Racjonalista - Strona głównaDo treści
Wojujący ateizm to najbardziej skrajna forma religii

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
23-02-2014 15:17Andrzej Bogusławski (52271 punktów)Wojujący ateizm to najbardziej skrajna forma religii
Ocena 27 na 27
.
Świętej pamięci forumowiczy - pan Zbysław Śmigielski wyraził kiedyś takie zdanie:
"Wojujący ateizm to najbardziej skrajna forma religii" i to zdanie pan Niestadny wczoraj (22.02) uzupełnił:
Ech, to były czasy... Ateistyczne mohery/ateooszołomstwo nie doszło jeszcze do głosu a wytwór ludzkiej wyobraźni
o nazwie "Bóg" nie był głównym tematem na Racjonaliście.

A pan Klapacjusz dzisiaj uzupełnił akapitem pana Śmigielskiego podsumowującym jego wątek:
"A może zajęlibyście się racjonalizmem?!"
W tym wątku zanotowano ponad 200 wypowiedzi. Oceniam, że mniej, niżeli 30 to wypowiedzi "na temat". Resztę stanowią "przebłyski geniuszu" domorosłych gadaczy, plotących byle co o byle czym. Zastępujących wiedzę - niewiele wartymi poglądami. Za to zgodnymi z tak zwaną demokracją, co oznacza, że każdemu wolno wszystko.

Pan Sobieski20 zaś pyta: Co to znaczy wojujący ateista?? Czy ktoś kto publicznie mówi że bóg to urojenie jest już wojującym ateistą? A jeśli otwarcie mówi że krasnoludki są tylko w bajkach to też jest Wojującym krasnoludkowym ateistą?

Red. Mariusz Agnosiewicza ostatnio nam zadeklarował:
Chcę to zmienić. Racjonalista popierając ideę państwa świeckiego nie może ograniczać się do nic nie wnoszącej nawalanki do kościół, kler i klerykałów. Będę mocno promował pogłębione rozumienie racjonalizmu, dotykające istoty współczesnych problemów społecznych a nie problemów z bogiem. Mówi się często że nikt tak intensywnie nie dyskutuje o bogu jak ateiści i coś w tym jest. Ale tak być nie musi, nie powinno. Nasze problemy są realne i chciałbym, abyśmy nimi się zajmowali., ale muszę przyznać, iż w kontekście jego życiowego dorobku tej deklaracji nie rozumiem. Już łatwiej mi zrozumieć atakującego racjonalizm światopoglądowy pana Elaspa.

Red. Agnosiewicz napisał: Racjonalista po odejściu Małgorzaty i Andrzeja z pewnością obciążony będzie moimi wadami, moim stylem myślenia. Mogę jednak zapewnić, że Racjonalista nie będzie ograniczony moimi poglądami. Racjonalista nie będzie się ograniczał do tego, co odpowiada mnie i moim przekonaniom, czy mojej wizji racjonalizmu. Chcę, by portal był wielogłosowy. Chcę, by było w nim miejsce dla różnych nurtów wolnej i rozumnej myśli. Mam dziś na to dostatecznie dużo pokory.

Jeszcze nigdy nie przeczytałem tak wiele w swoim życiu, jak w mijającym roku. Otwarło to przede mną nowe horyzonty i znacznie lepszą umiejętność przyznawania się do błędów. Mówiłem już o tym w przeszłości, że kształt Racjonalisty to dzieło interaktywne: tworzą go redaktorzy w interakcji z czytelnikami. Ja sam czuję się tworem wspólnoty wirtualnej skupionej wokół Racjonalisty. Wiele mediów wychodzi do odbiory ze ściśle określoną agendą. Racjonalista był projektem wspólnego poszukiwania prawdy, wspólnego rozwijania własnego światopoglądu opartego na krytycznej myśli i racjonalnym argumentowaniu. Kiedy w 2000 roku opublikowałem swe pierwsze krytyczne myśli dotyczące instytucji Kościoła katolickiego, nie miałem jeszcze pojęcia, że strona ta stanie się ateistycznym centrum krytyki religii jako takiej. Wynikło to dopiero z twórczej interakcji z czytelnikami. Później Racjonalista z tematyki stricte religioznawczej zaczął wychodzić ku innym tematom. Proces ten cały czas uważam za żywy i twórczy.
www.racjonalista.pl/kk.php/s,9511 Ale interpretacje tego wywodu mogą być przeróżne

Racjonaliści moim zdaniem powinni się zdecydowanie różnić od religiantów, a religiant według słownika języka polskiego, to bigot, dewot, człowiek przesadnie gorliwy w wierze i praktykach religijnych.

"Teista - religiant" definiuje swojego boga, personifikuje go, i dobiera sobie jakiś zestaw wierzeń. Skoro czysty teista tego nie robi to jakie konsekwencje w życiu codziennym ten światopogląd rodzi? Czy jest to tylko intelektualna spekulacja?
Nie istnieją żadni "czyści teiści", tak jak nie istnieją "czyści ateiści". Wszyscy w miarę naszych możliwości poszukujemy sensu naszego istnienia.

Czy ateistą może być osobą wierząca?
Zdecydowanie tak! Można wierzyć, że Bóg jest i można wierzyć, że Boga nie ma.
Można wyznawać bogów transcendentalnych i w bogów ziemskich. Żadna z tych wiar nie jest nawet odrobinę lepsza od drugiej. Tak, jak z powodu samego przekonania teizm-ateizm nie wynika mądrość określonego człowieka.

Dlatego ja wielokrotnie tu powtarzam, że nie jestem ateistą tylko naturalistą ontologicznym i opieram swój światopogląd na sceptycyzmie naukowym.

Skomplikowane? Może trochę, ale warto do tego dość, aby odrzucić wszelki fideizm.
Muszę przyznać się bez bicia, że jakoś wcale nie bolą mnie epitety: "wojujący ateista", "antyklerykał", "bezbożnik", "fanatyk niewiary", a śmieszy przypisywanie sobie postawy agnostycznej, czy też oportunizm koncesjonowanych ateistów, którzy grzecznie trzymają się miejsca przez Kościół im wyznaczonym.

Wojujący ateista, bezbożnik i fanatyk niewiary.
Bogusławski.


PS. Jestem zdecydowanym antyfideistą, a wierzyć można naprawdę we wszystko. Najgorszą jest zaś ślepa wiara w jedynosłuszność własnych przekonań. Tylko konieczność przedstawiania racjonalnych argumentów na całość swoich twierdzeń może nas bronić przed własną głupotą.

Pozdrawiam.

@@@
.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

23-02-2014 16:38
 Ocena 20 na 20
KORUND (4922 punktów)
>Świętej pamięci forumowiczy - pan Zbysław Śmigielski wyraził kiedyś takie zdanie:
>"Wojujący ateizm to najbardziej skrajna forma religii"

-Czy tak może wyglądać religia?



-Kto określa kiedy ateizm jest skrajny, wojujący? Gdzie w ateizmie, nawet skrajnym (anty-teizmie), przedmiot kultu, doktryna, rytuały, obrzędy? Czyż nie wiąże się on raczej z ich całkowitym odrzuceniem i uznaniem za szkodliwe? I czyż nie jest zastanawiające, że gdy ktoś chce "dokopać" ateistom porównuje ich poglądy do religii?
23-02-2014 20:49 
 Ocena 2 na 10
worek kości (2937 punktów)
Jeżeli ktoś nazywa ateizm religią, to zazwyczaj rozumie religijność nie instytucjonalnie, ale epistemicznie. Ateista jest więc religijny w tym sensie, że nie potrafi uzasadnić swojego twierdzenia, że Bóg nie istnieje. Jest to tylko wyrazem jego ateistycznej wiary.

bembergiem w berg
23-02-2014 21:35 
 Ocena 21 na 21
KORUND (4922 punktów)
>Jeżeli ktoś nazywa ateizm religią, to zazwyczaj rozumie religijność nie instytucjonalnie, ale epistemicznie. Ateista jest więc religijny w tym sensie, że nie potrafi uzasadnić swojego twierdzenia, że Bóg nie istnieje. Jest to tylko wyrazem jego ateistycznej wiary.

-Ateista nie musi niczego dowodzić, a nieistnienia Boga dowieść się nie da i nie ma takiej potrzeby. Skoro go nie widać i nikt dotąd go nie wykrył, to tak jakby go nie było. Brak jest przesłanek by w niego wierzyć, więc przyjmuję pogląd że go nie ma. Ateizm to pogląd pierwotny. To ktoś wierzący w rzeczy niewidzialne jest zobowiązany do ewentualnego dowodzenia. I radzę jednak zapoznać się z terminem religijności. To nie to samo co wiara. Religia jest związana z czczeniem istoty w którą się wierzy. Wymaga założenia, że ta istota w ogóle tego czczenia, kultu i obrzędów potrzebuje. Już deista nie musi być religijny, a tym bardziej ateista nie ma z tym nic wspólnego.
23-02-2014 22:07 
 Ocena-4 na 12
worek kości (2937 punktów)
>Ateista nie musi niczego dowodzić, a nieistnienia Boga dowieść się nie da i nie ma takiej potrzeby. Skoro go nie widać i nikt dotąd go nie wykrył, to tak jakby go nie było.

1. Mistycy twierdzą, że Boga doświadczyli - istnieją lub istnieli więc ludzie, którzy Boga "wykryli".
2. Istnieją filozoficzne dowody na istnienie Boga.
3. Twoje rozumowanie ma bogatą tradycję:
img-fotki.(*)0.1a2/0_99bb7_662adb4_orig.jpg

>Brak jest przesłanek by w niego wierzyć, więc przyjmuję pogląd że go nie ma.

Przykładowe przesłanki, z których korzystają wierzący:
1. Istnienie świata - jaka jest tego przyczyna?
2. Świat jest uporządkowany według racjonalnych praw, które można opisywać przy pomocy uniwersalnego języka matematyki - jaka jest przyczyna tej racjonalności świata?

>Ateizm to pogląd pierwotny.

A teista mógłby twierdzić, że to teizm jest poglądem pierwotnym.

>To ktoś wierzący w rzeczy niewidzialne jest zobowiązany do ewentualnego dowodzenia.

Domagasz się dowodów od wiary?

>Religia jest związana z czczeniem istoty w którą się wierzy.

Ateista byłby religijny w tym sensie wtedy, gdyby wierzył i czcił naukę, rozum lub naturę. Ateista wierzyłby więc, że np. nauka jest dobra na wszystko, oddawałby cześć kapłanom nauki - naukowcom, czcił narzędzia nauki - metodę naukową, wychwalał owoce nauki - technologię, brał udział w ceremoniach naukowych - konferencjach i sympozjach. Taki ateista zastępowałby też religijne uroczystości związane z rytuałami przejścia, świeckimi - urządzałby humanistyczne śluby i pogrzeby. Uchwalałby także dni ku czci "świętych nauki" - np. Dzień Darwina. I z tego, co wiem, takie rzeczy faktycznie się dzieją.


bembergiem w berg
23-02-2014 22:33 
 Ocena 16 na 16
farmer (22440 punktów)

>1. Mistycy twierdzą, że Boga doświadczyli - istnieją lub istnieli więc ludzie, którzy Boga "wykryli".
>2. Istnieją filozoficzne dowody na istnienie Boga.

.....Objawienia maryjne z Medziugorie według relacji sześciu osób, zwanych widzącymi, objawienia prywatne, które rozpoczęły się w Medziugorie w czerwcu 1981 i zgodnie z relacją widzących trwają do dziś. Kościół katolicki cały czas bada prawdziwości tych objawień. Do tej pory ich nie odrzucił ani nie potwierdził.....

No mnie się to podoba. Ktoś tam widzi sobie "coś" ale ważne jest to czy kościół to potwierdzi. Ciekawi mnie jak się prowadzi takie badania.

23-02-2014 23:23 
 Ocena 13 na 13
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>>>>Ateista nie musi niczego dowodzić, a nieistnienia Boga dowieść się nie da i nie ma takiej potrzeby. Skoro go nie widać i nikt dotąd go nie wykrył, to tak jakby go nie było.
www.racjon(*)m.php/s,598765/z,0/d,1#w598849

>1. Mistycy twierdzą, że Boga doświadczyli - istnieją lub istnieli więc ludzie, którzy Boga "wykryli".
www.racjonalista.pl/forum.php/s,518799

>2. Istnieją filozoficzne dowody na istnienie Boga.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,562465

>3. Twoje rozumowanie ma bogatą tradycję:
img-fotki.(*)0.1a2/0_99bb7_662adb4_orig.jpg
A to nie zbyt prymitywny chwyt erystyczny jak na doktoranta z KUL-u.

>>>>Brak jest przesłanek by w niego wierzyć, więc przyjmuję pogląd że go nie ma.
>Przykładowe przesłanki, z których korzystają wierzący:
Wierzyć można we wszystko i żadne racjonalne tego uzasadnienia nie są konieczne.

>1. Istnienie świata - jaka jest tego przyczyna?
A czy musiała być przyczyna.

>2. Świat jest uporządkowany według racjonalnych praw, które można opisywać przy pomocy uniwersalnego języka matematyki - jaka jest przyczyna tej racjonalności świata?
www.racjon(*).php/z,0/d,18/s,532005#w536001

>>>>Ateizm to pogląd pierwotny.
>A teista mógłby twierdzić, że to teizm jest poglądem pierwotnym.
Mógłby: www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,584548#w584952

Ateizm to tylko przekonanie na przeróżnych podstawach intelektualnych (a czasem emocjonalnych), iż nie istnieje żaden świat nadprzyrodzony.

Miłego dnia.

@@@
.
23-02-2014 22:48 
 Ocena 20 na 20
KORUND (4922 punktów)
>1. Mistycy twierdzą, że Boga doświadczyli - istnieją lub istnieli więc ludzie, którzy Boga "wykryli".
>2. Istnieją filozoficzne dowody na istnienie Boga.
-Pomijam te "argumenty", żeby się nie pastwić.

>3. Twoje rozumowanie ma bogatą tradycję:
>img-fotki.(*)0.1a2/0_99bb7_662adb4_orig.jpg
-Poniżej krytyki.

>Domagasz się dowodów od wiary?
-Niczego się nie domagam.

>Ateista byłby religijny w tym sensie wtedy, gdyby wierzył i czcił naukę, rozum lub naturę.
-Byłby... wierzyłby itd itp.
>Taki ateista zastępowałby też religijne uroczystości związane z rytuałami przejścia, świeckimi - urządzałby humanistyczne śluby i pogrzeby. Uchwalałby także dni ku czci "świętych nauki" - np. Dzień Darwina. I z tego, co wiem, takie rzeczy faktycznie się dzieją.
-W ten sposób czynisz religią niemal każde działanie człowieka. Absurd.

1. Chcesz udowodnić, że religia jest wszędzie, że wszyscy są religijni, nawet jeśli twierdzą, że jest inaczej? Może zwierzęta też? Dlaczego zależy Ci na dowodzeniu czegoś takiego, co na tym zyskujesz?
2. Czynisz z religijności zarzut? Religijność jest zła? To ma być obelga w stosunku do ateistów? U teistów jest zaletą?
3. Wierzysz, że gdy wykażesz związki ateizmu z religijnością lub choćby to dowodzenie wywrze takie wrażenie, rzuci cień religijności na ateizm, to w jakiś sposób ten pogląd umniejszysz. Straci przez to na wartości? Czy tylko chcesz aby stracił, więc jednak uważasz go za wartościowy? Wiesz właściwie co chcesz udowodnić, na czym Ci zależy i dlaczego?
23-02-2014 22:56 
 Ocena-3 na 7
worek kości (2937 punktów)
>>1. Mistycy twierdzą, że Boga doświadczyli - istnieją lub istnieli więc ludzie, którzy Boga "wykryli".
>>2. Istnieją filozoficzne dowody na istnienie Boga.
>-Pomijam te "argumenty", żeby się nie pastwić.

Ale te argumenty są właśnie najlepsze.

>>3. Twoje rozumowanie ma bogatą tradycję:
>>img-fotki.(*)0.1a2/0_99bb7_662adb4_orig.jpg
>-Poniżej krytyki.

Podobieństwo ewidentne.

>-W ten sposób czynisz religią niemal każde działanie człowieka.

Nie, tylko takie, w którym mamy wiarę i oddawanie czci.

>1. Chcesz udowodnić, że religia jest wszędzie, że wszyscy są religijni, nawet jeśli twierdzą, że jest inaczej?

Nie, ale wskazuje na analogię zjawisk.

>Może zwierzęta też?

Kto wie.

>Dlaczego zależy Ci na dowodzeniu czegoś takiego, co na tym zyskujesz?

Eksploruje różne możliwości.

>2. Czynisz z religijności zarzut? Religijność jest zła? To ma być obelga w stosunku do ateistów? U teistów jest zaletą?

Nie. Nie. Nie. Nie.

>3. Wierzysz, że gdy wykażesz związki ateizmu z religijnością lub choćby to dowodzenie wywrze takie wrażenie, rzuci cień religijności na ateizm, to w jakiś sposób ten pogląd umniejszysz. Straci przez to na wartości?

Skąd u Ciebie to nastawienie wartościujące? Staram się tylko opisywać zjawisko, wskazywać na podobieństwa itd.


bembergiem w berg
23-02-2014 23:13 
 Ocena 13 na 13
KORUND (4922 punktów)
>Ale te argumenty są właśnie najlepsze.
-Dla mnie w ogóle nie zasługują na to miano. Musiałbym się bardzo negatywnie wypowiedzieć o intelekcie tych, którym wystarczają do wyjaśnienia czegokolwiek. Tylko po co? Tobie coś wyjaśniają, czy tylko pomagają się droczyć z ateistami?

>>W ten sposób czynisz religią niemal każde działanie człowieka.
>Nie, tylko takie, w którym mamy wiarę i oddawanie czci.
-Więc nie dotyczy to ateizmu. A jeżeli jakiś ateista zaczyna coś czcić, czyli czyni sobie bożka, nie jest już ateistą, nawet jeśli bardzo chce się tak nazywać.
23-02-2014 23:20 
 Ocena-2 na 4
worek kości (2937 punktów)
>>Ale te argumenty są właśnie najlepsze.
>-Dla mnie w ogóle nie zasługują na to miano. Musiałbym się bardzo negatywnie wypowiedzieć o intelekcie tych, którym wystarczają do wyjaśnienia czegokolwiek.

Serio nie masz swojego ulubionego dowodu na istnienie Boga? Takie intelektualne zabawy świetnie ćwiczą wyobraźnię.

bembergiem w berg
24-02-2014 09:25 
 Ocena 6 na 6
KORUND (4922 punktów)
>>-Dla mnie w ogóle nie zasługują na to miano. Musiałbym się bardzo negatywnie wypowiedzieć o intelekcie tych, którym wystarczają do wyjaśnienia czegokolwiek.
>Serio nie masz swojego ulubionego dowodu na istnienie Boga? Takie intelektualne zabawy świetnie ćwiczą wyobraźnię.
-Serio, nie mam. Mam za to odpowiedź co do twoich "argumentów". Już wiem, że chodzi ci tylko o droczenie się. A wyobraźnię ćwiczę zupełnie inaczej.
24-02-2014 21:05 
 Ocena 6 na 6
Marek okmarek Okrągły (2283 punktów)
>-Serio, nie mam. Mam za to odpowiedź co do twoich "argumentów". Już wiem, że chodzi ci tylko o droczenie się. A wyobraźnię ćwiczę zupełnie inaczej.

Co należało dowieść .
Swoją drogą fascynuje mnie, że worek jutro już nie będzie tego pamiętał.

Ateizm to nie światopogląd to odpowiedź na pytanie "Czy są bogowie? Tak/Nie." I ateizm jest w pełni uzasadniony. Dowodem na nieistnienie bogów jest brak jakiegokolwiek weryfikowalnego dowodu na istnienie bogów (naprawdę bardzo mocny argument).
24-02-2014 12:44 
 Ocena 9 na 9
Dariusz Godyń (2403 punktów)

>Serio nie masz swojego ulubionego dowodu na istnienie Boga? Takie intelektualne zabawy świetnie ćwiczą wyobraźnię.
Twój bóg Worku istnieje tylko w waszej wyobraźni nam coś takiego dziwacznego nie jest potrzebne do życia.
24-02-2014 21:33 
 Ocena 4 na 4
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Tobie coś wyjaśniają, czy tylko pomagają się droczyć z ateistami?

Czasem pomagają przekonać siebie, by wierzyć. Czasem pomagają myśleć, że ma się przed innymi wraże argumenty.
A czasem są po prostu pewną gimnastyką umysłu - ćwiczą pamięć etc.

>>>W ten sposób czynisz religią niemal każde działanie człowieka.
>>Nie, tylko takie, w którym mamy wiarę i oddawanie czci.

Niestety worek spłyca ateizm do bardzo wygodnej i zrozumiałej dla niego postaci, z którą trzeba przyznać większość teistów (zwłaszcza tych patriotycznych rodem z PiS) boi się zmierzyć.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
24-02-2014 02:41 
 Ocena 33 na 33
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>Ateista nie musi niczego dowodzić, a nieistnienia Boga dowieść się nie da i nie ma takiej potrzeby. Skoro go nie widać i nikt dotąd go nie wykrył, to tak jakby go nie było.
>1. Mistycy twierdzą, że Boga doświadczyli - istnieją lub istnieli więc ludzie, którzy Boga "wykryli".
>2. Istnieją filozoficzne dowody na istnienie Boga.
>1. Mistycy twierdzą, że Boga doświadczyli - istnieją lub istnieli więc ludzie, którzy Boga "wykryli".

Istnieją lub istnieli ludzie, którzy twierdzą że Boga doświadczyli. I nic ponadto.
Nie mam pewności, czy można tu użyć słowa "wykryli". Jeśli w ogóle "wykryli", to jedynie w swojej wyobraźni i nigdzie indziej.

>2. Istnieją filozoficzne dowody na istnienie Boga.

Już raz, kilka miesięcy temu, a dokładnie w listopadzie ubiegłego roku w wątku "Kto to zrobił" napisałeś, że argument kosmologiczny Tomasza z Akwinu dowodzi istnienia Boga.
W odpowiedzi na Twoją wypowiedź przedstawiłem krytyki argumentu kosmologicznego autorstwa Dawida Hume'a oraz Immanuela Kanta bezlitosne w stosunku do przemyśleń Akwinaty, jednoznacznie ukazujące, że argument ten jest nielogiczny i nie ma żadnej wartości dowodowej, a postulowany w nim Bóg - lecz bynajmniej nie dowodzony - nie dość że niczego nie wyjaśnia, to jeszcze sam wymaga wyjaśnienia.

W odpowiedzi napisałeś, że "powoływanie się na Hume'a stanowi broń obosieczną, bo przy jego konsekwentnym odrzucaniu związku przyczynowo-skutkowego, nie tylko kasujemy argument Tomasza, ale podważamy także istnienie praw fizyki".
Miałeś pecha, bo sam Fizyk odpowiedział Ci, że i tym razem nie masz racji, gdyż "istnienie praw fizyki nie wymaga związków przyczynowo-skutkowych".
Próbowałeś się jeszcze bezradnie bronić, ale do reszty pognębił Cię pan Andrzej Bogusławski. Argumentów Ci zabrakło, wycofałeś się z dyskusji.

Minęło kilka miesięcy, a Ty znowu wystrzeliłeś jak ze starej zardzewiałej armaty, że istnieją filozoficzne dowody na istnienie Boga. Powtarzam Ci zatem jeszcze raz. Nie istnieją żadne - powtarzam: żadne - dowody na istnienie Boga, ani filozoficzne, ani jakiekolwiek inne. Argument kosmologiczny już dawno stracił znaczenie dla myślicieli niekatolickich i dla ludzi trzeźwo myślących po bezlitosnej i miażdżącej krytyce, jakiej poddali go David Hume i Immanuel Kant.
Dla Kościoła rzymskokatolickiego argument kosmologiczny stanowi jednak nadal rozstrzygającą rację uznania istnienia istoty najwyższej, czyli Boga.
Wyraźnie widać, że uczeni o katolickim rodowodzie w tej akurat kwestii uznają starą zasadę, że jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma, a na dodatek na bezrybiu i rak ryba. Ty, jak widzę, również jadasz raki.

Ciekawe, za ile miesięcy znowu wystrzelisz z jakiejś pukawki, że istnieją filozoficzne dowody na istnienie Boga.

>3. Twoje rozumowanie ma bogatą tradycję:
>img-fotki.(*)0.1a2/0_99bb7_662adb4_orig.jpg

I znowu to samo, worku kości. Znowu ta zardzewiała pukawka. Weź wreszcie do ręki solidną strzelbę i wypal z niej czymś konkretnym. Stać Cię na to, czy też potrafisz strzelać wyłącznie kapiszonami sprzed kilku wieków?

W wątku, o którym wspomniałem powyżej, próbowałeś wyśmiać jakiegoś anonimowego naukowca, który był w kosmosie, nie dojrzał tam Boga i na tej podstawie stwierdził, że Bóg nie istnieje. W trakcie dyskusji powołałeś się na rysunek Gagarina fruwającego w kosmosie, który podobno coś takiego kiedyś powiedział. Na ten sam rysunek powołujesz się ponownie.
Dla Ciebie to była i pewnie jest nadal "klasyka gatunku" - to Twoje słowa - dla mnie to wyjątkowo kiepski żart. Kiepski żart powtórzony drugi raz przestaje już być żartem, bo to zbyt łagodne określenie.

>>Brak jest przesłanek by w niego wierzyć, więc przyjmuję pogląd że go nie ma.
>Przykładowe przesłanki, z których korzystają wierzący:
>1. Istnienie świata - jaka jest tego przyczyna?

Ludzie racjonalnie myślący, odrzucający istnienie Boga, odpowiadają:
Twierdzicie, że Bóg istnieje. Wykażcie, jaka jest jego przyczyna. Udowodnijcie wreszcie jego istnienie, bo dotychczasowe guasi-dowody są bezwartościowe i całkowicie zawodzą.

>2. Świat jest uporządkowany według racjonalnych praw, które można opisywać przy pomocy uniwersalnego języka matematyki - jaka jest przyczyna tej racjonalności świata?

Twierdzicie, że świat został stworzony przez Boga i uporządkowany według praw, które on temu światu narzucił. Wykażcie zatem, jaka jest racja formułowania takich postulatów.

>>To ktoś wierzący w rzeczy niewidzialne jest zobowiązany do ewentualnego dowodzenia.
>Domagasz się dowodów od wiary?

Tu nie chodzi o dowód od wiary. Tu chodzi o udowodnienie ustawicznie powtarzanego, lecz bezzasadnego twierdzenia o istnieniu Boga-stwórcy.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
24-02-2014 13:14 
 Ocena-1 na 5
worek kości (2937 punktów)
>Argumentów Ci zabrakło, wycofałeś się z dyskusji.

Bogusławki powtórzył tylko to, co wcześniej pisał Fizyk, a Fizyk nie odpowiedział na problem, czy w fizyce kwantowej przyczyn nie ma, czy tylko nie potrafimy ich wskazać.

Ostatnio, przy innej okazji, Fizyk napisał coś takiego:

""klęska determinizmu" nie jest żadną klęską, tylko niezrozumieniem ograniczeń w poznawalności deteminizmu."
www.racjonalista.pl/forum.php/s,605109#w605470

Wpisuje się to w moje intuicje.

>Nie istnieją żadne - powtarzam: żadne - dowody na istnienie Boga, ani filozoficzne, ani jakiekolwiek inne.

Dowody istnieją - przynajmniej tak się nazywa te filozoficzne rozumowania; ich poprawność to osobny problem.

>krytyce, jakiej poddali go David Hume i Immanuel Kant.

Żeby przyjąć krytykę Hume'a lub Kanta, należy przyjąć ich filozofię, z której ta krytyka wynika. W przypadku Hume grozi nam to porzuceniem przyczynowości w ogóle, a przypadku Kanta - przyjęciem idealizmu.

>Znowu ta zardzewiała pukawka.

A argument - "nie widziałem Boga, więc Bóg nie istnieje" - pachnie świeżością?

Nie wiem czemu czepiasz się Gagarina - można nie być komunistą, a doceniać logikę rozumowania.

>Twierdzicie, że Bóg istnieje. Wykażcie, jaka jest jego przyczyna.

Bóg miałby być bytem koniecznym, który nie może nie-istnieć.

>Udowodnijcie wreszcie jego istnienie

Teiści nie mogliby głosić cnoty wiary, jeśli tak zależałoby im na dowodach.

>>2. Świat jest uporządkowany według racjonalnych praw, które można opisywać przy pomocy uniwersalnego języka matematyki - jaka jest przyczyna tej racjonalności świata?
>Twierdzicie, że świat został stworzony przez Boga i uporządkowany według praw, które on temu światu narzucił. Wykażcie zatem, jaka jest racja formułowania takich postulatów.

To jest propozycja jak wyjaśnić racjonalność świata - nie musisz jej akceptować. Naturaliści np. nie akceptują tego wyjaśnienia i uważają, że sprawę załatwia wszechmocny przypadek.

>Tu chodzi o udowodnienie ustawicznie powtarzanego, lecz bezzasadnego twierdzenia o istnieniu Boga-stwórcy.

Możesz wyskakiwać z Kantem, ale powinieneś też przyznać, że w niektórych systemach metafizycznych, akceptujących określone założenia odnośnie natury świata (podział bytów na przygodne i konieczne, założenie o istnieniu przyczynowości), Bóg jest naturalną konsekwencją.

bembergiem w berg
25-02-2014 00:11 
 Ocena 17 na 17
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>Nie istnieją żadne - powtarzam: żadne - dowody na istnienie Boga, ani filozoficzne, ani jakiekolwiek inne.
>Dowody istnieją - przynajmniej tak się nazywa te filozoficzne rozumowania; ich poprawność to osobny problem.

Jeśli rzekomy "dowód" niczego nie dowodzi, nie może nosić miana dowodu. Jeśli tenże "dowód" oparty jest na fałszywych założeniach, również nie może być nazywany dowodem.
Zresztą te pseudo-dowody o których mówimy, nawet nie nazywają się dowodami, lecz argumentami (kosmologiczny, ontologiczny).

Dowód kosmologiczny, o którym pisaliśmy nie ma żadnej mocy dowodowej, między innymi dlatego, że oparty jest na błędnych założeniach, a wnioski stawiane w trakcie dowodzenia również nie są poprawne.

Stosując takie metody można nawet "udowodnić", że 1 = 2. Oto ten "dowód":
Zakładamy, że c= a + b.
Dalej "dowód" przebiega następująco:
c + a + b = a + b + a + b
a + b + c = 2a + 2b
a + b + c - 2c = 2a + 2b - 2c
a + b - c = 2(a + b - c)
a stąd: 1 = 2, cbdu

Ten "dowód" ma podobną wartość jak argument kosmologiczny.
Mam nadzieję, że znalazłeś już błąd w tym pseudo-dowodzie. Hume i Kant również znaleźli błędy w argumencie kosmologicznym.

>>Znowu ta zardzewiała pukawka.
>A argument - "nie widziałem Boga, więc Bóg nie istnieje" - pachnie świeżością?

A któż powiedział, że skoro nie widział Boga, to bóg nie istnieje? Gagarin, mieszkaniec Bździszewa, ktoś jeszcze może?
I Ty takie argumenty stawiasz w dyskusji? Nie wstydzisz się aby? Bo ja z daleka widzę, że się zarumieniłeś.

>Nie wiem czemu czepiasz się Gagarina - można nie być komunistą, a doceniać logikę rozumowania.

Nie czepiam się Gagarina, ale Ciebie. Powyżej napisałem, dlaczego.

>>Twierdzicie, że Bóg istnieje. Wykażcie, jaka jest jego przyczyna.
>Bóg miałby być bytem koniecznym, który nie może nie-istnieć.

Fantastyczne rozumowanie! Zakładasz, że Bóg jest bytem koniecznym, który z definicji nie może nie istnieć, czyli musi istnieć, a następnie stwierdzasz, że właśnie udowodniłeś istnienie Boga.
Jestem pod wrażeniem! Ten dowód jest genialny!

>>Udowodnijcie wreszcie jego istnienie
>Teiści nie mogliby głosić cnoty wiary, jeśli tak zależałoby im na dowodach.

To niech im zależy, niech udowodnią, a potem sobie nadal głoszą cnotę. Tego typu wykręty są śmieszne, a wynikają z bezradności.

>>Twierdzicie, że świat został stworzony przez Boga i uporządkowany według praw, które on temu światu narzucił. Wykażcie zatem, jaka jest racja formułowania takich postulatów.
>To jest propozycja jak wyjaśnić racjonalność świata - nie musisz jej akceptować.

Ty chcesz racjonalność świata tłumaczyć wiarą, a nie naukowa wiedzą?
Chcesz ją tłumaczyć "istnieniem" i "działalnością" Boga, którego nie potrafisz ani jednoznacznie zdefiniować, ani też udowodnić?


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
25-02-2014 01:18 
 Ocena-2 na 2
worek kości (2937 punktów)
>tenże "dowód" oparty jest na fałszywych założeniach

Założenia dowodu kosmologicznego są następujące:
1. Świat ma naturę przygodną, gdzie istnieć przygodnie, to nie posiadać racji swojego istnienia w samym sobie (np. człowieka trzeba urodzić), ani nie potrafić istnieć w oderwaniu od innych rzeczy (człowiek potrzebuje np. powietrza).
2. Cokolwiek istnieje przygodnie, posiada przyczynę swojego istnienia.
3. Łańcuch przyczyn nie może biec w nieskończoność.
4. Świat miał początek (czyli, że nie istniał odwiecznie).

O żadnej z tych przesłanek nie można powiedzieć, że któraś jest fałszywa, co najwyżej można twierdzić, że świat (w jakiejś formie) mógłby istnieć odwiecznie (jak twierdził np. Russell).

>1 = 2

Taki wynik nie jest możliwy, ponieważ wyrażenie a+b-c=0, a więc mamy tu do czynienia z dzieleniem przez 0, co jest niedozwolone. Jest to złamanie pewnej matematycznej reguły - nie można dzielić przez 0 - która to reguła - na mocy konsensusu większości matematyków - zapewnia matematyce jako-taką stabilność. Jeśli sytuacja wydaje Ci się analogiczna, to potrafisz wskazać regułę, którą gwałci dowód kosmologiczny?

>A któż powiedział, że skoro nie widział Boga, to bóg nie istnieje? Gagarin, mieszkaniec Bździszewa, ktoś jeszcze może?

Wypowiedź, którą zilustrowałem plakatem brzmiała tak:

" Skoro go nie widać i nikt dotąd go nie wykrył, to tak jakby go nie było."

>>>Twierdzicie, że Bóg istnieje. Wykażcie, jaka jest jego przyczyna.
>>Bóg miałby być bytem koniecznym, który nie może nie-istnieć.
>Fantastyczne rozumowanie! Zakładasz, że Bóg jest bytem koniecznym

Byt konieczny nie jest założeniem, tylko konsekwencją (wnioskiem, konkluzją) dowodu kosmologicznego. Zgodnie z logiką dowodu, tylko byt konieczny, czyli taki, który posiada rację swojego istnienia w sobie, może przerwać łańcuch przyczyn w wyjaśnianiu świata (łańcuch, który w przeciwnym wypadku biegłby w nieskończoność).

>>Teiści nie mogliby głosić cnoty wiary, jeśli tak zależałoby im na dowodach.
>To niech im zależy

Ale wtedy nie mogliby głosić zalet wiary.

>Ty chcesz racjonalność świata tłumaczyć wiarą, a nie naukowa wiedzą?

A co naukowa wiedza może nam powiedzieć o przyczynie racjonalności świata? Pomijając już fakt, że teza o istnieniu intelektu odpowiadającego za tę racjonalność, jest tezą filozoficzną, a nie teologiczną.


bembergiem w berg
25-02-2014 06:26 
 Ocena 6 na 6
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>>> Teiści nie mogliby głosić cnoty wiary, jeśli tak zależałoby im na dowodach.
>> To niech im zależy
> Ale wtedy nie mogliby głosić zalet wiary.

W sposób egzaltowany na pewno nie, ale zalety głosić by z pewnością mogli.
Iluż to ludzi głosi zalety tego lekarza a nie innego, ileż to ludzi głosi zalety wybranki swojego serca po uzyskaniu "dowodu"

Przewagę jednego liceum nad drugim do którego wybiera się córka (gdzie dowodem np. liczba osób dostających się na prestiżowe studia)

Dowódów jak guszków, jednocześnie głoszenie zalet swojej racjonalnej wiary wydaje się być uzasadnione.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
27-02-2014 14:57 
 Ocena 12 na 12
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>>>Nie istnieją żadne - powtarzam: żadne - dowody na istnienie Boga, ani filozoficzne, ani jakiekolwiek inne.
>>>Dowody istnieją - przynajmniej tak się nazywa te filozoficzne rozumowania; ich poprawność to osobny problem.
>>Jeśli rzekomy "dowód" niczego nie dowodzi, nie może nosić miana dowodu. Jeśli (...) oparty jest na fałszywych założeniach, również nie może być nazywany dowodem.
>Założenia dowodu kosmologicznego są następujące:
>1. Świat ma naturę przygodną, gdzie istnieć przygodnie, to nie posiadać racji swojego istnienia w samym sobie (np. człowieka trzeba urodzić), ani nie potrafić istnieć w oderwaniu od innych rzeczy (człowiek potrzebuje np. powietrza).

W mojej ocenie założenia do argumentu kosmologicznego (nie "dowodu", lecz tylko "argumentu") przyjęte zostały w taki sposób (niezależnie od tego, czy skupimy się na drodze I, II czy też III), by na ich podstawie można było w sposób prosty udowodnić istnienie Boga. Być może ta ocena jest zbyt uproszczona lub zanadto jednostronna, ale ja tak to rozumiem.
W mojej ocenie nie można postulować istnienia Boga, by następnie twierdzić, że właśnie udowodniono jego istnienie. Podobnie zresztą w argumencie kosmologicznym postulowane jest - a nie dowodzone - przyjęcie pierwszej przyczyny sprawczej ("trzeba koniecznie przyjąć coś, co jest konieczne samo przez się" - jak pisze Akwinata), pomimo że brak jest jakichś szczególnych racji na rzecz takiego postulatu.

Nie mam praktycznie żadnej wiedzy na temat fizyki współczesnej - myślę tu o kosmologii - wydaje mi się jednak, ze nie ma dostatecznych przesłanek by twierdzić, że świat ma naturę przygodną, tzn. że mógł kiedyś nie istnieć, a ponadto sam dla siebie nie jest przyczyną istnienia, więc musiał zostać stworzony. O ile wiem, nie ma wystarczających podstaw uznania tezy o skończoności łańcucha przyczynowego, a więc konieczności istnienia pierwszej przyczyny sprawczej "powołującej" świat do istnienia.

Zastanawiam się ponadto, na jakiej podstawie Akwinata w XIII wieku poczynił takie założenie. Na jakiej podstawie uznał, że tą pierwszą przyczyną zaistnienia świata mógł być wyłącznie Bóg odwieczny, sam dla siebie będący przyczyną istnienia? Na jakiej podstawie stwierdził, że świat nie może istnieć odwiecznie, bądź też że do jego powstania niezbędna była jakaś przyczyna zewnętrzna?
Zresztą zawsze wystąpi tu problem definicji świata. Mam absolutną pewność, że Akwinata nie mógł tego problemu widzieć tak, jak widzą go współcześni fizycy. Nie słyszał nic o wielkim wybuchu, o wszechświecie rozszerzającym się ponoć z coraz większą prędkością, o problemach fizyki kwantowej, o możliwości wszechświatów równoległych, itd., itp. Niemniej jakieś założenia poczynił, "dowód" przeprowadził. Według mnie jednak dowód ten nie jest poprawny.

>2. Cokolwiek istnieje przygodnie, posiada przyczynę swojego istnienia.

I znowu ta "przygodność istnienia".
Jeżeli tylko można sobie wyobrazić (a wyobrazić można sobie dowolnie wiele), że Bóg zwany np. bytem koniecznym, nie ma dla swego istnienia przyczyny z zewnątrz, gdyż sam dla siebie jest swoją przyczyną, to równie dobrze można sobie wyobrazić istnienie wielu innych bytów - i nieważne jak się one nazywają - które mają dokładnie te same własności.

Nie ma zdanych podstaw, by twierdzić, że to co uznamy za przyczynę czegoś, jest rzeczywiście tą przyczyną. Być może my tylko tak sobie to wyobrażamy (tłumaczymy).

>3. Łańcuch przyczyn nie może biec w nieskończoność.

Nie ma żadnych podstaw, by twierdzić, że łańcuch przyczyn nie może biec w nieskończoność. Z czegóż to wynika? Jaka jest przeszkoda, by tak uznawać?
Jaką mamy pewność, że to, co uznamy za pierwszą przyczynę, jest nią rzeczywiście? A może nasza w tej kwestii ocena jest błędna i wynika z niedostateczności naszej wiedzy, a to, co dziś uznajemy za pierwszą przyczynę, jutro już za taką uważać nie będziemy?
A może jest jeszcze inaczej? Może istnieje zamknięty łańcuch przyczyn, jak łańcuch w rowerze, w którym każde "ogniwo" jest przyczyną następnego oraz ma swoją przyczynę w poprzedzającym je "ogniwie"? A w tym łańcuchu brak jest miejsca dla bytu koniecznego, który moglibyśmy uważać za pierwszą przyczynę.
A może jest jeszcze jakoś inaczej, tyle że na pewnym etapie naszej wiedzy nie potrafimy tego zidentyfikować i właściwie określić?

>4. Świat miał początek (czyli, że nie istniał odwiecznie).

A dlaczego? Odsyłam do moich uwag powyżej w punkcie "1".

>O żadnej z tych przesłanek nie można powiedzieć, że któraś jest fałszywa, co najwyżej można twierdzić, że świat (w jakiejś formie) mógłby istnieć odwiecznie (jak twierdził np. Russell).

Wydaje mi się, że właśnie wykazałem, iż jeśli nawet powyższe przesłanki nie są według Ciebie fałszywe, to przynajmniej są mocno nieuzasadnione. A stąd do ich niezasadności czy też nietrafności już tylko krok.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
27-02-2014 15:05 
 Ocena 10 na 10
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>1 = 2
>Taki wynik nie jest możliwy, ponieważ wyrażenie a+b-c=0, a więc mamy tu do czynienia z dzieleniem przez 0, co jest niedozwolone. Jest to złamanie pewnej matematycznej reguły - nie można dzielić przez 0 - która to reguła - na mocy konsensusu większości matematyków - zapewnia matematyce jako-taką stabilność. Jeśli sytuacja wydaje Ci się analogiczna, to potrafisz wskazać regułę, którą gwałci dowód kosmologiczny?

Doskonale wiem, gdzie w tym matematycznym oszustwie znajduje się błąd prowadzący w efekcie do bzdurnego wyniku.
Przykład ten podałem zresztą wyłącznie po to, by pokazać, że błędnie przyjęte założenia oraz mniej czy bardziej celowe błędy w trakcie przeprowadzania dowodu muszą prowadzić do wyników niezgodnych z naszą wiedzą, doświadczeniem czy też zdrowym rozsądkiem niezależnie od tego, czy rzecz dotyczy matematyki, fizyki czy filozofii. Nie było moim celem wskazywanie czy też doszukiwanie się analogii między powyższym fałszywym dowodem matematycznym a argumentem kosmologicznym Akwinaty.

Nie mam zamiaru dyskutować, czy niezasadność argumentu kosmologicznego Akwinaty powinienem nazwać pogwałceniem reguł, a może zasad, a może czegoś jeszcze innego. Nie ma to dla mnie większego znaczenia. Wystarczy mi fakt, że błędy te potrafię wskazać - a jest ich kilka - i rozumiem ich konsekwencje.
Oczywiście Twoja ocena może być inna, ale przecież nie zawsze - o ile w ogóle - musimy osiągnąć konsensus.

>>A któż powiedział, że skoro nie widział Boga, to bóg nie istnieje? Gagarin, mieszkaniec Bździszewa, ktoś jeszcze może?
>Wypowiedź, którą zilustrowałem plakatem brzmiała tak:
>" Skoro go nie widać i nikt dotąd go nie wykrył, to tak jakby go nie było."

Świadomie unikasz odpowiedzi na moje pytanie. Doskonale przecież zdajesz sobie z tego sprawę, że nie ma większego znaczenia, co głupiego powiedział akurat Gagarin, jeśli on w ogóle to powiedział, bo być może jest to tylko jakiś beznadziejny wygłup miłośnika lotów kosmicznych czy też fanatyka komunizmu.
Dziwię się, że tak opacznie odebrałeś moje intencje.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
27-02-2014 16:47 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> co głupiego powiedział akurat Gagarin, jeśli on w ogóle to powiedział,
> bo być może jest to tylko jakiś beznadziejny wygłup miłośnika lotów
> kosmicznych czy też fanatyka komunizmu.

Tak, najprawdopodobniej Nikity Chruszczowa. Jest to zdanie najczęściej przypisywane jemu.
Pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
27-02-2014 15:12 
 Ocena 11 na 11
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>>>Twierdzicie, że Bóg istnieje. Wykażcie, jaka jest jego przyczyna.
>>>Bóg miałby być bytem koniecznym, który nie może nie-istnieć.
>>Fantastyczne rozumowanie! Zakładasz, że Bóg jest bytem koniecznym, który z definicji nie może nie istnieć, czyli musi istnieć, a następnie stwierdzasz, że właśnie udowodniłeś istnienie Boga.
>Byt konieczny nie jest założeniem, tylko konsekwencją (wnioskiem, konkluzją) dowodu kosmologicznego.

Akwinata formułując trzecią drogę z przygodności i konieczności zaczął od podania definicji bytów przygodnych określając je jako "byty, które mogą być i nie być".

Następnie błędnie stwierdził, że "jest niemożliwe, żeby takie rzeczy istniały zawsze", a następnie "jeśli więc wszystkie rzeczy mogą nie istnieć, to kiedyś nie było żadnej z tych rzeczy".
Powtarzam stanowczo - to stwierdzenie jest błędne, ponieważ zawsze możemy sobie wyobrazić dostatecznie dużą ilość bytów przygodnych (lub choćby tylko jeden), które istniały zawsze, bo przecież mogą istnieć, więc istniały i nadal istnieją. Z tego, że jakieś (wszystkie) rzeczy mogą nie istnieć absolutnie nie wynika, że kiedyś nie było żadnej z tych rzeczy.
Oczywiście wśród bytów przygodnych są i takie, które akurat nie istnieją, bo przecież równie dobrze jak istnieć, mogą też nie istnieć. Ale to nic nie zmienia.

Na podstawie tych nakładających się mylnych wniosków Akwinata wnioskuje dale, że skoro "kiedyś nic nie istniało, to nic nie mogłoby zacząć istnieć i, co za tym idzie, nic by nie istniało". W związku z tym Tomasz odwołuje się do drugiej drogi, czyli argumentu z przyczyny sprawczej: "dlatego trzeba koniecznie przyjąć coś, co jest konieczne samo przez się i nie ma przyczyny swojej konieczności, ale jest przyczyną konieczności dla innych, i to wszyscy nazywają Bogiem".
Tą pierwszą przyczyną mógł być według niego wyłącznie Bóg.

Argumentacja z przyczyny sprawczej, do której odwołuje się Tomasz, nie jest jednak poprawna, co można łatwo udowodnić.
I jeszcze jedna uwaga (pisałem o tym w jednej z poprzednich wypowiedzi: jeśli nawet uznamy konieczność istnienia pierwszej przyczyny, to dlaczego miałby nią być akurat Bóg, a nie świat fizyczny? Jakie jest uzasadnienie tak przyjętego założenia, poza obsesyjną chęcią udowodnienia istnienia Boga?
Kto chce, ten może uważać, że ową pierwszą przyczyną, czy tez ostatecznym wyjaśnieniem wszechświata jest Bóg-stwórca istniejący odwiecznie. W mojej jednak opinii pogląd, że to nie Bóg, lecz świat istniejący odwiecznie jest swoją przyczyną, jest poglądem zdecydowanie bardziej uzasadnionym. Brak bowiem dowodu na istnienie Boga - oczywiście takiego, który mógłby pretendować do miana wysokiej wiarygodności - jest bowiem dość mocnym argumentem na rzecz tezy o nieistnieniu Boga.

A Ty upierasz się przy tym, że byt konieczny nie jest założeniem lecz wnioskiem "dowodu" kosmologicznego. Ani słowem nie zwracasz natomiast uwagi na liczne błędy Akwinaty. Nie zwracasz uwagi na to, że jest to błędny wniosek, opierający się na błędnych założeniach.

I jeszcze następujące uwagi.
We wszystkich dyskusjach o Bogu podstawą powinna być jego definicja. O jakim bogu dyskutujemy? Jakie są jego cechy, w jakiej religii jest on Bogiem (wbrew temu, co być może teraz pomyślałeś, to też wydaje mi się istotne z uwagi na mnogość religii i co za tym idzie różnorodność pojmowania Boga).

Nic nie wnosi określanie Boga mianem najdoskonalszej istoty, którą tylko można pomyśleć, gdyż ów byt doskonały musi być doskonalszy od każdej definicji czy też hipotezy, którą próbujemy go opisać.

Definiowanie Boga jako bytu koniecznego, który nie może nie istnieć, nie jest wystarczające, a tym bardziej rozstrzygające. Bo niby dlaczego miałby być jakiś byt konieczny, czyli Bóg - albo przeciwnie: dlaczego miałoby go nie być.
Jak twierdził Dawid Hume: "cokolwiek pojmujemy jako istniejące, możemy pojąc również jako nieistniejące". Nie widzę osobiście żadnych podstaw, by nie można było dokładnie tego samo uważać również o Bogu. Wydaje się zatem słusznym stwierdzenie, iż nie jest możliwe wykazanie istnienia Boga jedynie na drodze demonstratywnej.

>Zgodnie z logiką dowodu, tylko byt konieczny, czyli taki, który posiada rację swojego istnienia w sobie, może przerwać łańcuch przyczyn w wyjaśnianiu świata (łańcuch, który w przeciwnym wypadku biegłby w nieskończoność).

To nie jest logika. To jest zaprzeczenie logiki.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
26-02-2014 19:12 
 Ocena 1 na 7
Elasp (6859 punktów)

Obawiam się, że zabiera się Pan za sprawy, dla których nie ma Pan głębszego zrozumienia.

1. Bardzo niewiele rzeczy jest udowodnionych w sposób nie budzący wątpliwości. Należałoby to rozumieć. Niektórzy sądzą wręcz, że cała nauka składa się z hipotez (tyle że wspierają się one wzajemnie). Nawet zdanie "1+1=2" jest hipotezą. Matematyka opiera się na teorii mnogości, ale nikt nie ma dowodu niesprzeczności teorii mnogości. Dlaczego więc istnienie Boga nie miałoby być hipotezą, tyle że np. słabiej uzasadnioną od innych? Lepiej więc mówić o argumentach za tezą o istnieniu Boga lub przeciwko niej.

2. Stawiając tak sprawę mogę powiedzieć: dokąd nie uzasadni się twierdzenia, że prawdopodobieństwo istnienia Boga jest zerowe, dotąd teista ma prawo utrzymywać, że prawdopodobieństwo to jest niezerowe. A takie do wiary w zupełności wystarcza.

3. Jeżeli jednak wymaga Pan żelaznego dowodu na istnienie Boga, ja proszę Pana o dowód na istnienie świata niezależnego od Pańskiej świadomości - może wszystko, co Pana otacza jest wytworem Pańskiej wyobraźni? Zobaczymy, czy z istnienia treści Pańskiej świadomości (ja sam jestem tylko jedną z nich) wyniknie gładko istnienie świata zewnętrznego. Obiecuję, że przyjrzę się temu dowodowi z równą skrupulatnością, jak Pan tradycyjnym dowodom na istnienie Boga.

4. Jeżeli tak bardzo upiera się Pan przy poznaniu naukowym, proszę zwrócić uwagę, ze 1) fizyka jest nauką podstawową, oraz że 2) twierdzenie, że istnieją ludzie, nie jest twierdzeniem fizyki. To, że pewna chmura atomów jest uważana za jedną rzecz (nazywanym "ludzkim ciałem") jest wynikiem niedoskonałości naszych (czyich?) zmysłów. To, że pewnej chmurze atomów należą się jakieś prawa jest z punktu widzenia fizyki albo fałszywe, albo wręcz niedorzeczne. A chyba dla Pana człowiek jest czymś więcej niż chmurą atomów? Jeżeli żąda Pan dowodu na istnienie Boga, ja żądam od Pana dowodu, że człowiek jest czymś więcej niż chmurą atomów. Pojęcie Boga i pojęcie człowieka są blisko ze sobą związane - bliżej niż się Panu wydaje. Można powiedzieć, i nie będzie w tym cienia przesady, że Bóg to człowiek w powiększeniu, a człowiek to Bóg w pomniejszeniu. Odrzucając jedno pojęcie, musimy odrzucić i drugie. Oto do czego prowadzi "naturalizm ontologiczny", kompromitujący zabobon propagowany na tym forum przez p. Bogusławskiego.

5. Pomija Pan dowód z zasady racji dostatecznej Leibniza oraz dowód z prawa moralnego (skądinąd zarysowany przez Tomasza z Akwinu).

6. Zapomina Pan zupełnie o stanowisku panteistycznym (panteizm też jest przecież pewną odmianą teizmu). Jeżeli powiem, że Bóg to przyroda, to istnienie Boga będzie oczywiste.

7. Powołuje się Pan na Hume'a, a jego zasad można użyć przeciwko Pańskiemu rozumowaniu. Mówi Pan: "wszystkie przedłożone dowody na istnienie Boga są pseudodowodami". Z tego jednak nie wynika zdanie "wszystkie możliwe dowody na istnienie Boga są pseudodowodami". Z tego, że dotąd nikt istnienia Boga nie udowodnił nie wynika, że nikt nie udowodni w przyszłości. Pański "ateizm" jest więc co najwyżej warunkowy.
26-02-2014 22:02 
 Ocena 1 na 7
niestadny (2492 punktów)

Ciekaw jestem czy znajdzie się ktoś, kto potrafi merytorycznie i na poziomie odnieść się punkt po punkcie do tego co napisałeś. Chętnie poczytam. Ja jestem za głupi.

Żądanie dowodu istnienia wytworu ludzkiej wyobraźni o nazwie "bóg" od osoby wierzącej jest - moim zdaniem - nieporozumieniem. Wierzący nie potrzebuje niczego udowadniać. Wierzący wierzy, nie wie.
To na twierdzącym spoczywa ów obowiązek; także tym twierdzącym, który mówi: "Bóg/bogowie nie istnieją". Tenże po pierwsze powinien zdefiniować "bóg/bogowie" a następnie przeprowadzić dowód.
Ateiści często wpadają w tę pułapkę.

Weźmy teraz zdanie: "Wierzę, że istnieją cywilizacje pozaziemskie". Ktoś powie: "Udowodnij!"
Wierzący nie wie czy istnieją a jedynie wierzy/jest głęboko przekonany o ich istnieniu - mając świadomość ogromu Wszechświata i w związku z tym dużego prawdopodobieństwa istnienia planet na których podobnie jak na Ziemi mogło rozwinąć się życie.
Czy ateiści wierzą w istnienie cywilizacji pozaziemskich?

stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
26-02-2014 23:15 
 Ocena 10 na 10
Sygnał (4252 punktów)

> Wierzący wierzy, nie wie.

A Pan cały czas z tym kalectwem intelektualnym. Wiara w sensie założenia czegoś bez dalszego potwierdzenia jest bezużyteczna intelektualnie i powinna być atakowana jako stanowisko na każdym kroku. Racjonalny człowiek nie wierzy, co najwyżej jest przeświadczony o prawdziwości jakiegoś zdania dopóki tego nie sprawdzi.

>Czy ateiści wierzą w istnienie cywilizacji pozaziemskich?

A czy teiści wierzą w jednorożce? To jest bezsensowne pytanie, bo populacja ateistów jest niesamowicie zróżnicowana.
27-02-2014 00:28 
 Ocena 12 na 12
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Ciekaw jestem czy znajdzie się ktoś, kto potrafi merytorycznie i na poziomie odnieść się punkt po punkcie do tego co napisałeś. Chętnie poczytam. Ja jestem za głupi.
Ciekaw jestem czy znajdzie się ktoś, kto potrafi merytorycznie i na spokojnie odnieść się punkt po punkcie do tego co napisał pan Elasp? Chętnie poczytam. Ja jestem zbyt przewrażliwiony na tego typu wywody i tego rodzaju mądrości.

>Żądanie dowodu istnienia wytworu ludzkiej wyobraźni o nazwie "bóg" od osoby wierzącej jest - moim zdaniem - nieporozumieniem.
Nieporozumieniem jest twierdzenie, że ktoś żąda jakiegokolwiek dowodu dopóki wierzący nie chce tego wytworu wyobraźni wprowadzić do dyskursu nauk przyrodniczych, w których obowiązek przedstawienie dowodu istnienia zawsze spoczywa na twierdzącym, a nie na przeczącym.

Ja nie wiem po prostu co ten termin w naukach przyrodniczych znaczy, czyli Bóg dla nauk przyrodniczych po prostu nie istnieje. Znam oczywiście znaczenie tego terminu w kulturze i naukach społecznych.

>Wierzący nie potrzebuje niczego udowadniać.
Nie nie musi! Popieprzyć sobie to zawsze można!
Gdzie i komu? Jeżeli chce wprowadzić jakiś termin do nauki, to musi go zdefiniować i przedstawić pod naukową weryfikację dowody jego istnienia.

>Wierzący wierzy, nie wie.
Dokładnie taka jest prawda i mnie to wcale nie przeszkadza, dopóki on nie chce konsekwencji swojej wiary mnie narzucić.
Z wiarą nie na dyskusji, a i czasu szkoda, gdyż nikt wierzącego nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej. Natomiast społecznie wiara jednych narzuca konsekwencje innym, którzy mają pełne prawo przed tymi konsekwencjami się bronić.

>To na twierdzącym spoczywa ów obowiązek; także tym twierdzącym, który mówi: "Bóg/bogowie nie istnieją". Tenże po pierwsze powinien zdefiniować "bóg/bogowie" a następnie przeprowadzić dowód.
Proszę wybaczyć, ale to bzdura. Wyobraźnia ludzka jest wprost nieograniczona i nauka zajmowała by się tylko zaprzeczaniem przeróżnych ludzkich wymysłów. Nie jest to ani ludzkości, ani ludzkiemu narzędziu poznania istniejącej obiektywnie rzeczywistości do niczego potrzebne. Po prostu nauka tak nie działa, a jak na razie spisuje się doskonale.

>Ateiści często wpadają w tę pułapkę.
Co ateista to pogląd, a ponadto samych form odrzucenia nadrzeczywistości jest wiele.
Jacy ateiści, w jaką pułapkę i kto tą wpadkę ocenia?

>Weźmy teraz zdanie: "Wierzę, że istnieją cywilizacje pozaziemskie". Ktoś powie: "Udowodnij!"
Zupełnie słusznie tak powie.

>Wierzący nie wie czy istnieją a jedynie wierzy/jest głęboko przekonany o ich istnieniu - mając świadomość ogromu Wszechświata i w związku z tym dużego prawdopodobieństwa istnienia planet na których podobnie jak na Ziemi mogło rozwinąć się życie.
Jeżeli jeżeli wierzy głęboko, to jego wiara jest tylko jedną z odmian religii.

>Czy ateiści wierzą w istnienie cywilizacji pozaziemskich?
Znowu, ja nie wiem kto to są ateiści. Ja uważam, że istnienie cywilizacji (ale nie życia) jest bardzo mało prawdopodobne w naszym wszechświecie, ale prawie pewne w stosunku do możliwości istnienia jakiejkolwiek nadrzeczywistości.
Na podstawie tego, co wiemy obecnie możemy przypuszczać, iż istnieje promilowe prawdopodobieństwo, że życie dotarło do nas z Kosmosu. Promile promili, że otrzymaliśmy stamtąd umysłowość. Ale jeszcze mniej w tym wszystkim jest prawdopodobny udział Absolutu - jakiejkolwiek transcendentalnej wobec świata inteligencji. Niezależnie jak nam trudno dojść do konsiliencji i jak nam daleko do poznania prawd ostatecznych - to pewne jest, że jesteśmy z tego Wszechświata.

Miłego dnia.

@@@
.
27-02-2014 11:00 
 Ocena-6 na 10
Elasp (6859 punktów)

Brednie.
27-02-2014 00:24 
 Ocena 13 na 13
maceox (6766 punktów)
>Ciekaw jestem czy znajdzie się ktoś, kto potrafi merytorycznie i na poziomie odnieść się punkt po punkcie do tego co napisałeś. Chętnie poczytam.
>To na twierdzącym spoczywa ów obowiązek; także tym twierdzącym, który mówi: "Bóg/bogowie nie istnieją". Tenże po pierwsze powinien zdefiniować "bóg/bogowie" a następnie przeprowadzić dowód.
>Ateiści często wpadają w tę pułapkę.
Dobre! Podoba mi się. Najpierw chcesz, żebyśmy odpowiadali na wypowiedzi Elaspa o Bogu, a potem będzie, że to my twierdzimy, że Bóg/bogowie nie istnieją!

Ile razu była na forum poruszana kwestia, na kim spoczywa ciężar dowodu?

A wierzysz w śloga, błogdzia, źrobcia, kwiorka, haślika, czujkońcika, mlatawca, pimkę, srimkę i śrutkowaka? Udowodnij, że nie istnieją!

Każdy ma jakieś tam swoje wizje i ja również nie jestem od nich całkiem wolny, ale jakoś potrafię odróżnić twory wyobrażone i przeżycia wewnętrzne od tego, co dotykam, oglądam ... itd.
26-02-2014 22:05 
 Ocena 9 na 9
MarcinK (9189 punktów)
>Można powiedzieć, i nie będzie w tym cienia przesady, że Bóg to człowiek w powiększeniu, a człowiek to Bóg w pomniejszeniu.

Podróże Guliwera?
26-02-2014 22:35 
 Ocena 10 na 10
-jad- (18783 punktów)
>Jeżeli powiem, że Bóg to przyroda, to istnienie Boga będzie oczywiste.

Jeżeli powiem, że Bóg to kromka chleba, podobnie. Ale nie powiem, bo to byłoby bez sensu.
Skoro nie możemy dociec czy Bóg, który nawiasem mówiąc, wraz z postępem nauki staje się coraz bardziej bezkształtnym i nieokreślonym tworem, istnieje, to o co właściwie się spieramy? Co w praktyce dla nas taki Bóg zmienia?
Czym w przypadku istnienia takiego rozmazanego Boga różni się teista od ateisty?
26-02-2014 23:21 
 Ocena 7 na 7
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>Czym w przypadku istnienia takiego rozmazanego Boga różni się teista od ateisty?
Kościołem. Ateiści mają w nosie imaginacje wierzących, póki te imaginacje poprzez Kościół nie wpływają na ich życie.
27-02-2014 20:16 
 Ocena 2 na 2
-jad- (18783 punktów)
>>Czym w przypadku istnienia takiego rozmazanego Boga różni się teista od ateisty?
>Kościołem.

Jednak Kościół musi być bezsensem nie tylko dla ateisty ale i dla kogoś wierzącego w rozmemłanego Boga. Zgoda?

>Ateiści mają w nosie imaginacje wierzących, póki te imaginacje poprzez Kościół nie wpływają na ich życie.

Jak pokazuje choćby ten wątek, nie mają. Chętnie teoretyzują, nie wiadomo o czym właściwie, na poziomie narzuconym przez teistę.
27-02-2014 21:30 
 Ocena 2 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>Jednak Kościół musi być bezsensem nie tylko dla ateisty ale i dla kogoś wierzącego w rozmemłanego Boga. Zgoda?
Kościół to organizacja polityczna, a deklaracja wiary jest aktem konformizmu.

>Chętnie teoretyzują, nie wiadomo o czym właściwie, na poziomie narzuconym przez teistę.
Robią to z myślą o skompromitowaniu tej organizacji wyznaniowej, czyli siły politycznej, która uprzykrza im życie.
27-02-2014 21:55 
 Ocena 1 na 1
-jad- (18783 punktów)
>Robią to z myślą o skompromitowaniu tej organizacji wyznaniowej, czyli siły politycznej, która uprzykrza im życie.

Nie wydaje mi się. Po prostu to lubią.
27-02-2014 23:51 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
> Po prostu to lubią.
Bo miło jest górować w dyskusji?
28-02-2014 19:49 
 Ocena 2 na 2
-jad- (18783 punktów)
>Bo miło jest górować w dyskusji?

Chyba tak. Jednak na tym poziomie to nie takie proste.
01-03-2014 01:57 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>>Bo miło jest górować w dyskusji?
>Chyba tak. Jednak na tym poziomie to nie takie proste.
Bo górują nad nami w Niebiesiech?
01-03-2014 17:37 
 Ocena 1 na 1
-jad- (18783 punktów)
>Bo górują nad nami w Niebiesiech?

W abstrakcji
26-02-2014 23:12 
 Ocena 6 na 6
Sygnał (4252 punktów)
> 1. Bardzo niewiele rzeczy jest udowodnionych w sposób nie budzący wątpliwości. Należałoby to rozumieć. Niektórzy sądzą wręcz, że cała nauka składa się z hipotez (tyle że wspierają się one wzajemnie). Nawet zdanie "1+1=2" jest hipotezą. Matematyka opiera się na teorii mnogości, ale nikt nie ma dowodu niesprzeczności teorii mnogości. Dlaczego więc istnienie Boga nie miałoby być hipotezą, tyle że np. słabiej uzasadnioną od innych? Lepiej więc mówić o argumentach za tezą o istnieniu Boga lub przeciwko niej.

W przypadku wielu różnych i wykluczających się hipotez wybieramy najprostszą, bo a priori rzeczywiście wszystkie są równoważne.

> 2. Stawiając tak sprawę mogę powiedzieć: dokąd nie uzasadni się twierdzenia, że prawdopodobieństwo istnienia Boga jest zerowe, dotąd teista ma prawo utrzymywać, że prawdopodobieństwo to jest niezerowe. A takie do wiary w zupełności wystarcza.

Ale kiedy jedynie niezerowe prawdopodobieństwa istnienia bogów generuje nieskończenie wielu możliwych bogów, rodzi nieskończenie więcej problemów od założenia prostszego, że takowi nie istnieją. Do wiary wystarczy nie zauważenie tego faktu.

> 3. Jeżeli jednak wymaga Pan żelaznego dowodu na istnienie Boga, ja proszę Pana o dowód na istnienie świata niezależnego od Pańskiej świadomości - może wszystko, co Pana otacza jest wytworem Pańskiej wyobraźni?

Hipoteza nieudowadnialna i o zerowej wartości poznawczej.

>Zobaczymy, czy z istnienia treści Pańskiej świadomości

Definicję świadomości poproszę.

> 4. Jeżeli tak bardzo upiera się Pan przy poznaniu naukowym, proszę zwrócić uwagę, ze 1) fizyka jest nauką podstawową, oraz że 2) twierdzenie, że istnieją ludzie, nie jest twierdzeniem fizyki.

Twierdzenie jest jak najbardziej domeną filozofii. Badanie, które wskaże, że Ci ludzie istnieją jest już jak najbardziej domeną fizyki.

>To, że pewna chmura atomów jest uważana za jedną rzecz (nazywanym "ludzkim ciałem") jest wynikiem niedoskonałości naszych (czyich?) zmysłów.

Nie, jest pewnym akceptowalnym w społeczeństwie poziomem abstrakcji opisu rzeczywistości. Jest jedynie nazwaniem zespołu atomów ciałem ludzkim. To, że Pan się nad tym zastanawia sugeruje, że jedynie bawi się Pan słowem, zamiast odpowiadać sensownie na pytania. W tym miejscu filozofia przestaje być użyteczna do czegokolwiek.

>Odrzucając jedno pojęcie, musimy odrzucić i drugie. Oto do czego prowadzi "naturalizm ontologiczny", kompromitujący zabobon propagowany na tym forum przez p. Bogusławskiego.

Uprawia Pan najgorszą z możliwych sztuk intelektualnych: sztukę niedopowiedzeń. Zamiast wstępnie podefiniować pojęcia, do słów z biegiem wywodu dorzuca Pan jakieś znaczenia. Proszę o ścisłe definicje, bo póki co Pański wywód sprowadza się do "nie udowodni mi Pan, że nie żyjemy w matrixie".

> 5. Pomija Pan dowód z zasady racji dostatecznej Leibniza oraz dowód z prawa moralnego (skądinąd zarysowany przez Tomasza z Akwinu).

Co logika matematyczna i moralność, twór ściśle ludzki mają do boga-stwórcy? Nie ma najmniejszych powodów do postulowania boga-dawcy moralności przy aktualnym stanie wiedzy.

> 6. Zapomina Pan zupełnie o stanowisku panteistycznym (panteizm też jest przecież pewną odmianą teizmu). Jeżeli powiem, że Bóg to przyroda, to istnienie Boga będzie oczywiste.

To w tym momencie nie jest to żaden teizm, a jedynie bardzo uduchowione stanowisko ateistyczne. Zadziwię Pana, ale blisko czegoś takiego jest Dawkins.

Reasumując, żadna to krytyka, a miałka zabawa słowem, próba założenia niezależności logiki od człowieka i rzucanie argumentami z zasady nie udowadnialnymi.
26-02-2014 23:24 
 Ocena 11 na 11
MarcinK (9189 punktów)

>Reasumując, żadna to krytyka, a miałka zabawa słowem, próba założenia niezależności logiki od człowieka i rzucanie argumentami z zasady nie udowadnialnymi.

Z Elaspem i tak nie wygrasz. To arcymistrz ping ponga - po prostu z jego strony stół jest pionowo.

Poglądowo możesz zajrzeć do wątku "filozofia z kurnika" - choćby w tym wszystkie te "argumenty" zostały przemielone na tysiąc sposobów, a każdy inny watek wygląda tak samo.
Tak czy siak powodzenia.
26-02-2014 23:44 
 Ocena 10 na 10
maceox (6766 punktów)
>>Reasumując, żadna to krytyka, a miałka zabawa słowem, próba założenia niezależności logiki od człowieka i rzucanie argumentami z zasady nie udowadnialnymi.
>Z Elaspem i tak nie wygrasz.
Sygnał już wygrał.
A Elasp ma w zwyczaju przegrywać, zanim ktoś mu w ogóle odpowie.
27-02-2014 00:31 
 Ocena 5 na 5
MarcinK (9189 punktów)

>A Elasp ma w zwyczaju przegrywać, zanim ktoś mu w ogóle odpowie.

Cytat:
Czy to prawda, że bazyliszka można zabić przy pomocy lustra?
- Prawda, pod warunkiem, że trafisz go nim w łeb.


Wiedźmin

www.racjonalista.pl/forum.php/s,546248#w552227
27-02-2014 00:37 
 Ocena 3 na 3
Sygnał (4252 punktów)
>>A Elasp ma w zwyczaju przegrywać, zanim ktoś mu w ogóle odpowie.
> Cytat:
Czy to prawda, że bazyliszka można zabić przy pomocy lustra?
>- Prawda, pod warunkiem, że trafisz go nim w łeb.

>Wiedźmin
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,546248#w552227
>

Mogę się założyć, że Elasp to czytał a i tak klepie swoje.
27-02-2014 00:42 
 Ocena 11 na 11
MarcinK (9189 punktów)

>Mogę się założyć, że Elasp to czytał a i tak klepie swoje.

Elasp jest typem Racjonalisty, który być może i inne czyta ale rozumie tylko swoje. Dla przykładu - zaraz na początku jak się zarejestrował wkleiłem mu linka z wykładów Pinkera na temat natężenia agresji w dziejach. Po paru miesiącach, zaraz po odbanowaniu, plótł dokładnie te same androny i znowu mu trzeba było dokładnie te same rzeczy linkować. Ja już nie miałem ani siły ani chęci. I z nim tak ad mortem usrandam.
27-02-2014 00:47 
 Ocena 6 na 6
Sygnał (4252 punktów)
>Elasp jest typem Racjonalisty, który być może i inne czyta ale rozumie tylko swoje. Dla przykładu - zaraz na początku jak się zarejestrował wkleiłem mu linka z wykładów Pinkera na temat natężenia agresji w dziejach. Po paru miesiącach, zaraz po odbanowaniu, plótł dokładnie te same androny i znowu mu trzeba było dokładnie te same rzeczy linkować. Ja już nie miałem ani siły ani chęci. I z nim tak ad mortem usrandam.

Cóż, ja mam niestety taką wadę, że rzadko kiedy słucham rad bardziej doświadczonych. Zobaczymy, co się wyczerpie pierwsze, moja cierpliwość czy cierpliwość Elaspa.
27-02-2014 00:53 
 Ocena 6 na 6
MarcinK (9189 punktów)

>Cóż, ja mam niestety taką wadę, że rzadko kiedy słucham rad bardziej doświadczonych.

Pokory to mnie wielokrotnie to forum uczyło.

> Zobaczymy, co się wyczerpie pierwsze, moja cierpliwość czy cierpliwość Elaspa.

Chętnie poczytam Twoje wypowiedzi więc kibicuję gorąco Twej cierpliwości. W kwestii cierpliwości Elaspa jestem całkowitym fideistą.
27-02-2014 00:55 
 Ocena 2 na 2
Sygnał (4252 punktów)
>W kwestii cierpliwości Elaspa jestem całkowitym fideistą.

A jego upór jest dobrą przesłanką za rozważaniem tej tezy o transcendencji.
27-02-2014 01:09 
 Ocena 2 na 2
MarcinK (9189 punktów)

>A jego upór jest dobrą przesłanką za rozważaniem tej tezy o transcendencji.

lubimyczyt(*)jacym-bogu-i-upartym-czlowieku
27-02-2014 11:30 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Zobaczymy, co się wyczerpie pierwsze, moja cierpliwość czy cierpliwość Elaspa.
www.racjon(*).php/s,608495/z,0/d,11#w609192
(Tak właśnie - w koło Wojtek - ma się ten link wyświetlać, gdyż tyle właśnie wielki erudyta pan Elasp od początku swojej kariery na forum ma nam do powiedzenia.)

Pozdrawiam.

@@@
.
26-02-2014 23:48 
 Ocena-2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>W przypadku wielu różnych i wykluczających się hipotez wybieramy najprostszą, bo a priori rzeczywiście wszystkie są równoważne.

Nie chodzi o to, którą spośród hipotez wybieramy, ale o to, że mamy do czynienia z hipotezami. Pomijam już fakt, że prostota nie jest jedynym czynnikiem, który bierze się pod uwagę i że niełatwo jest odpowiedzieć na pytanie, czym właściwie jest prostota i jak ją mierzyć.

>Ale kiedy jedynie niezerowe prawdopodobieństwa istnienia bogów generuje nieskończenie wielu możliwych bogów, rodzi nieskończenie więcej problemów od założenia prostszego, że takowi nie istnieją. Do wiary wystarczy nie zauważenie tego faktu.

Po pierwsze skąd wiadomo, że rodzi "nieskończenie wiele problemów", po drugie skąd wiadomo, że są to problemy nierozwiązywalne, po trzecie, istnieje sposób wyboru spośród wielu hipotez - jest nim pragmatyczna korzyść płynąca z wyboru akurat tej, a nie innej hipotezy teistycznej.

>Hipoteza nieudowadnialna i o zerowej wartości poznawczej.

Po pierwsze proszę wykazać, że nie można jej wykazać, po drugie czy i jak mierzy Pan "wartość poznawczą". Mnie się wydaje, że twierdzenie "istnieją przedmioty poza moją świadomością" ma wartość poznawczą. Łączy Pan wartość poznawczą z weryfikowalnością. Ten zabobon głosiło Koło Wiedeńskie.

>Definicję świadomości poproszę.

Proszę zajrzeć w głąb siebie, będzie Pan wiedzieć o co chodzi. Można coś zdefiniować przez wskazanie, a więc ostensywnie.

>>To, że pewna chmura atomów jest uważana za jedną rzecz (nazywanym "ludzkim ciałem") jest wynikiem niedoskonałości naszych (czyich?) zmysłów.
>Nie, jest pewnym akceptowalnym w społeczeństwie poziomem abstrakcji opisu rzeczywistości.

Czym jest społeczeństwo, skoro istnieją tylko atomy? Porusza się Pan po błędnym kole. Zresztą z faktu, że coś jest "akceptowalne w społeczeństwie" jeszcze niewiele wynika.

>W tym miejscu filozofia przestaje być użyteczna do czegokolwiek...

Tu i poniżej nie ma żadnego argumentu.

>Co logika matematyczna i moralność, twór ściśle ludzki mają do boga-stwórcy? Nie ma najmniejszych powodów do postulowania boga-dawcy moralności przy aktualnym stanie wiedzy.

Mają bardzo wiele. Moralność składa się ze zdań bezwarunkowych. Nie uzasadnimy takich zdań inaczej nią postulując byt transcendentny.

>To w tym momencie nie jest to żaden teizm, a jedynie bardzo uduchowione stanowisko ateistyczne. Zadziwię Pana, ale blisko czegoś takiego jest Dawkins.

Więc może nie jest to żaden "uduchowiony ateizm" tylko teizm? Nie brzmi prościej?
27-02-2014 00:19 
 Ocena 8 na 8
Sygnał (4252 punktów)
>Nie chodzi o to, którą spośród hipotez wybieramy, ale o to, że mamy do czynienia z hipotezami. Pomijam już fakt, że prostota nie jest jedynym czynnikiem, który bierze się pod uwagę i że niełatwo jest odpowiedzieć na pytanie, czym właściwie jest prostota i jak ją mierzyć.

Żeby dostać jakościowe i ilościowe wnioski najlepiej ugrać to w matematykę. Wtedy to już jesteśmy na dobrej drodze do określenia, co jest prostsze.

>Po pierwsze skąd wiadomo, że rodzi "nieskończenie wiele problemów",

Niech będzie: sporo więcej.

>po drugie skąd wiadomo, że są to problemy nierozwiązywalne,

Nawet i w tym przypadku biorąc skończony czas rozwiązania jakiegoś problemu, daje to nieskończony czas procesu rozwiązywania.

>po trzecie, istnieje sposób wyboru spośród wielu hipotez - jest nim pragmatyczna korzyść płynąca z wyboru akurat tej, a nie innej hipotezy teistycznej.

Czyli wybieramy bóstwo najbardziej nam pasujące? Fideizm i chciejstwo najwyższych lotów.

>Po pierwsze proszę wykazać, że nie można jej wykazać,

Jedyna forma obiektywnego badania świata to badanie empiryczne, obarczone zmysłami, ograniczeniami aparatury pomiarowej budowanej na podstawie matematycznych modeli rzeczywistości, które są budowane na podstawie badania empirycznego. Zapętlamy się tu, jest jedynie empiria, a ta powiązana jest nierozerwalnie z obserwatorem, którego Pan chce wywalić z sytuacji. Ergo: jedynie pomiar daje informacje, bez człowieka nie ma pomiaru, bez pomiaru i bez człowieka nie da się stwierdzić o istnieniu czy nie istnieniu w matrixie.

>po drugie czy i jak mierzy Pan "wartość poznawczą".

Zasadne pytanie. Wychodzimy od najbardziej fundamentalnego modelu z minimalną liczbą założeń początkowych, który przy okazji daje jak najszybciej odpowiedzi na dowolne zasadne pytania (to jest: o rzeczywistość). Model jest dobry poznawczo, o ile jest w stanie wychodząc z pierwszych założeń i dalszych pomiarów odpowiedzieć na dalsze pytania.

>Mnie się wydaje, że twierdzenie "istnieją przedmioty poza moją świadomością" ma wartość poznawczą.

A ja twierdzę, że pańska świadomość jest tu kompletnie nieistotna.

>Łączy Pan wartość poznawczą z weryfikowalnością. Ten zabobon głosiło Koło Wiedeńskie.

Nie obchodzi mnie kto to wprowadził, sęk w tym, że to działa i daje jak najlepsze predykcje.

>Proszę zajrzeć w głąb siebie, będzie Pan wiedzieć o co chodzi. Można coś zdefiniować przez wskazanie, a więc ostensywnie.

Zerowy dowód, bo uzależnia Pan definicję od obserwatora. Kolejny intelektualny ping-pong, definicję procesu zaglądania w głąb siebie poproszę. Jak zauważy Pan w końcu nieskończony regres pytań zrozumie Pan, o co mi chodziło z wartością poznawczą.

>Czym jest społeczeństwo, skoro istnieją tylko atomy?

Definicję ma socjologia. Co to ma do czegokolwiek ?

>Porusza się Pan po błędnym kole.

I kto to mówi?

>Zresztą z faktu, że coś jest "akceptowalne w społeczeństwie" jeszcze niewiele wynika.

Nikt nie nadaje akceptowalności jakiejś mocy sprawczej. Jedynie zauważam, że aby model był sensowny, powinien być jak najlepiej rozumiany przez grono osób, które ten model poznaje, nazwane tutaj "społeczeństwem". To jest tylko kwestia generacji języka do dalszego wywodu, nic poza tym.

>Tu i poniżej nie ma żadnego argumentu.

Zgoda, podobnie jak w Pańskim poprzednim poście.

>Mają bardzo wiele. Moralność składa się ze zdań bezwarunkowych. Nie uzasadnimy takich zdań inaczej nią postulując byt transcendentny.

Moralność jest rozszerzeniem instynktów grupowych i odpowiedzi na szereg pytań w danej sytuacji, gdy moralność jest potrzebna. Po kiego grzyba tu transcendencja?

>Więc może nie jest to żaden "uduchowiony ateizm" tylko teizm? Nie brzmi prościej?

Umówmy się więc na definicję, że teizm jest wtedy, kiedy definiujemy ponadnaturalny byt, który dalej ingeruje, bądź nie. Zachwyt wszechświatem niechaj pozostanie zachwytem wszechświatem.
27-02-2014 07:51 
 Ocena-2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Żeby dostać jakościowe i ilościowe wnioski najlepiej ugrać to w matematykę. Wtedy to już jesteśmy na dobrej drodze do określenia, co jest prostsze.

Mamy zatem dwie hipotezy, wysunięte na podstawie użycia zastosowania przyrządów rożnej czułości: pierwsza mówi, że interesująca nas wielkość wynosi 1,4, druga, że 1,453. Która jest prostsza i którą wybieramy?

>>Po pierwsze skąd wiadomo, że rodzi "nieskończenie wiele problemów",
>Niech będzie: sporo więcej.

Skąd zatem wiadomo, że "sporo więcej". Co to znaczy "sporo więcej". Mówił Pan coś wcześniej o konieczności definiowania.

>>po drugie skąd wiadomo, że są to problemy nierozwiązywalne,
>Nawet i w tym przypadku biorąc skończony czas rozwiązania jakiegoś problemu, daje to nieskończony czas procesu rozwiązywania.

Nieprawda. Nie tyle "daje", co "może dawać". Nawet jeżeli, to jakie ma to znaczenie? Przyjęcie istnienia dowolnej rzeczy rodzi (w tym znaczeniu) nieskończenie wiele pytań. W odniesieniu do każdej rzeczy mogę zadać nieskończenie gramatycznie rozumianych pytań. Myli Pan pytanie z problemem. Słowo "problem" ma cięższy kaliber.

>Czyli wybieramy bóstwo najbardziej nam pasujące? Fideizm i chciejstwo najwyższych lotów.

Wybieramy opis świata najbardziej nam pasujący i też nie ma w tym np. subiektywnego idealizmu.

>Jedyna forma obiektywnego badania świata to badanie empiryczne, obarczone zmysłami, ograniczeniami aparatury pomiarowej budowanej na podstawie matematycznych modeli rzeczywistości, które są budowane na podstawie badania empirycznego. Zapętlamy się tu, jest jedynie empiria, a ta powiązana jest nierozerwalnie z obserwatorem, którego Pan chce wywalić z sytuacji. Ergo: jedynie pomiar daje informacje, bez człowieka nie ma pomiaru, bez pomiaru i bez człowieka nie da się stwierdzić o istnieniu czy nie istnieniu w matrixie.

Fałsz. Matematyka nie jest empiryczna. Jest więc poznanie nieempiryczne. Mogę więc zastanawiać się, czy mam jakiś argument a priori na to, że istnieje świat niezależny od mojej świadomości. Oczywiście argumentu a posteriori mieć raczej nie mogę.

>>po drugie czy i jak mierzy Pan "wartość poznawczą".
>Zasadne pytanie. Wychodzimy od najbardziej fundamentalnego modelu z minimalną liczbą założeń początkowych, który przy okazji daje jak najszybciej odpowiedzi na dowolne zasadne pytania (to jest: o rzeczywistość). Model jest dobry poznawczo, o ile jest w stanie wychodząc z pierwszych założeń i dalszych pomiarów odpowiedzieć na dalsze pytania.

Po pierwsze, już w słowie model przemycona jest "wartość poznawcza". Tak samo w słowie "zasadne" - mogę wszak powiedzieć, że pytanie zasadne to pytanie wartościowe poznawczo. A zatem definicja ignotum per ignotum.

>Zerowy dowód, bo uzależnia Pan definicję od obserwatora. Kolejny intelektualny ping-pong, definicję procesu zaglądania w głąb siebie poproszę. Jak zauważy Pan w końcu nieskończony regres pytań zrozumie Pan, o co mi chodziło z wartością poznawczą.

W tym znaczeniu cały język jest uzależniony od obserwatora, gdyż znaczenia najbardziej podstawowych słów są właśnie pokazywane.

>Moralność jest rozszerzeniem instynktów grupowych i odpowiedzi na szereg pytań w danej sytuacji, gdy moralność jest potrzebna. Po kiego grzyba tu transcendencja?

Być może rozszerzeniem w znaczeniu psychologicznym lub historycznym, ale nie logicznym. Instynkt grupowy mówi (mniej więcej): "jeżeli chcesz żyć z innymi w zgodzie, nie kradnij". Moralność powiada natomiast: "nie kradnij". Z pierwszego zdania nigdy nie otrzymamy drugiego.
27-02-2014 08:11 
 Ocena 6 na 6
Sygnał (4252 punktów)
>Mamy zatem dwie hipotezy, dokonane przy użyciu przyrządów rożnej czułości: pierwsza mówi, że poszukiwana przez nas wielkość wynosi 1,4, druga, że 1,453. Która jest prostsza i którą wybieramy?

Widać, żeś nie naukowiec. Wykonujemy szereg pomiarów dokładniejszym urządzeniem w celu eliminacji niepewności metody.

>Skąd zatem wiadomo, że "sporo więcej". Co to znaczy "sporo więcej". Mówił Pan coś wcześniej o konieczności definiowania.

Ok, tworzy to konieczność opisu istoty nie mieszczącej się w fizycznym wszechświecie, czego nie wymaga postawa naturalistyczna. W tym kontekście tworzy to problemów nieskończenie więcej (matematycznie rzecz biorąc).

>Nieprawda. Nie tyle "daje", co "może dawać". Nawet jeżeli, to jakie ma to znaczenie? Przyjęcie istnienia dowolnej rzeczy rodzi (w tym znaczeniu) nieskończenie wiele pytań.

Nie, rodzi tyle pytań, na ile trudny model Pan wykoncypuje. Los chciał, że do opisu rzeczywistości nikt nie używa transcendencji, więc tu jest sporo lepiej.

>W odniesieniu do każdej rzeczy mogę zadać nieskończenie gramatycznie rozumianych pytań.

A Pan jako, strzelam, filozof z wykształcenia nie wie, że gramatyczna zrozumiałość pytania jest kompletnie oderwana od jego zasadności?

>Myli Pan pytanie z problemem. Słowo "problem" ma cięższy kaliber.

A Pan wyciągnął nagle z kapelusza kolejną definicję.

>Wybieramy opis świata najbardziej nam pasujący i też nie ma w tym np. subiektywnego idealizmu.

No a pragmatyczna korzyść to nie jest subiektywny idealizm? Poza tym, po raz kolejny to chciejstwo najwyższych lotów, bo świat ma głęboko gdzieś Pański opis, a Pan jest nikim w kontekście świata. Opis nie ma być pasujący Panu, a najprostszy i najlepszy jak się da.

>Fałsz. Matematyka nie jest empiryczna. Jest więc poznanie nieempiryczne. Mogę więc zastanawiać się, czy mam jakiś argument a priori na to, że istnieje świat niezależny od mojej świadomości. Oczywiście argumentu a posteriori mieć raczej nie mogę.

A do czego Pan to poznanie odnosi? Bo jak do rzeczywistości, którą matematyka definiuje, to jak cholera jest empiryczna. W przeciwnym wypadku jest niepoznawcza, a jest jedynie pożyteczną zabawą założeniami początkowymi.

> Po pierwsze, już w słowie model przemycona jest "wartość poznawcza". Tak samo w słowie "zasadne" - mogę wszak powiedzieć, że pytanie zasadne to pytanie wartościowe poznawczo.

Przez model rozumiem opis przy użyciu matematyki. Przez zasadność prostotę opisu tego modelu (chociażby w postaci szybkości rozwiązania problemu).

>W tym znaczeniu cały język jest uzależniony od obserwatora, gdyż znaczenia najbardziej podstawowych słów są właśnie pokazywane.

TAK, dlatego potrzeba jednego zrozumiałego dla wszystkich opisu minimalizującego wpływ obserwatora, a takim jest matematyka.

>Być może rozszerzeniem w znaczeniu psychologicznym lub historycznym, ale nie logicznym. Instynkt grupowy mówi (mniej więcej): "jeżeli chcesz żyć z innymi w zgodzie, nie kradnij". Moralność powiada natomiast: "nie kradnij". Z pierwszego zdania nigdy nie otrzymamy drugiego.

Jak to nie? Wystarczy pozbyć się pierwszego członu pierwszego zdania. Poza tym, to kolejny moment, gdzie zaprzęgnięcie do rozwiązania zadania filozofii Panu nic nie da. Lepiej przejść do wyższych nauk, jak biologia ewolucyjna.

Poza tym kompletna nieprawda. Moralność w ujęciu teisty mówi "Nie kradnij, albowiem bóstwo zakazuje", a moralność ateisty mówi "nie kradnij, bo to zdestabilizuje społeczeństwo i nie będą mnie lubić". Nie ma tu żadnych zdań bezwarunkowych, jedynie stworzenie nowego słowa (moralność) do opisu nie do końca dobrze zrozumianych zjawisk.

W tym kontekście działa niemal cała filozofia: jest to sztuka niedopowiedzeń i dobudowywania nowych znaczeń do starych słów.
27-02-2014 09:06 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Widać, żeś nie naukowiec. Wykonujemy szereg pomiarów dokładniejszym urządzeniem w celu eliminacji niepewności metody.

Nie chodzi o to, w jakim celu dokonujemy pomiarów. Chodzi o prostotę. Która z tych dwóch hipotez była prostsza?

>Ok, tworzy to konieczność opisu istoty nie mieszczącej się w fizycznym wszechświecie, czego nie wymaga postawa naturalistyczna. W tym kontekście tworzy to problemów nieskończenie więcej (matematycznie rzecz biorąc).

Co z tego? Postęp nauki zawsze polegał na rozszerzaniu uniwersum o kolejne byty.

>Nie, rodzi tyle pytań, na ile trudny model Pan wykoncypuje. Los chciał, że do opisu rzeczywistości nikt nie używa transcendencji, więc tu jest sporo lepiej.

Co z tego, że nie używa? Może za lat 50 będzie używać? Poza tym nie jest to prawda, gdyż ogromna część ludzkości przez całe swoje istnienie używała pojęcie Boga do opisu rzeczywistości. Nauka jest opisem świata empirycznego i faktycznie trudno w świecie empirycznym znaleźć Boga, ale jest to tautologia.

Co istotne to to, że żadne twierdzenie naukowe nie mówi, że świat = świat empiryczny. W tę nienaukową równość zabobonnie wierzą jednak niektórzy, jak np. pan Fizyk.

>A Pan jako, strzelam, filozof z wykształcenia nie wie, że gramatyczna zrozumiałość pytania jest kompletnie oderwana od jego zasadności?

Nie tylko wiem, ale i właśnie o tym mówię ("Myli Pan pytanie z problemem").

>No a pragmatyczna korzyść to nie jest subiektywny idealizm? Poza tym, po raz kolejny to chciejstwo najwyższych lotów, bo świat ma głęboko gdzieś Pański opis, a Pan jest nikim w kontekście świata. Opis nie ma być pasujący Panu, a najprostszy i najlepszy jak się da.

Kończą się Panu argumenty, jeżeli sięga Pan po taki "argument".

>A do czego Pan to poznanie odnosi? Bo jak do rzeczywistości, którą matematyka definiuje, to jak cholera jest empiryczna. W przeciwnym wypadku jest niepoznawcza, a jest jedynie pożyteczną zabawą założeniami początkowymi.

Proszę pokazać empiryczną egzemplifikację pierwiastka z dwóch, bo powinien on być "jak cholera empiryczny".

>Przez model rozumiem opis przy użyciu matematyki. Przez zasadność prostotę opisu tego modelu (chociażby w postaci szybkości rozwiązania problemu).

Prostota nie jest ani najważniejszą, ani jedyną wartością. Nie można utożsamiać zasadności z prostotą (czegokolwiek).

>TAK, dlatego potrzeba jednego zrozumiałego dla wszystkich opisu minimalizującego wpływ obserwatora, a takim jest matematyka.

"Zminimalizować" nie znaczy "wyeliminować". Poza tym nie ma jednej matematyki, tylko wiele konkurencyjnych matematyk. Obawiam się, że nie zminimalizujemy "wpływu obserwatora" przez odwołanie się do matematyki.

>Jak to nie? Wystarczy pozbyć się pierwszego członu pierwszego zdania.

Kurs logiki jednak by się przydał.

>Poza tym kompletna nieprawda. Moralność w ujęciu teisty mówi "Nie kradnij, albowiem bóstwo zakazuje", a moralność ateisty mówi "nie kradnij, bo to zdestabilizuje społeczeństwo i nie będą mnie lubić". Nie ma tu żadnych zdań bezwarunkowych, jedynie stworzenie nowego słowa (moralność) do opisu nie do końca dobrze zrozumianych zjawisk.

Nie o to jednak chodzi. Nakaz moralny brzmi "nie kradnij bez względu na okoliczności i to, co cię spotka" oraz wymaga, aby posłuszeństwo wynikało z akceptacji tej zasady (a nie ze strachu przed Bogiem), natomiast nakaz naturalistyczny brzmi: "nie kradnij, o ile miałoby to mieć jakiekolwiek negatywne konsekwencje dla ciebie lub twojej społeczności").

27-02-2014 09:08 
 Ocena 11 na 11
Sygnał (4252 punktów)
>Nie chodzi o to, w jakim celu dokonujemy pomiarów. Chodzi o prostotę. Która z tych dwóch hipotez była prostsza?

Żadna. Pomiar to nie hipoteza.

>Co z tego? Postęp nauki zawsze polegał na rozszerzaniu uniwersum o kolejne byty.

Nie, polega na bardziej spójnym opisie uniwersum.

>>Nie, rodzi tyle pytań, na ile trudny model Pan wykoncypuje. Los chciał, że do opisu rzeczywistości nikt nie używa transcendencji, więc tu jest sporo lepiej.
>Co z tego, że nie używa? Może za lat 50 będzie używać?

Nie ma powodu, żeby wnioskować na ślepo o rzeczywistości.

>Poza tym nie jest to prawda, gdyż ogromna część ludzkości przez całe swoje istnienie używała pojęcie Boga do opisu rzeczywistości.

Miliardy much nie mogą się więc mylić, czyż nie?

>Nauka jest opisem świata empirycznego i faktycznie trudno w świecie empirycznym znaleźć Boga, ale jest to tautologia.

A Ty bez żadnych, najmniejszych podstaw, postulujesz nienaturalny świat poza poznaniem empirycznym. A co zabawne ubierając go w stwierdzenia zakorzenione w empirii starasz się go opisywać, czyniąc go niejako naturalnym. Dziurawe, co?

>Co istotne to to, że żadne twierdzenie naukowe nie mówi, że świat = świat empiryczny. W tę nienaukową równość zabobonnie wierzą jednak niektórzy, jak np. pan Fizyk.

Że przepraszam, czemu to nienaukowe?

>Nie tylko wiem, ale i właśnie o tym mówię ("Myli Pan pytanie z problemem").

Nie ustosunkował Pan się do stwierdzenia o wyciąganiu z kapelusza kolejnych definicji, bo nijak Pan pytania nie zdefiniował i nijak problemu.

>Kończą się Panu argumenty, jeżeli sięga Pan po taki "argument".

Wręcz przeciwnie. Mówię jedynie, że rzeczywistość jest niezależnie od obserwatora, ale nasze jej poznawanie jest kwestią modelu, który generuje obserwator. Modele nie są sobie równe, a Pański jest wyjątkowo debilny. Dodatkowo jest Pan tylko człowiekiem, okruchem kurzu we wszechświecie. Więc świata nie obchodzi Pana opis, a Pan dla świata jest niczym. Gdzie tu opatrzona cudzysłowem argumentacja?

>Proszę pokazać empiryczną egzemplifikację pierwiastka z dwóch, bo powinien on być "jak cholera empiryczny".

Pierwiastek z dwóch jest wynikiem operacji pierwiastkowania liczby dwa. Oba te byty są abstraktami, o ile nie będą opisywać czegoś rzeczywistego. Mogę Panu pokazać jednak, że te byty są użyteczne robiąc bryłkę materiału ważącą 2 kg, oraz taką, która w znośnym przybliżeniu waży pierwiastek z 2.

>Prostota nie jest ani najważniejszą, ani jedyną wartością. Nie można utożsamiać zasadności z prostotą (czegokolwiek).

Ależ nie jest. Najważniejsza jest prostota połączona z wartością poznawczą.

>>TAK, dlatego potrzeba jednego zrozumiałego dla wszystkich opisu minimalizującego wpływ obserwatora, a takim jest matematyka.
> "Zminimalizować" nie znaczy "wyeliminować".

Jakoś świat nauki nie ma z tym problemów, jedynie filozofowie niezasadnie go podnoszą.

>Poza tym nie ma jednej matematyki, tylko wiele konkurencyjnych matematyk.

No chyba jednak nie. Są co najwyżej jej działy.

>Obawiam się, że nie zminimalizujemy "wpływu obserwatora" przez odwołanie się do matematyki.

Skąd ten pomysł?

> Kurs logiki jednak by się przydał.

Odrobina nauki biologii i obserwacji zachowań stada by się przydało.

>Nie o to jednak chodzi. Nakaz moralny brzmi "nie kradnij bez względu na okoliczności i to, co cię spotka" oraz wymaga, aby posłuszeństwo wynikało z akceptacji tej zasady (a nie ze strachu przed Bogiem),

Kompletnie nie. Wychodzimy od warunku "jeśli spełniasz moją moralność, idziesz do nieba, jeśli nie, idziesz do piekła". Sam fakt tego rozgraniczenia generuje warunkowość. Chyba, że ma Pan na myśli, że Bóg mówi, że może wrzucić człowieka do piekła nawet gdy ten jest moralny, to wtedy jest bardzo, bardzo kiepskim dawcą tej moralności.

>natomiast nakaz naturalistyczny brzmi: "nie kradnij, o ile miałoby to mieć jakiekolwiek negatywne konsekwencje dla ciebie lub twojej społeczności").

I to doskonale działa.
>
Elasp (6859 punktów)

>Żadna. Pomiar to nie hipoteza.

Dobrze więc. Mamy dwie hipotezy odnośnie pewnego A: według H1) A = 1,4, a zgodnie z H2) A = 1,453.

Która jest prostsza i którą należy wybrać?

>Nie, polega na bardziej spójnym opisie uniwersum.

Nieprawda, nie tylko na tym.

>>Poza tym nie jest to prawda, gdyż ogromna część ludzkości przez całe swoje istnienie używała pojęcie Boga do opisu rzeczywistości.
>Miliardy much nie mogą się więc mylić, czyż nie?

Paradoksalnie, w pewnym stopniu jest to prawda i to właśnie na podstawie Pańskich założeń, czego Pan nie dostrzega. Skoro muchy z powodzeniem istnieją od milionów lat, oznacza to, że ich model rzeczywistości jest adekwatny.

Nowożytna nauka istnieje natomiast za krotko, żeby można było odpowiedzieć na pytanie, czy naukowy obraz świata zapewni nam podobny sukces ewolucyjny. Wnioskowanie na podstawie ostatnich 200 lat tam, gdzie wchodzą w grę o wiele większe wielkości, jest katastrofalnym nieporozumieniem.

>A Ty bez żadnych, najmniejszych podstaw, postulujesz nienaturalny świat poza poznaniem empirycznym. A co zabawne ubierając go w stwierdzenia zakorzenione w empirii starasz się go opisywać, czyniąc go niejako naturalnym. Dziurawe, co?

Gdyby Pan raczył zaznajomić się z moimi wcześniejszymi wypowiedziami wiedziałby Pan doskonale, że ani nie głoszę niczego bezpodstawnie, ani nie ubieram Boga w twierdzenia zakorzenione w empirii (cokolwiek miałby to znaczyć).

>Co istotne to to, że żadne twierdzenie naukowe nie mówi, że świat = świat empiryczny. W tę nienaukową równość zabobonnie wierzą jednak niektórzy, jak np. pan Fizyk.
>Że przepraszam, czemu to nienaukowe?

W którym podręczniku znajdzie Pan to twierdzenie? Proszę podać wydanie i stronę.

>Pierwiastek z dwóch jest wynikiem operacji pierwiastkowania liczby dwa. Oba te byty są abstraktami, o ile nie będą opisywać czegoś rzeczywistego.

A więc są abstrakty i nie wszystkie byty są empiryczne. Bardzo dobra wiadomość dla fideisty.

>Poza tym nie ma jednej matematyki, tylko wiele konkurencyjnych matematyk.
>No chyba jednak nie. Są co najwyżej jej działy.

Nieprawda. Są twierdzenia uznawane przez jednych matematyków, a odrzucane przez innych.

>Kompletnie nie. Wychodzimy od warunku "jeśli spełniasz moją moralność, idziesz do nieba, jeśli nie, idziesz do piekła".

To Pan wychodzi. To nie jest moralność, to jest interesowność.
27-02-2014 12:24 
 Ocena 3 na 3
cmos (1664 punktów)
> Dobrze więc. Mamy dwie hipotezy odnośnie pewnego A: według H1) A = 1,4, a zgodnie z H2) A = 1,453.
> Która jest prostsza i którą należy wybrać?

Wtrącę się. Jeżeli A jest jakąś wielkością mierzalną, to oba przypadki są dokładnie tak samo skomplikowane, bo po zmianie układu jednostek miar wartości liczbowe będą zupełnie inne, prawdopodobnie z inną ilością cyfr znaczących.

Jeżeli A jest natomiast współczynnikiem bezwymiarowym, to oba przypadki są dokładnie tak samo skomplikowane, no chyba że jedna z tych wartości wynika w jakiś sposób z innych stałych fundamentalnych, a druga nie.
Pawdziwa różnica w "prostocie" jest wtedy, gdy mamy do wyboru współczynniki dajmy na to 1 i 1,0013.
27-02-2014 17:11 
 Ocena 5 na 5
Sygnał (4252 punktów)
> Dobrze więc. Mamy dwie hipotezy odnośnie pewnego A: według H1) A = 1,4, a zgodnie z H2) A = 1,453.
> Która jest prostsza i którą należy wybrać?

cmos wyczerpał.

>Nieprawda, nie tylko na tym.

Ależ jedynie na tym. Wszak rzeczywistość jest jedna, a z biegiem czasu uściślamy jedynie jej opis dobudowując kolejne parametry i kolejne wycinki, które Pan raczy nazywać "bytami" po filozoficznemu. Nie znoszę tego języka do opisu czegokolwiek.

>Paradoksalnie, w pewnym stopniu jest to prawda i to właśnie na podstawie Pańskich założeń, czego Pan nie dostrzega. Skoro muchy z powodzeniem istnieją od milionów lat, oznacza to, że ich model rzeczywistości jest adekwatny.

Musza rzeczywistość niechaj zostanie u much, co? Dopóki nie poznam ich modelu nie mogę się do niego ustosunkować.

> Nowożytna nauka istnieje natomiast za krotko, żeby można było odpowiedzieć na pytanie, czy naukowy obraz świata zapewni nam podobny sukces ewolucyjny. Wnioskowanie na podstawie ostatnich 200 lat tam, gdzie wchodzą w grę o wiele większe wielkości, jest katastrofalnym nieporozumieniem.

Co to ma do modelowania rzeczywistości?

>Gdyby Pan raczył zaznajomić się z moimi wcześniejszymi wypowiedziami wiedziałby Pan doskonale, że ani nie głoszę niczego bezpodstawnie, ani nie ubieram Boga w twierdzenia zakorzenione w empirii (cokolwiek miałby to znaczyć).

Czyli po raz trzeci fideistyczne chciejstwo. Jak zdarta płyta.

>W którym podręczniku znajdzie Pan to twierdzenie? Proszę podać wydanie i stronę.

A pytanie postawione nadal czeka na odpowiedź.

>A więc są abstrakty i nie wszystkie byty są empiryczne. Bardzo dobra wiadomość dla fideisty.

Jeśli chce Pan redefiniować wszystkie pojęcia, to niech będzie. Jeśli za świat uznamy też przestrzeń bytów abstrakcyjnych istniejących w myśli obserwatora, to Pańskie bóstwo to jedynie urojenie.

>To Pan wychodzi. To nie jest moralność, to jest interesowność.
>

Do drugiej części nie raczył się już Pan ustosunkować?
Elasp (6859 punktów)

>cmos wyczerpał.

Nie wyczerpał, tylko uściślił. Która hipoteza jest prostsza ("A=1" czy "A=1,0013") i którą wybrać? Mówi Pan nieustannie o prostocie, więc proponuję rozważyć problem na (prostym) przykładzie.

>>Nieprawda, nie tylko na tym.
>Ależ jedynie na tym. Wszak rzeczywistość jest jedna, a z biegiem czasu uściślamy jedynie jej opis dobudowując kolejne parametry i kolejne wycinki, które Pan raczy nazywać "bytami" po filozoficznemu. Nie znoszę tego języka do opisu czegokolwiek.

Nieprawda, wprowadzane są nowe pojęcia, np. pojęcia genu. Operuje Pan anachronicznym modelem nauki, żywcem wziętym z XIX wieku.

>Musza rzeczywistość niechaj zostanie u much, co? Dopóki nie poznam ich modelu nie mogę się do niego ustosunkować.

Nieważne jaki jest w szczegółach. Możemy zakładać, że jest różny od naszego, a jednak skuteczny w praktyce. Myślę, że powinno dać to Panu do myślenia.

>> Nowożytna nauka istnieje natomiast za krotko, żeby można było odpowiedzieć na pytanie, czy naukowy obraz świata zapewni nam podobny sukces ewolucyjny. Wnioskowanie na podstawie ostatnich 200 lat tam, gdzie wchodzą w grę o wiele większe wielkości, jest katastrofalnym nieporozumieniem.
>Co to ma do modelowania rzeczywistości?

Przede wszystkim oznacza to, ze należałoby zachować powściągliwość w stosunku do "naukowego obrazu świata". A to już jest wiele.

>>Gdyby Pan raczył zaznajomić się z moimi wcześniejszymi wypowiedziami wiedziałby Pan doskonale, że ani nie głoszę niczego bezpodstawnie, ani nie ubieram Boga w twierdzenia zakorzenione w empirii (cokolwiek miałby to znaczyć).
>Czyli po raz trzeci fideistyczne chciejstwo. Jak zdarta płyta.

Ta uwaga nie ma żadnego znaczenia, albowiem epitety nie zastąpią argumentów.

>>W którym podręczniku znajdzie Pan to twierdzenie? Proszę podać wydanie i stronę.
>A pytanie postawione nadal czeka na odpowiedź.

Proszę odpowiedzieć na moje pytanie i wobec tego przypomnieć własne. Chętnie na nie odpowiem.

>Jeśli chce Pan redefiniować wszystkie pojęcia, to niech będzie. Jeśli za świat uznamy też przestrzeń bytów abstrakcyjnych istniejących w myśli obserwatora, to Pańskie bóstwo to jedynie urojenie.

Byty abstrakcyjne nie istnieją "w myśli obserwatora". Dwóch ludzi może pomyśleć o liczbie 2, lecz liczba 2 jest tylko jedna.

>Do drugiej części nie raczył się już Pan ustosunkować?

Szczerze powiedziawszy nie wydało mi się, aby było tam coś godnego uwagi. Ale dobrze, podejmę temat:

>Kompletnie nie. Wychodzimy od warunku "jeśli spełniasz moją moralność, idziesz do nieba, jeśli nie, idziesz do piekła". Sam fakt tego rozgraniczenia generuje warunkowość. Chyba, że ma Pan na myśli, że Bóg mówi, że może wrzucić człowieka do piekła nawet gdy ten jest moralny, to wtedy jest bardzo, bardzo kiepskim dawcą tej moralności.

Nie ma takiej warunkowości, przynajmniej w chrześcijaństwie. W ostateczności los człowieka zależy od łaski Boga. Nie jest więc prawdą, że "jeżeli spełniasz moją moralność, idziesz do nieba".

>natomiast nakaz naturalistyczny brzmi: "nie kradnij, o ile miałoby to mieć jakiekolwiek negatywne konsekwencje dla ciebie lub twojej społeczności").

>I to doskonale działa.

Ten "zakaz" umożliwia kradzież nie mającą negatywnych konsekwencji. Widać, że jest to moralność "szemrana".
27-02-2014 19:52 
 Ocena 2 na 2
Sygnał (4252 punktów)
> Nie wyczerpał, tylko uściślił. Która hipoteza jest prostsza ("A=1" czy "A=1,0013") i którą wybrać? Mówi Pan nieustannie o prostocie, więc proponuję rozważyć problem na (prostym) przykładzie.

A Pan cały czas z tymi hipotezami, nie mogąc zauważyć, że tu teoretyzowanie nie ma sensu. Obie hipotezy są sobie równoważne, bo a priori (przed pomiarem), nic nie można o A powiedzieć. nie jest to zupełnie trudne.

>Nieprawda, wprowadzane są nowe pojęcia, np. pojęcia genu. Operuje Pan anachronicznym modelem nauki, żywcem wziętym z XIX wieku.

Wprowadzono pojęcie genu, ale czy to nie jest jedynie dokładniejszy opis rzeczywistości? Wcześniej zaobserwowano zmienność kolejnych pokoleń, teraz ją zwyczajnie zaobserwowano. Jest to tylko i wyłącznie uszczegółowienie opisu zjawiska zmienności pokoleń (czy też innych rzeczy, które determinują geny).

>Nieważne jaki jest w szczegółach. Możemy zakładać, że jest różny od naszego, a jednak skuteczny w praktyce. Myślę, że powinno dać to Panu do myślenia.

Nieupoważnione jest twierdzenie, że jest od naszego skuteczniejszy.

>Przede wszystkim oznacza to, ze należałoby zachować powściągliwość w stosunku do "naukowego obrazu świata". A to już jest wiele.

Stawia się Pan więc jako dziecko we mgle, stawiając na równi to, co wymyślono aktualnie z tym, czego jeszcze nie wymyślono. Biorąc pod uwagę, że modeli może być nieskończenie wiele (chociażby dla tego, że i liczb jest nieskończenie wiele) Pańskie prawdopodobieństwo powiedzenia czegoś o rzeczywistości wynosi 0. Proponuję nie myśleć za przyszłych naukowców, o ile Pan nie publikuje.

>Ta uwaga nie ma żadnego znaczenia, albowiem epitety nie zastąpią argumentów.

Jedynie zaznaczam fakt, że uparcie Pan uważa, że ma powody w bóstwo wierzyć, a ja pokazuję, że nijak one logiczne, wręcz kretyńskie.

>Proszę odpowiedzieć na moje pytanie i wobec tego przypomnieć własne. Chętnie na nie odpowiem.

Pan uważa, że argument z autorytetu ("jest w książce") jest jakkolwiek racjonalny?

>Byty abstrakcyjne nie istnieją "w myśli obserwatora". Dwóch ludzi może pomyśleć o liczbie 2, lecz liczba 2 jest tylko jedna.

I w obu przypadkach istnieje jedynie w umysłach twórców. Na intuicyjnym poziomie wciąż ludzie rozumieją liczbę "2" jako coś najbardziej naturalnego ("liczba kamieni, którą pokazuje mi mama to 2").

>Nie ma takiej warunkowości, przynajmniej w chrześcijaństwie. W ostateczności los człowieka zależy od łaski Boga. Nie jest więc prawdą, że "jeżeli spełniasz moją moralność, idziesz do nieba".

Tym samym Pan obala sens wiary w tego chrześcijańskiego.

>Ten "zakaz" umożliwia kradzież nie mającą negatywnych konsekwencji. Widać, że jest to moralność "szemrana".
>

Zamienia to na znacznie lepsze konsekwencje prawne.
Elasp (6859 punktów)

>A Pan cały czas z tymi hipotezami, nie mogąc zauważyć, że tu teoretyzowanie nie ma sensu. Obie hipotezy są sobie równoważne, bo a priori (przed pomiarem), nic nie można o A powiedzieć. nie jest to zupełnie trudne.

Nie bagatelizowałbym tego zagadnienia.

>Wprowadzono pojęcie genu, ale czy to nie jest jedynie dokładniejszy opis rzeczywistości? Wcześniej zaobserwowano zmienność kolejnych pokoleń, teraz ją zwyczajnie zaobserwowano. Jest to tylko i wyłącznie uszczegółowienie opisu zjawiska zmienności pokoleń (czy też innych rzeczy, które determinują geny).

Uszczegółowienie to polega jednak nie tylko na wzbogaceniu słownika o jedno słowo, ale także na powiększeniu uniwersum o jeden przedmiot (oznaczany przez to słowo). Jeżeli powie się tak jak Pan powie ("jedynie dokładniejszy opis"), nie odróżni się wprowadzenia pojęcia genu od wprowadzenia np. pojęcia implikacji (wprowadzenie logiki matematycznej także pozwoliło na "dokładniejszy opis rzeczywistości").

>>Nieważne jaki jest w szczegółach. Możemy zakładać, że jest różny od naszego, a jednak skuteczny w praktyce. Myślę, że powinno dać to Panu do myślenia.
>Nieupoważnione jest twierdzenie, że jest od naszego skuteczniejszy.

Latimeria jako gatunek istnieje 300 mln lat. Jej sposób percepcji świata (zakładam, że w wielu szczegółach inny niż ludzki) jest więc (biorąc chronologię pod uwagę) ok. 150 razy bardziej potwierdzony niż ludzki. Ludzki sposób percepcji świata (zwłaszcza naukowy) to z punktu widzenia ewolucji nic nie znaczący epizod.

>Pan uważa, że argument z autorytetu ("jest w książce") jest jakkolwiek racjonalny?

Nie nie uważam, ale zakładam, że wiedzę naukową znajdziemy w książkach. Proszę więc o wskazanie książki naukowej, w której widnieje twierdzenie świat = świat empiryczny.

>>Byty abstrakcyjne nie istnieją "w myśli obserwatora". Dwóch ludzi może pomyśleć o liczbie 2, lecz liczba 2 jest tylko jedna.

>I w obu przypadkach istnieje jedynie w umysłach twórców. Na intuicyjnym poziomie wciąż ludzie rozumieją liczbę "2" jako coś najbardziej naturalnego ("liczba kamieni, którą pokazuje mi mama to 2").

"Istnieje w umysłach twórców", czyli w mózgu, jak rozumiem? W którym miejscu mogę znaleźć liczbę 2?

>>Nie ma takiej warunkowości, przynajmniej w chrześcijaństwie. W ostateczności los człowieka zależy od łaski Boga. Nie jest więc prawdą, że "jeżeli spełniasz moją moralność, idziesz do nieba".
>Tym samym Pan obala sens wiary w tego chrześcijańskiego.

Nie widzę podstaw do takiego wniosku.
27-02-2014 21:50 
 Ocena 2 na 2
Sygnał (4252 punktów)
>Nie bagatelizowałbym tego zagadnienia.

A ja owszem, bo nadmierne filozofowanie w obliczu pomiaru jest bez sensu.

> Uszczegółowienie to polega jednak nie tylko na wzbogaceniu słownika o jedno słowo, ale także na powiększeniu uniwersum o jeden przedmiot (oznaczany przez to słowo). Jeżeli powie się tak jak Pan powie ("jedynie dokładniejszy opis"), nie odróżni się wprowadzenia pojęcia genu od wprowadzenia np. pojęcia implikacji (wprowadzenie logiki matematycznej także pozwoliło na "dokładniejszy opis rzeczywistości").

Implikacja to wprowadzenie zasad relacji pomiędzy zdaniami, a "gen" to opis pewnego zestawu cech rzeczywistości. Nie jest to to samo. Nie jestem z kolei w stanie stwierdzić, co poznawczo jest bardziej istotne.

>Latimeria jako gatunek istnieje 300 mln lat. Jej sposób percepcji świata (zakładam, że w wielu szczegółach inny niż ludzki) jest więc (biorąc chronologię pod uwagę) ok. 150 razy bardziej potwierdzony niż ludzki. Ludzki sposób percepcji świata (zwłaszcza naukowy) to z punktu widzenia ewolucji nic nie znaczący epizod.

Przed nowożytną nauką była nauka chrześcijańska, czy też arystotelejska, które aktualnie uznawane są za niewystarczające. Staż, czy też data wprowadzenia nie jest zupełnie argumentem za słusznością danego modelu.

>Nie nie uważam, ale zakładam, że wiedzę naukową znajdziemy w książkach. Proszę więc o wskazanie książki naukowej, w której widnieje twierdzenie świat = świat empiryczny.

Nie znajdę takiej, ale stwierdzenie takie jest uzasadnione w myśl opisu, który tu postuluję, a dalej wykazuję, że odpowiada na więcej pytań (konkluzywnie) niż Pański.

> "Istnieje w umysłach twórców", czyli w mózgu, jak rozumiem? W którym miejscu mogę znaleźć liczbę 2?

Prawdopodobnie tu

Nie ma Pan podstaw do twierdzenia, że istnieje gdziekolwiek indziej niż w mózgu.

>Nie widzę podstaw do takiego wniosku.

Skoro sam Bóg nie gra według własnych zasad, to mój wniosek jest zupełnie uzasadniony.
>
27-02-2014 20:39 
 Ocena 1 na 1
cmos (1664 punktów)
> Nie wyczerpał, tylko uściślił. Która hipoteza jest prostsza ("A=1" czy "A=1,0013") i którą wybrać? Mówi Pan nieustannie o prostocie, więc proponuję rozważyć problem na (prostym) przykładzie.

Przecież to oczywiste! Trzeba wybrać tą, która jest bliższa danym pomiarowym. Jeżeli dane pomiarowe mówią 1,0011 +/- ileśtam, znaczy że albo źle mierzymy i trzeba się tym zająć, albo hipoteza prostsza czegoś nie uwzględnia.
Elasp (6859 punktów)

>Przecież to oczywiste! Trzeba wybrać tą, która jest bliższa danym pomiarowym.

A jeżeli obydwie są tak samo zgodne z danymi pomiarowymi? Przecież jest to możliwe. Co wtedy?
27-02-2014 21:14 
 Ocena 1 na 1
cmos (1664 punktów)
>A jeżeli obydwie są tak samo zgodne z danymi pomiarowymi? Przecież jest to możliwe. Co wtedy?

Proszę chociaż o zarys koncepcji, jak by to miało być możliwe. Potrafię sobie wyobrazić różne rzeczy, nawet zupełnie fantastyczne, ale czegoś takiego absolutnie nie.
Elasp (6859 punktów)
>>A jeżeli obydwie są tak samo zgodne z danymi pomiarowymi? Przecież jest to możliwe. Co wtedy?
>Proszę chociaż o zarys koncepcji, jak by to miało być możliwe. Potrafię sobie wyobrazić różne rzeczy, nawet zupełnie fantastyczne, ale czegoś takiego absolutnie nie.
>

Bardzo często wyniki pomiaru mogę przedstawić w formie pewnej liczby sąsiadujących punktów. Każde połączenie wszystkich tych punktów (oczywiście w odpowiedniej kolejności) jest hipotezą idealnie zgodną z pomiarem. Punkty te mogę jednak połączyć na nieskończenie wiele sposobów.

Przypuśćmy, że wiadomo Panu, że pokonałem trasę od Zakopanego, przez Kraków, Warszawę aż do Gdańska. Załóżmy, że w tych miastach mnie widziano, pomiędzy nimi nie. Mogłem tę trasę pokonać na nieskończenie wiele sposobów, dlaczego więc mamy wybrać hipotezę najprostszą ("wybrałem najkrótszą trasę") skoro wszystkie inne hipotezy są tak samo prawdopodobne i tak samo zgodne z obserwacjami? Czy decyduje coś więcej niż względy psychologiczne lub estetyczne?
27-02-2014 22:22 
 Ocena 3 na 3
cmos (1664 punktów)
> Bardzo często wyniki pomiaru mogę przedstawić w formie pewnej liczby sąsiadujących punktów. Każde połączenie wszystkich tych punktów (oczywiście w odpowiedniej kolejności) jest hipotezą idealnie zgodną z pomiarem. Punkty te mogę jednak połączyć na nieskończenie wiele sposobów.

Ale jak to się ma do hipotezy ze współczynnikiem 1 albo 1 z hakiem? To muszą być wzory, a wielkości w nich występujące muszą być mierzalne. Poprawnie zaprojektowane doświadczenie NIE MOŻE dać dwóch różnych wyników jednocześnie. Jeżeli jedna z hipotez nie została w doświadczeniu sfalsyfikowana to to było po prostu złe doświadczenie.
27-02-2014 00:46 
 Ocena 7 na 7
farmer (22440 punktów)
>>W przypadku wielu różnych i wykluczających się hipotez wybieramy najprostszą, bo a priori rzeczywiście wszystkie są równoważne.
>Nie chodzi o to, którą spośród hipotez wybieramy, ale o to, że mamy do czynienia z hipotezami. Pomijam już fakt, że prostota nie jest jedynym czynnikiem, który bierze się pod uwagę i że niełatwo jest odpowiedzieć na pytanie, czym właściwie jest prostota i jak ją mierzyć.



Jestem pewien Elsap że gdyby Ci nikt od dzieciństwa nie kazał mówić tej hipotezy:

......Wierzę w jednego Boga, Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych. I w Jednego Pana Jezusa Chrystusa, Syna Bożego Jednorodzonego, który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami. Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego. Zrodzony a nie stworzony, współistotny Ojcu, a przez Niego wszystko się stało. On to dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba. I za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się Człowiekiem. Ukrzyżowany również za nas, pod Poncjuszem Piłatem został umęczony i pogrzebany. I zmartwychwstał trzeciego dnia, jak oznajmia Pismo. I wstąpił do nieba, siedzi po prawicy Ojca. I powtórnie przyjdzie w chwale, sądzić żywych i umarłych, a królestwu Jego nie będzie końca. Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela, który od Ojca i Syna pochodzi, który z Ojcem i Synem wspólnie odbiera uwielbienie i chwałę, który mówił przez proroków. Wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół. Wyznaję jeden chrzest na odpuszczenie grzechów. I oczekuję wskrzeszenia umarłych. I życia wiecznego w przyszłym świecie. Amen.

A opowiadał o bogu jak to czynisz tu na forum Ty czy worek to nie zrozumiałbyś powyższej hipotezy.

Jak wierzycie w swojego boga czy ducha to używajcie tego w rozmowach. Macie bardzo wiele przykładów na podparcie swojej wiary np.
.....Na temat wielkiej ryby, która połknęła Jonasza, snuto wiele domysłów. Całego człowieka może połknąć kaszalot. Tego samego potrafi dokonać żarłacz ludojad. Niemniej Biblia oznajmia po prostu, że Bóg posłał wielką rybę (Jon. 1:17). Nie mówi jaka to była ryba. Nie da się jednoznacznie ustalić, czy chodziło o kaszalota, żarłacza ludojada, czy jakieś inne stworzenie morskie..

Nie rozumiem dlaczego tak mało wiary w Was w tych rozmowach?
Ogólnie zauważyłem że z biblii ostaje się w ludziach ledwo bóg i mnóstwo dopowiedzeń z czasów najnowszych.

Elasp (6859 punktów)

>Jak wierzycie w swojego boga czy ducha to używajcie tego w rozmowach. Macie bardzo wiele przykładów na podparcie swojej wiary np.

>.....Na temat wielkiej ryby, która połknęła Jonasza, snuto wiele domysłów. Całego człowieka może połknąć kaszalot. Tego samego potrafi dokonać żarłacz ludojad. Niemniej Biblia oznajmia po prostu, że Bóg posłał wielką rybę (Jon. 1:17). Nie mówi jaka to była ryba. Nie da się jednoznacznie ustalić, czy chodziło o kaszalota, żarłacza ludojada, czy jakieś inne stworzenie morskie..
>Nie rozumiem dlaczego tak mało wiary w Was w tych rozmowach?

Wiarę chce Pan wiarą podpierać? Poza tym nie odpowiadam za fantazje ciemnych mas żydowskich sprzed 3000 lat.
27-02-2014 08:47 
 Ocena 13 na 13
Meretseger (61860 punktów)
>Poza tym nie odpowiadam za fantazje ciemnych mas żydowskich sprzed 3000 lat.
A za fantazje ciemnych mas żydowskich sprzed 2000 lat?
27-02-2014 08:59 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
świetne

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
27-02-2014 11:41 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>>>>Poza tym nie odpowiadam za fantazje ciemnych mas żydowskich sprzed 3000 lat.
>A za fantazje ciemnych mas żydowskich sprzed 2000 lat?
Jak Pani tak może, to już żadne fantazje nie były, to święta prawda, której prawdziwości jest dowodem wiara pana Elaspa.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
27-02-2014 13:12 
 Ocena 7 na 7
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)
>>Poza tym nie odpowiadam za fantazje ciemnych mas żydowskich sprzed 3000 lat.
>A za fantazje ciemnych mas żydowskich sprzed 2000 lat?

To juz nie sa fantazje a Prawda Objawiona posolona metafora
Adam i Ewa byl pierwszymi ludzmi na prawde ale w przenosni, swiat powstal w szesc dni na prawde ale w przenosni itd, itp.

Reasumujac: wszystko jest Prawda ale jednoczesnie metafora. Bog istnieje na 100% i mozna go filozoficznie udohahawodnic
27-02-2014 09:53 
 Ocena 6 na 6
farmer (22440 punktów)

> Wiarę chce Pan wiarą podpierać? Poza tym nie odpowiadam za fantazje ciemnych mas żydowskich sprzed 3000 lat.

Słowo Boże to fantazje ciemnych mas żydowskich sprzed 3000 lat?.
To grzech wątpić w słowa natchnione przez Boga. Oj nie wolno tak wojować. Proszę szanować poglądy innych.
Co to się porobiło, wierzący nie wierzy bo. Jak ateista nie wierzy to dyskusje tłumaczenia wywody.
Ludzie wierzą w to co im wygodne. Reszta to cyrk odpustów i rytuałów.
Im więcej nauki tym mniej biblii taka jakaś korelacja.
27-02-2014 16:57 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Wiarę chce Pan wiarą podpierać?

To mamy jakieś inne, ostateczne argumenty na rzecz wiary wśród wierzących?
Z tego co ja widzę - jest to jedyny i koronny argument. I to wybraną wiarą.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Barbiel (1106 punktów)
>>Ale kiedy jedynie niezerowe prawdopodobieństwa istnienia bogów generuje nieskończenie wielu możliwych bogów,
>istnieje sposób wyboru spośród wielu hipotez - jest nim pragmatyczna korzyść płynąca z wyboru akurat tej, a nie innej hipotezy teistycznej.
Możesz napisać coś więcej o tym pragmatycznym sposobie?
Bo chyba to nie to samo, co wybór religi.
Czy trzeba wybierać spośród dostępnych bogów, czy można stworzyć własną hipotezę, jeśli żadna nie jest wystarczająco pragmatyczna? Albo chociaż udoskonalić?
Elasp (6859 punktów)

>Czy trzeba wybierać spośród dostępnych bogów, czy można stworzyć własną hipotezę, jeśli żadna nie jest wystarczająco pragmatyczna? Albo chociaż udoskonalić?

Myślę, że człowiek obdarzony silną wolą mógłby posługiwać się własną hipotezą teistyczną i stworzyć w konsekwencji coś w rodzaju własnej moralności (a nawet własnej religii). Taki człowiek byłby w stanie respektować nakazy narzucone samemu sobie (to znaczy narzucone mu przez bóstwo, które sam wykoncypował). Czy jednak taki człowiek w ogóle potrzebowałby hipotezy teistycznej? Obawiam się, że jest to ideał ("ideał mędrca", można powiedzieć) bardzo trudny do osiągnięcia (a raczej w ogóle niemożliwy), dlatego w praktyce problem sprowadza się do wyboru spośród istniejących religii i już "gotowych" bóstw. Po dokonaniu takiego wyboru (nic się nie stanie, jeżeli zawczasu ktoś działający w dobrej wierze dokona tego wyboru za nas) powstaje coś w rodzaju zobowiązania w stosunku do wspólnoty oraz presja z jej strony, te zaś pomagają nam zwłaszcza w decyzjach, których być może nie podjęlibyśmy chętnie bez takiego wsparcia. Moim zdaniem religia potrzebna jest ludziom słabym, problem polega jednak na tym, że wszyscy jesteśmy słabi (nikomu nic nie ujmując!). Słabość przeszkadzająca nam we w pełni autonomicznych (a zarazem właściwych) wyborach wydaje mi się istotną cechą człowieka: gdybym zobaczył kogoś z wyglądu podobnego do mnie, kto nigdy nie waha się przed dokonaniem wyboru, o którym wie skądinąd, ze jest właściwy, którego nie trzeba by czasem przymuszać ani skłaniać do tego wyboru, a więc który by działał niejako jak niezawodny, dobrze skonstruowany automat - takiej istoty nie uważałbym za człowieka.

Jakie jest Twoje zdanie?
Barbiel (1106 punktów)
> Myślę, że człowiek obdarzony silną wolą mógłby posługiwać się własną hipotezą teistyczną i stworzyć w konsekwencji coś w rodzaju własnej moralności (a nawet własnej religii). Taki człowiek byłby w stanie respektować nakazy narzucone samemu sobie (to znaczy narzucone mu przez bóstwo, które sam wykoncypował).
Nie sądzę, żeby silna wola była tu warunkiem.
Czy ktoś ma własne bóstwo, czy narzucone, tak samo musi wykazywać się siną wolą, żeby go słuchać.
A właściwie nie tak samo - własne bóstwo może być mniej wymagające. Osoba lubiąca siebie i mająca słabą wolę na pewno wymyśli łagodne bóstwo.
Myślę, że bardziej istotny od silnej woli będzie tu zmysł moralny i samodzielność.

>Czy jednak taki człowiek w ogóle potrzebowałby hipotezy teistycznej?
Trudno powiedzieć. Jeśli ktoś jest świadomy, że sam tego boga wymyślił, to chyba już nie potrzebuje.

>Obawiam się, że jest to ideał ("ideał mędrca", można powiedzieć) bardzo trudny do osiągnięcia (a raczej w ogóle niemożliwy),
A czy jakikolwiek ideał jest możliwy do osiągnięcia?
Jeśli nie, to dlaczego rezygnować akurat z tego?
Jeśli ktoś jest ambitny, to czy powinien wybierać swoje ideały ze względu na ich łatwość?

>Moim zdaniem religia potrzebna jest ludziom słabym,
To prawda.
>problem polega jednak na tym, że wszyscy jesteśmy słabi
Pojęcia słaby/silny są względne, to znaczy, że możemy być słabi tylko w porównaniu z innymi. A zatem jedni są silniejsi, inni słabsi. Gdyby wszyscy byli słabi to pojęcie słabości nie miałoby sensu, nie opisywałoby niczego.

>gdybym zobaczył kogoś z wyglądu podobnego do mnie, kto nigdy nie waha się przed dokonaniem wyboru, o którym wie skądinąd, ze jest właściwy, którego nie trzeba by czasem przymuszać ani skłaniać do tego wyboru, a więc który by działał niejako jak niezawodny, dobrze skonstruowany automat - takiej istoty nie uważałbym za człowieka.
Istotnie, to byłaby dziwna postać. Ale czymś takim bardziej zagrożoni są ci, którzy mają narzucone bóstwo, przejdą jakieś pranie mózgu. Osoby, które same tworzą swój sposób na życie ciągle się nad czymś zastanawiają, mają wątpliwości.
Vancalar (1804 punktów)

Cytat:
>W przypadku wielu różnych i wykluczających się hipotez wybieramy najprostszą, bo a priori rzeczywiście wszystkie są równoważne.

   Kto wybiera???
Ty ?
Najprostsza dla Ciebie znaczy prawdziwa? A co, jeżeli nie "najprostsza" hipoteza jest prawdziwa?

"Wybieramy" ? Powiedz mi, jakie ma znaczenie Twoje "wybieramy" wobec rzeczywistości?
Uważasz, że "wybierając" zmuszasz rzeczywistość do określonego zachowania?
Ty "wybierasz , co Ci pasuje. Czy to co "wybrałeś" to rzeczywistość, czy to, co istnieje naprawdę?

Cytat:
>> 2. Stawiając tak sprawę mogę powiedzieć: dokąd nie uzasadni się twierdzenia, że prawdopodobieństwo istnienia Boga jest zerowe, dotąd teista ma prawo utrzymywać, że prawdopodobieństwo to jest niezerowe. A takie do wiary w zupełności wystarcza.
>Ale kiedy jedynie niezerowe prawdopodobieństwa istnienia bogów generuje nieskończenie wielu możliwych bogów, rodzi nieskończenie więcej problemów od założenia prostszego, że takowi nie istnieją. Do wiary wystarczy nie zauważenie tego faktu.

   A Powiedz mi, jakie ma znaczenie "ilość problemów" wobec rzeczywistości?
Bóg albo istnieje albo nie. To, czy TOBIE się wydaje, że coś jest "bardziej" albo "mniej" proste nie ma żadnego znaczenia... Czyż nie?

Cytat:
>> 4. Jeżeli tak bardzo upiera się Pan przy poznaniu naukowym, proszę zwrócić uwagę, ze 1) fizyka jest nauką podstawową, oraz że 2) twierdzenie, że istnieją ludzie, nie jest twierdzeniem fizyki.
>Twierdzenie jest jak najbardziej domeną filozofii. Badanie, które wskaże, że Ci ludzie istnieją jest już jak najbardziej domeną fizyki.
>>To, że pewna chmura atomów jest uważana za jedną rzecz (nazywanym "ludzkim ciałem") jest wynikiem niedoskonałości naszych (czyich?) zmysłów.
>Nie, jest pewnym akceptowalnym w społeczeństwie poziomem abstrakcji opisu rzeczywistości. Jest jedynie nazwaniem zespołu atomów ciałem ludzkim. To, że Pan się nad tym zastanawia sugeruje, że jedynie bawi się Pan słowem, zamiast odpowiadać sensownie na pytania. W tym miejscu filozofia przestaje być użyteczna do czegokolwiek.

   No jak to?
Czemu się nad tym nie zastanawiać? Ma Pan jakieś dowody, które takie "zastanawianie się" podważają?
Cytat:
Nie, jest pewnym akceptowalnym w społeczeństwie poziomem abstrakcji opisu rzeczywistości.

   Proszę mi powiedzieć, jakie ma znaczenie "akceptowalność opisu rzeczywistości" wobec rzeczywistości?

Cytat:
>To w tym momencie nie jest to żaden teizm, a jedynie bardzo uduchowione stanowisko ateistyczne. Zadziwię Pana, ale blisko czegoś takiego jest Dawkins.
>Reasumując, żadna to krytyka, a miałka zabawa słowem, próba założenia niezależności logiki od człowieka i rzucanie argumentami z zasady nie udowadnialnymi.

   Czyli NIE DA SIĘ UDOWODNIĆ czegokolwiek ? Czemu więc Ty masz rację? a Ja nie ?

Pozdrawiam


Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
01-03-2014 08:16 
 Ocena 1 na 1
Sygnał (4252 punktów)
>Ty ?
>Najprostsza dla Ciebie znaczy prawdziwa? A co, jeżeli nie "najprostsza" hipoteza jest prawdziwa?
>"Wybieramy" ? Powiedz mi, jakie ma znaczenie Twoje "wybieramy" wobec rzeczywistości?
>Uważasz, że "wybierając" zmuszasz rzeczywistość do określonego zachowania?
>Ty "wybierasz , co Ci pasuje. Czy to co "wybrałeś" to rzeczywistość, czy to, co istnieje naprawdę?

Kiepsko z czytaniem ze zrozumieniem, co? Oczywiście, że mój model rzeczywistości może być błędny i mój model nie zmienia rzeczywistego kształtu tej rzeczywistości. Ale o ile jest prosty, elegancki i tłumaczy co się dzieję spokojnie można go uznać za prawdę.

>   A Powiedz mi, jakie ma znaczenie "ilość problemów" wobec rzeczywistości?
>Bóg albo istnieje albo nie. To, czy TOBIE się wydaje, że coś jest "bardziej" albo "mniej" proste nie ma żadnego znaczenia... Czyż nie?

A no ma, bo skomplikowane i nic nie tłumaczące modele są bezużyteczne.

>   No jak to?
>Czemu się nad tym nie zastanawiać? Ma Pan jakieś dowody, które takie "zastanawianie się" podważają?

Pański czas, pańska zabawa, pańskie zastanawianie się. Sęk w tym, że tego typu domysły nijak więcej o rzeczywistości Panu nie powiedzą. W obliczu zabawy słowem i pomiaru zajmujmy się jednak pomiarami.

>   Czyli NIE DA SIĘ UDOWODNIĆ czegokolwiek ? Czemu więc Ty masz rację? a Ja nie ?
>Pozdrawiam
Odnoszę się tylko do niematerialnego i niepoznawalnego stwórcę, którego teiści jak najbardziej materialnie poznają.

Jeśli chce Pan wskoczyć w dyskusję, zapraszam serdecznie, ale ja nie znoszę się powtarzać, a Pańskie zarzuty już odrzuciłem w poprzednich wypowiedziach.
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
>>Uważasz, że "wybierając" zmuszasz rzeczywistość do określonego zachowania?
>>Ty "wybierasz , co Ci pasuje. Czy to co "wybrałeś" to rzeczywistość, czy to, co istnieje naprawdę?
>Kiepsko z czytaniem ze zrozumieniem, co? Oczywiście, że mój model rzeczywistości może być błędny i mój model nie zmienia rzeczywistego kształtu tej rzeczywistości. Ale o ile jest prosty, elegancki i tłumaczy co się dzieję spokojnie można go uznać za prawdę.

   Sorry ale zdaje się, że masz rację, "ciężko z czytaniem ze zrozumieniem...".
Bardzo często "proste i eleganckie" wytłumaczenia przyczyniają się do skazania kogoś na karę śmierci a po kilkunastu latach okazuje się, że... zabito niewinnego człowieka. "Spokojne" uznawanie różnych rzeczy za prawdę, z uwagi na "elegancję" tłumaczenia było powodem dla którego np. Giordano Bruno czy Galileo źle skończyli...

Cytat:
>>   A Powiedz mi, jakie ma znaczenie "ilość problemów" wobec rzeczywistości?
>>Bóg albo istnieje albo nie. To, czy TOBIE się wydaje, że coś jest "bardziej" albo "mniej" proste nie ma żadnego znaczenia... Czyż nie?
>A no ma, bo skomplikowane i nic nie tłumaczące modele są bezużyteczne.

   Kiedy Kopernik zaproponował teorię heliocentryczną, jego "skomplikowany i niczego nie tłumaczący pomysł" został uznany za bezużyteczny...

Cytat:
>>   No jak to?
>>Czemu się nad tym nie zastanawiać? Ma Pan jakieś dowody, które takie "zastanawianie się" podważają?
>Pański czas, pańska zabawa, pańskie zastanawianie się. Sęk w tym, że tego typu domysły nijak więcej o rzeczywistości Panu nie powiedzą. W obliczu zabawy słowem i pomiaru zajmujmy się jednak pomiarami.
>>   Czyli NIE DA SIĘ UDOWODNIĆ czegokolwiek ? Czemu więc Ty masz rację? a Ja nie ?
>>Pozdrawiam
>Odnoszę się tylko do niematerialnego i niepoznawalnego stwórcę, którego teiści jak najbardziej materialnie poznają.p

   ??? No ja jestem teistą; W jakiż to sposób "materialnie poznaję " stwórcę???
Tego akurat nie rozumiem...

Cytat:
>Jeśli chce Pan wskoczyć w dyskusję, zapraszam serdecznie, ale ja nie znoszę się powtarzać, a Pańskie zarzuty już odrzuciłem w poprzednich wypowiedziach.


Cytat:
Oczywiście, że mój model rzeczywistości może być błędny i mój model nie zmienia rzeczywistego kształtu tej rzeczywistości. Ale o ile jest prosty, elegancki i tłumaczy co się dzieję spokojnie można go uznać za prawdę.


Nie, odrzucił Pan tylko i wyłącznie modele rzeczywistości, które WEDŁUG PANA są "nieproste" i nieeleganckie" uznając ich "nieprostość i nieeleganckość" za wystarczający powód ich odrzucenia, w skrócie mówiąc:
"To co według mnie jest głupie, jest głupie i nie istnieje..."
...
Ta...

Pozdrawiam

Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
Sygnał (4252 punktów)
>   Sorry ale zdaje się, że masz rację, "ciężko z czytaniem ze zrozumieniem...".
>Bardzo często "proste i eleganckie" wytłumaczenia przyczyniają się do skazania kogoś na karę śmierci a po kilkunastu latach okazuje się, że... zabito niewinnego człowieka. "Spokojne" uznawanie różnych rzeczy za prawdę, z uwagi na "elegancję" tłumaczenia było powodem dla którego np. Giordano Bruno czy Galileo źle skończyli...

Traktowanie ludzi z powodu ich przywiązania do jakiegoś modelu to sprawa oddzielna i zupełnie niezależna od prawdziwości tego modelu. I owszem, model może po kilkunastu latach okazać się niewystarczający, jednak nie mamy co do tego żadnej mocy predykcyjnej. Wnioskowanie w ten sposób jest niezasadne.

>>A no ma, bo skomplikowane i nic nie tłumaczące modele są bezużyteczne.[/cytat]
>   Kiedy Kopernik zaproponował teorię heliocentryczną, jego "skomplikowany i niczego nie tłumaczący pomysł" został uznany za bezużyteczny...

Tłumaczyła bardzo dużo i była bardzo dobra, jednak średnio popularna. Bardzo zły przykład.

>   ??? No ja jestem teistą; W jakiż to sposób "materialnie poznaję " stwórcę???
>Tego akurat nie rozumiem...

Nadaje mu Pan jakieś cechy, które lokują go w fizycznym świecie, zmieniając go z bytu abstrakcyjnego w byt jak najbardziej fizyczny. Moje poprzednie stwierdzenia to również prztyczek w kolektywny nos ludzi, którzy wyznają osobowego boga.

>Nie, odrzucił Pan tylko i wyłącznie modele rzeczywistości, które WEDŁUG PANA są "nieproste" i nieeleganckie" uznając ich "nieprostość i nieeleganckość" za wystarczający powód ich odrzucenia, w skrócie mówiąc:
>"To co według mnie jest głupie, jest głupie i nie istnieje..."
>...
>Ta...
>Pozdrawiam

Tak by rzeczywiście było gdybyśmy nie mieli obiektywnego poziomu odniesienia jakim jest pomiar. Zamiast jałowo biadolić lepiej zabrać się za pomiary.
26-02-2014 23:41 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
>Pański "ateizm" jest więc co najwyżej warunkowy.
A do czego jest mi potrzebny w ogóle jakiś "ateizm", jeżeli odbieram świat tak jak umożliwiają mi to moje zmysły, a z rezerwą podchodzę nawet do wytworów mej własnej wyobraźni?

... ostatni zaczepiło mnie na ulicy dwóch mormonów z książeczkami. Stałem i słuchałem, a oni gadali coraz głośniej i głośniej... W końcu powiedziałem im, że ja nie rozumiem o co chodzi z tym Jezusem i tym zmartwychstaniem, na co to i po co...
...jeden z nich zaczął KRZYCZEĆ!


Zdecydowanie mnoży Pan słowa ponad konieczność, Panie Elasp.
27-02-2014 00:02 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Mnoży Pan wypowiedzi ponad konieczność - od dawna nie zawierają żadnej istotnej treści. Tak kończą fideistyczne dusze uwiedzione przez Bogusławskiego, omamione racjonalistycznymi błyskotkami.
27-02-2014 00:14 
 Ocena 9 na 9
maceox (6766 punktów)
>Mnoży Pan wypowiedzi ponad konieczność - od dawna nie zawierają żadnej istotnej treści.
Z Pańskich ust dla mnie to pochwała. Staram się koncentrować na rzeczach ważnych, takich tylko międzyludzkich, na tym tu świecie. Treści, które są dla Pana istotne są dla mnie całkowicie bez znaczenia.

>Tak kończą fideistyczne dusze uwiedzione przez Bogusławskiego, omamione racjonalistycznymi błyskotkami.
To jeszcze nie koniec. Pan dobrze wie, gdzie trafi Pan po śmierci, a gdzie trafię ja...
27-02-2014 08:10 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Staram się koncentrować na rzeczach ważnych, takich tylko międzyludzkich, na tym tu świecie.

To znaczy na ławce w parku, o której dużo Pan ostatnio opowiadał. Oczywiście te na pierwszy rzut oka bezsensowne wypowiedzi mają pewien cel, ale nie jest nim poszukiwanie prawdy.
27-02-2014 08:57 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Oczywiście te na pierwszy rzut oka bezsensowne wypowiedzi
> mają pewien cel, ale nie jest nim poszukiwanie prawdy.

To nie są bezsensowane wypowiedzi Elaspie. Tylko dla Twoich oczu takie czasem się jawią.
Serdecznie pozdrawiam naszego Poszukiwacza Prawdy.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
27-02-2014 10:42 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
>>Staram się koncentrować na rzeczach ważnych, takich tylko międzyludzkich, na tym tu świecie.
> To znaczy na ławce w parku, o której dużo Pan ostatnio opowiadał.
Lubię przyrodę, a ławki w parku mogą być w tym względzie przydatne...

>Oczywiście te na pierwszy rzut oka bezsensowne wypowiedzi mają pewien cel,
Oczywiście

>ale nie jest nim poszukiwanie prawdy.
A skąd Pan to wie?

9 To wszystko widziałem,
zwracając uwagę na wszystkie sprawy,
jakie się dzieją pod słońcem,
w czasie gdy człowiek jeden panuje nad drugim,
na jego nieszczęście.
10 Ponadto widziałem,
jak złoczyńców ze czcią składano w grobie,
a ludzie przychodzili i odchodzili z miejsca świętego,
i zapomniano w mieście o tym, co tamci czynili.
To Również jest mArność.
11 Ponieważ wyroku nad czynem złym
nie wykonuje się zaraz,
dlatego serCe synów ludzkich
bardzo jest skore do czynów złych;
12 zwłaszcza że grzesznik czyni źle stokrotnie,
a jednak długo żyJe.
Chociaż ja również i to pOznałem,
że szczęści się tym, którzy Boga się boją,
dlatego że się Go boją.
13 Nie szczęści się zaś złoczyńcy,
i podobNy do cieniA, nie przedłuża on swych dni,
dLatego że nIe ma w nim bojaźni
wobec Boga.
14 Jest marność, która się dzieje na Zie Mi:
są spraWiedliwi, którYm się zdarza to,
na co zasługują Grzesznicy,
a są grzesznicy, któRym się zdarza to,
na co zasługują sprAwiedliwi.
Rzekłem: I to jest marność.
15 Sławiłem więc radość,
bo nic dla człowieka lepszego pod słońcem,
niż żeby jadł, pił i doznawał radości,
i by to go cieszyło przy jego trudzie
za dni jego życia,
które pod słońcem daje mu Bóg.

!!!
27-02-2014 14:17 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Kabalistyczny argument za racjonalizmem? Obawiam się, że popada Pan w obłęd.
27-02-2014 16:35 
 Ocena 11 na 11
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
> Kabalistyczny argument za racjonalizmem? Obawiam się, że popada Pan w obłęd.
Tak - cała kabała z tą kabałą. Choć obłędem jest współczesne traktowanie starożytnych bajd, jako podstawy informacji o istniejącej obiektywnie rzeczywistości. I jest wszystko jedno sprzed ilu tysiącleci one pochodzą.

Akwinata pisał podobne bzdury jak Kohelet wcale nie dlatego, że byli głupcami tylko dlatego, że mogli opierać się na dostępnym im wówczas dorobku intelektualnym ludzkości. Głupcem jest zaś ten, który mając dostępny dzisiejszy dorobek nauki, uważa tamte bajania za autorytet w rozumieniu świata i wykręca kota ogonem, abo przedstawia nam rzeczywistość od wstecznej strony, czyli pieprzy androny (andron jest przedmiotem podobnym do koszyka i tak jak on wykonanym z łyka).

@@@
.
28-02-2014 00:08 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
>Kabalistyczny argument za racjonalizmem?
MÓJ BOŻE! Pan - Polak i katolik zabawia się w odczytywanie argumentów kabalistycznych? Wstydziłby się Pan!

A tymczasem PRAWDA leży przed Panem zupełnie otwarcie. Aktualność pisma jest wieczna (a zwłaszcza w ostatnim miesiącu). Jeszcze raz zatem:

9 To wszystko widziałem,
zwracając uwagę na wszystkie sprawy,
jakie się dzieją pod słońcem,
w czasie gdy człowiek jeden panuje nad drugim,
na jego nieszczęście
.
10 Ponadto widziałem,
jak złoczyńców ze czcią składano w grobie,
a ludzie przychodzili i odchodzili z miejsca świętego,
i zapomniano w mieście o tym, co tamci czynili
.
To również jest marność.
11 Ponieważ wyroku nad czynem złym
nie wykonuje się zaraz
,
dlatego serce synów ludzkich
bardzo jest skore do czynów złych;
12 zwłaszcza że grzesznik czyni źle stokrotnie,
a jednak długo żyje.
Chociaż ja również i to poznałem,
że szczęści się tym, którzy Boga się boją,
dlatego że się Go boją.
13 Nie szczęści się zaś złoczyńcy,
i podobny do cienia, nie przedłuża on swych dni,
dlatego że nie ma w nim bojaźni
wobec Boga.
14 Jest marność, która się dzieje na ziemi:
są sprawiedliwi, którym się zdarza to,
na co zasługują grzesznicy,
a są grzesznicy, którym się zdarza to,
na co zasługują sprawiedliwi
.
Rzekłem: I to jest marność.
15 Sławiłem więc radość,
bo nic dla człowieka lepszego pod słońcem,
niż żeby jadł, pił i doznawał radości,
i by to go cieszyło przy jego trudzie
za dni jego życia,
które pod słońcem daje mu Bóg

Dlatego właśnie lubię przyrodę, spacery po parku, a czasem nawet siądę sobie na ławce, by pokontemplować okoliczności, w jakich się znalazłem. Dzisiaj tam nie poszedłem, ale dla Pana to oczywiście i tak nie miałoby żadnego znaczenia.

>Obawiam się, że popada Pan w obłęd.
A gdyby w zamian za to Pan się zechciał zracjonalizować, to może warto by było?

P.S.:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,606077#w609029
28-02-2014 00:59 
 Ocena-2 na 2
Elasp (6859 punktów)

Tak wielkim wstrząsem były dla Pana zmiany na "Racjonaliście"? Nie ma Pan innych problemów? Zresztą zmiany są sprawiedliwe i racjonalne. Nikomu nie stała się przy tej okazji żadna krzywda.

Wierzy Pan w "ostateczną sprawiedliwość" = cofnięcie zmian + rehabilitację Big_Zyda? Tego rodzaju myśl świdruje Pański umysł? Brakuje Panu tej mętnej wody, z której od czasu do czasu wyławiał Pan jakąś śniętą racjonalistyczną troć. Narzeka Pan, że woda jest czysta i że widzi Pan całe kłębowisko ryb. Zaiste wielkie zmartwienie!

No, ale jeżeli tak, to czy nie lepiej wygarnąć wszystko p. Agnosiewiczowi, powiedzieć wprost, co Pan o tym wszystkim sądzi? Nie ma Pan cywilnej odwagi, tylko zasłania się (skądinąd grubą) Biblią Tysiąclecia? Zal Panu tego konta, plusów, wirtualnych przyjaciół, itp.? To ma być racjonalizm? To konformizm, a nie racjonalizm.

>Dlatego właśnie lubię przyrodę, spacery po parku, a czasem nawet siądę sobie na ławce, by pokontemplować okoliczności, w jakich się znalazłem. Dzisiaj tam nie poszedłem, ale dla Pana to oczywiście i tak nie miałoby żadnego znaczenia.

Oczywiście, nie miałoby żadnego znaczenia. Szczerze powiedziawszy sentymentalizm i swobodne rozpoetyzowanie u mężczyzn budzą u mnie niejaką repulsję. Myślę, że taką postawę można - niczym egzotyczny kwiat - złożyć w delikatne dłonie kobiet. Nam, mężczyznom, niech wystarczy chłodne i twarde ostrze logicznego rozumowania.

>
28-02-2014 13:29 
 Ocena 10 na 10
maceox (6766 punktów)
>Tak wielkim wstrząsem były dla Pana zmiany na "Racjonaliście"?
Jak wielkim? Żeby na racjonalistycznym forum powoływać się na Biblię?
Chyba tak.

>Nie ma Pan innych problemów?
Mam.

>Zresztą zmiany są sprawiedliwe i racjonalne. Nikomu nie stała się przy tej okazji żadna krzywda.
To Pańska opinia.

>Wierzy Pan w "ostateczną sprawiedliwość" = cofnięcie zmian + rehabilitację Big_Zyda? Tego rodzaju myśl świdruje Pański umysł?
Tak, ale znowu bez przesady ze świdrowaniem. Do zmian się zresztą przyzwyczajam.

>Brakuje Panu tej mętnej wody, z której od czasu do czasu wyławiał Pan jakąś śniętą racjonalistyczną troć. Narzeka Pan, że woda jest czysta i że widzi Pan całe kłębowisko ryb. Zaiste wielkie zmartwienie!
Pan coś miał do poetów?

>No, ale jeżeli tak, to czy nie lepiej wygarnąć wszystko p. Agnosiewiczowi, powiedzieć wprost, co Pan o tym wszystkim sądzi? Nie ma Pan cywilnej odwagi, tylko zasłania się
Co do mojej odwagi cywilnej nie będę się za dużo wypowiadał, gdyż
www.racjonalista.pl/forum.php/s,606077#w606610
co to za odwaga cywilna, jeżeli piszemy pod nickami?

I dlatego mój apel o przywrócenie Big_zyda skierowany do kolegium
www.racjonalista.pl/forum.php/s,606077#w607195
podpisałem imieniem i nazwiskiem.

>(skądinąd grubą) Biblią Tysiąclecia? Zal Panu tego konta, plusów, wirtualnych przyjaciół, itp.? To ma być racjonalizm? To konformizm, a nie racjonalizm.
A zagląda Pan czasem do oślej?

>Szczerze powiedziawszy sentymentalizm i swobodne rozpoetyzowanie u mężczyzn budzą u mnie niejaką repulsję.
U mnie bardzo konkretną repulsję budzą Pańskie wpisy tak ogólnie naginające rzeczywistość do własnych wyobrażeń. Na dodatek obraża Pan mężczyzn tylko dlatego, że nie zna Pan regulaminu i jego obowiązującej interpretacji. Naprawdę Pan uważa, że ja móglbym pisać tak kiepskie wiersze, jak te o parku, ławce i osłach?

>Myślę, że taką postawę można - niczym egzotyczny kwiat - złożyć w delikatne dłonie kobiet. Nam, mężczyznom, niech wystarczy chłodne i twarde ostrze logicznego rozumowania.
A co Pan mówił przed chwilą o repulsji? Wobec takiej poezji w Pana ustach chyba sam Pan musiał ... puścić pawia?
28-02-2014 16:58 
 Ocena 4 na 6
Elasp (6859 punktów)

Gdy już rozmawiać nie będzie z kim
Zawsze zostanie Andrzej Bogusławski
i
paru forumowiczów o "ogromnej wiedzy"
a z których większość to moi koledzy.

Nie ma Elaspa co "puścił pawia",
więc w kółku przyjaciół sobie rozmawiam,

Dyskusja zmierza niczym stonoga
do wniosku jednego - "Odrzucić Boga..."

"Odrzucić Boga!" - jakie to proste,
jakież wspaniałe, jakie doniosłe!

Ulewą plusów każdy zmoczony,
Szczęśliw powstaje (choć umęczony
trudem tłoczenia do organizmu
codziennej dawki racjonalizmu).

I racjonalizm zaczyna działać,
"Odrzucić Boga!" "Ma wypierdalać!"
Zakrzyknął jeden, odmiennej nacji,
herszt internetowej "racjonalizacji".

Kto przelicytuje? Kto powie więcej?
Musisz ateizm popierać goręcej!
Jak nie licytujesz, jak się nie starasz
Wyrok jest jeden - sam "wypierdalasz".

Wszystkiego nie streszczę - notuję powoli
ech nasłuchując w "Jaskini Trolli":

"Zagłodzić księży!", "Siostry zapłodnić!"
"Ze Bóg nie istnieje, to udowodnić!"
"Papieża powiesić!", "Połamać krzyże!"
"Na zgliszczach humanizm wznieść jak najwyżej!"

Od wszystkich tych ogromnych ciśnień
zaraz w czystej postaci ateizm wytryśnie!
Wytrawi wszelkie ludzkie myślenie,
fideizm wypali, da ukojenie...

... da ukojenie - tego mi trzeba!
Tymczasem starczy ławka i drzewa...




28-02-2014 21:43 
 Ocena 1 na 1
Sygnał (4252 punktów)
Wiersz nienajgorszy, ale czy naprawdę sądzisz, że ataki na Twoje stanowisko to od razu nawoływanie do wieszania wierzących?

A wzajemne animozje z Bogusławskim załatwcie sobie w rozmowie, nie w podtekstach.
28-02-2014 22:57 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Wiersz nienajgorszy,
Poezja, to jednak sprawa gustu, a gustami trudno dyskutować, ale zgadzam się - grafomani potrafią gorsze opublikować,
a więc jest rzeczywiście nie najgorszy.

>A wzajemne animozje z Bogusławskim załatwcie sobie w rozmowie, nie w podtekstach.
SJP PWN: Podtekst «sens niewypowiedziany w tekście lub niewynikający z sytuacji wprost, ale taki, którego można się domyślić» Podteksty walące po nicku, to bardzo ciekawa forma podtekstowania. Bardzo lubię podteksty, ale do nich konieczną jest inteligencja tak piszącego, jak i czytającego.

Ja ani do Pana, ani do pana Elaspa żadnych animozji (niechęć do kogoś wywołana urazą; też: niesnaska wywołana tym uczuciem) nie odczuwam i bardzo proszę mnie w nich nie ustawiać. Nie przeszkadzają mi też Wasze konkluzywne dysputy. To wolne forum wolnomyślicieli.

Pozdrawiam.

@@@
.
28-02-2014 23:08 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Wiersz nienajgorszy, ale czy naprawdę sądzisz, że ataki na Twoje stanowisko to od razu nawoływanie do wieszania wierzących?

Nie, nie sądzę. Natomiast ateizm w ostateczności, albo raczej ateizm w skrajnej postaci do tego faktycznie prowadzi. Każda skrajność jest niebezpieczna, ateistyczna także. Należy walczyć zarówno z fanatyzmem religijnym, jak antyreligijnym.

"Nie najgorszy" piszemy osobno (chyba pomyliłeś z "niezgorszy").

>A wzajemne animozje z Bogusławskim załatwcie sobie w rozmowie, nie w podtekstach.

Nie ma mowy o żadnych animozjach, przynajmniej jeśli o mnie chodzi. Pan Bogusławski zakorzenił się na dobre w świadomości p. Maceoxa, stąd jego obecność w wierszu.

O naszej rozmowie pamiętam - odpowiem jutro z uwagi na późną porę.
01-03-2014 06:14 
 Ocena 4 na 4
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> ateizm w skrajnej postaci do tego faktycznie prowadzi.
> Każda skrajność jest niebezpieczna, ateistyczna także. Należy
> walczyć zarówno z fanatyzmem religijnym, jak antyreligijnym.

Jeśli przez ateizm, jak i fanatyzm religijny w skrajnej postacji rozumie Pan działalność ideologiczną, idącą po trupach do celu - w pełni się zgadzam.

> Nie ma mowy o żadnych animozjach, przynajmniej jeśli o mnie chodzi.
> Pan Bogusławski zakorzenił się na dobre w świadomości p.
> Maceoxa, stąd jego obecność w wierszu.

Hm. A myśli Pan, że takie rzeczy - jeśli nawet - dzieją się przypadkiem? Więcej wiary w przeznaczenie!

W innym wątku kol. niestadny zadał ciekawe pytania odnośnie potrzeby umacniania wiary.
Cytat:
Dlaczego wiarę należy umacniać? Czyżby miała skłonnośc do słabnięcia? Czy wiarę można stopniować?


www.racjonalista.pl/forum.php/s,606077#w609458
Gdyby zechciałby Pan się wypowiedzieć, zapraszam i pozdrawiam.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
01-03-2014 10:48 
 Ocena 2 na 2
niestadny (2492 punktów)

>www.racjonalista.pl/forum.php/s,606077#w609458
>Gdyby zechciałby Pan się wypowiedzieć, zapraszam i pozdrawiam.
Myślę, że ten wątek jest bardziej ku temu odpowiedni.

Ostatnio, po półtorarocznym okresie korzystania z dobrodziejstw statusu bezrobotnego, dostałem się na sześciomiesięczny staż płatny z Powiatowego Urzędu Pracy. Poznałem tam młodego, inteligentnego człowieka przed trzydziestką. Kiedy widząc moją nieporadność powiedział "Boże...", zwróciłem mu żatobliwie uwagę by nie wzywał imienia Pana Boga swego nadaremno na co odpowiedział, że jest ateistą. Jemu nie przeszkadzają krzyże w miejscach publicznych, nie czuje potrzeby nawracania na niewiarę/krzewienia ateizmu czy też przekonywania ludzi wierzących, że wierzą w bzdury. "Jestem neutralny" - powiedział.
Spotkałem niewojującego ateistę!

stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
01-03-2014 11:43 
 Ocena 9 na 9
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Ostatnio, po półtorarocznym okresie korzystania z dobrodziejstw statusu bezrobotnego, dostałem się na sześciomiesięczny staż płatny z Powiatowego Urzędu Pracy. Poznałem tam młodego, inteligentnego człowieka przed trzydziestką. Kiedy widząc moją nieporadność powiedział "Boże...", zwróciłem mu żatobliwie uwagę by nie wzywał imienia Pana Boga swego nadaremno na co odpowiedział, że jest ateistą. Jemu nie przeszkadzają krzyże w miejscach publicznych, nie czuje potrzeby nawracania na niewiarę/krzewienia ateizmu czy też przekonywania ludzi wierzących, że wierzą w bzdury. "Jestem neutralny" - powiedział.
>Spotkałem niewojującego ateistę!
No, nareszcie rozumiem. Niewojujący ateista, to taki, który spełnia żądania Kościoła. Zachowujący poglądy dla siebie oportunista. Nie zauważający panoszenia się kleru i dyskryminacji niewierzących, a nawet tylko wierzących inaczej. Człowiek, któremu żadne racjonalistyczne forum, a tym bardziej racjonalistyczne stowarzyszenia nie są do niczego potrzebne. Wszyscy inni to bezbożne diabły wcielone - "wojujący ateiści".

Pozdrawiam.

@@@
.
01-03-2014 11:58 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> "Jestem neutralny" - powiedział.

Ciekawe, czy będzie tak nadal, gdy spotka dziewczynę którą pokocha, a ona w zamian będzie go ciągać po kościołach, chcieć chrzcić ich dzieci, indoktrynować je później wiele lat na lekcjach religii u księży nad którymi nie ma absolutnie żadnego działającego systemu weryfikacji ich zakulisowych uczynków.
Niejeden z początku "neutralny" pisał u nas później poruszające wątki:

www.racjonalista.pl/forum.php/s,604870

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
01-03-2014 11:07 
 Ocena 3 na 3
niestadny (2492 punktów)

>Nie, nie sądzę. Natomiast ateizm w ostateczności, albo raczej ateizm w skrajnej postaci do tego faktycznie prowadzi. Każda skrajność jest niebezpieczna, ateistyczna także. Należy walczyć zarówno z fanatyzmem religijnym, jak antyreligijnym.
Z jednej strony mamy moherowych dziadków i babcie z atakami na reporterów czy dziennikarzy a z drugiej tego typu kwiatki:
www.youtube.com/watch?v=hXlY4DOefrc
www.adnstr(*)antoso-ataque-a-unos-catolicos

Zaczyna się zazwyczaj niewinnie - od żartów.
Następnie są kpiny, wyśmiewanie, wyszydzanie, poniżanie. Później - jak już wystarczająco zohydzi się sobie i innym wizerunek obcego światopoglądowo człowieka - od słów przechodzi się do czynów.
Przerabiane wielokrotnie w historii.


stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>www.youtube.com/watch?v=hXlY4DOefrc
>www.adnstr(*)antoso-ataque-a-unos-catolicos

Co to za rytuał, albo wydarzenie w tym drugim linku? Czy to się jakoś nazywa?
Ciekawe, że najbardziej agresywne są w tych scenach kobiety. A faceci biernie dają się opluwać i wzgardzać, czyniąc z siebie ofiary.
Nie mogę sobie przypomnieć, kto to powiedział (albo Jiddu Krishnamurti, albo Osho). W człowieku jest coś takiego, że jeśli przez dziesięciolecia lub stulecia spycha jakąś swoją naturalną skłonność do podziemia, penalizuje poczuciem winy i grzechem - musi ona później wybuchnąć ze zdwojoną siłą.

Podstawa to równowaga i szacunek dla zdowych imperatywów we wszystkim.
pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
02-03-2014 06:29 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> kpiny, wyśmiewanie, wyszydzanie, poniżanie. Później - jak już wystarczająco
> zohydzi się sobie i innym wizerunek obcego światopoglądowo człowieka
> - od słów przechodzi się do czynów.

Takie zohydzanie zawsze ma jakiś swój powód - jeśli nie osobisty, to zbiorowy i historyczny, nakręcają to wcześniejsze lata podobnej postawy w drugą stronę.

Ale można przeciez inaczej:
"Ja chciałabym żyć w zgodzie ze wszystkimi moimi cechami i żadnej się nie wypierać: jak ty, który nigdy nie pytasz sam siebie, czy polowanie (..) jest moralne; który nie posądzasz się o schizofrenię tylko dlatego, że równocześnie jesteś i delikatny i okrutny."
H. von Schonebeck "Kocham siebie jakim jestem"

Pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
01-03-2014 06:30 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Fajny wiersz, może taki troszku "kawa na ławę", ale ode mnie plus

> fideizm wypali, da ukojenie...
> ... da ukojenie - tego mi trzeba!
> Tymczasem starczy ławka i drzewa...

Starczy?


Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Elasp (6859 punktów)
01-03-2014 19:59 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Oglądnąłem. I nie bardzo rozumiem gdzie tu sens, gdzie logika.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)
> youtu.be/8ZfUu-W8wnw
>

I jak tam Elasp? Jestes gotow pokazac nam Twojego boga czy stac cie tylko na filozoficzne dohahawody?
Kiedys byly potopy, slupy soli, sztuczki z woda, sztuczki z plonacymi krzewami, tanczace slonca, manna z nieba a dzis zostal ci tylko filoziczny dohahawod autorstwa faceta twierdzacego, ze obieta rodzi sie z powodu wilgotnych wiatrow i zesputego nasienia???
Cienko troche w porownaniu z poczatkami kariery tego zydowskiego nadboga
Sygnał (4252 punktów)
>I jak tam Elasp? Jestes gotow pokazac nam Twojego boga czy stac cie tylko na filozoficzne dohahawody?
>Kiedys byly potopy, slupy soli, sztuczki z woda, sztuczki z plonacymi krzewami, tanczace slonca, manna z nieba a dzis zostal ci tylko filoziczny dohahawod autorstwa faceta twierdzacego, ze obieta rodzi sie z powodu wilgotnych wiatrow i zesputego nasienia???
>Cienko troche w porownaniu z poczatkami kariery tego zydowskiego nadboga

Mimo, że sentyment podzielam, to retoryka jest co najmniej nie na miejscu.
Elasp (6859 punktów)

Cudem (a więc i pośrednim dowodem na istnienie Boga) będzie, jak napiszesz jeden post poprawną i elegancką polszczyzną.
01-03-2014 21:22 
 Ocena 4 na 4
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)
> Cudem (a więc i pośrednim dowodem na istnienie Boga) będzie, jak napiszesz jeden post poprawną i elegancką polszczyzną.

To wina ´Twojego boga. Gdyby nie zburzyl wiezy Babel mowilibsmy dzis jednym jezykiem i nie musialbym jako cudzoziemiec wstydzic sie nieczystej polszczyzny

Czy poza moja polszczyzna istnieje jakis twardy dowod na istnienie Twojego blizej nieokreslonego kolegi mieszkajacego w blizej nieokreslonym miejscu?
04-03-2014 07:15 
 Ocena 4 na 4
Vytautas (4394 punktów)
>jak napiszesz jeden post poprawną i elegancką polszczyzną.
   Jak? Ja bym napisał "jeżeli".
05-03-2014 01:01 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Proszę zatem napisać.
02-03-2014 06:21 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> youtu.be/8ZfUu-W8wnw

Uważasz, że lepiej pozostać na tej ławce niż realizować to, o czym pisał Maceox, bo to się może źle skończyć?


Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Elasp (6859 punktów)

>Uważasz, że lepiej pozostać na tej ławce niż realizować to, o czym pisał Maceox, bo to się może źle skończyć?

Zasugerowałem (oczywiście pół żartem, pół serio), jak się generalnie kończy konfrontacja racjonalizmu z fideizmem. Scena przedstawia trzy osoby, które nietrudno zidentyfikować.
02-03-2014 10:21 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Scena przedstawia trzy osoby, które nietrudno zidentyfikować.

Znów nie bardzo rozumiem co to ma w praktyce oznaczać. Ale tak widocznie ma być.
pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
02-03-2014 10:38 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Rany... Gość wchodzący do domu to p. Maceox, dziewczyna na ławce to Chętnie racjonalistka, a "Leatherface" to...

W ogóle cały film jest wart obejrzenia, najlepiej wieczorową porą.
02-03-2014 10:49 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Acha

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
02-03-2014 19:38 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
> youtu.be/8ZfUu-W8wnw
> W ogóle cały film jest wart obejrzenia, najlepiej wieczorową porą.

Dziwny masz gust. To chyba czytaniem Biblii taki sobie wyrobiłeś.
03-03-2014 08:50 
 Ocena 5 na 5
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> To chyba czytaniem Biblii taki sobie wyrobiłeś.

I to chyba Starym Testamentem..

Księga Liczb 31. 7
"Według rozkazu, jaki otrzymał Mojżesz od Pana, wyruszyli przeciw Madianitom i pozabijali wszystkich mężczyzn."

1 Księga Samuela 15.2
"Tak mówi Pan Zastępów: Ukarzę Amaleka za to, co uczynił Izraelitom, jak stanął przeciw nim na drodze, gdy szli z Egiptu. 3 Dlatego teraz idź, pobijesz Amaleka i obłożysz klątwą wszystko, co jest jego własnością; nie lituj się nad nim, lecz zabijaj tak mężczyzn, jak i kobiety, młodzież i dzieci, woły i owce, wielbłądy i osły."

Księga Ezechiela 9.5
"Do innych zaś rzekł, tak iż słyszałem: Idźcie za nim po mieście i zabijajcie! Niech oczy wasze nie znają współczucia ni litości! 6 Starca, młodzieńca, pannę, niemowlę i kobietę wybijajcie do szczętu! Nie dotykajcie jednak żadnego męża, na którym będzie ów znak. Zacznijcie od mojej świątyni! I tak zaczęli od owych starców, którzy stali przed świątynią. 7 Następnie rzekł do nich: Zbezcześćcie również świątynię, dziedzińce napełnijcie trupami! Wyszli oni i zabijali w mieście."

Księga Liczb 31. 17
"Zabijecie więc spośród dzieci wszystkich chłopców, a spośród kobiet te, które już obcowały z mężczyzną. 18 Jedynie
wszystkie dziewczęta, które jeszcze nie obcowały z mężczyzną, zostawicie dla siebie przy życiu."


Izajasz 13, 9,15-16
"Oto dzień Pański nadchodzi okrutny, najwyższe wzburzenie i straszny gniew, żeby ziemię uczynić pustkowiem
i wygładzić z niej grzeszników. (...)Każdy odszukany będzie przebity, każdy złapany polegnie od miecza. Dzieci ich będą roztrzaskane w ich oczach, ich domy będą splądrowane, a żony - zgwałcone"


Wj 23,27,31
"Lęk wzbudzę przed tobą oraz przyprawię o przerażenie wszelki lud, do którego przyjdziesz. Sprawię, że będą uciekać przed tobą wszyscy twoi nieprzyjaciele /../ oddam w ręce wasze mieszkańców tego kraju, a ty ich przepędzisz spośród was"

Księga Liczb 31,7-17. 33,52,53)
"Według rozkazu jaki otrzymał Mojżesz od Pana, wyruszyli przeciw Madianitom i pozabijali wszystkich mężczyzn /../ Następnie uprowadzili w niewolę kobiety i dzieci /../ Spalili wszystkie miasta, które tamci zamieszkiwali i wszystkie obozowiska namiotów /../ macie wypędzić wszystkich mieszkańców kraju przed sobą /../ albowiem ja dałem wam tę ziemię w posiadanie"

Pwt 2,31. 13,16. 19,1. 20,13,16
"Zacznij zajmować, bierz w posiadanie jego kraj /../ mieszkańców tego miasta wybijesz ostrzem miecza /../ Gdy Pan, Bóg twój wytępi narody, których ziemię ci daje /../ abyś zamieszkał w ich miastach i domach /../ Skoro ci je Pan, Bóg twój odda w ręce - wszystkich mężczyzn wytniesz ostrzem miecza /../ niczego nie zostawisz przy życiu".

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
03-03-2014 10:26 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
>>> youtu.be/8ZfUu-W8wnw . W ogóle cały film jest wart obejrzenia, najlepiej wieczorową porą.
>> Dziwny masz gust. To chyba czytaniem Biblii taki sobie wyrobiłeś.
> I to chyba Starym Testamentem.

Nowy też niewiele lepszy. Nic mnie tak ostatnio nie zraziło do religii chrześcijańskiej jak obejrzenie "Pasji" Mela Gibsona.
02-03-2014 22:07 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
> Rany... Gość wchodzący do domu to p. Maceox, dziewczyna na ławce to Chętnie racjonalistka, a "Leatherface" to...
No właściwie to ... nie wiem ?
Jacek Głodzik, Jezus z Nazaretu, czy Ty?

> W ogóle cały film jest wart obejrzenia, najlepiej wieczorową porą.
Nie przestaje mnie Pan zadziwiać.
01-03-2014 07:55 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> "Zagłodzić księży!"

Oj tam, zaraz zagłodzić. Ja tam zamiast głodzenia lubię rozmawiać.
Cytat:
Jacku, z chęcią przeczytam i zapoznam się z Twoimi argumentami, ale nie obiecuję szybkiej odpowiedzi, bo zamiast (..) posłali mnie na tą parafię. Przepraszam że tak wyszło, tym bardziej że już dawno obiecałem Ci korespondencję, ale życie lubi zaskakiwać, a moja obecność tutaj jest dużym zaskoczeniem. Odezwę się.


Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
01-03-2014 17:12 
 Ocena 2 na 2
szarley (54906 punktów)
>> "Zagłodzić księży!"
>Oj tam, zaraz zagłodzić. Ja tam zamiast głodzenia lubię rozmawiać.

A czy rozmowa z Głodzikiem nie jest głodzeniem?
Mam nadzieję, że nie obrażasz sie o żart
01-03-2014 18:53 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Jak na razie jeszcze nikt nie umarł, ale gdybym wciskał tu komuś głodne kawałki (co się zdarza) - proszę o zwrócenie uwagi

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
01-03-2014 18:56 
 Ocena 2 na 2
szarley (54906 punktów)
>Jak na razie jeszcze nikt nie umarł, ale gdybym wciskał tu komuś głodne kawałki (co się zdarza) - proszę o zwrócenie uwagi

Na mnie nie licz, ja lubię czytać Twoje wpisy
01-03-2014 16:02 
 Ocena 2 na 2
Barbiel (1106 punktów)
>"Zagłodzić księży!"
Spodobało mi się. Inspirujące hasło.
28-02-2014 15:34 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>>>>Kabalistyczny argument za racjonalizmem?
>MÓJ BOŻE! Pan - Polak i katolik zabawia się w odczytywanie argumentów kabalistycznych? Wstydziłby się Pan!
Pierd... O przepraszam! Zepsuć publicznie powietrze to sobie każdy może, ale wypadałoby rozumieć pojęcia, których się używa. Pan Elasp ma takie same pojęcie o kabale jak i o racjonalności - nawet w jej katolickim wydaniu.
Ot utrzymać tu poziom pomiędzy Jaskinią Trolli, a Onetem, to On potrafi, gdyż od tego to mało go "kiepeła" boli.

Pozdrawiam.

@@@
.
01-03-2014 12:11 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Pan Elasp ma takie same pojęcie o kabale jak i o racjonalności - nawet w jej katolickim wydaniu.
Cytat:
W kilkadziesiąt lat później zwolennicy romantyzmu poddali mocnej krytyce kult rozumu, sławiąc "szlachetnego dzikusa z Alp", który stroni od zepsucia cywilizacji, odnajduje radość życia wśród jezior i puszcz nieskażonych sukcesami techniki.


Ktoś mi się tu kojarzy. Mianowicie Witold Gombrowicz i jego "Ferdydurke".

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
01-03-2014 16:46 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)

>Ktoś mi się tu kojarzy. Mianowicie Witold Gombrowicz i jego "Ferdydurke".
Panu się kojarzy, a mnie się marzy, aby zamiast intelektualnej nawalanki (z fideistami), gierek w strzyżono/golono z panami Elaspem, Brzostowskim, Konowalem Vancalarem, Bieleckim i innymi można było tu przeprowadzić parę rozmów na poziomie panelu "Co wiemy o istnieniu Boga" (opublikowanego w "Internetowym Czasopiśmie Filozoficznym - Diametros", 15 - 17 kwietnia 2005 roku) z inteligencją wierzącą w nadrzeczywistość.

Marzy mi się aby nasi wierzący interlokutorzy szukali kreacjonistycznych argumentów przynajmniej na portalu nauka-a-religia, aby znali argumenty np. ks. prof. dr hab. Michała Hellera, ks. prof. dr hab. Stanisława Wszołka, ks. abp prof. dr hab. Józef Życińskiego i kilkunastu innych księży profesorów wszak robiących za chrześcijańskich intelektualistów. Znali dorobek chrześcijańskich myślicieli przynajmniej na moim ateistycznym poziomie, a przecież wypadałoby im znać go znacznie lepiej.

Pozdrawiam.

@@@
.
05-03-2014 00:29 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
>>>>>Kabalistyczny argument za racjonalizmem?
>>MÓJ BOŻE! Pan - Polak i katolik zabawia się w odczytywanie argumentów kabalistycznych? Wstydziłby się Pan!
>Pierd... O przepraszam! Zepsuć publicznie powietrze to sobie każdy może, ale wypadałoby rozumieć pojęcia, których się używa. Pan Elasp ma takie same pojęcie o kabale jak i o racjonalności - nawet w jej katolickim wydaniu.
>Ot utrzymać tu poziom pomiędzy Jaskinią Trolli, a Onetem, to On potrafi, gdyż od tego to mało go "kiepeła" boli.
Gdy bawiłem się w w moim wpisie w zaznaczanie literek biblijnego tesktu spodziewałem się, że Elasp natychmiast połknie haczyk z "ukrytym kodem" i miałem już wcześniej przygotowaną odpowiedź na tę okoliczność. W najśmielszych marzeniach jednak nie przewidywałem, że on to nazwie aż kabałą ... co tylko poprawiło zamierzony przez mnie efekt.

Na forum do kabały już kiedyś krótko nawiązałem:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,411555#w412205
powołując się przy tym na dość nowoczesną interpretację drzewa życia, choć zasięgniętą ze źródła raczej bliskiego tradycji:
www.kabbalahsociety.org/wp/

Kiedyś z dużym zainteresowaniem przeczytałem tę pozycję:
lubimyczyt(*)z-wode-i-ogien-biblia-i-kabala
Posiadam też w domu bardziej lub mniej dogłębnie przewertowane przeze mnie opracowania z zakresu tego zagadnienia ludzkiej kultury. Faktem jest, że ostatnio interesują mnie nieco inne aspekty rzeczywistości.

Tak przy okazji, czasem odczuwam na forum niedosyt rozmów pomiędzy ludźmi, którzy mieliby coś merytorycznie ciekawego do powiedzenia w tematach związanych z kulturoznawstwem i religioznawstwem. Mam tu na myśli podobne rozmowy, jak kiedyś Pańska wymiana myśli na temat historyczności Jezusa z Andrzejem 51 (mogę odszukać link), która też dość szybko się skończyła.
Tymczasem znacznie częściej preferujecie obydwaj Panowie rozmowę z Panem Brzostowkim. Oczywiście rozumiem Pańskie motywy, ale pozwoliłem sobie wyrazić tylko mój niedosyt.

Bardzo chętne poczytałbym merytoryczną wymianę myśli w temacie np. ewolucji myśli religijnej. Oczywiście to akurat jest temat-gigant, ale mamy też na forum wciąż głowy nie od parady.

Coś w tym jest, że ja również powoli przestaję mieć ochotę na czytanie po raz n-ty argumentów stanowiących racjonalno-ateistyczny elementarz (kwestia definicji Boga, brzytwa Ockhama, ciężar dowodu, naukowy sceptycyzm jako najbardzej wiarygodne źródło wiedzy itp.).

Chętnie douczyłbym się w tematach, których tak dobrze jeszcze nie poznałem, jak na przykład prawdziwe imiona Bogów istniejących w historii ludzkości i przemiany ich cech w czasie.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że od tego są książki. Tak się jakoś składa, że akurat mnie dyskusje na forum ostatnio przyciągają ... bardziej, ale wynoszę z nich wiele inspiracji, również do dalszych lektur.

Pozdrawiam serdecznie
27-02-2014 08:54 
 Ocena 4 na 4
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Staram się koncentrować na rzeczach ważnych, takich
> tylko międzyludzkich, na tym tu świecie. Treści, które są dla Pana
> istotne są dla mnie całkowicie bez znaczenia.

Ode mnie duży plus Maceox'sie Myślę podobnie
www.racjonalista.pl/forum.php/s,608495#w609175


Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
27-02-2014 23:23 
 Ocena 9 na 9
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Staram się koncentrować na rzeczach ważnych, takich tylko międzyludzkich, na tym tu świecie.
Chce się Pan koncentrować na rzeczach społecznie ważnych, a więc może przyjąć za właściwą postawę: "Racjonalista popierając ideę państwa świeckiego nie może ograniczać się do nic nie wnoszącej nawalanki do kościół, kler i klerykałów" - choć mnie się z taką postawą pogodzić trudno w kraju, w którym dzieją się takie rzeczy jak np. opisała prof. Monika Płatek posiedzenia Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu z 2012 roku - na podstawie udostępnionych jej protokółów:

Episkopat mówiąc, że zajmuje się sprawami rodziny, zajmuje się sprawami swoich wpływów. Mówiąc, że zajmuje się edukacją, zajmuje się religią w szkołach - opisuje Płatek. - Obie strony przy tym nie dostrzegają, że jest łamane prawo.
Np. pierwsze ustalenia co do religii w szkole już dawno zostały połamane. Brakuje mi w tym równowagi - nie ma głosu obywateli, które byłyby słuchane przez władze.

- Dla mnie jest to uderzające - trudno tu mówić o wspólnej komisji - kontynuowała Płatek. - To jest przesłuchiwanie rządu, dyktowanie, co ma być zrobione. To się odbywa jak wizyta na dywaniku, a nie rozmowa partnerów. Ale trzeba przyznać,
że rząd stara się trzymać linii prawa. Tylko dlaczego musi się tłumaczyć i walczyć o to, żeby zachowane było prawo?

- To nie jest tak, że nas nie interesuje, w jakim stopniu władza wypełnia zobowiązania wypływające z Konstytucji, również w kwestii neutralności państwa. Dla mnie nie jest normalne, że się rozmawia tylko z jedną grupą. Gdzie są inne wyznania? Gdzie są etycy? Gdzie obywatele? - podsumowała karnistka.
www.tokfm.(*)_wizyta_na_dywaniku___.html#MT

Możemy dostrzegać zagrożenie w "wojującym ateizmie", zestawiając go z najbardziej skrajnymi formami religii. Widzieć w obronie świeckości państwa antyklerykalną nawalankę i dążyć do konsensusu w sprawie istnienia Boga i sprawowania "rządu dusz" przez Kościół, ale ja zapytam za panem Ryśkiem - Interesujące jest, jak miałyby wyglądać "próby porozumienia"? Czy chodzi tylko o bardziej stonowane, pogłębione prezentowanie swoich poglądów? Czy też o ustalenie jakiegoś konsensusu, zawarcie porozumienia itp? Jeśli tak to z kim, w jaki sposób, i w jakim konkretnie celu? www.racjon(*)m.php/s,609206/z,0/d,1#w609249

Nie istnieje żaden "wojujący ateizm" i jedyny wojujący ateizm - o jakim możemy mówić - to był, gdy "ateizmem" nazwano część doktryny religii politycznej:
www.racjon(*)m.php/s,474361/z,0/d,7#w475646
www.racjon(*)m.php/s,474361/z,0/d,9#w475688
A tak w istocie to było bestialskie zwalczanie religijnej konkurencji.

Dziś jeżeli o coś walczymy, to o świeckość państwa i prawo do swobody myśli, gdyż trudno sobie wyobrazić wolnomyślicielstwo koncesjonowane, nawet tylko poprzez autocenzurę.

Pozdrawiam.

@@@
.
27-02-2014 09:02 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Tak kończą fideistyczne dusze uwiedzione przez Bogusławskiego,
> omamione racjonalistycznymi błyskotkami.

Chciałbyś

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
27-02-2014 08:51 
 Ocena 6 na 6
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Można powiedzieć, i nie będzie w tym cienia przesady, że Bóg to człowiek
> w powiększeniu, a człowiek to Bóg w pomniejszeniu. Odrzucając jedno pojęcie,
> musimy odrzucić i drugie.

Jedynie to jedno zdanie z Twojego wywodu jest jakoś osadzone w rzeczywistości świata, w którym żyjemy.
Niestety cała reszta to filozoficzne dociekania, cytaty, przeciąganie się na zasadzie "czyj autorytet większy", spieranie się przy użyciu abstrakcyjnych i wydumanych argumentów, dywagacje nt. "warunkowego ateizmu" itp.
Dlatego je opuszczę.

Pomyślmy, z czym nam się kojarzy zdanie "Bóg to człowiek w powiększeniu, a człowiek to Bóg w pomniejszeniu".
Podpowiedź niżej (niestety zbyt wprost, ale inaczej się chyba nie da).

Serdecznie pozdrawiam!



Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Elasp (6859 punktów)

>Pomyślmy, z czym nam się kojarzy zdanie "Bóg to człowiek w powiększeniu, a człowiek to Bóg w pomniejszeniu".Podpowiedź niżej (niestety zbyt wprost, ale inaczej się chyba nie da).

Jakie ma znaczenie co się z czym kojarzy? Psychologizuje Pan każde zagadnienia nie odróżniając motywów od racji.
27-02-2014 15:55 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Jakie ma znaczenie co się z czym kojarzy?

Ogromne. Bez tego nie zacznie Pan rozumieć, skąd się bierze wiara w "człowieka w powiększeniu" o nadprzyrodzonych zdolnościach.
PS byliśmy na "Ty", ale skoro chce Pan przejść na "Pan" - nie ma problemu.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
25-02-2014 00:13 
 Ocena 11 na 11
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>Tu chodzi o udowodnienie ustawicznie powtarzanego, lecz bezzasadnego twierdzenia o istnieniu Boga-stwórcy.

>Możesz wyskakiwać z Kantem, ale powinieneś też przyznać, że w niektórych systemach metafizycznych, akceptujących określone założenia odnośnie natury świata (podział bytów na przygodne i konieczne, założenie o istnieniu przyczynowości), Bóg jest naturalną konsekwencją.

Ale ja nie przyznam.
Nie przyznam dlatego, że już w definicji "bytu przygodnego" kryje się zasadniczy błąd. Definicja Akwinaty jest następująca: "byty przygodne to takie byty, które mogą istnieć (być) i mogą nie istnieć (nie być)". O ile zakładamy czy też uznajemy zasadę niesprzeczności, to musimy stwierdzić, że nie ma takiego bytu, który może być i który może nie być.

Nie przyznam również dlatego, że przy wykorzystaniu pojęć "byt konieczny" i "byt przygodny" absolutnie nie dowodzimy istnienia Boga, lecz to istnienie zakładamy a priori (byt konieczny istniejący ex definitione - tym samym czyni się założenie, że byt konieczny nie może nie istnieć). Bóg nie jest tu zatem żadną konsekwencją.

Nie przyznam również i z tego powodu, że wszelkie rozumowanie próbujące udowodnić istnienia Boga na mocy definicji bytów przygodnych i koniecznych prędzej czy później odwołuję się do drugiej drogi Akwinaty, która nie jest poprawna.

I wreszcie nie przyznam dlatego, że w pewnej doskonałej książce jednego z najwybitniejszych polskich filozofów współczesnych znalazłem dość dawno już temu taki oto dowód, który przedstawię tu w kilku punktach:
-- konieczność bytu pociąga za sobą jego istnienie;
-- istnienie bytu nie pociąga za sobą jego konieczności;
-- istnienie bytu pociąga za sobą jego możliwość;
-- istnienie bytu implikuje jego konieczność lub przygodność;
-- nieprawda, że nieistnienie bytu implikuje jego przygodność;
-- z powyższych zasad wynika, że istnieje świat, w którym nie ma bytu koniecznego, a istnieją w nim byty przygodne (choćby nawet nieskończenie wiele, o ile tylko tak założymy);
-- nie ma zatem podstaw wnioskować, że istnienie bytów przygodnych z konieczności zależy od istnienia bytu koniecznego.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
25-02-2014 01:36 
 Ocena 2 na 2
worek kości (2937 punktów)
>Definicja Akwinaty jest następująca: "byty przygodne to takie byty, które mogą istnieć (być) i mogą nie istnieć (nie być)". O ile zakładamy czy też uznajemy zasadę niesprzeczności, to musimy stwierdzić, że nie ma takiego bytu, który może być i który może nie być.

1. Mam przed sobą kubek herbaty. Ten kubek herbaty w tej chwili "jest". Jeśli bym go rozbił, to kubek ów przestałby istnieć. Czyli kubek jest, a mogłoby go nie być. Jak nic, podpada on pod Tomaszową definicję bytu przygodnego. Twoje błędne rozumienie myśli Akwinaty bierze się z nieżyczliwego założenia, że dla Tomasza byt przygodny jednocześnie istnieje i nie-istnieje, podczas gdy mamy tutaj alternatywę wykluczającą (albo istnieje, albo nie-istnieje), a nie koniunkcję.

2. Właściwe określenie bytu przygodnego jest następujące: "istnieć przygodnie, to nie posiadać racji swojego istnienia w samym sobie (np. człowieka trzeba urodzić), ani nie potrafić istnieć w oderwaniu od innych rzeczy (człowiek potrzebuje np. powietrza)".

>Nie przyznam również dlatego, że przy wykorzystaniu pojęć "byt konieczny" i "byt przygodny" absolutnie nie dowodzimy istnienia Boga, lecz to istnienie zakładamy a priori (byt konieczny istniejący ex definitione - tym samym czyni się założenie, że byt konieczny nie może nie istnieć). Bóg nie jest tu zatem żadną konsekwencją.

Przy założeniu, że (1) świat ma naturę przygodną, (2) świat nie istnieje odwiecznie, a (3) łańcuch przyczyn w wyjaśnianiu świata nie może biec w nieskończoność, istnienie bytu koniecznego jest jedynym sposobem na rozwikłanie tej zagadki. Innymi słowy - jeśli zgadzasz się z założeniami, musisz też zgodzić się z wnioskiem.

>dowód, który przedstawię tu w kilku punktach:
>-- konieczność bytu pociąga za sobą jego istnienie;

ok

>-- istnienie bytu nie pociąga za sobą jego konieczności;

ok

>-- istnienie bytu pociąga za sobą jego możliwość;

ok

>-- istnienie bytu implikuje jego konieczność lub przygodność;

ok

>-- nieprawda, że nieistnienie bytu implikuje jego przygodność;

Z tym się nie zgadzam. Jeśli jakiś byt może nie istnieć, to znaczy, że jest przygodny. Czyli: "nieistnienie bytu implikuje jego przygodność".

>--istnieje świat, w którym nie ma bytu koniecznego, a istnieją w nim byty przygodne

Nie wiem, skąd to się wzięło.

>-- nie ma zatem podstaw wnioskować, że istnienie bytów przygodnych z konieczności zależy od istnienia bytu koniecznego.

Tutaj też nie widzę przejścia. Tomasz, poszukując Przyczyny Pierwszej, czyli bytu koniecznego, zastępuje właśnie problem odwieczności świata, problemem zależności istnienia jednych rzeczy od drugich - bytów przygodnych od bytu koniecznego.


bembergiem w berg
25-02-2014 22:53 
 Ocena 4 na 4
Ignorancja (4718 punktów)
>>Definicja Akwinaty jest następująca: "byty przygodne to takie byty, które mogą istnieć (być) i mogą nie istnieć (nie być)". O ile zakładamy czy też uznajemy zasadę niesprzeczności, to musimy stwierdzić, że nie ma takiego bytu, który może być i który może nie być.
>1. Mam przed sobą kubek herbaty. Ten kubek herbaty w tej chwili "jest".
>Jeśli bym go rozbił, to kubek ów przestałby istnieć. Czyli kubek jest, a mogłoby go nie być.

Właśnie. Mogłoby go nie być tego kubka herbaty, po rozbiciu.
Ale nim się go rozbiło musiałby być.
Zdaje się że nie o tym Andrzej ci worku mówił.

Andrzej pisał o koniunkcji bytów. Czyli, że nie może istnieć równocześnie byt który istnieje i nie istnieje.
Ja tak to rozumiem. Chyba w miarę poprawnie zrozumiałam przekaz.
Zatem, o ile ja go zrozumiałam poprawnie to ty worku nie.
Zatem piszesz sobie a muzą.



Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
25-02-2014 23:11 
 Ocena 1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>nie może istnieć równocześnie byt który istnieje i nie istnieje.

Do czego się odniosłem w następnym zdaniu:

Cytat:
Twoje błędne rozumienie myśli Akwinaty bierze się z nieżyczliwego założenia, że dla Tomasza byt przygodny jednocześnie istnieje i nie-istnieje, podczas gdy mamy tutaj alternatywę wykluczającą (albo istnieje, albo nie-istnieje), a nie koniunkcję.


>muzą.

Muzom.


bembergiem w berg
27-02-2014 22:53 
 Ocena 2 na 2
Ignorancja (4718 punktów)

>>muzą.
>Muzom

Tak racja.Muzom pisz.
Do reszty wydumań Twych odniosę się wkrótce.


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
01-03-2014 17:14 
 Ocena 8 na 8
Ignorancja (4718 punktów)
>>nie może istnieć równocześnie byt który istnieje i nie istnieje.
>Do czego się odniosłem w następnym zdaniu:
>Cytat:
Twoje błędne rozumienie myśli Akwinaty bierze się z nieżyczliwego założenia, że dla Tomasza byt przygodny jednocześnie istnieje i nie-istnieje, podczas gdy mamy tutaj alternatywę wykluczającą (albo istnieje, albo nie-istnieje), a nie koniunkcję.


W istocie. Odniosłeś się.
I jak zwykle w oparciu o cudze nieżyczliwe założenie, za to Twoje bardzo życzliwe.
Tym czasem, jak już Ci Andrzej wyjaśnił, jednak myśl Akwinaty nie była precyzyjna.
I stąd możliwość interpretacji i jej (tejże interpretacji)słuszność także w myśl koniunkcji bytów.

Tu rodzi się pierwsze pytanie. Czy przemyślenia filozofa popełniającego gafę są faktycznie w takim wypadku na tyle ważkie, by można traktować je jako dowód na cokolwiek? W tym wypadku na istnienie boga.

Kolejna kwestia. Już podnoszona przez Andrzeja, a przez Ciebie permanentnie pomijana to pomieszanie wniosku z założeniem.

Dla mnie i dla Andrzeja jest jasne, że w jego (Tomasza z Akwinu) refleksji nad pierwszą przyczyną i w powiązaniu z bytem tzw. koniecznym poczynił ów założenie, a nie, że jest to wniosek. Tym bardziej dowód.
Założenie dosyć siermiężne: skoro coś jest to musi mieć przyczynę. Pierwszą. To jeszcze nie byłby dramat. Ale ów dokonał ponadto kolejnego założenia, albowiem założył ponadto, że ta pierwsza przyczyna (bóg, jako byt konieczny) sama już nie wymaga wyjaśnienia.
Dlaczego? A bo tak.
Nieźle, jak na przewód dowodowy.
Ale nie to jest najgorsze.

Cały czas unikasz uzmysłowienia sobie, iż nazwijmy to kreacja świata, nie musi przebiegać liniowo, a tak samo dobrze może przebiegać w sposób cykliczny.
To, że Akwinata był przyzwyczajony do takiego liniowego sposobu postrzegania nie jest niczym nadzwyczajnym w jego czasach i poprzez pryzmat ówczesnej ludzkiej świadomości w Europie.
Widocznie Tomasz z Akwinu nie zatknął się był z filozofiami wschodu i to się odbiło w jego sposobie myślenia.
Niestety (dla Ciebie, bo mi tam rybka) w obecnej dobie nie wypada traktować w sposób uprzywilejowany takich koncepcji, jak jego, gdyż bardzo łatwo w kilka kliknięć ustalić, iż są też inne pomysły na wspomnianą kreację i jej przebieg.

Zastanowiłeś się kiedykolwiek nad symbolem nieskończoności? A co jeśli znany nam wszechświat jest tylko lewym członem owego symbolu? (Albo prawym to nieistotne). Gdy nasz (lewy) się rozszerza, prawy się kurczy, aż do punktu tzw. osobliwości. Potem będzie zmiana i szpak będzie... etc. bociana.

Naturalnie możesz znowu zacząć męczyć konika, iże nawet tak zblokowane światy ktoś musiał stworzyć. A juści. Tylko, czy to aby musi koniecznie być byt zwany bogiem, w dodatku inteligentny?
Przypomnę prawdę już dosyć oczywistą. Od lat, ba nawet wieków obserwujemy w miarę rozwoju nauki cofanie się osób uparcie stojących przy boskiej hipotezie w kolejne jeszcze niewyjaśnione nisze.

Mnie taka wieczna cofka zaniepokoiłaby. Ty ją wolisz pomijać.
A to przecież kwestia niezwykle istotna, bo nawet jeśli dany problem jest nierozwiązany jednoznacznie to statystyka zdarzeń (ciągle na niekorzyść boga) wnosi całkiem sporo argumentów przeciwko ujęciu, że bytem koniecznym jest bóg, a nie jakiś jeszcze nam nieznany proces fizyczny. Ani świadomy, ani celowy, by kiedys tam jakiś worek mógł się rozwijać interpretacyjnie...


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
27-02-2014 15:15 
 Ocena 12 na 12
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>Definicja Akwinaty jest następująca: "byty przygodne to takie byty, które mogą istnieć (być) i mogą nie istnieć (nie być)". O ile zakładamy czy też uznajemy zasadę niesprzeczności, to musimy stwierdzić, że nie ma takiego bytu, który może być i który może nie być.
>1. Mam przed sobą kubek herbaty. Ten kubek herbaty w tej chwili "jest". Jeśli bym go rozbił, to kubek ów przestałby istnieć. Czyli kubek jest, a mogłoby go nie być. Jak nic, podpada on pod Tomaszową definicję bytu przygodnego. Twoje błędne rozumienie myśli Akwinaty bierze się z nieżyczliwego założenia, że dla Tomasza byt przygodny jednocześnie istnieje i nie-istnieje, podczas gdy mamy tutaj alternatywę wykluczającą (albo istnieje, albo nie-istnieje), a nie koniunkcję.

Tak, masz rację, przyznaję się do błędu. Ten mój błąd nie wynika jednak - jak piszesz - z błędnego rozumienia Akwinaty. To błąd spowodowany późną porą nocną i zwyczajnym przysypianiem podczas pisania. Wiedziałem, co chcę napisać, lecz napisałem źle. Zdarza się.

Otóż chciałem zwrócić uwagę na źle sformułowaną definicję bytu przygodnego podaną przez Tomasza. Napisał on, że są to byty, "które mogą być i nie być". Oznacza to, że byty te mogą jednocześnie być i nie być. To sprzeczność. Żaden byt nie może jednocześnie być i nie być. To właśnie chciałem napisać.
Wydaje się, że taki niezręczny zapis jest wynikiem niestaranności Tomasza, który zapewne chciał napisać, że "byty przygodne to takie byty, które mogą być i mogą nie być", lecz popełnił gafę i napisał źle.
"Byty, które mogą być i mogą nie być" to zdecydowanie nie to samo, co "byty, które mogą być i nie być". Jestem przekonany, że on też tak to rozumiał, lecz źle napisał.
Jeśli Tomasz popełnił błąd i mimo to przeszedł do historii, to ja też mogłem błąd popełnić... bez przechodzenia do historii.

>>Nie przyznam również dlatego, że przy wykorzystaniu pojęć "byt konieczny" i "byt przygodny" absolutnie nie dowodzimy istnienia Boga, lecz to istnienie zakładamy a priori (byt konieczny istniejący ex definitione - tym samym czyni się założenie, że byt konieczny nie może nie istnieć). Bóg nie jest tu zatem żadną konsekwencją.
>Przy założeniu, że (1) świat ma naturę przygodną, (2) świat nie istnieje odwiecznie, a (3) łańcuch przyczyn w wyjaśnianiu świata nie może biec w nieskończoność, istnienie bytu koniecznego jest jedynym sposobem na rozwikłanie tej zagadki. Innymi słowy - jeśli zgadzasz się z założeniami, musisz też zgodzić się z wnioskiem.

To są niepoprawne założenia. W poprzedniej wypowiedzi uzasadniłem, jak mi się wydaje, następujące stanowisko:
-- argument kosmologiczny Akwinaty zawiera wiele błędów, a przez to nie jest wiarygodny i nie może być uznany;
-- nie ma żadnych podstaw, by w ogóle istniała pierwsza przyczyna, czy też by był nią właśnie Bóg, a nie świat fizyczny;
-- Bóg absolutnie nie jest żadnym sposobem rozwikłania problemu, gdyż - jak powszechnie wiadomo - nie dość, że nic nie wyjaśnia, to jeszcze sam wymaga wyjaśnienia.

>>-- nieprawda, że nieistnienie bytu implikuje jego przygodność;
>Z tym się nie zgadzam. Jeśli jakiś byt może nie istnieć, to znaczy, że jest przygodny. Czyli: "nieistnienie bytu implikuje jego przygodność".
>>--istnieje świat, w którym nie ma bytu koniecznego, a istnieją w nim byty przygodne
>Nie wiem, skąd to się wzięło.
>>-- nie ma zatem podstaw wnioskować, że istnienie bytów przygodnych z konieczności zależy od istnienia bytu koniecznego.
>Tutaj też nie widzę przejścia. Tomasz, poszukując Przyczyny Pierwszej, czyli bytu koniecznego, zastępuje właśnie problem odwieczności świata, problemem zależności istnienia jednych rzeczy od drugich - bytów przygodnych od bytu koniecznego.

Wszystko co miałem do napisania na ten temat, już napisałem, a to - według mnie - odpowiada również na Twoje powyższe zastrzeżenia dotyczące argumentacji Jana Woleńskiego przedstawionej w doskonałych skądinąd Granicach niewiary.
Cóż mam jeszcze więcej dodawać. Po co mam mówić w kółko to samo?
Miłego dnia Ci życzę.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
24-02-2014 08:34 
 Ocena 26 na 26
Meretseger (61860 punktów)

>2. Istnieją filozoficzne dowody na istnienie Boga.
"Filozoficzne dowody" to nie są dowody, tylko spekulacje. Filozoficznie to ja mogę dowieść istnienia wszystkiego, co mi się tylko zachce wyobrazić.
>1. Istnienie świata - jaka jest tego przyczyna?
Może fluktuacja kwantowa?
>2. Świat jest uporządkowany według racjonalnych praw, które można opisywać przy pomocy uniwersalnego języka matematyki - jaka jest przyczyna tej racjonalności świata?
Może prawo grawitacji? Albo coś zbliżonego.
A może Latający Potwór Spaghetti? Jest równie prawdopodobny jako przyczyna jak hebrajskie bóstwo.
24-02-2014 13:18 
 Ocena 1 na 3
worek kości (2937 punktów)
>Filozoficznie to ja mogę dowieść istnienia wszystkiego

To spróbuj filozoficznie udowodnić istnienie innych umysłów. Znam ludzi, którzy by się z takiego dowodu niezmiernie ucieszyli.

>>1. Istnienie świata - jaka jest tego przyczyna?
>Może fluktuacja kwantowa?

Tak, tak, a co było przyczyną tej fluktuacji?

>>2. Świat jest uporządkowany według racjonalnych praw, które można opisywać przy pomocy uniwersalnego języka matematyki - jaka jest przyczyna tej racjonalności świata?
>A może Latający Potwór Spaghetti?

Nie wiem. Może.

bembergiem w berg
27-02-2014 16:21 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Tak, tak, a co było przyczyną tej fluktuacji?

Andrzej.51:
Cytat:
Bóg absolutnie nie jest żadnym sposobem rozwikłania problemu, gdyż - jak powszechnie wiadomo - nie dość, że nic nie wyjaśnia, to jeszcze sam wymaga wyjaśnienia.

Czyli skoro nie Bóg, to może Wielki Wybuch, który powstał z niczego (nic jest niestabilne).
W tej teorii pierwotną przyczyną jest nic.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
25-02-2014 02:22 
 Ocena 7 na 7
Sygnał (4252 punktów)
>1. Mistycy twierdzą, że Boga doświadczyli - istnieją lub istnieli więc ludzie, którzy Boga "wykryli".

Nie jest to badanie fizyczne, nie dostarcza więc wiarygodnych wniosków.

>2. Istnieją filozoficzne dowody na istnienie Boga.

Czyli dowody anegdotyczne Jadzi spod Czwórki?

>1. Istnienie świata - jaka jest tego przyczyna?

Przyczynowość świata nadaje mu obserwator, który generuje przyczynowy model. Obserwator (Homo Sapiens Sapiens) ma dobre ewolucyjne powody, żeby te przyczynowość zauważać.

>2. Świat jest uporządkowany według racjonalnych praw, które można opisywać przy pomocy uniwersalnego języka matematyki - jaka jest przyczyna tej racjonalności świata?

A to wynika z tego, że świat jest jak matematyka, czy może matematyka budowana jest tak, żeby skutecznie opisywać świat? Ja bym się jednak skłaniał ku temu drugiemu.

>A teista mógłby twierdzić, że to teizm jest poglądem pierwotnym.

Najbardziej uniwersalny jest intelektualny agnostycyzm.

>Domagasz się dowodów od wiary?

Ja bym pozbył się wiary w ogóle, bo to niepotrzebny twór, który tylko zatruwa umysły potencjalnie inteligentnych ludzi.

>Ateista byłby religijny w tym sensie wtedy, gdyby wierzył i czcił naukę, rozum lub naturę. Ateista wierzyłby więc, że np. nauka jest dobra na wszystko, oddawałby cześć kapłanom nauki - naukowcom, czcił narzędzia nauki - metodę naukową, wychwalał owoce nauki - technologię, brał udział w ceremoniach naukowych - konferencjach i sympozjach.

Karkołomny bełkot. Jeśli nie potrafisz odróżnić uniesienia emocjonalnego spowodowanego jakąś istniejącą rzeczą od ekstazy religijnej to jesteś kiepskim teistą, albo kiepskim humanistą.

>Taki ateista zastępowałby też religijne uroczystości związane z rytuałami przejścia, świeckimi - urządzałby humanistyczne śluby i pogrzeby.

I tego typu imprezy stają się równe stricte świeckim urodzinom czy imprezom w związku z obronioną pracą magisterską. Co w tym złego ?

>Uchwalałby także dni ku czci "świętych nauki" - np. Dzień Darwina. I z tego, co wiem, takie rzeczy faktycznie się dzieją.

... jako sposób na popularyzację jego idei i przeciwwaga dla religijnego kiczu tak głęboko zakorzenionego w kulturze tego smutnego kraju.
gostyx (347 punktów)
>A to wynika z tego, że świat jest jak matematyka, czy może matematyka budowana jest tak, żeby skutecznie opisywać świat? Ja bym się jednak skłaniał ku temu drugiemu.
Ja bym się z kolei dogłębnie zastanowił, dlaczego abstrakcyjne matematyczne związki pomiędzy równie abstrakcyjnymi pojęciami matematycznymi, które same w sobie nic nie znaczą, są tak użyteczne w opisie otaczającego nas świata.
Nie widzę sensu w zdaniu "matematyka jest budowana tak, aby opisywać otaczający nas świat". Czysta matematyka bada abstrakcje - dopiero później następuje, często niezamierzona, konkluzja, że jakaś abstrakcyjna dziedzina matematyki jest (dziwnym trafem) użyteczna w opisie świata.


True breakthroughs are the outcome of serendipity and are (by definition) unforeseen.
It is misguided to place too much faith in the funding of strategic, highly networked, business-like, results-driven research.
Axel D. Becke
Barbiel (1106 punktów)
>A to wynika z tego, że świat jest jak matematyka, czy może matematyka budowana jest tak, żeby skutecznie opisywać świat? Ja bym się jednak skłaniał ku temu drugiemu.
To nie jest takie oczywiste.
www.scient(*)universe-made-of-math-excerpt/
26-02-2014 00:00 
 Ocena 3 na 3
setarkos (10757 punktów)
>1. Mistycy twierdzą, że Boga doświadczyli - istnieją lub istnieli więc ludzie, którzy Boga "wykryli".
A bo to skończony mistyk może doświadczać czegoś nieskończonego?
No naprawdę - albo mistycy bluźnią, albo ich "Bóg" mierzalny ludzką miarą.
23-02-2014 21:41 
 Ocena 17 na 17
rysiek (4593 punktów)
>(...) Ateista jest więc religijny w tym sensie, że nie potrafi uzasadnić swojego twierdzenia, że Bóg nie istnieje. Jest to tylko wyrazem jego ateistycznej wiary.
Wygodne spreparowanie definicji, i ateizm "pokonany".
24-02-2014 11:56 
 Ocena 5 na 5
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>Ateista jest więc religijny w tym sensie, że nie potrafi uzasadnić swojego twierdzenia, że Bóg nie istnieje.
Tylko że tym sensie to każdy jest ateistą.
10-03-2014 16:14 
 Ocena 3 na 3
Vytautas (4394 punktów)
>Jeżeli ktoś nazywa ateizm religią, to zazwyczaj rozumie religijność nie instytucjonalnie, ale epistemicznie. Ateista jest więc religijny w tym sensie, że nie potrafi uzasadnić swojego twierdzenia, że Bóg nie istnieje. Jest to tylko wyrazem jego ateistycznej wiary.
   No, to spróbuj udowodnić, że nie istnieją krasnoludki. Nie da się tego zrobić, ponieważ nie istnieje definicja krasnoludka. Wszelkie argumenty przeciwko ich istnieniu można "zbić" dokładając jakąś cechę do definicji tego bytu. Na przykład: Nikt krasnoludków nie widział? Ano nie, bo są niewidzialne, albo doskonale przeźroczyste... Właśnie dlatego stosuje się w logice zasadę ciężaru dowodu. To ty masz dowodzić, że bogowie (w tym Bóg) istnieją. Żądanie, abym ja dowodził nieistnienia Boga jest błędem logicznym, jakże często umyślnie popełnianym w erystyce.
worek kości (2937 punktów)
>spróbuj udowodnić, że nie istnieją

Jak masz 3 minuty, to obejrzyj sobie ten filmik (to moja, mniej więcej, odpowiedź):

www.youtube.com/watch?v=dt7Q5cxxqzA

bembergiem w berg
11-03-2014 05:18 
 Ocena 8 na 8
Fizyk (17637 punktów)
> No, to spróbuj udowodnić, że nie istnieją krasnoludki.

Choć nie mnie pytałeś, ale spróbuję.

> Nie da się tego zrobić, ponieważ nie istnieje definicja krasnoludka.

To należy domagać się jej na wstępie, bo bez tego dyskusja jest bezprzedmiotowa.

> Wszelkie argumenty przeciwko ich istnieniu można "zbić" dokładając jakąś cechę do definicji tego bytu.

Ale to będzie już inny byt. Ponadto apologecie krasnoludków pomysły na nowe definicje mogą się wyczerpać. A nawet jeśli się nie wyczerpią, to przy którejś z rzędu nieudanej próbie stanie się oczywistą skuteczność dowodu metodą Kubusia Puchatka: im bardziej zaglądamy, tym bardziej krasnoludków nie ma.

> Na przykład: Nikt krasnoludków nie widział? Ano nie, bo są niewidzialne, albo doskonale przeźroczyste...

Takich krasnoludków na pewno nie ma, bo niewidzialne lub przeźroczyste nie mogłyby widzieć.
11-03-2014 06:34 
 Ocena 1 na 3
Vytautas (4394 punktów)
>> Na przykład: Nikt krasnoludków nie widział? Ano nie, bo są niewidzialne, albo doskonale przeźroczyste...
>Takich krasnoludków na pewno nie ma, bo niewidzialne lub przeźroczyste nie mogłyby widzieć.
   Założyłeś więc, że są materialne. Wystarczy założyć (nie na początku, lecz w trakcie dyskusji), że krasnoludek jest bytem niematerialnym, cokolwiek by to miało znaczyć, a "zbijesz" argument o ślepocie krasnoludków. Nie mówimy przecież o rzetelnym dowodzie, lecz o erystycznej, pseudologicznej sztuczce.
11-03-2014 10:46 
 Ocena 4 na 4
Fizyk (17637 punktów)
> Wystarczy założyć, że krasnoludek jest bytem niematerialnym, cokolwiek by to miało znaczyć, ...

No właśnie, co miałoby to znaczyć?

> ... a "zbijesz" argument o ślepocie krasnoludków.

Wątpię. Jeżeli ta niematerialność ma na celu uniknięcie oddziaływania z materią, to takie krasnoludki są dokładnie takie jakby ich nie było.

> Nie mówimy przecież o rzetelnym dowodzie, lecz o erystycznej, pseudologicznej sztuczce.

I jako taką należy apologetykę krasnoludków obnażać.
11-03-2014 11:18 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
>> Wystarczy założyć, że krasnoludek jest bytem niematerialnym, cokolwiek by to miało znaczyć, ...
>No właśnie, co miałoby to znaczyć?

A gdyby tak pod "krasnoludki" podstawić "osoby prawne"...
Jeśli uznać je za istniejące, to w sensie fizycznym czy niematerialnym?
11-03-2014 17:15 
 Ocena 1 na 1
Fizyk (17637 punktów)
> A gdyby tak pod "krasnoludki" podstawić "osoby prawne"...
> Jeśli uznać je za istniejące, to w sensie fizycznym czy niematerialnym?

Raczej w sensie organizacyjnym.
11-03-2014 18:55 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
> Raczej w sensie organizacyjnym.

Powiedzmy, że istnieją organizacje:
"Allach i spółka" - dywaniki, fajerwerki;
"Krasnoludki s.a." - kefiry, jogurty;
"Trójca Święta" - chrzty, śluby, pogrzeby;
"Gruppenfuhrer WOLF" - wywiad i kontrwywiad...

O ile można rozważać przedmioty ich działalności, o tyle nie ma chyba sensu gmatwać się w ulotność samych nazw, które umieszczają na swych szyldach (swoją drogą kategoria osób prawnych warta by była filozoficznego (a nie tylko prawnego) namysłu - ciekawe czy ktoś to podjął)).

[Przepraszam za wtrącenie, ale w dyskusjach z osobami .. 'uduchowionymi' spotyka się tyle rozbieżności nie do pokonania, że już nie wiadomo co myśleć. Może one startują z innego pułapu (politycznego, biznesowego, organizacyjnego,.. (?)), a nauki okołofizyczne wydają im się, prawie że zbędnym dodatkiem - czarną magią?]
11-03-2014 08:26 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>   No, to spróbuj udowodnić, że nie istnieją krasnoludki. Nie da się tego zrobić, ponieważ nie istnieje definicja krasnoludka.
Istnieje, ale taka, która je obala, "krasnoludek to baśniowa istota".
12-03-2014 06:17 
 Ocena 1 na 1
Vytautas (4394 punktów)
>>   No, to spróbuj udowodnić, że nie istnieją krasnoludki. Nie da się tego zrobić, ponieważ nie istnieje definicja krasnoludka.
>Istnieje, ale taka, która je obala, "krasnoludek to baśniowa istota".
   A co to jest baśniowa istota?
12-03-2014 06:29 
 Ocena 2 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>>>   No, to spróbuj udowodnić, że nie istnieją krasnoludki. Nie da się tego zrobić, ponieważ nie istnieje definicja krasnoludka.
>>Istnieje, ale taka, która je obala, "krasnoludek to baśniowa istota".
>   A co to jest baśniowa istota?
Wymyślona na użytek literatury.
23-02-2014 16:39
 Ocena 26 na 26
farmer (22440 punktów)
>.
>Świętej pamięci forumowiczy - pan Zbysław Śmigielski wyraził kiedyś takie zdanie:
>"Wojujący ateizm to najbardziej skrajna forma religii" i to zdanie pan

Przypomniał mi się dowcip o tym, jak to małżonek chciał powiedzieć do żony: "kochanie, podaj mi sól", a przejęzyczył się i rzekł: "spi....liłaś mi życie"

Czasem zwyczajnie inne słowa nie pasują.
To tyle w kwestii tego po tym jak przeszedłem pełną ścieżkę zdrowia z kościołem.
Jak ktoś oczekuje że odchodząc z kościoła powinienem kupić kwiaty i podziękować to chyba ma nierówno pod sufitem. Na odchodne kościół przygotował mi obiegówkę ( kto był w wojsku lub pracował wie o co chodzi). Chcesz wystąpić to zrobimy ci mały tor przeszkód.

Najpierw starszą człowieka piekłem a jak to nie działa to nazywają go Wojującym Ateistą. O nie, ja nie będę się samobiczował.
23-02-2014 17:07 
 Ocena 8 na 8
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
>>.
>>Świętej pamięci forumowiczy - pan Zbysław Śmigielski wyraził kiedyś takie zdanie:
>>"Wojujący ateizm to najbardziej skrajna forma religii" i to zdanie pan
>Przypomniał mi się dowcip o tym, jak to małżonek chciał powiedzieć do żony: "kochanie, podaj mi sól", a przejęzyczył się i rzekł: "spi....liłaś mi życie

To oczywiste że to projekcja Pana Zbyszka, pasuje też do niej Jego aktualna ksywa
i motto...
tylko intelekt i empatia nie te.
23-02-2014 17:39
 Ocena 31 na 31
SzanownyPan27 (226 punktów)
>Wojujący ateizm to najbardziej skrajna forma religii

Z całym szacunkiem dla Świętej pamięci forumowicza, pozwolę sobie wyrazić swoje zdanie.Każdy, bez różnicy czy byłby członkiem mojej rodziny, osobą umierającą na raka podłączoną do aparatury po wypowiedzeniu czegoś takiego w moim kierunku zostałby potraktowany jako światowej sławy nieuk (tutaj zaznaczam, że średnio mnie interesuje ile dostanę minusów od rozgoryczonych forumowiczów). Nie wierzę w Boga, Krasnoludki, Smerfy i Wróżkę Zębuszkę i sprawę lubię stawiać jasno "A" to "A" a "B" to "B".

Od kiedy pamiętam, za wszelką cenę kreacjoniści próbują zabić naukę tekstami o "Wierze w Ateizm". Darwin to nasz mały papież, księdzem jest Dawkins, a ślepym i zapatrzonym ministrantem jestem Ja.I tak Darwin,Dawkins i oczywiście Ja - sobie wierzymy.Zakładam wisiorek z wizerunkiem Dawkinsa, otwieram "Boga urojonego" i robię to co reszta wierzących - czytam. Nie czytam artykułów, nigdy nie przeczytałem Pisma Świętego żeby wyciągnąć wnioski,nie interesuje mnie nauka fakty i dowody tylko oświeciło mnie Darwinowskie przenajświętsze dzieło "O powstawaniu gatunków".
Od tamtej pory wpatrzony jak w obrazek oglądam swojego księdza w popularnym serwisie internetowym.

Drogi kreacjonisto kiedy Ty w końcu wyłączysz wierzenie, a włączysz myślenie.I potem ktoś mi powie, że religia nie robi papki z mózgu takiemu człowiekowi, że nie wchodzi nikomu do domu, że nie wciska swego obrzydliwego nochala do eutanazji, aborcji, seksu przedmałżeńskiego, do antykoncepcji, do przedszkoli, że nie próbuje wychowywać mi dziecka, że nie pcha się do szkół, że nikt mi nie puka do drzwi z pytaniem czy przyjmę księdza, że muszę znosić obelgi w rodzinie jakim to jestem bezbożnikiem - nawet do kościoła wyjść w niedzielę nie chcę.

Ileż można się nad wami pieścić, słuchać podobnych rzeczy i czytać na racjonaliście podobne cytaty.A już wymieniona deklaracja pana Agnosiewicza

>Chcę to zmienić. Racjonalista popierając ideę państwa świeckiego nie może ograniczać się do nic nie wnoszącej nawalanki do kościół, kler i klerykałów. Będę mocno promował pogłębione rozumienie racjonalizmu, dotykające istoty współczesnych problemów społecznych a nie problemów z bogiem.

Pobrzmiewa tutaj jako strach, tylko przed czym? Więc serwis racjonalista nie jest od tego żeby kreacjonista zastanowił się nad sobą - nad swoim niedouczeniem? Mam go słuchać i grzecznie odpierać jego przedszkolne "argumenty". Prędzej zjem własną czapkę niż będę marnował czas na dyskusję z człowiekiem wierzącym w niewidzialną istotę.Dzisiaj pokusiłem się żeby poczytać trochę o racjonaliście.pl, wpisałem nazwę z dopiskiem "opinie", serwis jest posądzany o to, o czym nie tak dawno wspomniałem nawet w jednym ze swoich tematów, czyli notorycznie kamuflujących się ludzi religijnych podających się za ateistów.Wtedy też ktoś napisał "Niby czemu taki człowiek religijny miałby się tutaj ukrywać?" - właśnie po to, aby takiemu człowiekowi jak ja - ewolucjoniście kraść czas.

Pozdrawiam wszystkich złodziei czasu.

23-02-2014 20:43 
 Ocena 9 na 9
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Wojujący ateizm to najbardziej skrajna forma religii
>Z całym szacunkiem dla Świętej pamięci forumowicza, pozwolę sobie wyrazić swoje zdanie.
Na tym polegają dyskusje na naszym forum.

>Każdy, bez różnicy czy byłby członkiem mojej rodziny, osobą umierającą na raka podłączoną do aparatury po wypowiedzeniu czegoś takiego w moim kierunku zostałby potraktowany jako światowej sławy nieuk (tutaj zaznaczam, że średnio mnie interesuje ile dostanę minusów od rozgoryczonych forumowiczów).
To w takim razie dołączę do nieuków i określę Pańskie wypowiedzi agresywnym ateizmem, do którego wcale nie chcę się przyłączać.

>Nie wierzę w Boga, Krasnoludki, Smerfy i Wróżkę Zębuszkę
To tak jak ja.

> i sprawę lubię stawiać jasno "A" to "A" a "B" to "B".
To tak jak ja.

>Od kiedy pamiętam, za wszelką cenę kreacjoniści próbują zabić naukę tekstami o "Wierze w Ateizm".
Żyję już dosyć długo i wiem, iż ludzie mają przeróżne poglądy i bronią ich tak jak im intelekt pozwala.

>Darwin to nasz mały papież,
A dlaczego nasz? Bardzo cenię sobie rolę Darwina w nauce, ale za żadnego swojego papieża go nie uważam.

>Drogi kreacjonisto
Warto zauważyć, że na tym forum kreacjoniści jednak stanowią zdecydowaną mniejszość.

>Ileż można się nad wami pieścić, słuchać podobnych rzeczy i czytać na racjonaliście podobne cytaty.
Forum Racjonalisty.pl jest otwartym forum i moim zdaniem jest to bardziej jego zaletą niż wadą. Zupełnie też nie przeszkadzają mi tu ani kreacjoniści, ani fideiści, a nawet głupota (wcale ateistom nie obca) dopóki nie zaczyna na naszym forum dominować, a co gorsza panować.

>Prędzej zjem własną czapkę niż będę marnował czas na dyskusję z człowiekiem wierzącym w niewidzialną istotę.
To chyba będzie Pan musiał z tego forum zrezygnować, gdyż tu zawsze takie dyskusje były i sądzę, że nadal będą. Zresztą mnie się wprost marzą dyskusję na poziomie jak np. z panią Beatus, a ona nie jedyną wierzącą inteligentną osobą o dużej wiedzy tu była.

>Dzisiaj pokusiłem się żeby poczytać trochę o racjonaliście.pl, wpisałem nazwę z dopiskiem "opinie", serwis jest posądzany o to, o czym nie tak dawno wspomniałem nawet w jednym ze swoich tematów, czyli notorycznie kamuflujących się ludzi religijnych podających się za ateistów.Wtedy też ktoś napisał "Niby czemu taki człowiek religijny miałby się tutaj ukrywać?" - właśnie po to, aby takiemu człowiekowi jak ja - ewolucjoniście kraść czas.
Może w takim razie lepiej poświęcić czas na lekturę interesujących Pana książek niż podejmować rozmowy na otwartym forum. Warto mieć własne dobrze przemyślane poglądy - nie ukrywać ich, a nawet poprzez komunikatywną artykulację je promować, ale nie wolno ich narzucać innym.

Każdy człowiek ma prawo do własnych poglądów i samodzielnego wypracowywania własnego światopoglądu. Nasze forum jest właśnie inspiracją do takiej intelektualnej pracy nad sobą. Skierowane jest do ludzi poszukujących odpowiedzi, a nie tych, którzy już patent na rację posiedli.

>Pozdrawiam wszystkich złodziei czasu.
Inteligentni ludzie nie pozwalają się okradać. Ja nie czuję się tu okradanym, gdyby tak było już by mnie tu nie było.

Pozdrawiam.

@@@
.
25-02-2014 23:20 
 Ocena 2 na 2
-jad- (18783 punktów)
>>Darwin to nasz mały papież,
>A dlaczego nasz? Bardzo cenię sobie rolę Darwina w nauce, ale za żadnego swojego papieża go nie uważam.

Wyglądało mi to na sarkazm
23-02-2014 20:52 
 Ocena 3 na 3
worek kości (2937 punktów)
>Nie wierzę w Boga

Czy to zdanie jest równoważne twierdzeniu: "Wierzę, że Bóg nie istnieje", czy raczej: "Jestem pewny, że Bóg nie istnieje"?


bembergiem w berg
23-02-2014 21:43 
 Ocena 7 na 7
maniek1 (3407 punktów)
>>Nie wierzę w Boga
>Czy to zdanie jest równoważne twierdzeniu: "Wierzę, że Bóg nie istnieje", czy raczej: "Jestem pewny, że Bóg nie istnieje"?
><
Z całą pewnością, to drugie, ale dodam - KAŻDY BÓG WYMYŚLONY W HISTORII LUDZKOŚCI, NIE TYLKO TEN NAJNOWSZY ŻYDOWSKO-WATYKAŃSKI
23-02-2014 22:08 
 Ocena 2 na 2
worek kości (2937 punktów)
>>>Nie wierzę w Boga
>>Czy to zdanie jest równoważne twierdzeniu: "Wierzę, że Bóg nie istnieje", czy raczej: "Jestem pewny, że Bóg nie istnieje"?
>><
>Z całą pewnością, to drugie

Skąd więc ta pewność?

bembergiem w berg
24-02-2014 06:09 
 Ocena 6 na 6
maniek1 (3407 punktów)

>Skąd więc ta pewność?
>
Z czystej logiki, współczesnej nauki i wiedzy, oraz zdrowego rozsądku.
23-02-2014 21:50 
 Ocena 13 na 13
Polspat (303 punktów)
>>Nie wierzę w Boga
>Czy to zdanie jest równoważne twierdzeniu: "Wierzę, że Bóg nie istnieje", czy raczej: "Jestem pewny, że Bóg nie istnieje"?
Po co roztrząsać i porównywać sens tych zdań? Dla mnie nie ma znaczenia jak ktoś określa swój ateizm. Nie wierzę w boga i koniec kropka. To osoby wierzące próbują nam ateistom udowadniać, że w coś tam wierzymy, nawet jeśli jest to wiara w nie istnienie boga.
Co do wojującego ateizmu to wierzący chcieliby, żeby ateiści siedzieli cicho. Wtedy można byłoby powiedzieć, że ich nie ma.
Wierzący jak głoszą istnienie boga to niosą wiarę, ateiści z kolei twierdzeniem, że boga nie ma, wojują.
23-02-2014 22:09 
 Ocena 3 na 3
worek kości (2937 punktów)
>>>Nie wierzę w Boga
>>Czy to zdanie jest równoważne twierdzeniu: "Wierzę, że Bóg nie istnieje", czy raczej: "Jestem pewny, że Bóg nie istnieje"?
>Po co roztrząsać i porównywać sens tych zdań?

Ponieważ, jak sądzę, racjonalista powinien wiedzieć na jakiej podstawie uznaje prawdziwość jakiegoś zdania.


bembergiem w berg
23-02-2014 22:16 
 Ocena 3 na 3
Piękny Lolo (2082 punktów)
>>>Nie wierzę w Boga
>>Czy to zdanie jest równoważne twierdzeniu: "Wierzę, że Bóg nie istnieje", czy raczej: "Jestem pewny, że Bóg nie istnieje"?

>Po co roztrząsać i porównywać sens tych zdań?

Bo to szalenie ważne, czy wiesz czy wierzysz.
Skoro ktoś wierzy, że Boga nie ma - jest w coś, tu w nieistnienie Boga, wierzącym.
   
24-02-2014 14:44 
 Ocena 11 na 11
DEMONICON (4893 punktów)
Istnieje zasadnicza różnica między "wyobrażenie nieistnienia boga", a "brak wyobrażenia istnienia boga". Ja np. z tych drugich od zawsze. I nawet nie bawię się w spekulacyjne dyskusje, bo nie mam o czym, chyba że jak worek kości, dla treningu umysłu. Wolę basen, czy może fitness?

Pozdrawiam
24-02-2014 14:59 
 Ocena 2 na 2
DEMONICON (4893 punktów)
Najzwyczajniej nie czuję się w żaden sposób przez całe swoje jeszcze nie dość długie życie z bogiem związany, więc po co mam się w to wczuwać.
Oczywiście polityka z bogiem powiązana to już zupełnie inny temat.

Pozdrawiam
24-02-2014 15:54 
 Ocena 2 na 2
Polspat (303 punktów)
>Istnieje zasadnicza różnica między "wyobrażenie nieistnienia boga", a "brak wyobrażenia istnienia boga".
Ateizm jest brakiem wiary w boga lub bogów. Skoro nie wierzę to po co mam wyobrażać sobie nieistniejącego boga lub co jest jeszcze bardziej kuriozalne wyobrażać sobie brak nieistniejącego boga. Dlaczego ateiści mają tłumaczyć się ze sposobu pojmowania świata? Teizm i ateizm będą istnieć obok siebie bez względu na próby udowadniania swoich racji bo to poglądy a nie tezy do udowodnienia.
24-02-2014 16:29 
 Ocena 1 na 1
DEMONICON (4893 punktów)
>Ateizm jest brakiem wiary w boga lub bogów.

Ale to na jakich zasadach i z jakich przyczyn powstał w danym umyśle ateizm nie jest takie oczywiste.

>Skoro nie wierzę to po co mam wyobrażać sobie nieistniejącego boga lub co jest jeszcze bardziej kuriozalne wyobrażać sobie brak nieistniejącego boga.

Czy ktoś tu takiego czegoś oczekuje? JA na pewno nie.
Istnieją różnice w ludzkich umysłach i dlatego też będą istnieć różnice w odczuwaniu własnego ateizmu. Co i tak nie zmieni obiektywnej rzeczywistości. Poznałem wielu ateistów i jestem daleki od ujednolicania, bo nie da się ujednolicić drogi do poglądu pomiędzy otoczeniem, czy posiadaniem innych poglądów. Bardziej skłaniam się do zastanowienia jaki jest umysł ateisty, niż jaka jest logiczna, jedyna, prawdziwa definicja ateizmu. Ateizm ma być stałym elementem danego umysłu, ale umysł jest "zmienny", oscylujący pomiędzy możliwościami, nawet ten ateizm jest ciągany na różne strony. Sądzisz, że rozwadniam, ale fragment umysłowości nie jest cytatem z traktatu filozoficznego. Patrzymy na to z innej strony.

>Dlaczego ateiści mają tłumaczyć się ze sposobu pojmowania świata?

A mają? Ja się nie tłumaczę.

>Teizm i ateizm będą istnieć obok siebie bez względu na próby udowadniania swoich racji bo to poglądy a nie tezy do udowodnienia.

Skłonność do bycia w stadzie jako części stada i skłonność do mocnego indywidualizmu ciągle istnieją obok siebie.

Pozdrawiam
23-02-2014 23:09 
 Ocena 12 na 12
Sygnał (4252 punktów)

>Czy to zdanie jest równoważne twierdzeniu: "Wierzę, że Bóg nie istnieje", czy raczej: "Jestem pewny, że Bóg nie istnieje"?

"Nie mam podstaw do twierdzenia, że Bóg istnieje, więc traktuję go jak każdą inną nieistniejącą rzecz".
worek kości (2937 punktów)
>"Nie mam podstaw do twierdzenia, że Bóg istnieje, więc traktuję go jak każdą inną nieistniejącą rzecz".

Bliżej temu do zawieszenia sądu. No bo przecież jak pojawią się jakieś wiarygodne przesłanki za istnieniem Boga, to zmienisz zdanie?

bembergiem w berg
23-02-2014 23:49 
 Ocena 6 na 6
Sygnał (4252 punktów)
>Bliżej temu do zawieszenia sądu. No bo przecież jak pojawią się jakieś wiarygodne przesłanki za istnieniem Boga, to zmienisz zdanie?

Ależ owszem, nie rzutuje to nijak na moim praktycznym zachowaniu jako światopoglądowy ateista.
24-02-2014 06:13 
 Ocena 8 na 8
maniek1 (3407 punktów)

>Bliżej temu do zawieszenia sądu. No bo przecież jak pojawią się jakieś wiarygodne przesłanki za istnieniem Boga, to zmienisz zdanie?
><
Oczywiście i mam tu na myśli naukowe dowody, potwierdzone wielokrotnymi doświadczeniami, a nie urojenia chorej zakonnicy.
24-02-2014 11:16 
 Ocena 23 na 23
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>>"Nie mam podstaw do twierdzenia, że Bóg istnieje, więc traktuję go jak każdą inną nieistniejącą rzecz".
>Bliżej temu do zawieszenia sądu. No bo przecież jak pojawią się jakieś wiarygodne przesłanki za istnieniem Boga, to zmienisz zdanie?

Oczywiście. Jako osoba racjonalna nie będę negowała oczywistych dowodów, udawała że czarne to białe.
Na razie jednak nikt nie przedstawił przekonującego dowodu, że jakiś bóg istnieje.
Ba, nikt nie przedstawił opisu owego boga który pozwalałby założyć, że może on istnieć.

Np. hebrajskie bóstwo wojny jest opisywane w ST dość zabawnie.
Dzisiejsi chrześcijanie, zwłaszcza Ci bardziej wykształceni, ględzą o istocie transcendentnej, poza czasem i przestrzenią.
A tymczasem JHVH ze Starego Testamentu jest bez wątpienia mężczyzną, posiada różne części ciała, w tym, proszę państwa, dupę, którą co najmniej dwa razy wypina na Izraelitów, w tym raz na samego Mojżesza (bo widok boskiego oblicza podobno zabija).
Można go łatwo oszukać, schować się przed nim, przechytrzyć.
Jego nadnaturalne moce niewiele się różnią od mocy Odynów czy Zeusów. Co chwila coś go zaskakuje, co głupio wygląda, jak się utrzymuje, że się jest wszechwiedzącym a nie potrafi znaleźć dwojga ludzi siedzących w krzakach.
Jego wiedza o świecie, który podobno stworzył (astronomia, fizyka, biologia) nie umywa się nawet do wiedzy staroegipskich kapłanów - do wiedzy współczesnego gimnazjalisty nie ma nawet co porównywać.

Każdy kto każe mi udowadniać nieistnienie JHVH najpierw powinien udowodnić nieistnienie Mitry, Zeusa, Odyna i Krishny. I tysięcy innych bóstw w które wierzyli ludzie przez ostatnie kilkanaście tysięcy lat.
Jeżeli w nich nie wierzy, powinien ta niewiarę uzasadnić - np. dlaczego Jezus mógł być synem dziewicy i zmartwychwstać a Mitra nie?

Chętnie zobaczę dowód na istnienie jakiegokolwiek boga lub bogini. Nie dyskryminuję, może być Allah, może być Mitra, Zeus, może być poczciwy (no dobra, nie taki poczciwy, dość wstręty psychopata) JHVH albo coś czego nazwy nawet nie znam.
Cokolwiek.
Uwierzę jak zobaczę, więc jakby ktoś miał coś do pokazania zamiast mętnych wywodów i nadziej, że się dam nabrać na prymitywne sofizmaty i "argumenty" wymyślane przez gości, którzy uważali, że kobiety biorą się z zawilgoconych męskich płodów a usuwanie brudu z ciała daje łatwiejszy dostęp demonom, to zapraszam.

"We live in times of smart phones and stupid people"
25-02-2014 16:08 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>>Nie wierzę w Boga
> Czy to zdanie jest równoważne twierdzeniu: "Wierzę, że Bóg nie
> istnieje", czy raczej: "Jestem pewny, że Bóg nie istnieje"?

To zależy, czy chcemy temu zdaniu coś dodać od siebie (np. pewną interpretację), uogólnić, odnieść się do Boga lub jego pojęcia bezpośrednio, jak Ty tu sugerujesz itp.

Jeśli jednak nie dajesz zamkniętego zbioru równoważności, można by do tego dodać kilka równoważnych lub zbliżonych do tego zdań:
- chciałbym czasem wierzyć w dobrego Boga, ale (..)
- ludzie w koło mówią o Bogu, ale ja nie odnajduję w sobie, ni na zewnątrz powodu, aby w Niego wierzyć
- nie zastanawiam sie nad Bogiem, mnie Bóg w życiu do niczego nie jest potrzebny
- nie odnajduję w sobie wiary w Boga, doskonale się bez niego obywam
- jestem szczęśliwy nie wierząc w Boga

itp.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
wronowata (160 punktów)
>Dlatego ja wielokrotnie tu powtarzam, że nie jestem ateistą tylko naturalistą ontologicznym i opieram swój światopogląd na sceptycyzmie naukowym.

Sceptycyzm nie jest niepodważalny, lecz jawnie niedorzeczny, bo chce wątpić, gdzie nie można pytać.Wątpliwość może się bowiem tylko tam pojawić,gdzie jest jakieś pytanie; pytanie tylko tam, gdzie jest jakaś odpowiedź; ta zaś tylko tam, gdzie coś może być powiedziane. - Wittgenstein

Myślę, że ateizm jest jednak bardziej zasadny niż naturalizm ontologiczny. W końcu twój pogląd jest pewnego rodzaju paradygmatem. Paradygmat wyjaśniania przekracza samo wyjaśnianie - nie jest nim, lecz zasadą tego wyjaśniania. Jeżeli [paradygmat] sam siebie by ujmował w swoich twierdzeniach to byłby sprzeczny - zgodnie z twierdzeniem Godla - a jeśli nie ujmuje siebie to z kolei jest niezupełny, czyli istnieje coś co jest poza jego kryterium (m.in. on sam).
Zatem znacznie bardziej racjonalny jest ateizm niż naturalizm ontologiczny.

>Muszę przyznać się bez bicia, że jakoś wcale nie bolą mnie epitety: "wojujący ateista","antyklerykał", "bezbożnik", "fanatyk niewiary", a śmieszy przypisywanie sobie postawy agnostycznej...
Postawa agnostyczna jest (w mojej opinii) przynajmniej niesprzeczna ze sobą samą.

>PS. Jestem zdecydowanym antyfideistą, a wierzyć można naprawdę we wszystko. Najgorszą jest zaś ślepa wiara w jedynosłuszność własnych przekonań. Tylko konieczność przedstawiania racjonalnych argumentów na całość swoich twierdzeń może nas bronić przed własną głupotą.

Czy wierzysz zatem swoim zmysłom, metodzie naukowej etc.?
23-02-2014 20:30 
 Ocena 4 na 4
setarkos (10757 punktów)
>Sceptycyzm nie jest niepodważalny, lecz jawnie niedorzeczny, bo chce wątpić, gdzie nie można pytać (..)
A jeśli wątpi tylko tam, gdzie pytania dozwolone?
23-02-2014 21:01 
 Ocena 1 na 1
wronowata (160 punktów)
>>Sceptycyzm nie jest niepodważalny, lecz jawnie niedorzeczny, bo chce wątpić, gdzie nie można pytać (..)A jeśli wątpi tylko tam, gdzie pytania dozwolone?
>
Pytanie zasadne, ale nie w przypadku ontologicznego naturalizmu w odniesieniu do spraw metafizycznych
23-02-2014 21:22 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>>>>Dlatego ja wielokrotnie tu powtarzam, że nie jestem ateistą tylko naturalistą ontologicznym i opieram swój światopogląd na sceptycyzmie naukowym.
>Sceptycyzm nie jest niepodważalny, lecz jawnie niedorzeczny, bo chce wątpić, gdzie nie można pytać.Wątpliwość może się bowiem tylko tam pojawić,gdzie jest jakieś pytanie; pytanie tylko tam, gdzie jest jakaś odpowiedź; ta zaś tylko tam, gdzie coś może być powiedziane. - Wittgenstein
Czy na pewno tu Wittgenstein myślał o tym samym sceptycyzmie naukowym, o którym ja piszę?

>Myślę, że ateizm jest jednak bardziej zasadny niż naturalizm ontologiczny.
A czym dla Pani jest "ateizm", a czym "naturalizm ontologiczny"?

>W końcu twój pogląd jest pewnego rodzaju paradygmatem.
Na pewno?
Ateizm jest tylko przekonaniem o nieistnieniu nadrzeczywistości i może mieć przeróżną podbudowę intelektualną. Nawet najbardziej prymitywną bezrefleksyjną wiarę w nieistnienie jakiegoś tam boga.
Zaś: Naturalizm ontologiczny jest związany z naturalizmem metodologicznym i głosi, że za realnie istniejące wolno nam uznać wyłącznie te byty, które mogą być poznane przy uwzględnieniu naturalistycznych zasad metodologicznych. Naturalizm ontologiczny nie wyklucza więc a priori istnienia jakichkolwiek bytów, przyjmuje natomiast, że istnienie to możemy prawomocnie stwierdzić o tyle tylko, o ile byty te są nam bezpośrednio lub pośrednio dostępne w jakimś doświadczeniu poddającym się intersubiektywnie zrozumiałemu opisowi oraz o ile twierdzenia składające się na taki opis zostaną sprawdzone w sposób intersubiektywnie dostępny. Ponieważ współczesne nauki empiryczne, a zwłaszcza nauki przyrodnicze w największym stopniu czynią zadość wymogom naturalizmu metodologicznego, więc naturalizm ontologiczny przyjmuje, że nauki te dostarczają nam najbardziej wiarygodnej i adekwatnej wiedzy na temat rzeczywistości - tego, co istnieje. Dla mnie więc jest tylko stanowiskiem ontologicznym (choć odrzucającym zasadność metafizyki jako wiedzy o bytach, gdy tylko jeden byt istnieje {monizm}). Natomiast Pani prawdopodobnie pomyliła go sobie z bliskim mu, ale nie tożsamym, naturalizmem metodologicznym, o którym Piotr Bylica który pisze:
Naturalizm metodologiczny jako konieczny warunek naukowości
Zgodnie z postulatem naturalizmu metodologicznego świat przyrody, włączając ludzi, wyjaśnia się w nauce jedynie przy pomocy pojęć odnoszących się do przedmiotów i procesów występujących w przyrodniczym porządku przyczynowym. Nie stosuje się żadnych odwołań do czynników nadnaturalnych czy transcendentnych wobec przyrody.


>Zatem znacznie bardziej racjonalny jest ateizm niż naturalizm ontologiczny.
Zatem wydaje mi się, że niezbyt dobrze to Pani przemyślała zanim napisała.

>Postawa agnostyczna jest (w mojej opinii) przynajmniej niesprzeczna ze sobą samą.
Bardzo cenię sobie Szanownej Pani opinię, ale jednak zdecydowanie bardziej zgadzam się z opinią prof. Stanosz: (...) nie można dowieść nieistnienia żadnych, najbardziej nawet fantazyjnych obiektów (...) Jednakże nauka nie pretenduje do pewności; jej twierdzenia i teorie składowe mogą zostać podważone. Jest tu więc miejsce na agnostyczne "Nie wiem" - zarówno w sprawie chrześcijańskiego Boga, jak i w sprawie greckiego Zeusa (ale także Baby Jagi, Świętego Mikołaja itd.). I tak właśnie, tj. mitologicznie interpretują twierdzenia teistyczne racjonaliści, którzy deklarują się jako agnostycy.

>Czy wierzysz zatem swoim zmysłom, metodzie naukowej etc.?
Napisałem, że jestem naturalistą ontologicznym i chyba z tego wynikają jakieś konsekwencje, a ja mam stary zwyczaj zastanawiania się nad tym co upubliczniam.
(...) język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,557342#w558190

Pozdrawiam.

@@@
.
25-02-2014 15:36 
 Ocena 1 na 1
wronowata (160 punktów)
>Czy na pewno tu Wittgenstein myślał o tym samym sceptycyzmie naukowym, o którym ja piszę?

Nie wiem o jakim sceptycyzmie naukowym ty piszesz, ale podpieram się 'powszechnym' rozumieniem tego terminu; czyli aby coś uznać za zdanie nauki musi spełniać zasady 'krytycznego myślenia' oraz 'metody naukowej'.
Jeżeli używane przez ciebie pojęcie ma inne znaczenie, to wówczas musiałbyś je przedstawić.

Nie wiem o czym myślał Wittgenstein, napisał jednak, że:
Do odpowiedzi, której nie można wyrazić, nie można też wyrazić pytania. Wielka zagadka nie istnieje. Jeżeli jakieś pytanie da się w ogóle postawić, to można też na nie odpowiedzieć.
oraz:
Poprawna metoda filozofii byłaby właściwie taka: Nie mówić nic poza tym, co się da powiedzieć, czyli poza zdaniami nauk przyrodniczych - a więc nic poza tym, co z filozofią nie ma nic wspólnego; a gdyby potem ktoś chciał powiedzieć coś metafizycznego, wykazać mu, że pewnym znakom nie nadał w swoich zdaniach żadnego znaczenia. Byłaby to dla niego metoda niezadowalająca - nie miałby po-czucia, że uczymy go filozofii - ale jedyna ściśle poprawna.

Jednocześnie zgodnie z tezami przedstawionymi przez niego wcześniej [przed tymi przytoczonymi i wraz z nimi] napisał:

Tezy moje wnoszą jasność przez to, że kto mnie rozumie, rozpozna je w końcu jako niedorzeczne;gdy przez nie - po nich - wyjdzie ponad nie.(Musi niejako odrzucić drabinę, uprzednio po niej się wspiąwszy.)Musi te tezy przezwyciężyć, wtedy świat przedstawi mu się właściwie.

Kończąc całą rozprawę zdaniem:

O czym nie można mówić, o tym trzeba milczeć.

Myślę więc, że myślał właśnie o tym sceptycyzmie, tym bardziej, że podpierasz się tu naturalizmem metodologicznym.
Niewykluczanie istnienia nierealnego bytów jest tworzeniem metafizyki. Mówiąc inaczej, naturalizm ontologiczny nie wyklucza istnienia nierealnego pegaza, ale za uznanie go za byt realny wymagane jest spełnienie zasad obowiązujących w paradygmacie naukowym.

Pogląd taki sam sobie zaprzecza. Zgodnie z protagorasowym "byt jest, niebytu nie ma". Albo coś więc istnieje, albo nie. Innej opcji nie ma. Nie można istnieć "połowicznie". Jeżeli zatem cokolwiek da się powiedzieć, to da się to wyrazić w zdaniach języka nauki. Choćby wspomnianego pegaza - faktem jest to, że albo on istnieje, albo nie - ale to nie mówi nam nic o świecie jako takim.

Jeżeli uznajesz, za przytoczoną definicją, że tak się sprawy mają w przypadku naturalizmu ontologicznego, to właśnie wpadasz w taką pułapkę - starasz się powiedzieć, że może istnieć coś, co jednocześnie istnieć nie może. Jest to nic innego jak zdanie z zakresu metafizyki.

W tym przypadku pojawia się też możliwość popadnięcia w paradoks kłamcy np: "To zdanie jest fałszywe". "To zdanie jest prawdziwe, jedynie wówczas gdy jest fałszywe". Właśnie z tego powodu odnoszę się -może niefortunnie- do twierdzenia Godla o niezupełności systemów aksjomatycznych. Albo popada się w sprzeczność, albo nie można określić całokształtu zdarzeń.

Naturalizm ontologiczny - w rozumieniu przedstawionym przez ciebie - stara się niejako doprowadzić do sytuacji w której wilk jest syty, a owca cała. Zgodnie jednak z wewnętrzną strukturą logiczną teza taka jest niedorzeczna - o czym napisał Wittgenstein. Dlatego naturalizm ontologiczny jest "niewypowiadalny" (bez wikłania się w sprzeczności) w przeciwieństwie do agnostycyzmu lub ateizmu (w określonych formach).

Sam naturalizm ontologiczny jest też stanowiskiem, jest więc jakimś paradygmatem uznawania tego co istnieje, od tego co nie istnieje. Jako stanowisko, jest czymś metafizycznym - chyba, że potrafisz samo to stanowisko (jako istniejące) wypowiedzieć za pomocą zdań obserwacyjnych. Stanowisko to jest samo w sobie aprioryczne, a więc będące poza doświadczeniem.

Jednak mogę się mylić w swoich rozważaniach i błędnie interpretować twoją wypowiedź i pleść trzy po trzy. Jeśli tak, to wybacz moją ignorancję i brak poświęcenia czasu na dokładne przeanalizowanie tego co piszesz - dopiero raczkuję w zagadnieniach filozofii. Jeżeli więc tak jest to myślę, że jesteś w stanie to wytłumaczyć na tyle prosto bym jednak ciebie zrozumiała.
25-02-2014 20:52 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>(...) dopiero raczkuję w zagadnieniach filozofii. Jeżeli więc tak jest to myślę, że jesteś w stanie to wytłumaczyć na tyle prosto bym jednak ciebie zrozumiała.
Miałem w życiu dziwny zwyczaj, że dochodzenie do każdego kawałka wiedzy lubiłem zaczynać od elementarza i pozwoli Pani, że tu też elementarz zaproponuję:
W zamierzchłej przeszłości pierwsze systemy światopoglądowe budowali ówcześni mędrcy - szamani, czarownicy i magowie. Później wraz ze wzrostem złożoności stosunków społecznych powstawały coraz bardziej skomplikowane religijne kosmogonie (ideologiczne nadbudowy ziemskich struktur politycznych) przedstawiane przez proroków i kapłanów. Miłośnicy mądrości, filozofowie zastanawiali się nad tym co jest bytem, a co nim nie jest i jakie są przyczyny jego istnienia? Nad stosunkiem ducha do materii i nad tym co jest pierwotne? Nad możliwościami poznania świata - podstawowymi pojęciami, strukturą i rolą wiedzy ludzkiej - oraz zasadami kierującymi tym wszystkim? Większość z nich swoje przemyślenia zapisywało, sporo czas oszczędził i dzięki temu mamy teraz do dyspozycji przeogromne ich zbiory. Wykorzystując je możemy dążyć szlakami wytyczonymi przez prekursorów lub po dokonując analiz, syntez i wyborów pójść własną drogą.*

Nie wolno zapominać przy tym, że profetyczne wizje i intelektualne hipotezy myślicieli weryfikowała biegnąca równolegle praktyczna działalność człowieka. A także o tym, że choć ten bieg był równoległy to nigdy nie prowadził on po liniach prostych, a raczej przypominał wznoszącą się spiralę i ponadto jeszcze często ulegał skomplikowanym zawirowaniom. Od początków istnienia homo sapiens, na przestrzeni wielu wieków wyniki rozumowania poddawane były ostrym kryteriom praktyki, co pozwalało na stały przyrost empirycznego poznania, a w konsekwencji coraz lepsze zrozumienie otaczającej rzeczywistości. I dlatego - pomimo tego, że znakomita większość ludzkości opierała swą wiedzę ogólną na wierze (w całym bogactwie różnorodności religii i czczonych bogów) i czasowych zwycięstw różnych ideologii - w dłuższej perspektywie zawsze wygrywa nauka.

Dziś stoimy na najwyższym (z dotychczasowych, gdyż stale następuje przyrost) naukowym poziomie poznania zasad rządzących wszechświatem. Równocześnie następuje stały wzrost poziomu technologicznego (w tym budowy nowych narzędzi poznawczych) będącego wynikiem sprzężenia zwrotnego pomiędzy teorią a praktyką. Dlatego też, pomimo świadomości uczonych o istniejącym nadal ogromie ich niewiedzy, obszary dla bytów (szczególnie tych inteligentnych) istniejących poza możliwościami ludzkiego zrozumienia i poznania kurczą się gwałtownie.

Przypis:

* W europejskiej cywilizacji filozofia jest matką wszelkich nauk i w czasach, gdy nauki przyrodnicze nie potrafiły udzielić zadawalających odpowiedzi na wiele podstawowych pytań jej inspirująca intelektualnie rola była ogromna, ale wraz z postępem naturalistycznej wiedzy jej kreatywność zmniejszała się i dziś sytuacja odwróciła się na tyle, iż trudno mówić o rzetelnym uprawianiu filozofii bez głębokiej znajomości aktualnego dorobku nauki. Część uczonych nawet wątpi, czy można filozofię zaliczać do nauki skoro nie stosuje ona naukowej metodologii, a stosowane przez nią pojęcia są często tak rozmyte i niedookreślone, iż nie można w sposób sensowny zastosować do niej logiki.

Ostro, choć w dużym stopniu zasadnie ocenia filozofię prof. Bernard Korzeniewski w książce Trzy ewolucje: Wszechświata, życia, świadomości. Kraków 1998. - Istnieje pewna istotna różnica pomiędzy nauką i filozofią. O ile rozwój nauk ścisłych jest kumulatywny to znaczy nowa wiedza nie zastępuje wiedzy już posiadanej, lecz jest do niej dodawana, stanowi jej uzupełnienie i rozwinięcie, to w filozofii, mówiąc w niewielkim uproszczeniu, trzeba ciągle zaczynać od nowa. Jeżeli przyrodnik próbuje wypowiadać się na tematy filozoficzne, to często zarzuca mu się niekompetencję, bo np. nie orientuje się on w subtelnościach systemu filozoficznego pana X lub też nie zna pięćdziesięciu wyróżnionych rodzajów tautologii. Pytanie tylko, czy taka wiedza jest mu na cokolwiek potrzebna? Albowiem filozofia, tracąc kontakt z rzeczywistością, zaczyna coraz bardziej zajmować się samą sobą, swoimi wytworami i ustanowionymi przez tradycję schematami, otorbia się w autystycznej izolacji od świata. Aby osiągnąć w niej coś nowego, rozsądne wydaje się więc pozbycie się całego tego balastu i zaczęcie od podstaw, od wiedzy pojęć i paradygmatów oferowanych przez nauki przyrodnicze. Ale zgadzając się, że grzechem filozofii, jest dowolność spekulacji, brak weryfikowalności twierdzeń, tworzenie pojęć pustych (hipostaz), co generalnie sprowadza się po prostu do braku jakiejkolwiek wiarygodnej metodologii, a nawet, że Mimo z górą dwóch tysięcy lat istnienia filozofia zachodnia nie doczekała się rozwiązania żadnego ze swych najbardziej podstawowych problemów, ani też nie dopracowała zadowalających kryteriów oceny czy selekcji poszczególnych koncepcji filozoficznych. To należy uznać jej niekwestionowany dorobek w zakresie metodologii nauki (teorii poznania), obejmujący kryteria ścisłości języka i logiczną zasadność twierdzeń. Ważną też jest jej rola scalająca całość naszej wiedzy o wszechświecie wraz z możliwościami i sposobami jego poznania (światopoglądowa) oraz dyscypliny stawiającej pytania najważniejsze: o naturę tego wszystkiego co istnieje. Dlatego jej znaczenie jest nadal ogromne i trudno byłoby bez filozofii się obejść.


Pisałem tu wielokrotnie o swoim stosunku do filozofii, który lapidarnie można opisać tak. Oczywiście, że filozofia na podobieństwo budowli wymaga fundamentów i cegieł, ale istotą filozofowania jest myślenie twórcze, a nie odtwórcze.

CDN

@@@
.
25-02-2014 20:55 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>>>>Czy na pewno tu Wittgenstein myślał o tym samym sceptycyzmie naukowym, o którym ja piszę?
>Nie wiem o jakim sceptycyzmie naukowym ty piszesz, ale podpieram się 'powszechnym' rozumieniem tego terminu; czyli aby coś uznać za zdanie nauki musi spełniać zasady 'krytycznego myślenia' oraz 'metody naukowej'.
(Wielce Szanowna Pani, chcąc prowadzić z kimś rozmowę należy zachować choćby do tej osoby minimalny szacunek. Nie jest Pani moją nawet studentką więc nie śmiem inaczej niż przez Pani się do Pani zwracać. Możliwe, że Pani kultura rozmów się z netykiety, a nie z domu wywodzi, ale nawet wtedy wypada "ty" pisać dużą literą.)
Za bardzo nie wiem co to znaczy "powszechne rozumienie terminu", ale za moich czasów, gdy ktoś zgadzał się z rozumieniem słownikowym, to nie istniała jego potrzeba definiowania, a ja się zgadzam.

>Jeżeli używane przez ciebie pojęcie ma inne znaczenie, to wówczas musiałbyś je przedstawić.
Mamy teraz podręczną Wikipedię, a tam można przeczytać o rozróżnianiu sceptycyzmu naukowego i filozoficznego: pl.wikipedia.org/wiki/Sceptycyzm

>Nie wiem o czym myślał Wittgenstein, napisał jednak, że:
>(...) Myślę więc, że myślał właśnie o tym sceptycyzmie, tym bardziej, że podpierasz się tu naturalizmem metodologicznym.
Ja też nie wiem o czym myślał Wittgenstein, tym bardziej, że jego myśl podlegała zbyt mocnym ewolucjom, ale jako filozof raczej myślał o sceptycyzmie filozoficznym.
Stary już jestem, ale jeszcze żadne podpórki nie są konieczne i nie stosuję takowych.

>Niewykluczanie istnienia nierealnego bytów jest tworzeniem metafizyki.
Zupełnie nie rozumiem znaczenia tego zdania? Jest dla mnie treściowo puste.
"Naturalizm ontologiczny jest związany z naturalizmem metodologicznym i głosi, że za realnie istniejące wolno nam uznać wyłącznie te byty, które mogą być poznane przy uwzględnieniu naturalistycznych zasad metodologicznych".

>Mówiąc inaczej, naturalizm ontologiczny nie wyklucza istnienia nierealnego pegaza, ale za uznanie go za byt realny wymagane jest spełnienie zasad obowiązujących w paradygmacie naukowym.
A skąd Pani tak pogląd powzięła? Ja jednak rozumiem, iż zdecydowanie wyklucza, tyle że nie a priori.
"Naturalizm ontologiczny nie wyklucza więc a priori istnienia jakichkolwiek bytów, przyjmuje natomiast, że istnienie to możemy prawomocnie stwierdzić o tyle tylko, o ile byty te są nam bezpośrednio lub pośrednio dostępne w jakimś doświadczeniu poddającym się intersubiektywnie zrozumiałemu opisowi oraz o ile twierdzenia składające się na taki opis zostaną sprawdzone w sposób intersubiektywnie dostępny."
>Pogląd taki sam sobie zaprzecza.
Tak, najpierw zbudowała Pani sobie jakiś pogląd, a później stwierdza Pani, że sam sobie zaprzecza.

>Zgodnie z protagorasowym "byt jest, niebytu nie ma". Albo coś więc istnieje, albo nie. Innej opcji nie ma. Nie można istnieć "połowicznie". Jeżeli zatem cokolwiek da się powiedzieć, to da się to wyrazić w zdaniach języka nauki. Choćby wspomnianego pegaza - faktem jest to, że albo on istnieje, albo nie - ale to nie mówi nam nic o świecie jako takim.
Pegaz jest Pani fantazją, a naturalizm łączy się z monizmem, czyli uznaniem istnienia tylko tego co jest i co daje potwierdzić przy pomocy zmysłów, a więc w tym kontekście nawet dyskusje o bycie są bezzasadne. Jest tylko, to co jest. Oczywiście może spekulatywnie istnieć "jeszcze coś", ale aby można było w ogóle rozważać jego istnienie jest konieczność przedstawienia na to dowodów. Ja tu sprzeczności nie dostrzegam.

>Jednak mogę się mylić w swoich rozważaniach i błędnie interpretować twoją wypowiedź i pleść trzy po trzy.
Tak mi się przynajmniej wydaje, ale oczywiście mogę być w błędzie.

>Jeśli tak, to wybacz moją ignorancję i brak poświęcenia czasu na dokładne przeanalizowanie tego co piszesz - dopiero raczkuję w zagadnieniach filozofii. Jeżeli więc tak jest to myślę, że jesteś w stanie to wytłumaczyć na tyle prosto bym jednak ciebie zrozumiała.
Nie sądzę abym był zdolny to Pani wytłumaczyć. Przedstawiłem swój punk widzenia najjaśniej jak potrafię i bez wymyślnego kręcenia.

Miłego dnia.

@@@
.
25-02-2014 22:23 
 Ocena 4 na 4
wronowata (160 punktów)
Przepraszam za użycie pojęcia "ty", szczerze mi głupio i bynajmniej nie przez uwagę, ale swoją nieuwagę. Skoro o uprzejmościach mowa: jeżeli sobie życzysz będę używała pojęcia "Pan" zwracając się do Ciebie. Proszę jednak do mnie wciąż nie zwracać się per "Pani" niczyją panią się nie czuję - jesteśmy wolnymi ludźmi.

Rzeczywiście, Wittgenstein odnosił się właśnie do sceptycyzmu filozoficznego, jednak myślę, że samo określenie "naturalizm ontologiczny" jak również "monizm" są pojęciami filozoficznymi.
Sceptycyzm naukowy - jako podejście - rozumiem również jako ugruntowane podejście metodologiczne, nie będące po prostu "niedowiarstwem", a zatem rozumiem go jako pewnego rodzaju konstrukt, chcąć nie chcąc, filozoficzny i oparty na empiryzmie. Do tego nie sposób uprawiać nauki i jej krytyki inaczej niż tworząc pewne pojęcia, które zawsze skrywają jakąś ukrytą metafizykę. Sprawę jednak jeszcze przemyślę.
25-02-2014 23:52 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Przepraszam za użycie pojęcia "ty", szczerze mi głupio i bynajmniej nie przez uwagę, ale swoją nieuwagę.
Przeprosiny przyjęte.

>Skoro o uprzejmościach mowa: jeżeli sobie życzysz będę używała pojęcia "Pan" zwracając się do Ciebie.
Jeżeli Pani chce ze mną rozmawiać jeszcze to proszę o to. Jest to forma, której używam w stosunku do wszystkich na naszym forum.

>Proszę jednak do mnie wciąż nie zwracać się per "Pani" niczyją panią się nie czuję - jesteśmy wolnymi ludźmi.
Ależ ja też czuję się człowiekiem wolnym, tyle że ukształtowanym w polskiej kulturze, a tu od wieków takiej formy szacunku w stosunku o osób obcych się używało i moim zdaniem małpowanie amerykańskiej kultury, gdy ma się własną jest tak samo żenujące, jak jeszcze niedawno było małpowanie kultury radzieckiej. Gdy dawno temu byłem studentem I roku, to profesorowie o światowym dorobku przez per pan się do mnie zwracali i tak mi już pozostało. Gdy Pani to tak bardzo przeszkadza, to tu nie ma obowiązku rozmawiania z każdym. Może Pani mnie z grona swoich rozmówców wykluczyć.

>Rzeczywiście, Wittgenstein odnosił się właśnie do sceptycyzmu filozoficznego, jednak myślę, że samo określenie "naturalizm ontologiczny" jak również "monizm" są pojęciami filozoficznymi.
Tak, są to pojęcia filozoficzne, ale nasza tu rozmowa nie jest dyskusją filozoficzną i nie ograniczamy się tylko do pojęć filozoficznych.

>Sceptycyzm naukowy - jako podejście - rozumiem również jako ugruntowane podejście metodologiczne, nie będące po prostu "niedowiarstwem",
Właśnie plus minus opisała różnicę pomiędzy jednym, a drugim sceptycyzmem i warto było zauważyć, iż ja pisałem o jednym, a Wittgenstein o drugim.

>a zatem rozumiem go jako pewnego rodzaju konstrukt, chcąc nie chcąc, filozoficzny i oparty na empiryzmie.
Przedmiotem rozważań filozoficznych może być niemal wszystko (a "niemal" to tylko dlatego, że może ktoś wymyśli co być nie może) Sceptycyzm naukowy, to zdefiniowanie praktycznej postawy przyjmowanej przez większość społeczności naukowej. Tylko i aż tyle.

>Do tego nie sposób uprawiać nauki i jej krytyki inaczej niż tworząc pewne pojęcia,
Już nie pamiętam, który z wielkich polskich filozofów na pytanie o dorobek życia odpowiedział: "Ot uporządkowałem parę pojęć". Z tworzeniem pojęć, które zostają powszechnie przyjęte i podobnie rozumiane, wcale nie jest tak łatwo i dlatego dopóki to możliwe posługujmy się pojęciami już przyjętymi, choć czasem można dorzucić własne - specyficzne dla swojego rozumowania - jego rozumienie.

>które zawsze skrywają jakąś ukrytą metafizykę.
Ja jednak rozwiązania w epistemologii raczej bym szukał.

>Sprawę jednak jeszcze przemyślę.
Zdecydowanie to zawsze warto i dlatego nasze forum jest dla mnie inspiracją do permanentnych przemyśleń.

Pozdrawiam.

@@@
.
26-02-2014 16:23 
 Ocena 1 na 1
wronowata (160 punktów)
>>(...) tu od wieków takiej formy szacunku w stosunku o osób obcych się używało i moim zdaniem małpowanie amerykańskiej kultury, gdy ma się własną jest tak samo żenujące, jak jeszcze niedawno było małpowanie kultury radzieckiej.

Każde bezrefleksyjne powtarzanie pewnych zwyczajów może być żenujące. Raczej nie pochylimy się nad zdaniem osoby niewierzącej, która powie, że chodzi do kościoła gdyż została ukształtowana w kulturze Polskiej, a tu od wieków się to robi.
Oczywiście rozumiem co Pan ma na myśli, po prostu chciałam zaprotestować przed sprowadzaniem wszelkich innych form zwracania się do bezmyślnego małpowania.
... a wykluczyć z grona rozmówców zawsze można. Uważam jednak, że większą wartość ma treść rozmowy niż jej forma.

>>Tak, są to pojęcia filozoficzne, ale nasza tu rozmowa nie jest dyskusją filozoficzną i nie ograniczamy się tylko do pojęć filozoficznych.
Dlatego odniosłam się tylko do tej części wypowiedzi, która miała odniesienie do filozofii.

>>Ja jednak rozwiązania w epistemologii raczej bym szukał.
Problemem każdej epistemologii jest to, że zawsze ma już (nawet milcząco założoną) pewną teorię bytu; czy istnieje możliwość uprawiania czystej epistemologii?

Choć sama dyskusja jest niefilozoficzna, albo nie-tylko filozoficzna, chciałabym spróbować zrekonstruować tą część, która miała przede wszystkim wymiar filozoficzny.

Rozumiem, że stoi Pan na stanowisku naturalizmu w ujęciu monistycznym, przy czym zakładam, że jest to raczej monizm fenomenów, które do tego powinny być intersubiektywnie komunikowalne - zatem znika problem qualiów.
W dzisiejszym czasie nie mamy możliwości aby dowiedzieć się "Jak to jest być nietoperzem". W myśl intersubiektywnej komunikowalności i uznanie, że tylko o takich bytach możemy prawomocnie stwierdzać. Monizm fenomenów zostaje sprowadzony do monizmu informacyjnego - informacja w przeciwieństwie do qualiów może zostać przekazana komuś innemu, może być współ-przetwarzana i współ-wymieniana.
Oczywiście nie wiem czy Pana rozumienie idzie w tym kierunku - spodziewam się jednak, że jest to pewna możliwa interpretacja Pana poglądów, tym bardziej, że nigdzie nie napisał Pan, że jest materialistą, a jedynie to, że uznaje naukowe poznanie za podstawę orzekania o tym co istnieje.
Zastanawiam się, jeżeli moje rekonstrukcja zaprezentowanego przez Pana stanowiska jest poprawna, czy w rzeczywistości w takim przypadku mamy do czynienia z monizmem. Mimo wszystko pojawia się w tym przypadku dualizm "informacji" (fenomenu) i "rozumienia". Rozumienie jest zawsze wykraczaniem poza aktualny fenomen (informację) i jest niejako transcendentne wobec niej samej. Wówczas musimy przyznać, że pewne rzeczy są rozumiane same przez się - bez odnoszenia się do metody naukowej, a co więcej nie dają się do niej sprowadzić.
Jak zmierzyć czyjeś uczucia np. smutek? Albo porównać je względem siebie? Dzisiaj tego przynajmniej nie potrafimy, możemy tylko wierzyć, że będzie inaczej.

Dlatego zastanawiam się czy jednak ateizm, nie jest bardziej zasadny. Nie zakłada (z konieczności) przecież monizmu, a także nie istnienia jakieś nadrzeczywistości, czy transrzeczywistości (np. rzeczywistości wyrozumowanej - zrozumiałej "ze-względu-na projektujacy się charakter rozumienia"). Tylko uznaje, że pewnego rodzaju byty "nadrealne" istnieć nie mogą.
W przypadku naturalizmu ontologicznego nie przekraczamy przecież dualizmu: "tego co jest" i "tego co się być wydaje", a tylko go ukrywamy - choćby uznając rzeczy za oczywistą oczywistość (np. samoświadomość innych). Zatrzymując się tylko na fenomenie właściwie nic nie mamy, bez rozumienia fenomenu (lub rozumowania na bazie fenomenu) nie moglibyśmy w nauce nic orzekać. Czym są czyste informacje, bez ich interpretacji? Czy interpretacja ma ten sam status ontologiczny co informacja? Epistemologiczny wydaje się mieć różny.
Czy zatem świadomy ateizm jako postawa światopoglądowa (ale nie naukowa) nie jest bardziej zasadny?
Chciałabym przytoczyć tutaj jeszcze raz nieszczęśliwie cytowanego wcześniej Wittgensteina:

Sens świata musi leżeć poza nim. W świecie wszystko jest tak, jak jest, i dzieje się, jak się dzieje; nie ma w nim żadnej wartości - a gdyby była, to nie miałaby wartości. Jeżeli jest jakaś wartość, która ma wartość, to musi leżeć poza wszystkim, co się dzieje i zachodzi. Albowiem wszystko, co dzieje się i zachodzi, jest przypadkowe. Co zaś czyni je nieprzypadkowym, nie może być w świecie, bo wtedy byłoby znowu przypadkowe. Musi leżeć poza światem.

Zatem pytanie czy racjonalista - który ma misję nauczania - może być konsekwentnie naturalistą ontologicznym, czy z konieczności tego, że coś ma dla niego wartość jednak musi stać się "religijny"?

Przyznam, że z lekką obawą zamieszczam swoją odpowiedź - gdyż może znów coś namieszałam. Mam nadzieję, że teraz wyłożyłam jaśniej swoją przemyślenia.

P.S. Proszę wybaczyć moją interpunkcję (czy też jej brak) - przecinki nie są moją mocną stroną.
27-02-2014 14:05 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)

.
>Uważam jednak, że większą wartość ma treść rozmowy niż jej forma.
Jestem starszym już panem i forma dla mnie też ma znaczenie.

>>>>Tak, są to pojęcia filozoficzne, ale nasza tu rozmowa nie jest dyskusją filozoficzną i nie ograniczamy się tylko do pojęć filozoficznych.
>Dlatego odniosłam się tylko do tej części wypowiedzi, która miała odniesienie do filozofii.
I tu mamy już problem, gdyż dla mnie znajomość filozofii ma podrzędne znaczenie, gdyż nie filozofia, a nauka ma zasadniczy wpływ na kształt mojego światopoglądu.

>Choć sama dyskusja jest niefilozoficzna, albo nie-tylko filozoficzna, chciałabym spróbować zrekonstruować tą część, która miała przede wszystkim wymiar filozoficzny.
>Rozumiem, że stoi Pan na stanowisku naturalizmu w ujęciu monistycznym,
Nie! Stoję na stanowisku, że istniejąca obiektywnie rzeczywistość jest - przez ludzkie umysły za pośrednictwem zmysłów uzbrojonych w narzędzia intelektualne i materialne - poznawalna, choć jeszcze całkowicie nie poznana. Istniejąca obiektywnie rzeczywistość jest materialna według definicji: "Materia jest filozoficzną kategorią, która dana jest człowiekowi we wrażeniach, którą nasze wrażenia kopiują, fotografują, odzwierciedlają, a która istnieje niezależnie od nich"

>przy czym zakładam, że jest to raczej monizm fenomenów, które do tego powinny być intersubiektywnie komunikowalne - zatem znika problem qualiów.
Nie! Stoję na stanowisku, że "Umysł jest funkcją mózgu".

>W dzisiejszym czasie nie mamy możliwości aby dowiedzieć się "Jak to jest być nietoperzem".
Istniejąca obiektywnie rzeczywistość jest poznawalna, ale to wcale nie znaczy, iż poznana, a nawet, że kiedykolwiek będzie poznana. Nowe ustalenia rodzą nowe pytania i to właśnie w nauce jest fascynujące. Nie wiem, czy kiedykolwiek dowiemy się "Jak to jest być nietoperzem", ale w przeciwieństwie do Thomasa Nagela nie jest to dla mnie najistotniejszym problemem i wolę tu podążać za Wodzisławem Duchem. i z nim zastanawiać nad problemami świadomości: www.racjon(*).php/z,0/d,41/s,396033#w399079

>W myśl intersubiektywnej komunikowalności i uznanie, że tylko o takich bytach możemy prawomocnie stwierdzać. Monizm fenomenów zostaje sprowadzony do monizmu informacyjnego - informacja w przeciwieństwie do qualiów może zostać przekazana komuś innemu, może być współ-przetwarzana i współ-wymieniana.
Dziękuje za informację, (choć to jest tak mądra wypowiedź, iż nie bardzo ją rozumiem), ale nie widzę tu jej potrzeby. Co do naturalizmu ontologicznego, to warto zauważyć, że po przyjęciu nawet jako tylko aksjomat monizm zostaje permanentnie weryfikowany przez naukę.

>Oczywiście nie wiem czy Pana rozumienie idzie w tym kierunku - spodziewam się jednak, że jest to pewna możliwa interpretacja Pana poglądów, tym bardziej, że nigdzie nie napisał Pan, że jest materialistą, a jedynie to, że uznaje naukowe poznanie za podstawę orzekania o tym co istnieje.
Napisałem tu wielokrotnie o swoich poglądach i trudno za każdym razem wszystko od początku powtarzać, ale poświęcając tyle miejsca rozważaniom nad tym co Pani myśli, że ja myślę - czy nie można było dojść do tego, że monizm potwierdzany nauką opartą na paradygmacie naturalizmu metodologicznego właśnie dotyczy materii?

>Zastanawiam się, jeżeli moje rekonstrukcja zaprezentowanego przez Pana stanowiska jest poprawna, czy w rzeczywistości w takim przypadku mamy do czynienia z monizmem.
Jest zupełnie niepoprawna, gdyż różnica już jest w samych założeniach wyjściowych i ich weryfikacji.

>Mimo wszystko pojawia się w tym przypadku dualizm "informacji" (fenomenu) i "rozumienia". Rozumienie jest zawsze wykraczaniem poza aktualny fenomen (informację) i jest niejako transcendentne wobec niej samej. Wówczas musimy przyznać, że pewne rzeczy są rozumiane same przez się - bez odnoszenia się do metody naukowej, a co więcej nie dają się do niej sprowadzić.
Zupełnie nie rozumiem co Pani tu pisze. Tak, rzeczywistość poznajemy za pomocą zmysłów i informacje stamtąd pochodzące są w mózgach/umysłach przetwarzane. Tak informacje z zewnątrz są odbiciem rzeczywistości, a nie rzeczywistością samą, a więc możemy to skomplikować i powiedzieć, iż są transcendentne, ale z tego w żadnej mierze nie wynika, że pewne rzeczy są rozumiane same przez się - bez odnoszenia się do metody naukowej, a co więcej nie dają się do niej sprowadzić. . Tradycyjna teoria poznania nie udziela tu nam satysfakcjonujących odpowiedzi i współcześnie istnieje konieczność sięgnięcia do neuronauk.

Były na naszym forum już prowadzone dyskusje na ten temat, a ten wątek jest jednak poświęcony tematowi: "Wojujący ateizm to najbardziej skrajna forma religii"

>Jak zmierzyć czyjeś uczucia np. smutek? Albo porównać je względem siebie? Dzisiaj tego przynajmniej nie potrafimy, możemy tylko wierzyć, że będzie inaczej.
Wolę wierzyć, iż nigdy nie będziemy mogli poznawać myśli innych ludzi bez ich pośrednictwa. (Tego co nam sami przekażą.) Choć to wcale nie jest takie pewne.

CDN.

@@@
.
27-02-2014 14:05 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Ciąg dalszy:

>Dlatego zastanawiam się czy jednak ateizm, nie jest bardziej zasadny.
A czymże jest ateizm? Ateizm - odrzucenie teizmu lub pogląd bądź doktryna głosząca, że bogowie nie istnieją.
W najszerszym znaczeniu jest to brak wiary w istnienie boga, bóstw i sił nadprzyrodzonych, jako sprzecznych z rozumem i nienaukowych, oraz negujący potrzebę religii
. Zwyczajnym przekonaniem, które należy jakoś tam intelektualnie (najlepiej racjonalnie, choć można i przez wiarę) uzasadnić.

>Nie zakłada (z konieczności) przecież monizmu, a także nie istnienia jakieś nadrzeczywistości, czy transrzeczywistości (np. rzeczywistości wyrozumowanej - zrozumiałej "ze-względu-na projektujacy się charakter rozumienia"). Tylko uznaje, że pewnego rodzaju byty "nadrealne" istnieć nie mogą.
Jeden uznaje tak, drugi uznaje siak. Jeden wierzy w krasnale, a inny tylko w trolle i co z tego wynika? Wydaje mi się, że racjonalistów interesuje tylko racjonalny ateizm, czyli taki, do którego dochodzi się intelektualną drogą na podstawie naukowej wiedzy o rzeczywistości.

>W przypadku naturalizmu ontologicznego nie przekraczamy przecież dualizmu: "tego co jest" i "tego co się być wydaje", a tylko go ukrywamy - choćby uznając rzeczy za oczywistą oczywistość (np. samoświadomość innych). Zatrzymując się tylko na fenomenie właściwie nic nie mamy, bez rozumienia fenomenu (lub rozumowania na bazie fenomenu) nie moglibyśmy w nauce nic orzekać. Czym są czyste informacje, bez ich interpretacji? Czy interpretacja ma ten sam status ontologiczny co informacja? Epistemologiczny wydaje się mieć różny.
Pan Elasp - zarzuca mi, że pomimo mojej wiedzy teologicznej - nie jestem w stanie zrozumieć ani Boga, ani tym bardziej pana Elaspa. Ja uważam, że jest Pani w stanie zrozumieć na czym naturalizm ontologiczny polega, tylko potrzebna jest dobra wola i trochę wysiłku intelektualnego. Ja tylko proszę o nie tworzenie własnego rozumienia pojęć już w miarę dobrze wyartykułowanych i zdefiniowanych. www.racjon(*).php/z,0/d,41/s,562660#w572192

>Czy zatem świadomy ateizm jako postawa światopoglądowa (ale nie naukowa) nie jest bardziej zasadny?
A cóż to znaczy świadomy ateizm? Dla mnie jest to ateizm zbudowany na racjonalnej podstawie, a tą jest jest właśnie naturalizm - przynajmniej metodologiczny.

>Chciałabym przytoczyć tutaj jeszcze raz nieszczęśliwie cytowanego wcześniej Wittgensteina:
Sens świata musi leżeć poza nim. W świecie wszystko jest tak, jak jest, i dzieje się, jak się dzieje; nie ma w nim żadnej wartości - a gdyby była, to nie miałaby wartości. Jeżeli jest jakaś wartość, która ma wartość, to musi leżeć poza wszystkim, co się dzieje i zachodzi. Albowiem wszystko, co dzieje się i zachodzi, jest przypadkowe. Co zaś czyni je nieprzypadkowym, nie może być w świecie, bo wtedy byłoby znowu przypadkowe. Musi leżeć poza światem.
Wittgenstein był w ogóle dosyć nieszczęśliwym człowiekiem, któremu było trudno zrozumieć nawet samego siebie i swojego miejsca w rzeczywistości. Jego poszukiwania (pytania) są bardzo ciekawe, ale odpowiedzi znacznie mniej.

>Zatem pytanie czy racjonalista - który ma misję nauczania - może być konsekwentnie naturalistą ontologicznym, czy z konieczności tego, że coś ma dla niego wartość jednak musi stać się "religijny"?
Trzeba zapytać o to racjonalistów lub ateistów z misją? Ja nie wiem? Uważam, że - pomijając proces socjalizacji - każdy sam do swojego światopoglądu dochodzi. Nasze tu dyskusje mogą być inspiracją dla samodzielnie myślącej inteligencji, ale nikogo na nic nie nawrócą.

>Przyznam, że z lekką obawą zamieszczam swoją odpowiedź - gdyż może znów coś namieszałam. Mam nadzieję, że teraz wyłożyłam jaśniej swoją przemyślenia.
To forum dyskusyjne. Pomaga nam w wyartykułowaniu i korektom dla naszych przemyśleń.
Proszę tylko zwrócić większą uwagę na odmienne od własnych punkty widzenia i dochodzenie do nich zupełnie inną intelektualną drogą. Na górze w pasku menu jest wyszukiwarka i warto do niej zaglądać. Można znaleźć tam archiwalne wypowiedzi na różne tematy.
(Ja np. świadomie pewnych terminów nie rozumiem, gdyż właśnie nie chcę ich rozumieć, a nie dlatego, że nie chce mi się np. zajrzeć do słownika. Po prostu w moim rozumieniu istniejącej obiektywnie rzeczywistości to są puste terminy.)

>P.S. Proszę wybaczyć moją interpunkcję (czy też jej brak) - przecinki nie są moją mocną stroną.
Bardzo to rozumiem, gdyż mam podobny problem.

Pozdrawiam.

@@@
.
diogenes (42753 punktów)
>nie jestem ateistą tylko naturalistą ontologicznym i opieram swój światopogląd na sceptycyzmie naukowym.

Otóż to. Problem boga jest zewnętrznym problemem poznania. Podobnie ateizm. Żadne zjawisko dane w doświadczeniu nie jest wyjaśniane przez byt ponadnaturalny - meta_fizyczny. Akty wyjaśniania należą również - bez reszty - do zjawisk natury.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
25-02-2014 23:07 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
> Akty wyjaśniania należą również - bez reszty - do zjawisk natury.
Jak to? Czy błędem byłoby wyróżnić w historii naturalnej okres przedludzki, pozbawiony aktów wyjaśniania, by tak rzec: milczący. Czy immanentne zanurzenie opisu w naturze nie prowadzi wprost do wniosku, jakoby od zawsze istniały w niej podmioty zdolne do wyjaśniania? Czy wreszcie nie potrafimy wytworzyć nic sztucznego (niekoniecznie oderwanego od natury w rodzaju bóstw), jakiejś namacalnej nadbudowy?

[Mnie się zdaje, że już tkwimy w nadbudowie (językowej i technologicznej) i z tego po_naturalnego poziomu próbujemy słowami objaśniać naturę głuchą nasz język.]

edit: Przypomniały mi się właśnie zdania przypisywane Sokratesowi (cytat 'z grubsza'):
"Niejeden sobie przy tym wzrok psuje, gdy Słońce przy zaćmieniu nagimi oczami ogląda, a nie odbicie w kałuży albo przez przydymione szkło. Takoż i ja wziąłem sobie to pod rozwagę, że, by dusza nie oślepła od bezpośredniego badania natury zmysłami, należy się uciec do Logos."
26-02-2014 09:53 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>Czy błędem byłoby wyróżnić w historii naturalnej okres przedludzki, pozbawiony aktów wyjaśniania, by tak rzec: milczący.

Między okresem przedludzkim a ludzkim nie ma ontologicznej różnicy w sensie kartezjańskiego dualizmu. Współczesne kognitywne sprawności człowieka są etapem ewolucji, w tym ewolucji aparatu poznawczego (zmysły, układ nerwowy - mózg - kora).

>Czy immanentne zanurzenie opisu w naturze nie prowadzi wprost do wniosku, jakoby od zawsze istniały w niej podmioty zdolne do wyjaśniania?

Jak wyżej. Zachowanie wymoczka, kręgowca czy człowieka zakałda interpretacyjny stosunek do środowiska. Mózg człowieka, poza przetwarzaniem informacji ze środowiska, przetwarza również własne zasoby (refleksja): w sensie poznania nie jest to nic ponadnaturlanego. Nie tylko widzimy, ale mamy teorię widzenia. By nawiązać raz jeszcze do kartezjusza: poznanie nie jest własnością duchowej res cogitans, a tak prawdę mówiąc - religijnego rekwizytu zwanego duszą.

>...by dusza nie oślepła od bezpośredniego badania natury zmysłami, należy się uciec do Logos...

Zgoda. Ale...Logos może być relacją mózgu do samego siebie. Na przykład płatów czołowych kory do układu limbicznego, czy ciała migdałowatego do bodźca wzrokowego. Logos nie musi być niczym nad_przyrodzonym, meta_fizycznym.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
27-02-2014 16:31 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
>>>Czy błędem byłoby wyróżnić w historii naturalnej okres przedludzki, pozbawiony aktów wyjaśniania, by tak rzec: milczący.
>Między okresem przedludzkim a ludzkim nie ma ontologicznej różnicy w sensie kartezjańskiego dualizmu.
Mam na myśli różnicę w sensie epistemicznym - okres piśmienny nie zawiera się w okresie przedpiśmiennym.

> Zachowanie wymoczka, kręgowca czy człowieka zakłada interpretacyjny stosunek do środowiska.
Powiedzmy. Jednak jeśli cofnąć się z kolei do okresu przed_życia, to ów "interpretacyjny stosunek" chyba znika?
[Zdaje się, że pośród fizycznej martwoty dzieją się rzeczy nie dość, że bezwiedne, to i bezcelowe.]

> poznanie nie jest własnością duchowej res cogitans, a tak prawdę mówiąc - religijnego rekwizytu zwanego duszą.
Dalekim doprawdy od analizy religijnych rekwizytów.
Nie postuluję jakiejś.. hmm 'pozarealnej sfery', zwracam jednak uwagę, że warstwa opisowa, klocki-szufladki budujące model świata, może generować nie tylko modele fałszywe, do świata nie przystające (małoż to pokręconych i porzuconych teoryj w okresie po_milczącym?) - lecz także umożliwia konstrukcje wcześniej w naturze nie istniejące (zatem naonczas nienaturalne) i bez Epistemosa bodaj niemożliwe (np. jednospójnej wiązki światła monochromatycznego czyli lasera).

[O pojęciach w sensie kartezjańskim mógłbym mówić dopiero po ich bliższym rozpoznaniu (przypomnieniu sobie), do czego mi jednak niezbyt pilno.]

> Logos może być relacją mózgu do samego siebie.
Ale... zbiór pojęć abstrakcyjnego języka powstaje w relacjach wielopodmiotowych.
27-02-2014 18:16 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>okres piśmienny nie zawiera się w okresie przedpiśmiennym.

To zależy, jak na to spojrzeć. Język (pisany również) zakłada pewne pule neuronów ewolucyjnie wcześniejszych. W tej materii nie ma ostrych cezur.

>Jednak jeśli cofnąć się z kolei do okresu przed_życia, to ów "interpretacyjny stosunek" chyba znika?

Chyba. W niektórych systemowych koncepcjach rozważa się tego rodzaju opcje. Wspomnę o renesansie idei panpsychizmu.

>Dalekim doprawdy od analizy religijnych rekwizytów.

Nie musimy sobie z tego zdawać sprawy. Nawet ateista może mysleć i odczuwać w religijnym paradygmacie. Dualizm "ducha" (psychiki,subiektywności, świadomości, jaźni, ego, podmiotu, itd. ...) i materii jest moim zdaniem takim rekwizytem.

>zbiór pojęć abstrakcyjnego języka powstaje w relacjach wielopodmiotowych.

Owszem. Ale "abstrakcyjność" nie jest związana z powstaniem żadnej odrębnej sfery ontologicznej (np. w sensie "trzeciego świata" Poppera).

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
23-02-2014 21:31
 Ocena 16 na 16
maniek1 (3407 punktów)
Nie znam racjonalnego powodu, aby marnować swój cenny czas, no coś - co z całą pewnością nie istnieje i g...o mnie obchodzi, czy można tego dowieść, czy nie. Bardziej niż ateistą jestem więc ignostykiem. Ignoruję każdą wiarę, nie zagłębiając się w to - która durniejsza. Natomiast uważam, iż należy zająć się problemem (i watrto choć by dla pokoleń po nas), który istnieje w Polsce ponad wszelką wątpliwość - mianowicie serwilizm polityków wobec przestępczej organizacji podofilskiej i finansowanie tejże ze (skromnego - jak na potrzeby kraju) budżetu Polski, myślę, że są ważniejsze potrzeby społeczeństwa, niż rozpasanie pedofilów w sukienkach. Uważam ponad to, iż każdy kretyn, który uważa, że spotka (po własnej śmierci) zmarłą na raka babcię (w doskonałej kondycji), powinien sam utrzymywać przebiegłego szamana, któremu udało się ten (i wiele, wiele innych) nonsens w bezrefleksyjnym mózgu zaszczepić. Nic mi do jego pieniędzy, szaman otumanił, to niech płaci na niego i jego alimenty - ale polityk sowicie dający kasę wszystkich Polaków na szamańską tacę- to już mój problem, bo leżą tam i moje.
24-02-2014 17:34 
 Ocena 3 na 5
Piękny Lolo (2082 punktów)
>kretyn

Jestem jedną z tych kretynów.
Wierzę w Boga.
W przeciwieństwie do ciebie nigdy nie pozwoliłam sobie na ubliżanie ateistom z powodu ich niewiary.
Jeśli kogoś nazywam kretynem i dodając nawet, że parszywy, to dlatego, że jest parszywym kretynem.
Sam w sobie.
A jego wiara/niewiara nie ma dla mnie znaczenia, bo to dla mnie kwestia prywatna, intymna wręcz.
Ty zaś sobie pozwoliłeś obrażać wierzących ogólnie, bo ty z wyżyn swego ateizmu i racjonalizmu przemawiasz!
Wnoszę więc, że zanim skorzystasz z konsultacji bądź usług lekarza, prawnika, urzędnika, itd. sprawdzasz wpierw czy to czasem nie jest wierzący kretyn!
I musisz czuć ogromny dyskomfort, gdy ci się gdzieś spieszy, a kierowca MPK pewnie kretyn, a ty wsiąść musisz!

Ale co tam twój wpis!
Od 2008 roku naczytałam się tu epitetów pod adresem wierzących, że ho ho!
Ale zawsze mogę sobie stąd iść, czyż nie?
Chociaż ja o swojej wierze piszę od wielkiego dzwonu, w sytuacjach takich jak ta.
   
24-02-2014 18:29 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Uważam ponad to, iż każdy kretyn, który uważa, że spotka (po własnej śmierci) zmarłą na raka babcię (w doskonałej kondycji), powinien sam utrzymywać przebiegłego szamana, któremu udało się ten (i wiele, wiele innych) nonsens w bezrefleksyjnym mózgu zaszczepić.
>>>>kretyn
>Jestem jedną z tych kretynów.
Nie uważam aby uczciwym intelektualnie było wyrywanie jednego słowa z całego zdania i odnoszenie się do tego pojedynczego słowa.

>Wierzę w Boga.
Ale pan Maniek tu pisze nie o wierzących w Boga, tylko o wierzących w spotkanie po śmierci babci.

>W przeciwieństwie do ciebie nigdy nie pozwoliłam sobie na ubliżanie ateistom z powodu ich niewiary.
Znowu, to nie tak pan Maniek nie nazwał pana Lolo kretynem tylko poleciał tak ogólnie po wierzących w spotkanie babci i takich ogólnych ubliżań ateistom, to w publicystyce religijnej to można ogrom spotkać.

>Jeśli kogoś nazywam kretynem i dodając nawet, że parszywy, to dlatego, że jest parszywym kretynem.
>Sam w sobie.
A jak jest kretynem sam dla siebie? Nazywa Pani kogoś kretynem tylko dlatego, że jest kretynem w istocie, a na jakiej podstawie Pani to wnosi, czy to też nie jest czysto subiektywną oceną.

>A jego wiara/niewiara nie ma dla mnie znaczenia, bo to dla mnie kwestia prywatna, intymna wręcz.
Szkoda, ale grupa która uważa religię za sprawę prywatną jest jeszcze mniejsza niż ateiści. Religia przy braku mojej zgody wdziera się do nawet najbardziej intymnych sfer mojej prywatności i mam prawo się bronić.

>Ty zaś sobie pozwoliłeś obrażać wierzących ogólnie, bo ty z wyżyn swego ateizmu i racjonalizmu przemawiasz!
Takie uogólnienie jest całkowicie intelektualnie przyjęte. Znacznie gorzej, gdy obraża się konkretną osobę, ale dla mnie żenadą jest przyjmowanie, że steki bzdur mądrzy ludzie piszą i uważam jednak, iż głupoty od głupców pochodzą.

>Wnoszę więc, że zanim skorzystasz z konsultacji bądź usług lekarza, prawnika, urzędnika, itd. sprawdzasz wpierw czy to czasem nie jest wierzący kretyn!
W większości wypadków nie jest to potrzebne, ale rzeczywiście we współczesnej Polsce ma to znaczenie aby nie trafić na wierzącego kretyna w sprawach, w których światopogląd ma znaczenie.

>I musisz czuć ogromny dyskomfort, gdy ci się gdzieś spieszy, a kierowca MPK pewnie kretyn, a ty wsiąść musisz!
To ma być argument? A na co? Co mi przeszkadza, że Stoch modli się do innego Boga niż modlił się Małysz, gdy obaj dla Polski medale zdobywają, ale gdyby kierowca nie chciał mnie zabrać do autobusu ze względu na mój światopogląd, to znaczenie już by miało i proszę nie udawać, że nie słyszała Pani o takich lekarzach, aptekarzach prawnikach, urzędnikach - prasa opisywała takich przypadków dużo.

>Ale co tam twój wpis!
>Od 2008 roku naczytałam się tu epitetów pod adresem wierzących, że ho ho!
Od 2006 roku naczytałem się tu epitetów pod adresem niewierzących, że ho ho!

>Ale zawsze mogę sobie stąd iść, czyż nie?
Tak, to otwarte forum, ale bardzo wartościowe i szkoda go opuszczać.

>Chociaż ja o swojej wierze piszę od wielkiego dzwonu, w sytuacjach takich jak ta.
Natomiast ja piszę sporo jestem filozofującym religioznawcą i mnie to interesuje. Stąd nawet ten wątek.

Pozdrawiam.

@@@
.
24-02-2014 22:12 
 Ocena 2 na 4
Piękny Lolo (2082 punktów)
>Nie uważam aby uczciwym intelektualnie było wyrywanie jednego słowa z całego zdania i odnoszenie się do tego pojedynczego słowa.
>Ale pan Maniek tu pisze nie o wierzących w Boga, tylko o wierzących w spotkanie po śmierci babci.
>Znowu, to nie tak pan Maniek nie nazwał pana Lolo kretynem tylko poleciał tak ogólnie po wierzących w spotkanie babci i takich ogólnych ubliżań ateistom, to w publicystyce religijnej to można ogrom spotkać.

W skrócie: to nie o takich wierzących chodziło, to o innych i w ogóle.

Panie Bogusławski
jak Pana lubię i szanuję - tak kretyńskiego (tu aluzja do wyrażenia użytego przez maniek1 i tłumaczę to na wypadek gdyby Pan nie zrozumiał i wbrew moim intencjom zechciał się był, nie daj Bóg, obrazić) argumentu nie łyknęłaby nawet najgłupsza ława przysięgłych w USA, nie mówiąc już o tym, że po drodze nawet średnio rozgarnięty prokurator tym Pańskim "argumentem" zrobiłby z Pana pośmiewisko.
Naprawdę hamuję się wielce przez wzgląd na moją do Pana sympatię i bardzo proszę więcej tak "dennych" chwytów wobec mnie nie stosować!

>A jak jest kretynem sam dla siebie? Nazywa Pani kogoś kretynem tylko dlatego, że jest kretynem w istocie, a na jakiej podstawie Pani to wnosi, czy to też nie jest czysto subiektywną oceną.

Strzelę teraz do Pana Jego własną bronią: raczył był Pan wyrwać coś z kontekstu i dąży do rozwinięcia tematu, który jako off-topic wobec tematu, który ten wątek determinuje.
Naprawdę sobie Pan tego życzy?

> Religia przy braku mojej zgody wdziera się do nawet najbardziej intymnych sfer mojej prywatności i mam prawo się bronić.

Czy ja pozwoliłam sobie gdzie- i kiedykolwiek odmawiać komukolwiek, a w tym i Panu, do obrony wobec ingerencji religii w życie?

>Tak, to otwarte forum, ale bardzo wartościowe i szkoda go opuszczać.

Dlatego tu wracam.
Cyklicznie.
   
24-02-2014 22:40 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Naprawdę hamuję się wielce przez wzgląd na moją do Pana sympatię i bardzo proszę więcej tak "dennych" chwytów wobec mnie nie stosować!
Naprawdę hamuję się wielce przez wzgląd na moją do Pani sympatię i bardzo proszę więcej tak "dennych" chwytów wobec mnie nie stosować!

PS. Gratuluję zrozumienia mojej wypowiedzi - dlatego riposta tak trafiła w rzeczy sedno.

Miłego dnia.

@@@
.
24-02-2014 20:42 
 Ocena 8 na 8
maniek1 (3407 punktów)
>>kretyn
>Jestem jedną z tych kretynów.
>Wierzę w Boga.>
Widzisz "Piękna Lolo" mój gniew i dający temu wyraz komentarz skierowany był do polskich polityków, którzy kierują się serwilizmem w stosunku do watykańskich przestępców (do tej pory myślałem, że to jasne i czytelne). Czy są wierzący w 1+1+1=1? Nie wiem, raczej tak, ale mnie to nie interesuje, ani nie obchodzi. Gardzę ludzmi, nazywając ich kretynami, którzy publiczne środki przeznaczają na przestępczą siatkę ukrywania pedofilów na całym świecie. Uważam, że jest w Polsce tyle różnych potrzeb, w tym olbrzymie potzreby rodzin ciężko chorych dzieci, że utrzymywanie zdrowych, silnych kawalerów i spełnianie ich zachcianek - które o dziwo - ZAWSZE WIĄŻĄ SIĘ Z PUBLICZNYMI FINANSAMI jest zwykłym ku.....em, . Gdybyś czytała moje wypowiedzi starając się "coś" z nich zrozumieć, otworzyć oczy, a nie kierując się emocjami przez pryzmat wiary - może byś to dostrzegła. Reasumując - jeśli jesteś politykiem, który na fali religijnych uniesień (obowiązkowo na klęczkach) liże rozpasłe, tłuste cztery litery cynicznym bandziorom w sukienkach, finansujesz z pieniędzy wszystkich Polaków ich megalomańskie zachcianki - możesz czuć się przeze mnie obrażona.
24-02-2014 21:23 
 Ocena 4 na 6
Piękny Lolo (2082 punktów)
>mój gniew i dający temu wyraz komentarz skierowany był do polskich polityków (...)

Obrona twoja więcej, niż nieporadna.
To fragment z twojego postu.

Uważam ponad to, iż każdy kretyn, który uważa, że spotka (po własnej śmierci) zmarłą na raka babcię (w doskonałej kondycji), powinien sam utrzymywać przebiegłego szamana, któremu udało się ten (i wiele, wiele innych) nonsens w bezrefleksyjnym mózgu zaszczepić. Nic mi do jego pieniędzy, szaman otumanił, to niech płaci na niego i jego alimenty - ale polityk sowicie dający kasę wszystkich Polaków na szamańską tacę- to już mój problem, bo leżą tam i moje.

Jest w nim wyraźne rozgraniczenie między wierzącym w życie po śmierci, w skrócie kretynem (według ciebie) a politykiem.

>Gdybyś czytała moje wypowiedzi starając się "coś" z nich zrozumieć, otworzyć oczy, a nie kierując się emocjami przez pryzmat wiary

Gdybyś tylko zechciał widzieć belkę w swoim oku, a nie wmawiał mi słomkę w moim.

>jeśli jesteś politykiem, który (...)

Jestem zwykłym szarym człowiekiem, który wierzy w Boga na swój całkowicie prywatny sposób, praktycznie niezauważalny dla innych.
Gdybym się nie przyznała, że jestem wierząca - nie przyszłoby ci do głowy, że jestem kretynem.
   
24-02-2014 22:22 
 Ocena 8 na 8
maniek1 (3407 punktów)

>Obrona twoja więcej, niż nieporadna.>
OK - masz mnie, chcałem być miły - a na poważnie, teraz widzę, że rzeczywiście można moją myśl dwuznacznie odczytać. Chodziło mi o kretyna-polityka, ale w istocie kretyn nie musi być politykiem w tym konkretnym kontekście. Czyli masz rację. Zapewniam Cię, że Twoje wierzenia (nawet nie wiem w którego, z dostępnych na rynku wiary boga wierzysz - domyślam się, że w watykańskiego) mnie kompletnie nie interesują. Mam wielu znajomych (choć dużo więcej bezbożników), którym dorosłość nie przeszkadza w infantylnych wierzeniach, a mimo to bardzo się lubimy i akceptujemy wzajemnie swoje poglądy.

>Gdybyś tylko zechciał widzieć belkę w swoim oku, a nie wmawiał mi słomkę w moim.>

Uwierz, ja naprawdę widuję Belkę, Tuska, Niesiołowskiego i wielu innych w Oku, a bardziej w jego poglądach. Nie wmawiam Ci słomki, tylko zachęcam do refleksji - nad moimi poglądami, nie skazując ich z góry na ogień piekielny. W gruncie rzeczy fajny ze mnie gość, mam tylko problem z nadmiarem empatii w stosunku do gwałconych dzieci i uzasadnioną agresją w stosunku do ich gwałcicieli. Zaprawdę powiadam Ci - profil ukończonej szkoły nie powinien zapewniać bezkarności gwałciciela.

>Jestem zwykłym szarym człowiekiem, który wierzy w Boga na swój całkowicie prywatny sposób, praktycznie niezauważalny dla innych.>
Już staje się Twoim cichym wielbicielem - mogłabyś zachęcać swoich współziomków w wierze zwłaszcza tych w polityce do takiego podejścia?

>Gdybym się nie przyznała, że jestem wierząca - nie przyszłoby ci do głowy, że jestem kretynem.
Nie wiem, nie znam Cię Ok, żartowałem. Na serio wierzysz, że spotkasz swoich bliskich, którzy już nie żyją - po śmierci?
rysiek (4593 punktów)
>Świętej pamięci forumowicz - pan Zbysław Śmigielski wyraził kiedyś takie zdanie:
>"Wojujący ateizm to najbardziej skrajna forma religii" ...

Uczcijmy jego pamięć minutą ciszy... Powtarzając w myśli przykazanie: "nie będziesz miał autorytetów przed krytycznym rozumem".
23-02-2014 23:33
 Ocena 27 na 27
Klapaucjusz (3379 punktów)
>"Wojujący ateizm to najbardziej skrajna forma religii"
Gdy kiedyś trafiłem na film:
www.youtube.com/watch?v=_w6tARpUr3A
pomyślałem sobie że Dawkins przesadził.

Teraz mam już inne zdanie na ten temat.
Nie da się udawać i w niektórych przypadkach odpowiadać delikatnie na to co mówią ludzie religijni. Trzeba się zdecydować co jest ważniejsze: szacunek do własnych poglądów czy szacunek do ludzi religijnych (nawet jeżeli są to najbliżsi nam ludzie).
Teraz powiem wprost: nie szanuję religii.

Nie wiem czy to jest objaw fanatyzmu. Już mnie to nie obchodzi.
To ludzie religijni powinni się wstydzić fanatyzmu, a nie ludzie którzy ich fanatyzmu nie popierają, bo brak krytyki to też forma poparcia.

Jeżeli zaś chodzi o potworek "wojujący ateista", to dla mnie jest to tylko nic nie znaczący zbitek słów.
Gdy rozmawiam z ludźmi wierzącymi, ale antyklerykałami to krytyka kościoła nie sprawia że określą mnie wojującym ateistą. Dopiero gdy przez przypadek zacznę krytykować przykładowo wiarę w to że Jezus potrafił chodzić po wodzie, to dopiero wtedy może się okazać że już jestem ten wojujący.
U niektórych zaś katolików samo wspominanie o pedofilii w kościele sprawia że staje się wojujący. Choć zdarza się że wiara u nich jest bardzo nieokreślona. Niekiedy wygląda nawet jak wiara deistów.
Natomiast jeżeli powiedziałbym że jestem ateistą jakiejś pani lubiącej moher, to od razu jakby z automatu staję się wojujący.

Dlatego też uważam że gdy dany rozmówca mówi do mnie "wojujący ateista", to jest to jedynie odbicie jego fanatyzmu religijnego.
To jest tylko taka metoda na uciszenie ateistów, tak aby broń boże nie mówili co myślą. Dla ludzi religijnych ateiści nie mają nawet prawa do tego aby mówić że są ateistami, więc jak w ogóle można się zastanawiać nad fanatyzmem ateistów i go mierzyć?
Proszę sobie przypomnieć co się działo gdy powstała lista ateistów i agnostyków.

Nie dziwi mnie zaś że cały czas zdarza się że sami ateiści uważają innych ateistów za fanatyków. To są po prostu wrażliwi ludzi, którzy nadal mają jakiś tam choćby szczątkowy szacunek do religii, najczęściej z powodu szacunku do ludzi religijnych.
Dla mnie jednak jest wyraźna granica między szacunkiem do samej religii i do ludzi religijnych. Nie widzę powodu aby nie szanować ludzi religijnych, ale równocześnie nie widzę już powodów aby szanować same religię. Zwłaszcza w formie instytucjonalnej.

Pozdrawiam.
24-02-2014 00:20
 Ocena 16 na 16
Marek Matejewski (3695 punktów)
W większej części zgadzam się z Pana stanowiskiem, gdyż mój punkt widzenia jest bardzo zbliżony. Mam jednak pewne uwagi, o których napiszę poniżej.

Na początek dwa słowa na temat "wojujących ateistów". Dla mnie to jakiś nieszczęsny oksymoron, który wręcz od jakiegoś czasu już mnie irytuje. Nie dlatego, że ktoś mi przypina niniejszą łatkę, ale dlatego, że robi to komukolwiek, mając przy tym wypisaną na twarzy śmiertelną powagę, co budzi we mnie zażenowanie. Posiłkując się SJP i zawartym tam wyjaśnieniem terminu "wojujący" chciałbym zapytać, o jakie ideały tak zaciekle walczą ateiści? O ideę nieistnienia Boga? No i na czym polega ta zaciekłość? Nie biorą jeńców? Walczą do końca w myśl zasady "albo my albo oni"? Brzmi to trochę kuriozalnie.

Jeżeli dodamy ten jakże obowiązkowy w ustach biskupów przymiotnik do słowa ateizm, to jaki przymiotnik mamy dodawać do słowa np. katolik? Jeśli ateiści "wojują" to ze smutkiem stwierdzam, że SJP nie zna odpowiedniego słowa żeby uczciwie opisać to co robią pewne oderwane od rzeczywistości środowiska (z katolickimi na czele).

>Czy ateistą może być osobą wierząca?Zdecydowanie tak! Można wierzyć, że Bóg jest i można wierzyć, że Boga nie ma.

Tu się właśnie z Panem nie zgadzam. W miejsce terminu "Bóg" można podstawić dowolny twór naszej wyobraźni i wierzyć, że coś co właśnie wymyśliliśmy (bądź wymyślił sobie ktoś inny i o wytworze swojej fantazji raczył nas poinformować) istnieje bądź nie. Dojdziemy w ten sposób do absurdu.

>Tak, jak z powodu samego przekonania teizm-ateizm nie wynika mądrość określonego człowieka.

Oczywiście. Związku przyczynowo-skutkowego tu nie znajdziemy. Natomiast źródło mądrości to temat na inną dyskusję.

>Dlatego ja wielokrotnie tu powtarzam, że nie jestem ateistą tylko naturalistą ontologicznym i opieram swój światopogląd na sceptycyzmie naukowym.

I jest to bardzo zdrowe i cenione przeze mnie stanowisko. Myślę, że również mógłbym siebie określić naturalistą ontologicznym.

Ateizm to słowo, które porównałbym do słynnego "gender". To termin, który stał się "ofiarą poszukiwaczy wrogów". I właśnie z powodu tychże środowisk wykazujących silne zapotrzebowanie na posiadanie wrogów, staram się nie określać siebie jako ateisty - ale to oczywiście tylko jeden z powodów. Zdecydowanie bardziej preferuję określenie "racjonalista".

>PS. Jestem zdecydowanym antyfideistą (...)

Fideizm jest reliktem dawnych czasów, a współcześnie co najmniej piramidalnym nieporozumieniem. Zwalczanie tegoż oszołomstwa uważam za w pełni uzasadnione. Tylko proszę uważać na łatkę "wojującego antyfideisty".
24-02-2014 12:09 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)

>Na początek dwa słowa na temat "wojujących ateistów". Dla mnie to jakiś nieszczęsny oksymoron, który wręcz od jakiegoś czasu już mnie irytuje.

Do rozmowy o "wojujących ateistach" myślę, że warto włączyć ten tekst Andrzeja Izdebskiego:

Nowi ateiści

Pod koniec XX wieku popularnym było hasło André Malraux, że: XXI wiek będzie religijny albo nie będzie go wcale, ale już na początku XXI ukazało się więcej antyreligijnych poważnych publikacji niż w całym okresie od oświecenia. Choć skłonność elit intelektualnych do wolnomyślicielstwa ma długą tradycję, to trzeba zauważyć, że idee "Nowego Oświecenia" głoszące powrót do rozumowania opartego na nauce zdobywają w bardziej wykształconych społeczeństwach coraz większe znaczenie. Zachodnia laicka Europa laicyzuje się jeszcze bardziej i to pomimo znacznego napływu fundamentalistów islamskich.

John Gray, lewicowy autorytet prawicowych intelektualistów, ubolewa, że dla Dawkinsa, Hitchensa, Daniela Dennetta, Martina Amisa, Michaela Onfraya, Philipa Pulmana i innych religia jest trucizną, która od początku dziejów ludzkości aż po dzień dzisiejszy rodzi przemoc i opresję. ("Dziennik" z 22-24.03.08) Też sławny, ale już ewidentnie prawicowy filozof i publicysta Roger Scruton gromi: Atakowanie religii stało się dziś niemal modne. Coraz więcej wpływowych myślicieli i publicystów deklaruje dziś swój ateizm. "Nowi ateiści" bezwzględnie atakują same fundamenty wierzeń religijnych. (...) Dzisiejsi "nowi ateiści" grzeszą przede wszystkim ignorancją. Ich argumenty odwołują się wprost do niegdysiejszych oświeceniowych polemik z chrześcijaństwem. Osoba obeznana z filozofią oświecenia nie uwierzy, że współcześni naśladowcy dodają cokolwiek nowego do jej stanowiska w kwestii religii. I to niezależnie od tego, jakie pozycje dopiszą jeszcze do listy zbrodni popełnianych w imię religii. (Cyt. za "Dziennik" z 25.08.07)

Zastanówmy się, kimże oni są?

Wedle sławy na pierwsze miejsce wybija się tu Richard Dawkins z "Bogiem urojonym". Ten urodzony w 1941 roku zoolog, etnolog, teoretyk ewolucji, to postać wyjątkowa w świecie nauki. W 1976 roku wdarł się na Olimp biologii ewolucyjnej książką "Samolubny gen" i - po opublikowaniu następnych kilkunastu poważnych książek, z których ostatnia "Bóg urojony" dorównuje wywołaniem intelektualnego wrzenia jego pierwszej pozycji - pozostaje tam do dnia dzisiejszego. Dalej to: Daniel Dennett - filozof amerykański, zajmujący się głównie filozofią umysłu, filozofią nauki, szczególnie zainteresowany biologią ewolucyjną oraz kognitywistyką. Czołowy zwolennik teorii zwanej darwinizmem neuralnym W Polsce ukazały się jego książki "Słodkie sny" oraz "Odczarowanie. Religia jako zjawisko naturalne". Michel Onfray - francuski filozof, zagorzały ateista. Jego publikacje propagują hedonizm, poznanie naukowe i ateizm. W Polsce ukazała się jego "Traktat teologiczny".
Christopher Hitchens - pisarz, dziennikarz i krytyk literacki. W roku 2007 ukazał się polski przekład jego książki "Bóg nie jest wielki" będącej wnikliwą, napisaną z werwą polemiką z religiami, religijnym fundamentalizmem oraz samą wiarą w Boga. Philip Pullman - wykładowca akademicki, pisarz, który zdobył sławę trylogią fantastyczną "Mroczne materie". W Polsce wyświetlany był film "Złoty kompas", zrealizowany na podstawie pierwszej części tej książki. Sam Harris - ukończył Uniwersytet Stanforda specjalizując się w filozofii. Obecnie doktoryzuje się w dziedzinie neurobiologii. Używając czynnościowej tomografii rezonansu magnetycznego bada fizjologiczne podstawy zjawisk wiary, niewiary i niepewności.

I cóż takiego się stało, że wzbudzili tyle emocji? W minionym pięcioleciu wypuścili do obiegu "zachodniej cywilizacji" kilka niezłych książek, które pomimo naukowego szlifu stały się bestsellerami i rozeszły się w masowych nakładach. Wychodzą oni z różnych przesłanek i piszą o różnych aspektach wiary i religijności, ale ogólnym ich wnioskiem jest teza, że religia jest produktem ewolucji człowieka skazanym na wymarcie wraz z rozwojem nauki i poszerzaniem sfery wolności.

Wokół książek opublikowanych w ostatnich latach przez tzw. "nowych ateistów" toczy się ciekawa - choć przybierająca czasem bardzo agresywne formy - dyskusja. Warto też zaznaczyć, iż autorzy ci nie godzą się z epitetem "walczących ateistów" twierdząc, że głównym ich przesłaniem jest obrona nauki i racjonalnego myślenia, zaś sprzeciwianie się postawom religijnym jest tylko wynikającym z tego przesłania zobowiązaniem. Jeszcze przed publikacją wymienionych książek profesor Kazimierz Jodkowski (Tu polecam dorobek intelektualny całej prowadzonej przez niego Zielonogórskiej Grupy Lokalnej "Nauka a Religia" /www.nauka-a-religia.uz.zgora.pl/) w dyskusji redakcyjnej (Gazeta Lubuska 29, 30 grudnia 2001) powiedział: W latach 60. ubiegłego wieku rozpoczął się upadek naszej grecko-rzymskiej chrześcijańskiej cywilizacji. Przyczyną jest zanikanie religii. Rozwój nauki, a konkretnie ewolucjonizmu, stopniowo ruguje religię z życia.

No właśnie! Jak to jest? Czy rozwój nauki może wyrugować religię z życia? Czy może ważniejsze są zupełnie inne przyczyny? Badania socjologiczne wskazują na pewną prawidłowość: wszędzie tam, gdzie życie jest biedniejsze, poziom wykształcenia niski a rozwój przemysłowy mniej zaawansowany, tam stopień religijności społecznej jest wyższy.


Do Pańskiego ciekawej wypowiedzi ustosunkuję się później.

Pozdrawiam.

@@@
.
24-02-2014 13:27 
 Ocena 8 na 8
SzanownyPan27 (226 punktów)
>No właśnie! Jak to jest? Czy rozwój nauki może wyrugować religię z życia? Czy może ważniejsze są zupełnie inne przyczyny? Badania socjologiczne wskazują na pewną prawidłowość: wszędzie tam, gdzie życie jest biedniejsze, poziom wykształcenia niski a rozwój przemysłowy mniej zaawansowany, tam stopień religijności społecznej jest wyższy.

Problem ludzi wierzących polega na tym, że w większości nie chcą poznać dowodów zebranych przez drugą stronę.Szczątkowa wiedza na temat ewolucji, nie pozwala im przeprowadzać merytorycznej rozmowy, wtedy też zagubiony kreacjonista zagląda do świętej księgi w której wszystko jest możliwe, od chodzenia po wodzie do gadających węży.Wątpię aby zamiarem Darwina było walczenie z kościołem - walczył z niewiedzą i ogłupieniem społeczeństwa sprowadzającym wyjątkowość istniejących gatunków do niewidzialnej istoty.Takie położenie odbiera godność człowiekowi myślącemu. Kiedyś zostałem zapytany przez swoja kobietę "Czy nie jesteś smutny, kiedy myślisz sobie że nie ma Boga?Nie czeka na ciebie nic lepszego niż dziś, umrzemy i nigdy więcej się nie zobaczymy, nie boisz się tego? Czy Ty w ogóle boisz się śmierci?". Odpowiedziałem w pierwszej kolejności na to ostatnie - boję się jak cholera.

Jako ewolucjonista odczuwam strach jeszcze bardziej, wiem że nie czeka na mnie taryfa ulgowa.Kiedy dojdzie do ciebie świadomość kruchości życia człowieka świat zaczyna być naprawdę przerażający, ale też piękny w swej złożoności. Dobre chwile cenię sobie jeszcze bardziej,a złe próbuję szybciej wymazać z pamięci. Cenię swój czas, choć momentami wydawać by się mogło, że jest zupełnie odwrotnie - czytam Dawkinsa, próbuję budować myśli i tworzyć własne teksty.Z mojego punktu widzenia robię rzecz przydatną - rozwijam się. Z drugie strony ewolucja nie da mi za to medalu, kolejnej szansy życia. Bez względu na spór ideologiczny między kreacjonistą a ewolucjonistą będziemy sądzeni ślepo.Tą ślepotę można by uważać za niesprawiedliwą.Ewolucja nie pyta czy byłem dobry, grzeczny? Nie kieruje opiniami na nasz temat. Żadnych drewnianych skrzynek(konfesjonału), żadnego odkupienia, żadnej spowiedzi i wybaczenia.Naturalnie osądzony i pożarty przez glebę.W kole fortuny wygrałem życie - Darwin oczywiście nazwałby to precyzyjniej (Doborem naturalnym). Stworzyłem kolekcję zdjęć, jeździłem rowerem, słuchałem muzyki, przyglądałem jak sąsiad naprawia samochód, podziwiałem budowle, czytałem książki.Kierowany ciekawością pozyskiwałem wiedzę, którą inni ludzie złożą do głębokiej dziury nazywanej grobem. Niczym pojemny dysk kupiony w sklepie wrzucony do wanny na wieki.I ja, marny okruch tej planety miałbym powiedzieć, że nie boję się śmierci? Oczywiście, strach przeplatany smutkiem gości we mnie często.Czy żałuję, że Boga nie ma? - Nie.Czy chciałbym żyć drugi raz? - Tak. Nie mogę jednak, co wynika z ludzkiej pazerności oszukiwać samego siebie.Wmawiać synowi lub córce, że modlitwą wygrają coś lepszego.Ateizm nie pozbawia uczuć,wcale nie myślę o życiu w przepychu i łajdaczeniu bo zasady wypisane w Biblii odrzuciłem.
24-02-2014 18:53 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Problem ludzi wierzących
Naprawdę ludzie wierzący mają problemy światopoglądowe? Oni na wszystko mają odpowiedź. Niech Pan poczyta sobie wypowiedzi pana "Worka kości", katolickiego inteligenta, doktoranta KUL-u.

>polega na tym, że w większości nie chcą poznać dowodów zebranych przez drugą stronę.
Naprawdę uważa Pan, iż jest to im do czegoś potrzebne? Ponadto nie lekceważyłbym tu wysiłków np. panów Brzostowskiego i Vancalara oni na prawdę tego zrozumieć nie potrafią.

>Szczątkowa wiedza na temat ewolucji, nie pozwala im przeprowadzać merytorycznej rozmowy,
Znowu Pan przesadza. Zamknął się Pan w swojej wieży mądrości i nie dostrzega bogactwa zewnętrznego świata. Już Panu polecałem portal nauka-a-religia, na którym znajdzie Pan sporo mądrych tekstów także kreacjonistów, którzy o Darwinowskiej teorii ewolucji sporo wiedzą. Wiedza naukowa nabiera obiektywnej wartości, gdy może być potwierdzona praktyką (doświadczeniem), ale mądrość rodzi się w dyskusjach i warto z ludźmi rozmawiać, to nie jest strata czasu.

Pozdrawiam.

@@@
.
25-02-2014 12:25 
 Ocena 4 na 4
Marek Matejewski (3695 punktów)
>Czy Ty w ogóle boisz się śmierci?". Odpowiedziałem w pierwszej kolejności na to ostatnie - boję się jak cholera.

Osobiście myślę, że etap strachu mam po części za sobą. Coś co jest u mnie uczuciem zdecydowanie dominującym to smutek. Nie strach, ale właśnie smutek - wrócę do tego na koniec.

Strach przestał być straszny od czasu, gdy zacząłem coraz bardziej wgłębiać się w prawa przyrody i coraz lepiej je rozumieć. Przyszedł w końcu taki czas, gdy uświadomiłem sobie, że śmierć jest warunkiem istnienia życia. I jestem tejże śmierci wręcz wdzięczny, że ona z czasem następuje - bez niej nie byłoby nowego życia w nowej konfiguracji. Gdyby nie "śmierć" kilku gwiazd "starszego pokolenia", to nie byłoby materii, z której jesteśmy zbudowani.

Jedynymi nieśmiertelnymi rzeczami są prawa przyrody i informacja, która nie może zostać utracona - m.in. dlatego Hawking ostatnio zmodyfikował swoje twierdzenia dotyczące istoty czarnych dziur.

Dlaczego smutek? Dlatego, że rzeczywistość nie może istnieć w niezniszczalnej formie. Dlatego, że jedyna opcja to kreacja i zniszczenie nieodłącznie ze sobą powiązane. Wszystkie wersje rzeczywistości bez wymiaru czasowego wydają się kompletnie nieatrakcyjne. Natomiast w przypadku czasoprzestrzeni mamy chyba jedyną w swoim rodzaju możliwość opisywać rzeczywistość. Jak mawiał Carl Sagan: "We are a way for the cosmos to know itself". W każdym razie mimo całej tej fascynującej rzeczywistości czuję właśnie smutek, z tego powodu, że najdoskonalszym możliwym rozwiązaniem istnienia czegokolwiek jest węzeł narodzin i śmierci. Mówiąc w skrócie, gdybyśmy nie musieli umierać, nie moglibyśmy się urodzić. A to oznaczałoby rzeczywistość statyczną istniejącą w całkowitym bezruchu - wówczas cytat z Sagana stałby się nieaktualny. A rzeczywistość byłaby czymś w rodzaju platońskiego świata idei.

>Wmawiać synowi lub córce, że modlitwą wygrają coś lepszego.

Modlitwa to słowo klucz, w moim krytycznym stanowisku wobec wszelkich religii. Jak widzę, że niektórzy potrafią 3-4 godziny dziennie odmawiać paciorki, żyjąc w przeświadczeniu, że to w jakikolwiek sposób zmienia stan rzeczy, to włos się na głowie jeży. Jeżeli z uwagi na pewne aspekty miałbym gdzieś bronić, którejś religii - tak natychmiast mi się odechciewa, gdy widzę rozmodlony tłum.

Ileż czasu, ile zasobów i ile energii ludzkość zmarnowała do tej pory na modlitwę? Czy istnieje równie bezproduktywne, bezsensowne i bezwartościowe zjawisko na naszym świecie? Jak sobie pomyślę, gdzie mogłaby być dziś ludzkość, gdyby wszystkie zmarnowane na modły godziny zostały w jakikolwiek inny sposób wykorzystane, to mi się ten smutek o którym wcześniej pisałem nasila...

>zasady wypisane w Biblii odrzuciłem.

Oprócz setek prymitywnych legend i lawiny wszelakich bzdur są tam też pewne treści o dość uniwersalnym charakterze i nadal aktualne. Nie sprowadzajmy wszystkiego do jednego mianownika.
24-02-2014 14:03 
 0 na 2
Burnham (1149 punktów)
>Badania socjologiczne wskazują na pewną prawidłowość: wszędzie tam, gdzie życie jest biedniejsze, poziom wykształcenia niski a rozwój przemysłowy mniej zaawansowany, tam stopień religijności społecznej jest wyższy.

Nie lubię tego typu stwierdzeń bowiem więcej w nich obecnych trendów mody aniżeli faktów. W USA jest bardzo wiele dowodów świadczących o czymś przeciwnym. Kraj bogaty i administracyjnie zróżnicowany o bardzo wysokim stopniu technologii, a mimo wszystko religia ma się tam na tyle dobrze, że i świetny biznes się na tym robi. Czyli co - da się wpasować religię do bogactwa, postępu i technologii ? Oczywiście, że się da bowiem religię również można cywilizować. Max Weber opisywał, że protestantyzm wręcz zachęcał ludzi do bogacenia się i dążenia do większej przedsiębiorczości.

I to mnie się właśnie w Polsce nie podoba, że istnieje postać o. Rydzyka, która jest znienawidzona przez niektórych właśnie z powodu jego bogactw. I co w tym złego, że jest bogaty i ma swoje imperium ? Skoro ludzie dają mu dobrowolnie pieniądze to ich sprawa co z tymi pieniędzmi robią. W USA nie ma takiego klimatu nienawiści wobec bogacących się kaznodziejów. Pewnie Max Weber miałby tutaj coś ciekawego do powiedzenia dlaczego tak akurat jest i co oznacza, że kultura przedsiębiorczości w Polsce każe nienawidzić bogatych kapłanów, a w USA odwrotnie.
24-02-2014 18:06 
 Ocena 8 na 8
kika (1657 punktów)

>I to mnie się właśnie w Polsce nie podoba, że istnieje postać o. Rydzyka, która jest znienawidzona przez niektórych właśnie z powodu jego bogactw. I co w tym złego, że jest bogaty i ma swoje imperium ? Skoro ludzie dają mu dobrowolnie pieniądze to ich sprawa co z tymi pieniędzmi robią.>

Ostatnio w prasie opisywano początki jego kariery i m.in. jak w czasie zagranicznej pielgrzymki zebrał w autokarze, od uczestników, po 100 euro na koszty organizacyjne, po czym zniknął.
Został za granicą.
Zajął się sprzedażą samochodów do Polski.Samochody te, deklarowane jako związane z kultem religijnym, były zwolnione z podatku.
Po powrocie do Polski zbierał pieniądze na ratowanie stoczni. Stoczniowcy nigdy tych pieniędzy nie otrzymali.
Dostawał pieniądze z budżetu, pomimo rozdziału kościoła od państwa.
A Ty się dziwisz, że go nie lubią?!
25-02-2014 19:59 
 Ocena-1 na 1
Burnham (1149 punktów)
>Ostatnio w prasie opisywano ...

W prasie to ja też wiele rzeczy czytałem. Między innymi o tym, że ktoś UFO widział.

>A Ty się dziwisz, że go nie lubią?!

Kto go nie lubi ? Skoro popełnił przestępstwo kradzieży czy wyłudzenia to składa się stosowne dowody i kieruje sprawę do sądu. Proste.

>Samochody te, deklarowane jako związane z kultem religijnym, były zwolnione z podatku.

Ale w czym konkretnie tkwi problem bo nie rozumiem ? Ty masz zdaje się problem z ideologicznym patrzeniem na świat. W którym momencie popełnił tutaj przestępstwo jeżeli tak faktycznie było ? Można w świetle prawa coś takiego robić czy nie ? Można - w takim razie w czym problem ? W ogóle nie rozumiem tego typu zarzutów.

>Dostawał pieniądze z budżetu, pomimo rozdziału kościoła od państwa.

Skoro państwo takie hojne no to ludzie biorą, proste. Pieniądze z budżetu można wyłudzać (o przepraszam - "pozyskiwać fundusze w ramach rozwoju") na różne sposoby. Najczęstszym i najprostszym są tak zwane szkolenia w ramach dofinansowań unijnych. Tutaj to dopiero cyrk na kółkach się odbywa - fikcyjne listy obecności, fikcyjne sprawozdania. Szkoda gadać. No, ale tak to jest jak państwo rozrasta się do rozmiarów molocha i obiecuje ludziom, że sfinansuje wszystko. Ten kto sprytny i wie jak to działa to korzysta z tego. A myślisz, że dlaczego jak grzyby po deszczu rosną różnego typu szkoły podyplomowe - dla kształcenia społeczeństwa ? Religia czy świeckość nie mają tutaj nic do rzeczy. Państwo to finansowy moloch, a to zachęca co bardziej sprytnych do łowienia pieniążków na różne dotacje.

Oczywiście można być "uczciwym" obywatelem i dobrowolnie z ukłonem w pasie oddawać fiskusowi te 60%-70% zarobionej pensji co miesiąc, a w zamian dostać obietnicę od lekarza, że w kolejce postoisz sobie jedynie dwa miesiące. Niektórzy jednak mają pomysł bo odebrać to co im zabrano i idą prywatnie skoro państwo nie daje tego co obiecało.

Problem polega na tym, że ktoś w pewnych kręgach non stop plecie bzdury, że tutaj chodzi o ideę czy ideologię. Ach bo ci chcą świeckiego państwa, a tamci czegoś innego. To jest zasłona dymna dla naiwniaków. Istnieją ludzie, którzy wiedzą "gdzie konfitury" się magazynuje i po nie sięgają. O szmal i władzę się rozchodzi, a nie jakieś ideologiczne smęcenie. Daj Pan spokój.
25-02-2014 20:22 
 Ocena 1 na 1
szarley (54906 punktów)
>>Samochody te, deklarowane jako związane z kultem religijnym, były zwolnione z podatku.
>Ale w czym konkretnie tkwi problem bo nie rozumiem ? Ty masz zdaje się problem z ideologicznym patrzeniem na świat. W którym momencie popełnił tutaj przestępstwo jeżeli tak faktycznie było ? Można w świetle prawa coś takiego robić czy nie ? Można - w takim razie w czym problem ? W ogóle nie rozumiem tego typu zarzutów.

Dzięki za wyjaśnienie, dotąd nie wiedziałem, że Rydzyk sprowadzał samochody jako przedmioty kultu.

>Oczywiście można być "uczciwym" obywatelem i dobrowolnie z ukłonem w pasie oddawać fiskusowi te 60%-70% zarobionej pensji co miesiąc, a w zamian dostać obietnicę od lekarza, że w kolejce postoisz sobie jedynie dwa miesiące. Niektórzy jednak mają pomysł bo odebrać to co im zabrano i idą prywatnie skoro państwo nie daje tego co obiecało.

Cieszę się, że płacimy podatki w różnych państwach. To znaczy ja płacę... I NIGDY nie oszukałem na podatkach!
26-02-2014 09:08 
 Ocena 4 na 4
kika (1657 punktów)

>>Samochody te, deklarowane jako związane z kultem religijnym, były zwolnione z podatku.
>Ale w czym konkretnie tkwi problem bo nie rozumiem ? Ty masz zdaje się problem z ideologicznym patrzeniem na świat. W którym momencie popełnił tutaj przestępstwo jeżeli tak faktycznie było ? Można w świetle prawa coś takiego robić czy nie ? Można - w takim razie w czym problem ? W ogóle nie rozumiem tego typu zarzutów.>

No cóż..., gratuluję dobrego samopoczucia.
24-02-2014 23:26 
 Ocena 6 na 6
Anna Salman (16360 punktów)
>I to mnie się właśnie w Polsce nie podoba, że istnieje postać o. Rydzyka, która jest znienawidzona przez niektórych właśnie z powodu jego bogactw.
Na pewno z powodu bogactwa? A nie przypadkiem z powodu sposobu, w jaki do niego doszedł? Podziwiam ludzi przedsiębiorczych, bo wnoszą również wartość w życie społeczne - oprócz tego, że budują kapitał, tworzą miejsca pracy i pobudzają rozwój innowacyjności, stanowią także pozytywne wzory dla innych. Jaki tu mamy wzorzec? Otóż dorosły facet, który wybiera wygodne życie na cudzy koszt i zapisuje się do korporacji, słynącej z wyłudzania pieniędzy od naiwnych. Oczywiście nie interesują mnie pieniądze jego wielbicieli i wielbicielek - chcą to dają. Interesują mnie kwoty wyjęte ze wspólnej skarbonki, z których nie będzie nic dobrego - zostaną przejedzone.
Poza tym jakiż to wzorzec osobowości. Antysemickie teksty w jego rozgłośni sprowokowały nawet list BXVI do polskiego episkopatu. A szczucie na antenie słuchaczy przeciw innym obywatelom to standard.
Jeżeli takie osoby robią karierę w Stanach, to się nie dziwię, że mają tam kryzys.
Poza tym zdumiewa mnie, jak łatwo pod wpływem ideologii rzymskokatolickiej cwaniactwo i kombinatorstwo zaczyna być nazywane przedsiębiorczością.
Dlatego kraje takie jak Polska nigdy nie zbudują odpowiedniego poziomu kapitału i zawsze będą krajami peryferyjnymi.
25-02-2014 19:50 
 Ocena-2 na 4
Burnham (1149 punktów)
No i w jaki sposób do tego doszedł ? Skoro robił machlojki to się doniesienie do prokuratury składa, a nie insynuacje rozsiewa. Ludzie dają mu pieniądze dobrowolnie. Tysiąc razy wolę takiego Rydzyka od Państwa Polskiego, które zabiera nam pieniądze pod przymusem, a daje w zamian figę z makiem. Tam zaś ludzie dają dobrowolnie - ich wolny wybór i nie mnie ocenić co oni ze swoimi pieniędzmi robią. Nie interesuje mnie ideologia tego Pana aniżeli posądzenia ludzi o to, że tam jest antysemityzm. Śledząc posty przykładowo Pana Koraszewskiego (a posłuch jakiś tego typu osobistości w Polsce również mają) można dojść do wniosku, że wszelka krytyka Izraela jest antysemityzmem. To co filosemici wygadują na temat o. Rydzyka mnie nie interesuje. Nie da się zrobić pieniędzy w tym kraju i nie mieć wrogów - to jest sprzeczne z prawami fizyki.
26-02-2014 09:28 
 Ocena 5 na 5
Anna Salman (16360 punktów)
>No i w jaki sposób do tego doszedł ? Skoro robił machlojki to się doniesienie do prokuratury składa, a nie insynuacje rozsiewa. Ludzie dają mu pieniądze dobrowolnie.
Bzdura, ci co dają mnie nie interesują, tak jak i ich pieniądze, ale wyłudzanie z budżetu, to już inna sprawa. I nie są to żadne insynuacje, bo ostatnia sprawa - dotacji na na jakieś termy - była poruszana nawet w mediach ogólnokrajowych. Potem przestano o tym mówić i taka jest zawsze metoda w przypadku funkcjonariuszy krk. Przekręty w ramach KM też nigdy nie zostaną rozliczone.
>Tysiąc razy wolę takiego Rydzyka od Państwa Polskiego, które zabiera nam pieniądze pod przymusem, a daje w zamian figę z makiem. ...
Tyle, że na krk też płacimy pod przymusem - wszyscy, a korzystają z tego jedynie rzymscy katolicy. Nie przeceniaj owych dobrowolnych datków na kościół, bo w skali tego, co dostają, to jest "na waciki".
>Nie interesuje mnie ideologia tego Pana aniżeli posądzenia ludzi o to, że tam jest antysemityzm. ...
To nie są posądzenia, tylko rzeczywiste wypowiedzi na antenie. Ktoś inny stanąłby przed sądem. I nie to mnie wkurza, że on ma takie poglądy, tylko że funkcjonariusze krk są "równiejsi" wobec prawa.
>...To co filosemici wygadują na temat o. Rydzyka mnie nie interesuje. Nie da się zrobić pieniędzy w tym kraju i nie mieć wrogów - to jest sprzeczne z prawami fizyki.
To że ktoś krytykuje tłustego złodzieja, nie znaczy, że jest filosemitą. Ja nie jestem filosemitką i jestem krytyczna wobec polityki Izraela, ale wychowałam się w przyzwoitym środowisku i wiem, że złodziej jest złodziejem, kłamca - kłamcą, cham - chamem itd. Nie mnie wpierać, że wyłudzenie jest "przedsiębiorczością", gwałt na dziecku "etyką chrześcijańską", a wciskanie ludziom teorii spiskowych, że polscy politycy są Żydami i specjalnie doprowadzili do kryzysu "krytyką Izraela".
26-02-2014 09:46 
 Ocena-1 na 1
Burnham (1149 punktów)
Pani prezentuje tutaj ton moralnego oburzenia i ja nie mam jak na to odpowiedzieć. Jeżeli były przekręty i machlojki to sprawa do sądu. Z tego co mi wiadomo nic z tego typu rzeczy nie udowodniono, a pisanina ma się dobrze. Oczywiście można zmienić sposób postrzegania rzeczywistości i wychodzić z założenia, że wszystko to co się w prasie wypisuje jest prawdą, a fakt, że sąd niczego takiego nie potwierdza tym gorzej świadczy o sądzie. Zlikwidujmy w takim razie sądy i zostawmy w ich miejsce prasę.
26-02-2014 20:24 
 Ocena 9 na 9
Anna Salman (16360 punktów)
>Pani prezentuje tutaj ton moralnego oburzenia ...
Spokojnie, ja nawet nie wiem, co to jest owo "moralne oburzenie". To sfera religiantów. Po prostu wychowana zostałam w przyzwoitym środowisku i cóż ja na to mogę poradzić ...
A co do postępowania wymiaru sprawiedliwości wobec duchownych, to proszę naprawdę nie rżnąć głupa, bo wiadomo, jak to u nas wygląda. Przy najbardziej oczywistych dowodach żadne postępowanie nie jest prowadzone. Dlatego to ludzi oburza. Interpretowanie owego oburzenia, jako "zazdrości wobec bogatych", to tak, jak oskarżanie ojca, któremu zgwałcono córkę, że pewnie zazdrości, bo sam miał na nią chrapkę - obrzydliwe.
Burnham (1149 punktów)
>A co do postępowania wymiaru sprawiedliwości wobec duchownych, to proszę naprawdę nie rżnąć głupa, bo wiadomo, jak to u nas wygląda.

Ja nie wiem, proszę mnie oświecić. To sądy też mamy kościelne ?

>Przy najbardziej oczywistych dowodach żadne postępowanie nie jest prowadzone.

A Pani rzecz jasna z tymi wszystkimi dowodami się zapoznała i wydała wyrok.
26-02-2014 20:57 
 Ocena 2 na 2
szarley (54906 punktów)
> Nie da się zrobić pieniędzy w tym kraju i nie mieć wrogów - to jest sprzeczne z prawami fizyki.
Nie mam wrogów
24-02-2014 15:50 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>W większej części zgadzam się z Pana stanowiskiem, gdyż mój punkt widzenia jest bardzo zbliżony. [ale] chciałbym zapytać, o jakie ideały tak zaciekle walczą ateiści? O ideę nieistnienia Boga? No i na czym polega ta zaciekłość? Nie biorą jeńców? Walczą do końca w myśl zasady "albo my albo oni"? Brzmi to trochę kuriozalnie.
Kuriozalnie dla kogo? Dla Pana i dla mnie? To raczej oczywiste, ale proszę przeczytać co poniżej Pańskiego posta pan Heremis napisał:
Wojujący ateizm jak dla mnie nie tyle jest religią, co zawiera jej negatywne cechy.
Według mnie wojujący ateizm charakteryzuje się:
-przekonaniem o swojej wyższości, wyniosłością
-niechęcią i pragnieniem zwalczania (na szczęście tylko słowem) niemal wszystkiego, co związane jest z kwestiami wiary i religii. (...)
- ocenianiem ludzi przez sam fakt, że w coś wierzą.
(...) zauważam u niektórych ateistów pewne zjawisko. Mianowicie założenie, że wiara/religia z gruntu są złe. (...)
- przekonaniem, że powszechny ateizm przyniesie coś lepszego. Sławne "wyobraź sobie świat bez religii". Według mnie to utopijne myślenie. Najwięcej zła przynosi pragnienie bogactw, żądza władzy, bezwzględność ludzi, brak religii tych spraw nie rozwiąże.
- przekonaniem o jedynej słuszności ateizmu, tymczasem nasz świat stoi różnorodnością, sam jestem za pluralizmem światopoglądowym z poszanowaniem odmiennych poglądów o ile nie przynoszą one szkody innym. (...)
Poza tym taki ateizm nie ma wyłączności na używanie rozumu. Tymczasem bardzo często pewni ateiści na podstawie czyjejś wiary stwierdzają, że ktoś jest głupi. Tak jakby rozum sprowadzał się tylko i wyłącznie do spraw religii.

www.racjon(*)m.php/s,608495/z,0/d,2#w608664

Czy ateistą może być osobą wierząca?
Zdecydowanie tak! Można wierzyć, że Bóg jest i można wierzyć, że Boga nie ma.

>Tu się właśnie z Panem nie zgadzam. W miejsce terminu "Bóg" można podstawić dowolny twór naszej wyobraźni i wierzyć, że coś co właśnie wymyśliliśmy (bądź wymyślił sobie ktoś inny i o wytworze swojej fantazji raczył nas poinformować) istnieje bądź nie.
Ależ nie zgadzając się ze mną potwierdził Pan, iż mam rację. Znajomość historii pozwala nam dostrzec, iż ludzie pod podobne terminy potrafią zupełnie inne znaczenie podłożyć i odwrotnie - zupełnie różne terminy mogą opisywać dokładnie to samo zjawisko.
www.racjon(*)m.php/s,474361/z,0/d,7#w475646
www.racjon(*)m.php/s,474361/z,0/d,9#w475688

>Dojdziemy w ten sposób do absurdu.
Tak, wiara prowadzi nas do absurdów.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,555861#w556535

>>>>Dlatego ja wielokrotnie tu powtarzam, że nie jestem ateistą tylko naturalistą ontologicznym i opieram swój światopogląd na sceptycyzmie naukowym.
>I jest to bardzo zdrowe i cenione przeze mnie stanowisko. Myślę, że również mógłbym siebie określić naturalistą ontologicznym.
Cieszę się. Jest nas tu przynajmniej dwóch, a sądzę, że sporo więcej.

>Ateizm to słowo, które porównałbym do słynnego "gender". To termin, który stał się "ofiarą poszukiwaczy wrogów". I właśnie z powodu tychże środowisk wykazujących silne zapotrzebowanie na posiadanie wrogów, staram się nie określać siebie jako ateisty - ale to oczywiście tylko jeden z powodów. Zdecydowanie bardziej preferuję określenie "racjonalista".
Mieliśmy w Polsce wielkiego ateoznawcę i był nim prof. Andrzej Nowickii zdecydowanie warto do jego dorobku sięgać. (Mieliśmy też wielkiego wolnomyśliciela Michała Horoszewicza

>>>>PS. Jestem zdecydowanym antyfideistą (...)
>Fideizm jest reliktem dawnych czasów, a współcześnie co najmniej piramidalnym nieporozumieniem.
Tak, to bardzo starożytny relikt, ale nadal nader aktualny. W Polsce rosną nam zastępy świeżutkich fideistów, gdyż jest to na rękę i władzy i Kościołowi: www.racjon(*).php/z,0/d,12/s,565416#w567002

>Zwalczanie tegoż oszołomstwa uważam za w pełni uzasadnione. Tylko proszę uważać na łatkę "wojującego antyfideisty".
A jeszcze takiej tu nie mam? To ciekawe? Sądzę, że jest tu grupa (na szczęście niebyt wielka), która przypisuje mi wszystko co najgorsze.

Pozdrawiam.

@@@
.
25-02-2014 16:38 
 Ocena 4 na 4
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> W miejsce terminu "Bóg" można podstawić dowolny twór naszej
> wyobraźni i wierzyć, że coś co właśnie wymyśliliśmy (bądź wymyślił sobie
> ktoś inny i o wytworze swojej fantazji raczył nas poinformować) istnieje bądź nie.
> Dojdziemy w ten sposób do absurdu.

Może nie dowolny twór, i nie do końca tak, ze świadomie i "na zimno" coś wymyślamy, ale w życiu tak się przecież czasem dzieje, proszę popatrzeć: ludzie wierzą, że pieniądze dadzą im szczęście, wierzą Wodzowi (ślepe uwielbienie), dają się otumanić reklamom, które wzmagają ich wiarę w złoty lek:
- Witam, poproszę ten środek na katar, który reklamują w telewizji
- Jaki konkretnie?
- No ten, co reklamują w telewizji. Nie wie pani?
- Mamy Otrivin i Acatar
- Nie słyszała pani? Chcę, ten, co reklamują w telewizji !
- Nie mam w domu telewizora

W Afryce istnieje np. bardzo silna wiara w duchy przodków, a w Korei Północnej w Kim Ir Sena.

pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
24-02-2014 04:19
 Ocena 12 na 12
hunbin (2274 punktów)

>Red. Mariusz Agnosiewicza o
>Będę mocno promował pogłębione
>rozumienie racjonalizmu, dotykające istoty współczesnych problemów społecznych a nie problemów z
>bogiem.
Mam nadzieję, że nie pozostanie to poczytane jako atak, bo jeszcze zostanę pozbawiony szansy na dramatyczne rozerwanie szat. Odnoszę jednak wrażenie, że potrzeba tejże głębi może wynikać z jakiegoś nagłego i dramatycznego wydarzenia.

>Mówi się często że nikt tak intensywnie nie dyskutuje o bogu jak ateiści i coś w tym jest.
>Ale tak być nie musi, nie powinno. Nasze problemy są realne i chciałbym, abyśmy nimi się
>zajmowali.
Chce Pan Mariusz zwiększyć liczbę wątków i postów, "prosząc" użytkowników o zaprzestanie dyskusji na tematy które ich bolą, dotyczą czyli mają dla nich pewną wagę. Żeby mogli wreszcie zająć się sprawami ważkimi z punktu widzenia Pana Mariusza,
istny dualizm ontologiczny.

>Red. Agnosiewicz napisał: mojej wizji racjonalizmu.
"Ty jesteś Piotr czyli Skała, i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą."(Mt 16,18)

>Chcę, by portal był wielogłosowy. Chcę, by
>było w nim miejsce dla różnych nurtów wolnej i rozumnej myśli. Mam dziś na to dostatecznie
>dużo pokory.
Wobec kogo ta pokora?
Jak mawiają klasycy: "Błogosławiony, kto się boi Pana".

>Jeszcze nigdy nie przeczytałem tak wiele w swoim życiu, jak w mijającym roku. Otwarło to przede mną
>nowe horyzonty i znacznie lepszą umiejętność przyznawania się do błędów.
Nie był to czasem gość niedzielny na zmianę z frondą, w przerwach między roratami?

>kształt Racjonalisty to dzieło interaktywne: tworzą go redaktorzy w interakcji z
>czytelnikami. Ja sam czuję się tworem wspólnoty wirtualnej skupionej wokół Racjonalisty.
Jak na razie mocno się Panu Mariuszowi ta wspólnota skurczyła w praniu, szkoda że w większości o doskonałe osobniki.

>Bogusławski.[/color][/url]
> Najgorszą jest zaś ślepa
>wiara w jedynosłuszność własnych przekonań.
Przerażające gdy dopada ludzi których się szanuje...

>Tylko konieczność przedstawiania racjonalnych argumentów
>na całość swoich twierdzeń może nas bronić przed własną głupotą.
Doświadczenie i pokora każe przypuszczać, że ta ostatnia każdego dopadnie, grunt to potrafić się z niej wycofać i minimalizować straty.

Popieram głos Pana Bogusławskiego.
Pozdrawiam

Parafrazując: Ideologia śmierdzi!
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Świętej pamięci forumowiczy - pan Zbysław Śmigielski wyraził kiedyś takie zdanie:
>"Wojujący ateizm to najbardziej skrajna forma religii"

Zdanie świętej pamięci pana nie jest tym prawdziwsze, im świętsza jest jego pamięć. Jak powiedział Wilde, idea nie musi być prawdziwa tylko dlatego, że ktoś oddał za nią życie.

Skądinąd wiemy od dawna, że nazywanie ateizmu religią jest ciosem poniżej pasa, stosowanym przez religijnych w polemikach na temat religii, kiedy kończą im się argumenty. Gdy nie miotają nami emocje, nie mamy wątpliwości, że nazywanie ateizmu religią jest delikatnie mówiąc nieporozumieniem. A patrząc z drugiej strony, gdy mamy do czynienia z jakąś egzotyczną religią, absurdem jest nazywanie jej "ateizmem". Oczywiście zdarzało się, że funkcjonowały różne pojęciowe zlepki w rodzaju "taoizm jest religią ateistyczną", które wyrwane z kontekstu wyglądają na absurd, ale we właściwym kontekście pokazują swój sens.

Wróćmy więc do ateizmu współczesnego, nam, racjonalistom, bliskiego. Czy naprawdę można poważnie powiedzieć, że któraś z odmian naszego ateizmu jest religią? W jakim kontekście takie zdanie ma swój sens? Cytowanie dowcipnych bon motów w poważnym kontekście wyrządza moim zdaniem więcej szkód niż pożytku. Sugerowanie, że któraś z odmian ateizmu jest religią jest moim zdaniem niezręcznym wyborem formy przekazania jakiejś myśli. Jestem pewien, że bez nazywania ateizmu "religią" można o wiele lepiej wyrazić wszystkie zastrzeżenia, jakie można mieć do postępowania niektórych naszych Koleżanek i Kolegów.

Apeluję więc: nie używajmy języka naszych wrogów, gdyż wpadamy w pułąpkę zastawianą przez będne związki frazeologiczne - pułapkę nieporozumień i negatywnych skojarzeń. Aby pokazać o co mi chodzi, podam mój ulubiony przykład dysputy o eutanazji, całkowicie zdominowanej przez ciemnogród dzięki zastosowaniu prostej sztuczki. Ciemniaki to piękne słowo umieścili w takich kontekstach, że kompletnie wypaczyli jego znaczenie. Kiedy człowiek rozumny zawoła z oburzeniem "to nie eutanazja, to morderstwo!", ciemniak woła "to eutanazja!" i obydwaj wyżają tę samą emocję. Czy można poważnie dyskutować o eutanazji z ludźmi, dla których samo to słowo zawiera w sobie fałszywe oskarżenie?! Najpiękniejsze przykłady eutanazji z literatury i filmu przegrywają z tym wielkim, ciemniackim kłamstwem. Tę sztuczkę ciemniaki stosowali zawsze i stosują ją nadal. Kiedyś chcieli zabrać nam i zdegradować inne piękne słowa - Wolność i Demokrację - dzisiaj uwzięli się za na Prawo i Sprawiedliwość.

Podobny, choć może nie tak spektakularny efekt otrzymujemy wrzucając Ateizm do jednego worka z religiami. Na razie jeszcze żyją ludzie, którzy rozumieją ten dziwaczny, subtelny kontekst, w którym zdanie, że "(...) ateizm to (...) forma religii" ma pewnien sens. Ale co będzie za 20 lat? Czy ateiści z założeni będą zaliczani do ciemniaków, tak jak wszystkie religie? Nie boicie się tego? Ja się tego boję. Dlatego błagam wszystkich racjonalistów i ateistów: gdy ktoś nam wmawia, że ateizm to forma religii, to zawsze zaprzeczajmy i precyzyjnie uzasadniajmy, dlaczego takie zdanie jest błędne. Nie zapominajmy, że jest to bzdura rozpowszechniana przez wrogów rozumu i nie dajmy się im podpuszczać, bo powtarzając tę bzdurę nieświadomie pomagamy religijnym zwalczać ateizm.

doku (Tomasz Kamiński)
Heremis (587 punktów)
Wojujący ateizm jak dla mnie nie tyle jest religią, co zawiera jej negatywne cechy.
Według mnie wojujący ateizm charakteryzuje się:
-przekonaniem o swojej wyższości, wyniosłością
-niechęcią i pragnieniem zwalczania (na szczęście tylko słowem) niemal wszystkiego, co związane jest z kwestiami wiary i religii. Nie mam tu na myśli religii instytucjonalnej, która niestety miesza się w życie osób jej niewyznających. Taki ateizm stawia sobie za cel zwalczanie choćby nurtów New Age, medytacji, jogi, religijności ponad religiami itp. tymczasem akurat w tym przypadku decyduje wola zainteresowanych.
- ocenianiem ludzi przez sam fakt, że w coś wierzą. Rozumiem sprzeciw, gdy wierzący bezpodstawnie twierdzą, że ateista jest kimś amoralnym. Sam o kimś kto mieni się ateistą mogę jedynie powiedzieć, że nie wierzy w Boga/bogów. To jakim jest człowiekiem mogę poznać w toku rozmowy. Tymczasem zauważam u niektórych ateistów pewne zjawisko. Mianowicie założenie, że wiara/religia z gruntu są złe. Stąd jeśli wierzący czyni źle, jest to wina religii, ale gdy czyni dobrze, to już nie może być zasługą religii/wiary ( a może być jak najbardziej) W moim odczuciu jest to zaślepienie. Poza tym wśród wierzących nawet jednej religii mamy zróżnicowane postawy. Wiara katolicka nie oznacza bycia słuchaczem Radia Maryja
- przekonaniem, że powszechny ateizm przyniesie coś lepszego. Sławne "wyobraź sobie świat bez religii". Według mnie to utopijne myślenie. Najwięcej zła przynosi pragnienie bogactw, żądza władzy, bezwzględność ludzi, brak religii tych spraw nie rozwiąże.
- przekonaniem o jedynej słuszności ateizmu, tymczasem nasz świat stoi różnorodnością, sam jestem za pluralizmem światopoglądowym z poszanowaniem odmiennych poglądów o ile nie przynoszą one szkody innym. Po prostu "Żyj i daj żyć innym". Poza tym wątpię w istnienie czegoś takiego jak obiektywizm.
Poza tym taki ateizm nie ma wyłączności na używanie rozumu. Tymczasem bardzo często pewni ateiści na podstawie czyjejś wiary stwierdzają, że ktoś jest głupi. Tak jakby rozum sprowadzał się tylko i wyłącznie do spraw religii.
24-02-2014 11:44 
 Ocena 2 na 2
hamp (3461 punktów)
>Według mnie wojujący ateizm charakteryzuje się:
>-przekonaniem o swojej wyższości, wyniosłością
>-niechęcią i pragnieniem zwalczania (na szczęście tylko słowem) niemal wszystkiego, co związane jest z kwestiami wiary i religii.
Tu się zgodzę.

>Nie mam tu na myśli religii instytucjonalnej, która niestety miesza się w życie osób jej niewyznających. Taki ateizm stawia sobie za cel zwalczanie choćby nurtów New Age, medytacji, jogi, religijności ponad religiami itp.
Tu się nie zgodzę... skąd nagle joga i medytacja? To bardzo pożyteczne czynności i nie widziałem, żeby ktoś z tym walczył.

>Tymczasem zauważam u niektórych ateistów pewne zjawisko. Mianowicie założenie, że wiara/religia z gruntu są złe. Stąd jeśli wierzący czyni źle, jest to wina religii, ale gdy czyni dobrze, to już nie może być zasługą religii/wiary ( a może być jak najbardziej)
Serio widzisz coś takiego?
Religie są z gruntu niepotrzebne chłodno myślącemu człowiekowi. Reszcie mogą być potrzebne, chociażby w godzeniu się ze smutkiem po utracie bliskich lub w obliczu własnej śmierci. Nie neguję tych potrzeb, ale uważam, że pojawiły się one z powodu jakichś indoktrynacji... zresztą nie wszystkich stać na ateizm (ha, wywyższam się!) - wielu ludzi przejawia tendencje do myślenia życzeniowego, na przykład "I wish, there is life after life, therefore God.", wierzy w pechowe koty i boi się przejść pod drabiną. Myślę, że społeczeństwo wyzwolone z tych przesądów wychowywałoby następne pokolenia bez tego bagażu irracjonalności.
Oczywiście, że religia ma dobre aspekty. Oprócz tych, które wymieniłem wcześniej, jest także zbiór zakazów i nakazów, które przeważnie są dobre. Nie zmienia to jednak faktu, że w ogólnym rozrachunku religie wypadają słabo.

>Najwięcej zła przynosi pragnienie bogactw, żądza władzy, bezwzględność ludzi, brak religii tych spraw nie rozwiąże.
Nie, ale usunie jedno z narzędzi zdobywania bogactw, władzy, kontroli...

>- przekonaniem o jedynej słuszności ateizmu, tymczasem nasz świat stoi różnorodnością, sam jestem za pluralizmem światopoglądowym z poszanowaniem odmiennych poglądów o ile nie przynoszą one szkody innym. Po prostu "Żyj i daj żyć innym".
A czy ja walczę ze wszystkimi przejawami religijności? Oczywiście, że nie! Przecież większość mojej rodziny i znajomych jest wierząca. Zostawiam ich w spokoju. Czy to hipokryzja? Nie - oni są po prostu dobrymi ludźmi. Walczę z ich wiarą, kiedy ona każe im nienawidzić homoseksualistów, zabrania dokonywać aborcji, in vitro i eutanazji. Nawet znam przypadki, które nie lubią Żydów, bo zabili Jezuska. No nie powiesz, że takie myślenie nie wkurwia...
Religia w swym dogmatyzmie ogranicza samodzielne i krytyczne myślenie. I z tym chcę walczyć. Jeżeli religia nakazuje komuś raz dziennie zrobić jakiś dobry uczynek, to nie ma potrzeby walczyć z tym aspektem jego religijności. Ale na głupotę się nie zgodzę.
25-02-2014 08:26 
 Ocena 1 na 1
Heremis (587 punktów)

>Tu się nie zgodzę... skąd nagle joga i medytacja? To bardzo pożyteczne czynności i nie widziałem, żeby ktoś z tym walczył.
Medytacje i jogę niektórzy łączą z ezoteryką a ta dobrej prasy u wojujących ateistów raczej nie ma.
>>Tymczasem zauważam u niektórych ateistów pewne zjawisko. Mianowicie założenie, że wiara/religia z gruntu są złe. Stąd jeśli wierzący czyni źle, jest to wina religii, ale gdy czyni dobrze, to już nie może być zasługą religii/wiary ( a może być jak najbardziej)
>Serio widzisz coś takiego?
Tak widzę, czarny świat wiary i biały świat ateizmu, tyle że to doświadczeniach z kontaktów w sieci, więc możliwe że ma się tu do czynienia z prymitywnym bardzo podejściem tych, którzy mienią się ateistami.

>Religie są z gruntu niepotrzebne chłodno myślącemu człowiekowi. Reszcie mogą być potrzebne, chociażby w godzeniu się ze smutkiem po utracie bliskich lub w obliczu własnej śmierci. Nie neguję tych potrzeb, ale uważam, że pojawiły się one z powodu jakichś indoktrynacji... zresztą nie wszystkich stać na ateizm (ha, wywyższam się!)
Wywyższanie łączy się dla mnie z pogardą wobec innych osób mających odmienny światopogląd. Tu się zgodzę, nie każdy musi być ateistą, jest wiele dróg: religijny teizm, teizm ponad religiami, deizm, panenteizm.

- wielu ludzi przejawia tendencje do myślenia życzeniowego, na przykład "I wish, there is life after life, therefore God.", wierzy w pechowe koty i boi się przejść pod drabiną. Myślę, że społeczeństwo wyzwolone z tych przesądów wychowywałoby następne pokolenia bez tego bagażu irracjonalności.
Co do kota rzeczywiście, z drugiej strony komu to przeszkadza? Co do Boga i życia po śmierci ciała nie mamy pewnych informacji. Jednak to już odbieganie od tematu wątku.

>Oczywiście, że religia ma dobre aspekty. Oprócz tych, które wymieniłem wcześniej, jest także zbiór zakazów i nakazów, które przeważnie są dobre. Nie zmienia to jednak faktu, że w ogólnym rozrachunku religie wypadają słabo.

>>Najwięcej zła przynosi pragnienie bogactw, żądza władzy, bezwzględność ludzi, brak religii tych spraw nie rozwiąże.
>Nie, ale usunie jedno z narzędzi zdobywania bogactw, władzy, kontroli...
W przypadku religii instytucjonalnych byłoby to dobre, myślę, że prywatna religijność nie nie przynosi takiego zła, poza tym nie ma powiązań z polityką. Każda religia mieszająca się z polityką przegrywa, choćby nie wiadomo jak szczytne hasła głosiła. Dobrym przykładem jest chrześcijaństwo, uznanie go za religię panującą w Cesarstwie Rzymskim oznaczało w istocie jego klęskę i zmierzch.

>A czy ja walczę ze wszystkimi przejawami religijności? Oczywiście, że nie! Przecież większość mojej rodziny i znajomych jest wierząca. Zostawiam ich w spokoju. Czy to hipokryzja? Nie - oni są po prostu dobrymi ludźmi. Walczę z ich wiarą, kiedy ona każe im nienawidzić homoseksualistów, zabrania dokonywać aborcji, in vitro i eutanazji. Nawet znam przypadki, które nie lubią Żydów, bo zabili Jezuska. No nie powiesz, że takie myślenie nie wkurwia...
Zatem nie walczysz, zostawiasz w spokoju i tu popieram. Mnie też drażnią poglądy typu Żydzi zabili Jezusa, akurat w tym wypadku można spróbować wyjaśnić bądź zostawić taką osobę z jej poglądami.
>Religia w swym dogmatyzmie ogranicza samodzielne i krytyczne myślenie. I z tym chcę walczyć. Jeżeli religia nakazuje komuś raz dziennie zrobić jakiś dobry uczynek, to nie ma potrzeby walczyć z tym aspektem jego religijności. Ale na głupotę się nie zgodzę.
Jak najbardziej można walczyć z negatywnymi aspektami religii, tu się zgodzę. Choć ja w swojej rodzinie tego nie robię, nie podoba mi się trochę rzeczy, ale wolę ich zostawić ze swoimi poglądami, nie narzucają mi ich, więc jest w porządku.
24-02-2014 23:38 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Wojujący ateizm jak dla mnie nie tyle jest religią, co zawiera jej negatywne cechy.
>Według mnie wojujący ateizm charakteryzuje się:
>-przekonaniem o swojej wyższości, wyniosłością
Czyżby naprawdę tak było, czyżby znani Panu ateiści choć dorównywali poczuciem wyższości, wyniosłością i pychą 99% naszego episkopatu?

>-niechęcią i pragnieniem zwalczania (na szczęście tylko słowem) niemal wszystkiego, co związane jest z kwestiami wiary i religii.
Wiarę i religię uznałem za tyle ciekawe zjawisko, że poświęciłem lekturom z tą problematyką związanych ogrom czasu. Wprost nienawidzę ludzkiej głupoty, która się do ogromu nieszczęść przyczyniła i zwalczam ją słowem jak tylko umiem i mogę. Nie moją już tu jest winą, że głupota tak doskonale z wiarą (niezależnie od jej przedmiotu) łączy.

>Nie mam tu na myśli religii instytucjonalnej, która niestety miesza się w życie osób jej niewyznających.
A tu trudno ją oddzielić i z powodu jednego kulturalnego p. Heremisa stać się mniej antyklerykalny, gdy dostrzega się zło klerykalizmu.

>- ocenianiem ludzi przez sam fakt, że w coś wierzą.
Tak, mam taki mocno ugruntowany pogląd, że każda wiara (niezależnie od jej przedmiotu) ogranicza nas intelektualnie, a także moralnie usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu. Im wiara jest głębszą bardziej fundamentalną, tym jest groźniejszą. Czy miałby ten pogląd ukrywać?

>Rozumiem sprzeciw, gdy wierzący bezpodstawnie twierdzą, że ateista jest kimś amoralnym. Sam o kimś kto mieni się ateistą mogę jedynie powiedzieć, że nie wierzy w Boga/bogów. To jakim jest człowiekiem mogę poznać w toku rozmowy. Tymczasem zauważam u niektórych ateistów pewne zjawisko. Mianowicie założenie, że wiara/religia z gruntu są złe. Stąd jeśli wierzący czyni źle, jest to wina religii, ale gdy czyni dobrze, to już nie może być zasługą religii/wiary ( a może być jak najbardziej) W moim odczuciu jest to zaślepienie. Poza tym wśród wierzących nawet jednej religii mamy zróżnicowane postawy. Wiara katolicka nie oznacza bycia słuchaczem Radia Maryja
>- przekonaniem, że powszechny ateizm przyniesie coś lepszego. Sławne "wyobraź sobie świat bez religii". Według mnie to utopijne myślenie. Najwięcej zła przynosi pragnienie bogactw, żądza władzy, bezwzględność ludzi, brak religii tych spraw nie rozwiąże.
Prowadziłem na ten temat długie dysputy z panem Brzostowskim. Nie mam ochoty ich powtarzać. Tu - dalej w tym wątku znajdzie Pan moje argumenty:
www.racjon(*)m.php/s,478028/z,0/d,5#w481169

>- przekonaniem o jedynej słuszności ateizmu,
Jestem całkowicie przekonany o jedynej słuszności naturalizmu w wyjaśnianiu i rozumieniu istniejącej obiektywnie rzeczywistości. Mój ateizm jest konsekwencją przyjęcia opcji naturalizmu ontologicznego za jedynie słuszne podejście, które potwierdzają nauki przyrodnicze. www.racjonalista.pl/forum.php/s,608495/z,0#w608582

>tymczasem nasz świat stoi różnorodnością,
Tak jest w istocie.

>sam jestem za pluralizmem światopoglądowym z poszanowaniem odmiennych poglądów o ile nie przynoszą one szkody innym.
Dokładnie tak jak i ja.

>Po prostu "Żyj i daj żyć innym".
W tym jednak jest rzeczy sedno, że im ktoś bardziej wierzy tym bardziej nawracać musi. www.racjon(*)m.php/z,0/d,8/s,492110#w495088

>Poza tym wątpię w istnienie czegoś takiego jak obiektywizm.
Dokładnie jak ja.

>Poza tym taki ateizm nie ma wyłączności na używanie rozumu. Tymczasem bardzo często pewni ateiści na podstawie czyjejś wiary stwierdzają, że ktoś jest głupi. Tak jakby rozum sprowadzał się tylko i wyłącznie do spraw religii.
Dla mnie ateizm to tylko przekonanie o nieistnieniu świata nadprzyrodzonego i może być różnie uzasadniany intelektualnie. Ja bronię tu ateizmu, do którego dochodzi drogą rozumową, a więc ateizmu racjonalnego.
Warto tu rozróżnić racjonalność ludzką, racjonalizację przekonań i racjonalizm światopoglądowy. Nigdy nie twierdziłem na podstawie wiary, że ktoś jest głupi, ale np. panowie Elasp, Brzostowski, Konowal, Vancalar, Bielecki są święcie przekonani, iż tylko ze względu na ich przekonania religijne tak nisko oceniam ich wypowiedzi.

Natomiast rzeczywiście moja cała wiedza potwierdza, że wiara niesłychanie rzadko łączy się z mądrością - choć znam takich przypadków sporo i cenię sobie takich ludzi ogromnie.

Pozdrawiam.

@@@
.
25-02-2014 08:08 
 Ocena 2 na 2
Heremis (587 punktów)

>Czyżby naprawdę tak było, czyżby znani Panu ateiści choć dorównywali poczuciem wyższości, wyniosłością i pychą 99% naszego episkopatu?
Przeszkadza mi i to bardzo postawa episkopatu, ale w tym temacie rozmawiamy o wojującym ateizmie.

>Wiarę i religię uznałem za tyle ciekawe zjawisko, że poświęciłem lekturom z tą problematyką związanych ogrom czasu. Wprost nienawidzę ludzkiej głupoty, która się do ogromu nieszczęść przyczyniła i zwalczam ją słowem jak tylko umiem i mogę. Nie moją już tu jest winą, że głupota tak doskonale z wiarą (niezależnie od jej przedmiotu) łączy.
Sporo ludzi wierzących ma całkiem rozsądne podejście do rzeczywistości.

>A tu trudno ją oddzielić i z powodu jednego kulturalnego p. Heremisa stać się mniej antyklerykalny, gdy dostrzega się zło klerykalizmu.
Mi antyklerykalizm nie przeszkadza, sam jestem niechętny panoszeniu się kleru.

>Tak, mam taki mocno ugruntowany pogląd, że każda wiara (niezależnie od jej przedmiotu) ogranicza nas intelektualnie, a także moralnie usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu. Im wiara jest głębszą bardziej fundamentalną, tym jest groźniejszą. Czy miałby ten pogląd ukrywać?
Nie piszę o ukrywaniu swoich poglądów każdym ma prawo do wyrażaniach swoich. Ale warto się zastanowić czy każda wiara musi ograniczać, generalizowanie bardzo upraszcza sprawy. Stopnie wiary są różne, moja jest dość silna i już ugruntowana jednak czy to znaczy, że jestem groźny dla innych? Od nikogo nie wymagam podzielania moich poglądów.

>Prowadziłem na ten temat długie dysputy z panem Brzostowskim. Nie mam ochoty ich powtarzać. Tu - dalej w tym wątku znajdzie Pan moje argumenty:
>www.racjon(*)m.php/s,478028/z,0/d,5#w481169
Zapoznam się z tym o ile pozwoli mi czas.

>Jestem całkowicie przekonany o jedynej słuszności naturalizmu w wyjaśnianiu i rozumieniu istniejącej obiektywnie rzeczywistości. Mój ateizm jest konsekwencją przyjęcia opcji naturalizmu ontologicznego za jedynie słuszne podejście, które potwierdzają nauki przyrodnicze. www.racjonalista.pl/forum.php/s,608495/z,0#w608582
Moim zdaniem wszystkie nasze narzędzia do opisywania rzeczywistości są ograniczone. Sam człowiek jest istotą ograniczoną. Uważam, że naturalistyczna nauka nie jest w stanie opisać wszystkiego, bądź czyni to z tylko jednej strony.

>Dla mnie ateizm to tylko przekonanie o nieistnieniu świata nadprzyrodzonego i może być różnie uzasadniany intelektualnie. Ja bronię tu ateizmu, do którego dochodzi drogą rozumową, a więc ateizmu racjonalnego.
Rozumiem jak najbardziej obronę swojej postawy.

>Warto tu rozróżnić racjonalność ludzką, racjonalizację przekonań i racjonalizm światopoglądowy. Nigdy nie twierdziłem na podstawie wiary, że ktoś jest głupi, ale np. panowie Elasp, Brzostowski, Konowal, Vancalar, Bielecki są święcie przekonani, iż tylko ze względu na ich przekonania religijne tak nisko oceniam ich wypowiedzi.
>Natomiast rzeczywiście moja cała wiedza potwierdza, że wiara niesłychanie rzadko łączy się z mądrością - choć znam takich przypadków sporo i cenię sobie takich ludzi ogromnie.
Dziękuję za wyjaśnienie.
>Pozdrawiam.
>@@@
Również Pozdrawiam
25-02-2014 16:00 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>>>>Czyżby naprawdę tak było, czyżby znani Panu ateiści choć dorównywali poczuciem wyższości, wyniosłością i pychą 99% naszego episkopatu?
>Przeszkadza mi i to bardzo postawa episkopatu, ale w tym temacie rozmawiamy o wojującym ateizmie.
I co i mamy udawać, że jest to medal jednostronny? A z kimże ci "ateiści" "wojują"?
Z owieczkami bożymi, czy z ich pastuchami? Proszę Szanownego Pana, ja nawet na tym forum krytykowałem wyśmiewanie się z religijności ludzi prostych, ale z największą przyjemnością kpię sobie opowiadania religijnych bzdur przez ludzi mocno utytułowanych.

Nasze forum skierowane jest do samodzielnie myślącej inteligencji i ludzie tu dyskutujący - niezależnie od ich stosunku do świata nadprzyrodzonego - mają pewne inspiracje intelektualne i ci, z którymi tu na racjonalne argumenty "walczę", to nie są żadne bezbronne owieczki, tylko zadufani w swoją rację różnego rodzaju ewangelizatorzy, którzy przychodzą tu aby nauczać i pouczać oraz tych, których jeszcze się uda nawracać.

>Sporo ludzi wierzących ma całkiem rozsądne podejście do rzeczywistości.
Może i ma, ale co to znaczy "całkiem rozsądne podejście do rzeczywistości"?

>Mi antyklerykalizm nie przeszkadza, sam jestem niechętny panoszeniu się kleru.
Zauważyłem, że Pan myśli samodzielnie, a więc to forum jest zdecydowanie dla Pana.
Proszę sobie na spokojnie i z namysłem przeczytać czym jest racjonalizm światopoglądowy oraz jaka jest linia naszego portalu. Tyle, że ja racjonalizmu nie odkryłem wraz z Racjonalistą.pl, tylko kilkadziesiąt lat wcześniej.

Między innymi - kiedyś dokładnie przejrzałem "Racjonalistę" wydawanego w latach 1930 - 1935. Nie odkryłem też dopiero teraz wielkiego polskiego filozofa Tadeusza Kotarbińskiego tylko znam jego intelektualne dokonania od wielu lat. Znam i podzielam jego bardzo krytyczne stanowisko wobec komunizmu, ale także znam wypowiedź krótko przed śmiercią: "Nigdy nie starałem się o to aby być marksistą, ale ponieważ stale starałem się o prawdę w myśleniu, to doprowadziło mnie do przeświadczeń bliskich marksizmowi". (Ja też nie mam zamiaru wypierać się znajomości i cenienia sobie dorobku Marksa i Kotarbińskiego, jak żaba błota, choć ani marksistą, ani kotarbinistą nie jestem. To nie mój styl.)

Nie ciepię oportunizmu i małostkowości, to konformistyczne obślizłe gówno, a nie filozof, gdy zamknie się w swoim środowisku wzajemnej adoracji i potakiwania wydumanym autorytetom. Tak, całe życie staram się myśleć samodzielnie przetrawiając intelektualnie najlepszych. Nie chodzę i nie nawracam, ale nie mam też zamiaru moich przemyśleń ukrywać. Miewałem przez całe życie z tym różne kłopoty, ale zachowałem godność, która dla mnie ma znaczenie. Nikt nie musi czytać mojej publicystyki, a gdy chce to tylko na własne ryzyko.

>>>>Tak, mam taki mocno ugruntowany pogląd, że każda wiara (niezależnie od jej przedmiotu) ogranicza nas intelektualnie, a także moralnie usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu. Im wiara jest głębszą bardziej fundamentalną, tym jest groźniejszą. Czy miałby ten pogląd ukrywać?
>Nie piszę o ukrywaniu swoich poglądów każdym ma prawo do wyrażaniach swoich.
Dziękuję za pozwolenie, ale jak ono jest powszechne wśród ludzi wierzących?

>Ale warto się zastanowić czy każda wiara musi ograniczać, generalizowanie bardzo upraszcza sprawy.
Moim zdaniem zdecydowanie tak. Podejmowałem tu na ten temat dyskusje, ale może Pan zacząć jeszcze raz.

>Stopnie wiary są różne, moja jest dość silna i już ugruntowana jednak czy to znaczy, że jestem groźny dla innych?
Nie wiem? "Tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono".

>Od nikogo nie wymagam podzielania moich poglądów.
A jak wielki procent wierzących podziela z Panem to stanowisko?

>Moim zdaniem wszystkie nasze narzędzia do opisywania rzeczywistości są ograniczone.
Zgoda, ale są jedynymi jakie posiadamy.

>Sam człowiek jest istotą ograniczoną.
Znowu zgoda, ale jak na razie człowiek jest jedyną żywą istotą zdolną do intelektualnej refleksji nad światem. Wszystko co ponadto to wytwory i spekulacje bogatej ludzkiej wyobraźni, a bajki to ja lubię ogromnie, tylko trudno traktować je poważnie.

>Uważam, że naturalistyczna nauka nie jest w stanie opisać wszystkiego,
Tyle że, ten paradygmat tak bardzo - od kilkuset lat, a powszechnie od Darwina - się sprawdza, iż ciągle jest niczym nie zagrożony. Ponadto ja zupełnie nie rozumiem tu "wszystkiego". Nauki przyrodnicze opisują tylko obiektywnie istniejąca rzeczywistość.

>bądź czyni to z tylko jednej strony.
A czy istnieje jakakolwiek druga strona? Proszę o dowody.

Pozdrawiam.

@@@
.
26-02-2014 10:11 
 Ocena 1 na 1
Heremis (587 punktów)
Jeśli ateiści wojują z episkopatem to jestem jak najbardziej za, traktuję to jako słuszną reakcję obronną.

Na tym forum znalazłem się, aby porozmawiać i poznać argumentację oraz sposób myślenia tutejszych użytkowników. Nie mam aspiracji do ewangelizowania kogokolwiek, tylko wyrażam swoje zdanie. Myślę, że dostrzegł to Pan już przy wcześniejszych naszych rozmowach.

>Może i ma, ale co to znaczy "całkiem rozsądne podejście do rzeczywistości"?
Choćby zaradność w życiu codziennym.

>>Mi antyklerykalizm nie przeszkadza, sam jestem niechętny panoszeniu się kleru.
>Zauważyłem, że Pan myśli samodzielnie, a więc to forum jest zdecydowanie dla Pana.Proszę sobie na spokojnie i z namysłem przeczytać czym jest
Nie przyjmuje wszystkiego na wiarę, wiele z doktryny katolicyzmu i innych religii odrzucam. Jednak u mnie działa połączenie 4 elementów: wiara, rozum, intuicja oraz własne doświadczenie. Biorąc pod uwagę definicję racjonalizmu, którą Pan podał nie jestem racjonalistą. Co do przesłania portalu wychodzi, że jestem "piewcą fideizmu". Jednak jak wspomniałem, znalazłem się tutaj po prostu, aby poznać ludzi o odmiennych poglądach.

>Dziękuję za pozwolenie, ale jak ono jest powszechne wśród ludzi wierzących?
Nie wiem, piszę tylko i wyłącznie za siebie.

>A jak wielki procent wierzących podziela z Panem to stanowisko?
Nie mam pojęcia, na pewno jest to stanowisko podzielane przez zdecydowaną mniejszość, skali nie znam, żadnych obserwacji i badań pod tym kątem nie prowadziłem.

>Znowu zgoda, ale jak na razie człowiek jest jedyną żywą istotą zdolną do intelektualnej refleksji nad światem. Wszystko co ponadto to wytwory i spekulacje bogatej ludzkiej wyobraźni, a bajki to ja lubię ogromnie, tylko trudno traktować je poważnie.
Nie podaję tu Einsteina jako autorytet czy argument, jednak w pełni zgadzam się z jego słowami: "Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy, ponieważ wiedza jest ograniczona."
Osobiście lubię bajki, działanie wyobraźni, najwidoczniej jestem takim typem osoby. Jednak w tym wszystkim widzę głębszy, duchowy sens, który może prowadzić ku temu co transcendentne.

>Tyle że, ten paradygmat tak bardzo - od kilkuset lat, a powszechnie od Darwina - się sprawdza, iż ciągle jest niczym nie zagrożony. Ponadto ja zupełnie nie rozumiem tu "wszystkiego". Nauki przyrodnicze opisują tylko obiektywnie istniejąca rzeczywistość.

Nie wątpię, że jest dobry, ale nie gwarantuje poznania wszystkiego. Przez wiele stuleci mieliśmy paradygmat geocentryzmu. Warto pamiętać, że teoria Arystarcha była odrzucana przez hellenistycznych badaczy, ponieważ nie była w stanie spójnie wyjaśnić wędrówki Słońca po niebie. Geocentryzm był lepsze na ówczesny stan wiedzy. Podobnie z atomami, sceptycy krytykowali atomistów i żądali dowodów, dowody przyszły wiele stuleci później. Chcę przez to wyrazić, że nauka nawet ta ówczesna nie daje nam gwarancji poznania wszystkiego, nawet jej spójność nie jest argumentem za prawdziwością.

>A czy istnieje jakakolwiek druga strona? Proszę o dowody.
Wierzę, że istnieje, sam mam znikome doświadczenia w tej materii. Jednak dla mnie przesłankami do istnienia drugiej strony są OOBE, cała parapsychologia, doświadczenia mistyczne. Domyślam się, że to co napisałem nie jest dla Pana dowodami. Niestety nic ponadto nie jestem w stanie podać.
>Pozdrawiam.
>@@@
Pozdrawiam Pana
25-02-2014 12:51 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Przeszkadza mi i to bardzo postawa episkopatu, ale w tym temacie rozmawiamy o wojującym ateizmie.
A z kimże oni tak walczą? Z Panem Bogiem, czy z wiatrakami?:
>Jeśli Ty uważasz ze wiedza wyklucza wiarę to znaczy, że ta Twoja "wiedza" jest zakłamana, bo nie jest to żadna wiedza tylko inna wiara.
>To są zresztą podstawy... Naprawdę Już każdy racjonalista powinien to wiedzieć... coś nie możecie się sami doedukować we własnym gronie PSR i tylko ciemnotę szerzycie.

W powyższych zdaniach kryje się cała argumentacja i cały stosunek do nas większości teistów wchodzących na nasze forum. Czasem początkowo zdarza się pewna przymilność, czy udawana chęć na merytoryczną dyskusję, ale przy pierwszych niepowodzeniach wychodzi "szydło z worka". Przecież pomimo największych starań (gdyby takowe zostały podjęte)

Pan Heremis nie jest w stanie zrozumieć o co racjonalistom chodzi.
Myślę, że choć my powinniśmy starać się zrozumieć Pana Heremisa.


Poniżej wypowiedź Izdebskiego podająca opinie różnych ludzi kościoła o ateizmie.

Tak nas Oni widzą:

"Według soborowej "Konstytucji o Kościele i świecie współczesnym" nie istnieje jednoznaczna definicja ateizmu i wymienia jego wiele postaci: odrzucanie prawdy absolutnej, zaprzeczanie istnieniu Boga, zniekształcanie idei Boga, odrzucanie idei Boga jako protest przeciw złu, stawianie człowieka na miejscu Boga, ubóstwianie niektórych dóbr czy wartości ludzkich, wyolbrzymianie autonomii i wolności człowieka przy jednoczesnym zaprzeczaniu zależności człowieka od Boga, tłumaczenie rzeczywistości świata z punktu widzenia nauk przyrodniczych. Kościół odrzuca całkowicie "boleśnie zgubną doktrynę i jej działalność", a Paweł VI określa ateizm jako "najgroźniejsze zjawisko naszych czasów".

Sadzę, że zrozumienie wiary przez niewierzących jest bardzo trudne, ale na podstawie dotychczas poznanej literatury przedmiotu uważam, że zrozumienie przez wierzących ateistów, "dla których jakakolwiek wiara nie jest do niczego potrzebna" - jest niemożliwe.

Aby nie szukać daleko, a znaleźć poglądy dla tego środowiska dosyć powszechne, zobaczmy, jak myśli wybitny współczesny katolicki filozof, religioznawca, profesor KUL, siostra urszulanka Zofia Zdybicka, zgodnie z myślą św. Tomasza wyrażoną np. przez Piusa XII w "Humani Generis": "Prawdy dotyczące Boga oraz relacji między Bogiem i ludźmi przekraczają w sposób absolutny porządek rzeczy podpadających pod zmysły (...) Rozum ludzki natomiast w poszukiwaniu takich prawd napotyka trudności wynikające z wpływu zmysłów i wyobraźni oraz złych skłonności spowodowanych przez grzech pierworodny. Uważa, że natura Boga, bez daru światła Objawienia Bożego', przekracza poznawcze możliwości ludzkiego zrozumienia, a dar ten, czyli "Łaskę wiary" posiadają tylko niektórzy. Niewierzący z własnej woli są jej pozbawieni i dlatego ich zdolności intelektualne są ograniczone i mogą myśleć, co najwyżej, ateistycznie. Niektórzy polscy katoliccy religioznawcy idą w tym epitetowaniu znacznie dalej*. Ich wywody znacznie przekraczają niezrozumienie, wyziera z nich nietolerancja, a nawet nienawiść do inaczej myślących. Moim zdaniem, wynika to głównie z braku merytorycznych argumentów oraz intelektualnej niepewności własnego stanowiska.

*Na przykład rozumienie ateizmu przez ks. Lecha Grabowskiego: jasno wynika, że "dziwna postawa myślowa ateisty możliwa jest wskutek fałszywego pojmowania nie tylko Boga, ale również istoty całego świata duchowego, charakteryzującego się właśnie wolnością. Natomiast błędne myślenie jest z kolei następstwem wypaczonej woli człowieka, który już ogranicza swe zainteresowania do świata materialnego, a tym bardziej w imię źle pojętej wolności uprawia samowolę, zaspokajając zachcianki swych niższych skłonności i z wolna coraz bardziej pogrąża się w świecie zmysłowym.(...) Nadto człowiek rozwiązły zatraca poczucie tyrani swojego ciała, fałszywie przypisując duchowi tyranizowanie, jako zdrowe wymogi duchowe nie zezwalają na tyranię zmysłów. (...) Te drastycznie występujące sprzeczności są już dostatecznym dowodem, że pozytywny ateizm jako rozumnie przemyślany światopogląd nie jest możliwy". "Wielki Nieznany. Zarys religioznawstwa".


Myślę, że zrozumieliście już Państwo, co myślą o Was intelektualiści katoliccy.



CDN

@@@
.
25-02-2014 13:09 
 Ocena 8 na 8
Marek Matejewski (3695 punktów)
>Moim zdaniem wszystkie nasze narzędzia do opisywania rzeczywistości są ograniczone. Sam człowiek jest istotą ograniczoną. Uważam, że naturalistyczna nauka nie jest w stanie opisać wszystkiego, bądź czyni to z tylko jednej strony.

Weźmy więc na warsztat narzędzia poznania, zaczynając od pytania czy fideiści dysponują jakimkolwiek narzędziem wykraczającym poza te stosowane przez naturalistów?

Jeżeli takim narzędziem ma być objawienie, to czym są te całe objawienia?
Moim zdaniem, bardzo zubożonym i ograniczonym zestawem narzędzi, który zawiera się w zbiorze narzędzi wykorzystywanych przez naturalistów. Oczywiście zakładając przy tym, że Ci co tych objawień doświadczają mówią potem prawdę, a nie wymyślają bredni.

Weźmy np. objawienie fatimskie - czymże ono jest jeśli nie dowodem ze świadków, jakby to prawnicy ujęli. To przecież dowód z pewnej obserwacji (co czynią także naturaliści) dokonanej przez trzy osoby (a że fałszywy to zupełnie inna sprawa). Przecież fideiści nie mają jakiegoś siódmego zmysłu. Albo Bóg, aniołowie, itd. ukazują im się albo do nich przemawiają ukrywając się pod postacią np. gorejącego krzaku. Ale nadal działają te same zmysły co u naturalistów - wzrok bądź słuch.

Dziwi mnie tylko, że w świetle niniejszych statystyk, nadal nikt nie zarejestrował czy to w postaci filmowej, zdjęciowej czy dźwiękowej żadnego "bliskiego spotkania trzeciego stopnia" z aniołem czy Matką Boską - celowo tak piszę, bo dla mnie te historie objawień są podobnym zjawiskiem do doniesień na temat UFO.
Heremis (587 punktów)
Warsztaty i narzędzia są inne w tym przypadku i tu mamy zasadniczy problem między naturalizmem a transcendentalizmem. Ten ostatni opiera się wierze, czuciu, własnym doświadczeniu np w toku praktyk duchowych, w okultyzmie, generalnie ezoteryce a nawet psychotronice.
26-02-2014 15:36 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Warsztaty i narzędzia są inne w tym przypadku i tu mamy zasadniczy problem między naturalizmem a transcendentalizmem.
Nie istnieje tu jakikolwiek problem, to są alternatywne podejścia do istniejącej obiektywnie rzeczywistości abo uznajemy ją za poznawalną bezpośrednio i pośrednio (za pomocą narzędzi) przez człowieka, ale uznajemy za wiarygodne opisy nadrzeczywistości będące wynikiem wyspekulowanej wyobraźni, całkowicie nieweryfikowalne i podlegające tylko wierze.

>Ten ostatni opiera się wierze, czuciu, własnym doświadczeniu np w toku praktyk duchowych, w okultyzmie, generalnie ezoteryce a nawet psychotronice.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,545469
www.racjon(*).php/z,0/d,64/s,511985#w526697
www.racjonalista.pl/forum.php/s,518799

Miłego dnia.

@@@
.
25-02-2014 02:55 
 Ocena 8 na 8
Sygnał (4252 punktów)
>Wojujący ateizm jak dla mnie nie tyle jest religią, co zawiera jej negatywne cechy.
>Według mnie wojujący ateizm charakteryzuje się:
>-przekonaniem o swojej wyższości, wyniosłością

Kiedy ja przynajmniej podkreślam tylko, że teizm jest kompletnie nielogiczny. Jeśli jakiś pogląd jest głupszy od drugiego, to tak właściwie którego poglądu to wina?

>-niechęcią i pragnieniem zwalczania (na szczęście tylko słowem) niemal wszystkiego, co związane jest z kwestiami wiary i religii. Nie mam tu na myśli religii instytucjonalnej, która niestety miesza się w życie osób jej niewyznających. Taki ateizm stawia sobie za cel zwalczanie choćby nurtów New Age, medytacji, jogi, religijności ponad religiami itp. tymczasem akurat w tym przypadku decyduje wola zainteresowanych.

Bo większość z tego to fideistyczny bełkot. Nikt nie chce walczyć z tym oczywiście instytucjonalnie, ale chodzi tu o intelektualne pokazanie, że dane rzeczy są tylko i wyłącznie myśleniem życzeniowym. W przypadku, gdy już osoba jest świadoma, że to, co chce podjąć jest fideizmem racjonaliście (bo ateizm to niezbyt istotny na co dzień szczegół) nie pozostaje nic jak ze smutkiem mu/jej na to pozwolić.

>- ocenianiem ludzi przez sam fakt, że w coś wierzą.

To rzeczywiście negatywne, o ile przekreśla się całość człowieka przekreślając jeden jego pogląd. Ale nikt tu wszak czegoś takiego nie propaguje.

>Mianowicie założenie, że wiara/religia z gruntu są złe. Stąd jeśli wierzący czyni źle, jest to wina religii, ale gdy czyni dobrze, to już nie może być zasługą religii/wiary ( a może być jak najbardziej) W moim odczuciu jest to zaślepienie. Poza tym wśród wierzących nawet jednej religii mamy zróżnicowane postawy. Wiara katolicka nie oznacza bycia słuchaczem Radia Maryja.

Jeśli mamy spojrzeć na całokształt wiary, a nie selektywnie, to robiła rzeczy dobre jak i rzeczy złe. Ateizm zaś jest poza tą statystyką, jako, że nie jest zinstytucjonalizowany.

>- przekonaniem, że powszechny ateizm przyniesie coś lepszego. Sławne "wyobraź sobie świat bez religii". Według mnie to utopijne myślenie. Najwięcej zła przynosi pragnienie bogactw, żądza władzy, bezwzględność ludzi, brak religii tych spraw nie rozwiąże.

Zgoda, ale fideistyczne doktryny przynoszą powszechne ogłupienie społeczeństwa, odrzucenie trzeźwego i realistycznego myślenia. Fideistów łatwiej oszukać, bo głowę mają w chmurach. Dla dobra społeczeństwa lepiej by było, gdyby myślało trzeźwo, a w tym pomaga dogłębne odrzucenie wszelkich intelektualnych fideistycznych trucizn.

>- przekonaniem o jedynej słuszności ateizmu, tymczasem nasz świat stoi różnorodnością, sam jestem za pluralizmem światopoglądowym z poszanowaniem odmiennych poglądów o ile nie przynoszą one szkody innym. Po prostu "Żyj i daj żyć innym". Poza tym wątpię w istnienie czegoś takiego jak obiektywizm.

Owszem, wszyscy są za tym, ale nikt tu nie twierdzi, że religijnych ludzi trzeba od razu na stosach palić. Kompletna pogarda i gorąca krytyka idei jest kompletnie rozdzielna od krytyki człowieka.

>Poza tym taki ateizm nie ma wyłączności na używanie rozumu. Tymczasem bardzo często pewni ateiści na podstawie czyjejś wiary stwierdzają, że ktoś jest głupi. Tak jakby rozum sprowadzał się tylko i wyłącznie do spraw religii.

Kiedy dyskutujemy o początkach, to tak, religijne mrzonki są wybitnie głupie, a ludzie, którzy się przy nich upierają są coraz bliżej magicznej granicy, gdzie już całego człowieka się za głupiego uzna.
25-02-2014 08:41 
 0 na 2
Heremis (587 punktów)

>Kiedy ja przynajmniej podkreślam tylko, że teizm jest kompletnie nielogiczny. Jeśli jakiś pogląd jest głupszy od drugiego, to tak właściwie którego poglądu to wina?
Cóż to Pana ocena. Z mojego punktu widzenia ateizm, teizm inne postawy stawiam obok siebie jako jedne z wielu.

>Bo większość z tego to fideistyczny bełkot. Nikt nie chce walczyć z tym oczywiście instytucjonalnie, ale chodzi tu o intelektualne pokazanie, że dane rzeczy są tylko i wyłącznie myśleniem życzeniowym. W przypadku, gdy już osoba jest świadoma, że to, co chce podjąć jest fideizmem racjonaliście (bo ateizm to niezbyt istotny na co dzień szczegół) nie pozostaje nic jak ze smutkiem mu/jej na to pozwolić.
Co jest złego w myśleniu życzeniowym? Jest optymistyczne, poza tym ważna jest kwestia wpływu takiego myślenia na podświadomość, to raczej nie zaszkodzi. Skoro pozwala Pan na fideistyczne podejście to dla mnie nie ma mowy o jakimkolwiek wojowaniu.

>To rzeczywiście negatywne, o ile przekreśla się całość człowieka przekreślając jeden jego pogląd. Ale nikt tu wszak czegoś takiego nie propaguje.
Nikt nie propaguje, ale takie myślenie u niektórych jest faktem.

>Jeśli mamy spojrzeć na całokształt wiary, a nie selektywnie, to robiła rzeczy dobre jak i rzeczy złe. Ateizm zaś jest poza tą statystyką, jako, że nie jest zinstytucjonalizowany.
Tu się zgodzę w pełni.

>Zgoda, ale fideistyczne doktryny przynoszą powszechne ogłupienie społeczeństwa, odrzucenie trzeźwego i realistycznego myślenia. Fideistów łatwiej oszukać, bo głowę mają w chmurach. Dla dobra społeczeństwa lepiej by było, gdyby myślało trzeźwo, a w tym pomaga dogłębne odrzucenie wszelkich intelektualnych fideistycznych trucizn.
Religie instytucjonalne mogą mieć takie cele, ale z reguły wchodzi tu polityka, już Rzymianie o tym wiedzieli. Jednak sama wiara jeśli ma prywatny wymiar wcale nie musi ogłupiać, może być początkiem rozwoju duchowego. Do religii jako zamkniętych systemów można mieć sporo obiekcji, także je mam, ale sama religijność i duchowość nie ogłupiają.

>Owszem, wszyscy są za tym, ale nikt tu nie twierdzi, że religijnych ludzi trzeba od razu na stosach palić. Kompletna pogarda i gorąca krytyka idei jest kompletnie rozdzielna od krytyki człowieka.
Zgadzam się.

>Kiedy dyskutujemy o początkach, to tak, religijne mrzonki są wybitnie głupie, a ludzie, którzy się przy nich upierają są coraz bliżej magicznej granicy, gdzie już całego człowieka się za głupiego uzna.
Pana zdanie, z tym się nie zgodzę.
25-02-2014 11:39 
 Ocena 10 na 10
KORUND (4922 punktów)
>Poza tym taki ateizm nie ma wyłączności na używanie rozumu. Tymczasem bardzo często pewni ateiści na podstawie czyjejś wiary stwierdzają, że ktoś jest głupi. Tak jakby rozum sprowadzał się tylko i wyłącznie do spraw religii.

-Więc czy w ogóle istnieją głupi ludzie? Czy słowa "głupi" wolno używać, a jeśli tak to wobec kogo i w jakich okolicznościach? Znane powiedzenie mówi, że błądzić to rzecz ludzka, ale trwać w błędzie to głupota. Oznacza to świadome i uparte trwanie przy swoim, wbrew faktom, które nam przedstawiono i których nie potrafimy podważyć. Od razu odpowiadam na typowe w takich wypadkach zarzuty, że tak, każdy ma do tego prawo, każdy ma prawo robić głupoty i w nie wierzyć, dopóki dotyczą tylko jego i nie szkodzą innym, choć to raczej niemożliwe, bo każde nasze działanie ma jakiś wpływ na otoczenie, w na tym dzieci. Tym bardziej, dopóki ktokolwiek będzie usiłował wmawiać innym głupoty jako mądrości, a kłamstwa jako prawdy, dopóty ja chcę mieć prawo do krytyki tego zjawiska i nazywać rzeczy po imieniu. I nie interesuje mnie czy ktoś uzna to za wywyższanie się, czy będzie się zasłaniał szacunkiem, pokorą. Ważniejsza jest prawda, równość i wolności słowa.

26-02-2014 10:17 
 Ocena 2 na 2
Heremis (587 punktów)
>> Od razu odpowiadam na typowe w takich wypadkach zarzuty, że tak, każdy ma do tego prawo, każdy ma prawo robić głupoty i w nie wierzyć, dopóki dotyczą tylko jego i nie szkodzą innym, choć to raczej niemożliwe, bo każde nasze działanie ma jakiś wpływ na otoczenie, w na tym dzieci. Tym bardziej, dopóki ktokolwiek będzie usiłował wmawiać innym głupoty jako mądrości, a kłamstwa jako prawdy, dopóty ja chcę mieć prawo do krytyki tego zjawiska i nazywać rzeczy po imieniu. I nie interesuje mnie czy ktoś uzna to za wywyższanie się, czy będzie się zasłaniał szacunkiem, pokorą. Ważniejsza jest prawda, równość i wolności słowa.
Tu się z Panem zgodzę, nikomu nie bronię krytyki, choć "prawda" to bardzo kontrowersyjne słowo. Poza pewnymi ogólnymi kwestiami każdy ma swoją prawdę, dla Pana może to być racjonalistyczny ateizm, dla mnie mistycyzm spod znaku filozofii wieczystej. Wierzę, że możliwa jest współistnienie tych postaw w myśl zasady "żyj i daj żyć innym".
26-02-2014 23:37 
 Ocena 2 na 2
niestadny (2492 punktów)

>Wierzę, że możliwa jest współistnienie tych postaw w myśl zasady "żyj i daj żyć innym".
Ejże! Sądzę, że humaniści przyklasnęliby takiej postawie.
Prawdziwie oświeceniowa idea. Tyle, że idee dopóty bywają piękne, dopóki nie staną się ideologiami...

To samo inaczej:
>Moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka.
No właśnie. Jak wygląda w Polsce rozdział sfery sacrum od profanum


stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
ratus (4786 punktów)
(zablokowany)
Wobec powszechnego bałaganu pojęciowego, proponuję podstawowe uporządkowanie terminologi (nie twierdzę, że jedynie możliwe i najlepsze):

fideista - osoba uznająca prymat wiary nad nauką.

gnostyk - uważa, że wszystkie wątpliwości i rzeczy dotąd nie wyjaśnione,
zostaną kiedyś rozpoznane i zrozumiane

agnostyk - jest przekonany, że istnieją granice poznania i zawsze będą istnieć rzeczy niezrozumiałe i niewyjaśnione

deista - uważa, że Wszechświat ma Stwórcę, byt ponadmaterialny, który po stworzeniu Universum przestał nim się zajmować.

adeista - twierdzi, że Wszechświat powstał sam z niczego, (lub istnieje od zawsze), bez konkretnego Stwórcy.

teista - jest przekonany, że Stwórca Wszechświata (Bóg)nie tylko istnieje, ale nieustannie i konkretnie ingeruje w każdy aspekt życia na Ziemi, domagając się posłuszeństwa, które ma być wynagrodzone, a nieposłuszeństwo - ukarane. Dzieje się to za pośrednictwem religii, która ma być tego boga emanacją.

ateista - uważa, że nie istnieje byt osobowy zwany Bogiem Teistycznym, zatem religie jako objawienia boskiej woli są fałszem i nie ma podstaw, by ich przestrzegać.
-----------------------------------------------------------------------
Zwracam uwagę, że w takim uproszczonym podejściu semantycznym, ateista może być agnostykiem, adeista (naukowiec) może być równoważny deiście (bo oba podejścia są niefalsyfikowalne), teista może żyć w zgodzie z ateistą, pod warunkiem, że ich przekonania są sprawą osobistą - paralele można mnożyć, a rzeczowniki opatrywać przymiotnikami. Byle zasadnie.
maceox (6766 punktów)
Mariusz Agnosiewicz:
Racjonalista popierając ideę państwa świeckiego nie może ograniczać się do nic nie wnoszącej nawalanki do kościół, kler i klerykałów. Będę mocno promował pogłębione rozumienie racjonalizmu, dotykające istoty współczesnych problemów społecznych a nie problemów z bogiem. Mówi się często że nikt tak intensywnie nie dyskutuje o bogu jak ateiści i coś w tym jest. Ale tak być nie musi, nie powinno. Nasze problemy są realne i chciałbym, abyśmy nimi się zajmowali.


Moim skromnym zdaniem z humanistycznego nakazu miłości bliźniego wynika obowiązek prowadzenia wojny z każdym przejawem wiary.
Oczywiście nie jest to konwencjonalna święta wojna, lecz prawdziwa walka o ludzkie dusze.
W grę wchodzi bardzo wiele środków - od dawania przykładu, poprzez nieocenioną edukację, aż po obrazoburcze akcje prowokacyjne.
Każdy z nas musi zawierać w życiu przeróżne kompromisy. Pogodzenie szacunku do drugiego człowieka z wynikającym z tego szacunku obrażaniem jego wiary bywa nie lada wyzwaniem. Fideista jest w tym paradoksie pomieszany i nie dostrzega, że niesiemy mu prawdę, wyzwolenie i miłość.

Nie każdego stać na uczynienie tej walki mottem swego życia.
I z tego względu dotychczasowe zaangażowanie społeczne Mariusza Agnosiewicza oceniam bardzo wysoko.

Jak postępować, by nie zdradzić własnych ideałów i nie zaprzepaścić przyjaźni?
Nie da się wejść dwa razy do tej samej rzeki...

...jednak tylko martwe ryby płyną z prądem.

Racjonalne wolnomyślicielstwo wygra, gdyż jest uczciwe.
... nawet gdyby trzeba było kiedyś przejść do pozaforumowej partyzantki...
25-02-2014 01:06 
 Ocena 2 na 2
Lodowy (1486 punktów)
>...nie dostrzega, że niesiemy mu prawdę, wyzwolenie i miłość.

Ty z tym niesieniem miłości tak na serio czy tylko sobie jaja robisz?
25-02-2014 01:19 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>Ty z tym niesieniem miłości tak na serio czy tylko sobie jaja robisz?
Moja wypowiedź była jako całość na serio, choć posłużyłem się sformułowaniami zaczęrpniętymi ze słownika nadużywanego przez stronę, że tak powiem, przeciwną - czyli przez fideistów.

Tak przy okazji może warto byłoby zdefiniować "miłość".

Hmm. Ponieważ pierwszy użyłem tego nieszczęsnego słowa, to na mnie spoczął teraz, kurna Felek, ciężar jego zdefiniowania, ale to nie o tej porze s'il te plait.
02-03-2014 06:43 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>> Ty z tym niesieniem miłości tak na serio czy tylko sobie jaja robisz?
> Moja wypowiedź była jako całość na serio, choć posłużyłem się
> sformułowaniami zaczęrpniętymi ze słownika nadużywanego przez stronę,
> że tak powiem, przeciwną - czyli przez fideistów.

Ale czy my naprawdę musimy aż z nigo czerpać?

>Tak przy okazji może warto byłoby zdefiniować "miłość".
>Hmm. Ponieważ pierwszy użyłem tego nieszczęsnego słowa, to
> na mnie spoczął teraz, kurna Felek, ciężar jego zdefiniowania,

Zgadza się.

> ale to nie o tej porze s'il te plait.

Przez tydzień można odpocząć. Prosze zdefiniuj. Pozdrowienia o poranku (u mnie właściwie już trochę późno - 9:40 i pora zjeść śniadanie).

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
05-03-2014 01:06 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
>>> Ty z tym niesieniem miłości tak na serio czy tylko sobie jaja robisz?
>> Moja wypowiedź była jako całość na serio, choć posłużyłem się
>> sformułowaniami zaczęrpniętymi ze słownika nadużywanego przez stronę,
>> że tak powiem, przeciwną - czyli przez fideistów.
>Ale czy my naprawdę musimy aż z nigo czerpać?
Sorry, z kogo?

>>Tak przy okazji może warto byłoby zdefiniować "miłość".
>>Hmm. Ponieważ pierwszy użyłem tego nieszczęsnego słowa, to
>> na mnie spoczął teraz, kurna Felek, ciężar jego zdefiniowania,
>Zgadza się.
>> ale to nie o tej porze s'il te plait.
>Przez tydzień można odpocząć. Prosze zdefiniuj.
No dobrze. Ja tu nie widzę innej drogi, jak poprzez praktykę. Liczy się tylko ta miłość, która jest praktykowana wobec drugiego człowieka. Chodzi tu o konkretne sposoby zachowania.
Kiedyś byłem na zorganizowanym w domu kultury spotkaniu z Wojciechem Eichelbergerem. Zapytałem się go, czy istnieje miłość. Odpowiedział, że miłość, to sposób, w jakim podajemy drugiej osobie herbatę.
Myślę, że w tej kwestii miał rację.
No.
A my - jako racjonalni ateiści - właśnie dlatego niesiemy miłość naszym fideistycznym przeciwnikom.
To oni nadymają, wydymują i dymają się Wielkimi Słowami i Jakiejś Tam Strasznie Wielkiej Kurna Za Siedmioma Rzekami MIŁOŚCI mieszkającej w Niebie, spływającej na ludzi i dopiero przez ten Święty Spływ przez nas odczuwalnej. Gdyby nie Bóg i nie Jezus i nie relikwie i nie klęczenie i nie święte obrazy, to kurde w ogóle nie byłoby ani jak, ani kogo na świecie kochać.
Drugi człowiek jest według nich celem miłości o tyle tylko, o ile boski Pośrednik tak nakaże i zawsze jest to jakaś strasznie WIELKA wprawdzie, ale zupełnie nieuchwytna idea. Wielkie słowa, wielkie idee ... i tyle.

Tymczasem humanistyczny ateizm ma właśnie dokładnie tę niepodważalną przewagę, że z miłością może dotrzeć do drugiego człowieka bez żadnych pośredników. Zamiast Wielkich Ideii jest od razu relacja człowiek-człowiek i bogom nic do tego.

Uwalniamy miłość od zbędnych balastów iluzji i koncentrujemy się bezpośrednio na bliźnim.
Dlatego właśnie zupełnie na serio napisałem w poprzednim poście, że niesiemy ludziom miłość.

A dokładniejsze rozwinięcia tej koncepcji i część źródeł moich inspiracji w tym temacie znajdziesz we wpisach Darkside'a. On co jakiś czas powtarza całkiem słuszny wykładzik, jak to ludzie się przez Pośredników mają w zwyczaju kochać, tak jakby nie mogli bezpośrednio.

Pozdrawiam
P.S. A u Ciebie - jeśli dobrze pamiętam Twe geopolityczne położenie - jak mówi się o aktualnej sytuacji wokół Krymu - że tak od razu właśnie do praktycznych przykładów bezpośredniości nawiążę?
05-03-2014 07:44 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>>> sformułowaniami zaczęrpniętymi ze słownika nadużywanego przez stronę,
>>> że tak powiem, przeciwną - czyli przez fideistów.
>>Ale czy my naprawdę musimy aż z nigo czerpać?
>Sorry, z kogo?

Przepraszam za moją literówkę. Oczywiście, ze słownika nadużywanego przez stronę przeciwną - czyli przez fideistów.

> Kiedyś byłem na zorganizowanym w domu kultury spotkaniu z
> Wojciechem Eichelbergerem. Zapytałem się go, czy istnieje miłość.
> Odpowiedział, że miłość, to sposób, w jakim podajemy drugiej osobie herbatę.
>Myślę, że w tej kwestii miał rację. No.

Miał dużo racji i nieźle to ujął. Dokładnie tak.

>A my - jako racjonalni ateiści - właśnie dlatego niesiemy miłość naszym fideistycznym przeciwnikom.

A co, jak oni tej herbaty nie chcą pić?

>To oni nadymają, wydymują i dymają się Wielkimi Słowami
> i Jakiejś Tam Strasznie Wielkiej Kurna Za Siedmioma Rzekami MIŁOŚCI
> mieszkającej w Niebie, spływającej na ludzi i dopiero przez ten Święty
> Spływ przez nas odczuwalnej. Gdyby nie Bóg i nie Jezus i nie relikwie i
> nie klęczenie i nie święte obrazy, to kurde w ogóle nie byłoby ani jak, ani kogo na świecie kochać.

Hehe, dobrześ to ujął Kiedyś ks. prof. Józef Tischner napisał jedno zdanie, które nie omieszkam czasem użyć w towarzystwie nazbyt nadymających się naszych rodzinnych katolików. Powiedział: "poza chrześcijaństwem jest dobro". I to właściwie zamyka sprawę, ponieważ miłość to też dobro.

>Drugi człowiek jest według nich celem miłości o tyle tylko, o
> ile boski Pośrednik tak nakaże i zawsze jest to jakaś strasznie
> WIELKA wprawdzie, ale zupełnie nieuchwytna idea. Wielkie słowa,
> wielkie idee ... i tyle.

A praktyka skrzeczy..

>Dlatego właśnie zupełnie na serio napisałem w poprzednim poście, że niesiemy ludziom miłość.

No tak. Ale co wtedy, gdy nasze szczodre dary odrzucają? Co wtedy robisz? ("ty" w sensie ogólnym, nie Ty - maceox)

> A dokładniejsze rozwinięcia tej koncepcji i część źródeł moich inspiracji
> w tym temacie znajdziesz we wpisach Darkside'a. On co jakiś czas
> powtarza całkiem słuszny wykładzik, jak to ludzie się przez Pośredników
> mają w zwyczaju kochać, tak jakby nie mogli bezpośrednio.

Zwrócę przy okazji baczenie, akurat tego nie kojarzę.

> P.S. A u Ciebie - jeśli dobrze pamiętam Twe geopolityczne położenie
> - jak mówi się o aktualnej sytuacji wokół Krymu - że tak od razu
> właśnie do praktycznych przykładów bezpośredniości nawiążę?

Tu w Rosji pranie mózgu odchodzi permanentnie. Oczywiście Rosjanie wkraczają do Ukrainy, by bronić mniejszości rosyjskiej od "faszystów i bojówek wichrzycieli". Wśród Rosjan (m.in. naszej księgowej) opinia jest taka, że Ukraińcy nic nie potrafią zrobić sami, więc jak ich się puści samopas, to tylko stworzą zagrożenie.
Z drugiej jednak strony przesiąka świadomość, że wojna jest zła. No i żal, że tak otwarcie przeciwstawiają się ingerencji "niosącym pokój".

Spotkałem się z tym żalem już parę lat temu. Wtedy Rosjanie mówili nam Polakom, że niepotrzebnie wyszliśmy z bloku wschodniego w 1989r., ponieważ razem wg nich stanowiliśmy poważną siłę na świecie i my Polacy powinniśmy się z nimi dobrze czuć. Oni kompletnie nie rozumieją dążności jakiegoś inne narodu go narodu niż oni sami do samostanowienia, tu jest ściana.

Osobiście myślę jeszcze, ze akurat Krym jest bardzo strategicznym miejscem dla Rosjan. Chodzi o Flotę Czarnomorską i port, który ona używa. I teraz diabli wiedzą co tam będzie, jeśli Kijów wybierze prezydenta i rząd dążący realnie do niezależności.
Ukraina, jako wasal Rosji jest wygodna jeszcze z jednego powodu: jako rynek zbytu towarów. Wyobraź sobie, co by było, gdyby ich granice i uwarunkowania celne otworzyły się na oścież dla towarów z Uni, a przetargi były rozstrzygane uczciwie.

Pozdrawiam Cię z lotniska w Moskwie

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
05-03-2014 12:54 
 Ocena 2 na 2
Barbiel (1106 punktów)
>>A my - jako racjonalni ateiści - właśnie dlatego niesiemy miłość naszym fideistycznym przeciwnikom.
>A co, jak oni tej herbaty nie chcą pić?
Ty to masz problemy!
Nie chcą, niech nie piją.
Ale prędzej się napiją herbaty podanej z miłością niż jak powiesz "Pij, głupku, bo za mało pijesz."
06-03-2014 08:20 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Barbiel, ja pytam. Nie znaczy to, że nie mam swojego zdania. Tu interesuje mnie zdanie kol. maceox'a.
Co do mojego: jestem zwolennikiem, aby w takich chwilach spokojnie zwinąć swoje manatki i porozmawiać np. z kimś bardziej interesującym, kto doceni co mu chcemy od siebie dać, kto jest wart naszej "herbaty" (notabene piję ja, podaną właśnie w taki sposób: na malinie ręcznie przyrządzanej. Mniam! )
Miłego dnia życzę, już z Polski

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
07-03-2014 12:25 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>>>> sformułowaniami zaczęrpniętymi ze słownika nadużywanego przez stronę,
>>>> że tak powiem, przeciwną - czyli przez fideistów.
>>>Ale czy my naprawdę musimy aż z nigo czerpać?
>>Sorry, z kogo?
>Przepraszam za moją literówkę. Oczywiście, ze słownika nadużywanego przez stronę przeciwną - czyli przez fideistów.
Czy musimy z niego czerpać? A dlaczego nie? Słowniki i słowa są po to, by je używać, nie należy ich tylko nadużywać.

>>A my - jako racjonalni ateiści - właśnie dlatego niesiemy miłość naszym fideistycznym przeciwnikom.
>A co, jak oni tej herbaty nie chcą pić?
To zależy od indywidualnej postawy i taktyki. Niektórzy lubią ton grzecznościowy i koleżeński, a niektórzy polemiczny i ostry. Sądzę, że jedno i drugie jest uzasadnione, a każdy musi sam sobie odpowiedzieć, co mu lepiej pasuje. Mogę tylko dodać, że wojowanie z głupotą poprzez sypanie prawdą między oczy jest dla mnie NA FORUM bliższe miłości bliźniego, niż udawanie Greka i głaskanie fideistycznej pychy.

Powyżej napisałem już, że z głębokiego szacunku dla drugiego człowieka i humanistycznego nakazu miłości bliźniego wynika obowiązek obrażania głupoty, gdy tylko ujawnia się w jego ideach.

Oczywiście inaczej formułuję wypowiedzi na forum, a inaczej bezpośrednio w realu, ba - o czym innym tu i tam w ogóle rozmawiam. W realu tematu wiary - zwłaszcza z fideistami - prawie w ogóle nie poruszam. Tam musi wystarczyć przykład mojego zachowania. W realu bezpośredni atak na głupotę byłby przez drugą stronę odebrany osobiście, a przecież właśnie zupełnie nie o to nam chodzi.
Oczywiście znów - inny jest real kontaktów rodzinnych i towarzyskich, a inny real działań w sferze publicznno-politycznej. W tym drugim zakresie można sobie znów pozwolić na więcej, gdyż chodzi o mniej bezpośrednie stosunki.

>Hehe, dobrześ to ujął Kiedyś ks. prof. Józef Tischner napisał jedno zdanie, które nie omieszkam czasem użyć w towarzystwie nazbyt nadymających się naszych rodzinnych katolików. Powiedział: "poza chrześcijaństwem jest dobro".
No, ale żeby powiedzieć: "chrześcijaństwo jest niedobre", to już go nie było stać...

>>Dlatego właśnie zupełnie na serio napisałem w poprzednim poście, że niesiemy ludziom miłość.
>No tak. Ale co wtedy, gdy nasze szczodre dary odrzucają? Co wtedy robisz? ("ty" w sensie ogólnym, nie Ty - maceox)
No normalnie, dalej wojuję ... z wiatrakami. Jak to na forum. Ale zdarzają się jednak drobne sukcesy. Gdyby nic się nie dało zmienić, to nie byłoby odrodzenia, ani sekularyzacji. Ale te nowoczesne ruchy powstały właśnie dlatego, że ludzie chcą prawdy, wolności i ... miłości.

>> A dokładniejsze rozwinięcia tej koncepcji i część źródeł moich inspiracji
>> w tym temacie znajdziesz we wpisach Darkside'a.
>Zwrócę przy okazji baczenie, akurat tego nie kojarzę.
Dość istotne merytorycznie rozwinięcie masz od razu tu:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,608495#w610184

>> P.S.
>Osobiście myślę jeszcze, ze akurat Krym jest bardzo strategicznym miejscem dla Rosjan. Chodzi o Flotę Czarnomorską i port, który ona używa. I teraz diabli wiedzą co tam będzie, jeśli Kijów wybierze prezydenta i rząd dążący realnie do niezależności.
W ogóle to, co się tam w tej chwili dzieje jest dla mnie dość wyjątkowe. Chodzi mi konkretnie o obecność tych umundurowanych Rosjan bez oznaczenia, do jakiej armii należą, a także o to, że w tej sytuacji na razie nie padły strzały.
Gdy zaczną się naparzać, to przestanie być wyjątkowe. Zacznie się zwykła wojenna rutyna z udziałem ludności cywilnej po stronie ofiar. Dla mnie tak bardzo nie jest istotne pytanie o sam Krym, jak o to, CO DALEJ?

>Ukraina, jako wasal Rosji jest wygodna jeszcze z jednego powodu: jako rynek zbytu towarów. Wyobraź sobie, co by było, gdyby ich granice i uwarunkowania celne otworzyły się na oścież dla towarów z Uni, a przetargi były rozstrzygane uczciwie.
No tak. To jest część przyczyn, jednak w pierwszej kolejności chodzi teraz o to, by zapobiec rozlewowi krwi. A widzisz jakieś wyjście z tego konfliktu? Ja tylko taką, że Putin z własnej woli nie będzie chciał użyć siły. Gorzej, że on wie, że zachód mu nie przeszkodzi.

>Pozdrawiam Cię z lotniska w Moskwie
Mam nadzieję, że tak źle nie jest i że to przypadek, że teraz akurat przyleciałeś do kraju.

W zasadzie połowę tego mojego wpisu trzeba by chyba, Panie Andrzeju, zaznaczyć na szaro?
Pozdrawiam
07-03-2014 13:01 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>W zasadzie połowę tego mojego wpisu trzeba by chyba, Panie Andrzeju, zaznaczyć na szaro?
Wbrew temu co tu wypisują na mój temat moi ideowi przeciwnicy, jestem zdecydowanym zwolennikiem wolności słowa, a przeciwnikiem tylko głupoty. Tylko kilka razy przez parę lat skorzystałem z opcji - "Off-topic". Gdy zdarzyły jakieś ewidentnie głupie wtręty, a tu o niczym takim nie ma mowy.

Pozdrawiam.

@@@
.
Elasp (6859 punktów)

>To oni nadymają, wydymują i dymają się Wielkimi Słowami i Jakiejś Tam Strasznie Wielkiej Kurna Za Siedmioma Rzekami MIŁOŚCI mieszkającej w Niebie, spływającej na ludzi i dopiero przez ten Święty Spływ przez nas odczuwalnej. Gdyby nie Bóg i nie Jezus i nie relikwie i nie klęczenie i nie święte obrazy, to kurde w ogóle nie byłoby ani jak, ani kogo na świecie kochać.
>Drugi człowiek jest według nich celem miłości o tyle tylko, o ile boski Pośrednik tak nakaże i zawsze jest to jakaś strasznie WIELKA wprawdzie, ale zupełnie nieuchwytna idea. Wielkie słowa, wielkie idee ... i tyle.

Gdyby sprawy były tak proste, to postawa religijna byłaby psychologicznie niemożliwa. Tymczasem jest możliwa, mało tego, jest nadal dość powszechna.

>Tymczasem humanistyczny ateizm ma właśnie dokładnie tę niepodważalną przewagę, że z miłością może dotrzeć do drugiego człowieka bez żadnych pośredników.

Po co stwarzać system gospodarczy, w którym każdy będzie zarabiać na siebie za sprawą tych pośredników, jakimi są prywatne firmy, skoro każdy może otrzymywać minimum socjalne bezpośrednio od państwa np. w kwocie 1000 zł? Po co Poczta Polska, skoro każdy może mieć indywidualnego listonosza? Po co język, skoro mogę bezpośrednio pokazywać rzeczy?

>Zamiast Wielkich Ideii jest od razu relacja człowiek-człowiek i bogom nic do tego.

Przede wszystkim "Idei", a nie "Ideii". Tak samo w Pańskim profilu jest błąd ("głębii", a powinno być "głębi").

>Uwalniamy miłość od zbędnych balastów iluzji i koncentrujemy się bezpośrednio na bliźnim.

Nic nie dzieje się przypadkiem i nie trwa przypadkowo. Jeżeli religie istnieją, ich istnienie nie może wynikać z bardzo prostego błędu, bo taki byłby już dawno dostrzeżony i wyeliminowany. Ludzie np. już tysiące lat temu dostrzegli szkodliwość praktyk kazirodczych i w większości kultur są one surowo potępiane. Trwanie religii jest najlepszym dowodem jej nieszkodliwości. A może nawet pożyteczności.
05-03-2014 11:40 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Gdyby sprawy były tak proste, to postawa religijna byłaby psychologicznie niemożliwa.
A co Pan z zakresu psychologii religii czytał? Na jakim dorobku ten sąd Pan opiera?

>Tymczasem jest możliwa, mało tego, jest nadal dość powszechna.
Na własnym doświadczeniu, iż tak dużo osób co niedziela psychologicznie jest pędzonych do kościołów, jak owieczki do zagród?

>>>>Tymczasem humanistyczny ateizm ma właśnie dokładnie tę niepodważalną przewagę, że z miłością może dotrzeć do drugiego człowieka bez żadnych pośredników.
>Po co stwarzać system gospodarczy, w którym każdy będzie zarabiać na siebie za sprawą tych pośredników, jakimi są prywatne firmy, skoro każdy może otrzymywać minimum socjalne bezpośrednio od państwa np. w kwocie 1000 zł? Po co Poczta Polska, skoro każdy może mieć indywidualnego listonosza? Po co język, skoro mogę bezpośrednio pokazywać rzeczy?
Tak, każdą ideę i każde uczucie można sprymitywizować. Np. "Miłość to uczucie głupie - zaczyna się na ustach, kończy się na dupie". Ale życie jest bogate i Pan Maciej podał tu konkretne przypadki, kiedy pośrednictwo różnych pastuchów wprost szkodzi. Panu nie przeszkadza kapłan, który daje Panu wskazówki co Panu pod kołdrą wolno, a ja uważam, że niech sobie - zgodnie z dogmatami, w które wierzy - swojego małego na supeł zawiąże, a ode mnie, to niech się odstosunkuje.

>>>>Zamiast Wielkich Ideii jest od razu relacja człowiek-człowiek i bogom nic do tego.
>Przede wszystkim "Idei", a nie "Ideii". Tak samo w Pańskim profilu jest błąd ("głębii", a powinno być "głębi").
Kurtka na wacie! Mamy następnego "Wielkiego językoznawcę" - teraz na poziomie forum.
Drobne błędy językowe, które wszyscy robimy, to poprawią korektorzy, ale wypisywanych głupot, to nie poprawi nikt. Szkoda, iż Pan swoich tekstów ze zrozumieniem nie jest zdolnym przeczytać. Daję słowo, iż by się Pan załamał, ale Pan w swoim prymitywnym zadufaniu uważa, iż ma zawsze świętą i jest tu najmądrzejszym.

>>>>Uwalniamy miłość od zbędnych balastów iluzji i koncentrujemy się bezpośrednio na bliźnim.
>Nic nie dzieje się przypadkiem i nie trwa przypadkowo.
Bardzo dużo rzeczy dzieje się przypadkiem i trwa przypadkowo.

>Jeżeli religie istnieją, ich istnienie nie może wynikać z bardzo prostego błędu, bo taki byłby już dawno dostrzeżony i wyeliminowany.
Nie istnienie religii nie wynika z prostego błędu. Zakotwiczenie ich, jak raka, w ludzkich umysłach jest skomplikowanym procesem ewolucyjnym i psychologicznym i dlatego pomimo dostrzeżenia błędności religii, nie może zostać ona w sposób łatwy wyeliminowana. Zresztą po co?

>Ludzie np. już tysiące lat temu dostrzegli szkodliwość praktyk kazirodczych i w większości kultur są one surowo potępiane. Trwanie religii jest najlepszym dowodem jej nieszkodliwości. A może nawet pożyteczności.
Ot, logika katolika. Tak ludzie myślą i dostrzegli wiele szkodliwych praktyk, nawet dostrzegli je tam, gdzie zupełnie szkodliwymi nie były i obudowali je różnymi tabu, Ale z trwania wyciągnąć wniosek o nieszkodliwości głupoty, to tylko ograniczony wiarą we własną słuszność potrafi. Każda wiara ogranicza nas intelektualnie, a im jest głębszą to tym bardziej.

Miłego dnia.

@@@
.
Elasp (6859 punktów)

Wybaczy Pan, ale nie wypowiedział Pan żadnej istotnej myśli. Zresztą moja uwaga nie była do Pana kierowana.

>Tak, każdą ideę i każde uczucie można sprymitywizować. Np. "Miłość to uczucie głupie - zaczyna się na ustach, kończy się na dupie". Ale życie jest bogate i Pan Maciej podał tu konkretne przypadki, kiedy pośrednictwo różnych pastuchów wprost szkodzi. Panu nie przeszkadza kapłan, który daje Panu wskazówki co Panu pod kołdrą wolno, a ja uważam, że niech sobie - zgodnie z dogmatami, w które wierzy - swojego małego na supeł zawiąże, a ode mnie, to niech się odstosunkuje.

Na takim poziomie proszę pisać do oszołomskich "Faktów i Mitów".
05-03-2014 12:42 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Wybaczy Pan, ale nie wypowiedział Pan żadnej istotnej myśli.
Szanowny Panie, już wielokrotnie tu zaznaczałem, iż piszę wyłącznie do tych, którzy potrafią mnie zrozumieć. Pan zdecydowanie do nich nie należy. Dlatego proszę w żaden sposób nie czuć się zobowiązanym do odpowiedzi, a nawet skorzystać z dostępnej tu opcji:
Chcę ukryć wypowiedzi tego czytelnika na Forum.
Wypowiedzi tego czytelnika będą dla Ciebie niewidoczne.


>Zresztą moja uwaga nie była do Pana kierowana.
To otwarte forum i każdy ma prawo do każdego tekstu się odnieść. Pańskie teksty będące doskonałą egzemplifikacją poziomu intelektualnego polskiego katolicyzmu są dla mnie często dobrą inspiracją dla wykazywania pustki umysłowej jaka za ich napuszoną pretensjonalnością stoi. Jednak jak widać - choćby po plusach - sporo osób moje wypowiedzi czyta i warto dla nich pisać. Mam zamiar dalej to kontynuować.

>Na takim poziomie proszę pisać do oszołomskich "Faktów i Mitów".
Nie czytuję - chyba że ktoś mi jakiś tekst poleci - tak samo jak nie czytuję tych śmieci
Oczywiście czytam "Tygodnik Powszechny" i "Znak", dopóki wychodził czytywałem też "Przegląd Powszechny", ale to dla Pana za trudne periodyki. Pan woli poziom "Faktów i Mitów".

PS. Do oceny merytorycznej potrzebne jest zrozumienie, a ponieważ Pan prawie nic z moich wypowiedzi nie potrafi zrozumieć, to wyraża Pan tylko swoje emocje. Pan mnie bardzo nie nie lubi i moim zdaniem słusznie, gdyż nie umiem zdobyć się na najmniejszy szacunek dla tego co Pan tu wypisuje. To są po prostu bzdury.

Miłego dnia.

@@@
.
05-03-2014 12:49 
 Ocena 4 na 4
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Przede wszystkim "Idei", a nie "Ideii". Tak samo w Pańskim
> profilu jest błąd ("głębii", a powinno być "głębi").

Zwracam Panu uwagę na fakt, że traktuje Pan kol. maceoxa obcesowo, żeby nie powiedzieć przedmiotowo. Podobnie poprawiał Pan mnie, korygując np. mój zwrot "wot maładiec" (do tego ze swoim błędem) nie odnosząc się później wcale do ostatecznej i prawidłowej wersji, ani do swojego błędu.
Proponuję odtąd brać choć trochę pod uwagę metody, jakie stosuje np. kol. szarley tutaj. To zdecydowanie bardziej delikatne.
Racjonaliści wbrew pozorom to wrażliwi ludzie.
Pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Elasp (6859 punktów)

>Zwracam Panu uwagę na fakt, że traktuje Pan kol. maceoxa obcesowo, żeby nie powiedzieć przedmiotowo.

Niby dlaczego? Wytykanie błędu to obcesowe traktowanie? Racjonaliści laiccy lubują się w naciąganiu znaczeń słów. Z tych rozciągniętych znaczeń szyją coś w rodzaju kołdry, która i tak okazuje się za krótka.
05-03-2014 14:32 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
> Racjonaliści laiccy lubują się w naciąganiu znaczeń słów.
Naciąganiu, to tylko dla tych, którzy mają kłopoty z racjonalnym ich zrozumieniem, ale nie stosują - tak jak "irracjonaliści katoliccy" - nadętej teologicznie, a pustej faktycznie terminologii.
Piszą w miarę prostym językiem i dążą do maksymalnej komunikatywności. Oczywiście dla tych, którzy nie mają kłopotów
z czytaniem tekstu ze zrozumieniem.

Miłego dnia.

@@@
.
06-03-2014 08:08 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Niby dlaczego? Wytykanie błędu to obcesowe traktowanie?

Ogólnie nie ma nic złego w zwracaniu komuś uwagi. A nawet są plusy.
Sam zresztą zwróciłem Panu niedawno uwagę na fakt, że przekręcił Pan pisownię nick'a użytkownika Nietsche.
Ważne, jak się to robi.
Gdy zobaczy Pan analogiczną sytuację między kolegami DyktaFonem i szarleyem (z mojego linka wyżej) być może wszystko stanie się jasne.
Pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
07-03-2014 12:56 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
>>Drugi człowiek jest według nich celem miłości o tyle tylko, o ile boski Pośrednik tak nakaże i zawsze jest to jakaś strasznie WIELKA wprawdzie, ale zupełnie nieuchwytna idea. Wielkie słowa, wielkie idee ... i tyle.
>Gdyby sprawy były tak proste, to postawa religijna byłaby psychologicznie niemożliwa. Tymczasem jest możliwa, mało tego, jest nadal dość powszechna.
Postawa religijna jest nadal dość powszechna, ale też nie stanowi to dla mnie powodu, by nie obnażać jej głupoty.

>>Tymczasem humanistyczny ateizm ma właśnie dokładnie tę niepodważalną przewagę, że z miłością może dotrzeć do drugiego człowieka bez żadnych pośredników.
>Po co stwarzać system gospodarczy, w którym każdy będzie zarabiać na siebie za sprawą tych pośredników, jakimi są prywatne firmy, skoro każdy może otrzymywać minimum socjalne bezpośrednio od państwa np. w kwocie 1000 zł?
Tak poza ateizmem i religią - dla samej wewnętrznej spójności tylko - proszę się zastanowić, co ma oznaczać zwrot "bezpośrednio od państwa"?

>Po co Poczta Polska, skoro każdy może mieć indywidualnego listonosza?
Nie wiem, a każdy może mieć indywidualnego listonosza?

>Po co język, skoro mogę bezpośrednio pokazywać rzeczy?
No to proszę pokazać.
Wydaje mi się, że język jednak był do czegoś "przydatny", skoro się rozwinął. Czy to dobry wynalazek, sądząc przynajmniej po wypowiedziach niektórych, to inna kwestia.

>>Zamiast Wielkich Ideii jest od razu relacja człowiek-człowiek i bogom nic do tego.
>Przede wszystkim "Idei", a nie "Ideii". Tak samo w Pańskim profilu jest błąd ("głębii", a powinno być "głębi").
Dziękuję za korektę. W profilu już poprawiłem. A na przyszłość postaram się pamiętać. Człowiek całe życie się uczy, a głupi umiera. Jednak istotne jest, żeby uczyć się od mądrzejszych od siebie w danym temacie. Tak więc dziękuję.

>>Uwalniamy miłość od zbędnych balastów iluzji i koncentrujemy się bezpośrednio na bliźnim.
>Nic nie dzieje się przypadkiem i nie trwa przypadkowo.
Proszę zdefiniować przypadek i odróżnić od nieprzypadku, to zobaczymy. Mimo wszystko wieszczę problemy.

>Jeżeli religie istnieją, ich istnienie nie może wynikać z bardzo prostego błędu, bo taki byłby już dawno dostrzeżony i wyeliminowany.
Nie do końca rozumiem, co ma oznaczać "prosty błąd", gdy religie są chyba prawie tak stare i powszechne jak ludzkość, a części ich genezy szukałbym w jeszcze dawniejszych czasach.

>Ludzie np. już tysiące lat temu dostrzegli szkodliwość praktyk kazirodczych i w większości kultur są one surowo potępiane. Trwanie religii jest najlepszym dowodem jej nieszkodliwości. A może nawet pożyteczności.
Tak bez mieszania z kazirodztwem, to poza tym ciekawa kwestia i warta nowego wątku. Jakie są pożytki płynące z religii?

Spotkałem się z tezami o pożyteczności religii również u niefideistycznych religioznawców, a nawet u naukowców zajmujących się religią. Ale to musiałby Pan może zalożyć nowy wątek i uzasadnić jakoś medycznie może.

Tyle, że co mi z ewentualnej ich pożyteczności, gdy opierają się na wierze, a ja niewierzący jestem?
Elasp (6859 punktów)

>Postawa religijna jest nadal dość powszechna, ale też nie stanowi to dla mnie powodu, by nie obnażać jej głupoty.

Niby dlaczego jest głupia? Jeżeli uczucia religie to głupota, to może np. uczucia patriotyczne też? Bezrefleksyjnie szermuje Pan "głupotą", niepotrzebnie powielając herezje Bogusławskiego.

>Wydaje mi się, że język jednak był do czegoś "przydatny", skoro się rozwinął.

No właśnie! Dokładnie to samo spostrzeżenie powinien Pan poczynić w stosunku do religii, oczywiście jeżeli myśli Pan konsekwentnie.

>>Nic nie dzieje się przypadkiem i nie trwa przypadkowo.
>Proszę zdefiniować przypadek i odróżnić od nieprzypadku, to zobaczymy. Mimo wszystko wieszczę problemy.

Przypadek w tym kontekście to to, co nie pełni żadnej funkcji. Jeżeli religia istnieje, znaczy to, że spełnia ważną funkcję. Nie ma to nic wspólnego z głupotą, jak bezmyślnie powtarza p. Bogusławski. Japończyków nie podejrzewam o głupotę, a są ludźmi religijnymi. Wiązanie religii z głupotą jest kompromitującym zabobonem, jednym z wielu jakie wydało Oświecenie ("niewiedza matką pobożności"). Czas się z tego zabobonu wyzwolić.

>>Jeżeli religie istnieją, ich istnienie nie może wynikać z bardzo prostego błędu, bo taki byłby już dawno dostrzeżony i wyeliminowany.
>Nie do końca rozumiem, co ma oznaczać "prosty błąd", gdy religie są chyba prawie tak stare i powszechne jak ludzkość, a części ich genezy szukałbym w jeszcze dawniejszych czasach.

Prosty błąd to taki, który można łatwo dostrzec i łatwo wyeliminować. W tym znaczeniu istnienie religii nie wynika z prostego błędu.

>Tak bez mieszania z kazirodztwem, to poza tym ciekawa kwestia i warta nowego wątku. Jakie są pożytki płynące z religii?

Założył taki wątek p. Dokowski i właśnie wypowiedziami w tym wątku debiutowałem na forum. Tam sprawa była już rozważana, a stanowisko p. Dokowskiego obalone.

>Tyle, że co mi z ewentualnej ich pożyteczności, gdy opierają się na wierze, a ja niewierzący jestem?

Tyle że nie "Tyle, że", a "Tyle że". Trzeba postępować "tak jakby" się wierzyło. Ja także np. nie wierzę w sensowność porządku prawnego Polski, ale tego porządku przestrzegam.
07-03-2014 15:19 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Bezrefleksyjnie szermuje Pan "głupotą", niepotrzebnie powielając herezje Bogusławskiego.
Tak, poprawić czyjąś literówkę, czy błąd interpunkcyjny, a nawet ortograficzny, to byle - choćby i tępy, aby był tylko pilnym - absolwent podstawówki potrafi, ale do używania słów ze zrozumieniem, to już potrzebne jest obycie intelektualne.
pl.wikipedia.org/wiki/Herezja
www.polity(*)leszek-kolakowski-herezja.read
Tak, od wczesnego dzieciństwa jestem "niewiernym Tomaszem", który jak nie "pomaca", to nie uwierzy i mam zdecydowanie heretycki charakter czyli poddającym krytycznej analizie wszelkie jedynie słuszne dogmaty obowiązujące
w danej religii/ideologii.
Dostrzeganie pustki intelektualnej w napuszonych pseudomądrością wywodach różnych teologów/ideologów niezależnie od przedmiotu wiary - czyli mówiąc prosto głupoty - nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek herezją, gdyż wobec czego, kogo miałaby ona być herezją? Wobec nauczania Pana Elaspa?

PS. Dupa zawsze dupą pozostanie i nazywanie jej dolną częścią pleców niewiele zmienia, czy jeżeli np. napiszę, że ks. prof. Dariusz Oko jest człowiekiem o niewielkiej wiedzy w tematach, w których się wypowiada, a ponadto jest mało sprawnym intelektualnie, to tak wiele zmieni?

Miłego dnia.

@@@
.
07-03-2014 17:05 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Jeżeli religia istnieje, znaczy to, że spełnia ważną funkcję.
(A jaką funkcję spełnia istnienie bałwana? Czy Pan wie - proszę Szanownego Pana?)
Jaka religia, czy każda? A czym dla Pana jest religia?
Znamy kilkaset definicji religii, tu znajdzie Pan najpoważniejsze, czy najbardziej znane: pl.wikipedia.org/wiki/Religia
Czy zgadza się Pan z definicja np. z Wikipedii: Religia - system wierzeń i praktyk, określający relację pomiędzy różnie pojmowaną sferą sacrum (świętością) i sferą boską, a określonym społeczeństwem, grupą lub jednostką. Manifestuje się ona w wymiarze doktrynalnym (doktryna, wiara), w czynnościach religijnych (np. kult czy rytuały), w sferze społeczno-organizacyjnej (wspólnota religijna, np. Kościół) i w sferze duchowości indywidualnej (m.in. mistyka).

O jakiej Pan funkcji religii tu myśli - o psychologicznej: pl.wikipedia.org/wiki/Psychologia_religii
(to tu kto Panu jest bliski - Freud, Jung, Maslow, czy James?)
Czy też o socjologicznej: pl.wikipedia.org/wiki/Socjologia_religii
A jeżeli socjologicznej, to bliżej Panu jest do Spencera, Webera, czy Marksa?
A co Szanowny Pan sądzi o ewolucyjnej psychologii religii

Trochę tu na powyższe tematy pisałem i poprzez wyszukiwarkę można moje wypowiedzi odnaleźć.

>Nie ma to nic wspólnego z głupotą,
A co ma mieć wspólnego z głupotą - religia, czy wiara?

> jak bezmyślnie powtarza p. Bogusławski.
Samochwalstwo to tu się nie udaje, gdy mamy tu zbyt inteligentnych czytelników. Jakoś mi sobie trudno przypomnieć nazywanie religii głupotą (choć nie przeczę, iż tak gdzieś mogło wynikać z kontekstu), ale proszę o konkretne odwołanie się do mojej wypowiedzi. Natomiast wielokrotnie tu powtarzam, że każda wiara ogranicza nas intelektualnie, a im jest bardziej fundamentalistyczna, to tym ograniczenie jest większe. Uważam, że Pan jest doskonałą egzemplifikacją tego twierdzenia, choćby już przez polemizowanie z wypowiedziami, których nie jest Pan w stanie nawet zrozumieć.

>Japończyków nie podejrzewam o głupotę, a są ludźmi religijnymi.
A o jakiej głupocie Pan myśli? O upośledzeniach umysłowych, czy niskim poziomie praktycznej wiedzy? Przecież Pan też jest człowiekiem religijnym i dobrze dającym sobie radę w całej praktyce życia. Jeżeli mówimy tu o głupocie, to na całkiem innym poziomie. Durniem do entej potęgi może być nawet nadprofesor super-zwyczajny, a nawet kardynał, czy papież. Szczytem głupoty są np. wszystkie wypowiedzi powiązane z religią prof. Jacyny-Onyszkiewicza co wcale nie znaczy, że facet o fizyce nie ma pojęcia.

>Wiązanie religii z głupotą jest kompromitującym zabobonem, jednym z wielu jakie wydało Oświecenie
Tak, powiązanie wiary religijnej z głupotą jest jedną z wielu zasług myślicieli Oświecenia. Ważniejszą jest uwolnienie ludzkiej myśli spod Kościelnej dominacji.

>("niewiedza matką pobożności")
No popatrz Pan, tyle lat minęło, a tyle w tym aktualności.

>Czas się z tego zabobonu wyzwolić.
Tak, zdecydowanie czas wyzwolić umysły z zabobonów przeróżnych wiar w przeróżne zestawy głupot. Czas zacząć myśleć samodzielnie i przestać oddawać nasze umysły chorym religiom/ideologią. Czas na dorośniecie i na wyzwolenie człowieka od wszelakich wciskaczy kitu, niezależne od jego smaku i koloru.

Miłego dnia.

@@@
.
07-03-2014 20:01 
 Ocena 3 na 3
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>Jeżeli religia istnieje, znaczy to, że spełnia ważną funkcję.
To tak samo jak ateizm!
07-03-2014 20:11 
 Ocena-5 na 5
Elasp (6859 punktów)
>>Jeżeli religia istnieje, znaczy to, że spełnia ważną funkcję.
>To tak samo jak ateizm!

Biorąc pod uwagę całą historię ludzkości, ludzie religijni stanowili 99,999% populacji. Marne 0,001 ateistów (jeśli nie mniej) można uznać za margines. Ateizm to wyrostek robaczkowy w ciele ludzkości. Gdy daje się we znaki, należy go wyciąć.
07-03-2014 20:53 
 Ocena 5 na 5
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>>>Jeżeli religia istnieje, znaczy to, że spełnia ważną funkcję.
>>To tak samo jak ateizm!
>Biorąc pod uwagę całą historię ludzkości, ludzie religijni stanowili 99,999%
Biorąc pod uwagę historię naszych postów, z Twojego logicznego argumentu zostało 0,000%.

>Ateizm to wyrostek robaczkowy w ciele ludzkości. Gdy daje się we znaki, należy go wyciąć.
Ateizm wziął się stąd, że ludzkość zaczęła używać też umysłu, więc ta ślepa kiszka to ślepy tor.
07-03-2014 21:13 
 Ocena-3 na 5
Elasp (6859 punktów)

>Biorąc pod uwagę historię naszych postów, z Twojego logicznego argumentu zostało 0,000%.

Szczerze powiedziawszy nie wiem, czy była jakaś "historia naszych postów". Jeżeli próbujesz wyprowadzić mnie z równowagi, mogę Ci od razu powiedzieć, że nic to nie da. Uwierz, że wielu już próbowało.

>Ateizm wziął się stąd, że ludzkość zaczęła używać też umysłu, więc ta ślepa kiszka to ślepy tor.

To tylko tylko ładnie brzmiący aforyzm, który przekona co najwyżej niedoświadczonych.

Jest faktem, że ludzkość w ogromnej większości jest i była religijna. Gdzie indziej podawałem przykład Japończyków - są tradycyjnie religijni, a nie powiemy, że nie używają umysłu. Myślę nawet, że używają go bardziej niż większość narodów. Niech sobie delegacja "Racjonalisty" pojedzie do Japonii i niech zacznie przekonywać, że "religia jest złem", a zostaną zamknięci w szpitalu psychiatrycznym (i słusznie).

07-03-2014 21:26 
 Ocena 6 na 6
MarcinK (9189 punktów)
>Niech sobie delegacja "Racjonalisty" pojedzie do Japonii i niech zacznie przekonywać, że "religia jest złem", a zostaną zamknięci w szpitalu psychiatrycznym (i słusznie).

Musi w tej Japonii częstsze psychiatryki niż kible:

boklazec.net/ateizm/tabela.html
07-03-2014 21:38 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Nie sądzę, aby ten "Companion" był miarodajnym źródłem.
07-03-2014 21:54 
 Ocena 7 na 7
MarcinK (9189 punktów)
>Nie sądzę, aby ten "Companion" był miarodajnym źródłem.

A tych companionów jak mrówków (wiki):

Cytat:
W dzisiejszych czasach coraz większa liczba Japończyków uznaje światopogląd materialistyczny, a większość określa się jako osoby niewierzące i niereligijne (w zależności od badań jest to 60 - 75%), jednak ponad 90% z nich praktykuje zarówno shintō (obrządek narodzin i małżeństwa), jak i buddyzm, w ramach zasad którego odbywają się ceremonie pogrzebowe. Należy uwzględnić jednak, że praktyki religijne większości Japończyków nie wynikają z ich wiary i religijności, lecz ze względu na tożsamość narodową i silne przywiązanie do tradycji, bowiem dla zdecydowanej większości religia nie odgrywa ważnej roli w ich życiu.


No i jak tam? Delegacja Racjonalisty wyląduje w jacuzzi czy na elektrowstrząsach?
07-03-2014 21:58 
 Ocena-2 na 2
Elasp (6859 punktów)
>>Nie sądzę, aby ten "Companion" był miarodajnym źródłem.
>A tych companionów jak mrówków (wiki):
> Cytat:
W dzisiejszych czasach coraz większa liczba Japończyków uznaje światopogląd materialistyczny, a większość określa się jako osoby niewierzące i niereligijne (w zależności od badań jest to 60 - 75%), jednak ponad 90% z nich praktykuje zarówno shintō (obrządek narodzin i małżeństwa), jak i buddyzm, w ramach zasad którego odbywają się ceremonie pogrzebowe. Należy uwzględnić jednak, że praktyki religijne większości Japończyków nie wynikają z ich wiary i religijności, lecz ze względu na tożsamość narodową i silne przywiązanie do tradycji, bowiem dla zdecydowanej większości religia nie odgrywa ważnej roli w ich życiu.

>No i jak tam? Delegacja Racjonalisty wyląduje w jacuzzi czy na elektrowstrząsach?

Obawiam się, że niestety to drugie. Pogrubiłem fragment (powyżej), który wydaje mi się istotny.
07-03-2014 22:08 
 Ocena 7 na 7
MarcinK (9189 punktów)
> że praktyki religijne większości Japończyków nie wynikają z ich wiary i religijności, lecz ze względu na tożsamość narodową i silne przywiązanie do tradycji, bowiem dla zdecydowanej większości religia nie odgrywa ważnej roli w ich życiu.[/cytat]

>>No i jak tam? Delegacja Racjonalisty wyląduje w jacuzzi czy na elektrowstrząsach?
>Obawiam się, że niestety to drugie. Pogrubiłem fragment (powyżej), który wydaje mi się istotny.

Słabo Ci powiem. Zwiększ czcionkę i kolorem w nią. Alleluja i do przodu
09-03-2014 22:09 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Obawiam się, że niestety to drugie. Pogrubiłem fragment
> (powyżej), który wydaje mi się istotny.

Do elektrowstrząsów mam respekt, pisałem nawet na ich temat pracę naukową.
Proszę powiedzieć, co by Pan wolał jako prezes firmy:
a) aby pracownicy przychodzili do pracy wierząc w cele które im stawia szef, byli odpowiednio wewnętrznie zmotywowani do pracy, interesowali się strategią firmy, utożsamiali się z jej polityką i wewnętrznymi wartościami, dbali o jej przyszłość, jakość jej produktów, rozumieli że sami stanowią wartość dodaną
b) przychodzili "bo ojciec tu pracował"
pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
07-03-2014 22:25 
 Ocena 6 na 6
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>nie wiem, czy była jakaś "historia naszych postów".
Króciutka jak wyrostek robaczkowy, ale stan zapalny czyha.

>Jeżeli próbujesz wyprowadzić mnie z równowagi
A skąd Ci taki pomysł do głowy przyszedł?

>To tylko tylko ładnie brzmiący aforyzm, który przekona co najwyżej niedoświadczonych.
Otóż nie tylko, jest to także moja riposta, z którą sobie nie poradziłeś.

>ludzkość w ogromnej większości jest i była religijna
Ludzkość w większości była też np. niepiśmienna...
09-03-2014 21:57 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>> Jeżeli próbujesz wyprowadzić mnie z równowagi
> A skąd Ci taki pomysł do głowy przyszedł?

Głodnemu chleb przed oczami, słaby natomiast boi się przyciskania do muru, boi okazać emocje i uczucia, boi się utraty zimnej krwi. Więc 'nie próbuj'
www.racjonalista.pl/forum.php/s,608495#w611089

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
09-03-2014 21:27 
 Ocena 7 na 7
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Jeżeli próbujesz wyprowadzić mnie z równowagi,
> mogę Ci od razu powiedzieć, że nic to nie da.
> Uwierz, że wielu już próbowało.

O tym wyprowadzaniu z równowagi i Pana "niczym niezmąconej zimnej krwi" pozwolę sobie mieć swoje zdanie.

> Jest faktem, że ludzkość w ogromnej większości jest i była religijna.

Faktem jest również, że obecna era rozumu, gdzie ludzie masowo zaczynają go używać prowadzi niekiedy do masowego odwracania się od łatwych i prostych religijnych wyjaśnień, które niczego nie tłumaczą. Można to zaobserwować zwłaszcza w Europie, ale nie tylko.

> Gdzie indziej podawałem przykład Japończyków
> - są tradycyjnie religijni, a nie powiemy, że nie używają umysłu.

Nieco głębiej o tej religijności znajdzie Pan tutaj:
www.racjonalista.pl/kk.php/s,1527

> Niech sobie delegacja "Racjonalisty" pojedzie do Japonii
> i niech zacznie przekonywać, że "religia jest złem", a
> zostaną zamknięci w szpitalu psychiatrycznym (i słusznie).

Proszę pozwolić, że przy okazji zapytam: był Pan może w Japonii, czy choćby w Chinach?
pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Elasp (6859 punktów)

>O tym wyprowadzaniu z równowagi i Pana "niczym niezmąconej zimnej krwi" pozwolę sobie mieć swoje zdanie.

Naturalnie.

>> Jest faktem, że ludzkość w ogromnej większości jest i była religijna.
>Faktem jest również, że obecna era rozumu, gdzie ludzie masowo zaczynają go używać prowadzi niekiedy do masowego odwracania się od łatwych i prostych religijnych wyjaśnień, które niczego nie tłumaczą. Można to zaobserwować zwłaszcza w Europie, ale nie tylko.

"Prowadzi niekiedy do masowego odwracania się". Jeżeli coś prowadzi do czegoś niekiedy, nie jest masowe. Zostawiając jednak tę kwestię można powiedzieć, że "era rozumu" to postęp pod względem środków, a nie celów. W średniowieczu do zabicia człowieka używano kuszy, dzisiaj karabinu maszynowego z laserowym celownikiem. Zaiste postęp!

Co do "łatwych i prostych religijnych wyjaśnień" można powiedzieć tak: wszystko zależy od ogólności problemu. Problemy najogólniejsze są nadal poza zasięgiem nauki.

>Proszę pozwolić, że przy okazji zapytam: był Pan może w Japonii, czy choćby w Chinach?

Nie, nie byłem.
09-03-2014 22:49 
 Ocena 4 na 4
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> "Prowadzi niekiedy do masowego odwracania się".
> Jeżeli coś prowadzi do czegoś niekiedy, nie jest masowe.

Widzę, że są z tym kłopoty, zatem rozwijam: pod słowem "niekiedy" ukryłem dana grupę lub naród, zależy jaki bierze się pod uwagę. W przypadku Żydów rzeczywiście nie jest to masowe, ale Duńczyków czy Czechów już tak.

> W średniowieczu do zabicia człowieka używano kuszy,
> dzisiaj karabinu maszynowego z laserowym celownikiem.
> Zaiste postęp!

Każdy wybiera sobie z osiągnięć to, co dla niego brzmi znajomo, działa na jego wyobraźnię i jest dla niego zrozumiałe.
Ja np. wybrałbym to:


>Nie, nie byłem.

Rozumiem.
Pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Elasp (6859 punktów)

>Każdy wybiera sobie z osiągnięć to, co dla niego brzmi znajomo, działa na jego wyobraźnię i jest dla niego zrozumiałe.
Ja np. wybrałbym to, itd.

Proszę zatem powiedzieć, jaką korzyść odniosła ludzkość za sprawą tego osiągnięcia.
09-03-2014 23:38 
 Ocena 4 na 4
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Proszę zatem powiedzieć, jaką korzyść odniosła ludzkość za sprawą tego osiągnięcia.

W trakcie prowadzenia badań kosmosu (nie tylko lądowań człowieka, ale wysyłania sond, umieszczania teleskopów itp.) dokonywane są odkrycia, wynalazki i ulepszenia, które z czasem mogą być zastosowane w medycynie, do nowoczesnych rozwiązań konstrukcyjnych, zmian technologii, do ulepszania otaczającej człowieka na ziemi rzeczywistości.

Ale nie tylko, również do poszerzania jego wiedzy o wszechświecie: człowiek poznaje budowę pozostałych planet Układu Słonecznego i ich księżyców, odkrywa planety w innych układach (na innych gwiazdach), coraz lepiej rozumie jak powstają i umierają gwiazdy wraz z ich układami planetarnymi itp.
Długo by pisać.
Pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
09-03-2014 23:54 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>W trakcie prowadzenia badań kosmosu (nie tylko lądowań człowieka, ale wysyłania sond, umieszczania teleskopów itp.) dokonywane są odkrycia, wynalazki i ulepszenia, które z czasem mogą być zastosowane w medycynie, do nowoczesnych rozwiązań konstrukcyjnych, zmian technologii, do ulepszania otaczającej człowieka na ziemi rzeczywistości.

Proszę o konkrety. Na razie to gadka-szmatka.

>Ale nie tylko, również do poszerzania jego wiedzy o wszechświecie: człowiek poznaje budowę pozostałych planet Układu Słonecznego i ich księżyców, odkrywa planety w innych układach (na innych gwiazdach), coraz lepiej rozumie jak powstają i umierają gwiazdy wraz z ich układami planetarnymi itp.

Po co mu to? Jakie ma to praktyczne zastosowanie?
10-03-2014 08:16 
 Ocena 3 na 3
cmos (1664 punktów)
(korzyści z projektu Apollo)
>Proszę o konkrety. Na razie to gadka-szmatka.

To mój konik, to ja napiszę:
  • Satelity meteorologiczne -> lepsze prognozy pogody -> poprawa bezpieczeństwa lotnictwa, żeglugi itp. i mnóstwo innych korzyści.
    Przed programem Apollo posłano kilka satelitów meteo, ale to były katastrofy, a nie użyteczna technologia.
  • Satelity telekomunikacyjne i wszelkie inne. Dzieki nim mamy dokładne mapy, GPS i nawigację w samochodzie albo i komórce, wszelakie dane o tym co na Ziemi.
    Dopiero dzięki programowi Apollo dopracowano na tyle technologie kosmiczne, że to wszystko zaczęło działać jak należy.
  • Cała masa technologii i konstrukcji została może niekoniecznie wynaleziona, ale na pewno dopracowana do dojrzałości. Telemetria, cyfrowe przetwarzanie obrazu (wcześniej grafika komputerowa była raczej wektorowa), mnóstwo materiałów i technologii, techniki prowadzenia dużych projektów itd.
  • Trochę trudniej przypisać projektowi Apollo konkretne wynalazki - bo w umowach z podwykonawcami był punkt że patenty opracowane dla projektu przechodzą na własność NASA i wszyscy kombinowali żeby wykazać że to było do czego innego, a w ogóle to już wcześniej. Ale było tego sporo, mimo tych kombinacji lista patentów zarejestrowanych dla NASA to grube setki pozycji.

Wystarczy, czy mam wchodzić w głębiej? Ostrzegam: Jestem inżynierem, interesuję się tym tematem i mogę długo i szczegółowo.
10-03-2014 10:21 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Wystarczy, czy mam wchodzić w głębiej? Ostrzegam: Jestem inżynierem, interesuję się tym tematem i mogę długo i szczegółowo.

W zupełności wystarczy, dziękuję za informację.
10-03-2014 10:35 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Proszę o konkrety. Na razie to gadka-szmatka.

Konkret: obserwacja satelitarna Ziemi jest jednym z przykładów wykorzystania przestrzeni kosmicznej i technik satelitarnych dla celów użytkowych. Dane pozyskiwane z obserwacji satelitarnej dostarczają informacji, które zostają wykorzystane w szeregu różnorodnych dziedzin, takich jak: geodezja i kartografia, systemy informacji przestrzennej, badania zmian klimatycznych, meteorologia, synoptyka i prognozy pogody, geologia, badania środowiska, zanieczyszczeń wód i powietrza itp., bezpieczeństwo, zarządzanie kryzysowe, rolnictwo i leśnictwo.
Krótko mówiąc pomagają żyć i dbać o środowisko.

Widzę że z wyjaśnieniami przyszedł Panu w sukurs również kol. cmos (trafne spostrzeżenia)
www.racjonalista.pl/forum.php/s,608495#w611132

> Po co mu to? Jakie ma to praktyczne zastosowanie?

M.in. zaspokaja odwieczny głód człowieka by wiedzieć, wyjaśniać, rozumieć, być bliżej etc. A to daje również poczucie spokoju, świadomość że wiemy o otaczającym nas wszechświecie trochę więcej niż 100, 1000 lat temu. Pomaga odrzucić lub przewartościować niektóre propozycje wyjaśnień religijnych (na przykład przeszłości świata i wszechświata) które w rzeczywistości niczego nie wyjaśniały, a tylko wprowadzały w co bardziej ambitnych głowach zamęt.

Wg mnie patrzenie w kosmos oczami teleskopów i analiza pozyskanych w ten sposób danych pozwala jeszcze odważniej patrzeć w przyszłość rodzaju ludzkiego.
Dziś obserwujemy, za 500 lat najbliższe gwiazdy mogą być w naszym zasięgu.

Kto tylko siedzi w miejscu i myśli że już "wie" - tak naprawdę się cofa.

A wracając - jako ciekawostka, powiązana z przyszłymi lotami kosmicznymi:
www.spider(*)/02/eksperyment-z-owadami.html

Serdecznie pozdrawiam!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
07-03-2014 21:32 
 Ocena 5 na 5
Dariusz Godyń (2403 punktów)

> Biorąc pod uwagę całą historię ludzkości, ludzie religijni stanowili 99,999% populacji. Marne 0,001 ateistów (jeśli nie mniej) można uznać za margines. Ateizm to wyrostek robaczkowy w ciele ludzkości. Gdy daje się we znaki, należy go wyciąć.

Elsapie na tym forum to Ty stanowisz "marną" mniejszość a tak poza tym gdzie znalazłeś takie sensacyjne statystyki? Twój post skłania mnie do zastanowienia co zostało Ci wycięte, czego jesteś pozbawiony, ,ze wypisujesz takie idiotyzmy.
07-03-2014 21:55 
 Ocena-2 na 4
Elasp (6859 punktów)

>Elsapie na tym forum to Ty stanowisz "marną" mniejszość a tak poza tym gdzie znalazłeś takie sensacyjne statystyki? Twój post skłania mnie do zastanowienia co zostało Ci wycięte, czego jesteś pozbawiony, ,ze wypisujesz takie idiotyzmy.

Przede wszystkim wcale nie wiadomo, czy marną mniejszość. Prawie wszyscy na tym forum jesteśmy chrześcijanami (katolikami), tylko nie zawsze jednakowo zdajemy sobie z tego sprawę.

Ateizm nie polega na buńczucznym powiedzeniu "Nie wierzę w Boga, Bóg nie istnieje", ale na działaniu tak, jakby Boga nie było. Oczywiście człowiek syty, napojony, któremu niczego nie brak chętnie odrzuci istnienie Boga. Właśnie z tego względu ludźmi niereligijnymi są częstokroć ludzie z wierchuszki społeczeństwa, nie "ludzie nauki", jak głosi racjonalistyczna propaganda, ale rozmaite "gwiazdy", politycy, czy biznesmeni. Oni nie chcą mieć żadnych hamulców, żadnego zewnętrznego zakazu. Uprzywilejowana sytuacja społeczna i materialna sprawia, że prawo nie jest dla nich ciężarem, tym bardziej chcą więc żyć bez ograniczeń płynących ze strony sankcji moralnej.

Natomiast prawdziwe (naturalne, rudymentarne) przekonania człowieka można ustalić umieszczając go w sytuacji ekstremalnej. Gdy zostanie wszystkiego pozbawiony i gdy zawiodą wszystkie środki, człowiek ten zacznie na powrót myśleć religijnie ("jak trwoga to do Boga").

07-03-2014 22:08 
 Ocena 3 na 3
Dariusz Godyń (2403 punktów)

> Natomiast prawdziwe (naturalne, rudymentarne) przekonania człowieka można ustalić umieszczając go w sytuacji ekstremalnej. Gdy zostanie wszystkiego pozbawiony i gdy zawiodą wszystkie środki, człowiek ten zacznie na powrót myśleć religijnie ("jak trwoga to do Boga").

Twoja wiara ma naprawdę imponujące podstawy i dlatego gardzę tym co wciskają nam elsapopodobni fideiści. W jednym masz rację, wierzę w życie pozagrobowe, dopóki żyję jestem poza grobem.
07-03-2014 23:23 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Twoja wiara ma naprawdę imponujące podstawy i dlatego gardzę tym co wciskają nam elsapopodobni fideiści.

Gdyby przeczytał Pan choć parę moich postów wiedziałby Pan, że przyjmuję wiarę za sprawą argumentów pragmatycznych, a nie np. uczuciowych. Uważam, że należy postępować tak jakby Bóg istniał. Racjonaliści laiccy nie są w stanie zrozumieć, że można dokonać racjonalnego wyboru religii (wnioskują: wybrać racjonalnie można tylko to, co racjonalne, religia racjonalna nie jest, więc kto ją wybiera, wierzy).

07-03-2014 23:28 
 Ocena 1 na 1
Sygnał (4252 punktów)
> Gdyby przeczytał Pan choć parę moich postów wiedziałby Pan, że przyjmuję wiarę za sprawą argumentów pragmatycznych, a nie np. uczuciowych. Uważam, że należy postępować tak jakby Bóg istniał. Racjonaliści laiccy nie są w stanie zrozumieć, że można dokonać racjonalnego wyboru religii (wnioskują: wybrać racjonalnie można tylko to, co racjonalne, religia racjonalna nie jest, więc kto ją wybiera, wierzy).

Czyli ostatecznie zakład Pascala? Myślałem, że stać Cię na więcej.
>
Elasp (6859 punktów)

>Czyli ostatecznie zakład Pascala? Myślałem, że stać Cię na więcej.

To co mówię niewiele ma wspólnego z z. P.
07-03-2014 23:40 
 Ocena 1 na 1
Sygnał (4252 punktów)
> To co mówię niewiele ma wspólnego z z. P.
>

"Wierzę z powodów czysto pragmatycznych. W tym kontekście racjonalnie jest wierzyć, bo mi się to opłaca". Popraw mnie, jeśli rozumiem to źle.
Elasp (6859 punktów)
>> To co mówię niewiele ma wspólnego z z. P.
>>
>"Wierzę z powodów czysto pragmatycznych. W tym kontekście racjonalnie jest wierzyć, bo mi się to opłaca". Popraw mnie, jeśli rozumiem to źle.

Tak, ale nie na tym polegał zakład Pascala. Zakład ten m.in. przedkładał religię chrześcijańską nad inne, czego ja nie czynię opowiadając się ideą wolnorynkowego wyboru religii.
08-03-2014 10:36 
 Ocena 4 na 4
i.czaplicka (5782 punktów)
Nie bardzo rozumiem, dlaczego religia ma sie oplacac. Szansa na spaskudzenie zycia 100% (wiem co mowie, byla wierzaca) a szansa na nagrode (istnienie Boga i to akurat takiego ktorego wybralismy) wlasciwie zadna.
Elasp (6859 punktów)
>Nie bardzo rozumiem, dlaczego religia ma sie oplacac. Szansa na spaskudzenie zycia 100% (wiem co mowie, byla wierzaca) a szansa na nagrode (istnienie Boga i to akurat takiego ktorego wybralismy) wlasciwie zadna.
>

Z całym szacunkiem, ale nie uogólniałbym jednostkowych doświadczeń. Pieniądze też potrafią spaskudzić życie, lecz przecież wolałaby je Pan mieć. Nie wiem też, skąd Pani wie, że szansa na wspomnianą nagrodę jest "właściwie żadna".
09-03-2014 22:21 
 Ocena 3 na 3
i.czaplicka (5782 punktów)
>> Nie wiem też, skąd Pani wie, że szansa na wspomnianą nagrodę jest "właściwie żadna".
Z samej ilosci bogow.
08-03-2014 11:19 
 Ocena 1 na 1
niestadny (2492 punktów)

>Nie bardzo rozumiem, dlaczego religia ma sie oplacac.
Ciekawa sprawa, wydaje się bowiem, że ewolucja "promowała" religie.


stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
08-03-2014 11:39 
 Ocena 11 na 11
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Ciekawa sprawa, wydaje się bowiem, że ewolucja "promowała" religie.
U człowiekowatych rozumność też! "Heretyków" było zawsze mniej, ale to jednak oni prowadzili do zmian i postępu.
Wiara zaś jest dobrym narzędziem do utrzymywania spójności stada, a stado czyni myślących bezmyślnymi.

Miłego dnia.

@@@
.
08-03-2014 11:37 
 Ocena 5 na 5
Dariusz Godyń (2403 punktów)

> Gdyby przeczytał Pan choć parę moich postów wiedziałby Pan, że przyjmuję wiarę za sprawą argumentów pragmatycznych, a nie np. uczuciowych. Uważam, że należy postępować tak jakby Bóg istniał. Racjonaliści laiccy nie są w stanie zrozumieć, że można dokonać racjonalnego wyboru religii (wnioskują: wybrać racjonalnie można tylko to, co racjonalne, religia racjonalna nie jest, więc kto ją wybiera, wierzy).

Na czym taki racjonalizm religianta polega, na akceptacji wszystkich idiotyzmów i nie trzymających się kupy bredni? Więc wierzysz w brzemienne dziewice, gadające węże i możliwość przeżycia 3 dni w brzuchu ryby, proszę nie nazywaj tego racjonalnym wyborem.
Pragmatyzm Elsapa wygląda tak: będzie rano i wieczorem klepał paciorek, w niedzielę i święta wysłuchiwał katabasa w kościele, powstrzyma się od jedzenia mięsa w piątki i oczywiście katabas udzieli mu "sakramentów" przed śmiercią. W zamian bozia zabierze Elsapa do swojego nieba by z podobnymi mu nudziarzami po wieczne czasy śpiewał pieśni ku chwale niedowartościowanego bozia w trzech osobach jak się nie mylę...
Gratuluje geniuszu Elsapie racjonalizmu.
08-03-2014 18:03 
 Ocena 5 na 5
farmer (22440 punktów)

> Uważam, że należy postępować tak jakby Bóg istniał.

Tak, na całym świcie "różnej" maści osobnicy tylko czekają by oddać pokłon ich bogowi.
Ty oddajesz swojemu. I nie mów mi że dokonałeś rzetelnego wyboru z katalogów religii.

Czemu nie postępujesz jak Amisze, Huteryci czy SJ? Od nich bóg wymaga trochę większego wysiłku niż pójścia raz w tygodniu do kościoła. A wiem za mało wygodnie.
09-03-2014 14:49 
 Ocena 4 na 4
Irracja (4721 punktów)
> Gdyby przeczytał Pan choć parę moich postów wiedziałby Pan, że przyjmuję wiarę za sprawą argumentów pragmatycznych, a nie np. uczuciowych. Uważam, że należy postępować tak jakby Bóg istniał. Racjonaliści laiccy nie są w stanie zrozumieć, że można dokonać racjonalnego wyboru religii...

... gdyby wybierał Pan pragmatycznie, to powinien Pan zrezygnować z jakiejkolwiek (racjonalnie, lub nieracjonalnie wybranej) religii, na rzecz samej wiary w "Boga". Religia, a zwłaszcza jej kapłani, to tylko pośrednik w relacji między człowiekiem a "Bogiem", zwłaszcza w segmencie pilnowania i pobierania tantiem za "prawa autorskie" (bo kwestia istnienia/nie istnienia "Boga" to kwestia "praw autorskich" do świata. Natomiast każdy pośrednik tylko generuje dodatkowe koszty, takich relacji - generowanie zaś dodatkowych kosztów nie jest ani racjonalne, ani pragmatyczne -chyba że samemu się jest takim pośrednikiem. Natura nie żąda żadnych tantiem za "prawa autorskie" do świata, według pism świętych "Bóg" też ich nie żąda (oprócz wiary w samego "Boga", szacunku i modlitwy, a do tego żadnych pośredników nie trzeba)...
... co do racjonalnego wyboru religii, to jedyny racjonalizm leży w wyborze korzyści jakie religia niesie ze sobą dla wiernego - bo "Bóg" żadnych korzyści z religii nie czerpie. Jest samowystarczalny, wszechmocny, wszechpotężny, itp. Jemu religia, żadna religia nie jest potrzebna. Naturze tym bardziej żadna religia nie jest potrzebna...

... sorry za pośpiech z jakim to pisałem, ale szkoda czasu na takie rozważania. Ateistą jestem, miedzy innym dlatego, że wolę tantiemy za "prawa autorskie" rozdzielać miedzy potrzebujących (sam też do nich należę, jak wszyscy ludzie) - i myślę, że "Bóg", a tym bardziej natura nie pogniewają się za takie traktowanie należnych im "tantiem autorskich"...


... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
09-03-2014 15:09 
 Ocena 3 na 3
niestadny (2492 punktów)

>Uważam, że należy postępować tak jakby Bóg istniał.
Uważam że nie należy kalkulować, ale być sobą(o ile to w ogóle możliwe wobec braku wolnej woli postulowanego przez racjonalistów).

stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
Barbiel (1106 punktów)
>Uważam, że należy postępować tak jakby Bóg istniał.
Jakie postępowanie masz na myśli?
07-03-2014 22:26 
 Ocena 8 na 8
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)

> Natomiast prawdziwe (naturalne, rudymentarne) przekonania człowieka można ustalić umieszczając go w sytuacji ekstremalnej. Gdy zostanie wszystkiego pozbawiony i gdy zawiodą wszystkie środki, człowiek ten zacznie na powrót myśleć religijnie ("jak trwoga to do Boga").

Dupa Jasiu i skrzypce. 99,999% katolikow wybierze w sytuacji ekstremalnej racjonalizm. Nawet najwieksza moherowa babcia nie odda calej renty Rydzykowi gdyby zaproponowac jej zaklad:

- Oddaj cala rente i zdaj sie na wole boga czekajac na manne z nieba
- jesli jestes chora nie idz do ´lekarza i zdaj sie na wole boga wedle motta "sciezki boskie sa niezbadane"

Zaden ale to zaden katolik nie postawi bajki powyzej realnego swiata. Tylko jesli ta bajka nie kosztuje go zbyt wiele to deklaracja brzmi "´tak, wierze w zydowskiego boga".
W zderzeniu z prawdziwym swiatem i zyciem kazdy katolik ma swojego boga w dupie bo wie, ze ani nie jest wszechmogacy ani wszechwiedzacy a juz napewno nie jest wszechmilosierny
07-03-2014 23:17 
 Ocena 4 na 4
Sygnał (4252 punktów)
> Przede wszystkim wcale nie wiadomo, czy marną mniejszość. Prawie wszyscy na tym forum jesteśmy chrześcijanami (katolikami), tylko nie zawsze jednakowo zdajemy sobie z tego sprawę.

Hitler też był ochrzczony, jeśli już przy tym jesteśmy.

> Ateizm nie polega na buńczucznym powiedzeniu "Nie wierzę w Boga, Bóg nie istnieje", ale na działaniu tak, jakby Boga nie było.

To prawda.

>Oczywiście człowiek syty, napojony, któremu niczego nie brak chętnie odrzuci istnienie Boga. Właśnie z tego względu ludźmi niereligijnymi są częstokroć ludzie z wierchuszki społeczeństwa, nie "ludzie nauki", jak głosi racjonalistyczna propaganda, ale rozmaite "gwiazdy", politycy, czy biznesmeni. Oni nie chcą mieć żadnych hamulców, żadnego zewnętrznego zakazu. Uprzywilejowana sytuacja społeczna i materialna sprawia, że prawo nie jest dla nich ciężarem, tym bardziej chcą więc żyć bez ograniczeń płynących ze strony sankcji moralnej.

Sugerujesz tedy, że osoby niereligijne są niemoralne z założenia, a że z restrykcjami z racji religii łączy się niechybnie moralność. Głupoty prawicie Elaspie, bo szumowiny są po każdej stronie. Nie ma najmniejszego sensu sprowadzać ateizmu na płaszczyznę moralną, zostańmy przy tej intelektualnej.

> Natomiast prawdziwe (naturalne, rudymentarne) przekonania człowieka można ustalić umieszczając go w sytuacji ekstremalnej. Gdy zostanie wszystkiego pozbawiony i gdy zawiodą wszystkie środki, człowiek ten zacznie na powrót myśleć religijnie ("jak trwoga to do Boga").

Właśnie wszem i wobec ogłaszasz, że idea boga to taki niematerialny pocieszacz i antydepresant, transcendentne placebo.
>
07-03-2014 23:31 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Sugerujesz tedy, że osoby niereligijne są niemoralne z założenia, a że z restrykcjami z racji religii łączy się niechybnie moralność. Głupoty prawicie Elaspie, bo szumowiny są po każdej stronie

Nigdzie nie powiedziałem, "niechybnie" i "z założenia", zatem Twój wniosek sam upada.

>Nie ma najmniejszego sensu sprowadzać ateizmu na płaszczyznę moralną, zostańmy przy tej intelektualnej.

Niby dlaczego? Ateizm statystycznie często wiąże się z niemoralnością. Ateista prędzej czy później, jak nie w pierwszym, to trzecim pokoleniu, będzie zdemoralizowany, chyba że wymyśli sobie nowego boga, na przykład "Prawo", albo "Człowieka".

>Właśnie wszem i wobec ogłaszasz, że idea boga to taki niematerialny pocieszacz i antydepresant, transcendentne placebo.

Tak, ogłaszam to. Znowuż jednak racjonaliści laiccy nie myślą ściśle. Stąd, że coś jest pocieszaczem nie wynika, że jest tylko pocieszaczem.
07-03-2014 23:38 
 Ocena 2 na 2
Sygnał (4252 punktów)
>Nigdzie nie powiedziałem, "niechybnie" i "z założenia", zatem Twój wniosek sam upada.

Wniosek taki wynika wprost z Twoich, chociażby, kolejnych stwierdzeń.

>Niby dlaczego? Ateizm statystycznie często wiąże się z niemoralnością.

Proszę o dane statystyczne potwierdzające Twoje rewelacje.

>Ateista prędzej czy później, jak nie w pierwszym, to trzecim pokoleniu, będzie zdemoralizowany, chyba że wymyśli sobie nowego boga, na przykład "Prawo", albo "Człowieka".

A to wszystko należy sprowadzać do bóstw? Czy jak uważam, że w mojej moralności istotna jest sprawiedliwość, równość i miłość, to od razu tworze boga Moralność Sygnała? Strasznie karkołomna idea.

> Tak, ogłaszam to. Znowuż jednak racjonaliści laiccy nie myślą ściśle. Stąd, że coś jest pocieszaczem nie wynika, że jest tylko pocieszaczem.
>

Jest, o ile go lepiej nie zdefiniujesz.

W wolnej chwili opisz dokładnie swoją ideę Boga, lepiej zrozumiem jak bądź co bądź inteligenty i oczytany człowiek może tak bardzo być przywiązany do placebo.
08-03-2014 09:13 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Wniosek taki wynika wprost z Twoich, chociażby, kolejnych stwierdzeń.

Nie, nie wynika.

>>Niby dlaczego? Ateizm statystycznie często wiąże się z niemoralnością.
>Proszę o dane statystyczne potwierdzające Twoje rewelacje.

Człowiek pozbawiony zewnętrznego, transcendentnego "bata" szybko się zepsuje, jeżeli nie grozi mu nic ze strony wymiaru sprawiedliwości (lub szerzej, ze strony innych ludzi). Historia dostarcza niezliczonych przykładów potwierdzających tę tezę.

>A to wszystko należy sprowadzać do bóstw? Czy jak uważam, że w mojej moralności istotna jest sprawiedliwość, równość i miłość, to od razu tworze boga Moralność Sygnała? Strasznie karkołomna idea.

Na jakiej postawie uznaje p. Sygnał sprawiedliwość, równość i miłość? Z czego wypływają akurat tego rodzaju nakazy moralne? Z widzimisię p. Sygnała?

>> Tak, ogłaszam to. Znowuż jednak racjonaliści laiccy nie myślą ściśle. Stąd, że coś jest pocieszaczem nie wynika, że jest tylko pocieszaczem.
>>
>Jest, o ile go lepiej nie zdefiniujesz.
>W wolnej chwili opisz dokładnie swoją ideę Boga, lepiej zrozumiem jak bądź co bądź inteligenty i oczytany człowiek może tak bardzo być przywiązany do placebo.

Napisałem na tym forum ponad 1000 postów na ten temat lub tematy pokrewne.
08-03-2014 09:27 
 Ocena 2 na 2
Sygnał (4252 punktów)
>Człowiek pozbawiony zewnętrznego, transcendentnego "bata" szybko się zepsuje, jeżeli nie grozi mu nic ze strony wymiaru sprawiedliwości (lub szerzej, ze strony innych ludzi). Historia dostarcza niezliczonych przykładów potwierdzających tę tezę.

I żadnego nie podałeś.

>Na jakiej postawie uznaje p. Sygnał sprawiedliwość, równość i miłość? Z czego wypływają akurat tego rodzaju nakazy moralne? Z widzimisię p. Sygnała?

Z wnioskowania o rzeczywistości, obserwacji i jej i tak, pragmatyzmu, ale ściśle doczesnego. Więc poniekąd z widzimisie.

>Napisałem na tym forum ponad 1000 postów na ten temat lub tematy pokrewne.

Ale wygodniej dyskutantom by było, jeśli wszystko skupiłbyś w jedno miejsce, a'la traktacik Ojca Ateusza.
08-03-2014 00:51 
 Ocena 6 na 6
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)

>Niby dlaczego? Ateizm statystycznie często wiąże się z niemoralnością. Ateista prędzej czy później, jak nie w pierwszym, to trzecim pokoleniu, będzie zdemoralizowany, chyba że wymyśli sobie nowego boga, na przykład "Prawo"...

Wole swieckie prawo niz boskie 10 przykazan.
Prawo swieckie wyegzekwowalo 2 razy odszkodowanie od katolickiego zlodzieja, ktory rozcial mi dach w samochodzie i po katolicku pozyczyl sobie moje Radio.

Natomiast boskie prawo ani mnie od tego katolickiego (i jakze moralnego) zlodzieja nie uchronilo ani mi za straty nie zaplacilo.

Dlatego boskie prawo wloz sobie w swoja katolicka dupe
Ja jestem naprawde szczesliwy, ze pomiedzy mna a katolicka moralnoscia stoi swieckie prawo
08-03-2014 08:47 
 Ocena 6 na 6
MarcinK (9189 punktów)

>Niby dlaczego? Ateizm statystycznie często wiąże się z niemoralnością. Ateista prędzej czy później, jak nie w pierwszym, to trzecim pokoleniu, będzie zdemoralizowany, chyba że wymyśli sobie nowego boga, na przykład "Prawo", albo "Człowieka".

No i znowu pleciemy androny (wiki):

Cytat:
Wiara a moralność

O ile wśród generalnej populacji USA udział zadeklarowanych ateistów wynosi 1,6%, a agnostyków i osób nie deklarujących związku z żadną religią 14,5%[25], to w wśród osadzonych w więzieniach osoby deklarujące ateizm stanowią 0,21% spośród osób deklarujących swoje wyznanie. Zaznaczyć jednak należy, że o 19,74% więźniów jest brak informacji o stosunku do religii[26].

Według badań Pew Research Center bycie osobą religijną koreluje dodatnio z przyzwoleniem, by używać tortur jako narzędzia do wydobywania informacji. Zgodnie z ich wynikami 63% populacji USA zezwala na użycie tortur, podczas gdy u osób świeckich[c] odsetek ten wynosi 51%, wśród protestantów 65%, a wśród katolików - 72%[27].

Według badań statystycznych Gallup Poll osoby wyznające katolicyzm i protestantyzm częściej popierają karę śmierci od osób bez preferencji religijnych. Zgodnie z ich wynikami z końca 2004 roku, poparcie dla kary śmierci wśród protestantów wynosi 71%, wśród katolików 66%, a wśród osób bez religijnych preferencji - 57%[28]. W przypadku praktyk religijnych odsetek osób popierających karę śmierci wynosi 59% wśród osób praktykujących i 73% wśród osób niepraktykujących[28]. Odsetek osób wierzących popierających karę śmierci najczęściej nie przewyższa znacząco średniej danej populacji[29]. Takie wyniki mogą wynikać z tego, że zakaz kary śmierci jako uniwersalny standard wyszedł z laickich źródeł[d].

Według badań statystycznych przeprowadzonych w USA rozwody wśród osób wierzących (poza katolikami i luteranami) są częstsze niż w przypadku ateistów i agnostyków. Zgodnie z ich wynikami, częstotliwość rozwodów wśród żydów wynosi 30%, wśród ewangelikalnych protestantów - 27%, wśród pozostałych chrześcijan - 24%, a wśród agnostyków i ateistów - 21%[30]. Ron Barrier, członek American Atheists, tak skomentował te wyniki[31]:
Quote-alpha.png
Te wyniki potwierdzają to, co mówiliśmy od zawsze. Pretensje grup religijnych do "wyższej moralności" nie znajdują odzwierciedlenia w badaniach. W ateizmie, mężczyźni i kobiety są równie odpowiedzialni za zdrowie małżeństwa. W etyce ateistycznej nie ma miejsca na nonsensy o "uległości" głoszone przez zarówno grupy baptystyczne i inne chrześcijańskie, jak i żydowskie. Ateiści odrzucają - zresztą słusznie - te prymitywne patriarchalne postawy wobec małżeństwa obecne w wielu religiach.

Strayhorn i Strayhorn (2009) w oparciu o publicznie dostępne dane wykazali, że zwiększona religijność obywateli USA była silnie i pozytywnie związana z ciążami nastolatek: r = 0.73 (p < 0.0005)[32]. Jednocześnie, silniejsza religijność była negatywnie, związana z aborcją: r = -0.45, p = 0.002.

W 1997 przeprowadzono badania wśród osadzonych w więzieniach przestępców. Liczba wszystkich osadzonych w więzieniach wynosiła 96 968 osób, z tej liczby 18 381 osób odmówiło odpowiedzi na pytanie o swój stosunek do religii. Jako ateistów określiło siebie 156 więźniów, co stanowiło 0.209% osadzonych. Najliczniejszą grupę stanowili katolicy (29 267 osób i 39.164%). Pozostałe grupy: protestanci (26 162 osób i 35.008%), muzułmanie (5 435 osób i 7.273%), amerykańscy Indianie (2 408 osób i 3.222%), narodowcy (1734 osób i 2.320%), Ruch Rastafari (1485 osób i 1.987%), Żydzi (1 325 osób i 1.773%), wyznawcy kościołów Chrystusowych (1 303 osób i 1.744%), zielonoświątkowcy (1 093 osób i 1.463%), buddyści (882 osób i 1.180%), świadkowie Jehowy (665 osób i 0.890%), adwentyści (621 osób i 0.831%), prawosławni (375 osób i 0.502%), mormoni (298 osób i 0.399%)[33][e].

08-03-2014 09:27 
 Ocena 12 na 12
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Ateista prędzej czy później, jak nie w pierwszym, to trzecim pokoleniu, będzie zdemoralizowany, chyba że wymyśli sobie nowego boga, na przykład "Prawo", albo "Człowieka".

W takiej sytuacji teista w ogóle nie wiążę się z moralnością. Właśnie sprowadziłeś człowieka religijnego do totalnego dzikusa, skrajnej patologii, na którą w każdej sekundzie trzeba zważać.
Ateista, jak piszesz, będzie moralny kiedy wymyśli sobie "Prawo" albo "Człowieka". I to mu wystarczy, żeby zachowywać się mniej więcej przyzwoicie. Takiemu katolikowi to najwyraźniej nie wystarcza. Katolika trzeba potężnie zastraszyć dziwnymi stworami i szalonymi skutkami. Pewnie bez tego wpadłby w dziki obłęd. Trzeba mu więc walić między oczy nieustannie jego grzesznością i winą, trzeba mu wpakować w głowę Sąd Ostateczny, na którym ewentualnie zostanie zgnojony, jak się nie podporządkuje w doczesności. Ale to też nie wystarczy - katolika trzeba nieustannie straszyć wiecznym cierpieniem w wiecznym piekle, gdzie będzie nieustannie dręczonym. Zdaje się, że przez Diabły, Szatana, coś takiego w każdym razie siedzi w katolickich głowach. To jeszcze jednak za mało, żeby katolik mógł być przyzwoitym. Musi być w każdej chwili podglądany przez nieustannie czujnego i widzącego wszystko szaleńca z Nieba. Ten widzi wszystko, nawet każdą nieczystą myśl i odda, kiedy przyjdzie Czas. No, ale i to nie pomaga, żeby katolik był wreszcie przyzwoitym. Tu jeszcze potrzebny jest ksiądz w szafie, któremu co jakiś czas katolik musi wyśpiewać swą nędzę, w najintymniejszych szczegółach. Musi być pod jeszcze jedną, stałą presją upokorzenia. Wtedy już jest trochę bardziej moralny, jest w stanie przyzwoicie się zachowywać, choć jak rozumiem, wcale mu z tym nie łatwo. Jest nieustannie poddany pokusie, chętnie by zaszalał, ale jest nieustannie zastraszany. Trochę jak pies kijem.
Generalnie, cały system tworzy jednostkę zastraszoną, a nie moralną. Myślę, że ulubione hasło katolików z Dostojewskiego: "jak nie ma Boga, to wszystko wolno" doskonale do nich pasuje. Tak widocznie czują skoro tym nieustannie wymachują. Że gdyby nie ten straszak, poszliby na całość, jazda bez trzymanki. Widocznie tak to musicie w sobie odczuwać. Tylko to masakryczne zastraszenie na was działa. Tylko ta boska smycz, niebiański kaganiec i piekielna kolczatka. Inaczej nie mielibyście powodów do tego, żeby się hamować. To ateistyczne "Prawo" i "Człowiek" to dla was za mało. O rozumie i empatii nie wspominając. Czy choćby o złotej zasadzie "kochaj bliźniego swego, jak siebie samego". To dla was za mało. Musicie mieć przed oczami wieczną masakrę niekończące się cierpienie i kij Pana. Ale nie jesteście od tego moralni, tylko zastraszeni. I jeszcze słabo wam to wychodzi patrząc na was, dalej najczęściej nie umiecie się powstrzymać. Dalej łapki parzą, mężatki kuszą, a od obecności ateistów łapki świerzbią. Nadal do wycinania wielu z was jest szybkich.

>Ateizm to wyrostek robaczkowy w ciele ludzkości. Gdy daje się we znaki, należy go wyciąć.

Totalna nędza człowiecza. Masz fatalne zdanie o sobie i swoich współtowarzyszach. Ale może słusznie. W końcu sami wiecie najlepiej, co w was siedzi.
08-03-2014 08:53 
 Ocena 4 na 4
szarley (54906 punktów)

> Przede wszystkim wcale nie wiadomo, czy marną mniejszość. Prawie wszyscy na tym forum jesteśmy chrześcijanami (katolikami).

Ja tak, co do Ciebie mam spore wątpliwości
10-03-2014 10:16 
 Ocena 9 na 9
Fizyk (17637 punktów)
> ... ludźmi niereligijnymi są częstokroć ludzie z wierchuszki społeczeństwa, nie "ludzie nauki", jak głosi racjonalistyczna propaganda...

To jest zwyczajnie nieprawda. Znam dobrze środowisko naukowców z wielu konferencji międzynarodowych i na tym poziomie ateizm jest przeważającym światopoglądem. Oczywiście dyskusje naukowe przebiegają tak jakby Boga nie było, ale jak przy lampce wina rozmowa zejdzie na tematy religijne, to z moich obserwacji ateistów jest ok. 3/4. Natomiast w pozostałej 1/4 jeszcze nie spotkałem nikogo, kto wierzyłby w Boga którejś ze zorganizowanych religii - ich Bóg jest podobny do Twojego, ukrywający się gdzieś w jakimś zakątku, może nawet innego wieloświata.
Elasp (6859 punktów)
.
>To jest zwyczajnie nieprawda. Znam dobrze środowisko naukowców z wielu konferencji międzynarodowych i na tym poziomie ateizm jest przeważającym światopoglądem. Oczywiście dyskusje naukowe przebiegają tak jakby Boga nie było, ale jak przy lampce wina rozmowa zejdzie na tematy religijne, to z moich obserwacji ateistów jest ok. 3/4. Natomiast w pozostałej 1/4 jeszcze nie spotkałem nikogo, kto wierzyłby w Boga którejś ze zorganizowanych religii - ich Bóg jest podobny do Twojego, ukrywający się gdzieś w jakimś zakątku, może nawet innego wieloświata.

Szczerze mówiąc uważam, że wystawia Pan swoim rozmówcom niepochlebne świadectwo, bo z tego, co Pan powiedział wynika, że 1/4 z nich albo nie potrafi zastosować brzytwy Ockhama, która jest przecież jednym z podstawowych środków metodologicznych nowożytnej nauki, albo nie potrafi (bądź nie chce) uzgodnić własnych przekonań z wynikami naukowymi.
10-03-2014 11:21 
 Ocena 9 na 9
Fizyk (17637 punktów)
>> Znam dobrze środowisko naukowców z wielu konferencji międzynarodowych i na tym poziomie ateizm jest przeważającym światopoglądem. Oczywiście dyskusje naukowe przebiegają tak jakby Boga nie było, ale jak przy lampce wina rozmowa zejdzie na tematy religijne, to z moich obserwacji ateistów jest ok. 3/4.

> Szczerze mówiąc uważam, że wystawia Pan swoim rozmówcom niepochlebne świadectwo, bo z tego, co Pan powiedział wynika, że 1/4 z nich albo nie potrafi zastosować brzytwy Ockhama, która jest przecież jednym z podstawowych środków metodologicznych nowożytnej nauki, albo nie potrafi (bądź nie chce) uzgodnić własnych przekonań z wynikami naukowymi.

Tutaj akurat się z Panem zgadzam i szczerze mówiąc ciekawi mnie jak ta 1/4 radzi sobie ze schizofrenią światopoglądową, ale to chyba Pan może tę zagadkę wyjaśnić przez introspekcję?
08-03-2014 00:29 
 Ocena 6 na 6
setarkos (10757 punktów)
> Ateizm (..) należy go wyciąć.
Dlaczego nie kochasz ateistów? Tak podpowiada religia czy może zadają Ci szczególny ból?
08-03-2014 10:01 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>> Ateizm (..) należy go wyciąć.
>Dlaczego nie kochasz ateistów? Tak podpowiada religia czy może zadają Ci szczególny ból?

Usunął Pan środkowy fragment mojej wypowiedzi i w ten sposób zaostrzył ją Pan - wszak nie twierdzę, ze ateizm jako taki musi być wycięty. Proszę nie stosować tego rodzaju praktyk.

Nikt mi nie zadaje szczególnego bólu. Jedyne, co mi towarzyszy na tym forum, to zdziwienie, że w sumie prostym zasadom racjonalisci nie są w stanie przeciwstawić niczego substancjalnego, mającego jako taki kaliber. Może właśnie dlatego, że to, co mówię, jest w sumie oczywiste? Oto istotne dla mnie twierdzenia.

1. Ludzkość w większości składała sie i sklada z ludzi religijnych.

2. Religia odgrywa więc pewną funkcję, której nie należy lekceważyć.

3. Religijność ma psychologiczną podbudowę - człowiek jest zdolny i skłonny do
myślenia maksymalistycznego, toteż walka z religią to walka z ludzkim umysłem.

4. Gdyby religia jako taka była szkodliwa, byłaby wyeliminowana w procesie
ewolucji. Nic takiego jednak nie nastąpiło.

5. Z wyników poznania naukowego wypływa wniosek sceptyczny w odniesieniu do Boga,
ze sceptycyzmu jednak nie wynika ateizm. Opieranie ateizmu na nauce jest oszustwem
intelektualnym.

6. Idea transcendentnej zasady jest potrzebna dla uzasadnienia ogólnych sądów
moralnych. Bez niej wszystkie zasady moralne są tylko warunkowe ("jeżeli chcesz
przeżyć w społeczności, powinieneś...").

7. Człowiek to z natury istota zdolna do postępowania moralnego. Można powiedzieć,
że idea Boga jest potrzebna do tego, aby być człowiekiem.

8. Jeżeli świat jest tylko i wyłącznie materialny, nie ma żadnej racji, aby pewnym
skupiskom materii nadawać szczególne prawa i traktować w szczególny sposób.
Jeżeli więc człowiek ma mieć coś takiego jak godność, implikuje to istnienie Boga,
będącego dawcą i gwarantem tej godności. Ateizm, humanizm i materializm są więc nie
do pogodzenia.

9. Nauka nie wypowiada się o Bogu z tej prostej przyczyny, że Bóg (jeżeli istnieje)
jest przedmiotem pozafizycznym.

10. Sceptycyzm w stosunku do Boga jest wystarczającą podstawą do wiary. Jeżeli nie
wiem, czy Bóg istnieje, mogę wierzyć w jego istnienie.

11. Człowiek powinien mieć wolność wyboru religii. Najlepiej jest wybrać religię
mającą odpowiednio długi staż.
08-03-2014 10:55 
 Ocena 11 na 11
maceox (6766 punktów)

Mój faworyt:
> 10. Sceptycyzm w stosunku do Boga jest wystarczającą podstawą do wiary.
Amen.
08-03-2014 12:06 
 Ocena 10 na 10
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Nikt mi nie zadaje szczególnego bólu.
"Wacek" w internecie napisał:
Człowiek zdrowy psychicznie z właściwie pracującym rozumem nie potrafi wierzyć. Mózg jest tak skonstruowany ze człowiek musi się nad wszystkim zastanawiać czy to jest prawdziwe i to podważać. A wiec zdrowy psychicznie człowiek którego mózg pracuje w pełni nie potrafi uwierzyć w boga. Bo nie można wyłączyć części swojego mózgu odpowiedzialnej za rozważanie co jest prawdą a co nie. Nawet jeśli nie chcecie to wasz mózg oceni co jest prawdziwe a co nie. [...]

Człowiek wierzący w rozmowie z ateistą czuje się tak jakby go ateista chciał zabić. Bo kiedy wierzący straci wiarę to straci życie po śmierci. A wiec ludzie którzy chcą wierzyć są bardzo agresywni i wulgarni w rozmowie
z ateistami.
Dla wierzącego to sprawa życia i śmierci. Wierzący panicznie boją się powiększenia swoich wątpliwości w rozmowie z ateistami. [...]

Zdrowy psychicznie wierzący zawsze ma wątpliwości. Bo pracy mózgu nikt z nas nie potrafi całkiem powstrzymać.
Ale kościół ma różne instytucje i sposoby działania aby zapobiegać pracy mózgu u mas.
www.racjon(*).php/z,0/d,32/s,577720#w585173

>Jedyne, co mi towarzyszy na tym forum, to zdziwienie, że w sumie prostym zasadom racjonalisci nie są w stanie przeciwstawić niczego substancjalnego, mającego jako taki kaliber.
Tak, jest Szanowny Pan całkowicie nieprzemakalny, ale to nic dziwnego, gdyż z wiarą nie dyskusji, a i czasu szkoda.
Nikt wierzącego nie przekona, iż białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej.

Jest Pan tu doskonałym przykładem kościelno-klerykalnej polskiej mentalności i jest Pan - jak każdy "prawdziwy katolik" - bardzo groźnym w swej nienawiści do racjonalistów człowiekiem, tyle tylko, że dzięki Oświeceniu oraz temu, że żyjemy
w Europie XXI wieku - tak niewiele już Pan może. Teraz jak wynika z opublikowanych tu tekstów jest Pan tylko śmiesznym - niewiele wiedzącym, a jeszcze mniej rozumiejącym - zacietrzewionym małego formatu człowieczkiem, do którego intelektu trudno zachować nawet odrobinę szacunku i z którym poważnie dyskutować nie sposób. Poprzez takie prymitywne pyskówki jakie tu z Panem prowadzimy poziom forum rzeczywiście się obniża i niektórym właśnie chodzi. Jakość przechodzi w ilość, a ilościowo, to głupota zawsze górą.

@@@
.
Elasp (6859 punktów)

>Tak, jest Szanowny Pan całkowicie nieprzemakalny, ale to nic dziwnego, gdyż z wiarą nie dyskusji, a i czasu szkoda.

No to dlaczego Pan odpowiada?
08-03-2014 14:56 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>No to dlaczego Pan odpowiada?
Tylko dlatego, iż Pan uważa, że jest pępkiem naszego forum i wokół jego mądrości cała dyskusja światopoglądowa
się tu kręci.

Dla mnie - jak już wielokrotnie tu wspomniałem - ponieważ jest Pan doskonałą egzemplifikacją poziomu intelektualnego polskiego katolicyzmu, to stanowi Pan dobrą inspirację do wypowiedzi kierowanych do tych, którzy potrafią mnie zrozumieć, czyli do znakomitej większości naszych dyskutantów.

Na przykład kieruję swoje wypowiedzi do pana Szarleya, też jak Pan katolika, tyle że samodzielnie myślącego racjonalisty, gdyż nie każdy wierzący ma osobowość autorytarną i nie każdego wiara całkowicie zaślepia. Pan Szarley, choć zna swoją religię, to myśli sam i racjonalne argumenty do niego trafiają. Warto dla niego tu pisać, a takich jak on samodzielnie myślących i czytających nasze forum wierzących jest naprawdę wielu, choć niewierzących i wątpiących jest więcej.
Dlatego właśnie odpowiadam na Pańskie posty.

@@@
.
08-03-2014 22:02 
 Ocena 3 na 5
Elasp (6859 punktów)
>Pan Szarley, choć zna swoją religię, to myśli sam i racjonalne argumenty do niego trafiają.

Niech Pan więc jeszcze wytłumaczy p. Szarleyowi, że przez swoją wiarę jest ograniczony moralnie i intelektualnie. Bo chyba jest ograniczony, nieprawdaż?
08-03-2014 23:49 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>>>>Pan Szarley, choć zna swoją religię, to myśli sam i racjonalne argumenty do niego trafiają.
> Niech Pan więc jeszcze wytłumaczy p. Szarleyowi, że przez swoją wiarę jest ograniczony moralnie i intelektualnie.
A jak mogę mu to wytłumaczyć skoro uważam, to za nieprawdę. Jak dla mnie jest on racjonalistą światopoglądowym.

"Racjonalizm światopoglądowy odrzuca przyjmowanie na samą tylko wiarę religijnych, filozoficznych, społecznych
i politycznych dogmatów, choć nie jest całkowicie ateistyczny ani rewolucyjny społecznie. Racjonaliści przyjmują tylko te spośród elementów wiedzy i wierzeń, które dają się uzasadnić na podstawie czysto logicznego myślenia oraz empirycznego poznania. Wśród zwolenników racjonalizmu znajdują się zarówno ateiści, jak i agnostycy oraz deiści i teiści"
.
Czy Pan - jak prawie zawsze - nie doczytał, czy też zupełnie hasła nie zrozumiał?

>Bo chyba jest ograniczony, nieprawdaż?
Zapewne jest przez swoją wiarę jest jakoś tam ograniczony, ale jest to niewielkie ograniczenie, a wszyscy jakieś tam ograniczenia mamy. Każda wiara nas ogranicza, ale im głębsza, bardziej fundamentalistyczna to tym bardziej. Proszę porównać wierzących profesorów Obirka i Oko. Przecież ich nawet nie sposób zestawiać i podobnie jest z Panem oraz panem Szarleyem. Gdzie konie kują niech żaba nogi nie podstawia.

PS. Pamięta Pan bajeczkę o żabie?
Lew chciał dokonać porównania i rozkazał - piękne zwierzęta na prawo, a mądre na lewo. Żaba pozostała na środku. Podrażniony lew pyta - a żaba to nie słyszała. Na co żaba - słyszała, słyszała, ale przecież się nie rozerwę.
Niech się Pan nie rozrywa, to my mamy rozrywkę z Panem.

Miłego dnia.

@@@
.
09-03-2014 00:21 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>A jak mogę mu to wytłumaczyć skoro uważam, to za nieprawdę.

Co Pan uważa za nieprawdę? Przecież poniżej przyznaje Pan, że p. Szarley jest mimo wszystko "jakoś tam" ograniczony ("Zapewne jest przez swoją wiarę jest jakoś tam ograniczony").

>Jak dla mnie jest on racjonalistą światopoglądowym.
>[color=navy]"Racjonalizm światopoglądowy odrzuca przyjmowanie na samą tylko wiarę religijnych, filozoficznych, społecznych...

Zgodnie z hasłem, które Pan podaje, racjonalistami światopoglądowymi są też teiści. Czy teiści są więc Pana zdaniem racjonalistami światopoglądowymi? Jeżeli powołuje się Pan na to hasło, oznacza to, że Pan je aprobuje, a zatem są.

>Zapewne jest przez swoją wiarę jest jakoś tam ograniczony, ale jest to niewielkie ograniczenie, a wszyscy jakieś tam ograniczenia mamy. Każda wiara nas ogranicza, ale im głębsza, bardziej fundamentalistyczna to tym bardziej.

A np. miłość (pojęta jako silny afekt) w pewien sposób nie ogranicza, nie zaślepia? Im głębsza, tym bardziej? Iluż zbrodni dokonano z miłości, ile samobójstw i zabójstw! Kto by policzył! Z miłością też będzie Pan jako racjonalista walczyć, czy tylko po leninowsku uparł się Pan akurat na wiarę?

Niech Pan skończy z tymi komunistycznymi bredniami, przebranymi dla niepoznaki w szaty "racjonalizmu". Po 1989 r. dziwnie namnożyło się "demokratów" i "racjonalistów". Jakkolwiek paru naiwnych na tym forum dało się nabrać (nieszczęsny p. Maceox), Pana pokolenie myślowe należy już do przeszłości i czas najwyższy z tym się pogodzić.




09-03-2014 21:47 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>> Każda wiara nas ogranicza, ale im głębsza, bardziej
>> fundamentalistyczna to tym bardziej.
> A np. miłość (pojęta jako silny afekt) w pewien sposób
> nie ogranicza, nie zaślepia?

Nie.

> Im głębsza, tym bardziej?

Ależ skąd.

> Iluż zbrodni dokonano z miłości, ile samobójstw i zabójstw!
> Kto by policzył!

Bardzo romantyczny i zarazem nieco już archaiczny punkt widzenia. A schodząc na ziemię i do XXIw.: czy może Pan podać choć jedną zbrodnię czy też samobójstwo, dokonane w imię miłości? Zastrzegam, ze w ewentualnej przyszłej polemice nie unikamy posiłkowania się zdobyczami współczesnej psychologii i socjologii.

> Z miłością też będzie Pan jako racjonalista walczyć

Czy sugeruje Pan, że p. Bogusławski nigdy w życiu nie kochał, nie wie jak to jest, nie czerpał z tego inspiracji i sił do życia?
Hm.. dość daleko idące wnioski.

Pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
09-03-2014 21:57 
 Ocena 1 na 1
julian (1206 punktów)
(zablokowany)
Michał Heller zauważa, że Wszechświatowi przypisać można dwie powiązane wzajemnie cechy - racjonalności i matematyczności. Te cechy sprawiają, że Wszechświat daje się racjonalnie badać, za pomocą matematycznych metod - czyli możemy wyjaśniać i przewidywać zjawiska dzięki formułowaniu matematycznych praw i modeli.

Nauka, która bez tej racjonalności nie mogłaby powstać, przyjmuje ją za trywialny fakt. Ten fakt, jak przekonuje Heller, nie jest jednak trywialny choćby z tego powodu, że sama nauka nie potrafi udzielić odpowiedzi na pytanie, dlaczego odkrywane przez uczonych równania "rządzą" zjawiskami? Nawet jeżeli poznamy wszystkie prawa, dzięki którym Wszechświat doszedł do punktu, w którym obecnie się znajduje, to jednak ciągle nie będziemy wiedzieć, skąd te wszystkie prawa się wzięły. Mówiąc bardziej poetycko, otwarte pozostanie pytanie, "kto lub co dało zapłon istnienia matematycznym strukturom". Odpowiedź Hellera zdaje się oczywista - to Bóg jest twórcą praw przyrody.
Na podstawie racjonalności świata (istnienia praw przyrody) można przyjąć istnienie jakiegoś nieokreślonego Absolutu (czyli przystać na deizm), można też uznać, że ten Absolut obdarzony jest jakąś formą świadomości (czyli zaakceptować teizm). Sama nauka nie rozstrzyga, która z tych interpretacji jest właściwa.
Polecam wykład: www.youtub(*)&list=UUCehmsLClWwxA_SDLtff6xA
09-03-2014 22:03 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)

>Czy sugeruje Pan, że p. Bogusławski nigdy w życiu nie kochał, nie wie jak to jest, nie czerpał z tego inspiracji i sił do życia?
Kochałem i kocham! Wiem jak to jest i czerpałem z miłości inspiracje do wszystkiego,
a jeszcze chciałbym być inspirowanym. Jestem wrażliwy na piękno wszelakie i nie cierpię babrania się w szambach,
ale gdybym musiał to wybrałbym te z prawdziwymi gównami niż z te, które potrafią sobie stworzyć ludzie.

Pozdrowienia.

@@@
.
Elasp (6859 punktów)

>Bardzo romantyczny i zarazem nieco już archaiczny punkt widzenia. A schodząc na ziemię i do XXI w.: czy może Pan podać choć jedną zbrodnię czy też samobójstwo, dokonane w imię miłości?

Zabójstwo Andrzeja Zauchy przychodzi mi teraz na myśl. Głośna sprawa swego czasu. Mogę podać bardzo wiele przykładów zbrodni dokonanych jeżeli nie "w imię miłości", to z powodu miłości. Myślę, że Ty także.
09-03-2014 22:28 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Zabójstwo Andrzeja Zauchy przychodzi mi teraz na myśl

Yves Goulais - francuski reżyser teatralny - zabił nie z miłości, a z zazdrości.
Warto rozróżniać miłość od zazdrości.

> Mogę podać bardzo wiele przykładów zbrodni
> dokonanych jeżeli nie "w imię miłości", to
> z powodu miłości.

Proszę niech Pan poda, a zobaczymy co tam jest głębiej.
pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
09-03-2014 22:55 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>>Zabójstwo Andrzeja Zauchy przychodzi mi teraz na myśl
>Yves Goulais - francuski reżyser teatralny - zabił nie z miłości, a z zazdrości.

Był zazdrosny, bo kochał. Czy to takie nieprawdopodobne?

>Proszę niech Pan poda, a zobaczymy co tam jest głębiej.

www.dzienn(*)liwa-milosc,id,t.html?cookie=1

www.gazeta(*)D=/20110426/POWIAT03/910566704

www.mmsile(*)ie-slaskiej?category=naSygnale

www.karasmierci.info.pl/chelm072002.htm

polish.ruvr.ru/2012_11_07/Moskwa-zabojstwo-milosc/

www.mminow(*)18-letnia-dziewczyne-z-milosci

www.fakt.p(*)ojstwo-,artykuly,433226,1.html

www.nowiny(*)osci-do-zmarlego-chlopaka.html

www.dzienn(*)AID=/20100511/PULAWY/367545214
09-03-2014 23:18 
 Ocena 4 na 4
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Był zazdrosny, bo kochał. Czy to takie nieprawdopodobne?

Wątpię, czy kochał. Raczej był tylko ogromnie przywiązany.
Kilkanaście lat temu, czytając pewną książkę o miłości zobaczyłem tam zdanie, które zapamiętałem: "prawdziwie kochać to być gotowym na odejście".

>www.dzienn(*)liwa-milosc,id,t.html?cookie=1

Toksyczna, niedojrzała relacja zakochania.

>www.gazeta(*)D=/20110426/POWIAT03/910566704

Jak wyżej.

>www.mmsile(*)ie-slaskiej?category=naSygnale

Zazdrość.

>www.karasmierci.info.pl/chelm072002.htm

Cudzysłów "z miłości" mówi wszystko.

>polish.ruvr.ru/2012_11_07/Moskwa-zabojstwo-milosc/

Prymitywna, brutalna i narcystyczna natura nie potrafi sobie poradzić z pominięciem własnego afektu.

>www.mminow(*)18-letnia-dziewczyne-z-milosci

Kłopoty z poczuciem własnej wartości.

>www.fakt.p(*)ojstwo-,artykuly,433226,1.html

Niezdrowa egzaltacja młodych i zakochanych ludzi, których uczuć nikt z dorosłych nie brał na poważnie.

>www.nowiny(*)osci-do-zmarlego-chlopaka.html

Choroba psychiczna.

>www.dzienn(*)AID=/20100511/PULAWY/367545214

Nałóg świadczący często o niskim poczuciu własnej wartości i nieumiejętności funkcjonowania w świecie budujących realcji.

Dziwi mnie, że przypisuje Pan wszystkie te zdarzenia miłości.
Przypuśćmy jednak, że powodem wszystkich takich makabrycznych zdarzeń jest miłość. Czy wtedy Bóg mógłby być miłością?

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
17-03-2014 18:03 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Był zazdrosny, bo kochał. Czy to takie nieprawdopodobne?

Nie tyle był zazdrosny, co zazdrosny chorobliwie.
Miłość nie zawsze łączy się z chorobliwą zazdrością. A że była chorobliwa i w tym przypadku Yvesa Goulaisa zdominowała, to chyba obaj się zgodzimy. Miłość i chrobliwa zazdrość to dwie różne sprawy.
Spróbuję to Panu przybliżyć w - mam nadzieję - zrozumiałej dla Pana analogii: to trochę jak z Diabłem i Bogiem.
Bóg może być czasem zazdrosny, ale nie posuwa się do czynienia w sposób zdeterminowany zła.
Mam nadzieję, że łapie Pan różnicę.
pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
09-03-2014 22:31 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Mogę podać bardzo wiele przykładów zbrodni
> dokonanych jeżeli nie "w imię miłości", to z powodu miłości.

Zastanawiał się Pan kiedyś, czym różni się miłość prowadząca do rozwoju, pomnażania sił witalnych i życia - od chorobliwej relacji zwanej niekiedy "toksyczną miłością"?

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
09-03-2014 22:58 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Zastanawiał się Pan kiedyś, czym różni się miłość prowadząca do rozwoju, pomnażania sił witalnych i życia - od chorobliwej relacji zwanej niekiedy "toksyczną miłością"?

Oczywiście za chwilę okaże się, że ta druga nie jest w ogóle miłością, czyż nie?
09-03-2014 23:20 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Oczywiście za chwilę okaże się, że ta
> druga nie jest w ogóle miłością, czyż nie?

Zgadł Pan, to nie to samo co dojrzała i budująca miłość.
Pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
10-03-2014 18:51 
 Ocena 7 na 7
niestadny (2492 punktów)

Pisze Pan o użytkowniku szarley

>Zapewne jest przez swoją wiarę jest jakoś tam ograniczony, ale jest to niewielkie ograniczenie, a wszyscy jakieś tam ograniczenia mamy. Każda wiara nas ogranicza, ale im głębsza, bardziej fundamentalistyczna to tym bardziej.
Pisząc o "niewielkim ograniczeniu" sugeruje Pan, że użytkownik szarley jest raczej osobą płytkiej, powierzchownej wiary gdyż - "Każda wiara nas ogranicza, ale im głębsza, bardziej fundamentalistyczna to tym bardziej"./ wytł. - moje/

Z powyższego jednoznacznie wynika że według Pana bardziej ograniczony od tego, który wierzy powierzchownie - a więc hipokryty i obłudnika - jest ten, który wierzy głęboko i szczerze, przestrzegając zasad zawartych w Nowym Testamencie i biorąc sobie Jezusa za przykład. Dziwne...
Śmiem twierdzić, że szarley należy do tej drugiej grupy. Według mnie jest przyzwoitym, głęboko wierzącym człowiekiem i jego wiara wcale go nie ogranicza - a wręcz przeciwnie. Szanuję takich.



stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
10-03-2014 20:30 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Pisze Pan o użytkowniku szarley
Zapewne jest przez swoją wiarę jest jakoś tam ograniczony, ale jest to niewielkie ograniczenie, a wszyscy jakieś tam ograniczenia mamy. Każda wiara nas ogranicza, ale im głębsza, bardziej fundamentalistyczna to tym bardziej.
>Pisząc o "niewielkim ograniczeniu" sugeruje Pan, że użytkownik szarley jest raczej osobą płytkiej, powierzchownej wiary gdyż - "Każda wiara nas ogranicza, ale im głębsza, bardziej fundamentalistyczna to tym bardziej"./ wytł. - moje/
Są interpretacje i nadinterpretacje.
Wiem co piszę, gdyż nad każdym napisanym tekstem - przed jego publikacją się zastawiam. Tak, niezależnie od tego jak czuje się Pan urażony (Pan Szarley, jak na razie nic takiego nie stwierdził), to uważam, że każde zastępowanie naukowej wiedzy wiarą ogranicza intelektualnie człowieka, a im wiara jest bardziej fundamentalistyczna (rygorystycznie trzyma się zasad i norm wyznaczonych przez daną religię/ideologię), to tym bardziej.

Stwierdzenie to opieram na całej znanej mi historii ludzkości, gdzie najwięcej zła uczyniono w imię różnych świętych jedynie słusznych wiar. Pan może udawać pierwszego naiwnego, łącząc się w tym poglądzie z wyznawcami przeróżnych religii, którzy twierdzą, że masowe mordy w imię boga, to tak naprawdę w imię boga nie były, tylko różne ludzkie małości je powodowały, a tylko ci którzy życie za boga oddawali dla dobra, to oddawali w imię boga i takie dalsze pieprzenie o Szopenie.

Pan jest wielkim znawcą religii i psychologii religii, ale moja skromna wiedza z dorobku intelektualnego wielkich chrześcijańskich myślicieli pokazuje jak wielu z nich było sceptykami pełnymi wątpliwości. Nie uważającymi się za jedynych depozytariuszy jedynie słusznej Prawdy, tylko tej prawdy poszukującymi. Na przykład teraz takiej prawdy poszukują profesorowie Polak, Bartoś, Obirek, czy Pan uważa ich za gorszych chrześcijan?

>Z powyższego jednoznacznie wynika że według Pana bardziej ograniczony od tego, który wierzy powierzchownie - a więc hipokryty i obłudnika - jest ten, który wierzy głęboko i szczerze, przestrzegając zasad zawartych w Nowym Testamencie i biorąc sobie Jezusa za przykład. Dziwne...
A gdzie, Wielce Szanowny Pan, to wyczytał? Do tego jednoznacznie? Moim zdaniem jest zupełnie odwrotnie. Inteligentowi (a przecież do takich to forum jest kierowane) potrzebna jest duża znajomość przedmiotu wiary do refleksji nad nią i przestrzegania religijnych nakazów zgodnie z własnym rozumem, a wiara bezrefleksyjna - przyjmowania tylko na podstawie autorytetów jest właśnie wiarą powierzchowną, w którą można głęboko i fundamentalistycznie wierzyć.

>Śmiem twierdzić, że szarley należy do tej drugiej grupy.
A ja nie śmiem. Znam go tylko z wypowiedzi na naszym forum i na tej podstawie zdecydowanie zaliczam go do racjonalistów światopoglądowych, a "Racjonaliści przyjmują tylko te spośród elementów wiedzy i wierzeń, które dają się uzasadnić na podstawie czysto logicznego myślenia oraz empirycznego poznania. Wśród zwolenników racjonalizmu znajdują się zarówno ateiści, jak i agnostycy oraz deiści i teiści."

>Według mnie jest przyzwoitym, głęboko wierzącym człowiekiem. Szanuję takich!
I cóż tu Szanowny Pan chciał powiedzieć, że zna Pan głębokość wiary pana Szarleya i jego przyzwoitość. Ja ich nie znam i dlatego się na ten temat nie wypowiadam! Czy też chciał Pan zaznaczyć, że w przeciwieństwie do mnie Pan szanuje pana Szarleya? A gdzie Pan zauważył mój brak szacunku dla niego?

> i jego wiara wcale go nie ogranicza - a wręcz przeciwnie.
A tu już, jak Szanowny Pan pozwoli, to pozostaniemy przy swoich zdaniach.
Nie jest Pan w tym jedynym, a na forach Katolik.pl, Apologetyka.pl i kilkunastu innych znajdziemy wprost stwierdzenia,
że człowieczeństwo to tylko poprzez wiarę możemy nabyć i tylko wiara rozszerzając nasz umysł daje nam możliwość zrozumienia świata. Dlatego o żadnej wolności światopoglądowej nie może być mowy: www.piusx.org.pl/kryzys/oni-Jego-zdetronizowali/10

Tyle, że ja nie bardzo rozumiem, do czego ludziom, którzy już prawdę posiedli i niczego nie szukają, nasze forum?
Do ewangelizacji? I na co chce Pan mnie nawrócić - na głupotę? Nie da rady - za stary już jestem i zbyt bardzo cenię sobie poszukiwania i samodzielne myślenie. O ile różni mnie pogląd na możliwość istnienia świata nadprzyrodzonego, to myślę,
że w postawach wobec świata jest on mnie bliżej niż Pan.

Mnie nigdy nie przeszkadzały ludzkie poglądy, nawet gdy były alternatywne do moich - natomiast zawsze przeszkadzała
mi głupota, nawet u ludzi, z którymi miałem zbieżne poglądy. Cóż różnimy się od siebie i w postawie wobec świata i w poglądach. Mogą się Panu one nie podobać, ale proszę nie imputować mi poglądów, których nie mam.

Pozdrawiam.

@@@
.
10-03-2014 19:51 
 Ocena 2 na 4
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
jebaj sie masonie, to teraz taka nowa odpowiedz po zmianach na lepsze.
>
stado czyni myślących bezmyślnymi

>/Zbyszek Bryłowski/
10-03-2014 20:54 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>jebaj sie masonie, to teraz taka nowa odpowiedz po zmianach na lepsze.

To już nie: "chcesz w ryj"?

www.racjon(*)rum.php/z,100/s,557342#w559018

www.racjon(*)rum.php/z,100/s,557342#w559508
11-03-2014 06:46 
 Ocena 3 na 3
niestadny (2492 punktów)

Człowieku, weź się ogarnij i zamiast bluzgać napisz coś do rzeczy.

stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
11-03-2014 11:27 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
Kiryl:
jebaj sie masonie, to teraz taka nowa odpowiedz po zmianach na lepsze.

www.racjonalista.pl/forum.php/s,608495#w611273

niestadny:
Człowieku, weź się ogarnij i zamiast bluzgać napisz coś do rzeczy.


Uważam, że to bardzo dobrze, że dbasz o wysoki poziom wypowiedzi na forum i ingerujesz szybko tam, gdzie jest to wymagane. Nikt nie powinien być wyłączony spod sprawiedliwości i dlatego na przykład moje niedawne wypowiedzi - zupełnie obiektywnie sprawę rozpatrując - pewnie całkiem słusznie lądowały w oślej ławce.

Chcąc przyczynić się do rozwoju sprawiedliwości chciałbym tylko zwrócić uwagę, że Kiryl prawdopodobnie nawiązywał do naszego nowego forumowego kolegi, przykładnego chrześcijanina, masonożercy:

www.racjonalista.pl/forum.php/s,610821#w611225
masonożerca:
Na panią to trzeba sobie zasłużyć ciebie masoni gwałcili zbiorowo dlatego myślisz jak oni


Proszę również zwrócić uwagę na jego interesujący wątek:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,610821
i zawarte w nim jego wypowiedzi.

Trudno wymagać od przeciętnego obywatela spod budki z piwem, by próbował dostosować swój poziom do intelektualistów i dlatego wszyscy powinniśmy przyjąć jego poziom, tym bardziej że sami siebie intelektualistami się przecież nie nazywamy. A prawdziwa dyskusja jest możliwa dopiero przy wyrównanym poziomie. Jesteśmy z tej samej gliny, no więc kurna chata rozmawiajmy jak człoojek z człoojekiem. Jestem kurde za.

Zawsze byłem za demokracją i wolnością słowa, ale są pewne granice, które w prakyce trudno mi przeskoczyć. Na przykład mógłbym tu jeszcze trochę nabluzgać i sądzę, że byłoby to bardzo merytoryczne. Tyle, że ja z natury trochę przekorny jestem i jakoś tak wychodziło, że zawsze trudno mi było płynąć z prądem. Dopiero na racjonaliście poczułem się u siebie, a teraz ... pewnie będzie coraz lepiej, bo więcej będzie tu wszystkich ludzi. Jak tu ludzie będa wchodzić, to będą się stawać racjonalistami, a starsi koledzy będa ich witać i będziemy z nimi rozmawiać, tak jak z masonożercą. I git. Szafa gra.
08-03-2014 23:38 
 Ocena 4 na 4
Piękny Lolo (2082 punktów)
> Niech Pan więc jeszcze wytłumaczy p. Szarleyowi, że przez swoją wiarę jest ograniczony moralnie i intelektualnie. Bo chyba jest ograniczony, nieprawdaż?

Jesteś, Elaspie, wyjątkowo delikatny.
szarley według definicji jakiegoś tam Wacka z netu, którego wpis pan Bogusławski nader ochoczo przytacza, jest niespełna rozumu!
Że fragment z Wacka opinii zacytuję: "Człowiek zdrowy psychicznie z właściwie pracującym rozumem nie potrafi wierzyć".
Pan Bogusławski brnie dalej, otóż przytacza opinię Wacka, że wierzący to najogólniej rzecz biorąc czuby z rozregulowany rozumem i jednocześnie szarleya samodzielnie myślącym racjonalistą nazywa.
Pan szarley, katolik*, spowiada się i przyjmuje komunię świętą i uczestniczy we mszy tak samo świętej i uznaje niepokalane poczęcie i nieomylność Papieża i wierzy w życie wieczne po śmierci i uznaje wszystkie dogmaty swej wiary bezkrytycznie!
Jak to katolik.
Albo szarley katolikiem nie jest, albo pana Bogusławskiego poniosło z letka!
Jestem więcej niż skonfundowana.

* Że szarley jest katolikiem, dowiedziałam się z postu Andrzeja Bogusławskiego.
   
08-03-2014 23:56 
 Ocena 2 na 4
Elasp (6859 punktów)

>Pan Bogusławski brnie dalej, otóż przytacza opinię Wacka, że wierzący to najogólniej rzecz biorąc czuby z rozregulowany rozumem i jednocześnie szarleya samodzielnie myślącym racjonalistą nazywa.

Szach i mat. Myślę, że nikt samodzielnie myślący nie będzie już brać wpisów p. Bogusławskiego na poważnie.
09-03-2014 01:08 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
>>Pan Bogusławski brnie dalej, otóż przytacza opinię Wacka, że wierzący to najogólniej rzecz biorąc czuby z rozregulowany rozumem i jednocześnie szarleya samodzielnie myślącym racjonalistą nazywa.
> Szach i mat. Myślę, że nikt samodzielnie myślący nie będzie już brać wpisów p. Bogusławskiego na poważnie.
Kim jest "nikt" w Pańskiej opinii, to mieliśmy okazję się już raz przekonać.
I kogo interesuje Pańska opinia, jeśli ma Pan mniej punktów, niż wpisów, a pomimo rewolucji światopoglądowej na forum wciąż Pan zbiera nowe minusy.
Pan również wszystkich do jednego wora by wrzucił i jak Szarley wierzący, a Pan też wierzący, to już Pana to jakoś nobilituje?
Pan ma mózg i ja mam mózg i przyznaję że Pan wiecej ode mnie wie, a ja częściej od Pana chodzę do kościoła i co z tego?
Na forum bronią się wypowiedzi w konkretnych tematach, a dopóki ktoś nie ewangelizuje, to też po światopoglądzie nie jest oceniany.
09-03-2014 09:37 
 Ocena 3 na 3
Elasp (6859 punktów)

>I kogo interesuje Pańska opinia, jeśli ma Pan mniej punktów, niż wpisów, a pomimo rewolucji światopoglądowej na forum wciąż Pan zbiera nowe minusy.

Dawno nie czytałem na tym forum czegoś równie infantylnego.
10-03-2014 08:49 
 Ocena 7 na 7
daddy (2737 punktów)
(zablokowany)
>>I kogo interesuje Pańska opinia, jeśli ma Pan mniej punktów, niż wpisów, a pomimo rewolucji światopoglądowej na forum wciąż Pan zbiera nowe minusy.
> Dawno nie czytałem na tym forum czegoś równie infantylnego.

Odkąd pojawił się user Elasp, nie czytałem równie idiotycznych, nonsensownych i przeładowanych pychą pustą postów. Udowodnij mi, że nie.
10-03-2014 11:16 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>>I kogo interesuje Pańska opinia, jeśli ma Pan mniej punktów, niż wpisów, a pomimo rewolucji światopoglądowej na forum wciąż Pan zbiera nowe minusy.
> Dawno nie czytałem na tym forum czegoś równie infantylnego.
Zawsze warto zachować w sobie coś z dziecka...

Odnosiłem się do Pańskiej wypowiedzi:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,608495#w610873

Elasp:
Myślę, że nikt samodzielnie myślący nie będzie już brać wpisów p. Bogusławskiego na poważnie.

... gdyż nawyraźniej według Pana dorosłym i samodzielnie myślącym jest ten, kto nie bierze na poważnie tych wpisów, których Pan nie lubi.

A statystyki punktacji tylko tę moją opinię popierają. Kto ma brać wpisy P. Bogusławskiego nie na poważnie, a Pańskie wpisy na poważnie, jeśli nie punktujący te wpisy forumowicze?

Oczywiście według Pańskiej logiki Pan i Pańska klika myślicie samodzielnie, jak na fideistów przystało, a cała reszta to głupie stado racjonalistów zdominowane przez Bogusławskiego. Jeśli Wam się tu nie podoba poziom większości, to dlaczego nie wejdziecie sobie na portale fideistyczne?

Ja na przykład Pańskie wpisy biorę bardzo na poważnie - inaczej bym się do nich w ogóle nie odnosił - a uważam, że w większości są całkowicie niepoważne, gdyż przypominają morały i mądrości prawione przez przemądrzałego trzynastolatka, chcącego wykazać innym jak bardzo błądzą.
09-03-2014 00:00 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)

>Że szarley jest katolikiem, dowiedziałam się z postu Andrzeja Bogusławskiego.
Bo to tylko racjonaliści tak mają, iż więcej czytają niż piszą. Pan Szarley swój katolicyzm deklarował kilkakrotnie,
a ponieważ to mądry facet to czytam jego wypowiedzi z zainteresowaniem. On tu nie pisuje po to, aby sobie popieprzyć publicznie głupoty. Staram się być komunikatywnym i przykro mi, iż nie daje Pani rady zrozumieć sensu moich wypowiedzi, ale jest on naprawdę inny niż się Pani wydaje.

Miłego dnia.

@@@
.
09-03-2014 00:24 
 Ocena 2 na 2
Piękny Lolo (2082 punktów)
>On tu nie pisuje po to, aby sobie popieprzyć publicznie głupoty. Staram się być komunikatywnym i przykro mi, iż nie daje Pani rady zrozumieć sensu moich wypowiedzi, ale jest on naprawdę inny niż się Pani wydaje.

pogrubienie w cytacie moje

Przyznam, żem przyzwyczajona do twardego proletariackiego języka i sama takiego używam.
Ale żeby Pan, Panie Bogusławski??
W głowie się mnie to nie mieści.

>on naprawdę inny niż się Pani wydaje.

Nie ma Pan nawet odrobiny wiedzy o tym, jakie moje o szarleyu zdanie.

I to pluralis majestatis, jakby bezwiedne, choć w Pańskim wydaniu nawet urocze.

to my mamy rozrywkę z Panem.
   
09-03-2014 00:53 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Bo, to tylko racjonaliści tak mają, iż więcej czytają niż piszą.
Oczywiście myślałem tu o czytaniu ze zrozumieniem.

Staram się być komunikatywnym i przykro mi, iż nie daje Pani rady zrozumieć sensu moich wypowiedzi, ale jest on naprawdę inny niż się Pani wydaje.
>Nie ma Pan nawet odrobiny wiedzy o tym, jakie moje o szarleyu zdanie.
Nie mam i mało mnie to interesuje. Pisałem, że sens moich wypowiedzi jest innym niż się Pani wydaje i teraz właśnie Szanowna Pani to potwierdziła - więc o czym mielibyśmy rozmawiać - gdy ja też niebyt wiele z Pani wywodów rozumiem.

Miłego dnia.

@@@
.
09-03-2014 00:57 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
Specjalnie wchodzę tu w Twoją rozmowę z Panem Bogusławskim, żebyś uwzględniła również zdanie innej osoby.
>>Przyznam, żem przyzwyczajona do twardego proletariackiego języka i sama takiego używam.
>Ale żeby Pan, Panie Bogusławski??
>W głowie się mnie to nie mieści.
Ta wypowiedź świadczy tylko o tym, że postów Pana Bogusławskiego nie czytujesz, a moim zdaniem to szkoda.
Ale każdy sobie wybiera swoje inspiracje.
09-03-2014 15:23 
 Ocena 4 na 4
szarley (54906 punktów)

>Nie ma Pan nawet odrobiny wiedzy o tym, jakie moje o szarleyu zdanie.

Nie wiem czy szarley zasługuje na to aby mieć o nim jakiekolwiek zdanie
10-03-2014 10:15 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>>Nie ma Pan nawet odrobiny wiedzy o tym, jakie moje o szarleyu zdanie.
>Nie wiem czy szarley zasługuje na to aby mieć o nim jakiekolwiek zdanie
Właśnie chciałem napisać, że mi trochę głupio, że zaczęliśmy tu rozmawiać o Tobie bez Twojego udziału. Jednak, gdy wysuwane są żale, że dyskryminowane są tu osoby wierzące, to Twoja działalność na forum obala tę tezę.

Wydaje mi się, że już bardziej na tym forum dyskryminowana jest próżność, niż fideizm, choć od próżności chyba jeszcze trudniej się uwolnić.
10-03-2014 10:22 
 Ocena 1 na 1
szarley (54906 punktów)
>Właśnie chciałem napisać, że mi trochę głupio, że zaczęliśmy tu rozmawiać o Tobie bez Twojego udziału. Jednak, gdy wysuwane są żale, że dyskryminowane są tu osoby wierzące, to Twoja działalność na forum obala tę tezę.
>Wydaje mi się, że już bardziej na tym forum dyskryminowana jest próżność, niż fideizm, choć od próżności chyba jeszcze trudniej się uwolnić.

Każdy z nas wypowiada się publicznie, każdy wpis podlega publicznemu osądowi. Moje także.
09-03-2014 00:51 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>Pan Bogusławski brnie dalej, otóż przytacza opinię Wacka, że wierzący to najogólniej rzecz biorąc czuby z rozregulowany rozumem i jednocześnie szarleya samodzielnie myślącym racjonalistą nazywa.
>Pan szarley, katolik*, spowiada się i przyjmuje komunię świętą i uczestniczy we mszy tak samo świętej i uznaje niepokalane poczęcie i nieomylność Papieża i wierzy w życie wieczne po śmierci i uznaje wszystkie dogmaty swej wiary bezkrytycznie!
>Jak to katolik.
>Albo szarley katolikiem nie jest, albo pana Bogusławskiego poniosło z letka!
>Jestem więcej niż skonfundowana.
Sprawa jest dość prosta. Pan Bogusławski nie myśli Twoimi kategoriami i wcale nie wrzuca wszystkich do jednego wora (np. jako bezmyślnych katolików), tylko dlatego, że mają przypiętą taką, czy inną etykietkę. Tu na forum liczy się treść konkretnych wypowiedzi. A kolega Szarley wypowiada się mądrze i racjonalnie. I dlatego jego deklarowany fideizm w żadnym razie wysokiego poziomu jego wypowiedzi nie przekreśla.

Tu na prawdę nie chodzi tak bardzo o różnice w światopoglądzie, jak o treść wypowiedzi.

Jednocześnie, gdyby Szarley chciał tu bardzo bronić na forum swej wiary, to możesz być spokojna o to, że Pan Bogusławski podjąłby z nim - nawet ostrą - polemikę. Tyle, że Szarley ma właśnie na tyle oleju w głowie, że nikogo ewangelizować (ani się nawet z tego tłumaczyć) nie chce i z tego co zauważyłem rozmów o swej wierze na tym forum unika. A to właśnie bardzo wyraźnie przemawia za jego racjonalizmem.

Zauważyłaś porównanie Obirka do ks. Oko?
Tak więc jest też kwestia pewnej skali...
09-03-2014 01:15 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Jednocześnie, gdyby Szarley chciał tu bardzo bronić na forum swej wiary, to możesz być spokojna o to, że Pan Bogusławski podjąłby z nim - nawet ostrą - polemikę.
To nie do końca tak - Panie Macieju - miałem i mam przyjaciół wśród ludzi nawet głęboko wierzących, ale o ogromnej kulturze intelektualnej, potrafiących znakomicie argumentować własną postawę światopoglądową. Oczywiście czasem nawet ostro polemizujemy ze sobą, a wrecz się kłócimy, ale te dyskusje mają jakiś tam poziom.

Gdy Pan znajdzie chwilę niech Pan poczyta wypowiedzi znakomitej Beatus (1251 wypowiedzi, za które otrzymała 1194 plusów i 21 minusów). To była mądra i uczona dama.
Życzę jej z okazji 8 marca wszystkiego najlepszego i bardzo chciałbym aby na nasze forum wróciła.

Pozdrawiam.

@@@
.
09-03-2014 10:37 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)
>
>Gdy Pan znajdzie chwilę niech Pan poczyta wypowiedzi znakomitej Beatus (1251 wypowiedzi, za które otrzymała 1194 plusów i 21 minusów). To była mądra i uczona dama.

Dobrze, poczytajmy zatem, co sądziła o modlitwie:

(www.racjonalista.pl/forum.php/s,353397#w355745)

"W uczciwym rozrachunku własnych poglądów muszę przyznać, że jestem woluntarystką. Pomijając wszelkie Boże sprawy i problemy, sądzę, że modlitwa jest czymś wbrew pozorom bardzo skutecznym.

Co się dzieje gdy człowiek żarliwie się modli? Chodzi mi o te modlitwy "proszalne". Cała jego uwaga, koncentracja i siła skupia się na niczym innym, tylko na problemie, który właśnie go dotknął. Aż się iskrzy między synapsami. Czy prawdopodobieństwo znalezienia rozwiązania się zwiększa? Na pewno. Jak wiadomo koncentracja na problemie nie zawsze wystarczy aby go rozwiązać. Stara mądrość głosi - prześpij się z problemem i mądrość ta też jest biologicznie wytłumaczalna. W czasie snu, tworzą się nowe połączenia. Wskazane też jest po intensywnej pracy, zajęcie się czymś innym, rozproszenie koncentracji. Jeśli więc występuje proces o którym piszesz - człowiek myśli - ok. nic już więcej nie mogę zrobić, teraz trzeba czekać - mamy dokładnie ten sam efekt.

Modlitwa pochwalna, w ogóle przebywanie w świątyni (większość świątyń ma odpowiedni ku temu klimat) sprzyja wyciszeniu, nabraniu dystansu do siebie i świata. To też doskonale wpływa na kondycję psychiczną a więc i na generalne poczucie zadowolenia.

No ale, aby modlitwa miała siłę spełnienia, choćby tylko na mechanizmach o których wspomniałam, trzeba wierzyć i to im żarliwiej tym lepiej. Jeśli więc wierzący twierdzi, że jego modlitwy nigdy się nie spełniają - to coś jest nie tak z jego wiarą."
09-03-2014 13:46 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Gdy Pan znajdzie chwilę niech Pan poczyta wypowiedzi znakomitej Beatus (1251 wypowiedzi, za które otrzymała 1194 plusów i 21 minusów). To była mądra i uczona dama.

>Dobrze, poczytajmy zatem, co sądziła o modlitwie:
Tak, Pani Beatus jest osobą wierzącą, ale mądrą, ogromnie oczytaną i umiejącą racjonalnie bronić swoich poglądów. Dlatego też jest taka różnica punktowa pomiędzy Wami. ( Pan Elasp {9 marca 2014} 1073 wypowiedzi, za które otrzymał 663 plusów i 599 minusów).

Oczywiście, że w większości nie zgadzałem się z panią Beatus, ale do szacunku dla jej głowy wcale nie musiałem się zmuszać, tu reprezentowała się właśnie jako mądra i uczona dama. Daj nam Panie Boże i Święty Katolicki Kościele jak najwięcej takich wierzących na naszym forum. Będzie z kim się na przyzwoitym poziomie intelektualnym pospierać i będą to - nawet przy rozbieżnościach - bardzo konkluzywne spory, a tu nawet tak prostych spraw Pan Elasp nie potrafi zrozumieć, a ma wielkie pretensje do racjonalistów za brak szacunku dla bzdur, które jest Pan łaskaw nam tu przedstawiać.

Miłego dnia.

@@@
.
10-03-2014 23:35 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
> Dobrze, poczytajmy zatem, co sądziła o modlitwie:
> (www.racjonalista.pl/forum.php/s,353397#w355745)
No i co? Zgadza się Pan z nią, czy nie?
W czym problem?
09-03-2014 17:30 
 Ocena 1 na 1
niestadny (2492 punktów)

>Życzę jej z okazji 8 marca wszystkiego najlepszego i bardzo chciałbym aby na nasze forum wróciła.
Myślę, że jej ostatnia wypowiedź nie wymaga komentarza/nie pozostawia wątpliwości co do jej oceny kierunku w którym zmierzało wówczas fR.
Pisałem do niej. Mam nadzieję, że zdecyduje się na powrót.

stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
09-03-2014 20:16 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>>>>Życzę jej z okazji 8 marca wszystkiego najlepszego i bardzo chciałbym aby na nasze forum wróciła.
>Myślę, że jej ostatnia wypowiedź nie wymaga komentarza/nie pozostawia wątpliwości co do jej oceny kierunku w którym zmierzało wówczas fR.
>Pisałem do niej. Mam nadzieję, że zdecyduje się na powrót.
Czytałem z ogromnym zainteresowaniem wszystko co pisała. Szanowałem jej intelekt i lubiłem jako człowieka (jeżeli tylko poprzez forumowy kontakt można kogoś polubić). Osobiście widząc kierunek, ku któremu teraz zmierza fR ja powrotu bym jej nie zaproponował, choć bardzo bym się z niego ucieszył.

Pozdrawiam.

@@@
.
09-03-2014 09:02 
 Ocena 3 na 3
Elasp (6859 punktów)

>Sprawa jest dość prosta. Pan Bogusławski nie myśli Twoimi kategoriami i wcale nie wrzuca wszystkich do jednego wora (np. jako bezmyślnych katolików), tylko dlatego, że mają przypiętą taką, czy inną etykietkę.

Zaraz zaraz, przecież "każda wiara ogranicza moralnie i intelektualnie, itd.". Bogusławski tymi słowami wrzuca więc wszystkich wierzących (w cokolwiek) do wora ludzi ograniczonych, tyle tylko że ograniczenie to jego zdaniem ma różny stopień, ale tak czy owak jest.

Albo Pan tego nie rozumie, albo udaje, że nie rozumie.

Oczywiście ta wielokrotnie deklarowana zasada to kamuflaż. Bogusławskiemu nie chodzi przecież o "każdą wiarę", nie z "każdą wiarą, niezależnie od jej przedmiotu" walczy, ale z wiarą religijną. Ta zasada daje mu tylko wygodny, pozornie teoretyczny pretekst.

Tego też nie widzi specjalista od "głębi".

>A kolega Szarley wypowiada się mądrze i racjonalnie. I dlatego jego deklarowany fideizm w żadnym razie wysokiego poziomu jego wypowiedzi nie przekreśla.

>Jednocześnie, gdyby Szarley chciał tu bardzo bronić na forum swej wiary, to możesz być spokojna o to, że Pan Bogusławski podjąłby z nim - nawet ostrą - polemikę. Tyle, że Szarley ma właśnie na tyle oleju w głowie, że nikogo ewangelizować (ani się nawet z tego tłumaczyć) nie chce i z tego co zauważyłem rozmów o swej wierze na tym forum unika. A to właśnie bardzo wyraźnie przemawia za jego racjonalizmem.

Oto dowód, że ograniczony może być jednak nieograniczony. Nie wypowiadaj się jak wierzący na racjonalistycznym forum, wierz sobie w zmartwychwstanie i zbawienie - tylko po cichu, a przestaniesz być ograniczony, obrośniesz w piórka mądrości i racjonalizmu. Przez hipokryzję do racjonalizmu.

Zawsze mi się wydawało, że racjonalizm to postawa wewnętrzna, a nie tylko deklaratywna. Jak widać, ubogie środowisko "racjonalistów" przyjmie w swoje szeregi każdego, byle tylko wypowiadał się jak oni.
09-03-2014 13:02 
 Ocena 3 na 5
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Zaraz zaraz, przecież "każda wiara ogranicza moralnie i intelektualnie, itd.". Bogusławski tymi słowami wrzuca więc wszystkich wierzących (w cokolwiek) do wora ludzi ograniczonych, tyle tylko że ograniczenie to jego zdaniem ma różny stopień, ale tak czy owak jest.
Jestem całkowicie religijnie niewierzącym, ale "wierzę" * np w dorobek nauki opisany w książkach, a więc jestem tak samo jak Pan Elasp ograniczony, różnica jest tylko jest tylko w głębokości tego ograniczenia. Zaś ocenę kto jest bardziej ograniczonym, a nawet tego jak głęboko pozostawiam naszym czytelnikom.

>Albo Pan tego nie rozumie, albo udaje, że nie rozumie.
Pan Maciej rozumie mnie chyba bardzo dobrze, a co najmniej dobrze.

>Oczywiście ta wielokrotnie deklarowana zasada to kamuflaż.
Musiałbym zostać religijnie zindoktrynowany w dzieciństwie aby tu zamiast pisać szczerze używać kamuflaży. Jestem bardzo odpowiedzialny za słowo, zastanawiam się nad każdym tekstem przed jego opublikowaniem, ale pisanie niezgodne z tym co myślę dla mnie nie miałoby sensu.

>Bogusławskiemu nie chodzi przecież o "każdą wiarę", nie z "każdą wiarą, niezależnie od jej przedmiotu" walczy, ale z wiarą religijną.
Pomimo, że Bogusławski już tu wielokrotnie opisał swój stosunek do wiary oraz jej rozróżnienia, to Pan jak zawsze albo nie przeczytał, albo nie zrozumiał i imputuje Pan interlokutorom własne projekcje mocno ograniczonego wiarą umysłu.

Nikt tu nie ponosi odpowiedzialności za stan Pańskiego umysłu, który w moim odbiorze jest stanem, w którym doznaje się silnych zakłóceń w percepcji (postrzeganiu) rzeczywistości, a co za tym idzie sposób Pańskiego myślenia uległ sporej dezorganizacji. Oczywiście ma Pan pełne przekonanie o realności swoich przeżyć i wydaje się Panu, iż funkcjonuje normalnie i cieszy się tu sporym uznaniem myślących prawidłowo (czyli podobnie lub dokładnie jak Pan), ale istotą Pańskiego stanu umysłu jest agresywny krytycyzm wobec wszystkich Panu przeciwstawiających się i całkowity brak krytycyzmu wobec własnych, nieprawidłowych spostrzeżeń, osądów i poglądów. Ten opis jest wynikiem lektur Pańskich wypowiedzi na naszym forum i nie koniecznie musi odnosić się Pańskich zachowań we własnym środowisku.

Fora dyskusyjne w internecie dając pozór anonimowości i równości intelektualnej wszystkich uczestników przyciągają także osoby o znikomej wiedzy i kulturze intelektualnej, które próbują tu odreagować swoje kompleksy z codziennego życia w rzeczywistości.

>Oto dowód, że ograniczony może być jednak nieograniczony.
To tylko w teologii tak jest. Logika świecka takich bzdur nie sankcjonuje.

>Nie wypowiadaj się jak wierzący na racjonalistycznym forum, wierz sobie w zmartwychwstanie i zbawienie - tylko po cichu, a przestaniesz być ograniczony, obrośniesz w piórka mądrości i racjonalizmu.
Gdy wchodzisz do jakiegoś domu, to nie bądź prymitywem, nie wpychaj się tam na chama i poznaj choć trochę poglądy i zwyczaje gospodarzy. (Nigdy nie wchodzę do kościoła w czapce. Do synagogi bez nakrycia głowy, a do meczetu nie pcham się w butach.)
Przychodząc na to forum i zabierając tu głos jako minimum należy przeczytać "Wprowadzenie" i zorientować się czym jest racjonalizm światopoglądowy. Gdy rozumny człowiek się z tym zapozna, to wie, iż jego wiara tu nikomu nie przeszkadza, ale nie jest żadnym argumentem w dyskusji, czyli, że trzeba swoje przekonania racjonalnie argumentować.
Żadni specjaliści od odwracania kota ogonem i dyskursu z "Jaskini Trolli" tego nie zmienią. Za terminem "racjonalizm" kryje się sporo treści i kawałek przyzwoitej historii.

>Przez hipokryzję do racjonalizmu.
Znowu używa Pan słów, których znaczenia zupełnie nie rozumie.

>Jak widać, ubogie środowisko "racjonalistów" przyjmie w swoje szeregi każdego, byle tylko wypowiadał się jak oni.
Tyle czasu Pan już tu jest i zupełnie nic Pan nie zrozumiał. Nie, zupełnie nie o poglądy tu chodzi, a poziom intelektualny i sposób argumentacji. Każdy sądzi według siebie, ale tu jest zupełnie inne środowisko niż na Katoliku.pl, czy Apologetyce.pl - tu nie potakiwanie, a racjonalna argumentacja ma znaczenie.
___________________

* Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji".

Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym.

__________________________

Ot i już jeden z naszych czytelników mnie ocenił:
Czytelnik 'Barbiel' oddał na Ciebie głos negatywny głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: Wojujący ateizm to najbardziej skrajna forma religii' Adres wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,608495#w610924
Dziękuję!

@@@
.
09-03-2014 14:19 
 Ocena 2 na 2
Barbiel (1106 punktów)
>Czytelnik 'Barbiel' oddał na Ciebie głos negatywny
Ciesz się, że mi się nie chce czytać wszystkich Twoich wypowiedzi.

PS.
>Ot i już jeden z naszych czytelników mnie ocenił:
Nie Ciebie, tylko Twoją wypowiedź.
Nie moja wina, że się identyfikujesz z tym, co piszesz.
09-03-2014 13:33 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>>Sprawa jest dość prosta. Pan Bogusławski nie myśli Twoimi kategoriami i wcale nie wrzuca wszystkich do jednego wora (np. jako bezmyślnych katolików), tylko dlatego, że mają przypiętą taką, czy inną etykietkę.
>Zaraz zaraz, przecież "każda wiara ogranicza moralnie i intelektualnie, itd.".
Tak (aczkolwiek z tym "itd" juz Pan niedokładnie cytuje).
A wiara jest "im głębsza tym gorsza".

>Bogusławski tymi słowami wrzuca więc wszystkich wierzących (w cokolwiek) do wora ludzi ograniczonych,
Nie chce sie wypowiadać za Pana Bogusławskiego, ale moim zdaniem opowiada Pan bzdury, świadczące tylko o stopniu zrozumienia przez Pana rzeczywistości, ludzkiej psychiki i w sumie jasnych postów Pana Bogusławskiego.
Możliwe, ze w konkretnym, uzasadnionymi przypadku - w ostateczności - Pan Bogusławski mógł nazwać kogoś ograniczonym, ale to tylko tam, gdzie naprawdę inaczej sie juz nie dało.
Tymczsem tak ogólnie ma on do wszystkich ludzi szacunek i nie przyszłoby mu do głowy, by nazwać ich "ograniczonymi" z byle powodu. Znakomita większość ludzi - prawie wszyscy - nie jest tak ogólnie ograniczona, natomiast wiara ogranicza zawsze.
Pan naprawdę nie rozumie różnicy miedzy ograniczaniem wiara a ograniczonym czlowiekiem.

>tyle tylko że ograniczenie to jego zdaniem ma różny stopień, ale tak czy owak jest.
Ten rożny stopień jest bardzo istotny. Wszyscy mamy rożne ograniczenia i niektóre z nich warto zwalczać.

>Albo Pan tego nie rozumie, albo udaje, że nie rozumie.
Zupełnie nie rozumiem jak można myślec jak Pan.

>Oczywiście ta wielokrotnie deklarowana zasada to kamuflaż. Bogusławskiemu nie chodzi przecież o "każdą wiarę", nie z "każdą wiarą, niezależnie od jej przedmiotu" walczy, ale z wiarą religijną.
Kolejna bzdura. Pan Bogusławski walczy z każda wiara, ale najbardziej z wiara we własna niepodważalna mądrość ewangelizujacych fideistow, zupełnie niezależnie od ich ideologii.

>Tego też nie widzi specjalista od "głębi".
O - to właśnie przykład głębi Pańskich wypowiedzi. Każdy może sobie na moim profilu zobaczyć, od czego jestem specjalista, ale Pan woli argumenty ad personam.

>Oto dowód, że ograniczony może być jednak nieograniczony. Nie wypowiadaj się jak wierzący na racjonalistycznym forum, wierz sobie w zmartwychwstanie i zbawienie - tylko po cichu, a przestaniesz być ograniczony, obrośniesz w piórka mądrości i racjonalizmu.
Trochę ma Pan tu racji, gdyż tu tylko nasze wypowiedzi sie liczą, a jak są mądre, to bronią sie same. Mi zupełnie wiara Szarleya nie przeszkadza. W jego wypowiedziach ograniczeń nie widać.

>Przez hipokryzję do racjonalizmu.
Pan uważa, ze jak racjonalista chwali mądre wypowiedzi fideisty, to juz jest hipokryzja. Tyle ze racjonalisci nie maja fideistycnych klapek na oczach i nie szufladkuja ludzi według ogólnie przylepionych etykietek. Tu nie ma miejsca dla typowo fideistycznej hipokryzji i mądre wypowiedzi są tu cenione niezależnie od światopoglądu ich autora.

>Zawsze mi się wydawało, że racjonalizm to postawa wewnętrzna, a nie tylko deklaratywna.
Właśnie dlatego Szarley jest racjonalistą, przynajmniej ja go z takiego uważam na podstawie jego wypowiedzi.

>Jak widać, ubogie środowisko "racjonalistów" przyjmie w swoje szeregi każdego, byle tylko wypowiadał się jak oni.
Bardzo kiepskie ma Pan zdanie o racjonalistach od samego początku Pańskiej bytnosci na forum. Naprawdę powinien Pan zapisać sie na jakieś forum fideistyczne, a tam spróbować wypowiadać sie nie tak jak oni.
09-03-2014 14:31 
 Ocena 2 na 2
niestadny (2492 punktów)

>Bardzo kiepskie ma Pan zdanie o racjonalistach od samego początku Pańskiej bytnosci na forum. Naprawdę powinien Pan zapisać sie na jakieś forum fideistyczne, a tam spróbować wypowiadać sie nie tak jak oni.
A czymże, jak nie fideizmem, jest wiara w ludzki rozum?

Inne religie ateistyczne: humanizm, patriotyzm, ekologizm, scjentyzm, etc...
Od wyboru do koloru.

stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
09-03-2014 15:18 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>>>>Bardzo kiepskie ma Pan zdanie o racjonalistach od samego początku Pańskiej bytności na forum. Naprawdę powinien Pan zapisać się na jakieś forum fideistyczne, a tam spróbować wypowiadać się nie tak jak oni.
>A czymże, jak nie fideizmem, jest wiara w ludzki rozum?
Ej tam, ej tam, tyle już Pan działa na naszym forum i tylko tyle Pan zrozumiał z ideologii racjonalizmu światopoglądowego? Wiara, to bardzo wieloznaczne pojęcie i dla sprecyzowania o jaką wiarę chodzi potrzebny jest przymiotnik. Może jednak poświęci Pan trochę czasy i przejrzy ten wątek: www.racjonalista.pl/forum.php/s,545469

Tak, każda wiara religijna jest fideizmem, niezależnie od przedmiotu tej wiary, ale czy racjonaliści wierzą w ludzki rozum? Wszyscy tak wierzą?

>Inne religie ateistyczne: humanizm, patriotyzm, ekologizm, scjentyzm, etc...
>Od wyboru do koloru.
Tak, pogadać to sobie można długo i namiętnie. Można też coś tam chlapnąć niby mądrego, zmyślnego i osobnego,
ale gdy się poskrobie, to co pod tym się znajdzie.
Wymienione przez Pana "Religie ateistyczne" to tylko puste epitety.

Pozdrawiam.

@@@
.
09-03-2014 16:24 
 Ocena 3 na 3
niestadny (2492 punktów)

>Wymienione przez Pana "Religie ateistyczne" to tylko puste epitety.
To Pańska opinia(bo mnie - jako obserwującemu świat z "boskiej perspektywy"(niezaangażowanemu) - to "zwisa").

> Klasyfikacja religii ze względu na wiarę w bóstwo pozwala najpierw wyróżnić religie, które obywają się bez bogów, czyli religie ateistyczne.
>Do tej grupy zaliczamy nie tylko pierwotne formy religijne takie jak totemizm, fetyszyzm, animizm, ale i wysoce wykształcone wierzenia jak pierwotny buddyzm.
>Można by wymienić niejedną religię współczesną, która obywa się bez pojęcia Boga, a uznaje inny przedmiot kultu, jak przyroda, siła, sztuka, człowiek itd.
/Zarys dziejów religii, praca zbiorowa pod redakcją Komitetu:
prof. dr Józef Keller - przewodniczący
prof. dr Wiesław Kotański
prof. dr Witold Tyloch
mgr Bogdan Kupis
ISKRY . WARSZAWA . 1988/

Na podstawie moich wieloletnich obserwacji uważam że wyżej wymienieni mają rację.

Pozdrawiam
Zbyszek

stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
09-03-2014 19:42 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>>>>Wymienione przez Pana "Religie ateistyczne" to tylko puste epitety.
>To Pańska opinia(bo mnie - jako obserwującemu świat z "boskiej perspektywy"(niezaangażowanemu) - to "zwisa").
I Pan w to wierzy? To iście głęboką musi być Pańska wiara? Ja jednak pozostanę sceptykiem tak ogólnie i tak szczególnie
co do Pańskiego niezaangażowania?

"Klasyfikacja religii ze względu na wiarę w bóstwo pozwala najpierw wyróżnić religie, które obywają się bez bogów, czyli religie ateistyczne. Do tej grupy zaliczamy nie tylko pierwotne formy religijne takie jak totemizm, fetyszyzm, animizm, ale i wysoce wykształcone wierzenia jak pierwotny buddyzm. Można by wymienić niejedną religię współczesną, która obywa się bez pojęcia Boga, a uznaje inny przedmiot kultu, jak przyroda, siła, sztuka, człowiek itd."
>/Zarys dziejów religii, praca zbiorowa pod redakcją Komitetu:
>prof. dr Józef Keller - przewodniczący
>prof. dr Wiesław Kotański
>prof. dr Witold Tyloch
>mgr Bogdan Kupis
>ISKRY . WARSZAWA . 1988/
I to razem we czterech ten kawałek pisali? Według mojej wiedzy to ten kawałek napisał ks. (o przepraszam wtedy już były ksiądz) profesor nauk filozoficznych, niezły etyk, bardzo dobry badacz historii Kościoła Katolickiego i jego doktryny społeczno-politycznej i zupełnie średni - raczej z przypadkowego musu - religioznawca, a już na pewno nie metodolog. Bardzo cenię sobie dorobek profesora, u którego musiałem zdawać egzaminy i znałem go osobiście, ale w systematyce i teorii religii, to warto sięgnąć do tych, którzy więcej czasu (i tekstów) jej poświęcili.

>Na podstawie moich wieloletnich obserwacji uważam że wyżej wymienieni mają rację.
Ależ ja się z niczyją wiarą nie podejmuję dyskutować, a sam tu wielokrotnie napisałem, iż wierzyć można we wszystko,
ale religia według Wikipedii, to system wierzeń i praktyk, określający relację pomiędzy różnie pojmowaną sferą sacrum (świętością) i sferą boską, a określonym społeczeństwem, grupą lub jednostką. Manifestuje się ona w wymiarze doktrynalnym (doktryna, wiara), w czynnościach religijnych (np. kult czy rytuały), w sferze społeczno-organizacyjnej (wspólnota religijna, np. Kościół) i w sferze duchowości indywidualnej (m.in. mistyka).

Relacja jednostki do sacrum koncentruje się wokół poczucia świętości - chęci zbliżenia się do sacrum, poczucia lęku, czci czy dystansu wobec niego.
pl.wikipedia.org/wiki/Religia

>Na podstawie moich wieloletnich obserwacji uważam że wyżej wymienieni mają rację.
A gdzie wystąpili jako jedno i z czym mają rację. Z tym?
A czymże, jak nie fideizmem, jest wiara w ludzki rozum?
Inne religie ateistyczne: humanizm, patriotyzm, ekologizm, scjentyzm, etc...
Od wyboru do koloru.

Nie neguję Pańskich doświadczeń, ale mam ogromne wątpliwości, czy któryś z tych czterech uczonych z Pańskim powyższym zdaniem by się zgodził? Ot już taki niewierny Tomasz jestem.

PS. Nie jestem bogiem i nie obserwuję świata z boskiej perspektywy. Uczestniczę w moim mikroskopijnym kawalątku rzeczywistości i wcale nie jest mi obojętne jaki on jest. Uważam, że im więcej racjonalności, a mniej głupoty to tym lepiej. Dlatego tu przyszedłem i dotychczas uważałem to forum za swoje - gdyż zgodnie, w dużej mierze, z moim rozumieniem świata. Taką deklarację złożył wydawca we "Wprowadzeniu" i wynika ona z całej historii racjonalizmu światopoglądowego. Portal z pewnymi intelektualnymi aspiracjami. Tu nie miała być żadna "Jaskinia Trolli" dostępna wszystkim na równych zasadach, tu jednak miały być pewne preferencje dla rozumu, choć pozbawione aż wiary w niego, którą Pan racjonalistom tylko imputuje.

Pozdrawiam

@@@
.
09-03-2014 15:25 
 Ocena 2 na 2
Sygnał (4252 punktów)
>A czymże, jak nie fideizmem, jest wiara w ludzki rozum?

A ja proponuję, żebyś rozgraniczał "wiarę" od "przeświadczenia". Język ojców nam tu przeszkodą, bo to wyrazy bliskoznaczne. Wtedy zrozumiesz, gdzie się mylisz w takim stwierdzeniu.

>Inne religie ateistyczne: humanizm, patriotyzm, ekologizm, scjentyzm, etc...
>Od wyboru do koloru.

Jakże dobrze, że te "religie" są chociaż przydatne !
09-03-2014 16:48 
 Ocena 3 na 3
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)

>Inne religie ateistyczne: humanizm, patriotyzm, ekologizm, scjentyzm, etc...
>Od wyboru do koloru.

Gratuluje Mariuszowi zmian na forum.
09-03-2014 14:37 
 0 na 4
Elasp (6859 punktów)

>>Zaraz zaraz, przecież "każda wiara ogranicza moralnie i intelektualnie, itd.".
>Tak (aczkolwiek z tym "itd" juz Pan niedokładnie cytuje).

Skrótowo, ale nie niedokładnie. Niech Pan nie myli pojęć. Oto dictum Bogusławskiego:

"Każda wiara, niezależnie od jej przedmiotu, ogranicza moralnie i intelektualnie, usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu".

Ażeby tak twierdzić, musimy przyjąć, że istnieje jakaś jedna, obiektywna moralność - właśnie ona jest naruszana przez (każdą) wiarę.

Tymczasem Bogusławski odrzuca tezę o jednej, obiektywnej moralności. Jak więc może wiara "ograniczać moralne", skoro nie ma jednej moralności, a tylko wiele rożnych systemów, spośród których część wyrasta właśnie z takiej czy innej religii? Wiara z założenia nie narusza wielu systemów zgodnych z nią, jak więc może "po prostu" ograniczać moralne, jak głosi twierdzenie Bogusławskiego? Który dokładnie system moralny jest naruszany przez wybory czynione z fideistycznej (zwłaszcza religijnej) motywacji? Jeżeli błędem wiary jest to, że nierzadko usprawiedliwia zło, o które zło chodzi, z jakiego systemu wyjęte? To trzeba doprecyzować, inaczej teza ta nie ma żadnego sensu.

>Tymczasem tak ogólnie ma on do wszystkich ludzi szacunek i nie przyszłoby mu do głowy, by nazwać ich "ograniczonymi" z byle powodu. Znakomita większość ludzi - prawie wszyscy - nie jest tak ogólnie ograniczona, natomiast wiara ogranicza zawsze.

Walka z wiarą ma sens, jeżeli się pokaże, że wiara ogranicza bardziej niż jej brak. Pozornie subtelne twierdzenie "każda wiara (niezależnie od jej przedmiotu) ogranicza moralnie i intelektualnie usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu" jest w istocie bezpłodne bez tego uszczegółowienia. Bogusławski jest ignorantem nie tylko w filozofii i nauce, ale także w logice i po prostu nie wyczuwa tego niuansu.

W tym względzie proszę sprawdzić moją odpowiedz daną p. Dokowskiemu (o ile dobrze pamiętam) 31 grudnia 2012 r. Tam jest to wykazane i nic nie da się tu więcej zrobić.

Nie sądzę zresztą, aby ateiści wykazywali wyższość moralną nad fideistami. Przeciwnie, na ogół są ludźmi zdemoralizowanymi.

>Ten rożny stopień jest bardzo istotny. Wszyscy mamy rożne ograniczenia i niektóre z nich warto zwalczać.

Jak Pan empirycznie zmierzy stopień ograniczenia, żeby pokazać, że wiara ogranicza bardziej niż jej brak? Jak sprawdzić stopień ograniczenia? To bardzo ważne w tym kontekście. Proszę więc o podanie obiektywnej miary - bez niej mówienie o "rożnych stopniach ograniczenia" (jak i szkodliwości wiary, patrz powyżej) nie ma żadnego sensu.

>Kolejna bzdura. Pan Bogusławski walczy z każda wiara, ale najbardziej z wiara we własna niepodważalna mądrość ewangelizujacych fideistow, zupełnie niezależnie od ich ideologii.

No właśnie, dlaczego najbardziej akurat z tym? Ilu jest takich "ewangelizujących teistów"? W Ameryce działają tysiące wędrownych kaznodziejów (mających nierzadko "kościoły na kółkach") - po co z nimi walczyć? Niech działają, co to komu przeszkadza?

Ta walka ma sens w miejscy w którym jesteśmy, jeżeli przez "ewangelizujących teistów" rozumiemy osoby duchowne działające w Polsce. Wynika stąd wprost walka z Kościołem (kto jak kto, ale to przecież Kościół ewangelizuje i to z zasady!), a więc antyklerykalizm.
09-03-2014 15:01 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Oto dictum Bogusławskiego:
"Każda wiara, nieżalenie od jej przedmiotu, ogranicza moralnie i intelektualnie, usprawiedliwiając zło czynione
w jej imieniu".

Oczywiste kłamstwo służące prymitywnym manipulacjom mocno ograniczonego wiarą "prawdziwego" katolika.
Gdzie Bogusławski tak napisał? Proszę o źródło?

Pańskie manipulacje czyimiś wypowiedziami i wstawianie chorych projekcji Pańskiego umysłu jako czyichś poglądów,
to zwyczajne intelektualne qurestwo. Odpowiadam za każdy przedstawiony tu tekst, ale tekst własny, a nie za wytwory czyjejś psychozy.

@@@
.
09-03-2014 16:38 
 Ocena 3 na 3
Elasp (6859 punktów)
>.
>>Oto dictum Bogusławskiego:
>"Każda wiara, nieżalenie od jej przedmiotu, ogranicza moralnie i intelektualnie, usprawiedliwiając zło czynione
> w jej imieniu".

>Oczywiste kłamstwo służące prymitywnym manipulacjom mocno ograniczonego wiarą "prawdziwego" katolika.
>Gdzie Bogusławski tak napisał? Proszę o źródło?

www.racjon(*)rum.php/z,100/s,600722#w600974

"Tyle tylko, iż to nie jest moja teza. Wielokrotnie tu napisałem: Każda wiara - niezależnie od jej przedmiotu - ogranicza nas intelektualnie, a także moralnie - usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu. I całe zdanie ma sens, a nie wyrwane z kontekstu poszczególne słowa, czy wyimki ze zdania."

No i co teraz?
09-03-2014 17:38 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Oto dictum Bogusławskiego:
"Każda wiara, nieżalenie od jej przedmiotu, ogranicza moralnie i intelektualnie, usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu".

>>>>Oczywiste kłamstwo służące prymitywnym manipulacjom mocno ograniczonego wiarą "prawdziwego" katolika.
>>>>Gdzie Bogusławski tak napisał? Proszę o źródło?
>www.racjon(*)rum.php/z,100/s,600722#w600974
"Tyle tylko, iż to nie jest moja teza. Wielokrotnie tu napisałem: Każda wiara - niezależnie od jej przedmiotu - ogranicza nas intelektualnie, a także moralnie - usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu.
I całe zdanie ma sens, a nie wyrwane z kontekstu poszczególne słowa, czy wyimki ze zdania."


>No i co teraz?
No właśnie i co teraz? Pańska prymitywna manipulacja jest ewidentna, chyba iż jest Pan tak bardzo ograniczonym, że nie dostrzega ogromnej różnicy pomiędzy moim stwierdzeniem, a tym co Pan usiłował z niego zrobić.

Tego powyższego zdania już tu kilkakrotnie broniłem, wystarczy choćby tu Pański link. Tak, zdecydowanie uważam, że wiara ogranicza nas także moralnie usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu. Potwierdza tą tezę nawet elementarna wiedza historyczna, z której możemy się dowiedzieć ile zła uczyniono w imię bogów, w których wierzono. Kościół Katolicki ma tu palmę pierwszeństwa i autorytet wielkiego nauczyciela. To na podstawie Kościelnych doświadczeń budowano i Gestapo i SS i NKWD.

Szanowny Panie, wiem dobrze co piszę, a nie opublikuję niczego czego dobrze nie rozumiem. Ja tu nie wszedłem aby popieprzyć sobie głupoty, tylko biorę pełną odpowiedzialność za każde moje zdanie, ale całe zdania, a nie wyrwane z kontekstu poszczególne słowa, czy wyimki ze zdania, gubiące jego sens.

@@@
.
09-03-2014 18:02 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

1. Każda wiara, nieżalenie od jej przedmiotu, ogranicza moralnie i intelektualnie, usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu.

2. Każda wiara - niezależnie od jej przedmiotu - ogranicza nas intelektualnie, a także moralnie - usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu.

Nie ma tu żadnej "ogromnej różnicy" (na czym polega?). Słowo "i" jest takim samym spójnikiem, jak "a także". Dla Pana zdania: "mam psa i kota" oraz "mam psa, a także kota" to najwyraźniej dwa rożne stwierdzenia.

Ale niech Panu będzie, przyjmijmy, że należy wziąć pod uwagę sformułowanie nr 2, a nie nr 1.

Wszystkie moje uwagi (poczynione w odpowiedzi udzielonej p. Maceoxowi) i tak pozostają bez zmian: odnoszą się w równym stopniu do tezy 2. Dlatego radzę się Panu z nimi zaznajomić, zanim zacznie Pan kogokolwiek nabierać (w tym, jak mi się zdaje, samego siebie) na tezę 2.



09-03-2014 18:59 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
To otwarte forum, każdy może je czytać, a po zarejestrowaniu się pisać, ale jednak ma swoje preferencje zaznaczone
już we "Wprowadzeniu". Dlatego ja nie piszę tu do wszystkich i dla wszystkich, ale wyłącznie do tych, którzy potrafią mnie zrozumieć, gdyż tu - na racjonalistycznym forum - stanowią oni większość. Z przykrością już od dawna zauważam, że Pan do nich nie należy. Martwiło by to mnie - zbyt małą komunikatywnością, gdyby tylko mnie Pan nie rozumiał, ale Pańskie niezrozumienie tego co inni piszą jest dosyć powszechne.

> Nie ma tu żadnej "ogromnej różnicy" (na czym polega?).
Dla Pana wystarczy, że tak, a nie inaczej napisałem i nie ma Pan żadnego prawa aby to zmieniać. To moja wypowiedź,
a nie Pańska.

>Słowo "i" jest takim samym spójnikiem, jak "a także".
Gdyby było takim samym, to wystarczył by jeden spójnik. Ale Pan nie zmienił tylko spójnika w moim stwierdzeniu tylko zmanipulował cały porządek zdania. Dalsze wywijanie kotem, to tylko dalsza Pańska żenada.

@@@
.
09-03-2014 19:04 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>> Nie ma tu żadnej "ogromnej różnicy" (na czym polega?).
>Dla Pana wystarczy, że tak, a nie inaczej napisałem i nie ma Pan żadnego prawa aby to zmieniać. To moja wypowiedź,
>a nie Pańska.

Czyli "ogromnej różnicy" nie ma, a jeszcze przed chwilą była. Pogubił się Pan kompletnie.

Niemniej, radzę Panu zapoznać się z uwagami.
09-03-2014 19:56 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>>>>Dla Pana wystarczy, że tak, a nie inaczej napisałem i nie ma Pan żadnego prawa aby to zmieniać. To moja wypowiedź, a nie Pańska.
>Czyli "ogromnej różnicy" nie ma, a jeszcze przed chwilą była.
Była i jest - bardzo istotna - tyle że jak Bóg, całkowicie poza zasięgiem Pańskiego rozumienia. Inni dawno już to zrozumieli, gdyż to dziecinnie proste.

>Pogubił się Pan kompletnie.
Tak pan sądzi? To gratuluję inteligencji.

>Niemniej, radzę Panu zapoznać się z uwagami.
Z zawartymi w Pańskich tekstach głupotami zapoznaję się już od dłuższego czasu. Jak dla mnie to wprost wstrząsające, że na takim poziomie intelektualnym może być Europejczyk w XXI wieku. 3/4 Pańskich poglądów to "Średniowiecze" zmieszane z I połową XIX wieku, ale taki właśnie poziom reprezentuje współczesny Kościół Katolicki w Polsce.
Katolicy europejscy, jak się gdzieś z tym poziomem się zapoznają, to im zwyczajnie wstyd, a Pan tu dla swoich popleczników nawet za guru robi.

Miłego dnia.

@@@
.
09-03-2014 21:02 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)
>.
>>>>>Dla Pana wystarczy, że tak, a nie inaczej napisałem i nie ma Pan żadnego prawa aby to zmieniać. To moja wypowiedź, a nie Pańska.
>>Czyli "ogromnej różnicy" nie ma, a jeszcze przed chwilą była.
>Była i jest - bardzo istotna - tyle że jak Bóg, całkowicie poza zasięgiem Pańskiego rozumienia. Inni dawno już to zrozumieli, gdyż to dziecinnie proste.

No to proszę mnie oświecić.
09-03-2014 23:48 
 Ocena 3 na 5
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>No to proszę mnie oświecić.
Racjonaliści starają się nie podejmować prób z góry skazanych na porażkę. Nie widzę najmniejszych możliwości oświecenia Pana w czymkolwiek. Profesjonaliści o ogromnej wiedzy i znacznie większej niż moja sprawności intelektualnej próbowali i im się nie udało. Dlatego nie widzę też najmniejszych szans dla mnie. Zresztą w Pańskim przypadku merytoryczna rozmowa jest wielce wątpliwą satysfakcją. Pan jest całkowicie nieprzemakalny na racjonalne argumenty i jak młynek modlitewny cały czas terkocze swoje. Ot czasem dla zabawy można odbić parę piłeczek w ping-pongu, który Pan przez cały czas tu uprawia.

@@@
.
09-03-2014 23:58 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)
>.
>>No to proszę mnie oświecić.
>Racjonaliści starają się nie podejmować prób z góry skazanych na porażkę. Nie widzę najmniejszych możliwości oświecenia Pana w czymkolwiek...

Zamiast rejterować i lać wodę proszę wskazać różnicę między dwoma zdaniami. Miała być ogromna i oczywista dla wszystkich.

Niech Pan pomyśli, że czytają nas inni i że także ktoś inny może być zainteresowany Pana odpowiedzią. Zresztą wielokrotnie Pan mówi, że odpowiada Pan na moje posty z uwagi na innych.
10-03-2014 01:28 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Czytelnik 'Barbiel' oddał na Ciebie głos negatywny głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: Wojujący ateizm to najbardziej skrajna forma religii' Adres wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,608495#w611119
________________________

>Zamiast rejterować i lać wodę proszę wskazać różnicę między dwoma zdaniami.
Jeżeli wspomina Pan o rejteracjach, to chyba nikt się z Panem zrównać tu nie może.
Z merytorycznością to też ma Pan na bakier i pieprzy od rzeczy jak mało kto.

> Miała być ogromna i oczywista dla wszystkich.
I znowu Pan manipuluje. Przecież znam Pana i kilka innych osób, dla których jest to zupełnie niemożliwe, a więc nie mogłem napisać "wszystkich", a ogromna różnica to była pomiędzy moim stwierdzeniem, a tym co Pan usiłował z niego zrobić.

>Niech Pan pomyśli, że czytają nas inni
Myślę o tych, do których kieruje swoje wypowiedzi, a inni też czasami minusami dają mi znać o sobie i potędze swojego rozumowania. Skądś te plusy u Pana muszą się też pojawiać.

>i że także ktoś inny może być zainteresowany Pana odpowiedzią.
Gdyby był zainteresowany, to by po prostu zapytał, a nie czekał na Pańskie pośrednictwo. Zresztą nasze forum skierowane jest do samodzielnie myślącej inteligencji, a ta gdyby ją to interesowało, to by bardzo szybko znalazła sama sobie odpowiedź. To naprawdę jest łatwe.

>Zresztą wielokrotnie Pan mówi, że odpowiada Pan na moje posty z uwagi na innych.
I jest to prawda, ale kieruję je do takich, którzy potrafią mnie zrozumieć, a nie do takich, którzy nawet czytać ze zrozumieniem nie potrafią. Natomiast mącą, kręcą manipulują.

Nie, Panie Elasp - zdecydowanie należy Pan do tych z którymi dyskutować nie chcę, gdyż jest to zupełnie niemożliwe. (Nie jest Pan tu zupełnie sam, a niektórzy chcieliby jeszcze Pańskie towarzystwo jeszcze wzmocnić, gdyż na poziomie pyskówek, to oni czują się jak ryby w wodzie). Nie wdam się z Panem w kolejną pyskówkę na narzucony przez Pana temat. Wolę - od czasu do czasu - kpić z Pańskich durnych tekstów. Dopóki to jeszcze wolno robić i dopóki "nowa" inteligencja nie zdominuje forum i nie zamknie nam tu ust.

@@@
.
10-03-2014 10:31 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

Publicznie zarzucił mi Pan kłamstwo (www.racjon(*).php/s,608495/z,0/d,24#w610963) :

Czytamy tam m.in.:

>Oczywiste kłamstwo służące prymitywnym manipulacjom mocno ograniczonego wiarą "prawdziwego" katolika.

Jest to pomówienie. Przypomnę, że:

"Zniesławienie, pomówienie, obmówienie, oszczerstwo - występek polegający na pomówieniu innej osoby, grupy osób, instytucji, osoby prawnej lub jednostki organizacyjnej nie mającej osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności.

Zagrożony karą grzywny albo karą ograniczenia wolności na podstawie art. 212 § 1 Kodeksu karnego. Sprawca podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo karze pozbawienia wolności do roku jeżeli pomawia inną osobę za pomocą środków masowego komunikowania (art. 212 § 2 k.k.)."

Regulamin Forum w § 4 stwierdza zaś, że:

§ 4. Uczestnicy Forum zobowiązani są do respektowania norm prawnych i obyczajowych obowiązujących w Polsce.


Proszę zatem o wskazanie dostrzeżonej przez Pana "ogromnej różnicy" między dwoma poniższymi zdaniami:

1. Każda wiara, nieżalenie od jej przedmiotu, ogranicza moralnie i intelektualnie, usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu.

2. Każda wiara - niezależnie od jej przedmiotu - ogranicza nas intelektualnie, a także moralnie - usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu.

Jeżeli Pan tego nie zrobi, wystąpię z wnioskiem o zbanowanie Pana z uwagi na naruszenie §4 Regulaminu Forum. Albo §4 obowiązuje, albo jest tylko martwą literą.
10-03-2014 12:49 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Publicznie zarzucił mi Pan kłamstwo (www.racjon(*).php/s,608495/z,0/d,24#w610963) :
>Czytamy tam m.in.:
Zmanipulowane przez Pana Elaspa zdanie:
"Każda wiara, nieżalenie od jej przedmiotu, ogranicza moralnie i intelektualnie, usprawiedliwiając zło czynione
w jej imieniu".

Bogusławski:
Oczywiste kłamstwo służące prymitywnym manipulacjom mocno ograniczonego wiarą "prawdziwego" katolika.
Gdzie Bogusławski tak napisał? Proszę o źródło?

Pańskie manipulacje czyimiś wypowiedziami i wstawianie chorych projekcji Pańskiego umysłu jako czyichś poglądów,
to zwyczajne intelektualne qurestwo. Odpowiadam za każdy przedstawiony tu tekst, ale tekst własny, a nie za wytwory czyjejś psychozy.

Jak, można wyżej przeczytać zarzuciłem Panu nie tylko kłamstwo, ale także intelektualne qurestwo.

>Jest to pomówienie.
To Pańskie zdanie, które ja mam w odpowiednim poszanowaniu. Nie odpowiedział Pan, gdzie tak napisałem jak Pan to podał, a więc Pan kłamał i to stwierdzenie w całej rozciągłości podtrzymuję.

>Proszę zatem o wskazanie dostrzeżonej przez Pana "ogromnej różnicy" między dwoma poniższymi zdaniami:
>1. Każda wiara, nieżalenie od jej przedmiotu, ogranicza moralnie i intelektualnie, usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu.
>2. Każda wiara - niezależnie od jej przedmiotu - ogranicza nas intelektualnie, a także moralnie - usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu.
Ależ bardzo proszę! Pierwsze zdanie jest Pańskie, a więc jest głupie, drugie jest moje, a więc jest mądre, a Panu nie wolno własnych głupot przypisywać innym, gdyż to nie tylko kłamstwo i manipulacja, ale zwyczajne intelektualne qurestwo.

Tu mamy przykład wykorzystania Pańskiego kłamstwa do chorych,
obraźliwych dla wszystkich inaczej myślących, wywodów:
Oto dictum Bogusławskiego:

"Każda wiara, niezależnie od jej przedmiotu, ogranicza moralnie i intelektualnie, usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu".

Ażeby tak twierdzić, musimy przyjąć, że istnieje jakaś jedna, obiektywna moralność - właśnie ona jest naruszana przez (każdą) wiarę.

Tymczasem Bogusławski odrzuca tezę o jednej, obiektywnej moralności. Jak więc może wiara "ograniczać moralne", skoro nie ma jednej moralności, a tylko wiele rożnych systemów, spośród których część wyrasta właśnie z takiej czy innej religii? Wiara z założenia nie narusza wielu systemów zgodnych z nią, jak więc może "po prostu" ograniczać moralne, jak głosi twierdzenie Bogusławskiego? Który dokładnie system moralny jest naruszany przez wybory czynione z fideistycznej (zwłaszcza religijnej) motywacji? Jeżeli błędem wiary jest to, że nierzadko usprawiedliwia zło, o które zło chodzi, z jakiego systemu wyjęte? To trzeba doprecyzować, inaczej teza ta nie ma żadnego sensu.

Walka z wiarą ma sens, jeżeli się pokaże, że wiara ogranicza bardziej niż jej brak. Pozornie subtelne twierdzenie "każda wiara (niezależnie od jej przedmiotu) ogranicza moralnie i intelektualnie usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu" jest w istocie bezpłodne bez tego uszczegółowienia. Bogusławski jest ignorantem nie tylko w filozofii i nauce, ale także w logice i po prostu nie wyczuwa tego niuansu.

W tym względzie proszę sprawdzić moją odpowiedz daną p. Dokowskiemu (o ile dobrze pamiętam) 31 grudnia 2012 r. Tam jest to wykazane i nic nie da się tu więcej zrobić.

Nie sądzę zresztą, aby ateiści wykazywali wyższość moralną nad fideistami. Przeciwnie, na ogół są ludźmi zdemoralizowanymi.
_________________

Zaraz zaraz, przecież "każda wiara ogranicza moralnie i intelektualnie, itd.". Bogusławski tymi słowami wrzuca więc wszystkich wierzących (w cokolwiek) do wora ludzi ograniczonych, tyle tylko że ograniczenie to jego zdaniem ma różny stopień, ale tak czy owak jest.

Albo Pan tego nie rozumie, albo udaje, że nie rozumie.

Oczywiście ta wielokrotnie deklarowana zasada to kamuflaż. Bogusławskiemu nie chodzi przecież o "każdą wiarę", nie z "każdą wiarą, niezależnie od jej przedmiotu" walczy, ale z wiarą religijną. Ta zasada daje mu tylko wygodny, pozornie teoretyczny pretekst.


Bardziej obrzydliwe jest, iż tą manierę - imputowania innym własnych projekcji oraz manipulacji tekstami - stosuje Pan tu nagminnie i przygwożdżony dowodami, zamiast przeprosić, tkwi w troglodyckim uporze. Tak na poważnym dyskusyjnym forum nie godzi się robić. Zupełnie nie na tym polegają polemiki intelektualne pomiędzy ludźmi mającymi różne poglądy i proszę tu nie przenosić zwyczajów z katolickich seminariów. Tu nie jest ten poziom ani intelektualny, ani moralny.

Miłego dnia.

@@@
.
10-03-2014 14:38 
 Ocena 2 na 4
Elasp (6859 punktów)

Powiedziałem: "oto dictum Bogusławskiego" Słowo "dictum" oznacza m.in. powiedzenie, (dico - mówię), myśl, którą powtarza się często, w rożnych sytuacjach. "Dictum" to nie
to samo, co cytat, a więc przedstawienie słowa pisanego. Odtworzyłem Pańską myśl
wiernie.

Nie powiedziałem: "oto cytat z Bogusławskiego". Gdybym tak powiedział, faktycznie
popełniłbym błąd.

Pański zarzut kłamstwa wynika z nieznajomości języków obcych.
10-03-2014 16:44 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Powiedziałem: "oto dictum Bogusławskiego" Słowo "dictum" oznacza m.in. powiedzenie, (dico - mówię), myśl, którą powtarza się często, w rożnych sytuacjach. "Dictum" to nie to samo, co cytat, a więc przedstawienie słowa pisanego.
Dalej Pan kłamie, a do tego "idzie w zaparte". To co Pan napisał, to nie jest po prostu i zwyczajnie moje. To jest Pańska prymitywna manipulacja ułatwiająca Panu obrzucanie mnie błotem. Oto kilka przykładów z tego wątku:

To niech Pan nie zaśmieca forum bezwartościowymi wpisami.

Niech Pan skończy z tymi komunistycznymi bredniami, przebranymi dla niepoznaki w szaty "racjonalizmu".
Po 1989 r. dziwnie namnożyło się "demokratów" i "racjonalistów". Jakkolwiek paru naiwnych na tym forum
dało się nabrać (nieszczęsny p. Maceox), Pana pokolenie myślowe należy już do przeszłości i czas najwyższy
z tym się pogodzić.

Myślę, że nikt samodzielnie myślący nie będzie już brać wpisów p. Bogusławskiego na poważnie.


>Odtworzyłem Pańską myśl wiernie.
Nagminnie używa Pan tu słów, których znaczenia nie rozumie. Wierność, to «zgodność z rzeczywistością, z wzorem,
z oryginałem; dokładność, ścisłość»
. Wierność i kłamliwa manipulacja to alternatywy.

>Nie powiedziałem: "oto cytat z Bogusławskiego". Gdybym tak powiedział, faktycznie popełniłbym błąd.
Zupełnie to nie ma żadnego znaczenia, czy nazwał pan tekst dictum, czy cytatem, gdyż ponadto użył Pan cudzysłowu,
a to oznacza, że przypisał mnie swoją wypowiedź.

>Pański zarzut kłamstwa wynika z nieznajomości języków obcych.
Panie poligloto (a raczej ..ioto) cokolwiek "dictum" miałoby nie oznaczać, to nie znaczy iż wolno Panu swoje idiotyzmy mnie przypisywać.

Ponadto zanim Pan zacznie się chwalić znajomością języków obcych, to wypadałoby trochę lepiej poznać język polski, a nie rżnąć tu głupa, że nie rozumie Pan swojej manipulacji dokonanej jednak w Pańskim rodzimym języku. Ja nie przyszedłem na nasze forum aby popieprzyć sobie głupoty. Zastanawiam się nad tym co tu piszę i odpowiadam za każde napisane przez siebie zdanie, ale zdanie napisane przez siebie. Każdy może, jak tylko zechce moje wypowiedzi krytykować, ale nikt nie jest upoważniony do manipulacji moimi wypowiedziami, a już szczególnie ten, który niewiele potrafi zrozumieć z mojego tekstu
i dokonuje swoich chorych projekcji - co pokazałem wyżej.

Całkowicie i pełni odpowiedzialny za słowo potwierdzam, iż uważam Pana za kłamcę i krętacza, który chyba nigdy nie potrafi przyznać się do błędu i przeprosić. To, że nie potrafi Pan zrozumieć tego co inni piszą - nie jest żadnym Pana usprawiedliwieniem.

@@@
.
10-03-2014 12:56 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>Publicznie zarzucił mi Pan kłamstwo
>[...]
>"Zniesławienie, pomówienie, obmówienie, oszczerstwo - występek polegający na pomówieniu innej osoby, grupy osób, instytucji, osoby prawnej lub jednostki organizacyjnej nie mającej osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności.
Wydaje mi się, że jako "nicki" nie podlegamy tej ochronie. I to zdaje się łącznie z tymi, którzy używają pseudonimów mających postać imienia z nazwiskiem. I chyba nawet jeśli gdzieś się ujawniłeś z nazwiska, np. w pracy, to nie może z tego wynikać ograniczenie swobód innych.
Elasp (6859 punktów)

>Wydaje mi się, że jako "nicki" nie podlegamy tej ochronie.

Co innego mówi paragraf 4.
10-03-2014 18:08 
 Ocena 2 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>>Wydaje mi się, że jako "nicki" nie podlegamy tej ochronie.
>Co innego mówi paragraf 4.
Jeśli "obrażanie nicka" nie jest łamaniem prawa paragraf 4 nie będzie miał zastosowania. Ale może miałby je Paragraf 22 ?

Jest to o tyle dobra wiadomość, że każdy może sobie osobiście powetować. Oczywiście o ile się gustuje w takich rozgrywkach, no i jeśli na forum będzie przestrzegana zasada równego traktowania.
10-03-2014 18:43 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Jeśli "obrażanie nicka" nie jest łamaniem prawa paragraf 4 nie będzie miał zastosowania. Ale może miałby je Paragraf 22 ?

www.amadeu(*)imu_-nicku-_internetowego/336/

prawo.vagla.pl/node/8068
10-03-2014 18:53 
 Ocena 1 na 1
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)
>>Jeśli "obrażanie nicka" nie jest łamaniem prawa paragraf 4 nie będzie miał zastosowania. Ale może miałby je Paragraf 22 ?
>www.amadeu(*)imu_-nicku-_internetowego/336/
>prawo.vagla.pl/node/8068

Katolik, ktory chwyta se swieckiego prawa??? To juz nie wierzysz w spraweidliwosc Twojego zydowskiego boga? A moze prawo swieckie jest dla Ciebie wazniejsze od boskiego???
10-03-2014 21:14 
 Ocena 3 na 3
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>Katolik, ktory chwyta se swieckiego prawa???
Świeckość jest dla wszystkich, nie tylko dla ateistów.
10-03-2014 21:49 
 Ocena 1 na 1
Sygnał (4252 punktów)
>Świeckość jest dla wszystkich, nie tylko dla ateistów.

Owszem, ale odsetek religijnych dominującej religii, którzy by chcieli państwa świeckiego jest naprawdę mikry, przynajmniej w Polsce.
>
11-03-2014 09:49 
 Ocena 2 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>odsetek religijnych dominującej religii, którzy by chcieli państwa świeckiego jest naprawdę mikry
odsetek religijnych dominującej religii, którzy by chcieli państwa naprawdę świeckiego jest mikry

Hm?
11-03-2014 10:01 
 Ocena 1 na 1
szarley (54906 punktów)
>>Świeckość jest dla wszystkich, nie tylko dla ateistów.
>Owszem, ale odsetek religijnych dominującej religii, którzy by chcieli państwa świeckiego jest naprawdę mikry, przynajmniej w Polsce.

Jak mikry?
Jakieś źródła?
10-03-2014 21:49 
 Ocena 1 na 1
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)
>>Katolik, ktory chwyta se swieckiego prawa???
>Świeckość jest dla wszystkich, nie tylko dla ateistów.

No coz - jak boga nie ma (a co za tym idzie boskiego prawa) to trzeba sie swieckosci chwytac
10-03-2014 22:01 
 Ocena 3 na 3
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>>>Katolik, ktory chwyta se swieckiego prawa???
>>Świeckość jest dla wszystkich, nie tylko dla ateistów.
>No coz - jak boga nie ma (a co za tym idzie boskiego prawa) to trzeba sie swieckosci chwytac
Świeckość to zwyczajne niezwiązanie z religią, nic wybitnie ateistycznego.
10-03-2014 21:54 
 Ocena 3 na 3
Piękny Lolo (2082 punktów)
>Katolik, ktory chwyta se swieckiego prawa??? To juz nie wierzysz w spraweidliwosc Twojego zydowskiego boga? A moze prawo swieckie jest dla Ciebie wazniejsze od boskiego???

Sarkazm to sztuka dla wielu nieosiągalna.
Dążenie niektórych do dowcipu i błyskotliwości owocuje żenadą, ekshibicjonistyczną durnotą i infantylizmem.
Nie wykluczam, że post rafala73 zostanie przyjęty entuzjastycznie.
W każdym razie gratuluję Panu, Panie Bogusławski, towarzystwa.
Wyraz klika nie przechodzi mi przez klawiaturę.
   
10-03-2014 21:12 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>www.amadeu(*)imu_-nicku-_internetowego/336/
>prawo.vagla.pl/node/8068
Piszą tam o ochronie nicka jako nazwy identyfikującej osobę fizyczną, ale jest też uwaga, że nick tę osobę identyfikuje często, czyli nie zawsze. Może chodzić o to, że kilka osób mogłoby publikować pod jednym nickiem, wtedy już nick nie identyfikuje osoby i nie ma kogo chronić.
10-03-2014 06:23 
 Ocena 4 na 4
szarley (54906 punktów)
>Zamiast rejterować i lać wodę proszę wskazać różnicę między dwoma zdaniami. Miała być ogromna i oczywista dla wszystkich.

Nie ma mistrza rejterady nad Elaspa
10-03-2014 08:34 
 Ocena 7 na 7
daddy (2737 punktów)
(zablokowany)
>>.
>>>>>>Dla Pana wystarczy, że tak, a nie inaczej napisałem i nie ma Pan żadnego prawa aby to zmieniać. To moja wypowiedź, a nie Pańska.
>>>Czyli "ogromnej różnicy" nie ma, a jeszcze przed chwilą była.
>>Była i jest - bardzo istotna - tyle że jak Bóg, całkowicie poza zasięgiem Pańskiego rozumienia. Inni dawno już to zrozumieli, gdyż to dziecinnie proste.
>No to proszę mnie oświecić.
>
Jesteś jak czarna dziura, ciebie sie nie da oświecić.
10-03-2014 21:39 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>Jesteś jak czarna dziura, ciebie sie nie da oświecić.
A to może mnie się da oświecić? Jestem światłą ateistką.

Czy dobrze zrozumiałam, że Andrzej Bogusławski widzi istotną różnicę między zdaniem 1 a 2?
1.Każda wiara, nieżalenie od jej przedmiotu, ogranicza moralnie i intelektualnie, usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu.
2.Każda wiara - niezależnie od jej przedmiotu - ogranicza nas intelektualnie, a także moralnie - usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu.
11-03-2014 00:33 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
>A to może mnie się da oświecić? Jestem światłą ateistką.
>Czy dobrze zrozumiałam, że Andrzej Bogusławski widzi istotną różnicę między zdaniem 1 a 2?
>1.Każda wiara, nieżalenie od jej przedmiotu, ogranicza moralnie i intelektualnie, usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu.
>2.Każda wiara - niezależnie od jej przedmiotu - ogranicza nas intelektualnie, a także moralnie - usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu.
Tu w pierwszej kolejności chodzi o cudzysłów, którego Elasp użył.
Otóż cudzysłów jest - do q-rwy nędzy - święty.

Zajmuję się - między innymi - cudzysłowami zawodowo na co dzień.
Ta świętość obowiązuje do tego stopnia, że gdy dla zachowania gramatyki zdania trzeba w cudzysłowie odmienić jakieś słowo, to wprowadza się nawias kwadratowy wokół odmienianej części słowa, aby uwidocznić, że się zmienia oryginalną wypowiedź.

Oczywiście powstaje pytanie, czy dla celów wypowiedzi na forum można drobne świętokradztwo (jeśli świętokradztwo może być w ogóle drobne) w tym zakresie traktować pobłażliwie.

Otóż wydaje mi się, że to trochę zależy od dobrej woli delikwenta, który takiego czynu się dopuszcza. Jeśli on sam od zawsze obraża innych, manipuluje wypowiedziami, samemu wytyka innym źle postawione przecinki, a przede wszystkim uważa siebie za pępek wszechświata, który zjadł wszystkie mądrości, to sądzę, że zupełnie słusznym jest, by mu świętokradztwa nie odpuszczać.

Drugorzędną sprawą jest ewentualna różnica w treści pomiędzy błędnym zacytowaniem, a wypowiedzią oryginalną - co oczywiście może w eflecie skutkować pierwszorzędnym problemem. Sama możliwość przekłamania jest wystaraczającym powodem, by nigdy, w najdrobniejszy sposób nawet nie zmieniać niczego w cudzysłowie, chyba że się to odpowiednio zaznaczy.

Na przykład w porównywanych tu dwóch zdaniach ja dostrzegam możliwość ich odmiennego interpretowania, a co za tym idzie odmiennego rozumienia. Ale tu nie o to w pierwszej kolejności chodzi i dlatego nie zamierzam tego rozwijać.

Warto na koniec mieć również na uwadza prawa autora do cytowania jego wypowiedzi w sposób niezmieniony.

Proszę zresztą te dwa zdania porównać. Czy naprawdę uważasz, że są równorzędne?

Dam jednak dwa możliwe tropy (a jest ich znacznie więcej):

- czy to przypadek, że w drugim zdaniu słowa "usprawiedliwiając zło" znalazły się po słowie "moralnie" i następującym po nim myślniku?
- czy naprawdę wszystko jedno, że w pierwszym stopniu brakuje słowa "nas"?

Broniłem prawa Elaspa do wypowiedzi jeszcze za poprzedniej władzy, a teraz Elasp chce wyrzucić Pana Bogusławskiego z forum, za to, że śmie on sprzeciwiać się modyfikacjom jego oryginalnych wypowiedzi.

No bo co to za grzech, że cytat różni się od oryginału, skoro tej wypowiedzi się i tak nie rozumie?
11-03-2014 01:14 
 Ocena 2 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>Tu w pierwszej kolejności chodzi o cudzysłów [...] czy naprawdę wszystko jedno, że w pierwszym stopniu brakuje słowa "nas"?
Jest kawałek dobrej roboty, nie powiem.

W porywach - pierwszorzędne. I oczywiście - rozumiem. Tzn. mam taką nadzieję...

>Elasp chce wyrzucić Pana Bogusławskiego z forum
Kogo masz na myśli pisząc "Pan Bogusławski"? Bo szukam i szukam, a tego Twojego "Pana" ani śladu...

(Myślałam czy czasem nie pomyliłeś go z niejakim "Andrzejem Bogusławskim", ale na to, jak z Twojego posta wnoszę za dokładny jesteś.)
11-03-2014 10:13 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Czy dobrze zrozumiałam, że Andrzej Bogusławski widzi istotną różnicę między zdaniem 1 a 2?
1.Każda wiara, nieżalenie od jej przedmiotu, ogranicza moralnie i intelektualnie, usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu.
2.Każda wiara - niezależnie od jej przedmiotu - ogranicza nas intelektualnie, a także moralnie - usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu.

(...)
>No bo co to za grzech, że cytat różni się od oryginału, skoro tej wypowiedzi się i tak nie rozumie?
Dokładnie złapał Pan tu rzeczy sedno.

Układ słów w zdaniu uzależniony jest od wymogów składni, ale przez operowanie miejscem nadajemy słowu większe lub mniejsze znaczenie. Zaś w zdaniach złożonych zdanie podrzędne jest uzupełnieniem, czy też rozwinięciem zdania nadrzędnego.

Dobór stylu mojego zdania wynikał z potrzeby przekazania konkretnej treści i dla mnie istotnym jest, iż jest to każda wiara oraz to, że ogranicza nas intelektualnie i właśnie z ograniczenia intelektualnego poprzez wiarę (a nie odwrotnie) wynika ograniczenie moralne (nie dlatego, iż człowiek wierzący jest mniej dobry, przyzwoity, moralny itd. od niewierzącego, tylko dlatego, że wiara ograniczając samodzielną refleksję intelektualną łatwo usprawiedliwi zło czynione dla dobra wiary i imię jej "bogów). Zupełnie nie wypowiadałem się w tym zdaniu o bezpośrednim związku wiary z moralnością, choć oczywiście taki istnieje.

Zupełnie nie wiem, czy przekracza to możliwości rozumienia przez Pana Elaspa, ale podejrzewam, na co przesłanką są jego poniższe wypowiedzi, że tej manipulacji dokonał całkowicie świadomie.

Wywody Pana Elaspa:
Oto dictum Bogusławskiego:
"Każda wiara, niezależnie od jej przedmiotu, ogranicza moralnie i intelektualnie, usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu".
Ażeby tak twierdzić, musimy przyjąć, że istnieje jakaś jedna, obiektywna moralność - właśnie ona jest naruszana przez (każdą) wiarę.
Tymczasem Bogusławski odrzuca tezę o jednej, obiektywnej moralności. Jak więc może wiara "ograniczać moralne", skoro nie ma jednej moralności, a tylko wiele rożnych systemów, spośród których część wyrasta właśnie z takiej czy innej religii? Wiara z założenia nie narusza wielu systemów zgodnych z nią, jak więc może "po prostu" ograniczać moralne, jak głosi twierdzenie Bogusławskiego? Który dokładnie system moralny jest naruszany przez wybory czynione z fideistycznej (zwłaszcza religijnej) motywacji? Jeżeli błędem wiary jest to, że nierzadko usprawiedliwia zło, o które zło chodzi, z jakiego systemu wyjęte? To trzeba doprecyzować, inaczej teza ta nie ma żadnego sensu.
Walka z wiarą ma sens, jeżeli się pokaże, że wiara ogranicza bardziej niż jej brak. Pozornie subtelne twierdzenie "każda wiara (niezależnie od jej przedmiotu) ogranicza moralnie i intelektualnie usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu" jest w istocie bezpłodne bez tego uszczegółowienia. Bogusławski jest ignorantem nie tylko w filozofii i nauce, ale także w logice i po prostu nie wyczuwa tego niuansu.
W tym względzie proszę sprawdzić moją odpowiedz daną p. Dokowskiemu (o ile dobrze pamiętam) 31 grudnia 2012 r. Tam jest to wykazane i nic nie da się tu więcej zrobić.
Nie sądzę zresztą, aby ateiści wykazywali wyższość moralną nad fideistami. Przeciwnie, na ogół są ludźmi zdemoralizowanymi.
_________________

Zaraz zaraz, przecież "każda wiara ogranicza moralnie i intelektualnie, itd.". Bogusławski tymi słowami wrzuca więc wszystkich wierzących (w cokolwiek) do wora ludzi ograniczonych, tyle tylko że ograniczenie to jego zdaniem ma różny stopień, ale tak czy owak jest.
Albo Pan tego nie rozumie, albo udaje, że nie rozumie.
Oczywiście ta wielokrotnie deklarowana zasada to kamuflaż. Bogusławskiemu nie chodzi przecież o "każdą wiarę", nie z "każdą wiarą, niezależnie od jej przedmiotu" walczy, ale z wiarą religijną. Ta zasada daje mu tylko wygodny, pozornie teoretyczny pretekst.


Panie Macieju, tak to już naprawdę coraz mniej moje forum, coraz bardziej schodzimy na poziom "Jaskini Trolli". Tu już przestaje być ważnym co się pisze i jakie przemyślenia za tym stoją. Ważne aby szybko odpowiedź odwalić, tak aby przeciwnikowi dowalić, a wszystko w SMS-owym stylu. Oczytanie, przemyślenia i refleksje u odnowicieli mają trzeciorzędne znaczenie. Trolle zostały uwolnione i mamy tu pełną onetową demokrację. Tak, to już zupełnie inna mentalność i inna intelektualna szkoła. Jakoś mało mnie to bawi i daje coraz mniej satysfakcji. Choć jeszcze ciągle ludzi myślących jest tu więcej i patrzę z ciekawością co red. Agnosiewicz przez swoją reformę osiągnie.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
11-03-2014 10:48 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>2.Każda wiara - niezależnie od jej przedmiotu - ogranicza nas intelektualnie, a także moralnie - usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu.[/color]
>(...)

>Dobór stylu mojego zdania wynikał z potrzeby przekazania konkretnej treści i dla mnie istotnym jest, iż jest to każda wiara oraz to, że ogranicza nas intelektualnie i właśnie z ograniczenia intelektualnego poprzez wiarę (a nie odwrotnie) wynika ograniczenie moralne (nie dlatego, iż człowiek wierzący jest mniej dobry, przyzwoity, moralny itd. od niewierzącego, tylko dlatego, że wiara ograniczając samodzielną refleksję intelektualną łatwo usprawiedliwi zło czynione dla dobra wiary i imię jej "bogów).

Ciekawe, jak udało się Panu zawrzeć to wszystko w zwięzłym zdaniu 2, tym bardziej ze "a także" jest spójnikiem koniunkcji a nie implikacji (należało powiedzieć: "Każda wiara - niezależnie od jej przedmiotu - ogranicza nas intelektualnie, a przez to także moralnie - usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu").

Proszę o podanie cytatu, świadczącego, że tak należy zdanie 2 rozumieć, jak podaje Pańska egzegeza. Nie przypominam sobie takiego jej uszczegółowienia, ale mogłem jakiś Pana post przeoczyć. Myślę, że Pan zacytuje samego siebie lepiej niż ja Pana.

Moja krytyka była bardzo ogólna i dotyczy nawet tak wysubtelnionej tezy.

11-03-2014 11:19 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
> Myślę, że Pan zacytuje samego siebie lepiej niż ja Pana.
Przecież cały czas Pan udowadnia, iż jest to niemożliwe, że to Pan lepiej wie co myślałem i co napisałem.
Ma Pan przy tym nawet wsparcie profesjonalistów językoznawców, o wielkiej precyzji i komunikatywności w ich własnych tekstach.

Wielce Szanowny Panie, jak dla mnie to czysta żenada, ale teraz w na "nowym" forum, to oklaski Pan zbiera i tak trzymać.

Miłego dnia. Pozdrowienia dla Pańskiej kliki (to od klikania).

@@@
.
11-03-2014 14:19 
 Ocena 2 na 4
Elasp (6859 punktów)

>>Myślę, że Pan zacytuje samego siebie lepiej niż ja Pana.
>Przecież cały czas Pan udowadnia, iż jest to niemożliwe, że to Pan lepiej wie co myślałem i co napisałem.

Znowu próbuje się Pan wymigać, tym razem od podania miejsca, gdzie można znaleźć Pańską tezę tak wysubtelnioną, jak to zrobił Pan powyżej. Nie prościej powiedzieć, że nigdzie wcześniej w taki sposób jej Pan nie sformułował?


11-03-2014 16:15 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
> Znowu próbuje się Pan wymigać,
Gdzie i od czego? Od idiotycznych niby-dyskusji z Panem i jemu podobnym "intelektualistom", zdecydowanie tak,
gdyż udowodnił już Pan to bezsprzecznie, że jakakolwiek merytoryczna rozmowa z Panem jest zupełnie niemożliwą
i to wcale nie z powodu jakiś tam Pańskich poglądów, czy też wiary - za Pańskim autorytetami - w wydumane byty,
a ze względów mentalnościowych, które ja kolokwialnie nazywam zacietrzewioną głupotą.

>tym razem od podania miejsca, gdzie można znaleźć Pańską tezę tak wysubtelnioną, jak to zrobił Pan powyżej.
>Nie prościej powiedzieć, że nigdzie wcześniej w taki sposób jej Pan nie sformułował?
Nie, nigdzie dotychczas nie napisałem tak łopatologicznych wyjaśnień,* gdyż to ciągle jeszcze nie jest forum dla ograniczonych intelektualnie, tu trzeba myśleć. Zawsze też - zamiast popisywania się i własnych nadinterpretacji
- można zapytać, ale nigdzie nie wolno nikomu zniekształcać czyichś myśli.

Ma Pan pełne prawo krytykować, to co napisałem, kpić sobie z moich wywodów i wyśmiewać moje myśli, ale nie wolno przed tym dopasowywać ich sobie do własnych koncepcji na mój temat.

Bardzo się staram nigdy tego nie robić, ale gdy ktoś uzna, że nietrafnie jego myśl oddałem (już nie mówiąc o cytacie,
gdzie obowiązuje całkowita wierność)
** to przepraszam i uzupełniam, a nie idę w zaparte.

* W prowadzonych na ten temat na forum rozmowach można spokojnie doczytać się takich właśnie interpretacji.

** Cytat (łac. citatio, niem. Zitat) - dosłowne przytoczenie czyichś słów. (...) Może mieć charakter jawny, w postaci wyraźnie wyróżnionego tekstu, lub niejawny, stanowiąc rodzaj aluzji.

W publikacjach naukowych cytat to dosłowne przytoczenie fragmentu innej publikacji lub sparafrazowane powołanie się na dane pochodzące z innej publikacji. (...) W publikacjach naukowych i technicznych cytaty powinny być zawsze jawne i z dokładnym wskazaniem źródła w formie przypisu. Cytaty niejawne w publikacjach naukowych i technicznych są uważane za plagiat.

Cytowanie w pracach naukowych może być dosłowne ( zaznaczone cudzysłowem) lub sparafrazowane (cytujemy dane, fakty, teorie
a nie ich kompozycję słowną - nie ma znaczenia czy napiszemy "ssaki mają cztery kończyny", "ssaki posiadają dwie pary kończyn" -
bo w obu przypadkach sens faktu naukowego pozostaje ten sam).

Dosłowne cytowanie ma znaczenie w głównie naukach humanistycznych i filozoficznych, wtedy gdy kompozycja tekstu (...) ma znaczenie dla interpretacji logicznej. Dosłownie np. cytuje się definicje lub zdania, w których z kompozycji tekstu próbujemy odczytać i zinterpretować sens znaczeniowy.


Znowu, to wyjaśnienie nie dla Pana, gdyż gdy ktoś nie chce, to już na pewno nie potrafi zrozumieć, ale inteligentnym czytelnikom, chcącym merytorycznych rozmów, zapewne się przyda.

Miłego dnia.

@@@
.
Elasp (6859 punktów)

>Nie, nigdzie dotychczas nie napisałem tak łopatologicznych wyjaśnień,* gdyż to ciągle jeszcze nie jest forum dla ograniczonych intelektualnie, tu trzeba myśleć. Zawsze też - zamiast popisywania się i własnych nadinterpretacji

> - można zapytać, ale nigdzie nie wolno nikomu zniekształcać czyichś myśli.

Jak mogłem zniekształcić coś, czego Pan nigdy nie napisał?
11-03-2014 23:50 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Jak mogłem zniekształcić coś, czego Pan nigdy nie napisał?
Czy można lepiej zrekapitulować całą rozmowę na temat Pańskich kłamliwych manipulacji?
Moim zdaniem nie!

@@@
.
12-03-2014 00:37 
 Ocena-2 na 2
Elasp (6859 punktów)

Nie rozumie Pan, niech Pan nie zabiera głosu.
12-03-2014 01:02 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
> Nie rozumie Pan, niech Pan nie zabiera głosu.
Drogi Panie Elaspie,
To Pan jest specjalistą od logiki, ale wydaje mi się, że ktoś może nie zabrać głosu, gdy czegoś nie rozumie tylko wtedy, gdy rozumie, że nie rozumie. A gdyby rozumiał, że nie rozumie, to by głosu nie zabrał. Pan Bogusławski może zatem nie rozumieć, ale to nie powód, by mu odbierać głos.

Jednak Pan chce Panu Bogusławskiemu odebrać głos, tylko daltego że według Pana Pan Bogusławski nie rozumie. Ale z tego to już w sposób jasny wynika, że to Pan czegoś nie rozumie.

NO KURDE MOLL - ZMIENIŁ PAN BRZMIENIE CUDZEJ WYPOWIEDZI - NA FORUM SIĘ ZDARZA, NIE JEST TO ZNOWU KONIEC ŚWIATA - AUTOR JEDNAK W SPOSÓB WYRAŻNY WYMAGA TU DOKŁADNOŚCI - A PAN SIĘ WYKŁÓCA.

Elasp (6859 punktów)

Brzmienie, ale nie sens. Rozumie Pan co to sens czyjejś wypowiedzi? Interesuje mnie sens, a nie jej zdaniowy wyraz. Interesują mnie problemy, a nie to, czy ktoś poslużył się słowem "a także" czy raczej "i" dla zapisania tego problemu. Jest to rzecz dla problemu nieistotna. Najwyraźniej myślę trochę bardziej abstrakcyjnie niż Pan (problemami a nie zdaniami), o nieszczęsnym Bogusławskim nie wspominając. Częstokroć przytaczam problemy i myśli, a nie zdania, bo koncentruję się na nich (na myślach i problemach).

Sens twierdzenia Bogusławskiego ująłem adekwatnie - i oto chodziło. Twierdzenie Bogusławskiego (nie: "zdanie") zostało obalone - o to chodziło.

Zrozumie Pan to wreszcie, przynajmniej Pan? Niechże Pan ruszy w końcu głową.

Pozdrawiam.
12-03-2014 08:14 
 Ocena 3 na 3
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
> Brzmienie, ale nie sens.
Szczerze mówiąc, to ja bym dalej nie walczyła. Skoro Andrzej Bogusławski nadal z powodu nieścisłego zacytowania tej jego wybitnej myśli cierpi, to należy zmieścić na forum przeprosiny. W nich rzetelnie przedstawić obie wersje (metodą kopiuj-wklej, by nie ryzykować kolejnego zarzutu), poubolewać nad całym zajściem i wylewnie się pokajać.

Po czym wrócić do meritum, bo przecież sprawa nie wynikła ot tak, bez powodu, lecz przy okazji jakiegoś konkretu, który niesłusznie, jak mi się zdaje, odłogiem leży.
12-03-2014 10:54 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>Brzmienie, ale nie sens.
To jest drugorzędne.

>Rozumie Pan co to sens czyjejś wypowiedzi?
Zmienił Pan również sens wypowiedzi Pana Bogusławskiego. Wystarczyło bowiem ukazać taki jej sens, który już z pańskiej przeróbki nie wynikał i Pan Bogusławski taki sens ukazał.
A niby dlaczego teraz Pan chce dowieść, że o takim sensie Pan Bogusławski nigdy wcześniej nie mówił?

>Interesuje mnie sens, a nie jej zdaniowy wyraz.
To, dobrze, ale co z tego - jeżeli sens ukazany przez autora tej wypowiedzi Pan nie tylko ignoruje, ale ponadto kłóci się, że on napewno nie to miał na myśli?

>Interesują mnie problemy, a nie to, czy ktoś poslużył się słowem "a także" czy raczej "i" dla zapisania tego problemu. Jest to rzecz dla problemu nieistotna. Najwyraźniej myślę trochę bardziej abstrakcyjnie niż Pan (problemami a nie zdaniami), o nieszczęsnym Bogusławskim nie wspominając. Częstokroć przytaczam problemy i myśli, a nie zdania, bo koncentruję się na nich (na myślach i problemach).
To dobrze, że interesują Pana problemy, ale moim zdaniem byłoby jeszcze lepiej, gdyby interesowaly Pana ich rozwiązania.

Tymczasem - tu już napiszę tak ogólnie o Pańskiej postawie - gdy rozwiązanie staje się ewidentne, Pan najczęściej zmienia warunki brzegowe postawionego problemu, względnie w inny sposób szuka Pan dziury w całym. Tak było np. w dyskusji w kwestii, czy Panu Bogusławskiego zdarza się po partnersku traktować osoby o innych poglądach, niż jego. Gdy wykazaliśmy (ja i Jacek Głodzik), że tak, to natychmiast Pan zaczął przerabiać problem - że to nie o TAKIE róznice w poglądach chodzi, tylko znacznie głębsze różnice światopoglądowe. Teraz widzi Pan jeszcze głębsze różnice na przykładach Szarleya i Beatus, ale rozumiem, że Pan nie rozumie, dlaczego z tymi dwoma forumowiczami Pan Boguslawski potrafi nawiązać przyjazny kontakt.

Teraz jest tak samo - podniósł Pan, że zmienił Pan tylko brzmienie wypowiedzi Pana Bogusławskiego, ale nie jej sens. A gdy pan Bogusławski wykazał, że z pańskiej przeróbki wychodzi również inny sens, to natychmiast zabiera Pan się za próby wykazywania, że tego sensu on wcześniej nie miał na myśli. Domyślam się, że gdyby Pan Bogusławski wykazał - w oparciu o swe wcześniejsze wypowiedzi - że właśnie dokładnie ten sens miał na myśli, to wówczas zabierze się Pan za wykazywanie, że jakkolwiek miał go na myśli, to ów sens nie mógł wynikać z jego zdania w sposób obiektywnie rozpoznawalny dla innych. I tak w koło Macieju.

Taka z Panem jest właśnie merytoryczna rozmowa prawie na każdy temat. Zawsze sobie Pan coś pozmienia lub wywiedzie nowego, by tylko się nie okazało, że nie ma Pan racji.

>Twierdzenie Bogusławskiego (nie: "zdanie") zostało obalone - o to chodziło.
Gdzie?

> Zrozumie Pan to wreszcie, przynajmniej Pan?
Że Pan obalił twierdzenie Bogusławskiego?
Może zacznijmy od czegoś prostszego. Prosżę obalić moje twierdzenie: wiara ogranicza z definicji.

>Niechże Pan ruszy w końcu głową.
Gdy stukam w klawisze i patrzę w ekran, to głowę mam raczej nieruchomo, ale specjalnie dla Pana nią teraz ruszyłem. I co teraz?

O sensie - interpretacji - wypowiedziałem się już wcześniej, tu:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,608495#w611434

Tak, żeby uprzedzić Pańskie ewentualne wątpliwości co do różnicy między interpretacją a sensem:

Znalazłem akurat we francuskiej wikipedii:
En linguistique, une interprétation est le fait de donner un sens à un signe, un geste, une parole. Elle relève du domaine de la sémantique.
Czyli: W lingwistyce interpretacja stanowi nadanie sensu znakom, gestom, słowom. Należy do dziedziny semantyki.

A tu już w polskiej:
Semantyka - dział językoznawstwa, zajmujący się znaczeniem w języku, a także relacją formy znaku językowego do treści oznaczanej w ujęciu synchronicznym i diachronicznym. Semantyka bada ponadto relacje między znaczeniem podstawowym wyrazu, a jego znaczeniem w konkretnym wypowiedzeniu.

Uważam, że dużo Pan wie i naprawdę stać byłoby Pana na merytoryczne wypowiedzi, tylko musiałoby Pan najpierw samemu zależeć na rozsądnej rozmowie. Aczkolwiek nie wiem, gdyż Pan przecież na poważnie mówił tamto o Czechach, a to przecież nie był jakiś wyjątek pośród Pańskich wypowiedzi. Chyba jednak się nie da.
12-03-2014 11:07 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Zmienił Pan również sens wypowiedzi Pana Bogusławskiego. Wystarczyło bowiem ukazać taki jej sens, który już z pańskiej przeróbki nie wynikał i Pan Bogusławski taki sens ukazał.

Proszę porównać zdania 1 i 2 i pokazać, w jaki sposób "sens Bogusławskiego" (dodany przez niego post factum!) jest zawarty w zwięzłej tezie 2, która jest dokładnym cytatem z Bogusławskiego, a nie jest zawarty w tezie 1, będącej moim sformułowaniem jego tezy.

Mówi Pan "zmienił Pan sens" - niech Pan pokaże, ze zmieniłem.
12-03-2014 12:21 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
> Mówi Pan "zmienił Pan sens" - niech Pan pokaże, ze zmieniłem.
Wyjaśnił to już Pan Bogusławski w tym poście:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,608495#w611322

A ja tylko mogę powtórzyć:
NO KURDE MOLL - ZMIENIŁ PAN BRZMIENIE CUDZEJ WYPOWIEDZI - NA FORUM SIĘ ZDARZA, NIE JEST TO ZNOWU KONIEC ŚWIATA - AUTOR JEDNAK W SPOSÓB WYRAŻNY WYMAGA TU DOKŁADNOŚCI - A PAN SIĘ WYKŁÓCA.

12-03-2014 12:48 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Jednak, tu potrzebny jest inny specjalista.

>Brzmienie, ale nie sens.
Bezsensowne brzmienia, to można usłyszeć przy głośnym odczytywaniu Pańskich tekstów.
Nawet gdyby mi się coś mniej sensownego przytrafiło, to mnie zawsze o sens chodzi.

>Rozumie Pan co to sens czyjejś wypowiedzi?
Jestem zdecydowanie przekonany, że Pan nie rozumie.

>Interesuje mnie sens, a nie jej zdaniowy wyraz.
Czy taki łobyty w filozofii i logice katolicki jenteligent nie wie, że nawet przecinek może całkowicie zmienić 
sens zdania, a nawet całkowicie je wypaczyć, nie mówiąc już o szyku zdania złożonego?

>Interesują mnie problemy, a nie to, czy ktoś poslużył się słowem "a także" czy raczej "i" dla zapisania tego problemu.
Pana może wszystko interesować i nie interesować, ale nawet taki mały kłamliwy krętacz powinien wiedzieć, że mu nie wolno zmieniać czyjejś wypowiedzi. Tego w szkołach średnich na przyzwoitym poziomie już uczą.

>Jest to rzecz dla problemu nieistotna.
Jest to bardzo istotne nawet z moralnych problemów. Fałszuje Pan czyjąś własność.

>Najwyraźniej myślę trochę bardziej abstrakcyjnie niż Pan (problemami a nie zdaniami), o nieszczęsnym Bogusławskim nie wspominając.
Bogusławski, to jest szczęsny - Proszę Szanownego Pana - gdyż coś nie coś wie o świecie, coś tam przeczytał i zrozumiał, a najważniejsze nie musi kręcić, kłamać i mataczyć aby przekazać sensownie ważne dla niego treści.

>Częstokroć przytaczam problemy i myśli, a nie zdania, bo koncentruję się na nich (na myślach i problemach).
To trzeba leczyć, gdy zamiast czyichś myśli przekazuje Pan własne chore projekcje na ich temat.

> Sens twierdzenia Bogusławskiego ująłem adekwatnie - i oto chodziło.
Zupełnie nieprawdziwie i pozbawione sensu, który chciał przedstawić Bogusławski, a wstawienie jako cytatu jego wypowiedzi swojej bezsensownej projekcji. Nie tylko Pan nie zrozumiał co Bogusławski napisał, ale dalej - pomimo już łopatologicznych wyjaśnień - niewiele rozumie. To tylko Pański bezsensowny bełkot na temat, na który się Panu wydaje, że jakoś tam jest z Bogusławskim powiązany.

>Twierdzenie Bogusławskiego (nie: "zdanie") zostało obalone - o to chodziło.
Stworzone w Pańskiej chorej głowie "twierdzenie Bogusławskiego" zostało w Pańskiej logice i pojęciu sensu dla Pana obalone. Tyle, że z tego, nawet dla tylko średnio inteligentnych ludzi, nic nie wynika. No, może poza pewnością o Pańskich wielkich ograniczeniach intelektualnych.

>Zrozumie Pan to wreszcie, przynajmniej Pan?
Są tu tacy, którzy rozumieją Pana doskonale, ale nie żartuj Pan i nie wymagaj Pan tego od ludzi inteligentnych i samodzielnie myślących.

>Niechże Pan ruszy w końcu głową.
Potwierdzanie tworów wyobraźni chorych umysłów, to ma być ruszanie głową i gdzie ciągle jeszcze na forum Racjonalisty.pl, a to dobre. To czysta intelektualna żenada, co Pan tu już ponad rok wyprawia.

Miłego dnia.

@@@
.
Elasp (6859 punktów)
>.
Niech Pan się nie wysila, bo nikt już Panu nie uwierzy. Myślę, że jest już Pan skończony jako "racjonalista".
12-03-2014 15:52 
 Ocena 2 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>Myślę, że jest już Pan skończony jako "racjonalista".
Oj tam, oj tam, każdy się może pomylić.
12-03-2014 16:35 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
> Niech Pan się nie wysila, bo nikt już Panu nie uwierzy.
A od kiedy Pan i paru podobnych Panu durni "niktem" się nazywa.
Mnie zupełnie wystarcza satysfakcja, iż większość mnie tu rozumie.

>Myślę, że jest już Pan skończony jako "racjonalista".
Tak, ponieważ ma Pan mózg, to zapewne coś tam Pan myśli, ale tu chodzi o jakość tego myślenia, a z tym jakoś słabiutko. Na przykład zupełnie Pan nie potrafi zrozumieć - czym jest racjonalizm światopoglądowy, co Pan już tu wykazał, w wątku temu poświęconym. Ale nawet proste myślenie na poziomie katolickiego inteligenta, to Panu bardzo trudno przychodzi. Nie dość, że wiedzę ma Pan mocno ograniczoną, to jeszcze mocno po... kręconą. Ot swój "groch z kapustą" przedstawia Pan tu jako wykwintne dania.

To co rzeczywiście Pan potrafi i czym się Pan tu wykazuje, to prymitywne niemerytoryczne pyskowanie i koślawe "piłeczki odbijanie". Niech Pan poda, gdzie jakieś sensowne Pańskie wypowiedzi można tu znaleźć - możliwe, iż coś przegapiłem, gdy to co przeczytałem, to prawie same głupoty. Stanowi Pan doskonałą wprost egzemplifikację pierwszej części mojego zdania: Każda wiara - niezależnie od jej przedmiotu - ogranicza nas intelektualnie ... Oczywiście zależne jest to
od jej głębokości, bezrefleksyjnego fundamentalizmu, a Pan jest wszak mocno wierzącym w swoje bzdury wierzącym.

>Myślę, że jest już Pan skończony jako "racjonalista".
Tak, to też jakieś tam myśli i kto chce może je traktować poważnie.

Miłego dnia.

@@@
.
12-03-2014 18:41 
 Ocena 3 na 3
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
>>.
>bo nikt już Panu nie uwierzy.
Mów za siebie, budowa twojej wypowiedzi świadczy o bezradności, i braku argumentów.
12-03-2014 23:41 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>Niech Pan się nie wysila, bo nikt już Panu nie uwierzy.
Pan Bogusławski czasem określa siebie jako antyfideistę, więc sądzę, że właśnie dokładnie oczekuje od innych, by mu nie wierzyli, a miast tego go rozumieli.
A fideiści i tak mu nie uwierzą.
Tak więc ma Pan rację - wiarą Pana Bogusławskiego nikt nie otacza i w związku z tym zupełnie się Pan Bogusławski tu wysilać nie musi.

>Myślę, że jest już Pan skończony jako "racjonalista".
Sądzę, ża Pan Bogusławski - właśnie jak Pan tu słusznie zauważył - całkowity racjonalista - zdaje sobie sprawę ze skończoności swego racjonalizmu, gdy w grę wchodzą emocje, jakie jednak potrafią się ujawnić, gdy walczy się z głupotą.

Tak więc nareszcie napisał Pan coś sensownego. Szkoda, że nieświadomie.

"Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej."
Elasp (6859 punktów)

>Pan Bogusławski czasem określa siebie jako antyfideistę, więc sądzę, że właśnie dokładnie oczekuje od innych, by mu nie wierzyli, a miast tego go rozumieli.

Niby dlaczego mają inni rozumieć p. Bogusławskiego? Ludzie mają inne sprawy na głowie niż wnikać w koncepcje Bogusławskiego. Jeżeli chce Pan z namaszczeniem słuchać "Krakowskiej Szmelcpaki" racjonalizmu w przekonaniu, że jest to coś na miarę "Die Kunst def Fuge" - proszę bardzo. Świadczy to nie tyle o Pana rozumności, co o - zepsutym smaku.

>>Myślę, że jest już Pan skończony jako "racjonalista".
>Sądzę, ża Pan Bogusławski - właśnie jak Pan tu słusznie zauważył - całkowity racjonalista - zdaje sobie sprawę ze skończoności swego racjonalizmu, gdy w grę wchodzą emocje, jakie jednak potrafią się ujawnić, gdy walczy się z głupotą.
>Tak więc nareszcie napisał Pan coś sensownego. Szkoda, że nieświadomie.

Dość przyciężkawy żart ("Akademia Humoru Żołnierskiego"), no ale nie każdy człowiek musi być obdarzony poczuciem humoru.


13-03-2014 00:33 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Dość przyciężkawy żart ("Akademia Humoru Żołnierskiego"), no ale nie każdy człowiek musi być obdarzony poczuciem humoru.
Tak, jaki poziom intelektualny takie poczucie humoru, do mnie jakoś nie trafia humor zupaka. Natomiast polecam "Zielonego Balonika" lub "Kabaret Starszych Panów" czy chociaż "Tey".

Odpowiem Panu wierszem wielkiego polskiego poety.
Absztyfikanci Grubej Berty
I katowickie węglokopy,
I borysławskie naftowierty,
I lodzermensche, bycze chłopy.
Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajką wytwornych pind na kupę,
Rębajły, franty, zabijaki,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Izraelitcy doktorkowie,
Widnia, żydowskiej Mekki, flance,
Co w Bochni, Stryju i Krakowie
Szerzycie kulturalną francę !
Którzy chlipiecie z "Naje Fraje"
Swą intelektualną zupę,
Mądrale, oczytane faje,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Item aryjskie rzeczoznawce,
Wypierdy germańskiego ducha
(Gdy swoją krew i waszą sprawdzę,
Werzcie mi, jedna będzie jucha),
Karne pętaki i szturmowcy,
Zuchy z Makabi czy z Owupe,
I rekordziści, i sportowcy,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Socjały nudne i ponure,
Pedeki, neokatoliki,
Podskakiwacze pod kulturę,
Czciciele radia i fizyki,
Uczone małpy, ścisłowiedy,
Co oglądacie świat przez lupę
I wszystko wiecie: co, jak, kiedy,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Item ów belfer szkoły żeńskiej,
Co dużo chciałby, a nie może,
Item profesor Cy... wileński
(Pan wie już za co, profesorze !)

I ty za młodu nie dorżnięta
Megiero, co masz taki tupet,
Że szczujesz na mnie swe szczenięta;
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Item Syjontki palestyńskie,
Haluce, co lejecie tkliwie
Starozakonne łzy kretyńskie,
Że "szumią jodły w Tel-Avivie",
I wszechsłowiańscy marzyciele,
Zebrani w malowniczą trupę
Z byle mistycznym kpem na czele,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

I ty fortuny s*******nu,
Gówniarzu uperfumowany,
Co splendor oraz spleen Londynu
Nosisz na gębie zakazanej,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Item ględziarze i bajdury,
Ciągnący z nieba grubą rętę,
O, łapiduchy z Jasnej Góry,
Z Góry Kalwarii parchy święte,
I ty, księżuniu, co kutasa
Zawiązanego masz na supeł,
Żeby ci czasem nie pohasał,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

I wy, o których zapomniałem,
Lub pominąłem was przez litość,
Albo dlatego, że się bałem,
Albo, że taka was obfitość,
I ty, cenzorze, co za wiersz ten
Zapewne skarzesz mnie na ciupę,
Iżem się stał świntuchów hersztem,
Całujcie mnie wszyscy w dupę !...


Jakoś te zupełnie nieżołnierskie poczucie humoru do mnie bardziej trafia, ale kto co lubi.

@@@
.
13-03-2014 00:39 
 Ocena 3 na 3
Elasp (6859 punktów)

Niech Pan sam coś napisze - wkleić cudzy wiersz potrafi każdy, kto opanował "kopiuj" i "wklej".
13-03-2014 01:12 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
> Niech Pan sam coś napisze - wkleić cudzy wiersz potrafi każdy, kto opanował "kopiuj" i "wklej".
Nic z tego! Nie jestem grafomanem i nie upubliczniam tego czego nie potrafię dobrze, a potrafię tylko średnio lub słabo. Przyszedłem tu, aby sobie porozmawiać z inteligentnymi ludźmi, a nie po to aby popisać się lub popieprzyć sobie głupoty. Znam polski na tyle dobrze, abym mógł jasno przekazać swoje samodzielne przemyślenia opierające się na oczytaniu w publikacjach naprawdę mądrych ludzi i wielkich uczonych, ale nie na tyle aż dobrze, abym się nie wstydził swoich poetyckich wypocin tu upubliczniać. Ot czasem "Kasieńce" coś tam do sztambucha wpisałem i na tym moja poetycka twórczość się kończy. Wolę tu być tylko odbiorcą i wiedzieć co dobre. Dobrego wina też nie wyprodukuję, a wypić lubię. Podobnie jest z muzyką.

Ponadto - chyba nigdy z nauką nie miał Pan nic wspólnego, gdyż adekwatne do wywodu cytaty wraz z komentarzem są ważną częścią każdej publikacji w naukach społecznych i świadczą o erudycji autora. Tylko "kopiuj" i "wklej" musi kierować dokładnie do autora oryginału i mieć sens. Dostanie się Pan na jakąś uczelnię to tego Pana nauczą, chyba iż poziom teraz jest tak niski, że tego już nie studentom nie przekazują.

PS. Natomiast przywiązuję ogromną wagę do swoich słów powiązanych w zdania. Nie muszą być poetyckie, ale nie mogą być głupie. Cholernie nie lubię się kompromitować, nawet wtedy gdy większość osobiście mnie nie zna.

@@@
.
13-03-2014 00:18 
 Ocena 4 na 4
Piękny Lolo (2082 punktów)
>Pan Bogusławski czasem określa siebie jako antyfideistę, więc sądzę

Panie mecenasie z urzędu, to nic osobistego, sprawdzam tylko jak cienkie może być to forum.
   
13-03-2014 00:36 
 Ocena 2 na 4
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)
>>Pan Bogusławski czasem określa siebie jako antyfideistę, więc sądzę
>Panie mecenasie z urzędu, to nic osobistego, sprawdzam tylko jak cienkie może być to forum.

I jak? Na tyle cienkie, ze opuscisz je na znak protestu? Czy nadal bedziest latala po watkach i bedziesz plakala i jeczala, ze cynizm i ironia nie sa na Twoim poziomie?

A moze nam pokazesz jak szerokie moze byc forum i oprocz egzaltacji wlasnym idiolektem zaprezentujesz jak wysoki powinien byc poziom takiego miejsca jak te?
Elasp (6859 punktów)

Wyjmij Pan te kluski z ust, bo nie idzie Pana zrozumieć.
13-03-2014 00:38 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>>Pan Bogusławski czasem określa siebie jako antyfideistę, więc sądzę
>Panie mecenasie z urzędu, to nic osobistego,
Nie jestem mecenasem, wiec ad personam rzeczywiście nie zadziała.
W ogóle nie mam zamiaru nikogo tu szczególnie bronić, ewentualnie poza nieobecnymi. Zakładam, ze obecni potrafią bronić sie sami. Tu chodziło tylko o krytykę tych wypowiedzi, do których sie odnosiłem..

>sprawdzam tylko jak cienkie może być to forum.
Wydaje mi sie ze to jest tak jak z łańcuchem - jest tak cienkie jak najcieńszy uczestniczący na nim cienias.
13-03-2014 01:20 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Wydaje mi się ze to jest tak jak z łańcuchem - jest tak cienkie jak najcieńszy uczestniczący na nim cienias.
Panie Macieju, to już jest "nowe forum"! "Nowy" sposób myślenia i "nowy" sposób wyrażania myśli. "Nowi" (choć jeszcze samozwańczy) moderatorzy i "nowe" metody moderowania. Niech Pan zajrzy do "Jaskini Trolli", to się Pan trochę podszkoli.

Pozdrawiam.

@@@
.
13-03-2014 01:41 
 Ocena 3 na 3
Piękny Lolo (2082 punktów)
>Panie Macieju, to już jest "nowe forum"! "Nowy" sposób myślenia i "nowy" sposób wyrażania myśli. "Nowi" (choć jeszcze samozwańczy) moderatorzy i "nowe" metody moderowania.

"Dalej, bryło, z posad świata!
Nowymi cię pchniemy tory,
Aż opleśniałej zbywszy się kory,
Zielone przypomnisz lata."
   
13-03-2014 06:52 
 Ocena 4 na 4
niestadny (2492 punktów)

>Niech Pan zajrzy do "Jaskini Trolli", to się Pan trochę podszkoli.
Przednie.

stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
13-03-2014 12:48 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>>>>Niech Pan zajrzy do "Jaskini Trolli", to się Pan trochę podszkoli.
>Przednie.
Świetną jest "Jaskinia Trolli" *, ale czy aż tak świetną, że wartoby było ją tu replikować?
Dziwię się red. Agnosiewiczowi, który zbudował swój oryginalny i ciekawy projekt, a teraz sięga tam po wzorce i ludzi,
ale ja pomimo starszego już wieku stale się dziwię i uczę. Na przykład - mogą być partnerskie stosunki pomiędzy nauczycielami i uczniami, ale chyba nie demokracja. Niektórzy twierdzili, że wszyscy mamy te same żołądki, a teraz inni twierdzą, że wszyscy jesteśmy na tym samym poziomie intelektualnym. Jakoś też można zauważyć teraz tu prawidłowość, że im mniej w głowie, tym większa pewność siebie i tendencja do pouczania innych.

* Nasze forum, jak na razie, jest jedynym, na którym się udzielam, ale wcale nie jest jedynym, które czytam.
Lubię czytać i dużo czytam.


Pozdrawiam.

@@@
.
13-03-2014 20:45 
 Ocena 4 na 4
niestadny (2492 punktów)

>Świetną jest "Jaskinia Trolli" *, ale czy aż tak świetną, że wartoby było ją tu replikować?
Tam, mimo różnic światopoglądowych, jest przyjazny klimat - tak dla każdego użytkownika jak i dla dialogu - a to za przyczyną jej antyideologicznego charakteru.
Poza tym nie ma moderacji a jednak użytkownicy(trolle) potrafią zachowywać się zgodnie z przyjętymi w cywilizowanym świecie zasadami.
I o to, jak sądzę, głównie chodzi.

>Niektórzy twierdzili, że wszyscy mamy te same żołądki, a teraz inni twierdzą, że wszyscy jesteśmy na tym samym poziomie intelektualnym.
A nie mamy takich samych żołądków? Czy bogacz musi jeść lepiej i więcej?
Co do inteligencji nie zauważyłem by ktokolwiek na fR coś podobnego nawet sugerował. Zechce podać Pan stosowny cytat?

Pewnie, że nie ten poziom, ale nikt nikomu tytułów nie zamierza odbierać ani ogromu wiedzy podważać. Nawet jednak przysłowiowy prosty człowiek może mieć coś interesującego do powiedzenia oraz całkiem trafne, niekonwencjonalne(o wolnomyślicielskim charakterze), dające do myślenia i rozważenia, wnioski wyciągać czy też myśli formułować. Owe wnioski czy myśli mogą być następnie twórczo rozwijane bądź "poddawane próbie" przez erudytów na bazie posiadanej przez nich naukowej wiedzy. W niczym nie umniejsza to jednak zasług autora tychże.
Z drugiej strony słyszałem opinię naukowca, że nauka to ściema. Nawet na fR naukowcy nie potrafią się ze sobą dogadać. Widać, że w wielu kwestiach nie ma między nimi konsensusu. Jakiś czas temu w którymś z wątków zwrócił na to uwagę maceox.

Proszę także zwrócić uwagę, że w wątku www.racjonalista.pl/forum.php/s,611530 osoby kompetentne mogą sobie spokojnie dyskutować i żaden "troll" im się w paradę nie wpieprza stosując się do przysłowia: "Jak nie potrafisz, nie pchaj się na afisz".

> * [font=Times New Roman]Nasze forum, jak na razie, jest jedynym, na którym się udzielam, ale wcale nie jest jedynym, które czytam.
Dobra i ta kropka od czasu do czasu przez Pana w JT postawiona.



stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
14-03-2014 16:14 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Świetną jest "Jaskinia Trolli" *, ale czy aż tak świetną, że wartoby było ją tu replikować?
>Tam, mimo różnic światopoglądowych, jest przyjazny klimat - tak dla każdego użytkownika jak i dla dialogu - a to za przyczyną jej antyideologicznego charakteru.
Ale to śliczne! Aideologiczny charakter! Żałuje tylko, iż poza aideologicznymi deklaracjami nie udało mi się jeszcze spotkać aideologicznego człowieka.

Ideologia Mianem ideologii określa się każdy zbiór uporządkowanych poglądów - religijnych, politycznych, prawnych, przyrodniczych, artystycznych, filozoficznych - służących ludziom o tożsamych poglądach do objaśniania otaczającego ich świata. No, chyba że ktoś w ogóle nie ma stałych poglądów i zmienia je w zależności od czasów i środowiska.
Pan Marcin Trollosiewicz napisał: Przez ostatnie lata czytałem i pisałem gównie na dwóch forach: Racjonaliście i wywodzącej się z niej Jaskini Trolli i po obserwacji wielu userów jakich tam spotkałem, stwierdziłem, że można ich dzielić na różne typy, co w sumie nie jest żadnym odkryciem, bo to oczywiste. Pisali tam i tu ludzie podający swoje prawdziwe personalia, zwykli anonimowi userzy, znani wszystkim misjonarze czy ludzie zmieniający swą osobowość (głównie nick, płeć i awatar) jak rękawiczki.

Założyciele forum - głównie red. Agnosiewicz - należą do ludzi ideowych i opisana w Wikipedii ideologia jest naszą ideologią o czym świadczy linia forum wyznaczona we "Wprowadzeniu".

Może warto też poznać historię europejskiego racjonalizmu światopoglądowego. Zajrzeć do pierwszego "Racjonalisty"Gdzie w programowym artykule pisano:

"Występujemy przeciwko wszelkim dogmatom, wszelkim kościołom, wszelkim uzurpatorom władzy boskiej. A jeśli strzały nasze godzą głównie w Watykan, to dlatego jedynie, że kościół watykański najbardziej się rozpanoszył w Polsce, i dlatego, że idea watykańska jest najbardziej sprzeczna z ideą Polski i z ideą zdrowego rozsądku". "Chcemy by obywatelom Rzeczypospolitej wolno było nie należeć do gmin wyznaniowych i obywać się bez kapłanów, modlitw i obrzędów przy narodzinach, ślubach i pogrzebach. Nie chcemy, by maturę i wstęp do szkoły wyższej miał tylko ten, kto się podda irracjonalnym naukom apologetów. Domagamy się oddzielenia Kościoła od Państwa. Sądzimy, że te postulaty wyrastają z nieodpartych potrzeb warstw istotnie oświeconych i zmierzają ku niezbędnemu pogłębianiu godziwych i zbawiennych dla współżycia wolności obywatelskich w myśl pięknej tradycji ojczystej i wedle wzorów narodów przodujących. Zapraszamy do współpracy wszystkich myślących podobnie, szczególnie zaś nauczycielstwo w najszerszym tego słowa znaczeniu. Nie zamierzamy uprawiać bezpośredniej propagandy w szerokich masach, ani się do tego (bardzo ważnego zresztą) zadania przystosowywać pod względem idei albo stylu. Trzeba się policzyć, porozumieć i współdziałać, trzeba się społem bronić przed siłami, które krepując wolność obywatelską, przeszkadzają żyć rozumnie" - podpisano: Zarząd Tymczasowy Warszawskiego Koła Intelektualistów. T. Kotarbiński, H. Maurizio, J. Landau, Warszawa, sierpień 1930.
Czyli ideologia.

>Poza tym nie ma moderacji a jednak użytkownicy(trolle) potrafią zachowywać się zgodnie z przyjętymi w cywilizowanym świecie zasadami. I o to, jak sądzę, głównie chodzi.
Widocznie inną "Jaskinię Trolli" odwiedzamy. Jestem antyfideistą i sam w nic nie wierzę i promuję pełną niewiarę wszystkim. Nie warto wierzyć nikomu - nawet i Bogusławskiemu - i wszystko - co tylko jest tylko możliwe dostępnymi nam narzędziami - sprawdzać, a przecież wejść do "Jaskini" i samemu poczytać, to niewielki problem. Nasze forum jest skierowane do samodzielnie myślącej inteligencji, a taka powinna sobie samodzielnie wyrabiać zdanie na interesujący ją temat.

Zresztą ja nic nie mam przeciwko "Jaskini Trolli" tylko nasze forum, chyba nie jest od "Jaskini" mniej wartościowe i moim zdaniem zupełnie nie powinniśmy stamtąd przenosić wzorców. Przecież np. Pan i inni preferujący tamte rozwiązania mogą tam pozostawać, a tu pozostawić ideowego i ideologicznego Racjonalistę.

>>>>Niektórzy twierdzili, że wszyscy mamy te same żołądki, a teraz inni twierdzą, że wszyscy jesteśmy na tym samym poziomie intelektualnym.
>A nie mamy takich samych żołądków?
Cholera, a ze mną kiedyś robotnicy całkiem przyzwoitą francuską brandy (z uszkodzonych butelek) na "czystą" wymieniali i to jeszcze brandy dostawałem dwa razy tyle. Jakoś wykwintna kuchnia ludziom ciężko pracującym nie bardzo im smakuje i wolą schabowego lub kawałek kiełbasy "do ręki"! Ale przecież to nie o to chodzi, tylko o rozłożenie wydatków np. zupełnie nie wszyscy muszą wydawać tyle na książki i np. starcza im na lepsze zapełnienie żołądków.

>Czy bogacz musi jeść lepiej i więcej?
Bogacz, który je więcej, to tylko prymityw, który się do kasy dorwał, a słoma mu dalej z cholew wystaje. Natomiast ten, którego na to stać i nie je lepiej, to zupełnie nie potrafi z pieniędzy korzystać. Ale wszystko to "kwestia smaku", a smaku nie nabywa się w pierwszym pokoleniu, czyli wracamy znowu do kultury z domu wyniesionej. www.racjon(*).php/s,608495/z,0/d,38#w611678

CDN

@@@
.
14-03-2014 16:15 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Ciąg dalszy.

>>>>Niektórzy twierdzili, że wszyscy mamy te same żołądki, a teraz inni twierdzą, że wszyscy jesteśmy na tym samym poziomie intelektualnym.
>A nie mamy takich samych żołądków?
I co Pan usiłuje tu wmówić, że ten, który bibliotekę ze zrozumieniem przeczytał ma taki sam umysł, jak ten, który nie wyszedł poza szkolne podręczniki i omówienia? Że Polacy potrafią zrealizować Leninowski postulat, aby kucharka ministrem zostawała. U nas elektryk może być prezydentem, a posadzkarz wykładowcą na uczelni. Nie dawno na wykład prof. Baumana troglodytów w maskach zaproszono. Ale było to inspirujące! Tak trzymać, to ta nowa kultura!

(...) teraz inni twierdzą, że wszyscy jesteśmy na tym samym poziomie intelektualnym.
>Co do inteligencji nie zauważyłem by ktokolwiek na fR coś podobnego nawet sugerował. Zechce podać Pan stosowny cytat?
Nie zupełnie nie zechcę, gdyż w całej dyskusji o zmianach na forum ten postulat się przeplata. Oczywiście można go pięknie omotać w różne słowa - jak Pan to czyni poniżej - ale przecież teraz to właśnie o to chodzi - o całkowite zrównanie ludzi na racjonalistycznym forum, niezależnie od tego co swoim poziomem reprezentują.

>Pewnie, że nie ten poziom, ale nikt nikomu tytułów nie zamierza odbierać ani ogromu wiedzy podważać.
Zawsze podziwiałem u fideistów umiejętność wybiórczego czytania, ale Pan przecież tu sceptyczny afideizm deklaruje.
Nic Pan teraz nie zauważył? Naprawdę nic? (Na forum jakiekolwiek tytuły dyskutantów nie mają żadnego znaczenia, a po paru postach i tak wiadomo z kim mamy do czynienia)

>Nawet jednak przysłowiowy prosty człowiek może mieć coś interesującego do powiedzenia
Tyle, iż warto odróżniać prostotę od prostactwa, a głupotę od niewiedzy. Nie tylko przysłowiowy, ale prawdziwy prosty człowiek, nie jest ani głupcem, ani prostakiem, a głupcem i prostakiem to może być nawet ks. abp prof. zw. dr hab.
Żadne tytuły przed tym nie chronią.

>oraz całkiem trafne, niekonwencjonalne(o wolnomyślicielskim charakterze), dające do myślenia i rozważenia, wnioski wyciągać czy też myśli formułować. Owe wnioski czy myśli mogą być następnie twórczo rozwijane bądź "poddawane próbie" przez erudytów na bazie posiadanej przez nich naukowej wiedzy. W niczym nie umniejsza to jednak zasług autora tychże.
Czyli Pan sądzi, że "Stańczyk" może być głupszym od króla, a ja uważam, że powinien być mądrzejszym. To tylko takim "domorosłym internetowym błaznom" może się wydawać, że ich błazenada może być inspirującą, że nikt nie pozna się co oni faktycznie sobą reprezentują.

>Z drugiej strony słyszałem opinię naukowca, że nauka to ściema.
Ponieważ staram się nie błaznować tylko pisać odpowiedzialnie pisałem i na ten temat wielokrotnie na forum. Dla racjonalistów nauka jest autorytetem, ale nie są już nimi poszczególni naukowcy, którzy są przecież tylko ludźmi.
(Ja też takie opinie czytałem i uważam, że są właśnie przejawem utytułowanej głupoty.)

>Nawet na fR naukowcy nie potrafią się ze sobą dogadać. Widać, że w wielu kwestiach nie ma między nimi konsensusu.
I o czym to zdaniem Szanownego Pana świadczy? Może zechciałby Pan trochę trudu włożyć i przeczytać ten artykuł: www.racjon(*)s,4867/q,Dyskurs.nauki.i.wiary

>Proszę także zwrócić uwagę, że w wątku www.racjonalista.pl/forum.php/s,611530 osoby kompetentne mogą sobie spokojnie dyskutować
No cóż - to nie jest dyskusja humanistyczna, a na humanistyce, to przecież "wszyscy się znają", choć mnie napisanie jednego posta czasem i dwa dni zajmuje, to inni są lepsi, gdyż w tym samym czasie - ot tak od niechcenia - i dwieście postów pieprznąć mogą, a ilość wejść się liczy. Wraz z reformą forum jakość przechodzi w ilość, tak bardzo, iż trzeba być całkiem zaślepionym, aby tego nie zauważyć.

> i żaden "troll" im się w paradę nie wpieprza stosując się do przysłowia: "Jak nie potrafisz, nie pchaj się na afisz".
Szanowny Panie, sam jeszcze pamiętam jak studentem byłem moje rozmowy z uczonymi, a miałem to szczęście, że zdarzało mi się rozmawiać również z tymi o światowej sławie. Zupełnie dobrze pamiętam rozmowy z moimi studentami.

Tu nie różnica poziomów intelektualnych ma znaczenie, a poziom kultury. Ciekawość świata i ludzi, otwartość na poznanie, okazywanie własnych refleksji i głębszych przemyśleń - niezależnie od ich nieporadności - nie ma nic wspólnego z internetowym pouczaniem zadufanych głupków, którym się wydaje, że wszystkie rozumy pozjadali i co najmniej są wszystkim równi, a tak naprawdę to są od innych lepsi.

Nie - Wielce Szanowny Panie - nie z każdym warto rozmawiać i taka postawa wcale nie wynika z braku szacunku do jakichkolwiek (nawet i najprostszych) ludzi, to jest postawa racjonalna. Nie warto walić głową o mur zaciętej głupoty.
Z wiarą nie ma dyskusji, a więc czasu szkoda. Jedyną bronią przeciw głupocie jest drwina i przekłuwanie śmiechem napuszonych baloników samouwielbienia.
(Ponieważ moja wiedza matematyczno-fizyczna jest dosyć słaba, to może zechce mi Pan wyjaśnić dlaczego pan Atto otrzymał minusy -4 na 4. Za trollowanie?)

Pozdrawiam.

@@@
.
14-03-2014 17:11 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>I co Pan usiłuje tu wmówić, że ten, który bibliotekę ze zrozumieniem przeczytał ma taki sam umysł, jak ten, który nie wyszedł poza szkolne podręczniki i omówienia?

>(Ponieważ moja wiedza matematyczno-fizyczna jest dosyć słaba, to może zechce mi Pan wyjaśnić dlaczego pan Atto otrzymał minusy -4 na 4. Za trollowanie?)

Interesujące, ze opiera Pan swój światopogląd na tym, w czym - jak Pan sam przyznaje - orientuje się "dosyć słabo". I jeszcze twierdzi, że niczego (albo prawie niczego) nie przyjmuje na wiarę. Jakby było tego mało, taką postawę z pełnym przekonaniem nazywa racjonalizmem. Nie wiem, czy się śmiać, czy płakać.

Nie rozumiem, dlaczego błaźni się Pan wraz z każdą wypowiedzią - czasem odnoszę wrażenie, że robi to Pan specjalnie (tylko po co?). Jakkolwiek by było, na tym forum Pan sam jest swoim najgroźniejszym przeciwnikiem. Najsurowszym i niemiłosiernym - krytykiem.

Do rozważenia przez topniejącą garstkę zwolenników chyba już zupełnie zdezorientowanego i skołowanego Bogusławskiego.
14-03-2014 18:24 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>>>>I co Pan usiłuje tu wmówić, że ten, który bibliotekę ze zrozumieniem przeczytał ma taki sam umysł, jak ten, który nie wyszedł poza szkolne podręczniki i omówienia?
(Ponieważ moja wiedza matematyczno-fizyczna jest dosyć słaba, to może zechce mi Pan wyjaśnić dlaczego pan Atto otrzymał minusy -4 na 4. Za trollowanie?)
> Interesujące, ze opiera Pan swój światopogląd na tym, w czym - jak Pan sam przyznaje - orientuje się "dosyć słabo".
Tak, ale wszystko w wiedzy jest dosyć względne. Nawet bardzo słabo - jeżeli zestawi się moją wiedzę z np. panami Fizykiem, czy Jacholkiem i wprost ogromna, gdy ją zestawić z wiedzą np. Elaspa. (Na górze w menu jest wyszukiwarka i można sobie wypowiedzi Pańskie i moje na tematy matematyczno-fizyczne znaleźć. Nigdy nie pisałem, iż mam jakiekolwiek - poza szkołą średnią - formalne wykształcenie w tych dziedzinach, ot trochę książek ze zrozumieniem przeczytanych)

>I jeszcze twierdzi, że niczego (albo prawie niczego) nie przyjmuje na wiarę.
Jaką "wiarę"? To przecież zależne jak się ten wieloznaczny termin rozumie. Pisałem o tym tu wielokrotnie,
ale ograniczeni intelektualnie religijną wiarą tego zrozumieć nie potrafią.

>Jakby było tego mało, taką postawę z pełnym przekonaniem nazywa racjonalizmem.
Zawsze można tu wrócić do Pańskich wywodów na temat racjonalizmu.

>Nie wiem, czy się śmiać, czy płakać.
Najczęściej przy tego typu umysłowościach to się przeplata, bez możliwości zewnętrznego zrozumienia ich przyczyn.

> Nie rozumiem, dlaczego błaźni się Pan wraz z każdą wypowiedzią - czasem odnoszę wrażenie, że robi to Pan specjalnie (tylko po co?).
Nie ulega - przynajmniej dla mnie - najmniejszym wątpliwościom, iż Pan niewiele rozumie i dlatego - jak już wielokrotnie
tu napisałem - nie do Pana kieruję swoje wypowiedzi, a do tych, którzy potrafią je zrozumieć. Pańskie wypowiedzi bywają tylko czasem dla mnie inspiracją do krytycznego wykazania głębokości głupoty myślenia polskiej katolickiej inteligencji.

>Jakkolwiek by było, na tym forum Pan sam jest swoim najgroźniejszym przeciwnikiem. Najsurowszym i niemiłosiernym - krytykiem.
Tak, Pańska ocena ma dla mnie ogromnie ważne znaczenie. I jak ślicznie uzasadnia Pan ją merytorycznie. Tyle, iż zupełnie nie warto się wysilać, natomiast warto pamiętać tą prawdę: Nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami. Spokojnie naszą kompromitacje niech Pan pozostawi naszym czytelnikom. Pomimo, iż Pan odczuwa taką konieczność wmawiania innym - co mają myśleć i jak osądzać, to inteligencja dokonuje własnych wyborów. Tu też takich ocen dokonują.

> Do rozważenia przez topniejącą garstkę zwolenników chyba już zupełnie zdezorientowanego i skołowanego Bogusławskiego.
Tak, nawet mniej inteligentni zauważą nadymający się balonik zadufanych w swoją mądrość przeróżnych trolli,
którzy święcie wierzą, iż przejmą władzę nad forum racjonalisty.pl. Wszystko możliwe, ale ja ciągle jestem przekonany
o racjonalistycznej mądrości redaktora Agnosiewicza. Chyba on jednak choć trochę swojemu dziełu się przygląda i widzi dokąd ono teraz zmierza.

PS. Prosiłem Pana, aby Pan nas odesłał do jakiś własnych mądrych wypowiedzi na naszym forum, to pominął Pan to milczeniem. Natomiast stale wdaje się Pan tu w różne prymitywne pyskówki, w których wydaje się Panu, że coś Pan ugra
i czytelnicy na reprezentowanym przez Pana poziomie się nie poznają. Co mądrego zawarł Pan tu w tej polemice ze mną? Że Pan mnie nie lubi, gdyż bez pardonu wykazuję intelektualną pustkę Pańskich wywodów? To wszyscy zainteresowani już dawno zauważyli


Miłego dnia.

@@@
.
14-03-2014 18:59 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Nigdy nie pisałem, iż mam jakiekolwiek - poza szkołą średnią - formalne wykształcenie w tych dziedzinach, ot trochę książek ze zrozumieniem przeczytanych.

Popularyzatorskich i po polsku. Przecież języków obcych Pan nie zna, mimo 70 lat. Proszę o podanie tytułu książki obcojęzycznej, którą przeczytał Pan w języku, w którym ją napisano. Przecież przeczytał Pan masę książek, na pewno więc znajdzie się niejedna tego rodzaju.

Czytanie książek w oryginale też jest jakimś osiągnięciem intelektualnym. Duchowni, których Pan (jako wierzących) chętnie oskarży o ograniczenia intelektualne, bardzo często znają języki obce (chociażby łacinę i grekę, często znają też język włoski). Sporo Pan pisze o "ograniczeniach intelektualnych", stąd moje pytanie.

Mam nadzieję, że nie będzie Pan próbować wymigać się (jak zawsze) od jednoznacznej i konkretnej odpowiedzi.
14-03-2014 19:21 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Uważa Pan, że tym poniższym wywodem odpowiada Pan na zdane wyżej mu pytanie?:
Prosiłem Pana, aby Pan nas odesłał do jakiś własnych mądrych wypowiedzi na naszym forum, to pominął Pan to milczeniem. Natomiast stale wdaje się Pan tu w różne prymitywne pyskówki, w których wydaje się Panu, że coś Pan
ugra i czytelnicy na reprezentowanym przez Pana poziomie się nie poznają. Co mądrego zawarł Pan tu w tej polemice
ze mną? Że Pan mnie nie lubi, gdyż bez pardonu wykazuję intelektualną pustkę Pańskich wywodów? To wszyscy zainteresowani już dawno zauważyli.

>>>>Nigdy nie pisałem, iż mam jakiekolwiek - poza szkołą średnią - formalne wykształcenie w tych dziedzinach, ot trochę książek ze zrozumieniem przeczytanych.
>Popularyzatorskich i po polsku.
I cóż - na podstawie jakich przesłanek uzurpuje Pan sobie prawo do egzaminowania mnie.
Na podstawie własnego prymitywizmu intelektualnego i kulturalnego? Ile znam języków to już tylko moja sprawa,
a dotychczas to tylko egzaminatorzy i pracodawcy mieli prawo się zapytać. Pan chwali się, że zna ich wiele, tylko szkoda,
iż ich kucie tak bardzo Pana ograniczyło, że niczego sensownego we własnym języku nie potrafi Pan sklecić. To czysta żenada, co Pan tu przedstawia.

>Mam nadzieję, że nie będzie Pan próbować wymigać się (jak zawsze) od jednoznacznej i konkretnej odpowiedzi.
Tak, jak Pan tu przedstawi wiarygodne świadectwo swojego zdrowia psychicznego, gdyż mam poważne przesłanki przypuszczać, iż ma Pan z nim spore kłopoty, to ja przedstawię swoje certyfikaty lub poddam się Pańskim egzaminom.

Na podstawie kilku przeczytanych "popularyzatorskich i po polsku" książek, tak ewidentnie wykazać denną głupotę katolickiemu - znającemu literaturę obcojęzyczną - intelektualiście? Pan jeszcze bardziej chce się skompromitować? Przecież to jest niemożliwe.

@@@
.
14-03-2014 19:54 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Oto jak odpowiedzieć, żeby nie odpowiedzieć. No, ale co Panu innego zostało, jak nie wymigiwanie się. Najlepiej zwalić wszystko na pytającego (śmie pytać = śmie egzaminować; egzaminuje, bo inni, co pytali, egzaminowali), a przy okazji obrazić.

Widzę, ze dodał Pan pytanie, mające odwrócić bieg rozmowy, skierować ją na boczny tor. Odpowiadam: niech Pan weźmie którąkolwiek z moich wypowiedzi, których adresatem jest p. Setarkos, którego chłodny i przemyślany racjonalizm polecam Panu jako wzór do naśladowania.

Pytanie nie narusza Pana prywatności, ani nie dotyczy jakichkolwiek wrażliwych danych, a przy tym wiąże się z kwestią ograniczeń intelektualnych. Przecież nie pytam Pana ani o stan konta, ani o liczbę kochanek. Mogę Panu powiedzieć, że znam co nieco język angielski, niemiecki, co nieco łacinę i odrobinę rosyjskiego (spora część literatury szachowej jest właśnie tym języku, a interesuję się szachami znacznie bardziej niż jakimś tam racjonalizmem i fideizmem). Więcej języków nie znam - cóż, takie są moje ograniczenia intelektualne, o których Pan z taką lubością się rozpisuje.

No a jak to wygląda u Pana, jeśli wolno zapytać?
15-03-2014 10:08 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
> Oto jak odpowiedzieć, żeby nie odpowiedzieć. No, ale co Panu innego zostało, jak nie wymigiwanie się. Najlepiej zwalić wszystko na pytającego (śmie pytać = śmie egzaminować; egzaminuje, bo inni, co pytali, egzaminowali), a przy okazji obrazić.
Szanowny Panie, już co najmniej kilkakrotnie ewidentnie udowodniłem Panu głupotę, kłamstwa i matactwa, jeszcze ani razu Pan się nie wycofał i nie przeprosił, tylko zawsze szedł w zaparte. Natomiast Pan zupełnie nie odnosząc się do moich wypowiedzi już wielokrotnie próbuje mnie w różnych tematach egzaminować. Gdyby pytanie było na temat, od kogoś z kim można rozmawiać, to odpowiedziałbym prawie na każde.

>Widzę, ze dodał Pan pytanie, mające odwrócić bieg rozmowy, skierować ją na boczny tor.
Nie, proszę Szanownego Pana, tylko nie mam zamiaru odpowiadać na Pańskie chamskie pytania zupełnie nie mające związku z meritum. Nie mam zamiaru z Panem dyskutować, gdyż Pan zupełnie nie rozumie czym jest dyskusja i nie potrafi Pan nawet rozmawiać. W każdym razie mnie się jeszcze ani jedna rozmowa z Panem nie udała.

>Odpowiadam: niech Pan weźmie którąkolwiek z moich wypowiedzi, których adresatem jest p. Setarkos,
Czy jest to jakakolwiek odpowiedź, czy znowu kręcenie? Może Pan go lepiej przekonuje, może Pana lubi, ale najlepiej
to gdyby sam się wypowiedział. Z tym, że ja pytałem o Pańskie wypowiedzi, a nie pana Setarkosa, którego teksty znam
i cenię.

>którego chłodny i przemyślany racjonalizm polecam Panu jako wzór do naśladowania.
Znowu mnie Pan poucza. Skąd w Panu takie zadufanie? Moim zdaniem - tylko z bezdennej głupoty może ono wypływać. (Bardzo proszę o kilka postów, gdzie Pan przyznał panu Setarkosowi rację, to uwierzę, że jego "chłodny i przemyślany" sposób argumentacji - w rozmowach z Panem jest skuteczniejszy od mojego.)

>Pytanie nie narusza Pana prywatności, ani nie dotyczy jakichkolwiek wrażliwych danych, a przy tym wiąże się z kwestią ograniczeń intelektualnych.
Zdecydowanie jest chamskie i niemerytoryczne, to już wystarcza, aby nie można było Pana traktować poważnie. Świadczy ono tylko o Pańskiej głębokiej bezradności w próbach poważniejszej rozmowy i możliwościach znalezienia sensownych argumentów.

>Mogę Panu powiedzieć, że znam co nieco język angielski, niemiecki, co nieco łacinę i odrobinę rosyjskiego
No i co z tego? "Michał Korybut Wiśniowiecki władał podobno ośmioma językami, oprócz polskiego zapewne były to język rosyjski, łacina, niemiecki, francuski może angielski. W każdym bądź razie w żadnym z nich nie miał nic ciekawego do powiedzenia, będąc zupełnym zerem jak go określił Władysław Konopczyński".

Mnie ewentualnie interesuje co Pan ma tu do powiedzenia w języku polskim obowiązującym na naszym forum, a Pan pisze: interesuję się szachami znacznie bardziej niż jakimś tam racjonalizmem i fideizmem.
Czyli - jak Pan sam pisze - wypowiada się Pan tu od ponad roku autorytatywnie w tematach, o których nie ma Pan
zielonego pojęcia. Ze mną jest zupełnie jest odwrotnie - staram się nigdy nie pisać o sprawach przeze mnie dobrze
nie przemyślanych i w poważnych źródłach nie zweryfikowanych. O szachach to sobie Pan ze mną nie pogada.

> No a jak to wygląda u Pana, jeśli wolno zapytać?
Dokładnie tak, jak wynika z moich postów. Polecam parę z 70 moich wątków.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,562660
www.racjonalista.pl/forum.php/s,562465
www.racjonalista.pl/forum.php/s,531808
www.racjonalista.pl/forum.php/s,518799
Jest też tu parę tysięcy wypowiedzi, których się nie wstydzę - w tematach, w których dysponuję wiedzą - w innych wątkach, a Pan czym tu się może pochwalić? Stałymi pyskówkami na udry na udry nawet z profesjonalistami w swoich dziedzinach. Wiedza u Pana, na każdy z poruszanych tu tematów, jest niewielka, ale Pańskie zacietrzewienie w stosunku do Pańskiego poziomu intelektualnego jest odwrotnie proporcjonalne. Krętactwa, matactwa i głupi upór nawet tam, gdzie ewidentnie udowodniono Panu brak sensownej argumentacji, a co za tym idzie jakiejkolwiek racji.

Może zamiast obrzucania mnie oskarżeniami bez pokrycia i prymitywnymi epitetami poczytałby Pan trochę literatury - nawet tej "popularyzatorskiej i po polsku", nawet tej z KS-ami przy nazwiskach autorów - aby miał Pan cokolwiek sensownego do powiedzenia w tematach, w których tak autorytatywnie zabiera Pan głos i swoje nieprzemyślane poglądy stara się innym narzucić.

O czym chciałby Pan jeszcze ze mną porozmawiać? O moim wykształceniu? O moich publikacjach? O mojej znajomości języków? A gówno to wszystko Pana ma prawo obchodzić! Oczywiście sam mocno ubolewam nad swoją niewiedzą i niedostateczną sprawnością intelektualną, także nad niedostateczną znajomością obcych języków, a nawet i polskiego, ale są to tylko moje problemy - zupełnie nie mające związku z meritum rozmów, które tu prowadzę. Swój poziom intelektualny reprezentuję w swoich wypowiedziach i jakoś na Pańskim tle on się tu ogromnie tu broni. Forumowicze mnie czytają, odpowiadają i plusy klikają. Gdy się to Panu nie podoba, to przenieś się Pan na bardziej optymalne dla Pana, tam gdzie lepiej Pańskie mądrości zostaną zrozumiane i odebrane.

Miłego dnia.

@@@
.
15-03-2014 00:08 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
>Pytanie nie narusza Pana prywatności, ani nie dotyczy jakichkolwiek wrażliwych danych, a przy tym wiąże się z kwestią ograniczeń intelektualnych. Przecież nie pytam Pana ani o stan konta, ani o liczbę kochanek. Mogę Panu powiedzieć, że znam co nieco język angielski, niemiecki, co nieco łacinę i odrobinę rosyjskiego (spora część literatury szachowej jest właśnie tym języku, a interesuję się szachami znacznie bardziej niż jakimś tam racjonalizmem i fideizmem). Więcej języków nie znam - cóż, takie są moje ograniczenia intelektualne, o których Pan z taką lubością się rozpisuje.
>No a jak to wygląda u Pana, jeśli wolno zapytać?
Przepraszam, że się wtrącę, ale jeśli przyjmiemy zaproponowane przez Pana tu kryterium siły intelektu, to ja przy Panu jestem gigantem. Szkoda tylko, że uważam to kryterium za całkiem idiotyczne, gdyż gdy porównać do liczby języków mówionych na całym świecie, to obydwaj nie znamy około (conajmniej) 6000 języków, a więc ostatecznie jesteśmy tu podobnie ograniczeni w skali globalnej.

W kraju, w którym mieszkam co drugi pompiarz na stacji benzynowej i prawie każda kelnerka - naprawdę nie przesadzając - zna tyle języków co ja, a niektórzy nawet więcej. Ponadto ja akurat nie znam języka miejscowego, więc ostatecznie jestem tu - całkiem słusznie zresztą w tym kontekście - uznawany za niekulturalnego ignoranta. Po prostu nie mam czasu, żeby uczyć się tego języka, choć wiem, że to głupia wymówka. Nieco mniej głupią jest ta, że tu wszyscy dookoła potrafią się ze mną dogadać w tych językach, które znam.

Z własnego doświadczenia uważam, że Polacy wcale nie najgorzej radzą sobie z językami obcymi. Niemcy są może trochę lepsi w tym zakresie, ale tylko wykształceni. Natomiast Francuzi i Hiszpanie nie znają języków obcych prawie w ogóle, o Anglikach, i - już w ogóle - Amerykanach nie wspominając nawet.

Natomiast tylko Polacy mają na tym tle (tak jak i w ogóle na tle zwłaszcza "zachodniej" zagranicy) poważne kompleksy, o czym ewidentnie świadczy również Pański post.
________________________________________________________________________________________
15-03-2014 11:03 
 Ocena 1 na 3
Elasp (6859 punktów)

Czy naprawdę trzeba dorabiać całą filozofię do prostego i naturalnego pytania o znajomość języków obcych? Wszystko można zrelatywizować, tylko nic już z tego potem nie wynika. Nie lepiej (i nie uczciwiej intelektualnie - coś pisał Pan ostatnio o tym!) powiedzieć po prostu, że p. Bogusławski nie zna żadnego języka obcego?

Skoro Anglicy i Amerykanie nie znają, to chyba żaden wstyd. Nie moje pytanie, ale ewidentne kluczenie Bogusławskiego dowodzi kompleksów na tym punkcie i wskazuje zresztą, że prawdziwa jest negatywna odpowiedż.

Sprawa jest ważna, bo Bogusławski sączy w to forum swój światopogląd i stara się zarazić nim innych. Jeżeli Bogusławski nie miał w PRL-u dostępu do literatury obcojęzycznej, to jego światopogląd (zwłaszcza w kwestii stosunku nauki do wiary religijnej, o porównaniu socjalizmu z kapitalizmem nie wspominając) musiał być ukształtowany przez literaturę polską albo tłumaczenia. Zbyteczne dodawać, że w PRL-u istniały ideologiczne ograniczenia nałożone na wymianę myśli, nie wszystko można było ze swobodą głosić i wydawać. Dlatego Bogusławski rozpływa się nad Marksem, a nie zająknie np. o Hayeku, Nozicku albo którymś z Friedmanów.

Pan Bogusławski jest "człowiekiem lewicy", żadnym racjonalistą, chociaż takiego nie bez zręczności udaje. Dyskwalifikuje go anachroniczny, XIX-wieczny scjentyzm oraz anachroniczny, XIX-wieczny socjalizm. Obydwa są bowiem sprzeczne z rozumem. Cała reszta to mistyfikacja, tak samo jak zdjęcie w profilu, podany tam wiek, itp.

>________________________________________________________________________________________
>
15-03-2014 17:03 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
> Czy naprawdę trzeba dorabiać całą filozofię do prostego i naturalnego pytania o znajomość języków obcych?
Bez żadnej filozofii! Tyle tylko, że niedouczonemu ćwokowi taka wiedza nie jest do niczego potrzebna - poza dalszym manipulowaniem swoimi chorymi wyobrażeniami na mój temat. A przecież tak stale Pan tu czyni. Nic Panu do tego - tak, samo jak nie powinien Pana interesować mój kolor skóry, czy orientacja seksualna, a mam ją dziwną, gdyż z głupkami pier.... się nie lubię.

>Wszystko można zrelatywizować, tylko nic już z tego potem nie wynika.
Nie zupełnie wszystko! Relatywizować Pańską głupotę? Jest to zupełnie niemożliwym i po co to komu?

>Nie lepiej (i nie uczciwiej intelektualnie - coś pisał Pan ostatnio o tym!) powiedzieć po prostu, że p. Bogusławski nie zna żadnego języka obcego?
Nawet, gdyby tak było, to zupełnie intelektualnie nie może się Pan z nim porównać i to w żadnym z poruszanych przez
Pana tematów. Wszędzie dno rozparzeńca. Coś, gdzieś, w jakiś omówieniach spotkał - niewiele potrafi zrozumieć,
ale nazwiskiem, czy terminem rzuca.

> Skoro Anglicy i Amerykanie nie znają, to chyba żaden wstyd.
Przedstawił Pan swoje świadectwo zdrowia psychicznego? Przedstawię swoje certyfikaty!
Świadectwa szkolne od podstawówki oraz dyplomy, a wszędzie jakieś tam egzaminy językowe chyba składać należało.
Na podstawie swojej wiedzy z psychologii i psychiatrii jestem wprost pewien jest Pan człowiekiem z zaburzeniami,
a taka osoba wymaga specjalnego traktowania. Wstydem jest mądrzenie się w problematyce, o której nie ma się pojęcia. Tak czynią tylko zadufane głupki.

>Nie moje pytanie, ale ewidentne kluczenie Bogusławskiego dowodzi kompleksów na tym punkcie i wskazuje zresztą, że prawdziwa jest negatywna odpowiedż.
Następne zadufanie ćwierćinteligenta, jaką wiedzą z psychologii Pan dysponuję, co Pan przeczytał i przemyślał?
Co Pan wie o kompleksach. Znowu pieprzy Pan o rzeczach, o rzeczach, o których nie ma zielonego pojęcia.

> Sprawa jest ważna, bo Bogusławski sączy w to forum swój światopogląd i stara się zarazić nim innych.
Nie Szanowny Panie, Bogusławski niczego tu nie sączy, a jawnie promuje racjonalizm światopoglądowy i naturalizm -
co najmniej - metodologiczny. Bogusławski jest wprost uczulony na głupotę, którą tu Pan prezentuje i stara się Pan innych zarazić.

>Jeżeli Bogusławski nie miał w PRL-u dostępu do literatury obcojęzycznej, to jego światopogląd (...) musiał być ukształtowany przez literaturę polską albo tłumaczenia. Zbyteczne dodawać, że w PRL-u istniały ideologiczne ograniczenia nałożone na wymianę myśli, nie wszystko można było ze swobodą głosić i wydawać.
Gówno to Szanownego Pana obchodzi do czego Bogusławski miał w życiu dostęp, gdy w żadnym z tematów, poruszanych przez siebie samego, nie jest Pan w stanie w żaden sposób mu dorównać. Bogusławski ma zwyczaj - wyniesiony
z PRL-owskich uczelni - konkretnego odwoływania się do literatury przedmiotu. Każdy inteligentny czytelnik może sobie zweryfikować jego oczytanie. Natomiast już wielokrotnie udowodnił Panu ogromne braki w wiedzy na tematy, na które się Pan tu wypowiadał, nie mówiąc już o brakach w logicznych i sensownych wywodach.

>Dlatego Bogusławski rozpływa się nad Marksem,
Każdy ma swoje autorytety, a w moim przypadku doboru uczonych i mędrców, na których dorobku buduję swój światopogląd.
Znowu niewiele Pan wie kogo Bogusławski intelektualnie przetrawił i co od kogo przejął dla siebie. Gdy zaczyna być
o czymkolwiek poważna rozmowa, to Pan spieprza z podkulonym ogonem nie mając nic sensownego do powiedzenia.

>a nie zająknie np. o Hayeku, Nozicku albo którymś z Friedmanów.
A może się jednak zająknął: www.racjonalista.pl/forum.php/s,342849/z,0
www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,478775#w479087
Znowu zdecydowanie wiem, iż moja wiedza ekonomiczna jest niedostateczna, ale gdzie można zapoznać się z Pańskimi mądrymi wypowiedziami na przywołany przez siebie temat?

>Pan Bogusławski jest "człowiekiem lewicy",
Tak, jestem i wcale się tego nie wstydzę.

>żadnym racjonalistą,
A tu już gorzej. Zupełnie Pan nie rozumie czym jest racjonalizm, a więc wydawałoby się, że takich ocen dokonywać
Pan nie może, ale choremu, to wszystko wolno.

> chociaż takiego nie bez zręczności udaje. Dyskwalifikuje go anachroniczny, XIX-wieczny scjentyzm oraz anachroniczny, XIX-wieczny socjalizm. Obydwa są bowiem sprzeczne z rozumem. Cała reszta to mistyfikacja, tak samo jak zdjęcie w profilu, podany tam wiek, itp.
I co Pan osiągnął stosując w swoich wywodach na mój temat swoje obelgi na poziomie szamba? Przecież to Pan permanentnie wykazuje się tu swoją bezdenną wprost głupotą. Piszę Pan o sprawach, o których ma Pan niewielkie pojęcie, używa terminów, których znaczenia nie rozumie. Obrzuca mnie Pan gównem licząc, że może coś się przylepi. Zapienił Pan się całkowicie w swojej złości i nie dostrzega Pan własnej śmieszności.

Szanowny Panie, na naszym forum ciągle inteligencja stanowi przytłaczającą większość. Z tego część czyta nasze wypowiedzi. Miej Pan trochę wiary w ludzi - nie musi Pan wszystkim narzucać tego, jak mają myśleć i jakich dokonywać ocen. Choć ten, czy tamten może być niesprawiedliwym, to ludzie w swej masie są jednak sprawiedliwi.
Czytają nas i samodzielnie oceniają, a nikt nas bardziej nie skompromituje niż dokonamy tego sami.

Miłego dnia.

@@@
.
15-03-2014 17:39 
 Ocena 3 na 3
Elasp (6859 punktów)

>niedouczonemu ćwokowi

>dalszym manipulowaniem swoimi chorymi wyobrażeniami

>z głupkami pier.... się nie lubię.

>Relatywizować Pańską głupotę?

>Wszędzie dno rozparzeńca.

>Przedstawił Pan swoje świadectwo zdrowia psychicznego?

>człowiekiem z zaburzeniami

>Tak czynią tylko zadufane głupki.

>Gówno

>z podkulonym ogonem

>choremu, to wszystko wolno.

>obelgi na poziomie szamba

>gównem


Myślę, że powinien się Pan uspokoić, a przede wszystkim zmienić język na bardziej się nadający do wymiany zdań. Nie przypominam sobie, abym odnosił się do Pana w podobny sposób.

Wystawia Pan sobie nie najlepsze świadectwo - złość minie, a wypowiedź zostanie i będzie Panu wstyd (zakładam, że jest Pan kulturalnym człowiekiem, tylko nerwowym).


15-03-2014 18:06 
 Ocena 5 na 5
Piękny Lolo (2082 punktów)
>niedouczonemu ćwokowi
>dalszym manipulowaniem swoimi chorymi wyobrażeniami
>z głupkami pier.... się nie lubię.
>Relatywizować Pańską głupotę?
>Wszędzie dno rozparzeńca.
>Przedstawił Pan swoje świadectwo zdrowia psychicznego?
>człowiekiem z zaburzeniami
>Tak czynią tylko zadufane głupki.
>Gówno
>z podkulonym ogonem
>choremu, to wszystko wolno.
>obelgi na poziomie szamba
>gównem

Co za chamstwo na tym forum!
       
15-03-2014 19:33 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Co za chamstwo na tym forum!
W niewielu przypadkach mogę zgodzić się tak z Panią, jak właśnie tu, ale moim zdaniem jest to wynikiem braku moderacji, szczególnie tak inteligentnej i kompetentnej jak były panie Meretseger i Liliac. Nie wolno dopuszczać do tak prymitywnych prywatnych rozgrywek. Forum Racjonalisty, to nie jest szambo.

Pozdrawiam.

@@@
.
15-03-2014 20:22 
 Ocena 4 na 4
Barbiel (1106 punktów)
>moim zdaniem jest to wynikiem braku moderacji, szczególnie tak inteligentnej i kompetentnej jak były panie Meretseger i Liliac. Nie wolno dopuszczać do tak prymitywnych prywatnych rozgrywek. Forum Racjonalisty, to nie jest szambo.
Ale też nie przedszkole, żeby ludzi trzeba było pilnować coby sobie oczków nie wydrapali.
Na ulicy i w pracy też ktoś ma nas pilnować, żebyśmy się nie wdali w awanturę?
Czy może każdy odpowiada za to, co robi?
15-03-2014 20:39 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Ale też nie przedszkole, żeby ludzi trzeba było pilnować coby sobie oczków nie wydrapali.
Tak, Pan sądzi? Jest Pan młodym człowiekiem i myśli, że zerwanie wykładu prof. Baumana, to uniwersytecka norma.
Ja pamiętam uczelnię głównie z z czasów, gdy do egzaminu w garniturze się przystępowało. Tak, środowisko,
w którym się znajdujemy abo uznaje "drapanie" za normę, albo np. poprzez presję pacyfikuje rozemocjonowanych delikwentów.

>Na ulicy i w pracy też ktoś ma nas pilnować, żebyśmy się nie wdali w awanturę?
A nie ma innych ludzi i np. policji?

>Czy może każdy odpowiada za to, co robi?
Odpowiedzialność to już po fakcie. Ja ponoszę całkowitą odpowiedzialność za swoje słowa i czyny nawet w emocjach.
Tylko potrzebny jest tu autorytet w miarę obiektywnego sędziego. Taką rolę pełniła tu moderacja.

@@@
.
15-03-2014 20:52 
 Ocena 2 na 2
Barbiel (1106 punktów)
>>Na ulicy i w pracy też ktoś ma nas pilnować, żebyśmy się nie wdali w awanturę?
>A nie ma innych ludzi i np. policji?
Policja zjawia się po fakcie a inni ludzie?
Jak widzą awanturę to uciekają.

>Tylko potrzebny jest tu autorytet w miarę obiektywnego sędziego. Taką rolę pełniła tu moderacja.
W miarę obiektywna

Można spróbować zgłosić awanturę do obecnej moderacji, czy nawet do kolegium moderatów z prośbą o obiektywną ocenę.
15-03-2014 22:24 
 Ocena 6 na 6
niestadny (2492 punktów)

>Na ulicy i w pracy też ktoś ma nas pilnować, żebyśmy się nie wdali w awanturę?
Niektórzy potrzebują "bata nad głową" by być przyzwoitymi ludźmi.
Jedni Boga, inni regulaminów.
Jak to było? Niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie?

stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
15-03-2014 23:38 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>>>>Na ulicy i w pracy też ktoś ma nas pilnować, żebyśmy się nie wdali w awanturę?
>Niektórzy potrzebują "bata nad głową" by być przyzwoitymi ludźmi.
A nie zauważył tu tego Pan po "odnowie"? Ja to widzę i mnie zdecydowanie przeszkadza. Za dużo niemerytorycznych
acz agresywnych popisów, za dużo tzw. pieprzenia o Szopenie, podjudzania typu - "niezaangażowany Stańczyk inspirator/prowokator". Ciekawy jestem komu przypisuje Pan brak przyzwoitości? Mnie?

>Jedni Boga, inni regulaminów.
A jeszcze inni niby boją się Boga i regulaminów, choć ci najbardziej bogobojni zachowują się jak to marksistowski etyk zauważył: "Drogowskaz jest od tego aby wskazywać, a nie od tego aby iść". Nauczają, pouczają, ale sami swoich moralnych nakazów nie przestrzegają.

>Jak to było? Niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie?
Tak, tak to było, a tak to jest. Wszystko się zmienia i kultura też. Oczywiście Pan się zawsze przyzwoicie zachowuje, ale socjologia już dawno dostrzegła, że gdy znika środowiskowa presja hamulce moralne puszczają. Może też warto zajrzeć do tego, co napisał Favazza?
Pewna doza anonimowości oraz brak moderacji i mamy wysyp mądrości oraz wysokiej kultury rozmów. Wielu czytelnikom się to podoba, ale jednak większości nie.

Pozdrawiam.

@@@
.
15-03-2014 20:26 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
> Myślę, że powinien się Pan uspokoić, a przede wszystkim zmienić język na bardziej się nadający do wymiany zdań.
Wiem, iż Pan jest głęboko wierzącym, ale naprawdę Pan uwierzył, że spokojnie może Pan mnie skąpać w Pańskim szambie? "Co za dużo to i świnia nie zeżre" - a ja jestem tylko normalnym człowiekiem. Na jaki temat miałbym z Panem wymieniać zdania - nie mówiąc już o tym ile na tej wymianie bym tracił

>Nie przypominam sobie, abym odnosił się do Pana w podobny sposób.
W podobny - to znaczy w jaki? Miesza Pan mnie z błotem już od długiego czasu. Zachowuje się Pan w stosunku do mnie
po chamsku. Używa Pan prymitywnych epitetów i porównań. Nie, nie odnosi się Pan do mnie w podobny sposób.
Po pierwsze dlatego, iż nie stać Pana na to merytorycznie. Po drugie dlatego, iż nie ma Pan materiału do odwołań.

Wszystkie moje epitety i oskarżenia pod Pańskim adresem są racjonalnie uargumentowane, jeżeli nie bezpośrednio
w tekście, to w załączonych linkach i dlatego żadnego z nich nie cofam. Uważam, że i tak długo zachowałem "stoicki
spokój" wobec Pańskich prymitywnych zaczepek. (Każdy może sobie tam zajrzeć i samemu ocenić, kto i kiedy przekroczył miarę kulturalnych zachowań.)

> Wystawia Pan sobie nie najlepsze świadectwo - złość minie, a wypowiedź zostanie i będzie Panu wstyd (zakładam, że jest Pan kulturalnym człowiekiem, tylko nerwowym).
Dam sobie radę z tym problemem, jak podpity facet w tramwaju:
- Odsuń się pijaku, gdyż się kiwasz i śmierdzisz!
- Dobrze proszę pani, ale ja jutro będę trzeźwy, a pani dalej będzie brzydka.


Mnie złość szybko minie, ale małe widzę szanse, aby Pan zmądrzał - choć bardzo w ludzi - szczególnie młodych - wierzę. Nawet za 10 lat będzie Pan mentalnie taki sam.
Merytoryczne rozmowy z Panem nie są możliwe, co Pan wielokrotnie już tu udowodnił (i co choćby w linkach pokazałem) tylko prymitywne pyskówki, do których Pan bez przerwy prowokuję, a przy braku moderacji, nie ma kto Panu zwrócić uwagi
na kulturalną niestosowność takich zachowań.

@@@
.
15-03-2014 20:33 
 Ocena 3 na 3
Piękny Lolo (2082 punktów)
   
Panowie Andrzej Bogusławski i Elasp:

Jeden z Panów odpuścić musi.

Najlepiej mądrzejszy.
   
15-03-2014 22:38 
 Ocena 4 na 4
niestadny (2492 punktów)

>Jeden z Panów odpuścić musi.
>Najlepiej mądrzejszy.
To nic nie da. Za chwilę, w innym wątku, będzie "powtórka z rozrywki".
Ten typ tak ma.

Jedynym sensownym acz niewykonalnym rozwiązaniem byłaby bezpośrednia rozmowa przy przysłowiowym kuflu piwa. Niewykluczone, że Panowie polubiliby się nawet.

stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
16-03-2014 00:04 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>>>>Jeden z Panów odpuścić musi. Najlepiej mądrzejszy.
>To nic nie da. Za chwilę, w innym wątku, będzie "powtórka z rozrywki".
Przecież nareszcie mamy postulowaną przez Pana prawie pełną wolność słowa oraz realizację Pańskiego spostrzeżenia,
że nawet głupota może być inspirująca nawet dla intelektualistów. Tak, najprawdopodobniej zupełnie niedługo odpuszczę
i forum opuszczę. Coraz gorzej się tu czuję, choć przyzwyczajenie i trochę forumowych przyjaciół trzyma mocno i jest mi bardzo trudno z forum, któremu tyle lat poświęciłem, tak od razu zrezygnować. Tak, że jeszcze tu jestem, choć to już sens straciło, czego dowodem może być idiotyczna (choć nadal podtrzymuję merytoryczność w niej moich wypowiedzi, włącznie
z epitetami, których nie powinno się używać, pod jego adresem)
pyskówka z panem Elaspem.

Przecież nie tylko do niego niewiele z moich wywodów dotarło. Parę innych osób też go z różnych powodów - bez znajomości istoty sporu i wchodzenia w meritum - wspierało, a wszystko po to aby dokopać Bogusławskiemu, który się wymądrza i odstaje. Komu z "odnowicieli" chciałoby się czytać poważne wypowiedzi i prowadzić merytoryczne rozmowy
na akademickim poziomie? Myślę, iż bardzo niewielu. Przecież większość to starzy stażem forumowicze, którzy się w tamtej koncepcji platformy do poważnych rozmów zmieścić nie umieli, a teraz są u siebie i narzucają tu ton.

Pozdrawiam.

@@@
.
16-03-2014 12:51 
 Ocena-1 na 3
Elasp (6859 punktów)

Szczerze powiedziawszy nie mam nic do p. Bogusławskiego, przeciwnie nawet, współczuję mu, że tak emocjonalnie podchodzi do dyskusji. Nie potrafię wejść na taki poziom egzaltacji i uniesienia. Może gdyby Bogusławski nie naczytał się bardzo wielu bardzo mądrych książek bardzo mądrych ludzi, byłby teraz męskim odpowiednikiem siostry Faustyny Kowalskiej, a cały żar energii myślowej wyładowywałby się w strzelistych aktach, płomienistymi strzałami stapiającymi się ze świetlistością każdej Osoby Boskiej?

- Czyja to dusza!? - zagrzmiał tedy Bóg.

- Bogusławskiego! - zawołała radośnie Myśl, rozżarzona do białości. - Panie Boże, szczęśliwa jestem, że mogę wreszcie złączyć się z Tobą! Panie, zmiłuj się nade mną! Hosanna na wysokości!

- Gówno prawda! - zakrzyknął Bóg. I zaśmiał się.

- A p*****l się! - huknął od razu Syn Boży-Słowo.

- I nie odzywaj się więcej, bo przestanę być miła - syknęła Trzecia Osoba.

- Zaraz, zaraz - zatrwożyła się Myśl - toż ja wierzę gorąco i takem gorąca i żarliwa, jak żadna inna! Robię wysiłki i trwam!

- Jesteś ograniczona, to proste. - warknął zezłoszczony Bóg. - Nas nie ma, my nie istniejemy, rozumiesz?

- Ale jak to? - jęknęła Myśl rozpaczliwie. - Ja chce się z Wami złączyć na wieki wieków! Z Bogiem wszystko mogę!

- Gówno prawda! Nas nie ma, rozumiesz? Nie ma. Wszystkie dowody na nasze istnienie okazały się sofizmatami. Argumentów empirycznych jak nie było, tak nie ma. Jesteśmy tylko trzema skupiskami elektronów w mózgu, niczym więcej. A tyś czwartym. I nie jesteśmy żadnymi "Osobami Boskimi", ale wspomnieniami.

- Muss es sein?

- Przecież ty nie znasz języków obcych. Nie zgrywaj się. Jest już na wszystko za późno. Wszystko już skończone.

- Ano tak... - zasmuciła się Myśl.

- Spływaj.

Myśl zachwiała się jeszcze i ześlizgnęła - w najczystszą i najdoskonalszą ciemność.

----------------------------------------

Padał zimny deszcz. Jeden z przyjaciół w ogólnych słowach podkreślił zasługi zmarłego dla ruchu lewicowego w Polsce. Przemawiało jeszcze parę osób, po czym wszyscy pospiesznie rozeszli się do domów.
16-03-2014 13:36 
 0 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
Znakomite.

> Gówno prawda! Nas nie ma, rozumiesz? Nie ma.
Zrób mi, Elaspie, ten zaszczyt i napisz, że i ja Cię trochę zainspirowałam.
Elasp (6859 punktów)

Oczywiście, wszak czytam wszystkie Twoje posty!
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
.
>Oczywiście, wszak czytam wszystkie Twoje posty!

Oprawię zatem Twoją deklarację w ramkę i niechaj zawiśnie pośrodku tego wątku.

___________________________________________________________________________
Elasp (6859 punktów)

Dziękuję, to bardzo miłe z Twojej strony.
16-03-2014 16:54 
 Ocena 6 na 6
Sygnał (4252 punktów)
>- Czyja to dusza!? - zagrzmiał tedy Bóg.
>- Bogusławskiego! - zawołała radośnie Myśl, rozżarzona do białości. - Panie Boże, szczęśliwa jestem, że mogę wreszcie złączyć się z Tobą! Panie, zmiłuj się nade mną! Hosanna na wysokości!
>- Gówno prawda! - zakrzyknął Bóg. I zaśmiał się.
>- A p*****l się! - huknął od razu Syn Boży-Słowo.
>- I nie odzywaj się więcej, bo przestanę być miła - syknęła Trzecia Osoba.
>- Zaraz, zaraz - zatrwożyła się Myśl - toż ja wierzę gorąco i takem gorąca i żarliwa, jak żadna inna! Robię wysiłki i trwam!
>- Jesteś ograniczona, to proste. - warknął zezłoszczony Bóg. - Nas nie ma, my nie istniejemy, rozumiesz?
>- Ale jak to? - jęknęła Myśl rozpaczliwie. - Ja chce się z Wami złączyć na wieki wieków! Z Bogiem wszystko mogę!
>- Gówno prawda! Nas nie ma, rozumiesz? Nie ma. Wszystkie dowody na nasze istnienie okazały się sofizmatami. Argumentów empirycznych jak nie było, tak nie ma. Jesteśmy tylko trzema skupiskami elektronów w mózgu, niczym więcej. A tyś czwartym. I nie jesteśmy żadnymi "Osobami Boskimi", ale wspomnieniami.
>- Muss es sein?
>- Przecież ty nie znasz języków obcych. Nie zgrywaj się. Jest już na wszystko za późno. Wszystko już skończone.
>- Ano tak... - zasmuciła się Myśl.
>- Spływaj.
> Myśl zachwiała się jeszcze i ześlizgnęła - w najczystszą i najdoskonalszą ciemność.
>----------------------------------------
> Padał zimny deszcz. Jeden z przyjaciół w ogólnych słowach podkreślił zasługi zmarłego dla ruchu lewicowego w Polsce. Przemawiało jeszcze parę osób, po czym wszyscy pospiesznie rozeszli się do domów.

Staram się napisać coś merytorycznego w komentarzu do tego czegoś, ale ilekroć próbuje, wszystko składa się w jedno zdanie: Elaspie, to jest największy bełkot, jaki dotąd napisałeś na tym forum.
Elasp (6859 punktów)

>Staram się napisać coś merytorycznego w komentarzu do tego czegoś, ale ilekroć próbuje, wszystko składa się w jedno zdanie: Elaspie, to jest największy bełkot, jaki dotąd napisałeś na tym forum.

Cóż, przeczytaj zatem jeszcze raz.
15-03-2014 17:57 
 Ocena 5 na 5
Marcin Trollosiewicz (1120 punktów)
> Tyle tylko, że niedouczonemu ćwokowi taka wiedza nie jest do niczego potrzebna

>Szanowny Panie, na naszym forum ciągle inteligencja stanowi przytłaczającą większość.

I rozumiem, że szanowny Pan siebie do tej inteligencji zalicza? Czy może takiemu niedouczonemu ćwokowi jak ja, ta wiedza też się nie przyda?

"Lecz tylko trollizm śpiących budzi" - Osnowa
15-03-2014 19:45 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>>>>Tyle tylko, że niedouczonemu ćwokowi taka wiedza nie jest do niczego potrzebna
>>>>Szanowny Panie, na naszym forum ciągle inteligencja stanowi przytłaczającą większość.
>I rozumiem, że szanowny Pan siebie do tej inteligencji zalicza?
Tak zaliczam siebie i jak na razie nie dostrzegłem najmniejszych podstaw, aby nie zaliczać do niej Pana, a każdy ma
u mnie ogromny kredyt zaufania - co wcale nie oznacza, że przekroczyć go nie można.

>Czy może takiemu niedouczonemu ćwokowi jak ja, ta wiedza też się nie przyda?
Nie, proszę Pana, uważam się także za kulturalnego człowieka, ale to wcale nie znaczy, iż jestem pozbawiony emocji
i każdy głupek może się na mnie jeździć, jak na łysej kobyle. (Na ponad 8 tys. postów użyłem tego określenia tu po raz pierwszy i uważam iż jest odpowiednie w stosunku do określonej osoby.)

Pozdrawiam.

@@@
.
16-03-2014 11:37 
 Ocena 8 na 8
mayolina (2278 punktów)
> Skoro Anglicy i Amerykanie nie znają [przyp. moje: j.obcych]to chyba żaden wstyd.
a więc wstydem jest nie znać języków obcych, czy też nie jest wstydem nieznajomość języków obcych? To taki mały przypisik na marginesie

Twierdzisz, że poglądy p. Bogusławskiego oparte są na ograniczonych źródłach. Czyli jeśli napiszę, że studiowałam na jednym z najlepszych zagranicznych uniwersytetów i w dodatku znam dobrze 5 języków obcych, a w trzech z nich piszę opracowania specjalistyczne, zaś poglądy mam podobne do pana Bogusławskiego, to uznasz przewagę mojej wiedzy i zostaniesz socjalistą Wydaje mi się, że twoje koncentrowanie się na znajomości/nieznajomości języków obcych świadczy o braku innych argumentów.
16-03-2014 12:19 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>> Skoro Anglicy i Amerykanie nie znają [przyp. moje: j.obcych]to chyba żaden wstyd.
>a więc wstydem jest nie znać języków obcych, czy też nie jest wstydem nieznajomość języków obcych?

Idąc tropem rozumowania p. Maceoxa, adwokata p. Bogusławskiego, nie jest wstydem nie znać języków obcych.

>...to uznasz przewagę mojej wiedzy i zostaniesz socjalistą

To na pewno rozważę socjalizm raz jeszcze.

>Wydaje mi się, że twoje koncentrowanie się na znajomości/nieznajomości języków obcych świadczy o braku innych argumentów.

Koncentracja była chwilowa i wynikała z faktu, ze p. Bogusławski robił wszystko, by nie udzielić prostej i jednoznacznej odpowiedzi. "Jak odpowiedzieć, żeby nie odpowiedzieć".
16-03-2014 13:07 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)

>Koncentracja była chwilowa i wynikała z faktu, ze p. Bogusławski robił wszystko, by nie udzielić prostej i jednoznacznej odpowiedzi. "Jak odpowiedzieć, żeby nie odpowiedzieć".

Jeżeli to co poniżej jeszcze nie było dla Pana prostą i jednoznaczną odpowiedzią,
to musiałem pójść dalej i ją uszczegółowić:
Nigdy nie pisałem, iż mam jakiekolwiek - poza szkołą średnią - formalne wykształcenie w tych dziedzinach, ot trochę książek ze zrozumieniem przeczytanych.
>Popularyzatorskich i po polsku.
I cóż - na podstawie jakich przesłanek uzurpuje Pan sobie prawo do egzaminowania mnie.
Na podstawie własnego prymitywizmu intelektualnego i kulturalnego? Ile znam języków to już tylko moja sprawa,
a dotychczas to tylko egzaminatorzy i pracodawcy mieli prawo się zapytać. Pan chwali się, że zna ich wiele, tylko szkoda,
iż ich kucie tak bardzo Pana ograniczyło, że niczego sensownego we własnym języku nie potrafi Pan sklecić. To czysta żenada, co Pan tu przedstawia.
www.racjon(*).php/s,608495/z,0/d,39#w611807

www.racjon(*).php/s,608495/z,0/d,40#w611828
www.racjon(*).php/s,608495/z,0/d,40#w611936
www.racjon(*).php/s,608495/z,0/d,41#w611996

Czy do tego trzeba cokolwiek dodawać, chyba tylko tyle, że podtrzymuję wszystkie epitety pod Pańskim adresem, choć
w ich kontekście, a nie tak, jak Pan je z kontekstu tu powyrywał dokonując kolejnej manipulacji czyimś tekstem.
Na co - mniej uważni forumowicze - może dadzą się złapać, ale z bardziej samodzielnie myślącymi, to już jest trudno.
Oni całość postów, wraz z linkami, czytają - myślą i według siebie teksty oceniają.

PS. Uprzednio w tym wątku napisałem: Poezja, to jednak sprawa gustu, a gustami trudno dyskutować, ale zgadzam się - grafomani potrafią gorsze opublikować, a więc jest rzeczywiście nie najgorszy. Ale teraz Pan udowodnił, iż rzeczywiście
z grafomanem mamy tu do czynienia.

@@@
.
16-03-2014 13:28 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Niech Pan więc podtrzymuje wszystkie epitety pod moim adresem w ich kontekście, jeżeli tak bardzo Panu na nich zależy.

Języków obcych Pan nie zna, ale że jest to (sądząc po gwałtowności reakcji) Pański czuły punkt, nie wałkujmy już tego tematu.


16-03-2014 13:39 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
> Języków obcych Pan nie zna,
Tak samo, jak Pan ma poważne kłopoty z psychiką.

>ale że jest to (sądząc po gwałtowności reakcji) Pański czuły punkt, nie wałkujmy już tego tematu.
ale że jest to (sądząc po gwałtowności reakcji) Pański czuły punkt, nie wałkujmy już tego tematu.

Jak tu widać nawet my możemy mieć w jakimś punkcie wspólne zdanie, ale ja - choć jestem stary - to jeszcze się uczę,
a jestem pewien, że Pan z psychiatrycznej konsultacji sam nie skorzysta, a byłoby warto.

@@@
.
16-03-2014 12:27 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Twierdzisz, że poglądy p. Bogusławskiego oparte są na ograniczonych źródłach. Czyli jeśli napiszę, że studiowałam na jednym z najlepszych zagranicznych uniwersytetów i w dodatku znam dobrze 5 języków obcych, a w trzech z nich piszę opracowania specjalistyczne,
Szczerze gratuluję. Nie miałem tyle szczęścia, a może też trochę za wcześnie się urodziłem.

>zaś poglądy mam podobne do pana Bogusławskiego,
Jest nas sporo osób o podobnych poglądach, ale teraz narzucana jest tylko jedna słuszna opcja.

>to uznasz przewagę mojej wiedzy i zostaniesz socjalistą
A to już bardzo trudne, trzeba nie być całkowicie zindoktrynowanym w dzieciństwie, krytycznie - choć bez uprzedzeń - przyswoić sobie sporo wiedzy. Lubić i szanować wszystkich ludzi oraz być wrażliwym na ludzką - niezawinioną niczym, poza nieodpowiednim urodzeniem - krzywdę. To żadna pociecha, że dyskryminowani na wszelkie sposoby na ziemi ludzie prędzej trafią do raju. W takie bajdy, to nawet większość kapłanów nie wierzy i patrzy jak tu na ziemi sobie dogodzić.



Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
15-03-2014 19:44 
 Ocena 3 na 3
-jad- (18783 punktów)
>W kraju, w którym mieszkam...

Z jakiegoś ważnego powodu nie wymieniasz nazwy tego kraju?
15-03-2014 20:20 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>>W kraju, w którym mieszkam...
>Z jakiegoś ważnego powodu nie wymieniasz nazwy tego kraju?
Bardzo cenię Twoją dociekliwość i odwagę (tak - powiedzmy - ogólnie, gdyż to co tu poruszamy to akurat pikuś), ale zauważ, że na forum jednak nosisz nicka nie od parady.
Ja np. używam nicka nie tylko ze względów estetycznych, a i tak już za dużo powiedziałem, gdyż to nieduży kraj.
Pozdrawiam
15-03-2014 20:44 
 Ocena 2 na 2
-jad- (18783 punktów)
>Ja np. używam nicka nie tylko ze względów estetycznych, a i tak już za dużo powiedziałem, gdyż to nieduży kraj.

Ok. Byłem tylko ciekawy.
Biorąc pod uwagę Twoją obawę przed zdemaskowaniem stawiam na El Molo, bo przecież nawet malutki Watykan czy Liechtenstein skutecznie ukryłyby tożsamość wszystkich tutejszych bywalców razem wziętych

Pozdrawiam.
15-03-2014 23:49 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>Biorąc pod uwagę Twoją obawę przed zdemaskowaniem stawiam na El Molo, bo przecież nawet malutki Watykan czy Liechtenstein skutecznie ukryłyby tożsamość wszystkich tutejszych bywalców razem wziętych
Nie obawiam się jakoś szczególnie, że forumowicze poznają moją tożsamość. Dla praktycznie wszystkich byłby to tylko inny rodzaj nicka - sam w sobie niewiele mówiący o mnie.
Bardziej obawiam się namierzenia przez kogoś z realu. Przy czym zupełnie nie wstydzę sie prezentowanych tu przeze mnie treści, gdyż mego stanowiska w poruszanych tu tematach nie kryję również w realu. Chodzi jednak o czas przeznaczany na forum, co w mojej sytuacji jest irracjonalne i głęboko niemoralne.
16-03-2014 00:08 
 Ocena 1 na 1
-jad- (18783 punktów)
Nie musisz się tłumaczyć. Jak zauważyłeś, ja też jestem anonimowy, bo ... mam jakieś prywatne ku temu powody. Chodzi mi tylko o to, że kraj, w którym mieszkasz raczej Cię nie zdemaskuje. Wszędzie jest pełno Polaków. Ale może o czymś istotnym w tej kwestii po prostu nie wiem. Nieważne. Uznajmy, że nie pytałem

Pozdrawiam.
15-03-2014 11:45 
 Ocena 5 na 5
szarley (54906 punktów)
>Popularyzatorskich i po polsku. Przecież języków obcych Pan nie zna, mimo 70 lat. Proszę o podanie tytułu książki obcojęzycznej, którą przeczytał Pan w języku, w którym ją napisano. Przecież przeczytał Pan masę książek, na pewno więc znajdzie się niejedna tego rodzaju.

Schodzisz poniżej poziomu szamba.

>Czytanie książek w oryginale też jest jakimś osiągnięciem intelektualnym.
Ciekaw jestem w ilu językach czytasz literaturę

>Mam nadzieję, że nie będzie Pan próbować wymigać się (jak zawsze) od jednoznacznej i konkretnej odpowiedzi.
Mam nadzieję, że nie będziesz próbować wymigać się (jak zawsze) od jednoznacznej i konkretnej odpowiedzi
15-03-2014 14:03 
 Ocena 3 na 3
Elasp (6859 punktów)

>Schodzisz poniżej poziomu szamba.

Nieprawda, nie schodzę.

>>Czytanie książek w oryginale też jest jakimś osiągnięciem intelektualnym.
>Ciekaw jestem w ilu językach czytasz literaturę

Literaturę - po angielsku, prace naukowe - po angielsku i niemiecku. O zakresie znajomości języka rosyjskiego już pisałem.

>Mam nadzieję, że nie będziesz próbować wymigać się (jak zawsze) od jednoznacznej i konkretnej odpowiedzi

Jak widzisz, ja się nie wymiguję, czego nie można powiedzieć o innych. A przy okazji nie obrzucam Cię obelgami i nie przypisuję złych intencji, jak czyni Bogusławski w stosunku do mnie.
15-03-2014 17:26 
 Ocena 2 na 2
szarley (54906 punktów)
>>>Czytanie książek w oryginale też jest jakimś osiągnięciem intelektualnym.
>>Ciekaw jestem w ilu językach czytasz literaturę
> Literaturę - po angielsku, prace naukowe - po angielsku i niemiecku. O zakresie znajomości języka rosyjskiego już pisałem.

Cienki jesteś
15-03-2014 17:39 
 Ocena 5 na 5
Elasp (6859 punktów)

>Cienki jesteś

Trudno, co robić.
-jad- (18783 punktów)
Przepraszam, że się zupełnie nie na temat pod Twoją wypowiedź podpinam ale zastanawiam się kiedy drzewko rozrośnie się na tyle, że w jednej linijce zmieści się mniej niż jedna litera i co wtedy właściwie.
13-03-2014 21:38 
 Ocena 2 na 2
Marcin Trollosiewicz (1120 punktów)
>Przepraszam, że się zupełnie nie na temat pod Twoją wypowiedź podpinam ale zastanawiam się kiedy drzewko rozrośnie się na tyle, że w jednej linijce zmieści się mniej niż jedna litera i co wtedy właściwie.
>

Może drzewko puści nowe pędy?

"Lecz tylko trollizm śpiących budzi" - Osnowa
-jad- (18783 punktów)
>Może drzewko puści nowe pędy?

Już teraz niektóre gałązki zdają się wyrastać nie wiadomo skąd. Może po prostu powinniśmy się streszczać? Bo i kto by cały taki długi wątek czytał...
13-03-2014 22:17 
 Ocena 2 na 2
Marcin Trollosiewicz (1120 punktów)
> Bo i kto by cały taki długi wątek czytał...

A i czasu szkoda... Tako rzecze klasyk.

"Lecz tylko trollizm śpiących budzi" - Osnowa
13-03-2014 23:23 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Przepraszam, że się zupełnie nie na temat pod Twoją wypowiedź podpinam ale zastanawiam się kiedy drzewko rozrośnie się na tyle, że w jednej linijce zmieści się mniej niż jedna litera i co wtedy właściwie.
A nie wie - Wielce Szanowny Pan, iż można wybrać opcję "niedrzewkową", tylko chronologiczną? Pode mnie zupełnie nie warto się podpinać. Ja z zupełnie innej opcji jestem - o czym właśnie w wyższym poście napisałem.

@@@
.
13-03-2014 23:37 
 Ocena 3 na 3
-jad- (18783 punktów)
>...można wybrać opcję "niedrzewkową", tylko chronologiczną?

Rzeczywiście. Chyba kiedyś o tym wiedziałem ale już zapomniałem. Dzięki.
16-03-2014 23:48 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>Niech Pan zajrzy do "Jaskini Trolli", to się Pan trochę podszkoli.
Gdy mniej więcej miesiąc temu odkryłem Jaskinię Trolli śmiałem się bardzo szczerze i na cały głos przez pół wieczora. Potem jescze przez cały tydzień zdarzały mi sie wybuchy śmiechu. Piszę to teraz poważnie, to znaczy naprawdę było to dla mnie pozytywnie śmieszne (rozładowywujące - powiedzmy) i nie mam tu na myśli nic złośliwego.
Jednak zależy znów co konkretnie, gdyż gdy doszedłem do niektórych postów, to muszę przyznać, ze jednak rzedła mi mina.

Czasem w życiu wiele zależy od przypadku. Na przykład gdybym po kilku pierwszych dniach mojego uczestnictwa na forum nie wziął Pana za prof. Andrzeja Bogusławskiego - językoznawcę, to tak szybko bym się wówczas chyba nie ugiął i mógłbym dość szybko zasilić szeregi Jaskini Trolli. Mogę sobie wyobrazić, że czułbym sie tam całkiem nieźle.

Zadziałał wiec - w moim wyobrażeniu - profesorski autorytet, co spowodowało, ze postanowiłem nie reagować ostro na Pańską ostrą krytykę, a zamiast tego starać sie czegoś nauczyć.

A jednak nie chodziło jedynie o zbieżność nazwiska z pseudonimem, gdyż zauważyłem również, że wypowiada się Pan na forum w taki sposób, że mógłby Pan być profesorem.
(wprawdzie było dla mnie już wówczas oczywiste, że prof. przed nazwiskiem nie musi jeszcze koniecznie gwarantować mądrości, ale też głupoty jakoś u Pana nie dostrzegałem.)

Ostatecznie cieszę się z takiego obrotu sprawy. Bardzo wiele dały mi te rozmowy z Panem, jak i większość rozmów z innymi forumowiczami. Nabrałem tu wiele inspiracji i dzięki nim trochę skorygowałem swój światopogląd.

Tak a propos zmian i Pańskiego zniechęcenia, to proszę zobaczyć ile plusów Pan zebrał za wpis inicjujący wątek i niektóre dalsze wypowiedzi. Tu jest jednak bardzo znaczna przewaga racjonalistów, inspirujących osób, a jak ktoś chce sobie robić jaja, to bardziej jego problem, niż nasz.
Do środka Pańskiej wypowiedzi troll nie wejdzie, może co najwyżej coś umieścić obok. A ja mogę wciąż wybierać partnerów do rozmowy.

Pozdrawiam serdecznie
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>sprawdzam tylko jak cienkie może być to forum.



12-03-2014 11:33 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)

> Nie rozumie Pan, niech Pan nie zabiera głosu.
Może Szanowny Pan próbować mi zamknąć usta, co w całym kraju na chama czynią Pańscy ideowi przyjaciele, ale już nie podda mnie Pan torturom ani żywcem nie spali, a więc nie boję się Pana. Ciągle tu jeszcze większość mnie rozumie i dopiero gdy przestanie, to ja przestanę zabierać tu głos. Tak, odkąd Pan się tu pojawił, to wypisuje Pan bezsensowne bzdury mocno ograniczonego intelektualnie przez wiarę teisty, ale coś nie coś można jednak z tego zrozumieć i to pomimo pańskiego krętactwa i zacietrzewienia. Wykazywałem tu już wielokrotnie zwyczajną głupotę Pańskich wywodów i mam zamiar to czynić. Dziwne, ale wydaje się też mi, że jednak sporo do Pana dociera i stąd ta infantylna zapiekłość w stosunku do mnie.

Miłego dnia i ciekawych lektur życzę.

@@@
.
12-03-2014 12:20 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Dziwne, ale wydaje się też mi, że jednak sporo do Pana dociera i stąd ta infantylna zapiekłość w stosunku do mnie.

Nie pomogły groźby i obelgi, to może pomogą pochlebstwa? Pan Bogusławski ostrożnie przestawia wajchę - pod zasłoną typowych dla niego inwektyw.

Zbiór Pańskich wypowiedzi na forum można by wydać w formie książeczki pod tytułem: "Grubymi nićmi szyte". Niech Pan lepiej zmieni nici, bo inaczej nici z Pańskiego "racjonalizmu", "naturalizmu ontologicznego", buńczucznej "walki z głupotą" i z wszystkich podobnych mistyfikacji.
11-03-2014 17:35 
 Ocena 3 na 3
Barbiel (1106 punktów)
>Czy dobrze zrozumiałam, że Andrzej Bogusławski widzi istotną różnicę między zdaniem 1 a 2?
>1.Każda wiara, nieżalenie od jej przedmiotu, ogranicza moralnie i intelektualnie, usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu.
>2.Każda wiara - niezależnie od jej przedmiotu - ogranicza nas intelektualnie, a także moralnie - usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu.

Szkoda, że Andrzej Bogusławski tak szybko odpowiedział na Twoje pytanie, nie dając inteligentnym czytelnikom szansy wykazania się zrozumieniem jego tekstów.
Teraz nie dowiemy się, czy tak samo rozumieli ten cytat i widzieli taką samą różnicę między tymi zdaniami.
Eh.
11-03-2014 19:20 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Szkoda, że Andrzej Bogusławski tak szybko odpowiedział na Twoje pytanie, nie dając inteligentnym czytelnikom szansy wykazania się zrozumieniem jego tekstów.
Czytelnik 'Barbiel' oddał na Ciebie głos negatywny głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: Wojujący ateizm to najbardziej skrajna forma religii' Adres wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,608495#w610924

Czytelnik 'Barbiel' oddał na Ciebie głos negatywny głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: Wojujący ateizm to najbardziej skrajna forma religii' Adres wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,608495#w611119

Ci najbardziej inteligentni i błyskotliwi jednak już zdążyli. Czy coś zrozumieli - to śmiem wątpić, choć szybko zareagowali
i odpisali, a jest wszystko możliwe.

>Teraz nie dowiemy się, czy tak samo rozumieli ten cytat i widzieli taką samą różnicę między tymi zdaniami.
Szkoda, że nie czyta Pan wypowiedzi w wątku w którym zabiera Pan swój ważny merytorycznie głos. Pan Elasp zdążył:
Oczywiście cytowałem z pamięci słowa Bogusławskiego, dlatego także użyłem słowa "dictum" ("dictum Bogusławskiego"), ażeby nie podawać linku. Powtarza on tę myśl tak często, że sięganie po cytat było przecież zbędne. Bogusławski nie odróżnia myśli od zdania gramatycznego - jedna i ta sama myśl może mieć wiele różnych reprezentacji w postaci zdania. To, co mnie interesowało, to niedorzeczność częstokroć powtarzanej myśli Bogusławskiego. I niedorzeczność ta jest wykazana w odpowiedzi udzielonej p. Maceoxowi (www.racjon(*).php/s,608495/z,0/d,23#w610959).
________________

Ciekawe, jak udało się Panu zawrzeć to wszystko w zwięzłym zdaniu 2, tym bardziej ze "a także" jest spójnikiem koniunkcji a nie implikacji (należało powiedzieć: "Każda wiara - niezależnie od jej przedmiotu - ogranicza nas intelektualnie, a przez to także moralnie - usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu").

Proszę o podanie cytatu, świadczącego, że tak należy zdanie 2 rozumieć, jak podaje Pańska egzegeza. Nie przypominam sobie takiego jej uszczegółowienia, ale mogłem jakiś Pana post przeoczyć. Myślę, że Pan zacytuje samego siebie lepiej niż ja Pana.

Moja krytyka była bardzo ogólna i dotyczy nawet tak wysubtelnionej tezy.

Że, ja ani Jego, ani Pana zbytnio nie rozumiem to tylko tzw. "małe piwo". Ważne, że Panowie się rozumieją.

>Eh.
Eh.

@@@
.
11-03-2014 19:28 
 Ocena 3 na 3
Barbiel (1106 punktów)
>Czytelnik 'Barbiel' oddał na Ciebie głos negatywny
Wpisz sobie to do stopki.
Dałem Ci dopiero 3 minusy, a piąty raz widzę to zdanie.
A co będzie dalej?

>ani Pana zbytnio nie rozumiem
Myślę, że udajesz.
11-03-2014 23:47 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Dałem Ci dopiero 3 minusy, a piąty raz widzę to zdanie.
>A co będzie dalej?
A klikaj Pan sobie dalej! Dla Pańskiej satysfakcji znowu poinformuję o otrzymanym minusie i niech Pan się cieszy.
Nikt sam siebie nie przeskoczy, każdy realizuje się na poziomie swoich możliwości. Zdecydowanie nie wszystkie minusy mogą sprawić mi przykrość, niektóre z nich dają mi satysfakcję, gdyż potwierdzają, iż trafiam w rzeczy sedno,
a Pan też może być dumnym, że odniósł się Pan do Bogusławskiego i kliknął mu minusa. Przecież, to nie tyle sam
minus ma znaczenie, ale gdzie go się postawiło. Poprzednie Pańskie minusy były równie mądre, jak Pańskie pytanie
z 6 listopada 2013 roku: "Bardziej mnie ciekawi, kto ci daje te plusy".

Szanowny Pan Barbiel jest dokładny w swoich tłumaczeniach:
>Tłumaczę dokładnie, o co mi chodzi.
Jakoś może to i dziwnie, ale to o co Panu chodzi, to zacząłem rozumieć już po kilku postach:
>www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,577745#w587863
>www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,590101#w592694
>www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,598203#w598832 .


>>>>Że, ja ani Jego (pana Elaspa), ani Pana zbytnio nie rozumiem to tylko tzw. "małe piwo".
Ważne, że Panowie się rozumieją.
>Myślę, że udajesz.
I znowu widać, jak wiele Was (Pana z panem Elaspem) łączy (nie tylko wspólny wróg) i On i Szanowny Pan zawsze lepiej wiedzą, co ktoś myśli, gdzie coś udaje i co tak naprawdę chciał napisać. Tak, znalazł Pan tu w nim, jak już nie kolegę, to przynajmniej bratnią duszę.

Nie, Wielce Szanowny Panie, zupełnie w innych czasach, do zupełnie innych szkół chodziliśmy i dzieli nas ogromnie wiele, od kultury wyniesionej z domu poczynając.

Miłego dnia.

@@@
.
14-03-2014 17:36 
 Ocena 1 na 1
Barbiel (1106 punktów)
>Poprzednie Pańskie minusy były równie mądre, jak Pańskie pytanie
>z 6 listopada 2013 roku: "Bardziej mnie ciekawi, kto ci daje te plusy".

Ponieważ już się trochę zadomowiłem na tym forum, chcę wyjaśnić jedną rzecz.
Nie miałem na myśli wszystkich osób, które dają Bogusławskiemu plusy za przytrafiające mu się merytoryczne wypowiedzi.
Chodziło mi o osoby plusujące wypowiedzi, które nie zawierają żadnej treści oprócz "wożenia" się po rozmówcy.
Tu są wypowiedzi, które wtedy skomentowałem:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,590101#w592589
www.racjonalista.pl/forum.php/s,590101#w592498
Podobnych wypowiedzi jest sporo i są na forum conajmniej 2 osoby, którym to się podoba.
Jeśli ktoś oprócz tych 2 osób i Bogusławskiego poczuł się urażony, to przepraszam.
14-03-2014 18:52 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Ponieważ już się trochę zadomowiłem na tym forum, chcę wyjaśnić jedną rzecz.
>Nie miałem na myśli wszystkich osób, które dają Bogusławskiemu plusy za przytrafiające mu się merytoryczne wypowiedzi.
>Chodziło mi o osoby plusujące wypowiedzi, które nie zawierają żadnej treści oprócz "wożenia" się po rozmówcy.
>Jeśli ktoś oprócz tych 2 osób i Bogusławskiego poczuł się urażony, to przepraszam.
Ma Pan rację Bogusławskiego zupełnie nie należy przepraszać, gdyż nie jest on wrażliwą panienką, którą każdy potrafi urazić. Zupełnie trochę więcej niż dwie osoby na tym forum nie są w stanie mnie urazić.
Zresztą Bogusławski jest przekonany o prawdziwości tego powiedzenia:
Nikt nas nie jest w stanie bardziej skompromitować niż uczynimy to sami.

PS. Nigdy nie wożę się po ludziach, choć dosyć często po głupich wypowiedziach. Całą moją tamtą polemikę z panią Luxurią nadal podtrzymuję i nie zgadzam się (choć zgodnie z regulaminem musiałem ją zaakceptować) z uwagą moderatorki.
A tu jako uzupełnienie polecam ciekawą wypowiedź, z którą w dużym stopniu się zgadzam: www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,611485#w611751 Mam szacunek dla ludzi i to ogromny, ale jestem wprost przewrażliwiony na głupotę, szczególnie tą zadufaną we własną mądrość i rację.

Miłego dnia.

@@@
.
09-03-2014 14:52 
 Ocena 7 na 7
niestadny (2492 punktów)

>Nie sądzę zresztą, aby ateiści wykazywali wyższość moralną nad fideistami. Przeciwnie, na ogół są ludźmi zdemoralizowanymi.
Nie zgadzam się z Tobą. Myślę, że ateiści nie potrzebują B(b)oga/bata nad głową by być przyzwoitymi ludźmi.

Jak to jest w polskiej Konstytucji?
"my, Naród Polski - wszyscy obywatele Rzeczypospolitej,

zarówno wierzący w Boga

będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna,

jak i nie podzielający tej wiary,

a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł,[...]"


Proste.


stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
09-03-2014 15:38 
 Ocena 2 na 2
Barbiel (1106 punktów)
>>Nie sądzę zresztą, aby ateiści wykazywali wyższość moralną nad fideistami. Przeciwnie, na ogół są ludźmi zdemoralizowanymi.
>Nie zgadzam się z Tobą. Myślę, że ateiści nie potrzebują B(b)oga/bata nad głową by być przyzwoitymi ludźmi.

Coś mi się zdaje, że Elaspowi nie chodziło o przyzwoitość tylko o moralność, prawdopodobnie katolicką.
09-03-2014 16:55 
 Ocena 4 na 4
niestadny (2492 punktów)

>Coś mi się zdaje, że Elaspowi nie chodziło o przyzwoitość tylko o moralność, prawdopodobnie katolicką.
Moim zdaniem nie ma czegoś takiego jak "moralność katolicka"; wartości ogólnoludzkie są uniwersalne. Rodzina ludzka mimo różnorodności religijnych mitów wywodzi się z jednego źródła.

stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
09-03-2014 17:36 
 Ocena 1 na 1
Barbiel (1106 punktów)
>Moim zdaniem nie ma czegoś takiego jak "moralność katolicka"; wartości ogólnoludzkie są uniwersalne.
Ale zgodzisz się, że coś, co według jednych jest złe, według innych osób może być dobre lub neutralne?
09-03-2014 18:09 
 Ocena 2 na 2
niestadny (2492 punktów)
>>Moim zdaniem nie ma czegoś takiego jak "moralność katolicka"; wartości ogólnoludzkie są uniwersalne.
>Ale zgodzisz się, że coś, co według jednych jest złe, według innych osób może być dobre lub neutralne?
Jakieś przykłady?


stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
09-03-2014 19:14 
 Ocena 4 na 6
Barbiel (1106 punktów)
>>Ale zgodzisz się, że coś, co według jednych jest złe, według innych osób może być dobre lub neutralne?
>Jakieś przykłady?
No na przykład seks przed ślubem.
Albo bicie dzieci.
11-03-2014 11:12 
 Ocena 5 na 5
Irracja (4721 punktów)
>>Coś mi się zdaje, że Elaspowi nie chodziło o przyzwoitość tylko o moralność, prawdopodobnie katolicką.
>Moim zdaniem nie ma czegoś takiego jak "moralność katolicka"; wartości ogólnoludzkie są uniwersalne. Rodzina ludzka mimo różnorodności religijnych mitów wywodzi się z jednego źródła.

... owóż dla katolików wartości ogólnoludzkie nie są uniwersalne, i dlatego tak chętnie mówią o "moralności katolickiej". I choć sami się do tego nie przyznają, a nawet wręcz inaczej tę "moralność katolicką" tłumaczą, to chodzi tutaj o "moralność Kalego". "Dobre, gdy Kali ukraść krowę []- złe, gdy Kalemu ukraść krowę" [].


... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
11-03-2014 14:01 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
> Walka z wiarą ma sens, jeżeli się pokaże, że wiara ogranicza bardziej niż jej brak.
>Jak Pan empirycznie zmierzy stopień ograniczenia, żeby pokazać, że wiara ogranicza bardziej niż jej brak?
Empiria jest tu bardzo istotna, ale to o co Pan pyta wynika już z samej definicji wiary.
Czy Pan uważa, że bezmyślność (zasadniczo np. bezwolne poddawanie się autorytetom) nie ogranicza?
11-03-2014 14:27 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Czy Pan uważa, że bezmyślność (zasadniczo np. bezwolne poddawanie się autorytetom) nie ogranicza?

Poddanie się np. autorytetowi epistemicznemu nie ogranicza, przeciwnie, jest wyrazem rozsądku.
11-03-2014 16:30 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>>>>Czy Pan uważa, że bezmyślność (zasadniczo np. bezwolne poddawanie się autorytetom) nie ogranicza?
>Poddanie się np. autorytetowi epistemicznemu nie ogranicza, przeciwnie, jest wyrazem rozsądku.
Bezwolne poddawanie się autorytetom - nawet epistemicznym jest wyrazem ograniczenia. Nie mogąc zweryfikować prawdziwości stwierdzeń przyjmujemy je "na wiarę". Choć zgodnie z metodologią nauk, przyjmowanie "na wiarę" opublikowanego dorobku naukowego, jest zupełnie inną wiarą od wiary religijnej. (...) język zwyczajnych rozmów
oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji"
.

Miłego dnia.

@@@
.
11-03-2014 19:49 
 Ocena 4 na 4
Barbiel (1106 punktów)
>Poddanie się np. autorytetowi epistemicznemu nie ogranicza, przeciwnie, jest wyrazem rozsądku.


09-03-2014 16:24 
 Ocena 9 na 9
szarley (54906 punktów)
>>Jednocześnie, gdyby Szarley chciał tu bardzo bronić na forum swej wiary (...) Tyle, że Szarley ma właśnie na tyle oleju w głowie, że (...) rozmów o swej wierze na tym forum unika. A to właśnie bardzo wyraźnie przemawia za jego racjonalizmem.
>Oto dowód, że ograniczony może być jednak nieograniczony. Nie wypowiadaj się jak wierzący na racjonalistycznym forum, wierz sobie w zmartwychwstanie i zbawienie - tylko po cichu, a przestaniesz być ograniczony, obrośniesz w piórka mądrości i racjonalizmu. Przez hipokryzję do racjonalizmu.

Mości Elaspie.
Nikt nie zmuszał mnie nigdy do wejścia forum racjonalista.pl
Nikt nie pytał mnie o to czy jestem ateistą czy człowiekiem religijnym

Do religijności, do wiary i to katolickiej wiary przyznałem się dobrowolnie (niektórzy użytkownicy tego forum podejrzewali że jako cieszyniak jestem luteraninem) i przyznanie to podtrzymuję, choć praktykuję także w wspólnie z luteranami, czeskimi braćmi, a kiedy mieszkam w Rosji z prawosławnymi a w Pradze nieraz bywałem w Jednocie Wieczernika

Więcej?
Czytanie wypowiedzi na FR nie zmniejszyło mojej religijności.
Jeszcze więcej?
Pozostaję człowiekiem wierzącym pomimo starań zdecydowanej większości polskich biskupów i proboszczów.
Masz jasność?

Natomiast w przeciwieństwie do Ciebie nie uważam że:
Cytat:
Biorąc pod uwagę całą historię ludzkości, ludzie religijni stanowili 99,999% populacji. Marne 0,001 ateistów (jeśli nie mniej) można uznać za margines. Ateizm to wyrostek robaczkowy w ciele ludzkości. Gdy daje się we znaki, należy go wyciąć.


nie uważam także że:
Cytat:
Prawie wszyscy na tym forum jesteśmy chrześcijanami (katolikami), tylko nie zawsze jednakowo zdajemy sobie z tego sprawę.

dając człowiekowi prawo do wyboru swojego światopoglądu. Przypomnę Ci, że Luther też był ochrzczonym katolikiem. Podobnie jak Dzierżyński.

Nie zgadzam się też z Twoim uzasadnieniem prawdopodobieństwa Zmartwychwstania, dla mnie to podstawowy element WIARY a nie rachunku prawdopodobieństwa. Zmartwychwstanie, jak udowadnia p. Fizyk, nie mogło zaistnieć! Zaistniało? Tak. Jeśli ktoś tej wiary nie podziela, to jego rzecz, nie ma to wpływu na mój do niego szacunek, dopóki mojego prawa do tej wiary mi nie zabiera.

Czy wiara potrafi organiczać moralnie?
Tak, zgadzam się z p. Bogusławskim, że potrafi usprawiedliwiać zło w jej imieniu dokonywane, ale też p. Bogusławskiemu odpisałem, że nie każdy z tego usprawiedliwienia korzysta i chce korzystać.

>Zawsze mi się wydawało, że racjonalizm to postawa wewnętrzna, a nie tylko deklaratywna. Jak widać, ubogie środowisko "racjonalistów" przyjmie w swoje szeregi każdego, byle tylko wypowiadał się jak oni.
Nikogo nie nawracam , bo nawracanie słowem jest niecelowe, przekonać można tylko przykładem, a na to tu nie ma miejsca. Podawać przykład swojego życia? Nie wolno:

Cytat:
l Strzeżcie się, abyście sprawiedliwości waszej nie czynili przed ludźmi, abyście byli widziani od nich; bo inaczej
zapłaty mieć nie będziecie u Ojca waszego, który jest w niebiosach.
2 Gdy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak to obłudnicy czynią w synagogach i po ulicach, aby byli
czczeni od ludzi. Zaprawdę powiadam wam: Wzięli zapłatę swoją.
3 Ale gdy ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewica twoja, co prawica twoja czyni,
4 aby jałmużna twoja była w skrytości; a Ojciec twój, który widzi w skrytości, odda tobie.


Wypowiadam się jak człowiek wiary i dlatego spieram się m.in. z Iwanem Denisowiczem i innymi bytownikami FR

Wypowiadam się jak człowiek wiary i tym się różnię od Hosera, Rydzyka czy Michalika, choć mogę się pochwalić, że mojemu zaproszeniu do głoszenia kazania ani bp Nossol, ani ks Boniecki nie odmówili.

09-03-2014 16:31 
 Ocena 2 na 2
niestadny (2492 punktów)
I to by było na tyle. Są ludzie i "ludziska".


stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
09-03-2014 18:22 
 Ocena 1 na 5
Elasp (6859 punktów)

>Czytanie wypowiedzi na FR nie zmniejszyło mojej religijności.

Toż to najlepszy dowód intelektualnego ograniczenia. Nie rozwinął się Pan ani trochę.

>Zmartwychwstanie, jak udowadnia p. Fizyk, nie mogło zaistnieć! Zaistniało? Tak.

Gratuluję spójności przekonań. Może chce Pan powiedzieć, że wiara jest sprzeczna z rozumem? Jeżeli tak, to bliżej Panu do luteran niż katolików. Obawiam się, że na tym forum jest Pan takim samym katolikiem, jak Ilja Erenburg Żydem w ZSRR.

>Czy wiara potrafi organiczać moralnie?
>Tak, zgadzam się z p. Bogusławskim, że potrafi usprawiedliwiać zło w jej imieniu dokonywane, ale też p. Bogusławskiemu odpisałem, że nie każdy z tego usprawiedliwienia korzysta i chce korzystać.

Co z tego, że "wiara potrafi ograniczać". Gra na fortepianie też potrafi ograniczać, jeżeli człowiek nie widzi świata poza nią i nie dostrzega innych ludzi oraz ich potrzeb czy pragnień.

09-03-2014 18:52 
 Ocena 7 na 7
szarley (54906 punktów)
>>Czytanie wypowiedzi na FR nie zmniejszyło mojej religijności.
> Toż to najlepszy dowód intelektualnego ograniczenia. Nie rozwinął się Pan ani trochę.
Jesteś kompetentny do oceniania mojego rozwoju?

>... bliżej Panu do luteran niż katolików.
Czasem sam to podejrzewam, zwłaszcza kiedy czytam Gościa Niedzielnego czy wpisy Elaspa.

>>Czy wiara potrafi organiczać moralnie?
>>Tak, zgadzam się z p. Bogusławskim, że potrafi usprawiedliwiać zło w jej imieniu dokonywane, ale też p. Bogusławskiemu odpisałem, że nie każdy z tego usprawiedliwienia korzysta i chce korzystać.
>Co z tego, że "wiara potrafi ograniczać". Gra na fortepianie też potrafi ograniczać, jeżeli człowiek nie widzi świata poza nią i nie dostrzega innych ludzi oraz ich potrzeb czy pragnień.

Gra na fortepianie potrafi ograniczać moralnie??
taaaa...
... a Czesi nie są narodem

09-03-2014 19:01 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Gra na fortepianie potrafi ograniczać moralnie??
> taaaa...
>... a Czesi nie są narodem
>

A jeżeli ktoś przedkłada karierę pianistyczną ponad wszystko i zaniedbuje swoją rodzinę, itd. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego.
09-03-2014 19:15 
 Ocena 4 na 4
szarley (54906 punktów)
>>Gra na fortepianie potrafi ograniczać moralnie??
>> taaaa...
>>... a Czesi nie są narodem
>>
>A jeżeli ktoś przedkłada karierę pianistyczną ponad wszystko i zaniedbuje swoją rodzinę, itd. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego.

Widocznie też ogranicza
09-03-2014 19:01 
 Ocena 5 na 5
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)

>Co z tego, że "wiara potrafi ograniczać". Gra na fortepianie też potrafi ograniczać, jeżeli człowiek nie widzi świata poza nią i nie dostrzega innych ludzi oraz ich potrzeb czy pragnień.

Ty jestes najlepszym przykladem w jakim stopniu katolicyzm dotrzega ludzi i ich potrzeby i pragnienia
Wszystko jest o.k. dopoki te potrzeby i pragnienia sa katolickie. Wszystkie inne pragnienia ograniczaja i demoralizuja

Jestes sola tego portalu. Nawet najtrzezwiej myslacy czlowiek potrzebuje od czasu do czasu przeczytac "mysli" kompletnego idioty zeby sobie przypomniec, ze ewolucja czasami robi bledy
09-03-2014 19:25 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Jestes sola tego portalu. Nawet najtrzezwiej myslacy czlowiek potrzebuje od czasu do czasu przeczytac "mysli" kompletnego idioty zeby sobie przypomniec, ze ewolucja czasami robi bledy

Nie wysilaj się, bo nic to nie da.
09-03-2014 19:27 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Tak, zgadzam się z p. Bogusławskim, że potrafi usprawiedliwiać zło w jej imieniu dokonywane, ale też p. Bogusławskiemu odpisałem, że nie każdy z tego usprawiedliwienia korzysta i chce korzystać.
Czego nie oprotestowałem, gdyż nie znam do takiego protestu podstaw. Polecam - choć w wielu poglądach się z nim nie zgadzam - dorobek bardzo mądrego i głęboko wierzącego prof. Obirka. Tak, wśród wierzących są i zawsze byli i są ludzie wielkich umysłów i serc, mogący dla każdego być wzorem, ale wśród powszechnie znanych ateistów występują też ludzie godni najwyższego szacunku nawet przez katolików. Powiem więcej, tacy byli nawet wśród wyznawców religii politycznych.

Tylko bardzo ograniczeni ludzie mogą twierdzić, że segreguję ludzi według poglądów, wyznania lub odrzucenia religii, narodowości, koloru skóry, płci, czy orientacji seksualnych - natomiast przyznaję się bez bicia segreguję ludzi według głupoty i człowieczeństwa. Nie ciepię małych (nie o wzrost mi tu chodzi) zakompleksionych ludzików, zadufanych we własną mądrość i rację. Wszelkich ewangelizatorów i nawracaczy. Sam zawsze zakładam, że mam niedostatek wiedzy, mogę się mylić i popełniać błędy i dlatego stale się uczę i weryfikuję swoje poglądy. Permanentnie optymalizuję moją wiedzę o świecie, ale abym mógł to robić muszę być na ten świat otwartym. W Panu dostrzegam podobną postawę i jest ona dla mnie cenną.

Pozdrawiam.

@@@
.
11-03-2014 09:28 
 Ocena 2 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>>Pan Szarley, choć zna swoją religię, to myśli sam i racjonalne argumenty do niego trafiają.
> Niech Pan więc jeszcze wytłumaczy p. Szarleyowi, że przez swoją wiarę jest ograniczony moralnie i intelektualnie. Bo chyba jest ograniczony, nieprawdaż?
Oczywiście, Elaspie.

Bo nawet jeśli użytkownik "Andrzej Bogusławski", nazywany (zapewne przez nieuwagę) "Panem Bogusławskim", nie twierdził, jak nie całkiem dokładnie (gdyż jak sądzę z pamięci) zacytowałeś, iż "każda wiara, nieżalenie od jej przedmiotu, ogranicza moralnie i intelektualnie, usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu" a jedynie iż "każda wiara - niezależnie od jej przedmiotu - ogranicza nas intelektualnie, a także moralnie - usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu" to i tak przytoczone twierdzenie sprowadza się do przypisania każdemu wierzącemu ograniczenia zarówno intelektualnego, jak i moralnego.
11-03-2014 09:54 
 Ocena 1 na 3
Elasp (6859 punktów)

Oczywiście cytowałem z pamięci słowa Bogusławskiego, dlatego także użyłem słowa "dictum" ("dictum Bogusławskiego"), ażeby nie podawać linku. Powtarza on tę myśl tak często, że sięganie po cytat było przecież zbędne. Bogusławski nie odróżnia myśli od zdania gramatycznego - jedna i ta sama myśl może mieć wiele różnych reprezentacji w postaci zdania. To, co mnie interesowało, to niedorzeczność częstokroć powtarzanej myśli Bogusławskiego. I niedorzeczność ta jest wykazana w odpowiedzi udzielonej p. Maceoxowi (www.racjon(*).php/s,608495/z,0/d,23#w610959).

Przecież nieodróżnianie myśli od zdania prowadzi do niedorzeczności. Jeżeli powiem

Ockham twierdził: "nie należy mnożyć bytów ponad potrzebę",

mógłby tak samo Ockham powstać z grobu i zakrzyknąć: "Kłamstwo! Gdzie tak twierdziłem, proszę o cytat! Ja nie znam języka polskiego i nigdy takiego zdania nie napisałem, co najwyżej takie:"

"entia non sunt multiplicanda sine necessitate"!


11-03-2014 10:53 
 Ocena 2 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>Oczywiście cytowałem z pamięci słowa Bogusławskiego, dlatego także użyłem słowa "dictum" ("dictum Bogusławskiego"), ażeby nie podawać linku. Powtarza on tę myśl tak często, że sięganie po cytat było przecież zbędne.
Czyli cudzysłowu użyłeś dla wyodrębnienia obcej wypowiedzi. A to nie jest tożsame ze wskazaniem dosłowności cytatu, podobnie jak w zdaniu Często mi mówiono "co z ciebie wyrośnie?" nie o dosłowność chodzi.

Ale przejrzałam nieco forum i potwierdzam, że Andrzej Bogusławski kilkakrotnie przytaczał twierdzenie iż "wiara ogranicza moralnie i intelektualnie".

>Bogusławski nie odróżnia myśli od zdania gramatycznego
Jeśli chodzi o "dictum" to jest ono definiowane jako "wypowiedź", np. wg PWN to "czyjaś dobitna wypowiedź".

>- jedna i ta sama myśl może mieć wiele różnych reprezentacji w postaci zdania. To, co mnie interesowało, to niedorzeczność częstokroć powtarzanej myśli Bogusławskiego.
W zaistniałej sytuacji interpretowanie, że wypowiedzi Andrzeja Bogusławskiego wynikają z jego myśli może się okazać kolejnym nadużyciem.

>Ockham twierdził: "nie należy mnożyć bytów ponad potrzebę",
>mógłby tak samo Ockham powstać z grobu i zakrzyknąć: "Kłamstwo! Gdzie tak twierdziłem, proszę o cytat! Ja nie znam języka polskiego i nigdy takiego zdania nie napisałem, co najwyżej takie:"
>"entia non sunt multiplicanda sine necessitate"!
Jaka szkoda, że regulacje w zakresie prawa do przekładu zapewne niweczą logikę tej uroczej wykładni! (Czyt. "nie należy mnożyć brzytew Okhama ponad potrzebę." )
08-03-2014 17:32 
 Ocena 11 na 11
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Może właśnie dlatego, że to, co mówię, jest w sumie oczywiste?
Właśnie tu ma Pan problem, to co jest oczywiste dla Pana wcale nie musi być oczywiste dla kogokolwiek innego.

> Oto istotne dla mnie twierdzenia.

> 1. Ludzkość w większości składała sie i sklada z ludzi religijnych.
Tak.

> 2. Religia odgrywa więc pewną funkcję, której nie należy lekceważyć.
Tak.

> 3. Religijność ma psychologiczną podbudowę
Tak.

> - człowiek jest zdolny i skłonny do myślenia maksymalistycznego,
Co to w ogóle znaczy? To jakiś bełkot - myślenie na zasadzie: albo jesteś całkowicie z nami, albo całkiem przeciw nam. www.racjon(*).php/s,532005/d,26/z,0#w537135

>toteż walka z religią to walka z ludzkim umysłem.
Całkowita bzdura! Walka z religijną wiarą to wyzwalanie ludzkich umysłów z klapek i chomąta?

> 4. Gdyby religia jako taka była szkodliwa, byłaby wyeliminowana w procesie ewolucji. Nic takiego jednak nie nastąpiło.
Ależ religia jest bardzo pożyteczna, tylko do czego i dla kogo? Dla konkretnego człowieka jest chomątem trzymającym go
w ryzach. Trzyma go w stadzie, a stado jak pisze pan Zbyszek stado czyni myślących bezmyślnymi. Komu potrzebni są inni, którzy za niego myślą, dla tego religia jest bardzo pomocną.

> 5. Z wyników poznania naukowego wypływa wniosek sceptyczny w odniesieniu do Boga, ze sceptycyzmu jednak nie wynika ateizm.
Nauki przyrodnicze (science) nie zajmują się takimi baśniowymi stworami jak bogowie, smoki, wróżki itp. Natomiast nigdy, nigdzie, w najmniejszym stopniu na natrafiono na najmniejszy wpływ jakiejkolwiek nadrzeczywistości na istniejącą obiektywnie rzeczywistość. Konsekwencją przyjęcia światopoglądu opierającego się na naukach przyrodniczych jest ateizm, choć ludzie bardzo rzadko miewają spójne światopoglądy.

>Opieranie ateizmu na nauce jest oszustwem intelektualnym.
Jakakolwiek wiara w istnienie jakiejkolwiek nadrzeczywistości jest w świetle nauk przyrodniczych całkowitą bzdurą, ale teizm nie broni się także w naukach społecznych.

> 6. Idea transcendentnej zasady jest potrzebna dla uzasadnienia ogólnych sądów moralnych. Bez niej wszystkie zasady moralne są tylko warunkowe ("jeżeli chcesz przeżyć w społeczności, powinieneś...").
Komu - wierzącym? To niech sobie wierzą. Nie ma żadnego zakazu wiary w jakiekolwiek bzdury.
Etyka nie dostrzega tu jakichkolwiek uzasadnień dla uniwersalistycznych systemów moralnych. Idea sankcjonującej moralne nakazy transcendencji występuje tylko w systemach religijnych.

> 7. Człowiek to z natury istota zdolna do postępowania moralnego.
Tak.

>Można powiedzieć, że idea Boga jest potrzebna do tego, aby być człowiekiem.
Kompletna bzdura, wytwór ograniczonego wiarą umysłu. Nie można być w pełni człowiekiem, gdy jest się ograniczany wydumanymi stworami ludzkiego umysłu, a jeszcze do tego za pośrednictwem kapłanów. Historia uczy, że wiara bardzo rzadko miała wpływ na dobre postępowanie jednostek, a wprost nagminnie prowadzi do najgorszych masowych zbrodni czynionych w jej imieniu i na chwałę ich bogów.

> 8. Jeżeli świat jest tylko i wyłącznie materialny, nie ma żadnej racji, aby pewnym skupiskom materii nadawać szczególne prawa i traktować w szczególny sposób.
Ot moralność katolika, tak samo specyficzna jak logika. A co to w ogóle znaczy "skupisko materii"? Natomiast mózg jest "najbardziej złożoną strukturą w kosmosie" i może przez to, że jest nasza i tak bardzo nas wyróżnia warto nadawać jej szczególne prawa i traktować w szczególny sposób.? Ale każdy sam może dokonywać tu wyboru.

> Jeżeli więc człowiek ma mieć coś takiego jak godność, implikuje to istnienie Boga,
> będącego dawcą i gwarantem tej godności.
Człowiekowi żaden "bóg" do godności nie jest potrzebnym. Odwrotnie wymyślony stwór, tą godność ogranicza. "Wolę być udoskonaloną małpą niż zdegenerowanym Adamem".

>Ateizm, humanizm i materializm są więc nie do pogodzenia.
Z fideizmem? Tak rzeczywiście nie sposób je pogodzić, ale względem siebie są spójne.

> 9. Nauka nie wypowiada się o Bogu z tej prostej przyczyny, że Bóg (jeżeli istnieje) jest przedmiotem pozafizycznym.
Nie, zupełnie nie dlatego? Tylko dlatego, iż nawet gdyby istniał, to nie wpływa nawet w najmniejszym stopniu na rzeczywistość dostępną człowiekowi. Jeżeli istnienia czegoś lub choćby najmniejszego wpływu na istniejącą obiektywnie rzeczywistość nie możemy stwierdzić, to dla nauki (science) taki wydumany byt jest nieinteresujący.

> 10. Sceptycyzm w stosunku do Boga jest wystarczającą podstawą do wiary.
Do wiary potrzebną jest tylko wiara i wierze nic nie jest w stanie zaprzeczyć.

>Jeżeli nie wiem, czy Bóg istnieje, mogę wierzyć w jego istnienie.
Dla wiary nie potrzebne są jakiekolwiek argumenty. Tak, spokojnie może Pan wierzyć, tak w Boga/bogów, jak i smoki i krasnale. Nauka zaś mówi, że prawdopodobieństwo istnienia jakiejkolwiek nadprzyrodzoności jest tak znikome, że aż żadne i racjonalnym umysłom to wystarcza.

> 11. Człowiek powinien mieć wolność wyboru religii.
Najpierw to człowiek powinien mieć prawo, czy chce wybrać wiarę, czy woli niewiarę.

>Najlepiej jest wybrać religię mającą odpowiednio długi staż.
Ja zawsze wolę najbardziej sprawdzające się rozwiązania, a dziś takim jest postawa racjonalna.

I znowu, to wcale nie jest ani odpowiedź dla Pana, ani polemika z Panem. Pan i tak niewiele potrafi z tego zrozumieć, ale użyte tu przeze mnie argumenty ludziom myślącym mogą się przydać do samodzielnej refleksji.

Miłego dnia.

@@@
.
08-03-2014 22:05 
 Ocena-3 na 5
Elasp (6859 punktów)

>I znowu, to wcale nie jest ani odpowiedź dla Pana, ani polemika z Panem.

To niech Pan nie zaśmieca forum bezwartościowymi wpisami.
08-03-2014 23:39 
 Ocena 3 na 5
maceox (6766 punktów)
>>I znowu, to wcale nie jest ani odpowiedź dla Pana, ani polemika z Panem.
>To niech Pan nie zaśmieca forum bezwartościowymi wpisami.
Pan uważa, że tylko pisanie do Pana jest wartościowe.
A ja chyba bym się zmartwił, gdyby Pan za wartościowe uznał moje wypowiedzi.
09-03-2014 00:37 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Bogusławski: I znowu, to wcale nie jest ani odpowiedź dla Pana, ani polemika z Panem.
Pan Elasp: To niech Pan nie zaśmieca forum bezwartościowymi wpisami.
>Pan uważa, że tylko pisanie do Pana jest wartościowe.
>A ja chyba bym się zmartwił, gdyby Pan za wartościowe uznał moje wypowiedzi.
Panie Macieju, dla co najmniej kilku, a może i kilkunastu osób moje wypowiedzi są bezwartościowe. Ktoś, jednak plusy panu Elaspowi i jego klice, klika, a czasem nawet podejmuje się jego obrony. Tyle tylko, że ja już w zamierzeniach tak piszę, aby osoby, których argumentowania swoich wywodów zupełnie nie cenię prowokować i złościć.

Mnie ten postulat z Wprowadzenia bardzo się podoba: Ironia i sarkazm. Jeśli oczekujesz, że pisząc o tych tematach będziemy śmiertelnie poważni, zawiedziesz się. Owszem, często nasz styl jest niezwykle poważny, książkowy lub naukowy, bez cienia uśmieszku na ustach. Jednakże jest to zmieszane z mniej pompatycznymi ujęciami. "Propagowanie racjonalizmu oznacza nie tylko suchy język naukowych monografii (mało zazwyczaj perswazyjnych czy prelekcji, czy też wreszcie jedynie wyrabianie logicznego myślenia w świadomości społecznej. Oznacza ono także sięgnięcie po oręż lekkości i humoru, ironii i drwiny, jako nader groźnych narzędzi do walki z przesądem, nonsensem i bzdurą. Oznacza więc sięgnięcie do świetnych wzorów oświeceniowych pamfletów, tak skutecznie i nieubłaganie, a przy tym wszystkim w tak lekkiej formie, tropiących relikty mentalności pierwotno-irracjonalnej we współczesnych im społeczeństwach" (Zygmunt Poniatowski).

Sam Mistrz imię którego nosi Racjonalista, daje nam wytyczne, które ujął w credo Tadeusz Żeleński-Boy: " Igrać z najbardziej uświęconymi pojęciami, z najbardziej czcigodnymi uczuciami, próbować ich siły i szczerości, rozkładać je odczynnikiem śmiechu, prowokować obłudne oburzenia, demaskujące dyskusje, wpuszczać powietrze, ośmielać do myślenia, iżby pośród walących się bałwanów zostało to, co naprawdę jest szanowane - oto zadanie, które chciałbym spełniać wedle sił moich". Oczywiście argumenty nasze są jak najbardziej poważne i jak najmniej śmieszne. Tego jednak umysłom bystrym tłumaczyć nie potrzeba.


Nigdy nie chciałem się wszystkim podobać, a z poglądami zawsze byłem i jestem dosyć "osobnym" człowiekiem i cieszę się, że na naszym forum znajduję zrozumienie u tak wielu czytelników, ale to niszowe forum i choć otwarte dla wszystkich, to jednak było kierowane do racjonalistów, czyli samodzielnie myślącej inteligencji. Dla sprawnych intelektualnie inaczej moje pisanie jest rzeczywiście bezwartościowe, gdyż ani sensu, ani logiki wywodów zrozumieć nie potrafią. Pańskie chyba też, gdyż ja je sobie cenię, a to co mnie się podoba, to nie może się podobać Panu Elaspowi.

Pozdrawiam.

@@@
.
08-03-2014 18:21 
 Ocena 14 na 14
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
> 4. Gdyby religia jako taka była szkodliwa, byłaby wyeliminowana w procesie
> ewolucji.

Bzdura. Gorzała szkodzi, fajki szkodzą, narkotyki też. Wszystko to ma się świetnie, ewolucja tego nie zlikwidowała. Bo wielu łupie to wszystko fajnie w czachę, przynosi kasę, władzę i jeszcze kilka rzeczy. Jak religie, które są po prostu dobrze dostosowanym do ludzkich popędów mempleksem.

> 6. Idea transcendentnej zasady jest potrzebna dla uzasadnienia ogólnych sądów
> moralnych.

Uzasadnieniem ogólnych sądów moralnych jest:

a)konstrukcja biologiczna

Dzięki odkryciom neurobiologów wiemy dziś, że kodeksy etyczne są wytworem operacji kory przedczołowej, a nie odczucia moralnego i empatii powstających w ciele migdałowatym i w neuronach zwierciadlanych i to właśnie dlatego głoszone przez nauczycieli moralności ogólne normy etyczne nie budują wcale powszechnej szczęśliwości, szacunku i miłości pomiędzy ludźmi. Bo nie uruchamiają neuronów zwierciadlanych i ciała migdałowatego. Tutaj nie ma empatii, wrażliwości, uczucia, jest tylko głód oceny, prawno-kodeksowej weryfikacji i ewentualnej opresji wobec niepodporządkowanych. Kodeksy służą syceniu ego, a nie wrażliwości wobec innego człowieka. To poważny zarzut wobec idei umoralniania społeczeństwa poprzez głoszenie moralnych nauk. Nie powinno chodzić nam o to, żeby wychowywać człowieka straszeniem karą za łamanie abstrakcyjnych zasad typu "nie zabijaj", czy "nie kradnij", ale rozbudzeniem empatii, owym spotkaniem twarzy drugiego, jak pisał Emanuel Levinas. To jest fundament faktycznej i efektywnej postawy etycznej. Etyka kodeksowa działa skutecznie jedynie dzięki groźbie kary, jest czymś koniecznym w złożonej przestrzeni publicznej, lecz niewystarczającym w budowie etycznie pięknych ludzi. Dyscyplinuje, ale nie wychowuje, bo nie potrafi uruchomić przenikliwego wglądu, etycznej wrażliwości, spontanicznej dobroci i otwarcia na wielość, inność, odmienność. Empatia (zwłaszcza poznawcza) to zaznanie drugiego, to jego silne dotknięcie i autentyczne poznanie. To doświadczenie jego uczuć, jego przeżywania świata i jego specyficznej, jednostkowej wrażliwości. To spotkanie z innym kosmosem, który dopiero poprzez tak silny wgląd jesteśmy w stanie dojrzeć, doświadczyć, zrozumieć i zaakceptować. Kodeksy i normy nie posiadają tej wrażliwości i możliwości, są tylko powierzchownym ujęciem drugiego człowieka w kategorycznych, jedynosłusznych ramach inspirujących bardziej opresję, przymus i potępienie, niż dobro. Kodeks, norma, sąd moralny to bezosobowość, możliwość działania wobec innych i podejmowania w ich sprawach decyzji w trybie arbitralnym. Co pompuje osobiste ego. To prosty mechanizm prowadzący do zła, krzywdy, odmawiania wartości i wykluczenia. To mechanizm służący zaspokajaniu własnych popędów poprzez realizacje własnej interpretacji dobra, piękna i tego, czym ma być drugi, a najlepiej każdy człowiek. Prawdziwej miłości w tym nie ma, bo inna, obca przestrzeń w drugim człowieku nie jest tutaj naszym celem. Tym jest nakarmienie i zaspokojenie własnego ego. Tym głodniejszego, im mocniej inspirowanego silną religijną wiarą i wytycznymi własnego Boga.
Nakazy i zakazy kodeksowe nie tworzą więc konstrukcji moralnej, tylko działają kusząco i strasząco. Człowiek inspirowany jest własnym egoizmem, stratą, korzyścią, grą w wieczne piekło-niebo. To konstrukcja zastraszonego bydlęcia, a nie człowieka moralnego. Pisano o tym od Schopenhauera do Kołakowskiego. Taka miłość bliźniego jest interesowna, egoistyczna, w końcu wieczność i nieśmiertelność się w zamian obiecuje. Kryje się za tym fałsz, bo własny interes jest tutaj celem. Kodeks poucza nas jak zostać świętym, a raczej, co gorsze, jak zdobyć buńczuczną pewność, że jest się świętym, co przyczynia się do utrwalenia fanatyzmów w konfrontacjach odmiennych doktryn i likwiduje w świadomości rezerwę niepewności, dzięki której dopiero możliwe jest współistnienie odmiennych poglądów na świat i życie.

b) umowa społeczna, którą zawierają ludzie rozgarnięci aby większości ludzi żyło się bezpieczniej, przyjemniej itd. Transcendencja może sobie iść do diabła.

> 7. Człowiek to z natury istota zdolna do postępowania moralnego. Można powiedzieć,
> że idea Boga jest potrzebna do tego, aby być człowiekiem.

Tak samo jak Rower jest potrzebny do tego, żeby być rybą.

> 8. Jeżeli więc człowiek ma mieć coś takiego jak godność, implikuje to istnienie Boga,
> będącego dawcą i gwarantem tej godności.

Kpisz, czy o drogę pytasz? Bóg, który przykazuje kochać, także wprost i bez zażenowania siebie, terroryzując i strasząc, jest żałosny jak jakiś niechciany, podchmielony młokos dobijający się do drzwi panny, która go ignoruje. Godności tutaj ludzi się właśnie pozbawia, gdyż jest to sprowadzanie ich nikczemnym szantażem do roli lizusa muszącego przepraszać, skamleć, prosić, poniżać się, lizać posadzkę i tyłek wymyślonemu bóstwu. Brzydzi mnie takie odzieranie ludzi z godności, wzbudzanie w nich strachu i to żałosne liczenie na wieczną nagrodę. Brzydzi mnie pozbawianie ludzi woli autokreacji, woli samokształtowania i samostanowienia i sprowadzanie ich do roli niewolnika reagującego tylko na narzucone przez klechy komendy i znaki. Brzydzi mnie pozbawienie człowieka samodzielności myślenia, szerokich horyzontów, życia wzmożonego, kreatywnego, budującego siebie względem jedynej rzeczywistości, jedynego świata i życia. I nie widzę w tym świecie niczego obrzydliwszego od wmówienia człowiekowi tego, że piękno zaistnienia, jakiego dopiero co zaczął doświadczać jest li tylko rundą kwalifikacyjną do bycia, życia i świata właściwego. Zaświatowego - pośmiertnego. Takie tam, byle co właściwie, takie przejściowe właściwie nic. Rundka kwalifikacyjna. Dopiero to, co po życiu, będzie naszym szczęściem. To maksymalna podłość i pozbawienie jakiejkolwiek godności, w tym człowieczeństwa. Deprecjacja i zdrada rzeczywistości kosztem zmyślonych zaświatów to najhaniebniejszy akt w historii ludzkości.
08-03-2014 22:11 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Bzdura. Gorzała szkodzi, fajki szkodzą, narkotyki też. Wszystko to ma się świetnie, ewolucja tego nie zlikwidowała.

Ewolucja działa na przestrzeni setek tysięcy lat.

>> 6. Idea transcendentnej zasady jest potrzebna dla uzasadnienia ogólnych sądów
>> moralnych.
>Uzasadnieniem ogólnych sądów moralnych jest:
>a)konstrukcja biologiczna
>Dzięki odkryciom neurobiologów wiemy dziś, że kodeksy etyczne są wytworem operacji kory przedczołowej, a nie odczucia moralnego i empatii powstających w ciele migdałowatym i w neuronach zwierciadlanych...

Mylisz przyczynę z racją. Interesuje mnie racja sądów moralnych, a nie ich przyczyna.

>b) umowa społeczna, którą zawierają ludzie rozgarnięci aby większości ludzi żyło się bezpieczniej, przyjemniej itd. Transcendencja może sobie iść do diabła.

Oznacza to konwencjonalność moralności.
09-03-2014 14:14 
 Ocena 9 na 9
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Mylisz przyczynę z racją. Interesuje mnie racja sądów moralnych, a nie ich przyczyna.

A co Ci z racji pod postacią transcendentnej zasady uzasadniającą sądy moralne, kiedy konstruowanie moralności u ludzi za pomocą tychże nie działa w ogóle albo pozornie, czy bardzo powierzchownie? Wszędzie Ci piszę, że uzasadnienie sądów moralnych przyczyną zewnętrzną/boską to nonsens, bo zawęża, ogranicza, ewolucyjnie hamuje człowieka na polu moralności. Religia nie tworzy ludzi moralnych tylko kusi(niebo, wieczność) albo straszy(piekło, cierpienie). Powściąga, a nie trwale buduje. Za "transcendentną zasadę" (względem naturalistycznej konstrukcji - popędów, żądz) robi język, myśl, refleksja, logos. Koniec. Bogi Jogi są ostatecznie zbędne i szkodliwe.
Twoja perspektywa moralna wywiedziona z Twojej religii ogranicza się do roli człowieka jako zastraszonego bydlątka. Inaczej nie znasz, nie naumieli, nie jesteś tego w stanie zaprojektować w sobie i odczuć. Spoko, to normalka jak się wpadło w katolickie byle co po urodzeniu. Inaczej nie będzie. Jedziemy. Jak krowie na rowie:

1. Czy człowiek powstrzymujący się przed zrobieniem czegoś niecnego ze względu na prawo, policję, więzienie ma w sobie konstrukcję moralną? Nie ma. To jest to właśnie TYLKO zastraszone bydlątko. Chciałby, kusi, ciągnie, ale się boi.

2. Czy człowiek powstrzymujący się przed zrobieniem czegoś niecnego ze względu na Boga, piekło, niebo, wieczne cierpienie/szczęście, Sąd Ostateczny ma w sobie konstrukcję moralną? Nie ma (wiem, boli i chce się protestować). To jest też to TYLKO zastraszone bydlątko. Chciałby, kusi, ciągnie, ale jest totalnie zastraszony.

3. Czy człowiek powstrzymujący się przed zrobieniem czegoś niecnego ze względu na wstyd, ostracyzm społeczny, wykluczenie, szykany ma w sobie konstrukcję moralną? Nie ma. Tutaj też decyduje strach.

Teraz wchodzimy w wyższe rejestry moralne, których w katolicyzmie ni ma. Bo nie ma w nim nacisku na kształtowanie w ludziach inteligencji emocjonalnej, z której choćby taka empatia poznawcza jest wyciągnięta całkowicie, bo zaznanie, zrozumienie i akceptacja innego, obcego, odmiennego i jego wartości, świata, emocji czy doświadczeń nie jest stosowana. Obce, inne światy podlegają deprecjacji, a nie zrozumieniu i akceptacji. Taki jest schemat funkcjonowania tej religii. Więc uwaga:

Gdyby zabrać tym ludziom straszaki, to co zostanie z ich konstrukcji moralnej? No nic. Jedynym uzasadnieniem ich postawy była presja i obawa. Teraz to już nawet wreszcie kochać drugiego jak siebie samego nie trzeba. Można odetchnąć. No, chyba że ktoś zdążył odkryć, że go to nakręca i robi mu to dobrze. Ale w sumie można już robić co się chce, zaspokajać swoje popędy. Taka to marna konstrukcja. Teraz dostaniesz inna perspektywę.

Spróbuj sobie przynajmniej wyobrazić, że są ludzie, którzy nie tylko potrafią się powstrzymać, ale nie są w ogóle w stanie naruszyć czyjejś przestrzeni, bo taką mają konstrukcję, tak zostali/się ukształtowani/li (świadomie bądź przypadkiem), że nie są w stanie nawet dotknąć cudzej przestrzeni, tego co nie ich, czegokolwiek co mogłoby naruszyć dobrostan innego człowieka. Ba. Oni nawet o tym już nie myślą, niczego tutaj nie rozważają, nie wahają się, nie powstrzymują. Bo nie mają w sobie takich ciągot. Są moralnie znakomicie uporządkowani, a nie tylko zastraszeni. Nie ma straszaka, ale nie jest się w stanie ukraść, zgwałcić, zamordować, skrzywdzić. Chyba, że przypadkiem, z głupoty, nieświadomie. To się zawsze może zdarzyć. Ale bez intencjonalnego działania. Czy to jest wyobrażalne dla katolickiej głowy? Niemożliwe? Nierealne? Jak to się robi? To dostaniesz uproszczony przepis:

Najlepiej zacząć w dzieciństwie. Jeżeli Twój dzieciak zwędzi coś w piaskownicy. Dajmy na to konika, to co zrobisz? Jeżeli powiesz mu, że tak nie wolno, to będzie to za mało. Niczego w nim nie zmieni, nic do jego postawy nie doda poza ewentualnym strachem przed twoją reprymendą. Jeżeli postraszysz policjantem, kominiarzem, panem w żółtym kapeluszu czy nawet Bogiem z piekłem i diabłami, to będzie podobnie, a nawet możesz wyrządzić krzywdę. Bo pojawi się jakiś irracjonalny strach przed czymś absurdalnym. Tu nie ma jednostki moralnej, jest tylko przestraszona. Trzeba czegoś innego. Musisz wprowadzić dziecko w inną, obcą perspektywę. Czyli nie straszysz, nie wprowadzasz jakichś wymyślonych bytów, ale budzisz empatię. Kształtujesz umiejętność przyjęcia sposobu myślenia, spojrzenia na rzeczywistość z perspektywy innych osób. To empatia poznawcza. Uczysz je stawiać się w sytuacji emocjonalnej drugiego człowieka. Odkrycie perspektywy innych, poznawanie jej, rozumienie i odczuwanie. Skradziony konik będzie odczuty z perspektywy poszkodowanego. To zaboli, dziecko poczuje stratę na sobie i cierpienie z tym związane. Ty musisz pomóc odnaleźć mu w sobie tę inną, obcą perspektywę i świadomość tego, że nasze czyny rzutują na emocje i uczucia innych ludzi. Oczywiście trzeba to robić rozsądnie, by dziecko to odczuło, ale nie tkwiło w stanie potępienia. Zapewniam cię, że konsekwencja w rzutowaniu na jego percepcję perspektywy innych osób ukształtuje szacunek i brak chęci sięgania po to, co nie jego, naruszania nie swojego terytorium. Naruszania czyichś wartości, zasobów i przestrzeni. Nie dość, że obcy stanie się w jego oczach samoistnym, pełnowartościowym, wolnym podmiotem, to sam siebie będzie chciał tak postrzegać. Więc przy okazji zbuduje się asertywność, która zawsze zadziała, kiedy ktoś inny będzie chciał naruszyć nasze lub innych granice. Dopiero w tej przestrzeni rodzi się moralność właściwa. Moralność, która nas mądrze przemienia, wyzwala i uzdrawia. Daje nam wyższe, pełniejsze człowieczeństwo zrodzone z bezwarunkowego uznania statusu drugiej osoby i zgody na jej odmienność. Tego w kościele cię nie nauczą, bo tam inne, odmienne, obce jest małowartościowe, do przejęcia, wchłonięcia, likwidacji. A później ludzie tak funkcjonują całe życie, nawet pośród najbliższych, bo moje jest właściwe, dobre i musi być na wierzchu.
12-03-2014 23:51 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
Chciałbym imiennie podziękować Ci za Twoje doskonałe posty. Są pierwszorzędne. Mają wielką moc eksplanacyjną, że się tak wyrażę.

Mam tylko jedno zastrzeżenie:
>Jeżeli Twój dzieciak zwędzi coś w piaskownicy. Dajmy na to konika, to co zrobisz?
Ostatnio siłą rzeczy trochę czasu spędzam w różnych piaskownicach i widziałem tam już wiele różnych przedmiotów, ale jeszcze ani razu widziałem konika. Skąd Ci się wziął w piaskownicy akurat, kurde, konik?
13-03-2014 00:07 
 Ocena 4 na 4
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Skąd Ci się wziął w piaskownicy akurat, kurde, konik?

Stąd, że kiedy byłem mały (może miałem z pięć, sześć lat), rąbnąłem w piaskownicy takiego plastikowego. Były kiedyś w kioskach takie żołnierzyki plastikowe, czasami nasadzane na konia. I takiego właśnie zwędziłem Ten przykład nie jest wymyślony.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>Religia nie tworzy ludzi moralnych tylko kusi(niebo, wieczność) albo straszy(piekło, cierpienie). Powściąga, a nie trwale buduje.
W przypadku chrześcijaństwa jest jeszcze ukrzyżowany Jezus, więc może on działa w tym niezagospodarowanym wymiarze i dając przykład poświęcenia uczy empatii?

Asertywności zaś uczy kościelny z tacą.
09-03-2014 14:14 
 Ocena 7 na 7
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Teraz o nędzy racji sądów moralnych, czyli o triumfie popędów, żądz i własnych egoizmów w nich zawartych, jeżeli nie uwzględnia się wartości dla innej, obcej, odmiennej perspektywy:

   Wielu ludziom wydaje się, że wyznając ideologię z kodeksem etycznym na sztandarze jest się posiadaczem odpowiednio wysokiej wrażliwości moralnej. A to oczywiście nieprawda. Psu na budę te kodeksy, spisane wartości i sądy moralne jeżeli zostawisz ludzi tylko z nakazami, zakazami, przykazaniami to dojdzie u nich do atrofii zmysłu moralnego albo w ogóle zablokowania możliwości uruchomienia się takiego zmysłu. Sam fakt przynależności do grupy posiadającej system moralny rodzi konformizm wobec już gotowych i usankcjonowanych konwencji. Znika autonomiczność, znika zmysł refleksyjny, znika doświadczenie, osobisty wysiłek analizy i zrozumienia, bo są gotowce. Te wszystkie kalki moralne, po które w razie potrzeby można sięgnąć i się do nich odwołać. I tu już właśnie czyha atrofia, czyli zrzeczenie się przez podmiot odpowiedzialności za kreację swojej postawy etycznej i scedowanie jej na autorytety ustalające rzekomo powszechnie uznane przepisy.
   Tutaj nie stwarza się nieustannie żywej i czułej wrażliwości etycznej. Nie doświadcza się dogłębnie drugiego człowieka, jego wrażliwości, emocji i uczuć, nie ma przeniesienia, współodczuwania i identyfikacji, tylko wydobywa się zasymilowaną etyczną formułę. Kodeksy nie uwrażliwiają jeszcze człowieka, tylko go, co najwyżej, dyscyplinują. Bo Bóg czy policja czuwa. Posiadanie i nawet mocne utożsamianie się z kodeksem moralnym nie znaczy, że jesteśmy moralni. Mamy tylko założoną smycz. Jesteśmy zdyscyplinowani, bo zastraszeni. A zastraszony, to tylko powściągliwy. Jeszcze nie moralny. Ba, w ogóle nie moralny, chociaż bezpieczniejszy dla innych. Ale to chyba nie o to nam chodzi? Chyba możemy chcieć czegoś więcej? Tym bardziej, że taki kodeksowy delikwent często dość swobodnie dysponuje tą swoją smyczą i nigdy nie wiadomo kiedy i w jakiej sytuacji jednak drugiego ugryzie, bo mu coś popuści, a same kodeksy są często kontrowersyjne, dziurawe czy powierzchowne.
   Ci, którzy mają jakąś wrażliwość emocjonalną tej kodeksowości towarzyszącą współczują, pochylają się, troszczą się, bo chcą być dobrzy z jakiegoś powodu. I tu już robimy krok do przodu, ale to i tak jest wciąż stanowczo za mało. Już gdzieś zauważamy drugiego, już zadziałamy na jego korzyść, poszerzamy dobrostan, ale wciąż tkwimy w konstrukcji niepełnej, upośledzonej. Bo zamiast "miłuj bliźniego swego, jak siebie samego" powinno być "miłuj bliźniego swego jako kogoś innego". W tym pierwszym odnosisz się do drugiego przez siebie, przez własne wartości, oceny, projekcje, nawet uczucie cierpienia. Wciąż tkwisz w swojej skorupie. Dopiero ta druga formuła potrafi otworzyć cię na zupełnie obcą, inną, nieznaną perspektywę. I tu się zaczyna rewolucja, empatyczny wgląd, tu się zaczyna nowe otwarcie, poszerzone człowieczeństwo i prawdziwa droga do rzeczywistej, powiększonej moralności. Tutaj spotykasz się naprawdę z drugim człowiekiem. Bo do tej pory widziałeś go jakby zza szyby, tylko poprzez swoje uwarunkowania, swoje oceny, sądy i wartościowanie. Swoje wzorce, popędy, miłości. Teraz zaczynasz przyjmować obcą perspektywę, zaczynasz w ogóle dostrzegać, że coś takiego jest, chcesz nauczysz się ją cenić, szanować, akceptować drugiego w odmienności i różnicy. To wyższa szkoła jazdy w drodze do rzeczywistego człowieczeństwa. Tutaj dopiero rodzisz się na drugiego człowieka, a więc sam rodzisz się w ogóle do życia, bo poprzez drugiego, innego, jego obcą perspektywę i wszystko, co ludzi różni zaczynasz wychodzić z dominacji żądz, emocji i popędów, które tobą władają, nie pozwalając na wyłonienie się abstrahującego od swych biologicznych uwarunkowań podmiotu. To tutaj dopiero i naprawdę odkrywasz swoje mocno uwolnione ja, odseparowane od dominujących popędów ego. Tutaj masz dopiero szansę na prawdziwą miłość, która już nie polega na rzutowaniu na innego swojej perspektywy dobra, piękna, szczęścia czy prawdy, ale na odkrywaniu różnicy, gdzie całkowicie respektuje się odrębność, jednostkowość, specyfikę. Tu się zaczyna prawdziwa miłość bliźniego. Gdzie wyłania się uwolniona od twoich projekcji i biologicznych determinacji jednostka. Gdzie on, ten drugi, obcy, inny człowiek, rzeczywiście istnieje. Jako on sam, sam w sobie i dla siebie, a nie jako lustrzane odbicie naszych idealistycznych wyobrażeń. Gdzie już nie podporządkowujemy go swoim wzorcom i popędom.
   Tutaj już nie ma wymuszonej strachem, Bogami, prawem, więzieniem, wykluczeniem, niepewnym losem pośmiertnym postawy względem innych ludzi. Możesz sobie wyobrazić ludzi, którzy odnoszą się do innych bez takich inspiracji? Z własnej konstrukcji, pełni, z tego nadmiaru obdzielasz i emanujesz życzliwością, ciepłem, własną słonecznością czy, niech będzie, miłością. Nie ze względu na coś, nie z powodu korzyści, nie po to, żeby zapunktować przed Bogiem, innymi ludźmi czy choćby żeby zrobić sobie dobrze w swoich oczach swoją dobrotliwą postawą. Żeby się sobą najarać. Tu nie ma już żadnych względów, takim się po prostu jest dzięki mądrej i pięknej konstrukcji. Inaczej już się nie umie. Są tacy ludzie. Poważnie.
   Jak się "kodeksowca" skutecznie skusi niebem, zastraszy piekłem albo jeszcze nauczy nakręcać się własnym dobrem dla innych, to będzie mniej więcej bezpieczny. Zastraszony, skuszony, nakręcony, ale nie moralny. Bo tu nigdy nie spotykamy się z innym, odmiennym człowiekiem respektując jego prawo do odrębności, jego jednostkowy status, autonomię i specyfikę, ale wchodzimy w niego z projekcjami własnych, egoistycznych, jedynosłusznych sądów moralnych i dobra. Kodeks, norma, sąd moralny to znakomita możliwość do opresyjnego działania wobec innych i podejmowania w ich sprawach decyzji w trybie arbitralnym. To zwykle przemoc pompująca własne ego. I taki jest katolicyzm. Może i czasami współczujący, ale bez empatii i szacunku do Innych. Moralnie ubogi.
08-03-2014 18:54 
 Ocena 4 na 4
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)

> 4. Gdyby religia jako taka była szkodliwa, byłaby wyeliminowana w procesie
> ewolucji. Nic takiego jednak nie nastąpiło.

Wiec jak to jest z ta ewolucja? Byl Adam i Ewa bez ewolucji czy nie bylo pierwszego Adama i pierwszej Ewy ale za to byla ewolucja? Bo juz nie podazam za katolicka tradycja zmiany pogladow na najwazniejsze dogmaty
08-03-2014 19:51 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
>>>>4. Gdyby religia jako taka była szkodliwa, byłaby wyeliminowana w procesie ewolucji. Nic takiego jednak nie nastąpiło.
>Wiec jak to jest z ta ewolucją? Był Adam i Ewa bez ewolucji czy nie było pierwszego Adama i pierwszej Ewy ale za to była ewolucja? Bo już nie podążam za katolicką tradycją zmiany poglądów na najważniejsze dogmaty
www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,563618#w564887

Pozdrawiam.

@@@
.
09-03-2014 23:46 
 Ocena 3 na 3
setarkos (10757 punktów)
> Usunął Pan środkowy fragment mojej wypowiedzi (..) Proszę nie stosować tego rodzaju praktyk.
Uczulam jak Pańska wypowiedź mogła zostać odczytana. Proszę zaniechać sugestii wykorzeniania ze względu na .. a-zaświatowość(?).
[Mógł Pan przywołać pominięty fragment, choć wątpię, by 'woal' z jelita grubego był tego wart.]

> człowiek jest zdolny i skłonny do myślenia maksymalistycznego, toteż walka z religią to walka z ludzkim umysłem.
Skłonności nie stanowią argumentu ("siła przekonań nie dowodzi ich słuszności" /powtarzam za jedną z polskich brydżystek/). Umysł potrafi np. dojść do wniosku o nieistnieniu zbioru wszystkich zbiorów pomimo skłonności do wyobrażania sobie "wszystkiego" albo "Boga Najwyższego".

> Z wyników poznania naukowego wypływa wniosek sceptyczny w odniesieniu do Boga
W znanych mi opracowaniach naukowych nie spotykam odniesień do bóstw (chyba że chodzi o historię mitologii). Mógłbyś podać fragmenty pozycji naukowych, z których wypływają jakiekolwiek wnioski o "Bogu"?
> ze sceptycyzmu jednak nie wynika ateizm.
Proszę zauważyć że z nauki nie wynikają teizmy (któż by je wszystkie wymienił..). Jeśli każde bóstwo zostało przez kogoś porzucone (prawdopodobnie Pan też większość "Bogów" odrzuca), to sceptycyzm sugeruje, by nie iść drogą wiary.
> Opieranie ateizmu na nauce jest oszustwem intelektualnym.
Jam człek słaby a rozum mój ograniczony. Dlaczego zarzucasz mi oszustwo - boś boski?

> Idea transcendentnej zasady jest potrzebna dla uzasadnienia ogólnych sądów moralnych.
Powiedzmy.
> Człowiek to z natury istota zdolna do postępowania moralnego. Można powiedzieć, że idea Boga jest potrzebna do tego, aby być człowiekiem.
To w końcu ostoję moralności widzisz Waść w ślepej naturze czy wszystkowidzącym "Bogu"?
[Bo chyba nie proponujesz ubóstwiania natury..]

> Jeżeli świat jest tylko i wyłącznie materialny, nie ma żadnej racji, by pewnym skupiskom materii nadawać szczególne prawa i traktować w szczególny sposób.
Takoż i nikt nie zabroni niektórym skupiskom materii wytworzenia praw umownych (chyba że jakieś 'wyższe racje' tego zakazują).

> Jeżeli więc człowiek ma mieć coś takiego jak godność, implikuje to istnienie Boga, będącego dawcą i gwarantem tej godności.
Dlaczego twórcą godności ludzkiej nie może być społeczność? Postulujesz jej gwarancje dla siebie czy również dla innowierców lub ateistów?

> Nauka nie wypowiada się o Bogu
Amen.

> Najlepiej jest wybrać religię mającą odpowiednio długi staż.
Podpowiesz która najstarsza?
11-03-2014 20:55 
 Ocena-5 na 5
Elasp (6859 punktów)

>Uczulam jak Pańska wypowiedź mogła zostać odczytana. Proszę zaniechać sugestii wykorzeniania ze względu na .. a-zaświatowość(?).

Każda teza może być przeróżnie odczytana.

>>człowiek jest zdolny i skłonny do myślenia maksymalistycznego, toteż walka z religią to walka z ludzkim umysłem.
>Skłonności nie stanowią argumentu ("siła przekonań nie dowodzi ich słuszności").

Oczywiście same w sobie nie stanowią, ale jeżeli pojawiają się, a nawet trwają, w organizmie skutecznie przetwarzającym informacje (a takim jest organizm ludzki), ma to swoją wymowę.

>Umysł potrafi np. dojść do wniosku o nieistnieniu zbioru wszystkich zbiorów pomimo skłonności do wyobrażania sobie "wszystkiego" albo "Boga Najwyższego".

Ten sam umysł odróżnia jednak zbiory od klas. Istnieje klasa wszystkich zbiorów.

>>Z wyników poznania naukowego wypływa wniosek sceptyczny w odniesieniu do Boga
>W znanych mi opracowaniach naukowych nie spotykam odniesień do bóstw (chyba że chodzi o historię mitologii). Mógłbyś podać fragmenty pozycji naukowych, z których wypływają jakiekolwiek wnioski o "Bogu"?

Właśnie na tym polega sceptycyzm w odniesieniu do Boga, że jakiekolwiek wnioski nie wynikają. Dokładnie na tym.

Na tym polega też bezzasadność ateizmu. Z opisu ołówka nie wynika, jakie napisano nim słowo. Nie wynika stąd jednak, że nie napisano nim żadnego słowa.

>>Opieranie ateizmu na nauce jest oszustwem intelektualnym.
>Jam człek słaby a rozum mój ograniczony. Dlaczego zarzucasz mi oszustwo - boś boski?

Oszustwem, jeżeli dokonywane ze świadomością błędu, iluzją, jeżeli bez niej. Ulega Pan iluzji. Tak zapewne należało powiedzieć - przepraszam.

>> Idea transcendentnej zasady jest potrzebna dla uzasadnienia ogólnych sądów moralnych.
>Powiedzmy.

Tak, tylko nie "powiedzmy", ale: "z całą pewnością".

>>Człowiek to z natury istota zdolna do postępowania moralnego. Można powiedzieć, że idea Boga jest potrzebna do tego, aby być człowiekiem.
>To w końcu ostoję moralności widzisz Waść w ślepej naturze czy wszystkowidzącym "Bogu"?

Nigdy nie powiedziałem, że w ślepej naturze. Najkrócej mówiąc: Jeżeli ktoś nie wierzy w wszystkowiedzącego Boga, nie będzie mieć głębszej motywacji, by zachowywać się moralnie wtedy, gdy nikt go nie widzi. Nawet najbardziej moralny człowiek w takich warunkach prędzej czy później ulegnie demoralizacji.

Ateiści są moralni (ci którzy są moralni) po to, aby coś udowodnić fideistom. Ale gdy fideistów zabraknie, to...

>>Jeżeli więc człowiek ma mieć coś takiego jak godność, implikuje to istnienie Boga, będącego dawcą i gwarantem tej godności.

>Dlaczego twórcą godności ludzkiej nie może być społeczność? Postulujesz jej gwarancje dla siebie czy również dla innowierców lub ateistów?

Jeżeli społeczność daje godność, może ją także odebrać. Godność przestaje być niezbywalna, a to samo w sobie jest groźne. Jeżeli przyjrzeć się prawom, jakie ludzkość ustanawiała, może się zjeżyć włos na głowie.

>> Najlepiej jest wybrać religię mającą odpowiednio długi staż.
>Podpowiesz która najstarsza?

Nie musi być koniecznie najstarsza, ale musi być wypróbowana. Nie musi być to wcale katolicyzm.
12-03-2014 14:10 
 Ocena 5 na 5
setarkos (10757 punktów)
> Każda teza może być przeróżnie odczytana.
Tak, dlatego przy ocenianiu osób należy ważyć słowa.

>>człowiek jest zdolny i skłonny do myślenia maksymalistycznego, toteż walka z religią to walka z ludzkim umysłem.
>>Skłonności nie stanowią argumentu ("siła przekonań nie dowodzi ich słuszności").
>Oczywiście same w sobie nie stanowią, ale jeżeli pojawiają się, a nawet trwają, w organizmie skutecznie przetwarzającym informacje (a takim jest organizm ludzki), ma to swoją wymowę.
Chwileczkę, religia chyba nie tkwi w ludzkim organizmie, więc nieprzyjmowanie jej za dobrą monetę nie jest walką z ludźmi. Przypuszczam też, że umysł ludzki to coś więcej niż tylko religijność - zatem wyłączenie religii niekoniecznie szkodzi umysłowi.

> Istnieje klasa wszystkich zbiorów.
Z możliwości grupowania obiektów nie tworzących zbioru niewiele wynika - nadal nie widać sensu dla klasy wszystkich klas, a ew. nadklasy wnoszą nazwy tyleż nowe, co coraz bardziej puste.
Innym przykładem myślenia idealizującego może być postulowanie dokładnego położenia i pędu jednocześnie - zasada nieoznaczoności pokazuje, że prowadzi to na manowce.

> Z opisu ołówka nie wynika, jakie napisano nim słowo. Nie wynika stąd jednak, że nie napisano nim żadnego słowa.
Trudno odczytać tę poetycką przenośnię. Sugerujesz, że ateiści nie cenią słów (są np. niesłowni), bo zajmują ich tylko instrukcje budowy ołówka?

> Ulega Pan iluzji.
Proszę o przykłady (jakie np. iluzoryczne byty proponuję).
[Czy Pan jest pewien, że nigdy nie ulega złudzeniom?]

>>> Idea transcendentnej zasady jest potrzebna dla uzasadnienia ogólnych sądów moralnych.
>>Powiedzmy.
>Tak, tylko nie "powiedzmy", ale: "z całą pewnością".
Przecież zgodziłem się z Tobą - czepiasz się, że nie dość wylewnie?
[Podkreślam zatem - teraz lepiej?]

> Nigdy nie powiedziałem, że w ślepej naturze.
Tzn, że (przedludzkiej) naturze przypisujesz atrybut ukierunkowania lub .. 'rozeznania'?
>.. nie będzie mieć głębszej motywacji, by zachowywać się moralnie wtedy, gdy nikt go nie widzi.
Tzn, że nie ma innej moralności niż moralność 'na pokaz'?

>Ateiści są moralni (ci którzy są moralni) po to, aby coś udowodnić fideistom. Ale gdy fideistów zabraknie, to...
Wybacz, ale czy dopuszczasz myśl, że dla kogoś fideiści w ogóle nie są stroną w kwestiach moralnych?

>Jeżeli społeczność daje godność, może ją także odebrać.
To pewnie tak, jak "Bóg"...

> Nie musi być to wcale katolicyzm.
Nie musi to być wcale religia.
[Akurat katolicyzm podoba mi się z racji "Trójcy Świętej" - to miłe, że decyzje podejmuje nie jedna osoba, lecz (przynajmniej w erze nowożytnej) w wyniku konsultacji z dwiema innymi.]
12-03-2014 18:21 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Chwileczkę, religia chyba nie tkwi w ludzkim organizmie, więc nieprzyjmowanie jej za dobrą monetę nie jest walką z ludźmi.

Założyłem, że umysł zależy od ciała (od organizmu), tzn. że jest jakimś jego wytworem.

>Przypuszczam też, że umysł ludzki to coś więcej niż tylko religijność - zatem wyłączenie religii niekoniecznie szkodzi umysłowi.

Tak, ale nie musi zaszkodzić "koniecznie". Ważne, że zaszkodzi, a nawet, że może zaszkodzić.

>> Istnieje klasa wszystkich zbiorów.
>Z możliwości grupowania obiektów nie tworzących zbioru niewiele wynika - nadal nie widać sensu dla klasy wszystkich klas, a ew. nadklasy wnoszą nazwy tyleż nowe, co coraz bardziej puste.

Wynika stąd, że o przedmiocie (w jakimś porządku) najwyższym nie mogę czasami pomyśleć nie narażając się na sprzeczność. Można powiedzieć, że równie dobrze dowodzi to ograniczenia ludzkiej logiki.

Sprawia to także trudności ateiście, bo chce on powiedzieć: "w żadnej klasie ani zbiorze nie ma przedmiotu takiego jak Bóg", a więc w myśli zbiera wszystkie te klasy i zbiory w jedno.

>> Z opisu ołówka nie wynika, jakie napisano nim słowo. Nie wynika stąd jednak, że nie napisano nim żadnego słowa.
>Trudno odczytać tę poetycką przenośnię. Sugerujesz, że ateiści nie cenią słów (są np. niesłowni), bo zajmują ich tylko instrukcje budowy ołówka?

Ołówek = świat fizyczny, słowo = Bóg, napisanie = odwrotność relacji stworzenia.

>> Ulega Pan iluzji.
>Proszę o przykłady (jakie np. iluzoryczne byty proponuję).

Wynikanie logiczne od nauki do ateizmu jest takim iluzorycznym bytem, który Pan przyjmuje.

>>>> Idea transcendentnej zasady jest potrzebna dla uzasadnienia ogólnych sądów moralnych.>>Powiedzmy.
>>Tak, tylko nie "powiedzmy", ale: "z całą pewnością".
>Przecież zgodziłem się z Tobą - czepiasz się, że nie dość wylewnie?
>[Podkreślam zatem - teraz lepiej?]

Dużo lepiej.

>> Nigdy nie powiedziałem, że w ślepej naturze.
>Tzn, że (przedludzkiej) naturze przypisujesz atrybut ukierunkowania lub .. 'rozeznania'?

Nie, po prostu nie wypowiadałem się o naturze, jakkolwiek pojętej.

>>.. nie będzie mieć głębszej motywacji, by zachowywać się moralnie wtedy, gdy nikt go nie widzi.
>Tzn, że nie ma innej moralności niż moralność 'na pokaz'?

Nie tylko ateiści, ale człowiek w ogóle. Fideiści potrzebują podpórki w postaci idei Bóstwa, zaś ateiści - podpórki w postaci obecności fideistów.

>Wybacz, ale czy dopuszczasz myśl, że dla kogoś fideiści w ogóle nie są stroną w kwestiach moralnych?

"Dla kogoś" - w domyśle: "dla ateisty". Trudno tak naprawdę znaleźć prawdziwego ateistę. Przeciętny "ateista" na ogół oddaje się zabobonnemu kultowi Człowieka (innymi słowy, tak zwany ateista jest na ogół humanistą). Jeżeli odjąć zwolenników kultu Człowieka - niedorzeczny ten zabobon krzewiony jest także na "Racjonaliście" - zostanie garstka ateistów. Myślę, że ta garstka ma na tyle małe znaczenie, że z punktu widzenia ludzkości może mieć charakter "błędu statystycznego", aberracji, którą nie warto się zajmować.

>[Akurat katolicyzm podoba mi się z racji "Trójcy Świętej" - to miłe, że decyzje podejmuje nie jedna osoba, lecz (przynajmniej w erze nowożytnej) w wyniku konsultacji z dwiema innymi.]

Niepotrzebnie ironizuje Pan sobie. Zawsze można powiedzieć: nie krytykuj, bo nie wiesz, jaka jest prawda.
12-03-2014 20:20 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
>>>.. wyłączenie religii niekoniecznie szkodzi umysłowi.
>Tak, ale nie musi zaszkodzić "koniecznie". Ważne, że zaszkodzi, a nawet, że może zaszkodzić.
To być może, że ktoś za młodu nasączony religią straci na jej odrzuceniu (w tym część ścieżek utartego rozumowania). W naszej rozmowie jednak (o jakoby ślepej uliczce ateizmu) to zdaje się istotne, że skoro wyłączenie religii nie musi szkodzić, to i włączanie religii może być niedźwiedzią przysługą.

> Można powiedzieć, że równie dobrze dowodzi to ograniczenia ludzkiej logiki.
Powiedzmy.

> słowo = Bóg
Powiedzmy (i nie nadużywajmy), ale co powiemy o słowach bezbożnych?
> napisanie = odwrotność relacji stworzenia.
Odwrotność? Chyba ważny element kreatywności?

>Wynikanie logiczne od nauki do ateizmu jest takim iluzorycznym bytem, który Pan przyjmuje.
To już chyba ustaliliśmy, że z nauki nic o "Bogu" nie wynika.

> potrzebują podpórki
I muszą jej szukać na zewnątrz? Co im zabrania wytworzenia "podpórki" (prawa stanowionego) własnym sumptem?

>Niepotrzebnie ironizuje Pan sobie.
To nie była ironia.

P.S.
Zastanawia mnie czy ateiści nie pragnący nawracania wiernych, lecz się tylko od nich dystansujący, mogą liczyć na wzajemność ze strony osób religijnych. Czy religie stać na uznanie przestrzeni bezbożnej, czy nie?
12-03-2014 14:24 
 Ocena 18 na 18
Meretseger (61860 punktów)
>Jeżeli ktoś nie wierzy w wszystkowiedzącego Boga, nie będzie mieć głębszej motywacji, by zachowywać się moralnie wtedy, gdy nikt go nie widzi. Nawet najbardziej moralny człowiek w takich warunkach prędzej czy później ulegnie demoralizacji.
>Ateiści są moralni (ci którzy są moralni) po to, aby coś udowodnić fideistom. Ale gdy fideistów zabraknie, to...
Czy Ty przypadkiem nie usiłujesz mnie w tym momencie obrazić? Ja niczego nie chcę udowadniać ani Tobie, ani innym fideistom, bo nie muszę. A to, że nie ma bozi gapiącej się na mnie z nieba jeszcze nie oznacza, że zaraz wyjdę na ulicę mordować, palić, grabić i gwałcić (to ostatnie byłoby dość trudne, ale podobno technicznie możliwe, tyle tylko, że w ogóle mnie nie pociąga, podobnie jak trzy pierwsze). Wyobraź sobie, że mam pewne zasady i starannie mi zwisa, czy fideiści istnieją, czy też ich zabrakło, bo nie dla fideistów (ani tym bardziej jakichkolwiek bóstw) je mam.
12-03-2014 15:12 
 Ocena-2 na 4
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>to, że nie ma bozi gapiącej się na mnie z nieba jeszcze nie oznacza, że zaraz wyjdę na ulicę mordować
Ale to może kodeks karny sprawił, hm?
12-03-2014 15:30 
 Ocena 3 na 3
setarkos (10757 punktów)
> Ale to może kodeks karny sprawił, hm?
Że tak wtrącę - jakie jest w tej kwestii zdanie potencjalnej racjonalistki?
12-03-2014 15:51 
 Ocena-1 na 3
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>> Ale to może kodeks karny sprawił, hm?
>Że tak wtrącę - jakie jest w tej kwestii zdanie potencjalnej racjonalistki?
Że nie ma podstaw, by sądzić, że wyplenienie religii uczyni kk bezużytecznym.
12-03-2014 21:20 
 Ocena 5 na 5
setarkos (10757 punktów)
> nie ma podstaw, by sądzić, że wyplenienie religii uczyni kk bezużytecznym.
Bardzo zgrabnie i z sensem unikasz odpowiedzi.
A czy Ty potrzebujesz straszaka w postaci kk (i dlaczego imputujesz to Meret)?
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>A czy Ty potrzebujesz straszaka w postaci kk
"Tyle o sobie wiemy ile nas sprawdzono".

>(i dlaczego imputujesz to Meret)?
Wyniki Zimbardo jej nie wykluczyły.
12-03-2014 23:44 
 Ocena 4 na 4
setarkos (10757 punktów)
>>A czy Ty potrzebujesz straszaka w postaci kk
>"Tyle o sobie wiemy ile nas sprawdzono".
Rozumiem, że sprawdziany przed Tobą..

>Wyniki Zimbardo jej nie wykluczyły.
Mnie też nie, ale nie wiesz jakie kto ma za sobą doświadczenia.
12-03-2014 23:59 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>>>A czy Ty potrzebujesz straszaka w postaci kk
>>"Tyle o sobie wiemy ile nas sprawdzono".
>Rozumiem, że sprawdziany przed Tobą..
Jeśli już tak bardzo chodzi o to, czy mogę powiedzieć o sobie, że nie pałam chęcią mordu, no to oczywiście mogę to powiedzieć.

>>Wyniki Zimbardo jej nie wykluczyły.
>Mnie też nie, ale nie wiesz jakie kto ma za sobą doświadczenia.
Ludzie po trudnych doświadczeniach życiowych nie są tak bardzo pewni swojej moralności, prawdopodobnie nawet jeśli się jakoś tam obronili.
13-03-2014 13:37 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
> Jeśli już tak bardzo chodzi o to, czy mogę powiedzieć o sobie
Niekoniecznie chodziło o wyciąganie na spytki, prędzej o komentarz do zdania:
"Sumienie miała czyste - nieużywane".

[To chyba z Leca.]
12-03-2014 15:41 
 Ocena 5 na 5
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>>to, że nie ma bozi gapiącej się na mnie z nieba jeszcze nie oznacza, że zaraz wyjdę na ulicę mordować
>Ale to może kodeks karny sprawił, hm?

A Ty chodzisz po ulicy z wolą mordu, ale się powstrzymujesz, bo Cię kodeks karny blokuje? Hmm...
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>A Ty chodzisz po ulicy z wolą mordu, ale się powstrzymujesz, bo Cię kodeks karny blokuje? Hmm...
Zimbardo twierdzi, że to całkiem możliwe.
A Poetka, że "tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono." (cytat z pamięci, jakby się jaka nieścisłość wkradła ).
12-03-2014 16:01 
 Ocena 7 na 7
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Zimbardo twierdzi, że to całkiem możliwe.

A może chociaż jakieś określone okoliczności muszą wystąpić, czy tylko wystarczy wizja braku konsekwencji i budzi się w Tobie Kuba Rozpruwacz?
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>A może chociaż jakieś określone okoliczności muszą wystąpić, czy tylko wystarczy wizja braku konsekwencji i budzi się w Tobie Kuba Rozpruwacz?
Może. A może nie - nie wiem. Poczytaj o eksperymencie więziennym, to powinno zaspokoić Twoją ciekawość na "mój" temat.("Mój" - bo moja podmiotowość jest w tych rozważaniach jest przykładowa.)=
13-03-2014 11:55 
 Ocena 9 na 9
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>>A może chociaż jakieś określone okoliczności muszą wystąpić, czy tylko wystarczy wizja braku konsekwencji i budzi się w Tobie Kuba Rozpruwacz?
>Może. A może nie - nie wiem. Poczytaj o eksperymencie więziennym

Nie muszę o tym czytać, doskonale to znam. Zrównywanie tak specyficznych warunków jak w tym eksperymencie ze zwykłym wyjściem z domu, nawet przy braku nadzorcy (czy to boskiego, czy prawnego) jest mocnym nadużyciem. W tym pierwszym musiało wystąpić znacznie więcej czynników, żeby pchnąć ludzi do takiego a nie innego zachowania i to jeszcze specyficznych dla równie specyficznego środowiska i okoliczności. Kiedy wychodzisz na ulicę nie posiadasz nadanej władzy, nie ma hierarchii i środków przymusu stwarzających poczucie pewnej, oczywistej przewagi. Na ulicy nie masz poczucia, że powinnaś innych dyscyplinować, bo tego wymaga od ciebie rola, do której się zobowiązałaś, a innych nie postrzegasz jako przestępców i nawet autorytet żaden cię nie prowokuje, tobą nie manipuluje. Ani żaden podpis na umowie zgadzającej się na udział w eksperymencie nie wywołuje na Tobie presji, co już wywołuje w człowieku uczucie zobowiązania i chęć wywiązania się z niej. Tu tylko wychodzisz z domu i już Cię ma brać na mord czy sadyzm. I tylko dlatego tego nie robisz, bo prawo nad Tobą wisi?
Ile tam się trzeba było napocić, wykreować i nakombinować, żeby z ludzi zrobić sadystów. Żmijewskiemu powtórka zupełnie nie wyszła, a Ty byś chciała tak łatwo wpaść w szaleństwo. Znika groźba kary, a Ty od razu popadasz w żądzę, pakujesz klucz francuski do torebki, żeby sobie stuknąć ze dwie trzy osoby, bo Cię tak nagle wzięło od braku nadzoru? Nie jesteś siebie pewna w tych okolicznościach? No gratuluję.

13-03-2014 12:58 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>Znika groźba kary, a Ty od razu popadasz w żądzę, pakujesz klucz francuski do torebki, żeby sobie stuknąć ze dwie trzy osoby, bo Cię tak nagle wzięło od braku nadzoru? Nie jesteś siebie pewna w tych okolicznościach?
Klucz francuski w mojej torebce to szaleństwo i relikt z ubiegłego wieku, wypracowano już lepsze metody zyskiwania przewagi, malwersacja, defraudacja, korupcja. Więc niech Cię ten spokój ulicy za bardzo nie cieszy, to zło w nas jak czyhało, tak czyha.

A Ty, piaskownicowy złodziejaszku, jakbyś tak dzisiaj dał radę zmalwersować parę milionów, to jak, skusiłbyś się?
13-03-2014 13:55 
 Ocena 8 na 8
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Klucz francuski w mojej torebce to szaleństwo i relikt z ubiegłego wieku, wypracowano już lepsze metody zyskiwania przewagi, malwersacja, defraudacja, korupcja.

Ale co z tym zabijaniem? Przeszło Ci?

>Więc niech Cię ten spokój ulicy za bardzo nie cieszy, to zło w nas jak czyhało, tak czyha.

No czyha, tylko że potrzebuje określonych okoliczności, a Tobie przyszło za łatwo wmontować to jako nieuchronną regułę w naszą naturę. Pewnie te eksperymenty Cię podnieciły i uwiodły. Jesteśmy nieco bardziej złożeni i tak łatwo zajoba nie dostajemy. A jak mamy wiedzę na temat, jak to działa, to nas to dodatkowo, bardzo ładnie chroni. Bo mamy wiedzę o tym, na co musimy uważać i kiedy znajdziemy się w określonych okolicznościach, łatwiej nam się będzie przed własnymi zapędami obronić. Zapali się lampka ostrzegawcza. Przeważnie. Dlatego o tym powinno się uczyć w szkołach. Podstawowych już.

>A Ty, piaskownicowy złodziejaszku, jakbyś tak dzisiaj dał radę zmalwersować parę milionów, to jak, skusiłbyś się?

A na co mi kolejne miliony, jak z tymi co mam nie wiem, co zrobić i tylko kłopot? A natura buddyjska, więc potrzeby prawie żadne.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>Ale co z tym zabijaniem? Przeszło Ci?
Dałam inny niż zabijanie przykład, bo przecież zabijanie samo w sobie nie musi być złem. Ale nadal mowa jest o moralności.

>>Więc niech Cię ten spokój ulicy za bardzo nie cieszy, to zło w nas jak czyhało, tak czyha.
>No czyha, tylko że potrzebuje określonych okoliczności
Się one nazywają "okazja", okazja czyni złodzieja.

>mamy wiedzę o tym, na co musimy uważać i kiedy znajdziemy się w określonych okolicznościach, łatwiej nam się będzie przed własnymi zapędami obronić. Zapali się lampka ostrzegawcza. Przeważnie. Dlatego o tym powinno się uczyć w szkołach. Podstawowych już.
I właśnie o to mi chodziło. A nie jakieś "jestem wysoce moralna".

>A na co mi [...] potrzeby prawie żadne.
I to mogą zabrać dla Twojej siły roboczej.
14-03-2014 12:39 
 Ocena 1 na 1
Barbiel (1106 punktów)
>Zrównywanie tak specyficznych warunków jak w tym eksperymencie ze zwykłym wyjściem z domu, nawet przy braku nadzorcy (czy to boskiego, czy prawnego) jest mocnym nadużyciem. W tym pierwszym musiało wystąpić znacznie więcej czynników, żeby pchnąć ludzi do takiego a nie innego zachowania i to jeszcze specyficznych dla równie specyficznego środowiska i okoliczności. Kiedy wychodzisz na ulicę nie posiadasz nadanej władzy, nie ma hierarchii i środków przymusu stwarzających poczucie pewnej, oczywistej przewagi. Na ulicy nie masz poczucia, że powinnaś innych dyscyplinować, bo tego wymaga od ciebie rola, do której się zobowiązałaś, a innych nie postrzegasz jako przestępców i nawet autorytet żaden cię nie prowokuje, tobą nie manipuluje.
Tylko, że to, co widzimy na ulicy to też są specyficzne warunki.
Sporo ludzi musiało się napracować, żeby zbudować takie spłeczeństwo, jakie mamy.
Jakieś zachowana są wymagane i ludzie ich przestrzegają.
A jeśli te warunki się zmienią? Np. wybuchnie wojna i jedni będą musieli dyscyplinować drugich? Albo w pracy trzeba będzie podłożyć świnię koledze i donosić na wszystkich, żeby nie zostać zwolnionym?
12-03-2014 17:35 
 Ocena 8 na 8
mayolina (2278 punktów)
>Zimbardo twierdzi, że to całkiem możliwe
Zimbardo mówi, że 'zwykły' obywatel może (ale nie musi, gdyż tak w Al Ghraib jak i w eksperymencie więziennym znaleźli się wyłamujący) stać się przestępcą/mordercą jeśli zostanie stworzony system (oparty na przemocy, arbitarnym prawie do nagradzania/karania, strachu/niepewności..itd..itd). A więc niekoniecznie blokuje nas prawo, a raczej brak stworzonego systemu.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>>Zimbardo twierdzi, że to całkiem możliwe
>Zimbardo mówi, że 'zwykły' obywatel może
>więc niekoniecznie blokuje nas prawo, a raczej brak stworzonego systemu.
No i właśnie każdy zwyklak może, a prawo stwarza ten brak systemu sprzyjającego zbrodni, przecież dokładnie to twierdziłam.
13-03-2014 11:49 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>>>Zimbardo twierdzi, że to całkiem możliwe
>>Zimbardo mówi, że 'zwykły' obywatel może>więc niekoniecznie blokuje nas prawo, a raczej brak stworzonego systemu.
>No i właśnie każdy zwyklak może, a prawo stwarza ten brak systemu sprzyjającego zbrodni, przecież dokładnie to twierdziłam.
A co sądzisz o wpisach darkside'a w tym wątku?
Myślisz, że prawo wystarczy? Ja sądzę, że istotniejsze jest właściwe wychowanie, tak by moralność stanowiła element emocjonalnie i socjalnie dojrzałej jednostki. Straszak kodeksu tu nie wystarczy. Konieczne jest aktywne wplątanie w pożądane zachowania socjalno-emocjonalne, tak by wyrobić odpowiedzialne za to ścieżki w mózgu.

To jest tak jak z nauką wszystkiego. Moralności też można nauczyć, tylko trzeba wiedzieć jak. Bardzo istotne jest tu właśnie wykorzystanie stosunku emocjonalnego. Nikogo nie można nauczyć czegokolwiek na siłę, wbrew jego woli. Nauczyć się czegoś może tylko ktoś, kto chce się nauczyć, bo lubi się uczyć.

Podobnie moralnym może być tylko ktoś, kto lubi być moralnym, bo ma z tym związane pozytywne doświadczenia - najlepiej aż z dzieciństwa - które są zakorzenione w mózgu.
Ale w tym celu należy je tam właśnie zakorzeniać. Sam system zakazów i kar jest tu zupełnie niewystarczający, gdyż jednostka doświadczająca jedynie kar i ograniczeń sama będzie w przyszłości w różny sposób karać i ograniczać innych.

Tu chodzi właśnie o położenie nacisku na zaangażowanie w rozwój pozytywnych zachowań emocjonalnych, a nie tylko w hamowanie i poskramianie.

Nawet gdyby wyniki eksperymentów Milgrama i Zimbardo pozostawaly zawsze takie same pomimo rozwoju cywilizacyjnego, to należy walczyć właśnie o to, by jak najwięcej było tych jednostek, które się znęcaniu nad innymi sprzeciwiają.
13-03-2014 12:31 
 Ocena 3 na 3
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>Myślisz, że prawo wystarczy?
Myślę, że warto pamiętać, że wychowanie AŻ TAK nie działa, żeby Zimbardo, Milgram i Asch przestali mieć rację.

>Nawet gdyby wyniki eksperymentów Milgrama i Zimbardo pozostawaly zawsze takie same pomimo rozwoju cywilizacyjnego, to należy walczyć właśnie o to, by jak najwięcej było tych jednostek, które się znęcaniu nad innymi sprzeciwiają.
Pytanie jak możemy z - było nie było siłami natury - walczyć. Uznanie i popularyzowanie wyników ich badań wydaje się dobrym punktem wyjścia. A przynajmniej jakimś, bo zamiatanie problemu pod dywan niczemu nie służy.
12-03-2014 22:41 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Czy Ty przypadkiem nie usiłujesz mnie w tym momencie obrazić?

Nie, nie zamierzam Pani obrazić. Chociaż nie przypuszczam, żeby była Pani ateistką z krwi i kości - jest Pani raczej katoliczką śmiertelnie obrażoną na kościół.

>Ja niczego nie chcę udowadniać ani Tobie, ani innym fideistom, bo nie muszę.

Wydaje mi się, że właśnie teraz coś Pani chce mi udowodnić, ale nie będę Pani łapać za słowo.

>A to, że nie ma bozi gapiącej się na mnie z nieba jeszcze nie oznacza, że zaraz wyjdę na ulicę mordować, palić, grabić

Licho wie, co drzemie w Pani podświadomości. Zna Pani własną świadomość i teraz ją opisuje. Ale to tylko cząstka "Meterseger".

>i gwałcić (to ostatnie byłoby dość trudne, ale podobno technicznie możliwe, tyle tylko, że w ogóle mnie nie pociąga, podobnie jak trzy pierwsze).

To - wydaje mi się - przejaw Pani podświadomości, odpowiednio zracjonalizowany i obrócony w żart.

>Wyobraź sobie, że mam pewne zasady i starannie mi zwisa, czy fideiści istnieją, czy też ich zabrakło, bo nie dla fideistów (ani tym bardziej jakichkolwiek bóstw) je mam.

"Starannie mi zwisa"... Obawiam się, że ma Pani te zasady właśnie na przekór im (fideistom). Ma Pani (zepchnięte do podświadomości) pretensje do Pana Boga - oto gleba, na której wyrasta krzew Pani "racjonalizmu", wydający psiary "ateizmu". Nie chce Pani przyjąć do wiadomości, że owoce te są marne i nadają się tylko do wyrzucenia.

12-03-2014 23:47 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)

>Nie, nie zamierzam Pani obrazić. Chociaż nie przypuszczam, żeby była Pani ateistką z krwi i kości - jest Pani raczej katoliczką śmiertelnie obrażoną na kościół.

>Wydaje mi się, że właśnie teraz coś Pani chce mi udowodnić, ale nie będę Pani łapać za słowo.

>Licho wie, co drzemie w Pani podświadomości. Zna Pani własną świadomość i teraz ją opisuje. Ale to tylko cząstka "Meterseger".

>To - wydaje mi się - przejaw Pani podświadomości, odpowiednio zracjonalizowany i obrócony w żart.

>"Starannie mi zwisa"... Obawiam się, że ma Pani te zasady właśnie na przekór im (fideistom). Ma Pani (zepchnięte do podświadomości) pretensje do Pana Boga - oto gleba, na której wyrasta krzew Pani "racjonalizmu", wydający psiary "ateizmu". Nie chce Pani przyjąć do wiadomości, że owoce te są marne i nadają się tylko do wyrzucenia.
No i co - Pani Meretseger? Nic Pani nie wie! Ani tego co Pani naprawdę myśli ani tego jakie Pani ma poglądy i ma Pani tylko wielkie szczęście, iż jest z mami pan Elasp, który wszystko Pani wytłumaczy.

Szanowny Panie Elasp - przestań Pan już swoje chore projekcje na innych przenosić. Pan naprawdę sobie wyobraża, iż jest "małym bogiem", który lepiej co inni myślą, jakie mają poglądy i jaką drogą do nich doszli. Pan lepiej wie, co ktoś chciał napisać i co tak naprawdę przy tym myślał od samych autorów tekstów. W Pańskiej głowie rodzą się jakieś fantomy prawdziwych ludzi, z wymyślonymi przez Pana poglądami.

Przecież już dawno, to widać, iż Pan, zaledwie jest "Małym Kaziem" z wiedzą "Cienkiego Bolka". Zaś pani Mereseger jest jedną najbardziej inteligentnych i kulturalnych osób na naszym forum, której Pan nawet do pięt nie dorasta i to w żadnym intelektualnym zakresie. Ona doskonale sama wie, co myśli i swoje poglądy opiera na ogromnej wiedzy i ciekawych przemyśleniach. Swoje przypuszczenia o poglądach innych, to sobie Pan w buty schowaj. Nie jest Pan w stanie zrozumieć tego co ona myśli i to pomimo jej wybitnie komunikatywnego stylu wypowiedzi. Po prostu tak bardzo Pana przerasta. Przestań Pan tu wszystkich pouczać! Lepiej Pan sam zacznij się, choć trochę uczyć, aby uporządkować własne siano.

Miłego dnia.

@@@
.
13-03-2014 12:36 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
>Pan naprawdę sobie wyobraża, iż jest "małym bogiem"
Tu na szczęście jeszcze internet jakoś forumuwiczów od siebie odgradza...

Sądzę, że w wypowiedziach Elaspa ujawnia się cała prawdziwa natura chrześcijańskiego Boga, który zupełnie zapomniał o tym, skąd się wywodzi stając się przy tym w międzyczasie narcystycznym egoistą.

Uważam, że to patronka Pani Meretseger powinna pozbierać koleżanki i kolegów i spuścić Jahwe mały wpyerdol, co by sobie przypomniał, skąd się w ogóle wziął na świecie. Tak na prawdę jest przecież tylko bękartem ostatecznie niewiele znaczącego Atona i innych pobliskich typów spod ciemn... - pardon - żyznego półksiężyca.
13-03-2014 13:09 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Sądzę, że w wypowiedziach Elaspa ujawnia się cała prawdziwa natura chrześcijańskiego Boga, który zupełnie zapomniał o tym, skąd się wywodzi stając się przy tym w międzyczasie narcystycznym egoistą.
Nie, zgadzam się tu z Panem, gdyż uważam, że każdy wierzący ma takiego boga na jakiego go stać. Jeszcze nie spotkałem dwóch katolików, którzy by w tego samego Boga wierzyli, a aby sprawę wyostrzyć, to niech Pan porówna Boga przysłowiowej Kowalskiej z Bogiem dyskusji w Castel Gandolfo. Tego co prawda nie wiem, ale wydaje mi się, że panowie Elasp i Szarley też w innego Boga wierzą?

Panu Elaspowi proponowałem lekturę dwóch religioznawczych artykułów napisanych bardzo prostym językiem, a znacznie rozszerzających wiedzę, ale on poza apologetyczną literaturę dewocyjną nie wychodzi. Tu np. jest trochę o Bogu i bogach: www.racjon(*)hp/s,4873/q,Bog.bogowie.bostwa a tu trochę o najważniejszej dla judeochrześcijan książce: www.racjon(*)p/s,4937/q,Ksiega.nad.ksiegami Warto to przeczytać, już choćby po to, aby tak zupełnie bez sensu głupot tu nie pieprzyć, ale on dobrze wie, iż jemu nie jest to do niczego potrzebne, gdyż on depozyt na Prawdę otrzymał od Boga za pośrednictwem wielkich autorytetów, jak np. Karol Wojtyła i ksiądz katecheta.

Pozdrawiam.

@@@
.
Elasp (6859 punktów)

>Sądzę, że w wypowiedziach Elaspa ujawnia się cała prawdziwa natura chrześcijańskiego Boga,

Stanowczo przecenia Pan moje możliwości, ale dziękuję za komplement.

>który zupełnie zapomniał o tym, skąd się wywodzi stając się przy tym w międzyczasie narcystycznym egoistą... itd.

Wywodzi się z wierzeń egipskich, ale co z tego? Dawid Michała Anioła jest wykonany z marmuru, ale jest czymś więcej niż marmur. To, że A pochodzi od B, w niczym nie umniejsza znaczenia A. Można powiedzieć, że Żydzi zręcznie ociosali bóstwo egipskie, wydobyli z bryły o wiele lepszy kształt.
12-03-2014 23:22 
 Ocena 6 na 6
mayolina (2278 punktów)
i w taki oto magiczny sposób trafiliśmy do działu analizowania typów osobowości i zaburzeń relacji z bogiem. Do kompletu brakuje nam jedynie przepowiadania przyszłości i podanie numeru buta Meterseger.
12-03-2014 23:52 
 Ocena 3 na 3
Piękny Lolo (2082 punktów)
>trafiliśmy

Pluralis majestatis?
Się próbujemy dowartościować czy tylko zwołujemy stado do dziobania i bezwiednie do autorytetu Meretseger się odwołujemy?
Nie żebym czekała na odpowiedź.
   
13-03-2014 10:48 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
>Się próbujemy dowartościować czy tylko zwołujemy stado do dziobania i bezwiednie do autorytetu Meretseger się odwołujemy?
>Nie żebym czekała na odpowiedź.

Mam zatem do Ciebie pytanie. Co sądzisz o tym wpisie Elaspa:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,608495#w611573

Elasp:
Licho wie, co drzemie w Pani podświadomości. Zna Pani własną świadomość i teraz ją opisuje. Ale to tylko cząstka "Meterseger".


Elasp:
"Starannie mi zwisa"... Obawiam się, że ma Pani te zasady właśnie na przekór im (fideistom). Ma Pani (zepchnięte do podświadomości) pretensje do Pana Boga - oto gleba, na której wyrasta krzew Pani "racjonalizmu", wydający psiary "ateizmu". Nie chce Pani przyjąć do wiadomości, że owoce te są marne i nadają się tylko do wyrzucenia.


Czy uważasz ten jego wywód za słuszny?
13-03-2014 07:52 
 Ocena 9 na 9
Meretseger (61860 punktów)

>Nie, nie zamierzam Pani obrazić. Chociaż nie przypuszczam, żeby była Pani ateistką z krwi i kości - jest Pani raczej katoliczką śmiertelnie obrażoną na kościół.
Proszę wybaczyć, ale Pańskie przypuszczenia może Pan sobie podłożyć pod tramwaj, tak samo jak wszelkie uwagi ad personam. Takim tonem rozmawiać nie będziemy, wobec czego żegnam ozięble.
13-03-2014 11:36 
 Ocena-2 na 4
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>>Nie, nie zamierzam Pani obrazić. Chociaż nie przypuszczam, żeby była Pani ateistką z krwi i kości - jest Pani raczej katoliczką śmiertelnie obrażoną na kościół.
>Proszę wybaczyć, ale Pańskie przypuszczenia może Pan sobie podłożyć pod tramwaj, tak samo jak wszelkie uwagi ad personam.
Tutaj nie było uwagi ad personam, bo jeśli dyskutant sam uczyni siebie przedmiotem rozważań, jak miało to miejsce w Twoim przypadku, to omawianie jego osoby staje się uprawnionym meritum.

A w Twoim wypadku było tak.

Elasp odpowiadając setarkosowi napisał z NIKIM konkretnym nie związaną uwagę OGÓLNĄ zaczynającą się słowami:
Jeżeli ktoś nie wierzy w wszystkowiedzącego Boga, nie będzie mieć głębszej motywacji, by zachowywać się moralnie wtedy, gdy nikt go nie widzi.

W odpowiedzi na co sama wskazałaś na siebie pisząc:
Czy Ty przypadkiem nie usiłujesz mnie w tym momencie obrazić?

A Twojej sugestii Elasp nie mógł zdementować inaczej, niż odnosząc jej do Ciebie. Ponieważ przedmiotem rozważań stałaś się z własnej inicjatywy, dodane ponad dementi przypuszczenie jest także UPRAWNIONE:
Nie, nie zamierzam Pani obrazić. Chociaż nie przypuszczam, żeby była Pani ateistką z krwi i kości - jest Pani raczej katoliczką śmiertelnie obrażoną na kościół.

Więc sama jesteś odpowiedzialna z elaspowe rozważania Twojej osoby. I nie tylko elaspowe, bo każdemu wolno się odnieść do tego, co sama o sobie napisałaś.

Jeśli nie potrafisz, nie pchaj się na afisz.
13-03-2014 12:07 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
>Więc sama jesteś odpowiedzialna z elaspowe rozważania Twojej osoby. I nie tylko elaspowe, bo każdemu wolno się odnieść do tego, co sama o sobie napisałaś.
>Jeśli nie potrafisz, nie pchaj się na afisz.
Aha, teraz Ci wolno, to natychmiast należy się odegrać za stare zaszłości. To już nie ma bardziej bezpośrednich i jednocześnie cywilizowanych sposobów?

Zimbardo się kłania.
13-03-2014 12:17 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>Aha, teraz Ci wolno, to natychmiast należy się odegrać za stare zaszłości.
Ale co mi teraz wolno, gdzie widzisz jakieś odgrywanie się piszesz i jakie zaszłości masz na myśli?
13-03-2014 12:53 
 Ocena 7 na 7
maceox (6766 punktów)
>>Aha, teraz Ci wolno, to natychmiast należy się odegrać za stare zaszłości.
>Ale co mi teraz wolno, gdzie widzisz jakieś odgrywanie się piszesz i jakie zaszłości masz na myśli?
A co? Może się mylę?
Czytam Twoje wypowiedzi, a przecież z niechęcią do poprzedniej moderacji się nie kryjesz. I skąd ona wynika wraz z wiedzą jak to się kiedyś banowało?
Twój styl też jest dość niepowtarzalny, a ja coś niecoś ze starych rozmów też jeszcze kojarzę.
Więc mi się tu nie wymiguj.
Współczuję doznanych krzywd, ale może to można jakoś po cywilizowanemu załatwić? Jakiś okrągly stół, czy coś?

Nie wiem, u facetów na przłyklad istnieje instytucja flaszki jako fajki pokoju, nie wiem jak to jest dokladnie u kobiet i to jeszcze w dodatku na forum.

Albo po chrześcijańsku przynajmniej jakoś może wybaczyć, nie dlatego żeby należało, ale dlatego żeby samemu już się nie spalać?

No nie wiem, pewnie to bez sensu co mówie, ale jedno na pewno ma sens:

Zawsze zastanowić się nad tym, jak możemy ze sobą rozmawiać, by się poprawiać, a nie pogarszać.
Tu jest związek z jednocześnie poruszanym tematem o moralności.
13-03-2014 13:09 
 Ocena 1 na 1
Barbiel (1106 punktów)
>Współczuję doznanych krzywd, ale może to można jakoś po cywilizowanemu załatwić? Jakiś okrągly stół, czy coś?
>Albo po chrześcijańsku przynajmniej jakoś może wybaczyć, nie dlatego żeby należało, ale dlatego żeby samemu już się nie spalać?
>No nie wiem, pewnie to bez sensu co mówie, ale jedno na pewno ma sens:
>Zawsze zastanowić się nad tym, jak możemy ze sobą rozmawiać, by się poprawiać, a nie pogarszać.Tu jest związek z jednocześnie poruszanym tematem o moralności.
Ciekawe, dlaczego tak się dziwisz, jak ktoś to samo proponuje antyklerykałom i wrogom religii?
13-03-2014 13:58 
 Ocena 8 na 8
maceox (6766 punktów)
>>Zawsze zastanowić się nad tym, jak możemy ze sobą rozmawiać, by się poprawiać, a nie pogarszać.Tu jest związek z jednocześnie poruszanym tematem o moralności.
>Ciekawe, dlaczego tak się dziwisz, jak ktoś to samo proponuje antyklerykałom i wrogom religii?
Nie do końca sam bym się zakwalifikował do tych dwóch kategorii, ale tak dla uproszczenia, to gdzie ktoś coś podobnego zaproponował antyklerykałom i wrogom religii?

To miało być właśnie forum racjonalistów (czyli tak nie przymierzając "antyklerykałów i wrogów religii"), więc naturalna na nim wydaje mi się być tendencja do wolnomyślicielstwa. A moim zdaniem to zobowiązuje również do jakiegoś poziomu argumentacji.

Tak więc na przykład, gdy widzę bzdury i akurat mam czas i ochotę, to staram się tę bzdurność danej wypowiedzi wykazać, ale czy koniecznie muszę to robić zawsze i z każdym w białych rękawiczkach z głaskaniem oponenta?

Gdybyśmy założyli forum "miłości bliźniego", to by tak wypadało. ale tu w pierwszej kolejności wypada przedstawiać sensowne argumenty. Oczwyście zdaję sobie sprawę z subiektywności oceny "sensownych argumentów".

No taka jest prawda, że nie mam problemu, żeby dogadać się tu z większością racjonalistów i bliżej mi do światopoglądu Pana Bogusławskiego, darkside'a, Meretseger, Ojca Ateusza, fizyka, Andrzeja 51 i wielu innych, których tu przepraszam za brak ich wskazania, niż do światopoglądu fideistycznego.

Tak się składa, że gdy Pan Bogusławski mówi o "głupotach", to jakoś rozumiem o czym mówi, a gdy niektórzy próbują bezpośrednio wykazywać swą wielką mądrość na nią właśnie się w pierwszej kolejności powołując, to nie zawsze mnie to przekonuje. Trudno mi wytłumaczyć dlaczego tak mam. Jakoś tak zostałem uformowany w dzieciństwie i jeszcze przez jakieś tam różne książki pewnie.

Poza tym widzę poważne niedostatki w mojej wiedzy i trochę zazdroszczę więcej wiedzącym. Wiedza mi imponuje. Mniej mnie w tym kontekście ciągnie do równych sobie, nadrabiających cwaniactwem pod hasełkiem równości.

Ale a propos: czytałem parę Twoich wpisów (nie wszystkie) i nie znalazłem niczego, co by mnie jakoś szczególnie raziło. Dlatego ciekawi mnie tu jaka jest geneza Twojego sporu z Panem Bogusławskim i Twojej niechęci do niego. Mógłbyś wskazać jakiegoś linka?
13-03-2014 14:44 
 Ocena 3 na 3
Barbiel (1106 punktów)
>tak dla uproszczenia, to gdzie ktoś coś podobnego zaproponował antyklerykałom i wrogom religii?
Zapewne życzyłbyś sobie dokładnego cytatu, czego mi się nie chce szukać, więc uproszczę sprawę jeszcze bardziej i zmienię pytanie:
Jaka byłaby Twoja reakcja, gdyby ktoś to samo zaproponował antyklerykałom i wrogom religii?
Przy czym moje pytanie dotyczyło szerszego fragment Twojej wypowiedzi.

Żeby było jasne - ja nie mam nic przeciwko krytykowaniu religii, Kościoła. Niektórzy mają potrzebę odreagować krzywdy i to ma swoją dobrą stronę, bo czasem jest siłą napędową pozytywnych zmian. Bez emocji nie ma motywacji.

Moja krytyka dotyczyła tego co napisałeś do Chętnie racjonalistki.
Domniemany konflikt między nią a moderacją to nie jest Twoja sprawa i Chętnie racjonalistka na prawo sobie to odreagować, jeśli ma taką potrzebę.
Przebaczenie to bardzo dobra sprawa, ale nie da się tego zrobić na zawołanie.

>Ale a propos: czytałem parę Twoich wpisów (nie wszystkie) i nie znalazłem niczego, co by mnie jakoś szczególnie raziło.
Czyli jedna coś Cię trochę raziło. Nie odzywasz się do mnie?

>Dlatego ciekawi mnie tu jaka jest geneza Twojego sporu z Panem Bogusławskim i >Twojej niechęci do niego.
Nie akceptuję dzielenia ludzi na tych, którzy mogą pisać i na tych, którzy niby mogą pisać, ale lepiej, żeby nie pisali, bo zaniżają poziom.
13-03-2014 16:14 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Dlatego ciekawi mnie tu jaka jest geneza Twojego sporu z Panem Bogusławskim i Twojej niechęci do niego.
Józek bije swoją żonę, a ona krzyczy - Józuś! Za co tak, za co?
Józek - gdyby było za co, to bym cię zabił!


>Mógłbyś wskazać jakiegoś linka?
www.racjon(*).php/z,0/d,32/s,608495#w611430
_____________________

Jak Pan dobrze wie jestem zdecydowanym demokratą, zwolennikiem wolnej myśli - jawnie bez jakiejkolwiek cenzury wypowiadanej, ale Bóg już tak dziwnie świat zorganizował, że wszystko cholernie nierówno i niesprawiedliwie podzielił,
a ponadto tam, gdzie jest najbardziej niesprawiedliwie, czyli w naszej mądrości, to tylko najmądrzejsi jej brak odczuwają.

LUDZKIE NARZEKANIA

Rożne słyszałem ludzkie narzekania:
jednemu brak pieniędzy, drugiemu - mieszkania.
Inny znów zdrowia za mało posiada,
trzeci na brak powodzenia biada.
Czwarty na brak przyjaciół narzeka,
piaty na wielka wygrane czeka.

Jedna na brak męża stale zawodzi;
inna, ze złe powietrze jej szkodzi.
Na trzecią nikt spojrzeć nie warzy,
bowiem za dużo kilogramów wazy.

Jednego tylko narzekania nie słyszałem,
choć z wieloma ludźmi się stykałem,
by ktoś wokół tego robił wiele szumu,
by ktoś narzekał na brak... rozumu.

Każdy uważa, ze dość ma samemu
i jeśli brakuje, to tylko drugiemu.


Ponadto biskup Ignacy Krasicki zauważa:

Nie nowina, że głupi mądrego przegadał;
Kontent więc, iż uczony nic nie odpowiadał,
Tym bardziej jeszcze krzyczeć przeraźliwie począł;
Na koniec, zmordowany, gdy sobie odpoczął,
Rzekł mądry, żeby nie był w odpowiedzi dłużny:
"Wiesz, dlaczego dzwon głośny? Bo wewnątrz jest próżny.
"


Łatwo naszym forum zauważyć, że im mniejsza wiedza i sprawność intelektualna, tym większa pewność - nie o tylko równości ze wszystkimi, ale nawet pewność nad innymi górowania i ich pouczania. Jak mają prawo myśleć i jakich
wzorców i regulaminów przestrzegać: www.racjonalista.pl/forum.php/s,611485
www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,609206#w609564

Czy wobec tego jest jeszcze w mediach miejsce dla poważnego Intelektualisty, naukowca?
Jest go coraz mniej, a nawet jeśli się ich zaprasza; robi się wszystko, żeby uatrakcyjnić na siłę wizerunek takich osób. Dziennikarze telewizji informacyjnych np. bardzo szybko chcą się z nimi bratać, skracając dystans, spoufalając się. Jeśli zapraszają profesora czy doktora w roli eksperta, dobrze by było, gdyby zwracali się do niego po prostu: "proszę pani", "proszę pana". Bardzo często łamie się tę barierę, używając imienia. Przy czym o wiele częściej robi się tak w stosunku do kobiet niż do mężczyzn. Na dodatek dziennikarze posługują się zdrobnieniem. Nie "pani Małgorzato", tylko "pani Małgosiu". Trudno tłumaczyć jako mała pani Małgosia mechanizmy funkcjonowania zjawisk czy świata. W jednej ze stacji telewizyjnych mamy poranny program, w którym prowadzący w różny sposób buduje atmosferę i ociepla wizerunek gości: poprzez zdrobnienia, śmieszne komentarze itp. To specyfika telewizji śniadaniowej, która jest tłem, ona ma nie przeszkadzać.

Problem w tym, że śniadanie w mediach zaczyna trwać całą dobę.
Właśnie. A przecież nie można cały dzień jeść śniadania. Jako widzowie nie jesteśmy jeszcze z tym obeznani, nie wiemy, że media posługują się różnymi konwencjami. Dziś dominuje tabloidyzacja. To jest również związane z ponowoczesną kulturą, daleką od promowania jakiegoś wzoru czy standardu, np. w edukacji. Kiedyś wychowywały dom, szkoła, teraz nikt nie wychowuje. Kto ma młodym ludziom powiedzieć, jak należy się zachować, jakim językiem mówić w konkretnej sytuacji? To wszystko promieniuje. Taki dziennikarz wie, że buduje ową bliskość dla atmosfery na ekranie, ale młody człowiek jest zagubiony. Wydaje się nie rozróżniać kodów i konwencji. Coraz częściej studenci, rozpoczynając mejle, nie używają już zwrotu "Pani Doktor", "Szanowna Pani" czy nawet zwykłego "Dzień dobry", ale "Witam, Pani Małgosiu". I nie widzą w tym niczego niestosownego. "Przecież tak się mówi", tłumaczą. Co więcej, dwudziestokilkuletni studenci, przysyłają prace z adresów "koteć2ka" czy "madzia".

(...) Nie zdają sobie zatem sprawy z różnych ról, w jakich występują, i konieczności dostosowywania języka, formy komunikacji, konwencji do sytuacji.
Pan mówi o edukacji. Doszliśmy do momentu, kiedy nauka nie może być zbyt męcząca, zaleca się nie przeciążać studentów lekturami. Pamiętam z okresu studiów, zarówno w Polsce, jak i we Francji, że wykłady poza wiedzą merytoryczną przekazywały także sztukę słowa. Uczyłam się języka uniwersyteckiego, konwencji. Teraz - np. podczas szkoleń dydaktycznych - kładzie się nacisk na formę: coś, co jest lekkie i zbytnio nie męczy i ma być atrakcyjne. A według mnie, nauka czasem musi być nudna i żmudna.
/PRZEGLĄD 14-20.10.2013/ www.racjonalista.pl/forum.php/s,590321

Wszyscy powinni mieć prawo pisać i każdemu człowiekowi należy się szacunek, ale zupełnie inny szacunek należy się publikacjom mądrym niż głupim. Można i profesora wyśmiać i napisać mu, że tu konkretnie bzdurę napisał, ale jak poważnie traktować "nicka", który nic mądrego nie napisze sam, a zupełnie lekceważąco traktuje innych wraz z ich tekstami. Pisać mu: bzdura, bzdura, bzdura - odpowie tym samym i kończy się rozmowa. Oczywiście ci najmądrzejsi stosują jeszcze (zgodne z regulaminem) fraternizujące formy "ty" "ci" "tobie", gdyż według nich to takie nowoczesne.
Pełna amerykańska demokracja.

W życiu to to ze strachu przez każdą władzą na stojaka pod stół włazi, ale tu on równy jest wszystkim, a przecież wystarczy parę postów przeczytać abyśmy wiedzieli z kim mamy do czynienia, tu nie jest potrzebny aż profiler.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
13-03-2014 13:20 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>Może się mylę?
Nie mój problem.

>mi się tu nie wymiguj.
Tere fere.

>Współczuję doznanych krzywd
Spoko macek, przecież sobie radzę.

>żeby samemu już się nie spalać
Ja się nie spalam, ja się spełniam.

>Tu jest związek z jednocześnie poruszanym tematem o moralności.
OK, jak zrobię coś złego to mi powiedz.
14-03-2014 10:33 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
>Spoko macek,
macek???
Nie czepiam się ewentualnych literówek, tylko nie jestem pewien, czy dobrze rozumiem.

>OK, jak zrobię coś złego to mi powiedz.
Ok. Bronisz tego wpisu Elaspa:

Elasp:
Licho wie, co drzemie w Pani podświadomości. Zna Pani własną świadomość i teraz ją opisuje. Ale to tylko cząstka "Meterseger".


Elasp:
"Starannie mi zwisa"... Obawiam się, że ma Pani te zasady właśnie na przekór im (fideistom). Ma Pani (zepchnięte do podświadomości) pretensje do Pana Boga - oto gleba, na której wyrasta krzew Pani "racjonalizmu", wydający psiary "ateizmu". Nie chce Pani przyjąć do wiadomości, że owoce te są marne i nadają się tylko do wyrzucenia.


Uważasz, że ta elaspowska analiza jest uprawniona, dlatego że Meretseger Twoim zdaniem zachęciła do rozmawiania o niej w ten sposób słowami "czy Ty przypadkiem nie usiłujesz mnie w tym momencie obrazić?".

I właśnie dlatego to Twoje konkretne zachowanie jest złe.

Inteligentna jesteś już od zawsze, ale to jeszcze nie świadczy, ani o słuszności, ani o moralności, ani tym bardziej o -obejmującej te dwie poprzednie cechy - mądrości.
Tak ogólnie uważam, że jesteś na forum wartościową forumowiczką, również dlatego, że ja osobiście dostrzegam u Ciebie (minimalny, ale jednak) rozwój w stronę mądrości. Tyle że to jeszcze jak na mój gust trochę niestabilne widząc takie wypowiedzi, jak powyższa. Oczywiście Ty sama decydujesz o swoim rozwoju.

I ja akurat czuję się uprawniony do kierowania takich właśnie uwag do Ciebie, po pierwsze dlatego, że (w przeciwieństwie do Meretseger względem Elaspa) Ty mnie rzeczywiście upoważniłaś:
>OK, jak zrobię coś złego to mi powiedz.

Po drugie dlatego, że staram się być sprawiedliwy, choć wiem, że to bardzo trudne.

A po trzecie dlatego, że trzymam za Ciebie kciuki.
Elasp (6859 punktów)
>>Spoko macek,
>macek???
>Nie czepiam się ewentualnych literówek, tylko nie jestem pewien, czy dobrze rozumiem.

"Macek" to zdrobnienie od "Maceox"...

14-03-2014 15:16 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)

> "Macek" to zdrobnienie od "Maceox"...
A jakie jest zdrobnienie od Elaspa?
15-03-2014 11:36 
 Ocena 1 na 1
szarley (54906 punktów)
>> "Macek" to zdrobnienie od "Maceox"...
>A jakie jest zdrobnienie od Elaspa?

Tęskno Ci do oślej?
14-03-2014 17:16 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>macek???
>Nie czepiam się ewentualnych literówek, tylko nie jestem pewien, czy dobrze rozumiem.
To był derywat tautologiczny.

>Uważasz, że ta elaspowska analiza jest uprawniona, dlatego że Meretseger Twoim zdaniem zachęciła do rozmawiania o niej w ten sposób słowami "czy Ty przypadkiem nie usiłujesz mnie w tym momencie obrazić?".
Nie dlatego elaspowe analizowanie jest uprawnione, że "moim zdaniem Meretseger zachęciła", ale dlatego, że sama uczyniła siebie przedmiotem toczącej się dyskusji.

W kontekście tej sprawy użyto gdzieś słowa "zaproszenie" i bardzo słusznie, a np. w rozmowie bezpośredniej taką autoprezentację nawet niegrzecznie byłoby zignorować. Więc właściwie zagłębiający się w temat Elasp postąpił nawet po dżentelmeńsku.

>trzymam za Ciebie kciuki.
Dziękuję.
14-03-2014 20:50 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)

>W kontekście tej sprawy użyto gdzieś słowa "zaproszenie" i bardzo słusznie, a np. w rozmowie bezpośredniej taką autoprezentację nawet niegrzecznie byłoby zignorować.
Niestety wykazujesz tu złą wolę i w tej sytuacji zupełnie mnie nie dziwi, że masz złe doświadczenia z moderacją.

>Więc właściwie zagłębiający się w temat Elasp postąpił nawet po dżentelmeńsku.
Elasp po dżentelmeńsku. To rozmawiaj sobie z nim. Ja na razie dziękuję.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>Niestety wykazujesz tu złą wolę
Uważasz, że kupiłeś moją opinię?

>zupełnie mnie nie dziwi, że masz złe doświadczenia z moderacją
Ergo: wyrażanie własnego zdania jest zadzieraniem z moderacją.
13-03-2014 12:58 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
> Ponieważ przedmiotem rozważań stałaś się z własnej inicjatywy, dodane ponad dementi przypuszczenie jest także UPRAWNIONE
Formalnie tak, jednak z takiej możliwości można skorzystać (poczytując pretekst za zaproszenie), lub nie wykorzystać uchylonej furtki (bacząc, że nie było wyraźnego zaproszenia) - w takiej sytuacji nie podjąłbym się obrony Pana Elaspa.
13-03-2014 13:48 
 0 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>Formalnie tak, jednak z takiej możliwości można skorzystać (poczytując pretekst za zaproszenie), lub nie wykorzystać uchylonej furtki (bacząc, że nie było wyraźnego zaproszenia
KAŻDE powołanie własnej osoby do dyskusji jest wystarczającym upoważnieniem, żadnego ekstra zaproszenia nie trzeba.

Dlaczego ktokolwiek miałby uznać samochwalcze twierdzenie Meretseger o jej moralnej wyższości nad katolikami za uprawnione i nie podjąć próby obalenia go?
13-03-2014 14:11 
 Ocena 9 na 9
Meretseger (61860 punktów)
Myślę, że już wystarczająco długo wycierasz sobie buzię moją osobą. Nie od dziś zresztą, pamięć mam dobrą. Dlatego uprzejmie proszę, byś zaniechał/a.
13-03-2014 14:20 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>Myślę, że już wystarczająco długo wycierasz sobie buzię moją osobą. Nie od dziś zresztą, pamięć mam dobrą. Dlatego uprzejmie proszę, byś zaniechał/a.
Doceniam uprzejmość prośby, ale nie odpowiada mi pejoratywność użytego wobec mnie zwrotu "wycierać sobie buzię".
13-03-2014 14:36 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
Więc nie rób tego, proszę, a wszelka pejoratywność zniknie.
13-03-2014 16:32 
 Ocena 2 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>Więc nie rób tego, proszę, a wszelka pejoratywność zniknie.
Szantażem zniweczyłaś wartość prośby.
13-03-2014 17:08 
 Ocena 6 na 6
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
>Szantażem zniweczyłaś wartość prośby.
ach, te "zniweczyłaś" i "wartość", bitwa będzie do krwi przedostatniej. Meretseger dała Ci szansę wyjścia z sytuacji z "twarzą" ,nie skorzystalaś, ok walcz
, tylko niewiem o co.
13-03-2014 18:02 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>Meretseger dała Ci szansę wyjścia
To Ty dajesz szansę wyjścia jej.
13-03-2014 18:50 
 Ocena 2 na 2
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)

>To Ty dajesz szansę wyjścia jej.
Jej wyjścia szansy nie moge dać, niemam mocy takich albowiem.
13-03-2014 08:31 
 Ocena 6 na 6
Sygnał (4252 punktów)

>Licho wie, co drzemie w Pani podświadomości.

Nieomylnie wie za to Elasp !

>To - wydaje mi się - przejaw Pani podświadomości, odpowiednio zracjonalizowany i obrócony w żart.

>"Starannie mi zwisa"... Obawiam się, że ma Pani te zasady właśnie na przekór im (fideistom). Ma Pani (zepchnięte do podświadomości) pretensje do Pana Boga - oto gleba, na której wyrasta krzew Pani "racjonalizmu", wydający psiary "ateizmu". Nie chce Pani przyjąć do wiadomości, że owoce te są marne i nadają się tylko do wyrzucenia.
>

Wyśmienita argumentacja na równi z freudowskim "z wypowiedzi Elaspa wprost widać, że ten spycha głęboko do swojej podświadomości chęć uprawiania seksu ze swoją matką". Na oba nie ma najmniejszego dowodu.

Nie bawmy się w analizę podświadomości, bo to prowadzi tylko do osobistych wycieczek.
13-03-2014 11:15 
 Ocena 7 na 7
maceox (6766 punktów)
>Licho wie, co drzemie w Pani podświadomości. Zna Pani własną świadomość i teraz ją opisuje. Ale to tylko cząstka "Meterseger".
>To - wydaje mi się - przejaw Pani podświadomości, odpowiednio zracjonalizowany i obrócony w żart.
>"Starannie mi zwisa"... Obawiam się, że ma Pani te zasady właśnie na przekór im (fideistom). Ma Pani (zepchnięte do podświadomości) pretensje do Pana Boga - oto gleba, na której wyrasta krzew Pani "racjonalizmu", wydający psiary "ateizmu". Nie chce Pani przyjąć do wiadomości, że owoce te są marne i nadają się tylko do wyrzucenia.

Niedawno śmiał się Pan z moich zainteresowań, ale widzę, że teraz bryluje Pan również w dziedzinie chrześcijańskiej psychoanalizy.

I uważa Pan, że może coś powiedzieć o czyjejś podświadomości imputując mu swe własne wyobrażenia na jego temat bez wysłuchania i zrozumienia drugiej osoby, a nade wszystko - bez zgody na analizę?

Przypisuje Pan sobie wiedzę o psychice Meretseger, choć prawie w ogóle jej Pan nie zna, a czyni Pan to tylko po to, by wykorzystać to przeciwko niej. To jest właśnie kolejny przyklad chrześcijańskiej moralności, którą Pan usprawiedliwia swą słuszną wiarą w Boga. Wszystkie środki są dozwolone, by nawracać niewiernych na właściwą ścieżkę wiary.

Tyle tylko, że Meretseger świadczy o sobie sama i Pan również nam tu tylko znów prawdę o sobie powiedział.

...a stary ateista Freud się w grobie przewraca.
12-03-2014 15:48 
 Ocena 7 na 7
Piękny Lolo (2082 punktów)
>Najkrócej mówiąc: Jeżeli ktoś nie wierzy w wszystkowiedzącego Boga, nie będzie mieć głębszej motywacji, by zachowywać się moralnie wtedy, gdy nikt go nie widzi.

Odmawianie ateistom zdolności do odczuwania uczuć wyższych i identyfikowania się z wartościami wyższymi to odzieranie ich z podmiotowości.
Gdy tymczasem wierzący są dobrzy, moralni, bo za to będą mieć życie wieczne.
Taka umowa handlowa z Bogiem.
   
12-03-2014 16:52 
 Ocena 14 na 14
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Jeżeli ktoś nie wierzy w wszystkowiedzącego Boga, nie będzie mieć głębszej motywacji, by zachowywać się moralnie wtedy, gdy nikt go nie widzi. Nawet najbardziej moralny człowiek w takich warunkach prędzej czy później ulegnie demoralizacji.
>Ateiści są moralni (ci którzy są moralni) po to, aby coś udowodnić fideistom. Ale gdy fideistów zabraknie, to...

   To jest znakomity przykład moralnego upośledzenia, jakie funduje religijna formacja moralna. Człowiek tak ukształtowany nie sięga wyobraźnią - jest to dla niego całkowicie niepojęte - ku temu, jak można być przyzwoitym człowiekiem bez nieustannego podglądacza i straszaka. Z powodu tej własnej indolencji, w sumie inwalidztwa, osoba taka musi przypisywać ludziom niereligijnym nieuchronną demoralizację, prawdopodobnie dlatego, że stawiając siebie w takiej sytuacji taką demoralizację i ogólne szaleństwo natychmiast w sobie odnajduje.
   Wygląda na to, że jednak wielu religijnych ludzi to tylko zastraszone bydlątka, rwący się do ataku mordercy, gwałciciele, złodzieje. Tylko ta Bozia jest dla nich motywacją, żeby sobie nie popuścić i nie wpaść w szaleństwo. A ateiści wedle tego chorego spojrzenia na świat, takiego straszaka nie mają, więc muszą być jak odbezpieczony granat, który prędzej czy później eksploduje. Ot, logika upośledzonego katolika.
   To już chyba wiem, z jakiego powodu ateiści wzbudzają u wielu religijnych niechęć, pogardę, dyskomfort. Z niezrozumienia, że można funkcjonować w świecie inaczej niż oni sami (jak zastraszone bydlątka) które muszą zmienić w rozumienie rozwiązujące ten niewygodny dylemat, sprowadzające tych innych i dziwnych do roli zdemoralizowanego popaprańca, którego właściwie nie wiadomo co powstrzymuje, ale ostatecznie i tak, prędzej czy później, nie powstrzyma. Jedyna rada, to te małpy poniżyć, a siebie postawić wyżej. Nietzsche miał jednak rację, że u podstawy chrześcijaństwa leży resentyment, czyli mściwość miernych wobec lepszych. Jak się nie potrafi sięgnąć po winogrona, to się sobie wmawia, że te są kwaśne.

Cytat:
Resentyment - pojęcie filozoficzne, oznaczające zjawisko tworzenia iluzorycznych wartości oraz ocen moralnych jako rekompensaty własnych niemocy i ograniczeń. Teorię resentymentu sformułował niemiecki filozof Fryderyk Nietzsche.

Pojęcie resentymentu jest najczęściej ilustrowane znaną bajką Ezopa o lisie i kwaśnych winogronach. Lis, który nie zdołał dosięgnąć winogron, odchodzi mówiąc, że I tak były kwaśne. W psychologii tego typu zachowanie jest nazywane dziecięcą reakcją na motywy, których realizacja została zablokowana.

W filozofii Nietzschego resentyment jest cechą charakterystyczną moralności niewolniczej. Wiąże się on z urazą wobec świata, żalem do życia, które nie spełnia oczekiwań. Moralność niewolnicza jest reaktywna, gdyż za dobre uznaje własne cnoty moralne, a za złe cnoty, których nie może osiągnąć. W ten sposób pozwala ona słabym uszlachetnić swoją słabość i zemścić się na silnych jednostkach. Jej wcieleniem jest, według Nietzschego, moralność chrześcijańska.


pl.wikipedia.org/wiki/Resentyment

Na szczęście są katolicy, którzy czerpią inspiracje z innych źródeł. Nieważne czy świadomie, czy nieświadomie. Ważne, że jest tutaj jakaś inna droga.
12-03-2014 17:35 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
To co Pan tu pisze jest dobrym potwierdzeniem drugiej części mojej tezy, że Każda wiara - niezależnie od jej przedmiotu - ogranicza nas intelektualnie, a także moralnie - usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu.

>   To jest znakomity przykład moralnego upośledzenia, jakie funduje religijna formacja moralna.
Pisze też o tym absolwent KUL-u profesor filozofii, etyk Jan Hartman:
Religia jest dobra i święta, jeśli nie wręcz konieczna i nakazana - sama z siebie. Jeśli ktoś nie jest jej wyznawcą i nie może tej świętości potwierdzić, niechaj wyraża pełen powagi szacunek albo siedzi cicho. (...) W sprawach własnej religii wyznawcy są więc śmiertelnie poważni i niezwykłe łatwo ich urazić. A gdy się już ich urazi, ci zwykle nie widzą żadnych powodów, by ograniczać się w stosowaniu środków repulsji. Można to nazwać "świętym prawem". Wyznawcy rozmaitych kultów mają we własnym mniemaniu święte prawo do tego, by traktowano ich z najwyższym szacunkiem, powstrzymywano się od krytyki ich wierzeń, od satyry, od ironii. Nie wystarczy im bynajmniej swoboda sprawowania kultu - domagają się ponadto szczególnej rewerencji i daleko idącej powściągliwości w krytyce. Wszak krytyka i wszelkie przejawy traktowania z pozycji zewnętrznej, w oparciu o swobodę sądu, uważają za zamach na własne prawa, "obrazę uczuć religijnych", a tym samym podstawę do najgwałtowniejszej a uświęconej w ich mniemaniu reakcji.

Pycha jest siostrą hipokryzji. Ci sami, którzy uważają się, jak to bywa w wielu religiach, za depozytariuszy boskiego objawienia i przemawiają tonem protekcjonalnej wyższości do swoich wiernych, mają jakże często usta pełne frazesów o pokorze i dobroci. Gdy zaś faktycznie zdarzy się wśród samych kapłanów jakiś taki pełen dobroci, który do ludzi odnosi się z pokorą, ten może łatwo stać się narzędziem pysznienia się przez religijną instytucję własną moralną doskonałością. (...)

Miliony mordowały "za wiarę" i miliony "za wiarę" ginęły. Tysiące spośród takich, którzy mordowali, by sami nareszcie zginąć "za wiarę" czczonych jest jako męczennicy i bohaterowie. Jakoż wszyscy oni walczyli w imię miłości i pokoju. Zapiekły fanatyzm stworzył w dziejach konfliktów religijnych tak ścisły węzeł z hipokryzją, że nikt już nawet nie podejmuje się ze stanowiska neutralnego dociekać, kto bardziej był w nich winny i po czyjej stronie było więcej racji. (...)
Wrogość do obcych zwykle wzrasta jeszcze, gdy przychodzi do konfliktów z niewierzącymi i ateistami. Wszyscy, którzy nie chcieliby żyć wedle wymagań obyczajowych i rytualnych panującej w danym kraju religii ani żadnej innej, która jest w nim tolerowana, stanowią obiekt napastliwej pogardy. Bez żadnych oporów moralnych szermuje się oskarżeniami o najgorszą demoralizację i zepsucie, czemu towarzyszy najczęściej kompletna niewrażliwość na własne występki oraz święte oburzenie w razie jakiejkolwiek krytyki.

Pokłady pogardy i nienawiści zbierające się w instytucjach religijnych nie mogą znajdować naturalnego ujścia w szczerej egzaltacji, gdyż ambicje kapłanów, by sprawować rząd dusz nad swoimi wiernymi, wymagają protekcjonalnego, a więc łagodnego sposobu bycia. Instytucje religijne i kapłani przemawiają więc tonem umiarkowanym, acz nie znoszącym sprzeciwu. Wydają werdykty i nauczają swoich wiernych, mówią co jest dobre, a co złe w sposób całkowicie autorytatywny, a jednoczenie tonem dobrotliwym, ojcowskim. (...)

Ciekawą cechą większości bóstw jest ich notoryczna niewinność. Czynią one wyłącznie dobro, a za zło trzeba już winić ludzi lub jeszcze kogoś innego. Dlatego wyznawcy wielu bogów, zwłaszcza bogów jedynych, wciąż dziękują swoim bogom za wszystko dobre, co ich w życiu spotyka, nigdy zaś nie obwiniają najwyższej istoty z powodu cierpień i udręk, jakie ta na nich zesłała.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,457816

Są to ciekawe problemy, ale jakakolwiek dyskusja z fundamentalistami jest zupełnie niemożliwą. Oni - jak stary złodziej - nawet, gdy zostają wprost przyłapani za rękę, to twierdzą, że to nie ich ręka i dalej w zaparte idą. Jeszcze na czyjąś wiarę nikt nie znalazł argumentów.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
13-03-2014 00:12 
 Ocena 4 na 4
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Całkowicie się z tym wszystkim zgadzam.

>Są to ciekawe problemy, ale jakakolwiek dyskusja z fundamentalistami jest zupełnie niemożliwą. Oni - jak stary złodziej - nawet, gdy zostają wprost przyłapani za rękę, to twierdzą, że to nie ich ręka i dalej w zaparte idą. Jeszcze na czyjąś wiarę nikt nie znalazł argumentów.

Fundamentalistów traktuję jako tło, do tego czasami służą dobrze. Pozdrawiam.
13-03-2014 12:17 
 Ocena 2 na 2
Barbiel (1106 punktów)
>Jeżeli ktoś nie wierzy w wszystkowiedzącego Boga, nie będzie mieć głębszej motywacji, by zachowywać się moralnie wtedy, gdy nikt go nie widzi. Nawet najbardziej moralny człowiek w takich warunkach prędzej czy później ulegnie demoralizacji.
Swoją drogą ciekawe ilu ateistów brało udział w eksperymencie Zimbardo.
11-03-2014 13:54 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
>>Postawa religijna jest nadal dość powszechna, ale też nie stanowi to dla mnie powodu, by nie obnażać jej głupoty.
>Niby dlaczego jest głupia?
A czy ja napisałem, że jest głupia? Napisałem, że należy obnażać jej głupotę, ale nie uważam, by zawsze, w każdych okolicznościach była tak po prostu głupia. Jest na pewno głupia w bardzo konkretnych sytuacjach: na przykład: kierowanie się religijną moralnością przy sprawach związanych ze zdrowiem (używanie prezerwatyw, aborcja), wiara w bezpośrednio fizyczną skuteczność modlitwy, itp.

>Jeżeli uczucia religie to głupota, to może np. uczucia patriotyczne też?
Uczucia religijne to nie głupota, ale już poddawanie się im w praktycznym życiu w ten sposób, że w konkretnych życiowych sprawach (np. powyżej wskazanych w przykładach) te uczucia decydują zamiast racjonalnego przemyślenia sprawy - to właśnie jest głupota.

>Bezrefleksyjnie szermuje Pan "głupotą", niepotrzebnie powielając herezje Bogusławskiego.
Jestem heretykiem z urodzenia, a także poprzez chrzest, i nawet konfirmację. Zupełnie nie dziwi zatem, że powielam herezje. Mam jedynie nadzieję, że nie tylko powielam, ale i mnożę.

>>Wydaje mi się, że język jednak był do czegoś "przydatny", skoro się rozwinął.
>No właśnie! Dokładnie to samo spostrzeżenie powinien Pan poczynić w stosunku do religii, oczywiście jeżeli myśli Pan konsekwentnie.
Oczywiście - religie były i są przydatne do wielu rzeczy, np. do sprawowania absolutystycznej władzy nad ich wyznawcami.

>Przypadek w tym kontekście to to, co nie pełni żadnej funkcji. Jeżeli religia istnieje, znaczy to, że spełnia ważną funkcję.
Spełnia - na przyklad taką jak wskazałem powyżej.

>Nie ma to nic wspólnego z głupotą,
???

>jak bezmyślnie powtarza p. Bogusławski.
Ale co tak właściwie, skoro Pan go nawet zacytować nie potrafi?
Wedlug Pana Pan Bogusławski powtarza bezmyślnie, ale całe szczęście, że Pan jest mądry i zaraz to wszystko wyjaśni, naprostuje, a Pana Bogusławskiego z forum wywali, zgodnie z przykazaniem miłości bliźniego.

>Japończyków nie podejrzewam o głupotę, a są ludźmi religijnymi.
Pan jest zapewne ekspertem również od Japończyków.

>Wiązanie religii z głupotą jest kompromitującym zabobonem
A kto, gdzie i kiedy wiązał religię z głupotą?
Już napisałem, że należy obnażać religijne głupoty, gdzie tylko się ujawniają, tak jak i inne glupoty zresztą. Tam gdzie ujawniają się głupoty demokracji, to również należy je obnażać, ale czy to znaczy, że uważam demokrację za głupotę?

>jednym z wielu jakie wydało Oświecenie ("niewiedza matką pobożności").
I dlatego Pan pozostał mentalnie w średniowieczu, nie dostrzegając zupełnie, że gdyby nie myśl oświeceniowa, to z Pańskimi koncepcjami - ewidentnie sprzecznymi z doktryną kościoła - pewnie zostałby Pan uznany za groźnego heretyka (np. wiara wynikająca ze sceptycyzmu i świadomy wybór religii)

>Czas się z tego zabobonu wyzwolić.
Nie wiem jak się wyzwala z wyzwolenia, ale są tu na tym forum w Pańskiej klice specjaliści, którzy dają nam właśnie więcej wolności, niż tu już było i teraz może Pan sobie bez przeszkód porozmawiac z bliskim Panu ideowo masonożercą, zamiast z bezmyślnym Boguslawskim, czy maceoxem.

>Prosty błąd to taki, który można łatwo dostrzec i łatwo wyeliminować. W tym znaczeniu istnienie religii nie wynika z prostego błędu.
Nie wynika. Religie to ważny element ludzkiej kultury, ewoluujący w czasie.

>Założył taki wątek p. Dokowski i właśnie wypowiedziami w tym wątku debiutowałem na forum. Tam sprawa była już rozważana, a stanowisko p. Dokowskiego obalone.
Jakoś zupełnie mnie nie dziwi, że stanowisko p. Dokowskiego zostało obalone.

>Tyle że nie "Tyle, że", a "Tyle że".
Bardzo dziękuję za korektę. W mojej pracy pomagają mi z tym bardzo sympatyczne i mądre koleżanki korektorki, a tu tę funkcję przejmuje Pan. To dobrze. Każdy powinien wykonywać takie zajęcie, jakie sprawia mu radość.

>Trzeba postępować "tak jakby" się wierzyło.
Trzeba wszystko kwestionować i przyjmować za pewne tylko to, czego odrzucić się nie da. Tu chodzi o uczciwość inteletkualną.

>Ja także np. nie wierzę w sensowność porządku prawnego Polski, ale tego porządku przestrzegam.
A ja wprawdzie też nie wierzę, ale tak ogólnie jestem przekonany o sensowności porządku prawnego Polski określonego w konstytucji. Gorzej z jego wdrażeniem w życie w niektórych konkretnych sytuacjach.
11-03-2014 14:23 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Dobór stylu mojego zdania wynikał z potrzeby przekazania konkretnej treści i dla mnie istotnym jest, iż jest to każda wiara oraz to, że ogranicza nas intelektualnie i właśnie z ograniczenia intelektualnego poprzez wiarę (a nie odwrotnie) wynika ograniczenie moralne (nie dlatego, iż człowiek wierzący jest mniej dobry, przyzwoity, moralny itd. od niewierzącego, tylko dlatego, że wiara ograniczając samodzielną refleksję intelektualną łatwo usprawiedliwi zło czynione dla dobra wiary i imię jej "bogów). Zupełnie nie wypowiadałem się w tym zdaniu o bezpośrednim związku wiary z moralnością, choć oczywiście taki istnieje.

Może Pan zna wcześniejsze wypowiedzi Bogusławskiego, w których zwarta jest ta teza, wraz z powyższym wynikaniem? Pogrubiłem istotny dla mnie fragment.

Bogusławski oczywiście unika odpowiedzi.
12-03-2014 00:16 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
Pan Bogusławski:
Dobór stylu mojego zdania wynikał z potrzeby przekazania konkretnej treści i dla mnie istotnym jest, iż jest to każda wiara oraz to, że ogranicza nas intelektualnie i właśnie z ograniczenia intelektualnego poprzez wiarę (a nie odwrotnie) wynika ograniczenie moralne (nie dlatego, iż człowiek wierzący jest mniej dobry, przyzwoity, moralny itd. od niewierzącego, tylko dlatego, że wiara ograniczając samodzielną refleksję intelektualną łatwo usprawiedliwi zło czynione dla dobra wiary i imię jej "bogów). Zupełnie nie wypowiadałem się w tym zdaniu o bezpośrednim związku wiary z moralnością, choć oczywiście taki istnieje.


> Może Pan zna wcześniejsze wypowiedzi Bogusławskiego, w których zwarta jest ta teza, wraz z powyższym wynikaniem? Pogrubiłem istotny dla mnie fragment.
Przepraszam, a co to ma do rzeczy? Rozmawialiśmy tu o religijności i prawie cieszyłem się już na jakiś częściowy przynajmniej konsensus, a Panu tylko jedno w głowie ... jak dokopać Bogusławskiemu?

Pan uważa, że gdy Pan wykaże, że Pan Bogusławski takiej tezy (wraz z powyższym wynikaniem), wcześniej nigdy nie wypowiedział, to już będzie oznaczało, że wymyślił sobie ją teraz na prędce. Miał to niby po to tylko uczynić, żeby jakoś uzasadnić swój atak na Pańskie niewinne zupełnie i nieistotne - jak Pan uważa - niedokładności w oddaniu jego słów.

Jest tu tylko pewien problem, a mianowicie taki, że jeśli o mnie chodzi to trafił Pan akurat kosą na kamień, a to dlatego, że akurat coś niecoś wiem o wymogu dokładności przy cytowaniu. Mi w zupełności wystarcza fakt, że można było zaprezentować taką interpretację zdania Pana Bogusławskiego, która nijak nie może wynikać z Pańskiej przeróbki tego zdania. Sam fakt, że taka interpretacja jest możliwa prowadzi do wniosku, że Pańska przeróbka była nieuprawniona - zupełnie niezależnie od tego, czy kiedykolwiek wcześniej taka interpretacja była przez autora rozważana.

Jednocześnie mogę Pana zapewnić, że przegadałem z Panem Bogusławskim conajmniej kilkanaście nocy (najczęściej wtedy mam najwięcej czasu na forum) również w kwestii "czy wiara jest zła?" i na podstawie tych rozmów mogę potwierdzić, że Pan Bogusławski miał właśnie dokładnie tę interpretację (czy jak Pan woli - tezę) na myśli, o którą Pan tu pyta, choć rozmowa była znacznie dłuższa i takie litelarnie identyczne sformułowanie nigdy nie padło.

> Bogusławski oczywiście unika odpowiedzi.
Wie Pan, wydaje mi się, że znam powód i wskazałem go na samym początku tego wpisu. Pan uważa, że Panu wolno Pana Bogusławskiego na przykład pouczać, na przykład kwitować jego merytoryczne wpisy krótkim stwierdzeniem o braku istotnej treści, ale nade wszystko wyrażać ewidentną pogardę wobec jego poglądów.

Robi Pan wszystko, by przyłapać go na jakiejś niespójności, a zważając na to, że Pan Bogusławski nie jest ani robotem, ani Bogiem, ani nawet samym Chuckiem Norrisem, to Pańskie starania są po prostu śmieszne. Błądzenie jest bowiem zupełnie ludzkie i również Panu Bogusławskiemu zdarza się pomylić, co jest zupełnie naturalne - więc w zasadzie trudno dokładnie powiedzieć, co Pan właściwie chce udowodnić. Jeśli to, że Pan Bogusławski nie jest nieomylny, to on to sam wielokrotnie przyznał, tyle że jest równie oczywistym, że będzie bronił swych racji, skoro uważa je za słuszne i tu Pan nie jest w stanie zupełnie nic wskórać.

A wie Pan dlaczego? Dlatego, że gdy pojmie się, na czym polega naturalizm ontologiczny, to przyswojenie sobie takiego właśnie światopoglądu pozwala na największą możliwą uczciwość intelektualną. I nic takiego heretyka nie zmusi do przyjęcia jakiejkolwiek wiary - gdyż zwyczajnie w świecie nie ma w ogóle takiej potrzeby.

Można błagać, zaklinać, przymuszać, a nawet podpalać stosy, ale wewnętrzna wolność jest zupełnie nienaruszalna.

P.S. A czy Pan zauważył, że w Pańskim poście tezę Pana Bogusławskiego zaznaczył Pan na zielono, tak jakby to były moje słowa z mojego postu? Wśród różnych narzędzi pod spodem jest taki dymek - "otocz cytatem". Staram się korzystać z tej opcji, gdy kogoś cytuję i mam problem z głowy.

Kolega niestadny kiedyś wywiódł, że Pan zapewne jest profesorem lub pracownikiem naukowym. Mam bardzo mierne pojęcie o nauce, ale jakoś obiło mi się o uszy, że na nierzetelnym wskazywaniu źródeł - a więc również na nieprawidłowym cytowaniu - poślizgnęło się już parę karier naukowych. Tu oczywiście na forum to niby tylko zabawa. Ale proszę tylko zobaczyć, jak bardzo się Pan angażuje...
12-03-2014 10:22 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Przepraszam, a co to ma do rzeczy?

Ma bardzo wiele. Bogusławski powiedział, że między moją wersją a jego jest "ogromna różnica". Następnie pokazał w rozmowie z Panem jak należy jego tezę rozumieć. Jest więc ważne dla "ogromnej różnicy", czy wcześniej kiedykolwiek sformułował na piśmie tę rozbudowaną wersję tezy, tak iż miałem (miałbym) okazję się z nią zapoznać. Przyciśnięty przeze mnie przyznał, że nie.

>... jak dokopać Bogusławskiemu?

Niech Pan się nie wypowiada w moim imieniu.

>Pan uważa, że gdy Pan wykaże, że Pan Bogusławski takiej tezy (wraz z powyższym wynikaniem), wcześniej nigdy nie wypowiedział, to już będzie oznaczało, że wymyślił sobie ją teraz na prędce. Miał to niby po to tylko uczynić, żeby jakoś uzasadnić swój atak na Pańskie niewinne zupełnie i nieistotne - jak Pan uważa - niedokładności w oddaniu jego słów.

Wszystko na to wskazuje. Jeżeli i Panu (znającemu Bogusławskiego lepiej) taka myśl przychodzi do głowy (choćby nawet w moim imieniu), coś musi być na rzeczy.

>Sam fakt, że taka interpretacja jest możliwa prowadzi do wniosku, że Pańska przeróbka była nieuprawniona - zupełnie niezależnie od tego, czy kiedykolwiek wcześniej taka interpretacja była przez autora rozważana.

Szczerze mówiąc jest to niedorzeczny argument. Każdą tezę można przerobić dodając to i owo. Nie dokonałem żadnej przeróbki - po prostu własnymi słowami oddałem znaną mi tezę Bogusławskiego. Użyłem cudzysłowu dla wyodrębnienia myśli, a nie słów. Jeżeli wyraziłem jego myśl (myśl, powtarzam, nie zdanie) nieadekwatnie, proszę pokazać, na czym różnica polega. Nie różnica werbalna, ale merytoryczna.

>Jednocześnie mogę Pana zapewnić, że przegadałem z Panem Bogusławskim conajmniej kilkanaście nocy (najczęściej wtedy mam najwięcej czasu na forum) również w kwestii "czy wiara jest zła?" i na podstawie tych rozmów mogę potwierdzić, że Pan Bogusławski miał właśnie dokładnie tę interpretację (czy jak Pan woli - tezę) na myśli, o którą Pan tu pyta, choć rozmowa była znacznie dłuższa i takie litelarnie identyczne sformułowanie nigdy nie padło.

Chce Pan powiedzieć, że w rozmowach z Panem tę wersję przedstawiał, ale dziwnym trafem nigdy się o niej nie zająknął na forum? Bogusławski zresztą pisał gdzieś, że nie prowadzi korespondencji prywatnej z uczestnikami forum (polegam tu na pamięci - żeby nie było znowu "kłamstwa"!). Dorabia Pan Bogusławskiemu alibi i nikt w tę wersję nie uwierzy.

Jeżeli jednak są jakieś ślady tej rozmowy - proszę o ich pokazanie. Zadeklarować można wszystko.

>> Bogusławski oczywiście unika odpowiedzi.
>Wie Pan, wydaje mi się, że znam powód i wskazałem go na samym początku tego wpisu. Pan uważa, że Panu wolno Pana Bogusławskiego na przykład pouczać, na przykład kwitować jego merytoryczne wpisy krótkim stwierdzeniem o braku istotnej treści, ale nade wszystko wyrażać ewidentną pogardę wobec jego poglądów.

Najwyraźniej nie oceniam ich jako merytoryczne i mam prawo do takiej oceny. Nabiera się Pan na sztuczkę Bogusławskiego. Otóż wydaje się, że jeżeli wypowiedź jest długa (a na dodatek okraszona jeszcze linkami i cytatami), to musi być merytoryczna. Wypowiedzi Bogusławskiego są niemiłosiernie długie i solidnie okraszone - właśnie po to, aby sprawiały wrażenie jak najbardziej merytorycznych. Co z tego potem wynika - sam Pan widzi.

>Błądzenie jest bowiem zupełnie ludzkie i również Panu Bogusławskiemu zdarza się pomylić, co jest zupełnie naturalne,

Ale powinien uznać swój błąd. Bogusławski głosi tezy tak naprawdę nieprzemyślane (jak pokazuje to pospiesznie uzupełnienie, o którym mowa powyżej) i w dużym stopniu absurdalne. To jest tak, jak amator bierze się za sprawy, dla których nie ma głębszego zrozumienia. Wyobraża Pan sobie autentyczną rozmowę np. p. Chętnie Racjonalistki z Bogusławskim? Przecież wie Pan tak samo jak ja, że byłaby to miazga z Bogusławskiego.

Bogusławski stosuje metody psychologiczne, na które nie należy się nabierać.
12-03-2014 12:28 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
>>Przepraszam, a co to ma do rzeczy?
>Ma bardzo wiele.
Proszę zobaczyć, o czym tu w tym podwątku była mowa. Ja się troszkę interesuję religiami i o tym czasem lubię porozmawiać.
Natomiast rozmowa z Panem o Panu Bogusławskim mało mnie interesuje.
05-03-2014 10:09 
 Ocena 12 na 12
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>To oni nadymają, wydymują i dymają się Wielkimi Słowami i Jakiejś Tam Strasznie Wielkiej Kurna Za Siedmioma Rzekami MIŁOŚCI mieszkającej w Niebie, spływającej na ludzi i dopiero przez ten Święty Spływ przez nas odczuwalnej. Gdyby nie Bóg i nie Jezus i nie relikwie i nie klęczenie i nie święte obrazy, to kurde w ogóle nie byłoby ani jak, ani kogo na świecie kochać.

Religia, Bóg, Jezus służą im za coś w rodzaju wibratora. Pompują w układ nagrody hormonalny koktajl. Stymulacja, żądza, zaspokojenie, przyjemność/rozkosz. Można robić to sobie nieosiągalną koleżanką z pracy, Justinem Bieberem albo bogiem/Jezusem czy inną Buddą. Obiektów w świecie od groma. Generalnie jest to pompowanie własnego ego i układu nagrody.

>Drugi człowiek jest według nich celem miłości o tyle tylko, o ile boski Pośrednik tak nakaże i zawsze jest to jakaś strasznie WIELKA wprawdzie, ale zupełnie nieuchwytna idea. Wielkie słowa, wielkie idee ... i tyle.

W tej sytuacji pierwszorzędnym celem jest ego. Poza tymi przyjemnościami "miłość" bliźniego załatwia kilka rzeczy z "bliskością" Boga i zbliżaniem się do pośmiertnej wieczności własnej na czele. Drugi człowiek jest tutaj bezczelnie wykorzystywany, jest narzędziem, a nie celem. Norma w tej obłudnej religii. I choć często dobrostan bliźniego wzrasta, to ja takie osoby od siebie odsuwam, uważam je za pasożyty załatwiająceh własne interesy. Mnie to żenuje. To dobro poprzez ego, które jest tutaj celem absolutnie nadrzędnym. Generalnie - fałszywa konstrukcja. Miłość jest właśnie w tym:

>Kiedyś byłem na zorganizowanym w domu kultury spotkaniu z Wojciechem Eichelbergerem. Zapytałem się go, czy istnieje miłość. Odpowiedział, że miłość, to sposób, w jakim podajemy drugiej osobie herbatę.

I chociażby w tym:

I zapomnij, że jesteś, kiedy mówisz: kocham.
Heremis (587 punktów)
Jeszcze dla jasności z mojej strony. Wojującym ateistą NIE jest dla mnie ateista, który:
- krytykuje panoszenie się Kościoła Katolickiego w sferze publicznej, chce świeckości państwa
- sprzeciwia się klerykalizacji
- mówi o negatywnych aspektach religii i jej wypaczeniach
- zachowuje przy tym wszystkim kulturę
25-02-2014 11:36 
 Ocena 12 na 12
maceox (6766 punktów)
>Jeszcze dla jasności z mojej strony. Wojującym ateistą NIE jest dla mnie ateista, który:
>- krytykuje panoszenie się Kościoła Katolickiego w sferze publicznej, chce świeckości państwa
>- sprzeciwia się klerykalizacji
>- mówi o negatywnych aspektach religii i jej wypaczeniach
>- zachowuje przy tym wszystkim kulturę
Obawiam się, że taki to już ostry fanatyk.
Prawdziwie niewojujący ateista to taki, który:
- nie krytykuje panoszenia się Kościoła Katolickiego w sferze publicznej, choć chce świeckości państwa, ale zachowuje to dla siebie
- nie sprzeciwia się klerykalizacji, choć jest jej przeciwny
- nie mówi o negatywnych aspektach religii i jej wypaczeniach, choć je zna
- zachowuje przy tym wszystkim kulturę
26-02-2014 09:32 
 Ocena 2 na 2
Heremis (587 punktów)
Dostrzegam ironię, akurat dla mnie wojujący ateizm to bardzo skrajna postawa, może lepiej nazwać ją antyteizmem/antyfideizmem, który wręcz atakuje wszystko co z wiarą związane bez większej refleksji i przede wszystkim uderza w prywatną religijność danej jednostki. Charakteryzuje się przede wszystkim nachalnością, takie przypadki spotkałem tylko w sieci. Pewien ateista zasypywał mnie wręcz różnymi linkami i informacjami, chciał przekonać mnie to ateizmu. Metoda jego działania odniosła skutek przeciwny, poza tym ateizm to nie moja "bajka", swój sens widzę w zupełnie innej drodze.
26-02-2014 09:59 
 Ocena 3 na 3
Sygnał (4252 punktów)
>Charakteryzuje się przede wszystkim nachalnością, takie przypadki spotkałem tylko w sieci.

To od którego momentu jest już antyteizm?
26-02-2014 10:29 
 Ocena 1 na 3
Heremis (587 punktów)

>To od którego momentu jest już antyteizm?

Według mnie od momentu gdy atakuje się czyjeś czysto prywatne poglądy religijne, w sytuacji gdzie ów wierzący nikomu niczego nie narzuca.
Przykład takiej sytuacji, w sieci wyrażam swoje religijne poglądy bez jakiekolwiek nawracania, tymczasem ktoś stawia sobie za cel ich zwalczenie i przekonanie do swoich racji. Przy czym czyni to w sposób dość nachalny, co innego spokojna wymiana poglądów, taka sama w sobie jest dobra choć żadnej ze stron nie przekona do zmiany poglądów. Niemniej jednak warto poznawać inne postawy.
26-02-2014 10:52 
 Ocena 4 na 4
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Według mnie od momentu gdy atakuje się czyjeś czysto prywatne poglądy religijne, w sytuacji gdzie ów wierzący nikomu niczego nie narzuca.
To żaden atak. Gdy ktoś wyraża jakiś pogląd powinien być świadom tego, iż niekoniecznie z aprobatą musi się spotkać. Dziwnym trafem wierzący są na tym punkcie przeczuleni.
>Przykład takiej sytuacji, w sieci wyrażam swoje religijne poglądy bez jakiekolwiek nawracania, tymczasem ktoś stawia sobie za cel ich zwalczenie i przekonanie do swoich racji.
I to ma być wojowanie? Czy może krytyka niewiele z logiką mających wspólnego przekonań? Zresztą ponownie, mówiąc coś trzeba być gotowym na to, że otoczenie może mieć na ten temat zupełnie inne zdanie. Dlaczego poglądy religijne miałyby być wyłączone z krytyki?
>Niemniej jednak warto poznawać inne postawy.
Niekoniecznie.

The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
28-02-2014 07:48 
 Ocena 3 na 3
Heremis (587 punktów)

>To żaden atak. Gdy ktoś wyraża jakiś pogląd powinien być świadom tego, iż niekoniecznie z aprobatą musi się spotkać. Dziwnym trafem wierzący są na tym punkcie przeczuleni.
>I to ma być wojowanie? Czy może krytyka niewiele z logiką mających wspólnego przekonań? Zresztą ponownie, mówiąc coś trzeba być gotowym na to, że otoczenie może mieć na ten temat zupełnie inne zdanie. Dlaczego poglądy religijne miałyby być wyłączone z krytyki?
Zależy od formy krytyki,można krytykować, ale czynienie tego w sposób nachalny ( w postaci ataków personalnych) jest dla mnie wojowaniem. Zdarzają się ludzie z poczuciem "misji", którzy myślą, że przekonanie mnie do swojego światopoglądu uczyni mnie "wolnym" i "szczęśliwym". Wtedy odpowiadam im prosto to moje życie i moja sprawa. Jeśli taka odpowiedź kogoś nie satysfakcjonuje i nadal chce mnie "nawracać" stwierdzam, że ma fanatyczne zapędy.
Na tym portalu moje poglądy są poddawane krytyce, ale jak widać nie ma jakiegoś zacietrzewienia z obu stron, wymieniamy poglądy spokojnie z kulturą. Wynika z tego, że "wojujący ateizm" to bardzo marginalne zjawisko.
28-02-2014 09:43 
 Ocena 7 na 7
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Zależy od formy krytyki,można krytykować, ale czynienie tego w sposób nachalny ( w postaci ataków personalnych) jest dla mnie wojowaniem. Zdarzają się ludzie z poczuciem "misji", którzy myślą, że przekonanie mnie do swojego światopoglądu uczyni mnie "wolnym" i "szczęśliwym".
No zdarzają się, ale dotychczas spotykałem takich tylko w drużynie przeciwnej.
>Wtedy odpowiadam im prosto to moje życie i moja sprawa.
Oni z kolei odpowiadają, że będą się za mnie modlić, jak dorosnę to wrócę do ichniego mzimu, względnie spłonę w piekle.
>Jeśli taka odpowiedź kogoś nie satysfakcjonuje i nadal chce mnie "nawracać" stwierdzam, że ma fanatyczne zapędy.
Raczej jest zindoktrynowany i chce aby życie innych było tak marne jak jego z tymi wszystkimi zakazami.
>Na tym portalu moje poglądy są poddawane krytyce, ale jak widać nie ma jakiegoś zacietrzewienia z obu stron, wymieniamy poglądy spokojnie z kulturą. Wynika z tego, że "wojujący ateizm" to bardzo marginalne zjawisko.
Jak dla mnie wojujący ateizm to bajka wymyślona przez klechów aby zrzucić winę za swoje zawłaszczanie państwa na innych. Pomaga też to w ustawieniu się w roli ofiary bo przecież polski kościół to prześladowany non stop.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
26-02-2014 15:21 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Dostrzegam ironię, akurat dla mnie wojujący ateizm to bardzo skrajna postawa, może lepiej nazwać ją antyteizmem/antyfideizmem, który wręcz atakuje wszystko co z wiarą związane bez większej refleksji i przede wszystkim uderza w prywatną religijność danej jednostki.
A ja się z Panem nie zgadzam. Uważam się antyfideistę, naturalistę i antyklerykała, ale "wojujący ateizm", to tylko epitet używany przez wojujących klerykałów. Takie zjawisko - pomimo agresywności niektórych ateistów - wprost nie występuje.

>Charakteryzuje się przede wszystkim nachalnością, takie przypadki spotkałem tylko w sieci.
Wystarczy sieć przejrzeć i zobaczyć jaki procent jest stron ateistycznych, a jaki fideistycznych. Czy ateiści nawet gdyby chcieli, jak nie chcą, mieliby szansę dorównać nachalności różnych religiantów.

>Pewien ateista zasypywał mnie wręcz różnymi linkami i informacjami, chciał przekonać mnie to ateizmu.
Setki teistów w przeciągu mojego życia wywierało na mnie przeróżne presje abym się nawrócił, a przynajmniej zamknął.

>Metoda jego działania odniosła skutek przeciwny,
Ich przeróżne metody nie przyniosły żadnego skutku, gdyż mój umysł był racjonalny wcześniej nawet, niż czym jest racjonalizm się dowiedziałem.

>poza tym ateizm to nie moja "bajka", swój sens widzę w zupełnie innej drodze.
Tak, ludzie w przeróżne "bajki" wierzą, a Pan ma swoją.

Miłego dnia.

@@@
.
28-02-2014 07:48 
 Ocena 3 na 3
Heremis (587 punktów)

> Takie zjawisko - pomimo agresywności niektórych ateistów - wprost nie występuje.
Istotnie jest bardzo marginalne jeśli już, nie nazywam wojowaniem krytyki odmiennych poglądów.

>Wystarczy sieć przejrzeć i zobaczyć jaki procent jest stron ateistycznych, a jaki fideistycznych. Czy ateiści nawet gdyby chcieli, jak nie chcą, mieliby szansę dorównać nachalności różnych religiantów.
Przyznaję rację, mnie też inni wierzący próbowali nawracać, ale zawszę piszę im, że jak już to ja pójdę do piekła nie oni.

>Setki teistów w przeciągu mojego życia wywierało na mnie przeróżne presje abym się nawrócił, a przynajmniej zamknął.
Nie dziwię się w takim razie Panu, że sprzeciwia się takiej sytuacji.

>Tak, ludzie w przeróżne "bajki" wierzą, a Pan ma swoją.
Dokładnie
>Miłego dnia.
Wzajemnie
26-02-2014 23:23 
 Ocena 4 na 6
niestadny (2492 punktów)
>Pewien ateista zasypywał mnie wręcz różnymi linkami i informacjami, chciał przekonać mnie to ateizmu.
Trafiłeś w sedno. Cechą charakterystyczną tzw. wojujących ateistów jest zwalczanie religii teistycznej/próba nawracania teistów na ateizm. Poczucie misji.

Moim zdaniem dążenie do świeckiego/laickiego państwa nie wymaga aż takich metod. Wystarczy stanowczość i konsekwencja w działaniu. Agresja powoduje adekwatną reakcję "drugiej strony", zwieranie szyków. Ta droga prowadzi na manowce, choć doraźnie poprawia samopoczucie na zasadzie odreagowania.

A ludziska niech se wierzą w co chcą: jedni we wszelkiej maści "bogów", inni w potęgę ludzkiego rozumu, w człowieka czy w samoregulujące się mechanizmy rynkowe.


stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
27-02-2014 00:56 
 Ocena 9 na 9
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Trafiłeś w sedno. Cechą charakterystyczną tzw. wojujących ateistów jest zwalczanie religii teistycznej/próba nawracania teistów na ateizm. Poczucie misji.
Ej tam, ej tam, już tak grzecznie tylko "wojujący ateiści" bez grubej rury - "ateistyczne mohery/ateooszołomstwo".
I gdzie to tak, Panie Zbyszku, ta religia teistyczna jest zwalczana? W Polsce? Na naszym forum? Bogusławski tu grozi wchodzącym fideistom, że za swoje grzechy zbawienia nie dostaną? I z kimże oni tak walczą? Z Panem Bogiem, czy z wiatrakami?
Jak żyję nie spotkałem się z przypadkiem aby ktoś dorosłego teistę nawrócił na ateizm i odwrotnie zresztą także nie.

Do swojego światopoglądu ludzie inteligentni dochodzą samodzielnie, a tu mamy racjonalistyczne forum, dla samodzielnie myślącej inteligencji. Ateizm - wbrew temu jak go różni epitetują - żadną zarazą nie jest. Nikt się nim nie zarazi, a szczególnie jak jest tak dobrze zaszczepiony jak np. pan Elasp.

Miłego dnia.

@@@
.
28-02-2014 07:56 
 Ocena 3 na 3
Heremis (587 punktów)
>Trafiłeś w sedno. Cechą charakterystyczną tzw. wojujących ateistów jest zwalczanie religii teistycznej/próba nawracania teistów na ateizm. Poczucie misji.
>Moim zdaniem dążenie do świeckiego/laickiego państwa nie wymaga aż takich metod. Wystarczy stanowczość i konsekwencja w działaniu. Agresja powoduje adekwatną reakcję "drugiej strony", zwieranie szyków. Ta droga prowadzi na manowce, choć doraźnie poprawia samopoczucie na zasadzie odreagowania.
>A ludziska niech se wierzą w co chcą: jedni we wszelkiej maści "bogów", inni w potęgę ludzkiego rozumu, w człowieka czy w samoregulujące się mechanizmy rynkowe.
W pełni się zgadzam, przepisy o obrazie uczuć religijnych powinny być usunięte. Religie tak jak wszystko można krytykować, z takiej krytyki rodzi się refleksja. Z tego co wiem (jeśli się mylę proszę poprawić), na Zachodzie nikt nie wojuje z religiami, Kościół Katolicki we Francji stracił swoje wpływy, ale jak najbardziej funkcjonuje, podobnie inne religie, państwo zaś jest świeckie.
25-02-2014 12:18 
 Ocena 12 na 12
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>- krytykuje panoszenie się Kościoła Katolickiego w sferze publicznej, chce świeckości państwa
Jeśli oprócz chcenia i krytykowania robi coś w tym kierunku to jest już wojujący?
>- sprzeciwia się klerykalizacji
Jak wyżej.
>- mówi o negatywnych aspektach religii i jej wypaczeniach
Opinia, iż religia to zbiór absurdów utrzymujący się przy życiu dzięki indoktrynacji to już wojowanie czy tylko stwierdzenie faktu?


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
26-02-2014 09:31 
 Ocena 2 na 2
Heremis (587 punktów)
>Jeśli oprócz chcenia i krytykowania robi coś w tym kierunku to jest już wojujący?
A co Pan rozumie przez coś więcej?

>Opinia, iż religia to zbiór absurdów utrzymujący się przy życiu dzięki indoktrynacji to już wojowanie czy tylko stwierdzenie faktu?
Dla mnie to opinia, faktem bym tego nie nazwał. Sama religia jest bardzo złożonym zjawiskiem i na pewno zbiorem absurdów bym jej nie nazwał. Jednak Pana zdanie nie w żaden sposób mi nie przeszkadza.
26-02-2014 09:47 
 Ocena 6 na 6
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>A co Pan rozumie przez coś więcej?
Wybory, manifestacje, plakaty, artykuły.
>Dla mnie to opinia, faktem bym tego nie nazwał.
To tu się nie zgadzamy. Jak inaczej określić narodziny z dziewicy, latające konie, zmartwychwstania, grzech pierworodny, zaświaty czy stworzenie świata?
>Sama religia jest bardzo złożonym zjawiskiem i na pewno zbiorem absurdów bym jej nie nazwał.
Przy czym największą częścią jej złożoności są kłótnie o rzeczy w stylu natury Jezusa - byłaż ona boska, ludzka czy mieszana. Albo jak zmienić jakiś fragment aby racja wierzących była na wierzchu. Ewentualnie jak zaprzeczyć popieraniu niewolnictwa przez Biblię i jak ukazać mityczne ludobójstwo (potop) w dobrym świetle.
>Jednak Pana zdanie nie w żaden sposób mi nie przeszkadza.
Cieszy mnie to.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
26-02-2014 10:22 
 Ocena 1 na 1
Heremis (587 punktów)

>Wybory, manifestacje, plakaty, artykuły.
Dla mnie nie jest to żadne wojowanie, tylko wyrażanie swojej postawy, podobnie czynią religie.

>To tu się nie zgadzamy. Jak inaczej określić narodziny z dziewicy, latające konie, zmartwychwstania, grzech pierworodny, zaświaty czy stworzenie świata?
Z tego co Pan powiedział wierzę jedynie w zaświaty i zmartwychwstanie, ale rozumiane czysto duchowo i alegorycznie. Nic mi do ludzi, którzy uznają to wszystko dosłownie o ile nie nagabują mnie do tego.

>Przy czym największą częścią jej złożoności są kłótnie o rzeczy w stylu natury Jezusa - byłaż ona boska, ludzka czy mieszana. Albo jak zmienić jakiś fragment aby racja wierzących była na wierzchu. Ewentualnie jak zaprzeczyć popieraniu niewolnictwa przez Biblię i jak ukazać mityczne ludobójstwo (potop) w dobrym świetle.
Akurat wszelkie dywagacje teologiczne co do natury Jezusa według mnie nie dały wiele pożytku. Jezus postrzegam jako mistyka i duchowego nauczyciela. Co do Biblii w najlepszym razie odczytuję ją alegorycznie (przy czym ST jest dla mnie w zasadzie nieaktualny), poza tym nie jest dla mnie niepodważalnym autorytetem. To księga w której opisane są duchowe poszukiwania, polityka, legendy i wiele innych. Osobiście bardziej interesuje mnie chrześcijańska gnoza i jej optyka.
26-02-2014 10:47 
 Ocena 5 na 5
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Dla mnie nie jest to żadne wojowanie, tylko wyrażanie swojej postawy, podobnie czynią religie.
A już się bałem, że może to być wojowanie.
>Nic mi do ludzi, którzy uznają to wszystko dosłownie o ile nie nagabują mnie do tego.
Gdyby ludzie po prostu sobie wierzyli, nie zaś używali religii do odbierania innym praw to nawet w pćmukle by sobie mogli wierzyć. W Polsce niestety sytuacja wygląda inaczej.
>Akurat wszelkie dywagacje teologiczne co do natury Jezusa według mnie nie dały wiele pożytku.
Ci co dywagowali to jak mniemam korzyści odnieśli.
>Jezus postrzegam jako mistyka i duchowego nauczyciela.
Ja z kolei jako kolejną baśniową postać. Ale co kto woli, póki słów tego jegomościa nie używa się do narzucania swoich przekonań innym.
>Co do Biblii w najlepszym razie odczytuję ją alegorycznie (przy czym ST jest dla mnie w zasadzie nieaktualny), poza tym nie jest dla mnie niepodważalnym autorytetem.
Dla mnie Biblia nie jest żadnym autorytetem, raczej zapisem ponurych zbrodni i zbiorem legend, ale ponownie co kto woli. Gdybyż tylko nie była używana do narzucania swoich plemiennych tabu innym.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
26-02-2014 12:59 
 Ocena 3 na 3
Barbiel (1106 punktów)
>Z tego co Pan powiedział wierzę jedynie w zaświaty i zmartwychwstanie, ale rozumiane czysto duchowo i alegorycznie.
Możesz przybliżyć na czym polega to duchowe i alegoryczne rozumienie zaświatów i zmartwychwstania?
26-02-2014 14:00 
 Ocena 3 na 3
gostyx (347 punktów)
>>Z tego co Pan powiedział wierzę jedynie w zaświaty i zmartwychwstanie, ale rozumiane czysto duchowo i alegorycznie.
>Możesz przybliżyć na czym polega to duchowe i alegoryczne rozumienie zaświatów i zmartwychwstania?

Pozwolę sobie się wtrącić: być może zresztą ukradnę trochę materiału zagadniętemu Heremisowi (skądinąd ciekaw jestem jego zdania), ale można to rozumieć np. przez stwierdzenie, iż istnieje punkt widzenia, zgodnie z którym istnienie wszechświata postrzegane jest jako okazja do swego rodzaju "duchowej podróży" i rozwoju.

Próba zozumienia świata i naszego w nim miejsca ma w takim przypadku miejsce nie tylko na bazie czystego naturalizmu, ale również akceptacji sfery transcendentalnej - taki punkt widzenia oraz kontakt człowieka z tą sferą doświadczeń opisuje m.in. mistycyzm.

Moim prywatnym zdaniem takie podejście do zagadnienia religii jest niesłychanie ciekawszym i złożonym zagadnieniem niż zatrzymywanie się na swego rodzaju "naiwnym" i dość "przedszkolnym" podejściu, zgodnie z którym religia postrzegana (i automatycznie klasyfikowana) jest jedynie jako irracjonalne poddanie się prymitywnym przesądom i zabobonom.


True breakthroughs are the outcome of serendipity and are (by definition) unforeseen.
It is misguided to place too much faith in the funding of strategic, highly networked, business-like, results-driven research.
Axel D. Becke
28-02-2014 08:29 
 Ocena 1 na 1
Heremis (587 punktów)

>Pozwolę sobie się wtrącić: być może zresztą ukradnę trochę materiału zagadniętemu Heremisowi (skądinąd ciekaw jestem jego zdania), ale można to rozumieć np. przez stwierdzenie, iż istnieje punkt widzenia, zgodnie z którym istnienie wszechświata postrzegane jest jako okazja do swego rodzaju "duchowej podróży" i rozwoju.
Dokładnie pogląd, że świat jest szkołą dusz pojawiał się już w starożytności.
>Próba zozumienia świata i naszego w nim miejsca ma w takim przypadku miejsce nie tylko na bazie czystego naturalizmu, ale również akceptacji sfery transcendentalnej - taki punkt widzenia oraz kontakt człowieka z tą sferą doświadczeń opisuje m.in. mistycyzm.
>Moim prywatnym zdaniem takie podejście do zagadnienia religii jest niesłychanie ciekawszym i złożonym zagadnieniem niż zatrzymywanie się na swego rodzaju "naiwnym" i dość "przedszkolnym" podejściu, zgodnie z którym religia postrzegana (i automatycznie klasyfikowana) jest jedynie jako irracjonalne poddanie się prymitywnym przesądom i zabobonom.
W pełni się zgodzę, też tak podchodzę do religii, ograniczanie jej do zbioru wszystkiego co, złe, ciemne może być zasadne ze strony naturalizmu, ale sam nie ograniczam się do tego.
Przeczytałem Boga Urojonego R. Dawkinsa i biorąc pod uwagę moje poglądy, większość z tego co pisał nie dotyczyło mnie. Zdaje się, że co do mistycyzmu wypowiedział się bardzo powściągliwie.
01-03-2014 11:26 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>Moim prywatnym zdaniem takie podejście do zagadnienia religii jest niesłychanie ciekawszym i złożonym zagadnieniem niż zatrzymywanie się na swego rodzaju "naiwnym" i dość "przedszkolnym" podejściu, zgodnie z którym religia postrzegana (i automatycznie klasyfikowana) jest jedynie jako irracjonalne poddanie się prymitywnym przesądom i zabobonom.
Moim ateistycznym zdaniem, kogo interesuje poddanie religijnych założeń filozoficznej obróbce, ten odrzuca poddanie się prymitywnym zabobonom. Ale skoro już chce się filozofować, czy nie lepiej robić to w oderwaniu od irracjonalnie zatrzymującej się na swych "naiwnych" i dość "przedszkolnych" dogmatach religii?
28-02-2014 08:15 
 Ocena 1 na 1
Heremis (587 punktów)
>>Z tego co Pan powiedział wierzę jedynie w zaświaty i zmartwychwstanie, ale rozumiane czysto duchowo i alegorycznie.
>Możesz przybliżyć na czym polega to duchowe i alegoryczne rozumienie zaświatów i zmartwychwstania?
>
Zmartwychwstanie:
Już w starożytności zmartwychwstanie rozumiano jako "duchowe oświecenie", "przebudzenie", taki pogląd prezentowali gnostycy. Twierdzili, że zmartwychwstanie już się dokonało, Paweł spotkał się z takimi poglądami.
Ciekawy przykład daje Ewangelia Filipa 23:
"Są tacy, co obawiają się, aby nie powstać z martwych nago. Dlatego pragną zmartwychwstać w ciele. Nie wiedzą, że noszący ciało są właśnie nadzy. Ci, którzy [...], aby rozebrać się, nie są nadzy. Ani ciało, ani krew nie będą mogły dziedziczyć królestwa Bożego. Które nie będzie dziedziczyć? To, które jest na nas. Które zaś tylko będzie dziedziczyć? To [ciało] Jezusa i Jego krew. Dlatego powiedział: "Kto nie będzie pożywał mojego ciała ani pił mojej krwi, nie będzie miał życia w sobie". Co to znaczy? Jego ciałem jest Słowo, a Jego krwią Duch Święty. Kto je otrzymał, ma pokarm i ma napój, i odzienie. Ja strofuję jeszcze tych, którzy mówią: "Ono nie zmartwychwstanie". A zatem oni obydwaj błądzą. Mówisz: "Ciało nie zmartwychwstanie, lecz odpowiedz mi: "Co zmartwychwstanie, abyśmy cię czcili?" Ty mówisz: "Duch jest w ciele, a także ta światłość jest w ciele". To także Słowo jest w ciele, gdyż co powiesz, nie mówisz niczego poza ciałem. Trzeba nam zmartwychwstać w tym ciele, w którym jest wszystko.
Jednym słowem zmartwychwstanie to przebudzenie. Można też widzieć to jako powstanie duszy z ciała po jego śmierci.
Zaświaty:
Piekło, niebo, czyściec to stany ducha, wejście w inny wymiar istnienia. Uważam, że i one przemijają bądź są iluzją podobnie jak nasza indywidualna osobowość, na koniec zostaje czysta, duchowa energia, boża iskra o której pisali mistycy i to wraca do Bóstwa. Tak to widzę w teorii, na praktykę jeszcze przyjdzie czas
Zbaczamy z tematu, dlatego lepiej poruszać te kwestie gdzie indziej.
28-02-2014 14:39 
 Ocena 2 na 2
Barbiel (1106 punktów)
>Zmartwychwstanie:
>Już w starożytności zmartwychwstanie rozumiano jako "duchowe oświecenie", "przebudzenie", taki pogląd prezentowali gnostycy.
>Zaświaty:
>Piekło, niebo, czyściec to stany ducha,
Też tak myślę.
Sądziłem jednak, że taka interpretacja jest kłopotliwa dla wierzących. No bo co z życiem po śmierci, skoro zmartchywstanie jest przed śmiercią?
Ale widzę, że sobie poradziłeś.
Faktycznie można wierzyć, że zmartwchywstanie jest za życia, a po śmierci ciąg dalszy.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365