bardziej uszczupla teren bezpośredniej Boskiej ingerencji - pokazując, że dane rzecz ma (albo może mieć) całkowicie naturalne przyczyny. Z tym zgoda - przecież nie zaprzeczam na przykład tezom o ewolucji gatunku ludzkiego. Ale sama zmienność nauk empirycznych i (wpisana w naturę poznania naukowego) korygowalność jej twierdzeń sprawiają, że nigdy nie otrzymamy na tej drodze ostatecznej odpowiedzi negatywnej, inaczej niż przez rozumowanie a priori.
> Poza tym człowiek jest tak zbudowany, że musi - czy chce, czy nie chce - uznawać pewien absolut, tak jak nigdy nie zacznie chodzić na rękach, zamiast na nogach. Po prostu tak jesteśmy zbudowani. Wszędzie doszukujemy się hierarchii i stopni, wszędzie, gdzie tylko można, wyobrażamy sobie stopień najwyższy. Walka z pojęciem Boga jest więc walką z naturą człowieka, a więc i z nim samym.

Yyy ja na ten przykład nie odczuwam potrzeby wyobrażania sobie Jednostki Nadrzędnej i wiary w nią. Chociaż tu można by się zatrzymać i zapytać: skoro człowiek respektuje prawa przyrody, to czy już nadał jej tytuł Siły Wyższej, ze wszystkimi deterministycznymi konsekwencjami, czy jego wiara w jej potęgę zapewni jej monopol na bycie bóstwem, czy to inna forma 'pokładania ufności w...'...

No i takie jeszcze pytanie odnośnie tego Boga-jak ma się jego miłosierdzie do licznej i codziennej krzywdy ludzkiej?


C z ł o w i e k - to nie brzmi dumnie. Już nie.
03-03-2013 19:10 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Yyy ja na ten przykład nie odczuwam potrzeby wyobrażania sobie Jednostki Nadrzędnej i wiary w nią.

To oznacza, iż jest to potrzeba wyparta do nieświadomości albo solidnie zakamuflowana.

>Chociaż tu można by się zatrzymać i zapytać: skoro człowiek respektuje prawa przyrody, to czy już nadał jej tytuł Siły Wyższej, ze wszystkimi deterministycznymi konsekwencjami, czy jego wiara w jej potęgę zapewni jej monopol na bycie bóstwem, czy to inna forma 'pokładania ufności w...'...

Obawiam się, że rozwój nauki sprawia, że jesteśmy coraz bardziej pewni siebie (człowiek rości sobie prawo do posiadania boskich prerogatyw). Z drugiej strony odradza się neopogański kult Matki Ziemi. Odradza się jako ekologizm, fundowany na kłamstwie (o ociepleniu klimatu). Antropocentryzm i ekologizm to nowoczesne religie, wyznawane nierzadko przez ludzi, którzy mienią się ateistami.

>No i takie jeszcze pytanie odnośnie tego Boga-jak ma się jego miłosierdzie do licznej i codziennej krzywdy ludzkiej?

Uważam, że należy patrzeć na sprawy sub specie aeternitatis.
03-03-2013 21:00 
 Ocena 4 na 4
Absurdalna Abstrakcja (325 punktów)
> To oznacza, iż jest to potrzeba wyparta do nieświadomości albo solidnie zakamuflowana.

To już podpada pod imputowanie mentalności religijnej z premedytacją. Z czego Pan wnioskuje, że wyparta lub zakamuflowana?

>Obawiam się, że rozwój nauki sprawia, że jesteśmy coraz bardziej pewni siebie (człowiek rości sobie prawo do posiadania boskich prerogatyw).

Tu się zgadzam jako pesymistka. Nauka stała się dla nas "religią" w tym znaczeniu, że dzięki niej widocznie zmienia się kondycja człowieka, psychiczna i fizyczna. Jednak znowuż - nauka jest namacalna, potwierdzalna, sprawdzalna, definiowalna, poznawalna itp. itd.

>Z drugiej strony odradza się neopogański kult Matki Ziemi. Odradza się jako ekologizm, fundowany na kłamstwie (o ociepleniu klimatu). Antropocentryzm i ekologizm to nowoczesne religie, wyznawane nierzadko przez ludzi, którzy mienią się ateistami.

A niech Pan przypomni mi, skąd wywodzi się symbolika choinki?
Poza tym ekologizm jest dla Pana tożsamy z ateizmem?
Antropocentryzm zakłada chyba, że człowiek jest centrum, najważniejszym punktem odniesienia względem Wszechświata, prawda? A ekologizm to ukłon w stronę natury, który ekspansjonistyczne zapędy człowieka ma przyhamować. Tak?

>Uważam, że należy patrzeć na sprawy sub specie aeternitatis.

Musiałam tu zasięgnąć języka. I tak nadal nie rozumiem, jak w ujęciu człowiek vs wieczność można tłumaczyć okrucieństwo człowieka względem człowieka.
Poza tym tutaj przeczytałam, że wobec wieczności nasze działania mogą zdawać się w ogóle bezsensowne. Czy dlatego uważa Pan, że gdy człowiek "nie stara się", czyli czyni innym, co jemu niemiłe, to wyznaje zasadę sub specie aeternitatis?

Tak trochę Bogu ma słaby dar przekonywania o rajskim życiu po życiu, skoro tyle zła na świecie.



C z ł o w i e k - to nie brzmi dumnie. Już nie.
03-03-2013 21:55 
 Ocena 2 na 4
Elasp (6859 punktów)

>To już podpada pod imputowanie mentalności religijnej z premedytacją. Z czego Pan wnioskuje, że wyparta lub zakamuflowana?

Nie nazwałbym tego imputacją, raczej hipotezą. Po prostu trudno mi sobie wyobrazić człowieka do cna niereligijnego, przechodzi to moje pojęcie.

>>Obawiam się, że rozwój nauki sprawia, że jesteśmy coraz bardziej pewni siebie (człowiek rości sobie prawo do posiadania boskich prerogatyw).
>Tu się zgadzam jako pesymistka. Nauka stała się dla nas "religią" w tym znaczeniu, że dzięki niej widocznie zmienia się kondycja człowieka, psychiczna i fizyczna. Jednak znowuż - nauka jest namacalna, potwierdzalna, sprawdzalna, definiowalna, poznawalna itp. itd.

Ale przesadne hołdowanie jej, a zwłaszcza oczekiwanie od niej pouczeń moralnych jest zabobonem. Z nauki nigdy nie wyniknie etyka.

>A niech Pan przypomni mi, skąd wywodzi się symbolika choinki?

To pamiątka po tym, że kiedyś byliśmy barbarzyńcami (aż strach pomyśleć, co by się stało, gdyby w Europie nie zapanowało chrześcijaństwo!). Symbol jest tylko symbolem, ale jeżeli w imię ekologii nie można wybudować drogi, bo stresowałoby to pewien gatunek chrabąszczy, to chyba dzieje się coś niedobrego, nie sądzi Pani?

>Poza tym ekologizm jest dla Pana tożsamy z ateizmem?

Powiedziałem: "z drugiej strony...". Ekologizm jest religią, której nieświadomymi wyznawcami są nierzadko ludzie uważający się za ateistów. Mówię o tym, aby pokazać, że można sądzić, że się nie uznaje absolutu, a jednak go (w jakiejś postaci) uznawać.
Wspominam o tym a propos pierwszej uwagi (o wypieraniu lub zakamuflowaniu), a ściślej tytułem jej uzasadnienia.

>>Uważam, że należy patrzeć na sprawy sub specie aeternitatis.
>Musiałam tu zasięgnąć języka. I tak nadal nie rozumiem, jak w ujęciu człowiek vs wieczność można tłumaczyć okrucieństwo człowieka względem człowieka.

Wydaje mi się, że laicki racjonalista nie jest tu w lepszym położeniu niż fideista. Jeżeli są w nas tak wielkie pokłady okrucieństwa, czy mamy prawo uważać się za istoty rozumne? Okrucieństwo dowodzi tyleż nieistnienia Boga, co nieistnienia człowieka-istoty rozumniej. Niestety, Bóg i człowiek-istota rozumna jadą na tym samym wózku. Ateizm bierze się z nieporozumienia: wydaje wyznawcom tego zabobonu,
że słowa "istota rozumna" mają charakter wyłącznie opisowy. Jest to jednak błąd: na miano istoty rozumniej trzeba sobie zasłużyć i można nie spełniać (dość przecież wysokich) wymagań nakładanych przez przymiotnik "rozumna". Nie uważa Pani?

>Poza tym tutaj przeczytałam, że wobec wieczności nasze działania mogą zdawać się w ogóle bezsensowne.

Na pewno są zupełnie bezsensowne przyjąwszy czysto materialistyczny obraz świata, to rzecz pewna. Istnieją miliardy galaktyk, w nich miliardy gwiazd takich jak Słońce, wokół nich znowuż nieprzebrana mnogość planet. Świat istnieje od kilkunastu miliardów lat. Jakie ma znaczenie, że jakaś drobina materii w jednej z miliardów galaktyk dokona dekompozycji innej drobiny materii? Może mi Pani powiedzieć jako ateistka?

>Tak trochę Bogu ma słaby dar przekonywania o rajskim życiu po życiu, skoro tyle zła na świecie.

No to proszę popatrzeć na cały ten Wszechświat. "Wiekuista cisza tych nieskończonych przestrzeni przeraża mnie" (B. Pascal).
04-03-2013 10:05 
 Ocena 4 na 4
setarkos (10757 punktów)
>trudno mi sobie wyobrazić człowieka do cna niereligijnego, przechodzi to moje pojęcie.
Chyba zbyt skromnie, przy Pańskiej Wyobraźni, widzi Pan własne możliwości pojmowania..
> oczekiwanie od niej [nauki] pouczeń moralnych jest zabobonem.
Zgoda. Jeszcze większym błędem byłoby oczekiwanie pouczeń moralnych od pseudonauk.
> Z nauki nigdy nie wyniknie etyka.
Może w sposób 'negatywny', przez odrzucanie błędów poznawczych...
> "Wiekuista cisza tych nieskończonych przestrzeni przeraża mnie" (B. Pascal).
Po to hałaśliwy "Bóg", by mniej się bać?

[Proszę darować wtrącenie do dyskusji, ale (jak na nieateistę)) pisze Pan w sposób zajmujący uwagę.]
04-03-2013 20:03 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Po prostu trudno mi sobie wyobrazić człowieka do cna niereligijnego, przechodzi to moje pojęcie.
Tak, w Pańskim przypadku łatwiej sobie wyobrazić Pana Boga i krasnoludki, jak racjonalistę wszelkie bajdy odrzucającego.

>Z nauki nigdy nie wyniknie etyka.
To tylko katolicka socjotechnika.
Warto pamiętając o zastrzeżeniach Marcina Ryszkiewicza:
Dziś ewolucjonizm okrzepł, dopracował się precyzyjnych narzędzi badawczych i języka, który dokładnie rozróżnia to, co w pionierskich czasach Darwina skrywały mgliste parabole. Takie pojęcia jak egoizm i altruizm, interes gatunku a interes osobniczy, dobór naturalny a dobór grupowy i wiele innych, które na pozór wydają się proste, mają w ewolucjonizmie specyficzne znaczenia. Ich zrozumienie nie jest proste, a ich używanie w potocznym języku dla bronienia swoich racji lub zwalczania racji obcych wiąże się z ryzykiem nadinterpretacji lub wręcz fałszowania rzeczywistości.
A także o Stanowisku Komitetu Biologii Ewolucyjnej i Teoretycznej Polskiej Akademii Nauk
Przynajmniej od czasów Traktatu o Naturze Ludzkiej Davida Hume'a rozumiemy, że nie należy twierdzić o tym jak powinno być, na podstawie tego jak jest. Biologowie ewolucyjni bardziej może niż inni uczeni są świadomi tego, że normy etyczne nie mogą być wyprowadzane na podstawie tego, co naturalne lub powszechne w przyrodzie. Ewolucja nie tworzy żadnych norm, to społeczeństwa je tworzą. Próby posługiwania się przy tym źle rozumianą teorią ewolucji bardzo źle się kojarzą, służyły bowiem w przeszłości do uzasadniania rasizmu i krzewienia nietolerancji.

www.racjonalista.pl/kk.php/s,3721
www.academ(*)ight_of_Evolutionary_Sciences_
www.racjonalista.pl/ks.php/k,2206
www.racjonalista.pl/kk.php/s,861
Jednak trochę poczytać i pomyśleć.

> Wydaje mi się, że laicki racjonalista nie jest tu w lepszym położeniu niż fideista.
Na moim podwórku mawiano możesz nazywać mnie jak chcesz, byle nie czarna dupa.
Nie istnieje takie zwierzę jak "laicki racjonalista", jak i takie jak "fideistyczny racjonalista".

>Niestety, Bóg i człowiek-istota rozumna jadą na tym samym wózku.
Ludzka wyobraźnia jest nieograniczana. Czy ten "wózek" u Pana to lamborghini? Czy popychają go trolle? Bóg to "czysta istota rozumna", gdyż przez ludzki rozum wymyślona i żyjąca tylko w ludzkich umysłach.

>Ateizm bierze się z nieporozumienia: wydaje wyznawcom tego zabobonu, że słowa "istota rozumna" mają charakter wyłącznie opisowy.
Tylko kupa śmiechu z Pana - katolickiego .... (intelektualisty). Ateistów dużo jest, a jeszcze więcej było i każdy trochę co innego sądzi.
Sam nie jestem ateistą i może dlatego nie wiem, co to znaczy istota Znam tylko jedno rozumne zwierzę. Choć to bardzo Fenomenalne zwierzę
Polecam też wspaniałą książkę temu zwierzęciu poświęconą: www.cis.pl(*)andry_ewolucji___o_ksi__ce.pdf

@@@
.
07-03-2013 17:07 
 Ocena 3 na 3
Absurdalna Abstrakcja (325 punktów)
>Nie nazwałbym tego imputacją, raczej hipotezą. Po prostu trudno mi sobie wyobrazić człowieka do cna niereligijnego, przechodzi to moje pojęcie.

Że niby trudno nie wierzyć w nic? Ano trudno, gdy zaczynasz polegać na rozumie.

> Ale przesadne hołdowanie jej, a zwłaszcza oczekiwanie od niej pouczeń moralnych jest zabobonem. Z nauki nigdy nie wyniknie etyka.

Nie tyle oczekiwanie, ile współuczestnictwo jej w wyznaczaniu prawidłowych zachowań, odróżnianiu tych pożądanych od nieakceptowalnych - z punktu widzenia społeczeństwa.
Socjologia czy psychologia to gałęzie nauki, które - w moim odczuciu - z powodzeniem kreślą ramy etyki.

Właśnie natrafiłam na takie rozważania.

> To pamiątka po tym, że kiedyś byliśmy barbarzyńcami (aż strach pomyśleć, co by się stało, gdyby w Europie nie zapanowało chrześcijaństwo!). Symbol jest tylko symbolem, ale jeżeli w imię ekologii nie można wybudować drogi, bo stresowałoby to pewien gatunek chrabąszczy, to chyba dzieje się coś niedobrego, nie sądzi Pani?

Kwestia oszacowania przydatności chrabąszczy i drogi w danym miejscu.

> Powiedziałem: "z drugiej strony...". Ekologizm jest religią, której nieświadomymi wyznawcami są nierzadko ludzie uważający się za ateistów.

Nieświadomi wyznawcy...W epokach poprzedzających czasy współczesne nie dostrzegano potrzeb otoczenia- wszystkiego, co niezwiązane bezpośrednio z człowiekiem i jego aktywnością. Może właśnie przyszedł czas na świadome gospodarowanie przestrzenią, z uwzględnieniem troski o nią?

>Mówię o tym, aby pokazać, że można sądzić, że się nie uznaje absolutu, a jednak go (w jakiejś postaci) uznawać.
>Wspominam o tym a propos pierwszej uwagi (o wypieraniu lub zakamuflowaniu), a ściślej tytułem jej uzasadnienia.

To, że ktoś wolny jest od wiary w istnienie Absolutu, nie oznacza, że wpierw musiał przejść proces uświadomienia sobie Jego istnienia, zwątpienia, a następnie zanegowania.
Można żyć po prostu, nie zaprzątając sobie głowy postawą opozycyjną wobec (czegoś/kogoś).

> Wydaje mi się, że laicki racjonalista nie jest tu w lepszym położeniu niż fideista. Jeżeli są w nas tak wielkie pokłady okrucieństwa, czy mamy prawo uważać się za istoty rozumne? Okrucieństwo dowodzi tyleż nieistnienia Boga, co nieistnienia człowieka-istoty rozumniej. Niestety, Bóg i człowiek-istota rozumna jadą na tym samym wózku. Ateizm bierze się z nieporozumienia: wydaje wyznawcom tego zabobonu,
>że słowa "istota rozumna" mają charakter wyłącznie opisowy. Jest to jednak błąd: na miano istoty rozumniej trzeba sobie zasłużyć i można nie spełniać (dość przecież wysokich) wymagań nakładanych przez przymiotnik "rozumna". Nie uważa Pani?

Nadal uważam, że laicki racjonalizm to oksymoron.
Okrucieństwo to skłonność. Można ją mieć silniejszą lub słabszą. Może też obudzić się w dotąd opanowanym, eterycznym człowieku.
Nie wiązałabym jej z rozumem.
Domniemana wszechwładność Boga przy jednoczesnej obecności okrucieństwa w życiu, w założeniu, że Bóg istnieje, wskazywałaby na niski stopień atrakcyjności zapewnień o życiu wiecznym.

>Na pewno są zupełnie bezsensowne przyjąwszy czysto materialistyczny obraz świata, to rzecz pewna. Istnieją miliardy galaktyk, w nich miliardy gwiazd takich jak Słońce, wokół nich znowuż nieprzebrana mnogość planet. Świat istnieje od kilkunastu miliardów lat. Jakie ma znaczenie, że jakaś drobina materii w jednej z miliardów galaktyk dokona dekompozycji innej drobiny materii? Może mi Pani powiedzieć jako ateistka?

Paradoksalnie: rozum mi podpowiada, że jest się z czego cieszyć.


C z ł o w i e k - to nie brzmi dumnie. Już nie.
Elasp (6859 punktów)

>Że niby trudno nie wierzyć w nic? Ano trudno, gdy zaczynasz polegać na rozumie.

Co to znaczy "polegać na rozumie?". Załóżmy, że tonie nieznany mi człowiek. Potrafię pływać, ale nurt jest wartki. Co w tej sytuacji doradza rozum - ratować czy nie? Decyzja rozumu powinna być prosta (coś w rodzaju wyniku działania 2+2=4). Co w więc w tej sytuacji mówi rozum, Pani zdaniem?

>Socjologia czy psychologia to gałęzie nauki, które - w moim odczuciu - z powodzeniem kreślą ramy etyki.

Proszę zatem o odniesienie tej uwagi do podanego przeze mnie przykładu.

>Właśnie natrafiłam na takie rozważania.

Dziękuję, na pewno przeczytam. Prof. Promieńska jest wybitnym etykiem.

> Może właśnie przyszedł czas na świadome gospodarowanie przestrzenią, z uwzględnieniem troski o nią?

Troski w imię czego?

>To, że ktoś wolny jest od wiary w istnienie Absolutu, nie oznacza, że wpierw musiał przejść proces uświadomienia sobie Jego istnienia, zwątpienia, a następnie zanegowania. Można żyć po prostu, nie zaprzątając sobie głowy postawą opozycyjną wobec (czegoś/kogoś).

To agnostycyzm. Przez "ateizm" rozumiem zaprzeczanie istnieniu Boga. Moje uwagi krytyczne w tym wątku dotyczą tak rozumianego ateizmu.

> Nadal uważam, że laicki racjonalizm to oksymoron. Okrucieństwo to skłonność. Można ją mieć silniejszą lub słabszą. Może też obudzić się w dotąd opanowanym, eterycznym człowieku.
Nie wiązałabym jej z rozumem.

Czy istota skłonna do okrucieństwa w stopniu, w jakim skłonny jest człowiek, zasługuje na miano rozumnej?

>Domniemana wszechwładność Boga przy jednoczesnej obecności okrucieństwa w życiu, w założeniu, że Bóg istnieje, wskazywałaby na niski stopień atrakcyjności zapewnień o życiu wiecznym.

Lenistwo umysłowe i konformizm to bodaj niezbywalne cechy gatunku ludzkiego. Człowiek mający do wyboru piątkową golonkę i życie wieczne wybierze golonkę.

>Paradoksalnie: rozum mi podpowiada, że jest się z czego cieszyć.

Czyżby? Staramy się przetrwać, aby pozostawić potomstwo, potomstwo stara się przetrwać, aby spłodzić potomstwo, potomstwo potomstwa stara się przetrwać, aby spłodzić potomstwo... Przecież to iteracja zupełnie bez sensu, jak można się nią cieszyć?
03-03-2013 15:15 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Niechże Pan zacznie czytać ze zrozumieniem i zastanowi się, zanim coś napisze, zamiast się nieustannie błaźnić.
Nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami.
Błaźnię się tu - Szanowny Panie - już od wielu lat.
Sądzi Pan, że mam szansę dorównać Panu?

>Aluzje do teologii są dla mnie niezrozumiałe, nie teologia.
A gdzie wykazał Pan się znawstwem teologii, czytam prawie wszystkie Pańskie wypociny i jakoś tego nie zauważyłem. To, że Pan wypowiada się na tematy teologiczne jeszcze wcale nie świadczy o jej znajomości. Wypowiada się Pan tu na wiele tematów, o których nie ma zielonego pojęcia.

>Nie rozumiem, dlaczego Pan Fizyk nieustannie nawiązuje do teologii w wypowiedziach skierowanych do mnie. Tego nie rozumiem.
Język teologiczny - już z konieczności - charakteryzuje mętniactwo, zadufanie w depozyt wydumanej prawdy, pseudonaukowa pusta treściowo terminologia. Taki też jest Pański język i dlatego to nawiązywanie jest całkowicie uprawnione.

>Podejmowane tu kwestie są kwestiami filozoficznymi, a nie teologicznymi (a może Hume był teologiem?).
Nie Hume, nie był teologiem, ale teologia, to dyscyplina wiedzy posługująca się metodami filozoficznymi w wyjaśnianiu świata w jego relacji do Boga i dlatego duża część jego myśli spokojnie do teologii może być zaliczoną.
Tylko chore umysły mogą dostrzegać jakieś zasadnicze różnice w niuansach: teologia, filozofia religii, filozofia chrześcijańska, filozofia katolicka, teologia filozoficzna. Tak, za każdym razem jest to trochę inne podejście do tego samego tematu - stosunku człowieka do jego fantazji.

@@@
.
06-03-2013 10:35 
 Ocena 8 na 8
Fizyk (17637 punktów)
> Nie rozumiem, dlaczego Pan Fizyk nieustannie nawiązuje do teologii w wypowiedziach skierowanych do mnie.

No bo wymyślił Pan sobie tego swojego Boga, a teraz tylko kombinuje, gdzie by go tu upchać. Czyż to nie teologia?
Elasp (6859 punktów)

Nie, nie jest to teologia.
03-03-2013 10:42 
 Ocena 9 na 9
Fizyk (17637 punktów)
> To wszystko pytania retoryczne zamiast odpowiedzi. Doskonale wie Pan, że nie odpowiada Pan w ten sposób na moje pytanie.

Odpowiedziałem Panu bardzo konkretnie. Cytat:
Przy obsłudze komputera te złudzenia są praktycznie nieistotne. Może czasem jakieś literki się nam w oczach przestawią, czasem słowo się zgubi, ale to właściwie wszystko. Gdyby zmysły nagminnie nas zawodziły, to używanie skomplikowanych urządzeń, takich jak komputer, byłoby niemożliwe.

A Pan ucieka od konkretów i opowiada jakieś historyjki o robieniu w bambuko. Czy na serio uważa Pan, że percepcja komputera przed którym Pan teraz siedzi robi Pana w bambuko? Że dotyk klawiatury to tylko złudzenie? Że słowa na ekranie to tylko sen?

Proszę konkretnie, na tym przykładzie, podać gdzie tu jest miejsce na nierzetelność zmysłów, bez uciekania w nieadekwatne ogólniki.
03-03-2013 11:28 
 Ocena-2 na 6
Elasp (6859 punktów)
>Czy na serio uważa Pan, że percepcja komputera przed którym Pan teraz siedzi robi Pana w bambuko? Że dotyk klawiatury to tylko złudzenie? Że słowa na ekranie to tylko sen?

Przypuśćmy, że tak uważam. Chyba ma Pan jakiś argument, który wyprowadzi mnie z błędu - ?
03-03-2013 13:37 
 Ocena 4 na 4
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
> Że słowa na ekranie to tylko sen?
> Przypuśćmy, że tak uważam. Chyba ma Pan jakiś argument, który wyprowadzi mnie z błędu - ?
Ja mam, odchyl się mocno do tylu i przyp... z całej siły głową w monitor, jeżeli do tej pory spałeś to to doświadczenie z całą pewnością dostarczy Ci nowych danych do rozmyślań, czy słowa na ekranie to sen.
03-03-2013 14:01 
 Ocena 4 na 4
Elasp (6859 punktów)

Niech Pan powie, że ból jest sprawdzianem realności ludziom, którzy cierpią na bóle fantomowe. Ucieszą się z posiadania dawno straconej ręki czy nogi.
03-03-2013 15:27 
 Ocena 11 na 13
Fizyk (17637 punktów)
>> Czy na serio uważa Pan, że percepcja komputera przed którym Pan teraz siedzi robi Pana w bambuko? Że dotyk klawiatury to tylko złudzenie? Że słowa na ekranie to tylko sen?

> Przypuśćmy, że tak uważam.

No to przyznał się Pan do wiary w solipsyzm.
Cytat:
SOLIPSYZM. Skrajna i skrajnie zabobonna postać idealizmu teoriopoznawczego (podmiotowego). Zgodnie z nim istnieje tylko filozof przyznający się do solipsyzmu - wszyscy inni ludzie i rzeczy w świecie są tylko "ideami", wyobrażeniami w jego umyśle. Solipsyzm jest jeszcze bardziej przeciwny zdrowemu rozsądkowi niż pospolity idealizm podmiotowy - jak gdyby łatwiej było przeczyć istnieniu rzeczy aniżeli istnieniu innych ludzi. Bertrand Russell, który był filozofem zdrowego rozsądku, opowiada, że dostał kiedyś od wybitnej logiczki McCallum list, w którym pisała mu: "Jestem solipsystką i jestem pewna, że wielu ludzi podziela moje poglądy". "To powiedzenie, wychodzące spod pióra wybitnej logiczki, nieco mnie zdziwiło" - pisze Russell. Bo solipsyzm wygląda w rzeczy samej na sprzeczność: jeśli solipsysta nie wierzy w istnienie innych ludzi, to po co swój solipsyzm głosi?
Józef Bocheński - Sto zabobonów

> Chyba ma Pan jakiś argument, który wyprowadzi mnie z błędu?

Wyprowadzić? Pana? To raczej niemożliwe.
03-03-2013 16:25 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

Powiedziałem "przypuśćmy", ażeby skłonić Pana do odpowiedzi, której nadal nie otrzymałem. ("Przypuśćmy" w tym znaczeniu tego słowa, w jakim mówi się: "przypuśćmy, że x jest liczbą parzystą. Wtedy..., itd."").

Nie ma to (a przynajmniej nie musi mieć) nic wspólnego z moją wiarą lub niewiarą.

Naprawdę, ręce opadają.

Tenże sam Bocheński:

RACJONALIZM. Wypada rozróżnić co najmniej dwa znaczenia nazwy racjonalizm, szerokie i węższe, oświeceniowe. Racjonalizm w szerokim słowa znaczeniu nie jest zabobonem; jest nim nawet jego przeciwieństwo, irracjonalizm*. Tak rozumiany racjonalizm to po prostu postulat, żądanie, aby człowiek postępował zawsze rozsądnie, zarówno w wyborze zdań, które uznaje za prawdziwe, jak i w decyzjach dotyczących jego działalności. A "rozsądnie" znaczy tu tyle co "spójnie", "w sposób niesprzeczny" i zarazem w "sposób zgodny z przyjętymi w danej dziedzinie dyrektywami". Mówimy więc, że człowiek, który chce się udać z Krakowa do Zurychu, postąpi racjonalnie, jeśli wybierze drogę na Wiedeń, a postąpiłby nieracjonalnie, nierozsądnie, gdyby jechał do Gdańska, bo ten ostatni wybór stoi w sprzeczności z jego celem.

Natomiast w węższym, oświeceniowym słowa znaczeniu, racjonalizm jest zabobonem. Polega bowiem na twierdzeniu, że rozum*, tj. doświadczenie i wnioskowanie wystarczają, aby znaleźć odpowiedź na wszystkie pytania, jakie człowiek może sobie postawić. W tym znaczeniu racjonalizm odrzuca zarówno autorytet*, jak i wiarę*. Że taki racjonalizm jest zabobonem, wynika z faktu, że tzw. rozum nie może sam dać odpowiedzi na pytania dotyczące moralności, na zagadnienia egzystencjalne, i że światopogląd racjonalny w tym znaczeniu słowa nie jest możliwy.

Racjonalizm w tym węższym znaczeniu jest składnikiem trzech innych zabobonów. Połączony z wiarą w postęp*, stanowi treść filozofii oświecenia*, gdy zacieśnia znaczenie nazwy "rozum" do metody nauk przyrodniczych, stanowi pozytywizm*, a ten połączony z wiarą w pewność* wyników naukowych, staje się scjentyzmem*.

Racjonalizm stracił obecnie wiele na znaczeniu, do tego stopnia, że przeciwny mu zabobon irracjonalizmu jest, zdaje się, znacznie bardziej wpływowy.


Przeczytałem "100 zabobonów" w roku wydania (w r. 1992) i sam chętnie posługuję się terminem "zabobon" właśnie pod wpływem Bocheńskiego.
04-03-2013 02:07 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
>>Czy na serio uważa Pan, że percepcja komputera przed którym Pan teraz siedzi robi Pana w bambuko? Że dotyk klawiatury to tylko złudzenie? Że słowa na ekranie to tylko sen?
> Przypuśćmy, że tak uważam. Chyba ma Pan jakiś argument, który wyprowadzi mnie z błędu - ?
Proszę bardzo (uwaga: musiałem przeczytać uważnie kilka razy i dobrze przemyśleć, ale Panu pewnie pójdzie sprawniej):
www.racjonalista.pl/forum.php/s,477419#w484634

Przy okazji: Skoro Pan w to nawet wątpi, to dlaczego nie wątpi Pan w istnienie Boga?

Albo jest Pan monistą i wówczas ma Pan szerokopojętą materię (o której do końca nie wiemy, skąd się wzięła - i czy w ogóle takie pytanie jest sensowne mając na uwadze charakterystykę wielkiego wybuchu i czasoprzestrzeni)

albo ... jest Pan solipsystą i wówczas ma Pan tylko własny umysł, któremu wyświetlają się różne wyobrażenia (w tym również te o materii, wielkim wybuchu i czasoprzestrzeni).

Gdzie w każdym z tych dwóch przypadków jest miejsce na Boga?

Jako sprawca materii w pierwszym lub sprawca umysłu w drugim przypadku?
Panie Elasp, przecież to czysta spekulacja. Skąd Pan wie, skąd się wziął Pański umysł?

Panie Elasp: DOŚWIADCZENIE to jedyne co mamy. Natomiast wnioskowanie z tego faktu, że je w ogóle mamy na coś, czego nie można w żaden sposób zweryfikować to już jest tylko IDEA w Pańskim umyśle.

To mniej więcej tak samo, jak Pan zawsze wnioskuje z wypowiedzi innych forumowiczów, co oni tak na prawdę mówią. A potem się okazuje, że oni się w ogóle nie przyznają do tego, co Pan z ich wypowiedzi wywnioskował.

A co będzie, jeśli Bogu nie spodoba się, co Pan o nim wnioskuje?
04-03-2013 09:32 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>> Przypuśćmy, że tak uważam. Chyba ma Pan jakiś argument, który wyprowadzi mnie z błędu - ?
>Proszę bardzo (uwaga: musiałem przeczytać uważnie kilka razy i dobrze przemyśleć, ale Panu pewnie pójdzie sprawniej):
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,477419#w484634

Niestety, ten argument Ojca Ateusza jest paralogizmem. Wypaczony jest już sam początek:

"Świat, którego "doświadcza" solipsysta, jest iluzją, tak? No więc iluzje, podobnie jak sny czy gry komputerowe, w których świecie możesz się zanurzyć, muszą mieć jakieś źródło/generator. Może to być umysł śniącego, może być komputer, może być jakiś "demon" manipulujący twoim umysłem."

Nie ma w tym żadnej konieczności. Niby dlaczego musi mieć generator?

"Jeżeli solipsysta upiera się, że jego "iluzja" nie posiada źródła, wówczas jest ona tożsama ze "zwykłą" (niesolipsystyczną) rzeczywistością - i nie mamy o czym dalej mówić."

A to niby dlaczego iluzje nie posiadające źródła muszą być tożsame z ze "zwykłą niesolipsystyczną rzeczywistością?" Mogę z łatwością wyobrazić sobie, że iluzje są przedmiotami samoistnymi, czymś w rodzaju atomowych składników tego solipsystycznego świata. Moje "ja" może być konglomeratem iluzji. Mogę przyjąć, że wszystkie iluzje zawsze współtworzą tylko jeden taki konglomerat. Zwiódł Ojca Ateusza potoczny sposób myślenia (zgodnie z nim iluzja jest czymś wtórnym, nie może być czymś pierwotnym).

>albo ... jest Pan solipsystą i wówczas ma Pan tylko własny umysł, któremu wyświetlają się różne wyobrażenia (w tym również te o materii, wielkim wybuchu i czasoprzestrzeni).
>Gdzie w każdym z tych dwóch przypadków jest miejsce na Boga?

Nie chodzi tu o Boga. Nie chcę robić susa od solipsyzmu do teizmu. Chodzi mi tylko i wyłącznie o to, że jeżeli chcę uratować naukowy obraz świata i nie popaść w solipsyzm muszę przyjąć za dobrą monetę (= na wiarę), że moje zmysły dostarczają mi wiarygodnych informacji, a nie karmią mnie iluzjami.

Nauka opiera się więc na wierze - w wiarygodność naszych zmysłów (a także, w analogiczny sposób, w wiarygodność naszego rozumu). Nie ma więc zbyt wielkiego rozziewu między nauką a wiarą religijną, skoro ta pierwsza ma fideistyczne podstawy.

04-03-2013 10:27 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
>>> Przypuśćmy, że tak uważam. Chyba ma Pan jakiś argument, który wyprowadzi mnie z błędu - ?
>>Proszę bardzo (uwaga: musiałem przeczytać uważnie kilka razy i dobrze przemyśleć, ale Panu pewnie pójdzie sprawniej):
>>www.racjonalista.pl/forum.php/s,477419#w484634
> Niestety, ten argument Ojca Ateusza jest paralogizmem. Wypaczony jest już sam początek:
> "Świat, którego "doświadcza" solipsysta, jest iluzją, tak? No więc iluzje, podobnie jak sny czy gry komputerowe, w których świecie możesz się zanurzyć, muszą mieć jakieś źródło/generator. Może to być umysł śniącego, może być komputer, może być jakiś "demon" manipulujący twoim umysłem."
> Nie ma w tym żadnej konieczności. Niby dlaczego musi mieć generator?
Ojciec Ateusz wykazuje, że solipsyzm jest rodzajem (ukrytego) dualizmu, ponieważ umysł solipsysty odbierającego wizje nie może być jednocześnie umysłem tworzącym wizje (byłaby to logiczna sprzeczność). Są więc konieczne dwa piętra tego umyslu - to które tworzy wizje i to, które odbiera wizje. Tymczasem materialistyczny monizm proponuje jedność świata, jest więc prostszy i dlatego solipsyzm (wyższe piętro umysłu tworzące wizje) można odciąć brzytwą Ockhama.

> Nie chodzi tu o Boga. Nie chcę robić susa od solipsyzmu do teizmu. Chodzi mi tylko i wyłącznie o to, że jeżeli chcę uratować naukowy obraz świata i nie popaść w solipsyzm muszę przyjąć za dobrą monetę (= na wiarę), że moje zmysły dostarczają mi wiarygodnych informacji, a nie karmią mnie iluzjami.
Brzytwa Ockhama, to jeszcze nie empiryczny dowód, dlatego powiedzmy, że częściowo zgoda.
Jednak nawet jeśli są to iluzje, to i tak z doświadczania tych iluzji (i ich powtarzalności) musi Pan wyciągać wnioski co Pańskiego sposobu postępowania, tak aby Panu dobrze się działo w tym solipsystycznym świecie (lepiej mimo wszystko np. doświadczać od innych (wizji) uznania niż kar i stosownie do tego będzie Pan postępował nawet w solipsyzmie). W związku z tym ostatecznie solipsyzm niczego nie zmienia - gdyż te Pańskie solipsystyczne doświadczenia (i sposób Pańskiego postępowania) są dokładnie takie, jakie by były, gdyby świat zewnętrzny istniał naprawdę. Ostatecznie niczego to więc nie zmienia poza tym, że nazwę "obiektywnie istniejącego świata zewnętrznego" zamienia Pan na "iluzję".

> Nauka opiera się więc na wierze - w wiarygodność naszych zmysłów (a także, w analogiczny sposób, w wiarygodność naszego rozumu). Nie ma więc zbyt wielkiego rozziewu między nauką a wiarą religijną, skoro ta pierwsza ma fideistyczne podstawy.
Rozziew jest wielki, gdyż ta pierwsza nie jest wiarą, albowiem opiera się na powtarzalnym doświadczeniu (nawet jesli świat zewnętrzny miałby być iluzją, to tych iluzji Pan nie potrafi tak sobie rozwiać), a ta druga dopiero jest rzeczywiście wiarą (pozbawioną empirycznych podstaw).
Krótko mówiąc: w ramach solipsystycznych iluzji dostrzega Pan jednak powtarzalność i wywodzi z nich powszechnie obowiązujące prawa natury (iluzji), a w ramach wiary religijnej to już każdy sobie spekuluje, co mu ślina na język przyniesie.
04-03-2013 10:52 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Ojciec Ateusz wykazuje...

Nic nie wykazuje, gdyż wychodzi z założenia, że zasugerowana przeze mnie alternatywa jest niemożliwa. Proszę najpierw pokazać, że jest niemożliwa,
a potem wykazywać niedorzeczność owego dualizmu.

>> Nie chodzi tu o Boga. Nie chcę robić susa od solipsyzmu do teizmu. Chodzi mi tylko i wyłącznie o to, że jeżeli chcę uratować naukowy obraz świata i nie popaść w solipsyzm muszę przyjąć za dobrą monetę (= na wiarę), że moje zmysły dostarczają mi wiarygodnych informacji, a nie karmią mnie iluzjami.
>Brzytwa Ockhama, to jeszcze nie empiryczny dowód, dlatego powiedzmy, że częściowo zgoda.

No więc jak by nie było - wiara, czyż nie?

>Jednak nawet jeśli są to iluzje, to i tak z doświadczania tych iluzji (i ich powtarzalności) musi Pan wyciągać wnioski co Pańskiego sposobu postępowania, tak aby Panu dobrze się działo w tym solipsystycznym świecie (lepiej mimo wszystko np. doświadczać od innych (wizji) uznania niż kar i stosownie do tego będzie Pan postępował nawet w solipsyzmie). W związku z tym ostatecznie solipsyzm niczego nie zmienia - gdyż te Pańskie solipsystyczne doświadczenia (i sposób Pańskiego postępowania) są dokładnie takie, jakie by były, gdyby świat zewnętrzny istniał naprawdę. Ostatecznie niczego to więc nie zmienia poza tym, że nazwę "obiektywnie istniejącego świata zewnętrznego" zamienia Pan na "iluzję".

To argument pragmatyczny nad którym na pewno można się zastanowić (proszę przeczytać "Jak uczynić nasze idee jasnymi?" Ch. S. Peirce'a). Myślę jednak, że kto proponuje argument pragmatyczny zakłada milcząca, iż istniejemy w "normalnej" rzeczywistości. Przemyca to założenie w rzekomo neutralnym słowie "postępowanie". W świecie solipsystycznym nie ma ściśle biorąc żadnego postępowania, są sugestywne iluzje postępowań.

>> Nauka opiera się więc na wierze - w wiarygodność naszych zmysłów (a także, w analogiczny sposób, w wiarygodność naszego rozumu). Nie ma więc zbyt wielkiego rozziewu między nauką a wiarą religijną, skoro ta pierwsza ma fideistyczne podstawy.

>Rozziew jest wielki, gdyż ta pierwsza nie jest wiarą, albowiem opiera się na powtarzalnym doświadczeniu

Możemy mieć iluzję powtarzalnych doświadczeń - zakłada Pan milcząco wiarygodność pamięci. Znów przemycone założenie.
04-03-2013 11:21 
 Ocena 8 na 8
maceox (6766 punktów)
>>Ojciec Ateusz wykazuje...
> Nic nie wykazuje, gdyż wychodzi z założenia, że zasugerowana przeze mnie alternatywa jest niemożliwa. Proszę najpierw pokazać, że jest niemożliwa,
Proszę wykazać, że niemożliwe są krasnoludki, elfy, bamświargaje zielone, a także nautokręciołki spaźmiane.
DOŚWIADCZENIE TO JEDYNE CO MAMY.

>a potem wykazywać niedorzeczność owego dualizmu.
Cieszę się, że Pan przyznał, że solipsyzm jest formą dualizmu. Znaczy to, że jednak zrozumiał Pan Ojca Ateusza.
Dualizm nie jest niedorzeczny, tylko zbyteczny, w sytuacji, gdy mamy prostszy monizm.

>>Brzytwa Ockhama, to jeszcze nie empiryczny dowód, dlatego powiedzmy, że częściowo zgoda.
> No więc jak by nie było - wiara, czyż nie?
Oparcie się na zmysłach nie jest żadną wiarą, dlatego, że zbliżając rękę do zapalonej świeczki za każdym razem, w sposób powtarzalny poczujemy ciepło i nic w odbiorze tego doświadczenia nie zmieni fakt, czy nazwiemy sobie ten świat "obiektywnie istniejącym", czy też "iluzją".

>To argument pragmatyczny nad którym na pewno można się zastanowić (proszę przeczytać "Jak uczynić nasze idee jasnymi?" Ch. S. Peirce'a). Myślę jednak, że kto proponuje argument pragmatyczny zakłada milcząca, iż istniejemy w "normalnej" rzeczywistości. Przemyca to założenie w rzekomo neutralnym słowie "postępowanie". W świecie solipsystycznym nie ma ściśle biorąc żadnego postępowania, są sugestywne iluzje postępowań.
Może je sobie Pan nazywać jak chce, ale te wizje, które się Panu narzucają kierują się prawami przyrody, czego uczy nas doświadczenie (nawet jeśli są to tylko wizje).
DOŚWIADCZENIE TO JEDYNE CO POSIADAMY!

>>Rozziew jest wielki, gdyż ta pierwsza nie jest wiarą, albowiem opiera się na powtarzalnym doświadczeniu
> Możemy mieć iluzję powtarzalnych doświadczeń - zakłada Pan milcząco wiarygodność pamięci. Znów przemycone założenie.
Gratuluję konsekwentnego sceptycyzmu!
Teraz jeszcze tylko trochę dodać racjonalizmu i już Pan nieuchronnie dostrzeże, że:
Doświadczenie, to jedyne, co posiadamy, a spekulować i wyobrażać sobie rózne empirycznie niedowiedzione byty też możemy, tylko po co?
04-03-2013 12:31 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Proszę wykazać, że niemożliwe są krasnoludki, elfy, bamświargaje zielone, a także nautokręciołki spaźmiane.

Proszę przeczytać argumentację p. Ateusza, a następnie zestawić ją z moim komentarzem. Ewentualnie niech wypowie się p. Ateusz, który powinien łatwiej dostrzec ten błąd, bo jest on jego błędem.

>> No więc jak by nie było - wiara, czyż nie?

>Oparcie się na zmysłach nie jest żadną wiarą, dlatego, że zbliżając rękę do zapalonej świeczki za każdym razem, w sposób powtarzalny poczujemy ciepło i nic w odbiorze tego doświadczenia nie zmieni fakt, czy nazwiemy sobie ten świat "obiektywnie istniejącym", czy też "iluzją".

Lekarstwem na to naiwne rozumowanie są "Badania dotyczące rozumu ludzkiego" Hume'a.
Przypomniałem argumentację Hume'a w jednej wypowiedzi w wątku "Korzyści płynące z
religii". Do dzisiaj nie udało nikomu podważyć krytyki Hume'a. Oczywiście,
zabobonni racjonaliści wolą ją przemilczeć, bo jednym zamachem unieważnia cały ich
obraz świata.

>Może je sobie Pan nazywać jak chce, ale te wizje, które się Panu narzucają kierują się prawami przyrody, czego uczy nas doświadczenie (nawet jeśli są to tylko wizje).
>DOŚWIADCZENIE TO JEDYNE CO POSIADAMY!

Patrz wyżej. Mamy dogłębne wrażenie, że uczy nas doświadczenie. Co do tego zgoda.

>>>Rozziew jest wielki, gdyż ta pierwsza nie jest wiarą, albowiem opiera się na powtarzalnym doświadczeniu
>> Możemy mieć iluzję powtarzalnych doświadczeń - zakłada Pan milcząco wiarygodność pamięci. Znów przemycone założenie.
> Gratuluję konsekwentnego sceptycyzmu!Teraz jeszcze tylko trochę dodać racjonalizmu i już Pan nieuchronnie dostrzeże, że:
>Doświadczenie, to jedyne, co posiadamy, a spekulować i wyobrażać sobie rózne empirycznie niedowiedzione byty też możemy, tylko po co?

Ażeby dostrzec nieuchronną potrzebę czystej i nagiej wiary - zaufania, jakim obdarzamy zmysły i rozum. Hipoteza o istnieniu Boga jest jakimś usprawiedliwieniem
tego zaufania (stworzył nas dobry i doskonały Bóg, więc zmysłom możemy zaufać, więc naukowy obraz świata jest wiarygodny).
04-03-2013 14:51 
 Ocena 9 na 9
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Ewentualnie niech wypowie się p. Ateusz, który powinien łatwiej dostrzec ten błąd, bo jest on jego błędem.

Nie ma takiej potrzeby, Maceox zrozumiał mnie całkiem dobrze. Jeżeli upierasz się, że Twoja "iluzja" nie jest generowana, to po prostu "świat iluzji" jest Twoją rzeczywistością - niezależnie od dziwacznych nazw, których używasz. Jak odróżniasz rzeczywiste drzewo od iluzji drzewa? Nie odróżniasz, jedno i drugie wymagają takiego samego naukowego wyjaśnienia. No entity without identity, rżnę Twoje "iluzje" Brzytwą i tyle.

> stworzył nas dobry i doskonały Bóg, więc zmysłom możemy zaufać, więc naukowy obraz świata jest wiarygodny

Jeżeli potrzebujesz uzasadnienia, dlaczego możemy ufać zmysłom, to może wyjdź na ruchliwą autostradę i przestań z nich korzystać? Przy okazji sprawdzimy, czy świat zniknie wraz z Tobą.
04-03-2013 17:25 
 Ocena 3 na 3
Elasp (6859 punktów)

> No entity without identity, rżnę Twoje "iluzje" Brzytwą i tyle.

Na jakiej podstawie przyjmuje Pan zasadę "no entity without identity"? Ażeby ciąć brzytwą, trzeba ją skądś wziąć najpierw, nie uważa Pan?

>Jeżeli potrzebujesz uzasadnienia, dlaczego możemy ufać zmysłom, to może wyjdź na ruchliwą autostradę i przestań z nich korzystać? Przy okazji sprawdzimy, czy świat zniknie wraz z Tobą.

Przykład zaczerpnięty z doświadczenia, a więc zakładający wiarygodność zmysłów (błąd petitio principii).
04-03-2013 21:10 
 Ocena 9 na 9
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Ażeby ciąć brzytwą, trzeba ją skądś wziąć najpierw, nie uważa Pan?

Jestem ateistą i nie wiem, co uważa Pan. Ja Brzytwę biorę z rachunku ekonomicznego. Mnożyć byty można sobie radośnie bez opamiętania, ale ciąć - tylko do pewnego optymalnego momentu. No i łatwiej się zapamiętuje krótkie E=mc2 niż E=mc2+[gazylion zbędnych zmiennych].

> Przykład zaczerpnięty z doświadczenia, a więc zakładający wiarygodność zmysłów (błąd petitio principii).

Odpisałbym coś, ale nie mogę założyć, że Ci zmysły nie zniekształcą recepcji.
04-03-2013 23:13 
 0 na 4
Elasp (6859 punktów)

>Jestem ateistą i nie wiem, co uważa Pan. Ja Brzytwę biorę z rachunku ekonomicznego. Mnożyć byty można sobie radośnie bez opamiętania, ale ciąć - tylko do pewnego optymalnego momentu. No i łatwiej się zapamiętuje krótkie E=mc2 niż E=mc2+[gazylion zbędnych zmiennych].

To nie jest poważna odpowiedź. Skądinąd znowu petitio principii.

>> Przykład zaczerpnięty z doświadczenia, a więc zakładający wiarygodność zmysłów (błąd petitio principii).

>Odpisałbym coś, ale nie mogę założyć, że Ci zmysły nie zniekształcą recepcji.

Napisałem prawdę, dlatego niełatwo odpowiedzieć.

Dla podsumowania - niewielka anegdota, a właściwie diatryba:

Ryba mówi do ojca: "Tato, zmysły mówią mi, że istnieje woda. Ale czy mogę im zaufać?" Ojciec: "Głupcze, spróbuj no więc żyć bez wchłaniania wody, którą widzisz
i odczuwasz całym rybim ciałem. Nie pożyjesz długo!". Ryba: "czy nie możemy jednakże przyjąć, że istnieje jakieś miejsce pozbawione wody, nazwijmy je "lądem", nawet jeżeli w obecnym swym stanie nie moglibyśmy tam przebywać?". Ojciec: "A po co mnożyć byty ponad potrzebę?! Nie istnieje nic takiego - ten twój "ląd" to do niczego nie potrzebna fikcja. Istnieje woda, ryby i wodorosty, kraby i ślimaki, ot co".




04-03-2013 23:28 
 Ocena 8 na 10
astrotaurus (12445 punktów)

> Dla podsumowania - niewielka anegdota, a właściwie diatryba:
Oczywiście wielebny Elasp nie potrafi wyjaśnić co ta głupkowata gawęda o wodzie i lądzie ma wspólnego z realiami i starożytnymi mitami.
Bzdety wzorowane na pierdołach biblijnych zwanych przypowieściami dobre są do pompowania tępego zadowolenia z siebie fideistów, ale nie do wyjaśnienia czegokolwiek.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
05-03-2013 08:17 
 Ocena 4 na 4
Elasp (6859 punktów)

Gdyby Pan miał zbudować zdanie bez obelg, zostałyby same spójniki.
05-03-2013 08:55 
 Ocena 4 na 6
astrotaurus (12445 punktów)
> Gdyby Pan miał zbudować zdanie bez obelg, zostałyby same spójniki.
Daruj sobie głupkowate gdybania i oceny oparte wyłącznie na Twoim fideistycznym ego. Chcesz przemówić do ateisty i racjonalisty to musisz posłużyć się rozumieniem jego (i przede wszystkim swoich) wypowiedzi. W rzeczonym przypadku wystarczy jeśli uzasadnisz rozumnie debilną historyjkę o rybach.
I ogólniej - ja nie będę legitymizował Twojego bełkotu (jak to mniej czy więcej udatnie czyni sporo tutejszych bywalców) rozmowami w Twoim stylu, na Twoim poziomie. Ma to oczywiście sens i cel kiedy służysz jako poligon doświadczalny dla weryfikacji własnych poglądów, ale nie ma sensu i celu kiedy chodzi o Twoje dobro. Ja obecnie na potyczki poligonowe nie mam czasu ni ochoty, za to z doskoku próbuję Tobie pomóc być zaczął rozumieć jak jałowy bełkot produkujesz.
Wyjaśnienie rybek zatem poproszę koniecznie.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
05-03-2013 11:38 
 Ocena 6 na 6
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Wyjaśnienie rybek zatem poproszę koniecznie.

Mogę spróbować? Elaspowi chodzi o to samo, co już próbował sugerować wyżej w tym wątku, że niby "ateiści są jak dzieci, które sądzą, że jeżeli czegoś nie widzą, to owo coś nie istnieje". I że z faktu, że pewne rzeczy naprawdę są niedostępne bezpośredniemu poznaniu, ma jakoby wynikać usprawiedliwienie dla radosnego "bytotwórstwa".

To jest klasyczny argument typu "nie widzisz przecież wiatru/prądu, a jednak istnieją - to może i z Bogiem jest tak samo?". Dla religiantów "a może" wystarczy po prostu za całe usprawiedliwienie (maybeism?). I jeszcze się dziwują, że ktoś może mieć bardziej rygorystyczne standardy, durni racjonaliści.
05-03-2013 12:15 
 Ocena 4 na 4
astrotaurus (12445 punktów)

>Mogę spróbować? Elaspowi chodzi o to samo, co już próbował sugerować wyżej w tym wątku, że niby "ateiści są jak dzieci, które sądzą, że jeżeli czegoś nie widzą, to owo coś nie istnieje".
Bingo!
Cała sztuka jednak w tym, żeby to ON zrozumiał jak bardzo jest schematyczny i jak bardzo w tym żałosny. Wymyślić idiotyzm, przypisać go oponentowi, a następnie wyszydzić skutecznie to częsta sztuczka fideistów, którzy niesłychaną satysfakcję intelektualną czerpią z faktu, że tak łatwo im przychodzi wyszydzać swoje, ale przypisane innym głupoty.
A nasza pomoc ma doprowadzić do tego by umiał wyszydzić kiedyś prawdziwą głupotę, która się zasadza na tym, że - żartobliwie parafrazujac - "teiści są jak dzieci, które sądzą, że jeżeli czegoś nie widzą, to owo coś istnieje".

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
05-03-2013 01:01 
 Ocena 10 na 10
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
>> Jestem ateistą i nie wiem, co uważa Pan. Ja Brzytwę biorę z rachunku ekonomicznego (...)
> To nie jest poważna odpowiedź. Skądinąd znowu petitio principii.

Może następnym razem przeczytaj więcej niż pierwsze zdanie? Odrzuć Brzytwę, a będziesz miał na każdy temat nieskończenie wiele równie dobrych teorii. Rozumiem że dla człowieka religii to chleb powszedni, ale dla naukowca jednak dyskomfort.

> Napisałem prawdę, dlatego niełatwo odpowiedzieć.

Odpowiedzieć łatwo, tylko nie wiem jaki jest sens gadać z kimś, kto sam wątpi czy jest przy zdrowych zmysłach? Rozejrzyj się może trochę po tym swoim świecie iluzji, a odkryjesz w nim zaskakującą spójność i powtarzalność, do wyjaśnienia których nie obejdziesz się bez nauki. Jeżeli nawet Twoje zmysły Cię zwodzą, to robią to w cholernie systematyczny sposób, musisz przyznać.

Tak naprawdę nie ma tu żadnego wyboru: albo uznajesz wiarygodność zmysłów i żyjesz, doświadczasz i robisz naukę - albo ją odrzucasz i wtedy jesteś krwawym plackiem na autostradzie, bądź też siadasz w kąciku z zamkniętymi oczami i odcięty od bodźców masturbujesz się mentalnie we wnętrzu własnego umysłu. W takiej sytuacji, naprawdę mam w dupie to, że wybierając wariant pierwszy popełniam jakiś wydumany błąd logiczny - bo wybierając drugi, popełniłbym większy.

Tyle że Twoim problemem nie jest to, że tego nie wiesz. Korzystasz przecież zarówno ze swoich zmysłów, jak i dobrodziejstw nauki, prawda? Tylko że zracjonalizowałeś sobie tę postawę wymyślając jakiegoś magicznego Gwaranta Wiarygodności Zmysłów, którego powołałeś do istnienia na mocy definicji. Ale rozumiem że w tym akurat nie dostrzegasz logicznego problemu, pewnie dlatego że Gwaranta Poprawności Rozumowania też masz?
05-03-2013 01:14 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
No właśnie, kurde.
Idę sobie zaprenumerować Twoje wypowiedzi.

P.S. Sam dostrzegłeś ten dualizm w solipsyźmie podlegający pod brzytwę, czy gdzieś to wyczytałeś?
05-03-2013 01:37 
 Ocena 8 na 8
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Idę sobie zaprenumerować Twoje wypowiedzi.

Idźcie i prenumerujcie sobie wszyscy.

> Sam dostrzegłeś ten dualizm w solipsyźmie podlegający pod brzytwę, czy gdzieś to wyczytałeś?

Pewnie wyczytałem, ale mam na tyle krótką pamięć do źródeł, że wszystko co mi przychodzi do głowy mogę sobie komfortowo uznawać za własne przemyślenia...
05-03-2013 08:20 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Odrzuć Brzytwę, a będziesz miał na każdy temat nieskończenie wiele równie dobrych teorii..., itd.

Cały czas traktuje Pan realistyczny obraz świata jako punkt wyjścia. Ma być punktem dojścia, nie wyjścia.
05-03-2013 09:36 
 Ocena 7 na 7
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
>> Odrzuć Brzytwę, a będziesz miał na każdy temat nieskończenie wiele równie dobrych teorii
> Cały czas traktuje Pan realistyczny obraz świata jako punkt wyjścia. Ma być punktem dojścia, nie wyjścia.

Nieprawda, Brzytwa przydaje się już na poziomie umysłu, porządkuje wybujałą teoriotwórczość. Nie muszę się odwoływać do zmysłów, żeby uzasadnić Brzytwę.
Elasp (6859 punktów)

>Nieprawda, Brzytwa przydaje się już na poziomie umysłu, porządkuje wybujałą teoriotwórczość. Nie muszę się odwoływać do zmysłów, żeby uzasadnić Brzytwę.

No to proszę ją uzasadnić inaczej. Dlaczego "wybujała teoriotwórczość" miałaby być zła?

Kontrprzykład dla zasady Ockhama: w świecie, w którym każdy przedmiot kulisty jest biały a każdy biały kulisty zasada ta nakazywałaby traktować przymiotniki "biały" oraz "kulisty" jako synonimy.

Brzytwa Ockhama wymaga dobrej definicji pojęcia synonimiczności, a to jak Pan wie nie jest wcale łatwe (vide "Dwa dogmaty empiryzmu" Quine'a).
05-03-2013 21:19 
 Ocena 4 na 4
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Dlaczego "wybujała teoriotwórczość" miałaby być zła?

Bo dla każdego problemu będziesz miał nieskończenie wiele równie dobrych teorii. Stracisz masę czasu i zasobów realizując nieoptymalne rozwiązania.

Ale oczywiście jeżeli chcesz mieć wybujały bizantyjski burdel w głowie, to jest to Twój wybór i Twoja prywatna sprawa. Na pewno będziesz wspaniałym teologiem, jeżeli Cię to satysfakcjonuje. Życzę powodzenia i raczej już kończę, bo się duszę w tych wąskich ramkach.
05-03-2013 21:27 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>> Dlaczego "wybujała teoriotwórczość" miałaby być zła?

Wielość teorii zawsze jest czyś korzystnym (nie chciałbym być zaopatrywane we wszystko jednym tylko sklepie). Naturalnie, we wszystkim przesada jest niebezpieczna.

Nie jestem teologiem, nie mam nic z teologią wspólnego.

A więc - do następnych wątków (o ile zostanę na forum)!
06-03-2013 10:12 
 Ocena 6 na 6
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Wielość teorii zawsze jest czyś korzystnym

Nie zawsze - tylko wtedy, kiedy masz narzędzia pozwalające odróżnić teorie lepsze od gorszych.

Przykład: boli Cię głowa.
Rozwiązanie 1: weź aspirynę.
Rozwiązanie 2: weź aspirynę i złóż ofiarę z kozła.

Oba rozwiązania zadziałają, ale jeżeli pozbędziesz się Brzytwy, to szybko nie będziesz też miał kozłów.
06-03-2013 18:06 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Ma Pan prawdziwą obsesję na punkcie brzytwy - oby się Pan nie pokaleczył! Obawiam się wszelako, że eliminuje ona nie tylko Boga, ale i jednostki ludzkie - to, co jawi nam się jako odrębny byt ludzki, jest zaledwie zagęszczeniem cząstek elementarnych w olbrzymim gąszczu takich cząstek. Słowo "człowiek" może być spokojnie wyeliminowane z języka fizyki.

06-03-2013 23:53 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
>Słowo "człowiek" może być spokojnie wyeliminowane z języka fizyki.
Spoko, spoko. Jeszcze mamy biologię, a nawet psychologię.
Nie wolno zapominać o żadnej skali i żadnym wymiarze doświadczenia.
Elasp (6859 punktów)

Podstawowe prawa biologii będą kiedyś wyprowadzone z praw fizycznych, jeżeli tylko fizyka będzie się energicznie rozwijać.
07-03-2013 10:09 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
> Podstawowe prawa biologii będą kiedyś wyprowadzone z praw fizycznych, jeżeli tylko fizyka będzie się energicznie rozwijać.
To już się dzieje i dlatego monizm jest słuszny.
07-03-2013 10:28 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

I groźny. Dlaczego kupa atomów ma mieć jakiekolwiek prawa?
07-03-2013 10:36 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
> I groźny. Dlaczego kupa atomów ma mieć jakiekolwiek prawa?
Wszystko zależy od tego, która kupa. Jeśli ta, z która składa się na innego cżłowieka, to dlatego, że nasze empiryczne doświadczenie uczy nas, że lepiej się współżyje z prawami, niż bez nich. Również empiryczne doświadczenie uczy nas, że nawet dla samego siebie lepiej jest być dobrym dla innych niż złym. Mniej cierpienia się wówczas odczuwa.
07-03-2013 11:21 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

Przypuśćmy, że nowoczesna nauka znajdzie remedium na wszelki ból i że zapewni każdemu człowiekowi samowystarczalność. Co wtedy z prawami, należnymi człowiekowi jako osobie?

07-03-2013 11:36 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
> Przypuśćmy, że nowoczesna nauka znajdzie remedium na wszelki ból i że zapewni każdemu człowiekowi samowystarczalność. Co wtedy z prawami, należnymi człowiekowi jako osobie?
To jest dobre pytanie i człowiek powinien o nim pamiętać, a ma od tego chociażby etykę.
Istnieją aktualnie dużo bardziej odczuwalne - negatywne skutki postępu naukowego, jak np. chociazby istnienie broni masowego rażenia (choć historycznie rzecz biorąc jej rozwój jakoś tam można nawet etycznie uzasadnić, skoro istniała groźba szybszego wejścia w jej posiadanie przez agresora).
To niestety od człowieka zależy w jakim celu użyje wiedzy naukowej, ale to nie jest powód, by cofać nas do epoki kamienia łupanego.
07-03-2013 12:14 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>> Przypuśćmy, że nowoczesna nauka znajdzie remedium na wszelki ból i że zapewni każdemu człowiekowi samowystarczalność. Co wtedy z prawami, należnymi człowiekowi jako osobie?
>To jest dobre pytanie i człowiek powinien o nim pamiętać, a ma od tego chociażby etykę.

Proszę jednakże o odpowiedź na to pytanie (tym bardziej że jest Pan prawnikiem).
08-03-2013 12:15 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>>> Przypuśćmy, że nowoczesna nauka znajdzie remedium na wszelki ból i że zapewni każdemu człowiekowi samowystarczalność. Co wtedy z prawami, należnymi człowiekowi jako osobie?
>>To jest dobre pytanie i człowiek powinien o nim pamiętać, a ma od tego chociażby etykę.
> Proszę jednakże o odpowiedź na to pytanie (tym bardziej że jest Pan prawnikiem).
Wiele cech przypisuje się prawnikom, ale do jasnowidztwa się nie przyznaję. Nie wiem nawet co by miało oznaczać znalezienie remedium na "wszelki" ból, a także należałoby sprecyzować zakres tej "samowystarczalności". I nawet gdy już zakreślimy zakres tych pojęć, to zupełnie nie wiem jakie będą tego skutki dla moralności. Jedyne co mogę stwierdzić, to że etyka rozwija się wraz z nauką, a nowe umiejętności powodują powstanie nowych pytań etycznych.

Poza tym, czy sądzi Pan, że ból i brak samowystarczalności to już cała podstawa moralności? Ja tak nie sądzę, a w każdym razie zbytnie to uproszczenie. Sądzę, że bardziej kompletny obraz daje wiedza o ewolucji:
kultura.on(*)e-zwierze,660253,oksiazce.html

Przy czym oczywiście wyborów musimy dokonywać my sami.
08-03-2013 20:27 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

Nauka nie daje absolutnie żadnych podstaw do uznania ludzkiego życia za wartość samą w sobie, za wartość nadrzędną. To, że jesteśmy wyraźnie inteligentniejsi od innych gatunków daje nam pewną przewagę nad innymi istotami, ale nie wiem, dlaczego miałaby stąd wypływać przewaga pod względem moralnych uprawnień. Inne gatunki przeważają nad nami pod wieloma innymi względami, na przykład liczebnością, doskonałością zmysłów, istnieją dłużej od nas, itp.
08-03-2013 23:28 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> Nauka nie daje absolutnie żadnych podstaw do uznania ludzkiego życia za wartość samą w sobie, za wartość nadrzędną.
Wartość w sobie i wartość dla siebie - to mi trochę Marksem trąci.
O "wartościach nadrzędnych" można tak: www.katoli(*)prawdy--cz-1-,1796,416,cz.html
a można i tak: www.rodman.most.org.pl/JK/Jacek_K10.htm

Czy nauka ma coś do powiedzenia o moralności to już w tym wątku pisałem.
www.racjon(*).php/s,546248/z,0/d,23#w551864

>To, że jesteśmy wyraźnie inteligentniejsi od innych gatunków daje nam pewną przewagę nad innymi istotami, ale nie wiem, dlaczego miałaby stąd wypływać przewaga pod względem moralnych uprawnień.
Dobre pytanie! Skąd miałaby wypływać moralna przewaga wyznawców jednego Boga nad wyznawcami innego Boga?
Skąd ludzie inspirujący się religijną moralnością uważają, że mają większe moralne uprawnienia od szukających inspiracji w naturze, kulturze i rozumności człowieka?

>Inne gatunki przeważają nad nami pod wieloma innymi względami, na przykład liczebnością, doskonałością zmysłów, istnieją dłużej od nas, itp.
Komentarze do strony Człowiek - fenomenalne zwierzę
dajmonion - kilka słów komentarza...
Z dużym zainteresowaniem przeczytałem ten uroczy artykuł, głównie ze względu na jego popularnonaukowy charakter.
Autor nie poprzestaje jednak na popularyzowaniu wiedzy przyrodniczej, stawiając sobie bardziej ambitny cel: proponuje nowy sposób myślenia o człowieku jako o, co prawda wyjątkowym, ale jednak zwierzęciu. Jest przy tym bardzo pewny siebie, skoro nie uznał za stosowne opatrzenie tytułu swojej pracy przynajmniej znakiem zapytania.
Zastanawiam się komu i do czego potrzebne sa takie eksperymenty na języku. Czy taki sposób mówienia o człowieku odpowiada rzeczywistości?
Poniekąd tak, biorąc pod uwagę te wszystkie podobieństwa, o których pisze pan Izdebski. Tym niemniej pozostaje faktem, że krowa nie wymyśliła mechaniki kwantowej.
Biorąc pod uwagę cały dorobek kulturowy ludzkości wydaje mi się, że zasługuje ona na szacunek wyrażający się odpowiednim słownictwem.
Trzeba przyznać, że śmieszny byłby artykuł, w którym autor pisząc na przykład o materii ożywionej i nieożywionej próbował dowieść, że materia ożywiona tak naprawdę jest fenomenalną materią nieożywioną. To samo pomyślelibyśmy zapewne o tekście chemika, który twierdziłby, że węgiel de facto jest sodem, a różnice między nimi mają jedynie charakter ilościowy (inna liczba elektronów, protonów i neutronów).
www.racjonalista.pl/index.php/s,35/d,4858

Nie ulega wątpliwości (można poczytać i więcej wypowiedzi), że pan Dajmonion jest z Pańskiej, a nie z mojej parafii.
Ja uważam, że jesteśmy zwierzętami.
Tylko tyle i aż tyle!
Wielokrotnie to tu podkreślam, że jesteśmy fenomenalnym zwierzęciem, które zapanowało na ziemi - raczej na jej szkodę, ale od nas rozumnych wypada - właśnie ze względu na ten rozum - oczekiwać najwięcej.

@@@
.
09-03-2013 01:24 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>Nauka nie daje absolutnie żadnych podstaw do uznania ludzkiego życia za wartość samą w sobie, za wartość nadrzędną.
A jest Pan pewien, że nauka nie wyjaśnia skąd się bierze chęć życia?
Weźmy chociażby instynkt samozachowawczy.

Zgodzę się jednak, że opis danych zachowań w naturze nie oznacza powinności takiego właśnie postępowania. Od tego mamy mózg i rozum, żeby go używać.

>To, że jesteśmy wyraźnie inteligentniejsi od innych gatunków daje nam pewną przewagę nad innymi istotami, ale nie wiem, dlaczego miałaby stąd wypływać przewaga pod względem moralnych uprawnień. Inne gatunki przeważają nad nami pod wieloma innymi względami, na przykład liczebnością, doskonałością zmysłów, istnieją dłużej od nas, itp.
Prawie całkowicie zgadzam się tu z Panem. Ten problem odpada u wegetarian

Istnieją jednak pewne różnice pomiędzy nami a innymi zwierzętami. Podstawową różnicą jest oczywiście odmienność gatunkowa. Wydaje się ponadto, że samoświadomość "niższych" zwierząt nie jest tak rozbudowana, jak u człowieka. Zwierzęta raczej chyba nie zdają sobie sprawy z tego, że umrą. Niektórzy etycy wywodzą z tego dopuszczalność ich zabijania, pod warunkiem, oczywiście, że nie są przy tym dręczone.
07-03-2013 19:50 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Przypuśćmy, że nowoczesna nauka znajdzie remedium na wszelki ból
Są jeszcze bóle fantomowe Człowiek potrafił wymyślać przeróżne stwory, to i bóle wymyśleć sobie może.
Wiara czyni cuda (z naszymi umysłami): www.racjonalista.pl/forum.php/s,545469

>i że zapewni każdemu człowiekowi samowystarczalność.
To druga płeć nie będzie potrzebna. A szkoda. Pamiętam Barbarellę Bardzo polecam.

>Co wtedy z prawami, należnymi człowiekowi jako osobie?
Jak to co? Nareszcie pomyśli o sobie.
Pan myśli, że "osoba" jest ważniejszą od człowieka?

@@@
.
07-03-2013 09:31 
 Ocena 6 na 6
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Ma Pan prawdziwą obsesję na punkcie brzytwy - oby się Pan nie pokaleczył!

Azaliż jest drugie takie Ostrze, którym samych bogów można rzezać...?
Proszę powiedzieć żołnierzowi czy myśliwemu, że ma "obsesję" na punkcie broni palnej - no niby można też walczyć wręcz, ale jednak zazwyczaj priorytetem jest skuteczność.

> Słowo "człowiek" może być spokojnie wyeliminowane z języka fizyki

Z języka fizyki oczywiście że tak, ale już nie biologii, medycyny, socjologii. Na każdym poziomie złożoności mamy różne modele i obiekty. Na jakim poziomie potrzebujemy obiektu "Bóg" rozumianego inaczej niż memetycznie?
________________________________________________________________________________
[ciasno tu, więc się sztucznie rozepchnę...]
07-03-2013 10:27 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Bardzo dobry ruch z tym rozepchnięciem!

Tak, ale zawsze istnieje pokusa redukcji w nauce: socjologii do biologii, biologii do fizyki. Rozwój nauk doprowadzi do zatarcia granic między poszczególnymi, sztucznie wytyczonych przez człowieka. No i okaże się, że przedmioty teoretyczne nauk niefizycznych mogą być zredukowane do przedmiotów badanych przez fizykę.
07-03-2013 11:10 
 Ocena 2 na 2
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Bardzo dobry ruch z tym rozepchnięciem!

Niestety, nie jest to dziedziczone na interlokutora i każdy musi się rozpychać indywidualnie...

> Tak, ale zawsze istnieje pokusa redukcji w nauce

Na szczęście obiekty nie znikają od tego, że jakaś nauka "niższego poziomu" dostarczy ich kompletnego opisu. Nie poczułem się mniej ludzki od faktu, że Dawkins nazwał mnie "wehikułem dla genów" czy "maszyną memową".

Nie można (w szerokim sensie) "wyciąć" człowieka Brzytwą, natomiast bez problemów można ten obiekt wyeliminować z każdego (chyba) modelu fizycznego czy chemicznego. Brzytwa pomaga wycinać nadmiarowe obiekty w naszych modelach - nie unicestwia fizycznie realnych bytów. Tylko byty o niepewnym statusie ontologicznym powinny (metaforycznie...) się jej obawiać.
________________________________________________________________________________
Elasp (6859 punktów)

>> Tak, ale zawsze istnieje pokusa redukcji w nauce
>Na szczęście obiekty nie znikają od tego, że jakaś nauka "niższego poziomu" dostarczy ich kompletnego opisu.

Owszem, znikają - z punktu widzenia nauki.

Nie poczułem się mniej ludzki od faktu, że Dawkins nazwał mnie "wehikułem dla genów" czy "maszyną memową".

Bo nadal zajmuje Pan "ludzki" punkt widzenia.

>Nie można (w szerokim sensie) "wyciąć" człowieka Brzytwą, natomiast bez problemów można ten obiekt wyeliminować z każdego (chyba) modelu fizycznego czy chemicznego.

Albo więc nauka jest fałszywa, albo człowiek jest z konieczności irracjonalny, gdyż nie potrafi zaakceptować (smutnej) prawdy, odkrywanej przez naukę. Przekonanie o własnej integralności i indywidualności jest na pewno biologicznie korzystne, ale z punktu widzenia nauki, rozprawiającej o atomach, będzie to taki sam zabobon jak istnienie niematerialnego Boga. Istnieją atomy ABCDEFGH, a my z maniackim uporem sądzimy, że atomy CDEF tworzą odrębny byt, który nazywamy "naszym ciałem". To, że spostrzegamy wyraźnie wyodrębniające się ciała jest tylko i wyłącznie wynikiem niedoskonałości naszych zmysłów.

Monizm, o którym Pan mówi, prowadzi do radykalnego monizmu, do zatarcia się indywidualności poszczególnych ludzi. Taki monizm głoszono już w Oświeceniu, uczynił to D. Diderot, wielki materialista i ateista. Oto fragment jego "Snu d'Alemberta":

"Istnieje jeden tylko byt indywidualny, a jest nim całość. W tej całości, jak w maszynie, jak w którymkolwiek zwierzęciu, istnieje część, którą nazywacie tak lub inaczej, gdy jednak nadajecie nazwę bytu indywidualnego części tej całości, to jest to równie bezsensowne pojęcie, jak nazwa bytu indywidualnego nadana skrzydłu ptaka, ba, piórku tego skrzydła... A wy rozprawiacie o istocie bytów, nieszczęśni filozofowie! Dajcież im spokój. Spójrzcie na masę powszechną rzeczy..."

Laicki racjonalizm patrzy na to, co było wczoraj (Inkwizycja) i co jest dzisiaj (nauka w obecnej postaci). Natomiast teizm wybiega myślą w przód, ku przyszłości.
Dlatego racjonalizm laicki należy zwalczać - należy zwalczyć zło póki w zarodku.



>________________________________________________________________________________
07-03-2013 13:55 
 Ocena 5 na 5
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Istnieją atomy ABCDEFGH, a my z maniackim uporem sądzimy, że atomy CDEF tworzą odrębny byt, który nazywamy "naszym ciałem". To, że spostrzegamy wyraźnie wyodrębniające się ciała jest tylko i wyłącznie wynikiem niedoskonałości naszych zmysłów.

Och, nie jesteśmy przecież prostą sumą naszych "części składowych"!
Proszę sobie doczytać o emergencji - tu pobieżnie, a tam szerzej.

> Dlatego racjonalizm laicki należy zwalczać - należy zwalczyć zło póki w zarodku

Mogę jedynie ze swej strony zapewnić, że gdyby mi przyszło do głowy uczynić Panu jakąś krzywdę, to zastanowię się dwa razy, czy sam chciałbym się znaleźć w takiej sytuacji - przy odwróconych rolach. Jednocześnie proszę nie spodziewać się podobnej refleksji po teiście, który uzna, że dobro jego urojonego boga stoi wyżej niż Pańskie.
________________________________________________________________________________
Elasp (6859 punktów)

>Och, nie jesteśmy przecież prostą sumą naszych "części składowych"!

Jezioro też nie jest sumą składową części składowych. Nauka o złożoności nie odróżni człowieka od innych tworów złożonych. Sprawy nie posuwają się więc naprzód ani o jotę, co najwyżej poszerza się uniwersum nauki o twory złożone oraz prawa tyczące się złożoności. Przeciwnie, okaże się, że istnieją systemy bardziej złożone od ludzkich społeczeństw (np. systemy mrowisk; ponoć wszystkie mrowiska w Europie tworzą bardzo skomplikowaną całość).

Odpowiednia liczba odpowiednio połączonych ziaren piasku będzie taką samą złożonością jak ludzki mózg. Albo więc potraktujemy ten piaskowy twór jak ludzki mózg, albo ludzki mózg jak piaskowy twór. Komu nie podoba się przykład z piaskiem, niech pomyśli o połączonych ze sobą żarówkach tworzących skomplikowany obwód (lub system obwodów).

>________________________________________________________________________________
setarkos (10757 punktów)
> Nauka o złożoności nie odróżni człowieka od innych tworów złożonych.
Złożoność w stopniu umożliwiającym dialog byłaby jakimś kryterium?
Elasp (6859 punktów)
>> Nauka o złożoności nie odróżni człowieka od innych tworów złożonych.
>Złożoność w stopniu umożliwiającym dialog byłaby jakimś kryterium?

Bardzo antropocentryczne kryterium (moim zdaniem). Przyjmujemy więc już na wstępie, że człowiek jest wyróżniony - zakładamy więc to, co chcielibyśmy wykazać.
07-03-2013 23:55 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
_____________________________________________________________________
>>>Złożoność w stopniu umożliwiającym dialog byłaby jakimś kryterium?
> Bardzo antropocentryczne kryterium (moim zdaniem).
Proszę zauważyć, że piszący w ludzkim języku są nieuchronnie 'skażeni' człowieczeństwem. Mogą być ekscentryczni, ale oderwani sterylnie milkną.
["O czym się nie mówi, o tym trzeba milczeć." /Za Wittgensteinem/]
>człowiek jest wyróżniony - zakładamy więc to, co chcielibyśmy wykazać.
Coś było do wykazania? Zdawało się, że badamy możliwości poznania i jego zasadność.
07-03-2013 15:38 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
> istnieje pokusa redukcji w nauce: socjologii do biologii,
To pokusa chybiona. Zrównanie uczonego z amebą przeczyłoby obu naukom (wszak prostym formom życia wiedza zbędna). Zresztą nauki społeczne polegają na ankietach, a biolog o nic gadziny nie pyta.
> biologii do fizyki.
To się po trosze realizuje.
Elasp (6859 punktów)
>> istnieje pokusa redukcji w nauce: socjologii do biologii,
>To pokusa chybiona. Zrównanie uczonego z amebą przeczyłoby obu naukom (wszak prostym formom życia wiedza zbędna).

Ameba jest wyposażona w środki umożliwiające jej przetrwanie. Nauka jest środkiem umożliwiającym przetrwanie człowiekowi. Istnieje więc różnica stopnia między człowiekiem a amebą - różnica ilościowa, a nie jakościowa.
>
07-03-2013 23:21 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
_______________________________________________________________
Trudno zgadnąć o czym Pan pisze..
>Ameba jest wyposażona
Toż one nie znają pojęcia posagu.
>Nauka jest środkiem umożliwiającym przetrwanie
Raczej wzbogacającym - nieuctwo trzyma się dzielnie.
>różnica ilościowa, a nie jakościowa.
Tak samo ilościowa miedzy kurą a człowiekiem, jak między człowiekiem a "Bogiem"?
Na czym polegałaby jakościowa?
07-03-2013 23:43 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Chwyta mnie Pan za słowo, ale przecież sens jest najzupełniej zrozumiały. Funkcją nauki jest nasze przetrwanie. Gdyby nauka mogła dotyczyć tylko przeszłości i nie miała przełożenia na teraźniejszość lub przeszłość, rozwijałaby ją garstka pasjonatów i nikt inny by się nią nie interesował. Nauka służy wprowadzeniu korzystnych zmian. Potrafi je (w dramatycznie wąskim zakresie) wprowadzić także zwierzę (uciekając lub broniąc się, itd.).
setarkos (10757 punktów)
___________________________________________________
> Gdyby nauka mogła dotyczyć tylko przeszłości i nie miała przełożenia na teraźniejszość lub przeszłość
Zapewne ma Pan na myśli przyszłość..
Tak, oprócz konstatacji zastanych mechanizmów i bieżącego podboju natury, projektuje się też nowy świat (choć nie wiadomo zawczasu czy wspaniały).

P.S.
Proszę darować czepianie się słówek, ale w sprawach istotnych powinno się ich używać nad wyraz uważnie. Jeśli w filmie przyrodniczym nazwą organizm stworzeniem, to w moim odczuciu odchodzą od nauki. Nie bardzo też rozumiem zwrot "funkcja nauki" (efekt czy zadanie?) - pani od matematyki tłumaczyła: "wpierw określ dziedzinę funkcji".
Elasp (6859 punktów)
>___________________________________________________
>> Gdyby nauka mogła dotyczyć tylko przeszłości i nie miała przełożenia na teraźniejszość lub przeszłość
>Zapewne ma Pan na myśli przyszłość..

Oczywiście, przyszłość. Lapsus calami.

>Nie bardzo też rozumiem zwrot "funkcja nauki" (efekt czy zadanie?) - pani od matematyki tłumaczyła: "wpierw określ dziedzinę funkcji".

"Funkcja" w znaczeniu: cel, przeznaczenie, zadanie.
05-03-2013 07:51 
 Ocena 11 na 11
Fizyk (17637 punktów)
> Przykład zaczerpnięty z doświadczenia, a więc zakładający wiarygodność zmysłów (błąd petitio principii).

Niestety, to Pan jest w błędzie. Gdyby zasada petitio principii stosowała się tak szeroko jak Pan by to chciał, to urządzenia i procesy bazujące na sprzężeniu zwrotnym nie działałyby. A tymczasem wzmacniacze operacyjne, algorytmy genetyczne, czy rachunek zaburzeń są bardzo skuteczne.

Wiarygodność zmysłów jest potwierdzana właśnie przez takie sprzężenie zwrotne: oddziałujemy na świat a zmysły informują nas o skutkach tego oddziaływania. Gdyby petitio principii coś tu bruździło, to umarłby Pan z głodu nie mogąc trafić kromką chleba do ust.
05-03-2013 08:14 
 Ocena 1 na 3
Elasp (6859 punktów)

Cały czas zakłada Pan realistyczny obraz świata - chodzi jednak o to, aby go uprawomocnić niezależnie od tego, czego dowiadujemy się z samego obrazu.

U Pana uprawomocnienie jest tylko wewnętrzne (a więc w pewnej mierze warunkowe): jeden element obrazu uprawomocnia drugi. Na takiej zasadzie zeznania pięciu zdolnych kłamców działających w porozumieniu będą wiarygodne (jeżeli nie będziemy mieć osobnego sprawdzianu ich wiarygodności).

Czy naprawdę to, co mówię przerasta pojęcie umysłów racjonalistycznych?
05-03-2013 09:30 
 Ocena 11 na 11
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Cały czas zakłada Pan realistyczny obraz świata - chodzi jednak o to, aby go uprawomocnić niezależnie od tego, czego dowiadujemy się z samego obrazu.

Jest to oczywiście niemożliwe. Jeżeli takie uprawomocnienie miałoby działać niezależnie od świata, wówczas równie dobrze mogłoby posłużyć do uwiarygodnienia każdego świata. Czyli byłoby bezużyteczne.

Możesz sobie założenie o wiarygodności zmysłów nazywać "skokiem wiary", ale jest to skok konieczny - bo tylko on pozwala Ci dalej funkcjonować. Innego uzasadnienia mu naprawdę nie trzeba.

> zeznania pięciu zdolnych kłamców działających w porozumieniu będą wiarygodne

Takie rzeczy to tylko w Watykanie, nauka ma mechanizmy promujące trzymanie się faktów.
05-03-2013 18:51 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Możesz sobie założenie o wiarygodności zmysłów nazywać "skokiem wiary", ale jest to skok konieczny - bo tylko on pozwala Ci dalej funkcjonować.

No, ale jest to jednak wiara - i o to mi chodziło. Trzeba zawierzyć, aby wiedzieć.
05-03-2013 21:08 
 Ocena 4 na 4
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
>> Możesz sobie założenie o wiarygodności zmysłów nazywać "skokiem wiary"
> No, ale jest to jednak wiara - i o to mi chodziło

Taka sama mniej więcej, jak "wiara" w to, że grawitacja nie przestanie znienacka działać. Czyli przy maksymalnie liberalnym naciągnięciu znaczenia tego słowa.

Nawet nie próbuj jej stawiać obok wiary religijnej.
05-03-2013 09:53 
 Ocena 15 na 15
Fizyk (17637 punktów)
> Cały czas zakłada Pan realistyczny obraz świata

Nic tu nie zakładam. To, że coś istnieje to jest fakt. Jak to "coś" nazwiemy, to nie ma znaczenia. Pan koniecznie chce narzucić dualizm temu czemuś. Ja twierdzę, że nie ma powodów aby tak postępować. Monizm jest hipotezą roboczą współczesnego poznania świata. I jak dotąd - niezwykle owocną hipotezą.
05-03-2013 20:39 
 Ocena-1 na 3
Elasp (6859 punktów)
>> Cały czas zakłada Pan realistyczny obraz świata
>Nic tu nie zakładam. To, że coś istnieje to jest fakt. Jak to "coś" nazwiemy, to nie ma znaczenia.

Jak to nie ma znaczenia? Słowa mają określone znaczenie, więc ma znaczenie.

>Pan koniecznie chce narzucić dualizm temu czemuś. Ja twierdzę, że nie ma powodów aby tak postępować. Monizm jest hipotezą roboczą współczesnego poznania świata. I jak dotąd - niezwykle owocną hipotezą.

A więc już hipoteza i to jeszcze robocza - to już coś. Niemniej, taka odpowiedź na dłuższą metę nie wystarcza, o czym nietrudno się przekonać.

Przyjmijmy, że:

N = zdanie będące koniunkcją wszystkich zdań uznawanych przez naukę.

B = zdanie "Bóg istnieje".

+ = symbol koniunkcji logicznej.

Nietrudno zauważyć, że wartość eksplanacyjna zdania B+N jest dokładnie taka sama, jak zdania B; wszystkie wnioski, które wynikają z B, wynikają także z B+N. Tak więc owocność, o której Pan pisze, nie jest wystarczającym argumentem za odrzuceniem B+N.

Oczywiście powie Pan, że powinna tu zostać użyta brzytwa Ockhama, ale i tego nie można zrobić od razu. Z tego bowiem, że zdanie B+N daje dokładnie te same wnioski empiryczne co N nie wynika, że B jest zbędne (widać to dobrze, gdy w miejsce B weźmie się tautologię, np. a=a).
05-03-2013 21:33 
 Ocena 2 na 2
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
Niestety, zdanie B nie ma wartości logicznej. Próbuj dalej.
05-03-2013 23:25 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Oczywiście, że ma. Dlaczego miałoby nie mieć?
06-03-2013 00:03 
 Ocena 6 na 6
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
Bo nie sprecyzowałeś o czym mówi, a bynajmniej nie ma w tej kwestii konsensu.

Dodatkowo, popełniasz uparcie błąd, który już Ci wytykałem - z faktu że coś jest zaledwie możliwe, wywodzisz że jest to istotne i nie możemy tego pochopnie odrzucić. Tymczasem Twoje rozumowanie równie dobrze może posłużyć uzasadnieniu zdania "krasnoludki istnieją", a zatem oblewasz Test Koszałka Opałka.
06-03-2013 00:24 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>Bo nie sprecyzowałeś o czym mówi, a bynajmniej nie ma w tej kwestii konsensu.

Owszem precyzowałem, i to wielokrotnie. Wiele słów nie ma powszechnie przyjmowanej definicji, warunek zgody jest więc przesadny.

>Tymczasem Twoje rozumowanie równie dobrze może posłużyć uzasadnieniu zdania "krasnoludki istnieją", a zatem oblewasz Test Koszałka Opałka.

Idąc Twoim sposobem rozumowania nie można powiedzieć, że krasnoludki nie istnieją (wszak zdanie "krasnoludki nie istnieją" nie ma wartości logicznej). Idąc moim - można.

Poza tym w przykładzie, o którym mowa (B+N) nie chodzi o wartość logiczną zdań, ale o sposób wyboru zdań (który poddaję tam krytyce). Argument przeciw brzytwie również pozostaje w mocy.
06-03-2013 09:11 
 Ocena 6 na 6
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Owszem precyzowałem, i to wielokrotnie.

Poszukam i się dokształcę, tymczasem nie drążę tego.

Pozostaje wciąż druga linia mojej argumentacji - jeżeli już zdefiniujemy poprawnie "Boga" i "krasnoludki", to zdanie B mogę zastąpić przez "krasnoludki istnieją" i Twoje rozumowanie nadal będzie działało. W efekcie wykażesz, że Bóg i krasnoludki mają ten sam status ontologiczny - ja się z tym zgodzę, ale podejrzewam że Twój cel jest ambitniejszy.
06-03-2013 17:53 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>W efekcie wykażesz, że Bóg i krasnoludki mają ten sam status ontologiczny - ja się z tym zgodzę, ale podejrzewam że Twój cel jest ambitniejszy.

To tylko pół prawdy. Należy - jak sądzę - powiedzieć tak:

"W efekcie wykażesz, że Bóg i krasnoludki mają ten sam status ontologiczny z punktu widzenia osoby akceptującej zdanie N oraz zwracającej uwagę na wartość eksplanacyjną."
Nie wynika stąd, że nie można osobno wykazać (wykazywać) istnienia Boga.
07-03-2013 10:48 
 Ocena 9 na 9
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Bóg i krasnoludki mają ten sam status ontologiczny z punktu widzenia osoby akceptującej zdanie N oraz zwracającej uwagę na wartość eksplanacyjną

Zgoda.

> Nie wynika stąd, że nie można osobno wykazać (wykazywać) istnienia Boga.

A pewnie że można, można też wykazywać istnienie krasnoludków, co więcej, one nawet mogą naprawdę istnieć, nikt nie mówi że na pewno nie. Czego natomiast nie można (tzn. czego człowiekowi intelektualnie uczciwemu nie wolno), to:
- udawać, że już się ich istnienie wykazało (w szczególności zaś mówić to niedojrzałym intelektualnie dzieciom, zwłaszcza stosując emocjonalny szantaż: "krasnoludki cię kochają i chcą twojego dobra")
- oczekiwać, że inni potraktują krasnoludki poważnie, zanim postulujący ich istnienie dostarczy przekonującej argumentacji że warto
- zachowywać się tak, jak gdyby krasnoludki istniały (na tej tylko podstawie, że "mogą" istnieć) i jednocześnie oczekiwać, że inni nazwą to zachowanie racjonalnym
________________________________________________________________________________
Elasp (6859 punktów)
Czego natomiast nie można (tzn. czego człowiekowi intelektualnie uczciwemu nie wolno), to:
>- udawać, że już się ich istnienie wykazało (w szczególności zaś mówić to niedojrzałym intelektualnie dzieciom, zwłaszcza stosując emocjonalny szantaż: "krasnoludki cię kochają i chcą twojego dobra")
>- oczekiwać, że inni potraktują krasnoludki poważnie, zanim postulujący ich istnienie dostarczy przekonującej argumentacji że warto
>- zachowywać się tak, jak gdyby krasnoludki istniały (na tej tylko podstawie, że "mogą" istnieć) i jednocześnie oczekiwać, że inni nazwą to zachowanie racjonalnym
>________________________________________________________________________________

Co prawda zgadzam się tu z Panem (i odróżniam ostrożne stanowisko filozoficzne zwane teizmem od dogmatycznego zabobonu, ucinającego głowę za niewiarę, ze bóg X zrodził boga Y-eka), ale zapytam przewrotnie: dlaczego nie można? Skoro nie istnieje wyższa instancja moralna i skoro to człowiek jest miarą wszystkich rzeczy, to dlaczego "nie można"?

Słowo "nie można" sugeruje jakąś obiektywną instancję etyczną. To zaś stanowi dla mnie kolejne potwierdzenie, że ateizm jest postawą nieautentyczną - jest nie tylko logicznie, ale i psychologicznie niemożliwy.

07-03-2013 13:34 
 Ocena 2 na 2
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Skoro nie istnieje wyższa instancja moralna i skoro to człowiek jest miarą wszystkich rzeczy, to dlaczego "nie można"? Słowo "nie można" sugeruje jakąś obiektywną instancję etyczną.

Taką instancją może być (szeroko rozumiany) dobrostan społeczności, w której żyjemy. Nie może być nią indywidualny człowiek, ani też wyodrębniona grupa, bo "moralna instancja" powinna jak sądzę spełniać warunek możliwie najpowszechniejszej akceptowalności.

Dla każdego mojego "nie wolno" mogę argumentować, że przyzwolenie na takie zachowanie doprowadzi nas do społeczeństwa, w którym będzie się wszystkim żyło gorzej. Zezwolenie na intelektualną nieuczciwość (posuwanie się w pewności dalej niż zezwalają dowody, odrzucanie niekomfortowych wniosków) prowadzi do erozji rozumu, a ja nie chcę żyć w społeczności biernych, samozadowolonych baranów. To jest rozwiązanie na krótką metę i pierwszy poważniejszy kataklizm brutalnie zakończy tę sielankę.

> ateizm jest postawą nieautentyczną - jest nie tylko logicznie, ale i psychologicznie niemożliwy

Jeżeli nie przekonałem powyższym, to sugeruję założyć nowy wątek dla tej dygresji.
________________________________________________________________________________
07-03-2013 14:49 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Taką instancją może być (szeroko rozumiany) dobrostan społeczności, w której żyjemy. Nie może być nią indywidualny człowiek, ani też wyodrębniona grupa, bo "moralna instancja" powinna jak sądzę spełniać warunek możliwie najpowszechniejszej akceptowalności.

Ale i tak będzie musiała istnieć instancja, która będzie oceniać, czy dobrostan ludzkości został naruszony, czy nie. Pisałem o tym w swojej pierwszej (dokładnie pierwszej!) wypowiedzi na tym forum. Tam jest wszystko powiedziane.

>________________________________________________________________________________
>
07-03-2013 16:14 
 Ocena 7 na 7
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Ale i tak będzie musiała istnieć instancja, która będzie oceniać, czy dobrostan ludzkości został naruszony, czy nie.

Odbiegamy zbyt daleko od tematu wątku, ale w skrócie:

Wątpię czy da się zbudować w pełni niezależny system oceniający dobrostan, ale zapewne można monitorować pewne charakterystyczne parametry, jak: długość życia, umieralność noworodków, przestępczość, siłę nabywczą pieniądza, rozwarstwienie płacowe, czy co tam jeszcze, może krzywiznę uśmiechu w tramwaju.

Tylko po co mam od razu wymyślać system idealny, skoro - w duchu filozofii Kaizen - w dwóch prostych krokach da się wybitnie poprawić to, co już mamy? A mamy religijną grupę "leśnych dziadków", interpretującą (a de facto ustalającą) boskie priorytety i wymyślającą w tym celu nieweryfikowalne uzasadnienia.

Krok I - wymieniamy dziadkom urojonego boga na "dobrostan ludzkości" jako wartość, którą chcemy maksymalizować.
Krok II - zaczynamy wymagać przekonujących uzasadnień (liczby, dane, fakty).

I żyje się lepiej, przy zerowych kosztach.
________________________________________________________________________________
07-03-2013 16:20 
 Ocena 2 na 2
Absurdalna Abstrakcja (325 punktów)
>> Ale i tak będzie musiała istnieć instancja, która będzie oceniać, czy dobrostan ludzkości został naruszony, czy nie.
>Odbiegamy zbyt daleko od temau wątku, ale w skrócie:
>Wątpię czy da się zbudować w pełni niezależny system oceniający dobrostan, ale zapewne można monitorować pewne charakterystyczne parametry, jak: długość życia, umieralność noworodków, przestępczość, siłę nabywczą pieniądza, rozwarstwienie płacowe, czy co tam jeszcze, może krzywiznę uśmiechu w tramwaju.
>Tylko po mam od razu wymyślać system idealny, skoro - w duchu filozofii Kaizen - w dwóch prostych krokach da się wybitnie poprawić to, co już mamy? A mamy religijną grupę "leśnych dziadków", interpretującą (a de facto ustalającą) boskie priorytety i wymyślającą w tym celu nieweryfikowalne uzasadnienia.
>Krok I - wymieniamy dziadkom urojonego boga na "dobrostan ludzkości" jako wartość, którą chcemy maksymalizować.
>Krok II - zaczynamy wymagać przekonujących uzasadnień (liczby, dane, fakty).
>I żyje się lepiej, przy zerowych kosztach.

Kapitalne! A jakie proste...
Tyle że...utopijne.
U dziadków w lesie nie rosną pojęcia takie, jak dobrostan ludzkości.

W przeciwnym razie cały ich ekosystem poszedłby się paść, a oni straciliby fuchę życia.


C z ł o w i e k - to nie brzmi dumnie. Już nie.
Elasp (6859 punktów)

>Wątpię czy da się zbudować...

Nie rozumiemy się. Chcę powiedzieć, że trzeba będzie przyjąć jakąś definicję dobrostanu oraz jego kryterium. To, o czym Pan mówi to utylitaryzm, stanowisko bardzo dobrze zbadane przez filozofię. Utylitaryzm bardzo łatwo jest pomyśleć,
ale o wiele trudniej wcielić w życie.

Pytanie dla Pana: przypuśćmy, że wiadomo nam, że zabicie niewinnego człowieka X przyczyni się do poprawy dobrostanu całej ludzkości (a jego nie zabicie - według racjonalnych szacunków - pogorszy ów stan). Czy powinniśmy zabić tego człowieka?
Przypuśćmy, że X jest tyleż wielkim, co ekscentrycznym bogaczem - zamierza zniszczyć swój majątek, ażeby nikt nie korzystał z niego po jego śmierci. No więc jak - zabijamy, czy nie?
07-03-2013 18:05 
 Ocena 3 na 3
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> trzeba będzie przyjąć jakąś definicję dobrostanu oraz jego kryterium

Oj tam, z grubsza intuicje są takie: radość, zabawa i swoboda - dobrze; płacz, trupy i kajdany - źle. Nie dzielmy włosa na czworo.

> przypuśćmy, że wiadomo nam, że zabicie niewinnego człowieka X przyczyni się do poprawy dobrostanu całej ludzkości (a jego nie zabicie - według racjonalnych szacunków - pogorszy ów stan). Czy powinniśmy zabić tego człowieka?
> Przypuśćmy, że X jest tyleż wielkim, co ekscentrycznym bogaczem - zamierza zniszczyć swój majątek, ażeby nikt nie korzystał z niego po jego śmierci. No więc jak - zabijamy, czy nie?

Pan ma bardzo niskie mniemanie o moralności ateistów, jeżeli uważa Pan to za jakikolwiek problem... Ale OK, z przyjemnością nauczę Pana świeckiej refleksji etycznej:

Proszę sobie wyobrazić dwie krainy, identyczne pod wszystkimi względami - oprócz tego, że w jednej z nich dopuszczalne jest zabicie bogacza, aby rozdystrybuować jego dobra. Innymi słowy: w jednej z krain wolno deptać prawo do życia, własności prywatnej, i dodatkowo jeszcze zasadę, że człowiek nie powinien być traktowany przedmiotowo jako środek do osiągnięcia jakiegoś celu przez innych ludzi.

To w której krainie wolałby Pan szanowny zamieszkać...?

Jeżeli są jakieś wątpliwości, proszę dla pełniejszego obrazu postawić się w roli tego nieszczęsnego bogacza. Panu się chyba dobrostan pomylił z krótkoterminową radością z napchania brzucha? To nie tak, trzeba patrzeć kompleksowo i długofalowo - użyłbym nawet sformułowania: "całkować po czasie".
________________________________________________________________________________
Elasp (6859 punktów)
>
>Proszę sobie wyobrazić dwie krainy, identyczne pod wszystkimi względami - oprócz tego, że w jednej z nich dopuszczalne jest zabicie bogacza, aby rozdystrybuować jego dobra. Innymi słowy: w jednej z krain wolno deptać prawo do życia, własności prywatnej, i dodatkowo jeszcze zasadę, że człowiek nie powinien być traktowany przedmiotowo jako środek do osiągnięcia jakiegoś celu przez innych ludzi.
>To w której krainie wolałby Pan szanowny zamieszkać...?

W pytaniu tym kryje się jednakże sofizmat. Polega on na założeniu, że dwie takie krainy mogą być "identyczne pod wszystkimi innymi względami". To oczywiście założenie utylitarysty, i przy takim założeniu nietrudno wybrać odpowiedź.

Problem jednak polega właśnie (i tylko) na tym, czy takie założenie jest uprawnione. Skąd wiemy, czy w krainie, w której można likwidować pojedynczych bogaczy pro publico bono, dobrostan nie będzie (z jakichś względów) znacznie większy niż w krainie, w której takiej praktyki nie ma?

(Dla wyjaśnienia podam przykład: wyobraźmy sobie świat A zawierający w sobie okrucieństwa wojen oraz świat A*, nie zawierający tych okrucieństw, a pod wszystkimi innymi względami identyczny ze światem A. Pytamy: w którym chciałbyś żyć? Nietrudno zauważyć, że świat A* jest wbrew pozorom niemożliwy, albowiem nie zawiera czynów bohaterskich związanych z działaniami wojennymi (zakładam, że takie czyny bohaterskie wydarzyły się w świecie A).)

Tak więc pytanie, które jest adresowane do utylitarysty dotyczy (niewykluczonego przezeń) przypadku, w którym zachodzi taka dysproporcja. Jak w takiej sytuacji powinien zadecydować utylitarysta? Jeżeli powie, że dobro pojedynczego człowieka jest wartością nadrzędną (co, wydaje mi się, Pan sugeruje), przestaje być utylitarystą, przedkładającym ponad wszystko "dobrostan ogółu".




>________________________________________________________________________________
>
08-03-2013 00:16 
 Ocena 5 na 5
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
>> To w której krainie wolałby Pan szanowny zamieszkać...?
> Skąd wiemy, czy w krainie, w której można likwidować pojedynczych bogaczy pro publico bono, dobrostan nie będzie (z jakichś względów) znacznie większy niż w krainie, w której takiej praktyki nie ma?

Jak najbardziej słuszne pytanie. Proszę tylko wykazać, że tak będzie i - voila! - racja jest po Pańskiej stronie. Ja jednak będę argumentował przeciwnie, po takiej linii: kiedy załatwimy bogacza, weźmiemy się za kolejnego (bo czemu nie?), potem następnego (zawsze będzie ktoś najbogatszy), w efekcie kraina szybko się wyludni.

> Dla wyjaśnienia podam przykład: (...) świat A* jest wbrew pozorom niemożliwy, albowiem nie zawiera czynów bohaterskich związanych z działaniami wojennymi

Zakładam, że chodziło Panu tu jedynie o ilustrację trudności z wprowadzeniem "tylko jednej" zmiany do świata, a nie o próbę usprawiedliwienia wojen możliwością dokonywania bohaterskich czynów? Problem rozumiem, ale przykład dość odrażający.

> Jak w takiej sytuacji powinien zadecydować utylitarysta? Jeżeli powie, że dobro pojedynczego człowieka jest wartością nadrzędną (co, wydaje mi się, Pan sugeruje), przestaje być utylitarystą, przedkładającym ponad wszystko "dobrostan ogółu".

Nie czuję się upoważniony do odpowiedzi w imieniu utylitarystów, mogę tylko mówić za siebie. Osobiście nie kładę nacisku ani na jednostkę, ani na doraźne korzyści z danego czynu. Bardziej interesuje mnie - w duchu kantowskiego imperatywu - perspektywa zasad, "praw powszechnych". Nie patrzę na czyn w izolacji, ale staram się ocenić, jaki będzie szeroki skutek przyjęcia go jako zasady powszechnej.

To miałem na myśli pisząc o "całkowaniu po czasie" funkcji dobrostanu - jeżeli dany czyn przyniesie pozytywny efekt krótkoterminowy, ale powszechne przyjęcie usprawiedliwiającej ten czyn zasady postępowania będzie negatywne długofalowo, ocenię go negatywnie.

Odnosząc to wszystko do przykładu z bogaczem - uważam, że stając po jego stronie (co odbierze pewne drobne krótkoterminowe korzyści ogółowi), w efekcie zapobiegniemy długofalowym problemom, które byłyby skutkiem wprowadzenia "licencji na zabijanie" bogaczy.
________________________________________________________________________________
08-03-2013 06:40 
 Ocena 2 na 2
Irracja (4721 punktów)
    ... spieracie się państwo o coś co zostało już w praktyce przetestowane. Wystarczy zajrzeć choćby do historii byłego ZSRR...




... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
08-03-2013 13:30 
 Ocena 3 na 3
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> spieracie się państwo o coś co zostało już w praktyce przetestowane. Wystarczy zajrzeć choćby do historii byłego ZSRR...

Spór jest głębszy i nie ogranicza się tylko do analizy przykładu z bogaczem. Mój interlokutor zdaje się twierdzić, że nie da się skonstruować spójnego świeckiego systemu etycznego. Ja próbuję pokazać, że (a) owszem, można - a gotów jestem jeszcze argumentować, że (b) będzie on lepszy od systemów konkurencyjnych, w szczególności teistycznych.
__________________________________________________
08-03-2013 19:31 
 Ocena 1 na 1
Irracja (4721 punktów)
>>Mój interlokutor zdaje się twierdzić, że nie da się skonstruować spójnego świeckiego systemu etycznego. Ja próbuję pokazać, że (a) owszem, można...
    ... oczywiście że można. Trudno jednak, ludziom wychowywanym na niewolników zrozumieć, że można być panem samego siebie...

>>a gotów jestem jeszcze argumentować, że (b) będzie on lepszy od systemów konkurencyjnych, w szczególności teistycznych.
    ... hmmm, czy będzie lepszy? Każdy system ma swoje plusy i minusy. Lecz wszystkie mają jedno wielkie obciążenie, taki ogromny minus - to ludzie, ich pazerność, zawiść i etc. A to potrafi spartolić każdy system, niestety...

... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
Elasp (6859 punktów)

>Jak najbardziej słuszne pytanie. Proszę tylko wykazać, że tak będzie i - voila! - racja jest po Pańskiej stronie. Ja jednak będę argumentował przeciwnie, po takiej linii: kiedy załatwimy bogacza, weźmiemy się za kolejnego (bo czemu nie?), potem następnego (zawsze będzie ktoś najbogatszy), w efekcie kraina szybko się wyludni.

Można zmodyfikować przykład: "Wyobraźmy sobie, że zabicie tego bogacza zapewni innym dobrostan w stopniu, którego nie będą już chcieli zmieniać, etc.".

>Zakładam, że chodziło Panu tu jedynie o ilustrację trudności z wprowadzeniem "tylko jednej" zmiany do świata, a nie o próbę usprawiedliwienia wojen możliwością dokonywania bohaterskich czynów?

Oczywiście.

>Nie czuję się upoważniony do odpowiedzi w imieniu utylitarystów, mogę tylko mówić za siebie. Osobiście nie kładę nacisku ani na jednostkę, ani na doraźne korzyści z danego czynu. Bardziej interesuje mnie - w duchu kantowskiego imperatywu - perspektywa zasad, "praw powszechnych". Nie patrzę na czyn w izolacji, ale staram się ocenić, jaki będzie szeroki skutek przyjęcia go jako zasady powszechnej.

Nie wiem, czy jest to możliwe przy Pana założeniach. Słowo "dobrostan" jest wygodne, ale różni ludzie różnie odpowiedzą na pytanie "jaki stan jest według ciebie dobrostanem?". To, co będzie szczytem marzeń dla jednego, będzie nędzą dla drugiego. Dla jednego optymalne będzie życie wszystkich ludzi zgodnie z naturą (przyrodą), dla innego - funkcjonowanie wszystkich ludzi w nowoczesnym świecie komputerów i maszyn. Zakłada więc Pan, że można znaleźć jakiś wspólny mianownik, coś, co uszczęśliwi wszystkich. Co to miałoby być? Jest tu rzecz jasna miejsce dla propagandy, dla wmówienia człowiekowi, że dobrem dla niego jest stan X a nie Y. Myślę, że utylitarystyczna władza nie będzie główkować nad znalezieniem takiego wspólnego mianownika, tylko narzuci pewien model bez uzasadniania go, na drodze propagandy (= edukacji). Obawiam się więc, że utylitaryzm w ludzkich rękach prowadzi mniej więcej do sytuacji opisanej przez Orwella ("Rok 1984").

Można utylitaryzm godzić z liberalizmem, tzn. powiedzieć, że każdy człowiek będzie samodzielnie oceniać, co jest dla niego dobre, i że ustrój właściwy to ten, w którym dobrostan polega na zmaksymalizowaniu tak rozumianych dóbr. Niemniej ingerencja władzy wydaje mi się nieuchronna, albowiem ludzie mogą mieć najrozmaitsze pomysły na szczęście własne (jak wynika z przykładów powyżej).



>________________________________________________________________________________
08-03-2013 10:55 
 Ocena 4 na 4
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> "Wyobraźmy sobie, że zabicie tego bogacza zapewni innym dobrostan w stopniu, którego nie będą już chcieli zmieniać, etc."

Jeżeli jest to ktoś, kto aktywnie działa na rzecz zmniejszenia dobrostanu bliźnich i nie ma innych możliwości powstrzymania go - no to trudno. Nie bardzo widzę, gdzie jest problem, czy to się jakoś istotnie różni od decyzji, którą podejmuje Sąd? Pan ma inne intuicje moralne w tej sprawie?

> Dla jednego optymalne będzie życie wszystkich ludzi zgodnie z naturą (przyrodą), dla innego - funkcjonowanie wszystkich ludzi w nowoczesnym świecie komputerów i maszyn.

Przede wszystkim - jeżeli nie mamy naprawdę mocnych argumentów, nie definiujmy swojego dobrostanu przez pryzmat tego, co powinni robić inni.

> Zakłada więc Pan, że można znaleźć jakiś wspólny mianownik, coś, co uszczęśliwi wszystkich. Co to miałoby być?

Jak już pisałem wyżej, pewne wskaźniki są na tyle obiektywne, że można je bez obaw przyjąć za wyznaczniki dobrostanu: umieralność, przestępczość, dostęp do usług medycznych, wolnych mediów. Dla każdego z tych punktów istnieje mocna argumentacja, w przeciwieństwie np. do "życia zgodnie z naturą", które jest mocno dyskusyjne.

Można by to nazwać "Evidence Based Ethics" (analogicznie do standardu EBM w medycynie).

Medycyna jest tu zresztą świetną analogią, bo podobnie jak dla dobrostanu, nie mamy też ścisłej definicji "zdrowia". Ale mamy intuicję różnic pomiędzy ekstremami, i w wielu przypadkach potrafimy stwierdzić, czy idziemy w dobrą czy złą stronę.

> Obawiam się więc, że utylitaryzm w ludzkich rękach prowadzi mniej więcej do sytuacji opisanej przez Orwella

Gdyby o dobrostanie miało decydować czyjeś widzimisię, to zapewne tak. Ale ja postuluję żeby rządziły dane i fakty. W nauce to działa (w szczególności w medycynie), w etyce też powinno. A już na pewno lepiej niż absolutystyczne podejście teokratyczne.
________________________________________________________________________________
Elasp (6859 punktów)
Co to miałoby być?
>Jak już pisałem wyżej, pewne wskaźniki są na tyle obiektywne, że można je bez obaw przyjąć za wyznaczniki dobrostanu: umieralność, przestępczość, dostęp do usług medycznych, wolnych mediów. Dla każdego z tych punktów istnieje mocna argumentacja, w przeciwieństwie np. do "życia zgodnie z naturą", które jest mocno dyskusyjne.
>Można by to nazwać "Evidence Based Ethics" (analogicznie do standardu EBM w medycynie).

Zakłada Pan, że człowiek nie ma żadnych wyższych potrzeb, aniżeli zdrowie i bezpieczeństwo, albo że brak szczęścia z reguły przekłada się na długość życia i poziom agresji? To, o czym Pan mówi, to najwyżej wskaźniki biedy oraz głębokiego, frustrującego niezadowolenia. Czy naprawdę uważa Pan, że szczęście to nic więcej, jak tylko brak tych czynników?

Chyba że chce Pan tak rozumieć ów dobrostan i dążyć do jego realizacji. Ten dobrostan to - wydaje mi się - co najwyżej wstęp do szczęścia. Ludzie dążą do szczęścia, a nie tyle (lub tylko) do tak rozumianego dobrostanu; żyją nie po to,
aby po prostu żyć długo, wygodnie i bezpiecznie, lecz po to, aby realizować jakieś cele.

>________________________________________________________________________________
08-03-2013 13:14 
 Ocena 4 na 4
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Czy naprawdę uważa Pan, że szczęście to nic więcej, jak tylko brak tych czynników?

Napisałem gdzieś, że "nic więcej"? Czy tylko tyle, że to jest mierzalne i niekontrowersyjne?

> Ludzie dążą do szczęścia, a nie tyle (lub tylko) do tak rozumianego dobrostanu; żyją nie po to, aby po prostu żyć długo, wygodnie i bezpiecznie, lecz po to, aby realizować jakieś cele.

Ale jak będzie krótko, niewygodnie i niebezpiecznie, to za dużo Pan raczej nie zrealizuje, nieprawdaż? Pisałem o stworzeniu każdemu dobrych warunków do samorealizacji swojej wizji szczęścia (bo to się da zobiektywizować), a nie o wskazywaniu każdemu indywidualnej drogi rozwoju (bo to by było chore). Realizuj się jak chcesz, ale dbaj przy tym, żeby inni też mogli.

Mój "dobrostan" to stworzenie warunków do samorealizacji - a czy ktoś z nich skorzysta, czy nie, to już jego prywatna sprawa. Zmieńmy terminologię, jeżeli Panu "dobrostan" kojarzy się inaczej, nie upieram się. Możemy np. wprowadzić podział na dobrostan obiektywny i subiektywny - mnie interesuje (systemowo) tylko ten pierwszy, jako baza na której każdy zbuduje sobie drugi.
________________________________________________________________________________
08-03-2013 13:22 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

Zgoda, jeżeli tak rozumieć dobrostan (jako stworzenie warunków, które można też potraktować jako wyjściowe), jestem za dobrostanem.

>________________________________________________________________________________
08-03-2013 13:50 
 Ocena 2 na 2
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
Bardzo mnie to cieszy i jednocześnie potwierdza słuszność wyjściowego postulatu o możliwie najpowszechniejszej akceptowalności dla etycznej "funkcji celu", którą chcemy maksymalizować.
________________________________________________________________________________
08-03-2013 16:07 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> Zakłada Pan, że człowiek nie ma żadnych wyższych potrzeb, aniżeli zdrowie i bezpieczeństwo,
Tu wiele nie trzeba zakładać, tu wystarcza trochę wiedzy:
pl.wikipedia.org/wiki/Hierarchia_potrzeb
www.emito.(*)e_zyja_na_polnocy_1140806.html

>albo że brak szczęścia z reguły przekłada się na długość życia i poziom agresji?
Państwa z najmniejszą średnią długości życia

ŚREDNIA DŁUGOŚĆ ŻYCIA W [latach]
1 Botswana 30.8
2 Zambia 35.2
3 Angola 36.8
4 Lesotho 36.8
5 Mozambik 37.1
6 Malawi 37.5
7 Suazi 37.5
8 Zimbabwe 37.8
9 Rwanda 39.2
10 Namibia 40.5

BEZROBOCIE [%]
1 Liberia 70.0
2 Dżibuti 50.0
3 Kenia 50.0
4 Zambia 50.0
5 Zimbabwe 50.0
6 Lesotho 45.0
7 Botswana 40.0
8 Bangladesz 35.2
9 Bośnia i Hercegowina 35.0
10 Macedonia


>To, o czym Pan mówi, to najwyżej wskaźniki biedy oraz głębokiego, frustrującego niezadowolenia.
Czasem wystarcza, aby dokonać wyboru.
pl.wikipedia.org/wiki/Samobójstwo

>Czy naprawdę uważa Pan, że szczęście to nic więcej, jak tylko brak tych czynników?
Nie, choć szczęśliwym się bywa i nigdy nie jest to stan permanentny, to najbardziej uzależniony jest on od zdrowia, minimum standardu cywilizacyjnego i możliwości samorealizacji.

>Chyba że chce Pan tak rozumieć ów dobrostan i dążyć do jego realizacji. Ten dobrostan to - wydaje mi się - co najwyżej wstęp do szczęścia.
Tak, ale nie wszystko od wszystkich zależy. Polityczne władze państwowe nie załatwią za nas wszystkiego, ale podstawowym ich celem winno być dążenie do zapewnienia tego "wstępu do szczęścia" jak największej ilości swoich obywateli, a nie tworzyć warunków pełnego szczęścia dla wybranych - tych bardziej pokornych lub tych bardziej cwanych.

>Ludzie dążą do szczęścia, a nie tyle (lub tylko) do tak rozumianego dobrostanu; żyją nie po to, aby po prostu żyć długo, wygodnie i bezpiecznie, lecz po to, aby realizować jakieś cele.
Właśnie! Różni ludzie mają różne potrzeby, których realizacja daje im poczucie szczęśliwości. Różni ludzie mają różne cele. Dajmy im wolny wybór i nie narzucajmy innym własnych koncepcji ani rozumienia świata, ani odczuwania szczęścia.
Głupotą są obietnice raju (dobrostanu) na ziemi, ale spotęgowaną głupotą są obietnice raju (dobrostanu) po śmierci.
Kto tak uważa, to jego wybór i jego sprawa, ale niech nie wciska kitu innym.

@@@
.
07-03-2013 18:25 
 Ocena 9 na 9
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
> Pytanie dla Pana: przypuśćmy, że wiadomo nam, że zabicie niewinnego człowieka X przyczyni się do poprawy dobrostanu całej ludzkości (...). Czy powinniśmy zabić tego człowieka?

Oczywiście, że tak.
Inaczej nigdy nie byłoby chrześcijaństwa - a to być Nie Może .

...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
07-03-2013 23:16 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>To zaś stanowi dla mnie kolejne potwierdzenie, że ateizm jest postawą nieautentyczną - jest nie tylko logicznie, ale i psychologicznie niemożliwy.
Stara - mocno zdarta - płyta gramofonowa. Cały czas klepie to samo.
Tak ma Pan racje do racjonalistycznego ateizmu dochodzi się drogą rozumową, a do tego potrzebny jest dosyć wysoki poziom inteligencji, sporo wiedzy i umiejętność samodzielnego adogmatycznego (lub nawet antydogmatycznego) myślenia.
Określenie "Ateizm" wywodzi się z teistycznego epitetu rzucanego na ludzi nie podzielających z nimi wiary w ich krasnoluda. (Ateistą nazywany był wszakże też inny teista.).

Natomiast całkowicie sensowne, gdyż wywodzące się z tysiącletnich ludzkich doświadczeń jest stawianie weryfikowanych praktycznie faktów ponad wiarę w jakiekolwiek stwory wyobraźni oraz wyniki intelektualnych spekulacji.
Choć oczywistym jest, że sformatowany religijnie umysł, ograniczony wiarą nie potrafi pojąć, że rozumny człowiek dla uznania czegokolwiek potrzebuje sensownych dowodliwych przesłanek.

Ateizm wynikający z racjonalnego myślenia jest jedynym całkowicie spójnym światopoglądem inteligentnego, samodzielnie myślącego człowieka. Logika, matematyka, język to tylko ludzkie narzędzia i muszą być odpowiednio użyte, aby przyniosły sensowne wyniki.
A. Izdebski: Logika formalna jest algebrą myślenia, a więc nauką ścisłą i jako taka jest luźno powiązana z bogactwem życia społecznego. Jest ona wyrazem racjonalności myślenia, ale nie udziela nam odpowiedzi na wiele pytań egzystencjalnych (zwrócił na to uwagę prof. Kazimierz Ajdukiewicz), a ponadto jest chyba tak, że gdy w jej ramach przyjmiemy aksjomat np. o istnieniu Boga, to w następstwie i dalsze rozważania teologicznie mogą zachować walor logicznej racjonalności. Idąc tym tropem przez historię logiki filozoficznej dostrzegamy jak wielu wśród największych myślicieli godziło logiczne myślenie z fideistyczną postawą światopoglądową, Mówiąc krócej założenie istnienia absolutu (Bóg filozofów na ogół bardzo różni się od Boga teologów) nie przeszkadzało im w posługiwaniu się logiką, a nawet odkrywaniu zasad logicznego myślenia i tworzeniu własnych systemów logicznych.

Wchodząc do czasów nowożytnych warto sięgnąć do Johna Henry'ego Newmana z jego Logiką wiary z 1870r. (choć sam autor nie był przekonany co do logicznej mocy swoich dowodów), a także do współczesnego filozofa analitycznego - a więc przywiązującego wagę do logiki - Alwina Platinga, który używając sprawnie własnego rozumu, sugestywnie (choć mnie nie przekonał) broni racjonalnej akceptowalności twierdzenia o istnieniu Boga. Na polskim gruncie za logików związanych z Kościołem katolickim uznawani są między innymi: ks. prof. Jan Salamucha, sławny Ojciec Innocenty, czyli ks. prof. Józef Maria Bocheński oraz żyjący prof. Andrzej Grzegorczyk. Moim zdaniem, wszyscy oni wychodząc od nieprawdziwych (nieweryfikowalnych) przesłanek w konsekwencji wyciągali mylne wnioski. Ale uważam, że to ludzie mądrzy - warci tego, aby poznawać ich przemyślenia oraz podejmować polemikę z ich poglądami.


Aby uzyskać logiczne odpowiedzi, trzeba zadawać sensowne pytania. Ignostycyzm jest poglądem głoszącym, że pytanie o istnienie Boga jest pozbawione sensu, ponieważ nie ma ono weryfikowalnych (czy testowalnych) skutków i dlatego powinno być zignorowane. www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,509211#w510102
Logiczne pytanie o Boga jest całkowicie pozbawione sensu, gdyż pusty (bezsensowny), w aspekcie nauk przyrodniczych (science) jest ten termin. Ma on sens w kulturze i psychiatrii oraz innych naukach społecznych i chyba tylko stąd wspomniał Pan o psychologii - tak w tej dziedzinie wiedzy Boga się też rozumie.

@@@
.
05-03-2013 23:46 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
>Słowa mają określone znaczenie
Tak. Dokładnie takie, jakie użytkownicy słów przyjmą za znaczące.
[Chyba że kto woli gadać językiem własnym alias boskim.]

[Prawdopodobnie to, co Fizyk (dość ryzykownie zresztą)) określa monizmem, dotyczy świata zewnętrznego (niepodmiotowego). Nie wydaje się, jakoby identyfikował opis rzeczy z 'samymi' rzeczami, albo zastosowania fizyki z 'samą' fizyką.]
06-03-2013 09:52 
 Ocena 12 na 12
Fizyk (17637 punktów)
>> Monizm jest hipotezą roboczą współczesnego poznania świata.

> A więc już hipoteza i to jeszcze robocza - to już coś.

Oczywiście, że coś. Wszystkie teorie naukowe mają w zasadzie status hipotezy roboczej. W odróżnieniu od dogmatów.

> Przyjmijmy, że:
> N = zdanie będące koniunkcją wszystkich zdań uznawanych przez naukę.
> B = zdanie "Bóg istnieje".

Albo B = Bazyliszek istnieje.

> + = symbol koniunkcji logicznej.
> Nietrudno zauważyć, że wartość eksplanacyjna zdania B+N jest dokładnie taka sama, jak zdania B; wszystkie wnioski, które wynikają z B, wynikają także z B+N. Tak więc owocność, o której Pan pisze, nie jest wystarczającym argumentem za odrzuceniem B+N. Oczywiście powie Pan, że powinna tu zostać użyta brzytwa Ockhama, ...

Oczywiście.

> ... ale i tego nie można zrobić od razu. Z tego bowiem, że zdanie B+N daje dokładnie te same wnioski empiryczne co N nie wynika, że B jest zbędne (widać to dobrze, gdy w miejsce B weźmie się tautologię, np. a=a).

Obawiam się, że wyszło Panu, że Bazyliszek istnieje.
06-03-2013 13:55 
 Ocena 5 na 5
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
>> Z tego bowiem (...) nie wynika, że B jest zbędne
> Obawiam się, że wyszło Panu, że Bazyliszek istnieje.

Dokładniej: wyszło że Bazyliszek jest nam równie (nie)zbędny jak Bóg.
06-03-2013 17:59 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Proszę Pana, czyta Pan nieuważnie i niepotrzebnie obraca Pan dyskusję w żart. Albo dyskutujemy poważnie, albo w ogóle (szkoda czasu). To, co mówię nie ma wcale na celu dowieść istnienia Boga. Nigdzie tego nie powiedziałem. Chcę tylko pokazać, że warunek, który uważa Pan za dystynktywny dla nauki (wyjaśnienie faktów empirycznych), czyli dla zdania N, nie jest wcale dystynktywny, bo charakteryzuje np. zdanie N+B.


06-03-2013 23:33 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
> Oczywiście powie Pan, że powinna tu zostać użyta brzytwa Ockhama, ale i tego nie można zrobić od razu. Z tego bowiem, że zdanie B+N daje dokładnie te same wnioski empiryczne co N nie wynika, że B jest zbędne (widać to dobrze, gdy w miejsce B weźmie się tautologię, np. a=a).
Wszystko pięknie, tylko proszę nie zapomnieć o tym, że "N" nijak nie może Pan wykasować z obrazu świata, natomiast B wymyślił sobie Pan sam. Jak już sobie Pan wymyślił B, to może sobie Pan w jego miejsce wstawiać przeróżne tautologie. W optymalnym przypadku powstaje matematyka, w nieco mniej optymalnym (jak na mój gust) - teologia.
Elasp (6859 punktów)

>Wszystko pięknie, tylko proszę nie zapomnieć o tym, że "N" nijak nie może Pan wykasować z obrazu świata, natomiast B wymyślił sobie Pan sam.

1) Nie wiadomo, jak będzie się przedstawiać nauka w przyszłości. Podejrzewam także, że dla wyższej cywilizacji nasza nauka - chluba cywilizacji europejskiej - jest niczym niezdarny rysunek małego dziecka.

2) Brzytwa dotyka także naszych ciał, jak wskazywałem w odpowiedzi na inną Pana wiadomość.
07-03-2013 10:25 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
> 1) Nie wiadomo, jak będzie się przedstawiać nauka w przyszłości. Podejrzewam także, że dla wyższej cywilizacji nasza nauka - chluba cywilizacji europejskiej - jest niczym niezdarny rysunek małego dziecka.
Całkiem możliwe, ale jest dla nas jedynym weryfikowalnym i najskuteczniejszym narzędziem poznawania świata. Ale pozwoli Pan, że zapytam, która to cywilizacja jest Pańskim zdaniem wyższa?

> 2) Brzytwa dotyka także naszych ciał, jak wskazywałem w odpowiedzi na inną Pana wiadomość.
Czy ta Pańska enigmatyczność ma być w tym przypadku groźbą?
Proszę wskazać tę Pańską odpowiedź, gdyż takiego argumentu sobie nie przypominam.

Jaka brzytwa dotyka naszych ciał? Czy Panu się już wszystko całkowicie pokićkało i mam się cieszyć, że dzielą nas kable internetu?
Elasp (6859 punktów)

Chodzi o zapędy redukcjonistyczne samej nauki, o czym już zresztą mówiliśmy, tylko że mówię o nich co nieco obrazowo.
07-03-2013 10:59 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
> Chodzi o zapędy redukcjonistyczne samej nauki, o czym już zresztą mówiliśmy, tylko że mówię o nich co nieco obrazowo.
Zapędy redukcjonistyczne mogą mieć ewentualnie różni teoretycy, ale najczęściej to teoretycy religijni oskarżają o nie naukę.
Jestem za redukowaniem tego co da się zredukować, jednak nie zapominając o wszelkich skalach i wymiarach rzeczywistości, w tym np. chociażby o empatii.

07-03-2013 11:34 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Za 40 lat jakieś nowe wcielenie racjonalisty.pl będzie walczyć z Pana zabobonem "skali i wymiarów".
07-03-2013 12:01 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
> Za 40 lat jakieś nowe wcielenie racjonalisty.pl będzie walczyć z Pana zabobonem "skali i wymiarów".
A niby dlaczego? To żaden zabobon.
Wytłumaczenie sposobu funkcjonowania świata, a w nim człowieka nie odbiera mu godności, a raczej dodaje, gdyż sprawia, że człowiek lepiej i więcej rozumie. Moralność staje się przy tym raczej "lepsza", niż "gorsza". Zdecydowanie wolę żyć np. w swobodzie demokracji, niż w średniowieczu.

Na jakiej podstawie sądzi Pan, że ktoś mógłby z tego świata próbowac na gruncie nauki (a nie ideologii) wymazać jakiekolwiek ewidentne w naszym doświadczeniu podmioty, przedmioty i zdarzenia, w jakiejkolwiek skali, czy wymiarze?

Jeśli w przyszlości każda skala świata fizycznego będzie się ściśle i bez najmniejszych luk przekładała na inną jego skalę, w tym również na skalę umysłu, to ja nie widzę w tym zła a priori, choć niebezpieczeństwa niemoralnego wykorzystania takiej wiedzy są również oczywiste.
Elasp (6859 punktów)

Na jakiej podstawie człowiekowi będzie przysługiwać jakakolwiek godność? Na zasadzie konwencji? Przecież słowo "godność" nie jest terminem naukowym (empirycznym).
08-03-2013 12:48 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
> Na jakiej podstawie człowiekowi będzie przysługiwać jakakolwiek godność?
Na takiej samej, jak zawsze.
(Czyli może być bardzo różnie. No ale jeśli Bóg ją nam nadał i jej pilnuje, to chyba nie mamy się czego obawiać?)

>Na zasadzie konwencji?
Tak. Moralność jest rodzajem umowy między ludźmi co do sposobu postępowania względem siebie.

>Przecież słowo "godność" nie jest terminem naukowym (empirycznym).
Samo to słowo nim nie jest (słowa w ogóle są symbolami). Ale oznacza ono pewien sposób postępowania wobec innych, a to jest już jak najbardziej empiryczne. A czy Pan sądzi, że coś innego od doświadczenia kazało wpisać do aktualnej niemieckiej konstytucji słowa:
"Godność człowieka jest nienaruszalna" jako jej pierwsze zdanie w pierwszym artykule?

A propos godności fajny fragment wpisu w wikipedii:

Od czasów Soboru Watykańskiego II godność człowieka stała się fundamentem prawa kanonicznego. Źródło prawa jest w człowieku, bo Bóg dał człowiekowi pojęcie sprawiedliwości. Zasada godności ludzkiej została podkreślona w deklaracji Dignitatis humanae[3]. Potwierdza ona prawo człowieka do wolności religijnej, ponieważ człowiek nie może wierzyć na siłę.
Elasp (6859 punktów)
>> Na jakiej podstawie człowiekowi będzie przysługiwać jakakolwiek godność?
>Na takiej samej, jak zawsze.

>(Czyli może być bardzo różnie. No ale jeśli Bóg ją nam nadał i jej pilnuje, to chyba nie mamy się czego obawiać?)

A widzi Pan - jak trwoga, to do Boga.

>>Na zasadzie konwencji?
>Tak. Moralność jest rodzajem umowy między ludźmi co do sposobu postępowania względem siebie.

Wydaje mi się, ze jest to jednak nadużycie słowa "konwencja". Są to na pewno reguły, których przestrzeganie daje nam jakąś korzyść (niekoniecznie przez nas uświadomioną). Natomiast chodzi o to, czy reguły te mogą lub powinny obowiązywać, kiedy ta korzyść ustanie, i tego też dotyczył mój przykład. Pan zdaje się twierdzić, że mogą (lub powinny). Dlaczego? Jeżeli godność człowieka jest bezwzględna i niezbywalna, to z czego wypływa (jeżeli nie ma Boga)?
08-03-2013 19:21 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> Dlaczego? Jeżeli godność człowieka jest bezwzględna i niezbywalna, to z czego wypływa (jeżeli nie ma Boga)?
Gdzie tu ludzka godność i gdzie tu człowieczeństwo jeżeli Panu jest potrzebnym Bóg jako jej dawca i Boga jako jej stróża potrzebuje.

Zdecydowanie wolę już być kuzynem kuzynem małpy, która stała się fenomenalnym zwierzęciem, które opanowało świat oraz potrafi poznawać i rozumieć obiektywnie istniejącą rzeczywistość - niż uprawiać filozofię na poziomie kurnika pod okiem wszechmocnego pana.

Prawie półtora wieku temu, w roku 1858 Karol Darwin - chrześcijanin (choć coraz bardziej wątpiący) od urodzenia do śmierci, absolwent trzech lat teologii - przedstawił w książce O pochodzeniu gatunków swoją teorię ewolucji. Podstawową jej tezą jest walka wszystkich żyjących istot z niszczącymi warunkami środowiska, a także walka konkurencyjna zarówno między osobnikami jednego, jak i różnych gatunków. W walce o byt wygrywają najlepsi, najbardziej przystosowani do środowiska. Czasem o tym decyduje przypadek, ale w masowej skali najlepsze przystosowanie daje największą przewagę. Eliminacja wszystkiego co słabsze, mniej przystosowane i utrzymywanie się przy życiu form najlepiej przystosowanych to dobór naturalny. Proces ten zachodzi nieprzerwanie z pokolenia na pokolenie prowadząc do rozszczepienia się gatunków na rasy i odmiany, które w przypadku uniemożliwienia im krzyżowania się rozszczepiają się - z biegiem nieprzeliczonych pokoleń - coraz bardziej, aż wreszcie mogą dać początek nowym gatunkom. Gatunek wyjściowy staje się wówczas rodzajem. (...)

W czerwcu 1860 roku biskup Samuel Wiberforce, matematyk o znakomitym formalnym wykształceniu, rozgłosił, że rozprawi się ostatecznie z bluźnierczą teorią Darwina. Na spotkanie przybyło około 700 osób, gdyż temat był interesujący, a sława biskupiego intelektu w Oxfordzie wielka. Mowę Wiberforce zakończył pytaniem do zaproszonego Thomasa Henrego Huxleya, czy pochodzi od małpy po mieczu czy kądzieli. Huxley posiadający ogromną wiedzę przyrodniczą, spokojnie punkt po punkcie wykazał ogrom biskupiej ignorancji, kończąc repliką, że woli pochodzić od małpy niż od człowieka, który wykorzystuje swoje zdolności i wpływy do żartowania z poważnej dyskusji naukowej.
www.racjon(*)/q,Malpi.ogon.homo.teologicusa

@@@
.
09-03-2013 00:58 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
>>> Na jakiej podstawie człowiekowi będzie przysługiwać jakakolwiek godność?
>>Na takiej samej, jak zawsze.
>>(Czyli może być bardzo różnie. No ale jeśli Bóg ją nam nadał i jej pilnuje, to chyba nie mamy się czego obawiać?)
> A widzi Pan - jak trwoga, to do Boga.
Niestety, nie zrozumiał Pan ironii, natomiast ja nie rozumiem Pańskiego humoru. Proszę na przykładach z historii wykazać jak Bóg pilnował ludzkiej godności - chociażby tylko swego narodu wybranego, nie mówiąc już o innych ludziach na przestrzeni wieków.
Czy to napawa optymizmem co do boskiej opieki na przyszłość? Pytam oczywiście o opiekę na tym świecie, bo o zaświaty nawet nie mam zamiaru się kłócić.

>Są to na pewno reguły, których przestrzeganie daje nam jakąś korzyść (niekoniecznie przez nas uświadomioną).
>Natomiast chodzi o to, czy reguły te mogą lub powinny obowiązywać, kiedy ta korzyść ustanie
Sądzę, że jeśli przestrzeganie danych reguł prowadzi do niekorzystnych skutków, to nie tylko można, ale również należy zmienić reguły.

>i tego też dotyczył mój przykład.
Ale który? Bo w całym wątku miał Pan kilka, a w tej konkretnej ścieżce raczej ogólnie rozmawialiśmy.

>Jeżeli godność człowieka jest bezwzględna i niezbywalna, to z czego wypływa (jeżeli nie ma Boga)?
Z ludzkich umysłów inspirowanych doświadczeniem pozbawienia godności. Przecież to tylko postulat, dalece jeszcze nieurzeczywistniony, nawet jeśli został uchwalony w ustawie.

Wskazałem już Panu (i nie tylko ja), że nawet najbardziej abstrakcyjne i wyszukane pojęcia etyczne (jak np. godność) są po pierwsze ludzkimi tworami językowymi, a po drugie wywodzą się z konkretnych ludzkich doświadczeń (np. cierpienia, braku szacunku itp.) i w związku z tym mają całkowicie naturalne pochodzenie - ich źródłem jest ludzka kultura.
Elasp (6859 punktów)

>Sądzę, że jeśli przestrzeganie danych reguł prowadzi do niekorzystnych skutków, to nie tylko można, ale również należy zmienić reguły.

Chodzi o to, czy będą obowiązywać, gdy ustaną skutki korzystne, a nie gdy nastaną niekorzystne. Przykład, który miałem na myśli, to przykład stanu, w którym ludzie są samowystarczalni i znają środki służące do łatwego uśmierzenia każdego bólu: każdy człowiek może zabić drugiego bez konsekwencji społecznych i nie sprawiając u niego cierpienia. Przykład jest wprawdzie trochę abstrakcyjny, ale nie przeszkadza to zastanowić się nad nim.

Rozumiem jednak, że Pańska odpowiedź wypadnie podobnie, tzn. w opisanej sytuacji ludzka godność (nienaruszalność, podmiotowość) przestaną obowiązywać. Takiej odpowiedzi trochę się obawiam jako osoba, która nie chciałaby, aby jej godność była tylko warunkowa. A naturalizm (utożsamienie praw z prawami przyrody lub konwencjami) może nam zaoferować tylko taką godność. To trochę tak jak z porzuceniem idei, że waluta musi mieć oparcie w kruszcu: zamiast kawałka kruszcu otrzymujemy świstek papieru, za który odpowiada bank centralny nie rezerwami złota czy srebra, ale - słowem honoru. Na ironię zakrawa fakt, że taki pieniądz nazywany jest pieniądzem fiducjalnym (fides = łac. wiara).

Co ma z tym wszystkim wspólnego Bóg? Ma i to wiele. Otóż ludzką godność mogę zagwarantować sobie przyjmując, że istnieje obiektywne i nienaruszalne prawo moralne, które tę godność jednoznacznie stwierdza. Bóg to źródło tego prawa tudzież instancja, która sprawiedliwie karze za jego złamanie. Jeżeli przestaniemy wierzyć w istnienie takiego prawa (oraz takiego Prawodawcy i Sędziego), jeżeli odrzucimy takie założenie (używam słowa "założenie", na wypadek, gdyby ktoś odczuł repulsję do słowa "wiara") popadniemy w naturalizm, który doprowadzi nas do miejsca, o którym mówię powyżej. Ściślej biorąc, to co naturalizm (tak rozumiany) ma nam do zaproponowania to: 1) warunkowa godność, 2) konieczność wiary, że warunki, przy których pojęcie godności ma zastosowanie i sens, w praktyce nigdy nie ustaną (wspomniałem już, że powyższy przykład jest w istocie bardzo nierzeczywisty). Zastępuje więc wiarę w Boga wiarą w niezmienność zasad budowy społeczeństwa ludzkiego (zasady te na razie są gwarantem godności, ale co będzie za 100 lat?).
09-03-2013 14:18 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Sądzę, że jeśli przestrzeganie danych reguł prowadzi do niekorzystnych skutków, to nie tylko można, ale również należy zmienić reguły.
> Chodzi o to, czy będą obowiązywać, gdy ustaną skutki korzystne, a nie gdy nastaną niekorzystne.
To zależy jak bardzo niekorzystne: swiatmaji.prv.pl/moje/ikowie.pdf i na jakim poziomie cywilizacji: pl.wikiped(*)lki_głód_na_Ukrainie oraz pl.wikipedia.org/wiki/Obóz_koncentracyjny Im wyższy poziom intelektualny, tym statystycznie wolniej osiąga się etyczne dno.

>Przykład, który miałem na myśli, to przykład stanu, w którym ludzie są samowystarczalni i znają środki służące do łatwego uśmierzenia każdego bólu: każdy człowiek może zabić drugiego bez konsekwencji społecznych i nie sprawiając u niego cierpienia. Przykład jest wprawdzie trochę abstrakcyjny, ale nie przeszkadza to zastanowić się nad nim.
Tyle, że rodzi się tu zasadnicze pytanie: Czy żyjąc w matrixie jesteśmy jeszcze ludźmi?

>Rozumiem jednak, że Pańska odpowiedź wypadnie podobnie, tzn. w opisanej sytuacji ludzka godność (nienaruszalność, podmiotowość) przestaną obowiązywać.
Doświadczenia historyczne wskazują, że tak.

>Takiej odpowiedzi trochę się obawiam jako osoba, która nie chciałaby, aby jej godność była tylko warunkowa.
Wszyscy myślący ludzie powinni się tego obawiać. Na dziś największym tego zagrożeniem jest praktyka wywodząca się od ideologii neoliberalnych, ale ludzie mają przeróżne pomysły, a pazerność na dobra doczesne do niczego etycznego nie prowadzi.

>A naturalizm (utożsamienie praw z prawami przyrody lub konwencjami) może nam zaoferować tylko taką godność.
Tylko w wyobrażeniach ekstremalnych idealistów. Monizm przyrodniczy (cała obiektywnie istniejąca rzeczywistość jest przyrodą) wcale nie wyklucza istnienia i ważności ludzkiej kultury, gdyż nasze mózgi (których funkcją są umysły) są wynikiem ewolucji. Zjawiska całkowicie przyrodniczego.

>To trochę tak jak z porzuceniem idei, że waluta musi mieć oparcie w kruszcu: zamiast kawałka kruszcu otrzymujemy świstek papieru, za który odpowiada bank centralny nie rezerwami złota czy srebra, ale - słowem honoru. Na ironię zakrawa fakt, że taki pieniądz nazywany jest pieniądzem fiducjalnym (fides = łac. wiara).
To trochę tak jak z porzuceniem praktyki poznania i rozumienia świata za pośrednictwem zmysłów, a powierzeniem wyjaśnienia świata poprzez idee wymyślone przez innych ludzi i całkowitym bezrozumnym zawierzeniem ich autorytetowi.

> Co ma z tym wszystkim wspólnego Bóg? Ma i to wiele. Otóż ludzką godność mogę zagwarantować sobie przyjmując, że istnieje obiektywne i nienaruszalne prawo moralne, które tę godność jednoznacznie stwierdza.
Pan sobie wiele może. Ludzka wyobraźnia (tak jak i głupota) są bezgraniczne. Tylko co z tego wynika praktycznie, to warto prześledzić losy ludzkości. W tym historię Kościoła Rzymskokatolickiego.

>Bóg to źródło tego prawa tudzież instancja, która sprawiedliwie karze za jego złamanie.
Jakoś trudno, to dostrzec! Na około co większy skur..syn to lepiej mu się żyje, a wystarczy też przyjrzeć się klerowi (oni najlepiej Boga znają więc winni być najbardziej bogobojni) jak żyją? Jak są karani i jak są nagradzani? Trzeba być ślepym, aby tego nie widzieć. Kit o sprawiedliwości po śmierci, to dobry jest dla baranów, ale nie dla tych, którzy potrafią myśleć o dokonywać samodzielnych sądów.

>Jeżeli przestaniemy wierzyć w istnienie takiego prawa (oraz takiego Prawodawcy i Sędziego), jeżeli odrzucimy takie założenie (używam słowa "założenie", na wypadek, gdyby ktoś odczuł repulsję do słowa "wiara") popadniemy w naturalizm, który doprowadzi nas do miejsca, o którym mówię powyżej.
Już Panu napisałem, aby Pan poznał biografie: Dawida, Witwickiego, Russella, Kotarbińskiego, a ludzi kierujących się podobną etyką odrzucającą wydumanego "Prawodawcę i Sędziego" są setki tysięcy. Jak pokazują badania socjologiczne nie są oni mniej moralni od fideistów, tylko nawet ździebko bardziej.

>Ściślej biorąc, to co naturalizm (tak rozumiany)
Ściśle biorąc, to "naturalizm" tak nierozumiany, jak Pan go tu przedstawia:
> ma nam do zaproponowania
- może proponować wszystko co tylko Pan sobie wymyśli, tyle tylko, że to nie ma nic wspólnego z naturalizmem i z jego koncepcjami.

>Zastępuje więc wiarę w Boga wiarą w niezmienność zasad budowy społeczeństwa ludzkiego (zasady te na razie są gwarantem godności, ale co będzie za 100 lat?).
Jakoś - pomimo, że dosyć pilnie czytam wypowiedzi pana Macieja - takiej wiary u niego nie zauważyłem, ale może...
Niech się sam wypowie.

PS. O ile to możliwe - pomyśl Pan trochę.
Naprawdę dużo inspiracji do przemyślenia Pan od nas dostaje.
Czy Pan jest w 100% zaimpregnowany. Całkowicie ścisły umysł?

@@@
.
10-03-2013 00:49 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>Przykład, który miałem na myśli, to przykład stanu, w którym ludzie są samowystarczalni i znają środki służące do łatwego uśmierzenia każdego bólu: każdy człowiek może zabić drugiego bez konsekwencji społecznych i nie sprawiając u niego cierpienia.
Rozpatrzmy tą "samowystarczalność". Albo ci ludzie w ogóle nie stykają się z innymi ludźmi i wówczas nie ma nawet zagrożenia pozbawienia kogoś życia, albo się stykają z innymi i wówczas siłą rzeczy powstają między nimi jakieś zależności - chociażby najdrobniej psychologiczne. Jeśli jednak powstają zależności, to jak można mówić o samowystarczalności?

Tak więc ja nie widzę szczególnej odmienności od sytuacji, którą mamy już obecnie. Już dzisiaj trzeba uzasadnić, dlaczego chronimy poszczególne wartości (w tym godność, czy życie ludzkie). Moja odpowiedź jest prosta. Chronimy je, gdyż zdecydowana większość ludzi intersubiektywnie uznaje te wartości za istotne i chce je chronić. Są one dla nas ważne, bo właśnie chcemy: a) żyć b) w społeczeństwie c) właśnie w poszanowaniu godności i uważamy to za słuszne.

Wprawdzie sama wola większości i uważanie czegoś przez nią za słuszne nie oznacza jeszcze optymalnego wyboru, ale tu o prawidłowości tego wyboru przekonuje nas jednak ... doświadczenie. W historii bywało bowiem różnie, zwłaszcza z poszanowaniem owej godności i stąd też wiemy, jak się bez niej żyje i dzisiaj wolimy żyć z nią.

> Rozumiem jednak, że Pańska odpowiedź wypadnie podobnie, tzn. w opisanej sytuacji ludzka godność (nienaruszalność, podmiotowość) przestaną obowiązywać. Takiej odpowiedzi trochę się obawiam jako osoba, która nie chciałaby, aby jej godność była tylko warunkowa. A naturalizm (utożsamienie praw z prawami przyrody lub konwencjami) może nam zaoferować tylko taką godność.
W całej historii człowieka większość ludzi albo w ogóle nie korzystała z godności, albo w bardzo ograniczonym zakresie i winny nie był tu żaden naturalizm. Etyka stanowi ZAWSZE tylko widzimisię człowieka, który jakoś tam próbuje uzasadnić swoje czyny.
Według Kotarbińskiego etyka odpowiada na pytanie "co należy czynić?" Czy uważa Pan, że ktokolwiek poza człowiekiem - i konkretnie - poza Panem samym potrafi za Pana na to pytanie odpowiedzieć? Czy jeżeli wywodzi Pan swoją moralność od Boga, to kto dokonuje owej czynności wywodzenia? A jeżeli na tej podstawie postępuje Pan w jakiś konkretny sposób, to jest to wina Boga, czy Pana?

> Co ma z tym wszystkim wspólnego Bóg? Ma i to wiele. Otóż ludzką godność mogę zagwarantować sobie przyjmując, że istnieje obiektywne i nienaruszalne prawo moralne, które tę godność jednoznacznie stwierdza.
Może Pan sobie zagwarantować to właśnie przyjmując i życzę Panu, żeby zawsze dokonał takich Pan wyborów, by tej gwaranacji dochować, gdyż już np. w historii przyjęcie boskich praw nie powstrzymywało ludzi religii przed dokonywaniem najgorszych zbrodni, często wręcz w imię swojej wiary.

>Bóg to źródło tego prawa tudzież instancja, która sprawiedliwie karze za jego złamanie. Jeżeli przestaniemy wierzyć w istnienie takiego prawa (oraz takiego Prawodawcy i Sędziego), jeżeli odrzucimy takie założenie (używam słowa "założenie".
To założenie jest zupełnie zbędne, gdyż miast otwarcie przyznać, że to my sami kształtujemy normy społeczne, stwarzamy pozór, jakoby istniał podmiot, który nam te normy nadaje, wiedząc wszak, że to my sami wymyśliliśmy zarówno ten podmiot, jak i jego prawo. Notabene powstrzymywanie się od przestęsptw tylko ze względu na strach przed (boską) kara uważam za wysoce niemoralne.

>zasady te na razie są gwarantem godności, ale co będzie za 100 lat?
A kto to wie? Człowiek jest zdolny do przeróżnych pięknych deklaracji, a w życiu wychodzi różnie. Dla mnie istotna jest szczerość. Jeśli nic o żadnym Bogu nie wiemy, wiemy natomiast na pewno, że całe ludzkie prawo (w tym i tzw. boskie) jest wynikiem pracy naszych mózgów, to o czym my tu w ogóle chcemy rozmawiać?

Rozumiem, że można sobie coś tam ogólnie spekulować o Bogu.
Jednak mormy postępowania są ostatecznie dość konkretne i czy naprawdę uważa Pan, że ludzie, którzy te normy formułują mają dostęp do Pana Boga, który im je dyktuje do ucha?
________________________________________________________________________________
10-03-2013 08:57 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>>Przykład, który miałem na myśli, to przykład stanu, w którym ludzie są samowystarczalni i znają środki służące do łatwego uśmierzenia każdego bólu: każdy człowiek może zabić drugiego bez konsekwencji społecznych i nie sprawiając u niego cierpienia.
>Rozpatrzmy tą "samowystarczalność". Albo ci ludzie w ogóle nie stykają się z innymi ludźmi i wówczas nie ma nawet zagrożenia pozbawienia kogoś życia, albo się stykają z innymi i wówczas siłą rzeczy powstają między nimi jakieś zależności - chociażby najdrobniej psychologiczne. Jeśli jednak powstają zależności, to jak można mówić o samowystarczalności?

Można przypuścić, że ludzie zobojętnieją na siebie (jak w Szwecji) i nie będą między nimi powstawać silniejsze zależności. Gdy jestem w górach, sięgam po przydrożny kij; mogę nawet psychologicznie odnosić się do tego narzędzia podczas wycieczki (polegać na nim, uznać, że dobrze spełnia swoją rolę). Ale gdy wycieczka się kończy, mogę bez wahania odrzucić go. Wielu ludzi nawet dzisiaj tak instrumentalnie traktuje drugiego człowieka.

>Tak więc ja nie widzę szczególnej odmienności od sytuacji, którą mamy już obecnie. Już dzisiaj trzeba uzasadnić, dlaczego chronimy poszczególne wartości (w tym godność, czy życie ludzkie). Moja odpowiedź jest prosta. Chronimy je, gdyż zdecydowana większość ludzi intersubiektywnie uznaje te wartości za istotne i chce je chronić. Są one dla nas ważne, bo właśnie chcemy: a) żyć b) w społeczeństwie c) właśnie w poszanowaniu godności i uważamy to za słuszne.

Jeżeli większość zmieni zdanie, co wtedy? Tego właśnie tyczy mój przykład, czego nie chce Pan zauważyć.

>> Rozumiem jednak, że Pańska odpowiedź wypadnie podobnie, tzn. w opisanej sytuacji ludzka godność (nienaruszalność, podmiotowość) przestaną obowiązywać. Takiej odpowiedzi trochę się obawiam jako osoba, która nie chciałaby, aby jej godność była tylko warunkowa. A naturalizm (utożsamienie praw z prawami przyrody lub konwencjami) może nam zaoferować tylko taką godność.
>W całej historii człowieka większość ludzi albo w ogóle nie korzystała z godności, albo w bardzo ograniczonym zakresie i winny nie był tu żaden naturalizm. Etyka stanowi ZAWSZE tylko widzimisię człowieka, który jakoś tam próbuje uzasadnić swoje czyny.

Skąd Pan wie, że etyka stanowi "tylko widzimisię człowieka"? To, że etyka jest "wytworem naszego mózgu" nie oznacza, że jest tylko takim wytworem. Jeżeli maluję pejzaż górski, to jest to "tylko wytwór mojego mózgu"?

>Według Kotarbińskiego etyka odpowiada na pytanie "co należy czynić?" Czy uważa Pan, że ktokolwiek poza człowiekiem - i konkretnie - poza Panem samym potrafi za Pana na to pytanie odpowiedzieć? Czy jeżeli wywodzi Pan swoją moralność od Boga, to kto dokonuje owej czynności wywodzenia? A jeżeli na tej podstawie postępuje Pan w jakiś konkretny sposób, to jest to wina Boga, czy Pana?

To nie są żadne trudności. Istnieje ryzyko błędu i odpowiedzialność własna jak w każdym innym przypadku.

>> Co ma z tym wszystkim wspólnego Bóg? Ma i to wiele. Otóż ludzką godność mogę zagwarantować sobie przyjmując, że istnieje obiektywne i nienaruszalne prawo moralne, które tę godność jednoznacznie stwierdza.
>Może Pan sobie zagwarantować to właśnie przyjmując i życzę Panu, żeby zawsze dokonał takich Pan wyborów, by tej gwaranacji dochować, gdyż już np. w historii przyjęcie boskich praw nie powstrzymywało ludzi religii przed dokonywaniem najgorszych zbrodni, często wręcz w imię swojej wiary.

Tego rodzaju argumentem można podważać istnienie policji - po co ona skoro wielokrotnie nie zapobiegła najrozmaitszym przestępstwom? A iluż policjantów łamało prawo?

>Notabene powstrzymywanie się od przestępstw tylko ze względu na strach przed (boską) kara uważam za wysoce niemoralne.

W takim razie niemoralna będzie ogromna część ludzkości.

>Dla mnie istotna jest szczerość. Jeśli nic o żadnym Bogu nie wiemy, wiemy natomiast na pewno, że całe ludzkie prawo (w tym i tzw. boskie) jest wynikiem pracy naszych mózgów, to o czym my tu w ogóle chcemy rozmawiać?

Właśnie tego nie wiemy. Proszę rozważyć mój przykład z pejzażem, aby pozbyć się tego fałszywego i szkodliwego rozumowania. Nie ma żadnej sprzeczności w przypuszczeniu, iż wynik pracy naszych mózgów polega na odkryciu obiektywnego stanu rzeczy.

>________________________________________________________________________________
10-03-2013 18:03 
 Ocena 5 na 5
Absurdalna Abstrakcja (325 punktów)
>Można przypuścić, że ludzie zobojętnieją na siebie (jak w Szwecji) i nie będą między nimi powstawać silniejsze zależności. Gdy jestem w górach, sięgam po przydrożny kij; mogę nawet psychologicznie odnosić się do tego narzędzia podczas wycieczki (polegać na nim, uznać, że dobrze spełnia swoją rolę). Ale gdy wycieczka się kończy, mogę bez wahania odrzucić go. Wielu ludzi nawet dzisiaj tak instrumentalnie traktuje drugiego człowieka.

Dobry przykład z kijem. To tak, jak z wrażliwością: jeden urodził się gruboskórny i takim pozostaje przez resztę życia, inny nabywa empatię podczas doświadczeń losowych, a jeszcze inny jest (nad)wrażliwy od maleńkości. Gdyby wszyscy byli moralni, etyka w obecnym kształcie nie miałaby racji bytu.

>Jeżeli większość zmieni zdanie, co wtedy? Tego właśnie tyczy mój przykład, czego nie chce Pan zauważyć.

A dlaczego miałaby zmienić zdanie?
W moim odczuciu, jeżeli tak się stanie, to świat ludzki de facto pozbawi się wszelkich pozostałych wartości, które z poszanowania życia wypływają. Wszystkie inne "dobra" są nabywalne, osiągalne i to po wielokroć (majętność, sukces, władza itp.). Życie natomiast funkcjonuje wyłącznie w systemie "zero-jedynkowym": albo żyjesz, albo nie.

>Tego rodzaju argumentem można podważać istnienie policji - po co ona skoro wielokrotnie nie zapobiegła najrozmaitszym przestępstwom? A iluż policjantów łamało prawo?

Rozmawiamy jednak teraz o przewinieniach wiernych.

>W takim razie niemoralna będzie ogromna część ludzkości.

Mam zagwozdkę, gdy widzę strach w oczach spowiedników, błagających o pokutę za grzechy, które, abstrahując od religii, zasługują na potępienie społeczne oraz prawne. Mam też ją, bo wiem, że rozgrzeszenie uwalnia sumienia wiernych od brzemienia moralnej odpowiedzialności za czyny karalne. Czy to w porządku, gdy matka zabija najmłodsze w rodzinie dziecko, bo nie stać jej na utrzymanie całego pięciorga czy dziesięciorga, a potem ufnie spowiada się księdzu, powierzając mu część swojej odpowiedzialności i otrzymując rozgrzeszenie w imię Boga miłosiernego?
Zazwyczaj czuję problem, ale nie umiem go zwerbalizować. Ujmę to tak: niepojęte (dla niewierzących), jak można nie wyrządzać cierpienia w obawie przed karą czy w nadziei na wynagrodzenie, a nie wskutek wewnętrznego przekonania o pejoratywnym charakterze danego czynu, będącego pogwałceniem prawa drugiego człowieka do życia i godności.
Etyka oczywiście nakłada na jednostkę "sankcję" w postaci nazwania i potępienia czynu, dając do zrozumienia, że jest on społecznie nieakceptowalny, jednak nie obiecuje gratyfikacji w przypadku powstrzymania się od niego. Jest więc mniej opresyjna i wymaga większej samodyscypliny (nie w postaci: codziennie rano przed lustrem mantra "nie będę zabijał! nie mogę! to złe!"; ale w postaci: "do mnie należy gradacja własnych wartości i wyłuszczenie, na co może mi pozwolić moje poczucie odpowiedzialności").

>Właśnie tego nie wiemy. Proszę rozważyć mój przykład z pejzażem, aby pozbyć się tego fałszywego i szkodliwego rozumowania. Nie ma żadnej sprzeczności w przypuszczeniu, iż wynik pracy naszych mózgów polega na odkryciu obiektywnego stanu rzeczy.
>Skąd Pan wie, że etyka stanowi "tylko widzimisię człowieka"? To, że etyka jest "wytworem naszego mózgu" nie oznacza, że jest tylko takim wytworem. Jeżeli maluję pejzaż górski, to jest to "tylko wytwór mojego mózgu"?

Nie wiem, jakie fałszywe i szkodliwe rozumowanie ma Pan na myśli. Przykładowi z pejzażem początkowo przyklasnęłam. Potem się zastanowiłam i doszłam do takiego wniosku: maluję pejzaż w domu - a więc sięgam myślami do wspomnień obrazów widzianych wcześniej, tych realnych krajobrazów i odtwórczych klimatów. Maluję go w górach, na łonie natury - sięgam do źródła, aby mój pejzaż najwierniej odwzorowywał oryginał. Połączenie tych dwóch źródeł inspiracji, moim zdaniem, pozwala na wypracowanie optymalnego rozwiązania: zgodę pomiędzy tym, co w doświadczeniu, wspomnieniach - widziane oczami i interpretowane przez innych ludzi, a moim własnym postrzeganiem pierwowzoru (normatywnego stanu rzeczywistości). (trochę karkołomnie sformułowałam myśl, wybaczcie)
Podobnie widzę etykę i jej kształtowanie się w historii.
Człowiek, pomny krzywd, cierpienia i śmierci z powodu braku szacunku dla ludzkiego życia, zaczął ubierać je [życie] we wzniosłe epitety, odwoływać się do serca i rozumu, aby - być może kierowany bardzo pierwotnym i prozaicznym strachem przed własną śmiercią - wskazać na etykę jako gwarancję przetrwania, gdy w otoczeniu człowieka dzidę i skóry zaczęły zastępować bardziej wysublimowane akcesoria.


C z ł o w i e k - to nie brzmi dumnie. Już nie.
10-03-2013 22:24 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

Pozwoli Pani, że jutro odpowiem na Pani post.
11-03-2013 03:01 
 Ocena 1 na 1
Absurdalna Abstrakcja (325 punktów)
> Pozwoli Pani, że jutro odpowiem na Pani post.
Oczywiście. Sama tu bywam z doskoku.
Tak z innej beczki: gdzieś tu niedawno przeczytałam, że Pan studiuje. Prawda to?
Jeśli prawda, to w zasadzie jestem za tym, żeby porzucić tę sztuczną dystynkcję pt. 'pan', 'pani'.



Umieć żyć to naj­rzadziej spo­tyka­na rzecz na świecie. Większość ludzi tyl­ko egzystuje.
Oscar Wilde
11-03-2013 11:10 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>
Umieć żyć to naj­rzadziej spo­tyka­na rzecz na świecie. Większość ludzi tyl­ko egzystuje.

Ten plus dotyczy głównie stopki.
Elasp (6859 punktów)

Nie, nie studiuję. Jestem dawno po studiach.
11-03-2013 23:01 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Nie, nie studiuję. Jestem dawno po studiach.
Napraaawdę?
Wierzyć się nie chce? Sądziłem że Pan ma 19 lat, a Pan pisze, że ma 39, to wprost nie do uwierzenia, ale nie takie cuda już w życiu spotkałem. Na przykład taki:
pl.wikipedia.org/wiki/Zbigniew_Jacyna-Onyszkiewicz
www.staff.amu.edu.pl/~zbigonys/

@@@
.
11-03-2013 23:24 
 Ocena 1 na 1
Absurdalna Abstrakcja (325 punktów)
>Nie, nie studiuję. Jestem dawno po studiach.
W takim razie przepraszam za spontaniczną próbę spoufalenia się.
Najwidoczniej chodziło o studiowanie filozofii wiary i nauki jako przedmiotów pańskich zainteresowań.


Umieć żyć to naj­rzadziej spo­tyka­na rzecz na świecie. Większość ludzi tyl­ko egzystuje.
&#187; Oscar Wilde
12-03-2013 10:18 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Nie, chodziło o zdeprecjonowanie moich wypowiedzi przez wskazanie na (rzekomo) młodociany wiek ich autora.
12-03-2013 11:12 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> Nie, chodziło o zdeprecjonowanie moich wypowiedzi przez wskazanie na (rzekomo) młodociany wiek ich autora.
Tak, Pan sądzi?
To w moim przypadku ogromnie się Pan myli. Redaguję poważne pismo, gdzie prawie połowa autorów ma tytuł profesora, ale ogromnie się cieszymy, gdy dostaniemy jakiś wartościowy tekst studenta, a drukowaliśmy już nawet licealistę.
Ogromnie sobie cenię młodych ludzi.

Niedawno zaczęła być z nami pani Absurdalna Abstrakcja, jak z jej wypowiedzi wynika bardzo młoda osoba, ale jest to ogromnie atrakcyjna intelektualnie dziewczyna. Tak, znać pewne "nieopierzenie", ale to żywy samodzielnie myślący umysł i spora erudycja.

Nikt nas tak nie zdeprecjonuje, jak uczynimy to sami.
I nie zależy to wcale ani od wieku, ani od płci, ani poglądów.

@@@
.
12-03-2013 15:41 
 Ocena 4 na 4
Absurdalna Abstrakcja (325 punktów)
>Nie, chodziło o zdeprecjonowanie moich wypowiedzi przez wskazanie na (rzekomo) młodociany wiek ich autora.

Ale komu chodziło? Na pewno nie mnie! Jestem bodaj ostatnią osobą, która próbowałaby dyskredytować światopogląd na podstawie znajomości wieku. Sama niezliczoną ilość razy spotykałam się z tym "argumentem". Unikam jak ognia, bo wiem, jaki on może wzbudzić agresor.
Oczywiście - większym autorytetem i posłuchem cieszy się wśród publiczności sędziwy jegomość z siwą bródką. Jego wygląd niejako symbolizuje doświadczenie, ale obecnie coraz młodsi ludzie wykazują się wysokim stopniem dojrzałości psychicznej.
Co zabawne, na początku wpisałam w profilu 80 lat (o ile dobrze pamiętam), aby uniknąć odrzucenia na starcie. Serio.
Pan nie uzupełnił tej rubryki - stąd moje pytanie.
Gdybyśmy byli w studenckim wieku obydwoje, używanie formuły "pan"<->"pani" byłoby trochę groteskowe.
Ot, cała moja filozofia.



Umieć żyć to naj­rzadziej spo­tyka­na rzecz na świecie. Większość ludzi tyl­ko egzystuje.
&#187; Oscar Wilde
12-03-2013 18:31 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

Ależ nie czyniłem aluzji pod Pani adresem - pogardliwy epitet studenta "no, może nie pierwszego roku" pochodzi od pana Bogusławskiego.

Ze swej strony polecam Pani moje wypowiedzi zawarte w wątku "Korzyści płynące z religii". Po ich przeczytaniu może Pani spokojnie odłożyć ad acta ten niedorzeczny i kompromitujący zabobon, jakim jest laicki racjonalizm i ateizm. Powtarzam, tam jest wszystko dokładnie i w sposób elementarny wykazane (zastosowanej tam argumentacji po prostu nie można podważyć), a zaoszczędzony czas może Pani wykorzystać w bardziej efektywny sposób niż na ugniatanie racjonalistycznego ciasta, z którego i tak wyrośnie zakalec.

Serdecznie pozdrawiam.
12-03-2013 19:01 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> Ależ nie czyniłem aluzji pod Pani adresem - pogardliwy epitet studenta "no, może nie pierwszego roku" pochodzi od pana Bogusławskiego.
Oto link do tego postu: www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,545469#w548182

> Ze swej strony polecam Pani moje wypowiedzi zawarte w wątku "Korzyści płynące z religii". Po ich przeczytaniu może Pani spokojnie odłożyć ad acta ten niedorzeczny i kompromitujący zabobon, jakim jest laicki racjonalizm i ateizm. Powtarzam, tam jest wszystko dokładnie i w sposób elementarny wykazane ( zastosowanej tam argumentacji po prostu nie można podważyć), a zaoszczędzony czas może Pani wykorzystać w bardziej efektywny sposób niż na ugniatanie racjonalistycznego ciasta, z którego i tak wyrośnie zakalec.
Wielce Szanowny Panie, nawet ten jeden post gorzej świadczy o Panu, jak cała moja drwina.
www.racjon(*).php/z,0/d,14/s,532005#w535718

Nikt nas nie jest w stanie skompromitować bardziej niż uczynimy to sami.

@@@
.
13-03-2013 13:09 
 Ocena 3 na 3
IzaBella (325 punktów)
>Ze swej strony polecam Pani moje wypowiedzi zawarte w wątku "Korzyści płynące z religii". Po ich przeczytaniu może Pani spokojnie odłożyć ad acta ten niedorzeczny i kompromitujący zabobon, jakim jest laicki racjonalizm i ateizm. Powtarzam, tam jest wszystko dokładnie i w sposób elementarny wykazane (zastosowanej tam argumentacji po prostu nie można podważyć), a zaoszczędzony czas może Pani wykorzystać w bardziej efektywny sposób niż na ugniatanie racjonalistycznego ciasta, z którego i tak wyrośnie zakalec.

Ale ja lubię pichcić! Niech mi Pan da tę wolność wyboru, by szwendać się i błądzić po swojemu, a nie po bożemu = z wytyczonym ciemnym szlakiem prowadzącym po omacku ezoterycznymi słowami, które same w sobie nie przedstawiają wartości. Prowadzącym ku "prawdzie" po najmniejszej linii oporu, dając złudzenie satysfakcji z osiągniętej "wiedzy" i usprawiedliwiając intelektualne lenistwo. Szlakiem, który pozwala spocząć na laurach (!!!)-> Pańskie słowa powyżej kapitalnie to potwierdziły.
Ja nie Trinity, której można kabelkami wtłoczyć określoną porcję danych i popchnąć do walki. Ja wolę samodzielnie odrzucać bądź przyjmować informacje, z których będę mogła upiec jadalny smakołyk. I to nie raz!

Dlaczego Pana wciąż tak zajmuje naszych wyrobów popularność? Czy niemoc wobec rosnącej, jak na drożdżach, liczby odchodzących od Kościoła? Czy złość na mdły smak tej religijnej konserwy? A może chęć rozwinięcia talentu kulinarnego?

Zapewniam - każdy tu, niepodzielający Pana światopoglądu, z niejednego pieca chleb jadał i miał możliwość poznania swojego gustu kulinarnego.

>Serdecznie pozdrawiam.




Umieć żyć to naj­rzadziej spo­tyka­na rzecz na świecie. Większość ludzi tyl­ko egzystuje.
Oscar Wilde
15-03-2013 12:49 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Ale ja lubię pichcić! Niech mi Pan da tę wolność wyboru, by szwendać się i błądzić po swojemu, a nie po bożemu = z wytyczonym ciemnym szlakiem prowadzącym po omacku ezoterycznymi słowami, które same w sobie nie przedstawiają wartości.

Proszę więc chodzić po omacku, ignorując to, co już dawno ustalili najwybitniejsi filozofowie. W Pani wypowiedzi przejawia się pragnienie wolności (którą Pani słusznie docenia), tyle że wolności niewłaściwe rozumianej. Obawiam się bowiem, że dla Pani wolność to po prostu możliwość wyboru, nierzadko spontanicznego, intuicyjnego lub nawet na chybił-trafił. To nie jest wolność, to swawola. Wolność to zdolność do rozumnego wyboru, więc im bardziej jesteśmy rozumni (np. idąc za przykładem najwybitniejszych filozofów, z których prawie żaden nie głosił takiej niedorzeczności jak ateizm), tym bardziej jesteśmy wolni.

>Prowadzącym ku "prawdzie" po najmniejszej linii oporu, dając złudzenie satysfakcji z osiągniętej "wiedzy" i usprawiedliwiając intelektualne lenistwo. Szlakiem, który pozwala spocząć na laurach (!!!)-> Pańskie słowa powyżej kapitalnie to potwierdziły.

Skąd Pani wie, że ku "prawdzie", a nie ku prawdzie, skoro jeszcze nie zakończyła Pani swej intelektualnej kwerendy? Zapewniam Panią, że wszelkie te poszukiwania, jeżeli tylko zachowają ślad jakiejś rozumniej metody, doprowadzą Panią do stanowiska fideistycznego - stacja, którą Pani beztrosko porzuca wyruszając w podróż w nieznane, ku Pani zdziwieniu okaże się stacją docelową. Tak zwani "racjonaliści laiccy" sprawią co najwyżej, że wskutek kolejnych przesiadek znajdzie się Pani w jakimś opuszczonym składzie bez lokomotywy, na bocznicy, gdzieś po zmroku, na dzikim i nieznanym odludziu. Dookoła będą tylko nieprzyjazne chaszcze i ostre, wysokie trawy pośród grzęzawisk - ani śladu zdziczałych malin, w jakie wpuszczają Panią teraz owi "racjonaliści", i jakimi niektórzy z nich z konieczności żywią się od dawna.
15-03-2013 13:02 
 Ocena 8 na 10
Meretseger (61860 punktów)
>W Pani wypowiedzi przejawia się pragnienie wolności (którą Pani słusznie docenia), tyle że wolności niewłaściwe rozumianej. Obawiam się bowiem, że dla Pani wolność to po prostu możliwość wyboru, nierzadko spontanicznego, intuicyjnego lub nawet na chybił-trafił. To nie jest wolność, to swawola. Wolność to zdolność do rozumnego wyboru, więc im bardziej jesteśmy rozumni (np. idąc za przykładem najwybitniejszych filozofów, z których prawie żaden nie głosił takiej niedorzeczności jak ateizm), tym bardziej jesteśmy wolni.
Akurat i dokładnie jest odwrotnie. Panu Elaspowi "wolność" kojarzy się z prowadzeniem na smyczy za autorytetem? Trochę dziwne jest to Pańskie pojęcie "wolności". Zabawnie brzmi. "Zamknij oczy, nie myśl, słuchaj starszych" - to ma być wolność? Proszę wybaczyć, to jakaś pomyłka.
>Skąd Pani wie, że ku "prawdzie", a nie ku prawdzie, skoro jeszcze nie zakończyła Pani swej intelektualnej kwerendy? Zapewniam Panią, że wszelkie te poszukiwania, jeżeli tylko zachowają ślad jakiejś rozumniej metody, doprowadzą Panią do stanowiska fideistycznego - stacja, którą Pani beztrosko porzuca wyruszając w podróż w nieznane, ku Pani zdziwieniu okaże się stacją docelową.
Panie Elasp, proszę nie robić kobiecie wody z mózgu - IzaBella ma rozum, który jej podpowiada dokładnie coś przeciwnego. Ona już wyrosła z dziecinnej wiary w zmyślonych przyjaciół. Pan nie.
>Tak zwani "racjonaliści laiccy" sprawią co najwyżej, że wskutek kolejnych przesiadek znajdzie się Pani w jakimś opuszczonym składzie bez lokomotywy, na bocznicy, gdzieś po zmroku, na dzikim i nieznanym odludziu. Dookoła będą tylko nieprzyjazne chaszcze i ostre, wysokie trawy pośród grzęzawisk - ani śladu zdziczałych malin, w jakie wpuszczają Panią teraz owi "racjonaliści", i jakimi niektórzy z nich z konieczności żywią się od dawna.
No, sama poezja. Zastanawiam się, czy zajmuje się Pan zawodowo kolejnictwem, czy uprawą krzewów owocowych. Iście ewangeliczne przypowieści. Dzięki za świetną zabawę w ten paskudny, śnieżny i wietrzny dzień
15-03-2013 19:14 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Proszę więc chodzić po omacku, ignorując to, co już dawno ustalili najwybitniejsi filozofowie.
Pan kpi, czy o drogę pyta. Błądzi Pan jak pijane dziecko we mgle. Filozofowie ustalili (choć nie do końca) parę pytań i żadnej odpowiedzi.
A. J. Ayer napisał:
Filozofia różni się od innych dziedzin humanistyki czy nauk ścisłych nie tyle swoim przedmiotem, ile metodą. Filozofowie formułują twierdzenia, w swoim mniemaniu prawdziwe, i zawsze wysuwają argumenty służące do obrony własnych teorii i do obalenia teorii innych filozofów.

www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,538650#w540960
www.racjon(*)m.php/s,493492/z,0/d,4#w493801

>W Pani wypowiedzi przejawia się pragnienie wolności (którą Pani słusznie docenia), tyle że wolności niewłaściwe rozumianej. Obawiam się bowiem, że dla Pani wolność to po prostu możliwość wyboru, nierzadko spontanicznego, intuicyjnego lub nawet na chybił-trafił.
To gówno nie wolność, gdy ludzie ograniczeni intelektualnie (np. przez wiarę) mają wyznaczać jej granice. Jedyną granicą dla mojej wolności jest wolność drugiego człowieka. Oczywiście wolność ma także ograniczenia rzeczywistością, w której się znajdujemy i wyżej ptaszka w niej się nie podskoczy.

>To nie jest wolność, to swawola.
A jak chcę sobie poswawolić, to co nie wolno mi?

>Wolność to zdolność do rozumnego wyboru, więc im bardziej jesteśmy rozumni
To żadna wolność, to tylko uświadomienie naszych możliwości i uwarunkowań. Granic wolności.

>np. idąc za przykładem najwybitniejszych filozofów,
A kto jest wybitnym, to określają papieże, Magisterium, a tu Pan Elasp.

>z których prawie żaden nie głosił takiej niedorzeczności jak ateizm
Według mnie "wybitni" tym się właśnie wybijali, że ateizm głosili. Oczywiście, gdy myślimy o racjonalizmie jako konsekwencji racjonalizmu, a nie ateizmie przyjmowanym na podobieństwo teizmu a priori.
pl.wikipedia.org/wiki/Ateizm
pl.wikiped(*)/Andrzej_Nowicki_(filozof)

> tym bardziej jesteśmy wolni.
Najważniejszą jest myśl wolna, czyli wolnomyślicielstwo, a najgorsze, to fideistyczne klapki na oczach i chomąto na szyi.
www.racjon(*).php/s,532005/z,0/d,29#w538242
www.racjon(*).php/s,532005/z,0/d,28#w538070

>Skąd Pani wie, że ku "prawdzie", a nie ku prawdzie, skoro jeszcze nie zakończyła Pani swej intelektualnej kwerendy?
Choćby dlatego, że trudno znaleźć jedną filozoficzną definicję prawdy, która obejmowała by całą istniejącą obiektywnie rzeczywistość, a tym bardziej nie jest znana jakakolwiek prawda bezwzględnie wszystko obowiązująca. Znane są tylko różne "prawdy" zmieniające się wraz z coraz lepszym poznaniem rzeczywistości.
Można inaczej - ludzka prawda o istniejącej obiektywnie rzeczywistości jest równie złożona jak sama rzeczywistość.

>Zapewniam Panią, że wszelkie te poszukiwania, jeżeli tylko zachowają ślad jakiejś rozumniej metody, doprowadzą Panią do stanowiska fideistycznego - stacja, którą Pani beztrosko porzuca wyruszając w podróż w nieznane, ku Pani zdziwieniu okaże się stacją docelową.
Zapewniam Panią, że wszyscy poza Panem Elaspem i jego autorytetami to durnie.
Pozostaje tylko drobiazg - w ten idiotyzm - przedstawiany nam przez wielce mądrego Pana Elaspa uwierzyć. Wierzcie, a głupota uzasadniająca waszą wiarę będzie wam dana.

>Tak zwani "racjonaliści laiccy" sprawią co najwyżej, że wskutek kolejnych przesiadek znajdzie się Pani w jakimś opuszczonym składzie bez lokomotywy, na bocznicy, gdzieś po zmroku, na dzikim i nieznanym odludziu. Dookoła będą tylko nieprzyjazne chaszcze i ostre, wysokie trawy pośród grzęzawisk - ani śladu zdziczałych malin, w jakie wpuszczają Panią teraz owi "racjonaliści", i jakimi niektórzy z nich z konieczności żywią się od dawna.
Wystarczy przeczytać powyższy akapit, aby z przerażeniem stwierdzić ku czemu wiara nas prowadzi. Każda wiara - niezależnie od podmiotu/przedmiotu wiary - ogranicza nas intelektualnie oraz moralnie poprzez usprawiedliwianie czynienia zła na chwałę religii i Boga. Im wiara jest głębsza - bardziej fundamentalistyczna - tym jest groźniejszą.
Religia jest obrazą ludzkiej godności. W każdym społeczeństwie, religijnym czy też nie, będą ludzie postępujący dobrze, bo są z natury dobrzy, i ludzie postępujący źle, bo są z natury źli. Ale żeby dobrzy ludzie czynili zło, do tego potrzebna jest religia. Steven Weinberg

@@@


Wiara lub rozum - wybór należy do ciebie.

.
15-03-2013 19:47 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)
>.
>>Proszę więc chodzić po omacku, ignorując to, co już dawno ustalili najwybitniejsi filozofowie.
>Pan kpi, czy o drogę pyta. Błądzi Pan jak pijane dziecko we mgle. Filozofowie ustalili (choć nie do końca) parę pytań i żadnej odpowiedzi.
>A. J. Ayer napisał...

Jeżeli filozofowie nie ustalili żadnej odpowiedzi, dlaczego przytacza Pan z aprobatą wypowiedź Ayera, który był filozofem (jakkolwiek b. miernym)? Jeżeli filozofowie niczego nie ustalili, nie ustalił niczego także filozof Ayer. Czy naprawdę nie jest Pan w stanie napisać jednego akapitu bez rażącej sprzeczności? Niech Pan w końcu przestanie myśleć dialektycznie, a zacznie logicznie.

Litościwie pomijając wewnętrzną sprzeczność wypowiedzi Ayera (mówi on przecież o twierdzeniach filozoficznych, a więc i o swoich), jego osąd jest najzupełniej w świecie fałszywy, a fałszywość ta wynika z zaślepienia Ayera, krótkowzroczności charakterystycznej zresztą dla całego Koła Wiedeńskiego.

>To gówno nie wolność, gdy ludzie ograniczeni intelektualnie (np. przez wiarę) mają wyznaczać jej granice. Jedyną granicą dla mojej wolności jest wolność drugiego człowieka.

To niewiele warty slogan.

>Oczywiście wolność ma także ograniczenia rzeczywistością, w której się znajdujemy i wyżej ptaszka w niej się nie podskoczy.

Proszę mówić do mnie językiem racjonalistycznym, a nie językiem taksówkarzy z postoju.

>Według mnie "wybitni" tym się właśnie wybijali, że ateizm głosili. Oczywiście, gdy myślimy o racjonalizmie jako konsekwencji racjonalizmu, a nie ateizmie przyjmowanym na podobieństwo teizmu a priori.
>pl.wikipedia.org/wiki/Ateizm
>pl.wikiped(*)/Andrzej_Nowicki_(filozof)

Według Pana.

>>Skąd Pani wie, że ku "prawdzie", a nie ku prawdzie, skoro jeszcze nie zakończyła Pani swej intelektualnej kwerendy?
>Choćby dlatego, że trudno znaleźć jedną filozoficzną definicję prawdy, która obejmowała by całą istniejącą obiektywnie rzeczywistość, a tym bardziej nie jest znana jakakolwiek prawda bezwzględnie wszystko obowiązująca. Znane są tylko różne "prawdy" zmieniające się wraz z coraz lepszym poznaniem rzeczywistości.

Powiadam, niech Pan porzuci te marksistowskie brednie. Jest bardzo dobra definicja prawdy, autorstwa wielkiego Alfreda Tarskiego. Nic nie trzeba poprawiać ani kombinować. Co najwyżej wypadałoby ją znać.

>.
>
15-03-2013 22:57 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> Jeżeli filozofowie nie ustalili żadnej odpowiedzi, dlaczego przytacza Pan z aprobatą wypowiedź Ayera, który był filozofem (jakkolwiek b. miernym)? Jeżeli filozofowie niczego nie ustalili, nie ustalił niczego także filozof Ayer. Czy naprawdę nie jest Pan w stanie napisać jednego akapitu bez rażącej sprzeczności? Niech Pan w końcu przestanie myśleć dialektycznie, a zacznie logicznie.
Logicznie, to wydawałoby się, że jak marnym filozofem nie byłby Ayer, to na pewno był lepszym niż Elasp. To, że czegoś nie ustalili, to wcale logicznie nie znaczy, że nie próbowali ustalić i jakiś tam swoich "prawd" nie głosili. To tylko znaczy, że głosili "prawdy" sprzeczne. Ponadto przytaczam cytat z Ayera, gdyż rozumiem czym jest filozofia i na czym filozofowanie polega. Sam też próbuję filozofować i jakiś tam spójny system sobie wyfilozofowałem. Chyba nie jestem w stanie napisać nawet jednego zdania, które by Pan zrozumiał. Jak Pan sam pisze: Myślę, że istnieją tylko i wyłącznie własne języki, zaś to, co nazywamy jednym "językiem potocznym", to mnogość takich języków, którym wspólne jest to, że są dobrze nawzajem przekładalne - już zbyt daleko Pan odleciał.

Nawet na najgłupsze Pańskie wypowiedzi staram się merytorycznie i wykorzystaniem racjonalnych argumentów odpowiadać - przy tym nawet w najmniejszym stopniu nie podejrzewając Pana o możliwość ich zrozumienia. Piszę do i dla czytelników, którzy potrafią mój tekst zrozumieć. To otwarte forum - każdy ma prawo pisać, czytać, osądzać i wdawać się w rozmowy, ale warto pamiętać, że nikt nas bardziej nie skompromituje niż uczynimy to sami.

>Litościwie pomijając wewnętrzną sprzeczność wypowiedzi Ayera (mówi on przecież o twierdzeniach filozoficznych, a więc i o swoich), jego osąd jest najzupełniej w świecie fałszywy, a fałszywość ta wynika z zaślepienia Ayera, krótkowzroczności charakterystycznej zresztą dla całego Koła Wiedeńskiego.
Jakoś nie potrafię znaleźć litości dla głupoty - szczególnie tej zadufanej. Przecież nawet nie stać Pana na śladowe argumenty. Wszystko na co Pana stać, to puste deklaracje: Zobaczcie jaki ja Elasp jestem mądry, a wszyscy, którzy się ze mną nie zgadzają to głupcy. Wielce Szanowny Panie, tu jakiekolwiek deklaracje mają trzeciorzędne znaczenie, to co jesteśmy intelektualnie warci samo po kilku postach już na wierzch wyłazi.

>Proszę mówić do mnie językiem racjonalistycznym, a nie językiem taksówkarzy z postoju.
Nie znam języka taksówkarzy ani mentalności sklepikarzy. Poznałem natomiast mądrość ludzi prostych i bardzo ją sobie cenię. Zresztą nie ja jeden: Góralska teoria poznania mówi, że są trzy prawdy: Święta prowda, Tyż prowda i Gówno prowda. www.znak.c(*)Historia-filozofii-po-goralsku Uważam, że w filozofii, to czego nie da się wyjaśnić jasnym prostym językiem niewarte jest wyjaśniania. Nie znoszę pseudouczonego wielosłowia pokrywającego pustkę znaczeniową. Języka filozofii chrześcijańskiej i teologii.

>Powiadam, niech Pan porzuci te marksistowskie brednie.
Znowu używa Pan terminów, których nie rozumie i pisze na tematy, o których nie ma Pan zielonego pojęcia.
Powiedzieli Panu, że był taki Marks i że był ateistą.
Jezus Maria - co za wstrętny typ.

> Jest bardzo dobra definicja prawdy, autorstwa wielkiego Alfreda Tarskiego.
I nie brzydzi Pana, że był ateistą, a jak był ateistą, to chyba nie był aż tak mądrym i dobrej definicji prawdy nie mógłby wykombinować.
www.racjon(*).php/z,0/d,24/s,532005#w536659

>Nic nie trzeba poprawiać ani kombinować. Co najwyżej wypadałoby ją znać.
Żaden problem, gdy jest np. Wikipedia:
pl.wikipedia.org/wiki/Prawda#Definicja_Tarskiego
I internet:
www.racjonalista.pl/kk.php/s,3573
Szkoda tylko, że Pan jej nie zna lub nie potrafi zrozumieć tego co wyżej napisałem:
Trudno znaleźć jedną filozoficzną definicję prawdy, która obejmowała by całą istniejącą obiektywnie rzeczywistość, a tym bardziej nie jest znana jakakolwiek prawda bezwzględnie wszystko obowiązująca. Znane są tylko różne "prawdy" zmieniające się wraz z coraz lepszym poznaniem rzeczywistości.
Można inaczej - ludzka prawda o istniejącej obiektywnie rzeczywistości jest równie złożona jak sama rzeczywistość.

Ale to już zupełnie nie moja wina, tylko Pańskich ograniczeń intelektualnych. Nie kręcę, nie mącę - pisze prostym językiem, aby jak najwięcej ludzi mogło to zrozumieć, ale że nie wszyscy rozumieją, to co biedny na to mogę. Ludzie nie są sobie równi i Bóg jednym dał rozum innym wiarę. Pan tu jest szczęśliwcem.

@@@
.
15-03-2013 16:29 
 Ocena 3 na 3
Grey (2102 punktów)
>im bardziej jesteśmy rozumni (np. idąc za przykładem najwybitniejszych filozofów,

Gdyby każdy szedł za przykładem poprzedników, ludzie do dziś siedzieliby pod drzewem i jedli banany.

> znajdzie się Pani w jakimś opuszczonym składzie bez lokomotywy, na bocznicy, gdzieś po zmroku, na dzikim i nieznanym odludziu. Dookoła będą tylko nieprzyjazne chaszcze i ostre, wysokie trawy pośród grzęzawisk - ani śladu zdziczałych malin, w jakie wpuszczają Panią teraz owi "racjonaliści", i jakimi niektórzy z nich z konieczności żywią się od dawna.

O, to mi się podoba.
Próbowałeś sił w poezji?
Bo na tym forum chyba za dużo nie osiągniesz.
11-03-2013 23:11 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>>Jeżeli większość zmieni zdanie, co wtedy? Tego właśnie tyczy mój przykład, czego nie chce Pan zauważyć.
>A dlaczego miałaby zmienić zdanie?
>W moim odczuciu, jeżeli tak się stanie, to świat ludzki de facto pozbawi się wszelkich pozostałych wartości, które z poszanowania życia wypływają. Wszystkie inne "dobra" są nabywalne, osiągalne i to po wielokroć (majętność, sukces, władza itp.). Życie natomiast funkcjonuje wyłącznie w systemie "zero-jedynkowym": albo żyjesz, albo nie.

Ale przecież wszystko do tego prowadzi, tzn. do pozbawienia się wszelkich wartości z życiem na czele. Za 50 lat będą w sklepie z zabawkami zestawy "Mały Darwin" i każde dziecko będzie mogło zaprojektować i wyhodować np. własną roślinę. Jeżeli życie (i świadomość) jest procesem biologicznym, który możemy dowolnie odtworzyć i kształtować (a tak będzie), to dokona się jego przewartościowanie, tak jak w przypadku wielu innych rzeczy, nad którymi udało się nam zapanować. Jedynie dogmat, wciskany w ludzkie umysły, może to zmienić. Umowa nic nie znaczy. Niby jak i dlaczego mamy "umówić się", że życie ma wartość samą w sobie?

>>W takim razie niemoralna będzie ogromna część ludzkości.
>Mam zagwozdkę, gdy widzę strach w oczach spowiedników, błagających o pokutę za grzechy, które, abstrahując od religii, zasługują na potępienie społeczne oraz prawne. Mam też ją, bo wiem, że rozgrzeszenie uwalnia sumienia wiernych od brzemienia moralnej odpowiedzialności za czyny karalne. Czy to w porządku, gdy matka zabija najmłodsze w rodzinie dziecko, bo nie stać jej na utrzymanie całego pięciorga czy dziesięciorga, a potem ufnie spowiada się księdzu, powierzając mu część swojej odpowiedzialności i otrzymując rozgrzeszenie w imię Boga miłosiernego?

Nie podejrzewam, żeby matka dostała za to rozgrzeszenie. Gdzie i kiedy tak się stało?

>Zazwyczaj czuję problem, ale nie umiem go zwerbalizować. Ujmę to tak: niepojęte (dla niewierzących), jak można nie wyrządzać cierpienia w obawie przed karą czy w nadziei na wynagrodzenie, a nie wskutek wewnętrznego przekonania o pejoratywnym charakterze danego czynu, będącego pogwałceniem prawa drugiego człowieka do życia i godności.

Ale przecież to "prawo drugiego człowieka do życia i godności" też musiało się skądś wziąć. Jest to nauka chrześcijańska, którą odrywa Pan od jej źródeł. Nie przypominam sobie, iżby wcześniej głoszono takie stanowisko. Przeciętny Grek albo Rzymianin traktował niewolnictwo jako coś naturalnego (o innych ludach i narodach nawet nie wspominam). Prawo "do życia i godności" przysługiwało, owszem, ale ludziom wolnym.

>Etyka oczywiście nakłada na jednostkę "sankcję" w postaci nazwania i potępienia czynu, dając do zrozumienia, że jest on społecznie nieakceptowalny, jednak nie obiecuje gratyfikacji w przypadku powstrzymania się od niego.

Istnieją nagrody niepisane, jak szacunek i zaufanie, które zyskuje w społeczeństwie osoba prawa i moralna, oraz brak szacunku i zaufania, na które naraża się osoba jawnie nieetyczna. "Nieposzlakowana opinia" często jest (albo powinna być) atutem.

"Do mnie należy gradacja własnych wartości i wyłuszczenie, na co może mi pozwolić moje poczucie odpowiedzialności". Nie sądzę aby była to postawa społeczna i prospołeczna. Zresztą bardzo często uświadamiamy sobie ryzyko odpowiedzialności karnej i odczuwamy przymus podporządkowania się prawu, nie zawsze zresztą sensownemu. Moralność społeczna bardzo łatwo rozprzęga się, gdy tylko sankcja ze strony państwa przestaje nam zagrażać, co widać np. po szabrze, jaki pojawia się na terenach objętych klęską żywiołową. To moralność wyrachowana, obliczona na korzyść w postaci nieukarania.

>Nie wiem, jakie fałszywe i szkodliwe rozumowanie ma Pan na myśli. Przykładowi z pejzażem początkowo przyklasnęłam. Potem się zastanowiłam i doszłam do takiego wniosku: maluję pejzaż w domu...

W takim razie pozwolę sobie odsubiektywizować trochę ów przykład, gdyż chodzi mi właśnie o czynnik obiektywny. Gdy robię zdjęcie, uwidoczniony widok zależy po trosze ode mnie (gdyż np. przystanąłem akurat w tym, a nie innym miejscu), niemniej jest w wielkim stopniu niezależny ode mnie. Wydaje mi się - mam taką nadzieję - ze nasze pojęcia wartości są bardziej fotografiami niż pejzażami.
12-03-2013 11:57 
 Ocena 8 na 8
maceox (6766 punktów)
>dogmat, wciskany w ludzkie umysły [...]
jest najbardziej perfidnym i podłym sposobem podporządkowywania sobie i warunkowania innych ludzi do własnych, ideologicznych celów. Nie będę Panu podpowiadał najskuteczniejszych sposobów tego wciskania, gdyż zaczynam się powoli Pana bać.

>Umowa nic nie znaczy.
Jasne! Lepiej kogoś zindoktrynować - wcisnąć, jak Pan mówi w jego umysł swoje prawdy wyssane z palca i już mamy chrześcijańską moralność!!!

>Niby jak i dlaczego mamy "umówić się", że życie ma wartość samą w sobie?
Może dlatego, że dla praktycznie wszystkich normalnych ludzi w normalnych sytuacjach nie podlega to nawet dyskusji. Ale dla chrześcijańskiego katechety ludzie to oczywiście dzikie hordy, których jeśli się nie będzie kontrolować WCISKANIEM im do umysłu Jedynie Słusznej Moralności, to natychmiast rzucą się nawzajem do gardeł zaczną się wyrzynać - zupełnie odmiennie od sług bożych w szlachetnym celu pokój niosących, np. niewinnym - qurva - dzieciom.

>>>Czy to w porządku, gdy matka zabija najmłodsze w rodzinie dziecko, bo nie stać jej na utrzymanie całego pięciorga czy dziesięciorga, a potem ufnie spowiada się księdzu, powierzając mu część swojej odpowiedzialności i otrzymując rozgrzeszenie w imię Boga miłosiernego?
>Nie podejrzewam, żeby matka dostała za to rozgrzeszenie. Gdzie i kiedy tak się stało?
Właśnie! Gdzie i kiedy to się stało - czyli rozliczyć należy tego księdza zgodnie z tajemnicą spowiedzi! Pan rozumiem zamelduje gdzie trzeba.
Zamiast świadomie uczyć planowania rodziny problemem jest dla Pana kwestia rozgrzeszenia. To jest cała Wasza zjejczała do cna kurna absolutnie boska moralność.

>Ale przecież to "prawo drugiego człowieka do życia i godności" też musiało się skądś wziąć. Jest to nauka chrześcijańska, którą odrywa Pan od jej źródeł. Nie przypominam sobie, iżby wcześniej głoszono takie stanowisko.
A Pan myśli, że rewolucja rolnicza byłaby możliwa bez uznania prawa do życia i zaakceptowania elementarnej godności? To było 10.000 lat temu. A zalążki mitu o Jezusie już wtedy właśnie najbujniej zaczęły powstawać, choć jakby się uprzeć, to nawet wcześniej też już istniały - od pierwszych nagrobków mniej więcej.
I jak Pan może mówić, że po Jezusie NAGLE ta godność wszystkim po równo przypadła? Być może jako idea, ale, czy znów sądzi Pan, że ludzie przed Jezusem nie mieli poczucia sprawiedliwości. Weź Pan Takie np. powstanie Spartakusa. I sądzi Pan oczywiście, że po Jezusie moralność natychmiast wzrosła?

> W takim razie pozwolę sobie odsubiektywizować trochę ów przykład, gdyż chodzi mi właśnie o czynnik obiektywny. Gdy robię zdjęcie, uwidoczniony widok zależy po trosze ode mnie (gdyż np. przystanąłem akurat w tym, a nie innym miejscu), niemniej jest w wielkim stopniu niezależny ode mnie. Wydaje mi się - mam taką nadzieję - ze nasze pojęcia wartości są bardziej fotografiami niż pejzażami.
Wiele zależy jednak i od motywu, i od fotografa, a trochę też od aparatu.
Zupełnie nie wiem dlaczego moralność Osamy bin Ladena miałaby być lepsza od Jana Pawła II, jeśli jej miernikiem ma być BÓG, a nie konkretne czyny oceniane przez zwykłych ludzi.
________________________________________________________________________________
12-03-2013 14:40 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>dogmat, wciskany w ludzkie umysły [...]
>jest najbardziej perfidnym i podłym sposobem podporządkowywania sobie i warunkowania innych ludzi do własnych, ideologicznych celów.
O Boże! Panie Macieju, nareszcie Pana poniosło i zaczął się Pan po ludzku wypowiadać.
Naprawdę przy największej łagodności i cierpliwości czasem inaczej zupełnie nie można i dlatego jestem ogromnie wdzięczny Bogu, że dał nam tu pana Big_zyda, to mądry facet i czasem nikt bardziej od niego - w jasnej i precyzyjnej argumentacji - się nie przyda.

Pozdrawiam.

@@@
.
13-03-2013 02:03 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
>Naprawdę przy największej łagodności i cierpliwości czasem inaczej zupełnie nie można i dlatego jestem ogromnie wdzięczny Bogu, że dał nam tu pana Big_zyda, to mądry facet i czasem nikt bardziej od niego - w jasnej i precyzyjnej argumentacji - się nie przyda.
Jestem ogromnie wdzięczny losowi, że trafiłem na to forum, gdyż daje mi wiele radości. Z satysfakcją czytam wielu mądrych forumowiczów, którzy mnie inspirują.
Natomiast podobno oryginalność w sztuce to umiejętność właściwego podpatrywania sztuki innych.
Do wiedzy Big_zyda bardzo mi daleko, więc co ja mogę? Mam swoje refleksje, którymi się dzielę, a że czasem coś kogoś stylistycznie przyimtować mi się zdarzy... Jednak częściej Pana wpływ się u mnie ujawnia, niż Big_zyda, jestem tego świadom!
Tyle, że ja oddzielam stylistykę od treści. Czasem zdarzają się rozmowy całkiem na poważnie z poważnymi ludźmi i wtedy potrafię być również całkiem sobą.
Tylko zupełnie nie wiem, czemu mi się teraz post o sobie samym trafia. Czas spać.
Pozdrawiam serdecznie
13-03-2013 16:31 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Jestem ogromnie wdzięczny losowi, że trafiłem na to forum, gdyż daje mi wiele radości.
Między innymi, to nas łączy.

>Z satysfakcją czytam wielu mądrych forumowiczów, którzy mnie inspirują.
Powiem więcej - są tu też tacy, od których zwyczajnie się uczę.

>Do wiedzy Big_zyda bardzo mi daleko, więc co ja mogę?
Żaden z mądrych ludzi ani nie jest wszechwiedzącym, ani do tego nawet nie inspiruje. Każdy z nas chciałby wiedzieć znacznie więcej, a mądrość polega m.in na uświadomieniu sobie obszarów własnej niewiedzy.
Można zwalać omnisciencję na wydumane stwory, a samemu się wpisywać w "Depozyt Prawdy" od nich otrzymanej.
Można też, gdy podwiązywanie się pod wydumane autorytety nie satysfakcjonuje, starać się myśleć samodzielnie i samemu poszukiwać satysfakcjonującej nas odpowiedzi.

>Jednak częściej Pana wpływ się u mnie ujawnia, niż Big_zyda, jestem tego świadom!
Właśnie o to chodzi. Każdy z nas lepiej czuje się w pewnych obszarach wiedzy i różnimy się mentalnie. Natomiast podstawowy podział jest dualistyczny: na ludzi samodzielnie szukających odpowiedzi, krytycznych wobec autorytetów wszelakich oraz na poszukujących potwierdzenia wdrukowanych w dzieciństwie poglądów, admirujących wszelkie autorytety potwierdzające ich wiarę: Biblię, Magisterium, papieży, biskupów itd. Niżej stojącymi, ale autorytetami są też inni - bardziej wykształceni fideiści - uczeni: kapłani i świeccy oraz tacy celebryci, jak np. Marek Jurek, Krystyna Pawłowska, Jarosław Gowin, Jacek Żalek i wielu innych stojących intelektualnie i mentalnie pomiędzy chrześcijanami z PiS-u a katolikami z Radia Maryja.
Podobne osobowości przychodzą na nasze forum aby nas tu ewangelizować.

>Tyle, że ja oddzielam stylistykę od treści.
Tyle, że najczęściej nie daje tak rady. Człowiek jest całością. Mamy swoje poglądy, swoją wiedzę i swój styl, a nałożone jest to na inteligencję i kulturowe ukształtowanie. Cały kod kulturowy.

>Czasem zdarzają się rozmowy całkiem na poważnie z poważnymi ludźmi i wtedy potrafię być również całkiem sobą.
Oczywiście jest inaczej, gdy rozmawiamy poważnie, ale przecież nie zawsze jest to możliwe. Zupełnie inaczej rozmawiamy - przymuszeni niewzruszalną głupotą gdy poważna rozmowa staje się niemożliwą - pisząc szyderczo. Używamy wówczas i kpiny i drwiny.

Obaj "wierzymy" w ludzi, ale moje życiowe doświadczenie pozwala mi szybciej rozpoznać ludzi intelektualnie niereformowalnych. Nawet z doświadczeń na naszym forum widać, że część dyskutantów maskujących na początku rozmów swoje fideistyczne uwarunkowania, wraz z rozwojem dyskusji coraz bardziej je ujawnia, aby przejść w jawną wrogość do całego środowiska. Na przykład:
Jeśli ideologom wytkniesz ich postawę, reagują najczęściej agresją słowną. Łatwo ją dostrzec np u big_zyda lub Bogusławskiego.

Pozwolę sobie jeszcze w tym miejscu na ogólną refleksję dotyczącą portalu. Gdy kilka lat temu zostałem użytkownikiem tego portalu miałem wrażenie, że przeważają tutaj poglądy racjonalne, ale z biegiem czasu przekształca się raczej w portal antyklerykalny i antyreligijny, co stanowi tylko drobny element typowo racjonalnego podejścia do świata. Element antyklerykalny zaczyna jednak przeważać na tyle, że już i coraz mniej w tym racjonalizmu. Nie wiem co się z tym portalem stało, może zmiana władz, koncepcji działania, nie wiem. Stąd też coraz więcej tutaj ideologów antyklerykalnych, w rodzaju big_zyda.

Na szczęście ideologia antyklerykalna jest postawą skrajną, wg mojej osobistej oceny jest takich ludzi mniej więcej tylu co radykalnych zwolenników zapomnianej już Ligi Polskich Rodzin, czyli coś ok. 3% społeczeństwa. To budujące.

www.racjon(*).php/s,551020/z,0/d,15#w553617

I o czym tu jeszcze rozmawiać?
Zgodzić się ze smutnym spostrzeżeniem, że współcześnie w mojej ojczyźnie jest mniej niż 3% racjonalistów? Ludzi samodzielnie myślących, odpornych na wciskany na siłę "bogoojczyźniany" kit propagandowy?
Zgodzić się, że żyjemy w państwie wyznaniowym.
Tak - zgadzam się, choć jest mi ogromnie przykro, że coraz trudniej - przez moich intelektualnie ograniczonych pobratymców - kochać i szanować moją ojczyznę, ale zamilknąć nie mam zamiaru.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
12-03-2013 18:57 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>>dogmat, wciskany w ludzkie umysły [...]
>jest najbardziej perfidnym i podłym sposobem podporządkowywania sobie i warunkowania innych ludzi do własnych, ideologicznych celów. Nie będę Panu podpowiadał najskuteczniejszych sposobów tego wciskania, gdyż zaczynam się powoli Pana bać.

Bez przesady, drogi Panie. Pański umysł sam wróci do religii (nie ma od niej ucieczki). "Wolność" naszej myśli przypomina wodę w fontannie - strumień uwalnia się, szybuje hen wysoko - tylko po to, aby wrócić do miejsca, z którego bił tak ochoczo.

>>Umowa nic nie znaczy.
>Jasne! Lepiej kogoś zindoktrynować - wcisnąć, jak Pan mówi w jego umysł swoje prawdy wyssane z palca i już mamy chrześcijańską moralność!!!

Ludzie to istoty składające się z rozumu, ale i zmysłowości. Czasem zmysłowość trzeba powściągać pozaracjonalnymi metodami.

>>Niby jak i dlaczego mamy "umówić się", że życie ma wartość samą w sobie?
>Może dlatego, że dla praktycznie wszystkich normalnych ludzi w normalnych sytuacjach nie podlega to nawet dyskusji.

A zatem niech Pan jedzie do tych normalnych ludzi - np. do Papui Nowej Gwinei albo do przed kolonialnej Afryki, a kolejną mszą, w jakiej Pan będzie uczestniczyć, będzie Pańska msza pogrzebowa.

Nie odróżnia Pan przyczyny od skutku. Kanon "normalności", jakim się Pan posługuje, to wynalazek grecko-rzymsko-chrześcijański (z akcentem na "chrześcijański"). Nie ma nic takiego, jak "normalne ludzkie zachowanie w normalnych sytuacjach" - to intelektualna fikcja. Zdumiewające, że Pan tego nie zauważa.

>A Pan myśli, że rewolucja rolnicza byłaby możliwa bez uznania prawa do życia i zaakceptowania elementarnej godności? To było 10.000 lat temu. A zalążki mitu o Jezusie już wtedy właśnie najbujniej zaczęły powstawać, choć jakby się uprzeć, to nawet wcześniej też już istniały - od pierwszych nagrobków mniej więcej.

Technika może rozwijać się w krajach niewolniczych (Egipt) - skąd więc Pan wie, że cywilizacja rolnicza nie opierała się na niewolnictwie, na przymusowej pracy ludzi wziętych w niewolę? Czy są jakieś dane na ten temat?

>________________________________________________________________________________
13-03-2013 01:42 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
> Pański umysł sam wróci do religii (nie ma od niej ucieczki).
Wpadł Pan w niezłe bagno, gdyż mój umysł jest jak lustro i to co Pan o nim próbuje powiedzieć w rzeczywistości mówi Pan o sobie samym.
To Pan jest umysłowym niewolnikiem swych ideowych autorytetów. Ja tylko pozwalam sobie na refleks-je.

Wiem, że chciałby Pan panować nad umysłami innych, tak jak inni Panują nad Pańskim umysłem.

Tyle tylko, że do tego trzeba mieć haka.


Ale pańskie haki trafiają tu w pudło, albowiem dostrzegam Pana zamiłowanie do czarnych sukienek:

A to zupełnie inna bajka!

>"Wolność" naszej myśli przypomina wodę w fontannie - strumień uwalnia się, szybuje hen wysoko - tylko po to, aby wrócić do miejsca, z którego bił tak ochoczo.
Prawie się nawet rymuje i gratuluję wiedzy z zakresu kognitywistyki. Niektóre fontanny działają rzeczywiście na zasadzie sprzężenia zwrotnego.

> Ludzie to istoty składające się z rozumu, ale i zmysłowości. Czasem zmysłowość trzeba powściągać pozaracjonalnymi metodami.
Najlepiej celibatem.

> A zatem niech Pan jedzie do tych normalnych ludzi - np. do Papui Nowej Gwinei albo do przed kolonialnej Afryki, a kolejną mszą, w jakiej Pan będzie uczestniczyć, będzie Pańska msza pogrzebowa.
A Pan coś wie o tamtych społecznościach i ich rozumieniu godności? Czy sądzi Pan, że u nich godność była relatywna, a u nas to już jest absolutna?

> Nie odróżnia Pan przyczyny od skutku. Kanon "normalności", jakim się Pan posługuje, to wynalazek grecko-rzymsko-chrześcijański (z akcentem na "chrześcijański").
Nie Proszę Pana, jedyny kanon, jakim się posługuje, to kanon ogólnoludzki, obecny również w społeczeństwach pierwotnych, o których z taką pogardą się Pan tu wyraził. A jak sami cywilizowani w Chrystusie traktują innych, to wystarczy sobie zobaczyć chociażby napisy na murach - powiedzmy np. w Łodzi.

>Nie ma nic takiego, jak "normalne ludzkie zachowanie w normalnych sytuacjach" - to intelektualna fikcja.
Nareszcie coś Pan sensownego napisał - przynajmniej coś, o czym normalnie można porozmawiać. Przyznam tu Panu nawet rację, tylko proszę mi powiedzieć, gdzie się w takim razie ulotniła absolutność i bezwarunkowość?

> Technika może rozwijać się w krajach niewolniczych (Egipt) - skąd więc Pan wie, że cywilizacja rolnicza nie opierała się na niewolnictwie, na przymusowej pracy ludzi wziętych w niewolę? Czy są jakieś dane na ten temat?
Nie wiem co gorsze - niewola fizyczna w neolicie, czy niewola umysłowa w XXI wieku. Naprawdę uważa Pan, że dzisiaj - nawet w Europie - nie ma w praktyce gradacji godności? Naprawdę uważa Pan, że religia zagwarantuje jej pełną bezwarunkowość?
TU UWAGA!

13-03-2013 10:21 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

Pańska odpowiedź, sięgająca po środki nieprzewidziane w racjonalnej dyskusji (zamieszczone ilustracje), świadczy o pewnym nieporozumieniu, które postaram się zdiagnozować i przedstawić w krótkich słowach.

Mianowicie, cały czas zestawiając myślenie religijnym z niereligijnym traktuje Pan samego siebie jako rzecznika wolności (uwolnienia myśli od dogmatów, samodzielnego myślenia, itp.), mnie zaś jako rzecznika podłego i krzywdzącego zniewolenia. Tym jednak, na co nieustannie zwracam uwagę, jest fakt, iż jest do alternatywa fałszywie zbudowana. Niewielkie porównanie znowuż służyć będzie pomocą w objaśnieniu całej sprawy.

Istnieją prawa fizyczne, którym (wedle naszej wiedzy) podlegają wszystkie istoty żyjące w naszym świecie. W jakimś sensie jesteśmy niewolnikami np. prawa powszechnego ciążenia. Jednakże utyskiwanie na to jest czynnością najzupełniej daremną. Twierdzę, że zdolność do pomyślenia o pewnym maksimum (więcej, nieustanne, chociażby niejasne i nieuświadomione myślenie o nim, doszukiwanie się go) jest prawem, jakim podlega nasz umysł. Po prostu tak jesteśmy zbudowani, iż wyobrażany sobie ostateczny element łańcucha (bez względu na to, z czego ten łańcuch byłby zrobiony). Jestem w stanie pomyśleć o śmierci, ujmując ostatnie ogniwo łańcucha tych zdarzeń, w których uczestniczę, podobnie potrafię pomyśleć o swoich urodzinach i wielu innych rzeczach. Taka zdolność prawdopodobnie odróżnia nas od większości zwierząt.

Nazwę "Boga" nadaje się pierwszemu ogniu wszelkich zdarzeń - ta tendencja jest tak silna, że nie powstrzyma jej (jak niektórym forumowiczom naiwnie się to wydaje) przekonanie o tym, iż materia jest wieczna. Nie powstrzyma przynajmniej dokąd nie wykaże się, że materia jest z konieczności wieczna i że ta konieczność wypływa z samej natury materii. Nawet jeżeli uda się wykazać tak daleko idącą tezę, będzie ona co najwyżej dowodem na materialność pierwszego ogniwa (Boga).

Nazwę Boga nadaje się także pierwszemu ogniwu w łańcuchu instancji etycznych: postępuję tak a tak, albowiem tego nauczyli mnie rodzice, podstawą postępowania rodziców było ich przekonanie co do treści obowiązującego prawa, szczegółowe prawo miało uzasadnienie w konstytucji, ta w "prawach człowieka". Na czym jednakże oprzeć te ostatnie? Musi istnieć ostateczny i pewny gwarant tych praw, jeżeli mają być one pewne i ostateczne, ogniwo, na którym można by zawiesić cały ten łańcuch i nie martwić się o to, że z łoskotem spadnie nam na głowę.

Myśl ewolucjonistyczna nie daje mi żadnych gwarancji dla wyjątkowych "praw człowieka" (do których, zakładam, należy prawo do godności). Mamy - powie ewolucjonista - naturalne przekonanie o własnej wyjątkowości i doniosłości własnego "ja". Wskutek tego przekonania bardziej troszczymy się o nas samych i nie działamy (na ogół) z przesadną lekkomyślnością. Uznanie integralności innych pozwala nam na stworzenie tego korzystnego tworu, jakim jest ludzka wspólnota. Musi jednakże ów ewolucjonista dodać, że jego nauka nie potrafi dowieść ani tego, że jest to przekonanie prawdziwe, ani tego, że charakteryzuje tylko istoty ludzkie. Przeciwnie, każda istota, u której myślenie będzie odpowiednio wysoko rozwinięte, zapewne tak (czyli o przynależnej jej godności) pomyśli, pomyślałyby więc tak zapewne wszystkie istoty żyjące, gdyby tylko miały zdolność do wyrażenia takiej myśli (oparzony niemowa też krzyknąłby, gdyby tylko mógł). Naturalizm prowadzi co najwyżej do wniosku, że wszystkie organizmy żywe mają przyrodzoną i naturalną godność (w tym znaczeniu i w tym stopniu, że przypisują lub przypisałyby ją sobie, a później innym), co stawia pod znakiem zapytania całą naszą działalność w świecie. Wyrazem tego niepożądanego wniosku jest współcześnie wyznawany para-religiny kult życia, czyli fanatyczny ekologizm, który na naszych oczach prowadzi do coraz większego zniewolenia nie tylko ludzkich umysłów, ale i ludzkich działań. Tak więc próba uwolnienia od (tradycyjnej) religii albo prowadzi do jawnego i niewątpliwego zniewolenia dokonywanego przez wynaturzoną religię (jeżeli będziemy się upierać, że człowiek ma godność), albo zmusi nas do porzucenia idei godności.
13-03-2013 12:17 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> Pańska odpowiedź, sięgająca po środki nieprzewidziane w racjonalnej dyskusji (zamieszczone ilustracje), świadczy o pewnym nieporozumieniu, które postaram się zdiagnozować i przedstawić w krótkich słowach.
Zejdź Pan z ambony i przestań Pan pleść fideistyczne androny. Tak, Panu diagnoza by się przydała, ale lepiej zwrócić się z tym bezpośrednio do specjalisty niż czekać na oceny czytelników tego co Pan tu wypisuje. Już od dawna brak Panu argumentów i obraża Pan inteligencję czytelników forum.

>Nazwę "Boga" nadaje się pierwszemu ogniu wszelkich zdarzeń - ta tendencja jest tak silna, że nie powstrzyma jej (jak niektórym forumowiczom naiwnie się to wydaje) przekonanie o tym, iż materia jest wieczna. Nie powstrzyma przynajmniej dokąd nie wykaże się, że materia jest z konieczności wieczna i że ta konieczność wypływa z samej natury materii. Nawet jeżeli uda się wykazać tak daleko idącą tezę, będzie ona co najwyżej dowodem na materialność pierwszego ogniwa (Boga).
Nie tylko, że nie ma Pan pojęcia o nauce, ale nawet o logice, a zabiera Pan tu autorytatywnie głos i poucza innych. Istniejąca obiektywnie rzeczywistość dalece odbiega od tego co się Panu wydaje oraz od symulakrum, które Panu jego umysł zbudował.

> Nazwę Boga nadaje się także pierwszemu ogniwu w łańcuchu instancji etycznych: postępuję tak a tak, albowiem tego nauczyli mnie rodzice, podstawą postępowania rodziców było ich przekonanie co do treści obowiązującego prawa, szczegółowe prawo miało uzasadnienie w konstytucji, ta w "prawach człowieka".
Żadne "nadaje się". Jak to pani Rabczewska barwnie opisała "Autorzy Biblii byli napruci winem i palili jakieś ziółka" - starożytni myśliciele religijni, na podstawie wiedzy jaką mogli wówczas zdobyć i własnych spekulacji intelektualnych, jakieś bzdury - z dzisiejszego punktu widzenia - wydumali i dziś niektórzy ograniczeni intelektualnie nadal przyjmują to za Prawdę.

>Na czym jednakże oprzeć te ostatnie? Musi istnieć ostateczny i pewny gwarant tych praw, jeżeli mają być one pewne i ostateczne, ogniwo, na którym można by zawiesić cały ten łańcuch i nie martwić się o to, że z łoskotem spadnie nam na głowę.
Jakie "musi"? To tylko Pańska fideistyczna brednia! I co? Na siłę ją Pan nam wdusi?

> Myśl ewolucjonistyczna nie daje mi żadnych gwarancji dla wyjątkowych "praw człowieka" (do których, zakładam, należy prawo do godności).
Po pierwsze to stała Pańska maniera autorytatywnego wypowiadania się na tematy, o których nie ma Pan nawet zielonego pojęcia. Pan na temat neodarwinizmu nie wie nic i zupełnie nie rozumie na czym ta teoria polega. Znajomość paru fideistycznych mitów na ten temat, to o dużo za mało. Po drugie, czy nie słyszał Pan o cywilizacji, którą ludzie ewolucyjnie zbudowali.

>Naturalizm prowadzi co najwyżej do wniosku, że wszystkie organizmy żywe mają przyrodzoną i naturalną godność (w tym znaczeniu i w tym stopniu, że przypisują lub przypisałyby ją sobie, a później innym), co stawia pod znakiem zapytania całą naszą działalność w świecie.
Może zamiast tu głupoty wypisywać lepiej trochę poczytać i dowiedzieć się czegoś sensownego o naturalizmie. To żenada co Pan tu wypisuje.

>Wyrazem tego niepożądanego wniosku jest współcześnie wyznawany para-religiny kult życia, czyli fanatyczny ekologizm, który na naszych oczach prowadzi do coraz większego zniewolenia nie tylko ludzkich umysłów, ale i ludzkich działań. Tak więc próba uwolnienia od (tradycyjnej) religii albo prowadzi do jawnego i niewątpliwego zniewolenia dokonywanego przez wynaturzoną religię (jeżeli będziemy się upierać, że człowiek ma godność), albo zmusi nas do porzucenia idei godności.
Ple, ple - kilo kitu u sufitu, tyle warte są od racjonalnej strony Pańskie wypociny na naszym forum. Szkoda, że na tak mało stać intelektualnie polskich fideistów, którzy wchodzą na nasze forum, aby nas pouczać i ewangelizować.

Nie odpowiedział Pan tu merytorycznie panu Maciejowi, nie odpowiedział Pan też mnie. Na kilka miesięcy pisywania na naszym forum nie odpowiedział Pan nikomu. Do swojego zabobonu przekonał przekonał Pan kilku forumowiczy, jak na przykład panów Brzostowskiego, Bieleckiego i kilku innych, tyle tylko, że oni już dawno byli przekonani, gyż jesteście wszyscy z jednej intelektualnej parafii.

Tak chciałoby się tu porozmawiać z jakimś inteligentnym o sporej wiedzy człowiekiem wierzącym i potrafiącym swoją wiarę racjonalnie uargumentować, a tu mamy tylko zacietrzewionych, zadufanych recytatorów starych śpiewek. Upychaczy ideologicznego kitu współwierzącym owieczkom i baranom.

Miłego dnia.

@@@
.
maceox (6766 punktów)
Absolutyzm ma dawać godność? Niby jak?
13-03-2013 13:53 
 Ocena 8 na 8
IzaBella (325 punktów)
>Pańska odpowiedź, sięgająca po środki nieprzewidziane w racjonalnej dyskusji (zamieszczone ilustracje), świadczy o pewnym nieporozumieniu, które postaram się zdiagnozować i przedstawić w krótkich słowach.
>Mianowicie, cały czas zestawiając myślenie religijnym z niereligijnym traktuje Pan samego siebie jako rzecznika wolności (uwolnienia myśli od dogmatów, samodzielnego myślenia, itp.), mnie zaś jako rzecznika podłego i krzywdzącego zniewolenia. Tym jednak, na co nieustannie zwracam uwagę, jest fakt, iż jest do alternatywa fałszywie zbudowana. Niewielkie porównanie znowuż służyć będzie pomocą w objaśnieniu całej sprawy.

Eee, a w jakiej pozycji stawia Pan siebie, posługując się zwrotami, które pogrubiłam???
Obydwie strony nie są wolne od tego rodzaju sformułowań, a więc i Pan.

>W jakimś sensie jesteśmy niewolnikami np. prawa powszechnego ciążenia.

Słuszna uwaga!! Tylko że prawa fizyki, którym podlegamy, są obiektywne i dotyczą całej planety. Nie mamy możliwości pominięcia czy zbagatelizowania ich (tzn. ktoś mądry inaczej może próbować, ale czy to się szczęśliwie dla niego skończy?).
Czy można więc rozpatrywać je w kategoriach niewoli?

>Nazwę "Boga" nadaje się pierwszemu ogniu wszelkich zdarzeń - ta tendencja jest tak silna, że nie powstrzyma jej (jak niektórym forumowiczom naiwnie się to wydaje) przekonanie o tym, iż materia jest wieczna.

?
Dziękuję, że po raz kolejny między innymi mnie Pan sobie zdefiniował, skatalogował...
A materia to, chyba, atomy. Energia. Jedno przekształca się w drugie. Permanentnie.

>Nazwę Boga nadaje się także pierwszemu ogniwu w łańcuchu instancji etycznych:

Nie SIĘ nadaje - Pan nadaje.

>czym jednakże oprzeć te ostatnie? Musi istnieć ostateczny i pewny gwarant tych praw, jeżeli mają być one pewne i ostateczne, ogniwo, na którym można by zawiesić cały ten łańcuch i nie martwić się o to, że z łoskotem spadnie nam na głowę.

Pan chyba lubi te "ilustrowane, dynamiczne argumenty".
Tyle że gdzie był Ostateczny Gwarant praw w czasach niewolnictwa?
No bo chyba był od początku dziejów? I jest wszechobecny?
A może jest tylko tam, gdzie chrześcijaństwo?
No bo już nie wiem...

>Myśl ewolucjonistyczna nie daje mi żadnych gwarancji dla wyjątkowych "praw człowieka" (do których, zakładam, należy prawo do godności).

No nie daje. My mamy sami zapewnić sobie bezpieczną przestrzeń do życia. Czy nie tak od wieków robimy, wyrywając innym gatunkom kawałki Ziemi?

>Mamy - powie ewolucjonista - naturalne przekonanie o własnej wyjątkowości i doniosłości własnego "ja".

Ale który ewolucjonizm? Ten biologiczny daje nam wyłącznie realny obraz sytuacji: czym jesteśmy w naturze i gdzie nasze miejsce.

>Para-religiny kult życia, czyli fanatyczny ekologizm,

No tak. Chrześcijaństwo = jedyna słuszna religia. Cała reszta to pseudo- /para- twory-potwory. Poza tym ekologizm to nie religia! To poziom świadomości, kierunek działań, zbiór faktów, zgoda na wzięcie odpowiedzialności za swoją aktywność.

>Tak więc próba uwolnienia od (tradycyjnej) religii albo prowadzi do jawnego i niewątpliwego zniewolenia dokonywanego przez wynaturzoną religię (jeżeli będziemy się upierać, że człowiek ma godność), albo zmusi nas do porzucenia idei godności.

To zaczyna być naprawdę zabawne. W tym ostatnim zdaniu zaistniała dość rażąca niespójność, ale i tak Pan zaprzeczy.
Zapytam więc jedynie: a jakie są nietradycyjne religie?



Umieć żyć to naj­rzadziej spo­tyka­na rzecz na świecie. Większość ludzi tyl­ko egzystuje.
Oscar Wilde
15-03-2013 22:00 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>>W jakimś sensie jesteśmy niewolnikami np. prawa powszechnego ciążenia.
>Słuszna uwaga!! Tylko że prawa fizyki, którym podlegamy, są obiektywne i dotyczą całej planety. Nie mamy możliwości pominięcia czy zbagatelizowania ich (tzn. ktoś mądry inaczej może próbować, ale czy to się szczęśliwie dla niego skończy?).

Prawa logicznego myślenia wiążą nas tak samo mocno. Laicki racjonalizm może być wcielony tylko za cenę niekonsekwencji. Racjonalizm zrealizowany jest więc niekonsekwentny, zaś stanowisko niekonsekwentne trudno na poważnie nazywać racjonalnym. Niestety sprzeczności logiczne nie przeszkadzają wyznawcom tego zabobonu, są bowiem - paradoksalnie - częstokroć niezdolni do głębszej refleksji i sprzeczności nie dostrzegają. Gdyby byli, odkryliby ją.

>Nie SIĘ nadaje - Pan nadaje.

Niech Pani nie udaje, że ja nadaję, bo się nadaje.

>No tak. Chrześcijaństwo = jedyna słuszna religia. Cała reszta to pseudo- /para- twory-potwory. Poza tym ekologizm to nie religia! To poziom świadomości, kierunek działań, zbiór faktów, zgoda na wzięcie odpowiedzialności za swoją aktywność.

Religia, tyle że co najwyżej nieuświadomiona w pełni. Jest to pewien rodzaj religii neopogańskiej - kult sił przyrody.

>Zapytam więc jedynie: a jakie są nietradycyjne religie?

Odpowiedź wyżej.
16-03-2013 00:01 
 Ocena 5 na 5
IzaBella (325 punktów)
No dobra, odbijania piłeczki ciąg dalszy.

>Prawa logicznego myślenia wiążą nas tak samo mocno. Laicki racjonalizm może być wcielony tylko za cenę niekonsekwencji. Racjonalizm zrealizowany jest więc niekonsekwentny, zaś stanowisko niekonsekwentne trudno na poważnie nazywać racjonalnym. Niestety sprzeczności logiczne nie przeszkadzają wyznawcom tego zabobonu, są bowiem - paradoksalnie - częstokroć niezdolni do głębszej refleksji i sprzeczności nie dostrzegają. Gdyby byli, odkryliby ją.

Proszę wskazać: niekonsekwencję; sprzeczności logiczne; głębszą refleksję.
Bo wie Pan - to są dla mnie na razie tylko słowa (załóżmy, że posługuję się na co dzień indywidualnym, zakodowanym dla postronnych narzeczem i w swoim bełkotliwym umyśle inaczej je interpretuję), za którymi nic nie stoi.
Prawa fizyki czynią nas niewolnikami, podobnie, jak religia. Przy czym temu pierwszemu podlegamy wszyscy, bez wyjątku, natomiast drugiemu - na własne życzenie.
Nie rozumiem, jaki jest sens wspominania o tego rodzaju podległości prawom natury. Chciał Pan udowodnić, że wszyscy jesteśmy niewolnikami, a życie w wierze to tylko kolejny przejaw zniewolenia, do którego i tak wszyscy w końcu wrócimy, więc whatever? Co tam jedne kajdany więcej w tę czy we w tę, tak?

>Niech Pani nie udaje, że ja nadaję, bo się nadaje.

Się to takie urocze słowo, pod którym może się ukrywać wszystko albo nic. Dobre dla spekulantów-demagogów. Taka niewidzialna ręka arbitra.

> Religia, tyle że co najwyżej nieuświadomiona w pełni. Jest to pewien rodzaj religii neopogańskiej - kult sił przyrody.

Nie kult, a szacunek, świadomość konsekwencji wynikających z intensywnego eksploatowania zasobów naturalnych (wszelakiego rodzaju) planety.
Żeby był kult - potrzebne jest spersonifikowane źródło czci, a ekolodzy nie myślą o naturze, jako o dziewicy z rozregulowanymi hormonami (stąd miałyby się brać nieprzewidywalne, kapryśne zdarzenia losowe, np. klęski żywiołowe) hasającej nago po łąkach.
Nie składają ofiar, by zapewnić sobie jej przychylność, bo wiedzą, że to niemożliwe.
Oni chcą odpowiedzialnie redukować skutki ekspansjonizmu homo [sapiens] consumericus.


Umieć żyć to naj­rzadziej spo­tyka­na rzecz na świecie. Większość ludzi tyl­ko egzystuje.
>> Oscar Wilde
16-03-2013 08:26 
 Ocena-1 na 3
Elasp (6859 punktów)

>Proszę wskazać: niekonsekwencję; sprzeczności logiczne; głębszą refleksję.

Wszystko pokazane w moich wcześniejszych postach, nie mogę nieustannie się powtarzać.

>Prawa fizyki czynią nas niewolnikami, podobnie, jak religia. Przy czym temu pierwszemu podlegamy wszyscy, bez wyjątku, natomiast drugiemu - na własne życzenie.

Nic takiego nie powiedziałem. Powiedziałem natomiast, że człowiek jest z natury religijny, co najwyżej może zamienić jedną religię na drugą lub zepchnąć myśl o Bogu do podświadomości. Taki człowiek fałszywie mniema, że "żyje bez Boga": chadza tu po forum wielu takich beztroskich "ateistów". Powrót w ich przypadku polega na trwałym wydobyciu myśli o Bogu z podświadomości i pełnym uświadomieniu Go sobie (pełnym w granicach ludzkich możliwości).

>Się to takie urocze słowo, pod którym może się ukrywać wszystko albo nic. Dobre dla spekulantów-demagogów. Taka niewidzialna ręka arbitra.

Nieprawda i to czysto demagogiczna.

>Nie kult, a szacunek, świadomość konsekwencji wynikających z intensywnego eksploatowania zasobów naturalnych (wszelakiego rodzaju) planety.
>Żeby był kult - potrzebne jest spersonifikowane źródło czci, a ekolodzy nie myślą o naturze, jako o dziewicy z rozregulowanymi hormonami (stąd miałyby się brać nieprzewidywalne, kapryśne zdarzenia losowe, np. klęski żywiołowe) hasającej nago po łąkach.

Nieprawda na nieprawdzie nieprawdą pogania, Droga Pani. 1) Kto powiedział, że kult wymaga spersonifikowanego źródła czci, 2) Skąd wiadomo, że fanatyczni ekologowie nie dokonują takiej personifikacji (jeżeli jest już potrzebna)? 3) Ekologizm opiera się na kłamstwie (rzekome ocieplenie klimatu), jest więc co najwyżej wyciąganiem konsekwencji z fałszywej hipotezy. A Pani przedstawia ich jako uważnych badaczy, zaniepokojonych o skutki stwierdzonego zjawiska.

>Nie składają ofiar, by zapewnić sobie jej przychylność, bo wiedzą, że to niemożliwe.

Nie składają dosłownych ofiar, ale w pewnym sensie ofiarą staje się wolność człowieka, coraz bardziej ograniczana przez tych fanatyków. Wszystko oparte na kłamstwie. Każdy zorientowany człowiek wie, że wyprodukowanie zwykłej żarówki pochłania mniej energii niż produkcja świetlówki energooszczędnej, mniej trwałej i dużo szkodliwszej dla otoczenia (przez znajdujące się w świetlówce związki rtęci).Za chwilę wycofane będą silniki diesla, potem - opodatkuje się jazdę samochodem, itd.

Nierzadko taka ofiara ma również postać czegoś bardzo namacalnego - pieniędzy. Wiadomo bowiem od dawna, że organizacje ekologiczne składają się z łapówkarzy, wyłudzających pieniądze za zgodę na inwestycje.
16-03-2013 10:53 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> Wszystko pokazane w moich wcześniejszych postach, nie mogę nieustannie się powtarzać.
Inteligentny człowiek może precyzować, pokazywać problem w innych kontekstach, a ograniczony intelektualnie wiarą klepie wciąż to samo, jak bębenek modlitewny, wbrew faktom i argumentom na które jest całkowicie nieprzemakalny.
Tak, przestań Pan już klepać to samo, to już wszyscy znają, a jak widać na więcej Pana już nie stać.

>Powiedziałem natomiast, że człowiek jest z natury religijny,
Jeżeli nawet tak jest, to nie dotyczy to całej populacji. Zawsze część była heretycka, myśląca samodzielnie, poszukująca własnych odpowiedzi i dzięki tej części jest postęp intelektualny i technologiczny. Chwała heretykom, na pohybel oportunistom i konformistom.

>co najwyżej może zamienić jedną religię na drugą lub zepchnąć myśl o Bogu do podświadomości.
Tak, ale dotyczy to tylko ludzi religijnych. Na przykład rosyjscy prawosławni, przeszli na komunizm, a teraz wrócili. Niemieccy katolicy przeszli na nazizm, a teraz wrócili. Natomiast nie istnieje żaden udokumentowany przypadek nawrócenia racjonalisty.

>Taki człowiek fałszywie mniema, że "żyje bez Boga": chadza tu po forum wielu takich beztroskich "ateistów".
Tak, to "mały fideistyczny Jasio" sobie ateizm wyobraża, gdyż ograniczony religią umysł niczego więcej pojąć nie zdoła, ale niech się Ksiądz tym nie przejmuje podobne głupoty można przeczytać nawet u ks. abp prof. zw. dr hab. czy u papieży. Ograniczenie religijne, w naszym świecie, nie ogranicza tytułów i splendorów.

Prawdziwość idei Boga zupełnie nie broni religioznawczo, a w naukach przyrodniczych (scence) jest to pusty - nie mający znaczenia - termin. To, że ktoś, kiedyś jakąś bzdurę sobie umyślił i współcześni stale ją modyfikując, nadal w nią wierzą, jest ciekawe i warte badań, tak samo jak i inne ludzkie ograniczenia i fantazje kulturowe.

@@@
.
16-03-2013 18:49 
 Ocena-2 na 4
Elasp (6859 punktów)

________________________________________________________________________________

"Ironia i sarkazm, czyli racjonalistyczne ballady dla samodzielnie myślących"

Słowa napisał i muzykę ułożył Andrzej Bogusławski
(gitara akustyczna, bałałajka w utworze 1.)


1. "Wiara ogranicza moralnie i intelektualnie"* (9:03) (na motywach radzieckich)
2. "Gówno prawda!" (2:45)
3. "Intelektualna żenada!" (7:16)
4. "Elitarne grono?" (4:53)
5. "Bez jaj!" (3:45)
6. "Podłość, czyli jak śmią żyć ludzie bez mózgu" (6:54)
7. "I znów pieprzenie o Szopenie" (4:15)
8. "Wolno myślę" (3:10)
9. "Zakuta pała" (4:46)
10. "Alleluja i do przodu!"** (5:14)
11. "Nikt nie jest w stanie skompromitować nas bardziej niż my sami" (23:36)
12. "Pozdrawiam serdecznie, @@@" (1:24)

* Alternatywny tytuł: "Opium Bogusławskiego"
** Alternatywny tytuł: "Marsz Bogusławskiego".
____________________________________________________________________________
Grey (2102 punktów)
Podejrzewam, że jest dużo prawdy w tym, co piszesz o ekologach. Dodam, że żarówki energooszczędne są w dodatku bardziej szkodliwe dla oczu, niż zwykłe żarówki.

> Taki człowiek fałszywie mniema, że "żyje bez Boga": chadza tu po forum wielu takich beztroskich "ateistów".

To samo myślę o ludziach wierzących.
Fałszywie mniemają, że "żyją z Bogiem".
Chodzą beztrosko po świecie myśląc, że jakiś Bóg decyduje o ich losie.
Niestety, brakuje mi Twojego optymizmu i nie sądzę, że wszyscy oni uświadomią sobie prawdę.
17-03-2013 11:10 
 Ocena 10 na 10
Fizyk (17637 punktów)
> Każdy zorientowany człowiek wie, że wyprodukowanie zwykłej żarówki pochłania mniej energii niż produkcja świetlówki energooszczędnej, ...

Energia potrzebna do produkcji świetlówki to zaledwie kilka procent energii zużytej na oświetlanie tą świetlówką. Energia produkcji jest praktycznie nieistotna w ogólnym bilansie. apps1.eere(*)12_LED_Lifecycle_Slipsheet.pdf

> ... mniej trwałej ...

Nieprawda. Świetlówki są wielokrotnie trwalsze od żarówek, chyba że włączasz je tylko na kilka minut.

> ... i dużo szkodliwszej dla otoczenia (przez znajdujące się w świetlówce związki rtęci).

Też nieprawda. Jeżeli energia oświetleniowa żarówki pochodzi ze spalania węgla, to emisja zawartej w nim rtęci kilkukrotnie przewyższa emisję rtęci ze zezłomowanej świetlówki. www.energy(*)wnloads/Fact_Sheet_Mercury.pdf

> Ekologizm opiera się na kłamstwie (rzekome ocieplenie klimatu)

Biedny Elaspie, nie potrafisz zrozumieć żarówki, a za klimatologię się zabierasz? Na jaki jeszcze temat objawisz nam swoją ignorancję?
17-03-2013 11:56 
 Ocena-3 na 3
Elasp (6859 punktów)

>> Każdy zorientowany człowiek wie, że wyprodukowanie zwykłej żarówki pochłania mniej energii niż produkcja świetlówki energooszczędnej, ...

>Energia potrzebna do produkcji świetlówki to zaledwie kilka procent energii zużytej na oświetlanie tą świetlówką. Energia produkcji jest praktycznie nieistotna w ogólnym bilansie. apps1.eere(*)12_LED_Lifecycle_Slipsheet.pdf

Zależy co rozumiemy przez "produkcję" (a może policzyć tak: koszty badań nad technologią + koszty wdrożenia technologii + koszt produkcji + koszty utylizacji).

Poza tym nie karmiłbym umysłu danymi rządowymi. Rządy coraz bardziej uzależniają się od ekspansywnej mafii ekologów, z uwagi na jej wpływ na opinię publiczną.

>> ... mniej trwałej ...
>Nieprawda. Świetlówki są wielokrotnie trwalsze od żarówek, chyba że włączasz je tylko na kilka minut.

Trwalsze na papierze. Oceniam na podstawie własnego doświadczenia, a nie kupuję najtańszych świetlówek. Poza tym, owszem, nierzadko włączam światło na kilka minut, ale przecież nie siedzę w ubikacji przez dwa dni.

>> ... i dużo szkodliwszej dla otoczenia (przez znajdujące się w świetlówce związki rtęci).
>Też nieprawda. Jeżeli energia oświetleniowa żarówki pochodzi ze spalania węgla, to emisja zawartej w nim rtęci kilkukrotnie przewyższa emisję rtęci ze zezłomowanej świetlówki. www.energy(*)wnloads/Fact_Sheet_Mercury.pdf

Tylko że tę drugą rtęć wdycham bezpośrednio ja, jeżeli przypadkiem stłukę świetlówkę (nie wiem, czy takie pomieszczenie nadaje się w ogóle do zamieszkania). Ilość jest tylko jednym czynnikiem.

>> Ekologizm opiera się na kłamstwie (rzekome ocieplenie klimatu).

Pozostanę przy swoim zdaniu.
17-03-2013 17:03 
 Ocena 6 na 6
IzaBella (325 punktów)
>>Prawa fizyki czynią nas niewolnikami, podobnie, jak religia. Przy czym temu pierwszemu podlegamy wszyscy, bez wyjątku, natomiast drugiemu - na własne życzenie.
>Nic takiego nie powiedziałem. Powiedziałem natomiast, że człowiek jest z natury religijny, co najwyżej może zamienić jedną religię na drugą lub zepchnąć myśl o Bogu do podświadomości. Taki człowiek fałszywie mniema, że "żyje bez Boga": chadza tu po forum wielu takich beztroskich "ateistów". Powrót w ich przypadku polega na trwałym wydobyciu myśli o Bogu z podświadomości i pełnym uświadomieniu Go sobie (pełnym w granicach ludzkich możliwości).
>Nic takiego nie powiedziałem. Powiedziałem natomiast, że człowiek jest z natury religijny, co najwyżej może zamienić jedną religię na drugą lub zepchnąć myśl o Bogu do podświadomości. Taki człowiek fałszywie mniema, że "żyje bez Boga": chadza tu po forum wielu takich beztroskich "ateistów". Powrót w ich przypadku polega na trwałym wydobyciu myśli o Bogu z podświadomości i pełnym uświadomieniu Go sobie (pełnym w granicach ludzkich możliwości).

Pan nie powiedział, może, ale ja powiedziałam. Pan zaczął od prawa powszechnego ciążenia, czyniąc aluzję do podległości człowieka jako takiej.
Cytat:

Istnieją prawa fizyczne, którym (wedle naszej wiedzy) podlegają wszystkie istoty żyjące w naszym świecie. W jakimś sensie jesteśmy niewolnikami np. prawa powszechnego ciążenia.

(Źródło: www.racjon(*).php/z,0/d,34/s,546248#w553634)

Pan ma potrzebę tłumaczenia i usprawiedliwiania wszelkich zjawisk wiarą, rozumiem - takie predyspozycje psychiki. Ale uporczywe próby dowodzenia religijności innych to już włażenie z brudnymi buciorami na biały dywan. Niech Pan uwierzy na słowo, że nie każdy ma podobną konstrukcję umysłową.
:P

>Nieprawda i to czysto demagogiczna.

No to co/kto stoi za się?

>Nieprawda na nieprawdzie nieprawdą pogania, Droga Pani. 1) Kto powiedział, że kult wymaga spersonifikowanego źródła czci,

Bo musi zaistnieć Absolut (siły nadprzyrodzone).

>2) Skąd wiadomo, że fanatyczni ekologowie nie dokonują takiej personifikacji (jeżeli jest już potrzebna)?

Cytat:

Ekologizm, zespół idei, działań politycznych i społecznych, których istotą jest przeciwdziałanie zagrożeniom związanym z industrializacją oraz niszczeniu środowiska naturalnego człowieka. Kierunek polityczny, w którym problemy ekologii postawione są w centrum problematyki społecznej. Terminu tego użył po raz pierwszy w 1869 E. Haeckel w odniesieniu do zagadnień, których przedmiotem są relacje pomiędzy organizmami żywymi a środowiskiem.
(...)

(Źródło: portalwiedzy.onet.pl/83184,,,,ekologizm,haslo.html)

Pan ma być może tak już zaprogramowany umysł: wszystko, co postępowe - negować!, bo to "Żydy i Masony" podsuwają bogobojnym, by wodzić na pokuszenie i do Szatana zbliżać.
[Zdarzają się już bardziej nowocześni wierzący.]

www.ecomii(*)tory-of-environmental-movement

globalwarm(*)™s-grassroots-globalization/

Oczywiście, aby zostać zauważonym - trzeba posługiwać się chwytliwymi hasłami czy pokazywać skrajności. Na rozruch i utrzymanie potrzebne są fundusze i sławni aktywiści. Stąd pewnie oburzenie Kościoła, który chciałby cieszyć się takimi posłuchem i udziałem w kreowaniu światopoglądu.
Wygodniej robić nic i krytykować, nazywać "fanatykami", "terrorystami". A jeszcze wygodniej realizować słowa: czyńcie sobie ziemię poddaną.
Pan nie może wiedzieć, co faktycznie kieruje ludźmi, którzy walczą z ludzkim egoizmem.

>3) Ekologizm opiera się na kłamstwie (rzekome ocieplenie klimatu), jest więc co najwyżej wyciąganiem konsekwencji z fałszywej hipotezy. A Pani przedstawia ich jako uważnych badaczy, zaniepokojonych o skutki stwierdzonego zjawiska.

Tylko jednym ten "ruch" się zajmuje? Uparł się Pan na to ocieplenie klimatu, jakby nie miał pojęcia, jakie zagadnienia on podejmuje.

www.interenvironment.org/wd1intro/aboutorgs.htm

Co do samej teorii ocieplania się klimatu: zdania są podzielone.

www.wprost(*)80/Klimat-sie-ociepla-glupcze/ ;

czy też: www.polska(*)epla-sie-przez-ludzi,id,t.html

>Nie składają dosłownych ofiar, ale w pewnym sensie ofiarą staje się wolność człowieka, coraz bardziej ograniczana przez tych fanatyków.

Biedni uciśnieni ludzie.

>Wszystko oparte na kłamstwie. Każdy zorientowany człowiek wie, że wyprodukowanie zwykłej żarówki pochłania mniej energii niż produkcja świetlówki energooszczędnej, (...)

Odnośnie diesla (kompletnie nie mój konik) znalazłam takie artykuły:

motoryzacj(*)-europejskich-drog,1866108,320

-nomen omen- autokult.pl/2011/08/31/czy-diesle-napewno-sa-eko

superauto2(*)ziej-jak-papierosy_263776.html

Co do żarówek - też nie moja dziedzina - faktycznie coraz częściej można spotkać się ze zdaniem, że te energooszczędne są takimi tylko z nazwy. Panu jednak myli się troska o środowisko z lobby producentów, którzy pojawiają się wszędzie tam, gdzie w grę wchodzą ogromne pieniądze.

www.polity(*)-ekologia-czy-biurokracja.read

>Nierzadko taka ofiara ma również postać czegoś bardzo namacalnego - pieniędzy. Wiadomo bowiem od dawna, że organizacje ekologiczne składają się z łapówkarzy, wyłudzających pieniądze za zgodę na inwestycje.

Pieniądze to chyba najsilniejszy imperatyw. Na to, niestety, nie ma lekarstwa.
Proszę najpierw "u siebie" poszukać nagannych postaw, a potem wytykać je innym.

www.racjonalista.pl/kk.php/s,1476

www.pardon(*)_mafii_-_ko_ci_z_pod_ostrzazem

wolnemedia.net/wierzenia/opus-dei-mafia-watykanu/
16-03-2013 11:58 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

> Prawa logicznego myślenia wiążą nas tak samo mocno.
Pan to jest wprost skrępowany, ale nie myśleniem logicznym, tylko religijnym. Swoją fundamentalistyczną wiarą.
Logika to tylko i aż język, który służy ludziom do porozumiewania się. (Podobnie jest z matematyką.)
Panu już poniższy cytat przedstawiłem, ale zapewne Pan go nie przeczytał, a na pewno nie zrozumiał.
W stopniu dalece mnie nie satysfakcjonującym znam zagadnienia logiczne i chyba dlatego jestem zwolennikiem logiki praktycznej łączącej rozumowe myślenie z weryfikacją przez doświadczenie. Co za tym idzie, uważam także, że tylko praktyka (weryfikowalne naukowo doświadczenie) może być ostatecznym kryterium prawdziwości sądów. Choć różne są drogi dochodzenia do tego kryterium, to pierwszym krokiem prawie zawsze są intelektualne spekulacje, z których najważniejszymi są te powiązane z filozofią.

Logika formalna jest algebrą myślenia, a więc nauką ścisłą i jako taka jest luźno powiązana z bogactwem życia społecznego. Jest ona wyrazem racjonalności myślenia, ale nie udziela nam odpowiedzi na wiele pytań egzystencjalnych (zwrócił na to uwagę prof. Kazimierz Ajdukiewicz), a ponadto jest chyba tak, że gdy w jej ramach przyjmiemy aksjomat np. o istnieniu Boga, to w następstwie i dalsze rozważania teologicznie mogą zachować walor logicznej racjonalności. Idąc tym tropem przez historię logiki filozoficznej dostrzegamy jak wielu wśród największych myślicieli godziło logiczne myślenie z fideistyczną postawą światopoglądową, Mówiąc krócej założenie istnienia absolutu (Bóg filozofów na ogół bardzo różni się od Boga teologów) nie przeszkadzało im w posługiwaniu się logiką, a nawet odkrywaniu zasad logicznego myślenia i tworzeniu własnych systemów logicznych.

Wchodząc do czasów nowożytnych warto sięgnąć do Johna Henry'ego Newmana z jego Logiką wiary z 1870r. (choć sam autor nie był przekonany co do logicznej mocy swoich dowodów), a także do współczesnego filozofa analitycznego - a więc przywiązującego wagę do logiki - Alwina Platinga, który używając sprawnie własnego rozumu, sugestywnie (choć mnie nie przekonał) broni racjonalnej akceptowalności twierdzenia o istnieniu Boga. Na polskim gruncie za logików związanych z Kościołem katolickim uznawani są między innymi: ks. prof. Jan Salamucha, sławny Ojciec Innocenty, czyli ks. prof. Józef Maria Bocheński oraz żyjący prof. Andrzej Grzegorczyk. Moim zdaniem, wszyscy oni wychodząc od nieprawdziwych (nieweryfikowalnych) przesłanek w konsekwencji wyciągali mylne wnioski. Ale uważam, że to ludzie mądrzy - warci tego, aby poznawać ich przemyślenia oraz podejmować polemikę z ich poglądami.


>Laicki racjonalizm może być wcielony tylko za cenę niekonsekwencji.
Określenie "laicki racjonalizm", to pleonazm, tak jak "chrześcijański racjonalizm", to oksymoron (Ogień krzepnie, blask ciemnieje, ma granice Nieskończony). Ale Pan lubi takie katolickie pieprzenie o Szopenie. Epitetologię zamiast argumentów.

>Racjonalizm zrealizowany jest więc niekonsekwentny,
Jakie więc? Dlatego, że "mały Kazio" o małym rozumku nie potrafi czegoś zrozumieć, to rzeczywistość jest tylko taka jak on ją rozumie? Wierzący inteligent dużej klasy prof. Stanisław Obirek: Dla mnie linia podziału nie przebiega pomiędzy wierzącymi a niewierzącymi, ale pomiędzy spójnością bądź jej brakiem w wywodzie każdej ze stron. W chwili obecnej to właśnie ateiści są w stanie skonstruować spójny model światopoglądowy, w którym ani "Bóg", ani "mit" nie są potrzebne.
Też dla Pana, to byle kto, gdyż jak on śmiał skrytykować Naszego Papieża i zrzucić jezuicką sukienkę. Tyle tylko, że on tak samo, jak Węcławski, czy Bartoś nie stracił wiary w Boga - oni mieli tylko dość zła i obłudy panujących w Kościele Rzymskokatolickim.

>zaś stanowisko niekonsekwentne trudno na poważnie nazywać racjonalnym.
Tak, dlatego racjonalizm jest konsekwentnym i żaden fideistyczny bezsensowny bełkot tego nie zmieni.

>Niestety sprzeczności logiczne nie przeszkadzają wyznawcom tego zabobonu, są bowiem - paradoksalnie - częstokroć niezdolni do głębszej refleksji i sprzeczności nie dostrzegają. Gdyby byli, odkryliby ją.
Tak, gdy jeden bredzi, to psychoza, gdy wielu, to już religia, gdy ponad miliard, to katolicyzm. Wejdzie takie "cosik" mocno niedouczone i diabelnie zacietrzewione na ambonę i pieprzy co mu ślina na język przyniesie, a teraz zgodnie z Vox populi, vox Dei, telewizornie, w głównych programach, podobne idiotyzmy upowszechniają.

Wielce Szanowny Panie, tu nie ambona i nie owieczki Pana słuchają, tu ludzie myślą samodzielnie i nikt im nie narzuca co mają myśleć. Przekonaj Pan ich do swoich poglądów. Opowiadanie, że wszyscy inni - nie zgadzający się ze mną - to źli i głupi ludzie, tylko do najbardziej ograniczonych dociera (i oni np. Panu tu plusy klikają), a Pan ze swoją całą "refleksją" poza epitety nie wychodzi.
Czysta żenada i na tym poziomie intelektualnym - tu pisać nie wypada.

@@@
.
14-03-2013 01:28 
 Ocena 8 na 8
maceox (6766 punktów)
> Pańska odpowiedź, sięgająca po środki nieprzewidziane w racjonalnej dyskusji (zamieszczone ilustracje)
A dlaczego słowa mają być bardziej racjonalne od ilustracji?

>Twierdzę, że zdolność do pomyślenia o pewnym maksimum (więcej, nieustanne, chociażby niejasne i nieuświadomione myślenie o nim, doszukiwanie się go) jest prawem, jakim podlega nasz umysł.
Zależy czyj umysł. Niektórzy mówią "less is more".

>Po prostu tak jesteśmy zbudowani, iż wyobrażany sobie ostateczny element łańcucha (bez względu na to, z czego ten łańcuch byłby zrobiony).
Czy do Pańskiego zakątka wszechświata jeszcze nie dotarły teoria względności i fizyka kwantowa, przynajmniej w zakresie filozoficznych implikacji co do absolutności deterministycznych związków przyczynowych?

> Nazwę "Boga" nadaje się pierwszemu ogniu wszelkich zdarzeń - ta tendencja jest tak silna,
Jest to tendencja psychologiczna - zależna od kultury i wychowania.

>że nie powstrzyma jej (jak niektórym forumowiczom naiwnie się to wydaje) przekonanie o tym, iż materia jest wieczna.
Wcale nie jestem o tym przekonany. Tyle, że nie wyciągam z tego braku przekonania żadnych dalszych wniosków.

>Nie powstrzyma przynajmniej dokąd nie wykaże się, że materia jest z konieczności wieczna i że ta konieczność wypływa z samej natury materii. Nawet jeżeli uda się wykazać tak daleko idącą tezę, będzie ona co najwyżej dowodem na materialność pierwszego ogniwa (Boga).
Proszę zauważyć, co Pan wyczynia w myślach ze swym Bogiem. W zależności od potrzeby staje się on dla Pana całkowicie materialny.

> Musi istnieć ostateczny i pewny gwarant tych praw,
Nie musi i nie istnieje. Sami tworzymy prawa i sami ich przestrzegamy.

>Mamy - powie ewolucjonista - naturalne przekonanie o własnej wyjątkowości i doniosłości własnego "ja".
A dlaczego akurat ewolucjonista tak ma powiedzieć?

>Wskutek tego przekonania bardziej troszczymy się o nas samych i nie działamy (na ogół) z przesadną lekkomyślnością. Uznanie integralności innych pozwala nam na stworzenie tego korzystnego tworu, jakim jest ludzka wspólnota. Musi jednakże ów ewolucjonista dodać, że jego nauka nie potrafi dowieść ani tego, że jest to przekonanie prawdziwe,
Etyka w ogóle nie odpowiada na pytanie "co jest?", tylko "co należy czynić?"

>ani tego, że charakteryzuje tylko istoty ludzkie.
Tego ewolucjonista rzeczywiście nie potrafi dowieść, albowiem potrafi dowieść przeciwieństwo, że mianowicie moralność istnieje już u zwierząt.

>Przeciwnie, każda istota, u której myślenie będzie odpowiednio wysoko rozwinięte, zapewne tak (czyli o przynależnej jej godności) pomyśli, pomyślałyby więc tak zapewne wszystkie istoty żyjące, gdyby tylko miały zdolność do wyrażenia takiej myśli (oparzony niemowa też krzyknąłby, gdyby tylko mógł).
Nie mogę się pogodzić z faktem, że oczytany człowiek napisał takie zdanie.

>Naturalizm prowadzi co najwyżej do wniosku, że wszystkie organizmy żywe mają przyrodzoną i naturalną godność (w tym znaczeniu i w tym stopniu, że przypisują lub przypisałyby ją sobie, a później innym), co stawia pod znakiem zapytania całą naszą działalność w świecie.
To zdanie nie jest lepsze. Naprawdę.

>Tak więc próba uwolnienia od (tradycyjnej) religii albo prowadzi do jawnego i niewątpliwego zniewolenia dokonywanego przez wynaturzoną religię (jeżeli będziemy się upierać, że człowiek ma godność), albo zmusi nas do porzucenia idei godności.
Nie potrafię odpisac trafniej od IzaBelli. Jak dobrze, że wiosna idzie, a wraz z nią zawsze jakby mądrość nadchodziła.

Mam dla Pana propozycję. Proszę spróbować - tak dla zabawy - porzucić na chwilę to wnioskowanie "jeżeli to ... to coś tam". Proszę spróbować przyjąć świat taki, jakim jest - tak otwarcie, nie dodając przez chwilę nic od siebie.

Czym Pan się interesuje poza religią?
________________________________________________________________________________
15-03-2013 13:12 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)
>> Pańska odpowiedź, sięgająca po środki nieprzewidziane w racjonalnej dyskusji (zamieszczone ilustracje)
>A dlaczego słowa mają być bardziej racjonalne od ilustracji?

Miałem na myśli akurat te zamieszczone, nie ilustracje w ogóle.

>>Po prostu tak jesteśmy zbudowani, iż wyobrażany sobie ostateczny element łańcucha (bez względu na to, z czego ten łańcuch byłby zrobiony).
>Czy do Pańskiego zakątka wszechświata jeszcze nie dotarły teoria względności i fizyka kwantowa, przynajmniej w zakresie filozoficznych implikacji co do absolutności deterministycznych związków przyczynowych?

Nie sądzę, aby wpłynęło to potoczny sposób mówienia i myślenia o świecie. Podejrzewam, że nawet najwybitniejsi specjaliści zachowują na co dzień postawę naiwne realistyczną (absolutyzują czas i przestrzeń, traktują przedmioty jako niezależne od obserwatora, itd.).

>> Nazwę "Boga" nadaje się pierwszemu ogniu wszelkich zdarzeń - ta tendencja jest tak silna,
>Jest to tendencja psychologiczna - zależna od kultury i wychowania.

Nie rozumiem, dlaczego z takim uporem głosi Pan empiryzm. Wiele składników naszego umysłu ma charakter wrodzony - nie wszystko jest dziełem wychowania i kultury. Sądzić tak = ulegać oświeceniowemu zabobonowi. Doszło nawet do tego, ze próbuje się nas przekonać, że przypisana płeć jest efektem wychowania (!). Z tak absurdalnymi zabobonami człowiek nie miał nawet do czynienia nawet w najciemniejszych wiekach średniowiecza.

> Proszę zauważyć, co Pan wyczynia w myślach ze swym Bogiem. W zależności od potrzeby staje się on dla Pana całkowicie materialny.>

Tak, to rzeczywiście mój błąd, z którego nie zdążyłem w porę się wycofać (dziękuję za zwrócenie uwagi).

>Mam dla Pana propozycję. Proszę spróbować - tak dla zabawy - porzucić na chwilę to wnioskowanie "jeżeli to ... to coś tam". Proszę spróbować przyjąć świat taki, jakim jest - tak otwarcie, nie dodając przez chwilę nic od siebie.
>Czym Pan się interesuje poza religią?
>
Namawia mnie Pan do porzucenia filozofii w samym środku wątku, który jest poświęcony zagadnieniom czysto filozoficznym. Niech Pan wstanie na chwilę z wygodnego fotela prawnika i będzie - filozofem prawa.

________________________________________________________________________________
16-03-2013 02:45 
 Ocena 7 na 7
maceox (6766 punktów)
>>> Pańska odpowiedź, sięgająca po środki nieprzewidziane w racjonalnej dyskusji (zamieszczone ilustracje)
>>A dlaczego słowa mają być bardziej racjonalne od ilustracji?
> Miałem na myśli akurat te zamieszczone, nie ilustracje w ogóle.
Ja też.

>>>Po prostu tak jesteśmy zbudowani, iż wyobrażany sobie ostateczny element łańcucha (bez względu na to, z czego ten łańcuch byłby zrobiony).
>>Czy do Pańskiego zakątka wszechświata jeszcze nie dotarły teoria względności i fizyka kwantowa, przynajmniej w zakresie filozoficznych implikacji co do absolutności deterministycznych związków przyczynowych?
> Nie sądzę, aby wpłynęło to potoczny sposób mówienia i myślenia o świecie.
Tu się zgodzę, ale Pańska filozofia opiera się właśnie na tym potocznym sposobie mówienia. Dzisiajsza fizyka jest już dużo dalej i wynikają z niej odmienne filozoficzne wnioski od Pańskich.

>>> Nazwę "Boga" nadaje się pierwszemu ogniu wszelkich zdarzeń - ta tendencja jest tak silna,
>>Jest to tendencja psychologiczna - zależna od kultury i wychowania.
> Nie rozumiem, dlaczego z takim uporem głosi Pan empiryzm.
Bo doświadczenie to wszystko, co mamy. Trzeba tylko odróżnić doświadczanie własnych fantazji od doświadczania świata.

>Wiele składników naszego umysłu ma charakter wrodzony - nie wszystko jest dziełem wychowania i kultury. Sądzić tak = ulegać oświeceniowemu zabobonowi.
Czy ja gdzieś napisałem, że wszystko jest dziełem wychowania i kultury? Jest dla mnie wręcz dość prawdopodobne, że Pan ma genetycznie wrodzone skłonności religijne i musi Pan z tym jakoś żyć. I nawet nie miałbym nic przeciwko, gdyby nie Pańska porażająca argumentacja. Powiedziałby Pan szczerze: "ja nie wiem, ale wierzę" i może jakoś tam byłoby to do przejścia, ale Pan non-stop próbuje nam tu sprzedać swoje: "ja wiem, ja wiem, ja wiem coś o Bogu". Otóż o Bogu nic Pan nie wie i dobrze Pan o tym wie.
Tak na marginesie: nikt nie wie wszystkiego, ale racjonalista nie wyciąga z tej niewiedzy żadnych wniosków.

>Z tak absurdalnymi zabobonami człowiek nie miał nawet do czynienia nawet w najciemniejszych wiekach średniowiecza.
Ale, gdzie tam. Wtedy światło wiary było najjaśniejsze.

>> Proszę zauważyć, co Pan wyczynia w myślach ze swym Bogiem. W zależności od potrzeby staje się on dla Pana całkowicie materialny.> Tak, to rzeczywiście mój błąd, z którego nie zdążyłem w porę się wycofać (dziękuję za zwrócenie uwagi).
A niby dlaczego błąd? A kto Panu kazał o Bogu tylko niematarialnym myśleć? Dlaczego nie może być materialny? To już nie wolno Panu pomyśleć, na co Pan ma ochotę?

>Namawia mnie Pan do porzucenia filozofii w samym środku wątku, który jest poświęcony zagadnieniom czysto filozoficznym.
Dla mnie filozofia bez sceptycyzmu to sprzeczność. Wymyślić sobie Pan może prawie wszystko, wywodząc to oczywiście rzekomo z natury. Tak więc rzeczywiście namawiam do porzucenia takiej filozofii, gdyż jest z gruntu fałszywa. O naturze możemy się czegoś dowiedzieć z jej obserwacji, cała intelektualna reszta to już tylko NASZE WŁASNE MYŚLI.

>Niech Pan wstanie na chwilę z wygodnego fotela prawnika i będzie - filozofem prawa.
Panu się wydaje, że jak się wstanie z fotela i zacznie wygłaszać jakieś prawdy, to od razu filozofem można być.

Nie mam ochoty na dalszą rozmowę z Panem. Nie z tego względu, że jest Pan wierzący, ale dlatego, że pomimo kilkudziesięciu wskazań z różnych stron powtarza Pan wciąż te same Prawdy. Panie Elasp, żaden z Pańskich rozmówców tu na forum nie wierzy w to, że Boga nie ma (czyli nikt tu nie jest ateistą wedle Pańskiej definicji). My tylko koncentrujemy się na obszarze tej wiedzy, o której można powiedzieć coś sensownego i jednocześnie weryfikowalnego.

Od siebie dodam, że może i jakiś tam Bóg nawet i istnieje, ale zupełnie niczego o nim nie wiemy. Absolutnie nic.

I na koniec raz tylko pójdę Pańskim tropem wnioskowania: jeżeli to Bóg stworzył świat, to musi Pan przyznać, że tak wiele spartaczył, że to bardzo mierny Bóg musiał być. Człowiek faktycznie współczujący innym nie może tego inaczej widzieć, chyba że ma umysł ogarnięty wiarą, które nawet proste fakty mu całkowicie przysłania.

Życzę Panu jeszcze wielu niezapomnianych chwil na naszym forum. Może zresztą czasem się odezwę, ale na razie nie sądzę by to było konieczne, gdyż Pan zawsze ma do powiedzenia coś Więcej i Lepiej, że właśnie tak, że właśnie wszystko na Boga wskazuje. A to są tylko Pańskie myśli, Panie Elasp, ale to już Panu tu tysiąc razy powiedziano, a Pan w kółko to samo powtarza, jak nakręcona katarynka i to wchodząc często w styl, który jest intelektualnie i moralnie nie do zaakceptowania.

Naprawdę mi przykro, ale zaczynam się zastanawiać, czy gdzieś jacyś księża informatycy jaj sobie nas nie robią napuszczając tu na nas maszynę Turinga.

Jak się komuś wgra odpowiednio intensywnie dany program, to jak go odróżnić od maszyny? To nie dotyczy Pana indywidualnie, ale Pańskiej argumentacji i Pańskiego autorytarnego podporządkowania myśli innym ludziom.

Widząc Pana przed sobą bym tak nie powiedział, ale widząc tylko Pańskie teksty niestety taka nasuwa mi się refleksja. Czy przekroczyłem granicę kultury i dobrego smaku? Wedle Pańskiej opinii na pewno, ale nie odnosiłem sie do Pana, tylko do Pańskich idei i postów na forum.

I żeby to Panu jednak trochę osłodzić: jako dowód, że ja sam nie jestem jakąś "racjonalistyczną" maszyną Turinga proszę sobie wyobrazić, że najbardziej w życiu lubię ludzi i staram się ich zrozumieć, a po pierwsze poczuć, co oni czują. Dlatego czasem staram się wyobrazić, jak to jest wierzyć i mam w mym umyśle taki eksperymentalny pokoik z napisem "wiara", do którego czasem zaglądam i nawet się wczuwam. Dla Pana to będzie dowód, że od religi nie można uciec, ale w kontekście mojej postawy, którą prezentuję na forum jest to dla mnie raczej dowód wolnej myśli. Wolno mi pomysleć wszystko i robić w mym umyśle na co mam ochotę! I nie muszę od razu wykazywać innym, że błądzą.
________________________________
15-03-2013 13:43 
 Ocena 9 na 9
Meretseger (61860 punktów)
>Pański umysł sam wróci do religii (nie ma od niej ucieczki).



Przepraszam. Nie mogłam się powstrzymać.
15-03-2013 14:14 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Proszę jednakże pamiętać o przysłowiu: "ten się śmieje...".
15-03-2013 14:40 
 Ocena 2 na 2
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
> Proszę jednakże pamiętać o przysłowiu: "ten się śmieje...".

A jakże...


...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
15-03-2013 16:33 
 Ocena 3 na 3
Grey (2102 punktów)
> Proszę jednakże pamiętać o przysłowiu: "ten się śmieje...".

Teraz to i mnie rozśmieszyłeś
12-03-2013 13:09 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Istniejąca obiektywnie rzeczywistość jest bardziej złożona (skomplikowana) niż się największym filozofom to wydawało.


>Ale przecież wszystko do tego prowadzi, tzn. do pozbawienia się wszelkich wartości z życiem na czele.
Życie, a czyje życie? Moje i mojej rodziny? Moich przyjaciół? Mojego narodu? Czy innych - obcych? Ludzi, zwierząt i roślin? Bakterii, wirusów - włącznie z tymi chorobowymi?
Ludzie są różni i różnie będą odpowiadać na "wartość życia", choć zawsze na pierwszym miejscu znajdzie się życie własne.

>Za 50 lat będą w sklepie z zabawkami zestawy "Mały Darwin" i każde dziecko będzie mogło zaprojektować i wyhodować np. własną roślinę.
Wszystko co jest możliwe do zrealizowania, to jak uczy doświadczenie, ludzie zrealizują, ale spokojnie - zanim będzie dostępne powoływanie nowego życia przez dzieci wieki przeminą. Za mniej niż 50 lat uda się to dopiero uczonym.

>Jeżeli życie (i świadomość) jest procesem biologicznym,
To oczywista oczywistość dla nauki i uczonych.

>który możemy dowolnie odtworzyć i kształtować (a tak będzie),
Na kształty to już teraz możemy bardzo wpływać. Możemy tworzyć nowe organizmy, ale nie możemy zainicjować (na razie) samego życia.

>to dokona się jego przewartościowanie, tak jak w przypadku wielu innych rzeczy, nad którymi udało się nam zapanować.
Cały historia etyki, to historia przewartościowań, ale te najbardziej uniwersalistyczne zasady jakoś tam tkwią przez wieki w naszej ludzkiej świadomości.

>Jedynie dogmat, wciskany w ludzkie umysły, może to zmienić.
Całe doświadczenie historyczne pokazuje nam, że żadne dogmaty nie są wieczne i żaden nie był korzystny dla ludzkości. Odwrotnie wiara w dogmaty przyniosła najwięcej ludzkiego zła. Każda wiara ogranicza nas intelektualnie i moralnie. Im jest głębsza bardziej fundamentalistyczna tym bardziej.

>Umowa nic nie znaczy.
W praktyce nie znamy umów społecznych (w teorii tak). Zawsze systemy moralne (kodeksy) były narzucane przez klasę, grupę sprawującą władzę i służyły głównie obronie jej pozycji.

>Niby jak i dlaczego mamy "umówić się", że życie ma wartość samą w sobie?
Żadne umowy nic nie dadzą, gdy interesy są sprzeczne, choć warto posiadać i propagować postawy ideowe. Na przykład moje to: racjonalizm i humanizm

>Nie podejrzewam, żeby matka dostała za to rozgrzeszenie.
Proszę zajrzeć do katechizmu. Szczery żal i pokuta pozwala kapłanowi rozgrzeszyć.
Dlatego, po cywilnym rozwodzie, następne małżeństwo żyje w grzechu i nie może przyjmować komunii, a zmordowanie małżonka i otrzymanie rozgrzeszenia pozwala na na takiej komunii przyjmowanie.

>Gdzie i kiedy tak się stało?
A o tajemnicy spowiedzi, to Pan nie słyszał?

>Ale przecież to "prawo drugiego człowieka do życia i godności" też musiało się skądś wziąć.
Tak i jest to ciekawostka skąd. Od Jahwe to raczej nie, ale już w judaizmie rodzi się szacunek dla "bliźniego", choć jeszcze nie obcego.

>Jest to nauka chrześcijańska, którą odrywa Pan od jej źródeł.
Co to znaczy "nauka chrześcijańska"? Ewangelie są pełne w tym zakresie sprzeczności, a nakazów z Kazania na górze, to chyba nikt nigdzie nie przestrzegał.

>Nie przypominam sobie, iżby wcześniej głoszono takie stanowisko.
Może warto poczytać? Historia starożytności i historia wierzeń to fascynująca lektura.

>Przeciętny Grek albo Rzymianin traktował niewolnictwo jako coś naturalnego (o innych ludach i narodach nawet nie wspominam).
Przeciętny chrześcijanin także, choć nie należy zapominać, że pierwotnie rozpowszechniało się ono głównie wśród plebsu oraz niewolników i niezbyt mogło lekceważyć ich interesy i poglądy społeczne. O instytucji niewolnictwa w Ewangeliach i starożytnym chrześcijaństwie wypowiadał się tu już kilkakrotnie pan Andrzej.51 - może nam przypomni.

>Prawo "do życia i godności" przysługiwało, owszem, ale ludziom wolnym.
Jakoś tak zawsze było, że "godne życie", to daje tylko władza i bogactwo, a zmiana nomenklatury z niewolnika na robotnika niewiele zmienia.

>Istnieją nagrody niepisane, jak szacunek i zaufanie, które zyskuje w społeczeństwie osoba prawa i moralna, oraz brak szacunku i zaufania, na które naraża się osoba jawnie nieetyczna.
Niepisane, czy nie faktyczne? Dla mnie szacunek i sympatia mojego otoczenia zawsze była faktyczną nagrodą. Mam tego i pisane dowody. Wspaniałe dedykacje w książkach, gdyż tylko takie przyjmowałem prezenty od ludzi - poza oczywiście bliskimi.

>"Nieposzlakowana opinia" często jest (albo powinna być) atutem.
Wybieramy sobie radnych, posłów itp. itd. No i co?

>Zresztą bardzo często uświadamiamy sobie ryzyko odpowiedzialności karnej i odczuwamy przymus podporządkowania się prawu, nie zawsze zresztą sensownemu. Moralność społeczna bardzo łatwo rozprzęga się, gdy tylko sankcja ze strony państwa przestaje nam zagrażać, co widać np. po szabrze, jaki pojawia się na terenach objętych klęską żywiołową. To moralność wyrachowana, obliczona na korzyść w postaci nieukarania.
Dziwne te Pańskie poczucie moralności. Moralność ze strachu przed sankcjami - boskimi lub ludzkimi. Czy nie słyszał Pan o sumieniu, o poczuciu przyzwoitości. Wielu osobom strach nie jest do niczego potrzebnym. Nie jest potrzebnym żaden Bóg ani żadne kodeksy. Oni mają w "sercach" przyzwoitość. Odwrotnie - może warto poczytać parę naukowych dzieł na temat światopoglądu złoczyńców, to najczęściej są ludzie religijni, częstokroć głęboko, przez przestępstwem idący do świątyni i żarliwe się modlący o powodzenie w zbrodni. Ludzie są zdolni do wszystkiego i do dobra i do zła.

Religia jest obrazą ludzkiej godności. W każdym społeczeństwie, religijnym czy też nie, będą ludzie postępujący dobrze, bo są z natury dobrzy, i ludzie postępujący źle, bo są z natury źli. Ale żeby dobrzy ludzie czynili zło, do tego potrzebna jest religia. Steven Weinberg

@@@
.
13-03-2013 12:40 
 Ocena 4 na 4
Absurdalna Abstrakcja (325 punktów)
>Ale przecież wszystko do tego prowadzi, tzn. do pozbawienia się wszelkich wartości z życiem na czele. Za 50 lat będą w sklepie z zabawkami zestawy "Mały Darwin" i każde dziecko będzie mogło zaprojektować i wyhodować np. własną roślinę. Jeżeli życie (i świadomość) jest procesem biologicznym, który możemy dowolnie odtworzyć i kształtować (a tak będzie), to dokona się jego przewartościowanie, tak jak w przypadku wielu innych rzeczy, nad którymi udało się nam zapanować. Jedynie dogmat, wciskany w ludzkie umysły, może to zmienić. Umowa nic nie znaczy. Niby jak i dlaczego mamy "umówić się", że życie ma wartość samą w sobie?

Pomalutku, bo nie ogarniam:
1/ W czyim interesie jest dążenie do "pozbawienia się wszelkich wartości z życiem na czele"?? Pan ma na myśli życie jako drogę do śmierci? W pewnym sensie tak to funkcjonuje, ale że jest to ładnych kilkadziesiąt lat, trzeba jakoś indywidualnie ten przedział zagospodarować. Moim zdaniem większość ludzi nie ma zapędów autodestrukcyjnych, jak Pan to powyżej nakreślił.
Chyba że ma Pan na myśli wizję przyszłości. Na razie nic jednak nie wskazuje na to, aby człowiek mógł znaleźć jakąś wartość zastępczą dla życia.
2/ Nie wiem, jakimi metodami prognostycznymi się Pan posługuje, ale wygląda mi to na swawolne wróżenie.
3/ Z tym dogmatem to Pan żartuje, prawda? Nie potrafię tego zdania odczytać inaczej niż jako sarkazm.
4/ Niby jak i dlaczego mamy umówić się, że Bóg istnieje? Chyba nie zaprzeczy Pan, że wiara to kwestia umowna.
Ponadto jeżeli dla Pana umowa nic nie znaczy, być może dotąd nie napotykał Pan na wiarygodne formy porozumień między ludźmi.
Dorozumiane godność człowieka i prawo do życia, niemanifestowane na każdym kroku, ale jednak istniejące w powszechnej świadomości społecznej to nie wynik papierkowej umowy sygnowanej przez zainteresowane strony. Wynika wprost z woli przeżycia, a taką wolą charakteryzują się wszystkie organizmy żywe. Nie jest to więc jakiś fenomen wyłącznie ludzki - nam tylko, w odróżnieniu od zwierząt - udaje się wypracowywać wspólne wartości (jak życie np.) i w sprzyjających okolicznościach, wobec dobrobytu (inaczej przecież wygląda kondycja człowieka w krajach "Trzeciego Świata"), wobec których gwarancję powszechnej ochrony starają się zapewnić instytucje państwa (nie Bóg!).
Na tym, jak sądzę, polega ewolucja systemów społecznych.
To nie fantasmagoria, to zjawisko namacalne, dzięki któremu między innymi my, użytkownicy forum, możemy komunikować się w Internecie, wyjawiając swoje poglądy i dyskutując od ogółu do szczegółu, i na odwrót. O wszystkim.

>Nie podejrzewam, żeby matka dostała za to rozgrzeszenie. Gdzie i kiedy tak się stało?

To był luźny przykład.

Cytat:
Rozgrzeszenie można więc otrzymać tylko wtedy, gdy szczerze postanawia się poprawę z każdego grzechu i gdy jest ona możliwa do zrealizowania.*

Poprawa ~ jakie to proste...

* stąd

Natomiast tutaj czytamy, że za zabójstwo biskupa grozi interdykt (zakaz przyjmowania i/lub udzielania sakramentów), a ekskomunika - za zabójstwo papieża (Stolica Apostolska może tę karę znieść!). Nie ma wzmianki o karze za zabicie "cywila". Może osobie ponadprzeciętnie religijnej takie kary mrożą krew w żyłach, lecz i tak one nie niosą za sobą konsekwencji prawnych.

>Istnieją nagrody niepisane, jak szacunek i zaufanie, które zyskuje w społeczeństwie osoba prawa i moralna, oraz brak szacunku i zaufania, na które naraża się osoba jawnie nieetyczna. "Nieposzlakowana opinia" często jest (albo powinna być) atutem.

Rzeczywiście - można przyrównać szacunek i zaufanie do raju po śmierci.

>Nie sądzę aby była to postawa społeczna i prospołeczna. Zresztą bardzo często uświadamiamy sobie ryzyko odpowiedzialności karnej i odczuwamy przymus podporządkowania się prawu, nie zawsze zresztą sensownemu. Moralność społeczna bardzo łatwo rozprzęga się, gdy tylko sankcja ze strony państwa przestaje nam zagrażać, co widać np. po szabrze, jaki pojawia się na terenach objętych klęską żywiołową. To moralność wyrachowana, obliczona na korzyść w postaci nieukarania.

Aaa, bo teren klęski żywiołowej staje się automatycznie eksterytorialny, tak? Nie podlega prawu danego państwa?
Jak już wspominałam - świat pełen jest podłości. Nie zawsze udaje się ująć i ukarać sprawcę przestępstwa, co nie oznacza, że prawo jest bezużyteczne.



Umieć żyć to naj­rzadziej spo­tyka­na rzecz na świecie. Większość ludzi tyl­ko egzystuje.
» Oscar Wilde
Elasp (6859 punktów)

> Pomalutku, bo nie ogarniam:
>1/ W czyim interesie jest dążenie do "pozbawienia się wszelkich wartości z życiem na czele"?? Pan ma na myśli życie jako drogę do śmierci? W pewnym sensie tak to funkcjonuje, ale że jest to ładnych kilkadziesiąt lat, trzeba jakoś indywidualnie ten przedział zagospodarować. Moim zdaniem większość ludzi nie ma zapędów autodestrukcyjnych, jak Pan to powyżej nakreślił.

Nie chodzi o czyjkolwiek interes - człowiek jest tak zbudowany, iż przestaje cenić to, do czego ma łatwy dostęp. Kiedyś sól była na wagę złota, dziś posypuje się nią jezdnie. Na razie życie jest czymś w rodzaju soli (w średniowieczu), za niedługo stanie się solą drogową.

>3/ Z tym dogmatem to Pan żartuje, prawda? Nie potrafię tego zdania odczytać inaczej niż jako sarkazm.

Mówię najzupełniej poważnie.

>4/ Niby jak i dlaczego mamy umówić się, że Bóg istnieje? Chyba nie zaprzeczy Pan, że wiara to kwestia umowna.

Są dowody, a jeżeli kogoś dowody nie przekonują, niech przyjmie na wiarę, że Bóg istnieje. Nieważne, czy kot jest czarny, czy biały, ważne żeby łowił myszy, jak powiedział Deng-Xiaoping.

>Dorozumiane godność człowieka i prawo do życia, niemanifestowane na każdym kroku, ale jednak istniejące w powszechnej świadomości społecznej to nie wynik papierkowej umowy sygnowanej przez zainteresowane strony. Wynika wprost z woli przeżycia, a taką wolą charakteryzują się wszystkie organizmy żywe. Nie jest to więc jakiś fenomen wyłącznie ludzki - nam tylko, w odróżnieniu od zwierząt - udaje się wypracowywać wspólne wartości (jak życie np.) i w sprzyjających okolicznościach, wobec dobrobytu (inaczej przecież wygląda kondycja człowieka w krajach "Trzeciego Świata"), wobec których gwarancję powszechnej ochrony starają się zapewnić instytucje państwa (nie Bóg!).

Proszę zobaczyć film "Zardoz". Trochę oldschoolowy, ale b. dobry. I mówi trochę o owej woli przeżycia.

>>Nie podejrzewam, żeby matka dostała za to rozgrzeszenie. Gdzie i kiedy tak się stało?
>To był luźny przykład.
>Cytat:
Rozgrzeszenie można więc otrzymać tylko wtedy, gdy szczerze postanawia się poprawę z każdego grzechu i gdy jest ona możliwa do zrealizowania.*

>Poprawa ~ jakie to proste...

Myli Pani warunek wystarczający z warunkiem koniecznym. Rozgrzeszenie można otrzymać tylko wtedy... a nie już wtedy, gdy...

>Aaa, bo teren klęski żywiołowej staje się automatycznie eksterytorialny, tak? Nie podlega prawu danego państwa?

Teoretycznie podlega, w praktyce jest (w skrajnych przypadkach) jak gdyby bezpański i ludzie to wykorzystują.

>
16-03-2013 23:34 
 Ocena 1 na 1
Grey (2102 punktów)
>Są dowody, a jeżeli kogoś dowody nie przekonują, niech przyjmie na wiarę, że Bóg istnieje.

Bardzo jestem ciekawy tych dowodów.
17-03-2013 12:27 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Mnie przekonuje sposób, w jaki istnienia Boga dowodził Leibniz (przytaczam ten dowód w wątku "Korzyści płynące z religii").
17-03-2013 13:19 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> Mnie przekonuje sposób, w jaki istnienia Boga dowodził Leibniz (przytaczam ten dowód w wątku "Korzyści płynące z religii").

Oto ten dowód:
Pan Elasp:
Osobiście uważam, że poprawna analiza konieczności musi doprowadzić do twierdzenia o istnieniu czegoś koniecznego (= Boga). Cytat z Leibniza wydaje mi się rozstrzygający.

Leibniz twierdzi, że jeżeli rzeczy mają się tak a tak, musi istnieć powód (racja), dla której mają się tak właśnie. A więc nawet jeżeli świat nie ma pierwszej przyczyny (a więc istnieje odwiecznie), musi istnieć racja, dla której jest tak właśnie. Ostateczną racją może być tylko coś, co istnieje nieprzypadkowo, z własnej istoty, inaczej pytanie o rację można ponowić. Jeżeli się nad tym zastanowić, istnienie Boga staje się nieomal oczywiste, tak jak było oczywiste dla całej ludzkości aż do czasów nowożytnych (do XVIII wieku).

Niestety, nasza (europejska) cywilizacja chyli się ku upadkowi, między innymi wskutek działalności Oświeceniowców, i rychło zostanie wyparta przez żywioł muzułmański. Jest rzeczą znaną, że w całej Europie meczety powstają jak grzyby po deszczu, a zapełniający je wyznawcy - nie łudźmy się - nie będą mieli dla ateistów i agnostyków szczególnej wyrozumiałości. Tak więc w interesie wolnomyślicieli, jeżeli mają oni choć trochę instynktu samozachowawczego, jest pozbycie się złudzeń co do "postępu" gatunku ludzkiego i wspieranie chrześcijaństwa, a przynajmniej nie osłabianie go. To tak a propos korzyści płynących z religii (chrześcijańskiej).


Bogusławski:
To tylko źle świadczy o poszczególnych ludziach, nie dostrzegających relatywizmu historycznego. Mocarze umysłu budują swoje konstrukcje intelektualne na barkach gigantów z minionych czasów. Tylko ludzie ograniczeni intelektualnie mogą przyjmować in extenso dorobek minionych mędrców lub odrzucać go w całości. Ludzie inteligentni, a szczególnie racjonaliści poddają każdy tekst i każde dzieło krytycznej ocenie i wybierają z niego to co ich zdaniem jest tam najwartościowsze.

Filozofia Leibniza była krytykowana z najróżniejszych pozycji, co było o tyle łatwe, że stała ona w ostrej sprzeczności ze zwykłym zdrowym rozsądkiem. Ze współczesnych Leibnizowi filozofów największymi jego krytykami byli Wolter oraz Isaac Newton. Mimo to, sporo słabo zrozumianych za jego życia koncepcji zawartych w teorii monad było potem rozszerzanych i pogłębianych przez późniejszych filozofów. David Hume rozwinął wątek niemożności rozróżnienia zachodzenia relacji przyczynowo-skutkowych od przypadkowych następstw czasowych zdarzeń, zaś Immanuel Kant rozwinął teorię, według której czas i przestrzeń nie są obiektywnymi cechami świata materialnego, tylko wewnętrzną formą poznania.

Po prostu przy przyswajaniu wiedzy należy myśleć. Na przykład - wszelkie bardzo przydatne encyklopedie i słowniki są głupie, leżą sobie i zbierają kurz, dopiero inteligencja ludzka, przy korzystaniu z nich, nadaje sens tym zbiorom pamięci.
Twardy dysk bez procesora, jest nieprzydatnym. Tak jak wiedza bez krytycznej analizy. To podstawa racjonalnego myślenia. Smutne to, że młodzi ludzie w XXI wieku mogą tego nie rozumieć.


I co tu jeszcze dodawać? Każdy może sobie wybrać coś stosownego:
www.racjon(*).php/z,0/d,36/s,546248#w554374
www.racjon(*).php/s,511985/z,0/d,61#w524521
----------------@--------------@----------------@-----------------

Pan Fizyk:
Biedny Elaspie, nie potrafisz zrozumieć żarówki, a za klimatologię się zabierasz? Na jaki jeszcze temat objawisz nam swoją ignorancję?

Pan Elasp w odpowiedzi:
Pozostanę przy swoim zdaniu.

@@@
.
17-03-2013 13:22 
 Ocena 7 na 7
IzaBella (325 punktów)
>Nie chodzi o czyjkolwiek interes - człowiek jest tak zbudowany, iż przestaje cenić to, do czego ma łatwy dostęp. Kiedyś sól była na wagę złota, dziś posypuje się nią jezdnie. Na razie życie jest czymś w rodzaju soli (w średniowieczu), za niedługo stanie się solą drogową.

Za niedługo Słońce spadnie na Ziemię.
Między tego typu symulacje przyszłości można Pańskie wnioski włożyć.

>Mówię najzupełniej poważnie.

Ok. W takim razie kto miałby wciskać dogmat w umysły ludzkie? Pan? KK? Bóg? I jak miałby on brzmieć?

Cytat:

(...)
2) W teologii katolickiej zdanie, które Kościół na mocy decyzji swego Urzędu Nauczycielskiego lub papieskiej albo soborowej definicji uznaje jednoznacznie za objawione przez Boga, dając równocześnie do zrozumienia, że zaprzeczenie mu oznacza popadnięcie w herezję. Dogmat nie podlega odwołaniu, choć w związku z tym, że ponadczasowe objawienie łączy z elementami uwarunkowanymi historycznie, może zostać poddany tzw. aktualizującej interpretacji lub "zapomniany" (przestaje być przywoływany).
(...)
4) W religioznawstwie określenie końcowego etapu ewolucji doktryny religijnej - ta jej wersja, która uznana została przez hierarchię danej religii za oficjalną i ostateczną.

5) Potocznie osąd lub pogląd akceptowany bezkrytycznie, wyłącznie z racji zawierzenie autorytetowi.

[Źródło: portalwiedzy.onet.pl/91180,,,,dogmat,haslo.html]

Ad 2.; 5. Naprawdę uważa się Pan za osobę obdarzoną przyrodzonymi, niezbywalnymi, zagwarantowanymi dzięki Bogu wolnością i godnością? G d z i e? - pytam - gdzie jest miejsce na te wartości wobec bezrefleksyjnego powtarzania "prawd" za "autorytetami"? Gdzie miejsce na wybór własnej ścieżki? Na wątpliwości? Selekcję informacji?
Gdzie wystawienie człowieka na życiowe pokusy, a więc możliwość dokonywania też i tych wyborów, które są grzeszne (herezja). Odmawia Pan ludzkości prawa do grzeszności?
Przecież nie wszyscy są chrześcijanami i nigdy nimi nie będą, nawet gdyby Pan poświęcił dla nich swoje życie.

Ad 4. Ostateczna wersja prawdy? Nigdy taka nie powstanie, bo wciąż będziecie musieli dostosowywać się do nowych faktów dotyczących świata i aktualizować "swoją prawdę" tak, jak do tej pory: powstanie świata w 7 dni a szkielety dinozaurów czy nasze pokrewieństwo z innymi naczelnymi.

>Są dowody, a jeżeli kogoś dowody nie przekonują, niech przyjmie na wiarę, że Bóg istnieje. Nieważne, czy kot jest czarny, czy biały, ważne żeby łowił myszy, jak powiedział Deng-Xiaoping.

To, co Pan przyjmuje jako wystarczający dowód, dla mnie nie stanowi dowodu żadnego i tak możemy się przepychać.
A tak przy okazji: człowiek nie musi (niech) niczego przyjmować na wiarę/na słowo. Ma ten komfort, a jakże! Bo choć nie jestem zwolenniczką hedonizmu, rozumiem ludzi, którzy zarzucają postępowanie zgodnie z dekalogiem na rzecz bogacenia się i korzystania z życia doczesnego - jedynego, jakie mamy.

>Myli Pani warunek wystarczający z warunkiem koniecznym. Rozgrzeszenie można otrzymać tylko wtedy... a nie już wtedy, gdy...

Pan natomiast po raz kolejny rozmywa sens sprawy, filozofując.
Jest pokuta? Jest żal za grzechy? Jest mocne postanowienie poprawy? Jest i rozgrzeszenie.


Umieć żyć to naj­rzadziej spo­tyka­na rzecz na świecie. Większość ludzi tyl­ko egzystuje.
>> Oscar Wilde
17-03-2013 13:43 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Pan natomiast po raz kolejny rozmywa sens sprawy, filozofując.
Strasznie marna ta filozofia. Nawet nie chrześcijańska. To jakiś pseudofilozoficzny bełkot absolwenta seminarium teologicznego. Ot - zwyczajne kazanie sfrustrowanego starego wikarego.

Gdyby chciała Pani poznać poważniejsze i bardziej współczesne argumenty filozoficzne, to znajdzie je Pani i w tej dyskusji i w tym serwisie.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
17-03-2013 14:31 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Akurat dyskusja tam sprowadziła się właśnie do kwestii prawomocności zasady racji dostatecznej, o której to zasadzie ja mówię tu przez cały czas (idąc za Leibnizem). Proszę sprawdzić podsumowanie Woleńskiego.
>
17-03-2013 17:06 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Akurat dyskusja tam sprowadziła się właśnie do kwestii prawomocności zasady racji dostatecznej, o której to zasadzie ja mówię tu przez cały czas (idąc za Leibnizem).
Pomiędzy tym co się Panu wydaje, że Pan mówi, a Pańskim mówieniem jest spora różnica. Co - nie tylko - ja permanentnie Panu tu wykazuję.
Pomiędzy zaś tym co według Pana ludzie mówią, a tym co mówią naprawdę, to różnica jest już ogromna.

Zupełnie nieistotne jest nasze wyobrażenie o naszej mądrości i słuszności głoszonych racji - istotne jest to czytelnicy z naszych wywodów potrafią zrozumieć i zaakceptować. Pomimo niewielkiej wiedzy we wszystkich tematach (łącznie z teologią katolicką), w których zbiera Pan tu głos, tylko dosyć średnio rozumiem Pańskie wywody i zupełnie ich nie akceptuję. Nie jestem w tym jedynym i człowiek nawet tylko średnio inteligentny powinien mocno się nad tym zastanowić

>Proszę sprawdzić podsumowanie Woleńskiego.
Nie mama zwyczaju polecania tekstów, których ze zrozumieniem wcześniej nie przeczytałem. Bardzo sobie prof. Jana Woleńskiego cenię, ale ja nie mam żadnych autorytetów, a tym bardziej żadnych guru.
Na Pańskie życzenie kawalątek z jego podsumowania:
W sporze o istnienie Boga całkowicie wystarczy wykazanie możliwości przy brakach wszelkich znanych dowodów, że Bóg istnieje. Wojtysiak może oczywiście utrzymywać, że to udowodnił, ale nie jeden Woleński ma w tej sprawie wątpliwości. Mają je i teiści. Nawiasem mówiąc, podejrzewanie, że chcę skłócić teistów jest nawet zabawne, gdy notorycznie kłócą się, nawet w ramach jednego wyznania. www.diamet(*)edu.pl/?l=1&p=deb5&m=17&ii=209

Ale dołóżmy tu też zdanie wyrażone w tej dyskusji przez prof. Bohdana Chwedeńczuka.
Świat sporów o istnienie Boga to ziemia ogromna. We wszystkich wymiarach: w czasie sięga tysiąclecia w przeszłość i przypuszczalnie w przyszłość; w przestrzeni sięga wszędzie tam, gdzie dociera człowiek. Obchodzi mnie moje położenie w tym świecie. Widzę też powód, by zająć nim uwagę postronnych, bo wyznaczają je warunki, wśród nich przekonania i narzędzia myślowe, dane nam wszystkim. Moje położenie jest więc wspólnym położeniem.(...)

Pojęcie. Przedmiotem sporu jest istnienie Boga. Spór o istnienie czegokolwiek zakłada, że wiemy, o istnienie czego się spieramy. Innymi słowy, wiemy, jak wygląda przedmiot sporu, gdy istnieje, bądź jak wyglądałby, gdyby istniał, choć nie istnieje. Przedmiot sporu dany jest więc w pojęciu, a spieramy się o to, czy pojęcie ma egzemplifikację, czy jej nie ma.

Spór o istnienie Boga nie spełnia tego warunku rzeczowości, jest więc sporem pozornym. Oświadczenia, że "wiemy, o co pytamy, pytając o istnienie Boga", oraz "że - wbrew niektórym stanowiskom - zdania typu <>, <> . . . są sensowne", nie świadczą, że spór o istnienie Boga jest rzeczowy, a tylko, że autor oświadczenia jest przekonany, iż to spór rzeczowy.

Biorę na siebie obowiązek dowodu, iż spór o Boga jest pozorny. Biorę go pod presją sytuacji społecznej, nie zaś logicznej. Logicznie obowiązek dowodu ciąży na tym, kto utrzymuje, że coś istnieje - tu, że istnieje sensowne zdanie "Bóg istnieje" - a społecznie na tym, kto wbrew przemożnej praktyce utrzymuje, że coś nie istnieje.

Należę do mniejszości ludzi, którzy uznają mówienie o Bogu za pozbawione sensu - sensu poznawczego, jak zwykle dodajemy.

Dalej prof. Chwedeńczuk - wykłada swoje racje. www.diamet(*)edu.pl/?l=1&p=deb5&m=17&ii=182

@@@
.
Elasp (6859 punktów)

>Ok. W takim razie kto miałby wciskać dogmat w umysły ludzkie? Pan? KK? Bóg? I jak miałby on brzmieć?

"Bóg istnieje". Uważam, że całą "resztę" przykazań można dobrać dowolnie, wybierając jedną spośród istniejących religii. Na coś trzeba się zdecydować, jak to w życiu.

>Ad 2.; 5. Naprawdę uważa się Pan za osobę obdarzoną przyrodzonymi, niezbywalnymi, zagwarantowanymi dzięki Bogu wolnością i godnością? G d z i e? - pytam - gdzie jest miejsce na te wartości wobec bezrefleksyjnego powtarzania "prawd" za "autorytetami"? Gdzie miejsce na wybór własnej ścieżki? Na wątpliwości? Selekcję informacji?

Nie ma tu żadnej głębszej sprzeczności. Przypuśćmy, że chce Pani grać w szachy. Uczy się więc Pani narzuconych reguł (nie próbując zatem ich kontestować). Nie wyklucza to późniejszego indywidualnego stylu gry, poszukiwań i eksperymentów zgodnie z tymi regułami i nawet bez specjalnego uświadamiania ich sobie (jeżeli wejdą Pani w krew). Petrosjan i Tal grali w tę samą grę, ale inaczej.

Religie można porównać do gier (z określonymi regułami). Jeżeli komuś nie podoba się pewna gra (np. katolicyzm), niech po prostu w nią nie gra, a nie próbuje "reformować" zgodnie ze swoim widzimisię, bo ją tylko popsuje.
17-03-2013 16:19 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> "Bóg istnieje". Uważam, że całą "resztę" przykazań można dobrać dowolnie, wybierając jedną spośród istniejących religii.
Gdy w ramach logiki przyjmiemy aksjomat np. o istnieniu Boga, to w następstwie i dalsze rozważania teologicznie mogą zachować walor logicznej racjonalności. Idąc tym tropem przez historię logiki filozoficznej dostrzegamy jak wielu wśród największych myślicieli godziło logiczne myślenie z fideistyczną postawą światopoglądową, Mówiąc krócej założenie istnienia absolutu (Bóg filozofów na ogół bardzo różni się od Boga teologów) nie przeszkadzało im w posługiwaniu się logiką, a nawet odkrywaniu zasad logicznego myślenia i tworzeniu własnych systemów logicznych. www.racjon(*).php/s,546248/z,0/d,36#w554293
-----------------------------

Przypomnienie Pani Meretseger: Garbage In, Garbage Out - śmieci na wejściu - śmieci na wyjściu, ta prawda dotyczy nie tylko informatyki, ale całej logiki, a nawet całej sensowności naszego myślenia. Wszystkie ludzkie języki mają większą lub mniejszą trudność precyzyjnego opisu rzeczywistości. Wielką sztuką jest budowanie znaczeniowych definicji zamkniętych w określonych terminach.

Nauka pomimo oporu materii dąży do tworzenia takich precyzyjnych terminów, zaś zupełnie alternatywne stanowisko zajmują wszelakie teologie, gdzie największą sztuką jest doprowadzenie za pomocą różnych lingwistycznych manipulacji do takiego zamętu pojęciowego aby enigmatyczna mętność teologiczna ubrana w stylizację filozoficzno-logiczną stwarzała pozory sensownej mądrości. Trafnie to opisał Leszek Kołakowski: "Nie oburza mnie ani mnie nie irytuje irracjonalność wiary; nudzą mnie i niecierpliwią próby budowania fałszywych zasad racjonalizujących. Przestałem już czytywać literaturę tomistyczną, nie sposób słuchać wiecznie tych samych i tak samo nieudolnych prób racjonalizacji. Nic tam, proszę państwa, z niczego nie wynika: nigdy Bóg nie 'wyniknie' z żadnego ruchu, z żadnego życia, z żadnej konieczności natury czy przypadkowości natury - mogą być tylko dalsze wieki daremnego oczekiwania na geniusza, który by wreszcie dowiódł czegoś, czego dowieść niepodobna."
www.racjon(*).php/s,532005/z,0/d,26#w537135

@@@
.
17-03-2013 16:56 
 Ocena 3 na 3
IzaBella (325 punktów)
>"Bóg istnieje". Uważam, że całą "resztę" przykazań można dobrać dowolnie, wybierając jedną spośród istniejących religii. Na coś trzeba się zdecydować, jak to w życiu.

Tworzyć kompilacje religijne? Jak to tak? Przecież Dekalog jest jeden, Bóg też jeden...
Właśnie ta "jedynkowo-jedynkowa" logika (jak się nie obrócisz - religia przed oczami) drażni: czy naprawdę nie potrafi Pan przyjąć, że człowiek może istnieć bez religii?

>Nie ma tu żadnej głębszej sprzeczności. Przypuśćmy, że chce Pani grać w szachy. Uczy się więc Pani narzuconych reguł (nie próbując zatem ich kontestować). Nie wyklucza to późniejszego indywidualnego stylu gry, poszukiwań i eksperymentów zgodnie z tymi regułami i nawet bez specjalnego uświadamiania ich sobie (jeżeli wejdą Pani w krew). Petrosjan i Tal grali w tę samą grę, ale inaczej.

Pozornie tak. Można modyfikować ubiór, mimikę, nastrój, otoczenie, ale reguły pozostaną regułami. Trzymanie się ich gwarantuje satysfakcję z gry i możliwość wygrania. Nie sądzę, aby jakiekolwiek zasadnicze wariacje na temat samych zasad były możliwe.
A ja nie chcę grać w szachy - wybieram sudoku.
Zgadzam się tylko co do tego, że jeśli już wybieram daną religię jako bliską sercu, muszę wcielać jej "nauki" w życie.

>Religie można porównać do gier (z określonymi regułami). Jeżeli komuś nie podoba się pewna gra (np. katolicyzm),

To już nie upiera się Pan przy konieczności uznania wyłącznie religii chrześcijańskiej?

>niech po prostu w nią nie gra, a nie próbuje "reformować" zgodnie ze swoim widzimisię, bo ją tylko popsuje.

Nie. Racjonaliści nie próbują reformować. Oni wskazują tylko na szkodliwe społecznie skutki gry - uzależnienie od hazardu.




Umieć żyć to naj­rzadziej spo­tyka­na rzecz na świecie. Większość ludzi tyl­ko egzystuje.
>> Oscar Wilde
17-03-2013 18:44 
 Ocena-3 na 3
Elasp (6859 punktów)
________________________________________________________________________________

>Tworzyć kompilacje religijne? Jak to tak? Przecież Dekalog jest jeden, Bóg też jeden...

Nie. Wybierać między religiami, tak jak między grami, a nie tworzyć własnej gry wybierając jedną regułę z jednej gry, inną z drugiej, itd. To byłaby bowiem gra na niby, której reguły zawsze można by modyfikować.

>Właśnie ta "jedynkowo-jedynkowa" logika (jak się nie obrócisz - religia przed oczami) drażni: czy naprawdę nie potrafi Pan przyjąć, że człowiek może istnieć bez religii?

Taki człowiek tak czy owak musi ustalić jakiś "system wartości". Nie sądzę, aby człowiek żyjący w XXI wieku mógł w tym względzie stworzyć coś de novo. Tak więc jego reguły postępowania będą regułami jakiejś etyki religijnej (jakiegoś kultu), choć oczywiście ów człowiek może nie być tego świadomy.

Myli więc Pani dwie rzeczy: a) życie religijne z b) świadomością, że żyje się zgodnie z jakąś religią. Możliwe jest b), ale nie a). Pan Jourdain też mówił prozą, mimo iż o tym nie wiedział.

>A ja nie chcę grać w szachy - wybieram sudoku.

Bardzo dobra gra, chociaż prosta i chyba już zdążyła wyjść z mody.

>To już nie upiera się Pan przy konieczności uznania wyłącznie religii chrześcijańskiej?

Nigdy się przy tym nie upierałem. Co nie znaczy, iż nie uważam, że jedne religie są lepsze od innych (te gorsze niech mi będzie wolno nazwać "kultami"). Natomiast człowiek powinien mieć możność wyboru (i ma). Jeżeli nie wybierze świadomie, wybierze mimowolnie.

>Nie. Racjonaliści nie próbują reformować. Oni wskazują tylko na szkodliwe społecznie skutki gry - uzależnienie od hazardu.

To tylko zabawa słowem, Droga Pani. "Laicki racjonalizm" to tylko eufemizm, oznaczający walkę z Kościołem, prowadzoną przez krzewicieli:

1) arcybzdurnego i wewnętrzne sprzecznego kultu - kultu rozumu. Ci zabobonni ludzie nierzadko wręcz dosłownie bawią się w religię ch. (imitują obrzędy religijne, hierarchię kościelną, itp.). Takim postępowaniem - akceptacją oczywistej sprzeczności - dają dowód własnej bezrozumności. Łagodniejsza postać tego zabobonu nosi nazwę scjentyzmu.

2) przez stronników kolejnej religii - antropocentryzmu (kult człowieka jako gatunku). Gdzieś na Forum mignął mi niedorzeczny "Manifest humanistyczny". Człowiek jest tak bardzo nieudaną istotą, że otaczać go uwielbieniem i czcią jest oczywistym nieporozumieniem. Skrajną wersję kultu antropocentrycznego stanowi socjalizm (a więc komunizm i faszyzm).

3) O kulcie natury (agresywnym ekologizmie) już wspomniałem.

4) Jest też pewien odsetek ludzi obrażonych na Pana Boga, którzy własnym żalom dają postać ostentacyjnego "życia bez Boga". Przybierają oni pozę, jakoby sami byli dawcami swoich własnych reguł (można powiedzieć, że starają się być sami dla siebie "sterem i sternikiem"; innymi słowy, starają się imitować Bóstwo, które nam mówi, jak należy postępować). Ci ludzie bardzo często przystępują potem do kultu 1) lub 2). Chętnie też powołają się na stoików, którzy w starożytności byli wyznawcami takiego zabobonu.

Jestem oczywiście spokojny o wynik tej batalii, ponieważ a) mam jakieś elementarne zaufanie do ludzkiego rozumu, b) fałsz religii 1)-4) jest aż nadto widoczny dla osoby rozumnej. Cokolwiek możemy bowiem nie zamierzalibyśmy powiedzieć o Bogu, jest pewne, że fałszem są takie równości: 1*) Bóg = ludzki rozum, 2*) Bóg = człowiek (jako gatunek), 3*) Bóg = Przyroda, 4*) Bóg = ja.
17-03-2013 19:14 
 Ocena 6 na 6
i.czaplicka (5782 punktów)

> Człowiek jest tak bardzo nieudaną istotą,
Stworzona na boskie podobienstwo. Albo pierwowzor, albo stworca do d...
Elasp (6859 punktów)

Myślę, że pierwowzór felerny (pierwowzór = idea człowieka). Inna rzecz, że w porównaniu z Bogiem każda rzecz okazuje się bardzo niedoskonała.
21-03-2013 10:38 
 Ocena 4 na 4
i.czaplicka (5782 punktów)
> Myślę, że pierwowzór felerny (pierwowzór = idea człowieka).
Który został stworzony na obraz i podobieństwo.
Bóg zawodzi w przynajmniej jednej roli - wzoru, projektanta lub wykonawcy. Człowiek musi się z tymi niedoróbkami cale życie męczyć, a po śmierci, jak nie spełnił kryterium jakości - przez wieczność.
Elasp (6859 punktów)

Gdyby wykonał doskonałą kopię samego siebie, narzekalibyśmy, ze to nie oryginał. Nie bądźmy takimi malkontentami.

>
17-03-2013 18:16 
 Ocena 7 na 7
maruda (5550 punktów)
> "Bóg istnieje".

Bardzo przepraszam, ale który bóg? Tylko w Pańskich wypowiedziach naliczyłem ich kilku, bóg babci tej z pierwszego postu, bóg Leibniza, bóg "pierwsze ogniwo w łańcuchu instancji etycznych", bóg "pierwsze ogniwo wszelkich zdarzeń". Widzę tu pewne fideistyczne nadużycie, przyjęcie bez dowodu że ci wszyscy bogowie są tym samym bogiem. Niestety nie są, chyba że ktokolwiek potrafi to wykazać.

Postawię poprzeczkę nawet wyżej i zapytam czy że Wisznu, Ozyrys, Eru (Ilúvatar), Maradona i Niewidzialna Różowa Bogini też istnieją i są tym samym bogiem?
17-03-2013 19:25 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Bardzo przepraszam, ale który bóg?
Dlatego zaznaczam z góry, że nie podejmuję się w tej publikacji orzec, który z opisanych w niej bogów jest tym prawdziwym, a zaledwie przedstawiam tu krytyczny subiektywny wybór kilku (wywodzących się z jednego pnia) koncepcji - do wszystkich z nich podchodząc sceptycznie, gdyż uważam wszystkich bogów za byty obiektywnie istniejące tylko w ideach i kultach poszczególnych tradycji kulturowych. Podobnych bytów historia ludzkiej kultury zna niepoliczalne ilości.

Wielość i zmienność idei pojmowania bogów ma długą historię i wykreśla długi łańcuch wyobrażeń religijnych i sił nadprzyrodzonych. Toteż religioznawczej refleksji nad bogami - obejmującej ich różnorodność oraz swoistości związane z określoną kulturą, ich ewolucyjne przemiany w przebiegu rozwoju cywilizacyjnego, jak i przeprowadzenie innych analiz porównawczych, w tym filozoficznych rozważań o możliwości wypracowania uniwersalistycznej teorii Boga - nie da się wyprowadzić ze znajomości, nawet bardzo dobrej, jednej religii. Dla przeprowadzenia porównań koniecznym jest poznanie różnorodnych koncepcji.

Rozpoczynając rozeznanie w przedmiocie naszych zainteresowań można zajrzeć do wielu kompendiów religioznawczych. Z łatwiejszych mogę polecić Zarys dziejów religii, zbiorową pracę polskich religioznawców, kilkakrotnie wydawaną przez Iskry, Mity z pięciu stron świata T. Margula, Bogów czterech stron świata W. Tylocha czy też Religie Wschodu i Zachodu pod red. K. Banka, a z trudniejszych, klasyczną już Złotą gałąź J. G. Frazera, Fenomenologię religii G. van der Leeuwa czy Historię wierzeń i idei religijnych M. Eliadego. Choć najlepiej chyba rozpocząć od skonspektowania kilku tematycznych encyklopedii, tak aby w miarę szybko wyrobić sobie pogląd na bogactwo ludzkich przemyśleń i fantazji. Aktualnie najbardziej znaczącą encyklopedią religioznawczą - szkoda, że nie przetłumaczoną na polski - jest wydana w 1987 roku, z inicjatywy i pod redakcją Mircea Eliadego (choć jego metodologia badań "mitu i świętości" jest dosyć kontrowersyjna, to był on prawdopodobnie wśród religioznawców największym erudytą), 16 tomowa The Encyclopaedia of Religion. To wielkie dzieło zawiera wielostronicowe artykuły przeglądowe napisane przez wybitnych specjalistów z różnych krajów, poświęcone religiom świata wraz z ich różnymi aspektami. W Polsce "PWN - Wydawnictwo Naukowe" w 2003 roku zakończyło wydawanie encyklopedii Religia zawierającej 1000 haseł syntetycznych "przeglądowych" i 11300 drobnych "szczegółowych". Możemy także skorzystać z wydanych w ostatnich latach w Polsce autorskich opracowań: Popularnej encyklopedii mitów i legend Stuarta Gordona, Ilustrowanej encyklopedii mitów i legend Arthura Cotterella oraz Encyklopedii mitologii ludów indoeuropejskich Andrzeja M. Kępińskiego.

W tych oraz innych tematycznych encyklopediach znajdziemy tysiące bogów, bóstw, bóstewek i różnych sił nadprzyrodzonych, w które ludzie wierzyli, oraz sporo takich, w które wierzą nadal. W których ręce oddawali swój los i gotowi byli poświęcić w ich obronie życie własne, nie mówiąc już o cudzym. Wszak wyłącznie, jedynie prawdziwym, nasz Bóg jest, a jeżeli już godzimy się, że nie jest wyłącznym, to już na pewno jest najpotężniejszym wśród znanych. Pomimo wszelakich poświęceń, w zawierusze dziejów wraz z wyznawcami umierają ich bogowie. Gdy trwają przez pokolenia, to pomimo doniosłości tradycji i dogmatu o niezmienności, rzeczywistość wymusza permanentną aktualizację ich atrybutów.

Przechodząc do konkretnych wyobrażeń natkniemy się na różnorodność ujęć: w panteonach politeistycznych bogowie są liczni, bez mała równoprawni w strefach swego zarządzania, zaś w panteonach monoteistycznych wszystkie siły nadprzyrodzone podporządkowano bogowi naczelnemu. W panteizmie bóg występuje jako siła bezosobowa tkwiąca w przyrodzie, a niekiedy z nią utożsamiana. W deizmie występuje jako siła sprawcza. W religiach dualistycznych (np. w najstarszej wyznawanej religii świata - mazdaizmie), występuje w dwóch osobach: Oblicza Dobrego - boga światła (Ahura Mazda, Ormuzd) i Oblicza Złego - boga ciemności i zła (Angra Manju, Aryman), które pozostają z sobą w stałym konflikcie. (...)

Pomimo tego, że wyobrażenie boga (Bóg) lub bóstw leży u podstaw większości wierzeń religijnych, to ze względu na duże zróżnicowanie rozumienia tego pojęcia, trudno jest o jego jednoznaczną religioznawczą definicję. Ponadto znajomość różnych systemów religijnych przeczy tezie, "że wiara w boga, tzn. wiara w osobowo pojmowaną 'nadprzyrodzoną' istotę, z którą człowiek nawiązuje kontakt, jest cechą charakterystyczną wszystkich religii". Istnieją takie religie, które tej idei nie znają. Dlatego współczesne religioznawstwo porównawcze odeszło w swoich analizach od idei bóstw i koncepcji Boga osobowego kierując swoje zainteresowania ku idei świętości. Kontakt ze świętością może przejawiać się w przeróżny sposób, a pewnych okolicznościach wszystko może być uznane za "święte". Świętość przypisywano niebu i poszczególnym ciałom niebieskim, ziemi, górom i poszczególnym szczytom, rzekom, źródłom, głazom i zwierzętom. Wszystko, co odznaczało jakimiś cechami nadzwyczajnymi było uznawane za "święte". Próby uniwersalistycznej definicji podejmowane są na gruncie filozofii, ale wówczas Bóg przemienia się w Absolut, tracąc w części lub w całości swój religijny kontekst, z czym nie bardzo chcą pogodzić się teologowie.


Pozdrawiam.

@@@
.
18-03-2013 16:57 
 Ocena 2 na 2
maruda (5550 punktów)
>Pomimo tego, że wyobrażenie boga (Bóg) lub bóstw leży u podstaw większości wierzeń religijnych, to ze względu na duże zróżnicowanie rozumienia tego pojęcia, trudno jest o jego jednoznaczną religioznawczą definicję.

Ja to wszystko rozumiem, tyle że bóstwa czy jak je tam dokładniej nazwiemy są tylko środkiem do pewnego celu. Celem jest kontrola społeczeństwa przez kastę religijną. Religia służy władzy (władcą) i w tym sensie jest siłą pro-państwową. Taniej i efektywniej jest zaszczepić w każdym człowieku ideę własnego wewnętrznego strażnika moralności, niż stawiać przy każdym zewnętrznego strażnika, przecież tych strażników też ktoś musi pilnować i tak w nieskończoność.
18-03-2013 18:18 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> Celem jest kontrola społeczeństwa przez kastę religijną.
Nie zgadzam się z tym i uważam tu za bardzo cenną refleksję Marksa:
Podstawa irreligijnej krytyki jest taka oto: człowiek tworzy religię, nie zaś religia - człowieka. Religia jest to mianowicie samowiedza i poczucie samego siebie u człowieka, który bądź siebie jeszcze nie odnalazł, bądź już znów zagubił. Ale człowiek - to nie jest istota oderwana, istniejąca gdzieś poza światem. Człowiek - to świat człowieka, państwo, społeczeństwo. To państwo, to społeczeństwo stwarzają religię, odwróconą na opak świadomość świata, są one bowiem same odwróconym na opak światem. Religia jest ogólną teorią tego świata, jego encyklopedycznym skrótem, jego logiką w popularnej formie, jego spirytualistycznym point d' honneur, jego entuzjazmem, jego sankcją moralną, jego uroczystym dopełnieniem, jego ogólną racją bytu i pocieszeniem. Jest urzeczywistnieniem istoty ludzkiej w fantazji, dlatego że istota ludzka nie posiada prawdziwej rzeczywistości. Walka przeciw tej religii jest więc pośrednio walką przeciw owemu światu, którego duchowym aromatem jest religia.

Nędza religijna jest jednocześnie wyrazem rzeczywistej nędzy i protestem przeciw nędzy rzeczywistej. Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu.

Prawdziwe szczęście ludu wymaga zniesienia religii jako urojonego szczęścia ludu. Wymagać od kogoś porzucenia złudzeń co do jego sytuacji to znaczy wymagać porzucenia sytuacji, która bez złudzeń obejść się nie może. Krytyka religii jest więc w zarodku krytyką tego padołu płaczu, gdyż religia jest nimbem świętości tego padołu płaczu.


>Religia służy władzy (władcą) i w tym sensie jest siłą pro-państwową.
Tak tu zdecydowanie Pan ma rację i dlatego religie (kapłani) i władza prawie zawsze się wspierają.

>Taniej i efektywniej jest zaszczepić w każdym człowieku ideę własnego wewnętrznego strażnika moralności,
No właśnie, problem jest tylko z tym zaszczepieniem. Moim zdaniem - postawa zaufania, wiary, religijność została nam już "zaszczepiona" w genach w procesie ewolucji, a następnie zostajemy zindoktrynowani określoną religią w procesie socjalizacji.
Instytucje państwowe mogą wspierać określone indoktrynacje w swoim interesie i najczęściej wspierają, ale nie są w stanie wpływać na nasze genotypy. Pewien procent każdej populacji stanowią zawsze heretycy, którzy krytyczni wobec zastanej rzeczywistości poszukują własnych odpowiedzi i z nimi jest kłopot.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
Elasp (6859 punktów)

1) Powiedziałbym, ze jest jeden Bóg, któremu ludzie nadają różne miana i różnie go sobie wyobrażają (z braku wiedzy). Pańska sugestia ma implikacje sceptyczne, a właściwie miałaby, gdybyśmy nie mieli do czynienia z wiarą, a więc z założenia z postawą, której nie jesteśmy w stanie w pełni uprawomocnić. Gdybym mógł wykazać prawdziwość całego mego pojęcia Boga, wiara nie byłaby mi już do niczego potrzebna.

2) Moim zdaniem warunkiem koniecznym bycia Bogiem jest nieznajdowanie się w świecie fizycznym, W ten sposób mogę zdyskwalifikować pewne pojęcia Bóstwa jako nietrafne. Natomiast prawdą jest, że nie mogę udowodnić przewagi jednego pojęcia Bóstwa w zbiorze pozostałych pojęć. Jeżeli Pan powie, że ktoś inny może przyjąć odwrotnie, tzn. przyjąć, że to przedmiot pozafizyczny nie może być Bogiem, spór staje się werbalny.
17-03-2013 19:44 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> 1) (...) Gdybym mógł wykazać prawdziwość całego mego pojęcia Boga, wiara nie byłaby mi już do niczego potrzebna.
Całkowita zgoda.

> 2) Moim zdaniem warunkiem koniecznym bycia Bogiem jest nieznajdowanie się w świecie fizycznym,
Tylko - tu zaczyna się pewien drobny kłopot - jedynie dostępny człowiekowi świat znajduje się w "świecie fizycznym". Wszystko co ponadto, to tylko fantazje i spekulacje, a tam mieści się wszystko i bogowie i czarownice i krasnoludki.

>Jeżeli Pan powie, że ktoś inny może przyjąć odwrotnie, tzn. przyjąć, że to przedmiot pozafizyczny nie może być Bogiem, spór staje się werbalny.
Nic ludziom o istnieniu jakichkolwiek pozafizycznych przedmiotów nie wiadomo, a nawet nie istnieją takie teoretyczne możliwości, aby stało się to wiadome. Dlatego spokojnie możemy przyjąć monizm (materializm) istniejącej obiektywnie rzeczywistości.
Jeżeli twierdzi Pan inaczej, to na Panu leży obowiązek (na twierdzącym, a nie przeczącym) przedstawienia dowodu.

@@@
.
17-03-2013 20:30 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>> 2) Moim zdaniem warunkiem koniecznym bycia Bogiem jest nieznajdowanie się w świecie fizycznym,
>Tylko - tu zaczyna się pewien drobny kłopot - jedynie dostępny człowiekowi świat znajduje się w "świecie fizycznym". Wszystko co ponadto, to tylko fantazje i spekulacje, a tam mieści się wszystko i bogowie i czarownice i krasnoludki.

Otóż nie, właśnie nie. W (nieoczekiwany) sukurs przychodzi matematyka, pokazująca, że mogą istnieć przedmioty, o których wiele można powiedzieć, a które nie są przedmiotami fizycznymi. Liczba 2 nie jest przedmiotem fizycznym, co nie przeszkadza nam wiedzieć, że 2+2=4. Ten, kto dezawuuje domenę przedmiotów fizycznych mówiąc o krasnoludkach, dezawuuje matematykę.




17-03-2013 23:21 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> 2) Moim zdaniem warunkiem koniecznym bycia Bogiem jest nieznajdowanie się w świecie fizycznym,
>>>>Tylko - tu zaczyna się pewien drobny kłopot - jedynie dostępny człowiekowi świat znajduje się w "świecie fizycznym". Wszystko co ponadto, to tylko fantazje i spekulacje, a tam mieści się wszystko i bogowie i czarownice i krasnoludki.
> Otóż nie, właśnie nie.
Otóż właśnie tak.

>W (nieoczekiwany) sukurs
Nawet największy stek bzdur jaki zdarzyło mi się ostatnio przeczytać:
www.racjon(*).php/s,546248/z,0/d,38#w554666 w sukurs Panu tu nie nie przyjdzie, a w Pańskiej głowie żadnej obrony nawet największych głupot nie trzeba.

>przychodzi matematyka, pokazująca, że mogą istnieć przedmioty, o których wiele można powiedzieć, a które nie są przedmiotami fizycznymi.
Nikt, nigdy, w najmniejszym stopniu, nie wykazał najmniejszej przesłanki możliwości istnienia, jakichkolwiek przedmiotów niefizycznych.

>Liczba 2 nie jest przedmiotem fizycznym, co nie przeszkadza nam wiedzieć, że 2+2=4.
Tu pokazał Pan cyfry, które są odpowiednikiem liter. Cyfry i litery są ideowymi symbolami (znakami), którym można nadać kształt fizyczny np. je zapisując. Cała matematyka, nie tylko liczby, jest tylko językiem opisu świata i jak każdy język może służyć i mądrości i głupocie. Dwa BOGI plus dwa SOGI równa się cztery GOGI.

Ze swej strony polecam inteligentnym czytelnikom swoją wypowiedź na ten temat zawarte w wątku "Korzyści płynące z religii". Po ich przeczytaniu będą Państwo zobaczyć do czego prowadzi fideistyczne zaślepienie. www.racjon(*).php/z,0/d,34/s,546248#w553539

>Ten, kto dezawuuje domenę przedmiotów fizycznych mówiąc o krasnoludkach, dezawuuje matematykę.
Od koncepcji Boga materialnego specjalistą jest tu Pan Brzostowski, to może i fizycznych krasnoludkach się wypowie.

>Errata:
>Ten, kto dezawuuje domenę przedmiotów niefizycznych mówiąc o krasnoludkach, dezawuuje matematykę.
Nie dezawuuje ani matematyki, ani logiki, tylko ewidentnie wykazuje głupotę Pańskich wywodów i ogromne zacietrzewienie ideologiczne. Ja tu pokazuję, że Pan wcale nie myśli tylko Pan tokuje. To forum skierowane jest do samodzielnie myślącej inteligencji i podstawą umiejętnością użytkownika powinna być umiejętność czytania ze zrozumieniem, której to umiejętności jest Pan całkowicie pozbawiony. Nie potrafi Pan zrozumieć niczego z tego co wielu naprawdę mądrych ludzi - specjalistów w swoich dziedzinach do Pana napisało.

Jest mi przykro, że muszę korzystać ze zwrotów frazeologicznych częściowo zawartych w zmanipulowanym - choćby tylko przez wyrwanie z kontekstu - zbiorze dokonanym tu przez Pana, czy z subiektywnego wyboru dokonanego przez Pana Gegebege, ale określenia te są wyrazem mojej bezsilności na napór upartej głupoty w tekstach zadufanych we własną rację fideistów.

Przecież - choć nie wiem jak bardzo Wasi interlokutorzy by się nie starali (przedstawiali merytoryczne argumenty, odwoływali się do faktów), to nie dajecie im żadnych szans na normalną rozmowę. Muszę przyznać, ze choć czasami jest to nużące i irytujące, to jest to ciekawe doświadczenie z zakresu psychologii religii (a raczej wiary).

Wiem, że z wiarą nie ma dyskusji, ale tu raczej mamy do czynienia z paranoją wynikającą z tej wiary (w amerykańskim rozumieniu tego terminu) ciekawie opisaną np. w książce Ronalda K. Siegela Szepty: rzecz o paranoi
Opis:
Urojenia to zaburzenia myślenia, które polegają na błędnych sądach i zafałszowaniu obrazu rzeczywistości. W książce Siegela każdy z rozdziałów jest interesującą opowieścią o innym pacjencie wykazującym tego typu problemy. Autor na bazie własnych doświadczeń zebranych podczas pracy psychofarmakologa przedstawia nam historie ludzi, którzy w pewnym momencie życia przekroczyli niewidzalną barierę choroby psychicznej. Ze zwykłych, doskonale radzących sobie w życiu postaci stali się cierpiącymi paranoikami. Przyczyny takiego biegu wydarzeń bywają nieznane lub trudne do określenia, leżą daleko w dzieciństwie, a często wiążą się z używaniem niektórych narkotyków. W jednym z rozdziałów autor sam zażywa kokainę, aby jak najlepiej poznać psychikę pacjenta i zrozumieć, w jakim stanie znajdował się w momencie popełnienia zbrodni.

Na kartkach książki widzimy szereg niedorzecznych zachowań, które wyrwane z kontekstu na pierwszy rzut oka mocno szokują, ale po zagłębieniu się w całą historię stają się w pewnym sensie oczywiste i zrozumiałe. "Demon paranoi" zaraża również czytelnika.


@@@
.
17-03-2013 23:59 
 Ocena-3 na 3
Elasp (6859 punktów)

Pańska sążnista szpalta nie zawiera żadnej treści, toteż siłą rzeczy nie mogę się do niej ustosunkować. Histeria i słowotok nic nie pomogą. Sprawa jest dla "racjonalizmu" przegrana i nic nie da się zrobić. Absolutnie nic.
>
18-03-2013 00:55 
 Ocena 5 na 5
MarcinK (9189 punktów)
> Sprawa jest dla "racjonalizmu" przegrana i nic nie da się zrobić. Absolutnie nic.

Jak żyć Elasp, jak żyć?
Elasp (6859 punktów)

Cóż, ja żyję jak u Pana Boga za piecem - czego wszystkim życzę!
>
18-03-2013 10:04 
 Ocena 4 na 4
MarcinK (9189 punktów)
> Cóż, ja żyję jak u Pana Boga za piecem - czego wszystkim życzę!

Też bym tak chciał ale niematerialnych piecy ostatnio w Castoramie nie widziałem.
18-03-2013 10:17 
 Ocena 1 na 1
Irracja (4721 punktów)
> Cóż, ja żyję jak u Pana Boga za piecem - czego wszystkim życzę!
    ... to Dzierma został księdzem i dostał parafię? Bo chyba nikt inny takim proboszczem by nie był...


... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
Elasp (6859 punktów)

Nie oglądałem tego filmu (prawdę mówiąc), ale muszę zobaczyć.
18-03-2013 12:42 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Pańska sążnista szpalta nie zawiera żadnej treści, toteż siłą rzeczy nie mogę się do niej ustosunkować. Histeria i słowotok nic nie pomogą. Sprawa jest dla "racjonalizmu" przegrana i nic nie da się zrobić. Absolutnie nic.
Zgadzam się cierpi Pan na dolegliwość, na którą ludzkość nie wynalazła lekarstwa i w Pańskim przypadku nic się nie da zrobić. Absolutnie nic.

Z nawet najmądrzejszego tekstu, każdy może wynieść sobie tylko tyle, jakie ma ku temu intelektualne możliwości i Pan wynosi z naszych tekstów tyle ile może zrozumieć. Jak by się Szanowny Pan nie starał, to wyżej ptaszka Pan nie podskoczy, a i "Ptok ptakowi nie jednaki, człek człekowi nie dorówna, dusa dusy zajrzy w oczy, nie polezie orzeł w gówna pon jest taki, a ja taki; jakby przyszło co do czego, wisz pon, to my tu gotowi, my som swoi, my som zdrowi."
Portal Racjonalisty, to otwarte forum skierowane do samodzielnie myślącej inteligencji.

Gdybym miał swoje wypowiedzi ograniczać do Pana i Pańskich ideologicznych przyjaciół już dawno bym zrezygnował, gdyż pieprzenia bez sensu nie lubię. Dlatego tu piszę tylko i wyłącznie do i dla czytelników inteligentnych, a Wasze teksty są tylko inspiracją do tego oraz możliwością do ewidentnego wykazywania fideistycznej głupoty.

@@@
.
18-03-2013 16:08 
 Ocena-2 na 2
Elasp (6859 punktów)
____________________________________________________________________________________
Odnoszę wrażenie, że wobec dramatycznie niskiego poziomu argumentów wysuwanych przez "laickich racjonalistów" (z całym szacunkiem), winienem im jakąś teoretyczną pomoc, która uchroni ich przed zupełnym blamażem. Jeżeli więc chce Pan mieć jakieś solidniejsze argumenty przeciw religii (religii chrześcijańskiej), a nie zadowalać się enuncjacjami na poziomie "Faktów i mitów", proszę zerknąć do eseju Hume'a "O nieśmiertelności duszy". Tam są rzeczy, nad którymi na pewno musi się zatrzymać teista (co oznacza, że "laicki racjonalista" powinien znać tę pracę we własnym interesie).

Próbka stylu autora:

"Jakże okrutną, jakże nikczemną i niesprawiedliwą byłaby natura ograniczając nasze zainteresowanie i naszą wiedzę do obecnego życia, gdyby czekał na nas inny, nieskończenie ważniejszy teren działania. Czy tak barbarzyńskie oszustwo może być przypisywane dobroczynnemu i mądremu Bytowi?"

>.
>
18-03-2013 17:58 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Odnoszę wrażenie, że wobec dramatycznie niskiego poziomu argumentów wysuwanych przez "laickich racjonalistów" (z całym szacunkiem), winienem im jakąś teoretyczną pomoc, która uchroni ich przed zupełnym blamażem.
Nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami.
Ja Panu tu pozostawiam pełną wolność - zostaw Pan ją też nam.

>Jeżeli więc chce Pan mieć jakieś solidniejsze argumenty przeciw religii (religii chrześcijańskiej),
Tych co posiadam jest nadmiar i to we wszelakich aspektach, ale to są merytoryczne i racjonalnie uzasadnione argumenty, zupełnie nie do pojęcia przez umysły wiarą ograniczone. Najbardziej interesuje mnie szkodliwość wiary, a dopiero później jej przedmiot/podmiot. W ocenie religii zgadzam się tu z panem Jackiem

>a nie zadowalać się enuncjacjami na poziomie "Faktów i mitów",
Nie czytuję "Faktów i Mitów" - tak samo jak "Niedzieli", czy "Naszego Dziennika" - może jakieś konkrety.

>proszę zerknąć do eseju Hume'a "O nieśmiertelności duszy".
Zerkałem nie tylko do Hume'a. Znam także Plotyna, Augustyna, Tomasza, Pascala, Kanta, Schleiermachera, Newmana, Peirce'go, Jamesa, Wittgesteina, Platinga, Swinburne, a i wielu innych myślicieli wypowiadających się o Bogu. Wypowiadałem się na ten temat, gdy była taka potrzeba, wielokrotnie na naszym forum.
Mam też pojęcie o teologii i sztuce jej uprawiania. Zgodnej z tym co napisał Jerry Coyne: Właśnie skończyłem czytać wspaniałą książkę Kaufmanna Critique of Religion and Philosophy. Oto jego zdanie w sprawie wybierania najlepszych kąsków, co jest typowe dla nowoczesnej teologii (str. 157).

56. Manipulowanie granicami [ang. Gerrymandering]. To jest określenie polityczne, ale niestety politycy nie mają monopolu na dzielenie okręgów w nienaturalny i niesprawiedliwy sposób, żeby dać własnej partii przewagę nad oponentami. Wielu teologów jest mistrzami tej sztuki. Wychwytują z Nowego Testamentu odpowiednie wersety i łączą je, by stworzyć intelektualny i moralny autoportret, który solennie przedstawiają jako "przesłanie Nowego Testamentu" lub "pogląd chrześcijański"; a z innych pism świętych wycinają wszelkiego rodzaju strachy na wróble.

Teolodzy nie robią tego po prostu przypadkiem: to jest teologia. Uprawianie teologii jest jak układanie puzzla, w którym kawałkami do ułożenia są wersety Pisma Świętego: końcowy obrazek jest wyznaczony danym wyznaniem z pozostawieniem pewnej swobody. Tym, co czyni tę zabawę jałową, jest, że nie musisz użyć wszystkich kawałków, a tym, które nie pasują, możesz zmienić kształt po wypowiedzeniu słów: "to znaczy". Nazywa się to egzegezą.
www.racjon(*)cjach.granicami.przez.teologow

>Tam są rzeczy, nad którymi na pewno musi się zatrzymać teista (co oznacza, że "laicki racjonalista" powinien znać tę pracę we własnym interesie).
Nie wiem, co musi robić człowiek ograniczony wiarą i zawierzający całą swoją mądrość autorytetom. Nie wiem ani co znaczy (poza tym, że stosuje Pan to określenie jako epitet) "laicki racjonalista", ani co on musi. Samodzielnie myślący racjonaliści,gdy otrzymają od Boga inteligencję, to już więcej - oczywiście poza jej rozwijaniem - nic nie muszą. Natomiast bardzo wiele mogą, a najważniejsza z tych możliwości, to możliwość odrzucenia fideistycznych głupot.

> Próbka stylu autora:
>"Jakże okrutną, jakże nikczemną i niesprawiedliwą byłaby natura ograniczając nasze zainteresowanie i naszą wiedzę do obecnego życia, gdyby czekał na nas inny, nieskończenie ważniejszy teren działania. Czy tak barbarzyńskie oszustwo może być przypisywane dobroczynnemu i mądremu Bytowi?"
Panu ten cytat odpowiada, to niech się Pan nim cieszy, ale dlaczego Pan chce go nam narzucać?
Znam wiele innych mądrych cytatów, ale specjalnie wybiorę tu ten ,który ze względu na autora Panu się nie podoba (i ma do tego swoje święte prawa), ale do mnie on bardzo trafia: Podstawa irreligijnej krytyki jest taka oto: człowiek tworzy religię, nie zaś religia - człowieka. Religia jest to mianowicie samowiedza i poczucie samego siebie u człowieka, który bądź siebie jeszcze nie odnalazł, bądź już znów zagubił. Ale człowiek - to nie jest istota oderwana, istniejąca gdzieś poza światem. Człowiek - to świat człowieka, państwo, społeczeństwo. To państwo, to społeczeństwo stwarzają religię, odwróconą na opak świadomość świata, są one bowiem same odwróconym na opak światem. Religia jest ogólną teorią tego świata, jego encyklopedycznym skrótem, jego logiką w popularnej formie, jego spirytualistycznym point d' honneur, jego entuzjazmem, jego sankcją moralną, jego uroczystym dopełnieniem, jego ogólną racją bytu i pocieszeniem. Jest urzeczywistnieniem istoty ludzkiej w fantazji, dlatego że istota ludzka nie posiada prawdziwej rzeczywistości. Walka przeciw tej religii jest więc pośrednio walką przeciw owemu światu, którego duchowym aromatem jest religia.

Nędza religijna jest jednocześnie wyrazem rzeczywistej nędzy i protestem przeciw nędzy rzeczywistej. Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu.

Prawdziwe szczęście ludu wymaga zniesienia religii jako urojonego szczęścia ludu. Wymagać od kogoś porzucenia złudzeń co do jego sytuacji to znaczy wymagać porzucenia sytuacji, która bez złudzeń obejść się nie może. Krytyka religii jest więc w zarodku krytyką tego padołu płaczu, gdyż religia jest nimbem świętości tego padołu płaczu.

Zupełnie nie chcę narzucać tego celnego opisu rzeczywistości, ani Panu, ani innym.
Każdy sam powinien sobie swój światopogląd wykuwać!

@@@
.
18-03-2013 19:05 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Niech Pan przeczyta tę pracę, o której pisałem.
18-03-2013 21:47 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> Niech Pan przeczyta tę pracę, o której pisałem.
Czytałem już bardzo dawno temu, Jeszcze nie było Pana na świecie.
W tym wątku już na temat Hume, rozmawialiśmy:
www.racjon(*).php/z,0/d,18/s,546248#w551099
www.racjon(*).php/s,546248/z,0/d,19#w551328
www.racjon(*).php/s,546248/z,0/d,21#w551671

A Pan nadal odwołuje się do mądrości XVIII wiecznego inteligenta, jakby od tego czasu nauka stała w miejscu.
Weźmy sam początek eseju.
Udowodnienie nieśmiertelności duszy za pomocą samego tylko światła rozumu wydaje się rzeczą niezwykle trudną. Argumenty za życiem i nieśmiertelnością duszy wywodzą się z reguły albo z metafizyki, albo z etyki, albo z fizyki.
W rzeczywistości jednak z Biblii i tylko z Biblii czerpiemy wiedzę o nieśmiertelności duszy.

I. Metafizyka zakłada, że dusza jest niematerialna i że niepodobieństwem jest, by myśl przynależała do substancji materialnej. Tyle że prawdziwa metafizyka powiada, że pojęcie substancji jest całkowicie niejasne i niedoskonałe i że jedyną ideą substancji, jaką mamy, jest idea złożenia konkretnych jakości tkwiących w nieznanym czymś. Materia i duch są więc w gruncie rzeczy tak samo niepoznawalne i nie możemy określić jakie jakości tkwią w jednej bądź w drugim. Obie te substancje nie pozwalają powiedzieć nic na temat skutku i przyczyny. Jedynym źródłem naszych sądów w tej sprawie pozostaje doświadczenie; na mocy żadnej innej zasady nie możemy poznać, czy materia, mocą swojej struktury i swojego ułożenia, nie mogłaby być przyczyną myśli.


No i co?
O szacunek dla Hume,a nie trudno, ale o szacunek dla człowieka powołującego się na jego autorytet w XXI wieku już bardzo.
Czy Pan naprawdę nic nie słyszał np. o kognitywistyce

@@@
.
18-03-2013 22:58 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Ja o niebie, Pan o chlebie. Co ma tu do rzeczy kognitywistyka? Jeżeli czytał Pan esej o nieśmiertelności duszy, to bardzo dobrze. Początek jest akurat mało ważny, później są rzeczy istotniejsze.

Chcę powiedzieć coś takiego: możliwą krytyką religii jest pokazanie wewnętrznej sprzeczności jej dogmatów. Taka krytyka wydaje mi się silniejsza od wszelkiego odwołania do nauk, gdyż wszystkie zdania naukowe mają charakter tymczasowy. Nieco ściślej mówiąc: w takiej silniejszej krytyce powołujemy się co najwyżej na logikę, której prawa można uznać za stabilniejsze od praw nauk empirycznych (w tym kognitywistyki).

Jeżeli nie wykażemy sprzeczności, uda się nam co najwyżej pokazać, że dana dogmatyka jest prawie na pewno fałszywa. Na przykład z punktu widzenia nauki prawdopodobieństwo, że świat został stworzony przez istotę rozumną, jest śladowe, prawie równe zeru. Paradoksalnie, oznacza to zwycięstwo fideisty, gdyż prawdopodobieństwo "prawie równe zeru" stanowi już wystarczającą podstawę do wiary.

Fideista już z założenia ma przewagę nad agnostykiem lub ateistą, gdyż do wiary wystarcza niezerowe prawdopodobieństwo, zaś do wiedzy potrzebne jest wysokie. Tylko logika może tę przewagę zniwelować (zakładam, że prawdopodobieństwo zdarzenia odpowiadającego koniunkcji zdań sprzecznych jest równe 0).
18-03-2013 23:48 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> Ja o niebie, Pan o chlebie.
Ja o zupie, Pan o ... Bogu.

>Co ma tu do rzeczy kognitywistyka?
Tylko tyle, że ani Hume nie miał - co zrozumiałe - ani Pan nie ma - co niepojęte - na jej temat żadnej wiedzy i obaj bajdurzycie o rzeczach dla Was niepojętych.

>Jeżeli czytał Pan esej o nieśmiertelności duszy, to bardzo dobrze. Początek jest akurat mało ważny, później są rzeczy istotniejsze.
Czytałem, kiedyś. Przeczytałem i teraz i daję temu świadectwo, a Pan tylko pieprzy o jego znakomitości nie wykazując się ani jego znajomością, ani zrozumieniem.
Konkrety z cytatami i Pańskim komentarzem proszę. Tak się prowadzi poważne rozmowy.

>Chcę powiedzieć coś takiego: możliwą krytyką religii jest pokazanie wewnętrznej sprzeczności jej dogmatów.
To Pańskie zdanie, a ja nigdzie jakoś specjalnie religii nie krytykuję, ot zbiór mitów i bajań. (Groźną dopiero jest wiara w nie.) Nie dostrzegam żadnej spójności w religijnych dogmatach i zupełnie niepotrzebną jest mi krytyka tej niespójności, która wcale mi nie przeszkadza.

>Taka krytyka wydaje mi się silniejsza od wszelkiego odwołania do nauki,
Tak się Panu wydaje i do tego "wydawania" ma Pan swoje prawo, tylko to się ma nijak do rzeczywistości.

>gdyż wszystkie zdania naukowe mają charakter tymczasowy.
Tak, ale stale podlegają weryfikacji i falsyfikacji, podstawowym potwierdzeniem ich prawdziwości jest praktyka (doświadczenie). Tu pieprzenie o Szopenie, nawet najbardziej niezmienne nie uchodzi.
W nauce obowiązuje naturalizm metodologiczny - co znaczy, że w wyjaśnianiu naukowym nie można wykraczać poza zjawiska i prawa przyrody, nie wolno się odwoływać do przyczyn nadnaturalnych, nadprzyrodzonych.
Tego paradygmatu - mimo, że teoretycznie podważalny - żadnym fideistom - pomimo, usilnych starań - podważyć się nie udało, ale nadal o to mocno starają się.

>W takiej silniejszej krytyce powołujemy się co najwyżej na logikę, której prawa można uznać za stabilniejsze od prawa nauk empirycznych (w tym kognitywistyki).
Bzdura, na temat której już kilkakrotnie Panu pisałem. Istnieje obiektywna rzeczywistość, którą ludzie za pomocą zmysłów uzbrojonych w różnorodne - materialne i intelektualne narzędzia starają się poznać i zrozumieć. Do tych narzędzi należą i matematyka i logika. Praktyka pokazała, że pomimo ich wielkiej przydatności, są czasem zawodne i trzeba je dostosowywać do określonego zagadnienia.

>Jeżeli nie wykażemy sprzeczności, uda się nam co najwyżej pokazać, że dogmatyka jest prawie na pewno fałszywa.
Dogmaty religijne są tak bezsensowne, że nie ma sensu dowodzenia ich sprzeczności.
Będę dowodził, że Smok Wawelski krasnoludków nie jadał? Bzdura!

>Na przykład z punktu widzenia nauki prawdopodobieństwo, że świat został stworzony prze istotę rozumną, jest śladowe, prawie równe zeru.
Tak.

>Paradoksalnie, oznacza to zwycięstwo fideisty, gdyż prawdopodobieństwo "prawie równe zeru" stanowi już wystarczającą podstawę do wiary.
Nie widzę tu żadnego paradoksu, dla głębokiej wiary, to i znacznie poniżej zera wystarczy.

> Fideista już z założenia ma przewagę nad agnostykiem lub ateistą, gdyż do wiary wystarcza niezerowe prawdopodobieństwo, zaś do wiedzy potrzebne jest wysokie.
Powtarzam to tu wielokrotnie: Z wiarą nie ma dyskusji, a czasu szkoda, gdyż fideisty i tak nikt nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej. Tak tu ma Pan rację.

>Tylko logika może tę przewagę zniwelować (zakładam, że prawdopodobieństwo koniunkcji zdań sprzecznych jest równe 0).
Nic nie może tej przewagi zniwelować. Do logiki odwołują się i Woleński i Chwedeńczuk i Stanosz. Czy to cokolwiek w fideistycznej (Pańskiej) refleksji nad Bogiem - zmieniło? Nic!

@@@
.
19-03-2013 00:07 
 Ocena-3 na 3
Elasp (6859 punktów)

Znowu bez żadnej treści, poza wyświechtanymi ogólnikami. Ręce opadają.

"Miłuj bliźniego swego jak siebie samego" jest bezsensowne? Nie rozumie Pan nawet tego zdania?
19-03-2013 09:45 
 Ocena 4 na 4
IzaBella (325 punktów)
>Znowu bez żadnej treści, poza wyświechtanymi ogólnikami. Ręce opadają.

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Kiedy Pan wciąż odpisuje,

zasłaniając się D. Hume,

udając, że pewne argumenty w ogóle nie wystąpiły (dwa fragmenty z moich wypowiedzi na ten przykład. Pan sobie poszuka),

stosując retorykę "oni źli, oni mnie biją", "a ja tylko chcę dla nich dobrze, chcę im prawdę pokazać",

posługując się na przemian tymi samymi autorytetami,

wspominając o, w modyfikowanych formach, niepoznawalności, niematerialności Boga, któremu musimy, chcemy czy nie, powierzyć swoje życie, bo tak jest, inaczej nie będzie ,

czy wreszcie podważając i odrzucając całość ludzkiego dorobku umysłowego na korzyść tego prawdopodobieństwa równego zeru,

jak można dyskutować?

>"Miłuj bliźniego swego jak siebie samego" jest bezsensowne? Nie rozumie Pan nawet tego zdania?

Ja tu sobie pozwolę na pewną prywatę.
Wspomniał Pan o wygranej i przewadze fideistów nad wszelkiej maści nie - wierzącymi. Dlaczego traktuje to Pan jako walkę? To jakieś niespełnione edukacyjne ambicje? Poczucie wyzwania? Zawsze, kiedy rzecz dotyczy prób przekonania tych nieprzekonanych o słuszności wiary, pewne jednostki stawiają sobie za cel nieosiągalne, a więc z gruntu wywołujące frustrację: nakłonienie do wiary .

Pewna moja sąsiadka, przyjaciółka rodziny, ilekroć zapraszana na pogaduchy przy winie i dobrym jedzeniu, sama wywoływała temat wiary. Jak taki kamikadze. W środowisku co najmniej wątpiących usiłowała za wszelką cenę (raz żywo gestykulując stłukła kieliszek, innym razem tupiąc wyryła dołek w trawie) przekonać o słuszności własnych poglądów. Nie potrafiła zrozumieć, że przeceniła swoje możliwości dydaktyczne i argumentacyjne. Nie pomogły przekleństwa, odwoływanie się do sumienia, prośby i modlitwy.
Moim zdaniem podświadomie wiecie, wy, wierzący, że to, nazwijmy to - tupanie - nie wyzwoli rewolucji umysłowej. Ta już się dokonała i miała wręcz przeciwny skutek dla religii w społeczeństwie.
Coraz więcej ludzi wątpi, czy moralność księży może być stawiania za wzór, a Biblia, Tora czy Koran faktycznie zasługują na uwagę.

Oczywiście, w moim studenckim otoczeniu nadal patrzą na mnie jak na dziwadło, bo skoro spora część chodzi do kościoła, to znaczy, że coś jest na rzeczy. Nie zawsze jednak większość ma rację.

Myślę, że i Pana uderzy kiedyś takie jedno wydarzenie, bo jedno wystarczy, by zakwestionować wszystkie dotychczasowe Pańskie zapatrywania.

Na początku podziwiałam Pana za szaleńczą odwagę i upór w kreowaniu swojego wizerunku na forum. Nie łatwo mieć w opozycji większość. Bo wygodnie nam naskakiwać, jak Huzia na Józia , w przewadze liczebnej.
Tym bardziej nie mogłam zrozumieć dlaczego Pan tu w ogóle zaistniał.
Potem zrozumiałam, że to pierwotna potrzeba 'uświadomienia nas', w tym gnieździe żmii, a więc u źródła - a nóż, widelec uda mi się ich przekonać do jedynej słusznej prawdy.
Odpierał Pan ataki, konsekwentnie nakreślając swoje poglądy. Myślę, że z czasem nabył Pan odporność na minusową punktację i przytyki ad personam. To była Pańska misja. A jej powodzenie było priorytetem.

Przykre, że odbiera Pan to w kategoriach zwycięstwa-porażki. Pana Bóg nie powinien karać Pana za wyniki.
Sądzę, że światopogląd, choć kwestionowany (choćby młodzi na uczelni) to kwestia prywatna, która już przez wzgląd na indywidualny wybór (nie zawsze jednak, bo co z dziecięcą indoktrynacją, ale to już inna bajka) powinna stanowić powód do dumy, punkt odniesienia do dalszych wyborów, małych, czy dużych, spektakularnych, czy błahych, ale własnych. Z własnym poczuciem odpowiedzialności i wrażliwością.
Bez presji osób trzecich.



Umieć żyć to naj­rzadziej spo­tyka­na rzecz na świecie. Większość ludzi tyl­ko egzystuje.
>> Oscar Wilde
19-03-2013 12:41 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

.
>>>>Znowu bez żadnej treści, poza wyświechtanymi ogólnikami. Ręce opadają.
>Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Kiedy Pan wciąż odpisuje,zasłaniając się D. Hume, udając, że pewne argumenty w ogóle nie wystąpiły (dwa fragmenty z moich wypowiedzi na ten przykład. Pan sobie poszuka), stosując retorykę "oni źli, oni mnie biją", "a ja tylko chcę dla nich dobrze, chcę im prawdę pokazać", posługując się na przemian tymi samymi autorytetami, wspominając o, w modyfikowanych formach, niepoznawalności, niematerialności Boga, któremu musimy, chcemy czy nie, powierzyć swoje życie, bo tak jest, inaczej nie będzie , czy wreszcie podważając i odrzucając całość ludzkiego dorobku umysłowego na korzyść tego prawdopodobieństwa równego zeru, jak można dyskutować?
Nie można i nie warto z zacietrzewionymi fideistami o niewielkiej wiedzy, typu Pan Elasp, w ogóle dyskutować. Można tylko użyć ich wypowiedź jako źródło inspiracji do własnych refleksji na wywołany temat. Z wszystkich wypowiedzi pana Elaspa wynika, że on albo Hume,a nie czytał, albo go absolutnie nie zrozumiał.

Najważniejszym przesłaniem eseju "O nieśmiertelności duszy" są refleksje nad kwestią ludzkiej śmiertelności (wraz z duszą) oraz boskiej pośmiertnej sprawiedliwości. Dobrze to ujęła Milena Jakubiak:
Należy jeszcze podjąć kwestię boskiej sprawiedliwości: według Hume'a idea Sądu Ostatecznego stoi w sprzeczności z ludzką moralnością.
Po pierwsze, atrybuty moralne Boga jako bytu absolutnie doskonałego są nieporównywalne, musimy zatem przyjąć, że zasady, jakimi stwórca kieruje się przy rozdzielaniu wiecznych kar i nagród mogą różnić się od reguł moralnych stosowanych w naszym codziennym życiu.
Po drugie, kary są nieproporcjonalne do przewinienia (nieskończona kara za skończony występek).
Po trzecie, wątpliwa wydaje się możliwość rozsądzenia, który człowiek jest dobry, a który zły, skoro większość ludzi "spędza życie gdzieś między grzechem a cnotą". Człowiek z jednej strony jest istotą egoistyczną i czasami postępuje tylko z uwagi na własny interes. Z drugiej, naturalny mechanizm oddźwięku uczuciowego uwrażliwia go na los innych: u większości ludzi dobre i złe uczynki równoważą się.
Po czwarte, czy idea wiecznej kary i nagrody jest w ogóle potrzebna? Namysł nad tym, co sprzyja interesom społecznym stanowi podstawę moralności - czy ich ochrona wymaga odwołania się do boskiej sprawiedliwości?
Wreszcie po piąte, Hume podkreśla niemoralność Sądu Ostatecznego: "potępienie jednego tylko człowieka jest we wszechświecie złem nieporównywalnie większym niż podbicie miliardów królestw". Boska sprawiedliwość przeciwstawiona ludzkiej wydaje się zatem niemoralna, niezrozumiała i bezużyteczna.

Podsumowując rozważania w tym punkcie, Hume starał się wykazać, że religia jako podstawa moralności okazuje się niepotrzebna: postępujący moralnie ludzie kierują się naturalnymi skłonnościami a nie sztucznymi zasadami religijnymi. Ponadto, przyjmując za swoje źródło istnienie absolutnie doskonałego Boga, moralność religijna staje się po prostu niezrozumiała.


>>>>"Miłuj bliźniego swego jak siebie samego" jest bezsensowne?
>>>>Nie rozumie Pan nawet tego zdania?
Muszę przyznać, że nie zupełnie nie rozumiem, w kontekście czego miałbym je rozumieć?
Kochania Pana Elaspa, kochania Hume,a?
Przy takiej logice wszystko opada.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
19-03-2013 18:30 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>.
>>>>>"Miłuj bliźniego swego jak siebie samego" jest bezsensowne?
>>>>>Nie rozumie Pan nawet tego zdania?
>Muszę przyznać, że nie zupełnie nie rozumiem, w kontekście czego miałbym je rozumieć?

Wyrazy współczucia zatem.
>
19-03-2013 18:39 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> Wyrazy współczucia zatem.
Kto nie potrafi rozumować sprawnie, siłą rzeczy nie będzie głosił wymagającego racjonalizmu, gdyż z racjonalności wielu pożytków sam nie wyciągnie. "Dwie rzeczy są nieskończone: Wszechświat i głupota ludzka, choć co do Wszechświata to nie byłbym tak całkiem pewny." - mówił Einstein. Skoro niesporne jest to, że powszechnie głupota i ignorancja zawsze królowały nad inteligencją i wiedzą, tedy oczywiste się staje dlaczego racjonalizm był zawsze poglądem mniejszościowym. Takim też pozostanie, choć może być wyjątkowo aktywny. Zarazem bycie racjonalistą i sceptykiem oznacza przynależność do elitarnego grona. "Ci, którzy mają szczęście należeć do wykształconej i myślącej mniejszości rodzaju ludzkiego, nie uświadamiają sobie nawet, jaką garstkę stanowią - zauważa Bergen Evans. - Nie myślą o tym, jak niewielu ludzi czyta cokolwiek poza nagłówkami, dowcipami i wiadomościami sportowymi. (...) Nie orientują się też, jak niewielu ludzi myśli racjonalnie, jak bardzo do dziś ograniczona jest wiedza, jak rzadko sceptycyzm stanowi natchnienie dla nauki."

Oczywiście to jest zasada ogólna, bowiem można być człowiekiem inteligentnym i uprzedzonym, jeśli wzbrania się rozpatrzenia jakiejś kwestii na sposób racjonalny. Brak uprzedzeń to całkowite otwarcie się na racjonalne argumenty. Uprzedzenia zaś biorą się z niedostatków wiedzy ogólnej.
www.racjonalista.pl/kk.php/d,67

@@@
.
19-03-2013 23:24 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)
_____________________________________________________________________________________
Napisał Pan: "Dogmaty religijne są tak bezsensowne, że nie ma sensu dowodzenia ich sprzeczności."

W odpowiedzi podałem przykład prawdy wiary: "Kochaj bliźniego swego jak siebie samego" i zapytałem, czy to zdanie też należy uznać za bezsensowne.

W ogólności, posługuje się Pan bardzo mglistym rozumieniem sensu. Pod jakim warunkiem dana wypowiedź jest według Pana zdaniem sensowna? Kiedy coś jest sensowne, a kiedy nie? To trzeba jakoś określić, zanim się uzna, że dogmaty religii są "tak bezsensowne, że nie ma sensu dowodzenia ich sprzeczności". Jak na racjonalistę jest Pan szokująco mało racjonalny - operuje Pan własnymi dogmatami ("wiara ogranicza...", itp.), a nie dowodami. Dlatego Pańskie wypowiedzi - mimo usilnych Pańskich starań i wielkiego nakładu czasu, jaki przeznacza Pan na pisanie dziesiątków postów dziennie - są bezwartościowe z punktu widzenia racjonalnej wymiany zdań. Dojmującego przykładu dostarcza nieszczęsna dyskusja na temat dziecka, kiedy to ślepa i bezrefleksyjna apodyktyczność Pańskich sądów wprawiła w zdumienie nawet bliskich Panu duchowo racjonalistów (p. Maceoxa).

Przykład ze Smokiem Wawelskim wskazuje natomiast, że ma Pan tendencję do mylenia desygnatu wyrażenia z jego sensem (prawdziwości zdania z jego sensownością). Jest to szkolny błąd, który nie przystoi komuś, kto swój światopogląd zbudował pięćdziesiąt lat temu; prof. Woleński, u którego zdałem wiele egzaminów, wyrzucał z egzaminu za taki błąd. Wyrażenie "Smok Wawelski" ma sens (w tym znaczeniu, że każdy Polak zrozumie te słowa), natomiast nie ma desygnatu. Tak więc zdanie "Smok Wawelski nie jadał krasnoludków" jest fałszywe (bo S. W. nie istniał), ale nie jest bezsensowne.
20-03-2013 18:45 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> Napisał Pan: "Dogmaty religijne są tak bezsensowne, że nie ma sensu dowodzenia ich sprzeczności."
pl.wikipedia.org/wiki/Dogmat
sakramenty.tetragram.pl/
forumzn.ka(*)eczne_z_Biblią-t9903.html
sj-media.eu.org/dogmaty.php

> W odpowiedzi podałem przykład prawdy wiary:
mojawiarak(*)07/02/Glowne-prawdy-wiary.html
www.opoka.(*)/kompendia/kkk/podstawowe.html

>"Kochaj bliźniego swego jak siebie samego" i zapytałem, czy to zdanie też należy uznać za bezsensowne.
Jakoś zapomnieli, tą Pańską "prawdę wiary" (jak wyżej widać) do zestawu dopisać.

Ale jaka była rozmowa:
> "Miłuj bliźniego swego jak siebie samego" jest bezsensowne?
Naprawdę jest pan ciężko rąbnięty. Hume był Panu potrzebny do przypomnienia tego biblijnego hasełka?
Polecam Talmud - zbiór starożytnych mądrości żydowskich:
W słynnej opowieści (Talmud/Szabat 31a), do wielkiego rabiego Hillela, największego rabina epoki Talmudu, przyszedł poganin i zaproponował, że nawróci się na judaizm, jeśli Hillel zdoła wyłożyć mu całą Torę w czasie, gdy on będzie stał na jednej nodze. Hillel rzekł: "Nie czyń bliźniemu, co tobie niemiłe. Oto cała Tora. Reszta to tylko komentarz".
Tam takich mądrych hasełek, prawie na każdą okazję, jest bez liku.

Jak coś jest "mądre" to i sens mieć musi.

> W ogólności, posługuje się Pan bardzo mglistym rozumieniem sensu.
Może być i prościej, tak aby i Pan zrozumiał:
Stoi Jaś przed klasą i zastanawia się:
- Gdzie tu sens, gdzie tu logika?!
Podchodzi dyrektor i pyta się:
- Co się stało, Jasiu?
- No bo wie pan: pierdnąłem w klasie, pani mnie wyprosiła, a oni siedzą w tym smrodzie
...


Gdy tego specjalnie nie zaznaczam, to rozumiem słowa i terminy zgodnie ze słownikami i encyklopediami. Słownik PWN:
Sens - właściwe, zgodne z prawidłowym myśleniem, z rozsądkiem znaczenie czegoś, logiczność, trafność: Głęboki, istotny, jasny, określony, ukryty, zrozumiały sens. Sens listu, nauki, powieści, wypowiedzi. Sens życia. Zdanie bez sensu, pozbawione sensu. Domyślać się, doszukiwać się, dopatrywać się w czymś sensu. Nadać, przywrócić czemuś sens. Pojmować, rozumieć sens czegoś. Wypaczyć, zatrzeć, zmienić sens czegoś. Coś ma sens; w czymś jest sens. Coś straciło sens. A W tym, w takim, w pewnym sensie «w ten, w taki sposób, w myśl czegoś, pod pewnym względem»
0 fraz. Co za sens (robić, mówić coś) «po co (robić, mówić coś)».
Sensowny «mający sens - właściwą treść, właściwe znaczenie; logiczny, uzasadniony»: Sensowna opinia, rozmowa, wypowiedź. Pot. «działający, postępujący rozumnie, logicznie; rozumny, rozsądny»: Sensowny człowiek.


Ale tu większość poszukuje pełniejszych wyjaśnień - rozumiejąc podstawowe terminy. Odesłałem już Pana do profesorów: Stanosz, Woleńskiego i Chwedeńczuka, który napisał na ten temat książkę pt. "Przekonania religijne", w której broni tezy, że wyrażenia ze słowem "Bóg" nie są ani fałszywe, ani prawdziwe, ale bezsensowne. Nie da się więc stwierdzić, czy Bóg istnieje, czy nie, ponieważ zdania takie jak "Bóg istnieje" czy "Bóg nie istnieje" nie mają sensu.
Można bardziej poważnie zastanowić się nad koncepcjami ignostycyzmu: www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,509211#w510102 lub otrzymać bardziej precyzyjną odpowiedź. www.racjon(*).php/z,0/d,13/s,491829#w493566

>Pod jakim warunkiem dana wypowiedź jest według Pana zdaniem sensowna? Kiedy coś jest sensowne, a kiedy nie?
Piszę o tym już od kilku lat na naszym forum. Jeszcze precyzyjniej trafiają w sedno: pan Fizyk, pan Sceptymucha
pani Meretseger i wiele, wiele innych osób. Warto ich czytać.

CDN

@@@
.
20-03-2013 18:45 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.

Ciąg dalszy:

>To trzeba jakoś określić, zanim się uzna, że dogmaty religii są "tak bezsensowne, że nie ma sensu dowodzenia ich sprzeczności".
Dogmatami nazywa się twierdzenia, które należy przyjąć na wiarę.
Dla mnie wszystko co należy bezkrytycznie przyjmować na wiarę, jest bezsensem. (W potocznym rozumieniu tego słowa)

Nie posiadają one żadnych racjonalnych podstaw, nie można dowieść ich prawdziwości - trzeba po prostu w nie uwierzyć.
Mało na świecie istnieje bzdur, w które by ludzie nie byli w stanie uwierzyć.

Skąd biorą się dogmaty? Są one zazwyczaj ogłaszane przez przywódców danych kościołów lub sobory, czyli rady takich wyznań. Przyjrzyjmy się dogmatom w kościele rzymskokatolickim. Jednym z nich jest dogmat, który mówi o niepokalanym poczęciu Maryi. Opiera się on na przeświadczeniu, że kobieta ta narodziła dziecko - Jezusa, bez grzechu pierworodnego; ogłosił go w 1854 roku papież. Żeby taki dogmat mógł zostać przez niego ogłoszony, sam papież musi posiadać dar nieomylności, to znaczy jego twierdzenia są prawdziwe i nie podlegają dyskusji.
Dla ludzi racjonalnie myślących jest to tak wielka bzdura, że bezsensem jest dowodzenie jej bezsensowności

Zwłaszcza w chrześcijaństwie dogmaty są bardzo ważnym elementem, właściwie trudno jest wyobrazić sobie istnienie tej religii bez dogmatów, z którym każdy wychowany w wierze katolickiej się spotyka na co dzień.
Dogmaty oczywiście wywołują sprzeciw nie tylko wśród osób niewierzących, ale także pośród tych, które przynależą do danej wiary.

Ludzie nawet wierzący starają się swoje poglądy racjonalizować, chyba że są całkowicie zaślepionymi fundamentalistami.

>Jak na racjonalistę jest Pan szokująco mało racjonalny - operuje Pan własnymi dogmatami ("wiara ogranicza...", itp.), a nie dowodami. Dlatego Pańskie wypowiedzi - mimo usilnych Pańskich starań i wielkiego nakładu czasu, jaki przeznacza Pan na pisanie dziesiątków postów dziennie - są bezwartościowe z punktu widzenia racjonalnej wymiany zdań. Dojmującego przykładu dostarcza nieszczęsna dyskusja na temat dziecka, kiedy to ślepa i bezrefleksyjna apodyktyczność Pańskich sądów wprawiła w zdumienie nawet bliskich Panu duchowo racjonalistów (p. Maceoxa).
No i cóż można o powyższym akapicie napisać, gdy on się składa z samych kłamstw i prymitywnej próby obrażenia mnie. Nie do Pana kieruję swoje wypowiedzi i nie rozmawiam z Panem bezpośrednio, gdyż nikomu Pan takiej rozmowy tu nie umożliwia. Lekceważy Pan sobie interlokutorów, ich argumenty, a nawet idzie Pan dalej lekceważy Pan poważnych uczonych i ważne kierunki nauki, które nie są zgodne z Pańskim fundamentalizmem religijnym. Dlatego też zupełnie nieistotną jest dla mnie Pańska ocena - kogokolwiek i czegokolwiek dotycząca - w tym mnie i moich wypowiedzi.

>Przykład ze Smokiem Wawelskim wskazuje natomiast, że ma Pan tendencję do mylenia desygnatu wyrażenia z jego sensem (prawdziwości zdania z jego sensownością).
Bzura, gdyż ja nie przedstawiałem tu żadnego dowodu logicznego, (wtedy nazwał bym to zdanie "zdaniem fałszywym"), tylko pokazywałem logiczną bezsensowność tego zdania w rozumieniu potocznym.
(Zgodnie z definicją podaną w pierwszej części.)


Przecież tu nie nie nic z próby mataczenia:
>Jeżeli nie wykażemy sprzeczności, uda się nam co najwyżej pokazać, że dogmatyka jest prawie na pewno fałszywa.
Dogmaty religijne są tak bezsensowne, że nie ma sensu dowodzenia ich sprzeczności.
Będę dowodził, że Smok Wawelski krasnoludków nie jadał? Bzdura!

Taką samą logiczną bezsensownością jest np. "Dziewica porodziła syna" i nie bawi mnie tu logiczna zabawa nad tą bzdurą.

Wielce Szanowny Panie, słowo "sens" ma wiele znaczeń i na przykład Pańskiej wypowiedzi: www.racjon(*).php/s,546248/z,0/d,41#w555118 zgodnie z np. koncepcjami Friedricha Ludwiga Gottloba Frege pewien "sens" można by przypisać, ale ze względu na jej nieprawdziwość nie ma ona (według tej koncepcji) żadnego "znaczenia".
I co będziemy się tu bawić w filozoficzne albo swoiste dla Pana rozumienie słów.

>Jest to szkolny błąd, który nie przystoi komuś, kto swój światopogląd zbudował pięćdziesiąt lat temu; prof. Woleński, u którego zdałem wiele egzaminów, wyrzucał z egzaminu za taki błąd.
I znowu mnie to dziwi, gdyż nie studiując samej logiki (jako kierunku studiów) zdawałem z logiki (jako jednego z przedmiotów) tylko jeden egzamin, na jednym kierunku. Dlatego u jednego "logika" zdawałem tylko jeden egzamin.

Poniżej kilka podstawowych informacji o logice, których - jak wynika z Pańskich wypowiedzi - Pan nie zna: www.racjonalista.pl/forum.php/s,501831#w501968
Gdyby Woleński uwierzył, że to jego student, to chyba by się wstydził?

@@@
.
20-03-2013 19:44 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Dla mnie wszystko co należy bezkrytycznie przyjmować na wiarę, jest bezsensem. (W potocznym rozumieniu tego słowa)
>


Tak absurdalna zasada godzi w każdy autorytet i w każde zdanie, które muszę zaakceptować momentalnie, z jakichś względu nie mając czasu na jego krytyczną analizę. Jeżeli ktoś krzyczy do mnie "uważaj, samochód!", to przyjęcie tego zdania na wiarę jest bezsensem? Oszczędzę Panu wywlekania sceptycznych argumentów, które można przedłożyć przeciwko niej.

Wiele tez religijnych można by zresztą przyrównać do podanego przeze mnie zdania "Uważaj, samochód!", np. "Nie cudzołóż!", "Nie kradnij!", itp. Ażeby sprawdzić, czy są one w naszym przypadku pradziwe, musielibyśmy dokonać rzeczy niemożliwej (tak jak niemożliwa jest głębsza refleksja nad pierwszym zdaniem), tzn. przeżyć życie dwukrotnie - raz uznając te zasady, a drugi raz nie uznając (aby móc sprawdzić, czy lepiej żyło się nam z nimi czy bez nich). Na coś trzeba się zdecydować: albo wierzymy, że jedzie samochód, albo nie.

>Wielce Szanowny Panie, słowo "sens" ma wiele znaczeń i na przykład Pańskiej wypowiedzi: www.racjon(*).php/s,546248/z,0/d,41#w555118 zgodnie z np. koncepcjami Friedricha Ludwiga Gottloba Frege pewien "sens" można by przypisać, ale ze względu na jej nieprawdziwość nie ma ona (według tej koncepcji) żadnego "znaczenia".

A więc potwierdza Pan to, co powiedziałem. Osobiście bardziej ufam Fregemu niż Chwedeńczukowi, który jest bardziej tłumaczem niż samodzielnym filozofem.

>
20-03-2013 20:42 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Dla mnie wszystko co należy bezkrytycznie przyjmować na wiarę, jest bezsensem. (W potocznym rozumieniu tego słowa)
> Tak absurdalna zasada godzi w każdy autorytet i w każde zdanie, które muszę zaakceptować momentalnie, z jakichś względu nie mając czasu na jego krytyczną analizę.
Zestawienie religijnych dogmatów z "Uważaj, samochód!" to logika katolika, z której nic nie wynika.
Reszta (co inteligentniejszych osób) dostrzega jakąś tam różnicę pomiędzy reakcja a refleksją, czy przyjmowaniem a "bezkrytyczną koniecznością przyjęcia na wiarę".

>Wiele tez religijnych można by zresztą przyrównać do podanego przeze mnie zdania "Uważaj, samochód!", np. "Nie cudzołóż!", "Nie kradnij!", itp. Ażeby sprawdzić, czy są one w naszym przypadku pradziwe, musielibyśmy dokonać rzeczy niemożliwej (tak jak niemożliwa jest głębsza refleksja nad pierwszym zdaniem), tzn. przeżyć życie dwukrotnie - raz uznając te zasady, a drugi raz nie uznając (aby móc sprawdzić, czy lepiej żyło się nam z nimi czy bez nich). Na coś trzeba się zdecydować: albo wierzymy, że jedzie samochód, albo nie.
Tu już pisałem o "manipulowaniu granicami": www.racjon(*).php/s,546248/z,0/d,40#w554857
Z wiarą nie ma dyskusji, a czasu szkoda. Spokojnie może Pan sobie wierzyć we wszystko co się Szanownemu Panu podoba. Mnie nic do tego.
Natomiast do refleksji nie tyle konieczne jest powtarzanie - co czas i umiejętność myślenia. Ot, to taka zwyczajna "chłopska logika".

>>Wielce Szanowny Panie, słowo "sens" ma wiele znaczeń i na przykład Pańskiej wypowiedzi: www.racjon(*).php/s,546248/z,0/d,41#w555118 zgodnie z np. koncepcjami Friedricha Ludwiga Gottloba Frege pewien "sens" można by przypisać, ale ze względu na jej nieprawdziwość nie ma ona (według tej koncepcji) żadnego "znaczenia".
> A więc potwierdza Pan to, co powiedziałem.
Tyle Pan zrozumiał? To tylko potwierdza niemożliwość merytorycznej rozmowy z Panem.
To, co Frege określa znaczeniem, z grubsza odpowiada obecnemu pojęciu odniesienia w językoznawstwie. Różnicę między sensem a znaczeniem widać w przypadku wyrażeń posiadających sens a nie posiadających znaczenia, jak na przykład "Bóg stworzycielem rzeczywistości". Sens tego wyrażenia (mityczna super, czy nadosoba, która stworzyła rzeczywistość) może być uchwycony przez każdego użytkownika języka, pomimo iż znaczenie nie istnieje (nie ma takiej osoby).

>Osobiście bardziej ufam Fregemu niż Chwedeńczukowi,
Tyle że tu, to akurat nie ma nic do rzeczy.
(Uświadamiam natomiast Panu, że Chwedeńczuk Frege'go czytał, a Frege, Chwedeńczuka nie.)

>który jest bardziej tłumaczem niż samodzielnym filozofem.
Podstawy rys Pańskiej mentalności, świadczący o Pańskim poziomie intelektualnym. Każdy kto się z Panem nie zgadza musi być durniem.

Szanowny Panie, nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami.

Dużo zdrówka Szanownemu Panu życzę.

@@@
.
19-03-2013 19:23 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

Dziękuję za tak wyczerpująca i szczerą wypowiedz. Muszę więc i ja wyjaśnić pewną rzecz. Otóż nie zapisałem się na to forum dla misji nawracania kogokolwiek. Zapisałem się tylko i wyłącznie po to, aby przetestować swoje własne poglądy, co do których prawdziwości wcale nie byłem przekonany (wszak nigdy nie należy być zbyt pewnym siebie). Mój niedawny post, który potraktowała Pani jako trolling, był faktycznie niepotrzebny (nie wnosił nic do sprawy) i nawet chciałem go wykasować, ale nie mam uprawnień, pozwalających mi na usunięcie postu po otrzymaniu odpowiedzi nań.

Jestem na tym forum albowiem interesuje mnie dyskusja (i rywalizacja w takim stopniu, w jakim dyskusja stanowi jakąś formę rywalizacji). Nie dążę do niczegokolwiek innego, a więc do żadnej bójki, wymiany epitetów, obrażenia kogokolwiek, zwycięstwa, dowartościowania się, wyładowania frustracji, itp. Nawiasem mówiąc nie uważam się za osobę dostatecznie głębokiej wiary, aby mogła rościć sobie prawo do nawracania kogokolwiek. W tym większe osłupienie wprawiają mnie stosowane wobec mnie określenia ("teolog", "ktoś z teologicznej uczelni", "wikary", i wiele podobnych). Zresztą wielokrotnie pisałem, że z teologią nie mam nic wspólnego.

Uważam jednak, że z wielu względów Kościoła należy bronić i powinien to zrobić nawet ateista, i to we własnym interesie, na zasadzie wyboru mniejszego zła. Pisałem o tym także wielokrotnie.

19-03-2013 11:28 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> Znowu bez żadnej treści, poza wyświechtanymi ogólnikami.
To dobra Pańska samoocena, a teksty innych są poza możliwościami Pańskiej percepcji intelektualnej.

>Ręce opadają.
Przy Pańskim poziomie intelektualnym warto odwołać się do wielkiego inteligenta nieodżałowanego red. Kałużyńskiego - "nie tylko ręce, ale spodnie też opadają".

> "Miłuj bliźniego swego jak siebie samego" jest bezsensowne?
Naprawdę jest pan ciężko rąbnięty. Hume był Panu potrzebny do przypomnienia tego biblijnego hasełka?
Polecam Talmud - zbiór starożytnych mądrości żydowskich:
W słynnej opowieści (Talmud/Szabat 31a), do wielkiego rabiego Hillela, największego rabina epoki Talmudu, przyszedł poganin i zaproponował, że nawróci się na judaizm, jeśli Hillel zdoła wyłożyć mu całą Torę w czasie, gdy on będzie stał na jednej nodze. Hillel rzekł: "Nie czyń bliźniemu, co tobie niemiłe. Oto cała Tora. Reszta to tylko komentarz".
Tam takich mądrych hasełek, prawie na każdą okazję, jest bez liku.

>Nie rozumie Pan nawet tego zdania?
Odwoływałem się już do niego w rozmowie z Panem. Jak uczy historia - chrześcijanie pojęcie "bliźni" mają mocno ograniczone tylko do współwyznawców, reszty szczerze nienawidzą lub kochają inaczej; np. z troski o ich duszę dręczą i palą na stosach. Powie Pan minęło, a ja słyszę stale mowy nienawiści w wykonaniu np. p.p. Pawłowicz, Jurka, Gowina, Niesiołowskiego i wielu, wielu innych. Ostatnia informacja: wiadomosci(*)al,wid,15421075,wiadomosc.html

Nienawiść dla inaczej myślących przebija też z większości Pańskich postów.
Więc dziękuję Wam za takich "bliźnich". Nie kochajcie nas i nie módlcie się za nas, po prostu odwalcie się od nas i dajcie nam żyć po swojemu w naszym wspólnym państwie.
Nie narzucajcie nam swojej głupoty i swojej pseudomoralności.

Powiem Panu szczerze - jak na spowiedzi - nienawidzę głupoty. Ona mnie wprost przeraża, a religijnej głupoty Polsce mamy tak wielki nadmiar, że aż na racjonalistyczne strony ona się wdziera i próbuje tu na swoją głupotę (wiarę) nas ewangelizować.

I co tu jeszcze dodawać? Każdy może sobie wybrać coś stosownego:
www.racjon(*).php/z,0/d,36/s,546248#w554374
www.racjon(*).php/s,511985/z,0/d,61#w524521
----------------@--------------@----------------@-----------------


Wiara albo rozum - wybór należy do ciebie.

.
18-03-2013 18:38 
 Ocena 5 na 5
IzaBella (325 punktów)
>Odnoszę wrażenie, że wobec dramatycznie niskiego poziomu argumentów wysuwanych przez "laickich racjonalistów" (z całym szacunkiem), winienem im jakąś teoretyczną pomoc, która uchroni ich przed zupełnym blamażem. Jeżeli więc chce Pan mieć jakieś solidniejsze argumenty przeciw religii (religii chrześcijańskiej), a nie zadowalać się enuncjacjami na poziomie "Faktów i mitów", proszę zerknąć do eseju Hume'a "O nieśmiertelności duszy". Tam są rzeczy, nad którymi na pewno musi się zatrzymać teista (co oznacza, że "laicki racjonalista" powinien znać tę pracę we własnym interesie).

(z całym szacunkiem)

Aby być efekty(o)wnym trollem,
trzeba umieć
wejść w skórę wrogów,

a więc wyjść
poza własne
postrzeganie świata.







Umieć żyć to naj­rzadziej spo­tyka­na rzecz na świecie. Większość ludzi tyl­ko egzystuje.
>> Oscar Wilde
Elasp (6859 punktów)

Niech Pani przeczyta pracę, którą polecam.
Elasp (6859 punktów)

Errata:

Ten, kto dezawuuje domenę przedmiotów niefizycznych mówiąc o krasnoludkach, dezawuuje matematykę.
>
>
17-03-2013 22:20 
 Ocena 8 na 8
mayolina (2278 punktów)
aż humanistka przysiadła ze zdziwienia czytając twoje twierdzenia. Wytłumaczę jak ja to rozumiem (po konsultacjach z domowym matematykiem): choć matematyka opiera się na przyjętych aksjomatach i operuje pojęciami abstrakcyjnymi, to zadaniem matematyki jest abstrakcyjne przedstawienie świata fizycznego. Matematyka (w przeciwieństwie do twoich twierdzeń teologicznych) jest weryfikowalna (fizyka jest przykładem weryfikowalności matematyki). Chyba, że wydaje ci się, że fizyka nie zajmuje się światem fizycznym
17-03-2013 22:51 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)

To niczego nie wyjaśnia. Jeżeli mówię, że "Kowalska ma dwa psy i dwa koty", to też jest to abstrakcyjny opis świata fizycznego (bo w tak ogólnej wypowiedzi abstrahuję w od wielu szczegółów i okoliczności), ale nie jest to jeszcze twierdzenie matematyczne. Zresztą każde zdanie o świecie fizycznym jest abstrakcyjnym (bo językowym, a więc symbolicznym) opisem świata fizycznego.
18-03-2013 20:44 
 Ocena 4 na 4
mayolina (2278 punktów)
> To niczego nie wyjaśnia. Jeżeli mówię, że "Kowalska ma dwa psy i dwa koty", to też jest to abstrakcyjny opis świata fizycznego (bo w tak ogólnej wypowiedzi abstrahuję w od wielu szczegółów i okoliczności), ale nie jest to jeszcze twierdzenie matematyczne. Zresztą każde zdanie o świecie fizycznym jest abstrakcyjnym (bo językowym, a więc symbolicznym) opisem świata fizycznego.
może tobie niczego nie wyjaśnia. Dla mnie jest oczywiste, że gdyby przodkowie zdecydowali by boga nazwać stołem, to i tak nie zmaterializowałoby owego stołu.
17-03-2013 22:32 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
Przepraszam, czy Pan naprawdę uważa, że ktoś przy zdrowych zmysłach mógłby twierdzić, że Twory ludzkich umysłów (a zaliczają się do nich zarówno krasnoludki, jak i matematyka) nie istnieją? Oczywiście, że istnieją, pytanie tylko gdzie - Panie Elasp. Gdzie te twory istnieją?
Elasp (6859 punktów)

Zależności matematyczne są odkrywane, a nie tworzone. Nikt nie stworzył zależności, zgodnie z którą że 4 jest więcej niż 2, bo zanim nastał człowiek gdy z dwóch sinic powstały cztery, to najpierw było mniej, a potem więcej. Chyba że Pana zdaniem wraz z nastaniem człowieka jego myśl (o tym, że 4 to więcej niż 2) ukradkiem przedostała się do zamierzchłej przeszłości i pospiesznie ustaliła tę nieustaloną przez miliardy lat kolejność?

Nie mylmy zdania z sądem w znaczeniu logicznym. Zdania są wyrazami sądów. Sądy mogą istnieć niewyrażone (nieodkryte). Zdania są tworzone, sądy nie.


17-03-2013 23:26 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> Zależności matematyczne są odkrywane, a nie tworzone.
www.racjon(*).php/z,0/d,18/s,532005#w536001

@@@
.
17-03-2013 23:53 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
> Zależności matematyczne są odkrywane, a nie tworzone.
Tak, tylko że na początku trzeba przyjąć jakieś aksjomaty i określone działania. Cała reszta to już jest wewnętrzna konsekwencja. Matematyka to ostatecznie zbiór tautologii.

Jeśli założę, że krasnoludek jest cały ubrany na czerwono, to wynika z tego, że ma czerwoną koszulkę. Analogicznie sprawa ma się z punktami, prostymi, liczbami, dodawaniem itd. Jednak ani ten na wstępie pomyślany kranoludek, ani punkty, proste, liczby nie istnieją w przyrodzie, a jedynie w ludzkim umyśle.

Tak więc odkrywa się prawdy, które sami sobie zdefiniowaliśmy przyjmując takie, a nie inne założenia początkowe.

> Nikt nie stworzył zależności, zgodnie z którą że 4 jest więcej niż 2, bo zanim nastał człowiek gdy z dwóch sinic powstały cztery, to najpierw było mniej, a potem więcej.
Zaraz, zaraz. Fakt, że była jakaś jedna sinica, a także jakaś inna, następna jeszcze nie znaczy, że ktoś je liczył. Sinice występują w przyrodzie, natomiast do ich policzenia potrzebny jest umysł - a by ten mógł zadziałać musi najpierw wyewoulować mózg.

>Chyba że Pana zdaniem wraz z nastaniem człowieka jego myśl (o tym, że 4 to więcej niż 2) ukradkiem przedostała się do zamierzchłej przeszłości i pospiesznie ustaliła tę nieustaloną przez miliardy lat kolejność?
Nie wiem, czy do końca rozumiem. Ale sądzę, że człowiek przypisał różnym przedmiotom różne nazwy - w tym także przypisał nazwy różnym ilościom przedmiotów tego samego rodzaju.

________________________________________________________________________________
Elasp (6859 punktów)
>> Zależności matematyczne są odkrywane, a nie tworzone.
>Tak, tylko że na początku trzeba przyjąć jakieś aksjomaty i określone działania. Cała reszta to już jest wewnętrzna konsekwencja. Matematyka to ostatecznie zbiór tautologii.

O tej tautologiczności mówi twierdzenie o dedukcji A. Tarskiego. Jednak nawet jeżeli matematyka jest zbiorem tautologii, ów zbiór jest przedmiotem abstrakcyjnym, niezależnym od nas.


>Jeśli założę, że krasnoludek jest cały ubrany na czerwono, to wynika z tego, że ma czerwoną koszulkę. Analogicznie sprawa ma się z punktami, prostymi, liczbami, dodawaniem itd. Jednak ani ten na wstępie pomyślany kranoludek, ani punkty, proste, liczby nie istnieją w przyrodzie, a jedynie w ludzkim umyśle.

"Istnieją w ludzkim umyśle" to metafora. Nie pokazujesz więc sposobu istnienia tych przedmiotów. Jeżeli czegoś nie znajdujemy w świecie fizycznym, od razu lokujemy "w umyśle". Przecież umysł jest też (rzekomo) materialny!

>> Nikt nie stworzył zależności, zgodnie z którą że 4 jest więcej niż 2, bo zanim nastał człowiek gdy z dwóch sinic powstały cztery, to najpierw było mniej, a potem więcej.
>Zaraz, zaraz. Fakt, że była jakaś jedna sinica, a także jakaś inna, następna jeszcze nie znaczy, że ktoś je liczył. Sinice występują w przyrodzie, natomiast do ich policzenia potrzebny jest umysł - a by ten mógł zadziałać musi najpierw wyewoulować mózg.

Ale chyba zgodzisz się, że zanim zaistniał człowiek, zaistniał taki fakt, że sinic było najpierw mniej, a potem więcej?

>Nie wiem, czy do końca rozumiem. Ale sądzę, że człowiek przypisał różnym przedmiotom różne nazwy - w tym także przypisał nazwy różnym ilościom przedmiotów tego samego rodzaju.

Tak, przypisał, ale dla tych przedmiotów nie ma to żadnego znaczenia (ma dla nas).

>________________________________________________________________________________
>
19-03-2013 00:42 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
>Jednak nawet jeżeli matematyka jest zbiorem tautologii, ów zbiór jest przedmiotem abstrakcyjnym, niezależnym od nas.
Gdyby był całkiem niezależny od nas, to byśmy nic o nim nie wiedzieli. Abstrakcja oznacza tu ideał w umyśle. Sami ustawiamy matematyczne zadania i jeśli nie potrafimy ich rozwiązać, to nie oznacza to, że rozwiązanie istnieje gdzieś poza naszym umysłem. Po prostu nie wpadliśmy na nie. Jeśli ktoś nie wie ile jest 5x4, to nie znaczy, że 20 istnieje gdzieś jako nieodkryty byt przyrodniczy, czy duchowy, czy jakkolwiek go chcesz nazwać. Nasz umysł jest zdolny do abstrakcyjnego myślenia - o czym w zasadzie tu mamy rozmawiać?

> "Istnieją w ludzkim umyśle" to metafora.
? Pan widzę jednak jest gotów, by wejść w zagadnienia kognitywistyki?

>Jeżeli czegoś nie znajdujemy w świecie fizycznym, od razu lokujemy "w umyśle".
Zna Pan jakieś inne ciekawe miejsca, w których przebywają idee?

>Przecież umysł jest też (rzekomo) materialny!
Tak, jest funkcją mózgu.

>Ale chyba zgodzisz się, że zanim zaistniał człowiek, zaistniał taki fakt, że sinic było najpierw mniej, a potem więcej?
Tak, zgadzam się, że istnieje zewnętrzny wobec nas świat fizyczny poznawalny zmysłami, którego sami jesteśmy częścią. Jego percepcja inspiruje nas do tworzenia przeróżnych koncepcji, w tym również tzw. "abstrakcyjnych".
Sinice istniały w takiej, a nie innej ilości niezależnie od jakiegoś mogącego je policzyć podmiotu, a gdy taki podmiot wyewoluował, to nabył umiejętność wyodrębnienia w przyrodzie różnych przedmiotów i ich porównywania, a przy okazji również liczenia.

Matematyka powstała na gruncie doświadczenia zdobywanego w świecie przez ludzi rozumnych jako twór wyidealizowany (wyabstrahowany) od tego świata. Nie jest jednak abstrakcyjna w pełni - o czym świadczy jej zastosowanie w fizyce.
Chodziło tu między innymi o pewne uproszczenie - tak krowie na rowie: zamiast liczyć patyki składając je na kupę, nadano kolejnym ilościom patyków nazwy (liczby), a następnie dostrzeżono, że można liczyć same te liczby, a nawet na papierze je dodawać w słupkach. Natomiast fakt, że w ogóle coś potrafimy (tak, a nie inaczej) policzyć zawdzięczamy naszemu mózgowi, który jest efektem ewolucji.

>>________________________________________________________________________________
>>
Elasp (6859 punktów)
>>Jednak nawet jeżeli matematyka jest zbiorem tautologii, ów zbiór jest przedmiotem abstrakcyjnym, niezależnym od nas.

>Gdyby był całkiem niezależny od nas, to byśmy nic o nim nie wiedzieli. Abstrakcja oznacza tu ideał w umyśle.

Czyli w mózgu. Przecież nie twierdzi Pan chyba, że umysł to niematerialna dusza, tylko że jest to mózg. Przedmioty matematyczne tkwią więc w mózgu. Tylko dziwnym trafem nikt nie zdążył ich tam zlokalizować. Twierdzenie, że przedmioty matematyczne są "w umyśle" jest więc jaskrawym fałszem.

Jeżeli Pan woli powiedzieć, że umysł jest "funkcją" mózgu, proszę wyjaśnić, co Pan rozumie przez użyte tu słowo "funkcja".

>Nasz umysł jest zdolny do abstrakcyjnego myślenia - o czym w zasadzie tu mamy rozmawiać?

Ten pogląd nie wyjaśnia, dlaczego 5x4 = akurat 20, a nie np. 22. Na czym polega konieczność matematyki? Jeżeli powie Pan, że na relacjach logicznych, zapytam: na czym polega koniecznoć relacji logicznych?

>Sinice istniały w takiej, a nie innej ilości niezależnie od jakiegoś mogącego je policzyć podmiotu,

A więc było obiektywnym i niezależnym od naszego liczenia faktem, że dwie sinice wcześniej to mniej niż cztery później. Na czym polega obiektywność tego faktu, skoro istnieją tylko przedmioty materialne (a relacja "więcej niż" nie jest przedmiotem materialnym)?

>>>________________________________________________________________________________
>>>
>
20-03-2013 00:31 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
>Przedmioty matematyczne tkwią więc w mózgu.
Tak sądzę.

>Tylko dziwnym trafem nikt nie zdążył ich tam zlokalizować.
O jakiej lokalizacji Pan mówi? Chciałby Pan czytać ludziom w myślach i dopiero wówczas uznałby Pan tę hipotezę za godną uwagi?
A czy ktoś zlokalizował bezpośrednio czarną dziurę, widział wielki wybuch lub był bezpośrednim świadkiem ewolucji biologicznej?
Liczy się ilość i jakość zebranego materiału dowodowego popierającego i koroborującego daną hipotezę, natomiast absolutna pewność istnieje jedynie w kościele.
Powinien się tu wypowiedzieć specjalista, ale sądzę iż hipoteza, że umysł jest po prostu pracującym mózgiem jest mniej więcej w podobnym stopniu potwierdzona, co pozostałe zjawiska o których tu wspomniałem.

>Tylko dziwnym trafem nikt nie zdążył ich tam zlokalizować.
>Twierdzenie, że przedmioty matematyczne są "w umyśle" jest więc jaskrawym fałszem.
Chce Pan powiedzieć, że jeżeli się czegoś nie zlokalizowało, to jest to jaskrawym fałszem? Zasadniczo nie całkiem głupi postulat i proponuję go zastosować w pierwszej kolejności do Boga.
Poza tym oczywiście gratuluję głębokiej wiedzy z zakresu kognitywistyki.

> Jeżeli Pan woli powiedzieć, że umysł jest "funkcją" mózgu, proszę wyjaśnić, co Pan rozumie przez użyte tu słowo "funkcja".
Nie chcę mi się rozmawiać o słowach. Wystarczy mi, że neurochirurdzy potrafią modyfikować umysł pacjenta skalpelem, a psychiatrzy czynią to chemią - skoro już neuronalne korelaty świadomości mogą być w tej dyskusji zbyt trudnym pojęciem.
wiedzaiedukacja.eu/archives/21323

>>Nasz umysł jest zdolny do abstrakcyjnego myślenia - o czym w zasadzie tu mamy rozmawiać?
> Ten pogląd nie wyjaśnia, dlaczego 5x4 = akurat 20, a nie np. 22.
Proponuję jednak użyć patyków.

>Na czym polega konieczność matematyki?
Na tym, że jak Pan weźmie do ręki jeden patyk, a po chwili drugi, to ma Pan dwa patyki.

>Jeżeli powie Pan, że na relacjach logicznych
Jak Pan widzi, wcale tak nie powiedziałem.

>Jeżeli zapytam: na czym polega koniecznoć relacji logicznych?
Na tym, że inaczej się nie da (jak to na ogół bywa z koniecznością).

>>Sinice istniały w takiej, a nie innej ilości niezależnie od jakiegoś mogącego je policzyć podmiotu,
> A więc było obiektywnym i niezależnym od naszego liczenia faktem, że dwie sinice wcześniej to mniej niż cztery później. Na czym polega obiektywność tego faktu,
Na tym, że istniały wcześniej dwie, a potem cztery i mamy na to dowody.

>skoro istnieją tylko przedmioty materialne (a relacja "więcej niż" nie jest przedmiotem materialnym)?
Tu kiedyś był taki forumowicz Krystkon. Dalej chyba funkcjonuje, więc musiał się jakoś ustatkować, ale gdyby Pan z nim porozmawiał, to może odnalazłby dawną werwę i znaleźlibyście wspólny język.
Przedmioty materialne istnieją, a człowiek je klasyfikuje w przeróżny sposób (również dzieląc na klasy i zliczając), gdyż ma odpowiedni organ, który mu to umożliwia. Człowiek to homo sapiens, choć czasem mam co do tego wątpliwości.

>>>>________________________________________________________________________________
>>>>
>>
>
Elasp (6859 punktów)

Z cytowanej przez Pana strony (dotyczącej neuronalnych korelatów świadomości):

"NKŚ to, według potocznej definicji przytoczonej przez Davida Chalmersa, stan neuronalny, który bezpośrednio koreluje ze stanem świadomym lub bezpośrednio generuje świadomość [Chalmers 2000]. Badanie NKŚ to w pewnym sensie konieczność wynikająca z niedostatków współczesnej wiedzy na temat mózgu. Gdyby była ona dostatecznie bogata możliwy byłby szczegółowy opis w jaki sposób świadomość wyłania się z elektryczno-chemicznej aktywności neuronów. Cytowana definicja Chalmersa jest oczywiście zbyt ogólna dla potrzeb procesu naukowego. Crick i Koch, którzy w swoich badaniach skupili się nad świadomością wzrokową (jako najwdzięczniejszą do badania z wykorzystaniem makaków), definiują NKŚ w inny sposób: NKŚ to krótkotrwale istniejący zespól komórek nerwowych układu wzrokowo-wzgórzowego którego aktywność wykazuje synchronizację (...) najmniejszy zespół neuronów, który odpowiada za określony percept [Koch 2008]. Ponadto wyróżniają oni również czynniki umożliwiające (NKŚum) i czynniki swoiste NKŚ. Te pierwsze to zespół neuronalnych warunków niezbędnych do bycia świadomym. Natomiast drugie stanowią o powstaniu unikalnego świadomego przeżycia. Istotę współczesnego ujęcia NKŚ najlepiej przybliży omówienie projektu tych dwóch badaczy."

To, że świadomość jakoś wiążę się z mózgiem to truizm. To, co podkreśliłem wydaje mi się najważniejsze. I oczywiście na to odpowiedzi nadal nie ma, czego p. Helfrer nie chce zauważyć.





>>>>>________________________________________________________________________________
>>>>>
>>>
>>
>
20-03-2013 11:28 
 Ocena 7 na 7
Fizyk (17637 punktów)
> Z cytowanej przez Pana strony (dotyczącej neuronalnych korelatów świadomości): "NKŚ to, według potocznej definicji przytoczonej przez Davida Chalmersa, stan neuronalny, który bezpośrednio koreluje ze stanem świadomym lub bezpośrednio generuje świadomość [Chalmers 2000]."
>To, że świadomość jakoś wiążę się z mózgiem to truizm. To, co podkreśliłem wydaje mi się najważniejsze. I oczywiście na to odpowiedzi nadal nie ma, czego p. Helfrer nie chce zauważyć.

Odpowiedź oczywiście jest, czego nie chce Pan zauważyć:
20-03-2013 11:37 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Przecież behawiorystycznej koncepcji Dennetta od dawna nikt nie traktuje poważnie. Powoływanie się na niego w pracach zaliczeniowych z filozofii umysłu (lub kognitywistyki) to "obciach".

Jedyną godną uwagi pracą Dennetta jest rozprawa "Quining Qualia".
20-03-2013 13:06 
 Ocena 8 na 8
Fizyk (17637 punktów)
> Przecież behawiorystycznej koncepcji Dennetta od dawna nikt nie traktuje poważnie. Powoływanie się na niego w pracach zaliczeniowych z filozofii umysłu (lub kognitywistyki) to "obciach".

W pewnym sensie ma Pan rację: na wydziale teologicznym mogą być kłopoty z takim zaliczeniem. Niemniej rozwiązanie problemu świadomości podane przez Dennetta jest całkowicie zgodne z obecnym stanem wiedzy i aby je odrzucić potrzeba konkretów a nie myślenia życzeniowego w stylu "obciach".
Elasp (6859 punktów)

Proszę więc sobie sprawdzić np. hasło "criticism of Dennett" i zobaczyć, ile prac wyskoczy. Powtarzam, nikt go nie traktuje poważnie - może dlatego zajął się promowaniem chodliwej idei ateizmu?

Jednym z niezliczonych przykładów takiej krytyki jest praca: E. Margolis, S. Laurence, "The Ontology of Concepts - Abstract Objects or Mental Representations?", "Nous", 41, 2007, s. 561-593. Czytałem niedawno, dlatego o niej wspominam.

21-03-2013 09:53 
 Ocena 8 na 8
Fizyk (17637 punktów)
> Przecież behawiorystycznej koncepcji Dennetta od dawna nikt nie traktuje poważnie.
> Jednym z niezliczonych przykładów takiej krytyki jest praca: E. Margolis, S. Laurence, "The Ontology of Concepts - Abstract Objects or Mental Representations?", "Nous", 41, 2007, s. 561-593. Czytałem niedawno, dlatego o niej wspominam.

Przeczytałem ten artykuł. Niestety, autorzy przeczą temu co Pan w tym wątku wypisuje - a konkretnie temu, że pojęcia są abstrakcyjnymi obiektami - i pokazują poprawność traktowania pojęć jako reprezentacji myślowych.

A co do koncepcji Denetta, to ich krytyka jest chybiona, bo zarzucają mu behawioryzm (podobnie jak Pan), co ewidentnie nie ma miejsca. Przecież Dennet nie ignoruje wewnętrznego świata umysłowego, a heterofenomenologia to dużo więcej niż behawioryzm.

> Jedyną godną uwagi pracą Dennetta jest rozprawa "Quining Qualia".

To jest właśnie sedno problemu! Dennett pokazuje, że qualia nie mogą być tym, czym się wydają być na pierwszy rzut oka. Jeżeli Pan się zgadza, że pojęcie qualii należy zrewidować, to powinien Pan się zastanowić jakie to niesie konsekwencje dla problemu świadomości.
Elasp (6859 punktów)

>Przeczytałem ten artykuł. Niestety, autorzy przeczą temu co Pan w tym wątku wypisuje - a konkretnie temu, że pojęcia są abstrakcyjnymi obiektami - i pokazują poprawność traktowania pojęć jako reprezentacji myślowych.

Mam prawo nie zgodzić się z tymi autorami, tak samo jak Pan (poniżej). Niestety, wszystkie koncepcje pojęć (poza abstrakcjonizmem - słusznie kiedyś wykoncypowanym) natrafiają na elementarne trudności teoretyczne. Pojęcia są czymś, o czym sądzimy, iż nierzadko są nam wspólne - jeżeli pojęcie jest reprezentacją (np. o charakterze neurofizjologicznym), to nigdy dwóch ludzi nie będzie mieć tego samego pojęcia. Jeżeli nie mamy tych samych pojęć, nie mamy takiego samego obrazu świata. Nie istnieje więc nic takiego jak "nauka".

>A co do koncepcji Denetta, to ich krytyka jest chybiona, bo zarzucają mu behawioryzm (podobnie jak Pan), co ewidentnie nie ma miejsca. Przecież Dennet nie ignoruje wewnętrznego świata umysłowego, a heterofenomenologia to dużo więcej niż behawioryzm.

Zależy co rozumieć przez "ignorować". Proszę pokazać, że jest to "dużo więcej" niż behawioryzm. Wyraża się Pan bardzo nieściśle.

>> Jedyną godną uwagi pracą Dennetta jest rozprawa "Quining Qualia".
>To jest właśnie sedno problemu! Dennett pokazuje, że qualia nie mogą być tym, czym się wydają być na pierwszy rzut oka. Jeżeli Pan się zgadza, że pojęcie qualii należy zrewidować, to powinien Pan się zastanowić jakie to niesie konsekwencje dla problemu świadomości.

Ale właśnie nie zgadzam się z Dennettem, chociaż uważam, że to najlepsza jego praca.
21-03-2013 11:09 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
>> A co do koncepcji Denetta, to ich krytyka jest chybiona, bo zarzucają mu behawioryzm (podobnie jak Pan), co ewidentnie nie ma miejsca. Przecież Dennet nie ignoruje wewnętrznego świata umysłowego, a heterofenomenologia to dużo więcej niż behawioryzm.

> Zależy co rozumieć przez "ignorować".

W swojej hipotezie świadomości Dennett uwzględnia wewnętrzny świat umysłowy.

> Proszę pokazać, że jest to "dużo więcej" niż behawioryzm.

Behawioryzm zakłada, że ten wewnętrzny świat umysłowy jest niedostępny metodzie naukowej. Natomiast heterofenomenologia jest właśnie obiektywną metodą badania tego świata.
Elasp (6859 punktów)

____________________________________________________________________________________

>> Proszę pokazać, że jest to "dużo więcej" niż behawioryzm.
> Behawioryzm zakłada, że ten wewnętrzny świat umysłowy jest niedostępny metodzie naukowej.

Nieprawda, tego behawioryzm wcale nie głosi. Przeczy jedynie wartości metody polegającej na introspekcji. O świecie "wewnętrznym" wolno nam orzekać na podstawie tego, co obserwowalne, a więc na podstawie bodźca i reakcji. To, że niewiele można na takiej podstawie wywnioskować, to już inna sprawa.

>Natomiast heterofenomenologia jest właśnie obiektywną metodą badania tego świata.
>

Fragment hasła "Heterophenomenology":

"The method requires a researcher to listen to the subjects and take what they say seriously, but to also look at everything else available to them, including the subject's bodily responses and environment, evidence provided by relevant neurological or psychological studies, the researcher's memories of their own experiences, and any other scientific data that might help to interpret what the subject has reported."

Polega więc na obserwacji zachowań i reakcji, tyle że łaskawie uwzględnia zachowania werbalne osoby badanej - polegające na dokonywanych przez nią opisach przeżyć - i co najwyżej bierze pod uwagę treść tych opisów (ale przecież nie mają te opisy znaczenia decydującego, wobec mnogości innych świadectw). Jest to albo zakamuflowany behawioryzm, albo banał ("and any other scientific data that might help to interpret what the subject has reported."!). Jeżeli lekarz traktuje poważnie słowa pacjenta "teraz nie boli, panie doktorze!" to jest "heterofenomenologiem"? To, co przedkłada Dennett nie ma nic wspólnego z fenomenologią w klasycznym rozumieniu tego słowa, toteż nawet nazwę tej "metody" należy uznać za nieporozumienie.

Z hasła "Behaviourism":

"Daniel Dennett likewise acknowledges himself to be a type of behaviorist,[27] though he offers extensive criticism of radical behaviorism and refutes Skinner's rejection of the value of intentional idioms and the possibility of free will."
21-03-2013 15:07 
 Ocena 4 na 4
Fizyk (17637 punktów)
> Nieprawda, tego behawioryzm wcale nie głosi.

Znowu coś Pan zrozumiał inaczej i wykłóca się o definicje.
Elasp (6859 punktów)

pl.wikipedia.org/wiki/Edward_Tolman
Jest to logiczne rozwinięcie pierwotnych wersji beh.

Istotą behawioryzmu jest odrzucenie introspekcji jako metody badawczej. Z odrzucenia tej metody nie wynika niepoznawalność stanów "wewnętrznych" (chociaż może się tak wydawać).
21-03-2013 22:00 
 Ocena 6 na 6
Fizyk (17637 punktów)
> Istotą behawioryzmu jest odrzucenie introspekcji jako metody badawczej.

Widzę, że woli Pan opowiadać czym behawioryzm jest i czym nie jest niż podać jakiś argument falsyfikujący hipotezę Dennetta. No chyba, że "obciach" jest takim argumentem w Pańskim mniemaniu.
Elasp (6859 punktów)

Będzie najuczciwiej, jeżeli odpowiem we własnym imieniu i najsensowniej, jeżeli wypowiem się na temat owych dwóch nowszych prac dotyczących nieszczęsnej "heterofenomenologii", uwzględniających dotychczasową krytykę. Nie zrobię tego od razu, ale bardzo chętnie.

Jeżeli jednak chodzi o osąd innych, wystarczy kwerenda internetowa prowadząca np. tutaj:

consc.net/mindpapers/8.5b

Nie istnieje żadna jedna "nauka o świadomości" - ta "nauka" to dziesiątki konkurencyjnych stanowisk (pośród których jest oczywiście koncepcja Dennetta).
18-03-2013 00:53 
 Ocena 4 na 4
setarkos (10757 punktów)
__________________________________________
> Zależności matematyczne są odkrywane, a nie tworzone.
Co prawda odkrywają i formalizują ludzkie sposoby rozumowania, ale tworzą też pojęcia niewystępujące w przyrodzie, idealizujące (płaskość, ciągłość, identyczność, itd.. (by już o trójścianie Freneta czy butelce Kleina nie wspomnieć)).
> Nikt nie stworzył zależności (..) gdy z dwóch sinic powstały cztery
Zatem mamy ustalone, że życie powstało samoistnie.
Elasp (6859 punktów)
>__________________________________________

Od siebie poczyniłbym tylko jedną korektę: "tworzą pojęcia przedmiotów nie występujących w przyrodzie". Butelka Kleina nie jest pojęciem, liczba 2 też nie jest pojęciem. Każdy człowiek ma trochę inne pojęcie liczby 2, a mimo to liczba 2 jest jedna. Niech sobie pojęcia będą tworzone do woli, ale nie są tworzone przedmioty tych pojęć.
18-03-2013 09:25 
 Ocena 3 na 3
setarkos (10757 punktów)
>>__________________________________________
> liczba 2 jest jedna.
Jeśli podamy jej jednoznaczną konstrukcję w kontekście innych liczb (ilu?) i działań między nimi.
> Niech sobie pojęcia będą tworzone do woli, ale nie są tworzone przedmioty tych pojęć.
A co np. z pojęciem: "nieskończony system zupełny" - należy mu przypisać przedmiotowość?
18-03-2013 10:00 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>A co np. z pojęciem: "nieskończony system zupełny" - należy mu przypisać przedmiotowość?
>

Jeżeli ma Pan na myśli system zawierający arytmetykę i ma na uwadze twierdzenie Godla, to można by odpowiedzieć, że mówi ono (twierdzenie G.) coś o każdym takim systemie (mianowicie, iż nie może być on zupełny). Nie istnieje system zupełny
zawierający arytmetykę = każdy taki system zawierający ar. ma własność niezupełności.
18-03-2013 10:09 
 Ocena 4 na 4
setarkos (10757 punktów)
______________________________
> Nie istnieje system zupełny zawierający arytmetykę
A Leibniz pewnie o tym nie wiedział.
Elasp (6859 punktów)
>______________________________

Nie osłabia to koncepcji Leibniza (jego zasady racji dostatecznej, zgodnie z którą nic nie dzieje się bez racji). Trzeba tylko powiedzieć, że nie zawsze racja = dowód.
20-03-2013 20:43 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
>>______________________________________________
> Nie osłabia to koncepcji Leibniza (jego zasady racji dostatecznej
Dlaczego rozciąga on uzasadnienie poglądów na rację rzeczy - nie wiem.
Można wszak twierdzić, że to co jest, jest przygodne (a nie ma ontycznie nic koniecznego).
Konieczna byłaby co najwyżej logika (w warstwie epistemicznej), której bodaj i "Bóg" wg Leibniza podlega.
Wyobraźmy sobie świat w największej albo najmniejszej skali jako chaos (z lokalnymi porządkami) - jaka miałaby być racja dostateczna istnienia chaosu?
Elasp (6859 punktów)
>>>______________________________________________

>Można wszak twierdzić, że to co jest, jest przygodne (a nie ma ontycznie nic koniecznego).

"Można" w jakim sensie? Można pomyśleć o liczbie 4 nie myśląc zarazem o tym, że jest podzielna przez 2, ale czy znaczy to, że 4 może nie być podzielne przez 2?

>Konieczna byłaby co najwyżej logika (w warstwie epistemicznej), której bodaj i "Bóg" wg Leibniza podlega.

Tak, podlega. Ale dla Leibniza konieczne są także związki istotowe (analityczne), np. to, że jeżeli X jest człowiekiem, to X też ssakiem. Jest to konieczne (prawdziwe w każdym możliwym świecie). Taka konieczność dotyczy też Boga i sprawia, że On istnieje (jeżeli X jest Bogiem, to X istnieje, czyli: Bóg istnieje ze swojej istoty, z definicji).

>Wyobraźmy sobie świat w największej albo najmniejszej skali jako chaos (z lokalnymi porządkami) - jaka miałaby być racja dostateczna istnienia chaosu?

Musi istnieć jakaś racja, która sprawiła, że istnieje akurat chaos, a nie uporządkowanie (por. Leibnizjańskie pytanie "dlaczego istnieje raczej coś, niż nic?").
21-03-2013 08:06 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
______________________________________________
>>>Można wszak twierdzić, że to co jest, jest przygodne
> "Można" w jakim sensie?
W sensie 'tego, co się dzieje bezwiednie'.
> Można pomyśleć o liczbie 4
Która to liczba została zadekretowana łącznie z jej właściwościami.
[Więcej: tylko właściwości (dziedzina, wyniki działań) ją konstytuują.]
>>>.. logika (w warstwie epistemicznej), której bodaj i "Bóg" wg Leibniza podlega.
> Tak, podlega. Ale dla Leibniza konieczne są także związki istotowe (analityczne), np. to, że jeżeli X jest człowiekiem, to X też ssakiem.
Tzn, że za konieczne i w jakiś sposób obiektywne uznaje związki między klasami obiektów, które sam wyróżnił i poklasyfikował?
> Musi istnieć jakaś racja, która sprawiła, że istnieje akurat chaos
Akurat chaosowi wystarczałby brak jakiejkolwiek racji, jeśli to z definicji totalna bylejakość.
> "dlaczego istnieje raczej coś, niż nic?"
O tym już było - naturalne są fluktuacje i ruch - to "nicość" wymagałaby nakładu energii a nie 'cość'.
Elasp (6859 punktów)
>____________________________________________________________________________________

>>>>Można wszak twierdzić, że to co jest, jest przygodne
>> "Można" w jakim sensie?
>W sensie 'tego, co się dzieje bezwiednie'.

Nic nie dzieje się bezwiednie (przynajmniej według Leibniza). W przypadku czegoś bezwiednego nie istniałaby odpowiedz pytanie "dlaczego", co stoi w sprzeczności z zasadą racji dostatecznej.

>> Można pomyśleć o liczbie 4
>Która to liczba została zadekretowana łącznie z jej właściwościami.

Zadekretowana? Gdzie i kiedy, przez kogo?

Przypuśćmy jednak, że rysuję "I I I I" i mówię: "tę liczbę będę nazywać "4"".
W jaki sposób zadekretowałem "wszystkie jej właściwości"? Czy zadekretowałem, że 4 dodane do 2 da w wyniku 6? Dlaczego nie zadekretowałem, że 4 + 2 = 7? Nawet jeżeli coś zadekretowałem na wstępie, to to, co wynika z dekretu, nie zależy już ode mnie i nie jest umowne.

Mogę się umówić, że I I I I będę nazywać słowem "cztery", II - słowem "dwa", a
I I I I I I - słowem "sześć" i zgodzić na operację sumowanie "+" i równości "=".
To, że "cztery + dwa = sześć" jest zdaniem prawdziwym wynika z umowy, ale nie jest
przedmiotem umowy.

Gdyby przyjąć Pana sposób rozumowania wszystkie właściwości byłyby umowne.

Przypuśćmy, ze owoc leżący na talerzu nazwę "maliną", a pewien rodzaj wrażenia "słodyczą". Czy zadekretowałem "malinę ze wszystkimi jej właściwościami?" Jeżeli nie, to dlaczego nie? Jeżeli tak, to także to, że malina jest słodka, jest wynikiem umowy. Nie ma więc sensu pytać biologa "dlaczego maliny są słodkie?", skoro umówiliśmy się, że taka cecha przysługuje malinom i żadna inna odpowiedz nie jest już potrzebna (ani nawet możliwa).

>Tzn, że za konieczne i w jakiś sposób obiektywne uznaje związki między klasami obiektów, które sam wyróżnił i poklasyfikował?

Uwaga jak wyżej.

>O tym już było - naturalne są fluktuacje i ruch - to "nicość" wymagałaby nakładu energii a nie 'cość'.

Nawet jeżeli, to i tak musi istnieć powód, dla którego nie nastąpił "nakład energii", tylko wszystko pozostało w stanie fluktuacji.
11-03-2013 01:55 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
W zasadzie Absurdalna Abstrakcja wszystko już wyłuszczyła. Jednak parę słów ode mnie.

> Można przypuścić, że ludzie zobojętnieją na siebie (jak w Szwecji)
Pan coś wie ciekawego o Szwecji? Poproszę o jakieś źródła. Ja znam tylko paru zupełnie nieobojętnych Szwedów.
Wie Pan - dla niektórych Niemców Polacy to są złodzieje i pijacy. Obawiam się, że ta nasza renoma jest niestety dużo bardziej uzasadniona od tej Pańskiej obojętności Szwedów

>i nie będą między nimi powstawać silniejsze zależności.
Ubolewam nad tym, że w nowoczesnych społeczeństwach ludzie stają się względem siebie coraz bardziej anonimowi, a nawet obojętni właśnie. Jednak jakoś nie wydaje mi się, aby to była wina jakkolwiek pojętego naturalizmu. Może należałoby założyć osobny wątek o przyczynach egoizmu.

>Wielu ludzi nawet dzisiaj tak instrumentalnie traktuje drugiego człowieka.
I uważa Pan, że religia to instrumentalne traktowanie skutecznie eliminuje? Jakoś nie zauważyłem.

> Jeżeli większość zmieni zdanie, co wtedy?
To będziemy mieli inaczej. Nie pierwszy raz w historii zresztą (tyle że kiedyś większość nie miała nic do gadania). W ogóle równa godność dla wszystkich to dość nowy wynalazek (nawet jeśli już starożytni Grecy coś tam teoretycznie przebąkiwali). Pan oczywiście uważa, że podczas 20 wieków chrześcijaństwa godność każdego człowieka była od początku do końca szanowana w sposób absolutny, bo Bóg tak nakazał i nikt nawet nie śmiał się mu narazić...

>Tego właśnie tyczy mój przykład, czego nie chce Pan zauważyć.
Pan natomiast nie chce zauważyć, że czcze deklaracje o przyrodzonej i absolutnej godności mają się nijak do faktów, co dowodzi już nie tylko historia, ale chociażby tylko dziennik telewizyjny. Woli Pan żyć w świecie fantazyjnych ideałów, czy na tym świecie? Proszę wykazać, że ideały czynią człowieka lepszym w praktyce. I czy muszą one być koniecznie boskie, czy nie wystarczą już zwyczajnie ludzkie - te ze współżycia z innymi wynikające. Te drugie są dla mnie po stokroć lepsze, bo wynikają z odczuwania bliźniego, ale Pan się boi o ich absolutność i wieczność. Pana sprawa - Pan żyje ideałami absolutu, ja wolę żyć z zupełnie nieidealnymi ludźmi i z ich konkretami.

> Skąd Pan wie, że etyka stanowi "tylko widzimisię człowieka"? To, że etyka jest "wytworem naszego mózgu" nie oznacza, że jest tylko takim wytworem. Jeżeli maluję pejzaż górski, to jest to "tylko wytwór mojego mózgu"?
Przecież to jest argument popierający mój pogląd. Oczywiście, że etyka nie jest całkowicie czystym ideałem, lecz bierze się z doświadczenia, o czym tu już wielokrotnie mówiłem i czego Pan nie chce zauważyć. Ludzie doświadczają życia i na tym gruncie budują obraz swej moralności, podobnie jak Pański malarz. Sam Pan to teraz napisał, ale chyba jeszcze to nie do końca zrozumiał.

>>Według Kotarbińskiego etyka odpowiada na pytanie "co należy czynić?" Czy uważa Pan, że ktokolwiek poza człowiekiem - i konkretnie - poza Panem samym potrafi za Pana na to pytanie odpowiedzieć? Czy jeżeli wywodzi Pan swoją moralność od Boga, to kto dokonuje owej czynności wywodzenia? A jeżeli na tej podstawie postępuje Pan w jakiś konkretny sposób, to jest to wina Boga, czy Pana?
> To nie są żadne trudności. Istnieje ryzyko błędu i odpowiedzialność własna jak w każdym innym przypadku.
Zaraz, zaraz. W jakim innym przypadku? Czyli jak nie wierzę, to jest ryzyko błędu i odpowiedzialność własna, a jak wierzę, to również? To po cholerę mam wierzyć, skoro skutki mogą być ostatecznie takie same?

>>przyjęcie boskich praw nie powstrzymywało ludzi religii przed dokonywaniem najgorszych zbrodni, często wręcz w imię swojej wiary.
> Tego rodzaju argumentem można podważać istnienie policji - po co ona skoro wielokrotnie nie zapobiegła najrozmaitszym przestępstwom? A iluż policjantów łamało prawo?
Tak, tylko policjanci to zwykli ludzie, a Pan tu twierdzi, że absolutyzm religii jest w stanie powstrzymać ludzi przed czynieniem zła. To by należało wykazać, ale już nie trzeba, gdyż historia świata wykazuje tezę dokładnie przeciwną - to wiara motywuje zwykłych ludzi do najgorszych czynów. Czy naprawdę za mało się mówi w szkole i mediach o przeróżnych zbrodniczych ideologiach, w które wierzono z całą mocą?

>>Notabene powstrzymywanie się od przestępstw tylko ze względu na strach przed (boską) kara uważam za wysoce niemoralne.
> W takim razie niemoralna będzie ogromna część ludzkości.
To jest przykład Pańskiego wnioskowania. Zupełnie się z Pańskim zdaniem nie zgadzam i nawet by mi przez myśl nie przeszło, by tak ludzi obrażać.

>>Dla mnie istotna jest szczerość. Jeśli nic o żadnym Bogu nie wiemy, wiemy natomiast na pewno, że całe ludzkie prawo (w tym i tzw. boskie) jest wynikiem pracy naszych mózgów, to o czym my tu w ogóle chcemy rozmawiać?
> Właśnie tego nie wiemy. Proszę rozważyć mój przykład z pejzażem, aby pozbyć się tego fałszywego i szkodliwego rozumowania.
??? Czy Pan uważa, że nasze mózgi nie mają styczności ze światem zewnętrznym ??? Zupełnie nie wiem, o co Panu chodzi. Czego nie wiemy? Że sami kształtujemy prawa na podstawie doświadczenia? Dla mnie to banał, a dla Pana herezja.
Gdzie tu fałsz i gdzie szkodliwość?

>Nie ma żadnej sprzeczności w przypuszczeniu, iż wynik pracy naszych mózgów polega na odkryciu obiektywnego stanu rzeczy.
Trochę to chyba dla mnie za mądre, bo albo to cakowity banał, albo znów jakiegoś Boga Pan tu trzyma w zanadrzu.
Bez odwoływania się do sprzeczności sądzę, że odkrywamy świat przy użyciu mózgu i korzystając z rozumu dokonujemy ocen, wedle których postępujemy. To już jest cała etyka, natomiast niektórzy muszą tam sobie jeszcze włożyć obraz Boga, żeby to dla nich działało. Gdyby to chociaż przynajmniej rzeczywiście działało... Zresztą nie wiem ... może działa? Może gdyby nie ta wizja boskiej marchewki i kija, to wszyscy dziś święcie uniesieni i frazesami kipiący wyrżnęliby wszystkich w pień z braku refleksji społecznej?
______________________________________________
10-03-2013 23:08 
 Ocena 5 na 5
setarkos (10757 punktów)
_________________________________________________
>ludzka godność (nienaruszalność, podmiotowość) przestaną obowiązywać. Takiej odpowiedzi trochę się obawiam jako osoba, która nie chciałaby, aby jej godność była tylko warunkowa.
Uważa Pan. że np. ja-ateista mogę sobie nadać bezwzględną godność, nie licząc się z kimkolwiek?
>Otóż ludzką godność mogę zagwarantować sobie przyjmując, że istnieje obiektywne i nienaruszalne prawo moralne, które tę godność jednoznacznie stwierdza. Bóg..
Ach tak. Biorę sobie "Boga" i już mam godność własną przezeŃ potwierdzoną - jakież to proste!

Pozdrawiam i życzę .. subtelniejszej wyobraźni.
10-03-2013 23:37 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Uważa Pan. że np. ja-ateista mogę sobie nadać bezwzględną godność, nie licząc się z kimkolwiek?

Tak w istocie uważam.

>Ach tak. Biorę sobie "Boga" i już mam godność własną przezeń potwierdzoną - jakież to proste!
>Pozdrawiam i życzę .. skromniejszej wyobraźni.

Jest jasne, że zasada sankcjonująca godność musi być transcendentna: w świecie zmysłowym nie ma prawdziwej konieczności ani niezmienności. Pojęcie Boga jest nie tylko ontologiczne (Bóg = ostateczna racja świata fizycznego), ale także deontologiczne (Bóg = źródło prawa moralnego). Można zatem zwięźle powiedzieć, że istnienie Boga-prawodawcy jest warunkiem sine qua non niezbywalnej i bezwarunkowej godności ludzkiej. Akceptacja bezwarunkowej godności połączona z odrzuceniem istnienia Boga jest stanowiskiem nie do utrzymania (co starałem się pokazać). Albo więc Bóg, albo godność "na niby".
10-03-2013 23:59 
 Ocena 4 na 4
setarkos (10757 punktów)
____________________________________________

>>>mogę sobie nadać bezwzględną godność, nie licząc się z kimkolwiek?
> Tak w istocie uważam.
Istotnie się zatem różnimy. W moim odczuciu i według mego rozeznania wartości (w tym ludzka godność) są tworzone przez grupę, a indywidualne, arbitralne ich ustanawianie uznaję za uzurpację (kradzież duchową) i przejaw nieprzemyślanej pychy.
>zasada sankcjonująca godność musi być transcendentna
OK. Gdzie dwie lub trzy osoby się zbiorą w imię godności, tam zaistniewa transcendencja pośród nich.
> w świecie zmysłowym
Te sprawy wyjaśni Panu szanowny kolega Diogenes (o ile nie zasłaniać Mu Słońca)).
>Bóg, albo godność "na niby".
Zatem ja-ateista nie mam godności "naprawdę".
Elasp (6859 punktów)

>W moim odczuciu i według mego rozeznania wartości (w tym ludzka godność) są tworzone przez grupę.

Nie rozumiem, co miałoby znaczyć, że "wartości są tworzone przez grupę" . Obraz świata też jest (albo może być) tworzony przez grupę? Czy to przemawia za fałszywość lub umownością obrazu?

>>zasada sankcjonująca godność musi być transcendentna
>OK. Gdzie dwie lub trzy osoby się zbiorą w imię godności, tam zaistniewa transcendencja pośród nich.

Prawdziwie transcendentna, nie "trochę" transcendentna, jak w Pana przykładzie.

>Zatem ja-ateista nie mam godności "naprawdę".

Ja zaś chciałbym taką godność posiadać.
15-03-2013 11:42 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
______________________________________________________
> co miałoby znaczyć, że "wartości są tworzone przez grupę"
Spróbuj sobie wyobrazić, że każdy ma tylko język własny a nie istnieje żadne narzecze.
> Obraz świata też jest (albo może być) tworzony przez grupę?
Tak. Widzenie obrazu nie obywa się bez konwencji.
> Prawdziwie transcendentna
Zaprawdę powiadam Wam, gdzie dwóch lub trzech się zbierze.. tak podobno mawiał prorok.
> Ja zaś chciałbym
Życzę spełnienia życzeń.
15-03-2013 12:43 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>______________________________________________________
>> co miałoby znaczyć, że "wartości są tworzone przez grupę"
>Spróbuj sobie wyobrazić, że każdy ma tylko język własny a nie istnieje żadne narzecze.

Myślę, że istnieją tylko i wyłącznie własne języki, zaś to, co nazywamy jednym "językiem potocznym", to mnogość takich języków, którym wspólne jest to, że są dobrze nawzajem przekładalne. Każdy z forumowiczów napisałby trochę inną "Gramatykę języka polskiego".

Niemniej, tym, co może być wytworzone przez społeczeństwo, to raczej skłonność do uznania pewnych wartości (i odrzucenia lub nie uwzględniania innych), aniżeli same te wartości. Gdyby wartości miałyby być czymś w dosłownym znaczeniu wytwarzane, musiałyby być czymś fizycznym albo psychicznym, a nie są.

15-03-2013 14:34 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>>>>Spróbuj sobie wyobrazić, że każdy ma tylko język własny a nie istnieje żadne narzecze.
> Myślę, że istnieją tylko i wyłącznie własne języki, zaś to, co nazywamy jednym "językiem potocznym", to mnogość takich języków, którym wspólne jest to, że są dobrze nawzajem przekładalne. Każdy z forumowiczów napisałby trochę inną "Gramatykę języka polskiego".
Mamy nareszcie następnego "Wielkiego Językoznawcę" Pierwszy to oczywiście Józef Stalin rozwinął turystykę głównie na Syberii (główne atrakcje to darmowy transport i specjalna dieta). W kręgach naukowych nazywany był "Wielkim Językoznawcą", ale znał się również na lotnictwie, rolnictwie, przemyśle obuwniczym (zachwalał i sam nosił chińskie trampki), wojnie, literaturze (w młodości był obiecującym poetą) i filmie.(Za "Nonsensopedią). Co tam tacy marni uczeni jak Chomsky, czy Pinker. Do czego lektura np. Ziarn mowy, gdy mamy na miejscu "Wielkiego Językoznawcę"?
Język służy porozumiewaniu się (wymianie informacji) i dlatego jego podstawową cechą jest zrozumiałość, przynajmniej dla pewnej grupy.

> Niemniej, tym, co może być wytworzone przez społeczeństwo, to raczej skłonność do uznania pewnych wartości (i odrzucenia lub nie uwzględniania innych), aniżeli same te wartości.
Żadne wartości nie istnieją jako samodzielne byty. To człowiek nadaje różnym ideom (jak i przyrodniczo istniejącym bytom) różną wartość.

>Gdyby wartości miałyby być czymś w dosłownym znaczeniu wytwarzane, musiałyby być czymś fizycznym albo psychicznym, a nie są.
Racjonaliści na pewno nie przypisują ideom statusu ontycznego, a tym bardziej ich nie antropomorfizują. Wartości są - "w dosłownym znaczeniu wytwarzane" - w ludzkich umysłach jako idee. Idee dla ludzkiej kultury są czymś bardzo istotnym i zdecydowanie wpływają na materialną społeczną rzeczywistość.

Znowu wypisuje Pan bzdury o rzeczach, o których nie ma Pan pojęcia.

@@@
.
15-03-2013 15:07 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

Do komunikacji nie jest potrzebny jeden język, wystarczy mnogość języków dostatecznie podobnych. Niech Pan spisze na kartce papieru wszystkie słowa i reguły, jakimi się Pan posługuje, oraz wskaże konteksty, w jakich używa Pan tych słów. Gdy podobny zabieg wykona inna osoba od razu okaże się, że jej zbiór słów, reguł i kontekstów jest trochę różny od Pańskiego. Z formalnego punktu widzenia są to nieidentyczne, choć bardzo podobne języki. Doprawdy nie rozumiem, jak można tego nie rozumieć.
15-03-2013 15:45 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> Do komunikacji nie jest potrzebny jeden język, wystarczy mnogość języków dostatecznie podobnych.
Dostatecznie podobnych! Tak, to "dostatecznie" w zupełności wystarcza.
Tylko wyłania się tu mały problem - co to znaczy "dostatecznie"? O różnym rozumieniu tych samych terminów, w tym samym języku, pisałem na naszym forum już wielokrotnie. Nawet przedstawiając obrazowe porównanie rozmów z ludźmi z Pańskiej parafii światopoglądowej. "Żyjemy w tym samym kraju, mówimy jednym językiem, a mamy większe problemy ze zrozumieniem siebie, jakbyśmy z różnych planet byli".

Pan chce rozmawiać na poziomie gimnazjum, o takich oczywistościach jak gwary, języki branżowe, czy różnice w rozumieniu pojęć wynikające z podłoża światopoglądowego. Tak, takie różnice istnieją i wszyscy po szkole podstawowej o tych różnicach wiedzą. (Zarabiałem jako redaktor merytoryczny przy tłumaczeniach, gdy jeszcze poważnie edytorstwo traktowano, to znaczy tłumaczyłem - już po tłumaczu z obcego języka - z polskiego na polski, więc mam o tym pojęcie.)

>Doprawdy nie rozumiem, jak można tego nie rozumieć.
Napisałem: Język służy porozumiewaniu się (wymianie informacji) i dlatego jego podstawową cechą jest zrozumiałość, przynajmniej dla pewnej grupy.
I doprawdy nie rozumiem, jak można tego nie rozumieć.
To już zupełnie z różnicami w rozumieniu słów nie ma nic wspólnego, to sięga znacznie głębiej.

Miłego dnia.

@@@
.
15-03-2013 15:55 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

A więc rozumie Pan przynajmniej część mej myśli - chodzi tylko o to, aby uchwycić brakującą cząstkę.

Obok języków branżowych istnieje coś jeszcze bardziej podstawowego: nasz język indywidualny (język branżowy to już pewna mnogość języków indywidualnych). "Język potoczny" to pewien skrót myślowy, a szukanie "jednego języka potocznego" przypomina trochę szukanie konta bankowego w budynku banku (to jakaś szuflada? jakaś skrytka? - zapyta dziecko). Jest prawdą, że ludzie mają konta w bankach, ale nie należy tego rozumieć dosłownie.
15-03-2013 16:45 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>A więc rozumie Pan przynajmniej część mej myśli - chodzi tylko o to, aby uchwycić brakującą cząstkę.
Abo nie, albo tak, gdy wezmę pod uwagę możliwości naszej psychiki. Tak, rzeczywiście istnieje możliwość nadbudowania sobie nad każdym językiem, języka swoistego tylko dla siebie, nadając słowom własne znaczenie. Może Pan nawet myśleć przy pomocy tego tworu. Tylko, gdy nie dzieli się tego rozumienia słów z innym ludźmi, język traci swoją podstawową funkcję komunikacji - stając się dla innych bezsensownym bełkotem.

>Obok języków branżowych istnieje coś jeszcze bardziej podstawowego: nasz język indywidualny (język branżowy to już pewna mnogość języków indywidualnych).
Jeszcze raz powtórzę. Podstawową funkcją języka jest komunikacja (wymiana informacji), gdy język traci tą funkcję przestaje być językiem i staje się dla innych bełkotem. Może być to bełkot indywidualny, gdy to się Panu podoba. Chcąc się porozumiewać musimy przynajmniej wychodzić, że wspólnego rozumienia części znaków przekazu i uzgadniać następne.

>"Język potoczny" to pewien skrót myślowy, a szukanie "jednego języka potocznego" przypomina trochę szukanie konta bankowego w budynku banku (to jakaś szuflada? jakaś skrytka? - zapyta dziecko). Jest prawdą, że ludzie mają konta w bankach, ale nie należy tego rozumieć dosłownie.
Tu jest większy problem, w powyższym akapicie mam pełne przeświadczenie, iż rozumiem nie tylko słowa, ale nawet całe związki frazeologiczne, ale pomimo tego, nie rozumiem ani sensu tego porównania, ani sensu wynikającego z tego porównania, a to już różnice nie tyle językowe, co różnice wynikające ze struktur umysłowych.

Miłego dnia.

@@@
.
11-03-2013 09:33 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
>Jest jasne, że zasada sankcjonująca godność musi być transcendentna.
A dlaczego?
Co to znaczy "transcendentna"? Wolę zrozumiałe słowa w kontekście ludzkiego doświadczenia, zwłaszcza przy kształtowaniu praw.

>w świecie zmysłowym nie ma prawdziwej konieczności
??? Wolność to uświadomiona konieczność.

>ani niezmienności.
Panta rhei, a więc tu zgoda.

>Pojęcie Boga jest nie tylko ontologiczne (Bóg = ostateczna racja świata fizycznego), ale także deontologiczne (Bóg = źródło prawa moralnego).
Ale którego Boga, bo historia zna ich wielu?

>Można zatem zwięźle powiedzieć, że istnienie Boga-prawodawcy jest warunkiem sine qua non niezbywalnej i bezwarunkowej godności ludzkiej.
Całkiem możliwe, co jest dobrym dowodem na nieistnienie Boga, a to dlatego, że niezbywalnej i bezwarunkowej godności nigdy na świecie w praktyce nie było.
Natomiast z pustych idei zawsze można wywodzić puste deklaracje i nawet prawnie je sankcjonować.

>Akceptacja bezwarunkowej godności połączona z odrzuceniem istnienia Boga jest stanowiskiem nie do utrzymania (co starałem się pokazać).
Proszę Pana, bezwarunkowo to ja tylko żonie jestem poddany, a poza tym zawsze istnieją jakieś warunki, w których przyszlo nam żyć. Mam awersję do próbujących nas uszczęśliwić Prawdziwków znających dokładnie Zamiary Boga i Jego Prawo. Absolutność i bezwarunkowść to całkowicie IDEALNE ludzkie wymysły, których brak i w przyrodzie i w ludzkim postępowaniu. Można z nich wywodzić bardzo różne formy i treści w postaci konkretnych nakazów postępowania i proszę mi wykazać, że absolutna miłość bliźniego pochodzi od Boga, a już nie święta inkwizycja. Proszę wykazać, że znana w islamie zasada "nie czyń drugiego co Tobie nie miłe" pochodzi od Boga, a już nie święta wojna.
Przyjmowanie absolutyzmów prowadzić może tylko do absolutnej głupoty, która zazwyczaj źle się kończy.

>Albo więc Bóg, albo godność "na niby".
Prawda jest dużo bardziej przyziemna:
Albo "Bóg" - na niby, albo godność.
____________________________________________
07-03-2013 20:20 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> Chodzi o zapędy redukcjonistyczne samej nauki,
Redukcjonizm jest bardzo dobrym narzędziem nauki, tylko jak każde inne narzędzie w rękach idioty może przynieść więcej szkód niż pożytku. Jestem zdecydowanym redukcjonistą, co nie przeszkadza mi do holistycznego widzenia i rozumienia pewnych zjawisk oraz dostrzegania np. emergencji w świecie biologii.
Trzeba myśleć i to myśleć samodzielnie, a nie wybranymi szufladkami.

@@@
.
05-03-2013 10:00 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> Czy naprawdę to, co mówię przerasta pojęcie umysłów racjonalistycznych?
Zdecydowanie! Co wcale nie znaczy, że nie rozumiemy treści, czy intencji.

"Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat i ludzka głupota. Co do tej pierwszej są jednak pewne wątpliwości".

Jesteśmy oniemiali nieskończonością.

@@@
.
05-03-2013 12:51 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
> Przykład zaczerpnięty z doświadczenia, a więc zakładający wiarygodność zmysłów (błąd petitio principii).
A na jakiej podstawie Pan podważa swoje doświadczenia/wrażenia? Czy może Pan podważyć, że widzi Pan na tym, co Pan nazywa ekranem komputera coś, o czym Pan wie, że jest postem na forum? Oczywiście, że to może być tylko iluzja stworzona w Pana umyśle, ale przedmiot tej iluzji (ekran i post na forum) nadal istnieje - chociażby tylko w Pańskim umyśle. Czy nie tak?
Poza tym to nie kto inny, tylko Pan popełnia błąd petitio principii. To Pan myśli i myśląc próbuje podważyć doświadczenie. Jednak Pańskie myślenie jest niczym innym, niż właśnie doświadczaniem myślenia. Chcąc podważyć jakiekolwiek doświadczenie już Pan dowodzi przeciwieństwa, albowiem to chcenie również jest doświadczeniem. Cokolwiek Pan nie uczyni - najbardziej nawet abstrakcyjno-mentalnie - stanowi właśnie Pańskie doświadczenie.
Dlaczego Pan nie pójdzie w swym sceptyźmie krok dalej i nie zakwestionuje w ogóle faktu swej egzystencji? Czy dlatego, że jest to niemożliwe, albowiem ewidentnie jest dla Pana przynajmniej coś, niż nic? Ale to coś jest właśnie Pańskim doświadczeniem.
I jak Pan już ma to "coś", co musi istnieć, bo inaczej nie mógłby Pan myśleć - to jak najbardziej z pełnym sceptycyzmem co do ostatecznych ocen, może Pan to zacząć badać.
I teraz warto moim zdaniem odróżnić to, co właśnie wie Pan, ze nazywa się "poznaniem zmysłowym", a co się Panu samo narzuca i nie może Pan tego samą tylko myślą zlikwidować od tego, co tylko wyobrażeniowe i czysto ideowe. W tym pierwszym można bowiem stwierdzać powtarzalności, a w tym drugim - to już sobie Pan może wymyślać, na co Pan ma ochotę.
Jeśli nie che Pan popadać w tego rodzaju dualizm - odróżniający empiryzm zmysłów od idei, a chce Pan pozostać konsekwentnie sceptyczny, to najczystszym znanym mi rozwiązaniem tego dualizmu jest to proponowane przez ZEN:
PATRZ ZA OKNO - KONARY DRZEW!
Czyli jedynie sama "takość".
Co moim zdaniem idealnie uzupełnia się z naukowym monizmem.
Jeśli i to Panu nie odpowiada, to może Pan jeszcze zwariować, ewentualnie strzelić sobie w łeb.

Natomiast żadnym wyjściem nie jest ani wywnioskowanie Boga, ani odczuwanie Boga, gdyż jedno i drugie już jest jakimś tam doświadczaniem Pańskiego "ja", którego wiarygodność zasadniczo Pan chce tu jednocześnie zakwestionować. To jedynie Pan popada zatem w nielogiczność.
05-03-2013 20:12 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>> Przykład zaczerpnięty z doświadczenia, a więc zakładający wiarygodność zmysłów (błąd petitio principii).

>A na jakiej podstawie Pan podważa swoje doświadczenia/wrażenia? Czy może Pan podważyć, że widzi Pan na tym, co Pan nazywa ekranem komputera coś, o czym Pan wie, że jest postem na forum? Oczywiście, że to może być tylko iluzja stworzona w Pana umyśle, ale przedmiot tej iluzji (ekran i post na forum) nadal istnieje - chociażby tylko w Pańskim umyśle. Czy nie tak?

Zgoda. Jestem świadom dwuwymiarowych barwnych kształtów, a przynajmniej mam nieodparte wrażenie, że jestem tego świadom. Nie wykluczam jednak iluzyjności tego wrażenia.

>Poza tym to nie kto inny, tylko Pan popełnia błąd petitio principii. To Pan myśli i myśląc próbuje podważyć doświadczenie. Jednak Pańskie myślenie jest niczym innym, niż właśnie doświadczaniem myślenia.

Jest nieodpartym wrażeniem, że myślę. Nie wykluczam wcale iluzyjności i tego wrażenia, toteż błędu petitio principii tu nie ma.

>Chcąc podważyć jakiekolwiek doświadczenie już Pan dowodzi przeciwieństwa, albowiem to chcenie również jest doświadczeniem.

Wystarczy, że powiem, że mam wrażenie podważania doświadczenia, z zastrzeżeniem jak powyżej.

>Dlaczego Pan nie pójdzie w swym sceptyźmie krok dalej i nie zakwestionuje w ogóle faktu swej egzystencji? Czy dlatego, że jest to niemożliwe, albowiem ewidentnie jest dla Pana przynajmniej coś, niż nic? Ale to coś jest właśnie Pańskim doświadczeniem.

Zakwestionowanie byłoby już myśleniem, więc - paradoksalnie - dowodziłoby mojej egzystencji (vide Kartezjusz). Albo więc istnienie mojego "ja" jest pewne, albo nic już nie jest pewne (i tym gorzej dla nauki, oczywiście).

>I jak Pan już ma to "coś", co musi istnieć, bo inaczej nie mógłby Pan myśleć - to jak najbardziej z pełnym sceptycyzmem co do ostatecznych ocen, może Pan to zacząć badać.

Co czynił Kartezjusz, a potem Husserl.

>I teraz warto moim zdaniem odróżnić to, co właśnie wie Pan, ze nazywa się "poznaniem zmysłowym", a co się Panu samo narzuca i nie może Pan tego samą tylko myślą zlikwidować od tego, co tylko wyobrażeniowe i czysto ideowe. W tym pierwszym można bowiem stwierdzać powtarzalności, a w tym drugim - to już sobie Pan może wymyślać, na co Pan ma ochotę.

Kartezjusz, Medytacja III. Wszystko powiedziane już 300 lat temu. Ale rozumuje Pan trafnie, a jak na racjonalistę - bardzo trafnie (tak przynajmniej uważam).

Jedna korekta. Kto powiedział, że wyobrażenia nie są powtarzalne? Również i one mogą się charakteryzować prawidłowościami. Od mojej woli zdają się zależeć nie tylko wyobrażenia, ale także to, co nazywam "doświadczeniem zmysłowym". Na ogół akt woli zwany "postanowieniem odwrócenia głowy w lewo" pociąga za sobą zmianę "doświadczenia zmysłowego". Są też rzeczy, których nie potrafię sobie wyobrazić (kwadratowe koło). Podział nie jest więc tak ostry i bezproblemowy, jak Pan uważa.

>Jeśli nie che Pan popadać w tego rodzaju dualizm - odróżniający empiryzm zmysłów od idei, a chce Pan pozostać konsekwentnie sceptyczny, to najczystszym znanym mi rozwiązaniem...

Nie, właśnie nie chcę być sceptyczny. Chcę prawomocnego przejścia od zdania "mam wrażenie, że widzę komputer" do zdania "widzę komputer".

Tym sposobem wracamy do kwestii początkowej - uprawomocnienia tezy "widzę komputer". Jeżeli tego twierdzenia nie uprawomocnimy, pozostanie nam wierzyć,
że jest prawdziwe.
06-03-2013 01:20 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
> Zgoda. Jestem świadom dwuwymiarowych barwnych kształtów, a przynajmniej mam nieodparte wrażenie, że jestem tego świadom. Nie wykluczam jednak iluzyjności tego wrażenia.
Ok, w tym zakresie zgoda.

>>Poza tym to nie kto inny, tylko Pan popełnia błąd petitio principii. To Pan myśli i myśląc próbuje podważyć doświadczenie. Jednak Pańskie myślenie jest niczym innym, niż właśnie doświadczaniem myślenia.
> Jest nieodpartym wrażeniem, że myślę. Nie wykluczam wcale iluzyjności i tego wrażenia, toteż błędu petitio principii tu nie ma.
Trochę pachnie piłowaniem gałęzi, na której się siedzi albo zjadaniem własnego ogona, ale faktem jest, że nie czujemy jak myślimy, tylko te idee nagle są jakby gotowe w głowie. W związku z tym owe idee mogą również być iluzją, a zatem ostatecznie zgoda. Cofam w tym zakresie zarzut o petitio principii z Pańskiej strony.

>>Chcąc podważyć jakiekolwiek doświadczenie już Pan dowodzi przeciwieństwa, albowiem to chcenie również jest doświadczeniem.
> Wystarczy, że powiem, że mam wrażenie podważania doświadczenia, z zastrzeżeniem jak powyżej.
Ok. Zgoda.

> Zakwestionowanie byłoby już myśleniem, więc - paradoksalnie - dowodziłoby mojej egzystencji (vide Kartezjusz). Albo więc istnienie mojego "ja" jest pewne, albo nic już nie jest pewne (i tym gorzej dla nauki, oczywiście).
A dlaczego gorzej dla nauki? Nauka żyje z tego, że właśnie nic nie jest pewne. W sąsiednim poście napisałem o koroboracji twierdzeń.

>>I jak Pan już ma to "coś", co musi istnieć, bo inaczej nie mógłby Pan myśleć - to jak najbardziej z pełnym sceptycyzmem co do ostatecznych ocen, może Pan to zacząć badać.
> Co czynił Kartezjusz, a potem Husserl.
Chwała im za to, ale od tamtej pory minęło trochę czasu i dzisiaj trochę więcej wiemy o zależnościach pomiędzy umysłem a mózgiem. To jest ostatecznie dość istotne w tej dyskusji - jeśli w ogóle nie czyni jej zbędną.

>>I teraz warto moim zdaniem odróżnić to, co właśnie wie Pan, ze nazywa się "poznaniem zmysłowym", a co się Panu samo narzuca i nie może Pan tego samą tylko myślą zlikwidować od tego, co tylko wyobrażeniowe i czysto ideowe. W tym pierwszym można bowiem stwierdzać powtarzalności, a w tym drugim - to już sobie Pan może wymyślać, na co Pan ma ochotę.
> Kartezjusz, Medytacja III. Wszystko powiedziane już 300 lat temu.
No to widzi Pan jak daleko jesteśmy w tej dyskusji w tyle wobec współczesności.

>Ale rozumuje Pan trafnie, a jak na racjonalistę - bardzo trafnie (tak przynajmniej uważam).
Ja już Panu pisałem, że nie określam się tym mianem, ale co gorsza próbuje Pan tu ukazać swoją wyższość nad innymi forumowiczami. Naprawdę tak nisko Pan ocenia ludzi, z którymi Pan tu rozmawiał?

> Jedna korekta. Kto powiedział, że wyobrażenia nie są powtarzalne?
Słuszna korekta. Chodziło mi o to, że te wrażenia, które się nam narzucają, a których nie jesteśmy w stanie kontrolować swobodnie naszą myślą (te, które zwiemy zmysłowymi) kierują się określonymi prawami, które możemy poznać, ale których nie możemy sami zmienić - w przeciwieństwie do wyobrażeń, które mogą słuchać naszej woli.

>Również i one mogą się charakteryzować prawidłowościami.
Tak, to prawda.

>Od mojej woli zdają się zależeć nie tylko wyobrażenia, ale także to, co nazywam "doświadczeniem zmysłowym". Na ogół akt woli zwany "postanowieniem odwrócenia głowy w lewo" pociąga za sobą zmianę "doświadczenia zmysłowego".
Widzi Pan - dyskutujemy 300 lat temu. Słyszał Pan coś o eksperymencie Libeta?
wyborcza.p(*)0,Wolna_wola_jest_iluzja_.html

>Są też rzeczy, których nie potrafię sobie wyobrazić (kwadratowe koło).
Tu się z Panem całkowicie nie zgadzam. Po pierwsze ani kwadrat, ani koło to nie są rzeczy tylko idee, a po drugie wymyślił Pan tu sobie ideę wewnętrznie sprzeczną i tylko dlatego nie może jej sobie Pan wyobrazić. Ja mam podobnie z wszechmocnym i jednoczesnie nieskończenie dobrym Bogiem.

>Podział nie jest więc tak ostry i bezproblemowy, jak Pan uważa.
Skoro umysł bierze się z mózgu, to zastanawiam się swoją drogą, czy ten podział w ogóle ma sens.

>>Jeśli nie che Pan popadać w tego rodzaju dualizm - odróżniający empiryzm zmysłów od idei, a chce Pan pozostać konsekwentnie sceptyczny, to najczystszym znanym mi rozwiązaniem...
> Nie, właśnie nie chcę być sceptyczny. Chcę prawomocnego przejścia od zdania "mam wrażenie, że widzę komputer" do zdania "widzę komputer".
A ja zupełnie nie widzę koniecznośći takiego przejścia. Dla mnie nie ma problemu przyznać, że z filozoficzno-sceptycznego punktu widzenia ostatecznie jedynie mam wrażenie, że coś odbieram zmysłami. Przy czym narzuca mi się ono w praktyce życia z taką oczywistością, że w języku potocznym mówię jednak "widzę", "czuję", itd...
Jednocześnie brzytwa Ockhama obcina mi jednak solipsyzm, a nauka koroboruje w coraz większym stopniu związek mózgu z umysłem. Monizm staje się coraz bardziej prawdopodobny, a więc i coraz bardziej prawdopodobne staje się to, że to jednak prawdziwy świat jest za oknem.

> Tym sposobem wracamy do kwestii początkowej - uprawomocnienia tezy "widzę komputer". Jeżeli tego twierdzenia nie uprawomocnimy, pozostanie nam wierzyć, że jest prawdziwe.
Wiara wierze nierówna. Mi zupełnie wystarcza to, że ten komputer mi się narzuca i nie mogę go sobie tak zwyczajnie myślą wykasować, więc nie muszę w to jakoś szczególnie wierzyć. Oczywiście może to być złudzenie albo sen, jednak żadnego Boga to w żaden sposób nie uprawomacnia. Natomiast nawet jeśli jest to sen, to w ramach tego snu nauka w dalszym ciągu tłumaczy mi, jak działają poszczególne elementy tej śnionej materii.
06-03-2013 09:33 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>> Kartezjusz, Medytacja III. Wszystko powiedziane już 300 lat temu.
>No to widzi Pan jak daleko jesteśmy w tej dyskusji w tyle wobec współczesności.

To proszę przeczytać słynną rozprawę "Mózgi w naczyniu" H. Putnama (1981). Temat aktualny do dzisiaj.

>>Ale rozumuje Pan trafnie, a jak na racjonalistę - bardzo trafnie (tak przynajmniej uważam).
>Ja już Panu pisałem, że nie określam się tym mianem, ale co gorsza próbuje Pan tu ukazać swoją wyższość nad innymi forumowiczami. Naprawdę tak nisko Pan ocenia ludzi, z którymi Pan tu rozmawiał?

Proszę sprawdzić uwagi kierowane na tym forum pod moim adresem, odnośnie moich zdolności, wiedzy, charakteru oraz intencji.

>Widzi Pan - dyskutujemy 300 lat temu. Słyszał Pan coś o eksperymencie Libeta?
>wyborcza.p(*)0,Wolna_wola_jest_iluzja_.html

Trzeba wykazać się wynikami, skoro chapnęło się grant. Jeżeli w świecie fizycznym nie ma wolnej woli, trzeba jej szukać gdzie indziej. Wszystko przewidziane i opracowane przez I. Kanta pod koniec XVIII wieku.

>A ja zupełnie nie widzę koniecznośći takiego przejścia. Dla mnie nie ma problemu przyznać, że z filozoficzno-sceptycznego punktu widzenia ostatecznie jedynie mam wrażenie, że coś odbieram zmysłami. Przy czym narzuca mi się ono w praktyce życia z taką oczywistością, że w języku potocznym mówię jednak "widzę", "czuję", itd...
>Jednocześnie brzytwa Ockhama obcina mi jednak solipsyzm, a nauka koroboruje w coraz większym stopniu związek mózgu z umysłem. Monizm staje się coraz bardziej prawdopodobny, a więc i coraz bardziej prawdopodobne staje się to, że to jednak prawdziwy świat jest za oknem.

Przy takim twierdzeniu konieczne jest zachowanie ogromnej ostrożności: 1) można łatwo pomylić prawdopodobieństwo subiektywne (wzrastającą siłę przekonania) z prawdopodobieństwem matematycznym, 2) nie jest łatwe zastosowanie pojęcia prawdopodobieństwa matematycznego do teorii naukowych. Nie słyszałem, żeby ktoś pokazał jak obliczać takie prawdopodobieństwo - idea ta napotyka na ogromne trudności teoretyczne. Dlatego np. Popper, do którego Pan nawiązuje, nie posługiwał się tu tym pojęciem, tylko własnym (i odpowiednio definiowanym) pojęciem: nie "prawdopodobieństwa", "tylko podobieństwa do prawdy" (nie "probability", tylko "verisimilitude"). Proszę sprawdzić źródła internetowe na ten temat (np.
en.wikipedia.org/wiki/Verisimilitude). Niestety, to drugie pojęcie także okazuje się nader kłopotliwe.
06-03-2013 11:51 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
>Niestety, to drugie pojęcie także okazuje się nader kłopotliwe.
Mi natomiast całkowicie wystarcza praktyka życia. Cały świat, jaki ogarnia mój umysł jest właśnie taki, a nie inny (i na jabłoni nie rosną gruszki), natomiast w sposób najlepiej weryfikowalny bada go nauka (nawet jeśli na kolejnych szczeblach odkryć dochodzimy do opisów całkowicie zaprzeczających intuicyjnemu odbiorowi świata - np. w ramach teorii względności lub fizyki kwantowej) i to nawet wówczas, jeżeli nauka, a tym bardziej moje zmysły mogą się mylić.

Nie ma sensu walczyć z tym co nieodparte i to nie moja wina, że niestety nieodparty jest w mych wrażeniach świat fizyczny, w którym sam aktywnie uczestniczę, a który jak na razie kieruje się określonymi prawami. Zbyteczna jest natomiast z punktu widzenia ontologicznego zarówno dusza, jak i Bóg, choć pojęcia te mogą mieć wielkie znaczenie kulturowe i psychologiczne, a nawet medyczne wpływając tym samym jednocześnie na kształt naszego świata.

Znane mi są próby psychologicznego, czy wręcz medycznego uprawomocnienia religii i gdyby Pan w poszedł w tym kierunku, to może istniałaby szansa na ciekawą rozmowę.

Jednak Pan chciałby wszystko i żąda Pan dla Boga jednoznacznego statusu ontologicznego. Ale Boga może sobie Pan niestety w najlepszym razie jedynie wywnioskować - gdyż nikt go nie spotkał, natomiast form istnienia Boga jest tyle, co ludzi weń wierzących i przeczą one sobie nie tylko wzajemnie, ale również wewnętrznie.

O żadnym Bogu po prosu zupełnie niczego nie wiemy. Co Pan wie sprawdzalnego o Bogu?
Elasp (6859 punktów)
>>Niestety, to drugie pojęcie także okazuje się nader kłopotliwe.
>Mi natomiast całkowicie wystarcza praktyka życia.

To nie jest żaden argument, bo np. mnie nie wystarcza i jest słowo przeciwko słowu.

Problem, którego nie dostrzegacie Państwo polega na różnicy między twierdzeniem
naukowym a jego interpretacją. Mówiąc jeszcze inaczej: istnieje dobra i porządna
nauka o świecie, ale nie istnieje (jeszcze?) dobra i porządna nauka o nauce o
świecie, toteż wszystkie nasze twierdzenia na temat nauki są - z naukowego punktu
widzenia - jedynie spekulacjami. Dlatego każdy argument "z nauki" jest de facto
słaby, albowiem myli pierwszy poziom z drugim: jest nienaukowy.
07-03-2013 00:39 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>>Mi natomiast całkowicie wystarcza praktyka życia.
> To nie jest żaden argument, bo np. mnie nie wystarcza i jest słowo przeciwko słowu.
Nie mam z tym problemu i zostawiam Pana z Pańskimi fantazjami, dopóki tylko nie będzie ich mi chciał Pan narzucić.
Fantazje to ludzka rzecz i czasem warto popuścić ich wodze.

> Problem, którego nie dostrzegacie Państwo polega na różnicy między twierdzeniem
> naukowym a jego interpretacją.
A skąd taki wniosek?

>istnieje dobra i porządna nauka o świecie, ale nie istnieje (jeszcze?) dobra i porządna nauka o nauce o świecie.
Ale jak już powstanie, to trzeba będzie zadbać, aby powstała (jeszcze) porządna nauka o nauce o nauce o świecie.

>toteż wszystkie nasze twierdzenia na temat nauki są - z naukowego punktu widzenia - jedynie spekulacjami.
A dlaczego? Jeśli są to prawdziwe twierdzenia, to są to stwierdzenia faktów, a nie spekulacje. Np.: Dziedziną nauki jest biologia.

> Dlatego każdy argument "z nauki" jest de facto słaby, albowiem myli pierwszy poziom z drugim: jest nienaukowy.
Argument z nauki jest nienaukowy?
Naprawdę nie rozumiem i nie wiem tylko, czy to moja wina.
07-03-2013 09:37 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Nie. Nauka o nauce będzie też nauką o samej sobie.
07-03-2013 10:12 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
> Nie. Nauka o nauce będzie też nauką o samej sobie.
Tak, teologia to taka nauka, ktorej zadaniem jest wykazać, że sama jest piękna.
Nic innego z tych Pańskich rozważań - o nauce o nauce, która jest też nauką o samej sobie - nie potrafię wywnioskować i znów nie wiem, czy to moja wina.
07-03-2013 10:29 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Pańska, oczywiście, że Pańska.
07-03-2013 10:40 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
> Pańska, oczywiście, że Pańska.
Dziękuję - o Panie - za Pańską komunikatywność i ten dialog, który nam zechciałeś dać i w który wierzę, że ma jakiś sens, choć Pańskich słów nie rozumiem.
AMEN
06-03-2013 12:39 
 Ocena 7 na 7
Fizyk (17637 punktów)
> ... nie jest łatwe zastosowanie pojęcia prawdopodobieństwa matematycznego do teorii naukowych. Nie słyszałem, żeby ktoś pokazał jak obliczać takie prawdopodobieństwo ...

Jak obliczać prawdopodobieństwo hipotez naukowych zostało pokazane w XVIII wieku. en.wikipedia.org/wiki/Bayesian_inference
Elasp (6859 punktów)

Z tego samego zródła: "Bayesian Epistemology is an epistemological movement that uses techniques of Bayesian inference as a means of justifying the rules of inductive logic.

Karl Popper and David Miller have rejected the alleged rationality of Bayesianism, ie., using Bayes rule to make epistemological inferences. It is prone to the same vicious circle as any other justificationist epistemology, because it presupposes what it attempts to justify. According to this view, a rational interpretation of Bayesian inference would see it merely as a probabilistic version of falsification, rejecting the belief, commonly held by Bayesianists, that high likelyhood achieved by a series of Bayesian updates would prove the hypothesis beyond any reasonable doubt, or even with likelyhood greater than 0."

I tu jeszcze na przykład:

www.pitt.e(*)e/research/ind_crit_Bayes.html

Bardzo wiele materiałów w samym internecie pokazujących, że sprawa nie jest prosta i rozstrzygnięta.
06-03-2013 23:15 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
> Z tego samego zródła: "Karl Popper and David Miller have rejected the alleged rationality of Bayesianism, ie., using Bayes rule to make epistemological inferences. It is prone to the same vicious circle as any other justificationist epistemology, because it presupposes what it attempts to justify."

Nie zgadzam się z tą opinią. O rzekomym błędnym kole już pisałem. A co do bayesowskiego (subiektywnego) wnioskowania, to jest ono ogólniejsze od obiektywnego i ma szerszy zakres stosowalności. Na metodzie Bayesa opiera się zasada maksymalnej entropii, która jest podstawą fizyki statystycznej i teorii informacji.
Elasp (6859 punktów)

Lepiej jednak zapoznać się z tekstami źródłowymi (Poppera i Millera) i ocenić przedłożone tam argumenty (pisząc swoją uwagę nie miałem w na uwadze stanowiska Poppera). Poza tym jest to i tak tylko jedna z krytyk, jak pokazuje podany przeze mnie przykład.
>
07-03-2013 10:12 
 Ocena 6 na 6
Fizyk (17637 punktów)
> Lepiej jednak zapoznać się z tekstami źródłowymi (Poppera i Millera) i ocenić przedłożone tam argumenty

Ależ ja te argumenty doskonale znam. Faktem jest, że zarówno wnioskowanie bayesowskie jak i indukcyjne są skuteczną metodą poznania. Kłopoty z ich uzasadnieniem na gruncie logiki są problemem samej logiki a nie tej metody poznania.
07-03-2013 10:36 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Skuteczność to jedno, poprawność to drugie. Utożsamienie jednego z drugim oznacza pragmatystyczne rozumienie nauki (wydaje mi się, że tak w ostateczności postawi Pan sprawę).
Mnie chodzi o to, że nauki mają być także prawdziwe, a nie tylko skuteczne. Fałsz też bywa skuteczny; użyteczna fikcja (przedmiot wyidealizowany) nie przestaje być fikcją.
Fizyka opisuje uniwersum w którym są rozmaite przedmioty, co do których realnego istnienia pewnie byśmy się nie zgodzili. Nie utożsamiajmy więc modelu nauk fizycznych ze światem realnym, bo to jednak nie to samo.
06-03-2013 17:26 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>To proszę przeczytać słynną rozprawę "Mózgi w naczyniu" H. Putnama (1981).
www.teksty(*)20- Mozgi w naczyniu.pdf
Lub: [Załącznik]

>Temat aktualny do dzisiaj.
ipf.domenomania.pl/art.php?id=22&kat=2
www.academ(*)ilozofii_umyslu_niepoprawiona_

@@@
.
05-03-2013 00:55 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
> Lekarstwem na to naiwne rozumowanie są "Badania dotyczące rozumu ludzkiego" Hume'a.
> Przypomniałem argumentację Hume'a w jednej wypowiedzi w wątku "Korzyści płynące z
> religii". Do dzisiaj nie udało nikomu podważyć krytyki Hume'a.
Proszę o linka do tej Pańskiej wypowiedzi.

>>DOŚWIADCZENIE TO JEDYNE CO POSIADAMY!
> Patrz wyżej. Mamy dogłębne wrażenie, że uczy nas doświadczenie. Co do tego zgoda.
Tak, może Pan to nazwać wrażeniem. Nic mi to nie przeszkadza i niczego nie zmienia, że mamy doświadczenia, które można nazwać li tylko wrażeniami.

>>Doświadczenie, to jedyne, co posiadamy, a spekulować i wyobrażać sobie rózne empirycznie niedowiedzione byty też możemy, tylko po co?
> Ażeby dostrzec nieuchronną potrzebę czystej i nagiej wiary - zaufania, jakim obdarzamy zmysły i rozum.
Ja takiej wiary nie potrzebuję, mi się te "wrażenia" narzucają same. Solipsysta ma tak samo. Pan nic nie czuje na widok pięknej kobiety, nawet jeśli miałaby być złudzeniem?
Swoją drogą, przytacza Pan dość starych filozofów. Nie wiem czy Pan zdaje sobie sprawę z tego, że umysł jest funkcją mózgu. Oni mogli tego wówczas jeszcze nie wiedzieć.

>Hipoteza o istnieniu Boga jest jakimś usprawiedliwieniem tego zaufania (stworzył nas dobry i doskonały Bóg, więc zmysłom możemy zaufać, więc naukowy obraz świata jest wiarygodny).
Nie, proszę Pana. Zjawiska psychiczne biorą się z mózgu, który jest efektem ewolucji. Naukowy obraz świata jest wiarygodny, bo sprawdza się w praktyce - również w praktyce solipsysty.
Bóg, to może ... gdzieś przy wielkim wybuchu coś majstrował? Tyle, że ja tego nie wiem... jednak taka myśl wydaje mi się naiwna i na pewno jest tylko czystą spekulacją.
05-03-2013 21:21 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Proszę o linka do tej Pańskiej wypowiedzi.

"Wielkim problemem dla nauk empirycznych jest też status rozumowania indukcyjnego.
Krytykiem rozumowania indukcyjnego był D. Hume (będący także krytykiem religii).
Krytyka Hume'a przedstawia się następująco:

rozumowanie indukcyjne:

1. Wszystkie dotąd zaobserwowane A są B.

zatem

2. Wszystkie (w ogóle) A są B.

Hume zauważył, że przejście od 1. do 2. będzie logicznie poprawne, jeżeli założy się dodatkowo, że

1a. Przyszłość będzie podobna do przeszłości.

Faktycznie, z 1. i 1a) można uzyskać pożądany wniosek 2.

Hume zauważył też jednak, że założenie 1a) nie jest oczywiste samo przez się, a oparcie tego założenia na doświadczeniu oznacza poruszanie się po błędnym kole.

Rozumujemy bowiem tak: przyszłość jest podobna do przeszłości, skoro zawsze było tak, iż przyszłość była podobna do przeszłości.

Jest to rozumowanie indukcyjne, ale przecież takim nie możemy się posłużyć, gdy chcemy uprawomocnić rozumowanie indukcyjne jako takie.

Wniosek: Musimy przyjąć założenie 1a) na wiarę. Wiara (w prawdziwość tezy 1a)) leży u podstaw prawomocnego rozumowania indukcyjnego, a więc i każdej nauki, korzystającej z indukcji (de facto każdej nauki empirycznej). Nauki te opierają się więc na pewnego rodzaju wierze."
06-03-2013 00:19 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
>Nauki te opierają się więc na pewnego rodzaju wierze.
To wszystko prawda co Hume pomyślał. Tyle tylko, że właśnie u podstaw nauki leży gotowość odrzucenia dotychczasowych hipotez, gdy tylko wykazane zostanie, że były fałszywe (lub przynajmniej gdy znajdą się lepsze).
Zasadniczo nauka opiera się na stałej koroboracji twierdzeń, które wciąż należy próbować obalać. Co ciekawe - sprawdza się to w praktyce.

I dlatego między innymi dlatego właśnie podejście naukowe jest z gruntu odmienne od wiary religijnej, w ramach której próbowanie obalania treści wiary jest zabronione.

Natomiast jeśli już chce Pan koniecznie argumentować solipsyzmem, to nauki on nie obali, gdyż w Pańskiej ułudzie nadal będzie ona z takim samym skutkiem istnieć w zakresie tłumaczenia zależności pomiędzy narzucającymi się Panu w tej wizji fragmentami wyimaginowanej w Pańskim umyśle materii.

Tymczasem solipsyzm całkowicie Panu zniszczy religię, chociażby dlatego, że nie będzie już żadnej ludzkości, tylko Pan.
06-03-2013 00:39 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>>Nauki te opierają się więc na pewnego rodzaju wierze.
>To wszystko prawda co Hume pomyślał. Tyle tylko, że właśnie u podstaw nauki leży gotowość odrzucenia dotychczasowych hipotez, gdy tylko wykazane zostanie, że były fałszywe (lub przynajmniej gdy znajdą się lepsze).
>Zasadniczo nauka opiera się na stałej koroboracji twierdzeń, które wciąż należy próbować obalać. Co ciekawe - sprawdza się to w praktyce.

To nowoczesny punkt widzenia (Popperowski), będący wynikiem właśnie krytyki Hume'owskiej. A zatem nie "tyle tylko, że", ale "i dlatego". Gdyby nie Hume, nie byłoby nowoczesnego spojrzenia na nauki empiryczne. Hume nigdy jednak nie wpadł (przy swojej wielkiej niechęci do zabobonów!) na pomysł, aby twierdzić, że Bóg nie istnieje (świadczy o tym anglojęzyczny cytat, który przy innej okazji podałem powyżej).

>I dlatego między innymi dlatego właśnie podejście naukowe jest z gruntu odmienne od wiary religijnej, w ramach której próbowanie obalania treści wiary jest zabronione.

Zgoda. Tak sprawę sprawia sam Popper, odróżniając to, co naukowe (falsyfikowalne) od nienaukowego (niefalsyfikowalnego).

Problem polega jednak na tym, że jego stanowisko nie jest bynajmniej wolne od trudności, nie może mieć więc charakteru rozstrzygającego.
06-03-2013 01:45 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
Przepraszam, czy istniałaby możliwość wydzielenia tego podwątku jako nowego wątku, tak aby przenieść te wypowiedzi które są tak wąskie, że się ich nie za bardzo da czytać?

Bardzo fajna rozmowa się tu rozwinęła - w zasadzie o filozofii nauki, uczestniczą m. in. Panowie Fizyk i Ojciec Ateusz (i oczywiście inni znakomici rozmówcy ale akurat udział tych dwóch na forum nie jest tak częsty, by był oczywisty w każdej dyskusji).

>Problem polega jednak na tym, że jego stanowisko nie jest bynajmniej wolne od trudności, nie może mieć więc charakteru rozstrzygającego.
Wolne od trudności to jest tylko to, że jak się zaraz glebnę do łożka, to od razu zasnę. Naprawdę mówię, ale też ma to oznaczać, że zasadniczo nic nie jest wolne od trudności.

Zdecydowanie wolę Poppera od Feyerabenda, a od obydwu jeszcze bardziej wolę naukowców praktyków, gdyż to dopiero oni coś nam mówią sprawdzonego o świecie.
06-03-2013 13:18 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

> To nowoczesny punkt widzenia (Popperowski), będący wynikiem właśnie krytyki Hume'owskiej. A zatem nie "tyle tylko, że", ale "i dlatego".
Po Popperze już paru myślicieli było i krytykę jego myśli przedstawiło.
www.racjon(*).php/z,0/d,22/s,492110#w500630
i dalej w tym samym wątku.

> Gdyby nie Hume, nie byłoby nowoczesnego spojrzenia na nauki empiryczne.
Gdyby nie było Hume, to byłby jakiś Pume i dziury by nie było.

> Hume nigdy jednak nie wpadł (przy swojej wielkiej niechęci do zabobonów!) na pomysł, aby twierdzić, że Bóg nie istnieje (świadczy o tym anglojęzyczny cytat, który przy innej okazji podałem powyżej).
Fajny i mądry facet, ale za wcześnie się urodził, tak jak Pan za późno.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,8/s,484429#w491156
i dalej w tym samym wątku.

>>>>I dlatego między innymi dlatego właśnie podejście naukowe jest z gruntu odmienne od wiary religijnej, w ramach której próbowanie obalania treści wiary jest zabronione.
> Zgoda. Tak sprawę sprawia sam Popper, odróżniając to, co naukowe (falsyfikowalne) od nienaukowego (niefalsyfikowalnego).
> Problem polega jednak na tym, że jego stanowisko nie jest bynajmniej wolne od trudności, nie może mieć więc charakteru rozstrzygającego.

www.racjon(*)m.php/s,538650/z,0/d,5#w540960
i dalej w tym samym wątku.

www.racjon(*)m.php/s,493492/z,0/d,4#w493801
i dalej w tym samym wątku.

www.racjon(*)m.php/s,493492/z,0/d,7#w494478
i dalej w tym samym wątku.

Tyle tego, gdyż chciał Pan poznać moje poglądy filozoficzne, a w tych wątkach odnajdzie Pan i moje poglądy filozoficzne i moje poglądy na filozofię oraz naukę. Trzyma się to ogólnie, tak tematu naszej rozmowy, jak i tematu wątku, który już dawno tu zaginął.

@@@
.
02-03-2013 19:33 
 Ocena 10 na 10
setarkos (10757 punktów)
>.. aby wiedzieć, że są jakieś "zastosowania praktyczne" musi Pan wziąć za dobrą monetę rzetelność (wiarygodność) tych narzędzi
To w końcu (jeśli wolno dopytać) uznaje Pan instalację piorunochronu na dachu (np. kościoła) oraz modlitwę o deszcz za równie zabobonne?
03-03-2013 09:31 
 Ocena 2 na 4
Elasp (6859 punktów)

Oczywiście, że kupię piorunochron. Człowiek otrzymał zmysły i rozum dla rozwiązywania problemów praktycznych, zależnych od naszych działań lub ich braku. Zabobonem jest modlić się o to, na co mamy wpływ środkami naturalnymi, a przynajmniej modlić się i nie zrobić nic więcej.
04-03-2013 10:29 
 Ocena 3 na 3
setarkos (10757 punktów)
> Człowiek otrzymał zmysły i rozum
Otrzymał czy wykształca?
[Bo po co miałby budować, gdyby "otrzymał"?]
04-03-2013 11:10 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Otrzymał i wykształca. Jedno nie wyklucza drugiego.
06-03-2013 00:45 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
> Oczywiście, że kupię piorunochron.
Ja także (nauczony doświadczeniem) zainstalowałem.
Nie widzę jednak sensu w kupowaniu leków homeopatycznych lub pobożnych życzeń.
03-03-2013 01:50 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
>>Czy Pan te światy odróżnia?
> Odróżniam, odróżniłem już w pierwszej wypowiedzi na tym forum. Dokładnie pierwszej.
Pańska wypowiedź z 6.12.2012 wydaje mi się merytorycznie dość ciekawa, aczkolwiek mam wrażenie, że dotyczyła nieco innego tematu.

> A więc czytał Pan "Dialogi", jeśli wolno wiedzieć?
Marcel Reich Ranicki - będący w Niemczech wręcz instytucją krytyki literackiej powiedział kiedyś w wywiadzie, że jego ambicją jest przeczytać wszystkie książki, jakie zostały napisane. Rozmawiająca z nim dziennikarka telewizyjna odpowiedziała, że to trochę tak, jak gdyby chciał zaliczyć wszystkie kobiety na świecie.
Odpowiadając na Pańskie pytanie - ja tę pozycję dość szybko przeleciałem.

> Oczywiście w bibliotece portalu nie ma takich prac - i nic dziwnego, bo gdyby były, wkrótce okazałoby się, jak oszałamiająco słabe są podstawy teoretyczne, jak jakich się opieracie.
Panie Elasp, jacy Wy? Biorą tu udział w dyskusji na forum bardzo różni ludzie o bardzo różnej wiedzy i o odmiennych poglądach i postawach. Nawet jeśli większość jest światopoglądowo do siebie zbliżona, to już podstawy tego światopoglądu mogą być różne, a przeczytane lektury całkowicie z innych parafii. To nie jest kościół katolicki i tu nawet nie trzeba się utożsamiać z tymi propozycjami lektur, które Pan akurat znalazł w bibliotece na portalu. Tu nikomu do czytania nie jest potrzebne imprimatur.

Miast krytykować "nas", niech Pan merytorycznie porozmawia z tymi, którzy już wykazali, że zalecaną przez Pana książkę znają dość dobrze.

>Te podstawy mogą przekonać tylko niedoświadczonych. Pocieszające jest oczywiście to, iż są w ogóle jakiekolwiek podstawy - lepsze takie niż żadne.
Nie odpowiadam za bibliotekę portalu i zastrzeżenia proszę zgłaszać do jego administratorów, a nie - na Boga! - do uczestników forum. Są tu forumowicze, którzy zdecydowaną większość swej ogromnej wiedzy zdobyli przed powstaniem portalu.

>jakkolwiek służą jedynie jako pretekst do walki z Kościołem, jako pewien rodzaj kamuflażu.
Preteksty i kamuflaże to jakaś kościelna maniera. Tu się rozmawia otwarcie. Wolno "nam"!
Co do walki z kościołem: niech Pan porówna sposoby prowadzenia tej walki przez racjonalstów ze sposobami, jakie kościół przez długie wieki stosował wobec osób, które nie podporządkowywaly się jego woli.

> Wszystkim Forumowiczom, którzy uważają się za ateistów (chociaż nie sądzę, aby wiele osób na poważnie wyznawało ten kompromitujący zabobon - wierzę w ludzką racjonalność)
Niech Pan może spróbuje najpierw z nimi porozmawiać - jak ten ateizm rozumieją, a potem wydaje sądy co do kompromitowania. Pan już pewnie usłyszał zdanie Pana Andrzeja o kompromitowaniu? Tu pasowałoby znów jak ulał.

>"Wszystko to jest zagadką, enigmatem, niedocieczoną tajemnicą. Wątpienie, niepewność, zawieszenie sądu - oto co wydaje się jedynym rezultatem najskrupulatniejszych naszych dociekań w tej materii".
Dokładnie zgadzam się tu z Hume'em, choć nie uważam, jakoby nasz świat - dostępny nam poprzez zmysły - był z dzisiejszej perspektywy szczególnie tajemniczy. Zgodzę się, że tajemnicze jest powstanie wszechświata, ale skoro mamy zawiesić sąd, to właśnie o Bogu nic się nie da powiedzieć. A religie czynią to nieustannie i jeszcze moralność z tej niewiedzy wywodzą.
Tak przy okazji - proszę w miarę możliwości odpowiedzieć na mój dawny wpis:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,532005#w536082
03-03-2013 10:00 
 Ocena-2 na 4
Elasp (6859 punktów)

> Marcel Reich Ranicki - będący w Niemczech wręcz instytucją krytyki literackiej powiedział kiedyś w wywiadzie, że jego ambicją jest przeczytać wszystkie książki, jakie zostały napisane. Rozmawiająca z nim dziennikarka telewizyjna odpowiedziała, że to trochę tak, jak gdyby chciał zaliczyć wszystkie kobiety na świecie.Odpowiadając na Pańskie pytanie - ja tę pozycję dość szybko przeleciałem.

Ów "człowiek-instytucja" był w Polsce oficerem i agentem UB. Na Pana miejscu nie brałbym z niego przykładu, nawet w słowach. Poza tym człowiek, który tak się wypowiada o kobietach (i to w towarzystwie kobiet) jest prostakiem, prostakiem-instytucją.

>Panie Elasp, jacy Wy? Biorą tu udział w dyskusji na forum bardzo różni ludzie o bardzo różnej wiedzy i o odmiennych poglądach i postawach. Nawet jeśli większość jest światopoglądowo do siebie zbliżona, to już podstawy tego światopoglądu mogą być różne, a przeczytane lektury całkowicie z innych parafii.

Sam Pan sobie przeczy. Te lektury (znajdujące się w bibliotece lub na stronie) są niczym okręty, które mimo iż znajdują się w różnych miejscach (i nierzadko daleko od siebie), płyną do jednego portu. Ich czytelnicy są niczym pasażerowie tych statków.

>Co do walki z kościołem: niech Pan porówna sposoby prowadzenia tej walki przez racjonalistów ze sposobami, jakie kościół przez długie wieki stosował wobec osób, które nie podporządkowywaly się jego woli.

Tak, tamtejsze były o wiele mniej skuteczne i mniej wyrafinowane niż dzisiejsza socjotechnika. Zło (nawet to czysto ludzkie, mające postać lenistwa i konformizmu, promowanych przez laicki racjonalizm) bardzo się unowocześniło.

>Tak przy okazji - proszę w miarę możliwości odpowiedzieć na mój dawny wpis:
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,532005#w536082

Przecież człowiek religijny wcale nie przeczy, iżby należało szukać odpowiedzi na pytanie jak jest zbudowany świat, zgodzi się nawet z przeprowadzonymi przez Pana podziałami wiedzy. Wiara nie jest przeciwniczką wiedzy - przeciwnie, jest jej podstawą. Wszystko zostało powiedziane przez Kartezjusza w "Medytacjach". Kartezjusz twierdzi, że jeżeli mamy uzyskiwać jakąkolwiek wiedzę o świecie (a wie Pan, że był on też niezłym matematykiem i fizykiem i że natura świata fizycznego bardzo go interesowała), musimy przyjąć istnienie Boga. Inaczej nasza wiedza (której pożądamy wszyscy) obraca się w niwecz.
03-03-2013 15:51 
 Ocena 9 na 9
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> Ów "człowiek-instytucja" był w Polsce oficerem i agentem UB.
Iście chrześcijańskie cenzorskie zapisy na nazwisko. Może łaskawie Pan przypomni nam ilu świętych katolickich najpierw wielkimi skur...synami było zanim świętymi zostało. Ale nie podstawą moralności katolickiej jest i zawsze była, moralność Kalego.

Szanowny Panie, nawet gdyby on był kiedyś zbrodniarzem (a nie był), a Pan nawet gdy był aniołem dobroci (a nie jest), to i tak intelektualnie nigdy mu Pan do pięt nie dorośnie.

>Na Pana miejscu nie brałbym z niego przykładu, nawet w słowach.
Ani Pan Maciej, ani ja nie bierzemy z nikogo przykładu, ale uczymy się od wszystkich mądrych ludzi. A mądrość czasem - rzadko, ale jednak - nawet z największą podłością się łączy. Czy Aleksander Borgia, był głupcem? Myślę, że wiele rzeczy od tego papieża też nauczyć się można.

>Poza tym człowiek, który tak się wypowiada o kobietach (i to w towarzystwie kobiet) jest prostakiem, prostakiem-instytucją.
Dosyć dziwne wymagania szacunku dla głupoty obrażające kobiety. Pańcia zdaje idiotyczne pytanie, a inteligent ma jej odpowiedzieć z szacunkiem dla płci, a nie dla mądrości.
Panie Elasp z zupełnie innych parafii jesteśmy. Kocham kobiety i bardzo je szanuję, dlatego traktuję je jako partnerów równych sobie, a nie jakieś istotki wymagające specjalnej troski.

>>>>Panie Elasp, jacy Wy? Biorą tu udział w dyskusji na forum bardzo różni ludzie o bardzo różnej wiedzy i o odmiennych poglądach i postawach. Nawet jeśli większość jest światopoglądowo do siebie zbliżona, to już podstawy tego światopoglądu mogą być różne, a przeczytane lektury całkowicie z innych parafii.
>Sam Pan sobie przeczy. Te lektury (znajdujące się w bibliotece lub na stronie) są niczym okręty, które mimo iż znajdują się w różnych miejscach (i nierzadko daleko od siebie), płyną do jednego portu. Ich czytelnicy są niczym pasażerowie tych statków.
Gdzie znajdę tą bibliotekę, o której Pan tu mówi. Nawet nie wiem, że takowa istnieje?
Chętnie ją przejrzę i skonfrontuję z własnymi lekturami. Tak, człowieka kształtują geny i proces socjalizacji. W procesie socjalizacji najistotniejszą rolę odgrywa rodzina i edukacja, a w niej książki. Prawdziwe jest stwierdzenie, że właśnie przeczytane i przemyślane książki kształtują nasz światopogląd. Dlatego inteligentni ludzie tyle czasu poświęcają na czytanie i rozmowy o książkach.

Swój światopogląd budowałem ponad pół wieku temu, a wtedy jeszcze nie tylko nie było wielu wspaniałych książek, które ukazały się później, ale i internetu i naszego portalu - ba nawet komputerów osobistych jeszcze wtedy nie było. Tyle tylko, że dzięki książkom, ja jestem dziś w XXI wieku, a Pan w XIX i chciałby jeszcze rzeczywistość cofnąć.

@@@
.
03-03-2013 16:39 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Swój światopogląd budowałem ponad pół wieku temu,

Jaki jest Pana stosunek do filozofii marksistowskiej, jeżeli wolno spytać?
03-03-2013 18:26 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Swój światopogląd budowałem ponad pół wieku temu,
>Jaki jest Pana stosunek do filozofii marksistowskiej, jeżeli wolno spytać?
Nie, ponieważ jest to tu prostackie pytanie - zupełnie nie na temat - świadczące o Pańskim poziomie intelektualnym i moralnym.
Ponadto zasmucę Pana, ale nie ukrywam tego stosunku i pisałem już kilkakrotnie na ten temat na naszym forum.

@@@
.
03-03-2013 19:36 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

Nie rozumiem, co w tym pytaniu jest prostackiego? Dlaczego Pan bez przerwy ciska we mnie oskarżeniami? Jeżeli Pan pisze, że światopogląd budował Pan (zakładam, że w Polsce) przez 50 lat, to pytanie to narzuca się z wielką oczywistością. Pytam zresztą uprzejmie, jak Pan widzi.

Jeżeli jednak uważa Pan, że jest to pytanie nie na temat, proszę o linki do najważniejszych Pana wypowiedzi na ten temat. "Linkuje" Pan przecież dosyć często.
03-03-2013 23:00 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Nie rozumiem, co w tym pytaniu jest prostackiego?
Tak, Pan potrafi dostrzec nawet źdźbło w oku bliźniego. Szkoda, iż nie dostrzega Pan belek ww własnych oczach, ale to typowe dla fideistycznej ślepoty.

>Dlaczego Pan bez przerwy ciska we mnie oskarżeniami?
W Pana? O cholera, a ja myślałem, że w bezdenną głupotę Pańskich wypowiedzi.

>Jeżeli Pan pisze, że światopogląd budował Pan (zakładam, że w Polsce) przez 50 lat, to pytanie to narzuca się z wielką oczywistością.
Nawet nie potrafi Pan czytać "Swój światopogląd budowałem ponad pół wieku temu" nie jest twierdzeniem, iż budowałem go przez 50 lat. To co Panu narzuca się z wielką oczywistością jest (najczęściej i teraz też) tylko Pańską chorą projekcją

>Pytam zresztą uprzejmie, jak Pan widzi.
Pyta Pan po chamsku. Gdyż pytanie nie ma nic wspólnego ani z wątkiem, ani z postem, ani z tematem. Tu nie ja ani też nie marksizm są przedmiotem rozważań. Jeżeli ma Pan pojęcie o marksizmie i on Pana interesuje, to niech rozpocznie Pan nowy wątek. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że włączę się w ten wątek, ale w wątek o tomizmie też. (Może nawet chętniej.) Interesuje mnie historia filozofii i może o Tomaszu czegoś mądrego się od Pana dowiem.

>Jeżeli jednak uważa Pan, że jest to pytanie nie na temat, proszę o linki do najważniejszych Pana wypowiedzi na ten temat.
Nie znajduję najmniejszej przesłanki ku temu abym chciał je dla Pana odszukać.

>"Linkuje" Pan przecież dosyć często.
Tak, korzystam z wszelkich dostępnych mi narzędzi dla uargumentowania moich racji.
Na przykład tylko Pan permanentnie potwierdza moją ocenę Pańskich wypowiedzi zawartą, w tym poście. Nic się w poziomie Pańskich wypowiedzi nie polepszyło, a odwrotnie irracjonalne zacietrzewienie jeszcze się pogłębiło.

@@@
.
04-03-2013 08:54 
 Ocena 1 na 3
Elasp (6859 punktów)

Dobrze, faktycznie "50 lat temu" a nie "przez 50 lat". Jeżeli moje pytanie nie jest na temat, to i Pańska uwaga, że "Pan budował światopogląd 50 lat temu" też nie jest na temat.

Poszukam więc Pana wypowiedzi samodzielnie, skoro Pan taki wstydliwy i tajemniczo powściągliwy. Znam wielu marksistów, którzy ubrali modne i eleganckie garnitury racjonalistów. Sposób wypowiadania się, a także niepohamowana agresja w stosunku do Kościoła zdradzają ich jednak. Nie przykryje tego najlepiej skrojony garnitur.
04-03-2013 11:44 
 Ocena 9 na 9
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Dobrze, faktycznie "50 lat temu" a nie "przez 50 lat". Jeżeli moje pytanie nie jest na temat, to i Pańska uwaga, że "Pan budował światopogląd 50 lat temu" też nie jest na temat.
Brak mi tu umiejętności Pana Big_zyda, aby nazwać rzeczy precyzyjnie po imieniu.

Rozmowa, gdzie napisałem o światopoglądzie:
>Sam Pan sobie przeczy. Te lektury (znajdujące się w bibliotece lub na stronie) są niczym okręty, które mimo iż znajdują się w różnych miejscach (i nierzadko daleko od siebie), płyną do jednego portu. Ich czytelnicy są niczym pasażerowie tych statków.
Gdzie znajdę tą bibliotekę, o której Pan tu mówi. Nawet nie wiem, że takowa istnieje?
Chętnie ją przejrzę i skonfrontuję z własnymi lekturami. Tak, człowieka kształtują geny i proces socjalizacji. W procesie socjalizacji najistotniejszą rolę odgrywa rodzina i edukacja, a w niej książki. Prawdziwe jest stwierdzenie, że właśnie przeczytane i przemyślane książki kształtują nasz światopogląd. Dlatego inteligentni ludzie tyle czasu poświęcają na czytanie i rozmowy o książkach.

Swój światopogląd budowałem ponad pół wieku temu, a wtedy jeszcze nie tylko nie było wielu wspaniałych książek, które ukazały się później, ale i internetu i naszego portalu - ba nawet komputerów osobistych jeszcze wtedy nie było. Tyle tylko, że dzięki książkom, ja jestem dziś w XXI wieku, a Pan w XIX i chciałby jeszcze rzeczywistość cofnąć
.

>Poszukam więc Pana wypowiedzi samodzielnie, skoro Pan taki wstydliwy i tajemniczo powściągliwy.
Anim wstydliwy, anim tajemniczy skoro tu pisałem.

>Znam wielu marksistów,
A ja znam podwórkowe choć tu wybitnie trafne powiedzenie - gdzie Pan był i co Pan widział.
Marksizm, to Pan zna tylko jako kościelny epitet, a marksistów jako diabelskie nasienie to na obrazkach widział.

>którzy ubrali modne i eleganckie garnitury racjonalistów.
Pieprzenie o Szopenie fideisty, który chciałby, aby go za racjonalistę uważać.

>Sposób wypowiadania się, a także niepohamowana agresja w stosunku do Kościoła zdradzają ich jednak. Nie przykryje tego najlepiej skrojony garnitur.
Wielce Szanowny Panie, trudno fideiście ukryć agresywną nienawiść do samodzielnej myśli racjonalistycznej i żadne płynące spod sutann, czy złotem wyszywanych ornatów wielosłowie tego nie pokryje. Ale Pan schowany za Elaspa może pozwolić sobie na więcej i tu pozwala. Można Elaspa kompromitować do woli, na chwałę Boga i Świętego Kościoła Katolickiego, co najwyżej nicka się zmieni i od nowa rozmowa.

@@@
.
04-03-2013 13:34 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Brak mi tu umiejętności Pana Big_zyda, aby nazwać rzeczy precyzyjnie po imieniu.

Proszę się nie krępować, przecież Was regulamin i tak nie obowiązuje.

Już zdążył mnie Pan postawić w jednym rzędzie nawet z SS-manami:

"Nic nie zdarzało się na tym świecie gorszego od tych "prawdziwych". Prawdziwego katolicyzmu i prawdziwych katolików, prawdziwego komunizmu i prawdziwych komunistów, prawdziwego nazizmu i prawdziwych SS-manów." Teraz Pan chce tu jakiś "prawdziwy racjonalizm" nam tu wprowadzić."
04-03-2013 15:01 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Brak mi tu umiejętności Pana Big_zyda, aby nazwać rzeczy precyzyjnie po imieniu.
>Proszę się nie krępować, przecież Was regulamin i tak nie obowiązuje.
Wszystkich obowiązuje tu regulamin i zasady kultury. Moim zdaniem - pomimo nazywania rzeczy precyzyjnie i po imieniu - Pan Big_zyd, go nie przekracza. Jeżeli przekroczymy regulamin zostajemy przywołani do porządku, ale do oceny naszych zachowań - na nasze szczęście - upoważnieni są moderatorzy, a nie Szanowny Pan.
Pan to chyba z jakiejś starej komunistycznej rodziny, która teraz katolickim serwilizmem odpłaca za stare grzechy - skoro Pan lubi formy "was" tak bardzo używać?

>Już zdążył mnie Pan postawić w jednym rzędzie nawet z SS-manami:
Nie, gdyż nie miałem podstaw. Nie znam Pana. Znam tylko głupoty, które Pan tu wypisuje i które wołają o pomstę do nieba.

"Nic nie zdarzało się na tym świecie gorszego od tych "prawdziwych". Prawdziwego katolicyzmu i prawdziwych katolików, prawdziwego komunizmu i prawdziwych komunistów, prawdziwego nazizmu i prawdziwych SS-manów." Teraz Pan chce tu jakiś "prawdziwy racjonalizm" nam tu wprowadzić."
Całkowicie podtrzymuje, to stwierdzenie.

Steven Weinberg napisał:
Religia jest obrazą ludzkiej godności. W każdym społeczeństwie, religijnym czy też nie, będą ludzie postępujący dobrze, bo są z natury dobrzy, i ludzie postępujący źle, bo są z natury źli. Ale żeby dobrzy ludzie czynili zło, do tego potrzebna jest religia.

Podobnie ja uważam: Każda wiara - niezależnie od jej podmiotu/przedmiotu - ogranicza nas intelektualnie i moralnie.
Im jest głębsza, bardziej fundamentalistyczna, tym jest groźniejszą. Większość fundamentalistów uważa, że tylko oni są tymi "prawdziwymi" - najwierniejszymi z wiernych. Tak, podejrzewałem Pana, że Pan też uważa się za "prawdziwego" katolika i cieszę, iż Pan się ze mną choć w tym punkcie zgadza. Natomiast łącznikiem stawiającym w jednej płaszczyźnie te różne ideologie jest tylko "prawdziwie" zaślepiona głupota ich wyznawców.

@@@
.
04-03-2013 01:47 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
>>Marcel Reich Ranicki [...].
> Ów "człowiek-instytucja" był w Polsce oficerem i agentem UB.
No i co z tego? Czy to w jakimkolwiek stopniu umniejsza jego dorobek intelektualny w zakresie krytyki literackiej?
A może Panu się nie podoba, że Jezus był człowiekiem?

>Na Pana miejscu nie brałbym z niego przykładu, nawet w słowach.
Nawet nie próbuję... Sensownie zamierzać przeczytać wszystkie napisane książki on może. Ja niestety na pewno nie.

>Poza tym człowiek, który tak się wypowiada o kobietach (i to w towarzystwie kobiet) jest prostakiem, prostakiem-instytucją.
Przepraszam, czy zbyt niewyraźnie przedstawiłem tę anegdotę? Jedyne, co w jej ramach powiedział Reich Ranicki, to to, że chciałby przeczytać wszystkie książki, które zostały napisane. Na to rozmawiająca z nim dziennikarka telewizyjna odpowiedziała, że to trochę tak, jak gdyby chciał zaliczyć wszystkie kobiety na świecie.
To jest koniec anekdoty (zaznaczyłem ją w poprzednim wpisie kursywą) i zupełnie nie pamiętam, co w wywiadzie odpowiedział na to Ranicki.
Ponieważ "tak" się wypowiedziała kobieta, to nie śmiem tego uznać za prostactwo, i stanowi to dla mnie raczej dowcipne porównanie do zadania, jakie sobie postawił Reich Ranicki.

Natomiast po przytoczeniu tej anegdoty ja sam odpowiedziałem na Pańskie pytanie (czy przeczytałem "Dialogi..."), w ten sposób:
Cytat:
ja tę pozycję dość szybko przeleciałem

W związku z tym wszelkie zarzuty o prostactwo proszę w tym kontekście kierować do mnie, a nie do Ranickiego, choć ja się wyrażałem o literaturze i książce, a nie o kobietach, a za Pańskie skojarzenia nie odpowiadam.

>Sam Pan sobie przeczy.
Całkiem możliwe! A gdzie? Pan za to jest oczywiście całkiem spójny w każdym calu.

>Te lektury (znajdujące się w bibliotece lub na stronie) są niczym okręty, które mimo iż znajdują się w różnych miejscach (i nierzadko daleko od siebie), płyną do jednego portu. Ich czytelnicy są niczym pasażerowie tych statków.
Tak to już Pan w poezję popadł, skoro nic ciekawego do powiedzania w tej kwestii nie ma.

>>Co do walki z kościołem: niech Pan porówna sposoby prowadzenia tej walki przez racjonalistów ze sposobami, jakie kościół przez długie wieki stosował wobec osób, które nie podporządkowywaly się jego woli.
>Tak, tamtejsze były o wiele mniej skuteczne i mniej wyrafinowane niż dzisiejsza socjotechnika.
No właśnie i Pan uważa, ze socjotechnika jest moralna? Moim zdaniem tortury są gorsze, ale jak już nie wolno, to kościół stosuje socjotechnikę. Racjonaliści tylko to ujawniają i to już cała ich walka z kościołem.

>Zło (nawet to czysto ludzkie, mające postać lenistwa i konformizmu, promowanych przez laicki racjonalizm) bardzo się unowocześniło.
Ile razy można Panu powtarzać, że laicki racjonalizm to masło maślane, ale żeby do tego dojść, to trzeba trochę ruszyć głową, a sama ta czynność wymaga trochę wysiłku i odrzucenia przyzwyczajeń, a zatem stanowi właśnie odrzucenie zarówno lenistwa, jak i konformizmu. Czy Pan myśli, że uczestnicy forum z lenistwa i konformizmu tu z Panem dysktują?

Proszę Pana, gdyby tylko lenistwo i konformizm było najgorszym złem, to rozmiar cierpienia na świecie byłby znacznie mniejszy od obecnego. Zło czynione przez ludzi wobec innych ludzi manifestuje się w cierpieniu i ani lenistwo, ani konformizm nie stanowią tu żadnej bezpośredniej przyczyny. Taką przyczyną jest natomiast nader często głęboka wiara w jedyną słuszność własnych racji, z którą bezpośrednio wiąże się odrzucenie inności jako czegoś gorszego. Zapewne slyszał Pan coś o zbrodniach przeróżnych ideologii dokonywanych w imię najczystszych intencji. Chrześcijaństwo, czy stalinizm - proszę porównać ich ideowe podstawy do skutków w postaci ludzkich czynów, których uczy nas historia.

>Wiara nie jest przeciwniczką wiedzy
Wiara to przyjmowanie czegoś za prawdziwe bez racjonalno-empirycznego uzasadnienia.
Jak dla mnie to dość mocno przeciwstawia się wiedzy, zwłaszcza pozyskanej poprzez doświadczenie.

>przeciwnie, jest jej podstawą.
Tak, jeśli Pan wątpi w sprawność własnych zmysłów i w istnienie w ogóle świata zewnętrznego wobec Pana, to rzeczywiście tak. Tylko skoro tak dalece posuwa się Pan w swym sceptycyźmie, to skąd nagle przyjęcie Boga? Ze sceptycyzmu do bólu nagle wolta o 180 stopni - w kompletną wiarę?

>Wszystko zostało powiedziane przez Kartezjusza w "Medytacjach". Kartezjusz twierdzi, że jeżeli mamy uzyskiwać jakąkolwiek wiedzę o świecie (a wie Pan, że był on też niezłym matematykiem i fizykiem i że natura świata fizycznego bardzo go interesowała), musimy przyjąć istnienie Boga.
Nie musimy. Jedyne co mamy to doświadczenie.

>Inaczej nasza wiedza (której pożądamy wszyscy) obraca się w niwecz.
Słyszał Pan coś o zasadzie zachowania energii?
Żartuję. Ale jestem całkowicie przekonany, że o brzytwie Ockhama Pan nie słyszał.

Proszę Pana, dlaczego musi Pan koniecznie mieć tego Boga? Czy Pan nie dostrzega, że to jest tylko ludzka idea niemająca potwierdzenia w faktach? Oczywiście, że pytanie o Niego jest i zawsze było dla ludzi istotne, ale jaką możemy dać odpowiedź, skoro absolutnie nic sprawdzonego na temat jego istnienia nie wiemy?

"Dlaczego istnieje raczej coś, niż nic?" jest tylko pytaniem a nie argumentem, szanowny Panie Elasp. Nie wierzę Panu, że zna Pan na nie odpowiedź.
04-03-2013 08:41 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

Z Ranickim to moje przeoczenie, więc cofam słowa o prostactwie. Niemniej, był to agent UB. Chcąc czy nie, bezpośrednio lub pośrednio, przykładał więc rękę do morderstw na polskich patriotach.

Socjotechnika jest groźna z uwagi na jej zasięg, chociaż może się przedstawiać niewinnie.

Słowa "laicki racjonalizm" nie są pleonazmem, gdyż fideista może przecież uważać, że rozum jest sposobem poznania świata i narzędziem mającym zastosowanie w sprawach praktycznych. Macie karykaturalny obraz fideisty jako kogoś, kto zamiast założyć piorunochron modli się o to, aby w kościół nie uderzył piorun. Poza tym racjonalizm pozbawiony wiary jest sprzeczny (sam Pan przyznał zresztą, że niekonsekwentny), co wykazywałem na tym forum. Trzeba więc odróżniać porządny racjonalizm od absurdalnego.

"Czy Pan myśli, że uczestnicy forum z lenistwa i konformizmu tu z Panem dyskutują?". Współczesny światopogląd w kwestii etyki to wyraz pragnienia, aby wszystko ułatwić, ażeby ułatwić to, co Kościół (lub religia) niepotrzebnie komplikuje. Nie twierdzę, że lenistwo i konformizm są najgorszym złem. Ideologia Oświeceniowa ma więcej grzechów na sumieniu (faszyzm, komunizm), O tym też pisałem.

""Dlaczego istnieje raczej coś, niż nic?" jest tylko pytaniem a nie argumentem, szanowny Panie Elasp. Nie wierzę Panu, że zna Pan na nie odpowiedź."
Oczywiście, że znam. Pan zna ją także.

04-03-2013 10:44 
 Ocena 8 na 8
maceox (6766 punktów)
>Trzeba więc odróżniać porządny racjonalizm od absurdalnego.
Dokladnie się tu z Panem zgadzam. Sądzi Pan, że wymyślenie sobie Boga i jego atrybutów jest porządnym racjonalizmem?

>Ideologia Oświeceniowa ma więcej grzechów na sumieniu (faszyzm, komunizm)
Czy Pan może widział kiedyś w TV przemówienia Hitlera lub Goebbelsa? Czy widział Pan reakcje publiczności? Faszyzm i komunizm opierały się na religijnej wierze w jedyną sluszność ideologii prezentowanych przez pół-bogów - Hitlera i Stalina.
Czy Pan coś słyszał o Korei Północnej? To wszystko przykład tego, co z ludźmi robi wiara.
Czy podejmuje się Pan policzenia trupów spowodowanych chrześcijaństwem - niesieniem zbawczej miłości bliźniego innym ludziom np. w ramach podboju Ameryki Południowej, albo Katarom? Czy może to nie chrześcijaństwo jest winne, tylko konkretni sprawcy? To może też nie hitleryzm jest winny, tylko konkretni sprawcy?
Tak, stanowczo uważam, że to nie idee same w sobie czynią zło, a konkretni ludzie. Należy się tylko zastanowić, co z ich umysłami czyni WIARA w jedyną słuszność wyznawanej ideologii.

>""Dlaczego istnieje raczej coś, niż nic?" jest tylko pytaniem a nie argumentem, szanowny Panie Elasp. Nie wierzę Panu, że zna Pan na nie odpowiedź."
>Oczywiście, że znam. Pan zna ją także.
Tak? To proszę udowodnić, że świat stworzył dobry Bóg, a nie zły demiurg. Naprawdę choć trochę współczując ludziom cierpiącym więcej przemawia za tą drugą spekulacją.
04-03-2013 13:07 
 0 na 4
Elasp (6859 punktów)
>>Trzeba więc odróżniać porządny racjonalizm od absurdalnego.
>Dokładnie się tu z Panem zgadzam. Sądzi Pan, że wymyślenie sobie Boga i jego atrybutów jest porządnym racjonalizmem?

Na pewno lepszym niż racjonalizm otwarcie niekonsekwentny.

>>Ideologia Oświeceniowa ma więcej grzechów na sumieniu (faszyzm, komunizm)
>Czy Pan może widział kiedyś w TV przemówienia Hitlera lub Goebbelsa?

Oto skutki walki z Kościołem i bezmyślnego scjentyzmu. Komunizm i faszyzm uważały się za ugruntowane przez naukę: marksizm - przez naukę o społeczeństwie kapitalistycznym, zaś faszyzm - przez naukę o rasach. I jedni i drudzy mieli
swoich profesorów, instytuty, konferencje, badania naukowe, itp. Wszystko było naukowe od A do Z.

>Czy podejmuje się Pan policzenia trupów spowodowanych chrześcijaństwem - niesieniem zbawczej miłości bliźniego innym ludziom np. w ramach podboju Ameryki Południowej, albo Katarom?

Nie sądzę, aby oni byli łaskawsi wobec nas, gdyby mieli okazję najechać na Europę. Poza tym posługuje się Pan sofizmatem: z tego, że X będący katolikiem zabija Y-eka, który katolikiem nie jest, nie wynika, że X zabija Y-eka dlatego, że Y nie jest katolikiem. Myślę, że idee religijne były wygodnym pretekstem do konkwisty mającej cele wybitnie ekonomiczne (złoto) i polityczne. Trzeba także zwrócić uwagę na fakt, iż Indianie byli dziesiątkowani przez choroby przyniesione przez Europejczyków.

>Tak? To proszę udowodnić, że świat stworzył dobry Bóg, a nie zły demiurg.

Wystarczy udowodnić, że istnieje wszechmocny Bóg - na złego demiurga nie będzie już miejsca w świecie. Poza tym można udowodnić osobno nieistnienie absolutnego zła. Jeżeli przedmiot absolutnie zły to ten, który nie ma żadnej doskonałości, to w na pewno nie istnieje, albowiem istnienie jest jedną z doskonałości.
04-03-2013 23:14 
 Ocena 9 na 9
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Trzeba więc odróżniać porządny racjonalizm od absurdalnego.
Dokładnie tak! Należy odróżniać racjonalizm od wszelkich bzdur napisanych na temat racjonalizmu przez różnych fideistów. Racjonalistycznego sensu irracjonalnym bezsensem zastąpić się nie da i tu żadne wygibasy-wykrętasy nie pomogą.

>>>>Dokładnie się tu z Panem zgadzam. Sądzi Pan, że wymyślenie sobie Boga i jego atrybutów jest porządnym racjonalizmem?
>Na pewno lepszym niż racjonalizm otwarcie niekonsekwentny.
Dwu klechów pod Kościołem Mariackim się spotkało i co do niekonsekwencji racjonalizmu się dogadało. Powierzyli tą Absolutną Prawdę klerykowi, który teraz ją nam tu objawia. Ło Boże!

>Oto skutki walki z Kościołem i bezmyślnego scjentyzmu.
A kto i gdzie walczył z Kościołem - racjonaliści?
Racjonaliści to tylko walczą z miernym skutkiem z głupotą.

>Komunizm i faszyzm
To religie, tak samo jak chrześcijaństwo i tak samo jak ono zwalczały konkurencję.
Nawet łatwo dostrzec jak wiele metod od chrześcijaństwa te upiorne ustroje przejęły.
NKWD i Gestapo żywcem przejęło wzorce inkwizycji, a SS wzorowało się na zakonach.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,474361/z,0

>uważały się za ugruntowane przez naukę: marksizm - przez naukę o społeczeństwie kapitalistycznym, zaś faszyzm - przez naukę o rasach. I jedni i drudzy mieli
>swoich profesorów, instytuty, konferencje, badania naukowe, itp. Wszystko było naukowe od A do Z.
Marksizm - Panie Mądralo - to szkoła filozoficzna, tak jak i tomizm.
Natomiast faszyzm i radziecki (stalinowski komunizm), czy później państwa demokracji ludowej tzw. "demoludy" korzystały z dobrych wzorców wypracowanych przez rzymskie chrześcijaństwo:
www.pedkat(*)o-znaczy-uniwersytet-katolicki
www.kul.pl(*)rsytetow-europy,art_35941.html
www.przewo(*)/kuznie_katolickiej_elity.html

>>>>Czy podejmuje się Pan policzenia trupów spowodowanych chrześcijaństwem - niesieniem zbawczej miłości bliźniego innym ludziom np. w ramach podboju Ameryki Południowej, albo Katarom?
>Nie sądzę, aby oni byli łaskawsi wobec nas, gdyby mieli okazję najechać na Europę.
Pan nie sądzi, a na jakich podstawach Pan tak sobie gdyba? Na podstawie własnej wiary? "Katarzy.Rzymskie oczyszczenie z czystych" oraz cały wątek: www.racjonalista.pl/forum.php/s,523045/z,0

>Poza tym posługuje się Pan sofizmatem:
Jest tu paru fideistów posługujących się sofistyką, ale daję tu Panu palmę pierwszeństwa. Jest Pan w sofizmatach niedościgniony. Zarzucanie innym sofizmatów, to też zastosowanie sofistycznego wzoru odkręcania kota ogonem.

>z tego, że X będący katolikiem zabija Y-eka, który katolikiem nie jest, nie wynika, że X zabija Y-eka dlatego, że Y nie jest katolikiem. Myślę, że idee religijne były wygodnym pretekstem do konkwisty mającej cele wybitnie ekonomiczne (złoto) i polityczne. Trzeba także zwrócić uwagę na fakt, iż Indianie byli dziesiątkowani przez choroby przyniesione przez Europejczyków.
Tak się tylko dziwnie składa, że ci Europejczycy katolikami byli i całe ludzkie zło do obu Ameryk, to jako "Dobrą Nowinę" wyznawcy Boga Miłości - Jezusa Chrystusa przynieśli. Zawsze i wszędzie cały Kościół był przeżarty chciwością na dobra doczesne pięknosłowie pozostawiając tylko do wiary baranom (owieczkami ich nazywając), ale to religijna wiara była zawsze doskonałym usprawiedliwieniem dla wszelakiej podłości czynionej na chwałę Boga i Świętego Kościoła Katolickiego.

>>>>Tak? To proszę udowodnić, że świat stworzył dobry Bóg, a nie zły demiurg.
> Wystarczy udowodnić, że istnieje wszechmocny Bóg
Dokładnie! Wystarczy udowodnić, a jak na razie, to nawet nie wiadomo co "to" miałoby znaczyć? Ot zwykłe pieprzenie o Szopenie, jakie Pan Elasp od kilku miesięcy tu wstawia.

@@@
.
05-03-2013 00:28 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
>>Sądzi Pan, że wymyślenie sobie Boga i jego atrybutów jest porządnym racjonalizmem?
> Na pewno lepszym niż racjonalizm otwarcie niekonsekwentny.
Oj ta konsekwencja już na kilometr Prawdziwością jedzie. Stanowczo wolę moje emocjonalne niekonsekwencje, które konsekwentnie znajdują uzasadnienie w moim ewolucyjnym pochodzeniu.

> Oto skutki walki z Kościołem i bezmyślnego scjentyzmu. Komunizm i faszyzm uważały się za ugruntowane przez naukę: marksizm - przez naukę o społeczeństwie kapitalistycznym, zaś faszyzm - przez naukę o rasach. I jedni i drudzy mieli swoich profesorów, instytuty, konferencje, badania naukowe, itp. Wszystko było naukowe od A do Z.
No i co? I Pan uważa, że to była rzeczywiście nauka, czy tylko tak się sami siebie naukowo nazywali?

>>Czy podejmuje się Pan policzenia trupów spowodowanych chrześcijaństwem - niesieniem zbawczej miłości bliźniego innym ludziom np. w ramach podboju Ameryki Południowej, albo Katarom?
>Nie sądzę, aby oni byli łaskawsi wobec nas, gdyby mieli okazję najechać na Europę.
Być może, ale to my wyznawaliśmy etykę chrześcijańską, a nie oni.

>Poza tym posługuje się Pan sofizmatem: z tego, że X będący katolikiem zabija Y-eka, który katolikiem nie jest, nie wynika, że X zabija Y-eka dlatego, że Y nie jest katolikiem.
Całkiem możliwe, ale mi wystarczy że w ogóle X kogoś zabija, pomimo, że jest katolikiem, natomaist ekskomunikę dostaje za ślub z protestantem.

>Myślę, że idee religijne były wygodnym pretekstem do konkwisty mającej cele wybitnie ekonomiczne (złoto) i polityczne.
Idee religijne najczęściej są tylko wygodnym pretekstem do wykorzystywania innych.

>Trzeba także zwrócić uwagę na fakt, iż Indianie byli dziesiątkowani przez choroby przyniesione przez Europejczyków.
A Europejczycy, gdy to spostrzegli to ich zaraz leczyć zaczęli, tudzieć się wycofali.

>>Tak? To proszę udowodnić, że świat stworzył dobry Bóg, a nie zły demiurg.
> Wystarczy udowodnić, że istnieje wszechmocny Bóg - na złego demiurga nie będzie już miejsca w świecie.
No to proszę! A dlaczego aż wszechmocny? Niech Pan zacznie od wystarczająco mocnego. Może będzie łatwiej.

>Poza tym można udowodnić osobno nieistnienie absolutnego zła.
A kto mówił o absolutnym? Mówiłem od razu, że Prawdziwością jedzie. To takie ludzkie idee nieistniejące w przyrodzie. A mi jakoś bliżej zwykłej natury.

>Jeżeli przedmiot absolutnie zły to ten, który nie ma żadnej doskonałości,
A jeżli jest inaczej i przedmiot absolutnie zły to ten, który jest całkowicie doskonały? To co wtedy?

>to w na pewno nie istnieje, albowiem istnienie jest jedną z doskonałości.
Wie Pan, naprawdę głupio mi się nabijać z Pana literówek, gdyż mi również się one zdarzają, tyle że w Pańskim przypadku są one zasadniczo adekwatne do treści wypowiedzi. Jakie istnienie, jaka doskonałość? Niech się Pan przejdzie trochę po szpitalach, Pan pozna humor Pana Boga.
05-03-2013 10:38 
 Ocena 9 na 9
Hodża (11172 punktów)
>Jeżeli przedmiot absolutnie zły to ten, który nie ma żadnej doskonałości, to w na pewno nie istnieje, albowiem istnienie jest jedną z doskonałości.

Takiej skończonej bzdury już dawno na tym portalu nie czytałem. Za dużo Anzelma, za dużo. A skądże to o istnieniu "w ogóle" można orzekać innym, szczególnym istnieniem? Poczytaj trochę krytyki argumentu ontologicznego. No i czym jest "doskonałość"? A "absolutność"? Tego rodzaju dywagacje poznawczo nie znaczą kompletnie nic, toż to retoryka czystej wody.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
Elasp (6859 punktów)

Ten argument był tylko dygresją, nie ma dla mnie zasadniczego znaczenia.

28-02-2013 14:41 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>W zasadzie merytorycznie też powinna istnieć możliwość dogadania się pomiędzy dwoma myślącymi ludźmi. Dlaczego jest to takie trudne?
Gdyż choć wszyscy normalni ludzie myślą, to rzadko spotyka się dwóch "myślących" na raz. "Myślący" jakoś tam - wcześniej czy później - jednak się dogadują. Natomiast dogadanie się umysłem ukształtowanym przez wiarę i wierze podporządkowanym jest tylko możliwe w tematach z tą wiarą niezwiązanymi.

>Widzi Pan - fakt, że potrafię wejść w spór nawet z Panem Andrzejem jeszcze wcale nie świadczy o mojej przenikliwości.
Panie Macieju, na naszym forum jest spora grupa osób, którym jestem ogromnie wdzięcznym za rozwijające mnie intelektualnie rozmowy. Ludzi, od których i dzięki którym wiele się uczę. Pan do tych osób należy.

>Dużo trudniej z tego sporu wyjść z tarczą, o czym całkiem niedawno sam Pan się przekonał.
To wszystko zależy od wielkości formatu człowieka. Nikt z nas wszystkiego nie wie i każdy popełnia pomyłki. "Mali" ludzie przy swoim zdaniu się upierają, kręcą i kłamią i sami w swoich matactwach tak się zaplątują, że trudno im później wyjść z nich z honorem. Średnim wychodzi to średnio (tak jak mnie), a ci "najwięksi" z nas umieją się wycofać, przyznać do błędu przeprosić. Poszukać innych rozwiązań.

Są i ludzie zupełnie "malutcy" (formatem - wzrostu to mogą mieć i ponad 190 cm). Mało wiedzący i rozumiejący. Bojący się samodzielnego myślenia. Zadufani w prawdę swojej wiary i niczego - poza swoimi schematami - nie potrafiący zrozumieć. Mający poczucie krzywdy niedocenienia swojego intelektu. Obrażeni i obrażający wszystkich myślących inaczej. Prawie zawsze łączy to się z głęboką wiarą, choć różne mogą być podmioty/przedmioty tej wiary.

>Jednocześnie jak trzeba, to pokłócę się z wszystkimi świętymi, a nawet z samym Bogusławskim.
Bogusławski to nawet nie inspiruje do świętości, Jeżeli już - to ta druga strona boskości wydaje mu się bliższą. "Kłótnie" z Panem sobie bardzo cenię od samego początku. Sporo Pan wie i stara się być merytorycznym, a że się różnimy - i w poglądach i w ocenach - to bardzo dobrze.

>A jak kiedyś przez przypadek miałby Pan znów zostać zbanowany,
Uważam, że wielu osobom, w tym panu Elaspowi słusznie się to należy, ale nigdy za tym nie wnioskowałem i chyba nie zawnioskuję. Tak, jak napisałem jego teksty stanowią inspirację, choć czasem przekraczają granice kultury.

>to całkiem możliwe, że ponownie się o Pana upomnę znów wylatując na oślą ławkę.
To nie Pan wyleciał na oślą ławkę, a Pański tekst. Ja też miałem takie przypadki i subiektywnie odebrałem je jako niesprawiedliwość. Trudno nam być obiektywnymi we własnej sprawie, ale starać się należy.

Teza: "Należy odrzucać wszelkie dogmaty niezależnie od źródła, z którego się wywodzą".
Jest metodologiczną podstawą całej nauki i stanowi jej paradygmat wprawdzie podważalny, ale jak na razie nie podważony i całkowicie sprawdzający się w praktyce.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
27-02-2013 18:58 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Można odpowiedzieć w ten sposób: zależy komu zada się to pytanie.
Zdecydowanie tak. Pomiędzy debilem, a geniuszem są jakieś drobne różnice, a także pomiędzy fideistą a racjonalistą jakieś dostrzec można. Jeżeli chce się mądrych odpowiedzi, to warto mądrym zadawać pytania.

>Owszem, zapewne nie wybierze egzystencji owego dziecka człowiek w pełni sił i zdrowia (powie: "wolałbym nie żyć, niż żyć w ten sposób"), natomiast człowiek umierający, a bardzo chcący żyć, wybierze nawet taką egzystencję, niż własne nieistnienie.
A Pan to z mocy Boga wie i chce decydować za wszystkich. Ja nie wiem. Ludzie są różni pod bardzo wieloma względami.

>Pan liczy się z głosem tego pierwszego człowieka, a pomija drugi.
Ja liczę się z głosem każdego człowieka i uważam, że każdy człowiek ma prawo wyboru, ale nasza wolność kończy się, gdy zaczyna ograniczać wolność drugiego człowieka. Wszystkie nasze jawne czyny podlegają społecznym osądom i nie zgadzam się, aby ktokolwiek był ponadto. Nie uznaję żadnych świętych, choć ogrom ludzi postępowało w życiu bardzo przyzwoicie, czy zdobywało się na czyny heroiczne.

>Rodzice tego dziecka - odwrotnie,
Co rodzice tego dziecka odwrotnie?
Rodzice tego dziecka - podobnie do Szanownego Pana - nie zadali sobie żadnego pytania, gdyż zostali tak religijnie ukształtowani, że ich na to po prostu nie stać.
Wszelkich odpowiedzi udziela im religia, a myśli za nich hierarchiczny kler.

>i mieli do tego prawo dokąd nie wykażemy,
Tak, mieli prawo, ale wszelkie kodeksy są ludzkim wymysłem.

> że pierwszy głos zawsze liczy się bardziej niż drugi.
Najbardziej dla rodzica to powinno liczyć się dobro dziecka i jego los. To religijne pomysły oddawać dzieci na ofiarę dla przebłagania okrutnego Boga. Dziecka nikt o zdanie nie zapytał, a gdy był czas decyzji, to jeszcze nie było żadnego dziecka.

>Ponoć jest Pan relatywistą - ?
Jestem, tyle tylko, że Pan zupełnie nie wie co to znaczy. To nie ma niczego wspólnego z obłudą kleru Kościoła Katolickiego. Ludzi, którzy co innego mówią, a co innego czynią. To nie jest relatywizm katolicki. Jest to system moralny wywodzący się z racjonalnych osądów konkretnych działań. Tu trzeba samodzielnie myśleć.

>Trudno jednak orzec, jaka właściwie instancja feruje taki wyrok,
>>>>Właśnie jaka instancja czuje się uprawniona do wydawania takich wyroków i dokonywania wyborów za innych?
> Ludzki rozum, oczyszczony z naszych zwierzęcych skłonności (do wygodnictwa) i antyreligijnych zabobonów.
Właśnie! To "ludzki rozum" nakazuje, aby się chłop w sukienki ubierał i ambon nakazywał jak ludzie postępować mają, a gdy już zejdzie to do dzieci się dobierał.
Wielce Szanowny Panie, ludzki rozum to już od dawna nauka reprezentuje i to uczeni wraz z rodzicami powinni mieć tu zasadniczy głos i nikt więcej. Żadna religia i żaden klecha nie ma prawa tu mieszać.

CDN
.
27-02-2013 18:58 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Ciąg dalszy:

>Ale aborcji w imię czego? Zapewne własnego lenistwa lub postawy, która w najlepszym razie nie jest jedyna (patrz wyżej, odpowiedź drugiego człowieka).
Na ten temat zainicjowałem wątek
www.racjonalista.pl/forum.php/s,334672/z,0
Były i następne np.:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,435136/z,0
w których przedstawiłem dokładnie swoje poglądy na temat co czyni nas człowiekiem i od kiedy nim się stajemy?

>Poza tym nadużywa Pan słowa "eksperyment medyczny"
Czy jednokrotne i w innym kontekście użycie - Nigdy nie zgodziłbym się nie tylko na eutanazję tych chorych, ale nawet na jakiekolwiek eksperymenty medyczne wykonywane na tych ludziach - to nadużycie?

> - na jakiej postawie przyjmuje Pan, że brak aborcji tego dziecka jest eksperymentem medycznym?
A na jakiej podstawie znowu Pan mi swoje chore projekcje w usta wkłada? Gdzie ten przypadek określiłem "eksperymentem medycznym"?

Pan Elasp:
A więc istoty nieodczuwające nie mają prawa do bycia człowiekiem? Co z głęboko upośledzonymi, ludźmi w śpiączce (ludźmi?)? Jak rozumiem, utrzymywanie ich przy życiu jest także podłym okrucieństwem względem nich, rodzajem ich upokorzenia? Polecam Panu film "Dasein ohne Leben". Tam nie ma za grosz religii, tam jest wyłącznie racjonalność, same racjonalne argumenty. Już autorzy i zleceniodawcy tego filmu wiedzieliby, co zrobić oz tym dzieckiem z anencefalią...

Poza tym, człowiek potrafi dbać o istoty nieodczuwające - rośliny i niższe zwierzęta. Jego człowieczeństwo polega także na tym, iż docenia życie w każdej postaci - pod ochroną jest wszak wiele roślin i zwierząt nie mających dla człowieka znaczenia egzystencjalnego, ekonomicznego ani estetycznego. Chronimy je, bo są przejawami życia (a może zna Pan jakiś inny powód?) Ten sam powód każe nam chronić życie istot niedorozwiniętych, ułomnych i słabych, niezdolnych do samodzielnego życia. Nie tylko stać nas..

Tak, Pan tego terminu nie używa. Nie przedstawia Pan żadnych jasnych konstrukcji zdaniowych ani zrozumiałej terminologii. Można zgodnie ze szkołą katolickiej teologii kręcić do woli.

>Na przestrzeni całej historii ludzkości kobiety rodziły nieraz dzieci martwe, z rozmaitymi wadami, itp.
Tak, ale medycyna dokonała ogromnego postępu i w zakresie przeżywalności niemowląt i w zakresie przeżywalności połogu przez matki. Wiem Pan chciałby nas cofnąć do średniowiecza, ale na to nie ma zgody.

>Jest to zjawisko naturalne, żaden "eksperyment medyczny".
Nie, Szanowny Panie, doprowadzenie do urodzenia płodu skazanego na kalectwo lub śmierć jest eksperymentem na żywym człowieku.

>Ponoć jest Pan naturalistą - ?
Tak, ale do czego Panu wiedza, której Pan pojąć nie potrafi.

>Teraz widać dostatecznie jasno, że Pańskie zarzuty podłości opierają się na mistyfikacji:
Pan nawet nie potrafi zrozumieć moich zarzutów. Podłością jest doprowadzenie do urodzenia takiego dziecka, a za to rodzice są najmniej winni. Już większą winą obarczam tu Pana, człowieka który wcale ich nie znał od nich samych. Winny jest system religijny, w który ludzie świecie wierzą, a który nachalnie wciskają im różni propagandziści, do których zaliczam i Pana.

>1) ogranicza Pan punkt widzenia do punktu widzenia przyjmowanego przez zdrowego człowieka (patrz wyżej). Ale taki człowiek nie wybrałby także życia człowieka sparaliżowanego, przewlekle chorego, inwalidy, itp.,
Szanowny Panie, nie należę do ludzi ograniczonych jakąkolwiek ideologią, a tym bardziej nie zaślepia mnie żadna wiara. Nie znam żadnych pewnych i ostatecznych odpowiedzi. Ja ich szukam rozpatrując każdy przypadek osobno. Pan wie co każdy człowiek by wybrał. Ja pisałem tylko o sobie.

>2) nadużywa Pan słowa "eksperyment medyczny".
A ile razy użyłem tego określenia (nie słowa). Bardzo proszę o źródło, gdyż (poza podanym wyżej przypadkiem) sobie tego zupełnie nie przypominam? Napisałem: Na ludziach nie wolno eksperymentować, czy to w imię religii, czy to w imię nauki. Tu ma Pan jeden z wielu przykładów religijnego eksperymentu na ludziach www.racjonalista.pl/kk.php/s,3646 Niewiele to miało wspólnego z medycyną.

>Eksperymentem medycznym jest przeprowadzanie czegoś, co nie zdarza się w sposób naturalny (np. rekonstrukcja twarzy, chirurgiczna zmiana płci).
Dziękuje za pouczenie. Przy takich poziomie pouczeń, to od razu widać, jak to żenujący jest poziom rozmowy z Panem, ale co zrobić taki właśnie poziom jest reprezentatywny dla polskiej inteligencji katolickiej. Ponadto, aby pouczać innych (oczywiście poza fideistami, gdyż ci są na specjalnych prawach) trzeba samemu coś tam wiedzieć, a Pan, jak widać, po prostu nie wie czym jest Eksperyment medyczny przeprowadzany na ludziach jest klasyfikowany jako eksperyment leczniczy lub badawczy. Eksperymentem leczniczym jest wprowadzenie przez lekarza nowych lub tylko częściowo wypróbowanych metod diagnostycznych, leczniczych lub profilaktycznych w celu osiągnięcia bezpośredniej korzyści dla zdrowia osoby leczonej. Może on być przeprowadzony, jeżeli dotychczas stosowane metody medyczne nie są skuteczne lub jeżeli ich skuteczność nie jest wystarczająca.

>Urodzenie dziecka chorego jest zjawiskiem naturalnym (niestety).
Nie, Szanowny Panie, świadome urodzenie głęboko upośledzonego dziecka, jest chore i tylko o tyle jest naturalne, jak naturalnymi są patologie i choroby. W takim rozumieniu naturalności, to sądzenie heretyków i czarownic też były zjawiskiem naturalnym.

@@@

CDN
.
27-02-2013 18:58 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Ciąg dalszy:

>Co też owi "podli" rodzice czynili.
Znowu przedstawia Pan swoje chore projekcje jako wypowiedzi innych. Napisałem:
Dla humanisty takie doświadczenie jest podłą obrzydliwością, ale zindoktrynowany religijnie umysł - mojej odrazy do decyzji rodziców - zupełnie pojąć nie może. Gdzie tu mowa o podłości rodziców, ale Pan dalej swoje:
>Powtarzam pytanie, dlaczego postępowanie rodziców było podłe? Słowo "podłość" padło - proszę wytłumaczyć, dlaczego.
Grzecznie tłumaczę dalej - jak chłop krowie na rowie:
Trudno ze ślepym rozprawiać o kolorach, a z głuchym o muzyce.
Nie, nie potrafię Panu np. wytłumaczyć dlaczego bardziej podłym wydaje mi się hipokryzja kleru głoszącego, że czynią zło dla dobra ofiar - nawet od samych potwornych czynów przez nich dokonywanych.

A Pan dalej swoje. Powtarzam więc raz jeszcze: Jako podłość wobec, tak dziecka, jak i rodziców jego uważam całe zdarzenie, a jego przyczyną jest głęboka wiara jego rodziców posiadających zindoktrynowane religijnie w procesie socjalizacji umysły. Właśnie takie umysły oraz presja - ograniczonego intelektualnie przez religię - otoczenia doprowadziły do zdarzenia, które jest dla mnie podłą obrzydliwością . Jest to moja subiektywna ocena zdarzenia, które Pan nam tu jako wzór postępowania przedstawił.
Każdy może sobie sam w tym wątku moje wypowiedzi sprawdzić. Kłamie Pan i kręci - nie tylko we własnych wypowiedziach, ale manipulując wypowiedziami innych. To katolicka metoda prowadzenia sporów.

>Zapewniam Pana, że niepotrzebnie mnie Pan w tym względzie poucza.
Nie pouczałem, tylko zadałem bardzo merytoryczne tu pytanie. Jeżeli zna Pan temat i mógł obserwować chorych o różnych stopniach upośledzenia, to tym gorzej oceniam Pańską wrażliwość. Mnie to co widziałem w kilku zakładach psychiatrycznych przeraża do tej pory, a były to nowoczesne zakłady w Polsce i Europie i opieka była tam bardzo dobra.
Miałem też znajomych upośledzonych w stopniu pozwalającym im na przebywanie w środowisku rodzinnym. Naprawdę, gdy niepotrzebnie zwracam na to Pańską uwagę, to zupełnie nie potrafię zrozumieć na czym polega nasze człowieczeństwo?

>Dziwnym trafem osąd (rzekomej) racjonalności zbiega się z odpowiedzią na pytanie "kim łatwiej się opiekować: dzieckiem zdrowym czy chorym?". Proszę zatem wytłumaczyć tę zbieżność.
A dlaczego? Ja się tu nie "zbiegałem". Napisałem: www.racjon(*).php/z,0/d,12/s,546248#w549524 a Pan odpowiedział: www.racjon(*).php/z,0/d,12/s,546248#w549584 i gdzie tu zbieżność z opiekowaniem? Zresztą dla mnie - choć bardzo ważna - opieka jest dalece wtórna od świadomego dopuszczenia do przyjścia takiego "człowieka" na świat. Zdarzenia, które ewidentnie wykazuje głupotę wynikającą z religijnych nakazów. To jest właśnie podłe, gdyż wcale nie liczy się z tym "dzieckiem" które się narodziło, a któremu pomimo jego potwornej ułomności należy się szacunek i współczucie.

>Mówiąc ogólniej, nowoczesna moralność
Nie wiem co to jest "nowoczesna moralność"? To jakiś katolicki epitet mający się nijak do rzeczywistości. Zalinkowałem Panu dyskusje o moralności, ale po co one Panu, gdy Pan i tak wie lepiej.

>wydaje podejrzanie te same wyroki, co konformizm ("po co się umartwiać, skoro można spędzić życie przyjemniej?", "eutanazja dla przerwania niedogodności życia? - proszę bardzo!", "wolna, nieskrepowana miłość? - jak najbardziej!").
Moralność, to jednak nie kler katolicki i nie wydaje żadnych wyroków. Moralność, to tylko zbiory zasad, którymi różne grupy społeczne starają się kierować, a jednostki wewnątrz tych grup przestrzegać.

>Proszę zatem podać przykład niereligijnej zasady etycznej, która ma charakter wybitnie niekonformistyczny i nieegoistyczny.
Jednej - to nie da rady. Muszą być dwie: I Nie bądź konformistą. II nie bądź egoistą.
Potwornie jest Pan zaślepiony swoją wiarą i ograniczony intelektualnie swoją religią.
Dla katolika liczą się słowa, a dla racjonalisty praktyka. Nie znam w całej historii ludzkości instytucji i jej funkcjonariuszy bardziej pazernych na dobra doczesne zaspokajanie żądzy władzy i własnych chuci, jak Kościół Katolicki i jego kler. Racjonaliści żyją osobno, ale może warto poznać biografie Jana W, Dawida, Władysława Witwickiego, Tadeusza Kotarbińskiego. Oni przeżyli własne życie całkowicie zgodnie z tym co głosili i takich racjonalistów jest tysiące, tylko ani oni sławni, ani chwalić się tym nie lubią. W mojej rodzinie dwie matki opiekowały się przez kilkadziesiąt lat dziećmi psychicznie niesprawnymi. Jedna głęboko wierząca katoliczka, a druga racjonalna ateistka. Różnic w miłości i podejściu do dziecka nie dostrzegłem i dla mnie obie były "święte"?

Szkoda, że tak mało merytorycznego ma Pan do powiedzenia.

@@@
.
27-02-2013 20:52 
 Ocena 1 na 3
Elasp (6859 punktów)

Proponuję zakończyć rozmowę na temat tego dziecka, zresztą luźno związaną z tematem wątku. Może za ten czas dojdzie Pan z samym sobą do zgody czy podli są rodzice, czy ich umysły, czy otoczenie, czy sytuacja, czy Kościół, czy ja. Stężenie nielogiczności i chaotyczności w Pana niemiłosiernie długich postach, ciągnących się niczym krówki-ciągutki, przekracza wszelkie dopuszczalne normy.
27-02-2013 22:02 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Proponuję zakończyć rozmowę na temat tego dziecka, zresztą luźno związaną z tematem wątku.
Nie bardzo związane (choć cały czas temat rozszerzałem i odnosiłem się do katolickiej filozofii praktycznej, czyli "filozofii z kurnika" konkretnego katolika). Trudno w rozmowach z Panem utrzymać temat wątku, gdyż Pan bardzo często wyrywa się jak Filip z konopi i uciekając od meritum (w którym brak Panu argumentów) i dokonuje różnych głupich pozamerytorycznych wrzutów. Tak i tym razem było.

>Może za ten czas dojdzie Pan z samym sobą do zgody czy podli są rodzice, czy ich umysły, czy otoczenie, czy sytuacja, czy Kościół, czy ja.
Pisałem to jasno od początku, doprecyzowywałem i wyjaśniałem na Pańskie życzenie, prostowałem Pańskie projekcje. Czy naprawdę aż tak potwornych ograniczeń intelektualnych wiara w Pańskim umyśle dokonała, że nawet prostych stwierdzeń zrozumieć Pan nie potrafi - czy tylko Pan udaje?
Współczuję, ale jak przysłowiowa mądrość głosi - na to nie ma lekarstwa.

>Stężenie nielogiczności i chaotyczności w Pana niemiłosiernie długich postach, ciągnących się niczym krówki-ciągutki, przekracza wszelkie dopuszczalne normy.
Na szczęście nie Pan normy tu wyznacza.
Pańską normą jest nieumiejętność sensownego sformułowania kilkuzdaniowej wypowiedzi i najczęściej prezentuje nam bełkotliwe pozbawione sensu wypowiedzi. Pańską normą jest manipulowanie treścią i sensem wypowiedzi innych. Pańską normą jest epitetowanie, pouczanie i obrażanie rozmówców, z którymi się Pan nie zgadza. Zaś moją normą jest wykazywanie do bólu fideistycznej głupoty. Wszędzie tam, gdzie ją tylko znajduję, a najbardziej tam, gdzie wpływa ona na nasze życie.
Całkowicie nie zgadzam się aby ograniczone religijnie umysły wyznaczały nam gdziekolwiek jakiekolwiek normy. Czy dotyczy to świata, Polski, czy tylko naszego forum. Mogą wyznaczać je tylko dla siebie.

Wielce Szanowny Panie,
parę postów wyżej napisałem do pana Macieja: nasze rozważania mają jakieś znaczenie tylko dla racjonalistycznej inteligencji, tu poczynając od nas dwóch.

Po panu Elaspie one i tak spływają ja woda po kaczce i ma w wielkim poważaniu, to co piszą inni - o ile nie potwierdzają jego wiary. Jest w stanie nawet najprostszą i najjaśniej sformułowaną wypowiedź zrozumieć po swojemu i każdy tekst zmanipulować.

Dlatego mało ważnym jest to co on i jego ideowi przyjaciele piszą, natomiast często bywają ważnym źródłem inspiracji dla naszych przemyśleń.

www.racjon(*).php/s,546248/z,0/d,16#w550714

Pańskie trollowanie na naszym forum jest przydatne, ale odpowiadając Panu ani przez chwilę nie podejrzewałem, że Pan to zrozumieć potrafi i moje rozważania skierowane są do racjonalistycznej inteligencji, do której ani zadeklarować, ani zapisać się nie można. To dosyć elitarna grupa, choć całkowicie otwarta i życzliwa wszystkim pretendentom.

@@@


Wiara albo rozum - wybór należy do ciebie.
.
28-02-2013 02:21 
 Ocena 2 na 4
maceox (6766 punktów)
> Proponuję zakończyć rozmowę na temat tego dziecka, zresztą luźno związaną z tematem wątku. [...] Stężenie nielogiczności i chaotyczności w Pana niemiłosiernie długich postach, ciągnących się niczym krówki-ciągutki, przekracza wszelkie dopuszczalne normy.
No i co Panie Elasp?
Napisałbym coś wymiękaniu rury, ale wymogłeś Pan na mnie tę formę grzecznościową i mi się już stylistycznie nie zgrywa.
Po prostu nie masz Pan argumentów, gdyż Pan Andrzej całkowicie pozamiatał. Ale gdy już pozamiatane i absolutnie nie ma się do czego przyczepić, to jeszcze zawsze można o chaotyczności i nielogiczności krówek-ciągutek dwa słowa wrzucić - tak by dla zasady tylko pomachać białą flagą, choć front już dawno nad Panem przeszedł.

P.S. To nie ma być złośliwość, tylko niech Pan może jeszcze raz tak bez emocji spojrzy na te trzy powyższe wpisy Pana Andrzeja pod kątem chociażby tylko twierdzenia o niemoralności racjonalistów.
28-02-2013 08:30 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Dyskutujmy więc, proszę bardzo.
28-02-2013 11:24 
 0 na 2
maceox (6766 punktów)
> Dyskutujmy więc, proszę bardzo.
A więc proszę:
Co Pan może jeszcze odpowiedzieć Panu Andrzejowi w dyskusji o dziecku z bezmózgowiem, którą Pan wywołał?
Dla mnie stanowisko Pana Andrzeja jest juz całkowicie jasne, spójne i słuszne. A Pan widzi tu jeszcze jakieś podstawy do dyskusji?
28-02-2013 18:25 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Pan Bogusławski pisze:

1. Racjonaliści nie dopuszczają do okrutnych doświadczeń na żywych ludziach i podejmują racjonalne decyzje.

2. Racjonalizm nie pozbawia ludzi ani uczuć, ani empatii, ale nie daje się nijak połączyć z głupotą, szczególnie z tą wynikającą z wiary.

3. Dla humanisty takie doświadczenie jest podłą obrzydliwością, ale zindoktrynowany religijnie umysł - mojej odrazy do decyzji rodziców - zupełnie pojąć nie może.

Wynika stąd, że:

a) Dziecko przeszło okrutne doświadczenie,

b) To okrutne doświadczenie było wynikiem decyzji rodziców,

c) Decyzja rodziców była wynikiem ich głupoty,

d) Ich głupota była wynikiem ich wiary religijnej.

Oczywista trudność dotyczy odpowiedzi na pytanie, na jakiej podstawie mamy uznać, że dziecko przeszło "okrutne doświadczenie". Ażeby usprawnić kulawe rozumowanie p. Bogusławskiego założyłem, że niespotykane często urodzenie dziecka z tak znacznym bezmózgowiem jest nieuzasadnionym eksperymentem medycznym (a takie należy potępiać), ale na to założenie nie zgodził się p. Bogusławski. Jedyne, co ma on do powiedzenia to to, że nie chcielibyśmy (lub nie chciałby on, p. Bogusławski), być na miejscu tego dziecka. Ale na słabość tego założenia zdążyłem już zwrócić uwagę.

Pan Bogusławski zdaje się posługiwać się tyleż rozpaczliwym, co nieskutecznym sofizmatem: skoro decyzja rodziców była wynikiem ich głupoty, a głupota ta była wynikiem ich wiary religijnej, to decyzja ta (niejako z definicji) nie mogła być dobra. I następnie zasypuje nas spektakularnymi przykładami szkodliwych decyzji wynikających z głupoty (wynikającej z wiary) dla podreperowania tegoż rozumowania. Sofizmat bierze się oczywiście z dwuznaczności słów "racjonalna decyzja". Słowa te można bowiem rozumieć dwojako: R1) r. d. = decyzja, która faktycznie wypłynęła z racjonalnego namysłu, R2) r. d. = decyzja, która mogła była wypłynąć z racjonalnego namysłu (chociaż niekoniecznie z takiego faktycznie wypłynęła). Sam nakaz racjonalnych decyzji można więc rozumieć dwojako, stosownie do znaczeń R1) i R2).

Pan Bogusławski utożsamia obydwa te znaczenia i twierdzi, że skoro decyzja rodziców była nieracjonalna w sensie R1), była też nieracjonalna w sensie R2). Brak racjonalności w znaczeniu R1) nie wyklucza się jednakże z racjonalnością w znaczeniu R2), a przynajmniej nie wyklucza się bez dodatkowych założeń.

Zacietrzewiony czytelnik oczywiście nic z tego nie zrozumie, lecz przecież czytelnik bezstronny z łatwością przyzna mi rację.


28-02-2013 23:28 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> Pan Bogusławski pisze:
>1. Racjonaliści nie dopuszczają do okrutnych doświadczeń na żywych ludziach i podejmują racjonalne decyzje.
>2. Racjonalizm nie pozbawia ludzi ani uczuć, ani empatii, ale nie daje się nijak połączyć z głupotą, szczególnie z tą wynikającą z wiary.
>3. Dla humanisty takie doświadczenie jest podłą obrzydliwością, ale zindoktrynowany religijnie umysł - mojej odrazy do decyzji rodziców - zupełnie pojąć nie może.
Tak!

>Wynika stąd, że:
> a) Dziecko przeszło okrutne doświadczenie,
Nie! Nie powiedziałem tego, gdyż tego nie wiem.

> b) To okrutne doświadczenie było wynikiem decyzji rodziców,
Jakie doświadczenie, dotyczące jakiej okrutności i czego będącej wynikiem?

> c) Decyzja rodziców była wynikiem ich głupoty,
Nie!

> d) Ich głupota była wynikiem ich wiary religijnej.
Nie!

W wyniku ograniczenia intelektualnego wynikającego z wiary religijnej rodzice podjęli głupią decyzję nie liczącą się z dobrem dziecka i poszanowaniem ludzkiej godności.

> Oczywista trudność dotyczy odpowiedzi na pytanie, na jakiej podstawie mamy uznać, że dziecko przeszło "okrutne doświadczenie".
Na żadnej i Bogusławski o tym pisze: znamy tylko religijny opis zdarzenia, który nam Pan tu przedstawił, a zupełnie nie znamy opisu medycznego.

>Ażeby usprawnić kulawe rozumowanie p. Bogusławskiego założyłem, że niespotykane często urodzenie dziecka z tak znacznym bezmózgowiem jest nieuzasadnionym eksperymentem medycznym (a takie należy potępiać), ale na to założenie nie zgodził się p. Bogusławski.
Ma Pan paskudny zwyczaj twierdzenia, że Pan lepiej wie, co ktoś myśli, od niego samego.
Manipulowana tekstami i wkładania ludziom w usta zdań przez nich niewypowiedzianych.
Przedstawiania własnych projekcji (czyli tego co Pan myśli, że oni myślą) jako czyiś poglądów.
Bzdurę Pan napisał i własnej bzdury wyciąga Pan bzdurne wnioski zupełnie bezpodstawnie wciągając w to Bogusławskiego.

>Jedyne, co ma on do powiedzenia to to, że nie chcielibyśmy (lub nie chciałby on, p. Bogusławski), być na miejscu tego dziecka.
Bogusławski: Odwiedzałem zakłady psychiatryczne wielokrotnie i osobiście oglądałem przeróżne poczucie humoru Pana Boga. Nigdy nie zgodziłbym się nie tylko na eutanazję tych chorych, ale nawet na jakiekolwiek eksperymenty medyczne wykonywane na tych ludziach, ale tam na końcu pada pytanie - czy chciałbyś tak żyć? Niech każdy sam sobie na nie odpowie. Ja nie chciałbym żyć nawet z umysłem mocno ograniczonym religijnie, choć zapewne miałbym większe poczucie zadowolenia. Szczęśliwych idiotów jest sporo.
Pisałem jeszcze na ten temat dużo, aż Pan Elasp z braku merytorycznych argumentów napisał: Proponuję zakończyć rozmowę na temat tego dziecka, zresztą luźno związaną z tematem wątku. Może za ten czas dojdzie Pan z samym sobą do zgody czy podli są rodzice, czy ich umysły, czy otoczenie, czy sytuacja, czy Kościół, czy ja. Stężenie nielogiczności i chaotyczności w Pana niemiłosiernie długich postach, ciągnących się niczym krówki-ciągutki, przekracza wszelkie dopuszczalne normy.

>Ale na słabość tego założenia zdążyłem już zwrócić uwagę.
Na różne słabości różnych ludzi i ich myśli zwraca Pan nawet po chamsku uwagę, tylko zupełnie nie dostrzega słabości swoich wywodów wywodzących się z Pańskiej słabości intelektualnej.

>Pan Bogusławski zdaje się posługiwać się tyleż rozpaczliwym, co nieskutecznym sofizmatem:
Bogusławskiemu nie potrzebne jest do niczego wykręcanie kota ogonem i dlatego nie stosuje żadnych sofizmatów. Przygważdża mętniactwo fideistów - tu Pana Elaspa - faktami i logiką wywodów. Na przykład według Wikipedii: Sofizmat (z gr. "sophisma" - wybieg, wykręt) czyli sztuka "wykręcania kota ogonem" i w większości wypowiedzi Pana Elaspa mamy tego egzemplifikacje, ale aby daleko nie szukać warto przyjrzeć się temu właśnie akapitowi, gdzie sofizmatykę mnie zarzuca - czyli czytajmy dalej: skoro decyzja rodziców była wynikiem ich głupoty, a głupota ta była wynikiem ich wiary religijnej, to decyzja ta (niejako z definicji) nie mogła być dobra. I następnie zasypuje nas spektakularnymi przykładami szkodliwych decyzji wynikających z głupoty (wynikającej z wiary) dla podreperowania tegoż rozumowania. Sofizmat bierze się oczywiście z dwuznaczności słów "racjonalna decyzja". Słowa te można bowiem rozumieć dwojako: R1) r. d. = decyzja, która faktycznie wypłynęła z racjonalnego namysłu, R2) r. d. = decyzja, która mogła była wypłynąć z racjonalnego namysłu (chociaż niekoniecznie z takiego faktycznie wypłynęła). Sam nakaz racjonalnych decyzji można więc rozumieć dwojako, stosownie do znaczeń R1) i R2).
>Pan Bogusławski utożsamia obydwa te znaczenia i twierdzi, że skoro decyzja rodziców była nieracjonalna w sensie R1), była też nieracjonalna w sensie R2). Brak racjonalności w znaczeniu R1) nie wyklucza się jednakże z racjonalnością w znaczeniu R2), a przynajmniej nie wyklucza się bez dodatkowych założeń.

>Zacietrzewiony czytelnik oczywiście nic z tego nie zrozumie, lecz przecież czytelnik bezstronny z łatwością przyzna mi rację.
Tak, napisał Pan, iż ma Pan doświadczenia z chorymi psychicznie.
Coraz bardziej to rozumiem, ale nic z tym zrobić nie mogę.

PS. Jak wygląda w praktyce opieka i pomoc Kościoła i instytucji związanych z religią ludziom z niesprawnościami w tym intelektualnymi i ich rodzinom. Jak wygląda w praktyce opieka tych instytucji nad dziećmi urodzonymi wbrew woli rodziców i ich matkami, na które wywierano presję aby urodziły. Tylko proszę nie pisać, że są takie zakłady dla nich przeznaczone. Są sam widziałem i niektóre są nawet wzorowo prowadzone. Tyle tylko, że ich proporcja do potrzeb i wydatków Kościoła na inne cele jest wprost żałosna. Służą one tylko do propagandowej obłudy. Pokazania, że Kościół czyni działalność charytatywną.

@@@
.
01-03-2013 12:29 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
> Pan Bogusławski pisze:
>1. Racjonaliści nie dopuszczają do okrutnych doświadczeń na żywych ludziach i podejmują racjonalne decyzje.
>2. Racjonalizm nie pozbawia ludzi ani uczuć, ani empatii, ale nie daje się nijak połączyć z głupotą, szczególnie z tą wynikającą z wiary.
>3. Dla humanisty takie doświadczenie jest podłą obrzydliwością, ale zindoktrynowany religijnie umysł - mojej odrazy do decyzji rodziców - zupełnie pojąć nie może.
>Wynika stąd, że:
> a) Dziecko przeszło okrutne doświadczenie,
> b) To okrutne doświadczenie było wynikiem decyzji rodziców,
> c) Decyzja rodziców była wynikiem ich głupoty,
> d) Ich głupota była wynikiem ich wiary religijnej.
Przepraszam, a gdzie się Pan uczył wnioskowania? To była filmowa Akademia Policyjna, czy rzeczywiste Seminarium Duchowne?
Najwyraźniej nie zauważył Pan, że Pan Andrzej przedstawił kompletny wywód i żadnych dalszych wniosków (tym bardziej pokrętnych) do jego zrozumienia wyciągać już nie trzeba.

Można jedynie wywód Pana Andrzeja streścić - specjalnie dla Pana:
Wskazani przez Pana rodzice dziecka z bezmógowiem byli zindoktrynowani religijnie i podjęli decyzję o urodzeniu tego dziecka omamieni tę właśnie religijną ideologią.
Tymczasem gdyby nie byli religijnie zindoktrynowani, to w chwili, w której płód mial 12 tygodni i wiadomo było, że ma bardzo poważną wadę skutkującą w przyszłości prawie całkowitą niepełnosprawnością - mogliby podjąć swobodną decyzję, w oparciu o wiedzę naukową i własne sumienie nie licząc się z żadnymi zabobonami.

Dwa grosze ode mnie (ale pozostjąc w duchu wypowiedzi Pana Andrzeja): ponieważ na gruncie nauki o człowieku można mówić w zasadzie dopiero od jego urodzenia, ale najwcześniej wówczas, gdy płód ma już rozwinięty mózg, to w cywilizowanych krajach tzw. "aborcja na życzenie" jest dopuszczalna do pewnego momentu ciąży. Możliwość podjęcia tej decyzji nie powinna być ludziom odbierana przez religijne ideologie, gdyż te bazują na fałszywych przesłankach wywodzących się z pustych spekulacji.

Nikt nie mówi o tym, że rodzice powinni byli podjąć decyzję o aborcji, ale powinni mieć taką możliwość wyboru.

Odbieranie ludziom owej możliwości wyboru jest PODŁOŚCIĄ.

I to już jest wszystko w tym temacie, Panie Elasp.

>Zacietrzewiony czytelnik oczywiście nic z tego nie zrozumie, lecz przecież czytelnik bezstronny z łatwością przyzna mi rację.
Nic z tego nie rozumiem, ale cały Pański pseudo-logiczno-filozoficzny wywód świadczy tylko i wyłącznie o Pańskim zacietrzewieniu. Brak Panu argumentów i sięga Pan po skomplikowane terminy i operacje logiczne, tylko po to, by pokryć nimi ideową pustkę pańskich religijnych koncepcji, które się kupy nie trzymają, w sytuacji gdy rozpatrywany przypadek wcale takich komplikacji pojęciowych nie wymaga.
Elasp (6859 punktów)

>Można jedynie wywód Pana Andrzeja streścić - specjalnie dla Pana:
>Wskazani przez Pana rodzice dziecka z bezmógowiem byli zindoktrynowani religijnie i podjęli decyzję o urodzeniu tego dziecka omamieni tę właśnie religijną ideologią.

No i co z tego?

>Tymczasem gdyby nie byli religijnie zindoktrynowani, to w chwili, w której płód mial 12 tygodni i wiadomo było, że ma bardzo poważną wadę skutkującą w przyszłości prawie całkowitą niepełnosprawnością - mogliby podjąć swobodną decyzję, w oparciu o wiedzę naukową i własne sumienie nie licząc się z żadnymi zabobonami.

No, ale gdyby podjęli wtedy decyzję o urodzeniu, też byłoby źle? Skąd Pan wie, że ich decyzja byłaby inna? Przecież piszę o tym wyraźnie, mówiąc o racjonalnej decyzji w znaczeniu R1 i R2. Proszę wykazać, że ich decyzja była nieracjonalna w znaczeniu R2.

>Dwa grosze ode mnie (ale pozostjąc w duchu wypowiedzi Pana Andrzeja): ponieważ na gruncie nauki o człowieku można mówić w zasadzie dopiero od jego urodzenia,
gdy płód ma już rozwinięty mózg, to w cywilizowanych krajach tzw. "aborcja na życzenie" jest dopuszczalna do pewnego momentu ciąży.

Jest dopuszczalna, ale to nie znaczy, że jest konieczna. Przymusu aborcji jeszcze chyba nie ma.

>Możliwość podjęcia tej decyzji nie powinna być ludziom odbierana przez religijne ideologie, gdyż te bazują na fałszywych przesłankach wywodzących się z pustych spekulacji.

Proszę wykazać fałszywość tych przesłanek.

>Nikt nie mówi o tym, że rodzice powinni byli podjąć decyzję o aborcji, ale powinni mieć taką możliwość wyboru. >Odbieranie ludziom owej możliwości wyboru jest PODŁOŚCIĄ.

Na takiej zasadzie każda ideologia jest podłością, bo wyznacza pewien model życia i tym samym w jakimś sensie decyduje za człowieka, który tę ideologię wyznaje. Np. wegetarianin powstrzymuje się przed pewnymi wyborami (nawet nie podchodzi do regałów z mięsem), a może powinien swobodnie wybierać, stojąc przed półką sklepową?

Ba, każde wychowanie staje się podłością, bo doprowadza do bezrefleksyjnej selekcji wyborów. Jeżeli rodzice mówią do córki: "skoncentruj się na studiach, a nie na imprezach", to sprawiają, dziewczyna pewnych decyzji nie podejmie. Nie musi to mieć nic wspólnego z religią, ani nawet ideologią.

Tyle zostaje z Waszej "logiki" i sztuki "nie wyciągania wniosków". O moją logikę proszę się naprawdę nie martwić.
01-03-2013 14:48 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Tyle zostaje z Waszej "logiki" i sztuki "nie wyciągania wniosków".
>O moją logikę proszę się naprawdę nie martwić.
Itd. Itp.
I tak w koło panie Macieju!
Choć jak napisał i narysował wezwanie Andrzej Mleczko: "Obywatelu nie pieprz bez sensu", to niektórzy mogą pieprzyć nieskończenie.

Tak, Panie Macieju - naprawdę nie warto się martwić banowaniem niektórych forumowiczów.
Najczęściej zdarza się to, gdy już nie ma innego wyjścia i stawało się tak - dopiero na wyraźne życzenie forumowicza.

@@@
.
02-03-2013 02:03 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>>Wskazani przez Pana rodzice dziecka z bezmógowiem byli zindoktrynowani religijnie i podjęli decyzję o urodzeniu tego dziecka omamieni tę właśnie religijną ideologią.
> No i co z tego?
Dla Pana to normalne, a dla mnie po prostu niemoralne. Tyle z tego.

>>mogliby podjąć swobodną decyzję, w oparciu o wiedzę naukową i własne sumienie nie licząc się z żadnymi zabobonami
> No, ale gdyby podjęli wtedy decyzję o urodzeniu, też byłoby źle?
Nie, bo mogliby wybrać i to by było dobre.

>Skąd Pan wie, że ich decyzja byłaby inna?
Nie wiem tego, ale też nie chodzi o odmienną decyzję, tylko o ich sposób dochodzenia do niej.

>Przecież piszę o tym wyraźnie, mówiąc o racjonalnej decyzji w znaczeniu R1 i R2. Proszę wykazać, że ich decyzja była nieracjonalna w znaczeniu R2.
Była nieracjonalna, bo podyktowana względami religijnymi. Koniec kropka. A te R1 i 2 proszę sobie zachować dla wierniejszych czytelników.

> Jest dopuszczalna, ale to nie znaczy, że jest konieczna. Przymusu aborcji jeszcze chyba nie ma.
Dokładnie tak. Przymusu rodzenia też nie powinno być, a religia go ustanawia.

>>Możliwość podjęcia tej decyzji nie powinna być ludziom odbierana przez religijne ideologie, gdyż te bazują na fałszywych przesłankach wywodzących się z pustych spekulacji.
> Proszę wykazać fałszywość tych przesłanek.
Czy czytał Pan kiedyś Biblię? Czy uważa Pan, że wszystkie opisane tam zdarzenia litelarnie tak właśnie przebiegły? Czy w związku z tym uważa Pan, że ludzie kościoła wiedzą coś więcej o Bogu od Pana lub ode mnie i mają w związku z tym prawo nakazywać innym co mają robić, z tego względu, że uważają, że znają wolę i prawo Boga?

>Odbieranie ludziom owej możliwości wyboru jest PODŁOŚCIĄ.
> Na takiej zasadzie każda ideologia jest podłością, bo wyznacza pewien model życia i tym samym w jakimś sensie decyduje za człowieka, który tę ideologię wyznaje. Np. wegetarianin powstrzymuje się przed pewnymi wyborami (nawet nie podchodzi do regałów z mięsem), a może powinien swobodnie wybierać, stojąc przed półką sklepową?
Mało znam wegetarianów indoktrynowanych do wegetarianizmu od wczesnego dzieciństwa. Najczęściej to ich świadomy wybór. Wiele zależy od jego uzasadnienia.

> Ba, każde wychowanie staje się podłością, bo doprowadza do bezrefleksyjnej selekcji wyborów.
Nie każde wychowanie musi być katolickie. Niektóre modele kładą nacisk na możliwie refleksyjny wolny wybór od najwcześniejszych lat.

>Jeżeli rodzice mówią do córki: "skoncentruj się na studiach, a nie na imprezach", to sprawiają, dziewczyna pewnych decyzji nie podejmie.
Co Pan też ciekawego pisze. Podejmuje ... i to jak!

>Nie musi to mieć nic wspólnego z religią, ani nawet ideologią.
Że rodzice powiedzą, żeby nie imprezowała? No, nie musi.

>Tyle zostaje z Waszej "logiki" i sztuki "nie wyciągania wniosków".
Ale co?

>O moją logikę proszę się naprawdę nie martwić.
Czyta Pan mądrych filozofów, a tu podaje całkowicie bezsensowne przykłady z córką i rodzicami. Naprawdę nie wie Pan na czym polega indoktrynacja wiarą i czym się to odróżnia od normalnego wychowania przygotowujacego do życia w społeczeństwie?
28-02-2013 02:08 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
Nie chiałbym nikomu prawić nadmiernie komplementów, ale po tych trzech Pana wpisach oniemiałem z zachwytu. No takie miałem przeżycie, ale niech sobie Pan nie myśli, że za niedługo nie znajdzie się jakiś temat, w ramach którego znów spróbuję się z Panem pospierać.

Szczególne gratulacje za to:
>>Proszę zatem podać przykład niereligijnej zasady etycznej, która ma charakter wybitnie niekonformistyczny i nieegoistyczny.
>Jednej - to nie da rady. Muszą być dwie: I Nie bądź konformistą. II nie bądź egoistą.

Piękna, logiczna prostota.
28-02-2013 09:17 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Miała być zasada niereligijna, czyli coś zupełnie nowego w stosunku do tego, co mówi religia. Te dwie zasady mają religijną proweniencję, a przynajmniej są już elementem etyki chrześcijańskiej.

Nie rozumiecie, co się do Was mówi.
28-02-2013 11:45 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
> Miała być zasada niereligijna, czyli coś zupełnie nowego w stosunku do tego, co mówi religia. Te dwie zasady mają religijną proweniencję, a przynajmniej są już elementem etyki chrześcijańskiej.
Jest dla mnie trudne do zrozumienia, jakim sposobem człowiek ewidentnie inteligentny i posiadający sporą wiedzę może głosić twierdzenia, które tej jego inteligencji i wiedzy całkowicie zaprzeczają.

A jak Pan myśli, dlaczego np. chrześcijaństwo w Europie przez kilkanaście dobrych wieków prawie całkowicie kontrolowało zarówno myśl filozoficzną, jak i naukową oraz w ogóle umysły ludzi i w szczególności moralność.
To nie moja wina, że gdy jakieś rozsądne idee, oparte na ludzkich doświadczeniach się pojawiały, to natychmiast były inkorporowane przez religie i przez nie wykorzystywane. A dzisiaj żąda Pan od nas wskazania norm etycznych, które nigdy wcześniej nie stanowily elementu religii.

Proszę zwrócić uwagę na to, że te spośród religijnych nakazów etycznych, które mają obowiązywać w relacji człowieka z innym człowiekiem mogą być po prostu stosowane przez ludzi bez konieczności powoływania się na Boga. Wzięły się one zresztą w umysłach ludzkich z obserwacji rzeczywistości, w szczególności ludzkich zachowań i ich skutków. Natomiast dorobienie do nich ideologii boskiego pochodzenia to już zupełnie inna para kaloszy.

> Nie rozumiecie, co się do Was mówi.
Nie, nie rozumiemy. Jesteśmy zbyt wrażliwi na poddawanie się boskiemu absolutowi pochodzącemu dokładnie wprost z umysłów innych ludzi.
28-02-2013 14:33 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>A jak Pan myśli, dlaczego np. chrześcijaństwo w Europie przez kilkanaście dobrych wieków prawie całkowicie kontrolowało zarówno myśl filozoficzną, jak i naukową oraz w ogóle umysły ludzi i w szczególności moralność.

Odpowiem w ten sposób:

1. Jeżeli chrześcijaństwo kontrolowało umysły, znaczy to, że umysły dały się kontrolować. Jest więc w tym tyleż winy Kościoła, co ludzi. Ludzie, którzy dają sobą manipulować, nie zasługują na więcej.

2. Ukrytą presupozycją racjonalizmu laickiego jest założenie, że przy odrobinie szczęścia można człowieka poprawić (przez edukację, argumentację, zapewnienie godziwych warunków życia, itp.) Jest to oświeceniowy zabobon zwany melioryzmem, na który nie dali się nabrać co rozsądniejsi filozofowie Oświecenia (I. Kant). Jedyna możliwość to daleko idąca manipulacja genami (mózgiem), ale wtedy otrzymamy istotę człekopodobną co najwyżej, osobny gatunek (zaokrąglony kwadrat przestaje być kwadratem).

>A dzisiaj żąda Pan od nas wskazania norm etycznych, które nigdy wcześniej nie stanowiły elementu religii.

To żądanie jest najzupełniej usprawiedliwione - jest warunkiem sine qua non racjonalizmu laickiego (w odniesieniu do etyki). Jeżeli bowiem nie potraficie wskazać żadnej takiej zasady, oznacza to, iż chcąc moralnie ulepszyć człowieka należy pogłębiać lub zakorzeniać w nim tę etykę, która już jest i ewentualnie korygować (lub ignorować) Kościół, a nie walczyć z nim, i to na wszystkich frontach.
28-02-2013 17:15 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Znowu nieprzemyślane bzdury Pan tu wypisuje.

> 1. Jeżeli chrześcijaństwo kontrolowało umysły, znaczy to, że umysły dały się kontrolować. Jest więc w tym tyleż winy Kościoła, co ludzi. Ludzie, którzy dają sobą manipulować, nie zasługują na więcej.
Jakie chrześcijaństwo i jaki Kościół? Jedną i drugą społeczną instytucję stanowią ludzie. Ludzie już natury rzeczy nie są ani tacy sami, ani nie sobie równi. Ludzie bardziej wykształceni, bardziej sprytni i cwani, pazerni i bezwzględni wykorzystują ludzi słabszych.

Tak, zaprezentował mam Pan tu właśnie czysty przejaw chrześcijańskiej moralności. Od starożytności kler katolicki i jego służalcy uważają, iż ludzie którzy dają sobą manipulować, wykorzystywać, okłamywać i wprost się okradać, to na więcej nie zasługują. Tyle tylko, że Kościół - w przeciwieństwie do tej Pańskiej tu deklaracji - jest pełen obłudy i swoją pazerność na dobra doczesne ukrywa w pięknosłowiu.

> 2. Ukrytą presupozycją racjonalizmu laickiego jest założenie, że przy odrobinie szczęścia można człowieka poprawić (przez edukację, argumentację, zapewnienie godziwych warunków życia, itp.)
Racjonaliści niczego nie ukrywają. Sam odesłałem Pana już kilkakrotnie do "Wprowadzenia", gdzie można znaleźć jeszcze wiele linków do artykułów opisujących i precyzujących racjonalizm (nie istnieje żaden "racjonalizm laicki, gdyż nie ma także racjonalizmu fideistycznego) Odsyłałem też Pana do Wikipedii, gdzie opisany jest racjonalizm światopoglądowy, ale po Panu wszystkie racjonalne argumenty spływają jak woda po kaczce. Cokolwiek, ktokolwiek by tu nie napisał, to Pan, jak uszkodzona płyta gramofonowa, klepie wciąż te same bzdury.

Nie odpowiadam za setki, czy tysiące racjonalistów, ale ani ja nie tak nie uważam, ani nie spotkałem się z poglądem, że człowieka należy i trzeba "poprawiać". Natomiast zdecydowanie uważam, że ludziom należy poprawiać jakość ich życia (przez edukację, argumentację, zapewnienie godziwych warunków życia, itp.), gdyż byt kształtuje świadomość.

Nie zupełnie mnie nie interesuje nie tylko ateizacja, ale nawet laicyzacja społeczeństw. Ludzie, gdy mogą się realizować - tak jak jest w większości krajów Europy Zachodniej nabierają odpowiedniego stosunku do religii. Część wierzy w to, inni w tamto, a jeszcze inni nie wierzą w nic.
Ludzie są w swoich wyborach wolni i to jest najważniejsze.

>Jest to oświeceniowy zabobon zwany melioryzmem,
Melioryzm - przekonanie o naturalnym dążeniu człowieka ku dobru, ku temu co lepsze, doskonalsze. Może być także postrzegany jako szeroko pojęte doskonalenie społeczeństwa. Wiąże się ono z przekonaniem, że wszelkie dążenia do celów złych biorą się z niewiedzy lub błędu.

Przesąd, zabobon - bezpodstawna wiara w istnienie związku przyczynowo-skutkowego między danymi zdarzeniami. Wypływać ono może ze stereotypów zakorzenionych w tradycji i kulturze. Jest pozbawione racjonalnych podstaw i niemożliwe do weryfikacji.

Uznając nawet tą piękną ideę za zabobon, to jak jej praktyczna prawdziwość ma się do do zabobonów krzewionych przez chrześcijaństwo? Jak to się ma do tych prymitywnych zabobonów wciskanych nam tu przez Szanownego Pana?
Tak - Szanowny Panie - melioryzm sprawdza się w praktyce, a że nie absolutnie, to zupełnie naturalne. W rzeczywistościach społecznych nic nigdy - na szczęście - nie sprawdziło się całkowicie.

>na który nie dali się nabrać co rozsądniejsi filozofowie Oświecenia (I. Kant).
Tak, Pan cały czas tu twierdzi, że jest Pan najmądrzejszy. Nie tylko od nas, ale nawet od najwybitniejszych uczonych oraz filozofów i wcale Pan nie czuje, jak się kompromituje. (Przepraszam - nie Pan, a jakiś tam Elasp z Krakowa)

>Jedyna możliwość to daleko idąca manipulacja genami (mózgiem), ale wtedy otrzymamy istotę człekopodobną co najwyżej, osobny gatunek (zaokrąglony kwadrat przestaje być kwadratem).
Coś dziwna ta Pańska ochota do doświadczeń na ludziach i grzebania w ich mózgach.
Bez grzebania w genach i w mózgach, a dając nam odpowiednie narzędzia - można nasze umysły ogromnie usprawnić.

>>>>A dzisiaj żąda Pan od nas wskazania norm etycznych, które nigdy wcześniej nie stanowiły elementu religii.
>To żądanie jest najzupełniej usprawiedliwione
To, żądanie jest zupełnie nie uprawnione. Musiałby Pan przedstawić tu dowód, że religie powstały wcześniej niż zasady moralne, a jest zupełnie odwrotnie pierwsze odczucia moralne spotykamy już u zwierząt:
www.ted.co(*)al_do_animals_have_morals.html
www.wprost.pl/ar/147373/Czy-zwierzeta-maja-dusze/

> - jest warunkiem sine qua non racjonalizmu laickiego (w odniesieniu do etyki).
Według kogo? Według Szanownego - niewiele wiedzącego i jeszcze mniej rozumiejącego - Pana?

>Jeżeli bowiem nie potraficie wskazać żadnej takiej zasady,
Wicie, rozumicie! Wielce Szanowny Panie, proszę dowody, że zasady moralne wywodzą się z religii. Jeżeli Pan takich dowodów nie przedstawi, to dalej będzie to próba prymitywnej manipulacji, na podstawie tego co się Panu zdaje.

>oznacza to, iż chcąc moralnie ulepszyć człowieka należy pogłębiać lub zakorzeniać w nim tę etykę, która już jest
A na cholerę ulepszać, to co w nas jest. Wystarczy promocja określonych postaw.

>i ewentualnie korygować (lub ignorować) Kościół,
Nie widzę wiele dobrego w nauczaniu Kościoła i prawie nic w jego praktyce.

>a nie walczyć z nim, i to na wszystkich frontach.
Wielce Szanowny Panie, tu nikt (a w Polsce tym bardziej) w najmniejszym stopniu nie walczy z Kościołem.
Walczymy o prawo do istnienia, posiadania własnych poglądów i postępowania zgodnie z własnymi poglądami. Walczymy o państwo świeckie, neutralne światopoglądowo. Walczymy o przestrzeganie konstytucji.

@@@
.
01-03-2013 11:46 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
> 1. Jeżeli chrześcijaństwo kontrolowało umysły, znaczy to, że umysły dały się kontrolować. Jest więc w tym tyleż winy Kościoła, co ludzi. Ludzie, którzy dają sobą manipulować, nie zasługują na więcej.
Między innymi z tego względu nie daję się sobą kierować przez chrześcijańskich kapłanów. A Pan? Zasługuje Pan na więcej?

> 2. Ukrytą presupozycją racjonalizmu laickiego jest założenie, że przy odrobinie szczęścia można człowieka poprawić (przez edukację, argumentację, zapewnienie godziwych warunków życia, itp.) Jest to oświeceniowy zabobon zwany melioryzmem, na który nie dali się nabrać co rozsądniejsi filozofowie Oświecenia (I. Kant). Jedyna możliwość to daleko idąca manipulacja genami (mózgiem), ale wtedy otrzymamy istotę człekopodobną co najwyżej, osobny gatunek (zaokrąglony kwadrat przestaje być kwadratem).
Poprawić w jakim sensie? Moralnie? Tu konkretne czyny konkretnych ludzi zawsze odstawały od wzorców moralności, ale czy uważa Pan, że człowiek zindoktrynowany i w związku z tym bezrefleksyjny podejmie moralnie lepsze decyzjnie od człowieka myślącego? To już z założenia jest niemożliwe, gdyż te pierwsze w ogóle nie będa decyzjami a jedynie ślepym posłuszeństwem względem autorytetów.

>>A dzisiaj żąda Pan od nas wskazania norm etycznych, które nigdy wcześniej nie stanowiły elementu religii.
> To żądanie jest najzupełniej usprawiedliwione - jest warunkiem sine qua non racjonalizmu laickiego (w odniesieniu do etyki).
Guzik prawda. Napisałem już powyżej co o tym sądzę. Oczywiście większość podstawowych norm etycznych stanowiła element doktryny religijnej. Jednak zarówno etyka, jak i religia są tworami ludzkiej kultury i można, a nawet należy je od siebie oddzielić i to właśnie celem POPRAWY moralności.
Uważam, że zindoktrynowanie religijne jest z gruntu niemoralne i to nawet wówczas, jeśli wyznaczałoby czasem słuszne nakazy postępowania.

>Jeżeli bowiem nie potraficie wskazać żadnej takiej zasady, oznacza to, iż chcąc moralnie ulepszyć człowieka należy pogłębiać lub zakorzeniać w nim tę etykę, która już jest
Wszystkie zasady etyczne pochodzą od ludzi i nie wymagają przypisywania im boskiej proweniencji, choć religie im tę proweniencję zawsze przypisywały. Notabene wszystkie religie również pochodzą od ludzi. Jednak czym innym jest etyka, a czym innym religia i zupełnie nie rozumiem, dlaczego człowiek niereligijny miałby być niemoralny, skoro odrzuca tylko religię, a nie moralność.
Poza tym nie widzę żadnego problemu w tym, żeby "pogłębiać lub zakorzeniać w człowieku tę etykę, która już jest", przy czym niech Pan pamięta o tym, ze wraz z rozwojem nauki i wiedzy rozwija się również etyka.

>i ewentualnie korygować (lub ignorować) Kościół, a nie walczyć z nim, i to na wszystkich frontach.
A dlaczego właściwie nie walczyć z nim na wszystkich frontach? Kościół to sekta. Wciska ludziom do glowy kit, że jego kapłani cokolwiek wiedzą o Bogu i Jego woli i tylko na tej podstawie podporządkowuje sobie ludzi. O Bogu, Panie Kolego nikt niczego nie wie, a jeśli coś podobnego twierdzi to mam w zwyczaju bardzo mu nie ufać.
Konowal (6291 punktów)

> Jednak czym innym jest etyka, a czym innym religia i zupełnie nie rozumiem, dlaczego człowiek niereligijny miałby być niemoralny, skoro odrzuca tylko religię, a nie moralność.
Taka moralność niereligijna jest tak jak z pogodą. Na pytanie czy będzie pogoda odpowiadam że będzie ..... albo dobra albo zła. Niereligijny człowiek ZAWSZE jest moralny, nawet jak exterminuje narody, ale czy o taką moralność chodzi ?

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
27-02-2013 01:14 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>Szukamy czegoś, czego tu nie ma (podłości), i dlatego tak trudno znaleźć.
Skoro tak orzekasz ... to tylko amen pozostaje dopowiedzieć.

>[...] zarzut ten opiera się na z góry przyjętym założeniu, iż osoby wierzące traktują wszystko instrumentalnie,
Tak, jako instrument do zbawienia.

>zarzut ten opiera się na z góry przyjętym założeniu, iż osoby wierzące traktują wszystko instrumentalnie, a instrumentalne traktowanie drugiego człowieka jest złe.
A nie jest?

>1. Gdybyśmy szukali w ludzkich poczynaniach czynów zupełnie bezinteresownych, szukalibyśmy bardzo długo. Ileż dzieci urodziło się na przykład z pobudek ekonomicznych ich rodziców, a nawet ze względów politycznych - królowie nalegali na posiadanie męskiego potomstwa, aby moc przekazać władzę - czy to jest jeszcze podłe czy już racjonalne? Jeżeli zaś powiemy, że podłością jest powoływanie do istnienia człowieka nie z rozmysłu, ale z bezmyślności, podłością wykaże się duża część gatunku ludzkiego, w tym ludzie niekoniecznie religijni. Słowem, jeżeli rodzice tego dziecka byliby podli, podli byliby wszyscy ludzie.
Wydawało mi się kiedyś, że masz jakąś wiedzę o filozofii i logice. Ale to, co tu napisałeś jest od początku do końca poniżej wszelkiej krytyki. Weźmy tylko to:
>Gdybyśmy szukali w ludzkich poczynaniach czynów zupełnie bezinteresownych, szukalibyśmy bardzo długo.
Spotkałem się z takim czynem wczoraj: zegarmistrz w centrum handlowym nic nie skasował za podklejenie branzoletki od zegarka, a mieszkam na zgniłym zachodzie.

>Słowem, jeżeli rodzice tego dziecka byliby podli, podli byliby wszyscy ludzie.
Całkowicie jesteś pewien, że wszyscy? Tak, głupota jest prawie równie powszechna jak wiara, a od tej pierwszej tak całkowicie wolny nikt nie jest. Sam jednak wskazałeś, że nie każdy jest rodzicem z bezmyślności. Rodzicielstwo powinno być świadome i coraz więcej jest takich rodziców.

>2. Wydaje się, że można powiedzieć, że w omawianym przypadku podłość polega na czysto instrumentalnym podejściu do człowieka, na nie liczeniu się z jego dobrem w imię religijnych zasad, które okazały się ważniejsze.
Właśnie.

>Oznacza to jednak, iż zgadzamy się, iż dla tego dziecka lepiej było się nie narodzić, niż żyć z tak wielkim upośledzeniem.
Tak, ja tak uważam.

>Trudno jednak orzec, jaka właściwie instancja feruje taki wyrok,
Jaka instancja? Tu ja zaferowałem. Uważam to za słuszne i mam wrażenie, że nie jestem całkowicie osamotniony.

>Trudno jednak orzec, jaka właściwie instancja feruje taki wyrok, poza trudną do wykorzenienia z człowieka skłonnością do lenistwa i konformizmu życiowego (z pewnością łatwiej zajmować się dzieckiem zdrowym niż ciężko chorym).
Skłonność jako instancja ferująca wyrok?
A skoro ta skłonność jest trudna do wykorzenienia z człowieka, to jak ma tych wyroków nie ferować?
No po prostu feruje i pozamiatane.
Czy ja niedokładnie czytałem Twoje wpisy, że mi się kiedyś jakoś bardziej kupy trzymały?

I nawet gdyby to było tylko lenistwo, to i tak jestem za swobodą decydowania rodziców na etapie, na którym płód nie ma jeszcze wykształconego mózgu. Wola rodziców jest ważniejsza od niechcianego bezmógowego płodu.

>Obawiam się, że właśnie ta skłonność nierzadko przyodziewa się w szaty "racjonalności" i stara się przemawiać jej głosem.
Tak, da się zauważyć że fideiści różnej maści często właśnie z intelektualnego lenistwa nie są w stanie odrzucić kajdanów swej wiary i starają się ją racjonalizować wszelkimi sposobami, atakując przy tym wolnomyślicieli wszelkimi możliwymi epitetami - zwłaszcza jako niemoralnych.

>Czy - paradoksalnie - właśnie wtedy człowiek nie jest przypadkiem instrumentalnie traktowany?
Jaki człowiek? Mówisz o bezmózgowym płodzie?

>3. Ta sama rzekoma "racjonalność", czyli konformizm i lenistwo, będą nas w niedalekiej przyszłości przekonywać, że "nieracjonalna" jest np. dbałość o zmarłych (przecież to zabobon o religijnej proweniencji, wywodzący się z obawy przed duchami),
Najczęstszym przypadkiem racjonalości w cudzysłowiu jest racjonalność fideistów. A dbałość o zmarłych jest rzeczywiście mało racjonalna, czego już o pamięci o zmarłych powiedzieć nie można.

>nieracjonalna okaże się w ogóle dbałość o te wszystkie wyższe cele, które nie dają się spieniężyć w postaci doraźnej przyjemności lub wręcz zapobiegają jej.
Może jakiś przykład? Albo lepiej od razu:
Wskaż jakąkolwiek zasadę moralną dotyczącą zachowania wobec innych ludzi, której nie mógłby przestrzegać racjonalista/ateista.

>Ta "racjonalność" jest zaprzeczeniem prawdziwej racjonalności - każąc nam myśleć tylko o tym co tu i teraz odgrywa dla nas korzystną rolę, czyni nas na powrót bezmyślnymi zwierzętami.
A więc zgoda. Ja jestem za tą prawdziwą racjonalnością - bez cudzysłowia, tą która czyni nas homo sapiens.
21-02-2013 10:46 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
>Czynnikiem kontrolnym może być poprawnie działający mózg. Akcent spoczywa tu na słowie "poprawnie", które nie jest słowem opisowym, tylko normatywnym.
Może wystarczyłoby rekurencyjne określenie poprawności działania - działa poprawnie ta część, którą za taką uznają inne działające poprawnie części?
Polegałoby to na znajdowaniu wspólnego języka (kiedy trafisz między wrony.. ), co nie wyklucza wnoszenia wkładu do poprawienia komunikatywności - od krakania, przez refleksję i pojęcia abstrakcyjne, do norm..
21-02-2013 16:26 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Może wystarczyłoby rekurencyjne określenie poprawności działania - działa poprawnie ta część, którą za taką uznają inne działające poprawnie części?
>Polegałoby to na znajdowaniu wspólnego języka (kiedy trafisz między wrony.. ), co nie wyklucza wnoszenia wkładu do poprawienia komunikatywności - od krakania, przez refleksję i pojęcia abstrakcyjne, do norm..

Wydaje mi się, że jest to mimo wszystko niewystarczający warunek.

Po pierwsze, (jak rozumiem) musielibyśmy wyjść od określenia stanu pewnej wyróżnionej części, który uznamy za poprawny, aby potem powiedzieć, że poprawne jest to wszystko, co jest z nią zgodne (lub zgodne z tym, co jest z nią zgodne). Takie rozwiązanie albo tylko przesuwa problem na inny poziom (kwestię poprawności całości redukuje do kwestii poprawności działania pewnej części), albo grozi konwencjonalizmem (umawiam się, że poprawnością pewnej wyróżnionej części C jest to a to, aby potem definiować resztę).

Po drugie, poprawne uznanie za działanie poprawne i tak nie wystarcza do poprawności. Wyobraźmy sobie idealnie podrobiony banknot - nie wykrywają fałszerstwa wszystkie zwykle poprawnie działające dotychczas metody. Każdy ze sprawdzających ma całkowite prawo uznać ten banknot za autentyczny (wszak taki wynik daje poprawnie działające urządzenie sprawdzające), ale jest on falsyfikatem mimo to.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Zakłada Pan, że w człowieku można wyizolować taki wewnętrzny, sprawnie działający czynnik, który będzie dyrygować pozostałymi.
>>>>Tu nie potrzebne jest żadne zakładanie. Podstawowa wiedza biologiczna mówi nam, że takim wewnętrznym czynnikiem kierującym wszystkimi zwierzętami, począwszy od żachwy jest mózg, do którego docierają informacje za pomocą zmysłów.
> Czynnikiem kontrolnym może być poprawnie działający mózg. Akcent spoczywa tu na słowie "poprawnie", które nie jest słowem opisowym, tylko normatywnym.
Warto zajrzeć:
www.racjon(*).php/z,0/d,10/s,492101#w503458
i dalej w tym samym wątku.

www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,422161#w427219
i dalej w tym samym wątku.

www.racjon(*)m.php/s,438702/z,0/d,1#w441179
i dalej w tym samym wątku.

A także: www.cerefy.com
-----------------------

PS. Ostatni przejaw katolickiej inteligencji i wiedzy: wiadomosci(*)_w_emocjonalnym_liscie_do.html
i odpowiedź: www.racjon(*)m/28878/417926001361561196.pdf

Bez mózgu można żyć!
forumzn.ka(*)_żyć!-t11811-s2.html

@@@
.
21-02-2013 09:43 
 Ocena 3 na 3
setarkos (10757 punktów)
Zakładam, że w człowieku można wykształcić taki wewnętrzny, sprawnie działający układ czynników, które będą kooperować. Będzie to społeczność w pomniejszeniu, nazywana "rozumem", albo "rozsądkiem".
Wierzy Pan (jako fideista) w rozum obiektywny, w Rozum, którego "iskrę" otrzymał w darze(?) - natomiast ja rozważam takie rozumy indywidualne, które mogą obiektywizować niektóre z zajmujących je spraw, uzyskując ich wielostronne widzenie czyli wspólną wiedzę.
Krótkowzroczność spekulacji teologicznych polega na tym, że skupiają się na jednym rozumie (z dodanym dla niepoznaki "Rozumem" przez wielkie "R") i uznają "obydwa", zakładając, że mniejszy jest odbiciem większego.

[Prawdopodobnie w ten pokrętny sposób (niby sługa ale za to boski) hierarchizują się wewnętrznie i pragną podobną hierarchię (feudalną) widzieć wśród innych użytkowników rozumu.]
Elasp (6859 punktów)

"natomiast ja rozważam takie rozumy indywidualne, które mogą obiektywizować niektóre z zajmujących je spraw, uzyskując ich wielostronne widzenie czyli wspólną wiedzę."

To tak, jakby powiedzieć: "nie uznaję jednej, obiektywnej matematyki, natomiast uznaję wiedzę matematyczną w głowach różnych ludzi".

"Rozum obiektywny" to pewien obiektywny zbiór zawierający zasady praktycznego postępowania ("jeżeli w sytuacji S chcesz uzyskać A, powinieneś uczynić B"). Mamy pewne przeczucie takich prawd, a ich rozpoznanie niekiedy jest przyczyną naszych decyzji (wtedy jesteśmy racjonalni).

Wydaje mi się, że mimowolnie zakłada Pan (mogę się tu mylić), że to co praktyczne (dostosowane do konkretnej sytuacji), nie może być obiektywne w powyższym znaczeniu. Ze swej strony jednakże nie widzę trudności w połączeniu jednego z drugim.
setarkos (10757 punktów)
>"nie uznaję jednej, obiektywnej matematyki, natomiast uznaję wiedzę matematyczną w głowach różnych ludzi".
Nie tylko w głowach. Także w książkach matematycznych i konstrukcjach zrealizowanych z użyciem wiedzy matematycznej (lasery, komputery, satelity, itp..)

>"Rozum obiektywny" to pewien obiektywny zbiór zawierający zasady praktycznego postępowania
Nie bardzo rozumiem. Czy umiejętności praktycznego postępowania nie można przypisać np. nierozumnym (nie tworzącym zasad) bakteriom?
Elasp (6859 punktów)

>Nie bardzo rozumiem. Czy umiejętności praktycznego postępowania nie można przypisać np. nierozumnym (nie tworzącym zasad) bakteriom?

Powiedziałbym, że one działają - owszem - zgodnie z pewnymi zasadami. Rozumność polega natomiast na działaniu nie tylko zgodnie z pewnymi zasadami, ale także pod ich wpływem, polegającym na uświadomieniu ich sobie. Kalkulator działa zgodnie z zasadą "2+2=4", a człowiek - pod wpływem tej zasady. Wydaje mi się, że doskonała replika człowieka byłaby niczym kalkulator, tzn. działałaby co najwyżej zgodnie z regułą "2+2=4". Przynajmniej tak te sprawy rozumiem.
27-02-2013 19:46 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
> Kalkulator działa zgodnie z zasadą "2+2=4", a człowiek - pod wpływem tej zasady.
Zdaje się, że ilekroć mowa o zasadach, tylekroć w domyśle człowiek (kalkulator działa przez ludzki zamysł).
[Przyroda pozaludzka znakomicie obywa się bez zasad - dżungla to bezprawie.]

[Mówiąc o przyrodzie mówimy de facto o narzędziach służących do jej opisu. Matematyka jest jednym z takich narzędzi (a religie wydają się być wytrychami).]
27-02-2013 21:45 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

Wyraża się Pan bardzo niejasno, niemal aforystycznie ("przyroda to bezprawie"), stąd niełatwo mi się do Pana wypowiedzi ustosunkować.

Gdybym jednak miał dodać coś od siebie powiedziałbym tak: takimi narzędziami są nie tylko pojęcia (i prawa) matematyczne, ale także pojęcia fizyczne ("atom") i zdroworozsądkowe ("krzesło"). To, czego możemy być pewni, to mnogość wrażeń przepływających teraz przez naszą świadomość - zdrowy rozsądek oraz - będąca jego rozszerzeniem i wysubtelnieniem - nauka to tylko instrumenty pozwalające naszemu świadomemu "ja" na ekonomiczne ogarnięcie tej mnogości. Bezprawie, o którym Pan mówi, sięga o więc wiele dalej.

Tym, co najpewniejsze ze wszystkich rzeczy, jest istnienie świadomości porządkującej pewną różnorodność. Idea Boga to idea takiego "ja" w powiększeniu. Każdy rozumny człowiek może taką ideę utworzyć: wystarczy wniknąć w samego siebie.
20-02-2013 12:54 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)
>jeśli spierwiastkujemy bezbożnego hedonistę to wyjdzie zebra srająca na sawannie?
>Niewykluczone. Natomiast z teisty otrzymamy kota.
Ponieważ posiadam dogłębną znajomość kotów, pozwolę sobie uprzejmie przypomnieć, że tak sielsko nie będzie i to Pan będzie sprzątał hedonistyczno-teistyczną kocią kuwetę. Wynika z tego, że pomiędzy zebrą a kotem nie ma żadnej różnicy. Przynajmniej pod tym jednym względem.
20-02-2013 14:24 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)


Pod tym względem na pewno. Nie zmienia to faktu, że kot jest zwierzęciem absolutnie doskonałym.
20-02-2013 23:34 
 Ocena 5 na 5
MarcinK (9189 punktów)

>>Idąc tropem Twojej logiki - jeśli spierwiastkujemy bezbożnego hedonistę to wyjdzie zebra srająca na sawannie?

> Niewykluczone.

Ty się tym hedonizmem nie zajmuj lepiej - perystaltyka jako hobby?

>Natomiast z teisty otrzymamy kota.

Się zastanawiałem skąd Ty żeś tego kota wytrzasnął no ale szczęśliwie długo w niewiedzy mnie nie trzymałeś:

Cytat:
Nie zmienia to faktu, że kot jest zwierzęciem absolutnie doskonałym.




>Kot wygrzewa się w słońcu, lubi być głaskany - dla przyjemności.

No toś se wybrał forum na te wygrzewanie, że o głaskaniu nie wspomnę

> Widział Pan kiedyś kota, czy też i jego zachowanie trzeba Racjonalistom tłumaczyć?

A tłumacz do woli.

> Małym hedonistą jest dziecko - dopiero wychowanie uczy go odpowiedniej postawy.

Oj tam, oj tam. Jużci Przenajświętszy Kościół tępi i wyrywa herezje z korzeniami.

> Dorosły człowiek powinien być czymś, kimś więcej.

No zgaduje, że kotem.
20-02-2013 23:51 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

Szkoda czasu na taką wymianę zdań.
21-02-2013 00:48 
 Ocena 4 na 4
MarcinK (9189 punktów)
> Szkoda czasu na taką wymianę zdań.

Z serii jak to leciało:

Cytat:
Przyczyną lenistwa może być aktywność. Lenistwo jednakże nie staje się przez to mniejsze. Przeciwnie, jest jeszcze bardziej psychologicznie możliwe, a przy tym bardziej wymowne.

21-02-2013 07:01 
 Ocena 5 na 5
Artur@R (7115 punktów)
>No zgaduje, że kotem.<
Pomijając "myślotryski" Elasp-a... czy nie spodobałoby Ci się być np. jednym z nich ?

(Jeszcze 2 tygodnie i będę... z kotami )


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
21-02-2013 09:08 
 Ocena 5 na 5
MarcinK (9189 punktów)
>>No zgaduje, że kotem.<
>Pomijając "myślotryski" Elasp-a... czy nie spodobałoby Ci się być np. jednym z nich ?

Hmmm, nieco w kropce jestem. Jakieś zalety tego stanu poza:

Cytat:
Kot wygrzewa się w słońcu, lubi być głaskany - dla przyjemności.


Trochę mnie tą partnerką przekonujesz
21-02-2013 09:44 
 Ocena 4 na 4
Artur@R (7115 punktów)
>Jakieś zalety tego stanu poza:
> Cytat:
Kot wygrzewa się w słońcu, lubi być głaskany - dla przyjemności.
<

Oczywiście, że są...dotrzymują towarzystwa, bawią i rozśmieszają, łaszą się, grzeją, mruczą i "gadają", cierpliwie słuchają.. Są śliczne, no i dobrze tresują opiekunów.

>Trochę mnie tą partnerką przekonujesz <
Nie było to moim celem ...ale jestem rad.


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
21-02-2013 09:50 
 Ocena 1 na 3
Elasp (6859 punktów)

A może tak odważy się Pan ze mną porozmawiać? Bo do tej pory zajmuje się Pan tylko złośliwymi docinkami skierowanymi w moją stronę oraz oraz minusowaniem mnie (31 minusów otrzymałem od Pana). Więcej odwagi.
21-02-2013 10:25 
 Ocena 7 na 7
Artur@R (7115 punktów)
> A może tak odważy się Pan ze mną porozmawiać?<
Dziękuję za zachętę, ale pozwoli Szanowny, iż sam będę decydował z kim chcę (gdy warto), a z kim nie rozmawiać.
>Bo do tej pory zajmuje się Pan tylko złośliwymi docinkami<
Nie "tylko" lecz "przy okazji".
>złośliwymi docinkami skierowanymi w moją stronę <
To jedynie (ironiczna) opinia o Pańskich wywodach - nie "w Pańska stronę"
>oraz oraz minusowaniem mnie (31 minusów otrzymałem od Pana).<
I byłoby więcej gdybym tylko miał w tym przyjemność - a to jedynie "wewnętrzyny imperatyw".
Przekonany jestem, iż niewiele (niestety) Pan wyniesie z klikania na tym Forum (z wiara nie ma dyskusji) i choć spełnia Pan "pożyteczna rolę" to "kreski moje", powiedzmy sobie są ...rodzajem "drogowskazu"
>Więcej odwagi. <
Za troskę i życzenie dziekuję i wzajemnie - bez Boga (religii, wiary) da się zyć i to często "pełniej", bez starchu, a na pewno wolnym.

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
21-02-2013 09:56 
 Ocena 4 na 4
MarcinK (9189 punktów)

>> Cytat:
Kot wygrzewa się w słońcu, lubi być głaskany - dla przyjemności.
<

>Oczywiście, że są...dotrzymują towarzystwa, bawią i rozśmieszają, łaszą się, grzeją, mruczą i "gadają", cierpliwie słuchają.. Są śliczne, no i dobrze tresują opiekunów.

Hmmm, proponujesz mi zatem zostać... kobietą katolicką?

Na marginesie - znalazłem ciekawy artykuł - myślę, że tytuł zaciekawi:

Znaczenie nasienia mężczyzny dla zdrowia kobiety

www.rodzin(*)ia-mczyzny-dla-zdrowia-kobiety

>Nie było to moim celem ...ale jestem rad.

No teraz już nie wiem Związek partnerski?
22-02-2013 07:16 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)

>Znaczenie nasienia mężczyzny dla zdrowia kobietywww.rodzin(*)ia-mczyzny-dla-zdrowia-kobiety
A myślałam, że już wszystkie głupoty w życiu czytałam... Okazuje się, że nie. Wciąż wpada coś nowego.
22-02-2013 07:45 
 Ocena 4 na 4
Artur@R (7115 punktów)
>A myślałam, że już wszystkie głupoty w życiu czytałam... Okazuje się, że nie. Wciąż wpada coś nowego.<
A mnie zastanawia czy "aplikacja doustna" też tak działa .
Gdyby tylko tak było, jakże szczęśliwa byłaby ludzkość - samcze nasienie - "hormon szczęścia"


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
22-02-2013 10:09 
 Ocena 5 na 5
MarcinK (9189 punktów)

>A myślałam, że już wszystkie głupoty w życiu czytałam... Okazuje się, że nie. Wciąż wpada coś nowego.

Może Liliac zechce nam przybliżyć tą medyczną zależność między boską spermą, a rakiem piersi - coś na rzeczy przecież jest, pojemnikom przeca nie dolega

Ducha nie gaś - menu na dziś:

www.fronda(*)szy-od-zycia-dzieci,26397.html

Cytat:
Dla apologetów "pigułek dzień po" poczęciem jest bowiem dopiero zagnieżdżenie się zarodka (czyli człowieka na wczesnym etapie rozwoju) w macicy. Prawda jest jednak taka, że zarodek istnieje już wcześniej, i jest on w pełni człowiekiem, tyle że na wczesnym etapie rozwojowym
.

Cytat:
Niezwykle mocno pisał o tej konieczności wierności Prawdzie i życiu Benedykt XVI do biskupów afrykańskich. "Kościół wie, że wiele jest jednostek, stowarzyszeń, wyspecjalizowanych urzędów czy państw, które odrzucają zdrowe nauczanie na ten temat. Nie powinniśmy się sprzeciwów i niepopularności, ale odrzucać wszelkie kompromisy i dwuznaczności, które upodobniłyby nas do tego świata" - podkreślał Benedykt XVI, cytując niezwykłą encyklikę swojego poprzednika Jana Pawła II.

22-02-2013 10:16 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)
>
>Cytat:
(...)odrzucać wszelkie kompromisy i dwuznaczności, które upodobniłyby nas do tego świata" - podkreślał Benedykt XVI, cytując niezwykłą encyklikę swojego poprzednika Jana Pawła II.

Nie od dziś wiadomo, że Kościół do "tego świata" nie przystaje i zdaje się żyć w jakiejś rzeczywistości równoległej.
22-02-2013 10:31 
 Ocena 4 na 4
MarcinK (9189 punktów)

>Nie od dziś wiadomo, że Kościół do "tego świata" nie przystaje i zdaje się żyć w jakiejś rzeczywistości równoległej.

Ale perwersyjnie atrakcyjnej. Jako maluczki mogę tylko podziwiać jak to B16 pisze do afrykańskich biskupów o zdrowym nauczaniu.

Edit:

Jeszcze trochę humoru na dziś:

Cytat:
Ojciec Gabriel Amorth, egzorcysta Watykanu, podziękował papieżowi Benedyktowi XVI za wkład w walkę z szatanem. Amorth zwrócił uwagę, że jeszcze jako kardynał Joseph Ratzinger dokonał reformy Kościoła, która wzmocniła front wojny z diabłem.


Cytat:
Kan. 1172

§ 1. Nikt nie może dokonywać zgodnie z prawem egzorcyzmów nad opętanymi, jeśli nie otrzymał od ordynariusza miejsca specjalnego i wyraźnego zezwolenia.


www.fronda(*)-w-walke-z-szatanem,26391.html
22-02-2013 10:54 
 Ocena 5 na 5
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>odrzucać wszelkie kompromisy i dwuznaczności, które upodobniłyby nas do tego świata" - podkreślał Benedykt XVI, cytując niezwykłą encyklikę swojego poprzednika Jana Pawła II.[/cytat]




...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
21-02-2013 12:40 
 Ocena 2 na 2
i.czaplicka (5782 punktów)

>Trochę mnie tą partnerką przekonujesz
Jak chce trzymać razem kota i kotkę to przynajmniej jedno (najlepiej oboje) musi być wysterylizowane.
21-02-2013 21:08 
 Ocena 1 na 1
MarcinK (9189 punktów)

>Jak chce trzymać razem kota i kotkę to przynajmniej jedno (najlepiej oboje) musi być wysterylizowane.

W marketingu to Ty chyba nie pracujesz
18-02-2013 21:11 
 Ocena 15 na 15
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
Do większości kwestii ustosunkował się już Bogusławski, trzy grosze ode mnie tylko.

>Jak na razie można co najwyżej stwierdzić, że owoce laicyzmu są bardzo niezdrowe dla naszego gatunku.

Zaprawdę - zaczynam podejrzewać, że do jakiegoś specjalnego gatunku należycie, zaś jakość Waszej produkcji "umysłowej" tylko mnie w tym utwierdza.

>Są nimi: konsumpcjonizm i hedonizm (w kapitalizmie)

Rozumiem, że Wy, Elasp, podczas zakupów aż się skręcacie ze Obrzydzenia, ale dalece nie każdy Wasze nastawienie podzielał - i to na długo nim ten laicyzm Szatański nastał.

Podczas obiadu wydanego przez Jana XXII (papieża, pontyfikat 1316-1334 - big_zyd) z okazji zaślubin bratanicy zjedzono między innymi: "4012 chlebów, 8 wołów, 55 baranów, 8 świń, 4 dziki, ryby wszelkiego rodzaju, 200 kapłonów, 690 kur, 580 kuropatw, 270 królików, 40 czajek, 37 kaczek, 50 gołębi, 4 żurawie, 2 bażanty, 2 pawie, 292 drozdy, 3 kwintale serów, 250 tuzinów jaj... 11 wozów dostarczyło beczki z winem..."
(Ludwik Stomma Królów Francji wzloty i upadki, wyliczenie za: Robert Brun Avignon au temps des Papes).

Porównajcie sobie też XVII-wieczny domek letniskowy biskupów krakowskich:



z właściwym epoce domostwem chłopskim:



>socjalizm internacjonalistyczny (komunizm)

Gdyby Was, Elasp, komunizm za kołtun z gnojowicy nie wyciągnął, to zamiast literki stawiać, do dziś byście pańszczyźniane gąsięta pasali - co akurat w tym wypadku Godne byłoby i Sprawiedliwe, Słuszne i Zbawienne .
No, ale to zła komuna była .

>i socjalizm nacjonalistyczny (faszyzm).

Faszyzm - twórca i opiekun państwa watykańskiego - nie był socjalizmem, ignorancie.

>Szkody wyrządzone przez Oświeceniowy laicyzm są większe niż szkody wyrządzone przez wszystkie religie razem wzięte.

Tak z czystej ciekawości: można wiedzieć, w której to szkole specjalnej takiej "historii" uczą?
www.racjonalista.pl/forum.php/s,478028#w480668

...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
18-02-2013 21:36 
 Ocena 7 na 7
MarcinK (9189 punktów)

>Rozumiem, że Wy, Elasp, podczas zakupów aż się skręcacie ze Obrzydzenia, ale dalece nie każdy Wasze nastawienie podzielał - i to na długo nim ten laicyzm Szatański nastał.
>Podczas obiadu wydanego przez Jana XXII (papieża, pontyfikat 1316-1334 - big_zyd) z okazji zaślubin bratanicy zjedzono między innymi: "4012 chlebów, 8 wołów, 55 baranów, 8 świń, 4 dziki, ryby wszelkiego rodzaju, 200 kapłonów, 690 kur, 580 kuropatw, 270 królików, 40 czajek, 37 kaczek, 50 gołębi, 4 żurawie, 2 bażanty, 2 pawie, 292 drozdy, 3 kwintale serów, 250 tuzinów jaj... 11 wozów dostarczyło beczki z winem..."
>(Ludwik Stomma Królów Francji wzloty i upadki, wyliczenie za: Robert Brun Avignon au temps des Papes).

Mnie się tam bardziej podoba ortodoksyjny antyhedonizm namiestników chrystusowych - np. Aleksander VI:

Cytat:
Ponadto urządzał ekstrawaganckie imprezy, które często zamieniały się w orgie. Imprezy te były tak wyuzdane, że jedna z nich, znana jako Bankiet Kasztanów, stała się częścią spisanej historii papiestwa. Na taką imprezę 50 prostytutek przynosiło kosze pełne kasztanów i wysypywały je na podłogę. Następnie ubrania kobiet były licytowane, a kiedy już były nagie, chodziły po podłodze na czworaka zbierając kasztany. Wtedy też duchowieństwo, w tym i papież, uprawiali seks z prostytutkami; dla najlepszych przewidziane były nagrody.

Według historyka Williama Manchestera: "Służący liczyli ile który mężczyzna miał orgazmów, gdyż papież podziwiał płodność, a siłę męską oceniał na podstawie zdolności do ejakulacji."


Jan XII też niczego sobie jako, że został oskarżony min. o zamienienie pałacu świętego w burdel.

blattdorf.(*)ciu-najokropniejszych-papiezy/

Musi ten hedonizm to coś bezwzględnie parszywego.
18-02-2013 22:41 
 Ocena 9 na 9
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>blattdorf.(*)ciu-najokropniejszych-papiezy/

Oj, nieładnie tam piszą o takim np. Pawle III:

Cytat:
Paweł III nie tylko był złym papieżem - on w ogóle był zły. Nie miał oporów przed mordowaniem krewnych; otruł matkę i siostrzenicę, żeby odziedziczyć rodzinną fortunę.


Aż człowiek mógłby w Zwątpienie jakie popaść...

Łaska Boska - niejednej Świątobliwości Paweł .

Papież Paweł II był równym chłopem. Sam lubił pożyć i innym na to pozwalał. Festyn gonił za festynem. Karnawał, jaki urządził w 1468 r. (nie darmo był rodem z Wenecji), wręcz olśnił Rzymian. Żywe obrazy, przebierańcy, kadzie z darmowym winem, 365 (ile dni w roku) kapeli, wyścigi konne i nawet nagie Murzynki. Sam papież przejeżdżał ulicami w okwieconym powozie, do którego zapraszał co piękniejsze tancerki. Efektu mógł być pewien, gdyż nawet mało mu przychylny Jean Mathieu-Rosay pisze, że "był niezwykle przystojny". Giuseppe de Licci zaś twierdzi wręcz, iż "do jego piękności nikt się w naszej epoce nie umywa, a sądzić można, że i przyszłe pokolenia równej harmonii kształtów nie spotkają". Dla dzieci rozsypywała straż papieska po ulicach słodycze, ciżemki i girlandy. Ojciec Święty miał bowiem do dzieci czułą słabość. Zarówno dla swoich własnych, których pozostawił niemałą gromadkę, jak i dla wszystkich innych, sierot w szczególności. Kiedy 12 maja 1465 r. zmarł Tomasz Paleolog - książę Morei, spadkobierca praw do zajętego przez Turków Konstantynopola, Jego Świątobliwość adoptował wspaniałomyślnie jego synów: Demetriusa i Andrzeja, oraz córkę Zoe. Wprawdzie następca Pawła II - Sykstus IV - poobsadzał wszystkie rzymskie stanowiska swoimi dziećmi i pociotkami, odsyłając potomków poprzednika do drugorzędnych rezydencji, jednak dumny i oficjalny tytuł papieżówny zachował swoje znaczenie. Nic dziwnego, że o rękę Zoe wystąpił książę moskiewski Iwan III. - ale to już inna historia... - big_zyd.

(Ludwik Stomma - Życie seksualne królów Polski i inne smakowitości)

>Musi ten hedonizm to coś bezwzględnie parszywego.

A fuj! Apage!


...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
19-02-2013 01:28 
 Ocena 6 na 6
MarcinK (9189 punktów)
> Sykstus IV - poobsadzał wszystkie rzymskie stanowiska swoimi dziećmi i pociotkami, odsyłając potomków poprzednika do drugorzędnych rezydencji, jednak dumny i oficjalny tytuł papieżówny zachował swoje znaczenie.

Zapominasz, że to też biznesmen był:

Cytat:
Sykstus był bardzo przedsiębiorczy. "Inwestował" w ludzi, niestety w sposób bardzo wyrachowany jak na Ojca Świętego - założył bowiem dom publiczny. Prostytutki (w tym także męskie) zapewniały papieżowi zysk w wysokości 26 tysięcy dukatów rocznie. Apostolskie wpływy były oczywiście znacznie większe, papież wprowadził bowiem podatek od księży posiadających kochanki oraz sprzedawał m.in. przywilej "przynoszenia pocieszenia pewnym matronom podczas nieobecności ich mężów".


religia.on(*)zechy-papiezy,48953,page2.html

A fuj! Apage!


19-02-2013 19:53 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

Tych sześciu najgorszych papieży, o których wspomina autor artykułu, panowało ogółem 54 lata. Licząc, że papiestwo istnieje 1980 lat, daje to 2,7 % całej historii papiestwa. Ci okropni papieże mieszczą się więc niejako w granicach błędu statystycznego. Zresztą nawet w otoczeniu Jezusa były czarne owce.

Część z tych papieży została nimi wskutek wpływu, jakie miały na papiestwo włoskie, niemieckie (lub hiszpańskie) rodziny możnowładcze lub monarsze. Wpływ ten nie zawsze był dobry.

1. Jan XII (955-964) był synem króla Alberyka II i z jego decyzji został papieżem jako 18-latek. Oczywiście autor artykułu ani się o tym nie zająknie.

2. Stefan VII (896-897) - wstąpił na tron jako protegowany księcia Spoleto.

3. Benedykt IX (1033-46, w artykule niepoprawne daty) - z rodu Tuskulańczyków, trzęsących całym Rzymem (autor artykułu: "urodzony we wpływowej rodzinie"), przez nich przeznaczony na urząd, przedłużone ramię cesarza Konrada II z dynastii Sasów. Autor artykułu ani słowem o tym, no bo przecież po co się wdawać w takie subtelności?

4. Aleksander VI (1492-1503) z wielkiego rodu Borgiów, zdeprawowany już za młodu (ur. w roku 1430). Autor artykułu jak zwykle rzetelny: "Dosłownie kupił sobie tytuł papieża, fundowany z pieniędzy Francji i Genui, a także przez własną kupiecką rodzinę". O tym, że tą "kupiecką rodziną" byli słynni Borgiowie - rod podówczas tyleż wpływowy, co zdemoralizowany, ani słowem. Niech całe zło spłynie na Kościół, niech wypływa z wnętrza Kościoła.

Nie oczekuję rzetelności od prostackiego autora artykułu, ale sądzę, że od Pana można takiej rzetelności oczekiwać - ?
19-02-2013 22:31 
 Ocena 7 na 7
MarcinK (9189 punktów)
> Tych sześciu najgorszych papieży, o których wspomina autor artykułu, panowało ogółem 54 lata. Licząc, że papiestwo istnieje 1980 lat, daje to 2,7 % całej historii papiestwa. Ci okropni papieże mieszczą się więc niejako w granicach błędu statystycznego. Zresztą nawet w otoczeniu Jezusa były czarne owce.

Dobry człowieku - przymiotnik "najgorszych" powinien dać Ci do myślenia. Czytałeś Ty jakąś niehagiograficzną historię papiestwa? Naprawdę sądzisz, że reszta była lepsza? Mym prywatnym zdaniem znacznie gorsi byli fanatycy - orgie i burdele to zaledwie kwiatek do kożucha.

> Część z tych papieży została nimi wskutek wpływu, jakie miały na papiestwo włoskie, niemieckie (lub hiszpańskie) rodziny możnowładcze lub monarsze. Wpływ ten nie zawsze był dobry.

Papież drzewiej był takim samym monarchą jak każdy inny - niczym szczególnym się nie wyróżniał.

> 1. Jan XII (955-964) był synem króla Alberyka II i z jego decyzji został papieżem jako 18-latek. Oczywiście autor artykułu ani się o tym nie zająknie.

No i czego to dowodzi?

> 2. Stefan VII (896-897) - wstąpił na tron jako protegowany księcia Spoleto.

Jw.

> 3. Benedykt IX (1033-46, w artykule niepoprawne daty) - z rodu Tuskulańczyków, trzęsących całym Rzymem (autor artykułu: "urodzony we wpływowej rodzinie"), przez nich przeznaczony na urząd, przedłużone ramię cesarza Konrada II z dynastii Sasów. Autor artykułu ani słowem o tym, no bo przecież po co się wdawać w takie subtelności?

Jw.

> 4. Aleksander VI (1492-1503) z wielkiego rodu Borgiów, zdeprawowany już za młodu (ur. w roku 1430). Autor artykułu jak zwykle rzetelny: "Dosłownie kupił sobie tytuł papieża, fundowany z pieniędzy Francji i Genui, a także przez własną kupiecką rodzinę". O tym, że tą "kupiecką rodziną" byli słynni Borgiowie - rod podówczas tyleż wpływowy, co zdemoralizowany, ani słowem. Niech całe zło spłynie na Kościół, niech wypływa z wnętrza Kościoła.

Szanowny kolego - kupczenie tronem papieskim to była przypadłość powszechnie praktykowana przez całe wieki. Chyba nie było papieża, który, do czasów nowożytnych, swego stolca nie zakupił. Mało tego - standardem było, że jednocześnie królowało dwóch, trzech, a czasem nawet pięciu papieży - który skuteczniej wyżynał popleczników konkurenta ten dostawał stołek. Który był papieżem, a który "anty" to już hagiografia kościelna dowolnie decyduje - często kryteria owe są wysoce wątpliwej jakości - nawet z resztą sami przyznają, że coś jest na rzeczy (wiki):

Cytat:
Istnieją spory co do liczby antypapieży w historii. Wymienia się od 36 do 43 antypapieży. W roku 1942 kardynał Giovanni Mercati, prefekt Archiwów Watykanu, stworzył listę antypapieży, która od tamtej pory została oficjalnie uznana przez Kościół katolicki. Zamieszczona lista jest zgodna z listą Mercatiego. Różnice w liczbie antypapieży wynikają z podejścia historyków, a nawet teologów Kościoła katolickiego (np. watykańskie Annuario Pontificio aż do XX wieku wymieniało jako legalnych papieży obediencji pizańskiej).


> Nie oczekuję rzetelności od prostackiego autora artykułu, ale sądzę, że od Pana można takiej rzetelności oczekiwać - ?

Z całym szacunkiem ale tu obnażyłeś niestety Swą całkowitą ignorancję w temacie. Tu ludzie naprawdę lubią czytać. Historia papiestwa to fakty - nie uda Ci się jej utopić w mętnym bajorze filozoficznych popierdułek. Naprawdę szczerze doradzam głębszą edukację w temacie.
22-02-2013 10:48 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
> Tych sześciu najgorszych papieży, o których wspomina autor artykułu, panowało ogółem 54 lata. Licząc, że papiestwo istnieje 1980 lat, daje to 2,7 % całej historii papiestwa. Ci okropni papieże mieszczą się więc niejako w granicach błędu statystycznego.
Papiestwo nie jest złe z tego powodu, że papieże dopuszczają się całkowicie ludzkich czynów, w tym czasem i najgorszych, lecz dlatego, że w ogóle istnieje. Papiestwo to ludzka władza nad umysłami innych.

Przy okazji: fakt, że papieże lubią seks jest tylko dowodem na to, że są z krwi i kości ludzcy i ta ich cecha akurat zupelnie mi nie przeszkadza. Bardziej rażąca jest tu oczywiście ich moralna obłuda (sprzeczność zachowania z głoszonymi ideami).

Natomiast najgorsza jest próba zapanowania przez nich nad "duszami" innych ludzi - i to wszelkimi środkami, włącznie z przymusem fizycznym.
23-02-2013 15:15 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

> Trochę szkoda, że mu się wylał ten fragment o pianie, gdyż znaczną część tego jego postu - tę dotyczącą uzasadniania sądów etycznych uważam za dość interesującą i bardzo byłbym ciekaw, co Pan by mu na to odpowiedział.
Dziwi mnie tu Pańską ciekawość, gdyż o moralności i sądach etycznych rozmawialiśmy już sporo i mógł Pan dosyć dobrze poznać moje poglądy. Na przykład tu: www.racjon(*).php/z,0/d,17/s,478028#w497220 W dyskusji, w którą Pan wszedł pisząc: Przeczytałem całą dyskusję w tym wątku, i prawdę mówiąc nie bardzo wiem, dlaczego nie możecie dojść do porozumienia w tym temacie. Raczej dopatruję się przyczyn ambicjonalnych i emocjonalnych, związanych również w dużej mierze ze skłonnością do antagonizowania dyskusji. A ja prowokacyjnie umieściłem tekst znaleziony w internecie o usprawiedliwianiu przez wiarę nawet zbrodni: Ludzie wierzący są tak skrzywieni i upośledzeni przez narzucony im system wierzeń, że nie dopuszczają do siebie, iż sama wiara i religia wraz z jej nakazami i doktrynami jest samym w sobie złem prowadzącym do podziałów i zbrodni. www.racjon(*).php/s,478028/z,0/d,11#w482125 i dalej rozpoczęła się ciekawa dyskusja o wierze i moralności.

O etyce katolickiej próbowałem porozmawiać w oddzielnym wątku:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,457816
Próbował też pan Jarosław: www.racjonalista.pl/forum.php/s,457615
Jakoś, ze strony naszych forumowych chrześcijan wątki te znalazły małe zainteresowanie.

>znaczną część tego jego postu - tę dotyczącą uzasadniania sądów etycznych uważam za dość interesującą i bardzo byłbym ciekaw, co Pan by mu na to odpowiedział.
Zna Pan te pytania i nie widzę przeszkód, aby Pan je tu ponownie postawił i na pewno odpiszę Panu co na każdy z tych tematów sądzę, ale nie zgodzę się z tym, że te pytania pana Elaspa wynikały z jego ciekawości na temat moich sądów i były merytorycznie uzasadnione wątkiem rozmowy. Proszę poczytać całą rozmowę.

Moim zdaniem - były to pytania obraźliwe i ewidentnie dążące do wykazania mojej i środowiska ateistycznego niższości moralnej. Pan Elasp zupełnie świadomie w sposób zamierzony próbował nimi obrazić nie tylko mnie, ale całe środowisko racjonalnie-ateistyczne naszego forum.

Panie Macieju, gdy Pana coś interesuje, to bardzo proszę pytać, tu albo w nowym wątku. Nie ukrywam moich poglądów i choć jestem zwolennikiem relatywizmu moralnego to jakoś dziwnie jestem pewien, że moralność racjonalistyczna jest lepszej próby od katolickiej. [Załącznik]


Jeżeli jedna osoba ma jakieś urojenia nazywamy to szaleństwem.
Jeżeli wiele osób cierpi na to samo urojenie nazywamy to religią.
Robert M. Pirsig

.
24-02-2013 11:09 
 Ocena 3 na 3
MarcinK (9189 punktów)

>Papiestwo nie jest złe z tego powodu, że papieże dopuszczają się całkowicie ludzkich czynów, w tym czasem i najgorszych,

Znasz jakieś ludzkie czyny nieludzkie?

> lecz dlatego, że w ogóle istnieje.

Bynajmniej. Każda dostatecznie rozwinięta organizacja czy kółko zainteresowań potrzebuje jakiegoś przewodnika/prezesa/władcy etc. Jeśli by to kółko rybackie nie dorobiło by się, w odpowiednim czasie, takowego nie mogło by się przeobrazić w międzynarodowa korporację jaką jest teraz. Innymi słowy - gdyby nie było papieża (czy czegoś/kogoś podobnego) nie byłoby też chrześcijaństwa i nie miałbyś czego krytykować.

> Papiestwo to ludzka władza nad umysłami innych.

Mocno to problematyczne. Nad członkami korporacji (księża, biskupi etc) z pewnością tak - nawet jak ktoś się nie zgadza to miejsce w szeregu znać musi. Nad wiernymi sprawa jest już trudniejsza - trzeba by tu rozdzielić:

1. Sacrum - tu ta władza czy autorytet jest na żenująco niskim poziomie. Można sobie dla przykładu zrobić sondę uliczną w naszym katolickim kraju i zapytać co to "encyklika" - odpowiedzi byłyby na pewno fascynujące.

2. Profanum - drzewiej było prościej bo była Canossa, inkwizycja czy krucjaty. Stopniowo, jak te władztwo malało, wpływ ten z bezpośredniego umyka gdzieś w pośrednich szarościach. U nas, niestety, wciąż bardziej czarno biało niż szaro.

>Przy okazji: fakt, że papieże lubią seks jest tylko dowodem na to, że są z krwi i kości ludzcy i ta ich cecha akurat zupelnie mi nie przeszkadza.

To jest tylko dowodem jajcarskiej natury Najwyższego - strasznie na seks rozeźlony ale nie omieszkał nas ewolucją obdarować. Jak pretensje to tylko tam.

> Bardziej rażąca jest tu oczywiście ich moralna obłuda (sprzeczność zachowania z głoszonymi ideami).

Nie mój cyrk, nie moje małpy. Fascynuje mnie jednak współistnienie tego oceanu wzajemnej hipokryzji - funkcjonariusze boga głoszą coś w co sami w zupełności nie wierzą, wiedząc doskonale, że wierni i tak w to nie wierzą. Wierni zaś udają, że wierzą w zamian za bilecik do raju od funkcjonariuszy, którym nie wierzą. Koegzystencja tych dwóch hipokryzji dostarcza codziennie nowych niespotykanych wrażeń.

>Natomiast najgorsza jest próba zapanowania przez nich nad "duszami" innych ludzi

Próbować mogą ale szczęśliwie to coraz bardziej don kichotyzm.
04-03-2013 00:20 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>>Papiestwo nie jest złe z tego powodu, że papieże dopuszczają się całkowicie ludzkich czynów, w tym czasem i najgorszych,
>Znasz jakieś ludzkie czyny nieludzkie?
No właśnie, ale to zdanie było pomyślane jako polemika z tymi, którzy uznają ich kontakty z zaświatami, nieomylność, itp.

>> lecz dlatego, że w ogóle istnieje.
>Bynajmniej. Każda dostatecznie rozwinięta organizacja czy kółko zainteresowań potrzebuje jakiegoś przewodnika/prezesa/władcy etc. Jeśli by to kółko rybackie nie dorobiło by się, w odpowiednim czasie, takowego nie mogło by się przeobrazić w międzynarodowa korporację jaką jest teraz. Innymi słowy - gdyby nie było papieża (czy czegoś/kogoś podobnego) nie byłoby też chrześcijaństwa i nie miałbyś czego krytykować.
Oczywiście, że nie walczę z władzą w każdej postaci, zwałszcza jeśli ta władza służy organizacji danej grupie (choć dobrze by było, żeby np. już posiadała demokratyczny mandat). Jednak papiestwo jest władzą w bardzo szczególnej dziedzinie, a mianowicie chodzi tu właśnie o władzę nad duszami, a w bardziej nowoczesnym ujęciu - nad umysłami innych ludzi. Pisałem akuarat o papiestwie, ale chodzi oczywiście w ogóle o zorganizowane religie.

>> Papiestwo to ludzka władza nad umysłami innych.
>Mocno to problematyczne. Nad członkami korporacji (księża, biskupi etc) z pewnością tak - nawet jak ktoś się nie zgadza to miejsce w szeregu znać musi. Nad wiernymi sprawa jest już trudniejsza - trzeba by tu rozdzielić:
>1. Sacrum - tu ta władza czy autorytet jest na żenująco niskim poziomie. Można sobie dla przykładu zrobić sondę uliczną w naszym katolickim kraju i zapytać co to "encyklika" - odpowiedzi byłyby na pewno fascynujące.
To świadczy tylko o emancypacji (i - paradoksalnie - ewentualnie o niewiedzy) społeczeństwa. Jednak moje stwierdzenie dotyczyło tego, czym papiestwo ma być z definicji. I oczywiście na ile się tylko da, tę władzę nad umysłami innych próbują utrzymać. A jak inaczej można to nazwać? Przecież tu o właśnie o szefowanie dusz chodzi. Fakt, że dusza nie istnieje jakoś dziwnie nie umniejsza ich wpływu na umysły.

>2. Profanum - drzewiej było prościej bo była Canossa, inkwizycja czy krucjaty. Stopniowo, jak te władztwo malało, wpływ ten z bezpośredniego umyka gdzieś w pośrednich szarościach. U nas, niestety, wciąż bardziej czarno biało niż szaro.
No tu, to u nas już zgroza właśnie.

>>Przy okazji: fakt, że papieże lubią seks jest tylko dowodem na to, że są z krwi i kości ludzcy i ta ich cecha akurat zupelnie mi nie przeszkadza.
>To jest tylko dowodem jajcarskiej natury Najwyższego - strasznie na seks rozeźlony ale nie omieszkał nas ewolucją obdarować. Jak pretensje to tylko tam.


>> Bardziej rażąca jest tu oczywiście ich moralna obłuda (sprzeczność zachowania z głoszonymi ideami).
>Nie mój cyrk, nie moje małpy. Fascynuje mnie jednak współistnienie tego oceanu wzajemnej hipokryzji - funkcjonariusze boga głoszą coś w co sami w zupełności nie wierzą, wiedząc doskonale, że wierni i tak w to nie wierzą. Wierni zaś udają, że wierzą w zamian za bilecik do raju od funkcjonariuszy, którym nie wierzą. Koegzystencja tych dwóch hipokryzji dostarcza codziennie nowych niespotykanych wrażeń.
Tak, ostatnio Charles Scicluna, maltański biskup zajmujący się z ramienia kościoła skandalem pedofilskim stwierdził, że "powinniśmy się uczyć nie ufać ślepo duchownym".

>>Natomiast najgorsza jest próba zapanowania przez nich nad "duszami" innych ludzi
>Próbować mogą ale szczęśliwie to coraz bardziej don kichotyzm.
No, na to wygląda. Ale niektórzy widzą jeszcze poważne niebezpieczeństwo, zwłaszcza w naszym kraju.
18-02-2013 22:43 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

Należy potępiać konsumpcjonizm gdziekolwiek się pojawia, zwłaszcza w Kościele. Nie mam zamiaru twierdzić, że Kościół jest i pod tym względem bez wad.

Los XVII-wiecznego włościanina w Rzplitej był o lepszy niż kołchoźnika w ZSRR. Nie słyszałem także o tym, aby w czasach Rzeczpospolitej Szlacheckiej miał miejsce odpowiednik Wielkiego Głodu i obowiązywał odpowiednik "dekretu o pięciu kłosach". No, ale może Pan o takich odpowiednikach słyszał.

Socjalizm w każdym wydaniu (czy to jako komunizm, czy jako narodowy socjalizm, czyli faszyzm) jest ideologią szkodliwą. Dokąd w Europie nie można było zrobić (jakiejkolwiek) kariery nie wyznając jakieś religii chrześcijańskiej, dotąd ta ideologia - sprzeczna z religią ch. - nie mogła być propagowana. Wszystko zmienił wiek XVIII i zsekularyzowany wiek XIX. Efekty zobaczyliśmy wkrótce, w wieku XX.
19-02-2013 17:39 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> Los XVII-wiecznego włościanina w Rzplitej był o lepszy niż kołchoźnika w ZSRR. Nie słyszałem także o tym, aby w czasach Rzeczpospolitej Szlacheckiej miał miejsce odpowiednik Wielkiego Głodu i obowiązywał odpowiednik "dekretu o pięciu kłosach". No, ale może Pan o takich odpowiednikach słyszał.
Pan w ogóle niewiele czytał i słyszał, a warto poczytać nie tylko te książki, które za zezwoleniem władzy duchownej są drukowane i przez władzę duchowną polecane. Może warto zajrzeć tu dla obrazu II RP.

>Socjalizm w każdym wydaniu (czy to jako komunizm, czy jako narodowy socjalizm, czyli faszyzm) jest ideologią szkodliwą.
Strasznie do tej Pańskiej głowy Panu nawalili. Pieprzy się Panu dokładnie wszystko. Jest to intelektualny groch z kapustą, czyli stek bredni lub średni poziom polskiego katolickiego inteligenta.

>Dokąd w Europie nie można było zrobić (jakiejkolwiek) kariery nie wyznając jakieś religii chrześcijańskiej, dotąd ta ideologia - sprzeczna z religią ch. - nie mogła być propagowana.
Nigdy nic na świecie gorszego ideowo nie było niż monoreligijność i monopartyjność.
Cały postęp intelektualny wynika ze zróżnicowania im więcej poglądów musi konkurować i się ucierać tym dla ludzi lepiej. Ideologia komunistyczna nie jest nawet odrobinę gorsza od chrześcijaństwa nie mówiąc już o socjalizmie
To praktyka wynikająca z fundamentalistycznej wiary w jedyno-słuszność własnej ideologii jest przyczyną zła. Dlatego jestem przerażony wiarą w jedyno-słuszność własnych ideologii w III RP. Tylko wielonurtowość ideologiczna połączona z demokracją i pragmatycznym zarządzaniem może wprowadzić Polskę do Europy.

>Wszystko zmienił wiek XVIII i zsekularyzowany wiek XIX. Efekty zobaczyliśmy wkrótce, w wieku XX.
Widzimy i w XXI. Czystą żenadą jest zaś to, że katolicka polska inteligencja chciałaby naszą cywilizację cofnąć do średniowiecza. Takie umysły nam kształtuje współczesna polska oświata, a umacniają polskie media i znowu mój kraj znalazł się z ręką w nocniku.

Miłego dnia.

@@@
.
21-02-2013 23:00 
 Ocena 6 na 6
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
> Należy potępiać konsumpcjonizm gdziekolwiek się pojawia,

??? A niby co jest takiego złego w konsumpcjonizmie jako takim?

>zwłaszcza w Kościele.

Eee, ja tam im nie żałuję - niech tylko się finansują na takich samych zasadach jak wszyscy.

>Nie mam zamiaru twierdzić, że Kościół jest i pod tym względem bez wad.

Szkoda...

>Los XVII-wiecznego włościanina w Rzplitej był o lepszy niż kołchoźnika w ZSRR. Nie słyszałem także o tym, aby w czasach Rzeczpospolitej Szlacheckiej miał miejsce odpowiednik Wielkiego Głodu i obowiązywał odpowiednik "dekretu o pięciu kłosach". No, ale może Pan o takich odpowiednikach słyszał.

Ty w ogóle niewiele słyszałeś.

Z danych sądów ziemskich guberni kijowskiej:

16 grudnia 1837 roku. Ekonom L. Wierzbowski pobił dwóch chorych chłopów, z których jeden zmarł. Wyrok: miesiąc aresztu i odbycie zadanej przez księdza pokuty.

18 grudnia 1837 roku. Ekonom K. Kociubiński w majątku Madejskiego "wymierzył karę, która pociągnęła za sobą zgon". Został wypuszczony na wolność.

2 stycznia 1838 roku. Na skutek razów zadanych przez polskiego ekonoma w majątku Dawidowa chłopka poroniła. 2 tygodnie aresztu.

7 stycznia 1838 roku. Właściciel ziemski ze Skwir Świerczewski i jego ekonom zmuszali chłopów do pracy w niedzielę i święta. Dwa miesiące aresztu.

14 stycznia 1838 roku. Ekonom Czajkowski ukarał chłopkę, która zmarła wskutek odniesionych ran. Miesiąc więzienia na własny koszt.

14 stycznia 1838 roku. Główny zarządca majątku Branickich - Dąbrowski, jak również ekonomowie Piskorski, Markiewicz, Wiśniewski, Wachnowski wymuszali w sposób niedozwolony pracę w niedziele i święta. Ponieważ chłopi, którzy wnieśli skargę, przestali odrabiać pańszczyznę, trybunał sprawy nie rozpatrzył i ograniczył się do zwykłego upomnienia obwinionych.

18 lutego 1838 roku. Ziemianin K. Dobrzański sądzony za wymierzenie zbyt srogiej kary chłopom należącym do sąsiada. Jeden z chłopów powiesił się. Szlachcic został "tymaczasowo" zatrzymany w areszcie domowym. Jeśli chodzi o chłopa samobójcę, to rozstrzygnięto, zgodnie z nagminnie powtarzającą się formułą, że zszedł on z tego świata, bo taka była Wola Boska.

11 marca 1838 roku. Ziemianin T. Tuszyński zabił jednego ze swoich chłopów pańszczyźnianych. Uwolniony od winy i kary.

24 kwietnia 1838 roku. Ekonom księcia Radziwiłła, J. Zambroszycki, zasiekł chłopa na śmierć. Uwolniony od winy i kary.

20 maja 1838 roku. Polski ekonom J. Kozłowski pobił na śmierć w majątku księżny Łopuchiny jednego z chłopów. Został wypuszczony na wolność z pouczeniem, aby w przyszłości wymierzał kary zgodnie z prawem.

27 maja 1838 roku. Ziemianka Róża Glajer pobiła śmiertelnie jedną ze swych służących. Sprawa nie była w ogóle rozpatrywana.

19 czerwca 1838 roku. Podobna zbrodnia ekonoma Olszańskiego. Również został wypuszczony na wolność, gdyż śmierć chłopa nastąpiła z "Woli Bożej". Żeby jednak w przyszłości ekonom ów powstrzymywał się od podobnych gestów, przetrzymano go przez tydzień na odwachu na jego koszt.

30 września 1838 roku. Ekonom Z. Dobrowolski zabił jednego z chłopów. Uniknął jakiejkolwiek odpowiedzialności.

10 grudnia 1838 roku. Ekonom A. Massalski pobił kobietę, która zmarła w trzy dni później. Siedział przez miesiąc w więzieniu na swój koszt (co oczywiście oznacza, że mógł sprowadzać posiłki i był obsługiwany przez służących), a następnie, "aby oczyścić sumienie, po odbyciu naznaczonej przez Kościół pokuty, musiał zapłacić myto".


Daniel Beauvois Trójkąt ukraiński. Szlachta, carat i lud na Wołyniu, Podolu i Kijowszczyźnie 1795-1914.

Powyższe wymaga jeszcze pewnego dopowiedzenia.

1. Dane pochodzą - jak widać - z wieku XIX. Dla epok wczesniejszych takich danych brak, bo dopiero zaborcy objęli chłopów jakąkolwiek prawną ochroną - za Rzeczypospolitej szlachta cieszyła się przywilejem de non appellando, zgodnie z którym konflikty między panem a chłopem rozstrzygał... pan i przed sądy one nie trafiały.
2. Przywołane czasy to już epoka, kiedy nawet na tzw. ziemiach zabranych stosunki międzystanowe zdążyły się nieco zhumanizować.
3. To dane tylko z jednej guberni z okresu jednego tylko roku. Obejmują wyłącznie sprawy, które w ogóle do trybunałów dotarły - a takie stanowiły z całą pewnością jedynie kroplę w morzu rzeczywistych przypadków ucisku.

> Socjalizm w każdym wydaniu (czy to jako komunizm, czy jako narodowy socjalizm, czyli faszyzm) jest ideologią szkodliwą.

Nie czytaj tego Korwina - to źle działa na dziewicze umysły.

>Dokąd w Europie nie można było zrobić (jakiejkolwiek) kariery nie wyznając jakieś religii chrześcijańskiej, dotąd ta ideologia - sprzeczna z religią ch. - nie mogła być propagowana.

Zwłaszcza, że wymyślona została dopiero dużo po Rewolucji Francuskiej, która stworzyła pierwsze możliwości kariery bez wyznawania religii chrześcijańskiej .

>Wszystko zmienił wiek XVIII i zsekularyzowany wiek XIX. Efekty zobaczyliśmy wkrótce, w wieku XX.

A wcześniej taki Dobry i Harmonijny świat był...

Dobrze radzę: zainteresuj się rzeczywistą historią życia społecznego, zamiast powtarzać Powalające Brednie po jakichś nawiedzonych.
Na dobry początek wykład Stevena Pinkera ze słynnego cyklu TED (jakby co - pod show transcript jest m. in. polskie tłumaczenie).


...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
21-02-2013 23:18 
 Ocena 4 na 4
MarcinK (9189 punktów)

>Ty w ogóle niewiele słyszałeś.
>Z danych sądów ziemskich guberni kijowskiej:

Najwyższa kara za:

Cytat:
7 stycznia 1838 roku. Właściciel ziemski ze Skwir Świerczewski i jego ekonom zmuszali chłopów do pracy w niedzielę i święta. Dwa miesiące aresztu.
17-02-2013 07:17 
 Ocena 4 na 4
setarkos (10757 punktów)
> Ironia bez argumentów jest niczym strzelanie z pistoletu nie nabojem, ale kapiszonem.
Trafna uwaga. Jednakowoż w odpowiedzi na strzelanie "ślepakami" kapiszony wydają się stosownym orężem.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365