 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 07-02-2013 11:17 | czarny_kot (3864 punktów) | filozofia z kurnika
8 na 8 | W dyskusjach z moją babcią o Bogu, zazwyczaj pojawia się motyw "tak samo jak kura nie zrozumie człowieka, tak człowiek nie może pojąć Boga."
Jej argumentacja w pewnym sensie brzmi całkiem rozsądnie, pojedynczy człowiek nie może wszystkiego wiedzieć. Próbuję udowodnić, że ludzie w przeciwieństwie do kur gromadzą swoja wiedzę i nikt nie musi wszystkiego odkrywać od początku, jednak to jej nie przekonuje.
Jaki bym mogła przedstawić inny kontrargument?
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 Dalej..#211 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | Odp: filozofia z kurnika | > Czynnikiem kontrolnym może być poprawnie działający mózg. Akcent spoczywa tu na słowie "poprawnie", które nie jest słowem opisowym, tylko normatywnym.Może wystarczyłoby rekurencyjne określenie poprawności działania - działa poprawnie ta część, którą za taką uznają inne działające poprawnie części? Polegałoby to na znajdowaniu wspólnego języka (kiedy trafisz między wrony.. ), co nie wyklucza wnoszenia wkładu do poprawienia komunikatywności - od krakania, przez refleksję i pojęcia abstrakcyjne, do norm.. |
#212 5 na 5 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | Odp: filozofia z kurnika | > Nie sądzę, abyśmy każdej rzeczy pomyślanej musieli przydawać w myślach atrybut istnienia. Wydaje mi się to nietrafne zarówno psychologicznie, jak i logicznie. Nie moglibyśmy wtedy pomyśleć bez sprzeczności o przedmiotach nieistniejących, na przykład przeszłych albo przyszłych.Kiedy myślę o swoim nieżyjącym już dziadku, myślę o nim jak o kimś istniejącym - przypominam sobie rozmowy, sytuacje, obrazy. Tworzę sobie w umyśle model fragmentu świata, w którym umieszczam dziadka. Nie bardzo za to wiem, jak miałbym myśleć o nieistniejącym dziadku - musiałbym sobie chyba wizualizować rodzinny obiad z przeszłości, ale z pustym krzesłem tam, gdzie zawsze siadał dziadek. Zupełnie czym innym jest moje przekonanie o tym, czy dziadek rzeczywiście jest w tym momencie obiektem istniejącym. Mogę myśleć o istniejącym (realnym) dziadku, jednocześnie będąc w pełni przekonanym, że to tylko wspomnienia, a dziadek w rzeczywistości jest już przeszłością. Kłopot byłby dopiero wtedy, gdyby to moje myślenie o dziadku spotkało się z przekonaniem, że dziadek jednak żyje. > wskazuję na odpowiedni fragment fotografii (...) i mówię "on już nie żyje"To tylko skrót myślowy. Mówiąc "on", nie masz oczywiście na myśli postaci ze zdjęcia (bo to tylko zbiór barwnych plamek), tylko realną osobę, której to zdjęcie zrobiono. > Uważam więc, że powinniśmy odróżniać reprezentację od przedmiotu (można powiedzieć, że to odróżnienie jest odpowiednikiem odróżnienia sensu słowa i jego desygnatu).Zakładam, że tym samym uznajesz wadliwość "dowodu" ontologicznego? Bo wskazujesz tu dokładnie na błąd, który popełnia Anzelm - z rozumowania o (myślowych) atrybutach pewnego myślowego obiektu przeskakuje nagle w nieuprawniony sposób do atrybutów obiektu realnego. Na marginesie: unikałbym jednak nazywania idei "reprezentacją" - bo oczywiście idee nie posiadające desygnatów żadnymi reprezentacjami nie są. Słowo "idea" ma szersze zastosowanie i niczego nie sugeruje - każdy ateista (oprócz semiotycznych) zgodzi się, że istnieje idea Boga, żaden natomiast nie zgodzi się na "reprezentację". |
#213 2 na 2 | i.czaplicka (5782 punktów) | Odp: filozofia z kurnika |
> Trochę mnie tą partnerką przekonujesz  Jak chce trzymać razem kota i kotkę to przynajmniej jedno (najlepiej oboje) musi być wysterylizowane. |
#214 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | Odp: filozofia z kurnika |
Dlaczego jest to "historia podłości"? Co powinni byli zrobić rodzice Pana zdaniem? |
#215 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | Odp: filozofia z kurnika |
> Kiedy myślę o swoim nieżyjącym już dziadku, myślę o nim jak o kimś istniejącym - przypominam sobie rozmowy, sytuacje, obrazy. Tworzę sobie w umyśle model fragmentu świata, w którym umieszczam dziadka. Nie bardzo za to wiem, jak miałbym myśleć o nieistniejącym dziadku - musiałbym sobie chyba wizualizować rodzinny obiad z przeszłości, ale z pustym krzesłem tam, gdzie zawsze siadał dziadek. No, ale na czym polega pomyślenie, że dziadek nie żyje? Podany przez Pana opis jest nieadekwatny, bo myślę teraz (wydaje mi się) o moim dziadku, ale nie nasuwają mi się żadne obrazy (umarł przed moim urodzeniem). Sądzę, że słowa (a nie pamięć) przesądzają o przedmiocie pomyślanym. Jeżeli wypowiem słowa "mój dziadek", słowa te odnoszą się do pewnej osoby na mocy 1) własnego znaczenia, 2) faktu, że wypowiedziałem je ja. Okoliczność 1) sprawia, iż to słowa te kierują się ku zbiorowi ludzi płci męskiej, natomiast czynnik 2) sprawia, że słowo (i myśl) niejako uderza prosto w mojego dziadka, a nie kogokolwiek innego. Zakładam tu, że myśl ma postać językową, a przynajmniej że o przedmiotach myśli współdecydują znaczenia słów. > > wskazuję na odpowiedni fragment fotografii (...) i mówię "on już nie żyje"> To tylko skrót myślowy. Mówiąc "on", nie masz oczywiście na myśli postaci ze zdjęcia (bo to tylko zbiór barwnych plamek), tylko realną osobę, której to zdjęcie zrobiono.Zgoda. > > Uważam więc, że powinniśmy odróżniać reprezentację od przedmiotu (można powiedzieć, że to odróżnienie jest odpowiednikiem odróżnienia sensu słowa i jego desygnatu).> Zakładam, że tym samym uznajesz wadliwość "dowodu" ontologicznego? Bo wskazujesz tu dokładnie na błąd, który popełnia Anzelm - z rozumowania o (myślowych) atrybutach pewnego myślowego obiektu przeskakuje nagle w nieuprawniony sposób do atrybutów obiektu realnego. Istotnie, trzeba zachować ostrożność w dowodzie ontologicznym, a sposób wypowiadania się Anzelma faktycznie nie jest zbyt fortunny (warto pamiętać, że tworzył 1000 lat temu). Można rozumieć ten dowód tak: rozważam znaczenie słowa "Bóg" i to rozważenie prowadzi mnie do słusznego wniosku, iż słowo to ma nie tylko znaczenie, ale także i desygnat różny od znaczenia. Nie możemy a priori wykluczyć, że pewne znaczenia mają taką własność, iż niejako wymuszają istnienie desygnatu. Tutaj takim "wymuszczaczem" jest słowo "doskonałość", składające się na znaczenie słowa "Bóg". Można ten dowód rozumieć i tak. Każde niesprzeczne wewnętrznie znaczenie wyznacza desygnat, będący przedmiotem możliwym. Niech Pan zwróci uwagę, że mogę coś powiedzieć nie tylko o znaczeniu słowa "złota góra", ale i o desygnacie. Gdy twierdzę, że złota góra jest (byłaby) ciężka, nie mówię nic o znaczeniu - to nie znaczenie jest ciężkie, tylko góra. Przyznaję jednak, że tego rodzaju postawienie sprawy spotyka się z krytyką (dostarcza jej np. teoria deskrypcji Russella). |
#216 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | Odp: filozofia z kurnika | . > Dlaczego jest to "historia podłości"? Co powinni byli zrobić rodzice Pana zdaniem?www.racjon(*).php/z,0/d,26/s,537149#w542847www.racjon(*).php/z,0/d,15/s,537149#w537779www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,116711#w119521Katecheta opowiada dzieciom jak piękne jest boskie dzieło. Garbaty Jaś stwierdza pod nosem: - No u mnie, to nawet widać, jak Bóg udatnie tworzy. Katecheta, który usłyszał: - Przecież musisz przyznać, że jak na garbatego to jesteś piękny.Nie wiem? to byli konkretni wierzący rodzice, a wiara pozbawia refleksji i empatii, tłumacząc wszystko wolą Boga lub karą za grzechy. Rodzice po otrzymaniu w 12 tygodniu informacji, że płód ma uszkodzony mózg, a uszkodzenie nawet może się pogłębić podejmują decyzję proszenia Boga o cud i nadają dziewczynce imię Vitoria de Cristo (Zwycięstwo Chrystusa). Dalszą ciążę przeżywają wśród modlitw i wiary, że "Ukrzyżowany" cud sprawi.
Dziewczynka urodziła się według rodziców piękną, pełną życia, choć spokojną. Faktem jej urodzenia żywej zostali zaskoczeni przez Boga i są Mu wdzięczni za przywilej spotkania się z córką, możliwość tulenia w ramionach, i spędzania z nią niezapomnianych chwil.Racjonaliści nie dopuszczają do okrutnych doświadczeń na żywych ludziach i podejmują racjonalne decyzje. Racjonalizm nie pozbawia ludzi ani uczuć, ani empatii, ale nie daje się nijak połączyć z głupotą, szczególnie z tą wynikającą z wiary. Rodzicom tu wcale nie współczuję wszak są wdzięczni Bogu "za przywilej spotkania się z córką, możliwość tulenia w ramionach, i spędzania z nią niezapomnianych chwil".Nawet nie wiem, czy można "temu czemuś" współczuć - co nie mając ukształtowanego mózgu - człowiekiem jednak nie było (nawet po ochrzczeniu), gdyż nie wiem co "toto" czuło i czuć mogło. Dla humanisty takie doświadczenie jest podłą obrzydliwością, ale zindoktrynowany religijnie umysł - mojej odrazy do decyzji rodziców - zupełnie pojąć nie może. @@@ . |
#217 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | Odp: filozofia z kurnika |
Powtarzam pytanie, dlaczego postępowanie rodziców było podłe? Słowo "podłość" padło - proszę wytłumaczyć, dlaczego. Jeżeli nie był to człowiek ("toto"), to na czym polega podłość ich postępowania? Czy na tym, że - motywowani religijnie - potraktowali tę istotę jak zdrowe dziecko i kochali tak bardzo (a może bardziej) jak inni kochają zdrowe dzieci? To jest podłe? Jeżeli Pan nie wie, jak powinni postąpić, jakim prawem Pan ich krytykuje? Co warta taka krytyka? A może Pan wie, tylko nie chce Pan wypowiedzieć się otwarcie? Proszę mówić śmiało, tu nie ambona. |
#218 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | Odp: filozofia z kurnika | . > Powtarzam pytanie, dlaczego postępowanie rodziców było podłe? Słowo "podłość" padło - proszę wytłumaczyć, dlaczego.Trudno ze ślepym rozprawiać o kolorach, a z głuchym o muzyce.Nie, nie potrafię Panu np. wytłumaczyć dlaczego bardziej podłym wydaje mi się hipokryzja kleru głoszącego, że czynią zło dla dobra ofiar - nawet od samych potwornych czynów przez nich dokonywanych. A przecież czynili tak - w jego imieniu przez 300 lat - najlepsi z najlepszych, wybrańcy powołani przez Boga Miłości Jezusa Chrystusa na jego kapłanów. Najpierw okrutnie torturowali, a później podpalali stosy pod ludźmi dla ratowania ich duszy. Dla inkwizycji w średniowiecznej Europie ogień jako symbol oczyszczenia przejawiał się w zniszczeniu zła i zarazy. A zło niosło wszystko co było niezrozumiałe. Średniowieczny symbol oczyszczenia przerodził się w symbol nieskończonego cierpienia tysięcy ludzi których spalono na stosie w imię chorych ideologii, strachem przez nieznanym i ograniczonym postrzeganiem świata. "Dla ich dobra to przecież. Dla ich dobra Świętego Oficyjum syny do drzwi ich zapukali. By ode grzechów wybawić, by dusze, słowy nieprzemyślenemi a bezbożnemi zbrukane, ratować.
Z kontusza zakamarku obrazek jaki wyjął. Święty Zbigniew z Krakowa, zemsty sprawiedliwej i prawej patron, za to w świecie całem krześcijańskim czczony, że za poślednie ziobro winowajce swe wieszać zwykł, na Kanclerza z obrazka świętego wzrokiem bogobojnej mściwości pełnem spojrzał. Jakaż szkoda to, że nie człek każden jeden jako Zbigniew ten święty jest.
Czyż o czymś więcej marzyć by mógł grzesznik jaki, niźli o szansie na zbawienia dostąpienie? Na grzechu okrutnego władzy, która ode Boga wszak pochodzi, lżenia z duszy swej zmazania szansie? Czyż inna droga wieźć tam może niźli grzechów swych wyznanie i Złego się zaparcie. Z rozmarzeniem wręcz na twarzy wyobraził sobie jakąż wdzięczność wobec niego grzesznicy ci czuć będą, gdy w Inkwizycyi lochach w bólu pełnej ekstazie kalumnie swe podłe odszczekiwać będą, o miłości do Boga na Ziemi namiestników zapewniać i, przed trucheł ich na stos rzuceniem, ze łzami szczęścia w oczach z Oficyjum Świętego przewodnikom duchowym swoim dziękować, że nieprawe a niesprawiedliwe ich uczynki wskazać ich im raczyli."Przecież napisałem bardzo wyraźnie: Racjonaliści nie dopuszczają do okrutnych doświadczeń na żywych ludziach i podejmują racjonalne decyzje. Racjonalizm nie pozbawia ludzi ani uczuć, ani empatii, ale nie daje się nijak połączyć z głupotą, szczególnie z tą wynikającą z wiary.(...) Dla humanisty takie doświadczenie jest podłą obrzydliwością, ale zindoktrynowany religijnie umysł - mojej odrazy do decyzji rodziców - zupełnie pojąć nie może.Nic nie mogę zrobić, że Pan tego nie potrafi zrozumieć. Tak jest z wierzącymi. Każda wiara ogranicza nas intelektualnie, a także moralnie - usprawiedliwiając zło i podłości czynione zgodnie z religią. > Jeżeli nie był to człowiek ("toto"), to na czym polega podłość ich postępowania?Napisałem wyraźnie: Nawet nie wiem, czy można "temu czemuś" współczuć - co nie mając ukształtowanego mózgu - człowiekiem jednak nie było (nawet po ochrzczeniu), gdyż nie wiem co "toto" czuło i czuć mogło. Nie wiem!Nie jestem lekarzem, a nawet gdybym był, to w podanym przez Pana linku przypadek opisany jest od strony religii, a nie medycyny. Podłością jest tu właśnie nieliczenie się z tym "czymś" i z jego dobrem. > Czy na tym, że - motywowani religijnie - potraktowali tę istotę jak zdrowe dziecko i kochali tak bardzo (a może bardziej) jak inni kochają zdrowe dzieci?Gówno prawda, jak dla mnie to oni byli samolubami bez wyobraźni kochającymi siebie i demonstrującymi swoje religijne poświecenie i miłość do Boga. Dla mnie zdjęcia uśmiechniętej, wprost radosnej matki, trzymających w ramionach to "coś" jest chore, tak samo chore, jak wynaturzona wiara religijna. > To jest podłe?Tak, to jest podłe, choć nie jestem w stanie tego zaślepionym religiantom wytłumaczyć. > Jeżeli Pan nie wie, jak powinni postąpić,Napisałem: "Nie wiem? to byli konkretni wierzący rodzice, a wiara pozbawia refleksji i empatii, tłumacząc wszystko wolą Boga lub karą za grzechy." Ocenę mojego użytego tu "nie wiem? pozostawiam czytelnikom. > jakim prawem Pan ich krytykuje?Prostym i oczywistym swoje postępowanie wraz dokumentującymi to fotografiami przedstawili publicznie, a każdy fakt publiczny podlega krytyce. Skorzystałem tu z tego samego prawa, które Pan wykorzystał chwaląc ich postawę. > Co warta taka krytyka?Pan od siebie może moją krytykę skrytykować - co Pan zresztą czyni, ale Pan dalece nie jest jedynym moim czytelnikiem. > A może Pan wie, tylko nie chce Pan wypowiedzieć się otwarcie?Przez całe życie - niezależnie od kłopotów - wypowiadałem się otwarcie. Tak samo otwarcie wypowiadam się na naszym forum. Piszę prostym językiem i jestem komunikatywnym. To że Pan nie może zrozumieć moich wypowiedzi dalece nie jest moją winą. Nie wszystko dla wszystkich, to forum głównie jest skierowane do racjonalistycznej inteligencji, czyli ludzi umiejących czytać ze zrozumieniem i samodzielnie myśleć. > Proszę mówić śmiało, tu nie ambona.Tak, tu (odpowiednie wpisać) może pouczać innych. @@@ . |
#219 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | Odp: filozofia z kurnika |
> Może wystarczyłoby rekurencyjne określenie poprawności działania - działa poprawnie ta część, którą za taką uznają inne działające poprawnie części?> Polegałoby to na znajdowaniu wspólnego języka (kiedy trafisz między wrony.. ), co nie wyklucza wnoszenia wkładu do poprawienia komunikatywności - od krakania, przez refleksję i pojęcia abstrakcyjne, do norm.. Wydaje mi się, że jest to mimo wszystko niewystarczający warunek. Po pierwsze, (jak rozumiem) musielibyśmy wyjść od określenia stanu pewnej wyróżnionej części, który uznamy za poprawny, aby potem powiedzieć, że poprawne jest to wszystko, co jest z nią zgodne (lub zgodne z tym, co jest z nią zgodne). Takie rozwiązanie albo tylko przesuwa problem na inny poziom (kwestię poprawności całości redukuje do kwestii poprawności działania pewnej części), albo grozi konwencjonalizmem (umawiam się, że poprawnością pewnej wyróżnionej części C jest to a to, aby potem definiować resztę). Po drugie, poprawne uznanie za działanie poprawne i tak nie wystarcza do poprawności. Wyobraźmy sobie idealnie podrobiony banknot - nie wykrywają fałszerstwa wszystkie zwykle poprawnie działające dotychczas metody. Każdy ze sprawdzających ma całkowite prawo uznać ten banknot za autentyczny (wszak taki wynik daje poprawnie działające urządzenie sprawdzające), ale jest on falsyfikatem mimo to. |
#220 1 na 1 | MarcinK (9189 punktów) | Odp: filozofia z kurnika |
> Jak chce trzymać razem kota i kotkę to przynajmniej jedno (najlepiej oboje) musi być wysterylizowane.W marketingu to Ty chyba nie pracujesz  |
#221 6 na 6 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | Odp: filozofia z kurnika | > Należy potępiać konsumpcjonizm gdziekolwiek się pojawia,??? A niby co jest takiego złego w konsumpcjonizmie jako takim? > zwłaszcza w Kościele.Eee, ja tam im nie żałuję - niech tylko się finansują na takich samych zasadach jak wszyscy. > Nie mam zamiaru twierdzić, że Kościół jest i pod tym względem bez wad.Szkoda...  > Los XVII-wiecznego włościanina w Rzplitej był o lepszy niż kołchoźnika w ZSRR. Nie słyszałem także o tym, aby w czasach Rzeczpospolitej Szlacheckiej miał miejsce odpowiednik Wielkiego Głodu i obowiązywał odpowiednik "dekretu o pięciu kłosach". No, ale może Pan o takich odpowiednikach słyszał.Ty w ogóle niewiele słyszałeś. Z danych sądów ziemskich guberni kijowskiej: 16 grudnia 1837 roku. Ekonom L. Wierzbowski pobił dwóch chorych chłopów, z których jeden zmarł. Wyrok: miesiąc aresztu i odbycie zadanej przez księdza pokuty.
18 grudnia 1837 roku. Ekonom K. Kociubiński w majątku Madejskiego "wymierzył karę, która pociągnęła za sobą zgon". Został wypuszczony na wolność.
2 stycznia 1838 roku. Na skutek razów zadanych przez polskiego ekonoma w majątku Dawidowa chłopka poroniła. 2 tygodnie aresztu.
7 stycznia 1838 roku. Właściciel ziemski ze Skwir Świerczewski i jego ekonom zmuszali chłopów do pracy w niedzielę i święta. Dwa miesiące aresztu.
14 stycznia 1838 roku. Ekonom Czajkowski ukarał chłopkę, która zmarła wskutek odniesionych ran. Miesiąc więzienia na własny koszt.
14 stycznia 1838 roku. Główny zarządca majątku Branickich - Dąbrowski, jak również ekonomowie Piskorski, Markiewicz, Wiśniewski, Wachnowski wymuszali w sposób niedozwolony pracę w niedziele i święta. Ponieważ chłopi, którzy wnieśli skargę, przestali odrabiać pańszczyznę, trybunał sprawy nie rozpatrzył i ograniczył się do zwykłego upomnienia obwinionych.
18 lutego 1838 roku. Ziemianin K. Dobrzański sądzony za wymierzenie zbyt srogiej kary chłopom należącym do sąsiada. Jeden z chłopów powiesił się. Szlachcic został "tymaczasowo" zatrzymany w areszcie domowym. Jeśli chodzi o chłopa samobójcę, to rozstrzygnięto, zgodnie z nagminnie powtarzającą się formułą, że zszedł on z tego świata, bo taka była Wola Boska.
11 marca 1838 roku. Ziemianin T. Tuszyński zabił jednego ze swoich chłopów pańszczyźnianych. Uwolniony od winy i kary.
24 kwietnia 1838 roku. Ekonom księcia Radziwiłła, J. Zambroszycki, zasiekł chłopa na śmierć. Uwolniony od winy i kary.
20 maja 1838 roku. Polski ekonom J. Kozłowski pobił na śmierć w majątku księżny Łopuchiny jednego z chłopów. Został wypuszczony na wolność z pouczeniem, aby w przyszłości wymierzał kary zgodnie z prawem.
27 maja 1838 roku. Ziemianka Róża Glajer pobiła śmiertelnie jedną ze swych służących. Sprawa nie była w ogóle rozpatrywana.
19 czerwca 1838 roku. Podobna zbrodnia ekonoma Olszańskiego. Również został wypuszczony na wolność, gdyż śmierć chłopa nastąpiła z "Woli Bożej". Żeby jednak w przyszłości ekonom ów powstrzymywał się od podobnych gestów, przetrzymano go przez tydzień na odwachu na jego koszt.
30 września 1838 roku. Ekonom Z. Dobrowolski zabił jednego z chłopów. Uniknął jakiejkolwiek odpowiedzialności.
10 grudnia 1838 roku. Ekonom A. Massalski pobił kobietę, która zmarła w trzy dni później. Siedział przez miesiąc w więzieniu na swój koszt (co oczywiście oznacza, że mógł sprowadzać posiłki i był obsługiwany przez służących), a następnie, "aby oczyścić sumienie, po odbyciu naznaczonej przez Kościół pokuty, musiał zapłacić myto".Daniel Beauvois Trójkąt ukraiński. Szlachta, carat i lud na Wołyniu, Podolu i Kijowszczyźnie 1795-1914. Powyższe wymaga jeszcze pewnego dopowiedzenia. 1. Dane pochodzą - jak widać - z wieku XIX. Dla epok wczesniejszych takich danych brak, bo dopiero zaborcy objęli chłopów jakąkolwiek prawną ochroną - za Rzeczypospolitej szlachta cieszyła się przywilejem de non appellando, zgodnie z którym konflikty między panem a chłopem rozstrzygał... pan  i przed sądy one nie trafiały. 2. Przywołane czasy to już epoka, kiedy nawet na tzw. ziemiach zabranych stosunki międzystanowe zdążyły się nieco zhumanizować. 3. To dane tylko z jednej guberni z okresu jednego tylko roku. Obejmują wyłącznie sprawy, które w ogóle do trybunałów dotarły - a takie stanowiły z całą pewnością jedynie kroplę w morzu rzeczywistych przypadków ucisku. > Socjalizm w każdym wydaniu (czy to jako komunizm, czy jako narodowy socjalizm, czyli faszyzm) jest ideologią szkodliwą.Nie czytaj tego Korwina - to źle działa na dziewicze umysły. > Dokąd w Europie nie można było zrobić (jakiejkolwiek) kariery nie wyznając jakieś religii chrześcijańskiej, dotąd ta ideologia - sprzeczna z religią ch. - nie mogła być propagowana.Zwłaszcza, że wymyślona została dopiero dużo po Rewolucji Francuskiej, która stworzyła pierwsze możliwości kariery bez wyznawania religii chrześcijańskiej  . > Wszystko zmienił wiek XVIII i zsekularyzowany wiek XIX. Efekty zobaczyliśmy wkrótce, w wieku XX.A wcześniej taki Dobry i Harmonijny świat był...  Dobrze radzę: zainteresuj się rzeczywistą historią życia społecznego, zamiast powtarzać Powalające Brednie po jakichś nawiedzonych. Na dobry początek wykład Stevena Pinkera ze słynnego cyklu TED (jakby co - pod show transcript jest m. in. polskie tłumaczenie).
...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM) |
#222 3 na 3 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | Odp: filozofia z kurnika | > Nie możemy a priori wykluczyć, że pewne znaczenia mają taką własność, iż niejako wymuszają istnienie desygnatu. Tutaj takim "wymuszczaczem" jest słowo "doskonałość", składające się na znaczenie słowa "Bóg".Ale po co wymuszać pośrednio, skoro możemy od razu zażądać wprost? Proszę w ramach eksperymentu myślowego pomyśleć o "żywym, realnie istniejącym dziadku" (jeżeli nie ma Pan wspomnień z dziadkiem, proszę wybrać innego członka rodziny). Pomyślany? Buja się w fotelu, pali fajkę, łowi ryby, struga procę, cokolwiek? Czyli dziadek jak żywy, choć tylko w umyśle. Teraz załóżmy, że dziadek, o którym sobie tu myślimy - tzn. realny desygnat mentalnego dziadka - poszedł na wojnę i słuch o nim zaginął. Niczym kot Schroedingera, dziadek znajduje się w superpozycji stanów pomiędzy życiem i śmiercią - nie mamy zatem pojęcia, czy w świecie rzeczywistym istnieje w tym momencie obiekt, którego reprezentację mamy w umyśle. Zagadka - to o jakim dziadku właściwie myślimy? Istniejącym czy nie? Stawiam tezę, że nie ma to żadnego znaczenia. Uzasadnienie: przyjrzyjmy się dziadkowi w umyśle, zakładając że rzeczywisty dziadek żyje, ale my o tym nie wiemy. Teraz załóżmy że jednak umarł, ale znowu o tym nie wiemy. Jak rzeczywistość (fakty o dziadku) wpłynęła na ideę dziadka? Nijak, bo nie możemy uwzględnić informacji, której nie posiadamy. Jak idea wpływa na rzeczywistość, pytać chyba nie muszę. Wniosek: albo po prostu nie da się myśleć o obiektach z wymuszoną cechą istnienia w rzeczywistości (podobnie jak nie da się myśleć o obiektach wewnętrznie sprzecznych), albo - jeśli jednak się da - to myślenie takie nie różni się istotnie od myślenia o obiekcie bez wymuszania tej cechy. Jeżeli Pan zna jakiś sposób rozróżnienia (bez weryfikacji empirycznej, czyli przeszukiwania świata materialnego!) czy w danym momencie myślimy o obiekcie posiadającym desygnat rzeczywiście, czy tylko potencjalnie - proszę ten sposób przedstawić. W przeciwnym bowiem razie zmuszony będę odpowiedzieć Anzelmowi, że obiekt o którym kazał mi myśleć, to już jest "coś, ponad co nic większego nie może być pomyślane". I w najmniejszym stopniu nie ma to przełożenia na jego ewentualne istnienie w świecie rzeczywistym. |
#223 4 na 4 | MarcinK (9189 punktów) | Odp: filozofia z kurnika |
> Ty w ogóle niewiele słyszałeś.> Z danych sądów ziemskich guberni kijowskiej:Najwyższa kara za: Cytat:7 stycznia 1838 roku. Właściciel ziemski ze Skwir Świerczewski i jego ekonom zmuszali chłopów do pracy w niedzielę i święta. Dwa miesiące aresztu. |
#224 8 na 8 | Meretseger (61860 punktów) | Odp: filozofia z kurnika | |
#225 4 na 4 | Artur@R (7115 punktów) | Odp: filozofia z kurnika | > A myślałam, że już wszystkie głupoty w życiu czytałam... Okazuje się, że nie. Wciąż wpada coś nowego.<A mnie zastanawia czy "aplikacja doustna" też tak działa  . Gdyby tylko tak było, jakże szczęśliwa byłaby ludzkość - samcze nasienie - "hormon szczęścia" 
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody." |
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 Dalej.. Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|