 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 02-05-2013 11:24 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | Teodycea. Bóg a zło
14 na 14 | . Pan "Worek kości":> Moja wypowiedź była konsekwencją tego oto komentarza:Cytat:panbuka kopałbym po doopie przez całą wieczność, za to że pozwalał na krzywdzenie tylu niewinnych osób przez swoich przedstawicieli na Ziemi. > Chodziło mi tylko o to, czy autor tej wypowiedzi przemyślał konsekwencje sytuacji, w której nadprzyrodzona istota nie pozwalałaby ludziom robić złych rzeczy.Nie wiem, czy autor tej wypowiedzi przemyślał, ale jest cała gałąź teologii zajmująca się problemem jak pogodzić istnienie dobrego, miłosiernego Boga z istnieniem zła. Tym problemem zajmowało się wielu poważnych myślicieli, jak chrześcijański filozof analityczny Alvin Plantinga Pytanie o istnienie zła zadawało sobie wielu chrześcijan jak np. pan Michał CzumaNa naszym portalu jest zapis dyskusji z panelu 'Bóg a zło', zorganizowanego przez Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów w Krakowie. www.racjonalista.pl/kk.php/s,6530Wypowiadał się ciekawie też Dawkins: www.youtube.com/watch?v=cV_gwz37YqE Tu chodzi mi tylko o to, czy sam Pan Piotr, zamiast wdawania się w pyskówki, przemyślał sobie problem zła w kontekście "Dobrego Wszechmocnego Boga"?Czytałem wiele superpoważnych wyjaśnień tego problemu napisanych przez wielkich fideistycznych myślicieli. Żadne z nich mnie nie przekonywuje i nawet gdyby istniał np. Jezus Chrystus pozwalający na czynienie takiego bezmiaru zła jakie uczynił Kościół Katolicki w jego imieniu, to ja całkowicie pogardzam takim Bogiem. Czyli zgadzam się z autorem komentarza i twierdzę, że sporo przemyślałem, ale mogę wszak też błądzić, a nawet się mylić całkowicie, więc o poważne przemyślane argumenty proszę. Pozdrawiam. @@@ . | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 Dalej..| Brzostowski (7067 punktów) | Odp: Teodycea. Bóg a zło | > >>Czyli nie dopuszczasz możliwości, że zmartwychwstanie i życie wieczne może być metaforą?> >Dopuszczam.> Miałem napisać, że już się dogadaliśmy, ale na wszelki zapytam, jak to rozumiesz, bo do tej pory myśleliśmy "na odwrót". (Odwróciliśmy tą metaforę o 180 stopni)> Czego to teoretycznie mogłaby być metafora?Musisz mi wyjaśnić prościej o co Ci chodzi w tym poście. |
| Brzostowski (7067 punktów) | Odp: Teodycea. Bóg a zło | > >> To coś się leni ten bóg.> > No leni się, ale co mu zrobisz?> Zignoruję.No i to, z punktu widzenia racjonalnie myślącego człowieka, będzie najrozsądniejsze. |
| Grey (2102 punktów) | Odp: Teodycea. Bóg a zło | Zapytam tak - gdyby zmartwychwstanie albo życie wieczne miało być metaforą, czego to mogłaby być metafora? |
| Brzostowski (7067 punktów) | Odp: Teodycea. Bóg a zło | > Zapytam tak - gdyby zmartwychwstanie albo życie wieczne miało być metaforą, czego to mogłaby być metafora?Życie wieczne mogłoby dotyczyć przekazywania genów dzieciom. Zmartwychwstanie napoju Powerade? A poważnie zmartwychwstanie mogłoby być metaforą ponownego użycia nawozu, albo w dalszej perspektywie nawet BB (może za ostro poleciałem), ale przecież jak mówił jeden mądry: "gdzie jest ten proch, który nie był żywy?". |
#320 16 na 16 | Andrzej.51 (15814 punktów) | Odp: Teodycea. Bóg a zło | > >W takim razie - według Ciebie - Stary Testament jest pismem niewiarygodnym. Obok historii prawdziwych zawiera bajki i zmyślenia. Tylko jak je od siebie odróżnić?> Katolicy nie odróżniają tego na własną rękęCzyżby katolików nie było stać na samodzielne myślenie? Czyżby Kościół oduczył katolików myśleć? A może myśleć na temat Biblii Kościół wiernym nie pozwala? > (...) opierają się na autorytecie KK. KK, w oparciu o przemyślenia Ojców Kościoła i Tradycji,A co według Ciebie jest tu najważniejsze: Biblia, przemyślenia ojców Kościoła, czy też tradycja? > (...) mówi katolikom, jak należy rozumieć te historie.Schemat jest znany. Kościół informuje wiernych, jak powinni rozumieć poszczególne fragmenty Biblii w myśl prostej zasady: treści niewygodne to według Kościoła tylko jakieś przenośnie czy inne alegorie i oczywiście nie należy ich rozumieć dosłownie. Czy mam rację? > >Ale według Ciebie to wszystko nieprawda. Według Ciebie wszystkie te opowieści, o których piszę w rzeczywistości nigdy się nie wydarzyły. Bóg nigdy żadnego zabójstwa (ludobójstwa) ani nie nakazał, ani też sam go nie dokonał.> Nie według mnie, tylko według tzw. posoborowych katolików, którzy uważają, że ST trzeba umieć czytać. Umieć czytać, to potrafić oddzielić właściwe Słowo Boga, od naleciałości kulturowych właściwych dla tamtych czasów.Czyżby Twój Bóg nie potrafił nawet zadbać o to, by Biblia - zawierająca ponoć jego słowa, słowa Boga - nie posiadała wręcz niezliczonej ilości zniekształceń, przeróbek, nieprawd i innych zmyśleń, które nazywasz tu "naleciałościami kulturowymi"? A może Bogu zależało na tym, by Biblia owe skażenia zawierała? A może Biblia nie jest wcale dziełem przez Boga natchnionym i nie zawiera słowa bożego? Jak w takim razie należy rozumieć, że Biblia jest pismem świętym, dziełem natchnionym przez Boga, że zawiera słowo boże i prawdy przez Boga objawione? Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog |
#321 -1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | Odp: Teodycea. Bóg a zło | > Czyżby katolików nie było stać na samodzielne myślenie? Czyżby Kościół oduczył katolików myśleć? A może myśleć na temat Biblii Kościół wiernym nie pozwala?To nie jest kwestia samodzielnego myślenia. Jak ktoś chce, to może sobie wymyślić własną religię, ale jak ktoś chce być katolikiem, to wierzy w doktrynę, na straży której stoi KK. > A co według Ciebie jest tu najważniejsze: Biblia, przemyślenia ojców Kościoła, czy też tradycja?Ja jestem bezwyznaniowy - na potrzeby dyskusji udaję katolika, a dla katolika wszystkie te trzy rzeczy są ważne. > Schemat jest znany. Kościół informuje wiernych, jak powinni rozumieć poszczególne fragmenty Biblii w myśl prostej zasady: treści niewygodne to według Kościoła tylko jakieś przenośnie czy inne alegorie i oczywiście nie należy ich rozumieć dosłownie. Czy mam rację?Ano masz. > >Nie według mnie, tylko według tzw. posoborowych katolików, którzy uważają, że ST trzeba umieć czytać. Umieć czytać, to potrafić oddzielić właściwe Słowo Boga, od naleciałości kulturowych właściwych dla tamtych czasów.> Jak w takim razie należy rozumieć, że Biblia jest pismem świętym, dziełem natchnionym przez Boga, że zawiera słowo boże i prawdy przez Boga objawione?Ojej, nikt nie każe Ci w to wierzyć. Jeśli nie jesteś katolikiem, wtedy Biblia jest jednym z ważniejszych tekstów naszej kultury. Jeśli jesteś katolikiem, to wierzysz, że zawiera Słowo Boże. To nie jest kwestia argumentów, tylko wiary.
bembergiem w berg |
| Grey (2102 punktów) | Odp: Teodycea. Bóg a zło | Własnie o to pytałem  Pozdrawiam |
#323 5 na 5 | astrotaurus (12445 punktów) | Odp: Teodycea. Bóg a zło |
> Nie wiem z jakimi Ty wierzącymi miałeś kontakty, ale tych których ja znam nie mają problemu z dialogiem lub badaniem twierdzeń religijnych.No popatrz, widać masz więcej szczęścia ode mnie a ja przez pryzmat własnych złych doświadczeń mam obraz wypaczony. To może byś przyprowadził tu ze dwóch takich wzorcowych dyskutantów-badaczy? Bo widzisz, frekwencja na tym forum przemawia za moim twierdzeniem - jakoś nie widać tu dyskutantów-badaczy, nie widać tu nalotu księży świadomych mądrości swego Kościoła, otwartych na ewangelizację. Zresztą nie musisz przyprowadzać tu nikogo, zapewne wśród miliardów wierzących jest mnóstwo nieprzebrane dyskutantów-badaczy i potrafisz wskazać w internecie jakieś wielkopomne dyskusje-badania w Komisji Mieszanej Katolicyzmu, Islamu i Śiwaizmu na przykład... > A to ciekawostka? A Ty jesteś w stanie przyznać równoprawność wierzącym? Masz określony swiatopogląd i uważasz go za najlepszy. To jest upośledzenie?Ja mam przyznać równoprawność wierzącym? Ja szanuję ich prawo do głoszenia mitologii własnej religii jako jedynej prawdziwej, ale jako pogląd na realia, jako opis rzeczywistości - sorry, Winnetou. Światopoglądy religijne produkują , jak wcześniej wspominałem, sterty bełkotu. Ich dorobek poznawczy, intelektualny na przestrzeni dziejów jest bliski zera... jakiś rozumny powód dla którego miałbym uznać, że bezmyślna wiara w lokalne bajki jest równoprawna ze sceptycznym, naukowym podejściem? Tu zachodzi różnica zasadnicza, metodologiczna podczas gdy między poszczególnymi bajędami religijnymi tylko w fabule. > Chachmęcisz.Bo nie daję się kolejnemu mędrkowi wciągnąć w trollowanie? Proszę o rozumne argumenty dla których miałbym uściślać definicję Boga na potrzeby tematu tego wątku. > Chachmęcisz. To jest właśnie to kombinatorstwo. Wiesz dobrze, że prawdopodobieństwo istnienia zdefiniowanego przeze mnie boga jest niezerowe.Wiem dobrze, co już mówiłem, że to infantylna sztuczka, a nie definicja czegokolwiek do poważnej rozmowy o czymkolwiek > Nie jesteś jednak w stanie tego przyznać.Nie umiesz czytać ze zrozumieniem. Przypominam: To tylko jałowa sztuczka pseudointelektualna na poziomie przedszkola. Żałosna sztuczka, bo na uczciwym poznawczo sceptycznym myśleniu, metodologicznym przypisaniu minimalnego choć prawdopodobieństwa praktycznie dowolnym zdarzeniom - to oznacza bez Twoich nader chitrych zabiegów również to, że zdefiniowany przez Ciebie Bóg jest prawdopodobny. Tyle że myślący człowiek powinien wstydzić się takich definicji i takich infantylnych triumfów i ja Ci chciałem tego wstydu oszczędzić. > wierzysz, że żaden bóg istnieć nie może.Wsiadasz na tonację i argumenty pospolitego, fideistycznego trolla. Jeśli na podstawie tego głupkowatego zdania poniżyłeś mnie w swoich oczach to pamiętaj, że To Twój wymysł, szydzisz ze swoich wymysłów, a mnie nie jesteś w stanie przypisać żadnej wiary, bo ta kategoria odbioru świata jest mi z natury obca. > Kilka tysięcy lat edukacji, w tym taka nowoczesna w ostatnich wiekach, a bóg się trzyma nieźle. Zobacz na to forum: iluż wykształconych i ileż o bogu!Głupota jest wieczna, to i bogowie przez nią wyprodukowani też. Nie jesteś chyba aż tak nierozgarnięty by nie umieć porównać religijności w różnych środowiskach, także w relacji do poziomu edukacji? > Ja nie robię z niewierzących idiotów, mój post odnosił się do wszystkich ludzi, to Twoje skojarzenie robi z nich trochę idiotów.Czyli tego co piszesz też nie rozumiesz - edukacja i barwność życia były wymienione przez Ciebie jako czynniki sprzyjające ustępowaniu bajań religijnych, niezadawaniu pytań o Boga i barwność życia wymieniona była jako skuteczniejsza. To ta barwność ma pozwolić nie myśleć o "tych problemach", a wierzący od takiego myślenia wolni raczej być nie mogą, czyż nie? > To też nieprawda. Konflikt powstaje tylko wówczas, gdy wierzący naukowiec, wierzy w wynik. Ale większość wierzacych naukowców nie wierzy w wynik, tylko bada próbkę. Dlatego nie musi być rozłączności.Ile razy trzeba Ci powtarzać, żeby raz dotarło? Kiedy naukowiec po prostu bada jakąś próbkę nie ma konfliktu wiary i nauki; kiedy bada obiekt swej wiary - jest. Sam to przyznajesz mówiąc "Konflikt powstaje tylko wówczas, gdy wierzący naukowiec, wierzy w wynik", więc z czym, u diabła, polemizujesz? > Czyli, jak sam potwierdzasz rozłączność nie jest konieczna.No nie, nie potwierdzam. I nie potrzeba tu naukowców, wystarczą szklarze: szklarz niewierzący, lub wierzący w niewiele twierdzeń religijnych wstawi w ciągu dnia pracy , powiedzmy, 100 szybek. Nienajlepszej jakości oczywiście, żeby światło wyczyniało w nich brewerie. Jego wierzący prostacko kolega spędzi dzień na modłach do kolejnych zwid Naszyboskich i wykona pracy mało, albo wcale. > a u tej Pani tak, ale to wyjatkowy przykład.Nie, to jest po prostu zwyczajny przykład tego o czym mowa: konfliktu na tle wspólnego obiektu wiary i nauki.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów. |
#324 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | Odp: Teodycea. Bóg a zło | > >Mi się wydawało, że to pismo jest jednak w całości święte...> Jako słowu bożemu z pewnością szacunek mu się należy, ale dziś wiemy że są tam sprzeczności, dodatki itd ...No właśnie. To "ale" ma jednak znaczenie. Oczywiście, że nie dla całkowicie zauroczonych wiarą - skąd w ogóle taki pomysł? > To jest dość oczywiste, że suma szczegółów tworzy całość, jakąś. Ale przecież wiesz (tak mi sie zdaje, bo to oczywiste), że każda analiza umożliwia ocenę zgodności szczegółów na różnych poziomach ogólności. A ocena zgodności/spójności na różnych poziomach może być zupełnie inna niż na poziomie szczegółu.Zgoda. Ale też inna jest krytyka religii w szczegółach, a inna w ogółach i nikt nie postulował, że krytyka szczegółów całkowicie wyczerpuje temat. Dla mnie również krytyka ogółu religii jest z miejsca i zasadniczo trafna, dlatego, że gdy się dostrzeże, że to zawsze tylko inni ludzie nam te treści przekazują (czy to ustnie, czy to w formie drukowanej), to natychmiast rodzi się pytanie, dlaczego ja tym innym ludziom mam wierzyć. > >Aby jednak w ogóle zacząć się nad tym zastanawiać to trzeba najpierw podważyć własne (najczęściej nieuświadomione) zawierzenie autorytetom i pójść pod prąd religijnemu otoczeniu. To dlatego właśnie udowadnianie czegokolwiek wierzącemu jest prawie że walką z wiatrakami. Jednak nawet na forum widać, że czasem, bardzo rzadko, ale jednak się opłaca...> Jeśli piszesz ogólnie to pełna zgoda, jeśli do mnie o mnie, to nie mam problemów aby rozmawiać o czymkolwiek.Pisałem ogólnie, a do Ciebie o tyle, że uważasz, że krytyka tego, co stanowi dla Ciebie "szczegóły religii" jest dla wierzących nieistotna. Otóż sądzę, że zasadniczo żadna krytyka - również na poziomie ogólnym - nie jest dla wierzących istotna właśnie ze względu wskazanego powyżej. Jednak czasem jakieś ziarno wątpliwości uda się zasiać i może się to udać na każdym poziomie szczegółowości, a zatem warto i na każdym poziomie próbować. Poza tym istnieją ludzie po prostu zainteresowani krytyką religii, wcale nie koniecznie w celach zawracania wierzących, tylko z tego względu, że to lubią i raczej będa szukali do dyskusji podobnych sobie, niż bezsensownej konfrontacji z czyjąś wiarą. Raczej nie sądzę, by np. Andrzej 51 koniecznie chciał pozbawiać ludzi ich wiary. Chciałeś mu wykazać, że dla przekonania wierzących nie warto wchodzić w szczegóły, ale czy ktoś przy zdrowych zmysłach chce przekonywać wierzących? Przekonać można tylko wątpiących, szukających, pytających i otwartych. > Ja określiłbym się wierzącym agnostykiem, co pozwala mi być racjonalistą.Zapomniałeś jeszcze dodać, że jesteś ateizującym wierzącym agnostykiem, gdyż to dopiero w pełni tłumaczyłoby racjonalizm à la Brzostowki. > >No ale Ty twierdzisz, że tylko relacja jest ważna, a to co Bóg mówi, to już nie. Wiesz, gdybym ja miał taką relację z kobietą, że chciałbym ją tylko słuchać i przed nią klękać, to chyba jednak byłoby dla mnie dość istotne, co ona ma do powiedzenia. Oczywiście dla zakochanego jej sprzeczności to tylko dowód jej piękna.> Nic takiego nie pisałem.Ale ja pisałem, gdyż - w przeciwieństwie do przykładu z Lewandowskim - stanowi to jakąś tam jeszcze w miarę udaną analogię do relacji z Bogiem i jego Pismem Świętym. Bóg mówi tym pismem - rozumiesz? Nie mów więc, że szczegóły są nieważne. > Ważna jest relacja oparta o całokształt, w tym też o to co ma do powiedzenia.O, właśnie tak! > Z pewnością od jednego szczegółu możesz dojść do problemów ogólnych. Jeśli chodzi o teodyceę to moją opinię znajdziesz w tym wątku:> www.racjon(*)orum.php/s,562660/i,35#w563528Posłuchaj lepiej jak Hitchens nokautuje teodyceę: www.youtube.com/watch?v=NOSM5GikQUA#t=4m24s i fragment dalej, ale najlepiej całość. |
#325 8 na 8 | czes (4083 punktów) | Odp: Teodycea. Bóg a zło | > Ojej, nikt nie każe Ci w to wierzyć. Jeśli nie jesteś katolikiem, wtedy Biblia jest jednym z ważniejszych tekstów naszej kultury. Jeśli jesteś katolikiem, to wierzysz, że zawiera Słowo Boże. To nie jest kwestia argumentów, tylko wiary.No to zalatwiles Andrzeja na cacy.  Musze wypic za jego zdrowie, ten czlowiek jest niesamowity!!!
Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum. |
#326 5 na 5 | Fizyk (17637 punktów) | Odp: Teodycea. Bóg a zło | > > Ja określiłbym się wierzącym agnostykiem, co pozwala mi być racjonalistą.> Zapomniałeś jeszcze dodać, że jesteś ateizującym wierzącym agnostykiem, gdyż to dopiero w pełni tłumaczyłoby racjonalizm a la Brzostowki.Obawiam się, że Brzostowski jest ateizującym wierzącym agnostykiem smoleńskim. www.racjonalista.pl/forum.php/s,564273#w565766 |
#327 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | Odp: Teodycea. Bóg a zło | . To nie jest kwestia samodzielnego myślenia. Jak ktoś chce, to może sobie wymyślić własną religię, ale jak ktoś chce być katolikiem, to wierzy w doktrynę, na straży której stoi KK.=================================================Ojej, nikt nie każe Ci w to wierzyć. Jeśli nie jesteś katolikiem, wtedy Biblia jest jednym z ważniejszych tekstów naszej kultury. Jeśli jesteś katolikiem, to wierzysz, że zawiera Słowo Boże. To nie jest kwestia argumentów, tylko wiary.> No to załatwiłeś Andrzeja na cacy. > Musze wypić za jego zdrowie, ten człowiek jest niesamowity!!!Trafił w rzeczy sedno, albowiem wierzyć można we wszystko, a z wiarą nie ma dyskusji, gdyż nikt wierzącego nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej. Podobnie z niektórymi forumowiczami (i ja często się w to wliczam), którzy zapominają o mądrej zasadzie:  Gdyż wszystkie rozmowy z trollem to ping-pong lub ruchy frykcyjne, z których tylko troll ma przyjemność. Pozdrawiam serdecznie. @@@ . |
| Brzostowski (7067 punktów) | Odp: Teodycea. Bóg a zło | > Własnie o to pytałem  > PozdrawiamMówiłem że się dogadamy |
#329 -2 na 2 | Brzostowski (7067 punktów) | Odp: Teodycea. Bóg a zło | > >Nie wiem z jakimi Ty wierzącymi miałeś kontakty, ale tych których ja znam nie mają problemu z dialogiem lub badaniem twierdzeń religijnych.> No popatrz, widać masz więcej szczęścia ode mnie ...Myślę, że to kwestia środowiska w którym żyjesz i ludzi z którymi dyskutujesz. > Ja mam przyznać równoprawność wierzącym?> Tu zachodzi różnica zasadnicza, metodologiczna podczas gdy między poszczególnymi bajędami religijnymi tylko w fabule.No widzisz więc, że jest to tylko i wyłącznie kwestia poglądów: Twoje - są lepsze, cudze - gorsze, cudzym - gorszym pozwalasz być równoprawnymi i w dodatku uważasz, że powinni uznawać je pomiędzy sobą za równoprawne, bo jak nie - to upośledzenie! Ale Ty możesz inne uznawać za gorsze i to jest OK, bo to Twoje poglądy są lepsze! Fajny z Ciebie gość! > Bo nie daję się kolejnemu mędrkowi wciągnąć w trollowanie?W jakie trollowanie? To tylko z mojej strony próba pokazania czy faktycznie jesteś racjonalistą. Przyznając temu mojemu bogowi niezerową szansę istnienia pokazałeś, że faktycznie wiara jest Ci obca. Nie pytałem Cię o to aby zatriumfować, tylko aby dowiedzieć się z kim rozmawiam. Pewnie Cię to mało obchodzi, ale dzięki tej odpowiedzi wiele zyskałeś w moich oczach. > Tyle że myślący człowiek powinien wstydzić się takich definicji i takich infantylnych triumfów i ja Ci chciałem tego wstydu oszczędzić.Znasz jakąś nieinfantylną definicję boga? Chętnie poznam. > Głupota jest wieczna, to i bogowie przez nią wyprodukowani też. Nie jesteś chyba aż tak nierozgarnięty by nie umieć porównać religijności w różnych środowiskach, także w relacji do poziomu edukacji?Potrafię, są oczywicie różnice, ale czy zmieniają one świat pod tym względem? Są tylko jednym z czynników. > Czyli tego co piszesz też nie rozumiesz - edukacja i barwność życia były wymienione przez Ciebie jako czynniki sprzyjające ustępowaniu bajań religijnych, niezadawaniu pytań o Boga i barwność życia wymieniona była jako skuteczniejsza. To ta barwność ma pozwolić nie myśleć o "tych problemach", a wierzący od takiego myślenia wolni raczej być nie mogą, czyż nie?Wg mnie właśnie owa barwność życia tak samo pozwala nie myśleć o tych sprawach wierzącym, jak i niewierzącym. Wierzący mogą i wielu jest absolutnie wolnych od myślenia o "tych problemach". > Ile razy trzeba Ci powtarzać, żeby raz dotarło? Kiedy naukowiec po prostu bada jakąś próbkę nie ma konfliktu wiary i nauki; kiedy bada obiekt swej wiary - jest. Sam to przyznajesz mówiąc "Konflikt powstaje tylko wówczas, gdy wierzący naukowiec, wierzy w wynik", więc z czym, u diabła, polemizujesz?No to wszystko jasne. Bo wydawało mi się, że pisałeś ogólnie o wierze i naukowcach oraz próbowałeś przypadek profesor z Białegostoku rozciągnać na wszystkich wierzących naukowców. > >a u tej Pani tak, ale to wyjatkowy przykład.> Nie, to jest po prostu zwyczajny przykład tego o czym mowa: konfliktu na tle wspólnego obiektu wiary i nauki.Wyjątkowość przypadku polega na tym, że większość badających patomorfologów w Polsce badając tę próbkę napisałoby prawdę. |
| Brzostowski (7067 punktów) | Odp: Teodycea. Bóg a zło | > No właśnie. To "ale" ma jednak znaczenie. Oczywiście, że nie dla całkowicie zauroczonych wiarą - skąd w ogóle taki pomysł?Ma znaczenie dla wszystkich. > Zgoda. Ale też inna jest krytyka religii w szczegółach, a inna w ogółach i nikt nie postulował, że krytyka szczegółów całkowicie wyczerpuje temat. Dla mnie również krytyka ogółu religii jest z miejsca i zasadniczo trafna, dlatego, że gdy się dostrzeże, że to zawsze tylko inni ludzie nam te treści przekazują (czy to ustnie, czy to w formie drukowanej), to natychmiast rodzi się pytanie, dlaczego ja tym innym ludziom mam wierzyć.No to zgoda. > Pisałem ogólnie ...> Poza tym istnieją ludzie po prostu zainteresowani krytyką religii... ale czy ktoś przy zdrowych zmysłach chce przekonywać wierzących? Przekonać można tylko wątpiących, szukających, pytających i otwartych.Nie zgodzę się do końca. Wierzący może stać się pytającym, zatem można także tutaj coś zwojować. Z pozostałymi spostrzeżeniami zgodzę się. > >Ja określiłbym się wierzącym agnostykiem, co pozwala mi być racjonalistą.> Zapomniałeś jeszcze dodać, że jesteś ateizującym wierzącym agnostykiem, gdyż to dopiero w pełni tłumaczyłoby racjonalizm à la Brzostowki.O nie, to za bardzo zaszalałeś! Wierzący agnostyk, najlepiej do mnie pasuje. Poważnie to liczyłem na pytanie jak to możliwe, czy coś takiego. > Ale ja pisałem, gdyż - w przeciwieństwie do przykładu z Lewandowskim - stanowi to jakąś tam jeszcze w miarę udaną analogię do relacji z Bogiem i jego Pismem Świętym. Bóg mówi tym pismem - rozumiesz? Nie mów więc, że szczegóły są nieważne.Szczegóły nie są istotne w kontekście całości, te szczegóły które prezentował Andrzej51. Nie twierdzę, że nie pojawią się szczegóły, które będą miały istotny wpływ lub spowodują lawinę nowych poszukiwań które będą miały wpływ na całość, ale takich na razie nie ma i nie dostrzegam zbyt dużych szans na ich pojawienie się. > >Ważna jest relacja oparta o całokształt, w tym też o to co ma do powiedzenia.> O, właśnie tak!No właśnie. > >Z pewnością od jednego szczegółu możesz dojść do problemów ogólnych. Jeśli chodzi o teodyceę to moją opinię znajdziesz w tym wątku:> >www.racjon(*)orum.php/s,562660/i,35#w563528> Posłuchaj lepiej jak Hitchens nokautuje teodyceę:> www.youtube.com/watch?v=NOSM5GikQUA#t=4m24s i fragment dalej, ale najlepiej całość.> Obejrzałem, nie dowiedziałem się niczego nowego, chociaż było warto. Nie zmienia to nic z tego co napisałem. |
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 Dalej.. Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|