 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 02-05-2013 11:24 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | Teodycea. Bóg a zło
14 na 14 | . Pan "Worek kości":> Moja wypowiedź była konsekwencją tego oto komentarza:Cytat:panbuka kopałbym po doopie przez całą wieczność, za to że pozwalał na krzywdzenie tylu niewinnych osób przez swoich przedstawicieli na Ziemi. > Chodziło mi tylko o to, czy autor tej wypowiedzi przemyślał konsekwencje sytuacji, w której nadprzyrodzona istota nie pozwalałaby ludziom robić złych rzeczy.Nie wiem, czy autor tej wypowiedzi przemyślał, ale jest cała gałąź teologii zajmująca się problemem jak pogodzić istnienie dobrego, miłosiernego Boga z istnieniem zła. Tym problemem zajmowało się wielu poważnych myślicieli, jak chrześcijański filozof analityczny Alvin Plantinga Pytanie o istnienie zła zadawało sobie wielu chrześcijan jak np. pan Michał CzumaNa naszym portalu jest zapis dyskusji z panelu 'Bóg a zło', zorganizowanego przez Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów w Krakowie. www.racjonalista.pl/kk.php/s,6530Wypowiadał się ciekawie też Dawkins: www.youtube.com/watch?v=cV_gwz37YqE Tu chodzi mi tylko o to, czy sam Pan Piotr, zamiast wdawania się w pyskówki, przemyślał sobie problem zła w kontekście "Dobrego Wszechmocnego Boga"?Czytałem wiele superpoważnych wyjaśnień tego problemu napisanych przez wielkich fideistycznych myślicieli. Żadne z nich mnie nie przekonywuje i nawet gdyby istniał np. Jezus Chrystus pozwalający na czynienie takiego bezmiaru zła jakie uczynił Kościół Katolicki w jego imieniu, to ja całkowicie pogardzam takim Bogiem. Czyli zgadzam się z autorem komentarza i twierdzę, że sporo przemyślałem, ale mogę wszak też błądzić, a nawet się mylić całkowicie, więc o poważne przemyślane argumenty proszę. Pozdrawiam. @@@ . | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
9 na 9 | Hodża (11172 punktów) | >Na naszym portalu jest zapis dyskusji z panelu 'Bóg a zło', zorganizowanego przez Polskie >Stowarzyszenie Racjonalistów w Krakowie.
Przyznam szczerze, że wzdragam się na myśl o dalszym zagłębianiu się w religijnie motywowane usprawiedliwienia zła na świecie, gdyż, z doświadczenia dawniejszych moich religijnych peregrynacji wiem, że mnie to nie pomogło a raczej nawet wzmagało bunt przeciw temu - teraz to widzę wyraźnie - cynizmowi teologii. Mam nawet takie wrażenie, że podejmując tę dyskusję, na warunkach zdefiniowanych przez stronę usiłującą wszelkimi możliwymi sposobami obronić Boga przed nieistnieniem, zachowuję się nieuczciwie wobec siebie, nie żądając jednoznacznego sprecyzowania reguł tej gry (które, jak wiadomo, teologia uwielbia dostosowywać do aktualnej sytuacji).
>Czytałem wiele superpoważnych wyjaśnień tego problemu napisanych przez wielkich fideistycznych >myślicieli. Żadne z nich mnie nie przekonywuje i nawet gdyby istniał np. Jezus Chrystus pozwalający >na czynienie takiego bezmiaru zła jakie uczynił Kościół Katolicki w jego imieniu, to ja całkowicie >pogardzam takim Bogiem. Czyli zgadzam się z autorem komentarza i twierdzę, że sporo przemyślałem,
Dyskusja o złu bez próby zdefiniowania tegoż jest bezprzedmiotowa. I - podobnie, jak dobro - wydaje się, że nie może zostać dokładnie ów termin zdefiniowany, bez popadania w relatywizm. Zwróćmy uwagę na to, jak bardzo intuicje dotyczące zła są różne u poszczególnych osób i jak drastycznie zmieniały się w ciągu niedługiej historii ostatnich wieków a nawet dziesięcioleci. Jeszcze niedawno matki na wsiach rodziły po ośmioro, dziesięcioro dzieci, z których większość umierała w niemowlęctwie i nie robiło się z tego żadnego halo, nie mówiąc już o tym, że wcześniaków w ogóle się nie odnotowywało praktycznie jako istot ludzkich, tylko były traktowane jako poronienie. Ludzie w całkiem na pozór cywilizowanych krajach (jak np. Francja) tłumnie brali udział w publicznych egzekucjach, traktując to jako znakomitą rozrywkę. Czy odczuwali to jako zło? Z pewnością nie, gdyż w przeciwnym razie prawo by na to nie pozwalało a i wśród ludzi takie ludyczne potraktowanie zabijania byłoby traktowane z pogardą.
Czy wszyscy w jednakim stopniu odczuwają zło? Oczywiście, że nie i decydująca jest tu nie tylko indywidualna wrażliwość ale i proces wychowania, indywidualne doświadczenia, inteligencja, pewne predyspozycje do empatii itd. Są tacy, dla których ani ich własne ułomności w postaci chorób, ani tym bardziej nieszczęścia dotykające innych nie są źródłem jakichś szczególnych cierpień. Inni z kolei potrafią odebrać sobie życie wtedy, kiedy uznają, że splamili swój honor bądź zawiedli się w miłości. Tyle jest naprawdę światów, ilu ludzi chodzi po ziemi.
Zadałbym więc pytanie: co ma być tym dobrem lub złem obiektywnym, które moglibyśmy użyć jako bazę dalszych rozważań określających kondycję i naturę tego świata i móc dokonywać jakichś daleko idących wnioskowań natury metafizycznej? Doprawdy, z wdzięcznością przyjmuję propozycję socjobiologów, która wskazuje na ewolucyjne źródła naszych intuicji moralnych. Tak naprawdę to nie ma co rozpaczać na śmiercią i chorobami milionów ludzi, dla których taki stan rzeczy był naturalną i akceptowaną co najważniejsze cechą ich kondycji, uzasadnianą m.in. religijnymi bajkami na dobranoc. Niestety, jest część prawdy w tym, że ludzie cierpiąc a jednocześnie pławiąc się w narkotycznych wizjach różnych światopoglądów utrwalających warunki sprzyjające temu cierpieniu, sami na siebie ściągają taki los, zamiast wziąć się do roboty i - przede wszystkim - zacząć wreszcie używać mózgu, zamiast, za przeproszeniem, fiuta i pięści. Mam nadzieję, że te czasy, w których na wskroś zwierzęce i bezrefleksyjne zachowania większości populacji determinowały kolejne wojny, niesprawiedliwość i tę obrzydliwą, tak hołubioną przez religie uległość wobec strukturalnego zła obecnego w społeczeństwie i naszym otoczeniu przyrodniczym, przeminą.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
 | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Przyznam szczerze, że wzdragam się na myśl o dalszym zagłębianiu się w religijnie motywowane usprawiedliwienia zła na świecie, gdyż, z doświadczenia dawniejszych moich religijnych peregrynacji wiem, że mnie to nie pomogło a raczej nawet wzmagało bunt przeciw temu - teraz to widzę wyraźnie - cynizmowi teologii.Dobrze, że to "wzdraganie się" nie powstrzymało Pana przez zabraniem głosu. Używa tu Pan ciekawego określenia "cynizm teologii", które - o ile to możliwe - to chciałbym, aby Pan rozwinął. Gdyż nie wiem czy chodzi Panu o cynizm całej wiedzy o Bogu, czy też cynizm teologów manipulującymi słowami i rozumieniem rzeczywistości? > Mam nawet takie wrażenie, że podejmując tę dyskusję, na warunkach zdefiniowanych przez stronę usiłującą wszelkimi możliwymi sposobami obronić Boga przed nieistnieniem, zachowuję się nieuczciwie wobec siebie, nie żądając jednoznacznego sprecyzowania reguł tej gry (które, jak wiadomo, teologia uwielbia dostosowywać do aktualnej sytuacji).Tu nie musimy rozmawiać na żadnych - z góry zdefiniowanych - warunkach. Jeżeli w ogóle rozmawiamy na jakiś tam warunkach, to tu uzgodnionych. Na przykład ja często zupełnie świadomie stwierdzam, iż nie rozumiem jakiś tam terminów filozoficznych. Czynię tak nie dlatego, iż nie znałbym ich słownikowych, czy encyklopedycznych definicji, tylko dlatego, że przy moim naukowym zrozumieniu istniejącej obiektywnie rzeczywistości nie mają one żadnego sensownego znaczenia. [Na przykład nie rozumiem terminu Bóg w naukach przyrodniczych (science)]. > Dyskusja o złu bez próby zdefiniowania tegoż jest bezprzedmiotowa. I - podobnie, jak dobro - wydaje się, że nie może zostać dokładnie ów termin zdefiniowany, bez popadania w relatywizm.Więc niech Pan definiuje. Proszę napisać jak Pan rozumie te terminy. > Czy wszyscy w jednakim stopniu odczuwają zło? Oczywiście, że nie i decydująca jest tu nie tylko indywidualna wrażliwość ale i proces wychowania, indywidualne doświadczenia, inteligencja, pewne predyspozycje do empatii itd. Są tacy, dla których ani ich własne ułomności w postaci chorób, ani tym bardziej nieszczęścia dotykające innych nie są źródłem jakichś szczególnych cierpień. Inni z kolei potrafią odebrać sobie życie wtedy, kiedy uznają, że splamili swój honor bądź zawiedli się w miłości. Tyle jest naprawdę światów, ilu ludzi chodzi po ziemi.Do pewnego stopnia tak, ale przecież istnieje pewne uniwersalistyczne (niezależnie od kultury) rozumienie zła i dobra. Pozwala ono nam zrozumieć ludzi innych kultur, wyznających inne religie. Pozwalające na refleksję np. nad Ikami> Zadałbym więc pytanie: co ma być tym dobrem lub złem obiektywnym, które moglibyśmy użyć jako bazę dalszych rozważań określających kondycję i naturę tego świata i móc dokonywać jakichś daleko idących wnioskowań natury metafizycznej?Ma Pan jakieś propozycje, czy odrzuca istnienie zła i dobra? > Doprawdy, z wdzięcznością przyjmuję propozycję socjobiologów, która wskazuje na ewolucyjne źródła naszych intuicji moralnych.Tyle tylko, że na ile ja zrozumiałem idee socjobiologów, to oni wcale nie wykluczają znaczącego udziału naszego intelektu wewnątrz różnych kultur. > Tak naprawdę to nie ma co rozpaczać na śmiercią i chorobami milionów ludzi, dla których taki stan rzeczy był naturalną i akceptowaną co najważniejsze cechą ich kondycji, uzasadnianą m.in. religijnymi bajkami na dobranoc.Gdyż miliony to metafizyka, gorzej gdy cierpieniom poddawany jest "Mały Jasio", czy "dziewczynka w czerwonej pelerynce". > Niestety, jest część prawdy w tym, że ludzie cierpiąc a jednocześnie pławiąc się w narkotycznych wizjach różnych światopoglądów utrwalających warunki sprzyjające temu cierpieniu, sami na siebie ściągają taki los, zamiast wziąć się do roboty i - przede wszystkim - zacząć wreszcie używać mózgu, zamiast, za przeproszeniem, fiuta i pięści.Człowiek jest jednym ze zwierząt i walczą w nas przeróżne elementy naszej umysłowości. Wcale nie jesteśmy tylko dobrzy, a wyznawcy jakiejkolwiek religii wcale nie są lepsi od innych. Chrześcijanie nie są lepsi od muzułmanów, czy też ateistów. > Mam nadzieję, że te czasy, w których na wskroś zwierzęce i bezrefleksyjne zachowania większości populacji determinowały kolejne wojny, niesprawiedliwość i tę obrzydliwą, tak hołubioną przez religie uległość wobec strukturalnego zła obecnego w społeczeństwie i naszym otoczeniu przyrodniczym, przeminą.Dobrze mieć nadzieję. Ja - w dającej się przewidzieć perspektywie - jestem pesymistą. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
|  | 5 na 5 | Hodża (11172 punktów) | >Dobrze, że to "wzdraganie się" nie powstrzymało Pana przez zabraniem głosu. Używa tu Pan ciekawego określenia "cynizm teologii", które - o ile to możliwe - to chciałbym, aby Pan rozwinął. Gdyż nie wiem czy chodzi Panu o cynizm całej wiedzy o Bogu, czy też cynizm teologów manipulującymi słowami i rozumieniem rzeczywistości?
Może w tym miejscu podkreślę, że nie chodzi mi o teologów jako takich (którzy mogą mieć rozmaite ludzkie przywary, w tym również zajmować się tą dziedziną wiedzy z czystego oportunizmu) tylko o tę część teologii, próbującą usprawiedliwiać Boga - a więc tytułową teodyceę. Pomijając fakt, iż rola adwokata Boga, którą na siebie przyjmują teolodzy tej specjalizacji jest już sama w sobie komiczna (i wewnętrznie sprzeczna - gdyż Bóg, który potrzebuje ludzkiej obrony w jakiejkolwiek mierze jest jakąś parodią idei wszechmocnej i wszechdobrej istoty, której każdy z nas zawdzięcza swoje istnienie i do której z utęsknieniem wzdycha, jak to kiedyś słyszałem), to ów cynizm polega na tym, że cała teodycea jest również usprawiedliwianiem zła. Ciekaw byłbym opinii teologów, w którym miejscu usprawiedliwienie Boga w tej dziedzinie twórczości sofistycznej nie jest równocześnie usprawiedliwianiem zła. Zaś usprawiedliwianie zła jest w moim odczuciu jedną z cech cynizmu.
>[Na przykład nie rozumiem terminu Bóg w naukach przyrodniczych (science)].
(I tu oczyma wyobraźni widzę błogi półuśmiech teologa, który Panu przyznaje rację. Tak, tak, Bóg jest ponad wszelkie definicje, ponad naukę itd.)
>>Dyskusja o złu bez próby zdefiniowania tegoż jest bezprzedmiotowa. I - podobnie, jak dobro - wydaje się, że nie może zostać dokładnie ów termin zdefiniowany, bez popadania w relatywizm. >Więc niech Pan definiuje. Proszę napisać jak Pan rozumie te terminy.
Dobro definiuję jako w pierwszym rzędzie brak cierpienia i możliwość życia pozbawionego cierpienia i udręki. Jest to bardzo minimalistyczna definicja, jednak ma tę zaletę, że nie budzi zbędnych, nadmiernych oczekiwań, które często prowadzić mogą do cierpień wynikających z błahych w istocie rozczarowań, no i pozwala zaakceptować perspektywę indywidualnego nieistnienia. Jednym z motorów napędzających postęp jest niewątpliwie żądza bogactwa i szczęścia. Wydaje mi się, że nie ma w tym nic złego dopóty, dopóki nie zrozumie się, iż właściwe dobro znajduje się na bardziej podstawowym poziomie naszej egzystencji - właśnie tam, gdzie istnieją warunki dostateczne, by ona mogła trwać. Wszelkie dalsze nasze ambicje i dążenia raczej nie powinny być z góry uznawane za dobre czy złe a taka ich ocena powinna być możliwa tylko w kontekście tego, na ile te czy inne działania pozwalają nam i innym żyć i zachować to życie w możliwie dobrej kondycji.
Osobiście definiuję zło jako to wszystko, co jest zależne od człowieka a co prowadzi do cierpienia i/lub śmierci. Stąd też złem jest zwalczanie szczepień, o ile wiadomo, iż potrafią uratować miliony istnień, zaś epidemia, na którą nie ma lekarstwa (o ile nie zaniedbano możliwych badań prowadzących do jego odkrycia) jest stanem naturalnym, który nie powinien być oceniany jako dobry bądź zły (jakkolwiek tradycja kulturowa jest tu inna, ale ja mam trochę inne poglądy w tej mierze).
>Do pewnego stopnia tak, ale przecież istnieje pewne uniwersalistyczne (niezależnie od kultury) rozumienie zła i dobra. Pozwala ono nam zrozumieć ludzi innych kultur, wyznających inne religie.
Myślę, że takie uniwersalistyczne rozumienie można zdefiniować w sposób bardzo bliski temu, co przedstawiłem powyżej.
>Ma Pan jakieś propozycje, czy odrzuca istnienie zła i dobra?
Odpowiedź na to pytanie zależy od tego, jaką perspektywę przyjąć: antropocentryczną czy też możliwie obiektywną, naturalistyczną. W sensie bycia człowiekiem i tego, że to, co się tyczy człowieka jest dla mnie najważniejsze, oczywiście nie odrzucam takich kategorii. Natomiast biorąc pod uwagę to, że to właściwości materii w toku ewolucji doprowadziły do pojawienia się świadomości i istot zadających sobie takie dziwne pytania, należy zaznaczyć, że zło czy dobro nie istnieją obiektywnie; jakkolwiek ciekawym byłoby rozpatrzenie, czy nie istnieją pewne naturalne i bardzo podstawowe cechy materii, które byśmy mogli połączyć z naszym oczekiwaniem trwałości naszego życia, z pragnieniem szczęścia, przyjemności, z unikaniem cierpienia. To oczywiście pole do analizy filozoficznych konsekwencji ewolucjonizmu.
>>Mam nadzieję, że te czasy, w których na wskroś zwierzęce i bezrefleksyjne zachowania większości populacji determinowały kolejne wojny, niesprawiedliwość i tę obrzydliwą, tak hołubioną przez religie uległość wobec strukturalnego zła obecnego w społeczeństwie i naszym otoczeniu przyrodniczym, przeminą. >Dobrze mieć nadzieję. Ja - w dającej się przewidzieć perspektywie - jestem pesymistą.
Moja nadzieja też jest (chyba) pozbawiona złudzeń. Mam nadzieję, że ludzie będą coraz lepiej rozumieć swoje możliwości i (zwłaszcza psychiczne) ograniczenia, chociaż zdaję sobie sprawę, że ludzkość uczy się głównie poprzez katastrofy, a nie studiowanie myśli ludzi mądrych i wytrwałe dążenie do prawdy. Szkoda.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) |
> Może w tym miejscu podkreślę, że nie chodzi mi o teologów jako takich (którzy mogą mieć rozmaite ludzkie przywary, w tym również zajmować się tą dziedziną wiedzy z czystego oportunizmu) tylko o tę część teologii, próbującą usprawiedliwiać Boga - a więc tytułową teodyceę.Każda dyscyplina ma swoje prawa i jak pisze prof. dr hab. ks. Jan Daniel Szczurek. Dziekan Wydziału Teologicznego Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie: "Teologia nie jest "prywatną refleksją teologa". ale ma "służyć Kościołowi i dobru ludzi". www.racjon(*).php/z,0/d,45/s,447659#w453993 i czymże jest sama teologia: www.racjon(*).php/z,0/d,19/s,492110#w496554 oraz www.racjonalista.pl/forum.php/s,332808> to ów cynizm polega na tym, że cała teodycea jest również usprawiedliwianiem zła. Ciekaw byłbym opinii teologów, w którym miejscu usprawiedliwienie Boga w tej dziedzinie twórczości sofistycznej nie jest równocześnie usprawiedliwianiem zła. Zaś usprawiedliwianie zła jest w moim odczuciu jedną z cech cynizmu.Teodycea jest próbą zrozumienia istniejącego zła przy założeniu istnienia wszechmocnego "Dobrego Boga". Jeżeli uznajemy sens teologii, to teodycea się znakomicie w tym sensie mieści. > >[Na przykład nie rozumiem terminu Bóg w naukach przyrodniczych (science)].> (I tu oczyma wyobraźni widzę błogi półuśmiech teologa, który Panu przyznaje rację. Tak, tak, Bóg jest ponad wszelkie definicje, ponad naukę itd.)Tak Pan sądzi? To skąd wzięło się tyle dowodów na istnienie Boga? Na przykład pan Krzysztof Ateista pisze: 'filozofia współczesna dorobiła się już kilkunastu kategorii D.n.i.B. i zawartych w nich kilkudziesięciu dowodów. Jest wątpliwe, żeby czytelnicy Ateista.pl pragnęli przeczytać o nich wszystkich, a i moja ochota, żeby o nich wszystkich pisać, czy chociaż wymienić nie jest zbyt duża. Skoncentruję się więc na sześciu głównych, które zamieściła piórem I. Ziemińskiego redakcja książki "Religia. Encyklopedia PWN". Są to:
(I) - starożytność - teleologiczny D.n.i.B. (II) - Anzelm (1033-1109) - ontologiczny D.n.i.B. (III) - Tomasz z Akwinu (1224-1274) - Pięć dróg (IV) - Pascal (1623-1662) - Zakład Pascala (V) - Kant (1724-1804) - Moralny argument n.i.B. (VI) - opracowany w pełni w 1979 roku przez Swinburne'a - indukcyjny D.n.i.B." ateista.pl/showthread.php?t=5302Tu: www.racjonalista.pl/forum.php/s,527000#w527790 znajdziemy próbę obrony takiego stanowiska, ale mnie się wydaje, że bliższy prawdy jest "Wacek", który w internecie napisał: Człowiek zdrowy psychicznie z właściwie pracującym rozumem nie potrafi wierzyć. Mózg jest tak skonstruowany ze człowiek musi się nad wszystkim zastanawiać czy to jest prawdziwe i to podważać. A wiec zdrowy psychicznie człowiek którego mózg pracuje w pełni nie potrafi uwierzyć w boga. Bo nie można wyłączyć części swojego mózgu odpowiedzialnej za rozważanie co jest prawdą a co nie. Nawet jeśli nie chcecie to wasz mózg oceni co jest prawdziwe a co nie. [...]
Człowiek wierzący w rozmowie z ateistą czuje się tak jakby go ateista chciał zabić. Bo kiedy wierzący straci wiarę to straci życie po śmierci. A wiec ludzie którzy chcą wierzyć są bardzo agresywni i wulgarni w rozmowie z ateistami. Dla wierzącego to sprawa życia i śmierci. Wierzący panicznie boją się powiększenia swoich wątpliwości w rozmowie z ateistami. [...]
Zdrowy psychicznie wierzący zawsze ma wątpliwości. Bo pracy mózgu nikt z nas nie potrafi całkiem powstrzymać. Ale kościół ma różne instytucje i sposoby działania aby zapobiegać pracy mózgu u mas. www.racjon(*)m.php/z,0/d,8/s,492110#w495088> >>>Więc niech Pan definiuje. Proszę napisać jak Pan rozumie te terminy.> Dobro definiuję jako w pierwszym rzędzie brak cierpienia i możliwość życia pozbawionego cierpienia i udręki.Proponuję obejrzeć publikacje "Świadków Jehowy" ukazujące ich wyobrażenia raju. Dla mnie są one bardziej przerażające od wyobrażeń piekła. Ja nie chciałbym być szczęśliwym idiotą. > Osobiście definiuję zło jako to wszystko, co jest zależne od człowieka a co prowadzi do cierpienia i/lub śmierci.A zło wynikające ze zjawisk przyrodniczych, to już nie zło? > >>>Ma Pan jakieś propozycje, czy odrzuca istnienie zła i dobra?> Odpowiedź na to pytanie zależy od tego, jaką perspektywę przyjąć: antropocentryczną czy też możliwie obiektywną, naturalistyczną.Nie rozumiem? Jestem naturalistą ontologicznym i jako człowiek przyjmuję perspektywę antropocentryczną. Nie rozumiem też obiektywności istnienia zła. Przyroda jest amoralna i przyrodnicze zdarzenia możemy tylko ocenić jako złe lub dobre z ludzkiej perspektywy. Z ludzkiej perspektywy oceniamy też postępowanie ludzi, a więc zło i dobro jest subiektywnym ludzkim odczuciem. > Mam nadzieję, że te czasy, w których na wskroś zwierzęce i bezrefleksyjne zachowania większości populacji determinowały kolejne wojny, niesprawiedliwość i tę obrzydliwą, tak hołubioną przez religie uległość wobec strukturalnego zła obecnego w społeczeństwie i naszym otoczeniu przyrodniczym, przeminą.> >>>Dobrze mieć nadzieję. Ja - w dającej się przewidzieć perspektywie - jestem pesymistą.> Moja nadzieja też jest (chyba) pozbawiona złudzeń. Mam nadzieję, że ludzie będą coraz lepiej rozumieć swoje możliwości i (zwłaszcza psychiczne) ograniczenia, chociaż zdaję sobie sprawę, że ludzkość uczy się głównie poprzez katastrofy, a nie studiowanie myśli ludzi mądrych i wytrwałe dążenie do prawdy. Szkoda.Przecież Polaków święcie wierzących w hasełko: Bo nieważne, czyje co je, Ważne to je, co je moje!www.youtube.com/watch?v=82HzNBTGxoAJest chyba więcej niż tych wierzących w Trójcę Święta razem i każdego z Bogów osobno. A na wierze trudno jest budować. Znaczniej łatwiej burzyć. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | |  | 5 na 5 | Hodża (11172 punktów) | > To skąd wzięło się tyle dowodów na istnienie Boga?Jak dotąd zapoznałem się dokładniej z tymi starszymi dowodami i tylko jedna rzecz mnie zastanawia - że każdy z tych dowodów jest jednocześnie pewnym zdefiniowaniem tego Boga. W ten sposób postępując można oczekiwać, że wszyscy fizycy szukają Boga rozważając, na ile możliwe jest wyjaśnienie powstania Wszechświata. Jestem przekonany, że wiele nieporozumień wynika stąd, że pojęcie "Bóg" przez teologicznych żonglerów jest redefiniowane w zależności od tego, czego aktualnie dotyczy dyskusja. Jeśli się ustali pewne rygorystyczne zasady dyskusji, bez najmniejszych wątpliwości każdy dojdzie do wniosku, że żaden z tych dowodów nie dowodzi istnienia miłosiernej, świadomej istoty w jakikolwiek się z nami komunikującej czy też dającej się poznać w jakichkolwiek swoich ingerencjach. Moja sympatia do racjonalizmu, którą zawdzięczam w pierwszym rzędzie Dawkinsowi, wynika z klarowności "reguł gry" w dyskusji i rozumowaniu. Jakkolwiek lubię czasem poczytać filozofów "pływających" wśród nieostrych pojęć i posługujących się sformułowaniami, które rzetelny krytyk chyba łatwo potrafi zdyskredytować zadając proste pytania jako pozbawione treści, to zdecydowanie wolę wyprowadzać wnioski na bazie doświadczeń (swoich lub innych) niż ogólnikowych hipotez. [/color] ateista.pl/showthread.php?t=5302> Tu: www.racjonalista.pl/forum.php/s,527000#w527790 znajdziemy próbę obrony takiego stanowiska, ale mnie się wydaje, że bliższy prawdy jest "Wacek", który w internecie napisał:Znakomicie, trafił w sedno. Jakkolwiek w okresie dziecięcym przeżyłem coś na kształt wiary w krasnoludki i dało mi to podstawę do mniemania, że to bujna wyobraźnia może być jednym z głównych źródeł wierzeń. Początki religii chyba nie są tak bardzo odległe od początków literatury, a może nawet religia i literatura mają bliźniaczą naturę. > Proponuję obejrzeć publikacje "Świadków Jehowy" ukazujące ich wyobrażenia raju. Dla mnie są one bardziej przerażające od wyobrażeń piekła. Ja nie chciałbym być szczęśliwym idiotą.Nie przesadzajmy. Z nostalgią wspominam szczęśliwe chwile z dzieciństwa, chociaż nie miałem wielkiej wiedzy czy inteligencji. Zgadzam się, że samo szczęście czy przyjemność nie powinno być utożsamiane z dobrem (gdyby tak było, powinniśmy mieć nieskrępowane prawo do heroiny), ale też jeśli wiedza i inteligencja mają dla nas być źródłem zgorzknienia i dyskomfortu - jaką to wielką przewagę mamy nad szczęśliwym menelem, którego szczęście kosztuje jedyne 3,40 za pół litra? > A zło wynikające ze zjawisk przyrodniczych, to już nie zło?Zastanawiałem się nad tym i dochodzę do wniosku, że nie. Jest to nieszczęście, ale nie powinno być wliczane do kategorii zła. Uważam, że warunkiem koniecznym dla zaistnienia jakiegokolwiek zła bądź dobra jest udział woli. Podam taki przykład: 1. W roku 2004 na Sumatrze miało miejsce trzęsienie ziemi i fala tsunami, która zabiła ok. 200 tysięcy ludzi. 2. W roku 1944 w Warszawie wybuchło powstanie, krwawo stłumione przez wojska niemieckie, w wyniku którego zginęło ok. 200 tysięcy ludzi. Jest dla mnie intuicyjnie oczywiste, że zło o którym mówi druga informacja jest bez porównania większe od tego zła, którego dotyczy pierwsza. Nie chodzi tu o żaden europocentryzm ani nacjonalizm. Kiedy kiedyś koło mnie spadł płat tynku, który oderwał się podczas burzy od jednej z krakowskich kamienic, nie odebrałem tego jako zło. Gdybym jednak zauważył, że ktoś go celowo zrzucił, byłbym oburzony i to zło byłoby dla mnie bardzo wyraźne i niemal fizycznie odczuwalne. Kiedyś dostałem w nos łokciem od jakiegoś człowieka siedząc w korytarzu zatłoczonego pociągu. Nawet nie zwróciłem mu na to uwagi, chociaż lekko mnie zamroczyło, gdyż sytuacja wskazywała jednoznacznie na to, że to był przypadek i ten człowiek absolutnie nieświadomie, bez żadnej złej woli spowodował ten incydent. Innym razem, pobity na ulicy, już po pierwszym uderzeniu byłem tak zamroczony, że w ogóle nie czułem bólu. I chociaż subiektywnie rzecz biorąc, moje cierpienie fizyczne było w tym przypadku mniejsze (chociaż później byłem posiniaczony i opuchnięty) to zło było obecne właśnie w tym zdarzeniu. Gdyby takie same skutki wywołało na mnie np. jakieś małe tornado, jakkolwiek uznałbym to za nieszczęście, nie mógłbym, po głębokim zastanowieniu, dopatrzyć się w tym żadnego zła. Skoro zatem zło - w moim odczuciu (i w nauczaniu katolickim) - wiąże się z pojęciem winy - gdzież doszukiwać się winy w przypadku wielkich katastrof jak trzęsienia ziemi czy huragany... Bóg wg tych nauk jest bez winy - ale to nie pomaga ofiarom a często stanowi dodatkową udrękę (oczekiwanie miłości od niekochanego i bitego dziecka). Trzeba więc było wymyślić Pierwszych Przestępców, Adama i Ewę. Ograniczenie pojęcia zła do działań (lub zaniechań) istot świadomych ma głęboki sens. Pomaga, jak mi się wydaje, z większym spokojem i równowagą ducha podchodzić do nieszczęść, które nieuchronnie zsyła na ludzkość bezwzględna i pozbawiona jakichkolwiek moralnych ograniczników natura, nieświadome i obojętne siły. I pomaga lepiej ocenić zaniechania tych, którzy mając wiedzę o możliwych nieszczęściach, nie czynią żadnych wysiłków, które by miały za zadanie ograniczenie w przyszłości ludzkich nieszczęść. Według mojego poglądu na te kwestie, zło należy do wyższego poziomu refleksji niż samo tylko pojęcie cierpienia czy nieszczęścia. Aby mogło wystąpić, musi istnieć czynnik woli, wyboru, stanowi pewien szczególny związek zachodzący między nieszczęściami a możliwościami człowieka. Tam, gdzie istnieje konieczność, nie ma zasługi ani winy , a zatem nie ma też dobra ani zła. Zaś przypisywanie zła naturze czyni złym cały świat. A tak nie jest. Świat jest tylko obojętny. I tak, jak nie jest dobra piękna pogoda na majówce (tylko dlatego, żebyśmy mogli się poopalać na zielonej trawce) i jako takiej nie należy się nasza miłość, tak samo gradowi niszczącemu zasiewy nie należy się nasza nienawiść.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Jestem przekonany, że wiele nieporozumień wynika stąd, że pojęcie "Bóg" przez teologicznych żonglerów jest redefiniowane w zależności od tego, czego aktualnie dotyczy dyskusja.Człowiek jest istotą racjonalną, a więc stara się zracjonalizować wszystko w co wierzy. Naukowa wiedza o istniejącej obiektywnie rzeczywistości przyrasta. Trudno przeczyć oczywistościom, a więc trzeba racjonalizować. > Jeśli się ustali pewne rygorystyczne zasady dyskusji, bez najmniejszych wątpliwości każdy dojdzie do wniosku, że żaden z tych dowodów nie dowodzi istnienia miłosiernej, świadomej istoty w jakikolwiek się z nami komunikującej czy też dającej się poznać w jakichkolwiek swoich ingerencjach.To ma zupełnie wtórne znaczenie. Nie można ani zrozumieć, ani zdefiniować Boga od strony nauk przyrodniczych (science): www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,538650#w539348www.racjonalista.pl/forum.php/s,464332/z,0www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,506741#w508279www.racjonalista.pl/forum.php/s,150813/z,0Natomiast ponad 90% ludzkości wierzy w świat nadprzyrodzony i w języku religii, a szerzej kultury termin "bóg" - choć na przeróżne sposoby - jest jakoś tam rozumiany. > >>>Proponuję obejrzeć publikacje "Świadków Jehowy" ukazujące ich wyobrażenia raju. Dla mnie są one bardziej przerażające od wyobrażeń piekła. Ja nie chciałbym być szczęśliwym idiotą.> Nie przesadzajmy.Staram się być racjonalistą i w niczym nie przesadzać. > Z nostalgią wspominam szczęśliwe chwile z dzieciństwa,Czy to znaczy, że wówczas był Pan "szczęśliwym idiotą"? > chociaż nie miałem wielkiej wiedzy czy inteligencji.Przyrost wiedzy, to u siebie zauważam, ale czy inteligencji? Nie wiem czym dla Pana jest szczęście. Ja zgadzam się tu z amerykańskim psychologiem Abrahamem Maslowem, dla którego istotą szczęścia jest zaspokojenie potrzeb. Maslow przyjmuje, iż ludzie posiadają następujące potrzeby:
potrzeby fizjologiczne - głód, pragnienie, sen; potrzebę bezpieczeństwa; potrzebę przynależności i miłości; potrzebę szacunku; potrzebę samorealizacji.
Po zaspokojeniu danej potrzeby dochodzi do głosu potrzeba wyższego rzędu. Ponieważ najwyższą z nich jest potrzeba samorealizacji, można przyjąć że ludzie szczęśliwi to ludzie samorealizujący się. Po (tylko teoretycznym) zaspokojeniu wszelkich potrzeb można osiągnąć stan szczęśliwości. Zasadniczym pytaniem jest tu - na jak długo? > >>>A zło wynikające ze zjawisk przyrodniczych, to już nie zło?> Zastanawiałem się nad tym i dochodzę do wniosku, że nie. Jest to nieszczęście, ale nie powinno być wliczane do kategorii zła. Uważam, że warunkiem koniecznym dla zaistnienia jakiegokolwiek zła bądź dobra jest udział woli.> Podam taki przykład ...)Dla mnie wszystko co jest przyczyną cierpienia świadomych istot jest złem. Natomiast zło wynikające z tzw. natury rzeczy jest złem racjonalnie wytłumaczalnym. Gorzej gdy założę istnienie istoty, bez której woli nawet najmniejszy liść nie może spaść z drzewa, wtedy cała odpowiedzialność za dzieje świata spada niejako na Niego, jest On więc odpowiedzialny za całe dobro i zło. (To Augustyn, aby uporać się z tym problemem stworzył teodyceę, ale dotyczy ona "wolnej woli" ludzi, a nie natury podległej Bogu.) > Według mojego poglądu na te kwestie, zło należy do wyższego poziomu refleksji niż samo tylko pojęcie cierpienia czy nieszczęścia. Aby mogło wystąpić, musi istnieć czynnik woli, wyboru, stanowi pewien szczególny związek zachodzący między nieszczęściami a możliwościami człowieka. Tam, gdzie istnieje konieczność, nie ma zasługi ani winy , a zatem nie ma też dobra ani zła. Zaś przypisywanie zła naturze czyni złym cały świat. A tak nie jest. Świat jest tylko obojętny.Pan przepisuje świadomość, o ile wprost nie antropomorfizuje, zła. Ciekawy jestem, kto przypisuje świadomość naturze, chyba tylko panteiści, ale też nie bardzo. Czymś zupełnie innym jest ocena zdarzeń jako złe lub dobre z ludzkiej perspektywy. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | |  | zoro (-102 punktów) (zablokowany) |
>>chociaż nie miałem wielkiej wiedzy czy inteligencji.
>Przyrost wiedzy, to u siebie zauważam, ale czy inteligencji?
Rozumiem,że inteligencja skrystalizowana u Ciebie stoi w miejscu pomimo przyrostu wiedzy. Świadczyć to może tylko o jednym niezwykle niskim poziomie inteligencji płynnej szczerze współczuje. Jakbyś panicznie szukał bibliografii żeby przyswoić pojęcia to podpowiadam - Raymond Cattell. Nie proponuję internetu i wikipedii.
|
|
| | | |  | 3 na 3 | maceox (6766 punktów) | >>A zło wynikające ze zjawisk przyrodniczych, to już nie zło? >Zastanawiałem się nad tym i dochodzę do wniosku, że nie. Jest to nieszczęście, ale nie powinno być wliczane do kategorii zła. Uważam, że warunkiem koniecznym dla zaistnienia jakiegokolwiek zła bądź dobra jest udział woli. >Podam taki przykład: [...]
Możesz sobie ustalać definicje, jak chcesz. Jednak jeśli rozmawiamy o teodycei (gałąź teologii zajmująca się problemem jak pogodzić istnienie dobrego, miłosiernego Boga z istnieniem zła), to oczywiste, że zło obejmuje tu również cierpienie spowodowane przyczynami naturalnymi - właśnie przez Boga urządzonymi.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Hodża (11172 punktów) | >Możesz sobie ustalać definicje, jak chcesz. >Jednak jeśli rozmawiamy o teodycei (gałąź teologii zajmująca się problemem jak pogodzić istnienie dobrego, miłosiernego Boga z istnieniem zła), to oczywiste, że zło obejmuje tu również cierpienie spowodowane przyczynami naturalnymi - właśnie przez Boga urządzonymi.
Tak. Rzecz jasna wykorzystałem okazję, by przedstawić swoje poglądy niejako na marginesie głównego tematu. Jednak odnosi się to do teodycei w tym sensie, że religia naznacza moralnie całą materię i powoduje oczekiwania, które wyrażają się w ciągłym wartościowaniu wszelkich naturalnych fenomenów pod kątem bycia "dobrymi" bądź "złymi". Nie odrzucam rozróżnienia między dobrem a złem; natomiast uważam, że nasze odczucia, które nam każą dopatrywać się jakiejkolwiek dobroci lub zła w martwej i pozbawionej własnej woli i "centralnego sterowania" materii jest nieuświadamianym efektem zanurzenia w kulturze ukształtowanej przez myślenie religijne. Warto się nad tym chwilę zastanowić, uważam, że takie uściślenie pojęcia "zła" i oddzielenie go od "cierpienia" i "nieszczęścia" jest sensowne i oddaje dużo lepiej naszą intuicję zła, jako zjawiska intencjonalnego bądź wynikającego z przyzwolenia. Tak właśnie jest w przypadku katastrof naturalnych - samo domniemanie, że istnieje jakaś istota, która mogła temu zapobiec a nie zapobiegła, wzbudza nasz sprzeciw i żal i jest źródłem postrzegania tych zjawisk jako złe.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | maceox (6766 punktów) | >Nie odrzucam rozróżnienia między dobrem a złem; natomiast uważam, że nasze odczucia, które nam każą dopatrywać się jakiejkolwiek dobroci lub zła w martwej i pozbawionej własnej woli i "centralnego sterowania" materii jest nieuświadamianym efektem zanurzenia w kulturze ukształtowanej przez myślenie religijne. To prawda. To jest właśnie przykład antropomorfizacji zjawisk przyrodniczych i ... idei.
Rzeczywiście, słowo "zło" oznacza dość powszechnie negatywną ocenę moralną - przynajmniej w najbardziej podstawowym znaczeniu. Tymczasem o moralności można rozsądnie mowić chyba jedynie pośród tych zwierząt, u których mózg jest odpowiednio rozwinięty.
Tu jednak uwidacznia się, w jakie kłopoty wpadamy, gdy dyskutujemy o teologii. Pytamy, jak to wszechdobry Bóg może pozwolić na zło - i już nie zważamy na to, że obejmujac tym pytaniem zjawiska przyrodnicze, godzimy się na istnienie jakiegoś zła w naturze. Niewątpliwie można powiedzieć, że ludziom "dzieje się coś złego", podczas trzęsienia ziemi, ale oznacza to tyle, że cierpią. I o konieczność tego cierpienia zapytałbym Boga, gdyby miał książkę wniosków i zażaleń.
Zło jest terminem abstrakcyjnym, choć wywodzącym się z ludzkich doświadczeń.
|
|
| | | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | >>Tu jednak uwidacznia się, w jakie kłopoty wpadamy, gdy dyskutujemy o teologii. Pytamy, jak to wszechdobry Bóg może pozwolić na zło - i już nie zważamy na to, że obejmując tym pytaniem zjawiska przyrodnicze, godzimy się na istnienie jakiegoś zła w naturze... ... gdyby rozpatrzeć dlaczego określamy coś jako złe, czy dobre - to łatwo zauważyć, iż przenosimy naszą ocenę skutków na sam przedmiot dyskusji. Ludzie najwięcej pretensji do "Boga" nie mają o to, że pozwolił im coś uczynić. Pretensje mają o to, że przyniosło to skutki przeciwne do ich zamierzeń. Stąd to częste tłumaczenie - "przecież ja nie chciałem źle" i żale "dlaczego Boże pozwoliłeś by to przyniosło zło i cierpienie"...
>>Niewątpliwie można powiedzieć, że ludziom "dzieje się coś złego", podczas trzęsienia ziemi, ale oznacza to tyle, że cierpią. I o konieczność tego cierpienia zapytałbym Boga, gdyby miał książkę wniosków i zażaleń... ... jeszcze jeden przykład ludzkiej przewrotności w tej kwestii. Gdyby nagle trzęsienia ziemi zaczęły wydobywać na powierzchnię złoto, diamenty, węgiel i inne surowce. Czy wtedy też by ludzie mówili, że trzęsienie jest złe? Czy ktoś by się spytał "Boga" dlaczego tak a nie inaczej?...
>>Zło jest terminem abstrakcyjnym, choć wywodzącym się z ludzkich doświadczeń. ... a owszem, gdyż jest to przeniesienie oceny skutków na sam przedmiot oceny. I to oceny wobec naszych chwilowych potrzeb, a nie według długofalowych skutków dla całości...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| |  | | Mansur-Maciej (50 punktów) | "....Może w tym miejscu podkreślę, że nie chodzi mi o teologów jako takich (którzy mogą mieć rozmaite ludzkie przywary, w tym również zajmować się tą dziedziną wiedzy z czystego oportunizmu) tylko o tę część teologii, próbującą usprawiedliwiać Boga - a więc tytułową teodyceę...."
Drodzy przyjaciele racjonaliści, pp Andrzej i Hodża, przed przystąpieniem do dyskusji w tym wątku, powinniście sięgnąć głebiej niż do Wikipedii, aby zdefiniować teodyceę.
Teodycea to NIE DZIEDZINA TEOLOGII, jak tutaj utrzymujecie. Teologia zajmuje się dowodzeniem swych twierdzeń na podstawie Biblii (Pismo) i nauczania Magisterium Kościoła (Tradycji).
Teodycea to dziedzina FILOZOFII, która w oparciu o argumenty czysto racjonalne (jak w przypadku "dowodów" na istnienie Boga) stara się wyjaśnić możliwość współistnienia dobrego, wszechmocnego Boga i Zła (moralnego, zależnego od ludzkiej woli, typu Oświęcim, i naturalnego/ontologicznego, niezależnego od człowieka, typu szczenię, które urodziło się ślepe).
Teodycea nie ma problemu ze złem moralnym. Jeśli człowiek jest wolny to może czynić zło. W przeciwnym wypadku Bóg musiałby go stworzyć robotem i tym samym pozbawić Kosmos tak wielkiej wartości jaką jest ludzka wolność. Za Oświęcim odpowiadają ludzie. Nie tylko naziści, sprawcy bezpośredni, ale cała ludzka i zwłaszcza kościelna historia antysemityzmu, który był warunkiem koniecznym Zagłady. Bóg jest tutaj bez winy. Dał ludziom wolność, rozum i objawił Dekalog. Ludzie sami zgotowali sobie Oświęcim.
Teodycea do dzisiaj nie uporałą się z problemem zła naturalnego czy też ontologicznego. Przykład ze ślepym szczeniakiem pochodzi z rozważań Kołakowskiego nad teodyceą. Jest to przykład lepszy niż przywołane przez Hodżę tsunami bo podkreśla NIENATURALNOŚĆ takiego zdarzenia jak ślepe szczenię. Jeśli inne szczenięta rodzą się normalne to czym wyjaśnić to zło, które spotkało to konkretne ślepe szczenię? Nie grzechem pierworodnym Adama i Ewy, nie złą wolą ludzi, nie "planem Bożym".
A tsunami "planem Bożym" można uzasadnić - na wzór Potopu.
Tak jak Oświęcim można uzasadnić ludzką wolnością.
|
|
| | |  | 11 na 11 | Fizyk (17637 punktów) | > Teodycea to dziedzina FILOZOFII... Teodycea do dzisiaj nie uporała się z problemem zła naturalnego czy też ontologicznego. Jeśli inne szczenięta rodzą się normalne to czym wyjaśnić to zło, które spotkało to konkretne ślepe szczenię?
A czyż nie psu na budę takie filozofowanie, skoro już wiemy dlaczego czasem szczenięta rodzą się ślepe? Czyż teodycea nie powinna już być na śmietniku historii? Czyż nie jest oczywiste gdzie zrobiła błędne założenie?
|
|
| | | |  | -1 na 1 | Mansur-Maciej (50 punktów) | >> Teodycea to dziedzina FILOZOFII... Teodycea do dzisiaj nie uporała się z problemem zła naturalnego czy też ontologicznego. Jeśli inne szczenięta rodzą się normalne to czym wyjaśnić to zło, które spotkało to konkretne ślepe szczenię?
>A czyż nie psu na budę takie filozofowanie,
Nie, bo każde filozofowanie zgodne z regułami tej dyscypliny nauki w jakiejś mierze pomaga nam lepiej zrozumieć świat.
Twierdzisz, "już wiemy dlaczego czasem szczenięta rodzą się ślepe"
Wyjaśnij więc kogo masz na myśli pod "my" i dlaczego tak się dzieje?
"Czyż teodycea nie powinna już być na śmietniku historii? Czyż nie jest oczywiste gdzie zrobiła błędne założenie?"
Teodycea nie robi założeń a bada czy założenia teizmu (podkreślam, nie religii, która niczego nie zakłada tylko wierzy Objawieniu, a teizmu jako racjonalnego kierunku w filozofii) są spójne czy sprzeczne z modelem świata w którym istnieje zło.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | >[...]teizmu jako racjonalnego kierunku w filozofii. ... Elasp? ... nieeee. A może jednak? Co myślicie o takiej mojej hipotezie? (sorry - to było do starszych uczestników).
A dla Ciebie: Zdefiniuj proszę słowa "teizm", "racjonalny" i "filozofia". Wydaje mi się, że tylko używamy tych samych słów, a kompletnie inaczej je rozumiemy.
|
|
| | | | | |  | | Mansur-Maciej (50 punktów) |
>Zdefiniuj proszę słowa "teizm", "racjonalny" i "filozofia". >Wydaje mi się, że tylko używamy tych samych słów, a kompletnie inaczej je rozumiemy.
Teizm - kierunek w filozofii, który dla wyjaśnienia genezy i ontologicznej natury Kosmosu, zakłada istnienie Stwórcy, Pierwszej Przyczyny, etc. Wide Arystoteles, Tomasz z Akwinu, etc.
Racjonalny - pogląd oparty na weryfikowalnych przez kompetentne osoby trzecie danych rozumu (Poppera zasada falsyfikacji, etc) bez odwoływania się do danych objawienia.
Filozofia - "królowa nauk", uogólnienie wszystkich nauk, oparte wyłącznie na racjonalnych przesłankach.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | Takie Twoje sformułowanie wyłowiłem: Cytat:teizm jako racjonalny kierunek w filozofii > >Zdefiniuj proszę słowa "teizm", "racjonalny" i "filozofia".> >Wydaje mi się, że tylko używamy tych samych słów, a kompletnie inaczej je rozumiemy.> Teizm - kierunek w filozofii, który dla wyjaśnienia genezy i ontologicznej natury Kosmosu, zakłada istnienie Stwórcy, Pierwszej Przyczyny, etc. Wide Arystoteles, Tomasz z Akwinu, etc.> Racjonalny - pogląd oparty na weryfikowalnych przez kompetentne osoby trzecie danych rozumu (Poppera zasada falsyfikacji, etc) bez odwoływania się do danych objawienia.> Filozofia - "królowa nauk", uogólnienie wszystkich nauk, oparte wyłącznie na racjonalnych przesłankach.Oksymoron (z gr. oksýmōron, od oksýs ostry i mōros tępy), antylogia, epitet sprzeczny - figura retoryczna, którą tworzy się przez zestawienie wyrazów o przeciwstawnych znaczeniach.
|
|
| | | | |  | 6 na 6 | Fizyk (17637 punktów) | > Twierdzisz, "już wiemy dlaczego czasem szczenięta rodzą się ślepe" > Wyjaśnij więc kogo masz na myśli pod "my" i dlaczego tak się dzieje?
My, racjonaliści, wiemy, że organizmy żywe są wytworem niedoskonałej ewolucji i czasem przypadkowe błędy genetyczne lub rozwojowe prowadzą do ślepoty od urodzenia. Doszukiwanie się tu intencjonalności w kategoriach dobra i zła jest tylko nieuzasadnioną antropomorfizacją procesu naturalnego. Równie dobrze można posądzać skórkę z banana o niecne zamiary.
>> Czyż teodycea nie powinna już być na śmietniku historii? Czyż nie jest oczywiste gdzie zrobiła błędne założenie? > Teodycea nie robi założeń a bada czy założenia teizmu (podkreślam, nie religii, która niczego nie zakłada tylko wierzy Objawieniu, a teizmu jako racjonalnego kierunku w filozofii) są spójne czy sprzeczne z modelem świata w którym istnieje zło.
Dziękuję za uściślenie. Niemniej wnioskuję z takiego postawienia sprawy, że wyniki tych badań są jednoznaczne i teodycea jest już zamkniętym działem filozofii.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Mansur-Maciej (50 punktów) | >My, racjonaliści, wiemy, że organizmy żywe są wytworem niedoskonałej ewolucji i czasem przypadkowe błędy genetyczne lub rozwojowe prowadzą do ślepoty od urodzenia. Doszukiwanie się tu intencjonalności w kategoriach dobra i zła jest tylko nieuzasadnioną antropomorfizacją procesu naturalnego. Równie dobrze można posądzać skórkę z banana o niecne zamiary.
Tutaj zgoda.
>>> Czyż teodycea nie powinna już być na śmietniku historii? Czyż nie jest oczywiste gdzie zrobiła błędne założenie? >> Teodycea nie robi założeń a bada czy założenia teizmu (podkreślam, nie religii, która niczego nie zakłada tylko wierzy Objawieniu, a teizmu jako racjonalnego kierunku w filozofii) są spójne czy sprzeczne z modelem świata w którym istnieje zło. >Dziękuję za uściślenie. Niemniej wnioskuję z takiego postawienia sprawy, że wyniki tych badań są jednoznaczne i teodycea jest już zamkniętym działem filozofii.
Tutaj też zgoda. Tak jest. Teodycea to w filozofii ślepa uliczka.
|
|
| |  | | Mansur-Maciej (50 punktów) | "....Może w tym miejscu podkreślę, że nie chodzi mi o teologów jako takich (którzy mogą mieć rozmaite ludzkie przywary, w tym również zajmować się tą dziedziną wiedzy z czystego oportunizmu) tylko o tę część teologii, próbującą usprawiedliwiać Boga - a więc tytułową teodyceę...."
Drodzy przyjaciele racjonaliści, pp Andrzej i Hodża, przed przystąpieniem do dyskusji w tym wątku, powinniście sięgnąć głebiej niż do Wikipedii, aby zdefiniować teodyceę.
Teodycea to NIE DZIEDZINA TEOLOGII, jak tutaj utrzymujecie. Teologia zajmuje się dowodzeniem swych twierdzeń na podstawie Biblii (Pismo) i nauczania Magisterium Kościoła (Tradycji).
Teodycea to dziedzina FILOZOFII, która w oparciu o argumenty czysto racjonalne (jak w przypadku "dowodów" na istnienie Boga) stara się wyjaśnić możliwość współistnienia dobrego, wszechmocnego Boga i Zła (moralnego, zależnego od ludzkiej woli, typu Oświęcim, i naturalnego/ontologicznego, niezależnego od człowieka, typu szczenię, które urodziło się ślepe).
Teodycea nie ma problemu ze złem moralnym. Jeśli człowiek jest wolny to może czynić zło. W przeciwnym wypadku Bóg musiałby go stworzyć robotem i tym samym pozbawić Kosmos tak wielkiej wartości jaką jest ludzka wolność. Za Oświęcim odpowiadają ludzie. Nie tylko naziści, sprawcy bezpośredni, ale cała ludzka i zwłaszcza kościelna historia antysemityzmu, który był warunkiem koniecznym Zagłady. Bóg jest tutaj bez winy. Dał ludziom wolność, rozum i objawił Dekalog. Ludzie sami zgotowali sobie Oświęcim.
Teodycea do dzisiaj nie uporałą się z problemem zła naturalnego czy też ontologicznego. Przykład ze ślepym szczeniakiem pochodzi z rozważań Kołakowskiego nad teodyceą. Jest to przykład lepszy niż przywołane przez Hodżę tsunami bo podkreśla NIENATURALNOŚĆ takiego zdarzenia jak ślepe szczenię. Jeśli inne szczenięta rodzą się normalne to czym wyjaśnić to zło, które spotkało to konkretne ślepe szczenię? Nie grzechem pierworodnym Adama i Ewy, nie złą wolą ludzi, nie "planem Bożym".
A tsunami "planem Bożym" można uzasadnić - na wzór Potopu.
Tak jak Oświęcim można uzasadnić ludzką wolnością.
|
|
| | |  | 11 na 11 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Drodzy przyjaciele racjonaliści, pp Andrzej i Hodża, przed przystąpieniem do dyskusji w tym wątku, powinniście sięgnąć głebiej niż do Wikipedii, aby zdefiniować teodyceę. Drogi przyjacielu, Mansur-Macieju! Przed przystąpieniem d dyskusji powinieneś zrobić bilans by nie błaźnić się pustą pyszałkowatością.
>Teodycea to NIE DZIEDZINA TEOLOGII, jak tutaj utrzymujecie. Teologia zajmuje się dowodzeniem swych twierdzeń na podstawie Biblii (Pismo) i nauczania Magisterium Kościoła (Tradycji). I powiadasz, że to nie teologia zajmuje się dowodzeniem swych twierdzeń na podstawie Biblii (Pismo) i nauczania Magisterium Kościoła (Tradycji)? No no....
>Teodycea to dziedzina FILOZOFII, która w oparciu o argumenty czysto racjonalne (jak w przypadku "dowodów" na istnienie Boga) stara się wyjaśnić możliwość współistnienia dobrego, wszechmocnego Boga i Zła Bzdura. Owszem, filozofia to dziedzina rozważań niepodlegająca żadnym ograniczeniom co do ich tematu, ale tym różni się od teodycei, że nie broni, nie usprawiedliwia Boga realnego. Teodycea stawiająca u podstaw dogmat o rzeczywistym istnieniu Boga jest teologią, czyli wynaturzoną hybrydą filozofii i bajkopisarstwa. Pamiętaj, że teodycea ma cel - usprawiedliwić psychola ze starożytnej mitologii. Filozofia może sobie gdybać na różne sposoby o dowolnych cechach dowolnie wydumanych bytów, teodycea ma osiągnąć konkretny cel.
>Teodycea nie ma problemu ze złem moralnym. Jeśli człowiek jest wolny to może czynić zło. Na tym polega praca mózgowa ludzi otumanionych wiarą by zabełkotać wszystko co obnaża głupotę ich opowieści.
>W przeciwnym wypadku Bóg musiałby go stworzyć robotem i tym samym pozbawić Kosmos tak wielkiej wartości jaką jest ludzka wolność. A jaka jest zdolność Boga do tworzenia tego typu robotów? Historyjki biblijne wystawiają mu raczej podłe świadectwo zadufanego w sobie prymitywnego nieudacznika (pierwsze w tworzeniu istot obdarzonych wolną wolą były wszak aniołki i diabełki) dość luźno traktującego prawa wielu ludzi do korzystania z wolnej woli. A poza tym jakaż to krzywda by się komu działa, jaka szkoda ludzkość by dotknęła gdyby dobry Bóg nałożył jakieś ograniczenia wolnej woli np. od 0 do nieskończoności dobra, bo oszołomy mnie straszą taka wizją i straszą, a ja jakoś nie umiem jej się przestraszyć? Poza tym chyba sam mądry, niewinny Bozia robi selekcję, żeby do wspólnej wieczności zakwalifikować egzemplarze o parametrach założonych przez siebie? Nie mógł od razu stworzyć sobie odpowiedniej ekipy bez tego przejściowego ziemskiego pieprznika z Holokaustem i gwałceniem dzieci?
>Za Oświęcim odpowiadają ludzie. Nie tylko naziści, sprawcy bezpośredni, ale cała ludzka i zwłaszcza kościelna historia antysemityzmu, Ta historia odpowiedzialności oczywiście kończy się na Bogu, który jest niewinny i w najmniejszym nawet stopniu nie odpowiada za to, że to on wymyślił, zaplanował i stworzył to wszystko.
>Dał ludziom wolność, rozum i objawił Dekalog. A zanim objawił ludzie uważali kłamstwo, kradzież, zabijanie , cudzołóstwo za dobro? A ci, którym nie objawił czym się różnili na niekorzyść od izraelskich pastuchów? A może Bóg mógł objawić by ludzie kłamali, kradli, zabijali, cudzołożyli i to wszystko nazwać dobrem? Pomyśl trochę i nie ośmieszaj się, dobrze radzę.
>Teodycea do dzisiaj nie uporałą się z problemem zła naturalnego czy też ontologicznego. Ani z niczym innym. We własnym gronie bełkoczecie z zadowoleniem z siebie, ale w konfrontacji ze światem zewnętrznym cienko to wygląda.
>Jeśli inne szczenięta rodzą się normalne to czym wyjaśnić to zło, które spotkało to konkretne ślepe szczenię? Nie grzechem pierworodnym Adama i Ewy, nie złą wolą ludzi, nie "planem Bożym". A może głupotą, mściwością i niezrównoważeniem emocjonalnym Boga? Przecie plagi na cały świat zrzucił w zemście za grzech pierworodny ludzi niweczący całą pierwotną świętość. Nawet oset przez nich wyrósł... Biblii nie czytałeś? Katechizmu?
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | |  | | Mansur-Maciej (50 punktów) |
Theodycea to przedmiot FILOZOFII a nie TEOLOGII. Podstawowe wyksztalcenie z zakresu filozofii wystarczy aby z tym sie zgodzic. Odsylam Ci przyjacielu do standardowego tekstu na ten temat w Stanfrod Encyclopedia of Philosophy: plato.stanford.edu/entries/evil/#TheKIedy sie z nim zapoznasz (albo podobnym, w powaznej filozoficznej literaturze) to zobaczysz ze po prostu stwierdzilem fakt. A w tym nie ma ani zdzbla pyszalkowatosci. > I powiadasz, że to nie teologia zajmuje się dowodzeniem swych twierdzeń na podstawie Biblii (Pismo) i nauczania Magisterium Kościoła (Tradycji)? No no....Przeczytales moj tekst bez minimum zrozumienia. Twierdze wlasnie na odwrot. Theodycea, od czasow FILOZOFOW Leibniza i Woltera, ktorzy tym tematem parali sie w ramach filozofii, do czasow wspolczesnych nam na FILOZOFOW Leszka Kolakowskiego, Alvina Plantingi i Johna Hicka, ktorzy kontynuuja w filozofii ontologiczna analize spojnosci HIPOTEZY o istnieniu dobrego wszechmocnego Boga, ktory koegzystuje w swiecie z FAKTYCZNYM zlem, to dziedzina filozofii a nie teologii. Theodycea to proba racjonalnego (filozoficznego) wyjasnienia MOZLIWOSCI takiej koegzystencji koegzystencji. W odroznieniu od filozoficznej theodycei, TEOLOGOWIE zajmuja sie ta sama kwestia opierajac sie nie na racjonalnych(filozoficznych) przezlankach na Objawieniu (w przypadku teologow katolickich na Biblii i nauczaniu Magisterium Kosciola) To rzeczy oczywiste dla kazdego kto rozumie roznice miedzy filozofia i teologia. Poczytaj, pomysl i zgodz sie z tym co powiedzialem powyzej bo w przeciwnym wypadku nie bedziesz RACJONALISTA a tylko PIENIACZEM, ktory wyglasza takie absurdy jak ponizej: > Bzdura. Owszem, filozofia to dziedzina rozważań niepodlegająca żadnym ograniczeniom co do ich tematu, ale tym różni się od teodycei, że nie broni, nie usprawiedliwia Boga realnego. Teodycea stawiająca u podstaw dogmat o rzeczywistym istnieniu Boga jest teologią, czyli wynaturzoną hybrydą filozofii i bajkopisarstwa.Jesli zapoznasz sie chocby z definicja theodycei w zsylce na Stanford Encyclopedia of Philosophy to zrozumiesz ze theodycea nie stawia zadnych dogmatow, w odroznieniu od teolgii, a analizuje w ramch ontologii spojnosc teistycznej hipotezy Boga i faktu istnienia zla (moralnego i ontologicznego) w swiecie. Mod: Postaraj się pisać po polsku, drogi nowy użytkowniku. Poprawna pisownia jest na tym forum wymogiem regulaminowym. I nie krzycz.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Fizyk (17637 punktów) | > teodycea nie stawia żadnych dogmatów, w odróżnieniu od teologii, a analizuje w ramach ontologii spójność teistycznej hipotezy Boga i faktu istnienia zła (moralnego i ontologicznego) w świecie.
A jak tej spójności nijak nie da się osiągnąć, to co można wnioskować o tej hipotezie?
(Używaj polskiej klawiatury lub funkcji Podgląd.)
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Mansur-Maciej (50 punktów) | >> teodycea nie stawia żadnych dogmatów, w odróżnieniu od teologii, a analizuje w ramach ontologii spójność teistycznej hipotezy Boga i faktu istnienia zła (moralnego i ontologicznego) w świecie.
>A jak tej spójności nijak nie da się osiągnąć, to co można wnioskować o tej hipotezie? >(Używaj polskiej klawiatury lub funkcji Podgląd.) > Wnioski mogą różne, np:
1) Teistyczna hipoteza jest błędna 2) Hipotetyczny model świata, w którym istnieje zło ontologiczne (w którym narodziny ślepego szczeniaka jest uznawane za "zło") jest błędny 3) Obie hipotezy są błędne 4) Pytanie teodycei jest błędnie zadane, jest nonsensem
Moje osobiste przemyślenia w kwestii teodycei i argumentu ontologicznego Kołakowskiego idą w kierunku wniosków (3) i (4).
Odnośnie wniosku (3) dodam, że nie wyklucza on mojej wiary w "Boga", tyle że pod słowem tym rozumiem coś innego niż teiści, deiści i panteiści.
Odnośnie wniosku (4) dodam, że podstawowe pytanie teodycei: "Czy teistyczna hipoteza Boga jest spójna z etycznym modelem świata, w którym istnieje zło moralne i ontologiczne?" ma według mnie sens podobny do pytania: "Czy hipoteza kwadratowego koła może być spójna z modelem geometrii opartej jednocześnie na aksjomatach Euklidesa i Łobaczewskiego."
|
|
| | | | | | |  | | Grey (2102 punktów) | >Odnośnie wniosku (4) dodam, że podstawowe pytanie teodycei: "Czy teistyczna hipoteza Boga jest spójna z etycznym modelem świata, w którym istnieje zło moralne i ontologiczne?" ma według mnie sens podobny do pytania: "Czy hipoteza kwadratowego koła może być spójna z modelem geometrii opartej jednocześnie na aksjomatach Euklidesa i Łobaczewskiego."
A jakie pytanie na ten temat miałoby sens?
|
|
| | | | | | | |  | | Mansur-Maciej (50 punktów) | >>Odnośnie wniosku (4) dodam, że podstawowe pytanie teodycei: "Czy teistyczna hipoteza Boga jest spójna z etycznym modelem świata, w którym istnieje zło moralne i ontologiczne?" ma według mnie sens podobny do pytania: "Czy hipoteza kwadratowego koła może być spójna z modelem geometrii opartej jednocześnie na aksjomatach Euklidesa i Łobaczewskiego."
>A jakie pytanie na ten temat miałoby sens?
Na "ten temat", w sensie teodycei od Leibniza do Kołakowskiego, - żadne. Bo według mnie teistyczna koncepcja Boga jest nonsensem i etyczny model Kosmosu, w którym istnieje zło moralne i ontologiczne jest również nonsensem.
Sens ma pytanie: Kosmos jest ładem czy chaosem?
Jeśli jest ładem, to żądzą nim określone prawa. "Bogiem" można wtedy nazwać źródło tych praw a złem można wtedy nazwać każdy przypadek naruszenia tych praw i skutki tego naruszenia. Ale źródłem tych praw, "Bogiem", może być sam Kosmos - jako jeden, wieczny, żywy, inteligenty samoregulujący się organizm, w którym wszystko co jest, jest naturalne (konieczne). W takim modelu mamy "Boga" ale nie ma w nim miejsca na "ontologiczne zło" a "zło moralne", pochodzące od wolnej woli człowieka, jest relatywne. Złe dla konkretnych jednostek ale nie dla Kosmosu jako całości.
Jeśli jest chaosem to rządzi nim przypadek. Wszelkie "prawa" są wtedy tylko intelektualnymi, umownymi, konstruktami uczonych bez żadnego ontologicznego umocowania w rzeczywistym świecie. W takim Kosmosie nie ma miejsca na "Boga" i "zło" lub "dobro" bo wszystko jest etycznie neutralne.
Ja skłaniam się ku wierze, że Kosmos jest ładem i jednocześnie jedynym "Bogiem" - istniejącym wiecznie, żywym, inteligentnym, harmonijnie samoregulującym się organizmem.
|
|
| | | | | | | | |  | 10 na 10 | maceox (6766 punktów) | >Bo według mnie teistyczna koncepcja Boga jest nonsensem Zdecydowanie masz tu rację. Sensowna jest tylko ateistyczna koncepcja Boga.
>Sens ma pytanie: Kosmos jest ładem czy chaosem? U nieco bardziej rozwiniętej gimnazjalistki jest ono rzeczywiście jeszcze uprawnione. Możesz sobie kosmos nazwać nawet wesołym domkiem, a będzie on i tak taki, jaki jest.
>Jeśli jest ładem, to żądzą nim określone prawa. Nie Misiu, zupełnie nie tędy droga. Określone prawa nie wynikają z Twojego założenia ładu, tylko dokładnie na odwrót - obserwujemy istnienie określonych praw, a Ty możesz już sobie prywatnie wyciągać tak pochopne wnioski z tego faktu, jakie tylko sobie zamarzysz.
>"Bogiem" można wtedy nazwać źródło tych praw Czego to nie można nazwać Bogiem? A czy musi być w ogóle jakieś źródło? Brałeś pod uwagę wieczność albo nicość?
>a złem można wtedy nazwać każdy przypadek naruszenia tych praw i skutki tego naruszenia. Teraz to pojechałeś... A kto ustala, kiedy jest naruszenie, a kiedy zgodność z prawem?
>Ale źródłem tych praw, "Bogiem", może być sam Kosmos - jako jeden, wieczny, żywy, inteligenty samoregulujący się organizm, w którym wszystko co jest, jest naturalne (konieczne). No, z tym inteligentnym to bym nie przesadzał. Poza tym to się nazywa materia, a nie Bóg. No i ... nie wiem czy nie za wcześnie na to w tej rozmowie, ale ... byłbyś łaskaw dostrzec, że pośród całego tego bałaganu wyłoniło się coś takiego jak człowiekowate z naturalnym darem plecienia bzdur i umiejętnością narzucania innym własnych definicji tego, co dobre?
>W takim modelu mamy "Boga" I nie da się go uniknąć? To ten model jest do bani.
>ale nie ma w nim miejsca na "ontologiczne zło" jeszcze tego by brakowało...
>a "zło moralne", pochodzące od wolnej woli człowieka, jest relatywne. A Krzysztof Kolumb odkrył Amerykę. (Choć od razu w samozachwyt nie popadaj, że coś prawidłowo napisałeś, bo już ta "wolna wola" Ci tu tak całkiem łatwo nie przejdzie)
>Złe dla konkretnych jednostek ale nie dla Kosmosu jako całości. Ty oczywiście wiesz, co czuje kosmos. Ego teologów z definicji wykracza poza rozmiar wszechświata.
>Jeśli jest chaosem to rządzi nim przypadek. Zdefiniuj chaos. Zdefiniuj przypadek. To zobaczymy, czy tam jeszcze ktoś rządzi.
>Wszelkie "prawa" są wtedy tylko intelektualnymi, umownymi, konstruktami uczonych bez żadnego ontologicznego umocowania w rzeczywistym świecie. Misiu. Weź parę atomów wodoru. Weź cztery oddziaływania fizyczne... Pozwól im działać... Jeśli jesteś Bogiem, to można powiedzieć, że tak sobie to najpierw intelektualnie wykoncypowałeś...
>W takim Kosmosie nie ma miejsca na "Boga" i "zło" lub "dobro" bo wszystko jest etycznie neutralne. Oj, wszystko Ci się delikatnie mówiąc ... tego ... zanihilowało... Mówimy o przypadku chaosu, a ja mam pytanie czy nawet w burdelu pieprzene głupot jest etycznie neutralne?
>Ja skłaniam się ku wierze, To masz problem. To nie to forum.
A teraz od serca. Też nie tak całkiem dawno zaczynałem na tym forum z nie w pełni racjonalnymi tezami. Uważałem się za człowieka otwartego i bolało mnie, gdy ostro mnie atakowano (choć nie mnie, tylko moją argumentację - ale dla ludzi wierzących to jakby właśnie to samo). Jakoś tam jednak udało mi się tu całkiem fajnie porozmawiać na poważnie i nawet nie wyobrażałem sobie, jak wiele można się tu nauczyć. Ja - jak widzisz - akurat tak się tylko podśmiechuję, ale tu są aktywni ludzie o wielkiej wiedzy w różnych dziedzinach i wiele można się od nich nauczyć ... nawet mądrości życiowej. Wszystko zależy tylko od tego, czy przychodzisz głosić prawdy i wszystko już wiesz, czy też chcesz porozmawiać... Tu warunkiem udanej rozmowy jest odrzucenie dogmatów. Mi to właśnie (pomimo wstępncy nieporozumień) od początku pasowało, ale czy pasuje to Tobie?
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | astrotaurus (12445 punktów) |
>A teraz od serca. Też nie tak całkiem dawno zaczynałem na tym forum z nie w pełni racjonalnymi tezami. Uważałem się za człowieka otwartego i bolało mnie, gdy ostro mnie atakowano (choć nie mnie, tylko moją argumentację - ale dla ludzi wierzących to jakby właśnie to samo). Jakoś tam jednak udało mi się tu całkiem fajnie porozmawiać na poważnie i nawet nie wyobrażałem sobie, jak wiele można się tu nauczyć. Ja - jak widzisz - akurat tak się tylko podśmiechuję, ale tu są aktywni ludzie o wielkiej wiedzy w różnych dziedzinach i wiele można się od nich nauczyć ... nawet mądrości życiowej. >Wszystko zależy tylko od tego, czy przychodzisz głosić prawdy i wszystko już wiesz, czy też chcesz porozmawiać... >Tu warunkiem udanej rozmowy jest odrzucenie dogmatów. Mi to właśnie (pomimo wstępncy nieporozumień) od początku pasowało, ale czy pasuje to Tobie? Hmmmm, plus to mało! Wyrażam wielką pochwałę, wielki sacunek dla Ciebie i treści Twej wypowiedzi.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | >Hmmmm, plus to mało! Wyrażam wielką pochwałę, wielki sacunek dla Ciebie i treści Twej wypowiedzi. Dziękuję, bardzo mi miło, choć staram się tylko wyrazić, co myślę w sposób, który wydaje mi się być normalny.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Mansur-Maciej (50 punktów) |
>>Wszystko zależy tylko od tego, czy przychodzisz głosić prawdy i wszystko już wiesz, czy też chcesz porozmawiać...
Tylko idiota wie wszystko. Pod bardzo wieloma wypowiedziami, które tutaj przeczytałem, mogę podpisać się bez żadnych zastrzeżeń. Niektóre mnie oświeciły. Z niektórymi chcę polemizować aby albo przekonać ich autorów do moich racji albo siebie do ich racji.
>>Tu warunkiem udanej rozmowy jest odrzucenie dogmatów. Mi to właśnie (pomimo wstępncy nieporozumień) od początku pasowało, ale czy pasuje to Tobie?
Nie sądzę abym w którejkolwiek z moich wypowiedzi tutaj błysnął jakimkolwiek dogmatem, więc dzięki za dobrą radę od serca ale nie jestem dla tej rady właściwym adresatem.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Mansur-Maciej (50 punktów) | Usunięte przez moderatora
|
|
| | | | | | | | | |  | | Mansur-Maciej (50 punktów) |
>No, z tym inteligentnym to bym nie przesadzał. Poza tym to się nazywa materia, a nie Bóg.
Drogi Puchatku, nawet w wulgarnym materializmie materia jest współistotna energii. E=MC2
Według mnie oprócz materii i energii, które według mnie są wieczne, istnieje w strukturze Kosmosu element trzeci, czyli prawa, które rządzą ich relacjami, ich współistnieniem. Np prawo grawitacji, np prawo przemiany materii, np prawa matematyki z których w całym Kosmosie wynika że 2 plus 2 równa się 4. Na tym trzecim elemencie, który prowizorycznie nazwę tutaj informacją (Logos), oparte są wszelkie inne prawa fizyki, chemii, biologii, etc.
>No i ... nie wiem czy nie za wcześnie na to w tej rozmowie, ale ... byłbyś łaskaw dostrzec, że pośród całego tego bałaganu wyłoniło się coś takiego jak człowiekowate z naturalnym darem plecienia bzdur i umiejętnością narzucania innym własnych definicji tego, co dobre? >>W takim modelu mamy "Boga" >I nie da się go uniknąć?
Przecież jasno powiedziałem że model Kosmosu, w którym w sposób racjonalnie (filozoficznie) uzasadniony występuje pojęcie "Bóg" to jeden z możliwych modeli Kosmosu. Czemu więc pytasz czy modelu tego nie da się uniknąć? Gdyby można go uniknąć, to w filozofii nie byłoby miejsca na ontologie oparte na teizmie, deizmie i panteizmie. Tym niemniej ontologie takie w filozofii do dzisiaj istnieją i nikt ich do dzisiaj nie obalił przy pomocy czysto racjonaln ych (filozoficznych) argumentów.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | >Drogi Puchatku, nawet w wulgarnym materializmie Tak, na poziomie przedszkola materializm jawi się jako wulgaryzm.
>materia jest współistotna energii. E=MC2 Zgoda. Ja stosuję filozoficzną definicje materii. Jest nią wszystko to, co odbieramy zmysłami.
>Według mnie oprócz materii i energii, które według mnie są wieczne, W takim razie żaden "Bóg" nie jest już potrzebny.
>istnieje w strukturze Kosmosu element trzeci, czyli prawa, które rządzą ich relacjami, ich współistnieniem. Np prawo grawitacji, np prawo przemiany materii, np prawa matematyki z których w całym Kosmosie wynika że 2 plus 2 równa się 4. Na tym trzecim elemencie, który prowizorycznie nazwę tutaj informacją (Logos), oparte są wszelkie inne prawa fizyki, chemii, biologii, etc. Zdecydowanie się z tym nie zgadzam. Tak zwane "prawa przyrody" są jedynie dostrzeganymi przez człowieka (i odpowiednio przez niego wyabstrahowanymi i uogólnianymi) cechami ewoluującej materii. A matematyka również bierze się z mózgu.
>Przecież jasno powiedziałem że model Kosmosu, w którym w sposób racjonalnie (filozoficznie) uzasadniony występuje pojęcie "Bóg" to jeden z możliwych modeli Kosmosu. Możliwym modelem jest też napędzanie kosmosu wrzecionem sierotki Marysi.
>Czemu więc pytasz czy modelu tego nie da się uniknąć? Gdyby można go uniknąć, to w filozofii nie byłoby miejsca na ontologie oparte na teizmie, deizmie i panteizmie. Tym niemniej ontologie takie w filozofii do dzisiaj istnieją i nikt ich do dzisiaj nie obalił przy pomocy czysto racjonalnych (filozoficznych) argumentów. Jeśli brzytwa Ockhama Ci nie wystarczy, to spekulacje można oczywiście mnożyć. Jednak dlaczego ograniczać się do Boga? Może być jeszcze np.: knosinvosnvdoisnocxnsoincondvosdnvosnvdonsonvcosjnvcodsovshpuhfphgpfgwfpuhrug To zdecydowanie ona stworzyła świat, a nie Bóg. Nie wierzysz mi? Ale to ja mówię prawdę.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Mansur-Maciej (50 punktów) | >>Bo według mnie teistyczna koncepcja Boga jest nonsensem >Zdecydowanie masz tu rację. Sensowna jest tylko ateistyczna koncepcja Boga.
Ateistyczna koncepcja (np Dawkins) do tej pory nie odpowiedziała z sensem na pytanie w jaki sposób materia nieożywiona "wyewoluowała" w materię ożywioną. Moja koncepcja zakłada, że materia ożywiona jest w Kosmosie wieczna tak samo jak i nieożywiona, więc pytanie o przeskok od materii nieożywionej do ożywionej jest bez sensu. A to co ty i Dawkins za Darwinem nazywacie "ewolucją" dotyczy w mojej koncepcji nie całego Kosmosu a jego segmentu czy może segmentów. Równolegle, w innych jego segmentach, odbywa się dewolucja (czarne dziury) materii. Słowem, w mojej koncepcji materia ożywiona podlega w Kosmosie ciągłej fluktuacji a nie liniowej ewolucji i - mówiąc obrazowo - konsumuje (przetwarza) materię nieożywioną.
>>Sens ma pytanie: Kosmos jest ładem czy chaosem? >U nieco bardziej rozwiniętej gimnazjalistki jest ono rzeczywiście jeszcze uprawnione.
Jeśli podasz mi adres gimnazjum, w którym znają odpowiedź na to pytanie chętnie się tam zapiszę.
>Możesz sobie kosmos nazwać nawet wesołym domkiem, a będzie on i tak taki, jaki jest.
Nie chodzi o to jak go nazwać ale jak go w sposób poprawny rozumieć.
>>Jeśli jest ładem, to żądzą nim określone prawa. >Nie Misiu, zupełnie nie tędy droga. Określone prawa nie wynikają z Twojego założenia ładu, tylko dokładnie na odwrót - obserwujemy istnienie określonych praw, a Ty możesz już sobie prywatnie wyciągać tak pochopne wnioski z tego faktu, jakie tylko sobie zamarzysz.
Tutaj zgoda. Ale to właśnie miałem na myśli. Odpowiedzieć na pytanie czy Kosmos jest ładem czy chaosem można tylko stwierdzając czy podlega prawom czy przypadkowi. Możliwy jest oczywiście ład niedoskonały, w którym przypadek lub błąd w jakimś segmencie Kosmosu na jakiś czas destabilizuje ład co pod wpływem praw za jakiś czas prowadzi do wyłonienia się z tego lokalnego chaosu nowego ładu. A więc lokalne i tymczasowe objawy chaosu w Kosmosie nie są dowodem na chaotyczność całego Kosmosu.
>>"Bogiem" można wtedy nazwać źródło tych praw >Czego to nie można nazwać Bogiem? >A czy musi być w ogóle jakieś źródło? Brałeś pod uwagę wieczność albo nicość?
Nicość przeczy danym empirii - nie mam wątpliwości że Kosmos istnieje chociaż nie potrafię tego udowodnić w sposób satysfakcjonujący metodologię dowodzenia w filozofii. W tym sensie trzeba by powiedzieć, że wierzę w Kosmos. Myślę że ty też nie potrafisz udowodnić że coś istnieje albo że jest nicością.
A wieczność Kosmosu i materii ożywionej jako jego nieodłącznego atrybutu to akurat podstawa mojej koncepcji.
>>a złem można wtedy nazwać każdy przypadek naruszenia tych praw i skutki tego naruszenia. >Teraz to pojechałeś... >A kto ustala, kiedy jest naruszenie, a kiedy zgodność z prawem?
A po co ktoś ma to ustalać? Narodziny ślepego szczeniaka są dowodem na to, że gdzieś, na jakimś etapie ewolucji jego przodków, jakiś przypadek naruszył prawidłowy rozwój genetyczny tej konkretnej psiej dynastii, co w efekcie zaowocowało wadliwym potomkiem. Z tego wynika że prawa przyrody mogą być naruszane bez względu na to czy ktoś to ustala, rejestruje, czy nie.
>>Ale źródłem tych praw, "Bogiem", może być sam Kosmos - jako jeden, wieczny, żywy, inteligenty samoregulujący się organizm, w którym wszystko co jest, jest naturalne (konieczne). >No, z tym inteligentnym to bym nie przesadzał. Poza tym to się nazywa materia, a nie Bóg.
Jeśli gdzieś w Kosmosie, na przykład w 2013 r. n.e. na Ziemi, w Polsce, na forum racjonalistyczno-sceptycznym dostrzegam przejawy inteligentnego życia to chyba mam prawo zapytać o źródło inteligencji w Kosmosie? Dlaczego więc mam bez racjonalnych dowodów z twojej strony odrzucić hipotezę, że źródłem inteligencji w Kosmosie jest sam Kosmos a nie jakieś transcendentne wobec niego źródło trzecie? A jeśli tak, to mam racjonalnie uzasadnione prawo sądzić że "Kosmos jest inteligentny". Tutaj oczekiwałbym twojej solidarności, bo moja koncepcja eliminuje natychmiast wszelkie podstawy do kreacjonistycznego dowodu (z "inteligent design") na istnienie teistycznego Boga, jako źródła inteligencji w Kosmosie.
>No i ... nie wiem czy nie za wcześnie na to w tej rozmowie, ale ... byłbyś łaskaw dostrzec, że pośród całego tego bałaganu wyłoniło się coś takiego jak człowiekowate z naturalnym darem plecienia bzdur i umiejętnością narzucania innym własnych definicji tego, co dobre?
A co to ma do rzeczy?
>>W takim modelu mamy "Boga" >I nie da się go uniknąć? >To ten model jest do bani.
Nie zwróciłeś uwagi na cudzysłów.
>>ale nie ma w nim miejsca na "ontologiczne zło" >jeszcze tego by brakowało...
Nie zwróciłeś uwagi na to że pomysł z "ontologicznym złem" (ślepy szczeniak) jako dowodem na irracjonalność teizmu jest autorstwa nie mojego a Leszka Kołakowskiego. Z pomysłem tym ja polemizuję ale nie z pozycji teizmu, a z pozycji mojej koncepcji inteligentnego wiecznego Kosmosu. Z twojej kąśliwej uwagi "jeszcze by tego brakowało" wnioskuję, że w tej sprawie jesteś ze mną przeciw Kołakowskiemu?
>>a "zło moralne", pochodzące od wolnej woli człowieka, jest relatywne. >A Krzysztof Kolumb odkrył Amerykę. >(Choć od razu w samozachwyt nie popadaj, że coś prawidłowo napisałeś, bo już ta "wolna wola" Ci tu tak całkiem łatwo nie przejdzie).
Sprecyzuj co konkretnie masz tutaj na myśli, bo ja akurat jest przeciwnikiem właściwej dla teizmu absolutyzacji "wolnej woli". Jest wolna ale w bardzo ograniczony sposób. Wystarczająco wolna jednak aby karę śmierci lub dożywocia za morderstwo z premedytacją powszechnie uważano wśród racjonalnych prawodawców za sprawiedliwą.
>>Złe dla konkretnych jednostek ale nie dla Kosmosu jako całości. >Ty oczywiście wiesz, co czuje kosmos. >Ego teologów z definicji wykracza poza rozmiar wszechświata.
Czują coś konkretne jednostki dotknięte złem moralnym, np morderstwem z premedytacją. Dla Kosmosu jak sądz
|
|
| | | | | | | | | |  | | Mansur-Maciej (50 punktów) | >>Bo według mnie teistyczna koncepcja Boga jest nonsensem >Zdecydowanie masz tu rację. Sensowna jest tylko ateistyczna koncepcja Boga.
Ateistyczna koncepcja (np Dawkins) do tej pory nie odpowiedziała z sensem na pytanie w jaki sposób materia nieożywiona "wyewoluowała" w materię ożywioną. Moja koncepcja zakłada, że materia ożywiona jest w Kosmosie wieczna tak samo jak i nieożywiona, więc pytanie o przeskok od materii nieożywionej do ożywionej jest bez sensu. A to co ty i Dawkins za Darwinem nazywacie "ewolucją" dotyczy w mojej koncepcji nie całego Kosmosu a jego segmentu czy może segmentów. Równolegle, w innych jego segmentach, odbywa się dewolucja (czarne dziury) materii. Słowem, w mojej koncepcji materia ożywiona podlega w Kosmosie ciągłej fluktuacji a nie liniowej ewolucji i - mówiąc obrazowo - konsumuje (przetwarza) materię nieożywioną.
>>Sens ma pytanie: Kosmos jest ładem czy chaosem? >U nieco bardziej rozwiniętej gimnazjalistki jest ono rzeczywiście jeszcze uprawnione.
Jeśli podasz mi adres gimnazjum, w którym znają odpowiedź na to pytanie chętnie się tam zapiszę.
>Możesz sobie kosmos nazwać nawet wesołym domkiem, a będzie on i tak taki, jaki jest.
Nie chodzi o to jak go nazwać ale jak go w sposób poprawny rozumieć.
>>Jeśli jest ładem, to żądzą nim określone prawa. >Nie Misiu, zupełnie nie tędy droga. Określone prawa nie wynikają z Twojego założenia ładu, tylko dokładnie na odwrót - obserwujemy istnienie określonych praw, a Ty możesz już sobie prywatnie wyciągać tak pochopne wnioski z tego faktu, jakie tylko sobie zamarzysz.
Tutaj zgoda. Ale to właśnie miałem na myśli. Odpowiedzieć na pytanie czy Kosmos jest ładem czy chaosem można tylko stwierdzając czy podlega prawom czy przypadkowi. Możliwy jest oczywiście ład niedoskonały, w którym przypadek lub błąd w jakimś segmencie Kosmosu na jakiś czas destabilizuje ład co pod wpływem praw za jakiś czas prowadzi do wyłonienia się z tego lokalnego chaosu nowego ładu. A więc lokalne i tymczasowe objawy chaosu w Kosmosie nie są dowodem na chaotyczność całego Kosmosu.
>>"Bogiem" można wtedy nazwać źródło tych praw >Czego to nie można nazwać Bogiem? >A czy musi być w ogóle jakieś źródło? Brałeś pod uwagę wieczność albo nicość?
Nicość przeczy danym empirii - nie mam wątpliwości że Kosmos istnieje chociaż nie potrafię tego udowodnić w sposób satysfakcjonujący metodologię dowodzenia w filozofii. W tym sensie trzeba by powiedzieć, że wierzę w Kosmos. Myślę że ty też nie potrafisz udowodnić że coś istnieje albo że jest nicością.
A wieczność Kosmosu i materii ożywionej jako jego nieodłącznego atrybutu to akurat podstawa mojej koncepcji.
>>a złem można wtedy nazwać każdy przypadek naruszenia tych praw i skutki tego naruszenia. >Teraz to pojechałeś... >A kto ustala, kiedy jest naruszenie, a kiedy zgodność z prawem?
A po co ktoś ma to ustalać? Narodziny ślepego szczeniaka są dowodem na to, że gdzieś, na jakimś etapie ewolucji jego przodków, jakiś przypadek naruszył prawidłowy rozwój genetyczny tej konkretnej psiej dynastii, co w efekcie zaowocowało wadliwym potomkiem. Z tego wynika że prawa przyrody mogą być naruszane bez względu na to czy ktoś to ustala, rejestruje, czy nie.
>>Ale źródłem tych praw, "Bogiem", może być sam Kosmos - jako jeden, wieczny, żywy, inteligenty samoregulujący się organizm, w którym wszystko co jest, jest naturalne (konieczne). >No, z tym inteligentnym to bym nie przesadzał. Poza tym to się nazywa materia, a nie Bóg.
Jeśli gdzieś w Kosmosie, na przykład w 2013 r. n.e. na Ziemi, w Polsce, na forum racjonalistyczno-sceptycznym dostrzegam przejawy inteligentnego życia to chyba mam prawo zapytać o źródło inteligencji w Kosmosie? Dlaczego więc mam bez racjonalnych dowodów z twojej strony odrzucić hipotezę, że źródłem inteligencji w Kosmosie jest sam Kosmos a nie jakieś transcendentne wobec niego źródło trzecie? A jeśli tak, to mam racjonalnie uzasadnione prawo sądzić że "Kosmos jest inteligentny". Tutaj oczekiwałbym twojej solidarności, bo moja koncepcja eliminuje natychmiast wszelkie podstawy do kreacjonistycznego dowodu (z "inteligent design") na istnienie teistycznego Boga, jako źródła inteligencji w Kosmosie.
>No i ... nie wiem czy nie za wcześnie na to w tej rozmowie, ale ... byłbyś łaskaw dostrzec, że pośród całego tego bałaganu wyłoniło się coś takiego jak człowiekowate z naturalnym darem plecienia bzdur i umiejętnością narzucania innym własnych definicji tego, co dobre?
A co to ma do rzeczy?
>>W takim modelu mamy "Boga" >I nie da się go uniknąć? >To ten model jest do bani.
Nie zwróciłeś uwagi na cudzysłów.
>>ale nie ma w nim miejsca na "ontologiczne zło" >jeszcze tego by brakowało...
Nie zwróciłeś uwagi na to że pomysł z "ontologicznym złem" (ślepy szczeniak) jako dowodem na irracjonalność teizmu jest autorstwa nie mojego a Leszka Kołakowskiego. Z pomysłem tym ja polemizuję ale nie z pozycji teizmu, a z pozycji mojej koncepcji inteligentnego wiecznego Kosmosu. Z twojej kąśliwej uwagi "jeszcze by tego brakowało" wnioskuję, że w tej sprawie jesteś ze mną przeciw Kołakowskiemu?
>>a "zło moralne", pochodzące od wolnej woli człowieka, jest relatywne. >A Krzysztof Kolumb odkrył Amerykę. >(Choć od razu w samozachwyt nie popadaj, że coś prawidłowo napisałeś, bo już ta "wolna wola" Ci tu tak całkiem łatwo nie przejdzie).
Sprecyzuj co konkretnie masz tutaj na myśli, bo ja akurat jest przeciwnikiem właściwej dla teizmu absolutyzacji "wolnej woli". Jest wolna ale w bardzo ograniczony sposób. Wystarczająco wolna jednak aby karę śmierci lub dożywocia za morderstwo z premedytacją powszechnie uważano wśród racjonalnych prawodawców za sprawiedliwą.
>>Złe dla konkretnych jednostek ale nie dla Kosmosu jako całości. >Ty oczywiście wiesz, co czuje kosmos. >Ego teologów z definicji wykracza poza rozmiar wszechświata.
Czują coś konkretne jednostki dotknięte złem moralnym, np morderstwem z premedytacją. Dla Kosmosu jak sądz
|
|
| | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | maciejo (3492 punktów) | >Ateistyczna koncepcja (np Dawkins) do tej pory nie odpowiedziała z sensem na pytanie w jaki sposób materia nieożywiona "wyewoluowała" w materię ożywioną.
Ewolucja i biogeneza to dwa osobne działy wiedzy. Zresztą pan Dawkins również o niej pisał. Jest na ten temat cała masa publikacji i warto się zapoznać zanim coś się napisze.
>Moja koncepcja zakłada, że materia ożywiona jest w Kosmosie wieczna tak samo jak i nieożywiona, więc pytanie o przeskok od materii nieożywionej do ożywionej jest bez sensu.
Wszechświat miał początek wobec czego wieczność jest wykluczona. Poza tym materia ożywiona istnieje tylko w żywych organizmach. Można ją tak nazwać ze względu na jej udział w procesach biochemicznych. Te same związki w probówce ożywione już nie są.
>A to co ty i Dawkins za Darwinem nazywacie "ewolucją" dotyczy w mojej koncepcji nie całego Kosmosu a jego segmentu czy może segmentów.
Ewolucja jaką znamy i badamy dotyczy życia na tej konkretnej planecie. Odnoszenie ją do innych zupełnie nieznanych (i nie wiadomo czy istniejących) ekosystemów jest absurdalne.
>Równolegle, w innych jego segmentach, odbywa się dewolucja (czarne dziury) materii. Słowem, w mojej koncepcji materia ożywiona podlega w Kosmosie ciągłej fluktuacji a nie liniowej ewolucji i - mówiąc obrazowo - konsumuje (przetwarza) materię nieożywioną.
Co ma czarna dziura do materii ożywionej? Poza tym materia nie podlega ewolucji. Organizmy ewoluują nie związki chemiczne i pierwiastki.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Mansur-Maciej (50 punktów) | >>Ateistyczna koncepcja (np Dawkins) do tej pory nie odpowiedziała z sensem na pytanie w jaki sposób materia nieożywiona "wyewoluowała" w materię ożywioną. >Ewolucja i biogeneza to dwa osobne działy wiedzy. Zresztą pan Dawkins również o niej pisał. Jest na ten temat cała masa publikacji i warto się zapoznać zanim coś się napisze.
Na jakiej podstawie imputujesz mi brak podstawowej wiedzy w poruszanej tutaj przeze mnie kwestii braku wyjaśnienia u Dawkinsa zakładanej przez niego ciągłości pomiędzy materią nieożywioną i organiczną? Jeśli przeczytałeś na ten temat coś więcej niż ja to podziel się swoją wiedzą, przynajmniej daj linki do tej tajemnej wiedzy, a nie uprawiaj retoryki, zalecając mi czytanie jakiejś bliżej nie określonej "masy publikacji".
>>Moja koncepcja zakłada, że materia ożywiona jest w Kosmosie wieczna tak samo jak i nieożywiona, więc pytanie o przeskok od materii nieożywionej do ożywionej jest bez sensu. >Wszechświat miał początek wobec czego wieczność jest wykluczona.
Dlaczego nie dopuszczasz myśli, że Big Bang to początek nie Kosmosu, a tylko ostatniego cyklu nieskończonej fluktuacji cyklów Big Bang-Rozwój-Kres-Nowy Big Bang-etc ?
>>A to co ty i Dawkins za Darwinem nazywacie "ewolucją" dotyczy w mojej koncepcji nie całego Kosmosu a jego segmentu czy może segmentów.
>Ewolucja jaką znamy i badamy dotyczy życia na tej konkretnej planecie. Odnoszenie ją do innych zupełnie nieznanych (i nie wiadomo czy istniejących) ekosystemów jest absurdalne.
Nie ma nic absurdalnego w tym, że w świetle kosmologicznej teorii strun i pochodnej od niej M-teorii, która zakłada istnienie 11 wymiarów (w tym czterech wymiarów tworzących czasoprzestrzeń) i wielości wszechświatów, patrzę na każdy z tych wszechświatów jak na segment Kosmosu, czyli jak na element struktury albo część całości, podobny ze swej natury do naszego wszechświata, w którym obok materii nieorganicznej istnieje materia organiczna.
>>Równolegle, w innych jego segmentach, odbywa się dewolucja (czarne dziury) materii. Słowem, w mojej koncepcji materia ożywiona podlega w Kosmosie ciągłej fluktuacji a nie liniowej ewolucji i - mówiąc obrazowo - konsumuje (przetwarza) materię nieożywioną. >Co ma czarna dziura do materii ożywionej? Poza tym materia nie podlega ewolucji. Organizmy ewoluują nie związki chemiczne i pierwiastki.
Czarna dziura bezzwrotnie pochłania materię, światło i informację. W tym, materię ożywioną. Procesy zachodzące z materią ożywioną w czarnych dziurach są odwrotnością ewolucji - są gwałtowną i absolutną dewolucją. Na tej podstawie sądzę, że ewolucja materii organicznej jest w Kosmosie zjawiskiem lokalnym a fluktuacja zjawiskiem powszechnym. Ale to tylko hipoteza. Tyle że racjonalna.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | maciejo (3492 punktów) | >Na jakiej podstawie imputujesz mi brak podstawowej wiedzy w poruszanej tutaj przeze mnie kwestii braku wyjaśnienia u Dawkinsa zakładanej przez niego ciągłości pomiędzy materią nieożywioną i organiczną? Jeśli przeczytałeś na ten temat coś więcej niż ja to podziel się swoją wiedzą, przynajmniej daj linki do tej tajemnej wiedzy, a nie uprawiaj retoryki, zalecając mi czytanie jakiejś bliżej nie określonej "masy publikacji".
Mylisz biogenezę i ewolucję oraz ewolucję wszechświata z ewolucją organizmów. Biogeneza jest to nauka o powstawaniu życia na Ziemi. Dawkins pisał - najpierw jak doszło do powstania podstawowych cegiełek - związków organicznych, a potem jak zaczęły się one organizować dając w efekcie coś co można nazwać organizmem. Tutaj dopiero zaczyna się ewolucjonizm - działają wszystkie opisane przez Dawkinsa mechanizmy. Nie można także łączyć ewolucji wszechświata z ewolucją życia w jeden proces ale o tym niżej. Mógłbyś mi też wyjaśnić czym wg. Ciebie jest materia ożywiona, a czym nieożywiona?
>>Wszechświat miał początek wobec czego wieczność jest wykluczona. >Dlaczego nie dopuszczasz myśli, że Big Bang to początek nie Kosmosu, a tylko ostatniego cyklu nieskończonej fluktuacji cyklów Big Bang-Rozwój-Kres-Nowy Big Bang-etc ?
To nie ma nic do rzeczy. Nawet jeśli Big Bang jest tylko początkiem nowej fluktuacji, to i tak wszelka zorganizowana materia została wcześniej całkowicie zniszczona do postaci cząstek elementarnych. Wobec tego również informacja przestała istnieć. Cała ewolucja materii (od energii, poprzez cząstki elementarne, atomy, związki chemiczne) musiała zacząć się od początku.
>>Ewolucja jaką znamy i badamy dotyczy życia na tej konkretnej planecie. Odnoszenie ją do innych zupełnie nieznanych (i nie wiadomo czy istniejących) ekosystemów jest absurdalne. >Nie ma nic absurdalnego w tym, że w świetle kosmologicznej teorii strun i pochodnej od niej M-teorii, która zakłada istnienie 11 wymiarów (w tym czterech wymiarów tworzących czasoprzestrzeń) i wielości wszechświatów, patrzę na każdy z tych wszechświatów jak na segment Kosmosu, czyli jak na element struktury albo część całości, podobny ze swej natury do naszego wszechświata, w którym obok materii nieorganicznej istnieje materia organiczna.
Co wciąż nie znaczy, że w innych wszechświatach ewolucja będzie rządziła się tymi prawami, jakimi rządzi się w naszym wszechświecie.
>>Co ma czarna dziura do materii ożywionej? Poza tym materia nie podlega ewolucji. Organizmy ewoluują nie związki chemiczne i pierwiastki. >Czarna dziura bezzwrotnie pochłania materię, światło i informację. W tym, materię ożywioną. Procesy zachodzące z materią ożywioną w czarnych dziurach są odwrotnością ewolucji - są gwałtowną i absolutną dewolucją. Na tej podstawie sądzę, że ewolucja materii organicznej jest w Kosmosie zjawiskiem lokalnym a fluktuacja zjawiskiem powszechnym. Ale to tylko hipoteza. Tyle że racjonalna.
Wcale nie racjonalna i pokazuje że nie rozumiesz czym jest ewolucja. Nie będę używał terminu materia ożywiona gdyż nie wiem do końca co on wg. Ciebie znaczy. 1. Ewolucja dotyczy organizmów - tego w jaki sposób następują ich zmiany, adaptacja do środowiska, jakie mechanizmy rządzą tymi zmianami. Wpadnięcie planety w czarną dziurę oznacza jej koniec, a tym samym koniec wszelkiego możliwego życia - koniec ewolucji. To co pozostanie - atomy nie mają zdolności do jakiejkolwiek ewolucji. 2. Ewolucja wszechświata - to zmiana jego organizacji, architektury, struktury materii. Wynika ona z jej właściwości, praw fizyki i nie ma nic wspólnego z ewolucją biologiczną - procesem adaptacji organizmów do zmieniających się warunków środowiska. Fluktuacje wszechświata, kolejne Big Bangi nie mają tu nic do rzeczy. Koniec życia na danej planecie jest jednocześnie końcem wszelkiej biologicznej ewolucji.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | >>Sensowna jest tylko ateistyczna koncepcja Boga. >Ateistyczna koncepcja (np Dawkins) do tej pory nie odpowiedziała z sensem na pytanie w jaki sposób materia nieożywiona "wyewoluowała" w materię ożywioną. Przepraszam, a co ma piernik (ewolucja materii nieożywionej w ożywioną) do wiatraka (koncepcji Boga)? >[...] pytanie o przeskok od materii nieożywionej do ożywionej jest bez sensu. Jest to kwestia ustawienia pewnej cezury, a te są na ogół sztuczne. Interesuje Cię, jak powstało życie - ja bym szukał odpowiedzi jednak w nauce. >A to co ty i Dawkins za Darwinem nazywacie "ewolucją" dotyczy w mojej koncepcji nie całego Kosmosu a jego segmentu czy może segmentów. Segment kosmosu? Sam to wymyśliłeś? >Słowem, w mojej koncepcji materia ożywiona podlega w Kosmosie ciągłej fluktuacji a nie liniowej ewolucji i - mówiąc obrazowo - konsumuje (przetwarza) materię nieożywioną. ... kojarzy mi się jedynie z hamburgerem w McDonaldzie. Liczę na to, że sam siebie rozumiesz, i że możesz przedstawić jakieś dowody, względnie przynajmniej opracowania. >Sens ma pytanie: Kosmos jest ładem czy chaosem? Przecież to jest kwestia Twojej estetycznej oceny, czy go nazwiesz tak, czy śmak. Ład i chaos to tylko ludzkie pojęcia, zupełnie wtórne wobec rzeczywiście istniejącej we wszechświecie materii. >Nie chodzi o to jak go nazwać ale jak go w sposób poprawny rozumieć. Myślę, że astrofizyka udziela na to pytanie najtrafniejszej odpowiedzi. >Odpowiedzieć na pytanie czy Kosmos jest ładem czy chaosem można tylko stwierdzając czy podlega prawom czy przypadkowi. Prosiłem już o definicję przypadku. Nie żartowałem. Proszę o definicję, która ma sens w naukach przyrodniczych. >Możliwy jest oczywiście ład niedoskonały, w którym przypadek lub błąd w jakimś segmencie Kosmosu na jakiś czas destabilizuje ład co pod wpływem praw za jakiś czas prowadzi do wyłonienia się z tego lokalnego chaosu nowego ładu. I myślisz, że to, co nazywasz chaosem nie podlega żadnym prawom i nie jest w żaden sposób zdeterminowane? No jest to rzeczywiście możliwe, tyle że raczej nie w kosmosie bym takich zjawisk szukał, a raczej wręcz przeciwnie, w całkiem małej skali... >Nicość przeczy danym empirii - Obawiam się, że przeczy tylko przyzwyczajeniom myślowym laików. >Myślę że ty też nie potrafisz udowodnić że coś istnieje albo że jest nicością. Mylisz się. Potrafię wręcz Tobie udowodnić, że coś istnieje i sądzę, że uznasz mój dowód. >>A kto ustala, kiedy jest naruszenie, a kiedy zgodność z prawem? >A po co ktoś ma to ustalać? Narodziny ślepego szczeniaka są dowodem na to, że gdzieś, na jakimś etapie ewolucji jego przodków, jakiś przypadek naruszył prawidłowy rozwój genetyczny tej konkretnej psiej dynastii Zaraz, zaraz, a kto ustala, kiedy jest prawidłowy rozwój? Decyduje większość, jak w demokracji? >co w efekcie zaowocowało wadliwym potomkiem. Dlaczego wadliwym? >Jeśli gdzieś w Kosmosie, na przykład w 2013 r. n.e. na Ziemi, w Polsce, na forum racjonalistyczno-sceptycznym dostrzegam przejawy inteligentnego życia to chyba mam prawo zapytać o źródło inteligencji w Kosmosie? Nawet masz poczucie humoru. To dobrze wróży na przyszłość. Jednak co do inteligencji, to pozostałbym na chwilę jeszcze na ziemi. To raczej zwierzęca cecha. >Dlaczego więc mam bez racjonalnych dowodów z twojej strony odrzucić hipotezę, że źródłem inteligencji w Kosmosie jest sam Kosmos a nie jakieś transcendentne wobec niego źródło trzecie? Ja bym tam źródeł inteligencji szukał jednak w mózgu (który oczywiście wyewoluwał w kosmosie). Mam jednak wrażenie, że Tobie ta koncepcja nie leży do końca. >A jeśli tak, to mam racjonalnie uzasadnione prawo sądzić że "Kosmos jest inteligentny". Tutaj oczekiwałbym twojej solidarności, [...]. Ja bym raczej oczekiwał od inteligencji, że zastanowi się nad sensownością antropomorfizacji zjawisk przyrodniczych. >>No i ... nie wiem czy nie za wcześnie na to w tej rozmowie, ale ... byłbyś łaskaw dostrzec, że pośród całego tego bałaganu wyłoniło się coś takiego jak człowiekowate z naturalnym darem plecienia bzdur i umiejętnością narzucania innym własnych definicji tego, co dobre? >A co to ma do rzeczy? Oj ma i to wiele. Większość tego co napisałeś to czyste spekulacje, bez poparcia w doświadczeniu - a do tego właśnie zdolny jest chyba tylko człowiek. >>>W takim modelu mamy "Boga" >Nie zwróciłeś uwagi na cudzysłów. Bóg z cudzysłowem również nie jest mi do niczego potrzebny. Są inne możliwe nazwy, którymi można określać zjawiska przyrodnicze. >Nie zwróciłeś uwagi na to że pomysł z "ontologicznym złem" (ślepy szczeniak) jako dowodem na irracjonalność teizmu jest autorstwa nie mojego a Leszka Kołakowskiego. Z pomysłem tym ja polemizuję ale nie z pozycji teizmu, a z pozycji mojej koncepcji inteligentnego wiecznego Kosmosu. Z twojej kąśliwej uwagi "jeszcze by tego brakowało" wnioskuję, że w tej sprawie jesteś ze mną przeciw Kołakowskiemu? Wiesz, nie odważyłbym się polemizować z Kołakowskim, ale z Tobą mogę chyba spróbować. Tu nie są istotne nazwiska tylko argumenty. Zło jest jedynie negatywną oceną moralną, a moralność jest ludzkim wymysłem. To już wszystko, co mam do powiedzenia na temat zła. >Sprecyzuj co konkretnie masz tutaj na myśli, bo ja akurat jest przeciwnikiem właściwej dla teizmu absolutyzacji "wolnej woli". Jest wolna ale w bardzo ograniczony sposób. Jest taki dział nauki - kognitywistyka. Tam bym szukał odpowiedzi na pytanie o wolną wolę. Osobiście uważam, że ta wolność jest rzeczywiście mniejsza, niż się z przyzwyczajenia spodziewamy. >Wystarczająco wolna jednak aby karę śmierci lub dożywocia za morderstwo z premedytacją powszechnie uważano wśród racjonalnych prawodawców za sprawiedliwą. Nie, tu jednak nie jest miłosierny kościół katolicki. Poza tym naprawdę zastanowiłbym się nad rolą człowieka w kształtowaniu kultury, w tym moralności, etyki, filozofii, matematyki. To nie kosmos, tylko człowiek takie rzeczy wymyśla.
|
|
| | | | | | |  | 5 na 5 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | >3) Obie hipotezy są błędne >4) Pytanie teodycei jest błędnie zadane, jest nonsensem >Moje osobiste przemyślenia w kwestii teodycei i argumentu ontologicznego Kołakowskiego idą w kierunku wniosków (3) i (4).
Rozumiem, że jeszcze sobie tego nie rozstrzygnąłeś, ale kiedyś wypadało będzie się zdecydować...
>Odnośnie wniosku (3) dodam, że nie wyklucza on mojej wiary w "Boga", tyle że pod słowem tym rozumiem coś innego niż teiści, deiści i panteiści.
Hmmm... ja się może nie znam, jednakowoż Twa nieco wyżej wyrażona wiara we wszechświat jako wieczny, samoorganizujący się, inteligentny organizm czy jakoś tak, panteizm żywo przypomina.
...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
|
|
| | | | | | | |  | | Mansur-Maciej (50 punktów) | >>3) Obie hipotezy są błędne >>4) Pytanie teodycei jest błędnie zadane, jest nonsensem >>Moje osobiste przemyślenia w kwestii teodycei i argumentu ontologicznego Kołakowskiego idą w kierunku wniosków (3) i (4). >Rozumiem, że jeszcze sobie tego nie rozstrzygnąłeś, ale kiedyś wypadało będzie się zdecydować...
Z czterech możliwych wniosków wybrałem dwa, które sobie nie przeczą i które uważam za prawdziwe. Dlaczego więc sądzisz, że nie podjąłem decyzji?
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | >>>3) Obie hipotezy są błędne >>>4) Pytanie teodycei jest błędnie zadane, jest nonsensem >>>Moje osobiste przemyślenia w kwestii teodycei i argumentu ontologicznego Kołakowskiego idą w kierunku wniosków (3) i (4). >>Rozumiem, że jeszcze sobie tego nie rozstrzygnąłeś, ale kiedyś wypadało będzie się zdecydować... >Z czterech możliwych wniosków wybrałem dwa, które sobie nie przeczą i które uważam za prawdziwe.
Mylisz się tutaj gruntownie.
Wnioski (3) i (4) wykluczają się wzajem śpiewająco, boż dowolne zdanie x nie może być jednocześnie sensowne (co jest warunkiem koniecznym tego, by ewentualnie mogło być uznane za błędne) jak i nonsensowne (not even wrong - mówiąc słowami Wolfganga Pauliego).
>Dlaczego więc sądzisz, że nie podjąłem decyzji?
Bo nie podjąłeś.
...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
|
|
| | | | |  | | Mansur-Maciej (50 punktów) | > Theodycea to przedmiot FILOZOFII a nie TEOLOGII. Podstawowe wyksztalcenie z zakresu filozofii wystarczy aby z tym sie zgodzic. Odsylam Ci przyjacielu do standardowego tekstu na ten temat w Stanfrod Encyclopedia of Philosophy:> plato.stanford.edu/entries/evil/#The> KIedy sie z nim zapoznasz (albo podobnym, w powaznej filozoficznej literaturze) to zobaczysz ze po prostu stwierdzilem fakt. A w tym nie ma ani zdzbla pyszalkowatosci.> >I powiadasz, że to nie teologia zajmuje się dowodzeniem swych twierdzeń na podstawie Biblii (Pismo) i nauczania Magisterium Kościoła (Tradycji)? No no....> Przeczytales moj tekst bez minimum zrozumienia. Twierdze wlasnie na odwrot.> Theodycea, od czasow FILOZOFOW Leibniza i Woltera, ktorzy tym tematem parali sie w ramach filozofii, do czasow wspolczesnych nam na FILOZOFOW Leszka Kolakowskiego, Alvina Plantingi i Johna Hicka, ktorzy kontynuuja w filozofii ontologiczna analize spojnosci HIPOTEZY o istnieniu dobrego wszechmocnego Boga, ktory koegzystuje w swiecie z FAKTYCZNYM zlem, to dziedzina filozofii a nie teologii. Theodycea to proba racjonalnego (filozoficznego) wyjasnienia MOZLIWOSCI takiej koegzystencji koegzystencji. W odroznieniu od filozoficznej theodycei, TEOLOGOWIE zajmuja sie ta sama kwestia opierajac sie nie na racjonalnych(filozoficznych) przezlankach na Objawieniu (w przypadku teologow katolickich na Biblii i nauczaniu Magisterium Kosciola)> To rzeczy oczywiste dla kazdego kto rozumie roznice miedzy filozofia i teologia.> Poczytaj, pomysl i zgodz sie z tym co powiedzialem powyzej bo w przeciwnym wypadku nie bedziesz RACJONALISTA a tylko PIENIACZEM, ktory wyglasza takie absurdy jak ponizej:> >Bzdura. Owszem, filozofia to dziedzina rozważań niepodlegająca żadnym ograniczeniom co do ich tematu, ale tym różni się od teodycei, że nie broni, nie usprawiedliwia Boga realnego. Teodycea stawiająca u podstaw dogmat o rzeczywistym istnieniu Boga jest teologią, czyli wynaturzoną hybrydą filozofii i bajkopisarstwa.> Jesli zapoznasz sie chocby z definicja theodycei w zsylce na Stanford Encyclopedia of Philosophy to zrozumiesz ze theodycea nie stawia zadnych dogmatow, w odroznieniu od teolgii, a analizuje w ramch ontologii spojnosc teistycznej hipotezy Boga i faktu istnienia zla (moralnego i ontologicznego) w swiecie.> Mod: >Postaraj się pisać po polsku, drogi nowy użytkowniku. Poprawna pisownia jest na tym forum wymogiem regulaminowym. >I nie krzycz.Drogi Moderatorze, Poradę aby pisać po polsku z pokorą przyjmuję. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko chwilowy brak dostępu do komputera z polską klawiaturą. Tym nie mniej przepraszam za niedogodność. Przykazania, a może imperatywu kategorycznego: "i nie krzycz", przy całej dobrej woli nie rozumiem. Proszę więc o wskazówkę o co chodzi? >
|
|
| | | | | |  | 5 na 5 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | Nowy jesteś, pozwolę sobie więc odciążyć Moderację i paru wskazówek Ci udzielić, zanim ostrzeżeniem oberwiesz.
>Drogi Moderatorze,
Po pierwsze - z Moderacją (jako Moderacją) się tu publicznie nie dyskutuje w ogóle nigdy. Jak masz do niej sprawę - pisz na adres Kolegium Moderatorów.
Po drugie - kasuj zbędne cytowania.
>Poradę aby pisać po polsku z pokorą przyjmuję. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko chwilowy brak dostępu do komputera z polską klawiaturą. Tym nie mniej przepraszam za niedogodność.
Po trzecie - niemniej, kurde.
>Przykazania, a może imperatywu kategorycznego: "i nie krzycz", przy całej dobrej woli nie rozumiem. Proszę więc o wskazówkę o co chodzi?
Po czwarte - chodzi o pisanie przez Ciebie całych wyrazów DUŻYMI LITERAMI. Taka zapis - wedle konwencji przyjętej dość powszechnie na forach internetowych - zazwyczaj rozumiany jest jako graficzny ekwiwalent krzyku właśnie.
Mam nadzieję, że byłem pomocny.
Witam na Forumie.
...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Mansur-Maciej (50 punktów) | . >>Przykazania, a może imperatywu kategorycznego: "i nie krzycz", przy całej dobrej woli nie rozumiem. Proszę więc o wskazówkę o co chodzi?
>Po czwarte - chodzi o pisanie przez Ciebie całych wyrazów DUŻYMI LITERAMI. Taka zapis - wedle konwencji przyjętej dość powszechnie na forach internetowych - zazwyczaj rozumiany jest jako graficzny ekwiwalent krzyku właśnie.
>Mam nadzieję, że byłem pomocny. >Witam na Forumie.
Wielkie dzięki, jesteś naprawdę pomocny, szczerze.
Jestem nowy i jeszcze nie znam waszych zasad tutaj. A ponieważ nie mam zbyt wiele doświadczenia z forami internetowymi, bo to nie moje pokolenie je tworzyło (mam 55 lat), więc proszę o tolerancję, postaram się nauczyć waszych zasad asap.
|
|
| | | | | | | |  | big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > nie mam zbyt wiele doświadczenia z forami internetowymi, bo to nie moje pokolenie je tworzyło (mam 55 lat), więc proszę o tolerancję, postaram się nauczyć waszych zasad asap.Luuuzik  .
...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) | >Podstawowe wyksztalcenie z zakresu filozofii wystarczy aby z tym sie zgodzic. Gorzej gdy ktoś liznął podstawowego wykształcenia i uważa, że zjadł wszystkie rozumy.
>Przeczytales moj tekst bez minimum zrozumienia. Twierdze wlasnie na odwrot. Zobaczyłeś słówko "nie" dopisane do cytatu z Ciebie i wyobraziłeś sobie, że czytasz coś na odwrót? Zaprawdę powtarzam Ci - pohamuj pyszałkowatość i skup bardziej nieco.
>Theodycea, od czasow FILOZOFOW Leibniza i Woltera, ktorzy tym tematem parali sie w ramach filozofii, Teodycea powstała w ramach teologii i na jej gruncie toczy się ewentualna dyskusja. To że kiedyś nie odróżniano "nauki o Bogu" od nauki o świecie rzeczywistym i że nawet dzisiaj umysły upośledzone wiarą mają problem z odróżnieniem tematów fantasmagorycznych od rzeczywistych nie powinno widzenia spraw zaciemniać. ......... ed: Jeszcze drobiazgi ku rozwadze: - Dla teistów teodycea nigdy nie będzie problemem filozoficznym, a zawsze teologicznym. Gdyby nie wymysły teistów nigdy by ten problem nie zaistniał. - Teologia porządkuje i formułuje swoje treści w sposób przyjęty w filozofii, w oparciu o metodę naukową, ale że opiera je na fantazjach, więc jej związek z rzeczywistością mimo dalekiego rozumnego pokrewieństwa pozostaje iluzoryczny. .........
>Poczytaj, pomysl i zgodz sie z tym co powiedzialem powyzej bo w przeciwnym wypadku nie bedziesz RACJONALISTA a tylko PIENIACZEM, ktory wyglasza takie absurdy jak ponizej: Poczytaj, pomyśl i zgódź się z tym co powiedziałem powyżej zamiast próbować infantylnych manipulacji.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Vytautas (4394 punktów) | >Theodycea to przedmiot FILOZOFII a nie TEOLOGII. Przecież w samej nazwie teodycei jest człon θεος-bóg, jakże więc może nie należeć do teologii, nauki o bogach (Bogu)?
|
|
8 na 8 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | Panie Andrzeju, kolega worek kości nie musi zadawać sobie takich pytań, a jak nawet sobie zada albo ktoś go jakoś w takie rozważania wciągnie, to najpierw trzeba mieć na uwadze to, co dla kolegi Piotra jest faktycznie istotą w całej tej religijnej układance. Panie Andrzeju, tutaj nie chodzi o argumenty. One są tylko narzędziem potrzebnym do ochrony czegoś znacznie istotniejszego, czegoś o czym kolega Piotr raczy czasami wspomnieć. Czyli o SZCZĘŚCIE. Tego chroni Piotr, a argumenty na poziomie etycznym, moralnym, dobra i zła mają taką konstrukcję, że można wywijać nimi w zależności od potrzeb, by chronić świat, narrację, całą pseudorzeczywistość dającą to, co tak ukochane. SZCZĘSCIE. Chronienie tego szczęścia jest dla Piotra esencją racjonalizmu (a może racjonalności). To kwestia bardzo silnych emocji i uczuć, a nie argumentów, które faktycznie spełniają rolę bardzo skutecznej bariery ochronnej, bo bez problemu można odparować przeciwny pogląd (o pewności wynikającej z dowodzenia nie można tutaj mówić, każdą argumentację można przynajmniej zbyć). Piotr broni tego dziwnego świata, bo broni swojego poczucia szczęścia, pewnie i spokoju, bezpieczeństwa, sensu i celu. A z tak silnymi emocjami, jeśli w ogóle można wygrać, to tylko poprzez jeszcze silniejsze emocje. Jeśli tylko odrzucić to na czym się aktualnie bazuje, to taki człowiek ma poczucie zagrożenia, bólu, pustki, a może i destrukcji osobowości. Coś musi zobaczyć w zamian, żeby przejście go nie sponiewierało. Słusznie podejrzewając, że porzucając będzie bolało. Do tego trzeba dojrzeć, tzn. mieć na horyzoncie obiekt zastępczy, który skanalizuje uwolnione od starych obiektów, bezdomne uczucia i emocje. W tak silnym przypadku, jak u Piotra, to bardzo trudne do osiągniecia. Jak ma porzucić kochankę, która mu daje tyle SZCZĘŚCIA? A że fałszywa franca, jakie to ma znaczenie, kiedy wystarczy przymknąć oczy i udawać, że tego czy tamtego nie ma? Ważne, że działa.
|
|
 | 3 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Panie Andrzeju, kolega worek kości nie musi zadawać sobie takich pytań, a jak nawet sobie zada albo ktoś go jakoś w takie rozważania wciągnie, to najpierw trzeba mieć na uwadze to, co dla kolegi Piotra jest faktycznie istotą w całej tej religijnej układance. (...) Chronienie tego szczęścia jest dla Piotra esencją racjonalizmu (a może racjonalności).Chętnie podyskutowałbym poważnie o i szczęściu, ale tu próbuję namówić Pana Piotra do rozmowy o teodycei. Pan Piotr np. pisze: Skoro Jezus mówił o powstrzymywaniu się od agresji, to ktoś, kto się jej dopuszcza w imię Jezusa, sprzeciwia się Jezusowi. Innymi słowy - agresywny chrześcijanin nie jest dobrym chrześcijaninem. Albo jeszcze inaczej - jeśli ktoś jest osobą religijną i robi się agresywny, gdy ktoś nie chce się na jego wiarę nawrócić, to jeśli nawraca wbrew zaleceniom swojej religii, to problem nie leży w religii, tylko w tej osobie.
A przecież konsekwencją tych słów - dla wszystkich inteligentnych ludzi, znających trochę historię chrześcijaństwa - jest to, iż "dobrzy chrześcijanie" to tylko zjawisko marginalne, prawie zupełnie nie zdarzające się wśród kleru, a nawet idąc zgodnie z hierarchią, to im wyżej tym gorzej. Wynika też z nich, iż cała ewangelizacja i kościelne nauczanie jest nawet funta kłaków nie warte. > Jak ma porzucić kochankę, która mu daje tyle SZCZĘŚCIA? A że fałszywa franca, jakie to ma znaczenie, kiedy wystarczy przymknąć oczy i udawać, że tego czy tamtego nie ma? Ważne, że działa.Taką anegdotę podaje tu Witwicki: " Pełna wiara to przecież specjalna cnota. Nie ma grzechu w tym, że się w to lub w owo wątpi, że się krytycznie zapatruje na niejedno. Tak mi powiedział jeden bardzo poważny spowiednik. To jest tak jak u mnie, jak u człowieka zakochanego, który wie, że jego ukochana jest idiotką, ale wierzy najgłębiej, że ona jest mądra, bo jest mu z tym dobrze". Warto przeczytać całą "Wiarę oświeconych" skąd ta anegdota. Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
|  | 5 na 5 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | > Taką anegdotę podaje tu Witwicki: " Pełna wiara to przecież specjalna cnota. Nie ma grzechu w tym, że się w to lub w owo wątpi, że się krytycznie zapatruje na niejedno. Tak mi powiedział jeden bardzo poważny spowiednik. To jest tak jak u mnie, jak u człowieka zakochanego, który wie, że jego ukochana jest idiotką, ale wierzy najgłębiej, że ona jest mądra, bo jest mu z tym dobrze".Ten to przynajmniej WIE (ale przez tą wiedzę obłudne to wszystko i chyba jednak grzech, jak się trzymać tej terminologii). Hormony klapną, to da nogę. Jednak większość tego typu misiów nie wie, ale musi stawić czoła powracającym przesłankom, które w ramach mechanizmu obronnego będą wypierane. Tu chroni się podświadomie czegoś bardziej pożądanego. Nie chodzi oczywiście o samą kochankę (choć można to sobie wmówić), ale o to, co za jej pomocą dostajemy. Jaranko i poczucie szczęśliwości. Jeszcze inaczej jest, kiedy życzliwi (bądź "życzliwi") podpowiadają to czy tamto, co nic nie da, bo tu trzeba innej, lepszej dooopy albo innych obiektów/zajęć/zainteresowań (czyli i tak jaranka, choć nieco innego), które skutecznie zastąpią kobitę. Na pewnym poziomie "jarania" nic takiego chłopa od pierwotnego, choćby idiotycznego obiektu, nie odwiedzie. A kiedy z obiektów istniejących przejdziemy na obiekty zmyślone, to z tymi drugimi możemy robić znacznie więcej i dostosowywać je bez większych problemów pod swoje potrzeby jarania, czyli generalnie, odczuwania SZCZĘŚCIA. No to mamy wiarę religijną jako kochankę prowadzącą do szczęścia. Ale już spadam i nie robię offtopu, a o teodycei mi się nie chce. Co nie znaczy, że mi się nie zachce, jak mnie coś podjara  . Miłego dnia.
|
|
8 na 8 | maceox (6766 punktów) | Dzień dobry Panie Andrzeju, ostatnio rzadziej się i udzielałem, natomiast prenumeruję wypowiedzi niektórych forumowiczów. Po pierwsze chciałbym więc podziękować za Pańskie częste i regularne wpisy, z których wiele wynoszę.
>Czytałem wiele superpoważnych wyjaśnień tego problemu napisanych przez wielkich fideistycznych myślicieli. Żadne z nich mnie nie przekonywuje i nawet gdyby istniał np. Jezus Chrystus pozwalający na czynienie takiego bezmiaru zła jakie uczynił Kościół Katolicki w jego imieniu, to ja całkowicie pogardzam takim Bogiem. Czyli zgadzam się z autorem komentarza i twierdzę, że sporo przemyślałem, ale mogę wszak też błądzić, a nawet się mylić całkowicie, więc o poważne przemyślane argumenty proszę. Sprawę można komplikować do woli, jednak sądzę, że ostatecznie decydująca jest tu - jak zwykle w religijnych argumentach - wiara lub jej brak.
Gdy ktoś wierzy, że Bóg jest źródłem dobra, a dopuszczając do zła działa tylko w "tajemniczy sposób" - gdyż nieznanze są wyroki boskie - to z doświadczenia wiemy, że najczęściej tej wiary bardzo trudno go pozbawić.
Tymczasem dla sceptyka - na dodatek znającego trochę historię świata i człowieka - dobroć pochodząca od Boga jest już tylko nonsensem wtórnym. Pierwotnym nonsensem jest bowiem w ogóle założenie istnienia Boga (choć ludzie ciekawi świata zadają sobie oczywiście pytanie, skąd takie wyobrażenia w ludzkich umysłach powstają).
Skoro już wykombinujemy sobie Boga, to możemy sobie równie dobrze wykombinować cokolwiek, co od niego pochodzi - a nawet wszystko włącznie z wszelkimi przeciwieństwami i nielogicznościami, w tym również istnienie zła jako pochodna wszechdobrego i wszechmocnego Boga.
Sceptykowi żadne usprawiedliwianie Boga nie jest potrzebne, choć jestem świadom, że czasem warto wskazywać na konkretne religijne nielogiczności. Dla mnie sprowadza się to wszak do jednego: brak jest podstaw do twierdzeń o Bogu - poza neuro-psychologicznymi.
Tak więc, moim zdaniem z dobrem pochodzącym od Boga i pogodzeniem tego z istnieniem zła jest tak samo jak z boskim prawem, jak i z ulepieniem czlowieka z gliny, jak również z płonącym krzewem i niepokalaniem Maryji.
Ostatecznie zastanawiam się, czy warto dyskutować o tym, czy kobieta może zostać zapłodniona przez ducha, a charakter dyskusji o wyrokach boskich (przez człowieka jako dobro lub zło odbieranych) jest do owej kwestii bardzo zbliżony. Wesołych sceptyków może tylko natchnąć do fajnych, nowych żartów, choć jednocześnie wątpię, by Pan w tym wątku tylko dowcipów oczekiwał.
Pozdrawiam serdecznie
|
|
 | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . I cóż z tego, że zgadzam się z Pańskim refleksjami, gdy pozostaje taka myśl: >Ostatecznie zastanawiam się, czy warto dyskutować o tym, Aby udzielić sobie tu odpowiedzi warto się zastanowić jaki procent społeczeństwa stanowią ludzie kierujący się racjonalizmem, a jaki różnymi rodzajami fideizmu?
Czy wśród fideistów są tylko słabo wykształceni irracjonaliści, czy część to jednak ludzie inteligentni, o sporej wiedzy i kulturze, absolwenci poważnych uczelni, którzy na tych uczelniach kontynuują swoja akademicką karierę. W Polsce istnieją poważne wydawnictwa wydające poważne książki oraz sporo poważnych periodyków. Media są zdominowane przez inteligencję demonstracyjnie przyznającą się do swoich religijnych inspiracji. Jesteśmy krajem zdominowanym przez jeden światopogląd religijny i jedną opcję polityczną (zresztą też bardziej opartą na na wierze, niż na praktyce) .
Czy warto z nimi dyskutować? Tak naprawdę to nie wiem, ale alternatywą jest oddanie im całkowicie pola i wywieszenie białej flagi. To ja chyba już wolę swoją bezsensowną walkę z wiatrakami. (Taki już się urodziłem, że trudno mi wierzyć autorytetom, a w autorytety, to już zupełnie nie wierzę. Niezależnie od ich opcji i jedynosłuszności.).
Zawsze była jakaś mała grupa heretyków nie poddająca się bezmyślności stada i starająca się o samodzielną afideistyczną refleksję. Myślę, że warto dla nich pisać - poszukując optymalnych argumentów dla naszych postaw społecznych i światopoglądowych, ale pewności nie mam i czasem też wątpię w sens tego co tu robię.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
|  | 4 na 4 | Hodża (11172 punktów) | >Zawsze była jakaś mała grupa heretyków nie poddająca się bezmyślności stada i starająca się o samodzielną afideistyczną refleksję. Myślę, że warto dla nich pisać - poszukując optymalnych argumentów dla naszych postaw społecznych i światopoglądowych, ale pewności nie mam
Warto. Biuletyn Racjonalisty odbiera kilkadziesiąt tysięcy ludzi, tysiące tu zaglądają i nawet jeśli nie uczestniczą w dyskusjach, to jestem pewien, że z uwagą czytają wiele z tych wypowiedzi. Jest to jedno z bardzo niewielu miejsc w sieci, w których nie ma połajanek i jałowych słownych przepychanek, jak na głównych portalach informacyjnych i jestem spokojny o to, że utrzymując ten właśnie styl autorzy piszący w tym miejscu będą zwiększać swoje oddziaływanie.
Gutta cavat lapidem non vi, sed saepe cadendo. Pozdrawiam.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
|  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | >I cóż z tego, że zgadzam się z Pańskim refleksjami, gdy pozostaje taka myśl: >>Ostatecznie zastanawiam się, czy warto dyskutować o tym, >Aby udzielić sobie tu odpowiedzi warto się zastanowić jaki procent społeczeństwa stanowią ludzie kierujący się racjonalizmem, a jaki różnymi rodzajami fideizmu? [...] >Czy warto z nimi dyskutować?
No tak, już się wciągnąłem...
|
|
3 na 7 | worek kości (2937 punktów) | Cytat z jednej z moich ulubionych książek: Paragraf 22:- I nie mów mi, że Bóg działa w sposób dla nas niepojęty - mówił Yossarian nie zwracając uwagi na jej protesty. - Nie ma w tym nic niepojętego. On nie działa, On się nami bawi. Albo w ogóle o nas zapomniał. Taki jest ten Bóg, o którym tyle mówicie: ciemny chłopek, niezdarny fuszer, bezmyślny, zarozumiały, nieokrzesany ciemniak. Dobry Boże, ile szacunku można żywić do Najwyższej Istoty, która uważała za niezbędne włączyć do swego boskiego planu stworzenia takie zjawiska, jak flegmę i próchnicę zębów? Cóż, u licha, powodowało Jego spaczonym, złośliwym skatologicznym umysłem, kiedy pozbawił starych ludzi kontroli nad stolcem? Po co, u licha, stworzył ból?
- Ból? - Żona porucznika Scheisskopfa ze zwycięską miną rzuciła się na to słowo. - Ból jest objawem pożytecznym. Ból ostrzega nas o niebezpieczeństwie.
- A kto stworzył niebezpieczeństwa? - spytał Yossarian i roześmiał się zgryźliwie. - Tak, rzeczywiście okazał nam wielką łaskę obdarzając nas bólem! Dlaczego nie może ostrzegać nas za pomocą dzwonka albo któregoś ze swoich chórów niebiańskich? Albo układu zielonych i czerwonych neonowych lampek pośrodku czoła? Każdy znający się na rzeczy producent szaf grających potrafiłby to zrobić. Dlaczego więc On nie mógł?
- Przecież ludzie wyglądaliby śmiesznie z czerwonymi neonami na środku czoła.
- Teraz za to pięknie wyglądają, kiedy wiją się w agonii albo leżą otępiali od morfiny, prawda? Cóż to za kolosalny, nieśmiertelny partacz! Kiedy się pomyśli o Jego potędze i możliwościach, jakie miał, aby zrobić coś naprawdę dobrego, a potem spojrzy na ten bezmyślny, odrażający bałagan, jakiego narobił, Jego nieudolność musi zdumiewać. Premii to on za to nie dostał. Przecież żaden szanujący się przedsiębiorca nie przyjąłby takiego fajtłapy nawet na magazyniera!
Żona porucznika Scheisskopfa pobladła nie wierząc własnym uszom i wpatrywała się w niego przerażona.
- Lepiej nie mów o Nim w ten sposób, kochanie - ostrzegła go ściszonym głosem z przyganą i niechęcią. - Może cię za to ukarać.
- A czy nie dość mnie już karze? - parsknął Yossarian z odrazą. - Nie, to nie powinno Mu ujść na sucho. Stanowczo nie można Mu puścić płazem wszystkich tych nieszczęść, jakie na nas sprowadził. Kiedyś będzie musiał mi za to zapłacić. Wiem nawet kiedy. Na Sądzie Ostatecznym. Tak, wtedy znajdę się tak blisko Niego, że będę mógł schwycić tego ćwoka za kark i...
- Przestań! Przestań! - krzyknęła nagle żona porucznika Scheisskopfa i zaczęła walić go nieudolnie pięściami po głowie - Przestań!
Yossarian zasłonił się ramieniem, pozwalając jej przez kilka sekund wyładować kobiecą furię, po czym chwycił ją za przeguby i łagodnie, ale stanowczo posadził z powrotem na łóżku.
- Dlaczego, u diabła, tak się denerwujesz? - spytał ze zdziwieniem, skruszony i rozbawiony zarazem. - Myślałem, że nie wierzysz w Boga.
- Nie wierzę - powiedziała wybuchając gwałtownym płaczem. - Ale Bóg, w którego nie wierzę, jest Bogiem dobrym, sprawiedliwym i miłosiernym a nie złym i głupim, o jakim ty mówisz.
Yossarian roześmiał się i puścił jej ręce.
- Może wprowadzimy nieco więcej swobody religijnej w stosunkach między nami - zaproponował pojednawczo. - Ty możesz nie wierzyć w swojego Boga, a ja nie będę wierzył w swojego. Zgoda? Wspomnienie sceny z jednego z moich ulubionych seriali: W jednym z tych pobocznych, dowcipnych odcinków Z Archiwum X, Mulder I Scully spotkali Dżina. No i Mulder miał szansę wypowiedzieć życzenie. No i zażyczył sobie, rzecz właściwie banalna, pokoju na świecie. I Dżin usunął z naszej planety wszystkich ludzi oprócz Muldera. Oczywiście Mulder nie był zachwycony: - Nie takiego pokoju chciałem! - krzyczał. - A co ty myślałeś? - odpowiedział Dżin - Budda próbował, Jezus próbował, myślisz, że ja miałbym dać radę? Refleksje natury ogólnej: 1. Akurat fragment z "kopaniem panbuka" jest łatwy do obalenia, ponieważ pojawia się w kontekście zła moralnego i oczekuje się w nim od Boga, aby dzięki nieustannym cudownym interwencjom powstrzymywał ludzi od czynienia zła. A chyba nie o to chodzi. Katolicyzm zakłada, że ludzie posiadają wolną wolę. Skoro są wolni, to mogą wybierać między dobrem, a złem. Skoro mogą wybierać, to powinno się ich uczyć, jak wybierać dobrze. I tutaj wskakuje Objawienie, jako zestaw pewnych uniwersalnych reguł, których należy przestrzegać żeby być dobrym człowiekiem i zostać zbawionym (kochaj bliźniego, nie bądź mściwy, nie zabijaj, nie kradnij itd). Katolicyzm zakłada edukację moralną, a gdyby Bóg ludzi mechanicznie od zła powstrzymywał, życie stałoby się chyba jednak na dłuższą metę nieznośne. 2. O wiele trudniej jest uzasadnić zło naturalne, które dotyka ludzi, a szczególnie ludzi niewinnych, np. dzieci. I większość teistów ma z tym problem. W zeszłym roku chodziłem na wykłady amerykańskiej filozofki Eleonore Stump, która próbowała teistycznie uzasadnić koncepcję "post-traumatic growth" - że zło służy moralnemu doskonaleniu się człowieka. Np. ból porodu służy wyższemu dobru - pojawia się człowiek, a różne inne cierpienia, choroby i kalectwa sprzyjają rozmyślaniom i ogólnej moralnej dojrzałości. Jak dla mnie - naciągane strasznie. Ale nawet, nawet jeśli zgodzić się, że dorośli ludzie, którzy doświadczyli różnych tragedii, wyszli z tego silniejsi, to co z tragediami, które spotykają dzieci lub osoby niedorozwinięte umysłowo? Profesor Stump przyznała, że ma z tym problem, i że nie wie, i że to oddzielna kwestia. No cóż. 3. Większość tutejszych racjonalistów podchodzi do kwestii zła jakby "z góry" - jak dobry/wszechmocny/wszechwiedzący Bóg do tego dopuszcza? A gdyby spojrzeć na sprawę z punktu widzenia naturalnej historii religii, to okaże się, że zło istniało zanim ludzie odkryli/wymyślili Boga. I w tym kontekście religia pojawia się jako próba wytłumaczenia, czemu w ogóle zło w świecie istnieje, oraz jako sposób uporania się z tą nieprzyjemną koniecznością cierpienia i śmierci. I ta perspektywa wydaje mi się chyba najważniejsza.
bembergiem w berg
|
|
 | 4 na 4 | maciejo (3492 punktów) | >Refleksje natury ogólnej: >1. Akurat fragment z "kopaniem panbuka" jest łatwy do obalenia, ponieważ pojawia się w kontekście zła moralnego i oczekuje się w nim od Boga, aby dzięki nieustannym cudownym interwencjom powstrzymywał ludzi od czynienia zła. A chyba nie o to chodzi.
Raczej gdyby buk był wszechmogący, a zwłaszcza miłosierny stworzyłby wszechświat zła pozbawiony.
>Katolicyzm zakłada, że ludzie posiadają wolną wolę. Skoro są wolni, to mogą wybierać między dobrem, a złem. Skoro mogą wybierać, to powinno się ich uczyć, jak wybierać dobrze.
Tyle, że wolna wola człowieka w koncepcji religii katolickiej nie istnieje. Jest to tani chwyt odwracający uwagę od źródła problemu.
>I tutaj wskakuje Objawienie, jako zestaw pewnych uniwersalnych reguł, których należy przestrzegać żeby być dobrym człowiekiem i zostać zbawionym (kochaj bliźniego, nie bądź mściwy, nie zabijaj, nie kradnij itd). Katolicyzm zakłada edukację moralną, a gdyby Bóg ludzi mechanicznie od zła powstrzymywał, życie stałoby się chyba jednak na dłuższą metę nieznośne.
Zrzucenie winy na człowieka jest wygodne. Nic więcej. Samodoskonalenie się człowieka nie ma przecież żadnego wpływu na otrzymanie łaski.
>2. O wiele trudniej jest uzasadnić zło naturalne, które dotyka ludzi, a szczególnie ludzi niewinnych, np. dzieci. I większość teistów ma z tym problem. W zeszłym roku chodziłem na wykłady amerykańskiej filozofki Eleonore Stump, która próbowała teistycznie uzasadnić koncepcję "post-traumatic growth" - że zło służy moralnemu doskonaleniu się człowieka. Np. ból porodu służy wyższemu dobru - pojawia się człowiek, a różne inne cierpienia, choroby i kalectwa sprzyjają rozmyślaniom i ogólnej moralnej dojrzałości. Jak dla mnie - naciągane strasznie. Ale nawet, nawet jeśli zgodzić się, że dorośli ludzie, którzy doświadczyli różnych tragedii, wyszli z tego silniejsi, to co z tragediami, które spotykają dzieci lub osoby niedorozwinięte umysłowo? Profesor Stump przyznała, że ma z tym problem, i że nie wie, i że to oddzielna kwestia. No cóż.
Wydaje mi się, że jedyną możliwością dla teisty by z takiej rozmowy wyjść z twarzą i nie zaplątać się w sprzeczności jest przyznanie, że nie mają pojęcia czemu buk pozwala na zło.
>3. Większość tutejszych racjonalistów podchodzi do kwestii zła jakby "z góry" - jak dobry/wszechmocny/wszechwiedzący Bóg do tego dopuszcza?
Większość uważa, że boga nie ma, nie mniej pytanie jak wyżej jest dość zasadne w starciu na argumenty z naszym miejscowym klerem, który wówczas dość szybko zaczyna się gubić i denerwować.
>A gdyby spojrzeć na sprawę z punktu widzenia naturalnej historii religii, to okaże się, że zło istniało zanim ludzie odkryli/wymyślili Boga. I w tym kontekście religia pojawia się jako próba wytłumaczenia, czemu w ogóle zło w świecie istnieje, oraz jako sposób uporania się z tą nieprzyjemną koniecznością cierpienia i śmierci. I ta perspektywa wydaje mi się chyba najważniejsza.
Zgadzam się i chyba tak uważa większość racjonalistów.
|
|
 | 9 na 9 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Cytat z jednej z moich ulubionych książek:Przeczytałem ją kiedyś z dużą przyjemnością i rozbawieniem. Literatury pięknej w różny sposób odwołującej się do Boga jest sporo, gdyż znakomita większość ludzkości ma do tego jakiś stosunek, na ogół ważny dla nich. > Refleksje natury ogólnej:> 1. Akurat fragment z "kopaniem panbuka" jest łatwy do obalenia, ponieważ pojawia się w kontekście zła moralnego i oczekuje się w nim od Boga, aby dzięki nieustannym cudownym interwencjom powstrzymywał ludzi od czynienia zła.A czy Pan sobie zbytnio tu nie ułatwia tego obalenia? Popuszczając wodze fantazji, to od Boga, któremu "przypisuje się transcendencję (zewnętrzność, istnienie poza zasięgiem naszego doświadczenia i poznawalności), immanencję (wewnętrzność, pozostawanie w świecie dostępnemu naszemu poznaniu) omniprezencję (wszechobecność), immortalizm (nieśmiertelność) omnipotencję (wszechpotężność), omnisciencję (wszechwiedzę) omnibenewolencję (wszechmiłosierność). można wymagać organizacji świata pozbawionego zła, a przynajmniej zła w jego najbardziej ekstremalnych postaciach. Dla ludzi wierzących Bóg może być np. jednocześnie transcendentny i immanentny, omnibenewoletny i zgadzać się na istnienie zła. Religijna wiara umożliwia umysłowe przyjęcie za oczywistość, że zarówno poszczególne cechy Boga jak również tych cech zestawienie nie muszą być (i najczęściej nie są) logicznie spójne.Gorzej gdy chce się to poddać racjonalnej ocenie i jakoś tam zrozumieć. > A chyba nie o to chodzi.A o co? > Katolicyzm zakłada, że ludzie posiadają wolną wolę.Mówimy o katolicyzmie, czy o Bogu? > Skoro są wolni, to mogą wybierać między dobrem, a złem.Tak, mogą wybierać pomiędzy tym co stworzył ich Dobry Bóg. > Skoro mogą wybierać, to powinno się ich uczyć, jak wybierać dobrze.Powinno, tylko jakoś marnie z tymi naukami idzie. Katolicy nie są w niczym lepsi od wyznawców innych wyznań, czy ateistów, a moim zdaniem, poprzez swoje zakłamanie, są nawet gorsi. > I tutaj wskakuje Objawienie, jako zestaw pewnych uniwersalnych reguł, których należy przestrzegać żeby być dobrym człowiekiem i zostać zbawionym (kochaj bliźniego, nie bądź mściwy, nie zabijaj, nie kradnij itd). Katolicyzm zakłada edukację moralną, a gdyby Bóg ludzi mechanicznie od zła powstrzymywał, życie stałoby się chyba jednak na dłuższą metę nieznośne.Istnieją i uniwersalistyczne i katolickie reguły, tyle tylko, że statystycznie, to mają się one nijak do praktyki życia. Gorzej - najlepiej znającymi Boga są kapłani i to oni winni być najbardziej "bogobojni", najbardziej przestrzegający bożych nakazów, a wcale tak nie jest. > 2. O wiele trudniej jest uzasadnić zło naturalne, które dotyka ludzi, a szczególnie ludzi niewinnych, np. dzieci. I większość teistów ma z tym problem.Myślę, że powinni z tym mieć duży problem wszyscy inteligentni ludzie zawierzający Bogu. > zło służy moralnemu doskonaleniu się człowieka. Np. ból porodu służy wyższemu dobru - pojawia się człowiek, a różne inne cierpienia, choroby i kalectwa sprzyjają rozmyślaniom i ogólnej moralnej dojrzałości. Jak dla mnie - naciągane strasznie.Jak dla mnie też. Zbyt często spotkałem się na pogrzebowych kazaniach ze słowami: "Bóg daje ci cierpienie, abyś się doskonalił", "Kogo Pan Bóg kocha, temu krzyże zsyła"Cytat z katolickiej stronki: "Bądź wiernym Bogu nie tylko w rzeczach wielkich ale i w małych, mężnie dźwigaj krzyże życia i oddaj się całkowicie woli Bożej. Nie odmawiaj Bogu żadnej ofiary, jakiej od ciebie zażąda. Dziękując Bogu za wszystko pamiętaj, że On jest obecny w tobie. Wszystkie swoje sprawy składaj w ofierze Najświętszemu Sercu Jezusa przez Najświętszą Pannę. św. Józef Sebastian Pelczar (ŻD 1, 59)""Czytając tą myśl na dziś od razu nasunęła mi się historia Hioba. Mężnie dźwigać krzyż. Często w naszym życiu zdarza się tak, że gdy spotka nas jakieś cierpienie, ból, coś co nie jest po naszej myśli. Wtedy mamy tyle wątpliwości czy Bóg nas kocha, skoro kocha to czemu pozwala nam cierpieć? Otóż KOCHA! Ukochał nas tak, że oddał Swojego Jedynego Syna za nas byśmy my mogli żyć. Krzyż stał się najpiękniejszym znakiem Miłości Czymś pięknym jest umieć przyjąć ten krzyża i z pokorą go nieść i nade wszystko miłować Boga i oddać się Jego świętej woli. Każdego dnia dziękować za wszystko, za radość, szczęście, smutek, ból. We wszystkim odnajdywać sens i pokładać ufność w Bogu Bo Bóg nas kocha, a miłość stawia wymagania."Oczywiście czytałem też interpretacje ks. M. Dziewieckiego, , ale wtedy należy zgodzić się z konstatacją Marcina Przeciszewskiego, redaktora naczelnego Katolickiej Agencji Informacyjnej, gdy pisze: "Polacy wierzą dziś w sposób selektywny, wybierają z wiary to, co im pasuje, tak jak wybiera się towar z półek w supermarketach". [Załącznik]> 3. Większość tutejszych racjonalistów podchodzi do kwestii zła jakby "z góry" - jak dobry/wszechmocny/wszechwiedzący Bóg do tego dopuszcza?A Pan raz z góry, a raz z dołu - stosownie do erystycznej potrzeby? > A gdyby spojrzeć na sprawę z punktu widzenia naturalnej historii religii, to okaże się, że zło istniało zanim ludzie odkryli/wymyślili Boga.Oczywiście, iż ludzie wcześniej doświadczali zła niż wymyślili nadprzyrodzoność. > I w tym kontekście religia pojawia się jako próba wytłumaczenia, czemu w ogóle zło w świecie istnieje, oraz jako sposób uporania się z tą nieprzyjemną koniecznością cierpienia i śmierci.Dokładnie religie dają nam proste i pewne odpowiedzi, na całą złożoność rzeczywistości. Tyle, że zupełnie nieprawdziwe. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
|  | | worek kości (2937 punktów) | >można wymagać organizacji świata pozbawionego zła, a przynajmniej zła w jego najbardziej ekstremalnych postaciach.
No i wydaje się, że nasz świat nie posiada zła ekstremalnego.
Ekstremalne zło (za Jackiem Wojtysiakiem, z jego Sporu o istnienie Boga) to bezwzględnie nieusprawiedliwione cierpienie, które:
1. Jest świadomie przeżywane. 2. Nie posiada żadnej funkcji (ból informuje nas o uszkodzeniu organizmu - jest to jakaś funkcja, albo ból porodowy towarzyszy osiągnięciu wyższego dobra - nowego człowieka) 3. Ma charakter intensywny i permanentny (wypełnia całe życie) 4. Nie jest zrównoważone żadnym dobrem (a zwłaszcza aktem poznania i woli)
Zdaniem Wojtysiaka nikt nie jest w stanie podać przykładu zła, które spełniłoby te wszystkie warunki (co nie zmienia faktu, że w świecie istnieje wiele przerażającego zła, które trudno usprawiedliwić).
>>A chyba nie o to chodzi. >A o co?
W katolicyzmie Bóg nie może ludzi powstrzymywać siłą od czynienia zła, ponieważ ludzie posiadają nienaruszalną z punktu widzenia Boga wolną wolę.
>>Katolicyzm zakłada, że ludzie posiadają wolną wolę. >Mówimy o katolicyzmie, czy o Bogu?
Mówię o koncepcji Boga, jaką proponuje katolicyzm uzupełniony o różne filozoficzne interpretacje (głównie tomizm).
>>Skoro są wolni, to mogą wybierać między dobrem, a złem. >Tak, mogą wybierać pomiędzy tym co stworzył ich Dobry Bóg.
Wybór jest kwestią moralną - pytanie - czy Bóg stworzył "ludzką decyzję"? Jaś może użyć noża aby pokroić chleb i nakarmić Małgosie (dobra decyzja), albo żeby Małgosie zabić (zła decyzja). Czy Jaś wybiera między tym, co stworzył Dobry Bóg (złą i dobrą decyzją?) czy jednak to Jaś jest autorem tej moralnej sytuacji?
>Katolicy nie są w niczym lepsi od wyznawców innych wyznań,
Myślę, że moralność katolicka jest obiektywnie lepsza od moralności muzułmańskiej.
>czy ateistów, a moim zdaniem, poprzez swoje zakłamanie, są nawet gorsi.
Spora część ateistów to właściwie ateiści chrześcijańscy - moralność chrześcijańska bez Boga. A zasadnicze różnice pojawiają się w stosunku do aborcji, in vitro, eutanazji, kary śmierci i adopcji dzieci przez homoseksualistów.
>Gorzej - najlepiej znającymi Boga są kapłani i to oni winni być najbardziej "bogobojni", najbardziej przestrzegający bożych nakazów, a wcale tak nie jest.
Nie wiem, katolicy twierdzą, że są wspólnotą grzeszników, więc nikt tutaj nie powinien z siebie robić świętego. A na marginesie - czy wskaźnik moralny powinien iść drogą, którą wskazuje? Wystarczy chyba, że pokazuje właściwy kierunek.
>Dokładnie religie dają nam proste i pewne odpowiedzi, na całą złożoność rzeczywistości. Tyle, że zupełnie nieprawdziwe.
Myślę, że problem istnienia życia po śmierci jest empirycznie nierozstrzygalny. Nie da się tego zbadać, a różne relacje z tzw. śmierci klinicznej zdają się niektórych ludzi skłaniać do wiary, że jednak "coś tam jest". Zaryzykowałby twierdzenie, że racje za tym, czy życie po śmierci istnienie czy nie są zrównoważone - żadna strona nie potrafi podać rozstrzygającego dowodu na korzyść swojej tezy. Skoro racje są zrównoważone, to chyba jednak jest czymś racjonalnym, aby wierzyć w coś, co daje nam szczęście, nadzieję i spokój ducha - a te uczucia niewątpliwie towarzyszą ludziom, którzy wierzą w życie pozagrobowe (np. w duchu katolicyzmu).
bembergiem w berg
|
|
| |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . W poprzednim poście:>1. Akurat fragment z "kopaniem panbuka" jest łatwy do obalenia, ponieważ pojawia się w kontekście zła moralnego i oczekuje się w nim od Boga, aby dzięki nieustannym cudownym interwencjom powstrzymywał ludzi od czynienia zła. A czy Pan sobie zbytnio tu nie ułatwia tego obalenia? Popuszczając wodze fantazji, to od Boga, któremu "przypisuje się transcendencję (zewnętrzność, istnienie poza zasięgiem naszego doświadczenia i poznawalności), immanencję (wewnętrzność, pozostawanie w świecie dostępnemu naszemu poznaniu) omniprezencję (wszechobecność), immortalizm (nieśmiertelność) omnipotencję (wszechpotężność), omnisciencję (wszechwiedzę) omnibenewolencję (wszechmiłosierność) można wymagać organizacji świata pozbawionego zła, a przynajmniej zła w jego najbardziej ekstremalnych postaciach. > No i wydaje się, że nasz świat nie posiada zła ekstremalnego.Tak się Panu wydaje? Wydaje mi się, że jak na katolika przystało, ma Pan serce z kamienia. > Ekstremalne zło (za Jackiem Wojtysiakiem, z jego Sporu o istnienie Boga) to bezwzględnie nieusprawiedliwione cierpienie, które:> 1. (...)> 2. (...)> 3. (...)> 4. (...)> Zdaniem Wojtysiaka nikt nie jest w stanie podać przykładu zła, które spełniłoby te wszystkie warunki (co nie zmienia faktu, że w świecie istnieje wiele przerażającego zła, które trudno usprawiedliwić). Jacek Wojtysiak, to jak wszyscy fideiści po pierwsze próbuje zracjonalizować własną wiarę. Filozoficzne wykształcenie pozwala mu na korzystanie z filozoficznych (spekulatywnych) narzędzi, które w jego ocenie i ocenie jego współwyznawców pozwalają na zracjonalizowanie irracjonalnych przekonań, a tak naprawdę dążą do mistyfikacji rzeczywistości. Dobro i zło jest subiektywnym ludzkim odczuciem i do odczuwających go ludzi należy ocena jego stopnia. Pan Wojtysiak po prostu tu bzdury wypisuje. Na przykład ekstremalnym złem jest zgwałcenie przez księdza dziecka. Minimalny epizodzik w skali historii ludzkości, ale nie w skali tego pojedynczego ciężko skrzywdzonego dziecka. Jestem relatywistą i oceniam to jako ciężką zbrodnię, którą rygorystyczny Kościół sobie lekceważy. > >>>Skoro są wolni, to mogą wybierać między dobrem, a złem.> Tak, mogą wybierać pomiędzy tym co stworzył ich Dobry Bóg.Czyli Pańskim zdaniem dziecko może wybierać, czy będzie molestowane przez ojca, czy przez księdza. Jak księdza wybierze, to zostanie zerżnięte na chwałę Bożą? Mogę wybierać czy stłuką mi mordę, czy dom podpalą? Mam prawo do wyboru zła stworzonego przez Boga? Znowu pieprzenie służące usprawiedliwianiu podłości czynionych tu docześnie. Za zło Bóg ich po śmierci pokaże! Tylko - jak przychodzi co do czego, to katolicy są zdecydowanie bardziej pamiętliwi i mściwi od racjonalistów. > Wybór jest kwestią moralną - pytanie - czy Bóg stworzył "ludzką decyzję"? Jaś może użyć noża aby pokroić chleb i nakarmić Małgosie (dobra decyzja), albo żeby Małgosie zabić (zła decyzja). Czy Jaś wybiera między tym, co stworzył Dobry Bóg (złą i dobrą decyzją?) czy jednak to Jaś jest autorem tej moralnej sytuacji?Jaś, czy Małgosia? Jaki w kontekście katolickiej "wolnej woli" był wybór Małgosi? > >>>Katolicy nie są w niczym lepsi od wyznawców innych wyznań,> Myślę, że moralność katolicka jest obiektywnie lepsza od moralności muzułmańskiej.Znakomita większość muzułmanów sądzi odwrotnie, a ja - jako relatywista - biorę pod uwagę kontekst czasów i sytuacji i wiem, że system aksjologiczny ma podobną aksjologiczną wartość, natomiast na jednostkowe zachowania mają wpływ konkretne ukształtowania osobowościowe i cały kontekst społeczny danej jednostki. > >>>czy ateistów, a moim zdaniem, poprzez swoje zakłamanie, są nawet gorsi.> Spora część ateistów to właściwie ateiści chrześcijańscy - moralność chrześcijańska bez Boga.Tak Pan sądzi? Kant szukał uzasadnienia swoich moralnych tez w chrześcijaństwie? I Russell? I Kotarbiński? > A zasadnicze różnice pojawiają się w stosunku do aborcji, in vitro, eutanazji, kary śmierci i adopcji dzieci przez homoseksualistów.Dla mnie zasadniczą różnicą są źródła, gdy ktoś szuka źródeł w religii otrzymuje religijne odpowiedzi. > >>>Gorzej - najlepiej znającymi Boga są kapłani i to oni winni być najbardziej "bogobojni", najbardziej przestrzegający bożych nakazów, a wcale tak nie jest.> Nie wiem, katolicy twierdzą, że są wspólnotą grzeszników, więc nikt tutaj nie powinien z siebie robić świętego.Pomiędzy "robieniem za świętego", a tylko ludzką przyzwoitością jest ogromna różnica. Czego oczekują wierni od kapłana można sobie poczytać w badaniach socjologicznych, można u ks. Drewermanna, można u Veblena> A na marginesie - czy wskaźnik moralny powinien iść drogą, którą wskazuje?Moim zdaniem powinien: www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,560977#w563094> Wystarczy chyba, że pokazuje właściwy kierunek.www.racjon(*).php/z,0/d,12/s,556927#w557306No właśnie, w mojej relatywnej moralności jest obrzydlistwem wskazywanie innym drogi, a samemu wybierając inną. Na szczęście (z wyboru) nie jestem chrześcijaninem. > >>>Dokładnie religie dają nam proste i pewne odpowiedzi, na całą złożoność rzeczywistości. Tyle, że zupełnie nieprawdziwe.> Myślę, że problem istnienia życia po śmierci jest empirycznie nierozstrzygalny.Tu, nie o życie "po śmierci mi" chodziło, a o doczesność. Na przykład zawartą w wypowiedzi H. L. Menckena: www.racjonalista.pl/forum.php/s,538650#w538767I dalej. www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,545469#w545694.
|
|
| | |  | | worek kości (2937 punktów) | > >No i wydaje się, że nasz świat nie posiada zła ekstremalnego.> Tak się Panu wydaje? Wydaje mi się, że jak na katolika przystało, ma Pan serce z kamienia.Spór o rozumienie pojęć. Doskonale rozumiem, że niektóre rzeczy mogą być dla kogoś ekstremalnie złe, ale ekstremalne zło tak jak ja je rozumiem na potrzeby tej dyskusji, jest opisane w definicji Wojtysiaka. > Jacek_Wojtysiak to jak wszyscy fideiści po pierwsze próbuje zracjonalizować własną wiarę.Znam trochę profesora Wojtysiaka i na pewno nie powie on o sobie, że jest fideistą. Ale chyba znowu inaczej rozumiemy to pojęcie, "fideizm" - dla Pana fideistą jest każda osoba religijna, dla mnie fideistą jest ktoś, kto przyjmuje jakieś przekonania tylko na mocy wiary. W Pana znaczeniu Wojtysiak może być nazwany fideistą, w moim znaczeniu już nie. > Filozoficzne wykształcenie pozwala mu na korzystanie z filozoficznych (spekulatywnych) narzędzi, które w jego ocenie i ocenie jego współwyznawców pozwalają na zracjonalizowanie irracjonalnych przekonań, a tak naprawdę dążą do mistyfikacji rzeczywistości.Sto lat temu istnienie atomów było traktowane jako twierdzenie metafizyczne, ponieważ nie było narzędzi, aby to zweryfikować. Dzisiejsza nauka również jest pełna takich założeń, tylko nie nazywa się ich już założeniami filozoficznymi, tylko np. hipotezami roboczymi - że wszechświat ma naturę jednorodną lub że ta jednorodność ma tylko status lokalny, że wszechświat istnieje lub nie istnieje wiecznie, że obiekty matematyczne istnieją obiektywnie lub tylko jako zapis na papierze itd. > Dobro i zło jest subiektywnym ludzkim odczuciem i do odczuwających go ludzi należy ocena jego stopnia. Pan Wojtysiak po prostu tu bzdury wypisuje. Na przykład ekstremalnym złem jest zgwałcenie przez księdza dziecka.Skoro dobro i zło jest subiektywnym ludzkim odczuciem, to dla jednych zgwałcenie dziecka będzie ekstremalnym złem, dla innych dobrem, a dla jeszcze innych czymś moralnie neutralnym - i jak Pan uzasadni, że ci pierwsi mają rację, a ci drudzy i trzeci się mylą? Każdy z nich kieruje się przecież tylko subiektywnym odczuciem. > Jaś, czy Małgosia? Jaki w kontekście katolickiej "wolnej woli" był wybór Małgosi?Małgosia pewnie wybrała, że chce zjeść chleb, a później wybrała też pewnie, że chce żyć, jednak Jaś był silniejszy i mógł swoją wolę Małgosi narzucić, siłą. > >Spora część ateistów to właściwie ateiści chrześcijańscy - moralność chrześcijańska bez Boga.> Tak Pan sądzi? Kant szukał uzasadnienia swoich moralnych tez w chrześcijaństwie? I Russell? I Kotarbiński?Oni pewnie nie, ale np. Oriana Fallaci już tak - "Swój światopogląd określała jako chrześcijański ateizm". > Tu, nie o życie "po śmierci mi" chodziło, a o doczesność. Na przykład zawartą w wypowiedzi H. L. Menckena""Nietrudno zrozumieć, dlaczego człowiek z gminu nienawidzi nauki." Skoro człowiek z gminu nienawidzi nauki, to nie ma sensu wciągać człowieka z gminu w naukową dyskusję. Jeśli chodzi o mnie, to staram się przedstawiać poglądy wykształconych teistów na różne sprawy, poglądy racjonalnie uzasadnione, a nie pisać o tym, jakim to rozmaitym mniemaniom hołdują szerokie koła.
bembergiem w berg
|
|
| | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > No i wydaje się, że nasz świat nie posiada zła ekstremalnego.> >>>Tak się Panu wydaje? Wydaje mi się, że jak na katolika przystało, ma Pan serce z kamienia.> Spór o rozumienie pojęć.To żaden spór, to świadomie przyjęty język, a w nim sens i znaczenie terminów: www.racjonalista.pl/forum.php/s,562465#w562499> Doskonale rozumiem, że niektóre rzeczy mogą być dla kogoś ekstremalnie złe, ale ekstremalne zło tak jak ja je rozumiem na potrzeby tej dyskusji, jest opisane w definicji Wojtysiaka.A ja się już w tej dyskusji na to nie zgadzam, gdyż rozumienie Wojtysiaka jest próbą mistyfikacji rzeczywistości. > >>>Jacek_Wojtysiak to jak wszyscy fideiści po pierwsze próbuje zracjonalizować własną wiarę.> Znam trochę profesora Wojtysiaka i na pewno nie powie on o sobie, że jest fideistą.Ja znam go głównie z publikacji i wiem, że jak 99% fideistów do swojego fideizmu się nie przyzna. > Ale chyba znowu inaczej rozumiemy to pojęcie, "fideizm" - dla Pana fideistą jest każda osoba religijna, dla mnie fideistą jest ktoś, kto przyjmuje jakieś przekonania tylko na mocy wiary.Ja rozumiem go podobnie do Fideizm (od łac. fides - wiara) to pogląd filozoficzny i teologiczny głoszący prymat wiary nad poznaniem rozumowym i teoriami naukowymi. Według fideisty poznanie religijne w postaci objawienia wyprzedza poznanie rozumowe. Choć rozszerzam go na wszelkie postawy epistemologiczne dające prymat wierze. > W Pana znaczeniu Wojtysiak może być nazwany fideistą, w moim znaczeniu już nie.Nie jestem w stanie prowadzić na ten temat dyskusji. Argumenty przedstawiłem, a głęboko wierzącego fideisty nikt nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej. > >>>Filozoficzne wykształcenie pozwala mu na korzystanie z filozoficznych (spekulatywnych) narzędzi, (...).> Sto lat temu istnienie atomów było traktowane jako twierdzenie metafizyczne, ponieważ nie było narzędzi, aby to zweryfikować. Dzisiejsza nauka również jest pełna takich założeń, tylko nie nazywa się ich już założeniami filozoficznymi, tylko np. hipotezami roboczymi - że wszechświat ma naturę jednorodną lub że ta jednorodność ma tylko status lokalny, że wszechświat istnieje lub nie istnieje wiecznie, że obiekty matematyczne istnieją obiektywnie lub tylko jako zapis na papierze itd.A jak to się ma do mojej wypowiedzi? Wiem, że wiele osób chciałoby nas cofnąć do średniowiecza, a chociaż do XIX wieku, ale tak się nie da. Nauka wyjaśniła nam już wiele zagadnień i inteligentne otwarte umysły biorą je pod uwagę w swojej refleksji nad rzeczywistością. Umysły zdeformowane fideistycznie mielą materiał przemielony już na pył. Tak na podobieństwo cadyków "Tradycyjnie w rabinicznej kulturze, przynajmniej od późnego średniowiecza, podstawową formą religijności były studia religijne. Mógł się nimi zająć jednak tylko człowiek wykształcony, który znał język hebrajski i aramejski, był w stanie opanować skomplikowane struktury logiczne związane z metodą studiów rabinicznych, a także ogromną ilość tekstów. Niektórzy dochodzili do niewyobrażalnej dla nas znajomości tekstów i biegłości w ich interpretacji. Najzdolniejsi studenci potrafili na przykład wbić igłę w stronę Talmudu i powiedzieć, przez jakie słowa na kolejnych stronach ta igła przeszła." > >>>Dobro i zło jest subiektywnym ludzkim odczuciem i do odczuwających go ludzi należy ocena jego stopnia. (...). Na przykład ekstremalnym złem jest zgwałcenie przez księdza dziecka.> Skoro dobro i zło jest subiektywnym ludzkim odczuciem, to dla jednych zgwałcenie dziecka będzie ekstremalnym złem, dla innych dobrem, a dla jeszcze innych czymś moralnie neutralnymTak. > - i jak Pan uzasadni, że ci pierwsi mają rację, a ci drudzy i trzeci się mylą?Przecież pisałem: www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,562660#w563060www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,562660#w563192 tylko tyle, że z fideiści najpierw to odrzucają wszystkie teksty przeczące ich wierze, a jeżeli już nawet przeczytają to rozumieją je opacznie. > Każdy z nich kieruje się przecież tylko subiektywnym odczuciem.Tak, trudno nie tylko wejść w świadomość nietoperza, ale nawet drugiego człowieka. Pomimo tego człowiek jest zwierzęciem społecznym, które potrafi "wczuć się" w świadomość innego człowieka, a nawet dokonać obiektywizacji wspólnych poglądów. > >>>Jaś, czy Małgosia? Jaki w kontekście katolickiej "wolnej woli" był wybór Małgosi?> Małgosia pewnie wybrała, że chce zjeść chleb, a później wybrała też pewnie, że chce żyć, jednak Jaś był silniejszy i mógł swoją wolę Małgosi narzucić, siłą.Pan naprawdę nie zrozumiał problemu? > Oni pewnie nie, ale np. Oriana Fallaci już tak - "Swój światopogląd określała jako chrześcijański ateizm".Ludzie są przeróżni i mają przeróżne poglądy. Nigdy temu nie przeczyłem. Więc skąd tu Oriana? > >>>Tu, nie o życie "po śmierci mi" chodziło, a o doczesność. Na przykład zawartą w wypowiedzi H. L. Menckena "Nietrudno zrozumieć, dlaczego człowiek z gminu nienawidzi nauki."> Skoro człowiek z gminu nienawidzi nauki, to nie ma sensu wciągać człowieka z gminu w naukową dyskusję.Nie ma! Z wiarą nie ma dyskusji a i czasu szkoda. > Jeśli chodzi o mnie, to staram się przedstawiać poglądy wykształconych teistów na różne sprawy,Przynajmniej ja właśnie tak Pana odbieram. Jako inteligentnego o sporej wiedzy i umiejętności racjonalnej refleksji chrześcijańskiego fideistę. > poglądy racjonalnie uzasadnione,W to już śmiem wątpić, ale różnie bywa. > a nie pisać o tym, jakim to rozmaitym mniemaniom hołdują szerokie koła.Dla mnie ważnym jest to co myśli Pan, ale ważnym też jest co myślą inni, a nawet to czemu hołdują szerokie koła (i ludzie gminu), gdyż to wszystko stanowi społeczną rzeczywistość
|
|
| | |  | 1 na 1 | No Idea (83 punktów) | Andrzej Bogusławski: Jacek Wojtysiak, to jak wszyscy fideiści po pierwsze próbuje zracjonalizować własną wiarę. Fideista to z definicji ktoś, kto nie widzi potrzeby racjonalizowania własnej wiary. Myślę, że nawet tylko na podstawie przywołanych tu tekstów widać, że prof. Wojtysiak nie jest przykładem fideisty. Czemu używać pojęcia "fideizm" w jakimś nowym, prywatnym znaczeniu, skoro ma już ono ustalony sens? To tylko powoduje niepotrzebne nieporozumienia - a czasem, jak wtedy, kiedy zmienione określenie odnosimy do kogoś konkretnego, może być odbierane jako obraźliwe.
|
|
| | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) |
Andrzej Bogusławski: Jacek Wojtysiak, to jak wszyscy fideiści po pierwsze próbuje zracjonalizować własną wiarę. > Fideista to z definicji ktoś, kto nie widzi potrzeby racjonalizowania własnej wiary.Po pierwsze racjonaliści, aby rozmowy miały sens, starają się ze zrozumieniem przeczytać wypowiedzi swoich interlokutorów. Napisałem Pani:> Mnie się wydaje, że fideizm to po prostu pewne stanowisko w filozofii religii - trudne do obrony, ale warte dyskusji, a nie demonizowania.Słownikowo to ma Pani rację, gdyż fideizm (od łac. fides - wiara) to pogląd filozoficzny i teologiczny głoszący prymat wiary nad poznaniem rozumowym i teoriami naukowymi. Według fideisty poznanie religijne w postaci objawienia wyprzedza poznanie rozumowe, a jedynym źródłem wiedzy w kwestiach wiary i etyki może być jedynie stała tradycja ludzkości oparta ostatecznie na pierwotnym Bożym Objawieniu. Jest to więc antyracjonalizm i irracjonalizm, bo przyjmuje się istnienie prawd niedostępnych poznaniu rozumowemu. Ale ja widzę to jeszcze szerzej jako postawę epistemologiczną wobec całej rzeczywistości. > I jest to stanowisko, które zupełnie nie kojarzy mi się z Workiem.No cóż, ja mogę oceniać go tylko po tym co tu wypisuje i moim zdaniem jest zdecydowanym - choć nie ekstremalnym - fideistą. Natomiast pisząc o nieszczerości fideistów uogólniałem - nie tylko pana Piotra mając tu na myśli. www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,562770#w563256> Myślę, że nawet tylko na podstawie przywołanych tu tekstów widać, że prof. Wojtysiak nie jest przykładem fideisty.Tak, Pani sądzi na podstawie przywołanych przeze mnie tekstów? Na przykład: "Dobra teologia naturalna jest niezbędna w każdej poważnej refleksji nad wiarą." To bardzo ciekawe myślenie. Według mnie nie ma żadnych naukowych przesłanek do istnienia, a nawet nie ma naukowej definicji czegoś takiego jak "Bóg". Jego istnienie można przyjąć tylko i wyłącznie na wiarę i dlatego każdy kto dopuszcza (a tym bardziej, gdy stara się spekulatywnie dowieść) jego istnienie musi być fideistą lub przedstawić naukowe dowody na jego istnienie. > Czemu używać pojęcia "fideizm" w jakimś nowym, prywatnym znaczeniu, skoro ma już ono ustalony sens?Właśnie! Ja używam go zgodnie z Wikipedią i odwołałem się do niego w rozmowie z Panią i panem Workiem. www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,562660#w563409> To tylko powoduje niepotrzebne nieporozumienia - a czasem, jak wtedy, kiedy zmienione określenie odnosimy do kogoś konkretnego, może być odbierane jako obraźliwe.Nie interesuje mnie obraźliwość słów, o ile nie są wulgarne, a oddają dobrze sens rzeczy. Dla mnie każdy człowiek głoszący prymat wiary nad poznaniem rozumowym i teoriami naukowymi jest fideistą i nie jest to mój prywatny pogląd, tylko definicja słownikowa. Na przykład: Gerald O'Collins SJ, Edward G. Farrugia SJ LEKSYKON pojęć teologicznych i kościelnych
Fideizm
(łac. "wiara") Kierunek charakteryzujący się (a) niedocenianiem rozumu w badaniu spraw religijnych oraz (b) zbytnim podkreślaniem swobodnego decydowania się na wiarę. W najlepszym razie fideizm słusznie podważa próby naukowego uzasadnienia wiary chrześcijańskiej. W najgorszym razie ukazuje on wiarę jako ślepy skok w ciemność. Zob. analiza wiary, modernizm, przesłanki wiary, racjonalizm, teologia naturalna, tradycjonalizm. www.opoka.org.pl/slownik/ltk/fideizm.htmlPowszechna Encyklopedia Filozofii
FIDEIZM (łac. fides - wiara) - pogląd dotyczący relacji wiary i rozumu, akcentujący rolę wiary w poznaniu ludzkim; różnego typu postawy intelektualne, od skrajnego zanegowania rozumu do przekonania o dopełniającej roli czynników pozaracjonalnych w poznaniu umysłowym; peenef2.republika.pl/hasla/f/fideizm.html I szczyt katolickiego mataczenia, a mówiąc prościej teologicznego bełkotu: Fideizm leży w sprzeczności z chrześcijańskim poznaniem Boga. W klasycznej Teodycei stawia się go w rzędzie z agnostycyzmem. Fideizm ma być umiarkowaną opcja agnostyczna, zakładającą możliwość poznania Boga, ale w wyniku filozoficznego irracjonalizmu. Całość poznania wg Fideizmu realizuje się na drodze pozaintelektualnej.
W Fideizmie tylko na drodze irracjonalnej, nie dającej się bliżej określić wiary, można stwierdzić istnienie duszy, Boga, podobnie i normy etyczne. Chyba doskonale tę kwestie oddaje fideista znany każdemu fizykowi i nie tylko, Pan Błażej Pascal (+1662) i jego zakład. Nie mogąc poznać Boga, czyniąc dobrze - nic nie tracę i nic nie zyskuję. Jeśli się jednak okaże, że Bóg istnieje, to wówczas dużo mogę zyskać przez realizowanie za życia dobra. Zgodnie z Wprowadzeniem do naszego portalu, kpię sobie z takiego mataczenia, nawet (a może i szczególnie) wtedy, gdy ono różnych fideistów obraża. PS. Zawsze staram się wiedzieć co piszę, znać teksty, do których się odnoszę, a już na pewno rozumieć terminy, których używam. Pani może wierzyć, że panowie Wotysiak i Piotr nie są fideistami, a ja nie umiem przeciwstawić się czyjeś wierze, gdyż z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda. Zaś racjonalne argumenty to jasno przedstawiłem. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | |  | | No Idea (83 punktów) | Andrzej Bogusławski:Dla mnie każdy człowiek głoszący prymat wiary nad poznaniem rozumowym i teoriami naukowymi jest fideistą i nie jest to mój prywatny pogląd, tylko definicja słownikowa. W porządku, przyjmijmy ją, choć rzeczywiście jest dość ogólna. Andrzej Bogusławski:Na przykład: "Dobra teologia naturalna jest niezbędna w każdej poważnej refleksji nad wiarą." To bardzo ciekawe myślenie. Według mnie nie ma żadnych naukowych przesłanek do istnienia, a nawet nie ma naukowej definicji czegoś takiego jak "Bóg". Jego istnienie można przyjąć tylko i wyłącznie na wiarę i dlatego każdy kto dopuszcza (a tym bardziej, gdy stara się spekulatywnie dowieść) jego istnienie musi być fideistą lub przedstawić naukowe dowody na jego istnienie. Nauka (science) nie zajmuje się istnieniem Boga, podobnie jak nie zajmuje się istnieniem uniwersaliów. To są problemy filozoficzne, rozwiązywane przy użyciu innych metod niż te używane w naukach przyrodniczych. W filozofii można argumentować za istnieniem Boga albo przeciw niemu, więc istnieją racjonalne przesłanki za każdym z tych stanowisk, tzn. racje za teizmem i za ateizmem (i za agnostycyzmem). Jeśli ktoś przyjmuje istnienie Boga na podstawie filozoficznej argumentacji, to znaczy, że nie przyjmuje go na wiarę. W klasycznie rozumianej teologii naturalnej nawet nie można opierać się na objawieniu - wszystkie przesłanki muszą być niezależne od religii. Andrzej Bogusławski: I szczyt katolickiego mataczenia, a mówiąc prościej teologicznego bełkotu: Fideizm leży w sprzeczności z chrześcijańskim poznaniem Boga. W klasycznej Teodycei stawia się go w rzędzie z agnostycyzmem. Fideizm ma być umiarkowaną opcja agnostyczna, zakładającą możliwość poznania Boga, ale w wyniku filozoficznego irracjonalizmu. Całość poznania wg Fideizmu realizuje się na drodze pozaintelektualnej. W Fideizmie tylko na drodze irracjonalnej, nie dającej się bliżej określić wiary, można stwierdzić istnienie duszy, Boga, podobnie i normy etyczne.
Tradycyjnie w katolicyzmie odrzuca się fideizm jako formę agnostycyzmu, bo zakłada się, że do przekonania o istnieniu Boga można dojść rozumowo (co nie znaczy: w obrębie nauk przyrodniczych). Co tu się nie zgadza? Andrzej Bogusławski:Zawsze staram się wiedzieć co piszę, znać teksty, do których się odnoszę, a już na pewno rozumieć terminy, których używam. Pani może wierzyć, że panowie Wotysiak i Piotr nie są fideistami, a ja nie umiem przeciwstawić się czyjeś wierze, gdyż z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda. Zaś racjonalne argumenty to jasno przedstawiłem. Worek co jakiś czas przypomina, że choć nie zgadza się z konkretnymi argumentami podawanymi na Forum, to nie jest teistą (np. tu: www.racjonalista.pl/index.php/s,35/d,1220) i nie zakłada prawdziwości katolicyzmu; takie poglądy bardzo utrudniają bycie fideistą katolickim (jeśli w ogóle można być katolickim fideistą, ale to inny problem). Ja też staram się uważnie czytać, jasno definiować pojęcia, których używam, i pozostawać w obrębie racjonalnej argumentacji - i mam nadzieję, że do tej pory udało mi się od tego nie odbiec (jeśli ma Pan wrażenie, że jest inaczej, spróbuję sprostować swoje słowa). Chętnie pociągnę tę dyskusję. Nawet jeśli żadne z nas nie przekona drugiego do niczego, to może coś sobie nawzajem rozjaśnimy, a to już całkiem sporo. Szczerze mówiąc, zaczęłam rozmowę z ciekawości, bo myślę, że konsekwencje, jakie wyprowadza Pan z definicji fideizmu, są dość nietypowe.
|
|
| | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Andrzej Bogusławski:Dla mnie każdy człowiek głoszący prymat wiary nad poznaniem rozumowym i teoriami naukowymi jest fideistą i nie jest to mój prywatny pogląd, tylko definicja słownikowa. > W porządku, przyjmijmy ją, choć rzeczywiście jest dość ogólna.Nie ja ją tworzyłem, ale dla mnie - w rozmowach - jest wystarczająca. Andrzej Bogusławski:>Myślę, że nawet tylko na podstawie przywołanych tu tekstów widać, że prof. Wojtysiak nie jest przykładem fideisty. Tak, Pani sądzi na podstawie przywołanych przeze mnie tekstów? Na przykład: "Dobra teologia naturalna jest niezbędna w każdej poważnej refleksji nad wiarą." To bardzo ciekawe myślenie.
Według mnie nie ma żadnych naukowych przesłanek do istnienia, a nawet nie ma naukowej definicji czegoś takiego jak "Bóg". Jego istnienie można przyjąć tylko i wyłącznie na wiarę i dlatego każdy kto dopuszcza (a tym bardziej, gdy stara się spekulatywnie dowieść) jego istnienie musi być fideistą lub przedstawić naukowe dowody na jego istnienie. > Nauka (science) nie zajmuje się istnieniem Boga, podobnie jak nie zajmuje się istnieniem uniwersaliów.Przecież cały czas (nie tylko ja) tu to piszę. Przeczytała Pani ze zrozumieniem cytat do którego się Pani odnosi? > To są problemy filozoficzne, rozwiązywane przy użyciu innych metod niż te używane w naukach przyrodniczych.I co? Każdego kto nie zgadza się na współczesne uprawianie klasycznej (czy też chrześcijańskiej) filozofii, to najpierw przed trybunał interwizyjny, a później na stos? Dla mnie uprawianie dziś filozofii bez uwzględnienia aktualnych osiągnięć nauki jest całkowicie bezsensowne. www.racjon(*)m.php/s,562660/z,0/d,9#w563409www.racjonalista.pl/forum.php/s,562465#w562566> W filozofii można argumentować za istnieniem Boga albo przeciw niemu, więc istnieją racjonalne przesłanki za każdym z tych stanowisk, tzn. racje za teizmem i za ateizmem (i za agnostycyzmem).Można mielić nieskończenie, co czyni cała filozofia katolicka (szczególnie w Polsce), tylko co z tego wynika? > Jeśli ktoś przyjmuje istnienie Boga na podstawie filozoficznej argumentacji, to znaczy, że nie przyjmuje go na wiarę.Interesują mnie fakty, a nie spekulacje. Nie znam żadnej racjonalnej argumentacji dowodzącej istnienia Boga poza wiarą, a przypominam, że to jednak racjonalistyczne forum. > W klasycznie rozumianej teologii naturalnej nawet nie można opierać się na objawieniu - wszystkie przesłanki muszą być niezależne od religii. I myśli Pani, że tu to kupią?:www.racjonalista.pl/forum.php/s,562660#w562722Andrzej Bogusławski: I szczyt katolickiego mataczenia, a mówiąc prościej teologicznego bełkotu: Fideizm leży w sprzeczności z chrześcijańskim poznaniem Boga. W klasycznej Teodycei stawia się go w rzędzie z agnostycyzmem. Fideizm ma być umiarkowaną opcja agnostyczna, zakładającą możliwość poznania Boga, ale w wyniku filozoficznego irracjonalizmu. Całość poznania wg Fideizmu realizuje się na drodze pozaintelektualnej. W Fideizmie tylko na drodze irracjonalnej, nie dającej się bliżej określić wiary, można stwierdzić istnienie duszy, Boga, podobnie i normy etyczne.
> Tradycyjnie w katolicyzmie odrzuca się fideizm jako formę agnostycyzmu,Co wyprawia się tradycyjnie z sensem myślenia w katolicyzmie to my dobrze wiemy. > bo zakłada się, że do przekonania o istnieniu Boga można dojść rozumowo (co nie znaczy: w obrębie nauk przyrodniczych).No właśnie! Rozumowo z wykluczeniem nauki. Mnie już nic dodawać nie trzeba. > Co tu się nie zgadza?Dla racjonalisty wystarcza zestawienie katolickich definicji: a) FIDEIZM (łac. fides - wiara) - pogląd dotyczący relacji wiary i rozumu, akcentujący rolę wiary w poznaniu ludzkim; różnego typu postawy intelektualne, od skrajnego zanegowania rozumu do przekonania o dopełniającej roli czynników pozaracjonalnych w poznaniu umysłowym. b) Całość poznania wg Fideizmu realizuje się na drodze pozaintelektualnej. W Fideizmie tylko na drodze irracjonalnej, nie dającej się bliżej określić wiary, można stwierdzić istnienie duszy, Boga, podobnie i normy etyczne.Andrzej Bogusławski:Zawsze staram się wiedzieć co piszę, znać teksty, do których się odnoszę, a już na pewno rozumieć terminy, których używam. Pani może wierzyć, że panowie Wotysiak i Piotr nie są fideistami, a ja nie umiem przeciwstawić się czyjeś wierze, gdyż z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda. Zaś racjonalne argumenty to jasno przedstawiłem. > Worek co jakiś czas przypomina, że choć nie zgadza się z konkretnymi argumentami podawanymi na Forum, to nie jest teistą (np. tu: www.racjonalista.pl/index.php/s,35/d,1220) (...)Czytam pana Piotra od samego początku jego wpisów na naszym forum, ale skoro przywołała Pani jego deklarację: "Wbrew pozorom jestem ateistą. Jednak lubię o sobie myśleć, jako o poszukującym." To ja odwołam się do własnej Jestem piękną i wielce mądrą blondynką. www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,546248#w548630 oraz do Pisma: Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami.Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | |  | | No Idea (83 punktów) | Andrzej Bogusławski:Według mnie nie ma żadnych naukowych przesłanek do istnienia, a nawet nie ma naukowej definicji czegoś takiego jak "Bóg". Jego istnienie można przyjąć tylko i wyłącznie na wiarę i dlatego każdy kto dopuszcza (a tym bardziej, gdy stara się spekulatywnie dowieść) jego istnienie musi być fideistą lub przedstawić naukowe dowody na jego istnienie. Przecież spekulatywne dowodzenie nie jest przyjmowaniem na wiarę, prawda? No Idea:Nauka (science) nie zajmuje się istnieniem Boga, podobnie jak nie zajmuje się istnieniem uniwersaliów. Andrzej Bogusławski:Przecież cały czas (nie tylko ja) tu to piszę. Przeczytała Pani ze zrozumieniem cytat do którego się Pani odnosi? Co zrozumiałam źle? Zgadzam się z Panem, że nauka nie zajmuje się istnieniem Boga. Twierdzę też, że zajmuje się tym filozofia i że filozofia jest dziedziną racjonalną. Zgadza się Pan z tym? Andrzej Bogusławski:I co? Każdego kto nie zgadza się na współczesne uprawianie klasycznej (czy też chrześcijańskiej) filozofii, to najpierw przed trybunał interwizyjny, a później na stos? Dlaczego stos i trybunał? Istnieją filozofowie-teiści i filozofowie-ateiści, którzy dyskutują ze sobą w tekstach i na konferencjach. W filozofii panuje, powiedziałabym, wyjątkowo daleko idąca wolność słowa. Andrzej Bogusławski:Dla mnie uprawianie dziś filozofii bez uwzględnienia aktualnych osiągnięć nauki jest całkowicie bezsensowne. Dla mnie też. Dlatego wielu filozofów-teistów (Swinburne, Plantinga - żeby wymienić dwa największe nazwiska) stara się je uwzględniać. Możliwe, że błędnie interpretują współczesną naukę, ale jeśli tak, wytknie im to jakiś inny filozof - albo naukowiec. No Idea:W filozofii można argumentować za istnieniem Boga albo przeciw niemu, więc istnieją racjonalne przesłanki za każdym z tych stanowisk, tzn. racje za teizmem i za ateizmem (i za agnostycyzmem). Andrzej Bogusławski:Można mielić nieskończenie, co czyni cała filozofia katolicka (szczególnie w Polsce), tylko co z tego wynika? No, sporo - bo jeśli Bóg istnieje, to jest istotne, że istnieje, a jeśli nie istnieje, to jest istotne, że nie istnieje. Tworzenie i zbijanie argumentów w tej kwestii ma duże znaczenie dla ludzi, którzy chcą na podstawie istnienia lub nieistnienia Boga zbudować spójny światopogląd. Andrzej Bogusławski:Interesują mnie fakty, a nie spekulacje. Nie znam żadnej racjonalnej argumentacji dowodzącej istnienia Boga poza wiarą, a przypominam, że to jednak racjonalistyczne forum. W filozofii istnienie Boga jest kwestią otwartą, tzn. nie ma do tej pory konkluzywnego dowodu ani niepodważalnego argumentu ani za jego istnieniem, ani nieistnieniem. Ale chyba tym bardziej ważne jest, żeby prowadzić w tej sprawie dalsze badania? No Idea:W klasycznie rozumianej teologii naturalnej nawet nie można opierać się na objawieniu - wszystkie przesłanki muszą być niezależne od religii. Andrzej Bogusławski:Każda dyscyplina ma swoje prawa i jak pisze prof. dr hab. ks. Jan Daniel Szczurek. Dziekan Wydziału Teologicznego Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie: "Teologia nie jest "prywatną refleksją teologa". ale ma "służyć Kościołowi i dobru ludzi". Tradycyjna nazwa teologii naturalnej może być myląca, ale jest ona gałęzią filozofii, nie teologii katolickiej, o której mówi ks. prof. Szczurek. No Idea:Tradycyjnie w katolicyzmie odrzuca się fideizm jako formę agnostycyzmu, Andrzej Bogusławski:Co wyprawia się tradycyjnie z sensem myślenia w katolicyzmie to my dobrze wiemy. Prosiłabym jednak o wskazaniu konkretnego błędu w tezie, z którą Pan się nie zgadza. No Idea:bo zakłada się, że do przekonania o istnieniu Boga można dojść rozumowo (co nie znaczy: w obrębie nauk przyrodniczych). Andrzej Bogusławski:No właśnie! Rozumowo z wykluczeniem nauki. Mnie już nic dodawać nie trzeba. Nie z wykluczeniem nauki, tylko przy użyciu innych metod niż metody nauk przyrodniczych - podobnie jak historia czy filologia, filozofia ma własne metody, które, jeśli używa się ich poprawnie, nie przeczą rezultatom innych nauk. Andrzej Bogusławski:Dla racjonalisty wystarcza zestawienie katolickich definicji: a) FIDEIZM (łac. fides - wiara) - pogląd dotyczący relacji wiary i rozumu, akcentujący rolę wiary w poznaniu ludzkim; różnego typu postawy intelektualne, od skrajnego zanegowania rozumu do przekonania o dopełniającej roli czynników pozaracjonalnych w poznaniu umysłowym.> b) Całość poznania wg Fideizmu realizuje się na drodze pozaintelektualnej. W Fideizmie tylko na drodze irracjonalnej, nie dającej się bliżej określić wiary, można stwierdzić istnienie duszy, Boga, podobnie i normy etyczne. Tak. I tak rozumiany fideizm jest przez katolicyzm oficjalnie odrzucany. Andrzej Bogusławski:Czytam pana Piotra od samego początku jego wpisów na naszym forum, ale skoro przywołała Pani jego deklarację: "Wbrew pozorom jestem ateistą. Jednak lubię o sobie myśleć, jako o poszukującym." To ja odwołam się do własnej > Jestem piękną i wielce mądrą blondynką. www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,546248#w548630 oraz do Pisma: Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami.Też uważam, że własne deklaracje o swoich poglądach nie są istotne w dyskusji - ale już fakt, że ktoś w ogóle nie opiera się na przesłankach religijnych, ma znaczenie. Można zgadzać się z jakąś tezą i nie zgadzać się z argumentacją na jej rzecz i wydaje mi się (bo nie mogę mówić w jego imieniu), że to jest przypadek Worka.
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Przecież spekulatywne dowodzenie nie jest przyjmowaniem na wiarę, prawda?A na co? > Co zrozumiałam źle?Sądzę, że tego Pani nie napisała, ale to drobiazg. > Zgadzam się z Panem, że nauka nie zajmuje się istnieniem Boga.Nie przesadzajmy. Możemy tak z pewnym ograniczeniem mówić o naukach przyrodniczych (science), ale inne nauki jednak tym problemem się zajmują. (Z przyrodniczych psychiatra i neuroteologia też.)> Twierdzę też, że zajmuje się tym filozofiaNa szczęście nie cała, a dziś już prawie tylko religijna nazywająca siebie klasyczną oraz paru ateistów. > i że filozofia jest dziedziną racjonalną. Zgadza się Pan z tym?To zależy jak będziemy rozumieli racjonalność? Zgodnie z tym pojęciem racjonalizmu tak, a zgodnie z tym pojęciem racjonalizmu nie! Oczywiście nie muszę tu podkreślać, iż bliskie jest mi drugie stanowisko. Cytat: >To są problemy filozoficzne, rozwiązywane przy użyciu innych metod niż te używane w naukach przyrodniczych. I co? Każdego kto nie zgadza się na współczesne uprawianie klasycznej (czy też chrześcijańskiej) filozofii, to najpierw przed trybunał interwizyjny, a później na stos? Dla mnie uprawianie dziś filozofii bez uwzględnienia aktualnych osiągnięć nauki jest całkowicie bezsensowne.
> Dlaczego stos i trybunał?Gdy brak siły argumentów...., ale na szczęście mieliśmy Oświecenie. > Istnieją filozofowie-teiści i filozofowie-ateiści, którzy dyskutują ze sobą w tekstach i na konferencjach. W filozofii panuje, powiedziałabym, wyjątkowo daleko idąca wolność słowa.Wszystko jest relatywne i zgoda że filozofii jest większa wolność słowa niż w telewizji. Andrzej Bogusławski:Dla mnie uprawianie dziś filozofii bez uwzględnienia aktualnych osiągnięć nauki jest całkowicie bezsensowne. > Dla mnie też. Dlatego wielu filozofów-teistów (Swinburne, Plantinga - żeby wymienić dwa największe nazwiska) stara się je uwzględniać. Możliwe, że błędnie interpretują współczesną naukę, ale jeśli tak, wytknie im to jakiś inny filozof - albo naukowiec.Pani tak na serio, to może konkretnie. Akurat pan Piotr zainspirował mnie abym przejrzał Plantingę powtórnie. Dla Pani mogę przejrzeć Swinburna, tylko proszę o konkretne cytaty, gdzie oni uwzględniają osiągnięcia współczesnej nauki. Rozmawialiśmy tu o trzydzieści parę lat młodszym od nich Wotysiaku - to może coś z niego? > No Idea:W filozofii można argumentować za istnieniem Boga albo przeciw niemu, więc istnieją racjonalne przesłanki za każdym z tych stanowisk, tzn. racje za teizmem i za ateizmem (i za agnostycyzmem). Andrzej Bogusławski:Można mielić nieskończenie, co czyni cała filozofia katolicka (szczególnie w Polsce), tylko co z tego wynika? > No, sporo - bo jeśli Bóg istnieje, to jest istotne, że istnieje, a jeśli nie istnieje, to jest istotne, że nie istnieje. Tworzenie i zbijanie argumentów w tej kwestii ma duże znaczenie dla ludzi, którzy chcą na podstawie istnienia lub nieistnienia Boga zbudować spójny światopogląd.A gdzie tu uwzględnienie współczesnego dorobku nauki, gdy nauka nigdy nigdzie w najmniejszym stopniu nie natknęła się na najmniejszą przesłankę możliwości wpływu jakiejkolwiek nadrzeczywistości na istniejącą obiektywnie rzeczywistość? Andrzej Bogusławski:Interesują mnie fakty, a nie spekulacje. Nie znam żadnej racjonalnej argumentacji dowodzącej istnienia Boga poza wiarą, a przypominam, że to jednak racjonalistyczne forum. > W filozofii istnienie Boga jest kwestią otwartą, tzn. nie ma do tej pory konkluzywnego dowodu ani niepodważalnego argumentu ani za jego istnieniem, ani nieistnieniem.A kiedy Pani przewiduje, że się znajdzie? Wcześniej niż zemrze ostatni filozof? Ja wątpię? Gadać to sobie można nieskończenie.* > Ale chyba tym bardziej ważne jest, żeby prowadzić w tej sprawie dalsze badania? Badania? Pani kpi, czy o drogę pyta? > No Idea:W klasycznie rozumianej teologii naturalnej nawet nie można opierać się na objawieniu - wszystkie przesłanki muszą być niezależne od religii. Andrzej Bogusławski:Każda dyscyplina ma swoje prawa i jak pisze prof. dr hab. ks. Jan Daniel Szczurek. Dziekan Wydziału Teologicznego Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie: "Teologia nie jest "prywatną refleksją teologa". ale ma "służyć Kościołowi i dobru ludzi". > Tradycyjna nazwa teologii naturalnej może być myląca, ale jest ona gałęzią filozofii, nie teologii katolickiej, o której mówi ks. prof. Szczurek. Trochę to rozróżniam i dlatego dobrze wiem, że to co pisze ks. prof. odnosi się także do współczesnej katolickiej filozofii. (Gorzej, że już nie tylko katolickiej i nie tylko wyznaniowej. Dziś różnice pomiędzy uprawianiem ideologii, a uprawianiem filozofii mocno się zatarły.)> No Idea:Tradycyjnie w katolicyzmie odrzuca się fideizm jako formę agnostycyzmu, Andrzej Bogusławski:Co wyprawia się tradycyjnie z sensem myślenia w katolicyzmie to my dobrze wiemy. > Prosiłabym jednak o wskazaniu konkretnego błędu w tezie, z którą Pan się nie zgadza.Dla racjonalisty interesującego się Kościołem jest to proste jak drut. Nigdy i nigdzie żaden oficjalny dokument na daje pierwszeństwa nauce nad nauczaniem Kościoła opartym na wierze. Czyli cała doktryna i wszelkie wywody oparte na tej doktrynie są z natury rzeczy fideistyczne i można się wypierać jak żaba błota, ale to tylko śmieszne. * Następny post.@@@ .
|
|
| | | | | | | | |  | -1 na 1 | No Idea (83 punktów) | No Idea:Przecież spekulatywne dowodzenie nie jest przyjmowaniem na wiarę, prawda? Andrzej Bogusławski:A na co? Jeśli ktoś akceptuje jakąś tezę na podstawie argumentacji, to nie jest to wiara. (Inna rzecz, że argumentacja może być błędna albo łatwo dawać się podważyć - co nie zmienia faktu, że nie jest wiarą.) No Idea:Co zrozumiałam źle? Andrzej Bogusławski:Sądzę, że tego Pani nie napisała, ale to drobiazg. Jeśli moje wypowiedzi są gdzieś niejasne albo niespójne, to proszę mi to wytykać - poprawię się albo wyjaśnię. No Idea:Zgadzam się z Panem, że nauka nie zajmuje się istnieniem Boga. Andrzej Bogusławski:Nie przesadzajmy. Możemy tak z pewnym ograniczeniem mówić o naukach przyrodniczych (science), ale inne nauki jednak tym problemem się zajmują. (Z przyrodniczych psychiatra i neuroteologia też.)Hm, psychiatria i neuroteologia (podobnie jak np. psychologia ewolucyjna) bardziej zajmują się pochodzeniem przekonań o istnieniu Boga i pochodzeniem doświadczenia religijnego niż samym istnieniem Boga. Upierałabym się, że istnienie Boga to problem czysto filozoficzny (choć przy jego poruszaniu filozofia powinna uwzględniać rezultaty nauki - science - czyli neuroteologii itd.). No Idea:Twierdzę też, że zajmuje się tym filozofia Andrzej Bogusławski:Na szczęście nie cała, a dziś już prawie tylko religijna nazywająca siebie klasyczną oraz paru ateistów. No, religią zajmuje się filozofia religii, Bogiem filozofia Boga - to logiczne. A z filozofii religii właśnie niekoniecznie tylko klasyczna (tomizm i okolice). I w filozofii analitycznej, i w fenomenologii - zaryzykowałabym stwierdzenie, że właściwie w każdej szkole współczesnej filozofii - jest ostatnio renesans tych zagadnień. No Idea:i że filozofia jest dziedziną racjonalną. Zgadza się Pan z tym? Andrzej Bogusławski:To zależy jak będziemy rozumieli racjonalność? Zgodnie z tym pojęciem racjonalizmu tak, a zgodnie z tym pojęciem racjonalizmu nie! Oczywiście nie muszę tu podkreślać, iż bliskie jest mi drugie stanowisko. Pod linkiem, który pan podaje, o racjonalizmie światopoglądowym napisane jest tak: Wikipedia:Racjonaliści przyjmują tylko te spośród elementów wiedzy i wierzeń, które dają się uzasadnić na podstawie czysto logicznego myślenia oraz empirycznego poznania. Wśród zwolenników racjonalizmu znajdują się zarówno ateiści, jak i agnostycy oraz deiści i teiści. W takim razie zgodnie z proponowaną przez Pana definicją racjonalizm nie wyklucza teizmu - zupełnie dobrze mieszczą się w niej ci teiści (i ateiści, i agnostycy), którzy do swoich przekonań doszli dzięki filozoficznej argumentacji. No Idea:Dlaczego stos i trybunał? Andrzej Bogusławski:Gdy brak siły argumentów...., ale na szczęście mieliśmy Oświecenie. Właśnie argumenty są po obu stronach, mocniejsze i słabsze. Andrzej Bogusławski:Pani tak na serio, to może konkretnie. Akurat pan Piotr zainspirował mnie abym przejrzał Plantingę powtórnie. Dla Pani mogę przejrzeć Swinburna, tylko proszę o konkretne cytaty, gdzie oni uwzględniają osiągnięcia współczesnej nauki. Rozmawialiśmy tu o trzydzieści parę lat młodszym od nich Wotysiaku - to może coś z niego? Szczerze mówiąc, Swinburne to nie jest mój ulubiony filozof. Najbardziej bym Panu polecała antynaturalistyczny argument Plantingi z ewolucji, na który nie ma jeszcze zadowalającej odpowiedzi. (Opisuje go w wielu miejscach. Jeśli ma Pan ochotę, mogę przesłać na maila jego ostatnią książkę albo podać link do wcześniejszych tekstów - albo krótko przedstawić sam argument, ale to już chyba w innym temacie?) No Idea:Tworzenie i zbijanie argumentów w tej kwestii ma duże znaczenie dla ludzi, którzy chcą na podstawie istnienia lub nieistnienia Boga zbudować spójny światopogląd. Andrzej Bogusławski:A gdzie tu uwzględnienie współczesnego dorobku nauki, gdy nauka nigdy nigdzie w najmniejszym stopniu nie natknęła się na najmniejszą przesłankę możliwości wpływu jakiejkolwiek nadrzeczywistości na istniejącą obiektywnie rzeczywistość? Metody nauki nie dotykają samej kwestii istnienia Boga. Nie można natomiast zarzucać wszystkim zajmującym się tym filozofom, że nie uwzględniają osiągnięć naukowych - wielu z nich stara się to robić. No Idea:W filozofii istnienie Boga jest kwestią otwartą, tzn. nie ma do tej pory konkluzywnego dowodu ani niepodważalnego argumentu ani za jego istnieniem, ani nieistnieniem. Andrzej Bogusławski:A kiedy Pani przewiduje, że się znajdzie? Wcześniej niż zemrze ostatni filozof? Ja wątpię? Nie wiem. Myślę, że najbardziej racjonalnie jest założyć, że nie wiemy, czy tak się stanie, nie wykluczając żadnej opcji. Andrzej Bogusławski:Badania? Pani kpi, czy o drogę pyta? Filozofowie badają istnienie Boga, tak jak przyrodnicy badają np. ciśnienie atmosferyczne. Można nie lubić filozofii, ale to już czynnik czysto subiektywny. No Idea:Tradycyjna nazwa teologii naturalnej może być myląca, ale jest ona gałęzią filozofii, nie teologii katolickiej, o której mówi ks. prof. Szczurek. Andrzej Bogusławski: Trochę to rozróżniam i dlatego dobrze wiem, że to co pisze ks. prof. odnosi się także do współczesnej katolickiej filozofii. To w takim razie nie zgodziłabym się z prof. Szczurkem.
|
|
| | | | | | | | | |  | 9 na 9 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Filozofowie badają istnienie Boga, tak jak przyrodnicy badają np. ciśnienie atmosferyczne. Dobre, mocne! Chyba zostanę Twoim fanem! A coś bliżej na temat tych badań porównywalnych z badaniem ciśnienia??
|
|
| | | | | | | | | | |  | | No Idea (83 punktów) | astrotaurus:A coś bliżej na temat tych badań porównywalnych z badaniem ciśnienia?? W całej dyskusji fruwają przykłady filozoficznej argumentacji za i przeciw istnieniu Boga, obejrzyj sobie jakiś.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | astrotaurus (12445 punktów) | > astrotaurus:A coś bliżej na temat tych badań porównywalnych z badaniem ciśnienia?? > W całej dyskusji fruwają przykłady filozoficznej argumentacji za i przeciw istnieniu Boga, obejrzyj sobie jakiś.No dzięki, coś tam w życiu z filozoficznej argumentacji za i przeciw istnieniu Boga obejrzałem.... Poproszę o coś bliżej na temat tych badań porównywalnych z badaniem ciśnienia, bo zostanę Twoim fanem do końca życia. 
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | Filozofia jest tutaj traktowana autonomicznie, jako dziedzina posiadająca własny, niezależny od nauk przyrodniczych przedmiot, metodę i cel. Więc badanie filozofów i przyrodników jest podobne w tym sensie, że obie te dyscypliny są nauką, natomiast różnią się przedmiotem, metodą i celem, co wynika ze specyfiki tych dziedzin.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Jeśli ktoś akceptuje jakąś tezę na podstawie argumentacji, to nie jest to wiara.Tak Pani sądzi? Argumentacja jest dostatecznym dowodem potwierdzającym tezę? I tak bez naukowej weryfikacji tej argumentacji? pl.wikipedia.org/wiki/Wiara_(psychologia)pl.wikipedia.org/wiki/Metoda_naukowawww.racjonalista.pl/forum.php/s,545469> (Inna rzecz, że argumentacja może być błędna albo łatwo dawać się podważyć - co nie zmienia faktu, że nie jest wiarą.)Proszę wybaczyć, ale dla mnie każda teza, która nie jest podparta naukowymi dowodami, jest wiarą. > Hm, psychiatria i neuroteologia (podobnie jak np. psychologia ewolucyjna) bardziej zajmują się pochodzeniem przekonań o istnieniu Boga i pochodzeniem doświadczenia religijnego niż samym istnieniem Boga.Jedynym miejscem istnienia Boga są ludzkie umysły i ich ideowe i materialne wytwory, a więc psychiatria zajmuje się samym Bogiem itd. > Upierałabym się, że istnienie Boga to problem czysto filozoficzny (choć przy jego poruszaniu filozofia powinna uwzględniać rezultaty nauki - science - czyli neuroteologii itd.).Może się Pani upierać do woli. Swoje argumenty przedstawiłem, a z wiarą nie ma dyskusji. > No, religią zajmuje się filozofia religii, Bogiem filozofia Boga - to logiczne. A z filozofii religii właśnie niekoniecznie tylko klasyczna (tomizm i okolice). I w filozofii analitycznej, i w fenomenologii - zaryzykowałabym stwierdzenie, że właściwie w każdej szkole współczesnej filozofii - jest ostatnio renesans tych zagadnień.Tak, dobrze to ujmuje prof. Hempoliński: www.racjon(*).php/s,562660/z,0/d,15#w565089> Pod linkiem, który pan podaje, o racjonalizmie światopoglądowym napisane jest tak:Wikipedia:Racjonaliści przyjmują tylko te spośród elementów wiedzy i wierzeń, które dają się uzasadnić na podstawie czysto logicznego myślenia oraz empirycznego poznania. Wśród zwolenników racjonalizmu znajdują się zarówno ateiści, jak i agnostycy oraz deiści i teiści. > W takim razie zgodnie z proponowaną przez Pana definicjąTo nie jest moja definicja tylko z Wikipedii, z którą w dużej części się zgadzam. > racjonalizm nie wyklucza teizmu - zupełnie dobrze mieszczą się w niej ci teiści (i ateiści, i agnostycy), którzy do swoich przekonań doszli dzięki filozoficznej argumentacji.Nie wyklucza, ale, że zupełnie dobrze mieszczą się w niej teiści, to już Pani ocena. Ja do tego hasła odniosłem się tutaj: www.racjonalista.pl/forum.php/s,558739Andrzej Bogusławski:Pani tak na serio, to może konkretnie. Akurat pan Piotr zainspirował mnie abym przejrzał Plantingę powtórnie. Dla Pani mogę przejrzeć Swinburna, tylko proszę o konkretne cytaty, gdzie oni uwzględniają osiągnięcia współczesnej nauki. Rozmawialiśmy tu o trzydzieści parę lat młodszym od nich Wotysiaku - to może coś z niego? > Szczerze mówiąc, Swinburne to nie jest mój ulubiony filozof. Najbardziej bym Panu polecała antynaturalistyczny argument Plantingi z ewolucji, na który nie ma jeszcze zadowalającej odpowiedzi. (Opisuje go w wielu miejscach. Jeśli ma Pan ochotę, mogę przesłać na maila jego ostatnią książkę albo podać link do wcześniejszych tekstów - albo krótko przedstawić sam argument, ale to już chyba w innym temacie?)Jedyną formą uznaną na naszym forum jest własne przedstawienie problemu. Oczywiście może (a czasem jest to wręcz wskazane) być podparte stosownym cytatem. Czy w tym wątku, czy w innym zainspirowanym przez Panią, to już zależy od Pani decyzji. > Metody nauki nie dotykają samej kwestii istnienia Boga.Oj dotykają i to jak cholera. www.gloszp.pl/Fizyka/UOB/Uczeni_o_Bogu.htmOraz: Nie ma miejsca na Boga w teoriach na temat powstania wszechświata - stwierdzi profesor Stephen Hawking, autorytet z dziedziny fizyki.
Takie twierdzenie to coś nowego dla Hawkinga. Wcześniej profesor twierdził, że wiara w stwórcę nie jest sprzeczna z nauką. Jednak w swojej nowej książce twierdzi, że Big Bang był nieuchronną konsekwencją tylko i wyłącznie praw fizyki.
"Ponieważ jest prawo takie jak grawitacja, wszechświat może i tworzy się z niczego. Spontaniczne kreowanie jest powodem tego, że jest raczej coś niż nic, dlaczego wszechświat istnieje, dlaczego my istniejemy" - twierdzi. > Nie można natomiast zarzucać wszystkim zajmującym się tym filozofom, że nie uwzględniają osiągnięć naukowych - wielu z nich stara się to robić.Wszystkim nie zarzucam. Marks i Engels starali się to już czynić w połowie XIX w. Andrzej Bogusławski:Badania? Pani kpi, czy o drogę pyta? > Filozofowie badają istnienie Boga, tak jak przyrodnicy badają np. ciśnienie atmosferyczne.Albo ma Pani ogromne poczucie humoru albo nic nie wie o naukowych metodach badań. Metody uprawiania filozofii są związane z przyjętymi koncepcjami poznania, nauki i filozofii. Metody stosowane w filozofii można dzielić na specyficznie filozoficzne i niespecyficznie filozoficzne (wspólne z innymi naukami) oraz na ogólne (stosowane w różnych działach filozofii) i na szczegółowe (związane tylko z określonym działem lub problemem filozoficznym).
Metody te to rozmaite - zdeterminowane przedmiotem i celem badania, ukierunkowane postawionymi pytaniami oraz ich wiadomymi i założeniami - sposoby oglądu i opisu tego, co dane, ujęcia w odpowiednią aparaturę pojęciowo-językową, uporządkowania, interpretacji i wyjaśniania; sposoby eksplikacji sensu, odsłonięcia założeń, wywnioskowania konsekwencji, przeprowadzenia dyskusji, skonstruowania lub oceny argumentacji. > Można nie lubić filozofii, ale to już czynnik czysto subiektywny.Ależ ja bardzo lubię i cenię sobie filozofię, kpię tylko z filozofii chrześcijańskiej, a szczególnie z polskiej współczesnej filozofii katolickiej. Oczywiście, że jako naturalista jestem subiektywnym. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >Argumentacja jest dostatecznym dowodem potwierdzającym tezę?
Argument nie musi być dowodem, jednak skonstruowane w sposób poprawny logicznie rozumowanie może być argumentem za uznaniem jakiegoś twierdzenia.
>I tak bez naukowej weryfikacji tej argumentacji?
Nie wszystko można poddać empirycznej weryfikacji, najczęściej w nauce musimy zadowolić się abstrakcyjnymi modelami, które opisują jakiś fragment rzeczywistości. Np. Model Wielkiego Wybuchu - uznawany obecnie za najbardziej prawdopodobny na mocy nie empirycznych dowodów, tylko dowodów poszlakowych - promieniowania tła itd - w przyszłości może zostać odrzucony.
Z drugiej strony ciężko mówić o naukowej weryfikacji twierdzenia, że świat posiada nadnaturalnego stwórcę. Przecież naturalizm metodologiczny wyklucza możliwość mówienia o przyczynowości nadnaturalnej, więc to tak, jakby głuchy domagał się dowodu dźwiękowego.
>Proszę wybaczyć, ale dla mnie każda teza, która nie jest podparta naukowymi dowodami, jest wiarą.
W nauce stawia się mnóstwo hipotez, a jak wiadomo, hipotezy są pewnymi nieudowodnionymi przypuszczeniami pozwalającymi wyjaśnić pewien problem. Czy Pana zdaniem stawienie niezweryfikowanych z definicji hipotez jest przejawem wiary w nauce?
>Jedynym miejscem istnienia Boga są ludzkie umysły
Ma Pan naukowy dowód na to twierdzenie, że jest to jedyne miejsce? Wszechświat jest całkiem spory - wszędzie już Pan szukał?
>>Metody nauki nie dotykają samej kwestii istnienia Boga. >Oj dotykają i to jak cholera. >Nie ma miejsca na Boga w teoriach na temat powstania wszechświata - stwierdzi profesor Stephen Hawking, autorytet z dziedziny fizyki. >Takie twierdzenie to coś nowego dla Hawkinga. Wcześniej profesor twierdził, że wiara w stwórcę nie jest sprzeczna z nauką. Jednak w swojej nowej książce twierdzi, że Big Bang był nieuchronną konsekwencją tylko i wyłącznie praw fizyki. >"Ponieważ jest prawo takie jak grawitacja, wszechświat może i tworzy się z niczego. Spontaniczne kreowanie jest powodem tego, że jest raczej coś niż nic, dlaczego wszechświat istnieje, dlaczego my istniejemy" - twierdzi.
1. Hawking wygłasza swoje twierdzenia nie jako naukowiec, tylko jako filozofujący propagator nauki. 2. Mówi to, co mówi, ponieważ jest to konsekwencją naturalizmu metodologicznego, który nakazuje naukowcom wyjaśniać świat wyłącznie w ramach praw tym światem rządzących. 3. Teiści umieszczają Boga wcześniej, niż zakłada to Hawking. Hawking twierdzi, że świat jest konsekwencją praw fizyki, a teiści twierdzą, że prawa fizyki są konsekwencją Boga.
>>Filozofowie badają istnienie Boga, tak jak przyrodnicy badają np. ciśnienie atmosferyczne. >Albo ma Pani ogromne poczucie humoru albo nic nie wie o naukowych
Filozofia jest tutaj traktowana autonomicznie, jako dziedzina posiadająca własne, niezależne od nauk przyrodniczych metody. Więc badanie filozofów i przyrodników jest podobne, tylko metody mają inne.
>>Można nie lubić filozofii, ale to już czynnik czysto subiektywny. >Ależ ja bardzo lubię i cenię sobie filozofię, kpię tylko z filozofii chrześcijańskiej, a szczególnie z polskiej współczesnej filozofii katolickiej. Oczywiście, że jako naturalista jestem subiektywnym.
Jak Pan godzi nakaz podpierania wszystkiego obiektywnym naukowym dowodem z subiektywizmem?
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Argument nie musi być dowodem, jednak skonstruowane w sposób poprawny logicznie rozumowanie może być argumentem za uznaniem jakiegoś twierdzenia.Dokładnie tak jak Pan tu napisał: skonstruowane w sposób poprawny logicznie rozumowanie może być argumentem za uznaniem jakiegoś twierdzenia, gdy nie ma innych faktów, może być argumentem, ale wcale nie musi. > >>>I tak bez naukowej weryfikacji tej argumentacji?> Nie wszystko można poddać empirycznej weryfikacji,Nie wszystko, a nawet, jak pisze pan Fizyk i w naukach empirycznych nie ma prawd niepodważalnych i każda teoria ma ograniczony zakres prawdziwości. W zasadzie wszystkie teorie naukowe mają status jedynie hipotezy - mniej lub bardziej potwierdzonej przez fakty.I choć wiedza naukowa w dużej mierze nosi charakter pewności, ale są tam nie tylko tezy, twierdzenia, ale także bardzo często hipotezy, teorie, definicje, postulaty i prawdopodobieństwa. Wyniki badań naukowych bardzo często się zmieniają, są poprawiane w miarę postępu techniki. Teoria naukowa to całość logicznie spoistych uogólnień, wywnioskowanych na podstawie ustalonych faktów naukowych i powiązanych z dotychczasowym stanem nauki. W przestrzeni nauki (dobra) teoria "mówi jak jest" w praktyce. Jeśli praktyka dowodzi czegoś innego, wtedy teoria upada albo jej stosowanie zawęża się do określonych warunków. Na przykład teoria Newtona może być stosowana jedynie do opisu ciał poruszających się z prędkością dużo mniejszą od prędkości światła. Według Babbiego hipoteza jest szczegółowym, sprawdzalnym oczekiwaniem wobec rzeczywistości, które wynika z ogólniejszej tezy. [...]
Jednak nie każda hipoteza jest przydatna w badaniach. Przydatną dla badań jest hipoteza naukowa, czyli spełniająca pewne wymogi metodologiczne. Stąd postulaty, aby hipotezy naukowe były (por. Sztumski 2005: 53):
na tyle nowe, że wskazywałyby jakieś nieznane aspekty faktów, procesów itp.;
ogólne, czyli obejmujące swoim zakresem wszelkie fakty, procesy czy zjawiska, jakich dotyczą;
pojęciowo jasne, tzn. wyrażone w ostrych, jednoznacznych terminach;
niesprzeczne wewnętrznie, zatem nie zawierające zdań sprzecznych ze sobą;
empirycznie sprawdzalne;
nie powinny być tautologią, ani banałem.www.racjon(*)m.php/s,559928/z,0/d,7#w560313> Z drugiej strony ciężko mówić o naukowej weryfikacji twierdzenia, że świat posiada nadnaturalnego stwórcę. Przecież naturalizm metodologiczny wyklucza możliwość mówienia o przyczynowości nadnaturalnej, więc to tak, jakby głuchy domagał się dowodu dźwiękowego.Dokładnie Pan ma rację. Naturalizm wyklucza nieweryfikowane spekulacje. > >Proszę wybaczyć, ale dla mnie każda teza, która nie jest podparta naukowymi dowodami, jest wiarą.> W nauce stawia się mnóstwo hipotez, a jak wiadomo, hipotezy są pewnymi nieudowodnionymi przypuszczeniami pozwalającymi wyjaśnić pewien problem. Czy Pana zdaniem stawienie niezweryfikowanych z definicji hipotez jest przejawem wiary w nauce?Mamy bardzo duży kłopot z wieloznacznością pojęcia "wiara" Język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym. > >>>Jedynym miejscem istnienia Boga są ludzkie umysły> Ma Pan naukowy dowód na to twierdzenie, że jest to jedyne miejsce? Wszechświat jest całkiem spory - wszędzie już Pan szukał?Argumenty za tym stwierdzeniem, skonstruowane w sposób poprawny logicznie, podawałem już na naszym forum wielokrotnie, ale gdy ktoś włącza się do rozmowy, to wypada, aby poznał wcześniejsze wypowiedzi tu Pan przeczyta moje rozumowanie, które może być argumentem za uznaniem takiego twierdzenia. Dla mnie dostatecznym dowodem jest to, że nie tylko nigdzie takiego stwora nie spotkano, ale nawet nie stworzono logicznie spójnej jego definicji. Poza umysłami i kulturą Bóg jest znaczeniowo pustym terminem. CDN@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Ciąg dalszy: Cytat:> Metody nauki nie dotykają samej kwestii istnienia Boga.Oj dotykają i to jak cholera. www.gloszp.pl/Fizyka/UOB/Uczeni_o_Bogu.htmOraz: Nie ma miejsca na Boga w teoriach na temat powstania wszechświata - stwierdzi profesor Stephen Hawking, autorytet z dziedziny fizyki. Takie twierdzenie to coś nowego dla Hawkinga. Wcześniej profesor twierdził, że wiara w stwórcę nie jest sprzeczna z nauką. Jednak w swojej nowej książce twierdzi, że Big Bang był nieuchronną konsekwencją tylko i wyłącznie praw fizyki. "Ponieważ jest prawo takie jak grawitacja, wszechświat może i tworzy się z niczego. Spontaniczne kreowanie jest powodem tego, że jest raczej coś niż nic, dlaczego wszechświat istnieje, dlaczego my istniejemy" - twierdzi. > 1. Hawking wygłasza swoje twierdzenia nie jako naukowiec, tylko jako filozofujący propagator nauki.Czy uczony przedstawiający filozoficzne tezy oparte na jego naukowej wiedzy przestaje być uczonym? To ciekawa teza alternatywna do mojego stwierdzenia, że współcześnie jedyną sensowną formą uprawiania filozofii jest jej oparcie o aktualny dorobek nauki. > 2. Mówi to, co mówi, ponieważ jest to konsekwencją naturalizmu metodologicznego, który nakazuje naukowcom wyjaśniać świat wyłącznie w ramach praw tym światem rządzących.Całkowita bzdura - mówi tak w oparciu o całokształt swojej naukowej wiedzy. Oczywiście, że poważni uczeni uzasadniają swoje twierdzenia w ramach naturalistycznych. Poza naturalizmem metodologicznym, to istnieją tylko intelektualne spekulacje. Czyli lepsze lub gorsze bajdy i mity. > 3. Teiści umieszczają Boga wcześniej, niż zakłada to Hawking. Hawking twierdzi, że świat jest konsekwencją praw fizyki, a teiści twierdzą, że prawa fizyki są konsekwencją Boga.Teistów - może powstrzymać tylko bogactwo ich wyobraźni, a wyobraźnia ludzka nie ma granic. Znane są nam tu przeróżne twierdzenia teistów. Andrzej Bogusławski:Badania? Pani kpi, czy o drogę pyta? > Filozofowie badają istnienie Boga, tak jak przyrodnicy badają np. ciśnienie atmosferyczne.> >>>Albo ma Pani ogromne poczucie humoru albo nic nie wie o naukowych metodach badań. Metody uprawiania filozofii są związane z przyjętymi koncepcjami poznania, nauki i filozofii. Metody stosowane w filozofii można dzielić na specyficznie filozoficzne i niespecyficznie filozoficzne (wspólne z innymi naukami) oraz na ogólne (stosowane w różnych działach filozofii) i na szczegółowe (związane tylko z określonym działem lub problemem filozoficznym).
Metody te to rozmaite - zdeterminowane przedmiotem i celem badania, ukierunkowane postawionymi pytaniami oraz ich wiadomymi i założeniami - sposoby oglądu i opisu tego, co dane, ujęcia w odpowiednią aparaturę pojęciowo-językową, uporządkowania, interpretacji i wyjaśniania; sposoby eksplikacji sensu, odsłonięcia założeń, wywnioskowania konsekwencji, przeprowadzenia dyskusji, skonstruowania lub oceny argumentacji. > Filozofia jest tutaj traktowana autonomicznie, jako dziedzina posiadająca własne, niezależne od nauk przyrodniczych metody.Przeczytał Pan co napisałem wyżej? > Więc badanie filozofów i przyrodników jest podobne, tylko metody mają inne.Jestem z Warszawy i tu na ulicy Cyryla i Metodego jest komenda policji (a przed tym milicji). Warszawiacy mawiają: "Cyryl jak Cyryl, ale te metody". Nie! "Badania" filozofów i przyrodników są różne - już choćby ze względu na metody, a i innych odpowiedzi się oczekuje i inaczej się je weryfikuje. Pani No Idea wyżej opisała część filozoficznych metod badawczych: W filozofii można argumentować za istnieniem Boga albo przeciw niemu, więc istnieją racjonalne przesłanki za każdym z tych stanowisk, tzn. racje za teizmem i za ateizmem (i za agnostycyzmem).
No, sporo - bo jeśli Bóg istnieje, to jest istotne, że istnieje, a jeśli nie istnieje, to jest istotne, że nie istnieje. Tworzenie i zbijanie argumentów w tej kwestii ma duże znaczenie dla ludzi, którzy chcą na podstawie istnienia lub nieistnienia Boga zbudować spójny światopogląd.
W filozofii istnienie Boga jest kwestią otwartą, tzn. nie ma do tej pory konkluzywnego dowodu ani niepodważalnego argumentu ani za jego istnieniem, ani nieistnieniem. Ale chyba tym bardziej ważne jest, żeby prowadzić w tej sprawie dalsze badania? > Można nie lubić filozofii, ale to już czynnik czysto subiektywny.> >>>Ależ ja bardzo lubię i cenię sobie filozofię, kpię tylko z filozofii chrześcijańskiej, a szczególnie z polskiej współczesnej filozofii katolickiej. Oczywiście, że jako naturalista jestem subiektywnym.> Jak Pan godzi nakaz podpierania wszystkiego obiektywnym naukowym dowodem z subiektywizmem?Nie jestem chrześcijaninem i nie jestem ideałem, a tylko "KK twierdzi, że KK może w sposób nieomylny twierdzić co jest moralne i co jest prawdą." Mam pełną świadomość co do ogromu własnej niewiedzy i co do swojego subiektywizmu i dlatego tylko dążę do zmniejszenia obszarów niewiedzy i zachowania maksymalnego obiektywizmu. Jak mi się to udaje? Różnie i to już moi czytelnicy dokonują swoich subiektywnych ocen. Im mniej zideologizowani bardziej obiektywnie. Ot taka jest praktyka i proza życia. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | No Idea (83 punktów) | Andrzej Bogusławski:Argumentacja jest dostatecznym dowodem potwierdzającym tezę? I tak bez naukowej weryfikacji tej argumentacji? Ostatecznym nie - bo może się zdarzyć (i zwykle się zdarza), że ktoś znajdzie dobry kontrargument. Wiele dziedzin wiedzy nie posługuje się metodą falsyfikacji, nie przeprowadza żadnych eksperymentów, nie formułuje praw. Jest tak np. z historią. Czy to powód, żeby wątpić w jej racjonalność? Andrzej Bogusławski:Proszę wybaczyć, ale dla mnie każda teza, która nie jest podparta naukowymi dowodami, jest wiarą. Ależ nawet naturalizm jest w nauce założeniem, nie wynikiem. Czy w takim razie w naturalizm można tylko wierzyć? Poza tym - na jakiej podstawie wybiera Pan nauki, którym należy ufać? Dlaczego fizyka tak, a filozofia nie? Co z historią i filologią? No Idea:Upierałabym się, że istnienie Boga to problem czysto filozoficzny (choć przy jego poruszaniu filozofia powinna uwzględniać rezultaty nauki - science - czyli neuroteologii itd.). Andrzej Bogusławski:Może się Pani upierać do woli. Swoje argumenty przedstawiłem, a z wiarą nie ma dyskusji. A czy mógłby Pan podać przykład eksperymentu (nawet możliwego dopiero w przyszłości) pozwalającego ustalić, czy istnieje niezależny od ludzkiego umysłu Bóg? Andrzej Bogusławski:Nie każdy filozof zgodziłby się z Kantem i tomistami w podkreślonej przez Pana kwestii. Mnie się wydaje, że ich teza to trochę strzał w stopę. Andrzej Bogusławski:Nie wyklucza, ale, że zupełnie dobrze mieszczą się w niej teiści, to już Pani ocena. Niektórzy teiści - ci, którzy potrafią racjonalnie uzasadnić swoje poglądy. Zgodzi się Pan ze mną, że są oni racjonalistami światopoglądowymi? Do niektórych kwestii się nie odniosłam, bo zauważyłam, że w międzyczasie do dyskusji przyłączył się Worek, i nie chciałam się powtarzać tam, gdzie się z nim zgadzam.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Andrzej Bogusławski:Argumentacja jest dostatecznym dowodem potwierdzającym tezę? I tak bez naukowej weryfikacji tej argumentacji? > Ostatecznym nie - bo może się zdarzyć (i zwykle się zdarza), że ktoś znajdzie dobry kontrargument.A następny nowy super-kontrargument i możemy tak bawić się bez końca. To właśnie zabawa współczesnej filozofii klasycznej. Najbardziej potrzebnej filozofom i teologom, którzy - poza spekulacjami - nic więcej już nie mogą. > Wiele dziedzin wiedzy nie posługuje się metodą falsyfikacji, nie przeprowadza żadnych eksperymentów, nie formułuje praw. Jest tak np. z historią. Czy to powód, żeby wątpić w jej racjonalność?Gdy chce Pani być poważnie traktowaną, to proszę jednak czytać moje wypowiedzi wraz z linkami. W linku odwołuję się do naukowych metod:Różnych dla różnych nauk. Andrzej Bogusławski:Proszę wybaczyć, ale dla mnie każda teza, która nie jest podparta naukowymi dowodami, jest wiarą. > Ależ nawet naturalizm jest w nauce założeniem, nie wynikiem. Czy w takim razie w naturalizm można tylko wierzyć? Poza tym - na jakiej podstawie wybiera Pan nauki, którym należy ufać? Dlaczego fizyka tak, a filozofia nie? Co z historią i filologią?Może nie tyle założeniem co paradygmatem. Zupełnie nie należy weń wierzyć i gdy ktoś go skutecznie podważy, to zapisze się na wieki w annałach nauki. Tyle, że - jak na razie - naturalizm metodologiczny się cholernie dobrze sprawdza i jeszcze nikomu nie udało się go podważyć. > A czy mógłby Pan podać przykład eksperymentu (nawet możliwego dopiero w przyszłości) pozwalającego ustalić, czy istnieje niezależny od ludzkiego umysłu Bóg?Nie! Gdyż po pierwsze nie znam znaczenia tego terminu (nigdzie nie natknąłem się na logicznie spójną jego definicję), a po drugie to: "Nie, nie ma naukowych dowodów na nieistnienie czegokolwiek, tak Boga, jak i Baby Jagi i Krasnoludków. Nauka zajmuje się tylko tym co istnieje, obowiązek przedstawienia dowodu spoczywa na twierdzącym, a nie na przeczącym. Teiści przedstawili sto kilkadziesiąt dowodów na istnienie Boga (por. choćby przykłady z "Teologii filozoficznej" Jozefa Schmidta), ale dostatecznymi dowodami pozostają one tylko dla wierzących. Współczesna filozofia (tak od Kanta) rozbiła je pył. Jest bardzo dużo książek, ale żeby było łatwiej na stronie /ateista.pl/ Krzysztof Ateista napisał artykuł z bibliografią "A ja ci Boga udowodnię" - polecam."Andrzej Bogusławski:> Nie każdy filozof zgodziłby się z Kantem i tomistami w podkreślonej przez Pana kwestii. Mnie się wydaje, że ich teza to trochę strzał w stopę.I tu mamy problem, gdyż ja bym stwierdził, że prędzej, to Pani przywaliła kulą w płot. Zdecydowanie nie każdy, gdyż jak ujął to A. J. Ayer (filozof): Filozofia różni się od innych dziedzin humanistyki czy nauk ścisłych nie tyle swoim przedmiotem, ile metodą. Filozofowie formułują twierdzenia, w swoim mniemaniu prawdziwe, i zawsze wysuwają argumenty służące do obrony własnych teorii i do obalenia teorii innych filozofów. Andrzej Bogusławski:Nie wyklucza, ale, że zupełnie dobrze mieszczą się w niej teiści, to już Pani ocena. > Niektórzy teiści - ci, którzy potrafią racjonalnie uzasadnić swoje poglądy.A którzy, gdyż mnie się takich nie udało spotkać. Tylko proszę nie odwoływać się do nazwisk, czy całych ksiąg, tylko podać konkretne cytaty. > Zgodzi się Pan ze mną, że są oni racjonalistami światopoglądowymi?Jak takich spotkam, to są spore szanse, że się zgodzę. Jestem otwartym na poznanie i ciekawym świata. > Do niektórych kwestii się nie odniosłam, bo zauważyłam, że w międzyczasie do dyskusji przyłączył się Worek, i nie chciałam się powtarzać tam, gdzie się z nim zgadzam.To, że Pani się z panem Piotrem zgadza, to jest oczywiste nie tylko dla mnie i wcale mi to nie przeszkadza, tyle że wówczas prosiłbym o czytanie także z nim polemik, abym ja też nie musiał się powtarzać. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | No Idea (83 punktów) | Nie było mnie przez kilka dni, bo musiałam zrobić parę rzeczy na termin i zupełnie nie miałam kiedy pisać na forum - ale już jestem. Andrzej Bogusławski:A następny nowy super-kontrargument i możemy tak bawić się bez końca. To właśnie zabawa współczesnej filozofii klasycznej. Najbardziej potrzebnej filozofom i teologom, którzy - poza spekulacjami - nic więcej już nie mogą. No, tak to mniej więcej wygląda: argumenty i kontrargumenty, i tak od starożytności. Ale zgodzi się Pan ze mną, że nie mamy lepszej metody badania problemu istnienia Boga? Andrzej Bogusławski:Gdy chce Pani być poważnie traktowaną, to proszę jednak czytać moje wypowiedzi wraz z linkami. Chodzi Panu o artykuł z Wikipedii o metodzie naukowej? Czego z niego nie wzięłam pod uwagę? Andrzej Bogusławski:Może nie tyle założeniem co paradygmatem. Zupełnie nie należy weń wierzyć i gdy ktoś go skutecznie podważy, to zapisze się na wieki w annałach nauki. Tyle, że - jak na razie - naturalizm metodologiczny się cholernie dobrze sprawdza i jeszcze nikomu nie udało się go podważyć. Trudno, żeby dziedzina oparta na paradygmacie zakładającym nieistnienie Boga miała ustalić, czy Bóg istnieje. To może zrobić tylko dziedzina taka jak filozofia, która nie zakłada na starcie ani naturalizmu, ani teizmu, i w tym sensie jest bezstronna. Andrzej Bogusławski:po pierwsze nie znam znaczenia tego terminu (nigdzie nie natknąłem się na logicznie spójną jego definicję), a po drugie to: "Nie, nie ma naukowych dowodów na nieistnienie czegokolwiek, tak Boga, jak i Baby Jagi i Krasnoludków. Nauka zajmuje się tylko tym co istnieje, obowiązek przedstawienia dowodu spoczywa na twierdzącym, a nie na przeczącym. A czy w takim razie jakiś eksperyment mógłby wykazać, że Bóg istnieje (gdyby Bóg istniał)? Andrzej Bogusławski:Teiści przedstawili sto kilkadziesiąt dowodów na istnienie Boga (por. choćby przykłady z "Teologii filozoficznej" Jozefa Schmidta), ale dostatecznymi dowodami pozostają one tylko dla wierzących. Współczesna filozofia (tak od Kanta) rozbiła je pył. Właśnie współcześni filozofowie wciąż dowodzą - i istnienie Boga, i jego nieistnienie. Oczywiście może Pan powiedzieć, że to, co robią, nie ma sensu, ale nawet jeśli tak jest, nie czyni to z nich fideistów - bo wcale nie muszą kierować się wiarą. A. J. Ayer:Filozofia różni się od innych dziedzin humanistyki czy nauk ścisłych nie tyle swoim przedmiotem, ile metodą. Filozofowie formułują twierdzenia, w swoim mniemaniu prawdziwe, i zawsze wysuwają argumenty służące do obrony własnych teorii i do obalenia teorii innych filozofów. Zupełnie się z Ayerem zgadzam. Andrzej Bogusławski:Jak takich spotkam, to są spore szanse, że się zgodzę. Jestem otwartym na poznanie i ciekawym świata. Czyli przyjmuje Pan możliwość spotkania (więc i istnienia) teisty, który nie jest fideistą? Andrzej Bogusławski:To, że Pani się z panem Piotrem zgadza, to jest oczywiste nie tylko dla mnie i wcale mi to nie przeszkadza, tyle że wówczas prosiłbym o czytanie także z nim polemik, abym ja też nie musiał się powtarzać. Staram się.
|
|
| | | | | | | | | |  | 6 na 6 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >Najbardziej bym Panu polecała antynaturalistyczny argument Plantingi z ewolucji, na który nie ma jeszcze zadowalającej odpowiedzi.< I jak brzmi ten argument? Plantinga był zwolennikiem ID, potwierdza ten jego argument kreacjonizm? >W filozofii istnienie Boga jest kwestią otwartą, tzn. nie ma do tej pory konkluzywnego dowodu ani niepodważalnego argumentu ani za jego istnieniem, ani nieistnieniem.< Może problem leży w tym że teologia nie dostarczyła żadnej jednoznacznej, wiążącej definicji Boga? Trudno rozstrzygać o czymś co nie jest nawet dokładnie zdefiniowane.
Mam dość ateistów. Oni bez przerwy gadają o Bogu - Heinrich Böll
|
|
| | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > >>>Najbardziej bym Panu polecała antynaturalistyczny argument Plantingi z ewolucji, na który nie ma jeszcze zadowalającej odpowiedzi.> I jak brzmi ten argument? Plantinga był zwolennikiem ID, potwierdza ten jego argument kreacjonizm?Marta Cuberbiller: Oto, jak tę sprawę przedstawia chrześcijański filozof Alvin Plantinga: "Ewolucjonizm i naturalizm są nie tylko niedobraną parą, ale zawzięcie ze sobą walczą. Nie można racjonalnie akceptować jednocześnie ewolucjonizmu i naturalizmu [...]. Naturalizm czy ewolucyjny naturalizm wydaje się prowadzić do głębokiego i powszechnego sceptycyzmu. Prowadzi do wniosku, że nasze zdolności poznawcze tworzące przekonania - pamięć, postrzeganie zmysłowe, logiczne rozumowania itd. - nie są wiarygodne i nie można ufać, że produkują więcej prawdziwych niż fałszywych przekonań." (...)
Chrześcijańska teistyczna alternatywa Chrześcijański teistyczny światopogląd głosi, że doskonale racjonalna istota, Bóg, jest podstawą i źródłem rozumu. A tym samym logika, matematyka, wiedza i prawda wypływają z nadrzędnego inteligentnego boskiego umysłu i charakteryzują stworzony przezeń Wszechświat. A ponieważ Bóg uczynił ludzkie istoty na swój obraz, z racjonalnymi zdolnościami i organami zmysłowymi, które generalnie poprawnie funkcjonują, to ludzie są zdolni odkrywać rozumny i empiryczny porządek świata. Obiektywne istnienie Boga jest fundamentem autentycznej wiedzy człowieka na temat świata. stworzenie(*)sl-ludzki-jest-tworem-ewolucjisnaut napisał: Dla schłodzenia nastrojów przytoczę wypowiedź Alvina Plantingi, uznawanego za najwybitniejszego żyjącego filozofa amerykańskiego: \"Jak każdy chrześcijanin (i oczywiście teista) wierzę, że świat został stworzony przez Boga, i dlatego \"inteligentnie zaprojektowany\". Jednak kluczowym punktem Inteligentnego Projektu jest twierdzenie, że może on być naukowo udowodniony. Mam co do tego wątpliwości... Bóg z pewnością mógł posłużyć się mechanizmami, które Darwin opisuje, aby stworzyć świat ożywiony i prowadzić go w takim kierunku, jak tego chce.
Przecież ewolucja jako taka nie implikuje twierdzenia, że nie ma żadnego ukierunkowania w historii życia. Tym, co takie twierdzenie implikuje nie jest sama teoria ewolucji, lecz idea ewolucji niekierowanej - czyli pogląd, że ani Bóg, ani żadna inna osoba nie brała udziału w ukierunkowaniu ewolucji. Lecz naukowa teoria ewolucji nic nie mówi na temat boskiego prowadzenia. Ani nie mówi, że ewolucja jest prowadzona boską ręką, ani nie mówi, że nie jest. Jak każdy teista odrzucam ewolucję niekierowaną. Jednak współczesna naukowa teoria ewolucji jako taka (bez dodatków filozoficznych i teologicznych) nie mówi, że ewolucja jest procesem niekierowanym.
Tak jak w ogóle nauki przyrodnicze, nie wypowiada się ona na temat istnienia i działania Boga\". Chodzi o to, że w dyskusjach często nie odróżnia się naukowej teorii ewolucji, która jest teorią z obszaru nauk przyrodniczych od ewolucjonizmu - który jest poglądem filozoficznym. Naukowa teoria ewolucji, tak jak każda teoria pozostająca teorią naukową, w niczym nie odnosi się do twierdzeń religijnych, bo nauki przyrodnicze nie mają nic do powiedzenia w kwestiach filozoficzno-teologicznych.
Ewolucjonizm nie jest teorią naukową, bo np. twierdzenie, że życie powstało samoistnie z materii nieożywionej jest naukowo nieweryfikowalne - jest to twierdzenie filozoficzne. I paradoksalnie, naukowa teoria ewolucji wcale nie dowodzi podstawowych tez ewolucjonizmu. www.fronda(*)-i-kosciol,20136.html?page=15&Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | rysiek (4593 punktów) | >(...) >Ewolucjonizm nie jest teorią naukową, bo np. twierdzenie, że życie powstało samoistnie z materii nieożywionej jest naukowo nieweryfikowalne - jest to twierdzenie filozoficzne. (...) [/color]http://www.fronda.pl/a/darwin-kreacjonizm-i-kosciol,20136.html?page=15&
Drobne pytanie/wątpliwość: czy ewolucjonizm w ogóle zajmuje się zagadnieniem powstania życia?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >Drobne pytanie/wątpliwość: czy ewolucjonizm w ogóle zajmuje się zagadnieniem powstania życia?< Nie tylko drobne ale i dobre pytanie !!!
Mam dość ateistów. Oni bez przerwy gadają o Bogu - Heinrich Böll
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | Znowu mnie Pan posyła na jakieś kościelne strony. Rozumiem że mam się odnieść. >"Ewolucjonizm i naturalizm są nie tylko niedobraną parą, ale zawzięcie ze sobą walczą. Nie można racjonalnie akceptować jednocześnie ewolucjonizmu i naturalizmu< Według mojej wiedzy nie istnieje dział filozofii zwany ewolucjonizmem. E. łączony jest z etnologią. Filozoficznie można stwierdzić np: Filozofia Hegla była idealistycznym ewolucjonizmem. Materialistyczny ewolucjonizm Marksa- Obok ewolucji ważną rolę odgrywa rewolucja. Sądziłem że być może nieporozumienie wynika z różnej nomenklatury lub niedokładnego tłumaczenia. Ale...znalazłem definicję ewolucjonizmu jako dział filozofii, na stronce kościelnej. Tak więc ewolucjonizm rozumiany per se jako filozofia używany jest tylko przez kościelnych. Nieładnie że autorka nie podała z jakiej pracy pochodzi ten tekst Plantinga. Byłoby możliwe poznać całą argumentację i dowiedzieć się co Plantinga rozumie przez ewolucjonizm. Takie wycinki mają tylko podbudować zamierzoną tezę. Nie są podstawą do dyskusji. >Chrześcijańska teistyczna alternatywaChrześcijański teistyczny światopogląd głosi, że doskonale racjonalna istota, Bóg< W tym miejscu można zakończyć. Dopóki się nie dowiemy czym jest Bóg, nie ma o czym dyskutować. Wszystko powiedziane może być fałszywe ponieważ może być sprzeczne z ukrytym pojęciem Boga.
Mam dość ateistów. Oni bez przerwy gadają o Bogu - Heinrich Böll
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Znowu mnie Pan posyła na jakieś kościelne strony.Zdecydowanie nie. Wrzuciłem tu tylko informację co "kościelne strony" (a więc najbardziej tu zainteresowane i poinformowane) piszą o "argumencie Plantingi". Była to trochę odpowiedź na postawione przez Pana pytanie: > I jak brzmi ten argument? Plantinga był zwolennikiem ID, potwierdza ten jego argument kreacjonizm? Natomiast nie bardzo rozumiem "znowu", ale to drobiazg.> Rozumiem że mam się odnieść.Niekoniecznie, choć bardzo lubię czytać Pańskie wypowiedzi. Ma Pan dużą erudycję i myśli samodzielnie, a to jest najważniejsze. "Ewolucjonizm i naturalizm są nie tylko niedobraną parą, ale zawzięcie ze sobą walczą. Nie można racjonalnie akceptować jednocześnie ewolucjonizmu i naturalizmu [...]. Naturalizm czy ewolucyjny naturalizm wydaje się prowadzić do głębokiego i powszechnego sceptycyzmu. Prowadzi do wniosku, że nasze zdolności poznawcze tworzące przekonania - pamięć, postrzeganie zmysłowe, logiczne rozumowania itd. - nie są wiarygodne i nie można ufać, że produkują więcej prawdziwych niż fałszywych przekonań." > Według mojej wiedzy nie istnieje dział filozofii zwany ewolucjonizmem. E. łączony jest z etnologią. Filozoficznie można stwierdzić np:> Filozofia Hegla była idealistycznym ewolucjonizmem.> Materialistyczny ewolucjonizm Marksa- Obok ewolucji ważną rolę odgrywa rewolucja.> Sądziłem że być może nieporozumienie wynika z różnej nomenklatury lub niedokładnego tłumaczenia. Ale...znalazłem definicję ewolucjonizmu jako dział filozofii, na stronce kościelnej. Tak więc ewolucjonizm rozumiany per se jako filozofia używany jest tylko przez kościelnych.Mamy tu dwójkę obrońców i znawców filozofii chrześcijańskiej oraz katolickiej wersji ewolucjonizmu. Myślę, że pani No Idea ("Najbardziej bym Panu polecała antynaturalistyczny argument Plantingi z ewolucji, na który nie ma jeszcze zadowalającej odpowiedzi") i pan Worek kości (Jan Paweł II również nie musiał nic prostować, a nawet poszedł dalej niż jego poprzednik w akceptacji teorii ewolucji) mogą nam wyjaśnić jak mamy rozumieć i zgodność darwinowskiej teorii ewolucji z jej katolicką wersją oraz przywołać - wraz podaniem źródła - argument Plantingi. > Nieładnie że autorka nie podała z jakiej pracy pochodzi ten tekst Plantinga. Byłoby możliwe poznać całą argumentację i dowiedzieć się co Plantinga rozumie przez ewolucjonizm. Takie wycinki mają tylko podbudować zamierzoną tezę. Nie są podstawą do dyskusji.Widocznie uznała, że teksty "najwybitniejszego żyjącego filozofa amerykańskiego" (snaut), to czytelnicy znają na wyrywki. > >Chrześcijańska teistyczna alternatywaChrześcijański teistyczny światopogląd głosi, że doskonale racjonalna istota, Bóg<> W tym miejscu można zakończyć.> Dopóki się nie dowiemy czym jest Bóg, nie ma o czym dyskutować. Wszystko powiedziane może być fałszywe ponieważ może być sprzeczne z ukrytym pojęciem Boga.Dokładnie tu się z Panem zgadzam, ale staram się dowiedzieć od obrońców stanowiska katolickiego (a więc nie od Pana), jak oni rozumieją i jak podważają darwinowską ewolucję, która w ich mętnych wypowiedziach jest i zgodna i niezgodna ze stanowiskiem Kościoła, ale to ich ich zwyczaj pokręcić ile się da, a później, gdy zabraknie argumentów uciekać. www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,562660#w563014Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | Teraz spostrzegłem link do link do wypowiedzi Plantinga. Trzeba zobaczyć co miał autor na myśli.
Mam dość ateistów. Oni bez przerwy gadają o Bogu - Heinrich Böll
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Teraz spostrzegłem link do link do wypowiedzi Plantinga. Trzeba zobaczyć co miał autor na myśli. Bardzo proszę podzielić się refleksjami.
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | |  | 9 na 9 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | > Tradycyjna nazwa teologii naturalnej może być myląca, ale jest ona gałęzią filozofii,..<Schopenhauer był innego zdania: Cytat:"Kto chce być racjonalistą, musi być filozofem i jako taki musi wyemancypować się od wszelkich autorytetów, iść do przodu i się nie oglądać za siebie. Chce się być teologiem: to trzeba być konsekwentnym i nie opuszczać fundamentu autorytetu, nawet wtedy, gdy niepojęte nakazuje wiarę. Nie można dwóm Panom służyć, a więc albo rozsądek albo pismo (..). Albo wierzyć albo filozofować ! Co się wybierze, w tym trzeba być całym"
Mam dość ateistów. Oni bez przerwy gadają o Bogu - Heinrich Böll
|
|
| | | | | | | | | | |  | | No Idea (83 punktów) | Arthur Schopenhauer:"Kto chce być racjonalistą, musi być filozofem i jako taki musi wyemancypować się od wszelkich autorytetów, iść do przodu i się nie oglądać za siebie. Chce się być teologiem: to trzeba być konsekwentnym i nie opuszczać fundamentu autorytetu, nawet wtedy, gdy niepojęte nakazuje wiarę. Nie można dwóm Panom służyć, a więc albo rozsądek albo pismo (..). Albo wierzyć albo filozofować ! Co się wybierze, w tym trzeba być całym" Schopenhauer nic tu nie pisze o teologii naturalnej. Ten cytat nie kłóci się z tezą, że jest ona częścią filozofii.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >Schopenhauer nic tu nie pisze o teologii naturalnej. Ten cytat nie kłóci się z tezą, że jest ona częścią filozofii.< Jak najbardziej Schopenhauer odnosi się tutaj do teologii naturalnej, udającej filozofię, będącej jednak nadal teologią i Schopenhauer ma rację. Nie można udawać filozofa będąc teologiem. Czym zajmuje się ta theologia naturalis. Udowadnianiem istnienia Boga na bazie naturalnych źródeł. "Nauka" która już wymarła poza Polską, Irlandią i USA. Teologia naturalna jest herezją -Barth. I słusznie. Może się zdarzyć że wywiedzie ona deistycznego Boga i lipa ze zbawieniem. Też uważam że jest herezją, popełnia grzech pierworodny. Filozofia która próbuje rozpoznać nieskończone ze skończonego. To jest anty-filozofia. Filozofia bada jak rozpoznać prawdę, filozofia nie ma u punktu wyjścia dogmatu. To też miał Schopenhauer na myśli. Gdyby zoologia utworzyła dział Yetologii, zajmującej się badaniem naturalnych źródeł istnienia Yeti, chrześcijanie pękliby ze śmiechu. Poszukiwanie Boga u źródeł naturalnych traktują poważnie. Ale tak to bywa z wiernymi wszelkich konfesji. Dla przykładu, szybko dojdziemy do porozumienia z każdym katolikiem że mormoni, scientology, manu, Brahma, Vishnu, Shiva & Co, to iluzje i pogaństwo, zabobon i mity. Ale Chrystus i Jahwe, Dziewica, ci są autentyczni. Tak samo jakby zgadzać się że prawo fotosyntezy działa na wszystkich łąkach i lasach świata tylko nie we własnym ogródku.
Mam dość ateistów. Oni bez przerwy gadają o Bogu - Heinrich Böll
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | No Idea (83 punktów) | No, co ja mogę powiedzieć... Na całym świecie wielu ludzi zajmuje się teologią naturalną, prowadzi debaty, pisze książki i artykuły, jak w każdej dziedzinie - zupełnie nie zwracając uwagi na to, że to się Nietschemu nie podoba. (Nietzschemu też się nie podobało.)
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 | maceox (6766 punktów) | >No, co ja mogę powiedzieć... Na całym świecie wielu ludzi zajmuje się teologią naturalną, prowadzi debaty, pisze książki i artykuły, jak w każdej dziedzinie - zupełnie nie zwracając uwagi na to, że to się Nietschemu nie podoba. No, co ja mogę powiedzieć... Na całym świecie różni ludzie wymyślają przeróżne spekulacje z różnych powodów i w różnych celach, a racjonaliści pytają tylko o ich sensowność (gdyż zadawanie pytań i podważanie sądów przyjmowanych na samą tylko czystą wiarę uważają za najtrafniejszą drogę dochodzenia do obiektywnej wiedzy o świecie) - zupełnie nie zwracając uwagi na to, że się to No Idea nie podoba.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | No Idea (83 punktów) | Jeśli racjonaliści "zadawanie pytań i podważanie sądów przyjmowanych na samą tylko czystą wiarę uważają za najtrafniejszą drogę dochodzenia do obiektywnej wiedzy o świecie", to z filozofami powinno być im bardzo po drodze. Ale zgodnie z tymi zasadami wypadałoby chyba zaangażować się w spór filozoficzny z argumentami, z którymi się nie zgadzamy, a nie zbywać całą dziedzinę, bo to "wymyślone spekulacje". Tak by było bardziej racjonalnie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | maceox (6766 punktów) | >Jeśli racjonaliści "zadawanie pytań i podważanie sądów przyjmowanych na samą tylko czystą wiarę uważają za najtrafniejszą drogę dochodzenia do obiektywnej wiedzy o świecie", to z filozofami powinno być im bardzo po drodze. Ale zgodnie z tymi zasadami wypadałoby chyba zaangażować się w spór filozoficzny z argumentami, z którymi się nie zgadzamy, a nie zbywać całą dziedzinę, bo to "wymyślone spekulacje". Tak by było bardziej racjonalnie.
Ależ racjonaliści właśnie się angażują! Czy uważasz np. Dawkinsa albo - na naszym forum - Bogusławskiego za osoby niezaangażowane w spór?
Poza tym "wymyślone spekulacje" to jest właśnie argument w tym sporze - i to bardzo mocny argument, dopóki empirycznie nie wykaże się prawdziwości tych spekulacji.
Proszę o Twoją odpowiedź na poniższe pytania: - Czy Ty odróżniasz świat fizyczny od świata umysłu i kultury? - Czy uważasz, że o świecie fizycznym można powiedzieć cokolwiek sprawdzonego poza naukami przyrodniczymi? - Czy uważasz, że treści kultury (w tym religijne) mogły powstać inaczej niż w umysłach ludzi?
Nad czym tu można jeszcze debatować nie popadając w wymyślone spekulacje?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | No Idea (83 punktów) | maceox:Ależ racjonaliści właśnie się angażują! Czy uważasz np. Dawkinsa albo - na naszym forum - Bogusławskiego za osoby niezaangażowane w spór? Oczywiście, że nie. Nie o nich mi chodziło. maceox:Poza tym "wymyślone spekulacje" to jest właśnie argument w tym sporze - i to bardzo mocny argument, dopóki empirycznie nie wykaże się prawdziwości tych spekulacji. Kiedy filozofia posługuje się metodami innymi niż empiryczne - i odrzucać tezy filozoficzne z tego powodu to tak jak odrzucać np. historię za to, że nie opiera się na eksperymentach. maceox:Czy Ty odróżniasz świat fizyczny od świata umysłu i kultury? Tak. maceox:Czy uważasz, że o świecie fizycznym można powiedzieć cokolwiek sprawdzonego poza naukami przyrodniczymi? Sprawdzonego empirycznie? Nie. maceox:Czy uważasz, że treści kultury (w tym religijne) mogły powstać inaczej niż w umysłach ludzi? Nie wiem. Może mogły, może nie. Zależy też, jak szeroko rozumiesz "treści kultury", bo np. skłaniałabym się ku jakiejś formie platonizmu matematycznego. maceox:Nad czym tu można jeszcze debatować nie popadając w wymyślone spekulacje? Jeśli coś istnieje, w jakiejkolwiek formie, to można to badać.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Jeśli racjonaliści "zadawanie pytań i podważanie sądów przyjmowanych na samą tylko czystą wiarę uważają za najtrafniejszą drogę dochodzenia do obiektywnej wiedzy o świecie", to z filozofami powinno być im bardzo po drodze. Racjonalizm światopoglądowy odrzuca przyjmowanie na samą tylko wiarę religijnych, filozoficznych, społecznych i politycznych dogmatów, choć nie jest całkowicie ateistyczny ani rewolucyjny społecznie. Racjonaliści przyjmują tylko te spośród elementów wiedzy i wierzeń, które dają się uzasadnić na podstawie czysto logicznego myślenia oraz empirycznego poznania. (...)
Racjonalista przyjmuje pewne paradygmaty stanowiące podstawy nauk przyrodniczych i nauk ścisłych oraz niektórych nauk humanistycznych związanych z człowiekiem i społeczeństwem, lecz o ile te paradygmaty nie są uzasadnione z punktu widzenia zupełnego i skrajnego sceptycyzmu, o tyle mają pewne uzasadnienie empiryczne - są zasadne przy pewnych podstawowych metafizycznych założeniach materializmu takich jak założenie o istnieniu rzeczywistego materialnego świata kierującego się możliwymi do zbadania zasadami. Jednak wobec paradygmatów racjonalista nie jest bezkrytyczny i nie uznaje ich w sposób dogmatyczny, gdyż stanowią one podstawę wielu nauk, ale mogą ulec weryfikacji i zmianom.
Światopogląd racjonalistyczny, w przeciwieństwie do filozoficznego racjonalizmu, za główne kryterium i źródło poznania świata stawia metodologię naukową, rozum i zmysły (doświadczenia empiryczne).
Racjonalizm ostro sprzeciwia się akceptowaniu pseudonauki, a także paranauki oraz wszelkim dogmatom ustanawianym bez potwierdzenia (naukowego lub empirycznego). Nie uznaje także pozbawionego wątpliwości i bezkrytycznego akceptowania autorytetów. pl.wikiped(*)lizm_światopoglądowy> Ale zgodnie z tymi zasadami wypadałoby chyba zaangażować się w spór filozoficzny z argumentami, z którymi się nie zgadzamy, a nie zbywać całą dziedzinę, bo to "wymyślone spekulacje".Spór filozoficzny? To dobre! A na jakich warunkach? Chciałaby Pani przeprowadzić spór na warunkach Średniowiecznych dysput religijnych? Przecież ten spór filozoficzny trwa od wieków i częścią tego sporu jest właśnie odrzucenie spekulacji nie mających pokrycia w istniejącej obiektywnie rzeczywistości. > Tak by było bardziej racjonalnie.Czasem tu dla zabawy prowadzimy "dyskusje o krasnoludkach", ale mamy (a przynajmniej ja) ogromne wątpliwości, czy są one racjonalne. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | No Idea (83 punktów) | Andrzej Bogusławski:spór filozoficzny trwa od wieków i częścią tego sporu jest właśnie odrzucenie spekulacji nie mających pokrycia w istniejącej obiektywnie rzeczywistości. Tyle, że w kwestii tego odrzucenia nie ma konsensusu. (O który w filozofii w ogóle jest trudno.) Andrzej Bogusławski:Czasem tu dla zabawy prowadzimy "dyskusje o krasnoludkach", ale mamy (a przynajmniej ja) ogromne wątpliwości, czy są one racjonalne. Chyba na każdy temat da się racjonalnie dyskutować. O krasnoludkach też.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Andrzej Bogusławski:spór filozoficzny trwa od wieków i częścią tego sporu jest właśnie odrzucenie spekulacji nie mających pokrycia w istniejącej obiektywnie rzeczywistości. > Tyle, że w kwestii tego odrzucenia nie ma konsensusu. (O który w filozofii w ogóle jest trudno.)Przecież wyżej o tym właśnie pisałem: www.racjon(*).php/z,0/d,19/s,562660#w565347Andrzej Bogusławski:Czasem tu dla zabawy prowadzimy "dyskusje o krasnoludkach", ale mamy (a przynajmniej ja) ogromne wątpliwości, czy są one racjonalne. > Chyba na każdy temat da się racjonalnie dyskutować. O krasnoludkach też.Ruchy frykcyjne są znacznie przyjemniejsze w innych niż dyskusja czynnościach. Zupełnie nie jestem pewien czy tak samo rozumiemy racjonalizm, gdyż można rozumieć go różnie: www.racjonalista.pl/forum.php/s,558739Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >No, co ja mogę powiedzieć... Na całym świecie wielu ludzi zajmuje się teologią naturalną, prowadzi debaty, pisze książki i artykuły, jak w każdej dziedzinie< argumentum ad verecundiam nie jest żadną gwarancją prawdy i jest sprzeczny z logicznym wnioskowaniem. Nawet filozofia teologii naturalnej nie zwalnia od ogólnych metod wnioskowania stosowanych również w filozofii. Jeżeli tego nie uczy to jest jeszcze jednym dowodem na to że nie jest żadną filozofią.
Mam dość ateistów. Oni bez przerwy gadają o Bogu - Heinrich Böll
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | No Idea (83 punktów) | Zgoda. Nie każę nikomu przyjąć jakichś tez na wiarę, bo wymyślił je ktoś mądrzejszy - to by było ad verecundiam. Mówię tylko, że żeby odrzucić całą dziedzinę wiedzy, trzeba jakichś większych podstaw niż porównanie Boga do Yeti.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | maceox (6766 punktów) | >Zgoda. Nie każę nikomu przyjąć jakichś tez na wiarę, bo wymyślił je ktoś mądrzejszy - to by było ad verecundiam. Mówię tylko, że żeby odrzucić całą dziedzinę wiedzy, trzeba jakichś większych podstaw niż porównanie Boga do Yeti. Jest zupełnie odwrotnie - żeby przyjąć jakąś dziedzinę wiedzy, trzeba mieć dowody albo przynajmniej jakieś uprawdopodobnienie. Dopóki ich nie ma, to ta wiedza jest od początku wyssana z palca.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >Zgoda. Nie każę nikomu przyjąć jakichś tez na wiarę, bo wymyślił je ktoś mądrzejszy - to by było ad verecundiam. Mówię tylko, że żeby odrzucić całą dziedzinę wiedzy, trzeba jakichś większych podstaw niż porównanie Boga do Yeti. Jeżeli jakaś "dziedzinę wiedzy" nazywa się filozofią, to musi być ona uznana za filozofię przez filozofów. Nieistotne jest czy Schopenhauer podzielał wyniki jej nauk, chodzi o to że ona zdaniem Schopenhauera, Hume i in., nie spełnia warunków definicji filozofii. Skoro Popper uznawał Schopenhauera za niedościgniony wzór, to nie można odmówić mu kwalifikacji. W Leksykonie Filozoficznym każdej redakcji można dowiedzieć się że Schopenhauer był filozofem. Gdy zapyta się o teologię naturalną, to albo odpowiada że nie znalazł albo powiada teologia spekulatywna. Skoro teologia naturalna ma już jakiś tam dorobek naukowy to proszę naszkicować co wiemy więcej o Bogu aniżeli o Yeti. Istnieje przypuszczenie że Yeti przybywa w Himalajach. O Bogu nawet tego nie wiemy.
Mam dość ateistów. Oni bez przerwy gadają o Bogu - Heinrich Böll
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | No Idea (83 punktów) | Nietsche:W Leksykonie Filozoficznym każdej redakcji można dowiedzieć się że Schopenhauer był filozofem. Gdy zapyta się o teologię naturalną, to albo odpowiada że nie znalazł albo powiada teologia spekulatywna. Zależy jaki - tu ( www.ptta.pl/pef/pdf/t/teologia_naturalna.pdf - link podany już wcześniej przez pana Bogusławskiego) wiąże się ją jednak z filozofią. Zresztą ważne jest to, że nie opiera się na przesłankach wziętych z Objawienia, bo chyba o to chodziło w naszym sporze. Najlepiej może wyjaśnione jest to tutaj: www.opoka.(*)k/ltk/teologia_naturalna.html.Nietsche:Skoro teologia naturalna ma już jakiś tam dorobek naukowy to proszę naszkicować co wiemy więcej o Bogu aniżeli o Yeti. Wiemy jak wiemy, bo z pewnością w filozofii nigdy nie było najlepiej - ale możliwości wyliczono w historii całkiem sporo, różnie oceniając ich prawdopodobieństwo i wspierając je różnymi argumentami.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | > link podany już wcześniej przez pana Bogusławskiego) wiąże się ją jednak z filozofią.<Tak się wiąże z filozofią jak Towarzystwo Tomasza z Akwinu jest towarzystwem filozofów. > Zresztą ważne jest to, że nie opiera się na przesłankach wziętych z Objawienia<Dlaczego? Ma Pani wątpliwości co do autentyczności tych objawień? To po co na ten temat spekulować? > www.opoka.(*)k/teologia_naturalna.html.< Pod tym linkiem dowiedziałem się że ten plik nie istnieje i żebym wpłacił darowiznę.> Wiemy jak wiemy, bo z pewnością w filozofii nigdy nie było najlepiej - ale możliwości wyliczono w historii całkiem sporo, różnie oceniając ich prawdopodobieństwo i wspierając je różnymi argumentami.<To właśnie chcę poznać.
Mam dość ateistów. Oni bez przerwy gadają o Bogu - Heinrich Böll
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | No Idea (83 punktów) | Nietsche:Ma Pani wątpliwości co do autentyczności tych objawień? Mam. Choć to naprawdę nie ma nic do rzeczy. Nietsche:To po co na ten temat spekulować? Bo to ciekawe i - dla niektórych - istotne. I w żadnym razie nie obowiązkowe - nikt przecież nie musi zajmować się filozofią. Nietsche:Pod tym linkiem dowiedziałem się że ten plik nie istnieje i żebym wpłacił darowiznę. Rzeczywiście, nie wiem, dlaczego tak jest, przepraszam w takim razie za felernego linka. Da się wejść przez wpisanie w Google "Opoka" + "teologia naturalna". Nietsche:To właśnie chcę poznać. Zakładam, że mówi Pan poważnie. Polecam na początek ten artykuł: www.iep.utm.edu/god-west/.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Zgoda. Nie każę nikomu przyjąć jakichś tez na wiarę, bo wymyślił je ktoś mądrzejszy - to by było ad verecundiam. Mówię tylko, że żeby odrzucić całą dziedzinę wiedzy, trzeba jakichś większych podstaw niż porównanie Boga do Yeti. Dziedzinę wiedzy?
Czy wiedza jest nauką?
Trudno o definicję nauki, ale wcale nie łatwiej z definicją wiedzy. Przymiotników do słowa wiedza istnieje wiele: np. tajemna, religijna, spekulatywna, praktyczna, potoczna, naukowa - że nie sposób wymienić nawet najważniejszych. Jaki miedzy nimi zachodzi związek? Weźmy na przykład wiedzę religijną, która wzmacnia wiarę, ale czy tak samo dzieje się z wiedzą o religiach? Wiara nie musi brać się z niewiedzy. Może być innym rodzajem wiedzy, czasem bardzo głębokiej, powiązanej z obszarami zagadnień dotyczącymi bytu i człowieka, a czasem połączonej też z gruntowną wiedzą naukową w jakiejś świeckiej specjalności.
Wiedza naukowa tym różni się od wszystkich innych, że uczony - przynajmniej w zakresie własnej specjalności - nie może niczego przyjmować na wiarę. Jego obowiązkiem jest krytyczna analiza - wraz z oceną metodyki i metodologii - dotychczasowego dorobku. Wiedza, w której zawarte są dogmaty nie poddające się naukowej (rozumowo-empirycznej) weryfikacji i falsyfikacji - nie jest nauką.
Można powiedzieć, że o ile nauka jest drogą człowieczych pytań - na której dzisiejsze aksjomaty mogą rozpaść się po poddaniu ich nowszym, bardziej wyrafinowanym formom krytyki - to wiedza jest zbiorem powiązanych systemowo odpowiedzi. Gdy udzielają satysfakcjonującej (wyjaśniającej) dla pytającego odpowiedzi nazywanie wiedzą: magii, mitów, religii, doktryn politycznych, a nawet zespołów przesądów czy ezoteryk (np. astrologii, spirytyzmu ) staje się językowo uprawomocnione, choć zawsze należy dodawać przymiotnik określający o jakiego rodzaju wiedzy myślimy.
Takich logicznych zbiorów zdań, powiązanych systemowo (tworzących jakąś strukturę), przynoszących społecznościom prawdziwe dla nich (ale wcale niekoniecznie obiektywnie prawdziwe) odpowiedzi, jest wiele. Weźmy pod uwagę przedmiot mojego zainteresowania jakim jest religioznawstwo. Na tym gruncie rozróżniamy wiedzę o religiach (dostępną wierzącym i niewierzącym), będącą przedmiotem nauki i wiedzę religijną (dostępną tylko wierzącym), będącą np. przedmiotem teologii. Warto tu zauważyć, że znajomość całej doktryny religijnej (przedmiotu wiary), kultu, organizacji (w tym np. prawa kanonicznego), a także rozumowego uzasadnienia własnych przekonań wymaga dużej - czasem wprost ogromnej wiedzy religijnej.
Dochodzenie do prawdy jest permanentnym procesem, na którym potykają się nawet mocarze intelektu. Czy oni mając w jakiejś części fałszywe przekonania (prawdę niepełną) - gdy wychodząc z nieprawdziwych złożeń doszli do błędnych wnioskowań - nie są warci naszych analiz i przemyśleń? Czy człowiek myląc się w jednym, myli się we wszystkim? Czy przemyślane i świadomie działania przynoszące zamierzony skutek, ale oparte na fałszywych przesłankach są racjonalne? A gdy zdecydowany racjonalista nabywa przekonań drogą wnioskowania w oparciu o - jego zdaniem - przesłanki prawdziwe i zasadnie przyjęte, popełni błąd (co przecież się zdarza), to jest to pomyłka, nieracjonalność, a może irracjonalność?
Uważam, że używanie rozumu nawet po przyjęciu (np. w procesie socjalizacji) fałszywych założeń jest racjonalnością, co więcej niekiedy (np. ponowne przeanalizowanie) pozwalają nam zweryfikować wcześniejsze, fałszywe założenia. Nieracjonalną intelektualnie, choć dosyć powszechną, jest dla mnie tylko wszelaka dogmatyka. Dogmatyczne, bezrefleksyjne przyjmowanie "naukowej" wiedzy, uzasadnianej wyłącznie tytułami uczonych, posiada niewiele wyższą racjonalność od wiary w krasnoludki.
Trudno wyobrazić sobie, aby nauka doszła kiedykolwiek do stanu absolutnej doskonałości. Bardzo dużo już osiągnęliśmy. Niektórzy mówią o końcu nauki, ale chyba bliżej był Albert Einstein mówiąc: Cała nasza nauka, w porównaniu z rzeczywistością, jest prymitywna i dziecinna - ale nadal jest to najcenniejsza rzecz, jaką posiadamy.
Czy nauce ("fizyce") potrzebna jest metafizyka, a wiara uczonym? Chyba tak, ale czy poniższe zacytowanie myśli Edwarda O. Wilsona usatysfakcjonuje teologów? Nauka oferuje dziś najśmielszą metafizykę naszych czasów. Jest przy tym dziełem stworzonym wyłącznie przez człowieka. Daje wyraz naszej wierze, że jeśli tylko nie przestaniemy marzyć, dążyć do nowych odkryć, szukać wyjaśnień i znowu marzyć, wdzierając się za każdym razem śmiało w nowy, nie znany dotąd obszar badań, to otaczający nas świat stanie się w końcu bardziej zrozumiały i uda nam się uchwycić prawdziwą osobliwość wszechświata. A wszystkie osobliwości okażą się ze sobą powiązane i utworzą sensowną całość.
Racjonalne myślenie opiera się na założeniu, że dostępną nam rzeczywistością rządzą jakieś prawa, dotyczące zarówno przeszłości, jak i przyszłości, czyli niezmienne w czasie. Z prawdą jest trochę inaczej. Do prawdy stale dochodzimy, ale nikt nie może uzurpować sobie prawa do jej posiadania. Prawda zmienia się w czasie i na przykład mechanikę Newtonowską zastąpiono mechaniką Einsteinowską.
W stopniu dalece mnie nie satysfakcjonującym znam zagadnienia logiczne i chyba dlatego jestem zwolennikiem logiki praktycznej łączącej rozumowe myślenie z weryfikacją przez doświadczenie. Co za tym idzie, uważam także, że tylko praktyka (weryfikowalne naukowo doświadczenie) może być ostatecznym kryterium prawdziwości sądów. Choć różne są drogi dochodzenia do tego kryterium, to pierwszym krokiem prawie zawsze są intelektualne spekulacje, z których najważniejszymi są te powiązane z filozofią. /A. Izdebski/
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | No Idea (83 punktów) | Napisałam "dziedzinę wiedzy", żeby nie wchodzić w spór nt. tego, czy filozofia to nauka i nie zaplątać się znowu w różnice definicji. Myślę, że to, czy uznamy filozofię za naukę, jest drugorzędne (sama skłaniałabym się ku tezie, że filozofia nie jest nauką - i m.in. dlatego może pełnić rolę metanauki wobec pozostałych dyscyplin). Moim zdaniem jednak wypadałoby jednak traktować ją równie poważnie jak pozostałe dziedziny, tzn. uznawać jej własne standardy przyjmowania lub odrzucania należących do niej tez.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Napisałam "dziedzinę wiedzy", żeby nie wchodzić w spór nt. tego, czy filozofia to nauka i nie zaplątać się znowu w różnice definicji. Myślę, że to, czy uznamy filozofię za naukę, jest drugorzędne (sama skłaniałabym się ku tezie, że filozofia nie jest nauką - i m.in. dlatego może pełnić rolę metanauki wobec pozostałych dyscyplin). Moim zdaniem jednak wypadałoby jednak traktować ją równie poważnie jak pozostałe dziedziny, tzn. uznawać jej własne standardy przyjmowania lub odrzucania należących do niej tez.\ Przepraszam, ale przez dłuższy czas nie miałem dostępu do internetu (o czym wcześniej uprzedzałem).Osobiście nie tylko filozofię traktuję poważnie, ale nawet bajkopisarstwo, tyle tylko, że zgodnie z Pani postulatem, wszystkie dziedziny wiedzy rozpatruję zgodnie z adekwatnymi dla nich standardami. Filozofia jest ciekawym aspektem ludzkiej wiedzy. Próby spekulatywnego zrozumienia i uporządkowania najbardziej ogólnych zagadnień (pytań, problemów człowieczej refleksji). Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) |
"Zawsze istniały dwie przeciwstawne klasy: wierząca (w najszerszym pojęciu tego słowa) większość i myśląca mniejszość"Powyższe stwierdzenie tym bardziej mi się podoba, że jego autorem jest prof. Hubertus Mynarek, który studiował teologię katolicką, filozofię i psychologię, a ponadto przez wiele lat był katolickim księdzem. Fides et Ratio
«Istnieją dwa porządki poznania, odrębne nie tylko ze względu na swą zasadę, ale także ze względu na przedmiot». Należało zatem potwierdzić, wbrew wszelkim formom racjonalizmu, odrębność tajemnic wiary od zdobyczy filozofii oraz ich transcendencję i pierwszeństwo wobec tych ostatnich; z drugiej strony należało się przeciwstawić pokusom fideizmu i przypomnieć o jedności prawdy, a więc także o pozytywnym wkładzie, jaki poznanie racjonalne może i powinno wnieść w poznanie wiary: «Chociaż jednak wiara jest ponad rozumem, nigdy nie może zaistnieć prawdziwa rozbieżność między wiarą a rozumem: ten sam Bóg, który objawia tajemnice i udziela wiary, rozniecił też w ludzkim umyśle światło rozumu, nie może zatem tenże Bóg wyprzeć się samego siebie ani też prawda nie może zaprzeczać prawdzie».Pieprzenie o Szopenie. Przeciwstawienie się fideizmowi wraz ze stwierdzeniem, iż "wiara jest ponad rozumem". Uznawanie ewolucji, która nie ma nic wspólnego z teorią ewolucji. Mętniactwo i krętactwo to dorobek intelektualny rzymskich kurialistów z papieżami na czele. Rozpatrywana tutaj odmiana filozofii, ze względu na jej wpływ na rozumienie Objawienia, w sposób bardziej bezpośredni podporządkowana jest wraz z teologią autorytetowi Magisterium i stanowi przedmiot jego rozeznania, jak to już wyjaśniałem poprzednio. Prawdy wiary stawiają bowiem określone wymogi, które filozofia musi respektować, gdy nawiązuje relację z teologią.____________________________ > No, co ja mogę powiedzieć... Na całym świecie wielu ludzi zajmuje się teologią naturalną, prowadzi debaty, pisze książki i artykuły, jak w każdej dziedzinie - zupełnie nie zwracając uwagi na to, że to się Nietschemu nie podoba. (Nietzschemu też się nie podobało.)Na całym świecie miliardy ludzi bzdury plecie i wierzy w przeróżne bałwany. Już tak ten świat jest zbudowany. www.racjonalista.pl/forum.php/s,562660#w562715Niech plotą dalej, ale na szczęście są też oazy racjonalizmuTak uogólniając to prawie wszystko, co na tym świecie dobrego, to dzięki heretykom. www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,482370#w482571(W Pani przykładzie Nietschemu i Nietzschemu.)Prawie wszystko, co na tym świecie złego to dzięki wierzącym. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | No Idea (83 punktów) | Andrzej Bogusławski:Pieprzenie o Szopenie. "Nawijka do kijka" ma podobną wartość argumentacyjną, a brzmi lepiej. Andrzej Bogusławski:Przeciwstawienie się fideizmowi wraz ze stwierdzeniem, iż "wiara jest ponad rozumem". Andrzej Bogusławski:Rozpatrywana tutaj odmiana filozofii, ze względu na jej wpływ na rozumienie Objawienia, w sposób bardziej bezpośredni podporządkowana jest wraz z teologią autorytetowi Magisterium i stanowi przedmiot jego rozeznania, jak to już wyjaśniałem poprzednio. Prawdy wiary stawiają bowiem określone wymogi, które filozofia musi respektować, gdy nawiązuje relację z teologią. Jeśli chodzi tu o każdą w ogóle filozofię uprawianą przez wierzących (co nie jest ozcywiste), to się nie zgadzam. Andrzej Bogusławski:Uznawanie ewolucji, która nie ma nic wspólnego z teorią ewolucji. Nie wiem, czemu nie ma. Tzn. że Kościół wymyślił jakąś inną, konkurencyjną ewolucję? Chyba jednak nie. Andrzej Bogusławski:Mętniactwo i krętactwo to dorobek intelektualny rzymskich kurialistów z papieżami na czele. Oj, nie, są znacznie starsze - myślę, że starsze niż religia i tylko trochę młodsze niż język. Andrzej Bogusławski:Na całym świecie miliardy ludzi bzdury plecie i wierzy w przeróżne bałwany. Już tak ten świat jest zbudowany. No, jest. Andrzej Bogusławski:Tak uogólniając to prawie wszystko, co na tym świecie dobrego, to dzięki heretykom. Prawie wszystko, co na tym świecie złego to dzięki wierzącym. Wiem, kwestia gustu, ale jak dla mnie to np. bez katedr gotyckich świat byłby gorszy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Irracja (4721 punktów) | > >Cytat:Przeciwstawienie się fideizmowi wraz ze stwierdzeniem, iż "wiara jest ponad rozumem". ... a przy okazji. Doktorzy wiary, teolodzy, i cała reszta fideistów i obrońców wiary sama przeczy stwierdzeniu, iż wiara jest ponad rozumem. Skoro wiara jest ponad rozumem to po co ta cała ich "radosna twórczość" odwołująca się do rozumu?. Całkowicie zbędna.. ... widać sami w to stwierdzenie nie wierzą... 
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | No Idea (83 punktów) | Przecież nie trzeba być niewierzącym, żeby być ciekawym, co da się osiągnąć czystym rozumem, bez wiary - prawda?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Irracja (4721 punktów) | >Przecież nie trzeba być niewierzącym, żeby być ciekawym, co da się osiągnąć czystym rozumem, bez wiary - prawda?
... ale sami wpierw uczą i dają przykład, że do wiary można (a często i należy) rozumowo podchodzić - a później narzekają, że ktoś też rozumowo tę wiarę ocenia...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | No Idea (83 punktów) | Myślę, że ci, którzy uczą i dają przykład, to nie ci sami, co ci, którzy narzekają.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Irracja (4721 punktów) | >Myślę, że ci, którzy uczą i dają przykład, to nie ci sami, co ci, którzy narzekają.
... być może nie zawsze to ci sami. Ale narzekają tylko na tych z innych wyznań i ateistów. Na swoich jakoś nie narzekają. Skoro akceptują "rozumowe podejście do wiary" u swoich, to dają jednocześnie przyzwolenie na "rozumowe podejście do wiary" innym. I powinni o tym pamiętać...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | No Idea (83 punktów) | U swoich też nie zawsze wszystko akceptują, wewnątrz religii i teologii jest wiele sporów - także nie tylko tym z zewnątrz się obrywa. I są też tacy, którzy dyskutują z każdym, z obu stron.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | setarkos (10757 punktów) | >Przecież nie trzeba być niewierzącym, żeby być ciekawym, co da się osiągnąć czystym rozumem, bez wiary - prawda? Prawda. Do tego jednak obiekty wiary nie mogą rozciągać się wszędzie, lecz powinien chyba istnieć obszar nimi - daruj sformułowanie - nie "zanieczyszczony".
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | No Idea (83 punktów) | Oczywiście, i taki obszar istnieje.
|
|
| | | | | | | |  | 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Ciąg dalszy: > No Idea:bo zakłada się, że do przekonania o istnieniu Boga można dojść rozumowo (co nie znaczy: w obrębie nauk przyrodniczych). Andrzej Bogusławski:No właśnie! Rozumowo z wykluczeniem nauki. Mnie już nic dodawać nie trzeba. > Nie z wykluczeniem nauki, tylko przy użyciu innych metod niż metody nauk przyrodniczych - podobnie jak historia czy filologia, filozofia ma własne metody, które, jeśli używa się ich poprawnie, nie przeczą rezultatom innych nauk.Naprawdę! To proszę przedstawić tu mam rozumowy (na gruncie filozofii) dowód na istnienie nadprzyrodzoności, który obronił by się na gruncie nauk przyrodniczych. Ludzka wyobraźnia nie ma granic i nie istnieje taka bzdura, której nie można sobie wyspekulować. Dlatego naukową weryfikację, gdzie najwyższym kryterium prawdy jest praktyka, można uznać za ostateczną. (Pamiętając przy tym, że w nauce nie istnieją żadne prawdy ostateczne). Spekulacje są dopuszczalne, a nawet wskazane tam, gdzie nauka jeszcze nie dotarła, ale muszą one uwzględniać dotychczasową wiedzę. Andrzej Bogusławski:Dla racjonalisty wystarcza zestawienie katolickich definicji: >a) FIDEIZM (łac. fides - wiara) - pogląd dotyczący relacji wiary i rozumu, akcentujący rolę wiary w poznaniu ludzkim; różnego typu postawy intelektualne, od skrajnego zanegowania rozumu do przekonania o dopełniającej roli czynników pozaracjonalnych w poznaniu umysłowym.> >b) Całość poznania wg Fideizmu realizuje się na drodze pozaintelektualnej. W Fideizmie tylko na drodze irracjonalnej, nie dającej się bliżej określić wiary, można stwierdzić istnienie duszy, Boga, podobnie i normy etyczne. > Tak. I tak rozumiany fideizm jest przez katolicyzm oficjalnie odrzucany.Jak rozumiany? Jako pogląd akcentujący rolę wiary w poznaniu ludzkim; postawę intelektualną przekonania o dopełniającej roli czynników pozaracjonalnych w poznaniu umysłowym. Czyli albo odrzuca swoje własne nauczanie albo jest to czysty bełkot. > Andrzej Bogusławski:Czytam pana Piotra od samego początku jego wpisów na naszym forum, ale skoro przywołała Pani jego deklarację: "Wbrew pozorom jestem ateistą. Jednak lubię o sobie myśleć, jako o poszukującym." To ja odwołam się do własnej > Jestem piękną i wielce mądrą blondynką. www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,546248#w548630 oraz do Pisma: Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami.> Też uważam, że własne deklaracje o swoich poglądach nie są istotne w dyskusjiJa odwrotnie, tyle tylko, że te deklaracje muszą być wiarygodne. Już na samym początku zadeklarowałem np. że jestem naturalistą ontologicznym i proszę znaleźć moje posty temu przeczące. Pan Piotr składa tu różne deklaracje, ale broni i instytucji i polityki Kościoła Katolickiego, broni także postawy opartej na wierze. Dlatego jego deklaracje - niezależnie od ich prawdziwości - są niewiele warte. > - ale już fakt, że ktoś w ogóle nie opiera się na przesłankach religijnych, ma znaczenie.Dla mnie tu znaczenie mają tylko przedstawiane teksty i tylko do nich się odnoszę. Nie interesują mnie ani prawdziwe poglądy, ani prawdziwe tytuły. Tu weryfikujemy swój poziom przez przedstawiane pod publiczną krytykę wypowiedzi i to one mają się bronić. > Można zgadzać się z jakąś tezą i nie zgadzać się z argumentacją na jej rzecz i wydaje mi się (bo nie mogę mówić w jego imieniu), że to jest przypadek Worka.Można przeróżne rzeczy wyprawiać i wypisywać, ale rzeczywiście najlepiej to robić we własnym imieniu. Jestem tu od ładnych paru lat pod tym samym nickiem i można sobie poczytać co wypisywałem. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | No Idea (83 punktów) | Andrzej Bogusławski:Dla racjonalisty interesującego się Kościołem jest to proste jak drut. Nigdy i nigdzie żaden oficjalny dokument na daje pierwszeństwa nauce nad nauczaniem Kościoła opartym na wierze. Czyli cała doktryna i wszelkie wywody oparte na tej doktrynie są z natury rzeczy fideistyczne i można się wypierać jak żaba błota, ale to tylko śmieszne. Tradycyjny pogląd Kościoła opiera się na tezach Tomasza z Akwinu i mówi, że nauka i religia nie mogą być sprzeczne - żadna poprawnie interpretowana teza religii nie może się kłócić z żadną tezą poprawnie wywiedzioną rozumowo. Nikt tu nie ma "przewagi", a o sensowności wiary - zgodnie z tym poglądem - świadczy m.in. to, że nie sprzeciwia się nauce. Są o tym oficjalne dokumenty. No Idea:Nie z wykluczeniem nauki, tylko przy użyciu innych metod niż metody nauk przyrodniczych - podobnie jak historia czy filologia, filozofia ma własne metody, które, jeśli używa się ich poprawnie, nie przeczą rezultatom innych nauk. Andrzej Bogusławski:Naprawdę! To proszę przedstawić tu mam rozumowy (na gruncie filozofii) dowód na istnienie nadprzyrodzoności, który obronił by się na gruncie nauk przyrodniczych. Jeszcze raz, polecam antynaturalistyczny argument Plantingi z ewolucji. (Uważam, że jest bardzo dobry, ale nie chodzi o to, czy jest dobry - chodzi o to, że formułowanie takich argumentów jest możliwe i nie można z góry wykluczyć, że do czegoś prowadzą.) Andrzej Bogusławski:Ludzka wyobraźnia nie ma granic i nie istnieje taka bzdura, której nie można sobie wyspekulować. Dlatego naukową weryfikację, gdzie najwyższym kryterium prawdy jest praktyka, można uznać za ostateczną. (Pamiętając przy tym, że w nauce nie istnieją żadne prawdy ostateczne). Spekulacje są dopuszczalne, a nawet wskazane tam, gdzie nauka jeszcze nie dotarła, ale muszą one uwzględniać dotychczasową wiedzę. Myślę, że trochę coś takiego robi filozofia - zajmuje się kwestiami, które leżą poza obrębem nauk przyrodniczych. M.in. dlatego trudno, żeby filozofia i science stały we wzajemnej sprzeczności. Andrzej Bogusławski:Jak rozumiany? Jako pogląd akcentujący rolę wiary w poznaniu ludzkim; postawę intelektualną przekonania o dopełniającej roli czynników pozaracjonalnych w poznaniu umysłowym. Odrzucane byłoby to: Andrzej Bogusławski:W Fideizmie tylko na drodze irracjonalnej, nie dającej się bliżej określić wiary, można stwierdzić istnienie duszy, Boga, podobnie i normy etyczne. A co do Worka: Andrzej Bogusławski:Pan Piotr składa tu różne deklaracje, ale broni i instytucji i polityki Kościoła Katolickiego, broni także postawy opartej na wierze. Mnie się wydaje, że jeśli broni, to ich sensowności, a nie prawdziwości. Zbija też argumenty, które uważa za błędne, ale bardzo rzadko przeczy ich wnioskom. Takie są moje obserwacje, warto by pewnie spytać samego Worka, jak to z nim jest - ale może dość już o Worku, chyba że sam się wtrąci.
|
|
| | | | | | | | | |  | 8 na 8 | Fizyk (17637 punktów) | > Tradycyjny pogląd Kościoła opiera się na tezach Tomasza z Akwinu i mówi, że nauka i religia nie mogą być sprzeczne - żadna poprawnie interpretowana teza religii nie może się kłócić z żadną tezą poprawnie wywiedzioną rozumowo.Niestety, to tylko chciejstwo. Fakty mu przeczą.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | No Idea (83 punktów) | Fizyk:No, i z tego przeczenia ewolucji Kościół się w końcu wycofał - bardzo w zgodzie z postulatem Tomasza.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 | Fizyk (17637 punktów) | > > Niestety, to tylko chciejstwo. Fakty mu przeczą.> No, i z tego przeczenia ewolucji Kościół się w końcu wycofał - bardzo w zgodzie z postulatem Tomasza.Kiedy się wycofał? Kiedy i gdzie Kościół przyznał, że papież Pius XII pomylił się pisząc w encyklice: Cytat:Nie wolno bowiem wiernym Chrystusowym trzymać się takiej teorii, w myśl której przyjąć by trzeba [...], że nazwa "Adam" nie oznacza jednostkowego człowieka ale jakąś nieokreśloną wielość praojców.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | No Idea (83 punktów) | Fizyk:Kiedy się wycofał? Kiedy i gdzie Kościół przyznał, że papież Pius XII pomylił się pisząc w encyklice: [cytat]Nie wolno bowiem wiernym Chrystusowym trzymać się takiej teorii, w myśl której przyjąć by trzeba [...], że nazwa "Adam" nie oznacza jednostkowego człowieka ale jakąś nieokreśloną wielość praojców. Skoro Kościół raz powiedział, że teoria ewolucji jest w porządku, to to automatycznie przekreśla wszystko, co mówił wcześniej, a co było sprzeczne z tą tezą. Nie musi chyba wyliczać z nazwiska wszystkich autorów, których teksty zostały w ten sposób unieważnione?
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Fizyk (17637 punktów) | > Skoro Kościół raz powiedział, że teoria ewolucji jest w porządku, to to automatycznie przekreśla wszystko, co mówił wcześniej, a co było sprzeczne z tą tezą.
Wszystko? Opowieści o dzieworództwie Matki Boskiej też?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | No Idea (83 punktów) | Fizyk:Skoro Kościół raz powiedział, że teoria ewolucji jest w porządku, to to automatycznie przekreśla wszystko, co mówił wcześniej, a co było sprzeczne z tą tezą. Wszystko? Opowieści o dzieworództwie Matki Boskiej też? Mam ochotę odpisać w tym samym duchu, w jakim zadano pytanie: a gdzie partenogeneza kłóci się z teorią ewolucji? Ale odpowiem poważnie: katolicyzm nie twierdzi, że cuda nie przeczą obowiązywaniu praw przyrody - gdyby prawa przyrody nie obowiązywały, cuda nie byłyby cudami. To raczej różne odłamy protestantyzmu mają, dość idiotyczny, problem z ewolucją (muzea kreacjonizmu w Pasie Biblijnym etc.).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 13 na 13 | Fizyk (17637 punktów) | > Mam ochotę odpisać w tym samym duchu, w jakim zadano pytanie: a gdzie partenogeneza kłóci się z teorią ewolucji?A jam ochotę odpowiedzieć: w chromosomach się kłóci. Kobieta produkująca chromosom Y przez partenogenezę, to sprzeczność urągająca nie tylko teorii ewolucji, ale też całej genetyce i biologii molekularnej. > Ale odpowiem poważnie: katolicyzm nie twierdzi, że cuda nie przeczą obowiązywaniu praw przyrody - gdyby prawa przyrody nie obowiązywały, cuda nie byłyby cudami.To nie jest poważna odpowiedź lecz bzdurna. Gdyby tak mogło być, to byłby to super-cud, którego ponoć nawet sam Bóg nie jest w stanie dokonać: niesprzeczna sprzeczność.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | No Idea (83 punktów) | Fizyk:To nie jest poważna odpowiedź lecz bzdurna. Gdyby tak mogło być, to byłby to super-cud, którego ponoć nawet sam Bóg nie jest w stanie dokonać: niesprzeczna sprzecznośćNie widzę tej sprzeczności - ale nie bronię cudów, mówię tylko, że katolicyzm nie ma problemu z ewolucją.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 11 na 11 | maceox (6766 punktów) | > Fizyk:To nie jest poważna odpowiedź lecz bzdurna. Gdyby tak mogło być, to byłby to super-cud, którego ponoć nawet sam Bóg nie jest w stanie dokonać: niesprzeczna sprzeczność> Nie widzę tej sprzeczności - ale nie bronię cudów, mówię tylko, że katolicyzm nie ma problemu z ewolucją.Katolicyzm nie ma problemu z zamianą wina w krew. Nie ma problemu z partenogenezą zawsze dziewicy, w wyniku której urodziła syna. Nie ma problemu z życiem po śmierci, gdyż wie dokładnie co i jak. Nie ma problemu z seksualnością, gdyż jest ona albo grzechem, albo darem Boga, w zależności od okoliczności. Nie ma problemu z homoseksualistami, gdyż ich do komunii nie dopuszcza. Nie miał problemu z pedofilią w kościele, gdyż ją krył, a teraz też nie ma, gdyż bije się w piersi, a spowiedź przecież z win oczyści kogo trzeba. Katolicyzm nie ma też problemu ze zmartwychwstaniem, gdyż ono jest faktem, ani ze zbawieniem, gdyż tu ma kontakty z kim trzeba. ZASADNICZO KATOLICYZM NIE MA Z NICZYM PROBLEMU! Dlaczego zatem miałby mieć problem z czymś tak naturalnym, jak ewolucja? To tak jakby napisać, że ma problem z powietrzem i drzewami!!!
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | No Idea (83 punktów) | No, więc nie ma sensu mówić, że katolicyzm nie uznaje ewolucji - bo to tak, jakby nie uznawał powietrza i drzew.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | maceox (6766 punktów) | >No, więc nie ma sensu mówić, że katolicyzm nie uznaje ewolucji - bo to tak, jakby nie uznawał powietrza i drzew. A kto mówi, że katolicyzm nie uznaje ewolucji? Katolicyzm może sobie uznawać co chce, choć dzisiaj na szczęście jego zgoda jest w coraz mniejszym stopniu do czegokolwiek potrzebna.
Jednak najistotniejsze jest to, że niezależnie od tego, co katolicyzm twierdzi, że uznaje, to jego nauki - w szczególności jego specyficzna teleologia - jest całkowicie sprzeczna z aktualną wiedzą naukową w zakresie ewolucji.
To jest właśnie kościelna obłuda - mówi, że uznaje, a w rzeczywistości całkowicie zaprzecza.
Nauka wykazuje, w jaki sposób wszechświat rozwijał się od swych początków, do obecnego stanu - wraz z życiem na ziemi, ludźmi i ich umysłami w sposób naturalny - BEZ KONIECZNOŚCI JAKIEJKOLWIEK BOSKIEJ INGERENCJI.
Pozostaje pytanie, na ile taka - zupełnie wyspekulowana oczywiście - ingerencja jest w ogóle możliwa. Czy może na poziomie kwantowym, gdzie dopiero gubi się związek przyczynowo-skutkowy? Czy może przed wielkim wybuchem?
W tym momencie musisz jednak zauważyć, że albo miniaturyzujemy KRZYŻ do wielkości subatomowych, albo cofamy go w czasie o 14,7 miliardów lat.
Chyba, że wierzysz, że ludzie rodzą się z pięćdziesięcioma głowami, a samochody rosną na drzewach - wówczas nie ma dyskusji.
Ja rozumiem, że istnieje psychologiczna i emocjonalna potrzeba odpowiedzi na pytanie, skąd to się wszystko wzięło, a także potrzeba nadzieji na życie po śmierci i pocieszenia. Istnieje tez fenomen indywidualnego "rozwoju duchowego" - choć ja bym wolał mówić o psychologicznym nastawieniu do życia i do siebie samego. DLA SCEPTYKA TO JEDNAK NIE SĄ POWODY, BY PRZYJMOWAĆ COKOLWIEK NA WIARĘ.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Nauka wykazuje, w jaki sposób wszechświat rozwijał się od swych początków, do obecnego stanu - wraz z życiem na ziemi, ludźmi i ich umysłami w sposób naturalny - BEZ KONIECZNOŚCI JAKIEJKOLWIEK BOSKIEJ INGERENCJI.
Nauka nie wyjaśniła ani jak powstał wszechświat, ani jako powstało życie, ani nawet jak działa ludzki umysł - uczciwą odpowiedzią byłoby więc - nauka nie wie wielu rzeczy. Powiedzieć jednak - "nauka nie wie wielu rzeczy, ale na pewno to kiedyś wyjaśni" - jest przejawem wiary, a jak wiadomo sceptyk na wiarę przyjmować niczego nie powinien.
>jego specyficzna teleologia - jest całkowicie sprzeczna z aktualną wiedzą naukową w zakresie ewolucji. >W tym momencie musisz jednak zauważyć, że albo miniaturyzujemy KRZYŻ do wielkości subatomowych, albo cofamy go w czasie o 14,7 miliardów lat.
Najpierw mówisz, że katolicka teologia jest sprzeczna ze współczesną nauką, a później sam znalazłeś fragmenty, w których dałoby się ją zmieścić. Just sayin'.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | maceox (6766 punktów) | >Nauka nie wyjaśniła ani jak powstał wszechświat, Słuszna uwaga. Ale co z tego? Co z tej niewiedzy ma wynikać?
>ani jako powstało życie, Kłóciłbym się, ale nawet jeśli istniejące dowody i wytłumaczenie Cię nie zadawalają w pełni, to patrz wyżej.
>ani nawet jak działa ludzki umysł Sporo jednak wiemy, a neurochirurdzy tę wiedzę wykorzystują codziennie w pracy. Jeśli nawet wszystkiego nie wiemy, to patrz wyżej.
>- uczciwą odpowiedzią byłoby więc - nauka nie wie wielu rzeczy. Tak, gdyż zasadniczo podstawą nauki jest sceptycyzm i nawet to co nauka wie, to zawsze tylko z większym lub mniejszym prawdopodobieństwem, a nade wszystko nauka nieustannie próbuje obalić, to co wie. Jednak zupełnie nie przeszkadza to w tym, że wiedza naukowa sprawdza się w praktyce. A wiara religijna raczej się nie sprawdza, a w każdym razie zbyt często nie tak, jak byśmy chcieli.
> Powiedzieć jednak - "nauka nie wie wielu rzeczy, ale na pewno to kiedyś wyjaśni" - jest przejawem wiary, a jak wiadomo sceptyk na wiarę przyjmować niczego nie powinien. Zgadzam się.
>>jego specyficzna teleologia - jest całkowicie sprzeczna z aktualną wiedzą naukową w zakresie ewolucji. >>W tym momencie musisz jednak zauważyć, że albo miniaturyzujemy KRZYŻ do wielkości subatomowych, albo cofamy go w czasie o 14,7 miliardów lat. >Najpierw mówisz, że katolicka teologia jest sprzeczna ze współczesną nauką, a później sam znalazłeś fragmenty, w których dałoby się ją zmieścić. Just sayin'. Przepraszam, uważasz, że z katolicką teologią można robić w sposób dowolny, cokolwiek się komu podoba? Od tego jest papież i magisterium kościoła, którzy to za wiernych ustalają. Poza tym deizm jest herezją, a wino nadal się w krew zamienia. MISSION IMPOSSIBLE! Ja w to nie wierzę, jak ktoś lubi lub musi, niech wierzy!
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >Nauka nie wyjaśniła ani jak powstał wszechświat, ani jako powstało życie, ani nawet jak działa ludzki umysł - uczciwą odpowiedzią byłoby więc - nauka nie wie wielu rzeczy. Powiedzieć jednak - "nauka nie wie wielu rzeczy, ale na pewno to kiedyś wyjaśni" - jest przejawem wiary, a jak wiadomo sceptyk na wiarę przyjmować niczego nie powinien.< Są trzy dziedziny, najmniej zbadane przez człowieka. Głębie oceanów, kosmos i ludzki umysł. W ostatnich latach, w tych ostatnich dwóch dokonano olbrzymiego postępu. Nauka to nie jest tylko laboratorium. Nauka to stawianie hipotez, formułowanie teorii i budowa modeli. Każda teoria może być zastąpiona nową, rozsądniejszą teorią. Nie wiemy jak powstał wszechświat ale badania kosmosu potwierdzają obowiązującą teorię. Biologia i paleontologia nie przeczą neodarwinizmowi.
"Tam gdzie jest skomplikowane i nie wszystko jeszcze jest znane, większość teologów wierzy że znajdzie miejsce żeby móc coś dodać.. w którym supranaturalistyczny opis może pomóc dalej".
Ontologia jest dyscypliną filozofii zajmująca się takimi pojęciami jak: System, rzecz, własność(cecha), emergencja, zdarzenie, proces, kauzalność, prawo (natury), materia itd. Zgodnie z tezą ontologicznego naturalizmu kosmos posiada kauzalną strukturę i jest zamknięty w sobie tzn. wszystkie fenomeny mogą być opisane i wyjaśnione na bazie praw i naturalnych mechanizmów i pryncypiów - bez pomocy bogów, duchów, designer, dusz jako czysto duchowy substrat, cudów, proroctw, telepatii, astrologii i podobnych rzeczy.
"Nie na wszystkie pytania możemy odpowiedzieć ale na każde pytanie możemy znaleźć odpowiedź". Rozum ludzki jest pełen pomysłów, idei, wynalazczości i wielu proroków twierdziło: człowiek nigdy nie poleci na księżyc bo jest to za daleko. Nigdy nie będzie latał w powietrzu, bo jest za ciężki...." Tylko ten kto nie wierzy w ludzkie możliwości, temu pozostała wiara w nadprzyrodzone.
Mam dość ateistów. Oni bez przerwy gadają o Bogu - Heinrich Böll
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >No, więc nie ma sensu mówić, że katolicyzm nie uznaje ewolucji - bo to tak, jakby nie uznawał powietrza i drzew. Nie ma sensu mówić tego wierzącym, gdyż z wiarą nie ma dyskusji. Doskonałym tego przykładem jest tu Pani i pan Worek kości. Wszystkie argumenty, że Kościół wymyślił sobie swoją teorię ewolucji dla celów propagandowych i nie ma ona nic wspólnego z darwinowską spływają po Was jak woda po kaczce, a Państwo jak młynki modlitewne klepiecie wciąż to samo.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | No Idea (83 punktów) | Andrzej Bogusławski:Nie ma sensu mówić tego wierzącym, gdyż z wiarą nie ma dyskusji. Doskonałym tego przykładem jest tu Pani i pan Worek kości. Nie muszę być katolikiem, żeby twierdzić, że katolicyzm nie jest sprzeczny z teorią ewolucji, ani żeby uznawać, że nie każdy teista jest fideistą. Czy nie jest tak, że każdego, kto mówi cokolwiek pozytywnego o Kościele czy religii - a nawet już każdego, kto nie uznaje czegoś negatywnego, co powiedział o Kościele czy religii ktoś inny - uznaje Pan za rzecznika "wiary, z którą nie ma dyskusji"? Bardzo proszę o wskazanie choć jednego zdania, w którym w ramach argumentacji podpisuję się pod tezą religijną. Jestem przekonana, że takiego Pan nie znajdzie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Andrzej Bogusławski:Nie ma sensu mówić tego wierzącym, gdyż z wiarą nie ma dyskusji. Doskonałym tego przykładem jest tu Pani i pan Worek kości. > Nie muszę być katolikiem, żeby twierdzić, że katolicyzm nie jest sprzeczny z teorią ewolucji, ani żeby uznawać, że nie każdy teista jest fideistą. Czy nie jest tak, że każdego, kto mówi cokolwiek pozytywnego o Kościele czy religii - a nawet już każdego, kto nie uznaje czegoś negatywnego, co powiedział o Kościele czy religii ktoś inny - uznaje Pan za rzecznika "wiary, z którą nie ma dyskusji"? Bardzo proszę o wskazanie choć jednego zdania, w którym w ramach argumentacji podpisuję się pod tezą religijną. Jestem przekonana, że takiego Pan nie znajdzie.Najlepszym dla mnie tego dowodem jest brak umiejętności czytania ze zrozumieniem czyiś tekstów._____________________________________ Andrzej Bogusławski:Nie ma sensu mówić tego wierzącym, gdyż z wiarą nie ma dyskusji. Doskonałym tego przykładem jest tu Pani i pan Worek kości. > Nie muszę być katolikiem, żeby twierdzić, że katolicyzm nie jest sprzeczny z teorią ewolucji, ani żeby uznawać, że nie każdy teista jest fideistą.Gdzie, w tym cytacie, mówię o katolicyzmie? Nie trzeba być katolikiem, ale trzeba być mocno ograniczonym intelektualnie, aby na każdy argument odpowiadać "pomidor". > Czy nie jest tak, że każdego, kto mówi cokolwiek pozytywnego o Kościele czy religii - a nawet już każdego, kto nie uznaje czegoś negatywnego, co powiedział o Kościele czy religii ktoś inny - uznaje Pan za rzecznika "wiary, z którą nie ma dyskusji"?Proponuję sprawdzić, czy nazwałem tak kogokolwiek bez przedstawionych dostatecznych argumentów. > Bardzo proszę o wskazanie choć jednego zdania, w którym w ramach argumentacji podpisuję się pod tezą religijną. Jestem przekonana, że takiego Pan nie znajdzie.Podczas naszych rozmów prawie każde Pani zdanie znajduje moją odpowiedź, czy trafną pozostawiam ocenie czytelników. Czasem nie mogę odpowiedzieć, gdyż nie potrafię go zrozumieć. Co to znaczy - "w ramach argumentacji podpisuję się pod tezą religijną? tego zupełnie nie rozumiem. Natomiast tak, rzeczywiście uważam, że wraz z panem Workiem broni tu Pani szeroko pojętego katolicyzmu i nie mam zamiaru tego Pani udowadniać, gdyż to oczywiste. To forum dla inteligencji, a tylko bardzo ograniczeni intelektualnie mogliby tego nie dostrzec - zaś Pani na pewno do nich nie należy. Samemu siebie też trudno do takich zaliczyć, choć może się Państwu tak wydaje. Pozdrawiam. @@@ . Mod: Proszę ograniczyć uwagi w stylu podkreślonej. Następna taka wyląduje w Oślej.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Vytautas (4394 punktów) | > Fizyk:Kiedy się wycofał? Kiedy i gdzie Kościół przyznał, że papież Pius XII pomylił się pisząc w encyklice: [cytat]Nie wolno bowiem wiernym Chrystusowym trzymać się takiej teorii, w myśl której przyjąć by trzeba [...], że nazwa "Adam" nie oznacza jednostkowego człowieka ale jakąś nieokreśloną wielość praojców. > Skoro Kościół raz powiedział, że teoria ewolucji jest w porządku, Nie powiedział. To ględzenie o Adamie jedynym jest dokładnie sprzeczne z przyjętym w nauce mechanizmem ewolucji.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | No Idea (83 punktów) | Ględzenie było - jak zauważyli przedmówcy - za Piusa XII, opowiedzenie się za ewolucją - za Jana Pawła II. W przypadkach, gdy to, co później, kłóci się z tym, co wcześniej, zwykło się uznawać wersję późniejszą.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 | Vytautas (4394 punktów) | >Ględzenie było - jak zauważyli przedmówcy - za Piusa XII, opowiedzenie się za ewolucją - za Jana Pawła II. W przypadkach, gdy to, co później, kłóci się z tym, co wcześniej, zwykło się uznawać wersję późniejszą. Pius XII wypowiedział się w oficjalnym dokumencie, a co z Janem Pawłem II? Czy to było oficjalne zajęcie stanowiska i przyznanie, że Pius XII (nieomylny według dogmatu) mylił się. Coś mi się wydaje, że Jan Paweł II podtrzymał zdanie Piusa, który przecież nie zaprzeczał, że Adam Jedyny powstać mógł na drodze ewolucji. Kolejny erystyczny sofizmat katolicki; nie zaprzeczam ewolucji, lecz zaprzeczam, że odbywała się tak, jak utrzymują ewolucjoniści. Taka ewolucja po katolicku.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | No Idea (83 punktów) | Dokumenty o potwierdzeniu ewolucji za Jana Pawła II były niedawno podawane w innych tematach. Vytautas:Coś mi się wydaje, że Jan Paweł II podtrzymał zdanie Piusa, który przecież nie zaprzeczał, że Adam Jedyny powstać mógł na drodze ewolucji. Kolejny erystyczny sofizmat katolicki; nie zaprzeczam ewolucji, lecz zaprzeczam, że odbywała się tak, jak utrzymują ewolucjoniści. Taka ewolucja po katolicku. Nie widzę, gdzie teza, że Adam mógł powstać na drodze ewolucji, kłóci się z tym, co utrzymują na temat ewolucji biologowie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Fizyk (17637 punktów) | > Nie widzę, gdzie teza, że Adam mógł powstać na drodze ewolucji, kłóci się z tym, co utrzymują na temat ewolucji biologowie.Nie widzisz bo nie chcesz widzieć mimo, że wypowiadałaś się w tym wątku.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | > > Nie widzę, gdzie teza, że Adam mógł powstać na drodze ewolucji, kłóci się z tym, co utrzymują na temat ewolucji biologowie.> Nie widzisz bo nie chcesz widzieć mimo, że wypowiadałaś się w tym wątku.Monogenizm, który przyjmuje dzisiaj postać hipotezy "wyjścia z Afryki", jest powszechnie akceptowanym poglądem, wedle którego ludzie posiadają wspólnego przodka. Oczywiście możesz mieć wątpliwości, czy aby na pewno ten nasz wspólny przodek miał na imię Adam, ale nie o to chodzi. A jeśli powiesz, że tak, że nawet jeśli monogenizm jest prawdziwy, to to przecież nie był jeden człowiek, ani nawet para, tylko kilka tysięcy osobników, to się nawet z Tobą zgodzę. Ale tak teoretycznie - jeśli w pewnym momencie jakaś afrykańska grupa człowiekowatych zaczęła ewoluować w ludzi, no to chyba z chronologicznego punktu widzenia musiał najpierw pojawić się ten pierwszy, wyewoluowany człowiek, a potem, wszędzie wokół kolejni - drugi, trzeci i czwarty.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Vytautas (4394 punktów) | >Ale tak teoretycznie - jeśli w pewnym momencie jakaś afrykańska grupa człowiekowatych zaczęła ewoluować w ludzi, no to chyba z chronologicznego punktu widzenia musiał najpierw pojawić się ten pierwszy, wyewoluowany człowiek, a potem, wszędzie wokół kolejni - drugi, trzeci i czwarty. Pstryk i człowiek. Pstryk i drugi. Pstryk i trzeci... Litości! Gatunki nie zmieniają się na "pstryk".
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Pstryk i człowiek. Pstryk i drugi. Pstryk i trzeci... >Litości! Gatunki nie zmieniają się na "pstryk".
Nie chcę nic mówić, ale to z tym pstrykaniem to Ty powiedziałeś, a nie ja.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 | Fizyk (17637 punktów) | > Ale tak teoretycznie - jeśli w pewnym momencie jakaś afrykańska grupa człowiekowatych zaczęła ewoluować w ludzi, no to chyba z chronologicznego punktu widzenia musiał najpierw pojawić się ten pierwszy, wyewoluowany człowiek, a potem, wszędzie wokół kolejni - drugi, trzeci i czwarty.
Nie. Nigdy w tej grupie tysięcy osobników nie było takiej chwili, że można było powiedzieć "o to już jest człowiek a wszyscy inni to jeszcze nie ludzie". Nie tylko dlatego, że taki kandydat na człowieka nie wyróżniał się niczym szczególnym od pozostałych osobników, ale przede z tego powodu, że geny tej grupy cały czas się mieszały. Różnorodność genetyczna ludzkości jest zbyt duża aby mogła być zawarta w chromosomach mitycznej pary Adama i Ewy i tylko mała część tej różnorodności mogła powstać w wyniku mutacji od czasu gdy ewolucja naczelnych poszła różnymi drogami. Podobnie jak Księga Rodzaju, encyklika Humani Generis jest fantazją literacką nie mającą oparcia w faktach.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Nie. Nigdy w tej grupie tysięcy osobników nie było takiej chwili, że można było powiedzieć "o to już jest człowiek a wszyscy inni to jeszcze nie ludzie".
Ale zakładamy chyba, że geny kształtują się na poziomie zygoty (mniej więcej). Z logicznego punktu widzenia w pewnym momencie musiał więc urodzić się pierwszy osobnik, którego DNA należało do gatunku homo sapiens.
>Różnorodność genetyczna ludzkości jest zbyt duża aby mogła być zawarta w chromosomach mitycznej pary Adama i Ewy
Ciągle przypisujesz mi literalne rozumienie Księgi Rodzaju, podczas gdy można uznać, że Adam i Ewa to po prostu wybrani przedstawiciele nowego gatunku, który pojawił się na Ziemi, opisani w celu przedstawienia ich wyjątkowości na tle reszty stworzeń.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 10 na 10 | Fizyk (17637 punktów) | > Z logicznego punktu widzenia w pewnym momencie musiał więc urodzić się pierwszy osobnik, którego DNA należało do gatunku homo sapiens.
Zanim zaczniesz przymierzać teistyczną logikę do biologii: - pójdź na plażę i z logicznego punktu widzenia znajdź pierwsze ziarnko piasku, które jest już na dnie morza... - popatrz na niebo i z logicznego punktu widzenia znajdź chwilę kiedy obłok staje się chmurą... - ... z logicznego punktu widzenia znajdź miejsce gdzie strumyk staje się rzeką...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >Zanim zaczniesz przymierzać teistyczną logikę do biologii< Otóż to. Panta rei. Według logiki teologicznej do bycia człowiekiem nie potrzeba nawet odpowiedniego DNA. Wystarczy numer Peselu.
Mam dość ateistów. Oni bez przerwy gadają o Bogu - Heinrich Böll
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | > Ale tak teoretycznie - jeśli w pewnym momencie jakaś afrykańska grupa człowiekowatych zaczęła ewoluować w ludzi, no to chyba z chronologicznego punktu widzenia musiał najpierw pojawić się ten pierwszy, wyewoluowany człowiek,który (lub która) nie miał z kim współżyć, co skłoniło go do krzyżowania się z pokrewnym gatunkiem. Potomstwo miało już wybór; mogło nie tylko iść w ślady rodzica, lecz także spółkować z rodzeństwem (w tym przyrodnim). Tak teoretycznie wyodrębnił się rodzaj ludzki - jako efekt sodomii i kazirodztwa, od których mógł odejść dopiero po uzyskaniu stosownej liczebności. Z powyższych teoretycznych rozważań wynika też oczywisty wniosek, że "pierwszy człowiek" musiał być co najmniej nad-człowiekiem, byśmy po pierworodnym 'uśrednieniu' z nie-ludźmi zasługiwali na swe dumne miano (a nie czuli się pół- lub zgoła ćwierć-ludzcy). P.S. Mam nadzieję, że powyższe uszczegółowienie Pańskiej teorii będzie zbieżne z Jego szkicowo przedstawionym zamysłem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >>Ale tak teoretycznie - jeśli w pewnym momencie jakaś afrykańska grupa człowiekowatych zaczęła ewoluować w ludzi, no to chyba z chronologicznego punktu widzenia musiał najpierw pojawić się ten pierwszy, wyewoluowany człowiek, >który (lub która) nie miał z kim współżyć
Co jest ciekawym problemem ewolucji - że gatunki zdają się w pewnym momencie ewoluować hurtowo - zupełnie jakby były połączone jakąś wspólną kosmiczną energią.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | >>Ale tak teoretycznie - jeśli w pewnym momencie jakaś afrykańska grupa człowiekowatych zaczęła ewoluować w ludzi, no to chyba z chronologicznego punktu widzenia musiał najpierw pojawić się ten pierwszy, wyewoluowany człowiek, a potem, wszędzie wokół kolejni - drugi, trzeci i czwarty.
... tak nie tylko teoretycznie, ale całkiem praktycznie - skoro "jakaś afrykańska grupa człowiekowatych zaczęła ewoluować w ludzi" to efektem jest powstanie całkiem dużej grupy "wyewoluowanych ludzi". To że np. w poniedziałek o godzinie 00:01 pojawił się Adam, zaś w pozostałe godziny i dni tygodnia pojawiły się dopiero dziesiątki i setki "Adamów i Ew" nie ma żadnego znaczenia, z punktu widzenia ewolucji. Ewolucja to nie pstryknięcie palcami, okres kilku/kilkunastu lat nie jest ważny...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >To że np. w poniedziałek o godzinie 00:01 pojawił się Adam
No, i nawet Księga Rodzaju brzmi nagle sensownie.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >Ale tak teoretycznie - jeśli w pewnym momencie jakaś afrykańska grupa człowiekowatych zaczęła ewoluować w ludzi, no to chyba z chronologicznego punktu widzenia musiał najpierw pojawić się ten pierwszy, wyewoluowany człowiek, a potem, wszędzie wokół kolejni - drugi, trzeci i czwarty.< Szkoda że nie ma Koszałka, ten wyjaśniłby ci absurdalność tego zdania lepiej. Jak miał postąpić ten pierwszy człowiek, żeby być w zgodzie z wolą bożą. Miał czcić ojca swego i matkę swoją, czy miał czynić zwierzęta sobie poddanymi?
Mam dość ateistów. Oni bez przerwy gadają o Bogu - Heinrich Böll
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Jak miał postąpić ten pierwszy człowiek, żeby być w zgodzie z wolą bożą. Miał czcić ojca swego i matkę swoją, czy miał czynić zwierzęta sobie poddanymi?
Ajawiem, mógł po prostu żyć zgodnie ze swoją naturą.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) |
>Nie widzę, gdzie teza, że Adam mógł powstać na drodze ewolucji, kłóci się z tym, co utrzymują na temat ewolucji biologowie.
Jestem w 100% pewny, że nawet gdyby Zeus zstąpił z Olimpu i osobiście Ci oznajmił, że jest jedynym bogiem Ty byś napisał: "Nie widzę, gdzie fakt, że Zeus jest jedynym bogiem, kłóci się z tym co jest napisane w katechiźmie"
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >>Nie widzę, gdzie teza, że Adam mógł powstać na drodze ewolucji, kłóci się z tym, co utrzymują na temat ewolucji biologowie. >Jestem w 100% pewny, że nawet gdyby Zeus zstąpił z Olimpu i osobiście Ci oznajmił, że jest jedynym bogiem
To byłby jakiś oszukany Zeus - przecież Olimp był bogami wypełniony po brzegi. No chyba że Zeus wcześniej by wszystkich bogów powybijał - wtedy rzeczywiście mógłby być bogiem ostatnim. Ale mógłby też powiedzieć, że innych bogów nigdy nie było, że Parandowski kłamie, a on zawsze był jeden - i wtedy nawet dałoby się to z katechizmem całkiem zgrabnie pogodzić.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) |
> To byłby jakiś oszukany Zeus - przecież Olimp był bogami wypełniony po brzegi. No chyba że Zeus wcześniej by wszystkich bogów powybijał - wtedy rzeczywiście mógłby być bogiem ostatnim. Ale mógłby też powiedzieć, że innych bogów nigdy nie było, że Parandowski kłamie, a on zawsze był jeden - i wtedy nawet dałoby się to z katechizmem całkiem zgrabnie pogodzić.Logika i matematyka Zeusa jest nieodgadnięta  Poza tym Zeus mógł z nudów albo pozabijać konkurentów lub wyslać ich na męczeńską śmierć ku zbawieniu ludzkości
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Vytautas (4394 punktów) | > Vytautas:Coś mi się wydaje, że Jan Paweł II podtrzymał zdanie Piusa, który przecież nie zaprzeczał, że Adam Jedyny powstać mógł na drodze ewolucji. Kolejny erystyczny sofizmat katolicki; nie zaprzeczam ewolucji, lecz zaprzeczam, że odbywała się tak, jak utrzymują ewolucjoniści. Taka ewolucja po katolicku. > Nie widzę, gdzie teza, że Adam mógł powstać na drodze ewolucji, kłóci się z tym, co utrzymują na temat ewolucji biologowie. No, dobrze, zejdę do twego poziomu. Nie było tak, że pstryk i człowiek, pstryk i drugi, lecz tak: W kilkutysięcznej populacji australopiteków to się jednemu trochę mózg powiększył, jego wnukowi odrobinę dłuższe nogi urosły, a kciuk bardziej odchylił się od dłoni, a w rodzie sąsiadów komuś zaczęły bardziej smakować małże, niż owoce, a w innym rodzie pojawił się ktoś, kto chodził bardziej wyprostowany, tak, że jego prawnuk nie musiał już podpierać się rękami przy chodzeniu itd, itp, itd. Wiele tych zmian u niektórych osobników pozwalało im na mniejsze głodowanie w tych ciężkich czasach, kiedy lasy poginęły od suszy i trudno, bardzo trudno było o owoce, trzeba było przestać hasać po gałęziach, a cierpliwie biegać po stepach i z głodu zjadać wszystkie robactwo, co się dało złapać. Trzeba też było mocno się nagłówkować, jak złapać ptaszka, jak rozbić twardą muszlę małża, albo utłuc jakieś zwierzę, które umiało i bronić się kłami i pazurami. Niektórym się udawało, bo mieli lepsze pomysły, bo umieli szybciej biegać i dalej wędrować i lepiej polować, albo wiedzieli lepiej, co się do jedzenia nadaje i tylko oni przeżywali i zdołali utrzymać dzieci i to już byli trochę bardziej ludzie, a mniej australopiteki. I tak to szło, powoli, po kawałeczku, po troszeczku, żadne pstryk i Adam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 7 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Papież Leon XIII: "Dlatego na podstawie tego, co zostało powiedziane, stwierdza się, że Jezus Chrystus ustanowił w Kościele żywe, autentyczne, a tym samym wieczne Magisterium, które swoją władzą umocnił, Duchem Prawdy naucza, i cudami potwierdził. Zechciał i nakazał, pod najcięższą karą, aby to nauczanie [Magisterium] było przyjęte jak Jego własne. Zatem ile razy mocą tego urzędu stwierdza się, że dana kwestia jest zawarta w depozycie Boskiego Objawienia, musi przez każdego zostać przyjęta do wierzenia jako prawdziwa. Jeżeli miałaby być ona fałszywa - co jest jawnie niedorzeczne - to wynikałoby chyba, że sprawcą błędu w człowieku jest Bóg... Ojcowie na Soborze Watykańskim (I) nie zatwierdzili niczego nowego, ale postępowali za wskazaniami Boskiego Objawienia, dawnego i stałego nauczania Kościoła, i zgodnie z samą naturą wiary, gdy stwierdzili: «Wiara boska i katolicka nakazuje we wszystko wierzyć, co zawarte zostało w słowie Bożym spisanym albo przekazanym, a przez Kościół jest podawane w uroczystej definicji lub zwykłym i powszechnym nauczaniu, jako Boże Objawienie»" (Satis cognitum)._________________________________________________ > Skoro Kościół raz powiedział, że teoria ewolucji jest w porządku, to to automatycznie przekreśla wszystko, co mówił wcześniej, a co było sprzeczne z tą tezą.Ewolucja tak jak np rozumie ją Kościół Katolicki w żadnej mierze nie przeszkadza wierze w teleologiczną moc sprawczą - czyli Boga. "Teoria Ewolucji" stworzona przez Darwina odrzuca całkowicie taką możliwość i nie istnieje nawet najmniejsza możliwość pogodzenia jej z jakimkolwiek nadnaturalnym wpływem na rzeczywistość, czyli konsekwencją jej akceptacji może być tylko ateizm. Tu nie ma żadnego wyboru, tu jest alternatywa, albo zgodzenie z darwinowską teorią ewolucji (neodarwinizmem), albo wiara w religijne głupoty. www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,563618#w565153@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | >Ewolucja tak jak np rozumie ją Kościół Katolicki w żadnej mierze nie przeszkadza wierze w teleologiczną moc sprawczą - czyli Boga. "Teoria Ewolucji" stworzona przez Darwina odrzuca całkowicie taką możliwość i nie istnieje nawet najmniejsza możliwość pogodzenia jej z jakimkolwiek nadnaturalnym wpływem na rzeczywistość, czyli konsekwencją jej akceptacji może być tylko ateizm. Tu nie ma żadnego wyboru, tu jest alternatywa, albo zgodzenie z darwinowską teorią ewolucji (neodarwinizmem), albo wiara w religijne głupoty. A nie przesadza Pan trochę, Panie Andrzeju? Czy idea Boga, który stworzył właśnie tak ewoluująca materię jest sprzeczna z teorią ewolucji? Jest wyssana z palca - tu zgoda - ale czy jest sprzeczna z teorią ewolucji?
A nawet poza samą kwestią powstania wszechświata: Czy nie jest tak, że całkowita sprzeczność teleologii z nauką zostałaby wykazana dopiero wówczas, gdyby nauka w pełni, bez jakichkolwiek luk wyjaśniała ciąg przyczyn i skutków w istniejącym wszechświecie? Jednak jeśli dobrze pamiętam, to Pan nie tylko przyznaje, że wszystkiego nie wiemy, ale ponadto twierdził Pan, że losowość zachodząca przy dziedziczeniu jest w pełni obiektywnie indeterministyczna (czyli akauzalna) - z czym akurat zupełnie się nie zgadzam. Jeśli jednak przyjąć w ramach dziedziczenia obiektywny indeterminizm - polegający na tym, że dokładnie ten sam punkt wyjścia prowadzi do dwóch różnych zdarzeń bez możliwości dalszego naukowego wyjaśnienia przyczyn, to czy tymi zdarzeniami nie może kierowac Bóg? Jest to oczywiście spekulacja wyssana z palca, ale czy jest ona sprzeczna z teorią ewolucji w Pańskim jej rozumieniu (tzn. dopuszczającym indeterminizm)?
Pozdrawiam serdecznie
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >>>>Tu nie ma żadnego wyboru, tu jest alternatywa, albo zgodzenie z darwinowską teorią ewolucji (neodarwinizmem), albo wiara w religijne głupoty. A nie przesadza Pan trochę, Panie Andrzeju? Bardzo proszę o przeczytanie zalinkowanych artykułów oraz wypowiedzi i powrócenie do rozmowy.
Pozdrawiam serdecznie
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | >Bardzo proszę o przeczytanie zalinkowanych artykułów oraz wypowiedzi i powrócenie do rozmowy. Przeczytałem i wracam, choć wiem, że wybiera Pan się w podróż i w związku z tym obawiam się, że nie uda się nam dokończyć rozmowy przed Pańskim wyjazdem.
Dla mnie doszukiwanie się celowości w przyrodzie jest skutkiem antropomorfizacji otaczających nas zjawisk. Są to ludzkie wyobrażenia, oczywiście w żaden sposób nie potwierdzone naukowo, a więc są wymyślone.
Staram się jednak odróżniać to, co najwyraźniej tylko wymyślone, ale jakoś tam jednak możliwe od tego, co całkiem niemożliwe.
Sądzę w związku z tym, że ewentualna interwencja nadnaturalności jest całkowicie wykluczona tylko tam, gdy dany skutek jest w pełni wyjaśniony poprzednimi stanami materii i jej ruchem. Tam gdzie nie znamy przyczyny zawsze istnieje możliwość boskiej interwencji. Nikt tego nigdzie w sposób weryfikowalny nie zaobserwował, ale jeśli tylko brak znanej nam przyczyny danego zjawiska, to żadnej możliwości nie można wykluczyć.
To z tej przyczyny mówi się właśnie o ciężarze dowodu - nic nie jest wykluczone, ale dowód spoczywa na tym, kto podnosi dane twierdzenie. Gdyby istnienie Boga, czy też celowości w przyrodzie było absolutnie wykluczone, to nie mówilibyśmy o ciężarze dowodu, lecz o przeprowadzonym dowodzie na nieistnienie Boga, czy celowości.
Z powyższych względów trochę się dziwię rozłącznej alternatywie, jaką Pan zaproponował.
Moim zdaniem o ile teoria ewolucji rzeczywiście ogranicza się w pełni do naturalnego wytłumaczenia obecnego kształtu materii, to takie idee jak "dusza", czy "Bóg", a nawet "celowość" będąc wprawdzie zupełnie niezweryfikowanymi tezami, nie muszą być w każdym przypadku wprost sprzeczne z wiedzą o ewolucji. Są dodane i podpadają pod brzytwę Ockhama, a więc są zbędne. Ale zbędność a wykazana niemożliwość to moim zdaniem dwie pary kaloszy.
Notabene, ja skłaniając się raczej ku determinizmowi (w każdym razie w skali makro - poza fizyką kwantową) pierwszą możliwą boską interwencję dopuszczam dopiero przed wielkim wybuchem.
Pan definiując ewolucyjny przypadek jako całkowicie obiektywnie niezdeterminowany poprzednim układem i ruchami materii (o czym kiedyś rozmawialiśmy) już tutaj, przy każdym kopiowaniu DNA zgodzić się musi na możliwość boskiej interwencji. Ta możliwość jest wykluczona dopiero w naukowo wykazanej kauzalności zjawisk. Dopiero wtedy nie ma luki, w którą mógłby się wepchnąć Bóg.
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | > Moim zdaniem o ile teoria ewolucji rzeczywiście ogranicza się w pełni do naturalnego wytłumaczenia obecnego kształtu materii, to takie idee jak "dusza", czy "Bóg", a nawet "celowość" będąc wprawdzie zupełnie niezweryfikowanymi tezami, nie muszą być w każdym przypadku wprost sprzeczne z wiedzą o ewolucji.<"Dusza" nie jest ani sprzeczna ani pomocna w teorii ewolucji. Jej istnienie tworzy jednak poważny problem dla teologów. W pewnym momencie zwierzę musiało urodzić człowieka. Ojciec był bez duszy , syn otrzymał duszę. Czy jesteśmy w stanie uchwycić ten punkt? Czy jest on wyobrażalny? Jeżeli kreator steruje ewolucją to musi odpowiadać za nią. Za wzrost drzew i za układ planet. Teoria która wyjaśnia wszystko, nie wyjaśnia niczego. W całym wszechświecie nie można rozpoznać inteligentnej ręki kreatora. Wszechświat nie jest ani piękny ani logiczny. Jest zimny i neutralny. Celem kreatora jest stworzenie boskie ,na jego wzór i podobieństwo. W tym celu marnotrawi niewyobrażalne ilości energii tworząc miliardy nikomu niepotrzebnych galaktyk, żeby gdzieś tam na skraju drogi mlecznej stworzyć małą planetę, zaopatrywaną w energię z wygasalnego źródła. Po paru miliardach lat do namysłu, przystępuje do realizacji planu. Nie lepi jej (swojej żywej kreacji) z gliny lub stwarza ją za pomocą pstryknięcia palcem, tylko każe jej powstawać w żmudnym i długotrwałym procesie ewolucji, którym steruje. Swoje stworzenie czyni grzesznym i musi zza setek mld galaktyk, posłać swego syna na tą małą, nieistotną planetę żeby dać się przygwoździć do krzyża przez prymitywnych potomków małpowatych, za grzechy tych którzy ich nigdy nie popełnili lub jeszcze się nie narodzili. W sterowaniu ewolucją, nie potrafi się zdecydować które zwierzęta mają żyć na lądzie, które w wodzie.(patrz foto). w tym wszystkim nie można się dopatrzeć żadnej celowości. Ewolucją rządzi ślepy, bezcelowy przypadek, co przeczy twierdzeniu o niewidzialnej ręce inteligentnego kreatora.  Szkielet grenlandzkiego wieloryba. Widoczne śladowe kończyny. Widzisz w tym celowość czy raczej chaos planisty ?
Mam dość ateistów. Oni bez przerwy gadają o Bogu - Heinrich Böll
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | >>Moim zdaniem o ile teoria ewolucji rzeczywiście ogranicza się w pełni do naturalnego wytłumaczenia obecnego kształtu materii, to takie idee jak "dusza", czy "Bóg", a nawet "celowość" będąc wprawdzie zupełnie niezweryfikowanymi tezami, nie muszą być w każdym przypadku wprost sprzeczne z wiedzą o ewolucji.< >Swoje stworzenie czyni grzesznym i musi zza setek mld galaktyk, posłać swego syna na tą małą, nieistotną planetę żeby dać się przygwoździć do krzyża przez prymitywnych potomków małpowatych, za grzechy tych którzy ich nigdy nie popełnili lub jeszcze się nie narodzili. Tak. Sądzę, że zrozumienie teorii ewolucji skłania do odrzucenia zarówno chreścijaństwa, jak i inspiruje do ateizmu.
Jednak jeśli dobrze zrozumiałem Pana Andrzeja, to on uważa, że żadna - jakakolwiek - teleologia nie jest do pogodzenia z teorią ewolucji. Uważam to za przesadę. Nie do pogodzenia z teorią ewolucji byłoby twierdzenie, że np. nie zachodzą mutacje genetyczne, albo - ogólniej - że organizmy nie ewoluują. Wtedy mamy sprzeczność. Tymczasem teleologia jest tak jak idea Boga - jest doklejoną, dodatkową spekulacją podpadającą pod brzytwę Ockhama, ale nie zawsze musi być wprost sprzeczna z dostępną nam wiedzą naukową. Brak jest dowodu na całkowity brak "celu", podobnie jak brak jest dowodu na nieistnienie Boga. Mi w zupełności wystarcza stwierdzenie, że sa to czcze, wyssane z palca, zbędne spekulacje. Nie muszę jeszcze dodatkowo twierdzić, że nauka ponad wszelką wątpliwość całkowicie wyklucza możliwość jakiejkolwiek celowości i jakiegokolwiek Boga, gdyż nie jestem wierzącym ateistą. Sądzę, że nauka jedynie bada materię dostępną nam poprzez zmysły, a wszelkich dalszych spekulacji nie wyklucza, ani też nie potwierdza. Wystarcza mi, że nauka nie stwierdza istnienia celowości, ani Boga. Jednak brak stwierdzenia a sprzeczność z wiedzą naukową to dwie różne rzeczy.
>Ewolucją rządzi ślepy, bezcelowy przypadek, co przeczy twierdzeniu o niewidzialnej ręce inteligentnego kreatora Przepraszam, jaką stosujesz definicję "przypadku"? Co oznacza "ślepy" i "bezcelowy"? Czy taki przypadek unieważnia fizykę newtonowską, w której każdy ruch materii jest w pełni zdeterminowany jej poprzednim układem i ruchem?
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Jednak jeśli dobrze zrozumiałem Pana Andrzeja, to on uważa, że żadna - jakakolwiek - teleologia nie jest do pogodzenia z teorią ewolucji. Dobrze Pan zrozumiał.
>Uważam to za przesadę. Ale słabiutko Pan to argumentuje. __________________________-
Co to jest teleologia?
Znaczenie pojęcia: finalizm; jedna z propozycji odnosząca się do porządku świata, tłumacząca, na czym ów porządek ma polegać; pogląd głoszący, że nasze życie, wszechświat istnieje po coś, w jakimś celu, że wszelkie zdarzenia mają swoje uzasadnienie, przyczynę - tak m.in. uważał → Platon, który celowość świata dostrzegał już w samym dziele jego stworzenia przez → demiurga; dla → Arystotelesa wyjaśnianie teleologiczne zjawisk, zdarzeń było podstawowym wyjaśnianiem naukowym; → Tomasz z Akwinu widział celowość uformowanego świata w jego przemyślanej formie, zrodzonej z nicości, objawiającej się w istnieniu "drabiny bytów", hierarchii ważności, w której każdy niższy szczebel jest konieczny, bo służy szczeblom wyższym; celowość istnienia świata ujmowano również w sposób materialistyczny, np. widząc w niej przejaw funkcjonowania organizmu jako pewnej uporządkowanej całości, w której współpracujące ze sobą poszczególne elementy kierowane są przez wewnętrzną siłę życiową, → entelechię; finalizm stracił rację bytu z chwilą pojawienia się teorii Darwina.
Powiem więcej! Wpływ jakiejkolwiek i jakkolwiek rozumianej inteligencji na procesy przyrodnicze jest nie do pogodzenia z naszą wiedzą o obiektywnie istniejącej rzeczywistości.
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | > Jednak jeśli dobrze zrozumiałem Pana Andrzeja, to on uważa, że żadna - jakakolwiek - teleologia nie jest do pogodzenia z teorią ewolucji. Uważam to za przesadę. Nie do pogodzenia z teorią ewolucji byłoby twierdzenie, że np. nie zachodzą mutacje genetyczne, albo - ogólniej - że organizmy nie ewoluują. Wtedy mamy sprzeczność. Tymczasem teleologia jest tak jak idea Boga - jest doklejoną, dodatkową spekulacją podpadającą pod brzytwę Ockhama, ale nie zawsze musi być wprost sprzeczna z dostępną nam wiedzą naukową. Brak jest dowodu na całkowity brak "celu", podobnie jak brak jest dowodu na nieistnienie Boga. Mi w zupełności wystarcza stwierdzenie, że sa to czcze, wyssane z palca, zbędne spekulacje.<Ja to rozszerzę. Teleologia nie jest do pogodzenia z żadną teorią naukową. Zgodzisz się z Kantem: Dla nauki "obiektywna" teleologia nigdy nie będzie niczym więcej niż zasadą heurystyczną.Heurystykę rozumiem jako sztukę rozwiązywania problemów bez pełnej informacji lub braku czasu. We wnioskowaniu posługuje się przypuszczeniami - brzmi trochę jak improwizacja. Jeżeli nie odrzucisz teleologii to nie masz możliwości sprawdzania i korygowania teorii. Taki sposób postępowania jest nienaukowy ponieważ wyklucza sprawdzalność i weryfikowalność teorii. Tutaj masz to jak w pigułce: Cytat:Only a reasonably detailes model could provide explanatory hypotheses that can be empirically tested. ´An unknown intelligent designer did something, somewhere, somehow, for no apparent reason´ is not a model.(Gishlick) Tobie chodzi o to że nauka nie może apriorycznie zanegować egzystencji czynników nadnaturalnych i teleologicznych. Tak w rzeczywistości nie jest. Odrzucenie tych czynników jest koniecznością metodyczną (metodologiczną). Naturalista nie broni swego obrazu świata a'priori i pozostaje otwarty na ewidencje które jak najbardziej mogą zrewidować naturalizm. Dopóki takich ewidencji nie ma, opieranie się na czymś z poza tego świata jest nieuzasadnione. W badaniu i opisie świata nauka opiera się na prawach natury. Jeżeli dopuścimy teorię stworzenia to prawa natury będą podlegać woli nie dającego się zbadać stwórcy o którym można dowolnie spekulować. Każde empiryczne badanie będzie bezsensowne bo nie będziemy wiedzieć czy stwórca w tym momencie zaingerował, czy pozostawił je obiektywnemu biegowi. Suma summarum, nasza teoria zamiast coś wyjaśnić, będzie przedstawiała niezbadaną wolę inteligentnego planisty. > Nie muszę jeszcze dodatkowo twierdzić, że nauka ponad wszelką wątpliwość całkowicie wyklucza możliwość jakiejkolwiek celowości i jakiegokolwiek Boga, gdyż nie jestem wierzącym ateistą. Sądzę, że nauka jedynie bada materię dostępną nam poprzez zmysły, a wszelkich dalszych spekulacji nie wyklucza, ani też nie potwierdza.<Jak wyżej widzisz, jest trochę inaczej. > Przepraszam, jaką stosujesz definicję "przypadku"? Co oznacza "ślepy" i "bezcelowy"? Czy taki przypadek unieważnia fizykę newtonowską, w której każdy ruch materii jest w pełni zdeterminowany jej poprzednim układem i ruchem?<Chcesz mnie złapać na definicji przypadku wolnego od kauzalności  Tą razą rozumiałem w sensie matematyczno-statystycznym, podobnie jak rzut kostką lub rzut monetą. Nazywa się on przypadkiem empiryczno-pragmatycznym. Rzut kostką nie wyklucza fizyki newtonowskiej. Bez jej praw nie byłby wykonalny. Ewolucja jest bezcelowa. Nie ma żadnego celu do którego dąży. Posiada tylko swoje prawa które w połączeniu z prawem doboru naturalnego dają efekt. Gdyby kostka pokazała inną liczbę oczek, świat mógłby wyglądać inaczej.
Mam dość ateistów. Oni bez przerwy gadają o Bogu - Heinrich Böll
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | Czuję się nieswojo w roli adwokata diabła. Jestem sceptykiem i nie uznaję żadnej teleologii. Staram się jednak - w miarę możliwości i na ile to w danym momencie konieczne - kłaść jednak nacisk na logiczną precyzję.Skoro nie wiemy wszystkiego o rzeczywistości, to - przy całej rezerwie wobec empirycznie nieuzasadnionych sądów - brak jest możliwości całkowitego wykluczenia czegokolwiek, gdy pytamy o coś, na co nie znamy jeszcze odpowiedzi. > Ja to rozszerzę. Teleologia nie jest do pogodzenia z żadną teorią naukową.Pytanie, co znaczy "do pogodzenia". Jest dla mnie oczywiście, że nauka żadnej teleologii nie potrzebuje. Jednak moim zdaniem nauka się teleologią nie zajmuje (a już na pewno nie każdą) i w związku z tym teleologicznych spekulacji nie obala (w każdym razie nie wszystkich możliwych). Dopóki wszystkiego nie wiemy, to zawsze można sobie dopasować takie wyobrażenie o celowości, które pasuje do obecnej wiedzy naukowej. > Jeżeli nie odrzucisz teleologii to nie masz możliwości sprawdzania i korygowania teorii. Taki sposób postępowania jest nienaukowy ponieważ wyklucza sprawdzalność i weryfikowalność teorii.W pełni się z tym zgadzam. > Tobie chodzi o to że nauka nie może apriorycznie zanegować egzystencji czynników nadnaturalnych i teleologicznych.Tak, właśnie o to mi chodzi, a ponadto również o to, że a posteriori - tzn. po uzyskaniu najbardziej aktualnej wiedzy naukowej zawsze można sobie dorobić taką teleologię, która nie jest z tą wiedzą naukową wprost sprzeczna - dopóki wszystkiego nie wiemy. Nie bronię takich spekulacji, polemizuję jednak z twierdzeniem, jakoby jakakolwiek teleologia była dziś niemożliwa. > Tak w rzeczywistości nie jest. Odrzucenie tych czynników jest koniecznością metodyczną (metodologiczną).Właśnie. Ale mi nie chodzi o metodę, tylko o kwestię, czy każda wymyślona spekulacja teleologiczna przeczy wiedzy naukowej, w tym sensie, że gdyby ta spekulacja była prawdziwa, to nie mogłyby być prawdziwe stwierdzone prawa fizyki. > Naturalista nie broni swego obrazu świata a'priori i pozostaje otwarty na ewidencje które jak najbardziej mogą zrewidować naturalizm. Dopóki takich ewidencji nie ma, opieranie się na czymś z poza tego świata jest nieuzasadnione.Oczywiście zgoda. > >Przepraszam, jaką stosujesz definicję "przypadku"? Co oznacza "ślepy" i "bezcelowy"? Czy taki przypadek unieważnia fizykę newtonowską, w której każdy ruch materii jest w pełni zdeterminowany jej poprzednim układem i ruchem?<> Chcesz mnie złapać na definicji przypadku wolnego od kauzalności  Albo jest kauzalność, albo jej nie ma. Jeśli jest, to czym jest przypadek i czym się różni od braku przypadku? Jeśli jednak kauzalności nie ma (jak np. w kopenhaskiej interpretacji fizyki kwantowej), to niby dlaczego to Bóg nie mógł pokierować tą cząsteczką, o której mówimy, że jest niezdeterminowana, tzn. nie ma widocznej przyczyny? (oczywiście Bóg jest czystą, wymyśloną spekulacją, która niczego nie tłumaczy - natomiast ja cały czas rozpatruje kwestię, czy jest on zawsze wprost sprzeczny z prawami fizyki) > Tą razą rozumiałem w sensie matematyczno-statystycznym, podobnie jak rzut kostką lub rzut monetą. Nazywa się on przypadkiem empiryczno-pragmatycznym.Zaraz, zaraz - tutaj to jest bardzo ważne - albo metamatyko-statystyka, albo empirio-pragmatyka. Jeśli w fizyce masz nieprzerwaną kauzalność (poza - powiedzmy - fizyką kwantową, która wszak raczej nie odgrywa roli w ewolucji biologicznej), to - powtarzam - gdzie tu jest miejsce na przypadek i czym on się różni od braku przypadku? > Rzut kostką nie wyklucza fizyki newtonowskiej. Bez jej praw nie byłby wykonalny.Oczywiście. I jedyny przypadek, to ten, że człowiek ma zbyt niedokładne czucie w palcach i zbyt małe możliwości obliczeniowe mózgu, by kostką pokierować tak, by zawsze upadła na wybraną wcześniej stronę. To już jest cały przypadek. Natomiast kostka wyląduje tam gdzie wyląduje zawsze dokładnie wskutek wszystkich oddziaływujących na nią sił fizycznych, zupełnie tak samo jak kapeć rzucony o ziemię i nie wiem, czym się ma różnić to pierwsze wydarzenie od tego drugiego poza ludzką możliwościa kontrolowania i przewidzenia efektu. > Ewolucja jest bezcelowa. Nie ma żadnego celu do którego dąży.Po pierwsze skąd w ogóle taki pomysł, a po drugie skąd taka pewność? Twierdzenia o celowości w materii i ewolucji są o tyle BEZSENSOWNE, że nie mamy żadnych możliwości, by je zweryfikować, albowiem dysponując pięcioma zmysłami i szeregiem narzędzi możemy jedynie opisywać tę obserwowaną materię i tę jej zmienność, a jakikolwiek jej ewentualny SENS jest zawsze tylko spekulacją. Dokałdnie adekwatnie sprawa ma się z twierdzeniem o bezcelowości ewolucji, które jest dokładnie tak samo BEZSENSOWNE z tych samych względów co twierdzenie o celowości. W ogóle nie przypisywałbym materii takich kategorii jak sens, czy bezsens. Teza o bezcelowości w działaniu sił przyrody jest dla mnie równoważna z tezą o celowości, tyle że ze znakiem przeciwnym. Jedno i drugie opiera się na wierze. Dla mnie w zupełności wystarcza, że siły przyrody działają i to w dość przewidywalny w praktyce sposób, choć do końca nie wiadomo skąd się biorą. Jednak fakt że owe twierdzenia o celowości lub jej braku są bezsensowne, to znaczy w żaden sposób nieprzydatne i niczego nie wyjaśniające - nie oznacza jeszcze, że są wprost sprzeczne ze stwierdzonymi prawami fizyki. Z prawami fizyki jest do pogodzenia zarówno teza o sensowności tych praw, jak i teza o ich bezsensowności. Prawa fiyzki po prostu działają, a czy sa bezsensowne, czy sensowne, to niech już fideiści wybierają, która komu lepiej pasuje. > Gdyby kostka pokazała inną liczbę oczek, świat mógłby wyglądać inaczej.Ale nie pokazała, gdyż miała akurat takie warunki wstępne, który doprowadziły do takiego, a nie innego skutku. Gdyby grzyby rosły w stawie, to by się je na wędkę łowiło.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | > wszystkiego o rzeczywistości, to - przy całej rezerwie wobec empirycznie nieuzasadnionych sądów - brak jest możliwości całkowitego wykluczenia czegokolwiek, gdy pytamy o coś, na co nie znamy jeszcze odpowiedzi.<Nie rozumiem co masz na myśli. Czy pytasz dlaczego wykluczamy Stwórcę, skoro nie mamy jednoznacznych odpowiedzi co do jego egzystencji? Istnienie stwórcy nie jest wykluczane. Jego ingerencja i jego plan jest wykluczany, bo dla jego istnienia brak ewidencji. Gdybyśmy w budowanie teorii i próbę objaśniania natury wciągali wszystko co wymyśliła ludzka fantazja, musielibyśmy uwzględniać demony, Babę-Jagę i wiele innych czynników. Nauka stałaby się wróżeniem z fusów. Byłaby to szarlataneria. > Pytanie, co znaczy "do pogodzenia".<To chyba wyjaśniłem. Teleologię musimy odrzucić bo inaczej nie opiszemy świata tylko wolę stwórcy o którym nie wiadomo czy w ogóle istnieje. Pod jego wolę możemy zmieścić wszystko. Tym samym nie wyjaśnimy nic. > Jest dla mnie oczywiście, że nauka żadnej teleologii nie potrzebuje.<Są różne definicje, niektóre są niemal identyczne z kauzalnością. Ja mam na myśli teleologię jako ustalony przez Stwórcę cel ostateczny dla rzeczy, świata lub osób. Żeby do tego celu doprowadzić, nieznany nam Stwórca ingeruje w świat. > Jednak ..<Jak chcesz obalić twierdzenie że Bóg ma dla ciebie plan i wszystko co ci się wydarzy jest zgodne z jego planem ? > Dopóki wszystkiego nie wiemy, to zawsze można sobie dopasować takie wyobrażenie o celowości, które pasuje do obecnej wiedzy naukowej.<Nie musimy. Nie musimy zakładać celowości jeżeli brak logicznych przesłanek dla takiej hipotezy. > Tak,...<Tak właśnie robi teologia. Dorabia swoją "naukę" do aktualnego stanu wiedzy. Co jeszcze nie jest wyjaśnione tam wsadzają planistę. > Właśnie. Ale mi.. fizyki.<Teleologia nie spekuluje ciągle nowymi twierdzeniami. Twierdzi że istnieją ostateczne cele ustalone bądź przez naturę, bądź przez Stwórcę. > Albo jest kauzalność, albo jej nie ma. Jeśli jest, to czym jest przypadek i czym się różni od braku przypadku?> Jeśli..czy jest on zawsze wprost sprzeczny z prawami fizyki)<Nauka przyrodnicze nie negują hipotezy Boga. Nie rozpatrują tej hipotezy z braku jakichkolwiek przesłanek o jego istnieniu. Stwierdzona jest wiara w Boga i tym nauka się zajmuje, istnienie Boga nie zostało stwierdzone. Teoria poznania stosuje tezy ontologicznego naturalizmu. 1. Tyle metafizyki, na ile to konieczne! 2. Tak dużo realizmu jak tylko to możliwe! 3. Przy badaniu natury metoda doświadczalna przewyższa wszystkie inne metody. 4. Natura jest pierwotnie (primary) materialnie-energetyczna. 5. Wszystkie realne systemy podlegają rozwojowi. 6. Skomplikowane systemy składają się i powstają z prostszych systemów. 7. Realny świat jest połączony i quasi-kontynuowalny 8. Instancje transcendentalne podlegające doświadczeniu są wprawdzie wyobrażalne, ale do traktowania, opisu, wyjaśnienia i interpretacji świata są zbyteczne. 9. Cuda nie istnieją. 10.Rozumienie natury nie prowadzi poza naturę. 11.Istnieje jedność natury która może się odbić w jedności nauki. Tutaj znajdziesz odpowiedź na twoje wątpliwości. > Zaraz, zaraz - <Wynik rzutu monetą lub kostką jest też kauzalnej natury. Nawet w fizyce kwantowej pryncypialnie kauzalna analiza jest możliwa. Jednym z możliwych przypadków jest: wydarzenie w którym znamy czynniki wpływające na jego wynik, ale nie możemy nimi sterować ani ich mierzyć, tak że wynik nie jest przewidywalny. Nazwę empiryczno-pragmatyczny przypadek zapożyczyłem od teologa, filozofa i biologa - Urlich Lüke. Najbardziej lubię jego dyskusje z naturalistami w których musi się mocno gimnastykować, ale ten termin przedstawił w pogadance filozoficznej. Ponieważ miała ona związek z tym jak powstaje teoria ewolucji w KK, opiszę to bliżej. W słynnym artykule w New York Times kard. Wiednia Christoph Schönborn, napisał o teorii ewolucji m.in. Cytat:Każdy system myślowy który przeczy przygniatającej ewidencji planu w biologii i usiłuje go zniszczyć objaśnieniami, nie jest nauką tylko ideologią...Wierzymy że Bóg stworzył świat według swojej mądrości. Nie jest on wynikiem jakiejkolwiek konieczności, ślepego losu lub przypadku (Tutaj cytował Wojtyłę). Wywiad ten wywołał burzę protestów wśród naukowców w USA, jak Schönborn dowolnie interpretuje przypadek. Ratzinger, który o teorii ewolucji wie tyle co ja, zaprosił Lüke do Castell Gandolfo, żeby mu wytłumaczył jak należy rozumieć przypadek w sensie T.E. Ten ujął to tak: Mutacje, podział chromosomów w komórce, crossing over, los gamet - to wszystko ma kauzalną naturę. Ale te wydarzenia tak skomplikowane i nieprzewidywalne że całą wiązkę tych pojęć należy ująć w jedno jako subiektywny, kauzalno-pragmatyczny przypadek. > Po pierwsze skąd w ogóle taki pomysł, a po drugie skąd taka pewność?<O to powinieneś zapytać Darwina, ale już umarł więc spytaj biologów specjalistów od teorii ewolucji. Ponadto , jeżeli sądzisz że T.E. ma cel to jest to oxymoron. Jej pseudonaukowa nazwa brzmi: Intelligent Design. > Twierdzenia o celowości w materii i ewolucji są o tyle BEZSENSOWNE ..jak sens, czy bezsens.<Zamiast się unosić postaraj się rozróżnić między materią a procesem. Bo to co napisałeś jest rzeczywiście bezsensowne.
Mam dość ateistów. Oni bez przerwy gadają o Bogu - Heinrich Böll
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | > Nie rozumiem co masz na myśli.Ten podwątek wziął się z mojej reakcji na słowa Pana Andrzeja: Cytat:Tu nie ma żadnego wyboru, tu jest alternatywa, albo zgodzenie z darwinowską teorią ewolucji (neodarwinizmem), albo wiara w religijne głupoty. Nie uważam, abyśmy w przypadku każdych głupot religijnych mieli do czynienia z rozłączną alternatywą, jaką przedstawił w powyższym zdaniu Pan Andrzej. I staram się tylko to moje zdanie uargumentować. Chciałbym tylko wskazać, że istnieje różnica pomiędzy spekulacjami religijnymi wprost sprzecznymi z wiedzą naukową, a spekulacjami religijnymi, które tej wiedzy nie przeczą. Może podam - odpowiednio - dwa przykłady: - kreacjonizm dosłownie odczytujący księgę rodzaju - deizm Deizm jest wprawdzie sprzeczny z metodą naukową - jako spekulacja bez jakiegokolwiek empirycznego uzasadnienia, ale nie jest sprzeczny z zebraną wiedzą naukową, a w szczególności nie jest sprzeczny z wiedzą o ewolucji. Do pomyślenia jest kombinacja deizmu z teleologią, a mianowicie taka, że Bóg właśnie chciał stworzyć dokładnie taki świat jaki mamy i wcześniej już zaplanował, że właśnie tak ma ewoluować materia, jak informują nas o tym dziś naukowcy. Taka spekulacja jest oczywiście niezgodna z metodą naukową, ale czy jest sprzeczna z wiedzą naukową, w tym sensie, że obala jakieś prawa fizyki lub jakieś fakty stwierdzone przez naukę? > Nie musimy. Nie musimy zakładać celowości jeżeli brak logicznych przesłanek dla takiej hipotezy.Oczywiście, że nie musimy i ja tego osobiście nie czynię. Jednak nie uważam, aby każdy wierzący popadał w konflikt z teorią ewolucji. > Tak właśnie robi teologia. Dorabia swoją "naukę" do aktualnego stanu wiedzy. Co jeszcze nie jest wyjaśnione tam wsadzają planistę.Właśnie - dokładnie o to mi chodzi. Takie religijne rozumowanie jest sprzeczne z metodą naukową, ale nie musi podważać wiedzy o konkretnych fizycznych, czy biologicznych procesach. > Nauka przyrodnicze nie negują hipotezy Boga.Właśnie o to mi chodzi. Tymczasem mam często wrażenie, jakoby Pan Andrzej chciał wykazać, że z nauki wynika, że Bóg nie istnieje. Z taką tezą właśnie polemizuję. > Nie rozpatrują tej hipotezy z braku jakichkolwiek przesłanek o jego istnieniu. Stwierdzona jest wiara w Boga, istnienie Boga nie zostało stwierdzone. Teoria poznania stosuje tezy ontologicznego naturalizmu.Oczywiście. Jestem sceptykiem. Ponadto uważam, że doświadczenie to wszystko co mamy. Umiem odróżniać świat fizyczny od świata idei i metodę naukową od religii. Staram się jednak być fair i odróżniać spekulacje religijne całkowicie zaprzeczające zdobytej wiedzy naukowej (np. skrajny kreacjonizm z tezą o wieku ziemi wynoszącym 3 tys. lat) od spekulacji, które można do wiedzy naukowej dolepić bez popadania w sprzeczności z tą wiedzą. > Mutacje, podział chromosomów w komórce, crossing over, los gamet - to wszystko ma kauzalne przyczyny. Ale te są tak skomplikowane i nieprzewidywalne że całą wiązkę tych pojęć należy ująć w jedno jako subiektywny, kauzalno-pragmatyczny przypadek.Właśnie. Przypadek to tylko duży stopień skomplikowania i nieprzewidywalność, ale kauzalność jest nienaruszona (w każdym razie nie w skali istotnej dla biologii) Co do celowości i bezcelowości: Uważam, że o kategorii celowości można sensownie mówić jedynie jako o elemencie ludzkiej psychiki. To człowiek ma różne cele, które realizuje w życiu. Dostrzeganie celowości w przyrodzie to tylko antropomorfizacja. Niczego o żadnym celu w przyrodzie nie wiemy poza celami, które wymyśla sobie człowiek. Materia istnieje i ewoluuje. Żadnego celu z niej, ani z jej procesów odczytać się nie da. Jednak "bezcelowość" jest tezą, która odnosi się bezpośrednio do religijnych twierdzeń o celowości i służy jedynie ich zaprzeczaniu, a nie jest jakąś obiektywną, pozytywną cechą badanej materii lub zachodzących w niej procesów. Do opisu procesu ewolucji biologicznej wystarczające jest wskazanie na mutacje genetyczne i następnie dobór naturalny. Te dwa elementy w zupełności wystarczają, by ukazać jak działa ewolucja. Tymczasem twierdzenie o "bezcelowości" należy raczej do filozofii nauki i nie jest konieczne przy opisywaniu faktycznie zachodzących, konkretnych procesów. Tak już na marginesie: Skoro mówimy, że celowość, racjonalność i sensowność to tylko cechy ludzkiego umysłu, to dlaczego o procesach ewolucyjnych mówimy tylko, że są bezcelowe? Dlaczego nie mówimy ponadto, że są nieracjonalne i besensowne? Otóż wcale nie byłoby to taki głupie. W całej bezcelowości właśnie chodzi tylko o to, że za tymi procesami nie stoi żadna inteligencja - żaden umysł i nie można procesom fizycznym, mającym w pełni naturalne wyjaśnienie przypisywać cech umysłowych. W każdym razie taki umysł nie jest ewolucji materii do niczego potrzebny. ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Ja się tylko zastanwiam nad pewnymi sformułowaniami, czy aby na pewno wiemy jeszcze co oznaczają i skąd się biorą. Zamiast klepać jak mantrę "przypadek, bezcelowość, przypadek, bezcelowość", ja wolę się zastanowić nad tym co jedno i drugie ma tak naprawdę oznaczać. Czasem może mi nie wyjść jedno, czy drugie sformułowanie, ale sądzę, że warto się przez to przergyźć. Tu polecam dyskusję (Tobie nie muszę jej tłumaczyć, a niewładających niemieckim przepraszam za odesłanie do niepolskiego materiału): www.youtube.com/watch?v=5wiIz3PNTuYw której Richard David Precht wskazuje na to, jak bardzo język, w którym przywykło się mówić o nauce (i o teorii ewolucji) wpływa na samo rozumienie procesów przyrodniczych, choć skróty popularno-naukowe nie są tu zawsze adekwatne. Jednocześnie odsyłam do definicji przypadku z niemieckiej wikipedii, której fragment tu sobie pozwoliłem przetłumaczyć: www.racjonalista.pl/forum.php/s,492101#w508317Tu jest oryginał: de.wikipedia.org/wiki/ZufallWięc możesz sprawdzić, czy tam jakiegoś byka nie walnąłęm. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Przepraszam, że się wtrącę, ale mam chwilę przed wyjazdem, a po przyjeździe z ciekawością dyskusję Panów przeczytam.> Chciałbym tylko wskazać, że istnieje różnica pomiędzy spekulacjami religijnymi wprost sprzecznymi z wiedzą naukową, a spekulacjami religijnymi, które tej wiedzy nie przeczą.> Może podam - odpowiednio - dwa przykłady:> - kreacjonizm dosłownie odczytujący księgę rodzaju> - deizmTu jeszcze parę: www.nauka-(*)nne/pliki/download.php?file=90> Deizm jest wprawdzie sprzeczny z metodą naukową - jako spekulacja bez jakiegokolwiek empirycznego uzasadnienia, ale nie jest sprzeczny z zebraną wiedzą naukową, a w szczególności nie jest sprzeczny z wiedzą o ewolucji.Jest tylko sprzeczny ze spójnym logicznie rozumieniem istniejącej obiektywnie rzeczywistości. Jeżeli nie jest potrzebny "podtrzymywacz" istnienia, to na diabła, po potrzebny jest "nieporuszony poruszyciel", aby uratować resztki światopoglądowej bzdury? www.nauka-(*)uki/pliki/download.php?file=34www.nauka-(*)uki/pliki/download.php?file=33www.nauka-(*)uki/pliki/download.php?file=41www.nauka-(*)ki/pliki/download.php?file=162> Do pomyślenia jest kombinacja deizmu z teleologią, a mianowicie taka, że Bóg właśnie chciał stworzyć dokładnie taki świat jaki mamy i wcześniej już zaplanował, że właśnie tak ma ewoluować materia, jak informują nas o tym dziś naukowcy.Do pomyślenia są wszelkie kombinacje o czym świadczą i mity religijne i filozoficzne spekulacje. > Taka spekulacja jest oczywiście niezgodna z metodą naukową, ale czy jest sprzeczna z wiedzą naukową, w tym sensie, że obala jakieś prawa fizyki lub jakieś fakty stwierdzone przez naukę? Ignostycyzm jest poglądem głoszącym, że pytanie o istnienie Boga jest pozbawione sensu, ponieważ nie ma ono weryfikowalnych (czy testowalnych) skutków i dlatego powinno być zignorowane.
Koncepcja teologiczna jest bardziej abstrakcyjna i kompleksowa, często zawiera w sobie takie kategorie jak pierwsza przyczyna, zasada i nieporuszony poruszyciel; przypisuje Bogu takie atrybuty, jak wszechmoc, wszechwiedzę i wszechmiłosierdzie. Dla ignostyka owe pojęcia, brane razem czy osobno, nie mogą zostać nazwane fałszywymi: są one raczej niejasne, wewnętrznie sprzeczne, puste treściowo a nawet poetyckie. Skutkiem tego nie da się sensownie debatować nad kwestią istnienia czy nieistnienia Boga. pl.wikipedia.org/wiki/Ignostycyzm> Oczywiście, że nie musimy i ja tego osobiście nie czynię. Jednak nie uważam, aby każdy wierzący popadał w konflikt z teorią ewolucji.Ja też tak nie uważam. Czego to ludzie nie potrafią: www.racjonalista.pl/forum.php/s,563837#w563903> >>>Nauka przyrodnicze nie negują hipotezy Boga.A czy nauki przyrodnicze znają hipotezę Boga? > Właśnie o to mi chodzi. Tymczasem mam często wrażenie, jakoby Pan Andrzej chciał wykazać, że z nauki wynika, że Bóg nie istnieje. Z taką tezą właśnie polemizuję.Bogusławski tylko powtarza tu wielokrotnie. I. Na gruncie nauk przyrodniczych nie istnieje definicja "boga", a żeby możliwa była możliwa sensowna rozmowa, to trzeba terminy - których się używa - zdefiniować. II. Nauka nigdy i nigdzie nie natrafiła na najmniejszą przesłankę dowodową możliwości wpływów nadnaturalnych na istniejącą obiektywnie rzeczywistość.Czyli rzeczywiście uważam, że pośrednio (choć nie bezpośrednio, gdyż nauka się tym problemem nie interesuje) z nauki wynika, że żaden nadnaturalizm nie istnieje. www.nauka-(*)ki/pliki/download.php?file=203www.nauka-(*)nne/pliki/download.php?file=19> Uważam, że o kategorii celowości można sensownie mówić jedynie jako o elemencie ludzkiej psychiki.Wcale nie koniecznie ludzkiej, ale do "celowości" konieczny jest zamysł, a więc jakaś inteligencja: www.nauka-(*)pismo/pdf/download.php?file=72> Jednak "bezcelowość" jest tezą, która odnosi się bezpośrednio do religijnych twierdzeń o celowości i służy jedynie ich zaprzeczaniu, a nie jest jakąś obiektywną, pozytywną cechą badanej materii lub zachodzących w niej procesów.Nie, jest to tylko stwierdzenie faktu. Nie widzę też jakiegoś specjalnego zastrzeżenia, aby nauka nie odnosiła się do "religijnych twierdzeń". > Tak już na marginesie:> Skoro mówimy, że celowość, racjonalność i sensowność to tylko cechy ludzkiego umysłu, to dlaczego o procesach ewolucyjnych mówimy tylko, że są bezcelowe? Dlaczego nie mówimy ponadto, że są nieracjonalne i besensowne?Jeżeli uważa Pan za sensowne podkreślanie ich nieracjonalności i besensowności, to niech Pan podkreśla. Przeszkód nie widzę. > Ja się tylko zastanwiam nad pewnymi sformułowaniami, czy aby na pewno wiemy jeszcze co oznaczają i skąd się biorą. Zamiast klepać jak mantrę "przypadek, bezcelowość, przypadek, bezcelowość", ja wolę się zastanowić nad tym co jedno i drugie ma tak naprawdę oznaczać. Czasem może mi nie wyjść jedno, czy drugie sformułowanie, ale sądzę, że warto się przez to przergyźć.To, że Pan się nad tym zastanawia, to bardzo dobrze, ale warto przedstawić jakieś racjonalne argumenty kwestionujące dorobek nauk przyrodniczych ogólnie, a neodarwinizmu, w tym szczególnym przypadku. Jak na razie - w moim odbiorze - to się Panu zupełnie nie udało. Pozdrawiam serdecznie obu Panów i życzę ciekawej dyskusji. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | To życzmy Panu Andrzejowi przyjemnej podróży, żeby uważał na zakrętach, odpoczął i wrócił szczęśliwie żeby było z kim się spierać. Niech go św.Krzysztof prowadzi. Że św. Krzysztof nigdy nie istniał, nie gra żadnej roli. Przytoczę pewną anegdotkę dotyczącą fizyków pracujących nad pierwszą bombą atomową. Nie pamiętam który z nich odwiedził którego, ale ten odwiedzający zauważył na drzwiach domu przymocowaną podkowę. Po wejściu zapytał gospodarza: -Ty w to wierzysz? - Skądże. Ale wiesz, nawet jak się w to nie wierzy to to też działa. Najpierw odpowiem Panu Andrzejowi bo za 3 tygodnie to zapomnę. > Nauka przyrodnicze nie negują hipotezy Boga.<> A czy nauki przyrodnicze znają hipotezę Boga?<Istnienie hipotezy Boga jest ogólnie znane. Znane są jej różne warianty. Żaden z tych wariantów nie posiada wystarczających ewidencji żeby hipoteza mogła stać się teorią. > - deizm. Deizm jest wprawdzie sprzeczny z metodą naukową -ale nie jest sprzeczny z zebraną wiedzą naukową, a w szczególności nie jest sprzeczny z wiedzą o ewolucji<Deistyczny Deus nie spełnia warunków absolutu. Absolut musi być absolutnie wszystkim i posiadać absolutne umiejętności. Gdy człowiek zastanawia się nad pochodzeniem świata, w regresie przyczynowym dociera do wielkiego wybuchu i teraz mamy różne możliwości. 1. Wszechświat istniał zawsze. 2. Wszechświat powstał z innego wszechświata. 3. Nie wiemy co było przed WW. 4. Wszechświat stworzył Bóg. Wtedy pytamy kto stworzył Boga. Albo Bóg istniał zawsze, albo Bóg stworzył sam siebie, albo został stworzony przez innego Boga, którego stworzył inny Bóg itd..(Russell) Wśród wielu przyczyn powstania świata wymieniany jest deistyczny Deus.Jeżeli nie jest rozumiany jako hypóstasis , tylko jako przyczyna, to jest naukowo obojętny. Dokładnie oznacza-nie wiem.Deus. Dlatego z takim pojęciem przyczyny nauka nie ma problemu. To wyjaśnienie stwierdza że nasza wiedza jet w tym samym miejscu. Dlaczego nauka odrzuca taką hipotezę? Objaśnienia natury należy szukać w naturze. Deus nie jest częścią natury. Hipoteza która nic nie pomaga w wyjaśnieniu jest odrzucana bo jest tylko niepotrzebnym balastem. > Do pomyślenia jest kombinacja deizmu z teleologią, a mianowicie taka, że Bóg właśnie chciał stworzyć dokładnie taki świat jaki mamy i wcześniej już zaplanował, że właśnie tak ma ewoluować materia, jak informują nas o tym dziś naukowcy<Jest do pomyślenia ale przeczy Deusowi jako przyczynie. Plan wymaga inteligencji. Deus rozumiany jako przyczyna nie jest istotą i nie może posiadać inteligencji. > Jednak nie uważam, aby każdy wierzący popadał w konflikt z teorią ewolucji.<Wierzyć w Deusa oznacza wierzyć że przyczyna powstania świata leży poza nim i nic ponadto. To nie jest żadna wiara w sensie religijnym. > Takie religijne rozumowanie jest sprzeczne z metodą naukową, ale nie musi podważać wiedzy o konkretnych fizycznych, czy biologicznych procesach<Rozumowanie religijne nie opiera się na analizie świata i jego procesów. W USA istnieje spora liczba ginekologów którzy wierzą w dziewictwo Maryi. Rozumowanie religijne to jest przełączenie na inny kanał, kanał spirytualny. Zdrowy rozsądek zostaje wyłączony, wierny ładuje swoje baterie potrzeb religijnych. Po rytuałach przełącza z powrotem na kanał ziemski i jest tak samo rozsądny jak ty lub Pan Andrzej. Zdarzają się wątpliwości, bo nie zawsze możliwe jest całkowite przełączenie się i od rozwiewania wątpliwości są kapłani. Tłumaczą jak pogodzić możliwe lub konieczne z niemożliwym. > Tymczasem mam często wrażenie, jakoby Pan Andrzej chciał wykazać, że z nauki wynika, że Bóg nie istnieje. Z taką tezą właśnie polemizuję.<Pan Andrzej sam odpowiedział na ten zarzut. Gdy wróci to możemy temat pociągnąć. > Staram się jednak być fair i odróżniać spekulacje religijne całkowicie zaprzeczające zdobytej wiedzy naukowej które można do wiedzy naukowej dolepić bez popadania w sprzeczności z tą wiedzą<Naukowo nie zaprzeczamy bezpośrednio możliwości że Bóg istnieje z wyżej i wcześniej podanych powodów. Religia twierdzi jednak że wierni potrafią się komunikować ze swoim bóstwem, że ich wysłuchuje i czasami spełnia ich prośby. To jest nienaukowe w religii. Religia nie objaśnia w jaki sposób komunikuje się ze swoim stwórcą i badania przeczą twierdzeniom o skuteczności modlitw. Pośrednio obala to tezę o istnieniu Boga. Tych argumentów jest więcej i można je rozwijać, podałem dwa dla przykładu. > Skoro mówimy, że celowość, racjonalność i sensowność to tylko cechy ludzkiego umysłu, to dlaczego o procesach ewolucyjnych mówimy tylko, że są bezcelowe? Dlaczego nie mówimy ponadto, że są nieracjonalne i besensowne?<Gdy mówimy o bezcelowości ewolucji biologicznej to rozumiem że nie można rozpoznać żeby ewolucja, która jest procesem ciągłym, dążyła do jakiegoś produktu finalnego. W przypadku ewolucji fizycznej, w 'rozpływanie' się kosmosu można dopatrywać się pewnego, nieznanego celu. Ten jest wymuszony prawami przyrody. Natura nie może być ani nieracjonalna ani bezsensowna, bo musiałaby istnieć inna racjonalna i sensowna. Istnieje hipoteza o istnieniu wielu wszechświatów. Gdyby racjonalność i sensowność odnosić do natury to, przy założeniu że umielibyśmy poznać te wszechświaty, moglibyśmy je porządkować według racjonalności i sensu. Wtedy niektóre okazałyby się zbyteczne a inne prawie niezbędne. Przypisywanie naturze takich atrybutów prowadzi do nonsensu. > www.youtube.com/watch?v=5wiIz3PNTuYDas Philosophische Quartet. Szkoda że po 10 latach zniknął z ekranu. Najbardziej podobało mi się zdanie Fischera: Chrześcijaństwo jest platonizmem dla ludu.Co do samego słowa przypadek to sugeruje on chaos. Ale Fischer nie zanegował przypadku. Nazwał go tylko filozoficznie Kontingenz. To tak samo jak u Laskowika, tjaktor nie ma zepsutego koła tylko ma trzy dobre. Niby to samo, ale jak brzmi: Trzy koła dobre.
Mam dość ateistów. Oni bez przerwy gadają o Bogu - Heinrich Böll
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . A czy nauki przyrodnicze znają hipotezę Boga?> Istnienie hipotezy Boga jest ogólnie znane. Znane są jej różne warianty. Żaden z tych wariantów nie posiada wystarczających ewidencji żeby hipoteza mogła stać się teorią.Istnieje dużo rozmaitych teistycznych koncepcji związanych z naturą Boga (lub bogów) blog.rp.pl(*)09/17/zbyteczna-hipoteza-boga/putorana.b(*)/Rozdzial-2-hipoteza-boga.htmlwww.sikora.art.pl/flz_bog_hipoteza.phpwww.zbigni(*)/teksty/dlaczegocosniznic.htmlarkadiusz.(*)oga-obalona-i-kto-tak-twierdzi Ale mnie interesuje naukowa hipoteza Boga, wychodząca od zdefiniowania czym jest - co oznacza termin Bóg? Rozmowa p. Fizyka z p. Gostyxem:> ... od początku tej dyskusji o Dawkinsie usiłuje wam wytłumaczyć, że istnienie Boga nie jest hipotezą.Obawiam się, że nieskutecznie. Hipoteza to bardzo szerokie pojęcie. Za hipotezę można uznać niemal każde (sensowne) wytłumaczenie dotyczące rzeczywistości. Na przykład, jeżeli ktoś twierdzi, że Bóg stworzył parę ludzi, i wszyscy ludzie pochodzą od tej pary, to jest to naukowa hipoteza. Hipotezę, tę można przetestować badając różnorodność genetyczną populacji ludzkiej i odpowiadając na pytanie czy różnorodność ta mogła być zawarta w 48 parach chromosomów. Falsyfikacja tej hipotezy jest zarazem falsyfikacją istnienia tego konkretnego Boga.> Aby zrobić z czegoś hipotezę potrzebny jest zestaw pewnych przekonań, pewna płaszczyzna akceptowana przez obie strony sporu. Pan Fizyk: Oczywiście. Tą płaszczyzną jest metoda naukowa. Jeżeli ktoś nie potrafi, czy wręcz nie chce zrozumieć na czym ona polega, to szkoda czasu na dyskusję. www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,524946#w525954 Rozmowa p. Fizyka z p. Gostyxem:Pan fizyk: Nieprawda. Nie rozumiesz co cytujesz.Cytat z Dawkinsa: "Sformułuję Hipotezę Boga znacznie ostrożniej: istnieje nadludzka, nadnaturalna inteligencja, która w zamierzony sposób zaprojektowała i stworzyła Wszechświat i wszystko, co w nim istnieje, w tym również nas. Celem mojej książki jest obrona przeciwstawnej opinii: jakakolwiek twórcza inteligencja, wystarczająco złożona, by cokolwiek zaprojektować, może powstać wyłącznie jako produkt końcowy rozbudowanego procesu stopniowej ewolucji. Postulat o istnieniu Boga jest hipotezą naukową. Natomiast opinią jest teza, że Bóg mógłby powstać tylko w wyniku ewolucji.> Błąd - już samo zawarcie w podanej definicji słowa "nadnaturalna" dyskfalifikuje natychmiast takie zdanie pod względem możliwości weryfikacji metodami naukowymi. Nauka, jak sam doskonale zdajesz sobie z tego sprawę, z racji samej swojej definicji, zajmuje się sprawami "naturalnymi", nie ma nic do powiedzenia (bo z definicji nie może) na temat spraw związanych z jakąś metafizyką, czy "nadnaturalnością".> Kwestia istnienia takiej metafizycznej/nadnaturalnej sfery jest oczywiście sprawą dyskusyjną i można twierdzić, że czegoś takiego nie ma, tym niemniej nauka niestety nie pomoże nam w takim momencie odpowiedzieć na pytanie o jej istnienie. Bo się takimi sprawami nie zajmuje. www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,524946#w525606 Pan Doppelganger:Hipoteza boga jest niefalsyfikowalna, a tym samym pozbawiona wszelkiego sensu empirycznego. W poważnej pracy poznawczej takich hipotez nie bierze się w ogóle pod uwagę, uznając je za bezsensowne. Ponieważ nie odnotowano absolutnie żadnego dowodu istnienia jakiegokolwiek boga, co więcej, nie istnieją nawet szanse, by taki dowód został kiedykolwiek podany (z powodu chronicznej niejasności wszelkich koncepcji boga, wewnętrznych sprzeczności tychże oraz programowego ignorowania w nich ludzkich władz poznawczych), człowiek ma prawo umieścić bogów, ich synów, niepokalane matki tych synów, pojęcie tzw. "nieśmiertelnej duszy" oraz duchy swoich przodków razem z wilkołakami, krasnoludkami, jednorożcami, czarodziejami itd. w miejscu dla nich najbardziej naturalnym: w świecie tworów wyobraźni literackiej. Ateista to ktoś, kto korzysta z tego prawa. www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,557433#w563289 Były też prowadzone wątki: www.racjonalista.pl/forum.php/s,145334/z,0www.racjonalista.pl/forum.php/s,526327/z,0Ale skoro Pan napisał: "Istnienie hipotezy Boga jest ogólnie znane. Znane są jej różne warianty.", to bardzo bym prosił o przytoczenie takich naukowych hipotez Boga, wychodzących od zdefiniowania czym jest - co oznacza termin Bóg? Sam nie umiem takich znaleźć. Bardzo dziękuje za życzenia, za piętnaście minut wychodzę z domu. Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | Dziękuję za cytaty, nie śledziłem tej dyskusji. Pan Dopelganger ma rację i lepiej bym tego nie ujął. > Ale skoro Pan napisał:"Istnienie hipotezy Boga jest ogólnie znane. Znane są jej różne warianty." to bardzo bym prosił o przytoczenie takich naukowych hipotez Boga, wychodzących od zdefiniowania czym jest - co oznacza termin Bóg? Sam nie umiem takich znaleźć.<Skoro napisałem "Istnienie hipotezy Boga jest ogólnie znane. Znane są jej różne warianty." , to może Pan jedynie wymagać żebym przedstawił Panu różne warianty hipotezy Boga. Oto one: blog.rp.pl(*)09/17/zbyteczna-hipoteza-boga/putorana.b(*)/Rozdzial-2-hipoteza-boga.htmlwww.shttp://www.zbigniew-modrzejewski.webs.com/teksty/dlaczegocosnhttp://arkadiusz.jadczyk.salon24.pl/66367,hipoteza-boga-obalona-i-kto-tak-twierdziiznic.htmlikora.art.pl/flz_bog_hipoteza.php
Mam dość ateistów. Oni bez przerwy gadają o Bogu - Heinrich Böll
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | Zasadniczo zgadzam się z wszystkim, co napisałeś, a w szczególności podoba mi się to zdanie: > Gdy mówimy o bezcelowości ewolucji biologicznej to rozumiem że nie można rozpoznać żeby ewolucja, która jest procesem ciągłym, dążyła do jakiegoś produktu finalnego.właśnie dokładnie "nie można rozpoznać" jest tu adekwatne. Pan Andrzej pisze natomiast, że bezcelowość jest stwierdzeniem faktu i z tym sformułowaniem trudno mi się zgodzić. Jest to może pewien niuans, ale ja czasem lubię precyzję i dla mnie istnieje różnica pomiędzy "nie można rozpoznać", a "stwierdzeniem faktu". > Das Philosophische Quartet. Szkoda że po 10 latach zniknął z ekranu. Najbardziej podobało mi się zdanie Fischera: Chrześcijaństwo jest platonizmem dla ludu.Co do samego słowa przypadek to sugeruje on chaos. Ale Fischer nie zanegował przypadku. Nazwał go tylko filozoficznie Kontingenz. To tak samo jak u Laskowika, tjaktor nie ma zepsutego koła tylko ma trzy dobre. Niby to samo, ale jak brzmi: Trzy koła dobre.Co do przypadku, to caly czas noszę się z zamiarem założenia osobnego wątku na ten temat, ale chciałbym najpierw sam jeszcze coś na ten temat poczytać. Jednak krotko mówiąc, moim zdaniem naukowe wyjaśnienie procesów przyrodniczych opiera się na przedstawieniu związków przyczynowo-skutkowych. Darwinowska teoria ewolucji własnie dokładnie to czyni - ukazuje jakie są przyczyny powstania organizmów w obecnym ich kształcie. Tymczasem, zgodnie z wskazaną przeze mnie w poprzednim wpisie definicją zaczerpniętą z niemieckiej wikipedii "przypadek" oznacza właśnie rezygnację (albo niemożliwość) kauzalnego wytłumaczenia danych zjawisk. Oczywiście zdaję sobie z tego sprawę, że przypadek ma w ramach ewolucji oznaczać tak wielki stopień skomplikowania oddziaływujących czynników, że minimalne odchylenie jednego z nich mogloby doprowadzić do calkowicie odmiennych efektów. Warto jednak pamiętać o tym, że istnieje tu jak najbardziej nieprzerwana kauzalność - w ramach której dowiadujemy co, jak, z czego i w jakiej kolejności się bierze. A gdy już mamy to kauzalne wytłumaczenie - to znaczy wiemy po kolei co się działo i jak zmieniała się materia na skutek dzialających sił przyrody, to gdzie tu jest jeszcze miejsce na przypadek? Chyba tylko w osobliwości sprzed wielkiego wybuchu, czarnych dziurach i być może w nieokreśloności fizyki kwantowej - tam jeszcze tylko. Przypadek to dla mnie coś jak Bóg. Oznacza rezygnację z (kauzalnego) wytłumaczenia zjawisk. P.S. Czytałeś może poprzedniego Spiegla 21/2013? www.spiegel.de/spiegel/print/index-2013-21.htmlGłówny temat powinien Cię zainteresować. Chodzi o wnioski z badań mózgu w zakresie medytacji, spirytualizmu, a nawet wiary. Naukowcom wyszło, ze to jest korzystne dla zdrowia (również wiara religijna). I co teraz? Bo ja już kurde jestem racjonalistą. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Grey (2102 punktów) | >Chodzi o wnioski z badań mózgu w zakresie medytacji, spirytualizmu, a nawet wiary. Naukowcom wyszło, ze to jest korzystne dla zdrowia (również wiara religijna). I co teraz? Bo ja już kurde jestem racjonalistą. Wiem o tym, ale można medytować nie wierząc w siły nadprzyrodzone. Ja z resztą czasem medytuję, bo lubię.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | > >[...] Naukowcom wyszło, ze to jest korzystne dla zdrowia (również wiara religijna). I co teraz? [...]> Wiem o tym, ale można medytować nie wierząc w siły nadprzyrodzone.> Ja z resztą czasem medytuję, bo lubię.Tak, coś tam też próbowałem... Śmieję się tylko, bo we wskazanym przeze mnie artykule był oddzielny akapit o pozytywnym wpływie na zdrowie właśnie wiary religijnej. Liczę na to, że można to zastąpić areligijną medytacją...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Grey (2102 punktów) | > Liczę na to, że można to zastąpić areligijną medytacją...  Też na to liczę. Tylko trzeba się dowiedzieć, które elementy religijności w jaki sposób działają. Może być tego sporo. Wiesz, że nawet myślałem o tym, żeby założyć oddzielny wątek na ten temat?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | >Wiesz, że nawet myślałem o tym, żeby założyć oddzielny wątek na ten temat? Nawet podobny wątek sobie zza mgły przypominam, ale sądzę że zdecydowanie warto założyć nowy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Grey (2102 punktów) | >Nawet podobny wątek sobie zza mgły przypominam, Spróbuję go znaleźć, może doszliście do jakichś wniosków.
>coś tam też próbowałem... Żeby były efekty trzeba próbować dotąd, aż wytworzą się połączenia w mózgu. Na początku bardzo ważna jest systematyczność.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | > >Nawet podobny wątek sobie zza mgły przypominam,> Spróbuję go znaleźć, może doszliście do jakichś wniosków.Tutaj jest ten wątek, który miałem na myśli: www.racjonalista.pl/forum.php/s,401737W niemieckiej telewizji jest taki popularnonaukowy program "Geist und Gehirn" ("umysł i mózg"), zajmujący się kwestiami kognitywistyki. Jeden z odcinków był poświęcony medytacji: www.youtube.com/watch?v=8r5Ev7bDzVIW skrócie: z badań naukowych wynikają dwa wnioski: 1. medytacja prowadzi do zmian w pracy mózgu 2. medytacja jest korzystna dla zdrowia. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Grey (2102 punktów) | Dziękuję za link, ułatwiłeś mi życie  Bardzo ciekawy wątek. Co do tych dziwnych myśli czy obrazów, które pojawiają się w czasie medytacji, to chyba jest coś takiego, jak we śnie. Gdy świadomość jest wyciszona, odcięta od bodźców, następuje przetwarzanie i porządkowanie informacji. Potem widać efekty. Albo nie widać, bo podświadomość nie zawsze się "chwali" efektami swojej pracy. Być może te procesy przebiegają wydajniej w czasie medytacji, może można nimi sterować. > 1. medytacja prowadzi do zmian w pracy mózguChyba wszystkie rodzaje aktywności prowadzą do zmian pracy w mózgu. Po prostu mózg dostosowuje się do oczekiwań właściciela (albo sytuacji, potrzeb). > 2. medytacja jest korzystna dla zdrowia.Tak. Przede wszystkim obniża poziom stresu, a to już jest dużo. (Nie wiem, o czym jest ten film) Ale nie tylko o to mi chodziło. W przypadku religii mogą być dodatkowe elementy, które dają jakieś korzyści psychologiczne, które w efekcie przedłużają życie. Np. spotkania i wspólne przeżywanie czegoś. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Zasadniczo zgadzam się z wszystkim, co napisałeś, a w szczególności podoba mi się to zdanie: >>>>Gdy mówimy o bezcelowości ewolucji biologicznej to rozumiem że nie można rozpoznać żeby ewolucja, która jest procesem ciągłym, dążyła do jakiegoś produktu finalnego. >właśnie dokładnie "nie można rozpoznać" jest tu adekwatne. Pan Andrzej pisze natomiast, że bezcelowość jest stwierdzeniem faktu i z tym sformułowaniem trudno mi się zgodzić. Jest to może pewien niuans, ale ja czasem lubię precyzję i dla mnie istnieje różnica pomiędzy "nie można rozpoznać", a "stwierdzeniem faktu". Na cóż - jak zauważa filozof specjalizujący się w logice prof. Barbara Stanosz: Przekonania z naukową legitymacją wyróżnia przede wszystkim surowość zastosowanych wobec nich procedur kontrolnych. Zanim jakieś twierdzenie uzyska taką legitymację, uczeni dokładają starań, by je obalić (czynią to zresztą i potem). Jeśli jest to zwykłe uogólnienie obserwacji, dokonują odpowiednich obserwacji jak najwięcej i w możliwie zróżnicowanych warunkach. Gdy zaś chodzi o hipotezę wyjaśniającą lub cały system takich hipotez, tj. o teorię, wyprowadzają z owej hipotezy czy teorii jak najwięcej możliwie różnorodnych wniosków, dotyczących faktów dotąd nie obserwowanych, po czym poddają je obserwacji. Korzystają przy tym z wszystkich dostępnych, często bardzo wyrafinowanych urządzeń i technik obserwacji i pomiaru. Dopiero po takiej aktywnej kwarantannie - jeśli dane twierdzenie czy teoria wychodzi z niej cało - uznają je za zdrowe, tj. dobrze uzasadnione, i wypuszczają w świat - nie jako niewątpliwie prawdziwe, lecz jako wysoce prawdopodobne, co najwyżej "praktycznie pewne". Mnie ta "praktyczna pewność" stwierdzonych faktów wystarcza, a Pan chce wchodzić w spekulacje, czy przypadkiem - gdzieś tam i kiedyś tam - nie możemy rozpoznać przyczynowości ("ręki Boga").
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | Witam Panie Andrzeju po przerwie, mam nadzieję, że wyjazd się udał. > [...]nie jako niewątpliwie prawdziwe, lecz jako wysoce prawdopodobne, co najwyżej "praktycznie pewne".[/color] Mnie ta "praktyczna pewność" stwierdzonych faktów wystarcza, a Pan chce wchodzić w spekulacje, czy przypadkiem - gdzieś tam i kiedyś tam - nie możemy rozpoznać przyczynowości ("ręki Boga").Przyczynowość jako "ręka Boga" nie bardzo mnie interesuje, chyba że chodzi o gola Maradony strzelonego Anglikom. www.youtube.com/watch?v=u0zjx4MAHzkInteresuje mnie jedynie językoznawczo rozumienie słowa "przypadek" przy opisie zjawisk, które nauka wyjaśnia w pełni kauzalnie (a przynajmniej prezentuje spójne, kauzalne teorie), np. w zakresie ewolucji biologicznej. Nawiasem mówiąc - co już zresztą podnosiłem - im bardziej sposób (związek przyczynowy), w jakim ewoluuje materia jest dokładniej wykazany - tym mniej jest tam miejsc na możliwość ingerencji nadnaturalnej. Tak więc pozbywając się przypadku (tzn. tłumacząc zjawiska kauzalnie) nauka zmniejsza możliwość boskiej ingerencji. To dlatego właśnie racjonaliści śmieją się z Boga dziur - dziś tych kauzalnie niewytłumaczalnych zjawisk jest już niewiele, względnie są one tak małe, że mniejszych już nawet raczej w ogóle nie ma. Oczywiście zdolnym teologom jest to wszystko jedno, gdyż oni cały ten kauzalny (i w pewnych fragmentach niekauzalny) obraz świata, który ujawnia nauka uważają za dowód (wręcz odcisk) mądrości Boga. Mnie to akurat mało interesuje, gdyż są to wyssane z palca spekulacje, ale dla mnie wniosek nasuwa się następujący: wiedza naukowa nie jest przeciwnikiem wiary, jest nim jedynie sceptycyzm.Pozdrawiam serdecznie P.S. Niestety obecnie nie mam prawie w ogóle czasu, by móc aktywnie udzielać się na forum i muszę bardzo ograniczyć wypowiedzi.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Witam Panie Andrzeju po przerwie, mam nadzieję, że wyjazd się udał. Uważam, że spełnił swoje zadanie, to jest poprawę stanu zdrowia.
Barbara Stanosz: (...) nie jako niewątpliwie prawdziwe, lecz jako wysoce prawdopodobne, co najwyżej "praktycznie pewne". >>>>Mnie ta "praktyczna pewność" stwierdzonych faktów wystarcza, a Pan chce wchodzić w spekulacje, czy przypadkiem - gdzieś tam i kiedyś tam - nie możemy rozpoznać przyczynowości ("ręki Boga"). >Przyczynowość jako "ręka Boga" nie bardzo mnie interesuje, Maksymalnie się staram zrozumieć teksty, do których się odnoszę, ale własne odpowiedzi przygotowuję też z przemyśleniem. "Rękę Boga" napisałem w nawiasie, w cudzysłowie i innym kolorem. Znam i rozumiem Pańskie intencje, ale też wiem jakie są ich konsekwencje.
>Interesuje mnie jedynie językoznawczo rozumienie słowa "przypadek" przy opisie zjawisk, które nauka wyjaśnia w pełni kauzalnie (a przynajmniej prezentuje spójne, kauzalne teorie), np. w zakresie ewolucji biologicznej. Nie jestem językoznawca i tylko staram się poznać oraz zrozumieć procesy przyrodnicze. W swoich wypowiedziach relacjonuję to co udało mi się zrozumieć z dorobku uczonych.
>Nawiasem mówiąc - co już zresztą podnosiłem - im bardziej sposób (związek przyczynowy), w jakim ewoluuje materia jest dokładniej wykazany - tym mniej jest tam miejsc na możliwość ingerencji nadnaturalnej. Dążę do maksymalnej spójności mojej wizji obiektywnie istniejącej rzeczywistości i w tej "spójności" nie dostrzegam najmniejszej możliwości wpływu na tą rzeczywistość jakiejkolwiek nadnaturalnej inteligencji.
>Tak więc pozbywając się przypadku (tzn. tłumacząc zjawiska kauzalnie) nauka zmniejsza możliwość boskiej ingerencji. Nauka bada starając się poznać istniejącą obiektywnie rzeczywistość i nie stwierdzając powszechnie obowiązującej kauzalności nie wyklucza roli przypadku, a w naukach biologicznych wprost ją podkreśla. Nie bardzo interesują mnie tu filozoficzne spekulacje: Teoria przyczynowości, teoretyczne rozwinięcie kauzalizmu. Podstawowe sformułowania teorii przyczynowości znajdują się u Arystotelesa, za którym wyróżnia się cztery zasadnicze rodzaje przyczyn: sprawczą (to, dzięki czemu coś zaistniało), celową (to, ze względu na co coś zaistniało), materialną (to, z czego coś powstało) i formalną (to, według czego coś zostało uformowane).
Jedną z najbardziej znanych postaci teorii przyczynowości jest determinizm, a jej fundamentalne pojęcie stanowi związek przyczynowo-skutkowy, opisujący więź łączącą zjawiska, z których jedno (skutek) uwarunkowane jest przez drugie (przyczyna) - więź owa ma charakter obiektywnej prawidłowości.
Pojęcie to budziło wątpliwości niektórych filozofów, jego zasadniczą krytykę przeprowadził D. Hume, którego zdaniem tak rozum, jak i doświadczenie nie dają podstaw, by uznać, że związki przyczynowo-skutkowe rzeczywiście występują w świecie. Ale też i na kauzalność brak powszechnej filozoficznej zgody.
Pan też nigdzie nie podaje naukowych dowodów na poparcie swoich tez - nie potwierdza absolutności występowania w przyrodzie związków przyczynowo-skutkowych, a tym bardziej nigdzie nie potwierdza występowania zjawiska teleologicznego.
>To dlatego właśnie racjonaliści śmieją się z Boga dziur Zdecydowanie mam tu wątpliwości? Gdyby obowiązywała powszechnie kauzalność teologiczne uzasadnienie istnienia "siły sprawczej" byłoby znacznie prostsze.
> - dziś tych kauzalnie niewytłumaczalnych zjawisk jest już niewiele, względnie są one tak małe, że mniejszych już nawet raczej w ogóle nie ma. Pan Fizyk: W sumie, pytanie o determinizm świata okazuje się pytaniem filozoficznym (optymistycznie - jak na razie tylko). Niemniej dowolność naukowej odpowiedzi na to pytanie wzmacnia pogląd, że związki przyczynowo-skutkowe (możliwe tylko w determinizmie) nie są fundamentalną cechą świata, lecz tylko ludzkim sposobem porządkowania obrazu tego świata. (Patrz niekończące się dyskusje z Parysem o "pierwszej przyczynie".) Jestem deterministą, ale nauka nie potwierdziła bezwyjątkowości związków przyczynowo-skutkowych i zaprzeczyła celowości. Np. Jodkowski "Mówi się, że dobór ma charakter deterministyczny, ale mutacje mają charakter przypadkowy. Proces ewolucyjny wskutek tego ma w dużym stopniu charakter przypadkowy. Znaczy to, ze mutacje nie prowadzą do lepszego przystosowania się organizmu do środowiska: jedne z nich zwiększają przystosowanie, inne zmniejszają, a jeszcze inne mają charakter neutralny. Pojęcia przypadku w odniesieniu do zjawisk życia używa się także w jeszcze innym sensie, w sensie braku konieczności. Przypadkowy charakter mają nie tylko mutacje, ale nawet samo powstanie życia".
>Oczywiście zdolnym teologom jest to wszystko jedno, gdyż oni cały ten kauzalny (i w pewnych fragmentach niekauzalny) obraz świata, który ujawnia nauka uważają za dowód (wręcz odcisk) mądrości Boga. Teologom, tak jak i wszelkim ideologom, nie jest wszystko jedno i cieszą się, gdy mogą znaleźć naukowe argumenty dla poparcia własnych tez.
>Mnie to akurat mało interesuje, Czyżby Pan sądził, że ja opierając swoje poglądy na naukowym dorobku czynię tak to dla religijnej kontry?
>gdyż są to wyssane z palca spekulacje, ale dla mnie wniosek nasuwa się następujący: > wiedza naukowa nie jest przeciwnikiem wiary, jest nim jedynie sceptycyzm. Zupełnie z Panem się tu nie zgadzam. Nauka - co prawda - nie jest rzeczywiście przeciwnikiem religijnej wiary, jak też i innych bajd, ale przeczący religijnym dogmatom dorobek nauki sprawia, że funkcjonariusze religijni uważają naukę za wroga i podejmują z nią walkę.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | >Maksymalnie się staram zrozumieć teksty, do których się odnoszę, ale własne odpowiedzi przygotowuję też z przemyśleniem. "Rękę Boga" napisałem w nawiasie, w cudzysłowie i innym kolorem. Znam i rozumiem Pańskie intencje, ale też wiem jakie są ich konsekwencje. Konsekwencje też bywają wydumane, a ja nie z każdymi wydumanymi konsekwencjami się zgadzam.
>>Interesuje mnie jedynie językoznawczo rozumienie słowa "przypadek" przy opisie zjawisk, które nauka wyjaśnia w pełni kauzalnie (a przynajmniej prezentuje spójne, kauzalne teorie), np. w zakresie ewolucji biologicznej. >Nie jestem językoznawca i tylko staram się poznać oraz zrozumieć procesy przyrodnicze. Tak, tylko że opis tych procesów już wymaga języka i tu słowa mogą mieć przeróżne znaczenia. Istnieje ogromna różnica pomiędzy przypadkiem "obiektywnym" (czyli brakiem jakiejkolwiek determinacji) a np. nieprzewidywalnością.
>>Nawiasem mówiąc - co już zresztą podnosiłem - im bardziej sposób (związek przyczynowy), w jakim ewoluuje materia jest dokładniej wykazany - tym mniej jest tam miejsc na możliwość ingerencji nadnaturalnej. >Dążę do maksymalnej spójności mojej wizji obiektywnie istniejącej rzeczywistości i w tej "spójności" nie dostrzegam najmniejszej możliwości wpływu na tą rzeczywistość jakiejkolwiek nadnaturalnej inteligencji. I nie wydaje się Panu, że z samego faktu istnienia zjawisk, dla których nie ma wyraźnej przyczyny (nigdy nie podnosiłem, że takowe nie istnieją) wynika brak możliwości wykluczenia a priori czegokolwiek?
>>Tak więc pozbywając się przypadku (tzn. tłumacząc zjawiska kauzalnie) nauka zmniejsza możliwość boskiej ingerencji. >Nauka bada starając się poznać istniejącą obiektywnie rzeczywistość i nie stwierdzając powszechnie obowiązującej kauzalności nie wyklucza roli przypadku, a w naukach biologicznych wprost ją podkreśla. Zgoda. Jest jednak istotne, jak ten przypadek nauka rozumie i jak go definiuje. Czy wymyka się on w biologii całkowicie prawom fizyki klasycznej (a dopiero wtedy moglibyśmy mówić chyba o przypadku rozumianym indeterministycznie)?
>Nie bardzo interesują mnie tu filozoficzne spekulacje: Mnie również nie bardzo. Tak więc, czy Pan uważa, że zjawiska biologiczne mogą być niezdeterminowane prawami fizyki klasycznej?
>[...]Ale też i na kauzalność brak powszechnej filozoficznej zgody. Jeśli nie podoba się Panu słowo "kauzalność", to ja zamiennie proponuję "tłumaczenie zmian zachodzących w materii"
>Pan też nigdzie nie podaje naukowych dowodów na poparcie swoich tez Po prostu fizyka klasyczna jest deterministyczna i zjawiska biologiczne w żadnym razie nie są spod fizyki klasycznej wyłączone. Wydawało mi się, że to jest wiedza poziomu gimnazjum.
>nie potwierdza absolutności występowania w przyrodzie związków przyczynowo-skutkowych Nie potwierdzam, gdyż takiej absolutności w przyrodzie może nie być. Wyłom stanowi np. fizyka kwantowa, jeśli zastosujemy interpretację kopenhaską. Jest to jednak skala zdecydowanie za mała, by odgrywać znaczenie dla biologii.
>a tym bardziej nigdzie nie potwierdza występowania zjawiska teleologicznego. To prawda, w ogóle nie zaobserwowałem takiego zjawiska, ani o podobnych obserwacjach nie słyszałem. Sądzę, że to jakiś mit.
>>To dlatego właśnie racjonaliści śmieją się z Boga dziur >Zdecydowanie mam tu wątpliwości? Gdyby obowiązywała powszechnie kauzalność teologiczne uzasadnienie istnienia "siły sprawczej" byłoby znacznie prostsze. Ale skoro obowiązuje niepowszechnie, tzn. istnieją zjawiska, dla których nie są znane przyczyny, to tymi ukrytymi przyczynami może być znów jakaś wydumana siła sprawcza. W przypadku determinizmu ma Pan jedną siłę sprawczą na samym początku, a w przypadku indeterminizmu wszędzie tam, gdzie nie znamy przyczyny. Więc nie wiem. Jak Pan szuka Boga interweniującego, to wybrałbym raczej indeterminizm, a jak deistycznego, to determinizm. W obydwu przypadkach są to oczywiście czysto religijne spekulacje.
>> - dziś tych kauzalnie niewytłumaczalnych zjawisk jest już niewiele, względnie są one tak małe, że mniejszych już nawet raczej w ogóle nie ma. >Pan Fizyk: W sumie, pytanie o determinizm świata okazuje się pytaniem filozoficznym (optymistycznie - jak na razie tylko). Niemniej dowolność naukowej odpowiedzi na to pytanie wzmacnia pogląd, że związki przyczynowo-skutkowe (możliwe tylko w determinizmie) nie są fundamentalną cechą świata, lecz tylko ludzkim sposobem porządkowania obrazu tego świata. (Patrz niekończące się dyskusje z Parysem o "pierwszej przyczynie".) Tak, Pan Fizyk wypowiadał się tu ogólnie o świecie (sądzę, że o wszechświecie) włącznie ze zjawiskami fizyki kwantowej, a nie biologii. Znam dość dobrze stanowisko Pan Fizyka w kwestii przypadku w biologii i jest ono zgodne z moim (z tą różnicą, że Pan Fizyk wie o niebo więcej ode mnie jeśli chodzi o szczegóły).
>Jestem deterministą, ale nauka nie potwierdziła bezwyjątkowości związków przyczynowo-skutkowych i zaprzeczyła celowości. Np. Jodkowski "Mówi się, że dobór ma charakter deterministyczny, ale mutacje mają charakter przypadkowy. Proces ewolucyjny wskutek tego ma w dużym stopniu charakter przypadkowy. Znaczy to, ze mutacje nie prowadzą do lepszego przystosowania się organizmu do środowiska: jedne z nich zwiększają przystosowanie, inne zmniejszają, a jeszcze inne mają charakter neutralny. Pojęcia przypadku w odniesieniu do zjawisk życia używa się także w jeszcze innym sensie, w sensie braku konieczności. Przypadkowy charakter mają nie tylko mutacje, ale nawet samo powstanie życia". > Tak, przytacza Pan wiele wypowiedzi biologów mówiących o przypadku. Jednak z samego faktu, że używają tego słowa jeszcze nie wynika, jak go rozumieją. Czy chodzi o przypadek "obiektywny" - tzn. brak przyczyny, albo przynajmniej o brak możliwości kazuzalno-fizycznego wyjaśnienia istotnych w tym zakresie ruchów materii? Nie i nie.
CDN.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) |
> Konsekwencje też bywają wydumane, a ja nie z każdymi wydumanymi konsekwencjami się zgadzam.Ma Pan pełne prawo do tego. > Interesuje mnie jedynie językoznawczo rozumienie słowa "przypadek" przy opisie zjawisk, które nauka wyjaśnia w pełni kauzalnie (a przynajmniej prezentuje spójne, kauzalne teorie), np. w zakresie ewolucji biologicznej.> >>>Nie jestem językoznawca i tylko staram się poznać oraz zrozumieć procesy przyrodnicze.> Tak, tylko że opis tych procesów już wymaga języka i tu słowa mogą mieć przeróżne znaczenia. Tak, często zupełnie wydumane.Jest propozycją definicji "przypadku" podana przez prof. Mariana Grabowskiego: jest to zdarzenie, które ma duże prawdopodobieństwo, a mimo to nie zachodzi; bądź zdarzenie, które ma małe prawdopodobieństwo i zachodzi, ale mnie interesują tu "przypadki losowe", w których skutek nie jest całkowicie zdeterminowany przyczynami. > Istnieje ogromna różnica pomiędzy przypadkiem "obiektywnym" (czyli brakiem jakiejkolwiek determinacji) a np. nieprzewidywalnością.Językowa? > Nawiasem mówiąc - co już zresztą podnosiłem - im bardziej sposób (związek przyczynowy), w jakim ewoluuje materia jest dokładniej wykazany - tym mniej jest tam miejsc na możliwość ingerencji nadnaturalnej.> >>>Dążę do maksymalnej spójności mojej wizji obiektywnie istniejącej rzeczywistości i w tej "spójności" nie dostrzegam najmniejszej możliwości wpływu na tą rzeczywistość jakiejkolwiek nadnaturalnej inteligencji.> I nie wydaje się Panu, że z samego faktu istnienia zjawisk, dla których nie ma wyraźnej przyczyny (nigdy nie podnosiłem, że takowe nie istnieją)To istnieją, czy nie istnieją? > wynika brak możliwości wykluczenia a priori czegokolwiek?Idę za dorobkiem nauki, a ona niczego a priori nie wyklucza. > >>>Nauka bada starając się poznać istniejącą obiektywnie rzeczywistość i nie stwierdzając powszechnie obowiązującej kauzalności nie wyklucza roli przypadku, a w naukach biologicznych wprost ją podkreśla.> Zgoda. Jest jednak istotne, jak ten przypadek nauka rozumie i jak go definiuje. Czy wymyka się on w biologii całkowicie prawom fizyki klasycznej (a dopiero wtedy moglibyśmy mówić chyba o przypadku rozumianym indeterministycznie)?Zupełnie nie rozumiem "całkowicie" w fizycznym świecie. Bzdurą jest ograniczanie zjawisk biologicznych do praw fizyki klasycznej. > Jeśli nie podoba się Panu słowo "kauzalność", to ja zamiennie proponuję "tłumaczenie zmian zachodzących w materii"Nie jestem językoznawcą. Termin jak termin. Nie podoba mi się (nie zgadzam się) jego Pańskie tu użycie. > >>>Pan też nigdzie nie podaje naukowych dowodów na poparcie swoich tez> Po prostu fizyka klasyczna jest deterministyczna i zjawiska biologiczne w żadnym razie nie są spod fizyki klasycznej wyłączone. Wydawało mi się, że to jest wiedza poziomu gimnazjum.Tak, ma Pan rację podaje Pan wiedzę na poziomie gimnazjum, ale ja proponuję uniwersyteckie zrozumienie zjawisk zachodzących w biologii. > >>>nie potwierdza absolutności występowania w przyrodzie związków przyczynowo-skutkowych> Nie potwierdzam, gdyż takiej absolutności w przyrodzie może nie być. Wyłom stanowi np. fizyka kwantowa, jeśli zastosujemy interpretację kopenhaską. Jest to jednak skala zdecydowanie za mała, by odgrywać znaczenie dla biologii.Nie wypowiadam się na temat fizyki kwantowej, gdyż wiem o niej za mało. Wypowiadam się o zjawiskach biologicznych, o których coś tam wiem. > >>>a tym bardziej nigdzie nie potwierdza występowania zjawiska teleologicznego.> To prawda, w ogóle nie zaobserwowałem takiego zjawiska, ani o podobnych obserwacjach nie słyszałem. Sądzę, że to jakiś mit.Jeżeli każdy skutek musi mieć przyczynę, a przy tym się Pan upiera, to wtedy jest to fakt, a nie mit. Niektórzy tak właśnie tłumaczą teorię ewolucji, jako celowy proces udoskonalania organizmów - zupełnie nie rozumiejąc jej bezcelowości oraz wagi losowego przypadku. > >>>Gdyby obowiązywała powszechnie kauzalność teologiczne uzasadnienie istnienia "siły sprawczej" byłoby znacznie prostsze.> Ale skoro obowiązuje niepowszechnie, tzn. istnieją zjawiska, dla których nie są znane przyczyny, to tymi ukrytymi przyczynami może być znów jakaś wydumana siła sprawcza.Do właśnie tego prowadzą Pańskie dumania. Dla biologów przypadkowa losowość niektórych zdarzeń w zdeterminowanej rzeczywistości jest jasno zrozumiała i nie wymaga żadnej ingerencji wydumanych sił. > W przypadku determinizmu ma Pan jedną siłę sprawczą na samym początku, a w przypadku indeterminizmu wszędzie tam, gdzie nie znamy przyczyny.A kto i gdzie tu proponuję pełen indeterminizm? Proponuję jednak czytać (przynajmniej moje, a cytowałem i wybitnych biologów) teksty i na ślepo jak nosorożec nie atakować. Wielokrotnie podkreślałem, że jestem deterministą, tylko uważam losowość (przypadkowość pewnych zdarzeń) za ważny aspekt biologicznej ewolucji. > Więc nie wiem. Jak Pan szuka Boga interweniującego, to wybrałbym raczej indeterminizm, a jak deistycznego, to determinizm. W obydwu przypadkach są to oczywiście czysto religijne spekulacje.Pan ma swoje wybory, ale mnie proszę pozostawić moje. Nie szukam żadnego Boga, ani żadnej interwencji sił nadprzyrodzonych. Nigdy nie spekuluję tam, gdzie nauce są znane (i doświadczalnie potwierdzone) fakty. Staram się zrelacjonować stanowisko współczesnej biologii. Dlatego żadne moje wybory nie są spolaryzowane, ani podyktowane uporem. Proszę nam podać przykład kilku znanych biologów, którzy - potwierdzając Pańskie przedstawiane tu tezy - twierdzą, że w biologii wszystko jest zdeterminowane przez określone przyczyny. CDN .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | >>Tak, tylko że opis tych procesów już wymaga języka i tu słowa mogą mieć przeróżne znaczenia. > Tak, często zupełnie wydumane.Jest propozycją definicji "przypadku" podana przez prof. Mariana Grabowskiego: jest to zdarzenie, które ma duże prawdopodobieństwo, a mimo to nie zachodzi; bądź zdarzenie, które ma małe prawdopodobieństwo i zachodzi, ale mnie interesują tu "przypadki losowe", w których skutek nie jest całkowicie zdeterminowany przyczynami. Powiedzmy więc jasno: w tym zakresie, w którym skutek nie jest zdeterminowany przyczynami mówimy o indeterminiźmie (częściowym).
>> Jest jednak istotne, jak ten przypadek nauka rozumie i jak go definiuje. Czy wymyka się on w biologii całkowicie prawom fizyki klasycznej (a dopiero wtedy moglibyśmy mówić chyba o przypadku rozumianym indeterministycznie)? >Zupełnie nie rozumiem "całkowicie" w fizycznym świecie. Jeśli chociażby tylko częściowo (nawet w bardzo małym stopniu) jakikolwiek składnik materii istotny w skali biologicznej miałby być niezdeterminowany przyczynami, to stanowiłoby by to wyłom w fizyce klasycznej - wówczas ów składnik materii wymykałby się całkowicie prawom fizyki klasycznej.
>Bzdurą jest ograniczanie zjawisk biologicznych do praw fizyki klasycznej. Zgadzam się, ale akurat fizycznej kauzalności się w biologii nie przeskoczy. Owszem, istnieje w biologii losowość i to znaczna, ale nie indeterministyczna (nie naruszająca kauzalności).
>>>>>a tym bardziej nigdzie nie potwierdza występowania zjawiska teleologicznego. >>To prawda, w ogóle nie zaobserwowałem takiego zjawiska, ani o podobnych obserwacjach nie słyszałem. Sądzę, że to jakiś mit. >Jeżeli każdy skutek musi mieć przyczynę, a przy tym się Pan upiera, to wtedy jest to fakt, a nie mit. Zupełne pomylenie pojęć. Zwykły przyrodniczy związek przyczynowo-skutkowy nie ma nic wspólnego z wydumaną celowością, do której byłoby w pierwszej kolejności potrzebne istnienie jakiegoś umysłu.
>Do właśnie tego prowadzą Pańskie dumania. Dla biologów przypadkowa losowość niektórych zdarzeń w zdeterminowanej rzeczywistości jest jasno zrozumiała i nie wymaga żadnej ingerencji wydumanych sił. To jest bardzo istotne zdanie. Tu ma Pan (przypadkowow chyba) rację. Przypadkowa losowość w żadnym razie nie przeczy zdeterminowaniu rzeczywistości w skali biologicznej, ani nie czyni w niej jakiegokolwiek wyłomu, w najmniejszej nawet części.
>>W przypadku determinizmu ma Pan jedną siłę sprawczą na samym początku, a w przypadku indeterminizmu wszędzie tam, gdzie nie znamy przyczyny. >A kto i gdzie tu proponuję pełen indeterminizm? Proponuję jednak czytać (przynajmniej moje, a cytowałem i wybitnych biologów) teksty i na ślepo jak nosorożec nie atakować. Wielokrotnie podkreślałem, że jestem deterministą, tylko uważam losowość (przypadkowość pewnych zdarzeń) za ważny aspekt biologicznej ewolucji. To dokładnie tak, jak ja. Losowość (przypadkowość pewnych zdarzeń) w biologii nie jest losowością indeterministyczną w żadnym zakresie i nie czyni żadnego wyłomu w kauzalności zjawisk biologicznych. To jedynie niedokładne dane dostępne człowiekowi oraz brak jego możliwości obliczeniowych związane z wielką skomplikowanością zjawisk sprawiają, że pomocne w praktyce stać się może jedynie ewentualnie tylko zastosowanie rachunku prawdopodobieństwa. Zupełnie podobnie jak w grach losowych (tyle że w biologii jest to jeszcze o niebo bardziej złożone - zasada jednak ta sama).
>Staram się zrelacjonować stanowisko współczesnej biologii. Dlatego żadne moje wybory nie są spolaryzowane, ani podyktowane uporem. Proszę nam podać przykład kilku znanych biologów, którzy - potwierdzając Pańskie przedstawiane tu tezy - twierdzą, że w biologii wszystko jest zdeterminowane przez określone przyczyny. To wynika z podstawowych zasad fizyki i chemii, których biologia w żadnym razie nie uchyla. Zasada losowości jest (pomimo znacznie większej ilości zmiennych) taka sama jak w przypadku rzutu kostką: Wynik zależy ściśle od przyczyn: siły i kierunku wyrzutu, chropowatości podłoża, ewentualnych podmuchów wiatru, materiału, z którego wykonana jest kostka, itp. Wynik jest postrzegany przez nas jako losowy dlatego, że nie mamy możliwości kontrolowania z odpowiednią dokładnością wszystkich warunków brzegowych (przyczyn), które ściśle ów wynik determinują. Tu nie ma żadnego indeterministycznego czary-mary - w żadnym zakresie. Prawa fizyki są tu zupełnie nieubłagane.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Powiedzmy więc jasno: w tym zakresie, w którym skutek nie jest zdeterminowany przyczynami mówimy o indeterminiźmie (częściowym).Nie, uczeni zajmujący się biologią ewolucyjną mówią tu o "przypadku" lub "losowości". Raczej nie spotkałem się się - poza Panem Maciejem - z określeniem "indeterminizm (częściowy)". > Czy wymyka się on w biologii całkowicie prawom fizyki klasycznej (a dopiero wtedy moglibyśmy mówić chyba o przypadku rozumianym indeterministycznie)?> >>>Zupełnie nie rozumiem "całkowicie" w fizycznym świecie.> Jeśli chociażby tylko częściowo (nawet w bardzo małym stopniu) jakikolwiek składnik materii istotny w skali biologicznej miałby być niezdeterminowany przyczynami, to stanowiłoby by to wyłom w fizyce klasycznej - wówczas ów składnik materii wymykałby się całkowicie prawom fizyki klasycznej.A gdzie występuje konieczność ograniczania biologii do "fizyki klasycznej". > >>>Bzdurą jest ograniczanie zjawisk biologicznych do praw fizyki klasycznej.> Zgadzam się, ale akurat fizycznej kauzalności się w biologii nie przeskoczy.Zasada fizycznej kauzalności, to wprost banał w opisach procesów. Tu pytanie jest o rolę losowego przypadku wśród przyczyn w procesach biologicznych? Akurat w biologii prawa fizyki klasycznej są wielokrotnie przekraczane i nie rozumiem dlaczego miałoby by być w ogóle inaczej. Z zakazu Pana Macieja. Koncepcje La Mettrie, to już naprawdę przeżytek. > Owszem, istnieje w biologii losowość i to znaczna, ale nie indeterministyczna (nie naruszająca kauzalności)."Kauzalne zjawisko losowości" - jakie jeszcze pokrętne terminy Pan tu wymyśli aby Bronić racji, których obronić się nie daje? Nie, nie wszystko jest zdeterminowane i nie wszystkie określone przyczyny muszą przynieść określone skutki. Wśród przyczyn przypadek odgrywa też znaczącą rolę. www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,384663#w387402> a tym bardziej nigdzie nie potwierdza występowania zjawiska teleologicznego.> >>>To prawda, w ogóle nie zaobserwowałem takiego zjawiska, ani o podobnych obserwacjach nie słyszałem. Sądzę, że to jakiś mit.> Jeżeli każdy skutek musi mieć przyczynę, a przy tym się Pan upiera, to wtedy jest to fakt, a nie mit.> Zupełne pomylenie pojęć. Zwykły przyrodniczy związek przyczynowo-skutkowy nie ma nic wspólnego z wydumaną celowością, do której byłoby w pierwszej kolejności potrzebne istnienie jakiegoś umysłu.Zamiast swoich dumań niech Pan udowodni, że cel musi być wyznaczony przez jakąś inteligencję. Rozumiem, że swoje rozumienie celu powziął Pan z religijnych koncepcji, ale teologiczne podejście wcale nie musi być religijne i zakładać świadomego założyciela określonego celu. > >>>Dla biologów przypadkowa losowość niektórych zdarzeń w zdeterminowanej rzeczywistości jest jasno zrozumiała i nie wymaga żadnej ingerencji wydumanych sił.> To jest bardzo istotne zdanie. Tu ma Pan (przypadkowow chyba) rację.Oczywiście ja rację mogę mieć tylko przypadkowo. (Ponadto jest to jedyny przypadek, gdy rozumie Pan "przypadek".)> Przypadkowa losowość w żadnym razie nie przeczy zdeterminowaniu rzeczywistości w skali biologicznej, ani nie czyni w niej jakiegokolwiek wyłomu, w najmniejszej nawet części.Ale Pan tu brednie - z punktu widzenia darwinowskiej teorii ewolucji - wypisuje. Żadna biologiczna rzeczywistość nie jest zdeterminowana, choć oczywiście zjawisko determinacji w ewolucji powszechnie występuje. > W przypadku determinizmu ma Pan jedną siłę sprawczą na samym początku, a w przypadku indeterminizmu wszędzie tam, gdzie nie znamy przyczyny.> >>>A kto i gdzie tu proponuję pełen indeterminizm? (...) Wielokrotnie podkreślałem, że jestem deterministą, tylko uważam losowość (przypadkowość pewnych zdarzeń) za ważny aspekt biologicznej ewolucji.> To dokładnie tak, jak ja.A więc o czym rozmawiamy? Wydawałoby się że broni Pan tu tezy o "jak najbardziej nieprzerwanej kauzalności". www.racjon(*).php/z,0/d,37/s,562660#w568323> Losowość (przypadkowość pewnych zdarzeń) w biologii nie jest losowością indeterministyczną w żadnym zakresie i nie czyni żadnego wyłomu w kauzalności zjawisk biologicznych.To już specjalna filozofia wykręcania owsa sianem. A biolodzy mówią po prostu: "Teoria ewolucji postuluje, że przypadek i konieczność splatają się ze sobą w realnym życiu. Losowość i determinizm połączone są ze sobą w naturalnym procesie, który stworzył najbardziej złożone, różnorodne i piękne byty, jakie znamy we Wszechświecie: organizmy, które opanowały Ziemię, w tym ludzi zdolnych do myślenia i miłości, obdarzonych wolną wolą i zdolnościami twórczymi, a także potrafiących analizować ten sam proces ewolucji, który sprowadził ich do istnienia." > To jedynie niedokładne dane dostępne człowiekowi oraz brak jego możliwości obliczeniowych związane z wielką skomplikowanością zjawisk sprawiają, że pomocne w praktyce stać się może jedynie ewentualnie tylko zastosowanie rachunku prawdopodobieństwa. Zupełnie podobnie jak w grach losowych (tyle że w biologii jest to jeszcze o niebo bardziej złożone - zasada jednak ta sama).Rachunek prawdopodobieństwa nie udziela nam odpowiedzi o konkretnych jednostkowych losowych wynikach, a tu takie generują ewolucyjne zmiany. Nawet najlepsze czysto wydumane możliwości obliczeniowe tego nie zmienią. Ponieważ warunki początkowe można zawsze ustalić jedynie ze skończoną dokładnością, a w układach nieliniowych dowolnie mały błąd w określeniu warunków początkowych może prowadzić do bardzo dużych różnic w przewidywaniach przyszłego zachowania układu, to dynamika takiego układu szybko staje się nieprzewidywalna pomimo deterministycznego charakteru prawidłowości. (Efekt
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | > >Powiedzmy więc jasno: w tym zakresie, w którym skutek nie jest zdeterminowany przyczynami mówimy o indeterminiźmie (częściowym).> Nie, uczeni zajmujący się biologią ewolucyjną mówią tu o "przypadku" lub "losowości". Raczej nie spotkałem się się - poza Panem Maciejem - z określeniem "indeterminizm (częściowy)".Nie mam zamiaru kłócić się o słowa. Interesuje mnie natomiast, czy rzeczywiście to co Pan określił następująco: Cytat:mnie interesują tu "przypadki losowe", w których skutek nie jest całkowicie zdeterminowany przyczynami może zaistnieć w skali istotnej dla biologii. ?? > A gdzie występuje konieczność ograniczania biologii do "fizyki klasycznej".Zawsze myślałem, że prawa przyrody są powszechne i że podlega im cała materia, a pewne wyjątki mają miejsce w przypadkach prędkości zbliżonych do prędkości światła oraz wielkości subatomowych, które to wyjątki są jednak nieistotne dla biologii. Nie zamierzam ograniczać biologii do fizyki klasycznej (chociażby ze względu na zjawisko emergencji), sądziłem jedynie, że materia również w ramach biologii jest w pełni poddana prawom przyrody opisywanym przez fizykę klasyczną. > Zasada fizycznej kauzalności, to wprost banał w opisach procesów.Tak mi się też wydawało i dlatego nie sądziłem, że będzie taki kłopot z moim stanowiskiem, w ramach którego tzw. "przypadki" mają swoje konkretne przyczyny (a jedynym znanym mi wyjątkiem jest przypadek w fizyce kwantowej). > Tu pytanie jest o rolę losowego przypadku wśród przyczyn w procesach biologicznych?Losowy przypadek jako przyczyna? Umknęło mi jakieś odkrycie nowego oddziaływania fizycznego, czy może to jakiś nowy pierwiastek chemiczny? Sądzę, że świat jest w pełni materialny i jeśli cokolwiek ma w owym świecie na coś wpływać, to musi to być również materialne, a nie stanowić jedynie intelektualnej koncepcji, takiej jak np. "losowy przypadek". > Akurat w biologii prawa fizyki klasycznej są wielokrotnie przekraczane i nie rozumiem dlaczego miałoby by być w ogóle inaczej. Z zakazu Pana Macieja.Prawa są po to, by je przekraczać i na pewno biologii tego nie bronię. Chętnie dowiedziałbym się czegoś na temat tego, w jaki sposób w biologii przekraczane są prawa fizyki klasycznej. > Koncepcje La Mettrie, to już naprawdę przeżytek.A w zasadzie dlaczego? > >Owszem, istnieje w biologii losowość i to znaczna, ale nie indeterministyczna (nie naruszająca kauzalności).> "Kauzalne zjawisko losowości" - jakie jeszcze pokrętne terminy Pan tu wymyśli aby Bronić racji, których obronić się nie daje?Moje stanowisko opieram na definicji przypadku z niemieckiej wikpedii: O przypadku mówimy, gdy danego zdarzenia lub zbiegu wielu zdarzeń nie da się wyjaśnić w sposób kauzalny. Jako kauzalne wytłumaczenia zdarzeń wchodzą w grę w pierwszej kolejności ogólne prawidłowości lub zamiary osób podejmujących działania. "Wytłumaczenie" czegoś jako przypadek stanowi zatem właśnie rezygnację z (kauzalnego) wytłumaczenia.
Gdy mowa o "przypadku" może konkretnie chodzić o następujące sytuacje:
1. Zdarzenie zachodzi obiektywnie bez przyczyny. 2. Zdarzenie zachodzi bez dostrzegalnej przyczyny. 3. Zachodzi zdarzenie, w przypadku którego znane są czynniki, których jednak nie można zmierzyć lub kontrolować, w związku z czym zdarzenie jest nieprzewidywalne. 4. Dwa zdarzenia nie pozostają względem siebie w (znanym) związku przyczynowym
Nie jest wiadome, czy istnieje przypadek w sensie wskazanym w pkt 1. Istnieją spekulacje, czy zjawiska kwantowe, takie jak rozpad radioaktywny należą do tego rodzaju przypadku, czy też chodzi tu być może jedynie o pomocnicze wyjaśnienie intuicyjnie niezrozumiałego procesu.
W sensie wskazanym w pkt 2. związek przyczynowy lub czynniki nie są wykazane bez luk, należy jednak założyć ich wystąpienie. Dlaczego gałąź wyrosła akurat w tym miejscu w drzewie, odmiennie niż w drzewie sąsiednim?
Przypadek w sensie wskazanym w pkt 3 odnosi się do typowych sytuacji gier losowych. Jest wytłumaczalne, dlaczego kulka w ruletce upadla właśnie na konkretną cyfrę. Jest to jednak mimo to nieprzewidywalne, ponieważ w sytuacji wyjściowej (rzut kulki) duży wpływ na ostateczny wynik mają minimalne, niezależne od woli odchylenia.
Przykładem dla przypadku w sensie pkt 4. jest następująca sytuacja: dwie osoby mają dwa numery telefonów. Okoliczność, czy osoba starsza, czy tez młodsza ma numer stanowiący większą liczbę stanowi przypadek.Dla mnie szczególnie trafne jest zaproponowany w ramach tego artykułu podział przypadku na cztery kategorie. Jedynie pierwsza kategoria obejmuje przypadek obiektywny, czyli całkowicie akauzalny. Sądzę, że spokojnie można go również nazwać przypadkiem indeterministycznym. Jako przykład podano jedynie zjawiska fizyki kwantowej. W artykule wskazano, że nie wiadomo, czy taki przypadek istnieje (w związku z istnieniem różnych interpretacji fizyki kwantowej - również deterministycznej). Rodzaje przypadku w 2 i 3 już podlegają kauzalności, przynajmniej z założenia, co zostało wyraźnie wskazane w tekście artykulu. Przypadek 4 polega na koincydencji - zetknięciu dwóch niezależnych od siebie ciągów przyczynowych, a więc również jest w pełni kauzalny. Ostatecznie tylko przypadek nr 1 spełnia definicje podana w pierwszych zdaniach artykułu z Wikipedii (jako zjawisko, które nie podlega kauzalnemu wytłumaczeniu). Pozostałe przypadki wskazane w tym artykule nie są przypadkami w tym obiektywnym indeterministycznym, akauzalnym sensie. W artykule tym wskazano również przykłady zależności biologicznych i gier losowych nie jako należące do kategorii przypadku obiektywnego (nr 1), a jedynie do kategorii przypadków nr 2 i 3, w których przynajmniej zakłada się istnienie kauzalności lub wręcz istnieje ona na pewno (a brak jedynie możliwości kontrolowania warunków brzegowych). CDN.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Nie mam zamiaru kłócić się o słowa. Interesuje mnie natomiast, czy rzeczywiście to co Pan określił następująco:Cytat: mnie interesują tu "przypadki losowe", w których skutek nie jest całkowicie zdeterminowany przyczynami Podałem Panu choćby przykład rzutu kostką. Pan twierdzi, że w idealnych warunkach wynik byłby taki sam, ja uważam, że idealne powtórzenie jest praktycznie niemożliwym - choćby ze względu na prawo chaosu. > może zaistnieć w skali istotnej dla biologii.??Fajne pytanie, ale proszę najpierw o odpowiedź dlaczego wszyscy - nawet tzw. bliźnięta jednojajowe różnią się pomiędzy sobą? Nie jestem genetykiem i mnie tu wystarczą stwierdzenia genetyków, że różnice wynikające z losowych przypadków występują i mają ewolucyjne znaczenie. Natomiast oni w swoich publikacjach podają konkretne przykłady i ich skutki. > >>>A gdzie występuje konieczność ograniczania biologii do "fizyki klasycznej".> Zawsze myślałem, że prawa przyrody są powszechne i podlega im cała materia,Dokładnie tak, ale trzeba te prawa znać. > a pewne wyjątki mają miejsce w przypadkach prędkości zbliżonych do prędkości światła oraz wielkości subatomowych,Nie ma żadnych wyjątków: Prawa przyrody są powszechne i że podlega im cała materia.> które to wyjątki są jednak nieistotne dla biologii.Interesuje mnie biologia, ale biologiem nie jestem i nie wiem, które prawa przyrody są istotne dla biologii, a które nie. Na podstawie mojej wiedzy sądzę, że jeszcze tego dokładnie to nawet biologowie nie wiedzą. > Nie zamierzam ograniczać biologii do fizyki klasycznej (chociażby ze względu na zjawisko emergencji), sądziłem jedynie, że materia również w ramach biologii jest w pełni poddana prawom przyrody opisywanym przez fizykę klasyczną.Już od dawna nawet fizycy nie ograniczają się tylko do fizyki klasycznej, choć stosują do opisu danych zdarzeń adekwatne metody. Przy badaniach relacji pomiędzy ciałem a umysłem już dawno przestała być wystarczająca nie tylko "fizyka klasyczna", ale nawet "klasyczna biochemia".Nauka twierdzi, że u podłoża zjawisk chaosu leży nieokreślone tworzywo z którego w sposób nieliniowy wyłaniają się pewne "zawirowania", postrzegane jako cząstki elementarne opisywane przez mechanikę kwantową. Te najmniejsze obiekty fizyki mają charakter wybitnie niestabilny, tworzą pewną rozedrganą czasoprzestrzeń, z której, w skutek dalszego procesu powstają twory bardziej złożone, łatwiej obserwowalne z perspektywy ludzkiej. Proces ten ma charakter na wskroś interdetermistycznej ewolucji mikroświata. Obiekty, o których mowa mają charakter dynamiczny, nietrwały, niepowtarzalny, nieodwracalny, co jest zgodne z potocznym doświadczeniem zmienności świata. /Anna Słota/. > >>>Zasada fizycznej kauzalności, to wprost banał w opisach procesów.> Tak mi się też wydawało i dlatego nie sądziłem, że będzie taki kłopot z moim stanowiskiem, w ramach którego tzw. "przypadki" mają swoje konkretne przyczyny (a jedynym znanym mi wyjątkiem jest przypadek w fizyce kwantowej).Najdziwniejszym dla mnie jest to, że pomimo, iż pokazałem Panu używanie takich terminów w opisach przyrodników różnych specjalizacji i różnych światopoglądów Pan uznał, iż wszyscy są głupcami. Nie wiedzą co mówią i Pan to musi nam wszystkim uświadomić. Nie uznaję żadnych autorytetów, ale Pan nigdzie nie obalił powszechnego wśród biologów ewolucyjnych twierdzenia o występowaniu i roli "przypadku losowego". Nawet zacytowany wyżej - amerykański fizyk, laureat nagrody Nobla - Murray Gell-Mann to dla Pana hetka-pętelka. > >>>Tu pytanie jest o rolę losowego przypadku wśród przyczyn w procesach biologicznych?> Losowy przypadek jako przyczyna?O Boże, o dziwo! Nie tylko Pan się dziwi: O dziwo, w odniesieniu do teorii ewolucji ludzka wiara w nadzwyczajne przypadki osiąga iście nadprzyrodzone rozmiary. (...) Przyznajemy, że przez przypadek mamy ręce i nogi, przez przypadek pod naszą czaszką jest ukryty mózg, przez przypadek kobiety mają piersi a mężczyźni jądra, przez przypadek powstała mowa ludzka i przez przypadek doszło do powstania samej teorii ewolucji. Równie dobrze można mówić o przypadkowym wynalezieniu komputera przez małpy. Przypadkowość zbiegów okoliczności postulowanych przez teorię ewolucji jest tak absurdalnie mikroskopijna, że wymagana przez nią wiara z pewnością mogłaby przenieść wszystkie góry świata a chrześcijańska wiara w Boga Stwórcę wydaje się przy niej malutkim ziarenkiem gorczycy. Wiara w ponadnaturalne stworzenie jest z pewnością pewnym wyzwaniem dla ludzkiego umysłu, jednakże wiara w przypadkowe pochodzenie wszelkiego znanego nam życia przechodzi ludzkie pojęcie i jest całkowicie nie do ogarnięcia przez nasz rozum. Tym bardziej zaskakujący jest fakt, iż ateistyczni ewolucjoniści określają się mianem niewierzących racjonalistów... potop-exodus.w.interia.pl/ewolucja/przypadek.html> Umknęło mi jakieś odkrycie nowego oddziaływania fizycznego, czy może to jakiś nowy pierwiastek chemiczny?Jak widzę ogromnie dużo Panu poumykało, ale jest Pan młodym człowiekiem i proponuję to nadrobić. > Sądzę, że świat jest w pełni materialny i jeśli cokolwiek ma w owym świecie na coś wpływać, to musi to być również materialne,Tak, zdecydowanie z moich wszystkich wypowiedzi podkreślających mój naturalizm ontologiczny można wywieść tezę, że z nas dwóch większym zwolennikiem materializmu jest Pan Maciej. > a nie stanowić jedynie intelektualnej koncepcji, takiej jak np. "losowy przypadek".Argumenty a nie epitety. Nie podważył Pan nigdzie roli przypadku w procesach ewolucyjnych. Oczywiście np. na mutacje można wpływać, ale czy "wpływy" przyniosą określony skutek? (Zmuszamy "kostkę losową" do podrzutu, ale do określonego wyniku zmusić jej nie potrafimy.)CDN .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Ciąg dalszy. > >>>Akurat w biologii prawa fizyki klasycznej są wielokrotnie przekraczane i nie rozumiem dlaczego miałoby by być w ogóle inaczej. Z zakazu Pana Macieja.> Prawa są po to, by je przekraczać i na pewno biologii tego nie bronię. Chętnie dowiedziałbym się czegoś na temat tego, w jaki sposób w biologii przekraczane są prawa fizyki klasycznej.Nie, prawa przyrody są nieprzekraczalne, ale można przekraczać mniej lub bardziej uzasadnione wybory tych praw. Nie podejmuję się przeprowadzić wykładów z biologii ewolucyjnej, ale dostępna tylko w Polsce literatura jest przedmiotu jest ogromną. > >>>Koncepcje La Mettrie, to już naprawdę przeżytek.> A w zasadzie dlaczego?Nie bawię się w taki poziom dyskusji. Można samemu prosto się dowiedzieć dlaczego: www.racjonalista.pl/kk.php/s,6585 Po prostu wiedza naukowa bardzo poszła już do przodu. > Owszem, istnieje w biologii losowość i to znaczna, ale nie indeterministyczna (nie naruszająca kauzalności).> >>>"Kauzalne zjawisko losowości" - jakie jeszcze pokrętne terminy Pan tu wymyśli aby Bronić racji, których obronić się nie daje?> Moje stanowisko opieram na definicji przypadku z niemieckiej wikpedii: O przypadku mówimy, gdy danego zdarzenia lub zbiegu wielu zdarzeń nie da się wyjaśnić w sposób kauzalny. Jako kauzalne wytłumaczenia zdarzeń wchodzą w grę w pierwszej kolejności ogólne prawidłowości lub zamiary osób podejmujących działania. "Wytłumaczenie" czegoś jako przypadek stanowi zatem właśnie rezygnację z (kauzalnego) wytłumaczenia.
Gdy mowa o "przypadku" może konkretnie chodzić o następujące sytuacje: 1. Zdarzenie zachodzi obiektywnie bez przyczyny. 2. Zdarzenie zachodzi bez dostrzegalnej przyczyny. 3. Zachodzi zdarzenie, w przypadku którego znane są czynniki, których jednak nie można zmierzyć lub kontrolować, w związku z czym zdarzenie jest nieprzewidywalne. 4. Dwa zdarzenia nie pozostają względem siebie w (znanym) związku przyczynowym
Definicję, którą nawet Pan sam krytykuje, chce Pan abym ja przyjął za autorytatywną? Mnie ona się nie podoba. Ale już pierwsza (bez punktowa) część definicji stwierdza, że przypadkiem nazywamy, gdy danego zdarzenia (...) nie da się wyjaśnić w sposób kauzalny. Na przykład wszystkich mutacji nie można wyjaśnić w sposób kauzualny, choć oczywiście można poznać dużą część ich przyczyn. Edward O. Wison: Ewolucja w drodze doboru naturalnego, jak ją dziś rozumie - jest procesem ciągłym i może być zahamowana tylko w wyniku wymarcia całej populacji. Punktem wyjścia jest powstawanie zmienności w drodze mutacji, które są losowymi zmianami w chemicznej strukturze genów, w położeniu genów Chromosomach i liczbie samych chromosomów.(...)
Najczęstszy i najbardziej elementarny rodzaj mutacji to zmiana w strukturze chemicznej genu, a mianowicie przypadkowe zastąpienie pary nukleotydów jakąś inną. (...)
Z mnóstwa mutacji genowych i chromosomowych, pojawiają się w populacji w każdym pokoleniu, wiele jest mało znaczących, że ich wpływ jest obojętny, ani nie sprzyjając, ani nie przeszkadzając w przeżyciu i rozrodzie. Albo też mają wpływ na cechy ilościowe, takie jak wzrost, dług życia, powiększając lub pomniejszając je w sposób trudny do ustalenia. Ogromna większość łatwych do wykrycia zmian genetycznych to zmiany szkodliwe. Z definicji są one zwalczane przez dobór i występują rzadko. (...)
Proces ewolucji w drodze doboru naturalnego można podsumować następująco. Losowe podstawienia nukleotydów genie powodują odpowiadające im zmiany w anatomii, fizjologii czy behawiorze. (...)
Ostatecznie redaktorem całości i główną twórczą siłą sprawczą jest dobór naturalny. Nie kierując się żadną wizją, bez dalekosiężnych celów, ewolucja sama siebie tworzy, słowo po słowie, aby odpowiedzieć na zapotrzebowana jednego lub dwu pokoleń w danym czasie. (...)
Ewolucja działa tym bardziej na ślepo, że częstość genów i chromosomów może zostać zmieniona przez czysty przypadek. Proces ten, alternatywny w stosunku do doboru naturalnego, zwany dryfem genetycznym, przejawia się najsilniej w bardzo małych populacjach. Zachodzi szybciej, kiedy geny są neutralne, mając mały lub żaden wpływ na przeżywanie i rozród. Dryf genetyczny jest grą losową.Niech Pan napisze do profesora i w oparciu o niemiecka definicję wyjaśni mu, iż nie wie co mówi. Podałem wyżej wiele już takich cytatów specjalistów o uznanym dorobku, ale Pan nawet ich nie czyta. Pan i tak wie lepiej. > Zwykły przyrodniczy związek przyczynowo-skutkowy nie ma nic wspólnego z wydumaną celowością, do której byłoby w pierwszej kolejności potrzebne istnienie jakiegoś umysłu.> >>>Zamiast swoich dumań niech Pan udowodni, że cel musi być wyznaczony przez jakąś inteligencję.> Pan zna się na różnych mitach i koncepcjach intelektualnych i potrafi sobie wyobrazić cel bez podmiotu, który go sobie w swym umyśle postawił. Bardzo mi przykro, ale moja wyobraźnia tak daleko nie sięga. Dla mnie "cel" jest zjawiskiem psychicznym per se. Wymaga umysłu.Jaki to umysł - według autora poniższego cytatu - postawił sobie taki cel: Postępowość jest rozwojem prowadzącym do doskonalenia organizmu. Celem doskonalenia jest podwyższenie poziomu wydajności biologicznej organizmów, prowadzące do lepszego opanowania środowiska albo uniezależnienia się od jego wpływów. www.sciaga(*)-ewolucja_zalozenia_i_czynnikiTa wypowiedź świadczy o niezrozumieniu darwinizmu, ale takie niezrozumienie jest dosyć powszechne. I już poważniej. Jaki umysł wyznaczał cel doskonalenia się w lamarkizmieNie chce mi się szukać dalszych przykładów, ale zgadzam się tu z logiką pana Grey: www.racjon(*).php/z,0/d,42/s,562660#w573799Ciąg dalszy nastąpi. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | > >Zwykły przyrodniczy związek przyczynowo-skutkowy nie ma nic wspólnego z wydumaną celowością, do której byłoby w pierwszej kolejności potrzebne istnienie jakiegoś umysłu.> Zamiast swoich dumań niech Pan udowodni, że cel musi być wyznaczony przez jakąś inteligencję.Pan zna się na różnych mitach i koncepcjach intelektualnych i potrafi sobie wyobrazić cel bez podmiotu, który go sobie w swym umyśle postawił. Bardzo mi przykro, ale moja wyobraźnia tak daleko nie sięga. Dla mnie "cel" jest zjawiskiem psychicznym per se. Wymaga umysłu. > >>>>Dla biologów przypadkowa losowość niektórych zdarzeń w zdeterminowanej rzeczywistości jest jasno zrozumiała i nie wymaga żadnej ingerencji wydumanych sił.> >To jest bardzo istotne zdanie. Tu ma Pan (przypadkowo chyba) rację.> Oczywiście ja rację mogę mieć tylko przypadkowo. (Ponadto jest to jedyny przypadek, gdy rozumie Pan "przypadek".)Biorę nawet pod uwagę, że Pan może mieć rację, tyle że nie zgadza mi się to ani z artykułem z niemieckiej wikipedii, ani z plusem od Pana Fizyka, który otrzymałem w tym temacie między innymi za wypowiedź: www.racjonalista.pl/forum.php/s,562660#w571976zawierającą poniższy tekst: Cytat:Przypadek wyklucza zasadę kauzalności tylko wtedy, jeśli mówimy o przypadku rozumianym w pełni indeterministycznie. Mi się wydawało, że możliwość takiego przypadku pojawia się dopiero w fizyce kwantowej, i to tylko wówczas, gdy stosujemy interpretację kopenhaską. Do tej pory myślałem, że zasady azotowe występują w kwasie deoksyrybonukleinowym w takich ilościach, że fizykę kwantową można tu pominąć ... z tą konsekwencją, że kłania się Newton. Ale skoro tak, to o żadnym indeterminiźmie nie może być tu mowy.
Są jednak na forum osoby, który uważają, że nawet to, co dzieje się wewnątrz bębna totolotka jest w pełni indeterministyczne, czyli - jak rozumiem - nie zależy od warunków panujących w bębnie. Czyli że każdorazowa zmiana ruchu kulki wcale nie zależy w szczególności od tego, w które miejsce została uderzona i z jaką prędkością przez kulkę poprzednią - czyli jak rozumiem - twierdzą oni chyba, że kulka uderzona przez inną kulkę centralnie w środek może sobie na przykład polecieć w lewo.
No skoro tak rozumiemy losowość w przyrodzie, to rzeczywiście nie ma innego wyjścia, jak tłumaczyć wszystko przypadkiem - czyli ostatecznie nic nie tłumaczyć...
Wydawało mi się, że istnieją tu jednak pewne prawa i że podlegają im tak kulki w totolotku, jaki i zasady azotowe w DNA.
Sądziłem wreszcie, że błędy w kopiowaniu DNA są skutkiem konkretnych ruchów materii podlegających wszak niezmiennym prawom fizyki, a więc wynikających w pełni konsekwentnie z poprzednich stanów tej materii.
Myślałem, że ewolucja jest zmianą i że zmiany występujące w przyrodzie są skutkiem konsekwentnie oddziałujących praw przyrody, a nauka odkrywa sposób dokonywania się tych zmian.
Ale nie ... nic podobnego... To jest wszystko tylko indeterministyczny przypadek... Przepraszam, ale dla mnie tak rozumiany przypadek niewiele różni się od Boga, gdyż jest tylko słowem - intelektualną konstrukcją oderwaną od tego, co faktycznie dzieje się w materii i przyrodzie. CDN
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Ciąg dalszy: Bogusławski: Dla biologów przypadkowa losowość niektórych zdarzeń w zdeterminowanej rzeczywistości jest jasno zrozumiała i nie wymaga żadnej ingerencji wydumanych sił.> To jest bardzo istotne zdanie. Tu ma Pan (przypadkowo chyba) rację.> >>>Oczywiście ja rację mogę mieć tylko przypadkowo. (Ponadto jest to jedyny przypadek, gdy rozumie Pan "przypadek".)> Biorę nawet pod uwagę, że Pan może mieć rację, tyle że nie zgadza mi się to ani z artykułem z niemieckiej wikipedii, ani z plusem od Pana Fizyka, który otrzymałem w tym temacie między innymi za wypowiedź: www.racjonalista.pl/forum.php/s,562660#w571976> zawierającą poniższy tekst: Cytat: Przypadek wyklucza zasadę kauzalności tylko wtedy, jeśli mówimy o przypadku rozumianym w pełni indeterministycznie.(...) Z poprzedniej rozmowy:Bogusławski: Brak mi kompetencji do przełożenia tego na bardziej komunikatywny język oraz połączenia z pojęciem "losowości w biologii". Pan to chyba lepiej rozumie i dlatego dostał Pan plusy od Pana Fizyka. Ponownie szczerze gratuluję, choć plus nie jest jeszcze merytorycznym argumentem, a ja dalej pozostaję w przekonaniu, że Zmienność genetyczna jest losowa, nieprzewidywalna, różnokierunkowa, sama w sobie nie ma charakteru przystosowawczego, ale stanowi materiał dla zmian ewolucyjnych, jest bowiem źródłem różnorodności podlegającej doborowi naturalnemu. Bez zmienności genetycznej nie byłoby dziedzicznych różnic w zdolności do reprodukcji, tym samym nie byłoby selekcji naturalnej. Czyli nadal jesteśmy w punkcie wyjściowym naszej rozmowy. Bogusławski: A kto i gdzie tu proponuję pełen indeterminizm? (...) Wielokrotnie podkreślałem, że jestem deterministą, tylko uważam losowość (przypadkowość pewnych zdarzeń) za ważny aspekt biologicznej ewolucji.> To dokładnie tak, jak ja.> >>>A więc o czym rozmawiamy? Wydawałoby się że broni Pan tu tezy o "jak najbardziej nieprzerwanej kauzalności".> Właśnie dokładnie tej tezy bronię.No więc na moją logikę, to nie jest dokładnie tak jak ja, a wprost przeciwnie. > Z niemieckiej definicji wynika, że przypadek w biologii nie jest przypadkiem obiektywnym (nr 1), a jedynie przypadkiem zwanym tak jedynie zwyczajowo, podlegającym w rzeczywistości nieprzerwanej kauzalności (przynajmniej w założeniu).Wolę jednak opierać swoją wiedzę na najwybitniejszych biologach ewolucyjnych (a także konkretnych fizykach) niż na "niemieckiej definicji" pana Helmuta, czy Hansa. > Losowość (przypadkowość pewnych zdarzeń) w biologii nie jest losowością indeterministyczną w żadnym zakresie i nie czyni żadnego wyłomu w kauzalności zjawisk biologicznych.> >>>To już specjalna filozofia wykręcania owsa sianem.> Nie, to tylko tak się językowo utarło, że przypadkami zwiemy również takie sytuacje, w których te same działania kategoryzowane ogólnie (rzut monetą) prowadzą do różnych skutków (orzeł i reszka), choć wiemy, że patrząc szczegółowo to wcale nie są te same działania, gdyż ruch ręki jest za każdym razem trochę inny, co wystarcza, by w sposób całkowicie kauzalny (choć nieprzewidywalny) zmienić wynik.Bzdury Pan pisze, gdyby tak było, to wynik przy dużej ilości wyrzutów nie rozkładałby się równo po połowie. pl.wikiped(*)Teoria_prawdopodobieństwa> >>>A biolodzy mówią po prostu: "Teoria ewolucji postuluje, że przypadek i konieczność splatają się ze sobą w realnym życiu. Losowość i determinizm połączone są ze sobą w naturalnym procesie, który stworzył najbardziej złożone, różnorodne i piękne byty, jakie znamy we Wszechświecie: organizmy, które opanowały Ziemię, w tym ludzi zdolnych do myślenia i miłości, obdarzonych wolną wolą i zdolnościami twórczymi, a także potrafiących analizować ten sam proces ewolucji, który sprowadził ich do istnienia."> Bardzo ładnie powiedziane, trzeba jednak pamiętać, że ta losowość to tylko nr 2,3 i 4 z niemieckiej definicji (a więc nie przecząca kauzalności) a nie losowość obiektywna (nr 1).Znowu Pan ze swoim odwoływaniem się do autorytetu papieża ("niemieckiej definicji"). Ci którzy myślą inaczej muszą być idiotami, lub nie wiedzą co mówią. > >>>Rachunek prawdopodobieństwa nie udziela nam odpowiedzi o konkretnych jednostkowych losowych wynikach, a tu takie generują ewolucyjne zmiany. Nawet najlepsze czysto wydumane możliwości obliczeniowe tego nie zmienią. Ponieważ warunki początkowe można zawsze ustalić jedynie ze skończoną dokładnością, a w układach nieliniowych dowolnie mały błąd w określeniu warunków początkowych może prowadzić do bardzo dużych różnic w przewidywaniach przyszłego zachowania układu, to dynamika takiego układu szybko staje się nieprzewidywalna pomimo deterministycznego charakteru prawidłowości.> Właśnie, dokładnie tak - mały błąd to już nie te same warunki i prawidłowść ma charakter determnistyczny.Tyle Pan potrafił zrozumieć, to dużo, a np. nie błąd tylko przypadkowy losowy wybór "orła lub reszki", to już poza Pańskim możliwościami zrozumienia? > A nieprzewidywalność nie wyklucza kauzalności.Bzdura. Kauzalizm, w filozofii pogląd, zgodnie z którym wszystkie zjawiska i zdarzenia można wyjaśnić przez podanie ich przyczynowych związków i współzależności. Jeżeli nie możemy określić przyczyn i skutków możemy mówić tylko o przypadkowości. Wielkość darwinizmu polega także na pokazaniu jak przypadek i konieczność splatają się ze sobą w realnym życiu.> Na koniec muszę się przyznać, że znalazłem na internecie wywody (po niemiecku) sprawiające wrażenie uczonych, w ramach których kauzalność pojmowana fizycznie ma być nieaktualna w biologii, i że miast tego występuje tam losowość. Ciekawe, może uda mi się doszukać czegoś więcej.Ciekawej lektury życzę. Pozdrawiam serdecznie @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | >>>>>A kto i gdzie tu proponuję pełen indeterminizm? (...) Wielokrotnie podkreślałem, że jestem deterministą, tylko uważam losowość (przypadkowość pewnych zdarzeń) za ważny aspekt biologicznej ewolucji. >>To dokładnie tak, jak ja. >A więc o czym rozmawiamy? Wydawałoby się że broni Pan tu tezy o "jak najbardziej nieprzerwanej kauzalności". Właśnie dokładnie tej tezy bronię. Z niemieckiej definicji wynika, że przypadek w biologii nie jest przypadkiem obiektywnym (nr 1), a jedynie przypadkiem zwanym tak jedynie zwyczajowo, podlegającym w rzeczywistości nieprzerwanej kauzalności (przynajmniej w założeniu).
>>Losowość (przypadkowość pewnych zdarzeń) w biologii nie jest losowością indeterministyczną w żadnym zakresie i nie czyni żadnego wyłomu w kauzalności zjawisk biologicznych. >To już specjalna filozofia wykręcania owsa sianem. Nie, to tylko tak się językowo utarło, że przypadkami zwiemy również takie sytuacje, w których te same działania kategoryzowane ogólnie (rzut monetą) prowadzą do różnych skutków (orzeł i reszka), choć wiemy, że patrząc szczegółowo to wcale nie są te same działania, gdyż ruch ręki jest za każdym razem trochę inny, co wystarcza, by w sposób całkowicie kauzalny (choć nieprzewidywalny) zmienić wynik.
>A biolodzy mówią po prostu: "Teoria ewolucji postuluje, że przypadek i konieczność splatają się ze sobą w realnym życiu. Losowość i determinizm połączone są ze sobą w naturalnym procesie, który stworzył najbardziej złożone, różnorodne i piękne byty, jakie znamy we Wszechświecie: organizmy, które opanowały Ziemię, w tym ludzi zdolnych do myślenia i miłości, obdarzonych wolną wolą i zdolnościami twórczymi, a także potrafiących analizować ten sam proces ewolucji, który sprowadził ich do istnienia." Bardzo ładnie powiedziane, trzeba jednak pamiętać, że ta losowość to tylko nr 2,3 i 4 z niemieckiej definicji (a więc nie przecząca kauzalności) a nie losowość obiektywna (nr 1).
>Rachunek prawdopodobieństwa nie udziela nam odpowiedzi o konkretnych jednostkowych losowych wynikach, a tu takie generują ewolucyjne zmiany. Nawet najlepsze czysto wydumane możliwości obliczeniowe tego nie zmienią. Ponieważ warunki początkowe można zawsze ustalić jedynie ze skończoną dokładnością, a w układach nieliniowych dowolnie mały błąd w określeniu warunków początkowych może prowadzić do bardzo dużych różnic w przewidywaniach przyszłego zachowania układu, to dynamika takiego układu szybko staje się nieprzewidywalna pomimo deterministycznego charakteru prawidłowości. Właśnie, dokładnie tak - mały błąd to już nie te same warunki i prawidłowść ma charakter determnistyczny. A nieprzewidywalność nie wyklucza kauzalności.
Na koniec muszę się przyznać, że znalazłem na internecie wywody (po niemiecku) sprawiające wrażenie uczonych, w ramach których kauzalność pojmowana fizycznie ma być nieaktualna w biologii, i że miast tego występuje tam losowość. Ciekawe, może uda mi się doszukać czegoś więcej.
Pozdrawiam serdecznie
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | P.S. Umknął mi jeszcze poniższy fragment Pańskiej wypowiedzi: >>>>>Dla biologów przypadkowa losowość niektórych zdarzeń w zdeterminowanej rzeczywistości jest jasno zrozumiała i nie wymaga żadnej ingerencji wydumanych sił. >>To jest bardzo istotne zdanie. Tu ma Pan (przypadkowo chyba) racje. (...) >>Przypadkowa losowość w żadnym razie nie przeczy zdeterminowaniu rzeczywistości w skali biologicznej, ani nie czyni w niej jakiegokolwiek wyłomu, w najmniejszej nawet części. >Ale Pan tu brednie - z punktu widzenia darwinowskiej teorii ewolucji - wypisuje. Żadna biologiczna rzeczywistość nie jest zdeterminowana, choć oczywiście zjawisko determinacji w ewolucji powszechnie występuje. Przepraszam, ja tylko zgodziłem się w tym miejscu z Pana zdaniem, w którym sam Pan mówił o losowosci w zdeterminowanej rzeczywistości. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >P.S. Umknął mi jeszcze poniższy fragment Pańskiej wypowiedzi: Dla biologów przypadkowa losowość niektórych zdarzeń w zdeterminowanej rzeczywistości jest jasno zrozumiała i nie wymaga żadnej ingerencji wydumanych sił. >To jest bardzo istotne zdanie. Tu ma Pan (przypadkowo chyba) racje. (...) Przypadkowa losowość w żadnym razie nie przeczy zdeterminowaniu rzeczywistości w skali biologicznej, ani nie czyni w niej jakiegokolwiek wyłomu, w najmniejszej nawet części. >>>>Ale Pan tu brednie - z punktu widzenia darwinowskiej teorii ewolucji - wypisuje. Żadna biologiczna rzeczywistość nie jest zdeterminowana, choć oczywiście zjawisko determinacji w ewolucji powszechnie występuje. >Przepraszam, ja tylko zgodziłem się w tym miejscu z Pana zdaniem, w którym sam Pan mówił o losowosci w zdeterminowanej rzeczywistości. Tak Pan uważa? Że tu wyciągnął Pansą te same co ja wnioski i dlatego z moimi się zgodził? Dziwne, gdyż ja na Pańskie - przedstawione wyżej - wnioski zupełnie się nie godzę.
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Ciąg dalszy. > >>>Staram się zrelacjonować stanowisko współczesnej biologii. Dlatego żadne moje wybory nie są spolaryzowane, ani podyktowane uporem. Proszę nam podać przykład kilku znanych biologów, którzy - potwierdzając Pańskie przedstawiane tu tezy - twierdzą, że w biologii wszystko jest zdeterminowane przez określone przyczyny.> To wynika z podstawowych zasad fizyki i chemii, których biologia w żadnym razie nie uchyla.Nie, nie uchyla, ale - jak już to wyżej napisałem - ich złożoność wymaga uwzględnienia także praw emergencji (Grzegorz Nowak. Emergencja, submergencja i znowu emergencja... w biologii)> Zasada losowości jest (pomimo znacznie większej ilości zmiennych) taka sama jak w przypadku rzutu kostką:Nie, tylko - w pewnym zakresie - podobną. > Wynik zależy ściśle od przyczyn: siły i kierunku wyrzutu, chropowatości podłoża, ewentualnych podmuchów wiatru, materiału, z którego wykonana jest kostka, itp.Nie, nie tylko od znanych przyczyn, które Pan tu wylicza, ale także od "losowego przypadku". > Wynik jest postrzegany przez nas jako losowy dlatego, że nie mamy możliwości kontrolowania z odpowiednią dokładnością wszystkich warunków brzegowych (przyczyn), które ściśle ów wynik determinują.Tak, wydawało się ekstremalnym deterministom i nadal niektórym się tak wydaje. W przyrodzie znane są przypadki, gdy nie mamy nawet teoretycznej możliwości poznania przyczyny: analizuje Pan kawałek uranu 238. Jedno jądro się rozpadło a miliony innych nie. Niech Pan np. poda przyczynę rozpadu alfa? www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,384663#w387402> Tu nie ma żadnego indeterministycznego czary-mary - w żadnym zakresie.Tak, tu nie ma żadnego czary-mary w żadnym zakresie. > Prawa fizyki są tu zupełnie nieubłagane.Poznane prawa przyrody, dotyczące tych samych zjawisk, zawsze są takie same, tylko trzeba je znać i rozumieć, a nie wdawać się w wydumane spekulacje. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Ciąg dalszy I: > Znam dość dobrze stanowisko Pan Fizyka w kwestii przypadku w biologii i jest ono zgodne z moim (z tą różnicą, że Pan Fizyk wie o niebo więcej ode mnie jeśli chodzi o szczegóły).Może by Pan zechciał nas z tą zgodnością zapoznać. Ja Pana Fizyka po prostu zacytowałem. > Na razie na forum wygląda na to, że dość dobrze rozumiem się z Panem Fizykiem i z Kognitywistą. Jak na moje aspiracje w tej dziedzinie, to wystarcza mi to z wielką nadwyżką nawet, choć żałuję, że na razie nie mogę dogadać się w tym względzie z Panem.Może jakieś linki? Chciałbym poznać ich deklaracje, iż w biologii wszystko jest zdeterminowane przyczynami i przypadkowa losowość nie odgrywa tam żadnej roli. > >>>Jestem deterministą, ale nauka nie potwierdziła bezwyjątkowości związków przyczynowo-skutkowych i zaprzeczyła celowości. (...)> Tak, przytacza Pan wiele wypowiedzi biologów mówiących o przypadku. Jednak z samego faktu, że używają tego słowa jeszcze nie wynika, jak go rozumieją.Zapewne źle. Biedni nie wiedzą co mówią, gdyż nie mogą skorzystać z mądrości Pana Macieja aby im to wszystko wyjaśnił. > Czy chodzi o przypadek "obiektywny" - tzn. brak przyczyny, albo przynajmniej o brak możliwości kazuzalno-fizycznego wyjaśnienia istotnych w tym zakresie ruchów materii?Oni najczęściej (nie wiedząc co mówią) uzupełniają go przymiotnikiem losowy, a oznacza to właśnie brak determinacji. > Przepraszam, ja tylko twierdzę, że w biologii obowiązuje w całej rozciągłości fizyka klasyczna i w związku z tym zachodzące w tym zakresie zmiany materii są w pełni zależne od poprzednich jej stanów i ruchów. Nie wypowiadam się na temat pierwszej przyczyny.Znowu ja jestem redukcjonistą, ale tu jest proponowany przez Pana zupełnie nieuzasadniony prymitywny redukcjonizm. Murray Gell-Mann: "Nawet jeśli chemia rządząca ziemskim życiem w niewielkim stopniu zależy od historii, i tak biologia wykazują ogromną efektywną złożoność, daleko większą niż takie dziedziny jak chemia i fizyka ciała stałego. Rozważmy ogromną liczbę zmian ewolucyjnych, jakie nastąpiły z przyczyn losowych w ciągu mniej więcej czterech miliardów lat trwania życia na Ziemi. Niektóre z tych przypadków (zapewne niewielki ułamek, ale wciąż bardzo dużo) odegrały wielką rolę w historii życia na Ziemi i wpłynęły na budowę rozmaitych form życia, wzbogacających biosferę. Prawa biologii zależą od podstawowych praw fizyki i chemii, ale również od ogromnej ilości dodatkowych informacji o przebiegu takich zdarzeń historycznych. Tutaj, w daleko większym stopniu niż w przypadku fizyki jądrowej, ciała stałego lub chemii, widzimy ogromną różnicę między redukcją do podstawowych praw fizyki, jaka jest w zasadzie możliwa, a trywialną koncepcją "redukcji", jaką to słowo może wywołać w umysłach naiwnych czytelników. Biologia jest o wiele bardziej złożona niż fizyka podstawowa, ponieważ tak wiele z jej regularności wynika zarówno z losowych zdarzeń, jak i praw podstawowych."Tak, w biologii, jak i w całej istniejącej obiektywnie rzeczywistości obowiązują prawa fizyczne, ale ich złożoność wymaga uwzględnienia także praw emergencji (Grzegorz Nowak. Emergencja, submergencja i znowu emergencja... w biologii)> Mamy tu sytuację dwóch (Pan i Nitsche) na jednego (ja)> >>>Nie tylko nas dwóch ponad 90% biologów uważa podobnie jak Ayala, którego zdanie przytoczyłem w poprzednim poście: "Największe odkrycie Darwina: projekt bez projektanta" "Teoria ewolucji postuluje, że przypadek i konieczność splatają się ze sobą w realnym życiu.(...) :> Ja bym się ich chętnie zapytał, jak rozumieją tę losowość.Żaden problem. Można zacząć od Darwina lub Monoda, ale ja proponuję np. od Mayr'ea, który pisze: PROBABILIZM W czasach ścisłego fizykalizmu, kiedy sądzono, że wszystko ma możliwą do zidentyfikowania przyczynę, pogląd, że na wynik procesu wpływa także przypadek, uważano za nienaukowy. Dlatego darwinowski proces doboru naturalnego (który wprawdzie nie przebiegał w sposób przypadkowy, ale w dużym stopniu zależny był od zjawisk losowych) został określony przez Herschela jako "prawo grochu z kapustą". W rzeczywistości już za czasów Laplace'a niektórzy naukowcy doceniali rolę procesów stochastycznych (losowych).
Powodem, dla którego tak wiele teorii biologicznych ma charakter probabilistyczny, jest to, że na ostateczny rezultat wpływa równocześnie wiele czynników, których poważna część charakteryzuje się losowością, i ta wielość przyczyn sprawia, że żaden czynnik nie jest w stu procentach odpowiedzialny za wynik. Jeśli mówimy, że określona mutacja jest przypadkowa, nie oznacza to, że mutacja w tym locus może przyjąć zupełnie dowolną formę, ale że nie jest związana z jakimikolwiek potrzebami organizmu lub że jest całkowicie nieprzewidywalna.> >>>(Np. dryf genetyczny: pl.wikipedia.org/wiki/Dryf_genetyczny)[/color]> I sądzi Pan, że dryf genetyczny nie ma żadnych przyczyn?A co to znaczy w ogóle "żadnych przyczyn"? "Losowość" też jest przyczyną. (Najprostszy przypadek losowej przypadkowości "rzut monetą" wymaga też warunków brzegowych: monety, siły wyrzutu i siły przyciągania). CDN @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | >>Oczywiście zdolnym teologom jest to wszystko jedno, gdyż oni cały ten kauzalny (i w pewnych fragmentach niekauzalny) obraz świata, który ujawnia nauka uważają za dowód (wręcz odcisk) mądrości Boga. >Teologom, tak jak i wszelkim ideologom, nie jest wszystko jedno i cieszą się, gdy mogą znaleźć naukowe argumenty dla poparcia własnych tez. Teologia może zawsze tak zmienić tezy, że do obecnego stanu nauki jakoś się je doklei z możliwie jak najmniejszym zgrzytem.
>>Mnie to akurat mało interesuje, >Czyżby Pan sądził, że ja opierając swoje poglądy na naukowym dorobku czynię tak to dla religijnej kontry? Może nie ująłbym tego w ten sposób. Raczej sądzę, że Pan czasami uważa filozoficzne konsekwencje nauki za samą naukę. Np. przypadek jest pojęciem filozoficznym, a nie naukowym, nawet jeśli popularyzują to pojęcie naukowcy.
>>gdyż są to wyssane z palca spekulacje, ale dla mnie wniosek nasuwa się następujący: >> wiedza naukowa nie jest przeciwnikiem wiary, jest nim jedynie sceptycyzm. >Zupełnie z Panem się tu nie zgadzam. Nauka - co prawda - nie jest rzeczywiście przeciwnikiem religijnej wiary, jak też i innych bajd, ale przeczący religijnym dogmatom dorobek nauki sprawia, że funkcjonariusze religijni uważają naukę za wroga i podejmują z nią walkę. Z tym akurat się zgadzam. Pozdrawiam serdecznie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | > Interesuje mnie jedynie językoznawczo rozumienie słowa "przypadek" przy opisie zjawisk, które nauka wyjaśnia w pełni kauzalnie (a przynajmniej prezentuje spójne, kauzalne teorie), np. w zakresie ewolucji biologicznej.<O ile dobrze cię zrozumiałem dostrzegasz sprzeczność między przypadkiem na który powołuje się biologiczna teoria ewolucji a zasadą kauzalności. Słusznie uważasz że przypadek wyklucza tę zasadę. Jeżeli o to ci właśnie chodzi to ci to chętnie wyjaśnię. Wpierw przeczytaj ten tekst: Prof. Dr. Franz Wuketits: (Un-)Intelligent Design? [Załącznik]
Mam dość ateistów. Oni bez przerwy gadają o Bogu - Heinrich Böll
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Post - co prawda - do pana Macieja: O ile dobrze cię zrozumiałem dostrzegasz sprzeczność między przypadkiem na który powołuje się biologiczna teoria ewolucji a zasadą kauzalności. Słusznie uważasz że przypadek wyklucza tę zasadę.> Jeżeli o to ci właśnie chodzi to ci to chętnie wyjaśnię. Wpierw przeczytaj ten tekst: Prof. Dr. Franz Wuketits: (Un-)Intelligent Design?Ale pozwolę sobie się wtrącić i dorzucić parę argumentów. _______________________________________________ Za słabo (prawie wcale) znam niemiecki aby zrozumieć wypowiedź prof. Wuketisa, ale odwołuje się on do słynnej już wypowiedzi arcybiskupa Wiednia kard. Christopha Schönborna. Kardynał, to nie byle kto: w swoim czasie był głównym redaktorem Katechizmu Kościoła Katolickiego. Jako filozof i teolog od trzydziestu lat zajmuje się problematyką stworzenia i ewolucji. Schönborn z całą świadomością, że wkłada kij w mrowisko, opublikował na łamach "New York Timesa" artykuł pt. "Finding Design in Nature" - co można przetłumaczyć: "Odkrywając celowość w przyrodzie". Może zamiast próbować streszczać to wystąpienie, po prostu zacytujmy tu jego najważniejsze fragmenty: "Od roku 1996, kiedy papież Jan Paweł II powiedział, że ewolucja (termin, którego papież nie zdefiniował) jest "czymś więcej niż hipotezą", obrońcy neodarwinowskiego dogmatu często powoływali się na rzekomą akceptację - lub przynajmniej przyzwolenie - Kościoła rzymskokatolickiego, broniąc swej teorii jako czegoś zgodnego z wiarą chrześcijańską. Jednak nie jest to prawdą. Kościół katolicki, zostawiając nauce wiele szczegółów historii życia na ziemi, głosi, że w świetle rozumu ludzki intelekt może bez trudu i w sposób wyraźny uchwycić cel i zamiar w świecie naturalnym, włącznie ze światem istot żyjących. Ewolucja w sensie wspólnego pochodzenia mogłaby być prawdą, ale nie jest nią ewolucja w sensie neodarwinowskim - jako nieukierunkowany, niezaplanowany proces losowej zmienności i doboru naturalnego. Każdy system myślowy, który zaprzecza lub odmawia większego znaczenia narzucającej się oczywistości celowości w biologii - jest ideologią, a nie nauką. (...)W ciągu dziejów Kościół bronił prawd wiary danej przez Jezusa Chrystusa. Jednak w epoce nowożytnej Kościół katolicki znalazł się w dziwnej roli także zdecydowanego obrońcy rozumu. W XIX wieku Sobór Watykański I nauczał świat dopiero co oczarowany "śmiercią Boga", że przy użyciu samego rozumu ludzkość może dojść do poznania realności Nieuprzyczynowanej Przyczyny, Pierwszego Poruszyciela, Boga filozofów. Obecnie, na początku XXI wieku, wobec poglądów naukowych w rodzaju neodarwinizmu i kosmologicznej teorii multiverse, wynalezionych dla uchylenia narzucającej się oczywistości celu i zamiaru odkrywanego w nowoczesnej nauce, Kościół katolicki będzie znowu bronił ludzkiego rozumu głosząc, że widoczna w przyrodzie wewnętrzna celowość jest czymś realnym. Teorie naukowe, które próbują pozbawić znaczenia tę wyraźną celowość przez uznanie jej za skutek "przypadku i konieczności", nie są wcale naukowe, lecz są - według wyrażenia Jana Pawła II - abdykacją ludzkiego rozumu".
Prof. Kazimierz Jodkowski "Rodzaje procesu ewolucyjnego i sens przypadku": www.nauka-(*)uki/pliki/download.php?file=94F.J. Ayala, "Największe odkrycie Darwina: projekt bez projektanta": "Teoria ewolucji postuluje, że przypadek i konieczność splatają się ze sobą w realnym życiu. Losowość i determinizm połączone są ze sobą w naturalnym procesie, który stworzył najbardziej złożone, różnorodne i piękne byty, jakie znamy we Wszechświecie: organizmy, które opanowały Ziemię, w tym ludzi zdolnych do myślenia i miłości, obdarzonych wolną wolą i zdolnościami twórczymi, a także potrafiących analizować ten sam proces ewolucji, który sprowadził ich do istnienia. Fundamentalnym odkryciem Darwina było to, że istnieje proces, który jest twórczy, chociaż pozbawiony świadomości. I to jest właśnie konceptualna rewolucja, której dopełnił Darwin: idea, że projekt organizmów żywych można wyjaśnić jako rezultat podlegających prawom przyrody procesów naturalnych. Jest to niewątpliwie zasadnicza wizja, która na zawsze zmieniła sposób, w jaki ludzkość postrzega samą siebie i swoje miejsce we Wszechświecie." www.nauka-(*)ismo/pdf/download.php?file=234Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >wypowiedź prof. Wuketisa, ale odwołuje się on do słynnej już wypowiedzi arcybiskupa Wiednia kard. Christopha Schönborna.< Prof. Dr. Franz Wuketits jest filozofem i biologiem specjalizującym się w teorii ewolucji. Jak pisze został poproszony przez media o ustosunkowanie się do tekstu Schönbronna, wiedeńczyk miał ocenić innego wiedeńczyka. Gotowy tekst zamieścił również w Aufklärung und Kritik. Jest to biuletyn Gesellschaft für kritische Philosophie Nürnberg (GKPN), gdzie pisuje kto ma jakieś nazwisko w świecie naukowym. Podałem ten tekst Maciejowi bo prof. tłumaczy jak interpretować przypadek w ewolucji. >Kardynał, to nie byle kto: w swoim czasie był głównym redaktorem Katechizmu Kościoła Katolickiego.< Był cichym kandydatem Ratzingera na papieża. Ale po kłopotach z tuszowaniem pedofilii i buntem swoich proboszczów nie miał już szans. >Jako filozof i teolog od trzydziestu lat zajmuje się problematyką stworzenia i ewolucji. Schönborn z całą świadomością, że wkłada kij w mrowisko, opublikował na łamach "New York Timesa" artykuł pt. "Finding Design in Nature".< Zrobił to za wiedzą i aprobatą Ratzingera. Kij wsadzony w mrowisko miał finał w debacie na temat teorii ewolucji w Castell Gandolfo w 2006. Schönbronn przyznał publicznie że T.E. nie należy do jego zainteresowań. W 2009 został zaproszony na obrady Austriackiej Rady Naukowej - rok darwinowski, gdzie złożył samokrytykę w stylu lat stalinowskich. Skrytykował kreacjonizm (absurdalne jest wierzyć w 6-dniowy akt stworzenia w potop. ID nie jest żadną teorią ponieważ nie zachowuje zasady kauzalności obowiązującej w nauce). KK ma swoją teistyczną T.E. creatio continua. >Może zamiast próbować streszczać to wystąpienie, po prostu zacytujmy tu jego najważniejsze fragmenty< Po złożonej samokrytyce nie ma sensu tego omawiać choć w tekście tym jest manipulacja. Tłumacz Schönbronna przetłumaczył niem. Evidenz na ang.evidence i zmienił sens wypowiedzi. Ale nasz dzielny Jezuita znał pewnie oryginał lub krytyczne recenzje i w tłumaczeniu na polski przetłumaczył jako oczywistość - evidenz.
Mam dość ateistów. Oni bez przerwy gadają o Bogu - Heinrich Böll
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | Mamy tu sytuację dwóch (Pan i Nitsche) na jednego (ja) i dobrze, że prenumeruję Pańskie wypowiedzi, gdyż tej na którą odpowiadam mógłbym inaczej nie zauważyć.
Oczywiście dwoma rękami podpisuję się pod poniższym tekstem, który wyłowiłem z Pańskiego linku: Przede wszystkim, żaden biolog-ewolucjonista nie zgodzi się z poglądem, by w procesie ewolucyjnym istniały zdarzenia nie posiadające przyczyny w obrębie przyrody. W biologicznej wizji świata nie ma zdarzeń bezprzyczynowych.
[...] mutacje są o tyle nieprzypadkowe, że nie następują one po prostu spontanicznie, tylko wywołują je określone wydarzenia fizykalne. Mutacje są stymulowane przez tzw. "mutageny" [...] - promieniowanie rentgenowskie, promieniowanie kosmiczne, substancje radioaktywne, rozmaite związki chemiczne, a nawet specjalne geny. [11]
Kiedy biolog mówi o przypadkowości procesów ewolucyjnych, ma na myśli co innego niż brak przyczyny.
[...] Znaczy to, ze mutacje nie prowadzą do lepszego przystosowania się organizmu do środowiska: jedne z nich zwiększają przystosowanie, inne zmniejszają, a jeszcze inne mają charakter neutralny. [...] Mutacje są naprawdę przypadkowe jedynie pod warunkiem, że przypadkowość jest zdefiniowana jako brak przewagi mutacji prowadzących do usprawnienia organizmu.
Mutacje są przypadkowe w stosunku do korzyści przystosowawczych, natomiast nieprzypadkowe pod wszystkimi innymi względami. Dobór naturalny - i tylko dobór - prowadzi ewolucję w kierunkach nieprzypadkowych w stosunku do przystosowań organizmu
Tak więc nie mówimy tu o przypadku w sensie kompletnego indeterminizmu, a jedynie o odrębności rozwoju mutacji od warunków środowiskowych. Jest to czwarty rodzaj przypadku z niemieckiej definicji, którą kiedyś przytaczałem, który polega na koincydencji (z cyklu: przypadkiem spotykam na wczasach znajomego). Przecież to w żaden sposób nie wyklucza kauzalności. Wręcz przeciwnie - zarówno dla mutacji, jak i dla danych warunków środowiskowych istnieją przyczyny, które doprowadziły do powstania tak jednych, jak i drugich.
(i tak dla pewności - oczywiście nie świadczy to w żaden sposób o jakiejkolwiek celowości).
Czyżbyśmy zaczęli się dogadywać w kwestii przypadku? Pzodrawiam serdecznie
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Pan Parys: W świecie ,w którym występuje zasada p-s , przypadek nie jest czymś obiektywnym, realnym lecz jest subiektywnym wrażeniem człowieka ,które pojawia się ,gdy dla pewnych zjawisk nie jest wstanie ustalić ich wszystkich przyczyn np. zjawiska społeczne: wtedy socjolodzy, nie mogąc fizycznie dotrzec do wszystkich członków badanej społeczności, stosują sondaże na próbie reprezentacyjnej a nastepnie rachunek prawdopodobieństwa .
Rozumowanie jest proste a zarazem niepodważalne:
1.istnieje materia 2.obowiązuje zasada p-s 3.zatem istnieje przyczyna materii 4.przyczyna materii nie może być z materii - w przeciwnym razie absurd: materia jest przyczyną materii 5.zatem przyczyna materii jest niematerialnawww.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,384663#w386921 ____________________________________ > Mamy tu sytuację dwóch (Pan i Nitsche) na jednego (ja)Nie tylko nas dwóch ponad 90% biologów uważa podobnie jak Ayala, którego zdanie przytoczyłem w poprzednim poście: "Największe odkrycie Darwina: projekt bez projektanta": "Teoria ewolucji postuluje, że przypadek i konieczność splatają się ze sobą w realnym życiu. Losowość i determinizm połączone są ze sobą w naturalnym procesie, który stworzył najbardziej złożone, różnorodne i piękne byty, jakie znamy we Wszechświecie: organizmy, które opanowały Ziemię, w tym ludzi zdolnych do myślenia i miłości, obdarzonych wolną wolą i zdolnościami twórczymi, a także potrafiących analizować ten sam proces ewolucji, który sprowadził ich do istnienia." (Np. dryf genetyczny: pl.wikipedia.org/wiki/Dryf_genetyczny)> i dobrze, że prenumeruję Pańskie wypowiedzi, gdyż tej na którą odpowiadam mógłbym inaczej nie zauważyć.Nie mam nic przeciwko temu, ale gdy się Pan do mojej wypowiedzi odwołuje, to wypadałoby ją zalinkować, gdyż ja - po prostu - wszystkich swoich tekstów nie pamiętam. > Oczywiście dwoma rękami podpisuję się pod poniższym tekstem, który wyłowiłem z Pańskiego linku: (...)Szkoda, że ja też nie mogę. (Wyciął Pan z czyjegoś tekstu kawałeczki, których słuszności ja ani tu zaprzeczyć, ani potwierdzić nie mam możliwości.)> Tak więc nie mówimy tu o przypadku w sensie kompletnego indeterminizmu,Chyba nigdy nie twierdziłem, że jakiś "kompletny indeterminizm" istnieje? (Jeżeli tak to proszę o link) Przeczę natomiast konsekwentnie istnienia "kompletności determinizmu" w biologii. Uważając, iż przypadek w procesach ewolucyjnych odgrywa znaczącą rolę. > a jedynie o odrębności rozwoju mutacji od warunków środowiskowych.Zupełnie nie rozumiem o czym Pan w tej części zdania mówi: W poprzednim poście napisałem:> - dziś tych kauzalnie niewytłumaczalnych zjawisk jest już niewiele, względnie są one tak małe, że mniejszych już nawet raczej w ogóle nie ma. Pan Fizyk: W sumie, pytanie o determinizm świata okazuje się pytaniem filozoficznym (optymistycznie - jak na razie tylko). Niemniej dowolność naukowej odpowiedzi na to pytanie wzmacnia pogląd, że związki przyczynowo-skutkowe (możliwe tylko w determinizmie) nie są fundamentalną cechą świata, lecz tylko ludzkim sposobem porządkowania obrazu tego świata. (Patrz niekończące się dyskusje z Parysem o "pierwszej przyczynie".) Jestem deterministą, ale nauka nie potwierdziła bezwyjątkowości związków przyczynowo-skutkowych i zaprzeczyła celowości. Np. Jodkowski "Mówi się, że dobór ma charakter deterministyczny, ale mutacje mają charakter przypadkowy. Proces ewolucyjny wskutek tego ma w dużym stopniu charakter przypadkowy. Znaczy to, ze mutacje nie prowadzą do lepszego przystosowania się organizmu do środowiska: jedne z nich zwiększają przystosowanie, inne zmniejszają, a jeszcze inne mają charakter neutralny. Pojęcia przypadku w odniesieniu do zjawisk życia używa się także w jeszcze innym sensie, w sensie braku konieczności. Przypadkowy charakter mają nie tylko mutacje, ale nawet samo powstanie życia".
> Jest to czwarty rodzaj przypadku z niemieckiej definicji, którą kiedyś przytaczałem,(...).Cała nasza tamta dyskusja znajduje się w tym Pańskim poście: www.racjon(*).php/s,492101/z,0/d,19#w508317 oraz w postach poniżej. Można do niej wrócić, ale po co, gdy nic nie jest w stanie Pana przekonać. Prof. Andrzej Paszewski pisze: Oczywiście radykalny determinista będzie twierdził, podobnie jak w kwestii początków życia, że warunki środowiskowe też nie są przypadkowe, nie znamy jedynie wszystkich czynników je determinujących. Przy takim założeniu musielibyśmy jednak uznać, że wypadnięcie z ciężarówki worka cukru do sadzawki, które spowoduje zmiany metabolizmu znajdujących się w niej mikroorganizmów, było wydarzeniem zdeterminowanym. Wspomniany "luz", który pozostawia rozwojowi organizmu jego genotyp, w oczywisty sposób nie dotyczy wszystkich cech. Niektóre z nich, jak na przykład grupy krwi, określane są jednoznacznie przez geny danego osobnika. W ewolucji organizmów żywych mamy więc do czynienia z dwoma zjawiskami przypadkowymi - mutacjami i rekombinacją, które przez selekcyjne właściwości teleonomiczne są wprowadzane w "królestwo konieczności" jakie stanowi konieczność realizacji planu rozwojowego i samoodtwarzania. W to wszystko włącza się środowisko ze swoją przypadkowością.> (i tak dla pewności - oczywiście nie świadczy to w żaden sposób o jakiejkolwiek celowości).Jeżeli wszystko miałoby być zdeterminowane ciągiem przyczynowo-skutkowym, to wystarcza "pierwsza przyczyna" dla zapoczątkowania realizacji celu. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Mansur-Maciej (50 punktów) | Panie Andrzeju, od kiedy wszedłem na Wasze forum i w końcu maja b.r. trafiłem na ten wątek, regularnie, i z dużą intelektualną przyjemnością, czytam Pana teksty. Ponieważ jestem tu od niedawna, nie wiem czy i jak kiedykowlwiek wypowiadał się Pan na temat panteizmu. A jestem Pana zdania bardzo ciekaw. Jeśli coś Pan na ten temat już pisał, będę wdzięczny za odpowiednie zsyłki. Przeczytam zanim poproszę o o dalszą dyskusję na ten temat. W odpowiedzi Panu Maceox cytuje Pan Prof. Paszewskiego, który to cytat, o ile dobrze rozumiem Pana stanowisko, poprawnie wyraża Pana własne przemyślenia na ten temat: > Prof. Andrzej Paszewski pisze: Oczywiście radykalny determinista będzie twierdził, podobnie jak w kwestii początków życia, że warunki środowiskowe też nie są przypadkowe, nie znamy jedynie wszystkich czynników je determinujących. Przy takim założeniu musielibyśmy jednak uznać, że wypadnięcie z ciężarówki worka cukru do sadzawki, które spowoduje zmiany metabolizmu znajdujących się w niej mikroorganizmów, było wydarzeniem zdeterminowanym. >Wspomniany "luz", który pozostawia rozwojowi organizmu jego genotyp, w oczywisty sposób nie dotyczy wszystkich cech. Niektóre z nich, jak na przykład grupy krwi, określane są jednoznacznie przez geny danego osobnika. W ewolucji organizmów żywych mamy więc do czynienia z dwoma zjawiskami przypadkowymi - mutacjami i rekombinacją, które przez selekcyjne właściwości teleonomiczne są wprowadzane w "królestwo konieczności" jakie stanowi konieczność realizacji planu rozwojowego i samoodtwarzania. W to wszystko włącza się środowisko ze swoją przypadkowością.> >(i tak dla pewności - oczywiście nie świadczy to w żaden sposób o jakiejkolwiek celowości).> Jeżeli wszystko miałoby być zdeterminowane ciągiem przyczynowo-skutkowym, to wystarcza "pierwsza przyczyna" dla zapoczątkowania realizacji celu.> @@@Pragnę więc zapytać o Pana zdanie. Czy "konieczność realizacji planu rozwojowego", o której mówi powyższy cytat, zgodnie z zasadami naturalizmu metodologicznego, (w dyskusji z Panią No Idea afirmował Pan, o ile dobrze rozumiem, naturalism metodologiczny jako swoje stanowisko, przepraszam za brak zsyłki, ale nie mogę teraz tego miejsca odszukać), należy rozumieć w odniesieniu do: (1) materii organicznej na Ziemi, (2) wszelkiej materii na Ziemi, (3) materii organicznej w Kosmosie, (4) wszelkiej materii w Kosmosie? Jeśli Pana odpowiedź będzie np (1) lub (2), to mam pytanie dlaczego, z jakich powodów, nie (3) lub (4)? A jeśli Pana odpowiedż będzie (3) lub (4), to chciałbym zapytać czy nie jest to jakaś forma panteizmu? Bo jeśli w Kosmosie istnieje "plan rozwojowy" to chyba znaczy, że w Kosmosie, a nie tylko w ludzkim mózgu/umyśle, istnieje inteligencja? Oczywiście nie imputuję tutaj Panu albo Prof. Paszewskiemu odstępstwa od racjonalnych zasad naturalizmu metodologicznego na rzecz teizmu czy teorii intelligent design. Interesuje mnie czy według Pana, z pozycji naturalizmu metodologicznego, obserwując w Kosmosie przejawy inteligencji, np "plan rozwojowy", można dopuścić hipotezę panteistyczną w duchu Spinozy czy Einsteina? Inaczej mówiąc, czy stojąc na gruncie naturalizmu metodologicznego wobec empirycznych dowodów na istnienie w Kosmosie inteligencji, na gruncie tym można sformułować hipotezę, że być może Kosmos jest wiecznie samoodtwarzającym się, żywym i inteligentym organizmem? Aby nie być gołosłownym co do panteizmu Einsteina przytaczam stosowny cytat i zsyłki: "In 2008, Albert Einstein's 1954 German letter in which he dismissed belief in a personal God was auctioned off for more than US$330,000. Einstein wrote, "We followers of Spinoza see our God in the wonderful order and lawfulness of all that exists and in its soul ("Beseeltheit") as it reveals itself in man and animal," in a letter to Eduard Büsching (25 October 1929) after Büsching sent Einstein a copy of his book Es gibt keinen Gott. Einstein responded that the book only dealt with the concept of a personal God and not the impersonal God of pantheism. "I do not believe in a personal God and I have never denied this but have expressed it clearly," he wrote in another letter in 1954.[31] ^ "Belief in God a 'product of human weaknesses': Einstein letter". CBC Canada. 2008-05-13. Retrieved 2011-08-31. Cyt za: en.wikipedia.org/wiki/Pantheism
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Ponieważ jestem tu od niedawna, nie wiem czy i jak kiedykolwiek wypowiadał się Pan na temat panteizmu. A jestem Pana zdania bardzo ciekaw. Jeśli coś Pan na ten temat już pisał, będę wdzięczny za odpowiednie zsyłki. Przeczytam zanim poproszę o o dalszą dyskusję na ten temat.Na naszym forum mamy ułatwienie w postaci wyszukiwarki znajdującej się w górnym menu. www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,367521#w367808www.racjon(*).php/z,0/d,10/s,464332#w470220www.racjonalista.pl/forum.php/s,374712#w374723www.racjonalista.pl/forum.php/s,384663#w384724www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,385960#w389543www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,468733#w468915www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,468733#w468930www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,475324#w493874www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,538650#w539356Jestem naturalistą ontologicznym i jakakolwiek koncepcja nadprzyrodzoności jest mi do zrozumienia istniejącej obiektywnie rzeczywistości niepotrzebną, a nawet odwrotnie zupełnie niepotrzebnie te zrozumienie by komplikowała. > W odpowiedzi Panu Maceox cytuje Pan Prof. Paszewskiego, który to cytat, o ile dobrze rozumiem Pana stanowisko, poprawnie wyraża Pana własne przemyślenia na ten temat:Znam dorobek prof. Paszewskiego i uważam go za mądrego człowieka, ale światopoglądowo stoimy na alternatywnych stanowiskach. Dlatego z zamieszczonym tu cytatem jego wypowiedzi zgadzam się w sprawach dotyczących wiedzy naukowej (pierwsza część cytatu), a nie wiary (druga część cytatu). > Pragnę więc zapytać o Pana zdanie. Czy "konieczność realizacji planu rozwojowego", o której mówi powyższy cytat,Konieczność realizacji każdego planu w przyrodzie jest stanowiskiem teleologicznym nie potwierdzonym nigdzie naukowo w istniejącej obiektywnie rzeczywistości. > zgodnie z zasadami naturalizmu metodologicznego,I nie ma nic wspólnego z naturalizmem metodologicznym. > (w dyskusji z Panią No Idea afirmował Pan, o ile dobrze rozumiem, naturalism metodologiczny jako swoje stanowisko,Co najwyżej jako minimum, gdyż jestem zwolennikiem: Naturalizm ontologiczny jest związany z naturalizmem metodologicznym i głosi, że za realnie istniejące wolno nam uznać wyłącznie te byty, które mogą być poznane przy uwzględnieniu naturalistycznych zasad metodologicznych. Naturalizm ontologiczny nie wyklucza więc a priori istnienia jakichkolwiek bytów, przyjmuje natomiast, że istnienie to możemy prawomocnie stwierdzić o tyle tylko, o ile byty te są nam bezpośrednio lub pośrednio dostępne w jakimś doświadczeniu poddającym się intersubiektywnie zrozumiałemu opisowi oraz o ile twierdzenia składające się na taki opis zostaną sprawdzone w sposób intersubiektywnie dostępny. Ponieważ współczesne nauki empiryczne, a zwłaszcza nauki przyrodnicze w największym stopniu czynią zadość wymogom naturalizmu metodologicznego, więc naturalizm ontologiczny przyjmuje, że nauki te dostarczają nam najbardziej wiarygodnej i adekwatnej wiedzy na temat rzeczywistości - tego, co istnieje.> przepraszam za brak zsyłki, ale nie mogę teraz tego miejsca odszukać,Ja też nie, ale ostatnio broniłem naturalizmu w tym wątku: www.racjonalista.pl/forum.php/s,559928#w559937 w którym znajdzie Pan wiele moich przemyśleń na ten temat. > Oczywiście nie imputuję tutaj Panu albo Prof. Paszewskiemu odstępstwa od racjonalnych zasad naturalizmu metodologicznego na rzecz teizmu czy teorii intelligent design.Nie mam zamiaru bronić stanowiska prof. Paszewskiego, który chyba wychodzi z trochę innych założeń metodologicznych, ja zagdzam się z dr Piotrem Bylicą, który pisze: Naturalizm metodologiczny jako konieczny warunek naukowości Zgodnie z postulatem naturalizmu metodologicznego świat przyrody, włączając ludzi, wyjaśnia się w nauce jedynie przy pomocy pojęć odnoszących się do przedmiotów i procesów występujących w przyrodniczym porządku przyczynowym. Nie stosuje się żadnych odwołań do czynników nadnaturalnych czy transcendentnych wobec przyrody.
Naturalizm metodologiczny z założenia jest więc warunkiem koniecznym uprawiania nauki. Jest częścią jej definicji. Na mocy tej definicji wszelkie wyjaśnienia odwołujące się do jakichś bytów nieprzyrodniczych muszą być nienaukowe.> Interesuje mnie czy według Pana, z pozycji naturalizmu metodologicznego, obserwując w Kosmosie przejawy inteligencji, np "plan rozwojowy", można dopuścić hipotezę panteistyczną w duchu Spinozy czy Einsteina?O ile jest mi wiadomo nikt nigdzie nie zaobserwował przejawów inteligencji poza zwierzętami na ziemi, a nawet więcej nigdy nigdzie nie natrafiono na przesłanki dopuszczające wpływ nadrzeczywistości na obiektywnie istniejącą rzeczywistość. > Inaczej mówiąc, czy stojąc na gruncie naturalizmu metodologicznego wobec empirycznych dowodów na istnienie w Kosmosie inteligencji, na gruncie tym można sformułować hipotezę, że być może Kosmos jest wiecznie samoodtwarzającym się, żywym i inteligentym organizmem?Jak wyżej widać Pańskie pytania są kierowane pod złym adresem. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | > Pan ParysPrzepraszam, ja tylko twierdzę, że w biologii obowiązuje w całej rozciągłości fizyka klasyczna i w związku z tym zachodzące w tym zakresie zmiany materii są w pełni zależne od poprzednich jej stanów i ruchów. Nie wypowiadam się na temat pierwszej przyczyny (a już na pewno nie jakiejś duchowej). > >Mamy tu sytuację dwóch (Pan i Nitsche) na jednego (ja)> Nie tylko nas dwóch ponad 90% biologów uważa podobnie jak Ayala, którego zdanie przytoczyłem w poprzednim poście: "Największe odkrycie Darwina: projekt bez projektanta": > "Teoria ewolucji postuluje, że przypadek i konieczność splatają się ze sobą w realnym życiu.Losowość i determinizm połączone są ze sobą w naturalnym procesie, który stworzył najbardziej złożone, różnorodne i piękne byty, jakie znamy we Wszechświecie: organizmy, które opanowały Ziemię, w tym ludzi zdolnych do myślenia i miłości, obdarzonych wolną wolą i zdolnościami twórczymi, a także potrafiących analizować ten sam proces ewolucji, który sprowadził ich do istnienia." Ja bym się ich chętnie zapytał, jak rozumieją tę losowość. Na razie na forum wygląda na to, że dość dobrze rozumiem się z Panem Fizykiem i z Kognitywistą. Jak na moje aspiracje w tej dziedzinie, to wystarcza mi to z wielką nadwyżką nawet, choć żałuję, że na razie nie mogę dogadać się w tym względzie z Panem. > (Np. dryf genetyczny: pl.wikipedia.org/wiki/Dryf_genetyczny)I sądzi Pan, że dryf genetyczny nie ma żadnych przyczyn? > >Oczywiście dwoma rękami podpisuję się pod poniższym tekstem, który wyłowiłem z Pańskiego linku: (...)> Szkoda, że ja też nie mogę. (Wyciął Pan z czyjegoś tekstu kawałeczki, których słuszności ja ani tu zaprzeczyć, ani potwierdzić nie mam możliwości.)To był fragment tekstu, który Pan wkleił w poprzedniej swojej wypowiedzi: Prof. Kazimierz Jodkowski "Rodzaje procesu ewolucyjnego i sens przypadku": Tu tylko jeszcze raz jedno zdanie z tego tekstu: " mutacje są o tyle nieprzypadkowe, że nie następują one po prostu spontanicznie, tylko wywołują je określone wydarzenia fizykalne. Mutacje są stymulowane przez tzw. "mutageny" [...] - promieniowanie rentgenowskie, promieniowanie kosmiczne, substancje radioaktywne, rozmaite związki chemiczne, a nawet specjalne geny" > >Tak więc nie mówimy tu o przypadku w sensie kompletnego indeterminizmu,> Chyba nigdy nie twierdziłem, że jakiś "kompletny indeterminizm" istnieje?Mi wystarczy, że Pan mówił, że losowość, o której mówimy przy okazji genetyki i mutacji genetycznych jest losowością całkowicie obiektywną - w żaden sposób niezdeterminowaną. Nie potrafię dokładnie namierzyć cytatu, więc może Pan jeszcze zaprzeczyć i wyjdzie, że ja źle pamiętałem. > Przeczę natomiast konsekwentnie istnienia "kompletności determinizmu" w biologii. Uważając, iż przypadek w procesach ewolucyjnych odgrywa znaczącą rolę.Tu się nie zgadzamy. Przypadek w biologii nie polega na tym, że jakieś zjawisko nie ma przyczyny, albo że z dokładnie tej samej przyczyny mogłyby wyniknąć różne skutki. > >a jedynie o odrębności rozwoju mutacji od warunków środowiskowych.> Zupełnie nie rozumiem o czym Pan w tej części zdania mówi:Związek przyczynowy prowadzący do powstania mutacji jest odrębny od związku przyczynowego prowadzącego do powstania warunków środowiskowych. Zetknięcie się skutków tych dwóch związków przyczynowych (zmutowanych genów i danych warunków środowiskowych) zwie się w biologii przypadkiem. Proszę zerknąć okiem na moją rozmowę z Kognitywistą: www.racjonalista.pl/forum.php/s,515240#w516085> Cała nasza tamta dyskusja znajduje się w tym Pańskim poście: www.racjon(*).php/s,492101/z,0/d,19#w508317 oraz w postach poniżej. Można do niej wrócić, ale po co, gdy nic nie jest w stanie Pana przekonać.A czy Pan brał pod uwagę taką możliwość, że to może Pan mógłby się dać przekonać? Moje argumenty nie są dla Pana wystarczające, więc niestety będę musiał sięgnąć po autorytety. Na początek poproszę o ustosunkowanie się do mojego poniższego wpisu: www.racjonalista.pl/forum.php/s,562660#w571976> Prof. Andrzej Paszewski pisze: [color=navy] Oczywiście radykalny determinista będzie twierdził, podobnie jak w kwestii początków życia, że warunki środowiskowe też nie są przypadkowe, nie znamy jedynie wszystkich czynników je determinujących. Przy takim założeniu musielibyśmy jednak uznać, że wypadnięcie z ciężarówki worka cukru do sadzawki, które spowoduje zmiany metabolizmu znajdujących się w niej mikroorganizmów, było wydarzeniem zdeterminowanym.Przepraszam, a dlaczego miałoby to nie być zdarzenie zdeterminowane? Było zdeterminowane chociażby grawitacją, ruchem ciężarówki, podskoczeniem kół na kamieniu i całą resztą warunków, które na to wpłynęły. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Ciąg dalszy II: > To był fragment tekstu, który Pan wkleił w poprzedniej swojej wypowiedzi:> >>>Prof. Kazimierz Jodkowski "Rodzaje procesu ewolucyjnego i sens przypadku":Warto dorzucić tu jeszcze tą krytykę przypadku: potop-exodus.w.interia.pl/ewolucja/przypadek.html> Tu tylko jeszcze raz jedno zdanie z tego tekstu:" mutacje są o tyle nieprzypadkowe, że nie następują one po prostu spontanicznie, tylko wywołują je określone wydarzenia fizykalne. Mutacje są stymulowane przez tzw. "mutageny" [...] - promieniowanie rentgenowskie, promieniowanie kosmiczne, substancje radioaktywne, rozmaite związki chemiczne, a nawet specjalne geny" A może jednak link do całego tekstu: www.nauka-(*)uki/pliki/download.php?file=94(Przy każdej wypowiedzi warto się zastanowić kto ją wypowiada, gdyż jeżeli dwóch mówi nawet to samo, to wcale jeszcze tego samego to nie musi znaczyć). Prof. Jodkowski jest mądrym człowiekiem i zajmuje się problematyką, która mnie interesuje, ale prof Jodkowski jest filozofem mocno związanym ze swoją macierzystą uczelnią (KUL-em) oraz inteligentnie broniącym racji katolickiego ewolucjonizmu: czajniczek(*)kowski-kreacjonizmu-broni.htmlW poście Pod linkiem do Jodkowskiego, z którego powyrywał Pan kawałki znajdował się cytat F.J. Ayala, "Największe odkrycie Darwina: projekt bez projektanta": "Teoria ewolucji postuluje, że przypadek i konieczność splatają się ze sobą w realnym życiu. Losowość i determinizm połączone są ze sobą w naturalnym procesie, który stworzył najbardziej złożone, różnorodne i piękne byty, jakie znamy we Wszechświecie: organizmy, które opanowały Ziemię, w tym ludzi zdolnych do myślenia i miłości, obdarzonych wolną wolą i zdolnościami twórczymi, a także potrafiących analizować ten sam proces ewolucji, który sprowadził ich do istnienia. Fundamentalnym odkryciem Darwina było to, że istnieje proces, który jest twórczy, chociaż pozbawiony świadomości. I to jest właśnie konceptualna rewolucja, której dopełnił Darwin: idea, że projekt organizmów żywych można wyjaśnić jako rezultat podlegających prawom przyrody procesów naturalnych. Jest to niewątpliwie zasadnicza wizja, która na zawsze zmieniła sposób, w jaki ludzkość postrzega samą siebie i swoje miejsce we Wszechświecie." www.nauka-(*)ismo/pdf/download.php?file=234Oraz cytat Jodkowskiego: "Mówi się, że dobór ma charakter deterministyczny, ale mutacje mają charakter przypadkowy. Proces ewolucyjny wskutek tego ma w dużym stopniu charakter przypadkowy. Znaczy to, ze mutacje nie prowadzą do lepszego przystosowania się organizmu do środowiska: jedne z nich zwiększają przystosowanie, inne zmniejszają, a jeszcze inne mają charakter neutralny. Pojęcia przypadku w odniesieniu do zjawisk życia używa się także w jeszcze innym sensie, w sensie braku konieczności. Przypadkowy charakter mają nie tylko mutacje, ale nawet samo powstanie życia". Ale już te cytaty niezgodne z Pańską wiarą, są dla Pana nieważnymi. Pan woli swoje "wyrywki". Pomimo tego ja pozostanę przy cytatach całych myśli, wraz z linkami odsyłającymi do konkretnego źródła. Taka już moja metoda. > Tak więc nie mówimy tu o przypadku w sensie kompletnego indeterminizmu,> >>>Chyba nigdy nie twierdziłem, że jakiś "kompletny indeterminizm" istnieje?> Mi wystarczy, że Pan mówił, że losowość, o której mówimy przy okazji genetyki i mutacji genetycznych jest losowością całkowicie obiektywną - w żaden sposób niezdeterminowaną. Nie potrafię dokładnie namierzyć cytatu, więc może Pan jeszcze zaprzeczyć i wyjdzie, że ja źle pamiętałem.> >>>Przeczę natomiast konsekwentnie istnienia "kompletności determinizmu" w biologii. Uważając, iż przypadek w procesach ewolucyjnych odgrywa znaczącą rolę.A po co Pan poszatkował Pan moją wypowiedz?:>Tak więc nie mówimy tu o przypadku w sensie kompletnego indeterminizmu, Chyba nigdy nie twierdziłem, że jakiś "kompletny indeterminizm" istnieje? (Jeżeli tak to proszę o link) Przeczę natomiast konsekwentnie istnienia "kompletności determinizmu" w biologii. Uważając, iż przypadek w procesach ewolucyjnych odgrywa znaczącą rolę. > Tu się nie zgadzamy.Tak, ale ja najbardziej nie zgadzam się na manipulacje myślami innych, a już szczególnie moimi. > Przypadek w biologii nie polega na tym, że jakieś zjawisko nie ma przyczyny, albo że z dokładnie tej samej przyczyny mogłyby wyniknąć różne skutki.Najprościej (wprost łopatologicznie) opisując przypadek losowy, to jest taki przypadek, w którego wyniku z identycznych założeń brzegowych (przyczyn) może wyniknąć i orzeł i reszka. > a jedynie o odrębności rozwoju mutacji od warunków środowiskowych.> >>>Zupełnie nie rozumiem o czym Pan w tej części zdania mówi:> Związek przyczynowy prowadzący do powstania mutacji jest odrębny od związku przyczynowego prowadzącego do powstania warunków środowiskowych. Zetknięcie się skutków tych dwóch związków przyczynowych (zmutowanych genów i danych warunków środowiskowych) zwie się w biologii przypadkiem. Proszę zerknąć okiem na moją rozmowę z Kognitywistą: www.racjonalista.pl/forum.php/s,515240#w516085Odsyła Pan tu do swojej wypowiedzi, z którą ja się nie zgadzam, a Pan Kognitywista godzi się w poniższy sposób. Ta przypadkowość ma też wyraźnie uzmysławiać brak relacji przyczyna-skutek pomiędzy mutacją a procesem doboru naturalnego. To dwa niezależne od siebie zjawiska, które łącznie dają efekt w postaci ewolucji.CDN .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Ciąg dalszy III. > >>>Cała nasza tamta dyskusja znajduje się w tym Pańskim poście: www.racjon(*).php/s,492101/z,0/d,19#w508317 oraz w postach poniżej. Można do niej wrócić, ale po co, gdy nic nie jest w stanie Pana przekonać.> A czy Pan brał pod uwagę taką możliwość, że to może Pan mógłby się dać przekonać?Zawsze biorę pod uwagę taką możliwość, ale proszę o racjonalne argumenty, a nie Pańską głęboką wiarę. > Moje argumenty nie są dla Pana wystarczające,W moim odbiorze nie przedstawił Pan argumentów. > więc niestety będę musiał sięgnąć po autorytety.Bardzo proszę, choć tu nie o autorytety chodzi, a o dowód, że wszystkie zdarzenia są zdeterminowane, że każda określona przyczyna rodzi określony skutek. Panu Parysowi to się nie udało, ale Panu może. > Na początek poproszę o ustosunkowanie się do mojego poniższego wpisu:> www.racjonalista.pl/forum.php/s,562660#w571976Przykro mi, ale nie wyświetla się tu żaden konkretny post. > >>>Prof. Andrzej Paszewski pisze: Oczywiście radykalny determinista będzie twierdził, podobnie jak w kwestii początków życia, że warunki środowiskowe też nie są przypadkowe, nie znamy jedynie wszystkich czynników je determinujących. Przy takim założeniu musielibyśmy jednak uznać, że wypadnięcie z ciężarówki worka cukru do sadzawki, które spowoduje zmiany metabolizmu znajdujących się w niej mikroorganizmów, było wydarzeniem zdeterminowanym.> Przepraszam, a dlaczego miałoby to nie być zdarzenie zdeterminowane? Było zdeterminowane chociażby grawitacją, ruchem ciężarówki, podskoczeniem kół na kamieniu i całą resztą warunków, które na to wpłynęły.Tak, to zdarzenie ma wprost teleologiczny sens, gdyż przecież zupełnie nie mógł zaistnieć przypadek aby worek nie wypadł.I o czym jeszcze w tym temacie moglibyśmy dyskutować. Serdecznie pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | > >Na początek poproszę o ustosunkowanie się do mojego poniższego wpisu:> >www.racjonalista.pl/forum.php/s,562660#w571976> Przykro mi, ale nie wyświetla się tu żaden konkretny post.Czasami również nie wyświetlają mi się te posty, co trzeba. Proszę wyszukać w swoim wątku "Teodycea, Bóg a zło" (przepraszam za wyrażenie) słowo "gówno", np. przy użyciu funkcji "ctrl"+F. Powinien Pan w ten sposób znaleźć mój post pisany w odpowiedzi Nitschemu zaczynający się od słów "dziekuję bardzo za ciekawy artykuł". Jest to post, który stanowi kwintesencję mojego stanowiska w kwestii odczytywania celowości lub niecelowości z przyrody, a także w kwestii istnienia indeterministycznego przypadku w biologii. Dziękuję za Pańskie dotychczasowe odpowiedzi i linki. Chciałbym w pierwszej kolejności poprosić o Pański komentarz do wskazanego wyżej mojego postu. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >>>>Przykro mi, ale nie wyświetla się tu żaden konkretny post. >Czasami również nie wyświetlają mi się te posty, co trzeba. Proszę wyszukać w swoim wątku "Teodycea, Bóg a zło" (przepraszam za wyrażenie) słowo "gówno", Nie znam się na gównach, choć wiem, że specjaliści osiągają ciekawe informacje z ich badania.
>Powinien Pan w ten sposób znaleźć mój post pisany w odpowiedzi Nitschemu zaczynający się od słów "dziekuję bardzo za ciekawy artykuł". Jest to post, który stanowi kwintesencję mojego stanowiska w kwestii odczytywania celowości lub niecelowości z przyrody, a także w kwestii istnienia indeterministycznego przypadku w biologii. Każdy trochę inaczej odczytuje teksty. Dla mnie jest to post stanowiący kwintesencję Pańskiego uporu i niepoważnego traktowania tekstów Pańskich oponentów.
>Dziękuję za Pańskie dotychczasowe odpowiedzi i linki. Ja też się wówczas uczę, gdy staram się sprecyzować i komunikatywnie wyartykułować swoje stanowisko.
>Chciałbym w pierwszej kolejności poprosić o Pański komentarz do wskazanego wyżej mojego postu. Wybaczy Pan, ale zakończę nim wypowiedzi na ten temat.
>Osobiście uważam, że twierdzenia o celowości w przyrodzie są gównem, (...) Aż tak wysoki poziom dyskusji Pan osiągnął? I wcale nie o epitet mi chodzi, a o argumentację.
>Innymi słowy: celowość dostrzegana w przyrodzie jest oczywistym antropomorfizmem. Przecież wystarcza w zupełności stwierdzić, że źródłem celowości może być tylko umysł, a nauka takowy jedynie u niektórych zwierząt dostrzega. Może i wystarczy tak stwierdzić, ale przecież są jeszcze lepsze stwierdzenie np.: Bogusławski nie ma racji.
>Natomiast twierdzenie o niecelowości przyrody to już tylko zaprzeczenie jakiejś zupełnie wyimaginowanej tezie. Tyle, że dosyć powszechnej i naturalnej dla ludzkiego sposobu myślenia.
>Cała ta dyskusja celowość kontra niecelowość spływa po przyrodzie i po nauce jak nieczystości zmywane - niech nawet będzie - wodą, ale jedno i drugie nie zmienia w żaden sposób przyrody jako takiej i jej pozytywnego opisu dokonywanego przez naukę. Słabo Pan zna dyskusje naukowe dotyczące praw rządzących przyrodą. Wcale neodarwinizm nie jest powszechnie przyjętym poglądem, a nawet wśród tych, którzy deklaratywnie go przyjmują wcale też nie jest powszechnie zrozumiałym.
>Przypadek wyklucza zasadę kauzalności tylko wtedy, jeśli mówimy o przypadku rozumianym w pełni indeterministycznie. Niech Pan to udowodni. Losowość w biologii Teoria ewolucji wyjaśnia obserwowaną różnorodność życia kumulowaniem się losowych mutacji w puli genowej populacji, które nie miały ze sobą kontaktu. Pod wpływem różnych presji selekcyjnych z losowych mutacji wybierany jest inny zestaw cech i w efekcie populacje z upływem czasu są coraz mniej do siebie podobne. Wygląd pojedynczego organizmu jest częściowo zdeterminowany (przez geny i środowisko), a częściowo losowy.
Prof. Kazimierz Sobczyk: Do niedawna było nie do pomyślenia, aby model deterministyczny mógł kryć w sobie bezład, brak porządku czy losowość (w jej potocznym rozumieniu). Modele deterministyczne mechaniki Newtona (1686 r.), a później równania Maxwella pola elektromagnetycznego stanowiły mocne oparcie dla wszechogarniającej zasady determinizmu poznawczego. Panowało powszechne przekonanie, że modele matematyczne, głównie w postaci równań różniczkowych, określają przyszłość ściśle i dokładnie, jeśli dany jest stan układu w chwili początkowej. Podejrzewano - i jest to jedna z podstaw do występowania reprezentowanego tu przez Pana przesądu - że istnieje jakiś "klucz" pozwalający odszyfrować każdą przyczynę.
>Są jednak na forum osoby, który uważają, że nawet to, co dzieje się wewnątrz bębna totolotka jest w pełni indeterministyczne, czyli - jak rozumiem - nie zależy od warunków panujących w bębnie. (...) Nawet jeżeli Pan pije do mnie, to i tak zupełnie Pan nie rozumie na czym polega "przypadek losowy" w przyrodzie. (Może warto tu zaznaczyć, iż uważam, że "przypadki losowe" są zdeterminowaną częścią procesów przyrodniczych. Są jednym z praw przyrody.)
>No skoro tak rozumiemy losowość w przyrodzie, to rzeczywiście nie ma innego wyjścia, jak tłumaczyć wszystko przypadkiem - czyli ostatecznie nic nie tłumaczyć... Czyli jeżeli, gdy opis przyrodniczy nie satysfakcjonuje, to można opowiadać mity.
>Wydawało mi się, że istnieją tu jednak pewne prawa i że podlegają im tak kulki w totolotku, jaki i zasady azotowe w DNA. Wszystko podlega jednakowym prawom, a te prawa ustala Pan Maceox. Fajne! Istnieją w przyrodzie prawa i są one niezmienne, ale dotyczą one określonych procesów i mogą być tylko do nich stosowane. Na przykład prawami fizyki klasycznej nie można opisywać zjawisk kwantowych. Tak, zarówno rzut monetą, jak i kulki wypadające z bębna losującego dają jednostkowo zupełnie przypadkowe wyniki i takie - zgodne z prawami przyrody (czyli zdeterminowane) - losowe przypadki mają wpływ na procesy ewolucyjne. Nie, nie można (nawet tylko teoretycznie) określić ani wszystkich przyczyn takiego losowego zdarzenia, ani tym bardziej jego skutków.
>Sądziłem wreszcie, (...) >Myślałem, (...) >Ale nie ... nic podobnego... To jest wszystko tylko indeterministyczny przypadek... Przepraszam, ale dla mnie tak rozumiany przypadek niewiele różni się od Boga, gdyż jest tylko słowem - intelektualną konstrukcją oderwaną od tego, co faktycznie dzieje się w materii i przyrodzie. I o czym tu na takim poziomie rozmawiać? Nie dość, iż nie chce Pan zrozumieć w sumie prostych praw przyrody dotyczących procesów ewolucyjnych, to dokonuje Pan manipulacji moimi wywodami, jednak opartymi na poważnych źródłach uznawanych powszechnie badaczy, do których się odwołuję. To nie są spekulanci. Jacyś tam specjaliści od intelektualnych konstrukcji. Można to zawsze sprawdzić i zweryfikować.
Pozdrawiam
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | > Najdziwniejszym dla mnie jest to, że pomimo, iż pokazałem Panu używanie takich terminów w opisach przyrodników różnych specjalizacji i różnych światopoglądów Pan uznał, iż wszyscy są głupcami.I to jest jedyny możliwy wniosek jaki Pan z tej dyskusji wysuwa? A czy ja gdziekolwiek napisałem, że używanie takich terminów (konkretnie chodzi o termin "przypadek") miałoby być bezzasadne? > Nie wiedzą co mówią i Pan to musi nam wszystkim uświadomić. Nie uznaję żadnych autorytetów, ale Pan nigdzie nie obalił powszechnego wśród biologów ewolucyjnych twierdzenia o występowaniu i roli "przypadku losowego". Nawet zacytowany wyżej - amerykański fizyk, laureat nagrody Nobla - Murray Gell-Mann to dla Pana hetka-pętelka.Nigdzie nie obaliłem, gdyż nigdzie również nie zaprzeczyłem ani występowaniu, ani roli "przypadku losowego". > Dla mnie jest to post stanowiący kwintesencję Pańskiego uporu i niepoważnego traktowania tekstów Pańskich oponentów.A czy Pan jest całkowicie pewien, że Pan poważnie potraktował nie tylko mnie, ale również cytaty, do których Pan się odwołuje? Proszę mi wskazać, gdzie w którymkolwiek z tych cytatów zdefiniowano słowa "przypadek" lub "losowość". Jest Pan pewien, że przywołani przez Pana naukowcy definiują przypadek jako sytuację, w której identyczne warunki brzegowe prowadzą do różnych skutków? Jeśli tak, to proszę wskazać, gdzie tak napisali. A skąd Pan wie, że autorzy Pańskich cytatów przypadkiem nie rozumieją przypadku jako "sytuacji, w której prawdopodobieństwo wystąpienia danego zdarzenia jest mniejsze niż jeden" (i w związku z tym gdy piszą, że na ewolucję wpływają zarówno losowość, jak i determinizm, to determinizm jest wówczas konsekwentnie definiowany jako sytuacja, w której prawdopodobieństwo danego zdarzenia wynosi jeden (pewność))? Dla mnie np. jest wysoce prawdopodobne, że właśnie taką definicję stosują, gdyż świadczą o tym ich dalsze wyjaśnienia, a jeśli rzeczywiście tak, to ja wówczas w pełni się zgadzam, że tak pojęty przypadek ma miejsce zarówno w grach losowych, jak i w mutacjach genetycznych i zasadniczo zachodzi w przyrodzie często. Definicja poprzez prawdopodobieństwo jest bowiem szeroka i obejmuje zarówno przypadki "subiektywne" wynikające z naszej nieznajomości warunków brzegowych, jak również ewentualne przypadki "obiektywne" (dla których nie tylko w umyśle obserwatora, ale również faktycznie brak jest ścisłych przyczyn). Tyle tylko, że takie rozumienie przypadku niczego nie wyjaśnia dla naszego sporu, gdyż nie kłócimy się o to, czy przypadki istnieją, tylko o to, czy w biologii istnieją przypadki "obiektywne" - takie, które w rzeczywistości nie są ściśle zdeterminowane w sensie pozostawania w ramach obiektywnie istniejącego związku przyczynowego. > >Osobiście uważam, że twierdzenia o celowości w przyrodzie są gównem, (...)> Aż tak wysoki poziom dyskusji Pan osiągnął? I wcale nie o epitet mi chodzi, a o argumentację.Tak, uważam, że twierdzenia o celowości w przyrodzie są wyssane z palca i nadmiarowe w sensie brzytwy Ockhama i sceptycyzmu, ale nadmiarowe są również twierdzenia o jej bezcelowości. Człowiek nie ma empirycznych podstaw by wyrażać się o przyrodzie w tych kategoriach. Pan oczywiście ma prawo do swej oceny poziomu tej argumentacji. Nie ukrywam jednak, że dla mnie plusy od osób kompetentnych w nauce są źródłem sporej radości, a i Pana z tego grona nie wyłączam, choć tym razem akurat nie od Pana dostałem plusa. > Może i wystarczy tak stwierdzić, ale przecież są jeszcze lepsze stwierdzenie np.: Bogusławski nie ma racji.Jakiś czas temu wręcz mój światopogląd uległ pewnej reorientacji zasadniczo dzięki wysłuchaniu Pana racji. Tak, nie wierzę Panu na słowo i twierdzę, że w kwestii rozumienia losowości w przyrodzie nie ma Pan racji. > >Przypadek wyklucza zasadę kauzalności tylko wtedy, jeśli mówimy o przypadku rozumianym w pełni indeterministycznie.> Niech Pan to udowodni.To nie jest kwestia dowodzenia tylko definicji. Skoro mogą istnieć zarówno przypadki "subiektywne" (brak wiedzy o wszystkich przyczynach), jak i - być może - "obiektywne" - (w których nie ma przyczyny lub w których identyczne warunki brzegowe prowadzą do różnych skutków), to zasadę kauzalności (pojmowaną jako założenie powszechnego występowania związku przyczynowego) przerywają tylko te drugie i ja je nazywam przypadkami indeterministycznymi. Równie dobrze mogłem napisać "przypadki obiektywne". > zupełnie Pan nie rozumie na czym polega "przypadek losowy" w przyrodzie. (Może warto tu zaznaczyć, iż uważam, że "przypadki losowe" są zdeterminowaną częścią procesów przyrodniczych. Są jednym z praw przyrody.) > >No skoro tak rozumiemy losowość w przyrodzie, to rzeczywiście nie ma innego wyjścia, jak tłumaczyć wszystko przypadkiem - czyli ostatecznie nic nie tłumaczyć...> Czyli jeżeli, gdy opis przyrodniczy nie satysfakcjonuje, to można opowiadać mity.> I o czym tu na takim poziomie rozmawiać? Nie dość, iż nie chce Pan zrozumieć w sumie prostych praw przyrody dotyczących procesów ewolucyjnych [...]W poniższym poście: www.racjonalista.pl/forum.php/s,570249#w574040napisałem tak: Cytat:Moim zdaniem w ogóle słowo "losowość" stanowi zawsze (nawet w ramach fizyki kwantowej) jedynie pewne ideowe uogólnienie, nie jest natomiast nigdy obiektywną cechą materii, ani nie stanowi też jakiegokolwiek oddziaływania. Jest czysto intelektualną kategorią porządkującą pewne zjawiska. a Pan Fizyk napisał: Cytat:Tak, takie jest także moje stanowisko. [...] Może Pan zatem wyjaśni Panu Fizykowi, że nie rozumie on na czym polega "przypadek losowy" w przyrodzie, że nie rozumie w sumie prostych praw przyrody dotyczących procesów ewolucyjnych i w ogóle opowiada mity? Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >czy ja gdziekolwiek napisałem, że używanie takich terminów (konkretnie chodzi o termin "przypadek") miałoby być bezzasadne? A więc co próbuje Pan tu wcisnąć? Ja już nie rozumiem?
>Nigdzie nie obaliłem, gdyż nigdzie również nie zaprzeczyłem ani występowaniu, ani roli "przypadku losowego". A więc jeżeli zgadza się Pan uznać przypadek losowy za przyczynę, to cała dyskusja jest o niczym.
>A czy Pan jest całkowicie pewien, że Pan poważnie potraktował nie tylko mnie, ale również cytaty, do których Pan się odwołuje? Na ogół bardzo się staram poważnie traktować Pana, choć przyznam się, że czasem mi to nie wychodzi, a już zupełnie poważnie zawsze traktuję to co jest napisane.
>Proszę mi wskazać, gdzie w którymkolwiek z tych cytatów zdefiniowano słowa "przypadek" lub "losowość". A dlaczego ja mam tego zdefiniowania szukać skoro Panu jest potrzebne? Proszę sobie sięgnąć do moich wyższych postów. Młócenie słomy jest bezsensowne, a ja wyjaśniłem swoje rozumienie "przypadku" i "losowości", w oparciu o różne autorytety, na przeróżne możliwe sposoby. Po prostu proszę jeszcze raz sobie przeczytać moje wypowiedzi. Może uda się Panu to zrozumieć. Jeżeli nie, to ja już nic więcej zrobić nie mogę.
>Jest Pan pewien, że przywołani przez Pana naukowcy definiują przypadek jako sytuację, w której identyczne warunki brzegowe prowadzą do różnych skutków? A gdzie ja tak napisałem? Teza, że przy identycznych warunkach brzegowych wpływ losowego przypadku może przynosić różne skutki - jest wprawdzie podobną, ale inną tezą. Czy tak trudno to zrozumieć.
>Jeśli tak, to proszę wskazać, gdzie tak napisali. >A skąd Pan wie, że autorzy Pańskich cytatów przypadkiem nie rozumieją przypadku jako "sytuacji, w której prawdopodobieństwo wystąpienia danego zdarzenia jest mniejsze niż jeden" (i w związku z tym gdy piszą, że na ewolucję wpływają zarówno losowość, jak i determinizm, to determinizm jest wówczas konsekwentnie definiowany jako sytuacja, w której prawdopodobieństwo danego zdarzenia wynosi jeden (pewność))? Staram się czytać ze zrozumieniem i nie nakładać na czyjeś wypowiedzi własnych projekcji. (Najczęściej przeczytałem też trochę więcej myśli danego autora niż przedstawiany tu skrótowy cytat wyrażający jakieś sedno.) Wiem, że niektórzy tak potrafią i wyciągają zupełnie inne wnioski niż ja z przeczytanych tekstów.
>Dla mnie np. jest wysoce prawdopodobne, że właśnie taką definicję stosują, gdyż świadczą o tym ich dalsze wyjaśnienia, Cały czas podaję konkretne źródła i polecam doczytanie zamiast upartych własnych wyspekulowanych projekcji.
>a jeśli rzeczywiście tak, to ja wówczas w pełni się zgadzam, że tak pojęty przypadek ma miejsce zarówno w grach losowych, jak i w mutacjach genetycznych i zasadniczo zachodzi w przyrodzie często. Jestem prawie pewien, że wcale Pan nie rozumie roli przypadku w biologii, gdyż tam zupełnie o coś innego chodzi. Postaram się więc jeszcze raz.
Mamy dowolną ilość przypadków z identycznymi warunkami brzegowymi (choć należy mieć tu świadomość, że złożoność warunków brzegowych w losującym bębnie jest bardzo prymitywna w stosunku do złożoności procesów przyrodniczych), w których na zasadzie przypadków losowych (wszystko jedno jak je opiszemy: "rzut monetą", "bęben totolotka" i jakie będą ich przyczyny np. kwantowe) dochodzi do zróżnicowania skutków i skutki są takie same jak w grach losowych - pojedyncze przypadki wygrywają.
Nie można żadnym metodami wyznaczyć określonego skutku na podstawie określonych przyczyn, (gdyż na przykład wykonanie tylko kilku rzutów z rzędu nie spowoduje, że liczba orłów będzie równa liczbie reszek) i choć większość skutków jest zgodna z rozkładem statystycznym, to znaczenie mają konkretne jednostki lepiej przystosowane do środowiska.
Życie najprawdopodobniej powstało w określonych warunkach brzegowych na zasadzie przypadku losowego i wtórnym jest tu czy stało to się w jednym, czy miliardach przypadków. Można odtworzyć warunki tamte brzegowe, ale nie można wyliczyć, w którym konkretnym przypadku "zaiskrzy" i jaka będzie konkretna forma tego "zaiskrzenia".
(Oczywiście nie mam żadnego argumentu na to, iż Bóg posiada taką moc obliczeniową, że on potrafi to wyliczyć, ale przecież Bóg i tak wie jaka wygrana będzie w totolotku za sto lat).
>Definicja poprzez prawdopodobieństwo jest bowiem szeroka i obejmuje zarówno przypadki "subiektywne" wynikające z naszej nieznajomości warunków brzegowych, jak również ewentualne przypadki "obiektywne" (dla których nie tylko w umyśle obserwatora, ale również faktycznie brak jest ścisłych przyczyn). Ale przecież nie o prawdopodobieństwie tu mówimy, gdyż oczywistym jest, że najprawdopodobniej potomkiem dwojga ludzi będzie człowiek, tylko o przypadku, gdy niektórzy zaczną mieć bardziej lub mnie "upakowane" mózgi i te konkretne przypadki zaczną wygrywać lub przegrywać w przekazywaniu swojego przypadku potomstwu.
>Tyle tylko, że takie rozumienie przypadku niczego nie wyjaśnia dla naszego sporu, gdyż nie kłócimy się o to, czy przypadki istnieją, To już osiągnąłem mały postęp.
>tylko o to, czy w biologii istnieją przypadki "obiektywne" Nie rozumiem tu określenia "obiektywne".
> - takie, które w rzeczywistości nie są ściśle zdeterminowane w sensie pozostawania w ramach obiektywnie istniejącego związku przyczynowego. Zupełnie niezrozumienie tego o czym piszę. (Moim zdaniem wynikające z uporu, ale może się mylę.) W biologii w określonych warunkach brzegowych (a więc zdeterminowanych) dochodzi do przypadków losowych (a więc niezdeterminowanych), które przynoszą konkretne skutki. Czyli ściśle określone warunki brzegowe wcale nie przynoszą zawsze tego samego skutku. Ogromną rolę odgrywa tu niezdeterminowany "przypadek losowy", który jest ważną częścią teorii ewolucji.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | > >czy ja gdziekolwiek napisałem, że używanie takich terminów (konkretnie chodzi o termin "przypadek") miałoby być bezzasadne?> A więc co próbuje Pan tu wcisnąć? Ja już nie rozumiem?Nic. Sądzę tylko, że Pan nie w pełni dokładnie rozumie, czym jest przypadek w przyrodzie. > >Nigdzie nie obaliłem, gdyż nigdzie również nie zaprzeczyłem ani występowaniu, ani roli "przypadku losowego".> A więc jeżeli zgadza się Pan uznać przypadek losowy za przyczynę, to cała dyskusja jest o niczym.Dyskusja nie jest o niczym, gdyż się na to nie zgadzam. Pan Fizyk stwierdził w poniższym poście: www.racjonalista.pl/forum.php/s,492101#w506137 Cytat:"Przyczyny losowe" to taki wygodny oksymoron [...] Dlaczego jest to oksymoron? Przyjrzyjmy się definicjom przypadku: definicja z niemieckiej wikipedii (którą kiedyś Pan akceptował, a obecnie już nie lubi): O przypadku mówimy, gdy danego zdarzenia lub zbiegu wielu zdarzeń nie da się wyjaśnić w sposób kauzalny.definicja z polskiej wikipedii, do której Pan ostatnio odesłał: W potocznym znaczeniu brak celu, przyczyny, porządku lub przewidywalnego zachowania.definicja, którą ostatnio przytyczyłem za ks. prof. Michałem Hellerem ( www.youtube.com/watch?v=xA0RDNrFKic) Przypadek to sytuacja, w której prawdopodobieństwo wystąpienia danego zdarzenia jest mniejsze niż jeden(Ewentualnie proszę podać definicję, która pasuje Panu najlepiej). Jeśli przeczytamy te definicje ze zrozumieniem, to dostrzeżemy że "przypadek" oznacza: albo 1. brak (dokładnej) wiedzy człowieka o obiektywnie występujących w przyrodzie przyczynach (obiektywnie istniejącym związku przyczynowym) albo: 2. rzeczywisty brak w przyrodzie (w zakresie pewnych zjawisk) przyczyn danego zjawiska (brak związku przyczynowego) I teraz proszę mi powiedzieć: ad. 1. w jaki sposób coś, co definiujemy jako brak wiedzy o przyczynach zjawisk mamy uznać za przyczynę tych zjawisk? Przecież w tym przypadku przyczyny istnieją, a jedynie my ich nie znamy (z odpowiednią dokładnością). Ale to nie ów brak wiedzy jest w tym przypadku przyczyną. ad. 2 w jaki sposób coś, co definiujemy jako rzeczywisty, obiektywny brak przyczyny miałoby stanowić przyczynę? W przyrodzie - obiektywnie rzecz biorąc - albo istnieją przyczyny dla danych zjawisk albo nie istnieją. Jeśli istnieją, to o przypadku można tylko mówić jako o nieznajomości (braku kontrolowania) wszystkich warunków brzegowych. Jeśli nie istnieją, to po prostu brak jest przyczyn (indeterminizm) dla danych zjawisk. Ani w pierwszym, ani w drugim przypadku "przypadek" nie może być przyczyną. Można jedynie potocznie (lub na zasadzie bardzo dużego uogólnienia) mówić, że coś stalo się "przez przypadek". Istnieją oczywiście procesy losowe, do których należy np. totolotek lub mutacje genetyczne, w których te same elementy (ale za każdym razem inaczej ułożone na początku) ulegają pod wpływem ogólnie rzecz biorąc tych samych oddziaływań (choć minimalnie różniących się pod względem konkretnie działających sił i ich kierunków) przetasowaniu, co prowadzi do określonych skutków. Każde następne przetasowanie prowadzi z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością do innych skutków, choć w grze biorą udział te same elementy i działają zasadniczo te same siły. Ogólnie mówimy wówczas o losowości, gdyż nie potrafimy przewidzieć wyniku. Gdy jednak wejdziemy na dokładniejszy szczebel wyjaśnienia, to wówczas musimy spostrzec, że każda kulka w totolotku, która znalazła się w pobieraku dotarła tam w wyniku dużej ilości odbić i trajektorii, które opisuje klasyczna, deterministyczna fizyka newtonowska (tzn. kulka niepodkręcona trafiona w środek leci na wprost, a trafiona bardziej w lewy bok leci na prawo i to pod kątem zawsze odpowiednim do kąta trafienia. Oczywiście w totolotku dochodzi jeszcze trzeci wymiar "góra-dół", co wzmaga stopień skomplikowania i dodatkowo zmniejsza przewidywalność, ale oczywiście nie eliminuje fizyki newtonowskiej co do zasady. Każde kolejne odbicie wynika z prędkości i miejsca trafienia poprzedniej kulki, a także dalszych właściwości jak np. opór (stopień śliskości kulek)). Jednak różnica między nami polega nie tylko na tym, że gdy Pan spotka na mieście znajomego, z którym Pan się nie umawiał, to Pan poprzestaje na stwierdzeniu, że to był przypadek, a ja stwierdzam, że przecież zarówno Pan, jak i on wyszliście z domu i dotarli do miejsca owego "przypadkowego" spotkania jakimiś środkami lokomocji (a więc w tym sensie nieprzypadkowo). Ciąg dalszy nastąpi.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > czy ja gdziekolwiek napisałem, że używanie takich terminów (konkretnie chodzi o termin "przypadek") miałoby być bezzasadne?> >>>A więc co próbuje Pan tu wcisnąć? Ja już nie rozumiem?> Nic. Sądzę tylko, że Pan nie w pełni dokładnie rozumie, czym jest przypadek w przyrodzie.Nasze sądy różnią się tu zasadniczo. Pan twierdzi, że ja nie rozumiem, a Pan rozumie - tylko, że ja nie znajduję idących za tym argumentów. Ja staram się wyjaśnić występowanie i wagę "losowego przypadku" w procesie ewolucyjnym, a po Panu wszystkie moje ( i nie tylko moje) argumenty spływają jak woda po kaczce. > Nigdzie nie obaliłem, gdyż nigdzie również nie zaprzeczyłem ani występowaniu, ani roli "przypadku losowego".> >>>A więc jeżeli zgadza się Pan uznać przypadek losowy za przyczynę, to cała dyskusja jest o niczym.> Dyskusja nie jest o niczym, gdyż się na to nie zgadzam.Moim zdaniem dalej jest o niczym, gdyż wszystkie argumenty już wyczerpałem, a Pan też niczego nowego - poza kręceniem i ponownym odrzucaniem roli przypadku w ewolucyjnych procesach - niczego nowego nie wnosi. Jest Pan tu zresztą w doskonałym towarzystwie bardzo już dojrzałego Antonego Flewa, który powiedział, że Richard Dawkinsa stwierdzając w Bogu urojonym, że pochodzenie życia można przypisać 'szczęśliwemu przypadkowi' i siebie ośmieszył i tezę o nieboskim pochodzeniu życia. Dalej jest to tylko bezsensowne mielenie zmielonego. _________________________ > Pan Fizyk stwierdził w poniższym poście:> www.racjonalista.pl/forum.php/s,492101#w506137> Cytat:"Przyczyny losowe" to taki wygodny oksymoron [...] A może jednak tak po całości? Tylko w tym poście pan Fizyk pisze: Przeczytawszy te dwie Twoje wypowiedzi uznałem je za poprawne i dlatego dałem Ci plusy. Ale to nie znaczy, że wypowiedzi Andrzeja są niepoprawne! Wręcz przeciwnie: z dosyć wyrywkowego śledzenia tego wątku mam wrażenie, że obydwaj poprawnie rozumujecie, zwracając tylko uwagę na nieco inne aspekty tego samego problemu.I dalej: "Przyczyny losowe" to taki wygodny oksymoron pozwalający rozciągnąć myślenie przyczynowo-skutkowe nawet do sytuacji, w których ono zawodzi. Idąc tym wygodnym tropem, wszelką losowość można uważać za wynik jedynie naszej niepełnej wiedzy o świecie. Całkiem poprawnie można uważać, że przyszła historia całego świata jest dokładnie ustalona i nic tej przyszłości nie może zmienić. A nasze wrażenie posiadania "wolnej woli" wynika jedynie z konieczności podejmowania decyzji w obliczu tej niepełnej wiedzy, którą skrótem myślowym redukujemy do "przyczyn losowych".
Dla większości ludzi (którzy kiedykolwiek zastanawiali się nad determinizmem i losowością) tak konsekwentny obraz przyczynowo-skutkowego świata, w którym nawet przeznaczenie Twojej śmierci jest zafiksowane co do minuty, jest obrazem tak ponurym, że wolą pocieszać się jakąś formą dualizmu. Jednak, czy to robi jakąś praktyczną różnicę, jeżeli tej minuty nie znamy i nie możemy poznać? Ta różnica jest filozoficzna, a nie naukowa.No cóż. Ja z tego czytam (może błędnie, ale to już tylko Pan Fizyk może się wypowiedzieć), iż Pan Fizyk dostrzega tu sytuacje, w których myślenie przyczynowo- skutkowe zawodzi i już za nierozstrzygniętą obecnie kwestię filozoficzną uważa, czy wynika to z niepełnej wiedzy o świecie? W której i losowość przyczyn i ich nieprawdopodobna złożoność mogą determinować proces przyczyna skutek. Osobiście na podstawie przeczytanych książek uznawanych powszechnie biologów nurtu darwinowskiego, że "Teoria ewolucji postuluje, że przypadek i konieczność splatają się ze sobą w realnym życiu". "Przypadki losowe" są zdeterminowaną częścią procesów przyrodniczych. Są jednym z praw przyrody".Pan temu uparcie przeczy, ale jeżeli przeczy temu pan Fizyk, to chciałbym aby on to wyraźnie napisał. > Dlaczego jest to oksymoron?> Przyjrzyjmy się definicjom przypadku:> Definicja z niemieckiej wikipedii (którą kiedyś Pan akceptował, a obecnie już nie lubi): (...)Jeżeli twierdzi Pan, że ją akceptowałem, to wypada jednak podać konkretny cytat. Jak ją akceptowałem? W całości - bez zastrzeżeń, czy uznałem, że na tym etapie rozmowy można ją przyjąć? > (Ewentualnie proszę podać definicję, która pasuje Panu najlepiej).Nie interesuje mnie tu żadna definicja przypadku. Natomiast w miarę dokładnie opisałem wyżej co i dlaczego nazywam "losowym przypadkiem" w procesie ewolucji. Wyjaśniłem też, dlaczego niemożliwym jest - nawet precyzyjnie znając wszystkie przyczyny i posiadając dostateczny sprzęt obliczeniowy - przewidzenie ewolucyjnych skutków. (Warto tu uzmysłowić sobie, że złożoność przyczyn nie praktycznie nie pozwoli nigdy na ich całkowite rozpoznanie, konieczny sprzęt do takich obliczeń praktycznie jest nie do zbudowania) > Jeśli przeczytamy te definicje ze zrozumieniem,Oczywiście każdy, kto nie czyta i nie rozumie tekstów tak jak Pan, to nie potrafi czytać ich ze zrozumieniem. Zaś dla mnie zarówno niemiecki autor, jak i Pan nie mogą zrozumieć prostej zapisanej w determinizm teorii ewolucji losowej przypadkowości, ale ja już na to nic nie mogę. Opisałem prostym językiem wpływ "losowości" na procesy ewolucji najlepiej jak umiałem. Dla szczegółowych, precyzyjnych opisów konieczne są książki, do których Pana odesłałem. (Szczegółowo podając autorów określonych cytatów i poglądów.) CDN @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | > No cóż. Ja z tego czytam (może błędnie, ale to już tylko Pan Fizyk może się wypowiedzieć), iż Pan Fizyk dostrzega tu sytuacje, w których myślenie przyczynowo- skutkowe zawodzi i już za nierozstrzygniętą obecnie kwestię filozoficzną uważa, czy wynika to z niepełnej wiedzy o świecie? W której i losowość przyczyn i ich nieprawdopodobna złożoność mogą determinować proces przyczyna skutek.Ok. Zgadzam się z tym, że losowość przyczyn i ich nieprawdopodobna złożoność mogą determinować proces przyczyna skutek pod warunkiem, że odpowiednio rozumiemy tu losowość. Jeśli chodzi tu o procesy losowe, których jednym z najprostszych modeli jest toto-lotek (a w przyrodzie występują takie procesy i to o dużo większym stopniu skomplikowania), to oczywiście pełna zgoda. > Osobiście na podstawie przeczytanych książek uznawanych powszechnie biologów nurtu darwinowskiego, że "Teoria ewolucji postuluje, że przypadek i konieczność splatają się ze sobą w realnym życiu". "Przypadki losowe" są zdeterminowaną częścią procesów przyrodniczych. Są jednym z praw przyrody".Pan temu uparcie przeczy [...].Ja mam taki głupi - może zawodowy - tik, że lubię mieć wszystko napisane precyzyjnie, ale możliwie najprościej. Otóż zgadzając się w pełni z Pana szczegółowymi opisami procesów losowych w przyrodzie (gdyż w pełni akceptuję naukowe opisy materii podlegającej przekształceniom) miałem od początku tej dyskusji pewne - zasadniczo językowe (adekwatności językowej) - wątpliwości co do użycia słowa "przypadek". Jest to - przynajmniej moim zdaniem - bardzo wieloznaczne słowo i dlatego chciałem wiedzieć, co ono ma w konkretnych przypadkach oznaczać. Jeśli ma oznaczać wynik procesu losowego (np. podobnego do toto-lotka) i w ogólności występowanie tego rodzaju procesów losowych, to istnienie tak pojętego przypadku w przyrodzie jest dla mnie oczywistym faktem. Jednak już przeciwstawienie (lub tylko zestawienie?) przypadku i konieczności jest dla mnie nie do końca jasne i ten problem przewijał się przez całą naszą dyskusję. > [...] ale jeżeli przeczy temu pan Fizyk, to chciałbym aby on to wyraźnie napisałI ponieważ właśnie staram się jasno i w miarę możliwości prosto ujmować sprawy, napisałem w poście skierowanym do Pana Fizyka: www.racjonalista.pl/forum.php/s,570249#w574040Cytat:Moim zdaniem w ogóle słowo "losowość" stanowi zawsze (nawet w ramach fizyki kwantowej) jedynie pewne ideowe uogólnienie, nie jest natomiast nigdy obiektywną cechą materii, ani nie stanowi też jakiegokolwiek oddziaływania. Jest czysto intelektualną kategorią porządkującą pewne zjawiska.
Sądzę, że badając przyrodę możemy natomaist mieć do czynienia jedynie z następującymi przypadkami:
1. znamy przyczyny danego zjawiska a) znamy je na tyle dokładnie, że jesteśmy w stanie przewidzieć skutki b) znamy je niedokładnie, w związku z czym nie jesteśmy w stanie przewidzieć skutków (przypadek)
2. nie znamy przyczyn danego zjawiska a) zjawisko ma przyczyny, do tej pory niepoznane b) zjawisko rzeczywiście nie ma przyczyn (przypadek)
3. przyporządkowanie kategorii przyczyny i skutku w ogóle nie ma sensu (np. w osobliwościach - środku czarnej dziury?)
I Pan Fizyk się ze mną zgodził. Ponadto, zadałem mu następujące pytanie: Cytat:Jak należy rozumieć wypowiedzi uznanych biologów, którzy podkreślają znaczenie w ewolucji biologicznej zarówno czynników losowych, jak i czynników deterministycznych? Odpowiedź Pana Fizyka: Cytat:Podejrzewam, że mówią w sensie 1b Mnie te odpowiedzi całkowicie satysfakcjonują w kontekście sporu, który prowadzę z Panem, ale oczywiście może się zdarzyć, że Pan Fizyk znów przyznałby rację równocześnie Panu. ...gdyż moja systematyka "przypadku" w żaden sposób nie przeczy temu, że w przyrodzie można wyodrębnić pewien szczególny rodzaj zjawisk, zwanych procesami losowymi (dla których bardzo uproszczonym modelem może być toto-lotek). Jednocześnie sądzę, że poziom moich rozmyślań w tym temacie jest niewiele wyższy od gimnazjalnego i nic tu szczególnie odkrywczego nie wymyśliłem. Cieszę się, że Panu Fizykowi chciało się mi odpowiedzieć, i że Panu tak długo chciało się ze mną spierać, gdyż wiele z tych rozmów skorzystałem, nawet jeśli Pan jeszcze tego bezpośrednio nie dostrzega. Pozdrawiam serdecznie
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . No cóż. Ja z tego czytam (może błędnie, ale to już tylko Pan Fizyk może się wypowiedzieć), iż Pan Fizyk dostrzega tu sytuacje, w których myślenie przyczynowo- skutkowe zawodzi i już za nierozstrzygniętą obecnie kwestię filozoficzną uważa, czy wynika to z niepełnej wiedzy o świecie? W której i losowość przyczyn i ich nieprawdopodobna złożoność mogą determinować proces przyczyna skutek. >Ok. Zgadzam się z tym, że losowość przyczyn i ich nieprawdopodobna złożoność mogą determinować proces przyczyna skutek pod warunkiem, że odpowiednio rozumiemy tu losowość. Ja rozumiem ją tak jak rozumieją ją biologowie ewolucyjni. Losowość w biologii jest jednym z determinantów (warunków brzegowych).
>Jeśli chodzi tu o procesy losowe, których jednym z najprostszych modeli jest toto-lotek Moim zdaniem - rzut monetą.
>(a w przyrodzie występują takie procesy i to o dużo większym stopniu skomplikowania), to oczywiście pełna zgoda. Tak, skomplikowanie jest ogromne, ale wcale nie to jest tu najważniejsze (nie o to w biologicznej losowości chodzi). Przypadkiem są tu wyniki - jednostkowe zmiany tego losowania, te które w wyniku tego przypadku biorą udział w dalszym ewolucyjnym procesie. Tego zupełnie nie można z góry określić znając nawet wszystkie pozostałe (poza losowością) determinanty oraz posiadając niewyobrażalne maszyny obliczeniowe. To jest właśnie przypadek w biologii.
>Ja mam taki głupi - może zawodowy - tik, że lubię mieć wszystko napisane precyzyjnie, ale możliwie najprościej. To najlepiej aby Pan sobie sam pisał, gdyż mnie się wydaje, że jestem bardzo komunikatywny i piszę prostym językiem, a Pan i tak nie rozumie. Wydaje mi się, iż z powodu uporu Pan po prostu nie chce, ale to moja interpretacja.
>Otóż zgadzając się w pełni z Pana szczegółowymi opisami procesów losowych w przyrodzie (gdyż w pełni akceptuję naukowe opisy materii podlegającej przekształceniom) miałem od początku tej dyskusji pewne - zasadniczo językowe (adekwatności językowej) - wątpliwości co do użycia słowa "przypadek". Jest to - przynajmniej moim zdaniem - bardzo wieloznaczne słowo i dlatego chciałem wiedzieć, co ono ma w konkretnych przypadkach oznaczać. Dla Pana może wieloznaczne ja rozumiem je zgodnie z trzytomowym "Słownikiem języka polskiego" PWN: Przypadek - «zdarzenie, zjawisko, których się nie da przewidzieć na podstawie znanych praw naukowych i doświadczenia; zdarzenie niespodziewane, zrządzenie losu, zbieg okoliczności, traf». Może dlatego, że ten słownik mam po ręką i z niego korzystam.
>Mnie te odpowiedzi całkowicie satysfakcjonują w kontekście sporu, który prowadzę z Panem, ale oczywiście może się zdarzyć, że Pan Fizyk znów przyznałby rację równocześnie Panu. >...gdyż moja systematyka "przypadku" w żaden sposób nie przeczy temu, że w przyrodzie można wyodrębnić pewien szczególny rodzaj zjawisk, zwanych procesami losowymi (dla których bardzo uproszczonym modelem może być toto-lotek). >Jednocześnie sądzę, że poziom moich rozmyślań w tym temacie jest niewiele wyższy od gimnazjalnego i nic tu szczególnie odkrywczego nie wymyśliłem. Cieszę się, że Panu Fizykowi chciało się mi odpowiedzieć, i że Panu tak długo chciało się ze mną spierać, gdyż wiele z tych rozmów skorzystałem, nawet jeśli Pan jeszcze tego bezpośrednio nie dostrzega. Proszę wybaczyć, ale ja naprawdę powiedziałem już wszystko co miałem na ten temat do powiedzenia. Z Pańskich wywodów wydaje mi się, że nadal Pan nie rozumie (chyba najbardziej dlatego, że nie chce) znaczenia i roli przypadku w procesach ewolucyjnych, a "przypadek" (rozumiany zgodnie ze słownikiem PWN) odgrywa w nich istotną rolę. Przykro mi, ale niewierzący jestem i nie wierzę w żadną zadekretowaną na początku dziejów celowość istniejącej obiektywnie rzeczywistości, że każdy określony przypadek musi rodzić określone skutki. Przypadki i konieczności są ewolucyjnym procesem istnienia obiektywnej rzeczywistości, ale Pańska wiara może być inną. Żyjemy ponoć w wolnym kraju.
Pozdrawiam serdecznie
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | Nie wiem, czy to ze względu ambicję, czy ze względu na to, że jestem trochę chyba uzależniony od forum, czy też dlatego, że niezależnie od tego wszystkiego Pana lubię - jeszcze jednak odpowiadam. > Dla Pana może wieloznaczne ja rozumiem je zgodnie z trzytomowym "Słownikiem języka polskiego" PWN: Przypadek - zdarzenie, zjawisko, których się nie da przewidzieć na podstawie znanych praw naukowych i doświadczenia; zdarzenie niespodziewane, zrządzenie losu, zbieg okoliczności, traf. Bardzo fajna definicja. I rozumiem, że nie ma Pan cienia refleksji, iż rozumiany w ten sposób przypadek jest czysto subiektywną ideą kategoryzującą w ten sposób pewne zjawiska, które jednak obiektywnie rzecz biorąc mogą mieć (i najczęściej mają) tak samo ściśle określone przyczyny jak zjawiska wedle tej definicji nieprzypadkowe - że działają tu w materii siły przyrody i wszystkie przypadki są wynikami sił przyrody - czyli jeżeli już, to w przyrodzie wszystko jest przypadkiem. Dlaczego wpadnięcie kulki do pobieraka w toto-lotku ma być pod kątem zdeterminowania siłami przyrody inne od uderzania jedną kulką o ścianę? Niektórzy wszędzie w przyrodzie widzą jakiś cel i stojącego za nim stwórcę. Ale są też tacy, którzy widzą przypadki (nieprzewidywalne zrządzenia losu) i sądzą, że to jakaś obiektywna cecha przyrody. To jest wtórny antropomorfizm (skoro sam czegoś nie potrafię przewidzieć, to pewnie obiektywnie też jest niezdeterminowane). Siły przyrody działają na materię w danej skali jednakowo i albo wszystko jest jakimś tam przypadkiem albo nic.> Z Pańskich wywodów wydaje mi się, że nadal Pan nie rozumie (chyba najbardziej dlatego, że nie chce) znaczenia i roli przypadku w procesach ewolucyjnych, a "przypadek" (rozumiany zgodnie ze słownikiem PWN) odgrywa w nich istotną rolę.Jako wynik tzw. procesów "losowych" (rzut monetą, toto-lotek, dziedziczenie, dryf genetyczny itp.) przypadek odgrywa bardzo istotną rolę i oczywiście można go tak nazywać i odróżnić (zasadniczo wedle subiektywnego kryterium nieprzewidywalności) od wyniku procesów nielosowych. Mi jednak chodzi chyba o całkowity banał - że ten wynik jest właśnie taki, a nie inny, ponieważ pokierowały nim tak ścisłe, bio-chemiczne siły przyrody i to nawet jeśli jest zupełnie wyjątkowy. > >Upadek monety jest ściśle zależny od jego warunków brzegowych. Wynik jest w pełni zdetrminowany materialnymi, fizycznymi warunkami brzegowymi (siła wyrzutu, ewentualne podmuchy wiatru) i my nie potrafimy przewidzieć tego wyniku, gdyż nie kontrolujemy tych warunków brzegowych.> Nawet, gdyby tak było i mielibyśmy np. fałszywą monetę, to nie może powstać jednoczesny wynik orła i reszki. Tylko albo albo.Sądzę, że lepiej od monety nadaje się do tego kot Schrödingera. I dopiero w tej skali zjawisk skutki mogą być niezależne od ściśle określonych warunków brzegowych. Pozostaje wykazać, w jaki sposób odgrywa to rolę w świecie makro, np. w biologii. Wówczas przyznam Panu rację w całym sporze. > A tylko pojedynczy wynik losowego przypadku wpływa na ewolucyjne procesy. Pojedynczy wynik, a nie sposób, czy rodzaj losowania.> Dlatego, gdy przyroda wpisała w determinaty także losowanie, to nie ma najmniejszych szans przewidzenia, który z wyników przejdzie dalej, a przejdą tylko niektóre przypadki.Nie, nie ma możliwości przewidzenia. Ale czy zdolność przewidzenia jest ludzką zdolnością, czy obiektywną cechą obserwowanej materii? I czy te przypadki - jak Pan pisze - "przejdą", czy zostaną przepchane siłami przyrody, ostatecznie tak samo determinującymi to przejście, jak i zjawiska kategoryzowane jako całkiem nieprzypadkowe? Obiecuję, że to już z mojej strony koniec tej dyskusji z Panem w tym temacie. Ewentualnie za jakiś czas założę nowy wątek. Pozdrawiam serdecznie
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Nie wiem, czy to ze względu ambicję, czy ze względu na to, że jestem trochę chyba uzależniony od forum,Nie, po prostu jest Pan uparty i to wcale nie trochę, a bardzo. Gorzej, że Pan tu wcale nie odnosi się do moich argumentów, tylko cały czas powtarza swoją początkową tezę w oparciu o dokładnie te same podstawy co na początku rozmowy. Dlatego uznałem naszą dalszą rozmowę za pozbawioną sensu. > czy też dlatego, że niezależnie od tego wszystkiego Pana lubię - jeszcze jednak odpowiadam.Ja też nadal Pana lubię i cenię Pański intelekt, ale tu czuję się już zmęczony. Z poprzedniego postu: Dla Pana może wieloznaczne ja rozumiem je zgodnie z trzytomowym "Słownikiem języka polskiego" PWN: Przypadek - zdarzenie, zjawisko, których się nie da przewidzieć na podstawie znanych praw naukowych i doświadczenia; zdarzenie niespodziewane, zrządzenie losu, zbieg okoliczności, traf. > Bardzo fajna definicja.> I rozumiem, że nie ma Pan cienia refleksji, iż rozumiany w ten sposób przypadek jest czysto subiektywną ideą kategoryzującą w ten sposób pewne zjawiska, które jednak obiektywnie rzecz biorąc mogą mieć (i najczęściej mają) tak samo ściśle określone przyczyny jak zjawiska nieprzypadkowe - że działają tu w materii siły przyrody i wszystkie przypadki są wynikami sił przyrodyMam zwyczaj zastanawiania się nad każdym tekstem, a tym bardziej nad tekstami, do których się odwołuję czy je cytuję. Oczywiście, że "przypadek" jest subiektywną formą opisu rzeczywistości, ale ani mniej, ani bardziej niż "przyczyna-skutek". Obiektywnie - niezależnie od podmiotu poznającego - to istnieje tylko rzeczywistość. Język, logika i matematyka, to tylko subiektywne (ludzkie) sposoby jej opisu. Wyżej opisałem na wszelkie możliwe sposoby co rozumiem jako przypadek i jego rolę w ewolucyjnym rozumieniu rzeczywistości, a szczególnie w biologii. Miałbym znowu się powtarzać, gdy Pan nie chce wziąć moich opisów pod uwagę? > - czyli jeżeli już, to w przyrodzie wszystko jest przypadkiem.Jeżeli sam Pan bzdurę wymyśla, to sam Pan za nią odpowiada. > Dlaczego wpadnięcie kulki do pobieraka w toto-lotku ma być pod kątem zdeterminowania siłami przyrody inne od uderzania jedną kulką o ścianę?Nie wiem? Nie zastanawiałem się nad tym? To tu nie ma nic do rzeczy. > Niektórzy wszędzie w przyrodzie widzą jakiś cel i stojącego za nim stwórcę.Są tacy. > Ale są też tacy, którzy widzą przypadki (nieprzewidywalne zrządzenia losu) i sądzą, że to jakaś obiektywna cecha przyrody. To jest wtórny antropomorfizm (skoro sam czegoś nie potrafię przewidzieć, to pewnie obiektywnie też jest niezdeterminowane). Siły przyrody działają na materię w danej skali jednakowo i albo wszystko jest jakimś tam przypadkiem albo nic.To niech Pan sobie z nimi dyskutuje. Gdy rozmawia Pan ze mną, to proszę odwoływać się do tego co napisałem lub zacytowałem, a nie na przykład do tego co Pan sobie wymyślił lub tego co na ten temat Pan sobie wyobraża. > >>>Z Pańskich wywodów wydaje mi się, że nadal Pan nie rozumie (chyba najbardziej dlatego, że nie chce) znaczenia i roli przypadku w procesach ewolucyjnych, a "przypadek" (rozumiany zgodnie ze słownikiem PWN) odgrywa w nich istotną rolę.> Jako wynik tzw. procesów "losowych" (rzut monetą, toto-lotek, dziedziczenie, dryf genetyczny itp.) przypadek odgrywa bardzo istotną rolę i oczywiście można go tak nazywać i odróżnić od wyniku procesów nielosowych. Mi jednak chodzi chyba o całkowity banał - że ten wynik jest właśnie taki, a nie inny, ponieważ pokierowały nim tak ścisłe, bio-chemiczne siły przyrody i to nawet jeśli jest zupełnie wyjątkowy.Dokładnie - pomimo metra moich dotychczasowych wypowiedzi - Pan klepie cały czas to samo, wcale nie biorąc pod uwagę tego co ja napisałem, a więc o czym mamy tu rozmawiać. Tu (w roli przypadku) nie mają żadnego znaczenia "siły przyrody" wpływające na wynik, tu właśnie przypadkowy wynik ma znaczenie. Natomiast wielce skomplikowany "biologiczny totolotek" jest wpisany jako determinanta procesów przyrodniczych. > Sądzę, że lepiej od monety nadaje się do tego kot Schrödingera.Nie, gdyż tu wcale nie o to chodzi. > I dopiero w tej skali zjawisk skutki mogą być niezależne od ściśle określonych warunków brzegowych. Pozostaje wykazać, w jaki sposób odgrywa to rolę w świecie makro, np. w biologii.Nie wiem, czy ta skala ma znaczenie w biologii. Najprawdopodobniej ma, ale ja wcale do niej się tu nie odwołuję. > Wówczas przyznam Panu rację w całym sporze.Już dawno przestało mi na tym zależeć. Cytat: A tylko pojedynczy wynik losowego przypadku wpływa na ewolucyjne procesy. Pojedynczy wynik, a nie sposób, czy rodzaj losowania. Dlatego, gdy przyroda wpisała w determinaty także losowanie, to nie ma najmniejszych szans przewidzenia, który z wyników przejdzie dalej, a przejdą tylko niektóre przypadki. > Nie, nie ma możliwości przewidzenia.A więc jest przypadkowe. > Ale czy zdolność przewidzenia jest ludzką zdolnością, czy obiektywną cechą obserwowanej materii?Tu, nie Pańska zdolność do przewidzenia wyniku na podstawie znajomości wszelkich determinantów ma znaczenie, choć twierdzę, że jest to wielce nieprawdopodobne, co sam konkretny pojedynczy wynik i jego wpływ na ewolucyjne procesy, to jest obiektywna cecha istniejącej obiektywnie rzeczywistości zaobserwowana przez ludzi. > I czy te przypadki przejdą, czy zostaną przepchane siłami przyrody, ostatecznie tak samo determinującymi to przejście, jak i zjawiska kategoryzowane jako całkiem nieprzypadkowe?Ja nie rozumiem, a Pan to rozumie? > Obiecuję, że to już z mojej strony koniec tej dyskusji z Panem w tym temacie.Liczę na to. PS.: www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,573743#w576214Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | > >I czy te przypadki przejdą, czy zostaną przepchane siłami przyrody, ostatecznie tak samo determinującymi to przejście, jak i zjawiska kategoryzowane jako całkiem nieprzypadkowe?> Ja nie rozumiem, a Pan to rozumie?Nie łamię obietnicy, informuję jedynie, że wyedytowałem i poprawiłem ten fragment tekstu w czasie, w którym Pan już formułował odpowiedź. Obecnie - wraz z całym fragmentem rozmowy - wygląda to tak: www.racjonalista.pl/forum.php/s,562660#w576190 Cytat:>A tylko pojedynczy wynik losowego przypadku wpływa na ewolucyjne procesy. Pojedynczy wynik, a nie sposób, czy rodzaj losowania. >Dlatego, gdy przyroda wpisała w determinaty także losowanie, to nie ma najmniejszych szans przewidzenia, który z wyników przejdzie dalej, a przejdą tylko niektóre przypadki. Nie, nie ma możliwości przewidzenia. Ale czy zdolność przewidzenia jest ludzką zdolnością, czy obiektywną cechą obserwowanej materii? I czy te przypadki - jak Pan pisze - "przejdą", czy zostaną przepchane siłami przyrody, ostatecznie tak samo determinującymi to przejście, jak i zjawiska kategoryzowane jako całkiem nieprzypadkowe? Pozdrowienia
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Grey (2102 punktów) | > Obiecuję, że to już z mojej strony koniec tej dyskusji z Panem w tym temacie. Ewentualnie za jakiś czas założę nowy wątek.Czekam na nowy wątek. Może więcej osób przyłączy się do dyskusji i rozkminimy w końcu ten temat.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | > >Dyskusja nie jest o niczym, gdyż się na to nie zgadzam.> Moim zdaniem dalej jest o niczym, gdyż wszystkie argumenty już wyczerpałem, a Pan też niczego nowego - poza kręceniem i ponownym odrzucaniem roli przypadku w ewolucyjnych procesach - niczego nowego nie wnosi. Jest Pan tu zresztą w doskonałym towarzystwie bardzo już dojrzałego Antonego Flewa, który powiedział, że Richard Dawkinsa stwierdzając w Bogu urojonym, że pochodzenie życia można przypisać 'szczęśliwemu przypadkowi' i siebie ośmieszył i tezę o nieboskim pochodzeniu życia. Dalej jest to tylko bezsensowne mielenie zmielonego.Widocznie zdaniem Dawkinsa, jeśli istnieje coś tak skomplikowanego jak tzw. "procesy losowe" w przyrodzie (o niebo bardziej skomplikowane od toto-lotka, ale działające na bardzo podobnej zasadzie), to ten fakt wyklucza już możliwość istnienia Boga. Ja prawdę mówiąc nie do końca rozumiem, dlaczego istnienie takich procesów miałoby wykluczać Boga w większym stopniu, niż wykluczają to najprostsze procesy deterministyczne i przewidywalne jak np. upadek kamyka na ziemię. I w jednym i drugim przypadku Boga wyklucza tylko sceptycyzm, a nie wiedza naukowa. Oczywiście ewolucja wyklucza kreacjonizm, ale to tylko dlatego, że ewolucja tłumaczy w jaki sposób w naturalnym, nieprzerwanym (czyli bez konieczności i bez możliwości cudu) przyrodniczym związku przyczynowym powstalo życie, organizmy i człowiek - jedynie i wyłącznie z przyczyn działających sił przyrody na materię. > "Teoria ewolucji postuluje, że przypadek i konieczność splatają się ze sobą w realnym życiu". "Przypadki losowe" są zdeterminowaną częścią procesów przyrodniczych. Są jednym z praw przyrody".Mi wystarczają cztery oddziaływania fizyczne i atomy wodoru, które (pamiętając o emergencji i synergii) ewoluując stworzyły również Pana i mnie. Nie, nie można tego było nawet teoretycznie przewidzieć, gdyż przeczy temu zasada nieoznaczoności Heisenberga. Tu się z Panem mogę zgodzić. > I co i jak Bóg jak dał istniejącej obiektywnie rzeczywistości pierwszego kopniaka, to przewidział, że jego skutkiem będzie spotkanie dwóch Władków na ulicy? Pan jest konsekwentny: każda przyczyna ma skutek.Rozumiem, że Pan nie jest szczególnym zwolennikiem teorii Wielkiego Wybuchu? Pan Fizyk ujął to tak: > www.racjonalista.pl/index.php/s,35/d,6666 Cytat:W 1952 roku David Bohm opublikował w Physical Review (vol. 85 pp. 166-193) całkowicie deterministyczną interpretację mechaniki kwantowej. Interpretacja ta jest zgodna ze wszystkimi znanymi nam faktami doświadczalnymi i tworzy logiczne postawy osiągnięć nauki i technologii ostatniego stulecia. Ani Bóg ani Szatan nie mogą interweniować w ten świat bez złamania praw natury. Teizm kwantowy jest sprzeczny z nauką. Możliwy jest tylko deizm. Palec Boga został odsunięty w daleką przeszłość, co najmniej poza osobliwość Wielkiego Wybuchu Jednak, żeby byly sprawiedliwie, Pan Fizyk napisał również: www.racjonalista.pl/forum.php/s,531902#w532963 Cytat:Przyczynowość jest w tym sensie założeniem, iż zakładamy możliwość opisu świata w kategoriach przyczyn i skutków. Jednak przyczynowość nie jest obiektywną cechą tego świata, lecz jedynie sposobem ludzkiego myślenia. Dlatego postulat przyczynowości jest tezą nie metafizyczną lecz psychologiczną. Czy jesteśmy znów w punkcie wyjścia? Ja już nie wiem. Otrzymałem Pańskie dzisiejsze odpowiedzi. Nie rozumiemy się. Trudno. Ostatecznie nie jestem specjalistą (naukowcem) i mogę nie mieć racji. Ostatecznie w życiu codziennym odrzucam zdeterminowanie (fatalizm). Sądzę, że dla zdrowego i dobrego funkcjonowania w społeczeństwie istotna jest umiejętność motywacji do działania (co byłoby niemożliwe bez jakiejś chociaż minimalnej wolnej woli). Tym samym w praktyce odrzucam naukowy monizm (gdyż sądzę, że prowadzi do determinizmu). Wolę to odrzucenie od fatalizmu. Pozdrawiam serdecznie
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Czy jesteśmy znów w punkcie wyjścia? Ja już nie wiem.> Otrzymałem Pańskie dzisiejsze odpowiedzi. Nie rozumiemy się. Trudno.Od samego początku nie może Pan lub nie chce zrozumieć roli przypadku w procesie ewolucyjnym. Już od dawna wyczerpałem wszystkie argumenty i widząc, że dalsza dyskusja jest o niczym i do żadnych konkluzywnych ustaleń nie prowadzi proponowałem ją przerwać, a więc może nareszcie to już uczyńmy. ________________________________________ > Nigdzie nie obaliłem, gdyż nigdzie również nie zaprzeczyłem ani występowaniu, ani roli "przypadku losowego".A więc jeżeli zgadza się Pan uznać przypadek losowy za przyczynę, to cała dyskusja jest o niczym.> Dyskusja nie jest o niczym, gdyż się na to nie zgadzam. Moim zdaniem dalej jest o niczym, gdyż wszystkie argumenty już wyczerpałem, a Pan też niczego nowego - poza kręceniem i ponownym odrzucaniem roli przypadku w ewolucyjnych procesach - niczego nowego nie wnosi. Jest Pan tu zresztą w doskonałym towarzystwie bardzo już dojrzałego Antonego Flewa, który powiedział, że Richard Dawkinsa stwierdzając w Bogu urojonym, że pochodzenie życia można przypisać 'szczęśliwemu przypadkowi' i siebie ośmieszył i tezę o nieboskim pochodzeniu życia.> Widocznie zdaniem Dawkinsa, jeśli istnieje coś tak skomplikowanego jak tzw. "procesy losowe" w przyrodzie (o niebo bardziej skomplikowane od toto-lotka, ale działające na bardzo podobnej zasadzie), to ten fakt wyklucza już możliwość istnienia Boga.Nie wiem, co dokładnie na ten temat myśli Dawkins i rzeczywiście są to procesy wielce skomplikowane, ale tu (do wpisania przypadku w proces ewolucji) nie konieczną jest większa komplikacja niż rzut monetą. Wtedy wygrywa na zasadzie przypadku jedna z dwóch możliwości. W celu ilustracji można posłużyć się przykładem rzutów monetą - podczas prób orzeł i reszka wypadają z jednakowym prawdopodobieństwem. Jednak wykonanie tylko kilku rzutów z rzędu nie spowoduje, że liczba orłów będzie równa liczbie reszek. Te liczby będą się do siebie zbliżały dla większej liczby prób. Jako przykład można podać fakt, że dziesięć rzutów z rzędu spowoduje wylosowanie 70% orłów raz na około 6 prób. Jednakże wylosowanie 70% orłów w stu rzutach jest możliwe tylko raz na 25000 razy. Podobnie, w rozmnażającej się populacji, jeśli allel występuje z częstością p, to rachunek prawdopodobieństwa mówi, że w kolejnej generacji część p populacji odziedziczy ten szczególny allel. pl.wikipedia.org/wiki/Dryf_genetyczny> Ja prawdę mówiąc nie do końca rozumiem, dlaczego istnienie takich procesów miałoby wykluczać Boga w większym stopniu, niż wykluczają to najprostsze procesy deterministyczne i przewidywalne jak np. upadek kamyka na ziemię.> I w jednym i drugim przypadku Boga wyklucza tylko sceptycyzm, a nie wiedza naukowa.To Pańskie bardzo ciekawe zdanie, w moim przypadku uznanie niemożliwości wpływu jakiejkolwiek nadprzyrodzoności na istniejącą obiektywnie rzeczywistość wynika z wiedzy naukowej, gdyż nigdy nigdzie w najmniejszym stopniu nie znaleziono nawet najmniejszej przesłanki, iż tak by być mogło. Mój sceptycyzm (dotyczący zresztą także wiedzy naukowej) nie ma tu większego znaczenia. > >>>"Teoria ewolucji postuluje, że przypadek i konieczność splatają się ze sobą w realnym życiu". "Przypadki losowe" są zdeterminowaną częścią procesów przyrodniczych. Są jednym z praw przyrody".> Mi wystarczają cztery oddziaływania fizyczne (...)To dobrze! Każdemu według potrzeb. > Rozumiem, że Pan nie jest szczególnym zwolennikiem teorii Wielkiego Wybuchu?Nie, nie jestem "szczególnym", choć uważam go za bardzo prawdopodobny wypadek w historii istniejącej obiektywnie rzeczywistości. Prof. Paul Steinhardt: Wielki Wybuch nie jest początkiem czasu i przestrzeni, lecz nagłym uwolnieniem gorącej materii i promieniowania, które kończy jeden okres stygnięcia i ekspansji oraz zapoczątkowuje kolejny cykl ewolucji wszechświata. Każdy z takich cykli może trwać nawet bilion lat. Czternaście miliardów lat to czas, jaki upłynął od ostatniego zastrzyku materii i promieniowania - czas bardzo krótki w porównaniu z całkowitym wiekiem wszechświata. Każdy cykl trwa około biliona lat, a takich cykli mogło być nawet dziesięć do potęgi googol albo jeszcze więcej! Ale ja nie wiem jak było. > Pan Fizyk napisał również:Cytat: Przyczynowość jest w tym sensie założeniem, iż zakładamy możliwość opisu świata w kategoriach przyczyn i skutków. Jednak przyczynowość nie jest obiektywną cechą tego świata, lecz jedynie sposobem ludzkiego myślenia. Dlatego postulat przyczynowości jest tezą nie metafizyczną lecz psychologiczną. Akurat tu się zgadzam z panem Fizykiem, a Pan jest tego egzemplifikacją. > Ostatecznie w życiu codziennym odrzucam zdeterminowanie (fatalizm).A ja zdeterminowanie niekoniecznie! Tak w teoriach dotyczących istnienia rzeczywistości, jak i w życiu codziennym. Przeczę tylko jego absolutyzmowi, czyli fatalizmowi. > Sądzę, że dla zdrowego i dobrego funkcjonowania w społeczeństwie istotna jest umiejętność motywacji do działania (co byłoby niemożliwe bez jakiejś chociaż minimalnej wolnej woli).Nie wiem jak jest z wolną wolą, ale uznaję ją za "złudzenie konieczne". > Tym samym w praktyce odrzucam naukowy monizm (gdyż sądzę, że prowadzi do determinizmu). Wolę to odrzucenie od fatalizmu.Jestem zdecydowanym zwolennikiem naukowego monizmu, gdyż jak pisze Pan Fizyk: nauka programowo zakłada monizm i żadne z jej praktycznych osiągnięć temu założeniu nie przeczy. Komputery, samochody, czy sztuczne tkaniny - to wszystko jest osiągnięciem programowego monizmu. Monizm jest hipotezą roboczą współczesnego poznania świata. I jak dotąd - niezwykle owocną hipotezą.@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Ciąg dalszy:
>W przyrodzie - obiektywnie rzecz biorąc - albo istnieją przyczyny dla danych zjawisk albo nie istnieją. Proszę o podanie przypadku, w którym nie istnieją?
>Jeśli istnieją, to o przypadku można tylko mówić jako o nieznajomości (braku kontrolowania) wszystkich warunków brzegowych. To Pańskie - moim zdaniem - nieuargumentowane zdanie. Uważam, że "losowy przypadek" może być i jest jedną z przyczyn wśród wszystkich warunków brzegowych, ale dalej - co jeszcze istotniejsze - to każdy "los", który przechodzi dalej jest tylko jednym z wielu możliwych, a z tych które przeszły dalej wygrywa jeden z wielu. "Wygrana kontynuacji" jest przypadkowa i nieodwracalna. Poza bardzo abstrakcyjnymi spekulacjami teologiczno-filozoficznymi nie istnieją żadne możliwości (nawet tylko teoretyczne) znajomości i kontrolowania wszystkich warunków brzegowych. (Na przykład nie istnieje żaden zakaz wpływania na te procesy zasad opisywanych tylko w fizyce kwantowej).
>Jeśli nie istnieją, to po prostu brak jest przyczyn (indeterminizm) dla danych zjawisk. A dlaczego?
> Ani w pierwszym, ani w drugim przypadku "przypadek" nie może być przyczyną. To już Pańska religia i mnie nic do tego.
>Można jedynie potocznie (lub na zasadzie bardzo dużego uogólnienia) mówić, że coś stalo się "przez przypadek". A o czym Pan tu rozmawia i chce rozmawiać. Chce Pan pograć w wariata lub zrobić z interlokutora głupiego?
>Istnieją oczywiście procesy losowe, do których należy np. totolotek lub mutacje genetyczne, w których te same elementy (ale za każdym razem inaczej ułożone na początku) ulegają pod wpływem ogólnie rzecz biorąc tych samych oddziaływań (choć minimalnie różniących się pod względem konkretnie działających sił i ich kierunków) przetasowaniu, co prowadzi do określonych skutków. Każde następne przetasowanie prowadzi z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością do innych skutków, choć w grze biorą udział te same elementy i działają zasadniczo te same siły. Ogólnie mówimy wówczas o losowości, gdyż nie potrafimy przewidzieć wyniku. No więc istnieją, czy nie istnieją? Tak, opisał Pan wyżej najprostsze przypadki "losowych przypadków"
>Gdy jednak wejdziemy na dokładniejszy szczebel wyjaśnienia, to wówczas musimy spostrzec, że każda kulka w totolotku, która znalazła się w pobieraku dotarła tam w wyniku dużej ilości odbić i trajektorii, które opisuje klasyczna, deterministyczna fizyka newtonowska (tzn. kulka niepodkręcona trafiona w środek leci na wprost, a trafiona bardziej w lewy bok leci na prawo i to pod kątem zawsze odpowiednim do kąta trafienia. Oczywiście w totolotku dochodzi jeszcze trzeci wymiar "góra-dół", co wzmaga stopień skomplikowania i dodatkowo zmniejsza przewidywalność, ale oczywiście nie eliminuje fizyki newtonowskiej co do zasady. Każde kolejne odbicie wynika z prędkości i miejsca trafienia poprzedniej kulki, a także dalszych właściwości jak np. opór (stopień śliskości kulek)). Tak, z tym że trzeba mieć świadomość jak prymitywny - w stosunku do genetyki - proces Pan opisuje, gdyby nawet do bębna wrzucił nie kule, a kostki do gry. to dalej jeszcze byłoby to prymitywne. Wyliczono, iż w totolotku szanse wygranej (powtórzenia wyniku) równają się 1 do 14 000 000. Ale załóżmy, to co niemożliwe, że Bóg który wszystko może przysiadł i skontrolował warunki brzegowe i policzył! Tylko to jest mało, gdyż każda wygrana dalej jest "losowym przypadkiem" (1:14 000 000) i tylko ten jest kontynuowany, zaś gdy zetknie się z następnym wygranym, to bęben maszyny losującej idzie w ruch.
>Jednak różnica między nami polega nie tylko na tym, że gdy Pan spotka na mieście znajomego, z którym Pan się nie umawiał, to Pan poprzestaje na stwierdzeniu, że to był przypadek, a ja stwierdzam, że przecież zarówno Pan, jak i on wyszliście z domu i dotarli do miejsca owego "przypadkowego" spotkania jakimiś środkami lokomocji (a więc w tym sensie nieprzypadkowo). Pański "losowy przypadek" można zestawić ze zdziwieniem, że gdy do wody wrzucimy cukier to woda jest słodka, a gdy sól to woda jest słona. I co i uważa Pan, że dla mnie losowym przypadkiem jest, że facet nie wiedział co wrzuca, a mądry Pan Maciej ustalił by warunki brzegowe: cukier, sól, ciepła woda, mieszanie i przewidziałby precyzyjnie efekt. Panie Macieju, mnie zabawa w piaskownicy nie bawi. Opisuje w miarę precyzyjnie i poważnie dlaczego: "Teoria ewolucji postuluje, że przypadek i konieczność splatają się ze sobą w realnym życiu". "Przypadki losowe" są zdeterminowaną częścią procesów przyrodniczych. Są jednym z praw przyrody".
A Pan mówi: - Zobacz Pan co za przypadek - ja Władek i on Władek. I co i jak Bóg jak dał istniejącej obiektywnie rzeczywistości pierwszego kopniaka, to przewidział, że jego skutkiem będzie spotkanie dwóch Władków na ulicy? Pan jest konsekwentny: każda przyczyna ma skutek.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | > >W przyrodzie - obiektywnie rzecz biorąc - albo istnieją przyczyny dla danych zjawisk albo nie istnieją.> Proszę o podanie przypadku, w którym nie istnieją?Rozpad alfa. To Pana przykład z uranem 238. Pan Fizyk pisze tak: Cytat:W interpretacji kopenhaskiej, tej najszerzej używanej, jeżeli znamy funkcję falową układu (która jest tym warunkiem brzegowym), to wiemy wszystko o układzie co tylko jest do poznania (bo nie ma zmiennych ukrytych). No ale ponieważ funkcja falowa daje nam tylko rozkład prawdopodobieństwa wyniku pomiaru, więc identyczne funkcje falowe zazwyczaj prowadzą do różnych skutków. Chodzi tu więc o sytuację, w której te same warunki brzegowe prowadzą do różnych skutków. Brak jest więc przyczyn dla różnorodności skutków. > >Jeśli istnieją, to o przypadku można tylko mówić jako o nieznajomości (braku kontrolowania) wszystkich warunków brzegowych.> To Pańskie - moim zdaniem - nieuargumentowane zdanie. Uważam, że "losowy przypadek" może być i jest jedną z przyczyn wśród wszystkich warunków brzegowych, ale dalej - co jeszcze istotniejsze - to każdy "los", który przechodzi dalej jest tylko jednym z wielu możliwych, a z tych które przeszły dalej wygrywa jeden z wielu.Nie mam ochoty się już spierać, tylko znów pytanie, co Pan rozumie przez "losowy przypadek" w zdaniu powyżej? Jeśli wynik procesów losowych (losowania), to ja w ogóle nie widzę sprzeczności z moją wypowiedzią, do której się Pan tu odniósł. > "Wygrana kontynuacji" jest przypadkowa i nieodwracalna.Przypadkowa? Tak, stanowi wynik procesu losowego (o niebo bardziej skomplikowanego niż toto-lotek). Powiedziałbym, że jest zdeterminowana wszystkimi przyczynami, które na nią wpłynęły, ale nie chcę już Pana denerwować. > Poza bardzo abstrakcyjnymi spekulacjami teologiczno-filozoficznymi nie istnieją żadne możliwości (nawet tylko teoretyczne) znajomości i kontrolowania wszystkich warunków brzegowych.Pełna zgoda > (Na przykład nie istnieje żaden zakaz wpływania na te procesy zasad opisywanych tylko w fizyce kwantowej).Nooo..... To dobrze - tu jest rzeczywiście szansa. Jeśli mechanika kwantowa wpływa na procesy biochemiczne, to wkrada się na tu możliwość obiektywnego (niczym nie zdeterminowanego) przypadku. Pan Fizyk udzielił mi w tej kwestii trochę wymijającej (jak sam przyznał) odpowiedzi. > >Jeśli nie istnieją, to po prostu brak jest przyczyn (indeterminizm) dla danych zjawisk.> A dlaczego?Mam uzasadniać, dlaczego wówczas gdy nie istnieją przyczyny, to brak jest przyczyn? Jednak rzeczywiście gdzieś niedawno wyczytałem, że Stephen Hawking nawet w ramach indeterministycznej interpretacji kopenhaskiej mówi o determiniźmie, gdyż w przypadku rozpadu alfa jednak wiadomo, że jakieś jądro się rozpadnie na pewno, nie wiadomo tylko które. Czyli nie powstaje całkiem byle co, tylko nieokreślona pozostaje jedynie jakaś tylko jedna cecha. Choć prawdę mówiąc trochę głupio mi się tu wypowiadać. W tym przypadku na pewno przekraczam granicę mych kompetencji. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > >>>A dlaczego?> Mam uzasadniać, dlaczego wówczas gdy nie istnieją przyczyny, to brak jest przyczyn?> Jednak rzeczywiście gdzieś niedawno wyczytałem, że Stephen Hawking nawet w ramach indeterministycznej interpretacji kopenhaskiej mówi o determiniźmie, gdyż w przypadku rozpadu alfa jednak wiadomo, że jakieś jądro się rozpadnie na pewno, nie wiadomo tylko które.> Czyli nie powstaje całkiem byle co, tylko nieokreślona pozostaje jedynie jakaś tylko jedna cecha.> Choć prawdę mówiąc trochę głupio mi się tu wypowiadać. W tym przypadku na pewno przekraczam granicę mych kompetencji.A ja już przestałem rozumieć o czym Pan mówi. Nie nadążam za Pańskim poplątaniem myśli i wniosków. Zupełnie już nie wiem o co Panu chodzi i do czego Pan dąży? Tak - rozumiem, iż Pan twierdzi, że przyrodzie jest wszystko zdeterminowane, a ja na podstawie swojej skromnej wiedzy biologicznej temu przeczę. _________________________________________ F.J. Ayala, "Największe odkrycie Darwina: projekt bez projektanta": "Teoria ewolucji postuluje, że przypadek i konieczność splatają się ze sobą w realnym życiu. Losowość i determinizm połączone są ze sobą w naturalnym procesie, który stworzył najbardziej złożone, różnorodne i piękne byty, jakie znamy we Wszechświecie: organizmy, które opanowały Ziemię, w tym ludzi zdolnych do myślenia i miłości, obdarzonych wolną wolą i zdolnościami twórczymi, a także potrafiących analizować ten sam proces ewolucji, który sprowadził ich do istnienia. Fundamentalnym odkryciem Darwina było to, że istnieje proces, który jest twórczy, chociaż pozbawiony świadomości. I to jest właśnie konceptualna rewolucja, której dopełnił Darwin: idea, że projekt organizmów żywych można wyjaśnić jako rezultat podlegających prawom przyrody procesów naturalnych. Jest to niewątpliwie zasadnicza wizja, która na zawsze zmieniła sposób, w jaki ludzkość postrzega samą siebie i swoje miejsce we Wszechświecie." www.nauka-(*)ismo/pdf/download.php?file=234------------------------------------------ A w następnym poście "odwyrtka" > >>>Znamy przy tym procesie dosyć dobrze większość zdeterminowanych przyrodniczo warunków brzegowych i możemy z dużym prawdopodobieństwem określić wynik takiego spotkania, ale zdaniem biologów nigdy nie jest on całkowicie przewidywalny i pojedynczy losowy przypadek wpływający na całkowity wynik odgrywa w procesie ewolucyjnym ogromną rolę.> Nie, nie jest przewidywalny. Pojedynczy losowy przypadek odgrywa ogromną rolę. Ów przypadek jest skutkiem sił przyrody działających na materię w czasie.To o czym ta cała rozmowa? Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | >Tak - rozumiem, iż Pan twierdzi, że przyrodzie jest wszystko zdeterminowane, a ja na podstawie swojej skromnej wiedzy biologicznej temu przeczę. Nie, wcale nie wszystko musi być w przyrodzie zdeterminowane. Sądzę, że możliwość braku zdeterminowania pojawia się w mechanice kwantowej, gdy przyjmiemy interpretację kopenhaską.
>A w następnym poście "odwyrtka". A dlaczego odwyrtka? >>>>>Znamy przy tym procesie dosyć dobrze większość zdeterminowanych przyrodniczo warunków brzegowych i możemy z dużym prawdopodobieństwem określić wynik takiego spotkania, ale zdaniem biologów nigdy nie jest on całkowicie przewidywalny i pojedynczy losowy przypadek wpływający na całkowity wynik odgrywa w procesie ewolucyjnym ogromną rolę. >>Nie, nie jest przewidywalny. Pojedynczy losowy przypadek odgrywa ogromną rolę. Ów przypadek jest skutkiem sił przyrody działających na materię w czasie.To o czym ta cała rozmowa? O tym, że ja twierdzę, że w procesach losowych występujących w fizyce klasycznej (np. rzut monetą, toto-lotek, mutacje genetyczne) efekt nie jest przewidywalny, ale przewidywalność jest cechą obserwatora (człowieka), a nie obiektywnie istniejącego w tym zakresie w przyrodzie ścisłego związku przyczynowego. Upadek monety jest ściśle zależny od jego warunków brzegowych. Wynik jest w pełni zdetrminowany materialnymi, fizycznymi warunkami brzegowymi (siła wyrzutu, ewentualne podmuchy wiatru) i my nie potrafimy przewidzieć tego wyniku, gdyż nie kontrolujemy tych warunków brzegowych. TO JEST DLA NAS "PRZYPADEK". Jest obiektywnie skutkiem wyłącznie sił przyrody (Tu: siły wyrzutu i ewentualnie podmuchu wiatru) działających na materię w czasie, a my subiektywnie kwalifikujemy go jako przypadek. Powtarzam się i również nie mam już siły. Przykro mi, że nie dogadliśmy się. Pozdrawiam serdecznie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >O tym, że ja twierdzę, że w procesach losowych występujących w fizyce klasycznej Proszę Pana, nie każdy jest ograniczonym. Na przykład do fizyki klasycznej. Ja cały czas piszę o procesach ewolucyjnych, a tam cała fizyka obowiązuje.
>(np. rzut monetą, toto-lotek, mutacje genetyczne) efekt nie jest przewidywalny, ale przewidywalność jest cechą obserwatora (człowieka), a nie obiektywnie istniejącego w tym zakresie w przyrodzie ścisłego związku przyczynowego. Tak, Pan twierdzi, choć nie przedstawia na to żadnego poza wiarą dowodu. Ja tu swój sąd zawieszam, gdyż wcale nie o tym tu mówię.
>Upadek monety jest ściśle zależny od jego warunków brzegowych. Wynik jest w pełni zdetrminowany materialnymi, fizycznymi warunkami brzegowymi (siła wyrzutu, ewentualne podmuchy wiatru) i my nie potrafimy przewidzieć tego wyniku, gdyż nie kontrolujemy tych warunków brzegowych. Nawet, gdyby tak było i mielibyśmy np. fałszywą monetę, to nie może powstać jednoczesny wynik orła i reszki. Tylko albo albo. A tylko pojedynczy wynik losowego przypadku wpływa na ewolucyjne procesy. Pojedynczy wynik, a nie sposób, czy rodzaj losowania. Dlatego, gdy przyroda wpisała w determinaty także losowanie, to nie ma najmniejszych szans przewidzenia, który z wyników przejdzie dalej, a przejdą tylko niektóre przypadki.
Uprościłem opis tego skomplikowanego proces nieprawdopodobnie, tak dla mających trudności w rozumieniu. Ile razy można to samo powtarzać. Myślę, że potrzeba tu już pedagogiki specjalnej, a ja do takiej się po prostu nie nadaję.
>Powtarzam się i również nie mam już siły. To daj Pan z tym spokój - o co już od dawna proszę.
>Przykro mi, że nie dogadliśmy się. Dla świętego spokoju przyznaję Panu i tu rację.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | CDN. Istnieje jeszcze merytoryczny błąd, w Pańskim rozumowaniu, a mianowicie: Napisałem tak: Cytat:To tylko tak się językowo utarło, że przypadkami zwiemy również takie sytuacje, w których te same działania kategoryzowane ogólnie (rzut monetą) prowadzą do różnych skutków (orzeł i reszka), choć wiemy, że patrząc szczegółowo to wcale nie są te same działania, gdyż ruch ręki jest za każdym razem trochę inny, co wystarcza, by w sposób całkowicie kauzalny (choć nieprzewidywalny) zmienić wynik. Pan na to: Cytat:Bzdury Pan pisze, gdyby tak było, to wynik przy dużej ilości wyrzutów nie rozkładałby się równo po połowie Otóż jest dokładnie tak jak napisałem. W procesach losowych właśnie początkowa (czasem minimalna) odmienność warunkow brzegowych prowadzi do różnic w wynikach po przetasowaniu elementów. To właśnie ta początkowa nieregularność prowadzi do różnych skutków, przy czym każdy element (np. kulka) dotarł do celu nie tylko zgodnie z deterministyczną fizyką newtonowską, ale również wyłącznie wskutek jej oddziaływania. Gdy ludzka ręka wyrzuca monetę i podkręca ją, to za każdym razem robi to z minimalnie odmienną siłą. Trajektoria lotu monety wynika natomiast za każdym razem z konkretnie zastosowanej w danym przypadku siły (i ewentualnie dalszych konkrentych przyczyn, jak podmuch wiatru). Gdybyśmy - zamiast łapać upadającą monetę - zrobili jej zdjęcie na określonej wysokości okazałoby się, że w prawie wszystkich przypadkach spada ona pod nieco innym kątem od poprzedniego. To właśnie wynika z nieregularności wyrzutu. Otóż siły wyrzutu oscylują gdzieś pomiędzy wyrzutem najsłabszym a wyrzutem najsilniejszym (i odpowiednio - podkręceniem najsłabszym i najsilniejszym), a my nie kontrolujemy tej dokładnej siły. Mamy tu więc do czynienia z nieregularnością w dozowaniu siły. W ramach tych dwóch ekstremów siły początkowej możliwych trajektorii jest bardzo wielka ilość. Ogólnie wszystkie możliwe trajektorie możemy podzielić na prowadzące do każdego możliwego stopnia pochylenia monety - np. pomiędzy stopniem 0 a stopniem 360, gdy spadającej monecie robimy zdjęcie. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć danego pochylenia na mecie, ale przy bardzo dużej ilości wyrzutów prawie na pewno osiągnięty zostanie każdy możliwy stopień od 0 do 360 i to mniej więcej tyle samo razy, co inne stopnie. Gdybyśmy kontrolowali siłę wyrzutu, wówczas osiąganie danych stopni na mecie moglibyśmy planować: np. moglibyśmy uzysykiwać tylko stopnie 0, 90, 180. Ponieważ jednak tego nie kontrolujemy, to przy wielkiej liczbie wyrzutów ta wstępna nieregularność odzwierciedla się w wynikach również jako nieregularność - a jest nią właśnie rozrzucenie wyników po wszelkich możliwych stopniach. Jeśli ograniczymy możliwe wyniki tylko do dwóch (orzeł i reszka), to wówczas fakt osiągnięcia przy wielkiej liczbie wyrzutów mniej więcej tej samej ilości reszek i orłów nie jest regularnością, a właśnie maksymalną możliwą przy tym ograniczeniu nieregularnością. Dopuszczając jedynie do dwóch wyników dzielimy stopnie na dwa zakresy: od 0 do 180 i od 180 do 360, a mniej więcej równa ilość wyników w jednym i drugim zakresie jest właśnie różnorodnością wynikającą już z początkowej nieregularności. Gdybyśmy kontrolowali siłę wyrzutu (tzn. gdyby była ona np. taka sama, albo różna, ale regularna, ewentulanie: gdyby moneta była zmanipulowana), dopiero wówczas wyniki rozkładałyby się przy wielkiej liczbie wyrzutów inaczej niż pół na pół. > Jestem prawie pewien, że wcale Pan nie rozumie roli przypadku w biologii, gdyż tam zupełnie o coś innego chodzi. Postaram się więc jeszcze raz.Mamy dowolną ilość przypadków z identycznymi warunkami brzegowymiPrzepraszam, co oznaczy "mamy dowolną ilość przypadków"? Chodzi Panu o "zdarzenia", czy o "teoretycznie możliwe wyniki", czy też o to, że nie znamy przyczyn, czy może o to, że w ogóle brak przyczyn? Czasami mówiąc o przypadku opowiada Pan jak teolog. Skoro "przypadek" jest słowem, ktorego ja mam wedlug Pana nie rozumieć, to czy nie sądzi Pan, że trudno mi to będzie to wyjasnić przy użyciu tego właśnie słowa? Proszę spróbować wyjaśnić na czym polega przypadek w przyrodzie bez używania tego słowa i sądzę, że wówczas dostrzeże Pan, że jest ono tylko intelektualnym uogólnieniem, a nie czymś co konkretnie występuje w przyrodzie jako jakieś pozytwnie ujęte "prawo". Mogę się zgodzić jedynie na to, że istnieją w przyrodzie (np. w mutacjach genetycznych) nieregularności w każdych kolejnych ułożeniach tych samych elementów, które przy kolejnych przetasowaniach (również nie do końca regularnych) prowadzą do odmiennych skutków. Natomiast dobór losowy prowadzi do pewnej regularności, gdyż przetrwają tylko te cechy, które prowadzą do lepszego dostoswania organizmów. Ale już na przykład z poniższymi wyjaśnieniami zasadniczo się zgadzam: > (choć należy mieć tu świadomość, że złożoność warunków brzegowych w losującym bębnie jest bardzo prymitywna w stosunku do złożoności procesów przyrodniczych)[/color], w których na zasadzie przypadków losowych (wszystko jedno jak je opiszemy: "rzut monetą", "bęben totolotka" i jakie będą ich przyczyny np. kwantowe)[/color] dochodzi do zróżnicowania skutków i skutki są takie same jak w grach losowych - pojedyncze przypadki wygrywają.> Nie można żadnym metodami wyznaczyć określonego skutku na podstawie określonych przyczyn,[...] > nie można wyliczyć, w którym konkretnym przypadku "zaiskrzy" i jaka będzie konkretna forma tego "zaiskrzenia".> (Oczywiście nie mam żadnego argumentu na to, iż Bóg posiada taką moc obliczeniową, że on potrafi to wyliczyć, ale przecież Bóg i tak wie jaka wygrana będzie w totolotku za sto lat).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Ciąg dalszy. > Istnieje jeszcze merytoryczny błąd, w Pańskim rozumowaniu, a mianowicie: "Nie każdy może być mądry, panie oberlejtnant" Bogusławski: Podałem Panu choćby przykład rzutu kostką. Pan twierdzi, że w idealnych warunkach wynik byłby taki sam, ja uważam, że idealne powtórzenie jest praktycznie niemożliwym - choćby ze względu na prawo chaosu.> Napisałem tak: (...)> Pan na to:Cytat: Bzdury Pan pisze, gdyby tak było, to wynik przy dużej ilości wyrzutów nie rozkładałby się równo po połowie > Otóż jest dokładnie tak jak napisałem. W procesach losowych właśnie początkowa (czasem minimalna) odmienność warunkow brzegowych prowadzi do różnic w wynikach po przetasowaniu elementów. (...).> Gdybyśmy - zamiast łapać upadającą monetę (...)> Gdybyśmy kontrolowali siłę wyrzutu, (...)Ja zawsze - przed tym zanim odpowiem - zastanawiam się nad tym co interlokutor napisał, tak abym mógł trzymać się tematu, a Pan nie dość, że użył bzdurnych tu argumentów, to dalej ich się trzyma i prowadzi wykład na temat nie mający tu nic do rzeczy. Powtarza Pan dokładnie to co już wcześniej napisał. Tylko czy warto te same bzdury powtarzać. (Przepraszam, tak dokładnie to nie są żadne bzdury ogólnie, tylko w naszym konkretnym przypadku, o którym tu rozmawiamy. Raczej bzdurne argumenty niż bzdury)Czy Pan odpowiedział na moje pytanie: Pan twierdzi, że w idealnych warunkach wynik byłby taki sam, ja uważam, że idealne powtórzenie jest praktycznie niemożliwym , a przecież o tym była rozmowa. Już z moich wypowiedzi w tym wątku można wywnioskować, że jednak coś tam o rachunku prawdopodobieństwa słyszałem i ten wykład jest tu zupełnie zbytecznym. Natomiast moja poprzednia wypowiedź dotyczyła właśnie tego, że przy dużej ilości rzutów zafałszowania (drobne różnice w warunkach brzegowych) nie mają znaczenia. Im więcej przypadków tym wynik dokładniej rozkłada się (tu po połowie) . Natomiast dla losowości w przyrodzie znaczenie mają właśnie te pojedyncze przypadki - w pełni niezdeterminowane - choć w dużym stopniu tak. Bogusławski: Jestem prawie pewien, że wcale Pan nie rozumie roli przypadku w biologii, gdyż tam zupełnie o coś innego chodzi. Postaram się więc jeszcze raz.
Mamy dowolną ilość przypadków z identycznymi warunkami brzegowymi [color=brown] (choć należy mieć tu świadomość, że złożoność warunków brzegowych w losującym bębnie jest bardzo prymitywna w stosunku do złożoności procesów przyrodniczych), w których na zasadzie przypadków losowych (wszystko jedno jak je opiszemy: "rzut monetą", "bęben totolotka" i jakie będą ich przyczyny np. kwantowe) dochodzi do zróżnicowania skutków i skutki są takie same jak w grach losowych - pojedyncze przypadki wygrywają.
Nie można żadnym metodami wyznaczyć określonego skutku na podstawie określonych przyczyn, (gdyż na przykład wykonanie tylko kilku rzutów z rzędu nie spowoduje, że liczba orłów będzie równa liczbie reszek) i choć większość skutków jest zgodna z rozkładem statystycznym, to znaczenie mają konkretne jednostki lepiej przystosowane do środowiska.
Życie najprawdopodobniej powstało w określonych warunkach brzegowych na zasadzie przypadku losowego i wtórnym jest tu czy stało to się w jednym, czy miliardach przypadków. Można odtworzyć warunki tamte brzegowe, ale nie można wyliczyć, w którym konkretnym przypadku "zaiskrzy" i jaka będzie konkretna forma tego "zaiskrzenia". (Oczywiście nie mam żadnego argumentu na to, iż Bóg posiada taką moc obliczeniową, że on potrafi to wyliczyć, ale przecież Bóg i tak wie jaka wygrana będzie w totolotku za sto lat). > Przepraszam, co oznaczy "mamy dowolną ilość przypadków"? Chodzi Panu o "zdarzenia", czy o "teoretycznie możliwe wyniki", czy też o to, że nie znamy przyczyn, czy może o to, że w ogóle brak przyczyn?Chyba jasno to napisałem, ale uznaję, że Pan ma trudności ze zrozumieniem. Więc dokładniej bierzemy dowolną ilość gamet różnych płci tworzących zygotę. Z gamet zygoty otrzymują po jednym chromosomie z każdej pary chromosomów homologicznych (a więc podobnych, lecz nie identycznych). Jeśli komórka macierzysta gamet ma tylko jedną parę chromosomów (sytuacja wielce nietypowa, liczba chromosomów zależy od gatunku organizmu), to podczas tworzenia się gamety następuje losowy wybór jednej z dwóch możliwości - gameta odziedziczy chromosom, który jej rodzic u swego zarania otrzymał w gamecie męskiej albo ten który rodzic otrzymał w gamecie żeńskiej. Jeśli par chromosomów jest więcej, to dla każdej pary dobór jednego z chromosomów zachodzi niezależnie i z tym samym prawdopodobieństwem. Dla 23 par chromosomów istnieje 8 388 608 możliwości. Ale przecież nie będę tu robił Panu wykładu jak to się dzieje. Znamy przy tym procesie dosyć dobrze większość zdeterminowanych przyrodniczo warunków brzegowych i możemy z dużym prawdopodobieństwem określić wynik takiego spotkania, ale zdaniem biologów nigdy nie jest on całkowicie przewidywalny i pojedynczy losowy przypadek wpływający na całkowity wynik odgrywa w procesie ewolucyjnym ogromną rolę. CDN @@@
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | > Czy Pan odpowiedział na moje pytanie: Pan twierdzi, że w idealnych warunkach wynik byłby taki sam, ja uważam, że idealne powtórzenie jest praktycznie niemożliwym , a przecież o tym była rozmowa.Tak, idealne powtórzenie jest praktycznie niemożliwe. Nie umiemy precyzyjnie odtworzyć wszystkich warunków brzegowych. > [...] moja poprzednia wypowiedź dotyczyła właśnie tego, że przy dużej ilości rzutów zafałszowania (drobne różnice w warunkach brzegowych) nie mają znaczenia. Im więcej przypadków tym wynik dokładniej rozkłada się (tu po połowie) . Natomiast dla losowości w przyrodzie znaczenie mają właśnie te pojedyncze przypadki - w pełni niezdeterminowane - choć w dużym stopniu tak.Przepraszam, ale tego nie do końca rozumiem: > "Natomiast dla losowości w przyrodzie znaczenie mają właśnie te pojedyncze przypadki - w pełni niezdeterminowane - choć w dużym stopniu tak."Mało znam się na fizyce kwantowej i tu musiałby Pan porozmawiać z kimś bardziej kompetentnym. Jeśli rzeczywiście wpływa ona na świat makro (biologii), to rzeczywiście przyjmując interpretację kopenhaską mamy do czynienia z "niezdeterminowaniem". > Bogusławski: Jestem prawie pewien, że wcale Pan nie rozumie roli przypadku w biologii, gdyż tam zupełnie o coś innego chodzi. Postaram się więc jeszcze raz. Mamy dowolną ilość przypadków z identycznymi warunkami brzegowymi [color=brown] (choć należy mieć tu świadomość, że złożoność warunków brzegowych w losującym bębnie jest bardzo prymitywna w stosunku do złożoności procesów przyrodniczych), w których na zasadzie przypadków losowych (wszystko jedno jak je opiszemy: "rzut monetą", "bęben totolotka" i jakie będą ich przyczyny np. kwantowe) dochodzi do zróżnicowania skutków i skutki są takie same jak w grach losowych - pojedyncze przypadki wygrywają. >Nie można żadnym metodami wyznaczyć określonego skutku na podstawie określonych przyczyn, (gdyż na przykład wykonanie tylko kilku rzutów z rzędu nie spowoduje, że liczba orłów będzie równa liczbie reszek) i choć większość skutków jest zgodna z rozkładem statystycznym, to znaczenie mają konkretne jednostki lepiej przystosowane do środowiska. >Życie najprawdopodobniej powstało w określonych warunkach brzegowych na zasadzie przypadku losowego i wtórnym jest tu czy stało to się w jednym, czy miliardach przypadków. Można odtworzyć warunki tamte brzegowe, ale nie można wyliczyć, w którym konkretnym przypadku "zaiskrzy" i jaka będzie konkretna forma tego "zaiskrzenia". >(Oczywiście nie mam żadnego argumentu na to, iż Bóg posiada taką moc obliczeniową, że on potrafi to wyliczyć, ale przecież Bóg i tak wie jaka wygrana będzie w totolotku za sto lat). Zgadzam się z tym, jeśli będziemy pamiętać o tym, że przypadek w tym znaczeniu nie oznacza braku zdeterminowania, a wręcz przeciwnie - jest wynikiem procesów tzw. "losowych" (takich jak toto-lotek). > bierzemy dowolną ilość gamet różnych płci tworzących zygotę. Z gamet zygoty otrzymują po jednym chromosomie z każdej pary chromosomów homologicznych (a więc podobnych, lecz nie identycznych). Jeśli komórka macierzysta gamet ma tylko jedną parę chromosomów (sytuacja wielce nietypowa, liczba chromosomów zależy od gatunku organizmu), to podczas tworzenia się gamety następuje losowy wybór jednej z dwóch możliwości - gameta odziedziczy chromosom, który jej rodzic u swego zarania otrzymał w gamecie męskiej albo ten który rodzic otrzymał w gamecie żeńskiej. Jeśli par chromosomów jest więcej, to dla każdej pary dobór jednego z chromosomów zachodzi niezależnie i z tym samym prawdopodobieństwem. Dla 23 par chromosomów istnieje 8 388 608 możliwości. Ale przecież nie będę tu robił Panu wykładu jak to się dzieje.Nie mam najmniejszego zamiaru tego kwestionować. Ale skoro się dzieje, to ma chyba pewną historię? > Znamy przy tym procesie dosyć dobrze większość zdeterminowanych przyrodniczo warunków brzegowych i możemy z dużym prawdopodobieństwem określić wynik takiego spotkania, ale zdaniem biologów nigdy nie jest on całkowicie przewidywalny i pojedynczy losowy przypadek wpływający na całkowity wynik odgrywa w procesie ewolucyjnym ogromną rolę.Nie, nie jest przewidywalny. Pojedynczy losowy przypadek odgrywa ogromną rolę. Ów przypadek jest skutkiem sił przyrody działających na materię w czasie. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Ciąg dalszy:
>Czasami mówiąc o przypadku opowiada Pan jak teolog. A może zamiast ping-ponga konkrety!
>Skoro "przypadek" jest słowem, ktorego ja mam wedlug Pana nie rozumieć, to czy nie sądzi Pan, że trudno mi to będzie to wyjasnić przy użyciu tego właśnie słowa? Właśnie najlepsze są konkrety. Napisałem: Jestem prawie pewien, że wcale Pan nie rozumie roli przypadku w biologii, gdyż tam zupełnie o coś innego chodzi. Czy - gdy brak argumentów zastępuje Pan kręceniem i manipulacjami, to sądzi Pan, że nikt tego nie wychwyci.
>Proszę spróbować wyjaśnić na czym polega przypadek w przyrodzie bez używania tego słowa i sądzę, że wówczas dostrzeże Pan, że jest ono tylko intelektualnym uogólnieniem, a nie czymś co konkretnie występuje w przyrodzie jako jakieś pozytwnie ujęte "prawo". Starałem się jak tylko umiałem. Teraz zdecydowanie uważam, że dalej to już niema żadnego sensu. Zresztą tak naprawdę, to ja już zupełnie siły do Pana nie mam - nie mówiąc już o ochocie. Może Pan Nietsche - zgodnie z wyższej daną obietnicą lepiej Panu to wyjaśni.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | Errata: napisałem w jednym miejscu: "natomiast dobór losowy prowadzi do regularnosci". Miało być "naturalny", a nie losowy. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Ciąg dalszy: > Osobiście uważam, że twierdzenia o celowości w przyrodzie są gównem, (...)> >>>Aż tak wysoki poziom dyskusji Pan osiągnął? I wcale nie o epitet mi chodzi, a o argumentację.> Tak, uważam, że twierdzenia o celowości w przyrodzie są wyssane z palca i nadmiarowe w sensie brzytwy Ockhama i sceptycyzmu, ale nadmiarowe są również twierdzenia o jej bezcelowości.Cosik dziwna jest ta Pańska logika. Jeżeli określone przypadki zawsze rodzą określone przyczyny, to cel został zdeterminowany już w pierwszej praprzyczynie. Stąd ta obrona zasady p-s przez teistów różnej maści. > Człowiek nie ma empirycznych podstaw by wyrażać się o przyrodzie w tych kategoriach.Wracamy do tego samego:>Tak więc pozbywając się przypadku (tzn. tłumacząc zjawiska kauzalnie) nauka zmniejsza możliwość boskiej ingerencji. Nauka bada starając się poznać istniejącą obiektywnie rzeczywistość i nie stwierdzając powszechnie obowiązującej kauzalności nie wyklucza roli przypadku, a w naukach biologicznych wprost ją podkreśla. Nie bardzo interesują mnie tu filozoficzne spekulacje: Teoria przyczynowości, teoretyczne rozwinięcie kauzalizmu. Podstawowe sformułowania teorii przyczynowości znajdują się u Arystotelesa, za którym wyróżnia się cztery zasadnicze rodzaje przyczyn: sprawczą (to, dzięki czemu coś zaistniało), celową (to, ze względu na co coś zaistniało), materialną (to, z czego coś powstało) i formalną (to, według czego coś zostało uformowane).
Jedną z najbardziej znanych postaci teorii przyczynowości jest determinizm, a jej fundamentalne pojęcie stanowi związek przyczynowo-skutkowy, opisujący więź łączącą zjawiska, z których jedno (skutek) uwarunkowane jest przez drugie (przyczyna) - więź owa ma charakter obiektywnej prawidłowości.
Pojęcie to budziło wątpliwości niektórych filozofów, jego zasadniczą krytykę przeprowadził D. Hume, którego zdaniem tak rozum, jak i doświadczenie nie dają podstaw, by uznać, że związki przyczynowo-skutkowe rzeczywiście występują w świecie. Ale też i na kauzalność brak powszechnej filozoficznej zgody.
Pan też nigdzie nie podaje naukowych dowodów na poparcie swoich tez - nie potwierdza absolutności występowania w przyrodzie związków przyczynowo-skutkowych, a tym bardziej nigdzie nie potwierdza występowania zjawiska teleologicznego. Pan (człowiek) ma prawo twierdzić, że teoria przyczynowości potwierdza się w praktyce. Proszę więc przedstawić dowody absolutności zasady przyczyna-skutek i udowodnić, iż np. Hume nie ma racji. > Pan oczywiście ma prawo do swej oceny poziomu tej argumentacji. Nie ukrywam jednak, że dla mnie plusy od osób kompetentnych w nauce są źródłem sporej radości, a i Pana z tego grona nie wyłączam, choć tym razem akurat nie od Pana dostałem plusa.Pan wybaczy, ale choć lubię otrzymywać plusy, to zdecydowanie wyżej sobie stawiam argumenty. Jak dla mnie nigdzie w tej dyskusji nie przedstawił Pan dostatecznych racji, to może podrzucenie Panu argumentów miałoby większe znaczenie od kliknięć na +. > Przypadek wyklucza zasadę kauzalności tylko wtedy, jeśli mówimy o przypadku rozumianym w pełni indeterministycznie.> >>>Niech Pan to udowodni.> To nie jest kwestia dowodzenia tylko definicji.Definicje są ważne, ale dla nauki ważniejsze są zweryfikowane doświadczenia, które są dowodami. > Skoro mogą istnieć zarówno przypadki "subiektywne" (brak wiedzy o wszystkich przyczynach), jak i - być może - "obiektywne" - (w których nie ma przyczyny lub w których identyczne warunki brzegowe prowadzą do różnych skutków), to zasadę kauzalności (pojmowaną jako założenie powszechnego występowania związku przyczynowego) przerywają tylko te drugie i ja je nazywam przypadkami indeterministycznymi. Równie dobrze mogłem napisać "przypadki obiektywne".To Pański wydumany pogląd nie mający odzwierciedlenia w przyrodniczej rzeczywistości. Ja cały czas mówię o przypadkach, w których przynajmniej uznajemy, że znamy przyczyny (warunki brzegowe) i wiemy, że wśród tych przyczyn jest także "losowy przypadek", który ma wpływ na skutek, czyli uważam, że "przypadki losowe" są zdeterminowaną częścią procesów przyrodniczych. Są jednym z praw przyrody.> Może Pan zatem wyjaśni Panu Fizykowi, że nie rozumie on na czym polega "przypadek losowy" w przyrodzie, że nie rozumie w sumie prostych praw przyrody dotyczących procesów ewolucyjnych i w ogóle opowiada mity?Z poprzedniego postu:Pan Fizyk: W sumie, pytanie o determinizm świata okazuje się pytaniem filozoficznym (optymistycznie - jak na razie tylko). Niemniej dowolność naukowej odpowiedzi na to pytanie wzmacnia pogląd, że związki przyczynowo-skutkowe (możliwe tylko w determinizmie) nie są fundamentalną cechą świata, lecz tylko ludzkim sposobem porządkowania obrazu tego świata. (Patrz niekończące się dyskusje z Parysem o "pierwszej przyczynie".) Pan Maciej: Tak, Pan Fizyk wypowiadał się tu ogólnie o świecie (sądzę, że o wszechświecie) włącznie ze zjawiskami fizyki kwantowej, a nie biologii. Znam dość dobrze stanowisko Pan Fizyka w kwestii przypadku w biologii i jest ono zgodne z moim (z tą różnicą, że Pan Fizyk wie o niebo więcej ode mnie jeśli chodzi o szczegóły). Może rzeczywiście czas już aby sam pan Fizyk się wypowiedział, gdyż jeżeli rzeczywiście miałby zgadzać z Panem, to zupełnie niezrozumiałym jest dla mnie jego uznanie dla Dawkinsa i przeczenie jego głównej tezie o roli przypadku losowego w procesach biologicznych. (Według starej tezy TE: "Teoria ewolucji postuluje, że przypadek i konieczność splatają się ze sobą w realnym życiu). Wydaje mi się, że jednak inaczej rozumiemy wypowiedzi pana Fizyka. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | DODATEK Przy okazji - jak Pan myśli dlaczego Einstein wypowiedział swoje słynne "Bóg nie gra w kości" dopiero w kontekście odkryć fizyki kwantowej, a nie w odniesieniu do od zawsze znanych już gier losowych lub również znanej już wówczas dobrze - przynajmniej w zakresie podstawowych zasad - teorii ewolucji? Mechanika kwantowa jest do tej pory jedyną dziedziną nauki, w której wykazano możliwość wystąpienia przypadku obiektywnego - takiego w którym identyczne warunki brzegowe prowadzą do różnych skutków. W pozostałym zakresie obowiązuje wciąż koroborowana deterministyczna fizyka newtonowska (ograniczana jedynie wielkimi prędkościami (prędkością światła)). Jeśli Pan zna przypadek obiektywnego przypadku poza mechaniką kwantową, to Nobla ma Pan w kieszeni.
I niczego nie zmieni tutaj ani dryf genetyczny, ani odmienność bliźniaków jednojajowych, gdyż fakt, iż nie znamy lub nie jesteśmy w stanie okreslić lub przewidzieć wszystkich przyczyn z odpowiednią dokładnością wcale jeszcze nie oznacza, że one nie istnieją (calkowity brak przyczyn) lub ze identyczne warunki brzegowej nie prowadzą do identycznych skutków (brak przyczyny dla różnorodności skutków). Ponieważ obowiązuje zasadniczo fizyka newtonowska i związana z nią zasada przyczyny i skutku, to na Panu ciąży obowiązek wykazania, że zasada ta ulega gdzieś w biologii uchyleniu.
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > DODATEK> Przy okazji - jak Pan myśli dlaczego Einstein wypowiedział swoje słynne "Bóg nie gra w kości" dopiero w kontekście odkryć fizyki kwantowej, a nie w odniesieniu do od zawsze znanych już gier losowych lub również znanej już wówczas dobrze - przynajmniej w zakresie podstawowych zasad - teorii ewolucji?Nie wiem? Nigdy z Einsteinem nie rozmawiałem, a on o ile sobie przypominam nigdzie nie napisał w jakim kontekście wypowiedział swoje zdanie. > Mechanika kwantowa jest do tej pory jedyną dziedziną nauki, w której wykazano możliwość wystąpienia przypadku obiektywnego - takiego w którym identyczne warunki brzegowe prowadzą do różnych skutków. W pozostałym zakresie obowiązuje wciąż koroborowana deterministyczna fizyka newtonowska (ograniczana jedynie wielkimi prędkościami (prędkością światła)). Jeśli Pan zna przypadek obiektywnego przypadku poza mechaniką kwantową, to Nobla ma Pan w kieszeni.Nie pretenduję do Nobla, staram się tylko zrozumieć rzeczywistość taką jaka ona jest, a nie przypasowywać jej do swojej wizji i rozumienia świata. Nie interesuje mnie tu żadna fizyka ani newtonowska, ani einsteinowska, ani kwantowa, choć oczywistym dla mnie jest, że cała rzeczywistość jest fizyczna i wszystko co istnieje podlega fizycznym prawom, ale wiem też, że biologia ponadto podlega prawom i zasadom w biologii obowiązującym. Nie będę powtarzał wiecznie tego samego, że losowość przypadków i zdarzeń wcale nie przeczy prawom fizyki. Uważam, że losowość może być i jest wprost zapisana w przyrodnicze procesy. Tak jest np. w biologii. Pan może twierdzić, że na podstawie pełnej znajomości warunków brzegowych można przewidzieć całkowicie skutki procesów ewolucyjnych. Ja - na podstawie swojej skromnej wiedzy biologicznej - twierdzę, że losowość w przyrodzie występuje (i nie możemy na podstawie wiedzy o warunkach brzegowych określić konkretnych skutków - choćby dlatego, że ilość rzeczywistych skutków jest niewspółmiernie małą do rzeczywistych możliwości. Natomiast konkretne skutki mają już duże znaczenie dla następnych warunków brzegowych itd. Dlatego m.in. procesy ewolucyjne są jednokierunkowe i niepowtarzalne) i dlatego losowość jest tak ważną przyczyną skutków. > I niczego nie zmieni tutaj ani dryf genetyczny, ani odmienność bliźniaków jednojajowych, gdyż fakt, iż nie znamy lub nie jesteśmy w stanie okreslić lub przewidzieć wszystkich przyczyn z odpowiednią dokładnością wcale jeszcze nie oznacza, że one nie istnieją (calkowity brak przyczyn) lub ze identyczne warunki brzegowej nie prowadzą do identycznych skutków (brak przyczyny dla różnorodności skutków).Ale oczywiście im mniej wiedzy na jakiś temat, tym dalej możemy posunąć się z wyobraźnią. Mnie wystarcza, że gdziekolwiek w przyrodzie stwierdzono (a wszak znamy takie przypadki) całkowicie losową przypadkowość aby uznać, iż mogła ona wpływać także na inne przypadki, ale tu wcale nie o to chodzi. Proste podrzucenie (nawet oszukane) kostki daje jeden wynik z sześciu możliwych i właśnie ten jeden ma znaczenie dla dalszego procesu ewolucyjnego. To są właśnie te "losowe przypadki" w przyrodzie i nic na to nie pomoże całkowita znajomość wszelkich warunków brzegowych i moce obliczeniowe komputera większego niż wszechświat. Zalosowano i poszedł jeden wynik z wielu możliwych i ten jeden wynik (i tylko on) ma właśnie dalej znaczenie. > Ponieważ obowiązuje zasadniczo fizyka newtonowska i związana z nią zasada przyczyny i skutku, to na Panu ciąży obowiązek wykazania, że zasada ta ulega gdzieś w biologii uchyleniu.Nie biologia niczego nie uchyla do wszystkich nauk potrzebna jest duża sprawność intelektualna i do fizyki i do biologii. Mnie się moje twierdzenia na ten temat tak proste, że tylko się dziwię Pańskiej niemożliwości ich zrozumienia. > F.J. Ayala, "Największe odkrycie Darwina: projekt bez projektanta":> "Teoria ewolucji postuluje, że przypadek i konieczność splatają się ze sobą w realnym życiu. Losowość i determinizm połączone są ze sobą w naturalnym procesie, który stworzył najbardziej złożone, różnorodne i piękne byty, jakie znamy we Wszechświecie: organizmy, które opanowały Ziemię, w tym ludzi zdolnych do myślenia i miłości, obdarzonych wolną wolą i zdolnościami twórczymi, a także potrafiących analizować ten sam proces ewolucji, który sprowadził ich do istnienia. Fundamentalnym odkryciem Darwina było to, że istnieje proces, który jest twórczy, chociaż pozbawiony świadomości. I to jest właśnie konceptualna rewolucja, której dopełnił Darwin: idea, że projekt organizmów żywych można wyjaśnić jako rezultat podlegających prawom przyrody procesów naturalnych. Jest to niewątpliwie zasadnicza wizja, która na zawsze zmieniła sposób, w jaki ludzkość postrzega samą siebie i swoje miejsce we Wszechświecie." www.nauka-(*)ismo/pdf/download.php?file=234Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | > Nie pretenduję do Nobla, staram się tylko zrozumieć rzeczywistość taką jaka ona jest, a nie przypasowywać jej do swojej wizji i rozumienia świata. Nie interesuje mnie tu żadna fizyka ani newtonowska, ani einsteinowska, ani kwantowa, choć oczywistym dla mnie jest, że cała rzeczywistość jest fizyczna i wszystko co istnieje podlega fizycznym prawom, ale wiem też, że biologia ponadto podlega prawom i zasadom w biologii obowiązującym.Niby tak, ale jednak dopiero fizyka kwantowa rzuca nieco odmienne światło na możliwość braku determinizmu w przyrodzie. Indeterminizm jest możliwy dopiero dzięki jej osiągnięciom. > Nie będę powtarzał wiecznie tego samego, że losowość przypadków i zdarzeń wcale nie przeczy prawom fizyki.Nie tylko nie przeczy, ale w ogóle wszystko wynika z praw fizyki, a losowość jest tylko ludzkim uogólnieniem pewnych fizycznych zjawisk, np. procesów "losowych", takich jak totolotek, czy mutacje genetyczne, w których nie działa żaden los, a jedynie prawa fizyki. Albo istnieją ściśle określone przyczyny (choć mogą one być bardzo skomplikowane i nieprzewidywlane) albo ich nie ma. W przypadku totolotka i mutacji genetycznych one istnieją.> Uważam, że losowość może być i jest wprost zapisana w przyrodnicze procesy. Tak jest np. w biologii.Można tak powiedzieć, a ściśle rzecz biorąc człowiek kwalifikuje niektóre procesy jako losowe, w odróżnieinu od innych, które potrafi przewidzieć (lub które mają bardzo proste "liniowe" wytłumaczenie). > Pan może twierdzić, że na podstawie pełnej znajomości warunków brzegowych można przewidzieć całkowicie skutki procesów ewolucyjnych.Nigdy tego w ten sposób nie stwierdziłem. Nie potrafimy przewidzieć nawet losowania toto-lotka, a co dopiero przyszłego przebiegu ewolucji. I zasadniczo (ale tylko zasadniczo, gdyż diabeł tkwi w szczegółach) zgadzam się z poniższym: > Ja - na podstawie swojej skromnej wiedzy biologicznej - twierdzę, że losowość w przyrodzie występuje (i nie możemy na podstawie wiedzy o warunkach brzegowych określić konkretnych skutków - choćby dlatego, że ilość rzeczywistych skutków jest niewspółmiernie małą do rzeczywistych możliwości. Natomiast konkretne skutki mają już duże znaczenie dla następnych warunków brzegowych itd. Dlatego m.in. procesy ewolucyjne są jednokierunkowe i niepowtarzalne) i dlatego losowość jest tak ważną przyczyną skutków.> Ale oczywiście im mniej wiedzy na jakiś temat, tym dalej możemy posunąć się z wyobraźnią. Mnie wystarcza, że gdziekolwiek w przyrodzie stwierdzono (a wszak znamy takie przypadki) całkowicie losową przypadkowość aby uznać, iż mogła ona wpływać także na inne przypadki, ale tu wcale nie o to chodzi.Mi to nie wystarczy i dlatego pytałem kiedyś Pana Fizyka o możliwość wpływu fizyki kwantowej na świat makro: www.racjonalista.pl/forum.php/s,531902#w534133> Proste podrzucenie (nawet oszukane) kostki daje jeden wynik z sześciu możliwych i właśnie ten jeden ma znaczenie dla dalszego procesu ewolucyjnego. To są właśnie te "losowe przypadki" w przyrodzie i nic na to nie pomoże całkowita znajomość wszelkich warunków brzegowych i moce obliczeniowe komputera większego niż wszechświat. Zalosowano i poszedł jeden wynik z wielu możliwych i ten jeden wynik (i tylko on) ma właśnie dalej znaczenie.Zgoda. > >Ponieważ obowiązuje zasadniczo fizyka newtonowska i związana z nią zasada przyczyny i skutku, to na Panu ciąży obowiązek wykazania, że zasada ta ulega gdzieś w biologii uchyleniu.> Nie biologia niczego nie uchyla do wszystkich nauk potrzebna jest duża sprawność intelektualna i do fizyki i do biologii. Mnie się moje twierdzenia na ten temat tak proste, że tylko się dziwię Pańskiej niemożliwości ich zrozumienia.A ja się dziwię, że Pan nie rozumie, że zjawiska losowe rozpatrywane szczegółowo mają wyjaśnienia deterministyczne (podałem wyjaśnienie dla kulek w toto-lotku) (choć są z punktu widzenia człowieka zupełnie nieprzewidywalne i dlatego nazywa się je ogólnie "losowymi"). > >F.J. Ayala, "Największe odkrycie Darwina: projekt bez projektanta":> > "Teoria ewolucji postuluje, że przypadek i konieczność splatają się ze sobą w realnym życiu. Losowość i determinizm połączone są ze sobą w naturalnym procesie, który stworzył najbardziej złożone, różnorodne i piękne byty, jakie znamy we Wszechświecie: organizmy, które opanowały Ziemię, w tym ludzi zdolnych do myślenia i miłości, obdarzonych wolną wolą i zdolnościami twórczymi, a także potrafiących analizować ten sam proces ewolucji, który sprowadził ich do istnienia. Fundamentalnym odkryciem Darwina było to, że istnieje proces, który jest twórczy, chociaż pozbawiony świadomości. I to jest właśnie konceptualna rewolucja, której dopełnił Darwin: idea, że projekt organizmów żywych można wyjaśnić jako rezultat podlegających prawom przyrody procesów naturalnych. Jest to niewątpliwie zasadnicza wizja, która na zawsze zmieniła sposób, w jaki ludzkość postrzega samą siebie i swoje miejsce we Wszechświecie." www.nauka-(*)ismo/pdf/download.php?file=234Dobrze, tylko że F.J. Ayala nie tłumaczy tu, na czym dokładnie polega losowość, a przy okazji (tak dla zilustrowania jak bardzo popularno-naukowy i używający potocznych sformułowań jest to tekst) pisze coś o "obdarzeniu wolną wolą". No więc z losowością to jest podobnie jak z "wolną wolą". Można używać tych pojęć, ale kto chce dowiaduje się co one nieco dokładniej oznaczają na gruncie nauk przyrodniczych i czy ostatecznie oznaczają rzeczywiście to, czego się spodziewaliśmy? Ostatecznie losowość bardzo rzadko (np. nie w biologii) wyklucza determinizm, a wolna wola raczej jest iluzją (w każdym razie w moniźmie). Pozdrawiam serdecznie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Grey (2102 punktów) | Jeśli tak jest, to wszystkie wydarzenia, łącznie z tą rozmową zostały zdeterminowane już w momencie Wielkiego Wybuchu lub wkrótce po nim.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Mansur-Maciej (50 punktów) | >Kiedy biolog mówi o przypadkowości procesów ewolucyjnych, ma na myśli co innego niż brak przyczyny. >[...] Znaczy to, ze mutacje nie prowadzą do lepszego przystosowania się organizmu do środowiska: jedne z nich zwiększają przystosowanie, inne zmniejszają, a jeszcze inne mają charakter neutralny.
>Tak więc nie mówimy tu o przypadku w sensie kompletnego indeterminizmu, a jedynie o odrębności rozwoju mutacji od warunków środowiskowych. Jest to czwarty rodzaj przypadku z niemieckiej definicji, którą kiedyś przytaczałem, który polega na koincydencji (z cyklu: przypadkiem spotykam na wczasach znajomego). Przecież to w żaden sposób nie wyklucza kauzalności. Wręcz przeciwnie - zarówno dla mutacji, jak i dla danych warunków środowiskowych istnieją przyczyny, które doprowadziły do powstania tak jednych, jak i drugich. >(i tak dla pewności - oczywiście nie świadczy to w żaden sposób o jakiejkolwiek celowości). >Czyżbyśmy zaczęli się dogadywać w kwestii przypadku?
Jakiś czas temu pytałeś mnie o moją definicję przypadku, gdy dyskutowaliśmy czy kosmos to raczej ład (system, który rządzi się prawami naturalnymi) czy raczej chaos (przypadkowy zbiór niepowiązanych ze sobą elementów).
Przez "przypadkowy zbiór elementów" rozumiem taki świat, w którym te same obiekty, w takich samych warunkach, pod działaniem takich samych przyczyn, zachowują się w sposób nieprzewidywalny. Np w normalnych i niezmiennych warunkach mojej kuchni woda raz przy temperaturze 100 C się gotuje, innym razem w temperaturze 100 C, przy pozostałych warunkach takich samych, zamarza, a jeszcze innym razem, w tych samych warunkach i przy temperaturze 100 C, zamienia się w złoto, etc. W takiej sytuacji powiedziałbym, że zachowaniem wody rządzi przypadek.
A ty jak byś to określił?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | Dziękuję bardzo za ciekawy artykuł. Zasadniczo znam tę dyskusję i argumenty.
Osobiście uważam, że twierdzenia o celowości w przyrodzie są gównem, które oblepia solidną konstrukcję nauki opartej na weryfikowalnym obiektywnie doświadczeniu. Sądzę równocześnie, że nauka jako taka broni się tu sama, gdyż gówno samo spłynie, a konstrukcja pozostanie. Żadne czyszczące środki antygówniane nie są tu potrzebne, gdyż wobec nauki są one niestety równie nadmiarowe, jak to gówno.
Innymi słowy: celowość dostrzegana w przyrodzie jest oczywistym antropomorfizmem. Przecież wystarcza w zupełności stwierdzić, że źródłem celowości może być tylko umysł, a nauka takowy jedynie u niektórych zwierząt dostrzega. Natomiast twierdzenie o niecelowości przyrody to już tylko zaprzeczenie jakiejś zupełnie wyimaginowanej tezie. Cała ta dyskusja celowość kontra niecelowość spływa po przyrodzie i po nauce jak nieczystości zmywane - niech nawet będzie - wodą, ale jedno i drugie nie zmienia w żaden sposób przyrody jako takiej i jej pozytywnego opisu dokonywanego przez naukę.
>>Interesuje mnie jedynie językoznawczo rozumienie słowa "przypadek" przy opisie zjawisk, które nauka wyjaśnia w pełni kauzalnie (a przynajmniej prezentuje spójne, kauzalne teorie), np. w zakresie ewolucji biologicznej.< >O ile dobrze cię zrozumiałem dostrzegasz sprzeczność między przypadkiem na który powołuje się biologiczna teoria ewolucji a zasadą kauzalności. Słusznie uważasz że przypadek wyklucza tę zasadę. Przypadek wyklucza zasadę kauzalności tylko wtedy, jeśli mówimy o przypadku rozumianym w pełni indeterministycznie. Mi się wydawało, że możliwość takiego przypadku pojawia się dopiero w fizyce kwantowej, i to tylko wówczas, gdy stosujemy interpretację kopenhaską. Do tej pory myślałem, że zasady azotowe występują w kwasie deoksyrybonukleinowym w takich ilościach, że fizykę kwantową można tu pominąć ... z tą konsekwencją, że kłania się Newton. Ale skoro tak, to o żadnym indeterminiźmie nie może być tu mowy.
Są jednak na forum osoby, który uważają, że nawet to, co dzieje się wewnątrz bębna totolotka jest w pełni indeterministyczne, czyli - jak rozumiem - nie zależy od warunków panujących w bębnie. Czyli że każdorazowa zmiana ruchu kulki wcale nie zależy w szczególności od tego, w które miejsce została uderzona i z jaką prędkością przez kulkę poprzednią - czyli jak rozumiem - twierdzą oni chyba, że kulka uderzona przez inną kulkę centralnie w środek może sobie na przykład polecieć w lewo.
No skoro tak rozumiemy losowość w przyrodzie, to rzeczywiście nie ma innego wyjścia, jak tłumaczyć wszystko przypadkiem - czyli ostatecznie nic nie tłumaczyć...
Wydawało mi się, że istnieją tu jednak pewne prawa i że podlegają im tak kulki w totolotku, jaki i zasady azotowe w DNA.
Sądziłem wreszcie, że błędy w kopiowaniu DNA są skutkiem konkretnych ruchów materii podlegających wszak niezmiennym prawom fizyki, a więc wynikających w pełni konsekwentnie z poprzednich stanów tej materii.
Myślałem, że ewolucja jest zmianą i że zmiany występujące w przyrodzie są skutkiem konsekwentnie oddziałujących praw przyrody, a nauka odkrywa sposób dokonywania się tych zmian.
Ale nie ... nic podobnego... To jest wszystko tylko indeterministyczny przypadek... Przepraszam, ale dla mnie tak rozumiany przypadek niewiele różni się od Boga, gdyż jest tylko słowem - intelektualną konstrukcją oderwaną od tego, co faktycznie dzieje się w materii i przyrodzie.
Pozdrawiam serdecznie Ciebie i Pana Andrzeja. Panie Andrzeju, przepraszam, że na razie nie odpisuję bezpośrednio na Pański post, ale wiem, że Pan dostanie powiadomienie o mojej wypowiedzi w Pana wątku.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Bardzo proszę o przeczytanie zalinkowanych artykułów oraz wypowiedzi i powrócenie do rozmowy.> Przeczytałem i wracam, choć wiem, że wybiera Pan się w podróż i w związku z tym obawiam się, że nie uda się nam dokończyć rozmowy przed Pańskim wyjazdem.Tak, wyjeżdżam w niedzielę i do 17 czerwca nie będę miał dostępu do internetu. > Dla mnie doszukiwanie się celowości w przyrodzie jest skutkiem antropomorfizacji otaczających nas zjawisk. Są to ludzkie wyobrażenia, oczywiście w żaden sposób nie potwierdzone naukowo, a więc są wymyślone.I już to chyba racjonaliście powinno wystarczyć. > Staram się jednak odróżniać to, co najwyraźniej tylko wymyślone, ale jakoś tam jednak możliwe od tego, co całkiem niemożliwe.Zdanie fizyka: www.racjon(*).php/z,0/d,10/s,492101#w503318Zdanie filozofa: www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,539097#w542538> Sądzę w związku z tym, że ewentualna interwencja nadnaturalności jest całkowicie wykluczona tylko tam, gdy dany skutek jest w pełni wyjaśniony poprzednimi stanami materii i jej ruchem. Tam gdzie nie znamy przyczyny zawsze istnieje możliwość boskiej interwencji. Nikt tego nigdzie w sposób weryfikowalny nie zaobserwował, ale jeśli tylko brak znanej nam przyczyny danego zjawiska, to żadnej możliwości nie można wykluczyć.Nauka nigdy nigdzie nie napotkała najmniejszej przesłanki do uznania nadnaturalnego wpływu na istniejącą obiektywnie rzeczywistość. O niewykluczaniu możliwości istnienia takiego wpływu, to najlepiej porozmawiać z panem Brzostowskim, ja tu całkowicie wysiadam. > To z tej przyczyny mówi się właśnie o ciężarze dowodu - nic nie jest wykluczone, ale dowód spoczywa na tym, kto podnosi dane twierdzenie.Tak - ciężar dowodu - w logice i dyscyplinach pokrewnych obowiązek udowodnienia stawianej tezy. (...) Zgodnie z obowiązującą w logice regułą odpowiedzialności za głoszone poglądy ciężar dowodu spoczywa na osobie, która wygłasza daną tezę (łac. Ei incumbit probatio qui dicit, non qui negat). Często zdarza się, że dyskutanci próbują przerzucić onus probandi na swojego przeciwnika i w ten sposób uchylić się od konieczności udowodnienia postulowanych przekonań. Ten nieuczciwy chwyt erystyczny, a jednocześnie rodzaj niemerytorycznej argumentacji, nazywamy argumentum ad ignorantiam.> Gdyby istnienie Boga, czy też celowości w przyrodzie było absolutnie wykluczone, to nie mówilibyśmy o ciężarze dowodu, lecz o przeprowadzonym dowodzie na nieistnienie Boga, czy celowości.Istnienie czego? Co to znaczy "Bóg" w naukach przyrodniczych? Proszę o zdefiniowane przywołanego terminu? > Z powyższych względów trochę się dziwię rozłącznej alternatywie, jaką Pan zaproponował.To zupełnie nie ja. Ja tylko zgadzam się się tu z poglądem, że ewolucja jest procesem przypadkowym i niekierunkowym - uznawanym i naukowo uargumentowanym przez przytłaczającą większość przyrodników-ewolucjonistów począwszy od Darwina. www.racjonalista.pl/forum.php/s,515240#w521294www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,476004#w476333> Moim zdaniem o ile teoria ewolucji rzeczywiście ogranicza się w pełni do naturalnego wytłumaczenia obecnego kształtu materii, to takie idee jak "dusza", czy "Bóg", a nawet "celowość" będąc wprawdzie zupełnie niezweryfikowanymi tezami, nie muszą być w każdym przypadku wprost sprzeczne z wiedzą o ewolucji. Są dodane i podpadają pod brzytwę Ockhama, a więc są zbędne. Ale zbędność a wykazana niemożliwość to moim zdaniem dwie pary kaloszy.To Pański pogląd, ale argumentacja słabiutka. > Pan definiując ewolucyjny przypadek jako całkowicie obiektywnie niezdeterminowany poprzednim układem i ruchami materii (o czym kiedyś rozmawialiśmy) już tutaj, przy każdym kopiowaniu DNA zgodzić się musi na możliwość boskiej interwencji.Jakoś tego przymusu nie czuję i ani Pan mnie tu nie przekonał, ani prof. Heller: "Jeśli przypadek jest określonym przejawem funkcjonowania świata przyrody (a jest!), to znaczy, że podlega on wszechwładzy Boga tak samo, jak wszystkie inne elementy tego świata. Tak zwane przypadki nie następują nigdy wbrew prawom przyrody, ale zawsze zgodnie z nimi, dlatego wystarczy przyjąć, że Bóg, stwarzając prawa przyrody, w pewien sposób włączył w te prawa to, co my, w oparciu o ograniczoną wiedzę, nazywamy przypadkiem.
Jeśli w ten sposób spojrzeć na zagadnienie ewolucji życia, to widać wyraźnie, że jest ona wynikiem współdziałania praw przyrody i kontrolowanych przez te prawa przypadkowych fluktuacji. Fluktuacje te nie są jednak czymś zewnętrznym wobec świata przyrody; czymś co wymyka się Bogu spod kontroli. Są one, podobnie jak same prawa przyrody, przejawem racjonalności świata, czyli - pośrednio - Bożego działania. W rozdziale poświęconym chaosowi deterministycznemu dowiedzieliśmy się już, że w układach nieliniowych, dalekich od stanu równowagi termodynamicznej, przypadkowe fluktuacje mogą prowadzić do powstawania złożonych, uporządkowanych i stabilnych struktur o wysokim stopniu samoorganizacji. Jest to mocny argument za tym, że Bóg, posługując się prawami przyrody, wykorzystał nie co innego, ale właśnie przypadek, żeby stworzyć życie." Źródło: Elementy filozofii przyrody, M. Heller, T. Pabjan. > Ta możliwość jest wykluczona dopiero w naukowo wykazanej kauzalności zjawisk.Filozoficznie warto zajrzeć do Hume. > Dopiero wtedy nie ma luki, w którą mógłby się wepchnąć Bóg.www.filozofia.pl/old/ff04/teksty/bylica.pdf PS.www.racjonalista.pl/forum.php/s,470400#w470409www.racjonalista.pl/forum.php/s,470400#w470628www.racjon(*)m.php/s,470400/z,0/d,2#w471056www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,470400#w471951Ale to nie ten wątek. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >Tak, wyjeżdżam w niedzielę i do 17 czerwca nie będę miał dostępu do internetu.< To życzę ładnej pogody bo tego roku ani Aton, Ra, Schamasch, Curibareris, Sunna, Hellios, Sulis, Amaterasu, Wi, Apollo, Sol, Mitra, Malakbel, Svarozic, Surya, Utu i paru innych, żaden z nich nie chce się objawić.
Mam dość ateistów. Oni bez przerwy gadają o Bogu - Heinrich Böll
|
|
| | | | | | | |  | 8 na 8 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . *Z poprzedniego postu: > W filozofii istnienie Boga jest kwestią otwartą, tzn. nie ma do tej pory konkluzywnego dowodu ani niepodważalnego argumentu ani za jego istnieniem, ani nieistnieniem.A kiedy Pani przewiduje, że się znajdzie? Wcześniej niż zemrze ostatni filozof? Ja wątpię? Gadać to sobie można nieskończenie.*__________________________________________ > No Idea:W filozofii można argumentować za istnieniem Boga albo przeciw niemu, więc istnieją racjonalne przesłanki za każdym z tych stanowisk, tzn. racje za teizmem i za ateizmem (i za agnostycyzmem). Andrzej Bogusławski:Można mielić nieskończenie, co czyni cała filozofia katolicka (szczególnie w Polsce), tylko co z tego wynika? > No, sporo - bo jeśli Bóg istnieje, to jest istotne, że istnieje, a jeśli nie istnieje, to jest istotne, że nie istnieje. Tworzenie i zbijanie argumentów w tej kwestii ma duże znaczenie dla ludzi, którzy chcą na podstawie istnienia lub nieistnienia Boga zbudować spójny światopogląd.Andrzej Bogusławski:Interesują mnie fakty, a nie spekulacje. Nie znam żadnej racjonalnej argumentacji dowodzącej istnienia Boga poza wiarą, a przypominam, że to jednak racjonalistyczne forum. > W filozofii istnienie Boga jest kwestią otwartą, tzn. nie ma do tej pory konkluzywnego dowodu ani niepodważalnego argumentu ani za jego istnieniem, ani nieistnieniem. Ale chyba tym bardziej ważne jest, żeby prowadzić w tej sprawie dalsze badania?> No Idea:W klasycznie rozumianej teologii naturalnej nawet nie można opierać się na objawieniu - wszystkie przesłanki muszą być niezależne od religii. Profesor Michał Hempoliński w "Filozofii współczesnej": Teizm i ateizm Czy pojęcie Boga jest filozofii niezbędne? Filozofia niechrześcijańska, od starożytności po czasy współczesne, albo rezygnuje całkowicie z pojęcia bóstwa, i które uważa za pojęcie niefilozoficzne (religijne), albo konstruuje własne pojęcie bóstwa, różne od religijnego. Tylko w filozofii chrześcijańskiej podjęto próby uzgodnienia pojęć filozoficznych z religijnymi, czyli zaadaptowania do potrzeb filozofii niektórych pojęć religijnych, w tym przede wszystkim pojęcia Boga i duszy ludzkiej. W chrześcijańskiej teologii naturalnej może zachodzić podobny proces uzgadniania (adaptowania) pojęć zaczerpniętych z różnych sposobów myślenia, lecz przebiega on wówczas.; odwrotnie: pojęcia filozofii są adaptowanie do potrzeb teologii, czyli najbardziej abstrakcyjnego myślenia religijnego. (...)
Teizm filozoficzny jako filozoficzny musi znaleźć dla siebie podstawy racjonalne, nie może już powoływać się na przeżycia religijne, a to prowadzi nieuchronnie do odróżnienia Boga filozofii od Boga religii. (...)
Teiści filozoficzni nie zdołali osiągnąć porozumienia w sprawie poprawności i siły perswazyjnej swych sposobów rozumowego wyprowadzenia lub chociażby postulowania istnienia Boga. Nie mogli przede wszystkim uzgodnić przesłanek opartych na poznaniu bezpośrednim. Autorzy jednych rozumowań odrzucali jako niepoprawne rozumowania innych. W rezultacie żaden dowód nie uzyskał w teizmie zgody powszechnej. W każdym - jak to pokazał już Kant - można odkryć jakiś błąd logiczny. Pośrednio przyznają to także współcześni tomiści (neotomiści), gdy głoszą, że poznanie istnienia Boga musi mieć charakter tzw. poznania zaangażowanego, czyli takiego, które musi opierać się nie tylko na wysiłku intelektualnym, lecz także i przede wszystkim na wysiłku woli i zaangażowaniu emocjonalnym. Innymi słowy, tylko wierzący może w taki sposób ukierunkować swój intelekt, aby postępując drogą wskazaną przez filozofa teistę (np. jedną z tzw. pięciu dróg Tomasza z Akwinu) nie zatrzymać się przed trudnościami logicznymi i osiągnąć zamierzoną konkluzję. Tym samym uznanie istnienia Boga określić trzeba jako zależne od woli człowieka i jego nastawienia emocjonalnego. Tak tę sprawę traktował już Pascal (1623-1662), gdy w swym słynnym "zakładzie" uznał postawienie na istnienie Boga, a co za tym idzie kierowanie się w życiu wiarą w niego, za hazard o niewielkim ryzyku; zyskać możemy bowiem nieskończenie więcej od ryzyka przeżycia jedynego naszego życia z wiarą w Absolut, którego nie ma.Mam tu zupełnie podobne poglądy, choć profesor opisał to lepiej. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | |  | | No Idea (83 punktów) | Jeśli chodzi o cytat z Hempolińskiego, to trzeba zauważyć parę rzeczy:
1. Ateiści są w filozofii w identycznej sytuacji jak teiści, tzn. żadna strona nie zaproponowała decydującego argumentu i żadna ze stron nie osiągnęła całkowitego wewnętrznego porozumienia.
2. Teza przypisywana tu Kantowi i tomistom (nie jestem pewna, czy tym ostatnim słusznie) nie jest prawdą obiektywną o filozofii w ogóle, tylko poglądem niektórych filozofów.
Bardzo ważna jest kwestia odróżnienia Boga filozoficznego od religijnego. To prawda, że filozofowie (ci zajmujący się teologią naturalną) nie dowodzą istnienia Boga religii (choć rzeczywiście zwykle to, co twierdzą, zgadza się z jakąś religią). Tym bardziej trudno im zarzucać, że opierają się na wierze.
Proszę sobie wyobrazić kogoś, kto nigdy w życiu nie słyszał o religii, aż zaczął się zastanawiać, skąd wziął się świat i doszedł (mniejsza o to, czy słusznie) do tego, że ktoś musiał go stworzyć, nabierając w ten sposób przekonania, że istnieje Bóg. Czy nazwałby go Pan fideistą?
|
|
| | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Jeśli chodzi o cytat z Hempolińskiego, to trzeba zauważyć parę rzeczy:> 1. Ateiści są w filozofii w identycznej sytuacji jak teiści, tzn. żadna strona nie zaproponowała decydującego argumentu i żadna ze stron nie osiągnęła całkowitego wewnętrznego porozumienia. Pan Worek: "Filozofia jest tutaj traktowana autonomicznie, jako dziedzina posiadająca własne, niezależne od nauk przyrodniczych metody". Pan A. J. Ayer: Filozofia różni się od innych dziedzin humanistyki czy nauk ścisłych nie tyle swoim przedmiotem, ile metodą. Filozofowie formułują twierdzenia, w swoim mniemaniu prawdziwe, i zawsze wysuwają argumenty służące do obrony własnych teorii i do obalenia teorii innych filozofów.Pan Hempoliński: Filozofia niechrześcijańska, od starożytności po czasy współczesne, albo rezygnuje całkowicie z pojęcia bóstwa, i które uważa za pojęcie niefilozoficzne (religijne), albo konstruuje własne pojęcie bóstwa, różne od religijnego. Tylko w filozofii chrześcijańskiej podjęto próby uzgodnienia pojęć filozoficznych z religijnymi, czyli zaadaptowania do potrzeb filozofii niektórych pojęć religijnych, w tym przede wszystkim pojęcia Boga i duszy ludzkiej.
Teiści filozoficzni nie zdołali osiągnąć porozumienia w sprawie poprawności i siły perswazyjnej swych sposobów rozumowego wyprowadzenia lub chociażby postulowania istnienia Boga. Nie mogli przede wszystkim uzgodnić przesłanek opartych na poznaniu bezpośrednim. Autorzy jednych rozumowań odrzucali jako niepoprawne rozumowania innych. W rezultacie żaden dowód nie uzyskał w teizmie zgody powszechnej. W każdym - jak to pokazał już Kant - można odkryć jakiś błąd logiczny. Z poprzednich wątków:>W filozofii można argumentować za istnieniem Boga albo przeciw niemu, więc istnieją racjonalne przesłanki za każdym z tych stanowisk, tzn. racje za teizmem i za ateizmem (i za agnostycyzmem). Można mielić nieskończenie, co czyni cała filozofia katolicka (szczególnie w Polsce), tylko co z tego wynika?
>W filozofii istnienie Boga jest kwestią otwartą, tzn. nie ma do tej pory konkluzywnego dowodu ani niepodważalnego argumentu ani za jego istnieniem, ani nieistnieniem. A kiedy Pani przewiduje, że się znajdzie? Wcześniej niż zemrze ostatni filozof? Ja wątpię? Gadać to sobie można nieskończenie. Bogusławski: Ależ ja bardzo lubię i cenię sobie filozofię, kpię tylko z filozofii chrześcijańskiej, a szczególnie z polskiej współczesnej filozofii katolickiej.> Ateiści są w filozofii w identycznej sytuacji jak teiściMoże tak było do Oświecenia. Powiedzmy do XIX wieku, ale później zaczęli coraz bardziej uwzględniać dorobek nauki, który ostatnio następuje prawie w postępie geometrycznym. Pisałem już wielokrotnie, iż dla mnie jedynym sensownym współcześnie sposobem uprawiania filozofii jest jej uprawianie w kontekście aktualnego dorobku nauki i takim filozofem jest np. Daniel Dennett, ale także uczeni różnych specjalności podejmujący problematykę filozoficzną. Uprawianie filozofii podporządkowanej religii/ideologii jest tylko intelektualnie pustą próbą mistyfikacji rzeczywistości, a taką jest filozofia chrześcijańska. > 2. Teza przypisywana tu Kantowi i tomistom (nie jestem pewna, czy tym ostatnim słusznie) nie jest prawdą obiektywną o filozofii w ogóle, tylko poglądem niektórych filozofów.Wszystkie poglądy dotyczą tylko niektórych ludzi. Tyle tylko, że Hempoliński ma tu tą drobną przewagę nad Panią, że jego dorobek ja znam, inni mogą się z nim zapoznać, a Pani dorobku nie znamy i z tego wynika, że należy przedstawiać sensowne argumenty, a nie zapewnienia, że jakaś teza "nie jest prawdą obiektywną o filozofii". Z dużym zainteresowaniem przeczytałbym Pani rzeczowe rozprawienie się z Kantem, czy tylko z Hempolińskim: Teiści filozoficzni nie zdołali osiągnąć porozumienia w sprawie poprawności i siły perswazyjnej swych sposobów rozumowego wyprowadzenia lub chociażby postulowania istnienia Boga. Nie mogli przede wszystkim uzgodnić przesłanek opartych na poznaniu bezpośrednim. Autorzy jednych rozumowań odrzucali jako niepoprawne rozumowania innych. W rezultacie żaden dowód nie uzyskał w teizmie zgody powszechnej. W każdym - jak to pokazał już Kant - można odkryć jakiś błąd logiczny.Gdzie możemy poznać to uzgodnione stanowisko rozumowego wyprowadzenia istnienia Boga? > Bardzo ważna jest kwestia odróżnienia Boga filozoficznego od religijnego. To prawda, że filozofowie (ci zajmujący się teologią naturalną) nie dowodzą istnienia Boga religii (choć rzeczywiście zwykle to, co twierdzą, zgadza się z jakąś religią).Dla kogo? Dla garstki zainteresowanych i instytucji religijnych, to może ma i jakieś tam znaczenie. Proza życia wygląda tak: www.racjon(*).php/z,0/d,12/s,562660#w564089www.racjon(*).php/s,562660/z,0/d,19#w565391A podobno nasze forum do inteligencji jest skierowane. Jak widać pojęcie inteligencja jest nad wymiar szerokie. > Tym bardziej trudno im zarzucać, że opierają się na wierze.To żaden zarzut, to proste i oczywiste stwierdzenie faktu. Wszyscy filozofowie religii powiązani wyznaniowo jej bronią, a religia bez wiary nie istnieje. > Proszę sobie wyobrazić kogoś, kto nigdy w życiu nie słyszał o religii, aż zaczął się zastanawiać, skąd wziął się świat i doszedł (mniejsza o to, czy słusznie) do tego, że ktoś musiał go stworzyć, nabierając w ten sposób przekonania, że istnieje Bóg.Wyobraźnię to ja mam ogromną, tylko to ma się najczęściej nijak do rzeczywistości. > Czy nazwałby go Pan fideistą?Każdego kto uznaje prymat wiary nad poznaniem rozumowym i teoriami naukowymi oraz przyjmuje istnienie prawd niedostępnych poznaniu rozumowemu. Wydawało mi się, że to jasno już wyraziłem. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | |  | -1 na 1 zoro (-102 punktów) (zablokowany) |
>Wyobraźnię to ja mam ogromną, tylko to ma się najczęściej nijak do rzeczywistości. >>Czy nazwałby go Pan fideistą? >Każdego kto uznaje prymat wiary nad poznaniem rozumowym i teoriami naukowymi oraz przyjmuje istnienie prawd niedostępnych poznaniu rozumowemu
Andrzej zapewniam Cię że jeśli Miłosierny Bóg w swej nieskończenie większej inteligencji niż Twoja i możliwościami zapewne też większymi niż Twoje postanowił - że zagadką dla ludzi aż do skończenia świata pozostanie czy On jest czy Go nie ma - to tak będzie. ...Błogosławieni którzy uwierzyli a nie zobaczyli... . Cóż warte byłyby te błogosławieństwa gdyby naukowo można było w 100% dowieść istnienia Boga? Więc Andrzej radzę wkomponować ten szczegół w swoją filozoficzną wizję świata.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 3 | No Idea (83 punktów) | Andrzej Bogusławski:Może tak było do Oświecenia. Powiedzmy do XIX wieku, ale później zaczęli coraz bardziej uwzględniać dorobek nauki, który ostatnio następuje prawie w postępie geometrycznym. Pisałem już wielokrotnie, iż dla mnie jedynym sensownym współcześnie sposobem uprawiania filozofii jest jej uprawianie w kontekście aktualnego dorobku nauki i takim filozofem jest np. Daniel Dennett, ale także uczeni różnych specjalności podejmujący problematykę filozoficzną. Myślę, że filozofowie teistyczni i ateistyczni w równym stopniu odwołują się do dorobku nauki. (Oczywiście można się spierać, że niektórzy robią to źle, np. nie rozumieją odkryć naukowych, o których piszą - ale to może się zdarzyć i teiście, i ateiście, tzn. "naukowość" filozofii nijak się nie ma do poglądów jej autora na istnienie Boga.) Andrzej Bogusławski:Uprawianie filozofii podporządkowanej religii/ideologii jest tylko intelektualnie pustą próbą mistyfikacji rzeczywistości, Zgoda. Andrzej Bogusławski:a taką jest filozofia chrześcijańska. A co Pan rozumie przez filozofię chrześcijańską? Bo jeśli filozofię robioną przez filozofów, którzy jednocześnie są chrześcijanami, to trzeba im najpierw udowodnić, że w swojej filozofii opierają się na swojej religii - a jeśli filozofię opartą na religii, to takie coś jest już teologią, nie filozofią. (A jeśli ktoś sam twierdzi, że robi filozofię chrześcijańską, to będę miała podobne zastrzeżenia jak Pan.) Andrzej Bogusławski:Gdzie możemy poznać to uzgodnione stanowisko rozumowego wyprowadzenia istnienia Boga? Andrzej Bogusławski:Teiści filozoficzni nie zdołali osiągnąć porozumienia w sprawie poprawności i siły perswazyjnej swych sposobów rozumowego wyprowadzenia lub chociażby postulowania istnienia Boga. Nie mogli przede wszystkim uzgodnić przesłanek opartych na poznaniu bezpośrednim. Autorzy jednych rozumowań odrzucali jako niepoprawne rozumowania innych. W rezultacie żaden dowód nie uzyskał w teizmie zgody powszechnej. W każdym - jak to pokazał już Kant - można odkryć jakiś błąd logiczny. To jest cecha każdej w ogóle argumentacji filozoficznej, w dosłownie każdej kwestii. I to samo, jak wspomniałam (przepraszam, że się powtarzam, ale to chyba najlepsze wyjście), dotyczy tezy o nieistnieniu Boga: filozofowie-ateiści nie zgadzają się ze sobą nawzajem, ich argumenty są dziurawe i są obalane. To nie świadczy źle o teizmie ani ateizmie - to po prostu wspólna cecha wszystkich zagadnień filozoficznych. (Można powiedzieć, że świadczy to źle o filozofii - ale nie mamy lepszej metody badania tych problemów.) A w ogóle to od Kanta minęło już trochę czasu. No Idea:Bardzo ważna jest kwestia odróżnienia Boga filozoficznego od religijnego. Andrzej Bogusławski:Dla kogo? Dla garstki zainteresowanych i instytucji religijnych, to może ma i jakieś tam znaczenie. Ale my przecież jesteśmy garstką zainteresowanych, prawda? Andrzej Bogusławski:Wszyscy filozofowie religii powiązani wyznaniowo jej bronią, a religia bez wiary nie istnieje. To jest bardzo mocny zarzut nieobiektywności badawczej wymierzony we wszystkich wierzących badaczy. Nauka - i filozofia - polega również na tym, że abstrahuje się od swoich poglądów, uprzedzeń, wyznawanej ideologii, i dąży do obiektywności - czy zakłada Pan, że nie dotyczy to w ogóle wierzących filozofów? Czy to jednak nie jest krzywdzące? (I ad personam?) No Idea:Proszę sobie wyobrazić kogoś, kto nigdy w życiu nie słyszał o religii, aż zaczął się zastanawiać, skąd wziął się świat i doszedł (mniejsza o to, czy słusznie) do tego, że ktoś musiał go stworzyć, nabierając w ten sposób przekonania, że istnieje Bóg. Andrzej Bogusławski:Wyobraźnię to ja mam ogromną, tylko to ma się najczęściej nijak do rzeczywistości. Proszę jednak nie zbywać tego przykładu, wydaje mi się kluczowy dla dyskusji. Poza tym, nie jest oczywiste, że nikt taki nie istnieje. Andrzej Bogusławski:Każdego kto uznaje prymat wiary nad poznaniem rozumowym i teoriami naukowymi oraz przyjmuje istnienie prawd niedostępnych poznaniu rozumowemu. Ale ja właśnie mówię o kimś, kto w ogóle nie jest wierzący, a tylko rozumowo doszedł (możliwe, że mylnie) do istnienia Boga. Jest przekonany, że istnieje Bóg, chociaż nigdy nie spotkał się z wiarą religijną. Według Pana byłby fideistą czy nie?
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Myślę, że filozofowie teistyczni i ateistyczni w równym stopniu odwołują się do dorobku nauki.Pani myśli tak, a ja inaczej i dlatego odwołałem się do historyka filozofii (choć on swoją syntezę też dokonał subiektywnie). Pomiędzy "odwołaniem się", a "uwzględnianiem" ja dostrzegam ogromną różnicę. Jakoś niezbyt umiem dokonać podziału na filozofów teistycznych i ateistycznych (choć pojedyncze postacie to chyba bym znalazł) natomiast już znacznie łatwiej na filozofów fideistycznych i a lub nawet antyfideistycznych. > (Oczywiście można się spierać, że niektórzy robią to źle, np. nie rozumieją odkryć naukowych, o których pisząZupełnie nie myślę tu o oczywistych ludzkich błędach. Pisałem o założeniach - czyli co już w samym założeniu metodologicznym uznaje się za ostateczny argument weryfikacji prawdy - dowód naukowy, czy autorytet wiary? > - ale to może się zdarzyć i teiście, i ateiście, tzn. "naukowość" filozofii nijak się nie ma do poglądów jej autora na istnienie Boga.)Gdy nie znane są naukowe dowody istnienia Boga, a nawet nie ma jego naukowej definicji, to wpływ poglądów autora na rolę nauki w filozofii jest ogromny. Andrzej Bogusławski:Uprawianie filozofii podporządkowanej religii/ideologii jest tylko intelektualnie pustą próbą mistyfikacji rzeczywistości, > Zgoda.Andrzej Bogusławski:a taką jest filozofia chrześcijańska. > A co Pan rozumie przez filozofię chrześcijańską?Cały dorobek filozoficzny różnych myślicieli broniących chrześcijańskiej ideologii. > Bo jeśli filozofię robioną przez filozofów, którzy jednocześnie są chrześcijanami, to trzeba im najpierw udowodnić, że w swojej filozofii opierają się na swojej religii - a jeśli filozofię opartą na religii, to takie coś jest już teologią, nie filozofią.Ale ja nie mam zamiaru nikomu niczego udowadniać. Po prostu czytam - starając się maksymalnie zrozumieć - przeróżne teksty i wyrabiam sobie na ich temat osobisty pogląd. Oczywiście, gdy Pani przedstawi jakieś stanowisko pod dyskusję, to możemy o nim porozmawiać. > (A jeśli ktoś sam twierdzi, że robi filozofię chrześcijańską, to będę miała podobne zastrzeżenia jak Pan.)Nie chce mi się szukać, ale bardzo wielu filozofów o uznanym dorobku wprost to pisało, a nawet gdyby nie pisało, to treść ich wywodów jest jednoznaczna. Pani raczy sobie żartować lub nie traktuje mnie poważnie? > No Idea:Tradycyjna nazwa teologii naturalnej może być myląca, ale jest ona gałęzią filozofii, nie teologii katolickiej, Kościół ma ogromną tradycję w manipulacjach i ludźmi i instytucjami i słowami, tu jest próba zawłaszczenia jeszcze jednego obszaru myśli ludzkiej. Hasło z Powszechnej Encyklopedii Filozofii (Oczywiście, według Pani, nie uprawiającej filozofii chrześcijańskiej lub musiałbym to udowodnić.): TEOLOGIA NATURALNA -filozoficzna wiedza o istnieniu i naturze Boga, zależna od przyjmowanej koncepcji filozofii. W dziejach historii filozofii obok nazwy t. n., odróżnionej przez św. Augustyna od teologii nadnaturalnej, funkcjonowały również inne określenia: teologia filozoficzna (od Arystotelesa), teologia racjonalna (od Savonaroli), teodycea (od Leibniza), filozofia Boga. Koncepcja teologii jako wiedzy racjonalnej jest wytworem starożytnych Greków i oznacza rozumowe badanie tego, co boskie (boga, bogów); teologami nazywano tych, którzy opowiadają o bogach - najpierw byli nimi poeci. Słowa [theologos] i [theología] pojawiły się w filozoficznym języku Platona i Arystotelesa. www.ptta.pl/pef/pdf/t/teologia_naturalna.pdf> Bo jeśli filozofię robioną przez filozofów, którzy jednocześnie są chrześcijanami, to trzeba im najpierw udowodnić, że w swojej filozofii opierają się na swojej religii - a jeśli filozofię opartą na religii, to takie coś jest już teologią, nie filozofią.Szanowna Pani, z wiarą nie ma dyskusji, gdyż nikt wierzącego nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej. Przecież czytamy te same teksty i rozumiemy je zupełnie inaczej i wyciągamy z nich zupełnie inne wnioski: Filozofia katolicka jest najbliżej prawdy, choć nie może osiągnąć pewności teologicznej www.racjon(*).php/z,0/d,28/s,562660#w566790kultura.on(*)w-ogole,1,5341528,artykul.htmlAndrzej Bogusławski:Gdzie możemy poznać to uzgodnione stanowisko rozumowego wyprowadzenia istnienia Boga? Andrzej Bogusławski:Teiści filozoficzni nie zdołali osiągnąć porozumienia w sprawie poprawności i siły perswazyjnej swych sposobów rozumowego wyprowadzenia lub chociażby postulowania istnienia Boga. Nie mogli przede wszystkim uzgodnić przesłanek opartych na poznaniu bezpośrednim. Autorzy jednych rozumowań odrzucali jako niepoprawne rozumowania innych. W rezultacie żaden dowód nie uzyskał w teizmie zgody powszechnej. W każdym - jak to pokazał już Kant - można odkryć jakiś błąd logiczny. > To jest cecha każdej w ogóle argumentacji filozoficznej, w dosłownie każdej kwestii.Jeżeli tu się zgadzamy, to logiczne byłoby uznanie, że mielenie tego co zostało już przez wieki dokładnie przemielone nie ma już specjalnego sensu i dlatego mam poważne wątpliwości co do efektywności uprawiania klasycznej filozofii i moim zdaniem warto się zastanawiać czym jest filozofia i jakie były i jakie są obecnie jej zadania. www.racjon(*)m.php/z,0/d,8/s,565192#w565778 CDN@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | No Idea (83 punktów) | Andrzej Bogusławski:Pomiędzy "odwołaniem się", a "uwzględnianiem" ja dostrzegam ogromną różnicę. Nie jestem pewna, na czym ona polega. Ja miałam na myśli posługiwanie się pewną filozoficzną interpretacją tez naukowych jako przesłanką w argumentacji. Andrzej Bogusławski:Jakoś niezbyt umiem dokonać podziału na filozofów teistycznych i ateistycznych (choć pojedyncze postacie to chyba bym znalazł) natomiast już znacznie łatwiej na filozofów fideistycznych i a lub nawet antyfideistycznych. Mnie się oba podziały wydają dość jasne. Filozof teistyczny to taki, który w swej filozofii uznaje teizm za prawdziwy, analogicznie ateistyczny - taki, który w swej filozofii uznaje za prawdziwy ateizm, fideistyczny - fideizm, a antyfideistyczny - taki, który w swojej filozofii uznaje fideizm za fałszywy. Andrzej Bogusławski:Zupełnie nie myślę tu o oczywistych ludzkich błędach. Pisałem o założeniach - czyli co już w samym założeniu metodologicznym uznaje się za ostateczny argument weryfikacji prawdy - dowód naukowy, czy autorytet wiary? O, właśnie. Wielu filozofów teistycznych (np. Kartezjusz) nie uznawało autorytetu wiary w filozofii - opierali się wyłącznie na przesłankach rozumowych. (Co nie znaczy, że mieli prawdziwe przesłanki - jak każdy, mogli się mylić.) Andrzej Bogusławski:Gdy nie znane są naukowe dowody istnienia Boga, a nawet nie ma jego naukowej definicji, to wpływ poglądów autora na rolę nauki w filozofii jest ogromny. Jest ogromny. Dlatego mamy filozofie bardziej i mniej związane z nauką i po stronie teizmu, i ateizmu. Andrzej Bogusławski:Cały dorobek filozoficzny różnych myślicieli broniących chrześcijańskiej ideologii. Myślę, że jest bardzo ważne, czy do tej obrony doszli na podstawie przesłanek religijnych, czy innych. Andrzej Bogusławski:Nie chce mi się szukać, ale bardzo wielu filozofów o uznanym dorobku wprost to pisało, a nawet gdyby nie pisało, to treść ich wywodów jest jednoznaczna. Nie miałam na myśli, że żaden filozof nie nazywa swojej filozofii chrześcijańską. Jest takich sporo, tylko się z nimi nie zgadzam, bo myślę, że filozofia nie powinna na starcie zakładać zgodności z religią. (Choć można traktować "filozofię chrześcijańską" jako filozofię pewnego kręgu kulturowego - ale wtedy wejdzie tam też sporo ateistów, więc nazwa wciąż będzie myląca.) Powszechna Encyklopedia Filozofii:TEOLOGIA NATURALNA -filozoficzna wiedza o istnieniu i naturze Boga, zależna od przyjmowanej koncepcji filozofii. W dziejach historii filozofii obok nazwy t. n., odróżnionej przez św. Augustyna od teologii nadnaturalnej, funkcjonowały również inne określenia: teologia filozoficzna (od Arystotelesa), teologia racjonalna (od Savonaroli), teodycea (od Leibniza), filozofia Boga. Koncepcja teologii jako wiedzy racjonalnej jest wytworem starożytnych Greków i oznacza rozumowe badanie tego, co boskie (boga, bogów); teologami nazywano tych, którzy opowiadają o bogach - najpierw byli nimi poeci. Słowa [theologos] i [theología] pojawiły się w filozoficznym języku Platona i Arystotelesa. Nie widzę z tą definicją problemu. Andrzej Bogusławski:Szanowna Pani, z wiarą nie ma dyskusji, gdyż nikt wierzącego nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej. Przecież czytamy te same teksty i rozumiemy je zupełnie inaczej i wyciągamy z nich zupełnie inne wnioski: Zupełnie nie widzę związku między pierwszym a drugim zdaniem. Bo chyba nie chce Pan powiedzieć, że któremuś z nas wiara przeszkadza w przyjęciu argumentów drugiego? Andrzej Bogusławski:Irytuje mnie treść obu tych linków (zgaduję, że Pana też). Ale nie można przypisywać podobnych poglądów wszystkim filozofom teistycznym, wierzącym czy broniącym religii. Andrzej Bogusławski:Jeżeli tu się zgadzamy, to logiczne byłoby uznanie, że mielenie tego co zostało już przez wieki dokładnie przemielone nie ma już specjalnego sensu Andrzej Bogusławski:To co - najlepiej dalej młócić słomę? Nadymać balony pseudomądrości teologii naturalnej, czy katolickiej filozofii? Nic z tego nie wynika, ale po... (gadać) to sobie jeszcze długo można. Ja jestem optymistką w kwestii ludzkiego poznania. Mam nadzieję, że pojawi się jeszcze wiele nowych tez, argumentów i stanowisk, które znacznie przybliżą nas do poznania prawdy, nawet jeśli nie dadzą co do niej absolutnej pewności. Andrzej Bogusławski:i dlatego mam poważne wątpliwości co do efektywności uprawiania klasycznej filozofii Też je czasem mam, mimo sympatii dla analitycznego renesansu tomizmu i okolic. Na pewno nie można jej uprawiać tak, jakby nigdy nie zdarzyła się nowożytność. Andrzej Bogusławski:i moim zdaniem warto się zastanawiać czym jest filozofia i jakie były i jakie są obecnie jej zadania. Nad tym zawsze warto się zastanawiać.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Andrzej Bogusławski:Pomiędzy "odwołaniem się", a "uwzględnianiem" ja dostrzegam ogromną różnicę. > Nie jestem pewna, na czym ona polega.Bardzo proste tu jest "odwołanie": adonai.pl/jp2/pliki/fer.pdfwww.racjonalista.pl/forum.php/s,562465#w562566A tu "uwzględnianie": Chomsky, Dennett, Duch, aby nie wspomnieć o kilku najsławniejszych z setek filozofujących uczonych, takich jak Albert Einstein, Werner Heisenberg czy Konrad Lorenz. www.racjon(*).php/z,0/d,18/s,511985#w515118> Ja miałam na myśli posługiwanie się pewną filozoficzną interpretacją tez naukowych jako przesłanką w argumentacji. www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,556017#w562052Domyślam się co mogła Pani mieć na myśli - jestem stałym czytelnikiem: www.obi.opoka.org.pl/zfn/Andrzej Bogusławski:Jakoś niezbyt umiem dokonać podziału na filozofów teistycznych i ateistycznych (choć pojedyncze postacie to chyba bym znalazł) natomiast już znacznie łatwiej na filozofów fideistycznych i a lub nawet antyfideistycznych. > Mnie się oba podziały wydają dość jasne. Filozof teistyczny to taki, który w swej filozofii uznaje teizm za prawdziwy, analogicznie ateistyczny - taki, który w swej filozofii uznaje za prawdziwy ateizm, fideistyczny - fideizm, a antyfideistyczny - taki, który w swojej filozofii uznaje fideizm za fałszywy.Pani lubi jak rasowy teolog (choć wcale nie twierdzę, iż Pani nim jest) pływać w wielosłowiu. Konkrety proszę. Po jednym przykładzie filozofa tu do rozpatrzenia: "który w swej filozofii uznaje teizm za prawdziwy, analogicznie ateistyczny - taki, który w swej filozofii uznaje za prawdziwy ateizm, fideistyczny - fideizm, a antyfideistyczny - taki, który w swojej filozofii uznaje fideizm za fałszywy". Weźmy tu np. sławy Augustyna i Tomasza: uważali, że istnienie Bóg jest prawdą i że należy w niego wierzyć, ale czy cokolwiek mówili na temat teizmu lub fideizmu? Jakoś sobie nie przypominam. Dla mnie nie ulega wątpliwości, że byli to filozofowie fideistyczni, wierzący w istnienie Boga, a Pani może sobie kręcić. Andrzej Bogusławski:Zupełnie nie myślę tu o oczywistych ludzkich błędach. Pisałem o założeniach - czyli co już w samym założeniu metodologicznym uznaje się za ostateczny argument weryfikacji prawdy - dowód naukowy, czy autorytet wiary? > O, właśnie. Wielu filozofów teistycznych (np. Kartezjusz) nie uznawało autorytetu wiary w filozofii - opierali się wyłącznie na przesłankach rozumowych.O właśnie! Po co Pani powtarzać wielokrotnie, że zupełnie czymś innym było uprawianie filozofii do XIX wieku, a czymś innym jest jej uprawianie w XXI. Wiem, że Kościelni ideologowie pragną cofnąć czas, ale to się nie uda. Interesuje mnie sens współczesnego uprawiania filozofii (od drugiej połowy XX wieku) i przesłanek rozumowych nie należy mylić z przesłankami naukowymi. Uważam, że współcześnie - zgodnie z wezwaniem ks. Hellera - filozofować można tylko w kontekście nauki i dotyczy to nauk przyrodniczych właśnie. Andrzej Bogusławski:Gdy nie znane są naukowe dowody istnienia Boga, a nawet nie ma jego naukowej definicji, to wpływ poglądów autora na rolę nauki w filozofii jest ogromny. > Jest ogromny. Dlatego mamy filozofie bardziej i mniej związane z nauką i po stronie teizmu, i ateizmu.Dlatego nie może istnieć żadna sensowna myśl łącząca nauki przyrodnicze z Bogiem! Andrzej Bogusławski:Cały dorobek filozoficzny różnych myślicieli broniących chrześcijańskiej ideologii. > Myślę, że jest bardzo ważne, czy do tej obrony doszli na podstawie przesłanek religijnych, czy innych.Dla mnie jest to wtórne, pierwotnym jest czy potrafią przedstawić spójną logicznie, opartą na dorobku nauki, argumentację. Andrzej Bogusławski:Nie chce mi się szukać, ale bardzo wielu filozofów o uznanym dorobku wprost to pisało, a nawet gdyby nie pisało, to treść ich wywodów jest jednoznaczna. > Nie miałam na myśli, że żaden filozof nie nazywa swojej filozofii chrześcijańską.Musiałem źle zrozumieć. > Jest takich sporo, tylko się z nimi nie zgadzam,To proszę z nimi polemizować. > bo myślę, że filozofia nie powinna na starcie zakładać zgodności z religią.Cholera, a tylu ludzi idzie studiować filozofię na wyznaniowych uczelniach i Pani zdaniem tak poznają, że religia z nauką nie mają nic wspólnego, a nawet są w konflikcie? > (Choć można traktować "filozofię chrześcijańską" jako filozofię pewnego kręgu kulturowego - ale wtedy wejdzie tam też sporo ateistów, więc nazwa wciąż będzie myląca.)Ej tam, przecież na i tak na wielowiekową tradycją pustosłowiu cała filozofia chrześcijańska polega. Jak się komu podoba tak dzieli, a im ma wiekszy autorytet tym większą racje. Powszechna Encyklopedia Filozofii:TEOLOGIA NATURALNA -filozoficzna wiedza o istnieniu i naturze Boga, zależna od przyjmowanej koncepcji filozofii. > Nie widzę z tą definicją problemu.Dlatego właśnie z tego źródła ją podałem, jako komentarz do Pani wypowiedzi: Tradycyjna nazwa teologii naturalnej może być myląca, ale jest ona gałęzią filozofii, nie teologii katolickiej, aby podkreślić ten rozdział. Andrzej Bogusławski:Szanowna Pani, z wiarą nie ma dyskusji, gdyż nikt wierzącego nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej. Przecież czytamy te same teksty i rozumiemy je zupełnie inaczej i wyciągamy z nich zupełnie inne wnioski: > Zupełnie nie widzę związku między pierwszym a drugim zdaniem. Bo chyba nie chce Pan powiedzieć, że któremuś z nas wiara przeszkadza w przyjęciu argumentów drugiego?Dlaczego tak Pani ogranicza. Wielokrotnie - przez ładnych parę lat to tu powtarzam, że każda wiara ogranicza nas (wszystkich) intelektualnie. Im jest głębszą, to tym bardziej. CDN @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | No Idea (83 punktów) | Andrzej Bogusławski:Pani lubi jak rasowy teolog (choć wcale nie twierdzę, iż Pani nim jest) pływać w wielosłowiu. Konkrety proszę. Po jednym przykładzie filozofa tu do rozpatrzenia: "który w swej filozofii uznaje teizm za prawdziwy, analogicznie ateistyczny - taki, który w swej filozofii uznaje za prawdziwy ateizm, fideistyczny - fideizm, a antyfideistyczny - taki, który w swojej filozofii uznaje fideizm za fałszywy". Gdzie tu jest "wielosłowie"? Czemu mam zastąpić te definicje przykładami? Andrzej Bogusławski:Weźmy tu np. sławy Augustyna i Tomasza: uważali, że istnienie Bóg jest prawdą i że należy w niego wierzyć, ale czy cokolwiek mówili na temat teizmu lub fideizmu? Jakoś sobie nie przypominam. Dla mnie nie ulega wątpliwości, że byli to filozofowie fideistyczni, wierzący w istnienie Boga, a Pani może sobie kręcić. I znów: czemu "kręcę"? Z Augustynem to skomplikowane i nie podejmę się rozstrzygnąć, ale Tomasz nie był fideistą - uważał, że o istnieniu Boga można się dowiedzieć bez Objawienia, samym rozumem (pięć dróg itd.). Jego argumenty mogą być niesłuszne, ale to inna kwestia. No Idea:Myślę, że jest bardzo ważne, czy do tej obrony doszli na podstawie przesłanek religijnych, czy innych. Andrzej Bogusławski:Dla mnie jest to wtórne, pierwotnym jest czy potrafią przedstawić spójną logicznie, opartą na dorobku nauki, argumentację. Mnie się wydaje, że oboje mamy tu na myśli przesłanki - pisze Pan o "oparciu". Andrzej Bogusławski:Uważam, że współcześnie - zgodnie z wezwaniem ks. Hellera - filozofować można tylko w kontekście nauki i dotyczy to nauk przyrodniczych właśnie. Myślę, że decyzję o tym, w jakim kontekście można i należy filozofować, lepiej pozostawić filozofom - ale nawet jeśli się z Panem zgodzić, to np. Heller powinien spełniać Pana kryteria. Andrzej Bogusławski:Cholera, a tylu ludzi idzie studiować filozofię na wyznaniowych uczelniach i Pani zdaniem tak poznają, że religia z nauką nie mają nic wspólnego, a nawet są w konflikcie? Moim zdaniem uczą się na ten temat tego samego, czego uczyliby się gdzie indziej, pomijając to, co wyróżnia każdy ośrodek. Andrzej Bogusławski:Ej tam, przecież na i tak na wielowiekową tradycją pustosłowiu cała filozofia chrześcijańska polega. Jak się komu podoba tak dzieli, a im ma wiekszy autorytet tym większą racje. Można tak patrzeć na naukę i filozofię - ale ja wolę jednak zakładać, że ludziom, którzy się nimi zajmują, autentycznie zależy na prawdzie. Jeśli chodzi o teologię naturalną, proponuję dać spokój ustalaniu jej przynależności - ważne, żeby zdawać sobie sprawę, że nie odwołuje się do przesłanek religijnych.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Andrzej Bogusławski:Pani lubi jak rasowy teolog (choć wcale nie twierdzę, iż Pani nim jest) pływać w wielosłowiu. Konkrety proszę. Po jednym przykładzie filozofa (...) > Gdzie tu jest "wielosłowie"? Czemu mam zastąpić te definicje przykładami?Dlatego, że przedstawiona przez Panią definicja: "Filozof teistyczny to taki, który w swej filozofii uznaje teizm za prawdziwy, analogicznie ateistyczny - taki, który w swej filozofii uznaje za prawdziwy ateizm, fideistyczny - fideizm, a antyfideistyczny - taki, który w swojej filozofii uznaje fideizm za fałszywy." - jest właśnie "pływaniem", "kręceniem" lub "mąceniem sensu". Przecież pytałem o podstawę poglądową, a nie o przedmiot wiary: Andrzej Bogusławski:Zupełnie nie myślę tu o oczywistych ludzkich błędach. Pisałem o założeniach - czyli co już w samym założeniu metodologicznym uznaje się za ostateczny argument weryfikacji prawdy - dowód naukowy, czy autorytet wiary? www.racjon(*).php/z,0/d,31/s,562660#w567411 Andrzej Bogusławski:Weźmy tu np. sławy Augustyna i Tomasza: uważali, że istnienie Bóg jest prawdą i że należy w niego wierzyć, ale czy cokolwiek mówili na temat teizmu lub fideizmu? Jakoś sobie nie przypominam. Dla mnie nie ulega wątpliwości, że byli to filozofowie fideistyczni, wierzący w istnienie Boga, a Pani może sobie kręcić. > I znów: czemu "kręcę"?> Z Augustynem to skomplikowane i nie podejmę się rozstrzygnąć, ale Tomasz nie był fideistą - uważał, że o istnieniu Boga można się dowiedzieć bez Objawienia, samym rozumem (pięć dróg itd.).Pani zdaniem przyjęcie jakiś tam poglądów po uważaniu nie jest fideizmem, a dla mnie zupełnie fideizmowi nie przeczy. > Jego argumenty mogą być niesłuszne, ale to inna kwestia.Nie dzielę argumentacji na słuszną, bądź niesłuszną, tylko na mniej lub bardziej przekonywującą. Dla mnie im bardziej opiera się na dorobku nauki, tym bardziej jest przekonywująca, a im bardziej na spekulacjach - tym mniej. > No Idea:Myślę, że jest bardzo ważne, czy do tej obrony doszli na podstawie przesłanek religijnych, czy innych. Andrzej Bogusławski:Dla mnie jest to wtórne, pierwotnym jest czy potrafią przedstawić spójną logicznie, opartą na dorobku nauki, argumentację. > Mnie się wydaje, że oboje mamy tu na myśli przesłanki - pisze Pan o "oparciu".Nie umiem zrozumieć sensu tego Pani stwierdzenia? Gdy "oparcie" nazwiemy "przesłanką" to i tak najistotniejszym tu będzie weryfikowalność przesłanki, do której się ktoś odwołuje. Andrzej Bogusławski:Uważam, że współcześnie - zgodnie z wezwaniem ks. Hellera - filozofować można tylko w kontekście nauki i dotyczy to nauk przyrodniczych właśnie. > Myślę, że decyzję o tym, w jakim kontekście można i należy filozofować, lepiej pozostawić filozofomA kto będzie uznawał, komu taki tytuł i prawo do wypowiadania się przysługuje? Pani? Ja się tego nie podejmuję. Śmieszył mnie atak na Dawkinsa zabraniający mu wypowiadania się na temat istnienia chrześcijańskiego Boga bez stosownego tytułu z zakresu teologii. Z innej szkoły Szanowna Pani jesteśmy, a na naszym forum nikt stosownych "papierów" nie wymaga. > - ale nawet jeśli się z Panem zgodzić, to np. Heller powinien spełniać Pana kryteria.Tak ksiądz Heller się stara, ale ja już z założenia nie wierzę w wolną naukę uprawianą przez ideologów. Wszystko mi tu jedno czy to szczery komunista, czy katolik. Andrzej Bogusławski:Cholera, a tylu ludzi idzie studiować filozofię na wyznaniowych uczelniach i Pani zdaniem tak poznają, że religia z nauką nie mają nic wspólnego, a nawet są w konflikcie? > Moim zdaniem uczą się na ten temat tego samego, czego uczyliby się gdzie indziej, pomijając to, co wyróżnia każdy ośrodek.Proponuję jednak spróbować, choć teraz trudno znaleźć nie podporządkowane wyznaniowo humanistyczne uczelnie i kierunki. Ja próbowałem i wiem jak ogromne są różnice. (Pani pozostaje czytanie publikacji pisanych z różnych pozycji światopoglądowych). Andrzej Bogusławski:Ej tam, przecież na i tak na wielowiekową tradycją pustosłowiu cała filozofia chrześcijańska polega. Jak się komu podoba tak dzieli, a im ma większy autorytet tym większą racje. > Można tak patrzeć na naukę i filozofię - ale ja wolę jednak zakładać, że ludziom, którzy się nimi zajmują, autentycznie zależy na prawdzie.Ja po pierwsze oddzielam naukę i filozofię, a jeszcze bardziej ideologie od nauki, a po drugie z historii wiem ile milionów ludzi dla różnych niezaprzeczalnych prawd wymordowano. > Jeśli chodzi o teologię naturalną, proponuję dać spokój ustalaniu jej przynależności - ważne, żeby zdawać sobie sprawę, że nie odwołuje się do przesłanek religijnych.Pani myśli, że jeżeli jakiś myśliciel nie odwołuje się do konkretnego wyznania, to już nie odwołuje się do przesłanek religijnych. Przykro mi ale zupełnie tu z Panią zgodzić się nie mogę. Definicji religii znamy bardzo wiele, tu tylko kilka najważniejszych. pl.wikipedia.org/wiki/Religiapl.wikipedia.org/wiki/Doktryna_religijnaDla mnie istotniejszym jest to, że nie podała Pani przykładów myślicieli uprawiających teologię naturalną nie wychodzących od przesłanek fideistycznych. pl.wikipedia.org/wiki/Wiara_(psychologia)pl.wikipedia.org/wiki/Wiara_religijna"Według protestanckiego teologa i filozofa egzystencjalisty Paula Tillicha niewiele słów w języku religijnym domaga się oczyszczenia tak bardzo jak wiara. (...)
Istotnym dla rzeczywistości wiary według amerykańskiego teologa, jest pojęcie posłuszeństwa wierze - wspólne dla Pawła, Augustyna, Tomasza i Kalwina. Chodzi tu jednak o posłuszeństwo przez uczestnictwo a nie przez podporządkowanie się bosko-ludzkiemu autorytetowi".pl.wikipedia.org/wiki/Fideizmnoetyka.pl(*)-rozumowy/63-poznanie-rozumowe@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Ciąg dalszy: Andrzej Bogusławski:> Irytuje mnie treść obu tych linków (zgaduję, że Pana też).Źle Pani zgaduje, tylko śmieszy. Przez półwieku poświęciłem bardzo dużo czasu na poznanie myśli chrześcijańskiej i ten poziom to nawet nie norma - on jest znacznie powyżej średniej. > Ale nie można przypisywać podobnych poglądów wszystkim filozofom teistycznym, wierzącym czy broniącym religii.Zdecydowanie nie można, ale czy Pani sądzi, że Pani argumenty są jakoś strasznie daleko od tego poziomu argumentacji? Andrzej Bogusławski:Jeżeli tu się zgadzamy, to logiczne byłoby uznanie, że mielenie tego co zostało już przez wieki dokładnie przemielone nie ma już specjalnego sensu Andrzej Bogusławski:To co - najlepiej dalej młócić słomę? Nadymać balony pseudomądrości teologii naturalnej, czy katolickiej filozofii? Nic z tego nie wynika, ale po... (gadać) to sobie jeszcze długo można. > Ja jestem optymistką w kwestii ludzkiego poznania. Mam nadzieję, że pojawi się jeszcze wiele nowych tez, argumentów i stanowisk, które znacznie przybliżą nas do poznania prawdy, nawet jeśli nie dadzą co do niej absolutnej pewności.Przed chwilą przeczytałem pierwszą wypowiedź mojego imiennika na naszym forum www.racjon(*).php/s,565192/z,0/d,13#w567370 Proszę zwrócić uwagę na cytat, z którym się zgadzam. W moim przypadku, to nie kwestia optymizmu, a poglądu filozoficznego. Uważam, że obiektywnie istniejąca rzeczywistość jest poznawalna za pośrednictwem zmysłów bezpośrednio lub pośrednio przy pomocy narzędzi intelektualnych i materialnych. Dlatego tak nauka jest fascynująca. Andrzej Bogusławski:i dlatego mam poważne wątpliwości co do efektywności uprawiania klasycznej filozofii > Też je czasem mam, mimo sympatii dla analitycznego renesansu tomizmu i okolic. Na pewno nie można jej uprawiać tak, jakby nigdy nie zdarzyła się nowożytność.Zgoda. Andrzej Bogusławski:i moim zdaniem warto się zastanawiać czym jest filozofia i jakie były i jakie są obecnie jej zadania. > Nad tym zawsze warto się zastanawiać.Znowu zgoda. Dlatego też z Panią rozmawiam i nie nie uważam tych rozmów za czas stracony. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | No Idea (83 punktów) | No Idea:Ale nie można przypisywać podobnych poglądów wszystkim filozofom teistycznym, wierzącym czy broniącym religii. Andrzej Bogusławski:Zdecydowanie nie można, ale czy Pani sądzi, że Pani argumenty są jakoś strasznie daleko od tego poziomu argumentacji? Nie myślę o poziomie argumentacji (za tymi linkami, które nam się nie podobają, stoją stulecia przemyśleń, i to nie z poziomem one mają problem), tylko o tym, że ja się tu staram nie opierać na religii. Andrzej Bogusławski:Nie jestem pewna, o który cytat Panu chodzi. O definicję ontologii? Andrzej Bogusławski:W moim przypadku, to nie kwestia optymizmu, a poglądu filozoficznego. Uważam, że obiektywnie istniejąca rzeczywistość jest poznawalna za pośrednictwem zmysłów bezpośrednio lub pośrednio przy pomocy narzędzi intelektualnych i materialnych. Dlatego tak nauka jest fascynująca. Tu się zgadzamy, tylko ja uważam, że filozofia jak najbardziej podchodzi pod "poznawanie za pośrednictwem zmysłów, pośrednio, przy pomocy narzędzi intelektualnych".
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > No Idea:Ale nie można przypisywać podobnych poglądów wszystkim filozofom teistycznym, wierzącym czy broniącym religii. Andrzej Bogusławski:Zdecydowanie nie można, ale czy Pani sądzi, że Pani argumenty są jakoś strasznie daleko od tego poziomu argumentacji? > Nie myślę o poziomie argumentacji (za tymi linkami, które nam się nie podobają, stoją stulecia przemyśleń, i to nie z poziomem one mają problem),Wiem, że za Pani argumentami stoją "stulecia przemyśleń", tylko że dla mnie jedno zweryfikowane doświadczenie niweluje wszystkie i wszelakie spekulacyjne autorytety z wszystkich wieków. > tylko o tym, że ja się tu staram nie opierać na religii.Nie doszukiwałem się w Pani żadnego ze znanych mi wyznań. Natomiast - dla mnie - ewidentnie broni Pani teizmu opierając się na fideistycznych przesłankach. Andrzej Bogusławski:> Nie jestem pewna, o który cytat Panu chodzi. O definicję ontologii?O ten: Z blogu: "Czasami warto pomyśleć" zacytuję tu fragment: Cytat:Filozofia jako dziedzina wiedzy jest często (uważam jednak, że błędnie) określana jako nauka humanistyczna. Rzeczywiście jej metody przypominają nieco metody wykładu i dyskusji stosowane w naukach humanistycznych, lecz inny jest jej przedmiot. Filozofię określić można jako namysł nad całą rzeczywistością z jaką ma do czynienia człowiek. Filozofia zajmuje się podstawową strukturą świata, możliwościami poznawczymi człowieka, mówi o Bogu, o ludzkim działaniu i wielu innych istotnych dla ludzi sprawach. W jej historii ukształtowało się wiele koncepcji i twierdzeń, jednak od udzielanych odpowiedzi ważniejsze są stawiane przez filozofów pytania. Filozofia jest bowiem dziedziną wiedzy rozwijającą się nie poprzez rozwój teorii i wyjaśnianie nowych faktów, lecz przez głębokie zdziwienie rzeczywistością i stawianie sobie przez człowieka pytań. Oczywiście każdy z filozofów stara się udzielić na takie pytania odpowiedzi lecz nigdy nie są one ostateczne. Jest więc filozofia istotnym i racjonalnym rodzajem wiedzy teoretycznej, nie można jej jednak uznać za dziedzinę nauki. Inne są jej cele i zasady rozwoju. Podobny jest ich przedmiot, lecz to samo powiedzieć trzeba o wiedzy potocznej, a jej nikt nie nazywa nauką. Nie należy też tego określenia uznać za deprecjonowanie filozofii. Ma ona bowiem niezwykle ważną rolę nieustanie inspirując różnego rodzaju badania naukowe i nie pozwalając na bezkrytyczne przyjmowanie jakichkolwiek ich wyników. Jak wynika z powyższego - filozofia to nie nauka. Filozofia to wiedza. Subtelna, ale istotna różnica. Andrzej Bogusławski:W moim przypadku, to nie kwestia optymizmu, a poglądu filozoficznego. Uważam, że obiektywnie istniejąca rzeczywistość jest poznawalna za pośrednictwem zmysłów bezpośrednio lub pośrednio przy pomocy narzędzi intelektualnych i materialnych. Dlatego tak nauka jest fascynująca. > Tu się zgadzamy, tylko ja uważam, że filozofia jak najbardziej podchodzi pod "poznawanie za pośrednictwem zmysłów, pośrednio, przy pomocy narzędzi intelektualnych".Tak, człowiek jest istotą używająca rozumu i wszyscy go mamy pod dostatkiem, gdyż ludzie narzekają na brak rożnych rzeczy ale jakoś nikt nie narzeka na brak rozumu. Różne słyszałem ludzkie narzekania: jednemu brak pieniędzy, drugiemu - mieszkania. Inny znów zdrowia za mało posiada, trzeci na brak powodzenia biada. Czwarty na brak przyjaciół narzeka, piaty na wielka wygrane czeka.
Jedna na brak męża stale zawodzi; inna, ze złe powietrze jej szkodzi. Na trzecia nikt spojrzeć nie warzy, bowiem za dużo kilogramów wazy.
Jednego tylko narzekania nie słyszałem, choć z wieloma ludźmi się stykałem, by ktoś wokół tego robił szumu, by ktoś narzekał na brak... rozumu.
Każdy uważa, że dość ma samemu i jeśli brakuje, to tylko drugiemu.www.kul.pl/files/108/Logos i anamnesis.pdfwww.racjonalista.pl/kk.php/s,2336Osobiście dostrzegam ogromne różnice pomiędzy używaniem rozumu w ogóle, a używaniem rozumu w nauce i zgadzam się tu z filozofem specjalizującym się w logice prof. Barbarą Stanosz: Przekonania z naukową legitymacją wyróżnia przede wszystkim surowość zastosowanych wobec nich procedur kontrolnych. Zanim jakieś twierdzenie uzyska taką legitymację, uczeni dokładają starań, by je obalić (czynią to zresztą i potem). Jeśli jest to zwykłe uogólnienie obserwacji, dokonują odpowiednich obserwacji jak najwięcej i w możliwie zróżnicowanych warunkach. Gdy zaś chodzi o hipotezę wyjaśniającą lub cały system takich hipotez, tj. o teorię, wyprowadzają z owej hipotezy czy teorii jak najwięcej możliwie różnorodnych wniosków, dotyczących faktów dotąd nie obserwowanych, po czym poddają je obserwacji. Korzystają przy tym z wszystkich dostępnych, często bardzo wyrafinowanych urządzeń i technik obserwacji i pomiaru. Dopiero po takiej aktywnej kwarantannie - jeśli dane twierdzenie czy teoria wychodzi z niej cało - uznają je za zdrowe, tj. dobrze uzasadnione, i wypuszczają w świat - nie jako niewątpliwie prawdziwe, lecz jako wysoce prawdopodobne, co najwyżej "praktycznie pewne".www.racjon(*).php/s,492110/z,0/d,22#w500810www.racjonalista.pl/forum.php/s,517976#w518004www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,394583#w397890Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) |
Andrzej Bogusławski:Gdzie możemy poznać to uzgodnione stanowisko rozumowego wyprowadzenia istnienia Boga? Andrzej Bogusławski:Teiści filozoficzni nie zdołali osiągnąć porozumienia w sprawie poprawności i siły perswazyjnej swych sposobów rozumowego wyprowadzenia lub chociażby postulowania istnienia Boga. Nie mogli przede wszystkim uzgodnić przesłanek opartych na poznaniu bezpośrednim. Autorzy jednych rozumowań odrzucali jako niepoprawne rozumowania innych. W rezultacie żaden dowód nie uzyskał w teizmie zgody powszechnej. W każdym - jak to pokazał już Kant - można odkryć jakiś błąd logiczny. > To jest cecha każdej w ogóle argumentacji filozoficznej, w dosłownie każdej kwestii. I to samo, jak wspomniałam (przepraszam, że się powtarzam, ale to chyba najlepsze wyjście), dotyczy tezy o nieistnieniu Boga: filozofowie-ateiści nie zgadzają się ze sobą nawzajem, ich argumenty są dziurawe i są obalane. To nie świadczy źle o teizmie ani ateizmie - to po prostu wspólna cecha wszystkich zagadnień filozoficznych. (Można powiedzieć, że świadczy to źle o filozofii - ale nie mamy lepszej metody badania tych problemów.)To co - najlepiej dalej młócić słomę? Nadymać balony pseudomądrości teologii naturalnej, czy katolickiej filozofii? Nic z tego nie wynika, ale po... (gadać) to sobie jeszcze długo można. > A w ogóle to od Kanta minęło już trochę czasu.Tyle, że w klasycznej filozofii jego argumentów odrzucić nie można. Oczywiście można podejmować krytyczne próby ich obalenia. Jak dla jego argumentacja jest bardziej tu przekonywująca od późniejszych "obalaczy", ale możliwe, że Pani zna lepsze argumenty. > No Idea:Bardzo ważna jest kwestia odróżnienia Boga filozoficznego od religijnego. Andrzej Bogusławski:Dla kogo? Dla garstki zainteresowanych i instytucji religijnych, to może ma i jakieś tam znaczenie. > Ale my przecież jesteśmy garstką zainteresowanych, prawda?Ja - tyle o ile! Bóg religii ma bardzo duże społeczne znaczenie, a Bóg filozofii zupełnie niewielkie. Ot trochę fantazji bardziej sprawnych intelektualnie umysłów. Oczywiście, aby mieć taki pogląd starałem się kiedyś trochę na ten temat oczytać i jakąś tam minimalną wiedzę na ten temat mam. (Większą niż 99% katolików)Andrzej Bogusławski:Wszyscy filozofowie religii powiązani wyznaniowo jej bronią, a religia bez wiary nie istnieje. > To jest bardzo mocny zarzut nieobiektywności badawczej wymierzony we wszystkich wierzących badaczy.Zupełnie dobrze Pani ten zarzut odebrała. Uważam, że wszyscy jesteśmy subiektywni, a wiara ten stan potęguje. Im więcej wiary tym mniejszy obiektywizm. > Nauka - i filozofia - polega również na tym, że abstrahuje się od swoich poglądów, uprzedzeń, wyznawanej ideologii, i dąży do obiektywności - czy zakłada Pan, że nie dotyczy to w ogóle wierzących filozofów?Po prostu ja takiego wierzącego filozofa nie spotkałem. (Z nauką jest jednak trochę inaczej) Proszę o przykłady. Szanowna Pani, Kościół twierdzi, że w naszym kraju mamy ponad 90% chrześcijan, gdyby 90% z tego przestrzegało dekalogu (nie mówiąc już o "Kazaniu na górze") mielibyśmy raj na ziemi. Niech Pani nie opowiada mi bajeczek o wydumanych stanach idealnych. Uczciwy uczony - moim zdaniem - to już we wstępie ostrzega, że ma takie, a nie inne poglądy, co ma wpływ na przedstawioną pracę, ale będzie dążył do obiektywizmu. > Czy to jednak nie jest krzywdzące? (I ad personam?)Nie, to jest tyko stwierdzenie faktów. Mogę jeszcze dodać, że najbardziej zajadła ideologicznie propaganda często zaczyna się właśnie od zapewnień o swoim obiektywizmie. No Idea:Proszę sobie wyobrazić kogoś, kto nigdy w życiu nie słyszał o religii, aż zaczął się zastanawiać, skąd wziął się świat i doszedł (mniejsza o to, czy słusznie) do tego, że ktoś musiał go stworzyć, nabierając w ten sposób przekonania, że istnieje Bóg. Andrzej Bogusławski:Wyobraźnię to ja mam ogromną, tylko to ma się najczęściej nijak do rzeczywistości. > Proszę jednak nie zbywać tego przykładu, wydaje mi się kluczowy dla dyskusji.> Poza tym, nie jest oczywiste, że nikt taki nie istnieje.Ja wcale tego przykładu nie zbywam, tylko moim zdaniem istnienie takiego kogoś jest dla mnie bardzo mało prawdopodobne i sama deklaracja, że dotyczy to bezpośrednio Pani lub dobrze znanej Pani osoby, to dla mnie dużo za mało. Andrzej Bogusławski:Każdego kto uznaje prymat wiary nad poznaniem rozumowym i teoriami naukowymi oraz przyjmuje istnienie prawd niedostępnych poznaniu rozumowemu. > Ale ja właśnie mówię o kimś, kto w ogóle nie jest wierzący, a tylko rozumowo doszedł (możliwe, że mylnie) do istnienia Boga.Proszę o przykłady. Ja - w znakomitej większości przypadków - rozumiem co Pani pisze, tyle że nie rozumiem i nie podzielam Pani stanowiska. Np. nie rozumiem jak można dochodzić do czegokolwiek "rozumowo" bez pewnej puli intelektualnych informacji i stosunku do nich? Nawet cudowne objawienia nie objawiają się całkowicie pustym umysłom. Dlatego mistycy mają kontakty z bogami własnych religii. > Jest przekonany, że istnieje Bóg, chociaż nigdy nie spotkał się z wiarą religijną.Rozumiem - chodzi Pani o przypadek Kaspera: www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,507185#w507262> Według Pana byłby fideistą czy nie?Człowiek, który nigdy nie spotkał się z wiara religijną byłby idiotą lub mówiąc politycznie poprawnie z "niesprawnością intelektualną". Pozdrawiam. PS. Przepraszam, ale teraz to ja wyjeżdżam i przez najbliższe trzy tygodnie nie będę miał dostępu do internetu. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | No Idea (83 punktów) | Andrzej Bogusławski:Tyle, że w klasycznej filozofii jego argumentów odrzucić nie można. Oczywiście można podejmować krytyczne próby ich obalenia. Jak dla jego argumentacja jest bardziej tu przekonywująca od późniejszych "obalaczy", ale możliwe, że Pani zna lepsze argumenty. Tylko taki, że zawsze lepiej jest nie zakładać, że coś jest niepoznawalne - bo próby poznania są lepsze niż poznawcza rezygnacja. Andrzej Bogusławski:Bóg religii ma bardzo duże społeczne znaczenie, a Bóg filozofii zupełnie niewielkie. Ot trochę fantazji bardziej sprawnych intelektualnie umysłów. To już chyba kwestia gustu (intelektualnego). Dla mnie to ciekawe. Andrzej Bogusławski:Uważam, że wszyscy jesteśmy subiektywni, a wiara ten stan potęguje. Im więcej wiary tym mniejszy obiektywizm. Wszyscy jesteśmy subiektywni, ale w badaniach każdy z tym walczy. Myślę, że niesprawiedliwe jest zakładanie z góry, że komuś ta walka wychodzi gorzej albo że w ogóle jej nie podejmuje. Andrzej Bogusławski:Po prostu ja takiego wierzącego filozofa nie spotkałem. (Z nauką jest jednak trochę inaczej) Proszę o przykłady. Np. Michael Dummett starał się zajmować filozofią w całkowitym oderwaniu od swego katolicyzmu, do tego stopnia, że znajdował błędy w niektórych oficjalnych etycznych uzasadnieniach nauczania Kościoła. Andrzej Bogusławski:Szanowna Pani, Kościół twierdzi, że w naszym kraju mamy ponad 90% chrześcijan, gdyby 90% z tego przestrzegało dekalogu (nie mówiąc już o "Kazaniu na górze") mielibyśmy raj na ziemi. Niech Pani nie opowiada mi bajeczek o wydumanych stanach idealnych. Nikt nie jest idealny - naukowcy, filozofowie, księża, świeccy, teiści, ateiści - ale myślę, że trzeba traktować poważnie deklaracje ludzi na własny temat. Jeśli ktoś mówi, że stara się nie opierać na przesłankach religijnych, to nie widzę powodu, żeby mu nie wierzyć. Można najwyżej powiedzieć, że mu nie wychodzi. Andrzej Bogusławski:Uczciwy uczony - moim zdaniem - to już we wstępie ostrzega, że ma takie, a nie inne poglądy, co ma wpływ na przedstawioną pracę, ale będzie dążył do obiektywizmu. Mnie się wydaje, że takie jest też założenie w filozofii - filozofowie nie ukrywają swej religii, ale starają się na niej nie opierać. Andrzej Bogusławski:Mogę jeszcze dodać, że najbardziej zajadła ideologicznie propaganda często zaczyna się właśnie od zapewnień o swoim obiektywizmie. Trudno się nie zgodzić. Andrzej Bogusławski:Ja wcale tego przykładu nie zbywam, tylko moim zdaniem istnienie takiego kogoś jest dla mnie bardzo mało prawdopodobne i sama deklaracja, że dotyczy to bezpośrednio Pani lub dobrze znanej Pani osoby, to dla mnie dużo za mało. Nie mówię, że znam kogoś takiego. Chodziło mi o to, że możliwa jest argumentacja teistyczna niezależna od religii. Andrzej Bogusławski:nie rozumiem jak można dochodzić do czegokolwiek "rozumowo" bez pewnej puli intelektualnych informacji i stosunku do nich? No, nie można. Ale można opierać się w rozumowaniu na puli niezawierającej informacji pochodzących z objawienia, i można to robić także wtedy, gdy jest się teistą. Andrzej Bogusławski:Człowiek, który nigdy nie spotkał się z wiara religijną byłby idiotą lub mówiąc politycznie poprawnie z "niesprawnością intelektualną". Ale oprócz tego byłby fideistą czy nie?  Wydaje mi się, że kluczowym punktem, w którym się nie zgadzamy, jest wpływ religii filozofa na jego argumentację. Moim zdaniem ten wpływ nie jest konieczny i trzeba wierzyć filozofowi, jeśli twierdzi, że stara się go uniknąć. To nie jest kwestia stosunku do wiary, tylko do nauki (jeśli do nauki zaliczymy filozofię): wierzymy badaczom, że nie zawiązali spisku, tylko uczciwie starają się dojść do prawdy (nawet jeśli popełniają błędy), i powinniśmy im wierzyć niezależnie od tego, czy są teistami, czy ateistami. (Jakiekolwiek badania nie miałyby sensu, gdyby były tylko ogólnoświatową przepychanką światopoglądów.) Klasyczny fideista (bo i fideizm nie jest jednolity) to ktoś, kto w ogóle nie podejmuje wysiłku wyjścia poza swoją religię, opiera się na niej w całym swym rozumowaniu i przedkłada jej reguły nad jakiekolwiek inne. Zgodnie z tą definicją - i zgodnie z Pana definicją podaną wcześniej - wielu teistów nie jest fideistami. Andrzej Bogusławski:PS. Przepraszam, ale teraz to ja wyjeżdżam i przez najbliższe trzy tygodnie nie będę miał dostępu do internetu. W takim razie miłej podróży i niech Pan odpisze, jak będzie Pan miał czas i ochotę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) |
Andrzej Bogusławski:Uważam, że wszyscy jesteśmy subiektywni, a wiara ten stan potęguje. Im więcej wiary tym mniejszy obiektywizm. > Wszyscy jesteśmy subiektywni, ale w badaniach każdy z tym walczy.Ej tam, ej tam bajeczki dla grzecznych dzieci i jeszcze ten wielki kwantyfikator. > Myślę, że niesprawiedliwe jest zakładanie z góry, że komuś ta walka wychodzi gorzej albo że w ogóle jej nie podejmuje.Gucio mnie interesuje tu sprawiedliwość. W intelektualnych dyskursach liczą się fakty i argumenty. Wszystkim wierzącym, ta walka wychodzi potwornie kiepsko i poziom subiektywizmu zależy tu od głębokości wiary, a nie od ideowych założeń. Andrzej Bogusławski:Po prostu ja takiego wierzącego filozofa nie spotkałem. (Z nauką jest jednak trochę inaczej) Proszę o przykłady. > Np. Michael Dummett starał się zajmować filozofią w całkowitym oderwaniu od swego katolicyzmu, do tego stopnia, że znajdował błędy w niektórych oficjalnych etycznych uzasadnieniach nauczania Kościoła.Jak dla mnie jest Pani tu wielce zabawna. Oczywiście, że było wielu wierzących krytykujących swoją religię i katolików krytykujących Kościół. Dla racjonalistów to naturalne, dla fideistów to rzecz niebywała: "do tego stopnia, że znajdował błędy w oficjalnych". Bardzo dobre. Andrzej Bogusławski:Szanowna Pani, Kościół twierdzi, że w naszym kraju mamy ponad 90% chrześcijan, gdyby 90% z tego przestrzegało dekalogu (nie mówiąc już o "Kazaniu na górze") mielibyśmy raj na ziemi. Niech Pani nie opowiada mi bajeczek o wydumanych stanach idealnych. > Nikt nie jest idealny - naukowcy, filozofowie, księża, świeccy, teiści, ateiści - ale myślę, że trzeba traktować poważnie deklaracje ludzi na własny temat.Życie mnie nauczyło, że traktuję deklaracje bardzo poważnie i dlatego zawsze sprawdzam - co za nimi idzie. Gdy przeczą im i słowa i czyny są to tylko puste deklaracje. Obiecanki cacanki dla wiecznie naiwnych. > Jeśli ktoś mówi, że stara się nie opierać na przesłankach religijnych, to nie widzę powodu, żeby mu nie wierzyć.Pani jest wierząca, to może Pani wierzyć. Ja wolę sprawdzać. Kapłani różne rzeczy deklarowali, a później wychodziło, że tylko o prywatę im chodziło. Andrzej Bogusławski:Uczciwy uczony - moim zdaniem - to już we wstępie ostrzega, że ma takie, a nie inne poglądy, co ma wpływ na przedstawioną pracę, ale będzie dążył do obiektywizmu. > Mnie się wydaje, że takie jest też założenie w filozofii - filozofowie nie ukrywają swej religii, ale starają się na niej nie opierać.Tak, jak z palaczami, którzy wprawdzie palą, ale się nie zaciągają. Znowu Pani bajeczki opowiada. Metafizyczne założenia dla każdego filozofa są najważniejsze i wszyscy w swoich spekulacjach od nich wychodzą. Andrzej Bogusławski:Ja wcale tego przykładu nie zbywam, tylko moim zdaniem istnienie takiego kogoś jest dla mnie bardzo mało prawdopodobne i sama deklaracja, że dotyczy to bezpośrednio Pani lub dobrze znanej Pani osoby, to dla mnie dużo za mało. > Nie mówię, że znam kogoś takiego. Chodziło mi o to, że możliwa jest argumentacja teistyczna niezależna od religii.Nie, nie jest możliwą, czego ważnym dowodem jest brak znajomości takiego przypadku przez Panią. Andrzej Bogusławski:nie rozumiem jak można dochodzić do czegokolwiek "rozumowo" bez pewnej puli intelektualnych informacji i stosunku do nich?Nawet cudowne objawienia nie objawiają się całkowicie pustym umysłom. > No, nie można. Ale można opierać się w rozumowaniu na puli niezawierającej informacji pochodzących z objawienia, i można to robić także wtedy, gdy jest się teistą.Tak - ja przedstawiam racjonalne argumenty, którym Pani przeciwstawia swoją wiarę. > Jest przekonany, że istnieje Bóg, chociaż nigdy nie spotkał się z wiarą religijną.> >>>Rozumiem - chodzi Pani o przypadek Kaspera: www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,507185#w507262Andrzej Bogusławski:Człowiek, który nigdy nie spotkał się z wiara religijną byłby idiotą lub mówiąc politycznie poprawnie z "niesprawnością intelektualną". > Ale oprócz tego byłby fideistą czy nie?  Nie wiem, nie zajmowałem się psychiką idiotów, gdzieś tam czytałem, że teizmu to musiałby się nauczyć, ale skłonność do wiary dana jest nam genetycznie. > Wydaje mi się, że kluczowym punktem, w którym się nie zgadzamy, jest wpływ religii filozofa na jego argumentację.Wcale nie religii, a wiary. Przedmiot/podmiot wiary jest tu wtórnym. > Moim zdaniem ten wpływ nie jest koniecznyNie jest. > i trzeba wierzyć filozofowi,Nikomu i w nic nie wierzę, to moja filozofia. > jeśli twierdzi, że stara się go uniknąć.Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Filozof przedstawia swoje poglądy pod krytyczną ocenę i chcąc brać udział w dyskursie, mamy obowiązek krytycznie się do nich odnosić. > To nie jest kwestia stosunku do wiary, tylko do naukiTo jest kwestia stosunku do wiary i do nauki. > (jeśli do nauki zaliczymy filozofię)Większość poważnych filozofów i uczonych nie zalicza. > Jakiekolwiek badania nie miałyby sensu, gdyby były tylko ogólnoświatową przepychanką światopoglądów.Dlatego też znacznie wyżej stawiam odpowiedzi nauki niż filozofii. > Klasyczny fideistaNie znam tego terminu. > (bo i fideizm nie jest jednolity)Zdecydowanie nie jest. > to ktoś, kto w ogóle nie podejmuje wysiłku wyjścia poza swoją religię, opiera się na niej w całym swym rozumowaniu i przedkłada jej reguły nad jakiekolwiek inne.Czyli 99% filozofów, którzy nazywają siebie katolickimi i 60 - 80% tych którzy nazywają się chrześcijańskimi. > Zgodnie z tą definicją - i zgodnie z Pana definicją podaną wcześniej - wielu teistów nie jest fideistami.Może i wielu, ale może z tych wielu podałaby Pani chociaż tu kilku, abyśmy mogli z ich argumentacja uzasadnienia istnienia boga poza wiarą w niego mogli się tu poznać. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | No Idea (83 punktów) | Andrzej Bogusławski:Niech Pani nie opowiada mi bajeczek o wydumanych stanach idealnych. Andrzej Bogusławski:Ej tam, ej tam bajeczki dla grzecznych dzieci i jeszcze ten wielki kwantyfikator. Dla mnie te bajeczki - założenie uczciwości większości badaczy, w każdej dziedzinie - to podstawa zaufania do nauki. No Idea:Jakiekolwiek badania nie miałyby sensu, gdyby były tylko ogólnoświatową przepychanką światopoglądów. Andrzej Bogusławski:Dlatego też znacznie wyżej stawiam odpowiedzi nauki niż filozofii. A czemu pan zakłada, że naukowcy są uczciwsi czy bardziej obiektywni od filozofów? Andrzej Bogusławski:Oczywiście, że było wielu wierzących krytykujących swoją religię i katolików krytykujących Kościół. Dla racjonalistów to naturalne, Czyli zgodzi się Pan, że wierzący może myśleć nie opierając się na wierze? Andrzej Bogusławski:Metafizyczne założenia dla każdego filozofa są najważniejsze i wszyscy w swoich spekulacjach od nich wychodzą. Metafizyczne - to nie znaczy: religijne. Andrzej Bogusławski:W intelektualnych dyskursach liczą się fakty i argumenty. Andrzej Bogusławski:Filozof przedstawia swoje poglądy pod krytyczną ocenę i chcąc brać udział w dyskursie, mamy obowiązek krytycznie się do nich odnosić. Zgoda. No Idea:Chodziło mi o to, że możliwa jest argumentacja teistyczna niezależna od religii. Andrzej Bogusławski:Nie, nie jest możliwą, czego ważnym dowodem jest brak znajomości takiego przypadku przez Panią. Chodziło mi o to, że nie znam przypadku teisty, który nigdy nie spotkał się z religią. Ale jeśli chodzi o niezależną od religii argumentację teistyczną, to ktoś mógłby np. powiedzieć: "Wszystko, co ma uporządkowaną strukturę i co do tej pory widziałem, miało twórcę. Świat ma uporządkowaną strukturę, więc pewnie też ma twórcę." To może być błędne rozumowanie, ale jest to przykład teistycznej argumentacji, która w ogóle nie opiera się na religii. Andrzej Bogusławski:Może i wielu, ale może z tych wielu podałaby Pani chociaż tu kilku, abyśmy mogli z ich argumentacja uzasadnienia istnienia boga poza wiarą w niego mogli się tu poznać. Najlepszy przykład to chyba Kartezjusz. I nie, nie chcę dyskutować o tym, czy dobrze argumentował (bardzo możliwe, że źle) - chodzi mi tylko o to, że stworzył argument, w którym nie wychodzi się od religii, a dochodzi się do istnienia Boga. No Idea:Wydaje mi się, że kluczowym punktem, w którym się nie zgadzamy, jest wpływ religii filozofa na jego argumentację. Andrzej Bogusławski:Wcale nie religii, a wiary. Przedmiot/podmiot wiary jest tu wtórnym. Czy wiarą byłoby tu wszystko, co przyjmujemy bez dowodu? Każde przyjęte założenie? Myślę, że bez założeń niewiele da się zrobić. No Idea:można opierać się w rozumowaniu na puli niezawierającej informacji pochodzących z objawienia, i można to robić także wtedy, gdy jest się teistą. Andrzej Bogusławski:Tak - ja przedstawiam racjonalne argumenty, którym Pani przeciwstawia swoją wiarę. To zaczyna być męczące. Nigdzie do tej pory nie powołałam się na żadną wiarę (chyba że ma Pan na myśli to, że przyjmuję pewne założenia, ale jeśli tak, to przecież oboje to robimy) - a Pan mi to w kółko zarzuca.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Andrzej Bogusławski:Ej tam, ej tam bajeczki dla grzecznych dzieci (...) > Dla mnie te bajeczki - założenie uczciwości większości badaczy, w każdej dziedzinie - to podstawa zaufania do nauki.Zaufanie uczciwości, (opieranie się na autorytetach) wymaga specjalnej osobowości - mnie całkowicie obcej. Nie wiem czy powyższe Pani zdanie jest świadomie, czy nieświadomie mętnym? Znowu używa Pani bez sensu wielkiego kwantyfikatora ("w każdej"), czyli dla Szanownej Pani filozof chrześcijański, teolog itp. są badaczami i przez założenie ich uczciwości należy im ufać. Powiem tu szczerze, że ja w nic i nikomu nie wierzę, a zaufanie do nauki mam tylko ze względu na jej metodologię: www.racjon(*).php/s,565192/z,0/d,18#w571447Napisałem już o tym Pani w poprzednim poście: www.racjonalista.pl/forum.php/s,517976#w518004www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,394583#w397890> No Idea:Jakiekolwiek badania nie miałyby sensu, gdyby były tylko ogólnoświatową przepychanką światopoglądów. Andrzej Bogusławski:Dlatego też znacznie wyżej stawiam odpowiedzi nauki niż filozofii. > A czemu pan zakłada, że naukowcy są uczciwsi czy bardziej obiektywni od filozofów?A gdzie Pani to wyczytała? Ja piszę tu tylko o metodach dochodzenia do wiedzy o obiektywnie istniejącej rzeczywistości. Andrzej Bogusławski:Oczywiście, że było wielu wierzących krytykujących swoją religię i katolików krytykujących Kościół. Dla racjonalistów to naturalne, > Czyli zgodzi się Pan, że wierzący może myśleć nie opierając się na wierze?Nie, gdyż już samo Pani powyższe zdanie jest dla mnie bez sensu: - wierzący nie opierający się na wierze?> No Idea:Chodziło mi o to, że możliwa jest argumentacja teistyczna niezależna od religii. Konkretnej religii? Zgoda! Spekulacja filozoficzna (jak chce Pani - rozumowa) Zgoda? Argumentacja oparta na dorobku nauki jest niemożliwą (choć znam wiele takich prób). Andrzej Bogusławski:Nie, nie jest możliwą, czego ważnym dowodem jest brak znajomości takiego przypadku przez Panią. Chodziło mi o to, że nie znam przypadku teisty, który nigdy nie spotkał się z religią. > Ale jeśli chodzi o niezależną od religii argumentację teistyczną, to ktoś mógłby np. powiedzieć: "Wszystko, co ma uporządkowaną strukturę i co do tej pory widziałem, miało twórcę. Świat ma uporządkowaną strukturę, więc pewnie też ma twórcę." To może być błędne rozumowanie, ale jest to przykład teistycznej argumentacji, która w ogóle nie opiera się na religii.Pani cały czas stara się zwekslować dyskurs o fideizmie na konkretną religię, a ja doskonale wiem, że prawie nie istnieje taka głupota, w którą ludzie nie są w stanie uwierzyć. Czym Pani przykład różni od argumentacji kreacjonistycznych zawartych w różnych religiach? Tym, że "Wacek", który go wygłosił, powiedział, iż ten jego sąd nie wynika z religii? Andrzej Bogusławski:Może i wielu, ale może z tych wielu podałaby Pani chociaż tu kilku, abyśmy mogli z ich argumentacja uzasadnienia istnienia boga poza wiarą w niego mogli się tu poznać. > Najlepszy przykład to chyba Kartezjusz. I nie, nie chcę dyskutować o tym, czy dobrze argumentował (bardzo możliwe, że źle) - chodzi mi tylko o to, że stworzył argument, w którym nie wychodzi się od religii, a dochodzi się do istnienia Boga.www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,559928#w560340Tak, oczywiście Kartezjusz nie był pod żadną presją Kościoła i religijnych twierdzeń i mógł otwarcie wyrażać swoje poglądy. Swój argument przedstawił w oderwaniu od środowiska, w którym został ukształtowany i w którym mu żyć przyszło. Wśród jego wypowiedzi mnie najbardziej podoba się ta: " ... jakkolwiek niewątpliwie jest prawdą, że należy wierzyć w istnienie Boga, ponieważ uczy tego Pismo św., i na odwrót należy wierzyć Pismu świętemu, ponieważ mamy je od Boga ... nie można jednak przedkładać tego niewierzącym, gdyż sądziliby, że to jest błędne koło".Rene Descartes, Medytacje o pierwszej filozofii. > No Idea:Wydaje mi się, że kluczowym punktem, w którym się nie zgadzamy, jest wpływ religii filozofa na jego argumentację. Chyba tak. Według mojej wiedzy nie istnieją ludzie niezależni od środowiska, w którym zostali ukształtowani i w którym żyją. Andrzej Bogusławski: Wcale nie religii, a wiary. Przedmiot/podmiot wiary jest tu wtórnym. > Czy wiarą byłoby tu wszystko, co przyjmujemy bez dowodu? Każde przyjęte założenie?Wiara jest pojęciem wielce wieloznacznym, ale wszystko co przyjmujemy bez dowodu jest wiarą: www.racjonalista.pl/forum.php/s,545469> Myślę, że bez założeń niewiele da się zrobić.Tak, rzeczywiście niewiele, ale o różnicach w metodologii założeń już wyżej napisałem: www.racjon(*).php/z,0/d,18/s,562660#w565198> No Idea:można opierać się w rozumowaniu na puli niezawierającej informacji pochodzących z objawienia, i można to robić także wtedy, gdy jest się teistą. Andrzej Bogusławski:Tak - ja przedstawiam racjonalne argumenty, którym Pani przeciwstawia swoją wiarę. > To zaczyna być męczące.Przymusu rozmowy tu nie ma żadnej. > Nigdzie do tej pory nie powołałam się na żadną wiaręNie wiem ani co Pani myśli, ani kim Pani jest? Odnoszę się tylko do tego co Pani tu pisze, a w moim odbiorze w swoich tekstach broni Pani argumentacji wywodzącej wywodzącej się z wiary (choć niekoniecznie z określonej religii). A oceny trafności naszych sądów i tak dokonują czytelnicy. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | |  | -1 na 1 zoro (-102 punktów) (zablokowany) |
>>W filozofii istnienie Boga jest kwestią otwartą, tzn. nie ma do tej pory konkluzywnego dowodu ani niepodważalnego argumentu ani za jego istnieniem, ani nieistnieniem. Ale chyba tym bardziej ważne jest, żeby prowadzić w tej sprawie dalsze badania?
Możesz sobie badać Andrzej dalej ale zapewniam Cię że jeśli Miłosierny Bóg w swej nieskończenie większej inteligencji niż Twoja i możliwościami zapewne też większymi niż Twoje postanowił - że zagadką dla ludzi aż do skończenia świata pozostanie czy On jest czy Go nie ma - to tak będzie. ...Błogosławieni którzy uwierzyli a nie zobaczyli... . Cóż warte byłyby te błogosławieństwa gdyby naukowo można było w 100% dowieść istnienia Boga? Więc badaj Andrzej dalej ale radzę zmienić metodologię.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Ciąg dalszy:> Ja też staram się uważnie czytać, jasno definiować pojęcia, których używam, i pozostawać w obrębie racjonalnej argumentacji - i mam nadzieję, że do tej pory udało mi się od tego nie odbiec (jeśli ma Pan wrażenie, że jest inaczej, spróbuję sprostować swoje słowa). Chętnie pociągnę tę dyskusję.Forum zostało powołane do tego, aby na nim dyskutować, a więc bardzo proszę. (Choć ze względu na konieczność lapidarności, to co tu prowadzimy są to bardziej rozmowy niż dyskusje.)> Nawet jeśli żadne z nas nie przekona drugiego do niczego, to może coś sobie nawzajem rozjaśnimy, a to już całkiem sporo.Każdy sam sobie wyrabia własne poglądy na bazie tego co otrzymał genetycznie i w procesie socjalizacji. Dyskusja wcale nie polega na narzucaniu swoich poglądów innym, a na przedstawieniu swoich argumentów do wzięcia pod refleksję interlokutora. W naszych rozmowach nie oczekuję od nikogo, iż go przekonam - natomiast oczekuję poważnego traktowania, to znaczy czytania ze zrozumieniem tego co piszę i ewentualnego przyjmowania lub odrzucania mojej argumentacji dopiero po jej zrozumieniu. (Gdybym gdzieś był zbyt mało komunikatywnym, to zawsze można dopytać.)> Szczerze mówiąc, zaczęłam rozmowę z ciekawości, bo myślę, że konsekwencje, jakie wyprowadza Pan z definicji fideizmu, są dość nietypowe.Zawsze byłem człowiekiem nietypowym i niepokornym, ale wybaczy Pani nie rozumiem tu Pani zarzutu. Konkretnym zarzutem byłoby przypisanie mi bezsensowności, czy nielogiczności wywodów. Dla mnie, to właśnie wywody katolickie są ewidentnym przykładem bezsensowności wynikającym z próby mataczenia. Wmawiania istnienia sensu i racjonalności teologicznym irracjonalnym spekulacjom. (Uprawianym czasem nawet w ramach religijnych filozofii.) PS. (Człowiek jest istotą racjonalną i każdy człowiek swoje poglądy racjonalizuje. Najtrudniej jest zracjonalizować mity w które się wierzy, a na dokładkę, gdy reprezentuje się jeszcze dosyć wysoki poziom intelektualny. Proszę sobie przeczytać np. wypowiedź "Wacka": www.racjon(*)m.php/z,0/d,8/s,492110#w495088)Na temat "wiary" i jej konsekwencji próbowałem porozmawiać w wątku: "Pochodzenie wiary". Może warto tam zajrzeć? Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | |  | | No Idea (83 punktów) | Andrzej Bogusławski:Zawsze byłem człowiekiem nietypowym i niepokornym, ale wybaczy Pani nie rozumiem tu Pani zarzutu. Konkretnym zarzutem byłoby przypisanie mi bezsensowności, czy nielogiczności wywodów. To nie miał być zarzut, raczej wyjaśnienie powodu rozpoczęcia rozmowy. Andrzej Bogusławski:Na temat "wiary" i jej konsekwencji próbowałem porozmawiać w wątku: "Pochodzenie wiary". Może warto tam zajrzeć? Zaglądałam, ale myślę, że psychologiczny problem genezy wiary (co do którego w znacznym stopniu się z Panem zgadzam) nie ma się nijak do filozoficznego problemu istnienia Boga.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Andrzej Bogusławski:Na temat "wiary" i jej konsekwencji próbowałem porozmawiać w wątku: "Pochodzenie wiary". Może warto tam zajrzeć? > Zaglądałam, ale myślę, że psychologiczny problem genezy wiary (co do którego w znacznym stopniu się z Panem zgadzam) nie ma się nijak do filozoficznego problemu istnienia Boga.Filozof prof. Hempoliński: Pośrednio przyznają to także współcześni tomiści (neotomiści), gdy głoszą, że poznanie istnienia Boga musi mieć charakter tzw. poznania zaangażowanego, czyli takiego, które musi opierać się nie tylko na wysiłku intelektualnym, lecz także i przede wszystkim na wysiłku woli i zaangażowaniu emocjonalnym. Innymi słowy, tylko wierzący może w taki sposób ukierunkować swój intelekt, aby postępując drogą wskazaną przez filozofa teistę (np. jedną z tzw. pięciu dróg Tomasza z Akwinu) nie zatrzymać się przed trudnościami logicznymi i osiągnąć zamierzoną konkluzję. Tym samym uznanie istnienia Boga określić trzeba jako zależne od woli człowieka i jego nastawienia emocjonalnego. www.racjon(*).php/s,562660/z,0/d,15#w565089Argumentuje tu przekonywająco, że jednak jakoś tam się mają. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | |  | | No Idea (83 punktów) | Do tej tezy Hempolińskiego (a właściwie Kanta i neotomistów) odniosłam się w poście wyżej.
|
|
| | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Andrzej Bogusławski: Jacek Wojtysiak, to jak wszyscy fideiści po pierwsze próbuje zracjonalizować własną wiarę. > Myślę, że nawet tylko na podstawie przywołanych tu tekstów widać, że prof. Wojtysiak nie jest przykładem fideisty. Czemu używać pojęcia "fideizm" w jakimś nowym, prywatnym znaczeniu, skoro ma już ono ustalony sens? To tylko powoduje niepotrzebne nieporozumienia - a czasem, jak wtedy, kiedy zmienione określenie odnosimy do kogoś konkretnego, może być odbierane jako obraźliwe.Prof. Jacek Wojtysiak uważa się nawet za sceptyka: www.diamet(*)edu.pl/?l=1&p=deb5&m=17&ii=185www.diamet(*)edu.pl/?l=1&p=deb5&m=17&ii=186Nie widzę przeszkód, aby Pani przyjęła na tyle zgodność poglądów Wojtysiaka z własnymi, że mogłaby ich bronić na naszym forum. Uczyniłem już tu tak kilkakrotnie np. z Dawkinsem (choć nie tylko) i to pomimo istnienia sporych rozbieżności w naszych poglądach. Przejdziemy wtedy do ciekawej dyskusji filozoficznej, o którą Państwu tak chodzi: > zalogowałam się tu za (długotrwałą) namową Worka, który utrzymywał, że jest to miejsce, w którym można czasem ciekawie podyskutować o filozofii.Czyżby? Tak Pani powiedział, a to dziwne, gdyż do tańca potrzeba przynajmniej dwojga, a pan Piotr od poważnych rozmów ucieka. (Zawsze zastanawia mnie głęboka nieszczerość wszelakich fideistów. Zupełnie co innego mówią, a inaczej postępują.) www.racjon(*)m.php/s,562770/z,0/d,1#w563108Miłego dnia. @@@ .
|
|
 | 10 na 10 | Fizyk (17637 punktów) | > Cytat z jednej z moich ulubionych książek... Za czytanie dobrej literatury - plus. (Zgaduję, że jesteś żoną porucznika.)
> Wspomnienie sceny z jednego z moich ulubionych seriali... Niestety, za oglądanie takich głupot - minus.
> Katolicyzm zakłada, że ludzie posiadają wolną wolę. Skoro są wolni, to mogą wybierać między dobrem, a złem... Za brak zrozumienia czym jest wolna wola - znowu minus.
> O wiele trudniej jest uzasadnić zło naturalne... Jak dla mnie - naciągane strasznie. Za trzeźwą ocenę tematu wątku - plus.
> A gdyby spojrzeć na sprawę z punktu widzenia naturalnej historii religii, to okaże się, że zło istniało zanim ludzie odkryli/wymyślili Boga. I w tym kontekście religia pojawia się jako próba wytłumaczenia, czemu w ogóle zło w świecie istnieje... Za przebłysk racjonalności - znowu plus.
W sumie - całkiem rzeczowa wypowiedź. Trzymaj tak dalej! (A może zostaniesz Yossarianem.)
|
|
|  | | worek kości (2937 punktów) | >Za brak zrozumienia czym jest wolna wola - znowu minus.
A jak Pan rozumie "wolną wolę"?
bembergiem w berg
|
|
 | 4 na 4 | Grimar (1210 punktów) | >Katolicyzm zakłada, że ludzie posiadają wolną wolę. Skoro są wolni, to mogą wybierać między dobrem, a złem.
Pech chce, iż zakłada również, że Bóg jest nieskończenie dobry i wszechmogący. Jeśli jest wszechmocny to teoretycznie mógłbym stworzyć świat w którym ludzie byliby prawdziwie wolni, mimo iż nie byłoby zła. A jeśli nie da się stworzyć takiego świata, znaczy się, że Bóg jest ograniczony przez jakieś zewnętrze wobec niego prawa. Lub oczywiście nie jest dobry.
Poza tym, jeśli wolność jest nieodzowna od wyboru zła, to pytanie brzmi: czy Bóg jest wolny? Tzn. czy Bóg może wybrać zło? Pojawia się tu stary problem, czy jakaś rzecz jest dobra bo Bóg ją wybrał, czy też może Bóg jest dobry, bo zawsze wybiera rzeczy dobre? W pierwszym przypadku - biorąc twierdzenie o nieodzowności wolności od możliwości wyboru zła - Bóg nie byłby wolny, w drugim zaś nie byłby wszechmogący, bo ograniczony poprzez dobro i zło, istniejące poza nim.
|
|
 | 9 na 9 | astrotaurus (12445 punktów) |
> 1. Akurat fragment z "kopaniem panbuka" jest łatwy do obalenia, ponieważ pojawia się w kontekście zła moralnego i oczekuje się w nim od Boga, aby dzięki nieustannym cudownym interwencjom powstrzymywał ludzi od czynienia zła.Mówisz , nieboraku o Bogu! On może wszystko wymazać gumką jeśli tylko zechce. Poza tym chętny jest nad wyraz do interwencji ustawicznych co mamy i w Piśmie opisane i Świadectwach rozlicznych. Chyba nie ma na świecie sekundy bez jakiejś interwencji Nadprzyrodniczego. > Skoro są wolni, to mogą wybierać między dobrem, a złem.No ależ! Skoro ksiądz ma wolną wolę zgwałcić ministranta to Bóg ma w doopie wolę dziecka by nie być gwałconym. Ech, ta katolicka logika i moralność... > I tutaj wskakuje Objawienie, jako zestaw pewnych uniwersalnych reguł, których należy przestrzegać żeby być dobrym człowiekiem i zostać zbawionym (kochaj bliźniego, nie bądź mściwy, nie zabijaj, nie kradnij itd).Tak jakby Bóg mógł objawić "kradnij, morduj, kłam..." > Katolicyzm zakłada edukację moralną, a gdyby Bóg ludzi mechanicznie od zła powstrzymywał, życie stałoby się chyba jednak na dłuższą metę nieznośne.Ach, to dlatego katolicy popełniają tyle nikczemności, żeby życie nie było nieznośne. Ja tam się najlepiej czuję wśród ludzi przyzwoitych, wyzbytych zła (nie brakuje wśród nich katolików)i nie ciągnie mnie do innych. Co katolicki troll musi palnąć by choć nieco się zawstydzić, choć trochę zadbać o swą ludzką godność? > O wiele trudniej jest uzasadnić zło naturalne, które dotyka ludzi, a szczególnie ludzi niewinnych, np. dzieci. I większość teistów ma z tym problem.Problem? Bóg jest nieogarniony - i chwatit. A w Niebie wszystko będzie jasne! > A gdyby spojrzeć na sprawę z punktu widzenia naturalnej historii religii, to okaże się, że zło istniało zanim ludzie odkryli/wymyślili Boga.Kiedy człowiek patrzy z punktu widzenia naturalnej historii wszystko ma ręce i nogi. Tu mowa o kłopocie jaki sprawia patrzenie przez pryzmat mitologicznych bredni. > I w tym kontekście religia pojawia się jako próba wytłumaczenia, czemu w ogóle zło w świecie istnieje,Bzdura! religia, owszem, pojawiła się jako próba wytłumaczenia, oswojenia świata, ale kwestia zła jest barierą i to coraz większą na drodze jej wyjaśnień.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
|  | -1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >Mówisz , nieboraku o Bogu! On może wszystko wymazać gumką jeśli tylko zechce.
Skąd wiesz? Moim zdaniem wymazanie wszystkiego gumką byłoby zniszczeniem pewnego dobra, jakim jest świat, więc byłoby czymś złym, a w teizmie zakłada się chyba, że wolność Boga jest w tym miejscu ograniczona - nie może on robić złych rzeczy.
>Chyba nie ma na świecie sekundy bez jakiejś interwencji Nadprzyrodniczego.
Cuda są bardzo rzadkie - ponoć.
>>Skoro są wolni, to mogą wybierać między dobrem, a złem. >No ależ! Skoro ksiądz ma wolną wolę zgwałcić ministranta to Bóg ma w doopie wolę dziecka by nie być gwałconym. Ech, ta katolicka logika i moralność...
1. Ludzie mają wolną wolę. 2. Bóg nie może się w ludzką wolną wolę wtrącać. 3. Wolna wola nie polega na tym, że ma się to, co się chce, tylko na samym chceniu. 4. Silniejszy człowiek chce zgwałcić słabsze dziecko i ma możliwość, żeby to zrobić, więc to robi. 5. Słabsze dziecko nie chce być zgwałcone, ale nie możliwości, żeby tego uniknąć, więc jest gwałcone.
Gdzie tutaj brak logiki?
>Tak jakby Bóg mógł objawić "kradnij, morduj, kłam..."
No nie mógł. Ale jeśli powiesz, że te reguły są oczywiste i ludzie sami by na to wpadli, to jakoś mamy XXI i wciąż się okradają i mordują.
>>Katolicyzm zakłada edukację moralną, a gdyby Bóg ludzi mechanicznie od zła powstrzymywał, życie stałoby się chyba jednak na dłuższą metę nieznośne. >Ach, to dlatego katolicy popełniają tyle nikczemności, żeby życie nie było nieznośne.
Katolicy i nie-katolicy popełniają nikczemności, ponieważ mogą to robić. Wolałbyś żeby ludzie nie mogli mieć nawet złych myśli, a jeśli chociaż tylko złe myśli, to za każdym razem, gdyby ich podkusiło żeby coś przeskrobać, paraliżowałoby ich, albo traciliby przytomność? Jak to sobie wyobrażasz?
>Ja tam się najlepiej czuję wśród ludzi przyzwoitych, wyzbytych zła (nie brakuje wśród nich katolików)i nie ciągnie mnie do innych.
Dzielisz to upodobanie z większością, tak myślę.
>kwestia zła jest barierą i to coraz większą na drodze jej wyjaśnień.
A jak zło wyjaśniają racjonaliści?
bembergiem w berg
|
|
| |  | | Grey (2102 punktów) | >1. Ludzie mają wolną wolę. >2. Bóg nie może się w ludzką wolną wolę wtrącać. >3. Wolna wola nie polega na tym, że ma się to, co się chce, tylko na samym chceniu. >4. Silniejszy człowiek chce zgwałcić słabsze dziecko i ma możliwość, żeby to zrobić, więc to robi. >5. Słabsze dziecko nie chce być zgwałcone, ale nie możliwości, żeby tego uniknąć, więc jest gwałcone. >Gdzie tutaj brak logiki?
>Katolicy i nie-katolicy popełniają nikczemności, ponieważ mogą to robić. Wolałbyś żeby ludzie nie mogli mieć nawet złych myśli, a jeśli chociaż tylko złe myśli, to za każdym razem, gdyby ich podkusiło żeby coś przeskrobać, paraliżowałoby ich, albo traciliby przytomność? Jak to sobie wyobrażasz?
Naszła mnie pewna myśl. Skoro tak, to jak ci sami ludzie będą funkcjonować w raju/niebie? Rozumiem, że nie będą mogli zabijać (bo będą nieśmiertelni) Nie będą mogli kraść, (bo nie będzie czego ukraść) Ale na pewno będzie ich kusiło, żebyś inne jakieś świństwo komuś zrobić.
|
|
| | |  | -1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >Skoro tak, to jak ci sami ludzie będą funkcjonować w raju/niebie?
Idea nieba jest chyba taka, że potrzeba kontemplacji bożej doskonałości przesłoni wszystkie inne potrzeby.
bembergiem w berg
|
|
| | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Idea nieba jest chyba taka, że potrzeba kontemplacji bożej doskonałości przesłoni wszystkie inne potrzeby. Rzeczywiście jest taka żenująco smutna idea. Proszę mnie nią nie raczyć. Wolę przestać istnieć.
@@@ .
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | rysiek (4593 punktów) | >>Idea nieba jest chyba taka, że potrzeba kontemplacji bożej doskonałości przesłoni wszystkie inne potrzeby. >Rzeczywiście jest taka żenująco smutna idea. Proszę mnie nią nie raczyć. Wolę przestać istnieć.
Nie tylko żenująco smutna... Narzuca też pytanie: dlaczego zatem Bóg nie stworzył od razu Nieba? (Jak rozumiem miejsca wolnego od zła.)
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Grey (2102 punktów) | >Nie tylko żenująco smutna... Narzuca też pytanie: dlaczego zatem Bóg nie stworzył od razu Nieba? (Jak rozumiem miejsca wolnego od zła.)
No właśnie. Dlaczego aniołowie zbuntowali się przeciw Bogu, jak tam było tak cudownie i kontemplacja Boga wystarczała im za wszystko?
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >Nie tylko żenująco smutna... Narzuca też pytanie: dlaczego zatem Bóg nie stworzył od razu Nieba? (Jak rozumiem miejsca wolnego od zła.)< Niebo chyba Bóg stworzył od razu. Pytaniem jest dlaczego ta superinteligencja, której najwyższym celem jest zbawienie ludzi stworzyła etap pośredni, ziemię, która stwarza tyle utrudnień w osiągnięciu zbawienia. To jest błąd logiczny superinteligencji.
Mam dość ateistów. Oni bez przerwy gadają o Bogu - Heinrich Böll
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Grey (2102 punktów) | >Idea nieba jest chyba taka, że potrzeba kontemplacji bożej doskonałości przesłoni wszystkie inne potrzeby.
A skąd się weźmie ta potrzeba? Chyba nie wyniknie z ludzkiej grzesznej i złej natury? A jeśli zostanie narzucona, to słynną ludzką wolna wolę raz na zawsze diabli wezmą.
|
|
| | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >>Idea nieba jest chyba taka, że potrzeba kontemplacji bożej doskonałości przesłoni wszystkie inne potrzeby. >A skąd się weźmie ta potrzeba?
1. Ludzie pragną różnych rzeczy. 2. Niektóre rzeczy są pożądane bardziej od innych. 3. Wydaje się, że doświadczenia intelektualne cenimy wyżej od doświadczeń zmysłowych. 4. Ograniczona ziemska perspektywa nie pozwoli nam poznać wszystkiego. 5. Najprzyjemniej będzie poznawać coś, co z natury swojej nie ma końca - Boga.
Mniej więcej tak to leci.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Grey (2102 punktów) | >3. Wydaje się, że doświadczenia intelektualne cenimy wyżej od doświadczeń zmysłowych.
Naprawdę tak Ci się wydaje? Według mnie to kwestia gustu/predyspozycji
>4. Ograniczona ziemska perspektywa nie pozwoli nam poznać wszystkiego.
W raju też nie będziemy mogli poznać wszystkiego, bo będziemy kontemplować tylko jedną rzecz.
>5. Najprzyjemniej będzie poznawać coś, co z natury swojej nie ma końca - Boga.
Wszechświat też nie ma końca, a jakoś nieliczni go kontemplują.
|
|
| | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >>3. Wydaje się, że doświadczenia intelektualne cenimy wyżej od doświadczeń zmysłowych. >Według mnie to kwestia gustu/predyspozycji
A jednak większość życia spędzamy na edukacji. Z jakiegoś powodu społeczeństwo uznało, że lepiej zdobywać wiedzę, niż nieustannie kopulować czy jeść.
>>4. Ograniczona ziemska perspektywa nie pozwoli nam poznać wszystkiego. >W raju też nie będziemy mogli poznać wszystkiego, bo będziemy kontemplować tylko jedną rzecz.
Ale katolicy zakładają, że Bóg jest wszechwiedzący, więc wie wszystko. A poznawanie wszystkiego może być przyjemne.
>Wszechświat też nie ma końca, a jakoś nieliczni go kontemplują.
Ci nieliczni nie rozmyślają nad nieskończonym wszechświatem, tylko ewentualnie rozmyślają nad ideą nieskończonego wszechświata, a to zasadnicza różnica.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | |  | | Grey (2102 punktów) | >A jednak większość życia spędzamy na edukacji. Z jakiegoś powodu społeczeństwo uznało, że lepiej zdobywać wiedzę, niż nieustannie kopulować czy jeść. Chyba z takiego powodu, że wykształcony człowiek łatwiej zarobi na jedzenie i utrzyma dzieci.
>Ale katolicy zakładają, że Bóg jest wszechwiedzący, więc wie wszystko. A poznawanie wszystkiego może być przyjemne. >>Wszechświat też nie ma końca, a jakoś nieliczni go kontemplują. >Ci nieliczni nie rozmyślają nad nieskończonym wszechświatem, tylko ewentualnie rozmyślają nad ideą nieskończonego wszechświata, a to zasadnicza różnica.
Taka sama różnica może być między poznawaniem wszystkiego a poznawaniem wiedzy o wszystkim. Po zaspokojeniu ciekawości ludzie mogą zacząć się nudzić. I co? kolejne wygnanie z raju?
|
|
| | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Chyba z takiego powodu, że wykształcony człowiek łatwiej zarobi na jedzenie i utrzyma dzieci.
To nieco przykra perspektywa. A co z wiedzą dla wiedzy?
>Po zaspokojeniu ciekawości ludzie mogą zacząć się nudzić. I co? kolejne wygnanie z raju?
Idea jest taka, że nieskończone poznanie nie ma końca - bo nieskończone jest. W niebie ma nie być nudno, ponoć.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Grey (2102 punktów) | > A co z wiedzą dla wiedzy? Czyli tylko miłośnicy wiedzy mogą iść do raju, bo reszta mogłaby się zanudzić? A co z ludźmi, którzy lubią się bawić, tworzyć albo, co gorsza dokopać bliźniemu dla rozrywki?
>Idea jest taka, że nieskończone poznanie nie ma końca - bo nieskończone jest. W niebie ma nie być nudno, ponoć.
Żeby tak było, poznawanie musiałoby się odbywać w jakimś konkretnym tempie, żeby nie brakło wiedzy w którymś momencie. Takie wydzielanie wiedzy.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >> A co z wiedzą dla wiedzy? >Czyli tylko miłośnicy wiedzy mogą iść do raju, bo reszta mogłaby się zanudzić?
Odpisałem na Twoją wypowiedź o motywacji dla edukacji. Byłem ciekawy jakie masz zdanie o poznawaniu czegoś, co nie ma praktycznych zastosowań.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Grey (2102 punktów) | >Odpisałem na Twoją wypowiedź o motywacji dla edukacji. Byłem ciekawy jakie masz zdanie o poznawaniu czegoś, co nie ma praktycznych zastosowań.
Moja opinia tu nie ma nic do rzeczy, ale skoro jesteś ciekawy... Lubię wiedzę, ale dla mnie wiedza to poznawanie świata. Lepsza znajomość świata powoduje łatwiejsze poruszanie się po świecie, więc trudno o wiedzę, która jest całkiem niepraktyczna. Oczywiście, jedne rzeczy mogą się przydać, inne nie, ale generalnie zrozumienie świata jest przydatne, choćby do tego, żeby mieć o czym rozmawiać albo obronić swoje zdanie, wiedzieć, czego się chce. Jak dowiem się czegoś ciekawego, lubię to testować. To jest największa frajda. Wiedza oderwana od świata, taka która kompletnie nie może się przydać to już nie to. To tak jakby mieć domek letniskowy a nigdy do niego nie jeździć, tylko oglądać go na zdjęciach. Jak już odejdziemy ze świata, to cała nasza wiedza będzie niepraktyczna.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Grey (2102 punktów) | Udało Ci się odwrócić moją uwagę od tematu, ale nie na długo.  To co będą robić w raju ludzie, którzy nie lubią wiedzy ani kontemplacji?
|
|
| | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | astrotaurus (12445 punktów) | > Udało Ci się odwrócić moją uwagę od tematu, ale nie na długo.  Tym się żywią trolle.... > To co będą robić w raju ludzie, którzy nie lubią wiedzy ani kontemplacji?...karmione obficie. 
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Grey (2102 punktów) | >Tym się żywią trolle.... >...karmione obficie.
Rzeczywiście, ostatnio nieco przekarmiamy naszą maskotkę. Ale podobno jest bardzo chudy.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >To co będą robić w raju ludzie, którzy nie lubią wiedzy ani kontemplacji?
- Jak tam trafimy, będziemy jeść "najsmaczniejsze potrawy świata" - Ale ja nie lubię najsmaczniejszy potraw świata, wolę schabowego z kartoflami. - Nigdy nie jadłeś najsmaczniejszych potraw świata przecież... - Ale ja wiem co lubię.
Idea jest taka, że jak ktoś raz spróbuje boskiej kontemplacji, wszystko inne zblednie.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Idea jest taka, że jak ktoś raz spróbuje boskiej kontemplacji, wszystko inne zblednie. Tylko uwierz, a wszystko inne już kapłani za ciebie załatwią!
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Grey (2102 punktów) | >- Jak tam trafimy, będziemy jeść "najsmaczniejsze potrawy świata" >- Ale ja nie lubię najsmaczniejszy potraw świata, wolę schabowego z kartoflami. >- Nigdy nie jadłeś najsmaczniejszych potraw świata przecież... >- Ale ja wiem co lubię. >Idea jest taka, że jak ktoś raz spróbuje boskiej kontemplacji, wszystko inne zblednie.
To brzmi bardzo rozsądnie. Ale jak wytłumaczysz to, że aniołowie zbuntowali się przeciw Bogu? Byli w niebie, mogli kontemplować Boga i co? Nie wystarczało im to?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Nie wystarczało im to? Bo to źli Anieli byli. Sami z siebie, oczywista, wszak Bóg Doskonałości same produkuje.
Wizja Nieba gdzie ludzie z otwartą gębą całą wieczność cieszą się jak głupi do sera (choć nawet ich ziemscy bliscy cierpią piekło) zawsze widziała mi się groteskową. I co tu się czepiać Aniołów (a co dopiero ludzi??!!) kiedy sam Bóg przez wieczność był wszystkim co istnieje i nie mógł sam siebie znieść przez co od stworzenia Aniołów zaczął proces zmian?
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Meretseger (61860 punktów) | Bardzo długo namawiano mnie, bym spróbowała sushi. Broniłam się twierdząc, że nie lubię i nie chcę. W końcu dałam za wygraną i spróbowałam. I wiesz co? Nadal nie lubię... Może z tą boską kontemplacją jest tak samo i jednak ten schabowy z kartoflami jest najlepszy?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Bardzo długo namawiano mnie, bym spróbowała sushi. Broniłam się twierdząc, że nie lubię i nie chcę. W końcu dałam za wygraną i spróbowałam. I wiesz co? Nadal nie lubię...Eee, sushi jest w porzo - choć gdyby tak żywić się nim przez 2 tygodnie, to faktycznie ochujeć można...  Za to koreańską kapustkę kimchi mógłbym wiadrami do końca życia, kurde  .
...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Bardzo długo namawiano mnie, bym spróbowała sushi. Broniłam się twierdząc, że nie lubię i nie chcę. W końcu dałam za wygraną i spróbowałam. I wiesz co? Nadal nie lubię.
Bo może po prostu to nie było najlepsze z możliwych sushi(ch)?
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Phanes (492 punktów) | >3. Wydaje się, że doświadczenia intelektualne cenimy wyżej od doświadczeń zmysłowych. >A jednak większość życia spędzamy na edukacji. Z jakiegoś powodu społeczeństwo uznało, że lepiej zdobywać wiedzę, niż nieustannie kopulować czy jeść.
Co nie zmienia faktu, że są to ludzkie potrzeby, a kontemplacja Boga ich chyba nie zaspokoi. I nie wiem, czy gdybyś nie miał co jeść nadal doświadczenia intelektualne, byłyby dla ciebie takie ważne i cenione. Możesz poeksperymentować.
Poza tym jeśli twój Bóg nie obejmuje zmysłowości to znów go robisz dalekim od doskonałości. Tak samo chrześcijańskie niebo wydaje się być stanem dalekim od ideału, a człowiek w nim jest wykastrowany z połowy swojej natury. Wynika z tego, że celem chrześcijanina jest przestać być człowiekiem. Ciężko akceptować tak antyludzką doktrynę, a nawet z trudem przychodzi tolerowanie jej.
|
|
| | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Co nie zmienia faktu, że są to ludzkie potrzeby, a kontemplacja Boga ich chyba nie zaspokoi.
Mówisz o życiu doczesnym, czy (ewentualnym) wiecznym?
>I nie wiem, czy gdybyś nie miał co jeść nadal doświadczenia intelektualne, byłyby dla ciebie takie ważne i cenione. Możesz poeksperymentować.
Po co? Wiem, że są ludzie, których zainteresowania kończą się na najniższym piętrze piramidy Maslowa. Ale są też tacy, którzy idą dalej.
>Poza tym jeśli twój Bóg nie obejmuje zmysłowości to znów go robisz dalekim od doskonałości. Tak samo chrześcijańskie niebo wydaje się być stanem dalekim od ideału, a człowiek w nim jest wykastrowany z połowy swojej natury. Wynika z tego, że celem chrześcijanina jest przestać być człowiekiem. Ciężko akceptować tak antyludzką doktrynę, a nawet z trudem przychodzi tolerowanie jej.
Hmm, w sumie co kto woli. Być może dla ciebie bardziej racjonalnym wyobrażeniem ewentualnego życia pozagrobowego jest niebo muzułmańskie - mnóstwo żarcia i tabun dziewic. Inni sądzą, że niebo jest doświadczeniem poznawczym, intelektualnym. Kto wie, może każdy idzie po śmierci do takiego nieba w jakie wierzy.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Phanes (492 punktów) | >Mówisz o życiu doczesnym, czy (ewentualnym) wiecznym?
Mówię o niebie. Jeśli nie będzie tam takich potrzeb to człowiek przestanie być człowiekiem. Jeśli ci to odpowiada, życzę powodzenia na drodze do odczłowieczenia!
>Po co? Wiem, że są ludzie, których zainteresowania kończą się na najniższym piętrze piramidy Maslowa. Ale są też tacy, którzy idą dalej.
Są też tacy, którzy zachwycają się jedynie jej szczytem, nie patrząc na to co się stanie, jak pozbawi się ją fundamentów i dolnej części. Jak chcesz, możesz to zrobić już teraz, nieba do tego nie potrzeba.
>Hmm, w sumie co kto woli. Być może dla ciebie bardziej racjonalnym wyobrażeniem ewentualnego życia pozagrobowego jest niebo muzułmańskie - mnóstwo żarcia i tabun dziewic. Inni sądzą, że niebo jest doświadczeniem poznawczym, intelektualnym. Kto wie, może każdy idzie po śmierci do takiego nieba w jakie wierzy.
Jedno bez drugiego jest mało warte. Człowiek to i jedno i drugie, ale wy wolicie jednostronność i dlatego musicie mieć Szatana, bo nie jesteście w stanie pogodzić się z tym, że to, co dla was szatańskie, jest częścią natury ludzkiej. Wydaje się, że pogaństwo było pod tym względem o wiele dojrzalsze od chrześcijaństwa.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Hodża (11172 punktów) | >5. Najprzyjemniej będzie poznawać coś, co z natury swojej nie ma końca - Boga.
Wymieniałem niedawno dętkę rowerową. Przyznam, że obchodziłem się z nią dość obcesowo i chyba powinienem odczuwać żal, gdyż nie poznałem w Niej Boga.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >chyba powinienem odczuwać żal, gdyż nie poznałem w Niej Boga.
Jeśli Ta Dętka miała dla Ciebie jakąś szczególną wartość sentymentalność, to żal wydawałby mi się całkowicie uzasadniony. Jednak na gruncie katolicyzmu Bóg nie ukrywa się w materii - jak w panteizmie - tylko jest odpowiedzialny za istnienie świata - w tym sensie wszystko, cokolwiek istnieje, istnieje dzięki Bogu.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >5. Najprzyjemniej będzie poznawać coś, co z natury swojej nie ma końca - Boga.< Jeżeli nie ma końca to nigdy nie jesteśmy w stanie poznać go do końca. Wiecznie trwająca przyjemność ?
Mam dość ateistów. Oni bez przerwy gadają o Bogu - Heinrich Böll
|
|
| | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >>5. Najprzyjemniej będzie poznawać coś, co z natury swojej nie ma końca - Boga.< >Jeżeli nie ma końca to nigdy nie jesteśmy w stanie poznać go do końca. Wiecznie trwająca przyjemność ?
Wiecznie trwająca przyjemność to chyba właśnie jedna z definicji katolickiego nieba.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | > >Wiecznie trwająca przyjemność to chyba właśnie jedna z definicji katolickiego nieba. ... hmmm, dla mojego brata "wiecznie trwającą przyjemnością" jest bycie wiecznym pasożytem. Dla reszty rodziny "wiecznie trwającą przyjemnością" będzie gdy sam zacznie "tyrać" na siebie i dzieci. Ciekawe jak można to pogodzić w niebie... 
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | | |  | rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) | > >>5. Najprzyjemniej będzie poznawać coś, co z natury swojej nie ma końca - Boga.<> >Jeżeli nie ma końca to nigdy nie jesteśmy w stanie poznać go do końca. Wiecznie trwająca przyjemność ?> Wiecznie trwająca przyjemność to chyba właśnie jedna z definicji katolickiego nieba.Z tą przyjemnością to nie jest tak różowo. Dziesiątki gości już zrezygnowało z tej niebiańskiej przyjemności (upadłe anioły) więc prawdziwość tej definicji jest niezupełnie wiarygodna
|
|
| | | | | | | |  | 9 na 9 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | >Wiecznie trwająca przyjemność to chyba właśnie jedna z definicji katolickiego nieba.
Przyjemność o tyle jest przyjemnością, że się odróżnia od braku przyjemności (zwykłości, nijakości, nieprzyjemności, stanu nudy itp.). Jak się nie będzie odróżniać od braku przyjemności i będzie stanem jedynym możliwym i stałym, to stanie się czymś zwyczajnym. I w końcu nudnym. A tak poza tym, to moim zdaniem, jest to wyobrażenie/pragnienie infantylne, na poziomie pryszczatej nastolatki. Bozia pompująca we wszystkich zbawionych baranów nieustanną przyjemność. I jeszcze, jeszcze i jeszcze więcej. Taka zgraja nieustannie zadowolonych, optymalnie i doskonale najaranych, bezwolnych (bo właściwie zmuszonych do odbioru serwowanej nieskończonej przyjemności) idiotów. I przez całą wieczność będzie tylko słychać och och och i ach ach ach. Jaka ta Bozia zajebista!!!!! Wieczny haj. Co za posrany raj. Żadnego wyjścia, dystansu, przerwy. Tylko pompowanie i jaranie. Bozia superdiler superstar. Żadnego odłączenia, żadnej wolności, żadnego czasu tylko dla siebie, żadnych qrna wakacji od tej przyjemności. Tylko żreć te nieustanne frykasy i pić nektary bez końca. Do porzygania. Ostateczna doskonałość byłaby przekleństwem. Więzieniem. Jak każdy stan ostateczny. To, co istnieniu nadaje sens, to nie podtrzymywanie stanu optymalnego szczęścia, ale zmiana, różnica, wolny wybór, nauka, błędy, głupota, poprawa, myślenie, doświadczanie, a więc uwolniona kreatywność. Nie jednolitość, ale rozbicie, nie ujednolicenie i stan ostateczny, ale właśnie zmiana, droga, kreacja, przemiana, tworzenie. To jest życie. Otumanione barany chcą wyimaginowanej trwałej wiecznotrwałości. Ukamienowania w szczęściu. No, ale może bozia będzie nowe karuzele wiecznie produkować w tym pomylonym, Niewesołym Miasteczku. By było wciąż i stale doskonale przyjemnie. Trwała nieskończoność, nawet najdoskonalsza, byłaby w końcu piekłem. Żeby się tylko który nie wybudził z tego haju, bo zaś się Bozi zbuntują i niebiańską doskonałość rozpieprzą. Bo tylko zmiana w sytuacji wolności jest koniec końców atrakcyjna. Dlatego warto byłoby umrzeć w tym niebie, by ewentualnie pojawić się w czymś nowym, innym, nieznanym, poznawać, uczyć się, tworzyć. Może na powrót ucieleśnić? A może i wreszcie przestać istnieć. I odpocząć od tego cholernego, nieustannego istnienia na nieustannym haju.
|
|
| | | | | | | | |  | 5 na 5 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | To właściwie powinien napisać worek. Dlatego go zapytałem. Worek czyta filozofów i nic z nich nie rozumie. Nie wie że szczęście ma różną twarz. Cała wieczność z dyktatorem nie może być szczęściem. Niebo zamieniłoby się w piekło. To zauważył już Orygenes.
Mam dość ateistów. Oni bez przerwy gadają o Bogu - Heinrich Böll
|
|
| | | | | | | | | |  | 5 na 5 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | Worek jest dziwacznie zafiksowany na zasadzie przyjemności/szczęścia. To uważa za sens życia tutaj, a najlepiej i po śmierci, tylko tam musi być już non stop i na maksa. Mam przy sobie czterolatkę, ona jest teraz w takim Raju, choć patrzy na mnie błagalnie, kiedy teraz piszę. Bo chce jeszcze więcej i więcej przyjemności, a jest już aż kilka minut przerwy. A to niedobrze. Najlepiej jakby było stale. Chce ciągle tego przyjemnościowego Raju, czyli dalszego ciągu, a był już Chińczyk, Grzybobranie, Pędzące Żółwie i strzelanie do świniaków z idiotycznej katapulty, zwłaszcza do Wąsacza. Ona jest w niebie, ja schodzę już w piekło. Chcę spokoju, chociaż na chwilę, ale ona chce przyjemności, kolejnej, a potem kolejnej i może tak do wieczora. Nie męczy się mały diabeł. Worek chce podobnego stanu. Myślę o nim jak o takim dziecku, albo infantylnym nie/dorosłym, a to całkowicie sztuczny świat. Niezhumanizowany. Umiejętność odcięcia się od popędów, zdystansowania, uwolnienia, może dopiero ustanowić świadomą, cokolwiek uwolnioną jaźń. Pragnienie szczęśliwej jazdy non stop i na wieczność, to właściwie wieczna anihilacja Osoby. Tylko realizacja przyjemnych popędów. Rozpłynięcie się. Albo w tutejszych popędach, albo w przestrzeni pompującego nieustanną przyjemność wiecznego Pantokratora. Bez sensu.
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >1. Ludzie pragną różnych rzeczy. >2. Niektóre rzeczy są pożądane bardziej od innych. >3. Wydaje się, że doświadczenia intelektualne cenimy wyżej od doświadczeń zmysłowych. >4. Ograniczona ziemska perspektywa nie pozwoli nam poznać wszystkiego. >5. Najprzyjemniej będzie poznawać coś, co z natury swojej nie ma końca - Boga.< Czy punkt 1. nie może wykluczyć punktu 5.? Zakładasz a'priori że człowiek będzie pragnął obecności Boga. Mitologie wskazują na dążenie człowieka do emancypacji od Boga. Prometeusz, Adam i Ewa nie zgadzali się z dyktatem Boga.
Mam dość ateistów. Oni bez przerwy gadają o Bogu - Heinrich Böll
|
|
| |  | 3 na 3 | Phanes (492 punktów) | >Skąd wiesz? Moim zdaniem wymazanie wszystkiego gumką byłoby zniszczeniem pewnego dobra, jakim jest świat, więc byłoby czymś złym, a w teizmie zakłada się chyba, że wolność Boga jest w tym miejscu ograniczona - nie może on robić złych rzeczy.
A skąd u licha teiści o tym wiedzą? I jeszcze można przedstawić zdanie przeciwne do twojego: wymazanie wszystkiego gumką byłoby zniszczeniem pewnego zła, jakim jest świat (przecież zawiera w sobie w takim samym stopniu i dobro i zło), więc byłoby czymś dobrym, no i zostawmy jednak wolność Bogu (jakie prawo mamy my - ludzie do ograniczania go założeniem, że nie może robić rzeczy złych - przecież nie byłby wtedy doskonały: brakowałoby mu zła, albo chociaż możliwości do jego czynienia).
>Cuda są bardzo rzadkie - ponoć.
A w czasach biblijnych wręcz się roi od nich. Co się nagle stało? Bóg się zmęczył? Poszedł na emeryturę?
>Gdzie tutaj brak logiki?
No fakt, że logiki tutaj nie brakuje, ale pytanie było jeszcze o moralność. W końcu to Bóg tak urządził to wszystko, że silniejszy może zgwałcić słabszego.
>No nie mógł. Ale jeśli powiesz, że te reguły są oczywiste i ludzie sami by na to wpadli, to jakoś mamy XXI i wciąż się okradają i mordują.
Nawet po tym, jak już to objawił. Czyli objawienie jest bezwartościowe. (?)
|
|
| | |  | -1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >A skąd u licha teiści o tym wiedzą?
Argumentację za tym, że świat jest dobry przedstawiłem w wątku o niewiernym Tomaszu.
>>Cuda są bardzo rzadkie - ponoć. >A w czasach biblijnych wręcz się roi od nich.
W czasach biblijnych roiło się od wielu rzeczy, ale Biblia jest historią boskich interwencji. To tak jakbyś powiedział, że gdzie się podziało całe złoto, przecież u jubilera jest tego mnóstwo.
>W końcu to Bóg tak urządził to wszystko, że silniejszy może zgwałcić słabszego.
Gdyby słabszy gwałcił silniejszego to byłoby to nieco dziwne.
>Nawet po tym, jak już to objawił. Czyli objawienie jest bezwartościowe. (?)
Objawienie jest wartościowe, ale do zaakceptowania go się ludzi nie zmusza.
bembergiem w berg
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Phanes (492 punktów) | >Argumentację za tym, że świat jest dobry przedstawiłem w wątku o niewiernym Tomaszu.
Zajrzę tam. Ale czy nie przeczysz sam sobie? Niżej stwierdziłeś, że człowiek jest zły z natury. Człowiek jest częścią świata, więc już z tego wynika chyba, że świat nie może być dobry (może zawierać w sobie dobro i zło, ale już nie może być dobry).
>W czasach biblijnych roiło się od wielu rzeczy, ale Biblia jest historią boskich interwencji. To tak jakbyś powiedział, że gdzie się podziało całe złoto, przecież u jubilera jest tego mnóstwo.
Porównując jakiś okres z czasów biblijnych z tyle samo trwającym okresem nowożytnym widać, że jednak ilość cudów widocznie zmalała! Nie mówiąc o ich jakości - dlaczego nie ma już tak imponujących cudów, jak wtedy?
>Gdyby słabszy gwałcił silniejszego to byłoby to nieco dziwne.
A to już Bóg nie mógł wymyślić świata tak, żeby były równiejsze szanse i np. słabszy mógł się bronić? Coś nie tak u niego ze sprawiedliwością?
>Objawienie jest wartościowe, ale do zaakceptowania go się ludzi nie zmusza.
Skoro Bóg wiedział, jakie efekty przyniesie objawienie (ile np. zła przyniesie chrześcijaństwo, nawet jeśli wynikałoby to tylko ze złej interpretacji tego objawienia), to po cholerę to robił i w taki właśnie sposób? Zdaje się, że już nawet człowiek byłby w stanie zrobić to lepiej.
I mógłbyś trochę rozwinąć temat wartości objawienia?
|
|
| | | | |  | -2 na 2 | worek kości (2937 punktów) | >człowiek jest zły z natury. Człowiek jest częścią świata, więc już z tego wynika chyba, że świat nie może być dobry
Samo istnienie jest dobrem. Równie dobrze możesz się czepiać teologii katolickiej, że czemu Bóg pozwala istnieć Szatanowi. Skoro Szatan istnieje, to musi to być dobre. A skoro jest to dobre, to Bóg kocha Szatana. No i w zasadzie tak to chyba właśnie jest.
>dlaczego nie ma już tak imponujących cudów, jak wtedy?
Być może nie ma już takiej potrzeby.
>A to już Bóg nie mógł wymyślić świata tak, żeby były równiejsze szanse i np. słabszy mógł się bronić? Coś nie tak u niego ze sprawiedliwością?
Jeśli rozumiesz sprawiedliwość - wszystkim po równo - to jest to w duchu, nie wiem, Marksa. W katolicyzmie mówi się, że sprawiedliwość to - każdemu wedle zasług. Więc jak słabszy chce się bronić, to nich się nauczy bronić.
>Skoro Bóg wiedział, jakie efekty przyniesie objawienie, to po cholerę to robił i w taki właśnie sposób?
Może bez tego byłoby jeszcze gorzej? Nikt tego nie wie.
>I mógłbyś trochę rozwinąć temat wartości objawienia?
Objawienie jest ważne, czyli jest wartością, dla ludzi, którzy w nie wierzą - niesie uniwersalny przekaz moralny itd. A jak ktoś w to nie wierzy, to przynajmniej docenia wartość literacką Biblii.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | Phanes (492 punktów) | >Samo istnienie jest dobrem. Równie dobrze możesz się czepiać teologii katolickiej, że czemu Bóg pozwala istnieć Szatanowi. Skoro Szatan istnieje, to musi to być dobre. A skoro jest to dobre, to Bóg kocha Szatana. No i w zasadzie tak to chyba właśnie jest.
Ach ten wasz chrześcijański relatywizm...
>Jeśli rozumiesz sprawiedliwość - wszystkim po równo - to jest to w duchu, nie wiem, Marksa. W katolicyzmie mówi się, że sprawiedliwość to - każdemu wedle zasług.
Przeciwko Marksowi nic nie mam, nawet bardzo cenię tego wielkiego filozofa (chociaż niekoniecznie się z nim w wielu przypadkach zgadzam). Ale ja tu nie mówię, że każdemu po równo, tylko że Bóg mógłby dać każdemu równe szanse, a przecież już na poziomie biologicznym tak nie jest - niektórzy są słabsi w wyniku swoich biologicznych uwarunkowań, które nie są zależne od danej jednostki, więc raczej o zasłudze czy nie, nie można mówić.
>Więc jak słabszy chce się bronić, to nich się nauczy bronić.
Powiedz to gwałconej ofierze, bo przecież od tego wyszliśmy. Nie powiem, czyim duchem to zalatuje, ale ciężko nie nazwać tego upośledzeniem moralnym.
>Objawienie jest ważne, czyli jest wartością, dla ludzi, którzy w nie wierzą - niesie uniwersalny przekaz moralny itd.
Jakieś konkrety?
>A jak ktoś w to nie wierzy, to przynajmniej docenia wartość literacką Biblii.
Jakoś niespecjalnie ją dostrzegam. Jest oczywiście kilka pięknych fragmentów, ale często są one wtórne wobec innych dzieł literackich. Ogólnie Biblia moim zdaniem wypada dość słabo biorąc pod uwagę inne dzieła literackie z tego samego okresu (a nawet starsze).
|
|
| | | | | | |  | -1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >Ach ten wasz chrześcijański relatywizm...
Relatywizm głosi względność, a tutaj mamy konsekwencję.
>Ale ja tu nie mówię, że każdemu po równo, tylko że Bóg mógłby dać każdemu równe szanse, a przecież już na poziomie biologicznym tak nie jest - niektórzy są słabsi w wyniku swoich biologicznych uwarunkowań, które nie są zależne od danej jednostki, więc raczej o zasłudze czy nie, nie można mówić.
Co to znaczy "równa szansa"? Chodzi ci o to, że jedna osoba rodzi się w Afryce, a druga w USA? Z punktu widzenia doktryny katolickiej celem ludzkiego życia jest żyć moralnie, a nie cieszyć się konsumpcjonizmem. Bycie dobrym człowiekiem jest niezależne od statusu materialnego.
>>Więc jak słabszy chce się bronić, to nich się nauczy bronić. >Powiedz to gwałconej ofierze, bo przecież od tego wyszliśmy.
Ale ludzie nie żyją w próżni, tworzą społeczeństwa, a w ramach tych społeczności powstają różne mechanizmy, które powinny chronić ludzi przed ewentualną krzywdą - od edukacji począwszy, na policji skończywszy.
>Nie powiem, czyim duchem to zalatuje, ale ciężko nie nazwać tego upośledzeniem moralnym.
Jasne, można stać i załamywać ręce i liczyć na cud, a można też się zabezpieczyć, aby do takich sytuacji nie dochodziło - edukować, wychowywać, tłumaczyć.
>Jakieś konkrety?
Nauka moralna Jezusa - np. przykazanie miłości.
>>A jak ktoś w to nie wierzy, to przynajmniej docenia wartość literacką Biblii. >Jakoś niespecjalnie ją dostrzegam.
Jeszcze jest wartość historyczno-kulturowa. Wszak tekst ten odcisnął swoje piętno praktycznie na całą naszą cywilizację.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Phanes (492 punktów) | >>Ach ten wasz chrześcijański relatywizm... >Relatywizm głosi względność, a tutaj mamy konsekwencję.
Tylko pozornie. Ciągle zmieniacie podmiot, byle tylko wyszło na wasze.
>Co to znaczy "równa szansa"? Chodzi ci o to, że jedna osoba rodzi się w Afryce, a druga w USA? Z punktu widzenia doktryny katolickiej celem ludzkiego życia jest żyć moralnie, a nie cieszyć się konsumpcjonizmem.
Przecież doskonale wiesz o czym mówię, więc nie wymiguj się od odniesienia się do tego właśnie, choć wiem doskonale, że w tym akurat jesteś mistrzem (podobnie jak wielu innych fideistów).
>Ale ludzie nie żyją w próżni, tworzą społeczeństwa, a w ramach tych społeczności powstają różne mechanizmy, które powinny chronić ludzi przed ewentualną krzywdą - od edukacji począwszy, na policji skończywszy.
Ja nie piszę o ludziach tylko o człowieku i konkretnej sytuacji. Do tego się odnieś.
>>Nie powiem, czyim duchem to zalatuje, ale ciężko nie nazwać tego upośledzeniem moralnym. >Jasne, można stać i załamywać ręce i liczyć na cud, a można też się zabezpieczyć, aby do takich sytuacji nie dochodziło - edukować, wychowywać, tłumaczyć.
Czy ty czasem się zastanawiasz nad tym, co piszesz. Bo oprócz upośledzenia moralnego zacznę cię podejrzewać o upośledzenie intelektualne (choć uważam, że w tym przypadku akurat udajesz).
>>Jakieś konkrety? >Nauka moralna Jezusa - np. przykazanie miłości.
No błagam cię. Przecież już samo nakazanie tego wyklucza prawdziwą miłość. Poza tym złota zasada nie jest autorstwa Jezusa, więc jest to wtórne wobec całkiem ludzkiego wynalezienia jej. Twój bóg jest tak wtórny wobec człowieka...
>>>A jak ktoś w to nie wierzy, to przynajmniej docenia wartość literacką Biblii. >>Jakoś niespecjalnie ją dostrzegam. >Jeszcze jest wartość historyczno-kulturowa. Wszak tekst ten odcisnął swoje piętno praktycznie na całą naszą cywilizację.
Nie zaprzeczam tutaj, ta wartość jest akurat ogromna. Pozostaje problem, czy jest ona dobra czy zła.
|
|
| | | | | | | | |  | -1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >Tylko pozornie. Ciągle zmieniacie podmiot, byle tylko wyszło na wasze.
Zmieniamy podmiot - z jakiego na jaki?
>Przecież doskonale wiesz o czym mówię
To nie jest w porządku tak postawić sprawę. Staram się jasno formułować myśli.
>Ja nie piszę o ludziach tylko o człowieku i konkretnej sytuacji. Do tego się odnieś.
A ta konkretna sytuacja to zgwałcone dziecko, któremu nie pomógł Bóg? Jak sobie wyobrażasz taką pomoc (ważna uwaga - i żeby to było koherentne z doktryną katolicką)?
>Bo oprócz upośledzenia moralnego zacznę cię podejrzewać o upośledzenie intelektualne
Cokolwiek piszę jest spójne z koncepcją Boga, który daje ludziom wolną wolę oraz uczy ich, aby brali odpowiedzialność za swoje zachowanie. Więc jeśli zapytasz - czemu Bóg pozwala na gwałcenie dzieci - to odpowiem - ponieważ z punktu widzenia Boga ten problem powinni rozwiązać ludzie, a nie On.
>>Nauka moralna Jezusa - np. przykazanie miłości. >No błagam cię. Przecież już samo nakazanie tego wyklucza prawdziwą miłość.
Katolicy rozumieją miłość jako nakierowanie na dobro. Ty rozumiesz miłość potocznie. Jest to błąd ekwiwokacji.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Phanes (492 punktów) | >Zmieniamy podmiot - z jakiego na jaki?
Z człowieka na ludzi, na IHVH, na Jezusa, na całą trójcę, ze świata na zaświat, na cokolwiek, jak wygodniej.
>To nie jest w porządku tak postawić sprawę. Staram się jasno formułować myśli.
Moja myśl jest dostatecznie jasno sformułowana, znowu chcesz udawać, że nie rozumiesz AMDG? Proszę cię bardzo, rób co chcesz, tylko pozwól, że będę traktował cię odpowiednio do tego. Jeśli nie jesteś w stanie zrozumieć prostej wypowiedzi, to poszukaj partnerów do dyskusji na swoim poziomie (każdemu wg zasług - tak to szło?), a winy za brak umiejętności rozumienia szukaj w sobie, per analogiam do twojego: Jak słabszy chce się bronić, to niech nauczy się bronić. Nie będę nawet sugerował, żebyś postąpił wbrew swojej katolickiej zasadzie i może wskazał czego dokładnie nie rozumiesz, bo skoro chcesz postępować po katolicku, to postępuj, byle konsekwentnie.
>A ta konkretna sytuacja to zgwałcone dziecko, któremu nie pomógł Bóg? Jak sobie wyobrażasz taką pomoc (ważna uwaga - i żeby to było koherentne z doktryną katolicką)?
Uściślając, dziecko w chwili zagrożenia gwałtem. Patrząc na repertuar środków twojego boga (nie śmiałbym nawet sugerować, że może to nie być prawda), jest dużo rzeczy do wyboru. Chyba, że nagle przestało to być zgodne z doktryną i Bóg nie ma już możliwości zrobienia takich rzeczy, jak w Biblii.
>Cokolwiek piszę jest spójne z koncepcją Boga, który daje ludziom wolną wolę oraz uczy ich, aby brali odpowiedzialność za swoje zachowanie. Więc jeśli zapytasz - czemu Bóg pozwala na gwałcenie dzieci - to odpowiem - ponieważ z punktu widzenia Boga ten problem powinni rozwiązać ludzie, a nie On.
Jak wasz może uczyć ludzi odpowiedzialności, jeśli sam jest nieodpowiedzialną, rozkapryszoną kreaturą (vide Biblia, bądź świat za oknem).
>Katolicy rozumieją miłość jako nakierowanie na dobro. Ty rozumiesz miłość potocznie. Jest to błąd ekwiwokacji.
Ale ja w tej chwili mówię o miłości zgodnej z waszą definicją. Czy jeśli jest nakazana, może być prawdziwa i szczera? Jak w ogóle można komuś nakazywać coś takiego? Ile jest warta miłość wynikająca z przykazania? Rozważ i skonfrontuj z tym swoją własną wypowiedź o wartości wiedzy samodzielnie zdobytej razem ze swoim przykładem o Jasiu, bo tutaj to akurat pasuje (masz jakiś problem z dobieraniem właściwych analogii, czy co?).
|
|
| | | | | | | | | | |  | -3 na 5 | worek kości (2937 punktów) | >Jak słabszy chce się bronić, to niech nauczy się bronić.
A jaką ty będziesz miał radę dla słabszych?
>Uściślając, dziecko w chwili zagrożenia gwałtem.
Czemu tylko wtedy? A jak ktoś się na autobus spóźni, to Bóg też powinien interweniować? A jak komuś kanapka spadnie na podłogę? A jak komuś wyskoczy pryszcz na nosie? A jak będzie powódź? Wszystkie te sytuacje powinny być przez Boga załatwione, czy tylko niektóre z nich?
I teraz - uważasz, że dobro i zło są wartościami obiektywnymi czy subiektywnymi? Spodziewam się, że subiektywnymi. No i można sobie wyobrazić sytuację, że uznasz, że jak dziecku spadnie lizak na ziemię, to to nie jest jeszcze coś wartego boskich interwencji. No ale skoro zło jest subiektywne, to można sobie wyobrazić, że dziecko które straci lizaka będzie cierpiało tak, jakby je ktoś zgwałcił - zło jest subiektywne, więc ma prawo sobie tak cierpieć nawet z błahego powodu. Czy Bóg powinien interweniować zawsze wtedy, kiedyś ktoś będzie odczuwał subiektywną krzywdę? A skoro tak, to nagle wszyscy będą się czuli strasznie pokrzywdzeni z najbłahszych powodów - ktoś się spóźni na autobus - gdzie był wtedy Bóg? No i Bóg musiałby interweniować cały czas, bo przecież płacz i zgrzytanie zębów byłoby nieustanne. No i jak byś z tego wybrnął?
>Jak wasz może uczyć ludzi odpowiedzialności, jeśli sam jest nieodpowiedzialną, rozkapryszoną kreaturą (vide Biblia
Katolicy już wyrośli z dosłowności biblijnej - a jeśli ty interpretujesz Biblię literalnie, to nie ma sensu dalej gadać.
>bądź świat za oknem).
To świat za oknem doświadcza jakichś nadnaturalnych boskich kaprysów?
>>Katolicy rozumieją miłość jako nakierowanie na dobro. Ty rozumiesz miłość potocznie. Jest to błąd ekwiwokacji. >Ale ja w tej chwili mówię o miłości zgodnej z waszą definicją. Czy jeśli jest nakazana, może być prawdziwa i szczera?
No jednak potocznie to rozumiesz. Miłość to dostrzeganie dobra w drugim człowieku. Jezus mówi - drugi człowiek, nawet twój wróg, jest dobrem, więc traktuj go dobrze.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Phanes (492 punktów) | >>Jak słabszy chce się bronić, to niech nauczy się bronić. >A jaką ty będziesz miał radę dla słabszych?
Wiesz, czasem zamiast tylko dawać rady można po prostu pomóc, ale do tego potrzebna jest odrobina człowieczeństwa, a chrześcijanie dążą przecież do bycia nieludzkimi. Nie mówiąc już o ich bogu.
>>Uściślając, dziecko w chwili zagrożenia gwałtem. >Czemu tylko wtedy?
Bo o tym teraz rozmawiamy, drogi worku kości, jeśli jeszcze tego nie zauważyłeś, a o wiele łatwiej się rozmawia, jeśli rozmawia się o tym samym.
>No i jak byś z tego wybrnął?
Ale ładnie starasz się tłumaczyć swojego kochanego bożka. Nie zauważyłeś tylko, że mówię o sytuacji, w której podmiot zagrożony poważnym cierpieniem (wy stopniować nie potraficie w tym katolicyzmie?) - tak, jest to oczywiście jego subiektywnie złe dla takiego podmiotu (i oczywiście jako subiektywna ocena istnieje realnie), ale jego cierpienie jest obiektywne (dlatego mówmy raczej o cierpieniu niż złu - dla mnie to równoznaczne, zło w jakimś urojonym sensie mnie nie obchodzi) - które nie wynika z jego winy (chyba, że chcesz stwierdzić, że dziecko jest winne temu, że ktoś chce je zgwałcić) i nie ma możliwości zapobieżenia temu cierpieniu (jest słabsze - zastosujesz tu swoją zasadę, że to jego wina, bo powinno nauczyć się bronić?, bądź konsekwentny): co wtedy może wytłumaczyć twojego boga z jego grzechu zaniechania?
Jeszcze o subiektywności zła i stopniowaniu.
To czy coś jest dobre czy złe to subiektywna ocena. Złem zazwyczaj nazywamy to, co powoduje cierpienie. Cierpienie jest obiektywne (doświadczane subiektywnie, ale obiektywne jako stan).
Masz problem ze stopniowaniem? Czym innym jest cierpienie wywołane przez upuszczenie przez dziecka lizaka, czy spóźnienia na autobus (pomijając w tej chwili kwestię odpowiedzialności za nie, bo do tego już się odnosiłem), a czym innym cierpienie wywołane np. gwałtem, które wywołuje głęboką traumę. Wydaje mi się, że większość ludzi to rozumie i nie potrzebuje wyjaśnień na ten temat. Jeśli nie, istnieje przecież psychologia - w niej można znaleźć wiele odpowiedzi na temat kwestii, która wydaje się być dla ciebie tak niezrozumiała.
>Katolicy już wyrośli z dosłowności biblijnej - a jeśli ty interpretujesz Biblię literalnie, to nie ma sensu dalej gadać.
Więc co symbolizuje jego nieodpowiedzialność i rozkapryszenie, bestialstwo i sadyzm?
>To świat za oknem doświadcza jakichś nadnaturalnych boskich kaprysów?
Zakładając, że wszystko dzieje się zgodnie z jego wolą (wykluczamy tu oczywiście działanie człowieka, który w tej doktrynie ma wolną wolę), to zaiste trudno go nazwać inaczej. Poza tym wszystko, nawet człowiek i Szatan jest jego dziełem i biorąc pod uwagę, że wiedział, co tworzy (a temu chyba nie zaprzeczysz), więc wszystko, co jest i co się dzieje, jest wynikiem jego działania, a tym samym to na niego spada odpowiedzialność za całe zło, jakie się dzieje, gdyż to on jest jego przyczyną.
>No jednak potocznie to rozumiesz. Miłość to dostrzeganie dobra w drugim człowieku. Jezus mówi - drugi człowiek, nawet twój wróg, jest dobrem, więc traktuj go dobrze.
Czy nakazanie dostrzegania dobra w drugim człowieku ma jakąś wartość? O ile nie jest to wniosek danego człowieka, nawet jeśli postępuje w zgodzie z tym przykazaniem, nie jest to ani szczere ani wartościowe.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | -3 na 3 | worek kości (2937 punktów) | >>A jaką ty będziesz miał radę dla słabszych? >Wiesz, czasem zamiast tylko dawać rady można po prostu pomóc, ale do tego potrzebna jest odrobina człowieczeństwa, a chrześcijanie dążą przecież do bycia nieludzkimi. Nie mówiąc już o ich bogu.
Tylko każdy człowiek jest słaby i wszyscy są od kogoś słabsi. Czy idea wzajemnej pomocy nie jest właśnie sposobem, aby bronić się przed słabościami? Nie mówię o konkretnym człowieku, tylko o wszystkich ludziach - wszystkich nie obronisz. Jak ktoś chce pomóc wszystkim, to musi im dać ideę, która ich obroni przed nimi samymi.
>co wtedy może wytłumaczyć twojego boga z jego grzechu zaniechania?
1. Bóg nie może majstrować przy wolnej woli. 2. Ktoś gwałci dziecko. 3. Bóg nie może mu przeszkodzić - patrz punkt 1.
Skoro Bóg nie może komuś przeszkodzić w czynieniu zła, to czy zrobił coś innego chociaż? Tak - powiedział ludziom, żeby tego nie robili i wyjaśnił, czemu jest to złe. A skoro to robią, i mają wolną wolę, to po prostu będą to robić dopóki nie zmądrzeją.
>>Katolicy już wyrośli z dosłowności biblijnej - a jeśli ty interpretujesz Biblię literalnie, to nie ma sensu dalej gadać. >Więc co symbolizuje jego nieodpowiedzialność i rozkapryszenie, bestialstwo i sadyzm?
Nic. W katolicyzmie Bóg jest dobry.
>to na niego spada odpowiedzialność za całe zło, jakie się dzieje, gdyż to on jest jego przyczyną.
Ostatnio czytałem, że jedynym z warunków aby na jakiejś planecie powstało życie, jest posiadanie przez tę planetę płyt tektonicznych. No a istnienie płyt tektonicznych powoduje okazjonalne trzęsienia ziemi. No ale bez nich nie byłoby życia. Czy Bóg mógł stworzyć planetę bez płyt, ale z życiem? Może się okazać, że nie - świat z życiem, ale bez płyt, mógłby łamać prawa fizyki, czyli racjonalność rzeczywistości. A w teizmie Bóg tą racjonalność gwarantuje.
>Czy nakazanie dostrzegania dobra w drugim człowieku ma jakąś wartość?
No pewnie - to element wychowania - spróbuj na kogoś spojrzeć nie jak na wroga, ale jak na drugiego człowieka, z miłością itd.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 20 na 20 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >Katolicy już wyrośli z dosłowności biblijnej - a jeśli ty interpretujesz Biblię literalnie, to nie ma sensu dalej gadać.
Od odrzucenia dosłowności biblijnej już tylko niewielki krok do pełnej dowolności interpretacji treści poszczególnych scen i partii Biblii. Oczywiście różne czynniki mogą wpływać na sposób interpretacji, np. potrzeby wynikające z dyskusji na tym forum.
Jeśli - jak piszesz - katolicy wyrośli już z dosłowności biblijnej, zatem pozwolę sobie w tym miejscu na niewielką dygresję i skupiając się nad Nowym Testamentem odbiegnę nieco od głównego tematu (mam nadzieję, że autor wątku nie skasuje tej wypowiedzi). A zatem napisz, czy 1) Jezus był postacią historyczną, tzn. czy żył w czasie i miejscu określonym w NT, czy też nie, a jest wyłącznie swoistym wytworem religijnych wyobrażeń pewnych ludzi żyjących około 2 tys. lat temu.
A jeśli był postacią historyczną, to czy: 2) Maria, jego matka, zaszła w ciążę na skutek nadprzyrodzonej interwencji Ducha Świętego (bo wynika to w sposób literalny z treści obu tzw. ewangelii dzieciństwa, czy też był biologicznym synem Józefa z Nazaretu; 3) został ochrzczony przez Jana, czy też nie, bo cztery ewangelie w tym zakresie przekazują nieco odmienne informacje; 4) wygłosił kazanie na górze w wersji znanej z Ewangelii Mateusza, czy też bądź w ogóle kazania tego nie wygłosił, bądź też jego treść była inna niż w rozdziale 5. tej ewangelii; 5) podczas swej publicznej działalności czynił przeróżne cuda, a m.in. przywracał do życia osoby zmarłe, czy też nie; 6) podczas ostatniej wieczerzy wypowiedział słowa o spożywaniu chleba i wina symbolizujących jego ciało i krew, czy też słów tych wtedy nie wypowiedział; 7) został przez Poncjusza Piłata skazany na śmierć przez ukrzyżowanie, czy też nie; 8) zmartwychwstał w trzecim dniu po śmierci i ukazał się jako żywy niektórym osobom, czy też nie?
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | -3 na 3 | Brzostowski (7067 punktów) | >Od odrzucenia dosłowności biblijnej już tylko niewielki krok do pełnej dowolności interpretacji treści poszczególnych scen i partii Biblii. Oczywiście różne czynniki mogą wpływać na sposób interpretacji, np. potrzeby wynikające z dyskusji na tym forum.
Wiara w Boga (tutaj judeochrześcijańskiego) nie opiera się na dosłownym wypełnianiu lub ślepej wierze, co tam w Biblii napisano. Duża część katolików (uwaga! w tym biskupów) wie, że zapisy w Biblii są nieprecyzyjne, były zmieniane i tak na prawdę to cholera wie jak było, a Kościół nie raz się mylił.
Z punktu widzenia wierzącego szczegóły nie mają istotnego znaczenia. Znaczenie ma natomiast istota rzeczy, a jest ona mniej więcej taka:
Bóg dał ludziom wolną wolę i powiedział jak należy postępować, aby otrzymać życie wieczne (szczęście w niebie). Ludzie różnie na to reagowali, próbował więc dotrzeć do nich różnymi sposobami, w tym ustalił zasadę, że cierpienie zbawia (czemu tak durną z naszego punktu widzenia - nie wiadomo) i pozwolił swojemu synowi cierpieć za winy ludzi.
>A zatem napisz, czy >1) Jezus był postacią historyczną, tzn. czy żył w czasie i miejscu określonym w NT, czy też nie, a jest wyłącznie swoistym wytworem religijnych wyobrażeń pewnych ludzi żyjących około 2 tys. lat temu. Z tego co wiem można przypuszczać, że był postacią historyczną. >A jeśli był postacią historyczną, to czy: >2) Maria, jego matka, zaszła w ciążę na skutek nadprzyrodzonej interwencji Ducha Świętego (bo wynika to w sposób literalny z treści obu tzw. ewangelii dzieciństwa, czy też był biologicznym synem Józefa z Nazaretu; Cholera tam wie, ale to nie jest do udowodnienia. A i Duch różnie interweniować może. >3) został ochrzczony przez Jana, czy też nie, bo cztery ewangelie w tym zakresie przekazują nieco odmienne informacje; To mało ważne, nie wiem. >4) wygłosił kazanie na górze w wersji znanej z Ewangelii Mateusza, czy też bądź w ogóle kazania tego nie wygłosił, bądź też jego treść była inna niż w rozdziale 5. tej ewangelii; Cholera tam wie jak było. >5) podczas swej publicznej działalności czynił przeróżne cuda, a m.in. przywracał do życia osoby zmarłe, czy też nie; Możliwe to jest, chociaż mało prawodopodobne. >6) podczas ostatniej wieczerzy wypowiedział słowa o spożywaniu chleba i wina symbolizujących jego ciało i krew, czy też słów tych wtedy nie wypowiedział; Cholera wie. >7) został przez Poncjusza Piłata skazany na śmierć przez ukrzyżowanie, czy też nie; Chyba tak. >8) zmartwychwstał w trzecim dniu po śmierci i ukazał się jako żywy niektórym osobom, czy też nie? Możliwe. > Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog Też możliwe.
I co dalej?
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 16 na 16 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >Duża część katolików (uwaga! w tym biskupów) wie, że zapisy w Biblii są nieprecyzyjne, były zmieniane i tak na prawdę to cholera wie jak było, a Kościół nie raz się mylił.
Nieprecyzyjne? Nie znasz bardziej odpowiednich słów dla określenia tej "nieprecyzyjności"? Tu nie o byle nieprecyzyjność chodzi. Problem jest o wiele poważniejszy - Biblia pełna jest zmyśleń i wewnętrznych sprzeczności. Czyżbyś o tym nie wiedział?
>Bóg (...) ustalił zasadę, że cierpienie zbawia (...) i pozwolił swojemu synowi cierpieć za winy ludzi.
Pozwolił cierpieć? Wydaje mi się, że niezbyt dokładnie przeczytałeś Nowy Testament. I zapewne dość dawno temu. Pozwolił, to zbyt delikatnie powiedziane. Zgodnie z literą Biblii Bóg Jahwe "skazał" Jezusa na ukrzyżowanie już przed założeniem świata (1P 1, 19-20), gdyż nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał (...) jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy (Rz 8, 32).
>>A zatem napisz, czy >>1) Jezus był postacią historyczną (...) >Z tego co wiem można przypuszczać, że był postacią historyczną.
Z bardzo dużym prawdopodobieństwem należy stwierdzić, a nie tylko przypuszczać, że Jezus był postacią historyczną.
>>A jeśli był postacią historyczną, to czy: >>2) Maria, jego matka, zaszła w ciążę na skutek nadprzyrodzonej interwencji Ducha Świętego (...) czy też był biologicznym synem Józefa z Nazaretu; >Cholera tam wie, ale to nie jest do udowodnienia.
Może i Cholera wie, a może nie wie, ale raczej nie jest też do udowodnienia, czy Atena zrodziła się z głowy Zeusa, na dodatek wyskakując z niej w pełnej zbroi, czy też tak akurat nie było. Nie jest również do udowodnienia, czy prawdą jest, że matka boga Zaratustry została zapłodniona za pomocą pewnego fluidu zwanego chwarenabem, a substancja ciała Zaratustry została stworzona w niebie i spadła wraz z deszczem na ziemię. Trudno byłoby też w tej chwili dowieść, czy rzeczywiście Dionizos narodził się z uda Zeusa, a nieco później jedna z jego domniemanych matek pozszywała jego ciało porozrywane na kawałki przez Tytanów i w ten sposób Dionizos narodził się powtórnie.
>>3) został ochrzczony przez Jana, czy też nie, bo cztery ewangelie w tym zakresie przekazują nieco odmienne informacje; >To mało ważne, nie wiem.
Wbrew pozorom jest to dość ważne, ale nie będę tu tego wątku rozwijał.
>>4) wygłosił kazanie na górze w wersji znanej z Ewangelii Mateusza, czy też bądź w ogóle kazania tego nie wygłosił, bądź też jego treść była inna niż w rozdziale 5. tej ewangelii; >Cholera tam wie jak było.
Nie wiem, czy Cholera wie jak było i niezbyt mnie zdanie tej Cholery obchodzi. Wystarcza mi to, że ja wiem (oczywiście "wiem" z wystarczająco dużym prawdopodobieństwem pewności).
>>5) podczas swej publicznej działalności czynił przeróżne cuda, a m.in. przywracał do życia osoby zmarłe, czy też nie; >Możliwe to jest, chociaż mało prawodopodobne.
Raczej, a może nawet na pewno nie jest to możliwe, a każdym razie jest to wyjątkowo nieprawdopodobne. Albo inaczej - np. przywrócenie do życia Łazarza w piątym (czwartym -?) dniu od jego śmierci jest dla mnie równie nieprawdopodobne jak to, że po śmierci Jezusa na krzyżu groby się otworzyły, i wiele ciał świętych, którzy zasnęli, zostało wzbudzonych; i wyszli z grobów po jego zmartwychwstaniu, i weszli do świętego miasta, i ukazali się wielu (Mt 27, 52-53).
>>6) podczas ostatniej wieczerzy wypowiedział słowa o spożywaniu chleba i wina symbolizujących jego ciało i krew, czy też słów tych wtedy nie wypowiedział; >Cholera wie.
Czy zdanie tej Cholery jest dla Ciebie naprawdę takie ważne? Skoro już zdecydowałeś się odpowiedzieć, to należałoby przedstawiać swój pogląd, a nie jakiejś enigmatycznej Cholery.
>>7) został przez Poncjusza Piłata skazany na śmierć przez ukrzyżowanie, czy też nie; >Chyba tak.
Raczej na pewno tak.
>>8) zmartwychwstał w trzecim dniu po śmierci i ukazał się jako żywy niektórym osobom, czy też nie? >Możliwe.
A mnie się wydaje, że niemożliwe. >> Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog >Też możliwe.
A ja uważam za wysoce prawdopodobne, że gdyby wyniki naukowych badań życia Jezusa były ogłaszane w kościołach, to liczba chrześcijan drastycznie by zmalała.
>I co dalej?
A o co pytasz?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | -2 na 2 | Brzostowski (7067 punktów) | >Nieprecyzyjne? >Nie znasz bardziej odpowiednich słów dla określenia tej "nieprecyzyjności"? Tu nie o byle nieprecyzyjność chodzi. Problem jest o wiele poważniejszy - Biblia pełna jest zmyśleń i wewnętrznych sprzeczności. Czyżbyś o tym nie wiedział? Wiem i pisze przecież, że "cholera wie jak było". >>Bóg (...) ustalił zasadę, że cierpienie zbawia (...) i pozwolił swojemu synowi cierpieć za winy ludzi. >Pozwolił cierpieć? Wydaje mi się, że ... Czepiasz się słówek, niech będzie skazał, nie zmienia to nic istotnego. >Z bardzo dużym prawdopodobieństwem należy stwierdzić, a nie tylko przypuszczać, że Jezus był postacią historyczną. Czyli zgadzamy się. >>>A jeśli był postacią historyczną, to czy: >>>2) Maria, jego matka, zaszła w ciążę na skutek nadprzyrodzonej interwencji Ducha Świętego (...) czy też był biologicznym synem Józefa z Nazaretu; >>Cholera tam wie, ale to nie jest do udowodnienia. >Może i Cholera wie, a może nie wie, ale raczej nie jest też do udowodnienia, czy Atena zrodziła się ... Oczywiście masz rację. >>>3) został ochrzczony przez Jana, czy też nie, bo cztery ewangelie w tym zakresie przekazują nieco odmienne informacje; >>To mało ważne, nie wiem. >Wbrew pozorom jest to dość ważne, ale nie będę tu tego wątku rozwijał. Wagę czegoś odnosimy (przynajmniej ja) do ogólnego przesłania, a tutaj szczegóły niczego nie znieniają. >>>4) wygłosił kazanie na górze w wersji znanej z Ewangelii Mateusza, czy też bądź w ogóle kazania tego nie wygłosił, bądź też jego treść była inna niż w rozdziale 5. tej ewangelii; >>Cholera tam wie jak było. >Nie wiem, czy Cholera wie jak było i niezbyt mnie zdanie tej Cholery obchodzi. Wystarcza mi to, że ja wiem (oczywiście "wiem" z wystarczająco dużym prawdopodobieństwem pewności). A ma to jakieś znaczenie dla ogólnego przesłania? >>>5) podczas swej publicznej działalności czynił przeróżne cuda, a m.in. przywracał do życia osoby zmarłe, czy też nie; >>Możliwe to jest, chociaż mało prawodopodobne. >Raczej, a może nawet na pewno nie jest to możliwe, a każdym razie jest to wyjątkowo nieprawdopodobne. >Albo inaczej - np. przywrócenie do życia Łazarza w piątym (czwartym -?) dniu od jego śmierci jest dla mnie równie nieprawdopodobne jak to, że po śmierci Jezusa na krzyżu groby się otworzyły, i wiele ciał świętych, którzy zasnęli, zostało wzbudzonych; i wyszli z grobów po jego zmartwychwstaniu, i weszli do świętego miasta, i ukazali się wielu (Mt 27, 52-53). To znowu mniej więcej zgoda. >>>6) podczas ostatniej wieczerzy wypowiedział słowa o spożywaniu chleba i wina symbolizujących jego ciało i krew, czy też słów tych wtedy nie wypowiedział; >>Cholera wie. >Czy zdanie tej Cholery jest dla Ciebie naprawdę takie ważne? >Skoro już zdecydowałeś się odpowiedzieć, to należałoby przedstawiać swój pogląd, a nie jakiejś enigmatycznej Cholery. zwrot: "cholera wie", oznacza, że nie wiem, myślałem że to dość jasne. >>>7) został przez Poncjusza Piłata skazany na śmierć przez ukrzyżowanie, czy też nie; >>Chyba tak. >Raczej na pewno tak. To znowu mniej więcej zgoda. >>>8) zmartwychwstał w trzecim dniu po śmierci i ukazał się jako żywy niektórym osobom, czy też nie? >>Możliwe. >A mnie się wydaje, że niemożliwe. Możliwe nie oznacza, że tak było, to tylko dopuszczenie możliwości. >>> Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog>Też możliwe. >A ja uważam za wysoce prawdopodobne, że gdyby wyniki naukowych badań życia Jezusa były ogłaszane w kościołach, to liczba chrześcijan drastycznie by zmalała. Niech będzie, jest to prawdopodobne. >>I co dalej? >A o co pytasz?
Pytam czy masz jeszcze jakieś dziesiątki, setki sprzeczności, które są w Biblii, religii i czy mają one jakiekolwiek znaczenie dla ogólnego przesłania Jezusa?
Ja rozumiem, że umysł inteligentny i sceptyczny analizuje, sprawdza, testuje, porównuje, itd ... i jest w stanie wyszukać mnóstwo sprzeczności, niejasności i DOBRZE.
Wiem jednak także, że podejście syntetyczne też jest godne ludzkiego umysłu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | >Pytam czy masz jeszcze jakieś dziesiątki, setki sprzeczności, które są w Biblii, religii i czy mają one jakiekolwiek znaczenie dla ogólnego przesłania Jezusa? Ale o jakie ogólne przesłanie Jezusa Ci chodzi? Bo jeśli o to, że jest synem bożym, to rzeczywiście, jak ktoś to łyka, to żadne sprzeczności mu w tym nie przeszkodzą.
Ale jeśli chodzi Ci o miłość bliźniego, to czy naprawdę uważasz, że ludziom - nawet żyjącym 2000 lat temu - trzeba (było) tłumaczyć, że lepiej się jest kochać, niż zabijać? Że bez tego tłumaczenia, to oni by się nigdy nie kochali?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 12 na 12 | Andrzej.51 (15814 punktów) | W jednej z poprzednich wypowiedzi zadałem Workowi kości kilka pytań. Worek kości nie raczył odpowiedzieć i salwował się ucieczką. Ty odpowiedziałeś. Jednak równie dobrze mogłeś sobie tę odpowiedź darować, bo absolutnie nic z niej nie wynika. Trudno zresztą to, co napisałeś, nazwać odpowiedzią. Ale niech i tak będzie, że odpowiedziałeś.
Twoją "odpowiedź" można z powodzeniem zawrzeć w dwóch powtarzanych w kółko zdaniach: pierwsze - "cholera tam wie"; drugie - "czy to ma jakieś znaczenie (lub: to nie ma żadnego znaczenia) dla ogólnego przesłania [Jezusa]".
W ten sposób potraktowałeś między innymi słynne kazanie na górze, z czego należy wnosić, że według Ciebie nie ma ono znaczenia dla ogólnego przesłania Jezusa.
Coś mi się wydaje, że wszystko Ci się pomieszało. Przecież kazanie na górze to jeden z fundamentów nauczania Jezusa, jeden z fundamentów jego przesłania. W kazaniu zawarł Jezus swe oryginalne idee religijne skupiające się na królestwie niebieskim. W kazaniu wskazał drogę wejścia do tego królestwa. A Ty wypisujesz bzdury.
Twoja odpowiedź jednak mnie nie dziwi. Cóż w końcu miałeś napisać nie posiadając żadnych argumentów. Najlepiej wtedy wszystko lekceważyć. Po co więc mam się silić na szczegółową odpowiedź, skoro to wszystko nie ma dla Ciebie żadnego znaczenia.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 16 na 16 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >Pytam czy masz jeszcze jakieś dziesiątki, setki sprzeczności, które są w Biblii, religii i czy mają one jakiekolwiek znaczenie dla ogólnego przesłania Jezusa?
Na powyższe pytanie jednak odpowiem. Wypiszę tylko niektóre z licznych i bardzo istotnych niezgodności, przekształceń, zmyśleń i wzajemnych sprzeczności, by wskazać Ci istotę problemu, choć domyślam się, że i tym razem napiszesz, że nie ma to większego znaczenia. Nie jest ważne, czy przykłady, które podam mają jakiś związek z przesłaniem Jezusa, czy też nie mają. Bo nie o to tu chodzi. Problem tkwi w wiarygodności Nowego Testamentu, jedynego uznanego przez Kościół dokumentu traktującego o narodzinach, życiu, nauczaniu, śmierci i rzekomym zmartwychwstaniu Jezusa. A wiarygodność ta nie jest niestety zbyt duża.
Oto niektóre tylko zmyślenia i sprzeczności, ledwie niewielka część:
(1) Czy rodzice Jezusa pochodzili z Nazaretu (Łukasz), czy z Betlejem (Mateusz)?
(2) Czy rodzice Jezusa po jego narodzinach w Betlejem uciekli do Egiptu (Mateusz), czy mniej więcej po miesiącu wrócili do Nazaretu (Łukasz)?
(3) Ilu w końcu przodków (licząc od Dawida) miał Józef z Nazaretu: 27 (Mateusz) czy 41 (Łukasz)?
(4) Dlaczego żadne starożytne źródło (również Mateusz) nie wspomina (tak jak Łukasz) o powszechnym spisie ludności podczas którego ponoć urodził się Jezus? Czy możliwe jest, by jakiś władca zorganizował spis ludności, w którym każdy miałby udać się tam, skąd wywodził się jego ród, w wyniku czego Józef z Nazaretu musiał się udać do Betlejem, gdzie około tysiąc lat wcześniej przyszedł na świat jego domniemany przodek, Dawid? Przecież to absurd!
(5) Czy krzyż Jezusa niósł Szymon Cyrenejczyk (Marek), czy też Jezus sam niósł swój krzyż (Jan)?
(6) Czy Jezus wyrzucił sprzedawców i bankierów z dziedzińca Świątyni Jerozolimskie kilka dni przed ukrzyżowaniem (synoptycy), czy w początkowym okresie swej działalności (Jan)?
(7) Czy ostatni posiłek, który spożył Jezus z apostołami był sederem Paschalnym (synoptycy), czy też miał miejsce 24 godziny wcześniej, lecz wtedy nie byłaby to wieczerza paschalna (Jan)? I w związku z tym, czy wygłosił podczas tej wieczerzy znane Ci słowa o spożywaniu chleba i wina i jak one brzmiały, bo tu przekazy wszystkich ewangelistów i na dodatek jeszcze Pawła znacznie się między sobą różnią.
(8) Czy Jezus został ukrzyżowany w dzień po spożyciu wieczerzy paschalnej (synoptycy), czy w Dniu Przygotowania (Jan)? Jak w końcu brzmiały ostatnie słowa wypowiedziane przez Jezusa na krzyżu?
(9) Czy publiczna działalność Jezusa trwała nie dłużej niż rok, a być może jedynie około 6 miesięcy (synoptycy), czy tez przez okres od 2 do 3 lat (Jan)?
(10) Kto pierwszy udał się do grobu Jezusa i komu on ukazał się najpierw, bo i tu występują bardzo duże różnice w ewangeliach?
(11) Dlaczego u Marka Jezus nigdy nie mówił nic na temat swej tożsamości, zaś u Jana nie mówi praktycznie o niczym innym?
Czy to mało, czy może już wystarczy? Za trudne Ci zadałem pytania czy poradzisz sobie z nimi jakoś? Ach, już wiem. Napiszesz, że to bez znaczenia i cholera tam wie, a ważne jest tylko przesłanie Jezusa. A cóż pewnego można powiedzieć o przesłaniu Jezusa mając do dyspozycji źródło tak niewiarygodne? Nawiasem mówiąc napisz, jak twoim zdaniem brzmi przesłanie Jezusa i w jakich fragmentach NT można znaleźć informacje na ten temat.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >Nie jest ważne, czy przykłady, które podam mają jakiś związek z przesłaniem Jezusa, czy też nie mają. Bo nie o to tu chodzi. Problem tkwi w wiarygodności Nowego Testamentu, jedynego uznanego przez Kościół dokumentu traktującego o narodzinach, życiu, nauczaniu, śmierci i rzekomym zmartwychwstaniu Jezusa. A wiarygodność ta nie jest niestety zbyt duża.
To nas różni w podejściu do tego zagadnienia. Ja uważam, że szczegóły nie mają istotnego znaczenia dla obrazu całości, dopóki nie są istotnie z nim sprzeczne, a gdyby nawet pojedyncze szczegóły były sprzeczne, to i tak należy patrzeć na wszystkie i dopiero gdy duża ich część będzie sprzeczna z ogólnym przesłaniem Jezusa, wówczas mogę uznać je za istotne.
Nie oznacza to jednak, że nie należy analizować i szukać sprzeczności i wątpliwości. Z tych które wymieniłeś, niektóre są mi znane, inne mniej. Nie oznacza to jednak, że mam się na te mi nieznane rzucać i czytać nocami książki, aby udzielić Ci odpowiedzi. Z pewnością jakąś dzięki Twoim pytaniom przeczytam.
Nie bagatelizuj jednak mojego podejścia. Chcesz dowieść, że NT jest mało wiarygodny w kontekśćie dużej liczby sprzeczności i wątpliwości? Ja to wiem: jest mało wiarygodny na poziomie szczegółów, ale czy na poziomie ogólnego przesłania są sprzeczności? To o czym mówi Jezus jest powiązane z zapisami ST. Nie wiem ile razy będę wklejał istotę religii, ale jeszcze raz, proszę:
Bóg dał ludziom wolną wolę i powiedział jak należy postępować, aby otrzymać życie wieczne (szczęście w niebie). Ludzie różnie na to reagowali, próbował więc dotrzeć do nich różnymi sposobami, w tym ustalił zasadę, że cierpienie zbawia (czemu tak durną z naszego punktu widzenia - nie wiadomo) i pozwolił swojemu synowi cierpieć za winy ludzi. Jezus za nim umarł przypomniał ludziom o miłości aby się ludzie kochali to pójdą do nieba.
Na poziomie ogólnym nie widzę żadnych sprzeczności, jeśli Ty je widzisz wskaż je. Szczegóły o których piszesz nie stoją w sprzeczności z istotą religii. Nie ma to nic wspólnego z tym czy ja jestem wierzący czy nie. Takie są po prostu fakty.
Oczywiście można wysnuć wniosek na podstawie dużej liczby sprzeczności, że to wszystko z tym bogiem to wielka lipa jest, bo jak są sprzeczności w małych rzeczach to mogą być i w dużych.
I taki wniosek jest uprawniony, ale równie uprawniony jest ten, że skoro na poziomie ogólnym jest spójność, to może nie ma lipy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | maceox (6766 punktów) | >Czy na poziomie ogólnego przesłania są sprzeczności?
>Bóg dał ludziom wolną wolę i powiedział jak należy postępować, aby otrzymać życie wieczne (szczęście w niebie) [...]. Rzeczywiście, to nie jest wewnętrznie sprzeczne - to się tylko kupy nie trzyma.
>Szczegóły o których piszesz nie stoją w sprzeczności z istotą religii. Nie ma to nic wspólnego z tym czy ja jestem wierzący czy nie. Takie są po prostu fakty. Fakty są takie, że istotą religii jest sprzeczność. I to zasadniczo sprzeczność z poznawalną rzeczywistością, jak również dodatkowo sprzeczność wewnętrzna, a także sprzeczność moralna, czyli obłuda.
>Oczywiście można wysnuć wniosek na podstawie dużej liczby sprzeczności, że to wszystko z tym bogiem to wielka lipa jest, bo jak są sprzeczności w małych rzeczach to mogą być i w dużych. Jako w niebie tak i na ziemi.
>I taki wniosek jest uprawniony, ale równie uprawniony jest ten, że skoro na poziomie ogólnym jest spójność, to może nie ma lipy. Amen
P.S. Znów nie wiem po co tracę czas, ale weź sobie zobacz chociażby temat wątku i sprzeczność całkowicie fundamentalną w atrybutach Boga: wszechmoc i jednocześnie nieskończoną dobroć. Czy te atrybuty Boga są według Ciebie nieistotne dla wierzących? Na ile muszą być istotne, żeby Bóg był tym, kim dla nich jest, a na ile nieistotne, żeby oni to ogólnie łykali?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >Z tego co wiem można przypuszczać, że był postacią historyczną.< Czy można też przypuszczać że jest postacią mityczną?
Mam dość ateistów. Oni bez przerwy gadają o Bogu - Heinrich Böll
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 9 na 9 | Andrzej.51 (15814 punktów) | Zapomniałem o Twoich dwóch skierowanych do mnie wypowiedziach, stąd też moje nieco spóźnione odpowiedzi. > >Z tego co wiem można przypuszczać, że był postacią historyczną.<> Czy można też przypuszczać że jest postacią mityczną?(1) Pomyliłeś adres. Tę swoją wypowiedź powinieneś skierować do Brzostowskiego, a nie do mnie. To on napisał, iż "można przypuszczać, że [Jezus] był postacią historyczną", na co ja odpisałem, iż " z bardzo dużym prawdopodobieństwem należy stwierdzić, a nie tylko przypuszczać, że Jezus był postacią historyczną". (2) Zdecydowana większość współczesnych badaczy stoi na stanowisku, że Jezus był postacią historyczną. Urodził się najprawdopodobniej pomiędzy 7 a 5 rokiem p.n.e. w Nazarecie w Galilei (a nie w judejskim Betlejem), zaś w 30 roku n.e. został ukrzyżowany z wyroku Poncjusza Piłata, rzymskiego prefekta (gubernatora) Judei. Jeśli zaś ktoś chce przypuszczać, że jest postacią mityczną, to niech tak przypuszcza. Ja takich "przypuszczeń" nie podzielam. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >Raczej na pewno tak.< Raczej na pewno brzmi bardzo przekonywająco. Masz na to jakieś argumenty czy tylko przekonanie. >A ja uważam za wysoce prawdopodobne, że gdyby wyniki naukowych badań życia Jezusa były ogłaszane w kościołach, to liczba chrześcijan drastycznie by zmalała.< Tutaj się bardzo mocno mylisz. Jest sporo badań naukowych dotyczących nieistniejących świętych, miejsc pielgrzymek i wiary nie zachwiało to ani o jotę a święci są nadal obiektem modlitw.
Mam dość ateistów. Oni bez przerwy gadają o Bogu - Heinrich Böll
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 9 na 9 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>Raczej na pewno tak.< >Raczej na pewno brzmi bardzo przekonywająco. Masz na to jakieś argumenty czy tylko przekonanie.
Tak, mam argumenty wspierające tezę, że Jezus został przez Piłata skazany na ukrzyżowanie.
>>A ja uważam za wysoce prawdopodobne, że gdyby wyniki naukowych badań życia Jezusa były ogłaszane w kościołach, to liczba chrześcijan drastycznie by zmalała.< >Tutaj się bardzo mocno mylisz. Jest sporo badań naukowych dotyczących nieistniejących świętych, miejsc pielgrzymek i wiary nie zachwiało to ani o jotę a święci są nadal obiektem modlitw.
Przeczytaj jeszcze raz to, co napisałem, i staraj się to zrozumieć. Powtarzam - napisałem, iż uważam za wysoce prawdopodobne, że gdyby wyniki naukowych badań życia Jezusa były ogłaszane w kościołach, to liczba chrześcijan drastycznie by zmalała.
Nie napisałem natomiast - co próbujesz sugerować swoją nietrafioną odpowiedzią - iż uważam za wysoce prawdopodobne, że gdyby w kościołach ogłaszano wyniki badań dotyczących nieistniejących świętych oraz miejsc pielgrzymek, wówczas liczba chrześcijan drastycznie by zmalała.
Nawiasem mówiąc, zagadnienia dotyczące nieistniejących świętych oraz przeróżnych miejsc pielgrzymek nie zaprzątają nadmiernie mojej uwagi. Jeśli zaś chrześcijanie chcą się do tych nieistniejących "świętych" modlić, to niech się modlą.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 10 na 10 kiryl (2975 punktów) (zablokowany) |
>Z punktu widzenia wierzącego szczegóły nie mają istotnego znaczenia. Znaczenie ma natomiast istota rzeczy, a jest ona mniej więcej taka: Słuchejcie chopów co majom złote tytki po cukrze na gowach.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >>Z punktu widzenia wierzącego szczegóły nie mają istotnego znaczenia. Znaczenie ma natomiast istota rzeczy, a jest ona mniej więcej taka: >Słuchejcie chopów co majom złote tytki po cukrze na gowach. To odezwa do racjonalistów? Aż dziw bierze ilu Ci za to plusy postawiło. A może to taka ironia? Ło widis Ty, musi ironia to była. Ale patrzaj mojego postu com wyżej napisał nie pojęli, musi trzeba jesce raz, especially for us (o kurka! rymy międzyjęzykowe!):
Jak kocham się z ekstra laską i przychodzi Ci ktoś i ględzi, że jednak nie taka super bo za uchem pryszcz, na ręku włos i jeden ząb krzywy, to mówię mu: to mało ważne szczegóły, popatrz na duży, wspaniały biust, wspaniałą sylwetkę, gładką skórę, piękne oczy i to co potrafi robić w łóżku. A On dalej:nie taka super bo za uchem pryszcz, na ręku włos i jeden ząb krzywy ...
Wsystkie Panie przepraszam za seksistowski psykład, ale u nas we wiosce do Wy tyko przy garach łazita i krowom oraz swiniom casem dajeta.
PS. U nas we wiosce tytki nie som złote ino zółto-cerwone w kropki (biedronkie otwozyli), a po cukrze som białe, na głowy tez nie zakładamy, bo po cholerę?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 kiryl (2975 punktów) (zablokowany) | >To odezwa do racjonalistów?
Nie, jaja robię z Twojej wypowiedzi, która się kupy, ani niczego nie trzyma.
>PS. U nas we wiosce tytki nie som złote ino zółto-cerwone w kropki (biedronkie otwozyli), a po cukrze som białe, na głowy tez nie zakładamy, bo po cholerę?
Wzburzyłeś się, wiec widzisz ten absurd, dlaczego w tym tkwisz, nie wiem, mogę się domyślać ale nie zamierzam dociekać. Pisałem w gwarze śląskiej, Twojej nie potrafię rozpoznać, ale na Śląsku byłbyś Gorol, a to już coś jeżeli potrzebujesz tożsamości.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | maceox (6766 punktów) | >na Śląsku byłbyś Gorol, a to już coś jeżeli potrzebujesz tożsamości. To jest dopiero ostra ironia...
Jakby ktoś nie wiedział: Gorol to niby tylko ktoś spoza Śląska, ale wydźwięk ma - nieprzymierzając - prawie taki jak cwel w więzieniu.
Albo inaczej jeszcze: Gorszy od zwykłego Gorola tu już może być tylko gorol z Sosnowca. To już chyba wszystko tłumaczy...
A dlaczego?
A dlaczego jak ptak ma rozpiętość skrzydeł normalnie 5 metrów, to jak leci nad Sosnowcem to ma rozpiętość 2,5 metra? Bo jednym skrzydłem nos zatyka.
Naprowda żałuja, żech po naszemu richtig godać nie umia, ale z cołkiem inszego Ślonska żech jest i u nas Ślonzoki to som Hanysy.
Choć muszę powiedzieć, ze zasadniczo zgadzam się z Twoją krytyką wpisów kolegi Brzostowskiego, a w szczególności również tą dotyczącą gwary.
Z humanistycznymi pozdrowieniami.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >Nie, jaja robię z Twojej wypowiedzi, która się kupy, ani niczego nie trzyma. Skoro lubisz sobie jaja robić, to powinieneś bez problemu odróżnić co jest w mojej wypowiedzi prześmiewcze, a gdzie leży istota moich poglądów. >>PS. U nas we wiosce tytki nie som złote ino zółto-cerwone w kropki (biedronkie otwozyli), a po cukrze som białe, na głowy tez nie zakładamy, bo po cholerę? >Wzburzyłeś się, wiec widzisz ten absurd, dlaczego w tym tkwisz, nie wiem, mogę się domyślać ale nie zamierzam dociekać. Pisałem w gwarze śląskiej, Twojej nie potrafię rozpoznać, ale na Śląsku byłbyś Gorol, a to już coś jeżeli potrzebujesz tożsamości.
Widzę dużo absurdów, w czym tkwię (chodzi Ci zapewne o wiarę w Boga) sam nie wiem. Pisałem tak jak, u mnie we wiosce stare ludzie mówio, cy to gwara jakowaś? Moze to być. Tożsamości za bardzo nie potrzebuje, ale Ty widać tak.
pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 12 na 12 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Jak kocham się z ekstra laską i przychodzi Ci ktoś i ględzi, że jednak nie taka super
To nie jest dobra analogia. Ty się kochasz z własną prawicą - i warczysz na tych, co nie kupują bajki o "ekstra lasce".
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >> Jak kocham się z ekstra laską i przychodzi Ci ktoś i ględzi, że jednak nie taka super >To nie jest dobra analogia. A kto decyduje o tym, która analogia jest dobra? >Ty się kochasz z własną prawicą - i warczysz na tych, co nie kupują bajki o "ekstra lasce". A kto ma obiektywnie (i czy może) ocenić czy to jest ekstra laska czy nie?
PS. Jestem leworęczny.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 | Fizyk (17637 punktów) | > Cholera tam wie... Cholera tam wie jak było... Cholera wie. > Z punktu widzenia wierzącego szczegóły nie mają istotnego znaczenia.
Sądząc z tonu wypowiedzi szczegóły wierzącemu brużdżą.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >Sądząc z tonu wypowiedzi szczegóły wierzącemu brużdżą. Nie, po prostu są mało istotne.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 12 na 12 | Fizyk (17637 punktów) | >> Sądząc z tonu wypowiedzi szczegóły wierzącemu brużdżą. > Nie, po prostu są mało istotne.
Zgadza się, bo gdyby były istotne, to z wiarą byłoby krucho. Ignorancja to w religii cnota.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>> Sądząc z tonu wypowiedzi szczegóły wierzącemu brużdżą. >> Nie, po prostu są mało istotne. >Zgadza się, bo gdyby były istotne, to z wiarą byłoby krucho. Ignorancja to w religii cnota. Chyba mylisz skutek z przyczyną. Z wiarą byłoby krucho gdyby sprzeczności były istotne, a są to szczegóły, dlatego wiara się trzyma. Ignorancja to by była gdyby ktoś olewał istotne sprzeczności, a nie szczegóły. Pomijanie szczegółów przy rozważaniu ogólnego przesłania jest rozsądne.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 14 na 14 | Meretseger (61860 punktów) | >Pomijanie szczegółów przy rozważaniu ogólnego przesłania jest rozsądne. No, nie bardzo, bo jakby tu rzec... szczegóły rzutują na całokształt. Ot, choćby ten szczegół - zrodzony on ci był z Ducha świętego czy z ziemskiego męża? Albo ten - rzeczywiście był nieżywy i zmartwychwstał czy nie? Moim (i nie tylko moim, bo także biologów i lekarzy) zdaniem nie stwierdzono partenogenezy u gatunku Homo sapiens ani też nie zaobserwowano samoistnego powrotu do życia całkiem martwego organizmu (o ile mamy do czynienia ze śmiercią, a nie np. ze śpiączką). A właśnie te dwa szczegóły są podstawą uznania Jezusa Ch. za osobę boską, a nie jakieś tam "przesłanie", czyli gadanie o miłości bliźniego. Gadać o miłości każdy potrafi, ale z trumny powstać i udać się do najbliższego punktu totolotka - o, to sztuka. Gdyby te dwa szczegóły legły w gruzach, poleciałoby za nimi całe chrześcijaństwo. Od fundamentów po komin. Ostałby się jeno romantyczno-polityczny kaznodzieja, co się po pustyni szwendał, miłość głosił, aż w końcu Rzym miał go dość, bo wygadywał przy okazji i inne niewygodne rzeczy, za króla się podając. Jak to mawiają? Diabeł tkwi w szczegółach? Nie tylko diabeł, bozia także.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>Pomijanie szczegółów przy rozważaniu ogólnego przesłania jest rozsądne. >No, nie bardzo, bo jakby tu rzec... szczegóły rzutują na całokształt. Ot, choćby ten szczegół - zrodzony on ci był z Ducha świętego czy z ziemskiego męża? Albo ten - rzeczywiście był nieżywy i zmartwychwstał czy nie? Moim (i nie tylko moim, bo także biologów i lekarzy) zdaniem nie stwierdzono partenogenezy u gatunku Homo sapiens ani też nie zaobserwowano samoistnego powrotu do życia całkiem martwego organizmu (o ile mamy do czynienia ze śmiercią, a nie np. ze śpiączką). A właśnie te dwa szczegóły są podstawą uznania Jezusa Ch. za osobę boską, a nie jakieś tam "przesłanie", czyli gadanie o miłości bliźniego. Gadać o miłości każdy potrafi, ale z trumny powstać i udać się do najbliższego punktu totolotka - o, to sztuka. Gdyby te dwa szczegóły legły w gruzach, poleciałoby za nimi całe chrześcijaństwo. Od fundamentów po komin. Ostałby się jeno romantyczno-polityczny kaznodzieja, co się po pustyni szwendał, miłość głosił, aż w końcu Rzym miał go dość, bo wygadywał przy okazji i inne niewygodne rzeczy, za króla się podając. >Jak to mawiają? Diabeł tkwi w szczegółach? Nie tylko diabeł, bozia także. Zależy to od podejścia do sprawy. Ze szczegółami bywa tak, że zawsze można coś znaleźć, a nawet wiele sprzeczności. Często jednak nie zmieniają one zupełnie obrazu całości.
Oczywiście, że szczegóły rzutują na całokształt, ale problem jest wtedy gdy są sprzeczne z główną ideą. To czy Jezus zmartwychwstał w sensie ludzkim, czy został fizycznie spłodzony przez Józefa czy też nie, nie ma żadnego znaczenia. Dla wierzącego - katolika, nie zmienia to nic, poza tym że po latach studiów nad Biblią możemy powiedzieć, że to czy tamto zostało dodane lub zmienione. Najważniejsze pozostaje bez zmian. Te szczegóły o których piszesz nie mają nic wspólnego z boskością Jezusa, On wg wierzących: jest Bogiem bo tak Ojciec wymyślił w swej mądrości. Boskości mu nie odejmuje ani to czy był wcześniej plemnikiem Józefa, ani to czy potem nie zmartwychwstał. Oczywiście to jest z perspektywy wierzącego, bo z perspektywy ateisty to wszystko jest bez sensu i jest to zrozumiałe.
Żaden szczegół, ani sprzeczność w Biblii nie niszczą fundamentu wiary. Owszem są tacy co się dowiedzą o sprzecznościach i przestaną wierzyć, ale są tacy sami ateiści, co dają na mszę jak dzieciak zachoruje. Cóż ludzie są "małej wiary", czy raczej słabe są fundamenty ich przekonań.
Piszesz: "jakieś tam przesłanie". Ono właśnie jest istotą tej religii. Poszukiwanie sprzeczności w religii/biblii może być ciekawe, ale nie zmienia niczego (na tę chwilę). Dlatego chcąc faktycznie dopiec religii i wierzącym w Boga uderzyć trzeba w istotę religii, a nie pławić się w szczegółach, które są nieistotne z punktu widzenia całości, chociaż mogą być ważne dla wielu z punktu widzenia tradycji.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Grey (2102 punktów) | > To czy Jezus zmartwychwstał w sensie ludzkim,... czy też nie, nie ma żadnego znaczenia.No Ty chyba jakimś heretykiem jesteś. Twój proboszcz się do Ciebie nie przyzna  Ale poważnie - zdajesz sobie sprawę z tego, że w takim razie my też możemy zmartwychwstać albo pójść do nieba w sensie metaforycznym? Życie wieczne też może być tylko metaforą.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > >To czy Jezus zmartwychwstał w sensie ludzkim,... czy też nie, nie ma żadnego znaczenia.> No Ty chyba jakimś heretykiem jesteś. Twój proboszcz się do Ciebie nie przyzna  Będzie musiał z tym żyć. > Ale poważnie - zdajesz sobie sprawę z tego, że w takim razie my też możemy zmartwychwstać albo pójść do nieba w sensie metaforycznym? Życie wieczne też może być tylko metaforą.Nie pisałem o metaforze, miałem na myśli nadnaturalność.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Grey (2102 punktów) | >Nie pisałem o metaforze, miałem na myśli nadnaturalność. Masz na myśli to, że nie ma znaczenia, czy Jezus zmartwychwstał w ludzki sposób czy w nadnaturalny? Na czym polegałaby różnica?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>Nie pisałem o metaforze, miałem na myśli nadnaturalność. >Masz na myśli to, że nie ma znaczenia, czy Jezus zmartwychwstał w ludzki sposób czy w nadnaturalny? >Na czym polegałaby różnica? Możesz powstać z grobu i łazić sobie w swoim fizycznym ciele, albo powstać z grobu w formie "ducha", świadomej energii czy jak tam sobie wymyślisz.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Grey (2102 punktów) | >Możesz powstać z grobu i łazić sobie w swoim fizycznym ciele, albo powstać z grobu w formie "ducha", świadomej energii czy jak tam sobie wymyślisz. Rzeczywiście, nie jest to jakaś wielka różnica. Problem w tym, że jeśli odrzucić dosłowność Biblii, to nie ma pewności, czy miało miejsce jakiekolwiek zmartwychwstanie. Skąd wiesz, co jest dosłowne, a co nie?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>Możesz powstać z grobu i łazić sobie w swoim fizycznym ciele, albo powstać z grobu w formie "ducha", świadomej energii czy jak tam sobie wymyślisz. >Rzeczywiście, nie jest to jakaś wielka różnica. To też zależy, ale w kontekście tego że żyjesz, myślisz, jesteś, to nie ma to zbyt dużej różnicy. >Problem w tym, że jeśli odrzucić dosłowność Biblii, to nie ma pewności, czy miało miejsce jakiekolwiek zmartwychwstanie. >Skąd wiesz, co jest dosłowne, a co nie? No właśnie nie wiadomo co jest dosłowne, a co nie. Ale przekaz jest ten sam, raz o zmartwychwstaniu pisze się dosłownie innym razem metaforycznie, tak jak o nagrodzie w niebie, itd ... Nie ma sprzeczności co do istoty religii, którą już wcześniej wyraziłem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Grey (2102 punktów) | Nie rozumiemy się. Być może tu jest przyczyna: pl.wikipedia.org/wiki/Metafora> >>Możesz powstać z grobu i łazić sobie w swoim fizycznym ciele, albo powstać z grobu w formie "ducha", świadomej energii czy jak tam sobie wymyślisz.Obydwie te opcje są zmartwychwstaniem w dosłownym znaczeniu. A nawet jeśli nie, można sobie wyobrazić, że ta metaforyczność może być posunięta jeszcze dalej. Przykład metafory: Żyjemy w naszych dzieciach. Dosłowne znaczenie: Dzieci żyją, my nie żyjemy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >Nie rozumiemy się. To z pewnością. Wskazywanie mi definicji metafory istotnie pogłębia przekonanie o niezrozumieniu, chociaż było to zabawne, na prawdę uśmiechnąłem się. >>>>Możesz powstać z grobu i łazić sobie w swoim fizycznym ciele, albo powstać z grobu w formie "ducha", świadomej energii czy jak tam sobie wymyślisz. >Obydwie te opcje są zmartwychwstaniem w dosłownym znaczeniu. Zależy od definicji, ale ja się akurat zgadzam z Tobą. >A nawet jeśli nie, można sobie wyobrazić, że ta metaforyczność może być posunięta jeszcze dalej. >Przykład metafory: >Żyjemy w naszych dzieciach. >Dosłowne znaczenie: >Dzieci żyją, my nie żyjemy.
Pisząc o metaforach dotyczących zmartwychwstania w Biblii miałem na myśli np taką:
"Zburzcie tę świątynię, a ja ją w trzy dni odbuduję".
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Grey (2102 punktów) | Napisałem "Być może tu jest przyczyna." Teraz widzę, że nie. Czyli nie dopuszczasz możliwości, że zmartwychwstanie i życie wieczne może być metaforą? > Pisząc o metaforach dotyczących zmartwychwstania w Biblii miałem na myśli np taką:Przecież wiem, że Ty masz na myśli co innego, a ja co innego. Dlatego napisałem, że się nie rozumiemy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > Napisałem "Być może tu jest przyczyna." Teraz widzę, że nie.> Czyli nie dopuszczasz możliwości, że zmartwychwstanie i życie wieczne może być metaforą?Dopuszczam. > >Pisząc o metaforach dotyczących zmartwychwstania w Biblii miałem na myśli np taką:> Przecież wiem, że Ty masz na myśli co innego, a ja co innego. Dlatego napisałem, że się nie rozumiemy.  Eeee tam, bez problemu się dogadamy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Grey (2102 punktów) | >>Czyli nie dopuszczasz możliwości, że zmartwychwstanie i życie wieczne może być metaforą? >Dopuszczam. Miałem napisać, że już się dogadaliśmy, ale na wszelki zapytam, jak to rozumiesz, bo do tej pory myśleliśmy "na odwrót". (Odwróciliśmy tą metaforę o 180 stopni) Czego to teoretycznie mogłaby być metafora?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>>Czyli nie dopuszczasz możliwości, że zmartwychwstanie i życie wieczne może być metaforą? >>Dopuszczam. >Miałem napisać, że już się dogadaliśmy, ale na wszelki zapytam, jak to rozumiesz, bo do tej pory myśleliśmy "na odwrót". (Odwróciliśmy tą metaforę o 180 stopni) >Czego to teoretycznie mogłaby być metafora? Musisz mi wyjaśnić prościej o co Ci chodzi w tym poście.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Grey (2102 punktów) | Zapytam tak - gdyby zmartwychwstanie albo życie wieczne miało być metaforą, czego to mogłaby być metafora?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >Zapytam tak - gdyby zmartwychwstanie albo życie wieczne miało być metaforą, czego to mogłaby być metafora? Życie wieczne mogłoby dotyczyć przekazywania genów dzieciom.
Zmartwychwstanie napoju Powerade?
A poważnie zmartwychwstanie mogłoby być metaforą ponownego użycia nawozu, albo w dalszej perspektywie nawet BB (może za ostro poleciałem), ale przecież jak mówił jeden mądry:
"gdzie jest ten proch, który nie był żywy?".
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Grey (2102 punktów) | Własnie o to pytałem  Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > Własnie o to pytałem  > PozdrawiamMówiłem że się dogadamy
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | maceox (6766 punktów) | > >>Pomijanie szczegółów przy rozważaniu ogólnego przesłania jest rozsądne.Meretseger napisała: Cytat:No, nie bardzo, bo jakby tu rzec... szczegóły rzutują na całokształt. Ot, choćby ten szczegół - zrodzony on ci był z Ducha świętego czy z ziemskiego męża? Albo ten - rzeczywiście był nieżywy i zmartwychwstał czy nie? [...] A właśnie te dwa szczegóły są podstawą uznania Jezusa Ch. za osobę boską, a nie jakieś tam "przesłanie", czyli gadanie o miłości bliźniego. A Ty napisałeś: > To czy Jezus zmartwychwstał w sensie ludzkim, czy został fizycznie spłodzony przez Józefa czy też nie, nie ma żadnego znaczenia. Dla wierzącego - katolika, nie zmienia to nic [...] Piszesz: "jakieś tam przesłanie". Ono właśnie jest istotą tej religii.> Poszukiwanie sprzeczności w religii/biblii może być ciekawe, ale nie zmienia niczego (na tę chwilę). Dlatego chcąc faktycznie dopiec religii i wierzącym w Boga uderzyć trzeba w istotę religii, a nie pławić się w szczegółach, które są nieistotne z punktu widzenia całości, chociaż mogą być ważne dla wielu z punktu widzenia tradycji.Piszesz o "istocie religii", i jak widać Twoim zdaniem jest nią przykazanie miłości bliźniego. Wytłumacz mi proszę, co w tym nakazie jest religijnego? Twoim zdaniem ateista nie może kochać bliźniego, czy co? Nie jestem religioznawcą, ale coś tam obiło mi się o uszy o różnych kulturach i moim zdaniem jednym z elementów wspólnych dla prawie wszystkich religii jest właśnie zmartwychwstanie - tzn. życie po śmierci. Uwidacznia się to już od najwcześniejszych śladów kultury homo spaiens. Jeśli elementem centralnym jest sacrum, to natychmiastowym jego skutkiem - skoro istnieje ono poza naszym ziemskim światem - jest właśnie obietnica dalszego istnienia po śmierci. Jednak już ponad wszelką wątpliwość zmartwychwstanie jest istotą chrześcijaństwa. Spytaj się księdza, spytaj się ateistycznych religioznawców - gwarantuję, że powiedzą Ci to samo. Sprowadzanie religii do zagadnień moralnych w żadnym razie nie oddaje charakteru tego zjawiska. Zastanawia mnie tylko PO JAKĄ CHOLERĘ - mając ograniczony czas i tysiąc pytań do mądrzejszych ode mnie Andrzejów Bogusławskiego i 51, Meretseger i Fizyka i wielu innych na forum - ja tu takiego posta z oczywistymi banałami napisałem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Meretseger (61860 punktów) | > Zastanawia mnie tylko PO JAKĄ CHOLERĘ (...) ja tu takiego posta z oczywistymi banałami napisałem.A właśnie po to: Cytat:Piszesz o "istocie religii", i jak widać Twoim zdaniem jest nią przykazanie miłości bliźniego. Wytłumacz mi proszę, co w tym nakazie jest religijnego? Twoim zdaniem ateista nie może kochać bliźniego, czy co? Żeby po raz kolejny expressis verbis uświadomić kolejnej osobie, że etyka nie stanowi religii, że jest od niej niezależna, a religię tworzy suma szczegółów. > mądrzejszych ode mnie (...) Meretseger (...) Eeeee... wcale nie czuję się mądrzejsza
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | Komu to uświadomiłaś? Czy ja coś takiego pisałem, albo uważam, że religii nie tworzy suma szczegółów? Odpowiadasz nie na moje posty tylko na swoje wyobrażenia/skojarzenia.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) |
>Piszesz o "istocie religii", i jak widać Twoim zdaniem jest nią przykazanie miłości bliźniego. Wytłumacz mi proszę, co w tym nakazie jest religijnego? Twoim zdaniem ateista nie może kochać bliźniego, czy co? >Nie jestem religioznawcą, ale coś tam obiło mi się o uszy o różnych kulturach i moim zdaniem jednym z elementów wspólnych dla prawie wszystkich religii jest właśnie zmartwychwstanie - tzn. życie po śmierci. Uwidacznia się to już od najwcześniejszych śladów kultury homo spaiens. Jeśli elementem centralnym jest sacrum, to natychmiastowym jego skutkiem - skoro istnieje ono poza naszym ziemskim światem - jest właśnie obietnica dalszego istnienia po śmierci. Jednak już ponad wszelką wątpliwość zmartwychwstanie jest istotą chrześcijaństwa. Spytaj się księdza, spytaj się ateistycznych religioznawców - gwarantuję, że powiedzą Ci to samo. >Sprowadzanie religii do zagadnień moralnych w żadnym razie nie oddaje charakteru tego zjawiska. >Zastanawia mnie tylko PO JAKĄ CHOLERĘ - mając ograniczony czas i tysiąc pytań do mądrzejszych ode mnie Andrzejów Bogusławskiego i 51, Meretseger i Fizyka i wielu innych na forum - ja tu takiego posta z oczywistymi banałami napisałem.
Powtórzę co uważam za istotę religii: "Bóg dał ludziom wolną wolę i powiedział jak należy postępować, aby otrzymać życie wieczne (szczęście w niebie). Ludzie różnie na to reagowali, próbował więc dotrzeć do nich różnymi sposobami, w tym ustalił zasadę, że cierpienie zbawia (czemu tak durną z naszego punktu widzenia - nie wiadomo) i pozwolił swojemu synowi cierpieć za winy ludzi."
Jak widzisz jest tam życie wieczne, ale nie musi ono oznaczać, że wstaniesz z grobu i będziesz sobie dalej chodził z pieprzykiem w tym samym miejscu co przed śmiercią.
Nie napisałem że ateista nie może kochać bliźniego, nie wiem skąd taki wniosek wysnułeś. Ateista może kochać bliźniego swego.
Nie sprowadzam religii do aspektów moralnych, skąd znowu ten zarzut? Nie mniej jednak w religii chrześcijańskiej to właśnie stanowi podstawę: Bóg dał zasady, jak będziesz żył zgodnie z nimi czeka nagroda, jak nie - kara.
Właśnie ja też nie wiem po co piszesz rzeczy oczywiste.
Moją opinię co do różnych sprzeczności w Biblii znasz: są to szczegóły mało istotne z punktu widzenia istoty religii, podstawy przesłania Jezusa. Jeśli uważasz że są to jednak rzeczy ważne i ja się mylę - wykaż to lub przyznaj mi rację zamiast pisać o sprawach oczywistych.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | >Powtórzę co uważam za istotę religii: >"Bóg dał ludziom wolną wolę i powiedział jak należy postępować, aby otrzymać życie wieczne (szczęście w niebie). Ludzie różnie na to reagowali, próbował więc dotrzeć do nich różnymi sposobami, w tym ustalił zasadę, że cierpienie zbawia (czemu tak durną z naszego punktu widzenia - nie wiadomo) i pozwolił swojemu synowi cierpieć za winy ludzi." Jakoś jestem sceptyczny co do tej Twojej istoty. Moim zdaniem istotą religii jest wiara w sacrum, które wszak manifestuje się dla jej wyznawców w przeróżnych elementach świata materialnego i ideowego. Bez tych ziemskich elementów (czasem bardzo wielu) nie byłoby religii.
>Jak widzisz jest tam życie wieczne, ale nie musi ono oznaczać, że wstaniesz z grobu i będziesz sobie dalej chodził z pieprzykiem w tym samym miejscu co przed śmiercią. Nie musi.
>Nie sprowadzam religii do aspektów moralnych, skąd znowu ten zarzut? Zacytowałem wcześniej wypowiedzi Mereseger i Twoją. Dla mnie to wynikało logicznie.
>Nie mniej jednak w religii chrześcijańskiej to właśnie stanowi podstawę: Bóg dał zasady, jak będziesz żył zgodnie z nimi czeka nagroda, jak nie - kara. Podstawę każdy może dostrzegać jaką chce. Wolę rozpatrywać religię w całej jej złożoności.
>Moją opinię co do różnych sprzeczności w Biblii znasz: są to szczegóły mało istotne z punktu widzenia istoty religii, podstawy przesłania Jezusa. Jeśli uważasz że są to jednak rzeczy ważne i ja się mylę - wykaż to lub przyznaj mi rację zamiast pisać o sprawach oczywistych. To zależy od wierzącego. Dla jednego ważna jest tylko wizyta w kościele co niedzielę, dla innego uzdrowienie przez papieża, a dla trzeciego ważne jest właśnie wczytywanie się w szczególiki pisma i racjonalizująca próba usuwania sprzeczności w drodze interpretacji. Oczywiście są też tacy, dla których ważne jest tylko któreś z przesłań Jezusa, o którym akurat słyszeli.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >Jakoś jestem sceptyczny co do tej Twojej istoty. >Moim zdaniem istotą religii jest wiara w sacrum, które wszak manifestuje się dla jej wyznawców w przeróżnych elementach świata materialnego i ideowego. Bez tych ziemskich elementów (czasem bardzo wielu) nie byłoby religii. Przedstawiłem istotę religii judeochrześcijańskiej. Wiara dla samej wiary byłaby bez sensu. Wierzący wierzą bo mają obietnicę zbawienia. >Nie musi. No właśnie. >>Nie mniej jednak w religii chrześcijańskiej to właśnie stanowi podstawę: Bóg dał zasady, jak będziesz żył zgodnie z nimi czeka nagroda, jak nie - kara. >Podstawę każdy może dostrzegać jaką chce. Wolę rozpatrywać religię w całej jej złożoności. I tak też trzeba rozpatrywać. Ważne jednak aby nie umykała całość. >>Moją opinię co do różnych sprzeczności w Biblii znasz: są to szczegóły mało istotne z punktu widzenia istoty religii, podstawy przesłania Jezusa. Jeśli uważasz że są to jednak rzeczy ważne i ja się mylę - wykaż to lub przyznaj mi rację zamiast pisać o sprawach oczywistych. >To zależy od wierzącego. Dla jednego ważna jest tylko wizyta w kościele co niedzielę, dla innego uzdrowienie przez papieża, a dla trzeciego ważne jest właśnie wczytywanie się w szczególiki pisma i racjonalizująca próba usuwania sprzeczności w drodze interpretacji. >Oczywiście są też tacy, dla których ważne jest tylko któreś z przesłań Jezusa, o którym akurat słyszeli. Zapewne tak jest, to dość jasne biorąc pod uwagę kilka miliardów chrześcijan. Jest jednak coś co cały czas od wieków i dla wszystkich raczej rozgarniętych wierzących jest oczywiste:
Bóg dał ludziom wolną wolę i powiedział jak należy postępować, aby otrzymać życie wieczne. Ludzie różnie na to reagowali, próbował więc dotrzeć do nich różnymi sposobami, w tym ustalił zasadę, że cierpienie zbawia i pozwolił swojemu synowi cierpieć za winy ludzi.
W jaki sposób ludzie kontemplują tę wiarę, jak ją przeżywają, w jaki sposób próbują sobie to i owo wyjaśnić, ile razy się mylą, plotą głupoty, itd ... nie ma istotnego znaczenia.
Znaczenie może mieć dla niewierzących gdy jest ich mniej.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | maceox (6766 punktów) | > Przedstawiłem istotę religii judeochrześcijańskiej.To jest Twoje zdanie. Ty zaś napisałeś tak: Cytat:Bóg dał ludziom wolną wolę i powiedział jak należy postępować, aby otrzymać życie wieczne (szczęście w niebie). Ludzie różnie na to reagowali, próbował więc dotrzeć do nich różnymi sposobami, w tym ustalił zasadę, że cierpienie zbawia (czemu tak durną z naszego punktu widzenia - nie wiadomo) i pozwolił swojemu synowi cierpieć za winy ludzi. To jest religioznawstwo z budki z piwem. > W jaki sposób ludzie kontemplują tę wiarę, jak ją przeżywają, w jaki sposób próbują sobie to i owo wyjaśnić, ile razy się mylą, plotą głupoty, itd ... nie ma istotnego znaczenia.Jak dla mnie jesteś bardzo oryginalnym forumowiczem. Gadasz sobie na zupełnym luzie od cholery bardzo różnie przemyślanych rzeczy (czemu z naszego punktu widzenia w sposób zupełnie nonszalancki sformułowanych - nie wiadomo) jednak, gdy się wejdzie w rozmowę, to bronisz się dość logicznie wycofując nieco tę nonszalancję i ostatecznie pozostaje wrażenie jakiejś tam konsekwencji Twojego stanowiska, które tym sposobem wydaje się nieco zyskiwać na znaczeniu. Ale co w zasadzie w tym wątku np. konkretnego ostatecznie powiedziałeś? Że dla ludzi wierzących nie są istotne szczegóły założeń ich wiary? Dla racjonalistów jest to dość oczywiste i stanowi to jeden z punktów krytyki kierowanej pod adresem wierzących. Natomiast za Twój absolutnie popisowy majstersztyk uznaję Twoją rozmowę z Andrzejem 51: www.racjonalista.pl/forum.php/s,562660#w564089Trzeba mieć - nazwijmy to - wysokie poczucie własnej wartości, żeby tak z nim rozmawiać. Ale ja zawsze byłem raczej za egalitaryzmem, niż elitaryzmem. Dopóki jest na forum wyraźnie zaznaczone, kto co powiedział, dopóty łatwo jest wskazać osoby, od których można się czegoś nauczyć.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | Piszę czasami tak "frywolnie" bo tak chcę, to jest forum, a nie artykuł naukowy lub popularnonaukowy. Wyrażam też nadzieję, iż mimo, że ten styl mój literacki nie jest, inteligentny człowiek zrozumie sens bez problemu. Wycofuję ową "nonszalancję", gdy widzę, że mój rozmówca poważny strasznie jest albo w tej mojej nonszalancji nie rozumie co chcę przekazać (co nie musi być jego winą). Wtedy staram się tłumaczyć. No taki bywam, nonszalancki! > Ale co w zasadzie w tym wątku np. konkretnego ostatecznie powiedziałeś? Że dla ludzi wierzących nie są istotne szczegóły założeń ich wiary? Dla racjonalistów jest to dość oczywiste i stanowi to jeden z punktów krytyki kierowanej pod adresem wierzących.Chciałem powiedzieć, że ludzi wierzących najważniejsze jest to, że: Bóg dał im wolną wolę i rozum oraz wskazówki jak powinni postępować. Jeśli się będą stosować do tych rad i nakazów czeka ich nagroda, a jeśli nie - piekiełko. Ludzie nie za bardzo się do tego stosowali to bóg wymyślił sobie (albo wcześniej już, CHOLERA Go wie), że grzechy te trzeba odkupić (no i Jezus itd ...). Natomiast szczegóły różne są ważne, ale niczego nie zmieniają. Chodzi oto, że krytyka kierowana do wierzących jest zupełnie absurdalna i śmieszna, ponieważ ma na celu pokazanie, że bóg to bzdura, albo go nie ma, itd ... Podam przykład kibicowski (no wiesz, te budki z piwem). To tak jak Lewandowski strzela Realowi 4 bramki i kibice (wierzący) są szczęśliwi: mamy światowej klasy piłkarza. A krytycy (ateiści) mówią: a jednak mógł strzelić 5, a w ogóle raz czy dwa razy się potknął, a w ogóle to baran bo oplem jeździ, itd ... Dla kibica Lewandowski wielkim piłkarzem jest niezależnie od tych szczegółów. Pozostałe elementy, szczegóły są ważne, warto je badać, analizować, itd ... Ale czy one do tej pory zmieniły coś w istocie religii? Nic. > Natomiast za Twój absolutnie popisowy majstersztyk uznaję Twoją rozmowę z Andrzejem 51:> www.racjonalista.pl/forum.php/s,562660#w564089Wiesz ja jestem na wsi chowany, o u mnie zwrot "cholera wie", jest synonimem: "nie wiadomo". Myślałem do tej pory, iż to wiedza powszechna. Przed moim wtrąceniem się w dyskusję z Andrzejem51, pisał On o tym, że: "od odrzucenia dosłowności biblijnej już tylko niewielki krok do pełnej dowolności interpretacji treści poszczególnych scen i partii Biblii." Chciałem mu uświadomić, że wiara w boga, relacja człowieka wierzącego z bogiem polega na zupełnie czymś innym, niż na badaniu sprzeczności szczegółów biblijnych. Napisałem tak, ponieważ internet (i nasze forum też) pełne jest znalezionych sprzeczności w biblii, różnych paradoksów, które rzekomo mają udowadniać, że bóg to bujda. Dla wierzącego to jest po prostu śmieszne, bo relacja polega na czymś zupełnie innym. Co podkreślę jeszcze raz nie znaczy wg mnie, że nie należy o tym pisać, wręcz przeciwnie: skoro coś wiemy lub nawet nam się wydaje, że wiemy, dzielmy się tym i dyskutujmy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | maceox (6766 punktów) | >Natomiast szczegóły różne są ważne, ale niczego nie zmieniają. Chodzi oto, że krytyka kierowana do wierzących jest zupełnie absurdalna i śmieszna, ponieważ ma na celu pokazanie, że bóg to bzdura, albo go nie ma, itd A co? Bóg to nie bzdura i istnieje?
>To tak jak Lewandowski strzela Realowi 4 bramki i kibice (wierzący) są szczęśliwi: mamy światowej klasy piłkarza. A krytycy (ateiści) mówią: a jednak mógł strzelić 5, a w ogóle raz czy dwa razy się potknął, a w ogóle to baran bo oplem jeździ, itd ... Dla niektórych Lewandowski to Bóg. Ja rozumiem - niezły jest, ale przecież nie jest aż Lewandowskim...
>Dla kibica Lewandowski wielkim piłkarzem jest niezależnie od tych szczegółów. >Pozostałe elementy, szczegóły są ważne, warto je badać, analizować, itd ... Ale czy one do tej pory zmieniły coś w istocie religii? Nic. No, nie ale skoro jest wszechmocny, to niech najpierw strzeli jeszcze parę goli Bayernowi. Potem pogadamy.
>Wiesz ja jestem na wsi chowany Jestem ze wsi i choć wychowywałem się w wielu różnych miejscach, to nigdy nie przyszło mi głowy, by cokolwiek w moim zachowaniu tym faktem usprawiedliwiać.
>, o u mnie zwrot "cholera wie", jest synonimem: "nie wiadomo". Myślałem do tej pory, iż to wiedza powszechna. Sądzę, że się nie myliłeś. Natomiast wcale nie forma jest tu najistotniejsza. Do tej pory bliższy od ateizmu był mi raczej agnostycyzm. Ty mi dość skutecznie ukazujesz absurdalność tego stanowiska.
>Przed moim wtrąceniem się w dyskusję z Andrzejem51, pisał On o tym, że: "od odrzucenia dosłowności biblijnej już tylko niewielki krok do pełnej dowolności interpretacji treści poszczególnych scen i partii Biblii." I sądzisz, że po dyskusji z Tobą on by już tak nie napisał? Ja się w każdym razie z tym zdaniem Andrzeja 51 w pełni zgadzam.
>Chciałem mu uświadomić, że wiara w boga, relacja człowieka wierzącego z bogiem polega na zupełnie czymś innym, niż na badaniu sprzeczności szczegółów biblijnych. A Czy dla Ciebie na relację z kobietą (nawet super laską) nie wpływa w żaden sposób to, co ona mówi?
>Napisałem tak, ponieważ internet (i nasze forum też) pełne jest znalezionych sprzeczności w biblii, różnych paradoksów, które rzekomo mają udowadniać, że bóg to bujda. Dla wierzącego to jest po prostu śmieszne, bo relacja polega na czymś zupełnie innym. No właśnie. Powiedzmy sobie szczerze, że relacja polega na stosunku, a nie na tym, co kto przed - czy po - gada.
>Co podkreślę jeszcze raz nie znaczy wg mnie, że nie należy o tym pisać, wręcz przeciwnie: skoro coś wiemy lub nawet nam się wydaje, że wiemy, dzielmy się tym i dyskutujmy. Może i tak, ale w sumie cholera to wie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Jestem ze wsi i choć wychowywałem się w wielu różnych miejscach, to nigdy nie przyszło mi głowy, by cokolwiek w moim zachowaniu tym faktem usprawiedliwiać. Dokładnie tak. Można być typowym "wsiokiem" w śródmieściu dużego miasta wychowanym i chamem ze szlacheckiego rodu. Znam bardzo wielu inteligentnych, kulturalnych i wykształconych ludzi pochodzących ze wsi. Uważam, że ogromny wpływ na to jakimi jesteśmy mają geny i środowisko, w którym zostaliśmy ukształtowani, ale już niewielki ma miejsce urodzenia.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >. >>Jestem ze wsi i choć wychowywałem się w wielu różnych miejscach, to nigdy nie przyszło mi głowy, by cokolwiek w moim zachowaniu tym faktem usprawiedliwiać. >Dokładnie tak. Można być typowym "wsiokiem" w śródmieściu dużego miasta wychowanym i chamem ze szlacheckiego rodu. Znam bardzo wielu inteligentnych, kulturalnych i wykształconych ludzi pochodzących ze wsi. Uważam, że ogromny wpływ na to jakimi jesteśmy mają geny i środowisko, w którym zostaliśmy ukształtowani, ale już niewielki ma miejsce urodzenia.
Zgadzam się z Panem. Chamstwo jest też niezależne od posiadanej wiedzy i wykształcenia.
pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >A co? Bóg to nie bzdura i istnieje? To zależy od poglądów. Ja pisałem z punktu widzenia wierzących, szczegóły nie są istotne. I o ile w całej dyskusji dotyczącej poszukiwania sprzeczności w religii/Biblii itd... chodzi o ciekawość i wiedzę jak faktycznie było: kto co napisał, od kogo ściągał lub co zmyślił, to nie widzę problemu. Jeśli natomiast chodzi o to, że te sprzeczności mają wierzącemu pośrednio udowadniać, że boga nie ma, to jest to bzdura, bo te szczegóły nie mają dla wiary znaczenia. >Dla niektórych Lewandowski to Bóg. Ja rozumiem - niezły jest, ale przecież nie jest aż Lewandowskim... >No, nie ale skoro jest wszechmocny, to niech najpierw strzeli jeszcze parę goli Bayernowi. Potem pogadamy. Może i mógłby strzelić więcej, ale i tak jest boski. >Jestem ze wsi i choć wychowywałem się w wielu różnych miejscach, to nigdy nie przyszło mi głowy, by cokolwiek w moim zachowaniu tym faktem usprawiedliwiać. Nie myślisz chyba poważnie, że ja się usprawiedliwiam. To kontynuacja mojej nonszalancji w rozmowie. Przecie ja tez uniwersytety rózne pokońcył i w dodatku nie wiecorowe. >Sądzę, że się nie myliłeś. Natomiast wcale nie forma jest tu najistotniejsza. Do tej pory bliższy od ateizmu był mi raczej agnostycyzm. Ty mi dość skutecznie ukazujesz absurdalność tego stanowiska. Eeee tam, w sensie relacji z bogiem, nie ma żadnej różnicy pomiędzy agnostykiem a ateistą. Jeden i drugi nie wierzy w boga. A gdyby bóg się jakoś objawił to wtedy i jeden i drugi się dowie. A w sensie poznawczym to agnostyk jest absolutnie irracjonalny. Czyli jak u mnie mówią "ni pies ni wydra". Jeśli zatem rozmowa ze mną pozwala Ci oddalić się od irracjonalizmu, to chyba dobrze, chociaż jestem zdziwiony. >>Przed moim wtrąceniem się w dyskusję z Andrzejem51, pisał On o tym, że: "od odrzucenia dosłowności biblijnej już tylko niewielki krok do pełnej dowolności interpretacji treści poszczególnych scen i partii Biblii." >I sądzisz, że po dyskusji z Tobą on by już tak nie napisał? Ja się w każdym razie z tym zdaniem Andrzeja 51 w pełni zgadzam. Dlaczego nie? Niech pisze, z resztą ja się z też z tym zdaniem zgadzam. >>Chciałem mu uświadomić, że wiara w boga, relacja człowieka wierzącego z bogiem polega na zupełnie czymś innym, niż na badaniu sprzeczności szczegółów biblijnych. >A Czy dla Ciebie na relację z kobietą (nawet super laską) nie wpływa w żaden sposób to, co ona mówi? Zależy czy przed, czy po, czy w trakcie. Poważnie jednak oczywiście ma znaczenie, ale nie kluczowe, ja patrzę na całość. >>Napisałem tak, ponieważ internet (i nasze forum też) pełne jest znalezionych sprzeczności w biblii, różnych paradoksów, które rzekomo mają udowadniać, że bóg to bujda. Dla wierzącego to jest po prostu śmieszne, bo relacja polega na czymś zupełnie innym. >No właśnie. Powiedzmy sobie szczerze, że relacja polega na stosunku, a nie na tym, co kto przed - czy po - gada. Właśnie nie, relacja jest wielowymiarowa. Co do podstawowych rzeczy to wiesz, że Cię kocha i Ty ją, chociaż czasem ją głowa boli, a czasem dużo pieprzy, ale niestety od rzeczy. >>Co podkreślę jeszcze raz nie znaczy wg mnie, że nie należy o tym pisać, wręcz przeciwnie: skoro coś wiemy lub nawet nam się wydaje, że wiemy, dzielmy się tym i dyskutujmy. >Może i tak, ale w sumie cholera to wie. A tu właśnie cholera nie wie, bo tu ja wiem, że rozmawiać warto.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | maceox (6766 punktów) | >Jeśli natomiast chodzi o to, że te sprzeczności mają wierzącemu pośrednio udowadniać, że boga nie ma, to jest to bzdura, bo te szczegóły nie mają dla wiary znaczenia. Mi się wydawało, że to pismo jest jednak w całości święte...
Oczywiście, że szczegóły mają znaczenie dla wiary, gdyż indoktrynowane treści to właśnie suma tych szczegółów (choć dla różnych ludzi istotne są różne szczegóły).
Aby jednak w ogóle zacząć się nad tym zastanawiać to trzeba najpierw podważyć własne (najczęściej nieuświadomione) zawierzenie autorytetom i pójść pod prąd religijnemu otoczeniu. To dlatego właśnie udowadnianie czegokolwiek wierzącemu jest prawie że walką z wiatrakami. Jednak nawet na forum widać, że czasem, bardzo rzadko, ale jednak się opłaca...
>Eeee tam, w sensie relacji z bogiem, nie ma żadnej różnicy pomiędzy agnostykiem a ateistą. Jeden i drugi nie >wierzy w boga. A gdyby bóg się jakoś objawił to wtedy i jeden i drugi się dowie. >A w sensie poznawczym to agnostyk jest absolutnie irracjonalny. >Czyli jak u mnie mówią "ni pies ni wydra". >Jeśli zatem rozmowa ze mną pozwala Ci oddalić się od irracjonalizmu, to chyba dobrze, chociaż jestem zdziwiony. Jak dla mnie jesteś dość wyraźnym agnostykiem. Jak inaczej mam odczytować Twoje "cholera wie"?
>>A Czy dla Ciebie na relację z kobietą (nawet super laską) nie wpływa w żaden sposób to, co ona mówi? >Zależy czy przed, czy po, czy w trakcie. Poważnie jednak oczywiście ma znaczenie, ale nie kluczowe, ja patrzę na całość. No ale Ty twierdzisz, że tylko relacja jest ważna, a to co Bóg mówi, to już nie. Wiesz, gdybym ja miał taką relację z kobietą, że chciałbym ją tylko słuchać i przed nią klękać, to chyba jednak byłoby dla mnie dość istotne, co ona ma do powiedzenia. Oczywiście dla zakochanego jej sprzeczności to tylko dowód jej piękna.
>Właśnie nie, relacja jest wielowymiarowa. Co do podstawowych rzeczy to wiesz, że Cię kocha i Ty ją, chociaż czasem ją głowa boli, a czasem dużo pieprzy, ale niestety od rzeczy. No dobra, ale zdarza się że miarka się przebierze, Ty się w końcu wkurzysz, że Ci np. zagłusza Szpakowskiego i w efkecie trzy dni śpisz na sofie. I ty się zastanawiasz, czy to jest sprawiedliwa kara. Czyli właśnie drobny szczegół rzutuje na ogólne pytanie o teodyceę, a stąd już krok do herezji. Zauważ przy okazji, że kobiety są duże bardziej sprawiedliwe i miłosierne od bogów.
>A tu właśnie cholera nie wie, bo tu ja wiem, że rozmawiać warto. Udowodnij to.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | > Mi się wydawało, że to pismo jest jednak w całości święte...Jako słowu bożemu z pewnością szacunek mu się należy, ale dziś wiemy że są tam sprzeczności, dodatki itd ... > Oczywiście, że szczegóły mają znaczenie dla wiary, gdyż indoktrynowane treści to właśnie suma tych szczegółów (choć dla różnych ludzi istotne są różne szczegóły).To jest dość oczywiste, że suma szczegółów tworzy całość, jakąś. Ale przecież wiesz (tak mi sie zdaje, bo to oczywiste), że każda analiza umożliwia ocenę zgodności szczegółów na różnych poziomach ogólności. A ocena zgodności/spójności na różnych poziomach może być zupełnie inna niż na poziomie szczegółu. > Aby jednak w ogóle zacząć się nad tym zastanawiać to trzeba najpierw podważyć własne (najczęściej nieuświadomione) zawierzenie autorytetom i pójść pod prąd religijnemu otoczeniu. To dlatego właśnie udowadnianie czegokolwiek wierzącemu jest prawie że walką z wiatrakami. Jednak nawet na forum widać, że czasem, bardzo rzadko, ale jednak się opłaca...Jeśli piszesz ogólnie to pełna zgoda, jeśli do mnie o mnie, to nie mam problemów aby rozmawiać o czymkolwiek. > Jak dla mnie jesteś dość wyraźnym agnostykiem. Jak inaczej mam odczytować Twoje "cholera wie"?Ja określiłbym się wierzącym agnostykiem, co pozwala mi być racjonalistą. > No ale Ty twierdzisz, że tylko relacja jest ważna, a to co Bóg mówi, to już nie. Wiesz, gdybym ja miał taką relację z kobietą, że chciałbym ją tylko słuchać i przed nią klękać, to chyba jednak byłoby dla mnie dość istotne, co ona ma do powiedzenia. Oczywiście dla zakochanego jej sprzeczności to tylko dowód jej piękna.Nic takiego nie pisałem. Ważna jest relacja oparta o całokształt, w tym też o to co ma do powiedzenia. > No dobra, ale zdarza się że miarka się przebierze, Ty się w końcu wkurzysz, że Ci np. zagłusza Szpakowskiego i w efkecie trzy dni śpisz na sofie. I ty się zastanawiasz, czy to jest sprawiedliwa kara. Czyli właśnie drobny szczegół rzutuje na ogólne pytanie o teodyceę, a stąd już krok do herezji. Zauważ przy okazji, że kobiety są duże bardziej sprawiedliwe i miłosierne od bogów.Z pewnością od jednego szczegółu możesz dojść do problemów ogólnych. Jeśli chodzi o teodyceę to moją opinię znajdziesz w tym wątku: www.racjon(*)orum.php/s,562660/i,35#w563528> >A tu właśnie cholera nie wie, bo tu ja wiem, że rozmawiać warto.> Udowodnij to.Dowodu w sensie naukowym to Ci nie przedstawię, ale dyskusje prowadzę od ponad 30 lat i z wielu dowiedziałem się wielu rzeczy i wiem że warto.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | > >Mi się wydawało, że to pismo jest jednak w całości święte...> Jako słowu bożemu z pewnością szacunek mu się należy, ale dziś wiemy że są tam sprzeczności, dodatki itd ...No właśnie. To "ale" ma jednak znaczenie. Oczywiście, że nie dla całkowicie zauroczonych wiarą - skąd w ogóle taki pomysł? > To jest dość oczywiste, że suma szczegółów tworzy całość, jakąś. Ale przecież wiesz (tak mi sie zdaje, bo to oczywiste), że każda analiza umożliwia ocenę zgodności szczegółów na różnych poziomach ogólności. A ocena zgodności/spójności na różnych poziomach może być zupełnie inna niż na poziomie szczegółu.Zgoda. Ale też inna jest krytyka religii w szczegółach, a inna w ogółach i nikt nie postulował, że krytyka szczegółów całkowicie wyczerpuje temat. Dla mnie również krytyka ogółu religii jest z miejsca i zasadniczo trafna, dlatego, że gdy się dostrzeże, że to zawsze tylko inni ludzie nam te treści przekazują (czy to ustnie, czy to w formie drukowanej), to natychmiast rodzi się pytanie, dlaczego ja tym innym ludziom mam wierzyć. > >Aby jednak w ogóle zacząć się nad tym zastanawiać to trzeba najpierw podważyć własne (najczęściej nieuświadomione) zawierzenie autorytetom i pójść pod prąd religijnemu otoczeniu. To dlatego właśnie udowadnianie czegokolwiek wierzącemu jest prawie że walką z wiatrakami. Jednak nawet na forum widać, że czasem, bardzo rzadko, ale jednak się opłaca...> Jeśli piszesz ogólnie to pełna zgoda, jeśli do mnie o mnie, to nie mam problemów aby rozmawiać o czymkolwiek.Pisałem ogólnie, a do Ciebie o tyle, że uważasz, że krytyka tego, co stanowi dla Ciebie "szczegóły religii" jest dla wierzących nieistotna. Otóż sądzę, że zasadniczo żadna krytyka - również na poziomie ogólnym - nie jest dla wierzących istotna właśnie ze względu wskazanego powyżej. Jednak czasem jakieś ziarno wątpliwości uda się zasiać i może się to udać na każdym poziomie szczegółowości, a zatem warto i na każdym poziomie próbować. Poza tym istnieją ludzie po prostu zainteresowani krytyką religii, wcale nie koniecznie w celach zawracania wierzących, tylko z tego względu, że to lubią i raczej będa szukali do dyskusji podobnych sobie, niż bezsensownej konfrontacji z czyjąś wiarą. Raczej nie sądzę, by np. Andrzej 51 koniecznie chciał pozbawiać ludzi ich wiary. Chciałeś mu wykazać, że dla przekonania wierzących nie warto wchodzić w szczegóły, ale czy ktoś przy zdrowych zmysłach chce przekonywać wierzących? Przekonać można tylko wątpiących, szukających, pytających i otwartych. > Ja określiłbym się wierzącym agnostykiem, co pozwala mi być racjonalistą.Zapomniałeś jeszcze dodać, że jesteś ateizującym wierzącym agnostykiem, gdyż to dopiero w pełni tłumaczyłoby racjonalizm à la Brzostowki. > >No ale Ty twierdzisz, że tylko relacja jest ważna, a to co Bóg mówi, to już nie. Wiesz, gdybym ja miał taką relację z kobietą, że chciałbym ją tylko słuchać i przed nią klękać, to chyba jednak byłoby dla mnie dość istotne, co ona ma do powiedzenia. Oczywiście dla zakochanego jej sprzeczności to tylko dowód jej piękna.> Nic takiego nie pisałem.Ale ja pisałem, gdyż - w przeciwieństwie do przykładu z Lewandowskim - stanowi to jakąś tam jeszcze w miarę udaną analogię do relacji z Bogiem i jego Pismem Świętym. Bóg mówi tym pismem - rozumiesz? Nie mów więc, że szczegóły są nieważne. > Ważna jest relacja oparta o całokształt, w tym też o to co ma do powiedzenia.O, właśnie tak! > Z pewnością od jednego szczegółu możesz dojść do problemów ogólnych. Jeśli chodzi o teodyceę to moją opinię znajdziesz w tym wątku:> www.racjon(*)orum.php/s,562660/i,35#w563528Posłuchaj lepiej jak Hitchens nokautuje teodyceę: www.youtube.com/watch?v=NOSM5GikQUA#t=4m24s i fragment dalej, ale najlepiej całość.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Fizyk (17637 punktów) | > > Ja określiłbym się wierzącym agnostykiem, co pozwala mi być racjonalistą.> Zapomniałeś jeszcze dodać, że jesteś ateizującym wierzącym agnostykiem, gdyż to dopiero w pełni tłumaczyłoby racjonalizm a la Brzostowki.Obawiam się, że Brzostowski jest ateizującym wierzącym agnostykiem smoleńskim. www.racjonalista.pl/forum.php/s,564273#w565766
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) |
To dziwne iż zadawanie pytań w sprawie katastrofy smoleńskiej jest nie na miejscu.
Wiadomo, że:
- niektóre szczątki samolotu znajdują się przed brzozą, - wiadomo, że Rosjanie niszczyli dowody, - wiadomo, że naginali fakty tak, aby im pijany Błasik wyszedł w kokpicie, - wiadomo, że w czasie badań i śledztwa wykazywali się co najmniej niechlujstwem (ciuchy w trumnach, pomylone ciała), - wiadomo, że wrak samolotu traktowali zamiast jak dowód, raczej jak kawałek złomu, - wiadomo, że blokowali Polskim śledczym dostęp do dowodów, - wraku oddać nie chcą,
czy w takich warunkach można ufać, iż raport Millera powstały na bazie rosyjskich ustaleń jest wiarygodny jako całość?
Ja mam wątpliwości, i logika podpowiada mi, że tylko wierzący lub ideologicznie niechętny PiSowi człowiek, może uznać go za wiarygodny.
Niezależnie od tego co wygaduje Macierewicz i jak bardzo się go nie lubi oraz ludzi których reprezentuje, należy zachować sceptycyzm.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | >To dziwne iż zadawanie pytań w sprawie katastrofy smoleńskiej jest nie na miejscu. >Wiadomo, że: >- niektóre szczątki samolotu znajdują się przed brzozą, >- wiadomo, że Rosjanie niszczyli dowody, >- wiadomo, że naginali fakty tak, aby im pijany Błasik wyszedł w kokpicie, >- wiadomo, że w czasie badań i śledztwa wykazywali się co najmniej niechlujstwem (ciuchy w trumnach, pomylone ciała), >- wiadomo, że wrak samolotu traktowali zamiast jak dowód, raczej jak kawałek złomu, >- wiadomo, że blokowali Polskim śledczym dostęp do dowodów, >- wraku oddać nie chcą, >czy w takich warunkach można ufać, iż raport Millera powstały na bazie rosyjskich ustaleń jest wiarygodny jako całość? >Ja mam wątpliwości, i logika podpowiada mi, że tylko wierzący lub ideologicznie niechętny PiSowi człowiek, może uznać go za wiarygodny. >Niezależnie od tego co wygaduje Macierewicz i jak bardzo się go nie lubi oraz ludzi których reprezentuje, należy zachować sceptycyzm.
... skoro chcesz zachować sceptycyzm i racjonalizm to weź pod uwagę, że to Rosji najbardziej zależy na całym zamieszaniu. Może wtedy zrozumiesz, że mają rację ci co żądają pełnego dostępu do materiałów śledczych i dowodowych, oraz ściągnięcia szczątków samolotu do Polski. Jednak ci którzy, mimo braku wiarygodnych i pełnych dowodów tworzą teorie spiskowe, tak na prawdę wysługują się (być może nieumyślnie) Rosjanom i ich dążeniom. PiS-owska nienawiść i niefrasobliwość w stawianiu teorii spiskowych, stawia PiS w jednym rzędzie z całą resztą popleczników Rosji. W swym zaślepieniu nie zauważają, że stoją po stronie interesów Rosji, a przeciwko interesom Polski. A interes Polski powinien być najważniejszy...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > No właśnie. To "ale" ma jednak znaczenie. Oczywiście, że nie dla całkowicie zauroczonych wiarą - skąd w ogóle taki pomysł?Ma znaczenie dla wszystkich. > Zgoda. Ale też inna jest krytyka religii w szczegółach, a inna w ogółach i nikt nie postulował, że krytyka szczegółów całkowicie wyczerpuje temat. Dla mnie również krytyka ogółu religii jest z miejsca i zasadniczo trafna, dlatego, że gdy się dostrzeże, że to zawsze tylko inni ludzie nam te treści przekazują (czy to ustnie, czy to w formie drukowanej), to natychmiast rodzi się pytanie, dlaczego ja tym innym ludziom mam wierzyć.No to zgoda. > Pisałem ogólnie ...> Poza tym istnieją ludzie po prostu zainteresowani krytyką religii... ale czy ktoś przy zdrowych zmysłach chce przekonywać wierzących? Przekonać można tylko wątpiących, szukających, pytających i otwartych.Nie zgodzę się do końca. Wierzący może stać się pytającym, zatem można także tutaj coś zwojować. Z pozostałymi spostrzeżeniami zgodzę się. > >Ja określiłbym się wierzącym agnostykiem, co pozwala mi być racjonalistą.> Zapomniałeś jeszcze dodać, że jesteś ateizującym wierzącym agnostykiem, gdyż to dopiero w pełni tłumaczyłoby racjonalizm à la Brzostowki.O nie, to za bardzo zaszalałeś! Wierzący agnostyk, najlepiej do mnie pasuje. Poważnie to liczyłem na pytanie jak to możliwe, czy coś takiego. > Ale ja pisałem, gdyż - w przeciwieństwie do przykładu z Lewandowskim - stanowi to jakąś tam jeszcze w miarę udaną analogię do relacji z Bogiem i jego Pismem Świętym. Bóg mówi tym pismem - rozumiesz? Nie mów więc, że szczegóły są nieważne.Szczegóły nie są istotne w kontekście całości, te szczegóły które prezentował Andrzej51. Nie twierdzę, że nie pojawią się szczegóły, które będą miały istotny wpływ lub spowodują lawinę nowych poszukiwań które będą miały wpływ na całość, ale takich na razie nie ma i nie dostrzegam zbyt dużych szans na ich pojawienie się. > >Ważna jest relacja oparta o całokształt, w tym też o to co ma do powiedzenia.> O, właśnie tak!No właśnie. > >Z pewnością od jednego szczegółu możesz dojść do problemów ogólnych. Jeśli chodzi o teodyceę to moją opinię znajdziesz w tym wątku:> >www.racjon(*)orum.php/s,562660/i,35#w563528> Posłuchaj lepiej jak Hitchens nokautuje teodyceę:> www.youtube.com/watch?v=NOSM5GikQUA#t=4m24s i fragment dalej, ale najlepiej całość.> Obejrzałem, nie dowiedziałem się niczego nowego, chociaż było warto. Nie zmienia to nic z tego co napisałem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Natomiast szczegóły różne są ważne, ale niczego nie zmieniają. Chodzi oto, że krytyka kierowana do wierzących jest zupełnie absurdalna i śmieszna, ponieważ ma na celu pokazanie, że bóg to bzdura, albo go nie ma, itd ... A człowiek z umysłem upośledzonym wiarą na rzęsach stanie byle wiarę w tym upośledzonym umyśle obronić. Będzie kręcił, chachmęciił, racjonalizował, usprawiedliwiał byle tylko nie zmierzyć się z problemem w sposób uczciwy - w odniesieniu do całości świata.
>Dla kibica Lewandowski wielkim piłkarzem jest niezależnie od tych szczegółów. To tak jak się porównuje nieporównywalne! Przecież nie o to nawet chodzi czy Bóg jest wszechmocny czy tylko najmocniejszy na świecie, ale czy w ogóle jest - Lewandowski jest i strzela bramki co by o tym nie sądzić.
>Chciałem mu uświadomić, że wiara w boga, relacja człowieka wierzącego z bogiem polega na zupełnie czymś innym, niż na badaniu sprzeczności szczegółów biblijnych. Masz tupecik! Uświadomić! Przypomnieć oczywistą oczywistość co najwyżej. Rozumnej konfrontacji poglądów religijnych z rzeczywistością trudno jest od wierzących oczekiwać, jak widać po tym forum trudno ich nawet do tego zmusić, a co dopiero mówić o dobrowolnym narażaniu się na utratę wiary!!
>Dla wierzącego to jest po prostu śmieszne, Niestety! Wiara to okropne upośledzenie....
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>Natomiast szczegóły różne są ważne, ale niczego nie zmieniają. Chodzi oto, że krytyka kierowana do wierzących jest zupełnie absurdalna i śmieszna, ponieważ ma na celu pokazanie, że bóg to bzdura, albo go nie ma, itd ... >A człowiek z umysłem upośledzonym wiarą na rzęsach stanie byle wiarę w tym upośledzonym umyśle obronić. Będzie kręcił, chachmęciił, racjonalizował, usprawiedliwiał byle tylko nie zmierzyć się z problemem w sposób uczciwy - w odniesieniu do całości świata. Często tak jest, ale czy to cecha teistów? Pamiętasz kiedyś dyskusję o prawdopodobieństwie istnienia Boga? Każdy racjonalny umysł wie, że jest ono niezerowe. A iluż tam było "racjonalistów", w tym kluczowych na tym forum "tropicieli głupoty", którzy nie chcieli tego przyznać i robili coś w stylu:
"Będzie kręcił, chachmęciił, racjonalizował, usprawiedliwiał byle tylko nie zmierzyć się z problemem w sposób uczciwy - w odniesieniu do całości świata."
I teraz ilu przyzna, że z racjonalnego punktu widzenia prawdopodobieństwo to jest niezerowe? Po prostu szczerze sami sobie odpowiedzcie na to pytanie.
>>Dla kibica Lewandowski wielkim piłkarzem jest niezależnie od tych szczegółów. >To tak jak się porównuje nieporównywalne! >Przecież nie o to nawet chodzi czy Bóg jest wszechmocny czy tylko najmocniejszy na świecie, ale czy w ogóle jest - Lewandowski jest i strzela bramki co by o tym nie sądzić. Ale czy ja piszę, że On jest? Ja piszę, że sprzeczności w biblii w żaden sposób nie podważają tego, że może być. A dla wierzącego nie ma to kompletnie znaczenia, bo przekaz ogólny jest spójny. >>Chciałem mu uświadomić, że wiara w boga, relacja człowieka wierzącego z bogiem polega na zupełnie czymś innym, niż na badaniu sprzeczności szczegółów biblijnych. >Masz tupecik! Uświadomić! Przypomnieć oczywistą oczywistość co najwyżej. Rozumnej konfrontacji poglądów religijnych z rzeczywistością trudno jest od wierzących oczekiwać, jak widać po tym forum trudno ich nawet do tego zmusić, a co dopiero mówić o dobrowolnym narażaniu się na utratę wiary!! Niech będzie przypomnieć, lepiej? Jeśli chcesz konfrontacji poglądów religijnych z rzeczywistością, napisz coś, co wstrząśnie ich wiarą. Pisanie o tym, czy Jezus chodził po wodzie, czy pływał, albo czy Maryję zapłodnił Józef, czy gołębica, czy duch święty, nie maja żadnego znaczenia. >>Dla wierzącego to jest po prostu śmieszne, >Niestety! Wiara to okropne upośledzenie.... Eeee tam, miliardy wierzących każdego dnia pracuje w laboratoriach naukowych całego świata.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Często tak jest, ale czy to cecha teistów? Każda wiara upośledza zdolności poznawcze, i (nie wiem czy każda, ale religijna na pewno) zdolności społeczne.
>Pamiętasz kiedyś dyskusję o prawdopodobieństwie istnienia Boga? Pamiętam sporo takich w różnych okolicznościach.
>Każdy racjonalny umysł wie, że jest ono niezerowe. Hola, hola! Powiedz o czym konkretnie mówisz mówiąc "Bóg" i dopiero ewentualnie rozpatrzymy prawdopodobieństwo istnienia tego czegoś.
>A iluż tam było "racjonalistów", w tym kluczowych na tym forum "tropicieli głupoty", którzy nie chcieli tego przyznać i robili coś w stylu: >"Będzie kręcił, chachmęciił,... Wybacz, to na razie gołosłowne opinie nie wiem nawet o czym.
>Ale czy ja piszę, że On jest? Dokonujesz niedorzecznych porównań kogoś kto jest z czymś co - w najlepszym razie - nie wiadomo czy jest.
>Jeśli chcesz konfrontacji poglądów religijnych z rzeczywistością, napisz coś, co wstrząśnie ich wiarą. Ja osobiście od zarania moich dziejów konfrontowałem poglądy religijne otoczenia z rzeczywistością i nigdy nie byłem wierzący, choć przed pierwszą Komunią nawet bardzo chciałem uwierzyć. Sam parę osób z wiary wyleczyłem, ale wstrząsnąć wiarą jest trudno z jej natury. Wiara naprawdę bardzo upośledza zdolności poznawcze umysłu, to ona kontroluje umysł, to ona podporządkowuje go do ochrony siebie. Wiesz chyba jednak, że zakres jej obowiązywania w konkretnym umyśle jest elastyczny - nawet w Polsce trudno jest znaleźć katolika co wierzy we wszystkie brednie podawane mu do wierzenia przez kler, u wielu objęty wiarą został już tylko jakiś niedookreślony Bóg, bliższy deizmowi, niż katolicyzmowi.
>Pisanie o tym, czy Jezus chodził po wodzie, czy pływał, albo czy Maryję zapłodnił Józef, czy gołębica, czy duch święty, nie maja żadnego znaczenia. Jak nie ma jak ma?! Nawet w Polsce czarne nieuctwo czuje jak mu się władza z rąk wymyka.
>Eeee tam, miliardy wierzących każdego dnia pracuje w laboratoriach naukowych całego świata. Nad czym pracuje? Nie chcesz chyba powiedzieć, że kreacjonista Młodej Ziemi pracuje nad ustaleniem wieku prehistorycznego wykopaliska, a biedna pani patolog od wafelka z Sokółki nad rzeczonym wafelkiem? Żeby wierzący mógł pracować w laboratorium obszary jego wiedzy i wiary muszą być rozłączne - tematycznie czy psychicznie, ale muszą.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >Każda wiara upośledza zdolności poznawcze, i (nie wiem czy każda, ale religijna na pewno) zdolności społeczne. Częściowo się zgadzam. >>Pamiętasz kiedyś dyskusję o prawdopodobieństwie istnienia Boga? >Pamiętam sporo takich w różnych okolicznościach. >>Każdy racjonalny umysł wie, że jest ono niezerowe. >Hola, hola! Powiedz o czym konkretnie mówisz mówiąc "Bóg" i dopiero ewentualnie rozpatrzymy prawdopodobieństwo istnienia tego czegoś. A widzisz, już kręcisz! Gdy podam Ci taką definicję napiszesz, że niepełna, niedobra, itd ... Ale gdy Bogusławski zczyna wątek o teodycei, czyli także bogu, nikt go nie pyta kim jest bóg. Dostrzegasz to kombinatorstwo intelektualne?
Ale proszę: bóg - istniejąca od miliardów lat inteligentna świadomość, która może zmieniać świat wg własnych upodobań, w percepcji człowieka potrafi prawie wszystko (np.: znikać, uzdrawiać, zmieniać tor ruchu planet, powoływać nowe byty "z niczego", itd ...).
>Wybacz, to na razie gołosłowne opinie nie wiem nawet o czym.
Zaraz zobaczysz. >>Ale czy ja piszę, że On jest? >Dokonujesz niedorzecznych porównań kogoś kto jest z czymś co - w najlepszym razie - nie wiadomo czy jest. Analogie mają różne płaszczyzny, nie porównywałem istnienia lub nie bytów, tylko wpływ szczegółów na ocenę całości. >>Jeśli chcesz konfrontacji poglądów religijnych z rzeczywistością, napisz coś, co wstrząśnie ich wiarą. >Ja osobiście... >Sam parę osób z wiary wyleczyłem... Ze względu na naturę wiary trudno jest "wybić" ją z głowy wierzących, ale też dlatego, że to wybijanie przez wskazywanie sprzeczności na poziomie szczegółu nie odnosi się do istoty wiary. Dlatego uda się zapewne od wiary odwieść część ludzi, tych co lubią szczegóły. >>Pisanie o tym, czy Jezus chodził po wodzie, czy pływał, albo czy Maryję zapłodnił Józef, czy gołębica, czy duch święty, nie maja żadnego znaczenia. >Jak nie ma jak ma?! Nawet w Polsce czarne nieuctwo czuje jak mu się władza z rąk wymyka. Eeee tam. Władza się wymyka, bo działa wiele zjawisk sprzyjajaych, a nie to, że mówi się o sprzecznościach w Biblii. Oczywiście na jakiś odsetek ma to wpływ. >>Eeee tam, miliardy wierzących każdego dnia pracuje w laboratoriach naukowych całego świata. >Nad czym pracuje? Nie chcesz chyba powiedzieć, że kreacjonista Młodej Ziemi pracuje nad ustaleniem wieku prehistorycznego wykopaliska, a biedna pani patolog od wafelka z Sokółki nad rzeczonym wafelkiem? Są i tacy, ale większość np polskich pracowników naukowych to wierzący ludzie. >Żeby wierzący mógł pracować w laboratorium obszary jego wiedzy i wiary muszą być rozłączne - tematycznie czy psychicznie, ale muszą. A widzisz, czyli jednak mogą? Poza tym mylisz się, nie muszą być rozłączne. Większość wierzących patomorfologów gdyby otrzymała do zbadania coś takiego jak z Sokółki, to by po prostu zbadali i powiedzieli jaki jest wynik. Pani profesor, która badała ów cud, to przypadek szczególny.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | astrotaurus (12445 punktów) |
> Częściowo się zgadzam.Hmmmm, z którą częścią się zgadzasz, a z którą nie? > A widzisz, już kręcisz!Nie widzę..., a Ty widzisz...?! > Gdy podam Ci taką definicję napiszesz, że niepełna, niedobra, itd ...Sztuczka erystyczna. A jako wróżka jesteś do luftu > Ale gdy Bogusławski zczyna wątek o teodycei, czyli także bogu, nikt go nie pyta kim jest bóg. Dostrzegasz to kombinatorstwo intelektualne?Nie, nie dostrzegam...  Teodycea jest pojęciem wprowadzonym przez konkretnego wyznawcę określonej religii, odnoszącym się do Boga chrześcijan w najszerszym znaczeniu. I na razie w tym wątku nie widzę ograniczeń w uściślaniu pojęcia tytułowego Boga gdyby ktoś z rozmówców uznał to za stosowne dla całościowych czy cząstkowych celów rozmowy. > Ale proszę: bóg - istniejąca od miliardów lat inteligentna świadomość, która może zmieniać świat wg własnych upodobań, w percepcji człowieka potrafi prawie wszystko (np.: znikać, uzdrawiać, zmieniać tor ruchu planet, powoływać nowe byty "z niczego", itd ...).Hmmmm... wygląda to na jałowe poznawczo infantylne bzdety niewarte rozpatrywania, a produkowane na potrzeby pseudointelektualnego wciskania nieokreślonego pojęcia do prostego twierdzenia, że nie da się ustalić istnienia/nieistnienia niewiadomoczego i kiedy nie wiadomo o czym mowa to szkoda gadać. > Zaraz zobaczysz.Hmmm... zobaczymy czy zobaczę. > Analogie mają różne płaszczyzny, nie porównywałem istnienia lub nie bytów, tylko wpływ szczegółów na ocenę całości."Porównywałeś" nieporównywalne. Wróć do tego co spłodziłeś i wskaż tę konkretną płaszczyznę analogii > Ze względu na naturę wiary trudno jest "wybić" ją z głowy wierzących, ale też dlatego, że to wybijanie przez wskazywanie sprzeczności na poziomie szczegółu nie odnosi się do istoty wiary. Dlatego uda się zapewne od wiary odwieść część ludzi, tych co lubią szczegóły.Sam mówiłem o kłopotach i o tym, że zaledwie kilka osób mi się udało uratować. I ostatnia rzecz, na którą kładłbym nacisk to rzetelne rozpatrywanie treści wiary, choć nawet na tym forum jest były katolik, który chciał się umocnić w pozycji dyskutanta, a dokładna i krytyczna lektura pism kościelnych wyprowadziła go poza teizm, a wśród moich "sukcesów" jest ktoś kto - generalnie mówiąc - na szczegółach opowieści religijnych swą wiarę zgubił. Przy braku możliwości ustawicznej, elementarnej pracy nad konkretnym człowiekiem lepsze efekty, a w zasadzie jedyną szansę - daje wbijanie szpilek w mózg. Ponadto nie tylko treści stricte religijne się liczą, ale także ich relacja do otoczenia, kontekst w którym funkcjonują i najczęściej przed rozmaitością, barwnością życia (połączonymi z edukacją) baje religijne ustępują. > Jezus chodził po wodzie, czy pływał, albo czy Maryję zapłodnił Józef, czy gołębica, czy duch święty, nie maja żadnego znaczenia.Jeśli ktoś nie wierzy w te bzdury, bo na przykład liczy się dla niego tylko możliwość życia po śmierci. Ktoś wierzący w historyczność przekazu biblijnego wykaże wielkie zaangażowanie w obronę detali, bo człowiek zawsze kładzie na szali swoją indywidualną wiarę. > Eeee tam. Władza się wymyka, bo działa wiele zjawisk sprzyjajaych, a nie to, że mówi się o sprzecznościach w Biblii. Oczywiście na jakiś odsetek ma to wpływ.Pełna zgoda. > Są i tacy, ale większość np polskich pracowników naukowych to wierzący ludzie.Ala nad czym pracują naukowo, a w co wierzą? Bo to MUSZĄ być sprawy rozłączne. > Większość wierzących patomorfologów gdyby otrzymała do zbadania coś takiego jak z Sokółki, to by po prostu zbadali i powiedzieli jaki jest wynik. Pani profesor, która badała ów cud, to przypadek szczególny.To jest właśnie po prostu klasyczny przypadek człowieka wierzącego - w najdziksze głupoty katolicyzmu z czarowaniem wafelków i wierzącego, że ksiądz z brudnymi łapami czy biskup to nadludzie. Być może "Większość wierzących patomorfologów gdyby otrzymała do zbadania coś takiego jak z Sokółki, to by po prostu zbadali i powiedzieli jaki jest wynik", ale to akurat ta pani obrazuje konieczną rozłączność kwestii wiary i nauki. W jej przypadku prymitywna dewotka w jej umyśle zaprzęgła profesorkę również z tego samego umysłu do przystrojenia w piórka nauki bredni jakie się uroiły dewotce.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >>Częściowo się zgadzam. >Hmmmm, z którą częścią się zgadzasz, a z którą nie? Nie zgadzam się z tym, że wiara religijna upośledza na pewno. Oznaczałoby to, że każdy wierzący jest upośledzony, a to jest bzdurą. >>Ale proszę: bóg - istniejąca od miliardów lat inteligentna świadomość, która może zmieniać świat wg własnych upodobań, w percepcji człowieka potrafi prawie wszystko (np.: znikać, uzdrawiać, zmieniać tor ruchu planet, powoływać nowe byty "z niczego", itd ...). >Teodycea jest pojęciem wprowadzonym przez konkretnego wyznawcę określonej religii, odnoszącym się do Boga chrześcijan w najszerszym znaczeniu. I na razie w tym wątku nie widzę ograniczeń w uściślaniu pojęcia tytułowego Boga gdyby ktoś z rozmówców uznał to za stosowne dla całościowych czy cząstkowych celów rozmowy. To jaka jest definicja tegoż Boga? >>Ale proszę: bóg - istniejąca od miliardów lat inteligentna świadomość, która może zmieniać świat wg własnych upodobań, w percepcji człowieka potrafi prawie wszystko (np.: znikać, uzdrawiać, zmieniać tor ruchu planet, powoływać nowe byty "z niczego", itd ...). >Hmmmm... wygląda to na jałowe poznawczo infantylne bzdety niewarte rozpatrywania, a produkowane na potrzeby pseudointelektualnego wciskania nieokreślonego pojęcia do prostego twierdzenia, że nie da się ustalić istnienia/nieistnienia niewiadomoczego i kiedy nie wiadomo o czym mowa to szkoda gadać. Każdy bóg jest taki sam - niewiadomo jaki, możesz mu nadać 5 cech, 10, a moja definicja jest jaka jest. Według mnie zawiera kluczowe elementy, aby to "coś" nazwać bogiem. Mógłbyś roboczo odnieść się do tego boga i odpowiedzieć, czy taki bóg może wg Ciebie istnieć (niezerowe prawdopodobieńswo)?
To bardzo łatwe pytanie. >"Porównywałeś" nieporównywalne. Wróć do tego co spłodziłeś i wskaż tę konkretną płaszczyznę analogii. Wydaje się że pisałem o niej wielokrotnie: szczegół - ogół, analiza - synteza. >Sam mówiłem o kłopotach ... a w zasadzie jedyną szansę - daje wbijanie szpilek w mózg. To pracuj dalej. >Ponadto nie tylko treści stricte religijne się liczą, ale także ich relacja do otoczenia, kontekst w którym funkcjonują i najczęściej przed rozmaitością, barwnością życia (połączonymi z edukacją) baje religijne ustępują. Baje religijne ustępują w wyniku złożonych procesów.Jednakże zasadnicze pytania pozostają od wieków te same i one prowadzą z powrotem do pytania o boga. Edukacja nic tutaj nie pomoże, barwność życia tak - pozwoli nie myśleć o tych problemach. >Jeśli ktoś nie wierzy w te bzdury, bo na przykład liczy się dla niego tylko możliwość życia po śmierci. Ktoś wierzący w historyczność przekazu biblijnego wykaże wielkie zaangażowanie w obronę detali, bo człowiek zawsze kładzie na szali swoją indywidualną wiarę. Oczywiście, są różni ludzie.
>Ala nad czym pracują naukowo, a w co wierzą? Bo to MUSZĄ być sprawy rozłączne. Jeśli chodzi Ci o to, że ktoś badając mocz wierzy że to sok pomarańczowy, to zgadzam się z Tobą. Ja myślałem raczej, bo tak wynikało z postów, że chodzi o wierzącego w Boga i badającego mocz. >To jest właśnie po prostu klasyczny przypadek człowieka wierzącego - w najdziksze głupoty katolicyzmu z czarowaniem wafelków i wierzącego, że ksiądz z brudnymi łapami czy biskup to nadludzie. Być może "Większość wierzących patomorfologów gdyby otrzymała do zbadania coś takiego jak z Sokółki, to by po prostu zbadali i powiedzieli jaki jest wynik", ale to akurat ta pani obrazuje konieczną rozłączność kwestii wiary i nauki. W jej przypadku prymitywna dewotka w jej umyśle zaprzęgła profesorkę również z tego samego umysłu do przystrojenia w piórka nauki bredni jakie się uroiły dewotce. Skoro zatem przyznajesz, że być może "Większość wierzących patomorfologów gdyby otrzymała do zbadania coś takiego jak z Sokółki, to by po prostu zbadali i powiedzieli jaki jest wynik" to znaczy że nie potrzeba żadnej rozłączności, chyba że masz na myśli wiarę w wynik badań.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Nie zgadzam się z tym, że wiara religijna upośledza na pewno. Oznaczałoby to, że każdy wierzący jest upośledzony, a to jest bzdurą. Ale każdy wierzący jest upośledzony! Po względem poznawczym, bo nie jest zdolny do dialogu, badania prawdziwości twierdzeń religijnych tak jak to się odbywa na polu nauki. Musi klepać bezmyślnie swoje Prawdy Wiary. Przy czym, przypominam: Będzie kręcił, chachmęciił, racjonalizował, usprawiedliwiał byle tylko nie zmierzyć się z problemem w sposób uczciwy - w odniesieniu do całości świata. Pod względem zdolności społecznych wierzący jest upośledzony, bo nie jest w stanie przyznać równoprawności innym wierzącym i niewierzącym - musi tyleż pysznie co bezpodstawnie uważać inne religie za gorsze, innych Bogów za gorszych od swojego.
>To jaka jest definicja tegoż Boga? Nie widzę potrzeby uszczegółowienia definicji omawianego w świetle teodycei Boga. Ogólne cechy Boga religii odbiblijnych są dość powszechnie znane i na razie przez nikogo w tym wątku niekwestionowane. Jeśli pojawia się jakieś niejasności będzie pewnie trzeba je wyjaśnić. I tyle. Jeśli chcesz porozmawiać pod dowolnym katem o Bogu zdefiniowanym jakoś konkretniej to dawaj to tu, jeśli choć luźno wiąże się z tematem, albo załóż nowy wątek.
>Każdy bóg jest taki sam - niewiadomo jaki, możesz mu nadać 5 cech, 10, a moja definicja jest jaka jest. A mnie się o byle czym gadać nie chce. Gdybym miał odnosić się poważnie do wszystkich wypocin wszystkich fantastów o wszystkich Bogach/bogach czy innych ufoludkach ładnie bym wyglądał!
>Według mnie zawiera kluczowe elementy, aby to "coś" nazwać bogiem. Mógłbyś roboczo odnieść się do tego boga i odpowiedzieć, czy taki bóg może wg Ciebie istnieć (niezerowe prawdopodobieńswo)? To tylko jałowa sztuczka pseudointelektualna na poziomie przedszkola. Żałosna sztuczka, bo na uczciwym poznawczo sceptycznym myśleniu, metodologicznym przypisaniu minimalnego choć prawdopodobieństwa praktycznie dowolnym zdarzeniom żerują pozujący na intelektualistów akwizytorzy różnych Bogów triumfalnie wyciągający z kapelusza swojego Boga: "A widzisz?!" Twój niemądry zlepek słów jest tak samo żenujący jak wiele podobnych zlepków.
>Wydaje się że pisałem o niej wielokrotnie: szczegół - ogół, analiza - synteza. Płaszczyznę analogii między dwoma konkretnymi przypadkami! Dla zobrazowania niezbyt odpowiadających prawdzie poglądów wierzących wymyśliłeś niemądry bełkot wokół niby Lewandowskiego. Ciągle relacja ludzi do Boga i do Lewandowskiego jest nieporównywalna z uwagi na główną cechę tych osób (potwierdzone lub nie istnienie), w dodatku trudno porównywać cokolwiek do jakichś chorych urojeń gdzie zresztą wymyślone przez Ciebie niedoskonałości (zwłaszcza ten opel...) nie zaprzeczają istnieniu Lewandowskiego i miejsca jego osiągnięcia w rankingu podobnych osiągnięć.
>To pracuj dalej. Och, dzięki, Łaskawco, już się bałem że możesz mi zakazać.
>Jednakże zasadnicze pytania pozostają od wieków te same i one prowadzą z powrotem do pytania o boga. Edukacja nic tutaj nie pomoże, barwność życia tak - pozwoli nie myśleć o tych problemach. Różne pytania sobie ludzie przez wieki rzeczywiście zadają, ale tylko w Twojej wyobraźni prowadzą one z powrotem do Boga. Edukacja tu pomaga zdecydowanie, także edukacja religioznawcza. Człowiek, który nie jest otumaniony od dziecka już raczej boga nie wymyśli, a już najmniej takiego co go ksiądz z wafelka wyczaruje - takie bzdury trzeba wtłoczyć do głowy małemu człowiekowi na siłę, inaczej klapa. I nie rób z niewierzących idiotów co tylko barwność życia pozwala im "nie myśleć o tych problemach." Po prostu szkoda czasu na głupoty, które przez tysiąclecia owocują tylko coraz większymi stertami bełkotu.
>Jeśli chodzi Ci o to, że ktoś badając mocz wierzy że to sok pomarańczowy, to zgadzam się z Tobą. Ja myślałem raczej, bo tak wynikało z postów, że chodzi o wierzącego w Boga i badającego mocz. Ale przecież nie w dowolnego Boga!! Jeśli ten konkretny Bóg nie zajmuje się moczem, to nie ma obiektów wspólnych i nauka o moczu może kwitnąć. Konflikty powstają gdy na polu wiary i nauki pojawia się wspólny dla tych dziedzin obiekt jak np. wafelek z Sokółki.
>Skoro zatem przyznajesz, że być może "Większość wierzących patomorfologów gdyby otrzymała do zbadania coś takiego jak z Sokółki, to by po prostu zbadali i powiedzieli jaki jest wynik" to znaczy że nie potrzeba żadnej rozłączności, chyba że masz na myśli wiarę w wynik badań. Ano właśnie znaczy, że potrzeba. Owszem , zgadzam się, że wielu nawet wierzących naukowców badając wafelek zapewne stwierdziłoby brak cudu bez szkody dla swej wiary, bo Bóg nie ma obowiązku czynić cudów; tak jak wielu katolików nie dostrzega w bohomazach Matki Boskiej Naszyboskiej, ale akurat u tej przykładowej pani wiara pokonała naukowość i wskutek dominacji wiary zobaczyła co zobaczyła.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >Ale każdy wierzący jest upośledzony! >Po względem poznawczym, bo nie jest zdolny do dialogu, badania prawdziwości twierdzeń religijnych tak jak to się odbywa na polu nauki. Musi klepać bezmyślnie swoje Prawdy Wiary. Nie wiem z jakimi Ty wierzącymi miałeś kontakty, ale tych których ja znam nie mają problemu z dialogiem lub badaniem twierdzeń religijnych. >Pod względem zdolności społecznych wierzący jest upośledzony, bo nie jest w stanie przyznać równoprawności innym wierzącym i niewierzącym - musi tyleż pysznie co bezpodstawnie uważać inne religie za gorsze, innych Bogów za gorszych od swojego. A to ciekawostka? A Ty jesteś w stanie przyznać równoprawność wierzącym? Masz określony swiatopogląd i uważasz go za najlepszy. To jest upośledzenie? >>To jaka jest definicja tegoż Boga? >Nie widzę potrzeby uszczegółowienia definicji... Chachmęcisz. >A mnie się o byle czym gadać nie chce. Gdybym miał odnosić się poważnie do wszystkich wypocin wszystkich fantastów o wszystkich Bogach/bogach czy innych ufoludkach ładnie bym wyglądał! >To tylko jałowa sztuczka pseudointelektualna na poziomie przedszkola. Żałosna sztuczka, bo na uczciwym poznawczo sceptycznym myśleniu, metodologicznym przypisaniu minimalnego choć prawdopodobieństwa praktycznie dowolnym zdarzeniom żerują pozujący na intelektualistów akwizytorzy różnych Bogów triumfalnie wyciągający z kapelusza swojego Boga: "A widzisz?!" >Twój niemądry zlepek słów jest tak samo żenujący jak wiele podobnych zlepków. Chachmęcisz. To jest właśnie to kombinatorstwo. Wiesz dobrze, że prawdopodobieństwo istnienia zdefiniowanego przeze mnie boga jest niezerowe. Nie jesteś jednak w stanie tego przyznać. Czy to nie jest wyraz tego samego upośledzenia które zarzucasz wierzącym? Ty nawet roboczo nie jesteś w stanie takiemu bogu dać niezerowej szansy istnienia. To się nazywa ideologia. A przecież każdy racjonalista wie, że taka szansa jest niezerowa. To pokazuje że faktycznie dialog z Tobą nie jest możliwy, bo Ty wierzysz, że żaden bóg istnieć nie może. >Różne pytania sobie ludzie przez wieki rzeczywiście zadają, ale tylko w Twojej wyobraźni prowadzą one z powrotem do Boga... Kilka tysięcy lat edukacji, w tym taka nowoczesna w ostatnich wiekach, a bóg się trzyma nieźle. Zobacz na to forum: iluż wykształconych i ileż o bogu!
>I nie rób z niewierzących idiotów co tylko barwność życia pozwala im "nie myśleć o tych problemach." Po prostu szkoda czasu na głupoty, które przez tysiąclecia owocują tylko coraz większymi stertami bełkotu. Ja nie robię z niewierzących idiotów, mój post odnosił się do wszystkich ludzi, to Twoje skojarzenie robi z nich trochę idiotów. >Jeśli ten konkretny Bóg nie zajmuje się moczem, to nie ma obiektów wspólnych i nauka o moczu może kwitnąć. Konflikty powstają gdy na polu wiary i nauki pojawia się wspólny dla tych dziedzin obiekt jak np. wafelek z Sokółki. To też nieprawda. Konflikt powstaje tylko wówczas, gdy wierzący naukowiec, wierzy w wynik. Ale większość wierzacych naukowców nie wierzy w wynik, tylko bada próbkę. Dlatego nie musi być rozłączności. Przypadek Sokółki rozciągasz na wszystkich wierzących naukowców, co jest nieuprawnione. >>Skoro zatem przyznajesz, że być może "Większość wierzących patomorfologów gdyby otrzymała do zbadania coś takiego jak z Sokółki, to by po prostu zbadali i powiedzieli jaki jest wynik" to znaczy że nie potrzeba żadnej rozłączności, chyba że masz na myśli wiarę w wynik badań. >Ano właśnie znaczy, że potrzeba. Owszem , zgadzam się, że wielu nawet wierzących naukowców badając wafelek zapewne stwierdziłoby brak cudu bez szkody dla swej wiary, bo Bóg nie ma obowiązku czynić cudów; tak jak wielu katolików nie dostrzega w bohomazach Matki Boskiej Naszyboskiej, Czyli, jak sam potwierdzasz rozłączność nie jest konieczna. >ale akurat u tej przykładowej pani wiara pokonała naukowość i wskutek dominacji wiary zobaczyła co zobaczyła. a u tej Pani tak, ale to wyjatkowy przykład.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Nie wiem z jakimi Ty wierzącymi miałeś kontakty, ale tych których ja znam nie mają problemu z dialogiem lub badaniem twierdzeń religijnych. No popatrz, widać masz więcej szczęścia ode mnie a ja przez pryzmat własnych złych doświadczeń mam obraz wypaczony. To może byś przyprowadził tu ze dwóch takich wzorcowych dyskutantów-badaczy? Bo widzisz, frekwencja na tym forum przemawia za moim twierdzeniem - jakoś nie widać tu dyskutantów-badaczy, nie widać tu nalotu księży świadomych mądrości swego Kościoła, otwartych na ewangelizację. Zresztą nie musisz przyprowadzać tu nikogo, zapewne wśród miliardów wierzących jest mnóstwo nieprzebrane dyskutantów-badaczy i potrafisz wskazać w internecie jakieś wielkopomne dyskusje-badania w Komisji Mieszanej Katolicyzmu, Islamu i Śiwaizmu na przykład...
>A to ciekawostka? A Ty jesteś w stanie przyznać równoprawność wierzącym? Masz określony swiatopogląd i uważasz go za najlepszy. To jest upośledzenie? Ja mam przyznać równoprawność wierzącym? Ja szanuję ich prawo do głoszenia mitologii własnej religii jako jedynej prawdziwej, ale jako pogląd na realia, jako opis rzeczywistości - sorry, Winnetou. Światopoglądy religijne produkują , jak wcześniej wspominałem, sterty bełkotu. Ich dorobek poznawczy, intelektualny na przestrzeni dziejów jest bliski zera... jakiś rozumny powód dla którego miałbym uznać, że bezmyślna wiara w lokalne bajki jest równoprawna ze sceptycznym, naukowym podejściem? Tu zachodzi różnica zasadnicza, metodologiczna podczas gdy między poszczególnymi bajędami religijnymi tylko w fabule.
>Chachmęcisz. Bo nie daję się kolejnemu mędrkowi wciągnąć w trollowanie? Proszę o rozumne argumenty dla których miałbym uściślać definicję Boga na potrzeby tematu tego wątku.
>Chachmęcisz. To jest właśnie to kombinatorstwo. Wiesz dobrze, że prawdopodobieństwo istnienia zdefiniowanego przeze mnie boga jest niezerowe. Wiem dobrze, co już mówiłem, że to infantylna sztuczka, a nie definicja czegokolwiek do poważnej rozmowy o czymkolwiek
>Nie jesteś jednak w stanie tego przyznać. Nie umiesz czytać ze zrozumieniem. Przypominam: To tylko jałowa sztuczka pseudointelektualna na poziomie przedszkola. Żałosna sztuczka, bo na uczciwym poznawczo sceptycznym myśleniu, metodologicznym przypisaniu minimalnego choć prawdopodobieństwa praktycznie dowolnym zdarzeniom - to oznacza bez Twoich nader chitrych zabiegów również to, że zdefiniowany przez Ciebie Bóg jest prawdopodobny. Tyle że myślący człowiek powinien wstydzić się takich definicji i takich infantylnych triumfów i ja Ci chciałem tego wstydu oszczędzić.
>wierzysz, że żaden bóg istnieć nie może. Wsiadasz na tonację i argumenty pospolitego, fideistycznego trolla. Jeśli na podstawie tego głupkowatego zdania poniżyłeś mnie w swoich oczach to pamiętaj, że To Twój wymysł, szydzisz ze swoich wymysłów, a mnie nie jesteś w stanie przypisać żadnej wiary, bo ta kategoria odbioru świata jest mi z natury obca.
>Kilka tysięcy lat edukacji, w tym taka nowoczesna w ostatnich wiekach, a bóg się trzyma nieźle. Zobacz na to forum: iluż wykształconych i ileż o bogu! Głupota jest wieczna, to i bogowie przez nią wyprodukowani też. Nie jesteś chyba aż tak nierozgarnięty by nie umieć porównać religijności w różnych środowiskach, także w relacji do poziomu edukacji?
>Ja nie robię z niewierzących idiotów, mój post odnosił się do wszystkich ludzi, to Twoje skojarzenie robi z nich trochę idiotów. Czyli tego co piszesz też nie rozumiesz - edukacja i barwność życia były wymienione przez Ciebie jako czynniki sprzyjające ustępowaniu bajań religijnych, niezadawaniu pytań o Boga i barwność życia wymieniona była jako skuteczniejsza. To ta barwność ma pozwolić nie myśleć o "tych problemach", a wierzący od takiego myślenia wolni raczej być nie mogą, czyż nie?
>To też nieprawda. Konflikt powstaje tylko wówczas, gdy wierzący naukowiec, wierzy w wynik. Ale większość wierzacych naukowców nie wierzy w wynik, tylko bada próbkę. Dlatego nie musi być rozłączności. Ile razy trzeba Ci powtarzać, żeby raz dotarło? Kiedy naukowiec po prostu bada jakąś próbkę nie ma konfliktu wiary i nauki; kiedy bada obiekt swej wiary - jest. Sam to przyznajesz mówiąc "Konflikt powstaje tylko wówczas, gdy wierzący naukowiec, wierzy w wynik", więc z czym, u diabła, polemizujesz?
>Czyli, jak sam potwierdzasz rozłączność nie jest konieczna. No nie, nie potwierdzam. I nie potrzeba tu naukowców, wystarczą szklarze: szklarz niewierzący, lub wierzący w niewiele twierdzeń religijnych wstawi w ciągu dnia pracy , powiedzmy, 100 szybek. Nienajlepszej jakości oczywiście, żeby światło wyczyniało w nich brewerie. Jego wierzący prostacko kolega spędzi dzień na modłach do kolejnych zwid Naszyboskich i wykona pracy mało, albo wcale.
>a u tej Pani tak, ale to wyjatkowy przykład. Nie, to jest po prostu zwyczajny przykład tego o czym mowa: konfliktu na tle wspólnego obiektu wiary i nauki.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -2 na 2 | Brzostowski (7067 punktów) | >>Nie wiem z jakimi Ty wierzącymi miałeś kontakty, ale tych których ja znam nie mają problemu z dialogiem lub badaniem twierdzeń religijnych. >No popatrz, widać masz więcej szczęścia ode mnie ... Myślę, że to kwestia środowiska w którym żyjesz i ludzi z którymi dyskutujesz.
>Ja mam przyznać równoprawność wierzącym? >Tu zachodzi różnica zasadnicza, metodologiczna podczas gdy między poszczególnymi bajędami religijnymi tylko w fabule. No widzisz więc, że jest to tylko i wyłącznie kwestia poglądów: Twoje - są lepsze, cudze - gorsze, cudzym - gorszym pozwalasz być równoprawnymi i w dodatku uważasz, że powinni uznawać je pomiędzy sobą za równoprawne, bo jak nie - to upośledzenie! Ale Ty możesz inne uznawać za gorsze i to jest OK, bo to Twoje poglądy są lepsze! Fajny z Ciebie gość! >Bo nie daję się kolejnemu mędrkowi wciągnąć w trollowanie? W jakie trollowanie? To tylko z mojej strony próba pokazania czy faktycznie jesteś racjonalistą. Przyznając temu mojemu bogowi niezerową szansę istnienia pokazałeś, że faktycznie wiara jest Ci obca. Nie pytałem Cię o to aby zatriumfować, tylko aby dowiedzieć się z kim rozmawiam. Pewnie Cię to mało obchodzi, ale dzięki tej odpowiedzi wiele zyskałeś w moich oczach.
>Tyle że myślący człowiek powinien wstydzić się takich definicji i takich infantylnych triumfów i ja Ci chciałem tego wstydu oszczędzić.
Znasz jakąś nieinfantylną definicję boga? Chętnie poznam.
>Głupota jest wieczna, to i bogowie przez nią wyprodukowani też. Nie jesteś chyba aż tak nierozgarnięty by nie umieć porównać religijności w różnych środowiskach, także w relacji do poziomu edukacji? Potrafię, są oczywicie różnice, ale czy zmieniają one świat pod tym względem? Są tylko jednym z czynników. >Czyli tego co piszesz też nie rozumiesz - edukacja i barwność życia były wymienione przez Ciebie jako czynniki sprzyjające ustępowaniu bajań religijnych, niezadawaniu pytań o Boga i barwność życia wymieniona była jako skuteczniejsza. To ta barwność ma pozwolić nie myśleć o "tych problemach", a wierzący od takiego myślenia wolni raczej być nie mogą, czyż nie? Wg mnie właśnie owa barwność życia tak samo pozwala nie myśleć o tych sprawach wierzącym, jak i niewierzącym. Wierzący mogą i wielu jest absolutnie wolnych od myślenia o "tych problemach". >Ile razy trzeba Ci powtarzać, żeby raz dotarło? Kiedy naukowiec po prostu bada jakąś próbkę nie ma konfliktu wiary i nauki; kiedy bada obiekt swej wiary - jest. Sam to przyznajesz mówiąc "Konflikt powstaje tylko wówczas, gdy wierzący naukowiec, wierzy w wynik", więc z czym, u diabła, polemizujesz? No to wszystko jasne. Bo wydawało mi się, że pisałeś ogólnie o wierze i naukowcach oraz próbowałeś przypadek profesor z Białegostoku rozciągnać na wszystkich wierzących naukowców.
>>a u tej Pani tak, ale to wyjatkowy przykład. >Nie, to jest po prostu zwyczajny przykład tego o czym mowa: konfliktu na tle wspólnego obiektu wiary i nauki. Wyjątkowość przypadku polega na tym, że większość badających patomorfologów w Polsce badając tę próbkę napisałoby prawdę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Myślę, że to kwestia środowiska w którym żyjesz i ludzi z którymi dyskutujesz. Czyli nic nie dotarło. A wystarczy pominąć to moje patologiczne środowisko (tutaj czy na wielu portalach religijnych gdzie cieszę się stałymi banami od dawna) i dać parę linków do dyskusji-badań z dowolnych środowisk niepatologicznych....
>No widzisz więc, że jest to tylko i wyłącznie kwestia poglądów: Twoje - są lepsze, cudze - gorsze, To kwestia faktów, których nie potrafisz zakwestionować. Znów nie chciało Ci się przyłożyć do zrozumienia tego na co odpowiadasz.
>To tylko z mojej strony próba pokazania czy faktycznie jesteś racjonalistą. Ech, testerze od siedmiu boleści.
>Znasz jakąś nieinfantylną definicję boga? Chętnie poznam. To marsz do normalnych słowników czy encyklopedii! A tam wszędzie stoi jak wół: "BÓG - postać z opowieści"
>Wierzący mogą i wielu jest absolutnie wolnych od myślenia o "tych problemach". Jeśli już to chyba tylko deiści...
>No to wszystko jasne. Bo wydawało mi się, że pisałeś ogólnie o wierze i naukowcach oraz próbowałeś przypadek profesor z Białegostoku rozciągnać na wszystkich wierzących naukowców. Skup się zatem na czytaniu, a nie na wydawaniu.
>Wyjątkowość przypadku polega na tym, że większość badających patomorfologów w Polsce badając tę próbkę napisałoby prawdę. To nie ma nic do rzeczy. Powtórzę: Nie, to jest po prostu zwyczajny przykład tego o czym mowa: konfliktu na tle wspólnego obiektu wiary i nauki.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>Myślę, że to kwestia środowiska w którym żyjesz i ludzi z którymi dyskutujesz. >Czyli nic nie dotarło. A wystarczy pominąć to moje patologiczne środowisko (tutaj czy na wielu portalach religijnych gdzie cieszę się stałymi banami od dawna) i dać parę linków do dyskusji-badań z dowolnych środowisk niepatologicznych.... O czym Ty piszesz? Gdybym ja oceniał swoje kontakty z ateistami przez pryzmat wyłącznie forum dyskusyjnego (choćby nawet racjonalisty) to mógłbym wyrobić sobie skrzywione zdanie na temat ich właśnie. Miałem przede wszystkim na myśli ludzi których spotykasz każdego dnia, fizycznie a nie wirtualnie. Forum dyskusyjne to tylko namiastka rzeczywistości. >>No widzisz więc, że jest to tylko i wyłącznie kwestia poglądów: Twoje - są lepsze, cudze - gorsze, >To kwestia faktów, których nie potrafisz zakwestionować. Znów nie chciało Ci się przyłożyć do zrozumienia tego na co odpowiadasz. To nie jest kwestia faktów tylko światopoglądu, który decyduje o tych faktach. Po prostu Ty uważasz, że jedynym prawdziwym jest racjonalny i każdy inny jest gorszy, z czego wynika Twoja ocena i koniec. Co tu rozumieć? >Ech, testerze od siedmiu boleści. Wezmę deprim. >>Znasz jakąś nieinfantylną definicję boga? Chętnie poznam. >To marsz do normalnych słowników czy encyklopedii! I co tam znajdę? Definicję naukową? Każda definicja boga jest tyle warta co i moja. Jest tylko zabawą intelektualną. Wcale nie lepszą wówczas, gdy definicja jest bardziej obszerna. Lepsza jest ta, która jest spójna i nie prowadzi do sprzeczności. >>Wierzący mogą i wielu jest absolutnie wolnych od myślenia o "tych problemach". >Jeśli już to chyba tylko deiści... Moja babcia chodziła regularnie do kościółka, modliła się i nie wnikała, o pewności życia wiecznego już dawno była przekonana. O czym miała myśleć? >Skup się zatem na czytaniu, a nie na wydawaniu. Tak to pisałeś, że właśnie tak można było odczytać. >>Wyjątkowość przypadku polega na tym, że większość badających patomorfologów w Polsce badając tę próbkę napisałoby prawdę. >To nie ma nic do rzeczy. Powtórzę: Nie, to jest po prostu zwyczajny przykład tego o czym mowa: konfliktu na tle wspólnego obiektu wiary i nauki. Ma o tyle, że teiści są normalnymi naukowcami.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | astrotaurus (12445 punktów) |
>O czym Ty piszesz? O tym czego Ci się ciągle nie chce czytać. Przypominam: - Ale każdy wierzący jest upośledzony! - Pod względem poznawczym, bo nie jest zdolny do dialogu, badania prawdziwości twierdzeń religijnych tak jak to się odbywa na polu nauki. Nie potrafisz z dorobku miliardów wierzących przez tysiąclecia wyłuskać przykładu dla podważenia mojego twierdzenia.
>Co tu rozumieć? O rzesz...ku....! to co się do Ciebie mówi cały czas: teizmy są całkowicie bezwartościowe i równoprawne wobec siebie jako sposób opisu rzeczywistości i wszystkie do kupy nie umywają się do sposobu racjonalnego, opartego na metodologii naukowej. To nie jest kwestia gustu czy opinii, ale jednak faktów.
>I co tam znajdę? No przecie pisałem....
>Definicję naukową? Właśnie.
>Każda definicja boga jest tyle warta co i moja. Masz tupecik! Porównywać swój bełkot do definicji encyklopedycznych...
>Jest tylko zabawą intelektualną. Wcale nie lepszą wówczas, gdy definicja jest bardziej obszerna. Normalni ludzie posługują się definicjami pojęć przeróżnych w celach poznawczych, komunikacyjnych.
>Lepsza jest ta, która jest spójna i nie prowadzi do sprzeczności. Nawet jeśli jest tylko jałową zbitką słowną tworzoną dla "zabawy intelektualnej" (ależ Ty masz rozrywki! aż mi Cię szkoda)?
>Tak to pisałeś, że właśnie tak można było odczytać. Toż mówię: skup się!
>Ma o tyle, że teiści są normalnymi naukowcami. Oczywiście, pod warunkiem, że ich wiara i nauka nie mają wspólnego obiektu jak w przykładzie Pani Białostockiej. I to ostatnie moje słowo na ten temat. Jak mawiał ks. Tischner: "mądremu dość, a głupiemu szkoda gadać".
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Irracja (4721 punktów) | >>>Nie wiem z jakimi Ty wierzącymi miałeś kontakty, ale tych których ja znam nie mają problemu z dialogiem lub badaniem twierdzeń religijnych. >>No popatrz, widać masz więcej szczęścia ode mnie ... >Myślę, że to kwestia środowiska w którym żyjesz i ludzi z którymi dyskutujesz.
... w dużej części to też kwestia zakresu tematyki dyskusji. Jest dużo takich którzy potrafią dyskutować i (o dziwo, nawet dość racjonalnie) bronić pojedynczych dogmatów. Spróbuj jednak wziąć "na tapetę" dwa różne i sprzeczne ze sobą dogmaty. Wtedy nie radzą sobie, nie potrafią przytoczyć żadnych racjonalnych argumentów i zaczynają "ględzić" (jak wszyscy teiści) o wierze i niemożliwości ujęcia jej w "ramy rozumu"...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | popers (129 punktów) | > Światopoglądy religijne produkują , jak wcześniej wspominałem, sterty bełkotu. Ich dorobek poznawczy, intelektualny na przestrzeni dziejów jest bliski zera...To odwiedź może jakieś większe muzeum i zwróć uwagę na dzieła takich malarzy jak: Botticelli, Tycjan, Michał Anioł, Durer, Rafael, Caravaggio, El Greco, Fra Angelico, di Bondone, Bernini, Memling,Cranach, Frangipane, Rubens, Rembrandt, van Balen, Gutierrez, Goya... Doceń majestat i piękno setek starych kościołów, katedr, klasztorów i miej świadomość, że przy ich powstawaniu technika budowlana notowała ogromny progres. Posłuchaj "Pasji według św. Mateusza" J.S.Bacha, albo którejś ze mszy Mozarta czy Schuberta. Do tego dochodzi literatura, np.Bułhakow, Dostojewski..., myśl: Augustyna, Akwinaty, Erazma, Kartezjusza, Pascala, Leibniza, Kanta, Hegela, Szestowa, Swieżawskiego... To jest spuścizna której nie da się przecenić, z której Europa czerpie po dziś dzień. Nie wszyscy wiedzą, że mnisi po upadku Rzymu przechowali literacką spuściznę starożytnego świata, nie mówiąc już o samej umiejętności czytania i pisania. Na początku Średniowiecza w zalewie barbarzyństwa jedynymi wyspami wyższej kultury były siedziby biskupie oraz klasztory i zamki rycerskie. Stąd też średniowieczny świat określa się jako świat klasztorów i zamków. Dla społeczeństwa średniowiecznej Europy charakterystyczny był podział na stany. Do najważniejszych należały duchowieństwo i rycerstwo. Klasztory stanowiły główne centra kulturowe. Ich rola cywilizacyjna jest ogromna. Mieszkający w nich mnisi zajmowali się między innymi przepisywaniem ksiąg, przekazując dorobek kulturowy kolejnym pokoleniom. Klasztory dysponowały często pokaźnym księgozbiorem, tworzyły biblioteki. Przy klasztorach powstawały też szkoły, do których mogli także uczęszczać ludzie świeccy. Mnisi ze względu na swe wykształcenie i obycie byli cenieni przez władców świeckich i często pełnili rolę ich doradców. Począwszy od Xw. Kościół zaczął tworzyć, głównie w oparciu o szkoły katedralne, sieć uniwersytetów, która umożliwiła rozpowszechnianie i rozwój wszystkich dziedzin wiedzy. W okresie średniowiecza benedyktyni upowszechnili praktyczną wiedzę z dziedziny techniki upraw ziemi, hodowli bydła i koni, pszczelarstwa, sadownictwa i zielarstwa. Jeden z mediewistów skonstatował, iż każdy klasztor benedyktyński był jednocześnie szkołą rolniczą dla całego regionu. Wśród benedyktynów nie brakowało wynalazców: najbardziej znani to. Guido z Arezzo - twórca nowoczesnego zapisu nutowego, Gerbert z Aurillac (późniejszy papież Sylwester II) - twórca pierwszego mechanicznego zegara i Dom Pérignon - wynalazca szampana. Cystersi rozwinęli technologię budowy młynów wodnych, metalurgię i hutnictwo szkła. Zakon jezuitów wniósł wkład w rozwój fizyki eksperymentalnej, astronomii, geomagnetyzmu, meteorologii, sejsmologii, a także kartografii. Jezuici utrwalali swój naukowy dorobek w dziełach, dzięki którym upowszechniano wyniki badań. W XVII wieku prawie wszystkie traktaty z dziedziny optyki wyszły spod pióra jezuitów. Katoliccy duchowni położyli podstawy pod wiele nowych dziedzin wiedzy, np. ks. Niholas Steno uznawany jest za ojca geologii i stratygrafii, o.Atanazjusz Kircher - egiptologii. Grzegorz Mendel był prekursorem genetyki. Wybitnymi astronomami byli Mikołaj Kopernik - odkrywca heliocentryzmu, a także o.Giovanni Battista Riccioli oraz Rudjer Josip Bosković. Franciszkanin Roger Bacon uznawany jest za prekursora współczesnej metodologii nauk, a o.Francisco de Vitoria za twórcę podstaw współczesnego prawa międzynarodowego. Scholastycy mieli z kolei wkład w rozwój ekonomii (m.in. teoria pieniądza Jana Buridana, teoria monetarna Mikołaja z Oreseme, teoria subiektywnej wartości (Pierre de Jean Olivi, Luis de Molina, kard. Juan de Lugo). Jeden z najbardziej wpływowych ekonomistów XXw. Joseph Schumpeter, stwierdził, że późnych scholastyków powinno uważać się za założycieli naukowej ekonomii. Dużą rolę odegrał Kościół w rozwoju średniowiecznej sztuki i literatury. Do najczęściej wznoszonych budowli należały kościoły, wielkie katedry, klasztory oraz opactwa. Architekturze podporządkowana była rzeźba i malarstwo (freski), które służyły przede wszystkim zdobieniu tych budowli, a szczególnie takich elementów jak kolumny, portale i wnętrza. Bardzo dobrze rozwijało się również malarstwo miniaturowe, które zdobiło rękopisy (psałterze, ewangeliarze i mszały). Podobnie jak sztuka, tak samo i literatura wyrażała głównie treści religijne. Szczególną popularnością cieszyły się żywoty świętych. Z innych gatunków literackich trzeba wymienić kazania, modlitwy, misteria, moralitety, pieśni maryjne, dramaty liturgiczne, a także poezję religijną o dydaktycznym charakterze. Twórczość literacka skoncentrowana była wokół Boga, a życie doczesne człowieka traktowano jako pole walki między dobrem i złem. Nie można też jednak zapominać o historiografii, która cieszyła się wysoką pozycją. Zainteresowanie dziejami było duże. Do najważniejszych form należały kroniki i roczniki, które były często dziełem kleru oraz zakonników. Zapisywano w nich najważniejsze wydarzenia zeszłych lat, co jest obecnie bardzo pomocne w poznawaniu historii Europy.> >wierzysz, że żaden bóg istnieć nie może.> Wsiadasz na tonację i argumenty pospolitego, fideistycznego trolla. Jeśli na podstawie tego głupkowatego zdania poniżyłeś mnie w swoich oczach to pamiętaj, że To Twój wymysł, szydzisz ze swoich wymysłów, a mnie nie jesteś w stanie przypisać żadnej wiary, bo ta kategoria odbioru świata jest mi z natury obca.Nie wierzysz swojej kobiecie kiedy mówi Tobie, że jest Ci wierna, albo że fajnie wyglądasz w nowych ciuchach? Nie wierzysz naukowcom, że prąd elektryczny to uporządkowany ruch ładunków elektrycznych? Widziałeś te ładunki na własne oczy?  > Głupota jest wieczna, to i bogowie przez nią wyprodukowani też.To po jaką cholerę co i rusz piszecie tu o Bogu i religiach. Nie szkoda Wam czasu na te "głupoty"?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 | astrotaurus (12445 punktów) |
>To odwiedź może jakieś większe muzeum i zwróć uwagę na dzieła takich malarzy jak(...) I co? Aniołki malowali pięknie, a wszystko inne be?
>Doceń majestat i piękno setek starych kościołów, katedr, klasztorów i miej świadomość, że przy ich powstawaniu technika budowlana notowała ogromny progres. A przy budowlach cywilnych regres?
>Posłuchaj "Pasji według św. Mateusza" J.S.Bacha, albo którejś ze mszy Mozarta czy Schuberta. Na tematy niereligijne tworzyli wyłącznie kocią muzykę? Na razie może po prostu nie potrafisz oddzielić geniusza od zleceniodawcy, ale tu: >Do tego dochodzi literatura, np.Bułhakow, Dostojewski..., myśl: Augustyna, Akwinaty, Erazma, Kartezjusza, Pascala, Leibniza, Kanta, Hegela, Szestowa, Swieżawskiego... jedziesz już po bandzie. To jest jeszcze bardziej od czapy, ale prostsze do dyskusji, bo słowne... Dla jasności przytocz kilka religijnych myśli tych tytanów pióra; myśli, bez których nie byłoby rozwoju.
> Nie wszyscy wiedzą, że mnisi po upadku Rzymu przechowali literacką spuściznę starożytnego świata, nie mówiąc już o samej umiejętności czytania i pisania. Dopóki roiło im się, że wiedza to droga do Boga.
> Począwszy od Xw. Kościół zaczął tworzyć, głównie w oparciu o szkoły katedralne, sieć uniwersytetów, która umożliwiła rozpowszechnianie i rozwój wszystkich dziedzin wiedzy. No i gdzie to się podziało, gdzie ich religijne osiągnięcia, gdzie ich religijny wkład w rozwój nauki? Tyle wieków tradycji poszło po prostu w krzaki z upartym trzymaniem się starożytnych głupot. Nauce bardzo posłużyło wymknięcie się spod kurateli religijnej. Czemu dziś najbardziej zacofane kraje to kraje religijne? Nie widzisz tak oczywistej korelacji?
>Nie wierzysz swojej kobiecie..(...) Wiara to głupota w każdym przypadku. Ani wobeckobiety, ani elektronów nie jest do niczego mądrego potrzebna.
>To po jaką cholerę co i rusz piszecie tu o Bogu i religiach. Nie szkoda Wam czasu na te "głupoty"? Ty tak serio? Sami z siebie wierzący nigdy nie zrozumieli niczego, nigdy nie ustąpili bez presji i aby się jeszcze bardziej nie rozwydrzyli trzeba zajmować się ich głupotami.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | popers (129 punktów) | > I co? Aniołki malowali pięknie, a wszystko inne be?Nie be. Ale jednak większość ich dzieł zawdzięczamy światopoglądowi religijnemu. > A przy budowlach cywilnych regres?Najbardziej innowacyjnymi przedsięwzięciami średniowiecza były katedry, jak np. ta w Kolonii. > Na tematy niereligijne tworzyli wyłącznie kocią muzykę?Nie, dlaczego? > Na razie może po prostu nie potrafisz oddzielić geniusza od zleceniodawcy,...Nawet jeżeli część z tych dzieł powstała tylko dzięki zleceniom kleru, to i tak śmiało można powiedzieć, że mamy szansę podziwiać je dzięki światopoglądowi religijnemu. > ...ale tu: (...)jedziesz już po bandzie. To jest jeszcze bardziej od czapy, ale prostsze do dyskusji, bo słowne...> Dla jasności przytocz kilka religijnych myśli tych tytanów pióra; myśli, bez których nie byłoby rozwoju.A co to jest religijna myśl...? Może poszukaj w "Mistrzu i Małgorzacie", "Braciach Karamazow", "Zbrodni i karze", tam się aż roi od odniesień do Boga. > Począwszy od Xw. Kościół zaczął tworzyć, głównie w oparciu o szkoły katedralne, sieć >uniwersytetów, która umożliwiła rozpowszechnianie i rozwój wszystkich dziedzin wiedzy.> No i gdzie to się podziało, gdzie ich religijne osiągnięcia, gdzie ich religijny wkład w rozwój nauki? Tyle wieków tradycji poszło po prostu w krzaki z upartym trzymaniem się starożytnych głupot. Nauce bardzo posłużyło wymknięcie się spod kurateli religijnej.> Czemu dziś najbardziej zacofane kraje to kraje religijne? Nie widzisz tak oczywistej korelacji?Nie widzę, może jakieś dane przedstawisz. Prosiłbym z pominięciem islamskiej Afryki i Afganistanu  > Wiara to głupota w każdym przypadku. Ani wobeckobiety, ani elektronów nie jest do niczego mądrego potrzebna.Czyli nie wierzysz, że prąd to uporządkowany ruch ładunków elektrycznych? > Sami z siebie wierzący nigdy nie zrozumieli niczego, nigdy nie ustąpili bez presji i aby się jeszcze bardziej nie rozwydrzyli trzeba zajmować się ich głupotami.Coś się Tobie pomieszało.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | astrotaurus (12445 punktów) |
> Nawet jeżeli część z tych dzieł powstała tylko dzięki zleceniom kleru, to i tak śmiało można powiedzieć, że mamy szansę podziwiać je dzięki światopoglądowi religijnemu.Czyli nic a nic nie dotarło.... Może rolę światopoglądu w tworzeniu dzieł przeróżnych unaoczni Ci przykład sławetnej renowacji. > A co to jest religijna myśl...? Może poszukaj w "Mistrzu i Małgorzacie", "Braciach Karamazow", "Zbrodni i karze", tam się aż roi od odniesień do Boga.Może nie bądź bezczelny i nie odwracaj kota ogonem, ale daj jakiś konkret mając ciągle na uwadze moją pierwotną uwagę: Światopoglądy religijne produkują , jak wcześniej wspominałem, sterty bełkotu. Ich dorobek poznawczy, intelektualny na przestrzeni dziejów jest bliski zera...> Nie widzę, może jakieś dane przedstawisz. Prosiłbym z pominięciem islamskiej Afryki i Afganistanu  Umiesz trzymać poziom trolla. Jeżeli czerpiąc z dobrodziejstw internetu nie umiesz sam skojarzyć poziomu rozwoju (społecznego, edukacyjnego) z jego kontrolą religijną to ja na pewno Cię karmił nie będę. > Czyli nie wierzysz, że prąd to uporządkowany ruch ładunków elektrycznych?Ile razy trollowi trzeba powtórzyć, żeby raz dotarło? Przypominam: - ta kategoria odbioru świata jest mi z natury obca - Wiara to głupota w każdym przypadku.Czemu uważasz, że koniecznym rodzajem poglądu na prąd jest wiara? > Coś się Tobie pomieszało.Ach, mnie się pomieszało? To wierzący są awangardą także przemian społecznych - zanik feudalizmu, niewolnictwa, demokrację, równouprawnienie kobiet etc., etc. zawdzięczamy światopoglądowi religijnemu? A poza tym dobrze się czujesz?
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 9 na 9 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > To odwiedź może jakieś większe muzeum i zwróć uwagę na dzieła takich malarzy jak: Botticelli, Tycjan, Michał Anioł, Durer, Rafael, Caravaggio, El Greco, Fra Angelico, di Bondone, Bernini, Memling,Cranach, Frangipane, Rubens, Rembrandt, van Balen, Gutierrez, Goya...Odwiedzałem i oglądałem, ale także zapoznawałem się biografiami i poglądami twórców. Warto coś tam jednak wiedzieć na temat konkretnego twórcy i jego dzieła, gdyż jak rozum śpi:  > Doceń majestat i piękno setek starych kościołów, katedr, klasztorów i miej świadomość, że przy ich powstawaniu technika budowlana notowała ogromny progres.Doceniam, gdyż je oglądałem i podziwiałem, ale też zastanawiałem jak wielkim kosztem krzywd tysięcy ludzi ta pycha kleru została zaspokojona. www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,560764#w562301> Do tego dochodzi literatura, np.Bułhakow, Dostojewski..., myśl: Augustyna, Akwinaty, Erazma, Kartezjusza, Pascala, Leibniza, Kanta, Hegela, Szestowa, Swieżawskiego...> To jest spuścizna której nie da się przecenić, z której Europa czerpie po dziś dzień.Wyrwał Pan parę nazwisk z encyklopedii i co z tego ma wynikać, a może pobroniłby Pan tu ich poglądów: www.racjonalista.pl/forum.php/s,562465> >>>Głupota jest wieczna, to i bogowie przez nią wyprodukowani też.> To po jaką cholerę co i rusz piszecie tu o Bogu i religiach. Nie szkoda Wam czasu.To nie jest forum dla wszystkich (choć całkowicie otwarte) i dlatego nawet wszystkim to trudno wytłumaczyć, to racjonalistyczne forum skierowane głównie do samodzielnie myślącej inteligencji i ona bez kłopotu naszego celu się domyśla, choć dla innych może to być bardzo trudne. @@@
Wiara albo rozum - wybór należy do Ciebie. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | popers (129 punktów) | > >To odwiedź może jakieś większe muzeum i zwróć uwagę na dzieła takich malarzy jak: Botticelli, Tycjan, Michał Anioł, Durer, Rafael, Caravaggio, El Greco, Fra Angelico, di Bondone, Bernini, Memling,Cranach, Frangipane, Rubens, Rembrandt, van Balen, Gutierrez, Goya...> Odwiedzałem i oglądałem, ale także zapoznawałem się biografiami i poglądami twórców.> Warto coś tam jednak wiedzieć na temat konkretnego twórcy...No i co mi Pan tu jeszcze napisze ciekawego? Może to, że Rafael był walczącym z Kościołem ateistą, a Fra Angelico pierwszym masonem? > >Doceń majestat i piękno setek starych kościołów, katedr, klasztorów i miej świadomość, że przy ich powstawaniu technika budowlana notowała ogromny progres.> Doceniam, gdyż je oglądałem i podziwiałem, ale też zastanawiałem jak wielkim kosztem krzywd tysięcy ludzi ta pycha kleru została zaspokojona. www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,560764#w562301W średniowieczu postęp kosztował więcej niż dzisiaj. A mimo to pycha niechrześcijańskich XX-wiecznych tyranów pochłonęła setki razy więcej ofiar. > >Do tego dochodzi literatura, np.Bułhakow, Dostojewski..., myśl: Augustyna, Akwinaty, Erazma, Kartezjusza, Pascala, Leibniza, Kanta, Hegela, Szestowa, Swieżawskiego...> >To jest spuścizna której nie da się przecenić, z której Europa czerpie po dziś dzień.> Wyrwał Pan parę nazwisk z encyklopedii i co z tego ma wynikać, a może pobroniłby Pan tu ich poglądów: www.racjonalista.pl/forum.php/s,562465Nie sposób dzisiaj obronić większości poglądów św. Tomasza, Augustyna czy innych myślicieli sprzed wielu lat. Jednakowoż nie należy odmawiać im wkładu w dorobek kulturalny Europy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > >>>Warto coś tam jednak wiedzieć na temat konkretnego twórcy...> No i co mi Pan tu jeszcze napisze ciekawego?Panu, to nie jestem w stanie niczego powiedzieć i dlatego służy mi Pan tylko jako źródło inspiracji do wypowiedzi dla czytelników, którzy są w stanie moje wypowiedzi zrozumieć. > Może to, że Rafael był walczącym z Kościołem ateistą, a Fra Angelico pierwszym masonem?Nic mi o tym nie wiadomo i nic o tym nie pisałem. Oczywistym jest dla mnie, że ludzie są różni i różne mają poglądy. Dlatego napisałem "konkretnego". I tak przy okazji malarz, nawet genialny, wcale nie musi być myślicielem, o którym warto pamiętać. > W średniowieczu postęp kosztował więcej niż dzisiaj.Oj kosztował, kosztował - szczególnie niektórych, gdyż inni to się mocno paśli. Dla jednego ze Średniowiecznych świętych, to nawet stół trzeba było stosownie wycinać, aby mu się brzuch zmieścił. > A mimo to pycha niechrześcijańskich XX-wiecznych tyranów pochłonęła setki razy więcej ofiar.Pycha i tyrania, to bardzo złe cechy nawet wtedy, gdy nie występują u wybrańców Boga Miłości, ale czy procentowo więcej, to ja mam poważne wątpliwości. Po prostu ci niechrześcijańscy więcej materiału do dręczenia i zbiorowych morderstw. Ponadto wszystkiego co złe następnych tyranów, to Kościół uczył. www.racjonalista.pl/forum.php/s,523045/z,0> Do tego dochodzi literatura, np.Bułhakow, Dostojewski..., myśl: Augustyna, Akwinaty, Erazma, Kartezjusza, Pascala, Leibniza, Kanta, Hegela, Szestowa, Swieżawskiego...> To jest spuścizna której nie da się przecenić, z której Europa czerpie po dziś dzień.> >>>Wyrwał Pan parę nazwisk z encyklopedii i co z tego ma wynikać, a może pobroniłby Pan tu ich poglądów: www.racjonalista.pl/forum.php/s,562465> Nie sposób dzisiaj obronić większości poglądów św. Tomasza, Augustyna czy innych myślicieli sprzed wielu lat.Zgoda - zupełnie nie sposób, ale wymienił Pan prawie jeszcze świeżego Stefana Swieżawskiego (zm. w 2004 r.), a w tym wątku został wymieniony całkiem świeżutki Jacek Wojtysiak, to może ich Pan pobroni? > Jednakowoż nie należy odmawiać im wkładu w dorobek kulturalny Europy.Jednakowoż to fideiści opracowali zestaw ważnych nazwisk dla europejskiego dorobku w "Religia. Encyklopedia PWN" i idąc od początku znajdujemy tam np. Abrantowicza Fabiana. Ma o. marianin też swój wkład i nie mam zamiaru temu przeczyć, ale lista osób które coś wniosły do europejskiego dorobku jest ogromna i dlatego wyrwanie kilku przypadkowych nazwisk z encyklopedii jest wprost żenujące i właśnie o tym napisałem, ale znowu Pan nic nie zrozumiał. @@@
Wiara albo rozum - wybór należy do ciebie. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | popers (129 punktów) | >Zgoda - zupełnie nie sposób, ale wymienił Pan prawie jeszcze świeżego Stefana Swieżawskiego (zm. w 2004 r.), a w tym wątku został wymieniony całkiem świeżutki Jacek Wojtysiak, to może ich Pan pobroni?
A które konkretnie z poglądów tych panów mam spróbować pobronić?
>>Jednakowoż nie należy odmawiać im wkładu w dorobek kulturalny Europy. >Jednakowoż to fideiści opracowali zestaw ważnych nazwisk dla europejskiego dorobku w "Religia. Encyklopedia PWN" i idąc od początku znajdujemy tam np. Abrantowicza Fabiana. Ma o. marianin też swój wkład i nie mam zamiaru temu przeczyć, ale lista osób które coś wniosły do europejskiego dorobku jest ogromna i dlatego wyrwanie kilku przypadkowych nazwisk z encyklopedii jest wprost żenujące i właśnie o tym napisałem, ale znowu Pan nic nie zrozumiał.
Tym razem to Pan ewidentnie nie zrozumiał dlaczego przytoczyłem te wszystkie nieprzypadkowe osoby. No... chyba, że tak jak astrotaurus uważa Pan, że wartość ich skażonej religijną myślą działalności jest bliska zeru...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 8 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Cytat:>Do tego dochodzi literatura, np.Bułhakow, Dostojewski..., myśl: Augustyna, Akwinaty, Erazma, Kartezjusza, Pascala, Leibniza, Kanta, Hegela, Szestowa, Swieżawskiego... >To jest spuścizna której nie da się przecenić, z której Europa czerpie po dziś dzień. Wyrwał Pan parę nazwisk z encyklopedii i co z tego ma wynikać, a może pobroniłby Pan tu ich poglądów >Nie sposób dzisiaj obronić większości poglądów św. Tomasza, Augustyna czy innych myślicieli sprzed wielu lat. Jednakowoż nie należy odmawiać im wkładu w dorobek kulturalny Europy. Zgoda - zupełnie nie sposób, ale wymienił Pan prawie jeszcze świeżego Stefana Swieżawskiego (zm. w 2004 r.), a w tym wątku został wymieniony całkiem świeżutki Jacek Wojtysiak, to może ich Pan pobroni? > A które konkretnie z poglądów tych panów mam spróbować pobronić?Tak zupełnie szczerze? Jak dla mnie to żadnego, gdyż jak wynika z większości Pańskich postów, to nic więcej Pan o nich nie wie. Pańskie wypowiedzi to tylko jakieś tam popłuczyny katolickiej propagandy. Jest Pan tu jednym z fideistycznych trolli i poważna rozmowa z Panem jest niemożliwą. > Jednakowoż nie należy odmawiać im wkładu w dorobek kulturalny Europy.> >>>Jednakowoż to fideiści opracowali zestaw ważnych nazwisk dla europejskiego dorobku w "Religia. Encyklopedia PWN" i idąc od początku znajdujemy tam np. Abrantowicza Fabiana. Ma o. marianin też swój wkład i nie mam zamiaru temu przeczyć, ale lista osób które coś wniosły do europejskiego dorobku jest ogromna i dlatego wyrwanie kilku przypadkowych nazwisk z encyklopedii jest wprost żenujące i właśnie o tym napisałem, ale znowu Pan nic nie zrozumiał.> Tym razem to Pan ewidentnie nie zrozumiał dlaczego przytoczyłem te wszystkie nieprzypadkowe osoby.Ciekawa ta Pańska teza o nieprzypadkowym wykazie, a co te przypadki łączy fideizm? Przecież Abrantowicz to też fideista. > No... chyba, że tak jak astrotaurus uważa Pan, że wartość ich skażonej religijną myślą działalności jest bliska zeru...To zależy - w czasach gdy tworzyli ich myśli były bardzo ważne, ale współcześnie, to zgadzam się z Panem: Nie sposób dzisiaj obronić większości poglądów św. Tomasza, Augustyna czy innych myślicieli sprzed wielu lat.I co tylko bardziej dosadnie wyraził pan austrotaurus: Światopoglądy religijne produkują , jak wcześniej wspominałem, sterty bełkotu. Ich dorobek poznawczy, intelektualny na przestrzeni dziejów jest bliski zera...Ale sądziłem, że podpierając się współczesnymi Swieżawskim i Wojtysiakiem pokaże Pan aktualną wartość myśli katolickich filozofów, ale do tego trzeba znać i rozumieć ich dorobek, a nie wyrywać przypadkowych nazwisk bardziej znanych ludzi, którzy Pańskim zdaniem wierzyli w jakiegoś tam boga. Tu trzeba bardzo dużo czytać i samodzielnie myśleć, a nie wdawać się w pyskówki - nawet bez przeczytania ze zrozumieniem wypowiedzi, wraz z linkami, interlokutora. Nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami. PS. Szanowny Panie, należy Pan do katolików, którzy wszystkich chcą pouczać co jest moralne. Może więc rozwiałby Pan tu moją wątpliwość moralną - czy usprawiedliwieniem dla całego chrześcijańskiego zła uczynionego setkom tysięcy, a może i milionom ludzi, mogą być krzywdy uczynione przez innych (np. komunistów i faszystów). Czy w waszej "moralności Kalego" jest wytłumaczeniem waszych zbrodni slogan, a u was też biją murzynów.
Do jasnej cholery! Nawet gdy się zgodzę, że jestem, jako ateista i racjonalista, ideowym następcą zbrodniarzy (co jest wszechpotężną bzdurą i kłamstwem), to czy to usprawiedliwia wasze wielowiekowe qurestwo moralne?Miłego dnia. @@@
Wiara albo rozum - wybór należy do ciebie. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -2 na 2 | popers (129 punktów) | >>A które konkretnie z poglądów tych panów mam spróbować pobronić? >Tak zupełnie szczerze? Jak dla mnie to żadnego, gdyż jak wynika z większości Pańskich postów, to nic więcej Pan o nich nie wie.
Teraz wyszło na to, że Pan nie wie. Bo zamiast odpowiedzieć konkretnie na konkretne pytanie, płodzi Pan jakieś złośliwe zdania.
>Pańskie wypowiedzi to tylko jakieś tam popłuczyny katolickiej propagandy. Jest Pan tu jednym z fideistycznych trolli i poważna rozmowa z Panem jest niemożliwą.
I dalszy ciąg Pańskich zbędnych uwag, a odpowiedzi na moje pytanie nie widać. Ale czytam dalej...
>>Tym razem to Pan ewidentnie nie zrozumiał dlaczego przytoczyłem te wszystkie nieprzypadkowe osoby. >Ciekawa ta Pańska teza o nieprzypadkowym wykazie, a co te przypadki łączy fideizm? >Przecież Abrantowicz to też fideista.
Napisałem co łączy w odpowiednim poście. Dziwię się, że Pan nie zrozumiał.
>>No... chyba, że tak jak astrotaurus uważa Pan, że wartość ich skażonej religijną myślą działalności jest bliska zeru... >To zależy - w czasach gdy tworzyli ich myśli były bardzo ważne, ale współcześnie, to zgadzam się z Panem: Nie sposób dzisiaj obronić większości poglądów św. Tomasza, Augustyna czy innych myślicieli sprzed wielu lat. >I co tylko bardziej dosadnie wyraził pan austrotaurus: Światopoglądy religijne produkują , jak wcześniej wspominałem, sterty bełkotu. Ich dorobek poznawczy, intelektualny na przestrzeni dziejów jest bliski zera...
Jak się Panu nie podoba cywilizacja zachodnia, a zwłaszcza Europa z jej historią, tradycją i kulturą, to proponuję zabrać ze sobą Pana astrotaurusa i wyjechać do afrykańskiego buszu w bęben walić.
>Ale sądziłem, że podpierając się współczesnymi Swieżawskim i Wojtysiakiem pokaże Pan aktualną wartość myśli katolickich filozofów, ale do tego trzeba znać i rozumieć ich dorobek, a nie wyrywać przypadkowych nazwisk bardziej znanych ludzi, którzy Pańskim zdaniem wierzyli w jakiegoś tam boga.
Nie podpierałem się żadnym Wojtysiakiem. Poza tym z reszty Pańskich zadań nadal wnioskuję, że nie zrozumiał Pan mojego postu adresowanego do astrotaurusa.
>Tu trzeba bardzo dużo czytać i samodzielnie myśleć, a nie wdawać się w pyskówki
To Pan tu robi za pyskacza.
>Szanowny Panie, należy Pan do katolików, którzy wszystkich chcą pouczać co jest moralne.
Do tego jest Pan jeszcze wróżbitą. Ale niech Pan to wróżbiarstwo w diabły rzuci, bo nie wychodzi Panu najlepiej.
>Może więc rozwiałby Pan tu moją wątpliwość moralną - czy usprawiedliwieniem dla całego chrześcijańskiego zła uczynionego setkom tysięcy, a może i milionom ludzi, mogą być krzywdy uczynione przez innych (np. komunistów i faszystów). Czy w waszej "moralności Kalego" jest wytłumaczeniem waszych zbrodni slogan, a u was też biją murzynów. >Do jasnej cholery! Nawet gdy się zgodzę, że jestem, jako ateista i racjonalista, ideowym następcą zbrodniarzy (co jest wszechpotężną bzdurą i kłamstwem), to czy to usprawiedliwia wasze wielowiekowe qurestwo moralne?[/color]
Jakie nasze?
Ale do rzeczy; więc ja szanowny Panie Bogusławski nijak nie usprawiedliwiam żadnych zbrodni, czy to religiantów, ideowców, szaleńców czy kogokolwiek. Księdza pedofila pierwszy na policję zaprowadzę, ale znowu kiedy słyszę, że KK w XV i XVI wieku wymordował 90% ludności obu Ameryk, to także nie przejdę obojętnie.
PS. Jeżeli ktoś czeka na moje odpowiedzi (również w innych wątkach), to odpowiem w przyszłym tygodniu. Brak czasu. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Już z tego wynika: Czytelnik 'popers' oddał na Ciebie głos negatywny głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: Teodycea. Bóg a zło' Adres wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,562660#w566165 cała mądrość czytelnika! Dużo tu ma Pan tu do powiedzenia - Szanowny Panie Popers - jak typowy inteligentny i wykształcony katolik. www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,491829#w492016www.racjon(*)m.php/s,491829/z,0/d,4#w492169* * * * * > A które konkretnie z poglądów tych panów mam spróbować pobronić?> >Tak zupełnie szczerze? Jak dla mnie to żadnego, gdyż jak wynika z większości Pańskich postów, to nic więcej Pan o nich nie wie.> Teraz wyszło na to, że Pan nie wie.7 maja: www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,563618#w563913W tym samym wątku 12 maja: www.racjon(*).php/z,0/d,15/s,562660#w564890 O Swieżawskim nic nie pisałem, gdyż to nie są mędrcy z mojej bajki (broniłem tu np. Dawkinsa, a nawet Marksa i innych ludzi, z których poglądami choć częściowo się zgadzam), ale znam dorobek tych panów - tak jak i wielu innych - których Pan tu wymienił. Jestem tu już parę lat i nie przedstawiam deklaracji bez pokrycia, gdyż to człowieka bardzo kompromituje, ale głupcy tego nawet nie zauważają. > Bo zamiast odpowiedzieć konkretnie na konkretne pytanie, płodzi Pan jakieś złośliwe zdania.Przecież to chyba nawet dla tłumoka - którym wszak Pan nie jest - jest jasne. Wystarczyłoby wykazać, że nie są to sterty bełkotu, których dorobek poznawczy, jest bliski zeru:>No... chyba, że tak jak astrotaurus uważa Pan, że wartość ich skażonej religijną myślą działalności jest bliska zeru... To zależy - w czasach gdy tworzyli ich myśli były bardzo ważne, ale współcześnie, to zgadzam się z Panem: Nie sposób dzisiaj obronić większości poglądów św. Tomasza, Augustyna czy innych myślicieli sprzed wielu lat. I co tylko bardziej dosadnie wyraził pan austrotaurus: Światopoglądy religijne produkują, jak wcześniej wspominałem, sterty bełkotu. Ich dorobek poznawczy, intelektualny na przestrzeni dziejów jest bliski zera... Ale sądziłem, że podpierając się współczesnymi Swieżawskim i Wojtysiakiem pokaże Pan aktualną wartość myśli katolickich filozofów, ale do tego trzeba znać i rozumieć ich dorobek, a nie wyrywać przypadkowych nazwisk bardziej znanych ludzi, którzy Pańskim zdaniem wierzyli w jakiegoś tam boga. Tu trzeba bardzo dużo czytać i samodzielnie myśleć, a nie wdawać się w pyskówki - nawet bez przeczytania ze zrozumieniem wypowiedzi, wraz z linkami, interlokutora. Chyba bardziej konkretnie, to już nie można, to co oni napisali racjonalistycznie jest nie do obrony. Ale Pan tu nam przedstawia logikę katolika: Sam to ja nie daję wam rady, ale mam mądrzejszego brata. Dla Szanownego Pana to oni mogą być i mądrzejsi. Mogą być dla Pana i wielkie autorytety, ale my tu wszelkie autorytety w głębokim poważaniu mamy. Albo się coś racjonalnie teraz broni albo pięknie wygląda na śmietniku (no, powiedzmy pomniku) historii. > Jak się Panu nie podoba cywilizacja zachodnia, a zwłaszcza Europa z jej historią, tradycją i kulturą,Bardzo mi się podoba i dlatego starałem się ją poznać i zrozumieć. www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,433780#w434615www.racjon(*)m.php/s,433780/z,0/d,3#w434660www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,550990#w551561www.racjon(*).php/s,556927/z,0/d,12#w557306> to proponuję zabrać ze sobą Pana astrotaurusa i wyjechać do afrykańskiego buszu w bęben walić.Oczywiście Pan uważa, że reprezentuje tu wyższą i starszą kulturę od Afrykańczyków, skąd wywodzą się wszyscy ludzie, poza tymi wygonionymi z raju. > >>>Tu trzeba bardzo dużo czytać i samodzielnie myśleć, a nie wdawać się w pyskówki> To Pan tu robi za pyskacza.Zdecydowanie tak! Jestem tu diabelskim pyskaczem dla małej garstki mocno ograniczonych intelektualnie fideistów, którzy największą radość sprawiają mi swoimi minusami - potwierdzającymi, iż trafiam w samo sedno ich głupoty. Co gorsze mam zamiar nadal przebijać mocno nadęte balony ich głupoty i żadne Wasze minusy mnie nie przestraszą. Do jasnej cholery! Nawet gdy się zgodzę, że jestem, jako ateista i racjonalista, ideowym następcą zbrodniarzy (co jest wszechpotężną bzdurą i kłamstwem), to czy to usprawiedliwia wasze wielowiekowe qurestwo moralne?> Jakie nasze?Bardzo proste, sam Pan ich dobrze wyznaczył - to tych kilka osób, które mnie za pyskacza uważają i minusy mi klikają. Wszelakich zaślepionych obrońców jakiejkolwiek wiary. > Ale do rzeczy; więc ja szanowny Panie Bogusławski nijak nie usprawiedliwiam żadnych zbrodni, czy to religiantów, ideowców, szaleńców czy kogokolwiek.Ma Pan krótką i bardzo wybiórczą pamięć, a więc przypominam Pańskie wypowiedzi na naszym forum Jest Pan zaślepionym obrońcą chrześcijaństwa, a tam - gdzie by się Pa nie obrócił, to za Panem religianci, fanatycy, szaleńcy i zbrodnie. > Księdza pedofila pierwszy na policję zaprowadzę,Deklaracje przyjmuję, tyle że na razie ona jest pustą. Sprawdzamy się w czynach, a nie w deklaracjach. > ale znowu kiedy słyszę, że KK w XV i XVI wieku wymordował 90% ludności obu Ameryk, to także nie przejdę obojętnie.Mnie wystarczy 45%, ale ja żadnej ilości wymordowanych Indian tu nie podawałem. Nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami.@@@
Wiara albo rozum - wybór należy do ciebie. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 12 na 12 | Ignorancja (4718 punktów) | >Jak się Panu nie podoba cywilizacja zachodnia, a zwłaszcza Europa z jej historią, tradycją i kulturą, to proponuję zabrać ze sobą Pana astrotaurusa i wyjechać do afrykańskiego buszu w bęben walić.
No nie bardzo mi się podoba przede wszystkim przechodzenie przez takich, jak ty do porządku dziennego nad takim drobnym faktem, jak ten, iż cywilizacja zachodnia od momentu dominacji chrześcijaństwa dokonała bezprzykładnego zubożenia różnorodności naszego kontynentu. Wymazała skutecznie z mapy historycznej całe kultury. Celtowie, Słowianie, Germanie. To, co nam po nich pozostało jest mizernym ochłapem, który teraz archeolodzy w pocie czoła próbują odtworzyć z resztek, jakie ocalały po pogromie, który urządzali chrześcijańscy zapaleńcy każdej inności.
Zawsze przy tej okazji powtarzam taką myśl: ot chwalebne podpalić antyczny dom, wynieść z niego krzesło, zasiąść na nim tyłkiem i podziwiać pożogę, a potem jeszcze oczekiwać braw i podziękowań za uratowanie krzesła.
Z naszych ziem wspomnę o Prusach. Co pozostało po tych ostatnich, odkąd panowie z krzyżem na płaszczach się rozgościli?
A Efez? Widok tego, co pozostało po Artemizjonie wstrząsnął mną onegdaj niewąsko. I choć cios zadali Goci to świątynia przestała ostatecznie istnieć za sprawą Konstantyna, który nakazał rozbiórkę pogańskich ruin. Za to można część jej elementów odnaleźć w pobliskiej bazylice św. Jana. Na chwałę pana i jego świętych...
A rzymski Panteon? Dziś Santa Maria ad Martyres. Jak rozumiem ta madonna jest patronką martyrologii tych, co tam wcześniej bywali? Madonna od martyrologii Jupiterów, Saturnów i innych Minerw?
A taki Andreas Vesalius? Dociekliwość kazała mu policzyć żebra u człowieka i wyszło Flamandowi, że mężczyzna ma ich tyle samo po każdej stronie, na pohybel mitowi biblijnemu o stworzeniu Ewy z żebra Adama. Niestety jego zamiłowanie do prawdy nie zyskało uznania w kręgach kościelnych. Twórca podwalin współczesnej anatomii, wsławiony weryfikacją błędów popełnionych przez rzymskiego lekarza Klaudiusza Galena, pod naporem krytyki kościelnej zrezygnował z badań i skoncentrował się na leczeniu koronowanych głów. Ewidentny "wkład" religii chrześcijańskiej do rozwoju nauki europejskiej. Szkoda, że ci, którzy odnoszą się do naszych dziejów mają czasami tak niewiele kurażu, aby przedstawiać je w prawdziwym wymiarze.
A może coś z historii prawa europejskiego? Gdyby nie szczęśliwy przypadek i odnalezienie tzw. littera Florentina to dziś studenci wydziałów prawnych nie znali by takiego terminu, jak prawo rzymskie, któreż to onegdaj skutecznie zostało wyparte przez kanoniczne. A to, że to ostatnie zapożyczyło co nieco z rzymskiego, by móc jako tako funkcjonować trudno uznać za ogromny wkład. Tylko z powodu wspomnianego szczęśliwego zrządzenia przypomniano sobie, iż nasz kontynent posiadał bogatą i znacznie starszą kulturę prawną.
Ile z dzieł, będących europejską schedą zostałoby na zawsze utraconych, gdyby nie zachowały się z dala od naszych światłych europejskich brzegów dzięki tłumaczeniom na arabski i hebrajski? Potem o Eureka! "odkryto je na nowo", gdy już przetoczyła się najsroższa fala chrześcijańskiego fanatyzmu.
Natomiast niewątpliwy wkład do kultury europejskiej wniósł niejaki Pius IX. Papież. To ten pan nadkruszył dzieła mistrzów, albowiem nagość rzeźb obrażała moralność tego "mecenasa" sztuki. Potem ślady kastracji zamaskowano listkami. Itd, itp...
"I wiele z tych, którzy się naukami niepotrzebnymi parali, zniósłszy księgi palili je przed wszystkimi, a obrachowawszy cenę ich, znaleźli tego pięćdziesiąt tysięcy srebrników. Tak potężnie rosło słowo Pańskie i zmacniało się" (Dz Ap 19, 19, 20). (fragment w redakcji z początków XX w.)
Dzisiejsze brzmienie:
"I wielu też z tych, co uprawiali magię, poznosiło księgi i paliło je wobec wszystkich. Wartość ich obliczono na pięćdziesiąt tysięcy denarów w srebrze. Tak potężnie rosło i umacniało się słowo Pańskie."
Jeszcze jakieś wątpliwości co do wkładu chrześcijaństwa w kulturę?
Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Irracja (4721 punktów) | > >Światopoglądy religijne produkują , jak wcześniej wspominałem, sterty bełkotu. Ich dorobek poznawczy, intelektualny na przestrzeni dziejów jest bliski zera...> To odwiedź może jakieś większe muzeum i zwróć uwagę na dzieła takich malarzy jak: Botticelli, Tycjan, Michał Anioł, Durer, Rafael, Caravaggio, El Greco, Fra Angelico, di Bondone, Bernini, Memling,Cranach, Frangipane, Rubens, Rembrandt, van Balen, Gutierrez, Goya... Doceń majestat i piękno setek starych kościołów, katedr, klasztorów i miej świadomość, że przy ich powstawaniu technika budowlana notowała ogromny progres.> Posłuchaj "Pasji według św. Mateusza" J.S.Bacha, albo którejś ze mszy Mozarta czy Schuberta.> Do tego dochodzi literatura, np.Bułhakow, Dostojewski..., myśl: Augustyna, Akwinaty, Erazma, Kartezjusza, Pascala, Leibniza, Kanta, Hegela, Szestowa, Swieżawskiego...> To jest spuścizna której nie da się przecenić, z której Europa czerpie po dziś dzień. ... chcesz powiedzieć, że gdyby ci wszyscy (wymienienie przez ciebie) twórcy dostali zlecenie od kogoś innego i tworzyli dzieła o innej tematyce - to nie potrafiliby nic sensownego stworzyć, nie potrafili by okazać swojego kunsztu?... ... w owym czasie KRK zdominował całą Europę. Nie dopuściłby do tworzenia jakichkolwiek dzieł o tematyce innej niż tematyka im odpowiadająca. Zresztą zwróć uwagę na zamki, dwory, utwory i malarstwo świeckie (jak choćby portrety). Są tak samo kunsztowne i warte zachowania. Gdyby twórcy mieli możliwość tworzyć dzieła o innej tematyce niż "oficjalna religia" to też by wykazali się kunsztem. W owym okresie KRK stłamsił niejednego artystę, tylko dlatego, że nie chciał tworzyć na zamówienie i pod dyktando KRK. W tamtym okresie nie mieliby prawa tworzyć i wybić się artyści pokroju np. Picassa (żeby nie szukać dalej niż w malarstwie). Zauważ, że to powstanie "ruchów protestanckich" umożliwiło powstanie Renesansu. Pozwoliło to na działalność wielu twórców, którzy inaczej by nie mieli możliwości tworzenia według własnych wizji - nie musieli się już obawiać "powszechnej cenzury KRK"... > > Nie wszyscy wiedzą, że mnisi po upadku Rzymu przechowali literacką spuściznę starożytnego świata, nie mówiąc już o samej umiejętności czytania i pisania. Na początku Średniowiecza w zalewie barbarzyństwa jedynymi wyspami wyższej kultury były siedziby biskupie oraz klasztory i zamki rycerskie. Stąd też średniowieczny świat określa się jako świat klasztorów i zamków. ... i tak dalece je ocenzurowali, że dużą część wiedzy starożytnych trzeba było szukać w bibliotekach muzułmańskich. Gdyby nie źródła muzułmańskie to wiele dziedzin wiedzy startowałoby prawie od zera. O sztuce nawet nie wspominając... > > W okresie średniowiecza benedyktyni upowszechnili praktyczną wiedzę z dziedziny techniki upraw ziemi, hodowli bydła i koni, pszczelarstwa, sadownictwa i zielarstwa. Jeden z mediewistów skonstatował, iż każdy klasztor benedyktyński był jednocześnie szkołą rolniczą dla całego regionu. ...a owszem, trudno im odmówić zasług na tej niwie. Tylko, że to miało wymiar dochodowy. Poprawa rolnictwa i hodowli powodował wzrost zysków gospodarstw zakonnych. Udostępnienie tej wiedzy powodował lepszą wydajność pozostałych gospodarstw, a to przekładało się na większe dziesięciny, darowizny i datki. Nic za darmo, szanowny kolego... dalsze punktowanie zajęłoby zbyt dużo miejsca... > >Nie wierzysz naukowcom, że prąd elektryczny to uporządkowany ruch ładunków elektrycznych? Widziałeś te ładunki na własne oczy? ... owóż nie zawsze warto wierzyć naukowcom. Dobry przykład z tą elektrycznością. Pewnie nawet nie wiesz w którą stronę, tak naprawdę te ładunki przepływają. A płyną w odwrotną stronę niż się sądzi. W tym przypadku założenia elektryczne są sprzeczne z wiedzą fizyczną. Ma to jednak swoje uzasadnienie i jest korzystne w praktyce... 
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 3 zoro (-102 punktów) (zablokowany) | >>Nie zgadzam się z tym, że wiara religijna upośledza na pewno. Oznaczałoby to, że każdy wierzący jest upośledzony, a to jest bzdurą. >Ale każdy wierzący jest upośledzony! Minimum słów maximum treści lirycznej - i od razu widać kulturę słowa a co najważniejsze tolerancję na inny światopogląd. Dyskusja na argumenty typu: "fakty" jest bez sensu. Z samego zamysłu Bożego na świecie mają być ateiści i wierzący jest wyraźny przykład w NT.Ale postawa społeczna, kultura osobista, tolerancja względem innych ludzi wśród ateistów są różne. Na tym forum są bardzo mizerne ale z niektórymi- "nibyateistami racjonalnymi" da się pogadać.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Minimum słów maximum treści lirycznej - i od razu widać kulturę słowa a co najważniejsze tolerancję na inny światopogląd. A gdzież ja kwestionuję Twoje prawo do dowolnego światopoglądu? A że powtarzanie niedorzeczności po starożytnych nie jest godne szacunku, a nawet wręcz przeciwnie - wyśmiania? A że wiara upośledza zdolności poznawcze na tyle by wierzący nie odróżniał fantazji od realu? Cesarz jest goły, mój dobry zoro, i niech Twoja mowa będzie tak, tak; nie, nie; co ponad to - od Złego pochodzi.
>Dyskusja na argumenty typu: "fakty" jest bez sensu. Z samego zamysłu Bożego na świecie mają być ateiści i wierzący jest wyraźny przykład w NT. Ale to tylko Twoja wiara, biedaku. Nic pewnego, nic mądrego, nic wartościowego, nic na czym można polegać. Tylko wiara.
>Ale postawa społeczna, kultura osobista, tolerancja względem innych ludzi wśród ateistów są różne. Na tym forum są bardzo mizerne ale z niektórymi- "nibyateistami racjonalnymi" da się pogadać. A coś treści do tej emocjonalnej opinii? Co Ci dokucza? O czym chciałbyś pogadać? Masz chyba prawo dowolnych wypowiedzi i prawo zakładać wątki?
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >>>>Ale postawa społeczna, kultura osobista, tolerancja względem innych ludzi wśród ateistów są różne. Na tym forum są bardzo mizerne ale z niektórymi- "nibyateistami racjonalnymi" da się pogadać. Im mniejsza tolerancja dla głupoty (nie mylić z niewiedzą) tym lepiej i bardziej racjonalnie.
>A coś treści do tej emocjonalnej opinii? Co Ci dokucza? O czym chciałbyś pogadać? Masz chyba prawo dowolnych wypowiedzi i prawo zakładać wątki? Pan Zoro: Rozumiem,że inteligencja skrystalizowana u Ciebie stoi w miejscu pomimo przyrostu wiedzy. Świadczyć to może tylko o jednym niezwykle niskim poziomie inteligencji płynnej szczerze współczuje. Tak, u nas trolle nawet, gdy całkiem przygłupiaste i mocno upierdliwe mają takie same prawa jak wszyscy inni użytkownicy forum i dlatego, gdy jest to tylko możliwe, to nie należy ich karmić.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -2 na 2 zoro (-102 punktów) (zablokowany) |
>Tak, u nas trolle nawet, gdy całkiem przygłupiaste i mocno upierdliwe mają takie same prawa jak wszyscy inni użytkownicy forum i dlatego, gdy jest to tylko możliwe, to nie należy ich karmić. >Pozdrawiam serdecznie. Daj spokój nie denerwuj się tak, nic złego nie miałem na myśli inteligencję można ćwiczyć więc dasz sobie radę i w końcu zauważysz przyrost nie tylko wiedzy ale i inteligencji (nawiązuję do wątku z którego wyciąłeś mój cytat) - Andrzej ja Cię nawet w pewien sposób lubię wiesz o tym (proszę tylko nie proś mnie o namacalne dowody tą jedną rzecz weź na wiarę). Serdecznie pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Fizyk (17637 punktów) | > bóg - istniejąca od miliardów lat inteligentna świadomość, która może zmieniać świat wg własnych upodobań, w percepcji człowieka potrafi prawie wszystko (np.: znikać, uzdrawiać, zmieniać tor ruchu planet, powoływać nowe byty "z niczego", itd ...).
Może? To coś się leni ten bóg.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >> bóg - istniejąca od miliardów lat inteligentna świadomość, która może zmieniać świat wg własnych upodobań, w percepcji człowieka potrafi prawie wszystko (np.: znikać, uzdrawiać, zmieniać tor ruchu planet, powoływać nowe byty "z niczego", itd ...). >Może? To coś się leni ten bóg. > Wydaje mi się, że my już mieliśmy przyjemność rozmawiać na podobny temat i o ile pamiętam przyznałeś bogu niezerową szansę istnienia.
No leni się, ale co mu zrobisz?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 9 na 9 | Fizyk (17637 punktów) | >> To coś się leni ten bóg. > No leni się, ale co mu zrobisz?
Zignoruję.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>> To coś się leni ten bóg. >> No leni się, ale co mu zrobisz? >Zignoruję.
No i to, z punktu widzenia racjonalnie myślącego człowieka, będzie najrozsądniejsze.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Taką anegdotę podaje tu Witwicki: " Pełna wiara to przecież specjalna cnota. Nie ma grzechu w tym, że się w to lub w owo wątpi, że się krytycznie zapatruje na niejedno. Tak mi powiedział jeden bardzo poważny spowiednik. To jest tak jak u mnie, jak u człowieka zakochanego, który wie, że jego ukochana jest idiotką, ale wierzy najgłębiej, że ona jest mądra, bo jest mu z tym dobrze". Warto przeczytać całą "Wiarę oświeconych" skąd ta anegdota. _______________________________________ > A człowiek z umysłem upośledzonym wiarą na rzęsach stanie byle wiarę w tym upośledzonym umyśle obronić. Będzie kręcił, chachmęcił, racjonalizował, usprawiedliwiał byle tylko nie zmierzyć się z problemem w sposób uczciwy - w odniesieniu do całości świata.Trafił Pan w rzeczy sedno, ale jak sądzę upierdliwość naszych forumowych trolli bierze się z tego co opisał Pan Wacek: Człowiek zdrowy psychicznie z właściwie pracującym rozumem nie potrafi wierzyć. Mózg jest tak skonstruowany ze człowiek musi się nad wszystkim zastanawiać czy to jest prawdziwe i to podważać. A wiec zdrowy psychicznie człowiek którego mózg pracuje w pełni nie potrafi uwierzyć w boga. Bo nie można wyłączyć części swojego mózgu odpowiedzialnej za rozważanie co jest prawdą a co nie. Nawet jeśli nie chcecie to wasz mózg oceni co jest prawdziwe a co nie. [...]
Ludzie wierzący bardzo boją się swoich wątpliwości bo jest to powiązane ze strachem ze śmiercią. Dla wierzącego wątpliwości oznaczają śmierć, bo z wątpliwościami nie ma życia po śmierci. A wiec oni chcą aby wszyscy w około rozwiewali ich wątpliwości. Tylko ze po pewnym czasie wątpliwości robią się tak silne ze nie rozwieje ich już żaden inny wierzący. Wierzący chcą aby innowiercy potwierdzili ich wiarę. [...] Chcą nawrócić wykształconego ateistę. A wiec przychodzą na fora - ateista.pl czy racjonalista.pl i próbują nawracać. Ale to przynosi dla nich odwrotny efekt bo Ateiści potęgują ich wątpliwości. Człowiek wierzący w rozmowie z ateistą czuje się tak jakby go ateista chciał zabić. Bo kiedy wierzący straci wiarę to straci życie po śmierci. A wiec ludzie którzy chcą wierzyć są bardzo agresywni i wulgarni w rozmowie z ateistami.
Dla wierzącego to sprawa życia i śmierci. Wierzący panicznie boją się powiększenia swoich wątpliwości w rozmowie z ateistami. No ale już nie ma dla nich odwrotu, wpadli w pułapkę. Gdyż w poszukiwaniu potwierdzeń wiary i w celu rozwiewania swoich wątpliwości przyszli pomiędzy ateistów i chcieli obalać ewolucje, teorie wielkiego wybuchu. Ale to się im nie udaje. A po za tym wierzący dowiadując się od ateistów na czym polega ewolucja i wielki wybuch to zaczynają mieć jeszcze większe wątpliwości. Umysł nie potrafi zanegować prawdy. Bo trudno sobie wmówić ze to co teraz widzisz ze to nie jest prawdziwe. [...]
Zdrowy psychicznie wierzący zawsze ma wątpliwości. Bo pracy mózgu nikt z nas nie potrafi całkiem powstrzymać. Ale kościół ma różne instytucje i sposoby działania aby zapobiegać pracy mózgu u mas. www.racjon(*).php/z,0/d,29/s,525127#w531681 Czyli - czy jest się inteligentem, czy tylko prymitywnym ćwokiem, to wiara zawsze wychodzi rozumowi bokiem.Pozdrawiam serdecznie. @@@
Wiara albo rozum - wybór należy do ciebie. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >>Będzie kręcił, chachmęcił, racjonalizował, usprawiedliwiał byle tylko nie zmierzyć się z problemem w sposób uczciwy - w odniesieniu do całości świata. Niech Pan lepiej napisze dlaczego wg Pana, Panie Bogusławski dopuszcza Pan istnienie nadprzyrodzoności. Niech Pan ją zdefiniuje, co by nie "pieprzyć" o byle czym oraz niech Pan oszacuje prawdopodobieństwo jej istnienia.
A jeśli Pan do mnie pije to muszę Pana rozczarować, nie mieszczę się w tych przytoczonych definicjach teisty: nie boję się żadnych wątpliwości, szczególnie nie boję się śmierci - ot konieczność taka, mam w du...ie nawracanie kogokolwiek, jestem na racjonalista.pl bo fajne forum jest, nie jestem wulgarny ani agresywny w rozmowach z ateistami (ten zarzut stawiany przez Pana jest zabawny, bo Pan bywa agresywny), ...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Fizyk (17637 punktów) | > Bóg [...] ustalił zasadę, że cierpienie zbawia (czemu tak durną z naszego punktu widzenia - nie wiadomo)
Raczej wiadomo, bo sam papież ponoć przyznał, że im durniejsza religia tym lepsza.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >> Bóg [...] ustalił zasadę, że cierpienie zbawia (czemu tak durną z naszego punktu widzenia - nie wiadomo) >Raczej wiadomo, bo sam papież ponoć przyznał, że im durniejsza religia tym lepsza. Skoro wiadomo, to podziel się ze mną tą informacją, proszę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Fizyk (17637 punktów) | >>> Bóg [...] ustalił zasadę, że cierpienie zbawia (czemu tak durną z naszego punktu widzenia - nie wiadomo) >> Raczej wiadomo, bo sam papież ponoć przyznał, że im durniejsza religia tym lepsza. > Skoro wiadomo, to podziel się ze mną tą informacją, proszę.
Szukasz sensu tam, gdzie z założenia ma go nie być.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >Szukasz sensu tam, gdzie z założenia ma go nie być. A jakie to założenie?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 | Fizyk (17637 punktów) | > > Szukasz sensu tam, gdzie z założenia ma go nie być.> A jakie to założenie?O użyteczności, zwanej Tradycją. Cytat:Dla ludu religia jest prawdą, dla mędrców fałszem, a dla władców jest po prostu użyteczna. Seneka Młodszy
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > >> Szukasz sensu tam, gdzie z założenia ma go nie być.> > A jakie to założenie?> O użyteczności, zwanej Tradycją.> Cytat:Dla ludu religia jest prawdą, dla mędrców fałszem, a dla władców jest po prostu użyteczna. > Seneka Młodszy I gdzie tutaj brak sensu?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 kiryl (2975 punktów) (zablokowany) |
>I gdzie tutaj brak sensu?
Nie bądź cyniczny, nie uchodzi.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Zastanawia mnie tylko PO JAKĄ CHOLERĘ - mając ograniczony czas i tysiąc pytań do mądrzejszych ode mnie Andrzejów Bogusławskiego i 51, Meretseger i Fizyka i wielu innych na forum - ja tu takiego posta z oczywistymi banałami napisałem.Odpowiedź jest prosta. Lubi Pan sobie z każdym człowiekiem pogadać i nawet upierdliwy trollizm głupca nie jest Panu w stanie w tym przeszkodzić. Ja zdecydowanie nie lubię prowadzić wymiany myśli, na której tylko tracę. Jest tu stara dobra zasada:  , którą polecam, choć mnie też się zdarza nakarmić jakiegoś. Jest ich zdecydowanie za dużo. Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -2 na 2 | Brzostowski (7067 punktów) | > Jest tu stara dobra zasada:> ,> którą polecam, choć mnie też się zdarza nakarmić jakiegoś.Ma Pan rację, proszę ograniczać konsumpcję.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Nie do Pana skierowałem mój post, gdyż już dawno zrezygnowałem z karmienia Pana. Będąc gościnnym nie wyrzuciłem też Pańskich wypocin nie związanych z problematyką wątku.
Ale niech Pan już przestanie zaśmiecać mój wątek swoimi trollowskimi bzdetami nie związanymi z tematem wątku, bo będę Pana musiał stąd wyrzucić. Choć bardzo tego nie lubię i jeszcze nigdy tego nie uczyniłem. Tematem wątku jest teodycea, a forum skierowane jest do racjonalistycznej inteligencji. Wystarczy poczytać to co Pan wyżej tu napisał, aby być pewnym, iż Pan się w tym przedziale nie mieści.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | Proszę Pana, odpowiadam tutaj innym użytkownikom na posty, a oni podejmują dyskusję ze mną. Staram się być rzeczowy w dyskusji i wyrażać jasno swoje opinie, chociaż czasem bywam ironiczny. Teodycea to szeroki obszar, podatny na rozbudowane wątki i w tym temacie jest ich mnóstwo.
Jeśli uważa Pan, że któryś z moich postów nie był powiązany z tematem proszę go usunąć, ale również proszę to zrobić w stosunku do innych postów niezwiązanych z tematem. Uczciwość i obiektywizm powinna być wartością dla racjonalisty.
Odpowiedziałem Panu bo Pan mnie zaczepił i czyni to Pan kolejny raz obrażając mnie. Widać taka pańska uroda. Na uczciwość też nie liczę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 15 na 15 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >> Cholera tam wie... Cholera tam wie jak było... Cholera wie. >> Z punktu widzenia wierzącego szczegóły nie mają istotnego znaczenia. >Sądząc z tonu wypowiedzi szczegóły wierzącemu brużdżą.
Nie o szczegóły bowiem chodzi wierzącym, lecz o to, by po prostu wierzyć. Najprawdopodobniej wielu z nich doskonale zdaje sobie sprawę z faktu, że nadmierne uwikłanie się w te szczegóły unaoczni im, jak kruche podstawy ma ich wiara. Wydaje mi się, że specjalista od przeróżnych choler właśnie do nich się zalicza.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 16 na 18 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Cholera tam wie... Cholera tam wie jak było... Cholera wie. Z punktu widzenia wierzącego szczegóły nie mają istotnego znaczenia.Sądząc z tonu wypowiedzi szczegóły wierzącemu brużdżą.> Nie o szczegóły bowiem chodzi wierzącym, lecz o to, by po prostu wierzyć. Najprawdopodobniej wielu z nich doskonale zdaje sobie sprawę z faktu, że nadmierne uwikłanie się w te szczegóły unaoczni im, jak kruche podstawy ma ich wiara.> Wydaje mi się, że specjalista od przeróżnych choler właśnie do nich się zalicza. Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | Zapewne zależy komu. Przeciętny polski katolik potrzebuje tradycji, wiary w to, że Jezus chodził po wodzie, gołębica tchnęła życie w łonie Maryi, itd ... Dla przeciętnego katolika to dość wygodne. I mam Pan rację, gdyby znane już sprzeczności z Biblii były szeroko omawiane to wielu straciło by wiarę.
Czy z tego wynika cokolwiek co przeczy istnieniu boga lub podważa istotę religii? Według mnie - nie. I taki był sens mojego postu. Osobiste moje przekonania, tak jak i pańskie nie mają nic do rzeczy. Liczy się spójność poglądów i logika wypowiedzi.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | maceox (6766 punktów) | >Z punktu widzenia wierzącego szczegóły nie mają istotnego znaczenia. Znaczenie ma natomiast istota rzeczy, a jest ona mniej więcej taka: >Bóg dał ludziom wolną wolę i powiedział jak należy postępować, aby otrzymać życie wieczne (szczęście w niebie). Ludzie różnie na to reagowali, próbował więc dotrzeć do nich różnymi sposobami, w tym ustalił zasadę, że cierpienie zbawia (czemu tak durną z naszego punktu widzenia - nie wiadomo) i pozwolił swojemu synowi cierpieć za winy ludzi.
Skoro bardzo chcesz już oddzielać "istotę rzeczy" od nieistotnych - Twoim zdaniem - szczegółów, to dlaczego nie pójdziesz na całość? Wówczas Twoja wypowiedź powinna wyglądać następująco:
"Z punktu widzenia wierzącego szczegóły nie mają istotnego znaczenia. Znaczenie ma natomiast istota rzeczy, a jest ona mniej więcej taka: BÓG"
...a jeśli cała reszta nie ma istotnego znaczenia, to po pierwsze wypad mi z Sejmu z tym krzyżem i religijnym ustawodawstwem, po drugie won mi ze szkół z religią, po trzecie wypad mi z ulic z Waszymi paradami, po czwarte niech abdykuje Papież i rozwiąże cały Watykan, skoro są nieistotni, a wraz z nimi niech sutanny zrzuci całe duchowieństwo, bo po co nam kazania i rozgrzeszania i chrzty i śluby kościelne, skoro to jest w zasadzie nieistotne, po piąte za co kasę chcecie od ludzi wyciągać, skoro zasadniczo jesteście i Wy i Wasze gadanie mało istotni.
Ludzie (większość z nich) wierzą w Boga - to jest istota rzeczy, którą tu rozpatrujesz. Jeśli jednak ograniczymy się tylko do tej istoty to natycmiast rozpadają się zinstytucjonalizowane religie.
Dalsza refleksja: dziwi mnie, że ludzie lubią manifestować wiarę w kupie. Co śmieszniejsze - gdy tylko znajdą się poza kościołem, to pozostając nawet w tej samej kupie natychmiast o Bogu i o wierze i o kazaniach zapominają.
To ta architektura tak musi działać.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) |
Oczywiście, że istota religii sprowadza się do: "Bóg". Tyle tylko, że ludzie wierzący w boga muszą żyć tu i teraz. A skoro żyją i jest wielu (większość) to ustalają zasady życia wg nich właściwe, dlatego jest krzyż i ustawodawstwo, które w wielu miejscach inspirowane jest religią. Dziwi Cię to? Skoro w Boga wierzą miliony to nie jest dziwne że się organizują, powstają struktury, itd ... to chyba normalne, itd ... Oczekujesz od setek milionów ludzi, że będą siedzieć cicho i spełniać Twoje oczekiwania? Gadanie, tradycja, kościoły, pacierze, chrzty itd... są o tyle ważne, że stanowią sposób na mówieniu o Bogu, a nie są celem samym w sobie. Można zmenić tradycję, sposoby docierania do boga, inne aspekty, ale istota religii pozostaje bez zmian. A Ty dlaczego swoje poglądy wygłaszasz tutaj na forum (w kupie)? Zwierzę takie społeczne jesteśmy. Dlaczego uważasz, że wierzący zapominają o wierze poza kościołem? Bo zło jest na świecie? No jest, i oni grzeszą, ale do kościoła wracają. Dlaczego? Po to aby posłuchać i dalej grzeszyć?
No ale to poboczne wątki.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | maceox (6766 punktów) | >Oczywiście, że istota religii sprowadza się do: "Bóg". Czyli w zasadzie nie wiadomo do czego...
>Tyle tylko, że ludzie wierzący w boga muszą żyć tu i teraz. Widzisz, cały ambaras z tym, czy oni muszą wierzyć. Może niektórych da się powyciągać z tej, czy innej sekty.
>A skoro żyją i jest wielu (większość) to ustalają zasady życia wg nich właściwe, dlatego jest krzyż i ustawodawstwo, które w wielu miejscach inspirowane jest religią. Zgoda.
>Dziwi Cię to? Trochę mnie dziwi, ze wierzą w tak ewidentne banialuki.
>Skoro w Boga wierzą miliony to nie jest dziwne że się organizują, powstają struktury, itd ... to chyba normalne, itd ... No ... tak przechodzimy na tym do porządku dziennego. Ja się jednak trochę dziwię.
>Oczekujesz od setek milionów ludzi, że będą siedzieć cicho i spełniać Twoje oczekiwania? Oczekuję, że mi nie będa wchodzić ze swoją propagandą do łazienki.
>Gadanie, tradycja, kościoły, pacierze, chrzty itd... są o tyle ważne, że stanowią sposób na mówieniu o Bogu, a nie są celem samym w sobie. Można zmenić tradycję, sposoby docierania do boga, inne aspekty, ale istota religii pozostaje bez zmian. Jeśli istotą religii jest wiara w sacrum, to zgoda. Tyle że racjonaliści starają się ukazywać jak to działa. Tu chodzi o indoktrynację ideologią. O to toczy się spór z wierzącymi.
>A Ty dlaczego swoje poglądy wygłaszasz tutaj na forum (w kupie)? Zwierzę takie społeczne jesteśmy. Chyba nie do końca zrozumiałeś o co mi chodzi. Jeśli ludzie z kościoła idą na stadion, to czy to jest pewne continuum?
>Dlaczego uważasz, że wierzący zapominają o wierze poza kościołem? Bo rozmawiam z wierzącymi i widzę, że w normalnej rozmowie ich wiara nie gra roli.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | -2 na 2 | Brzostowski (7067 punktów) | >>Oczywiście, że istota religii sprowadza się do: "Bóg". >Czyli w zasadzie nie wiadomo do czego... To zależy. Znam wielu wierzących, którzy potrafią to określić w taki sposób, że dla nich wystarczy. >>Tyle tylko, że ludzie wierzący w boga muszą żyć tu i teraz. >Widzisz, cały ambaras z tym, czy oni muszą wierzyć. Może niektórych da się powyciągać z tej, czy innej sekty. Nie muszą wierzyć, chcą. >>A skoro żyją i jest wielu (większość) to ustalają zasady życia wg nich właściwe, dlatego jest krzyż i ustawodawstwo, które w wielu miejscach inspirowane jest religią. >Zgoda. >>Dziwi Cię to? >Trochę mnie dziwi, ze wierzą w tak ewidentne banialuki. Cóż, to kwestia tradycji, światopoglądu, ale też refleksji nad światem. Istnienia Boga raczej nie da się udowodnić. >>Skoro w Boga wierzą miliony to nie jest dziwne że się organizują, powstają struktury, itd ... to chyba normalne, itd ... >No ... tak przechodzimy na tym do porządku dziennego. Ja się jednak trochę dziwię. A ja nie. Ludzie o podobnych poglądach tworzą różne struktury, organizacje ... To normalne. >>Oczekujesz od setek milionów ludzi, że będą siedzieć cicho i spełniać Twoje oczekiwania? >Oczekuję, że mi nie będa wchodzić ze swoją propagandą do łazienki. To faktycznie prawdziwe zarzuty? Czy KK coś Ci każe robić? Czy słuchasz się go? Czy możesz olać całe to gadanie KK? Jako ateista przejmujesz się tym, gdy ktoś mówi, że to czy tamto jest grzechem? Rób sobie co chcesz, żyj jak chcesz, nie słuchaj KK i bądź szczęśliwy, kto Ci broni. >>Gadanie, tradycja, kościoły, pacierze, chrzty itd... są o tyle ważne, że stanowią sposób na mówieniu o Bogu, a nie są celem samym w sobie. Można zmenić tradycję, sposoby docierania do boga, inne aspekty, ale istota religii pozostaje bez zmian. >Jeśli istotą religii jest wiara w sacrum, to zgoda. Tyle że racjonaliści starają się ukazywać jak to działa. Tu chodzi o indoktrynację ideologią. O to toczy się spór z wierzącymi. A to już zupełnie inna sprawa. Indoktrynacja jest zła, każdy w miarę roztropny człowiek to przyzna. Jeśli coś w działaniu religii jest złe, trzeba o tym mówić, ukazywać jak to działa.
Co do sacrum. Właśnie cały sens mojego wtrącenia się w dyskusję miał na celu pokazanie że wykrywanie sprzecznych szczegółowych nie zmienia nic w relacji z bogiem. >>A Ty dlaczego swoje poglądy wygłaszasz tutaj na forum (w kupie)? Zwierzę takie społeczne jesteśmy. >Chyba nie do końca zrozumiałeś o co mi chodzi. Jeśli ludzie z kościoła idą na stadion, to czy to jest pewne continuum? Jeśli idą z kościoła demolować ulice to oceniam negatywnie. Ale ilu takich jest? Większość idzie z kościoła do domu, galerii, na mecz. Wolno im. >>Dlaczego uważasz, że wierzący zapominają o wierze poza kościołem? >Bo rozmawiam z wierzącymi i widzę, że w normalnej rozmowie ich wiara nie gra roli. Zachowania katolików są funkcją głębokości wiary, wykształcenia i inteligencji. Są tacy co tylko chodzą do kościoła, a są tacy co postępują zgodnie z dekalogiem. Ja znam wielu dla których wiara ma kluczowe znaczenie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | astrotaurus (12445 punktów) |
>To zależy. Znam wielu wierzących, którzy potrafią to określić w taki sposób, że dla nich wystarczy. Och, śliczne! I czemuż tylko "wielu"? Toż to wykwit geniuszu nader wśród wierzących powszechny: wszystkim wystarczy.
>Nie muszą wierzyć, chcą. Ach, co za mądrzy, wolni ludzie! I jak oni wiedzą czego chcą i dlaczego! I to żadne pranie mózgu przez lokalnych przedstawicieli lokalnej religii, o nie! To chęć szczera a uświadomiona po prostu.
>Cóż, to kwestia tradycji, światopoglądu, ale też refleksji nad światem. Istnienia Boga raczej nie da się udowodnić. Człowieku małej wiary! Czyż samo istnienie stworzenia nie jest dowodem istnienia Stwórcy?!
>A ja nie. Ludzie o podobnych poglądach tworzą różne struktury, organizacje ... To normalne. A bandziory tworzą mafię, a wierzący Kościół, a wędkarze kółko wędkarskie, a szewc buty. Chyba rzeczywiście normalne.
>To faktycznie prawdziwe zarzuty? Czy KK coś Ci każe robić? Czy słuchasz się go? Czy możesz olać całe to gadanie KK? Jako ateista przejmujesz się tym, gdy ktoś mówi, że to czy tamto jest grzechem? Rób sobie co chcesz, żyj jak chcesz, nie słuchaj KK i bądź szczęśliwy, kto Ci broni. Och, dzięki, jaka cudowna recepta! Niech przebierańce katolickie robią pośmiewisko ze wspólnego państwa, z nauki, kultury. Niech katolickie warchoły na urzędach rozdadzą za darmo Polskę katolickim warchołom w sutannach. Niech bęcwały od bruzd, hello kitty i ampułek krwi plugawca chroniącego pedofilów zawłaszczają życie państwa .. a co tam?! Brzostowski pozwala nam żyć po swojemu dopóki katolicka ciemnota nie postawi przy każdej prezerwatywie i probówce policjanta. Łaskawco!
>A to już zupełnie inna sprawa. Indoktrynacja jest zła, każdy w miarę roztropny człowiek to przyzna. Jeśli coś w działaniu religii jest złe, trzeba o tym mówić, ukazywać jak to działa. Tyle że to obłędne koło. Bez indoktrynacji nie ma religii.
>Co do sacrum. Właśnie cały sens mojego wtrącenia się w dyskusję miał na celu pokazanie że wykrywanie sprzecznych szczegółowych nie zmienia nic w relacji z bogiem. Masz rację choć nie całkiem. Bezrozumny wierzący odrzuci wszystko co by miało zakłócić relację z bogiem, nawet przemodeluje go sobie, z mściwego, nieudolnego prymitywa zrobi Samobójczą Miłość na przykład. To tylko dowód jakim upośledzeniem umysłu jest wiara, bo dla myślącego krytycznie człowieka sprzeczności włączają dzwonek alarmowy.
>Większość idzie z kościoła do domu, galerii, na mecz. Wolno im. Bo większość nie jest otumaniona jak neokatechumenaty czy inne tego typu ruchy oszołomów i chce po prostu żyć, nawet nie próbując naśladować czubów z opowieści biblijnych.
>Zachowania katolików są funkcją głębokości wiary, wykształcenia i inteligencji. Są tacy co tylko chodzą do kościoła, a są tacy co postępują zgodnie z dekalogiem. Ja znam wielu dla których wiara ma kluczowe znaczenie. Ciąg dalszy poprzedniego akapitu - większość umysłów sprowadza wiarę do rozmiaru zdatnego do strawienia. Podporządkowanie się wszystkim wymysłom nieuków w szatach czarodziejów to droga wprost do obłędu.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -2 na 2 | Brzostowski (7067 punktów) | >I czemuż tylko "wielu"? Toż to wykwit geniuszu nader wśród wierzących powszechny: wszystkim wystarczy. Ja znam tylko wielu. >Ach, co za mądrzy, wolni ludzie! I jak oni wiedzą czego chcą i dlaczego! Nie wiem czy wiedzą i czy są mądrzy, ale wierzą bo chcą. >I to żadne pranie mózgu przez lokalnych przedstawicieli lokalnej religii, o nie! To chęć szczera a uświadomiona po prostu. Oczywiście, że takie pranie mózgu występuje, jak w każdej społeczności. Potem człowiek dorasta i ma wybór: może zostać mordercą lub pracownikiem społecznym, może zachować wyniesione z domu zasady i światopogląd lub nie. Jest wolny. >>Cóż, to kwestia tradycji, światopoglądu, ale też refleksji nad światem. Istnienia Boga raczej nie da się udowodnić. >Człowieku małej wiary! Czyż samo istnienie stworzenia nie jest dowodem istnienia Stwórcy?! Nie wiem, ale założenie że świat istnieje od zawsze jest równie prawdopodobne co stworzenie przez Boga, w dodatku istnienie świata od zawsze uprawdopodabnia istnienie boga. >>A ja nie. Ludzie o podobnych poglądach tworzą różne struktury, organizacje ... To normalne. >A bandziory tworzą mafię, a wierzący Kościół, a wędkarze kółko wędkarskie, a szewc buty. Chyba rzeczywiście normalne. Cieszę się, że zgadzasz się ze mną. >>To faktycznie prawdziwe zarzuty... >Och, dzięki, jaka cudowna recepta... A o czym Ty piszesz? Kolega wyżej napisał, że nie chce aby mu propaganda do łazienki właziła. To o czym Ty piszesz, to zupełnie inne rzeczy. >>A to już zupełnie inna sprawa. Indoktrynacja jest zła, każdy w miarę roztropny człowiek to przyzna. Jeśli coś w działaniu religii jest złe, trzeba o tym mówić, ukazywać jak to działa. >Tyle że to obłędne koło. Bez indoktrynacji nie ma religii. Nie ma? A kto zaczął? Skąd pojawił się pierwszy wierzący i kto go indoktrynował? >Masz rację choć nie całkiem. Bezrozumny wierzący odrzuci wszystko co by miało zakłócić relację z bogiem, nawet przemodeluje go sobie, z mściwego, nieudolnego prymitywa zrobi Samobójczą Miłość na przykład. To tylko dowód jakim upośledzeniem umysłu jest wiara, bo dla myślącego krytycznie człowieka sprzeczności włączają dzwonek alarmowy. Wiara nie upośledza umysłu. Po prostu człowiek racjonalizuje to czego się dowiaduje lub sobie uświadamia. To cecha ludzkiego umysłu a nie skutek wiary. Sprzeczności rzeczywiście włączają dzwonek alarmowy. Jeden zatem uzna, iż skoro jest tyle sprzeczności, cała "bajka" jest do niczego, a drugi przejdzie na wyższy poziom ogólności i tam dalej wszystko mu się zgadza, mimo sprzecznych szczegółów. >>Większość idzie z kościoła do domu, galerii, na mecz. Wolno im. >Bo większość nie jest otumaniona jak neokatechumenaty czy inne tego typu ruchy oszołomów i chce po prostu żyć, nawet nie próbując naśladować czubów z opowieści biblijnych. Większość po prostu wierzy w boga i są normalnymi ludźmi. Jak widzisz wiara nie upośledza. >>Zachowania katolików są funkcją głębokości wiary, wykształcenia i inteligencji. Są tacy co tylko chodzą do kościoła, a są tacy co postępują zgodnie z dekalogiem. Ja znam wielu dla których wiara ma kluczowe znaczenie. >Ciąg dalszy poprzedniego akapitu - większość umysłów sprowadza wiarę do rozmiaru zdatnego do strawienia. Podporządkowanie się wszystkim wymysłom nieuków w szatach czarodziejów to droga wprost do obłędu. Tak właśnie jest. > Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | Pyta mnie Pan o moje zdanie na temat NT, czy o zdanie katolików? Katolicy wierzą, że odpowiedź na wszystkie Pana pytania jest twierdząca. A jeśli chodzi o mnie, to nie mam pojęcia.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Grey (2102 punktów) | >A ta konkretna sytuacja to zgwałcone dziecko, któremu nie pomógł Bóg? Jak sobie wyobrażasz taką pomoc (ważna uwaga - i żeby to było koherentne z doktryną katolicką)?
Przecież doszliśmy wspólnie do wniosku, że sumienie nie odbiera wolnej woli. Czyli Bóg mógł wyposażyć gwałciciela w sumienie. A Ty od nowa te same pytania.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Przecież doszliśmy wspólnie do wniosku, że sumienie nie odbiera wolnej woli.
Co ja na to poradzę, że rozmawiam z kimś innym, a dostaję te same pytania.
>Czyli Bóg mógł wyposażyć gwałciciela w sumienie.
Gwałciciel pewnie ma sumienie, ale go nie słucha. Zdarza się przecież, że po latach ktoś się przyznaje do przestępstwa - sumienie go ruszyło - się zwykle wtedy mówi.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Grey (2102 punktów) | >Co ja na to poradzę, że rozmawiam z kimś innym, a dostaję te same pytania. Ale to Ty zadajesz te same pytania
>Gwałciciel pewnie ma sumienie, ale go nie słucha. Ale mógłby dostać takie samo, jak mają ludzie, którzy słuchają.
>Zdarza się przecież, że po latach ktoś się przyznaje do przestępstwa - sumienie go ruszyło I o to chodzi, żeby go ruszyło wcześniej, żeby nie miał się do czego przyznawać. Takie to skomplikowane?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Ale to Ty zadajesz te same pytania
Jakie np?
>>Gwałciciel pewnie ma sumienie, ale go nie słucha. >Ale mógłby dostać takie samo, jak mają ludzie, którzy słuchają.
Może ma takie samo, ale to i tak tylko od jego wolnej woli zależy, czy zechce go słuchać.
>I o to chodzi, żeby go ruszyło wcześniej, żeby nie miał się do czego przyznawać.
Sumienie rusza zwykle po fakcie. Nigdy ci się nie zdarzyło zrobić coś, co wiedziałeś, że jest złe, ale starałeś się stłumić wyrzuty sumienia, jakoś zracjonalizować swoje postępowanie, chociaż czułeś, że nie zachowujesz się tak jak trzeba?
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Grey (2102 punktów) | Jeśli uważasz, że Bóg nie jest wszechmogący, to myślę, że nie ma sensu drążyć tego tematu. Cokolwiek wymyślę, może okazać się dla Boga niemożliwe. Jeśli jednak uważasz, że Bóg nie może łamać praw fizyki, to w jaki sposób Jezus chodził po wodzie? Nie mówiąc już o zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | -3 na 3 | worek kości (2937 punktów) | >Jeśli uważasz, że Bóg nie jest wszechmogący, to myślę, że nie ma sensu drążyć tego tematu. Cokolwiek wymyślę, może okazać się dla Boga niemożliwe.
W teizmie cudowne boskie interwencje, o ile się zdarzają, mają służyć celom teologicznym - wzmocnieniu wiary - a nie celom praktycznym.
>Jeśli jednak uważasz, że Bóg nie może łamać praw fizyki, to w jaki sposób Jezus chodził po wodzie? Nie mówiąc już o zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu.
Wydaje mi się, że w katolicyzmie Bóg może okazjonalnie zawiesić prawa przyrody, ale nie może być tak, że te prawa muszą być w notorycznym stanie zawieszenia. Jeśli mówimy o gwałcicielach, to na świecie rocznie dokonuje się tysięcy gwałtów, więc interwencje Boga musiałyby być nieustanne (jak sobie je wyobrażasz? Pamiętaj o zasadzie zachowania wolnej woli). No i prowadziłoby to do dziwnych sytuacji - można by było sztucznie generować boskie interwencje - zgwałcić kogoś w warunkach laboratoryjnych, aby wywołać cud. Takie mechaniczne podejście do Boga kłóci się jednak z katolicką doktryną, gdzie Bóg jest wolny.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Grey (2102 punktów) | >Wydaje mi się, że w katolicyzmie Bóg może okazjonalnie zawiesić prawa przyrody, ale nie może być tak, że te prawa muszą być w notorycznym stanie zawieszenia. A mnie z kolei wydane się, że skoro Bóg mógł stworzyć świat, to może wszystko.
>Bóg jest wolny. Jaki on tam wolny. Jak ktoś jest wolny, to może zrobić coś złego, a Bóg nie może.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >A mnie z kolei wydane się, że skoro Bóg mógł stworzyć świat, to może wszystko
Ale świat, który potrzebowałby nieustannych poprawek, nie byłby dobrze zorganizowany.
>Jaki on tam wolny. Jak ktoś jest wolny, to może zrobić coś złego, a Bóg nie może.
Bóg jest wolny w znaczeniu kontrfaktycznym - jest do pomyślenia, że mógł stworzyć świat inaczej niż to zrobił, mógł również świata w ogóle nie stwarzać.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Grey (2102 punktów) | >jest do pomyślenia, że mógł stworzyć świat inaczej niż to zrobił,
To w końcu mógł, czy nie mógł? Bo ten świat jest trochę niedorobiony...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Bo ten świat jest trochę niedorobiony...
A występują w nim jakieś niewyjaśnialne zjawiska - bo to byłoby niedorobieniem, konieczność ciągłych poprawek - czy opierasz jednak swoje przekonanie na subiektywnym nastawieniu do pewnych naturalnych zjawisk?
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Grey (2102 punktów) | >>Bo ten świat jest trochę niedorobiony... >A występują w nim jakieś niewyjaśnialne zjawiska - bo to byłoby niedorobieniem, konieczność ciągłych poprawek
A co rozumiesz przez niewyjaśnialne zjawiska, które wymagają poprawek?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >A co rozumiesz przez niewyjaśnialne zjawiska, które wymagają poprawek?
Zjawiska, które nie mogą zostać wyjaśnione w ramach przyczyn naturalnych, a które zachodzą dzięki nieustannej nadnaturalnej interwencji.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Grey (2102 punktów) | >>A co rozumiesz przez niewyjaśnialne zjawiska, które wymagają poprawek? >Zjawiska, które nie mogą zostać wyjaśnione w ramach przyczyn naturalnych, a które zachodzą dzięki nieustannej nadnaturalnej interwencji.
A... Chodzi Ci o to, że brak poprawek świadczy o tym, że świat jest dobrze zrobiony. Można i tak
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) |
> W teizmie cudowne boskie interwencje, o ile się zdarzają, mają służyć celom teologicznym - wzmocnieniu wiary - a nie celom praktycznym.Czyli bog torturujac Hioba nie chcial praktycznie pokazac diablowi, ze Hiob bezgranicznie go kocha ino chcial teologicznie wzmocnic i tak juz 100% wiare Hioba?  A co z rozstapieniem Morza Czerwonego? Mialo to wzmocnic wiare Izraelitow czy wiare Egipcjan? A co z zamiana wody w wino na balandze weselnej w Kanie Galilejskiej?? Swiadkami byli Apostolowie i staruszka Jezusa (czyli osoby ktore wierzyly w niego bezwarunkowo). Mialo to teologicznie wzmocnic wiare swiadkow czy praktycznie zamienic wode w trunek z procentami??
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | > Czyli bog torturujac Hioba nie chcial praktycznie pokazac diablowi, ze Hiob bezgranicznie go kocha ino chcial teologicznie wzmocnic i tak juz 100% wiare Hioba?  Zdaje się, że jest to alegoria, a nie opis historyczny. > A co z rozstapieniem Morza Czerwonego? Mialo to wzmocnic wiare Izraelitow czy wiare Egipcjan?Najlepiej jednych i drugich. > A co z zamiana wody w wino na balandze weselnej w Kanie Galilejskiej?? Swiadkami byli Apostolowie i staruszka JezusaTo był jeden z pierwszych cudów Jezusa, wydaje się, że nieco marketingowy.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) |
> Zdaje się, że jest to alegoria, a nie opis historyczny.aaaaaaaaaa  A Dekalog? To alegoria czy tylko opis historyczny? > Najlepiej jednych i drugich.Ale mieli odmienne wiary. Cud ten mial naklonic wyznawcow wielu bogow (Egipcjan) do wzmocnienia wiary w: 1. tego boga, ktory wlasnie spowodowal, ze morze sie rozstapilo 2. tych bogow, w ktorych Egipcjanie aktualnie wierzyli? > To był jeden z pierwszych cudów Jezusa, wydaje się, że nieco marketingowy.q.e.d, q.e.d  Trafiles w sedno  Chrzescijanstwo to jeden wielki marketingowy bubel
|
|
| |  | 15 na 15 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>Mówisz , nieboraku o Bogu! On może wszystko wymazać gumką jeśli tylko zechce. >Skąd wiesz? Moim zdaniem wymazanie wszystkiego gumką byłoby zniszczeniem pewnego dobra, jakim jest świat, więc byłoby czymś złym, a w teizmie zakłada się chyba, że wolność Boga jest w tym miejscu ograniczona - nie może on robić złych rzeczy.
Dlaczego piszesz, że Bóg nie może robić złych rzeczy, skoro wielokrotnie złe rzeczy robił. Na kartach Biblii Twój Bóg był nie tylko inspiratorem, ale również głównym autorem czynionego zła. Przecież Biblia pełna jest przykładów zła wyrządzanego przez ludzi z boskiego nakazu, a także zła, którego głównym i niejednokrotnie jedynym sprawcą był sam Bóg. Czyżbyś nie czytał Biblii?
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | |  | -8 na 8 | worek kości (2937 punktów) | >Na kartach Biblii Twój Bóg był nie tylko inspiratorem, ale również głównym autorem czynionego zła.
Słowo daję, najwięcej dosłownych czytaczy Biblii znalazłem wśród racjonalistów...
bembergiem w berg
|
|
| | | |  | 8 na 8 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > >>>Na kartach Biblii Twój Bóg był nie tylko inspiratorem, ale również głównym autorem czynionego zła.> Słowo daję, najwięcej dosłownych czytaczy Biblii znalazłem wśród racjonalistów...Tak, wystarczy parę racjonalnych argumentów i po dyskusji: " ... jakkolwiek niewątpliwie jest prawdą, że należy wierzyć w istnienie Boga, ponieważ uczy tego Pismo św., i na odwrót należy wierzyć Pismu świętemu, ponieważ mamy je od Boga ... nie można jednak przedkładać tego niewierzącym, gdyż sądziliby, że to jest błędne koło". [Rene Descartes, Medytacje o pierwszej filozofii.] > W katolicyzmie kwestionowanie dosłownego rozumienia opisu stworzenia świat nie jest herezją.Znam dobrze stanowisko Kościoła Katolickiego i pisałem o nim: Mamy przecież do czynienia ze Słowem Boga samego. Pomijając tedy naturalną ograniczoność naszych władz poznawczych winniśmy być świadomi tego, że będziemy się wsłuchiwali w głos Niepojętego. Wobec Boga trzeba się nam zdobyć na małość intelektualną lub po prostu dołożyć starań, by sobie ową małość uświadomić. Dlatego Paul Claudel radził czytać Biblię na klęczkach. Jest się wtedy mniejszym. I dalej: www.racjon(*).php/z,0/d,11/s,524770#w527047www.racjonalista.pl/forum.php/s,451702#w452028www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,557342#w558004www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,557342#w558084Ale Panu nie chciało się przeczytać, gdyż to sprzeczne z Pańską wiarą. Taką anegdotę podaje tu Witwicki: " Pełna wiara to przecież specjalna cnota. Nie ma grzechu w tym, że się w to lub w owo wątpi, że się krytycznie zapatruje na niejedno. Tak mi powiedział jeden bardzo poważny spowiednik. To jest tak jak u mnie, jak u człowieka zakochanego, który wie, że jego ukochana jest idiotką, ale wierzy najgłębiej, że ona jest mądra, bo jest mu z tym dobrze". Warto przeczytać całą "Wiarę oświeconych" skąd ta anegdota. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | |  | 22 na 22 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>Na kartach Biblii Twój Bóg był nie tylko inspiratorem, ale również głównym autorem czynionego zła. >Słowo daję, najwięcej dosłownych czytaczy Biblii znalazłem wśród racjonalistów...
Nie wykręcaj się śmieszną odpowiedzią, tylko napisz czy znasz te fragmenty Starego Testamentu, w których Bóg Jahwe nakazuje swemu "narodowi wybranemu" dokonywanie doszczętnego ludobójstwa rdzennych mieszkańców tzw. Ziem Obiecanych? A czy wiesz, że również według ST wypełnianiem nakazów Boga było zabijanie czarownic, cudzołożnic wraz z partnerami, homoseksualistów, ludzi pracujących w dniu szabatu, itd., itp.?
Tylko nie wymagaj ode mnie, bym przedstawił tu treść tych fragmentów. Zbyt wiele stron do przepisania, zbyt dużo czasu by mi to zajęło. No i po co miałbym to robić. Przecież doskonale znasz te wszystkie dowody chlubnej działalności Twojego Boga. Dlaczego więc piszesz, że Twój judeochrześcijański Bóg nie może robić złych rzeczy. Ach, już wiem! Ty sobie żartujesz. Taki żartowniś jesteś. Że też od razu na to nie wpadłem.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | |  | -4 na 4 | worek kości (2937 punktów) | >czy znasz te fragmenty Starego Testamentu, w których Bóg Jahwe nakazuje swemu "narodowi wybranemu" dokonywanie doszczętnego ludobójstwa rdzennych mieszkańców tzw. Ziem Obiecanych?
Znam, znam.
>A czy wiesz, że również według ST wypełnianiem nakazów Boga było zabijanie czarownic, cudzołożnic wraz z partnerami, homoseksualistów, ludzi pracujących w dniu szabatu, itd., itp.?
Wiem, wiem.
>Dlaczego więc piszesz, że Twój judeochrześcijański Bóg nie może robić złych rzeczy.
Ponieważ Stary Testament opisuje to, co wydawało się ludziom, że oczekuje od nich Bóg - a że czasy były krwawe, to i trzeba było jakoś te wszystkie okropności, chociaż przykre, to jednak konieczne, zracjonalizować. No i z jakiegoś powodu pojawia się Jezus i nieco to całe przesłanie porządkuje.
>Ach, już wiem! Ty sobie żartujesz. Taki żartowniś jesteś. Że też od razu na to nie wpadłem.
Gdybym żartował, to bym kończył każdy post jakimś dowcipem - np. przychodzi baba do lekarza z szybą na plecach, lekarz się pyta - co pani dolega - a ona na to - szybowiec.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | |  | 10 na 10 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) |
> Ponieważ Stary Testament opisuje to, co wydawało się ludziom, że oczekuje od nich Bóg - a że czasy były krwawe, to i trzeba było jakoś te wszystkie okropności, chociaż przykre, to jednak konieczne, zracjonalizować. No i z jakiegoś powodu pojawia się Jezus i nieco to całe przesłanie porządkuje. No popatrz, ja myslalem, ze ST podyktowal Duch Swiety a co za tym idzie dyktando te bylo wolne od wydawania sie ludziom  A tu mnie worek osweicil, ze ST napisali ludzie wedlug motta "jak to jest z tym bogiem". A co z dekalogiem? Moze 10 przykazan ludziom sie tylko "wydawaly" a w rzeczywistosci bog mial co innego na mysli?
|
|
| | | | | |  | 9 na 9 | rysiek (4593 punktów) | >Gdybym żartował, to bym kończył każdy post jakimś dowcipem - np. przychodzi baba do lekarza z szybą na plecach, lekarz się pyta - co pani dolega - a ona na to - szybowiec. Zepsułeś ten dowcip. Ma sens wtedy, gdy słowa "co pani dolega", zastąpimy zwrotem "co pani jest".
Natomiast świetnie udał Ci się dowcip opowiedziany we wcześniejszym akapicie: >Ponieważ Stary Testament opisuje to, co wydawało się ludziom, że oczekuje od nich Bóg - a że czasy były krwawe, to i trzeba było jakoś te wszystkie okropności, chociaż przykre, to jednak konieczne, zracjonalizować. No i z jakiegoś powodu pojawia się Jezus i nieco to całe przesłanie porządkuje.
I autora takich perełek humoru, niektórzy na tym forum chcieliby zbanować. Nie rozumiem.
|
|
| | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Ma sens wtedy, gdy słowa "co pani dolega", zastąpimy zwrotem "co pani jest".
No rzesz kurcze blade - racja. W wieku 25 lat uświadomiłem sobie, że przez całe życie źle opowiadałem dowcipy o babie - myślałem, że to po prostu czysta abstrakcja, a okazuje się, że lekarz rzeczywiście powinien pytać "co pani jest", mając na myśli dolegliwości baby, a baba odpowiada egzystencjalnie - jestem szybowcem, bombermanem etc. Ech... To wiele wyjaśnia. Jestem okropny.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | |  | 6 na 6 | astrotaurus (12445 punktów) | >uświadomiłem sobie, że przez całe życie źle opowiadałem dowcipy o babie - myślałem, że to po prostu czysta abstrakcja, No to teraz uświadom sobie jak źle opowiadasz te katolickie pierdoły - to rzeczywiście czysta abstrakcja!
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | > No to teraz uświadom sobie jak źle opowiadasz te katolickie pierdoły - to rzeczywiście czysta abstrakcja!Ech, tak wykorzystać mój moment słabości - bezduszne to przecież i podłe. 
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | |  | 7 na 7 | astrotaurus (12445 punktów) |
> Ech, tak wykorzystać mój moment słabości - bezduszne to przecież i podłe.  Na refleksji zasadza się rozwój. Gdyby nie szansa, okruch nadziei, że można - omijając zabezpieczenia wiary - zmącić nieco wasze tępe zadowolenie z siebie nie warto by było do takich jak Ty mówić w ogóle.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | Ateistyczny prozelityzm, no kto by pomyślał.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 9 na 9 | Fizyk (17637 punktów) | > Ateistyczny prozelityzm, no kto by pomyślał.
Raczej kaganek oświaty.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | astrotaurus (12445 punktów) | >> Ateistyczny prozelityzm, no kto by pomyślał. >Raczej kaganek oświaty. Raczej ni to, ni sio, a ciągle zwykła samoobrona. Dopóki katolicy nie są w swojej pysze i tępocie niepokojeni utwierdzają się tylko w swoim "prawie" do panoszenia się w życiu innych, do "należnych" im szacunku, przywilejów, pieniędzy... Gdybyż worek kości czy inne Michaliki chcieli pielęgnować swoje baje dla siebie i na swój rachunek wielu z "naszych" (ja na pewno!) nie musiałoby zajmować się starożytnymi bredniami Jakiś cień refleksji ze strony egzemplarzy "klasy panującej" to szansa na przyszłe lepsze współistnienie, a sami przecież nie pomyślą, jak przez tysiąclecia nie pomyśleli. Trzeba im pomóc we własnym interesie.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >a sami przecież nie pomyślą, jak przez tysiąclecia nie pomyśleli.
Ho, ho, Panie, żebym ja chociaż pamiętał co myślałem w zeszły piątek, a co dopiero tysiąc lat temu!
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | |  | 8 na 8 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > >Ma sens wtedy, gdy słowa "co pani dolega", zastąpimy zwrotem "co pani jest".> No rzesz kurcze blade - racja. W wieku 25 lat uświadomiłem sobie, że przez całe życie źleWłaśnie, worek  . Prawidłowo po polsku - nie rzesz (Trzecich Rzesz?  ), a żeż, kurde. W zapisie jednej sylaby aż dwa orty walnąć - dalece nie każdy imbecyl potrafi  .
...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
|
|
| | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | Ożeżty, ale klops.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | |  | 7 na 7 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Ożeżty, ale klops.Rozdzielnie, kurde: ożeż ty. W ostateczności z dywizem: ożeż-ty. Ja pyerdolę, worek...
...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
|
|
| | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | No coza kiks.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > No coza kiks.Zda Ci się, że manifestacyjne lekceważenie reguł polskiej pisowni przysporzy Ci Splendoru jakiegoś takiego Niepokornego, Świrku-Muchomorku? 
...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | Nie przesadza troche? Jak to z miłości do polszczyzny, to niech będzie, zrozumiem, ale jak zwykła nerwica natręctw, no to cóż - bazinga.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Nie przesadza troche?Nie  . > Jak to z miłości do polszczyzny,Nie  . > jak zwykła nerwica natręctw, no to cóż - bazinga.Nie  .
...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > No coza kiks. Zablokowanie Worka kości:> zalogowałam się tu za (długotrwałą) namową Worka, który utrzymywał, że jest to miejsce, w którym można czasem ciekawie podyskutować o filozofii.Czyżby? Tak Pani powiedział, a to dziwne, gdyż do tańca potrzeba przynajmniej dwojga, a pan Piotr od poważnych rozmów ucieka. (Zawsze zastanawia mnie głęboka nieszczerość wszelakich fideistów. Zupełnie co innego mówią, a inaczej postępują.)
Uważam, że z ludźmi należy rozmawiać dopóki jest to możliwe i tylko ewidentna głupota połączona z upierdliwym trollowaniem całkowicie odrzuca mnie od rozmów. Na naszym portalu banowanie stosowane jest - całkiem słusznie - jako ostateczność w niereformowalnych przypadkach i na pewno nie pan Piotr stoi na początku tej listy. Mamy tu w trollowaniu znacznie lepszych od pana Piotra. www.racjon(*)m.php/s,562770/z,0/d,1#w563108 Tak, Panie Piotrze - w trollowaniu i w pyskówkach, to osiągnął Pan - jak tu widać - dużą sprawność, ale ad rem już proszę. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | >>Ożeżty, ale klops. >Rozdzielnie, kurde: ożeż ty. >W ostateczności z dywizem: ożeż-ty. A "Ty" nie z dużej litery? "ożeż Ty" ?
|
|
| | | | | | | | |  | 6 na 6 | i.czaplicka (5782 punktów) |
> >No rzesz kurcze blade - racja. W wieku 25 lat uświadomiłem sobie, że przez całe życie źle> Właśnie, worek .> Prawidłowo po polsku - nie rzesz (Trzecich Rzesz? ), a żeż, kurde.Worek zasugerowal sie bajka o orzeszku. Jest tez o Leszku, dzwigu, rozmarynie itp.
|
|
| | | | | | | |  | 5 na 5 | rysiek (4593 punktów) | >(...) W wieku 25 lat uświadomiłem sobie, że przez całe życie (...) Ech... To wiele wyjaśnia. Jestem okropny.
Nie przejmowałbym się. Jeśli ktoś ma dopiero 25 lat, to jego "całe życie" jest raczej przed nim, i jeszcze dużo rzeczy sobie uświadomi.
|
|
| | | | | | | | |  | 6 na 6 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Nie przejmowałbym się. Jeśli ktoś ma dopiero 25 lat, to jego "całe życie" jest raczej przed nim, i jeszcze dużo rzeczy sobie uświadomi. Co daj Boże, Ramen. Praktyka pokazuje jednakże, że z młodych durnych pyskaczy najczęściej wyrastają stare durne pyskacze; z młodych... etc., etc.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | |  | 4 na 4 | rysiek (4593 punktów) | >Praktyka pokazuje jednakże, że z młodych durnych pyskaczy najczęściej wyrastają stare durne pyskacze; z młodych... etc., etc. Fakt, zamiast "sobie uświadomi" powinienem napisać, że będzie miał na to szansę.
|
|
| | | | | | | |  | 7 na 7 | maceox (6766 punktów) | >No rzesz kurcze blade - racja. Ja sądzę, że jesteś intelektualnie dość zdolnym człowiekiem, a w dodatku potrafisz przyznać się do błędu. Pozwala to wysnuć pozytywne perspektywy...
>W wieku 25 lat uświadomiłem sobie, że przez całe życie źle opowiadałem dowcipy o babie Jakie kurde całe życie? Ono Ci się jeszcze nawet na serio nie zaczęło.
>myślałem, że to po prostu czysta abstrakcja, a okazuje się, że lekarz rzeczywiście powinien pytać "co pani jest", mając na myśli dolegliwości baby, a baba odpowiada egzystencjalnie - jestem szybowcem, bombermanem etc. Ech... Niekoniecznie. Tu nie rządzi kościelny absolut, tylko w zależności od okoliczności lekarz zadaje babie różne pytania. Np.: Przychodzi baba do lekarza z telefonem w plecach. Lekarz: Kto Pani wykręcił taki numer?
Przychodzi baba do lekarza z cegłówką między kolanami. Lekarz: Pani się buduje? Baba: Nie, ja się walę.
>To wiele wyjaśnia. Jestem okropny. Nie, nie jesteś okropny, choć to i Twój wiek rzeczywiście trochę wyjaśniają. Masz jeszcze w głowie dość młodzieńczy bałagan, a ten sprzyja irracjonalizmom. Ja jestem już trochę starszy, ale uwolniłem się od przesądów i nigdy nie czułem się tak młodo, jak obecnie - przynajmniej pod kątem intelektualnym. Swobodne myślenie - niezależne od jakichkolwiek dogmatów jest moim zdaniem oznaką umysłowej świezości.
A Ty jesteś trochę niby niezależny, ale trochę bujasz w obłokach z religijnymi pojęciami. Jednak być może w całym - jak to piszesz - Twoim życiu, nie zdążyłeś jeszcze zauważyć, że na tym świecie najbardziej liczy się jednak KONKRET - czyli to, co postrzegasz zmysłami i na co możesz wszak wpływać poprzez swoje nastawienie. Najistotniejsi są tu dla mnie ostatecznie inni ludzie.
To od Ciebie zależy, czy będziesz w tym swoim życiu powtarzał bardzo stare kawały, czy też się intelektualnie usamodzielnisz. I bynajmniej nie o ponadczasową babę u lekarza mi tu chodzi.
|
|
| | | | | |  | 22 na 22 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>Dlaczego więc piszesz, że Twój judeochrześcijański Bóg nie może robić złych rzeczy. >Ponieważ Stary Testament opisuje to, co wydawało się ludziom, że oczekuje od nich Bóg - a że czasy były krwawe, to i trzeba było jakoś te wszystkie okropności, chociaż przykre, to jednak konieczne, zracjonalizować..
Z tego co piszesz wynika, że Stary Testament wielokrotnie nie opisuje rzeczywistych wydarzeń, a jedynie to, "co wydawało się ludziom, że oczekuje od nich Bóg". Czyli - według Ciebie - nieprawdziwe są wszystkie te liczne sceny, w których judeochrześcijański Bóg Jahwe nakazuje swemu narodowi wybranemu dokonywanie eksterminacji całych plemion czy też masowe zabijanie wszystkich mieszkańców jakiegoś miasta, nie wyłączając kobiet i dzieci (a nawet zwierząt). Nigdy też Jahwe nie nakazywał zabijania cudzołożnic i cudzołożników, czarownic, homoseksualistów, pracujących w szabat, współżyjących z kobietą w czasie jej menstruacji, itd., itp. Te wydarzenia nigdy nie zaistniały!? To wszystko tylko wydawało się ludziom!? Aż trudno mi w to uwierzyć.
Przecież to oznacza, że w Starym Testamencie znajduje się wielka ilość wydarzeń nieprawdziwych, zwyczajnych nieprawd i zmyśleń. Czyżby autorzy tych opowieści popuszczali nadmiernie wodze swojej fantazji? Czyżby pisali to, co wedle ich mniemania oczekiwał od nich Bóg, a co w rzeczywistości historycznej nie zaistniało? W takim razie - według Ciebie - Stary Testament jest pismem niewiarygodnym. Obok historii prawdziwych zawiera bajki i zmyślenia. Tylko jak je od siebie odróżnić?
Koniecznie muszę zapytać, skąd Ty to wszystko wiesz? Gdzie to wyczytałeś? Czyżby sam Bóg Ci to objawił? Kiedy i gdzie? A może to Ci się tylko przyśniło, a Ty w ten sen uwierzyłeś, tak jak kiedyś w swoje sny uwierzyło pewne małżeństwo z Nazaretu?
Przecież, jak twierdzą chrześcijanie, cała Biblia, a więc i Stary, i Nowy Testament, jest dziełem objawionym, tzn. zawierającym treści pochodzące od Boga, napisanym przez ludzi przez tego Boga natchnionych. Twój Bóg zadbał zatem o to, by w Biblii znalazły się wszystkie jego nakazy oraz sceny, o których napisałem powyżej, mimo że - według Ciebie - pewne sceny nie zaistniały w rzeczywistości.
Napisałeś wyżej, "że czasy były krwawe, to i trzeba było jakoś te wszystkie okropności, chociaż przykre, to jednak konieczne, zracjonalizować". A nie można było ot po prostu napisać prawdę, choćby okrutną, a nie zmyślać i przy okazji zrzucać całe zło na Boga. Oj, nieładnie, nieładnie!
Ale według Ciebie to wszystko nieprawda. Według Ciebie wszystkie te opowieści, o których piszę w rzeczywistości nigdy się nie wydarzyły. Bóg nigdy żadnego zabójstwa (ludobójstwa) ani nie nakazał, ani też sam go nie dokonał. Bo to wszystko tylko wydawało się ludziom, że bóg czegoś od nich oczekuje. Bo to wszystko nieprawda.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | |  | 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Te wydarzenia nigdy nie zaistniały!? To wszystko tylko wydawało się ludziom!?> Aż trudno mi w to uwierzyć.Z ogromnym zainteresowaniem czytam Pańskie rozważania podbudowane ogromną wiedzą na temat Biblii i czasów, w których powstawała. Ale moje zainteresowanie budzą też wypowiedzi Pańskich interlokutorów. Nie tyle od strony merytorycznej - gdyż rzadko nawet potrafią zrozumieć, to o czym Pan tu pisze; ponadto, iż podważa Pan świętość Biblii i jej przekazu - a od strony psychologicznej. Oni na podane przez Pana informacje są całkowicie nieprzemakalni. Uważają że choć może nie potrafią tak dobrze jak Pan tego opisać, ale i tak wszystko wiedzą od Pana lepiej. Pan Worek, to jeszcze ma trochę wiedzy i trochę myśli np. (Ho, ho, Panie, żebym ja chociaż pamiętał co myślałem w zeszły piątek, a co dopiero tysiąc lat temu!), ale mamy i gorsze przypadki. Tak jak napisałem w innym wątku: Uważam, że z ludźmi należy rozmawiać dopóki jest to możliwe i tylko ewidentna głupota połączona z upierdliwym trollowaniem całkowicie odrzuca mnie od rozmów.
Na naszym portalu banowanie stosowane jest - całkiem słusznie - jako ostateczność w niereformowalnych przypadkach i na pewno nie pan Piotr stoi na początku tej listy. Mamy tu (nawet w tym wątku) w trollowaniu znacznie lepszych od pana Piotra. www.racjon(*)m.php/s,562770/z,0/d,1#w563108Nie tak dawno zainicjowałem wątek Pochodzenie wiary i uważam że bez zrozumienia intelektualnego ograniczenia powodowanego przez wiarę - niezależnie od jej przedmiotu/podmiotu - intelektualnego oporu naszych oponentów nie sposób wprost pojąć. www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,563618#w563888Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | |  | 15 na 15 | Andrzej.51 (15814 punktów) | Witam.> Ale moje zainteresowanie budzą też wypowiedzi Pańskich interlokutorów. Nie tyle od strony merytorycznej - gdyż rzadko nawet potrafią zrozumieć, to o czym Pan tu pisze; ponadto, iż podważa Pan świętość Biblii i jej przekazu - a od strony psychologicznej. Oni na podane przez Pana informacje są całkowicie nieprzemakalni. Uważają że choć może nie potrafią tak dobrze jak Pan tego opisać, ale i tak wszystko wiedzą od Pana lepiej.Trudno mi oceniać ich wiedzę, gdyż znam ją tylko z tego forum, a jestem ostatnio dość rzadkim uczestnikiem w dyskusjach. Więcej mogę natomiast powiedzieć o sposobie prowadzenia przez nich dyskusji na forum. A ten opiera się na dość prostych schematach. Jeśli jakiś fragment tekstu świadczy dobrze o ich bogu, wówczas z dumą ogłaszają, iż fragment ten wiernie odtwarza zaistniałe (w ich mniemaniu) "wydarzenia" i należy go rozumieć dosłownie. W sytuacji przeciwnej, gdy jakiś fragment tekstu nie wystawia ich bogu laurki, wówczas pouczającym tonem obwieszczają, że fragmentu tego nie należy traktować literalnie, że to tylko alegoria, przenośnia i licho wie co jeszcze, a optującego za dosłownością przekazu interlokutora próbują traktować niemal pogardliwie z wyżyn swej wydumanej wiedzy. Raczej sporadycznie popierają swe sądy wersetami z Biblii, gdyż - jak mi się wydaje - doskonale zdają sobie sprawę z tego, że ta (myślę tu głównie o NT) raczej nie im, lecz ich oponentom dodaje mocnych argumentów w dyskusji. A w ostateczności - pozostaje honorowa rejterada. Aby jednak być sprawiedliwym muszę dodać, że swego czasu bardzo aktywna na forum była niejaka Beatus, chrześcijanka, która zdecydowanie wyłamywała się z tego schematu. Wydaje mi się, że nie tylko ja żałuję, iż kilka lat temu odeszła z forum. > Pan Worek, to jeszcze ma trochę wiedzy i trochę myśli np. (Ho, ho, Panie, żebym ja chociaż pamiętał co myślałem w zeszły piątek, a co dopiero tysiąc lat temu!), ale mamy i gorsze przypadki.Ale czmychnął gdzieś nieborak i tyle go widziałem. Póki co wycofał się niestety z dyskusji ze mną. Może jeszcze do niej wróci, ale wątpię. > (...) uważam że bez zrozumienia intelektualnego ograniczenia powodowanego przez wiarę - niezależnie od jej przedmiotu/podmiotu - intelektualnego oporu naszych oponentów nie sposób wprost pojąć. www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,563618#w563888Nie raz i nie dwa też o tym myślałem. Przypuszczam, że chodzi tu m.in. o strach, zwyczajny strach. Zakład Paskala się kłania. Oni się zwyczajnie boją, że w przypadku odejścia od wiary, chwilowego zwątpienia, czy choćby nawet uznania zasadności niektórych argumentów strony przeciwnej, utracą życie wieczne w niebie. To byłby dla nich koszmar. Po cóż im to nędzne życie doczesne tu, na ziemi, bez zbawienia i życia wiecznego w królestwie niebieskim. > Pozdrawiam serdecznie.Ja również ciepło pozdrawiam. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Raczej sporadycznie popierają swe sądy wersetami z Biblii, gdyż - jak mi się wydaje - doskonale zdają sobie sprawę z tego, że ta (myślę tu głównie o NT) raczej nie im, lecz ich oponentom dodaje mocnych argumentów w dyskusji.Pan Fizyk: Sądząc z tonu wypowiedzi szczegóły wierzącemu brużdżą.I odpowiedź zgodna z moją obserwacją, że z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda. Nie, po prostu są mało istotne.To czy Jezus zmartwychwstał w sensie ludzkim, czy został fizycznie spłodzony przez Józefa czy też nie, nie ma żadnego znaczenia. Dla wierzącego - katolika, nie zmienia to nic, poza tym że po latach studiów nad Biblią możemy powiedzieć, że to czy tamto zostało dodane lub zmienione. Najważniejsze pozostaje bez zmian. Te szczegóły o których piszesz nie mają nic wspólnego z boskością Jezusa, On wg wierzących: jest Bogiem bo tak Ojciec wymyślił w swej mądrości. Boskości mu nie odejmuje ani to czy był wcześniej plemnikiem Józefa, ani to czy potem nie zmartwychwstał. Oczywiście to jest z perspektywy wierzącego, bo z perspektywy ateisty to wszystko jest bez sensu i jest to zrozumiałe. Żaden szczegół, ani sprzeczność w Biblii nie niszczą fundamentu wiary.Fideistyczne trolle muszą stale walczyć z nami, gdyż jak napisał "Wacek" w internecie: Człowiek zdrowy psychicznie z właściwie pracującym rozumem nie potrafi wierzyć. Mózg jest tak skonstruowany ze człowiek musi się nad wszystkim zastanawiać czy to jest prawdziwe i to podważać. A wiec zdrowy psychicznie człowiek którego mózg pracuje w pełni nie potrafi uwierzyć w boga. Bo nie można wyłączyć części swojego mózgu odpowiedzialnej za rozważanie co jest prawdą a co nie. Nawet jeśli nie chcecie to wasz mózg oceni co jest prawdziwe a co nie. [...] Zdrowy psychicznie wierzący zawsze ma wątpliwości. Bo pracy mózgu nikt z nas nie potrafi całkiem powstrzymać. Ale kościół ma różne instytucje i sposoby działania aby zapobiegać pracy mózgu u mas. www.racjon(*)m.php/z,0/d,8/s,492110#w495088Ponadto trolle są cholernie upierdliwe i nie odpuszczają nawet, gdy ewidentnie racji nie mają, a pan Piotr (Worek kości), jednak gdy widzi, iż nie ma niczego istotnego do powiedzenia, to ucieka. Jest tak jak wyżej napisałem: Pan Worek, to jeszcze ma trochę wiedzy i trochę myśli np. (Ho, ho, Panie, żebym ja chociaż pamiętał co myślałem w zeszły piątek, a co dopiero tysiąc lat temu!), ale mamy i gorsze przypadki.> Ale czmychnął gdzieś nieborak i tyle go widziałem. Póki co wycofał się niestety z dyskusji ze mną. Może jeszcze do niej wróci, ale wątpię.Myślę, iż właśnie - nie mając niczego istotnego do powiedzenia - skorzystał z, w miarę honorowej, rejterady. > Aby jednak być sprawiedliwym muszę dodać, że swego czasu bardzo aktywna na forum była niejaka Beatus, chrześcijanka, która zdecydowanie wyłamywała się z tego schematu. Wydaje mi się, że nie tylko ja żałuję, iż kilka lat temu odeszła z forum.Przynajmniej jest nas dwóch, a sądzę że więcej - z dłużej tu będących - osób też by się znalazło. Warto Beatus przypomnieć i ponownie zaprosić. > >>>(...) uważam że bez zrozumienia intelektualnego ograniczenia powodowanego przez wiarę - niezależnie od jej przedmiotu/podmiotu - intelektualnego oporu naszych oponentów nie sposób wprost pojąć. www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,563618#w563888> Nie raz i nie dwa też o tym myślałem.> Przypuszczam, że chodzi tu m.in. o strach, zwyczajny strach. Zakład Paskala się kłania.> Oni się zwyczajnie boją, że w przypadku odejścia od wiary, chwilowego zwątpienia, czy choćby nawet uznania zasadności niektórych argumentów strony przeciwnej, utracą życie wieczne w niebie. To byłby dla nich koszmar. Po cóż im to nędzne życie doczesne tu, na ziemi, bez zbawienia i życia wiecznego w królestwie niebieskim.Tak jak Pan pisze, gdzieś tu należy szukać odpowiedzi: www.racjon(*)m.php/s,562660/z,0/d,9#w563497Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >Żaden szczegół, ani sprzeczność w Biblii nie niszczą fundamentu wiary.[/color] Nie niszczą dlatego, że nie są sprzeczne z jej fundamentem, to nie ma nic wspólnego z wiarą tylko z logiką i rozumem. Naprawdę nie może Pan zrozumieć, że istotą religii nie są jakieś szczególiki sprzeczne ze sobą, tak jak istotą nauki nie są sprzeczne obserwacje lub wyniki? to że jakieś elementy opisów w Biblii są ze sobą sprzeczne nie zmienia istoty religii i relacji człowieka z bogiem w którego wierzy. Tak jak fakt o jakiś sprzecznych wynikach w nauce nie powodują u racjonalisty odrazy do nauki. Czy to tak trudno pojąć?
|
|
| | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >W takim razie - według Ciebie - Stary Testament jest pismem niewiarygodnym. Obok historii prawdziwych zawiera bajki i zmyślenia. Tylko jak je od siebie odróżnić?
Katolicy nie odróżniają tego na własną rękę - opierają się na autorytecie KK. KK, w oparciu o przemyślenia Ojców Kościoła i Tradycji, mówi katolikom, jak należy rozumieć te historie.
>Przecież, jak twierdzą chrześcijanie, cała Biblia, a więc i Stary, i Nowy Testament, jest dziełem objawionym, tzn. zawierającym treści pochodzące od Boga, napisanym przez ludzi przez tego Boga natchnionych.
Chrześcijanie tak twierdzą, ale w ramach samego chrześcijaństwa jest kilka różnych podejść do tego problemu. Protestanci wyznają ideę sola scriptura - tylko Pismo. Katolicy mają jednak nie tylko Pismo, ale i Tradycję, i zadaniem KK jest trzymanie tego wszystkiego w koherentnej kupie.
>Ale według Ciebie to wszystko nieprawda.
Nie według mnie, tylko według tzw. posoborowych katolików, którzy uważają, że ST trzeba umieć czytać. Umieć czytać, to potrafić oddzielić właściwe Słowo Boga, od naleciałości kulturowych właściwych dla tamtych czasów. A nad poprawnością rozumienia czuwa tzw. Urząd Nauczycielski Kościoła.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | |  | 9 na 9 | Fizyk (17637 punktów) | > ... ST trzeba umieć czytać. Umieć czytać, to potrafić oddzielić właściwe Słowo Boga, od naleciałości kulturowych właściwych dla tamtych czasów. A nad poprawnością rozumienia czuwa tzw. Urząd Nauczycielski Kościoła.
Niestety, w świetle wiedzy obecnych czasów, Urząd Nauczycielski Kościoła stoi przed niewykonalnym zadaniem, bo gdyby nieopatrznie oddzielił te wszystkie naleciałości kulturowe, to Słowo Boga by zamilkło.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Vytautas (4394 punktów) | >potrafić oddzielić właściwe Słowo Boga, od naleciałości kulturowych Religia, to część kultury. Jeżeli odrzucisz kulturę, z religii nie zostanie nic.
|
|
| | | | | | | |  | 16 na 16 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>W takim razie - według Ciebie - Stary Testament jest pismem niewiarygodnym. Obok historii prawdziwych zawiera bajki i zmyślenia. Tylko jak je od siebie odróżnić? >Katolicy nie odróżniają tego na własną rękę
Czyżby katolików nie było stać na samodzielne myślenie? Czyżby Kościół oduczył katolików myśleć? A może myśleć na temat Biblii Kościół wiernym nie pozwala?
>(...) opierają się na autorytecie KK. KK, w oparciu o przemyślenia Ojców Kościoła i Tradycji,
A co według Ciebie jest tu najważniejsze: Biblia, przemyślenia ojców Kościoła, czy też tradycja?
>(...) mówi katolikom, jak należy rozumieć te historie.
Schemat jest znany. Kościół informuje wiernych, jak powinni rozumieć poszczególne fragmenty Biblii w myśl prostej zasady: treści niewygodne to według Kościoła tylko jakieś przenośnie czy inne alegorie i oczywiście nie należy ich rozumieć dosłownie. Czy mam rację?
>>Ale według Ciebie to wszystko nieprawda. Według Ciebie wszystkie te opowieści, o których piszę w rzeczywistości nigdy się nie wydarzyły. Bóg nigdy żadnego zabójstwa (ludobójstwa) ani nie nakazał, ani też sam go nie dokonał. >Nie według mnie, tylko według tzw. posoborowych katolików, którzy uważają, że ST trzeba umieć czytać. Umieć czytać, to potrafić oddzielić właściwe Słowo Boga, od naleciałości kulturowych właściwych dla tamtych czasów.
Czyżby Twój Bóg nie potrafił nawet zadbać o to, by Biblia - zawierająca ponoć jego słowa, słowa Boga - nie posiadała wręcz niezliczonej ilości zniekształceń, przeróbek, nieprawd i innych zmyśleń, które nazywasz tu "naleciałościami kulturowymi"? A może Bogu zależało na tym, by Biblia owe skażenia zawierała? A może Biblia nie jest wcale dziełem przez Boga natchnionym i nie zawiera słowa bożego?
Jak w takim razie należy rozumieć, że Biblia jest pismem świętym, dziełem natchnionym przez Boga, że zawiera słowo boże i prawdy przez Boga objawione?
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | |  | -1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >Czyżby katolików nie było stać na samodzielne myślenie? Czyżby Kościół oduczył katolików myśleć? A może myśleć na temat Biblii Kościół wiernym nie pozwala?
To nie jest kwestia samodzielnego myślenia. Jak ktoś chce, to może sobie wymyślić własną religię, ale jak ktoś chce być katolikiem, to wierzy w doktrynę, na straży której stoi KK.
>A co według Ciebie jest tu najważniejsze: Biblia, przemyślenia ojców Kościoła, czy też tradycja?
Ja jestem bezwyznaniowy - na potrzeby dyskusji udaję katolika, a dla katolika wszystkie te trzy rzeczy są ważne.
>Schemat jest znany. Kościół informuje wiernych, jak powinni rozumieć poszczególne fragmenty Biblii w myśl prostej zasady: treści niewygodne to według Kościoła tylko jakieś przenośnie czy inne alegorie i oczywiście nie należy ich rozumieć dosłownie. Czy mam rację?
Ano masz.
>>Nie według mnie, tylko według tzw. posoborowych katolików, którzy uważają, że ST trzeba umieć czytać. Umieć czytać, to potrafić oddzielić właściwe Słowo Boga, od naleciałości kulturowych właściwych dla tamtych czasów. >Jak w takim razie należy rozumieć, że Biblia jest pismem świętym, dziełem natchnionym przez Boga, że zawiera słowo boże i prawdy przez Boga objawione?
Ojej, nikt nie każe Ci w to wierzyć. Jeśli nie jesteś katolikiem, wtedy Biblia jest jednym z ważniejszych tekstów naszej kultury. Jeśli jesteś katolikiem, to wierzysz, że zawiera Słowo Boże. To nie jest kwestia argumentów, tylko wiary.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | |  | 8 na 8 | czes (4083 punktów) | > Ojej, nikt nie każe Ci w to wierzyć. Jeśli nie jesteś katolikiem, wtedy Biblia jest jednym z ważniejszych tekstów naszej kultury. Jeśli jesteś katolikiem, to wierzysz, że zawiera Słowo Boże. To nie jest kwestia argumentów, tylko wiary.No to zalatwiles Andrzeja na cacy.  Musze wypic za jego zdrowie, ten czlowiek jest niesamowity!!!
Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . To nie jest kwestia samodzielnego myślenia. Jak ktoś chce, to może sobie wymyślić własną religię, ale jak ktoś chce być katolikiem, to wierzy w doktrynę, na straży której stoi KK.=================================================Ojej, nikt nie każe Ci w to wierzyć. Jeśli nie jesteś katolikiem, wtedy Biblia jest jednym z ważniejszych tekstów naszej kultury. Jeśli jesteś katolikiem, to wierzysz, że zawiera Słowo Boże. To nie jest kwestia argumentów, tylko wiary.> No to załatwiłeś Andrzeja na cacy. > Musze wypić za jego zdrowie, ten człowiek jest niesamowity!!!Trafił w rzeczy sedno, albowiem wierzyć można we wszystko, a z wiarą nie ma dyskusji, gdyż nikt wierzącego nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej. Podobnie z niektórymi forumowiczami (i ja często się w to wliczam), którzy zapominają o mądrej zasadzie:  Gdyż wszystkie rozmowy z trollem to ping-pong lub ruchy frykcyjne, z których tylko troll ma przyjemność. Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | |  | 9 na 9 | Andrzej.51 (15814 punktów) | Wszelki duch Pana Boga chwali! A kogóż to moje piękne oczy widzą?! Czy to Ty, Czesławie? Nie dowierzam własnym oczom. A gdzież Ty byłeś, jak Cię tak długo nie było? > No to zalatwiles Andrzeja na cacy. Sam widzisz, że ja tu łatwo nie mam. > Musze wypic za jego zdrowie,Nie zaczynaj beze mnie, ja też lubię wypić.  > Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.A ja pozdrowienia przesyłam za ocean. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | czes (4083 punktów) | > Czy to Ty, Czesławie? Nie dowierzam własnym oczom.Ano ja. Zawsze wierny czytelnik twych wypowiedzi. A dla przypomnienia, prezes Fan Clubu Andrzeja.51!  > Sam widzisz, że ja tu łatwo nie mam.Ano widze. Ale tez nie spotkalem w zyciu czlowieka o wiekszej cierpliwosci niz Ty. Poza tym, przypominam iz ja i zapewne wielu innych forumowiczow uwaza, ze piszesz dla nas ateistow. Jedna z forumowiczek kiedys nawet powiedziala, ze gdybys pisal ksiazke telefoniczna, to tez zapewne bylaby fascynujaca lektura! I ja sie z nia zgadzam.  > A ja pozdrowienia przesyłam za ocean.Dzieki Przyjacielu. Pozdrowka.
Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | liliac (147340 punktów) | Czes! Kopę lat 
"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | czes (4083 punktów) | > Czes! Kopę lat  Lata leca ... fakt. Ale sercem zawsze jestem tam, z Toba i naszymi Przjaciolmi!  W miare mozliwosci bede zagladal na forum. Pa, serdeczne usciski. 
Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Meretseger (61860 punktów) |
> W miare mozliwosci bede zagladal na forum.Mam taką nadzieję  Miło Cię znów widzieć
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Irracja (4721 punktów) | > >Czyżby katolików nie było stać na samodzielne myślenie? Czyżby Kościół oduczył katolików myśleć? A może myśleć na temat Biblii Kościół wiernym nie pozwala?> To nie jest kwestia samodzielnego myślenia. Jak ktoś chce, to może sobie wymyślić własną religię, ale jak ktoś chce być katolikiem, to wierzy w doktrynę, na straży której stoi KK. ... pytanie się tutaj rodzi. Czy wiara wyklucza myślenie i niedostrzeganie sprzeczności w dogmatach i doktrynach, na których straży stoi KRK?... ... Wierny, z jednej strony wierzy, że "Bóg jest wszechmogący i wszechwładny, a na dodatek nikt nie zna jego planów". Z drugiej strony wierzy, że "Bóg stworzył tylko jego religię jako jedyną i pozostałe nie są warte by istniały". Tak jakby jednak "Bóg nie był wszechwładny i wszechmocny, a on sam lepiej wiedział co Bóg chciał (i dlaczego) stworzyć". Takiego człowieka raczej nadzwyczaj trudno uznać za myślącego. A co dopiero za myślącego samodzielnie... 
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >Czy wiara wyklucza myślenie i niedostrzeganie sprzeczności w dogmatach i doktrynach, na których straży stoi KRK?
O ile są tam w ogóle jakieś sprzeczności.
>Wierny, z jednej strony wierzy, że "Bóg jest wszechmogący i wszechwładny, a na dodatek nikt nie zna jego planów".
Część boskich planów, jak wierzą w to katolicy, została jednak objawiona i można sobie o nich poczytać w Biblii.
>Z drugiej strony wierzy, że "Bóg stworzył tylko jego religię jako jedyną i pozostałe nie są warte by istniały".
Bóg nie stworzył religii - religia to ludzki sposób życia. I chociaż część katolików wyznaje religijny ekskluzywizm - że tylko ich religia zawiera całą prawdę o boskich planach - to jednak zakłada się, że inne religie mają w tej prawdzie także swój udział, tylko nieco mniejszy.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Irracja (4721 punktów) | >>Czy wiara wyklucza myślenie i niedostrzeganie sprzeczności w dogmatach i doktrynach, na których straży stoi KRK? >O ile są tam w ogóle jakieś sprzeczności. ... nie wiesz? To proponuję byś sam sprawdził. Wypada chociaż zapoznać się z ich dogmatami, skoro chce się o nich dyskutować...
>>Wierny, z jednej strony wierzy, że "Bóg jest wszechmogący i wszechwładny, a na dodatek nikt nie zna jego planów". >Część boskich planów, jak wierzą w to katolicy, została jednak objawiona i można sobie o nich poczytać w Biblii. ... jakoś sobie nie przypominam by Biblia była "księgą wróżb i przyszłości"...
>>Z drugiej strony wierzy, że "Bóg stworzył tylko jego religię jako jedyną i pozostałe nie są warte by istniały". >Bóg nie stworzył religii - religia to ludzki sposób życia... ... w Biblii są słowa o stworzeniu kościoła, a więc i religii, przez boga. No chyba, że bóg który dał Mojżeszowi dekalog nie jest bogiem. Że Jezus, który stworzył kościół Pawłowy również nie jest bogiem...
>> I chociaż część katolików wyznaje religijny ekskluzywizm - że tylko ich religia zawiera całą prawdę o boskich planach - to jednak zakłada się, że inne religie mają w tej prawdzie także swój udział, tylko nieco mniejszy... ... a co rozumiesz przez ten "mniejszy udział"? Wykładnię "mniejszego udziału" Żydzi pokazali choćby przy zasiedlaniu Kanaanu (od czasów Jezusa jakoś nie mieli okazji okazywać swojej wykładni), część świata twierdzi, że ich obecne zachowania wobec Arabów to też ich wykładnia pojęcia "mniejszy udział"... KRK swoja wykładnię "mniejszego udziału" nieraz pokazał. Wojny krzyżowe, inkwizycja, współczesny klerykalizm - to te najbardziej znane... ... islam również daleko nie odbiega (chyba w ogóle nie) od tych wykładni "mniejszego udziału", czego przykładem jest choćby współczesny dżihad (zwany terroryzmem religijnym)... ... w innych religiach też można znaleźć tego typu wykładnie pojęcia "mniejszy udział"...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | > >Część boskich planów, jak wierzą w to katolicy, została jednak objawiona i można sobie o nich poczytać w Biblii.> jakoś sobie nie przypominam by Biblia była "księgą wróżb i przyszłości"Jestem tam np. mowa o powtórnym przyjściu Jezusa. Więc to jakby część boskiego planu. > >Bóg nie stworzył religii - religia to ludzki sposób życia> w Biblii są słowa o stworzeniu kościoła, a więc i religii, przez boga. No chyba, że bóg który dał Mojżeszowi dekalog nie jest bogiem. Że Jezus, który stworzył kościół Pawłowy również nie jest bogiemCytat:Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. (19) I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. Mt, 16, 18-19 Nie ma tutaj mowy o stworzeniu, tylko zbudowaniu. Świat został stworzony (z niczego). Kościół się tworzy (z ludzi). > >> I chociaż część katolików wyznaje religijny ekskluzywizm - że tylko ich religia zawiera całą prawdę o boskich planach - to jednak zakłada się, że inne religie mają w tej prawdzie także swój udział, tylko nieco mniejszy...> a co rozumiesz przez ten "mniejszy udział"?Katolicy rozumieją to w ten sposób, że wiara w Jezusa jest najważniejsza do zbawienia, a chociaż nie wszystkie religie uznają Jezusa, to w ich doktrynie znajdują się w mniejszym lub większym stopniu elementy jego nauczania - stąd ten "mniejszy udział".
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Cytat: Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. (19) I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. > Mt, 16, 18-19Horst Herrmann: "Ty jesteś Piotr, i na tej Skale zbuduję Kościół mój" - tak jest napisane złotymi literami o wysokości 1,40 metra na bazylice św. Piotra. Tych słów, dla wielu wyznań najbardziej kontrowersyjnych, Jezus nigdy nie wypowiedział. To swobodny wynalazek potomności, której już nie znał. Tak zwane powołanie Piotra (Mt 16, 17-19), na którym opiera się ideologia książąt Kościoła i ich papieża, stanowi wtręt późniejszy18. Jest dodatkiem celowym. Jezus na ziemi nie miał z nim nic wspólnego. Pochodzi od ewangelistów. Tekst Nowego Testamentu, przy pomocy którego Rzym chciał uzyskać legitymizację pierwszeństwa Piotra i papieży (prymat), i wciąż jeszcze tego pragnie, nic w tym względzie nie mówi. Tradycyjny tok argumentacji Stolicy Apostolskiej, związana z pragnieniem władzy nadinterpretacja, nie da się udowodnić ani historycznie, ani egzegetycznie. Jezus nie ma nic wspólnego z żadnym papieżem; dobrze to o nim świadczy.
Przekazanie kluczy do nieba, w trakcie którego rybak Szymon miał otrzymać od Jezusa władzę odpuszczania - lub nie - grzechów, jest wytworem myślenia li tylko życzeniowego, myślenia kategoriami władzy. Ideologia "kluczy", obrazowana niegdyś analfabetom z owczarni w setkach dzieł plastycznych gloryfikujących papieży, ma tylko jeden cel: wmówić odbiorcom, że powinni, po pierwsze, odczuwać strach przed jakimiś nie odpuszczonymi grzechami, a po drugie: żywić nadzieję, że przy stosownym posłuszeństwie wobec właściciela kluczy otrzymają to odpuszczenie. Profesjonalni wywoływacze strachu i nadziei w Kościele znają się na swej robocie. Czynią z siebie ludzi niezastąpionych - i od stuleci dobrze z tego żyją.
"Na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą". Gołym okiem widać, co tu się nie zgadza. I co więcej: to nie "bramom piekielnym" nie udało się przemóc Kościoła na skalnej opoce, ale rzymskie papiestwo nie było jak dotąd w stanie doprowadzić własnej organizacji do upadku. Źródeł tego upadku pojawiło się dostatecznie wiele. Niektórzy papieże - poprzez sposób myślenia, działania i styl życia - starali się ze wszystkich sił sprowadzić rzekome powołanie do absurdu. Wciąż jeszcze im się to do końca nie udało. Ale stulecie po stuleciu robili wielkie postępy w dziele zniszczenia; ich dominium - Kościół katolicki - jest już za życia martwe.
Nic dziwnego przy założeniach, jakie stworzyli najwyżsi książęta Kościoła: apostoł, na którego się powołują, sam nie był nigdy biskupem (albo papieżem) w Rzymie. Pobyt Piotra w Wiecznym Mieście nie został dowiedziony19. Komunikat papieża Piusa XII w wigilię Bożego Narodzenia roku 1950, że znaleziono wreszcie "grób Piotra", okazał się pobożnym życzeniem. Nawet jeśli literatura encyklopedyczna na ten temat bujnie się rozrosła, to z naukowego punktu widzenia wynik jest równy zeru: nie został znaleziony ani nie budzący wątpliwości grób apostoła, ani odkopane szczątki nie należały do Piotra. W drugim przypadku dokonano nawet przykrego odkrycia: kości zidentyfikowane początkowo jako należące do starszego mężczyzny, zostały przy dalszych badaniach rozpoznane jako należące do wielu ludzi, w tym kobiety. Odkryte pod bazyliką św. Piotra cmentarzysko zawiera wielką liczbę pochówków pogańskich z okresu między rokiem 130 a 200; tylko jeden został wyposażony w sposób chrześcijański. A tak zwany "grób Piotra" jest niszą o wymiarach grobu dziecięcego.
Pawła VI nikt nie musiał jednak przekonywać; ta nieprawda była mu potrzebna: jeszcze 26 czerwca 1968 roku mówił w czasie kazania, że "relikwie św. Piotra zostały zidentyfikowane w sposób, który możemy uznać za przekonujący". Zostawmy papieżom ich wiarę; w końcu każdy może wierzyć w to, co mu się najbardziej opłaca. A z biednego Piotra dawało się i daje w Rzymie ciągnąć prawdziwe zyski. Właśnie dlatego, że go nigdy nie było. Ta sama zasada wykazała swą przydatność w przypadku Jezusa z Nazaretu: ponieważ tak wyraźnie mylił się w najważniejszym punkcie swojej nauki, mającym nastąpić wkrótce "Królestwie Bożym", mógł posłużyć w przyszłości jako obiekt wiary. Wiary, która nie potrzebowała troszczyć się o jakieś Królestwo Boże, ale potrafiła się zakorzenić solidnie, namacalnie i zarazem jako kościelna władza na ziemi.
Jest jasne, dlaczego Rzym mógł, a nawet musiał stać/się głównym ośrodkiem tej wiary. Takiego rozwoju sytuacja wymagała polityczna i ekonomiczna ranga stolicy imperium. A pasterze byliby ostatnimi, którzy zamknęliby się na potrzeby epoki, nakaz chwili. Jak inne gminy, umiejscowione w lokalnie istotnych siedzibach władzy i ciągnące zyski w ramach Kościoła oraz wynikające z prawa państwowego, rzymianie również osiągnęli swe korzyści. Jeśli się było gminą w stolicy światowego mocarstwa, to chciano coś z tego mieć. A więc należało znaleźć założyciela, ważnego, najlepiej w ogóle najważniejszego - czyli Piotra. Jeszcze lepszy okazałby się na pewno Pan Jezus, ale tego nie było pod ręką. Właśnie "zmartwychwstał" i dlatego raczej nie mógł pojawić się w Rzymie. [Załącznik]www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,524770#w525181Lepiej jednak korzystać z wiedzy pana Andrzeja.51 - niż tak sobie gadać dla pogadania tylko, bez żadnego pokrycia w wiedzy o Ewangeliach i ich twórcach. Sporo ciekawych dyskusji już na na naszym form na ten temat było i warto je poczytać. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Irracja (4721 punktów) | > >>Część boskich planów, jak wierzą w to katolicy, została jednak objawiona i można sobie o nich poczytać w Biblii.> >jakoś sobie nie przypominam by Biblia była "księgą wróżb i przyszłości"> Jestem tam np. mowa o powtórnym przyjściu Jezusa. Więc to jakby część boskiego planu. ... aaa, o to chodzi? No to powiem Ci, że jestem największym wróżbiarzem świata i też znam "część planu boskiego". Widzisz, kiedy nadejdzie Twój czas to umrzesz. Teraz już znasz następną "część planu bożego". Mogę Ci jeszcze zdradzić kilka miliardów (tyle ile jest ludzi) takich "części". A to już dość sporo, a jakby jeszcze doliczyć zwierzęta i rośliny?... > >Cytat:Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. (19) I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. Mt, 16, 18-19> Nie ma tutaj mowy o stworzeniu, tylko zbudowaniu. Świat został stworzony (z niczego). Kościół się tworzy (z ludzi). ... podstawą kościoła jako religii jest dekalog i nauki Jezusa. Chcesz powiedzieć, że dekalog i nauki Jezusa zostały "zbudowane" a nie "stworzone"? > >a co rozumiesz przez ten "mniejszy udział"?> Katolicy rozumieją to w ten sposób, że wiara w Jezusa jest najważniejsza do zbawienia, a chociaż nie wszystkie religie uznają Jezusa, to w ich doktrynie znajdują się w mniejszym lub większym stopniu elementy jego nauczania - stąd ten "mniejszy udział". ... aaa, to znaczy że ważniejszy jest Jezus niż "Bóg Ojciec i stwórca świata"? Nie wiedziałem, że Jezus zdetronizował "Boga Ojca", pierwsze słyszę o takim "puczu" w niebie...  ... no i pytałem co Ty rozumiesz przez "mniejszy udział". 
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >aaa, o to chodzi? No to powiem Ci, że jestem największym wróżbiarzem świata
To sobie bądź.
>podstawą kościoła jako religii
Religią to może być katolicyzm ewentualnie.
>jest dekalog i nauki Jezusa.
Jest Nowy Testament oraz tradycja.
>Chcesz powiedzieć, że dekalog i nauki Jezusa zostały "zbudowane" a nie "stworzone"?
Nauki Jezusa zostały "spisane".
>to znaczy że ważniejszy jest Jezus niż "Bóg Ojciec i stwórca świata"?
Nie wiem skąd to wytrzasnąłeś.
>no i pytałem co Ty rozumiesz przez "mniejszy udział"
Jakie ma znaczenie, co ja przez to rozumiem, skoro rozmawiamy o rozumieniu tego przez katolików?
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Irracja (4721 punktów) | > >to znaczy że ważniejszy jest Jezus niż "Bóg Ojciec i stwórca świata"?> Nie wiem skąd to wytrzasnąłeś. ... sam tak napisałeś we wcześniejszym poście Cytat:Katolicy rozumieją to w ten sposób, że wiara w Jezusa jest najważniejsza do zbawienia Chyba nie wyprzesz się własnych słów, a skoro wiara w Jezusa jest najważniejsza do zbawienia to znaczy, iż cała reszta (w tym i "Bóg Ojciec") są na dalszym miejscu... > >no i pytałem co Ty rozumiesz przez "mniejszy udział"> Jakie ma znaczenie, co ja przez to rozumiem, skoro rozmawiamy o rozumieniu tego przez katolików? ... ooo, przepraszam. Spytałem o twój pogląd w kontekście kilku religii. Dlatego dałem przykłady nie tylko z katolicyzmu, lecz również z judaizmu i islamu. Dlatego też chciałbym poznać i Twoją interpretacje jako osoby bezwyznaniowej (jak ostatnio siebie określiłeś w innym wątku portalu), czy też racjonalisty jak gdzieś siebie też określiłeś. To Ty skupiasz się na jednej religii jakbyś jednak nie był bezwyznaniowcem, racjonalistą czy ateistą...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Chyba nie wyprzesz się własnych słów, a skoro wiara w Jezusa jest najważniejsza do zbawienia to znaczy, iż cała reszta (w tym i "Bóg Ojciec") są na dalszym miejscu...
Katolicy wierzą w jednego Boga w trzech osobach, więc jak ktoś akcentuje wiarę w Jezusa to ma na myśli nowotestamentowe nauki, a nie jednego z bogów.
>skupiasz się na jednej religii jakbyś jednak nie był bezwyznaniowcem, racjonalistą czy ateistą
Skupiam się na katolicyzmie, bo trochę o tym czytałem. Na judaizmie czy islamie się po prostu nie znam.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | >Skupiam się na katolicyzmie, bo trochę o tym czytałem. Na judaizmie czy islamie się po prostu nie znam.
To widać, bo żenujący katolicyzm, to tylko idiotyczna mutacja judaizmu, choć wyjątkowo zjadliwa i wredna. A bywało, że i namiętnie mordercza. Paskudny mem. Koncepcja zbawienia, czyli wyzwolenia od grzechu i jego konsekwencji oraz zmartwychwstania do życia wiecznego, jest obecna w chrześcijaństwie i nie ma odpowiednika w judaizmie, od którego haniebne, poniżające człowieka chrześcijaństwo wychodzi. Judaizm nie uznaje wiecznego potępienia, a zbawienie od grzechu jest zbędne, ponieważ judaizm nie twierdzi, że ludzkość jest napiętnowana tzw. "grzechem pierworodnym" i nie uważa, że ludziom potrzebna jest boska interwencja, aby uniknąć wiecznego potępienia. To zaś jest tylko chorym wymysłem chorego umysłu, czyli św. Pawła, który po swojemu interpretuje "życie i twórczość" postaci Jezus. Przerabiając "na greckość" tę historię i wnioski z niej płynące, całkowicie sprzeniewierza się pierwotniejszej myśli żydowskiej. W Torze nie ma obietnicy zmartwychwstania, ani "życia po życiu", ani kary i nagrody po śmierci. Nikczemny pomysł zbawienia pośmiertnego nie jest w żadnym przypadku istotnym, ani charakterystycznym dla judaizmu. I choć temat pośmiertny pojawia się od Izajasza, to jest dowolnie odgadywany (Faryzeusze a Sadyceusze - najbardziej znany kontrast, a i reinkarnacja brana pod uwagę - takie ichniejsze myśla co chceta, bo to i tak mało istotne). Pieprzenie o życiu pośmiertnym było dla każdego Żyda mniej więcej bezwartościowe, gdyż religia żydowska interesowała się wyłącznie życiem doczesnym i jego poprawianiem. Życie po życiu to dopiero idee fixe przyszłych mutantów, żydogreckich hybryd. Ani Tora, ani żydowski Bóg nie wypowiadają się ani razu o życiu po śmierci. Zbytnie rozważanie i zainteresowanie życiem pośmiertnym, to zresztą coś, co było podstawą żydowskiego Wyjścia i absolutnego podporządkowania się kształtowaniu życia doczesnego. Generalnie gardzono "pozażyciowymi" kulturami, mając tego typu rozważania za bredzenie o czymś, o czym nie możemy mieć żadnego pojęcia. Bardzo racjonalne to zresztą (szkoda, że nie więcej). Trzeba było dopiero odwołania do Greków, by przywrócić triumf Tanatosowi i całkowicie zafiksować ludzkość na śmierci, męce i zbawieniu po śmierci wcielonego Boga. Co znowu jest kompletnym szaleństwem w odniesieniu do judaizmu. Wcielenie i śmierć Boga jest w judaizmie czymś zupełnie niewyobrażalnym i niemożliwym. Do tego trzeba pogan, takich choćby jak Grecy. W judaizmie celem człowieka nie ma być "zbawienie", ale wykorzystywanie wolnej woli do zbliżania się do Boga i czynienia dobra wobec ludzi - tu i teraz. Gdy to, co ma nadejść po śmierci, jest celem ostatecznym, to w żaden sposób nie może być głównym celem to, co trwa teraz. W judaizmie jest inaczej. Doczesne życie jest najważniejsze. Dlatego dążeniem człowieka nie powinno być czekanie na "świat, który ma nadejść", ale tikkun olam - naprawianie istniejącego, realnego świata, w którym żyjemy. To piękna i mądra idea. Chrześcijańska jest haniebna. Cel - zaświaty. Życie otrzymuje wartość wyłącznie poprzez deprecjację kosztem zaświatów. Kosztem fikcji. W judaizmie to niemożliwe. Do triumfu po-śmierci trzeba było greckiej mutacji i później całej, pomylonej, zachodniej teologii, która zresztą ponosi całkowitą klęskę w opisie rzeczywistości, do niczego nie dochodząc poza obdarowywaniem skażonych umysłów poczuciem "wyższego", wtajemniczonego intelektu i wiedzy na pokrętne i bezwartościowe tematy. Żadnego przełożenia tak na wiedzę o świecie i życiu, jak i na racjonalną praktykę dnia codziennego ten bełkot nie posiada w najmniejszym wymiarze. Wartości chrześcijańskie, czyli wyższe nad TO życie i świat są nieodłączne od swego skutku - deprecjacji życia i negacji świata. Chrześcijaństwo jest wolą negowania i zniesienia życia kosztem fikcyjnych zaświatów. Pozwolę sobie napisać, że taka postawa to fundamentalny wobec doczesności nihilizm. Dla judaizmu taka postawa byłaby obrazą i całkowitym zaprzeczeniem, tak celu religijnego, jak i "natury" samego Jahwe, dla którego kwestia zaświatów nie istnieje. Jest bezwartościowa i bezużyteczna. ON nie stwarzał dla zaświatów, bo stworzenie było celem i było dobre. Nie zaświaty. Nie po-śmierć. Tak więc, wychodząc od judaizmu kwestia zbawienia poprzez wiarę dla osiągnięcia wiecznego życia po śmierci, to całkowite zaprzeczenie myśli judaistycznej. Sekwencja - wcielenie, męka i zmartwychwstanie - całkowicie sprzeciwia się podstawowym założeniom hebrajskich świętych pism. Sam postrzegam chrześcijaństwo za wyjątkowo haniebne zwodzenie ludzkości. Uwłaczające człowiekowi, światu i życiu. Czego nie napiszę o judaistycznej idei, bo ta jest witalna. Jest za życiem, za człowiekiem, za światem, choć wielu jej szczegółów nie podzielam, w tym wiary w byt najwyższy. Cel pośmiertnego zbawienia jest zwyczajną zdradą i obrazą człowieczeństwa. I żadne etyczne rozważania tego nie zrekompensują. Podstawowe założenie jest bowiem nikczemne. Judaizm jest tutaj znacznie jaśniejszy, bo opowiada się wiernie za TYM życiem i światem. I to jest coś, co w nim cenię, choć czas bajania o Bogu przeminął, a i halacha, rytuał czy uniwersalistyczna normatywność etyczna to dziś tylko przebrzmiałe dziwactwa. Podsumowując. Jeszcze raz - katolicyzm to tylko haniebna mutacja judaizmu. Celem jest władza. Ziemska władza poniżająca maluczkich cyklicznym, cotygodniowym rzucaniem ich na kolana. Relacja Pana i jego niesfornego kundla, który dostępuje łaski tylko na chwilę, zanim zdąży wyjść poza kościół po chwilowym podniesieniu (komunia), gdzie złe go znów zdominuje, za co za tydzień znów będzie rzucony jak szmata na podłogę. Żeby nie zapomniał, kto jest jego panem. Tutaj najistotniejsza jest gorliwa kontrola przestrzegania doktryny. Dla władzy. Nie doskonalenie świata, jak w judaizmie. Oczywiście nikt by sobie na takie poniżanie, odarcie z godności nie pozwolił, gdyby nie obietnica i szantaż pośmiercią.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | Masz tu jeszcze fragment książki Tadeusza Bartosia i Agaty Bielik-Robson "Kłopoty z chrześcijaństwem. Wieczne gnicie, apokaliptyczny ogień, praca". Cytat:Chrześcijaństwo jest przedwczesnym mesjanizmem. Nie spełniła się jego zapowiedź szybkiego przyjścia mesjasza, świat nie został odmieniony. Ogień boski nie wypalił ziemskiej zgnilizny. Pozostaje strategia odwleczonego mesjanizmu - praca. Jej modelem jest żydowski styl życia konkretyzujący przykazanie miłości w przepisach Prawa. Podobną ścieżką powędrują niektóre protestanckie odłamy chrześcijaństwa, wierzące w zbawienie przez pracę. Jednak w swym głównym nurcie chrześcijaństwo uznaje świat już za zbawiony; pojednało się ze światem, z ziemią, powróciło do kosmicznego kultu boskich sił przyrody. Uznało, że niepotrzebna jest już walka. Oddaje kult swoim świętym, jakby świętość mogła dopełnić się na ziemi, sprawuje osobliwy kult płodności w maryjnych sanktuariach, wraca do starej magii w sakramentalnych rytach, które automatycznie, na mocy wypowiedzenia słów, dają dostęp do boskiej przemieniającej świętości. Chrześcijaństwo zadomowiło się w tym świecie, zrezygnowało z walki, odmówiło wyjścia - exodusu. Wyjścia nie przez zniszczenie, jak chcieli apokaliptyczni gnostycy, ale przez etykę, jak chcieli rabiniczni Żydzi i protestanci głównych odłamów. Etyka została zastąpiona rytuałem i kontrolą poprawności wyznawanej doktryny.
Zachowując podziw i szacunek dla wielkich postaci, które uczestniczyły w historii chrześcijaństwa, chcieliśmy opisać krytycznie pewien proces ewolucji chrześcijaństwa, który w jakiejś mierze dokonywał się poza świadomością jej uczestników. Dopiero perspektywa historyczna daje taki przywilej odmiennego spojrzenia. Wieczne gnicie zanurzonych w naturze, w walkach o władzę, o słuszną doktrynę, o zbawienie rozumiane jako dysponowanie tu i teraz narzędziami władzy zbawczej, którą można osiągać bezwysiłkowo jedynie na mocy wykonania rytualno-magicznych czynności (wyznania wiary w Jezusa) - oto prawdziwy kłopot z chrześcijaństwem.
Jak każda sytuacja fatalna - a taką zawsze jest cykliczność wiecznotrwałego przywiązania do natury - której uległa chrześcijańska doktryna zanurzona bardziej w żywioł grecki aniżeli biblijny, w gruncie rzeczy zewnętrzny dla niej, także ta jest bagnem, z którego próby wyjścia sprawiają jedynie coraz większe pogrążenie się w magmie kultu sił natury, często perwersyjnie odwróconego, w postaci potępiania wszelkich przejawów żywotności, witalności w jej najszlachetniejszej postaci - radości. W naszych czasach, zwłaszcza w odniesieniu do seksualności, a także do poczucia siły, ekspansji (tego wszystkiego, o czym pisał Friedrich Nietzsche). Chrześcijaństwo tkwi w bagnie natury skazane na wieczne gnicie także w prostym jego zaprzeczeniu. Niezdolne do wskazania dróg wyjścia, bo oddać musiałoby to, co najbardziej gnijące w naturze gnicia - władzę nad ludzką duszą. Cały odór przejmowania kontroli nad drugim człowiekiem, napawanie się jego uniżonością i podległością, czołobitnością, i stóp lizaniem. I vice versa - napawanie się byciem tak poniżanym.
Stąd tak trudna i - wydaje się - niemożliwa strategia pracy, pewien jej model proponowany tutaj jako wzór przez judaizm. Praca bez magii, świat oddany w ręce człowieka, Jahwe, który się wycofuje, mówi: teraz wasz czas, teraz wy macie tutaj działać. Etyczność, która nie wypływa z natury, jest wbrew naturze, jest "nienaturalna". Kochaj bliźniego oznacza zaniedbaj własne interesy. Pomóż drugiemu, obcemu - oznacza strać swój czas i swoje pieniądze. To jest tak nienaturalne, że jawi się niczym Objawienie, coś absolutnie zewnętrznego, coś, czego człowiek - "egoistyczna małpa" - sam by nie wymyślił. A choćby mu to przyszło do głowy, natychmiast kazałby sobie o tym zapomnieć. (oczywiście, że sam wymyślił na drodze ewolucji kulturowej, choć w pierwszym momencie rzeczywiście może wydawać się to wbrew jego interesom - dopisek mój)
A koniec czasów będzie wtedy, kiedy "dobro zapanuje między wami". A więc długa droga. Od siebie moglibyśmy dodać, że być może niekończąca się droga. Oto realistyczny projekt mesjańskiej strategii, bliższy człowiekowi.
I jeszcze jedno pytanie: czy chrześcijaństwo może nawrócić się na tę drogę? Pewnie tak. Podejmowało pewne próby. Zarówno w swym głównym katolickim nurcie, jak i - tym bardziej - w reformach protestanckich. Zagrożone jednak pozostaje zawsze magiczną iluzją Mesjasza, który już przyszedł i dopełnił wszystkiego. Najbardziej widoczne jest to w rozmaitych ruchach ewangelikalnych, zarówno protestanckich, jak i katolickich. "Jezus jest naszym Panem", on nas dotknął, przeszliśmy chrzest w Duchu. Tego typu elementy religijnej inicjacji dają przynależność do elitarnej sekty zbawionych, a cały świat może ocaleć jedynie wtedy, gdy pójdzie ich śladem. Natychmiastowe zbawienie tu i teraz - to być może największe z zagrożeń, jakie nieść może współczesnemu światu tego typu chrześcijaństwo.
Tymczasem strategią mesjańską, o której tu mówimy, jest droga codziennej pracy, krok po kroku, etyczna postawa działania wbrew własnemu egoizmowi. Zamiast iluzji jednorazowego załatwienia wszystkiego w jednym momencie. To właśnie jest owo wyjście (exodus) ze świata natury, będące procesem uczłowieczania człowieka, a co biblijne teksty nazywają przybliżaniem końca czasów, przyjściem mesjasza, zbawieniem.
Wytłuszczenia moje po to, by uwypuklić różnice pomiędzy oczywiście zmyślonym, ale przyzwoitym, prożyciowym modelem pierwotnym a jego żenującą, prozaświatową mutacją. Pamiętając oczywiście o rozmaitych niegodziwościach wypływających z żydowskiej religii. Ale przynajmniej wyjście do świata i życia witalne wbrew zdradzieckiemu, zezującemu na śmierć i to co po niej, gnijącemu życiowo chrześcijaństwu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Irracja (4721 punktów) | >>Chyba nie wyprzesz się własnych słów, a skoro wiara w Jezusa jest najważniejsza do zbawienia to znaczy, iż cała reszta (w tym i "Bóg Ojciec") są na dalszym miejscu... >Katolicy wierzą w jednego Boga w trzech osobach, więc jak ktoś akcentuje wiarę w Jezusa to ma na myśli nowotestamentowe nauki, a nie jednego z bogów... ... zaraz, zaraz, czy przeczytałeś uważnie własne słowa? Katolicy wierzą w jednego Boga, jednak skupiają się na Jezusie, a nie na jednym Bogu? To Jezus jest jedną z postaci Boga, czy też osobnym Bogiem (synem bożym)?... ... dla ułatwienia podpowiem Ci. Lata temu, jeszcze jako młodzik chciałem bardziej akcentować wiarę w Boga Ojca, niż w Jezusa. Proboszcz wyzwał mnie od heretyków oraz ateistów, i wyrzucił z plebani. Postać Boga Ojca była dla niego nieważna w stosunku do postaci Jezusa. Choć to są tylko dwie postacie tego samego Boga. No więc jak to jest, można iść "drogą Jezusa a jednak modlić się do Boga Ojca". Czy też należy raczej "olewać "postać "Boga Ojca" by być dobrym katolikiem i zasłużyć na niebo?. Co ty o tym sadzisz?...
>>skupiasz się na jednej religii jakbyś jednak nie był bezwyznaniowcem, racjonalistą czy ateistą >Skupiam się na katolicyzmie, bo trochę o tym czytałem. Na judaizmie czy islamie się po prostu nie znam. ... a na własnych poglądach się znasz, czy zamierzasz cały czas głosić tylko cudze?...
... spokojnej niedzieli życzę...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > a na własnych poglądach się znasz, czy zamierzasz cały czas głosić tylko cudze?...Może wymagasz zbyt dużo Grzegorz.. to jedna z trudniejszych rzeczy w życiu, tzn. umieć to oddzielić. Na szczeście, jak już raz się to uczyni - później jest już z górki  miłej niedzieli!
"Gdy rozum śpi, budzą się demony" Francisco Goya 1746-1828
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Katolicy wierzą w jednego Boga, jednak skupiają się na Jezusie, a nie na jednym Bogu? To Jezus jest jedną z postaci Boga, czy też osobnym Bogiem (synem bożym)?
Według katolików Jezus jest Bogiem, Bóg Ojciec jest Bogiem i Duch Święty jest Bogiem i wszyscy oni są jednym Bogiem. Jakoś tak to leci. I Bóg się wcielił w człowieka - Jezusa - i objawił ludziom swoją wolę. I na tym objawieniu, Nowym Testamencie, katolicy zbudowali swoją religię.
>Lata temu, jeszcze jako młodzik chciałem bardziej akcentować wiarę w Boga Ojca, niż w Jezusa. Proboszcz wyzwał mnie od heretyków oraz ateistów, i wyrzucił z plebani.
Nie wiem na czym miałoby polegać to Twoje akcentowanie.
>a na własnych poglądach się znasz, czy zamierzasz cały czas głosić tylko cudze?
Nie mam sprecyzowanych poglądów w tej kwestii - wciąż się rozglądam.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Irracja (4721 punktów) | > >Według katolików Jezus jest Bogiem, Bóg Ojciec jest Bogiem i Duch Święty jest Bogiem i wszyscy oni są jednym Bogiem. Jakoś tak to leci. I Bóg się wcielił w człowieka - Jezusa - i objawił ludziom swoją wolę... ... ale kręcisz. To Jezus jest Bogiem czy wcieleniem boga? ... jeżeli Jezus jest bogiem, Bóg ojciec jest bogiem i duch święty jest bogiem - to nie mogą być jednym bogiem. Co innego jeżeli mowa o wcieleniach. Problem w tym, ze nawet duża część kapłanów nie łapie o co chodzi z tą trójcą świętą. Kiedyś im "łopatą do łba wtłukli" regułki, frazesy i inne badziewie, więc teraz też chcą na siłę i łopatologicznie uświadamiać innych. A wystarczy trochę logiki i pomyślunku... ... trochę wiedzy masz, choć też opierasz się na frazesach, regułkach, itp. I wtedy wychodzi, że "wiesz iż dzwonią, tylko gdzie dzwonią to ani huhu nie wiesz"... ... nawet lubię takich dyskutantów bo więcej szkody czynią KRK niż ta ich "obrona wiary" jest warta, ale czy chcesz tego?... > >Lata temu, jeszcze jako młodzik chciałem bardziej akcentować wiarę w Boga Ojca, niż w Jezusa. Proboszcz wyzwał mnie od heretyków oraz ateistów, i wyrzucił z plebani.> Nie wiem na czym miałoby polegać to Twoje akcentowanie... ... powiedziałem, że wolę się modlić do Boga Ojca niż do Jezusa. No to dowiedziałem się, że tak to się modlą żydzi, a katolik modli się do Jezusa. Od tamtej pory nie chodziłem już na spotkania oazowe. Oficjalnie dlatego, że w nowej szkole (liceum) zacząłem trenować siatkówkę i nie miałem czasu...  > >a na własnych poglądach się znasz, czy zamierzasz cały czas głosić tylko cudze?> Nie mam sprecyzowanych poglądów w tej kwestii - wciąż się rozglądam. ... to dość oportunistyczna postawa(!)... taka wygodna, czy cós(?)...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Katolicy wierzą w jednego Boga w trzech osobach, więc jak ktoś akcentuje wiarę w Jezusa to ma na myśli nowotestamentowe nauki, a nie jednego z bogów. Panie Piotrze, sporą część mojego życia poświęciłem na poznanie i zrozumienie w co wierzą katolicy, nawet skończyłem kurs teologii (nie katolickiej wprawdzie tylko chrześcijańskiej, ale to przecież blisko) i do dnia dzisiejszego nie wiem w co wierzą katolicy? Z małą przesadą mogę powiedzieć, że każdy ma swoją religię i jest wyznawcą własnego Boga. Dotyczy to nie tylko ludzi prostych, ale także intelektualistów katolickich. Ba, różnice są nawet w papieskim nauczaniu kolejnych papieży.
>Skupiam się na katolicyzmie, bo trochę o tym czytałem. Na judaizmie czy islamie się po prostu nie znam. Sam sobie Pan przeczy. Nie można znać się na katolicyzmie nie mając pojęcia o judaizmie, czyli nie wiedząc skąd ten Bóg-Ojciec i cała koncepcja trzech osób się wzięła. Chyba że to tzw. katolicyzm ludowy - oparty tylko na katechezie i prozie życia. Na przykład: "Wiara w Boga (tutaj judeochrześcijańskiego) nie opiera się na dosłownym wypełnianiu lub ślepej wierze, co tam w Biblii napisano. Duża część katolików (uwaga! w tym biskupów) wie, że zapisy w Biblii są nieprecyzyjne, były zmieniane i tak na prawdę to cholera wie jak było, a Kościół nie raz się mylił.
Z punktu widzenia wierzącego szczegóły nie mają istotnego znaczenia. Znaczenie ma natomiast istota rzeczy, a jest ona mniej więcej taka:
Bóg dał ludziom wolną wolę i powiedział jak należy postępować, aby otrzymać życie wieczne (szczęście w niebie). Ludzie różnie na to reagowali, próbował więc dotrzeć do nich różnymi sposobami, w tym ustalił zasadę, że cierpienie zbawia (czemu tak durną z naszego punktu widzenia - nie wiadomo) i pozwolił swojemu synowi cierpieć za winy ludzi." I tak dalej.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > > Czy wiara wyklucza myślenie i niedostrzeganie sprzeczności w dogmatach> > i doktrynach, na których straży stoi KRK?> O ile są tam w ogóle jakieś sprzeczności.Niestety są.  Np. pierwsza-lepsza: nadstawianie drugiego policzka po przyjęciu "strzała" na pierwszy. Zasada sprzeczna z przykazaniem miłości w rozumieniu ogólnoludzkim. Co równolegle mamy: "po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali" (J 13.35) Po pierwsze Jezus wynalazł nowy, fikcyjny wymiar miłości, sprzeczny z naturą ludzką. Tego miłoscią raczej nazwać się nie daje. Po drugie - nikt nie rozpoznaje u Hindusa-hinduisty, że to uczeń Jezusa tylko dlatego, że kocha swoją żonę/córkę/syna. Myślenie życzeniowe, sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem. Itd itp.. pozdrowienia
"Gdy rozum śpi, budzą się demony" Francisco Goya 1746-1828
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >"po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali" (J 13.35) >Po pierwsze Jezus wynalazł nowy, fikcyjny wymiar miłości, sprzeczny z naturą ludzką.
Uznajesz istnienie natury ludzkiej oraz rzeczy z nią sprzecznych?
>Tego miłoscią raczej nazwać się nie daje.
A jak byś to nazwał?
>Po drugie - nikt nie rozpoznaje u Hindusa-hinduisty, że to uczeń Jezusa tylko dlatego, że kocha swoją żonę/córkę/syna. Myślenie życzeniowe, sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem.
Wydaje mi się, że strasznie mało życzliwie interpretujesz słowa Jezusa.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | >Uznajesz istnienie natury ludzkiej oraz rzeczy z nią sprzecznych?
A jakie to ma znaczenie czy uznaję, czy nie? W świecie istnieje pewien porządek niezaleznie od tego, co mi się zdaje - np. jak się nie będziesz stosował do kluczowych zasad tego forum, będziesz z nimi działał sprzecznie to Cię zablokują. Jak masz wysokie libido a będziesz chciał ograniczyć współżycie z partnerką przed ślubem - zachorujesz. Jak będziesz z siebie robił ofiarę przed rówieśnikami w imię idei specyficznie pojetej "miłości" - możesz sprowokować ich do bycia oprawcą, dasz nieprzysługującą im władzę i tym samym możez zrobić sobie i im krzywdę, chyba że nie zechcą dać się wciągnąć w grę z Tobą. Nie trzeba zbyt dużo o tym myśleć, zeby to poczuć.
>>Tego miłoscią raczej nazwać się nie daje. >A jak byś to nazwał?
W praktyce: indukcją arogancji w bliźnim. W praktyce: mega-altruizmem w imię zasady "jesteś ułomny i sam sobie nie poradzisz, więc zrobię to za ciebie" W praktyce: karmieniem swojego ego przed publiką z uczniów
Chyba zgodzisz się, że skutecznosć danego twierdzenia lub taktyki powonno weryfikować wielokrotnie powtarzane doświadczenie?
>Wydaje mi się, że strasznie mało życzliwie interpretujesz słowa Jezusa.
Odwrotnie - jestem b. życzliwym człowiekiem, jeśli nie wierzysz - poczytaj sobie moje wpisy. To z resztą co napisałem też jest życzliwe, tylko chyba nie bardzo potrafisz to dostrzec.. Ale w tym też nie do końca chodzi, jaki ja jestem. Znasz w praktyce jakieś długofalowe dobro wypływające z zasady Jezusa z policzkiem? Ja nie, ale Ty pewnie tak - zatem chętnie dam się ewent. pouczyć i proszę o jakiś przykład. Pozdrowienia
"Gdy rozum śpi, budzą się demony" Francisco Goya 1746-1828
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >>Uznajesz istnienie natury ludzkiej oraz rzeczy z nią sprzecznych? >A jakie to ma znaczenie czy uznaję, czy nie? W świecie istnieje pewien porządek niezaleznie od tego, co mi się zdaje - np. jak się nie będziesz stosował do kluczowych zasad tego forum, będziesz z nimi działał sprzecznie to Cię zablokują.
Regulamin forum racjonalisty powstał również pod wpływem sugestii użytkowników, więc przynajmniej na tutejszy, racjonalistyczny porządek masz, przynajmniej w teorii, możliwość ingerencji.
>Jak masz wysokie libido a będziesz chciał ograniczyć współżycie z partnerką przed ślubem - zachorujesz.
Na co?
>Jak będziesz z siebie robił ofiarę przed rówieśnikami w imię idei specyficznie pojetej "miłości" - możesz sprowokować ich do bycia oprawcą, dasz nieprzysługującą im władzę i tym samym możez zrobić sobie i im krzywdę, chyba że nie zechcą dać się wciągnąć w grę z Tobą.
Próbujesz teraz obarczyć winą dręczenia w szkole ofiary, że swoim pokornym podejściem do życia same się o to prosiły?
>Znasz w praktyce jakieś długofalowe dobro wypływające z zasady Jezusa z policzkiem?
Oficjalne rozumienie tych słów jest takie, że Jezus namawia ludzi, aby starali się rozwiązywać swoje konflikty pokojowo, bez walki (inny cytat z Jezusa - "Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, że źle, a jeśli dobrze, czemu mnie bijesz?"). Myślę, że w tym kontekście sam znalazłbyś mnóstwo pozytywnych przykładów takiego podejścia do życia.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Regulamin forum racjonalisty powstał również pod wpływem sugestii > użytkowników, więc przynajmniej na tutejszy, racjonalistyczny porządek > masz, przynajmniej w teorii, możliwość ingerencji.
Być może, choć nie o to mi chodziło pisząc, co napisałem. Jednak skoro o tym mówisz - faktycznie tak jest. Rozszerzając Twoje spostrzeżenie - na niektóre rzeczy w życiu mamy wpływ - np. w ograniczony sposób i potencjalnie na regulamin tego forum. A na inne nie.
>> Jak masz wysokie libido a będziesz chciał ograniczyć >> współżycie z partnerką przed ślubem - zachorujesz. > Na co?
Np. na nerwicę eklezjogenną. Może Ci zaniknąć popęd, możesz mieć trudności z satysfakcją w łóżku.
> Próbujesz teraz obarczyć winą dręczenia w szkole ofiary, > że swoim pokornym podejściem do życia same się o to prosiły?
Po pierwsze czy jest to pokorne - wielce wątpliwe. Raczej dla nich upokarzające, a to spora różnica. Po drugie jestem daleki od obarczania kogokolwiek winą za cokolwiek. Z tym "proszeniem" w praktyce bywa różnie, ale niewątpliwie i tak bywa jak mówisz, to w jakiś sposób prowokuje. Mnie chodzi o sam proces i jego podłoże, nie o werdykt po czyjej stronie jest wina. Tak się czasem rzeczywiście dzieje w szkołach i nie ma co unikać tematu ucieczką w "szukanie winnych".
> Oficjalne rozumienie tych słów jest takie, że Jezus namawia > ludzi, aby starali się rozwiązywać swoje konflikty pokojowo, > bez walki (inny cytat z Jezusa - "Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, > że źle, a jeśli dobrze, czemu mnie bijesz?").
Owszem znałem już wcześniej obydwa - i cytat i owo "oficjalne rozumienie".
> Myślę, że w tym kontekście sam znalazłbyś mnóstwo > pozytywnych przykładów takiego podejścia do życia.
Już Ci napisałem, że nie znam, widzę że niedokładnie czytasz moje odpowiedzi lub ich po prostu nie rozumiesz. Proszę skoncentruj się, jeszcze raz: znasz w praktyce jakieś długofalowe dobro wypływające z zasady Jezusa z policzkiem? Przykład? pozdrowienia
"Gdy rozum śpi, budzą się demony" Francisco Goya 1746-1828
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | > Proszę skoncentruj się, jeszcze raz: znasz w praktyce jakieś długofalowe dobro wypływające z zasady Jezusa z policzkiem?Cytat:Oficjalne rozumienie tych słów jest takie, że Jezus namawia ludzi, aby starali się rozwiązywać swoje konflikty pokojowo, bez walki Długofalowym dobrem wynikającym z takiego podejścia do życia jest fakt, że współcześnie cywilizowane państwa robią wszystko, aby nie dochodziło do konfliktów zbrojnych. Walka jest ostatecznością poprzedzoną miesiącami próśb, gróźb i negocjacji - przykładem może być transformacja ustrojowa w Polsce po roku 1989 - ewenement na skalę światową, aby obalić ustrój w sposób pokojowy.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Cytat:Oficjalne rozumienie tych słów jest takie, że Jezus namawia ludzi, aby starali się rozwiązywać swoje konflikty pokojowo, bez walki Owszem znałem już wcześniej obydwa - i cytat i owo "oficjalne rozumienie". > Długofalowym dobrem wynikającym z takiego podejścia do> życia jest fakt, że współcześnie cywilizowane państwa robią> wszystko, aby nie dochodziło do konfliktów zbrojnychGdzie w tej polityce widzisz uderzenie w policzek? Wybacz, ale ja tego jakoś nie dostrzegam, a patrzę raczej wnikliwie. > Walka jest ostatecznością poprzedzoną miesiącami próśb,> gróźb i negocjacjiGdzie w tej polityce widzisz nadstawianie drugiego policzka? > przykładem może być transformacja ustrojowa w Polsce po> roku 1989 - ewenement na skalę światową, aby obalić ustrój> w sposób pokojowy.Solidarność ani nie nadstawiała policzka na uderzenie, za to działała w konspiracji i używając do tego wszelkie dostępne siły i środki, w tym nacisk sfrustrowanego społeczeństwa w postaci strajków i protestów ulicznych, pieniędzy ze składek i darów, ulotek, nacisku opinii publicznej na Zachodzie itp. Ani nie nadstawiała potulnie drugiego. Bynajmniej całkowicie pokojowo i bez ofiar to się też nie odbyło - zarówno po stronie PRL, jak i Solidarności byli zabici i ranni. Ze strony Solidarnosci była cała strategoa działania, no i nie wszyscy nawet mogli posługiwać się strategioą Jezusa, nawet jej nie znając - vide laicki KOR. Jeden ze sług Arcykapłana natomiast w Biblii NT został tylko pouczony, zaraz też miał odejść bogatszy o człowieczeństwo. Gdzie tu widzisz analogię? pozdrowienia
"Gdy rozum śpi, budzą się demony" Francisco Goya 1746-1828
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) |
> Gdzie w tej polityce widzisz nadstawianie drugiego policzka?Cytat: Oficjalne rozumienie tych słów jest takie, że Jezus namawia ludzi, aby starali się rozwiązywać swoje konflikty pokojowo, bez walki Pan Worek: Długofalowym dobrem wynikającym z takiego podejścia do życia jest fakt, że współcześnie cywilizowane państwa robią wszystko, aby nie dochodziło do konfliktów zbrojnych. Walka jest ostatecznością poprzedzoną miesiącami próśb, gróźb i negocjacji - przykładem może być transformacja ustrojowa w Polsce po roku 1989 - ewenement na skalę światową, aby obalić ustrój w sposób pokojowy.Ewenementem jest tu najbardziej jej znakomite przygotowanie: www.anonimus.com.pl/victory.htmljak i znakomicie zrealizowana realizacja: www.nowakrytyka.pl/spip.php?article454www.rozbra(*)415-kleska-solidarnosci-d-ostaPracobiorcy zostali delikatnie mówiąc wydymani i teraz mogą sobie krzyczeć do woli: "Precz z komuną", ale żyć na przyzwoitym poziomie, to już nikt im nie pozwoli. "Kościelni" i "zawodowi katolicy" (czyli ludzie żyjący z katolicyzmu) rewolucji Solidarności broną, gdyż mocno się na niej wszelakiego dobra nachapali, ale będąc racjonalistą, trzeba myśleć samodzielnie i dlatego podrzucam powyższe materiały pod Pańską refleksję. Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > będąc racjonalistą, trzeba myśleć samodzielnie i dlatego podrzucam> powyższe materiały pod Pańską refleksję.Panie Andrzeju, dziękuję za ciekawą lekturę, właśnie zacząłem - będę miał co poczytywać przez krótkie rosyjskie letnie wieczory (choć mimo wszystko dłuższe nad Morzem Kaspijskim o kilkanaście minut, niż w Polsce) > Pracobiorcy zostali delikatnie mówiąc wydymani i teraz> mogą sobie krzyczeć do woli: "Precz z komuną", ale żyć na> przyzwoitym poziomie, to już nikt im nie pozwoli.Takie czasy - Chińczyk tańszy a Niemiec posiadł wyłączność na zaawasnowaną technologię, dla nas zostało jedynie hodować owoce i robić okna, meble itp. Treraz z resztą idzie nowe pokolenie, które tamte czasy zna jedynie z książek i prasy prawicowo-patriotycznej. Gorzej, że bezrobocie u nich jeszcze większe.. pewnie dlatego po części wyjeżdżają  > "Kościelni" i "zawodowi katolicy" (czyli ludzie żyjący z katolicyzmu)> rewolucji Solidarności broną, gdyż mocno się na niej wszelakiego> dobra nachapaliAno, kto siedział - ten jest gość. A kto nie siedział - nawet poplecznictwo samego o. Dyrektora niewiele pomaga. Na szczęście  pozdrawiam
"Gdy rozum śpi, budzą się demony" Francisco Goya 1746-1828
|
|
| | | | | | |  | 11 na 11 | doppelganger (3218 punktów) | > Ale według Ciebie to wszystko nieprawda. Według Ciebie wszystkie te opowieści, o których piszę w rzeczywistości nigdy się nie wydarzyły. Bóg nigdy żadnego zabójstwa (ludobójstwa) ani nie nakazał, ani też sam go nie dokonał. Bo to wszystko tylko wydawało się ludziom, że bóg czegoś od nich oczekuje. Bo to wszystko nieprawda.U dużej części obserwowanych/znanych mi katolików (nie wszystkich, ci mądrzejsi/mniej zindoktrynowani potrafią się temu po jakimś czasie oprzeć) można zauważyć zjawisko tzw. degradacji sumienia. Myślę, że większości piszących tutaj użytkowników jest ono znane, gdyż pokazuje jak etyczno-społecznie może człowieka okaleczyć religia. W dużym uproszczeniu polega ono na tym, że wrażliwość ludzkiego sumienia można stępić, najłatwiej przez tłumienie go i przyzwyczajenie do robienia określonych rzeczy. Bronienie/usprawiedliwianie/bagatelizowanie pedofilii wśród kleru byłoby pierwszy przykładem na zilustrowanie tej tezy, co ewidentnie widać i na tym forum. A w kwestii teodycei czasem jeden obrazek jest wart więcej niż tysiące słów: "Jeżeli Bóg istnieje, będzie musiał błagać o moje wybaczenie" - wyryte przez żydowskiego więźnia na ścianie obozu koncentracyjnego w Mauthausen-GusenPozdrawiam myślących wierzących.
"Tylko dwie rzeczy są nieskończone: Wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej." - A. Einstein
|
|
| | | | | |  | 16 na 16 | Andrzej.51 (15814 punktów) | Kontynuuję.Przypomnij sobie, co w jednej z poprzednich wypowiedzi napisałeś o Księdze Hioba. Czyżbyś twierdził, że to wszystko nieprawda? A może nie było nigdy Hioba i jego wymordowanych dzieci? A może w takim razie nieprawdziwe są również opowieści o plagach zesłanych przez Jahwe na Egipcjan, może nie było nigdy Mojżesza, a może nieprawdziwa jest opowieść o akedzie, może nieprawdziwe są również niektóre opowieści o moralnie paskudnych wyczynach Dawida? Idźmy dalej. A może - aż strach pytać! - nieprawdziwe są również niektóre sceny z czterech ewangelii i Dziejów Apostolskich? Może te księgi są też wymieszaniem historycznych faktów z życia Jezusa z legendami oraz scenami mającymi na celu dostosowanie treści do potrzeb magisterium i tworzącej się ortodoksji chrześcijańskiej? Zadałem Ci już podobnie brzmiące pytania w jednej z wcześniejszych wypowiedzi, ale jak dotąd nie odpisałeś. A szkoda, niemniej nadal na odpowiedź oczekuję. I jeszcze jedno pytanie. Napisz, czy jest jakiś klucz, jakiś sposób, jak odróżnić w Biblii sceny historycznie prawdziwe od - najdelikatniej pisząc - pozostałych? > No i z jakiegoś powodu pojawia się Jezus i nieco to całe przesłanie porządkuje.Raczej bez jakiegoś specjalnego powodu pewnego dnia, mniej więcej między 7 a 5 rokiem p.n.e. w pewnej niewielkiej galilejskiej wsi zwanej Nazaret przyszedł na świat Jezus, z matki Marii i ojca Józefa. Co nieco za swego życia próbował wprawdzie uporządkować głosząc swoje przesłanie, ale dopiero po jego śmierci inni, a szczególnie jeden człowiek, "uporządkowali" nieco więcej zakładając nową religię zwaną chrześcijaństwem. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Napisz, czy jest jakiś klucz, jakiś sposób, jak odróżnić w Biblii sceny historycznie prawdziwe od - najdelikatniej pisząc - pozostałych?
Tak jak napisałem wyżej - właściwym kluczem do odróżniania wątków istotnych od pozostałych, przynajmniej w katolicyzmie, jest oficjalne nauczanie KK.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | |  | 6 na 6 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) | > >Napisz, czy jest jakiś klucz, jakiś sposób, jak odróżnić w Biblii sceny historycznie prawdziwe od - najdelikatniej pisząc - pozostałych?> Tak jak napisałem wyżej - właściwym kluczem do odróżniania wątków istotnych od pozostałych, przynajmniej w katolicyzmie, jest oficjalne nauczanie KK.To Duch Swiety podyktowal rowniez nieistotne watki? A w ktorym miejscu Jezus lub Duch Swiety nadal KK prawo do interpretacji? No i nie zapominajmy, ze katolicy juz pare razy zostali przez KK zrobieni w konia jesli chodzi o interpretacje ksiegi, ktora jeszcze pare lat temu byla bezdyskusyjnie prawdziwa  Jeszcze chwila a sie okaze, ze trzeba bedzie napisac Najnowszy Testament aby najwieksze bzdury i idiotyzmy dostosowac do dzisiejszych czasow.
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | Ten ichni Bóg dysponujący rozmaitymi "wszech" przymiotami to wyjątkowa oferma. Robi fiku miku z obcej przestrzeni i daje przekaz, najpierw Żydom. Nie potrafi się jednak wszechmogąca pierdoła zabezpieczyć przed "naleciałościami", czyli indywidualnymi konfabulacjami i świadomymi fałszerstwami kolejnych proroków. Za trudne? Jako antywirus stwarza więc wreszcie KK i tworzy niezwykłe łącze z odpowiednimi głowami w tej instytucji. Coś jednak idzie stale nie tak, pewnie Szatan robi jakieś zakłócenia, bo co i rusz, coś się w przekazie zmienia. Aktualizacje gościu musi przekazywać do kolejnych tęgich głów. Taki doskonały i wszechmogący, a z zabezpieczeniem własnego przekazu sobie nie radzi. Trzeba KLUCZA, bo go Jego kapłańskie przekaźniki ziemskie ruchają i pieprzą po swojemu. A klucz jest oczywiście w kk i dzięki temu taki worek kości jest szczęśliwy. Cyrk na kółkach.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | >Tak jak napisałem wyżej - właściwym kluczem do odróżniania wątków > istotnych od pozostałych, przynajmniej w katolicyzmie, jest oficjalne nauczanie KK.
Właściwym z punktu widzenia czyich interesów i jakich konsekwencji? Domyślam się że "dobrych" i "dla człowieka" tzn. prowadzących go do zbawienia, do nieba itp. ale napisz nam proszę worku jakieś niewymyślone i nieobjawione, racjonalne konkrety. Tu nic nikt na wiarę nie bierze, trzeba udowadniać..
"Gdy rozum śpi, budzą się demony" Francisco Goya 1746-1828
|
|
| | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | > >Tak jak napisałem wyżej - właściwym kluczem do odróżniania wątków> > istotnych od pozostałych, przynajmniej w katolicyzmie, jest oficjalne nauczanie KK.> Właściwym z punktu widzenia czyich interesów i jakich konsekwencji? Domyślam się że "dobrych" i "dla człowieka" tzn. prowadzących go do zbawienia, do nieba itp. ale napisz nam proszę worku jakieś niewymyślone i nieobjawione, racjonalne konkrety.pl.wikiped(*)Magisterium_Kościoła
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > pl.wikiped(*)Magisterium_KościołaNiestety nie bardzo łapię co miałeś na mysłi odsyłając mnie i potencjalnego czytelnika Twojej odpowiedzi do definicji Magisterium Kościoła wg Wikipedii. Skoncentruj się, moje pytanie nie było takie znów trudne: napisałeś, że właściwym kluczem do odróżniania wątków istotnych od pozostałych, przynajmniej w katolicyzmie, jest oficjalne nauczanie KK.Moje pytanie: właściwym z punktu widzenia czyich interesów i jakich konsekwencji?Wydaje mi się, że definicję Magisterium Kościoła i zadania przed nim stojące znam dość dobrze, w kazdym razie nie jesteś pierwszą osobą, która daje mi szansę się z nią zaznajomić. pozdrowienia
"Gdy rozum śpi, budzą się demony" Francisco Goya 1746-1828
|
|
| | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Moje pytanie: właściwym z punktu widzenia czyich interesów i jakich konsekwencji?
KK ustala właściwy klucz rozumienia Objawienia w interesie/dla dobra wiernych/wspólnoty ludzi, którzy tworzą Kościół. Interesem wiernych, czyli konsekwencją życia zgodnie z naukami Chrystusa, ma być zbawienie.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Objawienie, zbawienie, prawda która została zesłana -> macie w nią wierzyć a nie domagać się uzasadnień itp. Rozumiem, właściwie to od poczatku do tego zmierzało. Coś mi jednak mówi, że własciwe interesy i określone konsekwencjie oraz powody tkwią gdzie indziej. I ta wątpliwość co chwile w świecie realnym się potwierdza, jest aż tak dojmujaca, że aż namacalna, tylko że aby ją dostrzec, to trzeba do paru multidyscyplin jeszcze sięgnąć, przy paru ksiażkach sie napocić i parę wykładów obejrzeć. Wiesz kto to był ks. prof. Tomasz Węcławski? Też kiedyś myślał tak jak Ty, a teksty jego dziś są o wiele ciekawsze, niż kiedyś. No nic, dobranoc!
"Gdy rozum śpi, budzą się demony" Francisco Goya 1746-1828
|
|
| | | | | |  | 7 na 7 | Ignorancja (4718 punktów) | > Ponieważ Stary Testament opisuje to, co wydawało się ludziom, że oczekuje od nich BógA NT? Może też opisuje to, co ludziom się wydaje, iż tego oczekuje od nich bóg? > - a że czasy były krwawe, to i trzeba było jakoś te wszystkie okropności, chociaż przykre, to jednak konieczne, zracjonalizować.Z cyklu "Racjonalizacja w domu i zagrodzie": skazać syna na ukrzyżowanie, by siebie samego wszechmocnego przebłagać za grzechy. Ani to krwawe, ani okropne... > No i z jakiegoś powodu pojawia się Jezus i nieco to całe przesłanie porządkuje.O tak. Przypomnę (po raz kolejny), aby ci nie umknęło nieboraku: "Kto zaś zgorszy jednego z tych małych, którzy wierzą we mnie, lepiej będzie dla niego, aby mu zawieszono u szyi kamień młyński i utopiono go w głębi morza" (Mt. 18:6)
"Jeśli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści ojca swego i matki, i żony, i dzieci, i braci, i sióstr, a nawet życia swego, nie może być uczniem moim" (Łk. 14:26)Ładnie uporządkował "kto nie jest ze mną jest przeciwko mnie, a kto ze mną nie zbiera, rozprasza"(Mt.12:30)i bardzo jednoznacznie. Ordnung muss sein. 
Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
|
|
| | | | | | |  | | Mansur-Maciej (50 punktów) |
> >No i z jakiegoś powodu pojawia się Jezus i nieco to całe przesłanie porządkuje.> O tak. Przypomnę (po raz kolejny), aby ci nie umknęło nieboraku:> "Kto zaś zgorszy jednego z tych małych, którzy wierzą we mnie, lepiej będzie dla niego, aby mu zawieszono u szyi kamień młyński i utopiono go w głębi morza" (Mt. 18:6)> "Jeśli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści ojca swego i matki, i żony, i dzieci, i braci, i sióstr, a nawet życia swego, nie może być uczniem moim" (Łk. 14:26)Ładnie uporządkował  > "kto nie jest ze mną jest przeciwko mnie, a kto ze mną nie zbiera, rozprasza"(Mt.12:30)i bardzo jednoznacznie.> Ordnung muss sein.  > Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.Do Panów Worka Kości i Ignorancji. Krytyczna biblistyka i religioznawstwo wykładane na zachodnich świeckich uniwersytetach, m.in w Oxfordzie gdzie w latach 80-tych studiowałem teologię (w rzeczywistości historię religii i historię teologicznej myśli), w tym naukowe poszukiwanie i historyczna interpretacja źródeł judaizmu i chrześcijaństwa, ma do powiedzenia na temat Jezusa z Nazaretu w sensie pozytywnym coś więcej i coś innego niż Panowie tu, w moim przekonaniu (ale może się mylę, więc z góry przepraszam za nieporozumienie), sugerujecie. O ile dobrze zrozumiałem sugestię Pana Worka Kości, to (zgodnie z nauczaniem Kościoła, choć być może samodzielnie) sugeruje on że Stary Testament (ST) zapowiada Jezusa z Nazaretu i Nowy Testament (NT), a prawidłowe odczytanie i zrozumienie ST jest możliwe tylko w świetle nowego, "porządkujacego ST", nauczania Jezusa/NT. Domyślam się, że Pan Worek Kości ma tutaj na myśli m.in. Kazanie na Górze i kategoryczne przykazanie miłosci bliżniego, które powszechnie jest uważane za nowatorskie wobec ST nauczanie Jezusa. O ile dobrze zrozumiałem sens odpowiedzi Pana Ignorancji, to nauczanie Jezusa (NT) uważa on w wielu punktach za co najmniej równie barbarzyńskie (mój skrót myślowy, a nie cytat z Pana Ignorancji) jak nauczanie ST, w związku z czym kontestuje on tezę Pana Worka Kości o pozytywnym/progresywnym "uporządkowaniu" przez Jezusa/NT nauczania ST. Sądzę, że historyczna prawda leży nieco bliżej środka niż dwóch skrajnie przeciwstawnych pozycji p. Worka Kości i p. Ignorancji. Tak, Jezus chciał "uporządkować" rozumienie ST ale wśród żydów, a nie wśró∂ chrześcijan, będących historycznym produktem nauczania św. Pawła, i nie wbrew, a w zgodzie z nauczaniem ST ("Tory i Proroków"), vide Mt. 5:17nn. Teza ta jest dzisiaj powszechnie akceptowana wśród wszystkich niekonfesyjnych uczonych zajmujących się naukowo historią powstania i krytyczną interpretacją ST i NT, jako źródeł wiedzy o historycznych okolicznościach powstania i rozwoju judaizmu i chrześcijaństwa, w tym poszukiwaniem prawdy nt Jezusa historii (w odróżnieniu od Chrystusa wiary). W wyniku pierwszej fazy poszukiwań historycznego Jezusa, w XIX w., w rezultacie prac Davida Friedricha Straussa (1808-1874) i jego przełomowej książki "The Life of Jesus" oraz kolejnych prac biblistycznych w duchu historycznego krytycyzmu jego kontynuatorów, m.in Ernesta Renana (1823-92, Johannesa Weissa (1863 - 1914) i Williama Wrede (1859-1906), Jezus z Nazaretu jawi się jako postać historyczna, zgłaszająca wobec swych uczniów daleko idące pretensje odnośnie swego profetycznego, mesjańskiego i boskiego statusu. W pierwszej fazie poszukiwań historycznego Jezusa wartość NT jako historycznego źródła wiedzy o Jezusie jest przez wspomnianych "ojców założycieli" tego kierunku historycznych badań potwierdzona, ale jeszcze nie wypracoweano obiektywnych kryteriów rozróżnienia tych fragmentów NT, które są bardziej wiarygodne historycznie od tych, które są oczywistą literacką fikcją, rezultatem bogobojnej lub sekciarskiej twórczości określonej wierzącej wspólnoty i/lub redaktorów NT, daną wspólnotę reprezentujących. Nieco wcześniej historycy ST wypracowali teorię źródeł, zgodnie z którą na ST jako finalny tekst składają się cztery źródła: jahwistyczne (ok. 950 r. pne), elohistyczne (ok. 850 r. pne), deuteronomiczne (ok. 621 r. pne) oraz kapłańskie (ok. 450 r. pne). Te rezultaty historycznych studiów nad ST to zasługa przede wszystkim takich prekursorów metody historyczno-krytycznej i literacko-krytycznej w świeckiej, naukowej biblistyce jak Johannes Gottfried Eichhorn (1752-1827) i Julius Welhausen (1844- 1918). Prace te zainspirowały nowe podejście do krytycznych studiów nad źródłami i kontekstem powstania tekstów NT. Kolejny etap poszukiwań historycznego Jezusa bierze swój poczatek od prac Martina Kahlera (1835-1912), "The So-Called Historical Jesus and the Historic Biblical Christ" (1896), Alberta Schweitzera (1875-1965), "The Quest for Historical Jesus" (1906 po niemiecku i 1910 po angielsku) i Rudolfa Bultmana (1884-1976), "History of the Synoptic Tradition" (1921 po niemiecku). Etap ten, w odróżnieniu od pierwszej fazy, jest określany w literaturze naukowej tematu jako sceptyczny i poznawczo pesymistyczny. Jego koryfeusze uznają, że NT nie jest wystarczającym źródłem dla rozróznienia Jezusa historii od Chrystusa wiary, obiektywnej historii od kościelnej mitologii, i rekomendują odrzucenie naukowych wysiłków na rzecz naukowej rekonstrukcji postaci historycznego Jezusa i pierwotnych źródeł NT. W zgodzie z wynikami tego etapu, Schweitzer porzuca racjonalne studia nad NT i wybiera wiarę czyli praktyczne naśladowanie Jezusa poprzez pracę w Afryce z chorymi na trąd. Etap ten jest uznawany za tymczasowe zamrożenie poszukiwań historycznego Jezusa. Druga pozytywna faza tych poszukiwań, której inicjatorem jest Ernst Kasemann (1906-98), a początkiem jego wykład w 1953 r. dla uczniów Bultmanna na Uniwersytecie w Marburgu nt. "Kwestia historycznego Jezusa". W wykładzie tym, wbrew Bultmannowi, Kasemann dowodził, że NT zawiera na temat Jezusa z Nazaretu wiele danych cenny
|
|
| | | | | | | |  | | Mansur-Maciej (50 punktów) | Ciąg dalszy odpowiedzi p.p. Workowi Kości i Ignorancji
Druga pozytywna faza tych poszukiwań, której inicjatorem jest Ernst Kasemann (1906-98), a początkiem jego wykład w 1953 r. dla uczniów Bultmanna na Uniwersytecie w Marburgu nt. "Kwestia historycznego Jezusa". W wykładzie tym, wbrew Bultmannowi, Kasemann dowodził, że NT zawiera na temat Jezusa z Nazaretu wiele danych cennych nie tylko dla teologów ale również dla historyków. Wskazał również na nowe metodologiczne podejście do NT, które może pozwolić na wyselekcjonowanie z mitologicznego materiału NT historycznych faktów odnośnie historycznego Jezusa. Jego rekomendacje podjęli Gunter Bornkamm, "Jesus of Nazareth (1956) i James M. Robinson, "A New Quest for Historical Jesus" (1959). Faza ta wyczerpała się na początku lat 1970-tych, ale dała początek fazie trzeciej poszukiwań historycznego Jezusa.
Trzecia faza, trwająca do dzisiaj, bierze swój początek od prekursorskich prac oxfordzkich historyków judaizmu i chrześcijaństwa, profesorów Gezy Vermesa (1924-20130), "Jesus the Jew" (1973) oraz Eda Parisha Sandersa (1937-do dzisiaj), "Paul and Palestinian Judaism" (1976), oraz prac niemieckiego uczonego Gerda Theissena (1943-do dzisiaj), "The First Followers of Jesus: A Sociological Analysis of Earliest Christianity" (1978). W rezultacie badań trzeciej fazy, w tym studiów nad apokrywami, nad księgami z Qumran, nad literaturą żydowską (Filo, Flawiusz, biblioteka z Nag Hamadi, pisma rabinistyczne, etc) i rzymską dot. Palestyny w I-szym w. ne, nad danymi archeologiii, nad socjologią tego okresu i obszaru, uczeni trzeciej fazy zdoali zrekonstruwac wiarygodny kontekst historyczny Galilei i Judei w latach 6 pne do 73 ne i w sposób wiarygodny osadzic w nim Jezusa i jego uczniów. Dzięki temu, stosując obiektywne kryteria wypracowane przez Kasemanna I jego nastepcow, z literatury NT można było usunąc sprzeczne z hsitorycznym kontekstem interpolacje redaktoów NT oraz gmin chrzescijańskich, które w okresie twprzenia NT na przestrzeni około 60-70 lat (od ukrzyżowania w 30-33 r. ne do zredagowania Ewangelii Jana) wzbogacay tradycję ustną o własne wynalazki teologiczne czy apologetyczne.
W efekcie widzimy Jezusa jako zydowskiego radykalnego nauczyciela, proroka mającego świadomość że musi zebrać zagubione owce z Domu Izraela i wezwać swój naród do restauracji bezpośredniej teokracji ("królestwq Bożego") jak za czasów Sędziów, kiedy królem dwunastu plemion Izraela był Bóg. Kto chciał iść za takim Jezusem, a wielu Zelotów z Galilei chciało, jak choćby apostoł Szymon Zelota, rzeczywsiście powinien był "wziąć ze sobą swój krzyż", czyli być w każdej chwili gotowym na śmierć z rąk rzysmkich okupantów Galilei i Judei.
W tym kontekście przywołany przez p. Ignorancję cytat:
"Jeśli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści ojca swego i matki, i żony, i dzieci, i braci, i sióstr, a nawet życia swego, nie może być uczniem moim" (Łk. 14:26)
świadczy nie o barbarzyństwie Jezusa, nie jest kontynuacją okrucieństwa starotestamentowego Jahwe, a jest ostrzeżeniem, że misja Jezusa I jego uczniów, tak jak I wszystkich gailejskich Zelotów, prowadzi do czołowego zderzenia z bezlitosnym w sprawach władzy rzymskim państwem. Ponieważ nie można służyć "dwóm Panom", Bogu i Cesarzowi, ci w narodzie Izraela, którzy chcą służyć tylko Bogu (Zeloci), muszą być gotowi wraz z Jezusem na śmierć. Lepiej więc aby nie byli w tym czasie jedynymi karmicielami swej rodziny, ojca, matki, żony, dzieci, braci, sióstr. Jezus nie polecał w tym kontekście nienawiści do swej rodziny ale werbował tych którzy byli wolni od rodzinnych zobowiązań, wynikających z Prawa Mojżeszowego.
Polecenie "weź swój krzyż i naśladuj mnie" dla Galilejczyków, którzy w 6 r ne (kiedy Jezus miał ok 10-12 lat) byli świadkami brutalnego złamania przez Rzymian powstania Zelotów w Galilei, pod wodzą Judy Galilejczyka i Zadoka Faryzeusza, czemu towarzyszyły masowe ukrzyżowania powstańców, znaczyło według mnie: "chodź ze mną w imię naszego Boga, Jedynego Pana Izraela, przeciwko rzymskim uzurpatorom i bądż gotów na śmierć".
|
|
| | |  | 18 na 18 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Dlaczego piszesz, że Bóg nie może robić złych rzeczy, skoro wielokrotnie złe rzeczy robił.Akurat w tym wypadku worek ma Świętą Rację. Bóg nie może robić złych rzeczy, bo to On decyduje, co jest Złem, co Dobrem - a jako, że jest Omnibenewolentny - nieodmiennie decyduje w myśl zasady, że cokolwiek On robi Dobrem jest, dlatego, że właśnie On to robi  . Gdyby było inaczej, tj. gdyby Boskie poczynania można było recenzować przy pomocy jakichś kryteriów Dobra i Zła, które także i Boże poczynania obejmują, znaczyłoby to, że te kryteria są niejako względem Boga uprzednie, tj. że Absolut jest wobec nich podległy jak jaki pierwszy lepszy - i w rezultacie Bóg nie byłby Bogiem. A to być Nie Może  . Jeśli tedy Bóg zsyła potop gładzący całą ludzkość (że o inszej gadzinie nie wspomnę) z wyjątkiem ośmiu osób - Radować się a Dobroć Jego Nieskończoną odpowiednimi Hosannami i Allelujami czcić a pod Niebiosa wysławiać należy  . Wziąwszy pod uwagę wszystko powyższe, fakt, że nieco inne kryteria Dobra i Zła Bóg swemu stworzeniu ordynuje, nie może być poczytywany za niestosowność - tym bardziej, iż nie od dziś wiadomo, że co wolno wojewodzie... 
...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
|
|
| | | |  | 8 na 8 | astrotaurus (12445 punktów) |
> Bóg nie może robić złych rzeczy, bo to On decyduje, co jest Złem, co Dobrem - a jako, że jest Omnibenewolentny - nieodmiennie decyduje w myśl zasady, że cokolwiek On robi Dobrem jest, dlatego, że właśnie On to robi .No to nie mów, że nie może (kimżeś by Boga ograniczać?) tylko zgodnie z prawdą - że nie lubi. W podobnych przypadkach nieodmiennie towarzyszy mi refleksja, że chrześcijanie tak naprawdę wierzą we wsiowego osiłka co każdemu może przyp... jak tylko zechce. I kadzą mu pochwałami, ale mają dość zwykłej przyzwoitości by swego idola nie naśladować zbyt nachalnie.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | |  | 8 na 8 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > >Dlaczego piszesz, że Bóg nie może robić złych rzeczy, skoro wielokrotnie złe rzeczy robił.> Akurat w tym wypadku worek ma Świętą Rację.> Bóg nie może robić złych rzeczy, bo to On decyduje, co jest Złem, co Dobrem - a jako, że jest Omnibenewolentny - nieodmiennie decyduje w myśl zasady, że cokolwiek On robi Dobrem jest, dlatego, że właśnie On to robi .Faktem jest, że chrześcijanie z upodobaniem przypisują swemu bogu omnibenewolentność (cóż za piękne słowo  ) nie zdając sobie zapewne sprawy, ze sami sobie strzelają w piętę. Twierdzą, że ich Bóg jest nieskończenie doby, że od niego pochodzi wszelkie dobro, które zresztą on sam nieustannie czyni nie czyniąc przy tym nigdy zła, a na dodatek kocha ludzi nieskończenie wielką miłością i to do tego stopnia, że nawet syna swego jednorodzonego wydał na ukrzyżowanie, by tym zapewnić ludziom zbawienie i wieczne szczęście w niebie. Jeśli dodać jeszcze do tego, że również według chrześcijan ich Bóg jest omnipotentny i omniscjentny (to również piękne słowa  ), to już wiadomo dlaczego właśnie chrześcijanie w to kolano sami sobie strzelają. Chodzi mi tu o to, że przypisując Bogu takie omni-atrybuty sami sobie udowadniają - ze stopniem wystarczającej pewności - że nie istnieje Bóg, który byłby nimi obdarzony. > Gdyby było inaczej, tj. gdyby Boskie poczynania można było recenzować przy pomocy jakichś kryteriów Dobra i Zła, które także i Boże poczynania obejmują, znaczyłoby to, że te kryteria są niejako względem Boga uprzednie, tj. że Absolut jest wobec nich podległy jak jaki pierwszy lepszy - i w rezultacie Bóg nie byłby Bogiem.Być może mimowolnie podrzuciłeś mi teraz problem, którego ja nie potrafię niestety rozwiązać. Otóż znany nam doskonale Worek kości raczył w tym wątku napisać, że atrybuty Boga podlegają jednak pewnym ograniczeniom, a konkretnie Bóg nie może stworzyć kwadratowego koła, czy też czynić rzeczy złych. Możliwe zatem jest, że Bóg jest jednak podległy pewnym regułom czy tez prawom, np. moralnym, logicznym, matematycznym, które w związku z tym są wobec niego uprzednie (nadrzędne). A jeśli zatem Bóg nie byłby w takich przypadkach Bogiem, to kim byłby wtedy Bóg? > A to być Nie Może .Jak być Nie Może, skoro Może.  > Wziąwszy pod uwagę wszystko powyższe, fakt, że nieco inne kryteria Dobra i Zła Bóg swemu stworzeniu ordynuje, nie może być poczytywany za niestosowność - tym bardziej, iż nie od dziś wiadomo, że co wolno wojewodzie...  ... tego nie wolno chrześcijanom. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| |  | 2 na 2 | pawel_wr (4297 punktów) |
>1. Ludzie mają wolną wolę. >2. Bóg nie może się w ludzką wolną wolę wtrącać. >3. Wolna wola nie polega na tym, że ma się to, co się chce, tylko na samym chceniu. [..] >Gdzie tutaj brak logiki?
Brakuje logiki w "całości". Jeśli człowiek ma wolną wolę , w którą Bóg się nie wtrąca , to dlaczego uniósł się gniewem i pomieszał języki podczas budowy wieży Babel ? Wieży aż do nieba ludzie nie wybudowaliby tak czy siak , a interwencja Jahwe nie była potrzebna ?
Większą karą za pychę człowieka byłaby samoistna katastrofa budowlana , a Jahwe miałby czyste sumienie w nic się nie mieszając.
|
|
 | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | >A gdyby spojrzeć na sprawę z punktu widzenia naturalnej historii religii, to okaże się, że zło istniało zanim ludzie odkryli/wymyślili Boga. I w tym kontekście religia pojawia się jako próba wytłumaczenia, czemu w ogóle zło w świecie istnieje, oraz jako sposób uporania się z tą nieprzyjemną koniecznością cierpienia i śmierci. I ta perspektywa wydaje mi się chyba najważniejsza. Zasadniczo zgoda, oczywiście.
>Większość tutejszych racjonalistów podchodzi do kwestii zła jakby "z góry" - jak dobry/wszechmocny/wszechwiedzący Bóg do tego dopuszcza? Tak, bo właśnie to religijne wytłumaczenie zła, które - jak napisałeś - ludzie "odkryli/wymyślili" jest dla racjonalistów niewystarczające - jak zresztą każde wytłumaczenie pozbawione podstaw empirycznych i logicznych.
Mam jednak pytanie. Skąd takie sformułowanie: >ludzie odkryli/wymyślili Boga ? Kto odkrył i czy trzeba mu wierzyć na słowo?
|
|
|  | | worek kości (2937 punktów) | >Tak, bo właśnie to religijne wytłumaczenie zła, które - jak napisałeś - ludzie "odkryli/wymyślili" jest dla racjonalistów niewystarczające - jak zresztą każde wytłumaczenie pozbawione podstaw empirycznych i logicznych.
A istnienie jakieś wystarczające wyjaśnienie zła, niepozbawione podstaw empirycznych i logicznych, które uznają racjonaliści?
>>ludzie odkryli/wymyślili Boga >Kto odkrył i czy trzeba mu wierzyć na słowo?
No jak to kto - kasta kapłanów, żeby kontrolować społeczeństwo.
bembergiem w berg
|
|
| |  | 9 na 9 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >A istnienie jakieś wystarczające wyjaśnienie zła, niepozbawione podstaw empirycznych i logicznych, które uznają racjonaliści? Tak, nawet wiele - uzależnionych od tego jak zdefiniujemy zło i co uznamy za jego przyczyny. Na przykład, gdy zło jest subiektywną (ludzką) oceną wydarzenia (zdarzeń), to jego ocena zależna jest od bezpośredniości jego doświadczenia i potencjalnego poziomu refleksji intelektualnej.
>ludzie odkryli/wymyślili Boga >>>>Kto odkrył i czy trzeba mu wierzyć na słowo? >No jak to kto - kasta kapłanów, żeby kontrolować społeczeństwo. Znowu schodzi Pan na poziom pyskówek. Przecież doskonale Pan wie, że wierzenia w istnienie świata nadprzyrodzonego, a nawet całe systemy wierzeń istniały wcześniej niż wyłoniło się kapłaństwo (nawet w szamańskiej wersji). Kapłani początkowo (choć długo) wierzyli, że są w posiadaniu specyficznego daru od bóstwa (w katolicyzmie "daru powołania"), a dopiero później zrozumieli ile i jak można na tym zarobić. Zresztą wiara i zachłanność na dobra materialne, to tak faktycznie, a nie tylko na pozór, nie są ze sobą sprzeczne. (Np. na stosach ofiarnych płonęły resztki nienadające się do spożycia, a świątynie i piękne szaty, to tylko na chwałę bożą itp. itd. Coraz lepiej się to rozwijało.)
@@@ .
|
|
| | |  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >Tak, nawet wiele - uzależnionych od tego jak zdefiniujemy zło i co uznamy za jego przyczyny. Na przykład, gdy zło jest subiektywną (ludzką) oceną wydarzenia (zdarzeń), to jego ocena zależna jest od bezpośredniości jego doświadczenia i potencjalnego poziomu refleksji intelektualnej.
A dopuszcza Pan możliwość istnienia zła/dobra obiektywnego, niezależnego od indywidualnych doświadczeń i intelektualnych refleksji?
bembergiem w berg
|
|
| | | |  | 9 na 9 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >A dopuszcza Pan możliwość istnienia zła/dobra obiektywnego, niezależnego od indywidualnych doświadczeń i intelektualnych refleksji? Nie!
@@@ .
|
|
| | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >>A dopuszcza Pan możliwość istnienia zła/dobra obiektywnego, niezależnego od indywidualnych doświadczeń i intelektualnych refleksji? >Nie!@@@
W takim razie czy możliwa jest w ogóle naukowa refleksja nad wartościami? Skoro wartości są subiektywne, więc przekonanie kogoś, że X jest dobre lub złe nie jest kwestią rozumowania, tylko perswazji, odwołania się bardziej do emocji niż do rozumu.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | |  | 6 na 6 | Hodża (11172 punktów) | >>>A dopuszcza Pan możliwość istnienia zła/dobra obiektywnego, niezależnego od indywidualnych doświadczeń i intelektualnych refleksji? >>Nie!@@@ >W takim razie czy możliwa jest w ogóle naukowa refleksja nad wartościami?
Dobro jako takie nie jest kategorią rozpoznawalną w jakikolwiek sposób w naturze materii, stąd też jak wiesz należy do pojęć z zakresu antropologii, ogólnie nauk "humanistycznych". Zatem istnieje jako pewien element języka i ważna część refleksji nad ludzką kondycją. Jednak sam ten fakt jest już jak najbardziej obiektywny i może być poddany bardziej rygorystycznym procedurom badawczym charakterystycznym dla nauk przyrodniczych, m.in. w psychologii. To jest właśnie interesujące - w jaki sposób w ludzkiej psychice powstaje poczucie (bądź intuicja) dobra czy zła. Socjobiologia wskazuje na przystosowawcze znaczenie takiego "zmysłu moralnego" i jak się tak zastanowić, nie ma żadnych podstaw sądzić, że istnieje jakiekolwiek inne metafizyczne wyjaśnienie tego procesu.
Nie trzeba komplikować czegoś, co z natury swej jest proste.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > A istnienie jakieś wystarczające wyjaśnienie zła, niepozbawione podstaw empirycznych i logicznych, które uznają racjonaliści?Tak, nawet wiele - uzależnionych od tego jak zdefiniujemy zło i co uznamy za jego przyczyny. Na przykład, gdy zło jest subiektywną (ludzką) oceną wydarzenia (zdarzeń), to jego ocena zależna jest od bezpośredniości jego doświadczenia i potencjalnego poziomu refleksji intelektualnej.> A dopuszcza Pan możliwość istnienia zła/dobra obiektywnego, niezależnego od indywidualnych doświadczeń i intelektualnych refleksji?Nie!> W takim razie czy możliwa jest w ogóle naukowa refleksja nad wartościami?Nie tylko możliwa - co udowodniło już wielu świeckich myślicieli oraz uczonych, ale także potrzebną. > Skoro wartości są subiektywne, więc przekonanie kogoś, że X jest dobre lub złe nie jest kwestią rozumowania, tylko perswazji, odwołania się bardziej do emocji niż do rozumu.A skąd Pan taki mętny wywód zaczerpnął? Gdy chce się Pan za innych wypowiadać należy zastanowić się czy Pan ich myśli zrozumiał i potrafi dobrze opisać. Z mojego punktu widzenia bzdury Pan tu napisał. Normalne, że ludzkie odczucia są subiektywne, ale gdy powtarzają się u wielu osobników nabierają waloru obiektywności społecznej (czy kulturowej). Subiektywne odczucia ludzi mogą i są przedmiotem naukowych badań i stąd np. wiemy, że wpływa na nie bardzo wiele czynników. Może trochę Pan sobie na te tematy tu poczyta: www.racjonalista.pl/kk.php/s,861marcinmilkowski.pl/downloads/dylematy-moralne.pdfwww.racjon(*).pochodzi.moralnosc.Pokaz.malpPozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Normalne, że ludzkie odczucia są subiektywne, ale gdy powtarzają się u wielu osobników nabierają waloru obiektywności społecznej (czy kulturowej).
No tak, i jest to bardziej etologia (opis, co ludzie uważają za dobre lub złe w danym miejscu i czasie) niż etyka (ocena, co jest dobre lub złe).
Ale jeśli pewne rzeczy są złe tylko na mocy tego, że w danym miejscu wiele osób czuje, że jest to złe - więc uogólnia się to wspólne czucie i robi z niego obiektywną, chociaż tymczasową prawdę moralną - to wkrótce, w wyniku nowych informacji o świecie, to co dzisiaj jest dobre, może się stać czymś złym. I czy nie grozi nam tutaj relatywizm moralny?
I praktyczna, pozytywna i użyteczna eksplanacyjnie konsekwencja takiego relatywizmu - współcześnie, szczególnie na racjonaliście, uważa się Inkwizycję za coś złego. Jednak jeśli prawdą byłoby, że w czasach Inkwizycji ludzie uważali ten organ za coś dobrego, to na mocy tej zobiektywizowanej subiektywności należałoby uznać, że chociaż dzisiaj Inkwizycja jest czymś złym, to w czasach gdy funkcjonowała, była czymś obiektywnie dobrym.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | |  | 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > >>>Normalne, że ludzkie odczucia są subiektywne, ale gdy powtarzają się u wielu osobników nabierają waloru obiektywności społecznej (czy kulturowej).> No tak, i jest to bardziej etologia (opis, co ludzie uważają za dobre lub złe w danym miejscu i czasie) niż etyka (ocena, co jest dobre lub złe).Odwołując się do własnych inspiracji etycznych uznaje je Pan za ponadczasowe (pochodzące od Boga), a przynajmniej wielce starożytnie (powstałe wraz z religią). Natomiast tu nie chce Pan zauważyć (pomimo podanych źródeł) ewolucyjnego powstania moralności. Podałem Panu dowody, że już wyższe zwierzęta mają poczucia moralne. Moralność rozwijała się wraz z ludźmi, przez ludzi była kształtowana i na pewnym etapie rozwoju wpisywana w kodeksy (pierwsze najczęściej powiązane z religijnymi sankcjami). Wiele rzeczy nie istnieje poza ludzkimi umysłami - nie tylko dobro i zło, ale także język, matematyka, logika, jak i całkowicie jakikolwiek nadprzyrodzony świat. > Ale jeśli pewne rzeczy są złe tylko na mocy tego, że w danym miejscu wiele osób czuje, że jest to złe - więc uogólnia się to wspólne czucie i robi z niego obiektywną, chociaż tymczasową prawdę moralną - to wkrótce, w wyniku nowych informacji o świecie, to co dzisiaj jest dobre, może się stać czymś złym.Alternatywne zmiany w ocenach moralnych zdarzają się rzadko, ale zmiany, to są prawie pewne. Tylko nikt nie jest w stanie określić w jakim kierunku to prowadzi i jaki będzie tego efekt. > I czy nie grozi nam tutaj relatywizm moralny?Grozi nam? A może tyko trudniej będzie o obłudę. Kościół głosi rygoryzm moralny*, a dla mnie cała historia Kościoła Katolickiego jest przykładem relatywizmu moralnego, pokrywanego obrzydliwą hipokryzją. Ja jestem zwolennikiem "relatywizmu moralnego", gdyż uważam, iż taki sam czyn należy oceniać rożnie w zależności od kontekstu. Relatywizm moralny uprawiają też sędziowie we wszystkich cywilizowanych państwach. Moim zdaniem słusznie. > I praktyczna, pozytywna i użyteczna eksplanacyjnie konsekwencja takiego relatywizmu - współcześnie, szczególnie na racjonaliście, uważa się Inkwizycję za coś złego.Można to spersonalizować. Uważam Inkwizycję za instytucjonalną potworność wynikającą z oślepienia ideologicznego. > Jednak jeśli prawdą byłoby, że w czasach Inkwizycji ludzie uważali ten organ za coś dobrego, to na mocy tej zobiektywizowanej subiektywności należałoby uznać, że chociaż dzisiaj Inkwizycja jest czymś złym, to w czasach gdy funkcjonowała, była czymś obiektywnie dobrym.Proszę o przedstawienie stosownych badań socjologicznych, ale może warto przed tym przeczytać Montaillou. Wioska heretyków 1294-1324 oraz Ser i robaki Poważnych dzieł o tamtych czasach jest dużo i nie warto ograniczać się do W obronie Świętej Inkwizycji. Oczywiście, że racjonalnym jest stosowanie relatywnych ocen, ale to wcale nie zmusza do akceptacji oczywistego qurestwa, a do zrozumienia i wzięcia pod uwagę okoliczności. Tu prawie wszystkie są obciążające zbrodniarzy działających w imieniu Boga Miłości i na jego chwałę. * Katolicka etyka, jest ściśle związana z katolicyzmu doktryną, a co za tym idzie z dogmatyką katolicką, kultem i nauką społeczną Kościoła katolickiego. Ma charakter heteronomiczny, tzn., że nakładane przez nią normy postępowania i zachowania mają być przestrzegane nie tylko dlatego, że człowiek uznaje ich słuszność, lecz przede wszystkim dlatego, że zostały nakazane przez Boga, który czuwa nad ich przestrzeganiem bezpośrednio i za pośrednictwem Kościoła i jego duszpasterzy.
Fundamentem etyki jest Dekalog przejęty z judaizmu (i zmodernizowany). Reguły moralności katolickiej zawarte są w rozmaitych dokumentach, np. w zbiorach orzeczeń soborowych i papieskich, orzeczeń kongregacji rzymskich, orzeczeń synodalnych, encyklikach papieskich, w listach pasterskich, instrukcjach urzędów kościelnych.
Pełny obraz obowiązujących reguł etycznych można znaleźć w Katechizmie i podręcznikach teologicznych, które obok przepisów zawierają wskazówki, jak je zachować. Etyka katolicka żąda ścisłego przestrzegania wszystkich nakazów, które Kościół nakłada, a teologia interpretuje, w myśl naczelnej zasady, że kto wierzy Kościołowi, musi być przekonany, że wierzy Bogu, a spełniając nakazy Kościoła ma mieć pewność, że spełnia wolę Boską.
Wprowadzenie w życie niezliczonych nakazów i zakazów, zaleceń i rad możliwe jest tylko przy pomocy "kierownictwa duchowego" (duszpasterstwa).@@@ .
|
|
| | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | > Natomiast tu nie chce Pan zauważyć (pomimo podanych źródeł) ewolucyjnego powstania moralności.Ewolucyjne powstanie moralności wcale nie musi wykluczać realizmu moralnego - skoro przyroda tworzy osobniki, które kierują się w swoim życiu wartościami - to być może natura sama w sobie zawiera jakiś obiektywny pierwiastek aksjologiczny. A także świadomy (w duchu panpsychizmu). Przynajmniej tak argumentuje Thomas Nagel (ateista) - www.amazon.com/dp/0199919755> Oczywiście, że racjonalnym jest stosowanie relatywnych ocen, ale to wcale nie zmusza do akceptacji oczywistego qurestwa, a do zrozumienia i wzięcia pod uwagę okoliczności. Tu prawie wszystkie są obciążające zbrodniarzy działających w imieniu Boga Miłości i na jego chwałę.A ja im więcej czytam o Inkwizycji, tym bardziej mam wrażenie, że mroczna legenda tej instytucji w dużej mierze jest skutkiem jednak uprzedzeń i ignorancji.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > >>>Natomiast tu nie chce Pan zauważyć (pomimo podanych źródeł) ewolucyjnego powstania moralności.> Ewolucyjne powstanie moralności wcale nie musi wykluczać realizmu moralnego - skoro przyroda tworzy osobniki, które kierują się w swoim życiu wartościami - to być może natura sama w sobie zawiera jakiś obiektywny pierwiastek aksjologiczny. A także świadomy (w duchu panpsychizmu).Nie bardzo rozumiem tu Pańskich myśli. Ale na pewno "sama natura" nie zawiera żadnych pierwiastków aksjologicznych. Moralność pojawia dopiero wraz z umysłami (umysły są częścią natury) i wraz z nimi rozwija. > Przynajmniej tak argumentuje Thomas Nagel.Nagel w etyce, idąc tropem Kanta, proponuje ugruntowanie moralności w racjonalności praktycznej. Źródła moralności upatruje nie w skutkach czynu, ale w naturze działania etycznego. To właśnie w tej naturze wskazuje racje obiektywne i subiektywne, stojące za działaniami etycznymi. Człowiek, chcąc postępować etycznie, musi kierować się racjami obiektywnymi, tj. traktować wartość innych równoważnie ze swoją i postępować tak, by każdy - bez względu na tożsamość - działał, kierując się wspólnym dla wszystkich celem.> (ateista) - www.amazon.com/dp/0199919755Nie dzielę ludzi według przekonań (teizm/ateizm), jeżeli już to według mądrości, a ta na ogół jest z fideizmem jest powiązana. Im więcej w umyśle dominuje wiara, tym bardziej rozum z refleksji intelektualnej wypycha. Nie czytałem "Umysłu i kosmosu" Nagela - książki która ukazała się jesienią ubiegłego roku. Nawet gdybym chciał, to nie jestem w stanie wszystkiego przeczytać, ale znalazłem ciekawe komentarze (tak w kontekście książki, jak i naszej rozmowy) pod jej recenzją: Mariam - 28 Kwiecień 2013 @ 09:22 Być może Thomas Nagel, jako "uczciwy ateista" z pozycji swej indywidualnej odrębności doszedł do tego, co Rudolf Steiner nazywa odpowiednim "sądem uczuciowym", czyli bezstronnym, zdrowym uczuciem, do którego może dojść człowiek choćby nie posiadał dostępu do "wiedzy tajemnej" ( z powodu uśpienia sił, pozwalających posiąść wystarczające wyobrażenie o świecie), pod warunkiem, że żywi głęboki szacunek do prawdy i poznania, który autor nazywa w artykule: "uczciwość i intelektualna odwaga - nieskrępowane myśli oraz szlachetna, dobra wiara".
Jak dalece trzeba umiłować prawdę, by żyjąc w epoce, która ściąga w dół ideały, a rutynowe, "normalne" życie daleko odbiegło od ducha, szukać wyjaśnień dla tego, co dla oka zewnętrznego jest niewidzialne. "Chcę wiedzieć, jak to jest dla nietoperza być nietoperzem. Jestem ograniczony do zasobów mojego własnego umysłu a zasoby te są nieadekwatne do tego zadania" (Thomas Nagel - cytat z netu).
By badać wszystko, a zatrzymywać najlepsze, odróżniać istotne od nieistotnego...
Karma - 22 Kwiecień 2013 "Uwsteczniona banda" to materialiści. Kolorów wg nich nie ma, ale materia to już wg nich jest  A może kolor, czy dźwięk, nie są tym, za co oni go uważali  Jest to, co działa praktycznie. Praktyczność to podstawa. Co działa - to istnieje.
Materialista to ktoś, kto głosi że świat powstał z nieinteligencji. Chociaż materialiści może faktycznie tak powstali? 
Ateizm i materializm były już przed nasza erą  Głupota nie jest niczym nowym.
"Świat bez wolnej woli i świadomości"? To wiele wyjaśnia  Bo to świat materialistów - to kolo który oni widzą ) Nie mają zatem świadomości tego co głoszą, głoszą bez własnej woli. Z automatami nie da się dyskutować  One nawet nie ewoluują. Można najwyżej coś w nich pozmieniać - jak to w maszynach, czyli w materii.
Materialiści, też ateiści, to zjawisko stare i kosmiczne (tez komiczne i żałosne zarazem). Szczególnie cywilizacje zaawansowane technologicznie na gruncie właśnie materialnym mają największe ku temu skłonności. pisma Wedyjskie nazywają je wprost: cywilizacjami demonów.Wymiana zdań w wyżym poście:> >Jednak jeśli prawdą byłoby, że w czasach Inkwizycji ludzie uważali ten organ za coś dobrego, to na mocy tej zobiektywizowanej subiektywności należałoby uznać, że chociaż dzisiaj Inkwizycja jest czymś złym, to w czasach gdy funkcjonowała, była czymś obiektywnie dobrym.Proszę o przedstawienie stosownych badań socjologicznych, ale może warto przed tym przeczytać Montaillou. Wioska heretyków 1294-1324 oraz Ser i robaki Poważnych dzieł o tamtych czasach jest dużo i nie warto ograniczać się do W obronie Świętej Inkwizycji. Oczywiście, że racjonalnym jest stosowanie relatywnych ocen, ale to wcale nie zmusza do akceptacji oczywistego qurestwa, a do zrozumienia i wzięcia pod uwagę okoliczności. Tu prawie wszystkie są obciążające zbrodniarzy działających w imieniu Boga Miłości i na jego chwałę. > A ja im więcej czytam o Inkwizycji, tym bardziej mam wrażenie, że mroczna legenda tej instytucji w dużej mierze jest skutkiem jednak uprzedzeń i ignorancji.Przecież dla inteligentnego czytelnika to już z powyższego dialogu wynika. Gdy zostaną genetycznie i w procesie socjalizacji ukształtowane nasze postawy wobec rzeczywistości, to dalej umysłowość ludzi inteligentnych kształtują właśnie przeczytane i przemyślane książki. Dlatego tak istotny jest ich dobór. Przeczytałem wiele książek autorów głęboko wierzących w przeróżne doktryny religijne i polityczne. Gdy nie byli głupcami, to podziwiałem ich próby racjonalizacji zagruntowanych głęboko przekonań. Zmiana wiary zdarza się w miarę często. Na przykład w Rosji część głęboko wierzących komunistów została teraz głęboko wierzącymi chrześcijanami. Odrzucenie wiary jest prawie niemożliwe. @@@ .
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > współcześnie, szczególnie na racjonaliście, uważa się Inkwizycję za coś > złego. Jednak jeśli prawdą byłoby, że w czasach Inkwizycji ludzie > uważali ten organ za coś dobrego
Po pierwsze, czy rzeczywiście tak uważali? Przesąd, że paląc kogoś na stosie bo nie wierzy tak jak my nie można zamienić ot tak sobie na dobro tylko dlatego, że ówczesny kardynał, biskup czy też sam papież tak myślał. Przesąd jest przesądem niezależnie od tego, czy kierowano nim się 500 czy 2000 lat temu. No i efekty też są ważne. Ale istotnie, można żyć przesądami długie lata, nie wiedząc o tym i mając oczy zamnięte na skutki własnego działania. Tak też działa postęp m.in we wzajemnych relacjach międzyludzkich.
Po drugie, tymczasowo na potrzeby rozmowy dopuściłeś twierdzenie, że "w czasach Inkwizycji ludzie uważali ten organ za coś dobrego". Jakie masz podstawy tego dopuszczenia? Co rozumiesz opod pojęciem "ludzie" ? Ofiary Św. Inkwizycji też? Równolegle żyjacy parę tys. km od owych wydarzeń Chińczycy też tak uważali? A co-nieco o tym już wiedzili, Kościół Katolicki w Chinach formalnie z poczatku podlegał Portugalii, papież Grzegorz XIII w 'Ex pastorali officio' (1585) dał bractwu jezuickiemu 'wyłączność' na ewangelizację Japonii i Chin a pierwszym Jezuitą, który otrzymał zadanie rozpoczęcia dzieła misyjnego był Franciszek Ksawery - w 1541r. opuścił Lizbonę, dotarł do Indiii, Indonezji, Japonii ale zmarł w trakcie poszukiwania sposobu dotarcia do Chin w grudniu roku 1552r. Później o 31 lat Matteo Ricci otrzymał pozwolenie na stały pobyt na terenie cesarstwa chińskiego, czyli w 1583.
> to na mocy tej zobiektywizowanej subiektywności należałoby > uznać, że chociaż dzisiaj Inkwizycja jest czymś złym, to w czasach > gdy funkcjonowała, była czymś obiektywnie dobrym.
Niepotrzebnie to komplikujesz. Przecież sprawa nie jest taka znów trudna, pomyśl: Konkretyzując zło to m.in. niepotrzebne cierpienie, pogarda, świadome czy też nieświadome pomiatanie bliźnim, niesprawiedliwe wykluczanie go ze wspólnoty do której przynależał, zadawanie fizycznego oraz psychicznego bólu z nieadekwatnych pobudek (np. w celu rozrywki, umocnienia własnej wspólnoty tudzież władzy nad nią itp.). Ból i zadawane cierpienie odczuwa się. Zła nie stwarza myślenie o czymś w kategoriach zła, a dobra - myślenie o czymś w kategoriach dobra. Definicja zła lub dobra też nie spływa z góry, to tylko chrzceścijanie tak myślą. pozdrowienia
"Gdy rozum śpi, budzą się demony" Francisco Goya 1746-1828
|
|
| | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >> współcześnie, szczególnie na racjonaliście, uważa się Inkwizycję za coś >> złego. Jednak jeśli prawdą byłoby, że w czasach Inkwizycji ludzie >> uważali ten organ za coś dobrego >Po pierwsze, czy rzeczywiście tak uważali?
To co pisałem było pewnym eksperymentem myślowym zainspirowanym tezą Pana Bogusławskiego, z którą się chyba nawet zgadzasz, że ludzie na mocy pewnej umowy społecznej klasyfikują pewne rzeczy jako złe, a inne jako dobre. Jeśli więc w czasach Inkwizycji na ziemiach objętych jej działaniem większość stanowili chrześcijanie, którzy byli zadowoleni z istnienia narzędzia stojącego na straży spójności ich religii, to należałoby uznać, że było to dobre.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | |  | 7 na 7 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | >Jeśli więc w czasach Inkwizycji na ziemiach objętych jej działaniem większość stanowili chrześcijanie, którzy byli zadowoleni z istnienia narzędzia stojącego na straży spójności ich religii, to należałoby uznać, że było to dobre.
O, to tak samo jak z Adolfem i wyznającymi go za jego władania Niemcami. Stał na straży spójności narodowej i rozwoju gospodarki do tego, a lud był zadowolony. Nie w całości, ale w większości. Fajne. Kurde. Ch.. z Żydami i pedałami. Jak większość mówi dobre, to znaczy, że dobre. A za 500 lat jakiś tam misio może przyjąć taką linią obrony dobrego wujka Adolfa, bo większość tubylców, i to znacząca, go popierała. Ale w sumie katolicy też nie lubią Żydów i pedałów. I w ogóle innych i obcych. Podobne podejście, to i wnioski podobne. Brawo.
|
|
| | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >>Jeśli więc w czasach Inkwizycji na ziemiach objętych jej działaniem większość stanowili chrześcijanie, którzy byli zadowoleni z istnienia narzędzia stojącego na straży spójności ich religii, to należałoby uznać, że było to dobre. >O, to tak samo jak z Adolfem
Nie wiem czy tak samo było z Hitlerem - raczej nie. Jego poglądy nie znalazły uznania u wszystkich Niemców, co pokazują liczne próby zamachu na jego życie organizowane przez wysokich oficerów. No i o ile ofiar Inkwizycji przez pół tysiąca lat jej działania było kilkanaście tysięcy, to działania Hitlera w ciągu 6 lat wojny przyniosły ich ok. 50 - 80 milionów.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > No i o ile ofiar Inkwizycji przez pół tysiąca lat jej działania było kilkanaście tysięcy,No i znowu! Pan niby ateista i niby niekatolik, a jak typowy zaślepiony katolik zwyczajnie kłamie. Ofiar Inkwizycji były miliony, a śmierć z jej inicjatywy poniosły najprawdopodobniej setki tysięcy, a na pewno dziesiątki. www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,523045#w523557www.racjon(*).php/z,0/d,14/s,431665#w432805www.racjonalista.pl/forum.php/s,523045/z,0 Dlaczego nie więcej?Po prostu więcej materiału nie mieli. Dla mnie to jeszcze nie byłoby to tak ohydnie niemoralnie, gdyby nie powiązana z tym chrześcijańska obłuda. Tak wówczas, gdy popełniano ten bezmiar zbrodni, jak i teraz, gdy ich się broni, a chociaż, gdy wybronić nie można, to umniejsza ich skalę. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | Nawet pozostając na poziomie kilkunastu tysięcy zamordowanych, to taka suma dla worka jest dobrem, bo tłumoki zadowolone z istnienia takiej instytucji. Co tam. Ciekawe od jakiej sumy zaczyna się zło mordowania wedle worka? 100 000? Milion? A ten, co mówił o miłości bliźniego i nastawianiu policzka, to najwyraźniej pieprzył bez sensu. A piąte przykazanie to chyba jest do dooopy i na ozdobę. Chyba, że naszych zabijają. To wtedy wrzask na cały świat. Ja spadam, nie karmię.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >. >>No i o ile ofiar Inkwizycji przez pół tysiąca lat jej działania było kilkanaście tysięcy, >No i znowu! >Pan niby ateista i niby niekatolik, a jak typowy zaślepiony katolik zwyczajnie kłamie. Ofiar Inkwizycji były miliony, a śmierć z jej inicjatywy poniosły najprawdopodobniej setki tysięcy, a na pewno dziesiątki.
Czy w Pańskich statystykach uwzględnił Pan wyłącznie ofiary procesów inkwizycyjnych, czy do ogólnego bilansu włączył Pan także ofiary sądów świeckich?
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) |
> >>>Pan niby ateista i niby niekatolik, a jak typowy zaślepiony katolik zwyczajnie kłamie. Ofiar Inkwizycji były miliony, a śmierć z jej inicjatywy poniosły najprawdopodobniej setki tysięcy, a na pewno dziesiątki.> Czy w Pańskich statystykach uwzględnił Pan wyłącznie ofiary procesów inkwizycyjnych, czy do ogólnego bilansu włączył Pan także ofiary sądów świeckich?Włączyłem i faktyczne sprawstwo i prawdziwą wielką obłudę, tu może Pan poznać moje argumenty: www.racjonalista.pl/forum.php/s,523045/z,0 Polecam.A Pan niech odniesie się do postu, a nie próbuje zmanipulować wielkość zbrodni dokonanych lub zainspirowanych przez wybrańców Boga-Miłości. Każdy skrzywdzony z religijnych (tu chrześcijańskich) powodów obciąża chrześcijaństwo zgodnie z hierarchią im ktoś wyżej tu stał - tym większą odpowiedzialność ponosi. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | Temat dotyczył Inkwizycji, a Pan podciąga pod to wszystkie możliwe zbrodnie jakie popełniali ludzie deklarujący się jako chrześcijanie. No po prostu nie kumam takiego podejścia.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Temat dotyczył Inkwizycji,Na pewno tylko inkwizycji? A ja myślałem, że głównie usprawiedliwiania zbrodni Kościoła przez wszystkich chrześcijan niezależnie od wyznania: Pan Piotr: Jeśli więc w czasach Inkwizycji na ziemiach objętych jej działaniem większość stanowili chrześcijanie, którzy byli zadowoleni z istnienia narzędzia stojącego na straży spójności ich religii, to należałoby uznać, że było to dobre.Pan Darkside O, to tak samo jak z Adolfem i wyznającymi go za jego władania Niemcami. Stał na straży spójności narodowej i rozwoju gospodarki do tego, a lud był zadowolony. Nie w całości, ale w większości. Fajne. Kurde. Ch.. z Żydami i pedałami. Jak większość mówi dobre, to znaczy, że dobre. A za 500 lat jakiś tam misio może przyjąć taką linią obrony dobrego wujka Adolfa, bo większość tubylców, i to znacząca, go popierała. Ale w sumie katolicy też nie lubią Żydów i pedałów. I w ogóle innych i obcych. Podobne podejście, to i wnioski podobne. Brawo.Pan Piotr: Nie wiem czy tak samo było z Hitlerem - raczej nie. Jego poglądy nie znalazły uznania u wszystkich Niemców, co pokazują liczne próby zamachu na jego życie organizowane przez wysokich oficerów. No i o ile ofiar Inkwizycji przez pół tysiąca lat jej działania było kilkanaście tysięcy, to działania Hitlera w ciągu 6 lat wojny przyniosły ich ok. 50 - 80 milionów. Tak, rozumiem! Pan tu twierdzi, że religijne mordy znajdywały poparcie u wszystkich chrześcijan, gdyż wiara ogranicza nas moralnie usprawiedliwiając zło, czynione w imię Boga i religii, ale - na ile ja znam historię - to jednak też nie u wszystkich, gdyż nie wszystkich wiara aż tak bardzo ogłupia. > a Pan podciąga pod to wszystkie możliwe zbrodnie jakie popełniali ludzie deklarujący się jako chrześcijanie.No przecież Pan stwierdził, że chrześcijanie byli zadowoleni z istnienia narzędzia stojącego na straży spójności ich religii. > No po prostu nie kumam takiego podejścia.To że Pan nie kuma, to oczywiste, ale ja nie podciągam wszelkich zbrodni jakie popełnili chrześcijanie pod zbrodnie Kościoła i Inkwizycji. Interesują mnie tu zbrodnie w imię Boga Miłości i na jego chwałę. Mordy innowierców i wątpiących w święte doktryny czynione z inspiracji chrześcijańskich instytucji religijnych. Choć w swoich wypowiedziach oraz w linkach do, których się odwołuję, głównie piętnuję w nich zbrodnię Kościoła Rzymskokatolickiego i jego zbrodniczego narzędzia jakim była właśnie Inkwizycja. Inkwizycja była tylko bardzo dobrym narzędziem zbrodni, dokonywanych "na chwałę Boga", na pewnym etapie, ale Święty Kościół Rzymski jest też winien wielu najbardziej ohydnych zbrodni - niezależnie od korzystania z tego narzędzia. Dla mnie istnienie Kościoła jest już wystarczającym dowodem na nie istnienie "Dobrego Boga", gdyż Bóg, gdyby istniał, to nie pozwoliłby na istnienie instytucji dokonującej przez wieki całego bezmiaru wszelakiego zła w jego imieniu. Prosiłem, aby Pan przeczytał moje wypowiedzi (np. tu), gdyż w nich zawarłem fakty i argumenty na ten temat. Nawet w poście, z którym Pan tu polemizuje, linki głównie opisują zbrodnie Inkwizycji, ale Pan udaje, że nie wie o co chodzi, a to już specyfika głównie chrześcijańskiej moralności wypracowanej przez wieki przez chrześcijańskich moralistów. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > >>>Pan niby ateista i niby niekatolik, a jak typowy zaślepiony katolik zwyczajnie kłamie. Ofiar Inkwizycji były miliony, a śmierć z jej inicjatywy poniosły najprawdopodobniej setki tysięcy, a na pewno dziesiątki.> Czy w Pańskich statystykach uwzględnił Pan wyłącznie ofiary procesów inkwizycyjnych, czy do ogólnego bilansu włączył Pan także ofiary sądów świeckich?Przypis z artykułu: Nie czas i nie miejsce aby rozpisywać się o Inkwizycji, ale ponieważ jej powstanie jest powiązane z kataryzmem, należy tu odnotować, że instytucja ta - choć wszakże niezbyt zgodna chrześcijańskim posłaniem, to mocno ugruntowana w myśli Kościoła (np. por. wypowiedzi o heretykach św. Augustyna) -zaczęła kształtować się po dekrecie Ad abolendam, wydanym w 1184 roku przez papieża Lucjusza III. Dekret ten nakazywał biskupom dwukrotnie w ciągu roku wizytowanie podległych sobie parafii, co do których istniało podejrzenie, że przebywają w nich heretycy, i przeprowadzenie tzw. inquisitio, czyli tajnego, prowadzonego z urzędu śledztwa opartego na zeznaniach zaprzysiężonych świadków. Dekret Ad abolendam pod groźbą ekskomuniki żądał on od władz państwowych udzielania wszelkiej potrzebnej pomocy sądom biskupim oraz uznania herezji za przestępstwo publiczne i jego ścigania karnego, choć rodzaj kar pozostawiono do uznania państwa, a prawo świeckie (podporządkowane kościelnemu) przewidywało tu karę śmierci. Ścisłe współdziałanie władz kościelnych ze świeckimi stało się kardynalną zasadą działania sądów Inkwizycji.
Kolejni papieże Inkwizycję udoskonalali. Innocenty III w 1204 zaostrza kary dla heretyków, uznając herezję za zbrodnie przeciw majestatowi dodaje do ekskomuniki karę śmierci. Papież Grzegorz IX, ustanawiając w różnych częściach Europy trybunały inkwizycyjne oraz mianując już teraz papieskich inkwizytorów, centralizuje tą Świętą Instytucję. Inkwizytorzy są najczęściej mianowani z grona powołanych w tym celu dominikanów oraz franciszkanów. Innocenty IV wprowadza do procedury inkwizycyjnej torturę z zastrzeżeniem, jakby dla żartu, ażeby unikano przy tym uszkodzenia ciała.
W czasach nowożytnych działalność tej przerażającej instytucji została przez wielu pisarzy i publicystów potępiona i nic w tym dziwnego skoro kapłani religii Boga Miłości - działający w myśl zasad, które zgodnie z moralnością ich epoki uchodziły za najszczytniejsze - w imię walki z herezją popełnili wiele najokrutniejszych zbrodni. Ale nie można też zapomnieć, że jeszcze na początku XX wieku papież Leon XIII mówi: Kara śmierci jest niezbędnym i skutecznym środkiem dla osiągnięcia celu Kościoła, gdy buntownicy wystąpią przeciw niemu i naruszą jedność duchową.
Radio Watykan w 2004 r.: Ojciec święty podkreśla, iż Kościół coraz lepiej pojmuje, jak powinna się wyrażać jego wierność Chrystusowi. Okazywane przezeń w niektórych stuleciach przyzwolenie na stosowanie w obronie prawdy metod nacechowanych nietolerancją a nawet przemocą sprawia, że trzeba się nad tym zjawiskiem pochylić ze skruchą. Papież nawiązał do obchodzonego 12 marca 2000 roku Dnia Przebaczenia. Prosił wówczas Boga o wybaczenie win, jakich dopuścili się synowie Kościoła, posługując się w imię wiary i moralności metodami nieewangelicznymi. Wypowiedziane wówczas słowa modlitwy dotyczą także dramatów związanych z inkwizycją i stanowiących ich następstwo zranień ludzkiej pamięci. Kościół wyraził wówczas postanowienie poszukiwania i krzewienia prawdy łagodnie i z miłością, w przekonaniu, że prawda nie inaczej się narzuca jak tylko mocą samej prawdy - stwierdził Jan Paweł II.
Można by ze zrozumieniem przyjąć papieskie słowa dotyczące zamierzchłej przeszłości, wydarzeń z czasów bezwzględnych, gdyby nie książki ukazujące się w dzisiejszej Polsce. Na przykład Roman Konik - dr filozofii ze świeckiego Uniwersytetu Wrocławskiego w 2004 roku wydaje książkę "W obronie Świętej Inkwizycji". To już nie próba przedmiotowego podważenia dokumentami wielkości zbrodni oprawców "czarnej legendy Inkwizycji" napisanej przez ofiary i ich obrońców, której dokonuje np. Adam Marek Bryszewski, czy też żarliwej obrony tej zasłużonej dla Kościoła instytucji wraz wątpliwościami dotyczącymi ilości ofiar księdza Grzegorza Rysia. To intelektualny powrót do czasów mrocznych.
Autorytetem dla autora jest książka z 1929 roku hrabiego Józefa Tyszkiewicza, a wzorem (by nie ograniczać się tylko do kościelnej apologetyki dla mas) mogą być "poradniki dla aktywistów" okresu stalinowskiego. Czytając to "naukowe" dzieło zaczynam się bać.Krótka nać! Niewinni papieże, niewinna hierarchia, niewinni siepacze i mordercy w sukienkach. Same niewiniątka!www.racjon(*)m.php/s,523045/z,0/d,6#w523573oraz: www.racjon(*).php/s,523045/z,0/d,12#w524776@@@ .
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > To co pisałem było pewnym eksperymentem myślowym zainspirowanym tezą Pana Bogusławskiego, z którą się chyba nawet zgadzasz, że ludzie na mocy pewnej umowy społecznej klasyfikują pewne rzeczy jako złe, a inne jako dobre.Tak. Tyle tylko, że to umowność jest bardzo umowną. > Jeśli więc w czasach Inkwizycji na ziemiach objętych jej działaniem większość stanowili chrześcijanie, którzy byli zadowoleni z istnienia narzędzia stojącego na straży spójności ich religii, to należałoby uznać, że było to dobre.Gdyby byli zadowoleni, ale Pan wcale tej tezy nie udowodnił. Wątpię w to, w tym samym stopniu, jak z zadowolenia społeczeństwa radzieckiego z narzędzia jakim były ówczesne służby specjalne zorganizowane według wypracowanych przez Inkwizycję wzorów i to nawet wśród tych, którzy w pełni akceptowali komunizm. Ludzie nie tylko na mocy umów, klasyfikują postępowanie innych i własne za złe lub dobre. Pewne poczucia moralne mamy już zakodowane w procesie ewolucyjnym, inne wynikają z konieczności uregulowań zasad współżycia w grupach społecznych. Zasady prawie zawsze wymagają autorytetu i sankcji. Na początku to były różnego rodzaju tabu, mana, sacrum, a później religie i powiązana z nimi władza świecka. Bardzo późnym wynalazkiem są świeckie kodeksy prawne, niby niezależne od religii/ideologii. Pełne wad, ale jak na razie najlepsze. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > To co pisałem było pewnym eksperymentem myślowym zainspirowanym> tezą Pana Bogusławskiego, z którą się chyba nawet zgadzasz,> że ludzie na mocy pewnej umowy społecznej klasyfikują pewne rzeczy> jako złe, a inne jako dobre.Oczywiscie, że ludzie na mocy umów społecznych od wiek wieków klasyfikują pewne rzeczy jako złe, a inne jako dobre. I bardzo często wychodzi z tego zło. Nie widzę w tym jakiegoś problemu w przytaknieciu, że tak historycznie bywa. > Jeśli więc w czasach Inkwizycji na ziemiach objętych jej działaniem> większość stanowili chrześcijanie, którzy byli zadowoleni z istnienia> narzędzia stojącego na straży spójności ich religii, to należałoby uznać, że było to dobreAle skąd że przyszło do Twojej głowy, że należy tak uznać? Bo stoisz po stronie oprawców, nie ofiar?  No po prostu gratuluję worku  Masz specyficznie pojmowaną wrazliwość, a może i miłość - jakoś tak.. bardzo ona krwawa 
"Gdy rozum śpi, budzą się demony" Francisco Goya 1746-1828
|
|
| | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | > Ale skąd że przyszło do Twojej głowy, że należy tak uznać?Punktem wyjścia były słowa Pana Bogusławskiego, które pojawiły się w tym wątku: Cytat:ludzkie odczucia są subiektywne, ale gdy powtarzają się u wielu osobników nabierają waloru obiektywności społecznej (czy kulturowej).
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > >Ale skąd że przyszło do Twojej głowy, że należy tak uznać?> Punktem wyjścia były słowa Pana Bogusławskiego, które pojawiły się w tym wątku:> Cytat:ludzkie odczucia są subiektywne, ale gdy powtarzają się u wielu osobników nabierają waloru obiektywności społecznej (czy kulturowej). Mówimy od dwóch różnych rzeczach: to co powiedział p. Andrzej odnosiło się do natury jednostki ludzkiej jako takiej, a to co Ty nazywasz "dobrem" - w istocie jest konsekwencją lęku przed ograniczeniem wpływów własnej grupy czy też wspólnoty. Warto te rzeczy rozrózniać. Od tego lęku, do - jak to pięknie ująłeś - zadowolenia z istnienia narzędzia (wynalazku?) stojącego na straży spójności religii już droga krótka. Ale nazywajmy rzeczy po imieniu: do mordowania w imię wymyślonego na swój użytek "dobra". I widszisz, w rzeczywistości takie to dobro, że.. WOW!!!  pozdrowienia
"Gdy rozum śpi, budzą się demony" Francisco Goya 1746-1828
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) |
> >>>Ale skąd że przyszło do Twojej głowy, że należy tak uznać?> Punktem wyjścia były słowa Pana Bogusławskiego, które pojawiły się w tym wątku:Cytat:Pan Worek: Myślę, że idea jest taka, że Bóg daje ludziom świat, daje im również pewne moralne wytyczne, i pozwala im się uczyć na błędach.
A istnienie jakieś wystarczające wyjaśnienie zła, niepozbawione podstaw empirycznych i logicznych, które uznają racjonaliści?Bogusławski: Tak, nawet wiele - uzależnionych od tego jak zdefiniujemy zło i co uznamy za jego przyczyny. Na przykład, gdy zło jest subiektywną (ludzką) oceną wydarzenia (zdarzeń), to jego ocena zależna jest od bezpośredniości jego doświadczenia i potencjalnego poziomu refleksji intelektualnej.
Normalne, że ludzkie odczucia są subiektywne, ale gdy powtarzają się u wielu osobników nabierają waloru obiektywności społecznej (czy kulturowej). Subiektywne odczucia ludzi mogą i są przedmiotem naukowych badań i stąd np. wiemy, że wpływa na nie bardzo wiele czynników. Może trochę Pan sobie na te tematy tu poczyta: www.racjonalista.pl/kk.php/s,861 marcinmilkowski.pl/downloads/dylematy-moralne.pdf www.racjon(*).pochodzi.moralnosc.Pokaz.malp I Pan gdzieś wyciągnął jakieś racjonalne wnioski (wszystko jedno czy aprobujące, czy krytyczne) z tej mojej tezy? Jak, na razie to tylko próbuje Pan zamącić, dla starej tezy, iż moralność od Boga pochodzi, ale kiepsko to Panu wychodzi. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >Jak, na razie to tylko próbuje Pan zamącić, dla starej tezy, iż moralność od Boga pochodzi, ale kiepsko to Panu wychodzi.
Ponieważ wcale tego nie próbuję robić. Zastanawiam się tylko nad praktycznymi konsekwencjami tego, co Pan napisał o pochodzeniu norm moralnych.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >>>>Jak, na razie to tylko próbuje Pan zamącić, dla starej tezy, iż moralność od Boga pochodzi, ale kiepsko to Panu wychodzi. >Ponieważ wcale tego nie próbuję robić. Nie ma problemu! Myślę, iż obaj liczymy na inteligencję - a co za tym idzie umiejętność czytania ze zrozumieniem - naszych czytelników. Potrafią zrozumieć, o czym każdy z nas tu pisze i jakie ma ideowe podłoże dla swoich poglądów.
Nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami.
>Zastanawiam się tylko nad praktycznymi konsekwencjami tego, co Pan napisał o pochodzeniu norm moralnych. I do czego Pan doszedł? Że nie zgadzam się na nadprzyrodzone inspiracje i brak konieczności dla religijnych sankcji? To zgadzam się z Panem.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Ale jeśli pewne rzeczy są złe tylko na mocy tego, że> w danym miejscu wiele osób czuje, że jest to złeNie "tylko". Aż z tego powodu. > - więc uogólnia się to wspólne czucie i robi z niego obiektywną,> chociaż tymczasową prawdę moralnąZ jakiego powodu niby tymczasową i dlaczego "robi"? Nie robi, a odkrywa. Ta prawda już wcześniej była, choć nieodkryta. > - to wkrótce, w wyniku nowych informacji o świecie, to co dzisiaj> jest dobre, może się stać czymś złym. I czy nie grozi nam tutaj relatywizm moralny?Tylko w rozmowach kiepskich filozofów, lub chrześcijan przy kawie. W rozumnej praktyce nie może się takim stać. Postęp nauki o świecie fizycznym nie zachodzi na zasadzie rywalizowania alternatywnych twierdzeń i teorii - i która silniejsza, ta będzie aktualnie dominować. Robisz tu nieuprawnione przeniesienie z zasad panujących u dzieci na podwórku. Poszczególne teorie naukowe które zostały uznane, sprawdzone i których modele są użyteczne w praktyce stopniowo poszerzały zakres stosowania swoich poprzedniczek. Tak to właśnie działa, np. teoria względności Einsteina rozszerzyła zasady mechaniki Newtona, ale nie wywróciła jej na opak. Uzupełniła jedynie braki, o których z racji ograniczonej ówczesnej wiedzy i prostoty przyrządów badawczych Newton nie mógł znać, ani odkryć. Choć meteoryty w czasach Newtona latały sobie w kierunku ziemi w ten sam sposób: były krótsze jak leciały do ziemi i czas na nich płynął inaczej. Podobnie - jeśli chodzi o rozszerzanie - jest z wiedzą o człowieku, etyką itp. > I praktyczna, pozytywna i użyteczna eksplanacyjnie> konsekwencja takiego relatywizmuNiestety, "takiego" relatywizmu jaki tu opisujesz w praktyce nie ma. Rozpędzasz się, z resztą podobnie jak wielu misyjnych i wierzących krytyków Racjonalizmu. Przykro mi, ale w rzeczywistości zagrożenia nie ma  pozdrowienia
"Gdy rozum śpi, budzą się demony" Francisco Goya 1746-1828
|
|
| | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >> Ale jeśli pewne rzeczy są złe tylko na mocy tego, że >> w danym miejscu wiele osób czuje, że jest to złe >Nie "tylko". Aż z tego powodu.
Ostatnio czytałem artykuł o zjawisku społeczeństw opartych na honorze. W społeczeństwie takim jeśli ktoś skrzywdzi twoją dziewczynę/siostrę, masz prawo albo nawet i obowiązek w akcie zemsty rozsmarować flaki tego gościa na chodniku. W społeczeństwach pozostałych masz obowiązek zadzwonić na policję. Dwie postawy moralne i czy uważasz którąś za lepszą od drugiej?
>> - więc uogólnia się to wspólne czucie i robi z niego obiektywną, >> chociaż tymczasową prawdę moralną >Z jakiego powodu niby tymczasową i dlaczego "robi"? >Nie robi, a odkrywa. Ta prawda już wcześniej była, choć nieodkryta.
Czyli uznajesz obiektywne istnienie wartości - coś jest dobre lub złe nie dlatego, że ludzie się umówili, że za dobre lub złe będą to coś uważać, ale dlatego, że poprzez swój rozum mają dostęp do pewnej obiektywnej rzeczywistości moralnej. No pd razu uczciwie ostrzegam, że to jeden z kroków w kierunku teizmu.
> W rozumnej praktyce nie może się takim stać. Postęp nauki o świecie fizycznym nie zachodzi na zasadzie rywalizowania alternatywnych twierdzeń i teorii - i która silniejsza, ta będzie aktualnie dominować. >Podobnie - jeśli chodzi o rozszerzanie - jest z wiedzą o człowieku, etyką itp. >"takiego" relatywizmu jaki tu opisujesz w praktyce nie ma.
Współcześnie uznaje się, że np. aborcja do czasu rozwinięcia się układu nerwowego jest z punktu widzenia naszej wiedzy czymś etycznie neutralnym, ponieważ płód w tym czasie miałby nie odczuwać bólu. Ale może się okazać, w wyniku dalszych badań, że nawet płody na bardzo wczesnym etapie rozwoju przejawiają wrażliwość na bodźce fizyczne, że mają jakiś pierwotny układ quasi-nerwowy i jednak potrafią ból odczuwać. I świetle tych badań neutralność aksjologiczna aborcji nie byłaby już tak oczywista.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Ostatnio czytałem artykuł o zjawisku społeczeństw opartych na honorze. W społeczeństwie takim jeśli ktoś skrzywdzi twoją dziewczynę/siostrę, masz prawo albo nawet i obowiązek w akcie zemsty rozsmarować flaki tego gościa na chodniku. W społeczeństwach pozostałych masz obowiązek zadzwonić na policję. Dwie postawy moralne i czy uważasz którąś za lepszą od drugiej? No właśnie! Lepsze są procesy inkwizycyjne, czy procesy oparte na kodeksach wywodzących się z prawa rzymskiego, a dalej z kodeksów napoleońskich?:Bogusławski: Normalne, że ludzkie odczucia są subiektywne, ale gdy powtarzają się u wielu osobników nabierają waloru obiektywności społecznej (czy kulturowej).Pan Worek kości: No tak, i jest to bardziej etologia (opis, co ludzie uważają za dobre lub złe w danym miejscu i czasie) niż etyka (ocena, co jest dobre lub złe).
Ale jeśli pewne rzeczy są złe tylko na mocy tego, że w danym miejscu wiele osób czuje, że jest to złe - więc uogólnia się to wspólne czucie i robi z niego obiektywną, chociaż tymczasową prawdę moralną - to wkrótce, w wyniku nowych informacji o świecie, to co dzisiaj jest dobre, może się stać czymś złym. I czy nie grozi nam tutaj relatywizm moralny?
I praktyczna, pozytywna i użyteczna eksplanacyjnie konsekwencja takiego relatywizmu - współcześnie, szczególnie na racjonaliście, uważa się Inkwizycję za coś złego. Jednak jeśli prawdą byłoby, że w czasach Inkwizycji ludzie uważali ten organ za coś dobrego, to na mocy tej zobiektywizowanej subiektywności należałoby uznać, że chociaż dzisiaj Inkwizycja jest czymś złym, to w czasach gdy funkcjonowała, była czymś obiektywnie dobrym. www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,562660#w563188Według mnie tym lepsze prawo im dalsze powiązanie jego źródeł z jakąkolwiek religią/ideologią, choć jeszcze nigdy tak nie było, aby nie były jakoś tam powiązane. Każdy system prawny wywodzi się z prawa zwyczajowego i stopniowo jest cywilizowany, choć zdałoby się cywilizowane społeczeństwa, też czasami mają dosyć barbarzyńskie poczucie sprawiedliwości. > Czyli uznajesz obiektywne istnienie wartości - coś jest dobre lub złe nie dlatego, że ludzie się umówili, że za dobre lub złe będą to coś uważać,pl.wikipedia.org/wiki/Kodeks_Hammurabiegopl.wikipedia.org/wiki/Prawo_rzymskiepl.wikipedia.org/wiki/Kodeks_Napoleona> ale dlatego, że poprzez swój rozum mają dostęp do pewnej obiektywnej rzeczywistości moralnej.Bzdura! Nie istnieje żadna "obiektywna rzeczywistość moralna". > No pd razu uczciwie ostrzegam, że to jeden z kroków w kierunku teizmu.Tak, wyalienowane z ludzkich umysłów "zło" i "dobro", to co najmniej uznanie nadnaturalizmu. > Współcześnie uznaje się, że np. aborcja do czasu rozwinięcia się układu nerwowego jest z punktu widzenia naszej wiedzy czymś etycznie neutralnym, ponieważ płód w tym czasie miałby nie odczuwać bólu. Ale może się okazać, w wyniku dalszych badań, że nawet płody na bardzo wczesnym etapie rozwoju przejawiają wrażliwość na bodźce fizyczne, że mają jakiś pierwotny układ quasi-nerwowy i jednak potrafią ból odczuwać. I świetle tych badań neutralność aksjologiczna aborcji nie byłaby już tak oczywista.Chrześcijaństwo stara się podporządkować całą naukową wiedzę swoim idiotycznym dogmatom religijnym, korzystając z wszystkich dostępnych im metod. Podważanie naukowej wiedzy o życiu płodowym, począwszy od zapłodnienia, jest ważnym celem propagandy katolickiej, ale warto poznać ten proces zamiast stale pieprzyć głupoty na ten temat. Proszę np. przejrzeć sobie sporą część wypowiedzi pani Liliac. Ma ogromną wiedzę i wielokrotnie na naszym forum na ten temat się wypowiadała. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Proszę np. przejrzeć sobie sporą część wypowiedzi pani> Liliac.> Ma ogromną wiedzę i wielokrotnie na naszym forum na ten temat się wypowiadała.Panie Andrzeju, oni właśnie rozmawiają m.in. o tym  Na marginesie rzeczywiście ma, serdecznie pozdrawiam
"Gdy rozum śpi, budzą się demony" Francisco Goya 1746-1828
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Ostatnio czytałem artykuł o zjawisku społeczeństw opartych na honorze.Jeśli honor ma być postawiony na ołtarzu zamiast Jezusa, Krischny czy też posążka Maryi Panny i ma być oddawana mu bezrozumna cześć na równi z tamtymi - uważam, że to ogłupia i jest nieetyczne. > W społeczeństwie takim jeśli ktoś skrzywdzi twoją> dziewczynę/siostrę, masz prawo albo nawet i obowiązek w> akcie zemsty rozsmarować flaki tego gościa na chodniku.Rozumiem. Beznadzieja. Osobiste wymierzanie kary ma już swoją nazwę, to samosąd i jest praktykowany tylko w państwach, których nazwać nowoczesnymi państwami prawa z pewnością nie można. > W społeczeństwach pozostałych masz obowiązek zadzwonić na policję.> Dwie postawy moralne i czy uważasz którąś za lepszą od drugiej?Lepszy będzie telefon na Policję co najmniej z kilku powodów. Na marginesie - widzisz, odpowiadam Ci tutaj wprost na Twoje pytania. Czy mógłbyś zrobić podobnie z moimi, których zadałem Ci już kilkanaście? Niestety, prawie na żadne dotąd mi nie odpowiedziałeś. > >> - więc uogólnia się to wspólne czucie i robi z niego obiektywną,> >> chociaż tymczasową prawdę moralną> >Z jakiego powodu niby tymczasową i dlaczego "robi"?> >Nie robi, a odkrywa. Ta prawda już wcześniej była, choć nieodkryta.> Czyli uznajesz obiektywne istnienie wartości - coś jest dobre lub złe> nie dlatego, że ludzie się umówili, że za dobre lub złe będą> to coś uważać, ale dlatego, że poprzez swój rozum mają> dostęp do pewnej obiektywnej rzeczywistości moralnej.Oczywiście, że uznaję obiektywne istnienie wartości - np. zdrowie ludzkie to wartość. Spełnienie w życiu. > No pd razu uczciwie ostrzegam, że to jeden z kroków w kierunku teizmu. słucham dalej z zaciekawieniem Twoich wyjaśnień. > Współcześnie uznaje się, że np. aborcja do czasu rozwinięcia> się układu nerwowego jest z punktu widzenia naszej wiedzy> czymś etycznie neutralnym, ponieważ płód w tym czasie> miałby nie odczuwać bólu. Ale może się okazać, w wyniku> dalszych badań, że nawet płody na bardzo wczesnym> etapie rozwoju przejawiają wrażliwość na bodźce fizyczne,> że mają jakiś pierwotny układ quasi-nerwowy i jednak> potrafią ból odczuwaćNie bardzo chce mi się spekulować na temat tego "co może się okazać". Żyjemy tu i teraz. Druga sprawa, wielokrotnie pisałem na tym Forum jakie mam zdanie na temat aborcji. Osobiście z moją żoną czy też partnerką starałbym się nie doprowadzić do tego rodzaju dylematu. Mimo wszystko, nawet gdyby - jestem w stanie zaakceptować decyzję partnerki, jaka by ona nie była - i dalej ją wspierać. Choć osobiście wolałbym, alby dziecko się urodziło, niżby zarodek został usunięty na wczesnym etapie aborcyjnym. Nie mam jednak aspiracji ani nikomu mojego zdania narzucać, ani penalizować przestrzegania go. Co jednak widzę w Twoim wpisie - w tym dylemacie koncentrujesz się dośc szczególnie na aspekcie bólu fizycznego zarodka, a zupełnie pomijasz sytuację psychofizyczną i kondycję kobiety, jej motywacje lub brak ich itp. Osobiście nie uważam Twojego podejścia za zbyt udane. > I świetle tych badań neutralność aksjologiczna aborcji> nie byłaby już tak oczywista.Wiesz co, powiedz swojej małżonce lub partnerce o "nieoczywistości neutralności aksjologicznej aborcji", a z pewnością przegoni Cię na cztery wiatry  serdecznie pozdrawiam
"Gdy rozum śpi, budzą się demony" Francisco Goya 1746-1828
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Grey (2102 punktów) | >No pd razu uczciwie ostrzegam, że to jeden z kroków w kierunku teizmu. Nie chcę Cię martwić, ale istnieje inne wytłumaczenie - moralność powstała w wyniku ewolucji.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | >.. obiektywne istnienie wartości - coś jest dobre lub złe nie dlatego, że ludzie się umówili, że za dobre lub złe będą to coś uważać, ale dlatego, że poprzez swój rozum mają dostęp do pewnej obiektywnej rzeczywistości moralnej. Gdyby zmienić słowo "obiektywne" na 'zobiektywizowane', to z powyższym stwierdzeniem można się z grubsza zgodzić. Tak, ludzie umówili się (mniej lub bardziej) rozumnie - a te umowy, które okazują się "lepsze" uznałbym za rozumniejsze. W takim ujęciu "złe" byłoby psucie rozumnych zasad organizacji danej społeczności.
> to jeden z kroków w kierunku teizmu. Masz Waść na myśli politeizm (bo chyba wyobraźnia grupowa nie jest atrybutem Jedynego)?
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | i.czaplicka (5782 punktów) | |
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | >> uogólnia się to wspólne czucie i robi z niego obiektywną, chociaż tymczasową prawdę moralną >Nie robi, a odkrywa. Ta prawda już wcześniej była, choć nieodkryta. Chyba nie można twierdzić, że normy etyczne niejako 'wiszą w powietrzu' i wystarczy je odkryć. Gdyby tak było, to pojęcia dobra-zła należałoby przypisać także społecznościom przedludzkim (zwierzęcym), jakoby one im podlegały, a tylko nie zauważyły. To dość ryzykowna teza.
[Zdaje się, że prawdy moralne (przynajmniej ziemskie) zostały przez naszych przodków zbudowane a także, bacząc na niedostatki ludzkiego morale, konstrukcja ta podlega ciągłym próbom poprawienia.]
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Chyba nie można twierdzić, że normy etyczne niejako> 'wiszą w powietrzu' i wystarczy je odkryć. Gdyby tak było,> to pojęcia dobra-zła należałoby przypisać także społecznościom> przedludzkim (zwierzęcym), jakoby one im podlegały, a> tylko nie zauważyły. To dość ryzykowna teza.Fajnie, że napisałeś "niejako" wiszą. Nie wiszą  Zą zakodowane w nas. Dobro i zło to wg mnie olbrzymi skrót. Tak naprawdę powinniśmy mówić o homeostazie, zdrowiu lub jego braku, cierpieniu, spełnieniu itp. Te cechy można przypisywać też zwierzętom. A właściwie człowiek to zwierzę, tylko trochę bardziej skomplikowane  > [Zdaje się, że prawdy moralne (przynajmniej ziemskie)> zostały przez naszych przodków zbudowane a także,> bacząc na niedostatki ludzkiego morale, konstrukcja ta> podlega ciągłym próbom poprawienia.]Zgadzam się. A co wg Ciebie było podstawą tej budowli, tzn. skąd się brał budulec, że zasady te ujęto w taki, a nie inny sposób? Np. "nie kradnij, inaczej podlegasz karze". Dla mnie z biegiem lat historii zmienia się to powoli w ewidentny porządek. pozdrowienia
"Gdy rozum śpi, budzą się demony" Francisco Goya 1746-1828
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | [normy etyczne] > Nie wiszą Są zakodowane w nas.To by znaczyło, że zbędne są np. lekcje etyki lub znajomość prawa, bo każdy (chcąc czy nie chcąc) nosi w sobie 'najcelniejsze moralne podwaliny'? Czyżby Kant był obdarzony "prawem moralnym w sobie" począwszy od dzieciństwa, na podobieństwo przyrodzonej duszy, którą z wiekiem tylko odkrywał? > człowiek to zwierzę, tylko trochę bardziej skomplikowane  Przypuszczalnie owo "trochę" czyni znaczącą różnicę  > co wg Ciebie było podstawą tej budowli, tzn. skąd się brał budulec, że zasady te ujęto w taki, a nie inny sposób?Dobre pytanie, tyle że trudno na nie odpowiedzieć (bo jakby z pogranicza wyobraźni - że też musisz trafiać akurat w najtrudniejsze..)) Wg mnie "budulcem" zasad społecznych są relacje międzyludzkie. [Przy czym należy wyraźnie odróżnić relacje od obiektów (osób). Jeśli drugich jest n, to pierwszych ok. 2 n - stąd wynika, że nawet dla osoby utrzymującej relacje ze wszystkimi w grupie, zdecydowana większość relacji pozostaje poza nią (sic!). Zatem nie ma prostego przełożenia relacje/obiekty - to obszary nieredukowalne. Dobra grupy nie da się łatwo przetłumaczyć na dobro elementów, co pokazał bodaj John Nash odchodząc od naiwnej teorii Smith'a. Trochę tę społeczną sytuację ilustruje powiedzenie: "gdzie 3 Polaków, tam 7 opinii", a proszę sobie wyobrazić mnogość wszystkich możliwych umów w grupach liczniejszych.. Jak tę mnogość zredukować do osiągalnej poznawczo?] > Dla mnie z biegiem lat historii zmienia się to powoli w ewidentny porządek.Chyba tak - dążymy do porządku prawnego/etycznego trwalszego od doraźnych upodobań jednostkowych. Pozostaje jednak kwestia zachowania maksimum wolności obywatelskich - uniknięcia totalitaryzmu. Pozdrowienia
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > To by znaczyło, że zbędne są np. lekcje etyki lub znajomość> prawa, bo każdy (chcąc czy nie chcąc) nosi w sobie> 'najcelniejsze moralne podwaliny'?Nie. Skąd ten wniosek? "Nosi w sobie" to też pewnego rodzaju uproszczenie. Jednostkowe poczucie niesprawiedliwości danego człowieka względnie jednostkowo doświadczonej krzywdy, nawet całe jego życiowe doświadczenie, to jeszcze nie wyklarowana wiedza o całym kodeksie funkcjonowania społeczeństw. Trzeba ją jeszcze zebrać na przestrzeni dziesiątek i setek lat, ubrać w słowa (ustawy), uchwalić, rozpropagować i stać na straży, aby ją szanowano. Wszystko wymaga sporego wysiłku władz i społeczeństwa. > Czyżby Kant był obdarzony "prawem moralnym w sobie" począwszy> od dzieciństwa, na podobieństwo przyrodzonej duszy, którą z wiekiem tylko odkrywał?Tak czasem też bywa - człowiek uczy się na własnych błędach, na błędach innych, czyta różne książki które go inspirują, a jeśli lubi filozofię i lubi myśłeć samodzielnie, to rozważa "co by było gdyby". Czasami z tego nic nie wychodzi, a czasami bywa doceniony i okazuje się to wartościowe dla sporej rzeszy potomnych. > > człowiek to zwierzę, tylko trochę bardziej skomplikowane  > Przypuszczalnie owo "trochę" czyni znaczącą różnicę  Przypuszczalnie tak  > > co wg Ciebie było podstawą tej budowli, tzn. skąd się> > brał budulec, że zasady te ujęto w taki, a nie inny sposób?> Dobre pytanie, tyle że trudno na nie odpowiedzieć (bo jakby> z pogranicza wyobraźni - że też musisz trafiać akurat w najtrudniejsze..))Kombinuj  > Wg mnie "budulcem" zasad społecznych są relacje międzyludzkie.> [Przy czym należy wyraźnie odróżnić relacje od obiektów (osób).> Jeśli drugich jest n, to pierwszych ok. 2n - stąd> wynika, że nawet dla osoby utrzymującej relacje ze wszystkimi w> grupie, zdecydowana większość relacji pozostaje poza nią (sic!).Zgadzam się. Choć to nie znaczy, że jesteś hermetycznie od tych z którymi nie masz bezpośrednich realcji oddzielony. Czasami o nich słyszymy z drugiej lub trzeciej ręki. Po drugie jest radio, inetrnet, TV, są siążki, ambitne kino itp. Po trzecie - pewne wzorce są uniwersalne i dzieją się w sposób podobny u wielu ludzi, wydaje mi się że nosimy też pewną "bańkę" wiedzy w głowach, nawet nie wiedząc, że ją mamy - możemy stosunkowo prosto rozwiązywać pewne dylematy, których nigdy sami nie doświadczyliśmy, używając intuicji i neuronów lustrzanych. > Zatem nie ma prostego przełożenia relacje/obiekty - to obszary> nieredukowalne.Prostego z pewnoscią nie. > Dobra grupy nie da się łatwo przetłumaczyć na dobro elementów,> co pokazał bodaj John Nash odchodząc od naiwnej teorii Smith'a.Nie znam tych teorii ani twórców, ale wydaje mi się, że pierwszy pan ma sporo racji. Grupa rządzi się swoimi prawami, czasem zupełnie nie licząc się ze zdaniem jednostki (jeśli ta takowe ma). Np. mrówki idąc szeroką ławą przez las i spotykając na swojej drodze strumyczek, łączą obydwa jego brzegi za pomocą mostu ze swoich ciał. Te na dole zazwyczaj się topią, co absolutnie nie powstrzymuje ich przed "poświęceniem się". > Trochę tę społeczną sytuację ilustruje powiedzenie: "gdzie> 3 Polaków, tam 7 opinii"Myśmy zawsze chcieli za wszelką cenę wtrącać swoje trzy grosze  > a proszę sobie wyobrazić mnogość wszystkich możliwych umów> w grupach liczniejszych.. Jak tę mnogość zredukować do> osiągalnej poznawczo?]Prostą zasadą - kto silniejszy, ten ma rację. Albo inną: zasadą większego dobra. To co piszesz to fakt, zgadzam się z Tobą. Dodatkowo wydaje mi się, że jest jeszcze pewna instancja w człowieku, która nazywa się sumieniem, wykształcona w drodze ewolucji. Są tam np. podstawy niektórych przykazań deklalogu (zupełnie niezależnie od istnienia religii) ale i zasady współżycia z innymi, tzn. wzajemność, zasada ograniczonego zaufania itp. Oczywiście bardziej wysublimowane zasady - z przykładów Kodeks Drogowy albo Handlowy tworzy już człowiek używając logiki, zasad minimalizacji konfliktów, redukcji niezbędnego wysiłku do osiągnięcia danego celu itp. Zasada jest chyba stała: maksymalnie uprościć życie oraz wydatkowaną na niego energię. Oczywiście konfliktów różnych grup spoiłecznychw ramach jednej dużej wspólnoty uniknąć nie sposób. Kodeksy bywają lepsze dla jednych i zarazem gorsze dla innych. > dążymy do porządku prawnego/etycznego> trwalszego od doraźnych upodobań jednostkowych. Pozostaje> jednak kwestia zachowania maksimum wolności obywatelskich> - uniknięcia totalitaryzmu.Wydaje m s ię, że wolności obywatelskie sprawdzają się w czasach pokoju. W czasach zagrożenia, wojny, jakiejś ogromenj biedy sprawdzają się rządy silnej ręki (albo jeszcze bardziej społeczenstwo pogrążają, jeśłi są prowadzone w sposób nieudolny). pozdrowienia
"Gdy rozum śpi, budzą się demony" Francisco Goya 1746-1828
|
|
 | 3 na 3 | maceox (6766 punktów) | >Akurat fragment z "kopaniem panbuka" jest łatwy do obalenia, ponieważ pojawia się w kontekście zła moralnego i oczekuje się w nim od Boga, aby dzięki nieustannym cudownym interwencjom powstrzymywał ludzi od czynienia zła. A chyba nie o to chodzi. Nie chodzi o to, by ratować ofiary przed oprawcami, gdy ma się możliwość interwencji? Nawet gdy błagają o boską pomoc?
>a gdyby Bóg ludzi mechanicznie od zła powstrzymywał, życie stałoby się chyba jednak na dłuższą metę nieznośne. Do czego zatem potrzebny jest nam na ziemi Bóg?
|
|
|  | 13 na 13 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | >Nie chodzi o to, by ratować ofiary przed oprawcami, gdy ma się możliwość interwencji? Nawet gdy błagają o boską pomoc?
Pieprzy pieprzenie dzieci. Ale cofnąć chorobę Parkinsona francuskiej zakonnicy za wstawiennictwem Lolka, żeby ten był świętym został, czy oczyścić płuca Olbrychskiemu (też za pomocą wadowickiego lokaja) chce i potrafi. A jakby takim kootasom kootas już nie drgnął albo i stał nieustannie, to byłby to znaczący znak. A że każdego roku 9 000 000 dzieci umiera przed osiągnięciem piątego roku życia, czyli mniej więcej 24000 każdego dnia, 1000 co godzinę, 17 na minutę, to jakoś do roboty (zapewne lekkiej) go to też nie inspiruje. Nawet, gdy rodzice religijni bardzo i dramatycznie błagają. Gdyby był konsekwentny i nic robił, ok (jakiś arcytajemniczy i nieosiągalny dla tłumoczków powód). Ale jak watykańskie przygłupy twierdzą, że czasami raczy jednak Jaśniepan interweniować, to kawał wiadomo czego z niego jest. Pomyślcie, ilu religijnych przecież ministrantów musiało błagać Najwyższego? Ale nic to, niech niosą swój krzyż. Za to zakonnica zdrowa i syn Tuhaj Beja tyż. Iście niezbadane są wyroki katolickiego Boga i jego selekcja. Już faszyści w Auschwitz mieli jaśniejszą.
|
|
| |  | 4 na 4 | maceox (6766 punktów) | >>Nie chodzi o to, by ratować ofiary przed oprawcami, gdy ma się możliwość interwencji? Nawet gdy błagają o boską pomoc? >Pieprzy pieprzenie dzieci. Ale cofnąć chorobę Parkinsona francuskiej zakonnicy za wstawiennictwem Lolka, żeby ten był świętym został, czy oczyścić płuca Olbrychskiemu (też za pomocą wadowickiego lokaja) chce i potrafi. Tak, i w tym kontekście widać jak na dłoni, że ateiści są niemoralnymi relatywistami, a Nosiciele Przenajświętszej Prawdy mają dostęp do źródła Absolutnego Dobra.
Nie akceptujesz kurna wyroków boskich? Miesza Ci się indywidualna wina grzesznego człowieka, jakim jest przecież ksiądz z Nieograniczoną Dobrocią, która leczy wszystkie rany.
A już po śmierci na mur beton uleczy wszstkie i - co najważniejsze ukarze wszystkich naszych winowajców wiecznym piekłem, gdyż Bóg jest wybaczającą dobrocią. Myślę, że Bog jest trochę Polakiem - najważniejsze, żeby dokopać innym.
|
|
|  | | worek kości (2937 punktów) | >Nie chodzi o to, by ratować ofiary przed oprawcami, gdy ma się możliwość interwencji? Nawet gdy błagają o boską pomoc?
Może się nie ma możliwości interwencji. Może gdyby Bóg interweniował za każdym razem, gdy komuś dzieje się krzywda, ludzie przestali by się starać - Dobry Wujek zrobi wszystko za nich.
Samo oczekiwanie czegoś takiego jest niekoherentne z katolicką doktryną, która głosi, że człowiek jest właściwie z natury zły i grzeszny, i to tylko od niego zależy, czy będzie kimś lepszym. Nikt nie obiecuje cudownych interwencji.
>Do czego zatem potrzebny jest nam na ziemi Bóg?
Badania pokazują, że ludzie wierzący są bardziej szczęśliwi, niż osoby niewierzące, rzadziej chorują na depresje i inne choroby psychiczne, lepiej znoszą medyczne kuracje. To już coś.
bembergiem w berg
|
|
| |  | 4 na 4 | Grey (2102 punktów) | >>Nie chodzi o to, by ratować ofiary przed oprawcami, gdy ma się możliwość interwencji? Nawet gdy błagają o boską pomoc? >Może się nie ma możliwości interwencji.
Kwestionujesz wszechmoc?
>Może gdyby Bóg interweniował za każdym razem, gdy komuś dzieje się krzywda, ludzie przestali by się starać - Dobry Wujek zrobi wszystko za nich.
Mogliby się starać o coś innego - np. jak sprawić komuś radość.
>człowiek jest właściwie z natury zły i grzeszny,
No i dlaczego Bóg stworzył człowieka złego z natury, jak mógł stworzyć dobrego? A, przypomniałem sobie - stworzył go na swój obraz i podobieństwo.
>>Do czego zatem potrzebny jest nam na ziemi Bóg? >Badania pokazują, że ludzie wierzący są bardziej szczęśliwi, niż osoby niewierzące, Pytanie było, po co nam Bóg, a nie po co nam wiara.
|
|
| | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Kwestionujesz wszechmoc?
Jasne. Bóg np. nie może też zrobić kwadratowego koła.
>Mogliby się starać o coś innego - np. jak sprawić komuś radość.
Ale nie byliby wolni.
>>człowiek jest właściwie z natury zły i grzeszny, >No i dlaczego Bóg stworzył człowieka złego z natury, jak mógł stworzyć dobrego?
Człowiek ma skłonności do zła, ponieważ może zło wybierać - a wcale nie musi. Człowiek staje się dobry, o ile chce być dobry.
>A, przypomniałem sobie - stworzył go na swój obraz i podobieństwo.
Podobieństwo polega na byciu osobą, a nie na byciu kimś doskonałym. Kuba Rozpruwacz był podobny do ciebie, bo był człowiekiem, ale to nie znaczy, że dzielicie też upodobanie do zabijania prostytutek.
>>>Do czego zatem potrzebny jest nam na ziemi Bóg? >>Badania pokazują, że ludzie wierzący są bardziej szczęśliwi, niż osoby niewierzące, >Pytanie było, po co nam Bóg, a nie po co nam wiara.
Żeby w niego wierzyć.
bembergiem w berg
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Grey (2102 punktów) | >>Kwestionujesz wszechmoc? >Jasne. Bóg np. nie może też zrobić kwadratowego koła.
Tego się nie spodziewałem. Jak udało mu się stworzyć świat?
>>Mogliby się starać o coś innego - np. jak sprawić komuś radość. >Ale nie byliby wolni.
Byliby tak samo wolni, jak teraz. Zamiast sprawiać komuś radość mogliby zająć się czyś innym. Teraz też człowiek np. nie ma wyboru, czy wejść drzwiami, czy przejść przez ścianę, mimo, że mógłby chcieć. W omawianym przez nas przypadku te ograniczenia dotyczyłyby czegoś innego, konkretnie czynienia zła.
>>Pytanie było, po co nam Bóg, a nie po co nam wiara. >Żeby w niego wierzyć.
Wierzyć można w cokolwiek, do tego Bóg nie jest potrzebny.
|
|
| | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >>>Kwestionujesz wszechmoc? >>Jasne. Bóg np. nie może też zrobić kwadratowego koła. >Tego się nie spodziewałem. >Jak udało mu się stworzyć świat?
Zdaniem teistów właśnie dlatego, że wszechmoc Boga jest ograniczona zasadami logiki, udało się Bogu stworzyć stabilny, racjonalny i logiczny świat.
>W omawianym przez nas przypadku te ograniczenia dotyczyłyby czegoś innego, konkretnie czynienia zła.
Tak, ale jeśli ktoś chce przejść przez ścianę, to może spróbować, a gdy mu się to nie uda, to będzie wiedział, dlaczego - na przeszkodzie stała materia. Co stałoby na przeszkodzie czynienia zła?
>Wierzyć można w cokolwiek, do tego Bóg nie jest potrzebny.
Ale "cokolwiek" nie ma takich atrybutów, jakie przypisuje się Bogu.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Grey (2102 punktów) | >wszechmoc Boga jest ograniczona zasadami logiki,
A skąd się wzięła ta logika?
>Tak, ale jeśli ktoś chce przejść przez ścianę, to może spróbować, a gdy mu się to nie uda, to będzie wiedział, dlaczego - na przeszkodzie stała materia. Co stałoby na przeszkodzie czynienia zła? No, na przykład mogłaby go odpychać jakaś niewidzialna siła. Niektórzy nawet coś takiego odczuwają. Mówią, że chcieli coś zrobić albo powiedzieć, ale "coś ich powstrzymało"
>Ale "cokolwiek" nie ma takich atrybutów, jakie przypisuje się Bogu. Rozumiem, że wolisz takiego Boga niż cokolwiek innego, ale zapewniam Cię, że te atrybuty nie każdemu są potrzebne. Można np. wierzyć w duchy i wyobrażać sobie, że te duchy nad ludżmi czuwają, zanosić im dary, tańczyć dla nich. Myślisz, że taka wiara będzie mniej uszczęśliwiająca?
|
|
| | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >>wszechmoc Boga jest ograniczona zasadami logiki, >A skąd się wzięła ta logika?
Niektórzy, np. Heller/Życiński, twierdzą, że logika jest częścią tzw. pola racjonalności - ogólnej matematyczności świata. To pole racjonalności byłoby właśnie Bogiem.
>Niektórzy nawet coś takiego odczuwają. Mówią, że chcieli coś zrobić albo powiedzieć, ale "coś ich powstrzymało"
Sokrates mówił o dajmonie, wewnętrznym głosie, który wskazuje mu, co jest dobre, a co złe. Chrześcijanie mówią o sumieniu. Nasze intuicje moralne często prowadziły ludzi do uznania, że jednak ktoś nad nami czuwa i wskazuje "właściwą drogę".
>Myślisz, że taka wiara będzie mniej uszczęśliwiająca?
Myślę, że whatever works.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | |  | | Grey (2102 punktów) | > Chrześcijanie mówią o sumieniu.No właśnie. Czy sumienie nie ogranicza naszej wolnej woli? Jeśli nie, to dlaczego nie mogłoby być bardziej skuteczne, lepiej dopracowane? > Myślę, że whatever works.No właśnie
|
|
| | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >>Chrześcijanie mówią o sumieniu. >No właśnie. Czy sumienie nie ogranicza naszej wolnej woli?
Nie ogranicza. Przecież gdybyś chciał kogoś zabić, to byś kogoś zabił, a nie zabijasz tylko dlatego, bo po prostu bardzo nie chcesz tego robić. Ale gdybyś chciał, to masz taką możliwość.
>Jeśli nie, to dlaczego nie mogłoby być bardziej skuteczne, lepiej dopracowane?
Myślę, że działa całkiem nieźle, ale nie każdy ma ochotę się go "słuchać".
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | |  | | Grey (2102 punktów) | >Przecież gdybyś chciał kogoś zabić, to byś kogoś zabił, a nie zabijasz tylko dlatego, bo po prostu bardzo nie chcesz tego robić. Ale gdybyś chciał, to masz taką możliwość.
No i to byłoby rozwiązanie problemu. Gdyby ludzie nie chcieli robić nikomu krzywdy, to by nie robili. To nie naruszałoby ich wolnej woli, a jednocześnie chroniłoby ludzi przed krzywdą ze strony bliźnich.
>>Jeśli nie, to dlaczego nie mogłoby być bardziej skuteczne, lepiej dopracowane? >Myślę, że działa całkiem nieźle,
A ja myślę, że u niektórych działa źle albo wcale.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Kwestionujesz wszechmoc?> Jasne. Bóg np. nie może też zrobić kwadratowego koła.Tego się nie spodziewałem. Jak udało mu się stworzyć świat?> Zdaniem teistów właśnie dlatego, że wszechmoc Boga jest ograniczona zasadami logiki, udało się Bogu stworzyć stabilny, racjonalny i logiczny świat.Bóg, któremu "przypisuje się transcendencję (zewnętrzność, istnienie poza zasięgiem naszego doświadczenia i poznawalności), immanencję (wewnętrzność, pozostawanie w świecie dostępnemu naszemu poznaniu)omniprezencję (wszechobecność), immortalizm (nieśmiertelność) omnipotencję (wszechpotężność), omnisciencję (wszechwiedzę) omnibenewolencję (wszechmiłosierność) miałby być czymś ograniczonym? Logiką, a którą? Tylko tą modalną czy też logikami wielowartościowymi, w tym np. rozmytą? Przecież już w opisie, w którym Bóg może być np. jednocześnie transcendentny i immanentny, omnibenewoletny i zgadzać się na istnienie zła. Religijna wiara umożliwia umysłowe przyjęcie za oczywistość, że zarówno poszczególne cechy Boga jak również tych cech zestawienie nie muszą być (i najczęściej nie są) logicznie spójne.Żyjemy w Polsce, a więc najważniejszym dla nas jest, jak to pojęcie Boga jest rozumiane przez wiernych Kościoła Rzymsko-Katolickiego oraz chrześcijan innych wyznań: www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,538650#w539348Czy kwestionuje Pan biblijny opis tworzenia wszechświata? Matematyczny panteizm Hellera, czy też inna heretycka cholera. Brawo, ja sobie heretyków cenię. @@@ .
|
|
| | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Logiką, a którą? Tylko tą modalną czy też logikami wielowartościowymi, w tym np. rozmytą?
Wydaje mi się, że nawet logiki wielowartościowe w swoich podstawach zawierają pewne uniwersalne prawdy klasycznej logiki dwuwartościowej, w tym sensie, że obowiązuje je np. zasada niesprzeczności - nie jest prawdą, że p i nie-p.
>Czy kwestionuje Pan biblijny opis tworzenia wszechświata?
W katolicyzmie kwestionowanie dosłownego rozumienia opisu stworzenia świat nie jest herezją.
>Matematyczny panteizm Hellera
Wydaje mi się, że Heller (podobnie jak Życiński) powiedziałby o sobie, że nie jest panteistą, tylko ewentualnie panenteistą (a panenteizm jest poglądem całkowicie dopuszczalnym w katolicyzmie - teologia procesu w duchu Whiteheada np.)
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) |
> Wydaje mi się, że nawet logiki wielowartościowe w swoich podstawach zawierają pewne uniwersalne prawdy klasycznej logiki dwuwartościowej, w tym sensie, że obowiązuje je np. zasada niesprzeczności - nie jest prawdą, że p i nie-p.To tylko Panu się tak wydaje. Logiki wielowartościowe nie nadają się do uprawiania chrześcijańskiej filozofii, natomiast są konieczne do poznania istniejącej obiektywnie rzeczywistości. > >>>Czy kwestionuje Pan biblijny opis tworzenia wszechświata?> W katolicyzmie kwestionowanie dosłownego rozumienia opisu stworzenia świat nie jest herezją.Znam dobrze stanowisko Kościoła Katolickiego i pisałem o nim. www.racjonalista.pl/forum.php/s,451702#w452028www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,557342#w558004www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,557342#w558084> >>>Matematyczny panteizm Hellera> Wydaje mi się, że Heller (podobnie jak Życiński) powiedziałby o sobie, że nie jest panteistą, tylko ewentualnie panenteistą (a panenteizm jest poglądem całkowicie dopuszczalnym w katolicyzmie - teologia procesu w duchu Whiteheada np.)To co oficjalnie o sobie opowiada Heller i opowiadał Życiński w większości przeczytałem (lub wysłuchałem). Natomiast pomiędzy ich konformizmem i dyplomatycznym nie dostrzeganiu heretyckości przez kurialistów występuje zbieżność interesów i tylko czasem jakiś kościelny hunwejbin nie wytrzymuje i nazywa rzeczy po imieniu - co np. tak opisuje Łukasz Warzecha: Braun, mówiąc o abp. Życińskim, użył języka zdecydowanie wykraczającego poza normy naszej kultury, która nakazuje traktować zmarłych z szacunkiem, a także okazywać szacunek duchownym (...).
Tylko że na tym sprawa się nie kończy. Jedna bowiem rzecz to język Brauna, a druga - treść jego wypowiedzi. Lektura tekstów w "Wyborczej" budzi poważne wątpliwości - czy szło jedynie o sposób, w jaki zmarłego arcybiskupa krytykował Braun, czy też o to, że w ogóle śmiał go krytykować? Oczywiście łatwo jest skreślić całą jego wypowiedź właśnie z powodu języka, jakim się posłużył. I także dlatego można mieć do reżysera pretensję.
Ale gdyby Braun powiedział np.: "Postawa księdza arcybiskupa budziła ogromne wątpliwości, nawet w kwestii podstawowej - czy w ogóle był człowiekiem wierzącym.
A niby dlaczego? Pod tak przedstawionymi wątpliwościami i ja mogę się podpisać. Postać Józefa Życińskiego była, mówiąc oględnie, mocno kontrowersyjna. W swojej archidiecezji budził skrajne emocje. Marta Cuberbiller o Hellerze: Deizm Michała Hellera - ortodoksja czy herezja? Pyta Pan, dlaczego nie ma reakcji na stanowisko ks. Michała Hellera. Nie chcę usprawiedliwiać osób odpowiedzialnych za prowadzenie tej witryny. Zamiast tego zareklamuję stronę Polskiego Towarzystwa Kreacjonistycznego kreacjonizm.org.pl/ Tam Pan znajdzie wiele reakcji na stanowisko zajmowane przez ks. Hellera. On nie tyle broni ewolucji, jak Pan napisał (ewolucjonizmu nie muszą bronić księża, wystarczająco dobrze robią to sami biologowie), on broni zgodności ewolucjonizmu i religii. Ale jak to robi? Warto się temu przyjrzeć. Jego zdaniem Bóg nie ingeruje w świat materialny. To, co się dzieje w świecie (np. procesy ewolucyjne) to rezultat ustanowionych na początku praw przyrody. Rola Boga ogranicza się do tego wstępnego ustanowienia praw przyrodniczych. Bóg przejawia się w racjonalności świata, przez co ks. Heller rozumie jego matematyczność, czy szerzej: niechaotyczność. Ale jeśli rola Boga ogranicza się tylko do pierwotnego stworzenia, do stworzenia Wszechświata i nadania mu praw, to idea taka znana jest od dawna jako deizm. Deizm, nie teizm. Rozróżnienie to jest o tyle ważne, że deizm we WSZYSTKICH wyznaniach chrześcijańskich - w katolicyzmie, protestantyzmie i prawosławiu - a także w judaizmie (nie wiem, jak jest w islamie, ale myślę, że podobnie), jest herezją.
Nie wiem, jakiego wyznania Pan jest. Ja jestem protestantką i wolałabym, żeby poglądów heretyckich nie przedstawiano mi jako wzorcowe.Cała teologia i filozofia katolicka jest sztuką zracjonalizowania irracjonalnych poglądów, a to bez mącenia, kręcenia i języka enigmatycznej pseudouczoności zupełnie udać się nie może, a więc się Pan stara. @@@ .
|
|
| | | | | |  | 18 na 18 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > Zdaniem teistów właśnie dlatego, że wszechmoc Boga jest ograniczona zasadami logiki, udało się Bogu stworzyć stabilny, racjonalny i logiczny świat.Ale tak uważają tylko ci teiści, którzy nie czytali Biblii. Zgodnie z tekstem Biblii wszechmoc Boga jest jednak nieograniczona. Mowa jest o tym zarówno w ST, jak i w NT. Nawet sam Bóg chwali się swą wszechmocą. Również z Katechizmu Kk można się dowiedzieć, że Bóg Ojciec jest wszechmogący. Już samo pojęcie "wszechmocy ograniczonej" jest logicznie sprzeczne, jest absurdalne. Wszechmoc musi być nieograniczona. W przeciwnym przypadku nie można mówić o boskiej wszechmocy, lecz jedynie o ograniczonej mocy. Czy taki właśnie atrybut chcesz przypisać swojemu Bogu? W jednej z wcześniejszych wypowiedzi napisałeś, że Bóg nie może zrobić kwadratowego koła. A ja twierdzę, że stojąc na gruncie Biblii należałoby uznać, że stworzenie kwadratowego koła nie powinno przysporzyć Bogu żadnych problemów. Przecież u Boga wszystko jest możliwe, przecież dla Boga nie ma nic niemożliwego. Zapewne wiesz, czyje to są słowa i gdzie je można znaleźć. A Ty usilnie taką ograniczoną wszechmoc (cóż za logiczny dziwoląg!) imputujesz swojemu Bogu, byleby tylko zdjąć z niego odpowiedzialność za wszelkie dziejące się zło, na które on zezwalał i zezwala, a także - jak wielokrotnie wskazuje to Biblia - do którego nakłaniał i które sam czynił w nadmiarze (czy nadal czyni?). Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | |  | 5 na 5 | astrotaurus (12445 punktów) |
> Nawet sam Bóg chwali się swą wszechmocą.Rzeczywiście trudno o większego samochwałę, jednakże ten pyszałek zanim obrósł w piórka już w księdze Rodzaju przyznaje, że nie panuje nad swoją magią: niechaj teraz nie wyciągnie przypadkiem ręki, aby zerwać owoc także z drzewa życia, zjeść go i żyć na wieki»6. 23 Dlatego Pan Bóg wydalił go z ogrodu Eden, aby uprawiał tę ziemię, z której został wzięty. 24 Wygnawszy zaś człowieka, Bóg postawił przed ogrodem Eden cherubów i połyskujące ostrze miecza, aby strzec drogi do drzewa życia7. > A ja twierdzę, że stojąc na gruncie Biblii należałoby uznać, że stworzenie kwadratowego koła nie powinno przysporzyć Bogu żadnych problemów.Poza wspomnianym przypadkiem masz rację: Bóg może stworzyć kamień, którego nie może podnieść i jednocześnie, potem lub przedtem go podnieść. Kiedy raz człowiek zaprze się logiki, zaprzeda rozum Bogu to potem już leci! 
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | |  | | Mansur-Maciej (50 punktów) |
>Ale tak uważają tylko ci teiści, którzy nie czytali Biblii.
Panie Andrzeju, sądzę że miesza Pan tutaj porządek filozofii i "Boga filozofów" z porządkiem teologii i "Boga wiary".
Teista może całkowicie odrzucać Biblię i wszystkie inne "Objawienia", a także wszystkie historyczne religie, a mimo to pozostać na gruncie filozofii teistą.
W związku z tym pragnę powtórzyć tutaj pytanie, które Panu zadałem w innym miejscu tego wątku:
A mianowicie w kwestii:
>Nie wiem, czy autor tej wypowiedzi przemyślał, ale jest cała > gałąź teologii zajmująca się >problemem jak pogodzić istnienie dobrego, miłosiernego Boga z istnieniem zła. Tym problemem >zajmowało się wielu poważnych myślicieli, jak >chrześcijański filozof analityczny Alvin Plantinga
W całym wątku powtarza się myśl, że teodycea to "gałąź teologii" - myśle że zgdzi się Pan, że to nonsens.
Teologia dowodzi swych tez opierając się na Objawieniu (w przypadku katolickich teologów, na Biblii i nauczaniu Magisterium Kościoła) a nie na racjonalnych argumentach jak filozofia.
Od czasów Leibniza i Woltera do czasow Kołakowskiego, Plantingi i Hicka teodycea była przedmiotem filozfii, próbą racjonalnego wyjaśnienia czy teistyczna hipoteza Boga jest logicznie spójna z obrazem świata, w którym istnieje zło. Moralne, zależne od ludzkiej wolnej woli, np. Holocaust, i ontologiczne, np narodziny ślepego pieska.
Miałem okazję uczestniczyć w latach 80-tych w seminarium Leszka Kołakowskiego w All Souls College w Oxfordzie właśnie z zakresu teodycei.
Przykład ze ślepym szczeniakiem jest jego autorstwa. Twierdził on, że o ile przy pomocy teodycei Leibniza można logicznie uzasadnić MOZLIWOŚĆ koegzystencji dobrego i wszechmocnego Boga z moralnym złem (argumentując, że wszechświat w którym istnieje ludzka wolność, w tym wolność czynienia zła, jest najlepszym z możliwych wszechświatów, bo wszechświat zaludniony przez robotów zaprogramowanych na czynienie dobra, byłby gorszy), to już wszechświata, w którym rodzą się ślepe szczenięta, za najlepszy z możliwych wszechświatów logicznie uznać nie sposób.
A winą za urodziny ślepego pieska nie można przecież obarczać przecież ludzkiej wolności ani Adama i Ewy. I nie widać jaką korzyść wszechświat albo Bóg miałby odnieść z faktu urodzin takiego stworzenia, czyli bytu sprzecznego z własną naturą (zakładając że teistyczny Bóg, w swym doskonałym planie wszechświata, zaplanował psa jako istotę ze swej natury posiadającą wzrok).
Ten argument Kolakowskiego, ze zła ontologicznego w świecie, przeciwko teistycznej hipotezie doskonalego Boga, jest według mnie dużo silniejszy niż znany argument Woltera, oparty na jego przekonaniu, że fakt naturalnych katastrof, jak trzęsienie ziemi w Lizbonie w 1755 r., które zabiło tysiące niewinnych ludzi, przeczy hipotezie o wszechmocnym, dobrym, milujacym ludzi Bogu.
Na argument Woltera skutecznie, jak sądzę, odpowiedział Rousseau, dowodząc że jesli ludzie żyliby zgodnie z naturą, tzn z prawem naturalnym pochodzącym od Boga, nie budowaliby wielkich miast jak Lizbona, które niszczą naturę, a żyliby na wsi. A na wsi trzęsienia ziemi nikogo nie zabijają. No jest jeszcze kwestia czy zgdonie z metafizyczną hipotezą grzechu pierworodnego, albo odpowiedzialności dzieci za grzechy przodków, można twierdzić, że ofiary tego kataklizmu były "niewinne"
Argument o ślepym piesku byłby dla Rousseau zabójczy.
Na ten argument Kołakowskiego, o ile wiem, nikt ze zwolenników teistycznej hipotezy w filozofii do dzisiaj nie odpowiedzial.
Ciekaw byłbym Pana zdania na ten temat, oraz co o tym myslą inni dyskutanci w tym wątku.
|
|
| |  | -1 na 1 | Phanes (492 punktów) | >Może się nie ma możliwości interwencji.
Nie bluźnij!
>Może gdyby Bóg interweniował za każdym razem, gdy komuś dzieje się krzywda, ludzie przestali by się starać - Dobry Wujek zrobi wszystko za nich.
Czyli zamiast bycia Dobrym Wujkiem woli być niewrażliwym na cierpienie skur**synem?! Właśnie zrobiłeś z ludzi istoty doskonalsze od Boga, dużo częściej reagujące na cierpienie innych. Poza tym czyżbyś oskarżał Boga o grzech zaniechania?
>Samo oczekiwanie czegoś takiego jest niekoherentne z katolicką doktryną, która głosi, że człowiek jest właściwie z natury zły i grzeszny, i to tylko od niego zależy, czy będzie kimś lepszym.
A jak to się ma do rzeczywistości, kiedy przed chwilą pokazałeś, o ile człowiek jest lepszy od Boga?
|
|
| | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Właśnie zrobiłeś z ludzi istoty doskonalsze od Boga, dużo częściej reagujące na cierpienie innych. Poza tym czyżbyś oskarżał Boga o grzech zaniechania?
Myślę, że idea jest taka, że Bóg daje ludziom świat, daje im również pewne moralne wytyczne, i pozwala im się uczyć na błędach. Gdyby Bóg interweniował, ludzie nie mieliby okazji się moralnie doskonalić - nie zrozumieliby, że cierpienie jest czymś złym. A wiedza, do której człowiek dojdzie na własną rękę, jest chyba cenniejsza od tej narzuconej mu siłą.
>A jak to się ma do rzeczywistości, kiedy przed chwilą pokazałeś, o ile człowiek jest lepszy od Boga?
Na mniejszą skalę podobny mechanizm występowałby w domach. Np Jaś prosi ojca, żeby zrobił za niego pracę domową z matematyki - dobry ojciec będzie próbował jednak wytłumaczyć Jasiowi matematykę. Jak Jaś powie, że on się nie chce uczyć i chce mieć gotowe, ojciec nie powinien ulec. Nawet jeśli lenistwo Jasia doprowadzi go do sytuacji, w której może nie zdać, zadaniem rodziców jest tłumaczenie mu, że robi źle. A jak kolega Jasia się nad Jasiem zlituje i w tajemnicy przed rodzicami Jasia zacznie odrabiać jego prace domowe i pisać za niego klasówki, to powiesz, że kolega Jasia jest lepszy od rodziców Jasia?
bembergiem w berg
|
|
| | | |  | 3 na 3 | Phanes (492 punktów) | >A wiedza, do której człowiek dojdzie na własną rękę, jest chyba cenniejsza od tej narzuconej mu siłą.
Oczywiście, że samodzielnie zdobyta wiedza jest dużo bardziej wartościowa, ale my zupełnie nie o wiedzy w tej chwili rozmawiamy. Ludzie, którzy wiedzą, że coś jest złe, potrafią dalej to robić.
>Na mniejszą skalę podobny mechanizm występowałby w domach.
Porównujesz nieporównywalne. Jeśli już koniecznie chcesz porównać Boga do ojca (choć osobiście nie radzę, bo taki ojciec nie byłby wart najmniejszego szacunku, nie mówiąc już o miłości), to porównuj do końca i właściwie.
Masz tu przecież Jasia, którego ktoś chce zabić/zgwałcić/skrzywdzić w jakikolwiek inny sposób i który błaga swojego ojca o pomoc, ale ten tylko się przygląda nie robiąc nic. Kolega Jasia widząc to, ratuje go. Teraz możesz próbować ocenić właściwie.
|
|
| | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >>Na mniejszą skalę podobny mechanizm występowałby w domach. >Porównujesz nieporównywalne.
W mojej opowieści Jaś symbolizował wszystkich ludzi, ojciec symbolizował Boga, który daje ludziom instrukcje jak powinni żyć, a kolega Jasia symbolizował Boga, który odwala za ludzi całą robotę. I gdyby wstawić moją symbolikę do twojej opowieści to wychodzi nam coś takiego:
Masz tu przecież wszystkich ludzi, którzy się zabijają/gwałcą/krzywdzą i jest Bóg, który im mówi, żeby spróbowali żyć w zgodzie. Bóg-dobry-wujek widząc co się dzieje, nie pozwala ludziom zrozumieć, że gwałty i morderstwa są czymś złym, tylko notorycznie ich wyręcza w ich problemach.
I mamy dwie postawy:
1. Bóg nauczyciel dopuszcza w świecie cierpienie, ale tylko dlatego, żeby ludzie zrozumieli swój błąd i postarali się żyć w zgodzie.
2. Bóg dobrodziej dopuszcza w świecie złych ludzi, ale interweniuje, gdy któryś chce zrobić coś złego.
W pierwszym przypadku ludzie są wolni i doskonalą się moralnie, a w drugim traktuje się ich jak dzikie psy na łańcuchu.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Phanes (492 punktów) | >>>Na mniejszą skalę podobny mechanizm występowałby w domach. >>Porównujesz nieporównywalne. >W mojej opowieści Jaś symbolizował wszystkich ludzi, ojciec symbolizował Boga, który daje ludziom instrukcje jak powinni żyć, a kolega Jasia symbolizował Boga, który odwala za ludzi całą robotę.
A ja ci wyjaśniłem, że taka analogia jest niewłaściwa (tym bardziej że wyszliśmy od konkretnej sytuacji), więc zostaw swoją demagogię i odpowiedz na pytanie, które zadałem.
|
|
| | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >odpowiedz na pytanie, które zadałem.
Które?
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Phanes (492 punktów) | >>odpowiedz na pytanie, które zadałem. >Które?
Proszę cię, nie udawaj głupiego, bo to nie przejdzie (ale czego nie robi się AMDG). Wiesz doskonale o co mi chodzi. Odnieś się do sytuacji, którą przedstawiłem.
|
|
| | | | | | | | |  | -1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | > Odnieś się do sytuacji, którą przedstawiłem.Mój przykład: Cytat:Jaś prosi ojca, żeby zrobił za niego pracę domową z matematyki - dobry ojciec będzie próbował jednak wytłumaczyć Jasiowi matematykę. Jak Jaś powie, że on się nie chce uczyć i chce mieć gotowe, ojciec nie powinien ulec. Nawet jeśli lenistwo Jasia doprowadzi go do sytuacji, w której może nie zdać, zadaniem rodziców jest tłumaczenie mu, że robi źle. A jak kolega Jasia się nad Jasiem zlituje i w tajemnicy przed rodzicami Jasia zacznie odrabiać jego prace domowe i pisać za niego klasówki, to powiesz, że kolega Jasia jest lepszy od rodziców Jasia? Twój: Cytat:Masz tu przecież Jasia, którego ktoś chce zabić/zgwałcić/skrzywdzić w jakikolwiek inny sposób i który błaga swojego ojca o pomoc, ale ten tylko się przygląda nie robiąc nic. Kolega Jasia widząc to, ratuje go. Teraz możesz próbować ocenić właściwie. Różnica: Mój przykład miał pokazać, że jest czymś lepszym nauczyć człowieka, żeby nie robił źle, niż tylko usuwać negatywne konsekwencje jego działania. I tutaj Jaś symbolizował wszystkich ludzi, ojciec - Boga-nauczyciela, a kolega Jasia - Boga-dobrodzieja. Twoja opowieść nie jest kontr-przykładem, tylko opisem innej sytuacji. W moim przykładzie to Jaś robił źle, a ojciec nie reagował obojętnie na jego lenistwo, tylko próbował go uczyć. W twoim przykładzie Jaś jest ofiarą, ojciec nie robi nic, a ratunek przychodzi ze strony kolegi. Powstaje pytanie - czemu ojciec nie reagował, skoro widział sytuację i kochał swoje dziecko? Jedyna odpowiedź jest taka, że nie reagował ponieważ nie mógł. Jeśli ojciec ma symbolizować Boga, to czego Bóg nie może zrobić? Według doktryny katolickie, z tego co pamiętam, Bóg nie może pozbawić kogoś wolnej woli, nawet jeśli ten ktoś wykorzystuje ją, aby kogoś krzywdzić. Bóg może tylko przekazać ludziom zestaw instrukcji, według których powinni żyć. I w tym kontekście co mógł robić ojciec - mógł pocieszać syna, mógł prosić oprawców, aby się opamiętali oraz mógł poprosić kolegę Jasia o pomoc (i to ostatnie okazało się skuteczne). No ale obiektywnie tylko stał i patrzył.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Phanes (492 punktów) | Tylko, że dobro i zło nie zachodzi zazwyczaj między pojedynczym podmiotem i chcąc się do tego odnieść właściwie, nie można patrzeć w ten sposób. Trzeba tu mieć co najmniej dwa ludzkie podmioty prócz Boga, bo tak to się właśnie dzieje. Jeśli byłby podmiot sam sobie czyniący krzywdę (np. samobójca, narkoman) to mógłbym zgodzić się z tobą, że twój przykład jest dobrze dobrany i można Boga usprawiedliwić w ten sposób (chociaż wtedy pojawiłyby się inne wątpliwości). Ale jeśli podmiot krzywdzący i podmiot doznający cierpienia nie są tym samym podmiotem (a tak jest w większości sytuacji i to przede wszystkim jest przedmiotem moralności) to twój przykład jest niewłaściwie dobrany i musisz odnieść się do tego, który ja przedstawiłem. Inaczej naprawdę nie mamy o czym rozmawiać.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | Ok, mogę się odnieść do twojej sytuacji, ale zanim potępię ojca, powiedz mi chociaż (bo to przecież twoja opowieść) - jakie są jego motywy? Czemu tylko patrzy i nie reaguje?
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Phanes (492 punktów) | >Ok, mogę się odnieść do twojej sytuacji, ale zanim potępię ojca, powiedz mi chociaż (bo to przecież twoja opowieść) - jakie są jego motywy? Czemu tylko patrzy i nie reaguje?
Ojciec symbolizuje tu Boga: wstaw cokolwiek, co wg ciebie pasuje i jest zgodne z twoją doktryną - wtedy podyskutujemy dalej.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | > Ojciec symbolizuje tu Boga: wstaw cokolwiek, co wg ciebie pasuje i jest zgodne z twoją doktryną - wtedy podyskutujemy dalej.Cytat: Jeśli ojciec ma symbolizować Boga, to czego Bóg nie może zrobić? Według doktryny katolickie, z tego co pamiętam, Bóg nie może pozbawić kogoś wolnej woli, nawet jeśli ten ktoś wykorzystuje ją, aby kogoś krzywdzić. Bóg może tylko przekazać ludziom zestaw instrukcji, według których powinni żyć. I w tym kontekście co mógł robić ojciec - mógł pocieszać syna, mógł prosić oprawców, aby się opamiętali oraz mógł poprosić kolegę Jasia o pomoc (i to ostatnie okazało się skuteczne). No ale obiektywnie tylko stał i patrzył.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Phanes (492 punktów) | >Jeśli ojciec ma symbolizować Boga, to czego Bóg nie może zrobić? Według doktryny katolickie, z tego co pamiętam, Bóg nie może pozbawić kogoś wolnej woli, nawet jeśli ten ktoś wykorzystuje ją, aby kogoś krzywdzić.
Nie wiem, jak to pogodzić z jego wszechmocą, ale próbuj.
>mógł pocieszać syna
Synku, kocham cię bardzo, ale choć jestem wszechmocny, nie mogę nic zrobić, żebyś nie został zabity/dotkliwie pobity z następującym później kalectwem/zgwałcony, etc., ale nie martw się.
>mógł prosić oprawców, aby się opamiętali
Ale jednak nie zstąpił i nie prosił.
>mógł poprosić kolegę Jasia o pomoc (i to ostatnie okazało się skuteczne).
Ale przecież kolega Jasia miał wolną wolę i w wyniku swojej złej i grzesznej natury, która wyposażyła go w empatię uratował Jasia tylko i wyłącznie z tego powodu, bo przecież bóg mu nic nie nakazywał i zupełnie nic nie powiedział (byłoby to wpłynięcie na jego wolę, która przestała by być wolna) i w ogóle ten kolega był straszliwym antyteistą.
>No ale obiektywnie tylko stał i patrzył.
No właśnie stał i się patrzył i nic nie zrobił. Kiepski z niego ojciec mimo zapewnień Jezusa, że jest inaczej.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >Nie wiem, jak to pogodzić z jego wszechmocą, ale próbuj.
Idea jest taka, że wolna wola nie wyklucza bożej wszechmocy. Podobnie jak to, że Bóg nie może zrobić np. kwadratowego koła. Po prostu wszechmoc dotyczy innej sfery rzeczywistości.
>No właśnie stał i się patrzył i nic nie zrobił.
Nie mógł zrobić nic, co narusza wolną wolę człowieka.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Nie mógł zrobić nic, co narusza wolną wolę człowieka.
Po piewsze to jest wszechmocny, czy nie jest? Nie moze być jednocześnie i tak (jak w Piśmie) i nie (jak u Ciebie). Po drugie - robił wielokrotnie inaczej, niż wolny w swojej woli człowiek chciał. Nawet wobec papieży, tu niedawny przykład kard. Ratzingera który na Konkawe w 2005r. modlił się, aby nie został wybrany (jego własne słowa).
Na marginesie nie wiem czy widzisz co wynika z wiekszości Twoich wpisów.. stają się one doskonałą okazją dla wielu forumowiczów do okazywania siły swoich racjonalnych argumenów. Jakoś mało przekonujące, co piszesz.. pozdrowienia
"Gdy rozum śpi, budzą się demony" Francisco Goya 1746-1828
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Po piewsze to jest wszechmocny, czy nie jest? Nie moze być jednocześnie i tak (jak w Piśmie) i nie (jak u Ciebie).
A może jest wszechmocny w tym samym sensie i w Piśmie i u mnie?
>Po drugie - robił wielokrotnie inaczej, niż wolny w swojej woli człowiek chciał.
Zdaje się, że rozumiesz wolną wolę jako wolę do spełniania życzeń, a chodzi w tym raczej o to, że człowiek jest odpowiedzialny za dwoje działanie.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | >A może jest wszechmocny w tym samym sensie i w Piśmie i u mnie?
Skoro tak, zamieniam się w słuch jak to uzasadnisz.
> Zdaje się, że rozumiesz wolną wolę jako wolę do spełniania > życzeń, a chodzi w tym raczej o to, że człowiek jest odpowiedzialny > za swoje działanie.
Cyt. z Ciebie "Nie mógł zrobić nic, co narusza wolną wolę człowieka". Tu masz czarno na białym, że jednak mógł i zrobił. Co ma do tego odpowiedzialność za własne działanie człowieka?
Człowiek chce kochać się ze swoją kochanką i Bóg, pomimo grzeszności tego uczynku mu na to pozwala (przez wzgląd na jego wolną wolę), a innemu nie pozwala pozostać poddanym papieża, tylko robi go papieżem (bez względu na jego wolną wolę) - przyznam, że nie rozumiem.
"Gdy rozum śpi, budzą się demony" Francisco Goya 1746-1828
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >>A może jest wszechmocny w tym samym sensie i w Piśmie i u mnie? >Skoro tak, zamieniam się w słuch jak to uzasadnisz.
To Ty widzisz tutaj sprzeczność, więc chyba ciężar dowodu spoczywa na tobie.
>innemu nie pozwala pozostać poddanym papieża, tylko robi go papieżem (bez względu na jego wolną wolę) - przyznam, że nie rozumiem.
To Ratzinger nie mógł odmówić? Mógł, ale być może uznał, że "Bóg wie, co robi".
Nie oglądałeś Bruce'a Wszechmogącego? Bóg powiedział Bruce'owi, że jest wszechmocny, ale nie może majstrować przy wolnej woli. On mimo to próbował to robić - chciał, żeby jego dziewczyna znowu go pokochała. Okazało się, że mimo wszechmocy tego akurat zrobić nie potrafi - nie mógł zmienić czyjejś woli.
Idea jest tutaj taka, że Bóg daje ludziom wolną wolę, więc człowiek jest wolny, aby wybierać i pragnąć. To, czy swoje pragnienia zrealizuje, to już nie jest jednak kwestia woli, tylko zewnętrznych okoliczności.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > >>A może jest wszechmocny w tym samym sensie i w Piśmie i u mnie?> >Skoro tak, zamieniam się w słuch jak to uzasadnisz.> To Ty widzisz tutaj sprzeczność, więc chyba ciężar dowodu spoczywa na tobie.Proszę bardzo: W jednym wątku piszesz: Cytat: Według doktryny katolickiej, z tego co pamiętam, Bóg nie może pozbawić kogoś wolnej woli, nawet jeśli ten ktoś wykorzystuje ją, aby kogoś krzywdzić. Bóg może tylko przekazać ludziom zestaw instrukcji, według których powinni żyć. I w tym kontekście co mógł robić ojciec - mógł pocieszać syna, mógł prosić oprawców, aby się opamiętali oraz mógł poprosić kolegę Jasia o pomoc (i to ostatnie okazało się skuteczne). No ale obiektywnie tylko stał i patrzył. i w innym: Cytat:Idea jest taka, że wolna wola nie wyklucza bożej wszechmocy. (..) Po prostu wszechmoc dotyczy innej sfery rzeczywistości. Jeżeli aspekt dotyczy innej niż ta sfery rzeczywistości i Bóg czegoś nie może (konkretnie wg Ciebie pozbawić człowieka wolnej woli) to bez mącenia widać, że z "wszechmocy" automatycznie odpada "wszech" i zostaje samo "mocny". Biblia natomiast wielokrotnie i jednoznacznie stwierdza absolutną tzn niczym nie ograniczoną wszechmoc Boga. Jednym z najważniejszych stwierdzeń wszechmocy Boga są często występujące w Biblii określenia "Wszechmocny" oraz "Wszechmogący", które odnoszą się wprost do Boga i funkcjonują wręcz jako Boże imiona. Analiza jednego polskich przekładów Pisma Świętego pokazuje 291 przypadków użycia w Biblii formy słowa "Wszechmocny" oraz 58 przypadków użycia formy słowa "Wszechmogący" . Wszystkie one odnoszą się wyłącznie do Boga. Wypowiadane przez Boga służą jako forma przedstawienia i opisania się człowiekowi (np. I Mojż.17:1; Ez.2:4). W ustach człowieka stanowią zwrot tytułujący Boga i wyrażają uniżenie oraz cześć (np. Jer.14:13; Obj.11:17). Wielokrotnie występują one w bezpośrednim zestawieniu ze słowami "Bóg" oraz "Pan" (np. Iz.65:13; I Mojż.35:11), które już same w sobie mają podkreślać Bożą potęgę i moc. Do tego dochodzi jeszcze przypadek kard. Ratzingera: Redaktor Jacek Pałasiński pisał w 100 dni po objęciu zaszczytu bycia papieżem przez Benedykta XVI: "Podkreślanie, jak ciężka jest praca papieża, stało się lejtmotywem trzymiesięcznego pontyfikatu Benedykta XVI: od inauguracyjnego wystąpienia w chwilę po wyborze do zaimprowizowanej konferencji prasowej w przeddzień wyjazdu z wakacji w Les Comber w Dolinie Aosty do Castel Gandolfo. Benedykt XVI wydaje się nie mieć siły na kierowanie Kościołem. Kto widział go na krótko przed wyjazdem na wakacje, był przerażony jego stanem: podkrążone oczy, zmęczenie, które przebijało z każdego jego słowa czy gestu. Odnosiło się wrażenie, że nie może już wytrzymać w Watykanie, że czuje się więźniem nowego mieszkania i nowej roli, do której nigdy nie aspirował. Pesymiści mówili wręcz, że Josef Ratzinger zdał sobie sprawę z ciężarów, jakie niesie z sobą bycie papieżem, i marzył tylko, by w ten czy inny sposób się od swojej nowej roli oddalić. Jest to w pewnej mierze zrozumiałe. O Janie Pawle II mówiło się, że jest osamotniony w kurii, że może liczyć tylko na swoje polskie otoczenie i na niewielkie grono przyjaciół, wśród których był z pewnością kard. Josef Ratzinger. Ale to i tak dużo w porównaniu z samotnością Benedykta XVI, który nie dorobił się swojego "klanu" i nie może liczyć nawet na przyjaźń niemieckich kardynałów, z których co najmniej dwóch - Walter Kasper i Karl Lehmann - jest mu otwarcie nieprzychylnych."Jakiś czas później znalazło to potwierdzenie we wspomnieniach samego Benedykta XVI: w drugim dniu papieskiego konklawe, po czterech tajnych głosowaniach kard. Ratzinger miał nadzieję odejść na emeryturę. Jak sam wspomina "w pewnym momencie modliłem się do Boga słowami proszę nie rób mi tego, modliłem się, żeby mnie nie wybrano. Tym razem jednak Bóg wyraźnie mnie nie posłuchał"> To Ratzinger nie mógł odmówić? Mógł, ale być może uznał, że "Bóg wie, co robi".Przypominam, że chodzi o ingerencję Boga i wolną wolę człowieka, a nie odmowę czy aprobatę po konklawe. Aprobata wyraźnie przyszła post factum, gdy Bóg wyraźnie go nie posłuchał i to zrobił. To są słowa Papieża, których nie mamy podstaw kwestionować. > Nie oglądałeś Bruce'a Wszechmogącego? Bóg powiedział Bruce'owiSzanuję Cię worku, w konsekwencji nie mogę brać fikcji filmowej jako argument w poważnej rozmowie dorosłych ludzi. > Idea jest tutaj taka, że Bóg daje ludziom wolną wolę,> więc człowiek jest wolny, aby wybierać i pragnąć.Tak, wolna wola to nie tylko wolne pragnienie ale i wolny wybór. Kard Ratnzinger jak widzisz wyżej, w 2005r. wybrał, wierzę że własną nieprzymuszoną wolą. Co gorsza, przedstawił ją Bogu w swojej modlitwie. Ten go jednak nie posłuchał. Juz rozumiesz? Niespełna 8 lat później znów ten sam człowiek ponownie wybrał coś w swojej wolnej woli, teraz aby odstąpić od bycia papieżem. Tym razem się udało. Jeśli przyjąć koncepcję którą reprezentujesz, stało się dokładnie tak, jak to ująłeś: Bóg teraz stał z boku i nie ingerował. W konsekwencji po abdykacji Papież został znowu kard. Ratzingerem, papieżem w stanie spoczynku. > To, czy swoje pragnienia zrealizuje, to już nie jest jednak kwestia> woli, tylko zewnętrznych okoliczności.Przypominam Ci, bo widzę że zdajesz się o jednej rzeczy nie wiedzieć lub zapominać: zwykło się uważać, że na konklawe to nie zewnętrzne okoliczności wybierają nowego papieża. Reasumując: widać że Bóg ani nie jest wszechmocny w tym samym sensie w Piśmie i u Ciebie, ani co gorsza Twoje słowa nie pokrywają się z realem - na przykładzie kard. Ratzingera. łącząc pozdrowienia
"Gdy rozum śpi, budzą się demony" Francisco Goya 1746-1828
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Jeżeli aspekt dotyczy innej niż ta sfery rzeczywistości i Bóg czegoś nie może (konkretnie wg Ciebie pozbawić człowieka wolnej woli) to bez mącenia widać, że z "wszechmocy" automatycznie odpada "wszech" i zostaje samo "mocny".
O niektórych ludziach mówi się, że są wszechstronnie uzdolnieni - czy to znaczy, że znają się na wszystkim? Czy zostało gdzieś napisane, że wszechmoc oznacza wszystko cokolwiek człowiek sobie może pomyśleć, włączając w to takie nazwy analitycznie puste jak kwadratowe koło czy żonatego kawalera? Zanim zaczniemy się czepiać słówek, warto sprawdzić, jak przeciwnik rozumie dane słowo, zamiast krytykować go z punktu widzenia własnej, arbitralnej definicji.
>Kard Ratnzinger jak widzisz wyżej, w 2005r. wybrał, wierzę że własną nieprzymuszoną wolą. Co gorsza, przedstawił ją Bogu w swojej modlitwie. Ten go jednak nie posłuchał. Juz rozumiesz? >Niespełna 8 lat później znów ten sam człowiek ponownie wybrał coś w swojej wolnej woli, teraz aby odstąpić od bycia papieżem. Tym razem się udało.
Tym razem się co udało? Katolicy mają długą tradycję z radzeniem sobie z trudnymi decyzjami. Nawet Jezus modlił się w Ogrójcu - "Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!". Ratzinger mógł nie chcieć być papieżem, ale zdał się na wolę Boga, zakładając, że skoro Bóg "wybiera papieża", to wie co robi.
>Reasumując: widać że Bóg ani nie jest wszechmocny w tym samym sensie w Piśmie
Nie przedstawiłeś sposobu, na jaki się rozumie w Piśmie "wszechmoc" - to, że są fragmenty mówiące o wszechmocy jest jasne - ale czy wyłania się z tego jakiś spójny, filozoficzny obraz, czy raczej obraz czysto metaforyczny? Bo mam wrażenie, że jednak to drugie.
>Twoje słowa nie pokrywają się z realem - na przykładzie kard. Ratzingera.
Moim zdaniem decyzja o abdykacji Benedykta XVI doskonale obrazuje moc wolnej woli - człowiek może się sprzeciwić woli Boga nawet w tak ważnej kwestii jak bycie papieżem.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Czy zostało gdzieś napisane, że wszechmoc oznacza wszystko> cokolwiek człowiek sobie może pomyśleć, włączając w to takie> nazwy analitycznie puste jak kwadratowe koło czy żonatego kawalera?Jak do tego doszedłeś, że Bogu nie umyśłi się dla jakiegoś swojego ukrytego celu stworzyć kwadratowe koło czy żonatego kawalera? Bóg jest w końcu tajemnicą..  > Ratzinger mógł nie chcieć być papieżem, ale zdał się na wolę Boga,> zakładając, że skoro Bóg "wybiera papieża", to wie co robi.Przypuśćmy że mógł, ale skąd wiesz, że tak było? Rozmawiałeś z nim? Wiesz, że zdał się na wolę Boga? Używasz tego jako argument w rozmowie ze mną, a masz to gdzieś powiedziane? Jeśli nie, to tylko spekulujesz i rozmywasz dyskusję na wiele potencjalnych wątków. Stojąc na straży naszej rozmowy, aby do czegoś sensownego dojść - ten argument muszę odrzucić. Zwłaszcza, że powiedziano dokładnie coś przeciwnego, przypominam: "Tym razem jednak Bóg wyraźnie mnie nie posłuchał". Tu wyraźnie nie ma jednego elementu, który na drzewie Krzyża był: "lecz nie jako ja chcę, ale jako Ty". Kard. Ratzinger miał inne zdanie niż on (Bóg nie posłuchał), najpierw chciał się zdać na swoją wolę, ale po Jego interwencji (Konklawe) je zmienił, zapewne nie bez frustracji, co widać w ciężkim starcie - vide relacja Redaktora Jacka Pałasińskiego j.w. > >Reasumując: widać że Bóg ani nie jest wszechmocny w tym samym sensie w Piśmie> Nie przedstawiłeś sposobu, na jaki się rozumie w Piśmie "wszechmoc" - to,> że są fragmenty mówiące o wszechmocy jest jasne - ale czy wyłania się z> tego jakiś spójny, filozoficzny obraz, czy raczej obraz czysto metaforyczny?> Bo mam wrażenie, że jednak to drugie.Wszechmoc to wszechmoc, z definicji kompletnie bez żadnych ograniczeń. Po co komplikować? Jeśli jednak postulujesz jakiś spójny, filozoficzny obraz to proszę o konkrety, chętnie sie z nimi zaznajomię. Ja swoją pracę już wykonałem. Moje rozumownie jest spójne - a jeśli nie chcesz się z nim zgodzić, masz jakieś wątpliwości -to po prostu napisz gdzie tkwi Twoim zdaniem błąd, nie widzę w tym problemu. Chyba jednak nie żądasz ode mnie, abym sobie zaprzeczył znów własnym nakładem sił?  Jeśli chodzi o tłumaczenia zamiarów natchnionych autorów w Biblii - zły adres, Ty jesteś specem. > >Twoje słowa nie pokrywają się z realem - na przykładzie kard. Ratzingera.> Moim zdaniem decyzja o abdykacji Benedykta XVI doskonale obrazuje> moc wolnej woli - człowiek może się sprzeciwić woli Boga nawet> w tak ważnej kwestii jak bycie papieżem.Tu częściowo masz rację. Jednak za Biblią, człowiek może sprzeciwić się woli Bożej.. jedynie za Boga pozwoleniem. Wybaczysz, ale tak wprost z niej logicznie wynika, to nie moje słowa. I dlatego właśnie napisałem, że tym razem jednak się udało. Nie tak jak podczas Konklawe z 2005r.; intelignetny i logicznie myślący człowiek którym jesteś z łatwością to dostrzeże. Przy tym chcąc byc precyzyjnym - akurat tutaj podczas abdykacji trudno mówić o sprzeciwie wobec woli Boga, bo jej po prostu wraz z Benedyktem nie znamy. Bóg nigdy nigdzie nie objawił nikomu, ze papież ma być nim do swojej śmierci. pozdrowienia
"Gdy rozum śpi, budzą się demony" Francisco Goya 1746-1828
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 | Fizyk (17637 punktów) | > Czy zostało gdzieś napisane, że wszechmoc oznacza wszystko cokolwiek człowiek sobie może pomyśleć, włączając w to takie nazwy analitycznie puste jak kwadratowe koło czy żonatego kawalera?No jak to? To byle ksiądz potrafi wyczarować nierozróżnialną różnicę a Bóg miałby nie móc?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | rysiek (4593 punktów) | >O niektórych ludziach mówi się, że są wszechstronnie uzdolnieni - czy to znaczy, że znają się na wszystkim? Czy zostało gdzieś napisane, że wszechmoc oznacza wszystko cokolwiek człowiek sobie może pomyśleć, włączając w to takie nazwy analitycznie puste jak kwadratowe koło czy żonatego kawalera? Zanim zaczniemy się czepiać słówek, warto sprawdzić, jak przeciwnik rozumie dane słowo, zamiast krytykować go z punktu widzenia własnej, arbitralnej definicji.
Czyli "wszechmocny" ale nie wszechmocny, podobnie można by powiedzieć "uczciwy" ale nie uczciwy, "dobry" ale nie dobry, "biały" ale nie biały... itd, itp. Uwielbiam Twój sposób "argumentacji".
>Nie przedstawiłeś sposobu, na jaki się rozumie w Piśmie "wszechmoc"
Hmm, np. stworzenie wszechświata z niczego. Po tym wszystko inne powinno być dla Boga drobiazgiem.
> - to, że są fragmenty mówiące o wszechmocy jest jasne - ale czy wyłania się z tego jakiś spójny, filozoficzny obraz, czy raczej obraz czysto metaforyczny? Bo mam wrażenie, że jednak to drugie.
Kurcze blade! Metafora za metaforą. Chyba zamiast w Boga wierzycie w Wielką Metaforę?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) |
> Czyli "wszechmocny" ale nie wszechmocny, podobnie można by powiedzieć "uczciwy" ale nie uczciwy, "dobry" ale nie dobry, "biały" ale nie biały... itd, itp. Uwielbiam Twój sposób "argumentacji".kultura.on(*)w-ogole,1,5341528,artykul.html> >>> - to, że są fragmenty mówiące o wszechmocy jest jasne - ale czy wyłania się z tego jakiś spójny, filozoficzny obraz, czy raczej obraz czysto metaforyczny? Bo mam wrażenie, że jednak to drugie.> Kurcze blade! Metafora za metaforą. Chyba zamiast w Boga wierzycie w Wielką Metaforę?Nie przeszedł Pan specjalistycznej szkoły uczącej takiego myślenia i takiej logiki. Dlatego nie zrozumie Pan (ja też) sensu ich wywodów - uznając je za zwyczajne matactwo i pustosłowie, ale trzeba jakoś zracjonalizować głupotę głoszonych twierdzeń. Filozofia katolicka jest najbliżej prawdy, choć nie może osiągnąć pewności teologicznej 1. Ta filozofia jest dobra i prawdziwa, która: a) nie niszczy zdrowego rozsądku, b) ma za sobą historię filozofii, c) ma za sobą powagę Kościoła katolickiego. Otóż taką filozofią jest filozofia "katolicka". Nie mówimy "chrześcijańska", bo nie wszystkie wyznania chrześcijańskie przyznają się do niej, ale mówimy "katolicka", tj. wykładana w szkołach katolickich i pochwalana przez Kościół katolicki. Ten dodatek "katolicka" ma znaczenie tylko historyczne i systematyczne, (filozofia, wykładana w uczelniach katolickich); ma znaczenie orientacyjne, jako symbol, odróżniający ją od innych systemów filozoficznych. Bo właściwie nie ma filozofii katolickiej czy niekatolickiej, europejskiej czy azjatyckiej - filozofia jest jedna, to wytwór rozumu ludzkiego, a rozum mają wszyscy ludzie. Zatem filozofia z natury rzeczy jest ogólnoludzką i żadna filozofia, jakiekolwiek by miała religijne czy narodowe zabarwienie, nie może się sprzeciwiać podstawowym zasadom rozumu ludzkiego. Otóż taką jest filozofia złotego środka, która unika skrajności w zapatrywaniach.
2. 1.5.4.1 Filozofia katolicka jest filozofią zdrowego rozsądku. 1.5.4.2 Filozofia katolicka jest filozofią środka. 1.5.4.3 Filozofia katolicka ma za sobą historię filozofii. 1.5.4.4 Filozofia katolicka ma za sobą powagę Kościoła katolickiego. 1.5.4.5 Filozofia katolicka jest jedna, choć skupiająca różne prądy. 1.5.4.6 Filozofia katolicka jest uniwersalna, nie ograniczona do kultury zachodniej.
Na podstawie: Ks. Franciszek Kwiatkowski SJ, Filozofia wieczysta w zarysie, Kraków 1947, t. I, nr 30-31. apologetyk(*)l/artykul.php?id_node=node_184
Filozofia katolicka jest filozofią zdrowego rozsądku 1. Ten wytwór rozumu ludzkiego, jakim jest filozofia, może być prawdziwy albo fałszywy. Prawdziwy, tj. zgodny z przedmiotowym porządkiem rzeczy - albo fałszywy, tj. z nim niezgodny. Żaden bowiem system filozoficzny nie powinien niszczyć podstawowych zasad rozumu ludzkiego, inaczej zniszczy sam siebie. Od filozofa bowiem nie żądamy utworów literackich, fantastycznych, żądamy od niego pogłębienia naszego poglądu na człowieka, na świat, na Boga. Żądamy, by nam nie odbierał przynajmniej zdrowego rozsądku (łac. mens sana, ang. common sense). Jeśli filozof mówi, że właściwie nie ma świata zewnętrznego, ani człowieka, ani Boga, że nie ma ani osób, z którymi on rozmawia, dla których pisze, że niemożliwe żadne poznanie rzeczywistości, on traci zmysł rzeczywistości i przestaje być filozofem. Filozof, niszczący "zdrowy rozsądek" zabija sam siebie. Ludzie nie żądają od filozofów znoszenia faktów, tylko ich jak najgłębszego wyjaśnienia. Na podstawie świadectwa historii filozofii można twierdzić, że nie tyle filozofowie pogrzebali systemy swoich przeciwników, ile urażony zdrowy rozsądek ludzi. Zwłaszcza moralne konsekwencje danego systemu otwierają ludziom oczy na jego istotną wartość.To jest ta szkoła i znajdzie Pan w niej wiele tak znakomitych kwiatków. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | rysiek (4593 punktów) | > Nie przeszedł Pan specjalistycznej szkoły uczącej takiego myślenia i takiej logiki.Faktycznie, nie. Ale aby zauważyć nicość nauk takiej "szkoły", w wielu wypadkach wystarczą odrobina krytycyzmu i znajomość pewnej baśni Andersena. > Dlatego nie zrozumie Pan (ja też) sensu ich wywodów - uznając je za zwyczajne matactwo i pustosłowie, ale trzeba jakoś zracjonalizować głupotę głoszonych twierdzeń.Szanowny Worek kości przekonuje np. że wszechmoc Boga to nie wszechmoc. Nie będąc mocny w teologii, sprawdzam na stronach redagowanych przez fachowców z tej "firmy". I co tam napisano? "Wszechmoc oznacza możliwość dokonania absolutnie wszystkiego". Dziękuję za obszerny komentarz. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | astrotaurus (12445 punktów) |
> Szanowny Worek kości przekonuje np. że wszechmoc Boga to nie wszechmoc. Nie będąc mocny w teologii, sprawdzam na stronach redagowanych przez fachowców z tej "firmy". I co tam napisano? "Wszechmoc oznacza możliwość dokonania absolutnie wszystkiego".Szanowny worek kości ma rację. Zgodnie - niestety - ze słowami p.Andrzeja Bogusławskiego: Dlatego nie zrozumie Pan (ja też) sensu ich wywodów - uznając je za zwyczajne matactwo i pustosłowie, ale trzeba jakoś zracjonalizować głupotę głoszonych twierdzeń.Aby udowodnić niedowiarkom, że słowa Jezusa "Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi" to kolejna metafora dla starożytnych głupków, a nie nauka dla teologów matactwa i pustosłowia pełen jest i Katechizm, także w temacie wszechmocy: 271 Boża wszechmoc nie jest jednak samowolna: "W Bogu moc i istota, wola i rozum, mądrość i sprawiedliwość są tym samym, tak że nic nie może być w mocy Bożej, co nie mogłoby być w sprawiedliwej woli Bożej czy w mądrym rozumie" 97 .Czyli gdyby Bóg wymyślił coś głupiego jak np. odpychanie zamiast grawitacji, chodzenie po wodzie itp. włącza się blokada i nie ma czarów! 
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | rysiek (4593 punktów) | > Szanowny worek kości ma rację. (...)Jeśli przyjmiemy że termin "mieć rację" to kolejna metafora... > (...)> Czyli gdyby Bóg wymyślił coś głupiego jak np. odpychanie zamiast grawitacji, chodzenie po wodzie itp. włącza się blokada i nie ma czarów! No nie wiem. Wtedy nie byłaby to już chyba głupota, tylko obowiązujący stan rzeczy?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Dość obszernie głoszonych. Sprzeczność goni sprzeczność np. w argumentacji p. worka pojawia się twierdzenie - mniej więcej, jak ja go rozumiem - że Bóg jest ograniczony swoimi dobrymi intencjami tzn. nie działa jak rzucana przypadkowo kostka generująca przypadkowe decyzje, ale działa intencjonalnie, według cytowanego Katechizmu rozumowo, mądrze i sprawiedliwie. Chyba też - o ile dobrze pamiętam argumentację teistów - ściśle ku uzyskaniu większego dobra. Jednocześnie to działanie niby "nie tylka" wolnej woli człowieka (wg p. worka). Ale wobec kard. Ratzingera tknęło  Gdzie tu sens, gdzie logika. pozdrawiam
"Gdy rozum śpi, budzą się demony" Francisco Goya 1746-1828
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Szanowny Worek kości przekonuje np. że wszechmoc Boga to nie wszechmoc. Nie będąc mocny w teologii, sprawdzam na stronach redagowanych przez fachowców z tej "firmy". I co tam napisano? "Wszechmoc oznacza możliwość dokonania absolutnie wszystkiego".
I ciąg dalszy: "Znaczy to, że Bóg potrafi uczynić wszystko, chyba że sam nałożył sobie granice działania, np. w odniesieniu do wolnych stworzeń, których nie chce zmuszać swoją wszechmocą do dobrego działania".
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | rysiek (4593 punktów) | >I ciąg dalszy: "Znaczy to, że Bóg potrafi uczynić wszystko... Co przeczy Twojej interpretacji. Wszechmoc to wszechmoc, nie żadna metafora.
>chyba że sam nałożył sobie granice działania, np. w odniesieniu do wolnych stworzeń, których nie chce zmuszać swoją wszechmocą do dobrego działania". Czyli wynika to z jego woli, a nie z ograniczonej mocy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Bóg potrafi uczynić wszystko, chyba że sam nałożył sobie granice > działania, np. w odniesieniu do wolnych stworzeń, których nie > chce zmuszać swoją wszechmocą do dobrego działania".
To sam już nie wiem - wobec kard. Ratzingera nałożył, czy nie nałożył? Bo chyba nie twierdzisz, że później przez 8 lat Benedykt kierował Kościołem źle.. pozdrawiam
"Gdy rozum śpi, budzą się demony" Francisco Goya 1746-1828
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >Czy zostało gdzieś napisane, że wszechmoc oznacza wszystko cokolwiek człowiek sobie może pomyśleć, włączając w to takie nazwy analitycznie puste jak kwadratowe koło czy żonatego kawalera? Zanim zaczniemy się czepiać słówek, warto sprawdzić, jak przeciwnik rozumie dane słowo, zamiast krytykować go z punktu widzenia własnej, arbitralnej definicji.< Po co to mulić, KKK 1997 mówi jednoznacznie: Prolog I,1. "Bóg jest w sobie nieskończenie doskonały i szczęśliwy." Jeżeli Nieskończenie doskonały można jeszcze interpretować i relatywizować to również można uznać że Bóg niewiele może.
Mam dość ateistów. Oni bez przerwy gadają o Bogu - Heinrich Böll
|
|
| | | |  | 4 na 4 | zupełna (2507 punktów) | >Myślę, że idea jest taka, że Bóg daje ludziom świat, daje im również pewne moralne wytyczne, i pozwala im się uczyć na błędach. Gdyby Bóg interweniował, ludzie nie mieliby okazji się moralnie doskonalić - nie zrozumieliby, że cierpienie jest czymś złym. A wiedza, do której człowiek dojdzie na własną rękę, jest chyba cenniejsza od tej narzuconej mu siłą. Aktem najwyższej miłości boga judeochrześcijanskiego do ludzi jest zamordowanie w krwawy sposób własnego syna, rytualne picie jego krwi i jedzenie ciała na pamiątke tej zbrodni. Czczenie symbolu śmierci w postaci krzyża jest już tylko dopełnieniem "wytycznych". Uważam ,że wszelkie dywagacje na temat Bóg-zło(judeochrześcijański) zakładają istnienie tegoż boga. Nalezało by mieć nadzieję, że dla dobra ludzi i wszelkiego życia, jest tylko wytworem chorych, niemoralnych umysłów. brr
|
|
| | | | |  | -1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >Aktem najwyższej miłości boga judeochrześcijanskiego do ludzi jest zamordowanie w krwawy sposób własnego syna, rytualne picie jego krwi i jedzenie ciała na pamiątke tej zbrodni. Czczenie symbolu śmierci w postaci krzyża jest już tylko dopełnieniem "wytycznych".
Jesteś pewna, że to oficjalne rozumienie katolickiej doktryny, a nie tylko twoja prywatna opinia?
bembergiem w berg
|
|
| | | | | |  | 6 na 6 | zupełna (2507 punktów) | >>Aktem najwyższej miłości boga judeochrześcijanskiego do ludzi jest zamordowanie w krwawy sposób własnego syna, rytualne picie jego krwi i jedzenie ciała na pamiątke tej zbrodni. Czczenie symbolu śmierci w postaci krzyża jest już tylko dopełnieniem "wytycznych". >Jesteś pewna, że to oficjalne rozumienie katolickiej doktryny, a nie tylko twoja prywatna opinia? > bembergiem w berg Masz rację. Może niewłaściwie interpretuję podstawy katolicyzmu. Zatem uściślijmy, jesli chcesz się pofatygować ; 1. Bóg z miłości do ludzi spowodował śmierć swojego syna w męczarniach? tak/nie 2. Syn Boga bedący Bogiem ustanowil rytuał picia wina i jedzenia pieczywa, ktore zostało w cudowny sposób przemienione w jego ludzką krew i mięśnie ? tak/nie 3. Krzyż, czyli miejsce kaźni i śmierci jest symbolem religii chrześcijańskiej w tym katolicyzmu? tak/nie
|
|
| | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Masz rację. Może niewłaściwie interpretuję podstawy katolicyzmu. Zatem uściślijmy, jeśli chcesz się pofatygować ;> 1. Bóg z miłości do ludzi spowodował śmierć swojego syna w męczarniach? tak/nie> 2. Syn Boga będący Bogiem ustanowił rytuał picia wina i jedzenia pieczywa, które zostało w cudowny sposób przemienione w jego ludzką krew i mięśnie ? tak/nie> 3. Krzyż, czyli miejsce kaźni i śmierci jest symbolem religii chrześcijańskiej w tym katolicyzmu? tak/niePan Piotr wyciąga z upodobaniem najbardziej aktualne pozycje broniące fideistycznych poglądów, ale nie zawierają one zupełnie żadnych nowych argumentów. Więcej nie udzielają żadnych satysfakcjonujących racjonalne umysły odpowiedzi na pytania nawet te sprzed wieku: Na początku lat trzydziestych ubiegłego wieku znakomity uczony Władysław Witwicki napisał na ten temat niepokorną książkę zatytułowaną Wiara oświeconych. Jak bardzo niepokorną, świadczy niemożliwość jej wydania w Polsce aż do 1959 roku. Odważniejsi Francuzi wydali jej tłumaczenie dwadzieścia lat wcześniej.www.racjon(*)q,O.Templetona.dla.WitwickiegoCytaty z książki Witwickiego: "Przekonania i uczucia z tej dziedziny lubią półmrok i półświadomość. Do wyjątków, przynajmniej u nas, należą jednostki, które bez obawy i otwarcie wynoszą na światło poważnej wymiany myśli w rozmowach prywatnych, na zebraniach towarzystw lub w czasopismach."
"Podobnie i sama wiara - podstawą jej i fundamentem jest powaga samego Boga, który objawienie daje, a nie może sam się mylić ani kogokolwiek w błąd wprowadzać, na ogół - jeżeli Pan Bóg inaczej nie zrządzi - wiara rodzi u poszczególnych jednostek pewność wyłącznie tylko moralną, a nie pewność konieczną. Pewność, jaka się wiąże z wiarą, jest ze względu na swą zasadę nadnaturalna i przewyższa każdą inną pewność - nawet metafizyczną, ale ze względu na swój przedmiot, to znaczy tajemnice w Bogu ukryte, przedmiotowo może dorównywać tylko pewności moralnej. Wierząc wierzymy ze względu na powagę Boga, od którego objawienie pochodzi, w tajemnice, które stworzony umysł ludzki przewyższają do tego stopnia, że mimo faktu objawienia i przyjęcia wiary one dalej pozostają zakryte i jakby mgłą otoczone".
"Wierzący sami czują, kiedy najlepiej nie myśleć, nie zastanawiać się, nie odpowiadać sobie samemu na pytanie, nie zadawać pytań, nie zestawiać swoich dwóch stanowisk w tej samej sprawie na dwóch polach, kiedy unikać rozmowy na ten temat, a nawiązaną przerwać lub odwrócić ją na temat inny, czego nie czytać i co zapomnieć, o czym nie wiedzieć w danej chwili, choć się to wie w głębi duszy i wtedy, i poza tym momentem"
"To, czego od ludzi oświeconych teologowie wymagają, to wygląda na supozycje. Przekonania oparte na rzeczywistości nieodpartej, obiecują im dopiero w życiu przyszłym. Za życia mają tylko wierzyć - po śmierci zobaczą. Nie mają żadnego obowiązku pozbywać się swoich wiadomości, spostrzeżeń, wniosków, zasady sprzeczności, czyli swoich przekonań - mają tylko to wszystko poddać powadze Kościoła i nie - 'wiedzieć że', nie - 'spostrzegać' ani 'myśleć że', tylko 'uznawać za prawdę', tzn. wierzyć w to, co im Kościół do wierzenia podaje - wbrew temu, co widzą, wiedzą, myślą - drogą naturalną. Psychologicznie jest to możliwe. W supozycjach, w uczuciach, w aktach woli i w zachowaniu się, w działaniu". Myślę, że w zakończeniu trafną będzie poniższa anegdotka: "Pełna wiara to przecież specjalna cnota. Nie ma grzechu w tym, że się w to lub w owo wątpi, że się krytycznie zapatruje na niejedno. Tak mi powiedział jeden bardzo poważny spowiednik. To jest tak jak u mnie, jak u człowieka zakochanego, który wie, że jego ukochana jest idiotką, ale wierzy najgłębiej, że ona jest mądra, bo jest mu z tym dobrze".Bardzo tą książkę polecam. Nadal jest aktualna i wyjaśnia nam sposób myślenia fideistycznej inteligencji. PS. Proszę się też zastanowić nad wypowiedzią Wacka: www.racjon(*)m.php/z,0/d,8/s,492110#w495088Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | |  | 4 na 4 | zupełna (2507 punktów) | >Bardzo tą książkę polecam. Nadal jest aktualna i wyjaśnia nam sposób myślenia fideistycznej inteligencji. Dziękuję za podpowiedź lektury. Dla mnie pojęcie "fideistyczna inteligencja" to oksymoron i jakkolwiek ciekawe są uwarunkowania ludzkiej umysłowości to dogłębne analizy podobnych przypadków wydają się być marnotrawieniem czasu. ............ Nie spodziewam się cudu raptownego dostrzeżenia lepkości i niemoralności religii przez jakiegokolwiek fideistę, ale przy założeniu, że są to ludzie nie pozbawieni minimum ludzkiej wrażliwości może z czasem dostrzegą katastrofalną w skutkach hipokryzję doktryn religijnych. Stąd moje pytania do p. Kości. pozdrawiam ciepło
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Dla mnie pojęcie "fideistyczna inteligencja" to oksymoron Jednak nie!pl.wikipedia.org/wiki/Inteligencjapl.wikiped(*)Inteligencja_(psychologia)pl.wikiped(*)_(społeczeństwo)Inteligencję definiowano na wiele sposobów. W zasadzie prawie każdy z badaczy proponował swoją definicje dążąc do uściślenia tego terminu. Dopiero Ulric Neisser zwrócił uwagę, że inteligencja jest pojęciem potocznym. Zainicjował badania dotyczące potocznych, nieoficjalnych definicji inteligencji. Okazało się, że są one bardzo podobne do definicji "oficjalnych", będących wynikiem refleksji i badań ekspertów. Chociaż często skupiały się na innych aspektach inteligencji.Inteligencja jako własność psychiki posiada oczywiście podstawę anatomiczno-fizjologiczną, ale jest ona nadal niezbadana. (...) Udział czynników genetycznego i środowiskowego w kształtowaniu różnic w zakresie inteligencji było przedmiotem zaciekłych sporów o politycznych implikacjach. Gdyby różnice w inteligencji były dziedziczone najważniejsza stawałaby się selekcyjna rola szkolnictwa, a wyrównawcza byłaby nieskuteczna. Natomiast gdyby różnice te były nabywane, pomiar inteligencji prowadziłby tylko poprzez etykietkowanie do podwyższania lub obniżania inteligencji (jako samosprawdzająca się przepowiednia), a najistotniejszy powinien być wysiłek włożony w programy wyrównawcze. Obecnie panuje pogląd, że oba czynniki współkształtują rozwój intelektualny w myśl stwierdzenia Hebba: "Proporcja obu czynników stanowi 100 procent środowiska i 100 procent dziedziczności. Nie dodają się one, ponieważ jakiekolwiek zachowanie zależy w pełni od obu czynników." Wcale nie jest łatwe osiągniecie racjonalnej postawy wobec rzeczywistości, gdy umysł od wczesnego dzieciństwa mamy mocno ukształtowany: www.racjon(*).php/s,478028/z,0/d,14#w486007www.racjon(*).php/z,0/d,15/s,478028#w486897 Czy wiedza jest nauką? Trudno o definicję nauki, ale wcale nie łatwiej z definicją wiedzy. [ 2 ] Przymiotników do słowa wiedza istnieje wiele: np. tajemna, religijna, spekulatywna, praktyczna, potoczna, naukowa - że nie sposób wymienić nawet najważniejszych. Jaki miedzy nimi zachodzi związek? Weźmy na przykład wiedzę religijną, która wzmacnia wiarę, ale czy tak samo dzieje się z wiedzą o religiach? Wiara nie musi brać się z niewiedzy. Może być innym rodzajem wiedzy, czasem bardzo głębokiej, powiązanej z obszarami zagadnień dotyczącymi bytu i człowieka, a czasem połączonej też z gruntowną wiedzą naukową w jakiejś świeckiej specjalności.
Wiedza naukowa tym różni się od wszystkich innych, że uczony - przynajmniej w zakresie własnej specjalności - nie może niczego przyjmować na wiarę. Jego obowiązkiem jest krytyczna analiza - wraz z oceną metodyki i metodologii - dotychczasowego dorobku. Wiedza, w której zawarte są dogmaty nie poddające się naukowej (rozumowo-empirycznej) weryfikacji i falsyfikacji - nie jest nauką.
Można powiedzieć, że o ile nauka jest drogą człowieczych pytań - na której dzisiejsze aksjomaty mogą rozpaść się po poddaniu ich nowszym, bardziej wyrafinowanym formom krytyki - to wiedza jest zbiorem powiązanych systemowo odpowiedzi. Gdy udzielają satysfakcjonującej (wyjaśniającej) dla pytającego odpowiedzi nazywanie wiedzą: magii, mitów, religii, doktryn politycznych, a nawet zespołów przesądów czy ezoteryk (np. astrologii, spirytyzmu ) staje się językowo uprawomocnione, choć zawsze należy dodawać przymiotnik określający o jakiego rodzaju wiedzy myślimy.
Takich logicznych zbiorów zdań, powiązanych systemowo (tworzących jakąś strukturę), przynoszących społecznościom prawdziwe dla nich (ale wcale niekoniecznie obiektywnie prawdziwe) odpowiedzi, jest wiele. Weźmy pod uwagę przedmiot mojego zainteresowania jakim jest religioznawstwo. Na tym gruncie rozróżniamy wiedzę o religiach (dostępną wierzącym i niewierzącym), będącą przedmiotem nauki i wiedzę religijną (dostępną tylko wierzącym), będącą np. przedmiotem teologii. Warto tu zauważyć, że znajomość całej doktryny religijnej (przedmiotu wiary), kultu, organizacji (w tym np. prawa kanonicznego), a także rozumowego uzasadnienia własnych przekonań wymaga dużej - czasem wprost ogromnej wiedzy religijnej. Można być bardzo inteligentnym i posiadającym ogromną wiedzę, głęboko wierzącym - a więc mocno ograniczonym intelektualnie - człowiekiem. Spójna niespójność Zespół ogólnych przekonań dotyczących natury świata wraz z wynikającymi z nich ideałami - to, w wielkim skrócie, nasz światopogląd. Dochodzimy do niego przez całe życie i dopóki żyjemy nie można uznać go zamkniętym. Choć każdy z nich, jest swoistym i niepowtarzalnym, to ludzie, żyjący w tym samym czasie, podobnych warunkach i poddani podobnym procesom socjalizacji, mają zbliżone poglądy na świat.
Toteż nasz światopogląd (zmieniający i rozwijający się w czasie) jest najczęściej mieszaniną socjalizacji i doświadczeń osobistych ze zdobytą wiedzą. W świadomości człowieka następuje swoiste, dla danej jednostki, połączenie tych różnorodnych źródeł, doprowadzając, niezwykle rzadko, do ich całkowitej spójności. Wydaje się, że właśnie niespójność trzeba uznać za normalne zjawisko i że zasadnicza różnica występuje dopiero przy próbie dychotomicznego podziału na: występujący - nader rzadko w czystej postaci - światopogląd krytyczny, domagający się "dowodów na wszystko" i fideistyczny - opierający porządek świata na wierze.Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
 | 1 na 1 | nobodylikeyou (972 punktów) | > Cytat z jednej z moich ulubionych książek:> [cytat=Paragraf 22]- I nie mów mi, że Bóg działa w sposób dla nas niepojęty - mówił Yossarian nie zwracając uwagi na jej protesty. - Nie ma w tym nic niepojętego. On nie działa, On się nami bawi. Albo w ogóle o nas zapomniał. Taki jest ten Bóg, o którym tyle mówicie: ciemny chłopek, niezdarny fuszer, bezmyślny, zarozumiały, nieokrzesany ciemniak. Dobry Boże, ile szacunku można żywić do Najwyższej Istoty, która uważała za niezbędne włączyć do swego boskiego planu stworzenia takie zjawiska, jak flegmę i próchnicę zębów? Cóż, u licha, powodowało Jego spaczonym, złośliwym skatologicznym umysłem, kiedy pozbawił starych ludzi kontroli nad stolcem? Po co, u licha, stworzył ból?> - Ból? - Żona porucznika Scheisskopfa ze zwycięską miną rzuciła się na to słowo. - Ból jest objawem pożytecznym. Ból ostrzega nas o niebezpieczeństwie.Bardzo fajny dialog. Czy jak słusznie mniemam pochodzi on z książki, która w zasadzie robi z ateistów bezrozumnych półgłówków i utwierdza czytelnika w słuszności wiary w (tu wybierz którego boga wybrało za Ciebie społeczeństwo w którym przyszło Ci się wychować)? > W jednym z tych pobocznych, dowcipnych odcinków Z Archiwum X, Mulder I Scully spotkali Dżina. No i Mulder miał szansę wypowiedzieć życzenie. No i zażyczył sobie, rzecz właściwie banalna, pokoju na świecie. I Dżin usunął z naszej planety wszystkich ludzi oprócz Muldera. Oczywiście Mulder nie był zachwycony:> - Nie takiego pokoju chciałem! - krzyczał.> - A co ty myślałeś? - odpowiedział Dżin - Budda próbował, Jezus próbował, myślisz, że ja miałbym dać radę?Jezus to akurat trochę dziwnie próbował. Zgorszenie. "Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze." Uff. Trudne te "metafory" kierował do niepiśmiennych i niewykształconych tłumów muszę przyuważyć, tak aby później się nie mieli pozabijać z różnej maści "odstępcami".  "Ale tych nieprzyjaciół moich, którzy nie chcieli, bym ja królował nad nimi, przyprowadźcie tutaj i zabijcie ich na moich oczach." Nie będzie chyba przesadną nadinterpretacją, jeśli powiem Ci że królem z tej przypowieści jest w istocie sam Jezus. Niepokornymi sługami zaś ci, którym należy się krwawa egzekucja, a którzy nie chcieli przyjąć wiary w niego samego? No i czy Jezus, albo jeszcze lepiej Jahwe nie potrafił objawić się, że tak powiem bardziej globalnie, co znacznie ułatwiło by asymilację religijną pozostałych narodów, zamiast konieczności krwawych krucjat, czy innych dżihadów? Dlaczego w zasadzie mamy przyjąć prawdziwość danej religii, skoro wszystkie bez wyjątku pojawiały i pojawiają się lokalnie - co dość jasno powinno dawać logicznie myślącym do zrozumienia o "100% ludzkim" ich pochodzeniu? Wszystkich bez wyjątku. > Refleksje natury ogólnej:> 1. Akurat fragment z "kopaniem panbuka" jest łatwy do obalenia, ponieważ pojawia się w kontekście zła moralnego i oczekuje się w nim od Boga, aby dzięki nieustannym cudownym interwencjom powstrzymywał ludzi od czynienia zła. A chyba nie o to chodzi. Katolicyzm zakłada, że ludzie posiadają wolną wolę. Skoro są wolni, to mogą wybierać między dobrem, a złem. Skoro mogą wybierać, to powinno się ich uczyć, jak wybierać dobrze. I tutaj wskakuje Objawienie, jako zestaw pewnych uniwersalnych reguł, których należy przestrzegać żeby być dobrym człowiekiem i zostać zbawionym (kochaj bliźniego, nie bądź mściwy, nie zabijaj, nie kradnij itd). Katolicyzm zakłada edukację moralną, a gdyby Bóg ludzi mechanicznie od zła powstrzymywał, życie stałoby się chyba jednak na dłuższą metę nieznośne.> "Katolicyzm zakłada, że ludzie posiadają wolną wolę."Super, to znaczy że: > "Skoro są wolni, to mogą wybierać między dobrem, a złem."Dlaczego tej wolnej woli nie mają najwyraźniej ludzie, którzy umierają z powodu chorób jeszcze jako niemowlęta, lub w łonie matki - i to nie raz nie zależnie od zachowanych środków ostrożności i higieny ich rodziców oraz otoczenia? Skoro wierzycie w wolną wolę, to co ma do tego tzw. Opatrzność Boska? Albo cudowne uzdrowienia, które jakimś magicznym zrządzeniem losu nigdy nie dotyczą np. odrośnięcia utraconej kończyny? Zawsze są za to tym, co nauka przynajmniej częściowo tłumaczy jako efekt placebo i zdarza się i ateistom i innowiercom - tych ostatnich w zasadzie utwierdzając w przekonaniu o prawdziwości ich nie katolickiej, bądź oo zgrozo, nawet nie chrześcijańskiej religii. > 3. Większość tutejszych racjonalistów podchodzi do kwestii zła jakby "z góry" - jak dobry/wszechmocny/wszechwiedzący Bóg do tego dopuszcza? A gdyby spojrzeć na sprawę z punktu widzenia naturalnej historii religii, to okaże się, że zło istniało zanim ludzie odkryli/wymyślili Boga. I w tym kontekście religia pojawia się jako próba wytłumaczenia, czemu w ogóle zło w świecie istnieje, oraz jako sposób uporania się z tą nieprzyjemną koniecznością cierpienia i śmierci. I ta perspektywa wydaje mi się chyba najważniejsza.Słusznie prawisz!  Tylko jak możesz przy tym pozostać rzymskim katolikiem? Z powodu złudnej obiecanki pośmiertnego biletu do bezkresnej wieczności?
|
|
|  | | worek kości (2937 punktów) | >"Ale tych nieprzyjaciół moich, którzy nie chcieli, bym ja królował nad nimi, przyprowadźcie tutaj i zabijcie ich na moich oczach." >Nie będzie chyba przesadną nadinterpretacją, jeśli powiem Ci że królem z tej przypowieści jest w istocie sam Jezus. Niepokornymi sługami zaś ci, którym należy się krwawa egzekucja, a którzy nie chcieli przyjąć wiary w niego samego?
W tej opowieści nie było o wierze, tylko o minach. A królem nie był Jezus, tylko jakiś król. Potoczne rozumienie jest takie - pielęgnujcie to co dostajecie od losu.
>No i czy Jezus, albo jeszcze lepiej Jahwe nie potrafił objawić się, że tak powiem bardziej globalnie, co znacznie ułatwiło by asymilację religijną pozostałych narodów, zamiast konieczności krwawych krucjat, czy innych dżihadów?
Skąd wiesz, że wtedy nie byłoby krucjat? A jak na lokalne objawienie, to dziwnym zrządzeniem losu niemal wszyscy je znają - nie jest to nieco zastanawiające?
>Dlaczego tej wolnej woli nie mają najwyraźniej ludzie, którzy umierają z powodu chorób jeszcze jako niemowlęta, lub w łonie matki - i to nie raz nie zależnie od zachowanych środków ostrożności i higieny ich rodziców oraz otoczenia?
Posiadanie wolnej woli nie oznacza, że cokolwiek się zechce, to się ma. Oznacza to tylko, że można chcieć.
>Skoro wierzycie w wolną wolę, to co ma do tego tzw. Opatrzność Boska? Albo cudowne uzdrowienia, które jakimś magicznym zrządzeniem losu nigdy nie dotyczą np. odrośnięcia utraconej kończyny?
Nic.
>Tylko jak możesz przy tym pozostać rzymskim katolikiem?
Nie przypominam sobie, żebym się gdzieś tutaj religijnie deklarował.
bembergiem w berg
|
|
| |  | 6 na 6 | nobodylikeyou (972 punktów) | > W tej opowieści nie było o wierze, tylko o minach. A królem nie był Jezus, tylko jakiś król. Potoczne rozumienie jest takie - pielęgnujcie to co dostajecie od losu.To jest akurat Twoja interpretacja. Na przestrzeni wieków krk wybierał sobie jednak inne, a takich jak ty nie rzadko określał mianem heretyków i kacerzy, których należy eliminować. Nawet fizycznie. Co więcej nie raz robił to w przekonaniu o wypełnianiu słusznej woli Boga. Bo niby co miał innego robić czytając tekst takiego Kazania Na Górze na temat traktowania Gorszycieli???  No poważnie; naprawdę myślisz że Dżizas puszczałby w większości kompletnie nie kumatym tłumom alegoryczne metafory, mając świadomość jak będą one w przyszłości wykorzystywane? Zresztą już szczał pies ewentualne nadprzyrodzone aspekty jego znajomości przyszłości. Chyba sam nie był szczególnie bystry, aby serwować tak niepojętne nauki dla tak mało pojętnych ludzi, mając nadzieje że zrozumieją je w pełni i "bezkrwawo". Oczywiście zakładając Twoją wersję że Chrystus mówił i robił dokładnie to co napisali o nim twórcy NT w wersji Pawła z Tarsu. > Skąd wiesz, że wtedy nie byłoby krucjat?A to bardzo proste. Czy gdyby w powstałej na ten skutek Biblii Wszystkich Narodów znalazły by się pouczenia o powszechnej miłości wszystkich narodów oraz niemalże bliźniaczy system moralny, było by ich tyle samo co było (i nadal przybywa), czy może jednak dużo mniej? Zresztą sam się zastanów z kim łatwiej dogada się luteranin? Z kalwinistą, czy azteckim poganinem składającym ofiary z ludzi? Tam gdzie religie były bardzo zbliżone, tam zazwyczaj szło o łatwiejsze porozumienie - o ile nie wchodzono sobie zanadto na działkę drugiego. A my przecież mówimy o Objawieniu Jednej Religii o zasięgu globalnym. Od samego początku tego hipotetycznego Objawienia. > A jak na lokalne objawienie, to dziwnym zrządzeniem losu niemal wszyscy je znają - nie jest to nieco zastanawiające?Jacy znowu niemal wszyscy, bo masz chyba na myśli zaledwie trochę powyżej 1/3 ludzkości? Trochę powyżej 1/3 ludzkości z czego większość jest zwyczajnie nie kumata i nie pisata, a już z pewnością się nie obrazisz na stwierdzenie że zwyczajnie głupia? Pozwól, że zapytam, czy potrafiąc przenieść się w czasie jakieś 500 lat później, kiedy (wyjątkowo pesymistyczny scenariusz) Islam opanuje już 60% umysłów Europy oraz ponad 1/3 świata - traktowałbyś poważnie farmazony typu "dziwnym zrządzeniem losu niemal wszyscy znają nauki proroka Mahometa - nie jest to nieco zastanawiające?" ? Ja patrząc na sposób w jaki i chrześcijaństwo i Islam zdobywały swoje ziemie raczej popukałbym się przed takim człowiekiem w głowę i przynajmniej zachęcił go do zajrzenia do paru podręczników hist. > Posiadanie wolnej woli nie oznacza, że cokolwiek się zechce, to się ma. Oznacza to tylko, że można chcieć.Czy dar życia to za dużo o co się prosi? Bo niby dlaczego Ty i Ja dostaliśmy ten dar bez wypraszania? Naprawdę nie widzisz (nie chcesz zobaczyć?) jaką ów problematyka stwarza wyrwę w twoim systemie akceptacji i rozumowania swojej religii? Chcę aby moje przyszłe dziecko urodziło się wolne od Syndromu Nagłego Zgonu Niemowląt. Chcę aby moja żona nie była zmuszana do wyboru aborcja albo śmierć wraz z płodem, któremu na skutek wybryków natury nie wykształci się mózg i zwyczajnie umrze w łonie matki tym samym (nierzadko) zabijając i ją. CZY DAR ŻYCIA TO ZA WIELE JAK NA WOLNĄ WOLĘ JAKĄ OBDARZA CHRZEŚCIJAŃSKI BÓG? Zwróć uwagę że nawet nie czepiam się takich rzeczy jak np. huragy, czy tsunami, chciałbym tylko aby moje dziecko miało szansę przeżyć i dokonywa w życiu wyborów t.j. ty czy Ja. Dlaczego praktycznie każdego dnia mamy okazję do realizacji naszej wolnej woli, a miliony maleńkich dzieci już Nie? Doprawdy to już kapryśnie traktujący swoich ludzików Jahwe/ Allah jawi się tutaj dużo bardziej spójnie. > >Skoro wierzycie w wolną wolę, to co ma do tego tzw. Opatrzność Boska? Albo cudowne uzdrowienia, które jakimś magicznym zrządzeniem losu nigdy nie dotyczą np. odrośnięcia utraconej kończyny?> Nic.Więc jak możecie w nią (Opatrzność) równocześnie wierzyć???  > Nie przypominam sobie, żebym się gdzieś tutaj religijnie deklarował.Ja za to przypominam sobie naprawdę spory zakres Twojej obrony katolickich doktryn i dogmatów.
|
|
| | |  | | worek kości (2937 punktów) | > Na przestrzeni wieków krk wybierał sobie jednak inne, a takich jak ty nie rzadko określał mianem heretyków i kacerzy, których należy eliminować. Nawet fizycznie.No tak, Inkwizycja. W tych czasach kwestionowanie religii nie było kwestionowaniem czyjegoś prywatnego poglądu - na prawdach wiary zasadzał się cały system. Dzisiaj wydaje się to złe, ale wtedy było uzasadnione. Ale może wskażesz mi jakiś dowolny kraj funkcjonujący w średniowieczu, który mógł świecić pozytywnym przykładem na tle morderczej Inkwizycji? Gdzie np. lepiej funkcjonowały sądy? Gdzie zapewniano lepszą edukację? > No poważnie; naprawdę myślisz że Dżizas puszczałby w większości kompletnie nie kumatym tłumom alegoryczne metafory, mając świadomość jak będą one w przyszłości wykorzystywane?No przecież dzisiaj są interpretowane i same dobre rzeczy się z nich wyciąga. > Chyba sam nie był szczególnie bystry, aby serwować tak niepojętne nauki dla tak mało pojętnych ludziZdaje się, że w katolicyzmie adresatami słów Jezusa są wszyscy ludzie, którzy je czytają, nie tylko ci opisani na kartach Biblii. > > Skąd wiesz, że wtedy nie byłoby krucjat?> A to bardzo proste. Czy gdyby w powstałej na ten skutek Biblii Wszystkich Narodów znalazły by się pouczenia o powszechnej miłości wszystkich narodów oraz niemalże bliźniaczy system moralny, było by ich tyle samo co było (i nadal przybywa), czy może jednak dużo mniej?No tak, ale w opisie życia Jezusa, chodził on, dokonywał cudów, a i tak nie wszyscy chcieli go słuchać, ba, nawet Go w końcu zabili. > > A jak na lokalne objawienie, to dziwnym zrządzeniem losu niemal wszyscy je znają - nie jest to nieco zastanawiające?> Jacy znowu niemal wszyscy, bo masz chyba na myśli zaledwie trochę powyżej 1/3 ludzkości?1/3 to może być chrześcijan, ale nawet muzułmanie mają w Koranie Jezusa - chociaż tam występuje w innej roli. Chodzi mi o to, że nawet jeśli ktoś w Jezusa dzisiaj nie wierzy, to i tak najczęściej wie, kto to był/jest. > Pozwól, że zapytam, czy potrafiąc przenieść się w czasie jakieś 500 lat później, kiedy (wyjątkowo pesymistyczny scenariusz) Islam opanuje już 60% umysłów Europy oraz ponad 1/3 świata - traktowałbyś poważnie farmazony typu "dziwnym zrządzeniem losu niemal wszyscy znają nauki proroka Mahometa - nie jest to nieco zastanawiające?" ?No cóż, jeśli tak się stanie, to będzie to rzeczywiście dość zastanawiające. Swoją drogą, co bardziej ułatwia rozprzestrzenianie się Islamu w Europie - istnienie tutaj chrześcijaństwa czy wymieranie chrześcijaństwa? Bo z tego co się orientuję, to muzułmanie wypełniają miejsce po KK - dlatego w Polsce ich jeszcze nie ma. > Czy dar życia to za dużo o co się prosi?Dar, jak sama nazwa wskazuje, jest dobrowolnym prezentem, a nie wyproszonym czy wymuszonym. > Chcę aby moje przyszłe dziecko urodziło się wolne od Syndromu Nagłego Zgonu Niemowląt.I wraz z postępem nauki może to wyeliminujemy. > Chcę aby moja żona nie była zmuszana do wyboru aborcja albo śmierć wraz z płodem, któremu na skutek wybryków natury nie wykształci się mózg i zwyczajnie umrze w łonie matki tym samym (nierzadko) zabijając i ją.Wiadomo, taki zmuszacz to coś okropnego - ale w przypadku który opisałeś, prawo reguluje takie kwestie. > CZY DAR ŻYCIA TO ZA WIELE JAK NA WOLNĄ WOLĘ JAKĄ OBDARZA CHRZEŚCIJAŃSKI BÓG?Dar życia, czy nieśmiertelności? Bo Bóg nigdy nie obiecywał, że ludzie nie będą umierać, wręcz przeciwnie, w katolicyzmie świat to padół łez i w ogóle, cierpienie. Nawet Jezus cierpiał i Go zabili. Dużo jest o cierpieniu w katolicyzmie. > Dlaczego praktycznie każdego dnia mamy okazję do realizacji naszej wolnej woli, a miliony maleńkich dzieci już Nie?Ponieważ my żyjemy, a one nie żyją. > Więc jak możecie w nią (Opatrzność) równocześnie wierzyć???  Bóg jest poza czasem, przynajmniej w katolicyzmie. > Ja za to przypominam sobie naprawdę spory zakres Twojej obrony katolickich doktryn i dogmatów.Jak ktoś nie kuma sporego fragmentu kultury, do której należy, to w miarę możliwości staram się tłumaczyć w co wierzyli jego przodkowie.
bembergiem w berg
|
|
| | | |  | | nobodylikeyou (972 punktów) | > No tak, Inkwizycja. W tych czasach kwestionowanie religii nie było kwestionowaniem czyjegoś prywatnego poglądu - na prawdach wiary zasadzał się cały system. Dzisiaj wydaje się to złe, ale wtedy było uzasadnione.Taa Inkwizycja...  Najlepiej ta której nikt się nie spodziewa, czyli Hiszpańska.  Konflikty (często krwawe konflikty) były już w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, kiedy nikt jeszcze o niej nawet nie myślał. Wszystko rozbija się o dowolność interpretacyjna oraz łopato logiczność brzmienia pewnych przekazów, video wspomniane "Zgorszenie". > może wskażesz mi jakiś dowolny kraj funkcjonujący w średniowieczu, który mógł świecić pozytywnym przykładem na tle morderczej Inkwizycji?Mówią ci coś takie postulaty jak: 1. Każdy mężczyzna i każda kobieta, znający Biblię, mogą być kaznodziejami. 2. Kult jest prowadzony w języku narodowym; każdy powinien czytać Biblię. 3. Nieuznawanie odpustów. Nienauczanie na temat czyśćca. 4. Jezus Chrystus jest jedynym pośrednikiem między Bogiem i ludźmi. 5. Świętych należy naśladować, ale nie wolno ich czcić. Cześć należy się jedynie Bogu; wszystko inne jest bałwochwalstwem. 6. Kościół rzymskokatolicki sprzeniewierzył się tradycji apostolskiej i nie ma władzy od Boga. 7. Jedynymi sakramentami są chrzest i eucharystia. 8. Śmierć jest przejściem w stan nieświadomości, tzn. aż do wskrzeszenia przez Chrystusa. To dzieło ruchu Waldensów, którzy spotykali się ze zwyczajnymi czystkami etnicznymi ze strony Watykanu. Chcesz mi pokazywać lepszy kraj, kiedy praktycznie wszędzie rządziło hierarchiczne chrześcijaństwo - jak nie w wersji rzym. katolickiej, to kalwinistycznej i luterańskiej? (gdzie odsetek kar śmierci za herezję był nawet dużo większy niż u Inkwizycji). > Gdzie np. lepiej funkcjonowały sądy?W starożytnym Rzymie? Ba częściowo nawet u nas - Słowian przed przybyciem chrześcijaństwa np. > Gdzie zapewniano lepszą edukację?U Azteków? U Arabów podczas ich Złotego Wieku? U rozsianych po całej Europie Żydów? > No przecież dzisiaj są interpretowane i same dobre rzeczy się z nich wyciąga.Dzisiaj? Co to znaczy "Dzisiaj"? Czy wy, teiści gdzieś macie "Wczoraj"?, Jeśli tak, to czemu nie będziecie konsekwentni i zapomnicie o tym co złego spotkało was złego "Wczoraj" ze strony ruchów antyreligijnych? Co do "Dzisiaj", to zresztą kwestia wyjątkowo sporna, czy same "dobro" jak choćby: 1. Niższa rola kobiety w społeczeństwie od mężczyzny. 2. Skazywanie na wieczne potępienie i idący za tym terror psychiczny z cyklu: "Odrzucasz wiarę w Jezusa? Pójdziesz do piekła!" - co jest zresztą zgodne z jego samymi słowami z J 3:36, czy Mk 16:15-16, których tu już na szczęście nie uznajesz, bo tak wymyśliło sobie paru ówczesnych ludzi, którym te zdania już nie przystają do dzisiejszych czasów. 3. Kult wiary nad rozumem. 4. Pochwała męczeństwa za Chrystusa. > Zdaje się, że w katolicyzmie adresatami słów Jezusa są wszyscy ludzie, którzy je czytają, nie tylko ci opisani na kartach Biblii.A czy odczytywali je jakoś szczególnie głębiej i bezkrwawo w odróżnieniu od ciemnych mas? Jezus z NT z I w. n.e. przedstawia rzeczy w większości łopatologicznie. I zrozumie je każde dziecko. Tak będą rozumować je często i bardziej wykształceni. Św. Augustyn i nie jeden inny święty uzna niewolnictwo za Dar Boga, bo tak właśnie zostanie to łopatologicznie wytłumaczone przez listy apostolskie. Ten proceder będzie dalej się rozwijał. Teologowie Kościoła będą go pielęgnować i wzmacniać powołując w pobożności na sam NT i słowa apostoła Pawła, Piotra, samego Chrystusa, kiedy przyjdzie im chociażby zabijać tych, których uznają za "gorszycieli". Wkrótce później pojawi się rozwinięcie niewolnictwa w postaci pańszczyzny i feudalizmu. Kobiety aż do XIX w. będą posiadały ograniczone prawa względem mężczyzn, wymuszających to na podstawie Biblii i NT. Ile zła powinni w przeszłości popełnić wykształceni ludzie świata chrześcijańskiego, aby dotarło do Ciebie, że coś z tą prawdziwością nie teges? Ile zła wyrządza każdego dnia Islam, że w 101% możesz przyznać że jest on wytworem prymitywnych (i w 100% ludzkich) umysłów??? > No tak, ale w opisie życia Jezusa, chodził on, dokonywał cudów, a i tak nie wszyscy chcieli go słuchać, ba, nawet Go w końcu zabili.A czy taki podobny nie był plan? Czy sam do tego nie prowokował, zmuszając Żydów do wykonania nakazów swego Boga względem "fałszywych proroków" i bluźnierców? > 1/3 to może być chrześcijan, ale nawet muzułmanie mają w Koranie Jezusa - chociaż tam występuje w innej roli. Chodzi mi o to, że nawet jeśli ktoś w Jezusa dzisiaj nie wierzy, to i tak najczęściej wie, kto to był/jest.No tak. Piep*zyć. Setki miliony ludzi którzy nawet po dziś dzień zabijają się w imię Jezusa Boga, czy może jednak Jezusa tylko Proroka. Najważniejsze że większość o nim słyszała! Zaskoczę Cię; więcej ludzi na Ziemi słyszało o Ronaldo i Zidanie, niż o Jezusie. > No cóż, jeśli tak się stanie, to będzie to rzeczywiście dość zastanawiające. Swoją drogą, co bardziej ułatwia rozprzestrzenianie się Islamu w Europie - istnienie tutaj chrześcijaństwa czy wymieranie chrześcijaństwa? Bo z tego co się orientuję, to muzułmanie wypełniają miejsce po KK - dlatego w Polsce ich jeszcze nie ma.Durni lewacy i liberałowie, którzy nadal wierzą w bujdę zwaną multi-kulti, oraz paradoksalnie sami prawicowy i Krk, którzy broniąc prawa do swobód religijnych swojego kościoła, poszerzają tym samym prawo innych religii jak np. Islamu w Wielkiej Brytanii. Na pewno NIE jakieś nadprzyrodzone powody, którymi tłumaczysz Pierwsze miejsce na podium dla chrześcijaństwa. > Dar, jak sama nazwa wskazuje, jest dobrowolnym prezentem, a nie wyproszonym czy wymuszonym.A wymienione przez mnie przypadki chorób, to czym? Bonusem w pakiecie dla wybranym?
|
|
| | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Konflikty (często krwawe konflikty) były już w pierwszych wiekach chrześcijaństwa
Rozumiem, że gdyby nie chrześcijaństwo to ludzie by nie mieli powodów do konfliktów? Że tak naprawdę chodziło o religię, a władza i bogactwo to tylko był pretekst? Bo ja mam wrażenie, że było jednak odwrotnie.
>>może wskażesz mi jakiś dowolny kraj funkcjonujący w średniowieczu >To dzieło ruchu Waldensów
To ruch, a nie kraj.
>>Gdzie np. lepiej funkcjonowały sądy? >W starożytnym Rzymie?
Starożytny Rzym był przed chrześcijaństwem, a chrześcijaństwo przejęło filozofię prawa właśnie z Rzymu.
>Ba częściowo nawet u nas - Słowian przed przybyciem chrześcijaństwa np.
Częściowo lepsze, a częściowo gorsze?
>>Gdzie zapewniano lepszą edukację? >U Azteków? U Arabów podczas ich Złotego Wieku? U rozsianych po całej Europie Żydów?
W czasie krystalizowania się chrześcijańskiej Europy, Złoty Wiek Arabów chylił się ku upadkowi, natomiast ich osiągnięcia przetrwały w kulturze chrześcijańskiej.
>>No przecież dzisiaj są interpretowane i same dobre rzeczy się z nich wyciąga. >Dzisiaj? Co to znaczy "Dzisiaj"? Czy wy, teiści gdzieś macie "Wczoraj"?, Jeśli tak, to czemu nie będziecie konsekwentni i zapomnicie o tym co złego spotkało was złego "Wczoraj" ze strony ruchów antyreligijnych?
Bo o ile zmienia się sens katolickiej doktryny, to ruchy antyreligijne nie przestały być antyreligijne.
>Co do "Dzisiaj", to zresztą kwestia wyjątkowo sporna, czy same "dobro" jak choćby: >1. Niższa rola kobiety w społeczeństwie od mężczyzny.
Katolicyzm głosi coś takiego?
>2. Skazywanie na wieczne potępienie i idący za tym terror psychiczny z cyklu: "Odrzucasz wiarę w Jezusa? Pójdziesz do piekła!" - co jest zresztą zgodne z jego samymi słowami z J 3:36, czy Mk 16:15-16, których tu już na szczęście nie uznajesz
No to jednak to zdanie nie należy do "dzisiaj".
>3. Kult wiary nad rozumem.
Kult wiary i rozumu - fides et ratio.
>4. Pochwała męczeństwa za Chrystusa.
I jak to dzisiaj wygląda w praktyce, ta pochwała męczeństwa?
>A czy odczytywali je jakoś szczególnie głębiej i bezkrwawo w odróżnieniu od ciemnych mas?
Co ty z tym "krwawym odczytywaniem"? Procesy inkwizycyjne opierały się na obowiązującym prawie, a wina była orzekana na podstawie zgromadzonych racjonalnych dowodów.
>Wkrótce później pojawi się rozwinięcie niewolnictwa w postaci pańszczyzny i feudalizmu.
Wolter, patron tego portalu, zajmował się w wolnym czasie handlem niewolnikami - chyba nie powiesz, że robił to skorumpowany religią?
>Kobiety aż do XIX w. będą posiadały ograniczone prawa względem mężczyzn, wymuszających to na podstawie Biblii i NT.
I tak w chrześcijaństwie miały więcej praw, niż wcześniej.
I rozumiem, że przed chrześcijaństwem kobiety były równouprawnione, a dopiero wraz z nastaniem ciemnogrodu zepchnięto je do kuchni?
>Ile zła powinni w przeszłości popełnić wykształceni ludzie świata chrześcijańskiego, aby dotarło do Ciebie, że coś z tą prawdziwością nie teges?
A to wykształceni nie-chrześcijańscy ludzie nie popełniali zła? A jeśli popełniali, to cóż ich do tego pchało, skoro ich światłe umysły były religią nieskażone?
>A czy taki podobny nie był plan? Czy sam do tego nie prowokował, zmuszając Żydów do wykonania nakazów swego Boga względem "fałszywych proroków" i bluźnierców?
Jak widać nawet Bóg, który staje się człowiekiem i bezpośrednio z ludźmi rozmawia, nie potrafi wszystkich do siebie przekonać.
>Setki miliony ludzi którzy nawet po dziś dzień zabijają się w imię Jezusa Boga
A gdzie ty te religijne wojny chrześcijan dzisiaj znalazłeś?
>Durni lewacy i liberałowie, którzy nadal wierzą w bujdę zwaną multi-kulti,
Ano.
>oraz paradoksalnie sami prawicowy i Krk, którzy broniąc prawa do swobód religijnych swojego kościoła, poszerzają tym samym prawo innych religii jak np. Islamu w Wielkiej Brytanii.
Czyżbyś był za ograniczeniem swobód religijnych w krajach o kulturze chrześcijańskiej z wyłączeniem KK?
bembergiem w berg
|
|
| | | | |  | | No Idea (83 punktów) | Taka ogólna uwaga: ew. zło wynikające z religii czy popełniane przez ludzi religijnych nie jest argumentem za nieistnieniem Boga, a tylko za fałszywością religii - i to tylko wtedy, jeśli założymy, że Bóg istnieje i jest dobry. (Gdyby był zły, to religia czyniąca zło byłaby z dużym prawdopodobieństwem prawdziwa.) Zło, z którym wiąże się teodycea, to zło naturalne - różnego rodzaju cierpienie niestanowiące skutku działań ludzkich. Dlatego ani Inkwizycja, ani krucjaty, ani jakiekolwiek negatywne w skutkach tezy Kościoła nie mówią nic o tym, czy Bóg istnieje, czy nie.
|
|
| | | |  | 3 na 3 | nobodylikeyou (972 punktów) |
> >Chcę aby moje przyszłe dziecko urodziło się wolne od Syndromu Nagłego Zgonu Niemowląt.> I wraz z postępem nauki może to wyeliminujemy.Do czego w takim razie nam Bóg... Ekhem - Partacz? Do żenująco przyziemnego kukania zza drzewa i patrzenia, czy ludzie wciąż go wyznają?  Zastanawiająco to Przyziemne cechy, nie sądzisz? Bardzo zastanawiające... > >Chcę aby moja żona nie była zmuszana do wyboru aborcja albo śmierć wraz z płodem, któremu na skutek wybryków natury nie wykształci się mózg i zwyczajnie umrze w łonie matki tym samym (nierzadko) zabijając i ją.> Wiadomo, taki zmuszacz to coś okropnego - ale w przypadku który opisałeś, prawo reguluje takie kwestie.Dobrze że nie prawo jakie chce stanowić opierający się dziś na "samym dobru Jezusa" kościół katolicki i inne marki jurki. Na szczęście na dzień dzisiejszy mamy 1:0 dla "Cywilizacji Śmierci". > Dar życia, czy nieśmiertelności? Bo Bóg nigdy nie obiecywał, że ludzie nie będą umierać, wręcz przeciwnie, w katolicyzmie świat to padół łez i w ogóle, cierpienie.Mówił za to że nie dostanie się do królestwa niebieskiego, ten który nie odbędzie chrztu/ nie narodzi się ponownie. Dlaczego zatem nawet nie daje szansy tym dzieciakom, aby chociaż przyjęły wcześniej chrzest? Pisze to oczywiście z teistycznej perspektywy. > Nawet Jezus cierpiał i Go zabili.Poza tym po co Jezus miałby cierpieć? Nie mógłby chociaż poudawać przed tłumem?  Czy On, lub jego Ojciec nie mógł wyłączyć mu np. jakiś sensorów odczuwania bólu? > Dużo jest o cierpieniu w katolicyzmie.KrK każe umierać nieuleczalnie chorym w cierpieniach, nie dających się stłumić nawet najlepszymi lekarstwami. Każe matkom rodzić, nawet gdy poród grozi im śmiercią. Jednym słowem każe nieść swój własny krzyż, co jest kardynalną zasadą KrK powtarzaną co niedziela w każdym zakątku świata. "Radość krzyża", "Cierpienie uszlachetnia" Tymczasem poprzedni papież ustąpił bo... poczuł się zmęczony.  To ja już nic nie rozumiem z tego całego Objawienia.  > >Dlaczego praktycznie każdego dnia mamy okazję do realizacji naszej wolnej woli, a miliony maleńkich dzieci już Nie?> Ponieważ my żyjemy, a one nie żyją.Głęboka myśl. Aż se ją zaraz zapiszę i zacznę używać jako świetny kontrargument > >Więc jak możecie w nią (Opatrzność) równocześnie wierzyć???> Bóg jest poza czasem, przynajmniej w katolicyzmie.Ale co ma piernik do wiatraka? Ach już wiem. To coś takiego jak z Niebem, które jest miejscem niematerialnych duchów, a mimo to Zmartwychwstały Jezus posiadał materialne ciało, okazywał swoja tożsamość widokiem i głębokością swoich ran przed Tomaszem, wcinał z nimi ryby i nawet odleciał do Niematerialnego Nieba ze szczytu góry. Na szczęście dla wszelkich nielogiczności tego kalibru prostaczkowie dostali tanią wymówkę z cyklu "nie zbadane są ścieżki boskie".  Czy o coś takiego Ci chodziło z tym istnieniem poza czasem? Bo przecież istnienie poza nim, nie ma chyba nic wspólnego ze skutecznością modlitw, bożą opatrznością i cudami? > Jak ktoś nie kuma sporego fragmentu kultury, do której należy, to w miarę możliwości staram się tłumaczyć w co wierzyli jego przodkowie.Przyznam że tłumaczysz to ze sporem osobistym zaangażowaniem, vide: zamiana chleba w boskie ciało.
|
|
| | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | > Do czego w takim razie nam Bóg... Ekhem - Partacz?W teizmie - Bóg jest do tego, żeby dać ludziom rozum, aby potrafili sami rozwiązywać swoje problemy. > Dobrze że nie prawo jakie chce stanowić opierający się dziś na "samym dobru Jezusa" kościół katolicki i inne marki jurki. Na szczęście na dzień dzisiejszy mamy 1:0 dla "Cywilizacji Śmierci".> Każe matkom rodzić, nawet gdy poród grozi im śmiercią.Katolicyzm nie wyklucza aborcji - usunięcie ciąży jest dozwolone na gruncie etyki katolickiej o ile jest tylko efektem ubocznym ratowania życia matki, a nie celem samym w sobie. > Dlaczego zatem nawet nie daje szansy tym dzieciakom, aby chociaż przyjęły wcześniej chrzest?www.vatica(*)419_un-baptised-infants_pl.pdf> Poza tym po co Jezus miałby cierpieć?W idei jest coś w stylu, że Bóg chciał zrozumieć ludzi, oraz żeby ludzie lepiej zrozumieli Boga. > >Dużo jest o cierpieniu w katolicyzmie.> KrK każe umierać nieuleczalnie chorym w cierpieniach, nie dających się stłumić nawet najlepszymi lekarstwami.Co ty gadasz... > Jednym słowem każe nieść swój własny krzyż, co jest kardynalną zasadą KrK powtarzaną co niedziela w każdym zakątku świata.Życie jest pełne cierpienia i jest to dość oczywiste. Religia próbuje ludziom jakoś pomóc się z tym cierpieniem uporać. > "Radość krzyża", "Cierpienie uszlachetnia"To są takie tam, pustosłowia. Cierpienie wcale nie uszlachetnia - jak miał powiedzieć umierający Tischner. > Przyznam że tłumaczysz to ze sporem osobistym zaangażowaniem, vide: zamiana chleba w boskie ciało.Wydaje mi się, że jednak staram się to tłumaczyć zupełnie na zimno.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | |  | | nobodylikeyou (972 punktów) | >>KrK każe umierać nieuleczalnie chorym w cierpieniach, nie dających się stłumić nawet najlepszymi lekarstwami.
>Co ty gadasz...
Słowo klucz: Eutanazja.
Szerzej odpowiem jutro, bo dziś nie mam już niestety czasu.
|
|
| | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Słowo klucz: Eutanazja.
Czasem wydaje mi się, że jest to jedyne rozwiązanie, szczególnie w Polsce, gdzie ludzie przewlekle chorzy nie mają często dostępu do skutecznych środków przeciwbólowych. I w tym kontekście problem dostępu do terapii przeciwbólowych uważam za ważniejszy niż problem eutanazji.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | pawel_wr (4297 punktów) | >>Słowo klucz: Eutanazja. >Czasem wydaje mi się, że jest to jedyne rozwiązanie, szczególnie w Polsce, [...]
Powiedz to panu Michalikowi , Dydyczowi , Regmuntowi albo ojcowi dyr. dr Tadeuszowi.
Pan nadpapież Tomek T. , gdyby było to 500 lat temu , rozpaliłby stos pod tobą.
Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
|
|
 | 4 na 4 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >Katolicyzm zakłada, że ludzie posiadają wolną wolę. Skoro są wolni, to mogą wybierać między dobrem, a złem. Skoro mogą wybierać, to powinno się ich uczyć, jak wybierać dobrze. I tutaj wskakuje Objawienie, jako zestaw pewnych uniwersalnych reguł, których należy przestrzegać żeby być dobrym człowiekiem i zostać zbawionym (kochaj bliźniego, nie bądź mściwy, nie zabijaj, nie kradnij itd). Katolicyzm zakłada edukację moralną, a gdyby Bóg ludzi mechanicznie od zła powstrzymywał, życie stałoby się chyba jednak na dłuższą metę nieznośne.< Czy takiej odpowiedzi udzielisz Steven Weinberg który pytał "czy 6 mln ludzi musiało zginąć w Auschwitz, żeby Niemcy mogli zrealizować swoją wolną wolę". A gdyby nawet wbrew temu argumentowi faktycznie konieczna była pewna doza niemoralności dla realizacji ludzkiej wolności, dlaczego Bóg nie stworzył świata i ludzi takimi, żeby łamali boskie zakazy np. w łóżku, ale nie powodowali o wiele większego zła, wojny, obozy zagłady? Kościół cały czas stara się o poprawę moralności, czy taki stan początkowy nie ułatwiłby zadania klerowi? >że zło służy moralnemu doskonaleniu się człowieka. Np. ból porodu służy wyższemu dobru - pojawia się człowiek, a różne inne cierpienia, choroby i kalectwa sprzyjają rozmyślaniom i ogólnej moralnej dojrzałości. Jak dla mnie - naciągane strasznie.< Teologiczny argument na problem teodycei. Nieszczęścia nie koniecznie uszlachetniają ludzi. Wręcz przeciwnie. Wpędzają ich w depresje, choroby i powodują nowe zło. Czemu służy ból porodowy gdy wyższym dobrem jest martw płód? >3. Większość tutejszych racjonalistów podchodzi do kwestii zła jakby "z góry" - jak dobry/wszechmocny/wszechwiedzący Bóg do tego dopuszcza?< Problem teodycei wskazuje na sprzeczność logiczną wynikającą z określenia przymiotów Boga. Jest problemem logicznym który wskazuje na brak egzystencji Boga, przynajmniej takiego jakim go opisuje Kościół. >A gdyby spojrzeć na sprawę z punktu widzenia naturalnej historii religii, to okaże się, że zło istniało zanim ludzie odkryli/wymyślili Boga.< Czy zło i dobro istniało na ziemi przed powstaniem na niej życia? Kto je stworzył skoro wg nauk kościelnych obowiązuje reguła Ex nihilo nihil fit? i w jakim celu? Czy bomby na Hiroszimę i Nagasaki to dobro czy zło? Porównaj ofiary i argumentację Trumana. Czy zabicie antylopy przez geparda to dobro czy zło? Zniknięcie dinozaurów to dobro czy zło? Czy śmierć to zło? Czy odłączenie pacjenta od aparatury podtrzymującej życie, którego organy jeszcze funkcjonują ale mózg już nie, jest dobrem czy złem. Jeżeli jest dobrem to czy zło nie zamieniło się w dobro? Czy wszechobecny Bóg nie jest określany mianem dobra? Skąd miejsce na zło skoro dobro-Bóg jest wszechobecne? >I w tym kontekście religia pojawia się jako próba wytłumaczenia, czemu w ogóle zło w świecie istnieje, oraz jako sposób uporania się z tą nieprzyjemną koniecznością cierpienia i śmierci. I ta perspektywa wydaje mi się chyba najważniejsza.< Religia nie pojawiła się żeby odpowiedzieć na pytanie dobra i zła. Religia na to pytanie nie udziela też żadnej sensownej odpowiedzi.
Mam dość ateistów. Oni bez przerwy gadają o Bogu - Heinrich Böll
|
|
2 na 2 | Marek Matejewski (3695 punktów) | No i znowu wywleczono temat "zła". A czymże jest to całe zło? Jak dla mnie niniejsze pojęcie dawno straciło okres ważności i jest przeterminowane niczym zgniłe jabłko.
Próba zdefiniowania terminu "zło" jest za każdym razem tak karkołomna, że w moim przypadku jeszcze żadna nie zakończyła się sukcesem. Rozumiem, że fideiści lubią operować tym terminem, bo jest dla nich narzędziem do konstruowania teologicznego bełkotu i pseudo-logicznych wywodów.
Jednak mając na uwadze współczesną wiedzę można śmiało stwierdzić, że żadne zdarzenie nie może być z jakiegoś uniwersalnego i obiektywnego punktu widzenia dobre bądź złe. Tu się nie da uniknąć relatywizacji.
Każde zdarzenie jest po prostu zmianą jakiegoś stanu rzeczywistości. Taka zmiana pociąga za sobą jakieś korzyści dla pewnych uczestników zdarzenia, a dla innych bywa niekorzystna. Jeśli fala tsunami zaleje wybrzeże i zatopi wielu ludzi, to znajdzie się mnóstwo organizmów, które na tym skorzystają. Jeśli jakiś idiota zatłucze mnie dla zabawy na ulicy, to robaki najedzą się moim truchłem i one z pewnością skorzystają. Jeśli zaatakuje mnie wygłodniały lew, bo po prostu chce się najeść i rozszarpie mnie na strzępy, to czy będzie to złem? A co jeśli ja wcześniej zdążę tego lwa zastrzelić? Czy postąpię źle?
Zdecydowanie skłaniam się do określania czynów bądź zaniechań (oraz szerzej "zdarzeń") mianem: - korzystnych bądź niekorzystnych dla danego podmiotu - moralnych bądź niemoralnych w ocenie danego podmiotu - uzasadnionych bądź nieuzasadnionych w punktu widzenia danego podmiotu itd. Podobnych kategorii można znaleźć wiele, ale każdorazowo trzeba je kolejno oceniać pod kątem jednego i tylko jednego podmiotu - co nie znaczy, że w rezultacie jakaś większa zbiorowość nie odniesie podobnej korzyści czy podobnej straty, nie uzna czegoś wspólnie za moralne czy niemoralne itd.
|
|
 | | Hodża (11172 punktów) | > Zdecydowanie skłaniam się do określania czynów bądź zaniechań (oraz szerzej "zdarzeń") mianem:> - korzystnych bądź niekorzystnych dla danego podmiotu> - moralnych bądź niemoralnych w ocenie danego podmiotu> - uzasadnionych bądź nieuzasadnionych w punktu widzenia danego podmiotu> itd.> Podobnych kategorii można znaleźć wiele, ale każdorazowo trzeba je kolejno oceniać pod kątem jednego i tylko jednego podmiotu - co nie znaczy, że w rezultacie jakaś większa zbiorowość nie odniesie podobnej korzyści czy podobnej straty, nie uzna czegoś wspólnie za moralne czy niemoralne itd.To właśnie jest relatywizm. I, chociaż dałem Ci plusa, muszę się sprzeciwić takiemu oglądowi kwestii wartościowania. Zważ bowiem, że prowadzić to będzie bezpośrednio i bardzo szybko do "moralności Kalego" i rozpadu społeczeństwa na zwalczające się grupki i jednostki, realizujące własne: - korzyści - przekonania moralne - zamierzenia. Czy chaos i walka, do których wiedzie taka droga, nie są przypadkiem - niekorzystne - amoralne - bezsensowne dla wszystkich ofiar takiej reformy? 
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
|  | 1 na 1 | Marek Matejewski (3695 punktów) | >To właśnie jest relatywizm. I, chociaż dałem Ci plusa, muszę się sprzeciwić takiemu oglądowi kwestii wartościowania. Zważ bowiem, że prowadzić to będzie bezpośrednio i bardzo szybko do "moralności Kalego" i rozpadu społeczeństwa na zwalczające się grupki i jednostki(...)
Takie "zwalczające się grupki" zawsze istniały. W czasach starożytnych czy średniowiecznych nie dostrzegano "zła" w atakowaniu i podbijaniu odmiennych grup społecznych czy całych narodów. Co więcej - niektóre z tych grup otrzymywały papieskie namaszczenie co by się im rzeź udała.
Jednak negując relatywizm wkraczamy na terytorium myślenia życzeniowego.
I tu się właśnie pojawia temat dojrzałości społeczeństwa. Członek takiej dojrzałej wspólnoty będzie wartościował rozumnie. Będzie przewidywał dużo większą liczbę potencjalnych skutków swoich zachowań. Będzie mieć świadomość, że zamordowanie i okradzenie sąsiada przysporzy mu tymczasowej korzyści, ale zarazem przyczyni się do antagonizacji nastrojów, spadku poczucia własnego bezpieczeństwa w przyszłości, poczucia winy, itd. Suma korzyści prędko okaże się mieć wartość ujemną. Inteligentna jednostka będzie mieć świadomość, że lepiej handlować z sąsiadem niż z nim walczyć. Lepiej współpracować niż samemu się męczyć budując np. dom.
>Czy chaos i walka, do których wiedzie taka droga (...)
Jest jeszcze prawo - któremu bez względu na korzyści, poglądy, poczucie moralności czy inne kryteria każdy członek danej szerszej społeczności musi się podporządkować. Płacenie podatków raczej każdy uzna za niekorzystne, ale jednak zdecydowana większość będzie je płacić. W efekcie uzyskujemy pewną stabilizację korzyści w szerszej skali i długoterminowym okresie.
W demokratycznych krajach prawo jest (no przynajmniej z założenia) narzędziem, które stoi na straży dalszego rozwoju danej cywilizacji.
Jeszcze wracając do terminów "dobro" i "zło" - brzmią trochę jak "Jaś i Małgosia". Przed chwilą próbowałem się zalogować w jednym z popularnych serwisów internetowych. Nagle na ekranie pojawił się komunikat: "Podałeś złe hasło". Godzinę wcześniej przechodziłem niedaleko posesji, gdzie na bramie wisiała tablica z napisem "Uwaga zły pies". Do tego pogodynka zapowiedziała złą pogodę na najbliższy wieczór. Nic tylko cytować ks. Natanka. Ostrzegał, że w XXI wieku zło osiągnie znaczną przewagę nad dobrem. I niech ten natankowy bełkot będzie podsumowaniem rozważań na temat "dobra" i "zła".
|
|
| |  | 1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | > Do tego pogodynka zapowiedziała złą pogodę na najbliższy wieczór.To chyba z Norwegii pochodzi to powiedzenie: pogoda jest zawsze dobra, tylko ubranie może być nieodpowiednie. 
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
|  | bógwamwybaczy (-46 punktów) (zablokowany) | Usunięte przez moderatora
|
|
|  | bógwamwybaczy (-46 punktów) (zablokowany) | Usunięte przez moderatora
|
|
|  | bógwamwybaczy (-46 punktów) (zablokowany) | Usunięte przez moderatora
|
|
bógwamwybaczy (-46 punktów) (zablokowany) | Usunięte przez moderatora
|
|
| Brzostowski (7067 punktów) |
Bóg, jak dobry i kochający swoje dzieci ojciec lub matka chce aby pociecha wyrosła na dobrego, uczciwego człowieka. Ma On swoją życiową mądrość, uczy zatem swoje dzieci "dobra" i przestrzega przed "złem". Niestety dzieci czasami wybierają "zło", ale przecież rodzic nie chce dorosłego człowieka zamknąć w klatce, mimo upadków powinien sam się uczyć, poznać "zło" i wybrać "dobro". To taki swoisty uniwersytet życia. Czyż My rodzice nie postępujemy podobnie? Wiemy że pójdzie na podwórko, to się wywali i będzie ryczał, wiemy że w przedszkolu złapie wirusa, itd ... Świadomi "zła", pozwalamy dziecku je poznać, aby następnym razem było bardziej czujne, aby nauczyło się postępować właściwie. Cóż w tym szokującego, że podobnie czyni Bóg? Oczywiście, mógłby zakazać ludziom wszystkiego co złe i za każdym razem interweniować! Ale czym byliby tacy ludzie, bez własnej woli? A Wy chcecie aby Wasze dzieci robiły tylko to co im każecie, aby były jak roślinki, bez własnej woli? No chyba, nie! Cóż zatem dziwnego, że Bóg może postępować podobnie?
Do tej pory pewnie większość się zgodzi. Niektórzy jednak zakrzyczą: przecież "zło" to też morderstwa, gwałty, krzywdzenie innych, itd...
No prawda. Ale czy Wasze dzieci w szkole nigdy nikomu nie zrobią krzywdy lub malej chociazby przykrości? Dlaczego na to pozwalacie! Przecież to prawie pewne, że wcześniej czy później tak się stanie! Pozwalacie na to, bo chcecie aby dziecko się uczyło, aby wyrosło na mądrego, rozsądnego człowieka, itd., a te drobne krzywdy lub przykrości których Wasze dziecko może być sprawcą lub ich doświadczyć traktujecie jako część tego potrzebnego doświadczenia życiowego.
Podobnie może być z Bogiem. Krzywdy wyrządzone innym, czyli to "zło" mogą nie mieć dla Boga istotnego znaczenia, co więcej, podobnie jak drobne przykrości których doznają dzieci w szkole, pomagają im w byciu dorosłym (uczą je), te krzywdy mogą być przepustką do nieba.
Problemem w zrozumieniu Boga jest tylko jedna rzecz: brak umiejętności wyrwania się z ludzkiej logiki. A przecież dla 5 latka zabrana zabawka jest szokiem, nie wie czy ją kiedykolwiek odzyska, dla niego generalnie tragedia, dla rodziców błahostka - kupią nową lub inną. Dla człowieka utrata zdrowia lub życia (bo istnieje "zło") - tragedia, dla Boga - błahostka, bo wie, że będziecie mieli drugie (i np taki Jezus mówi Wam o tym).
Zawsze można zapytać: to czemu ten Bóg nie wymyślił tego tak, aby generalnie było fajnie i bez "zła". No cholera go wie! Widocznie za wartość podstawową uznał wolną wolę, aby bycie dobrym wynikało z wolnej woli, a nie przymusu, aby miłość wynikała z wolnej woli, a nie przymusu. I ja osobiście, się z tym zgadzam.
|
|
1 na 1 | Mansur-Maciej (50 punktów) | Panie Andrzeju, w kwestii: > Nie wiem, czy autor tej wypowiedzi przemyślał, ale jest cała> gałąź teologii zajmująca się> problemem jak pogodzić istnienie dobrego, miłosiernego Boga z istnieniem zła. Tym problemem> zajmowało się wielu poważnych myślicieli, jak > chrześcijański filozof analityczny Alvin PlantingaW calym watku powtarza sie mysl ze theodycea to "galaz teologii" - mysle ze zgdzi sie Pan ze to nonsens. Teologia dowodzi swych tez opierajac sie na Objawieniu (w przypadku katolickich teologow, na Biblii i nauczaniu Magisterium Kosciola) a nie na racjonalnych argumentach jak filozofia. Od czasow Leibniza i Woltera do czasow Kolakowskiego, Plantingi i Hicka theodycea zawsze byla przedmiotem filozfii, proba racjonalnego wyjasnienia czy teistyczna hipoteza Boga jest logicznie spojna z obrazem swiata, w ktorym istnieje zlo. Moralne, zalezne od ludzkiej woli, np. Holocaust, i ontologiczne, np narodziny slepego pieska. Mialem okazje uczestniczyc w latach 80-tych w seminarium Kolakowskiego w All Souls College w Oxfordzie wlasnie z zakresu theodyceji. Przyklad ze slepym szczeniakiem jest jego autorstwa. Twierdzil on, ze o ile przy pomocy theodycei Leibniza mozna logicznie uzasadnic MOZLIWOSC koegzystencji dobrego i wszechmocnego Boga z moralnym zlem (argumentujac, ze wszechswiat w ktorym istnieje ludzka wolnosc, w tym wolnosc czynienia zla, jest najlepszym z mozliwych wszechswiatow, bo wszechswiat zaludniony przez robotow zaprogramowanych na czynienie dobra, bylby gorszy), to juz wszechswiata, w ktorym rodza sie slepe szczenieta, za najlepszy z mozliwych wszechswiatow logicznie uznac nie sposob. A wina za urodziny slepego pieska nie mozna obarczac przeciez ludzkiej wolnosci. I nie widac jaka korzysc wszechswiat albo Bog mialby odniesc z faktu urodzin takiego stworzenia, czyli bytu sprzecznego z wlasna natura (zakladajac ze teistyczny Bog, w swym doskonalym planie wszechswiata, zaplanowal psa jako istote ze swej natury wyposarzna we wzrok). Ten argument Kolakowskiego, ze zla ontologicznego w swiecie, przeciwko teistycznej hipotezie doskonalego Boga, jest o wiele silniejszy niz znany argument Woltera, oparty na jego przekonaniu, ze fakt naturalnych katastrof, jak trzesienie ziemi w Lizbonie w 1755 r., ktore zabilo tysiace niewinnych ludzi, przeczy hipotezie o wszechmocnym, dobrym, milujacym ludzi Bogu. Na argument Woltera skutecznie odpowiedzial Rousseau, dowodzac ze jesli ludzie zyliby zgdonie z natura, tzn z prawem naturalnym pochodzacym od Boga, nie budowaliby wielkich miast jak Lizbona, ktore niszcza nature, a zyliby na wsi. A na wsi trzesienia ziemi nikogo nie zabijaja. No jest jeszcze kwestia czy zgdonie z metafizyczna hipoteza grzechu pierworodnego, albo odpowiedzialnosci dzieci za grzechy przodkow, mozna twierdzic, ze ofiary tego kataklizmu byly "niewinne" Argument o slepym piesku bylby dla Rousseau zabojczy. Na ten argument Kolakowskiego, o ile wiem, nikt ze zwolennikow teistycznej hipotezy w filozofii do dzisiaj nie odpowiedzial. Ciekaw bylbym Pana zdania na ten temat, oraz co o tym mysla inni dyskutanci w tym watku.
|
|
 | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | >Argument o slepym piesku bylby dla Rousseau zabojczy. >Na ten argument Kolakowskiego, o ile wiem, nikt ze zwolennikow teistycznej hipotezy w filozofii do dzisiaj nie odpowiedzial. Gdybyś zawsze tak pisał, to spokojnie możnaby porozmawiać...
>co o tym mysla inni dyskutanci w tym watku. Piesek jest tylko przykładem, jakich miliony. Trzęsienie ziemi nie jest tu gorsze, a Rousseau wcale mnie ze swoją wsią nie przekonuje. Na pewnym poziomie można sobie jednak pozwolić na uogólnienia:
Czy w sytuacji, gdy istnieje na tym świecie cierpienie (i to często cholernie bolesne cierpienie) Bóg może być jednocześnie wszechmocny i nieskończenie dobry? Czy potrafisz odpowiedzieć na to pytanie?
|
|
| maruda (5550 punktów) | Mam takie dość naiwne pytanie, czy ma sens rozmowa o teodycei poza chrześcijaństwem. Czy jacyś inni bogowie pretendują do nieposkromionej, nieokiełznanej dobroci pomimo tego wszystkiego czego się dopuścili, lub tych wszystkich czynów za którymi ponoć stoją.
|
|
zoro (-102 punktów) (zablokowany) | Andrzej naprawdę nie rozumiesz? cz udajesz? Odpowiedz sobie na proste pytania a zrozumiesz: - dlaczego nie jesteśmy od razu w raju? (pomijając wątek Adama i Ewy i grzechu pierwotnego, skoncentruj się na wolności wyboru między dobrem a złem) - czym było by zaproszenie do uczestnictwa w "drodze krzyżowej" bez trudu walki ze złem (gdyby zła nie było)? - Nie sądzisz że paradoksalnie konieczność wyboru między dobrem a złem wyraźnie demaskuje ludzi obłudnych, fałszywych, leniwych, etc. oraz szlachetnych, pracowitych itd. PRAWDZIWY wybór dobra w życiu (nie myl z religią) jest cholernie nie wygodne. Reasumując obecność zła jest konieczna, nawoływanie do interwencji boskiej w celu eliminacji zła w kościele to jakiś absurd.
"The only thing necessary for the triumph of evil ... is for a good man to do nothing" Edmund Burke
|
|
 | 6 na 6 | MarcinK (9189 punktów) | > nawoływanie do interwencji boskiej w celu eliminacji zła w kościele to jakiś absurd.
To mówisz modlitwy to absurd?
|
|
|  | -2 na 2 zoro (-102 punktów) (zablokowany) | > > nawoływanie do interwencji boskiej w celu eliminacji zła w kościele to jakiś absurd.> To mówisz modlitwy to absurd?W zależności od kontekstu - wiadomo że Bóg nie zejdzie ziemie i nie wypleni całego zła - Bóg ingeruje nie inaczej jak tylko poprzez działanie ludzi. Więc jeśli podjąłeś jakieś działania w celu eliminacji zła, możesz się modlić o efekt swoich działań ale Andrzej jest daleki od takiej modlitwy  więc nie prowokuj.
"The only thing necessary for the triumph of evil ... is for a good man to do nothing" Edmund Burke
|
|
| |  | 7 na 7 | MarcinK (9189 punktów) | > wiadomo że Bóg nie zejdzie ziemie i nie wypleni całego złaA kto temu Pierdołie przeszkadza? > - Bóg ingeruje nie inaczej jak tylko poprzez działanie ludzi.To po co ten cały bóg jak ostatecznie my odwalamy całą robotę? Z resztą coś tu ściemniasz - tutaj ludziska obcięli biedakowi nogę, a to bóg popsuł im całą robotę: Cytat:Cud z Calandy - cud, który miał się wydarzyć w Calandzie w Hiszpanii 29 marca 1640 roku - młodemu rolnikowi, Miguelowi Pellicerowi, miała zostać przywrócona noga, która dwa i pół roku wcześniej została mu amputowana. > Więc jeśli podjąłeś jakieś działania w celu eliminacji zła,A jakie działania można podjąć w celu eliminacji tsunami, trzęsień ziemi czy białaczki u niemowląt? > ale Andrzej jest daleki od takiej modlitwy więc nie prowokuj.Bardzo chętnie sprowokuję
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|